background image

Ks. Marek Chmielewski 

CIERPIENIE W ROZWOJU DUCHOWYM  

Implikacje dla kierownictwa duchowego

 

 
Jan  Paweł  II  w  Liście  Salvifici  doloris  stwierdza,  że 

„w takiej lub innej postaci cierpienie zdaje się być — jest 
—  prawie  nieodłączne  od  ziemskiego  bytowania  czło-
wieka”  (SD  3).  Prawdą  jest  jednak,  że  „cierpienie  jest 
również  wezwaniem  do  ujawnienia  moralnej  wielkości 
człowieka,  jego  duchowej  dojrzałości”  (SD  22).  Papież 
potwierdza w ten sposób dwutysiącletnie doświadczenie 
Kościoła odnośnie do roli cierpienia w duchowym rozwo-
ju chrześcijanina. Na ten temat wypowiada się też Kate-
chizm  Kościoła  Katolickiego
:  „Droga  do  doskonałości 
wiedzie przez Krzyż. Nie ma świętości bez wyrzeczenia i 
bez  walki  duchowej.  Postęp  duchowy  zakłada  ascezę  i 
umartwienie,  które  prowadzą  stopniowo  do  życia  w  po-
koju i radości błogosławieństw” (nr 2015).  

Pomoc  w  rozwoju  duchowym  —  nie  tylko  pomimo 

cierpienia, ale właśnie przez cierpienie — jest głównym 
zadaniem  kapłana  towarzyszącego  cierpiącym,  zwłasz-
cza chorym terminalnie. W tym zakresie nikt go nie jest 
w  stanie  zastąpić,  nawet  najbieglejszy  psychoterapeuta 
czy lekarz. Niewłaściwa pomoc w tym zakresie, albo jej 
brak,  może  przyczynić  się  nie  tylko  do  powiększenia 
cierpień, ale nawet do odebrania sensu życia choremu i 
pogrążenia  go  w  rozpaczy.  Posługa  kierownictwa  du-
chowego  wobec  cierpiących  terminalnie  stawia  zatem 
szczególne  wymagania,  zwłaszcza  jeśli  chodzi  o  dobrą 
znajomość  procesów  życia  duchowego,  zarówno  w  jego 
wymiarze  ascetycznym,  jak  i  mistycznym.  Tego  ostat-

——————— 

 Wydrukowane w: W pokornej służbie Prawdzie i Miłości (Misty-

ka polska, t. 88), red. S. Urbański i inni, Warszawa 2008, s. 79-92. 

background image

niego wymiaru, wbrew zadawnionym opiniom, nie wolno 
traktować  jako  stanu  nadzwyczajnego,  lecz  jako  natu-
ralne dopełnienie i kulminację życia duchowego, a więc 
również drogi ascetycznej. 

1. Życie duchowe i jego rozwój 

Dla  określenia,  czym  jest  życie  duchowe,  warto  się-

gnąć do myśli Jana Pawła II. W posynodalnej adhortacji 
Ecclesia  in  America  pisze  on,  że  „w  istocie,  przez  poję-
cie  «duchowość»  rozumie  się styl  życia  lub  formę  życia 
według  wymogów  chrześcijańskich.  Duchowość  jest 
«życiem  w  Chrystusie»  i  «w  Duchu»,  które  przyjęte 
przez wiarę, wyraża się w miłości, jest ożywiane nadzie-
ją  i  przekłada  się  na  życie  codzienne  we  wspólnocie 
eklezjalnej.  W  tym  sensie  przez  duchowość,  która  jest 
celem  i  która  prowadzi  do  nawrócenia,  rozumie  się  nie 
jakąś cześć życia, ale całe życie kierowane przez Ducha 
Świętego”  (nr  29).  W  rozumieniu  Papieża,  życie  ducho-
we,  zwane  tu  duchowością,  jest  życiem  w  ścisłym  zjed-
noczeniu  z  Chrystusem  pod  wpływem  Ducha  Świętego 
we  wspólnocie  Kościoła.  Polega  ono  na  chrystoformiza-
cji,  czyli  stopniowym  upodabnianiu  się  do  Chrystusa 
(por. Ga 4, 19), aż do momentu, o którym św. Paweł po-
wie:  „Teraz  zaś  już  nie  ja  żyję,  lecz  żyje  we  mnie  Chry-
stus”  (Ga  2,  20).  Ów  proces  tylko  z  pozoru  pozostaje  w 
gestii  podmiotu  duchowego.  W  rzeczywistości  to  Bóg 
jest tu „sprawcą i chcenia, i działania zgodnie z Jego wo-
lą”  (Flp  2,  13).  Odnośnie  do  tego  Apostoł  Narodów  pi-
sze: „[…] za łaską Boga jestem tym, czym jestem, a dana 
mi łaska Jego nie okazała się daremna; przeciwnie, pra-
cowałem  więcej  od  nich  wszystkich,  nie  ja,  co  prawda, 
lecz  łaska  Boża  ze  mną”  (1  Kor  15,  10).  Życie  duchowe 
jest  zatem  dziełem  łaski  Ducha  Świętego  w  człowieku. 
W  procesie  jego  rozwoju  od  sakramentalnego  początku 
we Chrzcie, aż po zjednoczenie mistyczne, chrześcijanin 

background image

podejmuje  (albo nie)  współpracę  z uświęcającą  inicjaty-
wą Ducha, zaś kierownik duchowy jest świadkiem i stró-
żem z ramienia Kościoła tej tajemniczej współpracy. Peł-
nienie  kierownictwa  duchowego  należy  bowiem  po-
strzegać  przede  wszystkim  jako  posługę  eklezjalną,  to 
znaczy  aktualizującą  się  we  wspólnocie  Kościoła  i  w 
imieniu  Kościoła.  Dlatego  bez  duchowego  zaplecza 
wspólnoty eklezjalnej szybko przerodzi się ona jedynie w 
psychiczno-moralne  wsparcie,  wystawione  na  pokusę 
manipulacji

1

.  Jeżeli  zatem  wolą  Bożą  jest  prowadzenie 

człowieka  do  doskonałości  drogą  cierpienia  terminalne-
go,  to  kierownik  duchowy  nie  może  zakłamywać  tego 
faktu  jakąś  formą  pocieszającego  psychologizowania, 
lecz  w  duchu  wiary  i  w  zgodzie  z  nauczaniem  Kościoła 
ma  wskazać  efektywne  sposoby  podjęcia  ciężaru  cier-
pienia  jako  szczególnej  formy  chrześcijańskiego  powo-
łania w powołaniu. 

Rozwój duchowy polega na progresywnej symplifika-

cji  personalnych  odniesień  wertykalnych  i  horyzontal-
nych.  Oznacza  to,  że  Duch  Święty,  który  jako  Boska 
Osoba  jest  Bytem  absolutnie  prostym,  prowadząc  pod-
miot  duchowy  do  zjednoczenia  z  Boską  Trójcą,  uprasz-
cza  jego  relacje  względem  Boga  i  ludzi,  a  także  wzglę-
dem  samego  siebie.  Ta  zmiana  relacji  osobowych  od-
czuwana  jest  przez  podmiot  jako  bolesne  ogołocenie,  a 
więc  jako  rodzaj  cierpienia  duchowego,  które  jest  ko-
nieczne  dla  wydobycia  tego,  co  w  człowieku  jest  odbi-
ciem  Bożego  obrazu  i  podobieństwa  (por.  Łk  17,  33; 
J 12,  24).  Jan  Paweł  II  w  Salvifici  doloris  podsuwa  taka 
interpretację  cierpienia,  jako  danej  przez  Boga  szansy 
pochodzącej z miłości, aby nie wahać się pozbycia tego, 
co  nieistotne  na  rzecz  tego  co  najważniejsze.  Zatem 
terminalna  choroba  i  wyniszczenie  ciała,  a  więc  ogoło-

——————— 

1

  Zob.  A.  J.  Nowak,  Manipulacja  a  kierownictwo  duchowe,  w: 

Teologia duchowości katolickiej, red. W. Słomka i inni, Lublin 1993, 
s. 352-365. 

background image

cenie w dosłownym znaczeniu, upodobnia do Chrystusa 
oraz  jednoczy  z  Nim  w  zbawczym  dziele.  Cierpienie, 
które w płaszczyźnie naturalnej w jakiś sposób przyspie-
sza dojrzewanie osobowe człowieka, sprzyja również ży-
ciu duchowemu i jego rozwojowi. Jeśli chodzi o posługę 
kierownictwa  duchowego,  to  nie  wystarczy  podtrzyma-
nie  otwartości  cierpiącego  na  to  co  duchowe,  ale  po-
prowadzenie  go  dalej,  aby  przyjmując  cierpienie  jako 
proces  ogołocenia  —  symplifikacji,  w  sposób  aktywny 
podjął trud duchowego rozwoju, tzn. pozwolił prowadzić 
się Duchowi Świętemu.  

W  katolickiej  tradycji  teologicznej  powszechnie 

przyjmuje  się,  że  rozwój  duchowy  przebiega  w  trzech 
zasadniczych  fazach:  na  drodze  oczyszczenia  początku-
jących,  oświecenia  postępujących  i  na  drodze  zjedno-
czenia  doskonałych.  Ponieważ  mamy  do  czynienia  z  ta-
jemniczym  działaniem  Ducha  Bożego  w  człowieku,  dla-
tego  podział  na  te  fazy  trzeba  traktować  umownie,  nie 
ma bowiem między nimi ostrych linii podziału, podobnie 
jak  trudno  jest  precyzyjnie  określić  przejście  z  dzieciń-
stwa  do  młodości, czy  z  młodości  do  dorosłości.  W  każ-
dym przypadku przyjęte kryteria mają jedynie znaczenie 
formalne,  podczas  gdy  sam  proces  rozwoju  duchowego 
przebiega w sposób ciągły, co nie znaczy że w układzie 
wzrostowo-linearnym.  Właściwym  dla  rozwoju  ducho-
wego  wykresem  byłaby  raczej  nieregularna  sinusoida, 
której  amplitudę  wyznaczać  będą  duchowe  wzloty  i 
upadki. Każdy spowiednik i kierownik duchowy w ocenie 
duchowego  postępu  bardziej  będzie  patrzył  na  ogólną 
tendencję  wzrostową,  aniżeli  na  pojedyncze  wahnięcia 
owej amplitudy.  

W  tę  duchową  amplitudę  mocno  wpisuje  się  przeży-

wanie  własnego  cierpienia.  Ono  bowiem  nierzadko  jest 
zasadniczym  czynnikiem  wpływającym  na  duchowe 
wzloty  i  potknięcia.  Można  więc  zaryzykować  tezę,  że 

background image

odniesienie chorego do własnego cierpienia jest pewne-
go rodzaju termometrem jego duchowego rozwoju

2

2. Cierpienie na drodze oczyszczenia  

Pierwszą  i  w  praktyce  najdłużej  trwającą  fazą  życia 

duchowego  jest  oczyszczenie  początkujących,  dlatego 
jest ona najlepiej opisana. I choć cały wysiłek ascetyczny 
na tym etapie koncentruje się wokół umartwienia i tzw. 
walki  duchowej,  to  jednak  nie  chodzi  tu  o  niszczenie 
zdolności percepcyjnych zmysłów zewnętrznych, czy za-
trzymanie  aktywności  kojarzeniowo-imaginacyjnej  zmy-
słów wewnętrznych (pamięci i wyobraźni). Istotą proce-
su  oczyszczenia  na  tym  etapie  rozwoju  duchowego  jest 
bowiem  zmiana  mentalności,  o  której  mówi  Chrystus  w 
Ewangelii, że nie to co wchodzi w człowieka przez  jego 
zmysły  czyni  go  nieczystym,  lecz  co  z  niego  wychodzi, 
bo wszelka nieczystość rodzi się w sercu człowieka (por. 
Mt  15,  11.  18;  Mk  7,  15).  Nie  w  tym  rzecz,  aby  nie  wi-
dzieć,  nie  słyszeć,  nie  odczuwać  itd.,  lecz  widząc,  sły-
sząc  i  odczuwając  nie  stać  się  niewolnikiem  doznań 
zmysłowych,  wszelkiej  pożądliwości  i  egoizmu.  Idzie 
więc o to, aby w duchu wolności dziecka Bożego korzy-
stać  z  darów  Stwórcy  i  uwielbiać  go  w  Jego  dziełach, 
pamiętając  zarazem  o  odpowiedzialności  za  powierzony 
świat.  Długotrwały  proces  tak  rozumianego  duchowego 
oczyszczenia,  jaki  dokonuje  się  dzięki  wspartej  łaską 
Bożą  autorefleksji  modlitewnej,  sakramentowi  pokuty, 
rachunkowi  sumienia,  zaleceniom  i  radom  kierownika 
duchowego  itd.,  zmierza  do  wychowania  człowieka  do 
patrzenia  na  rzeczywistość  z  perspektywy  żywej  wiary, 
a nie  z  perspektywy  natury  i  świata.  Jeżeli  życie  ducho-
we  jest  procesem  permanentnej  chrystoformizacji,  to 

——————— 

2

  Zob.  A.  Royo  Marín,  Teologia  della  perfezione,  Milano  1987 

(wyd. 7), s. 411-431. 

background image

oczyszczenie  polega  na  uczeniu  się  patrzenia  na  rze-
czywistość  oczami  Chrystusa

3

.  Inaczej  mówiąc,  jest  to 

nawrócenie  zarówno  w  wymiarze  negatywnym  („od” 
grzechu), jak i pozytywnym („do” Chrystusa). Bez wybo-
ru  Chrystusa  jako  Zbawiciela  i  Pana,  bez  uznania  Jego 
prawa  miłości  i  podporządkowania  mu  całej  swej  egzy-
stencji, nie może być mowy o rozwoju życia duchowego.  

Odejście  od  nawyków  ukształtowanych  według  natu-

ralnych  potrzeb  i  wpływów  tzw.  świata,  z  jednej  strony 
odczuwane jest jako rodzaj cierpienia, dlatego przebycie 
fazy  oczyszczenia  początkujących  wymaga  samozapar-
cia,  motywowanego  wiarą.  Z  drugiej  zaś  strony  to  cier-
pienie  jest  jednym  z  najbardziej  skutecznych  środków 
duchowego udoskonalenia. Odnośnie do tego Jan Paweł 
II uczy, że choć „cierpienie zawsze jest próbą nad wyraz 
ciężką, której poddane zostaje człowieczeństwo”, to jed-
nak  „zawiera  się  w  cierpieniu  jakby  szczególne  wyzwa-
nie do cnoty, którą człowiek musi wypracować ze swojej 
strony” (SD 23).  

Sam  fakt  doznawania  jakiegokolwiek  cierpienia,  na-

wet  niezależnie  od  religijnej  i  nadprzyrodzonej  motywa-
cji,  sprawia,  że  człowiek  zmuszony  jest  do  stanięcia  w 
prawdzie,  a  więc  do  zrzucenia  maski,  zasłaniającej  jego 
autentyczne oblicze duchowe. Na tym polega pokora, aby 
uznać  w  sobie  zarówno  to  co  dobre,  jak  i  to  co  złe.  W 
procesie  duchowego  oczyszczenia  chodzi  właśnie  o  to, 
aby wyzbyć się fałszywego obrazu siebie. Inną pozytywną 
stroną cierpienia jest to, że skłania ono do przetasowania 
hierarchii wartości i zdecydowanego określenia, co jest w 

——————— 

3

  „Droga  cierpienia  jest  bowiem  o  wiele  bezpieczniejsza  i  ko-

rzystniejsza  niźli  droga  radości  i  działania.  Najpierw  dlatego,  że  w 
cierpieniu  nabywa  dusza  sił  Bożych,  zaś  w  swoich  radościach  i  czy-
nach  ujawnia  tylko  swą  słabość  i  niedoskonałość.  […]  w  cierpieniu 
wyrabiają się i pomnażają cnoty, dusza oczyszcza się i nabiera więk-
szej mądrości  i  roztropności”. — św.  Jan  od  Krzyża, Noc  ciemna,  II, 
16, 9. 

background image

życiu  najważniejsze.  Doznane  cierpienie  zmusza  do  po-
rzucenia ciasnej skorupy własnego egoizmu i otwarcia się 
na  innych.  Przejście  od  postawy  egocentrycznej  do  alte-
rocentrycznej,  to  kolejny  wymiar  fazy  oczyszczenia  po-
czątkujących  w  życiu  duchowym.  Warto  jeszcze  zwrócić 
uwagę  na  to,  że  cierpienie  uświadamia  kruchość  ziem-
skiej egzystencji, a tym samym otwiera na wymiar escha-
tyczny. Zmusza przy tym do oczyszczenia i wzmocnienia 
nadziei  oraz  do  oparcia  się  na  Bogu,  toteż  nierzadko  w 
czasie  ciężkiej  choroby  dokonują  się  prawdziwe  nawró-
cenia.  Cierpienie  staje  się  więc  efektywnym  środkiem 
oczyszczenia  duchowego  i  dysponowania  chrześcijanina 
do ściślejszego zjednoczenia z Chrystusem

4

.  

Duszpasterz i kierownik duchowy, posługujący osobie 

cierpiącej,  powinien  przede  wszystkim  pomóc  jej  zaak-
ceptować  cierpienie  i  uznać  zaistniałą  sytuację  jako  ży-
ciową  szansę  rozwoju.  Wiadomo  bowiem,  że  każdy  kry-
zys  jako  egzystencjalny  przełom  niesie  ze  sobą  możli-
wość  zarówno  progresu,  jak  i  regresu,  w  zależności  od 
tego, jak zostanie rozwiązany przez konkretne decyzje i 
wybory.  Zaistniałej  sytuacji  cierpienia  nie  należy  więc 
oceniać  wyłącznie  w  kategoriach  dobra  i  zła,  ale  jako 
zmianę,  inny  sposób  bytowania,  który  wprawdzie  wyry-
wa  z  dotychczasowych  układów  dających  poczucie  bez-
pieczeństwa,  ale  odsłania  nowe  przestrzenie  egzysten-
cji.  Chodzi  zatem  o  eksponowanie  wszystkiego  co  pozy-
tywne  w  zaistniałej  sytuacji,  bez  zakłamywania  rzeczy-
wistości.  Skoro  bowiem  nie  można  zmienić  sytuacji,  to 
należy  tak  dostosować  swój  sposób  życia,  aby  nie  tylko 
nic  nie  stracić,  lecz  —  przeciwnie  —  zyskać  nowy  jego 
wymiar. 

Ważne  będzie  wskazanie,  że  cierpienie  nie  tyle  jest 

karą za grzech, lecz szansą, jaką daje Bóg zatroskany o 

——————— 

4

 Por. S. Kowalczyk, Podstaw y św iatopoglądu chrześcijańskiego

Warszawa 1979, s. 108-110. 

background image

swe dziecko, aby je oczyścić i uszlachetnić, skoro powo-
łuje  je  do  świętości.  Nie  ma  zatem  potrzeby  polecać 
szczególnych  praktyk  ascetycznych  (tzw.  ascezy  czyn-
nej),  natomiast  wskazana  jest  zachęta  do przyjmowania 
doznawanych  ograniczeń  w  duchu  wiary,  cierpliwie,  z 
godnością i twórczo (tzw. asceza bierna). 

Największą pokusą na drodze oczyszczenia początku-

jących  jest  z  jednej  strony  zniechęcenie,  a  z  drugiej  — 
niecierpliwość  w  osiąganiu  doskonałości  i  próżność  z 
powodu  odniesionych  pierwszych  sukcesów,  których 
skonfrontowanie  z  nowymi  niepowodzeniami  może  po-
grążać w zniechęceniu. Ta ambiwalencja ze zdwojoną si-
łą  może  występować  u  cierpiących,  gdyż  ich  przestrzeń 
egzystencjalna uległa znacznemu ograniczeniu, wskutek 
czego bardziej skoncentrowani są oni na sobie: na swo-
ich  porażkach  i  sukcesach.  Pożyteczna  w  tym  zakresie 
może  okazać  się  jedna  z  reguł  św.  Ignacego  z  Loyoli: 
„Ten,  kogo  ogarnęła  pociecha  duchowa,  powinien  my-
śleć  nad  tym,  jak  się  będzie  zachowywał  w  strapieniu, 
które później nadejdzie i niech nabiera nowych sił na ta-
ki  czas”

5

.  Parafrazując  te  słowa  można  powiedzieć,  że 

kto trwa w strapieniu powinien myśleć o doznanych po-
ciechach i czerpać z nich siły.  

3. Cierpienie na drodze oświecenia 

O  ile  w  fazie  oczyszczenia  postępujących  podmiot 

duchowy  miał  przekonanie,  że  cały  proces  udoskonale-
nia  zależy  głównie  od  niego,  choć  w  istocie  przede 
wszystkim działał on pod wpływem łaski Bożej, to w fa-
zie drugiej proces udoskonalenia coraz bardziej nabiera 
charakteru  biernego.  Oznacza  to,  że  podmiot  duchowy 
wyraźniej  zdaje  sobie  sprawę  z  tego,  że  działa  w  nim 
Duch  Święty  na  mocy  swoich  darów.  Dzięki  dokonane-

——————— 

5

 Ćw iczenia duchowne, nr 323. 

background image

mu  już  oczyszczeniu  czynnemu,  teraz  bardziej  niż  do-
tychczas odczuwa i dostrzega w sobie działanie Boże. To 
ostrzejsze  niż  dotychczas  widzenie  wszystkiego  w  świe-
tle  Bożej  prawdy  i  uległość  wobec  natchnień  Ducha 
Świętego  jest  sednem  fazy  oświecenia  postępujących. 
Nie chodzi więc o nadzwyczajne stany nadświadomości, 
lecz o bardziej przenikliwe widzenie siebie i otaczającej 
rzeczywistości z Bożej perspektywy.  

Chrześcijanin na tym etapie życia duchowego w spo-

sób  nie  tylko  intencjonalny,  ale  realny  (doświadczalny) 
postrzega siebie jako umiłowane dziecko Boże, Boga ja-
ko Ojca, zaś Chrystusa jako swego umiłowanego Pana i 
Przyjaciela. Jednocześnie w Bożym świetle widzi wszyst-
kie dotychczasowe swoje grzechy i aktualne niedoskona-
łości oraz ograniczenia. Jest to przyczyną specyficznych 
cierpień duchowych. Świadomość wybrania, umiłowania 
i  hojnego  obdarowania,  ostro  kontrastuje  bowiem  z 
równie  wyostrzoną  świadomością  własnej  nędzy  i  nie-
godności

6

. Wobec tego kierownik duchowy ze zrozumie-

niem i z pewną rezerwą będzie się odnosił do ustawicz-
nej  skargi  podmiotu  duchowego  na  swą  grzeszność  i 
niegodność,  co  może  sprawiać  wrażenie,  że  jego  stan 
moralno-duchowy zamiast się podnosić, stale się pogar-
sza. Tak jednak nie jest, gdyż występuje tu subiektywne 
odczucie  grzeszności  przy  obiektywnej  prawości  życia. 
Obserwujemy  bowiem  pewną  prawidłowość  w  rozwoju 
duchowym:  im  bardziej  człowiek  grzeszy,  tym  trudniej 
dostrzega własny grzech. I odwrotnie: im delikatniejsze 

——————— 

6

 „Znajdzie się i taki, który jej [duszy — przyp. M. Ch.] powie, że 

cofa się, skoro nie znajduje w rzeczach Bożych smaku i pociechy, ja-
kie  przedtem  odczuwała.  Podwajają się  wtedy  cierpienia  tej  biednej 
duszy. Zdarzyć się bowiem może, że największym zmartwieniem, ja-
kie dusza odczuwa, jest właśnie poznanie własnych nędz; jaśniej niż 
przy świetle dziennym widzi jak pełną jest zła i grzechów: ponieważ 
Pan Bóg w tej nocy kontemplacji daje jej owo światło poznania […]”. 
— św. Jan od Krzyża, Droga na Górę Karmel, I, prolog, 5.  

background image

10 

staje  się  sumienie,  tym  dotkliwiej  odczuwa  nawet  naj-
mniejszą niedoskonałość. 

Innym  źródłem  duchowych  cierpień  osób  na  drodze 

oświecenia  postępujących  jest  zmiana  sposobu  modli-
twy.  Od  dotychczas  praktykowanej  modlitwy  werbalnej, 
przez  rozmyślanie  i  medytację,  podmiot  duchowy  prze-
chodzi do kontemplacji. W jej ramach mogą pojawiać się 
już  pierwsze  oznaki  tzw.  modlitwy  biernej,  czyli  mi-
stycznej.  Zmiana  jest  radykalna  i  polega  na  odejściu  w 
modlitwie od myślenia dyskursywnego oraz werbalizacji, 
a  więc  „działania”,  na  rzecz  „obecności”,  która  według 
św. Teresy od Jezusa „jest samym patrzeniem i miłowa-
niem”.  Zanim  jednak  podmiot  duchowy  przywyknie  do 
nowej  więzi  modlitewnej  z  Bogiem,  przeżywa  udręki  z 
powodu  niemożności  posługiwania  się  dotychczasowym 
sposobem modlitwy. Zwykle jest tak, że ulubione teksty, 
teraz  stają  się  beztreściowe,  a  podejmowane  z  miłością 
pacierze  i  koronki  nużą.  Z  tego  rodzi  się  bolesne  prze-
konanie  o  zaniedbaniu  modlitwy.  Kierownik  duchowy 
zdaje sobie jednak sprawę z zasadniczej różnicy między 
niezawinioną oschłością, zapowiadającą skok rozwojowy 
w  życiu  duchowym,  a  zawinioną  oziębłością,  zawsze 
zdradzającą duchowy regres.  

Opisywane  tu  cierpienia  duchowe  na  drodze  oświe-

cenia postępujących mają źródło w znacznie wydoskona-
lonej miłości do Chrystusa, w którego podmiot duchowy 
nie  tylko  wierzy  przeświadczeniem  rozumu  i  woli,  ale 
realnie doświadcza w swoim wnętrzu, choć w sposób nie 
zawsze uświadomiony. Jest to więc cierpienie miłości tę-
skniącej,  porównywane  czasem  do  cierpień  czyśćco-
wych

7

.  Wszystko,  co  nie  wyraża  wprost  tej  miłości  i  tę-

——————— 

7

  „Cierpienie  to  jest  podobne  do  mąk  czyśćcow ych;  bo  jak  tam 

oczyszczają się dusze, aby mogły ujrzeć Boga w jasnym widzeniu ży-
cia przyszłego, tak i tu na swój sposób oczyszczają się, aby się mogły 
przeobrazić  w  Niego  przez  miłość  —  w  tym  życiu”.  —  Tenże,  Żyw y 
płomień miłości
, 1, 24. 

background image

11 

sknoty, albo jej nie służy, odbierane jest jako bezużytecz-
ne, a nawet przykre. W związku z tym obserwujemy cha-
rakterystyczną  oznakę  duchowego  postępu  u  osób  cier-
piących, która polega na tym, że o ile w początkach drogi 
duchowej ich cierpienie  jest niemal w  centrum uwagi,  a 
czasem powodem do buntu, to na tym etapie schodzi ono 
na  drugi  plan.  Można  mówić  o  ufnym  pogodzeniu  się  z 
cierpieniem,  jednak  nie  w  sensie  beznadziejnej  rezygna-
cji, lecz jakby przyjacielskiego objęcia. Dzieje się tak dla-
tego, że pod wpływem Ducha Świętego podmiot duchowy 
wie, że cierpienie bardziej niż cokolwiek innego jednoczy 
go z  Chrystusem  (por.  Kol  1,  24) i przyczynia się  do  bu-
dowania Królestwa Bożego (por. SD 21). Mimo cierpienia 
przeżywa  radość,  jako  szczęście  duchowe,  posiadając 
Boga i  kochając Go jako najwyższe i niezmienne dobro

8

Jest  to  radość  w  cierpieniu  i  pomimo  cierpienia,  co  jest 
oznaką osobowej i duchowej dojrzałości, podczas gdy ra-
dość  z  cierpienia  ujawnia  duchową  i  psychiczną  patolo-
gię, podobnie jak rozpacz w cierpieniu wskazuje na oso-
bową i duchową niedojrzałość. 

W  tym  przejściu  od  postawy  buntu  wobec  cierpienia 

w  początkach  drogi  duchowej  do  postawy  uznania  nad-
przyrodzonej  jego  wartości  na  drodze  oświecenia,  poja-
wiać się będzie jednak motywacja „egocentryczna”, któ-
ra  wyraża  się  w  tym,  że  cierpiący  pragnie  przede 
wszystkim  odpokutować  za  swoje  grzechy i  potwierdzić 
swą  miłość  do  Ukrzyżowanego  Chrystusa.  W  tej  moty-
wacji  nie  brak  miejsca  dla  wynagradzanie  za  grzechy 
swoich bliskich i znajomych, lecz całkowite zapomnienie 
o  sobie  w cierpieniu  pojawi  się  dopiero  w następnej  fa-
zie  duchowego  rozwoju.  Tymczasem  życie  modlitwy, 
przeważnie  kontemplacyjnej,  oraz  sakramenty  święte, 
zwłaszcza  Eucharystia,  stanowić  będą  uprzywilejowane 

——————— 

8

  Zob.  Paweł  VI,  Adhortacja  apostolska  „Gaudete  in  Domino”  o 

radości chrześcijańskiej (9 V 1975), rozdz. 1. 

background image

12 

miejsce dla aktów włączania swojego cierpienia w Krzyż 
Chrystusa. 

Jeśli  chodzi  o  wnioski  dla  kierownictwa  duchowego 

osób cierpiących, to odnośnie do obwiniania się z powo-
du swojej grzeszności, zasadnym wydaje się zapropono-
wanie  spowiedzi  generalnej,  do  której  należy  penitenta 
odpowiednio  przygotować,  pomagając  mu  rozpoznać  w 
czym mógł zgrzeszyć, a przede wszystkim wykazując mu 
wszystkie  przejawy  Bożej  miłości  i  miłosierdzia  w  jego 
życiu.  Podejmowanie  natomiast  drobiazgowej  analizy  i 
roztrząsanie w świetle kryteriów teologiczno-moralnych, 
czy  i  na  ile  wystąpił  grzech,  byłoby  niepotrzebnym  du-
chowym dręczeniem, które sprzyjać będzie skrupułom. 

Nie  należy  też  nakłaniać  do  porzucania  modlitwy 

werbalnej,  ani  zmuszać  do  niej  pomimo  wyraźnie  od-
czuwalnego  trudu  jej  odprawiania.  Zamiast  tego  wska-
zana  byłaby  roztropna  równowaga,  która  polega  na  za-
chęcaniu nie tylko do recytowania modlitw, ale także do 
podejmowania rozmyślań oraz medytacji, jak i na łagod-
nym hamowaniu porywów do modlitwy kontemplacyjnej. 
Chodzi  o  to,  aby  nabrać  pewności  co  do  jej  nadprzyro-
dzonego  charakteru.  Niezawodnym  kryterium  będzie  tu 
na pierwszym miejscu prostota i posłuszeństwo, szczere 
pragnienie  chwały  Bożej  oraz  pewnego  rodzaju  lęk 
przed  tym  nowym  sposobem  modlitwy,  połączony  z  po-
kornym pragnieniem Boga

9

Ważne  jest,  by  kierownik  duchowy  umacniał  przeko-

nanie, że przeżywane cierpienie ma zbawczy sens i Bóg 
potrzebuje  go  dla  przeprowadzenia  swoich  planów;  że 
jest  ono  prawdziwym  powołaniem  i  charyzmatem,  czyli 
darem  danym  bardziej  dla  innych  niż  dla  samego  cier-
piącego. Nie tyle więc ważne jest to, co i jak cierpi sam 
chory, ale jaki jest z tego duchowy pożytek dla Kościoła. 

——————— 

9

  Zob.  R.  Garrigou-Lagrange,  Trzy  okresy  życia  wewnętrznego 

wstępem do życia w niebie, tł. s. T. Landy, Niepokalanów 2001 (wyd. 
3), s. 450-454. 

background image

13 

Im  więcej  będzie  miłości  w  tym  ofiarowywaniu  cierpie-
nia,  tym  obfitsza  będzie  radość  i  wewnętrzny  pokój,  co 
nie znaczy, że obiektywnie zmniejszy się cierpienie. Mo-
że być ono odczuwane nawet jako bardziej dotkliwe, co 
znaczyłoby,  że  jest  to  dar  miły  dla  Pana  i  że  On  go 
przyjmuje.  

4. Cierpienie na drodze zjednoczenia 

Trzecią  fazą  duchowego  rozwoju  jest  droga  zjedno-

czenia  doskonałych,  zwana  także  fazą  życia  mistyczne-
go.  We  właściwym  rozumieniu  chrześcijańskiej  mistyki 
należy odróżnić ją od mistycyzmu, czy tzw. paramistyki, 
czyli  spektakularnych  zjawisk  porządku  somatycznego 
lub  poznawczego

10

.  Istotą  chrześcijańskiej  mistyki  jest 

bezpośrednie  i  uświęcające  doświadczenie  obecności 
Chrystusa  w  sobie,  w  „szczycie  duszy”,  które  choć  na 
ogół  jest  krótkotrwałe  i  nagłe,  to  pozostawia  trwający 
przez pewien czas stan mistycznego uniesienia. Jest ono 
niewyrażalne,  niezależne  od  podmiotu,  a  więc  nie  daje 
się  przewidzieć,  a  tym  bardziej  wywołać,  gdyż  to  Bóg 
udziela tej łaski komu chce, kiedy i jak chce. Z tej racji 
nie  jest  prawdziwym  mistykiem  ten,  kto  chce  nim  być, 
tym  bardziej,  że  nie  jest  to  warunek  konieczny  do  zba-
wienia i świętości, lecz jedna z dróg do tego celu. Warto 
jednak podkreślić, że ten poziom życia duchowego, jako 
kontynuacja  drogi  oświecenia,  jest  naturalną  konse-
kwencją  łaski  chrztu  świętego,  dlatego  występuje 
znacznie  częściej  niż  się  wydaje,  choć  nie  w  sposób 
spektakularny.  Osoby  w  ten  sposób  obdarowane  łaską 
czasem  nie  zdają  sobie  sprawy,  że  de  facto  są  mistyka-
mi.  Celowe  zaś  uświadomienie  im  tego  stanu  na  ogół 
wywołuje u nich zmieszanie i sprawia uczucie odarcia z 

——————— 

10

 Zob. A. Royo Marín, dz. cyt., s. 1025-1132; V. Marcozzi, Feno-

meni paranormali e doni mistici, Cinisello Balsamo 1990. 

background image

14 

najintymniejszych  przeżyć.  Nie  chodzi  więc  o  to,  aby 
kierownik  duchowy  uświadamiał  mistyka,  że  jest  misty-
kiem,  lecz  by  był  pokornym  świadkiem  Tajemnicy  i  nie 
lękał  się  jej  oraz  samego  mistyka,  wszakże  jako  kapłan 
na co dzień obcuje z tą samą Tajemnicą w Eucharystii i 
innych sakramentach.  

Wbrew  naiwnym  wyobrażeniom  o  mistyce,  pisma 

osób doświadczających stanów mistycznych pokazują, że 
jest to jedno wielkie duchowe, a nierzadko także fizycz-
ne cierpienie

11

. Trudno byłoby wskazać tekst mistyczny, 

który  nie mówiłby o cierpieniu.  Na  tym  etapie  dodatko-
wo występują tzw. cierpienia esencjonalne i akcydental-
ne.  Te  pierwsze  św.  Jan  od  Krzyża  nazywa  bierną  nocą 
ducha. Polega ona na całkowitym ogołoceniu duchowym 
człowieka,  zanim  zostanie  dopuszczony  do  pełnego 
zjednoczenia z Bogiem. Św. Jan od Krzyża porównuje je 
do włożenia żelaza do ognia, które, dopóki tkwi w ogniu, 
ma  wszystkie  jego  właściwości,  choć  nie  przestaje  być 
żelazem.  W  innym  przypadku  mówi  o  mokrym  drewnie 
włożonym do ognia, które zanim będzie zdolne palić się, 
wpierw musi wyschnąć, dymiąc i skwiercząc

12

. Podobnie 

——————— 

11

  „Różne  choroby,  nawet  najcięższe,  zwykł  także  Pan  dopusz-

czać  na  duszę  do  tego  stanu  podniesioną.  Jest  to  cierpienie  o  wiele 
większe od poprzedniego. Towarzyszą mu bóle bardzo dotkliwe, któ-
re,  gdy  dojdą  do  najwyższego  stopnia  ostrości,  nie  sądzę,  by  mógł 
być  większy  ból  zewnętrzny  na  ziemi,  choćby  wziąć  w  porównanie 
wszelkie inne, choćby najgwałtowniejsze. Bóle te, trapiąc zewnątrz i 
wewnątrz całego człowieka, tak gnębią duszę, że nie wie sama, co z 
sobą  począć;  chętnie  zgodziłaby  się  ponieść  raczej  choćby  najsroż-
sze,  prędko  kładące  koniec  życiu,  męczeństwo,  niż  takie  bóle  cier-
pieć. Wprawdzie w tej najostrzejszej, krańcowej formie swojej trwają 
one  niedługo;  Bóg  też  nie  da  człowiekowi  cierpieć więcej  nad  to,  co 
może, i w boskiej dobroci swojej użycza mu najpierw łaski cierpliwo-
ści…”. — św. Teresa od Jezusa, Tw ierdza wewnętrzna, VI, 1, 6. 

12

 „Cierpienia te przychodzą ze strony słabości i niedoskonałości 

duszy, skutkiem których nie może bez tego oczyszczenia przyjmować 
boskiego światła, słodyczy i rozkoszy. (Podobnie jak drzewo nie może 
natychmiast,  gdy  się  przyłoży  do  niego  ogień,  przemienić  się  w 

background image

15 

mistyk,  musi  całkowicie  pozbyć  się  ludzkiego  (antropo-
morficznego) sposobu rozumienia treści wiary, aby móc 
przebywać  z  Bogiem  bezpośrednio,  choć  wciąż  jeszcze 
jakby przez  zasłonę lub w ciemnym obłoku. W praktyce 
dzieje się tak, że dotychczasowe pojęcia i formuły wiary 
tracą  dla  niego  swoją  wymowę.  Przestaje  też  rozumieć 
słowa modlitwy. Jest tak dlatego, że właściwa intelekto-
wi  czynnemu  konceptualizacja  nie  obejmuje  Bożej  Ta-
jemnicy. Jedyne co pozostaje, to heroiczna „naga wiara”, 
czyli nie dająca się w żaden racjonalny sposób uzasadnić 
pewność  bycia  w  jedności  z  Bogiem.  Jak  wielkie  jest  to 
duchowe  cierpienie,  tylko  w  małym  stopniu  można  wy-
obrazić  sobie  przez  analogię  do  człowieka,  który  nagle 
utracił wzrok i słuch.  

Drugie z cierpień esencjonalnych na tym etapie pole-

ga  na  nienasyconej  tęsknocie  za  zjednoczeniem  z  Bo-
giem,  którego  podmiot  już  doświadczał  w  pojedynczych 
aktach

13

. Wskutek takiej tęsknoty mistyk z dużą rezerwą 

odnosi  się  do  rzeczywistości  ziemskiej,  gdyż  czuje  się 
spełniony  i  pogodzony  z  życiem.  Oczekuje  śmierci  nie 
jako wyzwolenia „od” trudów życia, ale jako wyzwolenia 
„do” pełni życia, stąd ze spokojem podchodzi do wszyst-
kiego,  w  czym  dane  jest  mu  jeszcze  uczestniczyć.  Nie-
rzadko  przykład  takich  postaw  znajdujemy  u  osób  cier-
piących terminalnie. 

Mistyk, niezależnie czy doznaje cierpienia fizycznego 

czy też nie, mimo iż dystansuje się do świata i życia, to 

——————— 
ogień, lecz musi być do tego przygotowane). Stąd też pochodzą cier-
pienia duszy”. — św. Jan od krzyża, Noc ciemna, II, 10, 4. 

13

 Wyrazem tego jest słynna glosa św. Jana od Krzyża: „Ja już nie 

żyję w sobie, / Bez Boga żyć nie mogę! / Bez niego i bez siebie? / Ja-
kąż odnajdę drogę? / Miast życia — tysiąc śmierci! / — W głębię życia 
się  wdzieram,  /  Umieram,  bo  nie  umieram!  […]. Pozbawiony  tu  Cie-
bie,  /  Jakież  życie  mieć  mogę?  /  Jeno  śmierć  ustawiczna!  /  Czuję  o 
siebie trwogę, / Serce w bólu się krwawi, / Więc ku Tobie spozieram! 
/  umieram,  bo  nie  umieram!”  —  Dzieła,  tł.  B. Smyrak,  Kraków  1986 
(wyd. 4), s. 60-61. 

background image

16 

jednak  czuje  się  odpowiedzialny  za  Boży  ład  w  świecie. 
Szczególnym  jednak  przedmiotem  miłości  mistyka  jest 
Kościół  święty  jako  wspólnota  wierzących,  dlatego  ma 
wielki  szacunek  dla  kapłanów  oraz  osób  konsekrowa-
nych zakonnych i świeckich. Głęboko przekonany, że je-
go cierpienie jest wpisane w Krzyż Chrystusa, nie tylko 
je przyjmuje, ale pragnie cierpieć, aby w ten sposób słu-
żyć Królestwu Bożemu

14

.  

Życiu  mistycznemu  zwykle  towarzyszą cierpienia  ak-

cydentalne, na które składać się może choroba fizyczna, 
różne  nieszczęścia,  przykre  doświadczenia  i  niepowo-
dzenia  w  podejmowanych  przez  niego  dziełach  apostol-
skich,  które  jednak  na  zasadzie  ewangelicznego  ziarna 
wrzuconego  w  ziemię  z  czasem  (nierzadko  dopiero  po 
śmierci)  wydają  obfity  plon.  Do  tych  cierpień  akcyden-
talnych dołącza się także niezrozumienie ze strony ludzi, 
nawet  najbliższych,  a  czasem  pogarda  z  powodu  bycia 
„znakiem  sprzeciwu”.  Nierzadko  mistyk  doznaje  cier-
pień także od kierownika duchowego i spowiednika, któ-
rzy  nie  mając  osobistego  doświadczenia  mistycznego, 
ani  stosownej  wiedzy  na  ten  temat,  nietrafnymi  decy-
zjami  mogą  powiększać  duchowe  cierpienie  i  poczucie 
wyobcowania.  

Czy  wobec  tego  mistyk  jest  szczęśliwym  człowie-

kiem? Odpowiedź zależy od tego, jak będziemy rozumieć 

——————— 

14

  „Prawdziwy  duch  wybiera  w  rzeczach  Bożych  raczej  to  co 

przykre, niż to co miłe; raczej się skłania ku cierpieniu niż ku pocie-
chom;  raczej  pragnie  utracić  wszystko  dla  Boga,  niż  coś  posiadać; 
raczej  idzie  za oschłościami  i  utrapieniami  niż za  pociechami  i słod-
kimi obcowaniami, wiedząc, że to właśnie jest naśladowaniem Chry-
stusa  i  zaparciem  się  siebie”.  —  św.  Jan  od  Krzyża,  Droga  na  Górę 
Karmel
,  I,  7,  5;  „[…]  chociaż  to  męczeństwo  takie,  że  żadnej  na  nie 
ulgi nie ma, cierpi je przecież ochotnie i, gdyby taka była wola Boża, 
gotowa  jest  cierpieć  je  całe  życie,  to  znaczy,  nie  umrzeć  raz,  ale 
wciąż,  całe  życie  umierać,  bo stan  ten  można  porównać  tylko  z  rze-
czywistym konaniem”. — św. Teresa od Jezusa, Tw ierdza wewnętrz-
na
, VI, 11, 6. 

background image

17 

szczęście.  Jeśli  źródłem  szczęścia  jest  miłość,  to  bez 
wątpienia  mistyk  jest  szczęśliwy  za  życia  i  po  śmierci, 
mimo że cierpi. Rodzi się też drugie pytanie: czy mistyk, 
który cieszy się doświadczalnym obcowaniem z Bogiem, 
potrzebuje  jeszcze  posługi  kierownictwa  duchowego? 
Owszem,  potrzebuje  jako  sprawdzonego  w  Kościele 
środka  duchowego  postępu.  Szczególnie  w  odniesieniu 
do  mistyków  trzeba  patrzeć  na  kierownictwo  duchowe 
przez pryzmat  wiary. Nawet  jeśli sam kierownik ducho-
wy  nie  ma  doświadczenia  w  życiu mistycznym,  to  Duch 
Święty  posługuje  się  nim  jako  narzędziem  służącym 
uwiarygodnieniu  tego,  co  się  dzieje  w  duszy  mistyka. 
Ponadto ta posługa jest wyrazem jedności mistyka z Ko-
ściołem,  nie  mówiąc  już  o  zwykłej  ludzkiej  głębokiej 
przyjaźni,  chroniącej  go  przed  pokusą  zniechęcenia  i 
samotnością. 

Uproszczeniem  problemu  byłoby  pytanie  o  to,  czy 

wśród  osób  ciężko  chorych  można  spotkać  mistyków. 
Nie  wydaje  się  jednak  przesadną  teza,  że  cierpiący  ter-
minalnie,  w  szczególny  sposób  są  powołani  do  uczynie-
nia  swego  cierpienia  efektywnym  środkiem  duchowego 
rozwoju  w  formie  i  stopniu,  jaki  wyznaczy  im  Boża 
Opatrzność.  

 
Opisany  tu  rozwój  duchowy  aż  po  stan  mistyczny 

ukazuje, jak szerokie są horyzonty życia duchowego i jak 
w nie wpisuje się fenomen cierpienia. Jeśli bowiem mówi 
się o mistyce gór, a nawet mistyce aktu seksualnego

15

to  na  zasadzie  analogii  o  ileż  bardziej  zasadne  jest  mó-
wić o mistyce cierpienia i cierpieniu mistycznym. To, czy 
stanie się ono drogą do najpełniejszego na ziemi zjedno-
czenia z Bogiem, w dużym stopniu zależeć będzie od po-
sługi  kierownika  duchowego  wobec  osób  naznaczonych 
stygmatem cierpienia.  

——————— 

15

 Zob. A. Grün, G. Riedl, Mistyka i eros, tł. M. Ruta, Kraków 1998.