background image

Maria Janion 
„Nie-Boska komedia” - skażone arcydzieło 

Niektóre z polskich debat o Żydach toczących się po rewolucji francuskiej 

nabrały   szczególnego   odcienia,   pozostając   zresztą   stale   pod   wpływem 
francuskich   konserwatystów.   Należały   też   one   do   kanonu   lektur   Zygmunta 
Krasińskiego,   który   będzie   przedmiotem   naszych   zainteresowań,   i   tworzyły 
charakterystyczny repertuar antyżydowskich oskarżeń. 

Konserwatyści francuscy ostrzegali przed straszliwymi skutkami emancypacji 

Żydów   -   po   przyznaniu   im   przez   Konstytuantę   praw   obywatelskich.   Ciąży 
przecież na nich przekleństwo Boże za wielką zbrodnię bogobójstwa; z natury są 
wiarołomni; nienawidzą chrześcijan. 

Francuski filozof Louis de Bonald pisał w 1806 r., że chrześcijanie „mogą się 

dać   Żydom   oszukiwać,   ale   nie   powinni   dać   się   przez   nich   rządzić”. 
Wyemancypowani Żydzi mogą stać się jeszcze gorsi niż dotąd; dana im wolność 
wyzwoli ich przyrodzone „niskie instynkty”. A gdyby tak się stało, to - jak pisze 
Monika Senkowska-Gluck - „wszak bez okropnych wstrząsów nie zdołałoby się 
ich wepchnąć z powrotem w stan zależności, może trzeba by się uciec nawet do 
totalnej eksterminacji”. Te rozważania chrześcijańskiego filozofa, jak pisano, nie 
mogą   nie   przejmować   dreszczem.   Inni   konserwatyści,   podobnie   jak   i   polscy, 
uważali, że nawet Żyd nawrócony na religię chrześcijańską pozostaje Żydem, nic 
nie jest w stanie zmienić jego cech wrodzonych. 

Nad   wszystkimi   tymi   enuncjacjami   góruje   dzieło,   które   miało   wpływ 

decydujący na myśl konserwatywną XIX w. i późniejsze jej odrośle w wieku XX. 
To „Pamiętniki do historii jakobinizmu” z końca XVIII w. autorstwa Augustine'a 
de Barruela. 

Wielka siła fantazmotwórcza Barruela sprawiła, że opracowana przezeń wizja 

rewolucji   francuskiej   jako   efektu   działalności   tajnych   stowarzyszeń   stała   się 
wzorem   wszelkich   spiskowych   teorii   dziejów.   Wszystkie   nieszczęścia,   które 
trapiły   chrystianizm,   znajdują   swoje   wyjaśnienie.   Żydzi   inspirują   działania 
antychrześcijańskie; oszukańczo podając się za katolików, dążą do rozsadzenia 
Kościoła od wewnątrz. Góruje wizja żydostwa jako siły kierowniczej ogromnego 
spisku. 

„Być może znajdujemy się tutaj u źródeł »Protokołów mędrców Syjonu«” - 

twierdzi Léon Poliakow. Joseph de Maistre nazywał Żydów „przeklętą sektą”, 

widział   w   nich   destrukcyjną   i   wywrotową   siłę   zmierzającą   do   podkopania 
chrześcijańskiego ładu, inspirującą wszelkie rewolucje. Isaiah Berlin wydobywał 
z de Maistre'a „zaabsorbowanie krwią i śmiercią”, co nie jest bez znaczenia dla 
oddziaływania na wyobraźnię Zygmunta Krasińskiego. 

*** 
Podkreślam rolę wyobraźni dlatego, że bliżej zajmę się poetą - Zygmuntem 

Krasińskim i jego wydanym w 1835 r. dramatem „Nie-Boska komedia”. Można 
tu jednak mówić nie tylko o związkach z obrazami poruszającymi wyobraźnię 
epoki, ale wręcz o wyobraźni domu rodzinnego. Ojciec poety Wincenty Krasiński 
(hrabia,   generał   dywizji,   marszałek   Sejmu)   w   roku   1818   opublikował   po 
francusku broszurę „Uwagi o Żydach”, do których wrócę za chwilę. 

Na   poglądach   konserwatywnej   elity   Królestwa   Kongresowego   zaważyło 

stanowisko Stanisława Staszica. Jego sądy, przeniknięte etnicznymi stereotypami, 
utrwaliły się na przeszło dwa stulecia. Staszic dostrzegał w Żydach „przyczynę 
wszelkich   nieszczęść   narodu   polskiego”.   Nakaz   oszustwa   jest   zawarty  w   ich 
religii, podobnie jak zawziętość na chrześcijan. 

Chłopski, popierany i podsycany przez obsesyjne nauki kościelne pogląd na 

Żyda przetrwał w Polsce do dzisiaj i stał się składnikiem również współczesnego 
antysemityzmu. Powstawał wizerunek Żyda, który bywa nazywany mitycznym, 
gdyż   jest   uogólnieniem   dalekim   od   zwyczajności   i   codzienności,   wizerunek 
nadający mu cechy demonicznej władzy i potęgi. Żyd ma tutaj cztery cechy - jest 
„zły, szkodliwy, obcy i wrogi”. 

Dążenie   do   całkowitego   odizolowania   Żydów   uzasadniał   Staszic   tym,   że 

stanowią oni sekretną korporację, tajemniczy zakon. Żydzi jako niebezpieczny 
wróg wewnętrzny: u Staszica znajdziemy nowożytne przedstawienie tego - tak 
ważnego dla następnych dwustu lat - fantazmatu. Jeśli uważać za wyznacznik 
antysemityzmu ideę Żyda „jako wroga, którego należy nienawidzieć i z którym 
trzeba   walczyć”,   „wroga,   który   odpowiedzialny   jest   za   nasze   nieszczęścia   i 
którego należy zniszczyć”, to Staszicowi przysługuje miano antysemity. 

Aleksander   Hertz   traktuje   broszurę   generała   Krasińskiego   -   mimo 

zarysowujących   się   różnic   -   na   równi   z   wywodami   Staszica.   Ważne   są   tu 
odciskające się w pamięci idee-obrazy-matryce wyobraźni, takie jak kierujący się 
własnymi   celami   spisek   ogólnożydowski;   powiązane   z   nim   knowania 
przechrztów (frankiści, ci rzekomo nawróceni Żydzi, jako fałszywi chrześcijanie 

1

background image

staną   się   prawdziwą   zmorą   rodu   Krasińskich);   groźba   judaizacji   Polski. 
Wszystkie   te   fantazmaty,   niebezpieczeństwa   i   zagrożenia   pojawią   się   w 
twórczości syna Wincentego, Zygmunta Krasińskiego, który zawsze będzie kładł 
nacisk na zasadnicze różnice dwóch moralności - „żydowskiej” i „polskiej”. 

Jeden   ze   zwolenników   generała   Wincentego   Krasińskiego,   Gerard   W. 

Witowski, wysunął jeszcze radykalniejsze środki zaradcze: plan przymusowego 
exodusu, „oczywiście kosztem samych Izraelitów”. Bezwzględność swoją autor 
tłumaczy tym, że jak najszybciej trzeba dokonać „odłączenia od nas Żydów”, 
zanim   zdążą   Polaków   ostatecznie   zdeprawować.   Naród   polski   jako   wielce 
cnotliwy musi być oddzielony od niemoralnych z istoty swej Żydów. 

Trudno   nie   zaliczyć   pomysłów   adherenta   generała   Krasińskiego   do 

eliminacyjnych   według   terminologii   politologa   Daniela   J.   Goldhagena, 
emocjonalnie i intelektualnie przygotowujących ostateczne pozbycie się Żydów. 
Zasadniczą rolę w owym procederze odgrywało wywodzące się z demonologii 
chrześcijańskiej utożsamienie Żydów z wszelkim diabelstwem. 

*** 
W   przedstawionej   sekwencji   zagrożeń   ze   strony   Żydów   nie   zabrakło   ich 

skłonności do rewolucji. W broszurze Ludwika Janowskiego z 1818 r. pojawia się 
wizja możliwej żydowskiej rewolty podniesionej przez neofitów, dla których cele 
żydowskie są najważniejsze, a chrześcijaństwo jest tylko pozorem. Autor kreśli 
wizję,   która   była   traktowana   jako   jedna   z   możliwych   inspiracji   „Nie-Boskiej 
komedii”: „Pytam się więc teraz, czyliby kilku milionów żydostwa rachując ich z 
neofitami, za zjawieniem się wielkim geniuszem obdarzonego Żyda lub wychrzty 
rewolucji podnieść nie mogli? I czyliby nas wszystkich trwogą nie nabawili?”.

W omawianej  broszurze  Janowskiego figuruje  przypis  o popełnianiu przez 

Żydów   mordów   rytualnych.   Autor   stwierdza   bez   ogródek,   że   "zbrodnia 
sekretnych zabójstw chrześcijan praktykuje się u nas (...), gdyż Żydzi w pewne 
swoje święta krwie ich potrzebują". Na poziomie fantazmatycznym pragnienie 
krwi   chrześcijańskiej   łączy   się   z   żydowskimi   dążeniami   rewolucyjnymi. 
Oskarżenie o mordy rytualne powtarzało się co pewien czas, na przykład ksiądz 
Chiarini   twierdził,   że   znów   w   roku   1827   próbowano   mordu   rytualnego   w 
Warszawie, a z Talmudu sączy się trucizna nienawiści do chrześcijan. 

Ksiądz Alojzy Ludwik Chiarini był profesorem Uniwersytetu Warszawskiego, 

a   także   zaufanym   przyjacielem   generała   Wincentego   Krasińskiego   i 

nauczycielem   Zygmunta   Krasińskiego.   Uchodził   za   znawcę   Talmudu   i   w 
ogólności judaizmu, szczególnie jako autor francuskiego dwutomowego dzieła 
"Teoria judaizmu". Był on swoistym personalnym łącznikiem między poglądami i 
debatami o Żydach w Królestwie Polskim a Zygmuntem Krasińskim. Chiarini, co 
trzeba   podkreślić,   upierał   się   przy   swoim   przeświadczeniu,   że   Żydzi   mogą 
nastawać na życie chrześcijan. 

Jeden   z   polemistów   Chiariniego,   Jakub   Tugendhold,   był   przekonany,   że 

podobnie jak inni głosiciele mitu mordu rytualnego kieruje się on zastarzałym 
fanatyzmem   i   żądzą   prześladowania   Izraelitów.  Tugendhold   pisał   o   "bolesnej 
goryczy",   jaka   zalała   jego   serce,   gdy   przed   dwoma   laty   usłyszał   opowieść 
jednego z tutejszych sławnych lekarzy chrześcijańskich, który utrzymywał, że 
widział   na   własne   oczy   dziecko   zamordowane   przez   Żydów   przy   użyciu 
"najdoskonalszej sztuki dla wydobycia wszelkiej krwi z ciała owego dziecięcia". 
Tugendhold był wstrząśnięty i gdy dał wyraz oburzeniu, spotkał się z milczeniem 
towarzystwa z warszawskiego salonu. 

Do   milczenia   elit   wobec   tak   nikczemnych   oskarżeń   Żydów   Tugendhold 

jeszcze kilkakrotnie powracał. Cóż mógł na to poradzić? Odpowiedź znajdujemy 
w jednym z przypisów: "Kto tedy w Polsce, gdzie ów fałszywy i nieludzki zarzut 
dotąd   trwa,   rumienić   się   powinien?   Czy   Izraelici,   czy   chrześcijanie?".   Ani 
nauczyciel Chiarini, ani uczeń Krasiński jednak się nie zarumienili. 

Opisy   popełnianych   przez   Żydów   mordów   rytualnych   zdradzają   istnienie 

pewnej   narracji   prześladowczej.   Inscenizacja   wydarzenia   w   opowieści   ma 
zazwyczaj   te   same   rysy   literackiej   fabuły.   Odwołując   się   do   wyobrażenia 
ludowego, scenariusz ten można streścić w zdaniu: Żydzi porywają "na macę" i - 
wyciskając krew - zamęczają dziecko chrześcijańskie. Opowieść ciągnie się przez 
wieki i ma swe źródło w ludowych legendach, kościelnych kazaniach i pismach 
hagiograficznych.

Historyk Joshua Trachtenberg pisze o Żydzie występującym w tych narracjach 

jako   o   Żydzie   wymyślonym,   "Żydzie   teologicznym".   Chłopu   europejskiemu, 
wyznawcy Kościoła, mało przypominał on rzeczywistego Żyda, "z którym żył w 
przyjaźni,   z   którym   wspólnie   pracował   i   załatwiał   przeróżne   sprawy".   Ten 
rozziew musiał być zlikwidowany za pomocą wpajania przekonania, że Żyd tylko 
na pozór nie różni się od reszty ludności, gdyż umie udawać i oszukiwać.

Na   przykładzie   mitu   mordu   rytualnego   i   jego   rzeczywistych,   życiowych 

skutków można prześledzić, jak antyjudaizm staje się antysemityzmem. Między 

2

background image

chrześcijańskim   antyjudaizmem   a   nowożytnym   antysemityzmem   zachodzi 
stosunek   ideologicznej   transformacji.   Ale   mimo   niej   zasadnicza   struktura 
argumentacji antyżydowskiej pozostaje identyczna. 

*** 
Polska   z   początku   XIX   w.,   jak   można   sądzić   na   podstawie   nawet   tak 

pobieżnego przeglądu, stanowiła miejsce wykluwania się postaw antysemickich, 
niekiedy zawierających pomysły eliminacyjne. Jak już wspomniałam, przyjmuję 
definicję Goldhagena - podkreśla on, że pojęcie "eliminacyjny" nie odnosi się do 
zabijania,   ale   chęci   pozbycia   się   Żydów   oraz   ich   rzeczywistych   lub 
wyimaginowanych wpływów takimi czy innymi środkami. 

Katolicyzm   stanowi   niezbędne   tło   procederów   stawiających   sobie   za   cel 

zniknięcie Żydów. "Kościół sugerował czy nawet otwarcie stwierdzał, że Żydów 
należy   wyeliminować   z   chrześcijańskiego   społeczeństwa   przez   przymusowe 
nawrócenie   lub   wygnanie.   Jego   demonologia   dotycząca   Żydów   była   zbieżna, 
choć w sposób niezamierzony, z eliminacyjnymi rozwiązaniami, zakładającymi 
być może eksterminację, choć Kościół katolicki w swej doktrynie był przeciw 
zabijaniu Żydów i sam tego nie zalecał" (Goldhagen). 

Jak podkreślają Joshua Trachtenberg i Daniel Goldhagen oraz inni historycy 

katolickiego  antysemityzmu,  Kościół  judził  obrazami   bezeceństw  żydowskich, 
ale   jednocześnie   wzywał   do   miłosierdzia.   Recepcja   tych   nauk   była   tak 
ambiwalentna jak one same. Przypomnijmy, że G. Witowski w 1818 r. czy J. 
Gołuchowski w 1854 chcieli w dość okrutny sposób pozbyć się Żydów z Polski - 
w imię miłości do narodu i ludzkości oraz dla dobra samych Żydów. 

„Nie-Boska   komedia"   po   części   wyrasta   z   mentalności   i   myśli   elit 

konserwatywnych   Królestwa   Kongresowego.   Tutaj   ukształtowały   się   idee 
przewodnie   kierujące   obrazem   Żydów   w   dramacie   Krasińskiego:  

1. dążenie Żydów drogą spisku do panowania nad światem;
2. Talmud nauką nienawiści do chrześcijan;
2. pożądanie przez Żydów chrześcijańskiej krwi; 
3. przechrzty - fałszywi chrześcijanie knujący podstępne spiski; 
4. rewolucja jako narzędzie w rękach Żydów. 

Można   zadać   sobie   pytanie,   skąd   ideowe   znaczenie   tak   ujętej   tematyki 

żydowskiej?   Patriotyzm   rodu   Krasińskich   miał   szczególne   zabarwienie   - 
feudalnego poddaństwa w wypadku generała Krasińskiego oraz romantycznego 
pojmowania   narodu   przez   Zygmunta   Krasińskiego.   Mówiąc   skrótowo,   na 
podłożu feudalno-romantycznym kształtuje się również nowożytny nacjonalizm. 

Nowożytna   koncepcja   narodu   wysuwa   na   plan   pierwszy  jego   tożsamość   i 

wspólność. Z zasady są one nieosiągalne, gdyż nowożytna zbiorowość pozostaje 
zawsze   wewnętrznie   immanentnie   zantagonizowana.   Fantazmat   ideologiczny 
stara się zamaskować tę niespójność. Najlepiej wówczas, jak pisze Slavoj Żiżek, 
odwołać się do postaci Żyda - "zewnętrznego elementu obcego ciała psującego 
zdrową   tkankę   społeczną".   Zatem   projekt   całkowicie   homogenicznego 
przejrzystego bytu zbiorowego zakłada niejako przeszkodę blokującą w postaci 
"Żyda". 

Hrabia Henryk w ujęciu poety jest protagonistą jednej ze stron tragicznego 

starcia, nie reprezentuje całości racji, lecz rację cząstkową, a zakończenie utworu 
nie   jest   jednoznaczne.   Wątek   "spisku   żydowskiego"   daje   się   wyodrębnić   z 
dramatu jako ciąg ideologicznych fantazmatów. W całości utworu zmagają się 
one z tragizmem cząstkowych racji. 

W   ten   sposób   to,   co   pochodziło   z   rozmaitych   enuncjacji   w   Królestwie 

Kongresowym, a również z innej ideologicznej publicystyki, nieraz musiało się 
modyfikować wskutek artystycznych wizji tragizmu. Sam Krasiński przecież w 
roku 1833 zwierzał się swemu angielskiemu przyjacielowi Henry'emu Reeve'owi, 
że   zaczął   pisać   dramat   "o   dzisiejszych   sprawach   tego   świata,   o   zasadzie 
arystokracji i ludu" - i nie wydobywał szczególnie znaczenia scen z przechrztami. 
Przyjaciel   Krasińskiego   Stanisław   Egbert   Koźmian   chciał   mu   te   sceny 
"wyperswadować",   ale   na   próżno.   Ceniąc   wysoko   cały   dramat,   Mickiewicz 
podjął   ostrą   polemikę   z   wyobrażeniem   "przedstawicieli   Izraela",   którym 
Krasiński kazał wypowiedzieć "nienawistne i okrutne" słowa. Jednak Krasiński 
upierał się przy wiarygodności swych sądów o Żydach. 

*** 
"Nie-Boska komedia" to skażone arcydzieło. Tu zajmę się tylko skażeniem. 

Na   jego   treść   składają   się   fantazmaty   teologiczno-ideologiczne:   przechrztów, 
Talmudu,   krwi,   bogobójstwa   i   spisku.   Zawarte   w   chórze   przechrztów 
autodefinicje wskazują na niewiarygodność żydowskiego nawrócenia. Żydzi nie 
mogą   być   szczerymi   chrześcijanami,   fałsz   ich   konwersji   zostaje   całkowicie 

3

background image

zdemaskowany. 

Hiszpańscy   marrani   i   polscy   frankiści   stanowili   dla   autora   "Nie-Boskiej 

komedii"   złowrogie   przykłady   chrześcijaństwa   pozornego.   Ukryta   i   żrąca 
nienawiść   do   chrześcijaństwa,   chęć   szkodzenia   mu   i   całkowitego   zniszczenia 
włada   zawsze   i   wszędzie   zarówno   Żydami,   jak   i   przechrztami.   Talmud   jako 
święta księga przechrztów zawiera nauki antychrześcijańskiej nienawiści. "Przed 
wiekami   wroga   umęczyli   ojcowie   nasi,   my  go   na   nowo   dziś   umęczym   i   nie 
zmartwychwstanie   więcej"   -   obwieszczają   przechrzty.   Jest   to   aluzja   do 
ukrzyżowania Chrystusa przez Żydów, do rewolucyjnych morderstw i również do 
tak zwanego mordu rytualnego - jako powtórzenia pierwszej zbrodni. 

Krwiożercza   natura   Żydów   znajduje   tutaj   całkowite   spełnienie.   Żydzi   od 

dawna   knują   na   zgubę   krzyża   -   za   pomocą   "wolności   bez   ładu",   "rzezi   bez 
końca", "zatargów i złości". Wszystko, co jest nienawiścią, konfliktem, nieładem 
moralnym i społecznym, służy żydowskim interesom. To ideologiczny fantazmat 
wiecznej przeszkody, stającej na drodze budowniczych ładu. 

Kilkakrotnie   pisano   o   "Nie-Boskiej   komedii"   jako   poprzedniczce   słynnego 

antysemickiego   falsyfikatu   -   pamfletu   noszącego   tytuł   "Protokoły   mędrców 
Syjonu" - zwracając uwagę na podobieństwo obrazów i słów. Krasiński stworzył 
nowożytną sztancę antysemickiej narracji, wykorzystującą dotychczasowy zasób 
wyobrażeń i stereotypów. O nowożytności opowiedzianego tu mitu politycznego 
zdecydowało zręczne wymieszanie czynnika teologicznego z ideologicznym. W 
"Nie-Boskiej komedii" równie ważne jest teologiczne wyjaśnienie zła (oskarżenie 
o bogobójstwo), jak ideologiczny fantazmat spisku. Spojenie tych dwóch wizji, 
dwóch   idei,   miało   wielkie   szanse   popularności   w   Polsce,   zwłaszcza   w 
środowiskach katolicko-nacjonalistycznych.

Dramat   Krasińskiego   można   było   odczytywać   jako   argument   w   logice 

samoobrony,   ponieważ   ukazywał   żydowskie   spiskowe   zamiary   godzące   w 
podstawę   Polski   -   chrześcijaństwo   -   oraz   uzasadniał   obawy   przed   Żydem 
przechrzczonym, Żydem zamaskowanym, Żydem wywrotowcem. Jak pisze Paul 
Zawadzki,   "zabsolutyzowany   obraz   Żyda   o   niezmiennie   perwersyjnej 
osobowości"   wyłaniał   się   z   judeofobicznych   nauk   Kościoła,   "Nie-Boskiej 
komedii"  i   "Protokołów  mędrców   Syjonu".  W  porządku  ideologicznym   jedno 
mogło podpierać drugie i podpierało.

Krasiński nie reprezentował jedynego w swej epoce poglądu na Żydów. Miał 

potężnych   antagonistów.   Rozbiorowi   "Nie-Boskiej   komedii"   Mickiewicz 
poświęcił w roku 1843 aż pięć wykładów. Niezwykle wysoko ceniąc rozmaite 
partie utworu, nazywając go "językiem rozpaczy człowieka genialnego", osobno 
musiał zająć się "sprawą Żydów polskich błędnie przedstawioną przez autora". 
Krasiński "w dramat wprowadził lud izraelski", ale ujął go fałszywie: "Dopuścił 
się,   można   powiedzieć,   występku   narodowego   [   crime   antinational   -   zbrodni 
antynarodowej],   zniesławiając   charakter   Izraelitów;   przedstawia   lud   izraelski 
jako czyhający jeno na sposobną chwilę, by zniszczyć szlachtę i chłopów, by 
dokończyć zagłady chrześcijaństwa. W usta przedstawicieli Izraela włożył słowa 
najbardziej nienawistne i okrutne". 

Mickiewicz był wówczas przekonany o szczególnej religijnej roli zesłanego 

przez Boga Izraela w dziejach Polski. Dlatego mówił dalej w toku wykładu: "Nie 
należy   tak   lekkomyślnie   tłumaczyć   wyroków   Opatrzności,   bo   nie   jest   bez 
przyczyny opatrznościowej, że Izraelici od tylu wieków żyją wśród Polaków i że 
ich los jest ściśle związany z losem narodu polskiego". Kiedy indziej mówił, że 
na ziemiach polskich "przeznaczenie związało ściśle dwie narodowości, na pozór 
tak sobie obce. Kraj nasz jest głównym siedliskiem najstarszego i najbardziej 
tajemniczego ze wszystkich narodów, narodu izraelskiego". Tajemniczość Izraela 
była dla Mickiewicza związana z tajemnicą objawienia. 

Krasiński nie mógł i nie chciał pogodzić się z sądem Mickiewicza. Konflikt 

między nimi zarysował się ostro w dobie Wiosny Ludów. Autor „Nie-Boskiej 
komedii” uważał Mickiewicza za głosiciela „czerwonych rzeczpospolit” oraz za 
przedstawiciela „ducha azjatyckiego, żydowskiego, co mu się wessał w żyły pod 
postacią   żony”.   Wtedy   też   Krasiński   wyznał:   „Więcej   niż   kiedy   strzegę   się 
Przechrztów   i   Żydów.   Pokaże   kiedyś,   że   scena   »   Nie-Boskiej   «o   nich   nie 
marzeniem   czczym   ani   też   crime   antinational   ,   jak   ją   nazwał   Mickiewicz   w 
Kursie   zindeksowanym!”.   Krasiński,   jak   dowodzą   ta   oraz   inne   wypowiedzi, 
uważał, że napisał prawdę o rzeczywistości. W swój mit o Żydach wierzył do 
końca. 

Spór, jaki toczył się między Mickiewiczem a Krasińskim, nie ogranicza się 

bynajmniej do epoki romantyzmu. Nurtuje on cały wiek XIX i XX, i trwa aż do 
dzisiaj. Nie można myśleć o polskim paradygmacie kulturowym, nie zdając sobie 
sprawy z charakteru i zasięgu tego sporu. 

4

background image

*** 
Choć nie zawsze sobie z tego zdajemy sprawę, zagłada Żydów określa cały 

dzisiejszy  system  kultury,   wszystkie   pytania   i   dylematy  ponowoczesności.  W 
Polsce w wielu dziedzinach niedostatecznie zakorzeniło się myślenie wyciągające 
wnioski   z   Holocaustu,   który  -   strasznym   zrządzeniem   dziejów   -   dokonał   się 
przeważnie   „na   polskiej   ziemi”.  Według  „Nowego   leksykonu   judaistycznego” 
„zagłada   była   zjawiskiem   jedynym   w   swoim   rodzaju.   W   dziejach   świata   od 
dawien dawna toczono imperialne wojny, wszczynano walki z takim czy innym 
ustrojem. Nigdy jednak w nowożytnej historii nie doszło do tak silnej eksplozji 
nienawiści   i   zniszczenia.   Nie   chodzi   o   żadną   abstrakcję   czy   metaforę,   lecz 
zniszczenie w dosłownym znaczeniu tego słowa. Celem nazistów było bowiem 
unicestwienie   całego   narodu   za   pomocą   takich   metod,   jak   zagłodzenie, 
rozstrzelanie, zagazowanie i spalenie. (...) Z powierzchni ziemi miała zniknąć 
cała kultura”. Dlatego silny sprzeciw budzą wszelkie próby „relatywizacji czy 
bagatelizowania Zagłady, bądź też nadania jej - przez analogię do działań innych 
dyktatorów - pozorów » normalności«”. 

Wyjątkowość Zagłady zmusza do pracy nad rewizją wielu przekonań. Zbyt 

silnie   ciążą   nad   nami   często   jeszcze   XIX-wieczne   schematy   heroiczno-
martyrologiczne,   stereotypy   śmierci   "godnej"   i   "niegodnej",   postawy 
"bohaterskiej"   i   "niebohaterskiej"   itp.   Wydaje   się,   że   zwłaszcza   tradycyjna 
problematyka humanizmu oraz humanistycznego myślenia o kłamstwie wymaga 
przypomnienia   niektórych  faktów   Zagłady  oraz   ich  interpretacji.  Tylko  w  ten 
sposób można wypełnić postulat Zygmunta Baumana, by wprowadzić wnioski 
wypływające z Holocaustu do głównego nurtu naszej nauki o współczesności. 

Dla   rozważań  o  śmierci   „godnej”   i   „niegodnej”   mottem  niech   będą   słowa 

Jeana Améry: „Od śmierci w Auschwitz do » Śmierci w Wenecji «nie prowadziła 
żadna droga”. 

Wspaniała opowieść do dziś nieznanego bliżej  Stefana Ernesta  ("O wojnie 

wielkich Niemiec z Żydami Warszawy") została skreślona w maju 1943 r., gdy 
autor ukrywał się w niemieckiej dzielnicy Warszawy. Relacja, napisana już po 
rozgromieniu powstania w getcie, które obserwował z ukrycia, stawia drastycznie 
problem   przewijający   się   przez   dziesiątki   i   setki   pamiętników,   powieści, 
opracowań   -   przeciwstawienia   bierności   większości   eksterminowanej   ludności 
żydowskiej   ("barany   idące   na   rzeź")   oraz   czynnego   oporu   powstańców, 
ratujących, jak podkreślano, honor bezkarnie masakrowanego narodu. 

Zgromadzone przez historyka Pawła Szapiro wypowiedzi z drugiej strony - z 

polskiej prasy konspiracyjnej - również wydobywają kontrast między masami, 
które biernie poszły na śmierć, a bohaterami powstania. "Pod gruzami legli ci, 
którzy   nie   chcieli   oddać   się   katom   bez   oporu".   Zginęli   "wybierając   los 
piękniejszy  niż   ten,   który  stał   się   udziałem   ich   współbraci   wywiezionych   do 
mordowni w Treblince czy Bełżcu. Zginęli jak ludzie walki, jak ludzie natchnieni 
tym duchem Warszawy, który zawsze wołał obywateli stolicy na drogę honoru i 
walki". Gdzie indziej opiewano tych, którzy przedłożyli "śmierć żołnierzy nad 
śmierć niewolników", którzy zrealizowali naprawdę hasło "zginąć z honorem". 

Patetyczny   artykuł   w   "Prawdzie   Młodych"   (organie   Frontu   Odrodzenia 

Narodowego)   z   kwietnia-maja   1943   r.   podawał   znamienną,   podszytą 
antysemickimi   uprzedzeniami   interpretację   zbrojnego   oporu   Żydów   w   getcie, 
przeciwstawiając   walczących   pogardliwie   traktowanej   masie   żydowskiej:   "Od 
roku z oburzeniem i politowaniem społeczeństwo polskie patrzy na  potworną 
zbrodnię   dokonywaną   bez   żadnej   próby   oporu   ze   strony   mordowanych. 
Dziesiątki   tysięcy   Żydów   szło   biernie   do   komór   gazowych   lub   pod   kule, 
płaszcząc się nikczemnie przed wrogiem. I oto nagle ten sam naród żydowski 
chwyta za broń. Ten sam naród walczy heroicznie". 

Słyszalny   jest   ton   propagandy   antysemickiej,   operującej   tak   często 

porównaniem Żydów do insektów: walczą "o to, by ginąć jak ludzie, nie jak 
robactwo".   I   dalej   następuje   stereotypowe   wyliczenie   niskiego,   tchórzliwego, 
podstępnego charakteru Żydów: "Po raz pierwszy od osiemnastu wieków ocknęli 
się z upodlenia". Przez te osiemnaście wieków bowiem Żydzi pasożytowali na 
ciele   narodów   europejskich.   "Walczyli   ze   wszystkimi,   lecz   tylko   podstępem, 
nigdy otwarcie, nigdy z bronią w ręku. (...) Pozornie nie brali udziału w niczym. 
Tchórzostwo żydowskie stało się przysłowiowe. Zatracili godność ludzką". 

Twarde to i straszne słowa. Pochwała chwycenia za broń graniczy z pogardą 

dla bezbronnych. Żydzi mają jednak szansę odkupienia, gdy otrząsnąwszy się ze 
swego pasożytniczego trybu życia, poświęcą się na ołtarzu całopalenia, z męki 
swej uczynią "stos ofiarny przyspieszający odrodzenie", usuwający ciążącą na 
nich klątwę. Bo przecież w obliczu śmierci mogą się nawrócić na prawdziwą 
wiarę   i   odkupić   chrztem   krwi.   Wzniosłe   te   rojenia   mesjanistyczne   czerpały 
natchnienie   z   wzorów   romantycznego   militarnego   bohaterstwa,   ale   i   z   ducha 
krucjaty. 

Sąd, że Żydzi w powstaniu 1943 r. po raz pierwszy od osiemnastu wieków 

5

background image

(licząc   od   powstania   Bar   Kochby   przeciwko   Rzymianom   w   II   wieku; 
wspominano   też   o   dużo   wcześniejszym   powstaniu   Machabeuszy)   walczyli   z 
bronią w ręku, występował w publicystyce konspiracyjnej. "Głos Demokracji" 
(wydawany przez Stronnictwo Polskiej Demokracji) podjął z tym przekonaniem 
polemikę, dowodząc, że "proletariat żydowski w Rosji i w Polsce, wciągnięty w 
orbitę   walki   z   caratem,   poszczycić   się   mógł   licznymi   przedstawicielami   w 
organizacjach bojowych, którzy bądź zginęli z bronią w ręku, bądź po zamachach 
oddali   życie   za   sprawę   wolności".   Nie   o   takie   jednak   bojowe   bohaterstwo 
chodziło w cytowanej "Prawdzie Młodych". 

Zgromadzone   przez   Pawła   Szapiro   wypowiedzi   prasy   konspiracyjnej 

pretendującej do wyrażania opinii całego społeczeństwa polskiego, wszystkich 
"nas-Polaków", ukazują - niezależnie nawet od niuansów politycznych - pewien 
charakterystyczny   rys   oceny.   Jest   to   znamienne   przeciwstawienie   ogólnej 
postawy polskiej oraz postawy żydowskiej. Polską cechuje kult walki i honoru, 
twardy heroizm,  żydowską  - małoduszna  bierność posunięta aż do upodlenia, 
przysłowiowe   tchórzostwo   oraz   zniewieściała   miękkość   i   ustępliwość.   W 
"Biuletynie   Informacyjnym"   AK   często   padają   pochwały   okazanej 
nieoczekiwanie   przez   Żydów   w   powstaniu   "męskiej   woli   oporu",   "męskiej, 
żołnierskiej decyzji", "męskiego, pełnego determinacji protestu". "Dokonał się 
wybór   między   honorową   śmiercią   a   życiem   za   wszelką   cenę";   oto   hasłowe 
sformułowanie tej postawy. 

Zwłaszcza w prasie o orientacji "narodowej" padają słowa wyjątkowo ostro i 

arbitralnie kontrastujące obydwa stanowiska: "Myślą Żydzi tylko o zachowaniu 
życia,   podczas   gdy   my-Polacy,   skupieni   wokół   jednej   idei,   wiemy,   że   życie 
jednostki jest niczym w porównaniu ze świętością, o jaką walczymy". Zamknięci 
w getcie Żydzi są w prasie konspiracyjnej traktowani jako obywatele Państwa 
Polskiego, ale pojawia się też pogląd, że są nimi dopiero za cenę chwycenia za 
broń. Wtedy nabywają cech właściwych obywatelom Rzeczypospolitej. 

Walka orężna ma w ogóle nadawać sens żydowskiej śmierci. "Dotychczasowa 

bierna   śmierć   mas   żydowskich   nie   stwarzała   nowych   wartości   -   była 
bezużyteczna;   śmierć   z   bronią   w   ręku   wnieść   może   nowe   wartości   w   życie 
narodu żydowskiego, nadając męce Żydów w Polsce blask orężnej walki o prawo 
do   życia".   Polski   mit   bohaterski   jeszcze   raz   potwierdza   swe   przemożne 
oddziaływanie, dzieląc śmierć na "bezwartościową" i "wartościową". 

Żądanie zbrojnego heroizmu od uwięzionych w getcie Żydów świadczyło o 

kompletnym niezrozumieniu sytuacji zarówno mentalnej, jak i emocjonalnej tej 
szczególnej społeczności cywilnej. Jednocześnie nic nie wiedziano albo może nie 
doceniano   prowadzonej   w   getcie   warszawskim   wspaniałej   działalności 
oświatowej,   społecznej,  charytatywnej,  naukowej,  kulturalnej,   politycznej.   Nie 
doceniano też "żydowskiej wojny" o przetrwanie prowadzonej w ukryciu.

Najdobitniej   i   najostrzej,   jak   zwykle,   prawdę   tę   wypowiedział   autor 

znakomitej "Żydowskiej wojny" Henryk Grynberg, wspominając miejsca, "gdzie 
walczyliśmy wiosną 1943, moja matka i ja, podczas żydowskiej wojny o życie, w 
nieustannym odwrocie". Cytując sprawozdanie generała Bora-Komorowskiego z 
sierpnia 1943 r. o rabunkowych napadach na dwory i gospodarstwa chłopskie 
ukrywających   się   w   lesie   uzbrojonych   band,   również   żydowskich,   Grynberg 
komentuje: "Bywało, że Żydzi przychodzili z bronią i brali żywność i odzież 
(często pożydowską), tak jak partyzanci pod rozkazami generała, ale partyzanci 
mieli prawo, bo walczyli o Polskę, a Żydzi nie, bo walczyli tylko o życie". 

To   kapitalne   zdanie   dobrze   oddaje   wymiar   polskiego   rozumienia   walki   i 

bohaterstwa. Całą twórczość Grynberga przenika dążenie do opisywania właśnie 
odważnej walki Żydów o przetrwanie - wbrew wstrętnemu frazesowi, że "szli jak 
barany na rzeź". 

Eva Hoffman pisze trafnie o różnicy między dotkniętymi neurozą wojenną i 

poczuciem   upokorzenia   żołnierzami   I   wojny   światowej   (było   to   najbliższe 
czasowo   doświadczenie   katastrofy)   a   ofiarami   Holocaustu.   "Zostały   one 
zmuszone   do   jeszcze   większej   bierności   i   poddane   gwałtom   znacznie 
okrutniejszym. Prześladowani nie byli bojownikami i większość z nich nie była w 
jakiejkolwiek mierze zdolna do tego, by się bić. Zostali napadnięci nie dla racji 
państwowych, nie jako żołnierze, lecz po prostu z powodu swej tożsamości. Nic 
nie pozwalało tego zrozumieć w jakiejkolwiek znaczącej strukturze i Żydzi nie 
mogli  generalnie na to zareagować poprzez jakąś znaczącą akcję". Żeby móc 
przeżyć poza obozami koncentracyjnymi, mogli tylko ukrywać się w najbardziej 
poniżających warunkach. 

Znamienne, że dotykając przeciwstawienia rebeliantów i masy,  w państwie 

Izrael   dokonano,   jak   podkreśla   Idith   Zertal,   „radykalnego   zerwania 
konceptualnego   i   egzystencjalnego”   między   powstańcami   1943   r.   a   resztą 
ludności   żydowskiej,   która   nie   chwyciła   za   broń.   Brało   się   to   stąd,
że „ »syjonistyczną« szkołę pięknej śmierci rzutowano na warunki egzystencji

6

background image

i zniszczenia bez precedensu w gettach i obozach śmierci, których mieszkańcy 
Palestyny   nawet   nie   byli   zdolni   sobie   wyobrazić”.   W   Polsce   narzucenie 
uwięzionej w gettach cywilnej masie żydowskiej postawy żołnierzy i ideałów 
heroizmu   było   zgodne   z   romantycznym   poglądem  o   konieczności   ginięcia   w 
bohaterskiej   walce.   Śmierć   heroiczna   jako   śmierć   godna   i   estetyczna   została 
przeciwstawiona śmierci niegodnej, śmierci podłej i tchórzliwej, jak to opisano w 
cytowanym artykule z „Prawdy Młodych”. 

Lekcja Holocaustu każe przemyśleć znaczenie śmierci cywilnej. Podział na 

śmierć "wartościową" i śmierć "bezwartościową" musi zostać przedefiniowany. 
Michał Głowiński trafnie polemizuje z opiniami "niemądrymi i lekkomyślnymi" 
na temat śmierci podczas Zagłady i uważa, że trzeba wyraźnie powiedzieć, iż 
"każdy, kto umarł ze zbrodniczych wyroków, umarł godnie".

Doskonale rozumie to Roman Polański. Jest w "Pianiście" taka scena, gdy 

Władysław   Szpilman   obserwuje   walczące   warszawskie   getto   przez   okno 
mieszkania-kryjówki.   Towarzyszy   mu   przez   chwilę   szlachetna   Polka,   która 
wyraża   podziw   dla   heroizmu   żydowskich  powstańców,   przypomina,   że   Żydzi 
uchodzili   zawsze   za   tchórzy,   i   zapewnia,   iż   Polacy   ruszą   wkrótce   do   boju. 
Walczący   Żydzi   zginęli   z   godnością,   słyszy   Szpilman   i   milczy.   Widz, 
towarzyszący mu od pierwszych dni wojny i okupacji, wie to, czego ona nie wie - 
i nie chce wiedzieć. Nadając godność walczącym Żydom, Polka patrząca na getto 
odbiera godność ojcu, matce i rodzeństwu Szpilmana, którzy giną w Treblince. 

Druga część referatu wygłoszonego podczas  sesji „Żydowski  marzec 1968-2008”. 
Tytuł od redakcji. Całość rozważań profesor Marii Janion ukaże się niebawem w jej 
książce „Bohater, spisek, śmierć. Prelekcje żydowskie” (Wydawnictwo W.A.B.)

 

(„Gazeta Wyborcza”, 29.03.2008)

7