background image
background image

H I S T O R Y C Z N E  B I T W Y 

KRZYSZTOF KĘCIEK 

KYNOSKEFALAJ197p.n.e. 

Dom Wydawniczy Bellona 

Warszawa 2002 

background image

WSTĘP 

Filip V z dynastii Antygonidów w młodym wieku wstąpił na 

tron Macedonii. Marzył o sławie wojennej i wielkich pod­

bojach. Bał się też Rzymian, którzy zagnieździli się w Ilirii, 

u granic jego królestwa. 

Szybko zakończy! więc „mysie konflikty" w Helladzie, by 

wkroczyć na scenę światowej polityki. Zawarł przymierze 

z Hannibalem, toczącym właśnie tytaniczne zmagania z Repub­

liką Rzymską o panowanie nad zachodnią częścią basenu 

Morza Śródziemnego. Filip nie zdawał sobie sprawy z epoko­

wego znaczenia swej decyzji — oto w starożytnej „wojnie 

światowej" stanął po stronie Kartaginy, która miała zostać 

pokonana. W konsekwencji ściągnął na siebie odwet mocarstwa 

znad Tybru, mimowolnie przyspieszając wschodnią ekspansję 

Miasta Wilczycy. Decydująca bitwa odbyła się w maju 197 

roku p.n.e. w Tessalii. Na wzgórzach Kynoskefalaj zderzyły 

się dwa różne wojska, stosujące odmienne sposoby walki 

— najeżony długimi włóczniami walec macedońskiej falangi, 

zwarty jak kamienny mur, i elastyczna szachownica rzymskich 

manipułów, oddziałów ruchliwych, zdolnych w boju do 

manewru i do samodzielnego działania. Bitwa była zaciekła, 

a jej losy ważyły się długo. W końcu armia królewska została 

rozbita w puch, wycięta przez legionistów, rozdeptana przez 

background image

słonie bojowe. Połowa żołnierzy Filipa zginęła lub poszła 

w pęta. W wyniku tej klęski Macedonia musiała oddać 

wszystkie swe zdobycze, od Ilirii aż po Karię w Azji Mniejszej. 

Straciła status mocarstwa i hegemonię nad Grecją, którą 

sprawowała od czasu bitwy pod Cheroneją w 338 roku p.n.e. 

Wódz rzymski Tytus Kwinkcjusz Flamininus ogłosił z patosem 

wolność Hellenów, lecz ta wolność nie miała trwać długo. 

Królestwo Antygonidów, jedna z trzech hellenistycznych potęg, 

stało się państwem klienckim Republiki znad Tybru. Jak do 

tego doszło, jakie były motywy wschodniej ekspansji Rzymu, 

dlaczego Antygonida nie miał szans na zwycięstwo w wojnie, 

czy mógł jej uniknąć, opowiemy na łamach tej książki. 

background image

ŹRÓDŁA, CZYLI ŻÓŁĆ POLYBIOSA 

Praca historyka starożytności przypomina często żmudne 
wysiłki archeologa, usiłującego odtworzyć przepyszną, wielo­
barwną mozaikę z garści kamyków. Ogromna większość 
dorobku dziejopisów antycznych przepadła bowiem bezpo­
wrotnie. Z ponad tysiąca znanych z imienia autorów greckich 
zachowały się, i to nie zawsze w całości, pisma zaledwie 
dwunastu. Co najmniej 97,5% wszystkich tekstów zaginęło 
w mroku dziejów. W tej sytuacji badacze zazwyczaj usiłują 
zrekonstruować przebieg wydarzeń, biorąc pod uwagę tzw. 
całościowy obraz epoki. Niestety, zbyt często są uwzględniane 

przy tym współczesne realia. Niejeden starożytny wódz czy 
monarcha, który chciał po prostu złupić kraj ościenny czy też 
wycisnąć jeszcze większe podatki z nieszczęsnych obywateli, 
zaniósłby się homeryckim śmiechem, czytając w XIX- lub 
XX-wiecznych podręcznikach, jakie to złożone motywy spo­

łecznej, religijnej czy też gospodarczej natury rzekomo nim 
kierowały. 

Historyk, zajmujący się dwiema wojnami, które Filip 

V z rodu Antygonidów, król Macedończyków, stoczył z Repub­
liką Rzymską, na szczęście jest w nieco lepszej sytuacji. 
Interesujące nas wydarzenia opisał bowiem w swoich Dziejach 

Polybios, uznawany za jednego z najbardziej wiarygodnych 

background image

i rzetelnych dziejopisów antycznych czasów. Pięć pierwszych 

ksiąg jego monumentalnej historii zachowało się w całości, 

z dalszych, obejmujących wojny macedońskie, przetrwały 

obszerne niekiedy fragmenty. Polybios urodził się ok. 200 

roku p.n.e. w Megalopolis w Arkadii w rodzinie znakomitej 

i wpływowej. Jego ojciec, Lykortas, był wielokrotnie strate­

giem, czyli przywódcą Związku Achajskiego, obejmującego 

większość miast-państw Peloponezu. W 169 roku p.n.e. 

Polybios, który od wczesnej młodości marzył o laurach 

wielkiego polityka i wodza, został hipparchem, czyli dowódcą 

jazdy, a zarazem ważnym urzędnikiem Związku. Toczyła się 

wówczas trzecia wojna między Macedonią a Rzymem. Hip-

parch Polybios czynił wszystko, by Achajowie trzymali się 

z daleka od tego konfliktu. Po bitwie pod Pydną (168 rok 

p.n.e.), oznaczającej kres królestwa macedońskiego, Rzymianie 

postanowili wziąć odwet na Achajach, których postawę uznali 

za czarną niewdzięczność, graniczącą ze zdradą. Związek 

musiał wydać tysiąc swych polityków i innych wybitnych 

mężów. Mieli oni stanąć przed sądem w Mieście Wilczycy. 

Do procesu nie doszło, lecz Achajowie w charakterze zakład­

ników pozostali w Italii przez wiele lat. 

Polybiosowi sprzyjał los. Nie skonał w którymś z zapom­

nianych przez bogów i ludzi miasteczek Etrurii, jak wielu jego 

towarzyszy. Synowie zwycięzcy spod Pydny, Emiliusza Pau­

lusa, zafascynowani kulturą helleńską, wstawili się za wy­

kształconym Grekiem, tak że mógł zamieszkać w Rzymie. 

W ten sposób Polybios znalazł się w kręgu elity, rządzącej 

Miastem Wilczycy. Poznał nobilów z najświetniejszych rodów, 

zaprzyjaźnił się zwłaszcza z Publiuszem Korneliuszem Scy-

pionem Emilianusem, znanym później jako Scypion Afrykański 

młodszy, synem Emiliusza Paulusa (przyjętym przez adopcję 

do rodu Korneliuszy). W achajskim zakładniku szybko zrodziła 

się gorąca admiracja dla nadtybrzańskiej Republiki, której 

ustrój, instytucje i armię uważał za najlepsze w świecie. 

Postanowił więc napisać wielką historię, ukazującą, w jaki 

background image

sposób Rzymianie w przeciągu zaledwie pięćdziesięciu lat, od 
II wojny punickiej do bitwy pod Pydną, zdobyli hegemonię 
w basenie Morza Śródziemnego. Pierwsze sześć ksiąg swoich 

Dziejów

 (do 216 roku p.n.e.) achajski historyk napisał zapewne 

w Italii, reszta powstała w Megalopolis po 150 roku p.n.e. 

— w tym roku rzymski senat pozwolił achajskim zakładnikom, 

którzy jeszcze żyli, wrócić do ojczyzny. 

Przyjmuje się, że Polybios zbierał swe informacje niezwykle 

starannie. W Rzymie miał dostęp do państwowych dokumen­
tów, przechowywanych w skarbcu (aerańitm) edylów, dzięki 

czemu przekazał potomności treść niezwykle ważnych trak­

tatów, m.in. Filipa V z Hannibalem i Rzymu ze Związkiem 
Etolskim. Rozmawiał z naocznymi świadkami i uczestnikami 
wydarzeń. Wypytywał rzymskich konsularów i przetrzymy­
wanych w Italii achajskich notabli, z których wielu było 
wiekowymi starcami, pamiętającymi czasy Filipa V. W Hel­

ladzie Polybios miał prawdopodobnie dostęp do archiwum 

Związku Achajskiego w Ajgion oraz akt państwowych Mega­

lopolis i Argos. Przeczytał pamiętniki Aratosa z Sykionu (ok. 

271-213 rok p.n.e.), najwybitniejszego z achajskich przywód­
ców. Twierdzi też, że korzystał z urzędowych dokumentów 

zebranych przez prytanów Rodos, greckiej polis, przeciwniczki 

Macedonii i wiernej aliantki Rzymu. Zapewne miał w rękach 

przynajmniej część Dziennika królewskiego Filipa V, w którym 
niemal dzień po dniu dokładnie zapisywano działania armii 

macedońskiej i urzędowe czynności monarchy (po bitwie pod 
Pydną wiele dokumentów królestwa Makedonów padło łupem 
Rzymian). 

Także w Helladzie Polybios pilnie zbierał informacje od 

naocznych świadków. Wydawałoby się, że mamy do czynienia 
z historykiem doskonałym. A jednak dziejopis z Megalopolis 
nie pisze bez uprzedzeń i gniewu. Jako żarliwy patriota 
nienawidzi wszystkich wrogów Związku Achajskiego, przede 
wszystkim Etolów oraz ostatnich władców Macedonii, Filipa V 
i Perseusa. W grę wchodzą ponadto utajone kompleksy. 

background image

10 

Związek Achajski zerwał przecież długoletnie przymierze 
z Filipem V i stanął po stronie Rzymian, tak odwdzięczając 
się macedońskiemu królowi za pomoc w kilku wojnach | 
i liczne dobrodziejstwa. Aby ukryć zrozumiałe poczucie winy ' 
z tego powodu, Polybios atakuje Filipa V bez pardonu. 
Historyk z Megalopolis odczuwał także bezgraniczny podziw 
dla państwa rzymskiego. Zmarł w 117 roku p.n.e., a więc 
widział jeszcze powstanie rzymskich prowincji w Macedonii 

i w Azji Mniejszej. Światową hegemonię Miasta Wilczycy 
uważa więc za nieuniknioną, co więcej, także za dobroczynną 
i zbawienną dla wszystkich krajów i ludów. W konsekwencji 

przywódcy i władcy, którzy przeciwstawiają się Romie, to dla 
autora Dziejów szaleńcy, pozbawieni krzty politycznego 
rozumu, prowadzący swe państwa na pewną zatratę, A przecież 

Filip V zuchwale ośmielił się rzucić wyzwanie mocarstwu 

znad Tybru! 

W grę wchodzi jeszcze jeden czynnik. Polybios doskonale 

orientuje się w polityce Związku Achajskiego, a imperium 
Miasta Wilczycy ma przed nim niewiele tajemnic. Niemniej 

jednak Macedonia pozostaje dlań państwem obcym, którego 

zasad funkcjonowania nie rozumie. Jako Grek z wolnej polis 

jest konsekwentnym republikaninem i Republikę znad Tybru 

darzy ogromnym szacunkiem. Monarchie, w tym królestwo 

macedońskie, uważa natomiast za godne pogardy tyranie, 
królewskich poddanych zaś — niemalże za niewolników, 
zdanych na łaskę i niełaskę władcy. Te wszystkie powody 
sprawiły, że Polybios nakreślił portret Filipa V używając barw 
ponurych. Nie pisał właściwie historii, lecz sporządził psycho­
logiczny portret monarchy największych nadziei, „wybornego 
króla", przyjaznego dla Hellenów i dzielnego w boju, który 
wszelako, podżegany przez złych doradców oraz własną pychę, 
zmienia się w „srogiego tyrana" (Polyb. IV, 77,1-4), rozpust­
nego mordercę, bezbożnika bez skrupułów i cynicznego 
truciciela. W historii Polybiosa Filip V staje się postacią 
z antycznej tragedii, monarchą, który cały swój dom królewski 

background image

)] 

przywiódł do upadku i skończył życie jako załamany starzec, 
synobójca, dręczony wyrzutami sumienia z powodu nie­
zliczonych zbrodni (XXIII 10). Ten czarny wizerunek króla 
stał się niejako „obowiązujący", ponieważ wszyscy starożytni 
autorzy, zajmujący się wojnami macedońskimi, w większym 
lub mniejszym stopniu korzystali z ksiąg achajskiego dzie-

jopisa. 

Polybios powiada, że historyk powinien czytać dzieła swych 

poprzedników oraz dokumenty, zobaczyć na własne oczy 

miejsca, o których pisze, tudzież dysponować rozległym 

doświadczeniem politycznym i wojskowym. Dwa pierwsze 
warunki autor Dziejów w zasadzie spełnia, przy trzecim 

pojawiają się problemy. Polybios przeszedł wprawdzie prze­

szkolenie militarne w Związku Achajskim, ale nigdy nie 
dowodził w polu. Prawdziwą wojnę oglądał tylko u boku 

swego przyjaciela Scypiona Afrykańskiego pod murami ginącej 

Kartaginy (146 rok p.n.e.) i w Hiszpanii (134-133 rok p.n.e.), 

jako jednak historyk i obserwator, a nie wódz. Wojskowa 

wiedza dziejopisa z Megalopolis jest raczej skromna, wbrew 
temu, co usiłuje wmówić potomności. W swych opisach bitew 

nie ustrzegł się błędów. Dotyczy to również batalii pod 
Kynoskefalaj. 

Dzieło Polybiosa gruntownie wykorzystał „narodowy" his­

toryk rzymski Tytus Liwiusz z Patavium (ok. 59 roku p.n.e.-12 
rok n.e.) w swej wielkiej pracy Dzieje Rzymu od założenia 
miasta (Ab urbe condita libri).

 Księgi, dotyczące wojen 

macedońskich (21^5, okres 219-167 rok p.n.e.) przetrwały 
niemal w całości, także dla lat, dla których Polybiosowa 

historia się nie zachowała. Źródłem Liwiusza do spraw 

greckich po roku 200 p.n.e. jest prawie wyłącznie Polybios. 
Historyk z Patavium wykorzystuje także autorów rzymskich, 
zwanych annalistami, jak Calpurnius Piso, Claudius Qad-
ngarius i Valerius Antias. Tzw. annaliści starsi uważani są za 
solidnych autorów, ale annaliści młodsi, a z nich, jak się 
zdaje, przede wszystkim czerpał Liwiusz, nie mają dobrej 

background image

12 

opinii. Zwłaszcza Antias bezwstydnie przeinacza fakty, po­
większa na papirusie straty poniesione przez wrogów Rzymu 

i zmyśla całe epizody dla większej chwały Romy i swego rodu 
 gens Valeria, 

O ile Polybios potrafi śmiertelnie zanudzić czytelnika, 

niczym pułkownik Fryderyk Kraus von Zillergut z Przygód 

dobrego wojaka Szwejka

 rozwlekle wyjaśniając rzeczy proste, 

o tyle Liwiusz pisze piękną, rytmiczną prozą. Cóż z tego, 
skoro jest „historykiem gabinetowym", bez najmniejszego 
doświadczenia w polityce czy na polu bitwy! Jego wiedza 
geograficzna pozostawia wiele do życzenia, opisy wojen 
przypominają raczej retoryczne popisy. Często streszcza 

Polybiosa zadziwiająco nieudolnie, popełniając pomyłki, któ­
rych roztropny historyk powinien się ustrzec. Liwiusz jest 
oczywiście pisarzem-patriotą, niekiedy bez skrupułów pomija 
wydarzenia, ukazujące w złym świetle senat oraz rzymskich 
wodzów. Dziejopisowie znad Tybru mieli uroczy obyczaj 

odsądzania wrogów swego państwa od czci i wiary (jedynym 

wyjątkiem był Pyrrus, władca Epiru, którego w Italii wspomi­
nano jako szlachetnego wojownika). Liwiusz z radością przejął 
więc i wzbogacił Polybiosową charakterystykę Filipa V, 

którego ukazał jako potwora i niszczyciela świątyń, mściwego 

despotę i zbira w diademie, słusznie ukaranego przez bogów 
oraz rzymski oręż. 

Autora Ab urbe condita interesują przede wszystkim wyda­

rzenia ważne dla Rzymu, które relacjonuje szczegółowo (co 
nie znaczy, że zawsze zgodnie z prawdą). Mniej istotne 
sprawy greckie pomija. W dziele Liwiusza wiarygodne są 
przede wszystkim spisy legionów, dowódców, wybranych 
urzędników, które zaczerpnął od tzw. annalistów starszych. 

Niewielkie jedynie fragmenty dotyczące wojen macedoń­

skich przetrwały z ksiąg XXVI-XXX Biblioteki historycznej, 
greckiego dziejopisa Diodora, zwanego Sycylijskim, żyjącego 

współcześnie z Liwiuszem. Diodor jednak tylko streszczał 

Dzieje

 Polybiosa, nie dodając żadnych nowych treści. 

background image

13 

Więcej informacji znajdziemy w streszczeniu dzieła Histo­

rien' Philippicae (Historie Filipowa)

 Pompejusza Trogusa, 

rzymskiego autora żyjącego na przełomie starej i nowej ery. 
Obszerna praca Trogusa przepadła, ostały się z niej tylko 
prologi (spisy treści) poszczególnych ksiąg. Zachowany skrót 
sporządził niejaki Marek Junianus Justinus, żyjący znacznie 
później, który wielu rzeczy już nie rozumiał i popełnił wiele 

komicznych pomyłek. Przyjmuje się, że dla partii dotyczących 
wojen macedońskich (księgi XXVIII-XXXII) Trogus korzystał 
z Polybiosa, nie bezpośrednio jednak, lecz przypuszczalnie za 
pośrednictwem greckiego dziejopisa, Timagenesa z Aleksandrii 
(I wiek p.n,e.). Timagenes dostał się na wojnie do rzymskiej 

niewoli i przez jakiś czas jadł gorzki chleb jeńca. Wykupiono 
go wprawdzie i osiadł w Mieście Wilczycy, gdzie zdobył 
rozgłos jako historyk i retor, niemniej Timagenes z niechęcią 
odnosi się do rzymskich „panów świata", którzy przywlekli go 
w pętach nad Tyber. Zapewne wpływy tego nastawienia 

Timagenesa odnajdujemy w streszczeniu Justinusa — zasad­

niczą rolę w historii świata odgrywa tu monarchia macedońska, 
Roma wkracza na scenę dziejową dopiero po nawiązaniu 
kontaktów z greckim Wschodem, winę za wzniecenie II 
wojny macedońskiej ponoszą zaś Rzymianie, którzy „szukali 

powodów do wojny z Filipem, bowiem w czasie wojny 
punickiej spiskował przeciwko nim" (lust. XXX 3). Niestety, 
istotnych wiadomości w Justinusowym skrócie jest niewiele, 
ich wiarygodność również budzi wątpliwości. Historycy za­
zwyczaj odrzucają świadectwo Justinusa, jeśli sprzeczne jest 
ono z przekazem Polybiosa czy Liwiusza. 

Informacje dotyczące wojen macedońskich znajdują się 

w kilku biografiach pióra Plutarcha z Cheronei (urodzony po 

45, zmarł po 120 roku n.e.), pracach o silnym zabarwieniu 

moralizatorskim, a zwłaszcza w żywotach Tytusa Kwinkcjusza 
Flamininusa, zwycięzcy spod Kynoskefalaj, Emiliusza Paulusa, 

Aratosa i wodza achajskiego Filopojmena. Plutarch wykorzys­
tał Dzieje Polybiosa, ale także wiele innych źródeł greckich 

background image

14 

i rzymskich, nad którymi nie zawsze potrafił zapanować, toteż 
niekiedy ma kłopoty z chronologią. Główną zasługą Płutarcha 

jest przytoczenie pewnych informacji niezależnych od Poly-

biosa oraz wielu barwnych anegdot. 

Szczupłe tylko fragmenty przetrwały z poświęconej wojnom 

macedońskim i iliryjskim księgi IX Historii rzymskiej grec­

kiego dziejopisa Appiana z Aleksandrii (urodzony po 80, 
zmarł przed 165 rokiem n.e.). Uderzająca jest jego duża 

niezależność od Polybiosa i pewna niechęć wobec Flamininusa. 

Prawdopodobnie Appian czerpał z przekazów któregoś z an-

nalistów rzymskich, wrogo nastawionych do rodu Kwinkc-

juszów. Zaletą historii Appiana jest przedstawianie spraw 

macedońskich bez Polybiosowego pryzmatu, ale ogólnie 
wiarygodność historyka z Aleksandrii jest niewielka. 

Wzmianki dotyczące panowania Filipa V i jego konfliktów 

z Rzymem zawiera antykwaryczny Przewodnik po Helladzie 
Pauzaniasza (ok. 115-po 180 rok n.e.)- Pauzaniasz korzystał 
z jakichś źródeł Związku Achajskiego oraz z żywotów 
Płutarcha. Pozostaje w nurcie tradycji anty macedońskiej, 
popełnia przy tym skandaliczne pomyłki, np. z konsula 
Publiusza Williusza czyni „Otiliosa", Demetriosa z Faros, 
wodza llirów, myli z Demetriosem, synem Filipa itp. 

Za „źródła trzeciorzędne" uznawane są informacje zawarte 

w ocalałych fragmentach Historii rzymskiej Kasjusza Diona 

Kokcejanusa, żyjącego na przełomie II i III stulecia naszej 

ery, oraz w wyciągach z jego dzieła, dokonanych przez 
XII-wiecznego mnicha bizantyjskiego, Zonarasa (Cass. Dio. 

XVII; Zon. VIII-IX). Kasjusz Dion wykorzystał Polybiosa, 
Liwiusza oraz jakieś źródła nieprzychylne Flamininusowi. 
Kokcejanus, a za nim Zonaras wyjaśniają niekiedy wydarzenia 

w sposób tak absurdalny, że nie są w stanie przekonać nawet 

najbardziej łatwowiernych historyków. 

Wspomnieć wypada ponadto o źródłach niewielkich ob­

jętościowo, ale wartościowych, gdyż współczesnych inte­

resującym nas wydarzeniom. To kilka wierszy pióra poety 

background image

15 

Alkajosa z Messene, nienawidzącego króla Filipa, oraz autor­
stwa samego Filipa V, zachowanych w zbiorze poezji znanym 

jako Antologia Palatyńska. Ze źródeł innych niż pisane 

uwzględnić wypada monety królestwa macedońskiego, ludów 

iliryjskich i poleis greckich oraz inskrypcje — listy Filipa 

V do władz Larissy czy też odnaleziony w Amfipolis „kodeks" 
dotyczący organizacji armii Antygonidów. 

Historyk wojen macedońskich ma więc do dyspozycji 

stosunkowo bogaty materiał źródłowy. Podkreślić jednak 
należy, że są to przede wszystkim przekazy ukazujące 
rzymski i achajski punkt widzenia. Rzymianie nie tylko 

zniszczyli królestwo Antygonidów, ale skazali dwóch jego 
ostatnich monarchów na wieczne milczenie. Źródła pro-
macedońskie prawie nie istnieją, Antygonos Doson, Filip 

V i Perseus nie przemawiają do potomnych własnym głosem. 
Badaczowi pozostaje żmudne sublimowanie prawdy z prze­

syconych nienawiścią do Antygonidów ksiąg Liwiusza i Po-

lybiosa, który, pisząc o Filipie, prawie zawsze macza 

swoje pióro w żółci '. 

Oceny Polybiosa nie pozostały bez wpływu na potomnych. 

Wielki niemiecki historyk starożytności Theodor Mommsen 

uznał Filipa V za jedną najbardziej przestępczych natur nawet 
w tych brutalnych czasach

2

. Przedwojenny polski badacz 

dziejów antycznej Macedonii Tadeusz Wałek-Czernecki oskar­
żył Antygonidę o doprowadzenie do upadku państwa. Według 

tego wybitnego historyka z Uniwersytetu Warszawskiego 
Filipa cechowały „skłonność do despotyzmu i brutalność". 
Król ten był również jakoby „małym człowiekiem powołanym 

w wielkiej chwili dziejowej do kierowania sprawami Hellady", 

1

 Na temat źródeł: F. W. W a 1 b a n k. Philip V of Macedon, Cambridge 

1940, s. 278 i nn; N. G. L.  H a m m o n d , R W.  W a l b a n k , A History of 

Macedonia,

 t. III 336-167, B.C. Oxford 1988, S. 367 i 472 i n. F. W. Walbank 

napisał znakomite komentarze do dzieła Polybiosa, A Historical Commentary 

ofPolybios,

 Oxford, 1.1, 1957, t. II, 1967, t. Ill, 1979. praca klasyczna, która 

doczekała się już komentarzy. 

T.  M o m m s e n , Römische Geschichte, t. I, Leipzig 1854, s. 694 i nn. 

background image

16 

którego „brak talentów politycznych i wojskowych zrujnował 

monarchię Antygonidów"

3

Inni naukowcy, jak biograf Filipa V F.W. Walbank czy 

znakomity historyk starożytnej Macedonii N. G. L. Hammond, 

są dla tego władcy bardziej przychylni, a jego zalety oceniają 

wysoko. Te próby rehabilitacji Antygonidy należy jednak 

podejmować ostrożnie. Macedoński monarcha rzeczywiście 

popełnił przynajmniej niektóre z tych budzących grozę czynów, 

o które oskarżają go starożytni. Bilans rządów Filipa V z pew­

nością jest opłakany. Można tylko dyskutować, w jakim 

stopniu odpowiedzialność za dziejową klęskę państwa mace­

dońskiego spada na króla. 

3

 T.  W a ł e k - C z e r n e c k i , Dzieje upadku monarchii macedońskiej, 

Kraków 1924, s. 36, 65 i 112. 

background image

KRÓLESTWO MAKEDONÓW 

Aleksander Wielki wyprowadził na Wschód kwiat mace­

dońskiej młodzieży. Tysiące krzepkich wieśniaków podążyły 

ze swym królem w głąb Azji, gdzie czekały na nich fan­

tastyczne bogactwa i błyskotliwe kariery. Syn Filipa II 

podbił dla Makedonów i Greków bezkresne krainy — Egipt, 

Syrię, Persydę, Gedrozję, Sogdianę, Baktrię, aż po rubieże 

Indii (czyli dzisiejszego Pakistanu). Oznaczało to jednak 

znaczne osłabienie jego rdzennego państwa. Z Macedonii 

odeszła większość chwackich, tryskających energią mężczyzn 

w wieku wojskowym. Antypater, namiestnik Aleksandra 

w królestwie, miał coraz większe kłopoty z wysyłaniem 

posiłków swemu władcy. Po śmierci Aleksandra w 323 

roku Antypater znalazł się w tarapatach, gdyż „brakowało 

wojsk obywatelskich z powodu wielkiej liczby tych, których 

wysłano już do Azji dla wsparcia tamtejszej armii" (Diod. 

XVIII 12,2), a Grecy właśnie wzniecili bunt, by zrzucić 

macedońskie jarzmo

1

. Z tych żołnierzy, którzy pociągnęli 

na Wschód, niewielu zobaczyło znów rodzinne strony. Nie­

którzy padli w bojach, większość zdecydowała się pozostać 

na obfitej w złoto „ziemi włócznią zdobytej". Królestwo 

' Wszystkie daty, o ile nie zaznaczono inaczej, odnoszą się do czasów 

przed naszą erą. 

2 — Kynoskefalaj 197 p.n,c. 

background image

18 

Makedonów utraciło co najmniej kilkadziesiąt tysięcy mło­
dych junaków, którzy nie założyli rodzin w ojczyźnie. Następ­
stwa dla populacji kraju były fatalne i długotrwałe. Żołnierze, 
którzy jednak wrócili, przywieźli ze sobą wielkie bogactwa ze 
skarbców perskiego króla. Za złoto złupione w Azji z pewnoś­
cią nabywali ziemię. Powstawały więc rozległe majątki 
kosztem drobnej własności wieśniaczej. A wolni chłopi 
tworzyli przecież kościec armii Filipa II i Aleksandra. Moż­
liwości mobilizacyjne królestwa Makedonów zostały dotkli­
wie ograniczone. 

Na domiar złego państwo przeżywało burzliwy okres. 

Następcy Aleksandra niezbyt troszczyli się o konsolidację 
osłabionego królestwa. Korzystając ze szczupłych macedoń­
skich zasobów uczestniczyli w wojnach diadochów, usiłując 

wydrzeć jak największą część bajecznej schedy po genialnym 
Macedończyku. Syn Antypatra, Kassander, w chaosie wojen­
nych pochodów znalazł czas na założenie dwóch miast, które 

czekała świetna przyszłość — Kassandrei na jednym z trzech 

palców półwyspu Chalkidike i Thessaloniki w głębi Zatoki 

Thermajskiej. Nakazał potajemnie zgładzić prawowitego mo­

narchę, 13-letniego Aleksandra, syna Aleksandra, ostatniego 

z dynastii Argeadów. W 305 roku przyjął tytuł króla, lecz nie 

dał początku dynastii. Po śmierci Kassandra w 297 roku o tron 

Macedonii toczyli uporczywe boje wódz Demetrios Poliorketes, 

a potem syn jego, Antygonos Gonatas, Lizymach, monarcha 

Tracji i rozległych terenów w Azji Mniejszej, Pyrrus, nie­

zrównany w boju władca Epiru oraz Ptolemajos Keraunos, 
wydziedziczony, lecz ambitny i okrutny syn Ptolemajosa I, 

macedońskiego monarchy Egiptu. Pyrrus zdołał oderwać dwie 

krainy Górnej Macedonii, Tymfaję i Parauaję, oraz Ambrakię, 

Amfilochię i Akarnanię. Te walki o diadem oznaczały dla 

królestwa dalszy upust krwi. Prawdziwa katastrofa przyszła 

jednak w 279 roku. Z północy runęły na Macedonię hordy 

Celtów, jasnowłosych olbrzymów, szukających nowych sie­

dzib, chciwych złota i bydła. Szlak ich niszczycielskich 

background image

19 

pochodów znaczyły pożogi i rzezie. Celtowie atakowali szeregi 

swych wrogów z pogardą śmierci i niezwykłą furią, jakiej nie 

znali Hellenowie i Macedończycy, nawykli do zdyscyplino­

wanej walki w zwartym szyku. Celtyccy woje „w porywie 

gniewu rzucali się bezmyślnie na nieprzyjaciela jak dzikie 

zwierzęta. Nawet ugodzeni siekierą lub mieczem — dopóki 

starczyło im tchu — nie tracili swej zapalczywości. Przeszyci 

oszczepem lub strzałą, dopóki żyli, nie tracili ducha. Niektórzy 

wyrywali z krwawiących ran oszczepy, którymi ich ugodzono, 

ciskając nimi w Hellenów lub używając ich do walki wręcz" 

(Paus. X 20,3). 

Najeźdźcy rozbili w puch armię króla Ptolemajosa Kerau-

nosa, który wyruszył w pole ze zbyt szczupłymi hufcami 

i lekkomyślnie odrzucił pomoc króla Dardanów. Wcześniej, 

w zamian za pokój, oddał zresztą część wojska Pyrrusowi, 

który wyprawił się do Italii przeciw Rzymianom. Keraunos 

został wzięty do niewoli i stracony, dzicy barbarzyńcy „wycięli 

w pień całe wojsko macedońskie" (Diod. XII 3,2). Przypusz­

czalnie połowa armii królestwa przestała istnieć. Celtowie 

rozlali się po kraju, paląc, łupiąc i gwałcąc, wyrzynając ludzi 

i trzody. Królestwo ogarnął chaos. Macedoński wódz Sost-

henes, który odmówi! zresztą przyjęcia diademu monarchy, 

obronił przed barbarzyńcami urodzajne równiny Dolnej Ma­

cedonii, ale jeszcze w tym samym roku Celtowie pod wodzą 

Brennosa wrócili, pokonali wojska Sosthenesa i bezlitośnie 

ograbili wszystkie dzierżawy królestwa. Mieszkańcy szukali 

schronienia w murach ufortyfikowanych miast, bezsilnie 

patrząc na swe płonące wioski. Najeźdźcy zapuścili się do 

Grecji, lecz zostali pobici przez Beotów, Fokijczyków, a zwła­

szcza Etolów, znakomitych w podjazdowej wojnie. 

Ostatecznie Celtowie wycofali się z Macedonii i Hellady, 

lecz skutki ich inwazji były straszliwe. Barbarzyńcy obrócili 

w perzynę całe Bałkany od Dunaju po Fokidę. Państwo 

Makedonów zostało gruntownie spustoszone. Odbudowa gos­

podarcza miała trwać kilka pokoleń, lecz straty ludzkie były 

background image

20 

nie do odrobienia. Spod władzy królów macedońskich na 

zawsze uwolniła się Tracja, z takim trudem zdobyta przez 

Filipa II i Aleksandra. Hellenizacja wojowniczych Traków 

została wstrzymana praktycznie aż do czasów rzymskich. 

Różni monarchowie hellenistyczni — Antygonidzi, Seleukidzi, 

Attalidzi z Pergamonu usiłowali później ujarzmić trackie 

plemiona, ale niewiele wskórali. Na domiar złego zburzony 

został dotychczasowy system „barbarzyńskich" państewek 

przygranicznych Traków, Dardanów i Ilirów. Słabość Mace­

donii sprawiła, że organizmy te zaczęły się konsolidować. Ich 

wodzowie stali się bardziej agresywni i skorzy do najazdów 

na południowego sąsiada. Po inwazji Celtów królestwo mace­

dońskie było już tylko cieniem potęgi z czasów Filipa II 

i Aleksandra. Jego siły nie mogły się równać z zasobami 

innych hellenistycznych mocarstw, jak Egipt Lagidów, który 

zdobył wiele baz w basenie Morza Egejskiego, czy państwo 

Seleukidów, obejmujące Syrię i wiele azjatyckich satrapii, 

niekiedy sięgające aż po Pendżab. Władcy Macedonii mieli 

odtąd ogromne kłopoty z utrzymaniem hegemonii nad samą 

tylko Grecją. Prowadzenie poważniejszych działań wojennych 

poza Bałkanami przychodziło im z najwyższym trudem

2

Po najeździe Celtów diadem zdobył w 278 roku Antygonos 

Gonatas, któremu udało się zadać klęskę celtyckim watahom 

grasującym w Tracji. Przepędził go z Macedonii Pyrrus, który 

w 275 roku powrócił z Italii. W trzy lata później Pyrrus zginął 

jednak podczas walk o Argos i Antygonos odzyskał tron. 

Panował bardzo długo — aż do przełomu 240 i 239 roku 

i zmarł w wieku lat osiemdziesięciu. Stał się on właściwym 

założycielem dynastii zwanej Antygonidami \ Przy użyciu 

2

 Na tema» najazdu Celtów:  N . G . L H a m m o n d , Starożytna Macedonia, 

Warszawa 1999, s. 273 i nn; M.  E r r i n g t o n , Geschichte Makedoniens, 
München 1986, s. 146 i n. 

1

 O panowaniu Antygonosa Gonatasa: W.  T a r n . Antigonos Gonatas, 

Oxford 1913; H.  B e n g t s o n , Prawitieli epochi eUinizma, Moskwa 1982. 
s. 171 i nn (rosyjskie tłumaczenie Herrschergestalten des Hellenismus* 
München 1975);  E r r i n g t o n . op. c&, s. 148 i nn. 

background image

21 

stosunkowo niewielkich sił musiał stawić czoło licznym 
i groźnym wyzwaniom. Te same problemy będą musieli 
rozwiązywać jego następcy. Antygonidzi zdawali sobie sprawę, 
że kluczowe znaczenie dla królestwa ma obrona północno-
-zachodniej granicy, zawsze niestabilnej i „płynnej", za którą 
żądni łupu, przybrani w skóry, zawszeni i brudni Ilirowie 
i Dardanowie czyhali na okazję do najazdu. Królowie mace­
dońscy przerywali nawet najważniejsze kampanie, toczone na 

terenie Grecji, aby bronić ojczyzny przez atakami tych 
śmiałych rabusiów. 

Źródła niewiele mówią na temat tych walk. Przyjmuje się 

jednak, że w latach, w których Antygonidzi nagle przestawali 

zajmować się sprawami Hellady, musieli toczyć boje z bar­
barzyńcami, dobijającymi się do bram królestwa. Monarchom 
w zasadzie udawało się ochronić przed najazdami Dolną 

Macedonię, lecz wyżynne krainy Górnej Macedonii wielo­

krotnie były pustoszone od krańca do krańca. Antygonos 
Gonatas zdołał zapewnić względny spokój na północnych 

rubieżach i odzyskał niektóre pograniczne tereny, wchodzące 

ongiś w skład królestwa Filipa i Aleksandra. Musiał jednak 

wyrzec się wszelkich wpływów w Epirze, będącym także po 
śmierci Pyrrusa budzącym respekt państwem. Pozostawił 
Symmachii Epirockiej Ilirię i nie mieszał się w sprawy Tracji. 
Nie był w stanie odwojować Pajonii, gdzie krajowcy utworzyli 
związek z własnym monarchą. Za względną bierność Gonatasa 
na północy jego następcom przyjdzie drogo zapłacić. 

Antygonidzi starali się także zachować hegemonię nad 

Helladą. Hegemonię, a nie kontrolę bezpośrednią. Grecy byli 
niezmiernie przywiązani do swoich wolności politycznych, 

zagwarantowanych przez system polis, miasta-państwa. Anty­

gonidzi nie mogli zastąpić urzędników greckich poleis, wybie­
ranych przez mieszkańców miast i przed nimi odpowiedzial­
nych,^wsfff^Jgrpprsarni opłacanymi z królewskiego skarbca. 
Gca^^^H^fjw^rs^erx|oîr^owac macedońskie panowanie nad 
I/ęlĘtfją, popjcrając wièSrjv^h sobie jedynowładców, czyli 

background image

22 

tyranów. Tyrania była wówczas bardzo niepopularna, toteż 
Antygonos musiał przydzielać swoim tyranom macedońskie 
garnizony. Stacjonowały one w Megarze oraz w Argos, 
Sykionie, Elidzie i w Megalopolis na Peloponezie. Panowanie 
nad Grecją gwarantowały jednak przede wszystkim potężnie 
umocnione tzw. kajdany Hellady — ateński port Pireus, 
a zwłaszcza Demetrias, Chalkis i Korynt, dokładniej mówiąc, 
Akrokorynt, czyli górująca nad miastem obwarowana twierdza 
na wysokiej skale, zapewniająca kontrolę nad Przesmykiem 
Korynckim, przez który wiódł jedyny szlak lądowy z Grecji 
Środkowej na Peloponez. 

Demetrias założył wkrótce po 294 roku Demetrios Polior-

ketes w głębi Zatoki Pagasaj. Miasto to, mające dwa znakomite 

porty, stało się rychło drugą, obok Pełli, stolicą Macedonii 
i twierdzą bardzo trudną do zdobycia. Demetrias otaczały 

solidne mury długości 7,8 kilometra z sześcioma wielkimi 
bramami, wzmocnione przez co najmniej 182 wieże. W skład 
systemu fortyfikacyjnego wchodził również umocniony akropol 

i twierdza Orminion. Demetrias umożliwiała Antygonidom 

sprawowanie kontroli nad Tessalią, rozległą grecką krainą, 
położoną na południe od Macedonii. Dostarczającą znakomitej 

jazdy Tessalię tworzyły dwie rozdzielone pasmem wzgórz 

Karadagh rozległe równiny, na których wypasano bojowe 

rumaki. Tessalię podporządkował Macedonii Filip II już 

w 352 roku. Tamtejsze poleis, rządzone przez arystokratów, 

tworzyły luźny związek, lecz w praktyce to królowie macedoń­
scy panowali nad tą krainą. Tessalowie chętnie odzyskaliby 
niezależność. Na początku panowania Gonatasa wzniecili 
rebelię, by przepędzić Macedończyków, lecz zostali pokonani. 
Za panowania kolejnych Antygonidów będą wszczynać bunty, 
licząc na pomoc Związku Etolskiego. Na polach Tessalii 
zapadnie rozstrzygnięcie II wojny macedońskiej. 

Ostatnie z „kajdanów Hellady", silnie umocnione miasto 

Chalkis na Eubei, położone było nad cieśniną Euripos. Ten, 
kto dzierżył Chalkis, mógł kontrolować całą tę wielką wyspę, 

background image

23 

a ponadto łatwo przeprawiać wojska do Attyki (Chalkis 
połączone było z lądem stałym mostem przez cieśninę). 
Antygonidzi, nawet jeśli tracili wpływy w poszczególnych 

częściach Grecji, starali się za wszelką cenę utrzymać „kajdany 

Hellady". Sprawowanie hegemonii nad Grecją było bardzo 
kosztowne. Najemnicy, przeważnie pełniący służbę garnizo­
nową (obywatelska armia macedońska do tego się nie nada­
wała) pobierali wysoki żołd. Łupy z kampanii wojennych były 

mizerne, a wyciskać z miast greckich podatków i kontrybucji 

po prostu nie wypadało. Antygonos Gonatas uważał jednak, 
że nie może zrezygnować z kontroli nad Grecją, chociażby 

dlatego, aby nie przejął jej inny hellenistyczny monarcha. 

Takie ambicje miał przede wszystkim Ptolemajos II Filadelfos, 

król Egiptu, dzierżący liczne wyspy i porty w basenie Morza 

Egejskiego. Lagida chętnie wspomagał pieniędzmi i swą 

liczną flotą (ale nie wojskami lądowymi) Hellenów chcących 

zrzucić jarzmo macedońskiego króla. Politykę tę kontynuował 

jego następca, Ptolemajos III Euergetes. Później wpływy 

w Helladzie będą usiłowali osiągnąć Atlalidzi, monarchowie 

Pergamonu, niewielkiego, lecz zamożnego państwa w północ­
no-zachodniej Azji Mniejszej. 

Według teorii przedstawianej w starszych podręcznikach 

Grecja utraciła niepodległość w 338 roku, po klęsce, jaką 

Filip II zadał pod Cheroneją Ateńczykom, Tebanom i ich 
sprzymierzeńcom. Gdyby takie stwierdzenie usłyszał Hellen 
z III wieku, zaniósłby się perlistym śmiechem. I miałby 

rację! Grecy uważali się za wolnych, mieli znaczną swobodę 
działania i chętnie wzywali królów z Pełli, by przy ich 

pomocy rozprawić się z przeciwnikami politycznymi (wśród 

elit poleis rywalizujących o władzę nieustannie dochodziło 
do konfliktów). Często to sami Hellenowie otwierali bramy 

swych miast, by wpuścić „ciemiężycieli", czyli macedońskich 
wojów! 

Antygonidzi nigdy nie zdołali zresztą podporządkować 

sobie całej Hellady. Gonatas zadał wprawdzie klęskę koalicji 

background image

24 

dawnych greckich mocarstw — Aten i Sparty w tzw. wojnie 
chremonidejskiej (lata 268/267-262) i utrzymywał załogi w Pire-

usie, w Munichii, na wzgórzu Musejon i w kilku ateńskich 
fortach. Na terenie Grecji istniały jednak związki federacyjne, 
niemalże państwa, stosunkowo prężne i dysponujące niebagatel­
nymi siłami zbrojnymi. Związki te, Achajski i Etolski, były 
godnymi przeciwnikami dla Antygonidów, którzy nigdy nie 
zdołali ich rozbić czy też zmusić do posłuszeństwa. 

Związek Achajski powstał w 280 roku z połączenia czterech 

niewielkich peloponeskich poleis — Dyme, Patrąj, Faraj i Tritaji. 
Władze tej federacji zbierały się w Ajgion, gdzie znajdowało się 
starożytne sanktuarium Zeusa Homagyriosa. Rozmach państwu 
achajskiemu dał dopiero Aratos z Sykionu. W 251 roku obalił 
promacedońskiego tyrana swego miasta i przyłączył je do 
Związku Achajskiego, który w tym momencie stał się strukturą 
ponadregionalną, Sykion bowiem nie by\ polis achajskim, lecz 
doryckim. Aratos nie sięgnął po laury wodza — na polu bitwy 
był niezdecydowany i lękliwy. Okazał się wszakże wybornym 
politykiem. W 243 roku podstępnie przepędził garnizon mace­

doński z Akrokoryntu, zajął korynckie porty Kenchreaj i Lecha-

jon, a w nich 25 okrętów wojennych Gonatasa. Jedne z „kajdan 

Hellady" zostały zerwane. Koryntianie postanowili przyłączyć 
swe miasto do Związku Achajskiego, ich śladem poszli obywate­

le Trojdzeny, Epidauros i Megary. 

Antygonos Gonatas usiłował powstrzymać postępy Achajów, 

podjudzając przeciwko nim Związek Etolski. Rzeczywiście 
Etolowie kilkakrotnie najechali terytorium Związku Achajs­

kiego, powstrzymując jego ekspansję. Monarcha z Pełli 

prowadził jednak politykę krótkowidza. Dzięki jego poparciu 
Etolia urosła w siłę, tworząc barierę odcinającą Macedonię od 
reszty Hellady, która objęła całą Grecję Środkową od właściwej 
Etolii aż po Zatokę Maliakijską. Dzięki zwycięstwu nad 

Celtami Etolowie zdobyli wpływy w Delfach, słynnym sank­

tuarium A pol łona. Wraz z zależnymi państwami Związek 

Etolski dysponował większością w Amfiktionii delfickiej. 

background image

25 

Etolowie dzierżyli słynną przełęcz Termopile, przez którą 
wiódł strategiczny szlak z Tessalii do Beocji. Udało im się 
również podporządkować całą Beocję. Jako wytrawni wojow­
nicy mieli okazać się dla Macedonii znacznie groźniejszym 
przeciwnikiem niż Związek Achajski, którego siły zbrojne, 
złożone głównie z powoływanych pod broń mieszczuchów, 
nie budziły wielkiego respektu. 

Etolia to przeważnie górzysta, zacofana kraina, przez wieki 

pozostająca na uboczu politycznego życia Hellady (w greckim 
życiu kulturalnym nie uczestniczyła nigdy). Zamieszkiwali ją 
Apodotowie, Ofionejowie, Eurytanie i inne szczepy przemie­
szane z Ilirami, stąd Hellenowie uważali Etolów za nieokrze­
sanych barbarzyńców. W końcu V wieku Tukidydes tak pisał 

o Eurytanach: „[„.] szczep największy Spośród Fiołów; mówią 

oni podobno zupełnie niezrozumiałym językiem i żywią się 
surowym mięsem" (Thuc. III 94,5). Kiedy w 426 roku 

Ateńczycy najechali Etolię, była to niemalże wyprawa do 

obcego świata. Ciężkozbrojni ateńscy piechurzy ponieśli wtedy 

zresztą druzgoczącą klęskę. Etolscy górale obrzucili ich gradem * 
oszczepów i pocisków z proc, nie wdając się w walkę wręcz. 

Tę taktykę walki podjazdowej Etolowie stosowali i później. 

W swych górskich ostępach, przełęczach i jarach byli niemal 
niezwyciężeni. Szli do bitwy z pogardą śmierci, obcą „cywi­
lizowanym" Hellenom, którzy zamiast ginąć w boju woleli 
sączyć wino, prowadzić dysputy filozoficzne, zażywać roz­
koszy z heterami i rajcować na agorze. 

Etolscy górale nie mogli żyć dostatnio w swej jałowej 

krainie, rychło więc wzięli się za rabunek. Plądrowali bez­
litośnie na lądzie i przede wszystkim na morzu. W Grecji 
mieli, podobnie jak Ilirowie i Kreteńczycy, opinię niepopraw­
nych rabusiów. Zamęt wojen, które wstrząsały Helladą po 
śmierci Aleksandra Wielkiego, ułatwił Etolom rozbójniczy 
proceder. Strony wojujące chętnie brały zresztą na służbę 
dzielnych etolskich korsarzy. Przerażone poieis greckie albo 

wstępowały do Związku Etolskiego, albo też zawierały z nim 

background image

26 

przymierze. Uczyniły tak z lęku przed piratami np> niektóre 

miasta nad Hellespontem. Dawało to pewne gwarancje bez­

pieczeństwa, etolscy zbóje bowiem grabili zazwyczaj tylko 
„obcych", tj. państwa nie związane sojuszem. W ten sposób 
Związek Etolski rósł w potęgę. Miał dosyć luźną strukturę, 

lecz sprawne władze wykonawcze i dyplomację skuteczną, bo 

popartą siłą. Zgromadzenie obywatelskie federacji gromadziło 
się dwa razy w roku, przy czym zebranie wiosenne oznaczało 
zazwyczaj początek mobilizacji. Wiosną.naradzano się, kogo 
by też w tym roku najechać i złupić. Ambicje Eiolów nie 

miały granic. Ich federacja, bez trudu wystawiająca kilkanaście 

tysięcy dzielnych wojów, mogła pokusić się o wypędzenie 

Macedończyków z Hellady. 

Antygonos Gonatas i jego następcy nie byli w stanie 

poskromić obu Związków, gdyż ich zasoby były ograniczone. 
Gonatas emitował jeszcze trochę monet srebrnych, dwaj kolejni 
Antygonidzi — już tylko brązowe. Skarbiec macedońskich 

monarchów zazwyczaj świecił pustkami. Kopalnie srebra 

i złota w górach Pangąjon, które w IV wieku umożliwiły 

Filipowi II jego zdobycze, w III wieku dawały znacznie mniej 

szlachetnego kruszcu. Wydobywano trochę ołowiu i żelaza. 
Głównym bogactwem władców z Pełli były lasy. Kraj ob­

fitował więc w smołę, dziegieć i drewno znakomicie nadające 

się do budowy wojennych galer. Tylko że Antygonidów nie 
było już stać na jednoczesne utrzymywanie wielu okrętów 
i silnych lądowych hufców. Po Poliorketesie tylko Antygonos 
Gonatas miał jeszcze flotę godną tej nazwy, która na Morzu 

Egejskim gromiła eskadry Lagidów. Jego następcy porzucili 
morską politykę, zdając sobie sprawę, że to wojska lądowe 

mają dla królestwa kluczowe znaczenie. Monarchom macedoń­
skim daleko było do słynącego ze swych bogactw lidyjskiego 

Krezusa. Według Plutarcha (Aemil. 28) Perseus, ostatni 

z dynastii, ściągał rocznie zaledwie 200 talentów podatków od 
ziemi

4

. Było to po długim okresie pokoju, w czasie którego 

4

  A e m i l . — Żywot Emiîiusza Paulusa. 

background image

27 

nastąpi! rozkwit gospodarczy Macedonii. Pierwsi Antygonidzi 
z pewnością osiągali znacznie mniejsze dochody. Królowie 
z Pełli nakładali też cła i inne podatki, mieli monopol 

w eksploatacji kopalń i lasów, byli właścicielami rozległych 
majątków ziemskich. Jeśli jednak nawet roczne dochody króla 

osiągnęły tysiąc talentów, to Antygonidzi i tak w porównaniu 
z Seleukidami czy bajecznie bogatymi Lagidami wyglądali na 

ubogich krewnych. 

Po straszliwych stratach w wyniku celtyckiej inwazji 

królowie z Pełli bardzo oszczędnie szafowali krwią swoich 
poddanych. Armię obywatelską powoływano pod broń rzadko, 
głównie dla obrony „płonącej" północnej granicy. Działania 
wojenne w Grecji Antygonidzi prowadzili zazwyczaj przy 
pomocy najemników, przy czym wysyłali w pole szczupłe 
zastępy, kilka, najwyżej kilkanaście tysięcy ludzi. 

Wśród historyków toczy się dyskusja, jaki właściwie charak­

ter miała macedońska monarchia. Z pewnością była ona nieco 

inna niż pozostałe hellenistyczne królestwa. Antygonidzi 
panowali nie nad ujarzmionymi ludami Orientu, lecz nad 
narodem „swojej krwi", dumnymi Makedonami, uchodzącymi 
za najlepszych żołnierzy ówczesnego świata. Według nie­
których naukowców królowie z Demetrias i Pełli nie rządzili 
więc absolutnie, jak Seleukidzi czy Ptolemeusze. Ich władzę 
mocno ograniczał nomos czyli tradycyjne, odziedziczone po 

przodkach prawo. Zwłaszcza N. G. L. Hammond, najwybit­

niejszy znawca starożytnej Macedonii, uważają za „monarchię 
konstytucyjną", którą tworzyli król i Makedonowie, niekiedy 
występujący razem na inskrypcjach. Traktat, który Filip 
V zawarł z Hannibalem, wymienia posła wysłanego do 

Kartagińczyków przez „króla Filipa, syna Demetriosa, Mace­

dończyków i sprzymierzeńców" (Polyb. VII 9). „Wspólnota 
Macedończyków" (to koinon Makedonon) umieściła na Delos 

inskrypcję ku czci „króla Filipa, syna króla Demetriosa". 

Podczas gdy inni hellenistyczni władcy występowali w doku­
mentach jedynie jako „królowie" (np. król Antioch, król 

background image

28 

Attalos), to w niektórych inskrypcjach Antygonidzi figurują 

jako „królowie Macedończyków". Według zwolenników teorii 

„monarchii konstytucyjnej" Macedończycy urzeczywistniali 

swoje prawa poprzez zgromadzenie żołnierzy, mające rozległe 

kompetencje, jak powoływanie władców i wyznaczanie opie­

kunów dla nieletnich monarchów, sądzenie winnych zdrady 

stanu, a nawet podejmowanie decyzji w sprawach finansowych. 

Ten model państwa macedońskiego wymaga jednak znacz­

nych korekt. Królowie innych hellenistycznych mocarstw 

panowali nad wieloma różnymi ludami, żaden naród nie miał 

tak dominującej pozycji w państwie Seleukidów czy Lagidów, 

by także w jego imieniu wystawiać dokumenty. W królestwie 

Antygonidów mieszkało wprawdzie trochę Greków, Ilirów, 

Pajonów, Celtów i Traków, lecz to Macedończycy byli 

„kośćcem państwa". 

Zgromadzenie żołnierskie rzeczywiście istniało, lecz jego 

uprawnienia trudno uznać za szerokie. Monarchia w praktyce 

była dziedziczna — zbrojni Makedonowie mogli najwyżej 

uroczyście okrzyknąć królem syna zmarłego władcy, ale był 

to tylko rytuał. Zaistniał zaledwie jeden wypadek, gdy kwestia 

sukcesji wymagała rozwiązania — w 229 roku, kiedy to 

Demetrios II zmarł, pozostawiając 8-letniego syna, Filipa. 

Wtedy to decyzję o mianowaniu Antygonosa Dosona wodzem 

i opiekunem małoletniego monarchy, a następnie królem, 

podjął bynajmniej nie potrząsający włóczniami żołnierski 

motłoch, lecz „możni Macedończycy", czyli zapewne najwyżsi 

dworscy dygnitarze (Plut. Aemil. 7). Obyczaj wymagał wpraw­

dzie, aby wybitni Makedonowie, których król za zdradę czy 

inne przewiny zamierzał wyprawić na tamten świat, zostali 

osądzeni przez żołnierskie zgromadzenie. W 218 roku Filip 

V nakazał jednak bez ceregieli stracić dowódcę elitarnej 

formacji peltastów, Leontiosa, chociaż peltaści z naciskiem 

domagali się, aby podczas ich nieobecności nie przeprowadza­

no śledztwa (Polyb. V 27,8). Nie wywołało to buntu wojska. 

Później zgromadzenie wojaków potulnie wydawało na śmierć 

background image

29 

każdego, kogo monarcha chciał się pozbyć, niekiedy na 
królewski rozkaz prześladowano też rodziny prawdziwych czy 
domniemanych zdrajców. Monarcha Macedonii, zwłaszcza 

jeśli był energicznym mężem, miał jako wódz armii i najwyż­

szy sędzia władzę niemal absolutną. Filip V mógł ze względów 
strategicznych przesiedlać mieszkańców całych miast mace­
dońskich z bezpiecznych nadbrzeżnych równin do narażonych 
na najazdy Dardanów terenów pogranicznych i osadzać na ich 
miejsce „barbarzyńców" — Celtów, Ilirów, Traków (Polyb. 
XXIII 10,4). Takie drastyczne posunięcia nie wywołały 
godnego uwagi sprzeciwu. 

Nie można jednak zaprzeczyć, że w Macedonii dystans 

między władcą a poddanymi był mniejszy niż w innych 
hellenistycznych królestwach. Macedończycy mieli wobec 
swego władcy isegoria (Polyb. V 27), co najlepiej prze­
tłumaczyć jako „swoboda wypowiadania się" (tłumaczenie 

jako „równe prawo głosu" jest z pewnością na wyrost). 

W obecności monarchy zwykli przemawiać śmiało i zwracali 

się doń z dużą bezpośredniością, na znak szacunku zdejmując 

tylko hełm z głowy. Charakterystyczne, że w Macedonii nie 

rozwinął się kult władców, jak w ptolemejskim Egipcie czy 

monarchii Seleukidów. Wśród chłopów z Bottiai czy pas­
tuchów z Pelagonii sama myśl, że ich król, wywodzący się 
przecież z tego samego szczepu dumnych Makedonów, miałby 
zostać bogiem nieśmiertelnym, „Zbawcą" (Soter) czy „Ob­

jawionym" (Epifanes) wywołałaby radosny rechot. Macedoń­

czycy oczekiwali od swych władców przestrzegania pewnych 
odziedziczonych po przodkach zwyczajów, dzielności na 

łowach i przede wszystkim na wojnie. Basileus (gr. król), 

który warunki te spełniał, mógł liczyć na posłuszeństwo 

i niezłomne poparcie. Znamienne, że Antygonidzi nie musieli 
lękać się uzurpacji, tak osłabiających monarchie Seleukidów 

i Lagidów. Wśród Makedonów samozwaniec nie znalazłby 

stronników. Monarcha oczywiście nie rządził sam. Mial do 
pomocy elitarną grupę najwyższych dowódców i dygnitarzy 

background image

30 

zwanych „przyjaciółmi" (filoi). Pełnili oni jednak funkcje 
wyłącznie doradców, ostateczne decyzje podejmował król. 

Jeśli „przyjaciel" knuł jakieś spiski lub też okazał się nielojal­

ny, władca mógł oddać go w ręce kata. Nowy monarcha 
wstępujący na tron sam mianował swoich „przyjaciół", nie 
musiał przejmować rady koronnej poprzednika. 

Z czasów Filipa II i Aleksandra przetrwała instytucja 

„chłopców królewskich" (basilikoi paides). „Chłopcy", czyli 
pochodzący ze znakomitych rodów młodzieńcy w wieku 

14-18 lat, mieszkali w pałacu, towarzyszyli królowi w bitwach 

i podczas niebezpiecznych łowów na lwy górskie, niedźwiedzie 
i dziki. Otrzymywali też staranne wykształcenie. „Była to 
u Macedończyków swego rodzaju szkoła przyszłych wodzów 
i urzędników państwowych". (Kurcjusz Rufus VIII 6,2). Do 
pełnienia najwyższych godności przygotowywani byli także 

syntrofoi,

 czyli dzieci „razem wychowywane" z synami króla. 

Antygonidzi panowali roztropnie, przyznając poddanym 

znaczny zakres samodzielności, oczywiście w sprawach lokal­

nych. Pod koniec panowania Filip V pozwolił nawet „Mace­

dończykom", niektórym regionom i miastom, jak Pella. 
Thessalonika i Amfipolis, na emitowanie własnych monet. 
Miasta królestwa zorganizowane były na wzór greckich poleis, 
korzystały więc z pewnej autonomii wewnętrznej. Miały 

własne terytorium, dochody, uchwalały własne podatki, przy­

znawały swe obywatelstwo, wysyłały legacje do sanktuariów 

religijnych i do króla, wystawiały lokalne oddziały samoobro­
ny. Oczywiście w najważniejszych sprawach ostatnie słowo 
należało do monarchy. Miasta miały własnych, wybieralnych 
urzędników, zwanych przypuszczalnie politarchami (poliiar-

chaï), interesów króla jednak w

 każdym polis strzegł dygnitarz 

z tytułem „nadzorcy" (epistateś). W razie potrzeby Antygonidzi 

przeprowadzali w miastach pobór także do armii polowej. 

Wydaje się, że pewną autonomią cieszyły się górskie 

regiony Górnej Macedonii, przez stulecia rządzone przez 
własnych dynastów, ostatecznie przyłączone do królestwa 

background image

31 

dopiero przez Filipa II w 358 roku — Lynkestis, Orestis, 
Elimiotis, Eordaja, Pelagonia, położone w głębi lądu na 
zachód od rzeki Aksios (obecnie Vardar), ok. 600 metrów 

wyżej niż nadbrzeżna równina. Prawdopodobnie istniały 

„wspólnoty" (koina, koinoń) Lynkestów i innych ludów, 
w których najważniejszą rolę odgrywały arystokratyczne rody. 

Ich pozycja była jednak znacznie słabsza niż w IV wieku. 

W konsekwencji terytoria Górnej Macedonii, ongiś dążące za 

wszelką cenę do zachowania niezależności, wykazywały 
zadziwiające przywiązanie do dynastii Antygonidów. Mimo 
wyniszczających wojen z Dardanami i z Rzymem nie doszło 
tu do prób secesji. W końcu, już po katastrofie Kynoskefalaj, 
oderwała się jedynie Orestis, najbardziej narażona na łupieskie 
najazdy wroga. W 171 roku, gdy zaczynała się trzecia wojna 

/ Rzymem, wierne miasta wysłały poselstwo do króla, 

ofiarowując pieniądze i zboże na potrzeby ciężkiej, a właściwie 
beznadziejnej, kampanii (Liw. XLII 53,3) \ 

' Charakter i instytucje państwa macedońskiego omawiają: Wałek-

C z e r n e c k i , op. cit., s. 1 i nn;  W a l b a n k , Philip V..., s. 1. i nn; 

b.  W i p s z y c k a , Historia starożytnych Greków, t. III, Warszawa 1992, 

s. 71 i nn; Hammond, op. cit., s. 348 i nn. Errington (op. cit., s. 197 i n) 

odrzuca tezę o szerokich uprawnieniach zgromadzenia wojskowego w państwie 

i twierdzi, że król rządził niemal absolutnie, mając za doradców jedynie 

..przyjaciół", tj. arystokratów macedońskich. Podobne stanowisko zajął już 

Walek-Czernecki (op. cit., s. 16 i n). 

background image

KORSARZE TEUTY 

Demetrios, syn i następca Antygona Gonatasa, objął władzę 

w 239 roku. Był dzielnym dojrzałym mężem i dobrym 

politykiem, ale za jego panowania spadły na kraj same klęski. 

Związki Achąjski i Etolski zawarły przymierze i jeszcze 

w tym samym roku wypowiedziały wojnę Macedonii. Demet­

rios odważnie stawił im czoło, pokonał Etolów i przegnał ich 

z Beocji. Na północnych granicach pojawiły się jednak oznaki 

burzy. Dardanowie, będący dla Makedonów znacznie groź­

niejszym przeciwnikiem niż Grecy, zebrali siły i gotowali się 

do najazdu. Na domiar złego Antygonida musiał stawić czoło 

innemu wyzwaniu. Starożytna dynastia Ajakidow, panująca 

nad Molossami i sprawująca hegemonię nad całym Związkiem 

Epirockim, chyliła się ku upadkowi. Prawdopodobnie inne 

plemiona Epiru nie chciały już podlegać butnym Molossom. 

W przeszłości Epir był państwem niebezpiecznym dla Mace­

donii, Demetrios zdawał sobie jednak sprawę, że jeśli monar­

chia Ajakidow rozpadnie się, wiele epirockich terytoriów 

zagarną Etolowie i Ilirowie, nieprzyjaciele jego królestwa. 

Syn Gonatasa zacieśnił więc związki z Epirem, poślubiając 

Fthię, zwaną Chryseis (Złota), córkę króla Molossów Alek­

sandra, wnuczkę sławnego Pyrrusa. Małżeństwo to nie urato­

wało monarchii w Epirze. Ostatni mężowie z rodu Ajakidow, 

background image

33 

ptolemajos i Pyrrus II, zmarli młodo ok. 233 roku. Ich siostra 

Dejdameja usiłowała jeszcze zbierać stronników w Ambrakii. 

Chciała stawić opór „republikanom", została jednak zamor­
dowana przy ołtarzu Artemidy przez rozszalałą tłuszczę. 

Pozbywszy się królów, Epiroci zorganizowali nowy Zwią­

zek, ale był on od początku słaby i nie zdołał utrzymać 

wszystkich terytoriów, którymi władali Ajakidzi. Ambrakia 
i Amfilochia przyłączyły się do Związku Etolskiego, Akarnania 

ogłosiła niepodległość '. Etolowie chcieli zbrojnie zająć także 
Akarnanię, ale jej mieszkańcy stawili zacięty opór. W 231 
roku hufce etolskie obiegły miasto Medion w zachodniej 
Akarnanii. Demetnos II nie mógł wysłać mu odsieczy, 
znajdował się bowiem w rozpaczliwej sytuacji, zajęty wojną 
z Dardanami. Demetrios wiedział jednak, że Dardanowie 
skłóceni są z Ilirami. Król Macedonii postanowił więc pozyskać 
tych ostatnich jako sojuszników. Posłał złoto królowi Ilirów, 

Agronowi, by ten przepędził etolskich najeźdźców spod murów 

Medion. Demetrios liczył zapewne, że jeśli Ilirowie uwikłają 
się w wojnę z Etolia, napadną na nich Dardanowie, zostawiając 
Macedonię w spokoju. 

Ilirowie to jeden z ludów, bytujących w cieniu świetnej 

greckiej cywilizacji. W źródłach pojawiają się głównie z okazji 

najazdów, jakie urządzali na Macedonię i Epir. Mimo inten­

sywnych badań wciąż pozostają narodem tajemniczym. Wia­
domo, że liczne iliryjskie plemiona, Atintanowie, Taulantiowie, 

Dasseretowie, Ardiajowie, Liburnowie i inne, zamieszkiwały 
tereny od adriatyckich wybrzeży Dalmacji i obecnej Albanii 
aż po Dunaj i dolinę Morawy. Ilirowie, siedzący w drew­
nianych grodach, byli śmiałymi żeglarzami i wybornymi 
rybakami. Grecy lękali się ich jednak jako chciwych zdobyczy 
rabusiów. Nie przypadkiem mit czyni z Ilirów potomków 
groźnego cyklopa Polifema (Appian. Ilir. 2). W swych 

O upadku monarchii w Epirze: Hammond. Walbank, op. cit., s. 332 

i nn; 11 a m m o n d, op. cit., s. 289 i nn; W. P a j ą k o w s k i, Ilirowie, Poznań 

1981. s. 175 i n; W i  p s z y c k a , op. cit., s. 95 i n. 

3 — Kynoskefalaj 197 p.n.e. 

background image

34 

szybkich, zwinnych, nie wymagających dobrych portów 50-
wiosłowych okrętach zwanych lemboi iliryjscy piraci prze­

mierzali Adriatyk, grabiąc i mordując. Łupili zwłaszcza liczne 

kupieckie galery, podążające do Italii. 

Korsarzy usiłowali poskromić władcy Epiru i tyrani Syrakuz, 

lecz w drugiej połowie ÏIF wieku oba te państwa osłabły, 

Ilirowie plądrowali więc coraz zuchwałej

2

. Doszło też to 

konsolidacji politycznej ich państewek. Król Agron zjednoczył 
terytoria wokół Skodry i na północ aż do Zatoki Kotorskiej. 
Chętnie spełnił prośbę Demetriosa, wysyłając 5 tysięcy wojow­
ników na stu okrętach. Ta armia łatwo rozniosła w puch 
Etolów, uchodzących za niezwyciężonych. Medion zostało 
uratowane, a Ilirowie obładowani łupem odpłynęli do domu. 
Agron uczcił zwycięstwo orgią hulanek i dzikich pijatyk. 
Wdało się zapalenie płuc i król Ardiajów zakończył życie 
(Polyb. II 3,4). Władzę objęła jedna z jego małżonek, Teuta, 

jako opiekunka małoletniego następcy tronu Pinnesa, syna 

Agrona z innej matki. Teuta „folgując logice kobiecej i mając 
na oku jedynie dotychczasowy sukces, nie bacząc zaś wcale 
na dalsze skutki, naprzód pozwoliła tym, którzy na własną 

rękę puszczali się na morze, grabić napotkanych ludzi, potem 

zebrała flotę i siłę bojową nie mniejszą od poprzedniej 

i wysłała ją polecając dowódcom każdy kraj uważać za 

nieprzyjacielski" — pisze Polybios (II 4). 

Dziś historyk z Megalopolis zyskałby sobie opinię niepo­

prawnego seksisty. Wydaje się jednak, że Teucie chodziło nie 
tylko o łupy. Monarchini pragnęła zapewne wciągnąć Epir 
w orbitę swoich wpływów i stworzyć iliryjskie mocarstwo nad 
Adriatykiem. W 230 roku jej flota żeglowała rzekomo, by 

2

 Ogólnie o Ilirach:  P a j ą k o w s k i . op. cit., s. 37 i  n n ; J. 

W i I k e s, The Illyrians, Oxford 1992, s. 6 i nn. Na temat monarchii 

Agrona i Teuty: P a j ą k o w s k i, op. cit.. s. 176 i nn; W i I k e s, op. cit., s. 

156 i nn; D. V o 1 m e r, Sy/nploke. Das übergreifen der römischen Expansion 

auf den griechischen Osten,

 Stuttgart 1990, s. 38 i nn., który jednak sądzi, że 

Agron władał nic Ardiajami, lecz sąsiadującymi z nimi Sardiajami. 

background image

35 

złupić Elidę i Messenię na Peloponezie. W rzeczywistości lemboi 
zawinęły do Fojnike, warownego miasta i stolicy Epiru. Ilirowie 

weszli w konszachty z celtyckimi najemnikami stacjonującymi 
w tym mieście i wspólnie z nimi zdobyli Fojnike. Epiroci na 

próżno próbowali wziąć odwet, powoławszy pod broń wszyst­
kich mężczyzn. Teuta wysłała swoim na pomoc 5 tysięcy 
zbrojnych pod wodzą Skerdilajdasa, brata Agrona i śmiałego 
wojownika. Nim jednak nadszedł Skerdilajdas, Ilirowie pokonali 

zastępy niefrasobliwie dowodzonych Epirotów, którzy bez 
królów nie potrafili wojować. Przerażeni przywódcy Epiru 

zwrócili się o pomoc do Związków Etolskiego i Achąjskiego, 
zrywając tym samym sojusz z Macedonią. Wojska etolskie 
i achajskie rzeczywiście przybyły z odsieczą, lecz nie doszło do 
bitwy. Teuta odwołała swą armię na wieść, że niektórzy z jej 
poddanych wszczęli rebelię podjudzeni przez Dardanów. Skerdi­
lajdas zawarł więc rozejm z Epirotami, oddając im Fojnike 

i wszystkich wolnych obywateli, zabrał natomiast niewolników 

i obfite łupy. Epiroccy notable uznali, że kolejny najazd Ilirów 
będzie dla ich ojczyzny katastrofą. Zawarli więc przymierze 
z Teutą, zwrócone przeciw Achajom i Etolom. Podobnie 

postąpili Akarnanowie, Decyzję tę, jako czarną niewdzięczność 
wobec Achajów, ostro piętnuje Polybios. 

Wiosną następnego roku Teuta wysłała jeszcze większą 

flotę, by ujarzmić helleńskie poleis na adriatyckim wybrzeżu. 
Jej wojacy o mało podstępnie nie zdobyli Epidamnos (Dyr-

rachion), kiedy dostali się w mury miasta udając, że chcą 
nabrać wody. W dzbanach nieśli ukryte miecze, którymi 
wysiekli strażników przy bramach. Epidamnijczycy skrzyknęli 

się jednak i po zaciekłym boju wyrzucili intruzów z miasta. 
Głównym celem iliryjskiej wyprawy była wszakże Korkyra, 

wyspa duża i bogata. Stąd wypływały obładowane towarami 
korabie, żeglujące do Italii. Wojska Teuly obiegły stolicę 

Korkyry, miasto o tej samej nazwie. Demetrios II z Macedonii 

już wtedy nie żył. Wiosną 229 roku do jego królestwa 

wtargnął Longaros, władca Dardanów, prowadzący liczne 

background image

36 

watahy wojowników (Liv. XXXI 28; Trogus Prolog XXVIII). 
Dardanowie roznieśli na mieczach macedońską falangę i spus­

toszyli kraj, uprowadzając ludzi i bydło. Makedonowie ponieśli 
w tej bitwie większe straty niż we wszystkich utarczkach 
z Grekami w przeciągu ostatnich 10 lat. Król Macedonii albo 

poległ z większością swoich żołnierzy, albo też wkrótce 
potem zmarł ze zgryzoty. 

Korkyrejezycy zrozumieli, że sami nie oprą się szturmom 

Ilirów. Zwrócili się więc o pomoc do Achajów i Etolów. 

Związek Achajski wysłał na morze całą swoją flotę — 10 
dużych okrętów. Nie wiadomo czy Etolowie, Epidamnos 

i Apollonia, inne greckie miasto nad Adriatykiem zagrożone 

przez Ilirów, dołączyły swoje galery. Ilirowie mieli siedem 
dużych korabi, dostarczonych przez sprzymierzoną Akamanię, 
oraz roje śmigłych łodzi. Wrogie floty zderzyły się koło wysp 
Paksoj. Ilirowie związali swe małe lemboi po cztery. Tarany 
okrętów achajskich grzęzły w burcie pierwszego, lecz pozosta­

łych trzech lemboi nie mogły dosięgnąć. Wtedy wojownicy 

Teuty z czterech łodzi wdzierali się na pokład unieruchomionej 
achąjskiej nawy i zwyciężali w boju dzięki przewadze liczebnej. 
Tylko pięć achajskich korabi zdołało umknąć dzięki sprzyjają­
cym wiatrom (Polyb. II 10). Korkyrejezycy poddali się, nie 
mając żadnej nadziei na odsiecz. Zawarli układ z Teutą, 
wpuszczając do swego miasta iliryjski garnizon. Na jego czele 
stanął jeden z wodzów królowej, Demetrios z Faros, kolonii 
syrakuzańskiej, uznającej władzę Ilirów. Był to mąż zuchwały, 
ambitny i pozbawiony skrupułów. Zaraz potem iliryjscy wojow­
nicy powrócili pod mury Epidamnos, by zmusić to polis do 
uległości. Zwycięskiemu pochodowi Ardiajów położyła kres 
interwencja rzymska. Nadtybrzańska Republika niespodziewanie 
wysłała przeciw wojskom Teuty ogromną armadę — 200 

wielkich pięciorzędowców, z których każdy mógł zabrać na 
pokład 300 wioślarzy i marynarzy oraz 120 wojowników. 

background image

I WOJNA ILIRYJSKA 

Rzymianie długo nie interesowali się greckim Wschodem. Do 

III stulecia kontakty Republiki z Helladą były całkowicie 

epizodyczne, a może w ogóle nie istniały. W końcu V wieku 

Tukidydes mógł poświęcić dwie księgi swej Wojny Pelopones-
kiej

 historii wyprawy Ateńczyków na Sycylię, w ogóle nie 

wspominając Rzymu, istniejącego od ponad 300 lat. Zasadnicza 
zmiana nastąpiła dopiero w wieku III. Rzymianie, ujarzmiwszy 
większość ludów Italii, usiłowali również położyć rękę na 

poleis

 Wielkiej Grecji (na południu Półwyspu Apenińskiego). 

W obronie jednego z nich, Tarentu, wyprawił się do Italii 

wspomniany już Pyrrus, władca Epiru i wyborny strateg. Pyrrus 
pokonał legiony pod Herakleją (280 rok) i w roku następnym 
pod Ausculum, ale jego siły okazały się zbyt szczupłe, by 

rzucić dysponującą ogromnymi rezerwami Republikę na 
kolana. Po nierozstrzygniętej bitwie pod Benewentem (275 rok) 
zniechęcony Pyrrus odpłynął do ojczyzny. W dwa lata później 
Miasto Wilczycy zawarło układ o przyjaźni z Ptolemajosem II, 
królem Egiptu, który pierwszy wystąpił z inicjatywą w tej 
sprawie. Nie wiadomo, jakim celom miała służyć wymiana 
poselstw między Aleksandrią a Rzymem. Być może Lagida 
chciał zabezpieczyć swe interesy handlowe w Italii, a senatoro­
wie pragnęli zyskać przychylność egipskiego monarchy, 
myśleli już bowiem o wojnie z Kartaginą. 

background image

38 

Po przepędzeniu z Italii Pyrrusa, najlepszego wodza epoki, 

patres

 („ojcowie" — tak z szacunkiem nazywano senatorów) stali 

się świadomi potęgi swego państwa. Nawet nie dokończywszy 

podboju Italii Rzym wszczął wojnę z Kartaginą o Sycylię. 
Punijczycy stawili niespodziewanie twardy opór. Zmagania gigan­
tów, nazwane I wojną punicką, trwały aż 24 lata (264-241). 

Rzymianie wyszli z niej jako mocarstwo. Odebrali pokonanym 

Punijczykom Sycylię (Syrakuzy stały się państwem klienckim 
Republiki), później także Korsykę i Sardynię. Możliwości mobili­
zacyjne Rzymu były ogromne. Według Polybiosa (11 24) w 225 
roku, w obliczu najazdu Celtów znad Padu, Republika była 
w stanie powołać pod broń spośród własnych obywateli i italskich 
sprzymierzeńców 700 tysięcy piechurów i 70 tysięcy konnych 
żołnierzy. Polybios niewątpliwie zbyt hojnie obliczył te zastępy, 
nie ulega jednak kwestii, że Rzym wraz z podporządkowanymi 
mu ludami Italii był znacznie silniejszy od Kartaginy, o Macedonii 
czy innych państwach hellenistycznych nie wspominając. 

Panując nad poleis Sycylii i Wielkiej Grecji, Synowie 

Wilczycy zapoznali się z helleńską kulturą i zadziwiająco 
chętnie przejęli legendę o swym trojańskim pochodzeniu, 
szerzoną jeszcze przez Pyrrusa (władca Epiru twierdził, że 

jako potomek Achillesa, zamierza dokończyć wojnę trojańską, 

gromiąc Rzymian, wywodzących się od Eneasza). Świadczy 
to, że Kwiryci pragnęli zaprezentować się światu greckiemu 

jako spadkobiercy równie starożytnej, równoprawnej z helleń­

ską, trojańskiej tradycji. Synowie Wilczycy interesowali się 
więc tym, co działo się po drugiej stronie Adriatyku, a opinie 
Hellenów nie były im obojętne. Pośrednikami w kontaktach 

między Italią a hellenistycznym Wschodem byli z pewnością 

Grecy z Sycylii i południowej Italii, pozostający pod władzą 

Rzymu. Od czasów wyprawy Pyrrusa między Italią a Epirem 

i innymi greckimi państwami bujnie rozwijał się zresztą handel. 

Według Polybiosa to właśnie w obronie swych kupców 

senat wysłał wojsko za Adriatyk. Ilirowie bowiem wielokrotnie 
napadali na handlowe korabie, a po zdobyciu Fojnike „nawet 

background image

39 

gromadnie oddalali się od floty, i wielu italskich kupców bądź 
grabili, bądź mordowali, niemało też żywcem uprowadzali do 
niewoli'* (Polyb. II 8). Pokrzywdzeni tłumnie przybyli do 

senackiej kurii, żaląc się na swój los. Wtedy senat, który 

uprzednio konsekwentnie puszczał mimo uszu podobne lamenty 
kupców, wysłał do Teuty Gajusza i Lucjusza Korunkaniuszów 
z żądaniem zadośćuczynienia. Posłowie wylądowali na wyspie 
Issa (obecnie Vis), której stolicę Ilirowie właśnie oblegali. Teuta, 

wysłuchawszy ich żalów, powiedziała, że państwo iliryjskie nic 

chce krzywdzić Rzymian, piraci jednak grasują na własną rękę, 
królowie zaś nie mają zwyczaju „przeszkadzać Ilirom w ich 

zyskach na morzu". Na to młodszy z posłów odrzekł butnie: 
„Rzymianie, Teuto, mają ten bardzo piękny zwyczaj, że 
prywatne krzywdy publicznie karzą i niosą pomoc pokrzywdzo­
nym. Otóż spróbujemy z wolą bożą zmusić ciebie, abyś owe 
królewskie obyczaje w stosunku do llirów poprawiła" (Polyb. II 
9). Rozsierdzona władczyni „z kobiecą namiętnością i nierozwa­

gą" nasłała na powracających posłów kilku zbirów, którzy 

zgładzili lekkomyślnego mówcę. Oburzeni tym podeptaniem 
prawa narodów Rzymianie natychmiast zaczęli przygotowywać 
wyprawę wojenną. Wersja Appiana jest inna (Uir. 7). Otóż 
oblegane przez llirów miasto Issa poprosiło o ratunek Rzymian. 

Było to jeszcze za rządów Agrona. Senat wysłał poselstwo do 
króla, lecz zanim legaci wylądowali na Issie, opadły ich pirackie 
łodzie llirów. Napastnicy usiekli jednego z Korunkaniuszów 
i issyjskiego posła Kleemporosa, reszta zdołała umknąć. 

Apel Issy o pomoc nie wyklucza wersji o pokrzywdzonych 

kupcach. W sprawie chronologii Appian zapewne się myli. 

Jego opowieść o przypadkowej śmierci rzymskiego posła 

może być jednak prawdziwa. Np. imię Kleemporos jest 

w świecie greckim bardzo rzadkie, występuje jednak na Issie. 
Legaci znad Tybru zapewne w ogóle nie dotarli do Teuty. 
W każdym razie królowa nie spodziewała się rzymskiego 
odwetu. Atak wielkiej floty Republiki w roku następnym 

(229) okazał się dla llirów całkowitym zaskoczeniem. Jeden 

background image

40 

z Korunkaniuszy niewątpliwie zginął podczas niebezpiecznej 

legacji. Nie ma jednak podstaw, by, jak czyni Polybios 

przekazujący rzymską wersję wydarzeń, reprezentowaną za­
pewne przez historyka Fabiusza Piktora, obarczać królową 

odpowiedzialnością za tę śmierć. Na morzu nie brakowało 

„prywatnych" piratów, którzy okazję do ograbienia rzymskich 

dygnitarzy uznali za dar niebios. 

Rzymianie przygotowywali się do wojny z Ilirami bardzo 

starannie. Wystawili flotę, z którą Republika mogłaby śmiało 

wszcząć kolejną wojnę punicką. 200 penter to przy minimalnej 

obsadzie 60 tysięcy wioślarzy i marynarzy oraz 8 tysięcy 
żołnierzy. Przy obsadzie maksymalnej legionistów było już 24 
tysiące, i to tylko w pierwszym rzucie! Senat wysłał więc 
przeciw państewku iliryjskich korsarzy dwie wzmocnione 
armie konsularne. Wyprawę poprowadzili obaj konsulowie 
229 roku, Gnejusz Fulwiusz Centumalus i Lucjusz Postumiusz 
Albinus. Tej masie żołnierzy i okrętów Ilirowie niewiele 

mogli przeciwstawić. Kiedy wczesnym latem 229 u bałkańs­

kich brzegów zjawiła się rzymska flota pod wodzą Fulwiusza, 
państwo Teuty rozpadło się jak domek z kart. 

Dzierżący Korkyrę Demetrios z Faros nie widział możliwo­

ści stawiania oporu i natychmiast zdradził swą królową, 
oddając Rzymianom miasto „w powiernictwo" (łac. fides, gr. 

pistis).

 Potem wyświadczył konsulowi nieocenione usługi jako 

przewodnik, prowadząc jego flotę do Apollonii. Apolloniaci, 

uradowani klęską iliryjskich korsarzy, oddali swe polis w „o-
piekę" Rzymianom (Polyb. II 11). W tym czasie do Apollonii 
przybyła z Brundyzjum eskadra drugiego konsula. Postumiusz 
miał 20 tysięcy żołnierzy pieszych i prawie dwa tysiące 

jeźdźców. Był to drugi rzut rzymskiej inwazji. Oba wojska 

połączyły się i popłynęły na odsiecz oblężonemu Epidamnos. 

Ilirowie nie czekali na przybycie legionów. Zwinęli oblężenie 

i ratowali się ucieczką. Konsulowie przyjęli miasto „w powierni­
ctwo Rzymu" i powiedli wojska w głąb lądu, gdzie ujarzmili 

szczepy Ardiajów, mieszkające najdalej na południu. Iliryjskie 

background image

41 

plemiona Parthinów i Atintanów poddały się Rzymianom, 
którzy przyjęli je do swojej „przyjaźni". Pod miastem 
Nutria Ilirowie urządzili zasadzkę, kładąc trupem wielu 
legionistów, kwestora i kilku trybunów, ale przecież zostali 
pobici. Rzymska flota popłynęła później ku Issie. Oblegający 

ją Ilirowie pierzchli w popłochu. Teuta zbiegła z garstką 

zbrojnych do ufortyfikowanego miasteczka Rizon, poło­
żonego w pewnej odległości od morza. Była tam bezpieczna, 

jesienią bowiem główne siły rzymskie odpłynęły do Italii. 

Pozostał jednak Postumiusz z 40 okrętami, który wzmocnił 

swe oddziały wojskami Apollonii oraz innych świeżo upie­
czonych sojuszników, organizując zdobyte tereny. 

Wiosną 228 roku Teuta poprosiła o pokój i przyjęła twarde 

warunki zwycięzców. Wyrzekła się wszystkich zdobytych 

terytoriów, zgodziła się zwrócić jeńców oraz zbiegów i za­

płaciła znaczne odszkodowanie wojenne. Zobowiązała się też, 
że iliryjskie okręty nie będą żeglować dalej na południe niż 
do Lissos, z wyjątkiem dwóch łodzi, i to nieuzbrojonych. 
Oznaczało to zaprzestanie przez llirów najazdów na greckie 
ziemie. Powyższe postanowienie traktatu Hellenowie, obawia­

jący się dzikich piratów Tcuty, przyjęli ze szczególną radością. 

W zamian za te ustępstwa Rzym uznał małoletniego Pinnesa 

(ale nie Teutę) władcą szczątkowego państwa Ardiajów. 

Upokorzona królowa prawdopodobnie złożyła władzę, a Pin-

nes został zaliczony do „przyjaciół" nadtybrzańskiej Republiki. 
Błyskawiczna, przygotowana w tajemnicy i przeprowadzona 

ogromnymi siłami kampania zakończyła się całkowitym trium­

fem Romy. Rzymianie uderzyli zresztą w wyjątkowo sprzyjają­

cym momencie. Ani Epir, osłabiony po obaleniu monarchii, ani 

Macedonia, sparaliżowana po klęsce w wojnie z Dardanami 
i śmierci Demetriosa II, nie były w stanie udzielić sprzymierzo­
nym Ilirom pomocy, nawet gdyby miały taki zamiar. 

Rzymianie nie zaanektowali zdobytych terytoriów. Pewne 

obszary na północy — Faros oraz Dimale wraz z okręgiem 

(miasto położone na zapleczu Apollonii) oddali Demetriosowi 

background image

42 

z Faros jako nagrodę za zdradę. W ten sposób na Bałkanach 
powstało pierwsze państwo klienckie Miasta Wilczycy. Z pozo­

stałych terytoriów, położonych nad Adriatykiem, uformował 
się organizm nazywany nieco anachronicznie rzymskim protek­
toratem. W jego skład weszły bogate greckie poleis panujące 
nad urodzajną nadmorską równiną: Apollonia i Epidamnos, 
wyspy Korkyra i Issa, oraz terytoria Parthinów i Atintanów. 
Protektorat rzymski odcinał Macedonię od bezpośrednich 

kontaktów z królestwem Ardiajów, wbijał się jak klin między 

Ilirię, Macedonię a Epir, utrudniając współdziałanie tych 
trzech państw. Republika Rzymska nie zostawiła tu swoich 

garnizonów, nie obłożyła „bałkańskich" przyjaciół trybutem, 

zapewniła im pełną autonomię, przynajmniej w wewnętrznych 
sprawach. W 228 roku wszyscy żołnierze rzymscy wrócili do 

Italii. Tak zakończyła się tzw. i wojna iliryjska (Polyb. II 9; 

Appian, Ilir. 7; Cass. Dio frg. 49, 4-7) '. 

Po zwycięstwie konsul Lucjusz Postumiusz wysłał posłów 

do Achajów i Etolów, by powiadomić ich o przyczynach 
i wyniku wojny. Później legacje znad Tybru podążyły także 
do Koryntu i Aten. Posłów wszędzie przyjęto przyjaźnie. 

Koryntianie zgodzili się na udział Rzymian w igrzyskach 

istmijskich, a Ateńczycy dopuścili ich do udziału w misteriach 
eleuzyńskich, w których uprzednio mogli uczestniczyć tylko 

Hellenowie (Polyb. II 12; Zon. VIII 19). Znamienne jednak, 

że Republika nie nawiązała kontaktów dyplomatycznych 
z bliższymi sąsiadami swego protektoratu, Epirem, oddzielo­

nym od Korkyry jedynie przez wąską cieśninę, i królestwem 
macedońskim, którego dzierżawy leżały już na przeciwległych, 

wschodnich brzegach jeziora Lichnitis (obecnie Jezioro Ochry-

1

 Na temat I wojny iliryjskiej m.in.:  P a j ą k  o w s k i. op. cit., s. 190 i nn; 

W. W.  H a r r i s . War and Imperialism in Republican Rome 327-70 BC, 
Oxford 1985. s. 195 i nn; H. H e f t n e r. Der Aufstieg Roms. Vom Pyrrhoskrieg 
bis zum Fall von Karthago,

 Regensburg 1997, s. 182 i nn; M.  C a r y , 

H. S c u 11 a r d, Dzieje Rzymu, 1.1. Warszawa 1992, s. 241 t nn; H a m m o n d, 
Wal  b a n k . op. cit., s. 334 i n;  H a m m o n d , op. cit., s. 290 i nn; 
A. C o p p o I a. Demetrio di Faro, Roma 1993. s. 37 i nn. 

background image

43 

dzkie). Było to świadectwem jeśli nie jawnej wrogości wobec 

tych dwóch państw, to przynajmniej ostentacyjnego chłodu. 

Niewykluczone zresztą, że posłowie rzymscy prowadzili w pańs­
twach greckich nie tylko grzecznościowe pogawędki, ale 
również rozmowy polityczne, badając możliwość wspólnego 
wystąpienia przeciw bałkańskiemu mocarstwu — Macedonii

2

Naukowcy do dziś nie są zgodni co do przyczyn rzymskiej 

interwencji na Bałkanach. Dygnitarze znad Tybru konsekwen­
tnie głosili pogląd, iż Kwiryci chwytają za broń wyłącznie 

w obronie własnej lub sprzymierzeńców, zawsze prowadząc 

wojny sprawiedliwe {belli iusti). Te opowieści przyjęli za 

dobrą monetę nawet niektórzy XX-wieczni historycy. Przeka­

zana przez Polybiosa wersja rzymska, jakoby senat wyprawił 

legiony za Adriatyk tylko po to, by ocalić gnębionych przez 
piratów kupców i sprzymierzeńców z Issy, do dziś znajduje 

zwolenników. Wytrawni badacze nie wahali się twierdzić, że 

I wojna iliryjska była dziełem przypadku i gdyby Teuta nie 
nakazała zgładzić jednego z legatów, nigdy nie doszłoby do 

wielkiej wyprawy

3

Rzeczywistość wydaje się inna. Wystarczy prześledzić 

uważnie politykę Rzymu, aby stwierdzić, że Republika była 
najbardziej agresywnym państwem starożytnych czasów, nie 

mogącym żyć bez szczęku oręża. Lata, w których zamykano 
wrota świątyni Janusa na znak powszechnego pokoju, można 
w III wieku policzyć na palcach jednej ręki. Synowie Wilczycy 
prawie każdej wiosny urządzali zbrojne wyprawy, by najechać, 
złupić i zagarnąć ziemie sąsiadów. 

Do Rzymu znakomicie pasuje istniejące w języku niemiec­

kim obrazowe określenie: „potwór pożerający ziemie" (land-
fressendes Ungeheuer). Przyczyny tego stanu rzeczy były 

złożone. Arystokraci znad Tybru, dowodzący armiami, pragnęli 

sławy zwycięzców, która była zasadniczym warunkiem kariery 

politycznej i wzmacniała pozycję całego rodu w wewnętrznych 

2

 Tak np. H arris, op. cit., s. 138. 

3

 Cary. Scullard, op. cit., s. 241. 

background image

44 

walkach o wpływy. Powoływani pod broń italscy wieśniacy 

chętnie wyruszali na wojnę w nadziei na obfite łupy oraz 

przydział gruntów na zdobytych terytoriach. Bezlitosne gra­

bienie nieprzyjaciół należało zresztą do fundamentalnych 
zasad polityki rzymskiej. Odebrane wrogom wszelakie dobra 
oraz niewolnicy odgrywały poważną rolę w gospodarce Italii. 
W Rzymie istniał ponadto zwyczaj corocznego powoływania 
pod broń młodych obywateli oraz italskich sprzymierzeńców. 

Skrupulatnie sporządzano spisy rekrutów z danego miasta czy 
ludu (tzw. Formula togatorum — spis mężów strojnych 

w togi), aby nikt nie uniknął wojskowego obowiązku. Oczywiś­
cie żołnierze nie powinni gnuśnieć w obozach, toteż Republika 
niekiedy wszczynała konflikty, by po prostu czymś swych 
wojaków zająć. Wreszcie po wypędzeniu z Italii Pyrrusa 
senatorowie zyskali świadomość potęgi swego państwa i jego 

miażdżącej przewagi nad każdym przeciwnikiem. 

Wojny nie były w zasadzie dla Rzymu zajęciem ryzykow­

nym, toteż rozpętywano je przy lada okazji. Po zakończeniu 
w 241 roku niezwykle długiego i wyczerpującego konfliktu 
z Kartaginą Rzymianie wytrzymali bez konfliktu zbrojnego 
zaledwie dwa lata. W 238 najechali Sardynię i Korsykę, które 
wydarli Punijczykom, cynicznie łamiąc postanowienia traktatu 
pokojowego. Aż do 231 urządzano wyprawy na Sardynię, by 

złamać opór krajowców, rozpaczliwie usiłujących zrzucić 
rzymskie jarzmo. Triumfy z okazji zwycięstw nad Sardami 

odbyło aż trzech konsulów. Rzymianie nie zdążyli jeszcze 
spacyfikować tej wyspy, a już zaatakowali dzierżawy Gallów 
i prymitywnych, lecz bitnych górali Ligurów w północnej 

Italii. W 230 roku na Sardynii wreszcie zapanował spokój 

i obaj konsulowie poprowadzili legiony na Ligurów, którzy 

uznali opór za beznadziejny i czmychnęli w Alpy. Chwilowo 
italskiemu mocarstwu zabrakło wroga. Wtedy ataki iliryjskich 
piratów dostarczyły pretekstu do najazdu na Bałkany. Oczywiś­

cie do rozgromienia zbójeckiej armii Teuty wystarczyłyby 
znacznie mniejsze siły. Senat, z pewnością dobrze poinfor-

background image

45 

mowany o sytuacji za Adriatykiem, mógł jednak obawiać się 

interwencji Macedonii

4

Rzym zamierzał wszelako nie tylko poskromić piratów, ale 

także zdobyć przyczółek na Bałkanach i przede wszystkim 

Korkyrę, która znakomicie nadawała się na bazę rzymskiej 

floty i później rzeczywiście nią była, umożliwiając pięcio-

rzędowcom Romy panowanie na południowym Adriatyku i na 

Morzu Jońskim. Patres, mając w pamięci srogie cięgi, dane 
Republice przez Pyrrusa, pragnęli być może zabezpieczyć 

Italię przed nową inwazją ze Wschodu. „Przyczółek", czyli 
protektorat, stanowił wszakże przede wszystkim odskocznię 
do dalszych wojennych wypraw na Bałkany. Nie na darmo 

Rzym od razu po rozgromieniu Ilirów wysłał poselstwa do 

państw nieprzyjaznych Macedonii. Wśród współczesnych 
uczonych nie ma zgody, czy Republika miała już konsekwentną 
politykę wobec greckiego Wschodu, czy też reagowała jedynie 
na wydarzenia, „od przypadku do przypadku". Tadeusz 

Wałek-Czernecki twierdził, że senatorowie planowali już 
w tym czasie podbój świata, a 1 wojna iliryjska miała być 
wstępem do ujarzmienia hellenistycznego Wschodu. Inni 
wskazywali wszakże, że Rzym nie żywił wtedy wobec Orientu 
agresywnych, „imperialistycznych" zamiarów, nie zaanektował 
wszak iliryjskich zdobyczy i wycofał wojska do Italii. Nad-
tybrzańska Republika żywiła bowiem jakoby niechęć do 
aneksji, wciąż pozostawała miastem-państwem i miała trudno­

ści z administrowaniem terytoriami podbitymi

5

Tak M. H o 11 e a u x, Rome, la Grece et les monarchies hellénistiques au 

ill siècle avant J.-C. (273-205), Paris 1921, s. 102 przyp. 3. Na lemat 
imperializmu rzymskiego wnikliwe studium Harrisa,

 zwłaszcza s. 105 i nn. 

Na temat kontaktów Rzymu z greckim Wschodem: H o 11 e a u x. op. cit., 

s. 22 i nn oraz s. 93 i nn., który uważa jednak, że pod względem politycznym 

Republika nie interesowała się tym obszarem, a I wojnę iliryjska spowodowały 

ataki piratów. M.  E r r i n g t o n , Cambridge Ancient History (CAH), t. VIII, 

s. 81 i nn) sądzi natomiast, że kontakty Rzymu z Grekami były bardziej 

intensywne. Na ten temat także: V o 1 m e r, op. cit., s. 27; H c f t n e r, op. cit., 

s. 182 i nn. 

background image

46 

Ową „niechęć do aneksji" trzeba jednak włożyć między bajki. 

Roma nie zawahała się np. odebrać Kartaginie Sardynii 

i Korsyki, wysp bynajmniej nie bogatych, zamieszkanych przez 

ludy niełatwe do ujarzmienia. Jeśli Rzymianie opuścili Ilirię, 
miało to inne przyczyny. Z pewnością w 229 roku patres nie 
ułożyli jeszcze dokładnego planu podboju wschodniej części 

basenu Morza Śródziemnego, jednakże także imperializm może 

być przypadkowy. Rzymianie wydali Ilirom wojnę niejako 

z braku innego „wroga do bicia", wszelako na Bałkanach 
zamierzali usadowić się na stałe. Republika wycofała swe wojska 
do Italii, ponieważ potrzebne były do innych — znacznie 

poważniejszych zadań. Tak uważał już Tadeusz Wałek-Czernec-

ki, który napisał, że po interwencji italskiego mocarstwa po 

drugiej stronie Adriatyku konflikt zbrojny z Macedonią odwlekł 

się tylko dlatego, że Rzymianie zajęci byli na innych terenach

6

W 228 roku widoczne były już pierwsze oznaki zbliżającej się 
burzy — to Gallowie znad Padu, doprowadzeni do ostateczności 
przez niszczycielskie rajdy rzymskich wojsk, gotowali się do 
najazdu. 

Miasta i ludy ..protektoratu" mogły początkowo uważać się 

za wolne. Wolność ta miała jednak granice. W prawie 

rzymskim istnieje instytucja „klientów", zobowiązanych w za­
mian za opiekę do stałych posług i wdzięczności wobec swych 
patronów. Kwiryci nie mieli wątpliwości, że państewka 
„protektoratu", którym Republika wyrządziła „dobrodziejstwo" 
(beneficium),

 ratując je przed iliryjskim najazdem, stały się 

takimi „klientami". A klient musi być wdzięczny i posłuszny 

aż po wieczne czasy. Jeśli o tym zapomni i okazuje krnąbrność 
„dobroczyńcy", staje się niewdzięcznikiem zasługującym na 
najsroższe kary. Niedaleka przyszłość pokaże, że „patron" 

Rzym nawet w trudnej sytuacji nie zrezygnuje z panowania 

nad bałkańskimi klientami. 

W a ł c k-C z e r n c c k i, op. cit., s. 2 i 53. 

background image

SYMMACHIA HELLENÓW 

Rzymski protektorat zawisł nad Macedonią jak miecz Da-
moklesa. Usadowienie się na Bałkanach największego mo­
carstwa Zachodu musiało poważnie zaniepokoić władców 
z Pełli. Nie wiadomo jednak, kiedy Antygonidzi po raz 
pierwszy zdali sobie sprawę, że Rzym stanowi śmiertelne 
zagrożenie dla ich królestwa, które trzeba zwalczać wszy­
stkimi siłami. Z pewnością nie uważał tak Antygonos 
II Doson, następca Demetriosa II, zamiast bowiem najechać 
„przyjaciół" Rzymu nad Adriatykiem, zebrał flotę i ruszył 
na wyprawę w przeciwnym kierunku — do Karii (po-
łudniowo-zachodnia Azja Mniejsza)

1

Doson był synem Demetriosa Pięknego, przyrodniego brata 

Gonatasa. Jego przydomek znaczy być może: „Ten, który ma 
oddać władzę", lub, mniej sympatycznie, „Ten, który ma dać, 

lecz nie daje" (czyżby Antygonida był skąpiradłem?). W 229 

roku najwybitniejsi Macedończycy wybrali go „opiekunem" 

(epitropos)

 ośmioletniego następcy tronu, Filipa, oraz dowódcą 

sił zbrojnych (stratèges). Doson wziął za żonę Fthię, wdowę 

po Demetriosie II, by umocnić swe prawo do panowania. 

1

 Tak W a 1 b a n k, Philip V..., s. 12; H a m m o n d, W a 1 b a n k, op. cit., 

s. 354. Omówienie dyskusji w sprawie stosunków Macedonii i Rzymu: 

W i p s z y c k a. op. cit., s. 108 i nn. 

background image

48 

Kiedy wykazał zdolności w polityce i na polu bitwy, za zgodą 

dworskich dostojników założył królewski diadem. O dziwo, 
Antygonos II nie próbował usunąć swego „podopiecznego", 
Filipa, lecz nakazał umieszczać jego imię w dokumentach 

jako uznanego „dziedzica tronu". Ale Doson nie miał przecież 

własnych dzieci. 

Nowy władca dwoił się i troił, aby obronić granice państwa. 

Zdołał przepędzić Dardanów, chociaż musiał pogodzić się 
z tym, że zagarnęli znaczną część Pajonii. Stłumił rebelię 

Tessalów, usiłujących przyłączyć się do Związku Etolskiego. 

Wreszcie w 228 roku zmusił Etolów do zawarcia pokoju, 
aczkolwiek nie zdołał wydrzeć im panowania nad Termopilami 
i musiał pozostawić tym prymitywnym góralskim zbójnikom 
Achaję Fthiocką, jeden z regionów Tessalii, położony na 
południowym wschodzie tej krainy. W Attyce i w Grecji 
południowej doznał natomiast serii dotkliwych porażek. Dio­

genes, dowódca macedońskich najemników stacjonujących 
w Pireusie, Munichii, Sunion i na Salaminie, nie miał 
pieniędzy, by zapłacić swym wojakom. Bez skrupułów zdradził 
więc Dosona i oddał te warownie Ateńczykom w zamian za 

150 talentów, które przeznaczył na żołd. Ateny zebrały tę 

znaczną kwotę od kogo się dało. Aratos z Sykionu ofiarował 
im 20 talentów, w nadziei, że duchowa stolica Hellady 
przyłączy się do Związku Achajskiego. Atenczycy wybrali 

jednak bezpieczną neutralność, pod wygodnym, bo dalekim 

protektoratem Ptolemajosa III z Aleksandrii. Tak Macedonia 
utraciła Pireus, czyli kolejne „kajdany Hellady". 

Aratos nie skaptował wprawdzie Aten, ale do Związku 

Achajskiego przyłączyły się peloponeskie poleis Argos, Flius 
i Hermione, których promacedońscy tyrani złożyli władzę. 

Związek Achajski stał u szczytu potęgi. Doson zrozumiał, że 

w południowej Grecji niczego nie wskóra, podjął więc w 227 
wyprawę do Karii. Cele tego przedsięwzięcia nie są jasne. 
Być może król z Pełli zamierzał odbudować potęgę morską 
z czasów swego dziada, Demetriosa Poliorketesa, i rzucić 

background image

49 

wyzwanie Ptolemajosowi III, który wrogów Macedonii w Hel­
ladzie wspomagał swym zlotem. Antygonida podporządkował 
sobie kilka miast w zatoce Iasos, zdobył wpływy w Mylasie, 
w sanktuarium w Labraundzie, na Samos i w Priene. Rychło 

jednak przerwał tę kampanię, pozostawiając na straży karyjs-

kich posiadłości lokalnego dynastę Olimpichosa z Alindy 
w charakterze swego stratega. Później także Filip V będzie 

uganiał się za fatamorganą azjatyckich zdobyczy, lekceważąc 
niebezpieczeństwo ze strony Rzymu. Skutki tej lekkomyślności 
okażą się katastrofalne. 

Doson opuścił Karię, oto bowiem w Helladzie otworzyły 

się przed nim możliwości, jakich nie miał żaden basileus 

Macedonii. Na Peloponezie nieoczekiwanie odrodziła się 

potęga dawnego greckiego mocarstwa — Sparty. „Rewo­
lucyjny" król Lacedemonu, Kleomenes III, przeprowadził 
radykalne reformy. Zniósł długi i podzielił ziemię w celu 
zwiększenia liczby spartiatów, czyli zobowiązanych do 
służby w wojsku pełnoprawnych obywateli. Wyzwolił też 
tych helotów (tworzących warstwę ludności zależnej), którzy 
byli w stanie za wolność zapłacić. Na czele silnej armii, 
wspomagany finansowo przez władcę Egiptu, Kleomenes 
zadawał hufcom Związku Achajskiego klęskę za klęską. 
Zdawało się, że federacja Achajów przestanie istnieć, wchło­

nięta przez drapieżne państwo znad Eurotasu. W obliczu 

śmiertelnego zagrożenia przywódca Achajów, Aratos z Sy-
kionu, porzucił swą długoletnią antymaccdońską politykę 

i zwrócił się o pomoc do Pełli. Doson zgodził się po­
prowadzić swe wojska przeciw Kleomenesowi, ale za wy­
soką cenę. Achajowie musieli zawrzeć sojusz z macedoń­
skim monarchą i uznać go hegemonem (najwyższym do­

wódcą) na lądzie i morzu. Dali też zakładników 
i zobowiązali się, że bez zgody Dosona nie będą utrzy­
mywać kontaktów z żadnym innym królem. Co najwa­

żniejsze, załoga macedońska została wpuszczona do Ak-

rokoryntu. Monarcha z Pełli odzyskał jedne z „kajdan 

4 — Kynoskcfalaj 197 p.n.e. 

background image

50 

Hellady". Później umieścił swoje załogi w Heraii i w Or-

chomenos na Peloponezie. 

W 224 roku Antygonos poprowadził swe zastępy na 

Peloponez. W Ajgion skłonił państwa greckie do zawarcia 

symmachii, czyli przymierza. Tak powstała Symmachia Hel­
lenów, w skład której weszli Macedończycy (oczywiście 

jako poddani króla), Tessalowie (również poddani Anty-

gonidów), Achajowie (czyli poleis Związku Achajskiego), 
Fokijczycy, Beoci, Akarnanowie, Epiroci, Eubejczycy i być 

może Lokrowie Opuntyjscy. Doson porzucił więc politykę 

represji wobec państw greckich, uprawianą z miernym po­
wodzeniem przez Antygona Gonatasa. Nie narzucał tyranów 
ani garnizonów. Zamiast tego stawiał na współpracę z Hel­
lenami, tworząc Symmachię, podobną do tych, jakie ongiś 
powstały pod auspicjami Filipa II, Aleksandra Wielkiego 
i Demetriosa Poliorketesa. Struktura Przymierza Hellenów 

była luźna, a jego władza wykonawcza bardzo słaba. He­

gemonem został oczywiście Antygonos II, który miał prawo 
zwoływać radę (synedrion) Symmachii i powoływać kon­
tyngenty wojskowe od każdego członka przymierza. Synedtion, 
do którego sprzymierzone federacje wysyłały swych przed­
stawicieli, rozstrzygał w sprawach politycznych i o przyjęciu 
nowych członków, o przystąpieniu jednak do wojny każde 
państwo decydowało osobno. Członkowie Przymierza Hel­
lenów mieli też prawo do prowadzenia wojen na własną 
rękę i chętnie z niego korzystali. Wydawało się, że Symmachia 
przyniesie wszystkim korzyści. Grekom zagwarantuje znaczny 
zakres wolności i autonomii, uwolni ich od zagrożenia 

ze strony Sparty oraz Etolów oraz zapewni dłuższy okres 

pokoju, Macedonii zapewni zaś „oświeconą" hegemonię 
nad Helladą. Wiele czynników sprawiło, że rola dziejowa 

Przymierza Hellenów okazała się znacznie mniejsza. 

Na papirusie Symmachia prezentowała niebagatelną siłę 

militarną. Według Polybiosa sam tylko Związek Achajski 
mógł wystawić 30, a może nawet 40 tysięcy wojowników, 

background image

51 

były to jednak czcze przechwałki. W rzeczywistości skoncen­

trowanie wojsk wszystkich sprzymierzeńców okazało się 

niemożliwe — zbyt różne były bowiem ich interesy. 

Największy sukces militarny, Przymierze Hellenów odniosło 

w 222 roku. Jego armia, dowodzona przez króla Macedonii, 

który dostarczył też najsilniejsze hufce, rozbiła pod Sellazją 

w puch wojsko Kleomenesa III. Król Sparty umknął do Egiptu 

i nigdy już nie pokazał się na Peloponezie (Polyb. II 65-69). 

Pod Sellazją po stronie Antygona walczyło 1600 iliryjskich 

piechurów, których przywiódł tu Demetrios z Faros. Jak się 

zdaje, ten grecko-iliryjski dynasta zawarł sojusz z Macedonią. 

Demetrios z Faros nie zamierzał bowiem być potulnym 

klientem Miasta Wilczycy, lecz konsekwentnie dążył do 

rozszerzenia granic swego państwa. Ożenił się z Triteutą, 

matką Pinnesa. małoletniego króla Ardiajów. Kiedy w latach 

225-222 Rzymianie mieli pełne ręce roboty, odpierając najazd 

Gallów, Demetrios wyprawił swe szybkie łodzie „na zbój" na 

południe od Lissos, zuchwale łamiąc traktat pokojowy z nad-

tybrzańską Republiką. Oderwał też od rzymskiego protektoratu 

dzierżawy Alintanów (Appian. Ilir. 8)

2

Być może Demetrios poprowadził swych wojów na Pe­

loponez w nadziei, że jeśli dojdzie do konfliktu z Rzymem, 

wdzięczny za posiłki Antygonos przyjdzie mu z pomocą. 

Zdaniem niektórych badaczy, jak M. Holleaux, do zadań 

Symmachii Hellenów należało bowiem szachowanie nie 

tylko Sparty, ale także rzymskich posiadłości nad Adria­

tykiem. Wskazywałaby na to obecność w tym sojuszu 

państw zachodnich, Akarnanii i Epiru, które nie miały 

powodu, by bać się Lacedemończyków. W myśl tej teorii 

Antygonos Doson utworzył Symmachię, aby uchronić Gre­

ków z Hellady przed losem ich pobratymców z południowej 

Italii i Sycylii, którzy dostali się już pod rzymskie jarzmo. 

2 braku źródeł trudno jest wyjaśnić tę kwestię. Rzymski 

Na temat polityki Demetriosa z Faros:  P a j  a k o w s k i , op. cit., s. 199 

i nn;  V o l m e r , op. cit.. s. 70 i nn; C o p p o 1 a. op. cit., s. 53 i nn. 

background image

52 

protektorat z pewnością niepokoił epirockich i akarnańskich 

notabli, do Przymierza Hellenów jednak mogli przystąpić 

przede wszystkim z obawy przed etolską agresją. 

Po zwycięstwie pod Sellazją Antygonos zdobył Sparte (po 

raz pierwszy to sławne helleńskie polis wpadło w ręce 

nieprzyjaciela), lecz w kilka dni później otrzymał zatrważające 

wieści. Oto Macedonię najechali Ilirowie, zapewne z ludu 

Autariatów. Doson szybkim marszem podążył na północ, 

dognał barbarzyńców i rozgromił ich doszczętnie. Już wcześ­

niej władca chorował na gruźlicę. Trudy kampanii nadwerężyły 

organizm króla. Doson, głośno wykrzykujący rozkazy podczas 

boju, zaczął pluć krwią. Nie udało się powstrzymać choroby. 

Monarcha Makedonów zmarł na początku 220 roku. Umocnił 

swe królestwo, zwyciężywszy Dardanów, Tessalów, Etolów 

i Spartan. Nie docenił natomiast zagrożenia, jakim był dla 

jego państwa rzymski protektorat. 

background image

WOJNA SPRZYMIERZEŃCZA 

Przed śmiercią Doson wyznaczył grono opiekunów dla na­

stępcy tronu, Filipa, który wciąż nie osiągnął wieku sprawnego. 

Byli wśród nich Apelles, Leontios, dowódca peltastów, Mega-

leas, stojący na czele królewskiej kancelarii, Aleksander, 

przełożony „chłopców królewskich" i straży przybocznej, 

oraz Taurion, odpowiedzialny za sprawy Peloponezu. Tych 

„opiekunów" było stanowczo za wielu, szybko rozpaliła się 

więc między nimi rywalizacja o wpływy. Przypuszczalnie 

w lipcu 220 roku Filip skończył 18 lat i samodzielnie objął 

rządy. „Opiekunowie" stali się już tylko doradcami, czyli 

„przyjaciółmi". Filip V był synem Demetriosa II i Fthtii, 

potomkiem sławnych wodzów Antygona Jednookiego i Demet­

riosa Poliorketesa, po matce latoroślą władców epirockich 

z rodu Ajakidów, prawnukiem wielkiego Pyrrusa. O jego 

wychowaniu niewiele wiadomo. Przypuszczalnie jako czter­

nastolatek wstąpił z garścią rówieśników do korpusu „chłopców 

królewskich". Tam zahartował się na łowach i odbył twarde 

przeszkolenie wojskowe. Później Filip okaże się wodzem 

znakomitym, chociaż może nieco porywczym. Jego specjal­

nością będą bardzo szybkie marsze, po których zada druz-

goczące ciosy zaskoczonemu wrogowi. Na przełomie 222 

i 221 roku umierający już Doson wysłał Filipa do Aratosa 

background image

54 

z Sykionu, aby młodzieniec poznał organizację Związku 

Achajskiego i nawiązał osobiste kontakty z jego przywódcami. 

Filip przejmował władzę nad królestwem pełen jak najlep­

szych chęci. Pragną! zostać dobroczyńcą i protektorem Hel­

lenów, z którymi zamierzał współpracować. Z pewnością 

marzył też o laurach wodza, o podbitych krainach i wygranych 

bitwach. Nie chciał okazać się gorszy od Pyrrusa, swego 

pradziada i zwycięzcy Rzymian. Początkowo Filip traktował 

więc Greków uprzejmie i łaskawie. Później jednak, gdy jego 

działania napotkały niespodziewanie silny opór, gdy królestwo 

Makedonów ze wszystkich stron opadali zajadli wrogowie, 

gdy załamały się wielkie plany, rozgoryczony władca zaczął 

dopuszczać się aktów okrucieństwa, które zatrwożyły Helladę. 

Zachowały się znakomite wizerunki Filipa na monetach. 

Artyście, który dostarczy! wzoru mincerzom, udało się „u-

chwycić" charakter króla. Na monetach widzimy przystojnego, 

brodatego młodzieńca bez skazy, ideał męskiej piękności. 

Władca ma prosty nos, ostro zarysowane brwi, mocny pod­

bródek. Z szeroko otwartych dużych oczu emanują stanow­

czość, energia i żądza czynu. 

18-letni monarcha od razu musiał bronić swego królestwa. 

„Dardanowie i wszystkie sąsiednie ludy, mając niejako w odwie­

cznej nienawiści królów macedońskich, darzyły pogardą jego 

młody wiek i bez przerwy go niepokoiły" (lust. XXIX 1,10-11). 

Dardanowie, plemię przypuszczalnie iliryjskie silnie przemiesza­

ne z Trakami, siedzieli w krainach zwanych obecnie Kosowo 

i Polog. W starożytności mieli opinię cuchnących z daleka 

brudasów, ale także dzielnych wojowników i chciwych łupu 

rabusiów. Niewiarygodne, ale jeszcze w czasach cesarza Marka 

Aureliusza (II wiek n.e.!) wierzgali przeciw władzy rzymskiej. 

Macedonię uważali za znakomity teren do grabienia i nie 

zaniedbywali żadnej okazji, aby ją najechać. Filip V szybko 

przepędził tych barbarzyńców z granic swego królestwa. 

Czarne chmury zbierały się również na południu. Etolowie, 

otoczeni ze wszystkich stron przez państwa Helleńskiej 

background image

55 

Symmachii, postanowili rozerwać ten pierścień wrogów. 
polybios pisze o nich z nienawiścią: „Etolowie od dawna 
uprzykrzyli sobie pokój i to, że koszty utrzymania musieli 
opędzać własnymi środkami, bo zwyczajem ich jest żyć ze 
swych sąsiadów; a potrzebują licznych dóbr z powodu 
wrodzonej buty, której folgując wiodą stale życie zbójeckie 
i dzikie, przy czym nikogo nie uważają za przyjaciela [...] 
póki żył Antygonos, z obawy przed Macedończykami za­
chowywali się spokojnie. Lecz kiedy ów zakończył życie 
zostawiwszy nieletniego syna Filipa, lekceważyli tegoż i szu­
kali powodów do mieszania się w sprawy Peloponezu [...]" 
(IV 3). Etolscy rabusie pod wodzą Skopasa i Dorimachosa 
zaczęli pustoszyć ziemie sprzymierzeńców Macedonii: Epiru, 

Achai, Kefallenii, Akamanii i Arkadii. Wpadli również do 
Messenii, będącej przecież formalnie ich aliantką. Być może 

chcieli zapobiec włączeniu Messenii do Związku Achajskiego. 

W 220 roku Aratos z Sykionu zebrał pospolite mszenie 

Achajów i przy pomocy Tauriona usiłował poskromić napast­
ników, doznał jednak upokarzającej porażki pod Kayfaj. 
Etolowie, obciążeni łupami, bezpiecznie wrócili do domu 
przez Istm Koryncki. Filip w tym czasie walczył z Dardanami. 

W 219 roku niespodziewanie na Adriatyk na południe od 

Lissos wypłynęła flota 90 iliryjskich lemboi pod wodzą 

Demetriosa z Faros oraz Skerdilajdasa, który usunął w cień 
Pinnesa, prawowitego władcę królestwa Ardiajów. Spragnieni 

grabieży iliryjscy wodzowie złamali traktat z Rzymem. 

Demetrios nie przejmował się zbytnio także przymierzem 
z Macedonią, wraz bowiem ze Skerdilajdasem złupil wybrzeża 
Achai i Messenii. Dynasta z Faros pożeglował następnie z 50 
okrętami na Morze Egejskie, gdzie spustoszył Cyklady. 
Skerdilajdas, z pewnością rywalizujący z Demetriosem o wła­
dzę nad Ilirami, zawinął zaś do etolskiego portu Naupaktos, 

wszedł w sojusz z Etolami i wspólnie z nimi odbył nisz­

czycielską wyprawę do Arkadii w głąb Peloponezu, uprowa­
dzając ludzi i wielkie stada bydła. Lupy zabrali jednak chciwi 

background image

56 

Etolowie, niczego nie dając Ilirom. Skerdilajdas odpłynął 

z gniewem w sercu. Wykorzystał to Filip V. Śmiało, z niewiel­

ką strażą, udał się do iliryjskiego dynasty i namówił go do 
zawarcia sojuszu z Macedonią. Skerdilajdas zobowiązał się 
zwalczać Etolów z flotą 30 okrętów, w zamian Filip obiecał 

mu 20 talentów rocznie i „pomoc w umocnieniu rządów 

w Ilirii" (Polyb. IV 29). 

Także Demetrios z Faros odnowił przymierze z Pellą. Jego 

lekkie okręty umknęły z Morza Egejskiego, ścigane przez galery 
Rodyjczyków. Rodos była w owym czasie dobrze prosperującą 
i wpływową republiką, czerpiącą z handlu wielkie zyski. 
Rodyjczycy gorliwie zwalczali więc plagę piratów. Rota 
Demetriosa zawinęła do Konchreaj, wschodniego portu korync-

kiego. Władca z Faros chciał przeciągnąć swe nawy do 
zachodniego portu Lechajon, na drugą stronę Istmu. Taurion, 

macedoński dowódca na Peloponezie, zgodził się na to i nawet 
pokrył koszty transportu. W zamian Demetrios obiecał zwalczać 
Etolów. Przybył za późno, by dopaść eskadrę Skerdilajdasa 
przewożącą z Peloponezu etolskich rabusiów, spustoszył jednak 
wybrzeża Etolii i jesienią 220 roku pożeglował do domu. Czuł 

się tak pewny siebie, że odważył się wszcząć otwartą wojnę 
z Miastem Wilczycy. Zaczął grabić i podbijać grody w Ilirii 
podległe Rzymowi (Polyb. XVI 3). W następnym roku zgładził. 

lub przepędził z wielu miejscowości stronników Miasta Wilczy­

cy, zuchwale prowokując Republikę. Zapewne wiedział już, że 

Rzym stanął w obliczu wielkiej wojny z Kartaginą i zamierzał to 

wykorzystać, powiększając swe państewko. 

Zapalna sytuacja w Ilirii z pewnością niepokoiła Filipa. 

Król Makedonów starał się usilnie pozyskać iliryjskich sojusz­
ników. Flotylle lekkich iliryjskich okrętów mogłyby walnie 

przyczynić się do poskromienia Etolów, odcinając tych górs­

kich rabusiów od morza. Z drugiej strony Filip, wiążąc się 
z Demetriosem, ściągał na siebie gniew Rzymu, co łatwo 

mogło doprowadzić do konfliktu z italskim mocarstwem. 

Trudno uwierzyć, aby Antygonida nie zdawał sobie z tego 

background image

57 

sprawy. Na razie Filip musiał stawić czoło Związkowi 

Etolskiemu. Pod koniec lata 220 roku poprowadził swą armię 

do Koryntu, dokąd zwołał synedńon Helleńskiej Symmachii. 
Delegaci z wielu państw oskarżali Etolów o akty agresji, 
rabunki i łupienie świątyń. Sprzymierzeńcy postanowili wypo­
wiedzieć Etolom wojnę (stąd nazwa tego konfliktu — wojna 

sprzymierzeńcza), pozbawić ich kontroli nad sanktuarium 
w Delfach i przywrócić „wolność" tym państwom, które 
wstąpiły do federacji etolskiej pod przymusem. Pora roku za 
późna już była na podejmowanie zbrojnych wypraw. Filip 

powrócił do Macedonii, by przygotować armię i zabezpieczyć 

granicę przed najazdami północnych barbarzyńców. Jak pisze 

Polybios: „obudził on nie tylko u sprzymierzeńców, lecz 

u wszystkich Hellenów piękne nadzieje co do swej królewskiej 

łagodności i wielkoduszności" (IV 27). 

Zimą dyplomacja etolska okazała się skuteczna, pozyskując 

jako sojuszników w wojnie z Achajami peloponeskie poleis 

Elidę i Sparte. Wiosną 219 roku nadciągnął Filip, prowadząc 10 
tysięcy ciężkozbrojnych faiangitów, 5 tysięcy peltastów oraz 800 
konnych żołnierzy. Maszerował przez Tessalię, Epir i Akarnanię, 

dołączając do swej armii lokalne kontyngenty. Etolowie nie 
mogli z tak licznymi zastępami zmierzyć się w otwartym polu. 
Mieli dobrą lekkozbrojną piechotę i przede wszystkim chwacką 

kawalerię, lecz formacje te, znakomite w wojnie podjazdowej 

i błyskawicznych wypadach po łupy, nie potrafiły walczyć 

w zwartym szyku na równinie. Macedońscy falangici ze swymi 
długimi włóczniami i greccy sprzymierzeńcy Filipa, zazwyczaj 
w ciężkim uzbrojeniu „tradycyjnych" hoplitów, nie byli nato­
miast w stanie uganiać się za Etolami w ich ojczystych górach. 

Podczas „wojny sprzymierzeńczej" nie doszło więc do walnych 
bitew, obie strony z zamiłowaniem łupiły natomiast dzierżawy 
przeciwnika. Król Makedonów, mający silniejsze zastępy, 
poczynił jednak znaczne terytorialne zdobycze. 

Najpierw obiegł Ambrakos, port Ambrakii, chroniony przez 

rozległe bagniska, i zdobył go po 40-dniowych walkach. Nie 

background image

58 

przerwał oblężenia nawet na wieść, że dziesięć tysięcy 

etolskich wojowników pod wodzą Skopasa przedarło się przez 

TevSsalie do Pierii, należącej już do Macedonii właściwej, 

zniszczyło zboże na polach i obłowiło się mnóstwem zdobyczy. 

W drodze powrotnej Etolowie zdobyli Dion, miasto dla 

Macedończyków święte, gdzie obrócili w perzynę domy 

i świątynię. Filip nie zawrócił, by bronić ojczystej ziemi. 

Maszerował ku Etolii przez terytorium Akarnanii. Armia 

królewska brawurowo sforsowała rzekę Acheloos. Peltaści 

Filipa jak taran szli przez wodę w zwartym szyku, trzymając 

tarczę przy tarczy. Bez trudu przepędzili etolskich jeźdźców, 

usiłujących bronić przeprawy. Macedończycy zdobyli następnie 

Ojniadaj, miasto położone nad morzem u wejścia do Zatoki 

Korynckiej i spustoszyli równiny zachodniej Etolii, stanowiące 

najlepsze tereny rolnicze, aż po Kalidon. Filip postanowił 

ufortyfikować Ojniadaj, uznawszy to miasto za znakomity 

port. Jak widać, król dążył przede wszystkim do opanowania 

baz morskich, umożliwiających mu panowanie nad wodami 

Zachodu. Przypuszczalnie lu zawijać miały okręty iliryjskich 

sprzymierzeńców Filipa — Demetriosa z Faros i Skerdilajdasa. 

Polybios (IV 66) twierdzi, że Filip musiał nagle przerwać 

wyprawę na wieść, że Dardanowie znów szykują się do 

najazdu. Pospiesznym marszem podążył więc do Macedonii, 

lecz barbarzyńcy, dowiedziawszy się, że król powrócił, nie 

odważyli się zaatakować. Jest jednak pewne, że Antygonidę 

zatrwożyła także inna wieść — oto wielka armia rzymska 

ponownie wylądowała w llirii, by poskromić Demetriosa 

z Faros. Filip pojął, że Macedonię mogą najechać jednocześnie 

Dardanowie z północy i Synowie Wilczycy z zachodu, 

zarządził więc natychmiastowy odwrót. Kiedy przeprawiał się 

z Akarnanii do Epiru przez Zatokę Ambrakijską, napotkał 

Demetriosa z Faros, który uciekł przed Rzymianami na jednej 

łodzi, straciwszy całe swoje państwo. 

background image

II WOJNA ILIRYJSKA 

Senatorowie z coraz większą irytacją patrzyli na zbyt samo­
dzielne poczynania Demełriosa z Faros, który łamał po­
stanowienia traktatu pokojowego z 228 roku. W końcu 
postanowili ,,skarcić i pomścić" niewdzięczność krnąbrnego 
„klienta" (Polyb. Ul 16). Patres zamierzali zademonstrować, 

że nie zrezygnują ze swego iliryjskiego przyczółka. Upadek 

Demetriosa miał zastraszyć innych bałkańskich „przyjaciół" 
Republiki. Ponadto senat chciał zapewne unicestwić państewko 
swego potencjalnego przeciwnika, władcy Faros, przed zbli­

żającym się konfliktem z Kartaginą. W tym czasie Hannibal 

oblegał już Sagunt, potężne miasto w Hiszpanii, które Rzym 

uważał za sprzymierzeńca. 

Republika wysłała przeciw Demetriosowi wielką flotę i aż 

dwie armie konsularne — czyli prawie 40 tysięcy legionistów, 

nie licząc załóg okrętowych. Wyprawę poprowadzili obaj 

konsulowie 219 roku, Lucjusz Emiliusz Paulus, ten sam, który 
w trzy lata później położy głowę w nieszczęsnej dla Rzymu 

bitwie pod Kannami, i Marek Liwiusz Salinator. Demetrios 

z Faros nie miał żadnych szans, by stawić czoło takiej masie 
nieprzyjaciół. Mimo to zdążył ufortyfikować Dimale i, ze­

brawszy 6 tysięcy najdzielniejszych wojów, zamknął się 

w Faros, twierdzy uważanej za nie do zdobycia. Rzymianie 

background image

60 

zaciekle szturmowali Dimale przy użyciu machin oblężniczych 
i siódmego dnia zdobyli miasto. Wielu poddanych Demetriosa 
upadło wtedy na duchu i zdało się na łaskę najeźdźców. 

Po tym sukcesie konsulowie pożeglowali na Faros. Widząc, 

że miasto jest silnie bronione, posłużyli się podstępem. 
Większość wojska wysadzili potajemnie w różnych częściach 
wyspy, a do portu wpłynęli tylko z kilkoma okrętami. 

Demetrios, widząc, jak szczupłe siły mają wrogowie, lekko­
myślnie wyprowadził swych llirów w pole, by przeszkodzić 
legionistom w lądowaniu. Rozpaliła się bitwa, lecz wtedy 
pojawiły się główne siły Rzymian, mające za sobą długi 
nocny marsz przez bezdroża. Oddziały te zajęły stanowisko na 
wzgórzu między miastem a portem, odcinając llirów od bram 
Faros. Demetrios, zobaczywszy to, zebrał swoich i w znako­
mitym ordynku natarł na legionistów zajmujących wzgórze. 

Nic wszelako nie wskórał, bo wrogów było zbyt wielu i też 

szturmowali z impetem. Nagle żołnierze z rzymskich okrętów 
uderzyli na jego hufce od tyłu. Ilirowie w mgnieniu oka poszli 
w rozsypkę. Przed bitwą władca Faros roztropnie nakazał 
ukryć kilka lemboi w różnych miejscach na wybrzeżu. Widząc 
nieuchronną klęskę umknął z placu boju, dopadł do jednej 

z tych łodzi i pożeglowal do Filipa. 

Rzymianie zajęli ogołocone z obrońców Faros i zrównali je 

z ziemią. Według Polybiosa konsul Emiliusz Paulus zawładnął 
następnie resztą llirii i „uporządkował wszystko według swej 
woli", czyli zapewne przywrócił stan rzeczy z 228 roku. 
Według Appiana (Ilir. 8) Rzymianie oszczędzili llirów „na 
ponowne prośby Pinnesa". Wydaje się jednak, że prawdziwym 
władcą Ardiajów był wtedy Skerdilajdas, rządzący w imieniu 

Pinnesa. Konsulowie nie zaatakowali go, chociaż także Sker­

dilajdas łamał układ pokojowy, żeglując na południe od 

Lissos. Czyżby Rzymianie oszczędzili tego dynastę, zamierza­

jąc w przyszłości podjudzić go przeciw Filipowi? 

Król Macedonii przyjął Demetriosa życzliwie i uważnie 

obserwował poczynania Rzymian w llirii. Nie szukał z nimi 

background image

61 

zwady, mając Etolów na karku, tym bardziej że Skerdilajdas, 

obawiając się wojska rzymskiego, nie mógł wysłać swych 

lekkich okrętów Macedończykom na pomoc. Także konsulowie 

nie wszczęli konfliktu z Filipem, wiedząc, że wojna z Kartaginą 

wisi na włosku. Po zaprowadzeniu swego ładu w Ilirii rzymscy 

wodzowie odpłynęli z wojskiem do ojczyzny, gdzie senat 

przyznał im triumf z okazji łatwego zwycięstwa. Tak skończyła 

się tzw. II wojna iliryjska. 

background image

CHMURA Z ZACHODU 

Filip tego lata nie poprowadził już armii na Peloponez. 

Rozpuścił hufce obywatelskie, by żołnierze-chłopi mogli zebrać 

żniwa. Sam z najemnikami i elitarnymi jednostkami zawodo­
wych żołnierzy siedział w Larissie, czuwając, by Etolowie nie 

wtargnęli do Tessalii. W jesieni 219 lotne bandy etolskich 
górali po wodzą Dorimachosa wdarły się wszakże do Epiru 
i belilośnie złupiły Dodonę, sanktuarium Zeusa, święte dla 
wszystkich Hellenów. W początku zimy Etolowie i Elejczycy 
najechali należącą do Związku Achajskiego Arkadię, tu jednak 
zostali niespodziewanie zaatakowani przez armię Filipa, który 
doszedł do wniosku, że jeżeli nie podejmie kampanii zimowej, 
opór Achajów może się załamać. Niespodziewanie wyruszył 
więc z Larissy i przez Eubeję, Lokrydę, Beocję i Megarę 
dotarł do Koryntu, prowadząc armię małą, lecz doborową 

— 400 „nadwornych" kawalerzystów, 2000 peltastów i 3000 

elitarnych włóczników zbrojnych w „brązowe tarcze". 

Filip uderzył znienacka jak grom, wybił lub rozpędził 

etolskich rabusiów, wśród szalejących śnieżnych burz przeszedł 

przez góry Arkadii i połączył się z 10 tysiącami hoplitów 
Związku Achajskiego. Wspólnie z nimi uderzył na Elidę, 
spustoszył tę bogatą krainę, wziął 5 tysięcy jeńców i ogromne 
stada bydła. Następnie macedoński monarcha wyruszył na 

background image

63 

Tryfilię, górską krainę położoną na zachodnim wybrzeżu 

Peloponezu, i opanował ją w zaledwie 6 dni, osobiście 

prowadząc swych wojów do szturmów na trzymane przez 

Etolów i Elejczyków fortece. Ta błyskotliwa kampania w niczym 
nie ustępowała podobnym wyczynom Aleksandra Wielkiego. 

Wiosną 218 roku Antygonida postanowił przeprowadzić 

ofensywę na morzu. Zażądał od Achaj ów pieniędzy na 

prowadzenie wojny i otrzymał je. Związek Achajski dał też 
królowi kilka okrętów. Filip dołączył je do małej eskadry 
swoich korabi, stacjonujących w Lechajon. Tam ćwiczył 
swych Macedończyków do służby na morzu. Podobnie jak 

Temistokles w 481 roku, Filip pragnął zamienić swych 

piechurów w żeglarzy i marynarzy. Panując na morzu, król 
Macedonii mógł przerwać łączność między swymi nieprzyja­
ciółmi — Etolia, Spartą i Elidą. Okręty były także nieodzowne 

w starciu z Rzymem — gdyby do niego doszło. 

W maju 218 roku mała flota macedońska z 7200 żołnierzami 

na pokładzie popłynęła ku wybrzeżom Kefallenii. Tu czekały już 
sprzymierzone korabie z Epiru, Akarnanii i Messcnii oraz 15 
lemboi

 przysłanych przez Skerdilajdasa. Atak na położone na 

wyspie miasto Palus nie powiódł się, Filip jednak niespodziewa­

nie poprowadził flotę do Zaioki Ambrakijskiej. W Limnai 
wojska królewskie zeszły na ląd. Tam przyłączyli się do nich 

hoplici z Akarnanii, żądni zemsty na etolskich rabusiach. Armia 

królewska błyskawicznym marszem ruszyła w głąb Etolii, 
przebywając 80 kilometrów w przeciągu 28 godzin, zjedna tylko 
przerwą w pochodzie — na posiłek. Wojowie Filipa wpadli jak 
burza do Thermon, politycznego i religijnego ośrodka Związku 
Etolskiego, i złupili je doszczętnie, nie oszczędzając świątyń. 

Etolowie w pośpiechu zebrali swe hufce. Daremnie jednak 

usiłowali wziąć odwet, atakując wycofujące się wojska królew­

skie. Filip doskonale zorganizował odwrót. Główną kolumnę, 

maszerującą południowo-wschodnim brzegiem jeziora Tricho-
nis, ubezpieczała druga kolumna, podążająca równolegle po 

grzbietach wzgórz. W ten sposób król uniknął takiej klęski, 

background image

jakiej w rok później doznali Rzymianie, zwabieni przez 

Hannibala w zasadzkę nad Jeziorem Trazymeńskim. Oddziały 
Macedończyków i sprzymierzeńców z łatwością odrzuciły 

4 tysiące etolskich żołnierzy, usiłujących zaatakować ich 

podczas przeprawy przez Acheloos. 

Król złożył w Limnai ofiary dziękczynne bogom i wraz 

z wojskiem pożeglował do Koryntu. Stamtąd niemal natych­

miast poprowadził swych wojów na południe. Połączywszy 
się z wojskami Związku Achąjskiego pod Tegeą Filip wyruszył 
na Lakonię i spustoszył dolinę Eurotasu aż do przylądka 

Tajnaron na południowym krańcu Peloponezu. Król Sparty, 

Likurg, próbował odwetu, ale mając 4 tysiące żołnierzy 
przeciw 10 tysiącom królewskich wiarusów doznał tylko strat 
i musiał rej terować za mury swojej stolicy. 

Etolowie mieli już dosyć wojaczki. Przyjęli pośrednictwo 

pokojowe posłów, wysłanych przez wyspiarskie poleis — Ro­

dos i Chios. Walczące strony zawarły rozejm na 30 dni, przy 
czym Etolowie zobowiązali się do przygotowania konferencji 
pokojowej w Rhion. Nic jednak z pokoju nie wyszło, gdyż 
strategowie etolscy dowiedzieli się o zamieszkach w armii 

macedońskiej i represjach, jakie Filip zastosował wobec swych 

czołowych „przyjaciół". Oto w Koryncie peltaści i żołnierze 
doborowej gwardii królewskiej (agema) wdarli się do kwatery 
władcy i splądrowali namioty kilku czołowych dowódców. 

Buntownicy poczuli się najwidoczniej pokrzywdzeni przy 

podziale zdobyczy z lakońskiej wyprawy. 

Filip zwołał rebeliantów do teatru, zbeształ ich surowymi 

słowy i przywrócił porządek. Według Polybiosa (V 2, V 25, 26) 

za rebelią stali wpływowi doradcy króla, Apelles, Leontios, 
dowódca peltastów, Megaleas, Ptolemajos i Kri non. Uknuli oni 

jakoby spisek przeciw Filipowi i wszelkimi sposobami usiłowali 

pokrzyżować jego wojenne plany. To Leontios rzekomo zgasił 
zapał swych żołnierzy, udaremniając w ten sposób zdobycie 

Palus. Apelles i jego towarzysze unieśli się ponoć gniewem na 

króla, ponieważ, wbrew ich radom, traktował przywódców 
Związku Achąjskiego jak sojuszników, a nie jak poddanych. 

background image

65 

Na temat sprzysiężenia „przyjaciół" wysuwano różne teorie. 

Doradcy mieli np. sprzeciwiać się polityce morskiej króla jako 
nadmiernie obciążającej finanse państwa, czy też jego kosz­
townym (mimo wszelkich zdobytych łupów) kampaniom na 
Peloponezie. Wydaje się jednak, że wśród „przyjaciół", czyli 
najwyższych dostojników w państwie, doszło po prostu do 
walki o wpływy i władzę, przy czym Apelles i jego towarzysze, 
ongiś opiekunowie małoletniego Filipa, mieli nadzieję, że 
nadal będą sprawować kuratelę nad młodym władcą. Popełnili 

jednak ciężkie przewinienia. Leontios (i przypuszczalnie 

Ptołemajos) nie utrzymali dyscypliny wśród swych podkomen­

dnych — peltastów. Apelles nie potrafił zapewnić armii 

zaopatrzenia, tak „że król [...] był zmuszony z braku gotówki 

zastawić służące do jego użytku naczynia srebrne i z tego się 
utrzymywać" (Polyb. V 2, 10). 

Antygonida zareagował stanowczo. Po kolei kazał uwięzić 

i stracić wszystkich prawdziwych czy domniemanych spis­

kowców, nawet Leontiosa, chociaż peltaści wystąpili w jego 

obronie. Niespełna 20-letni Filip pokazał tym samym, że nie 
będzie królem malowanym, ulegającym wpływom rozwiel-

możnionych dworaków. 

W 217 roku wojna sprzymierzeńcza toczyła się dalej. W tym 

czasie Hannibal, wódz kartagiński, przeprowadziwszy w karkoło­

mnym marszu swe wojska przez Alpy, walczył już z Rzymiana­
mi w Italii. Filip zajął się najpierw wzmocnieniem północnych 
kresów swego królestwa. Zdobył Bylazorę (obecnie Vêles), 
największe miasto Pajonii, położone w dolinie rzeki Aksios, 
mające fortyfikacje przypuszczalnie na obu jej brzegach. „Ten 

czyn zbrojny uwolnił go niemal od wszelkiej trwogi przed 

Dardanami" (Polyb. V 97,1). Bylazora leżała bowiem na szlaku, 

którym Dardanowie z Polog zwykli wdzierać się do Macedonii. 
Filip obwarował Bylazorę, obsadził swoją załogą i zamienił 
w macedońskie polis. Pajonowie zapewne uradowali się z tego. 

Ich słabe państwo plemienne szczególnie narażone było na 

najazdy dardańskich rabusiów. 

5 — Kynuskefalaj 197 p.n.e. 

background image

66 

Antygonida powołał pod broń włóczników z falangi, urządził 

przegląd wojska w Edessie i poprowadził swych wojów na 
południe — do Larissy. W przeciągu sześciu dni armia 
pokonała ok. 200 kilometrów. Wtedy król poderwał swe 

zastępy do szybkiego pochodu — przebywszy w ciągu nocy 
ok. 70 kilometrów armia Filipa wpadła do Achai Fthiockiej, 

wciąż pozostającej we władaniu Etolów. Makedonowie obiegli 

Teby Fthiockie, najpotężniejsze miasto tej krainy. Właśnie 
z Teb Etolowie rozpuszczali swe łupieskie zagony. Filip 

nakazał otoczyć miasto rowem i palisadą opatrzoną drew­

nianymi wieżami. Załogę nieszczęsnego grodu zdziesiątkowały 
pociski ze 150 katapult i 25 machin do miotania kamieni 
(Polyb. V 99,100). W końcu królewscy saperzy podkopali się 

pod mury, które runęły na odcinku 70 metrów. Obrońcy nie 

zdołali powstrzymać szturmujących wyłom Macedończyków. 

Król kazał Teban sprzedać w niewolę, miasto założył ponownie 

i nadał mu swoje imię — Filipopolis. 

Latem 217 roku Antygonida zgromadził w Tebach Fthiockich 

pokaźną flotę — 12 galer z pokładami, 8 bez pokładu i 30 

lekkich okrętów zwanych hemiolai („z półtora szeregiem wioseł"). 

Większe korabie pożeglowały, by opłynąć Peloponez, mniejsze 
zamierzano przeciągnąć lądem przez Istm bezpośrednio do 
Zatoki Korynckiej. Filip planował widocznie bezpośredni atak na 
Etolię od lądu i morza, przy czym wojska macedońskie, 
przewiezione na okrętach, miały połączyć się z oddziałami 
Związku Achajskiego. W lipcu 217 roku monarcha przyglądał 
się właśnie zawodom podczas igrzysk nemejskich w Argos, 
kiedy przybył goniec z Pełli z elektryzującą wiadomością— oto 

Hannibal zwyciężył Rzymian nad Jeziorem Trazymeńskim i jest 

„panem w otwartym polu". Filip pokazał list z wieścią tylko 
Demetriosowi z Faros i nakazał mu zachowanie tajemnicy. 
Demeirios, „wyzyskując nastręczającą się sposobność, radził 

Filipowi co prędzej poniechać wojny przeciw Etolom, natomiast 
zabrać się do spraw iliryjskich i pomyśleć o przeprawie do Italii. 
Bo w Grecji, jak twierdził, już teraz wszyscy spełniają jego 

background image

67 

rozkazy i nadal będą spełniali, ponieważ Achajowie dobrowolnie 

mu sprzyjają, a Etolowie ogarnięci są trwogą wskutek tego, co 

ich spotkało w obecnej wojnie. Italia zaś i przeprawa do tego 

kraju jest początkiem zakusów na ogólne zwierzchnictwo, które 

nikomu bardziej się nie należy niż jemu; a stosowna pora 

nadeszła — po klęsce Rzymian. 

Takimi słowy rychło zachęcił Filipa, boć był to przecież 

młody król, szczęśliwy w swych przedsięwzięciach i w ogóle 

uchodzący za śmiałka, a nadto pochodził z takiego domu, 

który zawsze jakoś najbardziej żywi nadzieję na ogólne 

zwierzchnictwo" (Polyb. V 101,102). Według Justinusa (XXIX 

2) król, podżegany do walki z Rzymem przez wygnańca 

z Faros, doszedł do wniosku, iż Hellada znajduje się w śmier­

telnym niebezpieczeństwie, bowiem „na Zachodzie powstały 

nowe imperia, Punijczyków i Rzymian, które tylko tak długo 

powstrzymają się od wyprawy na Grecję i Azję, jak długo 

będą walczyły ze sobą o hegemonię. Zwycięzca natychmiast 

przerzuci oręż na Wschód". 

Niektórzy współcześni historycy uważają wszakże, że 

Polybios zmyślił tę opowieść, chcąc pokazać, jak to zły 

doradca wywiera zgubny wpływ na króla. Ich zdaniem Filip 

zdecydował się na zawarcie pokoju bynajmniej nie z myślą 

o wyprawie do Italii, lecz w interesie własnego państwa, 

a także Helleńskiej Symmachii. Wojna z Etolami pochłaniała 

bowiem ogromne środki i mimo sukcesów, wciąż daleko było 

do zwycięstwa. Filip gromił wprawdzie nieprzyjaciół w potycz­

kach w polu i brał szturmem ich warownie, wiedział jednak, 

że lekkozbrojni Etolowie nie przyjmą walnej bitwy na rów­

ninie, w swych górach mogą natomiast długo stawiać opór

1

Te względy Antygonida z pewnością wziął pod uwagę. 

Nie można jednak lekceważyć przekazu Polybiosa (a także 

1

  H a m m o n d ,  W a l  b a n k , op. cit.. s. 388. O wpływie Demetriosa 

z Faros na Filipa: C.  B ö h m , Imitatio Alexandri im Hellenismus. Unter­
suchungen zum politischen Nachwirken Alexanders des Grossen in hoch- und 

spätheltenistischen Monarchien.

 München 1989, s. 61 i nn. 

background image

68 

Justinusa, chociaż ten ostatni pełen jest retorycznych ozdobni­

ków). Nie ma wątpliwości, że Demetrios z Faros zagrzewał króla 

do wojny z Rzymem, gdyż tylko dzięki niej odzyskać mógł 

swoje dzierżawy. Ale także Filip rozumiał, że rzymski protekto­

rat stanowi dla Macedonii poważne zagrożenie. Wiedział 

również, że tylko siłą może usunąć z llirii Synów Wilczycy. 

A najazd Hannibala na Italię stwarzał doskonałą ku temu okazję. 

Podkreślić należy, że Antygonida był zaledwie dwudziestolat­

kiem. Młodzieńcy w tym wieku marzą o sławie i wielkich 

czynach. Monarcha Makedonów był do tego prawnukiem 

słynnego Pyrrusa, władcy o wiele słabszego królestwa, który 

jednak przeprawił się do Italii i dwukrotnie zwyciężył Rzymian. 

Nie na darmo Filip przybrał za patronów swego panowania 

Heraklesa i Perseusa — wielkich herosów i pogromców 

groźnych nieprzyjaciół. Młody król z pewnością pragnął prze­

wyższyć swego pradziada z Epiru i wkroczyć na scenę wielkiej 

polityki. Chciał uczestniczyć w tytanicznych zmaganiach Rzymu 

i Kartaginy, które zdecydują o losach hellenistycznego świata. 

W porównaniu z tym światowym konfliktem uganianie się po 

górach za etolskimi zbójnikami było doprawdy „mysią wojną". 

Filip uważnie obserwował więc wielki konflikt za Adriatykiem. 

Goniec, który przybył z wieścią o bitwie trazymeńskiej, 

niewątpliwie był tylko jednym z wielu umyślnych, przynoszą­

cych królowi italskie nowiny. Iliria nie była tradycyjnym 

obszarem wpływów Macedonii, jak Pajonia czy Tracja. Jeśli 

Filip zdecydował się jednak na iliryjskie przedsięwzięcie, to 

z pewnością nie tylko dla pięknych oczu Demetriosa z Faros czy 

powodowany żądzą sławy, ale także z lęku przed Rzymianami. 

Antygonida wysłał do Związku Etolskiego wziętego do 

niewoli znakomitego Etolczyka, Kleonikosa z Naupaktos. 

W tym właśnie mieście, położonym nad Zatoką Koryncką, 

w sierpniu 217 roku odbył się kongres pokojowy. Do Naupak­

tos przybył cały lud etolski — ale bez broni. Najważniejszą 

mowę wygłosił przywódca etolski Agelaos, później wybrany 

strategiem. Powiedział on, że Hellenowie w ogóle nie powinni 

toczyć ze sobą wojen z uwagi na zagrożenie ze strony 

background image

69 

barbarzyńców, skoro zaś nie jest to możliwe, „przynajmniej 

w obecnej chwili powinni się porozumieć i strzec, gdy mają 

przed oczyma masę wojsk i wszczętej na Zachodzie wojny. 

Albowiem każdemu, kto choć trochę zajmuje się sprawami 

publicznymi, jasne jest już teraz, że w razie przewagi wojennej 

Kartagińczyków nad Rzymianami albo Rzymian nad Kartagiń-

czykami w żaden sposób nie jest prawdopodobne, by zwycięzcy 

zadowolili się panowaniem nad Italią i Sycylią; raczej tu oni 

przybędą i rozszerzą swe plany i siły poza należną granicę". 

Agelaos wezwał więc wszystkich do zachowania szczególnej 

ostrożności. Zwłaszcza Filip w obliczu groźby z Zachodu 

powinien troszczyć się o wszystkich Hellenów, zamiast tępić 

ich mieczem. ,Jeśli zaś żądny jest potęgi, to niech spojrzy na 

zachód i zwróci uwagę na wszczęte w Italii wojny, aby 

czatując roztropnie na ich wynik — spróbować przy sposob­

ności przywłaszczyć sobie ogólne zwierzchnictwo [...] Nato­

miast spory i wojny z Hellenami radził mu odłożyć na 

spokojniejsze czasy i do tego przede wszystkim dążyć, aby 

miał możność, kiedy zechce, układać się z nimi lub wojować. 

Bo jeżeli jeszcze raz pozwoli, by pojawiające się teraz od 

zachodu chmury rozpostarły się nad Helladą, to on, Agelaos, 

bardzo się obawia, że zawieszenia broni i wojny, i w ogóle 

dziecinne igraszki, którymi teraz nawzajem się oddajemy, do 

tego stopnia nam wszystkim zostaną odjęte, iż jeszcze prosić 

będziemy bogów, o tę możliwość wojowania podług własnej 

woli i zawierania między sobą pokoju [*..]" (Polyb. V 104). 

Niektórzy współcześni badacze uważają, że autorem tej 

mowy nie jest Agelaos, lecz Polybios, który zmyślił treść 
oracji od alfy do omegi, wiedząc przecież, że Rzym pod­

porządkuje sobie grecki Wschód

2

H a m m o n d .  W a l  b a n k , op. cit., s. 390. Na temat mowy Agelaosa: 

B ö h m , op. cit., s. 89 i nn. C. Böhm wykazuje w swojej pracy (s. 37 i nn), 
że Filip V pragnął naśladować Aleksandra i miał ambicje zdobycia panowania 
nad światem. Dyskusję na lemat mowy Agelaosa streszcza: O. M o r k h o 1 m, 
The Speech ofAgełaus again.

 Chiron, 4, 1974, s. 127 i nn. 

background image

70 

Motyw nadciągającej chmury, oznaczającej zagrożenie, 

występuje często w historiografii greckiej. Historycy starożytni 
od Herodota i Tukidydesa uważali zresztą, że mają prawo do 

komponowania mów wodzów i polityków. „Wierne odtworze­

nie przemówień, wygłoszonych przez poszczególnych mów­
ców, było rzeczą trudną zarówno dla mnie, który ich sam 
słuchałem, jak i dla tych, którzy mi je przekazywali; toteż 

ułożyłem je tak, jak by — według mnie — najodpowiedniej 

dla okoliczności mógł przemówić dany mówca, trzymałem się 

jednak jak najbliżej myśli mów rzeczywiście wypowiedzia­

nych" — pisał Tukidydes (I 22,1). 

Sam Polybios, rozwijając tę koncepcję Tukidydesa, pod­

kreślał, że dziejopis powinien nie tylko znać przemówienia 

rzeczywiście wygłoszone, ale także „zbadać okoliczności, 

z powodu których upadła dana sprawa czy mowa" (XII 25 b). 
Historyk z Megalopolis mógł jedynie wiedzieć, że Agelaos 
wzywał uczestników kongresu do zawarcia pokoju, a „okolicz­
ności" i argumenty wykoncypował sobie sam. 

Wydaje się, że taka krytyka idzie za daleko. Polybios mógł 

najwyżej ubarwić autentyczną mowę etolskiego przywódcy, 

który, wzywając do zaniechania wojny, z pewnością wysunął 

jako uzasadnienie niebezpieczeństwo z Zachodu. Było ono 

znakomitym argumentem na rzecz zawarcia pokoju — Agelaos 
musiał więc podkreślać to zagrożenie, nawet jeśli sam nie do 

końca w nie wierzył. 

Nie trzeba było zresztą wielkiej mądrości politycznej, aby 

stwierdzić, że po pokonaniu Kartaginy Rzym zechce mieszać 

się w sprawy Hellady. Nadtybrzańska Republika ujarzmiła 

przecież greckie poleis południowej Italii i Sycylii, a na 

Bałkanach miała już swój iliryjski przyczółek. Agelaos nama­

wiał więc Filipa, aby, zamiast zwalczać Greków, zajął się 
sprawami Italii. Ale było to nawracanie nawróconego. Król 

macedoński patrzył już na Zachód

3

. Także cała Hellada 

spoglądała na Italię. „Rychło to samo zaczęło się dziać także 

3

 G.  C h a r l e s - P i c a r d , Hannibal, Warszawa 1971, s. 144. 

background image

71 

u wyspiarzy i mieszkańców Azji. Bo ci, którzy byli niezadowole­

ni z Filipa, i niektórzy z tych, co byli poróżnieni z Altalosem, już 
nie zwracali się do Antiocha i Ptolemajosa albo na południe 

i wschód, lecz odtąd spoglądali na zachód, i jedni posłowali do 
Kartagińczyków, drudzy do Rzymian" (Polyb. V 105). 

Filip i Etolowie szybko ustalili warunki pokoju — każda ze 

stron miała zatrzymać to, co posiada. Królowi Macedonii 
i Helleńskiej Symmachii nie udało się zmiażdżyć Związku 

Etolskiego, poczynili jednak jego kosztem znaczne zdobycze. 
Ich lwią część — Teby Fthiockie, Trifylię i wydartą Elidzie 
wyspę Zakynthos zagarnął Filip. Achajowie dostali kilka 
pomniejszych twierdz na Peloponezie. Ale i tak autorytet 
młodego króla wzrósł niepomiernie. Związek Kreteński obrał 
Antygonidę swym przewodniczącym (prostates), a Grecy 
sławili go jako ulubieńca Hellady

4

. W Naupaktos Filip 

zapewnił Grecji pokój, który trwać miał sześć lat (do 211 roku). 

Tadeusz Wałek-Czernecki ostro krytykuje Filipa za „wrodzo­

ny brak konsekwencji i wytrwałości w działaniu". Zdaniem 

warszawskiego profesora król powinien najpierw zdruzgotać 
Etolów i wziąć w karby wszystkich Greków „dla ich własnego 
dobra", a dopiero na czele podporządkowanej całkowicie 
Hellady wziąć się z Romą za bary

5

. Lekkomyślność Filipa 

sprawiła przecież, że Etolowie zachowali swą potęgę, a później 
sprowadzili Rzymian do Hellady i stali się ich najcenniejszymi 

sojusznikami. Te słowa potępienia nie przekonują. Filip V nie 

miał tak ogromnych zasobów, jak jego imiennik Filip II, którego 

profesor Wałek-Czernecki stawia mu za wzór. Gdyby Antygoni-

da usiłował rzeczywiście „zgnieść greckie partykularyzmy", 

zajęłoby mu to wiele lat, a i tak zapewne nie zdołałby osiągnąć 
swych celów. W tym czasie niepowtarzalna okazja, jaką były 

klęski Rzymian w Italii, minęłaby bezpowrotnie. 

4

 W a 1 b a n k, Ptf/ip V..., s.67; H  a m m o n d , Wa Iban k, o/>. «7., s. 390 

i n. 

5

 W a ł e k-C z e r n e c k i. op. cit., s. 65 i nu. 

background image

FILIP I SKERDILAJDAS 

We współczesnej historiografii panuje opinia, że to Filip 
V ponosi odpowiedzialność za rozpętanie konfliktu z Rzymem. 

Jest to jednak tylko jedna strona medalu. Przypomnieć trzeba, 

że Rzymianie pierwsi usadowili się w Ilirii, strefie wpływów 
macedońskich władców. Ponadto Republika poczyniła pierw­
szy wrogi krok, podjudzając przeciw Antygonidzie Skerdilaj-
dasa, władcę Ardiajów. Ten już latem 217 roku zagarnął kilka 
macedońskich okrętów koło wyspy Leukas, twierdząc, że 

Filip nie zapłacił mu ustalonego subsydium (Polyb. V 101). 
Potem Skerdilajdas uprawiał na tych korabiach piractwo na 

południe od Peloponezu. Być może rzeczywiście poszło 

o pieniądze, ale już wkrótce potem Skerdilajdas najechał 

macedońskie dzierżawy. Wątpliwe, aby iliryjski dynasta wydał 
wojnę znacznie potężniejszej Macedonii tylko ze względu na 

marne 20 talentów, których Filip rzekomo mu nie zapłacił. 

Zapewne nie jest dziełem przypadku, że atak Skerdilajdasa 

nastąpił w czasie, gdy u Ilirów bawiło poselstwo rzymskie. 

Według Liwiusza (XXII 23,3, por. Cass. Dio frg. 53) legaci 

przybyli do króla Ardiajów, Pinnesa, domagając się wypłaty 
zaległego trybutu lub wydania zakładników. Rzeczywistym 
władcą Ardiajów był jednak wuj młodego Pinnesa, Skerdilajdas 
(po 217 roku Pinnes znika ze źródeł). Prawdopodobnie 

background image

73 

posłowie Republiki obiecali Skerdilajdasowi, że Rzym zapomni 

o jego występkach (wbrew traktatowi z 228 roku brat Agrona 
uprawiał przecież morski rozbój na południe od Lissos), 
a może także o trybucie, jeśli Ilirowie zbrojnie nawiedzą 
królestwo Filipa. Skerdilajdas zapewne nie dal się długo 
prosić. Rzymscy legaci podążyli później do Pełli i zażądali od 
Filipa wydania Demetriosa z Faros. Antygonida, rzecz jasna, 

odmówił. Podobne żądania stawia się państwom pokonanym, 
toteż rzymskie poselstwo było zuchwałą prowokacją. Znamien­
ne, że Synowie Wilczycy, daremnie usiłujący powstrzymać 
pustoszące Italię hufce Hannibala, w tym trudnym czasie 
szukali zwady z królestwem Makedonów. Czyżby bali się, że 
Filip wstąpi w ślady Pyrrusa i przeprawi się do Italii? 

Czując poparcie kolosa znad Tybru, Skerdilajdas najechał 

Pelagonię i zagarnął Dassaretydę, krainę niezależną, lecz 
pozostającą w orbicie wpływów Macedonii. Tym samym stał się 
bezpośrednim sąsiadem rzymskiego protektoratu. Swą wyprawę 
ukoronował spustoszeniem krańców Górnej Macedonii. Filip 
w tym czasie prowadził jeszcze rokowania w Naupaktos. Jesienią 

217 roku wrócił jednak do ojczyzny i od razu zaatakował 
Skerdilajdasa, „uważając za rzecz bezwzględnie konieczną 
zaprowadzić ład w stosunkach w Ilirii [...] głównie ze względu 
na przeprawę do Italii"' (Polyb. V 108,4). Filip łatwo odebrał 

iliryjskiemu dynaście jego zdobycze, a ponadto zajął tereny nad 

wielkimi jeziorami — Lichnitis i Prespańskim '. 

Teraz królestwo Makedonów niemalże dotykało rzym­

skiego protektoratu. Filip jednak nie zaatakował posiadłości 
Republiki, uznawszy, że bez floty niczego nie wskóra. 

Nic miał środków, by zbudować wielkie pięciorzędowce, 

które mogłyby zmierzyć się z eskadrami Rzymu. Sprowadził 

1

 Fakt, że to Rzymianie podburzyli przeciw Macedonii Skerdilajdasa 

uznaje Holleaux. (op. cit.* s. 166). Walbank, (Philip U...), uważa to za 

możliwe. Innego zdania jest J. F. Lazenby (Hannibal's War. A military 
history of the Second Punic War,

 Warminster 1978, s. 159), który sądzi, że 

sytuacja Rzymian w Italii była wtedy zbyt rozpaczliwa, by mogli oni 

podżegać władcę llirów do wojny. 

background image

74 

jednak iliryjskich szkutników, którzy w zimowych miesiącach 

sporządzili flotę 100 lemboi, mogącą przewieźć 5 tysięcy 
wojowników, będących zarazem wioślarzami. Filip pospiesz­

nie szkolił swych Makedonów do służby na morzu. W tym 

czasie po drugiej stronie Adriatyku zwycięska armia Han­

nibala zimowała w Gerunium w północnej Apulii. 

Wczesnym latem 216 roku Filip wyprowadził swą flotę na 

morze. 100 lekkich korabi przeszło przez cieśninę Euripos 

i okrążyło peloponeski przylądek Malea. Eskadra królewska 
zatrzymała się następnie koło wysp Leukas i Kefallenia. 
Antygonida czekał niecierpliwie na wieści o flocie rzymskiej. 
Przypuszczalnie od swych szpiegów na Korkyrze dowiedział się 
w końcu, że okręty Republiki są daleko — w Lilybaion 
w zachodniej Sycylii. Republika miała tam 75 pięciorzędowców 
(Liv. XXII 37,13). Dowiedziawszy się, że ma wolną drogę, Filip 

rozkazał żeglować na północ. W nocy jego flota minęła wrogą 

Korkyrę. Celem wyprawy było zdobycie Apollonii, jednego 

z głównych miast rzymskiego protektoratu. Antygonida pragnął 
zapewne opanować cały jego obszar, zabezpieczyć linie komuni­
kacyjne z Macedonią i ściągnąć posiłki. Dopiero wtedy mógłby 

przeprawić się do Italii, gdzie poleis Wielkiej Grecji przywitały­

by go jako wyzwoliciela i nowego Pyrrusa. 

Podczas żeglugi flota Filipa, idąca w szyku torowym (jeden 

okręt za drugim), rozciągnęła się w długą linię. O zmroku okręt 
królewski wpływał już do ujścia rzeki Aoos (ob. Viosa), nad 
którą leżała Apollonia. Lemboi tylnej straży zawijały dopiero do 

portu wyspy Sason u wejścia do Morza Jońskiego. Tam 
Macedończycy dowiedzieli się od załóg greckich galer, które 
przybyły z Cieśniny Sycylijskiej, że rzymska flota wypłynęła 

z Sycylii na odsiecz Apollonii i Skerdilajdasowi. Pięciorzędowce 

Republiki są już w Rhegion, mieście na palcu italskiego „buta"! 
Wieść ta była prawdziwa. Skerdilajdas, dowiedziawszy się, że 
Filip buduje okręty wojenne, domyślił się, że to miecz na jego 

szyję. Pchnął więc poselstwo nad Tyber, prosząc o ratunek. 
Senatorowie przychylili się do tej prośby iliryjskiego sojusznika. 

background image

75 

Kiedy Filip usłyszał, że zbliża się rzymska flota, nakazał 

pospieszną rejteradę. Jego okręty w przeciągu niespełna dwóch 

dni przebyły ok. 300 kilometrów i dotarły na Ketallenię. 

Polybios ostro krytykuje króla z powodu tej tchórzliwej 

ucieczki. Flota rzymska bowiem idąca do Apollonii liczyła 
zaledwie 10 penter. „Gdyby więc Filip w ślepej trwodze nie 
był przed nimi uciekł, to byłby właśnie teraz osiągnął swoje 
cele w Ilirii, gdyż wszystkie myśli i zbrojenia Rzymian 

zwrócone były w stronę Hannibala i bitwy pod Kannami; 
także statki prawdopodobnie byłby zagarnął. Tymczasem on 
przestraszony tym doniesieniem wprawdzie bez szkody, ale 
niechlubnie wrócił do Macedonii" (V 110, 9-10). 

Polybios jest wyraźnie niesprawiedliwy. 100 lemboi z 5 tysią­

cami wojowników mogłoby rzeczywiście poradzić sobie z 10 

pięciorzędowcami, mającymi 3 tysiące ludzi załogi i najwyżej 

1200 żołnierzy. Historyk z Megalopolis zapomina jednak o flocie 

Skerdilajdasa, liczącej przypuszczalnie około 60 lemboi. Połą­

czone eskadry Rzymian i iliryjskiego dynasty pokonałyby 
zapewne królewskie okręty. Filip ponadto nie miał w tym 
regionie żadnego przyjaznego portu ani możliwości zaopatrzenia. 
Zapasy żywności i wody na pokładach były minimalne. Król 
stracił też atut zaskoczenia, a z 5 tysiącami ludzi mógł tylko 
znienacka zająć Apollonię, miasto silnie ufortyfikowane, którego 

mury miały 4 kilometry długości. Słusznie więc zdecydował się 
na odwrót. Inna rzecz, że przygotowana wielkim kosztem 
wyprawa zakończyła się całkowitym fiaskiem, co wywołało 

drwiny i szyderstwa Greków

2

Na temat nieudanej wyprawy morskiej Filipa: W a I b a n k, Philip V .... 

s. 69 i n; W a 1 b a n k, A Historical..., s. 632 in; Hammond. Walbank, 

op. cit.,

 s. 392 i nn; H a m m o n d, op. cit., s. 307; H e f t n e r, op. cit., s. 251. 

Nie ma żadnych źródłowych podstaw, aby sądzić jak Watek-Czernecki (op. 

cit.,

 s. 68) i Pająkowski (op. cit., s. 210 i n), że w 216 roku Filip nie chciał 

wojny z Rzymem i wyprawił się nie przeciw Apollonii, lecz przeciw 

Skerdilajdasowi, to Rzymianie zaś pierwsi rozpoczęli działania zbrojne, 

wysyłając flotę z Sycylii. Taką interpretację za możliwą uważa Lazenby (op. 

cit.,s.

 159). 

background image

SOJUSZ Z HANNIBALEM 

Podejmując wyprawę na Apollonię Filip liczył, że Rzym, 
uwikłany w morderczą wojnę z Kartaginą, nie będzie mógł 

w obronie swych iliryjskich posiadłości wysłać okrętów na 
Adriatyk. Nadzieje te okazały się iluzją. Królewskie marzenia 

o ekspedycji do Italii zaczęły się rozwiewać. Pięciorzędowce 
nadtybrzańskiej Republiki panowały bowiem na morzu, a wład­
ca Macedonii nie był w stanie wystawić wielkiej floty. 
Sytuacja jeszcze raz zmieniła się, kiedy późnym latem 216 
roku do Pełli nadeszła sensacyjna wieść. Oto Hannibal 
rozgromił pod Kannami całą polową armię Rzymu, słabsi 

liczebnie Punijczycy okrążyli i wycięli wojska dwóch kon­

sulów. Według Polybiosa 70 tysięcy rzymskich trupów zostało 
na apulijskiej równinie. 

Wydawało się, że ostateczna klęska Miasta Wilczycy jest 

nieuchronna. Filip chciał być po stronie zwycięzcy. Uprzednio 
Antygonida pragnął zapewne wyprawić się za Adriatyk 

samodzielnie, bez kartagińskiej pomocy. Zamierzał pertrak­
tować z Hannibalem jak równy z równym, już stojąc na 
italskiej ziemi. Kanny pokrzyżowały te zamysły. Wódz punicki 
był teraz zbyt potężny, zwłaszcza że po zwycięskiej bitwie 
wiele miast i ludów południowej Italii przyłączyło się do 
niego. Filip mógł teraz realizować swe zachodnie plany 

background image

77 

wyłącznie w porozumieniu z Hannibalem, bezzwłocznie 

nawiązał więc z nim kontakty. 

Wstępne negocjacje, prowadzone zimą 216-215 roku wypadły 

pomyślnie, toteż latem 215 roku król Makedonów wysłał do 
Barkidy poselstwo, które miało zawrzeć ostateczny traktat. Na 

czele legacji stanął Ksenofanes z Aten, człek obrotny i bywały. 

Posłowie nie podróżowali jednak pod dobrą gwiazdą. Ksenofa­
nes z towarzyszami nie mógł wylądować w Brundyzjum czy 
w Tarencie, gdyż stacjonowały tam rzymskie okręty. Posłowie 
zeszli więc na ląd dopiero koło świątyni Hery Lacyńskiej na 
palcu italskiego buta, w pobliżu greckiego miasta Kroton, które 

otworzyło swe bramy przed Kartagińczykami. Tam dowiedzieli 
się, że Hannibal obozuje w Arpi w Apulii. Ateńczyk z orszakiem 
wyruszył więc w drogę, został jednak ujęty przez rzymskich 
zbrojnych i przywiedziony przed oblicze pretora rzymskiego 
Marka Waleriusza Lewinusa. „Tutaj przewodniczący poselstwa, 

Ksenofanes, nie tracąc głowy oświadczył, że król wysłał ich 

z misją zawarcia przyjaźni i przymierza z narodem rzymskim. 
Pretor wśród takiego odstępowania dawnych sprzymierzeńców 
od Rzymu bardzo się ucieszył z nowego przymierza z tak 
sławnym królem, wziął wrogów za gości [...] dał im ludzi, aby 
ich odprowadzili, wskazał starannie drogi, wyjaśnił, które okolice 
i góry zajmuje Rzymianin, które nieprzyjaciel" (Liv. XII 33). 

Ksenofanes dzięki pomocy rzymskich przewodników dotarł 

do Kampanii, a stamtąd do obozu Hannibala, z którym zawarł 
traktat o przyjaźni i sojuszu w imieniu swego króla. Treść 
tego dokumentu przekazuje Polybios (VII 9). Przymierze 
zawierał Hannibal w imieniu państwa kartagińskiego, swoim 
własnym, poddanych Kartaginy oraz zaprzyjaźnionych z nią 
miast i ludów w Italii, Galii i Ligurii. Z drugiej strony jako 
sygnatariusze występowali „król Filip, Macedończycy oraz 
wszyscy sprzymierzeni z nimi Grecy". Antygonida, który 

jeszcze w 216 roku samodzielnie wyprawił się na Apollonię, 

tym razem wciągnął do antyrzymskiego aliansu całą Helleńską 
Symmachię. Przypuszczalnie wcześniej zwołał w tym celu jej 

background image

78 

radę. Achajowie i inne federacje greckie zgodziły się na swój 

udział w wojnie, wielki był bowiem autorytet Filipa. Ponadto 

niektórzy Hellenowie mogli sądzić, że zlikwidowanie rzyms­

kiego protektoratu w llirii przyniesie im korzyści, ułatwi 

bowiem zyskowny handel z Zachodem. 

Traktat zawierał następujące postanowienia: 

1. Filip i Kartagińczycy będą się wzajemnie wspierać 

w obecnej wojnie z Rzymem; 

2. Będą nieść sobie pomoc aż do ostatecznego zwycięstwa 

nad Rzymianami; 

3. Pomoc ta udzielana będzie w razie potrzeby i zgodnie 

z późniejszymi ustaleniami; 

4. Kartagińczycy nie zawrą odrębnego pokoju z Rzymem 

(mamy treść dokumentu wystawionego przez Hannibala, nie 

ma jednak wątpliwości, że podobne zobowiązanie przyjął 

także Filip); 

5. Jeśli w przyszłości Rzym albo inne państwa rozpoczną 

wojnę z Kartaginą lub z Macedonią, druga strona, w razie 
potrzeby, przyjdzie zaatakowanemu państwu z pomocą. 

Traktat zawiera tylko jedno postanowienie terytorialne. Jeśli 

Rzymianie zostaną zwyciężeni i przyjmą podyktowany przez 

Hannibala pokój, „nie będą oni panami Kerkyry, Apollonii, 

Epidamnu, Faros, Dimale, Parthus i Atintanii. Nadto muszą 

zwrócić Demetriosowi z Faros wszystkich poddanych, którzy 

przebywają na rzymskim obszarze państwowym". Z traktatu 

wynika więc, że Hannibal nie chciał niszczyć państwa rzymskie­

go, lecz zamierzał znacznie ograniczyć jego terytorium (zapewne 

wyłącznie do Latium), Filip spodziewał się natomiast rychłego 

zwycięstwa Punijczyków i zawarował sobie, że w układzie 

pokojowym Rzymianie oddadzą mu (lub Demetriosowi z Faros) 

cały swój iliryjski protektorat (stąd dokładne wyliczenie wcho­

dzących w jego skład miast i krain). 

Traktat Antygonidy z Hannibalem doczekał się ogromnej 

literatury. Obecnie większość historyków uważa, że chodziło 

w nim wyłącznie o rozgraniczenie obszarów działania. Skru-

background image

79 

pulatne wskazanie posiadłości iliryjskich, których wyrzec się 
musi pokonany Rzym, i brak szczegółów współpracy wojs­
kowej między sygnatariuszami wydaje się świadczyć, że 

Hannibal chciał trzymać Filipa z daleka od Italii, król 

Macedonii zaś zamierzał wojować wyłącznie w Ilirii i ani 

myślał przeprawiać się z wojskiem za Adriatyk. Wódz punicki 
miał jedynie nadzieję, że Filip, atakując rzymski protektorat, 

odciągnie trochę wojsk Republiki z głównego, italskiego, 

teatru wojny. Taka dywersja mogła okazać się korzystna dla 
Kartaginy, która zamyślała właśnie rozszerzyć działania wojen­

ne na Sycylię, Sardynię i przyległe wody. 

Jako annalistyczny wymysł odrzucane jest świadectwo 

Appiana (Mak. 1), a zwłaszcza Liwiusza (XXIII 33), zgodnie 
z którym Filip przyrzekł Hannibalowi, że przybędzie do Italii 
z wielką flotą — może nawet 200 okrętów — i będzie 

pustoszył italskie wybrzeża i na własną rękę prowadził wojnę 
na lądzie i morzu. „Po zakończeniu wojny cała Italia wraz 
z Rzymem przejdzie w ręce Kartagińczyków i Hannibala; 
podobnie wszelka zdobycz przypadnie Hannibalowi; po pod­
biciu Italii popłyną do Grecji i będą prowadzić wojnę 
z przeciwnikiem, którego ustali król; miasta i wyspy bliżej 
Macedonii będą należeć do Filipa i jego królestwa". Tadeusz 
Wałek-Czernecki dobitnie określił tę informację jako „bez­

czelne fałszerstwo", popełnione przez autorów rzymskich. 

Nie jest to jednak wcale pewne. Polybiosowy dokument nie 

wspominał o przeprawie Filipa do Italii, ale też nie wykluczał 

takiej możliwości. Wszystko zależało od rozwoju sytuacji 
i późniejszych ustaleń. W 215 roku Hannibal mógł uważać, że 
nie potrzebuje w Italii macedońskich włóczników. Później 

jednak, kiedy opór rzymski zaczął krzepnąć, wódz punicki 

musiał dojść do wniosku, iż przyda mu się każda pomoc. 

Niewykluczone, że Liwiusz znał jakieś dokumenty uzupeł­
niające do traktatu. Wydaje się też, że Filip, aczkolwiek Iliria 

była dlań najważniejsza, przy całym swym egoizmie zdawał 
sobie sprawę, że rozstrzygnięcie wojny zapadnie w Italii i jeśli 

background image

80 

Hannibal poniesie klęskę, Macedonię czeka zemsta Rzymian. 

Antygonida nie wyrzekł się więc planów wyprawy za Adriatyk. 

Dumny, ambitny król nie chciał oczywiście podporządkować 

się Hannibalowi, dlatego, jak stwierdza to Liwiusz, pragnął 

samodzielnie wojować w Italii. 

Po traktacie Filipa z Kartaginą II wojna punicka nabrała 

nowego wymiaru. Oto także mocarstwo hellenistyczne wy­

stąpiło przeciw Miastu Wilczycy .' 

Wśród współczesnych historyków nie brak głosów, że król 

Macedonii popełnił błąd, lekkomyślnie rzucając się na tak 

groźnego przeciwnika, zamiast trwać „w czujnej neutralności", 

na czele zjednoczonego frontu państewek greckich, zwłaszcza że 

Kartagina nie była w stanie przyjść mu z pomocą na Bałkanach

2

Tym samym sprowokował odwet Rzymian i przyspieszył 

ujarzmienie przez nadtybrzańską Republikę greckiego Orientu. 

Jest to jednak tylko część prawdy. Antygonida byłby politycz­

nym ignorantem, gdyby nie wykorzystał takiej okazji, jak 

druzgocząca klęska Rzymian pod Kannami, by unicestwić ich 

bałkański protektorat. Pewne jest także, iż nawet gdyby Filip 

1

 Na lemat traktatu Filipa z Hannibalem m.in.:  C h a r t e s-P i c a rd. op. cit., 

s. 147. który jako jedyny przyjmuje wersję Liwiusza; S.  L a n c e 1. Hannibal, 
Düsseldorf-Zürich 1998, s. 196 i n; Lazenby,o/>. cit.,s. 159 i n;  W . H u s s , 
Die Karthager,

 München 1994, s. 242 i nn; J.  S e i b e r t , Hannibal, Darmstadt 

1993. s. 240 i nn;  H a m m o n d ,  W a l  b a n k . op. cit., s. 393 i nn; N. 

Ba  g n a II, Ront und Karthago. Der Kampf ums Mittelmeer, s. 248 i n; 
H c f t n c r, op. cit.. s. 251. Walbank (A Historical..., s. 57) uważa, że Hannibal 
nie zamierzał przekazywać protektoratu iliryjskiego Filipowi, prowadzi! bowiem 
politykę ,-wyzwalania" miast i ludów Italii. Taka argumentacja nie przekonuje. 
Hannibal „wyzwala!" społeczności italskie, by oderwać je od sojuszu z Rzymem, 
nie mia! natomiast żadnego interesu w przyznawaniu wolności np. Apollonii czy 
takim Atintanom, o których zapewne od posłów Filipa usłyszał pierwszy raz 
w życiu. Wzmianki o italskich planach Antygonidy są w źródłach tak liczne, że 
nie można ich kategorycznie odrzucać jak czystą fantazję, jak to czyni Wipszycka 
(op. cit..

 s. 106). Zresztą o próbach jakiegoś współdziałania wojskowego 

świadczą późniejsze ruchy wojsk Filipa, a zwłaszcza Hannibala, który długo 
obozował w Apulii, czekając zapewne na macedońską pomoc. 

2

 „Zbrojna neutralność" — C a ry, S c u 11 a rd, op. cit., t. 1, s. 292; por. 

H a m m o n d , W a l b a n k, op. cit., s. 394 i n. 

background image

81 

wraz z greckimi sprzymierzeńcami „trwał w czujnej neutralnoś­

ci", po zwycięstwie nad Kartaginą Rzym, zawsze poszukujący 

nowych „wrogów do bicia", interweniowałby w sprawy Hellady 

pod byle pretekstem, przy pierwszej nadarzającej się okazji. 

Wchodząc w sojusz z Hannibalem Antygonida przyspieszył bieg 

rydwanu historii, ale tylko o kilka lat. 

Być może Filip już w 215 roku zamierzał spustoszyć 

ogniem i mieczem italskie wybrzeża, los jednak sprzyjał 

Rzymowi. Ksenofanes wraz towarzyszami dotarł wprawdzie 

do swego okrętu, ukrytego koło przylądka Lacinium, lecz 

macedońska nawa przechwycona została przez szybkie rzyms­

kie korabie, patrolujące wybrzeże Kalabrii. Postawiony przed 

obliczem Publiusza Waleriusza Flakkusa, prefekta u boku 

pretora Waleriusza Lewinusa, Ksenofanes znów zełgał zuch­

wale, twierdząc, że posłował do Rzymu. Tym razem jednak 

fortel zawiódł. Wraz z Ksenofanesem podróżowali trzej 

puniccy notable, Giskon, Bostar i Magon, zapewne członkowie 

Rady (geruzji) Kartaginy, którzy mieli odebrać przysięgę od 

króla Filipa. Zdradziła ich mowa i punickie szaty. Flakkus 

nakazał przeszukać podejrzanych i odnalazł przy nich egzem­

plarz traktatu z Hannibalem. Jeńcy niezwłocznie odesłani 

zostali do Rzymu. Posłów wtrącono do więzienia, ich sługi 

sprzedano w niewolę (Liv. XXIII 38 i 39; Appian. Mak. 1; 

Zon. IX 4,3). Zniecierpliwiony Filip wysłał drugą legację, 

w skład której wchodzili Heraklit, zwany Skotejnosem, Kryton 

z Beocji i Sosyteos z Magnezji. Ci zdołali dotrzeć do Hannibala 

i powrócić bezpiecznie, lecz stracono przy tym wiele czasu. 

Kończyło się już lato, a wraz z nim sezon wojowania

3

O perypetiach macedońskiego poselstwa m.in.:  L a z e n b y , op. cit., s. 

159;  S e i b e r t , op. cit., s. 242 i nn, który zresztą uważa, że posłowie nie 

zostali schwytani. lecz wrócili bezpiecznie, a Filip wysiał do Hannibala drugą 

legację, aby uzyskać lepsze warunki traktatu. Nie ma podstaw źródłowych, 

aby, jak Pająkowski (op. cit., s. 211 i n), twierdzić, że król Macedonii wysłał 

najpierw Ksenofancsa do Rzymian, aby zaoferować neutralność w wojnie 

w zamian za tereny protektoratu, a dopiero gdy senatorowie odmówili. 

zdecydował się na przymierze z Hannibalem. 

6 — Kynoskcfalaj 197 p.nc. 

background image

82 

Prawdopodobnie jesienią 215 roku król macedoński zdołał 

wszakże opanować Korkyrę (Appian. Mak. 1; Zon. IX 4), 
w następnym roku bowiem na tej strategicznej wyspie nie 
stacjonowała rzymska flota. Zdobycz ta okazała się jednak 
nietrwała, a znakomita sposobność do wylądowania w Italii 

została stracona. „Tak wielkie znaczenie dla odwleczenia 
grożącej Rzymowi wojny miało to ujęcie jednego okrętu 
z posłami" (Liv. XXIII 39). Oczywiście dzięki schwytaniu 

wysłanników Filipa senatorowie mieli dość czasu, by przygo­

tować się do obrony przed macedońskim najazdem. Patres 

przerazili się nowej wojny, bo przecież Hannibal wciąż był 

zwycięski. Działali jednak z wielką energią. Wypowiedzieli 
„wojnę sprawiedliwą" Filipowi i Symmachii Hellenów, praw­
dopodobnie podkreślając, że Rzym nie poczynił wobec nich 
żadnych wrogich kroków i to król Macedonii jest agresorem 
(Appian. Mak. 2). 

Flota prefekta Waleriusza Flakkusa została powiększona z 25 

do 50 okrętów, przypuszczalnie wielkich pięciorzędowców. 

Flakkus miał wziąć na pokłady żołnierzy stacjonujących w Ta­

rencie i nie tylko strzec italskich wybrzeży „ale także prowadzić 
wywiad co do wojny macedońskiej" (Liv. XXIII 38). Gdyby 
okazało się, że Filip rzeczywiście zamierza uderzyć na Italię, 
dowództwo floty powinien przejąć pretor Marek Waleriusz 
Lewinus. Jego zadaniem będzie przeprawienie się do Macedonii, 
tak aby Filip zatrzymany został w granicach swego królestwa 
i nie przyszedł groźnemu Hannibalowi z pomocą. Nieco później 

na polecenie senatu pretor Lewinus przeprowadził swe wojska 

z Lucerii do Brundyzjum na wybrzeżu Adriatyku, gdzie miały 
odpierać macedońską inwazję (Liv. XXIII 48,3). Po Kannach 

kasa Republiki świeciła pustkami, patres przeznaczyli więc na 

cele obrony przed Filipem pieniądze, które miano zwrócić 

Hieronowi, sprzymierzonemu władcy Syrakuz, w ramach spłaty 

długu, i które już wysłano na Sycylię. 

Tak zaczęła się wojna, nazwana później, z rzymskiej 

perspektywy, I wojną macedońską (215-205 rok). Makedono-

background image

83 

wie mówili jednak o niej z pewnością jako o pierwszej wojnie 
z Rzymem. Kwiryci nigdy nie wybaczyli Filipowi, że uderzył 
na nich po straszliwej klęsce pod Kannami, gdy Republika 
z najwyższym trudem walczyła o przetrwanie. Odtąd patres 
uważali macedońskiego króla za hienę i szakala, za podłego 

zbira, który broczącej krwią z wielu ran Romie wbił sztylet 
w plecy. Nigdy też nie wyrzekli się myśli o zemście. 
Rzymianie, niemal całkowicie pochłonięci konfliktem z Kar­
taginą, podjęli na razie przeciw Antygonidzie „wojnę psycho­

logiczną", kolportując rzekomą przepowiednię Sybilii z Kyme, 

głoszącą klęskę macedońskiego monarchy: 

Pysznią się Macedończycy królami z rodziny Argeadów, 

Ale jak szczęściem, tak nieszczęściem król Filip wam będzie. 
Pierwszy miastom i ludom swe rządy gwałtem narzuci, 
Drugi zaś znacuńe późniejszy zatraci swą sławą zupełnie. 

Zginie na ziemi ojczystej ujarzmion przez łudzi z Zachodu 

(Appian. Mak. 2). 

Ten pierwszy sławny król to Filip II (359-336), ojciec 

Aleksandra Wielkiego. Przepowiednia Sybilii częściowo 
spełni się w 18 lat później. Antygonida wprawdzie nie 
zginie od rzymskiego miecza, ale potęga jego królestwa 
zostanie złamana

4

4

 Być może jednak jes! to vaiicinum post eventum, czyli przepowiednia po 

fakcie, puszczona w obieg dopiero po Kynoskefalaj. 

background image

PELT ASCI I FALANGICI 

Królestwo Macedonii nie miało wszelako dość sił, by ugodzić 

Romę śmiertelnie. O armii Antygonidów zachowało się mniej 

informacji niż o wojsku Filipa II i Aleksandra. Badaczom 

pozostają często tylko przypuszczenia i hipotezy. Wiadomo, 

że siły zbrojne Antygonidów były nieco inne niż armia 

Aleksandra, istotę tej różnicy, niewielkiej zresztą, niełatwo 

jest jednak określić. W wojsku służyli Makedonowie, pełno­

prawni obywatele państwa, jak również poddani królestwa, 

nie będący Macedończykami, tj. Celtowie i Trakowie ze 

wspólnot mieszkających na terenie Macedonii. Siły zbrojne 

uzupełniali wojownicy z ludów bałkańskich — Pąjonowie, 

Trakowie, Ilirowie (za czasów Filipa V głównie z plemienia 

Trallów), Celtowie oraz Agrianie, lud pochodzenia pajońs-

kiego, mieszkający nad górnym Strymoncm (ob. Struma) na 

terenie dzisiejszej Bułgarii, tradycyjni sojusznicy Macedonii, 

odgrywający niebagatelną rolę już w armii Aleksandra. 

Z pewnością część tych wojów pełniła służbę jako sprzy­

mierzeńcy, część jako najemnicy. Antygonidzi musieli jednak 

także swym „barbarzyńskim" sojusznikom płacić jakiś żołd. 

Lekkozbrojni żołnierze z ludów bałkańskich stanowili integ­

ralną część sił zbrojnych Macedonii od czasów Filipa II aż do 

bitwy pod Pydną i upadku królestwa w 168 roku. Ceniono ich, 

background image

85 

bo byli twardzi, wytrzymali na trudy i szli do boju z impetem 

właściwym barbarzyńcom. Liwiusz pisze o Trakach, że rzucali 

się w wir bitwy „nie inaczej niż długo w zamknięciu trzymane 
dzikie zwierzęta" (XLII 59). Bitnych Traków, przywykłych 
żyć z wojny i z grabieży, chwalił już „ojciec historiografii 

greckiej" Herodot (V 3,1), uważając ich za najwspanialszych 

mężów ze wszystkich ludów bałkańskich. 

Doborowe zastępy trackich żołnierzy przybrane były w czar­

ne chitony. Ich uzbrojenie stanowiły lśniące bielą tarcze, 

oszczepy oraz ciężkie żelazne miecze, którymi po mistrzowsku 
dziurawili puklerze i druzgotali golenie rumaków. Niekiedy 

w źródłach występują Trakowie, walczący długimi dzidami. 
Ilirowie to przede wszystkim oszczepnicy, harcujący w czasie 
bitwy przed główną linią bojową. Antygonidzi chętnie zaciągali 
też najemników greckich, głównie mieszkańców ubogiej Krety, 

dla których wojaczka była znakomitym źródłem utrzymania. 

Lekkozbrojni Kreteńczycy słynęli jako łucznicy i procarze. To 
przede wszystkim żołnierze najemni pełnili u Antygonidów 
służbę garnizonową. 

Kręgosłup sił zbrojnych stanowili jednak zobowiązani do 

służby wojskowej wolni Makedonowie, krzepcy i wytrwali 

chłopi, w niczym nie ustępujący rzymskim legionistom i bar­
dziej uporczywi w boju od obywatelskich czy najemnych 

hoplitów, wystawianych przez państewka greckie. Od czasów 
Filipa II wolni Makedonowie tworzyli falangę, różniącą się od 
tradycyjnej falangi hoplitów nie szykiem bynajmniej, lecz 

uzbrojeniem. Hoplici walczyli zakuci w pancerz spiżowy. 
W lewym ręku dzierżyli okrągłą tarczę o średnicy metra, 
w prawym zaś włócznię długości ok. 2 metrów. Falangici 
mieli lżejsze uzbrojenie ochronne — płytki hełm, nagolenniki 
(knemides), \

f

 jak wynika z wydanego przez Filipa V rozpo­

rządzenia o organizacji armii, utrwalonego w inskrypcji znanej 

jako kodeks wojskowy z Amfipolis, nabrzusznik (koithybos) '. 

Kodeks z Amfipolis. w: L.  M o r e u i, Iscrizione storiche ellemstiche, 

Firenze 1967-1975. s. 114. 

background image

86 

Pełny metalowy pancerz nosili tylko dowódcy i doświadczeni 

żołnierze walczący w pierwszym szeregu, najbardziej narażeni 
na pociski, dowodzący ósemkami swych towarzyszy, ustawio­
nych w jedną linię w głąb formacji. W razie konieczności 
zwiększano głębokość szyku, a zarazem jego ciężar, do 16 lub 

nawet do 32 szeregów. Falangici mieli też lekkie brązowe tarcze 
o średnicy 0,6 metra, które nosili zawieszone na rzemieniu przez 
barki. Potrzebowali bowiem obu ramion, by władać sarissą. 
straszliwą włócznią, najdłuższą chyba w dziejach wojskowości, 
wynalezioną jeszcze przez Filipa II, stanowiącą ich główną, 
a w zasadzie jedyną broń. Stąd żołnierzy falangi zwano 

sańssoforoi

 — nosicielami sariss. Włócznia macedońskich 

falangitów miała długość od 5 do 7 metrów i masę od 6 do 
8 kilogramów. Wykonana była z drewna dereniowego, mocnego 

a zarazem lekkiego, była zakończona ostrym żelaznym grotem, 
długim na ponad pół metra, który trudno było odrąbać nieprzyja­
cielowi. Na drugim końcu sarissa miała żelazne okucie, 

umożliwiające wbicie włóczni w ziemię podczas odpoczynku lub 

przygotowań do ataku. 

W czasie bitwy pierwsze pięć szeregów trzymało swe 

włócznie ustawione poziomo, z całej siły na nie napierając. 

Pozostali dzierżyli sarissy pionowo, by nie utrudniać zmian 
frontu, i tylko nimi poruszali, chcąc zatrzymać nieprzyjacielskie 

pociski. Żołnierze z dalszych szeregów nie mogli już dosięgnąć 
wroga, w razie konieczności napierali jednak na plecy swych 
stojących z przodu towarzyszy, by zwiększyć ciężar formacji. 
Falanga nie była przeznaczona do indywidualnych pojedyn­
ków, lecz do walki w szyku przeciwko hoplitom lub innej 
piechocie ustawionej w linii bojowej. Żołnierze falangi musieli 

przejść długie przeszkolenie. Tylko dzięki nieustannym ćwi­

czeniom mogli nauczyć się identycznie poruszać sarissami, 
współpracować z towarzyszami w linii bojowej, zmieniać 
front czy też szyk, np. z frontalnego na klinowy czy ukośny. 
Ciężka włócznia była bardzo niewygodna w marszu. Nawet 
krzepcy Makedonowie nie zawsze mieli ochotę ją dźwigać. 

background image

87 

Stąd też kodeks z Amfipolis stanowi, że żołnierz, który 
w określonej sytuacji nie będzie miał przy sobie sarissy, 

zapłaci królewskim sekretarzom grzywnę dwóch oboli. 

W czasie bitwy jednak okazywało się, że żmudne ćwiczenia 

zazwyczaj opłacały się. Doświadczony rzymski wódz Emiliusz 

Paulus przyznawał, że nic go tak w życiu nie przeraziło, jak 
widok szturmującej, najeżonej grotami falangi pod Pydną (Plut. 
Aemil. 19). W walce z przeciwnikami dysponującymi innym 
uzbrojeniem nosiciele sariss zazwyczaj brali górę, ponosząc 
niewielkie straty. Po zderzeniu linii bojowych tradycyjnie 
uzbrojony hoplita napotykał bowiem na cztery lub pięć grotów 

sariss, sam natomiast nie mógł dosięgnąć przeciwnika swą 

krótszą włócznią lub mieczem. Pod Cheronejąfalangici walczyli 

ze Świętym Zastępem doborowych hoplitów tebańskich. Nie 

mogąc dobrać się do skóry wroga nieustraszeni Tebańczycy 

ginęli tam, gdzie stali, „przyszpilani" sarissami jeden po drugim. 
Starożytni zdawali sobie sprawę z zalet macedońskiej falangi. 

Klcomenes III, król Sparty, przezbroił np. 2 tysiące swych 

hoplitów na modłę macedońską (Plut. Kleom. 23). Ten ciężko­
zbrojny „walec" włóczników miał jednak także swoje wady. 
Falangici mogli skutecznie działać tylko na terenie płaskim lub 

w miarę równym, pozbawionym przeszkód terenowych. Nie 

mogli operować sami, ich wrażliwe flanki musieli zawsze 

osłaniać lekkozbrojni. Rozerwanie szyku stanowiło dla sarissofo-

roi

 śmiertelne niebezpieczeństwo, w indywidualnych pojedyn­

kach bowiem, bez dużych tarcz i pancerzy, byli skazani na 
przegraną. Poza sarissami ich jedynym orężem były krótkie 
miecze lub raczej sztylety. Filip miał w swej armii polowej 16 
tysięcy falangitów, jego syn Perseus zgromadzi ich 21 tysięcy. 

Za czasów Aleksandra Wielkiego macedońscy włócznicy 

zaciągani byli przynajmniej częściowo na zasadzie terytorialnej. 

Znane są ich „pułki" (taxeis) z Tymfai, z Orestis-Lynkestis oraz 
z Elimiotis. Niewykluczone, że podobną organizację wojska 
zachowali Antygonidzi. Taxeis liczyły być może po 1500 
wojowników. W armii Aleksandra te pułki podzielone były na 

background image

38 

„dziesiątki" (dekas), jednostki po 10 lub 16 żołnierzy, którymi 

dowodził dziesiętnik (dekadarchoś) i „bataliony" (lochoi, lp. 
lochos).

 Na czele takiego batalionu, zwanego także syntagma. 

liczącego zapewne od 240 do 256 ludzi, stał oficer zwany 

lochagos.

 Za panowania Filipa V występują już inne nazwy. 

Nie wiadomo, czy oznaczają one jakąś przemianę jakościową. 
Zapewne miejsce taxeis zajęły „strategie" (strategiaï), dowo-

dzone przez stratega (strategos). Zamiast lochoi spotykamy 

jednostki zwane speirai

 (coś w rodzaju współczesnej kompanii). 

Na czele takiego oddziału stał speirarchos. „Dziesiątki" nazy­

wają się teraz lochoi. Cztery takie jednostki tworzą teirarchię, 
którą można uznać za odpowiednik współczesnego plutonu. 

Zwraca uwagę uderzająco wysoka liczba oficerów. Jedna 

strategia (być może 1500 żołnierzy) liczy ich aż 127 (1 strategos, 

6 speirarchoi, 24 tetrarchoi i 96 lochagoi). Zwartość szyku 

i sprawność manewru falangi starano się najwidoczniej utrzymać 

za pomocą nadzoru wszechobecnych przełożonych. 

Nosiciele sariss nie nadawali się do „zadań specjalnych", jak 

obleganie miast, prowadzenie zwiadu czy pościgu. Nie byli też 

profesjonalnymi „psami wojny" (chociaż z pewnością dostawali 

jakiś żołd), musieli pracować na swych gospodarstwach. 

Antygonidzi starali się więc oszczędzać swych rolników. Filip 

V zawsze rozpuszczał falangitów do domów na zimę i w miarę 
możliwości zwalniał ich latem, by mogli zebrać zboże. Mniej 
ważne kampanie Antygonidzi prowadzili zresztą bez nosicieli 

sariss, tylko przy użyciu lekkozbrojnych, najemników, jazdy oraz 
peltastów (peltastoi). nazwanych tak od lekkiej tarczy (peltę). Ci 
ostatni byli Makedonami, obywatelami królestwa, a zarazem 
żołnierzami zawodowymi, tworzącymi doborową piechotę armii. 
To z peltastów dobierano „ludzi celujących tężyzną fizyczną, 

w sile wieku" (Liv. XLII 51), by tworzyli gwardię królewską 

(agema

 — dosłownie — ci, co idą na przedzie). 

Dowódca peltastów był jednym z czołowych dygnitarzy 

królestwa. Filip V miał 3 tysiące tych wojowników, jego syn 

Perseus — aż 5 tysięcy. Peltaści podzieleni byli na „pułki" po 

background image

89 

1000 ludzi, zwane być może chiliarchiami. Byli to świetnie 

wyszkoleni, ruchliwi żołnierze, mogący walczyć w luźniejszym 
szyku lub toczyć indywidualne pojedynki. Tworzyli formację, 
do której pasuje określenie: piechota półciężka lub liniowa. 

To oni pierwsi szturmowali wyłom w murach nieprzyjaciel­

skich miast. Potrafili też wyrąbać dla całej armii przeprawę 
przez rzekę, bronioną przez nieprzyjaciela, z powodzeniem 
urządzali zasadzki. 

Nie jest jasne, jak wojownicy ci byli uzbrojeni. Z pewnością 

mieli lżejszy oręż zaczepny niż falangici. Z potężnymi włócznia­
mi nie byliby w stanie wypełniać swych „misji specjalnych". 
Osłaniali się też innymi tarczami niż nosiciele sariss. Liwiusz 

(XLIV 41) nazywa ich bowiem „cetratami" (caetrati, caeira to 

rodzaj tarczy). Dwa doborowe oddziały peltastów w czasach 

Antygona Dosona i Filipa V nosiły (zapewne nieoficjalne) 

nazwy Białe Tarcze (Leukaspides) i Brązowe Tarcze (Chalkaspi-
des).

 Z drugiej strony w obu ostatnich wielkich bitwach 

monarchii Antygonidów — pod Kynoskefalaj i pod Pydną 

— peltaści walczyli w szyku zwartym, wchodząc w skład 
falangi. Musieli mieć obie ręce wolne, by władać sarissą, nie 

mogli więc chyba nosić swych puklerzy na lewym ramieniu. 
A może walczyli krótszymi sarissami niż długie włócznie 
„zwykłych" falangitów? Teoretycznie nie można też wykluczyć, 
że przed walnymi bitwami peltaści zmieniali swe uzbrojenie na 

cięższe, by walczyć w falandze. Jest pewne, że jako „piechurzy 

liniowi" mieli nie tylko włócznie, ale i solidne miecze, oraz 

tarcze większe niż te, którymi osłaniali się falangici. 

W armii Aleksandra Wielkiego zadania peltastów spełniali 

doborowi żołnierze zwani hypaspistami (hypaspistai), czyli 

nosicielami tarcz. Dla czasów Filipa V źródła wspominają 
hypaspistów bardzo rzadko. Według kodeksu wojskowego 

z Amfipolis hypaspiści powinni rozbijać namioty w bezpo­

średnim sąsiedztwie kwatery króla i jego najbliższego otocze­
nia. Hypaspista, który jako pierwszy doniesie monarsze 

o popełnionym przestępstwie, otrzyma w nagrodę grzywnę, 

background image

90 

zapłaconą przez winowajcę. Być może za panowania Filipa V 
hypaspiści stali się czymś w rodzaju policji wojskowej lub 

nielicznej osobistej gwardii królewskiej, wykorzystywanej 
przez władcę do specjalnych poruczeń. Ich wcześniejsze 
funkcje przejęli peltaści. Niewykluczone też, że korpus hypas-

pistów przetrwał, ale pod inną nazwą — peltastów. 

Kiedy Aleksander Wielki zaszczyci! wszystkich swych 

żołnierzy mianem „towarzyszy", tytuł ten natychmiast uległ 

swoistej inflacji. W armii Antygonidów nie występują więc już 
hetajrowie (hetairoi, czyli konni towarzysze). Kawaleria, w któ­
rej służyli rodowici Macedończycy, pojawia się natomiast 
w źródłach pod nazwą „jazdy królewskiej". Konnica ta podzielo­
na jest na „szwadrony królewskie" (ilai basilikai, Ip. ile basüike). 

Ostatni król Macedonii, Perseus, miał też dwa elitarne „Święte 
Szwadrony". Za czasów Filipa II i Aleksandra także kawalerię 

rekrutowano na zasadzie terytorialnej. Źródła wymieniają m.in. 
ilai

 z Amflpolis, z Bottiai czy z Górnej Macedonii. Prawdopodo­

bnie w czasach Antygonidów obowiązywały podobne zasady. 

Kawaleria dzieliła się na ciężką i lekką. Żołnierze tej 

pierwszej formacji uzbrojeni byli w długie lance, zwane 

sarissami (chociaż oczywiście krótsze od sariss falangitów). 

i miecze (kopis) z jednym tylko ostrzem. Nosili solidne 
uzbrojenie ochronne — pancerze z naramiennikami, nakładane 
na skórzane tuniki, i okrągłe tarcze. Na zbroje narzucali luźne 
płaszcze. Swą długą lancą mogli śmiertelnie ugodzić przeciw­
nika, zanim ten zdążył zadać pierwszy cios. Kawalerzyści 
z formacji lekkich, w czasach Aleksandra zwani „zwiadow­

cami" (prodromal), najpierw z daleka obrzucali nieprzyjaciela 
oszczepami, strzelali też z łuków, a w końcu, chwyciwszy za 
szable lub miecze, szarżowali do walki wręcz. 

Oprócz konnicy macedońskiej Antygonidzi mieli znakomitą 

jazdę z podległej im Tessalii. Tessalowie od maleńka szkolili 

się w jeździeckim kunszcie. W starożytności było to nie­
odzowne. Nie stosowano wówczas siodła, strzemion czy 

munsztuka, który kaleczył wrażliwy pysk rumaka i zmuszał 

background image

91 

go do uległości. Jeździec siedział na derce, mocno przesunięty 
do przodu i kierował koniem udami. Tylko ludzie jeżdżący 
konno od dziecka mogli być dobrymi kawalerzystami, a i oni 
często spadali z rumaka na ziemię. Uderzająca jest stosunkowo 

niewielka liczba konnicy w wojsku Antygonidów. W armii 
Aleksandra Wielkiego, która w 334 roku przekroczyła Helles­
pont, stosunek piechoty dojazdy wynosił 6 do 1. W 222 roku 
pod Sellazją Antygonos Doson miał już jednak zaledwie 1200 

jeźdźców na 27 600 piechurów. Tylko 300 spośród tych 

konnych żołnierzy było Makedonami. Także Filip V zgroma­
dził w swej armii polowej nie więcej niż 2 tysiące konnicy. 
Pod tym względem siły zbrojne Antygonidów różniły się 

zasadniczo od armii innych hellenistycznych monarchów. 

Utrzymywanie silnej jazdy było kosztowne, a jej skuteczność 
w przeważnie górzystych lub pagórkowatych krainach Hellady 

— nic zawsze zadowalająca, Niemniej jednak rezygnując 

z potężnej kawalerii Antygonidzi ograniczyli manewrowość 

i ruchliwość swej armii. W wojnach z Rzymianami Filip V 
nawet nie próbował okrążać wroga swą słabą konnicą. Nie 
miał więc szans na takie zwycięstwa, jakie pod Trebbią czy 
Kannami wywalczył Hannibal, mający wprawdzie wojsko 

szczuplejsze od rzymskiego, ale znacznie liczniejszą jazdę. 

Żołnierz rzymski musiał sam sprawić sobie uzbrojenie, 

natomiast wojownik macedoński dostawał oręż i zbroję 
z królewskich arsenałów. Monarcha ponosił też wszelkie 
koszty utrzymania armii i prowadzenia wojny. Antygonidzi 

stworzyli więc rozbudowany system militarnej biurokracji. 
W źródłach występują pisarze wojskowi, pomocniczy personel 

administracyjny (hyperetai) oraz oczywiście przełożeni per­
sonelu pomocniczego (archihyperetai), którzy zajmowali się 
np. ściąganiem kar pieniężnych czy podziałem łupów. Wcześ­

niej funkcje te spełniali oficerowie-kombatanci. W Chalkis 

zachowała się inskrypcja z końca III wieku, dzięki której 
znamy szczegóły kontrolowania zapasów stacjonującej w mieś­
cie załogi. Odpowiedzialność za magazyny ponosili wspólnie 

background image

92 

dowódca garnizonu (phrourarchos) i zarządca finansowy 
(oikonomos),

 któremu podlegało kilku urzędników (cheiristai). 

„Kodeks z Chalkis" dokładnie zaleca, jak długo i w jakich 
warunkach przechowywane być mają zboże, drewno i wino, 

kiedy powinny zostać wymienione, kto ma dostęp do maga­

zynów i kto przechowuje klucze. Niewątpliwie podobne 
rozporządzenia obowiązywały także w Demetrias, Koryncie 

i innych twierdzach, których strzegły silne garnizony. Ad­
ministracja usprawniała funkcjonowanie armii, zarazem jednak 
pochłaniała niebagatelne środki ze skarbca królewskiego

2

Możliwości mobilizacyjne Macedonii były ograniczone. Od 

czasów Filipa II do upadku królestwa w źródłach systematycz­
nie pojawiają się armie, liczące od 20 do 30 tysięcy żołnierzy, 
będących rodowitymi Macedończykami. Pod Sellazją Doson 
miał 300 macedońskich kawalerzystów i 13 tysięcy piechurów, 
z których 3 tysiące było peltastami, a reszta — nosicielami 
sariss. Oprócz tego Antygonos przyprowadził pod Sellazję 
tysiąc Agrian i tysiąc wojów celtyckich, 300 konnych najem­

ników i 3 tysiące najemnej piechoty. Doson z pewnością nie 
zaciągnął wszystkich zdolnych do walki mężczyzn, gdyż 
wojna ze Spartą nie dotyczyła żywotnych interesów królestwa. 

Zamiast tego skorzystał z pomocy sojuszników z Symmachii 

Hellenów. Achajowie wystawili 300 kawalerzystów i 3 tysiące 
doborowych hoplitów, Megalopolitanie — tysiąc piechurów, 

Beoci — 200 jeźdźców i 2 tysiące żołnierzy pieszych. Związek 
Epirocki — 50 kawalerzystów i tysiąc piechurów. Demetrios 

z Faros przybył z 1600 iliryjskimi wojami. Tylko że w kon­

fliktach z mocarstwem znad Tybru Filip V nie mógł liczyć na 
pomoc greckich sprzymierzeńców, co więcej, musiał im często 
spieszyć na ratunek. W drugiej wojnie z Rzymem odstąpili go 
zaś prawie wszyscy helleńscy alianci. 

W 171 roku, przygotowując się do decydującej konfrontacji 

z Miastem Wilczycy, syn Filipa Perseus zgromadził w Kition 

2

 Na temat biurokracji wojskowej i Kodeksu z Chalkis: Err i ng ton, op. 

cit.,

 s. 217 i 219. 

background image

93 

43-tysięczną armię — 39 tysięcy piechoty i 4 tysiące konnicy. 

Zapewne takie były ostateczne możliwości mobilizacyjne 

państwa ostatnich Antygonidów. Ale wszystkie skoncent­

rowane oddziały nie mogły wziąć udziału w walnej bitwie. 

Liczne wojska monarcha musiał skierować do służby gar­

nizonowej i obrony granic. Po powołaniu wszystkich dorosłych 

i sprawnych fizycznie mężczyzn pod broń król nie miał już 

żadnych rezerw — w przeciwieństwie do Rzymian. Filip V 

zdawał sobie sprawę, jaką potęgą wojskową jest Republika 

znad Tybru. W dwóch listach do mieszkańców Larissy z lat 

217-214, zachowanych na inskrypcji znalezionej w Tessalii, 

zachęcał władze miasta do hojnego przyznawania cudzoziem­

com praw obywatelskich, by wyrównać poniesione w wojnie 

straty. Monarcha powoływał się, niezbyt zresztą dokładnie, na 

przykład Republiki Rzymskiej, która stała się mocarstwem, 

tak właśnie postępując \ 

Antygonida usiłował wzmocnić potencjał obronny państwa, 

sprowadzając nowych osadników. Nie mógł jednak, a zapewne 

i nie chciał, masowo przyznawać praw obywatelskich obcym 

przybyszom. Oznaczałoby to radykalne zerwanie ze starym 

helleńskim i macedońskim modelem państwa, które wywołało­

by powszechne protesty „starych" obywateli. W rezultacie 

Filip V musiał prosić o pokój po jednej przegranej walnej 

bitwie, natomiast Roma nawet po druzgoczącej klęsce pod 

Kannami, gdzie zginęło co najmniej 40 tysięcy rzymskich 

żołnierzy, zdołała jeszcze rzucić na kolana Kartaginę

4

Inskrypcja w: W. Di  t t e n b e r g e r , Sylloge inscriptionum graeconim, 

Leizpzig 1915-1924, 3,543. 

4

 Na temat armii macedońskiej: W ale k-Czernec ki, op. cit., który 

pierwszy zwrócił uwagę na „niezwykle małą ilość jazdy"; W a 1 b a n k, Philip 

V

 .„, s. 289 i nn; E r r i n g t o n. op. cit., s. 212 i nn; H a m m o n d, op. cit., 

s. 340 i 357. O sarissie i falandze: Z.  Ż y g u l s k i junior, Broń starożytna, 

Warszawa 1998. s. 57 i nn; J. W arry, Armie świata antycznego. Warszawa 

1995, s. 73, M. M. M ark le. The Macedonian Sarissa. Spear and related 

Armour,

 „American Journal of Archeology" 81, 1977, s. 323 i nn. 

background image

PIERWSZA WOJNA Z RZYMEM 

Kiedy Rzymianie zgromadzili okręty i żołnierzy w Brundyz-

jum, Filip nie miał już większych szans, by najechać Italię. 

Antygonida, a z pewnością także Hannibal, zdawali sobie 
zresztą sprawę, że wyprawa Macedończyków za Adriatyk jest 
niemożliwa, dopóki Rzym dzierży porty protektoratu. Wódz 
punicki wiedział też, że Apollonia, Epidamnos i Korkyra 
byłyby świetnymi bazami dla floty kartagińskiej, dowożącej 
posiłki z Afryki do Italii, dlatego czyni! wszystko, by ułatwić 
Filipowi ich zdobycie. Kartagińczycy nie mogli na razie 
wysłać swej floty na pomoc Macedończykom — podczas II 
wojny punickiej Kart Hadaszt wyraźnie ustępowała Rzymia­
nom na morzu. Nie ma jednak wątpliwości, że zimą 215-214 
roku Filip i Hannibal porozumieli się co do dalszych działań. 

Punijczycy rozszerzyli działania wojenne na Sycylię, gdzie 

po ich stronie opowiedział się król Syrakuz. Latem 214 roku 
Hannibal poprowadził swe wojska pod Tarent. Antygonida 
liczył, że okręty rzymskie odpłyną z Brundyzjum, by bronić 

Tarentu, najświetniejszego miasta Wielkiej Grecji, a może 

nawet pożeglują jeszcze dalej, przeciw Syrakuzom. Rachuby 
te spełniły się tylko częściowo. W sierpniu 214 roku flota 
macedońska rzeczywiście zdołała niepostrzeżenie przedostać 
się przez cieśninę Otranto, by zaatakować Apollonię. Składała 

background image

95 

się ze 120 lembi biremes (Liv. XXIX 40, 2), to jest nieco 
większych lekkich okrętów iliryjskich, w których każde wiosło 
obsługiwało dwóch ludzi. Taka eskadra mogła zabrać ok. 12 
tysięcy wioślarzy, będących zarazem wojownikami. Filip zebrał 
więc poważne siły, sam bowiem poprowadził swą armię na 

Apollonię lądem, przez góry Epiru. Przypomnieć należy, że 

w 216 roku Antygonida miał 100 zwyczajnych lemboi z jednym 
człowiekiem u każdego wiosła. Przypuszczalnie król zajęty był 
rozbudową swej floty i dopiero późnym latem 214 roku mógł 
podjąć wyprawę. Być może też zwlekał tak długo w nadziei, że 
flota rzymska odpłynie pod Tarent. Niewykluczone, że w ekspe­
dycji tej wzięła udział cała królewska flota, tj. 220 lekkich 
korabi. Potwierdzałoby to słowa Liwiusza, zgodnie z którymi 
Filip obiecał Hannibalowi, że z 200 okrętami grabić będzie 

italskie wybrzeża. Tadeusz Wałek-Czernecki bezlitośnie kryty­

kuje króla za to, że budował tylko lekkie korsarskie łodzie, 

zamiast wielkich wojennych galer. W ten sposób Antygonida „w 
walny sposób przyczynił się do zwycięstwa Rzymu, a tym 

samym do zguby swego państwa" '. Jest to osąd wyraźnie 
niesprawiedliwy. Budowa ogromnych pięciorzędowców pochło­
nęłaby górę złota i Filipa po prostu nie było na nią stać. 

Okręty wpłynęły do ujścia rzeki Aoos, od lądu nadciągnął 

monarcha ze swymi wojskami. Połączywszy siły Macedończycy 
przypuścili niespodziewany szturm na Apollonię, lecz zostali 

odparci. Wtedy Filip szybko poprowadził swe hufce na Orikon, 

niewielkie greckie miasto, posiadające znakomity port, w którym 
flota królewska mogłaby kotwiczyć bezpieczniej niż na rzece. 
Orikon zostało zdobyte w pierwszym ataku. Antygonida zostawił 
tam mały garnizon i ruszył na Apollonię. Zaczął oblegać to 
warowne miasto przy użyciu machin oblężniczych. Zaopatrzenie 

dowożono mu z Epiru i z Dassaretydy. Mieszkańcy Orikon 

zdążyli jeszcze pchnąć poselstwo do Rzymian z prośbą o pomoc. 
Waleriusz Lewinus w Brundyzjum, któremu senat prorogował 
imperium (tj. przedłużył władzę wodzowską), nie wahał się ani 

' W a l c k-C zcrnecki, op. cit., s. 72. 

background image

96 

chwili. Załadował swe wojsko na 50 okrętów wojennych, 

a kiedy zabrakło miejsca, także na transportowe galery (na 50 
pięciorzędowców można zaokrętować 6 tysięcy legionistów, 
armia Lewinusa była więc liczniejsza). 

Wódz rzymski śmiało popłynął na odsiecz i w dwa dni 

później był już pod Orikon, które zdobył, łamiąc opór garstki 
zbrojnych Filipa. Tam Lewinus dowiedział się, że Apollonia 
broni się resztkami sił. Wysłał więc na pomoc doborowy 

hufiec 2 tysięcy żołnierzy. Poprowadził ich dowódca sprzy­
mierzeńców rzymskich {praefectus socium), wojownik wy­
trawny i doświadczony, Kwintus Newiusz Krista. Roztropnie 
nie maszerował wzdłuż rzeki, lecz powiódł wojsko inną 
drogą, omijając macedońskie straże. Pod osłoną ciemności 
niepostrzeżenie wprowadził swój oddział do miasta i następnej 
nocy, wspólnie z hoplitami Apollonialów dokonał niespodzie­
wanego wypadu na oblegających. Rzymianie wdarli się do 
obozu Filipa, siekąc na prawo i lewo. Według Liwiusza 
Macedończycy w popłochu rzucili się do ucieczki, „nikt za 
broń nie chwytał i nie usiłował wypędzić wroga z obozu, lecz 

nawet sam król, tak jak się ze snu zerwał, uciekł na wpół nagi 
[...] i tak dotarł do rzeki, chroniąc się na łodzie" (XXIX 40, 

7). Zginęło wtedy lub dostało się do niewoli prawie 3 tysiące 

macedońskich wojów. Apolłoniaci wciągnęli zdobyte machiny 

oblężnicze do miasta, a resztę zdobyczy odstąpili Rzymianom. 

Na wieść o zwycięstwie propretor Lewinus zablokował swą 

flotą ujście rzeki Aoos. Lekkie łodzie Antygonidy nie były 
w stanie rozerwać pierścienia masywnych pięciorzędowców. 
Filip znalazł się w pułapce — na północ od Apollonii 
siedziały wrogie plemiona Ilirów i Dardanów. Król nakazał 

więc spalić flotę i lądem, przez góry, wrócił z wojskiem do 
Macedonii. Liwiusz wyolbrzymia rozmiary tej klęski Filipa. 
Nie ulega jednak wątpliwości, że Antygonida doznał pierwszej 
poważnej porażki w swym życiu. Popełnił wiele błędów, nic 
rozpoznał terenu, nie zabezpieczył obozu, pozwolił się za­
skoczyć. W konsekwencji stracił flotę, wystawioną ogromnym 

background image

97 

kosztem, i szanse na zdobycie Apollonii. Co więcej. Rzymianie 
na stale usadowili się na Bałkanach. Waleriusz Lewinus 

włączył Orikon do protektoratu i przezimował z flotą w tym 
mieście, blokując cieśninę Otranto. Okręty macedońskie 
i kartagińskie miałyby do czynienia z eskadrą Lewinusa, 
gdyby chciały wpłynąć na Adriatyk. Rzym zademonstrował, 
że ma dość ludzi, zasobów, a zwłaszcza okrętów, by jedno­
cześnie stawić czoło Kartaginie i bronić iliryjskich dzierżaw. 

Później senat w przypływie wojowniczości wyznaczył Lewi-
nusowi jako prowincję, tj. region działań zbrojnych, Macedonię 

i Grecję, a więc także greckich sprzymierzeńców Filipa (Liv. 

XXIV 44,5). Dla nadtybrzańskiej republiki wojna macedońska 

była jednak tylko epizodem i niewiele znaczącym marginesem 

wobec zmagań z Kartaginą. Dlatego Lewinus nie otrzymał 
posiłków i nie był w stanie przedsięwziąć niczego. 

Autorytet Filipa został poważnie nadszarpnięty, zwłaszcza że 

król miał poważne kłopoty na Peloponezie. Wiosną 214 roku, 

jeszcze przed wyprawą na Apollonię, musiał poprowadzić swe 

wojska do Messenii, słabego, rozdartego wewnętrznymi waśnia­
mi państewka należącego do Symmachii Hellenów. Po przyby­

ciu wojsk królewskich „ludowe" stronnictwo w Messenii 

wyrżnęło ponad 200 swoich oligarchów. Polybios (VII 12) 

i Plutarch (Arat. 49,3-5) czynią Filipa odpowiedzialnym za tę 

masakrę. Nie wydaje się jednak, aby król ponosił tu winę, w jego 

interesie leżało bowiem zapewnienie w Messenii stabilizacji. 

Zamieszki w tej polis mogłyby bowiem zachęcić Etolów do 
zbrojnego wypadu na Peloponez, jak to się już stało w 220 roku. 

Achajski przywódca, Aratos z Sykionu, i jego syn, Aratos 

Młodszy, przybyli do Messene (tak zwała się stolica Messenii) 
i obsypali Filipa gorzkimi wyrzutami. Nieco później Anty-
gonida składał ofiarę w Ithome, położonym na górze o tej 
samej nazwie akropolu Messene, twierdzy niemal nie do 
zdobycia. Demetrios z Faros radził jakoby Filipowi, aby 

wykorzystał okazję i zostawił w Ithome swój garnizon, 
najlepiej bowiem byka trzymać za oba rogi, przy czym rogi 

7 — Kynoskefalaj 197 p.n.e. 

background image

98 

te symbolizowały Ithome i Akrokorynt, byk zaś oznaczał 

Peloponez. Aratos z Sykionu upominał jednak króla, by 

wycofał wojska z akropolu, dotrzymał układów i zaufał 

wierności sprzymierzeńców. Filip posłuchał rady achajskiego 
przywódcy. Mimo to od czasów incydentu w Mcssene Aratos 
nie ufał już macedońskiemu królowi i nie wziął udziału 
w wyprawie na Apollonię, chociaż Antygonida gorąco za­
praszał go do udziału w tym przedsięwzięciu (Plut. Arat. 51). 

W wyniku przewrotu w Messene na wygnanie poszedł poeta 

Alkajos, który odtąd w swych płomiennych poematach odsądzał 
Filipa od czci i wiary, widział bowiem w królu sprawcę swoich 

nieszczęść. Według Polybiosa (VII 13) i Plutarcha (Arat. 49) 

wydarzenia w Messene doprowadziły do przełomu w psychice 
Filipa, a wewnętrzna deprawacja władcy, dotychczas ukrywana, 

zmieniła się w jawne okrucieństwo. Jak twierdzi Polybios, od tej 
pory „Filip [...] zaczął popełniać największe bezeceństwa; i jakby 
zakosztowawszy krwi ludzkiej, mordów i wiarołomstwa wobec 

sprzymierzeńców, stał się nie wilkiem z człowieka wedle 
arkadyjskiego podania [...] lecz z króla okrutnym tyranem". Tak 
tryska jadem Polybios, a przecież to nie Filip wymordował 
messcńskich oligarchów, lecz ich właśni rodacy. 

Wiosną 213 roku, zamiast podjąć kolejną wyprawę przeciw 

Rzymianom, Antygonida musiał ponownie zająć się sprawami 

Messenii. Prawdopodobnie sironnictwo „demokratyczne", które 
po krwawym przewrocie objęło władzę w tej polis, weszło 
w konszachty z Etolami. Po katastrofie pod Apollonia Filip 
nie miał już floty, która mogłaby powstrzymać Etolów od 
wypadów na Peloponez przez wąską zatokę Rhion, postanowił 
więc działać szybko. Wysłał Demetriosa z Faros na czele 
silnego hufca macedońskich wojów, by ten zdobył akropol 
Messene. Filip pragnął zapewne przepędzić „demokratów" 

i oddać rządy w mieście oligarchicznym dygnitarzom. Demet-
rios ze swoimi wtargnął śmiało za mury fortecy, Messeńczycy 
zbiegli się jednak tłumnie i przepędzili jego żołnierzy. 
Demetrios, były władca Faros, który marzy! o własnym 

background image

99 

królestwie i ośmielił się Rzymowi rzucić wyzwanie, padł 

w chaotycznej bitwie na ulicach peloponeskiej mieściny. 

Na wieść o śmierci swego zaufanego doradcy i sprzymie­

rzeńca Filip wpadł we wściekłość. Niektórzy historycy przy­

pisują te ataki szału króla gorącej krwi jego epirockich 

przodków. Antygonida pociągnął z armią do Messenii i „jako 

nieprzyjaciel pustoszył kraj kierując się bardziej gniewem niż 
rozwagą" (Polyb. VIII 10). Było to rzeczywiście szkodliwe 
przedsięwzięcie. Filip nie miał żadnych szans na zdobycie 
miasta otoczonego przez solidne mury długości 9 kilometrów, 
nie mówiąc o akropolu, usadowionym na szczycie stromej, 
wapiennej góry Ithome, wysokiej na 802 metry. To na Ithome 
zrewoltowani heloci i powstańcy messeńscy przez 10 lat 
bronili się przed Spartanami (od 464 roku, Thuc. I 101-103). 

Poprzez swój bezsensowny najazd Filip zraził sobie ostatnich 

stronników w Messene i sprawił, że miasto to wkrótce potem 
rzuciło się w ramiona Etolów. Brutalna akcja króla zniechęciła 
też do Macedonii innych członków Helleńskiej Symmachii. 

Znamienne, że Aratos z Sykionu, w 213 roku ponownie 

strateg Związku Achajskiego, nie wziął udziału w wyprawie 

przeciw Messeńczykom. Wkrótce potem doszło w Grecji do 

niebywałego skandalu. Oto Aratos i jego syn zmarli, a Filip 
wywiózł do swego królestwa żonę Aratosa Młodszego, Poli-
krateję, którą uczynił swą nałożnicą lub małżonką. Pojawiły 

się pogłoski, że to młody monarcha nakazał obu Aratosów 

wyprawić na tamten świat, przy czym trucicielem był Taurion, 

macedoński zarządca spraw Peloponezu. Według innej wersji 
Filip po prostu odebrał żonę synowi achajskiego przywódcy, 
łamiąc święte prawa gościnności. Po tej stracie Aratos Młodszy 

oszalał z rozpaczy i rychło zakończył życie (Liv. XXXII 
23,23; Polyb. VIII 12; Plutarch, Arat. 52 i 54). 

Zapewne wtedy poeta Alkajos napisał gniewny epigramat: 

Będą pił, Dionizosie, o dużo 
więcej, niż wypił Cyklop, kiedy 

background image

100 

brzuch napełnił ludzkim mięsem 

O, gdybym mógł tak z czaszki 

czoło tego łotra zedrzeć i 

wychłeptać cały mózg Filipa! 
On wtedy, gdy biesiaduje, 
własne pragnienie koi 
Krwią przyjaciół, albowiem z 

winem miesza truciznę

2

Obecnie trudno rozstrzygnąć, co wydarzyło się naprawdę. 

Według współczesnych historyków, broniących Filipa, Aratos 
zmarł na gruźlicę (przed śmiercią pluł krwią), a jego syna 
wtrąciły do grobu rozpusta i liczne hulanki

3

. W każdym razie 

król utracił wiele sympatii wśród Hellenów, gdy lekkomyś­
lnie wziął Polikrateję do łożnicy. Filip musiał przecież 
wiedzieć, że spowoduje to oskarżenia pod jego adresem. 

Jako monarcha i dzielny wojownik o urodzie młodego 

boga mógł mieć każdą dziewczynę (lub chłopca) od 
Eurotasu aż po Dunaj, lecz wybrał właśnie wdowę po 

młodym Aracie, jakby rzucając wyzwanie losowi i swym 

sprzymierzeńcom Grekom. 

Sprawa Messenii i romans z Polikrateją zabrały Anty-

gonidzie wiele czasu, toteż dopiero latem 213 roku wznowił 
wojnę z nadtybrzańską Republiką. Sytuacja sprzyjała Filipowi. 
W Grecji Etolowie wciąż siedzieli spokojnie. Rzymianie prowa­
dzili wielkimi siłami oblężenie Syrakuz, zmagali się z Kartagiń-

czykami w Hiszpanii, a w południowej Italii z najwyższym 

trudem trzymali w szachu Hannibala. Nie mogli więc wysłać za 
Adriatyk ani jednego żołnierza. Mający jedynie szczupłe hufce 
propretor Waleriusz Lewinus ograniczył się do obrony głównych 
miast portowych rzymskiego protektoratu — Apollonii, Epidam-
nos i Orikon. Nie odważył się natomiast stawić czoła Filipowi 

2

 Anih. Pal. IX 519, tłum. Tadeusz Kubiak. 

Tak  H a m m o n d , W a I b a n k, op. cit., s. 368. O śmierci obu Aratów 

także: W a 1 b a n k, Philip V.... s. 78 i n. 

background image

101 

w polu. Antygonida nie miał floty, a więc zrezygnował z ataku 

na Apollonię, lecz stopniowo ograniczał obszar rzymskich 

posiadłości od strony lądu. Opanował całą Dassaretydę, krainę 

górzystą i porośniętą gęstymi borami, zdobywając trzy nad­

graniczne fortece, w tym Dimale, która w 219 roku wpadła 

w ręce Rzymian. Następnie poprowadził armię ku północy 

i podporządkował sobie terytoria Parthinów i Atintanów. 

Z bałkańskich dzierżaw Rzymu zostały już tylko trzy 

miasta. Antygonida postanowił teraz wyrąbać sobie okno na 

Adriatyk. Zapewne wiosną212 roku uderzył na Lissos (obecnie 

Lesh w Albanii), potężnie ufortyfikowany iliryjski gród u ujścia 

rzeki Drilon (Drina). Miasto otoczone było solidnym murem 

o długości 4 kilometrów, a załogę wzmocnili liczni iliryjscy 

wojownicy, którzy ściągnęli z okolicznych wiosek. Do systemu 

obronnego Lissos należała też cytadela Akrolissos, położona 

na górze Shelbuemit wysokiej na 410 metrów, górująca nad 

Lissos i o mniej więcej kilometr oddalona od jego murów. 

Akrolissos uchodziło za warownię nie do zdobycia, przeto do 

jej obrony Ilirowie wyznaczyli tylko niewielki garnizon. 

Między podnóżem góry Shelbuit a Lissos rozciągała się 

równina, przecięta pasmem lesistych pagórków. Filip rozbił obóz 

na południe od miasta i pozwolił swym ludziom na dzień 

wytchnienia. Potem wygłosił mowę, zagrzewając żołnierzy do 

boju. Takie przemówienia były powinnością starożytnego wodza, 

a wojownicy oczekiwali słów zachęty. Nie ulega wątpliwości, że 

mowy dowódców odgrywały ważną rolę, wygłaszano je bowiem, 

jeśli tylko okoliczności pozwalały, przed każdą bitwą. 

W nocy Antygonida ukrył doborowe oddziały swych lekko-

zbrojnych w „lesistych wądołach" na równinie na północ od 

Akrolissos, z peltastami zaś i resztą lekkozbrojnych przema­

szerował następnego dnia wzdłuż morza i zajął pozycję na 

równinie. Ilirowie, ufni w swą przewagę liczebną, wypadli 

z Lissos i stanęli w szyku bojowym na wzgórzu, tak że ludzie 

królewscy musieli atakować pod górę. Filip wysłał do natarcia 

lekkozbrojnych, podczas gdy peltaści, dysponujący cięższym 

background image

102 

na równinie. Lekkozbrojni uderzyli na Ilirów z impetem 

i przez jakiś czas walczyli zaciekle, w końcu jednak, spychani 

ze wzgórza przez masę nieprzyjaciół, podali tyły. Wycofali 
się na równinę, chroniąc się wśród peltastów. Ilirowie natych­

miast wsiedli im na karki. Macedońscy woje jęli wycofywać 

się powoli, oddział za oddziałem. Dostrzegli to obrońcy 
Akrolissos, którzy także chcieli mieć udział w zwycięstwie. 
W małych hufcach pospieszyli po górskich ścieżkach na 
równinę, ,jak gdyby już chodziło o lupy po ucieczce nie­
przyjaciół" (Polyb. VIII 16). Wtedy królewscy żołnierze 
wypadli z zasadzki, odcinając załodze Akrolissos drogę 
odwrotu. Jednocześnie peltaści odwrócili się jak na ćwicze­
niach i uderzyli na nieprzyjaciół. 

Wzięci w dwa ognie Ilirowie poszli w rozsypkę i pierzchnęli 

w stronę zbawczych murów Lissos. Pozbawione obrońców 
Akrolissos Macedończycy zdobyli natychmiast, Lissos natomiast 
padło następnego dnia, po „energicznych i szerzących popłoch 

szturmach". Mieszkających w pobliżu Ilirów ogarnęła zgroza. 

Natychmiast otworzyli przed Filipem bramy swoich grodów, nie 

chcąc narażać się na pewną klęskę i rzeź. Antygonida zdobył 

zapewne także region Skodry i terytorium Ardiajów aż po 
przełęcz Ostróg, odbierając je sprzymierzeńcowi Rzymian, 
Skerdilajdasowi. Teraz Filip miał dostęp do Adriatyku i mógł 
wreszcie najechać Italię. Prawdopodobnie na to liczył Hannibal, 
który już w 213 roku przeprowadził swe wojska z Kampanii do 
Apulit, bliżej bałkańskich wybrzeży, i czekał na lądowanie armii 
macedońskiej

4

. Filip przystąpił też do budowy floty w Lissos. 

Iliryjscy szkutnicy sporządzali tam zapewne lekkie lemboi. 
Niezbędne do tego przedsięwięcia drewno spławiano Driną

3

4

  C h a r l e s - P i  c a r d . op. cit.. s. 151. 

Tak przypuszczają  H a m m o n d ,  W a l b a n k , op. cit., s. 399; Lazenby, 

{op. cit.,

 s. 161) uważa jednak, że Filip nie miał zamiaru lądować w Italii, 

podobnie Walbank (Philip V.... s. 81 i n). który podkreśla, że król nie mógł 
wyprawić się do Italii, gdyż Macedonia zagrożona była przez najazdy Etolów 

i Dardanów. 

background image

103 

Król przypuszczalnie przyznał Lissos autonomię i płacił jego 

szkutnikom. Mieszkańcy Lissos mieli bowiem środki do wybicia 

swoich pierwszych monet, opatrzonych typowo macedońskimi 

godłami, jak piorun czy koza. W końcu 213 lub na początku 
następnego roku Hannibal podstępem wziął Tarent. Według 

Liwiusza (XXIV 13,5) wódz punicki zdawał sobie sprawę, że to 
miasto jest „bardzo dogodnie położone od strony Macedonii, i że 
król macedoński Filip, przeprawiając się do Italii, przypłynąć 
może do tego właśnie portu, skoro Brundyzjum trzymają 

Rzymianie". Sukces Hannibala był jednak tylko połowiczny. 

Załoga rzymska utrzymała się na tarentyńskim akropolu, silnej 

twierdzy położonej na półwyspie, a blokującej dostęp do portu. 
Nawet gdyby Filip wyruszył do Italii, nie mógłby wprowadzić 

swych korabi do znakomitego portu Tarentynów. 

Na Zachodzie rozeszły się jednak wieści, że król Macedonii 

przybędzie już wkrótce. Późnym latem 212 roku z Syrakuz 
wysłano więc do Lissos posła, Spartanina Damipposa (Liv. 

XXV 23,8-9). Lacedemończyk zapewne miał prosić Filipa, 

aby ten wylądował na Sycylii i uwolnił Syrakuzy od rzyms­
kiego oblężenia. Po zwycięstwie Antygonida mógłby zostać 

nawet królem Syrakuz. Czyż nie był prawnukiem Pyrrusa, 
którego Sycylijczycy obwołali swoim monarchą? Damippos 

do Macedonii jednak nie dotarł. Jego okręt został prze­
chwycony przez rzymskie galery. Senatorowie zaczęli więc 
się lękać, że już wkrótce wojska macedońskie mogą zjawić się 
w Italii lub nawet na Sycylii, by walczyć u boku Kartagiń-
czyków i Hellenów z Zachodu. Należało temu przeciwdziałać. 

Najlepszym sposobem byłoby podjudzenie przeciw Filipowi 
Etolów i innych wrogów Macedonii w Helladzie. Jak twierdzi 
Liwiusz, „Rzymianie już wtedy zabiegali o przyjazne stosunki 
z Etolami" (XXV 23,9). 

Oblegający Syrakuzy wybitny wódz Republiki, Marek 

Klaudiusz Marcellus, skłonny był zwolnić Damipposa za 

okupem, wiedział bowiem, że Lacedcmończycy są przyjaciółmi 

Etolów. Przypuszczalnie w 212 roku Waleriusz Lewinus 

background image

104 

nawiązał tajne rokowania ze Związkiem Etolskim, namawiając 

jego strategów, by podnieśli oręż przeciwko Filipowi. Etolowie 

źle. znosili pokojowe czasy. Nie mogli łupić sąsiadów, więc 
w swych górskich ostępach cierpieli niedostatek. Zdawali 
sobie sprawę, że w wojnie z Macedonią mogą liczyć na 
pomoc wrogiej wobec Związku Achajskiego Sparly, Elidy 
oraz Messenii. Pojawił się też nowy potencjalny sojusznik 

— Attalos I, król Pergamonu (panował 241-197). 

Attalidzi władali małym państewkiem w północno-za­

chodniej Azji Mniejszej, które wyodrębniło się z królestwa 

Seleukidów. Attalos dążył do powiększenia swego kraju, 
obfitego w drewno i srebro. Marzył o zdobyciu wpływów 

w Helladzie i o ekspansji na Zachód — a tę mógł prowadzić 

wyłącznie kosztem Macedonii. Władca Pergamonu miał 
znakomite stosunki z Etolami przynajmniej od 219 roku, 
kiedy to ofiarował im pieniądze na ufortyfikowanie miej­
scowości Elaos w Kalidonie. Etolowie nie byli jednak 

w ciemię bici. Wiedzieli, że koalicja państw greckich, 
nawet z udziałem Attalosa, nie sprosta potędze Filipa. 

A w 212 roku wyglądało, że Rzymianie przegrywają wojnę 
Z Kartaginą i nie zdołają wysłać wojsk do Grecji. Syrakuzy 

oraz Kapua, najpotężniejsze z miast Kampanii, które wznie­
ciło bunt przeciwko Rzymowi, wciąż stawiały opór, Hannibal 

był niezwyciężony w południowej Italii, Kartagina zaś 

wysłała na morze największą flotę od prawie 30 lat. 

Etolowie odrzucili więc propozycje Lewinusa i zachowali 

pokój z Filipem. W 211 roku sytuacja uległa jednak zmia­
nie. Kartagiński admirał Bomilkar nie ośmieli! się przyjąć 
bitwy z flotą rzymską i nie ocalił Syrakuz. Najświetniejsze 
polis

 Sycylii zostało zdobyte i gruntownie złupione przez 

legionistów Marcellusa. Kilka miesięcy później skapitulowała 
Kapua, której nie zdołał uratować Hannibal. Bomilkar nie 
pożeglował do Lissos, by wziąć na pokłady wojów Filipa, 

a w końcu wrócił do Kartaginy, by bronić ojczystych brze­
gów. Zwycięstwo zaczęło przechylać się na rzymską stronę. 

background image

105 

Późnym latem 211 roku Lewinus wyprowadził przeto okręty 
z

 Apollonii. Korabie rzymskie pod pełnymi żaglami weszły 

do Zatoki Korynckiej. Po raz pierwszy flota Romy pojawiła 
się na greckich wodach. Nie wróżyło to nic dobrego dla 

Filipa ani dla Hellady. 

Propretor Lewinus przemówił na zgromadzeniu etolskim. 

Chełpił się zdobyciem Syrakuz i Kapui, zagrzewał Etolów do 

wojny. Wspomogli go dwaj etolscy przywódcy, Skopas i Dori-

machos, obaj nienawidzący Filipa. Pod wrażeniem potęgi 

rzymskiej floty ctolski lud uchwalił wojnę z Macedonią oraz 

przyjaźń i przymierze {amicitia et societas) z Miastem Wilczycy. 

Tekst tego traktatu częściowo zachował się do naszych czasów 
na inskrypcji, znalezionej w 1949 roku w Akarnanii. Zgodnie 

z porozumieniem Etołowie mieli dowodzić na lądzie. Rzymianie 
zaś na morzu, pod warunkiem, że przyślą flotę 25 pięciorzędow-

ców. Działania wojenne, zaczepne i odporne, zamierzano 

prowadzić na wschód i na południe od Korkyry, która wówczas 
znów znajdowała się pod rzymskim panowaniem. 

Kwiryci nie byli w tym czasie zainteresowani aneksjami na 

Bałkanach, ale, jak zawsze, marzyli o grabieży. W traktacie 
postanowiono więc, że jeśli wojska italskiej Republiki zdobędą 

jakieś miasto, przekażą mury, budynki i ziemię Etolom, ale 

zagarną wszystko, co da się zabrać, na okręty. Chodziło 
przede wszystkim o jeńców, złoto i bydło. Jeśli miasto 
zostanie zdobyte wspólnie, łupy będą podzielone. Jeśli jakąś 
miejscowość opanują sami Etołowie, wezmą i łupy, i miasto, 
które będą mogli przyłączyć do swego związku. Rzymianie 
pomogą Etolom w zdobyciu Akarnanii, na której tym górskim 
zbójom szczególnie zależało. Układ nie wykluczał jednak, że 

jeśli jakieś polis dobrowolnie podda się Rzymianom, stanie 

się od nich zależne (otwierało to drogę wpływom Romy 
w Helladzie). Żadna ze stron nie mogła zawrzeć odrębnego 
pokoju z macedońskim królem. Traktat stanowił ponadto, że 
na tych samych warunkach do wojny przeciw Filipowi i jego 
sprzymierzeńcom, czyli Helleńskiej Symmachii, przyłączyć 

background image

106 

się mogą Attalos, król Pergamonu, Skerdilajdas i jego syn 

Pleuratos, władcy Ardiajów.oraz Elida i Sparta

6

Współcześni historycy, przychylni (może zbyt przychylni) 

Macedonii, ostro potępiają traktat Rzymu z Etolami, jako 
zawarty przez dwóch cynicznych i chciwych łupu rabusiów, nie 
zawierający jakichkolwiek wzmianek o wolności i moralności

7

Niemniej jednak układ ten słusznie uważany jest za dyplomaty­

czny triumf nadtybrzańskiej Republiki. Rzymianie wykorzystali 

wieczne waśnie wśród Greków, niewielkim nakładem sił 
i kosztów podjudzili przeciw Filipowi jego wrogów. Tym 

samym wielkie plany Antygonidy inwazji na Italię zostały 
udaremnione, a jego traktat z Hannibalem stał się nic nie wartym 
świstkiem pergaminu. Rzymianie wysłali Etolom pomoc, której 

Kartagina nie potrafiła Filipowi udzielić, a mianowicie flotę 25 

wielkich pięciorzędowców, która zapewniała im panowanie na 
wodach greckich. Na okrętach nie było wielu rzymskich 

żołnierzy — najwyżej 4 tysiące (Liv. XVII 32,2), i to pośledniej 
jakości wojaków. Służbę na korabiach pełnili zazwyczaj najbied­

niejsi obywatele Rzymu — proletariusze. Spośród tych 4 tysięcy 
niektórzy byli zresztą wioślarzami, kiepsko władającymi orężem 

(na 25 pięciorzędowców można było z biedą wtłoczyć najwyżej 
3125 legionistów). Ale flota sprawiła, że Rzymianie i ich 
sprzymierzeńcy mogli szybko przerzucać wojska i zadawać 

niespodziewane ciosy. 

Traktat z Etolami został dopiero po dwóch latach ratyfikowany 

przez rzymski senat. Przyczyna tej zwłoki nie jest znana. Być 
może Lewinus samodzielnie ułożył treść układu, która nic 
spodobała się notablom znad Tybru. Prawdopodobnie jednak 

patres

 pragnęli przekonać się, czy Elolowie rzeczywiście chcą 

1

 Przypuszczalnie również Messenia. którą Liwiusz XXVI 24. 8-13 pomija. 

Liwiusz myli się, czyniąc Pleuratosa władcą Tracji. Por.: Polyb. IX 39.3 i XI 
5,4; lust. XXI 4-5. Na temat traktatu:  W a l b a n k , Philip V .... s. 83 i n: 

W a 1 b a n k, A Historical.... s. 11 inn. 162 i n; L a z c n b y, op. cit., s. 161 ; 

S e i bc r t, op. cit., s. 322 i n. 

H a m m o n d . W a 1 ban k, op. cit., s. 401. 

background image

107 

prowadzić wojnę. Działania zbrojne rozpoczęto jednak natych­
miast. Wojska etolskie prawdopodobnie uderzyły na Tessalię, 
Lewinus zaś opanował Zakynthos, jednakże bez cytadeli, Ojniadaj, 
wyborny port w Akamanii, zdobyty przez Filipa w 219 roku, 
oraz maleńką wysepkę, zwaną po prostu Nasos (czyli Wyspa) 

w zatoce Melite. Dwie ostatnie zdobycze, a być może także 

Zakynthos, rzymski wódz zgodnie z układem oddał Etolom 

i pożeglował na Korkyrę, by spędzić tam zimę. Lewinus miał 
powody do zadowolenia — Filip został uwikłany w walki 
z sąsiadami i musiał porzucić wielki plan wyprawy do Italii. 

Król Makedonów dowiedział się o zmowie Rzymian z Eto-

lami, gdy był już w Pełli, na zimowej kwaterze. Bez zwłoki 

jednak pociągnął ze swą armią, by poprzez błyskawiczne 

uderzenia w różnych kierunkach zastraszyć swych licznych 
wrogów. Najpierw wyruszył na zachód i zaatakował Orikon 
i Apollonię; miasta te od strony morza zablokowała przypusz­
czalnie jego flota z Lissos. Macedończycy zapędzili pospolite 

ruszenie Apolloniatów w miejskie mury, Filip jednak nie miał 

czasu na oblężenie. Zapewne wysłał swą flotę na Korkyrę, na 

której nie było w tym czasie wojsk rzymskich — żołnierze 

Lewinusa szturmowali właśnie Ojniadaj. Być może woje 

Filipa spustoszyli Korkyrę, lecz lekkie macedońskie lemboi 

nie były w stanic stawić czoła ogromnym rzymskim penterom, 
krążącym koło Zakynthos i Ojniadaj. Królewskie okręty nie 
zdołały więc przebić się do Macedonii. Zawróciły do Lissos, 
gdzie bezczynnie butwiały w porcie . 

Antygonida spustoszył następnie dzierżawy Skerdilajdasa 

nad górnym biegiem Czarnej Driny i pospieszył przez Pelago-
nię nad północną granicę. Tam zdobył Sintię, warownię 
Dardanów, położoną przypuszczalnie między współczesnymi 
miastami Prilep i Kprlm na południe od Skopje, stolicy byłej 

Hammond. Wal bank, op. cit., s. 401. Wiadomość o ataku, floty 

Filipa na Korkyrę podaje Zonaras IX 6, wielu autorów uważa ją jednak za 

niehistoryczną. nie wspominają o niej np.: Lazenby. op. cit., s. 162, 

S e i b e r t. op. cit., s. 337. 

background image

108 

jugosłowiańskiej republiki Macedonia. Utrata tego grodu 

poważnie utrudniła Dardanom podejmowanie łupieskich raj­
dów na królestwo Antygonidów (Liv. XXVJ 25,3). Zaraz 
potem król pognał swą armię przez Pelagonię, Lynkestis 

i Bottiąję, zapewne na odsiecz zaatakowanej przez Etolów 

Tessalii. Zabezpieczył przejście przez strategiczną dolinę 
Tempe (z Macedonii do Tessalii), pozostawiając tam 
4-tysięczny zastęp pod dowództwem niejakiego Perseusa 

(osobistość różna od syna Filipa o tym samym imieniu) 
i wyruszył znów ku północnej granicy, gdzie traccy Majdowie, 

zachęceni kłopotami króla, gotowali się do najazdu. Armia 

macedońska, spustoszyła dzierżawy Majdów i zdobyła ich 

stolicę Jamforynnę, położoną gdzieś w południowo-zachodnim 
rogu obecnej Bułgarii. 

Korzystając z nieobecności króla, Etolowie powołali swych 

mężczyzn pod broń i wy maszerował i pod wodzą Skopasa, by 
zawojować Akarnanię. Nienawidzący etolskich zbójów Akar-

nanowie odesłali jednak kobiety, chłopców w wieku poniżej 

15 lat i ponad 60-letnich starców do sprzymierzonego Epiru. 

Dorośli mężczyźni, uzbroiwszy się, rozbili obóz na granicy 
z Etolia i złożyli przysięgę, że będą walczyć do ostatniego 

człowieka. „Gdyby zaś kto nie pokonany nie padł, lecz 

umknął z pola walki, nie powinno się go ani w mieście 
podjąć, ani użyczyć mu ognia" (Polyb. IX 40). Etolowie 
przestraszyli się takiej zaciekłości i zrezygnowali z najazdu, 
zwłaszcza że Filip już pędził spod Jamforynny, by ocalić 
Akarnanów, swych najwierniejszych aliantów. Na wieść, że 
Etolowie wycofali się, Antygonida, który był już w Dion, 
zawrócił do Pełli, by spędzić w swej stolicy zimę. 

Rzymianie nie uczestniczyli w tym nieudanym przedsię­

wzięciu. Wiosną 210 roku jednak propretor Waleriusz Lewinus 

wypłynął z Korkyry i zaczął oblegać od strony morza Antykirę 
w Fokidzie. Okręty rzymskie pełne były machin oblężniczych, 
a od lądu Antykirę szturmowali Etolowie. Miasto padło po 
kilku dniach. Rzymianie złupili je doszczętnie, a ludność 

background image

109 

uprowadzili i sprzedali w niewolę. Etolom zgodnie z traktatem 
dostały się splądrowane mury

9

. Zdobycie Antykiry utrudniło 

Filipowi łączność z sojusznikami Macedonii na Peloponezie. 

Greków ogarnęło przerażenie. Oto na Helladę rzuciła się 

zgraja chciwych łupu rzymskich barbarzyńców. Hellenowie 
rzadko stosowali takie metody, jak niszczenie całych miast 

i obracanie ich ludności w niewolników. Postępowano tak 

tylko wobec sprzymierzeńców, którzy zdradzili, lub w wojnach, 
toczonych w obronie świątyń i bogów, uznanych za święte. 

Dla Rzymian powyższa praktyka była jednak czymś oczywis­

tym, wynikającym z praw wojny. Synowie Wilczycy byli 

ludem okrutnych świętoszków i niepoprawnych hipokrytów. 
Od narodów, które chcieli pognębić, często domagali się 

„naprawienia krzywd" (rerum repetitio), stawiając przy tym 

zazwyczaj żądania upokarzające, trudne do spełnienia. Jeżeli 

przeciwnik nie chciał zadośćuczynić, wypowiadano mu wojnę 

z pełnym religijnym ceremoniałem. Gdy kapłani z kolegium 

fecjałów spełnili swoje rytuały, rzymscy wodzowie uważali, 
że mają prawo palić, mordować i gwałcić bez ograniczeń, 

a Jowiszowi jest to miłe. Często świadomie popełniali bestial­

stwa, by lęk sparaliżował wrogów. Jak zaświadcza Polybios 
(X 15,5 „przy zajęciu miasta przez Rzymian można widzieć 
nie tylko zabitych ludzi, ale i psy rozcięte na pół i poodcinane 

członki innych zwierząt". Na ulicach Antykiry musiały dziać 

się rzeczy straszne. Rzymianie, którzy już za kilka lat będą 
podawać się za „obrońców wolności Greków," podczas I wojny 
macedońskiej nie wykazali najmniejszych oznak filhellenizmu, 
lecz grabili i mordowali bez opamiętania. 

Sukcesy Lewinusa zachęciły jednak Messenię i Elidę do 

wydania wojny Macedonii i jej sojusznikom. Synowie Wil­

czycy znakomicie wykorzystywali nieustanne waśnie w mak-
rokosmosie Hellady. Do Sparty przybył etolski poseł Chlaineas, 

Liv. XXVI 26.2 myli się. mówiąc, że była lo Antykira w Lokrydzie. 

Antykira leżała zapewne nad zatoka. Aspra Spilia na wschód od zatoki Krisy. 

L a z e n b y, op. cit.. s. 162. 

background image

110 

by namawiać Lacedemończyków do walki z Filipem (Polyb. IX 
28). Zaraz po nim zabrał głos Lykiskos, poseł Akamanów, 
upominający Spartan, by nie dali się zwieść słowom etolskiego 
kusiciela. Obie strony przytaczały argumenty historyczne, lecz 
Lykiskos podkreśla! przede wszystkim niebezpieczeństwo, jakie 
wynikło z zaproszenia przez Etolów Rzymian do Hellady. 

Etolowie „chcą [...] pokonać Filipa i upokorzyć Macedończy­
ków, a nie baczą na to, że przeciw sobie ściągają z Zachodu taką 

chmurę, która na razie może zaciemni naprzód Macedończyków, 

lecz bezpośrednio potem wszystkim Hellenom przyniesie wielkie 

nieszczęście" (Polyb. IX 37). Historyk z Megalopolis może nieco 
ubarwił tę mowę, nie ulega jednak wątpliwości, że akarnański 
legat odsądzał od czci Etolów, którzy zawarli okrutny traktat 
z barbarzyńcami: „Dzieci i kobiety uprowadzają Rzymianie, aby 
im naturalnie zgotować !os, który czeka tych, co popadną w moc 
postronnych wrogów, a grunty nieszczęśliwych mieszkańców 
dziedziczą Etolowie. Jakiż to zaszczyt przyłączyć się z nieprzy­
muszonej woli do tego przymierza [...]". 

Lykiskos wezwał wszystkich Greków, aby, wspólnie z pokre­

wnymi Macedończykami, zjednoczyli swe siły, by przepędzić 

rzymskich najeźdźców. Jako sprzymierzeńców Filipa wymienił 

Epirotów, Achajów, Akarnanów, Beotów i Tessalów. Machani-

das, władca Sparty, sprawujący rządy w imię małoletniego króla 

Pelopsa, postanowił jednak stanąć po stronie Etolów. Nie 
przeczuwał, że tym samym przypieczętował własną zgubę. 

Kwiryci byli zachwyceni takim stanem rzeczy — oto Grecy 

wezmą na swe barki cały ciężar wojny! Waleriusz Lewinus, 
wybrany in absentia konsulem na rok 210/209, po powrocie 
do ojczyzny poradził senatorom, aby wycofać legion z Grecji, 
ponieważ do utrzymania Filipa z dala od Italii wystarczy sama 
flota (Liv. XXV 28,2). I rzeczywiście jego następca, konsul 

211/210 roku Publiusz Sulpicjusz Galba, któremu przyznano 
władzę prokonsularną i Grecję jako prowincję (obszar działa­
nia) otrzymał polecenie od senatu, aby zwolnić ze służby 
wszystkich żołnierzy z wyjątkiem obsługi okrętów (Liv. XXVI 

background image

I l l 

28,9). Załogi korabi stanowili zaś nie tylko obywatele rzymscy, 
lecz także „sprzymierzeńcy okrętowi" (socii navales) z pod­
ległych Romie nadbrzeżnych miast Italii, w tym greckich 

połeis,

 jak Neapol. W ten sposób Rzymianie zwalczali 

Hellenów rękami Hellenów! 

Powyższa decyzja patres świadczy, że Republika przypisy­

wała konfliktowi z Macedonią niewielkie znaczenie. Rzymia­
nom chodziło przede wszystkim o utrzymanie Filipa z dala od 

Italii i o łupy. Mogli wysłać eskadrę okrętów na greckie wody, 

ale na wojnę z Macedonią nie byli skłonni poświęcić ani 

jednego legionu — wszak żołnierze potrzebni byli do wojny 

z Hannibalem. Na lądzie walczyć mieli przede wszystkim 

Etolowie i ich greccy alianci. 

Władca Macedonii stanął przed trudnym zadaniem. Jego 

królestwo było stosunkowo bezpieczne, lecz Filip musiał 
bronić swych sprzymierzeńców w środkowej i południowej 

Grecji, najbardziej narażonych na ataki etolskich i rzymskich 
rabusiów, a jednocześnie strzec północnych granic przed 

atakami Traków, Dardanow i llirów. Nie miał floty, która 
mogłaby równać się z rzymską, a więc musiał oddać inicjatywę 
przeciwnikom i tylko reagował na kolejne zagrożenia. Król po 
mistrzowsku wykorzystał atut linii wewnętrznych, błyskawicz­
nie przerzucał wojska z jednego kierunku na drugi, rozbijając 
kolejne ogniwa zaciskającego się pierścienia wrogów

l 0

Jego szybkie marsze w niczym nie ustępowały pochodom 

Aleksandra, Hannibala czy, później, Cezara. Antygonidzic 

brakowało jednak sił i czasu, by doprowadzić do końca 

wojenne przedsięwzięcia. Nie rozgromił Dardanow, bo musiał 
spieszyć na ratunek Tessalii, nie zażegnał niebezpieczeństwa 
ze strony Majdów, gdyż Akarnanowie błagali o pomoc. 
Wojna dawała łupy Rzymianom, wyniszczała Grecję i nie 
przynosiła rozstrzygnięcia. 

10

 O taktyce Filipa w I wojnie macedońskiej: He finer, op. cit., s 297, 

według kiórego król w znakomitym stylu prowadził „obronną wojnę błys­
kawiczną" oraz B a g n a 11. op. cit.. s. 288 i nn. 

background image

112 

Przypuszczalnie jesienią 210 roku Filip obiegł trzymane 

przez Etolów Echinos na północnym wybrzeżu Zatoki Malia-

kijskiej, zamierzając w ten sposób zabezpieczyć linie komu-

nikacyjne wiodące z Tessalii na południe. Otoczył miasto 

wałem i murem, nakazał sporządzić machiny oblężnicze, 

wieże, tarany i urządzenia do wzniecania pożarów. Przejście 

od obozów aż po machiny oblężnicze pokryto dachami, aby 

żołnierze królewscy nie ponosili strat od miotanych z murów 

pocisków. Saperzy macedońscy ryli podkopy pod murami 

wrogiej twierdzy (Polyb. IX 41). Prokonsul Sulpicjusz Galba 

z flotą i etolski wódz Dorimachos, prowadzący pieszych 

i konnych wojów, przybyli Echinos na odsiecz. Filip jednak 

przezornie otoczył swój obóz także od zewnętrznej strony 

głębokim rowem i murem. Etolowie i żołnierze Sulpicjusza 

natarli na umocnienia bez zapału i zostali odparci. Wsiedli 

więc na okręty i odpłynęli jak niepyszni. Widząc to, obrońcy 

Echinos stracili ducha i otworzyli bramy przed królem. 

W następnym zachowanym fragmencie Polybiosa wspo­

mniane jest Ksyniai, miasto w Tessalii. Przypuszczalnie 

Antygonida usiłował więc przebić się przez wzgórza na 

północ od Lamii, szlakiem, którym obecnie biegnie droga 

z Farsalos do Lamii. Król zapewne wtedy zdobył Falarę, port 

Lamii, który w roku następnym z pewnością był w jego 

rękach. W ten sposób zabezpieczył linie komunikacyjne 

z wielką wyspą, Eubeją, i zbliżył się do pozycji etolskich 

w Termopilach i do samej Etolii, którą obecnie mógł najechać, 

maszerując doliną rzeki Sperchejos". 

Rzymianie i Etolowie, powracając spod Echinos, rychło 

wzięli odwet za porażkę. Flota prokonsula Sulpicjusza wpły­

nęła do Zatoki Sarońskiej i wysadziła wojowników na Eginie, 

wyspie należącej do Związku Achajskiego. Egineci usiłowali 

stawić opór, ich miasto zostało jednak zdobyte i splądrowane, 

a mieszkańcy wzięci w pęta. To łatwe zwycięstwo nad 

11

 La zen by, op. cit.. s. 162; Se i bert, op. cit., s. 339: Walbank, 

Philip

 V...,s. 88. 

background image

113 

słabiutką wyspą potomkowie Sulpicjusza Galby jeszcze wieki 
później uwieczniali na monetach. Egineci błagali rzymskiego 
wodza, aby nie sprzedawał ich w niewolę, lecz pozwolił posłać 
po okup do zaprzyjaźnionych miast. Galba początkowo szorstko 

odmówił, potem jednak wyraził zgodę „ze względu na resztę 

Hellenów [„.] skoro jest u nich taki obyczaj". Najwyraźniej 

chciwy prokonsul łaknął złota. Nadzieje mieszkańców wyspy nie 

spełniły się — w końcu i tak zostali sprzedani jako niewolnicy 
(Polyb. IX 42,5-8; XI 5,8). Ograbioną doszczętnie wyspę dostali 
zgodnie z układem Etolowie, którzy sprzedali ją za marne 30 

talentów Attalosowi z Pergamonu. 

Ten azjatycki monarcha pragnął mieć bazę dla swej floty 

w Helladzie. Na jesiennym zgromadzeniu Etolowie wybrali 

Attalosa strategiem, czyli najwyższym dowódcą swych sił 

zbrojnych na 209 rok (Liv. XXVII 29,10, XXXI 46,3; lust. 
XXIX 4,7). Oznaczało to, że pergamenski władca już wkrótce 

pojawi się w Grecji na czele armii i wojennych galer. W ten 

sposób królestwo Pergamonu związało się, na razie w sposób 

pośredni, z Republiką znad Tybru. Miasto Wilczycy zyskało 

strategicznego sojusznika w basenie Morza Egejskiego, i to 

na wiele dziesięcioleci, Attalidzi bowiem doszli do wniosku, 

że najpewniej rozszerzą swe dzierżawy, trzymając się rzym­
skiego rydwanu. 

Kampanię 209 roku rozpoczął atak Machanidasa ze Sparty 

na posiadłości Związku Achajskiego. Jednocześnie wojsko 

etolskie przeprawiło się na Peloponez przez najwęższe miejsce 
cieśniny między Antirhion a Rhion, bezpośrednio na zachód 
od Naupaktos nad Zatoką Koryncką. Etolowie jęli pustoszyć 

ziemie Achajów. Filip pospieszył z Macedonii na pomoc. 
Gnał swą armię, wiedział bowiem, że Attalos ukończył 
przygotowania wojenne i lada dzień wyląduje w Grecji. Pod 
Lamią w Tessalii zastąpiły mu drogę zastępy etolskie pod 
wodzą Pyrriasa, wsparte przez pierwsze oddziały króla Per­
gamonu i dobry tysiąc żołnierzy z floty rzymskiej, przysłanych 
przez prokonsula Galbę (mogli być to uzbrojeni żeglarze 

8 _ Kynoskefahj 197 p.n.e. 

background image

i 14 

i wioślarze). Doszło do dwóch potyczek, z których zwycięsko 
wyszedł Filip. Macedończycy położyli trupem ponad tysiąc 
wojów przeciwnika. Pobity nieprzyjaciel schronił się w mu­

rach Lamii. 

Antygonida nie maszerował już dalej na południe, lecz 

zatrzymał się w Falarze. Była to „miejscowość nad Zatoką 
Maliakijską, niegdyś bardzo ludna dzięki wybornemu portowi 

i korzystnym warunkom od strony lądu i morza" (Liv. XXVII 

30,5). Tu przybyły poselstwa od króla Egiptu Ptolemajosa IV, 

a także z Chios, Rodos i Aten, a więc państw neutralnych, 
usiłujące doprowadzić do pokoju między Filipem a Etolami. 
Ze strony etolskiej pośrednikiem był Amynander, król At-
hamanii, małej, zacofanej krainy w północno-zachodniej 
Grecji, ongiś należącej do Epiru, która po upadku monarchii 
Ajakidów uzyskała niezależność. Athamanowie byli ludem 
greckim, mocno wszelako przemieszanym z Ilirami. Amynan­

der gorąco pragnął stać się jednym ze znaczących aktorów na 

politycznej scenie Hellady i rozszerzyć swoje królestwo. 

Według Liwiusza „zależało zaś wszystkim tym nie tyle na 

Etolach, bo był to naród zbyt awanturniczy jak na naturę 

grecką, ile na tym, aby zapobiec mieszaniu się Filipa 

i jego królestwa w sprawy Grecji" (XVII 30,5). Motywy 
pośredników pokojowych były jednak bardziej złożone. 
Kupieckie republiki, jak Chios i Rodos, pragnęły pokoju, 

wojna utrudniała bowiem handel. Dwór aleksandryjski za­

mierzał zaciągać wytrawnych etolskich najemników, obecnie 

zajętych wojaczką w ojczyźnie. Król Macedonii również 

dążył do pokoju, wiedząc, że obecny konflikt przyniesie 

mu niewiele sławy i korzyści. Szybko uzgodniono więc 

zawarcie rozejmu na dni trzydzieści. Rokowania w sprawie 
zakończenia wojny miały odbyć się w Ajgion w Achai. 

Król poprowadził następnie armię przez Tessalię i Beocję 

do Chalkis na Eubei. Ufortyfikował tę twierdzę i wzmocnił jej 
załogę, aby Chalkis mogła oprzeć się atakom Attalosa. 

Następnie, a był to już koniec czerwca, Filip z lekkozbrojnymi 

background image

115 

i konnicą podążył do Argos, gdzie obywatele powierzyli mu 

patronat na Herajami — igrzyskami na cześć Hery, oraz 

igrzyskami nemejskimi. Filip V chętnie przebywał w Argos, 
a obywatele lego polis darzyli go wielkim szacunkiem. Według 
mitów, które starożytni uważali za absolutną prawdę i trak­
towali niezwykle poważnie, królowie Makedonów wywodzili 
bowiem swój ród właśnie z Argos. W tych czasach nikt nie 
miał wątpliwości, że z Argos wywędrowali do Macedonii 
Argeadzi, dynastia Filipa II i Wielkiego Aleksandra. Filip 
V był Antygortidą, mocno jednak podkreśla! swe pokrewień­

stwo z Argeadami, wielką czcią darzył zwłaszcza swego 

imiennika, Filipa II . 

Po igrzyskach rozpoczął się kongres pokojowy w Ajgion 

z udziałem poselstw z neutralnych państw. Posłowie namawiali 

do zawarcia pokoju, tak aby obce potęgi. Rzymianie i Attalos, 
nie miały pretekstu do mieszania się w sprawy Grecji. Filip 

jednak został wyprowadzony w pole. Podczas gdy wysłuchiwał 

mów pokojowych, Attalos z flotą wylądował na Eginie, okręty 
Sulpicjusza Galby zakotwiczyły zaś w Naupaktos, w głębi Zatoki 
Korynckiej. Przez krótki czas wydawało się, że kartagińskie 
korabie przyjdą wreszcie Antygonidzie z pomocą. Eskadra 

punicka rzeczywiście zbliżyła się do Korkyry, lecz nie szukała 

bitwy z flotą rzymską i szybko zawróciła do ojczyzny. Ośmieleni 

przybyciem Pergameńczyków i Rzymian, zapewne także podbu­
rzeni przez prokonsula Galbę Etolowie, postawili warunki nie do 
przyjęcia: Filip otrzyma pokój, jeśli zwróci Messenii Pylos, 

Skerdilajdasowi region wokół Skodry, a Rzymianom ziemie 
Atintanów. Antygonida, rozsierdzony, że pokonani stawiają 

jemu, zwycięzcy, zuchwałe żądania, zerwał negocjacje, obciąża­
jąc Etolów winą za kontynuowanie wojny. 

12

 Było to jednak dalekie pokrewieństwo. Wspólnym przodkiem obu 

dynastii był panujący na początku IV wieku władca Molossów Alketas, 
dziadek matki Aleksandra Wielkiego i zarazem pradziad Pyrrusa. O stosunku 
Filipa V do Argeadów:  B ö h m . op. cit., s. 32 i nn, o jego związkach z Argos: 
tamże,

 s. 42 i nn. 

background image

116 

Rozgoryczony monarcha pozostawił Achajom znaczne posił­

ki — 4 tysiące zbrojnych. W zamian wziął od nich cztery okręty, 

które zamierzał połączyć ze swą małą flotą. Liczył też, że kilka 

korabi przyśle Prusjas, król Bitynii, krainy położonej na północy 

Azji Mniejszej, zwaśniony z Attalosem i spowinowacony przez 
małżeństwo z macedońskim domem królewskim. Filip miał 
nadzieję, że gdy połączy utworzoną w ten sposób eskadrę z flotą 
kartagińską, przepędzi z greckich wód rzymskie okręty i odzyska 
panowanie na morzu, niezbędne do zwycięstwa w tej wojnie. 
W lipcu 209 roku król Makedonów powrócił do Argos, by 
przewodniczyć igrzyskom nemejskim. Lecz radosne święto 
przerwała wieść, że flota prokonsula Galby wysadziła żołnierzy 

na wybrzeżu między Sykionem a Koryntem i Rzymianie 

bezlitośnie pustoszą te urodzajne okolice. Filip natychmiast 
poderwał do marszu swą kawalerię, nakazawszy piechocie 
podążać za sobą. Całkowicie zaskoczył grabieżców, rozproszo­
nych po polach i obciążonych zdobyczą, i przepędził ich na 
okręty. „Flota rzymska, nie bardzo mogąc cieszyć się łupem, 

wróciła do Naupaktu" — z wyraźnym smutkiem wzdycha 
Liwiusz. Podczas tej potyczki doszło do brzemiennego w skutki 
incydentu. Oto Filip, ścigając pod Sykionem pierzchających 
wojaków Galby, wpadł wraz z rozpędzonym rumakiem na 

drzewo. Na gałęzi odłamał się jeden z rogów, zdobiących 

królewski hełm. Filip, podobnie jak Aleksander Wielki i Pyrrus, 
nosił bowiem szyszak z rogami, oznaczającymi moc i godność 
monarszą. Odłamany róg odnalazł pewien mąż z Etolii i pokazał 
władcy Ardiajów, Skerdilajdasowi. Ten rozpoznał ozdobę 
Filipowego hełmu i wśród barbarzyńskich ludów północy 
rozeszła się wieść, że król Makedonów poległ w boju. 

Filip jednak o tym nie wiedział. Wrócił do Argos, by 

hucznie uczcić zwycięstwo. Jeśli wierzyć Polybiosowi (X 26) 

i Liwiuszowi (XXVII 31), Filip urządzał w Argos szalone 

hulanki i rozpustne orgie. Ostentacyjnie bratał się z motłochem, 

zdjąwszy purpurę i diadem. Te demokratyczne gesty nie 
przeszkadzały królowi w napastowaniu nadobnych Argejek. 

background image

117 

„Już bowiem pozwalał sobie nie tylko wdów nadużywać, nie 
wystarczało mu gwałcenie kobiet zamężnych, lecz każdą, 
kióra mu się spodobała, wzywał oficjalnie do siebie, a te, 
które nie usłuchały natychmiast, narażał na poniżenie, urzą­

dzając bakchiczne pochody do ich domów" (Polybios). W opo­
wieści tej jest wiele propagandy wrogiej Antygonidzie. Z pew­
nością monarcha usiłował jednak rozładować ogromny ładunek 
stresu, wynikły z nieustannego zagrożenia, poprzez rozrywki, 

które nie spodobałyby się moralistom. 

W kilka dni po zakończeniu igrzysk Filip pociągnął na kolejną 

wyprawę wojenną. Pod miastem Dyme połączył swą armię, 
z pewnością niezbyt liczną, z hufcami Związku Achajskiego, 
które przywiódł strateg Kikliadas. Połączone wojska wtargnęły 

na terytorium Elidy, będącej sojuszniczką i główną bazą Etolów 

na Peloponezie. Elejczycy oderwali się wcześniej od Związku 
Achajskiego, toteż Achajowie uważali, że muszą ukarać tych 
„zdrajców". Prowadzona przez Filipa armia sforsowała graniczną 
rzekę Larissos. Tam po raz pierwszy wyróżnił się jako dowódca 

jazdy młody Filopojmen, który miał stać się najznakomitszym 

wodzem Związku Achajskiego. Macedończycy i sprzymierzeńcy 
spustoszyli pola Elejczyków i stanęli pod murami Elis, ich 
stolicy, mając nadzieję wywabić obrońców w pole. Filip nie 
wiedział jednak, że wcześniej prokonsul Galba popłynął z Nau-
paktos do Kyllene na elejskim wybrzeżu Peloponezu i wysadził 
na ląd 4 tysiące żołnierzy, którzy potajemnie, pod osłoną nocy, 
weszli w mury Elis. 

Król Macedonii zdumiał się, gdy z bram miasta wypadli do 

bitwy nie tylko zbrojni Elejczycy i Etolowie, ale również 
rzymscy woje. Filip przezornie nakazał trąbić na odwrót, lecz 

jego żołnierze z iliryjskiego ludu Trallów już wdali się w bój 

z Etolami i byli w ciężkiej opresji. Antygonida śmiało zebrał 

więc swą kawalerię i ruszył swoim na odsiecz, atakując 
najbliższy rzymski hufiec. Lecz rażony pociskiem rumak 
przez głowę zrzucił Filipa na ziemię. Wokół rozpaliła się ostra 

walka. Rzymianie z wrzaskiem triumfu rzucili się tłumnie, by 

background image

118 

pojmać lub dobić króla. Makedonowie osłonili monarchę 

murem z własnych ciał. Filip podniósł się i zadawał ciosy na 
prawo i lewo, chociaż jako piechur walczył pomiędzy jeźdź­

cami. Wokół trup ścielił się gęsto, padło wielu rannych, lecz 

walka była nierówna, bo żołnierze prokonsula mieli przewagę. 

W końcu ludzie królewscy porwali Filipa i wsadzili na innego 
konia. Antygonida uciekł wraz z innymi. Pod Elis ryzykował 
życiem, by ocalić garstkę iliryjskich wojów. Mógł przecież 
zginąć w tej niewiele znaczącej potyczce, lecz wiedział, że 

jako władca ma obowiązek bronić swych ludzi i walczyć na 

ich czele, jak Pyrrus, jak Aleksander Wielki. Tego oczekiwali 

od swego monarchy Makedonowie. 

Filip rozbił obóz ok. 22 kilometrów od Elis i powetował 

sobie niepowodzenie, biorąc szturmem elejską warownię 

Pyrgos, gdzie schronił się tłum bezbronnych wieśniaków. 

W Pyrgos armia królewska wzięła do niewoli 4 tysiące ludzi, 
zdobyła ogromne łupy i 20 tysięcy sztuk bydła. Antygonida 

musiał jednak przerwać kampanię w Elidzie, z północy 
nadeszły bowiem alarmujące wieści. Oto na wieść o (rzekomej) 

śmierci Filipa rebelię wzniecił pewien Aeropos, pochodzący 
zapewne z bocznej linii Argeadów, macedońskiego domu 

królewskiego. Aeropos miał nadzieję, że łatwo zdobędzie tron 
Macedonii, ponieważ Filip zginął, a jego synowie są małymi 

dziećmi. Podburzył więc Dardanów, zdobył wschodnią Das-
saretydę i miasto Lychnidos nad jeziorem Lichnitis, które 

wydał mu dowódca macedońskiego garnizonu. Sprzymierzeni 
z buntownikiem Dardanowie opanowali Orestis i wdarli się do 

doliny górnego Haliakmonu. 

Filip zrozumiał, że jego panowanie jest zagrożone. Błys­

kawicznym marszem poprowadził wojsko na północ przez 

Achaję, Beocję i Eubeję do Demetrias, pozostawiając achaj-
skim sprzymierzeńcom dwa i pół tysiąca zbrojnych (Liv. 
XXVII 33). Na wieść, że Antygonida żyje, Dardanowie 

wycofali się, biorąc jednak bajeczne łupy i uprowadzając 20 
tysięcy jeńców. Był to najbardziej dotkliwy cios dla Macedonii 

background image

119 

w całej wojnie

,3

. Jesienią Achajowie, zapewne dzięki posiłkom 

macedońskim, zwyciężyli armię Etolów i Elejczyków w po­
bliżu Messene. Prokonsul Sulpicjusz Galba pożeglował wraz 
z flotą dookoła Peloponezu i wpłynął do Zatoki Sarońskiej. 
Wspólnie z Attalosem Rzymianie przezimowali na Eginie. 

Prokonsul miał 25 pięciorzędowców, król Pergamonu — 35. 

Siły Attalosa składały się więc najwyżej z 10 500 wioślarzy 

i marynarzy oraz 4200 żołnierzy, przypuszczalnie jednak były 
mniejsze, przynajmniej niektórzy bowiem uzbrojeni człon­
kowie załóg walczyli także na lądzie. 

Rok 209 okazał się nieszczęśliwy dla Filipa. Rzymianie byli 

wciąż panami morza, nadzieje, pokładane we flocie kartagińs-
kiej, zawiodły, władca Bitynii nie przysłał okrętów. Pierścień 
wrogów zaciskał się wokół Macedonii, płonęła zawsze niepewna 
północna granica. Wydawało się, że kolejny rok przyniesie 
druzgoczącą klęskę królowi i jego aliantom. Wiosną 208 roku 
Antygonida nakazał, by armia zebrała się w tessalskiej Larissie. 
Sam podążył do Demetrias, by spotkać się ze sprzymierzeńcami. 

Od razu uwidoczniła się groza sytuacji. Machanidas ze Sparty 

zebrał swe wojska na granicy terytorium Argos, Beoci i Eubej-
czycy błagali o pomoc, jako najbardziej narażeni na ataki floty 
Attalosa i Rzymian. O posiłki prosili również usilnie Epiroci 

i Akarnanowie, obawiający się Ilirów. Oto bowiem Skerdilajdas 
i jego syn Pleuratos, zwoławszy wojów, gotowali się do najazdu. 
Na północnym wschodzie traccy Majdowie, rozsierdzeni utratą 
swej stolicy Jamforynny, chcieli uderzyć na Macedonię „skoro 
tylko król choć na krok oddali się ze swego kraju" (Polyb. X 41). 
Wreszcie Etolowie ufortyfikowali wałami, rowami i palisadami 
przełęcz Termopil, by armia macedońska nie mogła przedrzeć 
się do środkowej Hellady. 

Według Polybiosa Filip był jak dzika bestia, dopiero wtedy 

okazująca swą prawdziwą siłę i moc, gdy na łowach zewsząd 

13

 Hammond, Walbank.o/j. Cit., s. 404. O kampanii 209 roku także: 

Wal ban k, Philip V.... s. 89 i nn; Lazenby, op. cit..s. 163 i n; Sei beri, 

op. cit.,

 s. 357 i nn. 

background image

120 

okrążą ją myśliwcy. Antygonida zachował zimną krew 
w niebezpieczeństwie. Obiecał pomoc wszystkim sojusz­
nikom i rzeczywiście wysłał posiłki na wyspę Peparethos, 

zagrożoną przez Attalosa. Do Fokidy i do Beocji wyprawił 
oddział pod wodzą Polifantesa, a do Chalkis i na resztę 

Eubeii tysiąc peltastów i pięciuset agriańskich żołnierzy. 

Tym wojskiem dowodził Menippos. Sam król dołączył 

do swej głównej armii polowej w Skotussie, mieście po­

łożonym w Tessalii, na północny wschód od Farsalos. 

Tam czekał na mchy przeciwnika. 

Połączone floty Attalosa i prokonsula Galby pożeglowały 

najpierw na Lemnos. Wyspa ta, zaprzyjaźniona z Filipem, 

została gruntownie spustoszona. Taki sam los spotkał Peparethos, 
chociaż Rzymianom i Pergameńczykom nie udało się zdobyć 
samego miasta. Były to przedsięwzięcia bez znaczenia strategicz­
nego, Attalosowi i Galbie chodziło przede wszystkim o łupy. 

Potem król Pergamonu wylądował na lądzie stałym Hellady. 

Zjawił się z wojskiem w Nikai, na wschód od Termopil. W tym 
czasie przywódcy Etolów zebrali się w Heraklei, bezpośrednio 

na zachód od Termopil, by omówić wojenne plany. Na wieść 

o tym Filip ruszył pospiesznym marszem, by rozpędzić naradę 

i pojmać etolskich notabli. Spóźnił się jednak i tylko spustoszył 
wybrzeża Zatoki Maliakijskiej. Wraz ze swym „przybocznym" 
lotnym wojskiem — lekkozbrojnymi i agenu^ wrócił do 
Demetrias, podczas gdy główne siły wraz z falangitami miały 

czekać na dalsze rozkazy w Skotussie. 

To rozdzielenie wojsk krytykowane jest przez niektórych 

współczesnych badaczy. Ich zdaniem Filip stracił przez to 

dużo czasu. Korzystniejsza byłaby koncentracja całej armii na 
granicy. Po ataku na Herakleję król powinien od razu wziąć 
szturmem pozycje etolskie w Termopilach i odzyskać przez to 
swobodę działania

 u

. Z braku źródeł trudno jest stwierdzić, 

czy Filip rzeczywiście popełnił błąd. W każdym razie cał­

kowicie oddał inicjatywę nieprzyjacielowi. Dowódcy królcws-

14

 S e i b e r i, op. cil., s. 374. 

background image

121 

cy na Peparethos, w Fokidzie i na Eubei przesyłali swemu 

władcy dokładne meldunki o rozwoju sytuacji za pomocą 
sygnałów ogniowych, odbieranych przez obserwatorów na 
górze Tisajon, położonej gdzieś na wybrzeżu Magnezji na­
przeciwko eubejskiego przylądka Artemizjon. 

Tisajon „ma z natury dobre położenie do obserwacji wymie­

nionych punktów" (Polyb. X 42,7). Za pomocą pochodni 

ogniowych i tablic z literami możliwe było przesyłanie nawet 

kilkuzdaniowych informacji. Polybios tak opisuje ten wyrafino­
wany system starożytnej łączności: „[...] bierze się całą ilość liter 

i dzieli po kolei na pięć grup po pięć liter [...] następnie obie 
strony, mające się porozumiewać [...] sporządzają sobie pięć 

tablic i z owych grup wpiszą na każdą tablicę jedną. Z kolei 
trzeba się umówić, że pierwszą tablicę podnosi w górę ten, kto 
chce nadawać wiadomość, i to naraz dwie, i czeka, aż druga 

strona na nie zareaguje. To będzie miało na celu wzajemne 
porozumienie się przez ten znak ogniowy, że należy uważnie 
obserwować. Po opuszczeniu w dół tych pochodni podnosi 
nadawca z kolei najpierw pochodnie z lewej strony, wskazujące, 
na którą tablicę patrzeć należy; a więc, jeśli na pierwszą, podnosi 

jedną pochodnię, jeśli na drugą — dwie, i tak dalej, według 

kolejności liczb. Jako drugie podnosi pochodnię z prawej strony, 

według tych samych numerów, zależnie od tego, którą literę 
kolejną z tablicy ma sobie zapisać odbiorca znaków ogniowych 
[...] jedna i druga strona będzie musiała na miejscu obserwacji 
posiadać urządzenie obserwacyjne z dwiema rurkami, tak, żeby 
przez jedną można było widzieć lewą, przez drugą prawą stronę 
nadającego sygnały świetlne. Obok tego urządzenia trzeba sobie 
ustawić owe tablice w należytej kolejności, a tak prawe miejsce, 

jak i lewe osłonić ścianą na dziesięć stóp długą i na miarę 

przeciętnego wzrostu człowieka wysoką, aby pochodnie podno­
szone w górę przy tych ścianach dawały wyraźne znaki, 
a opuszczane w dół wyraźnie za nimi znikały" (Polyb. X 43,7). 

Ale nawet sygnały świetlne nie uchroniły przed zdradą. 

Attalos i prokonsul Galba wspólnie wylądowali na Eubei 

background image

122 

i zaatakowali miasto Oreos, położone na północnym wybrzeżu 

wyspy. Plator, macedoński komendant twierdzy, postanowił 

wtedy odstąpić Filipa. Nie tylko za późno wysłał sygnały 
ogniowe, ale także wpuścił Rzymian do miasta. Żołnierze 
prokonsula wdarli się do położonej niedaleko morza cytadeli. 
Przypuszczalnie był to akropol starożytnego polis Histiaja, jak 

ongiś zwało się Oreos. Mieszkańcy usiłowali schronie się do 

innej cytadeli, położonej w centrum miasta, lecz zastali 

zamknięte przez zdrajców bramy. Rzymianie część bezbron­

nych wysiekli, a resztę wzięli do niewoli (Liv. XVIII 5). 
Galba, zapewne dotrzymując obietnicy złożonej Platorowi, 
nakazał odstawić macedońską załogę morzem do Demetrias. 
Perfidny Plator oczywiście do ojczyzny nie wrócił, lecz 
wstąpił do armii pergameńskiego króla. Zdobycie Oreos 
umożliwiło Rzymianom i ich sprzymierzeńcom kontrolę 
ważnych szlaków morskich wokół Eubei. Po tym sukcesie 
prokonsul Galba pożeglował pod Chalkis i usiłował nakłonić 

do zdrady macedońskich dowódców tej strategicznej twierdzy. 

Tym razem jednak nie dopisało mu szczęście. 

Lwią część łupów z Oreos zagarnęli Rzymianie, więc 

Pergameńczycy czuli się pokrzywdzeni. Galba, chcąc poprawić 

stosunki z sojusznikami, zaproponował, by wojacy Attalosa 

pograbili troszeczkę na własną rękę. Połączone floty pożeglowa-

ły do Kynos, będącego portem miasta Opus, stolicy Lokrydy 
Opunckiej. Stamtąd okręty prokonsula wróciły do Oreos, 
podczas gdy żołnierze pergameńscy zeszli na ląd, łupiąc 
bezlitośnie. Attalos wezwał czołowych obywateli Lokrydy 
i nakazał im wydać całe złoto. Pochłonięty bez reszty wyciska­

niem pieniędzy z nieszczęsnych Lokrów azjatycki monarcha nie 
przeczuwał, że zbliża się śmiertelne niebezpieczeństwo. 

Filip nie odważył się wyruszyć na odsiecz Oreos, za późno 

bowiem przysłał wieści Plator-zdrajca, a na morzu panowali 
wrogowie. Gdy jednak usłyszał, że Rzymianie są pod Chalkis, 

błyskawicznie dołączył do swej armii polowej w Skotussie 
i poprowadził ją niewiarygodnie szybkim marszem na południe. 

background image

123 

Macedońscy woje szli, a właściwie niemal biegli, przez 
Elateję, schodząc do Fokidy. Po drodze przeszli przez Termo-
pile, bez trudu rozpędzając etolskich żołnierzy niedbale 
strzegących tej strategicznej przełęczy. Według Liwiusza 
(XVIII 7,1-3) armia królewska przebyła niemal 90 kilometrów 
w jeden dzień, ale to prawie na pewno nieprawda. Wojska 
starożytne, nawet bez taborów, nie były w stanie przemieszczać 
się tak szybko. Filip gnał swych ludzi na złamanie karku, 
bardzo pragnął bowiem zaskoczyć i pojmać lub zabić władcę 

Pergamonu. I byłby dokonał tego, ale banda kreteńskich 
żołnierzy najemnych w służbie Attalosa, wałęsających się 

daleko od głównych sił w poszukiwaniu żywności, dostrzegła 

przypadkowo macedońskie hufce. Ostrzeżony przez Kreteń-

czyków azjatycki monarcha w ostatniej chwili zdołał ze 

swoimi uciec na okręty i jak niepyszny odpłynął do Oreos. 
Filip przeklinał bogów i ludzi (Liv. XXVIII 7,8) „i bardzo 
płakał nad sobą, że o mały włos, a byłby dostał w swe ręce 
Attalosa" (Polyb. XI 7). Potem wrócił do Opus i gniewnie 
wyłajał Lokrów, którzy zbyt pospiesznie poddali się wrogowi. 

Potyczka pod Opus oznaczała jednak przełom w całej wojnie. 

W Oreos Attalos dowiedział się, że jego królestwo najechał 
Prusjas. Władca Bilynii nie przysłał wprawdzie Filipowi wojen­

nych galer, lecz postanowił za to powiększyć swoje dzierżawy 
kosztem Pergamonu. Prawdopodobnie Prusjasa do agresji 

' podżegał Filip. Nie było to trudne, między Attalosem a władcą 

Bitynii od dawna panowały napięte stosunki. Król Pergamonu 

natychmiast powrócił do Azji, by bronić swego państwa (Liv. 
XXVIII 7,10; Cass. Dio XVII 57-8; Zon. IX 11). Po utracie 
potężnego sojusznika Rzymianie ograniczyli swą aktywność 
w Helladzie. Cały ciężar wojny na lądzie znów spadł na barki 
Etolów. Tak to Filip orężem i dyplomacją zdołał odwrócić 

największe niebezpieczeństwo od swego królestwa. 

Kiedy Attalos odpłynął, także prokonsul Galba wycofał swe 

galery na Eginę. Filip zaś wojował w Grecji Środkowej. Z Opus 

podążył na północny zachód do Thronion, miasta kontrolowane-

background image

124 

go przez Etolów, gdzie osiedlili się uchodźcy z Teb Fthiockich, 

zdobytych w czasie wojny sprzymierzeńczej przez Filipa. 

Thronion położone było w pobliżu miejsca, gdzie dziś znajduje 

się wieś Pikraki. Macedończycy bez trudu wzięli Thronion 

i pomaszerowali na południowy zachód przez góry, przypuszcza­

lnie przez przełęcz Klisoura, gdzie obecnie wznosi się wspaniały 

średniowieczny zamek Boudnitza. Ciągnęli szlakiem ponad 

miejscem, gdzie dziś znajduje się miejscowość Mcndhenitsa. 

Armia królewska zeszła następnie w dolinę Kefissosu i opanowa­

ła miasta Tithronion i Drymiai, położone na północ od tej rzeki, 

na pograniczu Lokrydy i Dorydy (Liv. XXVIII 7,9-13). 

Jeśli wierzyć Pauzaniaszowi (X 33,3), Macedończykom nie 

udało się natomiast utrzymać w Lilaii, mieście położonym 

w pobliżu Kefissosu, gdzie zapewne były jeszcze jakieś 

wojska pergameńskie (zachowała się inskrypcja z miejskim 

dekretem na ich cześć). Obywatele Lilaii skrzyknęli się pod 

wodzą niejakiego Patrona i, zapewne przy pomocy Pergameń-

czyków, wyrzucili precz załogę Filipa. Ale i tak Antygonida 

stał się panem niemal całej krainy zwanej Lokrydą Epik-

nemidyjską, co znacznie ułatwiło mu komunikację z południem 

Hellady, Etolom zaś utrudniło łączność z rzymską flotą. 

Po tych sukcesach Filip powrócił do Elatei, gdzie spotkali 

go posłowie z Egiptu i Rodos, jeszcze raz usiłujący skłonić 

monarchę do zawarcia pokoju. Król usłyszał jednak, że 

Machanidas, władca Sparty, zamierza podczas igrzysk olim­

pijskich uderzyć na Achajów, ponieważ ci odebrali prze­

wodnictwo tych igrzysk sprzymierzonym z Lacedemonem 

Elejczykom

 15

Prowadząc tylko konnicę i ruchliwych lekkozbrojnych król 

Macedonii pospieszył z Elatei przez Beocję, Megarę, Korynt, 

Flius i Fcneus. Był już w Herajon w Arkadii, gdy usłyszał, że 

15

 Liwiusz XXVIII 7,14 powiada, że Machanidas zamierzał najechać Elidę. 

co jednak jest nieprawdopodobne, gdyż Elejczycy byli sprzymierzeńcami 

Etolów i Spartan. Powyższa, interpretację wysunął już Walbank (Philip V.... 
s. 96). 

background image

125 

Machanidas powrócił do Sparty. Filip podążył więc do Ajgion, 

gdzie odbywało się właśnie zgromadzenie (synodos) Związku 
Achajskiego. Co ważniejsze, król spodziewał się spotkać tam 

flotę kartagińską, by z jej pomocą przepędzić wreszcie 
Rzymian z greckich wód. Antygonida wezwał już swoją małą 

eskadrę, która miała połączyć się z punickimi korabiami. 

Macedońskie okręty, 7 pięciorzędowców i ponad 20 lertiboi, 

śmiało przepłynęły pod samym nosem znacznie potężniejszej 
rzymskiej floty i dotarły do Istmu Korynckiego. 

Król zapewne rozkazał, by przeciągnięto je przez wąski 

przesmyk do Zatoki Korynckiej, lecz jeszcze raz doznał 

rozczarowania. Kartagińczycy pod wodzą Bomilkara, zapewne 
wypełniającego instrukcje Hannibala, usiłującego pomóc królo­
wi, rzeczywiście dopłynęli aż do wysp położonych w pobliżu 
Ojniadaj. Przypuszczalnie tam Bomilkar usłyszał, że korabie 
Attalosa i Sulpicjusza Galby opuściły Oreos. Obawiał się więc, 
że jego okręty zostaną odcięte przez pergameńskie i rzymskie 

galery w najwęższym miejscu Zatoki Korynckiej (Liv. XXVIII 
7). Kartagiński admirał pożeglował więc ku wybrzeżom Akarna-

nii, a potem zawrócił do ojczyzny, by bronić Afryki przed 
łupieskimi wypadami rzymskiej floty. W tym samym (208) roku 

stary znajomy Filipa, były konsul Marek Waleriusz Lewinus, na 
czele 100 okrętów zwyciężył eskadry punickie pod Klupeą 
w Afryce. Po tej klęsce Kartagina niewielkie już miała szanse na 
zwycięstwo w wojnie, zwłaszcza że pod naporem skoncentrowa­

nych wielkich sił rzymskich Hannibal wycofał się do Bruttium, 
czyli do samego palca italskiego buta. Flota punicka już nigdy 
nie pojawiła się na greckich wodach. 

Filip starannie ukrył gorzki zawód i przed zgromadzeniem 

Achajów wygłosił gorące przemówienie. Podkreślał, że nigdy 
nie zawiódł, że bił przeciwnika wszędzie tam, gdzie zdołał go 
dopaść. „Trudno określić, czy z większą śmiałością prowadzi 
on tę wojnę, czy nieprzyjaciel z większym tchórzostwem" 

(Liv. XXVIII 8). Aby jeszcze bardziej zjednać sobie Achajów, 
Filip obiecał im Heraję i Trifylię. Wdzięczni Achajowie 

background image

126 

oddali królowi swoje korabie — 3 czterorzędowce i 3 dwu­
rzędowce. Połączone floty macedońska i achajska pożegiowaty 
przez Zatokę Antykiry i wysadziły żołnierzy w Erythraj, 
niedaleko Euplion w Etolii. W tym rajdzie obok wojsk 
królewskich uczestniczył również hufiec achajski, dowodzony 
przez stratega 208 roku, Nikiasa. Sprzymierzeńcy spustoszyli 
wzdłuż i wszerz etolskie dzierżawy, uprowadzając wielkie 
stada bydła, podczas gdy mieszkańcy ratowali się ucieczką. 
Łupy przewieziono okrętami do Ajgion. Następnie Filip odesłał 

swoje wojska z Koryntu lądem do ojczyzny, a sam śmiało 

wypłynął wraz z niewielką flotą z korynckiego portu Konch-
reaj, pożeglował wzdłuż wybrzeży Attyki, opłynął przylądek 
Sunion, całkowicie lekceważąc flotę rzymską na Eginie, i dotarł 

do Chalkis. Stamtąd poprowadził swe zapewne nieliczne 

wojska i z łatwością odzyskał to, co Rzymianie pozostawili 

z Oreos. Potem przez cieśninę Euripos popłynął do Demetrias. 
Jak twierdzi Liwiusz (XXVIII), te niespodziewane sukcesy na 

morzu tak ucieszyły Antygonidę, że rozkazał położyć w Kas-

sandrei stępki pod budowę 100 wojennych galer. Filip zro­
zumiał wreszcie, że bez silnej floty nie pozbędzie się Rzymian 
z Hellady. Nie był to jeszcze koniec trudów macedońskiego 
króla. Jesienią 208 roku Filip poprowadził żołnierzy na północ, 
by poskromić burzących się Majdów

  l 6

Kampanie 207 i 206 roku trudno jest odtworzyć ze względu 

na kłopoty z chronologią i ubóstwo źródeł. Macedońskim 
szkutnikom nie udało się wykończyć okrętów w Kassandrei. 
Jak się wydaje, w szkatule królestwa zabrakło środków na 
budowę. Filip wypłynął jednak ze swą niewielką flotą i, 
zapewne w kwietniu 207 roku. odebrał Etolom Zakynthos, 
wyspę, która mogłaby stać się znakomitą bazą dla floty 

16

 Na temat działań zbrojnych w 208 roku: F.  G e y e r . Philippos V, w: 

Paul y-W i s s o w a, Realencycłopaedie der Classischen Alwnumwissenschafi 

(RE),

 1. XXV (1932), kol. 2304 i n;  W a l  b a n k , Philip V .... s. 93 i nn; 

H a m m o n d . W a 1 b a n k, op. cit., s. 404 i n; L a z e n b y. op. cit., s. 164 
i nn; Se i  b e r t . op. cit., s. 373 i nn. 

background image

127 

Kartagińczyków (Liv. XXXVI 31,11). Nieoczekiwanie Anty-

gonida sprzedał jednak tę wyspę, tak ważną i bogatą, Amynan-
drowi, władcy Athamanii, uzyskując w zamian tylko prawo 

przemarszu przez jego królestwo. Z Athamanii trudno było 
przedostać się do północnej Etolii. Królestwo Amynandra 
przecinała bowiem rzeka Acheloos, rwąca przez głębokie 
wąwozy niemal nie do przebycia. Poprzez Athamanię wiodła 

jednak strategiczna droga z Tessalii na terytorium Ambrakii, 

znakomicie obwarowanego i obsadzonego silną załogą miasta, 
stanowiącego główny bastion systemu obronnego Etolii na 

północnym zachodzie, którego w 219 roku Filip nie odważył 

się zdobywać. Przypuszczalnie Antygonida wykorzystał poro­
zumienie z Amynandrem, by znienacka zaatakować i zdobyć 

Ambrakię. W każdym razie miasto to było w jego ręku 
w następnym, tj. 206 roku (Appian. Mak. 3,1). Wypadając 

z Ambrakii wojska macedońskie przypuszczalnie złupiły 

bogatą dolinę rzeki Inachus (obecnie Sindekiniotikos) i poma­

szerowały na wschód przez łatwą do przebycia przełęcz do 

Tatarny, miejscowości położonej nad ważnym szlakiem, 

przecinającym północną Etolię ze wschodu na zachód. Z Tatar­
ny armia królewska podążyła, by złupić wyżyny Górnej Etolii, 
zapewne region nad rzekami Agrafiotikos i Megdovas (Liv. 

XXVI 31,11 ). Macedończycy zagarnęli obfitą zdobycz, głównie 

stada bydła, które przegnano przez Ambrakię do Epiru. 

Zdesperowani Etolowie latem 207 roku poprosili Rzymian 

o pomoc. Po wycofaniu się Attalosa prokonsul Galba przez wiele 

miesięcy pozostawał bezczynny na Eginie, nie chciał bowiem 
narażać swych szczupłych sił na niepotrzebne straty. Teraz 

jednak okręty rzymskie opuściły Eginę, opłynęły Peloponez 

i zawinęły do swej bazy na Korkyrze. Galba zapewne nie 
przejmował się zbytnio nieszczęściami etolskich sojuszników, 
lecz został wezwany na Korkyrę przez senat ze względu na 
dramatyczną sytuację w Italii. Oto Hazdrubal Barkida, na czele 
silnej armii wyprowadzonej z Hiszpanii, przekroczył Alpy 

i maszerował na południe, by połączyć się ze swym bratem 

background image

128 

Hannibalem. Gdyby zamiar ten powiódł się, Kartagińczycy 

mogliby jeszcze wygrać wielką wojnę. Lecz w końcu czerwca 

207 Hazdrubal musiał nad rzeką Metaurus samotnie stanąć do 
bitwy. Został pokonany i poległ, nie chcąc przeżyć klęski. 

Hannibal, który za późno ruszył na spotkanie brata, ponownie 

wycofał się do Bruttium. Ostateczne zwycięstwo Rzymu było 

już tylko kwestią czasu. 

W tej sytuacji Filip zaczął skłaniać się do zawarcia pokoju. 

Ale także Etolowie mieli dosyć wojaczki. W czerwcu 207 roku 

Machanidas ze Sparty, ich główny sojusznik na Peloponezie, 
uderzył pod Mantineją na armię Związku Achajskiego, zrefor­

mowaną i dowodzoną przez Filopojmena. Wojska lacedemońs-

kie zostały rozbite w puch, sam Machanidas położył głowę. Na 
krwawym polu zostały zwłoki niemal 4 tysięcy spartańskich 
żołnierzy. O batalii tej opowiedział Polybios (XI 11), tworząc 

jeden z najlepszych opisów starożytnych bitew. Po śmierci 

Machanidasa Filip nie musiał już wspomagać swych sojuszni­
ków na Peloponezie. Etolowie stracili ducha. Kiedy, zgodnie ze 
swym zwyczajem, odbywali jesienne zgromadzenie, przybyli 
tam posłowie z państw neutralnych, Chios, Mitylene, Rodos, 
Bizancjum, Egiptu, a także wysłannicy Amynandra z Athamanii, 

jeszcze raz proponując zawarcie pokoju. Zachowała się mowa 

Rodyjczyka Thrazykratesa, piętnującego przymierze Rzymian 

z Etolami, które wydało Helladę na pastwę italskich barbarzyń­
ców. Thrazykrates przepowiedział, że układ ten sprowadzi zgubę 

na wszystkich Greków. „[...] Rzymianie, gdy tylko zrzucą 

z siebie wojnę w Italii — a nastąpi to wkrótce, skoro Hannibal 

już został zamknięty w ciasnym kawałku ziemi Bruttiów 

— zwrócą swe wszystkie siły w kierunku Hellady, pozornie, by 

nieść pomoc Etolom przeciw Filipowi, w rzeczywistości — żeby 
całą Helladę podbić pod swe panowanie [...]" (Polyb. XI 4). 

Argumenty te zrobiły wrażenie. Znużeni wojną obywatele 

Etolii gotowi już byli zawrzeć pokój na warunkach status quo, 

lecz nie dopuścił do tego przebiegły Galba. Prokonsul publicznie 
oświadczył, iż nie jest upoważniony do rokowań, „potajemnie 

background image

129 

napisał zaś do senatu, że leży w interesie Rzymian, by 
Etolowie prowadzili wojnę z Filipem" (Appian. Mak. 3) 
Senatorowie upomnieli więc etolskich przywódców, aby 
dotrzymali warunków traktatu i nie szukali ugody z ma­
cedońskim królem. Z Italii przybyła flota rzymska, mająca 
na pokładach tysiąc konnych żołnierzy i 10 tysięcy pie­
churów. Rzymianom chodziło o zablokowanie jedynej linii 
komunikacyjnej między Kartaginą a obwarowanym w Brut-

tium Hannibalem, prowadzącej przez Ambrakię i wyspę 

Zakynthos. Armia rzymska pod wodzą Galby odbiła więc 

Ambrakię i oddała ją Etolom. Synowie Wilczycy nie mogli 

grabić w tym mieście, należącym do sojusznika» a nie 
chcieli bez łupów wrócić do ojczyzny. Flota rzymska 

dokonała więc niespodziewanego rajdu na Dyme, achajskie 

polis

 położone na północnym wybrzeżu Peloponezu. Miasto 

zostało zdobyte, złupione i obrócone w perzynę. Mieszkańców 
Rzymianie sprzedali do niewoli i późną jesienią 207 roku 
pożeglowali do domu (Liv. XXXII 21,28, 22,10; Paus. 
VII 17,5). Obywateli Dyme wykupił później Filip, nie 
szczędząc kosztów ani trudów, by wszystkich ich odnaleźć 

i osiedlić w ruinach zburzonego miasta. 

Król Makedonów rychło odbił Ambrakię (Appian. Mak. 

3). Wczesnym latem 206 roku poprowadził z Ambrakii 
armię na południe. Woje Filipa bezlitośnie zlupili środkową 
Etolię, ponownie docierając aż do Thermon, gdzie zburzyli 
świątynię Apollona i inne budynki, które w 217 roku 
pozostawili nietknięte (Polyb. XI 7; Liv. XXXVI 31,11). 

Antygonida postępował brutalnie, chciał bowiem jak naj­

szybciej rzucić greckich przeciwników na kolana. Rzymianie, 
którzy po klęsce Hazdrubala nie musieli już w Italii niczego 
się lękać, mogli przecież w każdej chwili przerzucić wielkie 

wojska na Bałkany

  l 7

17

 Przebieg kampanii 207/206 roku odtwarzam głównie na podstawie: 

H a m m o n d ,  W a l b a n k . op. cit., s. 405 i nn. O działaniach Filipa 
przeciwko Ambrakii milczy Liwiusz, wiemy o nich tylko z krótkiej i niejasnej 

9 — Kynoskefalaj 197 p.n.e. 

background image

130 

Etolów ogarnęła rozpacz. Nadaremnie błagali o pomoc 

Rzymian. W 206 roku flota Republiki nie zjawiła się na 

greckich wodach. Senatorowie najwidoczniej uznali, że wojna 

w Helladzie nie ma już żadnego znaczenia. Jesienią Etolowie 
i ich sojusznicy zrozumieli, że nie mogą już dłużej stawiać 
czoła potędze Filipa. Posłowie państw neutralnych zorganizo­
wali kolejną konferencję pokojową i „otwarcie wywodzili 
długie skargi, że Filip i Etolowie, doprowadzając do poróż­
nienia Greków, oddają ich w niewolę Rzymian" (Appian. 
Mak. 3). Uczestniczący w zgromadzeniu prokonsul Galba 
usiłował zabrać głos, lecz zebrani go zakrzyczeli, tupiąc, 
gwiżdżąc i wrzeszcząc na całe gardło, że szczerą prawdę 
mówią posłowie. Galba nie miał zresztą żadnych argumentów 

— senat nie daï mu ni żołnierzy, ni wojennych galer. Jesienią 
206 roku Etolowie, a zapewne także ich sprzymierzeńcy, 

Elejczycy, Messeńczycy i Spartan ie, zawarli więc pokój 

z Filipem i Symmachią Hellenów na warunkach, postawionych 

przez macedońskiego króla (Liv. XXIX 12,1). Warunków 
tych nie znamy, wydaje się jednak, że Etolowie stracili część 

swych posiadłości nad Zatoką Maliakijską. Był to ostatni 

pokój, jaki Hellenowie sami zawarli między sobą, bez rzyms­
kiego „pośrednictwa", czyli praktycznie dyktatu. 

Filip pozostawał w stanie wojny z Rzymem i z Attalosem 

pergameńskim, miał jednak w Grecji wolne ręce. Wiedzieli 
o tym Kartagińczyey, nad których głowami unosiło się już 
widmo klęski. W 205 roku wysłali więc poselstwo do swego 
sprzymierzeńca Filipa. Według Liwiusza (XXXIX 4,4) legaci 
proponowali macedońskiemu monarsze 200 talentów, jeśli 

relacji Appiana. Być może król macedoński nie zdobył jednak Ambrakii. 
gdyż było to miasto potężne, bardzo trudne do opanowania. W 189 roku 
podczas wojny z Antiochem Wielkim Rzymianie musieli długo oblegać 
zaciekle bronioną przez Etolów Ambrakię i weszli w jej posiadanie dopiero 
na mocy układu pokojowego. Niewykluczone jest więc, że Filip poprzez 
Athamanię zaatakował bezpośrednio Htolię. Por.: W a I b a n k. A Historical,.., 
s. 278, S e i be r t, op. cii., s. 398. który uważa, że Filip wdarł się do północnej 
Etolii, przemaszerowawszy wzdłuż rzeki Acheloos. 

background image

131 

dokona inwazji na Italię lub Sycylię. Bardziej prawdopodobne 

jest jednak, że Punijczycy ofiarowali królowi złoto, aby ten nadal 

wojował z Rzymianami na Bałkanach. W 205 roku, po rzezi nad 
Metaurusem, nikt rozsądny nie mógł się spodziewać, że Filip 

przeprawi się do Italii, o Sycylii nie wspominając

 1S

Hannibal wciąż jednak trzymał się w Bruttium, a Publiusz 

Korneliusz Scypion, zwany później Afrykańskim, przygotowy­
wał wielką wyprawę do Afryki, która, jak wszyscy nad Tybrem 

mieli nadzieję, zakończy wreszcie konflikt z Kartaginą. W tej 
sytuacji Roma nie mogła sobie pozwolić na wysłanie silnej armii 
na Bałkany. Wiosną 205 roku w Epidamnos wylądował Publiusz 
Semproniusz Tutidanus, nowy wódz rzymski z władzą prokonsu-

larną (imperium pro consule), który jednak konsulem nie był 

i tylko w roku 213/212 sprawował preturę — podczas II wojny 
punickiej senat często wyznaczał dowódców w nadzwyczajnym 
trybie. Semproniusz miał 35 pięciorzędowców, 10 tysięcy 
piechurów i tysiąc kawalerzystów. Tak szczupłe hufce nie mogły 

mierzyć się z potęgą macedońskiego króla. Prokonsul zamierzał 
więc podjudzić przeciw Filipowi Etolów lub też na honorowych 
warunkach zawrzeć pokój. Z pewnością takich instrukcji udzielili 
mu senatorowie. 

Tutidanus wysłał najpierw 15 okrętów pod dowództwem 

legata Laertoriusa ku etolskim brzegom, sam zaś podburzył do 

rebelii Parthinów i obiegł Dimale, iliryjską twierdzę, zdobytą 
przez Filipa w 213 roku. Semproniusz Tutidanus zamierzał 

opanować szlak, umożliwiający lądową łączność między 

Apollonia a Epidamnos nawet wtedy, gdy na skutek wiosen­

nych roztopów lub ulewnych deszczów zalana jest nadbrzeżna 
równina. Antygonida pospieszył jednak z armią na odsiecz 

i zaczął pustoszyć terytorium Apollonii. Wódz rzymski musiał 

zwinąć oblężenie Dimale. Podążył do Apollonii i zamknął się 

w jej murach, nie ośmieliwszy się przyjąć bitwy z Filipem. 

Tutidanus czekał na odpowiedź Etolów. Ale etolscy górale 

byli rozżaleni na Republikę, która w poprzednim roku nie 

18

 La zen by, op. cii., s. 195 i n; Huss, op. cil., s. 290. 

background image

132 

przysłała im żadnej pomocy, nie zamierzali też przelewać 
krwi za rzymską Ilirię. Legat Laetorius nie zdołał skłonić ich 

do złamania traktatu pokojowego z Antygonidą. Z 11 tysiącami 
żołnierzy Tutidanus nie był zaś w stanie samodzielnie prowa­

dzić wojny. Także król macedoński wiedział, że nie zdobędzie 

potężnie obwarowanych miast protektoratu bez silnej floty. 
Lekkie łodzie, jakie być może jeszcze miał w Lissos, nie 
mogły mierzyć się z ogromnymi pięciorzędowcami prokonsula. 

Tę patową sytuację pomogli rozwiązać Epiroci, nominalnie 

członkowie Symmachii Helleńskiej i sprzymierzeńcy Filipa, 

którzy jednak podczas wojny siedzieli jak mysz pod miotłą, 

bojąc się rzymskich najazdów. Mogli więc uchodzić za 

neutralnych w konflikcie. Epiroci chcieli jak najszybciej 

doprowadzić do pokoju, w czasie wojny nie mogli bowiem 
prowadzić zyskownego handlu z Italią. Skwapliwie zapropo­
nowali więc swą mediację, przyjętą przez obie strony. Do 
rokowań doszło w stolicy Związku Epirockiego. Fojnike. 

Uczesniczyli w nich, obok Filipa i prokonsula Tutidanusa, 
także Amynander, król Athamanii, urzędnicy Związku Epiroc­
kiego i sąsiedniej Akarnanii. Uzgodniono zawarcie powszech­
nego pokoju, połączonego ze swego rodzaju paktem o nieag­

resji, na tych warunkach, że Rzymianie dostaną terytorium 

Parthinów, Dimale oraz Bargullum i Eugenium, dwa miasta 

skądinąd nieznane, ale jak się wydaje, zabezpieczające lądowe 

połączenie między Apollonia a Epidamnos. Król Makedonów 

zatrzyma natomiast Atintanię (Liv. XXIX 12,11-16). Przypusz­
czalnie Rzym uznał również prawa Filipa do terytoriów 
zdobytych przez króla w 213 i 212 roku, a więc do Lissos i do 
regionu Skodry. Posiadanie Atintanii zapewniło Macedonii 
bezpośredni dostęp do tych krain. Królestwo Filipa stało się 
teraz sąsiadem rzymskiego protektoratu. Utrzymując Skodrę 

i Lissos Antygonidą zdołał wbić klin między dzierżawy 

Rzymian w Ilirii a terytorium ich iliryjskiego sojusznika, 
Pleuratosa. Miało to stać się źródłem przyszłych konfliktów 

z Republiką. 

background image

133 

Jako sprzymierzeńcy Rzymian zapisani zostali w traktacie 

Attalos król Pergamonu i Pleuratos, władca Ardiajów (Sker-
dilajdas zapewne już nie żył). Wśród sygnatariuszy układu po 
stronie rzymskiej Liwiusz wymienia również Elejczyków, 

Messeńczyków, spartańskiego samowładcę Nabisa, jak również 
lud Aten oraz Troję. Lista ta budzi kontrowersje wśród 
badaczy. Niektórzy współcześni historycy uważają, że tylko 
Attalos i Pleuratos przystąpili do pokoju w Fojnike. Elida, 

Messenia i Sparta pogodziły się przecież z Filipem już w 206 
roku

 19

. Nie ulega wątpliwości, że Troja i Ateny w traktacie 

z Fojnike się nie znalazły. Poleis te „dopisali" znacznie 

później do układu będący źródłem Liwiusza annaliści rzymscy. 

Troja przecież była kolebką rzymskiego narodu, Ateny zaś 

— najsławniejszym grodem Hellady. Annalista-fałszerz chciał 
dowieść, że Kwiryci zawsze troszczyli się o llion, miasto 

swoich przodków, i od dawna byli w znakomitych stosunkach 
z Atenami. Wydaje się jednak, że Elida, Messenia i Sparta 
rzeczywiście były sygnatariuszami traktatu w Fojnike. Państwa 
te ponowne zawarcie pokoju nic nie kosztowało, wręcz 

przeciwnie — wzmocniło to prestiż tych słabych poleis. 

Rzymianie zaś dopisali je do traktatu, pragnąc podkreślić, że 

wciąż mają w Grecji wiernych sojuszników i przyjaciół. 

Uwzględnienie przez Tutidanusa w traktacie tych trzech 

państw peloponeskich świadczy, iż nadtybrzańska Republika 
miała wobec Filipa wyraźnie złe zamiary na przyszłość. 
Rzymianie często zawierali przymierza z największymi 

mąciwodami w regionie, aby później mieć pretekst do 
prowadzenia tam „wojny sprawiedliwej". Senatorom nie­
trudno było przewidzieć, że mąciwoda, tj. agresywne państwo 

czy lud, prędzej czy później rozpęta jakąś wojenkę. Wtedy 

Roma z okrzykiem świętego oburzenia: „Biją naszych 

19

 Tak  H a m m o n d ,  W a l b a n k , op. cit., s. 409; podobnie Walbank, 

Philip

 V.... s. 103 i przyp. 6. Sei bert. op. cit., s. 423 sądzi natomiast, że 

Elida, Messenia i Sparta rzeczywiście wymienione zostały w traktacie 

z Fojnike jako sprzymierzeńcy Rzymu. 

background image

134 

sprzymierzeńców!", wyśle konsula z wojskiem na pomoc 
rozbójniczemu aliantowi, rzekomo w obronie swego honoru 
i swojej fides (wierności wobec sprzymierzeńców), w rzeczy­
wistości, by zdobywać, mordować i łupić. Prokonsul Tutida-
nus musiał wiedzieć, że przyjęcie do „przyjaźni" Elidy, 
Messenii i Sparty może rychło stworzyć okazję do zbrojnej 
interwencji Rzymu w sprawy greckie

20

Jako sprzymierzeńcy Filipa do traktatu z Fojnike przystąpili 

Prusjas, król Bitynii, a także Achajowie, Tessalowie, Beoci, 
Akarnanowie i Epiroei, oraz prawdopodobnie (Liwiusz pomija 

ich chyba przez pomyłkę) Fokejczycy, Eubejczycy i Lokrowic 
Epiknemidyjscy. Zawierając pokój król Macedonii złamał układ 
z Hannibalem, na swe usprawiedliwienie mógł wszakże powie­

dzieć, że Kartagina nie udzieliła mu żadnej poważnej pomocy. 

Długoletnia wojna dobiegła kresu. Rozległe połacie Hellady 

leżały spustoszone, z wielu kwitnących miast pozostały ruiny. 

Filip jednak potrafił stawić czoło swoim wrogom. Okazał się 
dobrym strategiem, błyskawiczne marsze armii królewskiej 

zasługują na najwyższy podziw. Król Makedonów nie odniósł 

decydującego zwycięstwa, gdyż nie miał silnej floty, która 

mogłaby przepędzić rzymskie okręty z greckich wód. Zasoby 
państwa Antygonidów nie pozwalały na utrzymywanie licznych 
wojennych korabi. Stąd też wodzowie rzymscy wraz z At­
talosem panowali na morzu, bez przeszkód wysadzali żołnierzy 
na ląd, uderzali według swojego uznania. 

Król z pewnością liczył na pomoc punicką. Oczywiście dla 

Kartagińczyków wojna w Grecji miała niewielkie znaczenie. 

Admirał Bomilkar nie chciał narażać swej floty na bitwę na 
wodach Hellady. Za swe główne zadanie uważał obronę 

ojczystych brzegów, stąd też niemrawo przebijał się do Filipa. 

Ale przecież po ostatecznej klęsce Kartagińczycy musieli i tak 

' O tej taktyce Rzymian:  H a r r i s , op. cit., s. 34 i n, s. 189 i n, 207 i n. 

Takimi sprzymierzeńcami-mącicielami byli np. Mamerlynowie z Messany na 
Sycylii i Sagunt w Hiszpanii. Pod pozorem ich obrony Rzym rozpęta! I i II 

wojnę punicką. 

background image

135 

wydać niemal całą flotę — podobno aż 500 okrętów wojennych 
(Liv. XXX 43,12), którą Rzymianie spalili na oczach skamie­
niałych ze zgrozy mieszkańców Karl Hadaszt. Czyż nie lepiej 
było wcześniej użyć tych galer w bitwie? Gdyby Bomilkar 
pokonał niezbyt przecież liczną eskadrę rzymską na greckich 
wodach i zapewnił stałą łączność między Hannibalem a Fili­
pem, umożliwiając królowi Macedonii przeprawienie się do 

Italii bez obaw, że zostanie odcięty od ojczyzny, wojna 
mogłaby potoczyć się inaczej. 

Tadeusz Wałek-Czernecki jak zwykle nie pozostawia na 

Filipie suchej nitki, stwierdzając, że król powinien przemknąć się 

wraz z silnym wojskiem — 40- albo nawet 50-tysięcznym — do 
Italii, nawet gdy przeciwnik panował na morzu

2 1

. Teoretycznie 

takie przedsięwzięcie mogło się udać — floty starożytne, także 
rzymska, nie były zdolne do trwałej i skutecznej blokady czy 
obrony wybrzeży. Tylko że Antygonida musiałby nie tylko 
przeprawić się za Adriatyk, ale także zachować możliwość 
powrotu w dowolnie wybranej chwili. Gdyby bowiem utknął 
w Italii wraz z wielką armią, jego ogołocone z wojów królestwo 
rozszarpaliby Etolowie, Dardanowie i Pergameńczycy

22

Filip i bez pomocy kartagińskiej usunął Rzymian z Grecji 

(z wyjątkiem Korkyry), niektórzy historycy ocenili więc 

pokój w Fojnike jako triumf macedońskiego króla

2 3

. Za 

prawdziwego triumfatora należy wszakże uznać Republikę 
znad Tybru. Rzymianie przy minimalnym nakładzie sił zdołali 
zatrzymać Filipa z dala od Italii. Konflikt z bałkańskim 

mocarstwem, jakim była Macedonia, w nieznacznym tylko 
stopniu utrudnił Romie morderczą wojnę z Kartaginą. Na 
mocy pokoju w Fojnike Rzymianie zachowali też najwa­
żniejsze bazy morskie swojego protektoratu — Korkyrę, 

71

  W a l e k-C z e r n e c k i. op. cit., s. 73. 

22

 O negatywnej roli Borni Ikara i nieudolności floty punickiej:  L a n c e 1, 

op. cit.,

 s. 222; Sei bert. op. cit., s. 487; B  a g n a i l , op. cit., s. 280; 

L a z e n b y, op. cit.. s. 231. 

:1

 W a 1 b a n k, Philip V.... s. 104. 

background image

136 

Epidamnos, Apollonię i Orikon, tak że w przyszłości mogli 

bez przeszkód przerzucać wojska na Bałkany. Senat znakomi­

cie wykorzystywał waśnie między państwami greckimi, wy­

grywając Hellenów przeciwko sobie. Główny ciężar walk na 

lądzie musieli wziąć na siebie Etolowie, podczas gdy żoł­

nierze rzymscy radośnie łupili greckie pola i słabo bronione 

osady. Zawierając pokój w Fojnike król Makedonów popełnił 

największą pomyłkę swego życia. Uważał układ z Rzymiana­

mi za trwały podział stref wpływów i solidny kompromis 

dotyczący interesów obu państw, który zapewni na wiele lat 

trwały pokój. Potomnym zawsze łatwiej jest udzielać rad, 

dysponują bowiem wiedzą o tym, co stało się później. 

Niemniej jednak stwierdzić wypada, że Filip (podobnie jak 

wielu jego współczesnych) okazał się politycznym krótko­

widzem — nie rozumiał charakteru rzymskiej Republiki, 

uważał ją za „zwykłe" państwo, z którym można dobić targu 

i na w miarę równorzędnych zasadach ułożyć stosunki. Miasto 

Wilczycy było wszakże agresywnym „potworem", walczącym 

tak długo, aż upokorzony wróg nie padnie na kolana

24

Republika zawarła pokój z Macedonią, by mieć wolne ręce 

do ostatecznej rozprawy z Kartaginą. Senatorowie nie zapom­

nieli jednak, że Filip usiłował Romie, ciężko rannej w bitwie 

pod Kannami, zdradziecko wbić sztylet w plecy. Traktowali 

pokój zawarty w Fojnike jak krótkotrwały rozejm i tylko 

czekali na okazję do odwetu

25

. Jak wyraźnie pisze Justinus 

(XXIX 4), Rzymianie „zadowolili się tym, że wojna z Mace­

donią została na razie odłożona". Antygonida powinien był 

więc raczej kontynuować zmagania z Rzymem w 205 roku, 

-

4

 Prawdziwej natur)' Rzymu długo nie rozumiał także Hannibal, który po 

Kannach wysiał posłów nad Tyber w nadziei, że senatorowie zdecydują się 
na pokój. Później Hannibal na próżno ostrzegał Antiocha Wielkiego, władcę 
imperium Sclcukidów, że Rzymianie podażą za nim do Azji i będą walczyć 

aż do zwycięstwa. 

25

 H a m m o n d. op. cit., s. 311. Por.: H e f t n c r. op. cit.. s. 299. O pokoju 

w Fojnike także:  E r r i ng  t o n , oß. cit., s. 176;  H a m m o n d ,  W a l b a n k , 
op. cit.,

 s. 409;  B e n g t s o n . op. cit., s. 261. 

background image

137 

kiedy Etolowic w Grecji byli pokonani, gdy Hannibal z armią 

trzymał się jeszcze w południowej Italii, jego brat, Mago, 

zaciągał zaś do swych hufców Galów i Ligurów w Italii 

północnej, gdy Scypio nie wylądował jeszcze w Afryce, 

a Kartagina miała wciąż dość sił, by wydać legionom kilka 

wielkich bitew. Tylko w ścisłej współpracy z Punijczykami 

Filip miał jeszcze jakieś (niewielkie zresztą) szanse na 

powstrzymanie rzymskiej ekspansji. Zdecydował się jednak 

na pokój. W rezultacie Rzymianie rozprawili się z Kartaginą 

i zaledwie w pięć lat po Fojnikc Filip musiał stawić czoło 

potędze italskiej i jej greckim aliantom samotnie, bez znaczą­

cych sojuszników i bez widoków na zwycięstwo. Wiele 

prawdy jest więc w słowach Tadeusza Wałka-Czerneckiego: 

„Odstępstwo Filipa (od Kartaginy) zadecydowało o wyniku II 

wojny punickiej. Zaślepiony żądzą doraźnych korzyści król 

macedoński nie rozumiał, że przez swe postępowanie przypie­

czętował los swego państwa"

26

W a I e k-C z e r n e c k i. op. cit.. s. 93. 

background image

EGEJSKIE MIRAŻE 

Po uładzeniu się z Rzymem Filip miał wreszcie okazję, by 

rozprawić się ze śmiertelnymi wrogami swego królestwa 

— Dardanami. Najechał kraj tych barbarzyńców i rozbił w puch 

ich zastępy. Podobno aż 10 tysięcy dardańskicłi wojowników 

zostało na placu boju. Doznawszy tak druzgoczącej klęski 

Dardanowie siedzieli spokojnie aż do czasu, gdy rozpoczęła się 

kolejna wojna między Macedonią a Rzymem. Wkrótce potem 

Filip kazał stracić pięciu znakomitych Macedończyków (Diod. 
XXVIII 2). Nie wiadomo, co było przyczyną królewskiego 

gniewu. Być może dygnitarze zapłacili głową, w 209 roku 
bowiem popierali potajemnie pretendenta do macedońskiego 
tronu, Aeroposa, sprzymierzonego z Dardanami. Podobno do 
śmierci pięciu dygnitarzy przyczynił się niejaki Heraklejdes 
z Tarentu, który wkradł się w łaski monarchy i został jego 

czołowym doradcą. Według Polybiosa (XIII 4, XVIII 54) to 

Heraklejdes rozniecał w Filipie brutalność i okrucieństwo, które 

doprowadziły królestwo Makedonów do zguby. Achajski dzie-

jopis kreśli mroczny portret Heraklejdesa, zdrajcy i pochlebcy, 

który „pochodził z Tarentu, ale [...], z niskich warstw rzemieś­

lniczych i celował we wszelkiej nikczemności i zuchwałości. 

Przede wszystkim więc we wczesnej młodości wystawiał swe 
ciało na nierząd. Następnie posiadł bystry umysł i pamięć, 

background image

139 

i przez to ludzi niskiego pochodzenia zastrasza! swą zuchwałoś­
cią, a wysoko postawionym umiał świetnie schlebiać". Herak-

lejdcs początkowo usiłował wydać swe ojczyste miasto w ręce 
Rzymian, a potem knuł, by lakże Rzymian zdradzić. Zdemas­
kowany, zbiegł na dwór Filipa i zdobył zaufanie króla. 

Te opowieści Polybiosa należy traktować z dystansem. 

Heraklejdes był bezwzględnym, ale zdolnym i śmiałym dowód­

cą. Król uznał, że taki mąż pomoże mu urzeczywistnić kolejne 

ambitne plany. Zawierając pokój w Fojnike Filip miał 33 lata. 
W tym wieku Aleksander Wielki był już panem ogromnego 
imperium, sięgającego od Pełli po granice Indii. Antygonida 
zdobył natomiast tylko skrawki iliryjskich ziem i musiał toczyć 
długie, wyczerpujące „mysie wojny" w Helladzie, dające 

niewiele łupów i jeszcze mniej sławy. Filip uznał, że po zawarciu 
pokoju z Rzymianami przyszedł wreszcie czas na prawdziwe 
podboje — tym razem na Wschodzie, w basenie Morza 

Egejskiego. Król Makedonów zamierzał uzyskać panowanie 

w tym regionie kosztem Rodos, Attalosa z Pcrgamonu, egipskie­
go państwa Lagidów oraz zachowujących mniejszy lub większy 

stopień niezależności greckich poteis. Filip tak spieszył się do 
nowych zdobyczy, że zapomniał o groźbie ze strony Rzymian. 
rozprawiających się właśnie z Kartaginą. Według Liwiusza 
(XXX 26,3 i XXX 23,5) w końcu 203 roku Antygonida posłał 

wprawdzie Punijczykom posiłki do Afryki — 4 tysiące żołnierzy 

pod wodzą Sopatrosa. Ta legio Macédonien (legion macedoński) 
wzięła później jakoby udział w bitwie pod Zamą (202 rok), która 

zadecydowała o klęsce Kartaginy w całej wojnie. Opowieść ta 

wszakże prawie na pewno jest nieprawdziwa. O Macedończy­
kach pod Zamą milczy Polybios, także u Liwiusza odgrywają oni 
rolę statystów. Przypuszczalnie cała ta sprawa jest wymysłem 

rzymskiej propagandy, skierowanej przeciw Filipowi. Możliwe 

jednak, że przed bitwą pod Zamą Hannibal zaciągnął najemni­

ków w Grecji i Macedonii. 

Wydawało się, że sytuacja sprzyja egejskim zdobyczom. 

Równowaga sił na hellenistycznym Wschodzie, która ukształto-

background image

140 

wała się w III wieku, zawsze płynna, ale przecież stabilna, 
została nagle zagrożona przez agresywne zapędy dwóch ambit­
nych monarchów, Filipa i Antiocha, władcę rozległego państwa 
Seleukidów (panował w latach 223-187 p.n.e.). Antioch hył 
rówieśnikiem Filipa, tak jak on spragnionym podbojów i sławy. 

W 217 roku Seleukida podjął wyprawę na Egipt, chcąc odebrać 
Lagidom Celesyrię i Palestynę, doznał jednak ciężkiej klęski pod 

Rafią. Wtedy Antioch zwrócił się ku innym zadaniom — usiło­

wał skonsolidować rozpadające się imperium swoich przodków. 
Podjął wielką wyprawę w głąb Azji, by ponownie podporządko­
wać sobie Baktrię i inne „górne satrapie". Wojował przez 7 lat, 

docierając aż do północnego Pendżabu. Wrócił w 205 roku 
okryty chwałą wybitnego wodza. Grecy (z dużą przesadą) sławili 

Antiocha jako nowego Aleksandra i Wielkiego Króla. „Nowy 

Aleksander" kipiał energią i żądzą czynu. Na Wschodzie zdobył 
ogromne bogactwa i stada słoni bojowych. Armia Seleukidy była 

liczna, a jego skarbiec — wypełniony po brzegi. Antioch chciał 

wziąć odwet za Rafię i był pewien, że dopisze mu szczęście. 

Ptolemajos IV, zwycięzca spod Rafii, zmarł bowiem w 205 roku. 

Jego syn, Ptolemajos V Epifanes, był zaledwie 6-letnim 
dzieckiem, które szybko stało się marionetką w rękach rywalizu­

jących o wpływy klik dworskich. Imperium Lagidów, przez 

dziesięciolecia ostoja stabilności w niespokojnym hellenistycz­

nym świecie, zaczęło z niewiarygodną szybkością pogrążać się 
w chaosie. 

Sytuację tę postanowili wykorzystać Filip i Antioch. Anty-

gonida wciąż nie miał środków, by wykończyć kadłuby 100 
okrętów, których budowę rozpoczęto w 208 w Kassandrei, 

a wiedział, że bez floty nie ma co marzyć o egejskich zdobyczach. 
Wysłał więc na morze eskadrę 20 korabi pod wodzą Etolczyka 
Dikajarchosa. Ten udawał „niezależnego pirata", w rzeczywistości 

jednak łupił, rabował i odbierał złoto mieszkańcom Cyklad oraz 

miast Troady na rzecz króla Filipa. Według Polybiosa (XVIII 54) 

ów Dikajarchos był szalonym wrogiem bóstw olimpijskich 

i ludzi, „bo gdzie tylko zatrzymał się z flotą, budował dwa 

background image

141 

ołtarze; jeden bezbożności, a drugi bezprawia, składał na nich 

ofiary, padał przed nimi na twarz [...]" Etolski korsarz na 
zlecenie króla wspierał też Kreteńczyków wojujących z Rodos. 

Być może to Filip potajemnie podjudził ich do tego konfliktu 

jako przewodniczący Związku Kreteńskiego (Polyb. XVIII 4,2; 

Diod. XXVII 3). Mieszkańcy Krety z zamiłowaniem uprawiali 
piractwo, natomiast żyjący z handlu Rodyjczycy tępili morskich 
zbójów — łatwo było więc o powód do wojny. Filip wiedział, 

że wytrawni żeglarze, jakimi byli Rodyjczycy, mogą stać się jego 
groźnymi nieprzyjaciółmi, w tajemnicy zlecił więc Heraklcjdesowi 

z Tarentu przygotowanie planów zniszczenia floty rodyjskiej. 

Tarentyjczyk zuchwale przybył na Rodos, udając, że zbiegł od 

Filipa. Zdołał pozyskać zaufanie rodyjskich prytanów, pokazując 
im list, w którym Filip obiecywał Kreteńczykom pomoc przeciw­

ko Rodos. W sprzyjającym momencie Heraklejdes podpalił 

jednak doki w rodyjskim porcie i tyle go widziano. Trzynaście 

korabi poszło z dymem, ale Rodyjczycy nie mieli żadnych 
dowodów, że to Filip zorganizował ten zamach '. 

W 204 lub wiosną 203 roku na dwór w Pełli przybyło 

poselstwo z Aleksandrii, prosząc o rękę córki Filipa dla króla 

Ptolemajosa Epifanesa. Egipscy notable mieli nadzieję pozys­
kać Antygonidę jako sojusznika przeciw Antiochowi. Filip nie 
zamierzał jednak dobywać oręża w obronie egipskiej Celesyrii. 

Zwlekał z odpowiedzią, usiłując jak najdłużej zachować 
z Aleksandrią dobre stosunki. Zimą 203/202 roku król Make-
donów zawarł w końcu supertajny układ z... Antiochem 

— swoistą umowę dwóch opryszków, dotyczącą rozbioru 

imperium Lagidów (Polyb. III 2,8 i XV 20, por. Appian. Mak. 

4, Liv. XXXI 14,5) Szczegóły tego traktatu nie były znane 

współczesnym, przypuszczalnie Antioch zastrzegł dla siebie 
Syrię, Fenicję i Palestynę, natomiast Filip zamierzał zagarnąć 
Samos (egipską bazę na Morzu Egejskim), Karię, gdzie w 227 

1

 Na ten temat: W a 1 b a n k, Philip V.... s. III; Wal ban k,A Historical 

.... s. 416 i nn; Hammond, Walbank. op. cif., s. 411. Być może niektóre 

z tych oskarżeń pod adresem Filipa nie sa. prawdziwe. 

background image

142 

roku wojował Antygonos Doson, oraz być może inne posiadłości 
Lagidów w Azji Mniejszej i na północnych wybrzeżach 
Morza Egejskiego. Samego Egiptu sprzymierzeni monarchowie 
zapewne nie zamierzali zdobywać. Traktat ten doczekał się 

ostrych ocen jako akt „bezwstydnego" imperializmu, Filip 
jednak działał rozumnie — wybrał silniejszego sojusznika, 

który przyniesie większe korzyści. Antygonida zamierzał działać 
tylko na terytoriach, które go interesowały. Nie śniło mu się 

wysyłanie wojsk do Celesyrii, o Egipcie nie wspominając

2

Współcześni badacze przychylni Filipowi podkreślają, że 

władca ten musiał czynić podboje na Morzu Egejskim ze 

względów bezpieczeństwa. Rzymianie już raz pojawili się na 

tych wodach w sojuszu z flotą Pergamonu. Król musiał wiedzieć, 

że jeśli rzymskie eskadry powrócą, z łatwością zablokują szlak 

z Morza Czarnego przez Hellespont, którym przewożono zboże 

do Macedonii i Hellady. Okręty nadlybrzańskiej Republiki 

mogłyby też wspomagać swe wojska lądowe w Beocji i w Tessa-
lii. Antygonida musiał temu zapobiec, zdobywając panowanie na 
Morzu Egejskim i unicestwiając floty potencjalnych sojuszników 
Miasta Wilczycy. Gdyby zdołał zrealizować swe plany, potrafił­
by obronić niezależność państw greckich przed Antiochem 
i Rzymem

3

. W rzeczywistości Filip nie przejmował się zbytnio 

Rzymianami. Chodziło mu przede wszystkim o zdobycze, 

o hegemonię, o wydarcie ziem Lagidom. 

Wiosną 202 roku Antioch najechał Celesyrię. Także Filip 

rozpoczął działania wojenne, na razie unikając otwartego 

Na lemat traktaiu Aniiocha L Filipem: Walbank Philip V .... s. 113, 

Hammond, Walbank. op. cii., s. 412; Walbank, A Historical .... 

s. 471 i nn; Erring ton. op. cit.. s. 178; Wipszycka. Op, cit.. s. 259; 

J.  W o l s k i . Dzieje i upadek imperium Seleucydów. Kraków 1999. s. 81; 

E. S.  G r u en, The Hellenistic Word ami the Coming of Rome. Berkeley 1984. 

s. 387 i n. który analizuje poglądy historyków, uważających, że tajny traktat 

w rzeczywistości nie istniał. 

H a m m o n d, W a I b a n k. op. cit., s. 412;  H a m m o n d , op. cit., s. 313. 

Errington (op. cit.. s. 180) uważa, że posunięcia Filipa były formą obrony 
przed „chciwym, starym Attalosem z Pergamonu". 

background image

143 

konfliktu z Aleksandrią. Zamierzał opanować strategiczne poleis 
nad Hellespontem i Bosforem, należące do Związku Etolskiego, 
w których rezydowali ctolscy strategowie. Niewątpliwie grożąc 
użyciem siły zmusił do uległości Lizymachcję na Chersonezie 

Trackim i Chalkedon, leżący na wybrzeżu Azji Mniejszej 

u wejścia do Bosforu. Miasta te usunęły etolskich strategów, 
przyjęły macedońskie garnizony i zawarły z Filipem „traktat 
o przyjaźni i przymierzu". Tym samym stały się praktycznie 
częścią królestwa Antygonidów. Na podobnych warunkach 

monarcha podporządkował sobie również Perynt. Operacje te 
Filip prowadził w przymierzu ze swym szwagrem, królem 
Bitynii Pnisjasem. Obaj władcy poprowadzili następnie wojska 

pod Kios, greckie polis w Bitynii, również mające etolskiego 
gubernatora, lecz rozdzierane przez wewnętrzne s wary. Kiańczy-
cy nie chcieli się poddać, toteż ich miasto zostało oblężone. 

Walki trwały jeszcze, gdy do obozu Filipa i Prusjasa przybyli 
posłowie Rodos i innych państw neutralnych, proponując 

pokojowe rozwiązanie sporu. Antygonida udał, że się zgadza, 
wysłał nawet posłów na Rodos, którzy zapewniali, że Kios 

będzie oszczędzone. W tym czasie wojska dwóch królów 
zdobyły i obróciły w perzynę nieszczęsne miasto. Mieszkańców 

Kios Filip sprzedał do niewoli, zagarnął też wszelkie łupy, a to, 

co z miasta pozostało, przekazał lekko rozczarowanemu Prusja-
sowi, który też liczył na zdobycz (Polyb. XV 21-22). Nieco 

później podobny los Antygonida zgotował sąsiedniemu miastu 
Myrlea, którego terytorium przejął król Bitynii. 

Obaj monarchowie wzorowali się na niesławnym rzymsko-

-etolskim sojuszu — Filip zagarniał jeńców i łupy, ziemię 

i mury zostawiając Prusjasowi. Ta niesłychana brutalność 
w rzymskim stylu wzbudziła oburzenie wśród Hellenów. Filip 
tłumaczył się później, że to nie była jego wojna, lecz Prusjasa, 
któremu tylko niósł pomoc, zobowiązany do tego sojuszem. 
Powracając do ojczyzny, król Makedonów popełnił wszakże 

jeszcze jedną podłość, tym razem na własny rachunek. 

Postanowił zagarnąć Tazos, dużą i bogatą wyspę, położoną 

background image

144 

strategicznie u macedońskich i irackich wybrzeży. Mieszkańcy 

niezależnej polis Tazos zgodzili się przyjąć macedoński 

garnizon pod dowództwem Metrodorosa, jeśli ich autonomia 

zostanie zachowana. Ledwie jednak żołnierze królewscy 
znaleźli się w murach Tazos, Filip bez skrupułów kazał 
sprzedać mieszkańców w niewolę (Polyb. XV 24, Liv. XXIII 

30,3). Trudno wytłumaczyć taką bezmyślną brutalność. Anty-

gonida usiłował zapewne rzucić postrach na potencjalnych 

przeciwników. Wy wołał jednak gniew Greków, którzy zaczęli 
powoli dochodzić do wniosku, że wiarołomny rabuś i krzywo-
przysięzca Filip nie jest godzien, by stać na czele Helleńskiej 
Symmachii. 

Czy Rzymianie już wtedy planowali wojnę odwetową z Anty-

gonidą? Liwiusz (XXX 26,2-4) podaje, że w końcu roku 
konsularnego 203/202 do Pełli udało się rzymskie poselstwo, 

prowadzone przez Terencjusza Warrona, tego samego, który 

przegrał bitwę pod Kannami. Legaci zaprotestowali przeciwko 

łamaniu przez Filipa warunków pokoju w Fojnike i gnębieniu 

rzymskich sprzymierzeńców, zapewne w Ilirii'

4

W 202 roku Etolowie, oburzeni na króla Makedonów, który 

zajął sprzymierzone z nimi poleis nad Hellespontem, wysłali 

poselstwo nad Tyber, namawiając Rzymian do wojny z Fili­
pem. Senat jednak dał legatom ostrą odprawę: „Po cóż 
przychodzicie do nas, Etolowie, skoroście z Filipem zawarli 
pokój bez naszego upoważnienia?" (Liv. XXXI 29). Nie 

oznacza to, że w tym czasie patres wykluczali zbrojną 

rozprawę z Macedonią. ..Majestat ludu rzymskiego" domagał 
się jednak skarcenia jakichś tam etolskich górali, którzy 

ośmielili się złamać układ z Rzymem. Co ważniejsze. Repub­

lika nie zakończyła jeszcze wojny z Kartaginą i nie chciała 
w tej sytuacji rzucać Filipowi wyzwania

5

*

 Nie ma powodów, by uważać 10 poselstwo /a niehisioryczne. Por.: 

L ü z e n b y, op. cit., s. 240. 

H a r r i s. op. cit., s. 206- Być może Liwiusz zresztą poselstwo to zmyślił. 

aby wziąć literacki odwet na Etolach za zerwanie przymierza. 

background image

145 

Antygonida dowiedział się, że Etolowie nad Tybrem nic nie 

wskórali. Ośmieliło go to do dalszych zuchwałych przedsięwzięć. 
Sytuacja wydawała się sprzyjać zdobywczej wyprawie. Sojusznik 
Filipa, Antioch, w 201 roku oblegał już Gazę. Król Makedonów 
wypłynął zaś wczesną wiosną na Morze Egejskie na czele 
największej floty, jaką dotychczas udało mu się wystawić. Filip 

miał korabie macedońskie oraz galery z załogami przysłane przez 

sojuszników i państwa zależne, jak niedawno ujarzmione połeis 
(Polyb. XVI 7,6). Kilka bityńskich okrętów dał także Prusjas. Ta 
armada bez trudu ujarzmiła Cyklady, formalnie niezależne, lecz 

znajdujące się w orbicie wpływów Rodos, i pożeglowała na 

Samos, wyspę, będącą główną bazą floty wojennej Hgiptu. Filip 

zajął port Samos i włączył do swej eskadry okręty Lagidów, tak 

jednak, by nie zrywać związków z Aleksandrią, z którą wciąż 

pozostawał w przyjaznych stosunkach. 

Teraz Antygonida miał 53 duże okręty z pokładami, przeważnie 

pięciorzędowce, ale także jeszcze większe galery, kilka średniej 
wielkości korabi bez pokładów oraz 150 iliryjskich lemboi 
i jeszcze mniejszych, bardzo szybkich łodzi zwanych miecz­
nikami. Na pokładzie tych wszystkich okrętów było ok. 30 
tysięcy wioślarzy, marynarzy i wojowników. Gdyby Antygonida 
miał taką flotę podczas pierwszej wojny z Rzymem, mógłby 
śmiało przeprawić się do Italii. Lecz nieoczekiwanie przeciw 

Filipowi wystąpili wspólnie Attalos, Bizancjum i sprzymierzone 

z nim Rodos, które wysłało swe nawy na północ, by połączyć je 
z okrętami króla Pergamonu. Filip zapewne nic spodziewał się 
tego — z Rodos nie prowadził przecież dotychczas otwartej 

wojny i skrupulatnie oszczędzał posiadłości Attalosa. Antygonida 

zapłonął więc gniewem, uważając się za ofiarę nie sprowokowa­
nego ataku. Ale przecież ani Attalos, ani rodyjscy politycy nie 

mogli patrzeć z założonymi rękami, jak wrogi monarcha zdobywa 

panowanie nad wybrzeżami Azji Mniejszej. Sprzymierzeńcy 
z koalicji antymacedońskiej wystawili 65 dużych galer po­
kładowych (penteiy i większe jednostki), 9 okrętów średniej 

wielkości, zapewne czterorzędowców, i 3 triery. 

10 — Kynoskcfalaj 197 p.n.c. 

background image

146 

Nie przejmując się zagrożeniem, flota Filipa opłynęła 

przylądek Argennon u południowego krańca cieśniny dzielącej 
wyspę Chios od lądu stałego. Armia macedońska obiegła 

stolicę Chios, miasto o tej samej nazwie. Lecz wroga armada 
szybko wpłynęła od północy do cieśniny Chios, blokując linie 
zaopatrzeniowe wojsk Antygonidy. Filip zdecydował się na 

natychmiastowy odwrót ku przyjaznym brzegom Azji Mniej­

szej, lecz nie zdołał uniknąć walki. Okręty Attalosa doścignęły 
ostatnie galery ze wschodniego skrzydła macedońskiej floty. 

Widząc to. inne korabie Filipa zaczęły zawracać i spieszyć im 

na pomoc (Polyb XVI 2,4). Flota rodyjska znajdowała się 
jeszcze dalej, rozwinęła jednak dużą prędkość i dopadła 

ostatnich okrętów zachodniego skrzydła macedońskiego szyku 
tuż przed przylądkiem Argennon. 

Rozpaliły się dwie bitwy, w których macedońscy woje mieli 

przewagę w walce wręcz na pokładach, Rodyjczycy jednak 
znakomicie wykorzystywali swój żeglarski kunszt. Rodyjskic 
galery stosowały manewr zwany diekptous — przepływały 
szybko koło nieprzyjacielskich okrętów łamiąc im wiosła 
(rodyjscy wioślarze w chwili zderz-enia unosili swe wiosła ku 
górze), zawracały, a następnie uderzały taranem w burtę lub rufę 
unieruchomionego już okrętu. Opuszczały też taran tak, aby 
zadawał macedońskim nawom niszczycielskie ciosy — poniżej 

linii wodnej. Sojusznicy mieli więcej ogromnych, solidnych 

korabi, z których łatwiej było atakować. Małe łodzie Filipa 
dzielnie podpływały jednak pod wiosła przeciwnika, utrudniając 
wrogim sternikom manewry. Sam Filip ukrył się z kilkoma 
okrętami w pobliżu wysepek koło przylądka Argennon. Nagle 
dostrzegł, że królewska galera Attalosa wraz z 2 czterorzędowca-

mi oddaliła się od głównego szyku, by przechwycić macedoński 

okręt. Antygonida dał rozkaz do ataku. Król Pergamonu znów 
znalazł się w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Attalos ze swoimi 
zdołał wprawdzie dotrzeć na ląd stały i schronić się w Erythraj, 
ale jego okręty, pełne purpurowych szat i złotych kubków, 
wpadły w ręce Macedończyków. 

background image

147 

Pergameński admirał Dionysodoros spostrzegł, jak galery 

Filipa wloką na holu okręt jego monarchy. Przerwał więc bitwę 

i odpłynął, myślał bowiem, że Attalos poległ. Osamotnieni 

Rodyjczycy zawinęli do portu Chios. Filip uważał się za 

zwycięzcę. Zapędził przecież Attalosa na ląd i pozostał na placu 

boju wśród szczątków rozbitych okrętów. Ałe także przeciwnicy 

ogłosili swój triumf, zadali bowiem wrogom duże straty. 

Antygonida stracił 28 dużych okrętów, w tym ogromny dziesię-

ciorzędowiec królewski, 3 średnie korabie i prawie połowę 

lekkich łodzi. Po stronie przeciwnika poszło na dno tylko 
8 dużych galer i lekki okręt. Filip zdobył też 2 czterorzędowce 
i królewski korab Attalosa. Jeszcze dotkliwsze były dla Mace­

dończyków straty w ludziach. Według Polybiosa, z pewnością 

wyolbrzymiającego sukcesy sojuszników, bo korzystającego ze 
źródeł rodyjskich, pod Chios poległo 3 tysiące macedońskich 
żołnierzy i 6 tysięcy marynarzy, 2 tysiące Macedończyków zaś 
i ich sprzymierzeńców dostało się do niewoli. Jeszcze nigdy 
wojsko Filipa nie wykrwawiło się tak w jednej bitwie. ..Przy tak 
wielkiej stracie ludzi cała trasa morska zapełniona była trupami. 
krwią, bronią, częściami rozbitych okrętów [...] W następnych 
zaś dniach można było widzieć wybrzeże zawalone stosami tego 
wszystkiego w zupełnym nieładzie, tak że nie tylko na samego 
Filipa, ale i na wszystkich Macedończyków wpływało to 
niezwykle przygnębiąjąco'

?

 (Polyb. XVI 8). 

Podobno tylko 130 Pergameńczyków i Rodyjczyków zginęło 

w tym boju, a 700, przeważnie ludzi Attalosa, Macedończycy 
wzięli w pęta. Z techniczego punktu widzenia bitwa pod 

Chios może była nic rozstrzygnięta, ale Filip stracił panowanie 

na Morzu Egejskim na rzecz połączonych flot rodyjskiej 
i pergameńskiej. Bez przewagi na morzu wszelkie zdobycze 
na lądzie nie mogły być trwale. Pod Chios rozwiały się sny 

Antygonidy o egejskim imperium

6

6

 O bitwie pod Chios: Wal bank. Philip V.... s. 121 i nn; Walbank. 

A Historical

 .... s. 504 i nn; Hammond. W a 1 b a n k. op. cit.. s. 414 i n; 

H a r r i s , op. cit.. s. 214 i nn, który słusznie ocenia tę batalie jako koniec 

background image

148 

Król Makedonów nie uznał jednak swej klęski. Ponieważ flota 

rodyjska odpłynęła, mógł bez przeszkód wylądować na lądzie 
stałym. Armia Filipa rozpędziła wojaków Attalosa i bezlitośnie 
spustoszyła terytorium Pergamonu, chociaż nie była w stanie 

zdobyć znakomicie ufortyfikowanej stolicy, położonej na wyso­

kiej na 335 metrów górze pochodzenia wulkanicznego o bardzo 
stromych zboczach, dostępnej jedynie od południa. Rozwście­
czony Filip „palił i burzył doszczętnie świątynie i ołtarze, 
a nawet kamienie kruszył, aby żadnego ze zburzonych obiektów 
nie można było odbudować na nowo. Zbezcześcił Nikeforion 
(zapewne świątynię Zeusa) wyciąwszy święty gaj [...]" (Polyb. 
XVI 1). 

Takie brutalne postępowanie nie przybliżało rozwiązania 

militarnego, lecz skutecznie psuło władcy opinię wśród 
Greków. Wkrótce potem zabrakło żywności, przed macedońską 

inwazją bowiem poddani Attalosa pospiesznie zebrali zboże 
i schronili się z bydłem w murach miast. Na szczęście trochę 

zaopatrzenia posłał Filipowi Zeuksis, namiestnik Antiocha 
Wielkiego w Sardes, wypełniając w ten sposób postanowienia 
tajnego paktu między dwoma monarchami. Władca Pergamonu 
pchnął poselstwo do Grecji, usiłując namówić swych dawnych 

sojuszników Etolów do wydania wojny Macedonii, ale nic nie 

wskórał (Liv. XXXI 46,4). 

Filip jednak musiał wycofać się z doszczętnie spustoszonego 

pergameńskiego królestwa. Jego flota zdołała zadać pod Lade 
porażkę okrętom rodyjskim, wyraźnie słabszym bez wsparcia 

floty Attalidów. Rodyjczycy stracili 2 pięciorzędowce wraz 
z załogami, reszta okrętów z truciem umknęła rozwijając wielką 
prędkość. Filip i Heraklejdes z Tarentu triumfalnie wkroczyli do 
Miletu, bogatego jońskiego miasta na wybrzeżu Azji Mniejszej. 

morskich planów Filipa, podobnie T. L o p o s z k o. Starożytne bitwy morskie. 

Gdańsk 1992, s. 299. który uważa, że król sromotnie przegra! i po bitwie robił 

tylko dobrą minę do złej gry. Wale k-C z e r n e c k i (op. cit., s. 103 przyp. 

2) pisze natomiast, że lo Filip zwyciężył, ponieważ także później był w stanie 

prowadzić działania wojenne. 

background image

149 

i zostali uczczeni przez jego mieszkańców złotymi wieńcami. 
Wojsko Antygonidy pomaszerowało na południe, by prowadzić 
działania w Karii, gdzie Macedończycy mieli pewne oparcie od 

czasu karyjskiej wyprawy Antygona Dosona z 227 roku. 

Podległe Rodos miasto Prinassos stawiło zacięty opór. 

Saperzy królewscy nie mogli podkopać się pod mury, gdyż 
miasto wzniesiono na skale. Filip chwycił się więc podstępu. 

„W ciągu dnia kazał robić w ziemi huk i udawać, że prace 
przy podkopach trwają, nocami zaś znosił z zewnątrz gruz 
i sypał go u wylotu podkopów, tak aby mieszkańcy miasta 
przerazili się na sam widok takich mas urobionej ziemi" 
(Polyb. XVI II). Fortel się udał. Obywatele Prinassos, 
zatrwożeni, że wkrótce runą mury ich grodu, otworzyli bramy. 

Król zapewnił im bezpieczeństwo i wyjątkowo słowa do­

trzymał. Wkrótce opanował bez trudu resztę Peraji. stanowiącej 
główną rodyjską posiadłość na lądzie stałym. 

Wydawało się, że Filip zaatakuje teraz Rodos i zmusi 

hardych wyspiarzy do uległości. Król jednak powiódł swe 
wojska na północ, w głąb lądu, zdobywając Pedazę i trzy inne 
miasta. Jesienią 201 roku niespodziewanie zjawiła się jednak 

flota pergameńska i wraz z rodyjskimi korabiami zablokowała 

okręty Filipa w zatoce Bargylii. Filip nie mógł ryzykować 
bitwy morskiej. Miał mniej okrętów, a te, które pozostały mu 
po wielomiesięcznej kampanii morskiej, były w opłakanym 
stanie (kruche, drewniane starożytne galery szybko zużywały 
się podczas długich rejsów). Król Makedonów znów znalazł się 
w pułapce, jak w 214 roku pod Apollonia, tym razem nie mógł 

jednak przez góry wrócić do ojczyzny. W zimowe miesiące 

armia macedońska miała ogromne trudności z zaopatrzeniem. 
Jak pisze Polybios, Filip był jak wilk, grasujący w poszukiwa­
niu pożywienia i bezlitośnie łupił nawet ziemie sprzymierzeń­
ców. „Część żywności dostarczył mu Zeuksis, część mieszkań­
cy Mylasy, Alabandy i Magnezji, którym, ile razy coś dali. 
przymilał się, a gdy nic nie dali, szczekał na nich i czyhał 
podstępnie" (XV 23). 

background image

150 

Głodni żołnierze musieli żywić się figami, podarowanymi 

przez greckie polis Magnezję, w której zabrakło zboża. 

Z wdzięczności Antygonida dał Magnezji miasto Myus, 

należące zresztą do Miletu. Króla gnębiły czarne myśli, bał się 

bowiem, że pod jego nieobecność Macedonię zaatakują 

Etolowie lub Rzymianie. Wiedział, że jesienią 201 Altalos 
i Rodyjczycy wysłali poselstwa nad Tyber, prosząc senat 

o pomoc zbrojną. Wiosną 200 roku królowi jeszcze raz 
dopisało szczęście. Wywiódł przeciwników w pole, wysyłając 

im „zbiega", zaufanego Egipcjanina, który zapewnił, że 
nazajutrz flota Filipa wypłynie do bitwy. Antygonida kazał też 
nadawać liczne sygnały ogniowe z wybrzeża. Wywoławszy 

w ten sposób chaos wśród wrogów, bezpiecznie wyprowadził 

flotę z zatoki. Rodyjczycy i Pergameńczycy podjęli uporczywy 
pościg, ale nie dognali uchodzących ku portom Macedonii 
królewskich galer. 

Na straży opanowanych w Karii posiadłości Filip zostawił 

znaczne siły pod dowództwem Deinokratesa. wojska lądowe 

jednak bez floty nie znaczyły wiele. Egejskie imperium 

Antygonidy okazało się iluzją. Król nie zdołał zniszczyć 
żadnego ze swych głównych przeciwników na Wschodzie 

— Pergamonu i Rodos. Oba te państwa już wkrótce staną się 
aliantami Miasta Romulusa. Na domiar złego nieuzasadniona 

brutalność Filipa zraziła doń Greków. Jeszcze raz okazało się, 

że ambicje króla są większe niż jego zasoby. Zamiast ścigać 
na Wschodzie fatamorganę zwycięstwa, Antygonida powinien 
raczej w spokoju kaptować sobie sprzymierzeńców i przygo­
towywać królestwo do wojny z Rzymem. Żołnierzy, których 
zostawił w Karii, zabrakło później pod Kynoskefalaj

7

O egejskich podbojach Filipa: W a I b a n k, Philip V .... s. 108 i nn; 

W ;i 1 h a n k, A Historical .... s. 497 i nn; Hammond, op. cil,, s. 312 i n; 

H a m m o n d. W a I h a n k, op. cit.. s. 411 i n; H e f t n c r, op. cit., s. 316. 

background image

DRUGA WOJNA Z RZYMEM 

Na początku 201 roku II wojna punicka dobiegła kresu. 
Pokonana Kartagina przyjęła iwarde warunki, podyktowane 

przez Rzym. Ale i zwycięzca wykrwawił się w tych 
strasznych zmaganiach. Dziesiątki tysięcy Synów Wilczycy 
zginęło, armia Hannibala spustoszyła rozlegle połacie Italii. 

Rzymianom nie brakowało przy tym „wrogów do bicia". 

Senat postanowi! zatrzymać odebraną Punijczykom Hisz­

panię. Oznaczało to konieczność utrzymywania w tej 

dalekiej krainie silnych kontyngentów wojskowych, usiłu­

jących poskromić wojowniczych krajowców. Do tego w pół­

nocnej Italii rozpaliła się wojna z Celtami, którzy w czasie 
zmagań z Hannibalem odzyskali niezależność, oraz z Ligu-
rami, „twardym w boju plemieniem", jak stwierdził to 
Liwiusz. Mimo to Republika niemal natychmiast po roz­
gromieniu Kartaginy zdecydowała się na rozprawę z mace­
dońskim królem. Skąd ten pośpiech? Czy senat nie mógł 

poczekać na sposobniejszą chwilę? Wśród współczesnych 

badaczy długo popularna była teza, że Rzym dokonał 

nagłego zwrotu w polityce wobec Filipa i postanowił wydać 
mu wojnę, dowiedziawszy się od posłów rodyjskich o tajnym 
układzie Antygonidy z Antiochem (Appian. Mak. 4). Patres 

obawiali się jakoby groźnej koalicji tych dwóch monarchów 

background image

152 

i postanowili zmiażdżyć Filipa w wojnie prewencyjnej, 

zanim potężny Seleukida zdąży mu przyjść z pomocą

1

Nie można wszakże koncepcji tej uznać za słuszną. 

Posłowie rodyjscy i pergameńsey z pewnością straszyli 

senat sojuszem dwóch królów, ale patres wiedzieli przecież, 

że Antioch zajęty jest wojną z Egiptem i na razie nic 
dysponuje silną flotą. Nic było też dla rzymskich nobilów 

tajemnicą, iż Filip i Antioch odnoszą się do siebie z ogromną 

nieufnością i na dłuższą metę mają sprzeczne interesy 
w Azji Mniejszej, co może nawet doprowadzić do konfliktu 

między oboma władcami. 

Tak naprawdę w polityce rzymskiej nie widać żadnego 

przełomu. Jak twierdzi Liwiusz (XXXI 3), już na początku 
201 roku propretor Marek Waleriusz Lewinus. dawny przeciw­

nik Filipa, otrzymał imperium (władzę wodzowską), 38 

okrętów i pożeglował na wody greckie, by zorientować się 
w sytuacji. Lewinus wywiązał się z zadania i wysłał raport 

nad Tyber. Nie ma powodu, by wątpić w prawdziwość tej 

relacji. Liwiusz zmyślił jedynie treść tego raportu — według 
historyka z Patawium Lewinus napisał jakoby do senatu, że 
Filip chce wstąpić w ślady Pyrrusa i zbrojnie najechać Italię. 
Oczywiście jest to wytwór fantazji annalistów, chcących 

dowieść, że Republika prowadziła z Macedonią wojnę w istocie 
obronną. Tak naprawdę paires już na początku 201 roku 

postanowili skruszyć potęgę Filipa — stąd rozpoznawcza 
misja Lewinusa. Senatorami kierowały różne motywy — ze­

msta za sojusz Antygonidy z Hannibalem, uzyskanie hegemonii 
nad Grecją, rozpoczęcie ekspansji na Wschód, chociaż goto­

wego planu podboju Orientu Republika jeszcze nie miała

2

1

 Teorię tę przedstawił Holleaux {op. cit., s. 312 i nn). przyjął m.in. 

Walhank (Philip V .... s. 127 i n). który uważa, że senat nagle obudził się 
z

 apatii pod wpływem ..niewytłumaczalnej paniki*'. Przekonywającej krytyce 

poddali ja. Harris, (op. cit..s. 212 i nn)oraz W i pszy ck a (o/?. cit.

y

s.

 112). 

Senat nie dążył jednak wtedy jeszcze do podboju całego basenu Morza 

Śródziemnego, jak uważa  M . J a c z y n o w s k a . Historia starożytnego Rzymu, 

Warszawa 1970, s. 102. 

background image

153 

Rzymscy nobilowie marzyli o laurach wielkich wodzów, 

takich jakie w wojnie z Hannibalem zdobył Scypion Afrykański. 

Wielu żołnierzy z armii Scypiona wolało łupić nieprzyjaciela, niż 
wracać do żmudnej pracy na roli. Tak czy inaczej był to kolejny 
„imperialistyczny" konflikt rozpętany przez Rzym, a nie wojna 

prewencyjna. Republika nie miała się czego obawiać ze strony 
króla Macedonii, skrupulatnie dotrzymującego warunków pokoju 
w Fojnike, nie miała leż żadnych żywotnych interesów w Grecji. 
Decyzja o wydaniu wojny Filipowi oznaczała zarazem narodziny 

rzymskiego imperializmu we wschodniej części basenu Morza 
Śródziemnego. 

Oczywiście z poskromieniem Antygonidy Rzym mógł pocze­

kać na bardziej sprzyjający moment, np. gdy walki w północnej 

Italii zostaną zakończone. Jesienią 201 roku nad Tybrem zjawiły 

się jednak poselstwa Rodos i Attalosa, prosząc o pomoc. Król 

Pergamonu był wiernym aliantem Rzymu i, w przeciwieństwie 

do Etolów, nigdy nie złamał swych przyrzeczeń. Senatorowie 
zobowiązani byli do wdzięczności. Tu stawką była rzymska fides 
(wierność wobec sprzymierzeńców)! Patres zdawali też sobie 
sprawę, że jeśli pozwolą Filipowi pokonać Rodos i Attalosa, 
utracą cennych sojuszników. Na razie Republika nie wysłała na 
Wschód legionów, lecz jedynie komisję trzech mężów, którzy 

mieli rozeznać się w sytuacji i znaleźć sprzymierzeńców przeciw 
Filipowi. W jej skład weszli Gajusz Klaudiusz Nero, Marek 
Emiliusz Lepidus i Publiusz Semproniusz Tuditanus, ten sam, 
który wynegocjował pokój z Fojnike, uważany przeto za znawcę 

spraw Wschodu. Trzej legaci podjęli w Fojnike negocjacje 

z politykami Epiru, w Athamanii rozmawiali z królem Amynan-

drem, w Ajgion — z przywódcami Związku Achajskiego 
a w Naupaktos — z Etolami. W końcu pożeglowali do Aten. 

Mogli swobodnie poruszać się po Grecji, gdyż pokój Rzymu 

z Macedonią i Symmachią Hellenów wciąż obowiązywał. 

Senatorowie parli jednak do szybkiej wojny. Jednym z kon­

sulów na 200 rok wybrany został Publiusz Sulpicjusz Galba, 
który walczył już z Filipem, dlatego wydawał się najlepszym 

background image

154 

kandydatem na wodza. Senat przyzna! mu Macedonię jako 

prowincję (tj. region działania), tak jakby konflikt zbrojny był 

już rzeczą pewną. Znamienne, że tym razem w zakres prowincji 

nie weszła Grecja. Patres świadomie zamierzali oderwać od 
Filipa jego helleńskich sojuszników. 

Galba od razu po rozpoczęciu urzędowania w marcu 200 roku 

wystąpił przed ludem z wnioskiem ,.co do wydania wojny 

Filipowi i pozostającym pod jego panowaniem Macedończykom 

za to, że skrzywdzili i zbrojnie zagrozili sprzymierzeńcom ludu 
rzymskiego" (Liv. XXXI 6). O dziwo, prawie wszystkie komicja 

centurialne (zgromadzenia ludu rzymskiego) glosowały przeciw­
ko. Obywatele Rzymu, zmęczeni długotrwałymi zmaganiami 
z Kartaginą, nie chcieli nowego konfliktu. Do odrzucenia 

wniosku zachęcał głosujących trybun ludowy Kwintus Bebiusz, 

który oskarżał senat o to, „że sieje wojny jedną po drugiej, żeby 
lud nigdy nie mógł korzystać z owoców pokoju". Ta opowieść 

Liwiusza jest spójna i przekonuje, wydaje się jednak, że do 

odrzucenia wniosku przyczyniły się również konflikty wśród 
elity politycznej Rzymu. Wielu nobilów zazdrościło wodzows-
kiej chwały Scypionowi Afrykańskiemu. Konserwatywnie nasta­

wieni senatorowie uważali, że nadzwyczajna pozycja w państ­

wie, którą Africamts zdobył dzięki zwycięstwu nad Hannibalem, 

jest nie do pogodzenia z tradycjami Republiki. Politycy ci 

zapragnęli tedy, aby Sulpicjusz Galba zdobył sławę w kolejnej 
zwycięskiej wojnie, usuwając tym samym w cień Scypiona. 

Przyjaciele triumfatora spod Zamy usiłowali pokrzyżować te 

zamiary. To raczej w interesie zazdrosnego Korneliusza Scypio­

na Afrykańskiego, a nie zmęczonego wojną ludu wystąpił trybun 
Bebiusz

3

Porażka w komicjach nic ostudziła wojowniczych zapędów 

patres.

 Według Liwiusza (XXXI 6) senatorowie zaczęli 

wysuwać pod adresem trybuna ludowego „obelżywe zarzuty", 
namawiali też konsula, by jeszcze raz przeprowadził głosowa­
nie. Legatów wysłanych na Wschód oczywiście nie odwołano. 

3

 L a z e n b y, op. cit., s. 241, 

background image

155 

Kiedy trzej rzymscy komisarze zeszli z okrętu na ląd w Pire-
usie, pod murami Aten szalała wojna. Ateny, wciąż będące 

duchową stolicą Hellady, lecz w końcu III wieku dysponujące 

jedynie szczątkowymi siłami zbrojnymi — pospolitym rusze­

niem odwykłych od wojaczki mieszczuchów i kilkoma spróch­
niałymi okrętami — wdały się w konflikt z potężnym królem 

Makedonów. Gdy Filip jeszcze walczy! w Azji, Ateńczycy 
stracili dwóch akarnańskich młodzieńców, którzy weszli do 
świątyni Demeter podczas misteriów eleuzyńskich, chociaż 
nie byli w nie wtajemniczeni. Akarnanowic znaleźli się tam 
przypadkowo, mimo to lud Aten okazał się bezlitosny, 
a później odmówił zapłaty odszkodowania za ich śmierć. 

Ateńczycy zareagowali tak brutalnie, pragnąc wziąć odwet 

na Filipie, który atakował zaprzyjaźnioną z nimi Rodos i starał 
się zyskać kontrolę nad zbożowym szlakiem z Morza Czar­
nego. Akamanowie byli bowiem wiernymi sojusznikami 

Macedonii. Ledwie Antygonida wymknął się z zatoki Bargylia, 
Akamanowie poprosili go o pomoc w pomszczeniu krzywd. 

Król przysłał im silny oddział zbrojnych. Macedońscy i akar-

nańscy woje spustoszyli ogniem i mieczem ateńską Attykę. 
Galery Filipa zaatakowały Pireus i uprowadziły cztery ateńskie 
okręty wraz z załogami. Lecz floty pergameńska i rodyjska 
w pościgu za uchodzącym królem przepłynęły Morze Egejskie 

i zakotwiczyły na Eginie. Z tej wyspy sprzymierzone eskadry 
przyszły na odsiecz Atenom. Okręty rodyjskie odebrały 
Macedończykom zdobyte galery, nawy pergameńskie zaś 
strzegły przed najazdem wybrzeży Attyki. Wdzięczni Ateń­
czycy zaprosili sojuszników w swe mury. Uczcili Rodyjczyków 
wymianą obywatelstwa (isopoliteia), Attalosa zaś witali ze 
szczególnymi honorami, prawie jak boga. „Uchwalono dla 

niego takie zaszczyty, jak dla żadnego z poprzednich dob­
roczyńców nie uchwalano tak łatwo |...|, jedną z fyl nazwali 
imieniem Attalosa i przyjęli go w poczet swych rodowych 
protoplastów"

4

Polyh. XVI 25. Fylc to jednostki terytorialne Aten. 

background image

156 

Przed przybyciem do Aten król Pergamonu spotkał się 

w Pireusie z trzema legatami z Rzymu. Postanowiono namówić 

lud ateński do wydania wojny Filipowi. Nie było to trudne. 
Attalos i Rodyjczycy argumentowali, że w tym konflikcie Ateny 
mogą liczyć na poparcie niezwyciężonego mocarstwa znad 

Tybru. W paroksyzmie nienawiści Ateńczycy roztrzaskali posągi 

władców Macedonii i zniszczyli wszystkie inskrypcje na ich 
cześć, zmienili nazwy fyl De me tri as i Antygonis, nazwanych tak 
na cześć Antygonidów. Wreszcie w kwietniu lub w maju 200 
roku zgromadzenie ludu ateńskiego formalnie wypowiedziało 
wojnę Filipowi. Pod Akropolem posłowie rzymscy osiągnęli 
pełny triumf dyplomatyczny. Uprzednio u Achajów, Etolów czy 
Athamanów trzej legaci niewiele wskórali — Grecy nie chcieli 
wiązać się z Rzymianami, których pamiętali z poprzedniej wojny 

jako bezlitosnych rabusiów. Lecz w Atenach Semproniusz 
Tutidanus i jego koledzy mogli wreszcie wystąpić jako przyjacie­

le i protektorzy najświetniejszego z poleis Hellady. 

Filip zapłonął gniewem, dowiedziawszy się, że Ateńczycy 

znieważyli pamięć jego przodków. Nic zważając, że znajduje 
się już w stanie wojny z Pergamonem i z Rodos, postanowił 
poskromić nowego nieprzyjaciela. Wysłał znaczny hufiec pod 
dowództwem zaufanego dowódcy, Nikanora, zwanego Sło­

niem, który spustoszył Attykę aż po Akademię. Żołnierze 

macedońscy dotarli więc aż pod mury grodu Pallady. Ateń­

czycy bezradnie patrzyli, jak napastnicy palą i grabią ich 
dobytek. Attalos w tym czasie bezczynnie siedział na Eginie, 
daremnie usiłując nakłonić Etolów, by złamali pokój i uderzyli 
na Filipa. Rodyjczycy zajęci byli odzyskiwaniem Cyklad, 
które podporządkowali sobie z wyjątkiem Andros, Paros 
i Kylhnos. obsadzonych przez załogi macedońskie. 

Wciąż bawiący w Atenach legaci rzymscy znaleźli się 

w kłopotliwej sytuacji. W końcu to także oni namawiali 
Ateńczyków do rzucenia Filipowi rękawicy. Teraz jednak 
niewiele mogli im pomóc, nie byli bowiem upoważnieni do 
wypowiedzenia Macedonii wojny. Trzej nobilowie wiedzieli 

background image

157 

jednak, że senat zdecydowany jest zdruzgotać potęgę Anty-

gonidy. Spotkali się więc z Nikanorem i „polecili mu zako­
munikować Filipowi, że Rzymianie wzywają króla, by żadnego 
z Greków nie niepokoił wojną, i oświadczają, że za krzywdy 
wyrządzone Attalosowi odpowie przed sprawiedliwym sądem; 

jeżeli to wykona, może żyć z Rzymianami w pokoju, jeżeli 

zaś nie zechce się do tego zastosować, pociągnie to za sobą 

skutki wręcz odmienne" (Polyb. XVI 27). Tak więc Semp-

roniusz Tutidanus i jego koledzy postawili władcy Makedonów 
ultimatum niejako na własną rękę, a następnie, nieco prze­
straszeni swą śmiałością, pożeglowali na Rodos. 

Dumny Filip nie odpowiedział na ten dyktat. Być może 

doszły go wieści o decyzji komicjów i niechęci ludu rzyms­
kiego do wojny. Król wyznaczył 2 tysiące piechurów i 200 

kawalerzystów pod wodzą Filoklesa, jednego ze swych naj­
lepszych dowódców. Zgodnie z rozkazem Filokles pustoszył 
Attykę, dokonując wypadów z Eubei. Od południa terytorium 

Aten najeżdżali macedońscy żołnierze, stacjonujący w Koryn­
cie, którzy maszerowali przez Megarydę. Okręty Filipa, mające 
swą bazę w Chalkis, przechwytywały galery zmierzające do 
Fireusu. Sytuacja Aten stała się dramatyczna, sam król bowiem 

wyruszył na podbój miast na wybrzeżu trackim, by opanować 
zbożowy szlak z Morza Czarnego i wygłodzić krnąbrne 
miasto. Attalos, Rodos i sprzymierzone z nimi małoazjatyckie 

polis

 Kyzikos udzielał}' Atenom jedynie niewielkiej pomocy. 

Zrozpaczeni Ateńczycy zwrócili się o pomoc do Etolów, 

Egiptu i kilku miast na Krecie, lecz nie uzyskali niczego. 

Późnym latem 200 roku wysłali więc poselstwo do Rzymu, 

prowadzone przez Kefisodorosa. Jeśli wierzyć Liwiuszowi, 
w mieście Wilczycy przebywało już poselstwo egipskie, 
zagrzewające senatorów do wojny z Macedonią. Kiedy Ateńczy­

cy przybyli nad Tyber. ku swej wielkiej radości dowiedzieli się, 
że lud rzymski wyraził właśnie zgodę na zbrojną rozprawę 
z Filipem. Według Liwiusza konsul Galba przekonał Kwirytów, 

wywodząc, że konflikt i tak jest nieunikniony, Filip zamierza 

background image

158 

bowiem pójść śladami Pyrrusa i zbrojnie najechać Italię. 

Rzymianom pozostał jedynie wybór — czy przeprawić się do 
Macedonii, czy też wojować na własnej ziemi. Galba przypo­
mniał, że Pyrrus z niewielkim wojskiem zaatakował ongiś 
kwitnącą Italię, a mimo to podszedł prawie pod mury Rzymu. 
Obecnie Italia jest zniszczona i wykrwawiona po wojnie 
punickiej, Filip zaś włada potężniejszym królestwem niż 

Pyrrus. Inwazja wojsk Antygonidy spowoduje więc znacznie 

większe szkody niż atak pyrrusowych wojów — tłumaczył 
Rzymianom konsul. W końcu zaapelował do obywateli: „Niech­
że raczej Macedonia niż Italia ma u siebie wojnę. Niech broń 

i ogień niszczą raczej miasta i wsie wroga!" (Liv. XXXI 7). 

Liwiusz przypuszczalnie zmyślił lub retorycznie przyozdobił 

większą część mowy Sulpicjusza. lecz trafnie przekazał główne 

jego argumenty. Rzymianie pamiętali o cięgach, jakie sprawił 

Republice Pyrrus, o Macedończykach zaś wiedzieli tylko tyle, 

że są groźniejszym wrogiem od Hpirotów i w czasach 

Aleksandra Wielkiego podbili imperium perskie. Kwiryci 

posłuchali więc konsula i tym razem oddali głosy za wojną. 
Oczywiście w tym czasie Filip nie miał żadnej możliwości 
dokonania inwazji na Italię. Konsul Galba, chcąc za wszelką 
cenę zdobyć laury zwycięskiego wodza, perfidnie wyprowadził 

w pole rzymski lud. Senat polecił mu powołać pod broń dwa 
legiony — łącznic z kontyngentami sprzymierzeńców italskich 
ponad 20 tysięcy żołnierzy. Większość z nich była niedo­
świadczonymi rekrutami z nowego zaciągu, senat pozwolił 
bowiem zabrać na Bałkany tylko tych wytrawnych wojaków 
z armii Scypiona, którzy wyrażą na to zgodę. 

Rzymowi pozostało zażądać zadośćuczynienia od Anty­

gonidy. Zadanie to otrzymał najmłodszy z przebywających na 

Rodos trzech legatów, Marek Emiliusz Lepidus, nadobny 
młodzieniec, którego w przyszłości czekała świetna kariera 
(miał zostać dwukrotnym konsulem, cenzorem i sześciokrot­
nym „pierwszym senatorem" —pńnceps senatus). Senatorowie 
z pewnością nie chcieli prowadzić negocjacji. Gdyby taki był 

background image

159 

ich zamiar, wysłaliby do króla nie najmłodszego z legatów, 
lecz doświadczonego Semproniusza Tutidanusa. który już raz 

w Fojnike dobił largu z Filipem. 

Lepidus odnalazł Antygonidę pod murami miasta Abydos już 

po azjatyckiej stronie Hellespontu. Ostatni obrońcy tego polis 
właśnie zdawali się na łaskę króla. Przedtem Filip odbył 
błyskotliwą kampanię na trackim wybrzeżu. Wziął ze sobą tylko 
2 tysiące piechurów bez taborów i 200 konnych żołnierzy, 

zdobywał jednak jedno miasto po drugim, jego działania bowiem 

wspierała flota, dowodzona przez Heraklejdesa z Tarentu. Filip 
wziął szturmem Ajnos. Maroneję wydał mu egipski dowódca 

Kallimedes (miasta, które atakował król, uznawały przeważnie 
władzę Ptolemajosa V, monarchy Egiptu). Potem Antygonida 
pomaszerował na Chersonez, gdzie Ejaiunt i Alopekonessos 

otworzyły przed nim bramy. Zdobył Sestos na europejskim 
brzegu Hellespontu. a w końcu przeprawił się do Azji — pod 

mury Abydos. Sukcesy te jednak nie prowadziły do niczego. Czy 
Filip nie rozumiał, że na włosku wisi wojna z Rzymem, że już 

wkrótce będzie potrzebował w Macedonii każdego żołnierza? 
A w ujarzmionych poleis musiał przecież zostawiać garnizony. 

Abydos stawiło niespodziewanie zaciekły opór. Do miasta 

wpłynęły okręty pergameński i rodyjski z niewielkim od­

działem żołnierzy. Obrońcy liczyli, że już wkrótce nadejdzie 
silniejsza odsiecz i walczyli dzielnie, podpalając i bombardując 
głazami z katapull machiny wojenne Filipa. Dopiero kiedy 
runął mur miasta, podkopany przez królewskich saperów, 
Abydenowie wysłali posłów do Antygonidy, prosząc, aby 
pozwolił mieszkańcom odejść w jednej tylko szacie. Roz­

juszony poniesionymi stratami Filip zażądał jednak bezwarun­

kowej kapitulacji. Ta bezsensowna brutalność stała się przy­
czyną ponurej masakry. Zdesperowani Abydenowie złożyli 

straszną przysięgę, że zginą w walce albo popełnią samobójs­
two, lecz przedtem zabiją wszystkie kobiety i dzieci, spalą 

kosztowne szaty, a złoto utopią w morzu, by nic nie wpadło 

w ręce chciwego zdobywcy. W zaciekłej walce przy wyłomie 

background image

160 

w murze wyginęli niemal wszyscy obrońcy. Wtedy kilku 
starszych obywateli usiłowało ocalić kobiety i dzieci, prosząc 
o laskę Filipa. Inni jednak, oburzeni tym wiarołomstwem, 
„masowo rzucali się do mordowania siebie samych i swych 
dzieci i żon [...] szli na śmierć w ogień, wieszali się, rzucali 
do studzien lub z dachów na głowę" (Polyb. XVI 34). Filip 
był przerażony samobójczym szałem, ogłosił jednak cynicznie, 
że tym, którzy nadal chcą się wieszać lub mordować, daje trzy 
dni do namysłu. Dopiero po tym terminie wkroczył do 

pełnego trupów miasta. Większość Abydcnów dotrzymała 

potwornej przysięgi. 

Jeszcze trwała orgia samobójstw, gdy Emiliusz Lepidus stanął 

przed obliczem Filipa i przekazał ultimatum Miasta Wilczycy: 

oto senat wzywa króla „by nikogo z Greków nie niepokoił 

wojną, nie wyciągał rąk po własność Ptolemajosa, a Attalosowi 
i Rodyjczykom przyrzekł zadośćuczynienie za wyrządzone im 

krzywdy; jeżeli się do tego zastosuje, może żyć w pokoju, jeżeli 
zaś nie zechce usłuchać dobrowolnie, czeka go wojna z Rzy­

mem" (Polyb. XVI 34.1-7). Antygonida usiłował się tłumaczyć, 

twierdząc, że to Rodyjczycy pierwsi wydali mu wojnę. Z techni­
cznego punktu widzenia miał rację, Lepidus jednak zapytał 
szyderczo: „A Ateńczycy? A Kianowie? A teraz Abydenowie? 
Czy i z tych ktoś pierwszy wyciągnął rękę na ciebie?" Król 

Makedonów zrozumiał, że rzymski legat nie zamierza z nim 
pertraktować, lecz tylko stawia warunki. Odpowiedział więc 
ironicznie, że przebacza Lepidusowi tak zuchwałe słowa, gdyż 
ten jest młodzieńcem niedoświadczonym i pięknej urody, a co 

ważniejsze — Rzymianinem. Zakończył zaś słowami: „Co do 

mnie [...] to chcę, żeby Rzymianie nie przekraczali układów i nie 
prowadzili ze mną wojny. A jeżeli i to uczynią, będziemy się, 
z bożą pomocą, dzielnie bronić". 

Tak przemówiła królewska duma Filipa. W tym momencie 

Antygonida pojął wszakże, że jego polityka legła w gruzach. 
Nic mógł się spodziewać, że wygra wojnę z mocarstwem. 
które rzuciło na kolana Kartaginę, władczynię mórz. Macedo-

background image

161 

nia znalazła się w konflikcie z italską potęgą osamotniona, 

bez greckich sprzymierzeńców. To Synowie Wil­
czycy podnieśli sztandar wolności Hellenów, którym przez tyle 

lat potrząsał Filip jako przywódca Greckiej Symmachii! Król 
mógł gorzko drwić z tych rzymskich szermierzy helleńskiej 

swobody, którzy przecież obrócili w perzynę kwitnące poleis 
— Tarent, Syrakuzy, Akragas, Antykirę. Ojniadaj, Eginę, którzy 

wyrżnęli tysiące Greków, a innych sprzedali w niewolę jak 
bydło. Nic to jednak nie mogło mu pomóc. Antygonida sam był 

zresztą sobie winien —jego zaborcza polityka i bezsensowne 
okrucieństwo popchnęły Hellenów w ramiona Rzymian. 

Filip znalazł się w pułapce. Gdyby przyjął żądania senatu, 

tj. wyrzekł się wszelkich wojen z Grekami, uczyniłby z Ma­

cedonii państwo zależne od Rzymu. Nie ulega wąt­

pliwości, że w takim wypadku Republika kontrolowałaby 

skrupulatnie wszelkie posunięcia króla. Odmowa jednak 
oznaczała ciężką wojnę, z której macedoński monarcha nie 

mógł wyjść jako zwycięzca. Filip zdecydował się rozstrzygnąć 

spór zbrojnie, pomny na swój majestat królewski i czyny 

sławnych przodków

5

Ale na co Antygonida mógł jeszcze liczyć? Na pomoc 

Antiocha? Na antyrzymską rewoltę w Kartaginie, w której 
wciąż poważną rolę odgrywał Hannibal? Na solidarność 
Hellenów przeciw italskim barbarzyńcom? Jeśli król istotnie 

żywił takie nadzieje, szybko okazały się one iluzją. Nie 

wiemy, czy Filip wysłał poselstwa do Antiocha, czy do Kart 

Hadaszt. Jeśli nawet tak uczynił i tak nic nie wskórał. 

Dyplomacja rzymska okazała się skuteczniejsza. Spod Abydos 

legat Lepidus powrócił na Rodos i zdążył udaremnić wysiłki 
poselstwa achajskiego, namawiającego Rodyjczyków do zawar­

cia pokoju z Filipem. Trzej posłowie podążyli następnie do Syrii, 

do Antiocha. Seleukida, który właśnie odniósł walne zwycięstwo 
nad armią egipską pod Fanion, zapewnił rzymskich posłów, że 

Wałek-Czernecki, {op. cit.. s. 112) słusznie uważa sytuację Macedonii za 

beznadziejną i dlatego nazywa butną odpowiedź Filipa „czczą fanfaronadą". 

11 — Kynoskcfalaj 197 p,n.c 

background image

162 

nie zamierza stanąć w wojnie po stronie Macedonii. W rym 
czasie Republice bardzo zależało na dobrych stosunkach z An-

tiochem. Legaci poprosili więc syryjskiego króla o przysłanie 
posłów do Rzymu, których przyjęto nad Tybrem z najwyższymi 
honorami. Potem Emiliusz Lepidus i jego koledzy przybyli do 
Aleksandrii. I tam potraktowano ich po królewsku, egipscy 

politycy w swej naiwności liczyli bowiem, że Republika pomoże 

im w wojnie z Antiochem. Senatorowie wszakże pragnęli, aby 

konflikt Seleukidy z Egiptem trwał jak najdłużej, toteż udzielili 

opiekunom małoletniego Ptolemajosa tylko słownych zapewnień 
0 przyjaźni. Rzym zachował więc dobre stosunki z obydwoma 

hellenistycznymi mocarstwami i mógł bez przeszkód rozprawić 
się z trzecim — Macedonią. Antioch, zwany przez pochlebców 
,.Wielkim", dalekowzrocznością polityczną się nie popisał. 

W wojnie, zwanej z perspektywy Rzymu II wojną macedoń­

ską, Filip stał na straconej pozycji. Z najwyższym wysiłkiem 
mógł wystawić 40, może 45 tysięcy żołnierza — obywateli, 
najemników, sprzymierzeńców i poddanych nie-Macedoń-

czyków. Silne oddziały musiał wysłać jednak do obrony 

północnych granic, jeszcze więcej wojska pełniło służbę 
garnizonową w Karii, w Abydos, w miastach na wybrzeżu 
trackim, w kluczowych twierdzach Macedonii i Tessalii. 

Hufce, które król mógł wyprowadzić w pole, liczyły w kon­

sekwencji nie więcej niż 20-25 tysięcy ludzi. Jest to od­

powiednik rzymskiej armii konsularnej. Filip nie miał już przy 

tym żadnych rezerw. Gdyby przegrał wielką bitwę, jego 

królestwo byłoby zdane na łaskę i niełaskę zwycięzcy. Inaczej 
Rzymianie. Ich możliwości mobilizacyjne były ogromne. 
Podczas II wojny punickiej w 211 roku Republika utrzymywała 
w polu 25 legionów —czyli wraz z oddziałami sprzymierzeń­

ców i z żołnierzami, pełniącymi służbę na okrętach, ćwierć 

miliona zbrojnych. Nawet gdyby Antygonidzie udało się 
rozbić w puch jedną armię konsularną, następnego roku nowa, 

jeszcze silniejsza, wylądowałaby na Bałkanach. Król przyjął 

więc ostrożną taktykę. Postanowił unikać wielkich bitew, 

background image

163 

utrudniać przeciwnikowi zaopatrzenie, blokować jego marsze 
przy wykorzystaniu trudnych warunków terenowych, niszczyć 
zaskakującymi uderzeniami mniejsze oddziały i czekać, aż 

senat znuży się tą wojną i postawi w miarę znośne warunki 

pokoju. Tylko że nawet Hannibalowi nie udało się zniechęcić 

do wojaczki Synów Wilczycy. 

Tadeusz Wałek-Czernecki ostro gani Antygonidę za to 

zwlekanie, będące niewczesnym naśladownictwem taktyki 

Fabiusza Kunktatora

6

. Zdaniem polskiego uczonego Anty-

gonida powinien raczej jak najszybciej stoczyć walną bitwę, 
gdyż tylko piorunujące zwycięstwo mogło przeciągnąć na 

jego stronę Greków. Jest w tym troche prawdy, z drugiej 

jednak strony, gdyby Antygonida od razu stanął do boju 

w otwartym polu, mógłby przegrać całą wojnę w ciągu 

zaledwie miesiąca

7

Blip jeszcze nie zdążył powrócić spod Abydos do swego 

królestwa, gdy umyślni przynieśli mu hiobowe wieści. Oto 
Rzymianie przekazali formalne wypowiedzenie wojny załodze 

którejś z pogranicznych macedońskich twierdz. Konsul Suł-

picjusz Galba wylądował już w Apollonii. Miał dwa legiony 
wraz z oddziałami sprzymierzeńców i 50 wojennych galer. 
Była już połowa września 200 roku, lecz konsul nie tracił 

czasu. Zajął stanowiska nad rzeką Apsus między Apollonia 
a Epidamnos. Był chory, więc wysłał legata Lucjusza Apus-
tiusza z silnym oddziałem zbrojnych na pustoszenie północno-

-zachodnich krańców państwa Antygonidy. Apustiusz wziął 

szturmem ufortyfikowane miejscowości w Dassaretydzie 

— Korragos, Gerrunios i Orgesson. Potem podszedł pod 

warowne miasto Antipatreja (obecnie Berat w Albanii), 

oddalone ok. 50 kilometrów na wschód od Apollonii, otoczone 
solidnymi murami i położone na wąskim przesmyku. Wezwał 

6

 Wałek-Czernecki, op. cit., s. 119. 

Na lemat potęgi militarnej Rzymu: Lazenby. op. cit., s. 233 i n; 

słabość armii macedońskiej: Wałek-Czernecki. op. cit., s. 27 i nn; 

Se i be rt, op, cit.. s. 243 przy p. 91. 

background image

164 

miejscowych notabli do kapitulacji, ale ci, ufni w obronność 
miejsca, postanowili stawić zbrojny opór. Legat wnet posłał 
swoich do szturmu. Rzymianie bez trudu rozpędzili nielicznych 
obrońców i dokonali zwyczajowej masakry. Apustiusz „ludzi 
dorosłych kazał mordować (...) mury zburzył, miasto spalił" 
— pisze lakonicznie Liwiusz (XXXI 27). 

Upadek Antipatrei zrobił piorunujące wrażenie. Miasto 

Kodrion (zapewne współczesne Rrmait) otworzyło bramy 
przed rzymskim wodzem. 1-egat obsadził je silną załogą. 
i, zdobywszy jeszcze nie zidentyfikowaną miejscowość Knidos, 
nakazał odwrót do głównego obozu. Obładowani łupami 

rzymscy żołnierze rozciągnęli się w długą kolumnę. Wykorzystał 

to Atenagoras, jeden ze strategów Filipa. Niepostrzeżenie zbliżył 

się do nieprzyjaciela i uderzył na jego tylną straż, gdy legioniści 

przeprawiali się przez rzekę. Niespodziewany atak wywołał 
wiele zamieszania. Widmo klęski zajrzało Rzymianom w oczy. 

Bitewną wrzawę usłyszał jednak podążający na czele Apustiusz. 

Legat zawrócił konia, nakazał swym ludziom szybko położyć 
toboły na ziemi i ustawił ich w bitewnym szyku. Atenagoras, 
mający zapewne głównie lekkozbrojnych, nie wytrzymał natarcia 
legionistów, bezpiecznych za swymi wielkimi tarczami. Mace­
dończycy wycofali się, ponosząc jakieś straty. Zwycięski legat 
bezpiecznie (naprowadził wojsko do konsula. 

Sukcesy te sprawiły, że wrogowie Antygonidy zlecieli się 

do obozu Galby jak muchy do miodu. Swych posłów przysłali 

Amynander z Athamanii, Pleuratos, syn Skerdilajdasa. władca 
llirów, Bato, król Dardanów, syn Longarosa, tego samego, 
który zadał druzgoczącą klęskę Demetriosowi II, ojcu Filipa. 
Wszyscy ofiarowali Rzymianom zbrojną pomoc w prowadzo­
nej wojnie. Galba oświadczył, że skorzysta z posiłków 

iliryjskich i dardańskich, gdy wiosną roku następnego wtargnie 

do Macedonii, natomiast Amynandrowi polecił podburzać 

Etolów do wojny. Konsul przezimował wraz z wojskiem 
w obozie pod Apollonia. 30 rzymskich okrętów z bazy na 
Korkyrze blokowało wybrzeża Epiru. 20 korabi pod dowódz-

background image

165 

twem legata Gajusza Klaudiusza Cento opłynęło natomiast 
Peloponez i weszło do Pireusu. Rzymianie, do których 
przyłączyły się 3 czterorzędowcc rodyjskie i 3 lekkie okręty 
ateńskie, szybko położyli kres macedońskim najazdom z Ak-

rokoryntu i z Eubei na terytorium Aten. 

Klaudiusz wkrótce dokonał zuchwałego ataku na Chalkis, 

dowiedziawszy się od wygnańców z tego miasta, że macedoń­
ska załoga niedbale sprawuje straże. Okręty rzymskie podeszły 

do przylądka Sunion i tam się zatrzymały. Klaudiusz roztropnie 

zaczekał do zachodu słońca. Pod osłoną ciemności rzymskie 
nawy pożeglowały pod Chalkis i dotarły do celu przed 
świtem. Spokojne morze ułatwiło przedsięwzięcie. Garstka 
legionistów z legatem na czele po drabinach niepostrzeżenie 
wspięła się na mury. Rzymianie wysickli zaskoczonych 
strażników i otworzyli bramę swoim towarzyszom. W mieście 
rozpoczęła się rzeź i orgia niszczenia. Napastnicy obrzucili 
pochodniami budynki wokół agory. Z dymem poszły spichrze 

królewskie i arsenały, pełne pocisków, katapult i innych 
wojennych machin. Obrońcy i obywatele Chalkis poszli pod 
miecz. Kto nie zdążył uciec, ginął. Sopatros z Akarnanii, 

dowódca garnizonu Filipa, skrzyknął garstkę zbrojnych i usi­

łował stawić opór, poległ jednak, a jego ludzi wycięto. Wśród 

szalejących pożarów legioniści poznosili zdobycz na agorę 

i załadowali na okręty. Żołnierze rodyjscy rozbili bramy 
więzienia i wypuścili na wolność jeńców i skazańców, „których 
Filip osadził lam jakby w najlepiej zabezpieczonym miejscu" 

(Liv. XXXI 23). Mściwi sprzymierzeńcy potrzaskali jeszcze 
posągi macedońskich królów i odpłynęli do Pireusu, pozostawia­

jąc za sobą dymiące zgliszcza. Gajusz Klaudiusz żałował, że ma 

zbyt szczupłe siły, by obsadzić Chalkis, fortecę o wielkim 
znaczeniu, musiał jednak wracać, by zapewnić Atenom obronę. 

Filip przebywał w tym czasie w Demetrias. Wiedział, że 

pora roku jest zbyt późna, by konsul Galba mógł podjąć marsz 
na Macedonię przez bałkańskie góry. Król całą swą uwagę 
skierował więc na greckie sprawy. Na wieść o masakrze 

background image

166 

w Chalkis natychmiast pognał na odsiecz z 5 tysiącami 

piechoty bez żadnych taborów i 300 kawalerzystami. Żołnierze 

niemal biegli, Filip był więc pewien, że zaskoczy Rzymian. 
Przybył jednak za późno. Wstrząśnięty widokiem obróconego 

w perzynę miasta zostawił oddział zbrojnych, by pochowali 
poległych, a z resztą przeprawił się przez cieśninę Euripos 
i popędził przez Beocję, by znienacka zdobyć znienawidzone 

Ateny. Zbliżającą się kolumnę wojsk królewskich wypatrzył 

jednak postawiony na czatach ateński goniec. Zdążył wpaść 

o północy do miasta i wszczął alarm. 

Archontowie nakazali trąbić na trwogę z Akropolu. Wojsko 

ateńskie, wsparte przez oddział najemników i hufiec z Per-
gamonu. szybko zgromadziło się na agorze. Filip nadszedł 

jeszcze przed świtem, ujrzawszy jednak mnóstwo świateł 

i zbrojnych na murach pojął, że nie udał się podstęp. Mimo to 

nie zrezygnował ze szturmu. Pozwolił żołnierzom na chwilę 
wytchnienia, po czym ustawił armię w szyku bojowym, 
napominając swoich, by poszli za nim w najgorętszy bój. 
Prowadzeni przez króla i zachęceni jego przykładem Makedo-

nowie uderzyli z impetem i zmietli oddziały przeciwnika, 
które wyszły z Dipylon, podwójnej bramy w północno-

-zachodniej stronie miasta. Filip, jadący na czele konnicy, śmiało 
pognał konia między łuki dwóch bram i w ciasnocie walczył jak 
prosty żołnierz, zabijając i raniąc wrogów. Nie zdołał jednak 
wtargnąć do samego miasta i miotał się, zadając cios za ciosem 
w kłębowisku bitwy. W końcu, osłaniany przez towarzyszy, 
wycofał się bezpiecznie. Ateńczycy pospiesznie zamknęli 

wierzeje i już nie odważyli się wyprowadzać wojska za mury. 

Gniewny Filip nakazał spalić Kynosarges, słynną świątynię 

Heraklesa, i Lykejon, a może nawet starożytną Akademię 

(Liv. XXXI 24; Diod. XXVIII 7). Żołnierze królewscy obracali 

w gruzy budynki, nie szczędząc nawet grobowców. Do Aten 
tymczasem wkroczyły dodatkowe wojska pergameńskie oraz 

oddziały rzymskie z Pireusu. Filip pojął, że nie zdobędzie 

dobrze bronionego miasta. Nakazał odwrót i rozbił obóz 

background image

167 

w odległości 3 tysięcy kroków na północ od ateńskich murów. 

Poderwał jeszcze swe hufce, by niespodziewanym wypadem 

wziąć Eleusis, świątynię Demeter otoczoną przez mocne 

fortece. Ale nic nie wskórał, czuwały bowiem straże, a okręty 
rzymskie już nadpływały na odsiecz z Pireusu. Wtedy Anty-

gonida poprowadził armię poprzez Megarydę i Korynt na 

Peloponez. Zamierzał pozyskać Achąjów, którzy właśnie 

odbywali w Argos zgromadzenie. 

Filip wciąż był nominalnym hegemonem Helleńskiej Sym-

machii i sojusznikiem Achajów, Związek jednak kierowany 

przez zdolnego wodza Filopojmena wyzwalał się szybko spod 

macedońskich wpływów. Kiedy król toczył boje o panowanie 

na Morzu Egejskim. Achajowie prowadzili od 204 roku swą 
własną, peloponeską wojenkę z Nabisem, władcą Sparty. 
Mieli też Antygonidzie za złe, że im w tym konflikcie nie 
przyszedł z odsieczą. W Argos zebrali się, by omówić kolejne 
działania przeciw Nabisowi. Wojna Filipa z Rzymem wyda­
wała się nie obchodzić achąjskich przywódców. Nabis, noszący 
dziwne babilońskie imię, był następcą Machanidasa i pochodził 
zapewne z bocznej linii dynastii królów Sparty, Eurypontydów. 
Wbrew lacedemońskiej tradycji rządził jednak sam, bez 
współwładcy z rodu Agiadów. Zdobył panowanie przy pomocy 
swych najemnych żołdaków kreteńskich i tarentyńskich, za 
nic miał więc sobie głosy spartańskiej starszyzny. 

W historiografii marksistowskiej Nabis uchodził za „po­

stępowego" monarchę, odbierał bowiem ziemię i złoto boga­
tym. wyzwalał helotów i niewolników, nadawał prawa obywa­
telskie periojkom, a nawet swym własnym wojakom. Jeśli 

jednak wierzyć źródłom, Nabis był krwawym tyranem, cynicz­

nym szubrawcem i godnym pogardy okrutnikiem. Swych 
przeciwników, Spartiatów z dobrych rodów, nie tylko przepę­
dzał, ale kazał także podstępnie mordować ich na wygnaniu. 

Torturami wymuszał pieniądze od zamożniejszych obywateli. 

W tym celu sporządził coś w rodzaju średniowiecznej Żelaznej 

Dziewicy, wybijany gwoździami posąg swej żony Apegi, 

background image

168 

notabene również łajdaczki nic lada. XX-wieczni badacze 
widzieli niekiedy w Nabisie bojownika o ,,sprawiedliwość 

społeczną" i ostatniego wielkiego króla Sparty, ale także 
opętanego żądzą władzy despotę bez żadnych ideałów, dyk­

tatora w stylu Hitlera i Stalina. Nabis wszczął wojnę ze 

Związkiem Achajskim, potrzebował bowiem sławy zwycięzcy, 
a przede wszystkim łupów, by umocnić swe panowanie. Był 

tęgim żołnierzem. Jako wódz ustępował wprawdzie Filopoj-
menowi, ale innym achąjskich strategom zadawał porażki. 

Achajowie czuli wielki respekt przed „tyranem" znad 

Eurotasu

8

. Kiedy więc Filip przybył do Argos i obiecał, że nie 

tylko przepędzi wojska Nabisa, ale także na czele swej armii 
zbrojnie nawiedzi Lakonię, przyjęły go radosne pohukiwania 
achąjskich obywateli. Krół jednak zamierzał sprawdzić, czy 

może liczyć na swych greckich sprzymierzeńców. Zażądał od 

Achajów, aby w zamian wysłali swych żołnierzy, by strzegli 
Chalkis, Koryntu i Oreos. Gdyby Achajowie zgodzili się na 
to, siłą rzeczy zostaliby wplątani w wojnę z Rzymem. 
Spostrzegł to strateg Związku Achajskiego Kykliadas, polityk 
uważany wprawdzie za stronnika Filipa, ale niezwykle ostroż­
ny. Odmówił on prośbie królewskiej, podając jako pretekst, że 
zgromadzenie ma prawo zajmować się jedynie wojną z tyranem 
Sparty, tylko bowiem w tym celu zostało zwołane. Antygonida 
zrozumiał, że Symmachia Hellenów w praktyce przestała 

istnieć, a Achajowie myślą już o przymierzu z Rzymem. Jak 

niepyszny podążył na północ. Tylko garstka achąjskich ochot­

ników przyłączyła się do niego (Liv. XXXI 25). 

Kiedy Filip przebywał w Argos, jego dowódca, Filokles, 

uderzył na Attykę, przeprawiwszy się z Eubei. Miał 2 tysiące 

zbrojnych Makedonów i Traków. Usiłował znienacka zdobyć 
Eleusis, lecz został odparty. Połączył tedy swe wojska z Fili­
pem. Razem podjęli kolejny szturm na Eleusis. Okręty 

8

 Na ten temat: M.  J ó z e f o w i c z , Tyranio Nabisa w świetle źródeł 

i historiografii nowożytnej.

 „Zeszyły Naukowe Uniwersytetu Jagiellońskiego. 

Historia'" 30. 1970. s. 37 i nn. 

background image

169 

rzymskie z Pireusu przywiozły jednak posiłki do twierdzy. 
Filip, widząc, że nie ma szans na sukces, pospiesznie po­
prowadził armię ku Atenom, licząc, że opanuje ogołocony 

z żołnierza Pireus. Atak na port jednak nie powiódł się. Wtedy 

Antygonida raz jeszcze podjął próbę wzięcia samych Alen. 
W ciasnocie między ruinami słynnych Długich Murów, 

łączących niegdyś Ateny z Pireusem, doszło do chaotycznego 
boju. I tu król nie zdołał rozgromić obrońców. Płonąc gniewem, 

znów bezlitośnie spustoszył Attykę. „[...] nie zadawalał się 

samym burzeniem świątyń czy obalaniem posągów, lecz kazał 
nawet kamienie kruszyć, żeby nie tworzyły stosu ruin, same 
pozostając całe" (Liv. XXXI 26). Dopiero, gdy wszystko 

zostało obrócone w perzynę, powrócił przez Beocję do 
ojczyzny. Krótka kampania Filipa w Grecji skończyła się 

fiaskiem. Ale król nie przykładał do niej chyba wielkiej wagi. 
Nie sprowadził całej armii polowej do Attyki, wojował tylko 

ze szczupłymi siłami. 

Rozstrzygnięcie miała przynieść kampania 199 roku. Konsul 

w obozie nad rzeką Apsus i król w Pełli przygotowywali się 
do niej bardzo skrzętnie. Filip kazał zburzyć miasta Skiathos 

i Peparethos, położone na wyspach o tych samych nazwach, 
aby nie siały się buzami wrogiej floty. Swe galery pod wodzą 

Heraklejdesa z Tarentu skoncentrował w Demetrias. Wysłał 

znaczne oddziały na północ, by obsadziły przełęcze z Pelagonii 
do Lynkestis, uniemożliwiając tym samym inwazję Dardanów 

przez dolinę górnego biegu rzeki Erigon. Zastępami tymi 

nominalnie dowodził Perseus, zaledwie 13-letni syn króla, 
któremu jednak Filip przydał jako doradców swych kilku 
doświadczonych przyjaciół"*. 

J.  K r o m a y e r . (Antike Schlachtfelder in Griechenland, t. II. Berlin 

1907, s. 11) i  W a l bank. {Philip V....s. 142) uważają, że oddział Perseusa 

zablokował przełęcze rzeki Aksios (Vardar). wątpliwe jednak, aby Lynkestis 
rozciągała się lak daleko na północ. Przyjmuję rekonstrukcję wydarzeń 

według Hammonda {The Opening Campaigns ami the Battle of Aui Stena in 
the Second Macedonian War,

 „Journal of Roman Studies". 56, 1966. s. 43 

i przyp. 16). 

background image

170 

Konsul Galba liczył, że zmiażdży Macedonię poprzez 

koncentryczne uderzenie ze wszystkich stron. Zamierzał 
poprowadzić legiony z zachodu poprzez wododziałowe góry 
Bałkanów. Dardanowie i Ilirowie mieli najechać królestwo 

Filipa od północy i północnego zachodu, Etolowie zaś — przez 
Tessalię od południa. W tym czasie połączone floty rzymska, 

pergameńska i rodyjska powinny pustoszyć wybrzeża państwa 
Antygonidów. Galba przez posłów ponaglał Rodyjczyków, by 
przestali się guzdrać i przysłali wreszcie swe korabie. Attalos 

z okrętami pergameńskimi zimował blisko — na Eginie. Plan 

konsula był świetny, tyle tylko, że Etolowie, najlepsi wojow­
nicy Hellady, wciąż zachowywali pokój z Filipem. Po klęskach 

w dwóch wojnach — sprzymierzeńczej i I macedońskiej, czuli 
respekt przed potęgą króla. Nie ufali też Rzymianom, swym 
dawnym sojusznikom. Galba wysłał więc legata, Lucjusza 

Furiusza Purpuriona, na zgromadzenie panetolskie, które 

wiosną 199 roku zwołano do Naupaktos. Ale i Filip nie 

zasypiał gruszek w popiele. Pchnął do Naupaktos swoich 

posłów, którzy napominali Etolów, by nie zrywali pokoju 
i przymierza. 

Jeśli wierzyć Liwiuszowi (XXXI 29), wysłannicy królewscy 

wskazywali na zagrożenie ze strony rzymskich barbarzyńców, 
ludzi obcych językiem, prawami i obyczajem, którzy ujarzmili 

już greckie miasta w Italii i na Sycylii, a teraz czyhają na 

wolność Hellady. Purpurion podkreślił natomiast, że teraz, 

gdy po rozprawieniu się z Kartaginą Rzym ze wszystkimi 
siłami zabrał się za Macedonię, wynik wojny może być tylko 

jeden. Poseł skierował pod adresem Etolów z lekka tylko 

zawoalowaną groźbę: „Dziś [.,.] wam nastręcza się szczęśliwa 
okazja do powrotu do przymierza i przyjaźni z nami — chyba 
że wolicie przy Filipie ginąć, niż przy nas zwyciężać". Etolski 
strateg Damokrytos odrzekł jednak, że pośpiech w tak ważnej 
sprawie jest złym doradcą, decyzję należy więc odłożyć na 

później. Innymi słowy, ostrożni po serii poprzednich porażek 

etolscy przywódcy postanowili upewnić się, czy tym razem 

background image

171 

Rzymianie rzeczywiście będą prowadzić wojnę całą swą 

potęgą, i czy potrafią zwyciężać. 

Sulpicjusz Galba był rozczarowany, ale nie zrezygnował 

z ofensywy. Wojsko rzymskie liczyło ok. 25 tysięcy ludzi, w tym 
20 tysięcy piechoty legionowej, chyba nieco mniej niż 2 tysiące 
konnych wojowników oraz posiłkowe oddziały iliryjskic. Siłę 

uderzeniową uzupełniało kilka, najwyżej kilkanaście słoni bojo­
wych, które odebrano pokonanej Kartaginie. Filip zebrał całą 
swą armię polową, miał jednak nieco szczuplejsze hufce — 20 
tysięcy piechurów, w większości ciężkozbrojnych falangitów, 
a także Mirów i Kreteńczyków z lekkim uzbrojeniem, jak 
również 2 tysiące kawalerzystów. Rzymianie zamierzali sforsować 
bałkańskie góry i wtargnąć na równiny Dolnej Macedonii — do 
serca królestwa Antygonidów. Tam Galba miał nadzieję połączyć 
się ze swymi dardańskimi i iliryjskimi sojusznikami. Gdyby plan 

ten się powiódł, Filip nie uniknąłby klęski. Macedoński monarcha 

zamierzał więc powstrzymać rzymską armię w górach, bez 

wydawania walnej bitwy. 

Region dzisiejszej środkowej Albanii, skąd wyruszył Galba, 

dzieli od równiny nad Zatoką Thessalonicką potężny łańcuch 
dzikich Bałkanów, szeroki na niemal 2(X) kilometrów, przy czym 

najwyższe pasma, między Jeziorem Prespańskim a doliną Lynkestis 
(obecnie Monastyr), wznoszą się ku niebu na ponad 2500 metrów. 

Konsul mógł przedzierać się tylko kilkoma szlakami, z których 

najważniejsze były północny, przez który później Rzymianie 
przeprowadzą swą słynną drogę via Egnatia, oraz południowy. 
Szlak północny wiódł przez wąską dolinę rzeki Skumbi na północ 
od otoczonych łańcuchami strzelistych gór Wielkich Jezior i dalej 
przez równinę Lynkestis, południowy zaś — w górę rzeki Apsus 

przez przełęcz Tsangon do Keletron i Beroi. Filip sądził zapewne, 

że nieprzyjaciel pociągnie stosunkowo łatwym szlakiem północ­

nym. Zajął więc pozycję w pobliżu Heraklei w Lynkestis, krainie 

zwanej leż Lynkos, i czekał. Konsul obozował nad rzeką Apsus 

(obecnie Semeni), przypuszczalnie na wzgórzach w pobliżu obecnej 
miejscowości Kuc, gdyż równina nad samym brzegiem często 

background image

172 

zalewana jest wiosną przez wodę, a nawet latem rozciągają, się tu 
niekiedy rozległe bagniska. Mniej więcej w połowie maja długa 
kolumna wojsk rzymskich wyruszyła na wschód. Galba, którego 
konsulat wprawdzie minął, ale senat dał mu władzę prokonsularną 

i przedłużył dowództwo, nie zdecydował się na szlak północny. 
Maszerując późniejszą via Egnatia musiałby bowiem sforsować 

dwie duże i wezbrane po wiosennych roztopach rzeki, Apsus 

i Gensus. Wybrał drogę pośrednią między szlakiem północnym 

a południowym, prowadzącą przez albański region, zwany obecnie 
Gramsh, przez Kodrion, gdzie wciąż stał rzymski garnizon, 

i Dassaretydę. 

Sulpicjusz Galba bez przeszkód dotarł do krainy Wielkich 

Jezior, Lichnitis i Prespańskiego

1U

. Rozbił obóz w pobliżu 

rzeki Bewos i wysłał żołnierzy, by sprowadzili zboże z Das-
saretydy. Największym problemem Rzymian podczas tej 
kampanii było zaopatrzenie, będące w ogóle piętą achillesową 
armii starożytnych. Kiedy Hannibal w 218 roku wtargnął do 

Italii, właściwie nie tyle prowadził wojnę z Rzymianami czy 
realizował jakiś plan strategiczny, ile poszukiwał żywności 
dla swoich żołnierzy. Armia Punijczyka przypominała wielką 
bandę rozbójników, wałęsających się w poszukiwaniu łupów, 

by napełnić swe puste brzuchy. Barkida nie miał bowiem 

w Italii żadnej bazy, a słaba flota kartagińska nie była w stanie 

zaopatrywać jego armii. Dopiero bitwa pod Kannami w sierp­

niu 216 roku zmieniła tę sytuację. A i tak po tym niewiarygod­
nym wprost zwycięstwie Hannibal nie mógł pomaszerować na 
Rzym. bo jego wojacy nie mieli co jeść... " 

10

 Kromayer (op. cit., s. 9 i nn) i Walbank {Philip V .... s. 141 i nnj 

uważają, że Galba podążał późniejszą via Egnaiiu. przyjmuję jednak ar­

gumentację Hammonda (op. tir., s. 43 przyp.19). który podkreśla, że w takim 

wypadku Filip znacznie wcześniej nawiązałby z Rzymianami kontakt bojowy. 

W starożytnych opisach via Egnatia nie ma zresztą mowy ani o rzece Bewos, 
ani o Dassaretydzie. 

Na len temat: J. S h e a n. Hannibal's Mules: The Logistical Limitations 

of Hannibal's Army and the Battle of Cannae, 216 B.C.,

 ..Historia" 45, 1996. 

s. 159 inn. 

background image

173 

Ogromne trudności z zaopatrzeniem miał także prokonsul 

Galba. Zapuści! się zbyt daleko w głąb lądu, by ściągać 
żywność i furaż z portu Apollonia. Legioniści musieli się 
żywić ziarnem, które zabrali ze sobą, a kiedy te zapasy 
wyczerpały się, pozostało już tylko zboże zbierane z pól. 

Tylko że w górach niewiele było urodzajnych równin, więc 

rzymscy żołnierze zaczęli rychło przymierać głodem. 

Kiedy do Filipa doszły wieści, że nieprzyjaciele nadchodzą 

„pośrednim szlakiem", pognał wraz z armią na ich spotkanie. 
Do pierwszej potyczki doszło na południowym brzegu jeziora 

Lichnitis, gdzie zderzyły się zastępy wrogich kawalerii, 

wysłanych przez obu wodzów na zwiady. Jeźdźcy z doboro­
wych szwadronów walczyli zaciekle przez kilka godzin. 
W boju, który nie przyniósł rozstrzygnięcia, padło 35 wojów 
konsula i 40 Macedończyków. Ci, którzy powrócili do swych 
wojsk, wciąż nie potrafili powiedzieć, gdzie nieprzyjaciel 
rozbił swe namioty. Według Liwiusza Filip postanowił z wszel­
kimi honorami pogrzebać swoich poległych, aby ich towarzy­
sze tym chętniej narażali się na niebezpieczeństwa. Macedoń­
scy żołnierze przerazili się jednak, widząc jak może zmasak­
rować ciało rzymski miecz. „Przyzwyczajeni do walki 
z Grekami czy llirami i do oglądania ran od włóczni i strzał, 
rzadko od długich kopii, zobaczyli [...] obcięte ręce wraz 
z ramionami, głowy odrąbane od tułowia cięciem przez całą 
szyję, otwarte wnętrzności i inne odrazę budzące rany" (Liv. 

XXXI 34). Lęk ogarnął wojsko. Filip postanowił więc wzmoc­
nić swe siły, przyzywając syna, Perseusa, wraz z hufcami 
strzegącymi dotychczas przełęczy pelagońskich. 

Ta dramatyczna historia z ranami nie brzmi wiarygodnie. 

Jak się wydaje, Antygonida skoncentrował całą swą armię, 
zobaczywszy, że nieprzyjaciel ma przewagę liczebną. Tym 
samym otworzył jednak Dardanom drogę do Macedonii. Filip 

nie kwapił się do rozstrzygającego boju. Odnalazł obóz 
rzymski dzięki pomocy zbiegów z armii prokonsula i rozbił 

swój własny warowny obóz na wzniesieniu w odległości 

background image

174 

zaledwie półtora kilometra. Było to w pobliżu miejscowości 
zwanej Atakos. Macedończycy sprawnie otoczyli obóz rowem 

i wałem obronnym. Filip wysyłał do walki tylko lekkozbroj-
nych — kreteńskich łuczników, iliryjskich oszczepników oraz 
konnych żołnierzy, którzy nękali Rzymian, utrudniając im 
furażowanie. W harcach tych niekiedy brali górę rzymscy 
lekkozbrojni. tzw. welici, również wsparci przez konnicę. 
Mieli bowiem lepsze uzbrojenie ochronne — małe tarcze 

— natomiast Kreteńczycy i iliryjscy Trallowie uwijali się 

niemal półnadzy, starając się unikać walki wręcz, i tylko 
pociskami obrzucali nieprzyjaciela. Tych wojaków, dowodzo­
nych przez Atenagorasa. rzymscy welici zaatakowali, masze­

rując w szyku zwartym, i spędzili ich z pola. Następnego dnia 
Filip wyprowadził do boju wszystkich lekkozbrojnych i kawa-
lcrzystów, w ukryciu między dwoma obozami umieścił zaś 

doborowych peltastów. Jazda macedońska miała powoli cofać 
się pod naporem Rzymian, wciągając ich w pułapkę. 

Dzięki podobnemu podstępowi król zwyciężył pod Lissos, 

lecz tym razem nie dopisało mu szczęście. Peltaści zbyt 

wcześnie wypadli z zasadzki, żołnierze Galby zdołali więc 
bezpiecznie odeprzeć ich atak i wrócić do obozu. Nazajutrz 
zniecierpliwiony prokonsul ustawił w szyku bojowym całe 

swoje wojsko — groźne słonie umieści! przed pierwszą linią 
legionów. Król jednak trzymał swoich w obozie nawet wtedy, 
gdy Rzymianie postąpili aż pod same wały. gromko łając 
Macedończyków za tchórzostwo. Fakt, że Galba poprowadził 
swoich pod górę. aż po same umocnienia wrogiego obozu, 
świadczy, jak bardzo spragniony był bitwy. Taki manewr 
bowiem związany byt ze znacznym ryzykiem i starożytni 
wodzowie rzadko go stosowali. Ostrożny Filip nie wystąpił do 

walnej rozprawy. Lotne oddziały macedońskie nadal jednak 

przeszkadzały Rzymianom w zdobywaniu żywności, tak że 
konsul zdecydował się w końcu przenieść swój obóz dalej, na 
odległość aż 12 kilometrów, pod miejscowość zwaną Ot-

tobolos, położoną zapewne na południe od jeziora Lichnitis. 

background image

175 

Król wciąż trzymał swych wojów w obozie, przebiegle 

czekając, aż osłabnie czujność nieprzyjaciela. I rzeczywiście, 

legioniści beztrosko rozproszyli się po okolicy, zbierając 

żywność i paszę z pól. Wtedy Filip wyruszył wraz z całą konnicą 

i oddziałami lekkozbrojnych Krcteńczyków. Piechurzy biegli, 
aby nadążyć za jeźdźcami. Wojsko królewskie zajęło stanowiska 
między obozem rzymskim a fiirażującymi żołnierzami konsula. 

Antygonida wysłał część swoich wojów, by ścigali wałęsających 

się po polach Rzymian i wyrzynaii ich. nie dając pardonu. Sam 
z resztą zbrojnych zajął stanowiska na drogach, którymi, jak 

przewidywał- nieprzyjaciele uciekać będą do obozu. Macedońscy 

jeźdźcy i kretenscy piechurzy zaczęli bezlitośnie wycinać 

legionistów rozproszonych wśród zbożowych pól. Ci z wrzas­
kiem rzucili się do ucieczki, lecz wpadali na czyhające przy 
drogach oddziały Filipa i ginęli jeden po drugim. 

Prokonsul Galba długo nie wiedział, że w pobliżu masak­

rowani są jego ludzie. W końcu kilku żołnierzom udało się 

dotrzeć do obozu i wszcząć alarm. Wódz rzymski natychmiast 
pchnął kawalerię na odsiecz swoim furażerom i wyprowadził 
do boju wojska legionowe, maszerujące w zwartym szyku. 

Filip ze swą konnicą i Kreteńczykami zajął stanowiska na 

drodze, tworząc niemal regularną linię bojową. Jeźdźcy 

rzymscy atakowali ją bezładnymi gromadami, kolejno wcho­

dzącymi do walki. Pociski kreteńskich wojów siały spus­

toszenie wśród rumaków. Żołnierze królewscy łatwo odparli 
tę chaotyczną szarżę i rzucili się do pościgu. Lecz oto 
nadciągnęły pierwsze oddziały ciężkozbrojnej piechoty legio­
nowej, sprawnie prowadzone przez trybunów. Podniesieni na 
duchu jezdni Galby ponownie rzucili się w wir bitwy. 

Przewaga liczebna Rzymian była zbyt duża. jazda Filipa 

zaś nie mogła oskrzydlić wrogich piechurów, bo z obu stron 

drogi rozciągały się mokradła. Macedońscy kawalerzyści 

pierzchnęli więc, lecz wielu padło od miecza, a innych wraz 
z końmi pochłonęły bagna. Sam król dzielnie uwijający się 
w pierwszych szeregach runął na ziemię, zrzucony przez 

background image

176 

rannego rumaka. Na szczęście uratował go jeden z żołnierzy. 
Oddał Filipowi swojego wierzchowca i w chwilę potem już 

nie żył, zarąbany przez Rzymian, którzy rzucili się hurmem, 
by zabić władcę Makedonów. Antygonida z trudem, po 
bezdrożach, przedostał się do swego obozu, gdzie już krążyły 
paniczne pogłoski o jego śmierci w boju. Według Liwiusza 
(XXX 37) w potyczce pod Ottobolos położyło głowy 200 
macedońskich jeźdźców, a ok. 100 trafiło do niewoli. Strat 
Rzymian nie znamy, lecz być może były jeszcze większe. 

Po tej porażce Filip uznał, że należy dać wojsku wytchnienie. 

Po mistrzowsku, w stylu Hannibala, wywiódł w pole Galbę. 

Wieczorem wysłał do konsula herolda, prosząc o rozejm 

w celu pochowania poległych, sam zaś wymknął się ze 
swoimi, zostawiwszy w obozie wiele rozpalonych ognisk. 
Galba nie ścigał nieprzyjaciela, lecz poprowadził swych 
wygłodzonych wojaków na północ, przez krainę wielkich 

jezior do Pelagonii. gdzie zebrał żniwa. Poprawiwszy nieco 

sytuację zaopatrzeniową Rzymianie podążyli ku wschodowi, 
chcąc przedrzeć się przez przełęcze do doliny Monastyru. 
Obozujący pod Bruannion Filip spodziewał się tego i przygo­

tował zasadzkę. Lekkozbrojne oddziały króla, przemaszero­

wawszy bocznymi drogami, uderzyły z obu stron na rozciąg­

niętą w pochodzie nieprzyjacielską kolumnę. Przypuszczalnie 

Rzymianie cofnęli się, doznawszy strat. Tak należy inter­

pretować słowa Liwiusza. mówiącego, że Antygonida „nagłym 
zjawieniem się napędził przeciwnikowi lęku". 

Zwycięski Filip zajął pozycje nad rzeką Erigon, na przełę­

czy, którą silnie ufortyfikował. Po poprzedniej nauczce rzymski 

wódz nie palił się do ataku. Przypuszczalnie Galbę uratowało 

przybycie posiłków dardańskich oraz Ilirów pod wodzą 

Pleuratosa. Ci Ickkozbrojni woje mogli zajść Macedończyków 

od tyłu, maszerując po szczytach wzgórz. Filip więc wycofał 

się na kolejną przełęcz — Lynkos (obecnie Kirli Derven). 

między dwoma równoległymi pasmami gór. przez którą 

wiedzie szlak do Eordai. Król nakazał umocnić tę pozycję 

background image

177 

obronną rowami, wałami, murami z kamieni i przesiekami ze 
zwalonych drzew. Wąwóz, lesisty i nierówny, nie sprzyjał jednak 
użyciu falangi. Sańssoforoi ze swoimi długimi włóczniami nie 
mogli walczyć skutecznie wśród sterczących ze wszystkich stron 
gałęzi, podobnie zresztą jak Trakowie, zbrojni w potężne dzidy. 
Cały ciężar obrony wzięli więc na siebie Kreteńczycy. Kiedy 
legioniści Galby przemierzyli dolinę Monastyru i wdarli się na 

przełęcz, powitał ich grad strzał i pocisków, miotanych przez 
wytrawnych wojowników z Krety. Lecz rzymscy piechurzy 
bezpieczni byli za swymi wielkimi tarczami, których nie mogły 
przebić oszczepy i strzały. Wtedy Kreteńczycy chwycili za 
kamienie, leżące wszędzie w dolinie, i zaczęli miotać je na 
wroga. Głazy waliły z hukiem w tarcze legionistów. Oszołomieni 
Rzymianie podali tyły. Prokonsul nakazał jednak swym piechu­
rom utworzyć formację „żółwia" (testudo), w której żołnierze, ze 
wszystkich stron, także z góry, szczelnie osłaniają się tarczami. 
„Żółw" zaatakował przełęcz frontalnie, nieczuły na pociski, 

podczas gdy wydzielony oddział legionistów wspiął się na 
szczyty wschodniego pasma gór, zmiatając macedońskie poste­
runki. Filip, uznawszy, że nie ma szans na skuteczną obronę, 
nakazał trąbić na odwrót. 

Wydawało się, że armia rzymska przedrze się na wschód, 

do Edessy i dalej, na równiny dolnej Macedonii, gdzie 
wymusi wreszcie walną bitwę. Legiony, które, sforsowawszy 

przełęcz Kirli Dirven, wkroczyły do doliny zwanej dziś 

Ostrovo, już tylko trzy dni marszu dzieliły od Pełli — stolicy 
Antygonidów. Ale Rzymianie musieli przebić się jeszcze 

przez pasmo bardzo stromych wapiennych wzgórz, a jedyne 
przejście blokowała armia Filipa. Galba nie zdecydował się na 
kolejny, znacznie trudniejszy szturm, lecz poprowadził swych 

żołnierzy drogą na południe, przez Eordaję. Wódz rzymski 

przesądził tym samym losy całej kampanii 199 roku « Filip 

mógł odetchnąć i nie ścigał przeciwnika daleko. Wiedział, że 

Wałek -Czernecki {op. cit., s. 120) uważa tę decyzję Galby za „fatalny 

Wad". 

12 — Kymiskcfalaj 197 p.n.c. 

background image

178 

w tym roku nic zapadnie rozstrzygnięcie. Być może Galbę 
zniechęciła do dalszego przedzierania się na wschód późna 
pora roku (był już koniec sierpnia), być może stan armii, 
pozbawionej zaopatrzenia, był tak fatalny, że nie mogło być 

mowy o natarciu na następną przełęcz. W każdym razie 
Rzymianie wtargnęli do Eordai, którą gruntownie złupili. 
Dotarli przypuszczalnie aż do dzisiejszego Kosane w Elimiotis, 

zawrócili na zachód i ogniem i mieczem nawiedzili Orestis, 
gdzie zdobyli miasto Keletron (obecnie Kastoria), położone na 

półwyspie na jeziorze Kastorias. Obywatele Keletronu, ufni 

w obronność miejsca, początkowo zamknęli przed najeźdźcą 
bramy. Kiedy jednak wojsko rzymskie uszykowało się do 

szturmu, poddali się z samego strachu. 

Ale był to już praktycznie odwrót armii rzymskiej. Poprzez 

góry prokonsul powiódł swych wojaków do Dassarctydy. 

gdzie Rzymianie wzięli szturmem i obsadzili silną załogą 
miasto Pclion, zapewne w pobliżu dzisiejszej miejscowości 

Koritsa. Galba potraktował mieszkańców z zadziwiającą, jak 

na Rzymianina, szlachetnością, nie wyrżnął ich w pień ani nic 
sprzedał w niewolę. Pelion miało stać się bowiem bazą 
wypadową do działań przeciwko Macedonii w roku następnym. 
Armia rzymska powróciła następnie na teren protektoratu, pod 
Apollonię. Pozornie wydaje się, że bilans przedsięwzięcia 

Galby był opłakany. Rzymianie podjęli morderczy pochód 

przez dzikie góry. Ponieśli znaczne straty, spowodowane tak 
przez nieprzyjaciela, jak przez głód, mimo to zakończyli 
wyprawę w tym samym miejscu, w którym ją rozpoczęli. 
Armia, która wróciła pod Apollonię, była zdemoralizowana 
i niezdolna do walki. Ale także Filip nie miał powodów do 
radości — barbarzyńcy z Italii zwyciężyli Makedonów w kilku 
bitwach i obrócili w perzynę zachodnie regiony królestwa. 

Widząc to, Etolowie doszli do wniosku, że gwiazda Anty-

gonidy gaśnie. Jeszcze w sierpniu elolski wódz Pyrrias spotkał 
się w Hcraklei (zapewne Trachińskiej) z dowodzącym flotą 
rzymską legatem Apustiuszem i królem Attalosem z Per-

background image

179 

gamonu. W rozmowach z Attalidą doszło do zgrzytu. Per-
gameński monarcha sierdził się na Etolów za to, że nie 
przyszli mu z pomocą, gdy w Azji wojował z Filipem. Legat 
rzymski obiecywał jednak Etolom złote góry, jeśli tylko 

przystąpią do wojny. Wkrótce potem do Thermon, gdzie 

obradowało etolskie zgromadzenie, nadeszły wieści o porażce 

Filipa pod Ottolobos, o inwazji Dardanów i Ilirów na Mace­
donię oraz o pojawieniu się rzymskich okrętów pod Orcos na 

Eubei. Etolowie nie wahali się dłużej. Na wniosek stratega 
Damokrytosa zawarli z Rzymianami przymierze przeciw 
Filipowi (Liv. XXXI 40)- Nie przejmowali się, że sojuszu nie 

zatwierdził senat. 

Etolscy zbóje, prowadzeni przez Damokrytosa, połączyli 

swe siły z równie chciwymi łupu Athamanami króla Amynan-

dra i wtargnęli do Tessalii. łupiąc bezlitośnie. Obrócili 

w perzynę miasto Kerkinion w pobliżu jeziora Bojbe w Pelas-

giotis, z braku dalszej zdobyczy pospieszyli aż do Perrajbii, 
gdzie „zdobyli szturmem i w niegodziwy sposób rozgrabili 

miasto Kyretie" (Liv. XXXI 41). Zastraszeni mieszkańcy 
Maloi otworzyli im bramy swego grodu. Etolscy wojownicy 
wdarliby się do samej Macedonii, gdyby nie Amynander, 
który radził zdobywać miasto Gomphoi. położone w połu-

dniowo-zachodniej części Tessalii. Władca Athamanów prag­

nął przyłączyć Gomphoi do swego królestwa. Etolowie 
zawrócili więc do Tessalii. Pewni swego, rozbili obóz na 
równinie, a więc w miejscu nieobronnym. Przezorny Amynan­

der ze swoimi obozował na oddalonym o tysiąc kroków 

pagórku, który nakazał obwarować. Etolowie niedbale pełnili 
straże, jedni spali, drudzy w poszukiwaniu łupów błąkali się 
po polach. 

Filip nie ścigał Rzymian także dlatego, że pragnął rozprawić 

się ze słabszymi przeciwnikami — Etolami i Dardanami. 

Kiedy zorientował się, że hufce Galby rozpoczęły odwrót, 
wysłał na północ przeciwko Dardanom część konnicy i szybką 
piechotę bez taborów pod wodzą Atenagorasa. Sam zaś 

background image

1 Sü 

z resztą armii podjął jeden ze swych słynnych błyskawicznych 

pochodów. Macedończycy pomaszerowali przez Elimiotis, 

przekroczyli Haliakmon i przełęcz Portaes w dolinie górnego 
biegu rzeki Europos. Następnego dnia jazda królewska za­
skoczyła Etolów i spędziła ich do obozu. Kiedy zaś nadciągnęła 

piechota Makedonów, etolscy junacy nie odważyli się bronić 
swych namiotów, lecz pierzchnęli do obozu Athamanów. Filip 

chciał szturmować i ten obóz, lecz przeszkodziła mu noc. 
Jeszcze przed brzaskiem Etolowie i Athamanowie wspólnie 

zrejterowali przez góry Pindos, przy czym ludzie Amynandra 
sobie tylko znanymi ścieżkami przeprowadzili etolskich wojów 
do ojczyzny. Królewscy kawalcrzyści wytłukli nielicznych 

maruderów i tych, którzy pobłądzili w mroku. Sukces odniósł 

też dowódca Filipa, Atcnagoras. Dopadł Dardanów, wchodzą­
cych już do swego kraju, i szarpał nagłymi atakami ich tylną 
straż. Rozjuszeni Dardanowic dokonali zwrotu i stanęli frontem 
do wroga, niewiele jednak mogli wskórać, gdyż obwieszeni 
byli ciężkim, a nieporęcznym orężem i mieli tylko garstkę 
lekkozbrojnych. W walce utracili łupy i ponieśli straty. 

Jesienią Filip usiłował wzmocnić obronę południowej Tes-

salii, zdobywając miasto Thaumakoi, położone w obronnym 

miejscu na skałach na południowy zachód od Farsalos, 
panujące nad zachodnią częścią równiny tessalskiej. Macedoń­

czycy zbudowali nasyp i machiny oblężnicze, walili taranem 

w bramy, lecz nie dopisało im szczęście. Etolowie zdołali 
wprowadzić bowiem do miasta silny zastęp pod wodzą 
Archidamosa. Dokonując śmiałych wypadów, etolska załoga 
niweczyła wszystkie wysiłki oblegających. Filip zwinął więc 
oblężenie i powiódł swą armię na zimowe kwatery. 

W 199 roku wojna toczyła się również na morzu. Na 

początku maja legat Apustiusz wyprowadził flotę z Korkyry, 
opłynął Peloponez i połączył się z okrętami Attalosa. Obie 
eskadry spędziły jakiś czas w Pireusie. Ateńczycy, bezsilni 

militarnie, obsypali władcę Pergamonu i Rzymian kolejnymi 

zaszczytami oraz wydali ponownie ustawy, znieważające Filipa 

background image

181 

i wszystkich królów Macedonii. Wkrótce potem zjawili się 
Rodyjczycy z 20 wojennymi korabiami. Sojusznicy nie musieli 

bać się floty Antygonidów. Apustiusz i Rodyjczycy mieli 

razem 70 dużych wojennych galer. Do tego dochodziła eskadra 
pergameńska, której liczebności nie znamy. Rzymską flotę 
wzmocniło jeszcze 20 iliryjskich lemboi z wyspy Issa, ojczyzny 
znakomitych żeglarzy. Flota macedońska mogła liczyć naj­
wyżej 25 dużych okrętów oraz ok. 80 lemboi i innych 
mniejszych jednostek, lecz to wielkie galery rozstrzygały 
bitwy. Nic dziwnego więc, że Hcraklejdes z Tarentu, admirał 

Filipa, nie ośmielił się wyściubić nosa z Demetrias. Heraklej-

desowi z pewnością nie brakowało odwagi, można się jednak 
domyślać, że Filip ogołocił swe okręty z żołnierzy, by odeprzeć 
inwazję konsula Galby. 

Sojusznicy panowali na morzu, osiągnęli jednak niewiele. 

Zdobyli wyspę Andros, którą przejął Attalos. Rzymianie 
wywieźli natomiast bogate łupy, a zwłaszcza dzieła greckiej 

sztuki, na które, jako niezbyt biegli w takich sprawach, byli 
bardzo łasi. Nie powiodła się natomiast próba opanowania wyspy 

Kythnos, chociaż stacjonujący tu garnizon Filipa z pewnością był 
mizerny. Wojownicy z Issy wylądowali koło Karystos na Eubei 
i pustoszyli posiadłości lego miasta. Nie powiódł się również 

atak na jedną z najważniejszych twierdz macedońskich — Kas-
sandreję, położoną na przejściu na zachodni „palec" półwyspu 
Chalkidike. Nawałnica odepchnęła płynące ku miastu okręty. 

Rzymianie i ich alianci pospiesznie uciekli na brzeg, straciwszy 

w morskiej burzy wiele korabi. Szturm podjęty od strony lądu 

również nie doprowadził do niczego. Silna załoga Kassandrei 

zadała napastnikom dotkliwe straty. Rzymianie musieli odpłynąć 

jak niepyszni. Na pocieszenie opanowali jeszcze niewielkie 

miasto Akanthos na wschodnim wybrzeżu półwyspu Chalkidike. 

Wiele czasu zajęło Rzymianom i Pergameńczykom ob­

lężenie Oreos na Eubei, zdobytego już raz w pierwszej wojnie 
z Filipem. Oreos, przedzielone murem, miało dwie umocnione 
cytadele. Podczas gdy Rzymianie, osłaniani przez tarcze 

background image

182 

i dachy oblężniczych szop, walili taranami w bramy, z drugiej 

strony ludzie Altalosa bombardowali miasto pociskami z ka-

tapult. Obrońcy stawili twardy opór, lak że zniecierpliwiony 

Apustiusz wysłał silny hufiec na akcję wojenną na ląd stały. 
Oddział ten zajął Larissę Kremaste we wschodniej Fthiotydzie, 

natomiast żołnierze Altalosa zawładnęli położonym na pół­
nocny wschód od niej Pteleon. Sytuacja Oreos była już wtedy 
rozpaczliwa. Mury w wielu miejscach legły w gruzach, liczni 

żołnierze królewscy zginęli. W końcu oblegający przez wyłomy 

wdarli się do miasta. Pozostali przy życiu macedońscy zbrojni 
i obywatele Oreos schronili się na akropolu, lecz po dwóch 

dniach złożyli broń. Rzymianie swoim zwyczajem zagarnęli 

jeńców i łupy, rozgrabione miasto przypadło władcy Per-

gamonu. Sukcesy te wszakże znaczyły niewiele. Filip już 

wkrótce odzyskał Larissę Kremaste i Pteleon, a najpotężniejsze 
macedońskie twierdze — Kassandrcja, Demetrias i Chalkis, 

okazały się nie do zdobycia. Jesienią legat Apustiusz pozo­
stawił 30 okrętów w Pireusie w celu obrony Aten, a z resztą 
floty pożeglował na Korkyrę, by tam przezimować. Nieco 
później także Attalos powrócił do Azji. 

Filip wyszedł ze zmagań roku 199 obronną ręką. Odparł 

inwazję Rzymian, Etolów, Dardanów i llirów. System obronny 

Macedonii właściwej pozostawał nietknięty. Ale król wiedział, 

jak wielka jest potęga Rzymu i bardzo martwił się o wynik 

całej wojny, zwłaszcza że jego poddani, a także nieliczni już 
sprzymierzeńcy, zaczęli wątpić w zwycięstwo. Antygonida 

niczego nie zaniedbał, by przygotować się do kampanii 

następnego roku. Aby podnieść morale poddanych, pozbawił 
stanowiska i wtrącił do więzienia Heraklejdesa z Tarentu. 

Makedonowie nienawidzili tego wpływowego „przybłędy" 

i cieszyli się z jego upadku. Heraklejdes zawinił, bo na czele 
szczupłej floty nie mógł stawić czoła rojom wrogich okrętów. 
Filip poświęcił go bez wahania jak dobrego kozła ofiarnego. 

Król przez całą zimę ćwiczył swych żołnierzy, tak Makc-

donów, jak najemnych wojów. Sprowadził garnizon z Lizy-

background image

machei na Chersonezic Trackim. Podjął działania dyplomatycz­
ne, by wciągnąć do konfliktu z Rzymem Związek Achajski, 
swego nominalnego sojusznika. Wysłał poselstwo do Achajów, 
aby przypomnieć im. że zgodnie z układami nadal mają 
składać przysięgę na jego, Filipa, imię. Oddał im miasta na 

Peloponezie, w których dotychczas stacjonowały macedońskie 

załogi — Orchomenos, Heraję, Aliferę oraz krainę Trifylię. 

Achajowie, owszem, miasta i ziemie wzięli, lecz do wojny 

z Synami Wilczycy się nie kwapili

13

Jedyną dobrą wieścią dla Filipa był bunt w armii rzymskiej, 

obozującej pod Apollonia. Wybuchł on zapewne wkrótce po 

powrocie wojska z karkołomnej wyprawy. Sulpicjusz Galba 
nie zdołał uspokoić żołnierzy, a kiedy jesienią 199 roku 

dowództwo przejął nowy konsul, Publiusz Williusz Tappulus, 

rebelia rozpaliła się na dobre. Legioniści, rozgoryczeni z po­
wodu morderczej kampanii, podczas której cierpieli głód 
i poniewierkę, odmówili spełniania rozkazów. Zwłaszcza 
weterani Scypiona Afrykańskiego, mający za sobą długoletnią 
służbę na Sycylii i w Afryce, gromko domagali się zwolnienia 
(Liv. XXXII 3; por. Zon. IX 15; Cass. Dio XVIII 58). 
A przecież wielu spośród tych 2 tysięcy wytrawnych żołnierzy 

na ochotnika poszło na wojnę z Filipem! Konsul Williusz. 
pretor 203 roku, z trudem uspokoił swych wojaków, obiecując. 

że jeśli powrócą do posłuszeństwa, napisze w sprawie ich 
zwolnienia do senatu. Być może Williusz rzeczywiście po­
zwolił później największym wichrzycielom wrócić do Italii. 

Mógł sobie na to pozwolić, bo przywiódł ze sobą jakieś posiłki. 

Zapewne wieść o rebelii legionistów skłoniła Filipa w 198 

roku do obrania nowej strategii. Antygonida nie czekał, jak 
w roku poprzednim, na posunięcie wroga, lecz przejął inic­

jatywę. Wiosną, gdy tylko stopniały śniegi, wysłał wszystkich 

n

 Na temat kampanii 199 roku:  K r o m a y e r . op. cit.. s. 9 i nn. który 

chwali Filipa za „skuteczną strategię defensywną"; W a I ba n k. Philip V ..., 

s. 141 i nn;  H a m m o n d ,  W a l b a n k , op. cit.. s. 421 i nn;  H a m m o n d . 
op. cit..

 s. 39 i nn. 

background image

184 

swych żołnierzy najemnych i lekkozbrojnych przez pasmo gór 

Pindos do Parauai, należącej do Epiru. Wojska te, którymi 

dowodził Atenagoras, dokonały rozpoznania terenu i zajęły 

przełęcz Antigonei, blokując w ten sposób drogę do Epiru 

wiodącą doliną Driny. Kiedy w ślad za nimi przybył król wraz 

z ciężkozbrojną piechotą falangi, cała armia obsadziła pobliski 
wąwóz, zwany Aoi Stena, wydrążony przez rzekę Aoos, do 
której wpływa Drina. Wojsko rozbiło obozy na północnym 
brzegu Aoos. „Rzeka [,..] wypełnia całe dno podnóża gór. 
pozostawiając obok wody tylko wyrąbaną w spadzistej skale 
wąską ścieżkę. Ta zaś jest w ogóle trudna dla wojska do 
przemarszu, a gdy jeszcze wąwóz jest strzeżony, staje się 
zupełnie nie do zdobycia" — pisze Plutarch (Ram. 3). 

Przełęcz przebiega między górami zwanymi Meropos i As-

naos. Atenagoras z lekkozbrojnymi obsadził i umocnił Asnaos 
(zapewne dzisiejsza góra Golik na zachód od pasma Dhëmbel), 
podczas gdy sam król zajął stanowiska na Meropos (obecnie 
Shendel, 1802 metry wysokości). Filip nakazał umocnić 
przejście palisadami, rowami, a nawet wieżami. Na wysokich 
skalnych klifach postawił bardzo wiele katapult i innych 
machin miotających pociski, by mogły ostrzeliwać nieprzyja­
ciela, przedzierającego się poniżej wąskim szlakiem

  l 4

. „Kwa­

terę królewską umieści! przed wałem na najbardziej widocz­
nym miejscu wzniesionym, chcąc przez to u nieprzyjaciela 
budzić strach, a swoim dodać wiary w siebie" (Liv. XXXII 5). 

Zajmując pozycję w Aoi Stena, blokującą szlak z dzisiejszej 

Albanii przez Metsovo do Tessalii, Filip pragnął osłonić Epir, 

14

 Kromayer (op. cif., s. 37 i nn) i Walhank {Philip V

7

..., s. 148 i nn) sądzą. 

że Filip zajął pozycję bardziej na zachód, u samego wejścia do przełęczy. 
w pobliżu punktu zwanego Dragoi. Gdyby jednak tak było, macedońskie 
kaiapuliy musiałyby strzelać ponad głowami własnych ludzi, ponadto ich 
pociski nie mogłyby dobiegnąć skrzydeł atakujących legionów. Macedończycy 

musieliby zaś bronić frontu o długości 4 kilometrów. Kromayer nie widział 

pola bitwy i zrekonstruował przebieg wydarzeń na podstawie nie zawsze 
dokładnych austro-węgierskich map sztabowych. Przyjmuję rozwiązanie 
proponowane przez Hammonda {op. cil., s. 49 i n). 

background image

185 

background image

186 

swego przynajmniej nominalnego sojusznika (Epiroci sprzyjali 
wprawdzie Macedonii, ale woleli trzymać się od wojny 
z dala), a przede wszystkim pokrzyżować plany Rzymian. Jak 
się zdaje, Williusz zamierza! powtórzyć wyprawę Galby, 
maszerując ku Lynkestis i równinom Dolnej Macedonii, mając 

Felion jako bazę wypadową i współdziałając z Dardanami 

oraz Ilirami na północy, a także Etolami i Athamanami na 

południu. Gdyby jednak konsul tak uczynił- Filip przemieściłby 
się szybko do Antigonei i przeciął linie zaopatrzeniowe 
Rzymian. Król Makedonów liczył, że po smutnych doświad­
czeniach Galby i rebelii wygłodzonych legionów konsul 

Williusz nic odważy się poprowadzić wojska trudnym szlakiem 
przez Bałkany. Filip rozumował słusznie. Wódz rzymski był 

jeszcze na Korkyrze, gdy gońcy z Epiru donieśli mu, gdzie 

obozuje macedoński władca. Umyślnych tych pchnął do 

konsula Charops, jeden z nielicznych epirockich naczelników 

sprzyjających italskiemu mocarstwu. Williusz niezwłocznie 

przeprawił się na ląd stały, powiódł swe wojska tam, gdzie 
Drina łączy się z nurtem Aoos i rozbił obóz w odległości 
8 kilometrów od ufortyfikowanych pozycji Filipa. Konsul 

zlustrował teren i stanął przed trudną decyzją — czy sztur­

mować silnie bronioną przełęcz, czy też podążyć śladem 

Galby, narażając żołnierzy na głód i wielkie trudy. 

Wódz rzymski długo naradzał się ze swymi dowódcami, jak 

postąpić, aż otrzymał wieść, że jego kariera wojskowa dobiega 
kresu

l 5

. Oto bowiem wybrany został nowy konsul, Tytus 

Kwinkcjusz Flamininus. który aż rwał się do wojennych 

laurów i przybył już na Korkyrę. W maju 198 roku Flamininus 

przejął dowództwo do Williusza i dzięki swej niespożytej 
energii oraz żądzy sławy nadał wojnie nowy wymiar. Ten 

przedstawiciel patrycjuszowskiej gens Quinctia (rodu Kwink-

cjuszy) rozpoczął karierę jako 20-Ictni zaledwie trybun woj-

Nawet patriotycznie nastawiony Liwiusz (XXXII 6) odrzuca wiadomość 

podana, przez annaliste. Wulcriusza Antiasa o zwycięskiej bitwie, którą 
rzekomo Williusz stoczył z Filipem. 

background image

187 

skowy u boku wytrawnego wodza Marka Klaudiusza Marceł-

lusa, zwanego „mieczem Rzymu", bohatera wojny z Han­
nibalem. W wieku 23 lat Flamininus, któremu przyznano 

władzę propretora (imperium pro praetore) został komendan­
tem garnizonu w Tarencie, najświetniejszym z miast Wielkiej 

Grecji. W Tarencie młody patrycjusz nie tylko zasłynął ze 
sprawiedliwych rządów, ale poznał również język i kulturę 

Hellenów. Odtąd Flamininus wykazywał niezwykłe wśród 
praktycznych Synów Wilczycy zrozumienie dla mentalności 
i dążeń wolnościowych Greków — nigdy jednak nie zapomi­
nał, że jest Rzymianinem. Po zwycięstwie nad Kartaginą 

został członkiem dwóch komisji dokonujących przydziału 
ziemi weteranom i kolonistom w południowej Italii. Taka 

błyskotliwa kariera świadczy nie tylko o fenomenalnych 
organizacyjnych i militarnych zdolnościach młodzieńca. Aby 
osiągnąć te odpowiedzialne stanowiska, Flamininus musiał 

mieć również bardzo wpływowych politycznych protektorów. 

Źródła rzeczywiście wspominają o „przyjaciołach" Kwink-
cjusza w senacie. Współcześni historycy wielokrotnie usiłowali 
„przypisać" Flamininusa do określonej fakcji. „partii" czy 
stronnictwa wśród rzymskiej Habilitas. Wydaje się jednak, że 
polityk ten nie wyznawał żadnego programu „ideologicznego" 
i nie był związany z określoną grupą interesów czy arysto­

kratycznych rodów. Jego programem była własna korzyść 

i kariera. 

Jak podkreśla Plutarch, biograf zwycięzcy spod Kynos-

kefalaj, Kwinkcjusz był spragnionym uznania i chwały ambit­

nym mężem. „[...] chciał osobiście przeprowadzać co najzasz-

czytniejsze i największe sprawy. Bardziej mu odpowiadali 

ludzie potrzebujący poprawy losu niż tacy, którzy go drugim 
poprawić mogli. Pierwszych uważał za budulec swojej sławy, 

drugich za jej rywali". Kwinkcjusz z pewnością marzył 
o glorii Scypiona Afrykańskiego — a droga do niej wiodła 
przez sprawowane w wojnie zamorskiej najwyższe dowództwo. 
Nie skończywszy trzydziestu lat, Flamininus niespodziewanie 

background image

188 

wysunął więc swą kandydaturę na konsula. Był przy tym 
zaledwie kwestorem, a zgodnie z rzymskimi obyczajami przed 
konsulatem powinien sprawować niższe urzędy — edylat, 
trybunat ludowy, preturę. Z protestem wystąpili więc trybuni 

ludowi ..mówiąc, że to zuchwałość, by młody człowiek chciał 
wbrew prawom i przemocą zdobyć najwyższy urząd, człowiek, 
który jeszcze nie został wtajemniczony w pierwsze stopnie 

świętości i misteriów zarządzania państwem" (Plut. Flamin. 
2). Senat jednak oddał rzecz do rozstrzygnięcia ludowi, 

a komicja wybrały Tytusa Kwinkcjusza konsulem (wraz 

z Sekstusem Eliuszem Petuscm). Głosowali na niego zwłaszcza 
obywatele rzymscy z kolonii w południowej Italii, którym 
Flamininus rozdał ziemię. Zazwyczaj prowincje, tj. regiony 
działania, przyznawano konsulom poprzez losowanie. Podobno 
to właśnie los sprawił, że Kwinkcjuszowi przypadła w udziale 
Macedonia i wojna z Filipem. Nie wydaje się to całkowicie 
wiarygodne. Być może senatorowie pomogli nieco losowi. 

Flamininus, znawca i miłośnik helleńskiej kultury, miał 
przecież największe szanse, by oderwać od króla Makedonów 

jego greckich sojuszników

  I 6

Dwaj poprzednicy Flamininusa, Galba i Williusz, bardzo 

późno wyruszyli na Bałkany, długo załatwiali bowiem różne 

sprawy państwowe w Rzymie. Nie zostało im więc wiele czasu 

na wojowanie. Kwinkcjusz natomiast niemal natychmiast po 

objęciu urzędu wyprawił się za Adriatyk, przeprowadziwszy 

przedtem uzupełniający pobór do wojska. Senat pozwolił mu na 

zaciągnięcie aź 8800 żołnierzy, w tym 3 tysięcy rzymskich 

i 5 tysięcy latyńskich piechurów oraz 300 rzymskich i 500 
latyńskich jeźdźców. Wśród rzymskich wojowników większość 

stanowili weterani Scypiona Afrykańskiego, zaprawieni w bojach 
w Hiszpanii i w Afryce (Plut. Flam. 3; Liv. XXXII 8). Jak widać, 

patres

 postanowili poważnie wziąć się za wojnę z Filipem! 

16

 O Flamininusie:  H e f t n e r . op. cit.. s. 322 i n; E.  B a d i a n . Titus 

Quinciius Flaininiiitis. PhilheUenism and Realpolitik,

 ..Lectures in Memory of 

L. Taft Semple  I P . 1973. s. 273 i nn. 

background image

189 

Flamininus wypłyną! wraz z wojskiem z Brundyzjum i wylą­

dował na Korkyrze. Tam zostawił swą armię i jedynie z garstką 

ludzi na szybkim pięciorzędowcu przeprawił się na stały ląd. 
Spieszył się, by Williusz nie stoczył bitwy przed jego przyby­

ciem. Przybył do obozu rzymskiego i zwolnił z obowiązków 

swego poprzednika. Kiedy zaś legioniści nadciągnęli z Korkyry. 
także nowy wódz jął się zastanawiać- czy szturmować stanowis­
ko Filipa w Aoi Stena, czy też przedzierać się do Macedonii 
przez Dassaretydę, jak uczynił to Galba. Flamininus zdawał 
sobie jednak sprawę, że jeśli oddali się od morza, będzie miał 

ogromne trudności z zaopatrzeniem, a ponadto król znów uchyli 
się od walnej bitwy i w bałkańskich górach wygłodzi Rzymian. 

Konsul zdecydował się więc na frontalny atak. Było to jednak 

trudne przedsięwzięcie. Flamininus nie bardzo wiedział, jak 
przełamać pozycje Filipa. Obie armie bezczynnie obozowały 
więc naprzeciwko siebie przez czterdzieści dni. Epiroci wystąpili 
wtedy z pośrednictwem pokojowym, pragnęli bowiem jak 
najszybciej pozbyć się obcych wojsk ze swej ziemi. Epiroccy 
dygnitarze, Pausanias i Aleksander, doprowadzili do spotkania 
Kwinkcjusza z Filipem w najwęższym miejscu rzeki Aoos 

— przy czym król i konsul stali wraz z orszakami na 

przeciwnych brzegach. 

Antygonida wiedział, że nie sprosta mocarstwu znad Tybru. 

dlatego okazał się skłonny do ustępstw. Zaproponował, że 
zwróci miasta, które zdobył sam, ale nie wyrzeknie się tych. 
które odziedziczył po przodkach. Jeśli jakieś poleis czy ludy 
skarżą się, że wyrządził im krzywdy, a chodziło tu przede 

wszystkim o Ateny, Rodos i Pergamon, gotów jest przyjąć 

w tej sprawie orzeczenie bezstronnego sądu. Filip przyjmował 

więc warunki, które legat Lepidus postawił mu 18 miesięcy 

wcześniej pod Abydos. Ale to już Rzymianom nie wystarczało. 
Flamininus nie zamierzał zresztą prowadzić negocjacji, lecz 
urządził nad brzegiem Aoos propagandowy spektakl, aby 
pokazać się Grekom jako matador ich wolności. Huknął więc 
na króla, że nie potrzeba tu żadnego sądu: „Dla kogóż bowiem 

background image

190 

nie jest rzeczą jasną, że początek krzywdy wychodzi od tego, 
kto pierwszy zaczepia drugich zbrojnie, i że nikt nie zaczepił 

Filipa pierwszy, lecz on właśnie stosował przemoc wobec 

wszystkich?" (Liv. XXXII 10). Kiedy król zapytał, jakie 

miasta powinien zwrócić, by uzyskać pokój, konsul wymienił 

przede wszystkim poleis Tessalii. Było to dla Filipa kamieniem 
obrazy — i wódz rzymski o tym wiedział. Wszak Tessalia od 

150 lal pozostawała pod rządami macedońskich władców. Nic 

dziwnego, że Filip wpadł we wściekłość i zakrzyknął: „Czyż 

mógłbyś mi nakazać coś cięższego, Tytusie Kwinkcjuszu, 
gdybyś mnie pobił?!" Gdyby nie rzeka, która rozdzielała 
rozmawiających, natychmiast rozpaliłby się bój. 

Następnego dnia konsul wysłał swe hufce do frontalnego 

ataku, ale nic nie wskórał. Legioniści spędzili królewskich 

lekkozbrojnych z równiny, lecz w wąskiej przełęczy posypał się 
na nich grad pocisków. Rzymianie „mieli za sobą porządek 

i karność wojskową i dobrze osłaniającą człowieka broń, 
przeciwnik zaś teren i rozstawione niemal na wszystkich skałach 

jakby na murach obronnych katapulty i balisty" (Liv. XXXII 10). 

Rzymianie przebijali się przez 3 kilometry przełęczy, rażeni 

z obu stron przez machiny wojenne, łuczników i procarzy króla. 

Dotarli w końcu do głównego stanowiska armii macedońskiej, 
ale tu, w najwęższym miejscu wąwozu, czekała na nich zapora 
z długich włóczni falangitów. Na przełęczy legioniści nie mogli 

okrążyć nieprzyjaciela — w takich okolicznościach falanga jest 

niezwyciężona. Kiedy zapadła noc. Rzymianie wycofali się. Ich 
straty z pewnością były dotkliwe. 

Z pomocą przyszedł konsulowi Charops, naczelnik Epirotów. 

Przysłał do rzymskiego obozu pasterza, który zaofiarował się, 

że sobie tylko znaną drogą przeprowadzi wojsko rzymskie na 

wierzchołki górskie na tyłach nieprzyjaciela

  l 7

. Flamininus 

17

 Źródła nie są zgodne. Według Liwiusza był tylko jeden pasterz, którego 

przysłał Charops. Plutarch opowiada, że kilku pasterzy pomogło Rzymianom 

z własnej inicjatywy. Na lemat tych rozbieżności: Hammond, op. cit.. 

s. 52, przyp. 38. 

background image

191 

Kamj>łini;i w los sal ii w 197 roku 

background image

192 

wahał się, wietrząc podstęp. W końcu, zachęcony przez 
Charopsa, wysłał z pasterzem 4 tysiące najbardziej chwackich 
piechurów i 300 kawalerzystów. Pastuchowi obiecywał złote 
góry, ale na wszelki wypadek kazał prowadzić go w pętach. 
Oddział wydzielony maszerował w nocy przy księżycu, 
a odpoczywał w dzień. 

Kiedy żołnierze podążali za swym przewodnikiem, konsul. 

chcąc odwrócić uwagę króla, przez dwa dni wyprowadzał 

swych lekkozbrojnych do boju. Trzeciego dnia wysłał zaś 

do bitwy całe wojsko, podzielone na trzy zastępy. Legioniści 

szturmowali w centrum, podążając po dnie wąwozu, a lek-
kozbrojni usiłowali na skrzydłach wdzierać się na wierzchołki 
górskie, by spędzić z nich ludzi Filipa. Oddziały skrzydłowe 
rychło jednak zatrzymały się na stromych zboczach, a ko­
lumna ciężkozbrojnych, obrzucana z obu flank pociskami, 
nie zdołała przebić się przez włócznie falangitów i utknęła 
w ciasnocie przełęczy. Wydawało się, że Antygonida urządzi 
wrogom krwawą łaźnię. Nagle Rzymianie ujrzeli dym uno­
szący się z wierzchołka góry za plecami nieprzyjaciół. 

To prowadzony przez pasterza hufiec zgodnie z umową 

dawał znak, że osiągnął wyznaczony cel. Oddział ten 
prawdopodobnie podążył do kotliny Luftinj, w której zostawił 
swych kawalerzystów, wspiął się na stok Meropus i zszedł 
po grzbiecie górskim na południowy zachód od pasma 
Mexgoran. zajmując pozycję na tyłach i powyżej prawego 
skrzydła Macedończyków w przełęczy. 

Legioniści stłoczeni w wąwozie wydali gromki okrzyk 

bojowy. Stojący na górze ich towarzysze odpowiedzieli 
donośnym rykiem triumfu i uderzyli od tyłu na hufce Filipa. 

Macedończycy zrozumieli, że wzięto ich w dwa ognie i rzucili 

się do ucieczki ku wschodniemu krańcowi przełęczy. Falangici 
przypuszczalnie stawili jednak zacięty opór, osłaniając odwrót. 

Dzięki temu Filip nie doznał druzgoczącej klęski. Liwiusz 
twierdzi, że 2 tysiące żołnierzy królewskich padło na placu 

boju, ale to z całą pewnością przesada. Rzymianie w każdym 

background image

193 

razie nie mieli jeńców spośród wojowników. Wzięli do 
niewoli jedynie pachołków i ciury w obozach królewskich, 
które zdobyli i splądrowali. Źródła milczą o stratach rzyms­
kich, ale te musiały być dotkliwe, zwłaszcza od ostrzału 
z katapull. Filip obwiniał później za klęskę w Aoi Stena 
swych niedbałych strażników, lekkozbrojnych i żołnierzy 
najemnych, ale mógł mieć pretensje tylko do siebie — wszak 
nadzór nad strażami należy do obowiązków wodza. Król 

Makedonów z pewnością znał opowieść Herodota, jak w 480 

roku Persowie obeszli pozycje Greków w wąwozie Termo-

pile, a jednak dał się zaskoczyć. Flamininus osiągnął zwycięs­
two dzięki swej konsekwencji, pomocy Charopsa oraz 
przychylności losu. 

Filip zadziwiająco szybko zebrał swych rozproszonych 

wojów, zatrzymawszy się na pagórku, przypuszczalnie w miej­
scu, na którym wieki później turecki pasza Ali postawi fort. 
Król ruszył następnie bardzo szybkim marszem, by oderwać 
się od wroga. Spędził noc w miejscu zwanym obozem Pyrrusa 
w kraju Molossów, być może w pobliżu dzisiejszej miejs­

cowości Konitsa. Następnie, po długim i wyczerpującym 

pochodzie, dotarł do centralnego masywu gór Pindos. „Stoki 
pokryte są gęstym lasem, na grzbietach otwarte polany 
posiadają źródła cały rok czynne" — pisze o tym miejscu 
Liwiusz. Tu Antygonida czekał kilka dni, starając się rozpoznać 
zamiary Flamininusa. Naradzał się też ze swoimi przyjaciółmi, 
czy wycofać się do Macedonii, czy też podjąć próbę obrony 

Tessalii. Oddanie tej ostatniej krainy oznaczałoby rezygnację 

z naturalnej linii obronnej, którą tworzą góry Pindos i niebo­
tyczny masyw Olimpu. Kiedy więc zwiadowcy donieśli, że 
Flamininus pomaszerował do środkowego Epiru, król po­
stanowił stawić opór w Tessalii. Podążył do miasta Trykka na 
zachodniej tessalskiej granicy w dolinie rzeki Penejos. Filip 

wiedział, że nie obroni równin południowej Tessalii przez 

atakiem Athamanów. Etolów i Rzymian. Wycofał się przeto 
z tego terenu, pozostawiając przeciwnikowi spaloną ziemię. 

U — Kynoskcfnląj 197 p.n.c. 

background image

194 

W odwrocie obrócił w perzynę swoje własne miasta 

położone na południe od Penejosu, a mieszkańców przesiedlił 
do Macedonii. Woje Filipa puścili z dymem Fokion, Irezje, 

Euhedrion, tessalską Eretrię i Palej ofarsalos. Mienie, którego 

wygnańcy nie zdołali zabrać ze sobą, zagarnęli królewscy 
żołnierze. Anlygonida z ciężkim sercem wydał ten okrutny 
rozkaz. Wiedział wszakże, że jeśli miasta te wpadną w ręce 

Etolów i Rzymian, i tak zostaną zniszczone, a ich ludność 

pójdzie w pęta. Doprowadzeni do ostateczności mieszkańcy 

Feraj nie chcieli porzucać ojczyzny i zamknęli przed królem 

bramy. Filip nie traci! czasu na obleganie własnego grodu. 
lecz wycofał się do przełęczy Tempe, uważanej, podobnie jak 
wąwóz rzeki Aoos, za prawie nie do zdobycia. 

Jak pisze Liwiusz (XLIV 6), „Tempe [...] to lesiste stoki 

górskie, trudne do przebycia nawet wtedy, gdy wojna nie dodaje 

im niebezpieczeństwa. Bo oprócz ciasnoty na długości pięciu 

tysięcy kroków, którędy ledwie przejść może obciążone zwierzę 

juczne, z obu stron wiszą tak spadziste skały, że z trudem da się 

z nich spoglądać w dót bez jakiegokolwiek zawrotu głowy od 

patrzenia. Straszy też szum i głębokość płynących środkiem 

doliny wód Penejosu". Starożytni z przesadą uważ.ali, że 

w najwęższym miejscu Tempe ataki nieprzyjaciela może 

z powodzeniem odpierać dziesięciu uzbrojonych mężów. 

Dzierżąc Tempe, Filip blokował strategiczny szlak z pół­

nocnej Tessalii do Macedonii. Na wieść o klęsce Antygonidy 

w Aoi Stena hordy etolskich wojowników wdarły się do 
Tessalii. Etolowie byli osłabieni, ich wódz bowiem, Skopas, 

wyprowadził wcześniej kilka tysięcy młodych junaków, by 

służyli w Egipcie jako najemni żołnierze. Ale ci, co zostali, 
ograbili doszczętnie dolinę w górnym biegu rzeki Sperchejos, 
zdobywając kilka małych miast. Mieszkańcy Ksyniai usiłowali 
ratować się ucieczką, wpadli jednak na hufiec etolski ciągnący 

pod Thaumakoi. „[...] i tak niezorganizowana i bezbronna 

gromada uchodźców pospołu z tłumem nie nadającym się do 
walki została wycięta w pień" (Liv. XXXII 13). Także król 

background image

195 

Amynander poprowadził swoich do Tessalii i obiegł Gomphoi. 
Flamin i nus posłał mu na pomoc niewielki oddział rzymski, 

gdyż athamańscy górale nie potrafili zdobywać miast. Miesz­
kańcy Gomphoi złożyli broń po kilku ostrych szturmach, by 

uniknąć powszechnej rzezi. Upadek tego ważnego miasta 
wywołał popłoch w Tessalii. Kolejne fortece otworzyły 
najeźdźcom swe bramy. Etolowie i Alhamanowie z rozkoszą 

spustoszyli rozlegle tessalskie dzierżawy. 

Konsul Flamininus ścigał Filipa najwyżej do obecnej 

miejscowości Mertzani. Potem podążył na południe, do Epiru, 

dokąd wcześniej posłał swe tabory. Prowadził wojsko doliną 

Driny. Chciał pozyskać sobie Epirotów, nominalnych sojusz­

ników Macedonii, niechętnych zresztą Rzymianom z wyjąt­
kiem Charopsa i jego stronnictwa. Wódz rzymski powstrzymał 

więc swe wojska od grabieży i zaofiarował Epi rotom ,.prze-
baczenie". Ci w zamian odstąpili od przymierza z Filipem, 

ogłaszając neutralność w konflikcie. Wielu bitnych młodzień­

ców z Epiru przyłączyło się na ochotnika do armii konsula. 

Flamininus nie szczędził wysiłków, by zorganizować dowóz 

zaopatrzenia. Wysłał flotę wraz z okrętami przewozowymi 
z Korkyry do Zatoki Ambrakijskiej. Korabie miały dowozić 
żywność, która następnie konsul nakazał transportować kon­

wojami przez Athamanię do Tessalii. Dopiero w miesiąc po 

zwycięstwie w Aoi Stena wódz rzymski powiódł legiony do 

Tessalii, prawdopodobnie z dzisiejszej miejscowości Metsovo 

przez przełęcz Zygos. Na początku sierpnia 198 roku rozbił 
obóz na górze Kerketios (obecnie Koziakas), gdzie do Rzymian 
dołączyło wojsko alhamańskie. Athamanów Flamininus po­
trzebował przede wszystkim jako przewodników. 

Filip zostawił doborowe garnizony w przynajmniej trzech 

dużych miastach tessalskich. Liczył, że Rzymianie stracą 

wiele czasu na ich obleganie, a kiedy nadejdzie zima, zdoła 
wynegocjować z Republiką znośne warunki pokoju. Nadzieje 
te spełniły się przynajmniej częściowo. Armia konsula 

z impetem uderzyła na Falorię, miasto na prawym brzegu 

background image

1% 

górnego Penejosu po północnej stronie góry Kerketios. Rzymski 
wódz wiedział, że jeśli chce zatrwożyć Tessalów, nie może sobie 
pozwolić na klęskę. Legioniści szturmowali więc mury dniem 

i nocą. Załoga Falorii, licząca 2 tysiące macedońskich wojów, 
walczyła dzielnie, lecz w końcu uległa, gdyż wrogów było zbyt 

wielu. Zdobywcy swoim zwyczajem obrócili miasto w perzynę. 

Po upadku Falorii mniejsze miejscowości — Kierion oraz 
Metropolis, które kilka dni wcześniej oparło się Etolom, 
otworzyły przed konsulem bramy. Flamininus jednak nawet nie 
próbował atakować Ajgion, położonego na lewym brzegu 
Penejosu, naprzeciw Falorii, strzegącego wejścia do przełęczy 

Zygos. Ajgion, wzniesione w terenie trudno dostępnym, uchodzi­
ło za nie do zdobycia. 

Konsul poprowadził armię pod Gomphoi, by zorganizować 

system zaopatrzenia, żołnierze bowiem zaczęli już przymierać 
głodem. Wódz Rzymian wysyłał więc na zmianę poszczególne 

kohorty, które maszerowały ponad 70 kilometrów spod Gom­
phoi do Ambrakii, pokonując po drodze kilka łańcuchów 
górskich, i wracały obładowane żywnością. Kiedy obóz pełen 
był jadła i paszy dla koni, Flamininus uderzył na miasto 
Atraks nad Penejosem, na zachód od Larissy. Rzymskie 
tarany zwaliły kawał muru i konsul już uważał się za 
zwycięzcę. Lecz macedońscy żołnierze wypełnili wyłom jakby 
żywym murem, tworząc zaporę z kilku rzędów swych strasz­

liwych sariss. Wódz rzymski nakazał podciągnąć po nasypie 
wielką więżę oblężniczą, pełną zbrojnych, ale mimo to 
legioniści nie zdołali pokonać falangi. 

„Kiedy więc Macedończycy w zwartych szeregach osłonili się 

włóczniami niepospolitej długości. Rzymianie bezskutecznie 

ciskali w nich oszczepami jakby w utworzoną z gęsto zestawio­

nych tarcz osłonę na kształt żółwiej skorupy, a z dobytymi 
mieczami nie mogli się zewrzeć z nieprzyjacielem z bliska ani 
rąbać włóczni. Jeśli zaś ucięli którąś albo złamali, drzewce ostre 
przez samo to złamanie wypełniało lukę między grotami 
nietkniętych włóczni niczym palisada. Do tego nie naruszona 

background image

197 

jeszcze część murów zabezpieczała dobrze boki przeciwnika 

z jednej i z drugiej strony; nie dało się zatem odstąpić na większą 
odległość i dokonać natarcia, czym się zazwyczaj wprowadza 

w szeregi zamieszanie" (Liv. XXXII 17). 

W końcu konsul odstąpił od oblężenia, widząc, że nic nie 

wskóra. Uznał, że czas rozejrzeć się za położonymi blisko 
morza kwaterami zimowymi. Za najlepszą bazę uznał Antykirę 
w Fokidzie na północnym brzegu Zatoki Korynckiej. Zrezyg­
nował więc z ataku na Macedonię i poprowadził legiony do 
Fokidy. Fiiip w tym czasie siedział w Tempe i nie ośmielił się 
zejść na tessalskie równiny. Posyłał tylko posiłki zagrożonym 
miastom. Teraz król mógł odetchnąć. Wiedział już, że w tym 

roku wojna nie zostanie rozstrzygnięta. 

Masa wojsk rzymskich szybko zalała słabo bronioną Fokidę. 

Po krótkim oporze padły Antykira i Daulis. Tylko Elateja 
w północno-wschodniej Fokidzie, stolica tego regionu, po­

czątkowo wytrzymała oblężenie. 

W 198 roku toczyły się także działania na morzu. Do­

wództwo floty rzymskiej objął jako legat brat konsula, 
Lucjusz Kwinkcjusz Flamininus. Na pięciorzędowcu dopędził 
swe okręty koło wyspy Same, zwolnił poprzedniego dowódcę, 
Gajusza Liwiusza, i opłynął Peloponez, przy czym okręty 
wojenne ciągnęły powolne transportowce na linach. Lucjusz 

Kwinkcjusz przejął galery, które legat Apustiusz zostawił 

do obrony Aten i połączył się z eskadrami Attalosa (24 
pięciorzędowce) oraz rodyjską (20 okrętów z pokładami), 
którą dowodził Agezymbrotos. Sojusznicy mieli razem ponad 

100 wielkich wojennych galer i mnóstwo statków trans­

portowych. Ta armada popłynęła, by oblegać Eretrię na 
Eubei. Okręty pełne były machin oblężniczych, toteż rychło 
zwalono część murów. Mieszkańcy i żołnierze królewscy 

bronili się zawzięcie, zachęcani przez Filokiesa, mace­

dońskiego dowódcę na Eubei, mającego kwaterę w Chalkis. 
Filokles rzeczywiście wyruszył na odsiecz Eretrii, lecz 
został pobity. 

background image

198 

Zrozpaczeni Eretrejczycy zwrócili się do Attalosa, prosząc 

o laskę i ochronę. Gdy byli zajęci negocjacjami, wojacy Lucjusza 

Kwinkcjusza wtargnęli do miasta z drugiej strony. Mieszkańcy 
z żonami i dziećmi pierzchnęli na akropol, lecz wkrótce poddali 
się. Rzymianie doszczętnie zlupili Eretrię, sławną/w//'.v, przodu­

jącą w czasach wielkiej kolonizacji, zabierając zwłaszcza wiele 

posągów, obrazów i innych dzieł sztuki. Kiedy Eretria padła, 
także obywatele Karystos nie ośmielili się walczyć. Kiedy tylko 
spostrzegli zbliżające się okręty rzymskie, uciekli na akropol. 
Złożyli broń, gdy legat Lucjusz zapewnił im bezpieczeństwo 

i wolność. Pozwolił także odejść do Beocji 300 macedońskim 

żołnierzom z garnizonu Karystos. Woje Filipa musieli jednak 
oddać broń i zapłacić po 300 sesterców okupu. Filokles odzyskał 

nieco później zgliszcza Eretrii. Przed nadejściem jesiennego 

przesilenia flota sojusznicza pożeglowała na południe, do 

Konchreaj. Zdobyto wprawdzie ten wschodni port Koryntu, lecz 
w sumie osiągnięcia tak znacznych sił morskich należy uznać za 
mizerne. 

Wielka armada weszła do Konchreaj — niewątpliwie po lo, 

by wywrzeć nacisk na Achajów. W październiku 198 roku, 
oblegając jeszcze Elateję, Tytus Kwinkcjusz postanowił pozys­

kać Związek Achajski do sojuszu z Rzymem. Na polecenie 

konsula Lucjusz Flamininus, Attalos. Rodyjczycy i Ateńczycy 
wysłali posłów na zgromadzenie achajskie, które odbywało 

się w Sykionie. Posłowie starali się usilnie przekonać achajs-
kich obywateli do wydania wojny Filipowi, wskazując na 
liczne zbrodnie Antygonidy i będącą gwarancją pewnego 
zwycięstwa potęgę Rzymu. Do Sykionu zdołał także dotrzeć 
wysłannik Filipa, Kleomedont. Ten radził Achajom już tylko, 
by zachowali neutralność i czekali na wynik wojny. Achajowie 

nie uczestniczyli dotychczas w konflikcie Macedonii z Rzy­
mem, zajęci własną wojną z Nabisem ze Sparty. Slopniowo 

jednak zaczynali zdawać sobie sprawę, że muszą porzucić 

Filipa. Promacedoński polityk Kykliadas poszedł na wygnanie, 
strategiem wybrano Arystajnosa, sprzyjającego Republice znad 

background image

199 

Tybru. Arystajnos i inni achajscy dygnitarze wiedzieli, że 
jeśli nie wydadzą wojny Macedonii, mściwy Flamininus 

może poprzeć przeciw ich Związkowi Nabisa. Zwycięstwa 
Rzymian w Tessalii i na Eubei zrobiły zresztą wrażenie. 

Jesienią 198 roku nikt nie mógł się spodziewać, że Anty-

gonida wyjdzie z tej wojny zwycięsko. Strateg Arystajnos 
w gorącej mowie trafnie podsumował stan rzeczy: „Filipowe-

go nie widzimy nic. oprócz posła. Natomiast rzymska flota 
stoi koło Konchreaj, szczycąc się zdobyczą z miast eubejs-

kich, a konsul i jego legiony, oddalone od nas niewielką 
przestrzenią morza, chodzą po Lokrydzie i Fokidzie" (Liv. 

XXXII 21). 

Achajowie prawie 30 lat byli sojusznikami królów macedoń­

skich, którym zawdzięczali wiele, toteż zgromadzenie dopiero 

po ostrych debatach podjęło decyzję o wojnie z Filipem. 
Polybios (XVIII 13) nie bez racji broni swych rodaków przed 
zarzutem niewdzięczności i zdrady: „Gdyby [...] Arystajnos 
nie był oderwał wtedy Achajów, idąc za nakazem chwili, od 
przymierza z Filipem przeciw Rzymowi, byłby ten naród 
całkowicie zgubił". Achajscy politycy trzeźwo ocenili sytuację. 
Jesienią 198 roku Antygonida nie mógł już operować na 

południe od doliny Tempe. Nawet gdyby Związek Achajski 

z całą swoją potęgą, dowodzony przez wytrawnego wojownika 

Filopojmena poparł zbrojnie Filipa, król Macedonii i tak 
przegrałby tę wojnę. Achajowie padliby zaś ofiarą rzymskiego 
odwetu. Gdyby jednak zebrani w Sykionie wiedzieli, że w 50 
lat później Rzym zdruzgocze achajską federację jak skorupę 

jaja, być może postąpiliby inaczej. 

Decyzja nie zapadła jednogłośnie. Obywatele Dyme, Mega­

lopolis i Argos nie mieli zamiaru wojować z Filipem. Dwa 
pierwsze miasta miały wobec Pełli dług wdzięczności (to Filip 
wykupił mieszkańców Dyme z niewoli rzymskiej), Argos zaś 
uchodziło za ojczyznę macedońskich królów. Na znak protestu 
mężowie z tych trzech miast opuścili zgromadzenie i nikt nie 
ganił ich z tego powodu. 

background image

200 

Wodzowie rzymscy obiecali Achajom Korynt jako nagrodę 

za przystąpienie do wojny. Achajowie zebrali więc swe 

wojsko i podeszli pod Korynt, oblegany już przez żołnierzy 

Z okrętów Lucjusza Kwinkcjusza, którzy szturmowali od 

strony Konchreaj, jak również przez armię Attalosa. Per-
gameńczycy przeszli przez Istm Koryncki i atakowali od 
strony Lechajon. Achajscy hoplici zajęli stanowiska naprzeciw 
bramy prowadzącej do Sykionu. Oblegający początkowo 
liczyli, że spragnieni wolności greccy mieszkańcy Koryntu 
powstaną przeciw załodze Filipa. Koryntianie i Macedończycy 

zjednoczyli się jednak przeciw italskim barbarzyńcom. Hel­

lenowie z Koryntu wybrali Androstenesa, dowódcę garnizonu 

królewskiego, swoim strategiem i gorliwie wykonywali jego 

rozkazy. Rzymskie tarany zwaliły w końcu część miejskich 
murów, lecz atakującym skutecznie zagrodził drogę żywy 

szaniec z ciał obrońców. Cudów męstwa dokazywali zwłaszcza 
zbiegowie z wojska rzymskiego. Niektórzy z nich walczyli 

jeszcze w armii Hannibala, a po klęsce Punijczyka uciekli do 

Filipa. Dezerterzy wiedzieli, że w razie zwycięstwa Rzymian 
czeka ich okrutna śmierć, walczyli więc jak głodne Iwy. 

Przypomnijmy, że w 146 roku ostatnimi obrońcami Kartaginy 

byli zbiegowie z rzymskich legionów. 

Miasto obroniło się, Filokles bowiem wysiał z Eubei 1500 

żołnierzy, którzy przeszli przez Beocję i przepłynęli do 

Lechajon przez Zatokę Koryncką. Ujrzawszy, że załoga 
Koryntu została wzmocniona. Rzymianie i ich sprzymierzeńcy 
spalili machiny oblężnicze i odstąpili jak niepyszni. Lucjusz 
Kwinkcjusz popłynął na Korkyrę, Attalos zaś do Pireusu. 

Niepowodzenie Rzymian pod Koryntem ośmieliło mieszkań­
ców Argos, którzy pragnęli zachować przymierze z Filipem. 

Argejczycy wezwali Filoklesa. który pod osłoną nocy wszedł 
z wojskiem do miasta. W Koryncie stacjonowało 500 młodych 
żołnierzy achąjskich. Nie byli to najemnicy, lecz powołani 
pod broń obywatele. Filokles pozwolił im odejść bezpiecznie. 
Dowódca Achajów, Ajnesydemos, postanowił jednak umrzeć 

background image

201 

w obronie miasta, które powierzono jego pieczy. Sta! więc 

niewzruszony na posterunku, trzymając przed sobą tarczę. 
Trakowie Filoklesa przeszyli śmiałka oszczepami. 

Konsul Flamininus oblegał w tym czasie Elateję. W końcu 

tarany obaliły mur między dwoma wieżami. Żołnierze mace­
dońscy rzucili się hurmem, by bronić wyłomu, lecz legioniści 

po drabinach już wdzierali się do miasta ze wszystkich stron. 

Obrońcy i mieszkańcy schronili się na akropolu, otworzyli 

jednak bramy, gdy wódz rzymski obiecał Elatejczykom 

wolność, a królewskim wojakom pozwolił odejść bez broni. 
Ze złupienia miasta Flamininus, jak prawdziwy Rzymianin, 
rzecz jasna nie zrezygnował. Po tym sukcesie żołnierze 
konsula zajęli kwatery zimowe w Fokidzie i w Lokrydzie

 ,8

W Opus, stolicy Lokrydy Opunckiej, nastąpił rozłam wśród 

obywateli. Jedni chcieli oddać miasto Etolom, drudzy -— Rzy­
mianom. W końcu zatrzaśnięto etolskim zbrojnym bramy 
przed nosem. Opus zajął Flamininus, którego osobowość 

zauroczyła wielu Greków. Jak pisze Plutarch (Ham. 5), 
Hellenowie słyszeli od Macedończyków, „że nadchodzi wódz 
wojska barbarzyńskiego i zbrojną przemocą równa wszystko 

z ziemią i bierze do niewoli. A potem zobaczyli człowieka 

w młodym wieku, z uprzejmym wyrazem twarzy, mówiącego 
po grecku jak prawdziwy Grek, gorąco pragnącego uczciwej 

sławy". Plutarch niewątpliwie nieco przesadza. Flamininus 
grabił i palił w Grecji bez skrupułów (chociaż, jako że 
dzierżył sztandar wolności Hellenów, nie zawsze sprzedawał 

ludzi w niewolę). 

W cytadeli Opus trzymał się jeszcze garnizon macedoński, 

gotowy bić się do ostatka. Nim Rzymianie podjęli szturm, zjawił 
się herold Filipa, prosząc konsula o rozmowę z królem. 

Antygonida liczył być może, że w zamian za oddanie 

16

 Na lemal kampanii 198 roku: Kromayer, op. cit., s. 50 i nn; 

Wal bank, Philip V .... s. 153 i nn; Hammond. Walbank, op. cit., 

s. 426 i nn; Geyer, op. cit., kol. 2320 i nn; He finer, op. cit.. s, 324; 

E r r i n g t o n. op. cit.. s. 264 i n. 

background image

202 

Koryntu i Argos zyska możliwe do przyjęcia warunki pokoju. 

Ale i wódz rzymski gotów był do rokowań. Jego kadencja 
dobiegała kresu. Tytus Kwinkcjusz nie wiedział, czy senat 

przedłuży mu dowództwo w wojnie z Macedonią, czy też odda 

je nowemu konsulowi. W tym drugim wypadku Flamininus 

wolał zawrzeć pokój, by zyskać chwałę tego, kto zwyciężył 
Filipa i zmusił go do ustępstw. Gdyby jednak jego imperium 

zostało przedłużone, ambitny palrycjusz zamierzał prowadzić 

wojnę aż do pełnego zwycięstwa. Na razie Flamininus pragnął 

doprowadzić do rozejmu i czekać na decyzję senatu. Filip 

zupełnie nie orientował się w tej wyrafinowanej grze. 

Konferencja pokojowa odbyła się w listopadzie 198 roku na 

wybrzeżu w Nikai koło Termopil (Polyb. XVIII i—10; także 
Liv. XXXII 32; Appian. Mak. 8; lust. XXX 3; Zon. IX 16). 

Flamininus zjawił się w umówionym miejscu wraz z królem 

Amynandrem z Athamanii. Etolów reprezentowali strateg 

Fajneas i dobry mówca Aleksander Issyjczyk. Przybyli też 
wysłannicy Rodos, Attalosa, Achajów i Alen. Filip przypłynął 

z Demetrias trzema łodziami oraz okrętem zwanym pistris, na 
którym sam jechał. Towarzyszyli mu m.in. Kykliadas, wygnany 
achajski polityk, oraz Brachylles, promacedońsko nastawiony 
wybitny przywódca beocki, ongiś namiestnik Antygona Dosona 
w Sparcie. Filip od początku bezlitośnie szydził z greckich 

sprzymierzeńców Fłamininusa. podkreślając, że tylko Rzy­
mianie mają prawo dyktować mu warunki pokoju. Nie chciał 

zejść z okrętu na brzeg, a kiedy konsul zapytał, czy czegoś się 

boi, odrzekł butnie: „Nie boję się nikogo oprócz bogów, ale 
nie ufam wielu obecnym, zwłaszcza Etolom"\ Zdziwiony 

Flamininus zwrócił uwagę, że podczas rokowań wszyscy 

jednako narażają się na niebezpieczeństwo, Antygonida jednak 

odparł, że po śmierci takiego tam Fajneasa Ftolowie wybiorą 
sobie innego stratega, ale gdy on zginie, nie ma męża, który 
mógłby w danej chwili zostać królem Makedonów. 

Najpierw postawił swe warunki Flamininus, żądając, aby 

Filip wycofał się z całej Hellady, oddał Rzymianom swe 

background image

203 

iliryjskie włości, które dzierżył od czasu pokoju w Fojnike, 
zwrócił wszystkie miasta należące do Ptolemąjosa, władcy 
Egiptu (zapewne Ajnos, Maroneja i Samos), zwolni! jeńców 
i wydał dezerterów. Rodyjczycy żądali zwrotu Perai i wszyst­
kich innych zdobyczy Filipa w Azji Mniejszej oraz Sestos 

i Peryntu. Król Attalos chciał odzyskać swe okręty i ludzi 

wziętych do niewoli w bitwie pod Chios. Ponadto Filip 
powinien przywrócić do pierwotnego stanu Nikeforion i świą­
tynię Artemidy, które zburzył pod Per-
gamonem. Achajowie domagali się Koryntu i Argos, Etolowie 

zaś żądali, by Antygonida ustąpił z całej Hellady i oddał 
Związkowi Etolskiemu miasta, które ongiś do niego należały. 

Filip zadrwił, że Attalosowi może najwyżej posłać rośliny 
i ogrodników, którzy uzupełnią wycięte drzewa. Achaj om 

wypomniał czarną niewdzięczność, napiętnował rozbójniczą 

naturę Etolów i zwrócił się do nich złośliwie: „Z jakiej to 

zresztą Hellady każecie mi się usunąć? (...) Z samych Etolów 
przecież większość — to nie Hellenowie! Bo Agrajowie, 

Apodotowie, a także Amfilochowie — to nie Hellada. Czyż 
więc te ludy odstępujecie mnie?" 

Kiedy mający słaby wzrok etolski strateg Fajneas napomniał 

króla, że musi zwyciężać w wojnie lub słuchać silniejszych, 

Filip odpalił: „Tak, Fajneasie, to jest oczywiste nawet dla 

ślepego". Flamininus doskonale się bawił, słuchając tych 
szyderstw. Antygonida zrozumiał więc, że konsul mu sprzyja. 

Poprosił o warunki pokoju na piśmie, zaznaczając, że jest sam 
i nie ma się z kim naradzać, potrzebuje więc czasu do 
namysłu. Teraz konsul zadrwił: „Słusznie. Filipie, jesteś teraz 

sam. skoro przyjaciół, którzy by ci mogli udzielić najlepszych 
rad, wszystkich kazałeś stracić". Flamininus powiedział to 

jednak lylko po to, by sprzymierzeńcy nie zorientowali się, że 

zamierza wejść w konszachty z władcą Makedonów. 

Nazajutrz Antygonida przybył bardzo późno, niewątpliwie 

po to, by uniknąć pertraktacji ze sprzymierzeńcami Flamin i-
nusa. Odbył natomiast rozmowę na osobności z rzymskim 

background image

204 

wodzem. Konsul niewątpliwie pouczył króla, jakie powinien 
poczynić ustępstwa i jak postępować, by otrzymać pokój. 
Później Flamininus przedstawił sojusznikom propozycje mo­
narchy: Filip gotów jest zwrócić Attalosowi ludzi i okręty, 
Etolom odda Farsalos i Larissę, ale Teb Fthiockich — nie, 
Rodyjczykom zwróci Peraję, ale Iasos i Bargylię zatrzyma, 
natomiast Achajom przekaże Korynt i Argos. Nie zadowoliło 
to nikogo. Sprzymierzeńcy żądali, aby król wyrzekł się całej 
Grecji. Trzeciego dnia konferencję przeniesiono w pobliże 
Thronion na południowy wschód od Nikai. Filip, z pewnością 
poinstruowany przez Flamininusa, od razu zaproponował, aby 
sprawy sporne przedstawić do rozstrzygnięcia senatowi. Grecy 
zaprotestowali gwałtownie, chcąc nadal prowadzić wojnę, 

lecz musieli ustąpić, bo króla poparł Flamininus. W ten 

sposób senat rzymski stał się arbitrem spraw Hellady i Mace­
donii. Co bardziej przewidujący politycy greccy mogli prze­

widzieć, że stanie się to w przyszłości normalną praktyką

19

Filip uzyskał rozejm na dwa miesiące, w zamian wycofał 

swe ostatnie garnizony z Lokrydy i Fokidy. Nad Tyber 
pospieszyły poselstwa Etolów, Achajów, Rodyjczyków, Ateń-

czyków i Attalosa. gromko oskarżając macedońskiego monar­
chę. Także Flamininus wysłał do Rzymu kilku swych zaufa­

nych ludzi oraz Amynandra z Athamanii „wiedząc o tym, że 
daje się łatwo kierować i bez trudu pójdzie za tamtejszymi 

jego przyjaciółmi, czy go będą ciągnęli w tę, czy w tamtą 

stronę, a przy tym dzięki tytułowi króla będą się z nim liczyć" 
(Polyb. XVIII 10). 

„Przyjaciele" w kurii nie zawiedli i doprowadzili do 

przedłużenia dowództwa Tytusa i Lucjusza Kwinkcjuszów 

19

 Na temai konferencji w Nikai:  W a l  b a n k . Philip V .... s. 159 i nn; 

W a I b a n k. A Historical.... s. 548 i nn;  H a m m o n d . W a 1 b a n k. op. cii.. 

s.

 428;  E r r i n g i o n , op. cit.. s. 267;  U e f t n e r , op. cit.. s. 325, klóry 

słusznie podkreśla, że Flamininus prowadził podwójną grę, zamierzając 
oszukać albo Filipa albo swych greckich aliantów (gdyby przyznał królowi 

pokój). 

background image

205 

w wojnie macedońskiej. Obaj konsulowie 197 roku mieli 
zostać w Italii, by poskramiać zbuntowanych Celtów nad 
Padem. W tej sytuacji Flamininus nie chciał pokoju z Filipem. 

Jego wysłannicy odpowiednio wpłynęli więc na senatorów. 

Podjudzili też przeciw Antygonidzie greckich posłów. Ci 

ostatni jak jeden mąż domagali się odebrania królowi całej 

Hellady. Kiedy więc wysłannicy Filipa chcieli wystąpić 
w senacie, zapytano ich od razu, czy król oddaje Chalkis, 

Demetrias i Korynt. Zaskoczeni posłowie odrzekli, że nie 

mają na ten lemat instrukcji — z pewnością w poufnych 
rokowaniach Flamininus nie żądał od Filipa aż takich ustępstw. 
Rozsierdzeni patres zakrzyczeli macedońskich legatów, którzy 
we wrogiej atmosferze nie ośmielili się wygłosić swej mowy. 
Senat nie próbował nawet zasięgnąć w sprawie „kajdan 
Hellady" opinii Filipa. Rzymscy politycy byli zdecydowani 
prowadzić wojnę aż do całkowitego upokorzenia króla. W ten 
sposób Flamininus cynicznie wyprowadził w pole władcę 

Makedonów. Polybios (XVIII 12) bardzo chwali z tego powodu 
wodza rzymskiego jako obrotnego i rozważnego męża. Filip, 
który zaufał Kwinkcjuszowi, dał się podejść jak dziecko, 
tracąc Fokidę i Lokrydę. Z drugiej strony król zyskał trochę 
spokoju na przegrupowanie swej armii, a z militarnego punktu 
widzenia obie krainy nie znaczyły wiele. 

Wpływy Rzymu sięgały już wtedy daleko. W końcu 198 

roku posłowie Attalosa z Pergamonu złożyli złoty wieniec na 

Kapitolu. Był to wyraz wdzięczności za pomoc przeciw 
Antiochowi Wielkiemu. Kiedy bowiem latem tego roku Attalos 

ze swym wojskiem wspomagał Rzymian w Grecji, Seleukida, 
zrezygnowawszy z inwazji na Egipt, pociągnął na północ 

i najechał królestwo Pergamonu. Przez krótki czas Filip mógł 
mieć nadzieję, że Antioch przyjdzie mu z odsieczą. Attalos 

zwrócił się oczywiście o pomoc do Rzymu. Senat nie wysłał 

wprawdzie legionów do Azji Mniejszej, pchnął jednak posel­
stwo do Antiocha, wzywając go do wycofania się z ziem 

pergameńskicli. „Słuszną jest rzeczą, aby królowie, będący 

background image

206 

sprzymierzeńcami i przyjaciółmi narodu rzymskiego, zacho­

wywali pokój również między sobą" — stwierdzili senatoro­
wie. Antioch nie był jeszcze „sprzymierzeńcem" Republiki, 
ale wezwania posłuchał (Liv. XXXII 8 i XXXII 27). Fakt, że 
sam autorytet Romy skłonił potężnego króla, jakim był 
Antioch, do zaprzestania działań zbrojnych, zrobił ogromne 
wrażenie na Grekach. Filip doznał kolejnego zawodu. 

Rzym przygotowywał się do dalszej wojny z wielkim 

rozmachem. Senat wyposażył prokonsula Flamininusa we 
wszelkie pełnomocnictwa do rozstrzygania spraw greckich. 
Wysłał mu też kolejne posiłki — 6 tysięcy piechurów, 300 
konnych żołnierzy oraz 3 tysiące marynarzy i wioślarzy, 
wystawionych przez „sprzymierzeńców okrętowych". Król 

Numidów, Masynissa, dał na wojnę macedońską 10 słoni oraz 

200 znakomitych lekkozbrojnych jeźdźców, lotnych jak piasek 
Sahary, dostarczył też zboże do armii Flamininusa. Żywność 

i ubrania dla wojska wysłano z Sycylii i Sardynii. Do sztabu 
Kwinkcjusza senat wyznaczył jako legatów Sulpicjusza Galbę 
i Williusza Tappulusa. byłych konsulów, kiórzy wojowali już 

z Filipem i dlatego uważani byli za wytrawnych znawców 
spraw Hellady. 

Zimą Antygonida podjął akcję dyplomatyczną, by zapewnić 

sobie neutralność Nabisa. władcy Sparty. W zamian oddawał 

mu Argos. Filip wiedział, że nie jest w stanie utrzymać tego 
miasta na Peloponezie, a żołnierze ze stacjonującego w Argos 

garnizonu będą mu potrzebni podczas walnej bitwy. Król 

spodziewał się, że Nabis, wróg Achajów, którzy zawarli 
sojusz z Rzymem, siłą rzeczy będzie szukać oparcia w Mace­

donii. Filip chciał nawet wydać za synów Nabisa swoje córki, 

by umocnić więzi ze Spartą. Aby zachować twarz wobec 
Argejczyków, Antygonida głosił, że oddaje Nabisowi miasto 

jedynie „w opiekę", a kiedy zwycięży Rzymian, odbierze je 

z powrotem. Nabis miał zachować Argos jedynie w wypadku 
klęski Filipa. Królewski dowódca Filoklcs potajemnie wpro­
wadził nocą spartańskich wojaków do miasta. Nabis zwołał 

background image

207 

w Argos zgromadzenie ludowe i ogłosił swój program „rewo­
lucji społecznej" — czyli zniesienie długów i nowy, sprawied­
liwy podział ziemi między wszystkich obywateli — „dwie 
żagwie w rękach reformatorów do rozogniania ludu przeciw 
arystokracji" — jak to obrazowo ujął Liwiusz (XXII 38). 

Uradował się z tych posunięć argejski motłoch, Nabis zaś 

poświęci! się intratnemu zajęciu, jakim było wymuszanie 
groźbami i torturami złota od zamożnych obywateli. Zona 

Nabisa sprawnie obdzierała z szat i biżuterii argejskie damy. 

Tyran Sparly nie był wszakże w ciemię bity. Dobrze 

wiedział, na czyją stronę przechyla się szala zwycięstwa. 
Argos, owszem przyjął, lecz zaraz potem pchnął gońców do 
Flamininusa, proponując zawarcie przymierza. Prokonsul. 
któremu towarzyszył Attalos, spotkał się z Nabisem w pobliżu 
ruin starożytnych Myken. Lacedemończyk dał wodzowi rzym­
skiemu 600 najemnych żołnierzy z Krety na wojnę z Filipem, 
ale o zawarciu pokoju z Achajami, czego żądał Flamininus, 

nie chciał słuchać. W końcu przystał na czteromiesięczny 
rozejm. Król Attalos czynił Nabisowi gorzkie zarzuty z powodu 
zdradzieckiego zajęcia Argos, nic jednak nie wskórał. Flami­
ninus potrzebował bowiem pomocy Sparty. dopóki nie roz­
strzygnie wojny z Filipem. Nabis stał się tedy aliantem 
Rzymu. Król Macedonii znów został wystrychnięty na dudka. 

Wódz rzymski powrócił do swej armii w Antykirze. Po 

drodze daremnie usiłował namówić Filoklesa, dowódcę mace­
dońskiej załogi w Koryncie, do poddania miasta. Flamininus 
przezimował w Elatei, Attalos — w Konchreaj. 

background image

KREW NA PSICH GŁOWACH 

Podstawowym źródłem do kampanii 197 roku i bitwy pod 
Kynoskefalaj jest Polybios. Achajski historyk wypytywał 
naocznych świadków i uczestników bitwy, przede wszystkim 

Etolów, ale także Makedonów i Rzymian. Polybios musiał 

jednak pisać tak, aby nie urazić czytelnika znad Tybru. 

ponadto sam nienawidził Filipa, stąd też chętnie przejął 

rzymską wersję wydarzeń. Brakowało mu wiedzy wojs­
kowej, miał także kłopoty z topograficznym umiejscowie­
niem placu boju. Z Polybiosa czerpał obficie Liwiusz, 

jeszcze bardziej prorzymski i świadomie zmniejszający rolę 

Etolów. Streszczając Polybiosa, Liwiusz popełnia kilka 
łatwych do wykrycia pomyłek. Bardziej uważny jest Plu­
tarch, który oprócz Polybiosa wykorzystał jakieś nieprzy­

chylne Etolom greckie źródło. Także Liwiusz miał dostęp do 

przekazów innych niż Polybiosowe Dzieje. Zapewne były to 
relacje annalistów raczej wątpliwej wartości. W rezultacie 

otrzymaliśmy wiele szczegółów, ale ogólny obraz rozstrzy­

gającej batalii, ukazany w starożytnych źródłach, jest mocno 
zagmatwany '. 

1

  H a m m o n d ,  W a l b a n k , op. cit., s. 432 i n;  H a m m o n d , Ti\e 

Campaign and the Battle of Cynoscephatae in 197

 #C. Journal of Hellenic 

Studies" 108, 1988, s. 60. 

background image

209 

W połowie marca 197 roku wódz rzymski wezwał do siebie 

Aiialosa i razem t nim podążył na południe — do Beocji. 

Flamininus zamierzał oderwać Związek Beocki od sojuszu z Fili­
pem. Prowadził tylko jeden legion, lecz dzięki podstępowi dopiął 
swego. Maszerował na czele ze szczupłym orszakiem, ale z tyłu 

podążało za wodzem 2 tysiące legionistów, najmłodszych żołnierzy 
idących do bitwy w pierwszym rzucie (hastaii). Mieszkańcy Tcb, 
widząc, że prokonsul ma tylko garstkę zbrojnych, wyszli za 
bramy, by go powitać. Tebanie chcieli dać do zrozumienia, że 
pragną pozostawać w przyjaźni z obiema zwaśnionymi stronami. 
Flamininus kroczył wolno, gawędząc z ludźmi, ściskając im 

dłonie. Udawał serdecznego, w rzeczywistości czekał, aż zjawią 

się jego żołnierze. I ani się Tebanie nie obejrzeli, a mieli w swych 
murach 2 tysiące rzymskich wojów. Nie próbowali nawet protes­
tować, wiedząc, że nie zda się to na nic. 

Flamininus chciał zachować pozory „wolności" i zwołał 

w Tebach zgromadzenie. Zachęcał Beotów do zawarcia 
przymierza z Rzymem, aczkolwiek miał już ich stolicę w ręku. 

To samo czynił achajski dowódca Arystajnos. Starowina 

Attalos z taką gorliwością wysławiał przed Tebanami rzymskie 

cnoty, że doznał ataku apopleksji i jak długi runął z mównicy. 

Częściowo sparaliżowany król Pergamonu został przewieziony 
do azjatyckiej ojczyzny, gdzie rychło zakończył życie. Lud 

tebański, zastraszony obecnością legionistów, uchwalił sojusz 

z Rzymem. To samo uczynili mieszkańcy wszystkich miast 

bcockich. Filip utracił prawie całą Grecję — na południc od 

Termopil jego załogi trzymały się już tylko w Chalkis 

i w Koryncie. Flamininus nie zamierzał rozdrabniać swych sił. 
Achajom nakazał atakować Korynt, Rodyjczykom zaś — ude­
rzyć na posiadłości Filipa w Kani. Brat prokonsula, Lucjusz, 
wyruszył z niewielkim hufcem, by ujarzmić Akamanów, 
którzy wciąż pozostawali wierni Filipowi, głównie z nienawiści 

do Etolów. Sam prokonsul pociągnął z niemal całą swą armią 
na północ. Chciał wedrzeć się do Tessalii. Wojsko rzymskie 

rosło po drodze jak kula śniegowa. Tytus Kwinkcjusz bowiem 

14 — Kynoskefalaj 1<J7 [UŁŁ 

background image

210 

znakomicie przygotował tę wyprawę, uzgadniając swe posu­

nięcia z greckimi sprzymierzeńcami. Wyruszył z Elatei, 

zabrawszy stamtąd także drugi legion, i szedł drogą wzdłuż 
wybrzeża przez Thronion i Termopile do Heraklei, gdzie 
zgodnie z ustaleniami zebrało się zgromadzenie ludu etol-
skiego. W obecności Flamininusa Etolowie uchwalili wysłanie 

licznych zastępów na wojnę. Oddziały te stały już zresztą 
w zbrojnym pogotowiu. W dwa lub trzy dni później przyłączyły 
się do wojska rzymskiego w Ksyniai w południowej Tessalii. 
Posiłki etołskie liczyły 400 doborowych jeźdźców i 6 tysięcy 
lekkozbrojnych piechurów, a dowodził nimi Fajneas

2

Połączona armia szybkim marszem wkroczyła do Achai 

Fthiockiej, gdzie, z pewnością zgodnie z poczynionymi 
wcześniej uzgodnieniami, wojsko prokonsula wzmocniło 500 

Krcteńczyków z Gortyny pod wodzą Kydantesa oraz 300 

Apolloniatów. Prawdopodobnie jedni i drudzy byli łucznikami. 

Apolloniaci pochodzili zapewne z Apollonii na Krecie, a nie 

z Apollonii iliryjskiej, której wojsko składało się z „tradycyj­
nych" ciężkozbrojnych hoplitów, potrzebnych zresztą do 
obrony lokalnej. Być może kreteńskich żołnierzy najemnych 
zgodnie z układem przysłał Rzymianom Nabis. 

Wkrótce potem król Amynander przyprowadził Flamininu-

sowi 1200 lekkozbrojnych piechurów z Athamanii. Prokonsuï 

ruszył na Teby Fthiockie, licząc, że zawładnie tą ważną 
fortecą podstępem, podobnie jak stał się panem Teb w Beocji. 
Wódz rzymski wiódł więc tylko szczupłe oddziały konnicy 
i lekkozbrojnych. Przybył pod tebańskie mury zapewne 

Rzymski patriota LiwJUSZ (XXXIII 3) obniża liczbę piechurów etolskich 

do 600. Zdołał w ten sposób oszukać nawet wytrawnego znawcę starożytnej 
wojskowości, jakim był Kromayer {op. cit., s. 102 i n). Właściwą liczebność 
posiłków etolskich podaje jednak Plutarch (Flamin. 7). Podkreślić wypada, że 
„mały ludek Athamanów'* (W  a ł e k - C z e r n e c k i , op. cit., s. 131 przyp. I). 
o wiele mniej liczny od Etolów. przysłał Flamininusowi aż 1200 żołnierzy. 
Gdyby Fajneas miał tylko 600 piechurów, EtoJowie nie chełpiliby się po 
bitwie, że to ich zwycięstwo. Por.:  W a l  b a n k , Philip V .... s. 167, 

H a m m o n d , The Campaign .... s. 66. 

background image

211 

o świcie- Tym razem fortel się nie udał. rzymscy stronnicy 
w mieście zawiedli, Flamininus sam znalazł się w opałach, 
gdy z bram Teb wyroili się królewscy zbrojni. Prokonsula 
uratowało przybycie głównych sił. Wódz rzymski nie oblegał 

już Teb. usłyszał bowiem, że basileus Makedonów jest gdzieś 

w Tessalii. Flamininus, który być może planował podczas tej 
kampanii zdobywać tessalskie miasta jedno po drugim, nie 

oparł się pokusie stoczenia walnej bitwy. Przezornie wysłał 
swych ludzi, by nacięli pali, potrzebnych do ufortyfikowania 
obozu, i wyruszył spod Teb. Armia maszerowała powoli, co 
świadczy, że wyznaczony przez wodza cel nie leżał daleko. 

Rzymianie i ich sprzymierzeńcy rozbili umocniony obóz 

9 kilometrów na południe od Feraj. Flamininus zamierzał tu 

się zatrzymać. Nazajutrz rozesłał zwiadowców, by rozpoznali 
teren i wytropili wojska królewskie. 

Filip skrzętnie przygotowywał się do tej batalii. Skoro 

okazało się, że jego zabiegi o pokój spełzły na niczym, jął 

zaciągać poddanych do wojska. Podczas rekrutacji król napot­

kał jednak ogromne trudności. Jak pisze Liwiusz (XXXIII 3): 

„Wyczerpały przecież Macedończyków ciągłe wojny przez 
wiele lat już prowadzone. Również za panowania jego samego 
padła wielka ilość ludzi w wojnach morskich z Rodyjczykami 
i z Attalosem, a w lądowych z Rzymianami. Dlatego wciągał 
na listę poborowych nowych żołnierzy już od szesnastego 

roku życia, a niektórych, jeśli pozostało im jeszcze coś sił, 

powoływał pod broń nawet po przekroczeniu wieku poboro­
wego." Liwiusz niewątpliwie przesadza. Jeszcze w kilka 
miesięcy po klęsce pod Kynoskefalaj Filip zdołał zgromadzić 

6500 nowych wojowników. Z pewnością jednak możliwości 

mobilizacyjne Macedonii były niemal wyczerpane. 

Wkrótce po wiosennym zrównaniu dnia z nocą (24 marca) 

król zgromadził swe wojska pod Dion, gdzie rozbił obóz. Miał 
w szeregach wielu niedoświadczonych młokosów i posiwiałych 
weteranów, którzy już zapomnieli, jak władać sarissą. Codzien­

nie ćwiczył więc żołnierzy, oczekując nieprzyjaciela. Filip 

background image

212 

cierpiał na dotkliwy brak ludzi w armii polowej, gdyż ok. 20 
tysięcy macedońskich zbrojnych pełniło służbę w garnizonach. 
W Chalkis stacjonowało ok. 5 tysięcy żołnierzy królewskich, 

Makedonów i najemników, w Demetrias zapewne tyle samo. 

kilka tysięcy w Koryncie, w Atraks jakieś 2 tysiące. Prócz 
tego wymienić wypada załogi z Karii i z Tracji oraz wojska 
strzegące granic przed najazdami Ilirów i Dardanów. Anty-
gonida ściągnął tylko garnizon z Argos. Na pewno nie miał 

możliwości sprowadzenia swych oddziałów z Karii. Dlaczego 

jednak nie wzmocnił armii polowej żołnierzami z Atraks, Teb 

Fthiockich, Larissy Kremaste, Farsalos czy Echinos? 

Król Macedonii z pewnością podczas zimowych miesięcy 

rozważał plan kampanii. Mógł, jak jesienią 198 roku, bronić 
się w dolinie Tempe, wciśniętej między masywy Ossy i Olim­

pu. Tylko że oznaczałoby to wydanie Tessalii na łup nie­
przyjaciela. utratę wybornej jazdy tessalskiej, paszy dla 
bojowych rumaków i zbóż z urodzajnych tessalskich równin. 

W 198 roku Rzymianie zdobyli wprawdzie zachodnią i połu-

dniowo-zachodnią Tessalię, Filip dzierżył jednak nadal pół­
nocno-wschodnią oraz południowo-wschodnią, nadbrzeżną 

część tej krainy. Nie zamierzał jej się wyrzec, tym bardziej że 

Rzymianie wcale nie musieli szturmować Tempe. Gdyby 

chcieli wedrzeć się z Tessalii do Macedonii, mogliby wybrać 
drogę przez którąś z kilku innych przełęczy, np. przez Petrę. 

Wiele wskazuje więc na to, że król zamierzał utworzyć 

linię obrony w Tessalii wzdłuż pasma wzgórz Karadagh, 

sięgającą od Atraks nad Penejosem do Teb Fhtiockich, miasta 

silnie ufortyfikowanego, mającego mury o długości prawie 2,5 
kilometra i krzepką cytadelę na wzniesieniu niemal 160 
metrów wysokim. Karadagh to łańcuch wzgórz, częściowo 
skalistych, do którego należą także pasma zwane Kynoskefalaj. 

Karadagh przecina całą Tessalię w kierunku północno-za­

chodnim i osiąga szerokość 20-25 kilometrów, przy czym 

niektóre z wierzchołków przekraczają 700 metrów wysokości. 
Przez tę barierę terenową wiodą tylko dwie dobre, szerokie 

background image

213 

drogi. Jedna prowadzi z Teb Fthiockich przez przełęcz Feraj 
do Larissy. Tego szlaku strzegł macedoński garnizon w Tebach 

Fthiockich, będących również, obok Demetrias, główną bazą 
zaopatrzeniową Filipa. Druga droga przebiega z Farsalos 
przez Palej ofarsalos do Larissy, bezpośrednio czy też przez 

Krannon. Filip wiedział, że Rzymianie mogą przedzierać się 

tylko tymi szlakami lub też zaatakują Teby Fthiockie, masze­

rując przez urodzajną dolinę rzeki Enipeus. Lecz król już 

w poprzednim roku przesiedlił mieszkańców miast nad Eni-

peusem tak, aby wrogowie nie mogli zebrać tam zboża. Filip 
miał poza tym wysunięte garnizony w Larissie Kremaste 
i Echinos oraz potężną obsadę w Demetrias, swej głównej 
bazie nad Zatoką Pagasaj. Twierdze te uniemożliwić miały 
flocie rzymskiej zaopatrywanie armii polowej w Tessalii. 

Król liczył zapewne, że jego system obronny zmusi Rzy­

mian. by z wybrzeża podążyli w głąb lądu, do zachodniej 

Tessalii, daleko od swych okrętów zaopatrzeniowych. A w za­

chodniej Tessalii Filip miał liczny garnizon w Farsalos, 

mieście, którego akropol uchodził za nie do zdobycia. Filip 
zapewne żywił nadzieję, że Flamininus będzie musiał w końcu 
wycofać swych wygłodzonych wojaków, a senat rzymski, 
znużony przeciągającą się wojną, zgodzi się na honorowy dla 
Macedonii pokój. Liwiusz (XXXIII 6) przekonał wielu potom­
nych historyków, że Filip wkroczył do Tessalii, by stoczyć 
wreszcie walną bitwę \ Niemniej dziejopis z Patavium myli 
się, po prostu błędnie interpretując Polybiosa. Król zamierzał 

trzymać się swej defensywnej strategii. Podejmując operacje 
w Tessalii z pewnością jednak zdawał sobie sprawę, że może 

dojść do rozstrzygającego boju. 

Obaj wodzowie dowodzili armiami o odmiennej taktyce 

i uzbrojeniu. Każdy z nich pragnął więc walczyć w innym 
terenie. Główną siłą uderzeniową armii Filipa byli włócznicy 

jego falangi. Ta formacja była niezwykle skuteczna wyłącznie 

Tak interpretują zamiary króla Kromayer (op. cit., s. 60), Walhank 

(Philip V

.... s. 167); Cary, Scullarcl (op. cit.. s. 302). 

background image

214 

we frontalnym aiaku. Antygonida wiedział więc, że może 
przyjąć bitwę tylko na płaskim iub w miarę równym gruncie, 

gdyż wzgórza czy inne przeszkody terenowe łatwo powodują 

rozerwanie szyku bojowego nosicieli sariss. Król musiał też 
troskliwie chronić flanki falangi, wrażliwej na atak ze skrzydeł 

lub okrążenie, zwłaszcza że miał znacznie mniej niż prokonsul 
lekkozbrojnych wojowników. Dla Filipa wymarzona była 

więc pozycja Z płaskim terenem w centrum, wzgórzami po 
obu stronach, które chroniłyby skrzydła falangi, najlepiej na 
drodze, którą sprowadzano by zaopatrzenie i w pobliżu którejś 
z twierdz macedońskich, Teb Fthiockich czy Demetrias. Żoł­
nierze z tamtejszych garnizonów mogliby zasilić armię Anly-
gonidy. Oczywiście znalezienie tak idealnego pola bitwy nie 
było łatwe. 

Flamininus dzięki oddziałom etolskim i athamańskim, 

a także łucznikom kreteńskim dysponował znaczną przewagą 
w lekkozbrojnych. Główną siłę uderzeniową wojska rzyms­
kiego stanowili ciężkozbrojni piechurzy. Nie szli oni do bitwy 

w zwartej linii, jak nosiciele sariss w armii Filipa. Szyk 
bojowy legionów przypominał szachownicę, utworzoną przez 
manipuły, oddziały liczące po 100-120 żołnierzy ustawionych 
zazwyczaj w dziesięciu szeregach. Pierwszą linię tworzyli 
najmłodsi i najmniej doświadczeni wojownicy zwani hastaii 
(włócznicy), chociaż wcale nie mieli włóczni. Manipuły drugiej 
linii kryły luki między manipułami pierwszego rzutu. W razie 
potrzeby manipuły drugiej linii mogły wkroczyć w te luki, 
tworząc jednolitą linię oporu. W drugiej linii walczyli principes 
(przywódcy), żołnierze starsi i bardziej doświadczeni. Wreszcie 
trzeci rzut składał się z najstarszych wiekiem i najbardziej 
wytrawnych „psów wojny" zwanych triam* którzy mogli 
tworzyć manipuły lub leż w jednej linii iść do bitwy. Manipuły 
triariuszy były mniej liczne — miały po 60 żołnierzy. 

Bitwę rozpoczynali lekkozbrojni, obrzucając nieprzyjaciela 

oszczepami i pociskami. Po tych wstępnych harcach wycofy­
wali się na skrzydła i w przerwy między manipułami. Wtedy 

background image

215 

do akcji wchodzili hastati, którzy mieli po dwa ciężkie 
oszczepy (pilum, liczba mnoga p/7«), składające się z drzewca 

o długości 1,4 metra i żelaznego ostrza niemal takiej samej 

długości. Ciskali je w przeciwnika z odległości 30-10 metrów. 
Oszczepy, nawet jeśli nie zabijały wrogów, grzęzły w ich 

tarczach. Wojownicy nieprzyjaciela często odrzucali obciążone 
oszczepami puklerze, tym samym narażając się na ciosy. 
Wyrzuciwszy pila, legioniści przystępowali do walki na 
miecze, którymi władali ze sprawnością gladiatorów. Miecze 

rzymskie typu iberyjskiego, z krzepkimi brzeszczotami, prze­
znaczonymi zarówno do pchnięcia, jak i do cięcia, były 
straszną bronią, dobrą do rąbania hełmów i pancerzy. Wrogowi 
natomiast niełatwo było dobrać się do skóry rzymskiego 
żołnierza. Legioniści oraz ich italscy sprzymierzeńcy nosili 

mocne zbroje, często kolczugi lub napierśniki. Główne uzbro­

jenie ochronne stanowiła jednak duża, owalna, lekko wypukła 

tarcza, zwana scutum, o wysokości 1,2 metra, a więc osłania­

jąca prawie całe ciało, wykonana z desek sklejonych klejem 

wołowym i skór bydlęcych, o krawędziach obitych żelazem, 
z żelazną wypukłością w środku. Grubość scutum sięgała 19 

milimetrów. Rzymska tarcza, trudna do przebicia, zapewniała 
legionistom znaczne bezpieczeństwo w wirze bitwy. 

Jeśli hastatime zdołali pokonać wroga, w sukurs przychodzili 

im principes, również zbrojni w oszczepy. W sytuacji ostatecz­
nej w bój ruszali doborowi triariusze, mający nie oszczepy, 
lecz włócznie typu hoplickiego, którymi władali jedną ręką. 

Przeciwnik, zazwyczaj zmęczony i z połamaną bronią, często 
pierzchał przed atakiem tych wytrawnych żołnierzy. Trzeba 
dodać, że wojownicy italscy tworzyli armię obywatelską. 
Większość z nich była krzepkimi wieśniakami, powołanymi 
do wojska. Z pewnością najmłodsi legioniści nie mogli równać 

się w wojennym kunszcie z najemnikami w służbie hellenis­

tycznych monarchów. Żołnierze rzymscy trzymani byli jednak 
w żelaznej dyscyplinie i bardziej drżeli przed swym trybunem 

czy centurionem niż przed wrogiem. Za najmniejsze przewi-

background image

216 

niertie groziły im bowiem drakońskie kary. Stąd też często 
woleli dać się rozsiekać, niż stracić miecz lub, Jowiszu 

uchowaj, chorągiew. W 168 roku pod Pydną kohorta Pelignów, 
sprzymierzonego z Rzymem italskiego ludu. rzuciła się na 
groty macedońskiej falangi, by odzyskać swój znak bojowy. 

Większość żołnierzy z tej „kohorty samobójców" przypłaciła 
życiem tę zuchwałość. Najemnicy królów hellenistycznych 

często przerywali natomiast bój, gdy dochodzili do wniosku, 
że nie ma szans na zwycięstwo. Wódz nie potrafił też zmusić 
służących za pieniądze żołnierzy do uciążliwych marszów czy 

innych wysiłków, jakie legioniści podejmowali bez szemrania. 

Ale polowa armia Filipa również była wojskiem obywatel­

skim. Za srebro służyli tylko lekkozbrojni i część konnicy. 

Antygonida utrzymywał w swych oddziałach wzorową dys­

cyplinę, a kiedy nakazał szybki pochód, żołnierze gnali 

niemal biegiem. O wyniku bitwy miał więc zadecydować 

przede wszystkim sposób walki. Otwarty, manipularny szyk 

Rzymian był elastyczniejszy od zwartej linii falangi. Manipuły 

mogły walczyć samodzielnie, wciskać się w luki w linii 

bojowej przeciwnika, powstałe na skutek np. przeszkód 
terenowych. Szansą dla Flamininusa był więc pagórkowaty, 
nierówny plac boju. na którym falanga nie mogła skutecznie 

działać. Obaj wodzowie nie wiedzieli, jaki będzie wynik 
zderzenia dwóch armii walczących w tak odmienny sposób. 

Rzymian pokonał wprawdzie Pyrrus, mający macedońskich 

i epirockich nosicieli sariss, ale czasów Pyrrusa nikt już nie 

pamiętał. Władca Epiru zastosował zresztą klasyczną falangę 
tylko w pierwszej bitwie, pod Herakleją, później między 
syntagmami falangitów ustawiał kohorty swych italskich 

sprzymierzeńców, walczących na sposób rzymski. W bitwach 

II wojny punickiej manipularny szyk legionów stał się zresztą 

znacznie elastyczniejszy. Zwłaszcza Scypion Afrykański uczy­

nił manipuły jednostkami ruchliwymi, zdolnymi do samo­
dzielnych działań. Africanus potrafił nawet rozstrzygać bitwy 
przy wydatnym udziale konnicy i przede wszystkim lekko-

background image

217 

zbrojnych, stworzył z rzymskich sił zbrojnych prawdziwe 

wojsko manewrowe

4

Filip i Flamininus odczuwali niepokój przed bilwą. Był on 

tym większy, że zarówno król, jak i prokonsul, aczkolwiek 
zwycięzcy w wielu bojach, nigdy jeszcze nie dowodzili 
w walnej rozprawie z udziałem kilkudziesięciu tysięcy wojów-
ników. Filip, dowiedziawszy się, że Rzymianie wyruszyli 
spod Elatei, starał się dodać ducha swoim ludziom. Głosił, że 

chociaż niedbałość straży spowodowała klęskę w wąwozie 

rzeki Aoos, to jednak falanga macedońska trzykrotnie zwycię­
żyła Rzymian w mieście Atraks (Liv. XXXIII 4). „Falanga 

macedońska i wtedy dotrzymała miejsca niewzruszona, i za­
wsze w otwartym polu i w regularnej bitwie pozostanie 
niezwyciężona" — zapewniał macedoński basiłeus, A przecież 
musiał wiedzieć, że w wyłamanym murze Alraksu sarissoforoi 
mieli idealne warunki do walki, o które w terenie będzie trudno. 

Wkrótce potem Filip poprowadził swe hufce do Tessalii 

i rozbił obóz w Larissie. Liczebność armii macedońskiej 

znamy dokładnie dzięki przekazowi Liwiusza (XXXIII 4,4), 
opierającego się na relacji Polybiosa. Antygonida miał ogółem 
25,5 tysiąca ludzi, w tym 16 tysięcy żołnierzy uzbrojonych 

w sarissy i 2 tysiące doborowych peltastów, mogących również 
walczyć w falandze. Ci wojownicy stanowili podstawową siłę 
wojsk królewskich- Uzupełniało je 5,5 tysiąca lekkozbrojnych, 
z których 2 tysiące było Trakami, 2 tysiące Ilirami z ludu 

Trallów, 1500 zaś pochodziło z różnych stron. Wśród tych 
ostatnich byli z pewnością kreteńscy łucznicy oraz Beoci. 

którzy pod wodzą promacedońskiego polityka, Brachyllesa, 

wstąpili do armii Filipa. Ilirowie, Trakowie i Kreteńczycy byli 

żołnierzami najemnymi. Liczba lekkozbrojnych wystarczała, 

4

 Np. bitwy pod Bacculą w Hiszpanii (208 rok), nad Ilipu. w Hiszpanii (206 

rok), na Wielkich Polach w Afryce (203 rok). Por.: La  z e n by. op. cit.. 
s. 140 i nil. 209 i nn;  B a g n a l I, op. cit., 262 i nn, 269 i nn. który podkreśla, 
że Ilipa była majstersztykiem sztuki wojennej, a Scypio zwyciężył liczniejsze 
wojsko punickie dzięki większej manewrowości swojej armii. 

background image

218 

by w sprzyjającym terenie ochronić skrzydła falangi. Król 
miał tylko 2 tysiące konnych żołnierzy, Tessalów i Makedo-
nów. Tak szczupły hufiec jazdy mógł najwyżej osłaniać 
skrzydła, przeprowadzić zwiad i gnać w pościgu, lecz nie 
zdołałby rozstrzygnąć walnej bitwy. 

Skład i liczebność armii, którą wiódł Flamininus, stwarza 

większe problemy. Według Liwiusza Rzymianie mieli tyle 
samo wojska co Filip, jedynie posiłki etolskie zapewniały im 
lekką przewagę w kawalerii. Liwiusz jednak ocenia liczebność 
piechurów etolskich na 600. tymczasem było ich dziesięć razy 
więcej, jak zaświadcza Plutarch. Ten ostatni twierdzi, że wódz 
rzymski prowadził ponad 26 tysięcy żołnierzy — tyle samo co 

król macedoński. Wydaje się jednak, że Liwiusz i Plutarch 

korzystają z tego samego źródła — Polybiosa, który stara się 
obniżyć liczebność armii rzymskiej — ad maiorem glonom 

Flamininusa i Miasta Wilczycy. 

Prokonsul miał dwa legiony w pełnym składzie, liczące, 

wraz z odpowiednimi kontyngentami sprzymierzeńców ita­

lskich, ok. 22 tysięcy wojów. Przypomnieć należy, że 

samych tylko hostati pierwszego legionu, z którymi Tytus 

Kwinkcjusz podstępem wziął Teby, było aż 2 tysiące. 
Liczba żołnierzy rzymskich i italskich i tak jest zadziwiająco 
niska, wszak dwa legiony przyprowadził na Bałkany już 
konsul Galba. Jego następca, Williusz. a także sam Fla­
mininus przybyli zza Adriatyku ze znacznymi posiłkami. 
Flamininus przypłynął przecież na czele 8800 żołnierzy, 
a później dostał jeszcze 6 tysięcy piechurów i 300 ka-
walerzystów. Zapewne część weteranów Scypiona, którzy 
mieli dość uganiania się za Macedończykami po dzikich 
górach, odesłał do domu jeszcze Williusz. Wodzowie rzymscy 
musieli także zostawiać garnizony w iliryjskim protektoracie 
i w środkowej Grecji. Wielu legionistów poległo w po­
tyczkach lub pomarło z chorób podczas morderczych ma­
rszów przez wąwozy. Kilka tysięcy żołnierzy poprowadził 

przeciw Akamanom Lucjusz Flamininus. 

background image

219 

Prokonsul zgromadził również aż 8 tysięcy lekkozbrojnych 

— 6000 Etolów, 1200 Athamanów i 800 Kreteńczyków. Liczba 

konnych żołnierzy nie przekraczała chyba 2500. Wśród jeźdź­
ców Flamininusa było 400 Etolów i być może 1200 Numidów, 
lotnych jak piasek pustyni, wybornych w zwiadzie, poszukiwa­

niu żywności i pościgu. Numidyjscy jeźdźcy dziarsko walczyli 

także w otwartym polu, miotając na wrogów jeden oszczep za 
drugim. Rzymianie tradycyjnie mieli słabą kawalerię i używali 

jej głównie do osłony skrzydeł ciężkozbrojnej piechoty. Bardzo 

chętnie korzystali za to z konnicy sprzymierzeńców. Ogółem 
armia prokonsula liczyła ok. 32 500-33 400 wojowników, miała 
więc znaczną przewagę nad zastępami Filipa. Do tego dodać 

trzeba kilkanaście słoni bojowych, przysłanych przez Masynissę, 

króla Nuniidii. i Kartaginę. Na ten fakt żaden ze współczesnych 

historyków nie zwrócił szczególnej uwagi. Tymczasem słonie 
były groźną bronią, zwłaszcza wobec wojska, które nie miało 

doświadczenia w walce z nimi. 

Z Antygonidów jeszcze Gonatas włączy) do swej armii słonie. 

które zdobył na Pyrrusie, gdy ten zginął w Argos. Późniejsi 
władcy Makedonów nie mieli jednak możliwości pozyskiwania 

tych ogromnych zwierząt. Żołnierze macedońscy nie potrafili 

więc stawić czoła szarży trąbiących donośnie gruboskórców, 
a Filip, o ile wiadomo, nie podjął żadnych kroków, by swych 

ludzi ze słoniami oswoić. Syn Filipa, Perseus, walczący z Rzy­

mianami, również mającymi w swojej armii te afrykańskie 
kolosy, wystawił specjalny oddział „słoniobójców" — żołnierzy 

mających zbroje nabijane na zewnątrz gwoździami. Pod Pydną 

jednak nie zdało się to na nic i słonie Emiliusza Paulusa 

rozdeptały na morskim brzegu wielu Makedonów. Perseus 
próbował również przyzwyczaić do widoku straszliwych trąbow-

ców konie swej kawalerii. Przed rumakami ustawiono naturalnej 

wielkości manekiny słoni, naśladowano ich ryk, ale nikt nie 
potrafił ..odtworzyć" ich zapachu. Słonie bowiem ostro cuchną, 
co płoszy nawet wierzchowce przywykłe do bitewnej wrzawy. 

Kawaleria Filipa nie miała więc szans w starciu z gruboskórcami 

background image

220 

z armii rzymskiej. A dobrze wyszkolone słonie, kierowane przez 
Śmiałych koniaków, mogły nawet wedrzeć się w najeżone 
grotami szeregi falangi...

W obozie pod Larissa król dowiedział się, że Rzymianie są 

już pod Tebami Fthiockimi i poderwał swe wojska do marszu. 

Żołnierze Filipa mieli tylko szczupłe racje żywności i niewiele 
paszy dla koni. Antygonida pragnął zapewne dotrzeć do 

Demetrias i Teb. zabrać zaopatrzenie z tamtejszych magazy­
nów, zboże ze spichrzów, broń z arsenałów i żołnierzy 
z garnizonów. Uprzedził go jednak Flamininus — zdołał zająć 
znakomitą pozycję pod Feraj, chociaż miał do przebycia drogę 
dwa razy dłuższą niż Filip (z Dion do Feraj jest ok. 110 
kilometrów, natomiast szlak, którym Rzymianie podążali spod 

Teb w okolice Feraj, ma ponad 200 kilometrów długości). 

Obozując pod Feraj, prokonsul odciął armię macedońską od 

Demetrias i Teb Fthiockich. Król stracił też kontakt z połu­

dniowo-wschodnim sektorem swej obrony z twierdzami Larissa 

Kremaste i Echinos. Macedoński monarcha nie mógł wywal­

czyć przejścia siłą — region Feraj nie sprzyjał wysłaniu 

falangi do boju. Flamininus nie musiał przy tym kłopotać się 

o zaopatrzenie. Jego linie komunikacyjne z Ksyniai były 

bezpieczne, a jeśli flota rzymska, podobnie jak w poprzednim 
roku, zakotwiczyła w zatoce Pagasaj, zbrojni marynarze mogli 
eskortować transporty zboża z okrętów do armii prokonsula. 

Tysiąc numidyjskieh jeźdźców przysłał na wojnę macedońską w 199 

roku król Masynissa (I,iv. XXXI 19,4), w 197 przybyło kolejnych dwustu. Co 

do liczebności armii rzymskiej pod Kynoskefaluj panują różne opinie. 

Przyjmujemy kalkulacje Walka-Czerneckiego (op. cit.. s. 131 przyp. 1) 

i Hammonda (Tłie Campaign ..., s. 65 i n). a lakże Hammonda, Walbanka (op. 

cit.,

 s. 436 i n) Kromayer {op. cit., s. 103) i Walbank (Philip V.... ) uznali za 

wiarygodny przekaz Liwiusza. redukujący liczbę etolskiej piechoty do 600, 

oszacowali więc liczebność wojsk Flamininusa na 27 tysięcy żołnierzy. 

Podobnie W. K.  P r i t i c h e l , Studies in Ancient Greeks Topography, l. II, 

Battlefields.

 Berkeley 1969. S. 135. W swych komentarzach do dzieła 

Polybiosa {A Historical.... s. 167) Walbank ..powiększył" jednak liczebność 

wojska rzymskiego do 32 tysięcy. 

background image

221 

Filip rozbił obóz ok. 4 kilometrów na północ od Feraj. 

Rozkazał swym ludziom oporządzić się, by następnego dnia 
byli gotowi do boju. Obaj wodzowie nie wiedzieli, gdzie jest 

nieprzyjaciel, toteż wysłali żołnierzy na zwiady. Lekkozbrojni 

Filipa, którzy wyruszyli o brzasku z zadaniem zajęcia wierz­

chołków wznoszących się nad przełęczą Feraj, natknęli się we 

mgle na wojów Flamininusa. Tego dnia nie doszło do walki, 
król i prokonsul bowiem odwołali swoich. Nazajutrz jednak 
zwiadowcy zderzyli się w pobliżu tych samych pagórków, na 
drodze wiodącej do Larissy. Siły były równe, każda ze stron 

miała po 300 jeźdźców i taką liczbę piechurów z lekkim 

uzbrojeniem. Walczono długo i zaciekle. „Ponieważ jednak 

Etolowie pod wodzą Eupolemosa bili się bardzo dzielnie 

i porwali ze sobą do walki także oddziały italskie, Macedoń­
czycy musieli pod ich naciskiem ustąpić" (Polyb. XVIII 19). 
Główne siły pozostały w obozach, albowiem uprawny teren 
wokół Feraj nie nadawał się do rozwinięcia szyków bojowych 

wielkich armii. „Obu stronom bardzo tu przeszkadzały [...] 
gęsto obsadzone drzewami pola, ogrody w okolicy podmiejs­
kiej i ciasne między płotami drogi, w niektórych punktach 
nawet zamknięte" (Liv. XXXIII 6). 

Filip mógł pozostać na miejscu, blokując drogę do Larissy. 

Tym samym spowodowałby sytuację patową, jak uczynił to 
przed rokiem, zajmując pozycję w wąwozie Aoi Stena. Tym 
razem jednak brakło mu zaopatrzenia, a przede wszystkim 

paszy dla koni oraz jucznych zwierząt. Król poprowadził więc 
swe hufce na zachód. Jak pisze Polybios: „Filip maszerował 
w kierunku Skotussy, starając się uzyskać z tego miasta 
żywność dla wojska, a potem, w pełni zaopatrzony we 
wszystko, chciał zająć okolice odpowiednie dla swych wojsk". 
W Skotussie zmagazynowano z pewnością zapasy żywności 
i wszelkiego rodzaju zaopatrzenia. Zboże na okolicznych 
polach było jeszcze zielone (był to dopiero koniec kwietnia), 
więc żołnierze nie mogli go jeść. doskonale nadawało się 

jednak na furaż dla rumaków. Co jednak Filip zamierzał 

background image
background image

223 

uczynić później? Okolice odpowiednie dla działań falangi, 
czyli teren w miarę równy w centrum, z pagórkami lub 
wzgórzami na flankach, Antygon ida mógł znaleźć na głównej 
drodze z Larissy do Farsalos i zapewne ku niej zmierzał. 
Gdyby osiągnął swój cel, mógłby zorganizować dowóz zaopat­

rzenia z Larissy, ściągnąć posiłki ze swego garnizonu w Far­

salos i spokojnie czekać na nieprzyjaciela. 

Według Polybiosa „Tytus ruszył równocześnie z Filipem, 

starając się uprzedzić go i zniszczyć plony na terenach Skotussy". 

Liwiusz zapewnia nawet, że obaj wodzowie pociągnęli ku 

Skotussie , jakby na dany z góry rozkaz.". Wydaje się jednak, że 
wydarzenia rozegrały się inaczej. Kiedy zwiadowcy donieśli 
prokonsulowi o odejściu armii macedońskiej, ta miała już jakieś 

dwie, trzy godziny przewagi. Flamininus z kierunku marszu 

nieprzyjaciela domyślił się jednak, dokąd zmierza Filip. Wodzowi 

rzymskiemu nie chodziło bynajmniej o pustoszenie pól — wojsko 

rzymskie nigdy nie dotarło do Skotussy. Flamininus powiódł 

swych żołnierzy na zachód, by uprzedzić armię królewską i nie 
dopuścić jej do drogi Larissa-Farsalos. Prokonsul opuścił swą 
znakomitą pozycję, ryzykując, że Filip zawróci, dotrze do 

Demetrias lub Theb Fthiockich, zaopatrzy się tam i odetnie armię 

rzymską od zatoki Pagasaj. Flamininus chciał jednak za wszelką 
cenę zachować kontakt z przeciwnikiem i szukał okazji, by 

w sprzyjających warunkach stoczyć walną bitwę. 

Przez dwa dni wojska podążały na zachód, po mniej więcej 

równoległych liniach. „Drogi ich rozdzielały leżące między nimi 

wysokie grzbiety górskie, tak że ani Rzymianie nie wiedzieli. 

dokąd poszli Macedończycy, ani Macedończycy nie wiedzieli 

nic o Rzymianach" (Polyb. XVIII 20)''. 

6

 Wałek-Czernccki {op. c/7., s. 134) uważa, że to Flamininus nie chciał 

walnej bitwy, obawiając się, że w razie klęski zostanie wrzucony do morza. 
dlatego zaczął wycofywać się na zachód, a Filip go ścigał. Obaj wodzowie 
zaś przez cały czas znali położenie przeciwnika. Jest to interpretacja całkowicie 

niezgodna ze źródłami, zresztą w całej wojnie to Rzymianie szukali walnych 

bitew. 

background image

224 

Te grzbiety górskie to południowe pasmo łańcucha Ka-

radagh. Pierwszego dnia hufce rzymskie, maszerując drogą 
z Demetrias do Farsalos, przebyły ok. 15 kilometrów i dotarły 
do Eretrii lessalskiej, gdzie przenocowały. Woje Filipa bez 

trudu pokonali 20 kilometrów, osiągając terytorium Skotussy. 
Wieczorem sprowadzili zapewne z tego miasta zaopatrzenie 

i rozbili obóz nad rzeką Onechestos (obecna Platanorrema). 

Rumaki, napojone w rzece, znalazły soczystą trawę na 
nadbrzeżnych łąkach. Obozy wrogich armii oddalone o ok. 

12 kilometrów, dzieliło pasmo Karadagh. Nazajutrz oba 

wojska znów posunęły się ku zachodowi. Filip stanął obozem 
„w tak zwanym Melambion na terenach Skotussy, a Tytus 
koło Tetideion na terenach miasta Farsalos — ciągle jeszcze 

o sobie nic nie wiedząc" (Polyb. XVIII 20). 

Lokalizacja tych miejsc jest sporna. Zapewne drugiego dnia 

hufce macedońskie wyruszyły późno, gdyż żołnierze i pachoł­
kowie królewscy zbierali jeszcze i ładowali na wozy paszę 
z rozległych pól zbożowych na zachód od Skotussy, poili też 
konie przed pochodem. Tak więc armia Filipa przebyła tego 
dnia tylko ok. 12 kilometrów. Melambion to prawdopodobnie 

dzisiejsza wioska Chalkiades. Było to dogodne miejsce na 

obóz. Masy wojowników oraz towarzyszących im ciurów 
obozowych i niewolnych sług, jak również setki zwierząt, 

także jucznych, potrzebowały przecież wody pitnej. A w Chal­
kiades, co w tej okolicy jest rzadkością, znajdują się aż trzy 

źródła. Dobrze zaopatrzona armia Flamininusa nie musiała 

tracić czasu na zbieranie furażu. Rzymianie i ich sojusznicy 
przemierzyli więc drugiego dnia ok. 20 kilometrów, docierając 

już na terytorium Farsalos, przecięte przez rzekę Enipeus. 

Flamininus rozbił ufortyfikowany obóz na jej prawym, pół­
nocnym brzegu. Dzięki temu mógł kontrolować przeprawę 
przez rzekę i wydać bitwę Macedończykom, gdyby ci pojawili 

się nagłe zza wzniesień Karadagh. Wódz rzymski nie obozował 
na równinie, z obawy przez atakiem falangi. Obóz Flamininusa 
znajdował się zapewne na skraju obfitujących w wodę wzgórz. 

background image

225 

Tetideion było sanktuarium Tetydy, matki Achillesa i mor­

skiej bogini, upamiętniającym jej zaślubiny ze śmiertelnikiem 

Peleusem. Tetyda czczona była szczególnie w Tessalii jako 

bogini zbóż, gdyż nawadnianie decydowało o wysokości 
plonów. Obecność sanktuarium tak daleko od morza świadczy, 

że Tetideion było miejscem obfitującym w wodę, w której 
Thetis objawiła się swemu wybrankowi. Prawdopodobnie 

sanktuarium Tetydy znajdowało się w miejscu obecnej wioski 
noszącej znamienną nazwę Zoodokhos Pege, co znaczy 

Życiodajne Wody. a dokładniej na wzgórzu o wysokości 260 

metrów (oznaczonym na mapie jako punkt 260). Żołnierze 
rzymscy rozbili warowny obóz wokół sanktuarium, znajdując 
tam wyborne źródła wody pitnej i paszę dla koni, przy czym 

brama obozu zwrócona była w kierunku jednego ze źródeł. 
Siady tego obozu zachowały się do dzisiaj. 

Obaj wodzowie nie wiedzieli, gdzie znajduje się nieprzyjaciel, 

przypuszczali jednak, że jest blisko. Zgodnie z obyczajem 
wygłosili więc mowy, by dodać otuchy swym ludziom. Flamini-
nus zachęcił żołnierzy, by okazali się dzielni ,jako mający 

walczyć z najlepszymi współzawodnikami w najpiękniejszym 
widowisku Hellady". Rzymianie wiedzieli, że Makedonowie pod 
wodzą Aleksandra Wielkiego zniszczyli ongiś perskie mocarst­
wo. Prokonsul argumentował, że jeśli w bitwie z takim 
przeciwnikiem zwyciężą Synowie Wilczycy, zyskają sobie sławę 

jeszcze większą niż Aleksander. Antygonida natomiast popełnił 

fatalny błąd. Chcąc przemówić do swoich, wszedł na wzniesienie 

przed obwarowaniami obozu. Nie zauważył, że to zbiorowa 
mogiła —poiyandrion. „Wojsko [...] na skutek tej złej wróżby 

bardzo upadło na duchu. Zaniepokojony tym Filip tego dnia 

wstrzymał się jeszcze od akcji." Nie ma powodu, by nie wierzyć 
tej opowieści Plutarcha (Flam. 7)

7

Lokalizacja poszczególnych obozów i pola bitwy pod Kynoskefalaj jest 

sporna. Każdy ze współczesnych historyków, który zwiedzał te tereny, wybrał 

inne miejsca. Według Kromayera (op. cit., s. 57 i nn) podczas pierwszego 

dnia marszu na zachód armia macedońska dotarła tylko do obecnej miej-

15 — Kynoskclalaj 197

 P

.n.c. 

background image

226 

Obozy wrogich wojsk dzieliły już tylko niespełna 4 kilometry 

i dwa równoległe pasma wzgórz, zwane Kynoskefalaj. czyli Psie 

Głowy. Polybios opisuje je jako góry ..nierówne, pełne urwisk 
i stosunkowo dość wysokie". Według Płutarcha (Ram. 8,2) „są 
to ostre szczyty gęsto i równolegle obok siebie idących 

wzniesień, które otrzymały nazwę od podobieństwa swych 
kształtów". Prawdopodobnie Plutarch przedstawia Kynoskefalaj 
widziane z obozu rzymskiego lub z równiny. Pod Psimi 

Głowami odbyła się już jedna bitwa. W 365 roku znakomity 

tebański wódz i polityk Pelopidas, prowadzący oddział beockich 

jeźdźców i armię wystawioną przez Tessalów, uderzył tu na 

wojska Aleksandra, potężnego władcy Feraj. Hufce Aleksandra 
zostały rozbite, lecz Pelopidas zginął w tym boju. 

Każdy współczesny uczony zajmujący się bitwą lokalizuje 

Kynoskefalaj gdzie indziej, w okolicy znajduje się bowiem 

wiele wzgórz, których kształt przy dużej wyobraźni przypo­
mina psie głowy. Hammond

s

 uważa, że taką nazwę nadali 

wzgórzom pasterze, a więc wierzchołki przypominają zapewne 
stosunkowo płaski łeb psa pasterskiego z długim nosem. 
widziany z profilu. W następstwie uznaje za Kynoskefalaj 
wzniesienia między wsiami Chalkiades a Zoodokhos Pege. 
Filip nie zamierzał na Kynoskefalaj zmierzyć się z wrogiem. 

scowości Ayia Triadha i cały następny dzień spędziła na zbieraniu furażu. 

Rekonstrukcję Kromayera przyjął w zasadzie Walbank (Philip V .... s. 169 

i n) oraz A Historical.... s. 576 i n). Pritcheti (op. cit., s. 111 i nn) uważa, że 

Filip przebył pierwszego dnia zaledwie H kilometrów, osiągając obecną wieś 

Mikron Perivolakion i nawet drugiego dnia nie dotarł do Skotussy. Przy­

jmujemy rekonstrukcję wydarzeń dokonaną przez Hammonda (The Campaign 

..., s. 63 i nn) oraz Hammonda, Walbanka {op. cit., s. 435 i nn). Hammond 

jako jedyny uwzględnił problemy zaopatrzenia, gruntownie obejrzał teren 

i doszedł do wniosku, że Filip dotarł znacznie dalej, bitwa stoczona została 

więc bardziej na zachód, niż do tej pory przyjmowano. Podobny pogląd 

reprezentował już Wałek-Czernecki (op. cit., s. 135, przyp. 2). Pritchctt (op. 

cit.,

 s. 144) umiejscawia pole bitwy bezpośrednio na południe od Skotussy, 

w tej okolicy nie ma jednak żadnego równego terenu, na którym, według 

zgodnych przekazów źródłowych, przez pewien czas zmagały się obie armie. 

8

 Hammond. Tłte Campaign .... s. 80 i n. 

background image

227 

Liczył, że trzeciego dnia (mniej więcej I maja 197 roku) 

przekroczy Karadagh i powiedzie armię na drogę Laris-
sa-Farsalos, a dokładniej na odcinek tej drogi między 

Palejofarsalos (obecnie Krene) a Krannon

9

. Tam wojska 

macedońskie zajęłyby dogodną pozycję po obu stronach 

drogi, zapewne bezpośrednio na północ od Palejofarsalos, 

i mogłyby czekać na legiony. W normalnych okolicznoś­

ciach Filip spełniłby swoje zamiary. Lecz oto w nocy 

rozpętała się gwałtowna burza z deszczem i piorunami. 
„Nazajutrz z rana powietrze było zupełnie mgliste, chmury 
snuły się po ziemi, było tak ponuro, że na krok naprzód nie 
można było niczego zobaczyć" (Polyb. XVIII 20). Według 
Plularcha „[...] o świcie, po osłabiającej i dżdżystej nocy, 

chmury przeszły w mgłę i całą równinę okryły głębokim 

mrokiem. Na pole między obozami spadało z gór ciężkie 

powietrze i od samego rana przesłaniało całą okolicę" 

(Flam. 8). 

Mimo to król nakazał swoim wojom wymarsz. Żołnierze 

potykali się we mgle tak gęstej, że nie widzieli ziemi pod 
nogami, znaków bojowych i pleców swoich towarzyszy. Na 
próżno pohukiwali, nawołując się wzajemnie, pochód zaczął 

gubić się i rozprzęgać, jakby błąkał się w nocnym mroku. 

Filip zatrzymał tedy swoich i nakazał im rozbić obóz  — j u ż 
czwarty w ciągu trzech dni. Armia maszerowała bardzo 
krótko, obóz ten znajdował się więc zapewne na południowy 
zachód od poprzedniego obozu, w niewielkiej od niego 
odległości. Król nie spodziewał się już, że tego dnia dojdzie 
do bitwy. Wielu żołnierzy wysłał na poszukiwanie furażu. 
Pchnął też oddział zwiadowców, zapewne kilka setek jeźdźców 

i 1500 lekkozbrojnych, by obsadzili wierzchołki wzgórz, 

Zazwyczaj przyjmuje się za Kromayerem (op. cit., s. 114), że bitwa pod 

Kynoskefalaj rozegrała się w końcu maja lub na początku czerwca. Oznaczało­

by to jednak że armia Ramininusa spędziła bezczynnie dwa tygodnie do 
miesiąca w Ksyniai. co wydaje się nieprawdopodobne. Akceptujemy chrono­
logię Hammonda (The Campaign ,... s. 66). 

background image

228 

dzielących armię macedońską od miejsca przeznaczenia

l0

Przypadek sprawił, że wódz rzymski wpadł na podobny 
pomysł i wysłał na wierzchołki tysiąc piechurów i 300 
konnych żołnierzy. Gdyby nie burza i gęsta mgła, tych 1300 
wojowników Flamininusa wpadłoby nie na zwiadowców Filipa, 
lecz na całą armię królewską. W pogodny dzień Antygonida 
miałby więc przewagę i przebiłby się na drogę z Palejofarsalos 
do Krannon. Los jednak zrządził inaczej. 

Oba oddziały niemal zderzyły się w ciemnościach i zmieszały, 

zaskoczone widokiem wroga. Najpierw tylko garstka rozpoczęła 

walkę, lecz w chwilę później wszyscy zwiadowcy wzięli się do 

broni. Posłano też gońców do wodzów z wieścią o tym, co się 
stało. Macedońskich wojów było więcej, zepchnęli więc Rzy­

mian z wierzchołków na zbocza wzgórz. Liczni żołnierze 
Flamininusa zginęli w tym gorącym starciu, pozostali pospiesz­
nie posłali po pomoc do swego obozu. Prokonsul obozował 
wokół Tetidejon, a więc na terenie niższym, gdzie mgła była 
rzadsza. Być może widział już klęskę swoich — walka toczyła 
się bowiem po rzymskiej stronie pasma wzgórz. W każdym razie 
nie zwlekając pchnął z odsieczą 500 jeźdźców i 2 tysiące 
lekkozbrojnych, częścią Rzymian, a częścią Etolów. Tymi 
ostatnimi dowodzili Archedamos i Eupolemos. Teraz w opresji 
znaleźli się macedońscy zbrojni. Po przybyciu posiłków żołnie­

rze nieprzyjaciela mieli dwukrotną przewagę. Ludzie królewscy 
stawili zacięty opór, musieli jednak wycofać się na wyższy teren, 
w stronę wzgórza oznaczonego na mapie jako punkt 362, a może 
nawet na same wierzchołki. Natychmiast wysłali też do króla 
gońców, prosząc o ratunek. 

Jeśli wierzyć Liwiuszowi, Filip wahał się — w końcu wielu 

żołnierzy wysłał na poszukiwanie żywności i nie był gotów do 

boju. Kiedy jednak opadła nieco mgła i ujrzał swoich, bronią­

cych się rozpaczliwie na wierzchołkach wzgórz i otoczonych 

przez tłumy wrogów, nakazał konnicy tessalskiej, hipparchii 

jazdy macedońskiej (ok. 500 żołnierzy) oraz wszystkim lekko-

10

 Liczebność lego oddziału wedhig Kromayera (op. cit., s. 79. przyp. 1). 

background image

229 

zbrojnym piechurom z wyjątkiem Traków spieszyć im na 
odsiecz. Tessalami dowodził Heraklejdes z Gyrtony, Makedona-

mi Leont, pieszych wojowników zaś wiódł doświadczony 
Alenagoras. Do walki ruszyło więc 4-5 tysięcy żołnierzy

11

Przypadkowa potyczka zaczęła przeradzać się w regularną bitwę. 

Znacznie liczniejsi po przybyciu posiłków ludzie królewscy 
zwyciężyli w walce na szczytach. Rychło zaczęli spychać w dół 

Etolów i Rzymian. Żołnierze Flamininusa zostaliby rozbici 
w puch, gdyby nie męstwo elolskich jeźdźców, najlepszych 
w Helladzie. Etolowic z pogardą śmierci wielokrotnie szarżowali 
na nieprzyjaciela, powstrzymując jego napór. Dzięki temu 

Rzymianie nie zostali wyparci w dolinę, lecz tylko na niżej 
położoną część górskiego zbocza. Kiedy Hamininus spostrzegł 
klęskę swoich, nie wysłał już kolejnych posiłków, lecz wyprowa­

dził całą armię za wały obozu i ustawił ciężkozbrojną piechotę 

legionową w szyku bojowym. Wódz rzymski odgadł bowiem, że 

za pasmem Kynoskefalaj kryje się wielkie wojsko macedońskie­
go króla. Do Filipa przybywali natomiast goniec za gońcem, 

przysyłani przez walczących na Psich Głowach, a każdy z nich 
krzyczał: ..Królu, nieprzyjaciel ucieka! Nie trać okazji, nie 

dotrzymują nam miejsca barbarzyńcy! Twój to dzień dzisiaj! 
Twoja chwila!" (Polyb. XVIII 22). 

Wieści te były zbyt optymistyczne, ale ze swego obozu pod 

Chalkiades Filip nie mógł widzieć, co się dzieje po drugiej 

stronie łańcucha wzgórz. Królowi nie podobał się teren 

górzysty, niedogodny dla ciężkozbrojnych falangitów. W końcu 

jednak basileus dał się przekonać i kazał swym włócznikom 

wychodzić z obozu. Myślał zapewne, że jego hufce spędziły 

już nieprzyjaciela na równinę. Liczył więc, że będzie mógł 

spokojnie ustawić falangę na w miarę płaskim terenie po 

drugiej stronie wzgórz. Lękał się też być może, że jeśli nie 

przyjmie walnej bitwy, jego żołnierze stracą ducha. Zresztą 

11

 l^ekkozbrojnych Ilirów było 2000, pozostałych pieszych żołnierzy 

z lekkim uzbrojeniem — 1500. Nie wiadomo jednak, ilu ludzi król wysłał na 

furażowanie. Por.: K ro m a y e r. op. cit., s. 80. 

background image

230 

wielu macedońskich zbrojnych, z pewnością wezwanych przez 
królewski rozkaz, wróciło już z furażowania. Do tego mgła 
opadła i powietrze się przejaśniło. 

Po drugiej stronie wzgórz główne siły prokonsula stały już 

gotowe do boju. Flamininus przebiegał między szeregami, 

w krótkich, dosadnych słowach zagrzewając swoich ludzi: 
„Czyż to nie ci Macedończycy, których wy, żołnierze, pod 
wodzą Sulpicjusza w otwartym uderzeniu gwałtem wyrzuciliś­

cie z zajętych przez nich wąwozów w Macedonii, prowadzą­
cych do Eordai, tak że uciekli na szczyty, przy czym wielu 

położyliście trupem? Czy to nie ci Macedończycy, których 
wyście dzięki swemu męstwu pobili, choć zajęli w Epirze 

tereny trudne i wprost nie do zdobycia [...J? Z bogów woli, 

wierzę w to, niebawem wynik tej bitwy będzie taki sam jak 
poprzednich" (Polyb. XVIII 23). 

Wódz rzymski nakazał czekać w rezerwie legionowi, tworzą­

cemu, przypuszczalnie wraz z częścią etolskiej i athamańskiej 
piechoty, prawe skrzydło. Przed frontem prawego skrzydła 
ustawił słonie bojowe, tu bowiem grunt był równiejszy. Sam 
zaś z lewoskrzydłowym legionem, jazdą i lckkozbrojnymi 
z impetem uderzył na zwyciężającego już w bitwie na stokach 

Psich Głów nieprzyjaciela. Znacznie mniej liczni woje królews­
cy, z których piechurzy mieli tylko lekkie uzbrojenie, nie mogli 
oprzeć się masie ciężkozbrojnej piechoty rzymskiej. Flamininus 

wiódł przecież do boju co najmniej 11 tysięcy zakutych w spiż 
i żelazo italskich piechurów i 1400 jeźdźców, a i ci ludzie 
prokonsula, którzy zmagali się już z Macedończykami na 
zboczach wzgórz, z furią natarli na wroga, widząc nadchodzącą 
w sukurs wielką armię. Żołnierze Filipa, broniąc się zaciekle, 
zaczęli krok po kroku cofać się ku wierzchołkom. 

Nagle Rzymianie spostrzegli, jak na szczytach Kynoskefalaj 

wyrasta ludzki mur i groźny, gęsty las długich włóczni. Oto 
przybyła falanga, najgroźniejszy oręż władcy Makedonów. Nieco 
wcześniej Filip, zobaczywszy, że większa część jego wojska 
wyszła już z obozu, zabrał doborowych peltastów i prawe 

background image

231 

skrzydło falangi. Tych żołnierzy poprowadził na wzgórza w ko­

lumnie marszowej. Swojemu dowódcy, Nikanorowi, zwanemu 
Słoniem, nakazał pospiesznie podążać za sobą z resztą wojska, 
to jest z drugą połową falangi i lekkozbrojnymi Trakami. 
Dlaczego król nie zabrał ze sobą całej falangi? Przypuszczalnie 

jej syntagmy nie były jeszcze gotowe, wiciu żołnierzy nie 

zdążyło bowiem powrócić z furażowania, a ci, którzy powrócili. 
nie mieli czasu, by chwycić swój ciężki oręż i ustawić się 
w bojowym szyku. Filip wiedział zaś, że nie ma chwili do 
Stracenia w walnej bitwie, która rozpaliła się tak niespodziewanie. 

Królewscy włócznicy wdrapali się na szczyty prawie biegiem. 

Zastali wierzchołki jeszcze wolne, żołnierze Filipa bowiem, 

walczący wcześniej na Kynoskefalaj, spędzili wroga daleko na 

drugą stronę wzgórza. Król podążał z pewnością na czele 
kolumny. Stanąwszy na wzniesieniu, ujrzał ku swej radości 

potrzaskaną rzymską broń i nieprzyjacielskie trupy. Ucieszył się 

jeszcze bardziej, gdy spostrzegł swych lekkozbrojnych walczą­

cych już blisko obozu prokonsula. Lecz w chwilę później 
piechota legionowa samym swym ciężarem zaczęła zmiatać 

królewskich żołnierzy z pola bitwy. Wielu rozsiekano, pozostali, 

odcinając się wrogom, uchodzili w stronę wzgórz. Antygonida 
zrozumiał, że nie może czekać na Nikanora, że musi ruszyć na 

pomoc swoim, aczkolwiek wiele oddziałów lewego skrzydła 
falangi dopiero wdrapywało się na wierzchołki. Rozkazał tedy 
falangitom i peltastom rozwinąć się z kolumny w linię bojową. 
Pozbierał tych lekkozbrojnych i kawalerzystów, którzy już 
walczyli z Rzymianami, i polecił im zająć pozycję na prawym 
skrzydle falangi. Do lewej flanki linii bojowej miały dołączyć te 

syntagmy włóczników dowodzonych przez Nikanora, które już 

zdołały dotrzeć na szczyty. Wreszcie na rozkaz króla, pragnące­

go wzmocnić siłę uderzenia, falangici i peltaści wyrównali do 

prawego, zwiększając głębokość swego szyku, przypuszczalnie 
z 16 do 32 szeregów. Filip „do tego jeszcze kazał szeregi 
zewrzeć, aby żołnierz stał koło żołnierza, broń koło broni" (Liv. 
XXXIII 8). 

background image

232 

Jeśli Anlygonida zdołał zgromadzić 8 tysięcy falangitów 

i 2 tysiące również zbrojnych w sarissy peltastów, jego gotowy 

do bitwy walec ciężkozbrojnych, stojący na grzbiecie Psich 
Głów, miał pół kilometra długości. Front falangi skierowany 

był na południe. Macedońska linia bojowa przebiegała przez 
punkt zaznaczony na mapie literą K (K to obecnie zabudowania 

gospodarskie, zwane Kremaste). Nie wiadomo dokładnie, ilu 
ciężkozbrojnych miał do dyspozycji Filip, gdyż nie jest jasne, 
co Polybios rozumie przez termin „połowa falangi". Być może 

król zdołał skoncentrować tylko 5 tysięcy falangitów, wtedy 
linia bojowa miałaby 220 metrów długości

l2

Także Flamininus wycofał swych jeźdźców i lekkozbroj-

nych, którzy walczyli z Macedończykami na stokach wzgórz, 

i umieścił ich w przerwach między manipułami. Gdy przeciw­
nicy byli już blisko, Filip polecił łekkozbrojnym osłaniać 

skrzydła falangi. Zaraz potem nakazał swym wojom pochylić 
straszliwe sarissy i ruszyć do ataku po zachodnim, pochyłym 

grzbiecie Kynoskefalaj . W tej samej chwili także Rzymianie 
i Etolowie na sygnał bojowych trąb runęli na nieprzyjaciela. 
Oba wojska zderzyły się z przerażającym wrzaskiem, gdyż 

jednocześnie wzniosły okrzyki bojowe, „przy czym jeszcze ci, 

co nie brali udziału w walce, okrzykami wojennymi dodawali 

odwagi walczącym — było to naprawdę groźne i budziło 
trwogę" (Polyb. XVIII 25). Makedonowie z pewnością wydali 
swój tradycyjny okrzyk bojowy, z którym jeszcze falangici 
Aleksandra Wielkiego ruszali do boju: „Alalalalai!". 

12

 Na len lemat:  H a m m o n d . The Campaign .... przyp. 28, s. 74. 

Niewykluczone teź. że król zwiększył głębokość falangi jedynie z 8 do 16 

szeregów, jak uważają. Kromayer {op. cif., s. 81 przyp. U i Walbank (A 
Historical

.... s. 582). wtedy linia bojowa falangi byłaby dwa razy dłuższa. 

Tępawy Liwiusz (XXXIII 8). który nigdy nie widział bitwy, z wyjątkiem 

walk gladiatorów, błędnie tłumaczy Polybiosa i pisze, że król „pelustom 

i falandze macedońskiej nakazał odłożyć włócznie [.„] i przystąpić do walki 

na miecze", co jest absurdem. Od siebie Liwiusz dodaje uzasadnienie tego 
rzekomego rozkazu — otóż długość włóczni przeszkadzałaby Macedończykom 
w walce... 

background image

233 

K * * 3budowana gospodarskie 

Kremaste. Tu Filip ustawił 

swą falangę do ataku 

LG- równy lercfl 

20 M • manewr 20 manipułow pod 

dOńód/iwem Trybuna, ktńre 

zaatakowały prawe skrzydło 

fatangi Filipa od tyhj 

S • irodk) 

RC - obóz rzymski 

L+ E -Oruçi logion rzymski wraz 

ze słoniami atakuje roz­

proszone lew« skrzydło 

wojsk macedońskich 

100 200 m 

• 

background image

234 

Nim masy wojowników zwarły się ze sobą, legioniści idący 

w pierwszym rzucie cisnęli z rozmachem swe oszczepy. 
Wlócznicy Filipa ponieśli jakieś straty, ale chyba niewielkie, 

gdyż żołnierze kroczący w pierwszym szeregu, najbardziej 
narażeni na pociski, mieli solidne pancerze. Królewscy wióczni­

cy szli dalej, stąpając po ciałach poległych towarzyszy. Potwor­

ny, iskrzący się tysiącami grotów walec falangi toczył się ze 
straszliwym impetem w dół po zboczu — a we frontalnym ataku 

taka formacja była niezwyciężona. „Prawe skrzydło Filipa 
sprawiało się w bitwie wspaniale, jako że szło z góry w dól 
i przeważało także samym ciężarem falangi, a przy tym broń 

jego nadawała się wybornie do takiej właśnie potrzeby" (Polyb. 

XVIII 25). Rozpędzeni falangici powalili pierwsze szeregi 
przeciwników — gdy italski żołnierz wyrzucił swe pilum, miał 

już tylko miecz, którym nie mógł dosięgnąć nieprzyjaciół, 

bezpiecznych za gęstym płotem sariss. W twarz każdego 

rzymskiego wojownika stojącego w pierwszym szeregu godziło 

cztery lub pięć grotów. Stojący z tyłu legioniści, mający tylko 

miecze, nie mogli mu przyjść z pomocą. Woje Flamininusa 
usiłowali zapewne brać ostrza macedońskich włóczni na swe 
wielkie tarcze i ścinać groty. Czynili wszystko, by znaleźć lukę 
w zwartych szeregach wrogów i zbliżyć się na długość miecza, 
ale na niewiele to się zdało. Legioniści ginęli jeden po drugim, 

przyszpileni długimi włóczniami Makedonów. 

Jak wiemy, podczas bitwy pod Pydną „ani tarcza, ani 

pancerz nie mogły się oprzeć sile pchnięcia sarissy*' (Plut. 
Aemil. XX 4). Rzymskie szeregi zaczęły ustępować. Z pew­
nością impet falangi powstrzymało nieco wejście do boju 
drugiego rzutu legionowego, czyli principes, którzy wsparli 
swych kolegów, wypełniając przerwy między manipułami 
pierwszej linii. Kiedy i to nie pomogło, do bitwy włączyli się 

wytrawni triariuszc. Mieli oni włócznie, za krótkie jednak, by 

dobrać się Makedonom do skóry. Lewe skrzydło wojsk 

Flamininusa cofało się więc krok za krokiem pod straszliwym 
naporem najeżonej ostrzami falangi. Rzymski trup padał gęsto 

background image

235 

i linia bojowa legionu zaczęła się łamać. Spostrzegł to 

prokonsul i w mgnieniu oka pojął, że na swym lewym 
skrzydle nie uniknie klęski. Miał jednak nietknięte całe prawe 
skrzydło — legion potężnie wzmocniony posiłkami etolskimi, 
czyli ok. 16 tysięcy wojowników. Przed tym legionem siały 

przybrane w wojenny rynsztunek słonie — te ogromne „czołgi 

starożytnego świata". 

Flamininus porzucił swe idące w rozsypkę lewe skrzydło 

i pospieszył na prawą stronę. Roztropnie nie poprowadził 
prawoskrzydlowego legionu w pożar bitwy. Wiedział, że 

nawet taka masa wojowników może nie oprzeć się huragano­
wemu szturmowi falangi. Zamiast lego postanowił uderzyć na 

lewe skrzydło wojsk królewskich, składające się z drugiej 
połowy falangi, oddziału jazdy i 2 tysięcy Traków z lekkim 
uzbrojeniem. A to skrzydło wciąż nie było gotowe do boju! 

Niektóre oddziały Nikanora dopiero wdrapywały się na 
wzgórza, inne już schodziły w dół po stoku, usiłując dopędzić 
atakującą falangę, jeszcze inne bezczynnie stały na wierzchoł­

kach, obserwując bitwę w dolinie. Większość żołnierzy 
Nikanora szła zresztą w formacji marszowej, a więc w ko­
lumnie, nie zdążywszy jeszcze utworzyć linii bojowej. 

Współczesny historyk oskarżył Nikanora, zwanego Słoniem, 

że nie opanował sytuacji i dopuścił do chaosu na lewym 
skrzydle armii królewskiej. Gdyby Antygonida miał lak 

znakomitego wodza, jak Parmenion, współtwórca zwycięstw 

Filipa II i Aleksandra, tego dnia wygrałby biiwę

 u

. Nikanor 

pod Kynoskefalaj faktycznie się nie popisał. Polybios wy­

raźnie stwierdza, że na lewym skrzydle „Macedończycy 

pozbawieni dowództwa nie mogli się skoncentrować i ufor­
mować w falangę". Czy jednak Filipowi pomógłby strateg 
formatu Parmeniona? Wydaje się to wątpliwe. Górzysty, 

nierówny teren znacznie utrudniał utworzenie zwartego 
szyku falangitów, ponadto ani Parmenion, ani Nikanor 
nie mogli dokonać cudu, błyskawicznie sprowadzając żoł-

14

 Hammond, The Campaign .... s. 441 i przyp. 2. 

background image

236 

nierzy wysianych po furaż. Zresztą, dlaczego sam król nie 
pognał, by ustawić w ordynku swe wojska na lewej stronie, 
lecz pozostał ze skrzydłem prawym, które i tak zwyciężało? 

Flamininus ujrzał, że lewe skrzydło wroga wciąż jest 

w rozsypce. Kazał więc pędzić na Makedonów słonie, by 
olbrzymie zwierzęta wprowadziły wśród żołnierzy wroga 

jeszcze większe zamieszanie. W chwilę później sam ruszył do 

natarcia wraz z prawoskrzydłowym legionem. Rzymianie szli 

do ataku na wschodni łańcuch Kynoskefalaj, prowadzący 

w stronę wzgórza oznaczonego na mapie jako 362. Rozproszeni 
żołnierze królewscy nawet nie próbowali dotrzymać pola 
atakującym oddziałom wroga. Przeraził ich widok szarżujących 
zwierząt, których większość Macedończyków i Traków nigdy 
nie widziała. Pod klocowatymi nogami rozpędzonych słoni 
dudniła ziemia. Ogromne, wściekle trąbiące gruboskórce, 
prowadzone przez wytrawnych numidyjskich i punickich 
kornaków, z pewnością pomalowane były w jaskrawe wojenne 
barwy i przybrane w budzącą lęk uprząż bojową. Zazwyczaj 
na kły tych bestii zakładano ostrza, którymi słonie rozdzierały 
schwytanych trąbami ludzi. Giganty te przed bitwą często 

pojono też winem ryżowym, by wpadły w szał i rozdeptały 

jak najwięcej wrogów. Wojownicy, siedzący wysoko na 

grzbietach słoni, razili pierzchających Makedonów gradem 
oszczepów. A za gruboskórcami nadciągały już z wyciem 
chmary Etolów i żelazne manipuły prokonsula. 

Prawoskrzydłowy legion Flamininusa z łatwością wybił lub 

rozpędził żołnierzy królewskich, którzy zeszli już w dolinę 
lub stali na wierzchołkach. Ci falangici, którzy dopiero 
docierali do szczytów, podnieśli pionowo swe długie włócznie 
na znak, że chcą złożyć broń. Lecz Synowie Wilczycy nie 
dawali tego dnia pardonu. Atakując z impetem w dół wzgórza, 

wycięli poddających się Makedonów bezlitośnie. Przychylny 
Rzymianom Polybios twierdzi, że Flamininus nie zrozumiał 
tego gestu macedońskich wojowników. Kiedy pojął wreszcie, 

o co chodzi, i chciał oszczędzić życie nieprzyjaciół, było już 

background image

237 

za późno na wydanie rozkazu żołnierzom. To wszakże 

Z pewnością nieprawda. Włócznie trzymane pionowo są 

znakiem oczywistym. Prokonsul najwidoczniej postanowił 

wyrżnąć jak najwięcej królewskich zbrojnych. W 29 lat 
później pod Pydną Rzymianie także zmasakrują usiłujących 
skapitulować żołnierzy Perseusa. 

Macedończycy, rzuciwszy oręż, usiłowali szukać ratunku 

w ucieczce. Rzymianie wsiedli im na karki i mordowali każdego, 

kogo zdołali dopaść. Uczestniczył w rzezi i pościgu także 

Flamininus. Zapomniał, że batalia nic jest jeszcze rozstrzygnięta, 
na drugim skrzydle bowiem zwycięża Filip. Batalia pod 

Kynoskefalaj przerodziła się w dwie oddzielne bitwy. 

Postępowanie rzymskiego wodza mogło mieć fatalne na­

stępstwa. W starożytnych konfliktach często zdarzało się, że 
strona, która w zbyt gorącym pościgu oddalała się od placu 
boju, ponosiła ostatecznie sromotną klęskę. Z lego właśnie 
powodu Demetrios Poliorketes doprowadził do przegranej 
w rozprawie z koalicją diadochów pod Ipsos w 301 roku, 

a Antioch Wielki dał się pobić aż dwukrotnie — w 217 pod 

Rafią, gdzie walczył z armią Ptolemajosa IV, i w 190 roku 
pod Magnezją, gdzie przyjął bitwę z Rzymianami. Podobnie 

Machanidas ze Spany położył w 207 roku głowę pod Man-
tineją, gdyż w porę nie przerwał pościgu. Lecz upojony 

zwycięstwem Flamininus nierozważnie gnał za uchodzącym 

wrogiem. To nie wódz doprowadził pod Kynoskefalaj do 
rozstrzygnięcia, lecz pewien trybun, dowodzący najwyżej 20 
manipułami (ok. 2 tysięcy ludzi), który „w najwłaściwszym 
momencie tej bitwy zorientował się, co trzeba zrobić i przez 
to bardzo przyczynił się do szczęśliwego wyniku ostatecznego" 
(Polyb. XVIII 26). Polybios z pewnością znał tożsamość 
trybuna, lecz przemilczał ją świadomie, by nie uszczuplać 

chwały Flamininusa, „wyzwoliciela Hellady". W ten sposób 

imię tego dzielnego oficera zaginęło w mroku dziejów. 

Trybun zorientował się, że Filip, napierający na lewo-

skrzydłowy legion, posunął się już daleko naprzód. Rzymski 

background image

238 

dowódca oderwał więc swych 20 manipułów od pędzącego 
w pościgu prawoskrzydłowego legionu i, jak mówi Liwiusz, 
dokonał „krótkiego okrążenia", czyli przebył dolinę między 
dwoma grzbietami wzgórz i wspiąwszy się na grzbiet zachodni, 
rzucił się od tyłu na zwycięską falangę Filipa. Rzymianie 
zaatakowali z impetem, tym razem bowiem to oni uderzali na 
wrogów z góry. ..A ponieważ w ustawieniu falangi nie da się 
zastosować zwrotu w tył, by żołnierz walczył z żołnierzem. 
trybun ten mordował wszystko, co było pod nogami [...]" 
Polybios (XVIII 26) myli się, twierdząc, że falanga nie 

potrafiła dokonać zwrotu i odeprzeć natarcia na swe tyły. 

Dobrze wyszkoleni sarlssoforoi byli w stanie to zrobić. Pod 

Magnezją chwaccy falangici Antiocha Wielkiego najdłużej ze 
wszystkich stawiali opór. Nawet gdy zostali okrążeni, sprawnie 

uworzyli czworobok, najeżony we wszystkie strony płotem 
długich włóczni. Szyk ten rozerwały dopiero znajdujące się 
w środku czworoboku słonic, które wpadły w panikę i za­
częły tratować swoich. Lecz pod Kynoskcfalaj falangici 

Filipa zostali zaskoczeni uderzeniem od tyłu. Nie mieli 

czasu, by dokonać zwrotu i nadstawić ostrza sariss na 

przyjęcie spadających jak lawina wrogów. Nim ludzie króle­
wscy się spostrzegli, żołnierze trybuna już siedzieli im na 
karkach — zbliżyli się na długość miecza. Straszliwy 
macedoński „walec" rozleciał się tym szybciej, że legioniści, 

którzy do tej pory cofali się przed frontalnym uderzeniem 

falangi, teraz natychmiast nabrali ducha i popędzili do ataku. 
Makedonowie odrzucili sarissy, bezużyteczne w walce na 
krótki dystans. Usiłowali bronić się sztyletami i osłaniać 
małymi tarczami. Ale z tak żałosnym uzbrojeniem byli 
skazani na klęskę. Doszło do podobnej sytuacji, jak w 29 lat 
później pod Pydną, gdy rozsypała się falanga: „W in­

dywidualnych pojedynkach i w starciu małych grup Mace­
dończycy, których sztylety natrafiały na potężne tarcze 
chroniące Rzymian aż do stóp. nie byli w stanie zasłonić się 

lekkimi tarczami przed ciosami potężnych mieczy, przebi-

background image

239 

jających cale uzbrojenie obronne aż do ciała. Rzucili się więc 

do ucieczki" (Plut. Aemil. XXI 6). 

Także pod Kynoskefalaj falangici pierzchnęli po krótkim, 

rozpaczliwym oporze. Na równinie zostały trupy porąbane 
ciosami rzymskich mieczy. Do tej chwili Filip pewien był 
zwycięstwa. Nagle ujrzał, jak jego ludzie rzucają broń, a wróg 
sroży się na ich tyłach. Opuścił więc pole bitwy w otoczeniu 

kilku jeźdźców i zajął wyższy od innych pagórek, by rozejrzeć 

się w sytuacji. Ze zgrozą spostrzegł, że jego prawe skrzydło 

zostało właśnie rozbite w puch, żołnierze lewego skrzydła zaś 

wycinani są w pień na wzgórzach, na których błyszczą już 

rzymska broń i znaki wojskowe (Liv. XXXIII 9). Antygonida 
zrozumiał, że przegrał najważniejszą bitwę swego życia. 
Skrzyknął więc garść Macedończyków i Traków ze swego 
rozproszonego lewego skrzydła i umknął co koń wyskoczy. 
Legioniści jakiś czas ścigali uchodzących nieprzyjaciół, po 
czym wrócili, by zdzierać z poległych zbroje i brać jeńców 
w pęta. Większość rzymskich wojaków pobiegła jednak, by 
ograbić obóz Filipa. Tu jednak uprzedzili ich Etolowie, 
wytrawni rabusie, którzy pierwsi splądrowali obóz. Rzymianie 
zaczęli więc złorzeczyć Etolom, swemu wodzowi zaś robili 

wymówki, „że gdy trzeba iść w niebezpieczeństwa, to im iść 
każe, lecz łupy odstępuje innym" (Polyb. XVIII 27). A przecież 

dzielni Etolowie również walnie przyczynili się do wygranej 

i z pewnością nie zagarnęli całej zdobyczy. 

Straty wojska macedońskiego były ogromne. Według Poly-

biosa na stokach Psich Głów zostało zabitych ok. 8 tysięcy 
żołnierzy królewskich. Z pewnością to wśród falangitów 
śmierć zebrała największe żniwo. Do niewoli trafiło co 
najmniej 5 tysięcy ludzi, ujętych podczas pościgu na drodze 
wiodącej ku dolinie Tempe. Po stronie rzymskiej naliczono 
ok. 700 trupów. Te informacje są wiarygodne. Nosiciele sariss 
byli niemal bezbronni po rozbiciu ich szyku, uciekając zaś 
wystawiali plecy na ciosy. Połowa polowej armii macedońskiej 

przestała istnieć. Filip poniósł klęskę sromotną i decydującą, 

background image

240 

pobity na głowę przez młodszego i mniej doświadczonego 
wodza. 

Antygonida podczas kampanii 197 roku popełnił wiele 

błędów, których powinien ustrzec się wytrawny strateg. Zbyt 
późno wyruszył z Larissy i pozwolił Flamininusowi odciąć się 
od swych baz — Teb Fthiockich i Demetrias. Co więcej, nie 
zorganizował systemu zaopatrzenia, nie mógł więc zablokować 
pochodu rzymskiego na przełęczy pod Feraj. Potem stracił 
wiele czasu, zbierając żywność i paszę koło Skotussy. Dlatego 
spóźnił się i nie zdążył zająć upatrzonej, dogodnej dla falangi 
pozycji na drodze pod Palejofarsalos. Wreszcie na krótko 

przed bitwą rozesłał wielu żołnierzy na poszukiwanie furażu, 
przez co nie mógł całej swej armii poprowadzić do boju. 

Oczywiście Antygonida mógł się tłumaczyć, że nie sprzyjał 

mu los. Gdyby nic burza i mgła, które uniemożliwiły marsz 

armii królewskiej, Filip zdołałby zapewne przedrzeć się do 
drogi pod Palejofarsalos, gdzie miałby lepsze możliwości 

walki oraz sprowadzania zaopatrzenia niż Flamininus. Ale 

wódz nie zawsze może liczyć na uśmiech fortuny. 

Prokonsul zabłysnął natomiast prawdziwym talentem do­

wódczym jako strateg i taktyk. Zadbał o wyżywienie swego 
wojska, uprzedził Filipa, zajmując stanowisko pod Feraj. 

Potem trafnie odgadł, że król podąża w kierunku Palejofarsalos, 

wybrał znakomite miejsce na obóz, z którego mógł widzieć 

pole bitwy, wreszcie roztropnie uznał swą klęskę na lewym 

skrzydle, wobec czego szukał rozstrzygnięcia na skrzydle 
prawym. Ale i wódz rzymski nie ustrzegł się błędów. Dał się 
porwać zapałowi, zapominając w trakcie pościgu. Że losy 
batalii jeszcze się ważą. Decyzję, która przesądziła o rzymskim 
zwycięstwie, musiał podjąć anonimowy trybun. 

Polybios z dużą pewnością siebie wywodzi, że do klęski Filipa 

przyczyniła się przede wszystkim przewaga, jaką elastyczny szyk 
rzymskich legionów ma nad sztywnym, wrażliwym na wszelkie 
przeszkody terenowe walcem falangi. „[...] dla falangi istnieje 
tylko jedna sposobność i jeden rodzaj terenu, w których może 

background image

241 

ona znaleźć skuteczne zastosowanie [...] Falanga potrzebuje 

terenu równego i otwartego, a przy lym wolnego od wszystkich 
przeszkód w rodzaju rowów, urwisk, wąwozów, pagórków czy 
koryt rzecznych [...]" Zdaniem Polybiosa, jeśli nawet znajdzie 

się tak idealny plac boju, to macedońscy wlócznicy i tak 
zostaną pobici przez rzymskie manipuły. „Rzymianie [...] nic 
ustawiają szyku równo naprzeciw nieprzyjaciela i nie idą z całą 
armią na spotkanie z frontem falangi, lecz część oddziałów 
trzymają z boku w rezerwie, część idzie na starcie z wrogiem, 
Skutek jest taki, że falanga, czy odeprze stawiających jej opór, 
czy sama przed nimi musi ustąpić, traci istotny swój walor. Bo 
czy posuwa się naprzód, nacierając na ustępujących, czy sama 

ucieka przed napierającymi, odrywa się od reszty swych wojsk. 

a gdy to nastąpi, rezerwa nieprzyjacielska uzyskuje wolną 

przestrzeń, którą właśnie zajmowała falanga, i sposobność do 

tego, by uderzyć na nią już nie od frontu, lecz zaatakować ją 
z boku lub z tyłu [...] Poza tym ci, co stosują falangę, muszą 

maszerować przez różne okolice, muszą także budować obóz. 
uprzedzać przeciwnika w zajmowaniu dogodnych dla siebie 
punktów, przeprowadzać oblężenia i bronić się, gdy sami są 
oblężeni, muszą tak samo liczyć się z tym, że niespodzianie 
mogą wpaść na nieprzyjaciela [„.] Tymczasem szyk macedońs­
ki do tego wszystkiego z trudem się nadaje, a czasem wręcz się 
nie nadaje, ponieważ falangitów nie da się użyć do akcji 

grupami lub pojedynczo. Każdy żołnierz rzymski, jak raz 

wystąpi w uzbrojeniu do walki, jednako jest przygotowany na 

każdą ewentualność, na każdy teren i na każde spotkanie 
z nieprzyjacielem. Gotów jesl zawsze i w tym samym stopniu 
bić się, gdy trzeba, czy to występując wspólnie z całą armią. 
czy z jej częścią, oddziałami czy indywidualnie" — tłumaczy 

historyk z Megalopolis (XVIII 31). 

Polybios, snując te porównania, ma na myśli przede wszyst­

kim bitwę pod Pydną, w której legiony Emiliusza Paulusa 

zderzyły się z falangą niejako w klasycznych warunkach, 

frontalnie, na w miarę równym terenie. Mniej natomiast pasują 

16 — Kym.skcr.-Haj 197 p.n.e. 

background image

242 

one

 do batalii pod Kynoskefalaj, stoczonej na wzgórzach. 

Mimo to powyższe argumenty Polybiosa długo uznawano za 

całkowicie pewne. Klęska Macedończyków na Psich Głowach 

to zdaniem wielu współczesnych badaczy następstwo wyższości 

elastycznego szyku manipularnego Rzymian nad sztywnym, 

przestarzałym już, walcem falangi '\ Problem jest jednak 
bardziej złożony. Ze źródeł jednoznacznie wynika, że dobrze 

wyszkoleni nosiciele sariss mogli szybko zmienić szyk. dokonać 
zwrotu i stawić czoło szturmującemu np. od tyłu nieprzyjacie­

lowi. Wiadomo też, że doborowe oddziały falangi radziły 
sobie nieźle także w terenie nierównym, formacja ta zaś nie 
zawsze atakowała jednolitym frontem, lecz niekiedy podzielona 
na oddziały, jak pod Magnezją, gdzie między dziesięcioma 

hufcami falangi Antioch Wielki ustawił słonie wraz z lekko-
zbrojnymi żołnierzami osłaniającymi te zwierzęta. Dobrze 
wyćwiczeni falangici potrafili sformować kwadrat, prostokąt 
lub kolumnę ustawioną frontem lub ukośnie do linii wroga, 
tworzyli szyk w kształcie klina czy grotu strzały, półokrągły 
lub ukośny. 

Ponadto, czego Polybios w ogóle nie dostrzega, armie 

hellenistyczne składały się z różnych rodzajów broni. Falan­
gici tworzyli 50, najwyżej 70% linü piechurów, reszta to 

bardziej ruchliwa piechota liniowa: pehaści, hoplici typu 
tradycyjnego, lekkozbrojni. a także najemni Celtowie, Trako­
wie i Ilirowie, również z lekkim uzbrojeniem. Do tego 
dochodzą łucznicy, procarze, którzy w wojsku rzymskim nie 
odgrywali większej roli. kawaleria lekka i ciężkozbrojna. 

słonie. Armia hellenistyczna była wszechstronna, ale jako 
całość, podczas gdy legioniści byli uniwersalni każdy z osob­

na. Wojska hellenistycznych monarchów zawdzięczały swą 
potężną siłę uderzeniową (falanga) i ruchliwość (oddziały lżej 
uzbrojone, konnica) właśnie kombinacji różnych rodzajów 
wojska, stosowały więc „taktykę połączonych broni". Armia 

15

 Np. Walbank. Philip V .... s. 172; Geyer, op. cit., koi. 2324; 

Jaczynowska. op. cit.. s. 103. 

background image

243 

rzymska miała znacznie prostszą strukturę. Składała się 
przede wszystkim z ciężkozbrojnych piechurów. Tacy właśnie 
żołnierze rozstrzygali bitwy. Inne oddziały, jak lekkozbrojni, 
odgrywały w armii Republiki znikomą rolę. Legioniści nie 
potrafili uderzać z takim impetem, jak sarissoforoi, nie byli 
również tak ruchliwi, jak oddziały hellenistycznej piechoty 

„półciężkiej". Za to ich sposób walki był bardzo prosty, mogli 
więc staczać bitwy w zasadzie bez wodza. Armia hellenistycz­
na była natomiast zwycięska tylko wtedy, gdy rozkazy 
wydawał zdolny dowódca, potrafiący skoordynować działania 
wszystkich rodzajów broni. Takimi wodzami byli Aleksander 
Wielki i Pyrrus

 u

Bitwa pod Kynoskefalaj nie pasuje jednak do schematów. 

Dzięki posiłkom greckim to Flamininus zgromadził prawie 
wszystkie atuty — miał więcej lekkozbrojnych i więcej 

kawalerzystów. Miał także słonie. Dowodził więc wojskiem, 
będącym niejako syntezą rzymskich legionów z armią typu 
hellenistycznego, ponadto liczniejszym od armii królewskiej. 
Filip mógł liczyć tylko na niszczycielską siłę frontalnego 

uderzenia falangi. Władca Makedonów w żadnym razie nie 
powinien więc przyjmować walnej bitwy w terenie nierównym, 

gdzie walec jego włóczników łatwo mógł ulec rozerwaniu, 

i do tego w chwili, gdy część wojska królewskiego nie była 

gotowa do akcji

l 7

. Po pierwszych potyczkach na wzgórzach 

Filip lepiej by zrobił, gdyby ściągnął wszystkich swych 
żołnierzy przed obóz, sformował szyk bojowy, czyli całą 

falangę z dobrze ubezpieczonymi flankami i spokojnie czekał 

na wroga. Nawet gdyby Flamininus odważył się uderzyć na 
najeżoną tysiącami grotów macedońską linię bojową, której 
tyły osłaniałby obóz, a skrzydła lekkozbrojni, miałby niewielkie 

 O wadach i zaletach falangi i wojska rzymskiego:

 Wałek-C z  o r n e ­

cki, op. cit., s. 141;  W i p s z y c k a , op. cit., s. 58 i nn. a przede wszystkim 

błyskotliwe wywody A. Zielińskiego (Falanga, legion i Polybios, „Mówią 

Wieki" I. 1998). Na temat elastyczności falangi także:  W a r r y . op. cil., s. 273. 

Walek-Czernecki (op. cit.. s. 138) uważa to za „kapitalny błąd". 

background image

244 

widoki na zwycięstwo. Falanga bowiem, gdy stoi w miejscu, 

jest bardzo trudna do pokonania

  l s

Kiedy jednak Filip zaczął z częścią swych wlóczników 

wspinać się na wzgórza, zdecydował się na bitwę manewrową, 

do której rzymski szyk manipularny lepiej się nadawał. Nawet 

gdyby anonimowy trybun nie uderzył na zwycięską połowę 

falangi od tyłu, prawdopodobnie Flamininus i tak wygrałby 

bitwę. W terenie nierównym jego legioniści i liczniejsi 

lekkozbrojni mieli bowiem znacznie lepsze możliwości dzia­
łania niż wojsko królewskie — mogli łatwiej dokonać zwrotu 

i otoczyć nietknięte jeszcze prawe skrzydło armii Filipa

  1 9

Paradoksem jest, że dla tzw. procesu dziejowego rzeź 

na Psich Głowach nie miała większego znaczenia. Nawet 
gdyby pod Kynoskefalaj Filip rozbił w puch wojsko rzymskie 
i tak przegrałby całą wojnę. Los królestwa macedońskiego 
został przesądzony już w chwili, gdy senat postanowił 
złamać jego potęgę. Rzymianom nie brakowało zaś środków 

militarnych, by zrealizować swe polityczne plany

2 0

. An-

tygonida, nie mający godnych uwagi rezerw, od początku 

konfliktu stał na straconej pozycji. 

18

 Również Wałek-Czernecki (op. cit.. s. 138) uważa, że Filip powinien 

przyjąć taktykę defensywną, ustawić linię bojową na wierzchołkach i odpierać 

ataki Rzymian. Nie wiadomo jednak, czy wszystkie oddziały macedońskie 

zdążyłyby wdrapać się na szczyty wzgórz. 

19

 Piszący te słowa jest historykiem gabinetowym, który dosłużył się 

w wojsku stopnia kaprala podchorążego i dowodził najwyżej drużyną. Nie 

wiadomo, jak zareagowałby Filip, doświadczony strateg, gdyby mógł prze­

czytać te wywody. Być może powiedziałby to samo, co rzekł Hannibal, gdy 

w Efezie niejaki Formion. uczony-teoreiyk, wygłosił mu wykład o sztuce 

wojskowej. Zwycięzca spod Kann stwierdził wtedy: „Widziałem wielu 

starych bajarzy, ale żaden nie plótł tak jak Formion" (Cicero, de Oratore 11 75). 

20

  E r r i n g ton, o/», cil., s. 183. 

background image

WOLNOŚĆ HELLENÓW 

Rzymianie spędzili noc w swym obozie. Nazajutrz Flamininus 
sprzedał w niewolę część jeńców i zdobyczy, a resztę rozdzieli! 

między żołnierzy, którzy zapewne od razu zamienili na srebro 

niewolników i łup. Nie było z tym żadnych trudności, za 
starożytnymi armiami podążały zawsze roje kupców, tylko 
czekających na podobną okazję. Zwycięska armia prokonsuia 
pomaszerowała w stronę Larissy. 

Po bitwie Filip z garścią ludzi uciekał do Tempe. Pierwszą 

noc spędził przy tzw. Wieży Aleksandra, drugą w Gonnoi 
przy wejściu do Tempe, gdzie zebrał niedobitków. Usłyszaw­
szy, że wódz rzymski zmierza do Larissy, pchnął do tego 
miasta jednego ze swych zaufanych hypaspistów, aby ten 
spalił Dziennik Królewski i inne papiery. Monarcha wiedział, 
że te ważne akta państwowe nie mogą wpaść w ręce Rzymian. 
Za tę przezorność chwali Filipa Polybios (XVIII 33). 

Po Kynoskefalaj otworzyły przed armią rzymską swe bramy 

wszystkie miasta Tessalii z wyjątkiem Demetrias. Filip wysłał 
do obozu rzymskiego pod Larissa herolda z prośbą o zawie­
szenie broni w celu pogrzebania poległych. Król pragnął 
zarazem wybadać możliwości zawarcia pokoju. Zrozumiał to 
prokonsul. który wyraził zgodę na rozejm i na przyjęcie 
poselstwa Filipa, dodając: „Proszę powiedzieć królowi, aby 

background image

246 

byl dobrej myśli" (Liv. XXXIII 11 ). Tym samym Flamininus 

dał do zrozumienia, że nie zamierza niszczyć państwa Anty-

gonidów. Zarazem jednak przybierał ton protektora Filipa 

i całej Hellady. Te słowa mógłby powiedzieć w Rzymie 

patron do swego będącego w kłopotach klienta '. 

Filip nie pochował swych zabitych, być może obawiając 

się, że Rzymianie knują podstęp. Kości macedońskich wojów 
przez prawie sześć lat bielały na stokach Psich Głów. Król 
wysłał jednak do wodza rzymskiego trzech mężów: Achajczyka 

Kykliadasa, Limnajosa i Demostenesa. Posłowie uzyskali 

15-dniowy rozejm i uzgodnili osobiste spotkanie Flamininusa 

z Filipem w dolinie Tempe. Antygonida zajmował w Tempe 

znakomitą pozycję. Być może zdążył wzmocnić swą armię 

garnizonami z miast tcssalskich. Macedonia właściwa była 

jeszcze nietknięta przez wojnę. Ponadto Filip mógł mieć 

nadzieję, że Antioch Wielki, jego dawny sojusznik, przyjdzie 
mu wreszcie z pomocą. Wiosną 197 roku Seleukida z silną 
armią i 300 okrętami wyruszył z Cylicji. W zwycięskim 
marszu podporządkował sobie pole i s i państewka na wybrzeżu 

Azji Mniejszej, które ongiś wchodziły w skład państwa jego 

przodków. Pod Korakesjon zastąpili mu drogę Rodyjczycy, 

ostrzegając, że stawią zbrojny opór, jeśli król Syrii będzie 
chciał wtargnąć na Morze Egejskie. Rodyjczycy obawiali się 

bowiem, że Antioch spieszy, by wesprzeć Filipa w wojnie 

z Rzymianami. Kiedy jednak nadeszła wieść o klęsce pod 

Kynosketalaj, okręty rodyjskie przepuściły flotę Aniiocha. Co 

więcej, Rodos i Seleukida zawarli swego rodzaju sojusz 
grabieżców, dzieląc między siebie małoazjatyckie miasta, 
uznające ongiś zwierzchność egipskich Lagidów lub Filipa. 
Antioch nadal posuwał się na północ. Król Macedonii mógł 
teraz poprosić tego potężnego władcę o pomoc w walce 
z Synami Wilczycy. Ale Filip nie ufał Seleukidzie, zazdrościł 
mu sukcesów i wojennej sławy. Ponadto trafnie przewidział, 
że Antioch nie jest w stanie przepędzić Rzymian z Tessalii. 

1

 E r r i n g i o n. op. cil., s. 268. 

background image

247 

Król Macedonii mógł przy wsparciu wojsk syryjskich stawiać 

rozpaczliwy opór Rzymianom nad Haliakomonem i na stokach 
Olimpu. Wiedział jednak, że w tej sytuacji będzie zdany na 

pomoc zbrojną Seleukidy, czyli, praktycznie biorąc, na łaskę 

i niełaskę tego monarchy. Filip wolał więc zawrzeć pokój 

z Rzymem jako suwerenny władca. 

Decyzję tę potwierdziły hiobowe wieści, napływające 

z innych frontów. W Koryncie królewski wódz Androstencs 
zgromadził 6 tysięcy wojowników — w tym 500 Makedo-
nów, 800 żołnierzy różnego pochodzenia, 1200 Ilirów i Tra­
ków, 800 Kreteńczyków. 1000 beockich i tessalskich hop­
litów oraz 700 powołanych do wojska korynckich młodzień­
ców. Z tymi siłami Androstenes zamierzał wydać bitwę 

Achajom, którzy nie wysłali swych wojsk do Tessalii. 
Achajski strateg Nikostratos miał szczuplejsze wojsko, nie 
wystąpił więc do boju. Dufny w swą przewagę Androstenes 
wysłał przeto swych żołnierzy, by pustoszyli ziemie achajs-
kich miast — Pellene, Sykionu i Fliuntu. Kilka oddziałów 
wsadził na okręty z zadaniem łupienia achajskich wybrzeży. 
W ten sposób wojsko macedońskie uległo rozproszeniu. 

Wykorzystał to Nikostratos. Zebrał po kryjomu 5 tysięcy 

achajskich piechurów i 300 jeźdźców. Z tą armią zaatakował 
znienacka macedoński obóz. Androstenes kazał trąbić na 
alarm, ale nie wszyscy żołnierze zdążyli powrócić z łupies-

kich wypadów. Królewski dowódca zdołał ustawić niepełną 
linię bojową, lecz większość jego ludzi od razu rzuciła się do 
ucieczki, nie wytrzymawszy impetu achajskiego uderzenia. 

Tylko sami Makedonowie dzielnie dotrzymali pola, stojąc 

w zwartym szyku wokół swych znaków bojowych. Wynik 
bitwy długo pozostawał niepewny, lecz w końcu, gdy 
lekkozbrojni achajscy uderzyli na skrzydła tej małej falangi 
i ona poszła w rozsypkę. Androstenes stracił podobno aż 

1500 zabitych i 300 wziętych do niewoli. Z tymi żoł­

nierzami, którzy mu jeszcze zostali, musiał zamknąć się 
w Koryncie. 

background image

248 

Ostatnimi sojusznikami Filipa w Grecji byli Akarnanowie, 

zaciekli wrogowie Etolów. Lucjusz Flamininus, brat prokon-

sula, usiłował skłonić ich do zawarcia przymierza z Rzy­
mem. I rzeczywiście dwaj urzędnicy akarnańscy prze­
prowadzili na zgromadzeniu odpowiedni wniosek. Lecz 

większość ludu wzburzyła się, podjudzona przez posłów 
króla Macedonii. Akarnanowie postanowili nadal prowadzić 

wojnę z italskimi „barbarzyńcami". Lucjusz Flamininus 

obiegł więc Leukas, stolicę Akarnanii, miasto położone na 
wyspie o tej samej nazwie. Właściwie był to półwysep, 
połączony z lądem przesmykiem o szerokości najwyżej 150 

metrów (później przesmyk ten został przekopany). Leukas 

ze swymi 3-kilometrowymi murami i powierzchnią 100 

hektarów było jednym z największych miast ówczesnej 
Hellady. Akarnanowie z pogardą śmierci bronili swojej 

stolicy. „Czuwano tam dniem i nocą, odbudowywano 

nadszarpnięte mury, stawiano mury zastępcze w miejscach. 

gdzie mur poszedł w ruinę, walczono dzielnie, raczej 

murów broniąc zbroją, niż siebie murami" — jak pisze 

Liwiusz (XXXIII 17). 

Rzymianie wdarli się do miasta tylko dzięki zdradzie. 

Jacyś ludzie pochodzenia italskiego, znajdujący się w Leukas, 
otworzyli im bramę akropolu. Akarnanowie nie uciekli. 

lecz sformowali na agorze linię bojową i odparli pierwszy 

atak nacierających z wielkim krzykiem wrogów. Ale już 
zewsząd nadbiegali legioniści, którzy dostali się do miasta 
po drabinach i przez wyłom w murze. W końcu przybył 
z głównymi siłami legat Lucjusz i otoczył obrońców, z któ­
rych wielu zginęło, a reszta rzuciła broń. Kiedy w kilka 
dni później nadeszła wieść o Kynoskefalaj. cała Akarnania 

poddała się Flamininusowi. 

W tym czasie wojska Filipa poniosły jeszcze jedną klęskę 

— w Karii w Azji Mniejszej. Królewski wódz, Deinokrates. 

mający setkę jeźdźców i 3 tysiące pieszych żołnierzy, przyjął 

tam bitwę z armią rodyjską o podobnej liczebności. Rodyjczycy 

background image

240 

wystawili pstrokate wojsko. Najlepszymi żołnierzami było 
800 Achajów, którzy przybyli Rodos z pomocą. W skład 

małej armii, dowodzonej przez Pausistratosa, wchodzili 

jednak także najemni Celtowie, Karowie, a nawet, jeśli 

wierzyć Liwiuszowi (XXXIII 18), wojownicy z kilku ple­

mion afrykańskich. Ale i Deinokrates miał tylko 500 doboro­

wych macedońskich falangitów, których ustawił na prawym 
skrzydle. Miejsce w centrum wojsk królewskich zajęła 
piechota karyjska, a na lewym skrzydle lekkozbrojni Agria-
nie. Achajowie, hoplici zakuci w spiżowe pancerze, najpierw 

rozproszyli agriańskich oszczepników, potem dokonali zwro­
tu w prawo i zrolowali centrum wojsk królewskich. Karyjscy 
zbrojni zostali wybici lub rozpierzchli się. Makedonowie 
trzymali się wspaniale w swoim zwartym szyku, w końcu 

jednak rzucili się do ucieczki, kiedy liczniejsi wrogowie 

uderzyli na falangę z Hanki. Deinokrates zdołał utrzymać 

Bargylie. i Stratonikaję, lecz nie mógł już wyprowadzić 

swych żołnierzy w pole (Liv. XXX 18). Potem poddał 
Stratonikaję Antiochowi, który wspaniałomyślnie przekazał 

miasto Rodyjczykom. 

Po tych klęskach Filip nie miał już wątpliwości, że dalsza 

wojna to zguba. Król mógł zresztą liczyć, że uzyska od 
Flamininusa znośne warunki pokoju. Wódz rzymski powaśnił 

się przecież z nieubłaganymi wrogami królestwa macedoń­
skiego — Etolami. Przed Kynoskefalaj Flamininus okazywał 
swym etolskim sojusznikom ostentacyjny szacunek i we 

wszystkich sprawach się z nimi naradzał. Po zwycięstwie 
Etolowie przestali być jednak Rzymianom potrzebni. Teraz 

Flamininus sam podejmował decyzje, nie usiłując nawet 

ukryć, że Etolów lekce sobie waży. W grę wchodziły z pew­
nością względy ambicjonalne. Prokonsul byl łasy na sławę 
i nie mógł znieść, że etolscy górale chełpią się Kynoskefalaj 

jako swym zwycięstwem. Flamininus rozsierdził się nie na 

żarty, usłyszawszy wiersz, którym poeta Alkajos z Messenc 

uczcił klęskę swego wroga, Filipa: 

background image

250 

liez łez i bez pogrzebu, wędrowcze, na wzgórzu 
Tesatskim tu trzydzieści nas poległo tysięcy, 
Pokonało nas męstwo Etolów i Rzymian, 

Których Tytus z dalekiej sprowadził Italii 

Na zgubę Macedonii. A Filip zuchwały 

Uniknął

 — w ucieczce prześcigał jelenie. 

Alkajos ośmielii się wymienić Etolów na pierwszym 

miejscu! Gniew prokonsula kontrastował z zimną i pogardliwą 

odpowiedzią, której Antygonida udzielił zadufanemu wier­
szoklecie: 

Bez liści i bez koty, wędrowcze, na wzgórzu 
Dla Alkajosa stoi krzyż przygotowany . 

Rzymskim wodzem kierowały jednak przede wszystkim 

względy polityczne. Etolowie wyobrażali sobie, że po zmiaż­

dżeniu Macedonii to oni obejmą hegemonię w Grecji, zwłasz­
cza gdy Synowie Wilczycy powrócą do domu. Flamininus nie 

miał jednak zamiaru pozwolić, by miejsce królestwa Anty-

gonidów zajęła etolska potęga. Dzielenie i osłabianie sąsiadów 

było siaią zasadą rzymskiej polityki. Tytus Kwinkcjusz dobrze 
zresztą wiedział, że nie może jednocześnie popierać Etolów 
i drapować się w togę wyzwoliciela Hellady. Większość 
Greków bała się przecież rabusiów z etolskich gór. Roz­
wścieczeni postępowaniem prokonsula Etolowie zaczęli go 
oskarżać, że dał się przekupić macedońskiemu królowi. 

Przed spotkaniem z Filipem Flamininus zwołał jednak 

sprzymierzeńców na naradę u wejścia do doliny Tempe 

i zapytał ich, na jakich warunkach należy zawrzeć pokój. 

Amynander z Alhamanii przemówił krótko, prosząc, aby 
traktat zabezpieczył jego słabe państewko przed zemstą Filipa. 

Amynander doskonale zdawał sobie sprawę, że i tak o wszys-

- Plut. Flam. IX. także Amh. pal. VII 247. Cyt. za: A. Ś w i derko w na. 

Hellada królów.

 Warszawa 1999, s. 263. 

background image

251 

tkim decydować będzie rzymski wódz. Etolski strateg Alek­

sander wciąż jednak się łudził, że jako sprzymierzeniec coś 
znaczy. Wystąpił więc gwałtownie, stwierdzając, źe nic będzie 

pokoju i wolności w Helladzie, dopóki Filip nie zostanie 

zgładzony lub przynajmniej wypędzony ze swego królestwa 
(Polyb. XVIII 36; Liv. XXXIII 12). Etolowie chcieli więc 
prowadzić wojnę aż do całkowitego zniszczenia Macedonii! 
Zaraz jednak Aleksandra skarcił Flamininus. Przypomniał, że 
obyczajem Rzymian nie jest doszczętne unicestwianie przeciw­

nika, z którym po raz pierwszy prowadzą wojnę. Nawet 
Kartagina została przecież oszczędzona! Królestwo Anty-

gonidów musi zostać poskromione, ale jego likwidacja nic 
leży w interesie Greków. Macedonia odgrywa przecież rolę 
bastionu, broniącego Hellady przed najazdami dzikich Traków, 
Celtów, Ilirów. 

Flamininus ujawnił w tym momencie, jaką rolę senat 

przewiduje w przyszłości dla państwa Makedonów. Nadtyb-
rzańska Republika nie mogła pozwolić, aby barbarzyńcy 
z północy bezkarnie hulali po Helladzie. Z drugiej strony 

Kwiryci nie mieli najmniejszego zamiaru brać ciężaru obrony 

Grecji na swe barki. Nawet po zniszczeniu monarchii macedoń­
skiej Rzym nie utworzył na jej miejsce prowincji, lecz zlecił 

zadanie obrony granic wojskom republik utworzonych z tery­

torium królestwa. Gdy w 146 roku Macedonia wreszcie stała 

się prowincją, rzymscy namiestnicy nie potrafili poradzić 
sobie z najazdami barbarzyńców. Bezpieczeństwo granic 
zapewniła dopiero stała armia cesarstwa. 

Flamininus pragnął oszczędzić Filipa także z innych przy­

czyn, których sprzymierzeńcom nie wyjawił. Osłabiona Ma­
cedonia miała stać się przeciwwagą dla Związku Etolskiego 

w Helladzie. Ponadto Antygonida, zagrożony utratą tronu, 
stawiłby rozpaczliwy opór i z pewnością poprosił o pomoc 

syryjskiego Antiocha. Gdyby zaś wojna przedłużyła się, senat 

mógłby przysłać nowego wodza „i główny tytuł zasług 

przeszedłby na niego" (Polyb. XVIII 39). 

background image

252 

Etolski strateg Fajneas usiłował jeszcze protestować. Mówił, 

że jeśli Filip utrzyma swe państwo, wszystkie osiągnięcia 
okażą się daremne, Antygonida bowiem wkrótce rozpęta 

nową wojnę. Flamininus jednak ostro przywołał do porządku 

sprzymierzeńca: „Przestań bredzić Fajneasie. Już ja urządzę 

ten pokój tak, że Filip, nawet gdyby chciał, nie będzie 
mógł robić Hellenom krzywdy". Etolski wódz zamilkł 

jak niepyszny

3

Nazajutrz do Tempe przybył Filip, a trzeciego dnia spotka! 

się z Flamininusem i jego sojusznikami. Po Kynoskefalaj król 

z pewnością nienawidził Rzymian bardziej niż kiedykolwiek 
przedtem, a jednak wykazał godny podziwu realizm polityczny. 

Nie próbował żadnych targów, lecz od razu oświadczył, że 
przyjmuje wszystkie warunki, jakie postawiono mu w po­
przednim roku podczas spotkania w Nikai — to jest wycofanie 

się z Hellady i ze wszystkich posiadłości poza Macedonią 

właściwą. 

Co do reszty, podporządkuje się całkowicie woli senatu. 

Zaskoczeni tą ustępliwością dumnego króla zebrani milczeli. 

W końcu odezwał się Etolczyk Fajneas: „Dlaczego więc nie 
oddajesz nam. Filipie. Larissy Kremaste, Farsalos, Teb Fthioc-
kich, EchinosT (Polyb. XVIII 38). „Bierzcie!" — rzekł 
z pogardą władca Makedonów. Lecz zaraz wtrącił się Flami­

ninus. stwierdzając, że król nie musi oddawać tych miast, 
ponieważ dobrowolnie poddały się Rzymianom. Wyjątkiem 

sąTeby Fthiockie, które jeszcze przed Kynoskefalaj ośmieliły 
się stawić opór. Ale i Teby są zdobyczą i własnością ludu 

rzymskiego. Etolowie osłupieli. Przed dwoma łaty rzymski 
legat Apustiusz obiecywał im „wszystko" (Liv. XXXI 40), 

jeśli tylko przystąpią do wojny z Filipem. Byli więc pewni, że 

zawarli przymierze z Republiką na warunkach poprzedniego 
traktatu sojuszniczego z 211 roku, zgodnie z którym Rzy-

Polyb. XVIII 37. Liwiusz (XXXIII 12). uznawszy, że Flamininus zachował 

się zbył brutalnie. złagodził wypowiedź prokonsula. Według niego Flamininus 
miał powiedzieć: ..Przesiańcie ronić zamieszanie tu. gdzie chodzi o radę". 

background image

253 

mianom przypadła „wszelka zdobycz wojenna, jaką da 
się nieść i pędzić" (Liv. XXXIII 13), ale miasta i tereny 
zdobyte wspólnie — Etolom. Fajneas natychmiast przy­
pomniał dawne układy. Flamininus nie zwlekał jednak 
z wyprowadzeniem etolskiego sojusznika z błędu. Podkreślił, 
że poprzedni traktat stracił swoją moc, gdy Etolowie na 
własną rękę, bez zgody Rzymian, zawarli pokój z królem 

Malcdonów (w 206 roku). A nawet gdyby jeszcze dawny 
układ obowiązywał, to i tak dotyczyłby tylko tych miast, 
które zostały wzięte siłą, a nie tych, które dobrowolnie 

powierzyły się rzymskiej opiece. Dopiero teraz Etolowie 

pojęli, że italska Republika po raz kolejny wyprowadziła 
ich w pole. Odtąd żywili zapiekłą nienawiść do Rzymian, 
niecierpliwie czekając na okazję do odwetu. 

Rokowania trwały krótko, ponieważ Filip na wszystko się 

zgadzał. Król uzyskał rozejm na cztery miesiące. W zamian 
zapłacił 200 talentów, oddał Flamininusowi jako zakładników 
swego syna Demetriosa i kilku macedońskich dygnitarzy. 
Zakładnicy i pieniądze mieli zostać zwróceni, gdyby pokój nie 
doszedł do skutku. Antygonida obiecał też wysłać poselstwo 

nad Tyber i poddać się decyzji senatu. Poselstwa wysłali 
zresztą także Etolowie oraz wszystkie znaczące miasta, 
federacje i ludy Hellady (Polyb. XVIII 38-9; Liv. XXXIII 13; 

Plut. Flam. 9; Cass. Dio XVIII, 60; App. Mak. 9,2). 

Podczas zawieszenia broni Filip nie miał spokoju. Przypusz­

czalnie w sierpniu 197 roku Macedonię najechali Dardanowie, 

rozzuchwaleni po klęsce króla na Psich Głowach. Antygonidę 
ogarnęła wściekłość. „Uważał za gorsze niż śmierć, by 
w chwili, gdy na niego napiera prawie cały świat i zewsząd 
pędzi go z jego ludźmi los, miał być pozbawiony nawet 
posiadania Macedonii" (Liv. XXXIII 19). Filip nie mógł 
zabrać armii polowej, która strzegła szlaku przez Tempe na 

wypadek, gdyby pokój z Rzymem nie został zawarty. Po­

spiesznie powołał więc z miast królestwa 6 tysięcy piechurów 

i 500 konnych żołnierzy. Z tymi siłami dopadł Dardanów 

background image

254 

już na terenie Pajonii pod Siobi i sprawił wśród nich wielką rzeź, 

barbarzyńcy bowiem rozproszyli się w poszukiwaniu łupów. To 
zwycięstwo dodało nieco animuszu pognębionym wieloma 
klęskami Makedonom. Dardanowie w 199 roku byli sprzymie­
rzeńcami Rzymian, a prawdopodobnie pozostawali nimi i teraz, 

toteż ich atak oznaczał złamanie rozejmu. Te cuchnące z brudu 
dzikusy nie przejmowały się jednak takimi drobnostkami. 

Inwazję Dardanów wykorzystali mieszkańcy Orestis, jed­

nego z regionów Górnej Macedonii, położonego na granicy 
z Ilirią i Epi rem, by oderwać się od państwa Filipa. Orestowie 

mieli tradycje niezależności plemiennej, ponadto ich kraj 

w ostatnich latach najbardziej ucierpiał w wyniku inwazji 

Dardanów, Ilirów i Rzymian. Notable z Orestis nie widzieli 

więc żadnej korzyści w utrzymywaniu związków z Macedonią. 

Niewątpliwie starszyznę Orestów podburzyli do rebelii pro-

rzymscy politycy w Epirze oraz dowódcy wojsk Republiki 
stacjonujących w iliryjskim protektoracie. Filip zamierza! 
ukarać buntowników, ale nie dopuścili do tego Rzymianie. 
W ten sposób złamali zawieszenie broni, zawarte niewątpliwie 
na warunkach status quo. Król zaprotestował u Flamininusa, 
ale ten, jak zwykle, odesłał sprawę do senatu

4

Podczas czterech miesięcy rozejmu Antioch Wielki odbył 

triumfalny pochód wzdłuż wybrzeża Azji Mniejszej. Zajął 
Efez i inne mniejsze miasta. Tylko Smyrna i Lampsakos 

ośmieliły się stawić mu poważny opór. Oba te poleis za radą 

Eumenesa, nowego władcy Pergamonu, zwróciły się o pomoc 

do Rzymian. Ale Seleukida jesienią stał już nad Hellespontem, 
zdobywszy zapewne Abydos, miasto, z którym Filip rozprawił 
się tak okrutnie. Późną zimą lub wiosną 196 roku przeprawił 
się na Chersonez, a więc do Europy! Antioch był już 

4

 Taka imerpreiacju Hammonda (The Campaign .... s. 444). Wedlug 

Walbanka (A Historical ..., s. 616) Oresiowie wzniecili rebelię już zima. 

198/197 roku. Liwiusz (XXXIX 28) twierdzi, że Orestowie oderwali się 

w czasie rozejmu, ale jeszcze przed zakończeniem wojny, ij. przed zawarciem 

background image

255 

blisko, król Macedonii mógł więc podjąć próbę uzyskania 

jego pomocy przeciw mocarstwu znad Tybru. Filip jednak 

wolał dobić targu z Flamininusem. Sprawna dyplomacja 
rzymska nie dopuściła, by hellenistyczni monarchowie po­
łączyli swe siły. 

Flamininus, który wraz z wojskiem spędził zimę w Elatei. 

nie tracił czasu, popierając w greckich poleis prorzymskich 
polityków. Spełnił prośbę Beotów o pomoc w sprowadzeniu 
do ojczyzny młodych beockich żołnierzy, którzy pod wodzą 

Brachyllesa walczyli w armii Filipa. Prokonsul zgodził się 

chętnie, by pozyskać sobie Beotów, lecz ci wybrali Brachyllesa 
swoim przywódcą — beotarchą, za powrót swojej młodzi 

podziękowali zaś Filipowi, a nie wodzowi rzymskiemu. 
Flamininus odczuł to jako osobistą obrazę. Kiedy więc przybyli 

doń prorzymscy politycy tebańscy, Zeuksippos i Peisistratos, 
proponując zgładzenie Brachyllesa, Flamininus wykonał gest. 
z którego zasłynął później jego rodak, niejaki Poncjusz Piłat. 
Oświadczył, że nie będzie się mieszał do tego przedsięwzięcia, 
ale też nie przeszkodzi w jego wykonaniu. Wódz rzymski 
polecił spiskowcom porozumieć się z etolskim strategiem 
Aleksandrem. Ten chętnie wyznaczył sześciu zbirów, trzech 

Etolów i trzech Italików, którzy zabili powracającego z uczty 

beotarchę. Tebanie i wszyscy Beoci wpadli we wściekłość, 
podejrzewali bowiem nie bez racji, że w zabójstwie maczał 
palce Flamininus. Zeuksippos ledwie uszedł z życiem, Peisis­
tratos zginął na torturach. Beoci pragnęli wziąć odwet także 
na Rzymianach, lecz do otwartego buntu nie mieli dość sił. 

Napadali tedy i skrytobójczo mordowali legionistów, jednych 

w kwaterach, a innych wałęsających się po kraju czy też 
robiących zakupy. W ten sposób zgładzili 500 rzymskich 
wojowników, niewielu mniej, niż zginęło na Psich Głowach. 

Kiedy prokonsul zorientował się, że znikają jego ludzie. 

zarządził energiczne śledztwo. Najwięcej żołnierskich trupów, 

obciążonych amforami i głazami, wydobyto z bagien wokół 

jeziora Kopais. Rozwścieczony rzymski wódz nakazał Beotom 

background image

256 

wydać winnych tej masakry oraz zapłacić 500 talentów okupu. 
Beoci nic byli w stanie zebrać takiej fortuny. Flamininus ją! 
więc ogniem i mieczem pustoszyć ich niewielką krainę. 
Beocję uratowali Achajowie, którzy wystąpili z pośrednictwem 
pokojowym. Ostatecznie Flamininus zadowolił się 30 talentami 
i wydaniem tych pechowców, których uznano za winnych 
rzezi (Liv. XXXIII 27-29; Polyb. XVIII 43). 

Nad Tybrem odprawa posłów Filipa trwała krótko, ponieważ 

ci zapewnili, że ich władca spełni wszystkie warunki senatu. 
Jeden z konsulów wybranych na rok 196, Marek Klaudiusz 

Marcellus. poparł Etolów, domagając się, by nadal prowadzono 
wojnę z królem Macedonii. Marcellus pragnął oczywiście 
zdobyć laury zwycięskiego wodza w rozprawie z osłabionym 

już przeciwnikiem. Sprawę jednak na wniosek trybunów 

ludowych oddano pod rozstrzygnięcie obywatelom. Wszystkie 

komicja. zebrane na Kapitolu, głosowały za pokojem. Repub­

lice nie brakowało wtedy „wrogów do bicia". Legiony toczyły 
ciężkie boje w północnej Italii i w Hiszpanii. 

Senat postanowił więc upoważnić Flamininusa, by podyk­

tował królowi warunki pokoju. Jako doradców wysłano 
prokonsulowi do Grecji komisję 10 legatów, w skład której 

weszli Gajusz Sulpicjusz Galba i Publiusz Williusz Tappulus, 
byli konsulowie, którzy wojowali już z Filipem. Decemwirowie 
zjawili się w obozie Flamininusa na początku 196 roku, 

wkrótce po stłumieniu beockiej rebelii. Przywieźli ze sobą 

dekret senatu, określający warunki pokoju. Jego streszczenie 

podaje Polybios (XVIII 44) i, w sposób znacznie bardziej 
bałamutny, Liwiusz (XXXIII 25). Patres oznajmili, że wszyscy 

Grecy tak w Azji, jak i w Europie mają być wolni i rządzić 
się swoimi prawami. Postanowienie to zaskakuje — wszak 

Filip dzierżył wtedy w Azji Mniejszej najwyżej kilka miejs­

cowości. Większość helleńskich poleis w tym regionie znaj­
dowała pod władzą Antiocha. Republika znad Tybru włączyła 
więc także wybrzeża Azji Mniejszej do swej strefy interesów! 
Wojna z Macedonią przyspieszyła wschodnią ekspansję Rzy-

background image

257 

mu. Antygonida z pewnością nie spodziewał się takiego 

rozwoju wypadków, gdy po raz pierwszy rzucił wyzwanie 

Miastu Wilczycy. 

Zgodnie z wolą senatu Filip musiał wycofać swe załogi ze 

wszystkich miast w Helladzie jeszcze przed igrzyskami 
istmijskimi, w tym samym terminie miał zwrócić wolność 

poleis

 Euromos, Pedasa. Bargylia i lasos (w Karii), a także 

Abydos, Tazos, Lemnos, Peryntowi i Myrinie. Antygonida 
musiał też napisać do króla Bitynii Prusjasa i nakłonić go do 

oswobodzenia Kios. W ciągu tego samego czasu odstawić 

miał wszystkich jeńców i dezerterów (tych ostatnich czekała 
oczywiście śmierć w mękach). Powyższych warunków Filip 
z pewnością się spodziewał. Przykrą niespodzianką okazały 
się dlań inne postanowienia senatu. Patres nakazali Anty-

gonidzie wydanie całej floty wojennej z wyjątkiem pięciu 

lekkich łodzi oraz jednego szesnastorzędowca, okrętu starego 

i nie nadającego się już do walki, a ponadto zapłacenie 

kolejnego odszkodowania w wysokości 1000 talentów. Z tego 
połowę miał dostarczyć natychmiast, połowę zaś ratami 
w ciągu dziesięciu lat. Senat ostrzegł również króla, by nie 

próbował odzyskiwać władzy nad Orestis, będącej przecież 

rdzennie macedońską krainą. Według Liwiusza Filipowi 

zabroniono utrzymywania słoni bojowych, armii liczniejszej 

niż 5-tysięczna, jak również prowadzenia wojny poza grani­

cami Macedonii bez zgody senatu. To jednak z pewnością 

nieprawda. Filip nigdy nie miał słoni, a później wojował poza 

północną granicą swego kraju przy użyciu potężnych sü 

wojskowych. Przytaczane przez Liwiusza szczegóły pocho­
dzące od annalistów są zapewne wytworem ich fantazji. 

W traktacie nie ma mowy o odszkodowaniu dla Aten czy 

Pergamonu za zniszczone przez macedońskich wojaków świą-

tynie. Według Liwiusza Ateńczycy dostali kilka małych wysp, 

ale to informacja niepewna. Polybios zapewne pominął, jako 
mniej istotną, tę klauzulę. Prawdopodobnie Filip musiał dać 
Eumenesowi, synowi Attalosa, znacznie lepszą rekompensatę, 

17 — KynMkefefej 197 p.n.e. 

background image

258 

niż tylko przysłanie ogrodników. Źródła milczą w sprawie 

Ilirii. Być może Filip już wcześniej utracił swe posiadłości 

iliryjskie, łącznie z Lissos i doliną Skodry. Jeśli w 196 roku 

coś mu jeszcze pozostało, jak terytorium Atintanów, na pewno 

musiał oddać te ziemie Rzymianom. Jako porękę swej wierno­

ści Filip zostawił w rzymskich rękach zakładników, w tym 

swego syna Demetriosa. Antygonida z pewnością zgrzytał 

zębami z wściekłości, ale nie miał wyboru — przyjął warunki 

podyktowane przez mocarstwo znad Ty bru. 

Nie wszystkim Grekom przypadł do gustu rzymski pokój. 

Zwłaszcza Etolowie podburzali tłumy, głosząc, że legaci 

głośno krzyczą na temat wyzwolenia miast w Azji, natomiast 

milczą na temat Chalkis, Demetrias i Akrokoryntu, czyli 

„kajdan Hellady". Etolowie zwracali uwagę, że italscy bar­

barzyńcy chcą zostawić swe wojska w tych potężnych twier­

dzach, a także w Eretrii i w Oreos na Eubei. „Każdy więc 

z tego pojmie, że Rzymianie przejmują tylko z rąk Filipa 

kajdany na Greków, następuje zmiana panów, a nie wyzwolenie 

Grecji" (Polyb. XVIII 45). 

Etolowie nie byli dalecy od prawdy. Dziesięciu legatów 

planowało zwrócić wolność mniejszym miastom, lecz w „kaj­

danach Hellady" miały pozostać rzymskie garnizony na 

wypadek, gdyby doszło do wojny z Antiochem. Takich zresztą 

instrukcji udzielił decemwirom senat. Flamininus przekonał 

jednak legatów, by obietnice „wyzwolenia Hellady" potrak­

tować poważnie i oswobodzić nawet te trzy najważniejsze 

miasta. Na początek oddano Achajom Korynt, ale bez Ak­

rokoryntu. Proklamację powszechnej wolności Hellenów Fla­

mininus przygotował natomiast bardzo starannie, w iście 

teatralnym stylu. Ogłosił ją na początku lata 196 roku rzeszom, 

które zebrały się na panhelleńskich igrzyskach istmijskich. 

W imieniu zwycięzcy spod Kynoskefalaj herold ogłosił, co 

następuje: „Senat rzymski i prokonsul Tytus Kwinkcjusz 

pobiwszy króla Filipa i Macedończyków przyznają wolność, 

zwolnienie od załóg wojskowych i płacenia daniny oraz 

background image

259 

swobodę rządzenia się prawami ojczystymi mieszkańcom 

Koryntu, Fokejczykom, Lokrom, Eubejczykom, Achajom 

Fthiockim, mieszkańcom Magnezji, Tessalii i Perrajbom". 

Wśród obdarowanych swobodą wymieniono jedynie ludy, 

będące wcześniej, mniej lub bardziej dobrowolnie, sprzymie­

rzeńcami Filipa. Wolność greckich sojuszników Rzymu nie 

wymagała potwierdzenia

5

. Zebrani początkowo nie wierzyli 

własnym uszom, potem jednak wybuchł entuzjazm, jakiego 

nie przeżyła jeszcze Hellada. Herold musiał jeszcze raz 

powtórzyć proklamację. „I gdy tylko skończył, zerwał się 

powszechny okrzyk radości nie do opisania. Dotarł aż do 

morza. Publiczność zerwała się z miejsc, nikt nie myślał 

o igrzyskach, wszyscy pobiegli spiesznie uścisnąć rękę i oddać 

cześć zbawcy i obrońcy Hellady" (Plut. Flam. 9). Flamininus 

przezornie oddalił się, w przeciwnym razie bowiem zostałby 

uduszony i zadeptany przez piejącą z zachwytu ciżbę. 

Kynoskefalaj faktycznie, a proklamacja istmijska formalnie, 

położyły kres hegemonii, którą Macedonia sprawowała w Gre­

cji od czasu bitwy pod Cheroneją (338 rok). Lecz rzymska 

wolność miała swoje prawa. Republika znad Tybru nie 

zamierzała tworzyć w Grecji kolejnej prowincji. Rządzenie 

makrokosmosem helleńskich miast i federacji było przedsię­

wzięciem niezwykle skomplikowanym. Ponadto z niebogatej 

przecież Grecji nawet twardy rzymski namiestnik nie zdołałby 

wycisnąć wiele. Senat zdobył się więc na deklarację wolności 

Hellenów. Dla notabli znad Tybru było jednak jasne jak 

słońce, że będzie to wolność według rzymskiego modelu. 

Republika wyrządziła dobrodziejstwo Grekom przepędzając 

z Hellady Filipa. Stała się więc ich patronem, a oni uzyskali 

status klientów. Klient zaś zobowiązany jest do wieczystej 

wdzięczności i nieustannego posłuszeństwa. I niech tylko 

spróbuje o tym zapomnieć! 

Flamininus był jedynym politykiem znad Tybru, który 

usiłował pogodzić rzymską koncepcję państewek klienckich 

5

 W i p s z y c k

 a. op. cit. s. 114. 

background image

260 

z greckim przywiązaniem do wolności i autonomii. Wiedział 

on, że Republika będzie podejmować w Helladzie najważniej­

sze decyzje, lecz uważał, że powinna traktować Greków i ich 
instytucje państwowe z przynajmniej pozornym szacunkiem. 
Ale nawet Flamininus nie zamierzał poświęcić interesów 

rzymskich na ołtarzu swego filohellenizmu, niewątpliwie 

szczerego. Zwycięzca spod Kynoskefalaj zdawał sobie sprawę, 
że termin „wolność" jest tak ogólnikowy, że można pod jego 
sztandarem przeprowadzać wiele rozstrzygnięć korzystnych 
dla Rzymu. Flamininus urządzał tedy nowy ład według 
własnego uznania. Przyłączał miasta i ludy wcześniej sprzy­

mierzone z Filipem do Związku Achajskiego czy Etolskiego, 

nie pytając zainteresowanych o zgodę. 

W następnych latach okazało się, że Rzym nie potrafi 

zapewnić stabilności politycznej w Helladzie w takim stopniu, 

jak Antygonidzi, zwłaszcza gdy legiony odpłynęły do Italii. 

Miasto Wilczycy było daleko, a senatorowie nie mieli cierp­
liwości, by prowadzić z Grekami subtelne gry polityczne 
i łagodzić konflikty między nimi czy też wewnętrzne spory, 
targające poleis. Coraz częstsze poselstwa z Hellady, proszące 
o interwencję, irytowały więc patres, tym bardziej że Grecy 

nie chcieli być pokornymi klientami, lecz, jak zawsze w swej 
historii, uważali, że wolność oznacza także prawo do wzajem­
nego wyrzynania się lub ujarzmiania słabszych sąsiadów. 

Związek Achajski np. czynił ustawiczne i brutalne próby 

podporządkowania sobie Messenii i Sparty. Rzymska wolność 
przetrwała zaledwie pół wieku. Po upadku królestwa macedoń­
skiego w 168 roku swoboda manewru greckich federacji, nie 
mówiąc już o poleis, uległa drastycznemu ograniczeniu. Senat 
uznał, że pora wreszcie poskromić rozwydrzonych klientów. 
Achajowie, którzy nie zrozumieli, że czasy się zmieniły, 
i usiłowali stawić opór, zostali dotkliwie ukarani. Rzymianie 
wdeptali w ziemię ich mizerną armię, obrócili w perzynę 
miasta, zburzyli Korynt, perłę Hellady, którego mury słyszały 

ongiś okrzyk radości po wolnościowej proklamacji Flamininu-

background image

261 

sa. Grecja stała się w 146 roku praktycznie rzymską prowincją, 
chociaż pozory samodzielności organizmów politycznych i ich 

autonomia wewnętrzna przetrwały aż do czasów cesarstwa. 
Antygonidzi nigdy nie mieli środków do tak całkowitego 
i trwałego ujarzmienia Hellady, nawet gdyby tego chcieli. 

Grecy odnieśli natomiast korzyści z wolnościowej proklamacji 

Flamininusa ponad dwa wieki później, w 67 roku naszej ery, gdy 
kochający sztukę cesarz Neron z wielką pompą ogłosił w Koryn­
cie wolność Hellenów. Oznaczała ona w praktyce tylko zwolnie­
nie od podatków, ale był to dla ubogiej Grecji bezcenny dar. 

Dolce vita

 nie trwała długo. Po kilku latach skąpy imperator 

Wespazjan przywrócił dawne porządki. 

Flamini nus oczywiście nie mógł przewidzieć przyszłości. 

Nowy porządek w Helladzie organizował przez prawie dwa 
lata. Iliryjskiemu władcy Pleuratosowi przyznał krainy na 

zachodniej rubieży Macedonii — Parthos i Lychnis, tak że 

granica królestwa Filipa znów przebiegała po wschodniej 

stronie jeziora Lichnitis. Tessalia została zorganizowana wraz 

z Achają Fthiocką jako niezależna federacja, Flamininus 

jednak postarał się, aby Związek Tessalski nie stal się tak 

mocny, by mógł zakłócić równowagę sił, czy też raczej 
słabości, w Helladzie. Perrajbia i Magnezja uzyskały więc 
niezależność, od Achai Fthiockiej odłączono Teby Fthiockie 
i Farsalos, Amynander z Athamanii zaś dostał za swą wierność 
Gomphoi i kilka innych miast w południowo-zachodniej 

Tessalii. Etolowie bardzo starali się o Leukas, lecz prokonsul 

zwrócił tę wyspę Akarnanom. Etolom pozwolono na przyłą­

czenie do swego związku tylko Dolopii, Fokidy i wschodniej 

Lokrydy. Eubeja stała się federacją wolnych poleis, w skład 
której weszła również Chalkis. Achajowie oprócz Koryntu 
dostali także Heraję i Trifylię. Flamininus nakazał zburzyć 

fortyfikacje najważniejszych warowni, których musiał wyrzec 

się król Macedonii, w tym również Demetrias. Orestowie za 
odstąpienie Filipa wynagrodzeni zostali niezależnością, za­

gwarantowaną przez Rzym. 

background image

262 

Antygonida zatrzymał królestwo mocno okrojone, dwa razy 

mniejsze niż te, które Filip II zostawił Aleksandrowi Wiel­

kiemu. Nie oszczędzono mu dalszych upokorzeń. Podczas 

spotkania w dolinie Tempe legat Gnejusz Korneliusz udzielił 

królowi „zbawiennej" rady: Filip powinien wysłać poselstwo 

nad Tyber z prośbą o przyjaźń i przymierze. Tylko w ten 

sposób król uniknie podejrzeń, że czyha na okazję do 

rozpętania kolejnej wojny z Rzymem, lym razem przy pomocy 

Antiocha (Polyb. XVIII 48; Liv. XXXIII 35). Dalsza relacja 

Polybiosa zaginęła, nie ulega jednak wątpliwości, że Filip 

rady posłuchał i został „przyjacielem i sojusznikiem ludu 

rzymskiego". Układ o przymierzu nakładał na Antygonidę 

jednostronne zobowiązania. Jednym z nich było udzielanie 

Republice pomocy wojskowej w niektórych wojnach przez nią 

prowadzonych. 

Filip udowodnił swą lojalność już w 195 roku, kiedy to 

wysłał Flamininusowi 1500 macedońskich zbrojnych rfa wojnę 

z Nabisem. Władca Sparty musiał zostać przywołany do 

porządku, ponieważ jego radykalna polityka społeczna (nowy 

podział ziemi, unieważnianie długów) budziła popłoch wśród 

„klas posiadających", czyli zamożnych elit greckich nie tylko 

na Peloponezie. Nabis gnębił zresztą nieustannie wojną 

Achajów, rzymskich sojuszników. Ten „rewolucyjny" tyran 

miał armię złożoną z gotowych na wszystko desperados 

— wyzwolonych niewolników, obcych przybłędów i najem­

nych zabijaków, których wynagrodził lacedemońskim obywa­

telstwem. Tacy żołnierze walczyli jak demony z piekieł, 

wiedząc, że w razie przywrócenia dawnego ładu w Sparcie 

grozi im śmierć, niewola lub w najlepszym razie tułaczka. 

Nabis nie miał jednak żadnych szans w konfrontacji z armią 

rzymską, wspartą przez Makedonów i Tessalów, tłumy spar­

tańskich uchodźców i 11 tysięcy Achajów. Flamininus pozo­

stawił wprawdzie pokonanego „tyrana" na tronie, zmusił go 

jednak do wyrzeczenia się wszystkich zdobyczy oraz części 

rdzennie spartańskich ziem. Nabis musiał także wydać zakład-

background image

263 

ników i zapłacić odszkodowanie. Filip z pewnością nie żałował 

jedynowładcy Lacedemonu, który podczas wojny z Rzymem 

tak perfidnie go oszukał. 

Flamininus zatroszczył się także o swoją sławę. Jak pisze 

Plutarch (Flam. 12), zwycięzca spod Kynoskefalaj złożył swój 

puklerz w świątyni Apollona w Delfach, umieszczając na 

tarczy taki oto napis: 

Hejże, Zeusa synowie, z wyścigów na wozach 
Chyżych weseli! Hejże, potomki Tyndarosa, 
Sparty królowie! Otom ja Tytus Eneada 
Najwyższy dar Helladzie, wolność nadał. 

Ostatecznie Flamininus, postarawszy się, aby w kluczowych 

greckich poleis do rządów doszli zaufani przyjaciele Rzymu, 
dotrzymał obietnicy i w 194 roku wyprowadził swą armię 

z Grecji do Italii. Przedtem zwołał helleńskich sprzymierzeń­

ców do Koryntu i jeszcze raz przypomniał im, jakie to 
dobrodziejstwa zawdzięczają Republice. Grecy żegnali go 

jako „dawcę życia i wyzwoliciela". W Akrokoryncie, Chalkis 

i Demetrias nie było już obcych garnizonów. W Rzymie 

pogromca Filipa i Nabisa odbył trzydniowy triumf, naj­

wspanialszy w dotychczasowych dziejach miasta Romulusa. 
„Pierwszego dnia wieziono w pochodzie uzbrojenie i pociski 
wojenne, a także posągi spiżowe i marmurowe. W drugim 
dniu przewieziono złoto i srebro, obrobione, nie obrobione 
i bite. Nie obrobionego srebra było czterdzieści trzy tysiące 

dwieście siedemdziesiąt funtów. Obrobionego — mnóstwo 
wszelkiego rodzaju naczyń, przeważnie grawerowanych, w nie­
których wypadkach z nadzwyczajną sztuką. Również ze spiżu 

było tam dużo pięknie wykonanych rzeczy. Do tego dziesięć 
srebrnych okrągłych tarcz. Bitego srebra było osiemdziesiąt 

cztery tysiące monet attyckich, zwanych tetradrachmami [...] 
Złota było trzy tysiące siedemset czternaście funtów, jedna 
okrągła tarcza cała ze złota i czternaście tysięcy pięćset 

background image

264 

czternaście sztuk złotej monety Filipa. W trzecim dniu 

wieziono dary miast w postaci złotych wieńców w liczbie stu 

czternastu [...]" (Liv XXXIV 52). Jak widać. Rzymianom 

opłaciło się wyzwalać Helladę! A przecież nie złupili jeszcze 

właściwej Macedonii. Kiedy to uczynią po rozgromieniu 

Filipowego syna, Perseusa, będą mogli znieść w Italii podatek 

bezpośredni (tributum). 

Przed rydwanem Flamininusa kroczyło wielu znakomitych 

jeńców, w tym Aramenes, syn Nabisa, i Demetrios, młodszy 

syn Filipa. Pochód uświetniało ok. 2 tysięcy Rzymian, których 

jeszcze Hannibal wziął do niewoli. Byli oni niewolnikami 

w Helladzie. Z wdzięczności dla Flamininusa wykupili ich 

Achajowie. W ten dzień triumfu Tytus Kwinkcjusz znalazł się 

u szczytu swej sławy. W późniejszych latach był legatem 

w Grecji przy innych rzymskich wodzach i cenzorem w 189 

roku, lecz rzeczy wielkich nie dokonał. Poprowadził jeszcze 

słynne poselstwo do Bitynii, które doprowadziło do samobójs­

twa przebywającego w tym azjatyckim królestwie Hannibala. 

Wielu zarzucało z tego powodu Flamininusowi zbytnie okru­

cieństwo wobec starego punickiego wodza. Potem Kwinkcjusz 

usunął się w cień, być może zrażony brutalnością, z jaką 

Republika rychło zaczęła traktować „wyzwolonych" przezeń 

Hellenów. W każdym razie wolność, którą zwycięzca spod 

Kynoskefalaj dał Grekom, okazała się darem Danaów. 

background image

SŁONCE ZACHODZI 

Filip miał jeszcze okazję, by wziąć odwet za klęskę na Psich 

Głowach. Późną jesienią 192 roku wylądował w Helladzie 

Antioch, by „wyzwolić" Greków spod rzymskiego jarzma. 

Królowi Syrii towarzyszył w charakterze doradcy Hannibal, 

który zbiegł z Kartaginy z obawy przed zemstą Rzymian. 

Seleukidę zaprosili Etolowie, pragnący wreszcie zapłacić 

italskiej Republice za wszystko. Byli pewni swego. Etolski 

strateg Damokrytos zagroził, że rokowania z Rzymem podjęte 

zostaną dopiero wówczas, gdy Etolowie staną zbrojnym 

obozem nad brzegiem Tybru (Liv. XXXV 33,8). 

Historycy zawsze niejako rytualnie odżegnują się od „gdy­

bania", po czym zastanawiają się, co by było gdyby. A gdyby 

powstała antyrzymska koalicja Antiocha, Filipa, Kartaginy, 

Etolów i S party? Czy taki sojusz zmieniłby bieg dziejów 

i powstrzymał ekspansję Rzymu? Sam Antioch mógł wy­

prowadzić w pole armię 70-tysięczną, a Etolowie byli najbit-

niejszym ludem Hellady. Szanse poskromienia Rzymian 

istniały więc, ale takie rozważania są jałowe. Koalicja rzeczy­

wiście powstała, ale zwrócona przeciw Antiochowi. Jeszcze 

przed wylądowaniem Seleukidy w Helladzie Etolowie zamor­

dowali Nabisa. Był to czyn bezmyślny, władca Sparty bowiem 

ze swą „rewolucyjną armią' byłby dla nich pożądanym 

IS — Kynoskefulaj 197 p.n.e. 

background image

266 

sojusznikiem. Gdy Nabisa nie stało, Sparte zagarnęli Achajovvie 
— wierni sprzymierzeńcy Romy. 

Antioch po początkowych wahaniach zrezygnował z planów 

wysiania Hannibala wraz z wojskiem do Kartaginy. Barkida 

zamierzał poderwać swą ojczyznę do walki z Miastem 
Wilczycy. Bez Hannibala politycy puniccy nie mieli najmniej­
szego zamiaru ryzykować i zaproponowali Rzymianom wszel­

kiego rodzaju pomoc przeciw Antiochowi. Seleukida popełnił 
wreszcie kardynalny błąd, przybywając do Grecji z bardzo 
szczupłymi siłami. „Wielki Król" wiódł tylko 10 tysięcy 
piechurów, 500 kawalerzystów i 6 słoni. Liczył na pomoc 

Etolów, zapewne także Filipa. 

Nie wiadomo, czy obaj hellenistyczni władcy prowadzili 

rokowania. Antygonida twierdził później, że Antioch propo­

nował mu 3 tysiące talentów, 50 wielkich galer i wszystkie 

miasta w Grecji w zamian za przystąpienie do wojny przeciwko 
Rzymianom, ale ta informacja Liwiusza (XXXIX 28) nie jest 

pewna. W każdym razie Filip byłby dla Seleukidy cennym 

aliantem. Nie tylko miał silną armię, ale, dzięki swym 

wpływom w Tracji, mógłby zabezpieczyć szlaki przez tę 
krainę. Dzięki temu posiłki z Azji dotarłyby do Antiocha 

drogą lądową (zimą żegluga na Morzu Śródziemnym zamie­

rała). Filip mógł też łatwo przeciągnąć na stronę Antiocha 
Akarnanię i Epir. W ten sposób Rzymianie zostaliby od razu 
zmuszeni do obrony swego iliryjskiego protektoratu. Ale Filip 
nie chciał wiązać się z Seleukida, którego uważał za rywala. 
Król Makedonów znał potęgę Rzymian, czekał. 

W końcu sam Antioch popisał się niewiarygodną głupotą. 

Zamiast szukać porozumienia z Antygonida, poparł pretendenta 
do tronu Macedonii, niejakiego Filipa z Megalopolis, podają­
cego się za potomka Aleksandra Wielkiego. Król Syrii wysłał 

Megalopolitańczyka wraz ze zbrojnymi na pole bitwy pod 

Kynoskefalaj. Tam samozwaniec pozbierał kości zabitych 
żołnierzy Filipa i pochował je we wspólnej mogile. Antioch 
liczył, że zyska w ten sposób przychylność Makedonów. 

background image

267 

Rozsierdził jednak Filipa, który miał powody do gniewu i do 

wstydu, nie dopełnił bowiem obowiązku wodza, jakim było 

pogrzebanie swych poległych żołnierzy. Antygonida natych­
miast pchnął gońców do rzymskiego propreiora Marka Bebiu-
szaTafilusa, proponując mu wspólną walkę przeciwko królowi 
Syrii. W poufnych rozmowach Bebiusz obiecał Filipowi, że 
wszystkie miasta i krainy, jakie zdobędzie na sojusznikach 

Antiocha. staną się jego własnością. 

Król Macedonii na pewno z rozkoszą walczył ze swymi 

starymi wrogami, Etolami i Athamanami, sprzymierzonymi 
z Seleukidą. Antioch szybko musiał z Grecji uciekać, 

już wiosną 191 roku przegrał bowiem bitwę w słynnym 

wąwozie Termopil z wojskiem rzymskim mającym dwukrotną 
przewagę. Filip zdobył Demetrias, Magnezję, Perrajbię, 
część Dolopii, Aperantię, a nawet Athamanię. W 190 

roku pomógł armii rzymskiej, dowodzonej przez Lucjusza 

Korneliusza Scypiona, któremu towarzyszył brat Publiusz, 

słynny Africanus, przemaszerować przez Trację nad Hel­
lespont. Antygonida nakazał swoim przygotować w Tracji 
drogi, mosty i zapasy żywności. Powstrzymał wojowniczych 

Traków od atakowania rzymskiej kolumny, pozwolił ma­

cedońskim ochotnikom przyłączyć się do wojska Scypionów. 
W zamian za lojalną współpracę senat oddał królowi jego 
syna, Demetriosa, oraz innych zakładników, od sześciu 

lat przetrzymywanych nad Tybrem. Po pomyślnym pochodzie 

armii rzymskiej przez Trację Republika darowała też Filipowi 
resztę odszkodowania wojennego (ok. 250 talentów). 

W końcu 190 roku Antioch został pokonany w wielkiej 

bitwie pod Magnezją w Azji Mniejszej. Seleukidą przyjął 
upokarzające warunki pokoju — musiał zapłacić fantastyczną 
kontrybucję w wysokości 15 tysięcy talentów, wydał wszystkie 

swe posiadłości w Tracji i Azji Mniejszej na północ od gór 

Tauros, słonie bojowe i prawie wszystkie okręty. Kosztem 

Antiocha wzbogacili się Eumenes z Pergamonu, a także 
Rodos. „Wielki król" z pewnością pożałował, że nie przyszedł 

background image

268 

Filipowi z pomocą, gdy ten zmagał się z Rzymianami. Ale 

i Antygonida nie miał powodu do radości. Po klęsce Antiocha 
nie był już potrzebny Republice. Rzymianie szybko dali mu 
to odczuć. Już wcześniej starali się, by król Macedonii nie 
zajął zbyt wielu miast, zmuszając go np., by przerwał oblężenie 

Lamii. Teraz nie udzielili Filipowi pomocy, gdy zimą 190/189 

roku Etolowie i Athamanowie przeprowadzili udany kontratak. 
W końcu Republika zawarła pokój z Etolami, nie troszcząc się 
o zdanie swego macedońskiego sojusznika. Co więcej, Filip 

musiał wyrzec się Athamanii, Aperantii i większej części 
Dolopii, ponadto Rzym ostrzegł go, by nie próbował odzys­
kiwać panowania nad Orestami. Senat nie zatwierdził nawet 

zdobyczy, jakie Antygonida poczynił w Tessalii. 

Filip rychło wdał się w spór z tessalskimi miastami, 

domagającymi się, by oddał opanowane w czasie wojny 
z Antiochem terytoria. W 185 roku doszło do słynnego 

spotkania w Tempe, kiedy to, według słów Liwiusza, Filip 
siedział jako oskarżony, posłowie Tessalów, Perrajbów i At-
hamanów wysuwali przeciw niemu zarzuty, rzymscy legaci 
zaś byli sędziami. W pewnej chwili, widząc, że „rozjemcy" 
znad Tybru w ogóle nie chcą słuchać jego argumentów, 
monarcha wykrzyknął: „Nie zaszło jeszcze słońce wszystkich 
dni!"'. Ale złote słońce z szesnastoma promieniami, symbol 
królestwa macedońskiego, już zachodziło. Wściekłość króla 
nie zrobiła żadnego wrażenia na legatach. Filip musiał 

wycofać załogi ze wszystkich spornych miast, m.in. Theb 
Fthiockich i Falorii, i ograniczyć się do „tradycyjnych" granic 

swego królestwa. Zapewne sami Tessalowie byli zdumieni 
tym postępowaniem Rzymian, działających w myśl zasady „w 
razie wątpliwości przeciw Macedonii". Gdyby Tessalowie 
zażądali także zwrotu Demetrias i Magnezji jako swojej 

„tradycyjnej" własności, legaci z pewnością przyznaliby im 
i to. Nieco później senat odebrał Antygonidzie Ainos i Maro-

1

 Non omnium dierum solem ocidisse.

 Liv. XXXIX 26. To cyiat z wiersza 

Teokryia z Syrakuz. znanego greckiego poeiy (III wiek p.n.e.). 

background image

269 

neję, dwa greckie miasta na wybrzeżu trackim, nad którymi 

Filip usiłował przywrócić swoje panowanie. 

Król musiał przyjąć ten rzymski dyktat. Nie popadł jednak 

w bezczynność, lecz starał się wzmocnić siły swego państwa. 

„Dochody królestwa powiększył nie tylko przez zyski z plonów 
rolnych i opłat z nadmorskich portów, ale i kopalnie stare 
i nieczynne z powrotem uruchomił, i nowe w wielu punktach 

założył. Aby zaś uzyskać dawną liczebność ludności, którą 

stracił przez klęski wojenne, starał się nie tylko o potomstwo 

własnego narodu, zmuszając wszystkich do płodzenia i wy­

chowywania dzieci, ale przerzucił ponadto do Macedonii cały 

tłum Traków" (Liv. XXXIX 23). 

Trakowie słynęli jako znakomici żołnierze, rolnicy, budow­

niczowie dróg i górnicy. Filip osadzał ich głównie na wybrzeżu 

Macedonii, podobnie jak Celtów i Uirów. Ludność macedońską 
z tych terenów przesiedlił w głąb lądu, by broniła granic kraju 

przed najazdami Dardanów i innych barbarzyńców. Antygonida 

prowadził też aktywną politykę na jedynym odcinku, na 

którym miał jeszcze wolne ręce — a mianowicie na północy 

i na północnym wschodzie — w Tracji. Pomógł Bizancjum 

pokonać trackich najeźdźców. Zawarł przymierze z potężnym 

ludem Odrysów, zbrojnie podporządkował sobie Bessów oraz 

Dentheletów, siedzących zapewne wokół dzisiejszej Sofii. 
W 181 roku poprowadził swą armię przez środkową Trację 
i dolinę Strymonu. Dotarł aż do wysokiej góry Hajmos, 

z której wierzchołka, jak mówiono, dostrzec można Adriatyk 
i Morze Czarne, Dunaj i Alpy. Wojsko macedońskie wdrapało 
się na sam szczyt. Tam Filip nakazał ustawić ołtarze Zeusowi 

i Słońcu. Alp i morza jednak nie zobaczył, gdyż szczyt otulały 

gęste chmury

2

Basileus

 Makedonów zawarł sojusze ze Skordiskami, ple­

mieniem celtyckim, żyjącym w okolicy obecnego Belgradu, 

2

 Przypuszczalnie to bułgarska góra Musala o wysokości 2925 metrów, 

należąca do pasma górskiego Rila. Zapewne Trakowie stawiali na jej 

zboczach zacięty opór inwazji Filipa. 

background image

270 

oraz Bastarnami. mocarnym ludem celtyckim lub germańskim. 
który siedział na północ od dolnego Dunaju. Przymierze 

przypieczętowało małżeństwo syna Filipa, Perseusa, z córką 
króla Bastarnów. Zwłaszcza z Bastarnami Filip wiązał wielkie 

nadzieje. Zamierzał umożliwić im przejście przez Trację, tak 
aby mogłi zaatakować i zniszczyć Dardanów, nieubłaganych 
wrogów Macedonii. Siedziby Dardanów zajęliby przyjaźni 

Antygonidom Bastarnowie. Wiele źródeł twierdzi, że Filip 

konsolidował swe państwo i wchodził w konszachty z bar­
barzyńcami, przygotowując się do odwetowej wojny z Rzy­
mem (Liv. XXXIX 35; lust. XXXII 3.5; Polyb. XXII 8). Król 
planował jakoby popchnąć Skordisków, Bastarnów i Traków 
do wielkiej inwazji na Italię. Ale to prawie na pewno 
nieprawda. Taka wyprawa była niemal niewykonalnym przed­
sięwzięciem. Nawet gdyby Bastarnowie rzeczywiście zdołali 
osiedlić się na ziemi Dardanów i tak musieliby przebyć ok. 
700 kilometrów przez dolinę Sawy i Alpy Julijskie, aby 
dotrzeć do równiny wokół dzisiejszego Triestu. Filip wraz 
z armią z pewnością musiałby towarzyszyć barbarzyńcom 
podczas tak karkołomnego marszu. Oczywiście w tym czasie 
sojusznicy Romy, z Eumenescm pergameńskim na czele, 
rzuciliby się na ogołoconą z wojsk Macedonię jak sępy. 

Rzymianie, którzy właściwie bez poważnego pretekstu wypo­

wiedzieli później wojnę Perseusowi i unicestwili królestwo 

Macedonii, czuli, że muszą się z powodu tego aktu agresji 

w jakiś sposób usprawiedliwić. Wymyślili więc opowieść, 
przejętą także przez Polybiosa, jako to Filip przygotował 

wojnę przeciwko nim, a Perseus tylko ją prowadził

3

W rzeczywistości Filip (podobnie zresztą jak Perseus) 

pragnął pokoju, wiedząc, że kolejna konfrontacja z italskim 
mocarstwem skończy się druzgoczącą klęską Macedonii. Inna 
sprawa, że gdyby Filip żył dłużej, rzeczywiście musiałby 
wojować z Rzymem. Władca ten nie miał bowiem giętkiego 
karku i nie zamierzał stać się uległym klientem Republiki. 

H a m m o n d . The Campaign .... s. 470 i n.  E r r i n g  t o n . ap. cit., s. 189. 

background image

271 

Senat zaś na dłuższą metę nie był skłonny tolerować nawet 
szczątkowej macedońskiej samodzielności. Gdyby Antygonida 
rzeczywiście zdołał przesiedlić Bastarnów, Dardanowie, dawni 
sojusznicy Rzymu, z pewnością poskarżyliby się Romie. 

Byłby to dla Republiki pretekst do wojny, tak dobry, jak 

każdy inny. 

W ostatnich latach panowania Filipa Macedonia stała 

się kwitnącym państwem. Magazyny i arsenały były pełne, 

mennice królewskie emitowały obfite serie dobrych srebrnych 
monet. A jednak w państwie rozegrały się wtedy ponure 

dramaty. W 183 król kazał stracić trzech wybitnych Ma-

kedonów i ich stronników. Dał głowę m.in. Samos, „przy­

jaciel" Filipa, który wychowywał się razem z nim w korpusie 

„chłopców królewskich". W roku następnym na polecenie 

Filipa do więzienia wtrącono synów i córki skazanych. 

Niektórzy usiłowali uciec, lecz zostali doścignięci i zgładzeni. 

Inni popełnili samobójstwo, by nie wpaść w ręce królewskich 

siepaczy (Liv. XL 3; Polyb. XXIII 10). Nie wiadomo, 
dlaczego Filip tak się srożył. Być może macedońscy dy­

gnitarze, oburzeni bezwzględną akcją przesiedleńczą, na­

kazaną przez króla, zawiązali jakiś spisek. Być może zginęli, 

bo starali się namówić władcę, by nie narażał państwa 

na niebezpieczeństwo, sprzeciwiając się woli Rzymu. Nie­
wykluczone też, że byli zwolennikami młodszego syna 

królewskiego — Demetriosa. Królewicz, który długo był 

zakładnikiem nad Tybrem, nabrał sympatii do Rzymian 
i miał w senacie wielu przyjaciół. W ojczyźnie skupili 
się wokół niego ludzie, uważający że tylko w ścisłej 

współpracy z Miastem Wilczycy Macedonia ma jakąś przy­

szłość. Demetrios liczył zapewne, że przy pomocy senatu 
pozbędzie się swego brata, Perseusa, i po śmierci ojca 

zostanie królem. Z pewnością istniała grupa senatorów 

L

 Flamininusem na czele, pragnąca osadzić Demetriosa 

na tronie Macedonii, licząc, że będzie on posłusznym 
i uległym władcą. Nie była to jednak oficjalna polityka 

background image

272 

państwa rzymskiego, toteż Republika nie udzieliła Demet-

riosowi żadnej pomocy. Perseus potrafił zaś się bronić, 

pozyskując licznych stronników. Między braćmi doszło do 
otwartego konfliktu. W końcu, w 180 roku, Filip rozkazał 
zamordować młodszego syna (Liv. XL 24; Polyb. XXIII 10), 
z pewnością lękając się. że Demetrios zostanie marionet­

kowym władcą z łaski Rzymu

4

W Macedonii zapanowała atmosfera przygnębienia i strachu. 

Filip próbował jeszcze zorganizować przemarsz Bastarnów, 
kiedy latem 179 roku niespodziewanie zachorował i zmarł 
w Amfipolis w wieku 58 lat. Podobno konał, dręczony przez 
wyrzuty sumienia, podobno dręczyło go widmo straconego 
niewinnie Demetriosa, przeklinał więc starszego syna, który 
namówił go do tego mordu. Umierając, Antygonida z pewnoś­
cią miał świadomość swej życiowej klęski. Kiedy wstąpił na 
tron, był ulubieńcem Hellady, marzącym o sławie wojennej 
i panowaniu nad światem. Po 42 latach panowania kończył 
życie jako zgorzkniały władca państwa pokonanego w wojnie, 
okrojonego terytorialnie, słuchającego rozkazów mocarstwa 
znad Ty bru. 

Antygonida przez większość swego królowania żył wśród 

szczęku broni — za jego długich rządów tylko osiem lat było 
latami pokoju. Był znakomitym żołnierzem, ale nie wojs­
kowym geniuszem, jak Hannibal czy Aleksander Wielki. 
Zwyciężył w wielu potyczkach, lecz przegrał tę najważniejszą 

— bitwę na Psich Głowach. Przerażał swym bezmyślnym 

okrucieństwem, które zraziło do niego Hellenów. Miał wszakże 

licznych i potężnych wrogów i zbyt szczupłe środki, by 
zrealizować swe ambitne cele. Stąd te niesłychane paroksyzmy 
brutalności, które tak szokowały współczesnych. Najbardziej 
brzemienną w skutki decyzję swego życia Filip podjął, rzucając 
się w wir II wojny punickiej. tych zmagań tytanów o panowa-

4

  H a m m o n d . Staroiyiiui Macedonia, s. 329 i H a m m o n d,  W a l b u n k , 

op. cit..

 s. 471 i n sugerują, że Demetrios umarł śmiercią naturalną. 

Informacje źródeł są jednak jednoznaczne. 

background image

273 

nie nad ówczesnym światem. Antygonida przyłączył się do 
strony, która miała przegrać ten epokowy konflikt. Po klęsce 

Kartaginy odwet Rzymu na Macedonii był tylko kwestią 

czasu. Filip zbyt późno uświadomił sobie, że italskie mocar­

stwo, któremu rzucił wyzwanie, to potwór, którego nie można 
pokonać. Był jednak zbyt dumny, by poddać się bez walki, 

chociaż nie miał szans na zwycięstwo. Paradoksalnie jego rola 

dziejowa, podobnie zresztą jak Hannibala, polega na mimo­
wolnym przyspieszeniu biegu historii i ekspansji Rzymu. 

Filip V nie przeszedł do historii jako wielki władca. Dziś 

nawet wśród osób wykształconych mało kto zna jego imię. 
Ale przecież nawet w trudnych, ostatnich latach panowania 
potrafił skonsolidować swe królestwo. Do końca zachował też 
dumę i godność suwerennego monarchy. Tron po Filipie objął 

jego syn, Perseus, który skończył życie jako rzymski więzień. 

Wkrótce potem sprawdziła się przepowiednia, dana przez 

Filipa tym Hellenom, którzy stanęli po stronie Rzymu: 

„Wybieracie obrożę może lżejszą i gładszą niż macedońska, 
ale za to bardziej długotrwałą' 

.*'

 5 

5

 Ocena Filipa: Walbank, Philip V .... s. 258 i nn; Ś widerkówna, 

op. cit.,

 s. 298. Cyiat: Plutarch, O złośliwości i przewrotności Herodota. 

background image

BIBLIOGRAFIA 

ŹRÓDŁA 

Antologia Palatyńskti,

 tłum. Tadeusz Kubiak, Warszawa 1992. 

A p p i a n , Historia rzymska, tłum. Ludwik  P i o t r o w i c z , t. I-II, 

Warszawa 1957. 

C a s s i u s Di o  C o c c e i a n u s (Kasjusz Dion Kokcejanus), Histo-

riae Romanae,

 Leipzig 1890-1931 (Tcubncr). 

D i o d o r u s  S i c u l u s (Diodor). Bibliutheca historica, t. IV-V, 

Stuttgart 1969 (Teubner). 

F r o n t i nus, Kriegslisten (Strategemata), Lateinisch und Deutsch, 

wyd. G. Bendz. Berlin 1963. 

He  r o d ot. Dzieje, tłum. Seweryn Hammer, Warszawa 1959. 
I u s t i n u s. Zarys dziejów powszechnych starożytności na podstawie 

Pompejusza

 Trogusa,

 tłum. Ignacy  L e w a n d o w s k i , Warszawa 

1988. 

L i v i u s (Titus Livius, Tytus Liwiusz), Dzieje Rzymu od założenia 

miasta,

 tłum. A. K o ś c i o 1 e k, M. B r o ż e k, ks. VI-X, Wrocław 

1971, ks. XXI-XXVI1, Wrocław 1974, ks. XXVIII-XXXIX, Wrocław 
1976, ks. XXXV-XL, Wrocław 1981, ks. XLI-CXLII, Wrocław 1982. 

K w i n t u s  K u r c j u s z  R u f u s , Historia Aleksandra Wielkiego, 

przekład zbiorowy pod redakcją Ewy W i n n i c z u k. Warszawa 

1976. 

P a u z a n i a s z, W świątyni i w micie. Z Pauzaniasza » Wędrówki po 

Helladzie",

 ks. I—U—III. VII, tłum. J. N i em irska-P li  s z -

c z y ń s k a. Wrocław 1973. 

background image

275 

PI u i  a r c h , Moralin IL tłum. Zofia  A b r a m o w i c z ó w n a , War­

szawa 1988. 

P l u t a r c h , Żywoty znakomitych mążów, tlutn. M.  B r o ż e k , 

Wrocław 1977. 

P o 1 y a i n o s, Strategemata. I975 (Teubner). 
P o l y  b i o s , Dzieje, tłum. Seweryn  H a m m e r , t. 1-2, Wroclaw 

1957-1962. 

T u k i d y d e s , Wojna peloponeska, tłum. Kazimierz  K u m a n i e -

c k i , Warszawa 1988. 

Z o n  a r a s . Historia, ks. VII-IX, w:  C a s s i u s Di o. wyd. Ph. 

Boissevain, t. I, Berlin 1895. 

OPRACOWANIA 

B a d i a n E., Titus Quinctius Flamininas, Philhellenism and Real­

politik, Lectures in Memory of L. Taft Semple IL

 1973. 

B  a g n a i l N., Rom und Karthago. Der Kampf ums Mittelmeer

Berlin 1995. 

B e n gl  s o n H., Filipp V, car makedonian, w: Prawitieli epochi 

eltienizma,

 Moskwa 1982 (tłum. rosyjskie książki Herrscherges­

talten des Hellenismus,

 München 1975). 

B ö h m C, im'ttatio Alexandra im Hellenismus. Untersuchungen zum 

politischen Nachwirken Alexanders des Grossen in hoch- und 

späthellenistischen Monarchien.

 München 1989. 

C a r y M-, S c u 11 a r d H. H.. Dzieje Rzymu, t. 1—II. Warszawa 1992. 
C o p p o l a A., Demetrio di Faro. Rom 1993. 

C h a r l e s - P i c a r d G., Hannibal, Warszawa 1971. 
D r o y s e n J. G., Geschichte des Hellenismus, t. III, Darmstad 1998 

(wyd. pierwsze 1877/78). 

E r r i n g  t o n R. M., Geschichte Makedoniens, München 1986. 
E r r i n g t o n R. M., Rome and Greece to 205 B.C. oraz Rome 

against Philip and Antiochus,

 w: Cambridge Ancient History, 

t. VIM, wyd. 2, 1998. 

G e y e r F., Philippos V w: Pauly-Wissowa Realencyclopaedie der 

Classischen Altertumwissenschaft,

 t. XXV (1932). 

A. G o 1 d s w o r t h y. Roman Warfara, London 2000. 
A.  G o l d s w o r t h y , The Punic Wars, London 2000. 

G ru en E. S., Tlie Hellenistic Word and the Coming of Rome, 

Berkeley 1984. 

background image

276 

H a m m o n d N. G. L„ W a I b a n k F. W., A History of Macedonia, 

t. Ill, 336-167 B.C., Oxford 1988. 

H a m m o n d N. G. L., The Campaign and the Battle of Cynoscep-

halae in 197 B.C.,

 Journal of Hellenic Studies", 108. 1988. 

H a m m o n d N. G. L., The Opening Campaigns and the Battle of 

Aoi Stena in the Second Macedonian War,

 Journal of Roman 

Studies", 56, 1966. 

H a m m o n d N. G. L., Starożytna Macedonia, Warszawa 1999. 
H a r r i s W. W., War and Imperialism in Republican Rome 327-70 

BC,

 Oxford 1985. 

He ft  n e r H., Der Aufstieg Roms. Vom Pyrrhoskrieg bis zum Fall 

von Karthago,

 Regensburg 1997. 

H o 11 e a u x M., Rome, la Grece et les monarchies hellénistiques au 

III Siècle avant J.-C\ (273-205), Paris 1921. 

H us s W., Ägypten in hellenischer Zeil 332-30 v. Chr., München 

2001. 

M u s s W„ Die Karthager, München 1994. 

J a c z y n o w s k a M . , Historia

 starożytnego Rzymu,

 Warszawa 1979. 

J ó z e f o w i c z M., Tyrania Nabisa w świetle źródeł i historiografii 

nowożytnej,

 „Zeszyty Naukowe Uniwersytetu Jagiellońskiego. 

Historia", 30, 1970. 

K r o m ay er, J., Antike Schlachtfelder in Griechenland, t. 11, 

Berlin 1907. 

L a n c e ! S., Hannibal, Düsseldorf-Zürich 1998 (wyd. polskie 

Warszawa 2001). 

L a z e n by J. F., Hannibal's War. A military history of the Second 

Punic War,

 Warminster 1978. 

L o p o s z k o. T., Starożytne bitwy morskie, Gdańsk 1992. 
M a r k I e M. M., The Macedonian Sarissa. Spear and related 

Armour,

 „American Journal of Archeology", 81, 1977. 

M o m m s e n T., Römische Geschichte, t. I, Leipzig 1854. 
M o r k h o 1 m O., The Speech ofAgelaus again, „Chiron", 4, 1974. 
P r i t t c h e t W. K., Studies in Ancient Greeks Topography, t. Il, 

Battlefields,

 Berkeley 1969. 

S e i be rt J., Hannibal, Darmstadt 1993. 

S  b e a n J., Hannibal's Mules: The Logistical Limitations of Hannibal's 

Anny and the Battle of Cannae, 216 B.C.,

 „Historia", 45, 1996. 

S i  k o r s k i J„ Kanny 216 p.n.e.. Warszawa 1984. 

background image

277 

Ś w i d c r k ó w n a A., Hellada królów. Warszawa 1999. 
T a r n W., Anttpmos Gonatas, Oxford 1913 (przedruk 1967). 

V o g e l s b e r g e r H . , Hannibal. Karthagos Kampf um die Welther­

rschaft,

 München 1996. 

V o l m e r D . , Symploke. Das übergreifen der römischen Expansion 

auf den griechischen Osten,

 Stuttgart 1990. 

W a 1 b a n k F. W., A Historical Commentary of Polybios, Oxford, 

t. I, 1957,1.11 1967,1.111 1979. 

W a I b a n k F. W., Philip V of Macedon, Cambridge 1940. 

W a l e k-C z e r n e c k i T., Dzieje upadku monarchii macedońskiej, 

Kraków 1924. 

W  a r r y J., Armie świata antycznego. Warszawa 1995. 
W i I k e s J„ The lllyrians, Oxford 1992. 

W i p s z y c k a E.,  B r a v o B„ Historia starożytnych Greków, War­

szawa 1992. 

W o 1 s k i J., Dzieje i upadek imperium Seleucydów. Kraków 1999. 
Z i e l i ń s k i A., Falanga, legion i Polybios, „Mówią Wieki", 

nr 1. 1998. 

Z y g u 1 s k i Z. jun.. Broń starożytna. Warszawa 1998. 

background image

WYKAZ ILUSTRACJI 

Tytus Kwinkcjusz Flamininus, zwycięzca spod Kynoskefalaj nakazał 

przedstawić się na lej wybitej w Grecji złotej monecie w stylu 
hellenistycznego monarchy 

Młody Filip V w diademie królewskim 
Antioch III Wielki, władca azjatyckiego imperium Sclcukidów, nie 

pomógł w wojnie z Rzymem swemu sojusznikowi Filipowi V 

Nabis, „rewolucyjny" władca Sparty 
Głowa mężczyzny, prawdopodobnie wizerunek Kwinkcjusza Fla-

mininusa 

Altalos I, władca Pcrgamonu, wierny sojusznik Rzymian w wojnie 

z Filipem 

Przypuszczalne pole bitwy pod Kynoskefalaj, widok z równego 

terenu na na wzgórza Psich Głów 

Siady obozu rzymskiego pod Kynoskefalaj 

Wzgórza Kynoskefalaj. na które wspinali się żołnierze Filipa. Król 

ustawił swą falangę tam, gdzie obecnie wznoszą się cyprysy 

Filip V jako bóg Apollon na srebrnej tetradrachmie z Polyrhcnii 

(Kreta) 

Dolina rzeki Aoos (Viosa). Gdzieś tu Filip usiłował zatrzymać 

Rzymian 

Dolina Aoosu. Wylot wąwozu Aoi Stena, w którym Filip daremnie 

starał się zatrzymać pochód Rzymian 

Wzgórza Kynoskefalaj. Niektórzy dopatrują się w nich zarysu głowy 

psa pasterskiego 

Kynoskefalaj — na pofałdowanym terenie rzymskie manipuły były 

skuteczniejsze od falangi 

background image

279 

Ruiny Messene. Akropol miasta znajdował się na górze Ithome 

Równina tessalska 

Żołnierze rzymscy w kolczugach na ołtarzu Domicjusza Ahenobarbusa 

Żelazne ostrze sarissy macedońskiej oraz okucie, służące do wbijania 

tej włóczni w ziemię 

Falansa macedońska w natarciu 

Bi 

Oficer kawalerii greckiej. Konni żołnierze nie mieli strzemion ani 

(najczęściej) siodeł, siedzieli na derce 

Falangici macedońscy. Pierwsze cztery szeregi trzymały podczas 

bitwy włócznie poziomo, pozostałe pionowo 

Falanga macedońska w natarciu 
Akrokorynt, jedne z „kajdan Hellady". Tu, w cytadeli na skale, 

stacjonował macedoński garnizon. Na pierwszym planie ruiny 

Koryntu pochodzące już z czasów rzymskich 

Lembos lekki okręt iliryjski 

Domniemane popiersie Hannibala, sojusznika Filipa V w wojnie 

z Rzymem 

background image

Żelazne ostrze saris-
sy macedońskiej oraz 
okucie, służące do 
wbijania tej włóczni 
w ziemię 

background image

Oficer kawalerii greckiej. Konni żołnierze nie mieli strzemion ani (naj­
częściej) siodeł, siedzieli na derce 

background image

Falangici macedońscy. Pierwsze cztery szeregi trzymały podczas bitwy 

włócznie poziomo, pozostałe pionowo 

Falanga macedońska w natarciu 

background image

Akrokorynt, jedne z „kajdan Hellad 

jonował macedoński garnizon. N 

pochodzące już z czasów rzyms 

background image

Domniemane popiersie Hannibala, sojusznika Filipa V w wojnie z Rzymem 

background image

Lembos, lekki okręl iliryjski 

background image

Równina tessalska 

Żołnierze rzymscy w kolczugach na ołtarzu Domicjusza Ahenobarbusa 

background image

Ruiny Messene. Akropol miasta znajdował się na górze Ithome 

background image

Wzgórza Kynoskefaiaj. Niektórzy dopatrują się w nich zarysu głowy psa 

pasterskiego 

Kynoskefaiaj — na pofałdowanym terenie rzymskie manipuły były sku­
teczniejsze od falangi 

background image

Dolina rzeki Aoos (Viosa). Gdzieś tu Filip usiłował zatrzymać Rzymian 

Dolina Aoosu. Wylot wąwozu Aoi Stena, w którym Filip daremnie starał 

się zatrzymać pochód Rzymian 

background image

Wzgórza Kynoskefalaj, na które wspinali się żołnierze Filipa. Król 

ustawił swą falangę tam, gdzie obecnie wznoszą się cyprysy 

Filip V jako bóg Apollon na srebrnej tetradrach-

mie z Polyrhenii (Kreta) 

background image

Przypuszczalne pote bitwy pod Kynoskefalaj, widok z równego terenu 
na wzgórza Psich Głów 

Ślady obozu rzymskiego pod Kynoskefalaj 

background image

Attalos I, władca Pergamonu, wierny sojusznik Rzymian w wojnie 

z Filipem 

^

-

*

 -  - • » 

background image

dobnie wizerunek Kwinkcjusza Flamininusa 

background image

Antioch III Wielki, władca azjatyckiego imperium Se-

leukidów, nie pomógł w wojnie z Rzymem swemu 

sojusznikowi Filipowi V 

Nabis, „rewolucyjny" władca Spady 

background image

Tytus Kwinkcjusz Flamininus, zwycięzca spod Kyno-

skefalaj nakazał przedstawić się na tej wybitej w Gre­

cji złotej monecie w stylu hellenistycznego monarchy 

Młody Filip V w diademie królewskim 

background image

SPIS TREŚCI 

Wstęp 5 

Źródła, czyli żółć Polybiosa 7 

Królestwo Makedonów 17 

Korsarze Teuty 32 

I wojna iliryjska 37 

Symmachia Hellenów 47 
Wojna sprzymierzeńcza 53 

II wojna iliryjska 59 
Chmura z Zachodu 62 
Filip i Skerdiłajdas 72 

Sojusz z Hannibalem 76 

Peltaści i falangici 84 
Pierwsza wojna z Rzymem 94 

Egejskie miraże 138 

Druga wojna z Rzymem 151 
Krew na Psich Głowach 208 

Wolność Hellenów 245 
Słońce zachodzi 265 

Bibliografia 274 
Wykaz ilustracji 278 

background image

H I S T O R Y C Z N E 
B I T W Y 

Nim masy wojowników zwarły 

się ze sobą, legioniści idący 

w pierwszym rzucie cisnęli 

z rozmachem swe oszczepy. 

Włócznicy Filipa ponieśli jakieś 

straty, ale chyba niewielkie, 

gdyż żołnierze kroczący w pier­

wszym szeregu, najbardziej na­

rażeni na pociski, mieli solidne 

pancerze. Królewscy włócznicy 

szli dalej, stąpając po ciałach 

poległych towarzyszy. Potwor­

ny, iskrzący się tysiącami gro­

tów walec falangi toczył się ze 

straszliwym impetem w dół po 

zboczu — a we frontalnym ata­

ku taka formacja była niezwy­

ciężona. Rozpędzeni falangici 

powalili pierwsze szeregi prze­

ciwników — gdy italski żołnierz 

wyrzucił swe

 pilum, miał już tyl­

ko miecz, którym nie mógł do­

sięgnąć nieprzyjaciół, bezpiecz­

nych za gęstym płotem sariss. 

W twarz każdego rzymskiego 

wojownika stojącego w pierw­

szym szeregu godziło cztery lub 

pięć grotów. Stojący z tyłu legio­

niści, mający tylko miecze, nie 

mogli mu przyjść z pomocą. 

ISBN 83-11-09471-3 

788311 

9 4 7 1 0