background image

POD ROZWAGĘ

Po naszych drogach jeździ już wiele wysokiej klasy samochodów, z ulepszeniami niwelującymi ich 
szkodliwość dla środowiska, lecz mnóstwo jest też pojazdów starych lub mocno zdezelowanych, 
choć jeszcze dopuszczonych do ruchu.

Na  wzrost  liczby  tych  ostatnich 

wpływ miała nasza akcesja do UE i sze-
rokie otwarcie tamtejszego rynku. Jak 
wynika  z  najnowszych  zestawień,  za-
mieszczonych pod koniec marca br. w 
„Rzeczpospolitej”,  zmiana  proporcji 
przedstawia się naprawdę dramatycz-
nie. W 2003 r. sprzedano w Polsce 358 
tys. nowych aut, w 2004 r. nieco mniej - 
318 tys., natomiast o ile w 2003 r. Polacy 
sprowadzili z zagranicy 33,6 tys. używa-
nych samochodów, o tyle w 2004 r. aż 
850 tys.! Te sprowadzone auta mają na 
ogół po kilkanaście lat, więc pogorszy-
ło to i tak kiepską statystykę, wg której 

ponad 

1

/

3

 używanych u nas samocho-

dów ma ponad 15 lat, co oznacza tylko 
jedno  -  niezadługo  będą  one  musiały 
trafić na złom.

Proces wycofania z użytku samocho-

du nie może dziś ograniczać się jedynie 
do odstawienia go na złomowisko. Zgod-
nie z unijnymi wymogami, aż 85% masy 
starego samochodu powinno zostać pod-
dane recyklingowi. Zobowiązani do tego 
jesteśmy już w 2006 r. i z wykonania 
tego zadania zostaniemy rozliczeni przez 
unijne komisje. Musimy zatem mocno 
przysiąść fałdów i brać się do profes-
jonalnego  przetwarzania  elementów 
wyrejestrowanych samochodów, ponie-
waż niewykluczone, że w 2015 r. będzie 
trzeba  poddać  recyklingowi  już  95% 
masy  złomowanych  aut.  Pozornie  to 
przeraża, lecz ekonomiści wskazują, że 
naprawdę jest to kolejna szansa dla na-
szego biznesu i rynku pracy. Przyby-
wać będzie lawinowo wraków, ale dzięki 
unijnemu prawu nie zaszkodzi to środo-

wisku. Nasz rynek recyklingu stanie się 
jednym z najatrakcyjniejszych w Eu-
ropie, w efekcie może w Polsce powstać 
mnóstwo profesjonalnych zakładów od-
zyskujących ze złomowanych aut cenne 
surowce, których wartość ocenia się na 
minimum 500 mln zł!

Obecnie  w  Polsce  istnieje  ok.  760 

stacji, które w fachowy sposób zajmu-
ją się demontażem wraków i odzyski-
waniem  z  nich  surowców  wtórnych. 
Mogłoby ich być więcej, bo wiele firm 
zainteresowanych jest inwestowaniem 
w ten biznes, lecz na razie napotykają 

na trudności. Żadna z naszych firm nie 
może się też pochwalić tak znakomicie 
zorganizowaną  siecią  recyklingu,  jak 
istniejące np. w Niemczech czy Szwec-
ji. Większość złomowanych samocho-
dów trafia u nas do tzw. szarej strefy. 
Przejmują je tysiące małych firm, han-
dlujących częściami samochodowymi. 
Setki ich powstały m.in. wzdłuż granicy 
z Niemcami. Szara strefa doprowadza 
do obniżenia opłacalności recyklingu, 
mimo rosnących cen złomu i liczby spro-
wadzanych samochodów, bo do autory-
zowanych stacji demontażu trafia tylko 

1

/

4

 wraków. Innymi słowy: corocznie wy-

cofuje się w Polsce z eksploatacji ok. 400 
tys. samochodów, a do stacji demontażu, 
uprawnionych do wydawania legalnych 
zaświadczeń potrzebnych do wykreśle-
nia pojazdu z rejestru, trafia ich ok. 100 
tys. Ogólne wskaźniki zagospodarowania 
samochodów również nie są korzystne. 
O ile w państwach zachodnich każdego 
roku do systemu recyklingu trafia ok. 
8% pojazdów, to my nie osiągamy nawet 

pełnego 1%.

N a   o d z y s k u  

surowców z aut 
można  przyzwo-
icie zarobić. Karo-
seria warta jest ok. 
250  zł,  wystarczy 
to pomnożyć przez 
400 tys., by uzys-
kać na samej stali 
100  mln  zł.  Za-
robić  można  też 
na  odsprzedawa-
niu hutom tysięcy 
ton szkła z szyb sa-
mochodowych.  A 
przecież dziś dys-
ponujemy techno-
logiami  dającymi 

możliwość przetwarzania na przydatne 
produkty prawie wszystkiego, włącznie 
z oponami i starymi olejami.

Wchodzą  jednak  nowe  przepisy, 

które poprawią funkcjonowanie nasze-
go rynku samochodowych wraków. Do 
końca  czerwca  br.  stacje  demontażu 
muszą postarać się o nowe pozwolenia 
na prowadzenie działalności. Od tego 
półrocza producenci i importerzy samo-
chodów, sprzedający ich rocznie ponad 
1 tys., powinni utworzyć punkty skupu 
starych  aut,  oddalone  od  siebie  o  50 
km. Może to polegać na podpisywaniu 

przez koncerny umów z autoryzowany-
mi stacjami demontażu. Jeśli takiej sieci 
skupu nie uda się jakiemuś koncerno-
wi stworzyć, może on w zamian płacić 
od  każdego  sprzedanego  auta  500  zł, 
które to kwoty wpływać będą na konto 
NFOŚiGW.  Zgromadzone  pieniądze, 
począwszy od 1.04.2007 r., przekazy-
wane będą stacjom demontażu, by te 
mogły prowadzić skup wraków. Ponie-
waż roczna sprzedaż samochodów sięga 
300 tys. sztuk, dałoby się w ten sposób 
zgromadzić 150 mln zł.

Ekonomiści  wyliczyli,  że  recykling 

samochodów jest naprawdę opłacalny 
wtedy, gdy do profesjonalnej stacji trafi 
w ciągu roku 3 tys. starych pojazdów. 
Tak się jeszcze nie dzieje z powodu ist-
nienia  szarej  strefy,  w  której  „toną” 
i wraki, i zyski budżetu państwa. Eksper-
ci przestrzegają, że bez zlikwidowania 
tej strefy nasz kraj nie będzie w stanie 
wywiązać się z unijnych zobowiązań.

Budowa stacji demontażu wymaga 

wyasygnowania od 1,5 do 2 mln zł, dużo 
większe są ceny specjalistycznego sprzę-
tu, np. strzępiarka do przemiału złomu 
kosztuje 30 mln zł. Firmy recyklingowe 
liczą jednak, że nakłady szybko by się 
zwróciły. Wszystko zależy od prawidło-
wego rozwoju rynku demontażu wyco-
fanych z użycia samochodów, a proces 
ten dopiero się u nas rozpoczął.

Jan Krakowiak

Od redakcji:

Byle ze złomowanych aut nasi przed-

siębiorczy rodacy nie montowali w sto-
dołach nowych, luksusowych pojazdów, 
które - jako fabrycznie nowe - są „boczny-
mi furtkami” wprowadzane do autoryzo-
wanych salonów, nawet tych najbardziej 
renomowanych i najdroższych.

WIELKIE ZŁOMOWANIE

JOHN SALT

NR 6 (143) 

CZERWIEC 2005 

45

NR 6 (143) 

CZERWIEC 2005 

45