background image

1

Trans-Atlantyk

Witold Gombrowicz

Trans-Atlantyk został napisany przez Witolda Gombrowicza w 1953 roku. Książka ma charakter

zmitologizowanych wspomnień z wczesnych lat emigracji. W 1939 roku pisarz wziął udział w
inaugurującym rejsie „Chrobrego” z Gdyni do Buenos Aires. Po wybuchu wojny Gombrowicz został w
Argentynie, gdzie w nędzy spędził dziesięć lat swego życia. Nękały go nie tylko problemy finansowe –
rezultatów nie przynosiły również jego działania w obrębie życia literackiego.

Wybitni autorzy, z którymi miał styczność w czasie pobytu w Ameryce Łacińskiej, tacy jak Jorge

Luis Borges, czuli się urażeni jego stylem bycia. Jak pisze znawca Gombrowicza J. Łapiński należał on
„do kręgu mniej lub bardziej utalentowanych nieudaczników, z którymi prowadził swe gierki
artystyczno-erotyczne”. Po tym trudnym okresie opublikował przekłady „Ferdydurke” i „Ślubu”, wtedy
też zaczął pisać specyficzną, zarówno pod względem językowym jak i tematycznym, powieść
Trans-Atlantyk.

– tak Gombrowicz pisze o swym utworze w przedmowie do niego.

„Trzeba dodać dla porządku, choć to może niepotrzebne: Trans-Atlantyk jest fantazją. Wszystko –
wymyślone w bardzo luźnym tylko związku z prawdziwą Argentyną i prawdziwą kolonią polska 
w
Buenos Aires. Moja „dezercja” także inaczej przedstawia się w rzeczywistości (szperaczy odsyłam do
mego dziennika)”

Trans-Atlantyk  ukazał się wraz ze Ślubem w Paryżu w 1953 roku, jako pierwszy tom Biblioteki

„Kultury”. Ostra krytyka polskości, jakiej dokonał w swym dziele autor, spowodowała niechęć
emigrantów.

Biografia Gombrowicza

Witold Gombrowicz urodził się 4 sierpnia 1904 r. w Małoszycach pod Opatowem jako syn

ziemianina i przemysłowca. Wywodził się ze starej rodziny szlacheckiej osiadłej do 1863 r. na Żmudzi,
którą musiała opuścić po powstaniu styczniowym i zamieszkałej następnie w Kieleckiem. Miał siedem
lat, kiedy przeniósł się z rodzicami do Warszawy. Tu ukończył gimnazjum św. Stanisława Kostki i
studia prawnicze na Uniwersytecie Warszawskim. Zarówno w szkole, jak i w czasie studiów nie udało
mu się nawiązać trwalszych stosunków z rówieśnikami, nie mówiąc już o przyjaźni. Zawsze pozostawał
na uboczu, nie włączał się we wspólne zabawy i zajęcia. Zaraz po skończeniu studiów, jeszcze w tym
samym 1927 r., wyjechał do Paryża, gdzie studiował filozofię i ekonomię. Po powrocie krótko
pracował w sądownictwie warszawskim, po czym całkowicie poświęcił się literaturze.

Debiutował zbiorem opowiadań zatytułowanych Pamiętnik z okresu dojrzewania (1933),

następnie wydał powieść Ferdydurke, która przyniosła mu uznanie krytyki. Od 1934 r. współpracował
z pismami codziennymi i literackimi (m.in. z „Kurierem Porannym”), zajmował się krytyką literacką,
pisał felietony i recenzje. Gombrowicz wchodzi wówczas w świat młodych literatów, często widać go
przy stoliku w kawiarni Ziemiańska na Mazowieckiej, a później w Zodiaku na Traugutta. Rozprawia
tam, dyskutuje, dużo pali, systematycznie też popija. W pamięci ludzi, z którymi się wtedy spotykał,
zapisał się jako wyniosły, wręcz niesympatyczny, nonszalancki pozer. Przed wybuchem wojny ogłosza
jeszcze sztukę Iwona, księżniczka Burgunda publikowaną przez „Skamandra” w 1938 r. oraz pod

background image

2

pseudonimem Zdzisław Niewieski (pseudonim utworzony od rzeki Niewiaży na Żmudzi) powieść
sensacyjną Opętani, która drukowana jest w prasie codziennej.

W sierpniu 1939 r. pisarz popłynął statkiem „Chrobry” do Argentyny, tam zastał go wybuch II

wojny światowej. Gombrowicz nie chciał wracać do ogarniętej wojną Europy i zdecydował się
pozostać w Argentynie – zamieszkał w Buenos Aires, gdzie pozostał aż na dwadzieścia cztery lata.
Stara się tam nawiązać stosunki, znów przesiaduje w kawiarniach, boryka się z trudnościami
finansowymi. Jego źródło utrzymania stanowią teraz zasiłki, pożyczki, liczy na gest ze strony
życzliwych mu ludzi. Początkowo mieszka w wynajętym pokoju, później przenosi się do tanich
hotelików, często ucieka chyłkiem, nie płacąc za nie. Żyje w coraz bliższych kontaktach ze światem
marginesu społecznego. Wyrzucony w końcu na bruk mieszka w opuszczonym domu poza Buenos
Aires. Ma wówczas pewne epizody homoseksualne, choć w perspektywie jego całego życia przeważają
kobiety – zwłaszcza prostego pochodzenia, nawet prostytutki (takie zainteresowania ma już za czasów
warszawskich). Twierdzi bowiem, że w związki z kobietami z wyższych sfer trzeba się za bardzo
angażować, a w Argentynie, kiedy sięga niemal dna, już takie się nim nie interesują. Ewentualnie dużo
starsze, które z kolei on lekceważy. Jednak to właśnie kobiety mu wówczas najbardziej pomagają, z
czego Gombrowicz chętnie korzysta. Te dwadzieścia cztery lata przeżył głównie dzięki dobroci i
życzliwości innych ludzi.

Dopiero po kilku latach takiego życia i dorywczego zarobkowania, na przykład pisanie artykułów

do prasy, podjął pracę sekretarza dyrekcji w Banku Polskim w Buenos Aires (1947-1953). Praca była
dla niego koszmarem, choć dzięki niej mógł się utrzymać. Zrezygnował w 1955 r., kiedy jego utwory
były już znane na świecie. Odtąd utrzymywał się ze stypendiów i prywatnych wykładów filozofii,
dochody czerpał również z wydań i wystawień swoich utworów w ponad dwudziestu krajach. Od 1951
r. współpracował już z Instytutem Literackim w Paryżu, który stał się wydawcą jego utworów, a
następnie z miesięcznikiem „Kultura”. Międzynarodową sławę przyniosły Gombrowiczowi napisane
wówczas dramat Ślub i powieść Trans-Atlantyk wydane łącznie w Paryżu w 1953 r. Zaczął się także
ukazywać się pisany od 1953 r. Dziennik i kolejne utwory: w 1960 r. powieść Pornografia, w 1966 r.
kolejna powieść Kosmos i w 1966 r. dramat Operetka wydany wraz z trzecim tomem Dziennika. Po
śmierci autora nakładem Instytutu wyszła także edycja Dzieł zebranych.

W 1963 r. – dzięki rozgłosowi, jaki przyniosły pisarzowi jego książki – uzyskał roczne

stypendium Fundacji Forda na pobyt w Berlinie Zachodnim, skąd przeniósł się w 1964 r. do
Royaumont pod Paryżem, a następnie do Vence, w okolicach Nicei. We Francji mieszkał już do
śmierci, choć były to lata poważnej choroby, kiedy to stan jego zdrowia pogarszał się z każdym rokiem.
Jeszcze wówczas pisze, choć coraz mniej, później już tylko dyktuje. W 1968 r. poślubił kanadyjską
romanistkę Marię Ritę Labrosse. W tym samym roku był także kandydatem do Nagrody Nobla, której
jednak nie otrzymał. Zmarł w Vence 25 lipca 1969 r. na niewydolność płuc. Po śmierci pisarza Rita
Gombrowicz z oddaniem propagowała twórczość męża, publikując m.in. dwie dokumentalne
książkiGombrowicz w Argentynie (1984) i Gombrowicz w Europie (1988).
Gombrowicz zaistniał wyraźnie w literaturze światowej w latach 60. Jego utwory przekładano
wówczas na wiele języków (w tym na japoński), inscenizowano je, komentowano i nagradzano. Pisarz
udzielał licznych wywiadów – w tym rozbudowanych do rozmiarów całej książki Rozmowy
Gombrowicza z Dominikiem de Roux
, które w rzeczywistości od początku do końca napisał sam. W
Polsce w latach PRL dostęp do twórczości pisarza był zdecydowanie ograniczony. W latach 80. liczne
były natomiast wydania jego utworów w drugim obiegu (wydania podziemne), oficjalna i

background image

3

ocenzurowana edycja Dzieł została zapoczątkowana w 1986 r. W celu uczczenia setnej rocznicy
urodzin pisarza, rok 2004 Sejm RP ogłosił Rokiem Witolda Gombrowicza.

Streszczenie

Czas i miejsce akcji

Akcja powieści rozgrywa się pod koniec sierpnia i na początku września roku 1939 w Buenos Aires
stolicy Argentyny. Czas wprowadza element autentyczności, chodzi tu o wymiar historyczny i
dokumentalny. Zdaniem Z. Malićia czas należy do akcji powieści a przestrzeń stanowi czynnik
składowy fabuły Trans-Atlantyku.

Trans-Atlantyk– streszczenie
Bohater, którym jest sam Gombrowicz, informuje, że celem opisania dziesięciu lat swego życia

spędzonych w Argentynie jest chęć przekazania swej historii rodzinie, krewnym i przyjaciołom.
Dwudziestego pierwszego sierpnia przybył on z Gdyni do Buenos Aires na statku „Chrobry”. Podróż
przebiegała niezwykle spokojnie, wypełniały ja głównie chwile „bajdurzenia i baraszkowania” z ładnymi
panienkami oraz mało ciekawe, przepojone wrogością przyjęcia Prezesów i Przedstawicieli Poloni.
Spokój ten został przerwany wiadomością przyniesioną przez towarzysza podróży, także literata
Czesława Straszewicza. Gazety informowały, że lada dzień wybuchnie w Polsce wojna. Wszyscy
uczestnicy podróży popadli w zwątpienie, zaczęli się obejmować i jak najprędzej chcieli wracać i choć
zdawali sobie sprawę, że do ojczyzny zapewne nie zostaną wpuszczeni, to chcieli być jak najbliżej niej,
choćby w Anglii czy Szkocji. Jeden tylko Gombrowicz oznajmił, że zostaje. Prawdziwych powodów
swojej decyzji zdradzić nie mógł. Kiedy statek odpływał popatrzył na niego i rzekł:

„Płyńcie do Szaleńca, Wariata waszego św. ach chyba przeklętego, żeby on was skokami,

szałami swoimi Męczył, Dręczył, was krwią zalewał, was Męką zamęczał, Dzieci wasze, żony, na
Śmierć, na Skonanie sam konając w konaniu swoim Szału swojego was Szalał, Rozszalał!”

I  z  tymi  słowami  na  ustach  wstąpił  do  miasta  z  96  dolarami  w  kieszeni.  Wiedząc,  że  nie  ma

środków do życia udał się do pana Cieciszkowskiego, znajomego z dawnych lat, któremu rzecz jasna
nie  zdradził  swej „bluźnierczej  przyczyny  zostania”.  Cieciszkowski  obiecał  porozmawiać  z  trzema
wspólnikami, którzy „Spółkę mają i Interes Koński tyż i Psi Dywidendowy”, by pomogli przybyszowi.
Zastanawiał  się  długo,  czy  iść  do  poselstwa.  Kiedy  postanowił,  że  tego  nie  zrobi,  zobaczył  nagle
wspinającego  się  na  źdźbło  trawy  robaczka.  Ten  widok  tak  go  strwożył,  że  w  rezultacie  poszedł  do
Poselstwa:

„o pójdę, tak, pójdę, pójdę, Jezus Maria, pójdę, lepiej pójdę…i poszedł”.
Tam przyjął go minister Feliks Kosiubidzki, który za kilkadziesiąt pezów chciał odesłać literata

do Rio de Janeiro. Poseł doszedł podczas rozmowy do wniosku, że musi coś być w przybyszu skoro
On – tak ważna persona – poświęca mu tyle czasu i postanowi poprzez okazanie pomocy spełnić swój
obowiązek  wobec  Piśmiennictwa  Narodowego.  Zaproponował  Gombrowiczowi  pisanie  artykułów  do
gazet  o  wielkich  polskich  poetach.  Ten  jednak  odmówił.  Zdziwiony  minister  zapytał  swego  radcę
Podsrockiego,  kim  jest  nowo  przybyły  człowiek.  Po  chwili  obydwaj  zaczęli  się  nienaturalnie
zachowywać.  Złożyli  mu  pokłony  i  oznajmili,  że  przedstawią  go  jako  wielkiego  polskiego  Geniusza.
Przytłoczony „atmosferą Parlamentu” nie zaprotestował, choć byli to ludzie, którymi gardził. Dopiero
po  opuszczeniu  murów  Ministerstwa  odreagował  minione  zdarzenia  wirtualnym  „wyrzucaniem,
odprawianiem, pałą przeganianiem, wyganianiem” Kosiubidzkiego.

background image

4

Naglący  stan  finansów  zmusił  bohatera  do  ponownego  spotkania  z  Cieciszkowskim.  Kiedy

przechadzali się jedną z najbogatszych ulic, wpadli na Barona. Cieciszkowski przedstawił Gombrowicza
i  poprosił  o  znalezienie  dla  niego  posady.  Baron,  nie  zastanawiając  się  długo,  zaproponował  miejsce
sekretarza.  Wtem  nadszedł  wspólnik  Barona,  Pyckal,  który  dowiedziawszy  się  o  zaistniałym  fakcie
zabronił przyjęcia Gombrowicza, chciał go nawet pobić, ale wówczas nadszedł trzeci z właścicieli firmy
–  Ciumkała.  Zaczęli  się  kłócić  i  przepychać.  W  końcu  zaciągnęli  Gombrowicza  do  domu,  w  którym
mieli  firmę.  Zostawili  samego  i  poszli  przedyskutować  sprawę  jego  zatrudnienia.  Gombrowicz
przyglądał się pracującym tam urzędnikom, w których zachowaniu było widać, że przez kilkanaście lat
robią,  mówią,  a  nawet  zachowują  się  dokładnie  tak  samo.  Obserwacje  urzędników  przerwali
Pryncypałowie,  którzy  wezwali  literata  do  siebie.  Zaproponowano  mu  pracę,  ale  z  obiecanych  przez
Barona  1500  pezów  wynagrodzenie  spadło  do  85.  W  ten  sposób  Gombrowicz  stał  się  jednym  z
urzędników,  i  choć  mógł  być  bezpieczny  o  kwestie  finansowe,  to  jednak „obcość  miasta,  brak
przyjaciół, lub towarzyszów zaufanych, dziwaczność pracy…jakimś lękiem go wypełniały
 ‘’

Gombrowiczowi nie dawała spokoju sprawa z Poselstwem. Kiedy wrócił do domu okazało się, że

czeka na niego bukiet biało-czerwonych fluksji i zaproszenie na wieczór organizowany przez Pisarzy i
Artystów. Mimo jego niechęci gospodyni przeniosła bukiet do największego salonu. Był wściekły, że
nagle wszyscy chcą uczynić z niego wielkiego pisarza i w ramach buntu postanowił zostać w domu. Po
chwili doszedł jednak do przekonania, że zasługuje na „czapkowanie”, i razem z radcą – Podsrockim
pojechał  na  spotkanie.  Powitała  go  Polonia  -  właściciele  i  pracownicy  firmy.  To  przesadnie  miłe
przyjęcie nie zostało jednak powtórzone po wejściu na salę.

Okazało się, że wszyscy, którym był przedstawiany, bardzo szybko o nim zapominali, przegrywał

z  rozwiązaną  sznurówka  czy  chęcią  zjedzenia  ciastka.  Nagle  wszedł  człowiek  „niezwykle
wydelikacony,  a  do  tego  jeszcze  siebie  delikacący”,  był  to  znany  pisarz  argentyński.  Rodacy
Gombrowicza  oczekiwali,  że  jako  polski  Geniusz  zacznie  rozmowę  z  tym  niezwykłym  człowiekiem.
Doszło między nimi do słownego pojedynku, i choć zaczął go Gombrowicz, to i on w finale przegrał.
Każda  kwestia  przez  niego  wypowiedziana  była  autorstwa  kogoś  innego.  W  ramach  odreagowania
stresu począł chodzić, i chodził tak od ściany do ściany, gdy nagle zauważył, że w ślad za nim chodził
ktoś  jeszcze  –  mężczyzna  o  czerwonych  wargach,  które  „różem  kobiecym,  choć  Męskie,  krwawiły”.
Gombrowicz poczuł się jak uderzony w twarz i uszedł przez drzwi.

Kiedy  biegł  przez  ulicę  spostrzegł,  że  ów  mężczyzna  biegnie  za  nim.  Zatrzymał  się  i  mimo

początkowych sprzeciwów zaczął z nim rozmawiać. Gonzalo – bo tak miał na imię, opowiedział mu o
swoim  życiu,  które  polegało  na  codziennym  szukaniu  chłopców,  którzy  za  pieniądze  zaspokoją  jego
potrzeby seksualne. Portugalczyk pokazał pisarzowi miłość swego życia - blondyna, którego nie zdołał
jeszcze posiąść. Poprosił Gombrowicza, by ten dowiedział się kim jest starszy mężczyzna z którym czas
spędza  jego  ukochany.  Okazało  się,  że  jest  to  jego  ojciec.  Blondyn  idzie  wraz  z  nim  do  „Parku
Japońskiego”,  za  nimi  zaś  Gonzalo  i  Gombrowicz.  Usiedli  i  zamówili  piwo.  Dziwne  zachowanie
zakochanego  Portugalczyka  wzmagało  się  –  „to  oczkiem  strzeli,  tonów  gałki  z  chleba  podrzuca,  to
szklaneczką  brzęczy,  to  paluszkiem  drobi,  a  tak  pośród  tych  figielków  swoich  jak  Indor  między
Wróbelkami…i śmiechem hucznym wita własne figle swoje!”, Gombrowicz coraz bardziej się wstydził,
w końcu postanowił pójść „za potrzebą” i zniknąć. Po drodze spotkał jednak Pyckala, rzecz jasna za
chwilę pojawił się Ciumkała i Baron (są nierozłączni), którzy zaprosili go na piwo. Wrócili do stolika,
przy  którym  rozgorzała  kłótnia,  kto  komu  a  postawić  trunek.  Witold  znudzony  sytuacją  poszedł  do
ustępu,  za  nim  zaś  trójka  wspólników.  Przekonani  byli,  że  Gombrowicz  jest  nowym  kochankiem

background image

5

niezwykle  bogatego  Gonzala,  z  tego  powodu  wcisnęli  mu  do  kieszeni  pieniądze.  Mimo  zmagań
Gombrowicz przyjął je i wrócił do Gonzala, który także włożył mu pieniądze do kieszeni jako dowód
swej przyjaźni. Poprosił Gombrowicza, by ten zaprosił jego ukochanego do ich stolika. W międzyczasie
dosiadł się Pyckal, Ciumkała i Baron. Witold odszedł do stolika obok, okazało się, że chłopiec ma na
imię  Ignacy  a  jego  ojciec  (Tomasz  Korzycki)  jest  byłym  Majorem,  który  zamierza  wysłać  syna  do
wojska. Ojciec Ignacego zaprosił Witolda na pogawędkę, ale z niechęcią spoglądał na jego hałasujących
towarzyszy. Gombrowicz ostrzegł go przed seksualnymi zamiarami Gonzala.

Tomasz  wściekł  się  i  wstał,  wstał  również  Gonzalo,  który  ze  strachu  zaczął  pić  ze  swojego

kubka, pił nawet wtedy, gdy był już pusty. Nagle rzucił nim w Tomasza, z jego skroni kapały krople
krwi.  Wszyscy  byli  gotowi  do  bójki,  ale  …stali.  Gonzalo  nagle  wziął  swój  kapelusz  i  odszedł. „I  tak
wszyscy się rozeszli, wszystko Się rozeszło.”

Następnego dnia do dręczonego wyrzutami sumienia Gombrowicza przybył Tomasz i poprosił, by

w  jego  imieniu  wyzwał  do  pojedynku  Gonzala.  Choć  Witold  nie  był  zachwycony  tym  pomysłem
pojechał  do  pałacu  Portugalczyka.  Kiedy  zapukał,  otworzył  mu  Gonzalo  ubrany  w  kitel  lokajski,  ze
szczotką  od  podłogi  w  ręku  i  zaprowadził  do  swego  mizernego  pokoju.  Próbował  przekonać
przyjaciela,  żeby  uprowadził  dla  niego  Ignacego.  Witold  odmówił  powołując  się  na  swoją  polskość
(Ignacy  i  Tomasz  byli  także  Polakami).  Gonzalo  wyśmiał  polskość,  która  dała  jedynie  Umęczenie  i
Udręczenie, zaproponował zastąpić Ojczyznę „Synczyzną”. Po chwili powrócili do sprawy pojedynku.
Portugalczyk  wpadł  na  pomysł,  że  weźmie  udział  w  pojedynku,  ale  jeśli  Gombrowicz  -  jego  zaufany
przyjaciel przy ładowaniu pistoletów „wrzuci kule w rękaw”.

Gombrowicz  dochodzi  do  wniosku,  że  związki  z  rodakami  są  najważniejsze.  Chce  pomóc

Tomaszowi i postanawia uknuć intrygę. Gonzalowi zamierza powiedzieć, że w pistoletach nie ma kul, a
potem  je  podłożyć,  by  pojedynek  odbył  się  naprawdę.  Do  zrealizowania  planu  potrzebuje  Pyckala  i
Barona  jako  sekundantów  Portugalczyka,  którzy  podłożą  mu  prawdziwe  naboje.  Po  tych
przemyśleniach  Gombrowicz  poszedł  do  pracy  i  wtajemniczył  w  plan  pracodawców.  Solidarność
Polaków zwyciężyła – rodacy zgodzili się na plan Witolda.

Wieczorem Gombrowicz otrzymał list wzywający go do Poselstwa. Okazało się, że czekał tam na

niego nie tylko minister, ale i Pułkownik Fichcik. Powodem wezwania była wieść o mającym się odbyć
pojedynku  Tomasza  z  Gonzalem.  Ministerstwo  postanowiło  ten  bohaterski  czyn  nagłośnić  i  pokazać
cudzoziemcom.  Postanowiono,  że  minister  przybędzie  na  pojedynek  wraz  ze  swymi  gośćmi,  ale  jak
słusznie  zauważył  Pułkownik  pojedynek  to  nie  polowanie  i  nie  przystoi  żeby  Minister  na  niego
zapraszał.  Ponieważ  było  już  wszystko  wpisane  do  protokołu,  a  nie  można  było  fałszować  w  nim
prawdy,  postanowiono  zorganizować  polowanie  nieopodal  miejsca  pojedynku,  tak  by  rzekomo
przypadkiem  Minister  mógł  swym  gościom  pokazać  bohaterski  czyn  swego  rodaka  Tomasza  i
wychwalać tym samym odwagę i poświecenie Polaków.

Witold  poszedł  na  sesję  do  kawiarni,  by  z  Pyckalem  i  Baronem  omówić  szczegóły  pojedynku.

Właściwie nikt już nie widział po czyjej jest stronie, czy po stronie honoru a wiec Tomasza, czy może
po stronie pieniędzy, a te miał przecież Gonzalo. Absurdalność sytuacji pogłębiał fakt, że w czasie tak
niebezpiecznym dla Polaków, gdy powinni oni siedzieć cicho, urządzali sobie pojedynek. „Ale trudna
rada, cóż robić, gdy nic innego do roboty nie ma tylko właśnie ten pojedynek przed nimi, jako jedyny
cel działania”.

Gombrowicz  nękany  myślami  o  beznadziejności  zamierzonego  pojedynku,  postanowił  pójść

(mimo, że była noc) do Poselstwa i dowiedzieć się, co dzieje się w Ojczyźnie. Z rozmowy z Ministrem

background image

6

wywnioskował,  że  koniec  Ojczyzny  jest  nieunikniony.  Wyszedł  z  gmachu  ministerstwa  i  krążył  po
pustych ulicach. Nagle naszła go ochota odwiedzenia Syna. Znalazł dom Tomasza i Ignacego, i patrzył
na  śpiącego  młodzieńca.  Poczęła  się  w  nim  rodzić  wściekłość,  że  Ignacy  „leży  i  leży,  a  (on)  nie  wie
sam, co robić ma, po co przyszedł”

Zaczął  się  pojedynek.  Tomasz  przybył  w  skromnym  stroju,  Gonzalo  zaś  w  atłasowych  szatach.

Gombrowicz  jako  sekundant  Tomasza  wrzucał  kule  w  rękaw,  podobnie  czynił  sekundant  Gonzala  –
Pyckal. Ponieważ pojedynek miał trwać do trzeciej krwi nagle Gombrowicz zdał sobie sprawę, że on
się nigdy nie zakończy, bo strzały są puste (brak wszak kuli w pistoletach). Nagle jednak ogier Pyckala
ugryzł  w  zad  ogiera  Barona,  właściciele  zaczęli  się  przepychać,  w  tym  samym  czasie  nadjechała
Kawalkada  Ministra.  Rozległy  się  krzyki,  psy  zaczęły  kogoś  gryźć.  Okazało  się,  że  ich  ofiarą  padł
Ignacy.  Tomasz  zaczął  strzelać  do  psów  (naboje  były  puste),  z  pomocą  rzucił  się  Gonzalo.  Własnym
ciałem bronił ukochanego. Udało się opanować sytuację.

Kiedy  Tomasz  zobaczył,  że  jego  syn  ma  jedynie  powierzchowne  rany,  podziękował  Bogu,

Gonzalowi zaś podał dłoń i nazwał swoim bratem. Minister wygłosił płomienna mowę o tym, że Polak
jest  miły  Bogu  i  naturze  ze  względu  na  swe  cnoty,  głównie  zaś  przez  rycerskość  swą  i  odwagę.
Gonzalo zaprosił Tomasza, Ignacego i Gombrowicza do swego pałacu. Mimo wątpliwości cała trójka
pojawiła  się  w  domu  Portugalczyka,  który  był  wypełniony  mnóstwem  rzeczy,  które  „parzyły  się  ze
sobą”. Była tam nawet biblioteka z tak wielką ilością książek, że Gonzalo zatrudnił kilka osób do ich
czytania.  Po  całym  pałacu  biegały  psy  skrzyżowane  z  kotami,  chomikami  i  innymi  zwierzętami.
Dziwność  sytuacji  potęgował  strój  gospodarza.  Chodził  on  w  białej  spódnicy,  pistacjowej  bluzce  i
słomkowym,  przybranym  kwiatami  kapeluszu  (rzekomy  strój  narodowy).  Po  kolacji  umieścił  gości  w
sypialniach.  Pokój  Ignacego  znajdował  się  w  innym  skrzydle.  Kiedy  Gombrowicz  siedział  w  swej
sypialni, zaczęły go dręczyć myśli dotyczące zdrady Tomasza. Przerażony był najbardziej tym, że nie
czuje  z  tego  powodu  przerażenia.  Pobiegł  więc  i  wyznał  prawdę  o  pustych  pistoletach.  Tomasz
postanowił zabić Gonzala i swojego syna. Usłyszał to stojący pod drzwiami Gonzalo, wpadł do pokoju
i  oznajmił,  że  ma  sposób  na  Ignacego  i  że  to  właśnie  Ignacy  zabije  swego  ojca.  Gombrowicz  zaczął
Chodzić,  a  Chód  ten  zaprowadził  go  do  pokoju  Ignacego.  Przeszedł  przez  korytarz  będący  zarazem
sypialnią  parobków  -  całą  drogę  deptał  ciała  chłopców  tam  pracujących.  Jednego  z  nich  opluł
niechcący,  ale  nie  widząc  żadnej  reakcji  oplutego  znów  splunął.  Po  którymś  razie  z  kolei  Witold  nie
wytrzymał i uciekł. Wpadł do sypialni Ignacego, który leżał na łóżku całkiem nagi.

Następnego  dnia  przy  śniadaniu  Tomasz  oznajmił  Gonzalowi,  że  w  podziękowaniu  za  gościnę

zostaną  jeszcze  kilka  dni.  Uradowany  Portugalczyk  poprosił  Ignacego,  by  zagrał  z  nim  w  palanta,
Gombrowicz  i  Tomasz  mieli  pełnić  rolę  sędziów  tej  gry.  Ignacy  bawił  się  doskonale,  mimo
początkowych  porażek  udało  mu  się  wygrać.  Nie  była  to  jednak  sprawa  umiejętności,  Gonzalo  grę
traktował bowiem jako element uwodzenia. „Rozumiał Tomasz, że to nie palant a zasadzka, że jemu
Buchbachem  tym  Syna  porywają,  że  Syna  jemu  buchbachem  uwodzą”.  Trzeciego  dnia  pobytu  u
Portugalczyka Gombrowicza ogarnął ogromny Lęk z przyczyny Braku Lęku, poszedł więc do sadu, by
pośród  krzewów  rozpamiętywać  swoją  rozpacz.  Tam  zauważył  leżącego  i  rozmyślającego  Ignacego.
Nagle  zza  płotu  usłyszał  sykanie.  Okazało  się,  że  to  Pyckal,  Baron  i  Ciumkała.  Zaprosili  go  na
przejażdżkę. Kiedy wsiadł na bryczkę, Pyckal wbił mu w łydkę Ostrogę. Witold zemdlał z bólu.

Obudził  się  w  piwnicy.  Naprzeciw  niego  siedziała  trójka  dawnych  pracodawców.  Siedzieli  tak

kilka godzin. Nikt się nie odzywał, bo istniało ryzyko ugodzenia Ostrogą. Nagle otworzyły się drzwi i
wszedł  Rachmistrz,  ten  sam,  który  uczył  Witolda  wciągania  akt,  gdy  zaczął  pracować  jako  urzędnik.

background image

7

Do  buta  miał  przytwierdzoną  Ostrogę,  którą  boleśnie,  po  kilku  godzinach  milczenia,  wbił  w
gombrowiczowską  łydkę.  Następnie  kazał  przytwierdzić  ostrogę  do  buta  uwięzionego  i  oznajmił:
„Teraz do Związku naszego Kawalerów Ostrogi należysz i Rozkazy moje masz wypełniać, a także dbać
żeby tamci rozkazy moje jak należy wypełniali. Ucieczki, ani zdrady żadnej, nie próbuj, bo ci Ostrogę
zadadzą,  a  jeżeliby  choć  najmniejszą  chęć  Zdrady,  Ucieczki  w  którym  z  towarzyszów  twoich
spostrzegł, jemu Ostrogę masz wrzepić. A jeślibyś tego zaniedbał tobie ją wrzepią. A jeśliby ten, kto
tobie  Ostrogę  wsadzić  ma,  tego  zaniedbał,  jemu  niech  inny  Ostrogę  wsadzi…”.  Z  urywkowych
zwierzeń współwięźniów Ostrogi dowiedział się prawdy o poczynaniach Rachmistrza. Okazało się, że
wszystko  zaczęło  się  od  momentu  pojedynku.  Kiedy  Witold  zabawiał  się  u  Gonzala  Baron  przez
Ciumkałę  wezwał  na  pojedynek  Pyckala,  za  to  że  ten  „dał  mu  w  łeb”.  Ciumkała  myśląc,  że  dwoje
pozostałych  kompanów  chce  go  wygryźć  z  interesu,  zaczął  ich  przeklinać.  Znów  się  pokłócili,
wypominali minione krzywdy i chcieli się pojedynkować. Baron prosił Rachmistrza, by w jego imieniu
wyzwał  Pyckala.  Rachmistrz  wyśmiał  ich,  że  walczą  bez  kul,  i  zaproponował  użycie  Ostróg.  W  ten
sposób  wszyscy  zostali  w  nie  zaopatrzeni.  Pobladły  Rachmistrz  za  pomocą  swojej  Ostrogi  poranił
dotkliwie pozostałych i wcielił tym samym do Związku Kawalerów Ostrogi. Uczynił to, jak sam mówił
po  to,  by  odmienić  przeklęty  los  Polaków.  Chciał  wystąpić  przeciw  Naturze,  chciał  dokonać  na  niej
gwałtu,  by  się  odmieniła.  W  ciągu  kilku  dni  do  piwnicy  zwabiona  została  większa  część  Polonii,  „w
ścisku dawność, dawność wracała”. I choć wszyscy tęsknili za wolnością i z nadzieją patrzyli na to, kto
przerwie  ich  cierpienie,  to  jednak,  gdy  Gombrowicz  próbował  opuścić  piwnicę,  został  ugodzony
Ostrogą.  Wpadł  na  pomysł,  że  musi  namówić  współtowarzyszy  do  czynu.  Zdawał  sobie  sprawę,  że
musi  być  to  czyn  okropny.  Zaproponował  zabicie  syna  Tomasza,  niewinnego  blondyna.  Przekonał
wszystkich, ze taka śmierć będzie okrutniejsza od zabicia ministra i jego rodziny, bo śmierć niewinna
jest najstraszniejsza. Pojechał do pałacu, by obmyślić plan mordu. Towarzyszył mu Rachmistrz, by w
razie ewentualnego odejścia od planu ugodzić go Ostrogą. Gombrowicz pozbył się go – wbił w konia
Rachmistrza Ostrogę i ten go poniósł. Dojechał do pałacu, gdzie zastał wszystkich na grze w palanta.
Okazało się, że chłopiec Gonzala – Horacy przejął wszystkie ruchy Ignacego i odwrotnie, Ignacy we
wszystkim  naśladował  Horacego.  Portugalczyk  odsłonił  swój  plan  zgładzenia  ojca  Ignacego.  W  jego
zamyśle  Horacy  miał  uderzyć  Tomasza,  a  Ignacy  naśladujący  go  w  każdym  ruchu,  miał  uczynić  to
samo. Tak miało się dokonać Ojcobójstwo. Tomasz również nie zrezygnował ze swego zamiaru, nadal
obmyślał  plan  zabicia  syna. Gombrowicz  poszedł  w  nocy  znów  do  Ignacego  i  patrzył  na  jego  nagie
ciało.  Chciał  go  ostrzec  przed  planem  Gonzala,  ale  w  ostatnim  momencie  zrezygnował,  gdyż  chciał
żeby coś się zmieniło.

Rozległy się krzyki „Kulig! Kulig!”, nadjechał Minister ze swoimi gośćmi. Zaczęli tańczyć i bawili

się  doskonale.  Witold  zapytał  ubawionego  Ministra,  co  jest  powodem  takiej  radości,  gdyż  ten
przeczytał  ostatnio  w  gazecie,  że  Polska  przegrała..  Przedstawiciel  Polonii  oznajmił,  że  ich  zamiarem
jest  nie  pokazywanie  klęski  przed  cudzoziemcami.  Gombrowicz  wyszedł  na  dwór,  gdzie  w  krzakach
ujrzał dziwaczne stwory – „cielę, nie cielę, chyba Pies duży, ale z kopytami i jakby garbaty”. Zakradł się
od tyłu, okazało się, że to Baron siedział na Ciumkale, drugim jeźdźcem był Rachmistrz na Cieciszu.
Jeźdźcy  wbijali  Ostrogi  w  swe  „konie”  by  stali  się  jeszcze  straszniejsi,  wtedy  bowiem  zwyciężą.
Gombrowicz  pobiegł  do  pałacu,  by  ostrzec  innych  przed  niebezpieczeństwem.  Zauważył,  że  teraz
tańczy  już  nawet  Ignacy  z  Horacym.  Taniec  przemienił  się  w  „buchanie”  (niczym  gra  w  palanta).
Tomasz wyciągnął nóż, chciał zabić syna, Horacy uderzył go, za nim Ignacy. Kiedy wszyscy myśleli, że
syn  dokona  mordu  na  ojcu,  nagle  Ignacy  przeskoczył  ofiarę  i  zaczął  się  śmiać.  Wszyscy  uczestniczy

background image

8

kuligu wybuchli śmiechem, a wraz z nimi najeźdźcy (Rachmistrz i jego kompania). „Śmiechem buchają,
Wybuchają, w ramiona się biorą, Zataczają, to cienko, to grubo razem się Miotają i już jeden drugiego,
jeden z drugim ale Buch buch oj Ryczą, Ryczą, aż chyba buchają, I dopieroż od Śmiechu, do Śmiechu,
Śmiechem Buch, Śmiechem Bach, Bach, buch Buchają”

Opracowanie

I. Bohaterowie

• Witold Gombrowicz – główny bohater, a zarazem narrator powieści. Jest Polakiem, który po
dwudziestu  dniach  pływania  po  morzu  dociera  na  statku  „Chrobry”  do  Buenos  Aires.  Tam
dowiaduje  się  o  wybuchu  wojny  i  postanawia  zostać  w  Argentynie.  Jest  to  jego  świadoma
decyzja,  której  ze  względu  na  „bluźniercze”  powody  nie  może  być  zdradzona  żadnemu  z
rodaków.  Na  zorganizowanym  przez  Artystów  spotkaniu  poznaje  homoseksualistę  Gonzala,
który  wciąga  go  w  intrygę  uwiedzenia  Ignacego  –  syna  prawdziwego  patrioty  Tomasza
Kobrzyckiego.

• Gonzalo – Metys, Portugalczyk, z perskiej tureckiej matki w Libii urodzony. Niezwykle bogaty

mężczyzna,  którego  całe  dnie  wypełnia  polowanie  na  chłopców,  którzy  za  małe  pieniądze
zaspokoją jego seksualne potrzeby. Udaje on biedaka nawet wtedy, gdy odwiedza go w pałacu
Witold,  jest  wówczas  przebrany  za  służącego  a  gościa  przyjmuje  w  ubogim  pokoiku.  Jest
zakochany  w  mężczyźnie  o  blond  włosach  Ignacym  Kobrzyckim.  Wszystkie  jego  działania
zmierzają do uwiedzenia obiektu jego westchnień.

• Tomasz Kobrzycki – patriota, dawny Major. Ma syna Ignacego. W obronie jego czci wyzwał

na pojedynek Gonzala. Gdy ten własnym ciałem obronił jego syna ofiarował mu swoją przyjaźń.
Szybko  jednak  zerwał  z  sentymentalnym  stosunkiem  do  homoseksualisty,  który  chce  posiąść
jego syna. W obronie honoru postanowił zabić Ignacego, co mu się nie udało.

•  Wspólnicy: Baron  –  wspaniały,  rosły,  dumny  mężczyzna. Ciumkała  –  niższy  od  Barona,

krępawy. Pyckal – kościsty blondyn. Wszyscy trzej prowadzą własną firmę „Baron, Ciumkała,
Pyckal,  Koński  Psi  Interes”.  Są  nierozłączni,  choć  ciągle  się  kłócą.  Zarzewiem  konfliktu  był
Młyn,  który  w  równym  udziale  przypadł  im  z  eksdywizji.  Podział  funduszów  był  niemożliwy,
ciągłe  procesowanie  nie  przynosiło  efektów,  „ta  zaś  swarliwość  nie  tyle  może  z  finansowych
rozrachunków  ile  z  natur  sprzeczności.  A  bo  Baron  jak  bąk  huczy,  buczy  i  tańcuje,  jak  paw
ogon  puszy,  jak  sokół  w  górę  polatuje;  a  Pyckal,  jak  byk,  wrzaskiem  krzykiem  swojem
chamskiem  chamskiem  się  nawala;  a  Ciumkała  gmyrze”.  Zatrudnili  oni  Witolda,  z  którym

background image

9

właściwie utrzymywali bliższe kontakty. Pojedynek między Gonzalem a Tomaszem, w którym
wzięli udział, stał się powodem wcielenia ich do Związku Kawalerów Ostrogi. W finalnej scenie
wraz z Rachmistrzem przeistoczyli się w potworne stwory, które siłą swej okropności chciały
zapanować nad bawiącą się w pałacu Gonzala Polonią.

II. Elementy Biograficzne

Powieść Trans-Atlantyk nie jest powieścią biograficzną, ale możemy się w niej dopatrzeć kilku

faktów, które naprawdę miały miejsce w życiu Witolda Gombrowicza. Autor, a zarazem główny
bohater utworu, rzeczywiście od sierpnia 1939 roku mieszkał w dalekiej Argentynie, gdzie
przypłynął na pokładzie MS „Chrobrego”. Na statek dostał się nie z własnej inicjatywy, ale dzięki
zaproszeniu, jakie otrzymał od przewoźnika na inauguracyjny rejs. Trzydziestopięcioletni wówczas
literat postanowił pozostać w Ameryce Południowej po tym, jak doszła go wieść o podpisaniu paktu o
nieagresji pomiędzy Hitlerem i Stalinem, co oznaczało nadchodzącą wojnę.

W swoim „Dzienniku” Gombrowicz napisał:
„Ja do Argentyny wyruszyłem przypadkiem, na dwa tygodnie tylko, gdyby zrządzeniem losu

wojna nie wybuchła w ciągu tych dwóch tygodni, wróciłbym do Polski – ale nie ukrywam, że gdy
klamka zapadła i zatrzasnęła się nade mną Argentyna, to było, jakbym siebie samego na koniec
usłyszał”.

Z kolei na pierwszych stronach Trans-Atlantyku, Gombrowicz opisuje dokładniej rejs z Polski do

Argentyny: „Dwudziestego pierwszego sierpnia 1939 roku ja na Statku „Chrobry” do Buenos Aires
przybijałem. Żegluga z Gdyni do Buenos Aires nadzwyczaj rozkoszna... i nawet niechętnie mnie się na
ląd wysiadało, bo przez dni dwadzieścia człowiek między niebem i wodą, niczego nie pamiętny, w
powietrzu skąpany, w fali roztopiony i wiatrem przewiany. Ze mną Czesław Straszewicz, towarzysz
mój, kajutę dzielił, bo obaj jako literatki żal się Boże mało co opierzone na tę pierwszą nowego okrętu
podróż zaproszeni zostaliśmy; oprócz niego Rembieliński senator, Mazurkiewicz minister i wiele
innych osób, z którymi się poznajomiłem”

Rzeczywiście, Gombrowiczowi w tej podróży towarzyszył Czesław Straszewicz, początkujący

literat (autor tomiku opowiadań „Wystawa bogów” z 1933 roku), który na wieść o nadchodzącym
wybuchu wojny nie zastanawiał się i postanowił powrócić na pokład „Chrobrego”. Straszewicz trafił do
Francji, a następnie do Wielkiej Brytanii. Walczył na froncie zachodnim jako żołnierz 10 Brygady
Kawalerii Pancernej generała Maczka. Po zakończeniu wojny podzielił los Gombrowicza i na stałe
osiadł w urugwajskim Montevideo, gdzie mieszkał do śmierci.

Szybko jednak okazuje się, że Trans-Atlantyk jest dziełem w przeważającej części fikcyjnym,

ponieważ niemal od momentu pozostania Gombrowicza na argentyńskiej ziemi nic, co zostało opisane
w książce, nie zgadza się z prawdziwymi losami pisarza. Wiadomo, że literat nie mógł wziąć udziału w
wojnie, ponieważ od dziecka cierpiał na choroby układu oddechowego, które z czasem przerodziły się
w ciężką astmę. Ponadto od najmłodszych lat Gombrowicz borykał się z uciążliwych schorzeniem
skóry. Jednak w powieści odmawia powrotu na pokład statku, mówiąc: „Nie będę ja się w to mieszał,
bo nie moja sprawa, i jeśli konać mają, niech konają”
. Od tego momentu w utworze pojawiają się
jedynie drobne elementy biografii Gombrowicza. Prawdą było na pewno to, że decydując się na
pozostanie w Ameryce Południowej, pisarz sam siebie skazał na życie w ubóstwie. Nie mówił w
dodatku po hiszpańsku, co jeszcze bardziej utrudniało mu „stanięcie na nogi”. Jak czytamy w
Trans-Atlantyku:

background image

10

„Miałem wszystkiego 96 dolarów, które mnie co najwyżej na dwa miesiące najskromniejszego

życia starczyć mogły, więc zaraz trzeba było się pogłowić, co i jak uczynić”. Nie można się dziwić, że
pomocy szukał w poselstwie polskim, licząc na przychylność rodaków.

Faktem było również to, że Gombrowicz pracował w charakterze urzędnika, czego nie znosił.

Nienawidził tej pracy tak bardzo, że każdego roku obchodził rocznicę swojego odejścia z niej po
siedmiu latach męczarni. Pisarz niesamowicie źle znosił warunki panujące w urzędzie, nie znosił
zwłaszcza sztucznego i hermetycznego środowiska pracowników. Pracę tę jednak dostał Gombrowicz
dopiero w 1947 roku, a do tego czasu wiódł niesłychanie skromny i ubogi żywot.

III.Przedmowa

Gombrowicz  napisał  swą  przedmowę,  by  –  jak  sam  się  wyraził  –  zażegnać  niebezpieczeństwo

zbyt  wąskiego  odczytania  utworu.  Jego  zdaniem  poważną  przeszkodę  interpretacyjną  stanowi
umysłowość  Polaków,  którzy  nie  potrafią  wyzbyć  się  „kompleksu  polskiego”.  Słowo  ojczyzna
rozumieją oni szablonowo, poprzez pryzmat przytłaczającej tradycji. Gombrowicz jest przeciwny zbyt
wybujałym interpretacjom, które pojawiły się w prasie. Sam pisał

„Nie przeczę: Trans-Atlantyk jest między innymi satyrą. I jest także, między innymi, dość nawet

intensywnym  porachunkiem…nie  z  żadną  poszczególną  Polską,  rzecz  jasna,  ale  z  Polską  taką,  jaką
stworzyły  warunki  jej  historycznego  bytowania  i  jej  umieszczenia  w  świecie  (to  znaczy  z  Polską
słabą)”.

Gombrowicz podkreśla, że tematem Trans-Atlantyku jest historia w nim przedstawiona. To tylko

pewien  opowiedziany  świat,  implikujący  wiele  znaczeń.  Jest  on  i  satyrą,  i  krytyką,  i  traktatem,  i
absurdem, i dramatem – „ale niczym nie jest wyłącznie, ponieważ jest tylko mną, moją „wibracją” moim
wyładowaniem, moją egzystencją” – tak stwierdza autor.

IV. Ewangeliczna mitologizacja

W opisach akcji Trans-Atlantyku często pojawiają się dantejskie motywy i obrazy. Wskazują one

na moralną, ewangeliczną mitologizację. Podobnie jak w „Ślubie” pojawia się postać Ojca symbolizuje
też te same wartości. Po pierwsze, w sensie etycznym, mamy tu do czynienia z honorem i czystością, a
w sensie patriotycznym z męstwem i wiernością. Tomasz, powieściowy ojciec jest podobnie jak Ignacy
ze  „Ślubu”  przedstawicielem  Kościoła.  Analogia  ta  znajduje  potwierdzenie  w  tekście.  Wystarczy
przypomnieć chociażby moment, w którym Gonzalo ugodził szklanką Tomasza. Ten stał tylko, a z jego
skroni kapały i spływały po policzku krople krwi, niczym Jezusowi na Kalwarii. Motywy biblijnej góry
przywoływane  są  bardzo  często,  Gombrowicz  -  główny  bohater  wciąż  opisuje  swoje  przygody
odwołując się do motywu góry: „ciężka góra moja na pustce drogi mojej i na Polu moim, ale Pusty,
jakby  tam  nic  nie  było”.
  Równie  istotna  jak  postać  ojca  jest  postać  syna.  Podobnie  jak  w  „Ślubie”
symbolizuje  nowy  porządek,  jest  „nosicielem  deformacji  quasi-rzeczywistości”.  Syn  symbolizuje  w
porządku  etycznym  wstyd  i  hańbę,  w  porządku  zaś  ideowym  postęp  i  nieskrępowanie,  zerwanie  z
tradycja i przeszłością.

V. Zbrodnia i perwersje seksualne

background image

11

Fabuła powieści przypomina chwilowo powieść kryminalną. Element zbrodni, podobnie jak

element perwersji seksualnej wprowadza pisarz za pomocą bogatego homoseksualisty Gonzala.
Elementy te są niezwykle ważne, konstytuują fabułę utworu.

Metaforycznie przedstawiony Portugalczyk nie tylko inicjuje zbrodnie, ale również wplątuje w nią

praktycznie wszystkie postacie Trans-Atlantyku. Nie chodzi o fakt jej dokonania, wydaje się, że u
Gombrowicza ważniejszy jest sam zamiar. Początkowo Gombrowicz-bohater buntuje się, nie chce
pozwolić ani na zbrodnię, ani na orientację seksualną Gonzala. Brzydzi się nim i krytykuje utożsamienie
homoseksualizmu z postępem. Teorie pochodzące te odzwierciedlają głoszone przez niektórych
poglądy

końca lat

30. W finale jednak, gdy ma ostrzec Ignacego przed seksualno-morderczymi

zamiarami Gonzala, kapituluje, stwierdza: „niech on siebie w Co zechce przemienia, a choćby w
Mordercę, Ojcobójcę! Choćby i w Cudaka! Niech się ta parzy z kim chce!”
. Jednym słowem przyjmuje
zarówno zbrodnię, jak i perwersje erotyczne.

VI. Śmiech

„I zamiast żeby Ojca swego Bachem Buchnąć, on Buch w śmiech”.
Zakończenie powieści jest zaskakujące, w momencie, gdy narrator, a przede wszystkim czytelnik

spodziewają się zbrodni, pojawia się śmiech. Syn nie zabija ojca, jeźdźcy (przebrani członkowie
Związku Kawalerów Ostrogi) nie napadają na bawiąca się polonię – wszyscy wpadają w śmiech. Ma on
cechy katharsis. Sam Gombrowicz w przedmowie do warszawskiego wydania Trans-Atlantyku pisał o
śmiechu w utworze tak: „Oddać się przyszłości?... Tak…ale ja już niczemu nie chciałem się oddawać
samą istotą moją, żadnemu kształtowi nadchodzącemu – ja chciałem być czymś wyższym i bogatszym
od kształtu. Stąd się bierze śmiech w Trans-Atlantyku

VII.

Kpina z Ojczyzny

Niezwykle istotna jest scena rozgrywająca się w piwnicy, w której uwięziony zostaje ugodzony

Ostrogą Gombrowicz. Jak się okazuje, nie jest on jedyną ofiara Rachmistrza W ciągu kilku dni do
piwnicy zaciągnięta zostaje większa część Polonii. Scena ta ma metaforyczne znaczenia. Narrator
wchodzi niejako w związek z innymi polskimi emigrantami. Wszyscy tworzą coś, co można
przyrównać do swoistej „organizacji samoudręki”. Choć mają tego dosyć, zadają sobie ból, muszą
współcierpieć, bo tego wymaga historia. Każdy, niczym „Chrystus na krzyżu rozpięty” cierpi w imię
ojczyzny. Narrator-Gombrowicz na narodowy masochizm odpowiada cynizmem. Rozwiązanie tej
męczeńskiej niewoli widzi w zgwałceniu natury, losu a nawet Boga Najwyższego:

„Strasznym się stanę i na Naturę się rzucę, ją zgwałcę, przemogę, Przerażę, iżby się nam Los

odmienił…Straszni być musimy”.

VIII.

Motywy zwierzęce

Bardzo charakterystyczne w Trans-Atlantyku jest występowanie zwierzęcych motywów,

rekwizytów, nazw i opisów. Cała powieść przepojona jest zwierzęcością. Jest ich bardzo wiele, uwagę
zwracają w szczególności te z pałacu Gonzala, który przecież sam jest „nie bykiem, lecz krową”.
Pojawiają się tu psy skrzyżowane z innymi zwierzętami, i tak biega gdzieś

„piesek boloński, z pudlem skrzyżowany, bo ogon miął pydla a sierść foksteriera…a ten pewnie

Legawiec, ale kłapouch z niego kiepski, bo jakby chomika miął uszy…sukę miała Wilczurę, która
chyba w piwnicy z chomikiem sparzyć się musiała, a choć potem Legawcem pokryta, z Chomika
słuchami szczenięta wydała…a w tej chwili pies duży, legawy przyszedł się łasić; i jak baran czarny;

background image

12

ale nie baran to był, bo jak kot duży z pazurami; tyle tylko, że z koźlim ogonem i zamiast miauczeć, jak
koza beczał”.

Oprócz psów pojawiają się ogiery, kobyły, muchy, papugi, konie, szaraki, szczury, charty,

wróble, żaby, rysaki, itd. W powieści obecne jest jakieś zwierzęce szaleństwo, widać to nawet w
terminologii, jakiej używają bohaterowie. Pojawiają się wyrazy takie jak: „łasić się”, „zbaranieć”,
„srokaty”, „zagawronić”, „zarechotać”, „gzić”, „doić” i oczywiście wszystkie odnoszą się do ludzi.
Nawet słowa – klucze tak ważne dla filozofii Gombrowicza mają zwierzęcą proweniencję, chodzi tu o:
„ostrogę”, „zasadzkę” czy „potrzask”

IX. Archaizacja stylistyki

Punkt wyjścia powieści stanowi dla Gombrowicza przełomowy moment w historii Polski. Pisarz

wypowiada się z pełną świadomością przeciwko tradycyjnej wersji patriotyzmu, ale również krytykuje
poprzez parodię charakterystyczny dla sztuki i literatury sposób wypowiadania się. I tak mamy w
powieści do czynienia ze specyficznym językiem, który stanowi syntezę różnych stylów wypowiedzi
najbardziej reprezentatywnych dla polskiej tradycji. Pojawiają się typowe zwroty dla „sarmackiej”
prozy: „Każ Pan dobrodziej konie zaprzęgać”. Narrator korzysta też z pamiętnikarskiego języka Paska:
„Ja się zdumiałem…widząc Salonów, Sal wielkich luxusy, które plafonami, Parkietami, Stiukami a
Boazeriami…”. Widoczne są także elementy szlacheckiej dziewiętnastowiecznej gawędy, romantycznej
poezji oraz trylogii Sienkiewicza. Ciekawym zabiegiem jest też aluzja do najbardziej znanych scen z
epopei narodowej „Pana Tadeusza”. Gombrowicz przywołuje polowanie, pojedynek czy kulig. Parodia
kryje się w tym, że brak podstawowych „rekwizytów” tych zdarzeń, podczas pojedynku nie ma kul, w
polowaniu brak szaraków, a kulig odbywa się w argentyńskim gorącym pałacu, gdzie na śnieg nie ma
najmniejszych szans. W ten sposób Trans-Atlantykjest swoistą „syntezą wielowiekowego rozwoju
polskiej prozy”.

X. Intertekstualność

Intertekstualność  Trans-Atlantyku nie polega na przytaczaniu przez Gombrowicza fragmentów

lub postaci z innych tekstów kultury, lecz polemice, próbie zmierzenia się z nimi. Pisarz poprzez swoją
powieść rzucił wyzwanie nie byle komu, bo samemu Adamowi Mickiewiczowi i polskiej epopei
narodowej. Niektórzy badacze uważają, że Trans-Atlantyk został napisany jako „anty-Pan Tadeusz”, a
nawet jako „anty-Dziady”. Jak pisze Stefan Chwin, najbardziej znany badacz twórczości Gombrowicza:

„Trans-Atlantyk (…) nie tylko miał ujawnić wstydliwie skrywane treści obu romantycznych dzieł,

w swobodnej zabawie demaskując polskie stereotypy, które wyrosły z mickiewiczowskiego pnia, ale też
miał się stać – równoprawną! – odpowiedzią na mickiewiczowski wzór postawy polskiego pisarza
wobec narodowej klęski”