background image

de  NATURA  RERUM,

u w a ż a n y m   ze  s tr o n y   e s t e t y c z n e j .

Przez

Dra  Karola  Mecherzyńskiego.

Osobne  odbicie  z  Rozpraw  Akadem ii  Umiejętności.

W  KRAKOWIE.

W   DRUKARNI  UNIWERSYTETU  JAGIELLOŃSKIEGO 

pod  zarządem  Ignacego  Stelcla. 

i8 79-

http://rcin.org.pl

background image

G  

}.

I

 

F i 

i o  

ę

  c 

,

y  Im.  G .  K o r b o ł s

T.N.W.^y

http://rcin.org.pl

background image

O  poemacie  filozoficznym  Lukrecyjusza

de  Natura  rerum,

uważanym  ze  strony  estetycznej.

Z e   w szystk ich   poetów  rzym skich  złotego  w ieku 

litera tu ry   najmniej  bez  w ątpienia  znany  je st  u  nas 

L

u k r e c y ju sz

Od  czasu  odrodzenia  się  nauk  pod 

w pływ em   w zorów   starożytnych,  w  całej  tak   dlugiśj 

epoce  panowania  szkoły  k lasyczn ej,  filologowie  nasi 

nie  zajm owali  się  nim  w cale. 

A   kied y  innych  k la ­

syków   d zieła  po  k ilk a   i  kilkan aście  ra zy   powtarzano 

u  nas  w   druku.  L

u k r e c y ju sz

  nie  m iał  ani  jednego 

krajow ego  w ydania. 

W   pismach  uczonych  i  historyi 

litera tu ry  głuche  o  nim  m ilczenie. 

N ie  było  to  sk ut­

kiem  obojętności  albo  prostego  zaniedbania;  p rzyczyn a 

tk w i  w  samem  dziele  autora.  C iążący  na  nim  za rzu t 

m ateryja lizm u , 

głoszonego  jaw nie  i  bęzw zględnie

http://rcin.org.pl

background image

2

w  poemacie  filozoficznym  de  Natura  rerum,  już  u  sta ­

rożytnych  obudzał  ku  niemu  w stręt  i  odrazę. 

J a k ­

kolw iek  epikureizm   za  czasów   L u k r e c y ju s z a   zn aj­

dował:  w ielu  zw olen n ików ,  zw łaszcza  w  w yższych  

w arstw ach   społeczeństw a,  gdzie  rażące  bezkarnością 

zb ytk i  i  wolność  obyczajów   usiłowano  osłaniać  tą  na­

der  w ygodną  filozofiją;  w iększość  w szelako  gorszyła 

się  śmiałem  bezw iercy  targnieniem   się  na  panujące 

mniemania  religijn e  i  p rak tyk i. 

Tem  bardziej  po 

rozkrzew ieniu  się  chrześcijaństw a,  gdy  filozofiją  epi- 

kurejska,  w ręcz  przeciw na  jego  zasadom,  poszła  w  po­

g a rd ę ,  potępiono  dzieło  L u k e e c y jc js z a ,  jako  podkopu­

jące  w iarę,  Opatrzność,  nieśm iertelność  duszy  i  p rzy ­

szłe  życie. 

N adarem nie  podejmowali  jego   obronę  n ie­

kied y  dość  poważni  pisarze,  począw szy  od  A rn o b iju - 

s a

 

(tak  gorliw ego  w iary  chrześcijańskiej  obrońcy),  aż 

do 

G

a s s e n d e g o

z  których  jedni  usiłow ali  odróżnić 

w   nim  poetę  od  filozofa,  inni  żyw ot  jego  spokojny 

i  um iarkow any  staw iali  naprzeciw   gorszącym   teory- 

jom  jego  nauki. 

B y ło   A n ti-L u k re c y ju s zó w   w ielu, 

A   kiedy  po  upowszechnieniu  druku  w  Europie  w zię ­

to  się  z  zapałem  do  w ydaw an ia  d zieł  klasyczn ych  

i  p rzyszła  kolej  na  L u k r e c y ju s z a ,  uczeni  obcy  w y ­

jątkow o  tylk o   i  za  upoważnieniem  w ładz  duchownych 

z  w ielkiem i  nadto  zastrzeżeniam i,  odw ażali  się  na 

publikacyję  jego  dzieła. 

W   w ieku  W o l t e r a   i  e n c y ­

klopedystów   francuzkich  o styg ła  nieco  ta  surowość, 

a  raczej  zobojętniała  w  obec  szkodliw szej  nierównie 

propagandy  now ych  sk ep tyków   i  m ateryjalistów .  D ziś 

k a żd y   zapewnie  przyzna,  że  L u k r e c y ju s z a   bezpiecznie 

ci  czytać  m ogą,  k tó rzy  przy  stałych   przekonaniach 

nie  tylk o   z  filozofiją  epikurejską,  ale  i  z  dowodami

http://rcin.org.pl

background image

3

zbijającem i  jej  b łęd y  n ależycie  są  obeznani. 

Cóż  nas 

obchodzi  bezbożność  p oganin a? 

Ma  on  m iędzy  inny­

mi  k lasyk am i  z  wielu  m iar  zasłużone  miejsce,  u trz y ­

m ała  się  zw ła szcza   jego   w artość  pod  jednym  ważnym 

względem ,  w artość  niezaprzeczona  L u k r e o y ju s z a   jako 

poety,  którego  genijusz  góruje  nad  błędnemi  m arze­

niami 

filozofa. 

J u ż   starożytn i  pisarze  ,  spółcześni 

i  bliżsi  mu  w iekiem ,  oceniali  wysoko  jego  poetyckie 

zdolności. 

C y c e r o   w ielbi  w  nim  niepospolite  lumi- 

na  ingenii,  S t a t i u s   w z n i o s ł e   n a t c h n i e n i e ,   Owi- 

dius  zow ie  go  b o s k i m   p o e t ą .  

N iek tó rzy   m ienili 

go  naw et  najw iększym   z  poetów  rzym skich. 

D osyć 

w reszcie  p r z y to c z y ć ,  że  ta c y   pisarze  ja k   W i r g i l i

0  

w id y

,  H

or acy

,  byli  poniekąd  jego  naśladowcam i,

1  nie  tylk o   przejm ow ali  z  niego  w iele  obrazów  i  po­

m ysłów ,  ale  całk ow ite  naw et  w iersze  do  sw ych  utw o­

rów   przenosili.

Nam   nie  w y sta rc za   dziś  ta  m iara  do  jego  oce­

nienia. 

Zm iana  nowoczesna  pojęć  o  poezyi,  jej  ż y ­

w iołach,  w łasnościach  i  cela ch ,  ujęła  poetom  rzy m ­

skim  w iele  pow agi  i  znaczenia. 

Zaprzeczono  im 

w   ogóle  orygin aln ości,  czyn iąc  ich  ślepym i  naśladow ­

cami  G re k ó w ,  i  przyzn ając  im  zaledwo  cząstkę  tw ó r­

czości  w   zaw odzie  dydaktycznym ,  k tóry  zinąd  naj­

mniej  ma  p rzyw ileju   do  praw dziw ej  poezyi. 

Jeden 

z  spółczesnych  k r y ty k ó w   naszych  tak  się  o  nich  w y ­

raża:  „U   starych  R zym ian ,  m ianow icie  11  ich  poetów, 

nie  łatw o  się  spotkać  z  sentym entem   dla  natury,  cho­

ciaż  otoczeni  byli  w spaniałem i  jej  pięknościami.  Mo­

g li  je  c zu ć ,  ale  nie  umieli  ich  malować. 

P ejza ż  nie 

należał  do  tajem nic  ich  sztuki. 

Co  innego  G recy:  ci 

m ieli  w  w ysokim   stopniu  poetyczne  uczucie,  żostają-

1

http://rcin.org.pl

background image

4

ce  w  bezpośrednim  zw iązku   z  otaczającą  icli  nalurą; 

pod  tym   względem  b yli  oni  romantykami^.  J e s t  w  tem 

zdaniu  bez  w ątpienia  w iele  praw dy;  godzi  si}  jednak 

sąd  w  tej  mierze  sprow adzić  na  w łaściw e  stanowisko 

poetów  rzym skich.

R zym ianie  z  zasady  swojej  byli  narodem  prak­

tyczn ym ,  i  tym  charakterem   różnili  się  w ielce  od 

G reków . 

N atchniony  G rek .  przy  niezw ykłej  swobo­

dzie  w yobraźni,  gon ił  w szęd y  za  tw órczością  idealną: 

R zym ianin  sw ą  um ysłową  czynność  zw ra ca ł  jedyn ie 

ku  bezpośredniemu  pożytkow i.  T a   różnica  charakteru 

przebijała  obustronnie  w  każdym   niemal  ducha  obja­

wie:  i  ja k   G recy   za słu ży li  sobie  na  imię  klasyczn ego 

narodu  w  sferze  idealnej,  tak   R zym ianie  dosięgli  k la ­

sycyzm u  w  zaw odzie  praktyczn ym . 

D yd ak tyzm   pa­

nujący  w  ich  poezyi  b ył  koniecznym ,  w ypływ em   ich 

charakteru. 

J e ż e li  na  tej  drodze  zdołali  znakom ite 

pozyskać  zdobycze  i  o  w iele  naw et  p rzew yższyć  G r e ­

ków;  powodzenie  to  było  praw dziw ym   tryjumfem  ge- 

nijuszu.

U   G rek ó w   poezyja  b yła   m ą d r o ś c i ą ,   a  poeci 

m ę d r c a m i :   łaciń scy  poeci  sami  dają  sobie  nazw ę 

u c z o n y c h   (docti),  bo  w  swoim  zaw odzie  nie  m ogli 

się  obyć  bez  skarbu  wiadomości  zebranych  przez 

G reków ,  i  bez  usilnego  w artow ania  ich  wzorów.  N ie 

można  w szelako  p rzeczyć  im  w  ogóle  oryginalności. 

N ie  byli  oni  zimnymi  zaw sze  w idzam i  otaczającej  ich 

natury,  —   um ieli  ją   owszem  z  poetycznej  strony  poj­

mować,  i  w lew ać  w  swoje  utw ory  głęb sze  poczucie 

jej  piękności,  a  nadto  m alować  św iat  uczuć  w ew n ętrz­

nych  w   sposób  nieznany  praw ie  G re k o m ,  n azb yt 

W  swojej  sztuce  zew nętrznym   i  plastycznym .  W ycho-

/

http://rcin.org.pl

background image

5

d ziły  z  pod  ich  ręki  nie  tylk o   kreślone  po  m istrzow ­

sku  w idoki  nieżyw otn ej  natury,  ale  w ierne  i  trafne 

m alow idła  obyczajów   i  domowego  życia,  tajem nych 

w zruszeń  serca  i  w ew nętrznej  g ry   namiętności.

U w a g i  te  stosując  do  w ybrańszej  tylk o   części 

poetow  rzym skich,  mam  tu  szczegółow o  na  celu  L u - 

k r e c y j u s z a

którego  poemat  filozoficzny  de  Natura  re­

rum,  jeden  z  najcelniejszych  utw orów  M uzy  łaciń skiej 

piśm iennictwu  naszemu  zupełnie  dotąd  obcy,  przed­

siębiorę  pod  względem   estetycznym   roztrząsnąć  i  ocenić.

W   sześciu  księgach   sw ojego  dzieła  w y ło ż y ł  poe­

ta   całkow itą  niemal  naukę 

E

p i k u r a

 

odnoszącą  się  do 

natu ry  i  duszy, 

llz e c z   zw raca  dyjalogicznie  do  obe­

cnego  niby 

M

e m m i u s a

przyjaciela  sw ego,  którem u 

tłu m aczy  kolejno  przedm ioty  fi zyki ,   psychologii  a  po­

niekąd  i  filozofii  moralnej,  celem  skłonienia  go  do 

przyjęcia  nauki  epikurejskiej  szkoły. 

O pierając  się 

na  zasadzie  sw ojego  m istrza,  że  dobra  cielesne  i  spo- 

kojność  duszy  są  jedyn ą  podstaw ą  szczęścia  lud zk ie­

go,  w   dążeniu  do  tej  szczęśliw ości  w skazuje  przede- 

w szystkiem   naturę  za  przewodnią.  P on iew aż  zaś  w e­

dług  niego  dw ie  są  głów ne  p rzyczyn y  m ięszająee 

spokojność  duszy:  bojaźń  bogów  i  obawa  k a r  po  śm ierci, 

od  tych  w ięc  usiłuje  uwolnić  ludzkość  w yw odam i 

swojej  filozofii,  k tóra  znosi  bezw zględnie  w szelk ie  re- 

ligije,  staw iąc  p rzeciw   nim  swój  system  atom istyczny 

ślepą  przypadkow ość  i  m ateryjalizm   duszy.

T a k a   je st  treść  d zieła  de  Natura  rerum— przed­

miot  ściśle  umiejętny,  suchy  i  zimny,  zgoła  najnie- 

w d zięczn iejszy,  ja k i  mógł  kiedy  obrać  poeta. 

J a k ie j

http://rcin.org.pl

background image

6

potrzeba  było  o d w ag i,  jak ieg o   poczucia  w  sobie  siły, 

aby  w  dogm atyzm   tak  odstręczający  i  wprost  nega- 

cyjn y  w lać  odpowiedni  ży w io ł  poezyi,  i  w ystąpić  do 

w alk i,  nie  w  obronie  jak iej  w ielkiej  id e i.  w  zam ia­

rze  p odźw ignienia  albo  u tw ierdzenia  budowy  moral­

nej  społeczeństw a,  ale  przeciw nie,  w  celu  zniesienia 

praw d,  w  których  ludzkość  zło żyła   swoje  najdroższe 

pociechy  i  n a d z ie je ! 

P rzed sięw zięcie  zaiste  nader 

śm iałe  i  trudne 

Co  d ziw n ie jsza,  że  poeta,  obierając 

formę  tak  z  przedmiotem  swoim  n iezgodną,  uznał  ją 

owszem  za  środek  dla  siebie  n ajw łaściw szy,  za  naj­

d zieln iejszą  potęgę  do  zam ierzonej  polemiki  i  w ra że ­

nia  w  um ysły  sw ej  paradoksalnej  nauki.  Chociaż  L u - 

k r e c y j u s z

 

chciał  być  głó w n ie  i  w szęd zie  filozofem, 

nie  m ógł  jed n ak że  potłumić  w   sobie  poetyckiego  d u ­

cha.  R ze cb y   można,  że  głów nym   jego   celem  b yła  poe- 

zyja;  a  filozofija  u żyta  jed yn ie  za  jej  tło  i  w ątek. 

K ie d y   zw yk le   poeci  dyd aktyczn i,  dla  ożyw ien ia  oschło­

ści  i  urozm aicenia  jednostajności  swoich  praw ideł 

u ciekają  się  do  ta k   zw an ych   epizodów,  ustępów  poe­

tyczn ych ,  ozdób  przym usow ych  i  często  n iew łaściw ie 

n aciąganych, 

L

u k r e c y j u s z

 

nie  ma  ich  wcale.  W s z y s t­

kie  jego   opisy  i  obrazy,  n aw et  najpatetyczniejsze,  tak  

są  ściśle  zw iązan e  z  rzeczą,  tak   natu ralnie  i  logicznie 

z  niej  w y p ływ ają ,  że  zdają  się  w szędy  koniecznemi. 

I   w  samej  rzeczy ,  są  to  poetyczne  k s z ta łty   pom ysłów 

i  tow arzyszących   im  uczuć,  p rzy k ład y   u żyte  do  obja- 

śnienienia  t e o r y i,  lub  w reszcie  m alow idła  w ziętych  

pod  uw agę  m iejsc  i  zjaw isk   przyrody. 

W e   w s z y s t­

kich  

L

u k r e c y j u s z

 

je st  nieporów nany;  gdzie  ic h   nie­

ma,  nie  jego  to  w ina  ale  przedmiotu. 

T ęskni  nieraz 

wśród  zimnych  dowodzeń  i  rozumowań  do  w yzw olenia

http://rcin.org.pl

background image

7

się  z  swoich  w ięzów ,  które  k a żą   mu  na  chw ilę  zapo­

minać,  że  je st  poetą:  lecz  znowu  niespodzianie,  kiedy 

się  tego  najmniej  oczek uje,  budzi  go  M uza  poetycka 

sw ym   t y r s e m .   W id a ć  w tedy,  z  jakim   zapałem   ch w y ­

ta  na  nowo  swój  pędzel  i  maluje,  obleka  w   sza ty  poe­

tyczn e  swoje  m yśli,  które  w ysn u w a  praw ie  do  ostat­

niego 

w łókna,  ja k b y   nagrodzić  chciał  poprzednią 

oschłość  i  jałow ość.  K tó ż b y   go  nie  podziw iał  w  tych 

m iejscach,  g d zie  swój  oporny  przedm iot  zw ycięża, 

m artwość  jego   o ży w ia ,  tw ardość  m iękczy  i  ogładza, 

a  mniej 

ważne 

szcz e g ó ły  

zręcznie 

w ym ija 

albo 

o słan ia?

Z n ał  to  dobrze 

L

u k r e c y j u s z

ja k   nauka  jego  

b yła  trudną  i  n iep rzystę p n ą ;  na  w stępie  przeto  sw e­

go  d zieła  w zyw a  pomocy  Muz  i  bogini  piękności; 

a  pew ien  sieb ie,  że  te  trudności  pokona,  cieszy  się 

już  z  góry  spodziew anym   tryjumfem  i  poi  nadzieją 

p rzyszłej  chw ały.

A via  Pieridum   perdgro  loca,  nullius  antę 

Trita  s o lo :  juvat  integros  accedere  fonteia,  etc.

N a   h e z d r o żn e   P ie ry d   w stęp u ję   w yżyny,

G d zie  ż a d n a   je s z c z e   lu d zk a   nie  p o s ta ła   stop a; 

P ra g n ę  d o tr z e ć   o d w a żn ie   do  n a jc z y stsz y c h   źró d eł, 

Sam   z  nich  c ze rp a ć,  i  św ie ż e   własną,  ręką,  k w ia ty 

U s z c z k n ą ć   na  n ie śm ier teln ą   6kroni  m ych  o z d o b ę , 

J a k ą   ż a d e n   w ie sz c z   dotąd   nie  u w ie ń c z y ł  czo ła .

O piew am   r ze cz y   w ielk ie  —   p r z esą d n e j  ś le p o ty  

U cisk a ją ce  d u s z ę   ch cę  p o ta r g a ć   w ięzy,

I  św ię tej  p raw d y  lu d zio m   u k a za ć   o b licz e .

Ku  tem u  sło d k ich   p ien i  p o ż y c z ę   jej  czaru.

http://rcin.org.pl

background image

8

I  nie  d ziw .  Bo  jak  le k a r z ,  chorem u  d z iec ię c iu  

G orycz  z b a w ien n ą   w  p rzykrym   pod ając  n ap oju , 

B r z e g i  ku bk a  m io d o w ą   n a m a s zc z a   ła k o c ią ,

I  p r z ez   z łu d z o n e   w argi  w lew a   m u  p r z ez o rn ie  

N o w e   siły   i  zd row ie:  tak   i  ja ,  m ój  M em m i,

G dy  w y so k ie  m ąd rości  p raw d y  op o w ia d a m ,

M niej  p o jętn y m   um ysłom   z  pozoru  tak  w strętn e, 

R ad   sło d z ę   ich   su ro w o ść  słó w   p o w a b n y ch   m iodem . 

T u s z ę ,  że   i  tw ój  u m ysł  z n iew o lę ,  g d y   p o zn a sz 

N a tu rę  ca łą   w  cudn ej  p ięk n o ści  uroku.

U stęp  ten  naśladow ało  w ielu  poetów,  m ianow i­

cie 

W

i r g i l i

 

w  G e o r g i k a c h   *)  i 

T

a s s o

 

w

 

swojej 

J e r o z o l i m i e   W y z w o l o n e j 2). 

Sam 

L

u k r e c y j u s z

 

na  początku  k się gi  I V   pow tarza  go  dosłownie.

M iał  ju ż  

L

u k r e c y

 

poprzedników,  k tórzy  w y stę ­

pow ali  p rzeciw   mniemaniom  religijn ym ,  błędom  i  fa ­

natyzm ow i  pogaństw a;  ale  ci  w szyscy  b ezw iercy  i  ma­

rzy c ie le   w ypow iadali  swoję  naukę  na  zimno,  albo 

m ięszali  do  niej  zw y k łą   broń  słabych  um ysłów,  s z y ­

derstw o  i  pogardę:  sam  tylk o  

L

u k r e c y j i s z

 

głęboko 

jest  przedmiotem  swoim  przejęty  i  w zruszony. 

C z e ­

muż  spokojnie,  ja k   i  inni  filozofowie,  nie  w yk ład a  

swojej  teo ry i? 

Z k ą d że   ten  zap ał  nam iętny,  k tóry  go 

unosi  wśród  um iejętnych  rozumowań  i  wywodów?  J a k

*)  Sed  me  Parnassi  deserta  per  ardna  didcis

llaptat  anior:  juvat  ire  ju g is  quia  mdlą  priorum 

Castalliam  mdlii  devertitur  orbita  divo. 

(G eo rg - 

III.  2 9 1 ) .

2)  Gosi  aWegro  fanciul  porgiamo  aspcrsi  etc.

http://rcin.org.pl

background image

m ógł  w reszcie  bezbożny  sceptyk  i  m ateryjalista  stać 

się  w  swem  dziele  tak  p atetycznym ? 

AVidać,  że  mu 

nie  b y ły   obojętne  jego   tw ierdzenia,  że  je  z  duszą  nie­

mal  p ragnął  p rzelać  w  każdego;  bo  z  taką  żartobli- 

wością  w yw ra ca   i  depce  w iarę  pow szechną,  z  ja k ą  

n ajgo rliw szy  jej  zw olennik  nie  zdołałby 

w ystąpić 

w  jej  obronie.

Z ło ż y ły   się  bez  w ątpienia  na  ten  ch a ra k ter  ró ­

żne  w p ły w y   w ew nętrzn e  i  zew nętrzne,  którym   L u - 

K i i E C

y j u s z

 

mimowolnie  ulegał.  Rzucone  w  szkole  epi- 

ku rejskiej  nasiona  pierw iastkow ej  nauki  padły  na 

grunt  nadzw yczaj  płodny  i  bujny,  zap aliły  w yobraźnię 

i  rozm arzyły  do  zb ytk u   czułą  z  przyrodzenia  duszę 

poety. 

S ta cza ł  znać  długie  i  namiętne  z  sobą  w alki, 

niecierpliw y  tajem nic,  w  których  k r y ły   się  w ieczne 

niedostępne  dla  rozumu  praw dy,  o  początku  w szech 

rzeczy  i  przeznaczeniu  człow ieka. 

K to   wie,  c z y   ów 

filozof,  zasad zający  szczęśliw ość  na  błogiej  spokojno- 

ści  duszy,  zn alazł  ją  rzeczyw iście  w  samym  sobie  ? 

czy  rozum  jego  b y ł  zupełnie  zaspokojony,  i  czy   nie 

zo staw ały  mu  trudne  do  rozw iązania  zagad k i,  chociaż 

się  do  nich  nie  p rzy zn a w a ł?  Z d aje  się  o  tem  św iad­

czyć  ta  rozlana  w  całym   poemacie  m elancholija,  ten 

ton  posępny,  tęskny,  bolejący  —   i  znów  chwilam i  to 

zżym anie  się  n ie c ie rp liw e ,  zapał  bu rzliw y,  albo  nie­

zw y k łe   rozbujanie  fantazyi,  które  byw ają  znamieniem 

w ew nętrznego 

niepokoju. 

Ż y ł 

nadto 

L

u k r e c y j u s z

 

w   czasach  nader  d rażliw ych   i  zasm ucających;  z  uczu­

ciem  p raw dziw ego  R zym ianina  p atrzał  na  k rw aw e 

i  zgubne  dla  kraju   ro zte rk i,  wśród  których  wolność 

ch y liła   się  do  upadku.  (B yło  to  za  pierw szego  tryjum- 

w iratu). 

A   chociaż  p olityka  społeczna  i  patryjotyzm

\

0

http://rcin.org.pl

background image

10

nie  w chodziły  do  zadań  jego  filozofii,  nie  m ógł  p rze ­

cież  utłum ić  w  sobie  tych  w ro d zon ych ,  pełnych  szla ­

chetności  u czu ć,  które  mimowolnie  zdradzało  jego 

pióro. 

W ym ow nym   ich  dowodem  je st  m iędzy  innemi 

piękna  m odlitw a  do  bogini  zgody  i  m iłości,  z  prośbą

o  pokój  i  opiekę  nad  Rzym em . 

Oburzało  niemniej 

jego  um ysł  ów czesne  obyczajów   zepsucie,  zb ytk i  bez­

karne  i  sw aw ole,  przeciw   którym   po  w ielekroć  ostre 

w ym ierza  p ociski,  stanow iące  jedno  z  głów niejszych 

znamion  jego  poezyi. 

Może  i  miłość  zawodna  p r z y ­

lała  g o ry czy   do  tej  czary,  —   bo  zk ąd że  p rzeciw   niej 

tak  gorzk ie  sa rk a zm y ?  N ie  b y ły ż  to  mimowolne  w y ­

lan ia  się  cierpiącej  duszy,  dzieje  w łasnego  s e rc a ?  

J a k ie g o   potrzeba  było  zaparcia  się  samego  siebie,  j a ­

kiej  siły   satyryczn ej,  aby  rozczarow ać  i  zdepoetyzo- 

w a ć  m iłość,  ten  najpiękniejszy  z  id eałó w ? 

Może 

w reszcie  przesyt  w yczerp anych  zaw cześnie  przyjemno­

ści  ż y c ia   b ył  jednem  z  cierpień  w ew nętrzn ych,  źró ­

dłem  niespokojności,  która  b yw a  smutnym  symptomem 

m oralnego  rozbicia  i  ja k b y   przegranej  ze  św ia te m .—  

B ąd ź  co  bądź,  w szy stk ie   te  p ierw iastk i  przebijają 

w   jego   ch arak terze  w rażliw ym   i  namiętnym,  a  jednak 

zachowującym   pewną  rów now agę  m iędzy  głów nem i 

w ładzam i  duszy. 

Pod  w zględem   moralnym  prow a­

d ziła  jego  pióro  szlachetn a  i  n ajczystsza  dążność,  k tó ­

ra  mu  nadaje  cechę  w ysokiej  godności  i  pow agi.  Z a ­

lecając  po  epikurejsku  używ anie  w szelakich   pociech 

życia,  mimo  brak  dla  siebie  i  swej  nauki  praw dziw ej 

podstaw y  m oralnej,  nie  rozpuszcza  bynajmniej  w ę d zi­

dła  namiętnościom,  nie  pokazuje  drogi  do  ze p su cia ’ 

Z   ja k ą ż  owszem  gorliw ością  w ypow iada  on  moralne 

nauki 

E

p i k u r a

z  ja k ą   sztuką  podnosi  je  i  ożyw ia!

http://rcin.org.pl

background image

11

ile  tu  spotykam y  trafnych  i  z  rzeczyw istości  branych 

obrazów  słabości  ludzkich,  pychy,  płochych  życzeń 

i  zam iarów,  które  układa  człow iek,  ta  w ątła  istota, 

zaw ieszona  m iędzy  bytem  i  n icestw em !  G d y 

L u k r e -  

c y j u s z

 

niebezpieczne  groty  swojej  satyry  zw raca  p rze­

ciw   przedmiotom  poszanowania  godnym,  r e lig ii,  opa­

trzn o ści,  oczyw iście  potępiać,  musimy  filozofa;  ale  po­

ety  nie  przestajem y  podziwiać,  bo  w tedy  szczególniej 

zbiera  on  w szystk ie  siły  genijuszu,  zach w yca  i  zdu­

m iewa.

P ie rw sze  trz y   k sięgi  pod  względem   estetycznym  

pośledniejsze  są  od  następnych. 

Sama  treść  ich  me­

tafizyczn a, 

której 

d ostarczyły 

teoryje 

kosmogonii 

i  psychologii,  najprzeciw niejszą  była  poezyi.  O w a  pró­

żnia  m iędzyśw iatow a  i  pływ ające  w   niej  atomy,  ich 

w łasności,  ich  k s zta łty ,  ruchy  i  wzajemne  na  siebie 

d ziałan ia,  cóż  m ogły  przygodnego  n astręczyć  mala- 

rzow i-p oecie?  co  ukazać  w zniosłego,  tk liw e g o ,  pow a­

bn ego?  N ie  błędy  filozoficznych  rozumowań,  nie  fałsze 

sofizmatów  odrzucała  poezyja,  ale  oschłość  i  prozai- 

czność  przedmiotu.  A   przecież  i  tu  podziw iać  trzeba 

tw ó rczy  genijusz  poety,  który  tćm  św ietniej  w ystę­

puje,  im  w idoczniejsza  zachodzi  sporność  m iędzy  nau­

k ą   a  jej  w ykładem .

C a ły   system  fizyczny  zm ierza  tu  jedynie  do  oba­

lenia  re lig ii,  w ia ry   w  bogów,  ich  w p ływ   na  spraw y 

ludzkie  i  opiekę  nad  św iatem   N ie  łatw e  było  to  zada­

nie  dla  L

u k r e c y ju sza

,  który  sam  może  nie  czuł  się 

jeszcze  zupełnie  zaspokojonym  argumentam i  swojej 

filozofii,  kied y  św iat  zostaw iał  ślepej  dowolności  losów

2

http://rcin.org.pl

background image

12

i  odzierał  z  w szelkiej  pociechy  przyszłość  człow ieka. 

To  silne  zw łaszcza  wrażenie,  ja k ie   na  żyw ym   i  skłon­

nym  do  rozw agi  umyśle  spraw ia  widok  natury  i  tylu 

zdum iew ających  cudów  stw orzenia,  to  pierw sze  św ia­

tełko,  które  we  w szystk tcli  w iekach  i  u  w szystkich  

ludów  wiodło  do  pojęcia  bóstwa,  nie  mogło  i  w   duszy 

jego  zatrzeć  się  tak   snadno,  i  odradzało  w  niej  tę 

niespokojność,  której  on  nie  chciał  nazw ać  bojaźnią, 

a  przecież  zdradzał  ją   mimowolnem  niekiedy  w yzn a ­

niem.  Pod  takim   zapew nie  w pływ em   powstał  piękny 

i  godny  przytoczenia  tu  ustęp  o  cudownej  budowie 

św iata  i  m ajestacie  natury:

G dy  w zn iesien i  w zrok  na  n ieb io s  w sp a n ia łą   b u dow ę, 

N a  

te 

g w ia ź d z is ty c h   stro p ó w   b ły sz c zą c e   k lejn oty,

T e  w ieczn em i  g o śc iń c y   d z ie ń   z  n ocą  w io d ą ce 

S ło ń ca   i  p rzem ien n eg o   k s ię ż y c a   o b r o ty :

W te d y   i  w  g łę b i  d u szy   o b u d zą   się  z  trw o g ą 

M yśl,  p ow szed n ierai  ż y c ia   trosk am i  tłu m io n a ,

A za   j e s t   ja k ie ś   b ó stw o ,  p o tę g i  tak   str a szn ej,

T ak  w ielk ie  i  w sze ch w ła d n e,  ż e   z d o ła   sw ą  m ocą 

P o r u sz a ć   i  w  sw ych   ręk u   w a ży ć  te   ogrom y.

A c h !  g d z ie ż   c z ło w ie k ,  k tó ry b y   na  to   p om yślen ie 

N ie   z a d r ża ł,  z  c h w ieją cą   się   p od  nogam i  ziem ią,

G dy  hu k  str a sz n y   piorunu  góram i  z a tr z ę s ie ,

I  krw aw a  b ły sk a w ic a   n ie b io sa   zap ali  !

C zyliż  ta k ą   b o ja ź n ią   n ie  d rżą  lu d y  c a łe ?

Trudno  zapraw dę  pojąć,  ja k   mógł  filozof,  zdolny 

słyszeć  tak  silny  głos  przestrogi,  to  wołanie  natury, 

z  samej  tylko  chęci  przeczenia  i  skłonności  do  p ara­

http://rcin.org.pl

background image

13

doksu  n akazać  m ilczenie  własnemu  przekonaniu. 

Bo 

zaraz  niżej,  ja k b y   szukając  w yjścia  z  tej  w ątpliw ości 

i  uciekając  niby  przed  pokusą  w dzierającej  się  do  r o ­

zumu  praw dy,  staw ia  w  jej  miejsce  przypuszczenie 

jak ich ś  sit  tajem nych,  w ieczystych ,  w szystko  n iszczą­

cych  co  tylko  je s t  ludzkie,  ale  sił  tak  strasznych,  że 

p rzy  nich  w szelkie  potęgi  ziem skie,  zam achy  i  k rw a ­

we  rózgi  tyranów   są  tylk o   dziecinną  igraszką.

J a k k o lw ie k   L

ukrecyjusz

 

w

  swoim 

system ie 

obejmuje  w szystk ie  w  powszechności  religije,  głów nie 

jednak  powstaje  przeciw   błędnym  wyobrażeniom   po­

gaństw a. 

O baw a  (mówi)  zrodziła  bogów,  których 

widma  urojone  rządzą  ludźmi. 

Dopóki  człow iek  nie 

w yrzu ci  icli  z  swojej  w yobraźni,  nie  zdoła  nigdy  zdro­

w ym   kierow ać  się  rozumem,  ani  pożyć  słodyczy  spo­

kojnego  życia. 

„C o ?   trzebaż  z  pobudek  ślepej  pobo­

żności  czcić  prosty  kamień,  czołgać  się  u  progów  o łta­

rzy,  ręce  do  nich  podnosić,  i  rozlew ać  krew   niew in­

nych  ofiar?  N ie,  czło w iek   rozumny  powinien  spokoj­

nie  patrzeć  w   niebo,  nie  obaw iając  się  bynajmniej 

jego  gniew u .“

A b y   więc  w strząsnąć 

skutecznie  pow agę  tej 

re lig ii  i  w y k a za ć  szkodliw y  jej  w p ływ   na  um ysły 

ludzkie,  odsłania  poeta  przedew szystkiem   słabsze  jej 

strony,  uderzając  na  połączone  z  w iarą  religijn ą  prze­

sądy  i  zabobony,  ślepy  i  częstokroć  k rw a w y   fanatyzm . 

„Obawriam  się  (mówi)  A

lem onijuszu

,  abyś  się  nie  g or­

szy ł  moją  nauką,  i  nie  mniemał,  że  cię  wiodę  na  dro­

gę  niecnoty  ') —   o!  ileż  ta  relig ija   zrodziła  w ystępków

‘)  Vereor,  nc  forte  rearis

Im pia  te  rationis  inire  elementu,  viatmj[ue

http://rcin.org.pl

background image

14

i  zb ro d n i!"  T ym   celem  p rzytacza  p rzykład   w yjęty 

z  epickich  podań  G recyi  o  pośw ięcenia  Ifigienii.  Obraz 

ten  cudnej  piękności  może  się  lic zy ć  do  praw dziw ych 

klejnotów   poezyi  ła c iń sk ie j:

J a k   sa m o tn ie   s k a la li  k rw ią   Ifija n a ssy  

O łtarz  D y ja n y ,  g r e c c y   w o d z o w ie   w  A u lid zie   !

S ta ła   sm u tn a   d z ie w ic a   —   ja sn y ch   w ło só w   sp lo ty  

Z w ie sz a ły   się  w  n ie ła d z ie   p o   b la d y ch   je j  lic a c h . 

O jciec  b łę d n e   w e jr z e n ia   rzu c a ł  o d   o łta r z a ;

P rz y   nim   w  ręk u  k a p ła n a   b ły sk a ł  n ó ż  ofiarn y  —

N a   te n   w id o k   p ła c z   w ie lk i  p o w s ta ł  m ięd zy   lu d em . 

Ona  k lę k a ją c   p a d ła   n a   zie m ię   z e m d lo n a .. .

A c h !  n ie  p o m o g ło   c z u łe   „ o jc z e   m ó j ! “  w ołan ie,

K rólem   ty lk o   b y ł  o jc ie c   —   D a n o   z n a k :  r y ce rz e  

N ie s z c z ę ś liw ą   p o r w a w sz y ,  p r z ed   o łta rz   p o w le k li;

N ie   ja k   o b lu b ie n ic ę   w   św ie ż y m   ż y c ia   k w iecie, 

P r z e z n a c z o n ą   h y m en u   o z d o b ić   s ię   w ieńcem ,

I  w  w y b ra n eg o   m ę ża   z a w isn ą ć   o b j ę c ia c h ;

A le  sm u tn ą   ofiarę  s r o g o śc i  i  m ordu   —

O!  z g r o z o :   w łasn ej  córk i  o jc ie c   k r ew   r o zlew a   —

Z a  c o ?   aby  u   b o g ó w   u p ro sić   d la  flo ty  

W ia tr  p o m y śln y   i  p o w r ó t  s z c z ę ś liw y   do  d o m u !

M o g ła ż   ta k ie   d o r a d z a ć   r e lig ija   z b r o d n ie!

W a żn ie jsz y   nierów nie  zarzu t  m ieściło  w   sobie 

pytanie,  czem  się  ta  re lig ija   o k a zyw a ła   w  sw ych   mo­

raln ych   sk u tk a c h ?   ja k ą   p rzynosiła  pociechę  dla  duszy

Endogredi  sceleris,  ąuod  contra,  saepius  Ula 

JRelligio  peperit  scelerosa  atgue  impia  facta.

http://rcin.org.pl

background image

15

lu d zk ie j?  W yobraźnia  pogan  napełniła  niebo,  ziemią, 

piekło,  tysiącam i  bóstw   groźnych,  które  n a igra w a ły  

się  niegodnie  z  doli  ludzkiej,  a  nie  było  p rzeciw   nim 

żadnego  środka  ani  obrony.  N ie  tylk o   ź li  ludzie  ale 

i  dobrzy  lęk ać  się  m usieli  ich  srogości.  L

u kr ecyju sz

 

zatem   uderza  na  tę  fa łsz y w ą   w iarę,  i  w   śm iałych, 

pełnych  p recyzyi  obrazach  maluje  słabość  i  nikcze- 

mność  człow ieka,  u ciekającego  się  w   przygodach  i  nie­

bezpieczeństw ach  do  ow ych  urojonych  bogów  z  ofia­

ram i,  których  n ikt  nie  odbiera,  i  m odlitwami,  których 

n ik t  nie  słncha  —   ja k   to  w y ra ż a   następujący  zw rot 

do  A

le m m iju s a

:

P o w ie d z ,  co  czy n i  flo ty   d o w ó d z ca   str w o ż o n y ,

K ied y   p o tę ż n e   w o jsk o   i  s ło n ie   og ro m n e 

B u r z a   p o   ro zh u k a n y ch   m o rza   w a ła ch   cisk a ?

C zy liż  n ie  b ła g a   b o g ó w   ślub am i  i  m od ły,

B y  u c ich ła   n a w a łn o ść   i  w ia tr y   sp o c z ę ły ?

A le  có ź  mu  p o m o g ą   p ro śb y   i  ofiary?

C zęsto   w ich er  g w a łto w n y ,  j e s z c z e   w śród  m od litw y, 

R o z b ite g o   o   sk a ły   r zu c a   w  o tc h ła ń   śm ierci.

W ystępuje  dalej  poeta  z  silniejszem i  poraź  do­

wodam i  p rzeciw   w ierze  w   opatrzność  i  opiekę  bogów  

nad  św iatem ;  a  w y k a zu ją c  tym   celem,  ile  je s t  złego 

na  ś w ie c ie ,  ja k   czło w iek  pod  w ielu  w zględam i  je st 

upośledzony,  pięknie  m aluje  niedolę  nowonarodzonego 

dziecięcia:

P a tr z   na  to   n iem o w lą tk o ,  k tó r e  z  m atk i  ło n a  

N a tu ra   w y m u siła   c ię ż k ic h   b ólów   m ęką,

Jak   n ie św ia d o m e   ż y c ia ,  n a g ie  sła b e ,  niem e,

http://rcin.org.pl

background image

16

L e ży   w  p ierw o tn ej  n ęd zy,  sieroctw em   pod obn e 

R zu conem u   na  p u ste  b rzegi  żeg la r z o w i,

T aki  w stęp   je g o !  ta k ie  św ia ta   p o w ita n ie !

T ylk o  niem ym   ję z y k ie m   n a rzek a   i  k w ili,

Z da  się  n ib y  p r z e c zu w a ć   p r z y sz łe   ży cia   tru d y : 

0 !   p raw d a,  bo  ich  w iele,  w ie le   ma  p o n o sić  !

A   ja k   sn adn o  w y ra sta   b y d lę  b e zro zu m n e,

S k o t  w   o b o rz e,  i  d z ik ie  po  lasach   z w ier zę ta ?  

P o trz eb a ż   im   w  d z ie c iń stw ie   g r z e c h o te k   i  cacek, 

I  sz c ze b io cą c e j  m am ki  p ie s z c z o t  za   ro zm o w ę?  

N a   zm ieu n e  p ory  roku  zm ien ia ją ż  o d z ie n ie ?  

P o tr z e b u ją ż   o r ę ż a ,  m urów   do  ob rony 

S w e g o   ż y cia   i  m ie n ia ?   —   n ie,  w s z y s tk o   im  daje 

M atka  z ie m ia   i  tw ó rcza   m istrzyn i  p rzyrod a.

S trąc iw szy   z  apoteozy ow ych  mniemanych  bogów, 

usiłuje 

L

u k r e c y j u s z

 

odeprzeć  jeszcze  niew czesną oba­

wę  śm ierci. 

S taro żytn i  utw orzyli  sobie  w   swej  w y o ­

braźni  św iat  zagrobow y,  pełen  grozy  i  okropności, 

dokąd  człow iek  przechodzić  m iał  po  śmierci  z  całą 

sw oją  naturą  ziem ską  i  namiętnościami,  z  zasłu gą bez 

nagrody,  i\a  błąkan ie  się  bez  celu.  P oeta  w prow adza 

tu  naukę 

E

p i k u r a

w edług  której  śm ierć  jest  rozw ią­

zaniem  zupełnem  jestestw a  pow stałego  z  połączenia 

i  spójności  atomów, 

po  śm ierci  niema  się  czego  spo­

dziew ać  ani  obawiać.  O tóż  z  zaprzeczeniem   ży cia  

p rzyszłego  ustaje  i  bojaźń  śmierci.

Zajm uje  tu  w ielce  uw agę  w spaniała  prozopopeja 

N a tu ry   przem aw iającej  do  człow ieka,  pełna  wzniosłej 
i  patetycznej  wym ow y.  A u to r  zbijając  błędne  w yobra­

żenia  pogaństw a  o  zaśw iatow ej  krainie  Orku,  pięknie

http://rcin.org.pl

background image

17

tłum aczy  znudzenie  T

y t y o sa

,  S

y z y f a

,  i  innych  m ity­

cznych  a llegoryj:

W y o b r a ź   s o b ie ,  ja k b y   N atu ra  przed  nam i 

S ta n ę ła   i  w  te  do  nas  przem ó w iła   s ł o w a :

„C óż  j e s t ,  czem   się   tak  tr a p isz  c z ło w iec z e   śm ie r te ln y ?  

C z eg o   p ła c z e s z   i  p ró żn o   na  śm ierć  się   u ż a la sz ?

N ie  z e s z ło - li  tw e  d aw n e  ż y cie   bez  ow ocu,

S p e łn iłe ś -li  aż  do  dna  b ło g ą   p o ciech   c z a r ę ,

C zem u  się  n a sy co n y   d u ch u,  w ah asz  je s z c z e ,

I  w zd r y g a sz ,  n ie  rad  w rócić  do  tw ojej  o jc z y z n y ?  

J e ślić ,  p r z ec iw n ie,  ż y cie   u p ły n ę ło   m arnie,

J e śli  ci  j e s t   g o r y cz ą ,  d la c z e g ó ż   n ieb a czn y 

S ta r a sz   się  j e   p r z ed łu ży ć ,  a  z  niem   tw e   c ie rp ie n ia ?

0 !   p osłu ch aj  m n ie,  z o s ta w   dla  innych  to  brzem ię, 

K tó reg o   siły   tw o je   d źw ig a ć   nie  są  z d o ln e   :

T ak   chcą  lo sy ,  tak   k a że  k o n iec zn o ść   n iezb ęd n a .

Z y c ie   nikom u  n ie  j e s t   od d an e  na  w ła sn o ść  ,

U ży w a m y   go  ty lk o   do  cza su   —   ty sią c e

P r z e s z ło   ju ż   lu d zi  św ia te m ,  nim   my  na  św ia t  p r z y sz li

P o w ied z,  co  n a s  o b ch o d zą   ?  .  .

.  .  .  T rw o ż ą   cię  p od ob n o 

J a k ie ś  po  śm ierci  k aźn ie ,  p o tw o ry   i  p ie k ła :

0 !   w ierz  m i,  to   co  praw ią  o  krain ie  Orku,

0   A c h e ro n tu   w od ach ,  to   w szy stk o   j e s t   bajką,

A   raczej  to   się  w szy stk o   d z ie je   w  n a szem   życiu. 

Ż ad en   T a n ta l  p o d   ciężk ą   nie  up ada  pracą,

D źw ig a ją c   sk a łę ,  k tó ra   cią g le   się   nań  s ta c z a :

Tu  w  życiu   d r ę cz y   lu d zi  p różn a  bojaźń  b ogów ,

1  b o ja źń   kar  po  śm ierci  —   o !  tara  n iem a  sęp ów  

S z a r p ią cy c h   T y ty o sa   nad  K ocyta  b rz eg iem .

N ie,  mój  M eram i;  tu  w ła śn ie ,  tu   m ieszk a   te n   T y ty o s,

http://rcin.org.pl

background image

Ofiara  d o b ro w o ln a   śle p y c h   ż ą d z ,  k tórem u  

S ę p   n a m ię tn o śc i  sz a r p ie   w ą tr o b ę  i  se r c e .

N ie  j e d e n   S y z y f  w   n a s z y c h   p r z es u w a   się   o c za c h : 

W id z im ,  ja k   się   u p ę d z a ,  aby  z  rąk  narodu  

G od ła  w ła d z y   p o z y sk a ć,  r ó z g i  i  to p o ry ,

K tóre  m u  u s ta w ic z n ie   k to  inn y  w y d ziera ,

A   o n   p o le   M arsow e  p o rzu ca   z  r o z p a c z ą .

O!  p r z y ja c ie lu ,  p ra g n ą ć  w y so k ich   g o d n o śc i,

Z  tru d em   się   ic h   d o b ija ć,  a  z a w sz e   b ez  sk u tk u ,

T o   j e s t ,  w ierz  m i,  ó w   k am ień ,  k tó ry   S y z y f  z  m ęką 

W ie c z n ie   d o  g ó r y   w ta c z a ,  a  on  m u  na  g ło w ę  

C iągle  i  z  w zra sta ją cy m   c ię ż a r e m   up ad a.

Ż y w ić   w   n ie sy te m   se r cu   g o r ą ce   p r a g n ie n ie  

P o m n a ż a n ia   d o s ta tk ó w ,  k tó r y ch   nam   ta k   m n o g o ,

Z  ta k ą   r o z m a ito śc ią   i  z  ta k im   p ow ab em  

M atk a  z ie m ia   d o s ta r c z a   w   k a ż d e j  ro k u   p o r z e ,

A   n ig d y   w  ch ciw ej  d u sz y   n ie  u cz u ć  sy to ś c i,

T o  nam   w ła śn ie   tłu m a c zy ć   z d a   się   ow ą  bajkę

0   D a n a id a ch ,  c ią g le   z  p iln o ś c ią   d arem n ą 

N a p e łn ia ją c y c h   w o d ą   c ie k ą c e   n a c z y n ie.

A   te ż   J ę d z e   p ie k ie ln e ,  ów   C erb er   str a sz liw y ,

(I   c h o ć b y   ta k   d a le k o   nie  się g a ła   z g ro z a )

S ą   to   n ie sp o k o jn e g o   su m ien ia   z g r y z o ty  

Ś c ig a ją c e   p r z e s tę p c ę   z a s łu ż o n ą   k a źn ią .

Z w ra c a ją c   u w agę  na  moralną  stronę  L u k r e c y -  

j u s z a

k tó ż  z  upodobaniem  nie  przypomni  sobie  tych 

piękn ych,  a  u  późniejszych  p isarzy  często  pow tarza­

nych  w ierszy,  w   których   on,  niby  usuw ając  się  od 

św iata,  je g o   scen  b u rzliw ych   i  niebezpieczeństw ,  pnie 

się  na w y ży n y   mądrości,  i  z  brzegu  pogląda  spokojnie 

na  to  morze  miotane  naw ałnością ?

http://rcin.org.pl

background image

19

S u a v e  m ari  m agn o  tu r b a n tib u s  a e ą u o r a   v e n tis,

E   terra   m agn u m   a lte r iu s  sp ec ta re   lab orem   —

W   ja k   w spaniałych  obrazach  kreśli  on  tę  błogą 

spokojność!  z  jak iej  w ysokości  p atrzy  na  burzliw e 

w a lk i  namiętności  ludzkich  ślepe  zapędy  dumy,  ch ci­

w o ści,  zazdrości!

M iło  j e s t   z  b r z e g ó w   p a tr z e ć   na  tr u d y   ż e g la r z a  

P o  w z d ę ty ch   m orza  fa la ch   m io ta n e g o   b u rzą;

N ie   iż b y   c u d z e   r o s k o s z e   sp ra w ia ły   nam  b ó le,

L e c z   że  s ię   od  nich  w oln i  czu jem   sz c zę śliw y m i.

M iło  n iem n iej  sp o g lą d a ć   z  b e z p ie c z n e j  u ch ro n y  

N a   k r w a w e  w o jsk   w a lc zą c y ch   z a p a sy   i  m o rd y :

A le   m ilej  nad   w s z y s tk o ,  w  m ądrości  św ią ty n i, 

O b jaśn ion ej  p ra w d a m i  w ie lk ic h   m y ś lic ie li,

Z a b a w ia ć   się   i  u m y sł  p o ić   ich   n a u k ą   —

Z  du m ą  sz la c h e tn ą   p a tr z e ć   na  sz a le ń stw a   g n ie w u , 

B łą d z ą c e g o   w   c ie m n o ścia ch   po  ż y cia   b e zd ro żu ,

J a k   o  ła s k i,  g o d n o śc i  i  w ła d z ę   z a b ie g a ,

M arzy  o  b e rła ch   ś w ia ta   —   d z ień   i  n oc  ro zm y śla , 

J a k b y   ty lk o   n a jw ię k s ze   z eb ra ć   z ło ta   sto s y .

O  !  ś le p o to ,  o !  lu d z ie   n ik cz em n eg o   serca ,  J)

J a k ż e   n ę d z n e   w le c z e c ie   w  ty lu   w a lk a ch   ż y c ie !

C zem u   ż a d e n   N a tu ry   n ie  słu ch a   p r z e s tr o g i: 

„ C z ło w ie c z e !  ch roń   tw e   c ia ło   od  p rzyk rych   b o leści, 

Staraj  się   o  sp o k o jn o ść   i  sw o b o d ę  d u ch a ;

O dd alaj  p r ó ż n e   tr o sk i,  sm u tk i  i  o b a w y ;

*)  O !  miseras  liominuni  venteis,  o !  pcctora coeca, 

Qualibus  in  tcnebris  vitae,  ąuantisąue  periclis 

Degitur  hoc  aevi  . . . .

3

http://rcin.org.pl

background image

B ą d ź   w esó ł  —   c zy ż   nie  w id z isz ,  ja k   m ało  p o tr z e b a , 

A b y  k a ż d e   n a tu ry   n a sy cić  p r a g n ien ie,

I  c zy s ty c h   ż y c ia   p o c ie c h   ła tw e   z b iera ć  plon y  !

Ś w iecą c  inn ym   o zd o b n e  w  p ałacach   p o są g i,

Z łotym   i  sreb rn ym   k r u szcem   b ły sz c z ą c e   n a czy n ia   :

T y   za   to  na  z ie lo n e j  m ięk k ich   m chów   p o ście li,

P o d   ja w o ro w y m   c ie n iem ,  nad  b rzeg iem   po to k u ,

Co  sz e m r z ą c   lek kim   do  snu  nam aw ia  sz e le sto m , 

S p o cz y w a s z   b e z   w ym ysłu ,  b ez  zb y tk u ,  b ez  k o s ztu ; 

J e s z c z e   ci  p rzy tem   w io sn a   dla  u ciech y   zm ysłów  

Ś w ieżem   p rzy stra ja   k w ie c ie m   w on n ych   łąk  k o b ier ce .

W ięc  g d y   ni  p er sk ic h   sk a rb ó w ,  ani  tron ów   b la sk i 

N ie   zd o ła ją   nic  z g o ła   pom ód z  tw em u   ciału ,

J a k ą ż  p r z y u ieś ćb y   m o g ły   k o rzy ść  tw o jej  d u szy  ?

Co  za  piękne  i  budujące  nauki  o  pomiarkowaniu 

żądz  i  szczęśliw ej  mierności  podaje  poeta  w  ks.  V  

sw ojego  d zie ła ,  zalecając  spokojność  um ysłu,  szaco­

w niejszą  nad  w szystk ie  św iata   k rólestw a:

U t  sa tiu s  m ulto  jam   s it   parere  ą u ie tu m ,

Quam  r e g e r e   im p erio  res  v e lle   e t  reg n a   te n e re .

K to   w ie ,  czy  nie  L

u kr ecyju szo w i

  winien  byt 

H

oracy

  ów  często  pow tarzany  m orał,  że  b ogactw a 

i  za s zc z y ty   nie  dają  p raw dziw ego  s z c z ę śc ia ?

Quod  si  qu is  vera  v ita m   ra tio n e  g u b er n e t,

D iy itia e   g r a n d e s   hom ini  su n t,  v iv e r e   p a rce,

A eq u o  an im o,  nequ e  enim   ’st  un ąuam   penu ria  p arvi.

20

P ók i  L

u k r ecyju sz

 

w

  części  fizycznej  swojego 

dzieła  za trzy m y w a ł  się  jak  filozof  nad  przedmiotami

http://rcin.org.pl

background image

21

kosmognicznemi  i  psychologicznem u  tłum acząc  teoryje 

E p ik u ra  mało  przystępne,  a  po  w iększej  części  błędne 

i  śm ieszne,  napotykam y  miejscami  przerw y  w  tej  pię­

knej  g ale ry  i  poetycznych  obrazów ;  ale  podziw iać  mu­

simy  tw ó rczy  genijusz  poety,  k tó r y ,  n iecierp liw y  w ię­

zów,  rychło  po  takich   przerw ach  i  po  chwilowym 

niby  spoczynku  o żyw ia   się,  i  najzim niejszy  przedmiot, 

często  najprozaiczniejszą  u w a g ę ,  odziewa  cudownie 

życiem   i  wdziękiem . 

P rzyw iod ę  tu  wym ow ny  w  tej 

mierze  p rzyk ład   z  ks.  II.  poem atu,  gdzie  autor  w y ­

kład a  rzecz  o  atomach  czyli  pierw iastkach  w szech 

rzeczy,  w iecznych  i  niezm iennych,  a  różniących  się 

m iędzy  sobą  tylk o   kształtem ,  obwodem  i  ciężkością: 

„ P r z y   nieskończonej  rozmaitości  pierw iastków , 

trudno  (mówi)  przypuścić  jednostajne  typ y  i  stałe  po­

dobieństwo  w  utworach.  Z w a ż   n.  p.  człow ieka,  zw aż 

niezliczony  ród  ptaków ,  przypatrz  się  im  z  bliska; 

w szędy  d ostrzeżesz  m iędzy  niemi  różnicy,  jedno  musi 

się  koniecznie  różnić  od  drugiego.  J a k że b y   m atka  mo­

g ła   m iędzy  tysiącam i  rozpoznać  swoje  dzieciątko? 

ja k   pisklę  małe  sw oją  m a tk ę ? "  

O tóż  z  tej  prostej 

u w agi  w ysu w a  się  piękny,  tk liw y,  nadzw yczaj  w ierny 

obraz  natury:

N ie r a z ,  k ied y  w  o b ie c ie   bogom   na  o łta rzu  

K u rzącym   się  k a d z id e ł  ofiaru iczych   w onią 

P a d a   c ie lę ,  i  z  ż y ciem   krw i  stru m ień   w y le je :

U jr zy s z,  ja k   b ie d n a   m atk a,  szu k a ją c  sw ej  zg u b y , 

S to k ro ć   p rzez  ciem n e  lasu   g ę stw y   się  p r z ed zier a ; 

W sz ę d y   na  m ięk k iej  darni  zo sta w ia   po  so b ie  

Ś w ie ż o   zn a c zo n e   śla d y   ro zd w o jo n ej  sto p y .

O gląd a  się   d o k o ła   i  w y tę ża   oko,

http://rcin.org.pl

background image

22

C zy  g d z ie   n ie  ujrzy  sw ojej  zb łąk an ej  sie ro ty .

T o  ju ż   sta je  —   i  tęsk n ym ,  b olejącym   rykiem  

L a s  n a p e łn ia —   to  z n o w u   n a w ra ca   do  d o m u :

T am ,  w  o b o r z e,  n ie  d aw no  ig r a ło   c ie lą tk o ,

T a m   je   ś p ie s z y   o d z y s k a ć .  .  .  n ie s te ty !  d a rem n ie.

N ie   w abi  je j  ju ż   ch łod em   św ie ż a   w ierzb   zie lo n o ść , 

A n i  z io ła   p oran n ą  o ż y w io n e   r o s ą ,

N i  ten   stru m ie ń ,  co  łą k ę  srebrnym   rąbkiem   zd o b i. 

N ic   z g o ła   nie  p otrafi  sm utku  jej  u k oić.

Z m ian a  m iejsc  i  p r z ed m io tó w   n ie  zm ien ia   w  niej  czucia; 

A   w id o k   ob cych ,  w  p o lu   sk a czą c y ch   c ie lą te k ,

D r a żn i  ty lk o   i  c z u ls z ą   rze w n i  j ą   tę sk n o tą .

W   innem  znowu  miejscu,  do  skreślenia  nader 

pięknego  obrazu  w y sta rc z y ła   poecie  ta  prostsza  je sz ­

cze  uw aga,  że  przedmiot  z  d aleka  w id ziany  nie  daje 

poznać  szczegółów .

„ J e s t  pozorny  w  św iecie  spoczynek  przy  nieu­

stannym   ruchu  atomów.  P ie rw ia stk i  te  k ryją   się  poza 

granicam i  naszych  zm ysłów ;  nie  w idzim y  ich  nigdy, 

zaczem   i  ich  ruchu  dostrzedz  nie  możemy. 

Z m ysły 

nie  zw odzą  nas,  ale  nie  zaw sze  nam  w ystarczają. 

I   tak,  obraz  z  daleka  w id zian y  nie  daje  poznać  szczegó­

łów,  przed staw iając  jedyn ie  całość  ja k b y   jednokształ- 

tną,  stałą  i  nieruchomą."

N ie ra z   u jrzy sz   n a  stok u   z ie lo n e g o   w z g ó r z a  

W isz ą c e   w  d ali  o w iec  b ia ło ru n e   s ta d o :

Z n ęco n e  św ie ż ą   w on ią  ob fitej  b iesia d y ,

S z c z y p ią   p erłam i  rosy  o ż y w io n e   zio ła   — •

S y te   barank i  sk a cz ą c  h arcu ją  sw a w o ln ie.

W sz y stk o   to  z łu d zo n e m u   w yd aje  się  oku

http://rcin.org.pl

background image

23

Jak  całość  je d n o lita ,  ja k b y   białym   zw ojem  

R ań tu eb   p rzep a sa ją cy   lek k ą   k ib ić  w zgórk a. 

P o d o b n ie,  g d y   w  p o ch o d zie  w ojenej  w yp raw y, 

O rężn e  tłum y  ca łe  z a p e łn ia ją   m ile;

G dy  sz y b k ie   je ź d ź c ó w   roty  w  p ę d z ie   n iew strzy m a n y m  

P r z e la tu ją   ja k   w ich er  r o z le g łe   p r z es tr z en ie   ;

B la sk   zb roić  i  pu k lerzy  rum ieni  ob łok i,

P o d   stop am i  rycerzy  z iem ia  drży  i  t ę t n i ;

A   g ó ry ,  od b ija ją c  o k o liczn ą   w rzaw ę,

P o d n o szą   aż  do  nieba  w ojenn e  o d g ło s y :

T o  w szy stk o ,  k ied y  z  zn a czn ej  patrzym   w y so k o śc i, 

Z d a   się jak  nieru ch om y  ste k   m artw ych  b e z k s z ta łtó w , 

A   r o zs tr z elo n e   b lask i  ja k b y   m orze  lśn ą ce .

W  

postępie  dzieła 

L

u k r e c y j o s z

 

staje  się  coraz 

poetyczniejszym . 

W   trzech  ostatnich  księgach,  fana 

tyzm   praw ie  ju ż  w  zupełności  przem aga  -   genijusz 

poety  ow ładnął  tu  ju ż  całkow icie  swój  przedmiot.

AV  miarę  uchylania  ze  strony  pokryw ającej  na­

turę,  o ży w ia   się  w  nim  natchnienie  —   czuć  daje  poe­

ta  tę  rosk osz,  z  ja k ą   w nika  w   jej  tajem nice  i  w yp a­

truje  jej  powaby.  Ż aden  z  poetów  rzym skich,  spółcze- 

snycli  i  późniejszych,  nie  zb liżył  się  z  taką  m iłością 

do  natury,  żaden  nie  umiał  jej  tak   wiernie,  z  tak  głę- 

bokiem  poczuciem  je}  piękności,  m alować  ze  strony 

zew nętrznej  i  wewnętrznej.

K ie d y   (w  V .  księdze)  tłum aczy ja k   tu  r z ą d c z y -  

n i   i  m a t k a   w s z e c h   r z e c z y   w  wielu  dziełach  sw o­

ich  ścisłego  pilnuje  p orządku,  staw ia  za  p rzykład  

czte ry   pory  roku.  C z y   kto  kied y  w  tak  małym  o b ra ­

zku  odmalował  tak  dokładnie  i  pięknie  te  c z tć ry   od-

http://rcin.org.pl

background image

24

iriienne  czasu  ep o k i?  J a k   trafnie  je st  tu  opisane  k a ż ­

dej  z  uosobionych  pór  roku  zadanie  i  przym ioty!  ja k  

ch arak terystyczn ie  ujęta  każd a  postać!

It  Vcr  et  Venns  —   altitonans  Volturmis  —   cre- 

pitans  dentibus  A lgus  —   etc.

Z   praw dziw ym   talentem   k reśli  poeta  obrazy  nie­

żyw otnej  natury.  W ych od zący  z  pod  ręki  jego   pejzaż 

przem aw ia  w szędzie  językiem   praw dy  i  poezyi,  ja k  

mówi  sama  natura.  Co  za  śliczn y  opis  (w  ks.  I.)  oj­

czyzn y  

E

m p e d o k l a

:

In su la  quem   tr iq u e tris  terraru m   g e s s it  in  oris,

Quam  flu ita n s  circu m   m agiiis  a m fractib u s  aeq u or 

Jouium   g la u c is  a d s p e r g it  v iru s  ab  un dis  —

gdzie  ogn ista  E tn a   pomrukuje  podziemnemi  huki,  co 

ch w ila  gw ałtow nym   g rożąc  wybuchem ,  a  w  pobliżu 

połykająca  okręty  Charyl*dis  straszliw e  otw iera  gardło.

K to   c z y ta ł  w  P a n   u  T  ad  e u s z  u 

M

i c k i e w i c z a

 

piękny  obraz  zbierających  się  na  niebie  obłoków  i  w  ró­

żne  przeobrażających  się  k szta łty ,  temu  z  przyjem no­

ścią  przypomni  go  podobny  obraz  w 

L

u k r e c y j u s z u

:

. . . .   W  ty sią c z n y c h   p o sta cia ch  

R ysu ją  się   obłok i  —   z  k a żd ą   p ra w ie  ch w ilą 

C ien k a,  lek k a   ich  p r z ę d z a   w  n o w e  sp ły w a   k s z ta łty   : 

R az  w idzim   r o zp ie rz c h n io n e,  zn ów   z g ę s z c z o n ą   chm urą 

M ro czą ce  b łę k it  n ie b a ,  w  c za rn e  p ię trz ą   się   b ałw an y, 

U r a sta ją   w  olb rzy m y ,  ja k b y   góry  w ie lk ie ,

Co  w a lą c  się   na  s ie b ie   z a ciem n ia ją   sło ń c e,

I  kraje  ca łe  grubym   p ok ryw ają  cien iem .

J e ż e li  zach w yca  nas 

L

u k r e c y j u s z

 

obrazam i  spo­

kojnej  natury,  cóż  g d y   z  w łaściw ą  sobie  fan tazyją

http://rcin.org.pl

background image

25

kreśli  nadzw yczajn e  jej  zjaw iska  i  katastrofy,  burze 

g w a łto w n e ,  trzęsienia  ziem i,  w ulkany,  potopy;  zdaje 

się,  że  natura  sama  pożycza  mu  farb  sw oich,  sw ego 

głosu,  i  odkryw a  przed  nim  tajem nice  swojej  sztuki. 

Trudno  się  oprzeć  pokusie  przytoczenia  tu  podobnego 

p rzykład u :

S łu ch aj  te r a z ,  ja k   g r o źn e   p o w sta ją   piorun y,

K tórych  moc  w ie że   zam ków   na  p o w a ł  w yw raca,

D om y  z  w ęg łó w   w y sa d za ,  ro zry w a   i  kruszy,

P om n ik i  w ielk ich   lu d zi  jak  p roch  zm iata  z  ziem i.

Gdy  w  p o w sta ją cej  bu rzy  g ra ć  tajem n ie  p o czn ą  

Ż yw ioły  p io ru n o w y ch   b ły sk a w ic  i  grzm otów ,

Ś cią g a ją   nap rzód   w  k oło  g ę sty c h   chmur  grom ady,

I  całe  n ieb o   czarnym   p o w łó c zą   cału nem .

R z ek łb y ś,  że  sam   A ch eron   zb y ł  się  sw ych  c iem n o ści,

I   niem i  w szy stk ie   n ieb io s  n a p ełn ił  p r z es tr z e n ie .

N o c  ok rop n a  i  w idm a  w sze la k ie   p rzestra ch u  

W isz ą   nad   z ie m ią   . . . .

C zęsto   leg n ie   pon ad  m orzem  

C hm ura  tak a,  p od ob n a  do  sm oły  roztop u .

S tr a sz n a   pom roką,  og n iem   i  w ichrem   zie ją ca ,

G dy  op a d n ie  na  fa le ,  poryw a  się  burza,

G rzm ią  b ły sk a w ice ,  w ście k łe  sz a leją   ork an y  —

W te d y   w szy stk o   co  ż y je   od  b rzeg ó w   uciek a .

W śród   p o ż o g i  b ły sk a w ic  trza sk a ją   p iorun y,

Z da  się ,  że  ca łe  n ie b io s  w alą  się   sk lep ien ia   —  

W str zą śn io n a   niem i  ziem ia  d y g o c e   ze  strach u .

W  g ó r z e   łaje  huk  głu ch y  i  o b ło k i  w arczą.

W sz y stk o   w  z a m ie sz c e :  niebo,  p o w ie tr ze   i  ziem ia.

Po  ta k im   sztu rm ie,  n agle  z  n ieb iesk ich   up ustów

ł

http://rcin.org.pl

background image

26

S p u s z c z a   się   d e sz c z   r z ę s is ty   g w a łto w n ą   u lew ą.

R z e k łb y ś,  ż e   w s z y s te k   e te r   w  je d n ę   sp ły n ą ł  p o w ó d ź ,

I  ja k b y   n ow ym   św ia tu   z a g r a ż a ł  p o to p e m .

W   podobny  sposób  opisując  poeta  trzęsienie  zie ­

m i: 

U w a ż   sobie  (mówi),  że  ziem ia,  ja k   na  sw ej  po­

w ierzchni  ,  ta k   i  w ew n ątrz,  p rzew iew an a  w iatram i, 

pełna  je st  p rzep aścistych   w y d rą że ń ,  s k a ł,  sk lepisk 

i  je zió r  sk ry tych .  W y o b ra ź  sobie  rze k i  w ielkie,  k rą ­

żące  podziemnemi  nurty,  a  biorące  początek  i  niezna­

nych  gdzieś  i  niedostępnych  źró d lisk :

K ied y   z  p r z es tr a c h e m   z ie m i  czu jem y   tr z ę s ie n ie ,

W a lą   się   w te d y   sta r e   w z r ę b y   je j  b u d o w y ,

K ra te ry   w n ętr zn y c h   o tc h ła ń   i  g ó r y   p o d zie m n e .

S ły c h a ć   w   g łę b i  h u k   g łu c h y   ja k b y   g r z m o t  d a l e k i . . .  

T e n ż e   sk u te k   sp ra w u ją   i  p o w ie tr z a   ru c h y :

G dy w ia tr,  b ą d ź  w ło n ie   z ie m i,  b ą d ź   z  z e w n ą tr z   w zb u d zo n y , 

S iln em i  p rą d y   p u s te   p r z e n ik n ie   p o d z ie m ia ,

Z ry w a   się   w e w n ą tr z   b u rza   —   ż y w io ł  r o zh u k a n y  

W str zą ś n io n ą   n ag ły m   sztu rm em   w y p y ch a   p o w ie r z c h n ię ; 

P ę k a   sk o ru p a   z ie m sk a   —   a  z  str a sz n y m   w yb u ch em  

O tw iera ją   się   g łę b ie   p r z e p a śc i  b e z d en n y c h .

Z a   p rzy k ład   sta w ia   autor  pam iętne  trzęsienia 

ziem i  w   T y ry jsk im   Sydonie  i  w  E g a c h   (w  Pelopo­

nezie).

D o  tak ich   obrazów  n a leży  dw ukrotny  opis  w ybu­

chu  E tn y   i  w y le w ó w   N ilu ,  g d zie  poeta  usiłuje  tłu ­

m aczyć  p rzy cz yn y   i  sk utki  tych   zjaw isk ,  a  raczej 

maluje,  niż  opow iada.  Z   w ła ściw y ch   opisów,  w  k tó ­

rych   w id zim y  praw dę  i  rzeczyw isto ść  podniesioną  do

http://rcin.org.pl

background image

27

ideału,  odznaczają  się  szczególniej:  w sp aniały  opis 

uroczystości  obchodzonych  na  cześć  C ybeli,  i  zam y­

k a ją c y   dzieło,  w ielce  tra g ic zn y   opis  zarazy  wybuchłej 

w   A ten a ch   na  początku  w ojny  Peloponezkiej 

W

i r g i l i

 

w  G eo rgik ach   (III.)  i  O 

w i d y

 

w

 

Metamorfozach  (V I I ) 

naśladow ali  to  ostatnie  miejsce.

W  innym  rodzaju,  ale  niemniej  zajmujące są obrazy, 

którem i  poeta  objaśnia  rozm aite  złudzen ia,  tak  zm y­

słow e  jak o   i  psych iczn e,  zjaw isk a  jakob y  igrającej 

natury  użyciem   zw odniczych   pozorów.  M iędzy  pierw- 

szemi  kład zie  e c h o ,   p rzyw odząc  błędne  o  niem  po­

dania  i  gad k i  ludu:

K a żd y   g ło s,  k tó ry   z  d a la   nie  d o s ię g a   ucha,

R o z c h o d z i  się   w  p o w ie tr zu :  tra fi-li  na  opór,

N a   tw a r d e   c ia ło ,  w raca  łu d zą c y m   o d g ło se m , 

P o w ta rz a ją c   te   sam e  w y r a zy   i  z g ło s k i.

W id z ia łe m   ta k ie   m iejsca ,  g d z ie   s z e ś ć   i  siedm   ra zy  

W ie r n ie   je d n a   je   sk a ła   o d d a w a ła   drugiej;

W sz y stk ie   b rzm ia ły   n a  p o d ziw   g ło śn o   i  w y raźn ie. 

Z d u m ion y  w ieśn ia k   m n iem a,  że  w  ta k ie m   u stron iu  

N im fy  i  k o z io n o g ie   m ie s zk a ją   S a ty ry   ;

S ły sz y   F a u n ó w   ro zm o w y ,  śm iech y   i  ig ra szk i 

P rz er y w a ją c e   n o cy   p o w a żn ej  m ilc z e n ie ;

Z d aje  mu  s ię ,  że  u c h em   om am ion em   ło w i 

S ło d k ie   śp ie w y   i  to n y   cza ru ją cy ch   f le t n i,

P o  k tó ry ch   sam o  c zu cie   b ie g łe   w od zi  p alce;

T o   sam o  p o w ta r z a   się   w  k a żd ej  o k o licy ,

G d zie  z  p ó łz w ie r z ę c ą   g ło w ą   P a n   w  w ień cu   sosn o w y m  

D m ie  śp iew n em i  w argam i  w  p is z c z a łk ę   z e   tr zc in y ,

By  n ig d z ie   g a jo m   w ie jsk ic h   n ie  z a b ra k ło   p ie ś n i.

4

http://rcin.org.pl

background image

28

W   inem  miejscu  opisuje  nader  pięknie,  jak ie 

b yw a   złudzenie  dla  oka,  gd y  słońce  z  rana  spuści 

sw oje  św iatło  na  góry.

G d yb y  poeta  znał  b ył  fatam organę,  bez  w ątp ie­

nia  zn alazłby  b y ł  sposobność  do  skreślenia  równie 

poetycznego  obrazu.

R ozp raw iając  o  złudzeniach  m oralnych,  mówi 

z  osobna  o  śnie  i  jego   fenomenach,  przyczem   opisuje 

różne  senne  w idoki  i  działające  we  śnie  jak b y  na  j a ­

w ie  zm ysły.  W idzim y  tu  nieledwo  obecne  przed  oczy­

ma  rozm aite  ruchy  i  postawTy   śp iących,  jako  to:  tan­

cerza,  aktora  scenicznego,  że glarza,  rycerza  —   a  z  po­

m iędzy  zw ierząt  psa  goń czego,  konia  n aw ykłego  do 

w yścigów ,  i  t.  d .,  które  poeta  praw ie  z  anatomiczną 

dokładnością  maluje. 

O braz  to  nader  ży w y   i  pla­

styczny.

A le   ciekaw iej  nad  inne  zajmuje  obraz  złudzeń, 

jakim   podlegają  zakochani,  ślepi  zw y k le   na  w ady 

sw oich  kochanek. 

Jest-to  w   całym   pemacie 

L

u k r e

c y j u s z ą

nastrojonym  na  ton  tak  poważny  i  surowy, 

jed yn y  ustęp  komiczny,  a  raczej  ironiczną  zaostrzony 

satyrą,  ku  tem  większem u  ohydzeniu  miłości,  którą 

poeta  tak  mocno  potępiał.  U stęp  ten,  trudny  do  prze­

łożenia  na  obcy  ję z y k   (gd yż  i  samemu  poecie nie  w y ­

sta rcza ł  do  niego  ję zy k   w łasny,  tak  iż  musiał  mimo­

w olnie  nadstaw ić  go  g re c zy zn ą),  ten  ustęp  godnym 

b yłb y  najlepszego  pisarza  komedyi. 

O

w i d y j u s z

 

naśla­

dow ał  go  w  swojej  A rs  amałoria  (ks.  II.  p rzy końcu):

„ T a   czarna  jak   m urzynka,  je st  u  niego  mocną 

brunetką.  T a   znów  brudna  i  nieschludna  —   nie  lubi 

strojów.  Inna,  ja k b y   z  drew na  w yciosana  —   dziew ica 

ja k   łania. 

T a ,  że  rada  dowcipkuje  —   ma  w dzięk

http://rcin.org.pl

background image

29

C h a ry ty. 

A   tenże  drab  kobiecego  r o d z a ju ? —   cudo­

wna,  m ajestatyczna  postać. 

J e śli  jąkata  —   mówi,  że 

się  nieco  zacina.  K ie d y   m ilcząca  i jak  pień  niema  —   na­

z y w a   ją  skromną.  T a   znowu  kłapaczka.  co  ja k   młyn 

c iągle  miele  —   to  w dzięczna  szczebiotka.  A   owoż  cliu- 

dziątko,  ledwo  na  niej  skóra  utrzym uje  kości  --•lek k a 

sarneczka. 

T a   w reszcie  półtoracznia  i  piersista  —  

istna  Ceres.  A   ta  z  tępym  noskiem  —   piękność  pra­

w dziw a.  U  tej  jaka  p yzata  g ę b a ! —   w łaśnie  do  cało­

w ania."

K ie d y   L

u kr ecyju sz

  zw raca  w  ogóle  uw agę  na 

społeczność  ludzką,  i  jak  filozof  ocenia  jej  stan  moral­

ny,  z  utęsknieniem   cofa  m yśl  ku  przeszłości,  owym 

pierwotnym  wiekom  niewinnej  prostoty,  które  poety­

zując  w  swej  żyw ej  w yo b raźn i,  uroczemi  i  pełniej- 

szem i  n iż  O

w idyusz

  m aluje  farbami.  N ie  mogąc  opisu 

tego  p rzytoczyć  tu  w  całości,  przestać  muszę  choć  na 

krótkim   w y jątk u ,  gdzie  poeta  porównywając  owe  złote 

w ieki  z  nowemi,  do  obrazu  sw ego  mięsza  nieco  satyry.

„T w a rd a   (mówi)  i  silna  była  budowa  ciała,  tw a r­

dy  i  żyw o t  p ierw iastkow ych   ludzi. 

Obyczajem   dzi­

kich  zw ie rzą t  ży li  w  rozproszeniu,  wolno  i  swobodnie. 

N ie  umiał  jeszcze  rolnik  krajać  lemieszem  roli,  zasie­

w ać  ziarna  i  młodych  szczepić  latorośli. 

Co  ziemia 

sama  przez  się  w yd aw ała  przy  pomocy  słońca  i  desz­

czu,  to  w ystarczało  ich  potrzebie. 

L eśn i  m ieszkańcy, 

nie  budowali  domów,  ale  k ryli  się  w  chrościanych 

namiotach  Nimf,  gdzie  spadające  po  skałach  zdroje 

i  cedzące  się  przez  gęste  siatki  mchu  niosły  o ży w ia ­

ją c y   chłód  i  napój  spragnionym.  Ogromni  i  siły   w ie l'

http://rcin.org.pl

background image

30

kićj,  z  pałką  albo  z  procą  w   ręku  w yb iegali  za  zw ie ­

rzyn ą  dla  posiłku.  Z ask o czyła-li  noc  łow ca na  polowaniu, 

zło ży ł  lada  gdzie  w  gąszczu  znużone  członki,  nie  ma­

cając  drogi  po  ciemku,  ani  żaląc  się  na  stracony  dzień, 

i  przespał  smaczno  aż  do  rana. 

W   lasach-to  W enus 

sk ojarzyła  pierw sze  w ęzły  m iłości  —   kozubek  jagód, 

k o szyk   żołędzi  lub  ow ocu,  b yw ał  podarkiem  za  w za ­

jemność.  —   P roste  b yły  a  w dzięczne  ich  śpiew y  pier­

wotne,  rów nie  ja k   za b a w y

. 14

  „M ieli  w szelako  i  biedy 

swoje  ci  tak   prosto  i  z  naturą  żyjący  ludzie,  dręczeni 

zw ła szcza  ustaw iczną napaścią  dzikich  z w ie rz ą t M usieli 

nieraz  przed  niemi  uciekać  i  opuszczać  swoje  sied li­

ska;  a  kto  nie  zdołał  ujść  pogoni,  sta w a ł  się  pastw ą 

ich  żarłoczności  —   o!  rozd zierały  serca  k rzy k   i  ję k i 

nieszczęśliw ej  ofiary,  która  w  ten  sposób  okrutnie 

gin ęła  .  .  .

A le  nie  słano  w ted y  lu d zi  tysią ca m i 

W   dniu  jed n y m ,  w  sz e re g o w y m   szyk u  na  r zeź  pew n ą. 

N ie  ro zb ija ły   b u rz e  ła d o w n y ch   o k rę tó w :

W ich rzy ły   w p ra w d zie  sz tu r m y   po  m orza  p r z estr z en ia c h , 

A le   sw a w o ln e   fa le  b u ja ły   b e z   szk od y.

N ie   łu d ziło   t e ż   śm iałk ów   p o  ucich łej  bu rzy 

Z dradnem   u k o ły sa n iem   ja sn y ch   w ód  zw iercia d ło . 

J e s z c z e   sz tu k a   ż e g la r s k a ,  ta   n ie s z c z ę s n a   sztu k a , 

S p o czy w a ła   w  u k ryciu .  J e ż e li  ciem n o ta  

W io d ła   za  sob ą  n ęd zę,  n ie k ie d y   śm ierć  gło d n ą ,

T e ra z   zb ytek   n iw e c zy   n a jw ięk sze   d o s ta tk i;

W   p rzód   n iew ia d o m o ść  w  n ap ój  m ięsza ła   tru cizn y, 

D z iś  j e   ręk a  w y stęp n a   p o d sta w ia   z d ra d zieck o .

http://rcin.org.pl

background image

31

R zecz  niemniej  uw agi  godna,  jak  

L

u k r e c y j u s z

baczne  p ostrzegacza  oko  zw racając  na  ród  zw ierzęcy, 

trafnie  charakteryzuje  i  w łaściw em i  epitetam i  ozna­

cza  zw ierzęta:  dumnego  mocą  lw a,  szczw anego  lisa, 

runodajnej  owcy,  czujnego  i  w  przyw iązaniu  do  czło­

w ieka  godnego  podziwu  p sa ,  i  t.  d. 

W   w ykład zie 

teoryi  głosu,  w yw iódłszy  filozoficznie  początek  mowy 

ludzkiej,  z  malowniczem  naśladowaniem  opowiada, 

ja k   zw ierzęta  różnemi  głosy  czucia  i  pragnienia  swo­

je   w yrażają.  Ł am ać  się  tu  musiał  poeta  z  niemałemi 

trudnościami  pod  względem   języka.

„N ie   tyle  mnie  to  dziw i,  że  człow iek,  od  natury 

obdarzony  mownemi  narzędziam i,  rzecz  każdą  w edług 

odebranych  od  zm ysłów  w rażeń  z  łatw ością  w yraża, 

jak  to,  że  nieme  w szelakiego  rodzaju  zw ierzęta  w ła ­

ściw em i  sobie  głosam i  rozm aite  uczucia, jako  to  bojaźń, 

ból,  roskosz,  tłum aczyć  umieją.  Mamy  jasne  tego  do­

wody.  Inaczej  brzmi  groźba  moloskiego  psa,  gdy  z  le k ­

ka  podrażniony  w arczy,  i  z  k rzy w e j,  drgającej  mordy 

zęby  w y szcze rza ;  a  inaczej  w cale,  g d y   rozżarty  aż 

do  w ściekłości  hałaśliw em   szczekaniem   u ja d a ').  In a ­

czej  znowu  pieszczoty  swoje  w yraża  karm icielka  suka, 

kiedy  noworodne  szczenięta  z  czułością  liż e .  łapami 

lekko  przew raca  i  łagodnem  bawi  kąsaniem ,  pow ścią­

g ając  ostre  od  zranienia  zęby. 

Inakszym   w reszcie 

głosem  pies  zam knięty  w  domu  skomli  i  w yje  *)  —

')  Inritata  canutn  cum  prima  molossum

M ollia  ricta  fremunt  duros  nudantia  denłes. 

Longe  alia  somtu  rabie  districła  minantnr
ct  cum  jam  latrant  et  vocibus  omnia  complent. 

2)  baubantur  in  acdibus.

http://rcin.org.pl

background image

32

albo  z  skurczeniem   wchodząc  przed  grożącą  chłostą 

sk o w yczy.“

Podobnie  i  sk rzyd laty  ród  ptaków ,  sęp, ja strzą b ’, 

krogulec,  nurek  k ryją cy   się  w  morzu  i  z  niego  ż y ­

wność  biorący,  inne  w ydają  głosy,  gd y  się  upędzają 

za  zd ob yczą,  a  inne,  kied y  o  zdobyte  łupy  w alczą. 

N a w e t  stara,  stuletnia  wrona  często  ze  zmianą  po­

w ietrza  zm ienia  swój  g ło s ,  co  i  krukom  w łaściw e. 

K ie d y   kracze,  powiadają  że  woła  deszczu,  albo  b li­

ską  zapow iada  burzę.“

W p atru jąc  się  w  tw órcze  dzieło  tego  w ielkiego  

m istrza,  w idzim y,  ja k   się  przedm ioty  żyw o  jego  zm y­

słom  przedstawiają,  w  jego  w yobraźni  kształtują,  cza­

rami  farb  o żyw iają  —   ja k   cudowny  ten  malarz  tysią ­

ce  im  przym iotów,  tysiące  kształtów   i  odcieni  nada­

wać  umie. 

O ryginalność,  ta  głów na  cecha  poety,  nie 

opuszcza  go  nigdy. 

N ie  zatrzym uje  on  się  przy  dro­

bnostkach,  nie  baw i  nad  w yrazam i,  nie  troszczy  o  b ła­

he 

ozdoby; 

w szystk o   tu  stworzone  jak b y  jednym 

pociągiem  pędzla,  w szystko  instynktow e,  śmiałe,  geni- 

jalne.  Starożytność  rzym ska  nie  ma  nic  doskonalszego 

nad  ten  utwór  uw ażany  ze  strony  estetycznej,  miano­

w icie  w  szczegółach,  z  których  k ażd y  niemal  je st 

osobną  pięknością.  Natchnieniem   i  wzniosłością  myśli 

L

u k r e c y j u s z

 

p rzew yższa w szystk ich   poetów rzym skich, 

a  jako  m alarz,  w  całej  starożytności  nie  ma  w yższego 

nad  siebie.

N a jw ięk szą  jego  zasłu gą  je s t ,  że  poezyją  rzym ­

ską,  ledwo  w ychodzącą  z  kolebki  i  jeszcze  nieukształ- 

coną,  on  p ierw szy  podniósł  i  zb liżył  do  tej  w ysokości,

http://rcin.org.pl

background image

33

na  jak iej  znajdow ała  się  proza.  W praw dzie  ję zy k   jego 

jest  jeszcze  pierwotnie  surow y,  tw ard y  i  pełen  archa­

izmów, 

jakim   pisali  starzy  łacinnicy  od  L

iw ijusza

 

A

ndronika

  aż  do  C

e za r a

  czasów ,  a  który  w ielką  dla 

rym otw órcy  byt  przeszkodą  do  osiągnienia  zew nę­

trznej  oglądy,  poprawności  i  w ykończenia;  w szelako 

i  ten  ję zy k   prosty,  nieogladzony,  jest  w  pewnej  z  prze­

dmiotem  swym  harmonii,  i  ma  swój  w dzięk  w łaściw y, 

tylko  trzeba  się  weń  w c zy ta ć  i  z  nim  oswoić.  Pod  tą 

szorstką  powłoką  poezyja  L

ukrecyjusza

  nie  straciła 

bynajmniej  ceny. 

N iek ied y   jeden  w yraz,  na  pozór 

pospolity  i  prozaiczny,  m ieści  w  sobie  praw dziw y 

skarb  poezyi.  A   komu  wiadomo,  ile  pracy  kosztowało 

C

ycerona

  usposobienie  ję zy k a   łacińskiego  do  tłum a­

czenia  m yśli  greckich   filozofów,  ten  pewilie  nie  m ałą 

p rzyzna  zaletę  poecie,  który  jako  filozof,  opiewając  po­

dobnie  rzeczy  trudne,  mimo  przeszkody  natrafiane 

w  języku ,  tłum aczy  się  przecież  jasno  i  z  najw iększą 

łatwością.

Ma  L

u k r ecyju sz

  i  sw oję  słabą  stronę;  bo  któ­

ry ż  z  najw iększych   pisarzy  może  być  bez  w ady?  Z a ­

rzucić  mu  można  przedew szystkiem   tau to lo giją ;  ale 

ta  w tedy  tylko  się  zdarza,  g d y   poeta  w  sw ych  dowo­

dzeniach  ściśniony  trudnościam i,  nie  może  się  z  nich 

snadno  w ydobyć,  i  staje  się  jak b y   z  potrzeby  rozw le­

kłym   i  gadatliw ym .  Nadto,  kontrast przedmiotu  z  jego  

w ykładem ,  a  ztąd  pow stający  skład  dwoisty,  czyni 

styl  jego   w ielce  nierównym .  Po  niezw ykłem   bogactwie, 

mocy,  ozdobności,  harmonii,  następują  częstokroć  nagłe

')  n.  p.  indu  (in),  indugredi  ( ingrcdi),  induperator 

(imperatąr),  quoiquam,  treis,  vesteis,  scenai,  ollis.

http://rcin.org.pl

background image

34

p rzerw y,  suche  dowodzenia,  tony  surowe.  Trudno  pojąć, 

że  to  jeden  i  tenże  sam  p isarz,  ten  sam  poeta,  k tó ­

rego  śpiew   uroczy  przechodzi  w  czcze  i  mozolne  ro­

zum owania  sofisty.  G d y  np.  rozpraw ia  o  próżni,  w tedy

i  w  jego   poezyi  powstaje  p raw dziw a  próżnia  (scilicet 

hoc  id  erit  vacnum,  quod  inanc  rocamus). 

N ie  można 

rów nież  przem ilczeć,  że  autor  lubi  się  czasem  pow ta­

rzać,  ta k   iż  nie  tylko  jedne  i  te  same  pom ysły,  ale 

naw et  w iersze  i  ustępy  cale  dosłownie  powtórzone 

byw ają.  R a żą   w reszcie  czyteln ik a   prozaiczne  i  n ie­

smaczne  p rzejścia,  z  użyciem   takich   łączników   ja k : 

nunc  age,  ąuod  superest,  principio,  adde  etiam,  primum 

quod,  i  t.  p.  ale  podobne  zw ro ty   znajdziem y  tak że 

w  poematach  d yd aktycznych   W

irg ileg o

  i  O

w id eg o

, ’) 

którym   jedn akże  przyznajem y  n ajw yższą  w ysłow ienia 

piękność  i  poprawność.

Są-to  m ałoznaczne  sk azy,  które  przy  w ielkich 

zaletach  poety  praw ie  znikają.

D o  uzupełnienia  'w  naszein  piśm iennictwie  zn a­

jomości  pisarzy  k lasyczn ych   w ielce  pożądanym  byłb y 

przekład  L

u k r ecyju sza

 ;  ale  praca  to  nader  trudna

i  w ym agająca  niepospolitych  zdolności,  bo  takiego 

poetę  tylk o   p raw dziw y  poeta  n ależycie  pojąć  i  powtó­

rzyć  może.

*)  n.  p.  Q u o d   s u p e r  es t ,  uh i  pulsam  Ulemem  sol 

aureus  egit 

(G eorg.  II.  5 1 ).

N u n c   a g e ,  naturas  apibus  quas  Jupiter  ipse 

(IV .  1 4 9 ).

P r i n c i p i o ,  arboribus  varia  est  natura  arcen- 
dis 

( I I .  9 ).

Morborum  q u   o q u e   te  causas  et  signa  d o c e b o  

(IV .  4 4 0 ) .

http://rcin.org.pl