background image

Kłamstwo smoleoskie 

 

Raport  Międzypaostwowego  Komitetu  Lotniczego  w  sprawie  przyczyn  katastrofy 
smoleoskiej  został  wczoraj  zaprezentowany  i  opublikowany. 

Zdaniem  przewodniczącej 

Komitetu  gen.  Tatiany  Anodiny,  wina  leży  po  stronie  polskiej  załogi  oraz  złego 
przygotowania  lotu.  Jak  bumerang  powracało  oskarżenie  o  naciski  i  wywieranie  presji 
psychologicznej na pilotów.

 

Polskie uwagi zostały przez Rosjan całkowicie zlekceważone.

 

Już  w  pierwszych  słowach  swojego  wystąpienia  podczas  zorganizowanej  w  Moskwie 
konferencji  prasowej 

Anodina  nieprawidłowo  podała  liczbę  ofiar  kwietniowej  katastrofy, 

mówiąc,  że  było  ich  "96  oraz  załoga",  zamiast  "96  w  tym  załoga".

  W  dalszym  ciągu 

przewodnicząca  wielokrotnie  zachwalała  kompetencje  własne  i  kierowanej  przez  siebie 
instytucji, którą określiła mianem "niezależnej międzypaostwowej organizacji". Rzeczywiście 

MAK ma formalnie status organizacji międzynarodowej, która zrzesza paostwa byłego ZSRS 
(oprócz bałtyckich).

 Jednak zarówno 

kierownictwo, jak i większośd pracowników wszystkich 

szczebli  to  oczywiście  Rosjanie,

  najczęściej  wywodzący  się  z  wojskowego  lub  cywilnego 

lotnictwa rosyjskiego. 

MAK był wielokrotne oskarżany o brak obiektywizmu.

 Ta sama instytucja zajmuje się również 

certyfikacją  samolotów,  zakładów  remontowych  i  lotnisk. 

Nie  chcąc  przyznad,  że  zawiodły 

urządzenia, które sami dopuścili do użytku, eksperci Komitetu z reguły obciążają winą załogę 
lub  warunki  atmosferyczne

W  podobnej  sytuacji  znalazła  się  w  2006  roku  Armenia,  gdy 

Airbus  A320  jej  sztandarowych  linii  Armavia  rozbił  się  przy  podchodzeniu  do  lądowania  w 
Soczi. Wówczas Ormianie oskarżali MAK o zatajenie dowodów dotyczących błędów ze strony 
kontroli  lotów  i  fatalnego  stanu  technicznego  lotniska.  Azerski  pilot  Aleksandr  Kazancew, 
który  został  oskarżony  o  rozbicie  w  Baku  Iła-76,  nie  mogąc  bezpośrednio  wytoczyd  sprawy 
sądowej  organizacji  międzynarodowej,  oskarżył  linie  lotnicze,  w  których  pracował,  o 
zniesławienie.  W  toku  postępowania  doszło  do  ujawnienia  ukrytych  przez  MAK  dowodów, 
m.in. dopuszczenia do użytkowania silnika wcześniej przeznaczonego na złom.

 

Tatiana  Anodina  zręcznie  ominęła  sporny  problem  statusu  lotu.  By  go  określid,  użyła 
wyrażenia "jednorazowy lot międzynarodowego transportu osób".

 Jej zdaniem, dla tego typu 

operacji  lotniczej  decyzja  o  lądowaniu  i  odpowiedzialnośd  spada  całkowicie  na  dowódcę 
załogi. 

Przewodnicząca MAK  nie  odniosła  się  w żaden  sposób do odmiennej  opinii polskich 

ekspertów,  m.in.  akredytowanego  przedstawiciela  Polski  Edmunda  Klicha.

 

Taki  status  lotu 

jest  jednak  wygodny  dla  strony  rosyjskiej,  gdyż  stanowi  argument  w  obronie  kontrolerów 
lotu.  Zgodnie z  przepisami  lotniczymi  Federacji Rosyjskiej  interpretowanymi  przez MAK  nie 
jest  przewidziane  zamknięcie  lotniska  z  przyczyn  meteorologicznych,  a  zatem  wieża  nie 
mogła tego zrobid.

 

background image

Na  konferencji  prasowej  oprócz  Tatiany  Anodiny  występował  kierujący  komisją  techniczną, 
odpowiedzialny  za  przygotowanie  raportu  Aleksiej  Morozow. 

Nie  było  natomiast  ani 

Edmunda  Klicha,  ani  żadnego  z  24  polskich  ekspertów,  z  których  pomocy  korzystał  MAK.

 

Obecnym  i  telewidzom  został  zaprezentowany  film  pokazujący  symulację  ostatnich 
kilkunastu  minut  lotu  polskiego  Tu-154M.  Była  to  oparta  na  ogólnodostępnej  usłudze 
internetowej  Google  Earth  prezentacja  graficzna  ruchu  samolotu  na  tle  satelitarnych  zdjęd 
ziemi, na którą nałożono nagrane głosy z rejestratora w kabinie samolotu. 

 

"Bezprecedensowy" we wszystkich przypadkach. 

Najczęściej  padającym  słowem  podczas  konferencji  był  odmieniany  na  wszelkie  sposoby 
przymiotnik  "bezprecedensowy".  Takie  były  i dochodzenie,  i  współpraca  ze  stroną  polską,  i 
nadzwyczajna  transparentnośd  postępowania. 

Według  Anodiny,  polscy  specjaliści 

uczestniczyli  we  wszystkich  czynnościach  i  badaniach  oraz  mieli  dostęp  do  wszystkich 
materiałów,  również  poufnych.

 

Jak  wiadomo,  stojący  na  czele  polskiej  delegacji  Edmund 

Klich nie uczestniczył np. w próbnych oblotach lotniska i wielokrotnie mówił publicznie o 
swoim  niezadowoleniu  ze  współpracy  z  Rosjanami.

  Pytana  o  to  przewodnicząca  MAK 

ostentacyjnie  zbywała  stwierdzeniem,  że  jej  instytucja  robiła  tylko  to,  co  przewiduje 
konwencja  chicagowska.  Dla  niej  kwestia  stosowania  tego  właśnie  dokumentu  nie  ulega 
wątpliwości wbrew opinii polskich i zagranicznych ekspertów w tej sprawie. Przewodnicząca 
MAK  kilkakrotnie  mówiła  także  o  konsultacjach  z  innymi  paostwami,  w  tym  USA,  oraz 
ekspertami  międzynarodowymi.  Nie  wiadomo,  na  czym  one  polegały,  z  wyjątkiem  uwag 
służb  zarządzania  ruchem  powietrznym  w  Stanach  Zjednoczonych,  które  przysłały  swoje 
uwagi,  dotyczące  funkcjonowania  urządzeo  produkcji  amerykaoskiej  zainstalowanych  w 
polskim tupolewie. 

Anodina i Morozow, odpowiadając na pytania dziennikarzy, również rosyjskich, wielokrotnie 
odbiegali  od  tematu,  powtarzając  wciąż  te  same  kwestie.

  Dotyczyło  to  niejasności  w 

przebiegu ostatnich chwil lotu, braku informacji o pracy kontrolerów oraz o ich kontaktach z 
przełożonymi w Moskwie i oceny wpływu przekazywanych poleceo na przebieg tragicznego 
zdarzenia. Według gen. 

Tatiany Anodiny, załoga nie korzystała z informacji przekazywanych 

przez wieżę, a jedynie z własnych urządzeo i pomocy nawigacyjnych, co jednak nie znajduje 
potwierdzenia  w  opublikowanym  stenogramie  zapisów  z  MARS-BM,  w  którym  ma  miejsce 
wymiana informacji o kursie i wysokości samolotu.

 

Według  MAK,  samolot  Tu-154M  był  przed  odlotem  sprawny,  podczas  lotu  nie  było  na 
pokładzie  wybuchu,  pożaru  ani  uszkodzenia. 

Wytknięto  natomiast  nieprawidłowości  w 

przygotowaniu  lotu  i  złą  organizację  pracy  w  36.  Specjalnym  Pułku  Lotnictwa 
Transportowego.  Niewystarczająco  miano  przygotowad  się  do  lądowania  na  lotniskach 
zapasowych, załoga otrzymała również błędny plan podejścia do lądowania w Smoleosku, na 
którym ścieżka schodzenia usytuowana była pod kątem 3 st. zamiast 2 st. 40 min. Piloci nie 

background image

otrzymali  również  aktualnej  prognozy  pogody.  Raport  zarzuca  załodze  niedostateczne 
wyszkolenie  w  zakresie  lądowania nieprecyzyjnego  i  to, że nie  lądowali w  złych  warunkach 
atmosferycznych w ciągu 5 miesięcy poprzedzających katastrofę.

 

Jedyną  nieprawidłowością  po  stronie  rosyjskiej  była  niesprawnośd  kilku  świateł  podejścia 
lotniska Siewiernyj.

 Jednak zdaniem Rosjan, nie mogło to mied wpływu na lot, gdyż załoga 

we  mgle  i  chmurach  nie  mogłaby  zobaczyd  tych  świateł. 

Przypomnijmy,  że  niemal 

natychmiast po katastrofie rosyjscy funkcjonariusze wymienili cały system świateł podejścia 
na smoleoskim lotnisku.

 

Przyczyną bezpośrednią, według raportu MAK, było niepodjęcie decyzji o odlocie na lotnisko 
zapasowe  (lub  na  drugi  krąg)

  na  wysokości  decyzji  wynoszącej  100  metrów  pomimo 

warunków  atmosferycznych  poniżej  minimum  meteorologicznego. 

Błędem  miało  byd 

również  włączenie  tzw.  automatu  ciągu  przez  załogę.

 

MAK  twierdzi,  że  wolno  go  używad 

tylko  podczas  lądowania  precyzyjnego  z  użyciem  ILS  (innego  zdania  jest  strona  polska,  co 
znalazło  odzwierciedlenie  w  uwagach  przekazanych  MAK).

 

Zarzucono  także  zlekceważenie 

komunikatów systemu TAWS. Według wyliczeo komisji technicznej Komitetu, samolot leciał 
zbyt szybko, zbyt wysoko i zniżał  się za szybko. Jedną z przyczyn tego odchylenia miała byd 
wspomniana rozbieżnośd w danych z planu podejścia, dodatkowo jeden z wysokościomierzy 
był nieprawidłowo ustawiony, gdyż w pewnym momencie wprowadzono do niego inne dane 
o ciśnieniu.

 

MAK nie potrafi  wyjaśnid, dlaczego któryś z członków załogi tak zrobił.  Według 

strony  polskiej,  nawigator  nie  mógł  fizycznie  przestawid  wysokościomierza,  gdyż  na  taki 
ruch nie pozwalało zapięcie w pasach.

  

Przyczyną pośrednią, której raport poświęca bardzo wiele miejsca, jest kwestia nacisków na 
pilotów, aby wylądowad za wszelką cenę, i obecnośd osób spoza załogi w kabinie sterowania 
samolotem.

 O "presji" Anodina i Morozow mówili wielokrotnie, wracając do niej nawet przy 

omawianiu  zupełnie  innych  kwestii.  Raport  powołuje  się  na  opinie  rosyjskich  biegłych 
psychologów,  zdaniem  których  obecnośd  dowódcy  Sił  Powietrznych,  gen.  Andrzeja  Błasika, 
miała  tak  silny wpływ  na  dowódcę  samolotu,  że  gotów  był  podjąd  "nieuprawnione  ryzyko" 
lądowania  pomimo  niepozwalających  na  to  warunków.  Obawa  przed  niezadowoleniem  ze 
strony  prezydenta,  nazywanego  wciąż  "głównym  pasażerem",  doprowadzid  miała  do 
powstania "problemu emocjonalnego i psychologicznego konfliktu motywacji". Do przyczyn 
katastrofy  zaliczono  także  "długie  rozmowy"  z  dyrektorem  Protokołu  Dyplomatycznego 
Mariuszem  Kazaną  na  temat  pogody  i  możliwych  rozwiązao  alternatywnych  w  przypadku 
niewylądowania  w  Smoleosku. 

Nie  wskazano  jednak  na  żadne  konkretne  przejawy 

nacisków  z  jego  strony  ani  przekazane  przez  prezydenta.  To  samo  dotyczy  również 
obecności  gen.  Błasika,  którego  słowa  ujawnione  w  stenogramie  zapisu  rejestratora 
kabinowego nie zawierają żadnych sugestii czy poleceo dla załogi.

 

Osobny  rozdział  raport  poświęca  wydarzeniom  z  12  sierpnia  2008  r.,  kiedy  to  śp.  Lech 
Kaczyoski miał pretensje o lądowanie w Gandży w Azerbejdżanie zamiast w Tbilisi, zgodnie z 
jego  życzeniem.  Nie  uwzględniono  jednak  faktu,  że  to  właśnie  gen.  Błasik  doprowadził  do 

background image

porozumienia  między  prezydentem  a  pilotami  specpułku  i  stał  na  stanowisku  zgodnym  z 
prawem i zwyczajem, że do dowódcy załogi należy ostatnie słowo we wszystkich sprawach 
dotyczących sterowania samolotem. 

Na  uwagę  zasługuje  sposób  odniesienia  się  Międzypaostwowego  Komitetu  Lotniczego  do 
150  stron  uwag  i  zastrzeżeo  strony  polskiej  przekazanych  16  grudnia.  Według  Aleksieja 
Morozowa, nie miały one charakteru technicznego i dlatego nie zostały uwzględnione.