background image

Erich Fromm (1970) Kryzys psychoanalizy. Strona 1 z 65 

 

 
 
 
 
 
 

Erich Fromm 

Kryzys psychoanalizy 

 

background image

Erich Fromm (1970) Kryzys psychoanalizy. Strona 2 z 65 

Wstęp  
 

Szkice składające się na tę książkę, pisane w odmiennych czasach, między rokiem 1932 a 1969, łączy wspólny 

wątek;  wzajemne  oddziaływanie  czynników  psychologicznych  i  społecznych.  Postanowiłem  opublikować 
wczesn

e  pisma  wydane  pierwotnie  po  niemiecku,  gdyż  są  do  dzisiaj  najpełniejszą,  a  zarazem  najściślejszą 

prezentacją podstaw teoretycznych, na których oparłem późniejsze prace. Wydaje mi się, że te wczesne pisma są 

dzisiaj szczególnie aktualne, gdyż poruszają temat, który współcześnie budzi żywe dyskusje, zwłaszcza kiedy 
chodzi o wzajemne odniesienia teorii Marksa i Freuda, dyskusje - 

obawiam się - po trosze dyletanckie i mylące. 

Niewiele chciałbym zmienić w tych wczesnych pismach, może z wyjątkiem tego, że dzisiaj nie sięgałbym do 

Freudowskiej kategorii libido, co zresztą dla istoty wywodu nie ma większego znaczenia. Oparłem się pokusie 

dokonywania  zmian,  natomiast  wskazałem  w  przypisach  niezgodności  między  tym,  co  wynika  z  tekstów,  a 

moimi  obecnymi  sądami;  przeróbki  polegają  jedynie  na  skróceniu  szkiców  tam,  gdzie  wydawały  mi  się 

przydługie  bądź  tam,  gdzie  chodziło  o  drobiazgi  dziś  już  mało  zajmujące.  Obszerny  wstępny  szkic,  "Kryzys 

psychoanalizy",  został  napisany  z  myślą  o  tym  zbiorze  (podobnie  Współczesność  i  matriarchat oraz Epilog). 

Poświęcony  w  zasadzie  teorii  i  terapii  psychoanalitycznej,  jest  próbą  zbadania  społecznych  uwarunkowań 

psychoanalizy, podobnie jak następny, który dotyczy Freudowskiego modelu człowieka. Teksty powstawały z 
rozmaitych powodów, rozdz

iały  różnią  się  więc  stylem,  a  pewne  twierdzenia  powtarzają  się.  Można  by  tego 

uniknąć  i  skrócić  szkice,  niszcząc  jednak  ich  formę.  Przyjęty  kształt  -  mam  nadzieję  -  nie razi czytelnika, 

zwłaszcza  że  te  powtarzające  się  tu  i  ówdzie  sądy  nie  są  identyczne  -  raz  bowiem  uwypuklają  te,  raz  inne 

względy  i  dzięki  temu  lepiej  objaśniają  się  nawzajem.  Szkic  "Kryzys  psychoanalizy"  jest  rekapitulacją  myśli 

rozwiniętych  szerzej  w  większym  i  nie  opublikowanym  jeszcze  studium  roboczo  nazwanym  "Psychoanaliza 
humanistyczn

a",  do  którego  powstania  przyczyniło  się  stypendium  badawcze  Research  Grant  5  ROIMNH 

13144-02, przyznane przez Narodowy Instytut Zdrowia Psychicznego przy U.S Public Health Service. 

Chciałbym  wyrazić  gorące  podziękowania  Josephowi  Cunnenowi  z  domu  wydawniczego Holt, Rinehardt i 

Winston  za  zrozumienie  i  daleko  idącą  pomoc  podczas  przygotowywania  rękopisu  do  druku,  a  także  dr. 

Jerome'owi  Bramsowi  za  wsparcie,  jakim  były  dyskusje  o  psychologii  ego.  E.F.  Styczeń  1970  I.  Kryzys 

psychoanalizy Współczesna psychoanaliza przeżywa kryzys, którego zewnętrznym objawem jest spadek liczby 

studentów wybierających staż w instytutach psychoanalitycznych, a także spadek liczby pacjentów szukających 

pomocy  psychoanalityka.  W  ostatnich  latach  pojawiły  się  terapie  konkurencyjne,  ich  twórcy  utrzymują,  że 

przynoszą  one  lepsze  rezultaty  w  znacznie  krótszym  czasie  za  znacznie  mniejsze  pieniądze.  Psychoanalityk  - 

którego jeszcze przed dziesięcioma laty członkowie miejskiej klasy średniej uważali za wyrocznię, jeżeli chodzi 
o ich ducho

we udręki - został teraz zepchnięty do defensywy przez konkurujących z nim psychoterapeutów i 

stracił monopol uzdrowiciela. Będzie nam łatwiej ocenić ów kryzys, gdy weźmiemy pod uwagę historię terapii 

psychoanalitycznej.  Ponad  pół  wieku  temu  psychoanaliza  stworzyła  nową  dziedzinę,  a  mówiąc  językiem 
ekonomii - 

nowy rynek. Wcześniej psychiatra mógł się zaopiekować człowiekiem, kiedy człowiek ów był albo 

bardzo chory psychicznie, albo dotknięty objawami dojmującymi i degradującymi społecznie. Mniej dotkliwe 

kłopoty  psychiczne  uważano  za  domenę  bądź  duchownego,  bądź  lekarza  domowego,  w  większości  zaś 

wypadków oczekiwano, że z takimi trudnościami człowiek będzie się zmagał sam i - jeżeli trzeba - cierpiał bez 

skargi.  Freud,  rozpoczynając  praktykę  terapeutyczną,  zajmował  się  pacjentami  "chorymi"  w  tradycyjnym 

rozumieniu  słowa:  byli  to  ludzie  cierpiący  na  skutek  pogłębiających  się  objawów  fobii,  natręctw,  histerii, 

aczkolwiek  nie  chorzy  psychicznie.  Potem  metoda  analityczna  powoli  zaczęła  być  stosowana  wobec  tych, 
k

tórych  nawet  nie  uważano  za  "chorych".  Ci  "pacjenci"  skarżyli  się  na  niezdolność  cieszenia  się  życiem,  na 

nieszczęśliwe małżeństwa, niesprecyzowane lęki, bolesne poczucie osamotnienia, na kłopoty z produktywnością 

w pracy, etc. Te skargi, w przeciwieństwie do wcześniejszej praktyki, były teraz kwalifikowane jako "choroby", 

a miał im zaradzić nowy "opiekun" - psychoanalityk, którego zadaniem było przeciwdziałanie "trudnościom" nie 

wymagającym, jak dotąd sądzono, pomocy profesjonalisty. Ta przemiana, która nie dokonała się z dnia na dzień, 

w  końcu  stała  się  bardzo  istotnym  czynnikiem  w  życiu  miejskiej  klasy  średniej,  zwłaszcza  w  Stanach 

Zjednoczonych.  Jeszcze  niedawno  uchodziło  za  "normalne",  że  osoba  należąca  do  swego  rodzaju  subkultury 
miejskiej "ma swego ps

ychoanalityka",  a  "kozetce"  poświęcono  mnóstwo  czasu,  jak  niegdyś  chodzeniu  do 

kościoła czy świątyni. Nietrudno dostrzec powody nagłego rozkwitu psychoanalizy. W tym stuleciu, w "wieku 

lęku",  jak  w  żadnym  innym  potęgowało  się  poczucie  samotności  i  wyizolowania.  Upadek  religii,  jałowość 

powierzchownie postrzeganej polityki, pojawienie się całkowicie wyobcowanego "człowieka zorganizowanego" 

pozbawiły miejską klasę średnią zarówno układu odniesień, jak i poczucia bezpieczeństwa w bezsensownym 

świecie. Wprawdzie nieliczni znajdowali nowe układy odniesienia w surrealizmie, w skrajnościach politycznych 

albo w buddyzmie Zen, jednak rozczarowani liberałowie szukali przeważnie takiej filozofii, której wyznawanie 

nie wymagałoby zasadniczej zmiany zapatrywań, a tym samym nie spowodowałoby by stania się "innymi" niż 

przyjaciele  i  koledzy.  Psychoanaliza  zaspokajała  tę  potrzebę.  Jeżeli  nawet  nie  udawało  się  uśmierzyć 

dolegliwości, to przecież przynosiła ulgę możliwość mówienia do kogoś, kto cierpliwie słucha i lepiej czy gorzej 

potrafi współczuć. To, że psychoanalityk słuchał za pieniądze, było nieistotnym mankamentem, jeżeli w ogóle 

było mankamentem, bo właśnie fakt płacenia psychoanalitykowi dowodził, że do terapii należy odnosić się serio, 

background image

Erich Fromm (1970) Kryzys psychoanalizy. Strona 3 z 65 

że jest ona czymś, co się liczy i na co można stawiać. Poza tym prestiżowa pozycja psychoanalizy wiązała się z 

ekonomią: chodziło o luksusowy towar. Psychoanalitycy oferowali namiastkę religii, poglądów politycznych i 

filozofii.  Freud  rzekomo  odkrył  wszelkie  sekrety  życia:  podświadomość,  kompleks  Edypa,  powtarzalność 

doświadczeń  dzieciństwa  przenoszonych  na  teraźniejszość:  dla  człowieka,  który  to  zrozumiał  nie  było  już 

tajemnic  ani  wątpliwości.  Stawał  się  członkiem  swego  rodzaju  ezoterycznej  sekty,  której  kapłanem  jest 
psychoanalityk: 

ów  człowiek,  trawiąc  czas  na  kozetce,  nie  czuł  się  już  tak  zdezorientowany  ani  samotny.  * 

Fromm  konsekwentnie  używa  terminu  unconsciousness  oraz  pochodnych.  także  polscy  psychoanalitycy 

"podświadomość" zastępują dzisiaj "nieświadomością". Jednak nazwa "podświadomość" solidnie zakorzeniła się 

w  polszczyźnie  i  jednoznacznie  odnosi  się  do  psychiki.  Każdy  wybór  jest  tu  ułomny.  "Podświadomość"  razi 

profesjonalistów, a "nieświadomość" może wprowadzić w błąd tych czytelników, którzy z psychologią nie mają 
do czyni

enia zawodowo (przyp. tłum.). Sprawdza się to zwłaszcza w odniesieniu do tych, którym doskwierają 

nie jakieś określone objawy, ale ogólne przygnębienie. Oni właśnie, chcąc zmienić się w jakiś sensowny sposób, 

musieli  zdobyć  się  na  wyobrażenie  człowieka  niewyobcowanego,  a  tym  samym  wyobrażenie  życia 

skoncentrowanego raczej wokół tego, żeby być niż żeby mieć lub używać. Takie zaś wyobrażenie wymagało 

radykalnej  krytyki  ich  własnego  społeczeństwa,  jego  jawnych  a  zwłaszcza  ukrytych,  norm  i  prawideł:  wobec 
tego 

wymagało odwagi koniecznej do przecięcia wielu wygodnych i asekurujących więzi i znalezienia się wśród 

mniejszości: a wobec tego wymagało mnożenia się psychoanalityków, którzy nie tkwią w duchowym i często 

psychologicznym  zamęcie  zautomatyzowanego,  przemysłowego  życia.  Często  można  było  dostrzec 

"dżentelmeńską  umowę"  między  pacjentem  a  psychoanalitykiem:  żaden  z  nich  nie  miał  ochoty  wstrząs 

wynikający z gruntownie nowego doświadczenia; obu wystarczały drobne "korekty" i obaj byli podświadomie 

wdzięczni sobie za nie ujawnianie podświadomych "knowań" (używając określenia R.D. Lainga). Póki pacjent 

przychodzi i płaci, a psychoanalityk słucha i "interpretuje", póty reguły gry pozostają nietknięte, sama zaś gra 

sprawia  przyjemność  obu  stronom.  Więcej,  odwiedzanie  psychoanalityka  służyło  często  uchylaniu  się  od 

budzących  trwogę  a  nieuniknionych  okoliczności  życia,  od  konieczności  podejmowania  decyzji  i  ryzyka.  W 

sytuacji  kiedy  nie  sposób  uchylić  się  od  decyzji  trudnej  czy  nawet  tragicznej,  człowiek  uzależniony  od 
p

sychoanalizy przekształcał konflikt realny w "neurotyczny", który wymagał "dalszego analizowania", czasem 

aż do momentu, w którym przestawała istnieć sytuacja wymagająca decydowania. Stanowczo zbyt często ani 
pacjenci nie stanowili wyzwania dla psychoanalityka, ani psychoanalityk dla pacjentów. Ci, którzy uczestniczyli 

w "dżentelmeńskiej umowie" nawet podświadomie nie chcieli być żadnym wyzwaniem, gdyż gładko płynącej 

łódki ich "spokojnej" egzystencji nic nie powinno narazić na kołysanie. W dodatku, ponieważ psychoanalitycy 

coraz częściej uważali natłok pacjentów za oczywistość, przeto wielu z nich zaczęło skłaniać się ku lenistwu i 

wierze  w  rynkowe  mniemanie,  że  skoro  ich  "wartość  rynkowa"  jest  wysoka,  to  równie  wysoka  musi  być 

"wartość  użytkowa".  Wielu  z  nich,  wspieranych  przez  Międzynarodowe  Towarzystwo  Psychoanalityczne  - 

potężną i prestiżową organizację, wierzyło, że poddanie się rytuałowi, od immatrykulacji po wręczenie dyplomu, 

sprawiło, iż posiedli "prawdę". W świecie, w którym gwarancją prawdy jest wielkość i potęga organizacji, po 

prostu trzymali się przyjętych reguł. Czy ów spis sugeruje, że psychoanaliza nie przyniosła ludziom żadnych 

istotnych zmian? Że była raczej celem niż środkiem do celu? W żadnym wypadku. Była tu mowa o nadużywaniu 
psychoanal

itycznej terapii przez niektórych lekarzy i niektórych pacjentów, a nie o poważnej działalności innych 

ani  o  ich  osiągnięciach.  Przeciwnie,  łatwe  negowanie  terapeutycznych  sukcesów  psychoanalizy  ,ile  raczej 

świadczy o tym, że modnym autorom trudno ogarnąć złożone zagadnienia związane z psychoanalizą. Krytyczne 

sądy  ludzi,  którzy  w  tej  dziedzinie  mają  doświadczenia  skromne  lub  żadne,  niewiele  ważą  w  konfrontacji  ze 

świadectwami  psychoanalityków  mogących  wskazać  -  i to w znacznej liczbie -  ludzi uwolnionych już  od 

gnębiących ich przedtem zaburzeń. Wielu pacjentów zaznało nowego przypływu sił i radości życia, i właśnie 

psychoanaliza doprowadziła do tych zmian. Rzecz jasna byli tacy pacjenci, którym nie udało się pomóc, byli też 

tacy,  u  których  nastąpiła  poprawa  bezsporna,  lecz  ograniczona:  nie  będziemy  jednak  zgłębiać  tutaj  statystyki 

psychoanalitycznych  sukcesów  leczniczych.  Nic  w  tym  dziwnego,  że  wielu  ludzi  chętnie  uwierzyło 

zapewnieniom, iż są szybsze i tańsze sposoby "kuracji". Psychoanaliza otworzyła widoki na to, że czyjejś niedoli 

może ulżyć profesjonalista. Zmiana stylu leczenia zmierzająca ku większej "wydajności", przyśpieszeniu tempa 
1, (*) (Por. Aniceto Aramoni, Nowa Analiza? Referat odczytany w Trzecim Forum Psychoanalitycznym w 
Meksyku w roku 1969 

(ukaże  się  w:  "Revista  de  Psychoanalisis,  Psiquiatria  y  Psicologia",  Mexico).  (*)  ku 

"aktywności  grupowej",  a  także  rozpowszechnienie  się  zapotrzebowania  na  "terapię"  wśród  ludzi,  których 

dochody nie pozwalały na wydłużające się, codzienne seanse - wszystko to spowodowało, że nowe terapie w 

sposób nieunikniony wydały się bardzo atrakcyjne i odciągnęły od psychoanalizy wielu potencjalnych pacjentów 

2. (*) (Wynalezienie terapii grupowej, bez względu na jej lecznicze zalety (których nie mogę należycie ocenić ze 

względu  na  brak  osobistego  doświadczenia),  zaspokoiło  popyt  na  tańszą  terapię  i  wyposażyło  terapię 

psychoanalityczną w dodatkowe zaplecze. Dzisiaj natomiast grupowe treningi wrażliwości w przystępny sposób 

zaspokajają potrzebę zamiany pewnego rodzaju terapii w element kultury masowej). (*) Jak dotąd poruszyłem 

tylko najbardziej oczywiste i powierzchowne przyczyny współczesnego kryzysu psychoanalizy, mianowicie zły 

użytek, jaki czyni z psychoanalizy spora liczba terapeutów i pacjentów. By przełamać kryzys, przynajmniej na 

tym  poziomie,  wystarczyłoby  tylko  domagać  się  staranniejszego  doboru  zarówno  leczących,  jak  i  leczonych. 

background image

Erich Fromm (1970) Kryzys psychoanalizy. Strona 4 z 65 

Nasuwa się jednak nieuniknione pytanie: jak mogło dojść do nadużycia? Próbowałem na nie odpowiedzieć w 
bardzo ograniczonym zakresie: n

a  pełną  odpowiedź  możemy  liczyć  dopiero  wtedy,  kiedy  oderwiemy  się  od 

zewnętrznych  objawów  i  zajmiemy  się  głębszym  kryzysem,  dotyczącym  istoty  psychoanalizy.  Jakie  są  jego 

przyczyny? Moim zdaniem główny powód polega na przemianie psychoanalizy, która była teorią radykalną, a 

stała  się  konformistyczna.  Początkowo  psychoanaliza  była  teorią  opartą  na  dociekliwości,  przenikliwą  i 

wyzwalającą - właśnie radykalną. Z wolna jednak traciła ten charakter, popadła w zastój, nie rozwinęła się i nie 

poszukała  odpowiedzi  na  zmienioną  sytuację,  w  jakiej  ludzie  znaleźli  się  po  pierwszej  wojnie  światowej. 

Zamiast  tego  stoczyła  się  w  konformizm  i  zabieganie  o  szacunek.  Najbardziej  twórczym  i  najbardziej 

radykalnym  osiągnięciem  teorii  Freuda  było  położenie  fundamentu  pod  "wiedzę  o  irracjonalności",  słowem 

nauka o podświadomości. Była to - jak uważał Freud - kontynuacja prac Kopernika i Darwina (a ja dodałbym 

jeszcze  Marksa),  ponieważ  ci  uczeni  zaatakowali  ludzkie  złudzenia  co  do  miejsca  zajmowanego  przez  ich 

planetę we wszechświecie oraz przez nich samych w przyrodzie i w społeczeństwie, a Freud zaatakował ostatnią 

i  nie  tkniętą  jeszcze  twierdzę  -  świadomość  człowieka,  pojmowaną  jako  podstawowy  i  ostateczny  punkt 

odniesień  doznań  psychicznych.  Freud  wykazał,  że  większość  tego,  czego  jesteśmy  świadomi  -  realnie nie 

istnieje. Idealistyczna filozofia i tradycyjna psychologia spotkały się z frontalnym wyzwaniem, postawiony też 

został kolejny krok ku wiedzy o tym, czym jest "rzeczywista rzeczywistość" (Zasadniczy krok w tym samym 
kier

unku  poczyniła  także  fizyka  teoretyczna,  kwestionując  inne  pewniki  dotyczące  natury  rzeczy).  Freud  nie 

stwierdził  po  prostu,  że  w  ogóle  istnieją  podświadome  procesy  (to  zrobili  przed  nim  już  inni),  lecz  wykazał 

doświadczalnie,  jak  one  funkcjonują,  zademonstrował,  jak  przejawiają  się  w  konkretnych,  dostrzegalnych 

zjawiskach: w nerwicach, w snach, w drobnych codziennych czynnościach. Jeżeli chodzi o wiedzę o człowieku, 

a  także  o  zdolność  rozróżniania  w  ludzkim  zachowaniu  pozorów  od  prawdy,  to  teoria  podświadomości  jest 

jednym z osiągnięć zasadniczych. W rezultacie nadała ona nowy wymiar pojęciu uczciwości 3, (*) (Przypis na 

końcu  rozdziału)  tworząc  tym  samym  nową  podstawę  krytycznego  myślenia.  Przed  Freudem  uważano,  że 

wystarczy znać świadome intencje człowieka, żeby ocenić jego szczerość. Po Freudzie to już było za mało: w 

gruncie  rzeczy  niewiele.  Poza  świadomością  czaiła  się  rzeczywistość  utajona  -  podświadomość:  klucz  do 

prawdziwych  intencji  człowieka.  Analizowanie  postaci  (lub  zbadanie  jej  zachowań  z  psychoanalitycznego 

punktu widzenia) sprawiło, że konwencjonalny wizerunek mieszczańskiej (bądź innej) "przyzwoitości", wraz z 

jej  hipokryzją  i  nieprawością,  właściwie  zatrząsł  się  w  posadach.  Człowiekowi  już  nie  wystarczało 

usprawiedliwienie własnych poczynań dobrymi intencjami 4. (*) (Marksowskie pojęcie "ideologii" ma to samo 

znaczenie co Freudowska "racjonalizacja", chociaż Marks nie próbował badać psychologicznego mechanizmu 

represyjności. (Por. E. Fromm, "Beyond the Chains of illusion", Trident Press and Pocket Books, Nowy Jork 

1962)  (*)  Owe  dobre  intencje,  jeżeli  nawet  były  subiektywnie  najzupełniej  szczere,  podlegały  dalszemu 

starannemu  badaniu:  wobec  każdej  kierowane  było  pytanie:  "co  się  za  tym  kryje?",  lub  jeszcze  lepiej:  "kim 

jesteś, ty ukryty za tobą"? Bo w gruncie rzeczy Freud umożliwił zbliżenie się do pytania "kim jesteś i kim ja 

jestem?", wyprowadzonego z ducha nowej rzeczywistości. Freudowską teorię przenika jednak głęboko sięgającą 

dwoistość 5. (*) (Bardziej szczegółowo analizuję to zagadnienie w rozdziale 2) (*) Freud, otwierając drogę do 

zrozumienia "fałszywej świadomości" i ludzkiego samozakłamania, był radykalnym (chociaż nie rewolucyjnym) 

myślicielem, który poszerzył o pewien obszar granice, w jakich tkwiło jego społeczeństwo. Był w pewnej mierze 

krytykiem  społecznym,  zwłaszcza  w  Przyszłości  złudzenia.  A  jednocześnie  wyrastał  z  uprzedzeń  i  filozofii 

swojej klasy i okresu historycznego. W ujęciu Freuda podświadomość była przede wszystkim siedzibą tłumionej 

seksualności,  a  odniesieniem  dla  "uczciwości"  były  głównie  perypetie  z  libido  w  dzieciństwie:  Freudowska 

krytyka społeczna ograniczała się do represywności seksualnej społeczeństwa. Freud był śmiałym i radykalnym 

myślicielem, kiedy dokonywał wielkich odkryć, jeżeli jednak chodziło o wyciąganie wniosków, to hamowała go 

niezachwiana  wiara,  że  społeczeństwo,  do  którego  należy,  aczkolwiek  bezspornie  niedoskonałe,  stanowi 

najwyższą formę ludzkiego rozwoju i że nie da się ulepszyć jego zasadniczych cech. Ta sprzeczność, tkwiąca w 
samym Freudzie i jeg

o  teorii,  nasunęła  następujące  pytanie:  który  z  aspektów  rozwiną  uczniowie?  Czy  będą 

podążać  za  tym  Freudem,  który  kontynuował  prace  Kopernika,  Darwina  i  Marksa,  czy  też  zadowolą  się  tym 

Freudem,  którego  myśli  oraz  odczucia  ograniczały  się  do  mieszczańskiej  ideologii  i  mieszczańskich 

doświadczeń?  Czy  zechcą  Freudowską  szczególną  teorię  podświadomości,  wywiedzioną  z  seksualności, 

rozwinąć w teorię ogólną, której przedmiotem byłaby pełnia doświadczeń tłumionej, represjonowanej psychiki? 

Czy  doprowadzą  szczególną  Freudowską  figurę  wyzwolenia  seksualnego  do  wymiaru  figury  ogólnego 

wyzwolenia  poprzez  poszerzenie  obszaru  świadomości?  Mówiąc  inaczej  i  ogólniej:  czy  rozwiną  najtęższe  i 

najbardziej  rewolucyjne  idee  Freuda,  czy  też  położą  nacisk  na  takie  teorie,  które  najłatwiej  zdoła  sobie 

przyswoić  społeczeństwo  konsumpcyjne?  Od  Freuda  można  zmierzać  zarówno  w  jednym,  jak  i  w  drugim 
kierunku. Jednak jego ortodoksyjni uczniowie wybrali Freuda - 

reformatora,  a  nie  radykała.  Nie  potrafili 

rozwinąć  teorii  Freudowskiej  przez  wyzwolenie  jej  zasadniczych  odkryć  z  ciasnych  ram  narzuconych  przez 

czasy i wypełnienie nimi konstrukcji szerszej i bardziej radykalnej. Wyprzedawali tę  aurę radykalizmu, która 

przed pierwszą wojną światową spowijała psychoanalizę, kiedy rzeczą śmiałą i rewolucyjną było demaskowanie 

hipokryzji seksualnej. Przewaga uczniów nastawionych konformistycznie wiązała się częściowo ze szczególnym 

rysem osobowości Freuda, który był nie tylko uczonym i terapeutą, ale i "reformatorem", wierzącym we własną 

background image

Erich Fromm (1970) Kryzys psychoanalizy. Strona 5 z 65 

misję:  stworzenie  ruchu  służącego  zreformowaniu  człowieka  w  sferze  racjonalności  i  etyki  6.  (*)  (Jeszcze  w 

roku  1910  Freud  zamyślał  skłonić  swoich  zwolenników  do  wstępowania  do  Międzynarodowego  Bractwa  na 

rzecz  Etyki  i  Kultury,  które  miały  przekształcić  się  w  organizację  wojujących  psychoanalityków.  Wkrótce 

porzucił ten projekt i zastąpił go planem założenia Międzynarodowego Towarzystwa Psychoanalityków. Por. E. 

Fromm, "Sigmund Freud's Mission", Harper & Row, Nowy Jork 1959, rozdział 8) (*) Był uczonym, ale mimo 
teo

retycznych zainteresowań nie tracił nigdy z oczu "ruchu" i polityki dotyczącej tej sprawy. Ludzie, których 

uczynił liderami tego ruchu, w ogóle nie byli zdolni do krytyki radykalnej. Freud nie mógł nie zdawać sobie z 

tego  sprawy,  ale  wybrał  ich,  ponieważ  cechowali  się  pewną  wybitną  właściwością  -  niekwestionowaną 

lojalnością wobec Freuda i wobec owego ruchu: i rzeczywiście, wielu z nich nabrało charakterystycznych cech 

biurokraty  związanego  z  pierwszą  lepszą  organizacją  polityczną.  Od  kiedy  ruch  zaczął  kontrolować  zarówno 

teorię,  jak  i  praktykę  terapeutyczną,  tego  rodzaju  wybór  przywódców  musiał  wywrzeć  znaczący  wpływ  na 

rozwój  psychoanalizy.  Inni  uczniowie  odeszli:  Jung  między  innymi  7  (*)  (Patrz:  rozdział  2)  dlatego,  że  był 
konserwatywnym romantykiem: Adle

r, ponieważ był bardziej powierzchownym, chociaż bardzo utalentowanym 

racjonalistą. Rank rozwinął interesujące poglądy, został jednak odepchnięty, w mniejszym chyba stopniu przez 

dogmatyczną  postawę  Freuda,  co  raczej na  skutek  zawiści  konkurentów.  Ferenczi,  może  najbardziej kochany 

spośród  uczniów  i  najhojniej  obdarzony  wyobraźnią,  nie  mający  ambicji  "lidera"  ani  odwagi,  by  zerwać  z 

Freudem,  został  mimo  to  bezceremonialnie  odtrącony,  kiedy  pod  koniec  życia  dopuścił  się  odchyleń  w  paru 
istotnych punktach. Wi

lhelm  Reich  został  usunięty  z  organizacji,  mimo  -  a raczej dlatego -  że  doprowadził 

Freudowską teorię płci do ostatecznych konsekwencji: sprawa Reicha jest szczególnie interesującym przykładem 

lęku  psychoanalitycznej  biurokracji  (w  tym  wypadku  również  samego  Freuda)  przez  zmianą  postawy 

reformatorskiej na radykalną w tej właśnie dziedzinie, którą Freud uczynił jądrem swego systemu. Zwycięzcy 

walk zaprowadzili na dworze Freuda ścisłą kontrolę, chociaż między nimi też toczyła się rywalizacja i również 
odgrywa

ła rolę zawiść. Najbardziej drastyczny ślad bitew, jakie toczyli między sobą członkowie grupy, można 

znaleźć  w  "dworskiej  biografii"  Ernesta  Jonesa,  w  której  autor  uznał  dwóch  swoich  głównych  rywali 

Ferencziego  i  Ranka,  za  chorych umysłowo  w  chwili  odejścia 8. (*) (Por. list Michaela Balinta do redaktora 
"The International Journal of Psycho - 

Analysis", t. 34, 1958. Por. również moje szczegółowe roztrząsania na 

temat stosunku Freuda do Ferencziego zawarte w "The Dogma of Christ" s. 131 -  147 (Holt, Rinehardt i 

Winston, Nowy Jork 1963; wydanie polskie "Dogmat Chrystusa", Test, Lublin 1992), a także moje uwagi na 

temat  w  "Sigmund  Freud's  Mission",  rozdział  6)  (*)  Najbardziej  ortodoksyjni  psychoanalitycy  pozwalali  się 

kontrolować psychoanalitycznej biurokracji, dostosowali się do jej reguł, a przynajmniej zapewniali na głos o 

lojalności. Niemniej wśród tych, którzy byli związani z organizacją, znaleźli się i tacy, którzy wnieśli oryginalny 

i  ważny  wkład  do  teorii  i  terapii  psychoanalitycznej,  jak:  S.  Rado,  F. Alexander, Frieda Fromm -  Reichman, 
Balintowie, R. Spitz, E. Erikson i wielu, wielu innych. Jednak zrzeszeni w organizacji psychoanalitycy w 

przygniatającej  większości  skłonni  byli  dostrzegać  tylko  to,  co  chcieli  dostrzec  (i  to  czego  się  po  nich 
spodziewano, 

że dostrzegą). Za jeden z najbardziej uderzających niech posłuży oczywisty fakt pomijany niemal 

w całej ortodoksyjnej literaturze psychoanalitycznej, że małe dziecko jest bardzo intensywnie związane z matką 

na  długo  przed  rozwinięciem  się  "kompleksu  Edypa"  i  że  ten  pierwotny  związek  z  matką  jest  udziałem  tak 

chłopców, jak i dziewcząt. Nieliczni, najbardziej twórczy i śmiali psychoanalitycy, np. Ferenczi, dostrzegali ów 

związek  i  przedstawiali  w  opisie  klinicznym,  kiedy  jednak  przechodzili  na  grunt  teorii,  powtarzali 

sformułowania Freuda, nie czyniąc żadnego użytku z własnych klinicznych obserwacji 9. (*) (John Bowlby w 

dociekliwej  rozprawie  "Istota  związku  dziecka  z  matką"  szczegółowo  przedstawił  historię  teorii 

psychoanalitycznej  z  uwzględnieniem  tego  aspektu  i  zwrócił  również  uwagę  na  sprzeczność  między  opisami 

klinicznymi  a  teorią  w  pracach  autorów  z  kręgu  psychoanalizy.  ("The  International  Journal  of  Psycho  - 
Analysis", t. 34, 1958, s. 355 - 

372). (*) Innym przykładem paraliżujących skutków kontroli biurokratycznej jest 

jednogłośna  akceptacja  założenia,  że  kobiety  to  wykastrowani  mężczyźni,  wyrażana  przez  niemal  wszystkich 

ortodoksyjnych psychoanalityków wbrew oczywistym danym klinicznym i wbrew temu, że zarówno dociekania 
biologiczne, jak i antropologicz

ne mówią coś wręcz przeciwnego. To samo odnosi się do roztrząsań na temat 

agresji.  Póki  sam  Freud  poświęcał  niewiele  uwagi  agresywności  człowieka,  póty  autorzy  psychoanalityczni 

również  ją  lekceważyli,  ale  po  odkryciu  przez  Freuda  popędu  śmierci,  centralnym  tematem  stała  się 

destruktywność. Już samo zaakceptowanie pojęcia popędu śmierci spowodowało, że natrafili na wiele przeszkód 

(ponieważ - jak sądzę - byli zbyt przywiązani do mechanistycznej teorii instynktów, żeby docenić głębię nowej 
teorii), ale i wte

dy  próbowali  dopasowywania,  postulując  istnienie  "popędu  destrukcyjnego"  jako 

przeciwieństwa  popędu  seksualnego:  tym  samym  odrzucali  stare  przeciwstawienie  instynktów  seksualnego  i 

samozachowawczego,  a  jednocześnie  posługiwali  się  starym  pojęciem  instynktu  10.  (*)  (Przypis  na  końcu 

rozdziału)  Z  powyższych  uwag  mogłoby  wynikać,  że  Freud  ponosi  winę  za  jałowość  ortodoksyjnej  myśli 

psychoanalitycznej. Z pewnością byłby to niewłaściwy wniosek. W końcu nikt nie zmuszał psychoanalityków do 

uległości:  byli  wolni  i  mogli  myśleć,  co  im  się  podoba.  W  najgorszym  razie  mogli  zostać  wykluczeni  z 

organizacji,  zresztą  ci  nieliczni,  którzy  zdobyli  się  na  "śmiały"  krok  nie  ponieśli  z  tego  powodu  żadnych 

bolesnych szkód, jeśli pominąć napiętnowanie przez biurokrację odmawiającą im tytułu psychoanalityka. Cóż 

więc powściągało ich śmiałość? Był pewien oczywisty powód. System, który wypracował Freud, był atakowany 

background image

Erich Fromm (1970) Kryzys psychoanalizy. Strona 6 z 65 

i ośmieszany przez niemal wszystkich "szacownych" profesjonałów i członków akademii, ponieważ ów system 

naruszał  wówczas  liczne  tabu  i  podważał  obiegowe  sądy.  Wrogość  otoczenia  sprawiała,  że  -  psychoanalityk 

działający w pojedynkę nie czuł się bezpiecznie. Można więc zrozumieć, że szukał oparcia w przynależności do 

organizacji, co upewniło go, że nie jest osamotniony, że jest członkiem sekty toczącej walkę i że skrupulatnie 

przestrzegane  posłuszeństwo  wobec  organizacji  sprawi,  że  będzie  ona  go  chronić,  kiedy  już  psychoanalityk 

zostanie  przez  nią  należycie  "namaszczony".  Było  też  naturalne,  że  wraz  z  wiarą  w  organizację  rozwinął  się 

swoisty "kult jednostki". Trzeba wziąć również pod uwagę jeszcze jeden czynnik. Psychoanaliza utrzymywała, 

że  zna  rozwiązanie  zagadki  ludzkiego  umysłu.  W  rzeczywistości  znała  pewne  "odpowiedzi"  -  jeżeli  w  tej 

dziedzinie  coś  takiego  w  ogóle  istnieje  -  dotyczące  pewnego  aspektu  zagadki:  jednak,  zważywszy  ogrom 

problemu,  znacznie  więcej  pozostawało obszarem  wciąż  nieznanym.  Jeżeli  jakiś  psychoanalityk  zdawał  sobie 

sprawę  z  fragmentaryczności  własnej  wiedzy  -  teoretycznej czy terapeutycznej -  to musiał  się  czuć  bardzo 

niepewnie w sytuacji, w której nawet to, co wie, jest ośmieszane i odrzucane. Czy wobec tego nie było czymś 

naturalnym, że podtrzymywał iluzję, jakoby Freud posiadł - w zasadzie - całą prawdę i wobec tego on sam, w 
magiczny sposób, jako 

członek  organizacji,  dzieli  z  Freudem  tę  właściwość?  Rzecz  jasna,  mógł  przyjąć  do 

wiadomości fakt, że jego wiedza jest cząstkowa i ma charakter hipotetyczny, ale wymagałoby to nie tylko sporej 

niezależności i odwagi, ale i produktywnego myślenia. A to z kolei wymagałoby od każdego psychoanalityka 

raczej  zajęcia  dociekliwej  postawy  badacza  niż  profesjonalisty,  który  stara  się  korzystać  ze  swej  teorii,  żeby 

zarobić  na  życie.  Naturalnie,  ten  sam  proces,  który  tu  opisałem  w  związku  z  ruchem  psychoanalitycznym  - 

proces zbiurokratyzowania i wyalienowania myśli - można zaobserwować w historii wielu ruchów politycznych, 

filozoficznych i religijnych. Stosunkowo rzadko występuje w historii nauki: z drugiej strony, najbardziej twórcze 

idee naukowe grzęzły i popadały w zastój w atmosferze biurokracji i dogmatyzmu 11. (*) (Dobrym przykładem 

na  biurokratyczne  zniekształcenie  nauki  jest  zniekształcenie  teoretycznych  odkryć  Marksa  przez  stalinizm  i 

przejściowe  zniszczenie  nauk  genetycznych  przez  szkołę  Łysenki  pod  rządami  Stalina). (*) Rozwój ruchu 

psychoanalitycznego  naszkicowałem  pobieżnie,  ponieważ  istnieje  poważniejszy,  aczkolwiek  niedostatecznie 

rozpoznany,  czynnik,  z  którym  kryzys  psychoanalizy  zrasta  się  głęboko  12.  (*)  (Przypis  na  końcu  rozdziału) 

Przedstawiając negatywne skutki wynikające ze zbiurokratyzowania ruchu psychoanalitycznego, zajmowaliśmy 

się  jednym  tylko  czynnikiem  prowadzącym  do  kryzysu.  Ważniejsze  są  jednak  zmiany  społeczne,  które  po 

pierwszej wojnie światowej narastały coraz szybciej. O ile z początkiem stulecia mieszczański liberalizm wciąż 

zawierał  elementy  radykalnej  krytyki  i  reformatorstwa,  o  tyle  trzon  klasy  średniej  stawał  się  bardziej 

konserwatywny,  w  miarę  jak  stabilizacji  systemu  zaczęły  zagrażać  nowe  siły  ekonomiczne  i  polityczne. 
Automatyzacj

a,  wyłonienie  się  "człowieka  zorganizowanego"  z  towarzyszącą  temu  utratą  indywidualności, 

pojawienie  się  dyktatur  w  ważnych  obszarach  świata,  groźba  wojny  nuklearnej  -  oto  -  kilka  ważniejszych 

czynników, które sprawiły, że klasa średnia znalazła się w defensywie. Większość psychoanalityków, dzieląc 

lęki klasy średniej, dzieliła również jej defensywną i ostrożną postawę. W odróżnieniu od tej większości istniała 

niewielka  mniejszość  radykalnie  nastawionych  psychoanalityków  -  psychoanalityczna "lewica" -którzy  starali 

się kontynuować i rozwijać radykalny system Freuda i zharmonizować Freudowskie poglądy psychoanalityczne 

ze społecznymi i psychologicznymi poglądami Marksa. Byli wśród nich S. Bernfeld i Wilhelm Reich, którzy 

próbowali  dokonać  syntezy  freudyzmu  i  marksizmu  13.  (*)  (W  późniejszych  latach,  przebywając  w  Stanach 

Zjednoczonych,  Reich  całkowicie  odwrócił  się  od  teorii  marksistowskiej  i  stracił  zupełnie  sympatię  do 

socjalizmu, który uważał za system gorszy od liberalnej polityki Roosevelta i Eisenhovera. (Por. Ilse Reich - 
Ollendorf, Wilhelm Reich, St. Martin's Press Inc. 

Nowy Jork 1969) (*) Moje własne prace również dotyczą tego 

samego zagadnienia, poczynając od Psychoanalyse und Soziologie (1928) i Das Christusdogma (1930) 14. (*) 

(Przekład angielski: "The Dogma of Christ" (Holt, Rinehardt & Winston Inc., Nowy Jork 1963; wydanie polskie 

"Dogmat Chrystusa", Test, Lublin 1992); myśli tam zawarte zostały rozwinięte w dwóch tekstach z roku 1932 

zamieszczonych  w  niniejszym  tomie  jako  rozdziały  8  i  9).  (*)  Już  w nowszych czasach R.D. Laing, jedna z 

najbardziej  oryginalnych  i  twórczych  postaci  współczesnej  psychoanalizy,  błyskotliwie  poruszył  zagadnienia 

psychoanalizy  postrzeganej  z  pozycji  radykalnej  politycznie  ihumanistycznie.  Równie  ważny  jest  wpływ 
psychoan

alizy  na  radykalną  awangardę  artystyczną  i  literacką.  Bardzo  interesujące  jest  to,  że  radykalne 

możliwości  Freuda,  generalnie  lekceważone  przez  zawodowych  psychoanalityków,  okazały  się  bardzo 

atrakcyjne dla radykalnych prądów w zupełnie innych dziedzinach. Ów wpływ zaznaczył się dobitnie zwłaszcza 

u  surrealistów,  ale  się  na  nich  nie  kończy.  Również  w  ostatnim  dziesięcioleciu  widać,  że  zagadnienia 

psychoanalizy intensywnie zaprzątają wielu filozofów radykalnych politycznie 15. (*) (Na przykład francuskie 
pis

mo  "L'Homme  et  la  Societe"  (Edition  Anthropos)  przygotowało  w  roku  1969  specjalne  wydanie,  którego 

tematem były "Freudo - marksizm i socjologia alienacji"). (*) W osnowie filozofii egzystencjalnej Jeana - Paula 

Sartre'a  można  dostrzec  bardzo  interesujące  ujęcia  stanowiące  pod  pewnymi  względami  dopełnienie  myśli 

psychoanalitycznej.  Poza  Sartre'em  i  Normanem  O.  Brownem  najbardziej  znany  w  tym  kręgu  jest  Herbert 

Marcuse, który swe zainteresowania związkami Marksa z Freudem dzieli z kilkoma członkami Instytutu Badań 

Społecznych we Frankfurcie, z Maxem Horkheimerem i nieżyjącym już Theodorem Adorno. Są jeszcze inni, 

zwłaszcza marksiści i socjaliści, którzy w ostatnich latach wykazali znaczne zainteresowanie tym zagadnieniem i 
sporo o nim napisali. Niestety, nowe 

piśmiennictwo często niedomaga, ponieważ autorami niejednokrotnie są 

background image

Erich Fromm (1970) Kryzys psychoanalizy. Strona 7 z 65 

"filozofowie psychoanalizy" o niedostatecznej wiedzy klinicznej. Żeby zrozumieć Freudowskie teorie, nie trzeba 

być  psychoanalitykiem,  ale  należy  znać  ich  kliniczne  podstawy:  zresztą  niezmiernie  łatwo  przeinaczyć  idee 

Freuda  i  nieopatrznie  cytować  go  bez  większego  sensu,  gdy  brak  wystarczającej  wiedzy  o  całym  systemie. 

Pisarstwo  Marcuse'a  na  temat  psychoanalizy,  obszerniejsze  niż  jakiegokolwiek  innego  filozofa,  to  dobry 

przykład specyficznych przeinaczeń narzuconych teorii psychoanalizy przez "filozofię psychoanalizy". Marcuse 

zapewnia,  że  w  swoich  pracach"  porusza  się  wyłącznie  w  sferze  teorii  i  że  trzyma  się  z  dala  od  dyscypliny 

technicznej,  jaką  stała  się  psychoanaliza".Takie  oświadczenie  dezorientuje.  Daje  do  zrozumienia,  że 

psychoanaliza  została  zapoczątkowana  jako  system  teoretyczny,  żeby  stać  się  później  stać  się  "dyscypliną 

techniczną";  tymczasem  -  rzecz jasna -  podstawą  metapsychologii  Freuda  były  jego  badania  kliniczne.  Co 
Marcuse r

ozumie  przez  "dyscyplinę  techniczną"?  Niekiedy  wydaje  się,  że  chodzi  mu  jedynie  o  zagadnienia 

terapii;  kiedy  indziej  używa  jednak  słowa  "techniczny"  w  odniesieniu  do  danych  klinicznych,  empirycznych. 

Tymczasem  nie  da  się  obronić  rozdzielenia  filozofii  oraz  teorii analitycznej z jednej strony od 

psychoanalitycznych  danych  klinicznych  z  drugiej,  skoro  chodzi  o  naukę,  której  pojęć  i  teorii  nie  da  się 

zrozumieć  w  oderwaniu  od  zjawisk  klinicznych  będących  podstawą  ich  rozwoju.  Konstruowanie  "filozofii 
psychoanal

izy"  ignorującej  swe  własne  podstawy  empiryczne  musi  prowadzić  nieuchronnie  do  poważnych 

błędów  w  rozumieniu  teorii.  Powtórzę  jeszcze  raz:  nie  sugeruję  tutaj,  że  trzeba  być  psychoanalitykiem  czy 

chociażby  poddać  się  psychoanalizie,  żeby  dyskutować  na  jej  temat.  Jeżeli  jednak  chce  się  zrozumieć 

zagadnienia psychoanalityczne, to należy wykazać pewne zainteresowanie danymi empirycznymi dotyczącymi 

jednostek  bądź  zbiorowości  i  mieć  pewne  przygotowanie  w  tej  mierze.  Marcuse  i  inni  uparcie  posługują  się 
takimi po

jęciami, jak regresja, narcyzm, perswazje etc. tkwiąc w świecie spekulacji najzupełniej abstrakcyjnych: 

korzystają  z  "wolności"  w  tworzeniu  konstrukcji  tyleż  precyzyjnych,  co  fantastycznych,  ponieważ  brak  im 

wiedzy  empirycznej,  która  mogłaby  być  sprawdzianem tych konstrukcji. Niestety, wielu czytelników czerpie 

wiedzę  o  Freudzie  w  taki  właśnie  wypaczony  sposób,  nie  mówiąc  już  o  poważnych  szkodach,  które  zawsze 

wyrządza kontakt z myślowym nieładem. Brak miejsca nie pozwala wdać się tu w obszerną dyskusję o takich 

pracach Marcuse'a wiążących się z psychoanalizą, jak Eros and Civilization, Człowiek jednowymiarowy (One - 
dimensional Man) i An Essay on Liberation 16. (*) (Herbert Marcuse, "Eros and Civilization" Beacon Press, 

Boston 1967 przekład polski "Człowiek jednowymiarowy", Warszawa 1991); "An Essay on Liberation" (Beacon 

Press, Boston 1968). W ostatniej pracy Marcuse zmienił wcześniejsze sądy i włączył do niej inne, niegdyś ostro 

przez  siebie  krytykowane,  czego  jednak  nie  zaznaczył  otwarcie).  (*)  Ograniczę  się  do  kilku  uwag.  Przede 

wszystkim Marcuse, a jest to autor poczytny, popełnia elementarne błędy, przedstawiając Freudowskie pojęcia. 

Na  przykład:  Marcuse  myli  Freudowską  "zasadę  rzeczywistości"  z  "zasadą  przyjemności"  (aczkolwiek  w 
pewnym punkcie wymieni

a  właściwy  cytat),  przyjmując,  że  jest  kilka  "zasad  rzeczywistości"  i  stanowczo 

twierdząc,  że  cywilizacją  Zachodu  rządzi  jedna  z  nich,  mianowicie  "zasada  wykonywania".  Czyżby  Marcuse 

popełniał rozpowszechniony błąd i uważał "zasadę przyjemności"za związaną z normą hedonistyczną, mówiącą, 

że  celem  życia  jest  przyjemność,  a  "zasadę  rzeczywistości"  za  związaną  ze  społeczną  normą  mówiącą,  że 

ludzkie dążenia winny kierować się ku pracy i poczuciu obowiązku? Rzecz jasna Freud niczego podobnego nie 

miał  na  myśli:  dla  Freuda  zasada  rzeczywistości  była  "modyfikacją"  zasady  przyjemności,  a  nie  jej 

przeciwstawieniem.  Freudowskie  pojęcie  nazwane  zasadą  rzeczywistości  polega  na  tym,  że  w  każdej  istocie 

ludzkiej  tkwi  zdolność  postrzegania  rzeczywistości  i  skłonność  do  zabezpieczania  się  przed  szkodami,  które 

może  spowodować  nie  kontrolowane  zaspokajanie  instynktów.  Owa  zasada  rzeczywistości  to  coś  zupełnie 

innego niż normy danej struktury społecznej: jakaś społeczność może bardzo surowo cenzurować pragnienia i 
fantazje sek

sualne,  a  wtedy  zasada  rzeczywistości,  skłaniając  daną  osobę  do  chronienia  się  przed 

samozniszczeniem,  nakaże  jej  tłumić  właśnie  takie  fantazje.  Normy  innej  społeczności  mogą  być  odwrotne  i 

wówczas  brak  jest  powodu,  dla  którego  zasada  rzeczywistości  miałaby  skutkować  tłumieniem  seksualności. 

"Zasada  rzeczywistości"  w  znaczeniu  Freudowskim  jest  w  obu  wypadkach  ta  sama;  inna  jest  tylko  struktura 

społeczna  i  to,  co  nazwałem  "charakterem  społecznym"  danej  kultury  i  klasy.  (Na  przykład  społeczność 
wojowników wyt

worzy  taki  charakter  społeczny,  w  którym  wspierane  będą  popędy  agresywne,  a  tłumione 

pragnienia współczucia i miłości; w społeczności pokojowej, opartej na współdziałaniu, będzie na odwrót. Inny 

przykład;  w  dziewiętnastowiecznym  zachodnim  społeczeństwie  klasy  średniej  tłumione  były  dążenia  do 

przyjemności i użycia, natomiast te, które sprzyjały chomikowaniu, a więc zmniejszeniu konsumpcji i radowaniu 

się  ciułactwem,  były  wzmacniane;  w  sto  lat  później  charakter  społeczny  nacechowany  jest  zamiłowaniem  do 
wyda

wania,  a  jednocześnie  tłumi  on  skłonności  do  chomikowania  i  ciułactwa,  jako  nie  odpowiadające 

zapotrzebowaniu społecznemu. W każdym społeczeństwie ogólny potencjał ludzkiej energii jest przekształcony 

w potencjał swoisty, który może zostać wykorzystany przez społeczeństwo do jego należytego funkcjonowania. 

Wobec tego to, co jest tłumione, zależy od tego, jaki społeczeństwo ma charakter, a nie od odmiennych "zasad 

rzeczywistości".  W  pismach  Marcuse'a  w  ogóle  nie  pojawia  się  jednak  pojęcie  charakteru  w  znaczeniu 

dynamicznym,  jakim  posługuje  się  Freud:  zapewne  dlatego,  że  nie  jest  ono  "filozoficzne",  lecz  empiryczne. 

Równie  poważnego  wypaczenia  teorii  Freuda  dopuszcza  się  Marcuse,  posługując  się  Freudowskim  pojęciem 

tłumienia. "Pojęć tłumienie, tłumiący w rozumieniu nietechnicznym" - pisze Marcuse - "używa się, żeby określić 

zarówno  świadome,  jak  i  nieświadome,  zewnętrzne  i  wewnętrzne  procesy  ograniczania,  przymuszania  i 

background image

Erich Fromm (1970) Kryzys psychoanalizy. Strona 8 z 65 

tłumienia"  17  (*)  (Herbert  Marcuse,  "Eros  and  Civilization",  Beacon  Press,  Boston  1955,  s.  8). (*) Jednak 

główną  kategorią  systemu  Freudowskiego  jest  "tłumienie"  w  znaczeniu  dynamicznym,  mianowicie  że  to,  co 

stłumione, nie jest uświadomione. Jeżeli pojęcia "tłumienia" użyje się zarówno wobec danych świadomych, jak i 

podświadomych,  to  znika  cała  doniosłość  Freudowskich  pojęć  zarówno  tłumienia,  jak  i  podświadomości.  To 

prawda, że słowo "tłumienie" ma dwa znaczenia. Pierwsze - obiegowe - oznacza dosłownie tłumić: czyli gnębić, 

represjonować, uciskać, przygniatać; natomiast drugie, używane przez Freuda, psychologiczne (i stosowane w 

psychologii  już  wcześniej),  oznacza  usunięcie  czegoś  ze  świadomości.  I  oba  znaczenia  nie  mają  ze  sobą  nic 

wspólnego.  Bezkrytycznie  posługując  się  pojęciem  tłumienia,  Marcuse  przekłamuje  podstawowe  zagadnienie 
psychoanalizy. 

Rozgrywa  dwojakie  znaczenia  słowa  "tłumienie",  jakby  oba  znaczenia  były  jednymi  -  w ten 

sposób  znaczenie  psychoanalityczne  przepada,  natomiast  pojawia  się  gładka  formuła,  która  dzięki 

niejednoznaczności słowa stapia kategorie polityczne i psychologiczne. Innym przykładem podejścia Marcuse'a 

do pojęć Freudowskich jest teoretyczne zagadnienie konserwatywnej natury Erosa i popędu życiowego. Marcuse 

mocno  podkreśla  "fakt",  że  Freud  przypisuje  tę  samą  konserwatywną  naturę  (powracania  do  wcześniejszego 
stadium) 

zarówno  Erosowi,  jak  i  instynktowi  śmierci.  Najwyraźniej  nie  zdaje  sobie  sprawy,  że  Freud  po 

pewnych  wahaniach  doszedł  w  "Zarysie  psychoanalizy"  do  przeciwstawnego  wniosku,  iż  Eros  nie  wykazuje 

konserwatywnej natury, i przyjął to stanowisko mimo poważnych trudności teoretycznych jakie, stwarzało 18. 
(*) (Sigmund Freud, "An Outline of Psychoanalysis", (Abriss der Psychoanalise), Standard Edition, The Hogarth 
Press, London 1938, s. 149.) 

(*) Jeżeli książkę "Eros and Civilization" ogołocimy z wielosłowia, to okaże się, że 

dla nowego człowieka w nierepresyjnym społeczeństwie ideałem będzie odnowienie seksualności pregenitalnej, 

zwłaszcza  skłaniającej  się  ku  sadyzmowi  i  koprofilii.  Wygląda  na  to,  że  ideałem  Marcuse'owskiego 

"nierepresyjnego społeczeństwa" jest w gruncie rzeczy jakiś infantylny raj, w którym praca zawsze jest zabawą i 

gdzie nie ma miejsca na poważny konflikt ani na tragedię. (Marcuse ani razu nie próbuje rozgryźć problemu, 

jakim jest konflikt między takim ideałem a strukturami zautomatyzowanego przemysłu). Ów ideał cofnięcia się 

do  infantylnej,  rządzonej  przez  libido  organizacji  splata  się  z  atakiem  na  fakt,  że  seksualizm  genitalny 

zdominował  popędy  pregenitalne.  Żonglerka  słowna  prowadzi  tu  do  tego,  że  podporządkowanie  oralnych  i 

analnych pragnień erotycznych prymatowi genitalności zostaje utożsamione z małżeństwem monogamicznym, z 

rodziną mieszczańską i wreszcie z regułą, że genitalna przyjemność seksualna jest tylko wtedy dopuszczalna, 

kiedy  służy  prokreacji.  Atakując  "dominację"  genitalną,  Marcuse  pomija  oczywisty  fakt,  że  seksualność 

genitalna  nie  ogranicza  się  w  żadnym  przypadku  do  prokreacji;  i  mężczyźni,  i  kobiety  zawsze  oddawali  się 

przyjemnościom seksu, niekoniecznie łącząc je z zamiarem prokreacji, a historia od bardzo dawna zna metody 
unik

ania ciąży. Marcuse właściwie podsuwa taką myśl: ponieważ perswazje - jak sadyzm czy koprofilia - nie 

skutkują  prokreacją,  są  zatem  bardziej  "wolne"  niż  seksualizm  genitalny.  Marcuse,  stosując  rewolucyjną 

retorykę, zaciemnia fakt, że jego postawa ma charakter irracjonalny i antyrewolucyjny. Marcuse'a pociągają - jak 

niektórych  awangardowych  artystów  i  pisarzy,  poczynając  od  de  Sade'a  i  Marinettiego,  a  kończąc  na 

współczesnych - infantylne zwrócenie się wstecz, perwersje oraz - jak sądzę - skrycie: destrukcja i nienawiść. 

Wyrażanie w literaturze i sztuce upadku społecznego bądź naukowe analizowanie go jest całkowicie zasadne; 

jeżeli zaś artysta lub pisarz podziela i gloryfikuje chorobliwość społeczeństwa, które chce zmienić, to sam jest 
zaprzeczeniem rewolucy

jności. Jest z tym blisko spokrewniona Marcuse'owska gloryfikacja Narcyza i Orfeusza, 

natomiast  Prometeusz  (którego,  nawiasem  mówiąc,  Marks  nazywał  "najwspanialszym  ze  świętych  i 

męczenników  w  filozoficznym  kalendarzu")  zostaje  zdegradowany  do  roli  "archetypicznego bohatera zasady 

rzeczywistości" 19. (*) (Ibid., rozdział 8) Orficko - narcystyczne wizje "powierzane są światu podziemnemu i 

śmierci". Orfeusz, zgodnie z klasyczną tradycją, jest "łączony z wprowadzeniem do homoseksualizmu". Jednak, 
powiada Marcu

se,  "Orfeusz,  podobnie  jak  Narcyz,  odtrąca  normalnego  Erosa  nie  dla  ideału  ascezy,  lecz  dla 

Erosa  pełniejszego.  Podobnie  jak  Narcyz,  protestuje  on  przeciw  represyjnemu  porządkowi  prokreacyjnej 

seksualności. Ten orficki i narcystyczny Eros jest zaprzeczeniem tego porządku - jest Wielką Odmową" 20. (*) 

(Ibid., s. 171.) Ową Wielką Odmowę również przedstawiono jako "odmowę oddzielenia się od przedmiotu (lub 

podmiotu) pożądanego przez libido" 21, (*) (Ibid., s. 170.) w tej ostatniej analizie jest to odmowa dorastania, 

odmowa oderwania się w pełni od matki i gleby, i odmowa doświadczenia pełnej radości seksualnej (genitalnej, 

nie zaś analnej lub sadystycznej). (Dziwna sprawa, bo wydaje się, że w "Człowieku jednowymiarowym" Wielka 

Odmowa  całkowicie  zmieniła  treść,  ale  nie  ma  ani  słowa  o  tej  zmianie;  nowe  znaczenie  polega  na  odmowie 

użycia pojęć, które są pomostem między teraźniejszością a przyszłością). Doskonale wiadomo, że taka myśl jest 

dokładną  odwrotnością  Freudowskiej  koncepcji  rozwoju  człowieka  i  raczej  koresponduje  z  Freudowską 

koncepcją nerwicy i psychozy. Idea wyzwolenia od supremacji seksualności genitalnej jest też - rzecz jasna - 

najzupełniej  sprzeczna  z  ideą  wyzwolenia  seksualnego,  którą  zaproponował  Reich,  a  która  dzisiaj  kwitnie  w 
najlepsze. Marcuse p

omija  fakt,  że  dla  Freuda  ewolucja  libido  od  pierwotnego  narcyzmu  po  poziom  oralny, 

analny  a  wreszcie  genitalny  nie  jest  w  istocie  sprawą  narastającego  tłumienia,  lecz  biologicznym  procesem 

dojrzewania  prowadzącym  do  nadrzędnej  pozycji  seksualności  genitalnej. Dla Freuda osoba zdrowa to taka, 

która  osiągnęła  poziom  genitalny  i  której stosunek  seksualny  sprawia  przyjemność;  cały  Freudowski  schemat 

ewolucyjny  opiera  się  na  koncepcji,  że  genitalność  to  najwyższy  stopień  rozwoju  libido.  Nie  zarzucam  tu 
Marcuse'

owi,  że  odstępuje  od  Freuda.  Zarzucam  mu  wywoływanie  zamętu  nie  tylko  na  skutek  błędnego 

background image

Erich Fromm (1970) Kryzys psychoanalizy. Strona 9 z 65 

stosowania Freudowskich pojęć, ale również w wyniku stwarzania wrażenia, że właśnie Marcuse reprezentuje 

freudyzm,  co  najwyżej  nieznacznie  skorygowany.  Tymczasem  Marcuse  konstruuje  teorię  przeciwstawną 

wszystkiemu,  co  jest  istotą myśli  Freuda. Osiąga  to,  cytując  zadania  wyrwane  z kontekstu  lub  twierdzenia,  z 

którym Freud z czasem wycofał się, bądź też przez czystą nieznajomość stanowiska Freuda i tego co ono znaczy. 
Mni

ej  więcej  tak  samo  jak  z  Freudem,  postępuje  Marcuse  z  Marksem.  Wprawdzie  krytykuje  marginesowo 

Marksa za nie odnalezienie całej prawdy o nowym człowieku, jednak stwarza wrażenie, że bez reszty podziela 

Marksowskie nastawienie wobec społeczeństwa socjalistycznego. Nigdzie nie komentuje jednak faktu, że jego 

własny ideał infantylnego nowego człowieka jest dokładnym zaprzeczeniem ideału Marksowskiego: człowieka 

produktywnego, samodzielnego, zdolnego do miłości i zainteresowanego wszystkim, co dzieje się wokół. Nie 

sposób wyzbyć się wrażenia, że Marcuse wykorzystuje popularność Freuda i Marksa wśród młodego pokolenia 

po  to,  by  jego  własny  -  antyfreudowski i antymarksowski -  wzór  Nowego  Człowieka  wydał  się  bardziej 

atrakcyjny.  Jak  to  możliwe,  że  taki  uczony  humanista jak Marcuse ma przed oczami do tego stopnia 

zniekształcony  obraz  psychoanalizy?  Wydaje  mi  się,  że  odpowiedzi  należy  szukać  w  szczególnego  rodzaju 

korzyści  jaką  Marcuse'owi  -  podobnie jak niektórym innym intelektualistom -  podsuwa psychoanaliza. Dla 
Ma

rcuse'a psychoanaliza nie jest empiryczną metodą odsłaniania podświadomych pragnień człowieka, ukrytych 

pod maską zracjonalizowania, nie jest teorią ad personam, która ujawnia charakter i różnorakie podświadome 

motywacje  "rozsądnych"  na  pozór  działań.  Dla  Marcuse'a psychoanaliza jest zbiorem metapsychologicznych 

spekulacji o śmierci, o instynkcie życia infantylnej seksualności, etc. Wielkim osiągnięciem Freuda okazało się 

podjęcie  wielu  zagadnień  pozostających  przedtem  wyłącznie  w  obrębie  abstrakcyjnego  filozofowania i 

uczynienie ich przedmiotem badań doświadczalnych. Natomiast Marcuse, jak się wydaje, usiłuje to osiągnięcie 

unieważnić  i  z  powrotem  zamienić  je  w  przedmiot  filozoficznych  spekulacji  -  w  danym  wypadku  mętnych. 
Oprócz psychoanalityków lewicowych 

oraz wspomnianych już członków Freudowskiej organizacji, chciałbym 

szczególnie zwrócić uwagę na czterech psychoanalityków, których dorobek jest bardziej systematyczny i wywarł 

większy  wpływ  w  porównaniu  z  dokonaniami  innych.  (Pomijam  wczesnych  dysydentów,  jak Adler, Rank, 

Jung).  Karen  Horney  pierwsza  spróbowała  ująć  krytycznie  Freudowską  psychologię  kobiety,  później  zaś  - 

pomijając  teorię  libido,  natomiast  podkreślając  znaczenie  czynników  kulturowych  -  rozwinęła  tę  próbę  i 

doprowadziła do wielu płodnych konstatacji. Harry Stack Sullivan, podobnie jak Horney, uznawał doniosłość 

czynników  kulturowych  i  w  swoim  ujęciu  psychoanalizy  jako  teorii  "stosunków  interpersonalnych"  również 

odrzucał teorię libido. O ile jego teoria człowieka jest - moim zdaniem - w jakiś sposób ograniczona faktem, że 

tworząc  model  człowieka  odwołuje  się  bez  reszty  do  współczesnego  człowieka  wyalienowanego,  o  tyle 

głównym osiągnięciem Sullivana było wniknięcie w świat fantazji i procesy komunikowania się ciężko chorych 

pacjentów,  a  zwłaszcza  schizofreników  22.  (*)  (Zazwyczaj  Horney,  Sullivana  i  mnie  klasyfikuje  się  jako 

"kulturalistów"  lub  "neofreudytów",  jednak  trudno  taką  klasyfikację  umotywować.  Byliśmy  przyjaciółmi, 

pracowaliśmy razem i podzielaliśmy pewne poglądy, zwłaszcza łączyło nas krytyczne nastawienie wobec teorii 

libido: mimo to dzielące nas różnice były większe niż podobieństwa, zwłaszcza gdy chodzi o "kulturowy" punkt 
widzenia. Horney i Sullivan rozpatrywali wzory kulturowe w tradycyjnym, antropologicznym znaczeniu, 
tymczasem 

moje  podejście  opierało  się  na  analizie  sił  ekonomicznych,  politycznych  i  psychologicznych 

będących podstawą społeczeństwa). (*) Erik H. Erikson wniósł znaczący wkład w teorię dzieciństwa oraz teorię 

społecznego wpływu na rozwój w dzieciństwie; przyczynił się także do rozwinięcia myśli psychoanalitycznej w 

studium  zagadnień  tożsamości  oraz  w  psychoanalitycznych  biografiach  Lutra  i  Gandhiego.  Wydaje  mi  się 

jednak,  że  Erikson  nie  posunął  się  tak  daleko,  jak  by  mógł,  gdyby  wyciągnął  bardziej  radykalne  wnioski  z 

niektórych  własnych  odkryć.  Melanie  Klein  i  jej  szkoła  mają  wielkie  zasługi  w  zwróceniu  uwagi  na  głęboką 

irracjonalność  człowieka,  gdyż  wykazali  jej  wyraźne  przejawy  u  małych  dzieci.  Zdaniem  większości 
psychoanalityków  - 

a  także  moim  -  tak dowody, jak i rozumowanie  Klein  nie  są  przekonujące.  Teorie  jej 

odegrały jednak przynajmniej rolę odtrutki wobec tendencji racjonalistycznych, które coraz silniej uwidaczniają 

się w ruchu psychoanalitycznym. Tendencje konformistyczne wśród większości psychoanalityków przejawiają 

się  głównie  w  obrębie  szkoły,  której  cechy  rozważę  bardziej  szczegółowo,  gdyż  zyskała  największy  prestiż  i 

wywiera największy wpływ na ruch psychoanalityczny: chodzi o psychologię ego. Szkołę tę założyła i uprawia 
grupa psychoanalityków 23, (*) (

Założycielami  szkoły  są  H.  Hartmann,  R.M.  Loewenstein,  E.  Kris.  Wśród 

innych reprezentantów psychologii ego znajdują się D. Rapaport, B. Gill, G. Klein, R.R. Holt i R.W. White). (*) 

którzy  współpracując  ze  sobą,  rozwinęli  system  uzupełniający  klasyczną  teorię,  nie  kwestionując  zarazem  jej 

dotychczasowych  osiągnięć.  Nazwa  "psycholodzy  ego"  wzięła  się  stąd,  że  wspomniani  badacze  skierowali 

zainteresowania teoretyczne ku ego, z dala od id, skupiającego dotychczas uwagę systemu Freuda, czyli z dala 
od irracjona

lnych  namiętności,  które  motywując  człowieka,  kryją  się  jednak  w  jego  podświadomości.  Owo 

zainteresowanie dziedziną ego ma szacowny rodowód. Zwłaszcza od kiedy Freudowski podział id - ego - super - 

ego  wyparł  dawniejsze  systemowe  przeciwstawienie  ucs  (od  unconscious  -  tłum.)  (podświadomości)  i  cs  (od 
conscious - 

tłum.) (świadomości), pojęcie ego znalazło się w centrum teorii psychoanalizy. Zmianę terminologii 

przez  Freuda,  a  do  pewnego  stopnia  treści  zagadnienia,  sprowokowało  -  między  innymi  -  odkrycie 

podświadomych  aspektów  ego,  przez  co  wcześniejsze  rozgraniczenia  musiały  się  wydać  przestarzałe.  Innym 

oparciem  dla  twierdzenia,  że  psychologia  ego  jest  organicznym  rozwinięciem,  głęboko  zakorzenionym  w 

background image

Erich Fromm (1970) Kryzys psychoanalizy. Strona 10 z 65 

10 

klasycznej teorii Freuda, była praca Anny Freud "The Ego and the Mechanism of Defense" (1964). Psycholodzy 

ego podkreślali, że studium Anny Freud w żadnym razie nie było pierwszym przedstawieniem ich stanowiska. 

Badania  dotyczące  nieświadomych  aspektów  funkcjonowania  ego  Freud  przeprowadził  wcześniej.  Jednak 
wbr

ew poprawnemu powoływaniu się na Freuda, co czyni go ojcem psychologii ego, to ojcostwo Freuda nie jest 

aż  tak  bezsporne,  jak  się  wydaje  Hartmannowi  i  jego  grupie.  Freud  wykazywał  wprawdzie  rosnące 
zainteresowanie tematem ego, jednak Freudowska psychologia 

analityczna trwale ogniskowała się na sprawie 

podświadomych popędów, motywujących postępowanie, i z tego powodu Freud zawsze pozostał "psychologiem 

id". Psychologię ego zaprezentował publicznie Heinz Hartmann w rozprawie wydanej w rok po śmierci Freuda, 
tzn. w 1939 roku. W rozprawie "Ego Psychology and the Problem of Adaptation" 24 (*) (Pierwsze niemieckie 

wydanie  rozprawy  zamieszcza  "Internationale  Zeitschrift  fur  Psychoanalyse  und  Imago",  1939.  Przekład 
angielski D. Rapaporta, International Universities 

Press, Nowy Jork 1958. Ponieważ przedstawienie psychologii 

ego w  niniejszym  tekście  musi  być  z  konieczności  zwięzłe,  zajmę  się  głównie  tą  właśnie  rozprawą,  w  której 

poruszono  już  większość  istotnych  koncepcji  dotyczących  psychologii  ego;  zresztą  bez  napomknienia,  że  w 

późniejszych pracach Hartmann oraz inni członkowie jego szkoły nie dokonali żadnych znaczących uzupełnień 

ani  udoskonaleń.  Chciałbym  wyrazić  podziękowanie  Jarome'owi  Bramsowi  za  pomoc  w  przygotowaniu 
szerszego studium na temat psychologii ego)

. (*) H. Hartmann położył podstawy pod nowy system, skupiając się 

na  procesie  adaptacji.  Cel  rewizji  objaśnia  wyraźnie:  "Psychoanaliza  zaczęła  się  od  studiowania  patologii  i 

zjawisk  z  pogranicza  zwykłej  psychologii  i  psychopatologii.  Wówczas  koncentrowała  się  na  id  i  popędach 

instynktownych (...) Dzisiaj już nie wątpimy w to, że psychoanaliza może domagać się uznania za psychologię 

ogólną  w  najszerszym  sensie  słowa,  a  nasza  koncepcja  metod  pracy,  które  zasadnie  mogą  zostać  uznane  za 

psychoanalityczne, sięga szerzej, głębiej i jest bardziej wnikliwa" 25. (*) (Ibid., s. 4.) Nowe ujęcie psychoanalizy 

jako  psychologii  ogólnej  spowodowało,  że  psycholodzy  ego  skupili  uwagę  na  zjawiskach,  które  starsza 

psychoanaliza albo pomijała, albo którymi interesowała się w ostatnich latach jedynie marginalnie, a były to: 

"procesy i sposoby działania tego systemu psychicznego, który odpowiada za osiągnięcia przystosowawcze" 26. 

(*)  (Ibid.,  s.  5.)  Teza,  która  stała  się  podstawą  dalszego  rozwoju  psychologii  ego  powiada,  że  nie  każde 

przystosowanie  się  do  otoczenia,  nie  każdy  proces  uczenia  czy  dojrzewania  są  konfliktem;  rozwijanie  się 

percepcji,  zamiarów,  rozumienia  przedmiotów,  myślenia  językowego,  zjawisk  przypomnieniowych, 

produktywności,  poprzez  fazy  rozwoju  motorycznego,  chwytania, raczkowania, chodzenia po procesy 
dojrzewania i uczenia - 

zachodzi  bez  konfliktu.  Następnie  Hartmann  zaproponował  przyjęcie  tymczasowej 

nazwy bezkonfliktowa ego -  sfera (w oryginale: conflict -  free ego sphere - 

tłum.)  dla  tego  właśnie  zespołu 

funkc

ji,  które  w  danym  czasie  wywierają  wpływ  i  skutkują  poza  obszarami  konfliktów  psychicznych. 

Psychologia  ego  podkreśla  rolę  woli  i  "zdeseksualizowanej"  energii  libido  wraz  z  "odagresywnioną"  energią 

destrukcji, które zaopatrują ego w energię pozwalającą mu wypełnić funkcje, w tym funkcję woli 27. (*) (R.W. 

White zwrócił uwagę, że koncepcji "neutralizacji" i "deneutralizacji" libido bądź agresywnej energii nie da się 

dziś obronić w świetle, tego co dzisiaj wiadomo o funkcjonowaniu systemu nerwowego. Zamiast tego White 

proponuje  koncepcję  niezależnych  energii  ego,  istniejących  od  urodzenia,  a  wykorzystywanych  w  procesie 

rozwoju i w działaniach ego.) (*) O ile same te koncepcje oznaczają rezygnację z Freudowskiego nacisku na 

zainteresowanie siłami irracjonalnymi, determinującymi wolę i ograniczającymi działanie ego, o tyle zawarty w 

nich stosunek do id i ego jest odstępstwem jeszcze bardziej zasadniczym. Freud postrzegał id jako astrukturalne 

"kłębowisko namiętności"; B. Gill, za aprobatą większości psychologów ego, proponuje przyjąć, że id posiada 

strukturę,  jeżeli  nie  logiczną,  to  przynajmniej  jakąś  prelogiczną.  Id  i  ego  nie  są  już  postrzegane  jako 

przeciwieństwa,  lecz  jako  ciągłość.  Wynika  z  tego,  że  to  co  Freud  uważa  za  dychotomię,  mianowicie 

rozdzielność  zasad  przyjemności  i  rzeczywistości,  energii  ruchomej  i  spętanej,  procesów  pierwotnych  i 

wtórnych,  psycholodzy  ego  przedstawiają  jako  ciągłości.  Wyobrażają  sobie,  jak  w  wypadku  ego  i  id,  że 

zhierarchizowana ciągłość sił i struktur istnieje na wszystkich poziomach. Takie zaś założenie ciągłości sprawia, 

że  dialektyka  ujęcia  Freudowskiego  znika.  Uwaga  Freuda  w  tym,  jak  i  każdym  innym  wypadku  była  przede 

wszystkim  skupiona  na  konflikcie  przeciwieństw  oraz  na  nowych  zjawiskach  wytworzonych  przez  konflikt. 
Dialektyc

zną  metodę  myślenia  wypiera  tu  pogląd,  w  którym  koncepcję  konfliktu  przeciwieństw  zastąpiła 

koncepcja wzrostu przez rozwój w obrębie zhierarchizowanej struktury. Konformistyczny charakter psychologii 

ego  widać  dużo  wyraźniej  w  ego  -  psychologicznym przewartościowaniu  zasadniczych  celów  Freuda  niż  w 

subtelnych zagadnieniach teoretycznych. W śmiałym poetyckim sformułowaniu Freud jako swój cel przedstawia 

terapię i rozwój człowieka: "Gdzie było id, tam będzie ego". Było to wyznanie wiary Freuda w rozum; taka była 

raison  d'etre  Freudowskiej  metody  wyzwolenia  człowieka:  sprawienie,  że  podświadome  stanie  świadomym. 

Jednak Hartmann twierdzi, że deklaracja Freuda często bywa "źle zrozumiana": "Nie znaczy ona, że był, lub że 

kiedykolwiek  pojawi  się  człowiek  całkowicie racjonalny; chodzi tylko o zasugerowanie pewnej tendencji 
historyczno  - 

kulturowej  oraz  terapeutycznego  celu"  28.  (*)  (H.  Hartmann,  op.  cit.  s.  73.)  Oto  jak  wygląda 

pozytywistyczna  wersja  radykalnej  idei.  Opisywana  tendencja,  opatrzona  uwagą,  że  nigdy  nie  było  ani  nie 

będzie człowieka całkowicie racjonalnego, zamienia się w truizm za sprawą słowa "całkowicie". Tym, co liczyło 

się  dla  Freuda,  nie  było  maximum  rozwoju  ego,  lecz  osiągalne  przez  człowieka  optimum.  Freud  ustanowił 

zasadę normatywną, opartą na własnej teorii człowieka, mianowicie że człowiek powinien starać się id w ego tak 

background image

Erich Fromm (1970) Kryzys psychoanalizy. Strona 11 z 65 

11 

dalece,  jak  potrafi,  ponieważ  im  lepiej  urzeczywistni  to  dążenie,  w  tym  większym  stopniu  uwolni  się  od 
neurotycznych i -  co wychodzi na jedno -  niepotrzebnych z egzystencjona

lnego  punktu  widzenia  cierpień. 

Dokładnie  na  tym  polega  różnica  między  Freudem,  który  postuluje  pewną  normę  rozwoju  człowieka,  a 

pozytywistą,  który  Freudowskie  motto  przywołuje  jedynie  jako  uwagę  na  temat  pewnej  "historyczno  - 
kulturowej "tendencji, zaprze

czając  tym  samym  radykalnej,  normatywnej  treści  motta,  wyrażonej  w  słowie 

powinien. To samo konformistyczne nastawienie można dostrzec w podejściu Hartmanna do koncepcji zdrowia 

psychicznego. Hartmann krytykuje tych, którzy "udzielają pochopnych wypowiedzi na temat atrybutów zdrowia 

idealnego"  i  zapewnia,  że  ci  sami  "nie  doceniają  zarówno  wielkiej  różnorodności  takich  osobowości,  które  - 

praktycznie  rzecz  biorąc  -  trzeba  uznać  za  zdrowe,  jak  i  tego,  że  liczne  typy  osobowości  są  niezbędne 

społecznie"  29.  (*)  (Ibid.,  s.  81.)  Co  należy  rozumieć  przez  "praktycznie  rzecz  biorąc"?  Za  pomocą  tej 

niejasności  językowej Hartmann omija  jedno  z najbardziej  istotnych  zagadnień w  naszej  dziedzinie  -  kwestię 

dwóch  rozumień  psychicznego  zdrowia.  Pierwsze  odnosi  się  do  funkcjonowania systemu psychicznego w 

sytuacji  optymalnego  rozwoju;  nazywam  je  "humanistycznym",  ponieważ  koncentruje  się  na  człowieku. 

Sformułowanie Freuda, że zdrowie zawiera w sobie zdolność do miłości i pracy, może się wydać ogólnikem, ale 
wynika z niego ja

sno,  że  osoba  nienawidząca,  destruktywna  i  niezdolna  do  miłości  nie  jest  zdrowa.  Mówiąc 

konkretniej: Freud nie uznałby za "zdrową" osoby, która cofnęła się do poziomu analno - sadystycznego. Czy 

jednak  taka osoba nie  może  należycie  funkcjonować w jakimś  szczególnym  społeczeństwie?  Czy  sadysta  nie 

funkcjonował  należycie  w  systemie  nazistowskim,  a  osoba  kochająca  nie  była  do  niego  całkowicie 

niedostosowana? Czy osoba wyalienowana, niewiele kochająca, o słabym poczuciu tożsamości, nie dostosuje się 
lepiej do w

spółczesnego społeczeństwa technologicznego niż ktoś wrażliwy, głęboko uczuciowy? Kiedy mowa o 

zdrowiu  w  chorym  społeczeństwie,  używa  się  drugiego  pojęcia  -  zdrowia  w  sensie  społecznym,  co  oznacza 

dostosowanie  się  do  społeczeństwa.  Istota  zagadnienia  sprowadza  się  tu  jak  najściślej  do  konfliktu  między 

"zdrowiem"  w  znaczeniu  humanistycznym  a  "zdrowiem"  w  znaczeniu  społecznym;  człowiek  może  dobrze 

funkcjonować  w  chorym  społeczeństwie  właśnie  dlatego,  że  jest  chory  w  kategoriach  ludzkich.  Wobec  tego 

słowa "praktycznie rzecz biorąc" pozwalają wnosić, że jeżeli jakaś osobowość jest pożądana z punktu widzenia 

społeczeństwa,  to  osoba  o  takiej  osobowości  zostanie  uznana  za  zdrową  z  punktu  widzenia  psychoanalizy. 

Hartmann  usunął  tu  najważniejszy  i  radykalny  element  systemu  Freudowskiego:  krytykę  postaw  moralnych 

klasy średniej i protest przeciw tym postawom w imię człowieka i jego rozwoju. Na skutek utożsamienia pojęć 

zdrowia  w  sensie  "ludzkim"  i  "społecznym"  i  wynikającej  z  tego  odmowy  uznania  patologii  społecznej, 
H

artmann znalazł się w opozycji do Freuda który mówił  o "nerwicach zbiorowych" i "patologii społeczności 

cywilizowanych" 30. 

(*)  (Por.  Sigmund  Freud,  "Civilization  and  Its  Discontents",  przekład  J.  Riviere,  The 

Hogarth Press, Londyn 1935, s. 141 - 142.) (*) 

Hartmann nie widzi, że seksualna represywność wiktoriańskiej 

klasy średniej była w jego rozumieniu "zdrowa", ponieważ owa klasa średnia musiała rozwijać sknerski, wrogi 

przyjemności i użyciu charakter społeczny jako psychologiczną podstawę dla takiej akumulacji kapitału, jakiej 

wymagała dziewiętnastowieczna ekonomia. Freud występował w imieniu człowieka, przyjęte zaś zwyczajowo 

natężenie  represywności  seksualnej  krytykował  dlatego,  że  prowadziło  do  choroby  umysłu.  W  połowie 

dwudziestego wieku tłumienie seksualności już nie jest problemem, ponieważ wraz z rozwojem społeczeństwa 

konsumpcyjnego sam seks stał się artykułem konsumpcyjnym, a dążenie do bezustannej satysfakcji seksualnej 

jest  częścią  konsumpcyjnego  wzoru,  który  z  kolei  zaspokaja  ekonomiczne  potrzeby zautomatyzowanego 

społeczeństwa. W dzisiejszym społeczeństwie, takim jakie ono jest, tłumione są inne popędy: życia pełną piersią, 

bycia wolnym, kochania. Gdyby ludzie byli dzisiaj zdrowi w sensie ludzkim, to do wypełniania społecznej roli 
nadawaliby si

ę raczej gorzej niż lepiej; jednak mogliby protestować przeciw choremu społeczeństwu i domagać 

się  takich  zmian  ekonomiczno  -  społecznych,  które  mogłyby  zmniejszyć  przedział  między  zdrowiem  w 

znaczeniu  ludzkim  a  zdrowiem  w  znaczeniu  społecznym.  Psychologia  ego  przeprowadza  drastyczną  rewizję 

systemu  Freudowskiego,  rewizję  ducha  tego  systemu,  nie  zaś  -  poza  paroma  wyjątkami  -  jego  pojęć.  Tego 

rodzaju  rewizja  to  zwykły  los  teorii  i  wizji  radykalnych,  stanowiących  wyzwanie.  Ortodoksja  zachowuje 
doktryny w ich 

oryginalnej formie, chroni je przed atakami i krytyką, ale "reinterpretuje" je, wprowadza nowe 

akcenty, opatruje naddatkami, zapewniając jednocześnie, że wszystko to odnaleźć można w słowach mistrza. W 
ten sposób rewizja zmienia ducha oryginalnej nauki, je

dnocześnie pozostając "ortodoksyjna". Inny typ rewizji, 

który proponuję nazwać dialektycznym, polega na takim rewidowaniu "klasycznych" sformułowań, które ma na 

celu zachowanie ich ducha. Tego rodzaju rewizja stara się o zachowanie istoty oryginalnej doktryny w drodze 

uwalniania  jej  od  założeń  narzuconych  przez  konkretne  czasy  i  wynikających  stąd  teoretycznych  ograniczeń. 

Rewizja tego typu stara się rozwiązywać sprzeczności klasycznej teorii w stylu dialektycznym i modyfikuje tę 

teorię,  stosując  ją  do  nowych  zagadnień  i  doświadczeń.  Może  najważniejsza  rewizja  sprowadza  się  do  tego, 

czego psychologia ego nie zrobiła. Nie rozwinęła "psychologii id", to znaczy nie próbowała wnieść wkładu do 
tego, co jest rdzeniem systemu Freuda - do "nauki o irracjonalnym". Nie 

przyczyniła się do poszerzenia naszej 

wiedzy  o  podświadomych  procesach,  o  konfliktach,  oporze,  racjonalizacjach,  przeniesieniu.  Ważniejsze  jest 

jednak to, że psychologia ego nie dokonała krytycznej, wyzwalającej analizy we własnej dziedzinie. Poważnym 
nie

bezpieczeństwem  dla  przyszłości  człowieka  jest  w  dużej  mierze  jego  niezdolność  do  uzmysłowienia  sobie 

fikcyjnej natury "zdrowego rozsądku". Większość ludzi nieodmiennie obstaje przy wytartych, nierealistycznych 

background image

Erich Fromm (1970) Kryzys psychoanalizy. Strona 12 z 65 

12 

kategoriach i treściach myślenia; bierze swój "zdrowy rozsądek" za rozum. Radykalnie psychologia ego powinna 

zanalizować zjawisko zdrowego rozsądku, zbadać przyczyny jego siły i skostnienia oraz wypracować metody 

zmian.  Krótko  mówiąc,  psychologia  ego  powinna  uczynić  jednym  ze  swych  głównych  zagadnień  krytyczną 

analizę  świadomości  społecznej.  Jednak  nie  skoncentrowała  się  ona  na  żadnym  z  radykalnych  dociekań; 

zadowalała się i zadowala abstrakcyjnymi raczej i w dużej mierze metapsychologicznymi spekulacjami, które 

nie wzbogacają ani naszej wiedzy klinicznej, ani socjopsychologicznej. Psychologia ego cały nacisk kładzie na 

racjonalne  aspekty  dostosowania,  uczenia  się,  woli  etc.  (ta  tradycyjna  postawa  ignoruje  fakt,  że  człowiek 

współczesny cierpi na niedostatek woli kształtowania własnej przyszłości, a "uczenie się" częściej przysparza 

mu ślepoty niż jej ujmuje). Jest to oczywiście bardzo właściwa i ważna dziedzina poszukiwań, do której tacy 

badacze,  jak  J.  Piaget,  L.S.  Vysotski,  K.  Buhler  i  inni  wnieśli  wybitny  wkład,  z  którym  trudno  porównywać 
dorobek psy

chologów  ego.  Ci  ostatni  "wywindowali"  psychoanalizę  do  poziomu  akademickiej  szacowności, 

mówiąc:  "również  i  my"  wiemy,  że  libido  to  nie  wszystko  w  człowieku  naszego  systemu.  Postępując  tak, 

korygowali  część  przejaskrawień  teorii  psychoanalitycznej,  ale  ich  liczne  koncepcje  są  nowe  tylko  dla  tych, 

którym się zdawało, że wszystko może wyjaśnić teoria libido. Rewizja dokonana przez psychologię ego zaczęła 

się od studiowania psychologii dostosowania, lecz nie koniec na tym, bo sama psychologia ego jest psychologią 

dostosowania psychoanalizy do dwudziestowiecznych nauk społecznych i ducha przenikającego społeczeństwo 

Zachodu. W czasach lęku i masowego dostosowywania się wydaje się wysoce zrozumiałe szukanie schronienia 
w konformizmie; ale w teorii psychoanalityc

znej  prowadziło  to  nie  do  postępu,  lecz  wręcz  przeciwnie  -  do 

odwrotu. Pozbawia też psychoanalizę tego wigoru, dzięki któremu kiedyś tak silnie wpływała na współczesną 

kulturę. Tutaj nasuwa się pytanie - jeżeli moja analiza jest trafna - dlaczego liderzy ruchu psychoanalitycznego 

nie  usunęli  ze  swego  grona  psychologów  ego,  jak  to  uczynili  z  innymi  "rewizjonistami".  Przeciwnie, 

psychologia  ego  stała  się  główną  szkołą  ruchu  psychoanalitycznego,  o  czym  symbolicznie  może  świadczyć 
wybór Heinza Hartmanna na prez

ydenta Międzynarodowego Towarzystwa Psychoanalitycznego w 1951 roku. 

Odpowiedź  na  to  pytanie  jest  dwuczłonowa.  Z  jednej  strony  psychologowie  ego  bardzo  pragnęli 

uwierzytelnienia, wciąż podkreślając, że mają odpowiednie referencje wymagane od "prawowitych" freudystów. 
Z drugiej strony zaspokajali pewne pragnienie oficjalnej psychoanalizy - 

tęsknotę  za  dostosowaniem  się  i 

zaznaniem szacunku. Wiedza i błyskotliwość psychologów ego okazały się znakomitym prezentem dla ruchu, 

który utracił swą "przyczynę", zaniedbał twórczy rozwój "psychologii id", rozglądał się za dowodami uznania i 

nie  życzył  sobie,  by  przeszkadzano  mu  w  bezkrytycznym  kultywowaniu  przestarzałych  koncepcji  i  praktyk 

terapeutycznych.  Psychologia  ego  była  idealną  odpowiedzią  na  kryzys  psychoanalizy;  idealną,  jeżeli  ktoś  już 

pożegnał  się  z  nadziejami  na  radykalną,  twórczą  rewizję,  mogącą  przywrócić  psychoanalizie  pierwotną  siłę. 

Należy  jednak  zauważyć,  że  istnieją  wyjątki  od  tej  wygodnej  akceptacji  psychologii  ego  przez  ortodoksyjną 

większość. S. Nacht, jeden z najwybitniejszych ortodoksyjnych psychoanalityków, ogłosił krytykę psychologii 

ego,  bardzo  podobną  do  tej,  którą  tu  przedstawiłem.  W  pracy  przygotowanej  na  sympozjum  poświęcone 

"Wpływom  wzajemnym  w  rozwoju  ego  i  id"  Nacht  pisze:  "Próba  wyniesienia  psychoanalizy  na  wyżyny 

psychologii ogólnej, jakiej chcieliby dokonać (...) między innymi Hartmann, Odier i de Saussure (...) wydaje mi 

się, mówiąc najłagodniej, działaniem wyjaławiającym, a także krokiem wstecz, jeżeli jej celem ma być zmiana 
naszej metodologii" 31. (*) (s. Nacht Discussions of "The Mutual Influence in The Development of Ego and Id". 

Sympozjum  odbyło  się  podczas  17  Kongresu  Międzynarodowego  Towarzystwa  Psychoanalitycznego  w 
Amsterdamie 8 sierpnia 1951 roku. Tekst przedrukowano w pracy "The Psycho - Analytic Study of the Child", t. 
VII International Universities Press, Nowy Jork 1952.) 

(*) Choć w wielu sprawach różnimy się z Natchem, to 

podzielam  jego  przekonanie,  że  szkoła  psychologii  ego  stanowi  odwrót  od  istoty  psychoanalizy.  Wbrew 
n

iepokojącym  objawom psychoanaliza jest daleka od agonii. Jej zgon można przepowiadać, jeżeli nie zmieni 

ukierunkowania.  Właśnie  to  mam  na  myśli,  pisząc  tu  o  "kryzysie  psychoanalizy".  W  tym  kryzysie,  jak  w 

każdym,  zawiera  się  alternatywa:  albo  powolny  rozkład,  albo  twórcza  odnowa.  Trudno  przewidzieć,  co  się 

stanie. Są jednak przesłanki budzące nadzieję. Widać coraz wyraźniej, że obecny kryzys ludzkości to problem, 

do którego zrozumienia i rozwiązania nieodzowna jest głęboka wiedza o ludzkich reakcjach i że psychoanaliza 

należy  do  obszarów  najbardziej  ekscytujących.  Stanowi  wyzwanie  nie  mniejsze  niż  fizyka  czy  biologia, 

zwłaszcza dla tych, którzy łączą dociekliwość i zdolność do krytycznego myślenia z wrażliwością pozwalającą 

badać  subtelne  procesy  psychologiczne,  których  trzeba  samemu  doświadczyć,  by  móc  je  zaobserwować. 

Twórcza  odnowa  psychoanalizy  będzie  możliwa  tylko  wtedy,  kiedy  psychoanaliza  przezwycięży 

pozytywistyczny konformizm i stanie się z powrotem teorią krytyczną, rzucającą wyzwanie, utrzymaną w duchu 

radykalnego humanizmu. Psychoanaliza tak zrewidowana będzie kontynuować zstępowanie w coraz to głębsze 

pokłady podświadomości, będzie nastawiona krytycznie do wszelkich układów społecznych, które wypaczają i 

zniekształcają  człowieka  i  będzie  zajmować  się  raczej  procesami,  które  mogą  wpłynąć  na  dostosowanie 

społeczeństwa  do  potrzeb  pojedynczego  człowieka  niż  takimi,  które  -  odwrotnie  -  dostosowują  człowieka  do 

społeczności.  Ta  psychoanaliza  zbada  zwłaszcza  te  zjawiska  psychologiczne,  które  stanowią  patologię 

współczesnego społeczeństwa: alienację, lęk, samotność, strach przed głębią uczuć, brak aktywności i radości. 

Te  objawy  staną  się  zagadnieniami  głównymi,  taką  kwestią  w  czasach  Freuda  była  przecież  represywność 

seksualna, a teorię psychoanalityczną należy tak sformułować, żeby stały się zrozumiałe podświadome aspekty 

background image

Erich Fromm (1970) Kryzys psychoanalizy. Strona 13 z 65 

13 

tych  objawów  oraz  patogenne  warunki  społeczne  i  rodzinne,  które  są  ich  źródłem.  W  szczególności 

psychoanaliza  zajmie  się  "patologią  normalności"  -  lekką,  ale  chroniczną  schizofrenią,  wytwarzaną  przez 

zautomatyzowane, technologiczne społeczeństwo dnia dzisiejszego i jutra. Przypisy 3 (*) Powszechnie żywi się 

przekonanie, że rewolucja seksualna była wynikiem teorii Freuda. Ten pogląd wydaje mi się problematyczny, 

zwłaszcza dlatego, że nowe wyzwolenie seksualne wynika po części z konsumpcyjnego modelu społeczeństwa 

przemysłowego,  co  przekonująco  ukazał  Aldous  Huxley  w  "Nowym  wspaniałym  świecie".  Niewykluczone 

jednak, że to jeszcze jeden aspekt wpływu Freuda, często lekceważony. Jeden z najbardziej znaczących wątków 

swoich protestów radykalna młodzież skierowała wprost przeciw grze pozorów i zakłamaniu mieszczańskiego 

społeczeństwa i wątek ten wyraża się zarówno w ideach, jak i w wielu jej działaniach oraz w języku. Freud, z tej 

racji, że nadał uczciwości nowy wymiar, może być uważany za tego, kto wywarł największy wpływ na protest 

młodzieży  przeciwko  obłudzie.  1O  *  Przykład,  który  najlepiej  objaśnia,  do  jakiego  stopnia  przynależność  do 

organizacji  wykrzywiała  nawet  podstawowe  ludzkie  odruchy,  można  dostrzec  w  liście  Michaela  Balinta  do 
redaktora "The International Journal of Psycho - 

Analysis":  Balint  pisze  w  liście:  Szanowny  Panie, 

Opublikowanie  trzeciego  tomu  wielkiej  Biografii  Freuda  pióra  dr.  Jonesa  postawiło  mnie,  jako  opiekuna 

spuścizny pisarskiej Ferencziego, w niezręcznej sytuacji. W tym tomie dr. Jones wyraża dość stanowcze poglądy 

na temat stanu umysłowego Ferencziego, zwłaszcza w ostatnim okresie życia i kwalifikuje ten stan jako rodzaj 

powoli rozwijającej się paranoi, z urojeniami i popędami morderczymi w końcowej fazie. Posługując się swą 

diagnozą,  dr  Jones  interpretuje  na  jej  tle  zarówno  naukowe  publikacje,  jak  i  udział  Ferencziego  w  ruchu 

psychoanalitycznym.  Ostatni  okres  Ferencziego,  który  rozpoczął  się  wraz  z  powstawaniem  książek 
"

Genitaltheorie" i pisanej wspólnie z Rankim "Entwicklungsziele" był w najwyższym stopniu kontrowersyjny. 

Przypadał  na  lata,  w  których  Ferenczi  wysunął  kilka  nowych  teorii,  w  owym  czasie  uważanych  za  urojenia. 

Więcej,  kilkakrotnie  musiał  osobiście  wycofać  lub  modyfikować  niejedną  z  proponowanych  koncepcji,  i  nie 

było  tajemnicą,  że  Freud  wobec  wielu  z  nich  -  chociaż  na  pewno  nie  wszystkich  -  zajął  postawę  krytyczną. 

Wpłynęło to na powstanie wysoce niesprzyjającej atmosfery, która sprawiła, że należyta ponowna ocena tego, co 

w dorobku Ferencziego jest dobre i zachowuje trwałą wartość, stała się nadzwyczaj trudna. Gdyby poglądy dr. 

Jonesa  nie  spotkały  się  teraz  z  moją  reakcją,  reakcją  kogoś,  kto  udostępnił  na  rzecz  "Biografii"  całą 

korespondencję  Freud  -  Ferenczi,  to  mogłoby  się  nasunąć  wrażenie,  że  ja,  opiekun  pisarskiej  spuścizny 

Ferencziego,  jego  uczeń  i  bliski  przyjaciel,  podzielam  te  poglądy.  A  to  z  pewnością  spowodowałoby,  że 

czytelnicy  psychoanalitycznej  literatury  uznaliby,  że  prace  Ferencziego  pisane  w  ostatnim okresie -  kiedy 

zdaniem  doktora  Jonesa  stan  zdrowia  psychicznego  autora  pogarszał  się  -  nie  zasługują  na  należytą  uwagę. 

Moim  zdaniem  jest  dokładnie  na  odwrót.  Ostatnie  pisma  Ferencziego  nie  tylko  wyprzedzały  rozwój  teorii  i 
techniki psychoanalityc

znej o piętnaście do dwudziestu pięciu lat, ale wciąż zawierają wiele koncepcji mogących 

rzucić światło na problemy rozwiązywane współcześnie, a nawet w przyszłości. Z tego tylko powodu pragnę 

oświadczyć, że podczas ostatniej choroby Ferencziego widywałem go często, raz lub dwa razy w ciągu każdego 

niemal  tygodnia,  i  że  tą  chorobą  była  złośliwa  anemia,  która  doprowadziła  do  szybko  postępującego 

wielopostaciowego zwyrodnienia rdzenia kręgowego. Wkrótce dotknęła go ataksja, w ostatnich kilku tygodniach 
nie ws

tawał z łóżka, a przez kilka ostatnich dni musiał być karmiony; bezpośrednią przyczyną jego śmierci był 

paraliż  ośrodka  oddechowego.  Na  przekór  postępującej  bezradności  fizycznej  przez  cały  czas  myślał  jasno  i 

niejednokrotnie  szczegółowo  omawiał  ze  mną  swój spór z Freudem, rozmaite plany przeróbek i rozszerzenia 
swego ostatniego referatu przeznaczonego na Kongres - 

kiedy był w stanie utrzymać jeszcze pióro. Widziałem 

go  w  niedzielę,  przed  jego  śmiercią;  nawet  wtedy  -  chociaż  dotkliwie  wycieńczonego,  dotkniętego  ataksją  - 

cechowała  go  całkowita  jasność  umysłu.  Rzecz  jasna,  u  Ferencziego,  jak  u  każdego  z  nas,  można  się  było 

dopatrzyć  paru  cech  neurotycznych,  wśród  nich  drażliwości  i  przesadnego  pragnienia  bycia  kochanym  i 

akceptowanym, co trafnie opisał dr. Jones. Dodałbym, że dr. Jones, dochodząc do swej diagnozy, być może miał 

dostęp do innych jeszcze źródeł niż te, które wymienił. Jednak moim zdaniem zasadnicza różnica między dr. 

Jonesem a mną nie dotyczy faktów, lecz ich interpretacji, która wyraźnie wskazuje, przynajmniej w części, na 

wpływ  jakiegoś  czynnika  subiektywnego.  Bez  względu  na  to,  czy  różnica  zdań  między  nami  ma  jakieś  inne 

źródła czy nie, chciałbym zaproponować stwierdzenie, że w tej chwili między nami występuje niezgodność ocen 

i że powierzamy następnemu pokoleniu odsianie prawdy. Pański Michael Balint A oto komentarz dr. Ernesta 

Jonesa: Rzecz jasna odczuwam współczucie i życzliwość wobec dr. Balinta, który znalazł się w dość niezręcznej 

sytuacji. Nie przychodzi mi też na myśl wątpić w wiarygodność jego pamięci ani w precyzję jego obserwacji. 

Jednak dr. Balint omieszkał zauważyć, że są one całkowicie zbieżne ze znacznie poważniejszym rozpoznaniem, 

a to dlatego, że u pacjentów dotkniętych paranoją charakterystyczne jest łudzenie przyjaciół i krewnych pozorem 

całkowitej jasności sądu w wielu sprawach. Nie przypuszczam również, żeby dr. Balint powątpiewał w  moją 

dobrą  wolę.  O  ostatnich  dniach  Ferencziego  napisałem  na  podstawie  wiarygodnej  opinii  naocznego  świadka. 

Pozostaje różnica zdań co do wartości ostatnich prac Ferencziego, kontrowersyjnych, jak trafnie pisze dr. Balint. 

Ja  dałem  jedynie  wyraz  temu,  że  podzielam  opinie  wyrażone  tak  stanowczo  przez  Freuda,  Eitingtona  i 

wszystkich,  których  znałem  w  roku  1933,  i  wobec  tego  na  mój  sąd  musiały  do  pewnego  stopnia  wpłynąć 

czynniki osobiste i subiektywne. Ernest Jones List Balinta właściwie nie wymaga komentarza. Jest człowiekiem 

przyzwoitym  i  inteligentnym,  uczniem  i  bliskim  przyjacielem  Ferencziego.  Czuje  się  zobowiązany  do 

background image

Erich Fromm (1970) Kryzys psychoanalizy. Strona 14 z 65 

14 

przedstawienia faktów tak, ja

k  je  widział,  i  do  sprostowania  twierdzeń  Jonesa  o  domniemanej  chorobie 

umysłowej  swego nauczyciela  ("schizofrenii  paranoidalnej").  Zwraca  uwagę,  że  cierpiący  na  złośliwą  anemię 

Ferenczi niezmiennie zachowywał jasność umysłu aż do śmierci. Jest to oświadczenie niedwuznaczne, z którego 

wynika, że ocena Jonesa jest nieprawdą. Ale jak Balint podaje swoje sprostowanie? Zaczyna od zapewnienia, że 

pisma  Ferencziego  z  ostatniego  okresu  były  "w  najwyższym  stopniu  kontrowersyjne"  (przymiotnik 

"rewolucyjny"  kojarzyłby  się  ze  słowami  "utopijny",  "przesadzony"  i  "pozbawiony  podstaw").  Następnie 

podkreśla, że prostuje stwierdzenie Jonesa jedynie jako opiekun spuścizny pisarskiej Ferencziego, po to, żeby 

uchronić  jego  ostatnie  prace  przed  utratą  zainteresowania  czytelników.  Następnie,  już  po  oświadczeniu,  że 

Ferenczi był zdrowy psychicznie, najpierw wspomina o neurotycznych cechach Ferencziego, a potem zastrzega 

się,  że  Jones  mógł  oprzeć  swoją  diagnozę  na  "innych  źródłach",  których  nie  wymienił.  Na  koniec  zaprzecza 

własnemu  podstawowemu  twierdzeniu  i  oświadcza,  że  odnalezienie  prawdy  należy  powierzyć  następnemu 

pokoleniu. W tym odwołaniu się do innych (nie wymienionych) źródeł nie widać sensu. Jeżeli Balint, który jest 

psychiatrą, nie ma wątpliwości co do zdrowia psychicznego Ferencziego, to jak można przypuszczać, że "inne 

źródło"  może  doprowadzić  do  odwrotnego  wniosku?  Pamiętajmy,  że  Jones  nie  przedstawia  żadnego  dowodu 

wynikającego z innego źródła, co mógłby zrobić nawet nie wymieniając go imiennie, gdyby takie inne źródło 

istniało i gdyby można było z niego zaczerpnąć - przynajmniej - jakąś brzmiącą poważnie informację. Można by 

to zrozumieć, gdyby tak pokrętny i służalczy list napisał ktoś mniejszego pokroju niż Balint lub gdyby taki list 
napisano w systemie dyktatorskim 

dla uniknięcia konsekwencji zagrażających wolności lub życiu. Tymczasem 

fakt, że napisał go znany psychoanalityk zamieszkały w Anglii, wskazuje jedynie na intensywność nacisków, 

które  zakazują  najłagodniejszej  chociażby  krytyki  pod  adresem  jednego  z  liderów  organizacji.  12  *  Należy 

zauważyć, że w ostatnich latach biurokracja psychoanalityczna stała się o wiele bardziej liberalna niż kiedyś. 

Główna  przyczyna  tej  liberalizacji  prawdopodobnie  wiąże  się  z  faktem,  że  dorobek  najbardziej  samodzielnie 

myślących  członków  tej  biurokracji  w  znaczny  sposób  zaczyna  odbiegać  od  narzuconych  swego  czasu  norm 

"właściwego  myślenia".  Gdyby  nie  nastąpiła  liberalizacja,  wówczas  ruch  utraciłby  tylu  produktywnych 

członków, że jego dalsza egzystencja stanęłaby pod znakiem zapytania. Liberalizacji sprzyjało także wzrastające 

zagrożenie  konkurencją  ze  strony  indywidualnych,  niezależnych  psychoanalityków,  stowarzyszeń 

psychoanalitycznych i instytutów dydaktycznych. Znaczącym objawem tej liberalizacji jest istnienie w różnych 
krajach 

dwóch lub więcej niezależnych, w różnym stopniu wiernych dogmatowi Freuda, a mimo to należących 

do  organizacji.  Jednak  w  żadnym  przypadku  nie  zniknęła  biurokratyczna  kontrola,  i  z  tego  powodu  liczni 

psychoanalitycy albo wystąpili z londyńskiej organizacji, albo zostali z niej usunięci, albo nie zostali przez nią 

zaakceptowani.  Międzynarodowa  Federacja  Stowarzyszeń  Psychoanalitycznych,  której  nie  jednoczy  istnienie 

jakiejś szczególnej szkoły w podejściu do psychoanalizy i której jedynym celem jest wymiana naukowa między 

stowarzyszeniami  członkowskimi,  powstała  w  ostatnich  latach.  II.  Freudowski  model  człowieka  i  jego 

uwarunkowania społeczne Jeżeli przyjmiemy, że liberalnych reformatorów cechował ogólny krytycyzm, a Freud 

był  liberalnym  krytykiem  mieszczańskiego  społeczeństwa,  to  podstawy  społeczne  Freudowskich  poglądów 

dostrzeżemy we właściwej perspektywie 1. (*) (Przypis na końcu rozdziału) Freud wiedział, że społeczeństwo 

wymaga  od  człowieka  zbytecznych  wyrzeczeń,  przynoszących  więcej  szkody  niż  oczekiwanego  pożytku. 

Wiedział, że zbyteczna surowość - taka jak w sferze moralności seksualnej - prowadzi do powstawania nerwic, 

których  w  wielu  wypadkach  można  uniknąć,  przyjmując  postawę  bardziej  tolerancyjną.  (Reforma  polityki  i 
reforma wychowania to poczynania ró

wnoległe). Freud nigdy nie był radykalnym krytykiem kapitalistycznego 

społeczeństwa. Nigdy nie podawał w wątpliwość jego społeczno - ekonomicznych podstaw ani nie krytykował 

jego  zasad,  z  wyjątkiem  tych,  które  dotyczą  spraw  seksualnych.  Jeżeli  chodzi  o  koncepcję  człowieka,  to  dla 
Freuda  - 

osadzonego w filozofii humanizmu i oświecenia - punktem wyjścia było przeświadczenie, że istnieje 

człowiek  jako  taki,  człowiek  uniwersalny;  nie  tylko  człowiek  objawiający  się  za  pośrednictwem  różnorakich 
kultur, lecz taki, 

którego struktura może stanowić przedmiot sądów ogólnie prawomocnych i sprawdzalnych w 

doświadczeniu  2.  (*)  (Temat  jest  omawiany  dalej  w  rozdziale  8)  Szkic  "Freudowski  model  człowieka  i  jego 

uwarunkowania  społeczne"  został  przedstawiony  jako  referat  na  Trzecim  Międzynarodowym  Forum 

Psychoanalizy w Meksyku w sierpniu 1969 roku. Freud, jak przed nim Spinoza, skonstruował taki "model natury 

ludzkiej",  dzięki  któremu  można  wyjaśnić  i  zrozumieć  nie  tylko  nerwice,  ale  wszelkie  dotyczące  człowieka 
podstawowe moty

wy,  możliwości  i  konieczności.  Co  to  takiego,  ten  Freudowski  model?  Freud  postrzegał 

człowieka  jako  zamknięty  system,  kierowany  przez  dwie  siły:  popęd  samozachowawczy  i  seksualny.  Ich 

źródłem  są  procesy  chemiczno  -  psychologiczne  przebiegające  w  sposób  fazowy. W fazie pierwszej wzrasta 

napięcie  oraz  poczucie  nieprzyjemności;  faza  druga  polega  na  obniżeniu  narosłego  napięcia,  co  stwarza 

subiektywne  wrażenie  "przyjemności".  W  warstwie  podstawowej  człowiek  jest  istotą  izolowaną,  która  chce 
przede wszystkim opt

ymalnie  usatysfakcjonować  zarówno  swoje  ego,  jak  i  libido.  Człowiek  Freudowski  to 

"homme  machine",  napędzana  i  motywowana  psychologicznie.  Jednak,  wtórnie,  człowiek  to  także  istota 

społeczna,  ponieważ  potrzebuje  innych  ludzi  do  zaspokojenia  popędów  libido  oraz  popędów 

samozachowawczych. Dziecku potrzebna jest matka (w tym przypadku, według Freuda pragnienie libido podąża 

w ślad za potrzebą fizjologii); a dorosłym potrzebny jest partner seksualny. Uczucia takie, jak czułość czy miłość 

postrzegane  są  jako  zjawiska  towarzyszące  interesom  libido  bądź  wynikające  z  tych  interesów.  Jednostki 

background image

Erich Fromm (1970) Kryzys psychoanalizy. Strona 15 z 65 

15 

potrzebują  siebie  nawzajem  do  zaspokojenia  popędów  usadowionych  w  psychice.  W  warstwie  pierwotnej 

człowiek  nie  jest  związany  z  nikim.  Dopiero  wtórnie  zostaje  zmuszony  -  lub skuszony  -  do  nawiązania 
stosunków z innymi. Freudowski "homo sexualis" to odmiana klasycznego "homo oeconomicus". Jest to 

człowiek  izolowany,  samowystarczalny,  nawiązujący  stosunki  z  innymi  po  to,  by  w  trybie  wzajemności  inni 

mogli  zaspokoić  jego  potrzeby.  "Homo  oeconomicus"  odczuwa  potrzeby  ekonomiczne,  które  zostają 

zaspokojone przez wymianę dóbr na rynku. Potrzebami "homo sexualis" zawiaduje psychika wspólnie z libido i 

normalnie owe potrzeby, również w trybie wzajemności, zaspokajane są w stosunkach płci. W gruncie rzeczy w 

obu wypadkach osoby pozostają sobie obce; wiąże je tylko wspólny cel - zaspokojenie popędu. Teoria Freuda 

jest uwarunkowana społecznie, ponieważ przenika ją duch ekonomii rynkowej. Nie oznacza to, że jest błędna, 

póki nie zgłasza roszczeń do definiowania sytuacji człowieka jako takiego. Jako opis stosunków międzyludzkich 

w  społeczeństwie  mieszczańskim  jest  prawdziwa  w  odniesieniu  do  większości  ludzi.  To  ogólne  twierdzenie 

należy uzupełnić pewną myślą szczegółową o społecznych uwarunkowaniach Freudowskiego pojęcia popędów. 

Freud studiował u fizjologa von Brucke'a, który był jednym z najwybitniejszych reprezentantów materializmu 

mechanistycznego,  zwłaszcza  jego  niemieckiej  odmiany.  U  podstawy  materializmu  tego  typu  leży  zasada,  że 

źródła  wszelkich  zjawisk  psychologicznych  znajdują  się  w  procesach fizjologicznych,  a  owe  zjawiska  można 

należycie  objaśnić  i  zrozumieć,  jeżeli  zna  się  źródła.  Freud,  badając  źródła  zaburzeń  psychicznych,  musiał 

poszukać fizjologicznego podłoża popędów; w rezultacie idealne rozwiązanie znalazł w sferze seksualnej, gdyż 

seksualność dobrze współbrzmiała zarówno z wymaganiami myśli mechanistyczno - materialistycznej, jak i z 

pewnymi odkryciami klinicznymi zaobserwowanymi u pacjentów wywodzących się z tej samej klasy społecznej 

co Freud i żyjących w tych samych co on czasach. Oczywiście nie sposób ustalić, czy te odkrycia wywarłyby na 

Freudzie aż tak głębokie wrażenie, gdyby nie myślał o nich właśnie w perspektywie swojej filozofii; nie ulega 

natomiast wątpliwości, że filozofia Freuda była ważnym wyznacznikiem jego teorii popędów. Oznacza to, że 

ktoś  o  odmiennych  poglądach  może  podchodzić  do  odkryć  Freuda  z  pewną  rezerwą.  Nie  tyle  dotyczy  ona 

formalnych ram teorii Freuda, w myśl których w pewnych zaburzeniach nerwicowych decydującą rolę odgrywa 

czynnik seksualny, ile raczej założenia, że wszelkie nerwice i wszelkie ludzkie zachowania determinuje konflikt 

między popędem seksualnym a samozachowawczym. Freudowska teoria libido odzwierciedla sytuację społeczną 

Freuda  także  pod  innym  względem.  Jest  oparta  na  koncepcji  braku,  czyli  na  założeniu,  że  wszelkie  ludzkie 

dążenia  do  zaspokojenia  pożądań  wynikają  raczej  z  potrzeby  wyzbycia  się  nieprzyjemnych  napięć,  niż  że 
pragnienie to zjawisko nadmiaru skierowanego ku bardziej intensyw

nym i głębszym ludzkim doświadczeniom. 

Owa  zasada  braku  jest  charakterystyczna  dla  mentalności  klasy  średniej,  wystarczy  przypomnieć  Malthusa, 

Benjamina  Franklina  czy  przeciętnego  dziwiętnastowiecznego  człowieka  interesu.  Zasada  braku  oraz  cnota 

oszczędności  mają  wiele  odgałęzień,  co  w  istocie  rzeczy  oznacza,  że  ilość  wszelkich  towarów  jest  z 

konieczności ograniczona, a wobec tego taka sama satysfakcja dla wszystkich jest możliwa, bo niemożliwy jest 

prawdziwy  dostatek;  dzięki  takiej  konstrukcji  brak  staje  się  najważniejszym  bodźcem  ludzkich  działań.  Na 

przekór  swym  społecznym  uwarunkowaniom,  Freudowska  teoria  popędów  to  wciąż  fundamentalny  wkład  do 

modelu człowieka. Jeżeli nawet sama teoria libido nie jest wolna od błędów, to jednak - pozwólmy sobie na tę 
uw

agę symbolicznie wyraża ona zjawisko bardziej ogólne, a mianowicie, że ludzkie zachowanie jest wynikiem 

działania sił, które chociaż nie uświadomione - jak właśnie libido - motywują człowieka, kierują nim, wpędzają 

go w konflikty. Względnie statyczna natura ludzkich zachowań jest złudna. Jest taka tylko dlatego, że system sił, 

które się na nią składają, tak długo pozostaje nie zmieniony, jak długo nie zmienią się warunki wpływające na te 

siły. Kiedy jednak zmienią się - społeczne czy jednostkowe - system traci stabilność, a wraz z nim traci ją ów 

rzekomo  statyczny  wzór  zachowań.  Dzięki  pojęciu  charakteru,  rozumianemu  dynamicznie,  Freud  przeniósł 

psychologię  zachowań  z  poziomu  opisowości  na  poziom,  który  przysługuje  nauce.  Jednocześnie  Freud  w 
psychologii zro

bił  coś  podobnego  do  dokonań  wielkich  dramaturgów  i  powieściopisarzy  w  formach 

artystycznych. Jako bohatera dramatu pokazał człowieka, który - choć miernie utalentowany - toczy jednak pełną 

pasji  walkę  o  nadanie  jakiegoś  sensu  swej  obecności  na  świecie.  Może  w  kompleksie  Edypa,  dramacie  par 

excellence  Freudowskim,  zostały  w  łagodniejszej,  mieszczańskiej wersji przedstawione  siły  w  istocie  o  wiele 

bardziej pierwotne niż te, które funkcjonują w trójkącie ojciec - matka - syn; niemniej owemu trójkątowi Freud 
n

adał  wymiar  mitu.  Teoria  popędów  zdominowała  systematyzujące  rozważania  Freuda  od  roku  1920,  a  więc 

wraz z pojawieniem się w jego myśleniu nowej fazy, owocującej zasadniczą zmianą koncepcji człowieka. Teraz 
w zasadniczym konflikcie -  zamiast sporu ego z po

pędami  libido  -  znalazły  się  "instynkty  życia  "(Eros)  i 

"instynkty śmierci". Instynkty życia, w tym ego i popędy seksualne, przeciwstawił instynktom śmierci, te zaś 

uznał  za  źródło  ludzkiej  destruktywności  skierowanej  bądź  przeciw  własnej  osobie,  bądź  przeciw  światu 

zewnętrznemu.  Struktura  tych  nowych  podstawowych  popędów  jest  całkowicie  odmienna  od  starych.  Przede 

wszystkim nie są one ulokowane w jakiejś szczególnej strefie organizmu, jak libido w obszarach erogennych. 

Nie  ma  też  już  mowy  o  schemacie  przypominającym  mechanizm  "hydrauliczny",  a  więc:  wzrost  ciśnienia  - 

nieprzyjemność  -  rozprężenie  -  przyjemność  -  ponowny  wzrost  ciśnienia,  etc.,  gdyż  popędy  są  nieodłączną 

częścią wszelkiej żywej materii i funkcjonują bez jakiejś szczególnej podniety. Jednak ich siła motywacyjna nie 

jest mniejsza niż instynktów działających trybem hydraulicznym. Eros nie mieści się również w konserwatywnej 

normie  głoszącej  powrót  do  stanu  pierwotnego,  co  kiedyś  Freud  uważał  za  jedną  z  właściwości  każdego 

background image

Erich Fromm (1970) Kryzys psychoanalizy. Strona 16 z 65 

16 

instynktu. Eros wykazuj

e tendencję do jednoczenia i integrowania, śmierć wykazuje tendencję przeciwstawną - 

do dezintegracji i destrukcji. Człowiekiem nieustannie kierują obydwa popędy, zmagają się ze sobą, przenikają 

się, aż nie okaże się wreszcie, że silniejszy jest instynkt śmierci, który swój ostateczny tryumf święci wraz ze 

śmiercią osobnika. Ta nowa koncepcja popędów świadczy o zasadniczej zmianie trybu myślenia Freuda i mamy 

prawo  przypuszczać,  że  owe  zmiany  wiążą  się  z  gruntownymi  zmianami  społecznymi.  Nowa  koncepcja 

popędów nie przystaje do materialistyczno - mechanistycznego modelu myślenia. Może być raczej uważana za 

koncepcję biologiczną, zorientowaną witalistycznie i odpowiada ogólnemu nastawieniu myślowemu ówczesnej 

biologii.  Jeszcze  ważniejszy  jest  jednak  nowy  fakt  -  docenienie  przez  Freuda  ludzkiej  destruktywności.  W 

pierwszym  modelu  teoretycznym  Freud  bynajmniej  nie  pominął  agresji.  Uważał  ją  za  ważny  czynnik, 

podporządkowany  jednak  popędom  libido  i  samozachowawczym.  Natomiast  w  nowej  teorii  destruktywność 
staje si

ę rywalką, a w końcu zwyciężczynią zarówno popędów ze sfery libido, jak i ego. Człowiek nie potrafi 

wyzbyć  się  chęci  niszczenia,  gdyż  skłonność  do  destrukcji  tkwi  w  jego  strukturze  biologicznej.  I  chociaż  do 

pewnego stopnia może tę skłonność powściągać, to w żadnym wypadku nie zdoła pozbawić jej mocy. Stoi przed 

alternatywą: skierować swą destruktywność przeciw sobie albo przeciw światu zewnętrznemu, natomiast nie jest 

w stanie uwolnić się od tego tragicznego dylematu. Istnieją sensowne podstawy, żeby przypuszczać, że u źródła 

Freudowskiego  docenienia  destruktywności  leżały  doświadczenia  I  wojny  światowej.  Ta  wojna  wstrząsnęła 

podstawami liberalnego optymizmu, w którego atmosferze upłynęła pierwsza część życia Freuda. Przed rokiem 

1914  członkowie  klasy  średniej  wierzyli,  że  świat  bardzo  szybko  zmierza  ku  większemu  bezpieczeństwu, 

harmonii  i  pokojowi.  Wydawało  się,  że  z  pokolenia  na  pokolenie  "ciemności"  średniowiecza  coraz  bardziej 

rzedną;  wobec  tego  jeszcze  kilka  kroków  i  świat  -  a przynajmniej Europa -  zacznie  przypominać  rzęsiście 

oświetlone, bezpieczne stołeczne ulice. W mieszczańskiej teorii belle epoque łatwo zapomniano, że wyobrażenie 

to  było  fałszywe  dla  większości  europejskich  robotników  i  chłopów,  a  tym  bardziej  dla  mieszkańców  Azji  i 
Afryki. Wojna 1

914 roku zniszczyła te iluzje - nie tyle sam wybuch wojny, ile jej długi i nieludzki przebieg. 

Freud, który podczas wojny wierzył zarówno w słuszność, jak i zwycięstwo niemieckich racji, został ugodzony 

znacznie głębiej niż człowiek przeciętny i mniej od niego wrażliwy. Prawdopodobnie uznał, że optymistyczne 

nadzieje  myśli  oświeceniowej  były  złudne  i  doszedł  do  wniosku,  że  destrukcja  jest  naturalnym  ludzkim 

przeznaczeniem. Właśnie dlatego, że był reformistą 3,(*) (por. E. Fromm, "Sigmund Freud's Mission", Harper 

and Row, Nowy Jork 1959.) wojna musiała go ugodzić z całą mocą. Ponieważ nie był ani radykalnym krytykiem 

społeczeństwa,  ani  rewolucjonistą,  nie  potrafił  pokładać  nadziei  w  zasadniczych  zmianach  społecznych;  był 

zmuszony  szukać  przyczyn  tragedii  w  naturze  człowieka  4.(*)  (Ów  nowy  pesymizm  Freud  wyraził  bardzo 

zwięźle w "Cywilizacji i jej goryczach" (wydanie angielskie The Hogarth Press, Londyn 1935), gdzie portretuje 

człowieka  jako  istotę  leniwą,  wyczekującą  mocnego  przywódcy.)  (*)  Ujmując  rzecz  historycznie,  Freud  był 

człowiekiem  pogranicza,  mianowicie  okresu,  w  którym  charakter  społeczny  uległ  radykalnej  zmianie.  W  tej 

mierze,  w  jakiej  należał  do  wieku  dziewiętnastego,  był  optymistycznie  nastawionym  myślicielem 

oświeceniowym, natomiast w mierze, w jakiej należał do wieku dwudziestego, był pełnym pesymizmu, bez mała 

rozpaczy  reprezentantem  społeczeństwa  zaskoczonego  gwałtowną  i  nieprzewidzianą  zmianą.  Może  pesymizm 

wzmocniła  jeszcze  choroba,  ciężka,  bolesna  i  groźna  dla  życia,  na  którą  cierpiał  do  śmierci,  a  którą  znosił  z 

heroizmem  geniusza;  może  też  miało  znaczenie  rozczarowanie  spowodowane  odejściem  najbardziej 

utalentowanych uczniów: Adlera, Junga i Ranka; w każdym razie Freud nigdy optymizmu już nie odzyskał. Ale 

z  drugiej  strony  nigdy  nie  zdołał,  a  pewnie  też  nie  chciał,  odciąć  się  całkowicie  od  wcześniejszego  sposobu 

myślenia.  Prawdopodobnie  tu  tkwi  powód,  dla  którego  nigdy  nie  rozwiązał  sprzeczności  między  swą  starą  a 

nową koncepcją człowieka; dawne libido zostało wpasowane w figurę Erosa, dawna agresja w instynkt śmierci, 

niestety, widać wyraźnie, że to tylko teoretyczna łatanina 5. (*) (W pracy "The Heart of Man" (Harper and Row, 

Nowy Jork 1964) starałem się powiązać Freudowskie pojęcie instynktu śmierci z teorią analnego libido. W nie 
opublikow

anym jeszcze maszynopisie "The Causes of Human Destructivness" przeanalizowałem stosunek pojęć 

seksualności i Erosa w systemie Freuda.) (*) We Freudowskim modelu człowieka znać także wielki nacisk na 

dialektykę  tego,  co  w  człowieku  racjonalne  i  irracjonalne.  Szczególnie  tutaj  uderza  wielkość  i  oryginalność 

Freudowskiej koncepcji. Jako spadkobierca myślicieli oświeceniowych Freud był racjonalistą, który wierzył w 

moc rozumu i siłę ludzkiej woli. Jednak Freud już na początku swej działalności kiedy mógł się przekonać o sile 

ludzkiej irracjonalności oraz o słabości ludzkiego rozumu i woli, utracił niewinność racjonalisty, jeśli w ogóle ją 

posiadał.  Freud  zmierzył  się  z  przeciwieństwem  tkwiącym  w  dwóch  zasadach  i  znalazł  dla  nich  -  w 

dialektycznym  ujęciu  nową  syntezę.  Owa  synteza  racjonalistycznej,  oświeceniowej  myśli  i 

dwudziestowiecznego sceptycyzmu wyraziła się we Freudowskiej koncepcji podświadomości. Gdyby wszystko, 

co rzeczywiste, mogło być uświadomione, człowiek wówczas byłby - rzecz jasna - istotą racjonalną, ponieważ 

ludzka  myśl  racjonalna  przestrzega  praw  logiki.  Jednak  przeważająca  część  ludzkich  doświadczeń 

wewnętrznych  pozostaje  nie  uświadomiona,  a  wobec  tego  nie  podlega  kontroli  logiki,  rozumu  ani  woli. 

Podświadomością  rządzi  ludzka  irracjonalność,  natomiast  świadomością  rządzi  logika.  Jednak  -  i to jest 

rozstrzygające  -  świadomością,  a  więc  i  postępowaniem  człowieka,  kieruje  podświadomość.  Przyjmując,  że 

człowiek  jest  zdeterminowany  przez  własną  podświadomość,  Freud  nieświadomie  powtórzył  tezę  wcześniej 

sformułowaną przez Spinozę. W systemie Spinozy była ona jednak zagadnieniem marginesowym, u Freuda zaś 

background image

Erich Fromm (1970) Kryzys psychoanalizy. Strona 17 z 65 

17 

centralnym. Freud nie rozstrzygnął konfliktu w sposób statyczny, pozwalając po prostu wziąć górę którejś ze 

stron. Gdyby uznał za zwycięzcę rozum, pozostałby filozofem oświeceniowym; gdyby rozstrzygające znaczenie 

przyznał  irracjonalności,  mógłby  stać  się  konserwatywnym  romantykiem,  jakich  nie  brakowało  wśród 

znaczących  myślicieli  dziewiętnastego  wieku.  Aczkolwiek  prawdą  jest,  że  człowiekiem  powodują  siły 
irracjonalne - 

libido, a w pregenitalnych fazach rozwoju zwłaszcza ego - to ani ludzkiemu rozumowi, ani woli 

nie  brak  sił.  Potęga  rozumu  objawia  się  przede  wszystkim  w  tym,  że  człowiek  może  zrozumieć  własną 

irracjonalność, posługując się właśnie rozumem. W ten sposób Freud stworzył naukę o ludzkiej irracjonalności - 

teorię psychoanalizy. I nie ograniczył się do teorii. Ponieważ człowiek w trakcie analitycznego procesu może 

sobie  uświadomić  własną  podświadomość,  przeto  tym  samym  może  się  uwolnić  spod  władzy nie 

uświadomionych dążeń i zamiast je tłumić - może im się przeciwstawić, może ująć im sił i poddać pod kontrolę 

woli. Freud uważał to za osiągalne, gdyż człowiek dorosły znajduje sojusznika we własnym ego, mocniejszym 

niż  to,  które  kiedyś  posiadał  jako  dziecko.  Freudowska  terapia  psychoanalityczna  opierała  się  na  nadziei 

przezwyciężenia,  a  przynajmniej  powściągnięcia  podświadomych  impulsów,  które  działały  w  mroku  i  do  tej 

pory były poza zasięgiem kontroli człowieka. Ujmując rzecz historycznie - teorię Freuda można postrzegać jako 

płodną  syntezę  racjonalizmu  i  romantyzmu;  może  jedna  z  przyczyn,  dla  których  myśl  Freuda  wywarła 

przemożny wpływ na wiek dwudziesty, tkwiła w twórczej mocy tej właśnie syntezy. Ów wpływ nie wynikał z 
zastosowania przez Freuda n

owej terapii nerwic i prawdopodobnie nie wynikał także z odegrania przez Freuda 

roli obrońcy tłamszonej seksualności. Naprawdę wiele przemawia za przypuszczeniem, że najważniejszy powód 

ogólnego  wpływu  Freuda  na  kulturę  tkwi  w  tej  właśnie  syntezie,  której  płodność  i  owocność  łatwo  dostrzec 

przez pryzmat dwóch najważniejszych odstępstw od Freuda, mianowicie Adlera i Junga. Obaj rozsadzili syntezę 

Freudowską  i  przeistoczyli  ją  w  dwa  zasadnicze  przeciwieństwa.  Adler,  zakorzeniony  w  krótkotrwałym 
optymizmie awa

nsującej niższej klasy średniej, stworzył teorię jednostronną, racjonalistyczno - optymistyczną. 

Warunków  dla  wzbudzenia  ludzkiej  siły  dopatrywał  się  we  wrodzonych  ograniczeniach  i  był  przekonany,  że 

człowiek, ogarniający sytuację intelektem, może się wyzwolić i sprawić, że tragizm życia zniknie. Z kolei Jung 

był  romantykiem,  który  za  źródło  wszelkiej  siły  ludzkiej  uważał  podświadomość.  Jung  znacznie  głębiej  niż 
Freud  - 

którego  punkt  widzenia  ograniczała  własna  teoria  seksualna  -  przeniknął  wielowarstwowe  bogactwo 

teorii i mitów. Jednak ich cele stały w sprzeczności. Freud po to chciał zrozumieć podświadomość, by ją osłabić 

i  kontrolować;  Jung  zaś  po  to,  by  z  niej  czerpać  i  mnożyć  witalność.  Przez  pewien  czas  obu  ich  łączyło 

zainteresowanie  podświadomością,  przy  czym  nie  zdawali  sobie  sprawy,  że  zmierzają  w  różne  strony. 

Przystanęli  po  drodze,  by  pogawędzić  o  nieświadomości  i  ulegli  złudzeniu,  że  oto  gdzieś  idą  razem.  Ściśle 

związane  z  Freudowską  syntezą  racjonalności  i  irracjonalności  jest  jego  podejście  do  konfliktu  między 

deterministycznym  a  indeterministycznym  pojmowaniem  woli.  Freud,  będąc  deterministą,  był  przekonany,  że 

człowiek nie jest wolny, gdyż ogranicza go nieświadomość, id i superego. Ale - przy czym w przypadku Freuda 

owo "ale" ma rozstrzygające znaczenie - człowiek jest również istotą nie całkiem zdeterminowaną. Może przejąć 

kontrolę nad podświadomością dzięki metodzie analitycznej. Za sprawą postawy alternatywistycznej 6, (*) (Por. 
dyskusja o alternatywizmie E. Fromm, "The Heart of Man" op. cit.) bliskiej postawie Spinozy i Marksa, Freud 

dokonał jeszcze jednej owocnej syntezy przeciwieństw. Czy w swym modelu człowieka Freud uważał czynnik 

moralny  za  składową  fundamentalną?  Odpowiedź  brzmi:  nie.  Według  Freuda  na  ludzki  rozwój  wpływa 

wyłącznie własny interes człowieka, który domaga się optymalnego zaspokojenia popędów libido, ale zawsze 

pod  warunkiem,  że  nie  zagrozi  to  interesom  samozachowawczym  ("zasada  realizmu").  Praktycznie  znika 

wówczas  problem  moralny,  którym  tradycyjnie  jest  konflikt  między  altruizmem  a  egoizmem.  Jedyną  siłą 

napędową staje się egoizm, a w konflikcie znajdują się po prostu jego dwie formy: jedna związana z libido, zaś 

druga ze sferą materii. Chyba nie trzeba dowodzić, że widząc w człowieku istotę z gruntu egotystyczną, Freud 
n

ie  odstępuje  od  podstawowych  zapatrywań  mieszczańskich.  Byłoby  jednak  błędem  powiedzieć,  że  w  swym 

modelu natury ludzkiej Freud uważa sumienie za czynnik nie znaczący. Freud dostrzega siłę sumienia, ponieważ 

jednak  ją  "wyjaśnia",  przeto  pozbawia  ją  jakiegokolwiek  znaczenia  obiektywnego.  Freudowskie  wyjaśnienie 

powiada,  że  sumienie  to  superego;  to  replika  wszelkich  ojcowskich  nakazów  i  zakazów  (czy  też  -  inaczej  - 

ojcowskiego superego), z którymi identyfikował się mały chłopak, kiedy motywowany lękiem przed kastracją 

przezwyciężał  swe  edypowe  pragnienia.  To  wyjaśnienie  dotyczy  obu  elementów  sumienia:  składnika 

formalnego,  owego  jak  w  ukształtowaniu  sumienia,  oraz  składnika  dotyczącego  istoty  sumienia,  jego  treści. 

Ponieważ zasadnicza część ojcowskich norm i ojcowskiego superego jest uwarunkowana społecznie - lub ściślej, 

superego to nic innego jak normy społeczne w wydaniu osobistym - przeto wyjaśnienie Freudowskie prowadzi 

do relatywizacji wszelkich norm moralnych. Znaczenie normy nie wynika tu z ważności jej treści; oparciem dla 

normy,  dzięki  któremu  zostaje  ona  zaakceptowana,  jest  machanizm  psychologiczny.  Dobre  jest  to,  co 

zinternalizowany autorytet nakazuje, a złe to, czego zakazuje. Niewątpliwie Freud o tyle ma rację, że normy, 

które większość ludzi uważa za normy moralne, w przeważającej mierze są po prostu normami ustanowionymi 

przez społeczeństwo po to, by mogło ono funkcjonować w optymalny sposób. Z tego punktu widzenia teoria 

Freuda  jest  ważką  krytyką  zastanej,  konwencjonalnej  moralności,  a  Freudowska  teoria  superego  obnaża 

prawdziwy  charakter  tej  moralności.  Zapewne  Freud  nie  zamierzał  wyposażyć  swej  teorii  w  ów  wątek 

krytyczny; może nawet nie zdawał sobie sprawy z jego istnienia. Swej teorii Freud nie nadał - i właściwie nie 

background image

Erich Fromm (1970) Kryzys psychoanalizy. Strona 18 z 65 

18 

mógł nadać - charakteru krytyki, gdyż nie bardzo interesował się pytaniem, czy istnieją jakieś normy, których 

treść  wykracza  poza  strukturę  społeczną  czasów  Freuda  i  lepiej  odpowiada  potrzebom  ludzkiej  natury  oraz 

ludzkiego  rozwoju.  Nie  sposób  dyskutować  o  Freudowskiej  antropologii,  nie  odnosząc  się  do  dwóch  spraw 

specyficznych:  stosunku  mężczyzna  -  kobieta  oraz  do  dziecka.  Dla  Freuda  nieupośledzoną  istotą  ludzką  jest 

tylko samiec. Kobieta to kaleki, wykastrowany mężczyzna. Kobieta cierpi z powodu losu, który przypadł jej w 
udziale

,  a  szczęśliwa  może  być  wtedy,  kiedy  dzięki  zaakceptowaniu  dziecka  i  męża  uda  jej  się  w  końcu 

przezwyciężyć  "kompleks  kastracji".  Jest  jednak  istotą  niższą  również  pod  innymi  względami,  na  przykład 

bardziej narcystyczną i w mniejszym stopniu kierującą się świadomością niż mężczyzna. Ta osobliwa teoria, w 

myśl  której  połowa  rodzaju  ludzkiego  jest  jedynie  kaleką  wersją  drugiej  połowy,  przystaje  do  idei 

wiktoriańskich,  zapewniających,  że  wszystkie  niemal  pragnienia  kobiety  koncentrują  się  wokół  rodzenia, 
wycho

wania dzieci oraz służenia mężczyźnie. Freud jasno daje temu wyraz, pisząc: libido jest rodzaju męskiego. 

Wiara w wiktoriańską koncepcję kobiety jako istoty pozbawionej własnej seksualności świadczy o stanowisku 

skrajnie  patriarchalnym,  które  zakłada  naturalną  wyższość  mężczyzny  nad  kobietą  7.  (*)  (Przypis  na  końcu 

rozdziału) W myśl ideologii patriarchalnej męskość jest bardziej racjonalna, realistyczna i odpowiedzialna niż 

kobiecość,  i  wobec  tego  sama  natura  wyznaczyła  jej  funkcję  swego  przywódcy  i  przewodnika.  Można  się 

przekonać, jak dalece Freud podzielał ów punkt widzenia, śledząc jego reakcję na postulat równości politycznej i 

społecznej dla kobiet wyrażony przez J.S. Milla, myśliciela, którego skądinąd Freud głęboko podziwiał. W tym 
jednak wypadku Mil

l po prostu "zwariował"; dla Freuda było czymś niewyobrażalnym, żeby jego oblubienica 

mogła z nim konkurować na rynku, zamiast szukać u mężczyzny oparcia. Z ciążenia ku patriarchatowi wynikają 

dwie poważne konsekwencje dla Freudowskiej teorii. Po pierwsze - istota erotycznej miłości pozostawała dla 

Freuda nie rozpoznana, gdyż opiera się na dwubiegunowości męsko - kobiecej, która tylko wtedy jest możliwa, 

kiedy  oba  czynniki  są  równe,  choć  różne.  W  związku  z  tym  cały  system  koncentruje  się  wokół  miłości 
seksu

alnej,  ale  nie  erotycznej.  Nawet  w  swej  późniejszej  teorii  Freud  tylko  wtedy  odwołuje  się  do  Erosa 

(instynktu życia), kiedy chodzi mu o ogólne reguły zachowania żywych organizmów. Nie wprowadza natomiast 

tego  pojęcia  świat  mężczyzn  i  kobiet  nawet  wtedy  -  mimo  zawartej  w  tym  sprzeczności  -  kiedy stawia znak 

równania między seksualnością a Erosem. Po drugie - równie poważną konsekwencją jest to, że przez większą 

część życia Freud przeoczył podstawową więź łączącą dziecko z matką, a także naturę matczynej miłości i lęku 

przed  matką.  Związek  z  matką  można  rozpatrywać  w  kategoriach  kompleksu  Edypa  tylko  wówczas,  gdy 

chłopiec jest już małym mężczyzną, dla którego - tak jak dla ojca - matka stanowi obiekt seksualny i który boi 

się tylko ojca, a nie matki. Dopiero w ostatnich latach życia Freud zaczął dostrzegać tę elementarną więź, choć 

nie  sposób  twierdzić,  że  dostrzegł  w  pełni  jej  doniosłość  8.  (*)  (Por.  świetną  pracę  Johna  Bowlby'ego,  "The 
Nature of the Child's Tie to His Mother", "The International Journal of Psycho - Analysis", t. 34 (1958) s. 355 - 

372) (*) Zdaje się - mimo silnej fiksacji na matce cechującej samego Freuda - że ciążeniu ku patriarchatowi nie 

pozwalało mu świadomie uznać kobiety - matki za mocną postać, wiążącą ze sobą dziecko 9. (*) (Z tego samego 

powodu Freud pomijał bogate materiały J.J. Bachofena dotyczące matriarchatu i prawa matki, chociaż kilka razy 

skrótowo  powoływał  się  na  nie.)  (*)  Niemal  wszyscy  pozostali  psychoanalitycy  zaakceptowali  Freudowskie 

teorie  seksualności  i  drugoplanowej  roli  matki,  wbrew  nieodpartym  dowodom,  że  jest  wręcz  przeciwnie. 

Wykazywanie związku między teorią a jej uwarunkowaniami społecznymi nie dowodzi - rzecz jasna - że teoria 

jest zła; jeżeli jednak przebada się starannie obserwacje kliniczne, to nie potwierdzą one teorii Freuda. Ja sam nie 

mogę tego roztrząsać; jednak liczni psychoanalitycy, zwłaszcza Karen Horney w pionierskiej pracy na powyższy 

temat,  przedstawili  wyniki  badań  klinicznych,  które  przeczą  Freudowskiej  hipotezie  10.  (*)  (Zob.  także 

poświęcone  temu  problemowi  prace Ashleya  Montagu.)  Można więc  powiedzieć ogólnie,  że w  tej  dziedzinie 

teoria Freuda, jak zawsze w swej logice fascynująca i inspirująca, zawiera - zdaje się - tylko minimum prawdy, 

może dlatego, że Freud aż tak głęboko przyswoił sobie patriarchalny punkt widzenia. Freudowski obraz dziecka 

to  zupełnie  inna  sprawa.  W  ciągu  dziejów  dziecko,  tak  jak  kobieta  było  obiektem  ciemiężonym  i 

eksploatowanym przez ojca. Było - jak niewolnik i jak żona - własnością ojca - mężczyzny, który "dał" mu życie 

i  który  z  dzieckiem,  jak  z  każdą  własnością,  mógł  robić,  co  chciał,  w  sposób  dowolny  i  nieskrępowany. 

(Praktyka składania dzieci w ofierze,szeroko niegdyś rozpowszechniona, to jeden z licznych dowodów istnienia 

takiej konfiguracji). Dzieci są jeszcze bardziej bezbronne niż kobiety i niewolnicy. Kobiety po swojemu toczyły 

partyzancką  wojnę  przeciw  patriarchatowi;  niewolnicy  wielokrotnie  buntowali  się  w  ten  czy  inny  sposób. 

Natomiast napadów złości, odmowy jedzenia, obstrukcji i moczenia nocnego nie można uznać za broń, zdolną 

obalić potężny system. Skutek był taki, że z dziecka wyrastał okaleczony, zamknięty w sobie, a często po prostu 

zły dorosły, który za to, co go spotkało, brał odwet na własnych dzieciach. Jeżeli panowanie nad dziećmi nie 

przejawiało się w brutalnej, fizycznej formie, to przecież istniał także ucisk psychiczny. Dorosły wymagał od 

dziecka zaspokajania swej próżności, swej chęci wydawania poleceń, wymagał dostosowywania się do swych 

nastrojów, i tak dalej. Szczególnie ważny jest fakt, że dorosły nie brał dziecka na serio. Uważano, że dziecko nie 

ma  własnego  życia  psychicznego:  sądzono,  że  dziecko  jest  czystą  kartką,  na  której  dorosły  ma  prawo  i 

obowiązek  pisać  swój  kodeks  (jeszcze  jedna  wersja  "brzmienia  białego  człowieka").  To  zaś  wynikało  z 

przekonania,  że  dorosły  ma  prawo  okłamywać  dziecko.  Jeżeli  człowiek  okłamie  dorosłego,  musi  to  jakoś 

usprawiedliwić.  Okłamywanie  dziecka  najwyraźniej  żadnych  usprawiedliwień  nie  wymaga,  gdyż  ostatecznie 

background image

Erich Fromm (1970) Kryzys psychoanalizy. Strona 19 z 65 

19 

dziecko  nie  jest  w  pełni  istotą  ludzką.  Tę  samą  zasadę  stosuje  się  wobec  dorosłych,  gdy  są  to  obcy, 

nieprzyjaciele, chorzy, kryminaliści bądź członkowie niższej i wyzyskiwanej klasy lub rasy. Najogólniej, tylko 

ci,  którzy  nie  są  bezsilni,  mają  prawo  domagać  się  prawdy;  w  ciągu  dziejów  jest  to  reguła  praktykowana w 

większości społeczeństw nawet wówczas, gdy nie była ideologią uświadomioną. Rewolucja dziecięca rozpoczęła 

się tak jak kobieca - w dziewiętnastym wieku. Ludzie zaczęli dostrzegać, że dziecko nie jest nie zapisaną kartką, 

ale  rozwiniętą,  zaciekawioną,  wrażliwą  istotą,  obdarowaną  wyobraźnią  i  potrzebującą  podniety.  W  edukacji 

pierwszym  przejawem  nowego  postrzegania  dziecka  była  metoda  Montassoriego;  innym  była  teoria  Freuda, 

która  wywarła  wpływ  znacznie  silniejszy.  Freud  uważał,  i  mógł  to  udowodnić  klinicznie,  że  niekorzystne 

wpływy w dzieciństwie prowadzą do bardzo poważnych następstw w późniejszym rozwoju. Był w stanie opisać 

szczególne  i  skomplikowane  procesy  umysłowe  i  emocjonalne,  których  doświadcza  dziecko.  Podkreślał 

zwłaszcza  fakt,  któremu  powszechnie  zaprzeczano,  że  dzieckiem  powodują  namiętności,  oraz  że  popędy 

zmysłowe  i  bujna  wyobraźnia  nadają  życiu  dziecka  dramatyczny  wymiar.  Najdalej  posunął  się  Freud  w 

radykalnie nowym postrzeganiu dziecka, gdy na początku działalności klinicznej uznał, że źródłem wielu nerwic 

jest seksualne uwiedzenie dzieci przez dorosłych, zwłaszcza przez własnych rodziców. W tym momencie stał się 
-  tak to nazwijmy - 

oskarżycielem, który w imię integralności i wolności dziecka występuje przeciw uciskowi 

rodzicielskiemu. 

Biorąc  jednak  pod  uwagę  bardzo  głębokie  korzenie,  które  łączyły  Freuda  z  systemem 

autorytarno  - 

patriarchalnym,  nie  może  być  niespodzianką,  że  później  tę  radykalną  postawę  porzucił.  Freud 

wykrył, że w wielu przypadkach pacjenci przenosili swe infantylne pragnienia i fantazje na własnych rodziców, 

natomiast  w  rzeczywistości  owych  uwiedzeń  nie  było.  Te  właśnie  przypadki  Freud  uogólnił  i  -  w zgodzie z 

własną teorią libido - doszedł do wniosku, że dziecko to mały przestępca i zboczeniec, który w procesie ewolucji 

libido dojrzewa i "normalną" istotą ludzką staje się tylko w ten sposób. Tak oto Freud dotarł do wyobrażenia 

"grzesznego  dziecięcia",  podobnego  w  najistotniejszych  rysach  -  twierdzą  tak  niektórzy  komentatorzy  -  do 

obrazu  dziecka  nakreślonego  przez  świętego Augustyna 11. (*) (Np. Robert Walder, jeden z najbardziej 
uczonych i bezkompromisowych reprezentantów Freudowskiej ortodoksji.) Po tej zmianie - 

mówiąc przenośnie - 

hasło brzmiało:" dziecko jest winne"; za sprawą popędów dziecko zostaje wepchnięte w konflikty, które z braku 

właściwego rozwiązania zaowocują nerwicami. Nie umiem powstrzymać się od podejrzenia, że do owej zmiany 

poglądów Freuda przyczyniły się nie tyle rezultaty badań klinicznych, ile wiara Freuda w istniejący porządek 

społeczny  i  związane  z  nim  autorytety.  To  moje  podejrzenie  umacniają  liczne  okoliczności  towarzyszące,  a 

przede wszystkim kategoryczność, z jaką Freud stwierdził, że wszystkie wspomnienia uwiedzeń przez rodziców 
to fantazje. Czy takie kategoryczne twierdzenie nie jest sprzec

zne  z  faktem,  że  kazirodcze  zainteresowania 

dorosłych  własnymi  dziećmi  nie  należą  do  rzadkości?  Innym  powodem  do  przypuszczeń,  że  Freud  był 

stronniczy i faworyzował rodziców, jest sposób, w jaki w opublikowanych opisach przypadków odnosił się do 
rodziciels

kich postaci. Zdumiewające jest fałszowanie obrazu rodziców i przypisywanie im właściwości, które 

stoją  w  oczywistej  sprzeczności  z  prezentowanymi  przez  Freuda  faktami.  Jak  starałem  się  wykazać  na 

przykładzie przypadku małego Hansa, Freud wspomina, że ze strony rodziców Hansa nie było gróźb, natomiast 

całkowicie skupili się oni na zapewnieniu dziecku dobrobytu. Tymczasem groźby i uwiedzenie są w opisie tak 

oczywiste, że trzeba być ślepcem, by ich nie dostrzec. Te same obserwacje można poczynić w związku z opisami 

innych  przypadków.  W  zinterpretowaniu  przeskoku  Freuda  z  pozycji  rzecznika  dziecka  na  pozycję  obrońcy 

rodziców  może  pomóc  świadectwo  S.  Ferencziego,  jednego  z  najbardziej  doświadczonych  i  najhojniej 

obdarzonych  wyobraźnią  uczniów  Freuda.  W  ostatnich  latach  życia  Ferenczi,  niezachwianie  lojalny  wobec 

Freuda, popadł w ostry konflikt z mistrzem 12. (*) (Por. szczegółowy opis tego konfliktu - E. Fromm "Sigmund 

Freud's  Mission",  op.  cit.)  Ferenczi  rozwinął  poglądy,  które  pod  dwoma  ważnymi  względami  różniły  się  od 

Freudowskich, na co Freud zareagował tak ostro, że kiedy Ferenczi odwiedził go po raz ostatni, Freud nie podał 

mu ręki 13. (*) (Relacja nieżyjącej już Izette de Forest z grona studentów i przyjaciół Ferencziego.) Jeżeli chodzi 
o pierwsze "odchylen

ie",  które  mniej  nas  interesuje,  to  Ferenczi  upierał  się,  że  pacjent,  który  ma  zostać 

wyleczony, wymaga od analityka nie tylko interpretacji, lecz i miłości (miłość należy tu rozumieć szerzej, nie w 
sensie seksualnym). Z punktu widzenia naszego wywodu odst

ępstwem  znacznie  bardziej  istotnym  była  teza 

Ferencziego o słuszności pierwotnego poglądu Freuda, że w rzeczywistości w wielu wypadkach dorośli uwodzą 

dzieci i nie zawsze jest to sprawa dziecięcych urojeń. Pomijając znaczenie przeprowadzonych przez Ferencziego 

obserwacji klinicznych, nie sposób nie zadać pytania, dlaczego Freud zareagował z taką pasją. Czy chodziło o 

coś ważniejszego niż czysto kliniczne zagadnienie? Nie jest przypuszczeniem zbyt daleko idącym, że w istocie 

nie chodziło o prawidłowość teorii klinicznej, ale o stosunek do autorytetu. Jeżeli jest prawdą, że Freud wycofał 

się ze swej pierwotnej, radykalnej krytyki rodziców - tzn. autorytetów społecznych - aby właśnie usytuować się 

po  stronie  autorytetów,  to  można  podejrzewać,  że  reakcja  Freuda  prawidłowo  wyrażała  jego  własny, 

ambiwalentny  stosunek  do  autorytetów  społecznych  i  uzasadniała  gwałtowność  zachowania  się  w  chwili,  w 
której przypomniano mu porzucenie dawnej postawy, czyli - faktyczne - "zdradzenie" dziecka. Pod koniec tego 
szkicu o Freu

dowskim  wizerunku  człowieka  należy  wspomnieć  o  Freudowskim  pojmowaniu  historii.  Freud 

wypracował  jądro  filozofii  historii,  chociaż  nie  zamierzał  przedstawiać  żadnego  systematycznego  ujęcia.  Na 

początku  dziejów  odnajdujemy  człowieka  bez  kultury,  całkowicie  oddanego zaspokajaniu instynktownych 

popędów i szczęśliwego w tej mierze. Temu wyobrażeniu przeczy jednak inne, które zakłada konflikt nawet w 

background image

Erich Fromm (1970) Kryzys psychoanalizy. Strona 20 z 65 

20 

tej  pierwszej  fazie  pełnego  instynktownego  zaspokojenia.  Człowiek  musi  się  rozstać  z  tym  rajem  właśnie 

dlatego, że nieograniczone zaspokajanie popędów prowadzi do konfliktu synów z ojcem, do ojcobójstwa, a w 

końcu do ustanowienia tabu dotyczącego kazirodztwa. Zbuntowani synowie wygrywają bitwę, ale przegrywają 

wojnę, gdyż teraz ojcowskich uprawnień bronią już na zawsze "moralność" i porządek społeczny (tu jeszcze raz 

daje  o  sobie  znać  ambiwalentny  stosunek  Freuda  do  autorytetu).  Ponieważ  z  tego  względu  stan 

nieskrępowanego,  instynktownego  zaspokojenia  był  -  jak  sądził  Freud  -  na  dłuższą  metę  niemożliwy,  zatem 
Freud ro

zwinął inną, całkowicie odmienną tezę. Nie odrzuca w niej możliwości istnienia owego rajskiego stanu, 

ale zakłada, że człowiek nie może stworzyć żadnej kultury, póki pozostaje w raju. Warunkiem istnienia kultury 
jest - zdaniem Freuda - 

częściowe niezaspokojenie instynktownych pragnień, co z kolei prowadzi do sublimacji 

lub  formowania  reakcji  przeciwnej.  Człowiek  staje  więc  wobec  alternatywy:  pełne  instynktowne 
usatysfakcjonowanie - 

i barbarzyństwo - albo częściowa frustracja w sferze instynktów oraz rozwój kulturalny i 

umysłowy.  Często  jednak  proces  sublimacji  zawodzi  i  wówczas  człowiek  za  swój  rozwój  kulturalny  płaci 

nerwicami. Należy jednak stanowczo podkreślić, że Freud konfliktu między popędami a cywilizacją i kulturą 

dowolnego rodzaju w  żadnym  przypadku  nie  utożsamia  z  konfliktem  między  popędami  a  kapitalistyczną  czy 

jakąkolwiek  inną  "represywną"  strukturą  społeczną  14.  (*)  (Herbert  Marcuse,  który  przedstawia  Freuda  jako 

myśliciela rewolucyjnego, a nie jako liberalnego reformatora, próbował ukazać wizję, w której w społeczeństwie 
wolnym  - 

w  przeciwieństwie  do  społeczeństwa  represyjnego  -  dochodzi  do  pełnego  zaspokojenia  popędów. 

Pomijając  kwestię  poprawności  tej  konstrukcji  zauważmy,  że  Marcuse  nie  dodał,  iż  w  tej  mierze  jego 
konstrukcja przeczy zasadnicz

ym  tezom  systemu  Freudowskiego.)  Sympatie  Freuda  ulokowane  są  po  stronie 

kultury, a nie rajskiego prymitywizmu. W jego koncepcji historii tkwi jednak pierwiastek tragizmu. Ludzki 

rozwój  nieuchronnie  prowadzi  do  stłumień  i  nerwic.  Człowiek  nie  może  doświadczać  zarazem  i  szczęścia,  i 

rozwoju.  Jednak  wbrew  temu  tragicznemu  pierwiastkowi,  Freud  zostaje  myślicielem  oświeceniowym,  tyle  że 

sceptykiem, dla którego postęp już nie jest jednorodnym i niepodzielnym błogosławieństwem. W drugim okresie 

działalności Freuda, to znaczy po pierwszej wojnie światowej, jego wyobrażenie historii stało się rzeczywiście 

tragiczne.  Postępu  wykraczającego  poza  pewną  granicę  nie  da  się  już  po  prostu  drogo  okupić;  staje  się  on 

niemożliwy  ze  względów  zasadniczych.  Człowiek  jest  tylko  polem,  na  którym  toczą  bitwę  instynkt  życia  z 

instynktem  śmierci.  Człowiek  nigdy  nie  zdoła  wyzwolić  się  ostatecznie  od  tragicznej  alternatywy:  zniszczyć 

innych albo siebie. Freud próbował złagodzić ostrość tej tezy w ciekawym liście do Eisteina "Dlaczego wojna?" 

Biorąc jednak pod uwagę sedno sprawy, to Freud, który uważał się wówczas za pacyfistę, ani nie dał się uwieść 

własnym życzeniom, ani nie wahał się wyrażać głębokiego pesymizmu w dekadzie nowych nadziei (1920-1930); 

Freud  nie  zmienił  ani  nie  upiększył  brutalności  tego,co  uważał  za  prawdę.  Sceptyczny  filozof  oświeceniowy, 

przygnieciony  upadkiem  własnego  świata,  stał  się  sceptykiem  absolutnym,  który  los  człowieka  w  dziejach 

postrzegał  jako  niczym  nie  złagodzoną  tragedię.  Freud  w  gruncie  rzeczy  nie  mógł  zareagować  inaczej,  gdyż 

własne społeczeństwo uważał za najlepsze z możliwych i nie widział w nim możliwości przełomowych zmian na 

lepsze.  Kończąc  ten  szkic  o  Freudowskiej  antropologii,  chciałbym  podkreślić,  że  tylko  wówczas  można 

zrozumieć wielkość Freuda - tak człowieka, jak i jego dzieła - gdy postrzega się go wraz z tkwiącymi w nim 

fundamentalnymi  sprzecznościami,  a  także  jako  człowieka  ograniczonego  przez  swą  sytuację  społeczną  bądź 

związanego z nią. Jeżeli powie się, że wszystko, czego uczył Freud przez niemal pięćdziesiąt lat, nie wymaga 

zasadniczej rewizji albo uzna się go raczej za myślowego rewolucjonistę niż za tragicznego reformatora, to taki 

sąd z wielu powodów znajdzie posłuch u wielu ludzi. Tymczasem naprawdę potrzeba czego innego: wkładu w 
zro

zumienie Freuda. Przypisy 1 * Wpływ myślenia nauczycieli Freuda na formowanie się jego teorii opisał Peter 

Ammacher  ("Psychological  Issues",  University  of  Washington  Press,  Seatle  1962),  zaś  Robert  R.  Holt  w 

następujący  sposób  streszcza  (i  aprobuje)  główne  tezy  pracy:  Wiele  spośród  najbardziej  zagadkowych  i 

prawdopodobnie  arbitralnych  zwrotów  w  teorii  psychoanalizy,  w  tym  przedłożenie  propozycji  oczywiście  i 

sprawdzalnie fałszywych, albo było skutkiem utajonego przyjęcia przesłanek czysto biologicznych, albo prostym 

rezultatem trzymania się założeń, które Freud przejął w akademii medycznej od swych nauczycieli. Stały się one 

częścią  podstawowego  wyposażenia  intelektualnego  Freuda,  równie  niekwestionowaną  jak  założenie 
uniwersalnego determinizmu. Prawdopodobn

ie Freud nie zawsze postrzegał w nich biologiczność i wobec tego 

zachował je jako nieodzowne składniki, kiedy podjął próbę oderwania się od nerwic i skonstruowania pewnego 
abstrakcyjnego modelu psychologicznego. (R.R. Holt, "A Review of Some of Freud's Biological Assumptions 
and Their Influence on His Theories"; w: "Psychoanalysis and Current Biological Thought", Norman S. 
Greenfield and W. Mc. 

Lewis,  University  of  Wisconsin  Press,  Madison  1965).  7  *  Pełne  zrozumienie  tej 

patriarchalnej  ideologii  wymagałoby  rozstrzygnięć  bardziej  szczegółowych.  Tutaj  musi  nam  wystarczyć 

stwierdzenie, że we wszystkich patriarchalnych społeczeństwach kobiety są klasą zdominowaną i eksploatowaną 

przez mężczyzn; przy czym dominujący mężczyźni, jak każda grupa eksploatatorska, muszą tworzyć ideologie 

uzasadniające  ową  eksploatację  i  uznające  ją  za  zjawisko  naturalne,  a  wobec  tego  nieuniknione  i 

usprawiedliwione.  Kobiety  zaś,  jak  większość  klas  zdominowanych,  akceptują  tę  męską  ideologię,  chociaż 

nierzadko  prywatnie  nie  rozstają  się  z  własnymi,  przeciwstawnymi  poglądami.  Wydaje  się,  że  wyzwolenie 

kobiet  rozpoczęło  się  w  dwudziestym  wieku  i  wciąż  postępuje  w  miarę  słabnięcia  patriarchalnego  systemu, 

właściwego  przemysłowemu  społeczeństwu.  Jednak  nawet  dzisiaj  pełna  faktyczna  równość  kobiet  w  żadnym 

background image

Erich Fromm (1970) Kryzys psychoanalizy. Strona 21 z 65 

21 

kraju jeszcze nie istnieje. Fundament pod analizę patriarchalności lub matriarchalności społeczeństw położył J.J. 

Bachofen w podstawowym dziele "Das Mutterrecht", w 1859 roku, i trudno w pełni zrozumieć całe zagadnienie 

bez  znajomości  tej  pracy.  Angielski  przekład  pism  wybranych  tego  autora  ukazał  się  pod  tytułem  "Myth, 
Religion and the Mother Right", red. Joseph Campbell, Princeton University Press, Princeton - Nowy Jork 1967. 

Por. rozdziały 6 i 7. III. Wkład Marksa do wiedzy o człowieku Dla porządku kilka uwag wstępnych. Marksowski 

wkład do wiedzy o  człowieku  a  ściślej,  do psychologii  -  to  temat,  któremu  poświęcono stosunkowo  niewiele 

uwagi.  Sądzi  się,  że  Marks  -  w  odróżnieniu  od  Arystotelesa  i  Spinozy,  których  prace  o  etyce  to  traktaty 
psychologiczne  - 

nie zajmował się zbyt gorliwie człowiekiem jednostkowym, jego popędami i charakterem, a 

obchodziły  go  jedynie  prawa  rządzące  społeczeństwem  i  jego  ewolucja.  Kilka  czynników  spowodowało,  że 

wkład Marksa do psychologii zlekceważono. Po pierwsze - Marks swych poglądów na psychologię nigdy nie 

usystematyzował;  są  rozrzucone  po  całym  jego  dorobku  i  trzeba  je  zebrać,  by  ujawnił  się  ich  systematyczny 
charakter. Po drugie - 

wulgarne przeinaczenia, w myśl których Marks rzekomo interesował się tylko zjawiskami 

ekonomicznymi,  bądź  fałszywa  interpretacja  materializmu  historycznego  przyjmująca,  że  pierwotnym  i 

naturalnym ludzkim instynktem jest pragnienie zysku, zaciemniły autentyczny Marksowski wizerunek człowieka 

oraz  wkład  Marksa  do  psychologii.  Po  trzecie  -  Marksowska  psychologia  dynamiczna  pojawiła  się  zbyt 

wcześnie,  by  skutecznie  zwrócić  na  siebie  uwagę.  Przed  Freudem  nie  rozwinął  się  żaden  system  psychologii 

głębi,  natomiast  najważniejszym  systemem  psychologii  dynamicznej  stała  się  właśnie  Freudowska 

psychoanaliza.  Popularność  psychoanalizy  -  po  części  wynikająca  z  jej  związku  z  mechanistycznym 
materializmem - 

zepchnęła w cień to, co znajduje się w pracach Marksa: zapowiedź humanistycznej psychologii 

głębi.  Z  drugiej  strony,  rosnące  znaczenie  psychologii  doświadczalnej,  o  pozytywistycznym  nastawieniu,  nie 

sprzyjało  wniknięciu  w  psychologiczne  koncepcje  Marksa.  Zresztą,  czy  mogło  być  inaczej?  Współczesna 

psychologia  akademicka  i  eksperymentalna  to  w  znacznej  mierze  nauka  zajmująca  się  człowiekiem 
wyobcow

anym,  zgłębiana  przez  wyobcowanych  badaczy  za  pomocą  wyobcowanych  lub  prowadzących  do 

wyobcowania  metod.  Marksowska  psychologia,  całkowicie  świadoma  faktu  alienacji  i  na  tej  świadomości 

wsparta, była zdolna wyjść poza takie ujmowanie psychologii, gdyż nie uważała człowieka wyobcowanego za 

prawdziwego, za człowieka jako takiego. Ale na skutek tego psychologia Marksa okazała się zamkniętą księgą 

dla tych, którzy sądzili, że ostatnie słowo nauki o człowieku to refleksologia i reakcje warunkowe. Może dzisiaj 
po

jawia się większa niż kiedykolwiek szansa, by zrozumieć wkład Marksa do psychologii. Po części dlatego, że 

zasadniczych odkryć Freuda już nie wiąże się nierozdzielnie z czysto mechanistycznymi składnikami jego teorii 

(np. z koncepcją libido), po części zaś dlatego, że renesans myślenia humanistycznego stwarza lepszą podstawę 

do zrozumienia humanistycznej psychologii Marksa. W tym krótkim referacie mogę przedstawić jedynie zwięzłe 

streszczenie tego, co uważam za istotę Marksowskiego wkładu do psychologii i nie omówię związku między 

psychologicznymi przemyśleniami Marksa i koncepcjami Spinozy, Goethego, Hegla i Feuerbacha. Nazywając 

psychologię  "nauką przyrodniczą  o  człowieku" (tożsamą  z  "przyrodniczą  nauką humanistyczną"),  Marks daje 

początek koncepcji przewijającej się w całym jego dziele aż po ostatnie strony "Kapitału", gdzie w trzecim tomie 

pisze  o  warunkach  pracy"  najbardziej  odpowiadających  ludzkiej  naturze  i  najbardziej  jej  wartych".  Jeżeli  w 

"Rękopisach ekonomiczno-filozoficznych z 1844 r". Marks pisze o "istocie" (w oryginale angielskim essence; w 

polskim  przekładzie  K.  Jażdżewskiego,  (KiW,  Warszawa  1960),  istota;  w  polskim  piśmiennictwie  także 

używano  słowa  "esencja",  zwłaszcza  w  zaczerpniętym  z  "Rękopisów..."  przeciwstawieniu  do  "egzystencji"  - 

tłum). lub o "gatunkowym życiu" człowieka, to w "Ideologii niemieckiej" modyfikuje posługiwanie się słowem 

"istota  człowieka"  i  twierdzi,  że  owa  istota"  nie  jest  abstrakcją",  w  "Kapitale"  zaś  zastępuje  pojęcie  "istoty 

człowieka" pojęciem "natury ludzkiej jako takiej", by odróżnić ją od "natury ludzkiej modyfikowanej w każdym 
okresie historycznym". Jest to -  rzecz jasna - 

istotne  precyzowanie  pojęcia  natury  ludzkiej,  w  żadnym  zaś 

wypadku zerwanie z nim. Czy Marks przedstawia definicję" istoty natury ludzkiej" bądź "natury ludzkiej jako 

takiej"?  Oczywiście,  że  tak.  W  "Rękopisach  filozoficznych"  Marks  definiuje  gatunkową  właściwość  istot 

ludzkich jako "świadomą, wolną działalność", w przeciwieństwie do natury zwierzęcia, które "nie odróżnia się 

od swej działalności życiowej. (...) Jest nią". W późniejszych pracach, kiedy porzucił koncepcję "przyrodzonego 

charakteru",  Marks  nie  zmienia  akcentu,  to  znaczy  nadal  uważa  aktywność  za  charakterystyczny  rys 
nienaruszonej, niewypaczonej natury ludzkiej. Marks definiuje w "Kap

itale"  człowieka  jako  "zwierzę 

społeczne", żeby skrytykować Arystotelesowską definicję człowieka jako "zwierzęcia politycznego", gdyż jest 

ona dla klasycznego, starożytnego społeczeństwa równie charakterystyczna jak dla jankesizmu Franklinowska 
definicja c

złowieka jako "zwierzęcia wyrabiającego narzędzia". Psychologia Marksa, jak jego filozofia, wiąże 

się z działaniem człowieka i całkowicie zgadzam się z poglądem, że Marksowską definicję człowieka najlepiej 

da się przedstawić w perspektywie "praxis"; do tego punktu jeszcze wrócę. Pierwszy krok Marksa, polegający na 

posłużeniu się w całym dziele pojęciem natury ludzkiej w takiej czy innej formie, nie znaczyłby tak wiele, gdyby 

nie  krok  drugi  i  ważniejszy,  charakteryzujący  Marksowską  teorię  psychologiczną.  Chodzi mi o pojmowanie 

natury człowieka jako zjawiska dynamicznego, energetycznego. Dla Marksa człowiek jest istotą kierującą się 

namiętnościami  lub  popędami,  chociaż  na  ogół  nieświadomą  ich  sprawczej  siły.  Psychologia  Marksa  to 

psychologia  dynamiczna.  Stąd  z  jednej  strony  powinowactwa  z  psychologią  Spinozy  oraz  antycypacja 

psychologii  Freudowskiej,  a  z  drugiej  strony  niezgodność  z  jakąkolwiek  psychologią  mechanistyczną  czy 

background image

Erich Fromm (1970) Kryzys psychoanalizy. Strona 22 z 65 

22 

behawiorystyczną.  Jak  spróbuję  to  wykazać  później  i  bardziej  szczegółowo,  Marksowska  psychologia 

dynamiczna  opiera  się  na  prymacie  ludzkiego  spokrewnienia  ze  światem,  z  innym  człowiekiem,  z  przyrodą, 

czym kontrastuje z psychologią Freuda, opartą na modelu wyizolowanej homme machine. Bardzo ogólna i wciąż 
bardzo owocna Marksowska koncepcja po

pędów polega na odróżnieniu popędów "ciągłych" lub "stałych" od 

"względnych". Popędy stałe "istnieją w każdych okolicznościach (...) i w zależności od warunków społecznych 

mogą się zmieniać tylko co do formy lub ukierunkowania"; natomiast w przypadku popędów względnych" ich 

źródłem jest jedynie pewien typ społecznego zorganizowania". Marks uważał, że seks i głód należą do kategorii 

"popędów  stałych",  chciwość  zaś  może  być  przykładem  popędu  względnego.  To  rozróżnienie  jest  ściśle 

związane  z  rozróżnieniem  między  naturą  ludzką  w  ogóle,  a  jej  konkretnymi  urzeczywistnieniami.  Chcę  tutaj 

tylko zwięźle zwrócić uwagę na niezwykłą doniosłość rozróżnienia popędów trwałych od względnych, a także 

wskazać,  że  już  ta  koncepcja  jest  bardzo  istotnym  wkładem  do  współczesnych  dyskusji  na  temat  popędów  i 

instynktów.  Marks  precyzuje  później  to  rozróżnienie  pisząc,  że  "apetyty  względne"  (jeszcze  jedno  słowo  na 

określenie popędów)" nie są integralną częścią natury ludzkiej", lecz "ich źródło tkwi w pewnych strukturach 

społecznych  oraz  w  pewnych  warunkach  produkcji  i  komunikowania  się".  Tu  Marks  połączył  już  apetyty 

względne  ze  strukturą  społeczną  oraz  warunkami  produkcji  i  komunikowania  się,  a  tym  samym  przygotował 

grunt dla psychologii dynamicznej. Uważa ona, że większość ludzkich pragnień - oznacza to lwią część ludzkich 
motywacji  - 

uwarunkowana  jest  przez  proces  produkcji.  Koncepcja  "charakteru  społecznego"  -  w sensie, w 

jakim ją przedstawiłem,  mianowicie dynamicznym  - oparta jest na tym właśnie poglądzie Marksa. Nie  mniej 

ważne od rozróżnienia popędów stałych i względnych są rozważania Marksa jakościowo przeciwstawiające to, 

co w stałych popędach jest ludzkie temu, co zwierzęce. Dokładnie w tym punkcie znajdziemy rozstrzygającą 

różnicę, która dzieli dynamiczną psychologię Marksa od Freudowskiej. Zastanawiając się nad popędami, które 

są "trwałe" i uznawane - zarówno przez psychoanalityków, jak i psychologów akademickich - za jakościowo 

identyczne  u  człowieka  i  u  zwierząt.  Marks  twierdzi,  że  "jedzenie,  picie,  płodzenie  itd.  to  również  funkcje 

prawdziwie ludzkie. Jednak w abstrakcji, która odrywa je od pozostałej działalności ludzkiej i czyni ostatecznym 

i  wyłącznym  celem  głównym,mają  charakter  zwierzęcy"  (cyt.  za:  K.  Marks,  "Rękopisy  ekonomiczno  - 

filozoficzne  z 1844  r.,  przeł.  K.  Jażdżewski,  KiW, Warszawa  1960-tłum.).  Dla  psychoanalizy  Freudowskiej  - 

opartej  na  wzorze  wyizolowanej  homme  machine,  której  popędy  są  zasilane  przez  wewnętrzne  procesy 

chemiczne, a celem tych popędów jest redukowanie napięć do optymalnego, progowego poziomu - zaspokajanie 

głodu,  pragnienia  i  pożądań  seksualnych  to  cele  same  w  sobie.  Teraz  jesteśmy  już  przygotowani  do 

przypomnienia jednego z najbardziej fundamentalnych twierdzeń Marksa o naturze popędów: "Namiętność to 

moce człowieka zdążające do zdobycia obiektów swego pożądania". W tym ujęciu namiętność postrzegana jest 

jako  koncepcja  stosunku  lub  spowinowacenia.  Nie  przypomina  Freudowskiej  koncepcji,  w  której  popęd  czy 

instynkt rozumiane są jako wewnętrzne, wytworzone na drodze chemicznej pragnienie skierowane ku jakiemuś 

obiektowi,  by je  zaspokoił.  To  własne  zdolności  człowieka, jego Wesenskraft,  wyposażone  są  w dynamiczną 

umiejętność  dążenia  ku  jakiemuś  obiektowi,  z  którym  mogą  wejść  w  związek  i  z  nim  się  zjednoczyć. 

Pierwotnym  źródłem  dynamizmu  w  naturze  ludzkiej  jest  ta  właśnie  potrzeba  człowieka,  żeby  raczej  wyrażać 

dążenia  skierowane  ku  światu,  niż  potrzebę  posłużenia  się  światem  jako  zbiorem  środków  służących 

zaspokojeniu  własnej  fizjologii.  Marks  w  ten  sposób  mówi:  ponieważ  mam  oczy,  przeto  istnieje  we mnie 

potrzeba  widzenia;  ponieważ  mam  uszy,  przeto  istnieje  we  mnie  potrzeba  słyszenia;  ponieważ  mam  mózg, 

przeto  chcę  myśleć;  ponieważ  mam  serce,  chcę  odczuwać.  Krótko  mówiąc:  ponieważ  jestem  człowiekiem, 

przeto  istnieje  we  mnie  potrzeba  człowieczeństwa  i  świata.  Przy  okazji  warto  może  zauważyć,  zważywszy 

dzisiejszą popularność tzw. psychoanalitycznej psychologii ego, że kiedy Marks pisze o władzach człowieka i 

ich wyrażaniu, to bardzo wyraźnie ma na myśli nie ego, lecz namiętność, "naturalne moce i możliwości, które 

tkwią w człowieku jako skłonności, zdolności, jako popędy";  ma na  myśli energię zaangażowaną w potrzebę 

wyrażenia  każdej  z  ludzkich  zdolności.  Liczne  wypowiedzi  Marksa  są  wariacjami  na  temat  namiętności  jako 

kategorii odnoszącej się do zbliżania się, spowinowacania człowieka z nim samym, z innymi, z przyrodą i jako 

kategorii  odnoszącej  się  urzeczywistnienia  najistotniejszych  ludzkich  uzdolnień.  Skąpość  miejsca  każe  mi 

ograniczyć cytaty do kilku. Marks precyzuje, co rozumie przez "ludzkie zdolności", które odnoszą się do relacji 

ze  światem  za  pośrednictwem  namiętności:  "Wszelki  jego  ludzki  stosunek  do  świata,  widzenie,  słyszenie, 

wąchanie,  smakowanie,  dotykania,  myślenie,  kontemplowanie,  czucie,  chcenie, działanie,  kochanie  - słowem, 
wszystkie na

rządy jego osobowości (...) to przejawianie się rzeczywistości ludzkiej; ludzka aktywność" (cyt. za: 

K. Marks, "Rękopisy ekonomiczno - filozoficzne z 1844 r.", przeł. K. Jażdżewski, KiW, Warszawa 1960 -tłum.). 

Ściślej: obiekt sam staje się ludzki, dlatego że jest wyrażeniem się rzeczywistości ludzkiej - bądź jak przedstawił 
to Marks - 

"w praktyce wtedy tylko mogę wejść po ludzku w związek z przedmiotem, kiedy przedmiot znajduje 

się w ludzkim związku z człowiekiem". (Warto zwrócić uwagę na zasadniczą zbieżność tego poglądu Marksa z 

koncepcjami, które można odnaleźć u Goethego, w buddyzmie Zen i w chrześcijańskim mistycyzmie). Wobec 

tego  ludzkie  "popędy"  są  wyrazem  kardynalnego  i  specyficznie  ludzkiego  pragnienia  -  chęci  zadzierzgnięcia 

więzi z człowiekiem oraz przyrodą i znalezienia samopotwierdzenia w tej łączności. Cel polega na "uzupełnieniu 

związku  człowieka  z  przyrodą,  na  świadomej  przynależności  człowieka  do  przyrody  i  na  świadomym 

zhumanizowaniu przyrody". Tkwiące w człowieku pragnienie samospełnienia jest źródłem swoistego ludzkiego 

background image

Erich Fromm (1970) Kryzys psychoanalizy. Strona 23 z 65 

23 

dynamizmu. Wobec tego człowiekiem bogatym jest ten, czyim pragnieniem jest" pełnia przejawów ludzkiego 

życia,  człowiekiem,  w  którym  jego  własne  urzeczywistnienie  istnieje  jako  zewnętrzna  konieczność,  jako 
potrzeba". Marks wy

raźnie  dostrzegał  także  związek  między  zespoleniem  się  człowieka  z  nim  samym  a  jego 

zespoleniem  z  innymi.  Pod  tym  względem  postawa  Marksa  jest  w  istocie  taka  sama  jak  Goethego,  który 

powiedział: "Człowiek zna siebie tak dalece, jak dalece zna świat. Zna jedynie ten świat, który nosi w sobie, a 

jest świadomy siebie samego takiego, jakim jest w świecie. Każdy nowy obiekt poznany rzeczywiście uruchamia 

w  nas  samych  nowy  organ".  Z  takiej  koncepcji  dynamicznego  zespolenia  wywodzi  się  pogląd  Marksa,  że 
"Bogaty cz

łowiek jest zarazem człowiekiem potrzebującym pełni przejawów ludzkiego życia, człowiekiem, w 

którym jego własne urzeczywistnienie istnieje jako wewnętrzna konieczność, jako potrzeba". W związku z tym 

"ubóstwo  to  układ  bierny,  który  prowadzi  człowieka  do  tego,  by  zapragnął  największego  bogactwa:  innej 

osoby". Czy tym zespolonym i zespalającym się człowiekiem, którego energia jest nakierowana na wyrażenie 

jego ludzkich władz, jest dziewiętnastowieczny robotnik lub mieszczanin? Jeżeli odpowiedź brzmi nie - a brzmi 
"nie"- 

to  takie  znaczenie  dla  zrozumienia  człowieka  ma  Marksowski  model  natury  ludzkiej?  Czy  chodzi  o 

człowieka  przeszłości,  złotego  wieku?  Czy  o  mesjanistyczną  wizję  przyszłości?  Odpowiedź  jest  złożona  i 

prowadzi  prosto  do  jednego  z  najgłębszych  i  zwróconych  najdalej  w  przyszłość  aspektów  Marksowskiego 
systemu psychologicznego. Marks - 

w  odróżnieniu  od  ujęcia  choroby  psychicznej,  według  którego  można  tę 

chorobę  zdefiniować  albo  jako  cierpienie  inne  i  cięższe  niż  to,  na  które  zapada  przeciętny  człowiek, albo, z 

innego punktu widzenia, jako cierpienie, które nie wyklucza produkowania ani rozmnażania - przywołał obraz 

patologii  normalności  tzn.  ułomności  występującej  u  człowieka  normalnego  statystycznie,  którą  jest  utrata 

samego siebie, utrata wartości człowieczej. Tym samym Marks pisze o możliwości "zatracenia się" człowieka w 

obiekcie,  jeżeli  ów  nie  stał  się  obiektem  zhumanizowanym;  przy  czym  nie  chodzi  o  związek  człowieka  z 

obiektem,  który  polega  na  czynnym  jednoczeniu,  często nazywany  przez  Marksa  "przywłaszczaniem".  Marks 

pisze o człowieku, który staje się "mentalnie i fizycznie zdehumanizowany", albo o "kalekim" robotniku, który 

jest "jedynie ułamkiem człowieka" w przeciwieństwie do "indywidualności rozwiniętej w pełni". Jeżeli człowiek 
-  wywodzi Marks  - 

nie  jednoczy  się  aktywnie  ani  z  innymi,  ani  z  przyrodą,  to  zatraca  się,  jego  popędy 

wyzbywają się jakości ludzkich, nabywają natomiast zwierzęcych, a ponieważ nie jest on zwierzęciem, przeto 

możemy wnioskować, że jest istotą ludzką chorą, fragmentaryczną, kaleką. To właśnie jest element rewolucyjny 

i terapeutyczny w Marksowskiej psychologii dynamicznej. Potencjalnie człowiek nie tylko wykazuje zdolność 

jednoczenia  się  ze  światem,  ale  wręcz  żywi  taką  potrzebę;  żeby  być  ludzkim  i  uleczonym,  człowiek  musi 

odtworzyć ów potencjał zdrowej formy funkcjonowania ludzkiego, zamiast patologicznej. Marksowski pogląd, 

przeciwstawiający  człowieka  kalekiego  człowiekowi  pełni  rozwiniętemu,leży  u  podstaw  nowej  i  oryginalnej 
koncepcji nerwic. W "Ideologii niemieckiej" Ma

rks pisze coś ważnego: "W ogóle jest nonsensem przypuszczać, 

(...) że można zaspokoić jakąś namiętność wyodrębnioną ze wszystkich innych, nie zaspokajając siebie, całego 

żywego osobnika. Jeżeli namiętność ta przybiera charakter abstrakcyjny, wyodrębniony, jeżeli występuje wobec 

mnie jako siła obca, jeżeli (...) ma charakter jednostronnego zaspokojenia jakiejś jedynej namiętności  - to nie 

zależy to wcale od świadomości czy dobrej woli (...), lecz od bytu; nie od myślenia, lecz od życia; zależy od 
empiryczneg

o  rozwoju  i  aktywności  życiowej  jednostki  (...).  Jeżeli  okoliczności,  w  jakich  ta  jednostka  żyje, 

pozwalają jej tylko na jednostronny rozwój pewnej właściwości kosztem wszystkich innych (...), to jednostka ta 

osiągnie  jeno rozwój  jednostronny,  spaczony"  (cyt.  za:  K.  Marks,  F. Engels,  "Ideologia  niemiecka",  przeł.  S. 
Filmus, KiW, Warszawa 1961-

tłum.]. Marks pisze tutaj o namiętnościach wyobcowanych, które zaspokajają się 

w obrębie samych siebie, nie zaspokajając w pełni istoty ludzkiej, tzn. o takich, które są oddzielone od innych 

pasji, a w związku z tym przeciwstawiają się jednostce jak jakaś obca siła. W psychologii instynktywistycznej, 
takiej jak Freudowska - 

gdzie  zdrowie  i  normalność  to,  ni  mniej,  ni  więcej,  wynik  zaspokojenia  jednego  z 

instynktów, mianowicie seksualnego - 

na  tego  rodzaju  sąd  nie  byłoby  miejsca.  Jeżeli  jednak  przyjąć 

humanistyczne pojęcie namiętności, zgodnie z którym energia bierze się z aktywnego dążenia wszystkich władz 

do  osiągnięcia  swoich  celów,  to  Marksowskie  twierdzenie  objaśnia  naturę  nerwicy  bądź  choroby  umysłowej. 

Można  ją  zdefiniować  jako  dominację  i  wobec  tego  wyobcowanie  jednej  z  namiętności.  Jeżeli  chodzi  o 

zrozumienie  niewyobcowanego  popędu,  to  podstawowym  pojęciem  jest  tu  aktywność,  bądź  -  jak to Marks 

pierwotnie nazwał - "autoaktywność". Rzecz jasna nie miał na myśli dzisiejszego rozumienia "aktywności", czyli 

robienia czegoś w ogóle, bycia zajętym, bycia w ruchu, etc. Chodzi też o co innego niż aktywność zwierzęca, 

która jest ukształtowana "tylko w zgodzie ze standardami i potrzebami odpowiednich gatunków, gdy tymczasem 

człowiek umie wytwarzać w zgodzie ze standardem odpowiadającym obiektowi. Wobec tego człowiek tworzy w 

zgodzie z regułami piękna". Marksowska koncepcja aktywności jest bliska koncepcji Spinozy, chodzi o twórczy 

i  spontaniczny  akt,  możliwy  jedynie  w  warunkach  wolności.  Marks  np.  pisze,  o  "spontanicznej  aktywności 

ludzkiej  fantazji,  ludzkiego  mózgu  i  serca".  Takie  postrzeganie  aktywności  jest  szczególnie  widoczne,  gdy 
Marks w bardzo konkretny sposób wypowiada 

się  o  ludzkich  namiętnościach,  a  zwłaszcza  o  miłości.  Pisze: 

"Przy założeniu, że człowiek jest człowiekiem i jego stosunek do świata jest ludzki, miłość możesz wymienić 

tylko na miłość, zaufanie tylko na zaufanie, itd. Jeżeli chcesz rozkoszować się sztuką, musisz być człowiekiem 

wykształconym w dziedzinie sztuki; jeżeli chcesz wywierać wpływ na innych ludzi, musisz być człowiekiem, 

który rzeczywiście inspiruje i wiedzie naprzód innych ludzi. Każdy twój stosunek do człowieka - i do przyrody - 

background image

Erich Fromm (1970) Kryzys psychoanalizy. Strona 24 z 65 

24 

musi  być  określonym,  odpowiadającym  przedmiotowi  twej  woli  przejawem  twego  rzeczywistego, 

indywidualnego życia. Jeśli kochasz nie wzbudzając wzajemnej miłości, tzn. jeśli twoja miłość jako miłość nie 

wytwarza  wzajemnej  miłości,  jeśli  przez  swój  przejaw  życia  człowieka  kochającego  nie  czynisz  siebie 

człowiekiem  kochanym,  miłość  twoja  jest  bezsilna,  jest  nieszczęściem".  (cyt.  za:  K.  Marks  "Rękopisy 
ekonomiczno  - 

filozoficzne z 1844 r", przeł. K. Jażdżewski, KiW, Warszawa 1960  - tłum.). Marks najjaśniej 

przedstawia ową aktywną właściwość miłości, kiedy w "Świętej rodzinie" pisze: "Pan Edgar przemienia tedy 

miłość w boginię, i to w okrutną boginię; dokonuje tego w ten sposób, że z człowieka kochającego, z miłości 

człowieka,  robi  człowieka  miłości,  odrywa  miłość  od  człowieka  jako  oddzielną  istotę  i  jako  taką  obdarza  ją 
samodzielnym bytem. Ten nieskomplikowany proces, przemiany orzecznika w podmiot" (cyt. za: K. Marks, 

"Święta  rodzina",  przeł.  T.  Kroński,  KiW,  Warszawa  1961  -  tłum.),  zamienia  człowieka  w  nie  -  człowieka. 
Rzecz j

asna,  miłość  jest  aktywnością,  a  nie  pasywnością  i  -  jak Marks powiada -  "naprawdę  to  miłość  uczy 

człowieka wierzyć w świat obiektów znajdujących się poza nim samym". Marksowską koncepcję rzeczywistych 
ludzkich potrzeb - 

dążenia ku innemu człowiekowi oraz potrzeby wyrażania i kierowania własnych możliwości 

ku  właściwym  obiektom  -  można  zrozumieć  w  pełni,  gdy  spojrzy  się  z  bliska  na  jego  koncepcję  potrzeb 

syntetycznych, nieludzkich i niewolących. Współczesna psychologia poświęca niewiele uwagi analizie potrzeb; 

akceptuje prawa produkcji przemysłowej (maksimum produkcji, maksimum konsumpcji, minimum tarć między 

ludźmi)  i  bez  zastrzeżeń  przyjmuje,  że  samo  pragnienie  przez  osobę  czegoś  jest  dowodem,  że  osoba  ta  ma 

uzasadnioną  potrzebę  owej  upragnionej  rzeczy.  W  ortodoksyjnej  psychoanalizie,  która  skupia  się  głównie  na 
potrzebach seksualnych lub - 

później - na potrzebach destrukcyjnych, uzupełniających potrzebę przetrwania ,nie 

ma powodu nakazującego zająć się szerszymi potrzebami. Z drugiej strony - Marks bardzo wyraźnie przedstawił 

w  swej  psychologii,  ze  względu  na  jej  dialektyczny  charakter,  dwuznaczną  naturę  potrzeb  i  tą  obserwacją 

posłużył  się,  przypuszczając  najostrzejszy  z  ataków  na  naukową  psychologię.  "Cóż  w  ogóle  myśleć  o  takiej 

nauce",  powiada  w  "Rękopisach ekonomiczno -  filozoficznych",  "która  (...)  nie  odczuwa  swej  własnej 

ograniczoności, gdy tak wielkie bogactwo ludzkiego działania nie mówi jej nic prócz tego, co da się wyrazić 

jednym słowem: potrzeba, pospolita potrzeba". (cyt. za: K. Marks, "Rękopisy ekonomiczno - filozoficzne z 1844 

r.", przeł. K. Jażdżewski, KiW, Warszawa 1960-tłum.). Te potrzeby, które nie są ludzkie, Marks charakteryzuje 

bardzo zwięźle: "Każdy człowiek przemyśliwa nad tym, by wzbudzić w drugim nową potrzebę, by zmusić go do 
nowej 

ofiary, by wtrącić go w nową zależność, podsunąć nowy sposób używania (...). Każdy usiłuje stworzyć 

jakąś siłę panującą nad drugim, obcą jego istocie, aby znaleźć w tym zaspokojenie swej własnej, egoistycznej 

potrzeby. Wraz z masą przedmiotów rośnie więc królestwo obcych istot, które ujarzmiają człowieka, a każdy 

nowy  produkt  stanowi  nową  możliwość  wzajemnego  oszustawa  i  wzajemnego  rabunku.  Człowiek  staje  tym 

uboższy  jako  człowiek  (...).  Nawet  subiektywnie  wygląda  to  w  pewnej  mierze  tak,  że  rozszerzenie  kręgu 

produktów  i  potrzeb  staje  się  wynalazczym  i  bezustannie  kalkulującym  niewolnikiem  nieludzkich, 

wyrafinowanych,  nienaturalnych  i  zmyślonych  rozkoszy.  (...)  Produkcja  zbyt  wielu  rzeczy  pożytecznych 

produkuje zbyt wiele zbytecznej ludności. Obie strony zapominają, że rozrzutność i oszczędność, luksus i brak 

rzeczy  niezbędnych,  bogactwo  i  nędza  równają  się  sobie"  (cyt.  za:  K.  Marks,  "Rękopisy  ekonomiczno-

filozoficzne z 1844 r.", przeł. K. Jażdżewski, KiW, Warszawa 1960 - tłum.). Rozróżniając prawdziwe i zmyślone 

potrzeby człowieka, psychologia Marksa mówi o jednym z najistotniejszych rozróżnień, które należy poczynić w 

teorii potrzeb i popędów. Pytanie: jak rozpoznać, czy dana potrzeba jest ludzka czy nieludzka, prawdziwa czy 

zmyślona, pomocna czy zatruta - jest fundamentalnym zagadnieniem psychologicznym, którego ani psychologia, 

ani  Freudowska  psychoanaliza  nawet  nie  mogły  zacząć  badać,  gdyż  takie  rozróżnienie  dla  nich  nie  istniało. 

Zresztą, jak mogłyby dokonać takiego rozróżnienia, skoro posługiwały się modelem człowieka wyobcowanego, 

skoro  fakt,że  współczesny  przemysł  tworzy  i  zaspokaja  coraz  więcej  potrzeb,  uważa  się  za  oznakę  postępu, 

skoro wreszcie ze współczesnej koncepcji wolności wyziera głównie wolność konsumenta (całkowicie inna niż 

wolność  dziewiętnastowiecznego  przedsiębiorcy),  która  pozwala  wybierać  między  różnymi,  a  właściwie 

identycznymi,  rodzajami  tego  samego  wyrobu  znajdującymi  się  w  zasięgu  portfela?  Jedynie  dialektyczna  i 

rewolucyjna  psychologia,  dostrzegająca  jak  spoza  wizerunku  kaleki  wyziera  człowiek  wraz  z  własną 

potencjalnością, może dotrzeć do istotnego rozróżnienia między dwoma rodzajami potrzeb. Jest to zadanie, które 

mogą zapoczątkować jedynie ci psycholodzy, którzy nie mylą powierzchowności z istotą sprawy. Należy także 

zauważyć, że Marks, dokonując owych rozróżnień, musiał wyciągnąć wniosek, iż ubóstwo i bogactwo, luksus i 

brak tego co niezbędne - nie są przeciwieństwami, lecz zjawiskami równoważnymi, polegającymi na sprawieniu 

zawodu  ludzkim  potrzebom.  Jak  dotąd  zajmowaliśmy  się  ogólnie  Marksowskimi  koncepcjami  popędów  i 

potrzeb.  A  czy  w  odniesieniu  do  popędów  można  w  jego  psychologii  odnaleźć  coś  bardziej  szczegółowego? 

Owszem,  chociaż  w  żadnym  przypadku  nie  będzie  to  usystematyzowane  ani  kompletne  tak,  jak  by  można 

oczekiwać od pracy poświęconej głównie psychologii. Była już mowa, że koncepcję miłości Marks uważał za 

podstawową dla określenia stosunków człowieka ze światem zewnętrznym. Jest również kluczowa, gdy chodzi o 

proces myślenia; jedna z głównych krytyk skierowanych w "Świętej rodzinie" przeciw "Panu Edgarowi" dotyczy 

akurat pohamowania namiętności miłosnej po to, by odnaleźć absolutny spokój poznawania. W tym kontekście 

Marks porównuje miłość do wszystkiego "co żywe, bezpośrednie, do wszelkiego doświadczenia, o którym nigdy 

naprzód  nie  wiadomo  ani  skąd,  ani  dokąd".  (cyt.  za:  K.  Marks,"Święta  rodzina",  przeł.  T.  Kroński,  KiW, 

background image

Erich Fromm (1970) Kryzys psychoanalizy. Strona 25 z 65 

25 

Warszawa 1961-

tłum.).  Tam,  gdzie  sprawa  dotyczy  stosunków  ludzkich,  Marks  jest  przekonany,  że 

"Bezpośrednim, przyrodniczym, koniecznym stosunkiem człowieka do człowieka jest stosunek mężczyzny do 

kobiety (...) stosunek mężczyzny do kobiety jest najbardziej przyrodniczym (Fromm używa tu słowa natural, tzn. 

zarazem  "naturalny"  jak  i  "przyrodniczy",  takie  szersze  znaczenie  funkcjonuje  również  w  niemczyźnie 
o

ryginału, czego tak wyraźnie nie oddaje polski przekład - tłum.) stosunkiem człowieka do człowieka" (cyt. za: 

K. Marks "Rękopisy ekonomiczno - filozoficzne z 1844 r. "przeł. K. Jażdżewski, KiW, Warszawa 1960-tłum.). 

Bardzo  interesująco  wypada  porównanie  koncepcji  Marksa  z  koncepcją  seksualności  Freuda.  Dla  Freuda 

seksualność  (a  według  prac  późniejszych  destruktywność)  to  główna  namiętność  człowieka.  Jak  już 

wspomniałem,  owa  namiętność  jest  rozumiana  jako  użycie  kobiety  przez  mężczyznę  dla  zaspokojenia 
wytwo

rzonego chemicznie głodu seksualnego. Gdyby Marks znał teorię Freuda, skrytykowałby ją jako typową 

teorię burżuazyjną, polegającą na użyciu i wyzysku. W centrum Marksowskiego postrzegania stosunków między 

ludźmi  nie  znajdujemy  seksualności,  lecz  Erosa,seksualność  zaś  to  tylko  jedno  z  jego  wcieleń.  Przez  Erosa 

rozumie  się  tutaj  specyficznie  męsko  -  żeński  pociąg  ku  sobie,  który  jest  fundamentalnym  sposobem 

przyciągania  się  wszystkich  istot  żywych.  Inna  podstawowa  kategoria  Marksowskiej  psychologii  to  życie 
p

rzeciwstawione  śmierci,  nie  w  sensie  biologiczno  -  psychologicznym, ale psychologicznym. (Pod wieloma 

względami  koncepcja  ta  dotyka  Freudowskich  instynktów  życia  i  śmierci,  ale  z  pominięciem  rzekomego 

podglebia biologicznego; mówiąc prościej - jest bliższa czemuś co nazwałem biofilią i nekrofilią: miłością do 

życia  i  miłością  do  śmierci).  Może  najistotniejsze  pytanie  Marksowskiej  psychologii  brzmi:  czy  motywem 

człowieka,  klasy  lub  społeczeństwa  jest  pociąg  ku  życiu  czy  ku  śmierci?  W  sferze  emocjonalnej  źródłem 

zarówno  wrogości  Marksa  wobec  kapitalizmu,  jak  i  miłości  do  socjalizmu,  jest  to  właśnie  rozgraniczenie. 

Spośród wielu tekstów, w których Marks odwoływał się do tego rozgraniczenia, przytoczę najbardziej znany, 
mianowicie z "Manifestu komunistycznego": 

"W społeczeństwie burżuazyjnym praca żywa jest tylko środkiem 

do  pomnażania  pracy  nagromadzonej.  W  społeczeństwie  komunistycznym  praca  nagromadzona  jest  tylko 

środkiem  do  rozszerzania,  bogacenia,  polepszania  procesu  życiowego  robotników.  W  społeczeństwie 
b

urżuazyjnym przeszłość panuje zatem nad teraźniejszością. W społeczeństwie komunistycznym - teraźniejszość 

nad  przeszłością"  (cyt.  za:  K.  Marks,  F.  Engels,  "Manifest  komunistyczny",  KiW,  Warszawa  1949-tłum.).  W 

innym miejscu ujął to następująco: kapitał polega na "dominacji martwej materii nad żywymi ludźmi". Eros i 

miłość  życia  są  dwoma  naczelnymi  dążeniami  niewyobcowanego  człowieka.  Są  one  człowiekowi  dane  i 

objawiają się w warunkach społecznych, które dają człowiekowi możliwość bycia tym, kim może być. Wśród 

namiętności, które rządzą człowiekiem w społeczeństwie kapitalistycznym i które ono wytwarza, Marks wylicza 

wszystkie rodzaje zachłanności będącej substytutem braku  miłości i żywiołowości, a ściślej: chęć posiadania, 

chciwość, dogadzanie sobie. Marksowska analiza ascetycznego, ciułackiego charakteru dziewiętnastowiecznego 

mieszczaństwa oraz hedonistycznego charakteru tych, których stać było na życie luksusowe, to kamień milowy 

w  rodzaju  charakterologii  dynamicznej  i  zastosowaniu  jej  wobec  różnych  klas.  Ponieważ  psychologiczne 

rozważania  Marksa  są  w  całości  dynamiczne,  a  nie  bahawiorystyczno  -  opisowe,  przeto  owe  spostrzeżenia  i 

koncepcje charakteru powinny być rozumiane w sensie dynamicznym. Są to namiętności i pragnienia stałe w 

sposób  względny,  bo  zdeterminowane  przez  określone  warunki  ekonomiczne  i  społeczne.  Widać  tutaj  bliski 

związek  Marksa  z  wielkim  socjo  -  psychologicznym  dziełem  Balzaka,  który  uważał,  że  badanie  charakteru 

powinno  być  badaniem  "sił,  które  stanowią  ludzką  motywację".  Dzieło  Balzaka  pod  wieloma  względami  jest 

szczegółowym obrazem Marksowskich reguł psychologicznych. Przy okazji należy dodać, że jeśli czyta się listy 

Marksa  do  Engelsa,  zwłaszcza  w  oryginalnej,  nie  okrojonej  wersji  niemieckiej,  to  można  z  nich  wyłuskać 

poglądy na temat jednostki pokrewnej psychologii głębi, które nie mając artystycznej wartości opisów Balzaka 

złożyły  się  na  jeden  z  najlepszych  psychoanalitycznych  szkiców  o  charakterze,  postrzeganym  w  kategoriach 

dialektycznej,  humanistycznej  psychoanalizy.  Na  zakończenie  tego  krótkiego  przeglądu  Marksowskiej 

psychologii  popędów  można  zająć  się  stosunkiem  Marksa  do  buntu;  interesująca  wydaje  się  zwłaszcza 

Marksowska myśl,  że  bunt może  zwrócić się  przeciw  samemu  sobie. Myśl  ta  odegrała  później ważną rolę w 
psychoanalizie 

Freudowskiej.  Marks  napisał  "Wstyd  jest  to  rodzaj  buntu,  który  zwraca  się  przeciw  samemu 

sobie,  a  gdyby  cały  naród  rzeczywiście  się  zawstydził,  byłby  jak  lew,  który  czai  się  przed  skokiem".  Wkład 

Marksa do humanistycznej psychologii głębi nie może być w pełni zrozumiany bez znajomości jego poglądów 

na  świadomość  i  funkcję  bycia  świadomym.  Klasyczne  ujęcie  tych  poglądów  znajduje  się  w  "Ideologii 

niemieckiej":  "To  nie  świadomość  określa  życie,  lecz  życie  określa  świadomość".  Później  w  Przedmowie  do 
"Przyczynk

u do krytyki ekonomii politycznej" pisze: "Nie świadomość ludzi określa ich byt, lecz przeciwnie, 

ich  byt  społeczny  określa  ich  świadomość"  (cyt.  za:  K.  Marks,  Przedmowa,  w:  F.  Engels,  "Przyczynek  do 
krytyki ekonomii politycznej", KiW, Warszawa 1949-

tłum.). To co w pierwszym stwierdzeniu Marks nazywa 

"życiem", w drugim nazywa "bytowaniem społecznym", "społeczną egzystencją". Kontynuując tradycję, której 

jedynym  z  najwybitniejszych  wczesnych  wyrazicieli  był  Spinoza,  a  w  pół  wieku  po  Marksie  doczekała  się 
kul

minacji  u  Freuda,  Marks  atakuje  powszechną  opinię,  że  świadomość  jest  podstawowym  i  ostatecznym 

układem odniesienia oraz podstawową i ostateczną właściwością każdego życia psychicznego. Marks dostrzegł, i 

pod  tym  względem  sięgnął  głębiej  niż  Freud,  że  świadomość  jest  tworem  określonego  sposobu  życia,  który 

charakteryzuje daną społeczność czy klasę. Świadomość jest "od najdawniejszych czasów tworem społecznym"; 

background image

Erich Fromm (1970) Kryzys psychoanalizy. Strona 26 z 65 

26 

jak  język,  który  rodzi  się  z  "potrzeby,  konieczności  ustosunkowania  się  do  innych  ludzi.  Człowiek  sądzi,że 

określają go i motywują jego własne idee, tymczasem jest w rzeczywistości motywowany przez siły kryjące się 

za  jego  plecami,  których  istnienia  nie  jest  świadomy".  O  ile  Marks  w  "Ideologii  niemieckiej"  użył  terminu 

"tłumienie" z myślą o tłumieniu "zwykłych, naturalnych pragnień", o tyle Róża Luksemburg bardzo wyraźnie, i 

w  ślad  za  myślą  Marksa,  pisała  o  podziale  na  "świadomość"  i  "nieświadomość".  Interpretując  twierdzenie 

Marksa, że świadomość jest zdeterminowana przez egzystencję społeczną, pisze ona: "Nieświadomość jest tym, 

co wyprzedza świadomość. Logika procesu historycznego wyprzedza subiektywną logikę istot ludzkich, które w 

tym  procesie  historycznym  uczestniczą".  W  społeczeństwie  klasowym  świadomość  człowieka  w  sposób 

nieunikniony  jest  świadomością  fałszywą,  jest  ideologią,  która  działaniom  człowieka  przydaje  pozór 

racjonalności,  podczas  gdy  prawdziwe  motywacje,  wynikające  ze  sprzeczności  dowolnego  klasowego 

społeczeństwa, pozostają nie zracjonalizowane. Marksowska koncepcja świadomości i ideologii otwiera drogę 

do  jednego  z  najbardziej  istotnych  fragmentów  jego  teorii  rewolucji.  W  liście  z  września  1833  roku  pisze  o 

świadomości jako o "czymś, co świat musi sobie przyswoić, mimo że tego nie chce (...), wobec tego nasze motto 

musi brzmieć: reformować świadomość nie za pomocą dogmatów, lecz analizowania świadomości mitycznej, 

niejasnej dla niej samej, wszystko jedno religijnej czy politycznej". Rozwianie złudzeń i analiza świadomości, 

słowem uświadomienie sobie rzeczywistości, z której człowiek nie zdaje sobie sprawy, to warunki społecznej 

przemiany. Marks przedstawił to w wielu znakomitych sformułowaniach: trzeba koniecznie "zmusić do tańca 

skostniałe okoliczności, śpiewając im ich własną melodię"; albo: "Żądanie, żeby odrzucić złudzenia dotyczące 

czyjegoś losu, to żądanie odrzucenia losu, któremu potrzeba złudzeń". Człowiek powinien stać się "człowiekiem 

rozczarowanym,  który  się  opamiętał,  żeby  móc  obracać  się  wokół  siebie,  a  tym  samym  wokół  swego 

prawdziwego  słońca".  Uświadomienie  sobie  rzeczywistości  jako  klucza  do  zmiany  to  dla  Marksa  jeden  z 

warunków rozwoju społecznego i rewolucji, a dla Freuda warunek terapii w chorobie psychicznej. Marks, który 

nie  interesował  się  zagadnieniami  indywidualnej  terapii,  nie  wypowiadał  się  na  temat  świadomości  jako 

warunku indywidualnej przemiany. Jeżeli jednak weźmie się pod uwagę cały system psychologiczny Marksa, 

którego zarys próbowałem nakreślić, to dostrzeżenie związku przyjdzie bez trudu 1. (*) (Por. moją szczegółową 

prezentację  psychologicznych  koncepcji  Marksa: Marx Concept of Man (Ungar Publ. Co., Nowy Jork 1961) 

oraz: Beyond the Chains of Illusion (Simon and Schuster, Nowy Jork 1962.) (*) Uważam, że jeśli już w pełni 

doceniono zasadnicze zainteresowanie Marksa człowiekiem, to uznania doczeka się także Marksowski wkład do 

psychologii,  jak  dotąd  nie  dostrzegany.  IV.  Planowanie  humanistyczne  Badacz  obszarów  zbieżnych  między 

planowaniem przedsiębiorców a planowaniem administratorów szybko sobie uzmysłowi, że nie może również 

pominąć  zbieżności  między  psychologią  i  filozofią  społeczną  z  jednej  strony,  a  sprawami  zarządzania  i 

planowania  z  drugiej.  Na  tym  ostatnim  obszarze  widać  zbieżności  w  dwóch  ważnych  dziedzinach.  Przede 
wszystkim - 

co dość oczywiste - chodzi o pracę psychologów przemysłowych. Może krokiem najważniejszym, 

który wyprzedził wszelkie późniejsze prace, był sławny eksperyment Eltona Mayo, przeprowadzony w zakładzie 

Hawthorne  Plant  należącym  do  General  Electric.  Mayo  badał  tam,  jak  posługiwanie  się  bądź  manipulowanie 

materiałem  ludzkim  zaangażowanym  w  proces  pracy  wpływa  na  wydajność  różnych  urządzeń.  Mayo  wybrał 

robotnice  niewykwalifikowane,  wprowadził  przerwy  w  pracy  i  inne  zachęty,  a  wydajność  wzrosła. Następnie 

owe zachęty zniósł, ale wydajność rosła nadal. W końcu uznał - z przenikliwością wielkiego uczonego - że nie 

tylko  przerwy  czy  udogodnienia  wpłynęły  na  wzrost  wydajności,  na  zmniejszenie  się  absencji,  na  bardziej 

przyjazne, ludzkie stosunki wśród robotnic, ale zadziałał też całkiem inny czynnik: wśród robotnic pojawiło się 
zainteresowanie 

własną pracą. Do tego, co robiły, odniosły się z zainteresowaniem, dlatego że opowiedziano im 

o eksperymencie, którego same były częścią, o jego sensie; skutkiem tego po raz pierwszy wykonywanie pracy 

czysto  mechanicznej,  powtarzalnej  i  nudnej  stało  się  interesujące.  Właśnie  ten  czynnik  spowodował  wzrost 

wydajności. Mayo potwierdził doświadczalnie zasadę, że niezależnie od zachęty pieniężnej bardzo ważne jest 

zainteresowanie pracą. Psycholodzy przemysłowi, którzy poszli śladem Mayo - Likert, McGregor, White i inni - 

dodali do jego spostrzeżeń nowe. Może najbardziej radykalne wnioski wyciągnął McGregor, którego zdaniem na 

wzrost wydajności pracy mogło wpłynąć nie tylko usatysfakcjonowanie ego - tzn. dumy i miłości własnej - ale 
tak - 

że to, co w nowoczesnej psychologii nazywane jest często za Kentem Goldsteinem "samorozwojem" albo 

"samorealizacją". Nie wolno nam jednak zapomnieć, że za tymi wszystkimi badaniami kryły się pytania: "Jak 

motywować  ludzi,  by  osiągnąć  lepszą  produkcję?","Jak  posłużyć  się  środkiem  -  materiałem  ludzkim,  by 

osiągnąć cel - wydajniejsze działanie maszyn?" albo jeszcze inaczej za profesorem Mayo, który swej książce dał 

tytuł  "Problem  ludzki  w  przemyśle".  Mógł  ją  zatytułować  "Przemysłowe  problemy  człowieka",  ale  tego  nie 

zrobił.  W  każdym  razie  pytanie  podstawowe  brzmi:  "Kto  lub  co  jest  celem,  a  kto  lub  co  środkiem?"  W 

psychologii przemysłowej wydaje się, że celem jest wydajność pracy. Wobec tego rozwój człowieka bądź to, co 

dla  człowieka  dobre,  jest  środkiem  do  celu.  W  gruncie  rzeczy  wielu  psychologów  przemysłowych  chyba 

zakłada, że istnieje coś w rodzaju przedustanowionej harmonii między interesami człowieka i przemysłu, że to 

co dobre dla człowieka dobre jest dla przemysłu. Sądzę, że w pewnej mierze to prawda, ale powinniśmy zapytać 
samyc

h siebie: "A jeżeli to nieprawda?" Jakie jest nasze stanowisko wobec zastanawiającego zdania z Biblii: 

"Cóż bowiem za korzyść stanowi dla człowieka zyskać świat cały, a swoją duszę utracić?" I dalej: "Bo cóż może 

dać  człowiek  w  zamian  za  swą  duszę?"  Odpowiedź  oczywiście  brzmi:  "Dusza  nie  ma  wartości  wymiennej". 

background image

Erich Fromm (1970) Kryzys psychoanalizy. Strona 27 z 65 

27 

Mimo  cennych  osiągnięć  psychologii  przemysłowej  mam  wrażenie,  że  wprowadziła  do  zagadnienia  zamęt. 

Zakładając,  że  istnieje  przedustanowiona  harmonia  interesów  produkcji  i  najlepiej  rozumianych  interesów 

człowieka,  odwraca  ona  uwagę  od  zasadniczego  pytania:  "Na  czym  nam  naprawdę  zależy?"  Czy  przede 

wszystkim zależy nam na człowieku, czy na produkcji, maszynach lub organizacji? Przyjrzyjmy się uczciwie 

temu kłopotliwemu przeciwstawieniu. Nasza kultura opiera się na tradycji judeochrześcijańskiej. Wychowaliśmy 

się,  wierząc  w  Dziesięć  Przykazań  i  Złotą  Zasadę  (chodzi  o  cytat  z  Nowego  Testamentu  "jak  chcecie,  żeby 

ludzie wam czynili, podobnie wy im czyńcie!" (Mt. 7. 12, Łk. 6. 31 - tłum.), jednak praktyka naszego życia jest 

taka,  że  prawie  każdy,  kto  by  działał  na  podstawie  Dziesięciu  Przykazań  i  Złotej  Zasady,  będzie  skończony. 

Zwłaszcza w niektórych dziedzinach trudno połączyć wybitny sukces z przestrzeganiem tradycyjnych moralnych 

kodeksów,  chociaż  zdarzają  się  wyjątki.  Wierzymy  w  pewien  zbiór  wartości,  a  tymczasem  postępujemy 

odwrotnie.  Nie  jestem  kaznodzieją,  ale  psychologowi  nie  trudno  dostrzec,  że  to  nasze  wewnętrzne  rozdarcie 

skutkuje raczej katastrofalnie. Człowiek na owym "poziomie rozdarcia", który szanuje określony zbiór wartości, 

a postępuje w myśl wartości przeciwstawnych, w znacznej mierze cierpi z powodu poczucia winy, co odbiera 

mu  energię,  nastraja  go  defensywnie,  a  bardzo  często  przymusza  do  porzucenia  własnego  poczucia  winy  na 
innych, itd.; 

wobec  tego  decydujące  znaczenie  ma  ujawnienie  przeżywanego  przez  nas  konfliktu.  Czego 

przestrzegamy: czy słów Mateusza, czy zasady, że celem wszelkich naszych wysiłków jest wzrost i wydajność 

naszej ekonomicznej maszynerii? Należy tu jeszcze przed czymś ostrzec w badaniach psychologii przemysłowej. 

Cechuje  je  nastawienie  bahawiorystyczne,  podobnie  jak  przeważającą  część  psychologii  akademickiej, 

tymczasem dla moich badań układem odniesienia jest psychologia głębi, która charakteryzuje się - przeciwnie - 
na

stawieniem  dynamicznym.  Spróbuję  później  wyjaśnić,  dlaczego  to  rozróżnienie  jest  niezwykle  ważne 

zwłaszcza  przy  zastosowaniu  metod  psychologicznych  w  zarządzaniu  i  planowaniu.  Drugi  -  bardziej istotny 

punkt,  w  którym  stykają  się  psychologia  i  nauki  o  zarządzaniu,  znajdziemy  między  analityczną  psychologią 

społeczną a koncepcjami filozofii zarządzania, zwłaszcza sformułowanymi w pracach Ozbekhana i Churchmana. 

Jasno i wyraźnie postawili oni pytania: "W jakim celu planujemy? Na czym polega wartość naszych planów?" 

Przypomnieli  nam,  że  zanim  zaczniemy  mówić  o  strategii  czy  chociażby  o  taktyce  planowania,  musimy  być 

świadomi  norm  i  wartości  leżących  u  jego  podstaw.  Z  tymi  pytaniami  ściśle  wiążą  się  inne,  jeszcze  bardziej 
zasadnicze: Co rozumiemy przez planowanie? 

Czy  chodzi  nam  o  urzeczywistnienie  jakiegoś 

przedustanowionego  planu  w  nakazany  z  góry  sposób,  czy  też  chodzi  nam,  używając  słów  Ozbekhana,  o 

"stanowienie  przyszłości"?  Weźmy  aktualny  przykład  -  użycie  komputerów  do  kojarzenia  partnerów,  którzy 

mają  być  zgodnym  małżeństwem.  Czy  znaleziona  w  takim  trybie  przyszła  panna  młoda  powinna  powiedzieć 

"Planujemy  nasz  ślub  na  przyszły  miesiąc?"  Czy  może  "Plan  przewiduje  nasz  ślub  na  przyszły  miesiąc?" 

Oczywiście  uważam,  że  to  pytanie  dotyczy  nie  tylko  tej  szczęsnej  czy  nieszczęsnej  pary,  ale  całej  idei 

planowania  w  naszym  społeczeństwie.  Czy  rzeczywiście  planujemy,  czy  też  plan  przewiduje,  że  planujemy 

stosownie do jakichś reguł, których nie kwestionujemy i za które nie ponosimy odpowiedzialności? Co za reguły 
planuj

ą nasze planowanie? Wydaje się, że jedna z zasad planowania wykształconych w naszym technologicznym 

społeczeństwie brzmi: co wykonalne technicznie, należy wykonać 1. (*) (Tę koncepcję, do której Ozbekhan i ja 

doszliśmy  oddzielnie,  sformułował  wcześniej  Lewis  Mumford.)  Ta  reguła,  oparta  na  wartościach 

technologicznych, oznacza, że jeśli potrafimy odbyć podróż na Księżyc, to bez zbędnych ceregieli powinniśmy 

się  tam  wybrać.  A  jeśli  wiemy,  jak  skonstruować  jeszcze  bardziej  niszczycielskie  bronie,  to  -  podobnie  - 

powinniśmy  je  zrobić.  Z  takiego  punktu  widzenia  zjawiskiem  kształtującym  wszelkie  wartości  staje  się 

wykonalność techniczna. Jeżeli normą staje się zaś przekonanie, że należy robić to co wykonalne technicznie, to 

znaczy,  że  abdykowały  normy  religijne  i  etyczne. Wszystkim naszym tradycyjnym normom duchowym 

przyświecała myśl, że należy robić to co dla człowieka dobre, to co dla niego właściwe, co piękne, co przyczynia 

się  do  wzbogacania  człowieka  i  jego  wrażliwości.  Jeżeli  zaakceptujemy  system  norm,  który  powiada,  że 

powinniśmy  robić  wszystko,  do  czego  jesteśmy  technicznie  zdolni,  to  znaczy,  że  zerwaliśmy  z  naszym 

tradycyjnym  systemem  wartości,  chociaż  wciąż  możemy,  rzecz  jasna,  głośno  zapewniać  o  przywiązaniu  do 

niego. Oczywiście, technologiczne założenie "jeżeli można, to trzeba" nie jest normą sformułowaną otwarcie i 

nie uważamy jej za zasadę ze sfery wartości. Jednak to ona nadaje kierunek naszemu działaniu, chociaż w sferze 

świadomości trzymamy się tradycji judeo - chrześcijańskiej i jej reguł. Czy wobec tego czeka nas nieuchronna 

kolizja  norm  humanizmu  z  przykazaniami  postępu  technicznego?  Na  szczęście  istnieje  trzecia  możliwość  - 

system wartości nie oparty na objawieniu, ale na naszej wiedzy o naturze człowieka. U podstaw tego systemu 

leży przekonanie, że można określić, co dla człowieka jest dobre, a co złe wtedy, kiedy uda nam się zrozumieć 

jego naturę. W tym wypadku "dobre" czy "złe" nie oznacza, że chodzi o coś czego człowiek pragnie albo nie 

pragnie,  ani  też  nie  oznacza  czegoś  dobrego  lub  złego  w  odniesieniu do materialnego dobrobytu; oznacza 

natomiast  coś,  co  przyczynia  się  do  wzrostu  człowieka  pełnego,  do  wzrostu  jego  wszelkich  zdolności  i 

możliwości; oznacza coś sprzyjającego osiąganiu pełnej dojrzałości człowieczej. W ten sposób - nie uciekając 

się do objawienia - można ustanowić normy obiektywnie uprawnione i okażą się one w gruncie rzeczy tożsame z 

normami  wspólnymi  dla  wielkich  religii  humanistycznych:  taoizmu,  buddyzmu,  mozaizmu,  chrześcijaństwa  i 
islamu 2. (*) (Tego rodzaju system etyki huma

nistycznej próbowałem nakreślić w pracy: "Man for Himself", 

Holt, Rinehardt and Winston, Nowy Jork 1947.) Chociaż nie miejsce tu, by wykazać, że możliwe jest istnienie 

background image

Erich Fromm (1970) Kryzys psychoanalizy. Strona 28 z 65 

28 

takich  norm,  uważam  za  celowe  dodanie  kilku  objaśnień,  które  mogą  być  ogniwem  spinającym  koncepcje 

używane  w  analizie  systemowej  z  koncepcjami  psychoanalizy.  Człowiek  jest  systemem  -  cielesnym czy 
komórkowym  - 

tak  jak  systemem  ekologicznym  lub  politycznym  jest  społeczeństwo  bądź  organizacja.  Przy 

analizowaniu  systemu  "człowiek"  przyjmujemy,  że  mamy  do  czynienia  z  systemem  sił,  a  nie  z  mechaniczną 

strukturą reagujących ze sobą cząstek. System "człowiek", jak każdy, wykazuje wielką spójność wewnętrzną i 

wielką odporność na zmianę; co więcej - zmiana jakiegoś elementu, która przypuszczalnie jest "sprawczynią" 

pojawienia  się  innego  elementu,  niepożądanego,  nie  powoduje  zmiany  systemu  jako  całości.  Trudności  w 

zrozumieniu  systemu  "człowiek"  należy  szukać  w  dwóch  obszarach.  Po  pierwsze,  natkniemy  się  na  nie  w 
punkcie, w którym koncepcja systemu zderz

a się z myśleniem zdroworozsądkowym. Owa koncepcja wymaga 

myślenia w kategoriach procesu i porzucenia staroświeckiego modelu rozumowania przyczynowo - skutkowego. 

Inna  zaś  trudność polega  na tym,  że  większość  ludzi  niechętnie godzi się  z  myślą  o  istnieniu  sił  ukrytych  za 

postępowaniem  jawnym.  Przytoczę  bardzo  prosty  przykład.  Jeżeli  zobaczymy  krzyczącego  człowieka,  o 

zaczerwienionej twarzy, i powiemy: "jest rozgniewany", to będzie stwierdzenie prawdziwe. Jeżeli w system tego 

człowieka wnikniemy jednak głębiej, może powiemy: "jest przestraszony", a jeżeli ten system zbadamy jeszcze 

głębiej,  może  dojdziemy  do  wniosku:  "ten  człowiek  czuje  się  bezradny".  I  cóż  poprawne  są  wszystkie  trzy 

stwierdzenia. Jednak w istotę sprawy wnikają w różnym stopniu i tylko stwierdzenie: "ten człowiek czuje się 

bezsilny" zbliża nas do faktów zasadniczych, które są przedmiotem mojego zainteresowania; bo póki widzę w 

tym  człowieku  kogoś  rozgniewanego,  póty  widzę  jedynie  powierzchnię  zjawiska.  Siły,  które  nas  motywują, 

często  pozostają  nie  uświadomione.  Wyobraźmy  sobie  np.  człowieka  w  okienku  na  poczcie.  Właśnie  wybiła 

szósta;  czeka  jeszcze  trzech  klientów,  a  urzędnik  okienko  zatrzaskuje.  Dobry  obserwator  może  zobaczy  na 

twarzy  urzędnika  błysk  satysfakcji  z  tego  powodu,  że  trzej  ludzie  muszą  odejść  z  niczym,  bez  znaczków. 

Urzędnik nie jest tego świadomy, ale ten akurat incydent może dla obserwatora być wskazówką,że w całkiem 

odmiennej sytuacji, na przykład rządów terroru, ów urzędnik mógłby być sadystycznym oprawcą. Skłonność do 
sadyzmu 

może się ujawnić w warunkach, które pozwalają wyrażać ją całkiem otwarcie i wówczas może się ona 

nawet  wzmocnić.  Tu  znów  możemy  dostrzec,  że  jakaś  siła  -  powiedzmy pragnienie sadystyczne ledwie 

dostrzegalne w działaniu czy w świadomości - może w pewnych warunkach stać się siłą przemożną systemu, 

którym  jest  konkretny  człowiek.  W  tej  analizie  systemu  "człowiek"  kolejny  element  jest  względnie 

przewidywalny.  Może  byłoby  lepiej  mówić  o  "charakterze"  człowieka  zamiast  o  "systemie",  bo  z  tym  co 

uważamy  za  "charakter",  jesteśmy  oswojeni.  W  każdym  razie  nawet  ludzi,  którzy  nie  są  zawodowymi 

psychologami, doświadczenie nauczyło, że nie należy utożsamiać charakteru człowieka z zachowaniem, które 

ów człowiek demonstruje, a zwłaszcza z tym, co ów człowiek o sobie myśli. Jeżeli oceniamy ludzi naprawdę, to 

nie oceniamy  ich na podstawie tego, co robią w danej chwili, ale oceniamy pewne siły, które wyczuwamy, i 
które  - 

jak  sądzimy  -  mogą  się  wysunąć  na  czoło  później  i  w  pewnych  warunkach.  Oczywiście,  nawet  przy 

najpełniejszej  wiedzy  nie  da  się  przewidzieć  przyszłego  zachowania  jakiejś  osoby  z  całą  pewnością;  w  grę 

wchodzi tylko prawdopodobieństwo. Możemy jednak trafniej przewidywać przyszłe zachowania mas ludzkich, 

gdy znamy wspólną dla całej ludzkiej grupy strukturę charakteru. Warto tu wspomnieć, że w 1932 roku byliśmy 

bardzo ciekawi, jak zareagują robotnicy i pracownicy na Hitlera, jeżeli - i kiedy - dojdzie on do władzy. Na ile 

znało  się  opinie,  wyglądało,  że  byli  niemal  w  stu  procentach  przeciwni  nazizmowi.  My  byliśmy  jednak 

przekonani, że ich zachowanie będzie zależeć od tego, jak w strukturze ich charakteru układa się stosunek sił 

autorytarnych  do  antyautorytarnych,  jakie  panuje  tam  napięcie,  słowem:  czy  kiedy  Hitler  zwycięży,  będą 

przeciw niemu walczyć, czy staną się nazistami, czy też może spróbują przetrwać, nie stając się ani żarliwymi 

przeciwnikami, ani żarliwymi zwolennikami Hitlera? Analizując strukturę charakteru tej grupy byliśmy w stanie 

przewidzieć  z  grubsza  procent  jednostek, które  wybiorą  jedną  z  owych  trzech  możliwości;  wkrótce  prognozę 

brutalnie potwierdziły fakty. Otóż moja główna teza brzmi tak: analiza systemu "człowiek" musi być integralną 

częścią analizy systemu "przedsiębiorstwo" lub systemu "społeczeństwo". Innymi słowami: nauka o człowieku 

musi  się  stać  jedną  z  nauk  o  zarządzaniu.  Jeżeli  nawet  nie  porozumiemy  się  co  do  tego,  że  mając  wiedzę  o 

człowieku można zbudować wartości obiektywnie uprawnione, to pozostaje jednak faktem, że najzwyczajniej 

nie będziemy wiedzieli, czym jest nasze planowanie, gdy nie zrozumiemy systemu "człowiek" i nie zintegrujemy 

go z systemem społecznym i organizacyjnym. W przeciwnym razie będziemy będziemy zajmować się analizą 

systemu  społecznego  bez  rozpatrywania  jego  najważniejszych  podsystemów.  Kiedy  zrozumiemy  system 

"człowiek",  wtedy  trudne  zagadnienie  określenia  uniwersalnych,  obiektywnie  uprawnionych  wartości  może 

nieco straci na znaczeniu. Jeżeli nawet nie będziemy się mogli porozumieć co do prawomocności systemu etyki 

racjonalnej,  to  możemy  wypracować  wspólną  odpowiedź  na  pytanie:  "Co  dany  system  zarządzania  robi  dla 

człowieka?"  Będąc  świadomymi  następstw  naszego  planowania  dla  człowieka,  z  ich  punktu  widzenia 

zdecydujemy, czy wolimy taki cel planowania czy inny, tę metodę zarządzania, czy tamtą. A owe następstwa - i 
to 

jest  ważne  -  będzie  można  rozpoznać  tylko  w  wyniku  zbadania  systemu  "człowiek"  w  tym  systemie 

społecznym,  w  obrębie  którego  planujemy.  Bez  wiedzy  o  człowieku  będziemy  zdolni  wyobrazić  sobie  takie 

rezultaty,  które  usprawiedliwiają  nasze  ulubione  metody  planowania,  ale  które  okażą  się  fikcją.  Ponadto  jest 

ważne, byśmy się nie ograniczali do pytania: "Jak dany sposób planowania czy zarządzania wpłynie na ludzkie 

zachowanie w ciągu siedmiu czy ośmiu godzin pracy?" Wyobraźmy sobie taki przykład: robotnika, ów typowy 

background image

Erich Fromm (1970) Kryzys psychoanalizy. Strona 29 z 65 

29 

"niebieski  kołnierzyk",  zatrudnionego  przy  jakiejś  powtarzalnej  pracy.  Jest  znudzony,  zniechęcony,  zły. 

Rzeczywiście, praca nie sprawia mu przyjemności, ale przykrość pracy równoważy mu konsumpcja, której może 

się oddawać przez resztę dnia, kiedy jest już zmęczony, bądź w weekend. Jednak konsumpcja ma dość irytujące 

granice. Ów robotnik żyje w świecie, w którym reklamuje się znacznie więcej niż może skonsumować "niebieski 

kołnierzyk". Mimo znakomitego poziomu życia - w porównaniu z robotnikami reszty świata - jest on w swej 

konsumpcji  raczej  ograniczany.  Słyszymy,  że  żali  się  na  podatki,  na  Murzynów  osiedlających  się  w  pobliżu, 

bądź  obawia  się  utraty  pracy.  Jaki  skutek  wywrze  jego  ukryta  niechęć  i  ukryty  gniew  na  stosunki  z  żoną  i 

dziećmi? Jak wpłyną na niego jako obywatela? Czy przypadkiem nie wciągną go w sytuację, w której stanie się 

łatwym łupem demagoga odwołującego się do jego urazów, a ów demagog wykorzysta je do celów nie mających 

nic wspólnego z interesami "niebieskiego kołnierzyka"? Próbuję tu powiedzieć, że tworząc w systemie pewne 
efekty, którymi - 

zdawałoby  się  -  zawiaduje  się  z  powodzeniem,  można  jednocześnie  stworzyć  defekty  w 

systemie  "człowiek",  zarówno  indywidualne,  jak  i  społeczne,  które  przeważą  nad  korzyściami  odnoszonymi 
przez przeds

iębiorstwo, i które płaci całe społeczeństwo - materialnie i moralnie. Tylko rozumne i analityczne 

podejście do struktury człowieka może wykazać, jakie naprawdę będą pełne efekty danego rodzaju planowania 

czy zarządzania. Do koncepcji norm uprawnionych obiektywnie można w końcu dojść w sposób, który ludziom 

zajmującym się systemami nie wyda się obcy. Jeżeli ktoś zapyta: "Na czym polega najpełniejsze funkcjonowanie 

systemu  "człowiek"?  można  odpowiedzieć:  "Chodzi  o  pełny  rozwój  wszystkich  jego  zdolności,  o  minimalne 

tarcie oraz minimalne straty energii zarówno w samym człowieku, między człowiekiem a jego środowiskiem". 

Jeden lub dwa przykłady mogą dobitniej wykazać, o co chodzi w tej ogólnej regule. Człowiek odczuwa potrzebę 

bycia blisko innych. Owa bliskość może przybierać rozliczne formy: na przykład może to być bliskość osoby 

uległej  i  osoby,  od  której  jest  ona  zależna.  W  tym  wypadku  ceną  za  bliskość  będzie  brak  niezależności  czy 

skłonności buntowniczych - często zresztą nieświadomych - wobec kogoś, od kogo się zależy, pominięcie osądu 

tego  kogoś.  Taka  bliskość,  oparta  na  podporządkowaniu,  hamuje  pełny  rozwój  jednostki  i  powoduje  w  niej 

samej  głębokie  tarcia,  zwłaszcza  na  tle  konfliktu  między  podległością  a  buntem.  Istnieje  tylko  jedna  forma 

bliskości, która nie hamuje rozwoju, nie powoduje ani tarć ani marnotrawstwa energii, a jest nią dojrzała miłość; 

odnoszę  się  tutaj  do  całkowitej  i  najgłębszej  zażyłości  między  dwiema  osobami,  z  których  każda  zachowuje 

pełną niezależność i w pewnym sensie odrębność. Miłość konstytutywnie nie jest konfliktowa i nie prowadzi do 

trwonienia energii, gdyż łączy dwie najgłębsze potrzeby ludzkie: bliskości i niezależności. Innym przykładem 

niech  będzie  należyta  równowaga  sił  intelektualnych  i  emocjonalnych  lub  zasady  bezwarunkowego, 

wszechwybaczającego  miłosierdzia  i  zasady  odpowiedzialności  za  strukturę.  Przykładów  można  przedstawić 

znacznie  więcej  i  potwierdzą  one  następujący  fakt:  system  "człowiek"  charakteryzuje  się  najgłębiej  tym,  że 

pewne  rozwiązania  skłaniają  go  do  funkcjonowania optymalnego, a inne do marnotrawczej dysfunkcji. 

Oczywiście,  ta  ostatnia  sytuacja  jest  najlepiej  widoczna  w  patologii  nerwic  i  psychoz;  nie  wolno  jednak 

zapominać  o  "patologii  normalności",  o  uszkodzeniach  wynikających  ze  stereotypów  kulturowych,  które  są 

wprawdzie  przejawem  wadliwego  funkcjonowania  systemu,  ale  nie  uważa  się  ich  za  patologiczne,  gdyż  są 

udziałem  wielu  członków  społeczeństwa,  a  nawet jego  większości. Przy  naszej dzisiejszej  wiedzy  o systemie 

"człowiek"  z  całą  pewnością  potrafilibyśmy  zaprojektować  model  struktury  charakteru,  który  by  sprzyjał 

najpełniejszemu  funkcjonowaniu  i  możliwie  najmniejszemu  marnotrawieniu  energii.  Taki  model  pozwoliłby 

sformułować wartości obiektywnie uprawnione. W gruncie rzeczy i Arystoteles, i Spinoza nakreślili już takie 

modele, aczkolwiek posługując się innymi kategoriami niż te, które tu proponuję. Freud, chociaż nie zajmował 

się  bezpośrednio  problemem  wartości,  to  jednak  pośrednio  ustalił  pewne  wartości,  które  mogłyby  okazać  się 
najbardziej korzystne dla n

ajpełniejszego  ludzkiego  funkcjonowania.  Zintegrowane  planowanie  wymaga  więc 

zintegrowania systemu "człowiek" z systemem "przedsiębiorstwo - rząd - społeczeństwo". Niewykluczone, że 

ktoś  natrafi  na  coś  korzystnego  ekonomicznie,  a  szkodliwego  w  sensie  ludzkim,  wobec  tego  również 

społecznym;  i  wówczas  musimy  być  przygotowani  do  wyboru  między  naszymi  prawdziwymi  celami:  albo 

maksymalny  rozwój  człowieka,  albo  maksymalny  wzrost  produkcji  i  konsumpcji.  Takich  wyborów  możemy 

dokonywać  tylko  pod  warunkiem,  że  przestaniemy  wierzyć  w  istnienie  jakiejś  przedustanowionej  harmonii 

między jednym i drugim, bądź to - używając tradycyjnego języka religijnego - że interesy Boga są takie same, 

jak cesarza. Prawdę mówiąc, istnieje niemało dowodów wykazujących, że w Stanach Zjednoczonych i w całym 

uprzemysłowionym świecie - do którego, jak sądzę, zalicza się także Związek Radziecki - przeżywamy poważny 
kryzys, który jest kryzysem nie tyle kategorii ekonomicznych, ile ludzkich. Patrzymy na wzrost przemocy, 

znudzenia,  lęku,  izolacji  i  nie  wydaje  się,  by  nasza  rosnąca  konsumpcja  mogła  zaspokoić  ludzkie  pragnienie 

zajmowania się czymś więcej niż własną reprodukcją i satysfakcją materialną. Czy z tego kryzysu ludzkiego, 

kryzysu humanizmu, istnieje wyjście? Może byłoby lepiej zapytać, czy chcemy uszkadzać system "człowiek", 

by mieć wydajny system zarządzania i ekonomii produkcji? a także: czy chcemy fabrykować chorych ludzi, by 

cieszyć  się  zdrową  ekonomią?  Nie  mam  najmniejszej  wątpliwości,  że  można  zbudować  społeczeństwo 

przemysłowe  skupione  wokół  pełnego  rozwoju  człowieka,  a  nie  maksymalnej  produkcji  i  konsumpcji. 

Musiałoby  to  jednak  oznaczać  radykalną  zmianę  naszej  struktury  społecznej,  naszych  nadrzędnych  celów, 

naszych priorytetów produkcyjnych i naszych metod zarządzania. Czy będziemy zdolni dokonać tych zmian, a 

tym  samym,  czy  potrafimy  uniknąć  niebezpieczeństwa  dezintegracji  -  to sprawa wysoce niepewna. Istnieje 

background image

Erich Fromm (1970) Kryzys psychoanalizy. Strona 30 z 65 

30 

jednak kilka czynników, które wzbudzają nadzieję. Po pierwsze  - mamy środki materialne i technikę, wiedzę 

teoretyczną  i  samowiedzę,  które  wystarczają  do  zhumanizowania  społeczeństwa  przemysłowego.  Po  drugie  - 

żądanie takiej humanizacji narasta nie tylko wśród tzw. hippisów, lecz również wśród tych Amerykanów, którzy 

nie zapomnieli o tradycji humanistycznej, zachowali żywe sumienie i wrażliwość, są coraz bardziej świadomi, że 

nasz  styl  życia  prowadzi  do  bolesnego  znużenia.  Wierzę,  że  uświadomienie  sobie  konsekwencji,  ku  którym 

zmierza nasz typ społecznego zorganizowania i nasze nic nie warte planowanie, może okazać się czynnikiem 

decydującym o przetrwaniu naszej cywilizacji. V. Kompleks Edypa: Interpretacje przypadku małego Hansa W 

roku 1905 Freud wydał "Trzy szkice o teorii seksualności". Dane, których dostarczyła mu praktyka analityczna 

wśród dorosłych, obudziły w nim właściwą uczonemu potrzebę: postanowił zweryfikować własne obserwacje, 

zapoznając się z materiałami zaczerpniętymi wprost z życia dziecka. Rezultat tych zainteresowań to wydana w 

cztery lata później "Analiza fobii pięciolatka", praca obfitująca w płodne koncepcje, która - jak sądził Freud - 

udowodniła  patogenną  rolę  kompleksu  Edypa.  Freud  wyobrażał  sobie,  że  Hans  już  "rzeczywiście  jest  małym 
Edypem" 1. (*) (Sigmund Freud, "Analysis of a Phobiain Five - Years Old Boy" (19O9), w: Standard Edition of 
the Complete Psychological Works of Sigmund Freud red. J. Strachey, t. X, The Hogarth Press, Londyn 1955.) 

(*)  Leżąc  z  matką  w  łóżku  i  chodząc  z  nią  do  łazienki,  chłopiec  odczuwał  wielką  przyjemność.  A  z  drugiej 

strony widział w ojcu rywala. Najpierw w Gmunden chciał, żeby ojciec sobie pojechał, a później w Wiedniu 

"życzenie  przybrało  inną  formę,  żeby  ojciec  nie  żył"  2.  (*)  (Ibid.,  s.  112.)  Bijący  z  tego  morderczego, 

skierowanego przeciw ojcu, życzenia lęk - który wobec tego można było uznać za normalnie umotywowany - 

był główną przeszkodą w analizie, póki podczas rozmowy w moim gabinecie nie został usunięty" 3. (*) (Ibid.) 

Zdaniem  Freuda,  fobie  Hansa  wynikające  z  dyktowanego  przez  libido,  kazirodczego  pożądania  matki, 
zaostrzonego jeszcze na skutek narodzin siostry, co spra

wiło, że Hans odczuł ubytek matczynych względów i z 

rodzicielskiej sypialni trafił na wygnanie. Należy do tego dodać nienawiść do ojca jako rywala, następnie lęk 

przed kastratorskim, ojcowskim odwetem, a wreszcie tęsknotę małego Hansa, by wciąż zasługiwać na czułość i 

uczucie.  Hans  pragnie  śmierci  ojca,  a  także  boi  się  panicznie,  że  ojciec  go  wykastruje;  przerażenie  Hansa 

objawia się symbolicznie, jako lęk przed pokąsaniem przez konia. Zatem w lęku, którego chłopiec doświadczał 

na widok padłych koni, wyraża się życzenie śmierci ojca. A w usilnym staraniu unikania widoku koni przejawia 

się fobia chłopca, będąca ucieczką przed oboma lękami. Choć wywód Freuda wydaje się logiczny i słuszny, i 

wsparty  jest  bogactwem  Freudowskich  klinicznych  materiałów,  jednak  nasuwają  się  pytania  i  wątpliwości. 

Pytanie pierwsze: czy rzeczywiście rodzice Hansa odnosili się do dziecka aż tak pozytywnie, jak twierdzi Freud? 

"Jego rodzice zaliczali się do moich najbliższych zwolenników; i oboje zgodnie uznali, że wychowując pierwsze 
d

ziecko, nie będą stosować przymusu ponad to, co absolutnie niezbędne dla grzecznego zachowania dziecka. A 

w miarę jak wyrastało na wesołego, dobrodusznego, żywego chłopczyka, eksperyment - polegający na tym, by 

pozwolić dziecku dorastać i wyrażać własne ja bez zastraszania go - potoczył się bez przeszkód" 4. (*) (Ibid., s. 

6.)  Freud  dalej  dodaje:  "Weźmy  pod  uwagę  to  wychowanie,  w  którym  rodzice  w  sposób  zasadniczy  unikali 

naszych  wychowawczych  grzechów  powszednich  5.  (*)  (Ibid.,  s.  103.)  Niewątpliwie  rodzice stanowczo i od 

początku uznali, że nie wolno go ośmieszać, ani tyranizować" 6. (*) (Ibid., s. 117.) Czy jest jednak prawdą, że 

rodzice  małego  Hansa  stosowali  minimalny  tylko  przymus  i  uniknęli  "naszych  wychowawczych  grzechów 

powszednich"?  Freud  myśliciel  rzetelny  i  nigdy  nie  zniekształcający  danych,  przedstawił  materiały 

wystarczające, by można było uznać, że postawę rodziców ocenił nietrafnie. 1. Metody wychowawcze rodziców 

wcale  nie  były  wolne  od  gróźb.  Matka  jawnie  straszyła  chłopca  kastracją.  "Jeżeli  będziesz  to  robił  (dotykał 

członka), poślę cię do A., żeby ci uciął siusiaka (...)" 7. (*) (Ibid., s. 7.) Groziła również porzuceniem. Hans: 

"Mamusia  mi  powiedziała,  że  nie  wróci"  8.  (*)  (Ibid.,  s.  8.)  2.  Do  rodzicielskich  metod  wychowawczych 

należały również kłamstwa. Trzeba tu dodać, że okłamywanie dziecka w żadnym wypadku nie jest aktem tak 

niewinnym, jak wydaje się większości rodziców. Po pierwsze, kłamstwo jest - w delikatnej formie - zabawą na 

koszt  dziecka,  zwłaszcza  gdy  dziecko  może  to  wyczuć,  lecz  nie  może  się  upewnić,  że  słyszy  od  dorosłych 

nieprawdę.  Po  drugie  okłamywanie  dziecka  to  jeszcze  jeden  sposób  używania  siły;  dziecko  nie  może  znać 

prawdy,  musi  polegać  na  szczerości  rodziców;  nie  jest  też  w  stanie  obronić  się  przed  nieprawdą.  Freud  sam 
pow

iedział  "Dla  dziecka  rodzice  są  pierwszym  i  jedynym  autorytetem,  są  źródłem  wszelkiej  wiary"  9.  (*) 

(Sigmund Freud, Family Romances (1909), w: Collected Papers, t. V, The Hogarth Press, Londyn 1950, s. 74.) 

Naszym zdaniem Hans nie jest tak naiwny, jak sądzi jego matka. Czy chłopiec naprawdę wierzy w to, że bocian 
przynosi dzieci? 10 (*) (Sigmund Freud, "Analysis of a Phobia in Five - Years Old Boy", op. cit. s. 10.) Freud 

zapewnia: "to była parodia, to była zemsta Hansa na ojcu. Znaczyło to tyle: "Jeżeli rzeczywiście liczysz na to, że 

uwierzę  w  to,  że  w  październiku  bocian  przyniósł  Hannę  -  a  jeszcze  latem,  kiedy  jechaliśmy  do  Gmunden, 

widziałem jaki matka miała wielki brzuch - to ja liczę na to, że ty uwierzysz w moje kłamstwa" 11. (*) (Ibid., s. 
70  -  71.) 

Prawdopodobnie  ten  sam  mechanizm  działa  wobec  innego  kłamstwa.  Matka  mówi  Hansowi,  że 

również i ona ma penisa, a ojciec to potwierdza. Są powody, by wątpić, że Hans dał się przekonać do końca. 

Kiedy mówi, że penis matki jest równie wielki jak koński, to sądzimy, że na pół świadomie Hans z niej kpi. Nie 

będziemy mnożyć przykładów dotyczących rodzicielskich metod wychowania. Wolimy tu postawić pytanie: jak 

Freud  mógł  uznać,  że  ci  ludzie  ustrzegli  się  zwykłych  błędów,  skoro  w  rzeczywistości  praktykowali  te  same 

metody,  związane  z  karaniem  i  tyranizowaniem,  które  stosują  niemal  wszyscy  rodzice  (łagodniej  i  w 

background image

Erich Fromm (1970) Kryzys psychoanalizy. Strona 31 z 65 

31 

zawoalowany sposób w obrębie klas średniej i wyższej; bardziej surowo i otwarcie w obrębie niższej)? Prawdę 

mówiąc, jedyne dostępne wyjaśnienie możemy wiązać z pewnym "zaćmieniem" Freuda. Postawą Freuda wobec 

społeczeństwa  mieszczańskiego był  krytycyzm  liberalny,  a  nie  radykalny  12.  (*)  (Stosunek  do  społeczeństwa 

mieszczańskiego  można  wyraźnie  dostrzec  w  sądach  Freuda wyrażanych  podczas  I wojny  światowej.  Por. E. 
Fromm, "Sigmund Freud's Mission", World Perspectives, Nowy Jork. 

Harper  &  Row,  1959.)  (*)  Surowość 

metod wychowawczych Freud chciał redukować i łagodzić, nie posunął się jednak tak daleko, żeby skrytykować 

fundament społeczeństwa mieszczańskiego: zasadę gróźb i siły. Prawdopodobnie ta właśnie postawa sprawiła, że 

zmodyfikował swą pierwotną teorię dziecięcych urazów. Doszedł w końcu do wniosku, że owe urazy nie mają 

podstaw faktycznych i są raczej przejawem dziecięcych fantazji - kazirodczych i agresywnych. Naszym zdaniem 

akcent położony na kazirodcze pragnienia dziecka jest do pewnego stopnia obroną rodziców, rozgrzeszanych w 

ten  sposób  z  własnych  kazirodczych  fantazji  i  postępków,  o  których  wiemy,  że  się  zdarzają.  (Wkrótce 

przekonamy  się,że  w  wypadku  Hansa  matka  grała  rolę  aktywnej  uwodzicielki).  Wróciwszy  do  materiału 

klinicznego stajemy teraz przed pytaniem o sens objawów występujących u Hansa. Niewątpliwie malec bał się 

kastracji.  Ale  ten  lęk  nie  wynikał  z  "bardzo  delikatnych  aluzji",  jak  twierdzi  Freud. Przeciwnie, chodzi tu o 

otwarte,  dosadne  groźby.  Skąd  one  padają?  To  nie  ojciec  je  rzuca,  a  raczej  matka.  Musimy  więc  wyciągnąć 

wniosek, że źródła obaw przed kastracją należy szukać nie u ojca Hansa, lecz u matki. Matka nie tylko straszy 
Hansa kastrac

ją,  ale  również  zapowiada,  że  go  porzuci.  Lęk  malca  przed  matką  widzimy  w  innym  jeszcze 

objawie. "Boję się, że wpadnę do tej wielkiej wanny". Ojciec: "Ale mama cię w niej kąpie. Boisz się, że upuści 

cię do wody?" Hans: "Boję się, że upuści i że mi tam głowa wpadnie" 13 (*) (Sigmund Freud, "Analysis of a 
Phobia Five - 

Years Old Boy", op. cit. s. 67.) Nie może być wątpliwości, że rzeczywiste obawy Hansa budzi nie 

ojciec, lecz matka. Podobnie sen o hydrauliku ani nie dowodzi, że lęk przed kastracją odnosi się do ojca, ani 

nawet  nie  wyraża  tego  lęku.  Jest  co  najmniej  prawdopodobne,  że  sen  wyraża  pragnienie  Hansa  posiadania 

członka równie dużego jak ojcowski i wymienia swego małego członka na większy. Inaczej mówiąc, ten sen 

wyraża raczej pragnienie bycia dorosłym niż lęk przed kastracją. Ramy tego referatu nie pozwalają mi rozważyć, 
czy koncepcja Freuda - 

że  dziecko  przede  wszystkim  boi  się  ojca  -  odzwierciedla inne jeszcze Freudowskie 

"zaćmienie"  wynikające  ze  skrajnie  patriarchalnej  postawy.  Freud  nie  umiałby  przyjąć  założenia,  że  główną 

przyczyną  lęku  może  być  kobieta.  Tymczasem  obserwacje  kliniczne  aż  nadto  potwierdzają,  że 

najintensywniejsze i patogenne lęki wiążą się z osobą matki; w porównaniu z nimi strach wzbudzany przez ojca 
znaczy stosunkowo niewiele 14. (*) (Por. J. Silva Garcia, "Man's Fear of Woman", - "Rewista de Psicoanalisis, 
Psiquiatria y Psicologia", Frondo de Culture Economica, t. I. 2.) 

(*) Zamiast lęku przed ojcem odkrywamy tu coś 

odwrotnego. Wygląda na to, że Hans potrzebuje ojca jako obrony przed zagrażającą mu matką, a do sukcesu 

terapii przyczyniły się nie tyle interpretacje, co obrończa rola ojca oraz "super - ojca", czyli samego profesora 

Freuda. W klasycznym ujęciu podstawą kompleksu Edypa jest kazirodcze pożądanie, które dziecko żywi wobec 

matki. Freud te pragnienia uważał za "endogenne", nie zaś za wynik uwiedzenia przez matkę. Nie wątpimy, że 

pięcio - czy sześcioletnie dziecko ma zainteresowania oraz pragnienia seksualne i bardzo często ich obiektem 
jest matka. Niemniej pytamy -  czy te 

pragnienia  seksualne  są  tak  intensywne  i  wyłączne  jak  sądził  Freud, 

zwłaszcza  czy  są  tak  spontaniczne  bez  czynnego  uwodzicielstwa  matki?  Szukając  odpowiedzi  na  powyższe 

pytania,  znajdziemy  pewien  ważny  dowód  w  materiale  klinicznym  przedstawionym  przez  Freuda. Co do 

matczynego  uwodzicielstwa,  to  nie  da  się  ukryć,  że  matka  lubiła  mieć  Hansa  w  łóżku  i  brać  go  ze  sobą  do 

łazienki.  Mimo  tego  uwodzicielskiego  zachowania,  matka  nie  była  jednak  jedynym  obiektem,  który  pociągał 

seksualnie  Hansa.  Chłopiec  bardzo  chce  sypiać  z  Mariedl  i  przy  jakiejś  okazji  mówi  otwarcie,  że  woli  jej 

towarzystwo niż matki. Hans wyraźnie czuje pociąg seksualny do matki, nie jest on jednak tak intensywny, ani 

skierowany wyłącznie do niej, by mógł się stać przyczyną tak ogromnej nienawiści do ojca, a w rezultacie tak 

wielkiego lęku. Nie chodzi o to, by pomniejszyć znaczenie synowskiej fiksacji na matce. Przeciwnie jesteśmy 

przekonani,  że  była  ona  znacznie  mocniejsza  niż  ta,  która  głównie  lub  wyłącznie  opiera  się  na  pożądaniu 
seksualnym. Za

zwyczaj zainteresowanie wyłącznie seksualne nie jest podstawą prawdziwie trwałych związków 

seksualnych.  Człowiek  łatwo  może  zmieniać  obiekty  zainteresowania  seksualnego  i  sprawdza  się  to  także  w 

przypadku małych chłopców. Freud sugerował, że genitalną fiksację na matce poprzedzały związki pregenitalne. 

Dla dziecka pierwszym obiektem erotycznym jest pierś, którą matka je karmi; początków miłości należy szukać 

w pobliżu zaspokojenia potrzeby pokarmu (...). Ów pierwszy obiekt zostaje później dopełniony o osobę matki, 

która  nie  tylko  karmi  dziecko,  ale  troszczy  się  o  nie  i  wobec  tego  wzbudza  w  nim  inne  fizyczne  doznania, 

przyjemne  i  nieprzyjemne.  Za  sprawą  matczynej  dbałości  o  ciało  dziecka  staje  się  ona  jego  pierwszą 

uwodzicielką.  Te  dwa  stosunki  stanowią  o  doniosłości  roli  matki;  matka  jest  jedynym  i  nieporównywalnym, 

danym nieodwołalnie na całe życie pierwszym i najsilniej działającym obiektem miłości, a zarazem prototypem 

dla wszystkich późniejszych związków miłosnych dziecka, bez względu na jego płeć 15. (*) (Sigmund Freud, 
"An Outline of Psychoanalysis", (Abriss der Psychoanalyse) (1938), w: "Standard Edition", t. XXIII, The 
Hogarth Press, Londyn 1964, s. 188.) 

(*) Więź emocjonalna między dzieckiem a matką naprawdę sięga głębiej, 

niż wynikałoby to z terminu fiksacja pregenitalna. To uczuciowa więź o wielkiej intensywności i głębi; więź, w 

której  matka  jest  ciepłem,  pomocą,  obroną;  to  więź,  która  oznacza  po  prostu  życie;  oznacza  wszystko  czego 

trzeba, żeby żyć i uniknąć udręki. Miłość matki jest miłością bezwarunkową, która dostarcza silnej satysfakcji, 

background image

Erich Fromm (1970) Kryzys psychoanalizy. Strona 32 z 65 

32 

nawet  wzbudza  euforię.  Jeżeli  Hans  odczuwał  zasadniczy  lęk  raczej  przed  matką  niż  przed  ojcem,  to  jak 

wytłumaczymy  fobię  Hansa.  Sądzimy,  że  na  jego  fobię  złożyły  się  następujące  elementy.  Hans  jest  już 

przywiązany do matki, a przerażenie nią narasta w miarę rzucania gróźb kastracji i porzucenia go. Lęk Hansa 

pogłębia się na skutek pierwszego w życiu zetknięcia się ze śmiercią; przed wystąpieniem fobii mały Hans był w 

Gmunden świadkiem pogrzebu. Później zobaczył padłego konia i uznał, że koń jest martwy. Pierwsze spotkanie 

ze śmiercią to w życiu dziecka wydarzenie bardzo poważne, a jeśli dziecko jest wrażliwe i cierpi na lęk przed 

kastracją,  to  takie  spotkanie może  być  przyczyną  dodatkowej udręki. Można wobec  tego  wnioskować,  że  lęk 

przed koniem ma dwa źródła: (1) lęk przed matką, jako skutek grożenia kastracją, oraz (2) lęk przed śmiercią. 

Dla uniknięcia obu lęków Hans wykształca w sobie fobię, która chroni go przed widokiem koni i przeżywaniem 

tych lęków. Jesteśmy skłonni przyjąć, z dużym prawdopodobieństwem, że lęk Hansa przed pociągowymi końmi 

rozszerzył się na wozy, a przywiązanie i upodobanie zamiast w naturalny sposób skierować się (jak sądzi Freud) 

ku matce, przeniosło się na ojca. Czy chodzi tu o intensywną, ale stłumioną agresywność i wrogość do matki, 

spowodowaną jej groźbami i "zdradą", jaką było urodzenie córki - jego rywalki - a także pragnieniem chłopca, 

aby uwolnić się od fiksacji na matce? Takiej możliwości nie da się wykluczyć, ale dostępny materiał nie pozwala 

jej udowodnić. Można jednak dostrzec fakt, który tę hipotezę wspiera. Ojciec Hansa, odwołując się do snu o 
wyprowadzanym ze stajni koniu, pyta syna: "- 

Wyprowadziłeś  go  ze  stajni?  Hans:-  Wyprowadziłem,  bo 

chciałem go zbić batem. Ojciec:- Kogo naprawdę chciałeś zbić? Mamę, Hannę czy mnie? Hans:- Mamę Ojciec:- 
Dlaczego? Hans:- 

Po prostu chciałem ją zbić. Ojciec:- A czy widziałeś, że ktoś kiedyś bije mamę? Hans:- Nie 

widziałem, jak ktoś bije mamę, nigdy w życiu. Ojciec:- A jednak po prostu chciałeś ją zbić? Hans:- Trzepaczką. 

(Matka chłopca często groziła, że zbije go trzepaczką)" 16. (*) (Sigmund Freud, "Analysis of a Phobia in Five - 
Years Old Boy", op. cit. s. 80 - 

81.) Ten dialog nasuwa myśl o utożsamieniu konia z matką i o wrogości do niej. 

Fre

ud rozważa możliwość ukrytego, sadystycznego pożądania matki 17, (*) (Ibid., s. 83.) ale sądzi, że innym 

elementem  jest  "skierowany  przeciw  ojcu,  wyraźny  impuls  zemsty"  18.  (*)  (Ibid.)  To  ostatnie  zdanie  jest 

podstawą interpretacji dominującej w analizowaniu przypadku Hansa. Czy jednak wrogość kieruje się tu przeciw 

ojcu, jak wnioskuje Freud? Czy wniosek opiera się na jakichś stwierdzeniach chłopca? Badając dowody, które 

Freud przedstawia na poparcie swej tezy, musimy być świadomi, że sam podsuwał Hansowi sugestie, nie mając 

jeszcze  dostatecznych  materiałów:  "W  końcu  zapytałem  go  -  pisze Freud -  czy  przez  "czarne  naokoło  ust" 

rozumie wąsy; i wówczas uświadomił sobie, iż właśnie dlatego boi się ojca, że aż tak rozmiłowany jest w matce" 
19. (*) (Ibid., s. 42.) 

Zważywszy  autorytet  profesora  jako  "super  -  ojca",  to  ta  sugestia  musiała  na  dziecko 

wywrzeć wielki wpływ. Powinniśmy zapytać: w jakim stopniu skojarzenia Hansa wiążą się z tą sugestią, a w 

jakim  stopniu  są  spontaniczne?  Wrażenie  agresywności  skierowanej  przeciw  ojcu  wyraźnie  odzwierciedla 

następujący  dialog:  "Ojciec:-  Wobec  tego  dlaczego  zawsze  płaczesz,  kiedy  mama  mnie  całuje?  Bo  jesteś 

zazdrosny. (Jeszcze raz zwróćmy uwagę na sugestie obecne w tej interpretacji). Hans: - Tak, zazdrosny. Ojciec: - 
Sam ch

ciałbyś  być  tatusiem.  Hans:  -  O tak. Ojciec: -  A  co  byś  robił,  gdybyś  był  tatusiem?  Hans:  -  A  tatuś 

Hansem?  Co  niedzielę  zabierałbym  cię  do  Linzu;  nie,  co  dzień  bym  cię  tam  zabierał.  Gdybym  był  tatusiem, 

zawsze byłbym taki dobry i miły. Ojciec: - Ale co byś robił z mamą? Hans: - Ją też bym zabrał do Linzu. Ojciec: 
- A co poza tym? Hans: - Nic. Ojciec: - 

No to dlaczego jesteś zazdrosny? Hans: - Nie wiem" 20. (*) (Ibid., s. 89.) 

A dalej czytamy: "Ojciec:- 

Często wchodziłeś do mamy do łóżka, w Gmunden? Hans: - Tak. Ojciec: - Myślałeś 

sobie wtedy, że jesteś tatusiem? Hans: - Tak. Ojciec: - A potem poczułeś, że się boisz tatusia? Hans: - To ty 

wszystko wiesz. Ja nic nie wiedziałem. Ojciec: - Kiedy Fritzl się przewrócił, pomyślałeś: "Gdyby to tak tatuś się 
przewró

cił!" A kiedy pobodło cię jagnię, pomyślałeś: "Gdyby tak pobodło tatusia!" Pamiętasz może pogrzeb w 

Gmunden? Hans: - 

Tak"  21.  (*)  (Ibid.,  s.  90.)  Czy  ta  rozmowa  świadczy,  że  Hans  czuje  do  ojca  głęboką 

wrogość?  Oczywiście,  jeżeli  ktoś  jest  przekonany,  że  w  tej  rozmowie  wyraża  się  kompleks  Edypa,  to 

interpretacja okaże się poprawna; wydaje się, że słowa Hansa ją potwierdzają. Jeżeli jednak ktoś zbada materiał 

bez  takiego  przeświadczenia,  to  może  dojść  do  innych  wniosków;  tęsknota  Hansa  za  zajęciem  ojcowskiego 

miejsca  wcale  nie  musi  wyrażać  ani  nienawiści,  ani  poważnego  pragnienia  śmierci  ojca.  Nie  wolno  nam 

zapominać, że jedno z najpowszedniejszych dziecięcych pragnień to być dorosłym, nie być już dłużej poddanym 

zwierzchniej władzy starszych i przedmiotem żartów. To dlatego dziewczynki chcą się bawić lalkami, a chłopcy 

wyobrażają  sobie,  że  są  dorośli.  Inna uniwersalna  skłonność,  którą  również  trzeba wziąć  pod uwagę,  to  chęć 

doświadczenia w roli czynnego podmiotu tego, czego się doświadczyło w roli biernego przedmiotu. W pracy 

"Poza zasadą przyjemności" Freud zajmuje się regułami związanymi z ogólną tendencją przekształcania tego, co 

bierne w to, co czynne: "Na początku znalazł się w sytuacji biernej, pod przygniatającym wpływem przeżyć; 

lecz dzięki powtarzaniu jej jako gry, co nie należało do przyjemności, zaczął odgrywać rolę czynną. (...). Kiedy 

dziecko  z  okresu  przeżywania  biernego  przechodzi  w  okres  aktywności  wynikającej  z  zabawy,  przekazuje 

nieprzyjemne doświadczenie jakiemuś towarzyszowi zabawy, i w ten sposób mści się na osobie zastępczej" 22. 
(*) (Sigmund Freud, "Beyond the Pleasure Principle" (1920), w: Standard Edition", t. XVIII, The Hogarth Press, 
Londyn 1955, s. 16 - 

17.) Doświadczenia kliniczne wskazują - na co zwrócił uwagę Freud - że skłonność do 

przekształcania sytuacji biernej w czynną jest potężną siłą, która wytwarza liczne pragnienia zarówno u dziecka, 

jak i u osoby dorosłej. Nie trzeba wspierać hipotezy, że przyczyną lęku Hansa, a pośrednio jego fobii, była jakaś 

ogromna  nienawiść  do  ojca;  wypowiedzi  Hansa  można  zadowalająco  wytłumaczyć  chęcią  bycia  ojcem,  czyli 

background image

Erich Fromm (1970) Kryzys psychoanalizy. Strona 33 z 65 

33 

doświadczania  czynnie  tego,  czego  doświadczał  biernie,  a  także  umiarkowaną  zazdrością  o  ojca.  Należy  też 

rozważyć inny czynnik. Jeżeli pięcioletni chłopiec mówi: "Tak, chcę żeby mój ojciec umarł", to słowa te nie 

muszą  wyrażać  nienawiści.  Raczej  mogą  wyrażać  wyobrażenie  czegoś,  co  w  danym  momencie  może  się 

wydawać  przyjemne,  wolne  od  tego  wielkiego  ciężaru  towarzyszącego  prawdziwej  myśli  o  śmierci.  Analiza 

osoby Hansa skłania do oceny, że nie za bardzo bał się ojca ani go nienawidził. Gdyby tak było, nigdy by tak 

otwarcie  nie  mówił  do  ojca  i  nie  reagowałby  też  pozytywnie  na  ojcowskie  pytania.  Jeżeli  zbadamy  związek 

między Hansem a ojcem, nie zakładając zawczasu, że chodzi o kompleks Edypa, to możemy wówczas wyraźnie 

dostrzec,  że  ich  stosunki  oparte  są  na  przyjaźni  i  zaufaniu.  Nasuwa  się  pytanie:  jak  można  wytłumaczyć 

uleczenie  fobii  za  pomocą  częściowo  niewłaściwych  interpretacji?  Proponujemy  rozważyć,  co  następuje:  1. 

Błędna interpretacja dotyczy części konfliktu zasadniczego, nawet gdyby chodziło tylko o sprawy marginesowe i 

symboliczne.  2.  Chociaż  interpretacja  nie  była  prawidłowa,  to  metoda  szukania  czegoś,  co  kryje  się  za 

zachowaniami zewnętrznymi, jest sama przez się pomocą. 3. Niewykluczone, że w pewnych wypadkach, takich 

jak  ten,  pewne  znaczenie  mają  sugestie;  oto  profesor  chce  pomóc  w  wyjaśnieniu  dręczących  kogoś 

niedorzeczności.  Zwłaszcza  że  ów  profesor  ma  taki  prestiż  i  autorytet  jak  Freud  i,  co  więcej,  reaguje  z 

wrażliwością  i  szacunkiem,  jaki  Freud  okazał  Hansowi  w  całej  tej  sprawie.  4.  Jeżeli  poprawne  jest  nasze 

przypuszczenie, że Hans przede wszystkim bał się matki, to prawdopodobnie najważniejszym czynnikiem było 
tu zaiteresowanie i wsparcie ze strony ojca i ze strony profes

ora, którzy ośmielili dziecko, dodali mu poczucia 

pewności,  a  odjęli  obaw.  5.  Na  koniec,  była  to  lekka  fobia,  spotykana  u  wielu  dzieci,  która  prawdopodobnie 

zniknęła by sama, bez leczenia, nie wymagając ani zainteresowania, ani pomocy ojca. Podsumowując: wydaje 

się, że Freud pod wpływem stronniczego nastawienia, faworyzującego autorytet rodzicielski i męską supremację, 

jednostronnie  zinterpretował  materiał  kliniczny  i  nie  wziął  pod  uwagę  licznych  danych  przeczących  jego 

interpretacji.  VI.  Współczesność  i  matriarchat  W  wieku  dziewiętnastym  i  w  pierwszej  połowie  dwudziestego 

stosunkowo  niewiele  uwagi  poświęcono  teoriom  Bachofena  dotyczącym  prawa  matki  oraz  społeczeństw 

matriarchalnych.  Można  to  wystarczająco  wytłumaczyć  okolicznością,  że  w  Europie  i  Ameryce  system 

patriarchalny pozostał nietknięty aż do pierwszej wojny światowej, wobec czego właśnie koncepcja kobiety jako 

centrum  struktury  społecznej  i  religijnej  wydawała  się  nie  do  pomyślenia,  wręcz  absurdalna.  Z  tego  samego 

względu  zmiany  społeczne  i  psychologiczne,  które  zaszły  w  ciągu  ostatnich  czterech  dzisięcioleci,  powinny 

spowodować nowe i żywe zainteresowanie się zagadnieniem matriarchatu. Dopiero jednak teraz - jak się zdaje - 

zachodzą  takie  zmiany,  które  umożliwiają  nową  ocenę  koncepcji  pozostających  w  uśpieniu  od  ponad  stu  lat. 

Zanim  jednak  napiszę  o  tych  zmianach,  chciałbym  czytelnikowi  nie  obeznanemu  z  pracami  Bachofena  i 

Morgana  zwięźle  przybliżyć  ich  stanowisko  wobec  reguł  i  wartości  społeczeństwa  matriarchalnego  1.  (*) 

(Bardziej szczegółowe rozważania o teorii matriarchatu i jej społecznej doniosłości zamieszczam w rozdziale 7. 

Innymi aspektami tego zagadnienia zajmę się w mojej książce "Zapomniany język" w rozdziale "Mit o Edypie" 

(PiW, Warszawa 1972) (*) Bachofen uważa, że matriarchatem rządzi reguła życia, jedności i pokoju. Kobieta 

przez to, że troszczy się o małe dziecko, wypromieniowuje miłość poza jej własne ja, ku innym ludzkim istotom, 

a  całą  wyobraźnię  i  wszelkie  talenty  skupia  na  chronieniu  i  upiększaniu  egzystencji  innej  istoty.  Zasada 

matriarchatu polega na uniwersalności, zasada systemu patriarchalnego na ograniczeniach. Idea powszechnego 

braterstwa ludzi wyrasta z zasady macierzyństwa, znika jednak wraz z rozwojem społeczeństwa patriarchalnego. 

Matriarchat jest podstawą zasad powszechnej wolności i równości, pokoju i wrażliwości na to co ludzkie. Daje 

również podstawę zasadom dopominającym się o materialny dostatek i szczęśliwość doczesną 2. (*) (Zobacz: 
J.J. Bachofen, "Myth, Religion, and Mother Right"; red. Joseph Campbell, Princeton University Press, Princeton 
-  Nowy Jork 1968, s. 66 -  121.) (*) L.H. Morgan - 

który  zupełnie  niezależnie  doszedł  do  wniosku  3,  (*) 

(Najpierw  w  formie  propozycji  w:  "Systems  of  Consanguinity  and  Affinity"  (1871),  później  bardziej 
zdecydowanie w: "Ancient S

ociety" (1877) (*) że monarchiczny system Indian amerykańskich, przypominający 

takie systemy w Azji, Afryce i Australii, opierał się na zasadzie matriarchatu - twierdził stanowczo, że wyższe 

formy cywilizacji "będą powtórzeniem, już na wyższym poziomie, zasad wolności, równości i braterstwa, które 

charakteryzowały  starożytnych  gens".  Nawet  ta  krótka  prezentacja  reguł  matriarchatu  powinna  wyjaśnić, 

dlaczego piszący te słowa przywiązuje takie znaczenie do następujących zmian społeczno - psychologicznych 4: 
(*

)  (Niniejsze  uwagi  mają  być  tylko  wprowadzeniem  do  następnego  rozdziału,  który  jest  przekładem 

wcześniejszej  pracy.  Świadomie  więc  staram  się  o  zwięzłość  i  jedynie  wymieniam  zmiany  tego  rodzaju, 

odkładając  na  inną  okazję  analizę  bardziej  szczegółową.)  (*)  1.  Załamanie  się  systemu  patriarchalno  - 

autorytarnego,  który  już  nie  jest  w  stanie  pełnić  swych  funkcji;  nie  może  powstrzymać  wielkich  i 

niszczycielskich  wojen,  terrorystycznych  dyktatur,  takich  przyszłych  klęsk,  jak  wojna  atomowo  - 
bakteriologiczno - chemic

zna, głód na wielkich obszarach świata kolonialnego, katastrofalne rezultaty rosnącego 

zatrucia  gleby,  powietrza  i  wody.  2.  Rewolucja  demokratyczna,  która  unicestwiła  tradycyjne  struktury 

autorytarne  i  zastąpiła  je  demokratycznymi.  W  trakcie  procesu  demokratyzacji  wyłoniło  się  zamożne 

społeczeństwo  technologiczne,  które  na  ogół  nie  wymaga  osobistego  posłuszeństwa,  a  raczej  funkcjonuje 

opierając się na pracy zespołowej i wymanipulowanej zgodzie. 3. Rewolucja kobiet - jeszcze nie dokończona - 

która już daleko zaszła, jeżeli chodzi o urzeczywistnienie oświeceniowych idei równości kobiet i mężczyzn. Ta 

rewolucja  zadała  poważny  cios  patriarchalnej  władzy  zarówno  w  krajach  kapitalistycznych,  jak  i  w  kraju  tak 

background image

Erich Fromm (1970) Kryzys psychoanalizy. Strona 34 z 65 

34 

konserwatywnym jak Związek Radziecki. 4. Rewolucja dzieci i młodzieży. W przeszłości dzieci mogły tylko 

wyrażać bunt w nieodpowiednim trybie: w grę wchodziły brak apetytu, zaparcia, płacz, moczenie, ogólny upór. 

Począwszy  jednak  od  dziewiętnastego  wieku  znalazły  rzeczników  (Pestalozziego,  Freuda  i  innych),  którzy z 

naciskiem zwracali uwagę, że dzieci mają własną wolę, namiętności i należy traktować je serio. W dwudziestym 

wieku ta tendencja przybrała na sile i zyskała na samowiedzy, a jej najbardziej wpływowym rzecznikiem został 

doktor  Benjamin  Spock.  Jeżeli  chodzi  o  młodych  ludzi,  tych  dorastających  i  nieco  starszych,  to  mówią  oni 

dzisiaj własnym i coraz pełniejszym głosem. Domagają się prawa do wysłuchania, do traktowania serio, a co do 

ustalania zasad wpływających na ich życie, upominają się o pozycję czynnego podmiotu, odrzucając bierność. 

Atakują  patriarchalne  społeczeństwo  z  rozmachem,  frontalnie,  niekiedy  wręcz  złośliwie.  5.  Wizja 

konsumenckiego raju. Nasza kultura konsumpcyjna tworzy nową wizję. Jeżeli będziemy niezmiennie szli tropem 

postępu technicznego, to w końcu dojdziemy do punktu, w którym będą zaspokajane wszelkie pragnienia, nawet 

dopiero co powstałe, a zaspokojenie nastąpi natychmiast i bez żadnego wysiłku. W tej wizji technika nabiera 

cech  Wielkiej  Matki,  tyle  że  mechanicznej,  a  nie  naturalnej,  która  niańczy  swe  dzieci  i  koi  nie  milknącą 

kołysankę (radia i telewizji). W trakcie tego procesu człowiek pod względem emocjonalnym staje się  małym 

dzieckiem,  cieszącym  się  poczuciem  bezpieczeństwa,  w  nadziei,  że  matczyna  pierś  zawsze  zapewni  dostatek 
pok

armu, a decyzji jednostkowych nie trzeba już podejmować. Zamiast tego decyzjami zajmie się maszyneria 

technologiczna,  a  ich  interpretacją  i  wdrożeniem  technokraci,  nowi  kapłani  powstającej  właśnie  religii 

matriarchalnej 5, (*) (Przypis na końcu rozdziału) w której rola bogini przypadła Technice. 6. Pewne tendencje 

matriarchalne można również dostrzec w niektórych kręgach - mniej lub bardziej - radykalnej młodzieży. Nie 

tylko dlatego, że są stanowczo antyautorytarne, lecz również ze względu na przyjęcie postaw i wartości świata 
matriarchalnego, w takim rozumieniu jakie spotykamy u Bachofena i Morgana. Idea grupowego seksu (czy to w 

obrębie klasy, szczególnie w kręgu wielkomiejskich przedmieść, czy w radykalnych komunach, ze wspólnotą 

seksualną) pozostaje w bliskim związku z Bachofenowskim opisem wczesnej, matriarchalnej fazy w dziejach 

rodzaju ludzkiego. Można również zapytać - czy skłonność do zacierania różnic płci w wyglądzie, ubiorze itd. 

również wiąże się z tendencją do likwidowania tradycyjnego statusu męskiego oraz czy zmierza do słabszego 

spolaryzowania płci, powodując jednocześnie regresję (uczuciową) do pregenitalnego poziomu małego dziecka. 

Można  dostrzec  także  inne  czynniki,  zachęcające  do  snucia  domysłów  na  temat  narastania  skłonności 
matriarchalny

ch wśród części młodego pokolenia. Wydaje się, że "grupa" przybiera funkcję matki. Przyjrzyjmy 

się  potrzebie  natychmiastowego  zaspokojenia  pragnień,  postawie  pasywno  -  odbiorczej,  którą  najwyraźniej 

widać  w  obsesji  narkotykowej,  przyjrzyjmy  się  potrzebie  skupiania  się  razem,  stłoczenia,  wzajemnego 

dotykania, a wszystko zdaje się wskazywać na regresję do poziomu więzi małego dziecka z matką. Wziąwszy 

wszystko pod uwagę, można sądzić, że młode pokolenie nie różni się od starszych aż tak bardzo, jak samo sądzi, 

chociaż schematy konsumpcyjne młodych zapełnione są inną treścią, a swą rozpacz młodzi wyrażają otwarcie i 

agresywnie. Kłopotliwa składowa tego neomatriarchatu polega na tym, że raczej jest tylko negacją patriarchatu i 

prostą regresją do poziomu infantylnych zachowań, niż sekwencją dialektyczną prowadzącą ku wyższej formie 

matriarchalnej. Zapewne odwoływanie się H. Marcuse'a do młodych wynika stąd, że w przypadku matriarchatu 

on sam jest rzecznikiem infantylnej regresji i stara się dodać atrakcyjności tej doktrynie przez posługiwanie się 

rewolucyjną  retoryką.  7.  Może  z  owymi  zmianami  społecznymi  nie  wiąże  się  jednak  rozwój  psychoanalizy. 

Został  on  zapoczątkowany  skorygowaniem  dawniejszej  koncepcji  Freuda  -  przypisującej  główne  znaczenie 

seksualnej  więzi  między  synem  a  matką,  co  miałoby  skutkować  wrogością  wobec  ojca  -  i  zastąpieniem  jej 

nowym poglądem, że istnieje wczesna, bardzo mocna, "preedypalna" więź łącząca małe dziecko z matką, bez 

względu na jego płeć. W rozdziale pierwszym wskazałem, jak ów rozwój uwidocznił się w późniejszych pracach 

Freuda i jak podjęli go (bardzo ostrożnie) inni. Jednak praca Bachofena, zwłaszcza po wnikliwym zapoznaniu 

się z nią psychoanalityka, może być niezwykle pomocna w zrozumieniu owej nieseksualnej fiksacji na matce. 

Powyższe uwagi chciałbym zakończyć refleksją teoretyczną. Jak przekona się Czytelnik w następnym rozdziale, 

zasada  matriarchatu  polega  na:  miłości  bezwarunkowej,  naturalnej  równości,  podkreśleniu  związków  krwi  i 

ziemi,  współczuciu  i  miłosierdziu.  Zasada  patriarchatu  to  miłość  uwarunkowana,  hierarchiczna  struktura, 

myślenie  abstrakcyjne  oraz  państwo  i  prawo  ustanowione  przez  mężczyzn.  Wydaje  się,  że  w  dziejach  obie 

zasady niekiedy ścierały się ze sobą gwałtownie, a kiedy tworzyły syntezę (np. w Kościele katolickim bądź w 

Marksowskiej  koncepcji  socjalizmu).  Jeżeli  występują  w  przeciwstawieniu,  to  zasadę  matriarchalną  widać  w 

macierzyńskiej  nadopiekuńczości  i  infantylizowaniu  dziecka,  co  przeszkadza  mu  osiągnąć  pełną  dojrzałość; 

natomiast władza ojcowska staje się surowym nadzorem i dominacją, opartymi na dziecięcym strachu i poczuciu 

winy.  Dotyczy  to  zarówno  wzajemnych  relacji  dziecka  z  ojcem  i  matką  w  rodzinie,  jak  i  społeczeństwa 

patriarchalnego  i  ducha  społeczeństwa  matriarchalnego,  których  przeciwstawienie  określa  strukturę  rodziny. 

Społeczeństwo  często  matriarchalne  przeszkadza  w  pełnym  rozwoju  jednostki,  a  tym  samym  utrudnia  postęp 

techniczny,  myślowy  i  artystyczny.  Społeczeństwo  czysto  patriarchalne  nie  dba  ani  o  miłość,  ani  o  równość; 

troszczy  się  tylko  o  stworzone  przez  mężczyzn  prawo,  państwo,  abstrakcyjne  reguły  i  karność.  Zostało  to 
malowniczo przedstawione w "Antygonie" Sofoklesa, w postaci Kreona, prototypie faszystowskiego przywódcy 

6. (*) (Por. z rozważeniem tej sprawy w książce "Zapomniany język", rozdział "Mit o Edypie".) Kiedy zasady 

patriarchalna i matriarchalna tworzą jednak syntezę, wtedy zabarwiają się nawzajem; do miłości macierzyńskiej 

background image

Erich Fromm (1970) Kryzys psychoanalizy. Strona 35 z 65 

35 

zostają  dodane  sprawiedliwość  i  racjonalność,  do  miłości  ojcowskiej  -  wyrozumiałość  i  poczucie  równości. 
Wydaj

e  się,  że  walka  przeciw  autorytetowi  patriarchalnemu  niszczy  dzisiaj  zasadę  patriarchalną  i  nasuwa  w 

sposób  regresywny  niedialektyczny  myśl  o  powrocie  do  zasady  matriarchalnej.  Rozwiązaniem  żywym  i 

postępowym  może  być  tylko  nowa  synteza  przeciwieństw,  w  której  przeciwstawienie  wyrozumiałości  i 

sprawiedliwości na wyższym poziomie zostanie zastąpione przez ich związek. Przypisy 5 * Należy zauważyć, że 

te  antypatriarchalne  i  matriarchalne  skłonności  widać  zwłaszcza  w  kręgach  zamożnego  społeczeństwa,  które 
prac

ują  w  obszarach  zinformatyzowanych.  Członkowie  starych  klas,  niższej  i  średniej,  chłopi, 

małomiasteczkowi  sklepikarze  itp.  którzy  nie  korzystają  z  dobrodziejstw  konsumpcyjnego  dostatku  i  mają 

wrażenie, że zagrożone zostały ich tożsamość oraz wartości, kurczowo trzymają się starego, patriarchalnego i 

autorytarnego  porządku,  stając  się  najbardziej  gwałtownymi  przeciwnikami  nowych  tendencji.  Dotyczy  to 

zwłaszcza  tych  grup,  które  nowe  wartości  i  nowy  styl  reprezentują  najczytelniej  i  najbardziej  radykalnie. 
(Po

równywalne zjawisko można było zaobserwować w przedhitlerowskich Niemczech wśród tych samych klas i 

okazało się, że były one glebą, na której wyrósł nazizm). W rozdziale 8, napisanym po niemiecku w 1932 roku, 

zwięźle  wykazałem  prawdopodobieństwo  przemiany  struktury  społecznej  patriarchalnej  w  matriarchalną.  VII. 

Teoria  prawa  macierzystego  i  jej  związek  z  psychologią  społeczną  Bachofenowskie  "Prawo  macierzyste" 

opublikowane po raz pierwszy w 1861 r. czekał ten sam los, który miał spotkać dwie inne rozprawy naukowe: 
"O powstawaniu gatunków" Darwina i "Przyczynek do krytyki ekonomii politycznej" Marksa, wydane niemal w 

tym samym czasie, bo w roku 1859. Wszystkie trzy prace dotyczyły wyspecjalizowanych dziedzin akademickich 

i spotkały się ze stanowczymi reakcjami zarówno uczonych, jak i laików, wykraczającymi daleko poza wąskie 

granice poszczególnych specjalności. W przypadku Marksa i Darwina fakty są znane i nie wymagają dalszych 

komentarzy.  Z  pewnych  względów  sprawa  Bachofena  jest  bardziej  złożona.  Po  pierwsze  -  zdawało  się,  że 

zagadnienie  matriarchatu  niewiele  ma  wspólnego  z  tym,  co  żywotne  dla  niezachwianego  funkcjonowania 

mieszczańskiego społeczeństwa. Po drugie - teorię matriarchatu przyjęły entuzjastycznie dwa obozy, radykalnie 

skądinąd przeciwstawne pod względem ideologicznym i politycznym. Bachofena najpierw odkrył i sławił obóz 

socjalistów: Marks, Engels, Bebel i inni. Natomiast po dziesięcioleciach względnego zapomnienia, Bachofena na 

nowo odkryli i wysławiali filozofowie tak antysocjalistyczni, jak Klages i Baumler. Stanowisko przeciwne obu 

skrajnościom  zajęła  ówczesna  oficjalna  nauka,  w  gruncie  rzeczy  tworząc  zawrotny  front  odrzucenia  czy  też 

całkowitej ignorancji - dotyczy to nawet takich reprezentantów poglądu socjalistycznego jak Heinrich Cunow. 
Jedn

ak  w  ostatnich  latach  zagadnienie  matriarchatu  zajmuje  w  dyskusjach  akademickich  coraz  ważniejsze 

miejsce. Matriarchalna perspektywa jednym odpowiada, innym nie lecz niemal wszyscy emocjonalnie angażują 

się  w  przedmiot  dyskusji.  Ważne  jest  uświadomienie  sobie, dlaczego zagadnienie matriarchatu wzbudza tak 

gorące dyskusje i jak związane jest z żywotnymi interesami społecznymi. Chcemy tu również odsłonić właściwe 

przyczyny,  które  sprawiły,  że  teoria  matriarchatu  zdobyła  sympatię  zarówno  obozu  rewolucyjnego,  jak i 

antyrewolucyjnego. Wówczas dostrzeżemy, że zagadnienie to wiąże się zasadniczo z badaniem współczesnych 

struktur społecznych i ich przekształceń. Wspólnym elementem postaw skądinąd przeciwstawnych jest dystans 

do  społeczeństwa  demokratyczno  mieszczańskiego.  Taki  dystans  jest  niewątpliwie  konieczny,  gdy  chce  się 

prześledzić i zrozumieć strukturę danego społeczeństwa, odwołując się do świadectwa mitów, symboli, instytucji 

prawa itd. zwłaszcza zaś gdy społeczeństwo to radykalnie różni się od mieszczańskiego nie tylko szczegółami, 

lecz podstawowymi cechami psychospołecznymi. Sam Bachofen dostrzegł to bardzo wyraźnie. We wstępie tak 

pisze: "Do rozumienia zjawisk właściwych matriarchatowi można dojść tylko pod jednym warunkiem. Uczony 

musi całkowicie porzucić idee swego czasu, musi zrezygnować z przekonań, które wraz z tymi ideami stały się 

treścią jego ducha i musi przenieść się w sam środek zupełnie innego świata myśli. (...) Uczony, który bierze za 

punkt  wyjścia stanowisko  późniejszych  pokoleń, odgrodzi  się  niewątpliwie  od  możliwości  zrozumienia  czasu 
najdawniejszego" 1. (*) (J.J. Bachofen, op. cit., s. 81 - 

82.) Bachofenowski warunek wstępny był oczywisty dla 

tych,  którzy  odrzucali  swoje  czasy,  wszystko jedno  czy dlatego,  że patrzyli  na  przyszłość  w kategoriach raju 

utraconego,  czy  patrzyli  przed  siebie  z  nadzieją  na  lepszą  przyszłość.  Krytyka  teraźniejszości  była  chyba 

jedynym czynnikiem, co do którego zgadzali się jedni i drudzy - poza tym całkowicie odmienni - zwolennicy 
teorii matriarchatu. Ostry antagon

izm dzielący obie grupy w odniesieniu do wszystkich innych podstawowych 

zagadnień podsuwa myśl, że mamy do czynienia z elementami różnorodnymi i heterogenicznymi, i to w obrębie 

teorii matriarchatu jako takiej oraz tematyki, którą się zajmuje. Jedna z grup mogła jakiś aspekt teorii uznać za 

podstawowy i skupić na nim uwagę, druga mogła to samo zrobić z innym; w ten sposób jednak obydwie mogły 

znaleźć  powód  do  orędowania  za  nią.  Autorzy  konserwatywni,  jak  Baumler,  spoglądali  w  przeszłość  w 
poszukiwaniu idei 

społecznych.  Wobec  tego  skąd  brała  się  ich  szczególna  sympatia  do  teorii  matriarchatu? 

Jakiejś odpowiedzi udziela tu Engels, wskazując - i krytykując - życzliwe wobec religii stanowisko Bachofena, 

które zresztą Bachofen jasno przedstawił. "Wobec wszelkich cywilizacji działa jedna jedyna, potężna dźwignia: 

mianowicie religia. Źródłem wszelkiego rozkwitu i upadku ludzkiej egzystencji jest ruch zapoczątkowany w tej 

najwyższej  sferze"  2.  (*)  (Ibid.,  s.  85.)  To  stanowisko  z  pewnością  nie  jest  typowe  tylko  dla  Bachofena. Ma 

jednak pierwszorzędne znaczenie dla jego teorii, która przyjmuje, że istnieje bliski związek między kobietami a 

uczuciem  religijnym.  "Jeżeli  zwłaszcza  matriarchat  musi  nosić  owo  hieratyczne  znamię,  to  z  powodu 

niezbywalnej kobiecej właściwości, tego głębokiego poczucia boskiej obecności, które stapiając się z uczuciem 

background image

Erich Fromm (1970) Kryzys psychoanalizy. Strona 36 z 65 

36 

miłości  wyposaża  kobietę,  a  zwłaszcza  matkę,  w  religijne  oddanie,  które  jest  najbardziej  czynne  w  czasach 

najbardziej barbarzyńskich" 3. (*) (Ibid.) Tym samym Bachofen postrzega zdolność do uczuć religijnych jako 

"talent" specyficznie kobiecy, religię zaś jako specyficzny rys matriarchatu. I Bachofen nie uważa, że religia jest 

po prostu formą kultowej czci a nie kultowej świadomości. W jednym z najbardziej błyskotliwych poglądów 
sug

eruje,  że  określona  struktura  psychiki  ludzkiej  odpowiada  konkretnej  religii,  chociaż  odwraca  przy  tym 

porządek zależności i strukturę psychiczną wyprowadza z religii. Romantyczny aspekt teorii Bachofena ujawnia 

się  jeszcze  wyraźniej  w  jego  nastawieniu  do  przeszłości:  Bachofen  w  dużej  mierze  kieruje  swą  miłość  oraz 

uwagę ku najdalszej przeszłości rodzaju ludzkiego i okres ten idealizuje. Co bardzo znamienne, w szacunku dla 

zmarłych  widzi  jedną  z  najistotniejszych  -  i podziwu godnych -  cech kultur matriarchalnych. W rozprawie o 

matriarchacie likejskim pisze: "cały styl życia jekiegoś narodu wyraża się w jego stosunku do zmarłych. Czci dla 

zmarłych nie da się oddzielić od szacunku dla przodków, a jego nie da się oddzielić od umiłowania tradycji i 

zapatrywań nakierowanych ku przeszłości" 4. (*) (Ibid., s. 92.) Pogrążony w tajemnych kultach matki - ziemi, 

Bachofen odkrywa "pełne emfazy akcentowanie mroku tej grobowej strony życia i natury", które charakteryzuje 

orientację  matriarchalną.  Różnicę  między  zapatrywaniami romantycznymi a rewolucyjnymi precyzuje w tej 

mierze Baumler: "Jeżeli ktoś chce zrozumieć mity, musi głęboko odczuwać moc przeszłości. Podobnie, jeżeli 

ktoś chce zrozumieć rewolucję i rewolucjonistów, musi być do głębi świadomy przyszłości i możliwości, które 

ona niesie. Żeby zrozumieć właściwą naturę tych zapatrywań trzeba jasno pojąć, że nie chodzi o jedyną możliwą 

koncepcję  historii.  Jeżeli  ktoś  głębokim  uczuciem  darzy  przyszłość,  to  może  ukształtować  inną  koncepcję 

historii,  w  której  nie  braknie  męskich  czynów,  świadomego  działania  i  rewolucyjnych  ideałów.  W  drugim  z 

omówionych  przypadków  widzimy  człowieka,  który,  w  teraźniejszości  wolny  i  niespętany,  tworzy  z  niczego 

przyszłość.  W  przypadku  wcześniejszym  człowiek  jest  wtopiony  w  pełnię  cyklu  narodzin, w przekazywanie 

dziedzictwa  krwi  i  uświęconych  przez  czas  obyczajów;  jest  członkiem  pewnej  "Jedni",  która  niknie  w 

nieznanych zakamarkach przeszłości. (...) Umarli będą tutaj, jeżeli żywi tak zadecydują. Oni nie umarli ani nie 

zniknęli na zawsze. Wszyscy przodkowie każdego człowieka żyją. Wciąż radzą i wciąż wpływają na wspólnotę 
swych potomków". 5 (*) (Cytowane przez J.J. Bachofena, "Der Mythus von Orient und Okzident", red. Manfred 
Schroeder, Monachium 1926, s. CXII -  CXIII.) W Bachofenowskiej koncepcji struktury psychicznej 

matriarchatu  i  pokrewnej  matriarchatowi  religii  chtonicznej  cechą  rozstrzygającą  jest  stosunek  społeczeństwa 

matriarchalnego  do  przyrody,  jego  podejście  do  rzeczy  materialnych,  przeciwstawione  podejściu  do  zjawisk 
intelektualnych i 

duchowych. "Matriarchat wiąże się z materią i stopniem religijnego rozwoju, który uznaje tylko 

życie  ucieleśnione  (...).  Tryumf  peternalizmu  nadchodzi  wraz  z  uwolnieniem  się  ducha  od  zjawisk  przyrody, 

wraz z wyniesieniem się ludzkiego bytowania nad prawa życia materialnego. O ile zasada macierzyństwa jest 

wspólna  we  wszystkich  sferach  życia  ziemskiego,  o  tyle  mężczyzna  wynurza  się  z  tego  kręgu  stosunków  i 

uświadamia sobie wyższe powołanie dzięki górowaniu wynikającemu ze zdolności płodzenia. Życie duchowe 
p

rzerasta  bytowanie  cielesne,  a  stosunek  do  niższych  sfer  egzystencji  ogranicza  się  do  aspektu  fizycznego. 

Macierzyństwo  należy  do  strony  fizycznej  i  pozostaje  jedyną  rzeczą,  którą  człowiek  dzieli  ze  zwierzętami; 
natomiast zasada paternalno -  duchowa jest j

uż  tylko  jego  własnością.  W  ten  sposób  człowiek  zrywa  więzy 

ziemskości i unosi wzrok ku wyższym regionom kosmosu" 6. (*) (J.J. Bachofen, "Myth Religion and Mother 
Right", op. cit., s. 109 - 

110.) Wobec tego stosunek społeczeństwa matriarchalnego do przyrody charakteryzują 

dwie  cechy:  bierne  poddanie  się  naturze  i  uznanie  właściwych  przyrodzie,  biologicznych  wartości  za 

przeciwstawne  wartościom  intelektualnym.  Przyroda,  jak  matka,  jest  centrum  matriarchalnej  kultury,  a  rodzaj 
ludzki w obliczu przyrody zawsze 

pozostaje bezradnym dzieckiem. "We wcześniejszej (matriarchalnej) kulturze 

byliśmy  ograniczeni  do  materii,  w  późniejszej  (patriarchalnej)  doświadczyliśmy  rozwoju  intelektualnego  i 

duchowego. We wcześniejszej panowała nie uświadomiona praworządność, w późniejszej indywidualizm. We 

wcześniejszej znajdziemy oddanie naturze; w późniejszej wynoszenie się nad przyrodę, łamanie starych barier i 

bolesne pragnienie niezmąconego spokoju, łagodnego poczucia radości infantylizmu, tkwiącego w podlegającym 

starzeniu  się  ciele,  ustąpiły  miejsca  życiu  prometejskiemu.  Matka  posiada  tajemnicę  Demeter,  obdarzona  jest 

wzniosłą nadzieją, refleksem losu ziarna. Człowiek heleński przeciwnie, chce dla siebie zdobyć wszystko, nawet 

najwyższe szczyty. A w walce staje się świadomy swej natury ojcowskiej, wznosi się nad maternalizm, któremu 

był  kiedyś  całkowicie  podporządkowany,  i  teraz  walczy  o  własne  ubóstwienie.  Już  nie  ogląda  się  na  źródło 

nieśmiertelności którym jest rodząca kobieta; teraz szuka zasady męskiej i twórczej, na której oprze boskość, 

dotychczas przypisaną tylko macierzyństwu" 7. (*) (J.J. Bachofen, "Der Mythus von Orient und Okzident" op. 

cit.  s.  49.)  System  wartości  kultury  matriarchalnej  odpowiada  owemu  pasywnemu  poddaniu  się  matce, 
przyrodzie i ziemi ich centralnej 

roli. Wartościowe jest tylko to, co naturalne i biologiczne; nie ma wartości to, 

co  duchowe,  kulturowe  i  racjonalne.  Najpełniej  i  najwyraźniej  Bachofen  rozwija  tę  myśl  w  swojej  koncepcji 

sprawiedliwości. W przeciwieństwie do mieszczańskiego prawa naturalnego, w którym przez "naturę" rozumie 

się  zabsolutyzowane  społeczeństwo  patriarchalne,  naturalne  prawo  matriarchalne  charakteryzuje  się  przewagą 

wartości  instynktowych,  przyrodzonych,  krążących  we  krwi.  W  prawie  matriarchalnym  nie  istnieje  rozsądna 
równowaga 

między  winą  a  pokutą;  jest  ono  zdominowane  przez  "naturalną"  zasadę  odwetu  -  odpłacenia 

podobnym.  Owo  wyłączne  poszanowanie  więzów  krwi  w  matriarchalnym  "prawie  naturalnym"  Bachofen 

pokazuje  najbardziej  wyraziście  w  interpretacji  Orestei  Ajschylosa.  Klitajmestra  ze  względu  na  kochanka, 

background image

Erich Fromm (1970) Kryzys psychoanalizy. Strona 37 z 65 

37 

Egista, zabiła powracającego z wojny trojańskiej męża, Agamemnona. Orestes, syn Agamemnona i Klitajmestry, 

pomścił małżeński mord zabijając matkę. Erynie (Furie), starożytne boginie matriarchalne, teraz obalone, ścigają 
Ores

tesa za ten czyn. Z drugiej jednak strony bronią Orestesa nowe bóstwa zwycięskiego patriarchatu, Apollo i 

Atena, która wyskoczyła z głowy Zeusa zamiast przyjść na świat z łona matki. Na czym polega tu zasadniczy 
konflikt? Zgodnie z prawem matriarchalnym ma

my tu tylko jedną zbrodnię: pogwałcenie więzów krwi. Erynie 

nie ścigają wiarołomnej żony, "bo krwi nie była jednej z tym co padł z jej ręki" (Ajschylos, "Eumenidy", przeł. S 
Srebrny  - 

tłum.). Niewierność, chociaż wstępna, nie obchodzi Erynii. Kiedy ktoś naruszy jednak więzy krwi, 

żadne  rozsądne  równoważenie  motywów  usprawiedliwiających  lub  łagodzących  nie  uchroni  sprawcy  od 

bezlitosnej  surowości  naturalnego  "lex  talionis".  Ginekokracja  jest  "królestwem  miłości  i  więzów  krwi,  w 

przeciwieństwie do męsko - apollińskiego królestwa świadomie rozważonych działań" 8. (*) (Baumler, którego 

cytuje J.J. Bachofen, "Der Mythus von Orient und Okzident", op. cit., CCXXXIII.) Jej kategoriami są "tradycja, 

pokolenie  i  żywe  zespolenie  przez  krew  i  poczęcie".  Tych  właśnie  kategorii  Bachofen  używa  w  sposób 

konkretny i stały. Zostały usunięte ze sfery spekulacji filozoficznej i przeniesione wyżej, do królestwa badań 

naukowych, podjętych wobec sprawdzalnych dokumentów etnologicznych, którym to dokumentom dodały w ten 
sposób nowej 

wagi.  Tym  samym  niejasne  koncepcje  natury  i  "naturalnego"  sposobu  życia  zostały  zastąpione 

przez konkretny obraz matki i sprawdzalny w doświadczeniu, podporządkowany matce, system prawny. Rzecz 

nie  polegała  na  tym,  że  Bachofen  po  prostu  posługiwał  się  tym  samym punktem widzenia co romantycy, to 

znaczy  skierowanym  w  przeszłość  i  ku  naturze.  Przyswoił  sobie  jedną  z  najpłodniejszych  idei  romantyzmu, 

umieścił ją w centrum dzieła i rozwinął daleko poza to, co znaczyła dla romantycznej filozofii. Ową ideą było 
r

ozróżnienie między tym, co męskie, a tym, co kobiece oraz postrzeganie ich jako dwóch radykalnie odmiennych 

wartości tak w sensie przyrodniczym, jak i w sferze psychicznej, duchowej oraz intelektualnej. Za sprawą tej 
koncepcji romantycy (wraz z paroma prze

dstawicielami niemieckiego idealizmu) znaleźli się w ostrej opozycji 

do  popularnych  idei  rozpowszechnionych  w  siedemnastym  i  osiemnastym  wieku,  zwłaszcza  we  Francji. 

Podstawowe twierdzenie wcześniejszych teorii zawierało się w zdaniu: "dusza nie ma płci". Sprawę stosunków 

między mężczyzną a kobietą roztrząsano w bardzo wielu książkach, ale wniosek był zawsze ten sam. Ani to co 

męskie, ani to co kobiece nie reprezentuje cech tak osadzonych w intelekcie i psychice, żeby można je wyróżnić. 

Takie  czy  inne  różnice  psychiczne,  dostrzegane  między  mężczyznami  i  kobietami,  można  objaśnić  prosto  i 

wyłącznie w kategoriach odmiennego wychowania i wykształcenia. Ten właśnie czynnik odróżnia mężczyzn od 

kobiet,  podobnie  jak  uczestniczące  w  życiu  społecznym  określone  grupy.  Wcześniejsze  przeświadczenie  o 

fundamentalnej  jednakowości  płci  było  ściśle  związane  z  politycznym  żądaniem,  które  zgłaszane  z  różnym 

nasileniem  grało  ważną  rolę  w  czasach  rewolucji  mieszczańskiej.  Było  to  żądanie  emancypacji  kobiety, 

równości intelektualnej, społecznej i politycznej. Można jedno dostrzec, jak ściśle splotły się w tym przypadku 

teoria i motyw polityczny. Teoria zapewniająca, że kobieta i mężczyzna są identyczni, była podstawą domagania 

się  równości  politycznej  dla  kobiety.  Wprost  czy  pośrednio  oznaczało  to  jednak,  że  kobieta  -  skoro mowa o 

równości - w istocie rzeczy jest w mieszczańskim społeczeństwie tym samym, czym mężczyzna. A wobec tego 

emancypacja nie oznaczała, że kobieta jest wolna, bo może rozwijać swe właściwości, jak dotąd nie rozpoznane, 

swe  cechy  i  potencjał;  przeciwnie  -  była  emancypowana  po  to,  aby  stać  się  mieszczańskim  mężczyzną. 

"Humanistyczna  emancypacja  kobiety  oznaczała  w  rzeczywistości  taką  emancypację,  dzięki  której  kobieta 

mogła stać się mieszczańskim samcem. W ślad za reakcyjnym rozwojem politycznym nastąpiła zmiana teorii 

traktującej  o  stosunkach  między  płciami  oraz  o  "naturze"  mężczyzny  i  kobiety.  W  1793  roku  w  Paryżu 

zamknięto  kluby  kobiece.  Teorię  zapewniającą  o  zasadniczej  identyczności  psychicznej  zastąpiono 
pr

zeświadczeniem,  że  istnieje  fundamentalna  i  niezmienna  "naturalna"  różnica  płci.  Późni  romantycy  dalej 

pracowali nad koncepcją fundamentalnej różnicy między tym, co męskie a tym, co kobiece, odwołując się do 
problematyki historycznej, socjologicznej, lingw

istycznej,  mitologicznej  i  fizjologicznej.  Znaczenie  słowa 

kobieta  - 

inaczej  niż  kręgu  niemieckiego  idealizmu  i  wczesnego  romantyzmu  -  zdawało  się  zmieniać.  O  ile 

wcześniej  słowo  to  zawierało  kwalifikację  kobiety  jako  kochanki,  a  związek  z  nią  kwalifikowało jako 

doświadczenie  autentycznego  "uczłowieczania",  o  tyle  później  oznaczało  coraz  bardziej  "matkę",  a  więź  z 

kobietą zaczęła oznaczać powrót do "natury" i harmonijny żywot na tejże natury łonie. Oświecenie negowało 

istnienie psychicznej różnicy płci. Proklamowało równość płci i postawiło znak równania między istotą ludzką a 

mieszczańskim  samcem.  W  teorii  tej  odbijały  się  oświeceniowe  starania  o  uznanie  równości  kobiet  i 

zapewnienie  im  wolności  społecznej.  Kiedy  jednak  mieszczańskie  społeczeństwo  umocniło  swe  osiągnięcia  i 

rozstało  się  z  dotychczasowym  postępowym  nastawieniem  politycznym,  wtedy  nie  była  mu  już  potrzebna 

koncepcja  równości  płci.  Teraz  potrzebowało  ono  teorii  akcentującej  naturalne  różnice  płci,  żeby  żądaniom 

społecznej nierówności mężczyzn i kobiet dać podstawy teoretyczne. Kiedy jednak nowa teoria wniknęła głębiej 

w sprawy psychologii, wtedy okazało się, że piękne słowa o godności kobiety itd. służą jedynie utrzymywaniu 

kobiety w pozycji zależności, jako istoty służebnej wobec mężczyzny. Później spróbuję wykazać dlaczego i w 

jaki  sposób  społeczeństwo  klasowe  jest  tak  ściśle  związane  z  męskimi  rządami  w  rodzinie.  Ale  już  teraz 

powinno być jasne, że teoria, która faworyzuje uniwersalne znaczenie różnicy płci, powinna wywrzeć  mocne 

wrażenie  na  szermierzach  idei  męskich,  hierarchicznych,  klasowych  rządów.  I  tutaj  leży  jedna  z  ważnych 

przyczyn,  dla  których  Bachofen  zyskał  sympatię  obozu  konserwatywnego.  Należy  jednak  podkreślić,  że  sam 

background image

Erich Fromm (1970) Kryzys psychoanalizy. Strona 38 z 65 

38 

Bachofen w dużej mierze uniemożliwiał ewentualne reakcyjne interpretacje swej teorii, badając sprawę różnic 

płci radykalnie i odkrywając wcześniejsze struktury społeczne i kulturowe, w których władza i wyższość kobiety 

były  bezsporne.  W  koncepcji  romantycznej  rozpatrując  różnicę  płci  ujmuje  się  ją  jako  coś  uwarunkowanego 

społecznie lub stopniowo rozwijającego się z biegiem historii. Różnica płci była uważana za fakt biologiczny, 

który  nigdy  się  nie  zmienia.  Stosunkowo  niewiele  trudu  zadano  sobie,  żeby  określić  prawdziwą  naturę  cech 

męskich  i  żeńskich.  Niektórzy  uważali,  że  charakter  kobiety  -  mieszczanki  wyraża  "istotę"  kobiety.  Inni 

zapędzili  się  w  powierzchownym  ujmowaniu  różnicy  między  tym,  co  męskie  a  tym,  co  żeńskie:  na  przykład 

Fichte był przekonany, że wszelkie zróżnicowanie wywodzi się z "naturalnej" różnicy zachowań w trakcie aktu 

płciowego. To późni romantycy zrównali kobietę z matką, lecz i oni odwrócili się od mętnych sformułowań i 

zaczęli podejmować empiryczne badania zasady macierzyństwa w rzeczywistości historycznej i biologicznej. A 

czyniąc to, przydali niezwykłej głębi pojęciu matki. Zwłaszcza Bachofen, chociaż do pewnego stopnia skłaniał 

się  ku  przekonaniu  o  "naturalności"  różnicy  płci,  dopracował  się  ważnych,  nowych  przypuszczeń,  między 

innymi,  że  natura  kobiety  rozwinęła  się  z  rzeczywistej  życiowej  "praktyki" kobiecej, z wczesnej opieki nad 

bezradnym  niemowlęciem,  narzuconej  bezwarunkowo  przez  biologię.  Ten  fakt  i  parę  innych,  wspomnianych 

wcześniej,  powinny  sugerować,  że  Bachofen  nie  był  wytrawnym  romantykiem,  jak  zapewniają  Klages  i 
Baumler. Zobaczymy

, że Bachofenowskie "błogosławione" społeczeństwo matriarchalne ma wiele cech, które 

wykazują  bliskie  pokrewieństwo  z  ideałami  socjalizmu.  Na  przykład  troska  o  materialny  dobrobyt  i  ziemską 

szczęśliwość  człowieka  przedstawiona  jest  jako  jedno  z  głównych  założeń  społeczeństwa  martiarchalnego. 

Również pod innymi względami rzeczywistość społeczeństwa matriarchalnego, opisanego przez Bachofena, jest 

blisko spokrewniona z ideałami socjalistów, a wręcz przeciwstawna wobec celów romantycznych i reakcyjnych. 

Według Bachofena społeczeństwo matriarchalne było pierwotną demokracją, w której: spraw seksualnych nie 

tknęło jeszcze chrześcijańskie deprecjonowanie, miłość macierzyńska i współczucie były naczelnymi zasadami 

moralnymi,  najcięższym  grzechem  było  wyrządzenie  fizycznej  krzywdy  współtowarzyszowi,  i  w  której  nie 

istniała  jeszcze  własność  prywatna.  Kelles  -  Krauz  zwraca  uwagę  9,  (*)  (Ibid.,  s.  CXIX)  że  Bachofen 

charakteryzuje społeczeństwo matriarchalne odwołując się do starej legendy o dorodnym drzewie owocowym i 
c

udownym źródle: jedno uschło, a drugie wyschło, kiedy mężczyźni uczynili z nich własność prywatną. Często - 

fałszem  byłoby  jednak  twierdzić,  że  zawsze  -  Bachofen  okazuje  się  myślicielem  dialektycznym.  Zwróćmy 

uwagę  na  urywek:  "Po  to,  żeby  być  zrozumiałą  -  ginekokracja  demetryjska  żąda  uznawania,  że  istniał 

wcześniejszy,  bardziej  prymitywny  i  surowszy  stan  rzeczy,  będący  prostym  przeciwieństwem  podstawowych 

zasad  demetryjskiego  sposobu  życia;  ten  ostatni  zaś  powstał  w  wyniku  walki  przeciw  wcześniejszej  sytuacji. 

Historyczna prawdziwość matriarchatu świadczy tym samym o historycznej prawdziwości heteryzmu" 10. (*) 
(Kelles - Krauz, "Neue Zeit", 1901 - 

1902, I 522.) Pod wieloma względami filozofia Bachofena jest pokrewna 

Heglowskiej.  "Krok  wzwyż  od  maternalnej  do  paternalnej  koncepcji  rodzaju  ludzkiego  był  najważniejszym 

punktem  zwrotnym  w  stosunkach  między  płciami  (...)  W  uwypukleniu  penetralizmu  zawiera  się  uwolnienie 

ducha  ludzkiego  od  zjawisk  natury;  dzięki  udanemu  urzeczywistnieniu  paternalizmu  osiągamy  wyniesienie 

ludzkiej  egzystencji  ponad  prawa  życia  cielesnego"  11.  (*)  (J.J.  Bachofen,  "Der  Mythus  von  Orient  und 

Okzident",  op.  cit.  s.  31.)  Dla  Bachofena  najwyższy  cel  ludzkiego  przeznaczenia  to  "podniesienie  ziemskiej 

egzystencji  na  czyste  wyżyny  boskiej  zasady ojcostwa" 12. (*) (Ibid., s. 48 -  49.)  Bachofen  uważa,  że 

zwycięstwo  zasady  paternalno  -  duchowej nad maternalno -  materialną  historycznie  dokonało  się  wraz  ze 

zwycięstwem  Rzymu  nad  Orientem,  zwłaszcza  Kartaginy  nad  Jerozolimą.  "To  rzymska  myśl,  jak  ostroga, 

poderwała Europejczyków do wyciśnięcia piętna na całej ziemi. A myśl była po prostu taka: tylko wolne prawa 

ducha,  nie  żadne  prawa  fizyczne,  rządzą  losami  ludzi"  13.  (*)  (Ibid.,  s.  57.)  Istnieje  oczywiście  rażące 

przeciwieństwo  między  Bachofenem,  który  podziwia  demokrację  państwa  kobiet,  a  arystokratycznym 

Bachofenem  z  Bazylei,  niechętnym  emancypacji  kobiety,  który  ponadto  powiedział:  "Napór  okoliczności 

sprawia,  że  demokracja  zawsze  toruje  drogę  tyranii;  moim  ideałem  jest  republika  rządzona  nie  przez wielu 

obywateli, lecz przez najlepszych" 14. (*) (Ibid., s. 571.) Jest to przeciwieństwo, które przejawia się na różnych 

płaszczyznach.  Na  płaszczyźnie  filozoficznej  wierzący  protestant  i  idealista  przeciwstawia  się  romantykowi; 
filozof dialektyk przeci

wstawia  się  naturalistycznemu  metafizykowi.  Na  płaszczyźnie  społecznej  i  politycznej 

antydemokrata  przeciwstawia  się  wielbicielowi  komunistyczno  -  demokratycznej  struktury  społecznej.  Na 

płaszczyźnie  moralnej  rzecznik  moralności  protestancko  -  mieszczańskiej  przeciwstawia  się  rzecznikowi 

społeczeństwa,  w  którym  zamiast  małżeńskiej  monogamii  panowała  wolność  seksualna.  Bachofen,  w 

odróżnieniu od Klagesa i Baumlera, nie czyni żadnych wysiłków, by złagodzić te przeciwieństwa. Fakt, że się 

ich  nie  wyrzekł  jest  jednym  z  powodów,  dla  których  Bachofen  zdobył  tak  szerokie  uznanie  wśród  tych 

socjalistów,  którzy  dążyli  nie  do  reformy,  lecz  do  gruntownej  zmiany  struktury  psychicznej  społeczeństwa  i 

struktury  samego  społeczeństwa.  To,  że  Bachofen  uosabiał  takie  sprzeczności  i  nie  starał  się  ich  właściwie 

ukryć, wiąże się w sposób zasadniczy z jego osobistymi uwarunkowaniami psychologicznymi i ekonomicznymi. 

Godne  uwagi  są  skala  oraz  szerokość  jego  zainteresowań  humanistycznych  i  intelektualnych,  lecz  jego 
predylekcja do 

matriarchatu  wyraźnie  wynika  z  jego  silnej  fiksacji  na  własnej  matce:  ożenił  się  dopiero  po 

czterdziestce,  po  śmierci  matki.  Więcej,  odziedziczenie  dziesięciu  milionów  dolarów  pozwoliło  mu  z  dala 

trzymać  się  od  pewnych  mieszczańskich  ideałów,  a  taki  dystans  był  nieodzowny  w  przypadku  wielbiciela 

background image

Erich Fromm (1970) Kryzys psychoanalizy. Strona 39 z 65 

39 

matriarchatu.  Z  drugiej  strony,  ten  bazylejski  patrycjusz  był  tak  bez  reszty  zakorzeniony  w  starannie 

obwarowanej tradycji patriarchalnej, że nie mógł nie zachować lojalności wobec tradycyjnych, protestancko  - 
miesz

czańskich  ideałów.  Neoromantycy,  jak  Schuler,  Klages  i  Baumler  dostrzegali  jedynie  tego  Bachofena, 

który  oferował  irracjonalizm,  poddanie  naturze  i  wyłączną  władzę  wartości  naturalistycznych,  opartych  na 

ziemskich  więzach  krwi.  Rozwiązywali  kwestię  Bachofenowskich  sprzeczności  w  ten  sposób  ,  że  przyjęli 

jednostronną  interpretację  jego  dzieła  15.  (*)  (Kelles  -  Krauz,  op.  cit.,  s.  522.)  Podobnie  socjaliści  znali 

"mistyczną"  stronę  Bachofena,  lecz  swą  uwagę  i  sympatię  skierowali  ku  Bachofenowi  etnologowi  i 
psy

chologowi, to znaczy ku tej części jego dzieła, która ze względu na swe znaczenie liczy się w historii nauk. 

To Fryderyk Engels, bardziej niż ktokolwiek, sprawił, że dzieło Bachofena stało się znane w dziewiętnastym 

wieku. W swym "Pochodzeniu rodziny, własności prywatnej i państwa" Engels stanowczo twierdził, że historia 

rodziny  zaczyna  się  od  Bachofenowskiego  prawa  matki.  Engels  oczywiście  krytykuje  idealistyczną  postawę 

Bachofena,  która  wywodzi  stosunki  społeczne  z  religii,  lecz  pisze:  "Wszystko  to  jednak  nie zmniejsza jego 

przełomowej zasługi; on to pierwszy odrzucił frazes o nieznanym pierwotnym okresie, o bezładnych stosunkach 

płciowych i wykazał, że w starożytnej literaturze klasycznej mamy mnóstwo śladów świadczących o tym, że u 
Greków i Azjatów istni

ał  w  rzeczywistości  przed  małżeństwem  pojedynczej  pary  taki  stan,  kiedy  bez  obrazy 

obyczajów  nie  tylko  jeden  mężczyzna  obcował  płciowo  z  wielu  kobietami,  ale  także  jedna  kobieta  z  wielu 

mężczyznami; że obyczaj ten nie wygasł zupełnie, lecz pozostawił ślady w postaci ograniczonego oddawania się 

kobiet, przez co nabywały one prawo do małżeństwa pojedynczej pary: że na skutek tego pochodzenie można 

było  ustalać  pierwotnie  jedynie  w  linii  żeńskiej,  od  matki  do  matki;  że  to  wyłączne  uznawanie  linii  żeńskiej 
zach

owało się jeszcze przez dłuższy czas w okresie małżeństwa pojedynczej pary, kiedy ojcostwo było pewne 

lub w każdym razie uznawane; że to pierwotne położenie matek jako jedynie pewnych rodziców swoich dzieci 

zapewniało im, a przez to kobietom w ogóle, wyższą pozycję społeczną, niż zajmowały one kiedykolwiek w 

czasach późniejszych. Wprawdzie Bachofen nie wypowiedział tych twierdzeń z taką jasnością - stały temu na 

przeszkodzie jego mistyczne poglądy. Dowiódł jednak tych twierdzeń, a to oznaczało w roku 1861 całkowitą 

rewolucję" (F. Engels, "Pochodzenie rodziny, własności prywatnej i państwa", KiW, Warszawa 1979 - tłum.). 

Szesnaście  lat  później  amerykański  etnolog  Lewis  H.  Morgan  przedstawił  istnienie  matriarchalnej  struktury 

społecznej  w  bardzo  odmiennej  dziedzinie;  posłużył  się  także  zupełnie  innymi  metodami  niż  Bachofen.  Jego 

książka "Społeczeństwo pierwotne", którą uważnie przestudiowali Marks i Engels, posłużyła Engelsowi za punkt 

wyjścia do prac na temat rodziny. W komentarzu poświęconym matriarchalnym gens Engels napisał, że książka 
ma "takie samo znaczenie dla prehistorii jak Darwinowska teoria ewolucji dla biologii, a Marksowska teoria 

wartości dodatkowej pracy dla ekonomii politycznej". Trudno o większą pochwałę ze strony Engelsa, który pisze 
dalej: "Ma

triarchalne gens stały się punktem centralnym, wokół którego obraca się cała wiedza. Teraz wiemy, 

gdzie  patrzeć,  czego  szukać  oraz  jak  organizować  i  porządkować  nasze  poszukiwania".  Nie  tylko  Engels  był 

poruszony odkryciem matriarchatu. Marks pozostawił cały plik not krytycznych, które Engels wykorzystał do 

swej pracy. Bebel swój socjalistyczny bestseller "Der Frau und der Sozialismus (Kobieta i socjalizm)" oparł na 

teorii  matriarchatu.  Podobnie  zięć  Marksa,  Paul  Lafargue  pisał  o  "budzącej  nabożną  część  roli  kapłanki  i 

strażniczki tajemnic, którą odgrywała kobieta w prymitywnej zbiorowości" 16 (*) (Przypis na końcu rozdziału) i 

odzyskaniu tej roli w społeczeństwie przyszłości. Kelles - Krauz utrzymywał, że Bachofen podkopał renesans 

mieszczański  i  wydobył  na  światło  dzienne  cenne  ziarna rewolucyjnego,  nowego  renesansu:  renesansu  ducha 
komunistycznego 17. (*) (Cytowane przez Kellesa - 

Krauza, op. cit., s. 6.) Co wpłynęło na życzliwą postawę 

socjalistów wobec teorii matriarchatu? Przede wszystkim socjalistów, podobnie jak romantyków, o czym 

wspomnieliśmy  wcześniej  -  dzielił  od  mieszczańskiego  społeczeństwa  emocjonalny  i  ideologiczny  dystans. 

Bachofen wykazał względność istniejących stosunków społecznych. Podkreślił, że monogamiczne małżeństwo 

nie jest żadną odwieczną "naturalną" instytucją. Tego rodzaju pogląd mógł być przyjęty tylko z radością przez te 

teorie  i  taką  działalność  polityczną,  które  opowiadały  się  za  fundamentalną  zmianą  istniejącej  struktury 

społecznej.  Zważywszy  jednak  stanowisko  polityczne  samego  Bachofena, ten aspekt jego teorii raczej 

przysparzał  niż  ujmował  kłopotów.  "Wyłączność  związku  małżeńskiego  wydaje  się  tak  niezbywalna,  tak 

gruntownie związana ze szlachetnością ludzkiej natury i jej wzniosłym powołaniem, że większość ludzi uważa ją 
za pi

erwotny  stan  rzeczy.  Twierdzenie,  że  istniały  głębsze,  niespętane  stosunki  między  płciami  uznaje  się  za 

przygnębiająco błędną bądź bezwartościową spekulację o początkach ludzkiego bytowania; odsuwamy je więc 

od  siebie  jakby  były  złym  snem.  Któż  by  nie  chciał  przyswoić  sobie  poglądu  podzielanego  powszechnie, 

chociażby po to, żeby naszemu rodzajowi oszczędzić bolesnej pamięci o zawstydzających początkach? Jednak 

dowody historyczne nie pozwalają nam ulec podszeptom dumy i egotyzmu, nie pozwalają wątpić w dręcząco 

powolny  postęp  człowieka  ku  wyższej  moralności  małżeńskiej"  18.  (*)  (Ibid.,  s.  524.)  Chociaż  teoria 

matriarchatu  podkreślała  względność  mieszczańskiej  struktury  społecznej,  zawierała  jednak  pewne  bardzo 

szczególne treści, które nie mogły nie zjednać jej sympatii marksistów. Przede wszystkim teoria odsłaniała okres 

historyczny, w którym to raczej kobieta była autorytetem, władzą i punktem ogniskującym społeczeństwo niż 

mężczyzna  -  niewolnik  i  obiekt  wymiany;  to  zaś  dostarczało  liczącego  się  wsparcia  w  walce  o  polityczną  i 

społeczną  emancypację  kobiety.  Osiemnastowieczna  wielka  bitwa  mogła  być  wydana  na  nowo  przez  tych, 

którzy walczyli o bezklasowe społeczeństwo. W kategoriach założeń psychospołecznych patriarchalna struktura 

background image

Erich Fromm (1970) Kryzys psychoanalizy. Strona 40 z 65 

40 

społeczeństwa  wiąże  się  ściśle  z  klasowym  charakterem  społeczeństwa  współczesnego.  W  istotnym  stopniu 

społeczeństwo to wspiera się na określonych postawach psychicznych,, które po części są głęboko zakorzenione 

w  nieuświadomionych popędach; owe  postawy  psychiczne  skutecznie uzupełniają  zewnętrzną presję  machiny 

rządzącej.  Rodzina  patriarchalna  jest  jednym  z  najważniejszych  miejsc  służących  wytwarzaniu  postaw 

psychicznych,  działających  na  rzecz  podtrzymywania  stabilności  społeczeństwa  klasowego  19.  (*)  (J.J. 
Bachofen, "Der Mythus von Ori

ent und Okzident", op. cit., s. 30.) Chciałbym się teraz skupić na najważniejszym 

względzie. Zajmiemy się tu pewnym zespołem emocjonalnym, który z powodzeniem można nazwać zespołem 

"patrocentrycznym".  Charakterystyczne  jest  to,  że  zawiera  następujące  elementy:  zależność  uczuciową  od 

ojcowskiego autorytetu, na którą składa się splot lęku, miłości i nienawiści; identyfikowanie się z autorytetem 

ojcowskim  w  kontakcie  ze  słabszymi;  mocne  i  surowe  superego,  którego  reguła  powiada,  że  obowiązek  jest 

ważniejszy od szczęścia; poczucie winy, odtwarzane wciąż na nowo dzięki sprzeczności między wymaganiami 

superego a tymi, które stawia rzeczywistość, co sprawia, że ludzie są niezmiennie potulni wobec władzy. Tak 

przedstawia  się  psychospołeczne  uwarunkowanie,  które  wyjaśnia,  dlaczego  rodzina  niemal  powszechnie 

uważana jest za fundament (a przynajmniej liczące się wsparcie) społeczeństwa; wyjaśnia też, dlaczego każdy 

teoretyczny  zamach  na  rodzinę,  w  rodzaju  teorii  Bachofena,  musi  nieuchronnie  zyskać  poparcie  autorów 
socja

listycznych. Szczególne znaczenie  dla naszych  rozważań  ma  obraz charakterystycznych dla  matriarchatu 

stosunków społecznych, psychicznych, moralnych i politycznych, który kreślą zarówno Bachofen, jak i Morgan. 

O ile jednak Bachofen spogląda nostalgicznie w przeszłość, ku wcześniejszemu stadium społeczności sądząc, że 

przeminęło  ono  raz  na  zawsze,  o  tyle  Morgan  rozprawia  o  wyższym  stadium  cywilizacji,  które  ma  dopiero 

nadejść:  "Będzie  to  powrót  -  lecz  na  wyższym  poziomie  -  wolności,  równości  i  braterstwa,  właściwych 

starożytnym gens". Sam Bachofen malowniczo opisuje te cechy wolności, równości i braterstwa, które można 

było dostrzec w społeczeństwie matriarchalnym, w którym nie rządziły zasady lęku i uległości, lecz miłości i 

współczucia  20.  (*)  (Przypis  na  końcu  rozdziału)  Życzliwemu  przyjęciu  prac  Bachofena  przez  socjalistów 

dopomogła też główna rola, jaką w społeczeństwie matriarchalnym odgrywała troska o materialną szczęśliwość 

człowieka na ziemi. Wprawdzie rozpatrując rzecz na poziomie teoretycznym, ów materializm naturalistyczny - 

wynikający w całości z macierzyńskiego poświęcenia dla polepszenia życia człowieka w sensie przyrodniczym, 
fizycznym - 

różni się zasadniczo od materializmu dialektycznego, kryje jednak zachęcającą myśl o hedonizmie 

społecznym, co wyjaśnia, dlaczego tak dobrze był przyjęty przez rzeczników socjalizmu. Wypada dodać kilka 

uwag  ogólnych  o  zasadzie  całkowitego  braku  ograniczeń  seksualnych,  którą  Bachofen  przypisuje  wczesnej 

ginekokracji.  Z  pewnością  błędem  byłoby  utrzymywać,  że  restrykcyjność  w  sferze  seksualnej  można  jedynie 

wyjaśnić  istnieniem  i  charakterem  społeczeństwa  klasowego,  natomiast  społeczeństwo  bezklasowe  musi 

koniecznie przywrócić nieograniczoną swobodę seksualną opisywaną przez Bachofena. Z drugiej strony trzeba 
powiedzie

ć, że moralność, która potępia i dewaluuje radość seksualną, w istotny sposób wspiera społeczeństwo 

klasowe,  atak  zaś  na  tę  moralność  -  a  teoria  prawa  macierzystego  była  nim  z  pewnością  -  to kolejny powód 

życzliwego  przyjęcia  Bachofena  przez  socjalistów.  Seksualność  daje  jedną  z  najbardziej  żywiołowych  i 

najpotężniejszych  możliwości  osiągania  zadowolenia  i  szczęścia.  Gdyby  zamiast  ograniczeń,  podyktowanych 

potrzebą  kontrolowania  mas,  istniała  zgoda  na  pełną  seksualność  -  której wymaga owocny rozwój ludzkiej 

osobowości- wówczas wykorzystanie tej ważnej okazji osiągania szczęścia musiałoby w sposób nieunikniony 

prowadzić do coraz bardziej natarczywego domagania się zadowolenia i szczęścia w innych dziedzinach życia. 

Ponieważ  te  kolejne  żądania  należałoby  zaspokoić  środkami  materialnymi,  przeto  musiałoby  spowodować 

upadek istniejącego porządku społecznego. Z powyższym splata się inna jeszcze społeczna funkcja ograniczania 

satysfakcji seksualnej. Kiedy radość seksualna uznawana jest za grzech - chociaż popędy seksualne bezustannie 

powodują  każdą  istotą  ludzką  -  zakazy  moralne  są  źródłem  poczucia  winy,  często  nieuświadomionego  bądź 

przenoszonego  na  inne  zjawiska.  Owo  poczucie  odgrywa  w  społeczeństwie  doniosłą  rolę.  Przyczynia  się  do 

faktu,  że  w  doznawaniu  cierpień  raczej  postrzega  się  karę  za  własne  grzechy  niż  błędy  społecznego 

zorganizowania.  Wynika  z  tego  w  końcu  zastraszenie  emocjonalne,  które  ogranicza  ludzkie  możliwości 

intelektualne, zwłaszcza krytyczne, i jednocześnie wzmaga uzależnienie od reprezentantów moralności przyjętej 

w  społeczeństwie.  I  wreszcie  chciałbym  się  podzielić  ostatnią  opinią  związaną  z  tym  zagadnieniem.  Badania 

kliniczne,  a  także  indywidualnie  praktykowana  psychoanaliza,  są  w  stanie  wykazać,  że  tłumienie  bądź 
akceptowanie satysfakcji seksua

lnej mają doniosłe konsekwencje dla struktury ludzkich popędów i charakteru 

21.  (*)  (Patrz  rozdział  8.)  Warunkiem  wykształcenia  się  "charakteru  genitalnego"  jest  brak  ograniczeń 

seksualnych,  które  hamują  pełny  rozwój  osobowości.  Do  właściwości  niewątpliwie  zaliczających  się  do 

charakteru genitalnego należy niezależność psychiczna i intelektualna, której społecznego znaczenia nie muszę 

podkreślać.  Z  drugiej  strony  tłumienie  seksualności  genitalnej  prowadzi  do  rozwijania  się  instynktownych 

skłonności  analnych,  sadystycznych  czy  uśpionych  homoseksualnych,  które  mają  zasadnicze  znaczenie  dla 

instynktownych  podstaw  dzisiejszego  społeczeństwa.  Ze  współczesnego  stanu  badań  nad  matriarchatem  w 

każdym  razie  wynika,  że  istnieją  pewne  struktury  zbiorowe,  które  można  nazwać  matrocentrycznymi.  Jeżeli 

chcemy  zrozumieć  dzisiejsze  struktury  społeczne  i  ich  przekształcanie  się,  to  powinniśmy  śledzić  obecne  i 

przyszłe  wyniki  tych  badań.  Wyrastające  z  libido  dążenia  istot  ludzkich  zaliczają  się  do  społecznych  "sił 
sprawczych". 

Dzięki  elastyczności  i  zmienności  mogą  dostosować  się  do  zastanej  sytuacji  społecznej  i 

background image

Erich Fromm (1970) Kryzys psychoanalizy. Strona 41 z 65 

41 

ekonomicznej  danej  grupy,  chociaż  istnieją  granice  tej  dostosowalności.  Struktura  psychiczna,  wspólna  dla 

członków grupy, stanowi nieodzowne wsparcie, służące podtrzymywaniu stabilności społecznej. Oczywiście jest 

wsparciem  tylko  tak  długo,  jak  długo  sprzeczności  między  ową  strukturą  psychiczną  a  warunkami 

ekonomicznymi nie przekroczą pewnego progu; poza nim siły psychiczne zmierzają już do zmiany lub rozkładu 

istniejącego  porządku;  trzeba  jednak  pamiętać,  że  struktury  psychiczne  różnych  klas  mogą  być  radykalnie 

odmienne,  a  nawet  przeciwstawne,  w  zależności  od  funkcji  sprawowanej  w  procesie  społecznym.  Chociaż 

jednostka różni się psychicznie od członków własnej grupy, zarówno ze względu na indywidualną konstrukcję 

psychiczną, jak i osobiste doświadczenia życiowe - zwłaszcza we wczesnym dzieciństwie - poważna część jej 

struktury psychicznej jest wytworem dostosowania się do sytuacji własnej klasy i społeczeństwa, w którym żyje. 

Nasza wiedza o czynnikach określających strukturę psychiczną danej klasy czy społeczności - a tym samym o 

psychicznych  "siłach  sprawczych"  funkcjonujących  w  danym  społeczeństwie  -  jest znacznie mniej 

zaawansowana niż wiedza o strukturach ekonomicznych czy społecznych. Dzieje się tak między innymi dlatego, 

że badacz tych zagadnień sam jest uformowany przez strukturę psychiczną typową dla własnego społeczeństwa, 

a  wobec  tego  rozumie  tylko  to,  co  przypomina  mu  jego  samego.  Z  łatwością  popełnia  błąd  polegający  na 

uznawaniu  własnej  struktury  psychicznej,  bądź  struktury  psychicznej  swej  zbiorowości,  za  "naturę  ludzką".  I 

gotów jest przeoczyć fakt, że w innych warunkach społecznych jako siły sprawcze mogły i mogą funkcjonować 

całkowicie  inne  struktury  popędów.  Badanie  kultur  "matrocentrycznych"  jest  ważne  dla  nauk  społecznych 

dlatego,  że  ujawnia  struktury  całkowicie  odmienne  od  tych,  które  dostrzegamy  w  naszym  społeczeństwie,  a 

jednocześnie  rzuca  nowe  światło  na  zasadę  "patrocentryczną".  Kompleks  patrocentryczny to psychiczna 

struktura,  w  której  czyjś  stosunek  do  ojca  (lub  jego  psychologicznych  równoważników)  jest  stosunkiem 

centralnym. Freud w swej koncepcji (pozytywnego) kompleksu Edypa odkrył jedno z rozstrzygających znamion 

tej  struktury,  chociaż  przeceniał  jego  uniwersalność,  ponieważ  jemu  samemu  brakło  dystansu  do  własnego 

społeczeństwa.  Impulsy  seksualne  małego chłopca,  skierowane ku  matce  jako pierwszemu  i  najważniejszemu 

żeńskiemu  "obiektowi  miłości",  sprawiają,  że  dziecko  widzi  w  ojcu  rywala.  Ta  konfiguracja nabiera 

charakterystycznego znaczenia dopiero przez fakt, że jednocześnie ojciec w patriarchalnej rodzinie jest władzą 

panującą  nad  życiem  dziecka.  Pomińmy  fizjologiczną  niezdolność  spełnienia  się  dziecięcych  pragnień  i 

zauważmy, że pełnienie przez ojca podwójnej roli wzbudza w dziecku jeszcze jedno uczucie, na które zwrócił 

uwagę  Freud:  otóż  pragnienie  dziecka,  żeby  zająć  miejsce  ojca  sprawia,  że  w  pewnej  mierze  dziecko 

identyfikuje  się  z  ojcem.  Nieświadomie  utożsamia  się  ono  z  ojcem  o  tyle,  o  ile  ojciec reprezentuje nakazy 

moralne. To utożsamienie jest potężnym źródłem sił formujących superego. Ponieważ ów proces dopełnia się 

tylko częściowo, przeto rywalizacja dziecka z ojcem rozwija w dziecku ambiwalentną postawę emocjonalną. Z 
jednej strony - chce 

ono być kochane przez ojca, z drugiej - buntuje się przeciw ojcu mniej lub bardziej otwarcie. 

Kompleks  lub  zespół  "patrocentryczny"  jest  kształtowany  także  przez  procesy  psychiczne  zachodzące  u  ojca. 

Przede  wszystkim  ojciec  jest  zazdrosny  o  syna.  Po  części  wynika  to  z  faktu,  że  linię  życiową  ojca  -  w 

przeciwieństwie  do  synowskiej  -  cechuje  już  spadek.  Ale  ważniejsza  przyczyna  ojcowskiej  zazdrości  jest 

uwarunkowana  społecznie:  życiowa  sytuacja  dziecka  jest  względnie  wolna  od  zobowiązań  społecznych.  To 
jasne

, że tym większa zazdrość, im większy ciężar ojcowskiej odpowiedzialności. Przy określeniu stosunku ojca 

do syna jeszcze ważniejsze są czynniki społeczne i ekonomiczne. Zależnie od sytuacji ekonomicznej syn albo 

jest dziedzicem ojcowskiego majątku, albo przyszłym żywicielem w chorobie czy starości. Jest czymś w rodzaju 

inwestycji kapitałowej. Z ekonomicznego punktu widzenia sumy łożone na jego wykształcenie i przygotowanie 

zawodowe  nie  różnią  się  tak  bardzo  od  kosztów  ubezpieczenia  losowego  czy  emerytalnego.  Więcej,  syn 

odgrywa  istotną  rolę  również  w  tym,  co  dotyczy  społecznego  prestiżu  ojca.  Pomyślny  udział  syna  w  życiu 

społeczeństwa  i  wynikające  z  tego  społeczne  uznanie  mogą  zwiększyć  prestiż  ojcowski:  w  tej  samej  mierze 

synowskie niepowodzenie może ten prestiż pomniejszyć lub zrujnować. (Korzystne społecznie lub ekonomicznie 

małżeństwo  syna  ma  tu  takie  samo  znaczenie).  Zważywszy  pełnioną  przez  syna  funkcję  społeczną  i 

ekonomiczną,  celem  jego  kształcenia  zazwyczaj  nie  jest  szczęście  osobiste,  czyli  maksymalny rozwój 

osobowości; chodzi raczej o maksimum użyteczności z punktu widzenia ojcowskich potrzeb ekonomicznych i 

społecznych.  Wobec  tego  często  spotykamy  rzeczywisty  konflikt  między  szczęściem  a  użytecznością  syna, 
którego to konfliktu ojciec zazwyczaj nie 

postrzega świadomie, ponieważ ideologia społeczeństwa nauczyła go 

postrzegać  obydwa  cele  jako  identyczne.  Sytuację  zaś  komplikuje  jeszcze  fakt,  że  również  ojciec  często 

identyfikuje  się  z  synem,  spodziewając  się,  że  syn  nie  tylko  będzie  użyteczny  społecznie,  ale  i  spełni  nie 

zrealizowane ojcowskie fantazje i marzenia. Te społeczne funkcje syna mają decydujące znaczenie dla wymiaru 

ojcowskiej miłości: ojciec kocha syna pod warunkiem, że syn spełni pokładane w nim nadzieje. W przeciwnym 

przypadku  miłość  ojcowska  kończy  się,  a  nawet  przemienia  w  pogardę  lub  nienawiść  22.  (*)  (Wpływa  to 

również  na  fakt,  że  "ukochany  syn"  -  ten  który  spełnia  ojcowskie  oczekiwania  -  jest zjawiskiem 

charakterystycznym dla patrocentrycznej kultury.) (*) Ten warunkowy charakter miłości ojcowskiej zazwyczaj 

skutkuje  dwojako:  (1)  utratą  poczucia  bezpieczeństwa  wynikającego  z  wiedzy,  że  jest  się  kochanym 

bezwarunkowo;  (2)  wzrastającym  znaczeniem  superego,  czyli  rozwijaniem  poglądu,  w  myśl  którego 

wypełnianie obowiązku staje się główną życiową troską, ponieważ tylko w ten sposób można sobie zapewnić 

minimalną gwarancję, że się będzie kochanym. Jednak nawet maksymalne wypełnienie żądań super - ego nie 

background image

Erich Fromm (1970) Kryzys psychoanalizy. Strona 42 z 65 

42 

wstrzymuje narastania poczucia winy, bo działanie ludzkie nigdy nie dorównuje ideałom. Tymczasem matczyna 

miłość do dziecka ma z reguły całkiem odmienny charakter 23. (*) ( Mowa tu o ojcowskiej i matczynej miłości 

w sensie idealnym. Miłość konkretnego ojca czy matki może w znacznym stopniu z najróżniejszych powodów 

odbiegać od wzoru idealnego.) W ciągu kilku pierwszych lat życia dziecka jest ona całkowicie bezwarunkowa. 

Matczyna  opieka  nad  bezradnym  małym  dzieckiem  nie  zależy  od  żadnych  społecznych  czy  moralnych 

zobowiązań,  które  miałoby  wypełnić  dziecko;  nie  istnieje  tu  nawet  obowiązek  odwzajemnienia matczynej 

miłości.  Bezwarunkowy  charakter  miłości  macierzyńskiej  jest  koniecznością  biologiczną  i  w  obrębie 

emocjonalnych dyspozycji kobiety może w ogóle podsycać skłonność do miłości bezwarunkowej. Pewność, że 

miłość matki (lub matczynego psychologicznego równoważnika) nie zależy od spełnienia żadnych warunków, 

oznacza, że wypełnianie nakazów moralnych ma w tym przypadku mniejsze znaczenie, bo nie jest warunkiem 

bycia kochanym. Opisane przed chwilą cechy wyraźnie odbiegają od wizerunku matki, wypieszczonego przez 

dzisiejsze, patrocentryczne społeczeństwo. W zasadzie zna ono tylko odwagę i heroizm mężczyzn (przy czym 

cechy te są zabarwione sporą dozą narcyzmu). A z drugiej strony wizerunek matki jest zafałszowany domieszką 

sentymentalizmu i słabości. Zamiast bezwarunkowej miłości macierzyńskiej, która dotyczy nie tylko własnych 
dzieci, lecz ogarnia dzieci wszystkich ludzkich istot, natrafiamy w wizerunku matki na wtopiony tam, 

specyficznie  mieszczański,  sentyment  osnuty  wokół  posiadania.  Ta  zmiana  wizerunku matki jest znakiem 

uwarunkowanego  społecznie  zniekształcenia  stosunków  między  matką  a  dzieckiem.  Konsekwencją  tego 

zniekształcenia  -  a  także  uzewnętrznieniem  kompleksu  Edypa  -  jest postawa, w której pragnienie bycia 

kochanym zostaje zastąpione pragnieniem chronienia matki i umieszczenia jej na piedestale. Teraz już matka nie 

pełni funkcji obronnej; to ona ma być broniona i zachowana w "czystości". Ten zespół reakcji (zniekształcający 

pierwotny stosunek do matki) rozciąga się także na takie symbole matki jak: kraj, naród i ziemia; i ma doniosłe 

znaczenie  we  współczesnych,  skrajnie  patrocentrycznych,  ideologiach.  Matka  i  jej  psychologiczne 

równoważniki  nie  zniknęły  w  tych  ideologiach,  lecz  zmieniły  funkcje:  z  figur  chroniących  stały  się  figurami 
potrzeb

ującymi  ochrony.  Podsumowując  możemy  powiedzieć,  że  patrocentryczną  jednostkę  -  i  takież 

społeczeństwo  -  cechują  właściwości,  wśród  których  przodują  następujące:  rygorystyczne  superego,  poczucie 

winy, podległa paternalnej władzy miłość, pragnienie dominacji nad słabszymi i czerpanie z niej przyjemności, 

przyjmowanie  cierpień  jako  kary  za  własne  przewinienia  i  niszczenie  zdolności  do  cieszenia  się  szczęściem. 

Cechy zespołu matrocentrycznego są przeciwne: optymistyczna wiara w bezwarunkową miłość matki, znacznie 

mniejsze  poczucie  winy,  znacznie  słabsze  superego  i  większa  zdolność  do  radości  i  szczęścia;  wraz  z  tymi 

cechami rozwija się macierzyńskie współczucie i miłość wobec słabszych i tych, którzy potrzebują pomocy 24. 

(*)  (Przypis  na  końcu  rozdziału)  O  ile  obydwa  typy  można  odnaleźć  w  dowolnej  zbiorowości  -  zależnie  od 

rodzinnej konfiguracji, w której wychowywało się dziecko - o tyle zdaje się, że każdy z tych typów - jako typ 

przeciętny  -  charakteryzuje  szczególny  typ  społeczeństwa.  Prawdopodobnie  typ  patrocentryczny  przeważa  w 

społeczeństwie protestancko - mieszczańskim, a typ matrocentryczny mógł mieć stosunkowo duże znaczenie w 

średniowieczu, a dzisiaj w społeczeństwach południowej Europy. To zaś prowadzi nas ku rozprawom Webera o 

związkach  mieszczańskiego  kapitalizmu  z  protestanckim  etosem  pracy,  przeciwstawionych  związkom 

katolicyzmu  z  etosem  pracy  w  krajach  katolickich.  Można  wysuwać  takie  czy  inne  zastrzeżenia  wobec 

poszczególnych tez Webera, jednak twierdzenie, że takie związki istnieją, jest dziś niekwestionowaną wiedzą 

naukową.  Sam  Weber  podchodził  do  zagadnienia  na  poziomie  świadomości  i  ideologii.  Jednak  pełne 

zrozumienie  wzajemnych  ustosunkowań  można  osiągnąć  jedynie  analizując  popędy,  które  są  podstawą 

kapitalizmu  mieszczańskiego  i  protestanckiego  ducha.  Wprawdzie  katolicyzm  również  ujawnia  liczne  rysy 
patrocentryczne  - 

Bóg  Ojciec,  męska  hierarchia  duchownych,  itd.-  nie  sposób  jednak  zaprzeczyć,  że  istotne 

znaczenie ma w nim zespół matrocentryczny. Panna Maria i sam Kościół reprezentują psychologicznie wielką 

Matkę,  która  tuli  do  piersi  i  chroni  wszystkie  swe  dzieci.  Pewne  cechy  maternalne  przypisywane  są  również 

samemu  Bogu,  chociaż  nieświadomie.  "Syn  Kościoła"  może  być  indywidualnie  pewien  miłości  Kościoła  - 
Matki, póki pozostaje jego dzieckiem l

ub  wraca  na  jego  łono.  Ów  stosunek  dziecka  ustanowiony  jest  za 

pośrednictwem  sakramentów.  Nakazy  moralne  z  pewnością  grają  główną  rolę.  Jednak  skomplikowany 

mechanizm  działa  w  ten  sposób,  że  z  jednej  strony  zabezpiecza  zachowanie  niezbędnej  społecznej  wagi 

nakazów,  a  z  drugiej  może  mieć  pewność,  że  jest  kochany,  bez  powoływania  się  na  sferę  moralności. 

Katolicyzm wytwarza poczucie winy, i to nie małe, ale dostarcza jednocześnie środków pozwalających się od 

tego  poczucia  uwolnić.  Cena,  którą  trzeba  zapłacić,  to  przywiązanie  uczuciowe  do  Kościoła  i  jego  sług. 

Natomiast  protestantyzm  zajął  się  gruntownym  oczyszczeniem  chrześcijaństwa  z  rysów  matrocentrycznych. 

Zniknęły takie substytuty Matki, jak Panna Maria czy Kościół, podobnie zniknęły maternalne cechy Boga. W 

centrum teologii Lutra 25 (*) (Przypis na końcu rozdziału) znajdujemy zwątpienie bądź rozpacz, bo grzeszny 

człowiek  nie  może  mieć  żadnej  pewności,  że  jest  kochany.  I  jest  na  to  tylko  jedno  lekarstwo:  wiara  26.  (*) 

(Przypis na końcu rozdziału) W kalwinizmie i w innych sektach protestanckich takie lekarstwo nie wystarcza. 

Zostaje zasadniczo wzmocnione przez rolę przypisaną wypełnieniu obowiązku ("wewnętrzna asceza") i uznanie 

nieodzownego  "sukcesu"  w  życiu  świeckim  za  jedyny  dowód  Boskiej  życzliwości  i  łaski 27. (*) (Przypis na 

końcu  rozdziału)  Rozkwit  protestantyzmu  warunkują  te  same  czynniki,  które  umożliwiły  rozkwit  "ducha" 

kapitalizmu.  Także  protestantyzm,  jak  każda  religia,  powoduje  nieprzerwane  odtwarzanie  i  umacnianie  się 

background image

Erich Fromm (1970) Kryzys psychoanalizy. Strona 43 z 65 

43 

struktury  popędów  niezbędnej  konkretnemu  społeczeństwu.  Zespół  patrocentryczny  -  w  którym  spełnienie 

obowiązku i sukces to główne siły napędowe życia, a przyjemność i szczęście mają znaczenie drugorzędne - jest 

jedną  z  najpotężniejszych  mocy  twórczych  kryjących  się  za  ogromnymi  ekonomicznymi i kulturowymi 

dokonaniami  kapitalizmu.  Przed  erą  kapitalistyczną  ludzie  (na  przykład  niewolnicy)  musieli  być  fizycznie 

zmuszani  do  poświęcania  każdej  odrobiny  energii  na  wykonywanie  pracy  pożytecznej  ekonomicznie.  Dzięki 

wpływowi  kompleksu  patrocentrycznego  ludzie  to  samo  całkowite  poświęcenie  zaczęli  wykazywać  dzięki 

własnej  "dobrej  woli",  ponieważ  skrupuły,  czy  też  wyrzuty  sumienia  ulokowane  dotąd  na  zewnątrz,  zostały 

uwewnętrznione. Owo uwewnętrznienie najgruntowniej dokonało się wewnątrz rządzących klas społeczeństwa 

mieszczańskiego,  które  autentycznie  reprezentowały  specyficzny  mieszczański  etos  pracy.  Proces 

uwewnętrznienia  nacisku  zapewniał  całkiem  odmienny  rezultat  niż  nacisk  zewnętrzny:  wypełnienie  nakazów 

sumienia  sprawiało  satysfakcję,  która  w  ogromnej  mierze  przyczyniała  się  do  umocnienia  patrocentrycznej 

struktury 28. (*) (Kiedy piszę tu o pracy i o etosie pracy, odnoszę się tu do konkretnego zjawiska historycznego: 

mieszczańskiego  pojęcia  pracy.  Z  pracą  wiąże  się  wiele  innych  funkcji  psychicznych, o których tu nie 

wspominam,  na  przykład  o  wyrażaniu  odpowiedzialności  społecznej  czy  możliwości  twórczego  działania. 

Istnieje etos pracy, w którym te aspekty przeważają.) (*) Satysfakcja była jednak dość ograniczona, ponieważ 

spełnienie obowiązku i sukces ekonomiczny okazały się kiepskimi substytutami tego, co przepadło: zdolności do 

radowania się życiem oraz wewnętrznego bezpieczeństwa płynącego z przekonania, że jest się bezwarunkowo 

kochanym.  Więcej,  duch  homo  homini  lupus  doprowadził  do  wyizolowania  osobowego  i  utraty  zdolności 

kochania,  co  jest  poważnym  obciążeniem  psychicznym,  nasuwającym  myśl  o  podkopaniu  struktury 

patrocentrycznej,  nawet  jeśli  główne  czynniki  podkopujące  tę  strukturę  tkwiły  w  zmianach  ekonomicznych. 

Choć  struktura  patrocentryczna  była  siłą  sprawczą  przysłoniętą  osiągnięciami  ekonomicznymi  społeczeństwa 

mieszczańsko - protestanckiego, jednak to społeczeństwo ukształtowało warunki mogące zniszczyć tę strukturę i 

doprowadzić w ten sposób do renesansu struktury matrocentrycznej. Wzrost zdolności produkcyjnych człowieka 

sprawił, że po raz pierwszy w dziejach stało się możliwe urzeczywistnienie takiego porządku społecznego, który 

dotychczas  występował  jedynie  w  baśniach  i  mitach;  w  którym  wszyscy  ludzie  mieliby  środki  materialne 

potrzebne  do  prawdziwego  szczęścia,  przy  stosunkowo  niewielkim  wysiłku  jednostki  zaangażowanym  w 

rzeczywistą  pracę;  w  którym  siły  ludzkie  z  zasady  służyłyby  raczej  rozwijaniu  możliwości  człowieka  niż 

tworzeniu  dóbr  ekonomicznych  niezbędnych  dla  bytu  samej  cywilizacji.  Najbardziej  postępowi  filozofowie 

francuskiego Oświecenia wyrośli ponad emocjonalny i ideologiczny kompleks struktury patrocentrycznej. Ale 

rzeczywistym,  już  w  pełni  samodzielnym  reprezentantem  nowych,  matrocentrycznych  tendencji  okazała  się 
k

lasa, dla której motyw całkowitego poświęcenia się pracy wynikał raczej z kalkulacji ekonomicznej, niż był 

głosem  uwewnętrznionych  skrupułów:  była  to  klasa  pracująca.  Ta  sama  struktura  emocjonalna  spowodowała 

powstawanie jednego z warunków pozwalających skutecznie wpływać socjalizmowi marksistowskiemu na klasę 

pracującą,  przynajmniej  tak  daleko,  jak  ów  wpływ  związany  jest  ze  specyficznym  charakterem  struktury 

popędów tej klasy. Psychiczną podstawą 29 (*) (Jest chyba oczywiste, że te roztrząsania psychologiczne dotyczą 

jedynie psychicznych sił sprawczych; ani nie objaśniają one socjalizmu jako zjawiska psychologicznego, ani nie 

usiłują  zastąpić  racjonalnej  dyskusji  o  teoriach  socjalistycznych  interpretacjami  psychologicznymi.)  (*) 
marksistowskiego programu sp

ołecznego  był  przede  wszystkim  zespół  matrocentryczny.  Marksizm  powiada: 

gdyby  zorganizować  racjonalne  możliwości  produkcyjne,  wówczas  każdy  człowiek  mógłby  zaopatrzyć  się  w 

tyle  dóbr,  ile  potrzebuje,  bez  względu  na  rolę  pełnioną  w  procesie  produkcji.  Wszystko  to  można  osiągnąć 

znacznie mniejszym wysiłkiem jednostki niż ten, który potrzebny był dotąd. W końcu każdej istocie ludzkiej 

przysługuje  bezwarunkowe  prawo  do  szczęścia,  a  szczęście  polega  przecież  na  "harmonijnym  rozwoju 

osobowości".  Propozycje  te  były  racjonalnym,  naukowym  wyrażeniem  tych  idei,  które  we  wcześniejszych 

warunkach ekonomicznych mogły wyrażać się tylko w sferze fantazji: oto Matka - Ziemia daje wszystkim swym 

dzieciom  to,  czego  potrzebują,  nie  patrząc  na  ich  zasługi.  Związek  między  dążeniami matrocentrycznymi a 

ideami  socjalistycznymi  wyjaśnia,  dlaczego  "materialistyczno  -  demokratyczny"  charakter  społeczeństw 

matriarchalnych  wzbudził  ogromną  sympatię  socjalistycznych  autorów  do  teorii  matriarchatu.  Przypisy  16  * 
Klages - 

który uważa, że myśl racjonalna (Geist) pustoszy "duszę" - radzi sobie z problemem w ten sposób, że za 

jądro  idei  Bachofena  uznaje  naturalistyczną  metafizykę,  a  Bachofenowski  protestancki  idealizm  traktuje  jako 

drugorzędny  i przypadkowy. Baumler  -  który atakuje interpretację Klagesa  - okrawa myśl  Bachofena jeszcze 
bardziej bezceremonialnie. O ile Klages dostrzega przynajmniej Bachofena antyprotestanckiego i 
antyidealistycznego, o tyle Baumler rozpoczyna wywód od zasadniczo patrocentrycznej postawy Bachofena i za 
przypadkow

ą  uznaje  najistotniejszą  część  dzieła  Bachofena,  mianowicie  wypowiedzi  o  matriarchacie  na  tle 

historycznym  i  psychologicznym.  Baumler  dostrzega  doniosłość  tylko  w  Bachofenowskiej  metafizyce 
naturalistycznej, natomiast dyskwalifikuje odmalowanie kobiety jako centrum najstarszych wspólnot i jako 

spinającego  je  ogniwa,  uznając  to  za  fałszywe  mniemanie.  Dla  Baumlera  jest  też  wysoce  wątpliwe,  że  u 

początku historii ludzkiej nie da się jakoby dostrzec monogamii. Uważa natomiast, że matriarchat jako społeczna 
rzec

zywistość jest czymś całkowicie incydentalnym: "Religie chtoniczne zachowują rozstrzygające znaczenie, 

kiedy chodzi o zrozumienie czasów prymitywnych i prehistorycznych, nawet gdy się okaże, że nigdy nie istniał 

żaden  matriarchat  indoeuropejski.  Wyjaśnienia Bachofena w swych najbardziej zasadniczych aspektach nie 

background image

Erich Fromm (1970) Kryzys psychoanalizy. Strona 44 z 65 

44 

wiążą się ani z odkryciami etnologicznymi, ani lingwinistycznymi, ponieważ podstawą jego wyjaśnień nie są 
hipotezy natury socjologicznej ani historycznej. (...) Podstaw Bachofenowskiej filozofii hi

storii należy szukać w 

jego  metafizyce.  Istotą  jest  głębia  tej  metafizyki.  Błędy  Bachofena  w  dziedzinie  filozofii  kultury  (to  znaczy 

błędy socjologiczne i historyczne) można z łatwością usprawiedliwić. Gdyby dzieło naukowe o początkach rasy 

ludzkiej  było  całkowicie  wolne  od  błędów,  nie  można  by  z  nim  niczego  skorygować,  ale  też  nie  można  by 

znaleźć niczego godnego uwagi" (J.J.Bachofen "Der Mythus von Orient und Okzident",op. cit., s. CCLXXX). W 

swej teorii Bachofen "posunął się za daleko", kiedy zasługę pierwszego pchnięcia wzwyż rasy ludzkiej przypisał 

kobiecie. Jest to, pisze Baumler, "fałszywa hipoteza". Sprawą istotną nie jest matka jako zjawisko rzeczywiste, 

ważne społecznie i psychologicznie, lecz kategoria religijna "matki", dzięki której Bachofen wzbogacił zbiorową 

świadomość ludzkości w ogóle, a w szczególności filozofię i historię. Nie jesteśmy więc zaskoczeni ani kiedy 

Baumler potępia - jako typowo "orientalne" - afirmowanie seksualności, co Bachofen uważa za zasadniczy rys 
matriarchatu, ani kiedy 

Bachofenowską otwartość w sprawach seksualnych tłumaczy tym, że autor osobiście był 

"purystą". 20 * "Stosunek, który wiąże matkę z dzieckiem, stoi u źródła wszelkich kultur, każdej cnoty i każdego 

szlachetniejszego aspektu egzystencji; w świecie przemocy działa jako boska zasada miłości, jedności, pokoju. 

Wychowując potomstwo, kobieta wcześniej niż mężczyzna uczy się rozciągać pełną miłości troskę poza granice 

własnego ego, ku innemu stworzeniu,uczy się obracać cały swój dar wyobraźni ku obronie i doskonaleniu owego 

innego  bytu.  W  tej  fazie  kobieta  jest  skarbnicą  wszelkiej  kultury,  wszelkiego  dobrodziejstwa,  wszelkiego 

poświęcenia, wszelkiego starania wobec tego, co żyje i żalu do tego co martwe. Ale miłość, która wykwita z 

macierzyństwa, jest nie tylko mocniejsza, lecz bardziej uniwersalna (...). O ile zasada ojcowska jest w sposób 

nieodłączny ograniczająca, o tyle zasada macierzyństwa jest uniwersalna; zasada ojcowska zakłada ograniczanie 

do wyraźnych grup, natomiast zasada macierzyńska- jak życie, jak przyroda - nie zna barier. Idea macierzyństwa 

tworzy  poczucie  uniwersalnego  braterstwa  między  wszystkimi  ludźmi,  które  ginie  wraz  z  rozwojem 

paternalizmu.  Rodzina  oparta  na  prawie  ojcowskim  jest  zamkniętym,  indywidualnym  organizmem,  natomiast 
rodzina matriarch

alna ma typowo uniwersalny charakter, który stoi u początku wszelkiego rozwoju i odróżnia 

życie materialne od życia wyższego, duchowego. Każde łono kobiece, śmiertelna figura Demeter, Matki Ziemi, 

wyda dzieci, które będą braćmi i siostrami potomstwa każdej innej kobiety; rodzinna ziemia będzie znała tylko 

braci i siostry, aż do dnia, w którym rozwój systemu paternalnego rozczłonkuje tę nie zróżnicowaną jedność, tę 

masę i ustanowi zasadę wyróżnienia. W kulturach matriarchalnych napotykamy wiele przejawów, a nawet ujęć 

prawnych, tego właśnie rysu zasady macierzyńskiej. Jest ona podstawą uniwersalnej wolności i równości, tak 

częstych  w  matriarchalnych  zbiorowościach,  jest  podstawą  gościnności  i  awersji  do  wszelkiego  rodzaju 

ograniczeń.  (...)  I  jest  w  niej  zakorzenione  zachwycające  poczucie  pokrewieństwa  i  przyjaźni,  które  nie  zna 

barier ani podziałów, i na równi ogarnia wszystkich członków narodu. Państwa matriarchalne słynęły z tego, że 

były  wolne  od  wewnętrznego  współzawodnictwa  i  konfliktów  (...).  Ludy  matriarchalne  -  co równie 
charakterystyczne  - 

uznawały za szczególnie karygodne wyrządzenie krzywdy fizycznej współtowarzyszom, a 

nawet zwierzętom. (...) Aura ludzkiej wrażliwości, dostrzegalnej nawet w wyrazie twarzy egipskich posągów, 

przenika kulturę świata matriarchalnego" (J.J. Bachofen, "Myth, Religion and Mother Right", op. cit., s. 79 - 81). 

24  *  W  terminologii  psychoanalitycznej  typ  patrocentryczny  wiązany  jest  z  "charakterem  analnym"  i 

"kompulsywnym",  podatnym  na  natręctwa,  natomiast  typ  matrocentryczny  wiązany  jest  z  "charakterem 
oralnym". Jednak ten ostatni nie ma nic wspólnego z "oralno - sadystycznym" typem charakteru. Osoba oralno - 

sadystyczna wykazuje właściwości pasożytnicze, chce jedynie brać, niechętnie daje. Gdy jej życzenia spotkają 

się  z  odmową,  reakcją  jest  gniew,  a  nie  żal,  jak  w  przypadku  typu  matrocentrycznego.  Istnieje  jednak 

podstawowa  różnica  między  typologią  opartą  na  pregenitalnych  strukturach  charakteru,  a  typologią  opartą  na 
wzorze patro - 

bądź matrocentrycznym. Ta pierwsza rozróżnia fiksacje pregenitalne na poziomie oralnym lub 

analnym, które są zasadniczym przeciwieństwem dojrzałego "charakteru genitalnego". Ta druga, funkcjonując w 

kategoriach stosunku do obiektu dominującego, nie stoi w zasadniczej opozycji do charakteru genitalnego. Typ 

matrocentryczny może mieć charakter oralny; w takim przypadku osoba jest bardziej lub mniej bierna, zależna i 

potrzebuje cudzej pomocy. Ale typ matrocentryczny również może mieć charakter "genitalny", tzn. może to być 

osoba fizycznie dojrzała, aktywna, nieneurotyczna i pozbawiona zahamowań. Wybrana tutaj typologia pomija 

kwestię  stopnia  dojrzałości  i  skupia  się  na  jednym  tylko  aspekcie  struktury  charakteru.  Pełne  przedstawienie 

struktury wymagałoby zajęcia się różnicami między charakterem genitalnym a pregenitalnym, odpowiednio w 

obrębie typów matro - bądź patrocentrycznych. Nie możemy się tu wdawać w wyczerpującą dyskusję na temat 

różnorakich kategorii psychoanalitycznych (patrz: W. Reich, "Charakteranalyse", Wiedeń 1933). Jestem jednak 

głęboko  przekonany,  że  obiecujące  możliwości  badaniom  społecznym  stwarza  raczej  typologia  oparta  na 

ustosunkowaniu się do obiektu, niż ta, która zajmuje się "strefami erogennymi" czy symptomatologią kliniczną. 

Podobnie nie możemy tu roztrząsać interesujących zagadnień stosunków między proponowanymi tutaj typami a 
schizotymikiem i cyklotymikiem Kretschmera, charakterem zintegrowanym i zdeintegrowanym Jaenscha, ani 

introwertykiem  i  ekstrawertykiem  Junga.  25  *  W  kategoriach  psychologii  Luter  był  typem  skrajnie 
patrocent

rycznym. Całe jego życie przenika ambiwalentny stosunek do ojca. Przejawia się on w tym, że Luter 

zawsze koncentrował się jednocześnie na dwóch figurach ojcostwa, z których jedną kochał, a drugiej nienawidził 

i gardził nią. Luter nie ma najmniejszego zrozumienia ani dla oznak radowania się życiem, ani dla kultury, w 

background image

Erich Fromm (1970) Kryzys psychoanalizy. Strona 45 z 65 

45 

której taka radość odgrywa rolę centralną; tym samym Luter jest jednym z wielkich nienawistników. W jego 

postaci widać związek z typem kompulsywno - neurotycznym i homoseksualnym, co w żadnym przypadku nie 

znaczy, że Luter cierpiał na nerwicę natręctw bądź był homoseksualistą w rozumieniu klinicznym. 26 * Pełne 

znaczenie  tezy,  że  "od  następstw  grzechu  zwalnia  jedynie  wiara",  można  wyjaśnić  tylko  w  kategoriach 

mechanizmów  myślowych  nerwicy  natręctw  i  towarzyszących  im  zwątpień.  Tutaj  nie  możemy  zająć  się  tym 

szczegółowo.  Natomiast  dzisiaj  uzupełniłbym  tę  interpretację  o  coś  istotnego.  Właśnie  z  powodu  swej 

ambiwalencji  (w  stosunku  do  figury  ojcowskiej,  mianowicie  nienawiści  wobec  ojca  i  wobec  władz  Kościoła 

katolickiego, a przyjaznego nastawienia wobec książąt świeckich, czemu towarzyszyła jeszcze nienawiść wobec 

zbuntowanych chłopów) Luter tęsknił za bezwarunkową miłością matczyną. Jedynie dzięki niej mógłby zaznać 

poczucia  bezpieczeństwa  płynącego  stąd,  że  jest  się  kochanym.  27  *  W  kategoriach  naszych  dzisiejszych 

problemów  religia  żydowska  ma  dość  skomplikowany  charakter.  Z  pewnością  nosi  znamię  reakcji  przeciw 
matrocentrycznym religiom Bliskiego Wschodu. Jej koncepcja Boga, podobnie jak protestan

cka, sięga wyłącznie 

po cechy ojcowsko - 

męskie. Z drugiej strony, nie został z niej wymazany wizerunek wielkiej matki; zachował 

się w wyobrażeniu ziemi świętej jako "mlekiem i miodem płynącej". Kluczowa myśl religii żydowskiej tak się 
przedstawia: "Grzesz

yliśmy, a Bóg za karę wypędził nas z naszej krainy; pomoże nam tam jednak wrócić, kiedy 

się już dość nacierpimy". I ta kraina odmalowana w literaturze proroków jako obdarzona wszelkimi zaletami, 

żyzna,  nigdy  nie  przynosząca  zawodu  ziemia,  przejęła  rolę  wielkiej matki z religii matriarchalnych. Idea 

bezwarunkowej miłości macierzyńskiej została zachowana w koncepcji mesjanistycznej oraz w wierze w powrót 

do Ziemi Świętej (scharakteryzowanej przez wolne od bólu rodzenie i ustanie konieczności pracy). VIII. Metoda 

i  funkcja  analitycznej  psychologii  społecznej  Uwagi  o  psychoanalizie  i  materializmie  historycznym 

Psychoanalizę, która jest psychologią materialistyczną, należy zaliczyć do nauk przyrodniczych. Zwraca się ona 

ku instynktownym popędom oraz ku potrzebom jako siłom motywacyjnym ukrytym za ludzkim postępowaniem; 

ku popędom, które - tworzone przez zakotwiczone w fizjologii instynkty - nie są dostrzegalne w bezpośredniej 

obserwacji.  Psychoanaliza  wykazuje,  że  świadoma  aktywność  psychiczna  jest  stosunkowo  tylko  niewielką 

częścią  życia  psychicznego  człowieka,  a  liczne  podstawowe  impulsy,  ukryte  za  widocznymi  reakcjami 

psychicznymi,  są  nieświadome.  W  szczególności  psychoanaliza  ujmuje  przedkładane  otwarcie  ideologie 

indywidualne i zbiorowe za wyrażanie konkretnych pragnień i potrzeb tkwiących głęboko w instynktach oraz 

wykazuje,  że  nasze  "moralne"  oraz  idealistyczne  motywy  są  w  pewnym  stopniu  zamaskowanym  i 

zracjonalizowanym wyrażaniem popędów instynktownych. Nie odrzucając popularnego podziału instynktów na 

związane  z  głodem  i  związane  z  miłością,  Freud  wyszedł  z  założenia,  że  dwie  grupy  instynktów, 

samozachowawcze  i  seksualne  1,  (*)  (Przypis  na  końcu  rozdziału)  rzeczywiście  motywują  życie  psychiczne 

człowieka.  Energii  tkwiącej  w  instynktach  seksualnych  Freud  nadał  nazwę  libido,  a  procesy  napędzane  tą 

energią nazwał libidalnymi 2. (*) (Kiedy pisałem ten tekst byłem zwolennikiem Freudowskiej teorii libido i stąd 

mowa  o  "siłach  libidalnych"  (lub  energiach)  bądź  o  "strukturze  libidalnej"  (lub  strukturze  popędu).  Dzisiaj 

natomiast  nie  odwoływałbym  się  do  "libido",  lecz  do  różnego  rodzaju  sił  psychicznych.  Tutaj  dla  głównego 

wątku ta różnica nie ma większego znaczenia (1970). (*) W przypadku instynktów seksualnych Freud poszerzył 

zwykłe  znaczenie  tego  terminu  i rozciągnął  je  na wszystkie  impulsy,  które  - jak genitalne -  są warunkowane 

fizjologicznie,  związane  z  pewnymi  strefami  erogennymi  ciała  i  domagają  się  rozładowania  napięcia 

sprawiającego  przyjemność.  Freud  przyjmuje,  że  podstawową  zasadą  czynności  psychicznych  jest  "zasada 

przyjemności", to znaczy popęd do takiego rozładowania napięć wywołanych przez instynkty, które sprawiają 

maksimum  przyjemności.  Zasadę  przyjemności  modyfikuje  "zasada  rzeczywistości";  uwzględnienie 

rzeczywistości  może  nas  skłonić  do  wyrzeczenia  się  lub  odroczenia  przyjemności  w  celu  uniknięcia 

nieprzyjemności większej niż przyjemność lub zapewnienia sobie w przyszłości przyjemności jeszcze większej. 

Freud  uważa,  że  konkretna  struktura  instynktowa  jednostki  zależy  od  dwóch  czynników:  odziedziczonej 

konstytucji fizycznej i doświadczeń życiowych, zwłaszcza doznanych we wczesnym dzieciństwie. Posuwa się 

także  do  przypuszczenia,  że  odziedziczona  przez  człowieka  konstytucja  i  doświadczenia  życiowe  tworzą 

"uzupełniający się łańcuch", a właściwym celem analizy jest zbadanie doświadczeń życiowych i określenie ich 

wpływu  na  odziedziczoną  konstytucję  instynktowną.  Tym  samym  metoda  analityczna  jest  gruntownie 

historyczna:  zmierza  do  zrozumienia  struktury  popędów  w  wyniku  zrozumienia  historii  życia.  Metoda  ta  ma 

zastosowanie w odniesieniu do życia psychicznego ludzi zdrowych, chorych i dotkniętych nerwicą. Neurotyka 

od osoby "normalnej" odróżnia to, że ta ostatnia sukcesywnie dostosowuje swą strukturę instynktowną do swych 

rzeczywistych  życiowych  potrzeb,  natomiast  struktura  instynktowna  neurotyka  sprzeciwia  się  utrudnieniom 

czyhającym  na  drodze  ku  zadowalającemu  przystosowaniu  się  do  rzeczywistości.  Chcąc  wykazać  możliwie 

najprzejrzyściej,  że  instynkty  związane  z  seksem  mogą  być  modyfikowane  i  przystosowywane  do 

rzeczywistości,  musimy  wyodrębnić  pewne  cechy  charakterystyczne,  wyraźnie  odróżniające  te  instynkty  od 

instynktów  samozachowawczych.  Na  przykład  instynkty  seksualne,  inaczej  niż  samozachowawcze,  wykazują 

zdolność odroczeń. Samozachowawcze są bardziej zdecydowane, bo zbyt długie ich niezaspokojenie powoduje 

śmierć; krótko mówiąc, przedłużające się odraczanie ich zaspokojenia jest psychologicznie nieznośne. Oznacza 

to,  że  instynkty  samozachowawcze  mają  pierwszeństwo  przed  instynktami  seksu;  nie  dlatego,  że  mają 

ważniejsze znaczenie, lecz dlatego, że w razie konfliktu ich zaspokojenie jest pilniejsze. Popędy wyrastające z 

background image

Erich Fromm (1970) Kryzys psychoanalizy. Strona 46 z 65 

46 

seksu można tłumić, natomiast popędów wynikających z instynktów samozachowawczych nie da się usunąć ze 

świadomości  i  ulokować  w  podświadomości.  Inny  ważny  wyróżnik  pozwalający  oddzielić  obie  grupy 

instynktów to fakt, że instynkty seksualne mogą ulegać sublimacji, inaczej mówiąc pragnienie seksualne zamiast 

wprost  można  zaspokoić  w  sposób  odległy  od  pierwotnego  celu  seksualnego,  ponadto  splatając go z innymi 

elementami  ego.  Instynkty  samozachowawcze  nie  podlegają  takiej  sublimacji.  Co  więcej,  popędy  z  kręgu 

samozachowawczego  trzeba  zaspokoić  środkami  prawdziwymi  i  konkretnymi,  instynkty  seksualne  zaś  można 

często  zaspokoić  czystą  fantazją.  Tylko  pożywienie  może  zaspokoić  ludzki  głód;  pragnienie  bycia  kochanym 

można jednak zaspokoić wyobrażeniami dobrego i kochającego Boga, a sadystyczne skłonności widowiskami 

bądź  fantazjami  sadystycznymi.  Ostatnie  ważne  rozróżnienie  sprowadza  się  do  tego,  że  popędy seksualne, 

inaczej niż samozachowawcze, mogą wyrażać się na różne sposoby, w wysokim stopniu zamienne i możliwe do 

zastąpienia.  Jeżeli  jakiś  popęd  instynktowny  nie  zostaje  zaspokojony,  to  może  być  zastąpiony  przez  inne, 

których zaspokojenie jest możliwe z powodów wewnętrznych lub zewnętrznych. Zamienność i zastępowalność 

popędów seksualnych leży u podstaw zrozumienia zarówno nerwicowego, jak i zdrowego życia psychicznego. 

Jest także podstawą teorii psychoanalitycznej i faktem społecznym o najwyższej doniosłości. Pozwala oferować 

masom owe cenne satysfakcje (wraz z możliwością zaspokojenia), które są dostępne społecznie i pożądane z 

punktu widzenia klas rządzących 3. (*) (Przypis na końcu rozdziału) Podsumowując: instynkty seksualne, które 

mogą  być  odraczane,  tłumione,  sublimowane  i  podmieniane,  są  znacznie  bardziej  giętkie  niż  instynkty 

samozachowawcze. Instynkty seksualne wspierają się na samozachowawczych i im się podporządkowują 4. (*) 

(Patrz  Sigmund  Freud,  "Trzy  szkice  o  teorii  seksualności".)  Większa  elastyczność  i  zmienność  instynktów 

seksualnych nie oznacza jednak, że mogą być stale niezaspokojone; istnieje nie tylko fizyczne, lecz i psychiczne 

minimum egzystencji i instynkty seksualne muszą być zaspokojone przynajmniej w minimalnym stopniu. Jak 

już wspomnieliśmy, z różnicy między dwiema grupami popędów wynika, że instynkty seksualne mają zdolność 

i to na dużą skalę - przystosowywania się do rzeczywistych możliwości zaspokojenia, czyli do konkretnych 

warunków  życia.  W  wyniku  takiego  przystosowywania  się  instynkty  te  wzmagają  się  i  rozwijają;  tylko  u 

jednostek  neurotycznych  natrafiamy  na  zaburzenia  zdolności  przystosowawczych.  Psychoanaliza  zajmuje  się 

zwłaszcza zdolnością modyfikacji popędów seksualnych. Uczy nas rozumieć strukturę instynktowną jednostki w 

kategoriach  jej  doświadczeń  życiowych  po  to,  żeby  dowiedzieć  się,  jak  owe  doświadczenia  wpływają  na 

strukturę.  Oto  podstawowa  koncepcja  psychoanalizy:  czynne  i  bierne  dostosowanie  aparatury  biologicznej  - 
instynktów - 

do rzeczywistości społecznej; wszelkie badania psychologii osobowej wywodzą się z tej koncepcji. 

Początkowo, a nawet i później, Freud zajmował się psychologią jednostki. Kiedy jednak stwierdzono, że siłą 

motywacyjną ludzkich zachowań są instynkty, a podświadomość jest źródłem ludzkich ideologii i schematów 

zachowania, wtedy niezbędne okazało się dla wielu autorów psychoanalitycznych podjęcie próby przejścia od 

zagadnień  jednostki  do  kwestii  społeczeństwa,  czyli  od  psychologii  indywidualnej  do  społecznej.  Próbowano 

posłużyć  się  technikami  psychoanalizy,  w  celu  dotarcia  do  ukrytych  źródeł  najoczywiściej  irracjonalnych 

schematów zachowań społecznych w obrębie religii, obyczajów, polityki i wychowania. Oczywiście, badacze ci 

natrafili  na  trudności,  które  do  czasu  ograniczania  się  do  zagadnień  psychologii  indywidualnej  mogły  być 

omijane.  Trudności  nie  zmieniają  jednak  faktu,  że  same  dociekania  były  uprawnioną  naukową  konsekwencją 

przyjęcia  psychoanalizy  za  punkt  wyjścia.  Jeżeli  życie  instynktowne  i  podświadomość  są  kluczem  do 
zrozumienia zachow

ań ludzkich, to psychoanaliza miała zarówno tytuł, jak i kompetencje, aby coś powiedzieć o 

prawdziwych motywach zachowań społecznych. A to dlatego, że "społeczeństwo" składa się również z żywych 

jednostek, które przecież muszą podlegać tym samym prawom psychologicznym, które odkryła psychoanaliza. 

Zatem błędne wydaje się podejście, jeżeli ktoś - jak Wilhelm Reich na przykład - ogranicza psychoanalizę do 

sfery  psychologii  indywidualnej  i  zaprzecza  możliwości  zastosowania  jej  do  zjawisk  społecznych  (polityki, 

świadomości  klasowej  itd.)  5.  (*)  (Przypis  na  końcu  rozdziału)  Jeżeli  jakieś  zjawisko  badane  jest  przez 

socjologię,  to  nie  znaczy,  że  nie  może  być  przedmiotem  psychoanalizy  (badanie  fizycznych  właściwości 

przedmiotu  nie  wyklucza  badań  jego  cech  chemicznych).  Znaczy  to  po  prostu  tyle,  że  zjawisko  może  być 

przedmiotem psychoanalizy wtedy, gdy grają w nim rolę czynniki psychiczne i tylko wtedy, kiedy ją grają. Teza, 

że  psychologia  zajmuje  się  jedynie  jednostką,  a  socjologia  tylko  "społeczeństwem",  jest  fałszywa. Tak jak 

psychologia  zajmuje  się  zawsze  jednostką  uwarunkowaną  społecznie,  tak  też  socjologia  zawsze  zajmuje  się 

grupą jednostek, których struktury i mechanizmy psychiczne muszą być brane pod uwagę. Później rozważymy 
znaczenie czynników psychicznych dla 

zjawisk  społecznych  i  przejdziemy  do  funkcji  społecznej  psychologii 

analitycznej. Teorią społeczną, z którą psychoanaliza wykazuje najwięcej zbieżności i zarazem najbardziej się 

różni,  jest  zapewne  materializm  historyczny.  Obie  teorie  mają  wiele  punktów  stycznych,  ponieważ  obie  są 

naukami materialistycznymi. Nie wychodzą od "idei", lecz od ziemskiego życia i ziemskich potrzeb. Są sobie 

bliskie zwłaszcza w ocenie świadomości, która w obu teoriach jest postrzegana w mniejszym stopniu jako siła 

napędowa  zachowań  ludzkich,  a  w większym  -  jako odbicie  innych  ukrytych  sił.  Kiedy  jednak  zajmiemy  się 

naturą  czynników,  które  rzeczywiście  warunkują  ludzką  świadomość,  to  natkniemy  się  na  nieprzejednaną 

różnicę  stanowisk.  Materializm  historyczny  postrzega  świadomość  jako  wyraz  egzystencji  społecznej; 

psychoanaliza uważa, że świadomość determinują popędy instynktowe. Pewnych pytań nie da się uniknąć. Czy 

oba poglądy przeczą sobie nawzajem? Jeżeli nie, to co i jak je łączy? Czy użycie metody psychoanalitycznej 

background image

Erich Fromm (1970) Kryzys psychoanalizy. Strona 47 z 65 

47 

może służyć wzbogaceniu materializmu historycznego? Jeżeli tak, to w jaki sposób? Jednak zanim zaczniemy 

roztrząsać  te  kwestie,  to  niezbędne  będzie  zbadanie  założeń,  które  psychoanaliza  wnosi  w  obszar  dociekań 

społecznych 6. (*) (Jeżeli chodzi o aspekt metodologiczny, to polecam moją obszerną rozprawę w "Dogmacie 

Chrystusa", op. cit., a także pracę S. Bernfelda, "Sozialismus und Psychoanalyse mit Disscusionsbemerkungen 
von E. Simmel und B. Lantos" "Der Sozialistische Arzt" t. II (2 - 3), 1929; W. Reich, op. cit.) (*) Freud nigdy 

nie uważał, że przedmiotem zainteresowania psychologii może być człowiek wyizolowany, wolny od wszelkich 

więzi  społecznych.  "Psychologia  indywidualna  bezsprzecznie  zajmuje  się  pojedynczą  istotą  ludzką  i  bada 

sposoby, jakimi ta istota stara się zaspokoić swoje popędy. Jednak rzadko, i tylko w szczególnych, wyjątkowych 

okolicznościach, ów człowiek znajduje się w sytuacji oderwanej od osobistych stosunków z innymi jednostkami. 

W  życiu  psychicznym  jednostki  inni  ludzie  muszą  zazwyczaj  być  postrzegani albo jako wzory, albo obiekty, 

jako  sojusznicy  lub  przeciwnicy.  Wobec  tego  psychologia  indywidualna  jest  jednocześnie  od  początku 

psychologią  społeczną,  w  tym  właśnie  rozszerzonym,  ale  uprawnionym  znaczeniu"  7.  (*)  (Sigmund  Freud, 
"Group Psychology and t

he Analysis of the Ego".) Z drugiej strony Freud odrzucił - i to zasadniczo - iluzoryczną 

psychologię  społeczną,  której  przedmiotem  zainteresowania  jest  taka  grupa  jak  "społeczeństwo"  bądź  zbiór 

społeczny posiadający "duszę masową" lub "zbiorową". Wychodził raczej od faktu, że każda grupa składa się 

tylko  z  jednostek  i  tylko  jednostka  jako  taka  może  mieć  właściwości  psychiczne.  Podobnie  odrzucał  pojęcie 

"instynktu społecznego". Sądził że to, co nazywa się "instynktem społecznym", nie jest instynktem "pierwotnym 

ani zasadniczym". Źródeł tego rozwoju dopatrywał się w kręgu węższym, takim jak rodzina". Poglądy Freuda 

prowadzą  do  wniosku,  że  cechy  społeczne  zawdzięczają  zarówno  swe  pochodzenie  i  nasilanie  się,  jak  i 

osłabienie,  wpływowi  konkretnych  warunków  życiowych  i  związków  instynktów  z  otoczeniem.  Obiektem 

zainteresowania psychologii, zdaniem Freuda, jest zawsze człowiek społeczny. W związku z tym postrzega on i 

środowisko, i warunki życiowe jako zasadnicze czynniki w rozwoju psychicznym człowieka, a także w naszym 

teoretycznym  poznawaniu  tego  rozwoju.  Freud  doceniał  biologiczny  i  fizjologiczny  wpływ  instynktów,  ale 

podkreślał, że instynkty mogą być modyfikowane tylko do pewnego stopnia i wskazywał na środowisko oraz na 

rzeczywistość  społeczną  jak  czynniki  modyfikujące.  Można  zatem  uważać,  że  przyjęte  w  psychoanalizie 

założenia czynią jej metodę użyteczną w badaniach psychologii społecznej i wykluczają możliwość konfliktu z 

socjologią. Psychoanaliza dąży do poznania cech psychicznych wspólnych członkom jakiejś grupy i wyjaśnienia 

tych wspólnych cech w kategoriach doświadczeń życiowych grupy. Jednak te wspólne życiowe doświadczenia 

nie  wywodzą  się  ani  z  dziedziny  osobistej,  ani  ze  sfery  przypadku,  lecz  raczej  -  im  większa  grupa,  tym 

prawdziwszy  jest  ten  sąd  -  są  tożsame  ze  społeczno  -  ekonomiczną  sytuacją  danej  grupy.  Zatem  analityczna 

psychologia  społeczna  dąży  do  zrozumienia  instynktownej  maszynerii  grupy,  oraz  jej  libidalnych  i  w  dużej 

mierze podświadomych zachowań, w kategoriach społeczno - ekonomicznej struktury tej grupy. Trzeba się tu 

zastrzec.  Psychoanaliza  objaśnia  rozwój  instynktowny  w  kategoriach  doświadczeń  życiowych  wczesnego 

dzieciństwa, a więc w kategoriach okresu, w którym istota ludzka niewiele ma do czynienia ze społeczeństwem i 

niemal  wyłącznie  żyje  w  kręgu  własnej  rodziny.  Jak  wobec  tego,  pozostając  w  zgodzie  z  teorią 

psychoanalityczną,  można  przyznać  aż  taką  doniosłość  stosunkom  społeczno  -  ekonomicznym? Problem jest 

całkowicie  pozorny.  Oczywiście,  pierwsze  przełomowe  wpływy  wywiera  na  dziecko  rodzina. Jednak sama 
rodzina  - 

ze wszystkimi typowymi stosunkami wewnętrznymi, z praktykowanymi ideałami wychowawczymi - 

jest uwarunkowana przez własne tło społeczne i klasowe, krótko mówiąc - przez społeczną strukturę, w której 

tkwi. (Na przykład: całkowicie odmienne są stosunki emocjonalne między ojcem a synem w rodzinie należącej 

do mieszczańskiego, patriarchalnego społeczeństwa i w rodzinie należącej do społeczeństwa matriarchalnego.) 

Rodzina  to  medium,  za  pośrednictwem  którego  społeczeństwo,  bądź  klasa  społeczna,  nadaje  piętno  swej 

struktury  dziecku,  a  tym  samym  dorosłemu.  Rodzina  jest  psychologiczną  agendą  społeczeństwa.  Jak  dotąd 

znakomita  większość  prac  psychoanalitycznych,  których  autorzy  próbowali  stosować  psychoanalizę  do 

zagadnienień  społecznych,  nie  sprostała  wymaganiom  ciążącym  na  analitycznej  psychologii  społecznej  8.  (*) 

(Przypis na końcu rozdziału) Błąd zaczyna się od oceny funkcji rodziny. Autorzy dobrze wiedzieli, że jednostkę 

można postrzegać tylko jako istotę społeczną. Zdawali sobie sprawę, że to związki dziecka z różnymi członkami 

rodziny  są  tym,  co  wywiera  decydujący  wpływ  na  jego  instynktowny  rozwój.  Niemal  całkowicie  przeoczyli 

jednak fakt, że sama rodzina, jej cała struktura psychologiczna i społeczna wraz ze wszystkimi właściwymi jej 

celami wychowania i postawami emocjonalnymi jest produktem konkretnej społecznej i (w węższym tego słowa 

znaczeniu) klasowej. W gruncie rzeczy jest po prostu psychologiczną agendą społeczeństwa i klasy, z których 
wyrasta. Badacze, o których mowa, natrafi

li na właściwy punkt pozwalający objaśnić, psychologiczny wpływ 

społeczeństwa na dziecko, jednak tego nie zauważyli. Jak to się mogło stać? Z psychoanalitycznych badaczy po 

prostu  zakpiło  sobie  ich  własne  uprzedzenie,  które  dzielili  ze  wszystkimi  mieszczańskimi badaczami, nie 

wyłączając  postępowych.  Mianowicie  przeistoczyli  oni  mieszczańskie,  kapitalistyczne  społeczeństwo  w 

społeczeństwo absolutne, mniej lub bardziej świadomie wierząc, że chodzi o społeczeństwo "normalne", a jego 
uwarunkowania i obecne w ni

m czynniki psychiczne są typowe dla "społeczeństwa" w ogóle. Był jeszcze jeden 

szczególny powód, dla którego psychoanalityczni badacze popełnili błąd. Pierwszym i głównym przedmiotem 

ich  badań  byli  chorzy  oraz  zdrowi  członkowie  nowoczesnego  społeczeństwa,  przeważnie  jego  klas  średnich; 

krótko mówiąc;, byli to członkowie klasy mieszczańskiej 9, (*) (Przypis na końcu rozdziału) o takim samym 

background image

Erich Fromm (1970) Kryzys psychoanalizy. Strona 48 z 65 

48 

zapleczu  społecznym.  Tym  co  różniło  ich  życie,  co  decydowało  o  losach  były  doświadczenia  indywidualne, 
osobiste i -  ze 

społecznego  punktu  widzenia  -  przypadkowe,  wyrastające  ponad  wspólne  podłoże.  Wszystkie 

badane  osoby  wykazywały  wspólne  cechy  psychiczne  w  tej  mierze,  w  jakiej  te  cechy  były  produktem 

autorytarnego społeczeństwa, zorganizowanego z uwzględnieniem klasowej struktury i metodycznej pogoni za 

maksymalnym  zyskiem.  Różniły  się  zaś  psychicznie  tylko  w  takim  zakresie,  jak  wynika  z  faktu,  że  ktoś  ma 

nadmiernie  surowego  ojca,  który  niegdyś  zastraszał  dziecko,  ktoś  ma  starszą  siostrę,  na  której  skupia  całą 

miłość, a jeszcze ktoś tak zaborczą matkę, że nigdy nie zdołał zerwać łączących go z nią więzów libido. Jeżeli 

chodzi o rozwój danej jednostki, były to niewątpliwie doświadczenia osobiste najwyższej wagi. Psychoanaliza 

całkowicie  wypełnia  swe  obowiązki  terapeutyczne,  rozwiązując  narosłe  na  tle  tych  doświadczeń  problemy 

psychiczne;  przeistoczyła  pacjenta  w  istotę  ludzką,  która  oto  dostosowała  się  do  istniejącego  porządku 

społecznego. Cele terapii nie wykraczały poza to, ani nie musiały wykraczać. Ale też i niedaleko posunęło się 

nasze teoretyczne rozumienie sytuacji. Lekceważenie struktury społecznej, która warunkuje strukturę rodziny, 

mogło być błędem, ale w konkretnym praktykowaniu psychologii indywidualnej nie miało istotnego znaczenia. 

Kiedy  jednak  badania  przeniosły  się  w  sferę  psychologii  społecznej,  owa  nie  znacząca#  pomyłka  stała  się 

zatrutym  źródłem  fałszu,  który  rozprzestrzenił  się  po  całym  przedsięwzięciu  10.  (*)  (Nie  wierzę  już,  że 

niezrozumienie  uwarunkowanych  społecznie  cech  pacjenta  było  tylko  "nieznaczącym  błędem".  Przeciwnie  za 

sprawą tego niezrozumienia pominięto istotny czynnik struktury charakteru pacjenta (1970). (*) Psychoanaliza 

skupiła się na strukturze społeczeństwa mieszczańskiego i patriarchalnej mieszczańskiej rodziny, uznając to za 

sytuację  normalną.  W  ślad  za  psychologią  indywidualną,  psychoanaliza  nauczyła  się  wrażliwości  na 

indywidualne  różnice  wynikłe  z  przypadkowych  urazów,  które  przytrafiają  się  poszczególnym  ludziom.  Z 

początku  badacze  psychoanalityczni  w  podobny  sposób  objaśniali  różne  zjawiska z dziedziny psychologii 

społecznej; postrzegali je w kategorii urazów, społecznie przypadkowych zdarzeń. A to niechybnie prowadziło 

do wyrzeczenia się metody prawdziwie analitycznej. Ponieważ nie interesowali się ani rozmaitością życiowych 

doświadczeń,  ani  społeczno  -  ekonomiczną  strukturą  innych  typów  społeczeństwa  -  a zatem, nie próbowali 

objaśniać ich struktury psychicznej jako zdeterminowanej przez ich strukturę społeczną - przeto z konieczności 

zaczęli  snuć  analogie,  zamiast  analizować.  Traktowali  rodzaj  ludzki  bądź  dane  społeczeństwo  jak  jednostkę, 

przenosili specyficzne mechanizmy wykryte u współczesnych jednostek na każdy możliwy typ społeczeństwa i 

"objaśniali"  strukturę  psychiczną  tego  społeczeństwa  w  trybie  analogii  do  pewnych  zjawisk  (zazwyczaj 

nerwicowych)  typowych  dla  istot  ludzkich  w  ich  własnym  -  to jest badaczy -  społeczeństwie.  Czyniąc  to, 

przeoczyli okoliczność fundamentalną, także w indywidualnej psychologii psychoanalitycznej. Zapomnieli, że 
nerwica  -  nerwicowy obraz czy rys -  bie

rze  się  z  "nienormalnego",  wadliwego  dostosowania  popędów 

instynktownych  jednostki  do  otaczającej  jednostkę  rzeczywistości  i  większość  ludzi  w  społeczeństwie,  tzn. 

ludzie  "zdrowi",  tę  zdolność  dostosowania  posiada.  W  związku  z  tym  zjawisk  badanych  przez  psychologię 

społeczną (czy masową) nie da się objaśnić przez analogię do zjawisk nerwicowych. Trzeba je - te pierwsze - 

postrzegać właśnie jako skutek przystosowywania się maszynerii instynktownej do rzeczywistości społecznej. 

Najbardziej  uderzającym  przykładem tej procedury jest absolutyzacja kompleksu Edypa, który awansowano i 

uznano  za  uniwersalny  mechanizm  ludzki,  chociaż  badania  socjologiczne  i  etnologiczne  wykazały,  że  ten 
szczególny typ stosunków uczuciowych jest charakterystyczny prawdopodobnie tylko 

w rodzinach należących 

do  społeczeństwa  patriarchalnego.  Absolutyzowanie  kompleksu  Edypa  sprawiło,  że  Freud  oparł  cały  rozwój 

ludzkości  na  mechanizmie  nienawiści  do  ojca  i  wynikających  stąd  reakcjach  11,  (*)  (Patrz:  Sigmund  Freud, 
"Totem i Tabu".) bez wzgl

ędu na materialne warunki życiowe badanej grupy. Geniusz na miarę Freuda mógł 

dokonywać wartościowych i znaczących odkryć nawet, jeżeli przyjął socjologicznie fałszywy punkt wyjścia 12. 

(*)  (Przypis  na  końcu  rozdziału)  Jednak  w  pracach  innych  autorów  psychoanalitycznych  ów  fałszywy  punkt 

doprowadził  do  rezultatów,  które  kompromitowały  psychoanalizę  w  oczach  socjologii  w  ogóle,  a 

marksistowskiej teorii społecznej w szczególności. Wina nie leżała jednak po stronie psychoanalizy jako takiej. 

Wyprowadzić  wnioski  nie  budzące  zastrzeżeń  można  wtedy,  gdy  zastosuje  się  metody  psychoanalitycznej 

psychologii  indywidualnej  do  psychologii  społecznej  w  logiczny  sposób.  Błąd  polegał  na  tym,  że  badacze 

psychoanalityczni, przechodząc od stosowania tej metody wobec jednostki do stosowania wobec grup i zjawisk 

społecznych, nie posłużyli się nią w sposób poprawny. Oto jeszcze jedno wyjaśnienie. Zwróciliśmy już uwagę 

na  zdolność  aparatu  instynktownego  do  przekształcania  się  pod  wpływem  czynników  zewnętrznych  (a  w 
ostatecznym roz

rachunku  społecznym).  Nie  można  jednak  przeoczyć  faktu,  że  ów  aparat  ma  pewne  granice 

"modyfikowalności"  -  ilościowe  i  jakościowe,  określone  psychologicznie  i  biologicznie  -  i  na  wpływy 

czynników społecznych reaguje on tylko w obrębie tych granic. Z uwagi na siły, które z niego emanują, więcej - 

ponieważ  sam  jest  siłą  niezwykle  skuteczną,  ów  aparat  ma  skłonność  do  takiego  zmieniania  warunków 

życiowych,  żeby  mogły  posłużyć  za  cel  instynktom.  Pierwszeństwo  we  wzajemnym  wpływaniu  na  siebie 

popędów psychicznych i warunków ekonomicznych mają te ostatnie. Nie w tym sensie, że reprezentują motyw 

"mocniejszy"; takie postawienie sprawy jest fałszywe, gdyż nie zajmujemy się motywami porównywalnymi na 

tym  samym  poziomie.  Motywy  ekonomiczne  mają  prymat  w  tym  sensie,  że  zaspokojenie potrzeby 

samozachowania wiąże się z produkcją materialną, a zdolność modyfikowania się rzeczywistości ekonomicznej 

jest  bardziej  ograniczona  niż  zdolności  dostosowawcze  ludzkiego  aparatu  instynktownego,  zwłaszcza  kiedy 

background image

Erich Fromm (1970) Kryzys psychoanalizy. Strona 49 z 65 

49 

bierzemy pod uwagę instynkt seksualny. W sprawie stosowania psychoanalitycznej psychologii indywidualnej 

do zjawisk społecznych dochodzimy do wniosku, że zjawiska psychologii społecznej mogą być rozumiane jako 

procesy  obejmujące  czynne  i  bierne  przystosowanie  się  aparatu  instynktownego  do  sytuacji  społeczno  - 

ekonomicznej.  Aparat  instynktowy  jako  taki  jest  dany  biologicznie;  jest  jednak  w  dużym  stopniu 

przekształcalny. Rola podstawowego czynnika kształtującego przypada warunkom ekonomicznym. Rodzina jest 

kluczowym  medium,  za  pośrednictwem  którego  sytuacja  ekonomiczna  wywiera  wpływ  kształtujący  psychikę 

jednostki.  Celem  psychologii  społecznej  jest  wyjaśnić  wspólne,  istotne  społecznie  postawy  psychiczne  oraz 
ideologie - 

a zwłaszcza ich podświadome źródła - w kategoriach wpływu warunków ekonomicznych na dążenia 

libido. Zdaje się, że jak dotąd metoda analitycznej psychologii społecznej ściśle łączy się zarówno z Freudowską 

metodą psychologii indywidualnej, jak i wymaganiami materializmu historycznego. Wyłaniają się jednak nowe 

trudności,  kiedy  pomiesza  się  tę  metodę  z  błędną,  ale  szeroko  rozpowszechnioną  interpretacją  teorii 

marksistowskiej,  że  materializm  historyczny  jest  teorią  psychologiczną,  lub  -  ściślej  -  psychologią  napisaną 

przez ekonomistę. Gdyby było prawdą, o czym zapewnia Bertrand Russel 13, (*) (Przypis na końcu rozdziału) 

że  za  główne  motywy  postępowania  ludzkiego  Marks  uważał  "robienie  pieniędzy",  a  Freud  "uprawianie 

miłości",  wówczas  -  jak  sądzi  Russel  -  obu  teorii  nie  można  by  było  pogodzić.  Ale  zastanówmy  się  nad 

przykładem jego hipotetycznej jętki. Założywszy, że stworzenie to mogłoby myśleć teoretycznie, nie sądzę, iż 

powiedziałoby to, co chciałby usłyszeć Russel. Powiedziałoby raczej, że Russel z gruntu fałszywie interpretuje 

zarówno  psychoanalizę,  jak  i  marksizm,  gdyż  w  rzeczywistości  psychoanaliza  bada  przystosowywanie  się 

czynników  biologicznych  (instynktów)  do  rzeczywistości  społecznej,  a  marksizm  w  ogóle  nie  jest  teorią 

psychologiczną. Russel nie jest jedynym, który błędnie tłumaczy obie teorie. Wspierają go w tej mierze liczni 

teoretycy, a fałszywy pogląd Russela nie różni się od wielu innych. Przekonanie, że materializm historyczny jest 

psychologią pisaną przez ekonomistę, żywi i szczególnie mocno podkreśla Hendrik de Man. "Jak wiemy, sam 

Marks nigdy nie sformułował teorii ludzkiej motywacji. Prawdę mówiąc nigdy nie wyjaśnił, co znaczy "klasa". 

Śmierć  przerwała  Marksowi  pracę  nad  ostatnim  dziełem,  kiedy  właśnie  brał  się  za  ten  temat.  Podstawowa 

koncepcja, od jakiej wychodził, jest jednak niewątpliwa. Nie zdefiniowane, milczące założenie leżące u podstaw 

całego dzieła ujawnia się zarówno w działalności naukowej, jak i politycznej Marksa. Każda teza ekonomiczna i 

każda  opinia  polityczna  Marksa  opiera  się  na  założeniu,  że  motywy  ludzkiej  woli,  które  wpływają  na  postęp 

społeczny,  są  podyktowane  przede  wszystkim  przez  interesy  ekonomiczne.  Współcześni  psychologowie 

społeczni  mogliby  wyrazić  tę  samą  myśl  w  kategoriach  efektów  popędu  zawłaszczania  występujących  w 

zachowaniu  społecznym.  Zapewne  sam  Marks  uważał  formułowanie  czegoś  takiego  za  zbędne,  gdyż  był 

przekonany, że to należy do oczywistych zadań i celów współczesnej ekonomii politycznej" 14. (*) (Hendrik de 

Man, "Zur Psychologie des Sozialismus", 1927, s. 281.) Może teraz owo "milczące założenie" jest rozumiejącą 

się  samą  przez  się  koncepcją  wszystkich  (to  jest  mieszczańskich)  ekonomistów,  ale  z  pewnością  nie  było 

koncepcją samego Marksa, który nie podzielał pod wieloma względami poglądów współczesnych teoretyków. 

Bernstein niedaleko odchodzi od tej psychologizującej interpretacji (chociaż czyni to nie tak otwarcie), kiedy 

próbuje bronić honoru materializmu historycznego i przedkłada taką oto obserwację: "Ekonomiczna interpretacja 

historii nie musi znaczyć, że należy rozpatrywać tylko siły i motywy ekonomiczne, ale znaczy po prostu tyle, że 

sprawy  ekonomiczne  zawsze  są  czynnikiem  decydującym,  który  służy  za  kamień  węgielny  wielkich  ruchów 
historycznych" 15. (*) (Bernstein, "Die Voraussetzungen des Sozialismus und die Aubgaben der 
Sozialdemokratie", Stutgart 1899, s. 13.) 

Za  tymi  mętnymi  sformułowaniami  kryje  się  sformułowanie,  że 

marksizm jest psychologią ekonomiczną, którą w sensie idealistycznym oczyścił i udoskonalił Bernstein 16. (*) 

(K.  Kautsky  na  początku  swej  książki  "Der  historische  Materialismus"  stanowczo  odrzuca  interpretację 

psychologiczną. Następnie jednak zabiera się do uzupełnienia materializmu historycznego o psychologię czysto 

idealistyczną, przyjmując, że istnieje pierwotny "popęd społeczny".) (*) Pogląd, że "popęd zawłaszczania" jest 
podstawowym lub jedy

nym  motywem  ludzkiego  postępowania,  to  wytwór  wyobraźni  mieszczańskiego 

liberalizmu,  używany  jako  argument  przeciwko  możliwości  urzeczywistnienia  socjalizmu  17.  (*)  (Wiele 
zarzutów wobec materializmu historycznego dotyczy w gruncie rzeczy specyficznie mies

zczańskich 

przymieszek,  przemyconej  do  tej  tak przez  przyjaciół,  jak  i wrogów.) To drobnomieszczańscy  interpretatorzy 

Marksa  postrzegali  tę  teorię  jako  psychologię  ekonomiczną.  W  rzeczywistości  materializm  historyczny  jest 

daleki  od  tego,  żeby  być  teorią  psychologiczną.  Przyjmuje  niewiele  wstępnych  założeń  psychologicznych  i 

można je zwięźle wyliczyć: ludzie tworzą swoją historię; potrzeby są motywami działania i uczuć ludzi (głód i 

miłość) 18; (*) (Z kontekstu wynika jasno, że słowa "miłość" używam we wczesnym rozumieniu Freudowskim, 
w którym -  jak w rozumieniu potocznym - 

miłość  jest  tożsama  z  seksualnością,  łącznie  z  fazą  pregenitalną; 

wywód  byłby  bardziej  przejrzysty,  gdybym  napisał  "samozachowanie  i  seksualność"  (1970)  (*)  potrzeby  te 

rosną w trakcie rozwoju historycznego, przez co dodają bodźca aktywności ekonomicznej 19. (*) (Przypis na 

końcu  rozdziału)  Co  do  psychologii,  to  związany  z  nią  czynnik  ekonomiczny  odgrywa  w  materializmie 

historycznym  tylko  taką  rolę,  że  ludzkie  potrzeby  -  w  pierwszym  rzędzie potrzeba samozachowawcza -  są 

zaspokajane  głównie  przez  produkcję  dóbr,  krótko  mówiąc  potrzeby  są  dźwignią  produkcji.  Marks  i  Engels 

podkreślali,  że  popęd  samozachowawczy  bierze  górę  nad  innymi  potrzebami,  ale  nie  wchodzili  w  szczegóły 

właściwości  różnych  popędów  i  potrzeb  20.  (*)  (W  szkicu  "Wkład  Marksa  do  wiedzy  o  człowieku" 

background image

Erich Fromm (1970) Kryzys psychoanalizy. Strona 50 z 65 

50 

skorygowałem  ten  pogląd  i  wykazałem,  że  Marksowska  koncepcja  psychologii  była  wypracowana  znacznie 

staranniej  (1970).  Nigdy  jednak  nie  upierali  się,  że  "popęd  zawłaszczania",  pasja  posiadania jako cel sam w 

sobie,  jest  jedyną  lub  zasadniczą  potrzebą.  Uznanie  jej  za  uniwersalny  popęd  ludzki  byłoby  naiwnością, 

polegającą  na  absolutyzowaniu  tego  rysu  psychiki,  który  swą  niezwykłą  siłę  zawdzięcza  społeczeństwu 
kapitalistycznemu. Marks i 

Engels  są  ostatnimi,  którym  można  przypisać  ideę  przekształcenia  cechy 

mieszczańskiej  i  kapitalistycznej  w  ludzką  cechę  uniwersalną.  Dobrze  wiedzieli,  jakie  miejsce  przypada 

psychologii w obrębie socjologii, nigdy jednak nie byli ani nie chcieli być psychologami. Więcej, z wyjątkiem 

wskazówek  zawartych  w  literaturze  francuskiego  Oświecenia  (zwłaszcza  u  Helwecjusza),  których  oczywiście 

nie  należy  lekceważyć,  Marks  i  Engels  nie  mogli  posłużyć  się  żadną  psychologią  materialistyczną.  Taką 

psychologię  jako  pierwsza  przedstawiła  dopiero  psychoanaliza  i  wykazała,  że  "popęd  zawłaszczania"  - 

wprawdzie  ważny  -  nie  gra  jednak  głównej  roli  w  ludzkim  arsenale  psychicznym  w  porównaniu  z  innymi 
potrzebami (genitalnymi, sadystycznymi, narcystycznymi). W gruncie rzeczy psych

oanaliza  wykazuje,  że  w 

dużej mierze "popęd zawłaszczania" nie jest tą najgłębszą przyczyną potrzeby nabywania lub posiadania rzeczy; 

jest raczej wyrazem potrzeby narcystycznej lub chęci zaskarbienia sobie szacunku własnego i szacunku innych. 

W społeczeństwie, które najwyższym szacunkiem i podziwem darzy bogatych, narcystyczne potrzeby członków 

tego społeczeństwa powodują nieuchronnie u tych ludzi gwałtowny wzrost pragnienia posiadania. A z drugiej 

strony w społeczeństwie, w którym podstawą uznania jest raczej służba na rzecz całej społeczności niż własność, 

te  same  impulsy  narcystyczne  znajdą  wyraz  jako  "popęd"  do  dokonywania  na  rzecz  tej  społeczności  czegoś 

ważnego.  Ponieważ  potrzeby  narcystyczne  należą  do  najpierwotniejszych  i  najpotężniejszych  dążeń 
psyc

hicznych, przeto bardzo ważną rzeczą jest wiedzieć, że cele tych aspiracji narcystycznych zależą od takiej a 

nie  innej  struktury  społecznej.  I  wobec  tego  wybitna  rola  "popędu  zawłaszczania"  wynika  głównie  ze 

szczególnie wysokiej oceny własności w społeczeństwie mieszczańskim. Kiedy w materialistycznym ujmowaniu 
historii mowa o przyczynach ekonomicznych, to - 

pomijając znaczenie, które już wyjaśniliśmy - nie mówi się o 

ekonomii  jako  o  subiektywnym  motywie  psychologicznym,  ale  jako  o  czymś  co  obiektywnie  wpływa na 

działanie życiowe człowieka 21. (*) (Przypis na końcu rozdziału) Wszelka działalność człowieka, zaspokajanie 

wszelkich  jego  potrzeb,  zależą  od  konkretnej  natury  otaczających  go  stosunków  ekonomicznych.  To  one 

określają,  jak  człowiek  przeżyje  swe  życie.  Zdaniem  Marksa  świadomość  ludzka  winna  być  wyjaśniana  w 

kategoriach  egzystowania  człowieka  w  społeczeństwie,  w  kategoriach  jego  prawdziwego,  ziemskiego  życia, 

uwarunkowanego  przez  jego  stan  możliwości  produkcyjnych.  "Wytwarzanie  idei,  wyobrażeń,  świadomości 

splata  się  zrazu  bezpośrednio  z  materialną  działalnością  ludzi  i  ich  materialnymi  stosunkami  wzajemnymi, 

stanowi  język  rzeczywistego  życia.  Wyobrażenia,  myślenie,  duchowe  obcowanie  ludzi  wypływają  tu  jeszcze 

bezpośrednio  z  ich  stosunków  materialnych.  Tak  samo  ma  się  rzecz  z  produkcją  duchową,  wyrażającą  się  w 

języku  polityki,  praw,  moralności,  religii,  metafizyki  itd.  jakiegoś  narodu.  Ludzie  są  wytwórcami  swoich 

wyobrażeń,  idei  itd.,  ale  ludzie  rzeczywiści,  działający,  uwarunkowani  przez  określony  rozwój  ich  sił 

wytwórczych i odpowiadających tym siłom stosunków aż do najwyższych form włącznie. Świadomość nie może 

być  nigdy  niczym  innym  jak  świadomym  bytem,  a  byt  ludzi  to  ich  rzeczywisty  proces  życiowy"  22.  (*)  (K. 
Marks, F. Engels "Ideologia niemiecka", 

przeł.  S.  Filmus,  cz.  I.,  KiW,  Warszawa  1961  (uzupeł.  tłum.). 

Materializm historyczny postrzega historię jako proces czynnego i biernego dostosowywania się człowieka do 

otaczających  go  warunków  naturalnych  "Praca  jest  pierwszym  i  głównym  procesem  zachodzącym  między 

człowiekiem  a  naturą,  w  wyniku  którego  człowiek  wkracza  w  swe  wzajemne  stosunki  z  naturą,  reguluje  je  i 

kontroluje swoim własnym działaniem. Wobec sił natury sam jest siłą natury" (K. Marks, "Kapitał", przeł E. 

Lipiński, t. III cz. II, KiW, Warszawa 1959 - tłum.). Człowiek i przyroda są tutaj dwoma biegunami, wzajemnie 

działającymi  na  siebie,  warunkującymi  się  i  przekształcającymi.  Proces  historyczny  zawsze  jest  związany  z 

naturą  człowieka  i  warunkami  naturalnymi  niezależnymi  od  człowieka.  Wprawdzie  Marks  podkreślał,  że  to 

człowiek  w  dużej  mierze  zmieniał  w  procesie  historycznym  zarówno  siebie  jak  i  przyrodę,  ale  zawsze  takie 

zmiany wiązały się z istniejącymi warunkami naturalnymi. To właśnie odróżnia stanowisko Marksa od pewnych 
idealistycznych p

ostaw,  które  przypisują  nieograniczoną  moc  ludzkiej  woli  23.  (*)  (Zobacz  także  pracę  M. 

Bucharina,  który  wyraźnie  podkreśla  rolę  czynnika  przyrodniczego:  "Die  Theorie  des  historischen 

Materialismus",  1922.  O  całym  zagadnieniu  bardzo  konkretnie  traktuje  praca K.A. Wittfogela, "Geopolitik, 
geographischer Materialismus und Marxismus", "Unter dem Banner des Marxismus", t. III (1, 4, 5). (*) Jak 

napisali Marks i Engels: "Przesłanki, od których zaczynamy, nie są dowolne, nie są dogmatami - są to przesłanki 
rzeczy

wiste,  od  których  abstrahować  można  tylko  w  wyobraźni.  Są  to  rzeczywiste  osobniki,  ich  działanie  i 

materialne warunki ich życia, zarówno te, które już zastały, jak i te, które wytworzyły swą własną działalnością. 

Przesłanki te dają się więc ustalić w drodze czysto empirycznej. Pierwszą przesłanką całej historii ludzkiej jest, 

ma się rozumieć, istnienie żywych osobników ludzkich. A zatem pierwszym stanem faktycznym, który należy tu 

ustalić, jest organizacja cielesna tych osobników i uwarunkowany przez nią ich stosunek do reszty przyrody. Nie 

możemy  tu  oczywiście  wnikać  ani  w  fizyczne  właściwości  samych  ludzi,  ani  w  zastane  przez  nich  warunki 
naturalne - 

geologiczne, orohydrograficzne, klimatyczne i inne. Wszelkie dziejopisarstwo musi wychodzić z tych 

naturaln

ych postaw i ich modyfikacji w przebiegu dziejów, powodowanej przez działalność ludzi" (K. Marks, F. 

Engels, "Ideologia niemiecka", op. cit. - 

tłum.).  Jakie  stosunki  między  psychoanalizą  a  materializmem 

background image

Erich Fromm (1970) Kryzys psychoanalizy. Strona 51 z 65 

51 

historycznym  wyłaniają  się  po  skorygowaniu  najbardziej  drastycznych  nieporozumień?  Psychoanaliza  może 

wzbogacić ogólną koncepcję materializmu historycznego w pewnej konkretnej mierze. Może dostarczyć bardziej 

rozległej wiedzy o jednym z czynników uczestniczących w procesie społecznym, mianowicie o naturze samego 

człowieka. Psychoanaliza sytuuje aparat instynktowy człowieka wśród naturalnych czynników modyfikujących 

proces  społeczny,  przy  czym  istnieją  granice  modyfikacyjnych  możliwości  tego  aparatu.  Aparat  instynktowy 

człowieka jest jednym z warunków "naturalnych", które formują część substruktury procesu społecznego. Nie 

mówimy  jednak  o  aparacie  instynktowym  "w  ogóle"  ani  w  jakiejś  pierwotnej,  biologicznej  formie,  ponieważ 

przejawia się on jedynie w jakiejś konkretnej formie, którą tak właśnie zmodyfikował proces społeczny. Ową 

częścią  substruktury  jest  ludzka  psyche  bądź  siły  libido  u  jej  korzeni;  one  same  jednak  nie  stanowią  całości 

substruktury,  jak  utrzymuje  interpretacja  psychologiczna.  Ludzka  psychika  zawsze  pozostaje  psychiką 

modyfikowaną w procesie społecznym. Materializmowi historycznemu niezbędna jest psychologia, czyli nauka 

o strukturze psychicznej człowieka, a psychoanaliza jest pierwszą dyscypliną, która dostarcza takiej psychologii, 

jaką materializm historyczny rzeczywiście może się posłużyć. Wkład psychoanalizy jest szczególnie ważny z 

następujących  względów.  Marks  i  Engels  postulowali  zależność  wszelkich  procesów  ideologicznych  od 

substruktury ekonomicznej. Twory intelektualne i psychiczne postrzegali jako "odciskającą się w ludzkiej głowie 

bazę  materialną".  Oczywiście,  w  wielu  przypadkach  materializm  historyczny  mógł  dostarczyć  prawidłowych 

odpowiedzi, nie posługując się żadnymi przesłankami psychologicznymi. Może to mieć miejsce tylko tam, gdzie 

ideologia  stanowi  bezpośredni  wyraz  interesów  ekonomicznych  bądź  tam,  gdzie  ktoś  próbuje  określić  proste 

wzajemne  związki  substruktury  ekonomicznej  z  wyższą  od  niej  strukturą  ideologiczną.  Nie  posługując  się 

odpowiednią psychologią, Marks i Engels nie mogli objaśnić, jak baza materialna odbija się w ludzkiej głowie. 

Psychoanaliza może wykazać, że ideologie człowieka są produktem pewnych życzeń, popędów instynktowych, 

interesów  i  potrzeb,  które  znajdują  wyraz  -  w  znacznej  mierze  podświadomie  -  jako racjonalizacje, a w tym 

właśnie jako ideologie. Psychoanaliza może wykazać, że o ile popędy rozwijają się na gruncie uwarunkowanych 

biologicznie instynktów, o tyle na ich wielkość i treść znacząco wpływa społeczno - ekonomiczna lub klasowa 

sytuacja  jednostki.  Marks  powiada,  że  ludzie  są  producentami  swoich  ideologii. Analityczna psychologia 

społeczna może natomiast opisać w kategoriach empirycznych zarówno proces wytwarzania owych ideologii, 

jak  i  wzajemne  oddziaływanie  na  siebie  czynników  społecznych  i  "naturalnych".  Psychoanaliza  może  zatem 

wykazać, jak sytuacja ekonomiczna za pośrednictwem ludzkich popędów przekształca się w ideologię. Godny 

uwagi  jest  również  fakt,  że  to  wzajemne  oddziaływanie  instynktów  i  otoczenia  skutkuje  zmianami  w  samym 

człowieku, podobnie jak praca człowieka zmienia przyrodę "zewnątrzludzką". Tutaj możemy tylko zasugerować 

podstawowy kierunek tej zmiany. Mieści się w niej, co wielokrotnie powtarzał Freud, wzrost zorganizowania 

ego w człowieku i towarzyszący temu wzrost zdolności człowieka do sublimacji 24. (*) (Jednak moim zdaniem 
Freudows

kie  założenie,  że  wiąże  się  z  tym  jednocześnie  wzrost  superego  i  tłumienia,  jest  wewnętrznie 

sprzeczne, ponieważ wzrost czyjegoś ego, połączony ze wzrostem zdolności do sublimowania oznacza, że dany 

człowiek kontroluje instynkty w inny sposób niż ich stłumienie.) W ten sposób psychoanaliza pozwala odnieść 

się do formowania ideologii jako do pewnego typu "procesu produkcyjnego", odmiennej formy "metabolizmu" 

między  przyrodą  i  człowiekiem.  Wyróżnik  polega  na  tym,  że  w  takim  ujęciu  "natura"  jest  usytuowana  w 
c

złowieku,  a nie  tylko  poza nim.  Psychoanaliza  może  nam  również  powiedzieć  coś  o  sposobie kształtowania 

społeczeństwa przez ideologie czy idee. Może pokazać, że wpływ idei w sposób zasadniczy zależy od zawartych 

w niej treści podświadomych, które apelują do  pewnych popędów, niejako do cech i  intensywności struktury 

libidalnej  społeczeństwa,  która  z  kolei  determinuje  społeczną  efektywność  ideologii.  Jeżeli  zgodzimy  się,  że 

analityczna psychologia społeczna zasadnie zajmuje miejsce w obrębie materializmu historycznego, to możemy 

zająć  się  sposobem,  za  pomocą  którego  może  ona  bezzwłocznie  pokonać  pewne  trudności  napotykane  przez 

doktrynę materializmu historycznego. Zacznijmy od tego, że materializm historyczny może teraz lepiej odeprzeć 
niektóre zarzuty. Na przy

kład pewni oponenci wskazują na rolę, którą odgrywają w historii ideały, np. miłość 

wobec  grupy,  pragnienie  wolności.  Materializm  historyczny  mógłby  oczywiście  ze  wzgardą  odrzucić  tego 

rodzaju  kwestie  jako  psychologiczne  i  skupić  się  na  analizie  obiektywnych warunków ekonomicznych, które 

wpływają  na  wydarzenia  historyczne.  Nie  był  jednak  w  stanie  jasno  wytłumaczyć  natury  ani  źródeł  tych 

rzeczywistych i przemożnych sił ludzkich, a także roli, którą odgrywały w procesie społecznym. Psychoanaliza 
potrafi wykaz

ać,  że  te  motywy  rzekomo  idealne  są  w  rzeczywistości  zracjonalizowanym  wyrazem 

instynktowych,  libidalnych potrzeb. Natomiast  treść  oraz zakres przeważających w  danym  momencie  potrzeb 

można wytłumaczyć w kategoriach wpływu sytuacji społeczno - ekonomicznej na strukturę instynktową grupy, 

która  tworzy  ideologię.  Psychoanaliza  może  zatem  zredukować  najwznioślejsze  idealistyczne  motywy  do  ich 

ziemskiego, libidalnego jądra i nie musi roztrząsać potrzeb ekonomicznych jako jednych, które się liczą 25. (*) 
(Przypis 

na  końcu  rozdziału)  Zatem  (1)  Sfera  popędów  ludzkich  jest  naturalną  siłą,  która  tak  jak  inne  siły 

naturalne  (żyzność  gleby,  naturalne  nawodnienie)  jest  nieodłączną  częścią  substruktury,  jaką  jest  proces 

społeczny. Znajomość tej siły w związku z tym jest niezbędna dla pełnego zrozumienia procesu społecznego.(2) 

Sposób powstawania i funkcjonowania ideologii może być poprawnie rozumiany tylko wtedy, kiedy wiemy, jak 

działa  system  popędów.  (3)  Warunki  ekonomiczne,  ścierając  się  ze  sferą  popędów,  dają  w  efekcie  pewne 

modyfikacje;  dzięki  wpływowi  popędów,  proces  społeczny  przebiega  szybciej  lub  wolniej,  niż  mógłby 

background image

Erich Fromm (1970) Kryzys psychoanalizy. Strona 52 z 65 

52 

oczekiwać  ktoś,  kto  -  z racji teoretycznych -  nie  bierze  pod  uwagę  istnienia  czynników  psychologicznych. 

Posłużenie  się  więc  psychoanalizą  w  obrębie  materializmu  historycznego  wpłynie  na  udoskonalenie  metody, 

zapewni  szerszą  wiedzę  o  siłach  wprawiających  w  ruch  procesy  społeczne  i  da  większą  pewność  rozumienia 

biegu  historii  oraz  przewidywania  przyszłych  zdarzeń  historycznych.  Zapewni  zwłaszcza  pełne  zrozumienie 

sposobu  wytwarzania  ideologii.  Oczywiście  skuteczność  psychoanalitycznej  psychologii  społecznej  będzie 

zależała od znaczenia sił libido występujących w procesie społecznym. W tym artykule nie jesteśmy w stanie 

gruntownie  zająć  się  tym  tematem,  w  związku  z  tym  wymienię  kilka  podstawowych  sugestii  i  wskazówek. 

Przypuśćmy,  że  zajmiemy  się  kwestią,  które  siły  podtrzymują  stabilność  danego  społeczeństwa,  a  które  ją 

podważają.  Możemy  zauważyć,  że  o  stabilności  bądź  dekompozycji  stanowią  odpowiednio;  pomyślność 

ekonomiczna bądź konflikty społeczne. Wnikając głębiej stwierdzamy również, że czynnikiem, który na podłożu 

tych warunków funkcjonuje jako najważniejszy element struktury społecznej, są skłonności libido, rzeczywiście 

działające  w  ludziach.  Rozważmy  pierwszą,  względnie  trwałą  konfigurację.  Co  ludzi  spaja?  Co  sprawia,  że 

doznają  takich  uczuć,  jak  solidarność,  że  dopasowują  się  do  roli  rządzących  bądź  rządzonych?  Oczywiście 

istnieje  zewnętrzny  aparat  władzy  (policja,  sądy,  wojsko  itd.),  który  nie  pozwala  społeczeństwu  na  rozpad. 

Istnieją  także  racjonalne  i  egoistyczne  interesy,  które  przyczyniają  się  do  stabilizacji  struktury.  Jednak  ani 

zewnętrzny  aparat  władzy,  ani  racjonalne  interesy  nie  wystarczą  do  zagwarantowania  funkcjonowania 

społeczeństwa, gdy nie zaangażujemy w to ludzkich dążeń libido. To one służą niejako za "cement", bez którego 

społeczeństwo  musiałoby  się  rozpaść,  przyczyniając  się  do  wytwarzania  ważnych  ideologii  społecznych  w 

każdej  sferze  kultury.  Zastosujemy  tę  regułę  do  szczególnie  ważnej  konfiguracji  społecznej:  stosunków 

klasowych.  Jak  wiemy  z  historii,  większością  społeczeństwa  rządzi  mniejszość.  Rządy  klasowe  nie  były 

wynikiem przebiegłości czy postępu, ale nieuniknionym rezultatem całej sytuacji ekonomicznej społeczeństwa, a 
w szcz

ególności  jego  sił  wytwórczych.  Necker  postrzegał  to  tak:  "Przez  prawo  własności  proletariat  został 

skazany na to, by otrzymywać za pracę wręcz szczątkowe minimum". Według Lingueta były one "do pewnego 

stopnia  spiskiem  przeciw  większości  rodzaju  ludzkiego,  która  nie  potrafiła  przed  nimi  umknąć"  26.  (*) 
(Cytowane przez Grunberga w "Verhandlungen des Vereins fur Sozialpolitik", Stutgart 1924.) W czasach 

Oświecenia opisano i skrytykowano stosunki oparte na zależności, chociaż nie zdawano sobie wówczas sprawy, 

że były one uwarunkowane ekonomicznie. Oczywiście, rządy mniejszości są faktem historycznym, ale nasuwa 

się pytanie: jakie czynniki sprawiły, że stosunek zależności okazał się tak stabilny? Czynnikiem głównym było - 
rzecz jasna - 

użycie  siły  fizycznej  oraz  możliwość  rozporządzania  przez  pewne  grupy  środkami  fizycznego 

przymusu.  Istniał  jednak  i  funkcjonował  inny  ważny  czynnik:  związki  libido  -  lęk,  miłość,  ufność  -  które 

wypełniały dusze większości ludzi w stosunkach z rządzącą klasą. Taka postawa psychiczna nie była wynikiem 

kaprysu czy przypadku. Była wyrazem ludzkiego, dyktowanego przez libido, przystosowania się do warunków 

życia, narzuconego przez konieczność ekonomiczną. Jak długo mniejszość, korzystając z warunku koniecznego, 

rządzi  większością,  tak  długo  libido  przystosowuje  się  do struktury  ekonomicznej  i  jest  jednym  z  czynników 

stabilizujących  stosunki  między  klasami.  Psychologia  społeczna  prócz  rozpoznania  uwarunkowań 

ekonomicznych  struktury  libido  nie  powinna  zapominać  o  badaniu  podstawy  psychologicznej tej struktury. 

Nauka  ta  musi  zbadać,  dlaczego  istnieje  taka  a  nie  inna  struktura  libido,  ale  także  -  jak  to  jest  możliwe 

psychologicznie i za sprawą jakich mechanizmów funkcjonuje. Badając źródła libidalnych związków większości 

z rządzącą mniejszością psychologia społeczna może wykazać, że owe związki są powtórzeniem i kontynuacją 

postawy psychicznej dziecka wobec rodziców, zwłaszcza wobec ojca w rodzinie mieszczańskiej 27. (*) (Należy 

pamiętać, że ten konkretny wzajemny stosunek ojca i dziecka sam jest uwarunkowany społecznie.) Znajdujemy 

tu  mieszaninę  podziwu,  lęku,  wiary,  ufności  pokładanej  w  sile  i  mądrości  ojcowskiej.  Znajdujemy  więc 
uwarunkowane uczuciowo odbicie ojcowskich przymiotów intelektualnych i moralnych. To samo znajdujemy w 
klasowym sp

ołeczeństwie  patriarchalnym  w  stosunku  ludzi  dorosłych  do  członków  klasy  rządzącej.  A  z  tym 

związane  są  pewne  zasady  moralne,  które  radzą  biednym  raczej  cierpieć  niż  czynić  źle  i  skłaniają  ich  do 

przekonania,  że  celem  ich  życia  jest  posłuszeństwo  wobec  rządzących  i  wypełnianie  obowiązków.  Nawet  te 

koncepcje  etyczne,  tak  ważne  dla  społecznej  stabilizacji,są  produktem  pewnych  stosunków  uczuciowych  do 

tych,którzy  tworzą  i  reprezentują  tego  rodzaju  normy.  Oczywiście  tworzenie  takich  norm  nie  jest  zdane  na 
przyp

adek. Pewna podstawowa część machiny kulturalnej służy w całości do formowania postawy pożądanej 

społecznie  i  działa  w  tej  mierze  wytrwale,  metodycznie.  Ważnym  celem  psychologii  społecznej  jest  analiza 

funkcji całego systemu edukacyjnego i innych systemów (np. penalizacyjnego) zaangażowanych w ten proces 

28.  (*)  (Przypis  na  końcu  rozdziału)  Skupiliśmy  się  na  ugruntowanych  na  libido  związkach  rządzącej 

mniejszości  z  rządzoną  większością,  ponieważ  ten  czynnik  jest  społecznym  i  psychologicznym  rdzeniem 

każdego społeczeństwa klasowego. Jednak inne stosunki społeczne także noszą własne, wyróżniające je piętno 

libido.  Stosunki  między  członkami  tej  samej  klasy  mają  odmienne  zabarwienie  psychiczne  w  obrębie  niższej 

klasy średniej, a inne w kręgu proletariatu. Podobnie różni się nastawienie wobec politycznego przywódcy, który 

utożsamia  się  z  własną  klasą  i  służy  jej  także,  kiedy  jej  przewodzi,  od  nastawienia  wobec  przywódcy,  który 

stawia czoło tej klasie jako mocny człowiek, wielki ojciec, rządzący wszechpotężny autorytet 29. (*) (Przypis na 

końcu rozdziału) Różnorodności możliwych stosunków w sferze libido odpowiada szeroka gama różnorodnych 

możliwych stosunków emocjonalnych w obrębie społeczeństwa. Tu nie sposób nawet zwięźle jej naszkicować; 

background image

Erich Fromm (1970) Kryzys psychoanalizy. Strona 53 z 65 

53 

to zagadnienie powinno b

yć głównym celem społecznej psychologii analitycznej. Chciałbym tu wskazać tylko, 

że  każde  społeczeństwo  ma  swą  własną,  wyróżniającą  je  strukturę  libidalną,  tak  jak  ma  własne  struktury 

ekonomiczne,  społeczne,  polityczne  i  kulturalne.  Owa  struktura  powstała  w  wyniku  wpływu  warunków 

społeczno - ekonomicznych na popędy człowieka; z kolei jest ona ważnym czynnikiem warunkującym rozwój 

emocjonalny  na  różnych  poziomach  społeczeństwa  oraz  treść  "superstruktury  ideologicznej".  Ta  społeczna 
struktura libido stanowi 

medium, za pomocą którego ekonomia wywiera wpływ na przejawy ludzkiego intelektu 

i ducha 30. (*) (To, co tutaj nazywam - 

posługując  się  terminologią  Freudowską  -  "strukturą  libidalną" 

społeczeństwa,  w  późniejszych  pracach  nazywam  "charakterem  społecznym";  mimo zmian w teorii libido, 

przedstawione  koncepcje  pozostają  nie  zmienione  (1970).  (*)  Struktura  libidalna  społeczeństwa  nie  jest 

oczywiście niezmienna, tak jak nie są niezmienne ani struktura ekonomiczna, ani społeczna. Pozostaje jednak 

względnie stała, póki struktura społeczna zachowuje pewną równowagę, tzn. kiedy rozwój społeczny przechodzi 

fazę,  w  której  faktem  jest  pewna  społeczna  konsolidacja.  Wraz  ze  wzrostem  obiektywnych  sprzeczności  i 

konfliktów w społeczeństwie oraz z przyspieszeniem procesu dezintegracji, pojawiają się także pewne zmiany w 

społecznej  strukturze  libido.  Zauważamy  zanikanie  tradycyjnych  więzi,  które  podtrzymywały  stabilność 

społeczeństwa. Jest to zmiana tradycyjnych emocjonalnych postaw. Energie libidalne wyzwalają się, znajdują 
no

we  zastosowanie  i  tym  samym  zmieniają  swą funkcję  społeczną. Nie  służą  już  zachowaniu  społeczeństwa, 

lecz przyczyniają się do rozwijania się nowych formacji społecznych. Przestają być "cementem", a zmieniają się 

w  dynamit.  Wróćmy  teraz  do  kwestii,  którą  rozważaliśmy  na  początku  -  chodzi  o  stosunek  popędów  do 

doświadczeń  życiowych,  tzn.  do  obiektywnych  życiowych  warunków.  Stwierdziliśmy,  że  analityczna 
psychologia indywidualna postrzega rozwój instynktowy jako rezultat czynnej i biernej adaptacji maszynerii 

instynktowej do rzeczywistych warunków życiowych. W zasadzie możemy uznać, że te same stosunki zachodzą 

między społeczną strukturą libido a warunkami ekonomicznymi społeczeństwa - mamy na myśli proces czynnej 

i  biernej  adaptacji  społecznej  struktury  libidalnej  do  istniejących  warunków  ekonomicznych.  Istoty  ludzkie 

kierowane  przez  impulsy  libido  powodują  zmiany  warunków  ekonomicznych,  a  z  kolei  zmienione  warunki 

ekonomiczne  powodują  pojawienie  się  nowych  celów  i  nowych  zaspokojeń  dla  libido.  Istotne  zaś  jest  to,  że 

ostatecznie  osią  tych  wszystkich  zmian  są  warunki  ekonomiczne,  a  popędy  i  potrzeby  zmieniają  się  i 

dostosowują  odpowiednio  do  uwarunkowań  ekonomicznych.  Oczywiście,  w  konstrukcji  materializmu 
historycznego jest miejsce dla psychologii analitycznej.  Bada ona jeden z naturalnych czynników, który 

funkcjonuje w stosunkach między społeczeństwem a przyrodą - sferę ludzkich popędów oraz czynną i bierną 

rolę odgrywaną przez nie w procesie społecznym. Tym samym psychologia analityczna bada czynnik mający 
ist

otne  znaczenie  pośredniczące  między  bazą  ekonomiczną  a  formowaniem  się  ideologii.  W  związku  z  tym 

psychologia  analityczna  pozwala  nam  w  pełni  zrozumieć  ideologiczną  superstrukturę  w  kategoriach  procesu 

zachodzącego  między  społeczeństwem  a  naturą  człowieka.  Teraz  bez  trudu  możemy  podsumować  wnioski  z 

naszych  dociekań  poświęconych  metodzie  i  funkcjonowaniu  psychoanalitycznej  psychologii  społecznej.  Jej 

metodą jest klasyczna Freudowska psychoanaliza zastosowana do zjawisk społecznych. Objaśnia ona wspólne, 

wiążące się ze społeczeństwem, postawy psychiczne w kategoriach procesu czynnej i biernej adaptacji aparatu 

popędów do społeczno - ekonomicznych warunków życiowych społeczeństwa. Jej celem jest przede wszystkim 

analizowanie  istotnych  społecznie  dążeń  libido,  to znaczy opisanie struktury strefy libidalnej danego 

społeczeństwa  oraz  wyjaśnienie  zarówno  powstania  tej  struktury,  jak  i  jej  funkcjonowania  w  procesie 

społecznym.  Ważnym  elementem  tej  pracy  będzie  więc  teoria  wyjaśniająca,  w  jaki  sposób  ze  wzajemnego 
od

działywania aparatu psychicznego i warunków społeczno - ekonomicznych wyrastają ideologie. Przypisy 1 * 

Dostrzeżenie  domieszek  libido  w  instynktach  samozachowawczych,  jak  również  dostrzeżenie  znaczenia 

skłonności niszczycielskich sprawiły, że Freud zmodyfikował swe pierwotne stanowisko. Instynktom służącym 

zachowaniu życia (erotycznym) przeciwstawił teraz instynkt śmierci. Warto zauważyć, że w porównaniu z tymi 

argumentami, które pomogły Freudowi wypracować pierwotne stanowisko, te które służyły do modyfikacji były 
bardziej spekulatywne i w mniejszym stopniu empiryczne. Sprawa polega, moim zdaniem, na mieszaniu 

spostrzeżeń  biologicznych  i  skłonności  psychologicznych,  czego  skądinąd  Freud  unikał.  Jest  to  również 

sprzeczne  z  pierwotnym  poglądem  Freuda,  który  przede  wszystkim  postrzegał  instynkty  -  wyrażone  przez 

pragnienia, pożądania, podpowiedzi - jako ludzkie dążenie ku życiu. Z całokształtu stanowiska Freuda można, 

jak sądzę, wyciągnąć wniosek, że rozwijanie się czynności psychicznych człowieka jest adaptacją do procesów i 

konieczności  życiowych,  a  instynkty  jako  takie  są  zaprzeczeniem  reguł  śmierci  biologicznej.  Psychoanalitycy 

wciąż  jeszcze  toczą  dyskusję  na  temat  hipotetycznego  instynktu  śmierci.  Tutaj  wychodzimy  od  pierwotnego 
stanowiska Freuda. 3 * Szczególne znaczenie ma pobudzanie i zaspokajanie instynktów sadystycznych. Tego 

rodzaju impulsy narastają wówczas, gdy inne, bardziej pozytywne sposoby zaspokojenia instynktowego zostają 

w  określonej  sytuacji  społeczno  -  ekonomicznej  odwołane.  Sadyzm  można  uznać  za  rodzaj  rezerwuaru,  do 

którego sięga się wówczas, gdy nie można zaoferować masom innego - zazwyczaj kosztowniejszego - sposobu 

zaspokojenia instynktów, przy tym przysparza pożytków, kiedy trzeba unicestwić "wroga". 5 * "Rzeczywistym 
obiektem psychoana

lizy jest życie psychiczne człowieka społecznego. Masy mogą być brane pod uwagę o tyle 

tylko, o ile w ich obrębie wyłaniają się zjawiska o charakterze indywidualnym (np. problem przywódcy), i o ile 

cechy  "psychiki  masowej",  jak  lęk,  panika,  posłuszeństwo,  mogą  zostać  objaśnione  dzięki  naszej  wiedzy  o 

background image

Erich Fromm (1970) Kryzys psychoanalizy. Strona 54 z 65 

54 

jednostkach.  Wydaje  się  raczej,  że  zjawisko  świadomości  klasowej  nie  podlega  psychoanalizie,  a  także 

zagadnienia socjologiczne (ruchów masowych, polityki itd.) nie mogą być odpowiednim obiektem dla metody 
psychoanalitycznej" (Wilhelm Reich, "Dialektischer Materialismus und Psychoanalyse", "Unter dem Banner des 

Marxismus",  t.  III,  5,  s.  737).  Zważywszy  teoretyczną  donoisłość  tego  zagadnienia  metodologicznego, 

podkreślam  moje odmienne  stanowisko  od  zaprezentowanego  tu  przez  Reicha  wydaje  się,  że  w  późniejszych 

pracach Reich znacząco modyfikował swój punkt widzenia. Dalej wskażę liczne punkty, w których zgadzam się 

z  Reichem,  jeśli  chodzi  o  jego  wybitne  osiągnięcia  doświadczalne  na  polu  psychologii  społecznej.  8  * 
O

dłożywszy na bok bezwartościowe badania (np. powierzchowne prace o psychoanalizie i socjologii A. Kolnaia 

i  takie  prace jak  "Psychoanalyse  der  europaischen Politik"),  możemy  z  tym  samym  krytycyzmem  podejść  do 
takich autorów jak Reik czy Roheim, którzy zajm

owali się tematami psychologii społecznej. Są jednak wyjątki: 

S. Bernfeld, "Sysiphos oder uber die Grenzen der Erziehung" - 

w  godny  podziwu  sposób  skupił  się  na 

społecznym  uwarunkowaniu  wszelkich  wysiłków  pedagogicznych.  Innym  wyjątkiem  jest  Wilhelm  Reich, 

którego  ocena  roli  rodziny  jest  w  wysokim  stopniu  zbieżna  z  wyrażanymi  tutaj  poglądami.  W  szczególności 

Reich  przeprowadził  rozległe  badania  nad  społecznym  uwarunkowaniem  i  społecznym  funkcjonowaniem 

moralności  seksualnej. 9 * W kategoriach  psychologicznych  musimy  odróżnić w jednostce  cechy  typowe dla 

całego  jej  społeczeństwa  od  cech  typowych  dla  jej  klasy.  Ponieważ  jednak  struktura  psychiczna  całego 

społeczeństwa  odciska  się  na  jego  klasach  i  pozostawia  pewne  podstawowe  cechy,  przeto  specyficzne  cechy 
kla

sowe, przy całej ich doniosłości, są drugorzędne w zestawieniu z cechami ogólnospołecznymi. Oczywiście, 

jedną z właściwości społeczeństwa klasowego, ukrywaną przez ideologie, jest sprzeczność między względnym 

ujednoliceniem  struktur  psychicznych  różnych  klas a ich przeciwstawnymi interesami ekonomicznymi. Im 

bardziej  społeczeństwo  załamuje  się  ekonomicznie,  społecznie  i  psychologicznie,  im  jawniej  zanikają 

dominujące i spajające siły bądź całego społeczeństwa, bądź klasy rządzącej, tym bardziej zaczynają się różnić 

struktury psychiczne różnych klas. 12 * W "Przyszłości iluzji" (1927) Freud łagodzi to podejście, lekceważące 

rzeczywistość społeczną i jej zmiany. Uznając znaczenie uwarunkowań ekonomicznych, Freud przechodzi do 
stanowiska psychologii indywidualn

ej i zagadnienia: czy dla jednostki możliwa jest religia (jako powtórzenie 

stosunku  dziecka  do  ojca),  do  zagadnienia  z  zakresu  psychologii  społecznej  -  dlaczego  religia  jest  możliwa  i 

konieczna  społecznie.  Odpowiedź  brzmi:  religia  była  potrzebna  tak  długo,  jak  długo  ludzie  potrzebowali 

religijnych iluzji, by zrekompensować swą impotencję (tzn. niski stopień produktywności) na tle przyrody. Wraz 

ze wzrostem technologii i towarzyszącemu mu dojrzewaniu rodzaju ludzkiego religia stała się iluzją zbyteczną i 
zgu

bną.  Ta  książka  Freuda  nie  rozpatruje  wszystkich  istotnych  społecznie  funkcji  religii.  Nie  rozpatruje 

zwłaszcza związku między konkretnymi formami religii a konkretnymi konfiguracjami społecznymi. Ale metoda 

i treść tej pracy Freuda najbardziej zbliża się do materialistycznej psychologii społecznej. Jeżeli chodzi o treść, 

to chcę przytoczyć z niej tylko to zdanie: "Chyba nie wymaga to podkreślenia, że kultura, która tak wielu swych 

członków  pozostawia  nie  usatysfakcjonowanymi  i  rozgoryczonymi,  ma  niewielkie  widoki  na  długie  trwanie, 

przy czym niewiele robi, żeby osiągnąć ten cel". Książka Freuda nie odbiega od stanowiska młodego Marksa, 

który za motto mógłby użyć zdania: "Domagać się zniesienia religii, tego iluzorycznego szczęścia proletariatu, 

to  domagać  się  jego  szczęścia  prawdziwego.  Wymagać  od  kogoś  porzucenia  złudzeń  co  do  jego  sytuacji,  to 

znaczy wymagać porzucenia sytuacji, która bez złudzeń obejść się nie może. W swej istocie krytyka religii jest 

krytyką tego padołu łez, przystrojonego w aureolę religii "(Krytyka Heglowskiej filozofii prawa). W ostatniej 

pracy "Cywilizacja i jej gorycze", zajmującej się zagadnieniami psychologii społecznej, Freud nie posunął się 

już w tym kierunku, ani w tym co dotyczy metody, ani treści. Raczej można ją uznać za antytezę "Przyszłości 
iluzji". 13 * W szkicu "Dlaczego psychoanaliza jest popularna"? Russel pisze: "Rzecz jasna, psychoanaliza jest 

nie do pogodzenia z marksizmem. Ponieważ Marks akcentuje motyw ekonomiczny, który - w najlepszym razie - 

wiążę  się  z  samo  zachowaniem,  natomiast  psychoanaliza  akcentuje  motyw  biologiczny,  który  wiąże  się  z 

samozachowaniem  przez  reprodukcję.  Oczywiście  oba  punkty  widzenia  są  jednostronne,  skoro  liczy  się  rola, 

jaką grają oba  motywy". Później Russel pisze o hipotetycznej jętce, która w fazie larwalnej ma tylko organy 

umożliwiające  jedzenie,  a  w  stadium  dojrzałym  tylko  organy  umożliwiające  miłość.  Co  taki  owad  mógłby 

powiedzieć,  gdyby  umiał  myśleć?  Russel  zapewnia:  "W  stadium  larwalnym  byłby  marksistą,  w  stadium 

dojrzałym  -  freudystą".  Russel  dodaje,  że  Marks,  "mól  książkowy  gnieżdżący  się  w  British  Museum", 

reprezentuje  filozofię  larwy.  Sam  Russel  czuje  się  bliższy  Freudowi,  gdyż  ten  "nie  jest  tak  niewrażliwy  na 

rozkosze  miłości  i  nie  próbuje  objaśniać  rzeczy  w  kategoriach  "robienia  pieniędzy"  to  znaczy  w  kategoriach 

ortodoksyjnej ekonomii, stworzonych przez zasuszonych starców". 19 * "Podobnie jak człowiek dziki, tak też 

człowiek cywilizowany musi walczyć z naturą, aby zaspokoić swe potrzeby, aby zachować i reprodukować swój 
gatunek, 

a  musi  to  czynić  we  wszystkich  formach  społeczeństwa  i  przy  wszystkich  możliwych  sposobach 

produkcji.  Wraz  z  jego  rozwojem  rozszerza  się  królestwo  konieczności  przyrodniczej,  ponieważ  wzrastają 

potrzeby; zarazem jednak wzrastają siły twórcze, które owe potrzeby zaspokajają" (K. Marks, "Kapitał" przeł. 

Edward  Lipiński,  t.  III,  cz.  II,  KiW,  Warszawa  1959,  zaznaczenie  E.  Fromm  -  tłum.).  21  *  W  "Rękopisach 
ekonomiczno  - 

filozoficznych", jeszcze nie opublikowanych, kiedy pisałem ten tekst, Marks wyraża to jasno. 

Pisze:  "(...)  jedyne  koła,  które  wprawia  w  ruch  ekonomia  polityczna,  to  chciwość  (...)".  Nawet  R.  Trucker, 

uczony  pełen  najlepszych  intencji,  gdy  idzie  o  zachowanie  obiektywności,  do  tego  stopnia  uległ 

background image

Erich Fromm (1970) Kryzys psychoanalizy. Strona 55 z 65 

55 

rozpowszechnionej  szeroko  opinii,  jakoby Marks uważał  chciwość  za pierwotny  motyw,  że  błędnie  przełożył 

niemiecki (trudny) zwrot i nadał mu odwrotne znaczenie, mianowicie: "(...) jedynymi kołami, które wprawiają w 

ruch  ekonomię  polityczną  jest  chciwość  (...)"  (R.  Tucker,  "Philosophy  and  Myth  in  Karl  Marx",  Cambridge 

University Press, 1961) (1970). 25 * Brak odpowiedniej psychologii podsunął wielu zwolennikom materializmu 

historycznego  myśl  o  ulokowaniu  w  tym  pustym  miejscu  psychologii  prywatnej,  czysto  idealistycznej. 

Typowym przykładem jest K. Kautsky, który nie będąc otwarcie idealistą, jak M. Bernstein i inni, zakłada, że 

człowiek posiada wrodzony "instynkt społeczny" i następująco opisuje stosunek tego instynktu społecznego do 

splotu zjawisk społecznych: "Stosownie do siły lub słabości tego instynktu społecznego człowiek będzie bardziej 

skłaniał się ku dobru lub ku złu. Zależy to jednak w nie mniejszym stopniu od warunków życiowych człowieka 

w  społeczeństwie"  (Der  historische  Materialismus",  op.  cit.,  s.  262).  Najwyraźniej  ów  wrodzony  instynkt 
Kautsky'ego t

o, ni mniej, ni więcej tylko wrodzona zasada moralna; stanowisko Kautsky'ego różni się od etyki 

idealistycznej  tylko  sposobem  sformułowania.  W  "Theorie  des  historischen  Materialismus"  M.  Bucharin 

poświęca  zagadnieniu  psychologii  cały  rozdział.  Trafnie  wykazuje,  że  psychologia  klasy  nie  jest  tożsama  z 
"interesami" klasy -  przez które Bucharin rozumie rzeczywiste, ekonomiczne interesy - 

lecz musi być zawsze 

wyrażana w kategoriach odgrywanej przez tę psychologię roli społeczno - ekonomicznej. Jako przykład podaje 

przypadek,  w którym  masy  bądź  jakąś  grupę ogarnia  rozpacz po wielkiej klęsce doznanej  w  walce klasowej. 

"Możemy  wówczas  wykryć  związek  z  interesami  klasowymi,  jest  to  jednak  związek  znamienny;  bitwą 

powodowały  ukryte  motywy  uczestników,  a  teraz  ich  armia  leży  pobita;  z  takiej  sytuacji  rodzą  się  zamęt  i 

rozpacz,  a  ludzie  zaczynają  wypatrywać  na  niebie  cudów"  (zaznaczenie  E.  Fromm).  Bucharin  dalej  wysuwa 

wniosek:  "Jest  rzeczą  bezsporną,  że  kiedy  rozważamy  psychologię  klasy,  mamy  do  czynienia  z  bardzo 
skom

plikowanym zjawiskiem, którego nie da się wyjaśnić wyłącznie na podstawie nagiego interesu. Musi ono 

być wyjaśnione w kategoriach konkretnego millieu omawianej klasy". Bucharin zauważa również, że procesy 

psychologiczne są szczególnym typem społecznych zmagań. Ponieważ Bucharin nie dysponował odpowiednią 

psychologią, przeto nie był w stanie wyjaśnić natury owych zmagań. 28 * Patrz: E. Fromm, "Zur Psychologie 

des Verbrechers und der strafenden Gesellschaft", "Imago", t. XVII. Aparat kulturalny służy nie tylko do nadania 

siłom  libidalnym  (zwłaszcza  popędom  pregenitalnym  i  cząstkowym)  konkretnych,  społecznie  pożądanych 

kierunków.  Służy  również  do  osłabienia  sił  libidalnych  do  poziomu,  na  którym  nie  stanowią  już  groźby  dla 

stabilizacji społecznej. Łagodzenie sił libido - czyli spychanie ich do sfery pregenitalnej - to jeden z motywów 

moralności  seksualnej  danego  społeczeństwa.  29  *  Freud  w  "Psychologii  mas  i  analizie  ego"  skupia  się  na 

czynnikach  libido  w  stosunku  do  przywódcy.  Traktuje  jednak  tak  "przywódcę",  jak i "masy" w sensie 

abstrakcyjnym,  a  pomija  konkretną  sytuację,  w  której  są  zanurzeni.  Zaangażowanym  w  to  procesom 

psychicznym  przypisuje  więc  uniwersalność,  co  nie  odpowiada  rzeczywistości.  Inaczej  mówiąc,  Freud 

przeobraża  pewien  szczególny  typ  stosunku  do przywódcy w stosunek o charakterze uniwersalnym. Jeszcze 

jedno  kluczowe  zagadnienie  psychologii  społecznej  -  stosunki klasowe -  zostaje tu podmienione przez 

zagadnienie drugorzędne, mianowicie przez stosunki między rządzącymi a masami. Warto jednak zauważyć, że 

w  tej  pracy  Freud  dostrzega  zasadniczą  skłonność  mieszczańskiej  psychologii  społecznej  do  pomniejszania 

znaczenia  mas,  nie  podąża  jednak  za  tą  myślą.  IX.  Charakterologia  psychoanalityczna  i  jej  znaczenie  dla 

psychologii  społecznej  Punktem  wyjścia  psychoanalizy  była  terapia.  Psychoanaliza  wyjaśniała  zaburzenia 

psychiczne  w  kategoriach  zatamowania  energii  seksualnej,  a  następnie  jej  patologicznego  przekształcenia  w 

pewne charakterystyczne objawy lub wyjaśniała te zaburzenia jako zjawiska obrony przed naładowanymi libido 

wyobrażeniami  i  myślami,  którym  nie  przysługiwał  dostęp  do  świadomości  człowieka.  We  wczesnych 

badaniach  psychoanalitycznych  drogowskazem  była  sekwencja:  libido  -  obrona  przez  stłumienie  -  objaw. 

Związany był z tym fakt, że obiekt badań analitycznych stanowili niemal bez wyjątku ludzie chorzy; większość z 

fizycznymi  objawami  choroby. Wraz  z rozwojem  psychoanalizy  przedmiotem  dociekań  stało  się  jeszcze  inne 

zagadnienie:  skąd  się  biorą  i  jakie  mają  znaczenie  pewne  charakterystyczne  rysy  psychiczne wykrywane 

zarówno u ludzi chorych jak i zdrowych? Wzorem badań najwcześniejszych w owych dociekaniach starano się 

odkryć  instynktowe,  libidalne  źródło  postaw  psychicznych.  Teraz  jednak  sekwencja  nie  przebiegała  od 

stłumienia do objawu; biegła od sublimacji do rysu charakteru. Dociekania takie okazały się całkiem owocne dla 

naszego  rozumienia  zarówno  chorych  jak  i  zdrowych  typów  charakteru,  a  wobec  tego  stały  się  szczególnie 

ważne z punktu widzenia zagadnień badanych przez psychologię społeczną. Ogólną podstawą charakterologii 

psychoanalitycznej  jest  postrzeganie  określonych  rysów  charakteru  jako  sublimacji  pewnych  instynktownych 

popędów natury seksualnej (lub jako formowania reakcji przeciwnej, na tym samym tle); przy czym określenia 

"seksualny" używam w szerszym znaczeniu nadanym mu przez Freuda. To wyprowadzanie pochodzenia zjawisk 

psychicznych ze sfery libido i doświadczeń wczesnego dzieciństwa jest specyficznie psychoanalityczną zasadą, 

którą  psychoanalityczna  charakterologia  dzieli  z  teorią  nerwic. O ile jednak objaw nerwicowy (i nerwicowy 

charakter)  jest  wynikiem  niezadowalającej  adaptacji  instynktów  do  rzeczywistości  społecznej,  o  tyle  o 

nienerwicowym  rysie  charakteru  można  mówić  wówczas,  gdy  impulsy  libido  za  pośrednictwem  formowania 
reakcji p

rzeciwnej lub sublimacji przekształcają się w rysy stosunkowo stabilne i przystosowane społecznie. W 

każdym  razie  rozróżnienie  charakteru  normalnego  i  nerwicowego  jest  całkowicie  płynne;  zależy  ono  w 

pierwszym  rzędzie  od  stopnia  niedostosowania  społecznego.  Należy  przypomnieć,  że  zagadnienie  sublimacji 

background image

Erich Fromm (1970) Kryzys psychoanalizy. Strona 56 z 65 

56 

Freud odnosił głównie do pregenitalnych popędów seksualnych, takich jak: seksualność oralna, analna i sadyzm 

1.  (*)  (Bardzo  przeinacza  się  stanowisko  Freuda,  kiedy  zagadnienie  sublimacji  zrównuje  się  z  kwestią 
abstynencji genitalno - 

seksualnej. A tak robi na przykład Scheler w "Wesen und der Sympathie", Bonn 1923, s. 

238.)  (*)  Różnica  między  formowaniem  reakcji  przeciwnej  a  sublimacją  jest  zasadnicza,  gdyż  ta  pierwsza 

zawsze stara się odeprzeć i trzymać w ryzach tłumiony impuls, z którego czerpie energię, kiedy ta druga stanowi 

transformację bezpośrednią, "kanalizację" impulsów instynktowych. Freud po raz pierwszy zajął się obszernie 

teorią seksualności pregenitalnej w "Trzech szkicach o teorii seksualności". Wywód zaczyna się od obserwacji, 

że  zanim  jeszcze  genitalia  zaczną  mieć  u  dziecka  zasadnicze  znaczenie,  ogniskiem  przyjemnych  doznań, 

analogicznych do genitalnych, są - jako "erogenne" - strefy oralna i analna. W trakcie rozwoju dziecka te strefy 
erogenne 

podporządkowują genitaliom część swej energii seksualnej, zachowując jedynie skromny udział bądź 

w  formie  pierwotnej, bądź w  formie  sublimacji  lub formowania  reakcji  przeciwnej  - ulokowanych  w  obrębie 

ego.  Opierając  się  na  obserwacjach  seksualności  pregenitalnej  Freud  napisał  w  1908  roku  krótki  artykuł 

"Charakter  i  erotyzm  analny"  2,  (*)  (Ges.  Schriften,  t.  V.  s.  260.)  który  ukształtował  charakterologii 

psychoanalitycznej.  Freud  zaczyna  od  obserwacji,  że  w  trakcie  analiz  często  spotyka  się  typ  ludzki,  który 

"wyróżnia  się  dzięki  specyficznej  kompozycji  cech  charakteru  i  jednocześnie  dzięki  temu,  że  w  dzieciństwie 

uwagę owych osób przyciągały specyficzne funkcje cielesne i związane tymi funkcjami organy" 3. (*) (Ibid., s. 
261.) U jednostek, u których zarówno p

rzyjemność opróżniania kiszek, jak i produkty tego opróżniania miały w 

dzieciństwie szczególnie ważne znaczenie, Freud znajduje trzy charakterystyczne rysy: metodyczność, skąpstwo 

i upór. Freud szczególny akcent położył na zrównaniu fekaliów z pieniędzmi, na które natrafia się w nerwicach i 

wielu  mitach,  przesądach,  snach  i  baśniach.  Rozszerzając  podstawowe  badania  Freuda  liczni  autorzy 

psychoanalityczni  wnieśli  swój  wkład  do  psychoanalitycznej  charakterologii  4.  (*)  (Warto  zapoznać  się  ze 
znamiennymi uwaga

mi i obszerną bibliografią Otto Fenichela, "Persvarsionen, Psychosen, Charakterstornungen: 

Psychoanalytische Spezialle Neuroseulehre" Wiedeń 1931.) (*) W tych pracach jest jednak pewien punkt, który 

nie został dostatecznie wyjaśniony, a może nam umożliwić lepsze zrozumienie tych zagadnień. Mam na myśli 

rozróżnienie  między  celem  a  obiektem  seksualnym,  bądź  między  przyjemnością  organiczną  a  stosunkiem 

przedmiotowym. Freud ustanowił ścisły związek między popędami seksualnymi a "strefami erogennymi" 5, (*) 
(Prz

ypis na końcu rozdziału) przyjmując, że popędy seksualne ujawniają się w wyniku pobudzania tych stref. W 

pierwszym stadium życia strefa oralna oraz związane z nią funkcje - ssanie i gryzienie - są w samym centrum 

seksualności.  Jednak  po  okresie  karmienia  piersią  centrum  przenosi  się  do  strefy  analnej  i  sfery  jej  funkcji  - 

oddawania bądź zatrzymywania stolca. Między trzecim a piątym rokiem życia z kolei znaczenia nabiera strefa 

genitalna. Freud określa pierwsze pojawienie się seksualności genitalnej jako "fazę falliczną" - zakłada, że u obu 

płci ma znaczenie tylko fallus (bądź fallicznie doznawana łechtaczka) - i z tą fazą pojawiają się skłonności do 

siłowych  zachowań  inwazyjnych  i  destrukcji.  Po  okresie  "latencji",  trwającym  mniej  więcej  aż  po  okres 
pokwitan

ia, seksualność genitalna rozwija się już w związku z dojrzewaniem fizycznym. Pregenitalne pragnienia 

seksualne zostają teraz zdominowane przez seksualność genitalną i z nią zintegrowane. Ważne jest rozróżnienie 
pragnienia erogennego od stosunku przedmioto

wego.  Ten  ostatni  to  postawy  (miłości  lub  nienawiści) 

przyjmowane przez daną osobę wobec siebie lub ludzi, z którymi się spotyka, czyli są to czyjeś emocje, uczucia, 

postawy skierowane w ogóle ku otaczającemu światu. Stosunek przedmiotowy również rozwija się w typowym 

trybie.  Zdaniem  Freuda  ssące  dziecko  jest  nastawione  przede  wszystkim  narcystycznie  i  zajęte  jedynie 

zaspokajaniem własnych potrzeb i braków. Pod koniec okresu ssania pojawia się drugie stadium, a wraz z nim 
wzrost postaw sadystycznych, wrogic

h  wobec  obiektów;  te  same  postawy  mają  również  ważne  znaczenie  w 

fazie  fallicznej.  Tylko  podczas  pokwitania,  wraz  z  narastaniem  prymatu  seksualności  genitalnej,  zaczynają 

wyraźnie  przeważać  wobec  obiektów  postawy  przyjazne  i  nacechowane  miłością.  Stosunki  przedmiotowe 

postrzega  się  w  bardzo  bliskim  związku  ze  strefami  erogennymi.  Powiązanie  takie  jest  zrozumiałe,  kiedy 

weźmiemy  pod  uwagę  fakt,  że  konkretny  stosunek  przedmiotowy  rozwija  się  najpierw  w  powiązaniu  z 

konkretnymi strefami erogennymi i powiązania te nie są przypadkowe. Nie chcę tutaj podnosić całej tej kwestii, 

czy powiązanie jest aż tak bliskie jak utrzymuje literatura psychoanalityczna; nie chcę też roztrząsać, czy i do 

jakiego stopnia stosunek przedmiotowy typowy dla jakiejś określonej strefy erogennej może się także rozwinąć 

niezależnie  od  jakiegoś  poszczególnego  losu  tej  strefy.  Chciałbym  tu  tylko  zaakcentować  znaczenie 

zasadniczego rozróżniania przyjemności narządowej od stosunku przedmiotowego 6. (*) (Jednym z założeń przy 
pisaniu tej pracy,  podobnie jak dwóch innych zamieszczonych w tym tomie prac z lat 1932 - 

1934,  było 

akceptowanie  Freudowskiej  teorii  libido,  co  już  nie  odpowiada  moim  dzisiejszym  poglądom.  Niemniej  w 

dalszych  akapitach  i  w  paru  innych  punktach  podnoszę  te  krytyczne  zagadnienia,  które  stały  się  później 

podstawą  zrewidowania  przeze  mnie  klasycznej  teorii.)  (*)  W  pierwszym  stadium  życia  głównym  popędem 

seksualnym  jest  erotyzm  oralny.  Dziecko  mocno  przeżywa  uczucie  przyjemności  i  satysfakcji,  pierwotnie 

związane  ze  ssaniem;  później  związane  jest  ono  z  gryzieniem,  żuciem  braniem  rzeczy  do  ust  i  chęcią  ich 

połknięcia. Bliższa obserwacja wykaże, że absolutnie nie wyraża to głodu; przyjemność sprawiają same tylko 

czynności  ssania,  gryzienia  i  połykania.  I  chociaż  bezpośrednie  potrzeby oralno -  erotyczne  zanikają  wraz  z 

kresem  niemowlęctwa,  to  większe  czy  mniejsze  resztki  zachowują  się  do  późnego  dzieciństwa  i  w  wieku 

dojrzałym. Wystarczy pomyśleć o kontynuowaniu takich nawyków jak ssanie kciuka czy ogryzanie paznokci w 

background image

Erich Fromm (1970) Kryzys psychoanalizy. Strona 57 z 65 

57 

formie "normal

nych"  pocałunków  i  o  libidalnych,  oralno  -  erotycznych  źródłach  palenia.  W  takiej  mierze,  w 

jakiej  erotyzm  oralny  nie  zachował  się  w  formie  pierwotnej  ani  też  nie  został  wyparty  przez  inne  impulsy 

seksualne,  ujawnia  się  on  w  formowaniu  reakcji  przeciwnych  lub  w  sublimacjach.  Tutaj  wskażmy  po  prostu 

najbardziej znaczące przykłady takiej sublimacji: przeniesienie przyjemności niemowlęcia płynącej z ssania w 

sferę intelektualną. Miejsce matczynego mleka zajmuje wiedza; powszechnie używamy takich powiedzeń, jak 

"wyssać z mlekiem matki". Symboliczne zrównanie picia i chłonięcia intelektualnego znaleźć można zarówno w 

językach i baśniach rozmaitych kultur, jak i w snach czy skojarzeniach pacjentów psychoanalitycznych.Jeżeli 

zaś chodzi o zjawiska formowania reakcji przeciwnej, to mogą one pozostać niesublimowane, jak w przypadku 

wzbraniania się przed jedzeniem, lub przejść sublimację, jak w wypadku wzbraniania się przed uczeniem się, 

pracą,  objawianiem  ciekawości  itp.  Stosunek  przedmiotowy,  który  ujawnia  się  w  pierwszym stopniu 

skomplikowany  7.  (*)  (Patrz  Bernfeld,  "Psychologie  des  Saulinges",  Wiedeń  1925.)  Najpierw  dziecko  jest 

zorientowane narcystycznie, w pierwszych trzech miesiącach życia wręcz skrajnie; wówczas nie istnieje jeszcze 

rozgraniczenie między nim a światem zewnętrznym. Postawy miłości i przyjaźni wobec obiektów rozwijają się 

stopniowo wraz z postawą narcystyczną 8. (*) (W literaturze psychologicznej kładzie się akcent na narcystyczną 

postawę małego dziecka, natomiast przyjazną postawę skierowaną ku innym zbywa się jak najkrócej. Tutaj nie 

będę  roztrząsał  tej  ważnej  sprawy,  wyjąwszy  wykazanie,  że  takie  przyjazne  cechy  istnieją,  obok 

nienawistycznych  i  sadystycznych.)  (*)  Stosunek  dziecka  do  matki  (bądź  jej  substytutu)  staje  się  przyjazny  i 
nacechowany mi

łością, a samo dziecko oczekuje miłości i ochrony. Matka jest dla niego gwarantką życia, a jej 

miłość  zapewnia  poczucie  opieki  i  bezpieczeństwa.  Rzecz  jasna,  matka  jest  w  dużej  mierze  środkiem,  który 

zaspokaja potrzeby dziecka, a na miłość w dużej mierze składają się raczej chcenie i branie niż dawanie i dbanie. 

Mimo to dziecinne cechy miłości i zainteresowania innymi obiektami są ważne już w tym pierwszym stadium 9. 

(*)  (Powinno  być  oczywiste,  że  w  całym  procesie  ludzkiego  rozwoju  możemy  mówić  tylko  o  narastaniu lub 

słabnięciu  rozmaitych  tendencji,  nie  zaś  o  wyraźnie  rozgraniczonych  przemianach  czy  ostro  oddzielonych  od 

siebie  typach  struktur.)  Dziecięcy  stosunek  przedmiotowy  stopniowo  się  zmienia.  W  miarę  jak  postępuje 

wzrastanie cielesne, rosną dziecięce wymagania. Ze względu na to i na inne czynniki otoczenia, dziecko coraz 

częściej  doznaje  frustracji  za  pomocą  otaczającego  je  świata.  Na  te  frustracje  dziecko  reaguje  gniewem  i 

wściekłością,  a  rozwój  fizyczny  ułatwia  te  demonstracje.  Wraz  z  przyjaznym  nastawieniem wobec innych 
obiektów  -  i zamiast niego - 

coraz  częściej  objawiają  się  uczucia  wrogie.  Czując  się  mocniej  i  wybuchając 

wściekłością z powodu rozmaitych rozczarowań, dziecko już nie wierzy w nacechowane miłością zaspokojenie 

swych życzeń, wciąż głównie o oralnym charakterze. Już nie czeka, aż pojawią się takie zaspokojenia; zaczyna 

próbować zapewnić sobie siłą to, do czego mu odmówiono dostępu. Usta i zęby stają się bronią. Dziecko rozwija 

w sobie postawę agresywną, poprzez którą postrzega obiekty z wrogością; chce je atakować, pożerać, niszczyć. 
Konflikty i impulsy agresywno - 

sadystyczne zajmują miejsce względnej harmonii, która pierwotnie cechowała 

stosunek dziecka do otaczającego je środowiska 10. (*) (Tu nie możemy roztrząsać kwestii - do jakiego stopnia 

chęć  pożerania  i  posiadania  rzeczy  są  pierwotnymi  skłonnościami  cechującymi  stosunki  człowieka  z 

otoczeniem.) (*) Takie więc elementy składają się na ukształtowanie "oralnych" rysów charakteru u dorosłych: z 
jednej strony postawa ufna i przyjazna  wobec innych, pragnienie bycia kochanym i pieszczonym, której to 

postawy  są  kontynuacją,  z  drugiej  strony  -  skłonności  agresywne,  pełne  nienawiści,  drapieżne.  Abraham 

rozróżnia  charakterologiczne  konsekwencje  dwóch  odmiennych  sytuacji  z  dzieciństwa.  W  pierwszej dziecko 

przeżywa  nie  zakłócone,  nacechowane  szczęściem  zaspokojenia  oralne.  Druga  z  sytuacji  polega  na  znacznej 

domieszce  zakłóceń  i  przykrości,  takich  jak:  nagłe  odstawienie  od  piersi,  niedostatek  pokarmu,  bądź  -  w 
kategoriach stosunku przedmiotowego - 

brak miłości ze strony matkującej osoby. Ludziom, którzy wywodzą się 

z pierwszej sytuacji i jej szczęśliwego kolorytu, często towarzyszy głęboko zakorzenione przekonanie, że sprawy 

muszą się dla nich układać korzystnie. Mierzą się z życiem z niewzruszonym optymizmem, który często pomaga 

im w rzeczywistym osiąganiu konkretnych celów. Ale i tutaj mogą się przytrafić mniej korzystne typy rozwoju. 

Wielu ludzi co najmniej liczy na to, że zawsze w pobliżu znajdzie się dobra, troskliwa osoba, substytut matki, od 

której  z  pewnością  otrzymają  wszystko  co  niezbędne.  Optymistyczna  wiara  w  przeznaczenie  spycha  ich  w 

bezczynność.  Wśród  takich  ludzi  widzimy  tych  pieszczonych  w  dzieciństwie.  Całe  ich  zachowanie  życiowe 

wskazuje, że liczą na wieczne ssanie matczynej piersi. Ci ludzie nie podejmują osobistych wysiłków. W wielu 

przypadkach gardzą jakąkolwiek myślą o osobistych osiągnięciach." 11. (*) (Karl Abraham, "Psychoanalytische 

Studien  zur  Charakterbildung",  Wiedeń  1925,  s.  42.)  U  tych  ludzi  często  dostrzegamy  wyraźną  liberalność, 

szczodrość, pewien pański sposób bycia. Ich ideałem jest matka, która hojnie daje, i temu ideałowi starają się 

dorównać. Ludziom, którzy wywodzą się z drugiej ze wspomnianych wyżej sytuacji z dzieciństwa, doskwierają 

głębokie frustracje oralne. W późniejszym życiu rozwijają w sobie rysy, które wiążą się grabieniem innych bądź 

wyssaniem ich do cna. Wydaje się, że oto spacerują z długą trąbą podobnej do słoniowej, wysysając wszystko, 

co leży w zasięgu wzroku. Kiedy pojawia się odpowiednio mocna domieszka skłonności sadystycznych, krążą 

jak  drapieżne zwierzęta  szukające ofiary  na  pożarcie.  "W  zachowaniach  społecznych  zawsze  chcą  czegoś dla 

siebie,  bądź  uzasadniając  to,  bądź  nakazując.  Sposób,  w  jaki  zgłaszają  żądania,  nosi  cechy  zawziętego 
wysys

ania. Ani fakty, ani racjonalne zarzuty nie są ich w stanie zniechęcić. Uparcie i nieprzerwanie napierają. 

Wygląda  to  jakby  rzeczywiście  zamierzali  wgryźć  się  w  innych,  jak  pijawki.  Są  szczególnie  wrażliwi  na 

background image

Erich Fromm (1970) Kryzys psychoanalizy. Strona 58 z 65 

58 

odosobnienie i sprzeciwiają mu się nawet wtedy, kiedy w grę wchodzi krótki okres. Szczególnie wyraźnie znać 

po  nich  niecierpliwość.  U  niektórych  ludzi  tego  typu  wspomniany  sposób  zachowania  nabiera  znacznie 

okrutniejszego oblicza. Ich postawa wobec innych ludzkich istot nasuwa na myśl wampira" 12. (*) (Ibid., s. 44.) 

Opisany wyżej pierwszy typ wykazuje pewną szlachetność i wielkoduszność - jest pogodny wesoły i towarzyski. 

Typ drugi jest wrogi i sarkastyczny, reaguje furią, kiedy jego żądanie spotyka się z odmową i cechuje go głęboka 

zawiść  wobec  tych,  którzy  mają  się  lepiej  od  niego.  Inny  fakt  dostrzeżony  przez  Abrahama  jest  szczególnie 

ważny dla socjologów: osoby z zespołem oralnych cech charakteru chętnie otwierają się na rzeczy nowe," (...) 

natomiast te z zespołem cech analnych przybierają postawę konserwatywną, wrogą wobec wszelkich innowacji 

(...)". Erotyzm analny przestaje odgrywać rolę dopiero po okresie erotyzmu oralnego. Swobodne uwalnianie się 

od produktów ciała wiąże się od samego początku z przyjemnym pobudzaniem analnej błony śluzowej dziecka. 
Podobnie wydalone produkty - 

ich pojawienie się, zapach, kontakt powierzchni tułowia z nimi, kontakt rąk - są 

źródłem  intensywnych,  przyjemnych  doznań.  Dziecko  jest  dumne  ze  swych  odchodów;  jest  to  jego  pierwsza 

"własność",  pierwsze  ucieleśnienie  jego  produktywności.  Wraz  z  nadchodzącym  później  uczeniem  dziecka 

higieny  pojawia  się  zasadnicza  zmiana,  która  wymaga  stopniowego  rozwijania  funkcji  pęcherza  i  zwieraczy 

analnych.  W  miarę  jak  dziecko  dostosowuje  się  do  nowych  wymagań,  jak  uczy  się  powstrzymywać  stolec i 

wydalać  go  we  właściwym  czasie,  panowanie  nad  stolcem  i  związane  z  tym  procesy  fizjologiczne  stają  się 

nowym źródłem przyjemności. Pierwotna miłość dziecka do własnych odchodów zostaje do pewnego stopnia 
wyparta przez uczucie obrzydzenia; jednak p

ierwotna duma z własnych odchodów po części powiększa się o 

dumę tych, którzy otaczają dziecko wypróżniające się w porę. Podobnie jak w przypadku pierwotnych impulsów 

oralnych, część impulsów analnych zostaje w pewnym stopniu zachowana w życiu człowieka dorosłego. Fakt 

ten stosunkowo łatwo rozpoznać po stosunkowo ostrej reakcji uczuciowej wielu ludzi na analne zniewagi oraz 

dowcipy. Resztki dawniejszego erotyzmu analnego widać również w graniczącym z rozkoszą zainteresowaniu 

ludzi  własnymi  odchodami,  które  wychodzi na jaw spod racjonalizacji wszelkiego rodzaju. Normalnie 

zasadnicza  część  dążeń  analno  -  erotycznych  roztapia  się  jednak  w  sublimacjach  i  formowaniu  reakcji 

przeciwnych.  Dalszy  rozwój  pierwotnego  dziecięcego  erotyzmu  analnego  przebiega  dwojako:  (1) przez 

charakterologiczną  kontynuację  funkcji  pierwotnych,  co  skutkuje  bądź  przyjemnością,  bądź  niemożnością 

zatrzymywania,  gromadzenia  i  produkowania,  a  następnie  rozwijaniem  się  metodyczności,  punktualności, 

czystości  i  skąpstwa; (2) przez  kontynuowanie  pierwotnego  zamiłowania  do odchodów,  co przede wszystkim 

wyraża  się  w zamiłowaniu do  majątku.  Szczególne  znaczenie  należy  tu  przypisać  poczuciu obowiązku,  które 

rozwija się w tym stadium. Wychowanie "analne" wiąże się ściśle z problemem "musi", "trzeba", "nie należy", a 

doświadczenie kliniczne wykazuje, że wyjątkowo intensywne doznania związane z poczuciem obowiązku często 

cofają  się  do  tego  wczesnego  stadium.  W  stosunku  przedmiotowym  związanym  ze  stadium  analnym  znać 

narastanie konfliktu z otaczającym światem. Teraz po raz pierwszy otoczenie zgłasza wobec dziecka żądania, 

których spełnienie wymuszone jest nagrodą lub karą. Matka zbliżająca się do dziecka już nie jest kimś dobrym, 

dającym  samego  siebie,  kimś  kto  niezawodnie  dostarcza  przyjemności;  teraz  jest  kimś,  kto  frustruje  i  karze. 

Stosownie  do  tego  reaguje  dziecko.  Utwierdza  się  w  narcystycznej,  obojętnej  postawie,  która  do  pewnego 

stopnia jeszcze się umacnia, bo dziecko już nie jest takie bezradne i odczuwa rosnącą dumę z własnych dokonań. 
W tym samym 

czasie znać narastanie krnąbrnej, sadystycznej, wrogiej postawy wobec innych i gniewną obronę 

przed wszelkimi próbami wtargnięcia w prywatne życie. Sublimacje erotyzmu analnego i wywodzące się z niego 

formowanie  reakcji  przeciwnych,  a  także  kontynuacje  stosunku  przedmiotowego  typowo  związane  z  tą  fazą, 

składają  się  na  analne  rysy  charakteru,  których  przejawy  normalne  i  patologiczne  opisuje  psychoanalityczna 

literatura.  Tu  po  prostu  napomknę  o  kilku  tylko  rysach  szczególnie  ważnych  dla  psychologii  społecznej. 

Wspomniałem  już  o  pierwszych  odkryciach  charakterologicznych  Freuda;  chodzi  o  zamiłowanie  do 

metodyczności często zamieniające się w pedanterię, o oszczędność graniczącą ze skąpstwem, o upór graniczący 

z zuchwałym buntem. Liczni pisarze psychoanalityczni, zwłaszcza Jones i Abraham, wyposażyli te rysy ogólne 

w znacznie więcej szczegółów. Abraham zwraca uwagę na pewne nadkompensacje owego pierwotnego uporu, 

"pod  którymi  pierwotne  zacięte  obstawienie  przy  prawie  do  samookreślenia  kryje  się  tak  długo,  aż 
nie

oczekiwanie ujawni się i wybuchnie. Myślę tu o niektórych dzieciach i dorosłych, którzy okazują szczególną 

dobroć,  grzeczność  i  posłuszeństwo,  lecz  tłumaczą  swe  głęboko  ukryte  buntownicze  nastawienie  faktem,  że 

zostało  ono  w  nich  wcześnie  stłumione"  13.  (*)  (Ibid.,  s.  9.)  U  ludzi  tych  blisko  związane  jest  z  dumą  jest 

poczucie wyjątkowości, co pierwszy podkreślił Sadger: "Wszystko co nie jest Mną, jest brudem". Tacy ludzie 

cieszą się z posiadania pod warunkiem, że nikt inny nie ma czegoś podobnego. Mają skłonność do uważania 

wszystkiego za własność i chronienia wszystkiego co "prywatne" przed wtargnięciem z zewnątrz. Ta postawa 

nie  odnosi  się  tylko  do  pieniędzy  i  majątku,  dotyczy  również  ludzi,  uczuć  wspomnień  i  doświadczeń.  Siłę 

ukrytych skłonności libidalnych, które wiążą własność ze sferą prywatną, można bez trudu ocenić ze względu na 

wściekłość, jaką budzi w nich każde wtargnięcie w ich życie prywatne, czyli zamach na ich "wolność". Do tego 

samego katalogu należy rys wskazany przez Abrahama: wrażliwość charakteru analnego na wszelkie wtargnięcia 

z  zewnątrz.  Nikt  nie  ma  prawa  wtrącać  się  w  "mój  interes".  Pokrewny  temu  jest  inny  rys  dostrzeżony  przez 

Jonesa:  uparte  trzymanie  się  obmyślonego  przez  siebie  trybu  życia  lub  skłonność  do  narzucania  tego  trybu 
innym 

14. (*) (Pewna matka wypisuje program w którym szczegółowo, co do minuty wyznacza córce przebieg 

background image

Erich Fromm (1970) Kryzys psychoanalizy. Strona 59 z 65 

59 

dnia. Ranek dzieli się np. następująco: (1) wstawanie z łóżka, (2) nocniczek, (3) mycie, itd. Od czasu do czasu 
matka puka do drzwi pokoju dziewczynki i pyta: 

gdzie jesteś? Dziewczynka ma wtedy odpowiedzieć: jestem 

przy  "dziewiątce"  (albo  "piętnastce"  albo  innym  numerze).  W  ten  sposób  matka  ściśle  kontroluje  wykonanie 

planu  dnia.  Ibid.,  s.  12.)  (*)  Tacy  ludzie  często  znajdują  wręcz  wręcz  niezwykłą  przyjemność  w  obmyślaniu 

rytuału tabel, harmonogramów i planów. Jest faktem szczególniej wagi (co podkreśla Abraham), że charakter 

analny  wykazuje  nieświadomą  tendencję  do  uznawania  funkcji  analnej  za  najważniejszą  działalność 

produktywną  i  za  coś  wyższego  od  funkcji  genitalnej.  Zarabianie  pieniędzy,  gromadzenie  majątku,  a  także 

drobin i strzępów wiedzy bez przetwarzania ich w coś produktywnego, to wszystko są ekspresje właściwe tej 

postawie 15. (*) (Przypis na końcu rozdziału) Wysokiej ocenie, jaką ci ludzie przyznają gromadzącej, analnej 

produktywności,  towarzyszy  wysoka  ocena  zgromadzonego  majątku  i  zgromadzonych  rzeczy.  Jak  pisze 

Abraham:  "Kiedy  mamy  do  czynienia  z  wyraźnym  zespołem  analnych  cech  charakteru  niemal  wszystkie 

stosunki życiowe postrzegane są w kategoriach mieć i dawać; tj. w kategoriach posiadania. Jakby motto wielu 

takich ludzi brzmiało: "Człowiek, który coś mi daje, jest moim przyjacielem; człowiek, który czegoś ode mnie 

chce to wróg" 16. (*) (Ibid., s. 20.) Nie inaczej przedstawia się sprawa stosunków w sferze miłości. Dla ludzi o 

charakterze  analnym  typowe  jest  większe  lub  mniejsze  ograniczenie  genitalnych  potrzeb  i  satysfakcji. 

Skłonności do ograniczeń często towarzyszą moralizatorskie racjonalizacje lub niepokoje. W tej mierze, w której 

gra rolę miłość, przybiera to typową formę. Kobiety się nie kocha, kobietę się "posiada". Emocje kierowane ku 

obiektowi "miłości" są tymi samymi, które kieruje się ku innym obiektom posiadania, tzn. występuje skłonność, 

żeby posiadać tyle, ile tylko możliwe i na tyle wyłącznie, na ile się tylko da. Postawa pierwsza (posiadać ile 

możliwe) rysuje się u tego typu osób, które - i owszem - wydają się zdolne do miłości, lecz których miłość w 

zasadzie jest jeszcze jedną formą pasji kolekcjonerskiej. Szczególnie wymowny przykład tej postawy podsunął 

mi jeden z moich własnych pacjentów, posiadacz albumu, w którym umieszczał wszystkie pamiątki spotkań z 

kobietami,  a  było  tego  sporo:  programy  teatralne,  stare  bilety,  listy  itd.  Drugą  postawę  (posiadać  możliwie 

najbardziej  wyłącznie)  odnajdziemy  u  tego  typu  osób,  które  są  skrajnie  zazdrosne  i  pochłonięte  sprawą 

"wierności".  Blisko  związana  z  tą  postawą  jest  silna  zawiść,  którą  spotyka  się  u  wielu  ludzi  z  charakterem 

analnym. Zużywają wiele sił nie na własną działalność produktywną, lecz na zazdroszczenie innym osiągnięć i 

(przede wszystkim)  majątku. To znów prowadzi nas ku jednej z charakterystycznych cech analnych, jednej z 

najważniejszych  klinicznie  i  socjologicznie:  ku  szczególnemu  stosunkowi  do  pieniędzy,  a  zwłaszcza  ku 

oszczędności  i  skąpstwu  tych  ludzi.  Istnienie  tego  konkretnego  rysu  zostało  szeroko  potwierdzone  przez 

doświadczenia  psychoanalityczne  i  obszernie  rozważone  w  literaturze  17.  (*)  (Przypis  na  końcu  rozdziału) 

Oszczędność i skąpstwo nie odnoszą się jedynie do pieniędzy ani do mierzonych pieniędzmi wartości. Czas i 

energia traktowane są podobnie, a ludzi tych mierzi myśl o ich marnowaniu 18. (*) (Przypis na końcu rozdziału) 

Niewiele  pomoże  obszerne  poddawanie  tych  analnych  skłonności  racjonalizacji.  Oczywiście,  pierwszeństwo 

należy się tu przede wszystkim kalkulacjom ekonomicznym. Często również dostrzegamy, jak spoza gorliwego 

zainteresowania  czystością,  oszczędnością,  metodycznością  i  punktualnością  wyłaniają  się  cechy  najzupełniej 

przeciwstawne, stłumione przez uformowanie reakcji przeciwnych. I wreszcie, ze względu na związek tego rysu 

z psychologią społeczną, powinniśmy napomknąć o spostrzeżeniu Abrahama dotyczącym typowej dla analnego 

charakteru potrzeby symetrii i "należytej równowagi". W zasadzie seksualność genitalna ma dla charakteru inne 

znaczenie niż seksualność oralna czy analna. O ile te ostatnie w niewielkiej tylko mierze mogą w prostej formie 

wyjść poza okres wczesnego dzieciństwa, a w późniejszym życiu są głównie przedmiotem sublimacji i źródłem 
formowani

a  reakcji  przeciwnych,  o  tyle  seksualność  genitalna  zasadniczo  ma  służyć  bezpośredniemu 

rozładowaniu fizycznemu.  Tak  jak nietrudno przedstawić  seksualne  cele  seksualności  genitalnej,  tak  trudno  z 

kolei  coś  powiedzieć  o  specyficznie  genitalnych  rysach  charakteru.  Na  pewno  jest  prawdą,  że  stosunek 

przedmiotowy związany z seksualnością genitalną jest ogólnie przyjazny i względnie wolny od dwuznaczności 

19. (*) (Poruszamy tym samym problem zasadniczy, mianowicie psychologię miłości, z którym psychoanaliza 
jeszc

ze  się  nie  zmierzyła.)  Nie  należy  jednak  zapominać,  że  fizjologicznie  normalny  akt  seksualny  nie  musi 

pociągać za sobą bliskiej mu psychicznie postawy miłości. Z psychologicznego punktu widzenia może też być 

przeżyty  głównie  narcystycznie  lub  sadystycznie.  Jeżeli  zwrócimy  się  ku  ważnym  charakterologicznie 

formowaniu  reakcji  przeciwnych  i  sublimacjom  seksualności  genitalnej,  to  formowanie  reakcji  przeciwnych 
obejmuje  - 

jak  się  zdaje  -  przede  wszystkim  sferę  woli.  Jeżeli  zaś  chodzi  o  sublimacje,  to  sądzę,  że  należy 

koniecznie oddzielić seksualność męską od kobiecej. (Nie wolno jednak zapominać, że w każdym funkcjonują 

impulsy seksualne zarówno męskie, jak i kobiece) 20. (*) (Porównaj z obserwacjami S. Freuda, "Trzy szkice o 

teorii  seksualności",  Lipsk  1923,  s.  16.)  Wciąż  jeszcze  bardzo  niewiele  wiemy  o  sublimacjach  seksualności 

genitalnej.  Możemy  się  domyślać,  że  sublimacja  seksualności  męskiej  skłania  się  głównie  ku  wysiłkom 

intelektualnym, ku twórczości czy syntezie, sublimacja zaś seksualności kobiecej skłania się ku przyswajaniu, 

chronieniu, produkowaniu i okazywaniu bezwarunkowej miłości macierzyńskiej 21. (*) (Kwestie zaledwie tutaj 

tknięte prowadzą ku zagadnieniom rzadko dyskutowanym w obrębie psychoanalizy. Patrz: Wilhelm Reich, "Der 
genitale und der neu

rotische Charakter", Int. Zeitschrift fur Psychoanalyse" 1929.) Naszkicowaliśmy tu zwięźle 

psychoanalityczną teorię dotyczącą rozwoju seksualności i stosunków przedmiotowych. Jest to wciąż schemat 

pobieżny  i  pod  wieloma  względami  hipotetyczny.  Dalsze  badania  analityczne  z  pewnością  skorygują  wiele 

background image

Erich Fromm (1970) Kryzys psychoanalizy. Strona 60 z 65 

60 

istotnych  sądów  i  przedstawią  nowe.  Zyskaliśmy  jednak  punkt  wyjścia,  który  umożliwia  nam  zrozumienie 

instynktowej  postawy  rysów  charakteru  i  otwiera  drogę  ku  wyjaśnieniu  rozwoju  charakteru.  Rozwój  ten 

warunkują  dwa  czynniki,  funkcjonujące  przeciwbieżnie.  Czynnikiem  pierwszym  jest  fizyczne  dojrzewanie 
jednostki. Oznacza to przede wszystkim - 

i  głównie  -  narastanie  seksualności  genitalnej  oraz  fizjologicznie 

malejące  znaczenie  stref  oralnej  i  analnej;  oznacza  to  także  dojrzewanie  całej  osobowości  i  malejące 

jednocześnie  poczucie  bezradności,  co  umożliwia  rozwijanie  postawy  nacechowanej  przyjaźnią  i  miłością  do 

innych. Drugi czynnik, który przyczynia się do procesu dojrzewania, działa na jednostkę z zewnątrz. Składa się z 

reguł społecznych, przekazywanych najbardziej wyraziście w procesie kształcenia, który w dużej mierze domaga 

się  stłumienia  pregenitalnych  dążeń  seksualnych,  a  tym  samym  ułatwia  wkroczenie  seksualności  genitalnej. 

Często nie nadchodzi ona jednak w pełni. Czy to w formie prostej, czy wysublimowanej obszary pregenitalne 

okazują  się  nadzwyczaj  odporne.  Są  dwa  powody,  dla  których  aspiracje  pregenitalne  okazują  się  nadzwyczaj 

odporne. Są dwa powody, dla których aspiracje pregenitalne mogą się okazać trwałe: (1) fiksacja - pragnienia 

pregenitalne opierają się procesowi dojrzewania i zachowują siłę ze względu na szczególnie mocną satysfakcję 

bądź  szczególnie  mocne  odrzucenie  doświadczone  w  dzieciństwie;  (2)  regresja  -  kiedy  po  zakończeniu 
normalnego procesu doj

rzewania  szczególnie  dominujące  frustracje  natury  zewnętrznej  lub  wewnętrznej 

skłaniają  kogoś  do  odwrotu  od  miłości  i  genitalności  ku  wcześniejszym,  pregenitalnym  stadiom  organizacji 

libido. W praktyce fiksacja i regresja zazwyczaj występują razem. Dana fiksacja reprezentuje skłonność, która w 

pewnych  okolicznościach  może  z  łatwością  spowodować  regresję  do  związanego  z  fiksacją  stadium 

instynktowego. Wykazując, że postawa rysów charakteru tkwi w libido, charakterologia psychoanalityczna może 

pomóc w wyjaśnieniu ich funkcji dynamicznej, mianowicie tkwiących w społeczeństwie sił produktywnych. Z 

drugiej  strony  może  ona  również  posłużyć  za  punkt  wyjścia  dla  psychologii  społecznej,  która  z  kolei  zechce 

wykazać,  że  rysy  charakteru  wspólne  dla  większości  członków  społeczeństwa  są  uwarunkowane  cechami 

znamiennymi  dla  tego  społeczeństwa.  Społeczny  wpływ  na  strukturę  charakteru  urzeczywistnia  się  przede 

wszystkim przez rodzinę; ona jest głównym medium, przez które dziecięca struktura psychiczna kieruje się ku 

otaczającej  społeczności.  Jak  i  do  jakiego  stopnia  dziecięce  dążenia  pregenitalne  zostaną  stłumione  lub 

zintensyfikowane,  jak  sprowokowane  zostaną  sublimacje  lub  formowanie  reakcji  przeciwnych,  to  wszystko 

zależy głównie od procesu wychowawczego, a jest on ekspresją ogólnospołecznej struktury psychicznej. Jednak 

wpływ społeczny na strukturę charakteru wykracza poza dzieciństwo. Pewne cechy charakteru są w najwyższym 

stopniu  użyteczne  -  i  najskuteczniej  wspomagają  awans  jednostki  -  w  obrębie  danej  struktury  ekonomicznej, 

społecznej  lub  klasowej.  Cechy  te  są  czymś,  jak  to  nazywamy  "wynagradzanym  społecznie";  czymś  co 

funkcjonuje  tak,  aby  zapewnić  dostosowanie  charakteru  jednostki  do  tego,  co  uważa  się  za  "normalne"  i 

"zdrowe"  w  obrębie  danej  struktury  społecznej  22.  (*)  (Także  rozróżnienie  między  "normalnymi'  a 

"nerwicowymi" cechami charakteru w dużej mierze zależy od czynników społecznych. Można je wiązać tylko z 

konkretnym  społeczeństwem;  struktura  charakteru  nie  dostosowana  do  tego  społeczeństwa  okaże  się  "chora". 
C

harakter  dziewiętnastowiecznego  kapitalistycznego  kupca  mógłby  się  okazać  zupełnie  "chory"  w 

społeczeństwie feudalnym i vice wersa.) (*) Zatem rozwój charakteru polega na dostosowaniu struktury libido 

do  danej  struktury  społecznej,  wpierw  za  pomocą  medium,  którym  jest  rodzina,  a  następnie  w  wyniku 

bezpośredniego kontaktu z życiem społecznym. Moralność seksualna społeczeństwa gra tutaj bardzo szczególną 

rolę.  Jak  wspomnieliśmy,  główna  część  pregenitalnych  dążeń  jednostki  roztapia  się  i  niknie  w  seksualności 

genitalnej. W stopniu, do jakiego moralność seksualna danego społeczeństwa tłumi zaspokojenie genitalne, musi 

nastąpić odpowiednie nasilenie impulsów pregenitalnych lub towarzyszących im cech charakteru. Kiedy kładzie 

się  nacisk  na  zakazy  skierowane  przeciw  satysfakcji  genitalnej,  libido  odpływa  z  powrotem  do  stref 

pregenitalnych i widzimy wtedy, jak coraz wyraźniej w życiu społeczeństwa rzucają się w oczy rysy oralne i 

analne. Ponieważ rysy charakteru zakotwiczone są w strukturze libidalnej, przeto cechuje je względna stałość. 

Rzecz jasna, rozwijają się w postaci dostosowań do danej struktury społecznej i ekonomicznej, wcale jednak nie 

znikają  wraz  ze  zmianami  tych  struktur  i  stosunków.  Strukturę  libido,  z  której  się  wywodzą,  charakteryzuje 
pewna inercja; p

otrzebny jest długi okres adaptacji do nowych warunków ekonomicznych, zanim zauważymy 

odpowiednią zmianę struktury libidalnej i  wyrastających z niej rysów charakteru. To jest powód, dla którego 
superstruktura ideologiczna, oparta na rysach charakteru typow

ych  dla  danego  społeczeństwa,  zmienia  się 

wolniej  niż  substruktura  ekonomiczna.  Spróbuję  teraz  zastosować  odkrycia  psychologii  analitycznej  do 

konkretnego  zagadnienia  socjologicznego. Moje  uwagi  należy  po prostu uznać  za przykład pewnego  sposobu 

postępowania w tej dziedzinie, a nie za ostateczne wyjaśnienie poruszanego zagadnienia. Kwestia "ducha" - to 

znaczy  psychicznego  podłoża  -  kapitalizmu  wydaje  się  przykładem  szczególnie  odpowiednim  z  dwóch 

powodów.  Po  pierwsze,  tak  się  złożyło,  że  ta  część  charakterologii psychoanalitycznej, która jest najbardziej 

istotna dla zrozumienia ducha mieszczańskiego - teoria charakteru analnego - jest zarazem najlepiej rozwiniętą 

częścią tej charakterologii. Po drugie, ponieważ istnieje rozległa dotycząca tej sprawy literatura socjologiczna, 

stosowne wydaje się przedstawienie nowego punktu widzenia. Co rozumiem przez "ducha" kapitalizmu (czy też 

mieszczańskiego społeczeństwa)? Chodzi mi o sumę ogólną rysów charakteru, które są typowe dla istot ludzkich 

składających się na społeczeństwo, przy czym akcent pada tu na dynamiczną funkcję charakteru. Używam tu 

słowa  "charakter"  w  bardzo  szerokim  sensie  i  mówiąc  najogólniej  mógłbym  posłużyć  się  Sombartowską 

background image

Erich Fromm (1970) Kryzys psychoanalizy. Strona 61 z 65 

61 

definicją "ducha" systemu ekonomicznego. Sombart definiuje go jako "Ogólną sumę charakterystycznych cech 

psychicznych,  które  uczestniczą  w  działaniach  ekonomicznych.  Powinna  ona  zawierać  zarówno  wszelkie 

ekspresje życia intelektualnego i wszelkie cechy charakteru obecne we wszelkich wysiłkach ekonomicznych, jak 
i wszelkie cele, ska

le wartości i zasady, które wpływają na postępowanie ludzi zaangażowanych w tę działalność 

i regulują je" 23. (*) (Sombart, "Der Bourgeois", Monachium - Lipsk 1913, s. 2.) Jeżeli chodzi o mój pogląd na 

ducha  społeczeństwa  lub  klasy,  to  moja  definicja  wykracza  jednak  poza  ducha  właściwego  poczynaniom 

ekonomicznym. Odnosi się natomiast do cech psychicznych jednostek w danej klasie lub społeczeństwie, gdyż 

cechy te pozostają w końcu te same, czy poruszy się sprawę działalności ekonomicznej, czy nie. Ponadto, inaczej 

niż Sombart, nie interesuję się w pierwszym rzędzie "zasadami" i "skalami wartości", lecz cechami charakteru, 

które  są  ich  źródłem.  Nie  będziemy  się  zajmować  zagadnieniem  związku  między  duchem  mieszczańskim  a 
protestantyzmem i protestanckimi sektami

.  Ten  problem  jest  tak  złożony,  że  nawet  kilka  powierzchownych 

obserwacji  mogłoby  nas  zaprowadzić  na  manowce.  Z  tego  samego  względu  nie  będziemy  zgłębiać 

ekonomicznych  korzeni  społeczeństwa  kapitalistycznego.  Jest  dopuszczalne  metodologicznie,  że  spróbujemy 

tutaj  opisać  tylko  specyficzny  charakter  społeczeństwa  i  zbadać:  w  jaki  sposób  ten  charakter  -  czyli przejaw 
specyficznej struktury libidalnej - 

stanowi  produktywną  siłę,  biorącą  czynny  udział  w  kształtowaniu  rozwoju 

społeczeństwa.  Wyczerpujące  badanie  socjopsychologiczne  musiałoby  się  zacząć  od  opisania  faktów 
ekonomicznych i wykazania - 

jak  struktura  libido  dostosowuje  się  do  tych  faktów. Na  koniec  zlekceważymy 

jeszcze  jedno  skomplikowane  i  często  dyskutowane  zagadnienie  natury  historycznej:  mianowicie  od  jakiegoś 

momentu  historycznego  rzeczywiście  możemy  zacząć  mówić  o  kapitalizmie  i  duchu  mieszczańsko-

kapitalistycznym? Zaczniemy raczej od przyjęcia założenia, że taki duch istnieje i ma pewne jednolite cechy, czy 
to spotkany po raz pierwszy (jak chce So

mbart)  w  piętnastowiecznej  Florencji,  czy  w  siedemnastowiecznej 

Anglii  Daniela  Defoe,  u  Benjamina  Franklina  lub  u  Andrew  Carnegiego  i  typowych  dziewiętnastowiecznych 

kupców 24. (*) (Przypis na końcu rozdziału) Specyfikę ducha mieszczańsko - kapitalistycznego najłatwiej opisać 

przez  negację,  wykazując  te  cechy  ducha  przedkapitalistycznego  (np.Średniowiecza),  które  nie  zostały  już 

zachowane.  Dla  mieszczańskiej  psyche  radość  życia  już  nie  jest  oczywistym  celem,  któremu  mają  służyć 

rozmaite działania, zwłaszcza ekonomiczne. A był on bezsporny zarówno kiedy mowa o doczesnych uciechach 

średniowiecznej klasy feudalnej czy o "szczęśliwości" obiecywanej przez Kościół masom, jak i radościach, które 

zapewniały człowiekowi huczne karnawały, piękne obrazy, olśniewające budynki oraz liczne święta. Uważano, 

że człowiek ma wrodzone prawo do szczęścia, błogości lub przyjemności; były one postrzegane jako właściwy 

cel wszelkiej ludzkiej działalności, wszystko jedno czy opłacalny, czy nie. Duch mieszczański spowodował tutaj 
zna

czne zmiany. Szczęście lub błogość przestały być niekwestionowanym celem życia. Co innego znalazło się 

na  szczycie  skali  wartości  -  obowiązek.  Kraus  uważa  to  za  jedną  z  najbardziej  znaczących  różnic  między 

postawą  scholastyków  a  kalwinistów:  "Tym,  co  wyraźnie  odróżnia  Kalwinowski  etos  pracy  od  okresu 

scholastycznego, jest usunięcie scholastycznego bezpośredniego nastawienia na cel i zastąpienie go formalnym 

posłuszeństwem  wobec  życiowego  powołania.  Dziedzina  pracy  nie  stanowiła  już  żadnej  różnicy.  Wymagana 

była żelazna dyscyplina działania, płynąca z głębokiego poczucia posłuszeństwa i obowiązku" 25. (*) (Kraus, 

"Scholasitik,  Puritanismus  und  Kapitalismus",  op.  cit.,  s.  245.)  Mimo  wielu  różnic  dzielących  go  od  Maxa 
Webera, w tej mierze Kraus go wspiera: "Nie

wątpliwie  Weber  ma  rację  uważając,  że  prymitywny  Kościół 

Średniowiecza nie miał pojęcia, że wypełnianie obowiązku wobec ziemskiego powołania jest najwyższą formą 

samokontroli etycznej" 26. (*) (Ibid.) Począwszy od kalwinizmu wątek przekwalifikowania obowiązku i uznania 

go (zamiast szczęścia i błogości) za najwyższą wartość przenika wszelkie odmiany myśli mieszczańskiej, a samo 

przekwalifikowanie  dokonuje  się  zarówno  w  wyniku  racjonalizacji  teologicznej,  jak  i  innych.  Kiedy  pojęcie 

obowiązku zajęło pozycję centralną, zaszła jeszcze jedna zmiana. Ludzie już nie angażowali się w działalność 

ekonomiczną  po  to,  by  zapewnić  sobie  należyte,  tradycyjne  utrzymanie;  samo  nabywanie  własności  i 

oszczędzanie  stały  się  normami  etycznymi,  bez  względu  na  to,  czy  ktoś  się  cieszył  nabytkami,  czy  nie.  Tym 

faktem  tylekroć  zajmowała  się  stosowna  literatura,  że  tutaj  wystarczy  nam  kilka  tylko  sugestywnych 

przykładów.  Sombart  wspomina  "księgi  familijne"  rodziny  Albertich  jako  uderzający  przykład  przypisania 

nowej wartości oszczędzaniu. Oto parę cytatów: - "Zbytecznych wydatków unikać jak plagi. - Wydatek, jeśli nie 

jest  koniecznością,  jest  szaleństwem.  -  Oszczędność  tak  jest  chwalebna  i  dobra,  jak  marnotrawny  wydatek 

wstrętny. - Oszczędność to błogosławieństwo. - Wiesz, kogo lubię najbardziej? Tego, co pieniądze wyda tylko 

na  rzecz  bezwzględnie  konieczną,  a  resztę  schowa;  o  tym  powiem,  że  skrzętnie  gospodarzy"  27.  (*)  (L.B. 

Alberti, "I libri della famigla", G. Mangini, Florencja 1908; cytuję za: Sombart, "Der Bourgeois, op. cit., s. 142 - 

143.)  Alberti  zaleca  też  oszczędność  w  wydatkowaniu  energii:  "Prawdziwa  Maserizia  wymaga  użycia  trzech 

rzeczy,które  do  nas  należą:(1)  naszej  duszy,(2)naszego  ciała  i  nade  wszystko,(3)  naszego  czasu!  Żeby  nie 

trwonić tego cennego dobra jakim jest czas, przestrzegam zasady następującej: nie oddaję się nigdy lenistwu. 

Wystrzegam  się  snu,  póki  nie  słaniam  się  z  wyczerpania  (...)  Przeto  wystrzegam  się  lenistwa  i  snu  stawiając 

sobie cel jakiś. By dopełnić, co ma być dopełnionym, co rano, kiedy wstaję, sporządzam plan i rachuję dzień 

cały.  Stanowię  czas  na  wszystko  co  zrobione  być  musi,  z  rana,  południem  i  wieczorem.  Tym  sposobem  bez 

żadnej trudności trzymam wszelkie moje sprawy w porządku (...). Wieczorem zanim się położę, przebiegam w 

myśli wszystko, czego za dnia dokonałem (...). Lepiej snu się pozbawić niż czasu" 28. (*) (Ibid., s. 27.) Ten sam 

background image

Erich Fromm (1970) Kryzys psychoanalizy. Strona 62 z 65 

62 

duch przenika etykę purytańską 29, (*) (Patrz: Kraus, "Scholastik, Puritanismus und Kapitalismus", op. cit., s. 

259.)  maksymy  Benjamina  Franklina  i  normy  postępowania  dziewiętnastowiecznego  mieszczanina.  Ściśle 

związana  z  postawą  wobec  własności  jest  inna  charakterystyczna  cecha  mieszczańskiego  ducha:  znacznie 
przypisane sferze prywatnej. Jest ona - 

bez względu na treść, materialną czy psychiczną - czymś uświęconym; 

jakiekolwiek  wtargnięcie  w  sferę  prywatną  jest  ciężkim  przestępstwem.  (Nacechowane  silnymi  emocjami 

reakcje  przeciw  socjalizmowi,  które  spotyka  się  u  wielu  ludzi  nie  posiadających  własności,  można  w  dużej 

mierze  wyjaśnić  faktem,  że  stanowi  on  groźbę  dla  sfery prywatnej.) Jaki rodzaj stosunku do innych 

charakteryzuje  "ducha"  mieszczańskiego  kapitalizmu?  Najbardziej  uderzające  jest  ograniczenie  przyjemności 

seksualnej nakazane przez mieszczańską moralność seksualną. Oczywiście, również i katolicka moralność nie 

zalicza się do życzliwych w tej mierze, ale nie ulega wątpliwości, że pod tym względem prowadzenie się świata 

mieszczańsko  -  kapitalistycznego  było  w  praktyce  zupełnie  inne  niż  świata  przedmieszczańskiego.  Uczucia 

takiego człowieka jak Benjamin Franklin odzwierciedlają nie tylko normy etyczne, ale i mieszczańską praktykę. 

Zgłębiając kwestię cnót Franklin tak pisze o cnocie czystości (punkt 12): "nie czerpać przyjemności z rozkoszy 

cielesnej, chyba że dla zdrowia albo płodzenia. Nigdy ich nie zażywać aż do wyczerpania bądź osłabienia, bądź 

innej szkody, którą mogłyby wyrządzić spokojowi i równowadze" 30. (*) (Benjamin Franklin, "Autobiografia".) 

Dewaluacja  przyjemności  seksualnej  koresponduje  z  konkretyzowaniem  się  wszelkich  stosunków  ludzkich  w 

obrębie  społeczeństwa  mieszczańskiego.  Zwłaszcza  stosunek  miłości  w  znacznym  stopniu  podporządkowano 

względom  ekonomicznym.  Mimo  tej  konkretyzacji  mamy  do  czynienia  w  mieszczańskim  społeczeństwie  z 

obojętnością na los bliźnich. Nie znaczy to, że w okresie przedkapitalistycznym brakowało okrucieństwa lub że 

było ono mniejsze. Chodzi o to, że obojętność mieszczańska miała własny, wyróżniający się odcień i ton: nie 

było  w  niej  śladu  odpowiedzialności  za  los  innych  31,  (*)  (B.  Franklin  jako  najważniejsze  cnoty  wylicza: 
u

miarkowanie,  małomówność,  metodyczność,  śmiałość,  oszczędność,  pilność,  szczerość,  bezstronność, 

schludność,  niewzruszoność,  czystość  i  pokorę.  To  wymowne,  że  nie  znajdziemy  wzmianki  o  miłosierdziu, 

miłości  ani  życzliwości.)  (*)  żadnego  napomknienia  o  miłości  do  bliźnich  jako  takich,  bez  jednoczesnego 

stawiania warunków. Klasyczną proklamację mieszczańskiej obojętności podsuwa nam Defoe. Opisuje biednych 

jako  "tłum  skomlących  niedołęgów, którzy dla  narodu  stanowią  nieprzyjemny  ciężar  i  wymagają  specjalnych 

praw"  32.  (*)  (Daniel  Defoe,  "Giving  Alms  No  Charity",  Londyn  1704,  s.  426.)  Kapitalizm  rzeczywiście 

funkcjonował zgodnie z tym poglądem, zwłaszcza w osiemnastym i dziewiętnastym wieku. Jeszcze w 1911 roku 

amerykański  trust  tytoniowy  zostaje  oskarżony  o  zachowanie tej samej postawy: "W królestwie konkurencji 

istoty  ludzkie  były  bezlitośnie  odrzucane"  33.  (*)  (Cytuję  za:  Sombart,  "Der  Bourgeois",  op.  cit.,  s.  234.) 

Życiorysy  wielu  dziewiętnastowiecznych  działaczy  społecznych  związanych  z  przemysłem  dostarczają 

podobnych przykładów. W świadomości mieszczańskiej ten totalny brak współczucia w ogóle nie wydawał się 

czymś nieetycznym. Przeciwnie, mocno opierał się na pewnych koncepcjach religijnych i etycznych. Zamiast 

błogiej  szczęśliwości  zagwarantowanej  dla  wiernych  dzieci  Kościoła,  koncepcja  mieszczańska  uczyniła 

szczęście  zapłatą  za  spełnienie  obowiązków.  A  ideę  tę  wzmocniło  przekonanie,  że  w  społeczeństwie 

kapitalistycznym  nie  istnieją  granice  sukcesu,  które  mogłyby  powstrzymać  konkurencyjnie  nastawioną 
jedn

ostkę.  Ów  brak  współczucia  właściwy  mieszczańskiemu  charakterowi  był  objawem  koniecznego 

dostosowania  się  do  struktury  ekonomicznej  systemu  kapitalistycznego.  Zasada  wolnej  konkurencji,  i 

towarzyszące jej przekonanie, że przetrwać mogą najmocniejsi, odwoływała się do jednostek, których w robieniu 

interesów  nie  powstrzymywało  współczucie.  Im  mniej  ktoś  żywił  współczucia,  tym  większe  miał  szanse  na 

sukces. Na koniec musimy wskazać na jeszcze jeden rys, którego doniosłość podkreśla wielu różnych autorów: 
racjo

nalność,  zasadę  liczenia  i  celowości.  Wydaje  mi  się,  że  ta  mieszczańska  racjonalność,  która  nie  ma  nic 

wspólnego z wyższymi formami rozumnego działania, w dużej mierze koresponduje z opisanym już przez nas 

psychologicznym pojęciem "metodyczności" i racjonalności 34. (*) (Przypis na końcu rozdziału) Rekapitulując: 

za główne cechy ducha mieszczańsko - kapitalistycznego uznaliśmy: (1) stłumienie roli przyjemności jako celu 

samego  w  sobie  (zwłaszcza  przyjemności  seksualnej);  (2)  odwrót  od  miłości,  z  położeniem  nacisku na 

gromadzeniu, posiadaniu i oszczędzaniu jako celach samych w sobie; (3) przyjęcie wypełniania obowiązku za 

wartość najwyższą; (4) położenie akcentu na "metodyczności" i wykluczenie współczucia wobec bliźnich. Jeżeli 
porównamy te rysy z typowymi, 

opisanymi  wcześniej  rysami  charakteru  analnego,  to  z  łatwością  możemy 

dostrzec szeroki zakres zgodności. Jeżeli ta zgodność jest faktem, to uzasadniony będzie sąd, że typową strukturę 

libidalną  społeczeństwa  mieszczańskiego  cechuje  nasilenie  się  libido  analnego.  Pełny  psychoanalityczny  opis 

rysów  charakteru  społeczeństwa  mieszczańsko  -  kapitalistycznego  powinny  dostarczyć  gruntowne  badania. 

Powinny  one  również  wykazać,  do  jakiego  stopnia  owe  rysy  rozwinęły  się  jako  dostosowanie  do  wymagań 
kapitalistycznej struktury ekonomicznej, a z drugiej strony - 

do jakiego stopnia ukryty erotyzm analny okazał się 

siłą sprawczą rozwoju ekonomii kapitalistycznej 35. (*) (Przypis na końcu rozdziału) Jak już wspomniałem, w 

tym  szkicu  nie  rozważam  kwestii  datowania  początku  kapitalizmu ani datowania narodzin kapitalistycznego 

"ducha".  Żeby  jednak  uniknąć  poważnych  nieporozumień,  musimy  nieco  uwagi poświęcić  jeszcze  rozwojowi 

kapitalizmu  monopolistycznego.  To  jasne,  że  typowe  rysy  charakteru  dziewiętnastowiecznych  mieszczan 
sto

pniowo  zanikały  wraz  ze  znikaniem  typowego  "self  -  made  -  mana",  niezależnego  przedsiębiorcy,  który 

jednocześnie był właścicielem i dyrektorem interesu. Z czasem rysy charakteru wczesnego człowieka biznesu 

background image

Erich Fromm (1970) Kryzys psychoanalizy. Strona 63 z 65 

63 

stały się raczej utrudnieniem niż pomocą dla kapitalisty nowego typu. Opis i analiza psychiki tego ostatniego w 

warunkach  współczesnego  kapitalizmu  jest  już  innym  zadaniem,  które  powinna  podjąć  psychoanalityczna 

psychologia  społeczna.  W  każdej  wszakże  klasie  społecznej  te  wcześniejsze  rysy  przetrwały,  to  jest  wśród 

niższej klasy średniej. W rozwiniętych kapitalistycznie krajach, na przykład w Niemczech, klasa ta jest bezsilna 

politycznie  i  ekonomicznie;  wciąż  jednak  zmierza  do  celu  w  zarzuconych  już  formach  właściwych  dla 

wcześniejszej  (osiemnasto  i  dziewiętnastowiecznej)  epoki  kapitalizmu.  Wśród  dzisiejszego 

drobnomieszczaństwa znajdziemy te same analne rysy, które przypisaliśmy dawniejszemu duchowi kapitalizmu 

36. (*) (Przypis na końcu rozdziału) Zdaje się,że klasa robotnicza objawia te analne rysy charakteru w znacznie 

mniejszym  stopniu  niż  niższa  klasa  średnia  37.  (*)  (Inne  ważne  pytanie  brzmi:  do  jakiego  stopnia  możemy 

mówić o intensyfikacji genitalnych rysów charakteru w obrębie wyższej klasy średniej? Trudno rozstrzygnąć to 

zagadnienie  właśnie  dlatego,  że  "charakter  genitalny"  nie  został  dostatecznie  zbadany  ani  przez  psychologię 

kliniczną, ani personalną.) (*) Łatwo zrozumieć tę konkretną różnicę, kiedy zauważymy, że pozycja robotników 
w procesie produkcji powoduje zanikanie tych cech 38. (*) (Przypis 

na  końcu  rozdziału)  Pytanie  o  wiele 

trudniejsze brzmi: dlaczego tak wielu przedstawicieli zarówno proletariatu, jak i niższej klasy średniej, którzy 

nie  mają  żadnego  kapitału  ani  żadnych  oszczędności,  wciąż  wykazuje  mieszczańsko  -  analne rysy i wyznaje 
od

powiadające tym rysom ideologie? Moim zdaniem główny powód sprowadza się do tego, że kryjąca się za 

tymi  rysami  struktura  libidalna  uwarunkowana  jest  przez  rodzinę  i  inne  tradycyjne  czynniki  kulturowe.  A  ta 

struktura wiele znaczy sama przez się i zmiania się wolniej niż warunki ekonomiczne, do których niegdyś się 

dostosowała.  Jakie  znaczenie  ma  tego  rodzaju  psychologia  społeczna  dla  socjologii?  Podstawowy  jej  walor 

polega  na  tym,  że  umożliwia  nam  zrozumienie  libidalnych  sił  wyrażających  się  przez  charakter,  umożliwia 

zrozumienie ich roli jako czynników, które powodują (lub hamują) rozwój zarówno samego społeczeństwa, jak i 

jego  produktywności.  Wobec  tego  możliwe  jest  nadanie  konkretnego,  poprawnego  naukowo  sensu  pojęciu 
"ducha" epoki. Gdyby w tych kategoriac

h stało się jeszcze zrozumiałe pojęcie ducha społeczeństwa, wówczas 

spowodowałoby  to  wygaśnięcie  wielu  sporów  toczonych  w  socjologicznym  piśmiennictwie.  Wiele  z  tych 

sporów bierze się bowiem stąd, że pojęcie "ducha" odnosi się raczej do ideologii niż rysów charakteru, które 

znajdują wyraz w szerokim wyborze różnych, nawet przeciwstawnych, ideologii. Zastosowanie psychoanalizy 

nie tylko zapewni socjologom przydatny punkt widzenia w czasie studiowania tych zagadnień, ale pozwoli im 

również uniknąć bezkrytycznego posługiwania się fałszywymi kategoriami psychologicznymi 39. (*) (Przypis 

na  końcu  rozdziału)  Przypisy  5  *  Nietrudno  dostrzec,  dlaczego  Freud  przypisywał  sferom  erogennym  rolę 

centralną.  Takie  założenie  nie  tylko  łatwo  nasuwało  się  w  wyniku  badań  empirycznych,  ale  i  za  sprawą 

Freudowskich przesłanek teoretycznych, wyprowadzonych ze stanowiska mechanistycznego i fizjologicznego. 

Przesłanki  te  wywarły  decydujący  wpływ  na  kształtowanie  się  teorii  psychoanalitycznej.  Wszelkie  owocne 

rozważania  na  temat  rozmaitych  tez  psychoanalitycznych  muszą  się  rozpoczynać  od  krytyki  roli  centralnej 

przyznanej  strefom  erogennym.  Tutaj  nie podejmiemy  takiej krytyki, ponieważ  zmierzamy  do  przedstawienia 

odkryć psychoanalizy. Jest to jednak ważne zagadnienie. 15 * "Tacy ludzie lubią dawać pieniądze i prezenty. 

Wielu z nich gra rolę dobroczyńców i filantropów. Jednak ich libido zachowuje mniejszy lub większy dystans 

wobec  obiektów,  więc  ich  pracowite  starania  są  zasadniczo  bezproduktywne.  Na  pewno  nie  brakuje  im 

wytrwałości  -  to pospolity rys charakteru analnego -  ale  w  dużej  mierze  posługują  się  nią  niewydajnie.  Na 

przykład  mogą  uparcie  trzymać  się  w  bezproduktywny  sposób  jakiegoś  utrwalonego  wzoru.  W  najgorszym 

wypadku zainteresowanie treścią ustępuje zainteresowaniu procedurą czysto formalną". Ibid., s. 18. 17 * Warto 

tu odnotować kilka uwag K. Abrahama. "Są przypadki w których związek między rozmyślnym zatrzymywaniem 

stolca  a  systematycznym  oszczędzaniem  jest  całkowicie  oczywisty.  Znam  pewnego  bogatego  bankiera,  który 
zawsze 

napomina  własne  dzieci,  żeby  wstrzymywały  ruch  jelit  tak  długo,  jak  to  tylko  możliwe,  po  to 

mianowicie, by wyciągnęły możliwie największą korzyść z tego, co zjadły. Godny uwagi jest również fakt, że 

wielu neurotyków ogranicza skąpstwo do wydatków konkretnego typu, chociaż w innych dziedzinach dysponują 

pieniędzmi  bez  ograniczeń.  Są  na  przykład  pacjenci,  którzy  odmawiają  wydawania  pieniędzy  na  rzeczy 

"przemijające".  Koncert  lub  podróż,  ale  wydatek  nie  zapewnia  trwałego  posiadania.  Znam  kogoś,  kto  z  tego 
powo

du unika chodzenia do opery, chociaż chętnie kupuje nuty arii, których nigdy nie słyszał; nuty są czymś 

trwałym, co można wziąć do ręki. Wielu takich neurotyków niechętnie wydaje pieniądze na żywność, ponieważ 

nie da się jej trwale posiadać. Z kolei neurotycy innego typu chętnie wydają pieniądze na żywność, okazując 

przy tym niezwykłe zainteresowanie pokarmami. Ludzie ci w najwyższym stopniu przejawiają troskę o ciało, o 

wagę itp. Naprawdę intryguje ich, ile z tego co wchłoną, pozostanie w trwałym posiadaniu. Ludzie ci bezspornie 

kładą  znak  równości  między  zawartością  ciała  a  pieniądzem.  W  innych  przypadkach  spotykamy  postawę 

oszczędnościową w odniesieniu do całego sposobu życia. Niekiedy prowadzi to do takich skrajności, że ludzie ci 

zadręczają się nic nie znaczącymi oszczędnościami. Znam człowieka, który biegał wokół domu w rozpiętych 

spodniach po to, żeby oszczędzać dziurki od guzików. Można się łatwo domyśleć, że inne popędy też zrobiły tu 

swoje,  charakterystyczne  jest  jednak,  że  mogły  się  ukryć  pod  analną  skłonnością  do  oszczędzania.  U  wielu 

pacjentów  spotykamy  wyspecjalizowaną  formę  tej  skłonności:  są  bardzo  oszczędni  w  zużywaniu  papieru 

toaletowego. Tutaj czynnikiem współdziałającym jest lęk przed zbrukaniem czystych rzeczy" (Ibid., s. 22 - 23). 
18 * "W

ielu neurotyków przeraża marnowanie czasu. Jedynie czas spędzony przy pracy uważają za spędzony 

background image

Erich Fromm (1970) Kryzys psychoanalizy. Strona 64 z 65 

64 

dobrze. W pracy bardzo ich irytuje każda przerwa. Nienawidzą bezczynności i przyjemności. To ci sami ludzie, 

których  Ferenczi  określa  jako  "neurotyków  niedzielnych".  Nie  mogą  ścierpieć  przerywania  im  pracy.  Jak  to 

bywa w przypadku wielu takich skłonności motywowanych nerwicowo, tym ludziom nie udaje się często dopiąć 

swych celów. Oszczędzają czas na drobiazgach, a marnują go kiedy chodzi o rzeczy istotne" (Ibid., s. 23). 24 * 

Zobacz  zwłaszcza:  Ibid.;  Max  Weber,  "Ges  Ausfatze  zur  Religionssoziologie",  t.  I,  Tybinga  1920,  Tawney, 
"Religion and the Raise of Capitalism", Londyn 1927; Brentano, "Die Anfange des modernen Kapitalismus", 
Monachium 1916; Troelsch, "Die Soziallehren der christlichen Kirche", w: Ges Schr., t. I, Tybinga 1919; Kraus, 
"Scholastik, Puritanismus und Kapitalismus", Monachium - Lipsk 1930. We wszystkich tych pracach czytelnik 

znajdzie  obszerne  bibliografie.  34  *  Pięknym  przykładem  tej  "metodyczności"  jest  dzienny  plan  zajęć,  który 

Franklin  włączył  do  autobiografii:  "Względy  porządku  wymagały,  aby  każdy  fragment  mojej  działalności 

znalazł właściwe miejsce i czas. Wobec tego sporządziłem plan dzienny następującego typu: Wcześnie rano 5 

Wstać, modlitwa do Boga, Co muszę uczynić 6 plan dnia, dziś dobrego? 7 do pracy, śniadanie, etc. 8 9 Praca 1O 

11 Południe 12 Czytanie, przegląd rachunków, lunch. Popołudnie 1 2 3 Praca 4 5 Wieczór 6 Porządki, kolacja, 

Co dobrego 7 muzyka, odpoczynek, zrobiłem? 8 rozmowy, przegląd dnia. 9 Noc 1O 11 12 Spać. 1 2 3 4 Franklin 

sporządził  również  listę  swych  trzynastu  cnót  i  skrupulatnie  zaznaczał  własne  wykroczenia  przeciw  nim. 

Również i to jest uzewnętrznieniem "metodyczności" opisanej przez K. Abrahama. 35 * Jak już wspomniałem, 

dla głównej tezy tego szkicu jest stosunkowo mało ważne, że posługuję się kategoriami teorii libido, zamiast - 

jak robię to ostatnio - kategoriami energii namiętności. Chciałbym tu jednak zwrócić uwagę, że opis charakteru 
analnego dokonany przez Freu

da  i  innych  znalazł  potwierdzenie  w  obserwacjach  klinicznych.  Moja  rewizja, 

zawarta w "Man for Himself", gdzie używam określenia "charakter gromadzący" zamiast "analny", odnosi się 

jedynie do objaśnienia tego zespołu, który postrzegam jako specyficzną postawę wobec innych i wobec rzeczy 

niż jako coś wywodzącego się z analnej strefy erogennej. (Jest prawdą, że odchody i ich równoważniki mają 

specjalne  znaczenie  w  przypadku  charakteru  gromadzącego,  lecz  raczej  jako  symboliczne  ekspresje  niż 
"przyczyny".) W od

niesieniu do ducha kapitalizmu równie dobrze mógłby być w tym szkicu zastosowany termin 

"charakter gromadzący" (1970). 36 * Analiza niższej klasy średniej to również ważne zadanie dla psychologii 

społecznej. Szczególnie godna zbadania jest właściwa tej klasie postawa rewolucyjna. Mieszają się w niej bunt z 

szacunkiem  do  władzy  paternalistycznej  i  dyscypliny,  co  jest  z  kolei  charakterystyczne  dla  postawy  analnej. 

Buntowniczość nie jest skierowana przeciwko autorytetowi ojca jako takiemu, który mimo wszystko pozostaje 

nienaruszony.  Tę  ambiwalentną  postawę  zadowala  dzielenie  obiektów.  Pragnienie  autorytetu  kieruje  się  ku 

mocnemu przywódcy, inne zaś figury ojcowskie stają się obiektem buntu. Różnicę między mieszczańską wyższą 

klasą  średnią  a  niższą  wyraźnie  ilustruje  kontrast  między  analnymi  dowcipami  w  piwiarni  zapełnionej  przez 

klasę  niższą,  a  genitalnymi  w  winiarni  odwiedzanej  przez  wyższą.  38  *  Powinno  być  oczywiste,  że  analiza 

proletariackich  rysów  charakteru  jest  bardzo  ważna  dla  zrozumienia  sukcesów  i  niepowodzeń  socjalizmu  w 

obrębie tej klasy. Tu możemy zwrócić uwagę jedynie na kontrast między pozycją Marksowską (która godność i 

wolność człowieka stawia ponad - i poza jego działalnością ekonomiczną, głosi bezwarunkowe prawo człowieka 

do szczęścia i satysfakcji oraz krytykuje urzeczowiony charakter stosunków ludzkich w kapitalizmie) a analnymi 

cechami ducha mieszczańskiego, który mylnie postrzega marksizm jako zamach mający na celu równy podział 

indywidualnych  porcji.  Blisko  wiąże  się  z  tym  jeszcze  inne  zagadnienie, o których jedynie tu napomkniemy. 

Dotyczy ono odwrotu autorytetu paternalnego na planie psychicznym i wyłaniania się rysów skoncentrowanych 

wokół matki. Na przykład ziemia staje się hojną, oddaną matką dla wszystkich jej dzieci. Związana z tym jest 

emancypacja  kobiet,  ale  jednocześnie  dla  faszyzmu  w  obrębie  niższej  klasy  średniej  charakterystyczne  jest 

akcentowanie  męskiego  autorytetu  i  podrzędnej  roli  kobiet.  Stosunek  między  nacjonalizmem  a  patriarchalną 

strukturą  faszyzmu  to  jeszcze  jeden  obszar  w  tej  pełnej  problemów  dziedzinie.  39  *  Za  wzór  używania 

fałszywych i powierzchownych kategorii psychologicznych można postawić prace Sombarta. Pisze o człowieku 

przedkapitalistycznym: "To człowiek naturalny, człowiek, jakiego stworzył Bóg (...). Łatwo zauważyć, że jego 

postawa ekonomiczna wypływa z samej natury ludzkiej" (Sombart, "Der Bourgeois", op. cit., s. 11). Tę samą 

powierzchowność znajdziemy w jego analizie psychiki przedsiębiorcy kapitalistycznego, którą Sombart uważa 

za  psychikę  dziecka:  "Podstawowa  wartość  takich  ludzi  polega  na  zredukowaniu  wszystkich  procesów 

psychicznych do ich najprostszych elementów (...), na regresji do psychiki prostackiej i infantylnej. Chciałbym 

to  udowodnić.  Cztery  podstawowe  zespoły  wartości  dominują  w  życiu  dziecka:  (1)  wielkość  fizyczna,  (2) 

szybkość  ruchu,  (3)  nowość,  (4)  poczucie  siły.  Te  same  i  -  jak  myślę  -  tylko  te  wartości  stanowią  system 

wartości  współczesnego  człowieka  (Ibid.,  op.  cit.,  s.  221  i  n.).  Epilog  Ta  książka  zajmuje  się  kryzysem 

psychoanalizy. Jeśli nie wyrzekamy się należytej perspektywy, to trzeba powiedzieć, że nie sposób rozprawiać o 

tym  kryzysie,  nie  wiedząc,  że  jest  fragmentem  większego.  Jakiego?  Czy  chodzi  o  kryzys  współczesnego 

społeczeństwa? O kryzys człowieka? Zachodzą obydwa, to fakt, ale prawdziwy kryzys, który dziś przeżywamy, 

wyjątkowy w całych dziejach, to kryzys samego życia. Powtórzmy koniecznie za tymi, którzy to wiedzą, których 

to  obchodzi  i  którzy  usiłują  to  wyrazić  najdobitniej  jak  potrafią.  Stoimy  wobec  możliwości,  że  w  ciągu 

pięćdziesięciu lat - a nawet dużo wcześniej - na ziemi może przestać istnieć życie i to nie tylko w wyniku wojny 

nuklearnej, chemicznej i biologicznej (a co roku postęp techniczny sprawia, że broń staje się jeszcze bardziej 

niszczycielska),  lecz  również  w  wyniku  "postępu"  technologicznego,  który  powoduje,  że  gleba,  woda  i 

background image

Erich Fromm (1970) Kryzys psychoanalizy. Strona 65 z 65 

65 

powietrze  stają  się  niezdolne  do  podtrzymywania  życia.  Czy  psychoanaliza  ma  jakieś  znaczenie  dla  kryzysu 

życia?  Może  nie  ma.  Może  fakt,  że  rządzący  i  rządzeni  -  powodowani  ambicjami,  zachłannością,  ślepotą  i 

umysłowym bezwładem - z taką determinacją zmierzają ku katastrofie oznacza, że kości zostały już rzucone, a 

mniejszość, która widzi to, co nadchodzi, przypomina chór na greckiej scenie, który może komentować tragiczny 

bieg zdarzeń, lecz nie ma dość siły, by go odwrócić. Kto jednak mógłby się wyzbyć nadziei, póki życie istnieje? 

Kto  może  milczeć,  póki  miliardy  istot  ludzkich  żyją,  oddychają,  śmieją  się,  płaczą  i  żywią  nadzieję?  Wciąż 

mówią o niebezpieczeństwie biologowie, genetycy, ekonomiści, fizycy, teologowie, filozofowie, socjologowie, 
psychologowie  - 

nie  ich  większość,  lecz  niektórzy  -  mówią  z  perspektywy  poszczególnych  dziedzin  i 

poszczególnych punktów widzenia. Psychoanalityk musi mówić o tym, co dostrzega ze swego punktu widzenia. 
Wie 

jak  inni,  że  czasu  zostało  niewiele  i  że  trzeba  kłaść  nacisk  na  problemy  główne.  W  tej  sytuacji  mogę 

zwracać uwagę tylko na to, co stanowi główne problemy w moim rozumieniu. Próbowałem je wskazać w tych 

szkicach, jednak po ponownym ich przeczytaniu myślę, że powinienem dodać myśl końcową. Przede wszystkim 

psychoanaliza zajmuje się zagadnieniem krytycznej świadomości, odsłanianiem śmiertelnie groźnych złudzeń i 

racjonalizacji  paraliżujących  zdolność  do  działania.  Poza  tym  uważam,  że  najistotniejszym  zagadnieniem, do 

którego psychoanaliza może wnieść wkład, jest nastawienie do samego życia. Tutaj jednak psychoanaliza musi 

rozstać  się  z  Freudem,  który  w  drugiej  połowie  swego  życia  był  przekonany,  że  zmierzanie  ku  śmierci  i 

zniszczeniu jest tak fundamentalną i nie dającą się wykorzenić cechą człowieka, jak dążenie ku życiu. Inni, na 

przykład K. Lorenz, chociaż z innego punktu widzenia, twierdzą, że agresywność jest wrodzoną właściwością 

człowieka  i  trudno  ją  kontrolować.  Jednak  w  tym  entuzjastycznym  odkrywaniu  wrodzonego charakteru 

destruktywności  (które,  nawiasem  mówiąc,  okazało  się  wcale  wygodne,  jeżeli  chodzi  o  zracjonalizowanie 

bezwładu  wobec  niebezpieczeństwa  wojny),  prawie  w  ogóle  nie  pojawiły  się  próby  rozróżnienia  rozmaitych 

rodzajów  agresywności:  (1)  agresywności  reaktywnej,  służącej  życiu  jako  obrona  przed  prawdziwym  -  lub 
domniemanym  - 

zagrożeniem  istotnych  interesów;  (2)  sadyzmu,  czyli  pragnienia  wszechwładzy  i  chęci 

całkowitego  kontrolowania  istot  ludzkich;  (3)  destruktywności,  czyli  nienawiści  skierowanej wprost przeciw 

życiu,  pragnącej  zniszczyć  je.  Ponieważ  nikt  dostatecznie  nie  rozróżnił  tych  rozmaitych  i  całkowicie 

odmiennych  typów  agresji,  zatem  nikt  nie  próbował  podjąć  się  zbadania  warunków  odpowiedzialnych  za 

obecność  i  intensywność  każdej  z  tych  form  agresji,  a  już  tym  bardziej  zbadania  środków  pozwalających 

nasilenie owych agresywności zmniejszyć. Problemem podstawowym, jak sądzę, jest przeciwstawienie miłości 

życia  (biofilii)  i  miłości  śmierci  (nekrofilii)  -  jako  alternatywy,  a  nie  skłonności  równoległych  -  przy czym 

biofilia jest tu normalną biologicznie miłością życia, a nekrofilia patologiczną perswazją, miłością i pociągiem 

do  śmierci  1.  (*)  (Blisko  spokrewnionym  ze  złośliwą  formą  charakteru  analnego  w  ujęciu  Freuda)  Biofilię  i 

nekrofilię  można  często  spotkać  u  tej  samej  osoby.  Oznacza  to  -  bez  względu  na  to  czy  przenikają  się  one 
nawzajem czy nie - 

względną intensywność owych dwóch zasadniczych namiętności. Większość ludzi nie jest 

kochankami  śmierci  2.  (*)  (Wstępne  badania,  które  przeprowadził  Michael  Maccoby,  wykazują,  że  według 

rozsądnych  szacunków  na  skrajne  formy  nekrofilii  można  natrafić  u  około  dziesięciu  procent  różnych  typów 
populacji w Stanach Zjednoczonych i w Meksyku. Por. Michael Maccoby, "Polling Emotional Attitudes in 
Relation 

to Political Choices".) (*) Mogą się oni jednak pojawiać, zwłaszcza w czasach kryzysu, pod wpływem 

desperackich  nekrofilów;  bo  kochankami  śmierci  są  zawsze  desperaci.  Ludzie  mogą  ulec  wpływowi  ich 
sloganów i ideologii, które -  rzecz jasna - 

ukrywają  i  racjonalizują  prawdziwy  cel  nekrofilów:  destrukcję. 

Kochankowie  śmierci  powołują  się  na  honor,  porządek,  własność,  na  przeszłość,  a  czasem  również  na 

przyszłość,  wolność  i  sprawiedliwość.  Psychoanaliza  uczy  sceptycyzmu  wobec  tego,  co  człowiek  mówi, 

ponieważ  słowa  ujawniają,  w  najlepszym  razie,  jedynie  świadomość  mówiącego;  psychoanaliza  uczy  czytać 

między wierszami, słuchać "trzecim uchem", czytać z twarzy, gestów, z każdej ekspresji ciała. Psychoanaliza 

może  pomóc  ludziom  wypatrzeć  kochanków  śmierci  ukrytych  pod  maskami  wzniosłych  ideologii,  dostrzec 

jakimi  są,  a  nie  co  mówią.  Równocześnie  jednak  może  pomóc  w  odkryciu  kochanków  życia,  znów  nie  na 

podstawie słów, lecz istoty. Przede wszystkim psychoanaliza może pomóc w odkrywaniu elementów nekrofilii i 
biofilii 

w samym sobie, umożliwić dostrzeganie ich zmagań, a także pomóc w zwycięstwie miłości życia nad jej 

przeciwniczką. Powoływanie się na człowieka, pokój lub Boga brzmi dwuznacznie, jeżeli nie towarzyszą  mu 

słowa, od których trzeba zacząć i na których trzeba skończyć: "W imieniu Życia!"  
1/ 1