background image

Tekst został  przygotowany na podstawie ksi

ąŜ

ki  A.S.Neill, Summerhill  str. 11 – 29, 36-43, 

46 -9, 80 -3, 104 – 115, 128 – 130, 167, 184, 195 -7, 236-240, Ofic. Wydaw. Almaprint, 
Katowice 1991, (wybór i opracowanie  M.Tkocz) 
 
 

Walka  o  młodzie

Ŝ

  jest  walk

ą

  bezlitosn

ą

.  Nikt  z  nas  nie  mo

Ŝ

e  pozosta

ć

  neutralny.  Musimy  opowiedzie

ć

  si

ę

  po 

jednej albo po drugiej stronie: autorytet czy wolno

ść

; dyscyplina czy samorz

ą

d. Pół

ś

rodki na nic si

ę

 nie  zdadz

ą

Sytuacja  jest  zbyt  nagl

ą

ca.  By

ć

  wolnym  duchem,  zadowolonym  w  pracy,  szcz

ęś

liwym  w  przyja

ź

ni  

i w miło

ś

ci, czy by

ć

 kup

ą

 nieszcz

ęść

 i konfliktów, jednostk

ą

 nienawidz

ą

c

ą

 siebie i nienawidz

ą

c

ą

 ludzko

ś

ci  -  jedno 

drugie 

jest 

spu

ś

cizn

ą

jak

ą

 

rodzice 

nauczyciele 

daj

ą

 

ka

Ŝ

demu 

dziecku.  

                                                                                                                       A.S.Neill, Summerhill   

 

Dobra szkoła?  
 

Jest to  opowie

ść

  o  pewnej  szkole.  Niektóre  dzieci  przybywaj

ą

  tu  , gdy maj

ą

  pi

ęć

    lat,  inne, 

gdy  maj

ą

  ju

Ŝ

  pi

ę

tna

ś

cie.  Na  ogół  zostaj

ą

  tu  do  czasu,  a

Ŝ

  sko

ń

cz

ą

  szesna

ś

cie  lat.  Zwykle 

przebywa tu około dwudziestu pi

ę

ciu chłopców i dwudziestu dziewcz

ą

t. 

Uczniowie  podzieleni  s

ą

  na  trzy  grupy:  najmłodszych  w  wieku  od  pi

ę

ciu  do  siedmiu  lat, 

ś

rednich od o

ś

miu do dziesi

ę

ciu i najstarszych - od jedenastu do pi

ę

tnastu lat. 

Ka

Ŝ

da grupa wiekowa mieszka razem z opiekunk

ą

. Chłopcy mieszkaj

ą

 po dwóch, trzech lub 

czterech.  Dziewcz

ę

ta  tak  samo.  Pokoje  dzieci  nie  s

ą

  kontrolowane,  nikt  te

Ŝ

  za  nich  nie 

sprz

ą

ta.  Maj

ą

  pełn

ą

  swobod

ę

.  Nikt  im  nic  mówi,  w  co  maj

ą

  si

ę

  ubra

ć

,  wkładaj

ą

  wi

ę

c  na 

siebie, co chc

ą

 i kiedy chc

ą

. Gazety nazywaj

ą

 nas ,,Szkoł

ą

 „jak-si

ę

-komu-podoba'' i daj

ą

 do 

zrozumienia, 

Ŝ

e jest to zbiorowisko rozwydrzonych prymitywów, bez 

Ŝ

adnych zasad i manier. 

Bez  w

ą

tpienia  szkoła  zmuszaj

ą

ca  aktywne  dzieci  do  siedzenia  w  ławkach  i  uczenia  si

ę

 

nieprzydatnych  w  wi

ę

kszo

ś

ci  przedmiotów  jest  zł

ą

  szkoł

ą

.  Jest  ona  dobra  jedynie  dla  tych, 

którzy  w  ni

ą

  wierz

ą

,  dla  tych  nietwórczych  obywateli,  którzy  chc

ą

  mie

ć

  potulne,  nietwórcze 

dzieci, pasuj

ą

ce do cywilizacji, w której miar

ę

 sukcesu stanowi pieni

ą

dz. 

Gdy  moja 

Ŝ

ona  i  ja  zakładali

ś

my  t

ę

  szkoł

ę

  przy

ś

wiecał  nam  jeden  główny  cel:  dopasowa

ć

 

szkoł

ę

 do dziecka, zamiast dopasowywa

ć

 dziecko do szkoły. 

Przez wiele lat uczyłem w zwykłych szkołach. Znałem dobrze ten drugi sposób i wiedziałem, 

Ŝ

e  jest  zupełnie  do  niczego.  A  zły  był  dlatego, 

Ŝ

e  opierał  si

ę

  na  dorosłym  rozumieniu  tego, 

jakie  powinno  by

ć

  dziecko  i  jak  to  dziecko  powinno  si

ę

  uczy

ć

.  Wzi

ę

li

ś

my  si

ę

  wi

ę

c  za 

stworzenie  szkoły,  w  której  pozwolili

ś

my  dzieciom  na  wolno

ść

  bycia  sob

ą

.  Aby  to  zrobi

ć

 

musieli

ś

my  wyrzec  si

ę

  wszelkiej  dyscypliny,  wszelkiego  pouczania,  sugerowania,  wszelkich 

instrukcji  oraz  wskaza

ń

  moralnych  i  religijnych.  Nazywano  nas  odwa

Ŝ

nymi,  lecz  nic 

wymagało  to  odwagi,  a  jedynie  gł

ę

bokiej  wiary  w  dziecko  jako  istot

ę

  dobr

ą

.  Przez  ponad 

czterdzie

ś

ci  lat  ta  wiara  nigdy  si

ę

  w  nas  nie  zachwiała;  przeciwnie  uległa  bezwzgl

ę

dnemu 

wzmocnieniu. Wyznaj

ę

 pogl

ą

d, 

Ŝ

e dziecko ma wrodzon

ą

 m

ą

dro

ść

 i poczucie, realizmu, je

Ŝ

eli 

zostawi si

ę

 je w spokoju, bez jakichkolwiek sugestii ze strony dorosłych, rozwinie si

ę

 na tyle, 

na ile jest w stanie si

ę

 rozwin

ąć

. Nasza szkoła jest miejscem, gdzie ludzie maj

ą

cy wrodzone 

mo

Ŝ

liwo

ś

ci  i  pragnienie  zostania  uczonymi  zrealizuj

ą

  je;  podczas  gdy  ci,  którzy  nadaj

ą

  si

ę

 

tylko do zamiatania ulic, b

ę

d

ą

 to robi

ć

. Jak dotychczas naszej szkoły nie opu

ś

cił jeszcze ani 

jeden zamiatacz. Nie pisz

ę

 tego ze snobizmu, bo wolałbym raczej ujrze

ć

, jak opuszcza nas 

szcz

ęś

liwy zamiatacz ulic ni

Ŝ

 znerwicowany uczony.  

 
Jaka jest nasza szkoła ? 
 Wi

ę

c, po pierwsze, zaj

ę

cia nie s

ą

 tu obowi

ą

zkowe. Dzieci mog

ą

 chodzi

ć

 na lekcje albo nie 

— całymi latami, je

ś

li tak chc

ą

. Oczywi

ś

cie jest plan -- lecz tylko dla nauczycieli. 

Dzieci  maj

ą

  zaj

ę

cia  zwykle  w  grupach  wiekowych,  ale  czasami  tak

Ŝ

e  w  zespołach 

zainteresowa

ń

.  Nie  mamy  nowych  metod  nauczania,  poniewa

Ŝ

  nie  uwa

Ŝ

amy, 

Ŝ

eby 

nauczanie  jako  takie  miało  jakie

ś

  szczególne  znaczenie.  Czy  dana  szkoła  wypracowała 

specjaln

ą

  metod

ę

  zapoznawania  z  dzieleniem,  jest  bez  znaczenia,  poniewa

Ŝ

  dzielenie  jest 

niewa

Ŝ

ne dla wszystkich z wyj

ą

tkiem tych, którzy chc

ą

 si

ę

 go nauczy

ć

. A dziecko, które chce 

si

ę

 nauczy

ć

 dzielenia, nauczy si

ę

 go, niezale

Ŝ

nie od sposobu, w jaki to b

ę

dzie robione. 

background image

Dzieci, które przybywaj

ą

 do nas jako przedszkolaki, chodz

ą

 na zaj

ę

cia od pocz

ą

tku swojego 

pobytu w szkole; lecz uczniowie z innych szkół o

ś

wiadczaj

ą

Ŝ

e ju

Ŝ

 nigdy wi

ę

cej nie pójd

ą

 na 

Ŝ

adn

ą

 przebrzydł

ą

 lekcj

ę

. Bawi

ą

 si

ę

, je

Ŝ

d

Ŝą

 na rowerach i przeszkadzaj

ą

 innym, ale unikaj

ą

 

nauki.  Czasem  trwa  to  miesi

ą

cami.  Czas  „powrotu  do  zdrowia"  jest  proporcjonalny  do 

nienawi

ś

ci,  jakiej  dostarczyła  im  ich  ostatnia  szkoła.  Przeci

ę

tny  czas  „zdrowienia"  z  awersji 

do lekcji wynosi trzy miesi

ą

ce. 

Ludzie,  którym  obce  jest  tego  rodzaju  pojmowanie  wolno

ś

ci,  b

ę

d

ą

  si

ę

  zastanawia

ć

Ŝ

 to za dom wariatów, w którym dzieci bawi

ą

 si

ę

 przez cały dzie

ń

, je

ś

li tylko chc

ą

. Niejeden 

dorosły  powie:  „Gdyby  mnie  posłano  do  takiej  szkoły,  nigdy  nic  kiwn

ą

łbym  nawet  palcem". 

Inni mówi

ą

: ,,Takie dzieci b

ę

d

ą

 si

ę

 czuły bardzo upo

ś

ledzone, gdy przyjdzie im konkurowa

ć

 z 

tymi, których zmuszono do nauki". 
Przypominam sobie ucznia, który opu

ś

cił szkol

ę

, gdy miał siedemna

ś

cie lal, poniewa

Ŝ

 chciał 

i

ść

 do fabryki budowy maszyn. Pewnego dnia dyrektor wezwał go do siebie. 

—  Ty  jeste

ś

  tym  młodzie

ń

cem  z  tej  wolnej  szkoły  ?  ---  powiedział.  —  Ciekawi  mnie,  co 

my

ś

lisz. o tego rodzaju wykształceniu teraz, gdy spotykasz si

ę

 z chłopakami z tradycyjnych 

szkól. Przypu

ść

my, 

Ŝ

e miałby

ś

 wybra

ć

 jeszcze raz, poszedłby

ś

 wtedy do tej samej szkoły ? 

-   Och, oczywi

ś

cie -- odparł  nasz ucze

ń

  

- Ale co takiego daje ta szkoła, czego nie daj

ą

 inne? 

- Czy ja wiem -  powiedział powoli -  S

ą

dz

ę

Ŝ

e daje poczucie całkowitej wiary w siebie. 

- Tak – odrzekł dyrektor z powa

Ŝ

n

ą

 min

ą

 -  zauwa

Ŝ

yłem to, gdy wszedłe

ś

 do pokoju. 

- O rany!  - roze

ś

miał si

ę

 chłopak  -  Przykro mi je

Ŝ

eli  zrobiłem na panu takie wra

Ŝ

enie. 

-  Podobało  mi  si

ę

  to  -    stwierdził  dyrektor  -  zwykle  ludzie,  których  wzywani  do  siebie, 

denerwuj

ą

 si

ę

 i wygl

ą

daj

ą

  nieswojo. Ty wszedłe

ś

 jak partner. Przy okazji, mówiłe

ś

Ŝ

e na jaki 

wydział chciałby

ś

 si

ę

 przenie

ść

Ta historyjka pokazuje, 

Ŝ

e nauczanie jako takie nie jest tak wa

Ŝ

ne jak osobowo

ść

 i charakter. 

Ten  ucze

ń

  oblał  egzaminy  na  uniwersytet,  poniewa

Ŝ

  nie  cierpiał  uczy

ć

  si

ę

  z  ksi

ąŜ

ek.  Lecz 

jego niedostatek wiedzy nie upo

ś

ledził go 

Ŝ

yciowo. Jest teraz doskonałym in

Ŝ

ynierem. 

Tym niemniej w naszej szkole jest sporo nauki. By

ć

 mo

Ŝ

e grupa naszych dwunastolatków nie 

mogłaby  konkurowa

ć

  z  klas

ą

  równolatków  pod  wzgl

ę

dem  kaligrafii,  ortografii  czy  ułamków. 

Lecz w egzaminach wymagaj

ą

cych oryginalno

ś

ci nasze dzieci pobiłyby reszt

ę

 na głow

ę

W  tej  szkole  nie  ma  klasówek,  ale  czasami  ja  przeprowadzam  egzamin  dla  zabawy.  Na 
jednym  z  nich  pytałem,  gdzie  s

ą

:  Madryt,  wczoraj,  miło

ść

,  demokracja,  nienawi

ść

,  mój 

kieszonkowy 

ś

rubokr

ę

t  (niestety,  nie  usłyszałem  pomocnej  odpowiedzi).  Te  pytania 

oczywi

ś

cie wcale nic maj

ą

 by

ć

 powa

Ŝ

ne, a dzieci bardzo je lubi

ą

. Nowo przyj

ę

ci, jako cało

ść

nie dorównuj

ą

 poziomem odpowiedzi uczniom, którzy ju

Ŝ

 zaaklimatyzowali si

ę

 w szkole, i to 

nie  z  powodu  mniejszych  mo

Ŝ

liwo

ś

ci  intelektualnych,  a  raczej  dlatego, 

Ŝ

e  tak  ju

Ŝ

 

przyzwyczaili si

ę

 do pracy traktowanej rutynowo i powa

Ŝ

nie, 

Ŝ

e jakiekolwiek lekkie podej

ś

cie 

wprawia ich w zakłopotanie. 
Tak  wygl

ą

da  zabawowa  strona  naszego  nauczania.  Na  wszystkich  lekcjach  pracuje  si

ę

 

bardzo du

Ŝ

o. Je

Ŝ

eli z jakiego

ś

 powodu nauczyciel nic mo

Ŝ

e odby

ć

 lekcji w umówionym dniu, 

uczniowie s

ą

 na ogół bardzo rozczarowani. 

Dawid, dziewi

ę

cioletni chłopiec, musiał by

ć

 odizolowany od reszty dzieci z powodu kokluszu. 

Bardzo płakał. „Opuszcz

ę

 lekcj

ę

 geografii ", protestował. Dawid  był w szkole praktycznie od 

urodzenia  i  miał  swoje  zdecydowane  i  bezdyskusyjne  pogl

ą

dy  na  temat  konieczno

ś

ci 

udzielania mu lekcji. Jest teraz profesorem matematyki. 
Kilka  lat  temu  kto

ś

  na  Ogólnym  Spotkaniu  Szkoły  (na  którym  wszystkie  obowi

ą

zuj

ą

ce  w 

szkole z reguły s

ą

 poddawane pod głosowanie, a ka

Ŝ

dy ucze

ń

 i ka

Ŝ

da osoba personelu ma 

jeden  glos)  zaproponował,  aby  ukara

ć

  pewnego  winowajc

ę

  zakazem  chodzenia  na  lekcje 

przez tydzie

ń

. Reszta dzieci zaprotestowała, poniewa

Ŝ

 ich zdaniem taka kara byłaby nazbyt 

surowa. 
Mój  personel  i  ja  serdecznie  nie  lubimy  wszelakich  egzaminów.  Dla  nas  to  zmora.  Nie 
mo

Ŝ

emy jednak odmówi

ć

 uczenia dzieci wymaganych przedmiotów. 

Dlatego te

Ŝ

 dopóki istnie

ć

 b

ę

d

ą

 egzaminy wst

ę

pne na uniwersytet, b

ę

dziemy musieli im si

ę

 

podporz

ą

dkowa

ć

.  

A nauczyciele  maj

ą

 zawsze kwalifikacje do uczenia na wymaganym poziomie. 

background image

Nic oznacza to wcale, 

Ŝ

e wiele dzieci chce zdawa

ć

 te egzaminy; zdaj

ą

 je tylko ci, którzy id

ą

 

na uniwersytet. Na ogół nie sprawia im to specjalnych trudno

ś

ci. Zwykle zaczynaj

ą

 powa

Ŝ

nie 

przygotowywa

ć

 si

ę

 do egzaminów jako czternastolatki i wykonuj

ą

 cał

ą

 prac

ę

 w ci

ą

gu około 

trzech  lat.  Oczywi

ś

cie, 

Ŝ

e  nie  zawsze  zdaj

ą

  za  pierwszym  razem.  Wa

Ŝ

niejsze  jest  to, 

Ŝ

próbuj

ą

 ponownie. 

Mo

Ŝ

liwe, 

Ŝ

e  nasza  szkoła  jest  najszcz

ęś

liwsz

ą

  szkoł

ą

  na 

ś

wiecie.  Nie  ma  u  nas 

wagarowiczów  i  rzadkie  s

ą

  przypadki  t

ę

sknoty  za  domem.  Niecz

ę

sto  zdarzaj

ą

  si

ę

  bójki. 

Kłótnie,  tak,  oczywi

ś

cie,  ale  tylko  sporadycznie  walki  na  pi

ęś

ci,  jakie  my  toczyli

ś

my  jako 

chłopcy. Rzadko kiedy słysz

ę

 płacz dziecka, bowiem wolne dzieci maj

ą

 do uzewn

ę

trznienia 

znacznie mniej nienawi

ś

ci ni

Ŝ

 te sterroryzowane. Nienawi

ść

 rodzi nienawi

ść

, a miło

ść

 rodzi 

miło

ść

. Miło

ść

 oznacza akceptacj

ę

 dzieci i jest konieczna w ka

Ŝ

dej szkole. Nie mo

Ŝ

na by

ć

 po 

stronie dzieci, je

Ŝ

eli si

ę

 je karze i wrzeszczy na nie. Nasz szkoł

ą

 jest  szkoł

ą

, w której dziecko 

wie, 

Ŝ

e jest akceptowane. 

Zauwa

Ŝ

cie prosz

ę

Ŝ

e nie jeste

ś

my pozbawieni ludzkich słabo

ś

ci. Pewnej wiosny sp

ę

dziłem 

tygodnie  na  sadzeniu  ziemniaków,  wi

ę

c  kiedy  odkryłem  w  czerwcu, 

Ŝ

e  kto

ś

  wyrwał  osiem 

ro

ś

lin,  zrobiłem  wielk

ą

  awantur

ę

.  Jest  jednak  istotna  ró

Ŝ

nica  mi

ę

dzy  moj

ą

  awantur

ą

  a  t

ą

któr

ą

  zrobiłby  jaki

ś

  autokrata.  Moja  awantura  była  o  ziemniaki,  natomiast  awantura 

autokratycznego  osobnika  nie  obyłaby  si

ę

  bez  wci

ą

gania  w  to  wszystko  problemów 

moralnych  —  dobra  i  zła.  Ja  nie  mówiłem, 

Ŝ

e  kradzie

Ŝ

  moich  kartofli  była  czym

ś

  złym;  nie 

robiłem z tego sprawy dobra i zła — to była sprawa „moich kartofli". One były moje i nale

Ŝ

ało 

zostawi

ć

 je w spokoju. Mam nadziej

ę

Ŝ

e wystarczaj

ą

co jasno pokazałem t

ę

 ró

Ŝ

nic

ę

Spróbuj

ę

  powiedzie

ć

  to  inaczej.  Dla  dzieci  nie  jestem  autorytetem,  którego  trzeba  si

ę

  ba

ć

Jestem  im  równy,  a  cały  raban,  który  robi

ę

  wokół  moich  ziemniaków,  nic  ma  dla  nich 

wi

ę

kszego  znaczenia  ni

Ŝ

  awantura,  jak

ą

  mógłby  zrobi

ć

  o  przebit

ą

  d

ę

tk

ę

 rowerow

ą

  który

ś

  z 

chłopców. Zupełnie bezpiecznie mo

Ŝ

na awanturowa

ć

 si

ę

 z dzie

ć

mi, je

Ŝ

eli wszyscy s

ą

 sobie 

równi. 
Teraz niejeden powie: „To banialuki. Nie mo

Ŝ

e by

ć

 równo

ś

ci. Jeste

ś

  szefem, jeste

ś

  wi

ę

kszy 

i m

ą

drzejszy". To rzeczywi

ś

cie prawda. Jestem szefem i je

Ŝ

eli dom zacz

ą

łby si

ę

 pali

ć

, dzieci 

przybiegłyby  do  mnie.  Wiedz

ą

Ŝ

e  jestem  wi

ę

kszy  i  bardziej  wykształcony,  ale  to  nic  ma 

znaczenia,  gdy  spotykam  si

ę

  z.  nimi  na  ich  własnym  gruncie,  na  —- 

Ŝ

e  tak  powiem    -  

grz

ą

dce  ziemniaków.  Gdy  jedno    dziecko    powiedziało  mi, 

Ŝ

ebym  wyszedł  z  jego  przyj

ę

cia 

urodzinowego, bo nie byłem zaproszony,  wyszedłem natychmiast i bez  wahania — tak, jak 
on  wychodzi z mojego pokoju, gdy nic chc

ę

 jego towarzystwa. (…) 

U  nas  wszyscy  maj

ą

  równe  prawa.  Nikomu  nie wolno  chodzi

ć

  po  moim fortepianie,  a  mnie 

nic wolno po

Ŝ

ycza

ć

 roweru chłopca bez jego pozwolenia. Na Ogólnym Spotkaniu Szkoły głos 

sze

ś

cioletniego  dziecka  ma  tak

ą

  sam

ą

  wag

ę

  jak  mój.  Ale

Ŝ

,  mówi

ą

  ci  zorientowani,  to 

oczywiste, 

Ŝ

e  w  praktyce  glosy  dorosłych  maj

ą

  znacznie.  Czy

Ŝ

  sze

ś

cioletnie  dziecko  nie 

czeka, 

Ŝ

eby zobaczy

ć

 jak wy głosujecie, zanim podniesie r

ę

k

ę

? Chciałbym, 

Ŝ

eby czasami tak 

było,  jako 

Ŝ

e  zbyt  wiele  moich  propozycji  nie  przechodzi.  Niełatwo  jest  wpłyn

ąć

  na  wolne 

dzieci;  dzieje  si

ę

  tak  dlatego, 

Ŝ

e  nie  odczuwaj

ą

  strachu.  Naprawd

ę

,  brak  strachu  jest 

najlepsza rzecz

ą

, jaka mo

Ŝ

e przydarzy

ć

 si

ę

 dziecku. 

Nasze  dzieci  nie  boj

ą

  si

ę

  nas,  dorosłych.  Jedn

ą

  z  reguł  szkoły  jest  nakaz  ciszy  po 

dwudziestej drugiej na górnym korytarzu. Pewnej nocy, około jedenastej, wojna na poduszki 
trwała  w  najlepsze,  wi

ę

c  odszedłem  od  biurka,  przy  którym  pisałem, 

Ŝ

eby  zaprotestowa

ć

 

przeciw hałasowi. Gdy szedłem na gór

ę

, usłyszałem tupot stóp, a korytarz był cichy i pusty. 

Nagle kto

ś

 powiedział rozczarowanym głosem: „Ach, to tylko dyrektor " i zabawa natychmiast 

rozpocz

ę

ła si

ę

 na nowo. Gdy wytłumaczyłem, 

Ŝ

e próbuj

ę

 pisa

ć

 ksi

ąŜ

k

ę

 tam, na dole, okazali 

trosk

ę

  i  zgodzili  si

ę

  przesta

ć

.  Wcze

ś

niej  rozbiegli  si

ę

  przypuszczaj

ą

c, 

Ŝ

e  to  nocny  dy

Ŝ

urny 

(jeden z chłopców w ich wieku) był na ich tropie. 
Podkre

ś

lam  znaczenie  tego, 

Ŝ

e  dzieci  nie  odczuwaj

ą

  strachu  przed  dorosłymi. 

Dziewi

ę

cioletnie dziecko przyjdzie do mnie i powie, 

Ŝ

e wybiło okno piłk

ą

. Mówi mi o tym, bo 

nie boi si

ę

Ŝ

e wywoła gniew czy moralne oburzenie. By

ć

 mo

Ŝ

e b

ę

dzie musiało zapłaci

ć

 za to 

okno, ale nic musi obawia

ć

 si

ę

 ani kaza

ń

 ani kary.(…) 

Dzieci nawi

ą

zuj

ą

 kontakt z nieznajomymi du

Ŝ

o  łatwiej, gdy strach jest im obcy. (…). To, 

Ŝ

dzieci  z  naszej  szkoły  tak  wyj

ą

tkowo  przyja

ź

nie  odnosz

ą

  si

ę

  do  go

ś

ci  i  nieznajomych,  jest 

background image

powodem do dumy dla mnie i moich pracowników. 
Musimy  jednak  przyzna

ć

Ŝ

e  wielu  naszych  go

ś

ci  to  ludzie  dla  dzieci  interesuj

ą

cy. 

Najbardziej  nie  lubianym  go

ś

ciem  jest  nauczyciel,  który  chce  ogl

ą

da

ć

  ich  rysunki  i  prace 

pisemne.  Najgor

ę

cej  witanym  jest  ten,  kto  ma  co

ś

  ciekawego  do  opowiedzenia  —-  o 

przygodach  i  podró

Ŝ

ach,  a  najlepiej  o  lataniu.  Natychmiast  otaczaj

ą

  boksera  czy  dobrego 

tenisist

ę

, ale recytuj

ą

cy teori

ę

 s

ą

 zostawiani samym sobie. 

Go

ś

cie najcz

ęś

ciej zwracaj

ą

 uwag

ę

 na to, 

Ŝ

e nie mo

Ŝ

na odró

Ŝ

ni

ć

, kto tu jest uczniem, a kto 

pracownikiem. To prawda. Poczucie jedno

ś

ci jest tak silne, je

Ŝ

eli w pełni akceptuje si

ę

 dzieci. 

Nie  ma  szacunku  dla  nauczyciela  jako  takiego.  Nauczyciele  i  uczniowie  jedz

ą

  to  samo  i 

musz

ą

  przestrzega

ć

  tych  samych  praw  społeczno

ś

ci.  Dzieci  czułyby  si

ę

  dotkni

ę

te,  gdyby 

personelowi przyznano jakie

ś

 specjalne przywileje. 

Kiedy raz w tygodniu prowadziłem wykłady z psychologii dla pracowników, szemrali, 

Ŝ

e to nie 

w porz

ą

dku. Zmieniłem to i wykłady s

ą

 otwarte dla ka

Ŝ

dego powy

Ŝ

ej dwunastu lat. W ka

Ŝ

dy 

wtorkowy wieczór mój pokój wypełnia si

ę

 tryskaj

ą

cymi entuzjazmem młodymi lud

ź

mi, którzy 

nie  tylko  słuchaj

ą

,  ale  tak

Ŝ

e  swobodnie  wygłaszaj

ą

  swoje  opinie.  W

ś

ród  tematów,  które 

interesowały  młodzie

Ŝ

,  były  takie  jak:  kompleks  ni

Ŝ

szo

ś

ci,  psychologia  kradzie

Ŝ

y,  psycho-

logia  gangstera,  psychologia  humoru,  dlaczego  człowiek  siał  si

ę

  moralist

ą

,  masturbacja, 

psychologia  tłumu.  Jest  chyba  oczywiste, 

Ŝ

e  dzieci  te  pójd

ą

  w 

Ŝ

ycie  z  rozległ

ą

,  klarown

ą

 

wiedz

ą

 o sobie i innych. (…) 

Nasi  go

ś

cie  najcz

ęś

ciej  zadaj

ą

  takie  oto  pytanie:  „Czy  dziecko  nie  zwróci  si

ę

  przeciwko 

szkole i nie obwini jej o to, 

Ŝ

e nie zmuszała go do nauki arytmetyki czy muzyki?". Zadaniem 

dziecka  jest 

Ŝ

y

ć

  własnym 

Ŝ

yciem  —  a  nie 

Ŝ

yciem,  które  wydaje  si

ę

  najwła

ś

ciwsze  jego 

pełnym niepokoju rodzicom, ani te

Ŝ

 

Ŝ

yciem zgodnym z celem pedagoga, któremu  wdaje si

ę

Ŝ

e  wie  co  jest  najlepsze.  Cale  to  wtr

ą

canie  si

ę

  i  kierowanie  ze  strony  dorosłych  stwarza 

jedynie  pokolenie  robotów.  Nie  mo

Ŝ

na  skłoni

ć

  dzieci  do  uczenia  si

ę

  muzyki,  czy 

czegokolwiek  innego  nic  przemieniaj

ą

c  ich,  do  pewnego  stopnia,  w  bezwolnych  dorosłych. 

Kształtuje si

ę

 ich wówczas na akceptantów status quo — dobra to rzecz dla społecze

ń

stwa 

potrzebuj

ą

cego ludzi, którzy b

ę

d

ą

 posłusznie siedzie

ć

 przy ponurych biurkach, sta

ć

 za lad

ą

mechanicznie łapa

ć

 ranny poci

ą

g do pracy — krótko mówi

ą

c, dla społecze

ń

stwa, które niesie 

na  swoich  sfatygowanych  barkach  pełen  strachu  szary  człowieczek, 

ś

miertelnie  przera

Ŝ

ony 

konformista. 
 
Typowy dzie

ń

 w szkole 

Ś

niadanie trwa od 8.15 do 9. Personel i uczniowie sami je nosz

ą

 z kuchni do jadalni. Łó

Ŝ

ka 

powinny by

ć

 po

ś

cielone do 9.30, o której to godzinie zaczynaj

ą

 si

ę

 lekcje. 

Na  pocz

ą

tku  ka

Ŝ

dego  semestru  wywiesza  si

ę

  plan  zaj

ęć

.  Młodsze  dzieci  (w  wieku  od 

siedmiu do dziewi

ę

ciu lat) zwykle sp

ę

dzaj

ą

 wi

ę

kszo

ść

 przedpołudnia ze swoj

ą

 nauczycielk

ą

ale chodz

ą

 te

Ŝ

 do pracowni biologicznej czy plastycznej. 

ś

aden  ucze

ń

  nic  jest  zmuszany  do  ucz

ę

szczania  na  lekcje.  Gdy  jednak  przychodzi  na 

angielski  w  poniedziałek,  a  potem  nie  pojawia  si

ę

  a

Ŝ

  do  pi

ą

tku  nast

ę

pnego  tygodnia,  inni 

całkiem  słusznie  protestuj

ą

Ŝ

e  opó

ź

nia  on  prace  i  mog

ą

  go  wyrzuci

ć

  za  wstrzymywanie 

tempa. 
Lekcje trwaj

ą

 do trzynastej, ale przedszkolaki i młodsze dzieci jedz

ą

 posiłek o 12.30.  

Popołudnia  s

ą

  całkowicie  wolne.  Nie  wiem,  co  oni  wszyscy  wtedy  robi

ą

.  Ja  pracuj

ę

  w 

ogrodzie i rzadko zdarza mi si

ę

  zauwa

Ŝ

y

ć

 dzieci  w pobli

Ŝ

u. Widuj

ę

, jak młodsi bawi

ą

 si

ę

  w 

gangsterów.  Niektórzy  ze  starszych  chłopców  zajmuj

ą

  si

ę

  silnikami,  radiami,  rysowaniem  i 

malowaniem.  Przy  ładnej  pogodzie  graj

ą

  w  ró

Ŝ

ne  gry.  Niektórzy  majstruj

ą

  w  warsztacie, 

gdzie naprawiaj

ą

 rowery, robi

ą

 łódki czy pistolety. 

Podwieczorek  podaje  si

ę

  o  szesnastej.  O  siedemnastej  zaczynaj

ą

  si

ę

  rozmaite  zaj

ę

cia. 

Maluchy chc

ą

Ŝ

eby im czyta

ć

Ś

rednia grupa lubi malowanie, wycinanie w linoleum, roboty w 

skórze  lub  wyplatanie  koszyków  w  pracowni  plastycznej.  Pracownia  garncarska jest  zwykle 
pełna  i  faktycznie  wydaje  si

ę

  by

ć

  ulubionym  miejscem  o  ka

Ŝ

dej  porze.  Najstarsza  grupa 

pracuje od pi

ą

tej. Warsztat stolarski i metalurgiczny s

ą

 pełne co dzie

ń

W poniedziałkowe  wieczory uczniowie chodz

ą

 do kina na koszt rodziców. Program zmienia 

si

ę

 w czwartek, wi

ę

c ci, którzy maj

ą

 pieni

ą

dze, id

ą

 tam znowu. 

background image

We wtorki personel i ch

ę

tni uczniowie słuchaj

ą

 mojego wykładu z psychologii. W tym samym 

czasie  młodsze  dzieci  uczestnicz

ą

  w  ró

Ŝ

nych  grupach  czytelniczych. 

Ś

rodowy  wieczór 

przeznaczony  jest  na  pota

ń

cówki.  Mamy  wielk

ą

  stert

ę

  płyt,  z  których  wybieramy  muzyk

ę

Wszystkie  dzieci  s

ą

  dobrymi  tancerzami,  a  niektórzy  go

ś

cie  mówi

ą

Ŝ

e  czuj

ą

  si

ę

  gorsi 

ta

ń

cz

ą

c  z  nimi.  W  czwartki  nie  dzieje  si

ę

  nic  specjalnego.  Pi

ą

tek  jest  zarezerwowany  na 

jakie

ś

  specjalne  wydarzenia,  jak  na  przykład  próba  teatralna.  Sobotni  wieczór  jest  dla  nas 

najwa

Ŝ

niejszy,  poniewa

Ŝ

  wtedy  odbywa  si

ę

  Ogólne  Spotkanie  Szkoły.  Po  spotkaniu  zwykle 

s

ą

 ta

ń

ce. Niedzielny wieczór jest w zimie wieczorem teatralnym. 

Nie ma planu zaj

ęć

 dla prac r

ę

cznych. Nie ma ustalonych lekcji z zakresu pracy w drewnie. 

Dzieci robi

ą

 to, co chc

ą

. A prawie zawsze chc

ą

 robi

ć

 pistolet lub strzelb

ę

, łódk

ę

 albo latawca. 

Nie  s

ą

  zbytnio  zainteresowane  starannym  ł

ą

czeniem  „na  czopy";  nawet  starsi  chłopcy 

omijaj

ą

  trudniejsze  stolarstwo.  Nieliczni  interesuj

ą

  si

ę

  moim  własnym  hobby  —  kuciem  w 

mosi

ą

dzu - poniewa

Ŝ

 nie mo

Ŝ

na wykaza

ć

 si

ę

 zbytni

ą

 fantazj

ą

 robi

ą

c mosi

ęŜ

n

ą

 mis

ę

W  pogodny  dzie

ń

  nie  wida

ć

  na  ogół  chłopców  -  gangsterów.  Gdzie

ś

  w  zakamarkach  s

ą

 

całkowicie  pochłoni

ę

ci  dokonywaniem  bohaterskich  czynów.  Natomiast  spotyka  si

ę

 

dziewczynki. Przebywaj

ą

 zwykle w pobli

Ŝ

u domu, nigdy zbyt daleko od dorosłych. Pracownia 

plastyczna  jest  cz

ę

sto  pełna  dziewczyn,  które  maluj

ą

  i  robi

ą

 

ś

wietne  rzeczy  z  materiałów. 

Zajmuj

ą

 si

ę

 pracami plastycznymi, takimi jak garncarstwo, wycinanie w linoleum, malowanie 

oraz szycie, lecz niektórym to nie wystarcza. Chłopcy gotuj

ą

 równie ch

ę

tnie jak dziewczynki. 

Bez  wzgl

ę

du  na  płe

ć

  dzieci  pisz

ą

  i  wystawiaj

ą

,  własne  sztuki,  do  których  same  robi

ą

 

kostiumy i dekoracje. Zazwyczaj aktorstwo uczniów stoi na wysokim poziomie, poniewa

Ŝ

 ich 

gra jest szczera i bezpretensjonalna. 
Laboratorium  chemiczne  odwiedzane  bywa  równie  cz

ę

sto  przez  wszystkich.  Warsztat  jest 

chyba jedynym miejscem nieatrakcyjnym dla dziewczynek powy

Ŝ

ej dziewi

ę

ciu lat. Poza tym 

s

ą

 one mniej aktywne na spotkaniach szkoły i nie mam na to gotowego wyja

ś

nienia. 

Nasza  szkoła  musiała  zawsze  dokłada

ć

  stara

ń

Ŝ

eby  si

ę

  utrzyma

ć

.  Nieliczni  rodzice  maj

ą

 

niezb

ę

dn

ą

  wiar

ę

  i  cierpliwo

ść

Ŝ

eby  posyła

ć

  dziecko  do  szkoły,  w  której  mo

Ŝ

na  si

ę

  bawi

ć

 

zamiast  uczy

ć

.  Na  ogół  dr

Ŝą

  na  my

ś

l, 

Ŝ

e  w  wieku  21  lal  ich  syn  mo

Ŝ

e  nie  by

ć

  w  stanie 

zarobi

ć

 na swoje utrzymanie. 

Obecnie  nasi  uczniowie  s

ą

  głównie  dzie

ć

mi  rodziców,  którzy  chc

ą

  wychowywa

ć

  je  bez 

restrykcyjnej dyscypliny, Jest to nadzwyczaj pomy

ś

lna sytuacja, jako 

Ŝ

e dawniej trafiał tu, na 

przykład,  syn  jakiego

ś

  zawzi

ę

tego  osobnika,  który  z  rozpaczy  przysyłał  do  mnie  swojego 

potomka.  Tacy  rodzice  nic  przejawiali  najmniejszego  zainteresowania  swobod

ą

  dla  dzieci  i 

musieli skrycie uwa

Ŝ

a

ć

 nas za grup

ę

 obł

ą

kanych dziwaków. Bardzo trudno było im cokolwiek 

wytłumaczy

ć

. Była tak

Ŝ

e pewna matka, która po godzinie  zadawania mi  pyta

ń

, zwróciła si

ę

 

do swojego m

ęŜ

a: 

- Nie mog

ę

 si

ę

 zdecydowa

ć

, czy przysła

ć

 tutaj córk

ę

, czy nie. 

-  Niech si

ę

 pani nie trudzi - powiedziałem. — Podj

ą

łem decyzj

ę

 za pani

ą

. Nie przyjm

ę

 jej. 

Musiałem wytłumaczy

ć

, o co mi chodziło. 

-  Tak  naprawd

ę

  to  pani  nie  wierzy  w  wolno

ść

  --stwierdziłem.  Gdyby  córka  przyszła  do  tej 

szkoły,  musiałbym  zmarnowa

ć

  połow

ę

 

Ŝ

ycia  na  tłumaczenie  pani,  o  co  w  tym  wszystkim 

chodzi,  a  ostatecznie  i  tak  bym  pani  nie  przekonał.  Wynik  byłby  katastrofalny  dla 
dziewczynki, poniewa

Ŝ

 miałaby nieustanne w

ą

tpliwo

ś

ci: kto ma racj

ę

, dom czy szkoła. 

Idealnymi rodzicami s

ą

 ci, którzy przychodz

ą

 i mówi

ą

: „ to miejsce dla naszych dzieci; 

Ŝ

adna 

inna szkoła nic wchodzi w rachub

ę

". 

Nasze  sobotnie  Ogólne  Spotkania  pokazuj

ą

  konflikt  mi

ę

dzy  dzie

ć

mi  a  dorosłymi.  Jest  to 

zupełnie  naturalne,  poniewa

Ŝ

  wymaganie  od  wszystkich 

Ŝ

yj

ą

cych  w  społeczno

ś

ci  ludzi  w 

Ŝ

nym wieku wszelakich po

ś

wi

ę

ce

ń

 na rzecz dzieci oznaczałoby doszcz

ę

tne ich zepsucie. 

Doro

ś

li narzekaj

ą

, gdy grupa starszych dzieci nie daje im zasn

ąć

 

ś

miej

ą

c si

ę

 i rozmawiaj

ą

c, 

gdy  wszyscy  poszli  ju

Ŝ

  spa

ć

.  Ja  zgłaszam  pretensje  w  stosunku  do  chłopców,  którzy 

po

Ŝ

yczali  mój  ekwipunek  wojskowy  i  nie  oddali.  Moja 

Ŝ

ona  awanturuje si

ę

,  poniewa

Ŝ

  trójka 

młodszych  dzieci  przyszła  do  niej  po  kolacji  mówi

ą

c, 

Ŝ

e  jest  głodna;  dostały  chleba  z 

d

Ŝ

emem,  którego  kawałki  nast

ę

pnego  ranka  znaleziono  w  korytarzu.  I  tak  oto  wygl

ą

daj

ą

 

zmagania mi

ę

dzy dorosłym punktem widzenia, a młodzie

ń

czym brakiem 

ś

wiadomo

ś

ci. Lecz 

ta  walka  nigdy  nie  przeradza  si

ę

  w  pretensje  do  poszczególnych  osób;  uczucie 

Ŝ

alu  w 

background image

stosunku do jednostki nie wyst

ę

puje. Konflikty sprawiaj

ą

Ŝ

e szkoł

ą

 

Ŝ

yje.  

Personel, na szcz

ęś

cie, nie jest zbyt zaborczy, chocia

Ŝ

 przyznaj

ę

Ŝ

e dotyka mnie osobi

ś

cie, 

gdy  kupi

ę

  sobie  puszk

ę

  specjalnej  farby,  a  nast

ę

pnie  stwierdzam, 

Ŝ

e  jaka

ś

  dziewczynka 

zu

Ŝ

yła ten cenny materiał na pomalowanie starego łó

Ŝ

ka. Jestem zaborczy, gdy chodzi o mój 

samochód,  moj

ą

  maszyn

ę

  do  pisania  i  moje  narz

ę

dzia,  ale  nigdy,  gdy  chodzi  o  ludzi.  Gdy 

jest si

ę

 zaborczym w stosunku do ludzi, nic powinno si

ę

 by

ć

 dyrektorem szkoły. Zu

Ŝ

ywanie i 

niszczenie  materiałów  w  jest  procesem  na  naturalnym.  Mo

Ŝ

na  by  temu  zaradzi

ć

  jedynie 

przez  wprowadzenie  strachu.  Natomiast  w 

Ŝ

aden  sposób  nie  da  si

ę

  zaradzi

ć

  zu

Ŝ

yciu  i 

zniszczeniu  sił  psychicznych.  Pi

ęć

dziesi

ą

t  razy  dziennie  otwieraj

ą

  si

ę

  drzwi  do  mojego 

pokoju i dziecko pyta: ,,Czy jest dzisiaj kino?", „Gdzie jest lina?". To wszystko mie

ś

ci si

ę

  w 

ramach mojej codziennej pracy i nie odczuwam wtedy 

Ŝ

adnego napi

ę

cia, mimo 

Ŝ

e nic mamy 

Ŝ

adnego  prywatnego 

Ŝ

ycia.  Cz

ęś

ciowo  dzieje  si

ę

  tak  dlatego, 

Ŝ

e  dom  z  dorosłego  punktu 

widzenia  nic  najlepiej  nadaje  si

ę

  na  szkoł

ę

,  poniewa

Ŝ

  dzieci  mieszkaj

ą

  i  ucz

ą

  si

ę

  w 

pomieszczeniach  znajduj

ą

cych  si

ę

  nad  naszymi  pokojami.  Pod  koniec  semestru  oboje  z 

Ŝ

on

ą

 jeste

ś

my porz

ą

dnie zm

ę

czeni. 

Godnym  zauwa

Ŝ

enia  jest  fakt, 

Ŝ

e  członkowie  personelu  rzadko  si

ę

  denerwuj

ą

.  Mówi  to 

równie du

Ŝ

o o nich samych, jak i o dzieciach. Naprawd

ę

 s

ą

 to dzieci, z którymi wspaniale si

ę

 

mieszka, a okazji do zdenerwowania jest bardzo niewiele. Je

Ŝ

eli dziecko mo

Ŝ

e akceptowa

ć

 

samo  siebie,  na  ogół  rzadko  bywa  niezno

ś

ne.  Nic  bawi  je  wyprowadzanie  dorosłych  z 

równowagi.  Mieli

ś

my  kiedy

ś

  nauczycielk

ę

,  która  była  nadmiernie  wra

Ŝ

liwa  na  krytyk

ę

,  a 

dziewczynki  pokpiwały  sobie  z  niej.  Nic  dra

Ŝ

niły  nikogo  innego  z  personelu,  poniewa

Ŝ

  nikt 

inny by nie zareagował. Mo

Ŝ

na dra

Ŝ

ni

ć

 tylko tych ludzi, którzy s

ą

 powa

Ŝ

ni. Czy nasze dzieci  

przejawiaj

ą

  agresywno

ść

  zwyczajnych  dzieci?  Có

Ŝ

,  ka

Ŝ

de  dziecko  musi  jej  mie

ć

  w  sobie 

troch

ę

Ŝ

eby  przej

ść

  przez 

Ŝ

ycie.  Ta  nadmierna  agresja,  któr

ą

  obserwuje  si

ę

  u  dzieci 

pozbawionych wolno

ś

ci, jest przesadnym protestem przeciw nienawi

ś

ci, któr

ą

 im okazywano. 

U nas 

Ŝ

adne dziecko nie czuje si

ę

 nienawidzone przez dorosłych. Nasze agresywne dzieci 

nieodmiennie  pochodz

ą

  z  domów,  w  których  nie  okazywano  im  miło

ś

ci  i  zrozumienia.  Gdy 

byłem  chłopcem  w  wiejskiej  szkoł

ę

,  rozbite  nosy  zdarzały  si

ę

  co  najmniej  raz  w  tygodniu. 

Agresja  pchaj

ą

ca  do  bójek  jest  nienawi

ś

ci

ą

;  a  młodzi  ludzie  przepełnieni    tym    uczuciem  

musz

ą

  si

ę

  bi

ć

.  Gdy  dzieci  przebywaj

ą

 w atmosferze wolnej od nienawi

ś

ci, wtedy jej nie 

przejawiaj

ą

. Nie mo

Ŝ

na studiowa

ć

 psiej psychologii obserwuj

ą

c psa my

ś

liwskiego na uwi

ę

zi. 

Nie mo

Ŝ

na te

Ŝ

 dogmatycznie teoretyzowa

ć

 na temat psychologii człowieka, gdy ludzko

ść

 jest 

na  bardzo  mocnym  ła

ń

cuchu  —  ukształtowanym    przez  pokolenia  nastawione  wrogo  do 

Ŝ

ycia.  Stwierdzam, 

Ŝ

e w wolnej atmosferze  szkoły agresja absolutnie nie wyst

ę

puje w sile 

cho

ć

by  zbli

Ŝ

onej  do  tej,  w  której  pojawia  si

ę

  w  zwyczajnych  szkołach.  Jednak

Ŝ

e  wolno

ść

  

nie  oznacza  bynajmniej    rezygnacji    ze  zdrowego    rozs

ą

dku.  Podejmujemy  wszelkie  kroki 

zapewniaj

ą

ce dzieciom bezpiecze

ń

stwo. Wolno im pływa

ć

 tylko wtedy, gdy na ka

Ŝ

d

ą

 szóstk

ę

 

przypada  jeden  ratownik; 

Ŝ

adne  dziecko  poni

Ŝ

ej  jedenastego  roku 

Ŝ

ycia  nie  mo

Ŝ

e  samo 

je

ź

dzi

ć

  na  rowerze  po  ulicy.  Te  zasady  zostały  ustalone  przez  dzieci  i  przegłosowane  na 

Ogólnym  Spotkaniu  Szkoły.  Nie  ma  za  to 

Ŝ

adnych  zakazów  dotycz

ą

cych  wspinania  si

ę

  na 

drzewa.  To  cz

ęść

 

Ŝ

yciowej  edukacji,  a  zabranianie  wszystkich  niebezpiecznych 

przedsi

ę

wzi

ęć

 zrobiłoby z dziecka tchórza. Zabraniamy wspinania si

ę

 na dachy; zakazane s

ą

 

tak

Ŝ

e wiatrówki oraz inna bro

ń

, która mogłaby kogo

ś

 zrani

ć

.  

W  wi

ę

kszo

ś

ci  szkół,  w  których  uczyłem,  pokój  nauczycielski  był  małym  piekłem  intryg, 

nienawi

ś

ci  i  zazdro

ś

ci.  Nasz  pokój  nauczycielski  jest  radosnym  miejscem.  Nie  ma  tu 

zło

ś

liwo

ś

ci  tak  cz

ę

sto  spotykanych  gdzie  indziej.  W atmosferze    naszej  szkoły  doro

ś

li  staj

ą

 

si

ę

  pełni  takiej  samej  rado

ś

ci  i  dobrej  woli,  jak  uczniowie.  Zdarza  si

ę

Ŝ

e  nowy  członek 

personelu  reaguje  na  swobod

ę

  podobnie  jak  dziecko:  chodzi  nie  ogolony,  zbyt  długo  le

Ŝ

rano w łó

Ŝ

ku, łamie nawet szkolne reguły. Na szcz

ęś

cie, odreagowanie kompleksów zajmuje 

dorosłym znacznie mniej czasu ni

Ŝ

 dzieciom. 

W  co  drugi  niedzielny  wieczór  opowiadam  młodszym  dzieciom  historie  o  ich  własnych 
przygodach.  Robi

ę

  to  od  lat.  Zabieram  je  do  najdzikszej  Afryki,  na  dno  morza  i  ponad 

chmury.  Pewnego  wieczoru  opowiedziałem,  jak  to  było,  gdy  umarłem,  a  szkoła  została 
przej

ę

ta  przez  surowego  człowieka  nazwiskiem  Prostak.  Zarz

ą

dził  on, 

Ŝ

e  lekcje  s

ą

 

obowi

ą

zkowe.  A  za  powiedzenie  „psiako

ść

"  groziła  chłosta.  Opowiadałem,  jak  wszyscy 

background image

potulnie  spełniali  jego  rozkazy.  Te  małe  dzieci    w

ś

ciekły  si

ę

  na  mnie.  „To  nieprawda. 

Wszyscy uciekli

ś

my. Zabili

ś

my go młotkiem. My

ś

lisz, 

Ŝ

e znie

ś

liby

ś

my takiego faceta?" 

W ko

ń

cu  stwierdziłem, 

Ŝ

e  mog

ę

  ich  zadowoli

ć

  jedynie  wracaj

ą

c  do 

Ŝ

ycia  i  wykopuj

ą

c  pana 

Prostaka frontowymi  drzwiami.  Dzieci,  o  których mówi

ę

,  były  małe  i  w  wi

ę

kszo

ś

ci  nie  znały 

surowej  szkoły,  a  ich  wybuch  w

ś

ciekło

ś

ci  był  spontaniczny  i  naturalny. 

Ś

wiat,  w  którym 

dyrektor  szkoły  nie  był  po  ich  stronie,  wydawał  im  si

ę

  przera

Ŝ

aj

ą

cy  i  nic  do  pomy

ś

lenia. 

Pewien  ameryka

ń

ski  go

ść

,  profesor  psychologii,  skrytykował  nasz

ą

  szkol

ę

  stwierdzaj

ą

c, 

Ŝ

jest ona wyizolowan

ą

 wysp

ą

 nie b

ę

d

ą

c

ą

 cz

ęś

ci

ą

 wi

ę

kszej społeczno

ś

ci.  

Odpowiadam  wi

ę

c, 

Ŝ

e  nie  zajmuj

ę

  si

ę

  nawracaniem  społecze

ń

stwa:  mog

ę

  jedynie 

przekonywa

ć

  je, 

Ŝ

e  konieczne  jest,  by  wyzbyło  si

ę

  swojej  nienawi

ś

ci,  represyjno

ś

ci  i 

mistycyzmu.  Chocia

Ŝ

  mówi

ę

  i  pisz

ę

,  co  my

ś

l

ę

  o  społecze

ń

stwie,  to  gdybym  spróbował 

reformowa

ć

  je  czynnie,  społecze

ń

stwo  zabiłoby  mnie  jako  jednostk

ę

  niebezpieczn

ą

  dla 

otoczenia.  Gdybym,  na  przykład,  spróbował  stworzy

ć

  społeczno

ść

,  w  której  nastolatki 

mogłyby  swobodnie  uprawia

ć

 

Ŝ

ycie  seksualne,  zostałbym  zrujnowany,  je

ś

li  nie  uwi

ę

ziony, 

jako  deprawator  młodzie

Ŝ

y.  Nienawidz

ą

c  kompromisów,  musz

ę

  jednak  i

ść

  na  ugod

ę

  w  tej 

kwestii,  zdaj

ą

c  sobie  spraw

ę

  z  tego, 

Ŝ

e  moim  najwa

Ŝ

niejszym  zadaniem  nie  jest 

reformowanie społecze

ń

stwa, lecz zapewnienie szcz

ęś

cia tym nielicznym dzieciom. 

 
Kształcenie 

 

Uwa

Ŝ

am, 

Ŝ

e  celem 

Ŝ

ycia  jest  szcz

ęś

cie,  a  to  oznacza  sprecyzowanie  zainteresowa

ń

Wychowanie  powinno  by

ć

  przygotowaniem  do 

Ŝ

ycia.  Nasza  kultura  nie  jest  szczególnie 

udana. Nasze kształcenie, polityka i ekonomia prowadz

ą

 do wojny. Post

ę

p naszego wieku to 

post

ę

techniki 

— 

radiu 

telewizji, 

elektronice,  

w  odrzutowcach.  Gro

Ŝą

 nam  nowe  wojny 

ś

wiatowe,  bowiem 

ś

wiadomo

ść

  społeczna 

ś

wiata 

jest nadal prymitywna. Je

ś

li akurat mamy ochot

ę

 na dociekania, zadajmy kilka kłopotliwych 

pyta

ń

.  Dlaczego  człowiek  nienawidzi  i  zabija  na  wojnie,  a  zwierz

ę

ta  nie?  Dlaczego  wzrasta 

liczba zachorowa

ń

 na raka? Dlaczego jest tak wiele samobójstw? Tak wiele niepoczytalnych 

zbrodni  na  tle  seksualnym?  Sk

ą

d  si

ę

  bierze  nienawi

ść

,  antysemityzm?  Sk

ą

d  obmowa  i 

zło

ś

liwo

ść

?  Dlaczego 

Ŝ

arty  na  temat  seksu  s

ą

  nieprzyzwoicie  po

Ŝą

dliwe?  Dlaczego  trwaj

ą

religie,  które  dawno  temu  zatraciły  miło

ść

,  nadziej

ę

  i  miłosierdzie?  Dlaczego,  po  tysi

ą

ckro

ć

 

dlaczego, nasza cywilizacja jest tak chełpliwa i wyniosła? 
Zadaj

ę

  te  pytania,  poniewa

Ŝ

  jestem  z  zawodu  nauczycielem,  kim

ś

  kto  ma  do  czynienia  z 

młodzie

Ŝą

. Zadaj

ę

 takie pytania, poniewa

Ŝ

 te, które cz

ę

sto zadaj

ą

 nauczyciele, s

ą

 niewa

Ŝ

ne, 

i  dotycz

ą

  przedmiotów  szkolnych.  Pytam,  jaki

Ŝ

  u  licha  po

Ŝ

ytek  mo

Ŝ

e  przyj

ść

  z  dyskusji  o 

historii  staro

Ŝ

ytnej,  czy  o  czym

ś

  tam  jeszcze,  skoro  te  przedmioty  nie  maj

ą

  ani  odrobiny 

znaczenia  wobec  znacznie  wa

Ŝ

niejszego  pytania  o  naturalne  spełnienie 

Ŝ

ycia  —  o 

wewn

ę

trzne szcz

ęś

cie człowieka. 

Ile  w  naszym  kształceniu  jest  prawdziwego  działania,  prawdziwej  samorealizacji?  Prace 
r

ę

czne s

ą

 zbyt cz

ę

sto robieniem poduszki do szpilek pod okiem eksperta. W domu dziecko 

jest  wiecznie  uczone.  Niemal  w  ka

Ŝ

dym  domu  znajdzie  si

ę

  przynajmniej  jeden  niedorosły 

dorosły, który rzuci si

ę

 pokaza

ć

 dziecku, jak działa jego nowa kolejka. Zawsze  znajdzie si

ę

 

kto

ś

,  kto  podniesie  dziecko  na  krzesło,  gdy  chce  ono  obejrze

ć

  co

ś

  na 

ś

cianie.  Za  ka

Ŝ

dym 

razem, gdy pokazujemy dziecku, jak działa jego nowa kolejka, kradniemy mu rado

ść

 

Ŝ

ycia, 

rado

ść

  odkrywania  rado

ść

  z  pokonania  przeszkody.  Gorzej!  Sprawiamy, 

Ŝ

e  to  dziecko 

zaczyna wierzy

ć

Ŝ

e jest gorsze i zale

Ŝ

ne od czyjej

ś

 pomocy. 

Rodzice  bardzo  powoli  u

ś

wiadamiaj

ą

  sobie,  jak  niewa

Ŝ

na  jest  edukacyjna  funkcja  szkoły. 

Dzieci, podobnie jak doro

ś

li, ucz

ą

 si

ę

 tego, czego chc

ą

 si

ę

 nauczy

ć

. Wszelkie nagradzanie, 

stopnie i egzaminy sprawiaj

ą

Ŝ

e wła

ś

ciwy rozwój osobowo

ś

ci staje si

ę

 drugoplanowy. Tylko 

ludzie drobiazgowi utrzymuj

ą

Ŝ

e uczenie si

ę

 z ksi

ąŜ

ek jest kształceniem. 

Ksi

ąŜ

ki  w  szkole  s

ą

  najmniej  wa

Ŝ

ne.  Tym,  czego  potrzebuje  ka

Ŝ

de  dziecko,  jest:  pisanie, 

czytanie i arytmetyka: reszt

ę

 powinny stanowi

ć

 narz

ę

dzia, glina, sport, teatr, farba i swoboda. 

Wi

ę

kszo

ść

 pracy szkolnej wykonywanej przez nastolatki jest zwyczajn

ą

 strat

ą

 czasu, energii 

i cierpliwo

ś

ci. Okrada to młodzie

Ŝ

 z jej prawa do zabawy i jeszcze raz zabawy; wsadza stare 

głowy na młode ramiona. 

background image

Gdy  mam  wykłady  dla  słuchaczy  studiów  nauczycielskich,  bywam  cz

ę

sto  zaszokowany 

niedorosło

ś

ci

ą

  tych  młodzie

ń

ców  i  panienek  wypchanych  bezu

Ŝ

yteczn

ą

  wiedz

ą

.  Wiedz

ą

 

du

Ŝ

o, błyszcz

ą

 dialektyk

ą

, cytuj

ą

 klasyków ale pod wzgl

ę

dem pogl

ą

dów na 

Ŝ

ycie wielu z nich 

to  niemowl

ę

ta.  Poniewa

Ŝ

  nauczono  ich  wiedzie

ć

,  a  nie  pozwolono  im  czu

ć

.  Ci  studenci  s

ą

 

Ŝ

yczliwi,  mili,  ch

ę

tni,  ale  czego

ś

  im  brak  —  czynnika  emocjonalnego,  siły 

podporz

ą

dkowuj

ą

cej my

ś

lenie odczuwaniu. Mówi

ę

 do nich o 

ś

wiecie, który utracili i którego 

nadal  im  brakuje.  Ich  podr

ę

czniki  nic  zajmuj

ą

  si

ę

  natur

ą

  człowieka,  ani  miło

ś

ci

ą

,  ani 

wolno

ś

ci

ą

  ani  samookre

ś

leniem.  I  tak  trwa  ten  system,  nastawiony  jedynie  na  standardy 

ksi

ąŜ

kowego uczenia si

ę

 -  wci

ąŜ

 oddzielaj

ą

c głow

ę

 od serca. 

Najwy

Ŝ

szy  czas  zakwestionowa

ć

  szkolne  pojmowanie  pracy.  Przyjmuje  si

ę

  za  pewnik, 

Ŝ

ka

Ŝ

de dziecko powinno uczy

ć

 si

ę

 matematyki, historii, geografii, troch

ę

 nauk 

ś

cisłych, nieco 

sztuki i z pewno

ś

ci

ą

 literatury. Pora by

ś

my w ko

ń

cu zrozumieli, 

Ŝ

e przeci

ę

tne małe dziecko 

nie jest zbytnio zainteresowane 

Ŝ

adnym z tych przedmiotów. 

Udowadniam  to w przypadku ka

Ŝ

dego nowego ucznia. Gdy dowiaduje si

ę

Ŝ

e nauka nie jest 

obowi

ą

zkowa,  ka

Ŝ

dy  wykrzykuje:  „Hurra!  Nie  doczekacie  si

ę

Ŝ

ebym  zajmował  si

ę

  nudn

ą

 

arytmetyk

ą

 czy czym

ś

 takim!". 

Nie gardłuj

ę

 przeciw nauczaniu. Ale uczenie powinno nast

ę

powa

ć

 po  zabawie. I nie nale

Ŝ

go umy

ś

lnie przyprawia

ć

 zabaw

ą

 po to, by było strawne. Uczenie si

ę

 jest wa

Ŝ

ne, lecz nie dla 

wszystkich.  Ni

Ŝ

y

ń

ski  nie  potrafił  zda

ć

  egzaminów  szkolnych  w  St.  Petersburgu,  a  bez  nich 

nie mógł wst

ą

pi

ć

 do pa

ń

stwowego baletu. On po prostu nie był w stanie uczy

ć

 si

ę

 szkolnych 

przedmiotów  -  my

ś

lami  przebywał  gdzie  indziej,  tak  mówi  jego  biografia  -  sfałszowano  dla 

niego egzamin, daj

ą

c mu pytania wraz z odpowiedziami. Jaka

Ŝ

 by to była strata dla 

ś

wiata, 

gdyby  Ni

Ŝ

y

ń

ski  musiał  naprawd

ę

  zdawa

ć

  te  egzaminy!  Jednostki  twórcze  ucz

ą

  si

ę

  tego, 

czego chc

ą

 si

ę

 nauczy

ć

 po to, 

Ŝ

eby mie

ć

 narz

ę

dzia potrzebne ich oryginalno

ś

ci i geniuszowi. 

Nie wiemy, jak wiele niszczymy kład

ą

c nacisk na nauk

ę

Pewna  dziewczyna  płakała  co  noc  z  powodu  geometrii,  jej  matka  chciała, 

Ŝ

eby  poszła  na 

uniwersytet,  a  ona  miała  artystyczn

ą

  dusz

ę

.  Byłem  zachwycony  słysz

ą

c, 

Ŝ

e  po  raz  siódmy 

oblała  egzamin  wst

ę

pny.  By

ć

  mo

Ŝ

e  matka  pozwoli  jej  teraz  i

ść

  na  scen

ę

  i  zrealizowa

ć

 

pragnienia. 
Jaki

ś

  czas  temu  spotkałem  14-letni

ą

  dziewczyn

ę

,  która  kiedy

ś

  sp

ę

dziła  trzy  lata  w  naszej 

szkole i mówiła doskonale po angielsku. 
—    Przypuszczam, 

Ŝ

e  z  angielskiego  jeste

ś

  najlepsza  w  klasie  —  powiedziałem.  Skrzywiła 

si

ę

 ze smutkiem. 

—  Nie, jestem najgorsza, bo nie znam angielskiej gramatyki. 
Ten przykład jest moim zdaniem najlepszym chyba komentarzem na temat tego, co doro

ś

li 

uwa

Ŝ

aj

ą

 za wykształcenie. 

Oboj

ę

tni  studenci,  którzy  pod  naciskiem  dyscypliny  przebrn

ą

  jako

ś

  przez  studia  zostaj

ą

nauczycielami bez wyobra

ź

ni, miernymi lekarzami czy niekompetentnymi prawnikami, byliby 

mo

Ŝ

e dobrymi mechanikami czy 

ś

wietnymi murarzami lub doskonałymi policjantami. 

Stwierdzili

ś

my, 

Ŝ

e  chłopiec,  który  nie  umie  lub  nic  chce  nauczy

ć

  si

ę

  czyta

ć

  a

Ŝ

  do  wieku, 

powiedzmy, 15 lat, ma na ogół poci

ą

g do mechaniki i zostaje pó

ź

niej dobrym in

Ŝ

ynierem czy 

elektrykiem. Nie o

ś

mieliłbym si

ę

 budowa

ć

 teorii na temat dziewcz

ą

t, które nigdy nie chodz

ą

 

na lekcje, zwłaszcza matematyki czy fizyki. Cz

ę

sto sp

ę

dzaj

ą

 one du

Ŝ

o czasu na robótkach, a 

niektóre  zajmuj

ą

  si

ę

  potem  w 

Ŝ

yciu  krawiectwem  czy  projektowaniem  odzie

Ŝ

y.  Naprawd

ę

 

absurdalny  jest  program,  który  zmusza  przyszł

ą

  krawcow

ą

  do  uczenia  si

ę

  równa

ń

 

kwadratowych czy prawa Boyle'a. 
Caldwell  Cook  napisał  ksi

ąŜ

k

ę

  zatytułowan

ą

  „.The  Play Way"  („Poprzez  zabaw

ę

"),  w  której 

opisuje,  jak  uczył  angielskiego  za  pomoc

ą

  zabawy.  Jest  to  fascynuj

ą

ca  ksi

ąŜ

ka,  pełna 

nowych  pomysłów,  a  mimo  to  s

ą

dz

ę

Ŝ

e  chodzi  jedynie  o  nowy  sposób  na  poparcie  teorii 

głosz

ą

cej, 

Ŝ

e  najwa

Ŝ

niejsze  jest  uczenie.  Cook  utrzymywał, 

Ŝ

e  jest  ono  tak  wa

Ŝ

ne,  i

Ŝ

  t

ę

 

pigułk

ę

 nale

Ŝ

y osłodzi

ć

 zabaw

ą

. Ten wła

ś

nie pogl

ą

d, 

Ŝ

e o ile dziecko nic uczy si

ę

 czego

ś

, to 

marnuje  czas,  jest  przekle

ń

stwem,  które  za

ś

lepia  tysi

ą

ce  nauczycieli.  Pi

ęć

dziesi

ą

t  lat  temu 

obowi

ą

zywało hasło: „Ucz przez działanie". Dzisiaj hasło brzmi: „Ucz przez zabaw

ę

". W ten 

sposób  wykorzystuje  si

ę

  zabaw

ę

  wył

ą

cznie  jako 

ś

rodek  do  osi

ą

gni

ę

cia  jakiego

ś

  zbo

Ŝ

nego, 

ale naprawd

ę

 nie wiem jakiego, celu. 

background image

Je

Ŝ

eli  nauczyciel  widz

ą

c  dzieci  bawi

ą

ce  si

ę

  błotem  wykorzystuje  t

ę

  mił

ą

  chwil

ę

  do 

rozprawiania o erozji brzegów rzeki, to do czego zmierza? Które dziecko to obchodzi? Wielu 
tak  zwanych  pedagogów  uwa

Ŝ

a, 

Ŝ

e  niewa

Ŝ

ne  co  dziecko  umie,  dopóki  uczy  si

ę

  je 

czegokolwiek.  I  rzeczywi

ś

cie,  w  szkołach  —  kombinatach  daj

ą

cych  masow

ą

  produkcj

ę

  — 

Ŝ

  pozostaje  nauczycielowi  innego,  jak  tylko  uwierzy

ć

Ŝ

e  nauczanie  jako  takie  jest 

najwa

Ŝ

niejsze ze wszystkiego? 

Wygłaszaj

ą

c  wykłady  dla  nauczycieli,  zaczynam  od  stwierdzenia, 

Ŝ

e  nie  b

ę

d

ę

  mówił  o 

przedmiotach szkolnych, dyscyplinie, czy lekcjach. Przez godzin

ę

 moja publiczno

ść

 słucha w 

ę

bokiej ciszy, po czym, po szczerym aplauzie, gdy przewodnicz

ą

cy o

ś

wiadcza, 

Ŝ

e jestem 

gotowy  do  odpowiadania  na  pytania,  co  najmniej  trzy  czwarte  pyta

ń

  dotyczy  przedmiotów 

szkolnych i nauczania. 
Nie mówi

ę

 tego z poczuciem wy

Ŝ

szo

ś

ci. Mówi

ę

 to ze smutkiem, aby uwidoczni

ć

, jak 

ś

ciany 

klasy  i  podobne  do  wi

ę

zie

ń

  budynki  ograniczaj

ą

  pogl

ą

dy  nauczyciela  i  nie  pozwalaj

ą

  mu 

dostrzec prawdziwych zasad kształcenia. Jego praca koncentruje si

ę

 na tym, co powy

Ŝ

ej szyi 

dziecka, a wi

ę

c  sił

ą

 rzeczy, najistotniejsza, emocjonalna cz

ęść

 jest mu nieznana. 

Chciałbym,  aby  młodsi  nauczyciele  byli  bardziej  buntowniczo  nastawieni.  Wy

Ŝ

sze 

wykształcenie i stopnie naukowe nie ma j

ą

 najmniejszego znaczenia przy stawianiu czoła złu 

społecznemu. Uczony neurotyk nic jest wcale inny ni

Ŝ

 neurotyk niewykształcony. 

We wszystkich krajach, kapitalistycznych, socjalistycznych czy komunistycznych, buduje si

ę

 

wyszukane  szkoły  dla  kształcenia  młodych.  Ale  wszystkie  te  cudowne  laboratoria  czy 
pracownie  w 

Ŝ

aden  sposób  nie  pomagaj

ą

  Piotrowi  czy  Iwanowi  w  przezwyci

ęŜ

eniu  szkód 

emocjonalnych  i  zła  społecznego  spowodowanego  presj

ą

  wywieran

ą

  na  niego  przez 

rodziców, nauczycieli oraz, ograniczaj

ą

cy charakter naszej cywilizacji. 

 
Dalsze losy naszych absolwentów  

 

Rodzicielski l

ę

k o przyszło

ść

 

ź

le rokuje W sprawie zdrowia dzieci. Ten l

ę

k, co najdziwniejsze, 

objawia si

ę

 w pragnieniu, 

Ŝ

eby dzieci nauczyły si

ę

 wi

ę

cej ni

Ŝ

 ich rodzice. Tego  typu ludzie 

nie zadowol

ą

  si

ę

 tym, by pozwoli

ć

 dziecku nauczy

ć

 si

ę

 czyta

ć

 wtedy, gdy ono zechce, lecz 

nerwowo  boj

ą

    si

ę

Ŝ

e  dziecko  b

ę

dzie 

Ŝ

yciowym  nieudacznikiem,  o  ile  si

ę

  go  nie  pop

ę

dzi. 

Tacy rodzice nie potrafi

ą

 poczeka

ć

, a

Ŝ

 dziecko zrobi co

ś

 w swoim własnym tempie. Pytaj

ą

,,Je

Ŝ

eli mój syn nie umie czyta

ć

 maj

ą

c dwana

ś

cie lat, jakie ma szans

ę

 na 

Ŝ

yciowy sukces? 

Je

Ŝ

eli  nie  potrafi  zda

ć

  egzaminów  wst

ę

pnych  na  uczelni

ę

  w  wieku  osiemnastu  lat,  có

Ŝ

  mu 

pozostaje poza prac

ą

 niewykwalifikowana?". Ja nauczyłem si

ę

 czeka

ć

 i patrze

ć

 jak dziecko 

robi małe post

ę

py, lub nie robi ich wcale. Nic w

ą

tpi

ę

 nigdy, 

Ŝ

e w ko

ń

cu, je

Ŝ

eli nie b

ę

dzie mu 

si

ę

 naprzykrza

ć

, czy szkodzi

ć

, powiedzie mu si

ę

 w 

Ŝ

yciu.  

Kołtun,  oczywi

ś

cie,  powie:  ,,Hm,  wi

ę

c  dla  ciebie  by

ć

  kierowc

ą

  ci

ęŜ

arówki  jest  sukcesem 

Ŝ

yciowym!". Moim własnym kryterium sukcesu jest zdolno

ść

 do tego, by pracowa

ć

 z rado

ś

ci

ą

 

Ŝ

y

ć

 z pozytywnym nastawieniem do 

ś

wiata Zgodnie z t

ą

 definicj

ą

 wi

ę

kszo

ś

ci uczniów mojej 

szkoły powiodło si

ę

 w 

Ŝ

yciu. 

Jeden  z  uczniów  przyszedł  do  nas  gdy  miał  5  lat.  Opu

ś

cił  szkol

ę

  w  wieku  17  lat  i  przez 

wszystkie  te  lata  nie  poszedł  na  ani  jedn

ą

  lekcj

ę

.  Wi

ę

kszo

ść

  czasu  sp

ę

dzał  w  warsztacie. 

Matka i ojciec trz

ęś

li si

ę

 ze strachu o jego przyszło

ść

. On nigdy nie przejawiał 

Ŝ

adnej ch

ę

ci 

do 

nauki 

czytania. 

jednak 

pewnego 

wieczoru, 

gdy 

miał  

9 lat, zastałem go w łó

Ŝ

ku czytaj

ą

cego. 

— Có

Ŝ

 to -  powiedziałem -— kto nauczył ci

ę

 czyta

ć

— Sam si

ę

 nauczyłem. 

Kilka lat pó

ź

niej przyszedł do mnie i zapytał: 

-  Jak si

ę

 dodaje połow

ę

 i dwie, pi

ą

te? -  powiedziałem mu. Spytałem, czy chciałby wiedzie

ć

 

co

ś

 jeszcze. 

- Nie, dzi

ę

kuj

ę

 — odrzekł. 

Jeszcze  pó

ź

niej  rozpocz

ą

ł  prac

ę

  w  studiu  filmowym  jako  pomocnik  kamerzysty.  Gdy  uczył 

si

ę

  zawodu,  zdarzyło  mi  si

ę

  spotka

ć

 jego  szefa na  przyj

ę

ciu,  wi

ę

c  spytałem,  jak  daje  sobie 

rad

ę

, „Najlepszy chłopak, jakiego mieli

ś

my kiedykolwiek", powiedział pracodawca. „On nigdy 

nic chodzi — on biega. A w weekendy to prawdziwe z nim utrapienie, bo przez te dwa dni nic 

background image

da si

ę

 go utrzyma

ć

 z dala od studia". 

Był te

Ŝ

 chłopiec, który nie mógł nauczy

ć

 si

ę

 czyta

ć

. Nikt nie był w stanic mu pomóc. Nawet 

gdy prosił o lekcj

ę

, jaka

ś

 ukryta przeszkoda nic pozwalała mu odró

Ŝ

ni

ć

 „b" od „p", ,.l" od „k". 

Opu

ś

cił szkoł

ę

 w wieku 17 lat, nie umiej

ą

c czyta

ć

. Obecnie Jack specjalizuje si

ę

 w produkcji 

narz

ę

dzi.  Uwielbia  rozmawia

ć

  o  pracy  w  metalu.  Umie  teraz  czyta

ć

,  lecz  o  ile  mi  wiadomo, 

czyta głównie artykuły z zakresu mechaniki — a czasami te

Ŝ

 prace z dziedziny psychologii. 

Nie 

przypuszczam, 

Ŝ

eby 

kiedykolwiek 

zdarzyło 

mu 

si

ę

 

przeczyta

ć

 

powie

ść

,  

a mimo to mówi doskonałym, gramatycznym j

ę

zykiem i jego wiedza ogólna jest znakomita. 

Pewien nasz go

ść

, który nie miał poj

ę

cia o tej historii, powiedział do mnie: „Ale

Ŝ

 ten chłopak 

jest niesamowicie bystry!". 
Diana  była  mil

ą

  dziewczynk

ą

,  która  chodziła  na  lekcje  bez  zbytniego  zainteresowania.  Nie 

miała głowy do nauki. Przez długi czas zastanawiałem si

ę

, co te

Ŝ

 ona b

ę

dzie robi

ć

 w 

Ŝ

yciu. 

Gdy  opu

ś

ciła  szkol

ę

  maj

ą

c  16  lal,  ka

Ŝ

dy  oceniłby  j

ą

  jako  słabo  wykształcon

ą

  dziewczyn

ę

Obecnie  prezentuje  nowy  rodzaj  kuchni  w  Londynie  Jest  wybitnym  fachowcem  w  swojej 
pracy; a co najwa

Ŝ

niejsze, jest w niej szcz

ęś

liwa. 

Trzynastolatka,  nowa  uczennica,  powiedziała  mi, 

Ŝ

e  nienawidzi  wszystkich  szkolnych 

przedmiotów i krzyczała z rado

ś

ci, gdy dowiedziała si

ę

Ŝ

e mo

Ŝ

e robi

ć

 dokładnie to, na co ma 

ochot

ę

—  Nie musisz nawet przychodzi

ć

 do szkoły, je

ś

li nie chcesz — powiedziałem. 

Zaj

ę

ła si

ę

 wi

ę

c przyjemnym sp

ę

dzaniem czasu, i bawiła si

ę

 dobrze — kilka tygodni. Potem 

zauwa

Ŝ

yłem, 

Ŝ

e si

ę

 nudzi. 

—  Naucz mnie czego

ś

 — rzekła do mnie którego

ś

 dnia. — Nudz

ę

 si

ę

 jak mops. 

-   W porz

ą

dku — odparłem wesoło. — Czego chcesz si

ę

 nauczy

ć

—  Nie wiem — odpowiedziała. 
—  Ja te

Ŝ

 nie wiem — odrzekłem na to i odszedłem. Min

ę

ło par

ę

 miesi

ę

cy. Przyszła do mnie 

znowu. 
—  Zamierzam zda

ć

 egzaminy — powiedziała — i chc

ę

Ŝ

eby

ś

 mnie uczył. 

Codziennie  rano  solidnie  pracowała  ze  mn

ą

  i  innymi  nauczycielami.  Zwierzyła  mi  si

ę

Ŝ

przedmioty szkolne nie  bardzo j

ą

 interesuj

ą

, natomiast cel, który zamierza osi

ą

gn

ąć

 — tak. 

Odnalazła si

ę

, gdy pozwolono jej by

ć

 sob

ą

Ciekawe, 

Ŝ

e  wolne  dzieci  wykazuj

ą

  zainteresowanie  matematyk

ą

.  Znajduj

ą

  przyjemno

ść

  w 

geografii i historii. Wybieraj

ą

 z proponowanych  im przedmiotów tylko te, które je interesuj

ą

Wolne  dzieci  po

ś

wi

ę

caj

ą

  wi

ę

kszo

ść

  czasu  pracom  w  drewnie  czy  metalu,  malowaniu, 

czytaniu beletrystyki, aktorstwu, odgrywaniu fantazji, słuchaniu jazzu. 
O

ś

miolatek, stale otwierał moje drzwi i pytał: ,,A tak przy okazji, co mam teraz robi

ć

'?". Nikt 

nic mówił mu. czym ma si

ę

 zaj

ąć

. Sze

ść

 miesi

ę

cy pó

ź

niej, je

Ŝ

eli chciało si

ę

 go znale

źć

 szło 

si

ę

 do jego pokoju. Zawsze mo

Ŝ

na było go tam zasta

ć

, ton

ą

cego w papierach. Sp

ę

dzał cale 

godziny na robieniu map. Pewnego razu profesor z Uniwersytetu odwiedził nas. Natkn

ą

ł si

ę

 

na  tego  chłopca  i  zadawał  mu  wiele  pyta

ń

  Pó

ź

niej  przyszedł  do  mnie  i  powiedział: 

„Próbowałem  przepyta

ć

  tego  chłopca  z  geografii,  ale  on  mówił  o  miejscach,  

o których ja nigdy nie słyszałem". 
Musz

ę

  jednak  wspomnie

ć

  tak

Ŝ

e  o  naszych  niepowodzeniach.  Jedna  pi

ę

tnastoletnia 

dziewczynka  była z nami blisko rok. Przez cały ten czas nie znalazła 

Ŝ

adnego zaj

ę

cia, które 

by  j

ą

  zainteresowało.  Przyszła  do  nas  za  pó

ź

no.  Przez  dziesi

ęć

  lat  jej 

Ŝ

ycia  nauczyciele 

decydowali za ni

ą

. Gdy znalazła si

ę

 u nas straciła ju

Ŝ

 wszelk

ą

 inicjatyw

ę

. Nudziła si

ę

 
 
Samorz

ą

d                                    

 
Nasza  szkoła  jest  samorz

ą

dn

ą

  i  demokratyczn

ą

.  Wszystkie  sprawy  zwi

ą

zane  z- 

Ŝ

yciem 

społecznym  czy  grupowym  -  ł

ą

cznie  z  karaniem  za  przewinienia  przeciw  społeczno

ś

ci  s

ą

 

załatwiane  przez  głosowanie  w  sobotnie  wieczory  na  Ogólnym  Spotkania  Szkoły.  Ka

Ŝ

dy 

nauczyciel  i  ka

Ŝ

de  dziecko,  niezale

Ŝ

nie  od  wieku,  ma  jeden  głos.  Mój  głos  ma  tak

ą

  sam

ą

 

wag

ę

 jak głos siedmiolatka. Mo

Ŝ

na si

ę

 teraz u

ś

miechn

ąć

 i powiedzie

ć

: „Ale twoja wypowied

ź

 

ma jednak wi

ę

ksze znaczenie, prawda ?" No, to przekonajmy si

ę

. Pewnego razu wstałem na 

background image

zebraniu  i  zaproponowałem, 

Ŝ

e  palenie  papierosów  powinno  by

ć

  zabronione  dzieciom 

poni

Ŝ

ej  szesnastu  lat  Wysun

ą

łem  argumenty  na  słuszno

ść

  mojego  stanowiska:  narkotyk, 

truj

ą

cy,  brak  rzeczywistej  ch

ę

ci  palenia  u  dzieci,  a  głównie  potrzeba  pokazania, 

Ŝ

e  jest  si

ę

 

dorosłym. Kontrargumenty padały z całej sali. Głosowali

ś

my. Zostałem przegłosowany przez 

przytłaczaj

ą

c

ą

 wi

ę

kszo

ść

Warto  opowiedzie

ć

  dalszy  ci

ą

g.  Po  mojej  pora

Ŝ

ce  chłopiec  w  wieku  szesnastu  lat  wysun

ą

ł 

propozycj

ę

Ŝ

e palenie powinno by

ć

 zabronione dzieciom poni

Ŝ

ej dwunastu lat Jego wniosek 

przeszedł.  Jednak

Ŝ

e  na  nast

ę

pnym  cotygodniowym  spotkaniu  dwunastoletni  chłopiec 

zaproponował  uchylenie  nowej  reguły  dotycz

ą

cej  palenia  mówi

ą

c:  „Siedzimy  wszyscy  w 

toaletach i palimy w tajemnicy dokładnie tak samo, jak dzieci w zwykłych szkołach. Twierdz

ę

Ŝ

e  jest  to  sprzeczne  z  cał

ą

  ide

ą

  szkoły".  Jego  wyst

ą

pienie  przyj

ę

to  owacjami  i  zebranie 

uchyliło t

ę

 reguł

ę

. Mam nadziej

ę

Ŝ

e jasno pokazałem, i

Ŝ

 mój głos nie zawsze wi

ę

cej znaczy 

od głosu dziecka. 
Samorz

ą

d  nie  jest  zbiurokratyzowany.  Ka

Ŝ

de  spotkanie  prowadzi  inny  przewodnicz

ą

cy, 

wyznaczony przez poprzedniego przewodnicz

ą

cego, a funkcj

ę

 sekretarza sprawuje ochotnik. 

Nasza demokracja ustanawia reguły - tak

Ŝ

e te dobre. Na przykład zabroniona jest k

ą

piel w 

morzu bez nadzoru ratowników, którymi zawsze s

ą

 nauczyciele. Zabronione jest wchodzenie 

na dachy. Trzeba przestrzega

ć

 godzin ciszy nocnej albo automatycznie płaci

ć

 grzywn

ę

. To, 

czy  zaj

ę

cia  maj

ą

  by

ć

  odwołane  w  czwartek  czy  pi

ą

tek  poprzedzaj

ą

cy  jakie

ś

 

ś

wi

ę

to,  jest 

spraw

ą

 głosowania na Ogólnym Spotkaniu Szkoły. 

Sukces zebrania zale

Ŝ

y  w du

Ŝ

ym stopniu od siły lub słabo

ś

ci przewodnicz

ą

cego, poniewa

Ŝ

 

utrzymanie  porz

ą

dku  w

ś

ród  czterdzie

ś

ciorga  pi

ę

ciorga  energicznych  dzieci  nie  jest  łatwe. 

Przewodnicz

ą

cy  ma  prawo  karania  hała

ś

liwych  obywateli  grzywn

ą

.  W  przypadku  słabego  

przewodnicz

ą

cego kary pieni

ęŜ

ne s

ą

 stanowczo zbyt cz

ę

ste. 

Personel, rzecz jasna, bierze udział w dyskusjach. Gdy przychodzi do oddawania głosów czy 
przedstawiania  własnych  propozycji  bior

ę

,  oczywi

ś

cie,  udział  tak  jak  wszyscy.  Oto  typowy 

przykład. Zaprotestowałem kiedy

ś

 przeciwko graniu w piłk

ę

 no

Ŝ

n

ą

 w korytarzu. Korytarz jest 

pod moim gabinetem, wyja

ś

niłem wi

ę

c, 

Ŝ

e gdy pracuj

ę

, to nie lubi

ę

 hałasu, jaki robi

ą

 graj

ą

cy. 

Zaproponowałem, 

Ŝ

eby  zabroni

ć

  tego  w  budynku.  Poparło  mnie  par

ę

  dziewczyn,  kilku 

starszych chłopców i wi

ę

kszo

ść

 personelu. Lecz moja propozycja nie przeszła, co oznaczało, 

Ŝ

e  w  dalszym  ci

ą

gu  musiałem  znosi

ć

  hała

ś

liwe  szuranie  nogami  pod  gabinetem. W ko

ń

cu, 

po  wielu  publicznych  dysputach  na  kilku  zebraniach,  udało  mi  si

ę

,  za  aprobat

ą

  wi

ę

kszo

ś

ci, 

doprowadzi

ć

  do  wydania  zakazu  gry  w  piłk

ę

  no

Ŝ

n

ą

  w  korytarzu.  To jest  wła

ś

nie  sposób,  w 

jaki  mniejszo

ść

  zdobywa  prawa  w  naszej  szkolnej  demokracji  -  wytrwale  si

ę

  ich  domaga. 

Odnosi si

ę

 to zarówno do małych  dzieci, jak i do dorosłych. 

Niektóre  aspekty 

Ŝ

ycia  szkolnego  nie  podlegaj

ą

  samorz

ą

dowi.  Moja 

Ŝ

ona  planuje 

umeblowanie  sypial

ń

.  układa  menu,  wysyła  i  płaci  rachunki.  Ja  zatrudniam  nauczycieli  i 

prosz

ę

 ich, by odeszli, gdy s

ą

dz

ę

Ŝ

e nie s

ą

 odpowiedni. 

Do zada

ń

 samorz

ą

du nale

Ŝ

y nie tylko ustanawianie reguł, lecz tak

Ŝ

e omawianie społecznych 

cech  naszej  grupy.  Na  pocz

ą

tku  ka

Ŝ

dego  semestru  ustanawia  si

ę

  przez  głosowanie  reguły 

dotycz

ą

cej ciszy nocnej. (Chodzi si

ę

 spa

ć

 o okre

ś

lonej porze, zale

Ŝ

nie od wieku). Nast

ę

pnie 

omawia si

ę

 sprawy zwi

ą

zane z zachowaniem w ogóle. Trzeba te

Ŝ

 wybra

ć

 komitety sportowe, 

komitet  organizacyjny  pota

ń

cówki  na  zako

ń

czenie  semestru,  komitet  teatralny,  dy

Ŝ

urnych 

ciszy nocnej oraz dy

Ŝ

urnych „miejskich", którzy  informuj

ą

 o wszelkich przynosz

ą

cych  wstyd 

zachowaniach poza obr

ę

bem szkoły. 

Jedzenie  jest  zawsze  najbardziej  ekscytuj

ą

cym  ze  wszystkich  poruszanych  tematów.  Ju

Ŝ

 

nieraz  o

Ŝ

ywiałem  nudne  spotkanie  proponuj

ą

c  likwidacj

ę

  dokładki.  Jakakolwiek  oznaka 

protekcji w kwestii jedzenia traktowana jest bardzo surowo. Natomiast, gdy kuchnia porusza 
spraw

ę

  marnowania 

Ŝ

ywno

ś

ci,  zebrani  nie  s

ą

  zbyt  zainteresowani.  Stosunek  dzieci  do 

jedzenia jest z gruntu osobisty i egocentryczny. 
Na  Ogólnych  Spotkaniach  Szkoły  unika  si

ę

  wszelkich  akademickich  dyskusji.  Dzieci  s

ą

 

niesamowicie  praktyczne  i  teoria  je  nudzi.  Lubi

ą

  konkrety,  nie  abstrakcje.  Kiedy

ś

  zgłosiłem 

wniosek, 

Ŝ

eby  uchwali

ć

  reguł

ę

  zabraniaj

ą

c

ą

  przeklinania  oraz  podałem  swoje  powody. 

Oprowadzałem  po  szkole  pewn

ą

  kobiet

ę

  i  jej  synka,  ewentualnego  ucznia.  Nagle  z  góry 

doleciał 

bardzo 

silny 

przymiotnik. 

Matka 

bez 

zastanowienia 

zabrała 

syna  

background image

i po

ś

piesznie opu

ś

ciła szkoł

ę

-  Dlaczego  -  zapytałem  na  spotkaniu  -  ma  ucierpie

ć

  mój  dochód  z  powodu  tego, 

Ŝ

e    kto

ś

 

klnie w obecno

ś

ci rodziców potencjalnego ucznia? To w ogóle nie jest problem moralny tylko 

czysto finansowy. Wy klniecie, ja trac

ę

 pieni

ą

dze 

Czternastoletni -„chłopiec odpowiedział na moje pytanie. 
- Pleciesz bzdury — stwierdził. - Przecie

Ŝ

 to jasne, 

Ŝ

e je

Ŝ

eli ta kobieta była zaszokowana, to 

nie  wierzyła  w  ide

ę

  naszej  szkoły.  Nawet  gdyby  zapisała  synka  do  naszej  szkoły,  to  i  tak 

zabrałaby  go  st

ą

d,  gdy  b

ę

d

ą

c  w  domu  na  pierwszych  wakacjach  mówiłby  „psiakrew

1

'  i 

„cholera". 
Zebrani zgodzili si

ę

  z nim i mój wniosek został odrzucony  w głosowaniu. Ogólne Spotkanie 

Szkoły  cz

ę

sto  musi  zajmowa

ć

  si

ę

  spraw

ą

  zn

ę

cania  si

ę

  nad  słabszymi.  Nasza  społeczno

ść

 

jest  bardzo  surowa  dla  takich  osobników,  a  reguła  samorz

ą

du  szkolnego  obowi

ą

zuj

ą

ca  w 

szkole  została  wywieszona  i  podkre

ś

lona  na  tablicy  informacyjnej:  „Wszystkie  przypadki 

zn

ę

cania  si

ę

  nad  słabszymi  b

ę

d

ą

  potraktowane  bardzo  surowo".  Jednak

Ŝ

e  to  zjawisko  nie 

jest  tak  cz

ę

ste  u  nas,  jak  w  zwykłych  szkołach,  a  przyczyny  nie  trzeba  daleko  szuka

ć

Dziecko,  poddane  dyscyplinie  dorosłych,  staje  si

ę

  osob

ą

,  która  nienawidzi.  A  poniewa

Ŝ

  nie 

mo

Ŝ

e tej wrogo

ś

ci do dorosłych bezkarnie okaza

ć

, wyładowuje j

ą

 na mniejszych i słabszych. 

To  jednak  rzadko  zdarza  si

ę

  u  nas  .  Bardzo  cz

ę

sto,  po  przeanalizowaniu  oskar

Ŝ

enia  o 

zn

ę

canie  si

ę

,  cała  sprawa  sprowadza  si

ę

  do  tego, 

Ŝ

e    jedna  z  dziewcz

ą

t  nazwała  drug

ą

  

wariatk

ą

Pewnego  razu  czterech  z  najwi

ę

kszych  chłopców  zostało  oskar

Ŝ

onych  na  Ogólnym 

Spotkaniu Szkoły o robienie rzeczy niedozwolonej - sprzedawanie rozmaitych cz

ęś

ci swojej 

garderoby,  Reguła,  która  tego  zabrania,  została  przyj

ę

ta  z  racji, 

Ŝ

e  takie  praktyki  s

ą

  nie  w 

porz

ą

dku  wobec  rodziców  kupuj

ą

cych  ubranie  oraz  wobec  szkoły,  bowiem  gdy  dzieci 

wracaj

ą

  do  domu  ubo

Ŝ

sze  o  par

ę

  ciuchów,  rodzice  obwiniaj

ą

  szkoł

ę

  o  niedbało

ść

Wspomniani czterej chłopcy zostali ukarani w nast

ę

puj

ą

cy sposób: przez cztery dni nie wolno 

im  było  opuszcza

ć

  terenu  szkoły  oraz  musieli  w  tym  czasie  kła

ść

  si

ę

  spa

ć

  o  dwudziestej. 

Przyj

ę

li  werdykt  bez  sarkania.  W  poniedziałek  wieczorem,  gdy  wszyscy  poszli  do  kina, 

zastałem jednego z winowajców, czytaj

ą

cego w łó

Ŝ

ku. 

-  Ale

Ŝ

  z  ciebie  frajer-powiedziałem.  -  Wszyscy  s

ą

  w  kinie.  Dlaczego  nie  wstaniesz  z  tego 

łó

Ŝ

ka? 

- Ale

ś

 ty dowcipny - odpowiedział. 

Zadziwiaj

ą

ca jest ta lojalno

ść

 uczniów wobec własnej demokracji. Nie ma w niej strachu, nie 

ma urazy. Widziałem, jak długo sadzono chłopca za jaki

ś

 aspołeczny post

ę

pek i wydawano 

werdykt.  Cz

ę

sto  taki  dopiero  co  „skazany"  chłopiec  wybierany  jest  na  przewodnicz

ą

cego 

nast

ę

pnego spotkania. 

Poczucie  sprawiedliwo

ś

ci  u  dzieci  nigdy  nie  przestało  mnie  zadziwia

ć

.  A  tak

Ŝ

e  umiej

ę

tno

ść

 

wymierzania  sprawiedliwo

ś

ci.  Z  wychowawczego  punktu  widzenia  samorz

ą

d  ma  ogromn

ą

 

warto

ść

Pewne  rodzaje  przewinie

ń

  podlegaj

ą

  automatycznie  karze  pieni

ęŜ

nej.  Je

Ŝ

eli  je

ź

dzi  si

ę

  na 

cudzym  rowerze  bez  pozwolenia,  nieuchronnie  płaci  si

ę

  kar

ę

  pieni

ęŜ

n

ą

  Przeklinanie  w 

mie

ś

cie  (mo

Ŝ

na  kl

ąć

  do  woli  na  terenie  szkoły),  złe  zachowanie  w  kinie,  wspinanie  si

ę

  na 

dachy,  rzucanie  jedzeniem  w  jadalni  -  te  i  tym  podobne  naruszenia  obowi

ą

zuj

ą

cych  reguł 

podlegaj

ą

 zwyczajowej karze grzywny. 

Z reguły s

ą

 to kary pieni

ęŜ

ne: zapła

ć

 swoj

ą

 tygodniówk

ę

 lub zrezygnuj z wyj

ś

cia do kina. 

Cz

ę

sto  wysuwanym  zastrze

Ŝ

eniem  wobec  dzieci  w  roli  s

ę

dziów  jest  to, 

Ŝ

e  karz

ą

  one  zbyt 

surowo.  Stwierdzam, 

Ŝ

e  tak  nie  jest. Wr

ę

cz  przeciwnie,  dzieci  s

ą

  bardzo  łagodne.  Ponadto 

kara ma zawsze jaki

ś

 zwi

ą

zek z przewinieniem. 

Trzy dziewczynki zakłócały sen innym. Kara: przez tydzie

ń

 musz

ą

 kła

ść

 si

ę

 spa

ć

 o godzin

ę

 

wcze

ś

niej.  Dwóch  chłopców  oskar

Ŝ

ono  o  rzucanie  ziemi

ą

  w  innych  chłopców.  Kara:  musz

ą

 

nawie

źć

  ziemi  potrzebnej  do  wyrównania  boiska  hokejowego.  Cz

ę

sto  przewodnicz

ą

cy 

stwierdza: „Ta sprawa jest tak głupia, 

Ŝ

e a

Ŝ

 brak mi słów", i decyduje, 

Ŝ

e. me ma potrzeby 

ni

ą

 si

ę

 zajmowa

ć

Gdy  s

ą

dzono  naszego  sekretarza  za  je

Ŝ

d

Ŝ

enie  na  rowerze  bez  pozwolenia,  on  i  dwóch 

innych  pracowników,  którzy  te

Ŝ

  na  nim  je

ź

dzili,  musieli  za  kar

ę

  pcha

ć

  si

ę

  wzajemnie  na 

background image

tym

Ŝ

e  rowerze  dziesi

ęć

  razy  dookoła  głównego  trawnika.  Czterem  chłopaczkom,  którzy 

wspinali si

ę

 na drabin

ę

 nale

Ŝą

c

ą

 do murarzy buduj

ą

cych nowy warsztat, kazano wchodzi

ć

 i 

schodzi

ć

 z niej przez dziesi

ęć

 minut bez przerwy. 

Rzadko zdarza si

ę

, by kto

ś

 zachowywał si

ę

 na spotkaniu w sposób nadmiernie pewny siebie 

i  zarozumiały.  Społeczno

ść

  krzywo  patrzy  na  wszelkie  oznaki  zarozumialstwa.  Pewien 

jedenastoletni  chłopiec, straszny  ekshibicjonista,  zwykł  wstawa

ć

  i  zwraca

ć

  na  siebie  uwag

ę

 

wygłaszaj

ą

drugie 

zawiłe 

komentarze 

bez 

zwi

ą

zku  

i  nie  na  temat.  To  znaczy,  usiłował  tak  robi

ć

,  ale  zebrani  wygwizdali  go.  Młodzi  ludzie 

doskonale wyczuwaj

ą

 nieszczero

ść

Samorz

ą

dno

ść

  przynosi  efekty.  W  gruncie  rzeczy  szkol

ą

,  która  nie  ma  samorz

ą

du,  nie 

powinna  by

ć

  nazywana  post

ę

pow

ą

.  Taka  szkoła  jest  szkoł

ą

  kompromisow

ą

.  Nie  mo

Ŝ

na 

mówi

ć

  o  wolno

ś

ci,  je

Ŝ

eli  dzieci  nie  maj

ą

  pełnej  swobody  rz

ą

dzenia  swoim 

Ŝ

yciem 

społecznym.  Tam,  gdzie  jest  kierownik,  nie  ma  prawdziwej  wolno

ś

ci.  Dotyczy  to  nawet 

bardziej  łaskawego  kierownika,  ni

Ŝ

  takiego,  który 

Ŝą

da  posłuchu.  Dziecko  z  charakterem 

mo

Ŝ

e  buntowa

ć

  si

ę

  przeciw  twardemu  szefowi,  podczas  gdy  łagodny  szef  sprawia, 

Ŝ

dziecko staje si

ę

 bezsilnie mi

ę

kkie i niepewne swoich prawdziwych uczu

ć

Dobry samorz

ą

d mo

Ŝ

liwy jest w szkole tytko wtedy, gdy jest w niej grupa starszych uczniów, 

którzy  lubi

ą

  spokój  i  walcz

ą

  z  oboj

ę

tno

ś

ci

ą

  czy  opozycj

ą

  wieku  gangsterskiego.  Chocia

Ŝ

  ta 

starsza  młodzie

Ŝ

  jest  cz

ę

sto  przegłosowywana,  to  jednak  wła

ś

nie  ona  naprawd

ę

  wierzy  i 

chce  samorz

ą

du.  Natomiast  dzieci  do  wieku,  powiedzmy,  dwunastu  lat  nie  stworz

ą

  go  bez 

pomocy, poniewa

Ŝ

 nie osi

ą

gn

ę

ły jeszcze wieku społecznego. jej: Wydaje si

ę

Ŝ

e dzieci, gdy 

s

ą

 w mniejszo

ś

ci, nie odczuwaj

ą

 tego tak silnie jak doro

ś

li. 

Jest  u  nas  jeden  wieczny  problem,  którego  nie  da  si

ę

  rozwi

ą

za

ć

;  mo

Ŝ

na  by  go  nazwa

ć

 

problemem ,,Jednostka kontra społeczno

ść

". Tak nauczyciele, jak uczniowie zostaj

ą

 w ko

ń

cu 

wyprowadzeni z równowagi, gdy banda dziewcz

ą

t, której przewodzi jaka

ś

 trudna jednostka, 

dra

Ŝ

ni innych, oblewa ludzi wod

ą

, łamie reguły ciszy nocnej i bez przerwy wszystkim daje si

ę

 

we znaki. Wreszcie przywódczyni, zostaje zaatakowana na Ogólnym Spotkaniu. Pada wiele 
mocnych słów pot

ę

piaj

ą

cych nadu

Ŝ

ywanie przez ni

ą

 swobody. Goszcz

ą

ca u nas, psycholog, 

powiedziała do mnie: 
- Tak nie mo

Ŝ

na. Ta dziewczynka ma nieszcz

ęś

liw

ą

 twarz; nigdy nie była kochana, a cała ta 

otwarta  krytyka  sprawia, 

Ŝ

e  czuje  si

ę

  kochana  jeszcze  mniej  ni

Ŝ

  przedtem. Ona  potrzebuje 

miło

ś

ci,  nie  krytyki.  -  Droga  pani  -  odpowiedziałem  -  próbowali

ś

my  zmieni

ć

  j

ą

  miło

ś

ci

ą

.- 

całymi tygodniami nagradzali

ś

my jej antyspołeczne zachowanie. Okazywali

ś

my jej uczucie i 

tolerancj

ę

, lecz ona nie reagowała. Prawd

ę

 powiedziawszy patrzyła na nas jak na głuptaków, 

łatwe cele dla swojej agresji. Nie mo

Ŝ

emy po

ś

wi

ę

ca

ć

 całej społeczno

ś

ci dla jednej osoby. 

Nie znam idealnej odpowiedzi. Wiem tylko, 

Ŝ

e gdy dziewczyna sko

ń

czy pi

ę

tna

ś

cie lat, b

ę

dzie 

jednostk

ą

  społeczn

ą

,  a  nie  przywódc

ą

  band. Wierz

ę

  w  sił

ę

  oddziaływania  opinii  publicznej. 

ś

adne  dziecko  nie  b

ę

dzie  latami  znosi

ć

  tego, 

Ŝ

e  jest  nie  lubiane  i  krytykowane.  Je

ś

li 

natomiast chodzi o pot

ę

pienie na spotkaniu szkoły, to po prostu nie mo

Ŝ

na po

ś

wi

ę

ci

ć

 innych 

z powodu jednego trudnego dziecka. 
Mieli

ś

my  kiedy

ś

  w  szkole  sze

ś

cioletniego  chłopca,  który  miał  nieszcz

ęś

liwe 

Ŝ

ycie,  zanim 

przyszedł do nas. Zn

ę

cał si

ę

 nad słabszymi, był  destrukcyjny i pełen nienawi

ś

ci. Pi

ę

ciolatki 

cierpiały  i  płakały.  Społeczno

ść

  miała  co

ś

  zrobi

ć

Ŝ

eby  je  chroni

ć

;  a  robi

ą

c  to  musiała  by

ć

 

przeciw niemu. Nie mo

Ŝ

na było pozwoli

ć

 na to, 

Ŝ

eby bł

ę

dy dwojga rodziców odbijały si

ę

 na 

innych dzieciach, którym okazywano w domu miło

ść

 i trosk

ę

Zdarzało  si

ę

,  aczkolwiek  bardzo  sporadycznie, 

Ŝ

e  musiałem  odesła

ć

  jakie

ś

  dziecko, 

poniewa

Ŝ

 sprawiało, 

Ŝ

e szkoła stawała si

ę

 piekłem dla reszty. Mówi

ę

 to z 

Ŝ

alem, z niejakim 

poczuciem przegranej, ale nie widziałem innego wyj

ś

cia. 

Moim  zdaniem  jedno  cotygodniowe  Ogólne  Spotkanie  Szkoły  jest  wi

ę

cej  warte  ni

Ŝ

 

całotygodniowy zestaw przedmiotów szkolnych. Jest to wspaniałe forum do 

ć

wiczenia si

ę

 w 

publicznym mówieniu i wi

ę

kszo

ść

 dzieci robi to dobrze i bez skr

ę

powania. Cz

ę

sto słyszałem 

rozs

ą

dne przemówienia wygłaszane przez dzieci, które nie umiały ani czyta

ć

 ani pisa

ć

Nie widz

ę

 alternatywnej metody dla naszej demokracji. Mo

Ŝ

e ona by

ć

 bardziej sprawiedliwa 

ni

Ŝ

  demokracja  polityczna,  poniewa

Ŝ

  dzieci  s

ą

 

Ŝ

yczliwe  dla  siebie  wzajemnie  i  nie  maj

ą

 

Ŝ

adnych  nadzwyczajnych  nabytych  praw.  Ponadto  jest  to  prawdziwsza  demokracja,  bo 

background image

wszystkie  prawa  ustanawiane  s

ą

  na  otwartym  zebraniu  i  nie  powstaje  problem  nie 

kontrolowanych, wybranych delegatów. 
O  znaczeniu  samorz

ą

du  decyduje  fakt, 

Ŝ

e  do

ś

wiadczaj

ą

ce  wolno

ś

ci  dzieci  zdobywaj

ą

 

szerokie  spojrzenie  na 

ś

wiat.  Reguły,  które  ustanawiaj

ą

,  dotycz

ą

  rzeczy  zasadniczych,  nie 

pozorów.  
 
Zabawa  
 
Nigdy jeszcze nie widziałem leniwego dziecka. To, co nazywane bywa lenistwem, jest albo 
brakiem zainteresowania albo brakiem zdrowia. Zdrowe dziecko nie urnie by

ć

 leniwe, musi 

przez cały dzie

ń

 co

ś

 robi

ć

. Znałem kiedy

ś

 bardzo zdrowego chłopca, którego uwa

Ŝ

ano za 

lenia. Matematyka nie interesowała go zupełnie, ale szkolny plan zaj

ęć

 wymagał, by uczył si

ę

 

tego przedmiotu. Oczywi

ś

cie nie chciał, a jego nauczyciel uwa

Ŝ

ał, 

Ŝ

e jest on leniwy.  

Stwierdzam, 

Ŝ

e mnie nie udaje si

ę

 skłoni

ć

 siedemnastoletniej młodzie

Ŝ

y do pomocy przy 

sadzeniu ziemniaków, przy pieleniu cebuli, chocia

Ŝ

 ci sami chłopcy sp

ę

dzaj

ą

 całe godziny 

grzebi

ą

c w silnikach, myj

ą

c samochody czy robi

ą

c radioodbiorniki. Długo trwało, zanim 

zaakceptowałem to zjawisko. Prawda zacz

ę

ła dociera

ć

 do mnie pewnego razu, gdy kopałem 

ogród mojego brata. To zaj

ę

cie nie sprawiało mi przyjemno

ś

ci i nagle poj

ą

łem, 

Ŝ

e cała 

sprawa w tym, i

Ŝ

 kopi

ę

 ogród, który mnie nic nie obchodzi. Podobnie mój ogród nie ma 

Ŝ

adnego znaczenia dla chłopców, podczas gdy ich rowery czy radia s

ą

 dla nich wa

Ŝ

ne. 

Długo jeszcze czeka

ć

 trzeba na prawdziwy altruizm, a i tak nigdy nie traci on elementów 

egoizmu.  
Małe dzieci maj

ą

 zupełnie inny stosunek do pracy ni

Ŝ

 nastolatki. Nasze maluchy w wieku do 

o

ś

miu lat b

ę

d

ą

 bardzo dzielnie pracowa

ć

 mieszaj

ą

c cement, wo

Ŝą

c piasek, czyszcz

ą

c cegły; 

b

ę

d

ą

 pracowa

ć

 nie my

ś

l

ą

c o nagrodzie. Identyfikuj

ą

 si

ę

 z dorosłymi, a taka praca jest dla 

nich jak fantazje zrealizowane w rzeczywisto

ś

ci.  

Jednak

Ŝ

e od wieku o

ś

miu-, dziewi

ę

ciu lat a

Ŝ

 do wieku dziewi

ę

tnastu czy dwudziestu lat ch

ęć

 

wykonywania nudnej pracy fizycznej po prostu nie wyst

ę

puje. Odnosi si

ę

 to do wi

ę

kszo

ś

ci 

dzieci. Zdarzaj

ą

 si

ę

, oczywi

ś

cie, dzieci, które s

ą

 pracowite od wczesnego dzieci

ń

stwa przez 

całe 

Ŝ

ycie. Faktem jest, 

Ŝ

e my, doro

ś

li, wykorzystujemy dzieci stanowczo zbyt cz

ę

sto. „Skocz 

wrzuci

ć

 mi ten list”. Nikt nie lubi by

ć

 wykorzystywany.  

Moim zdaniem rozs

ą

dna cywilizacja nie wymagałaby pracy od dzieci do czasu, a

Ŝ

 sko

ń

cz

ą

 

one co najmniej osiemna

ś

cie lat. Wi

ę

kszo

ść

 chłopców i dziewczyn robiłaby du

Ŝ

o przed 

osi

ą

gni

ę

ciem tego wieku, ale taka praca byłaby dla nich zabaw

ą

, prawdopodobnie byłaby 

tak

Ŝ

e nieekonomiczna z punktu widzenia rodziców. Czuj

ę

 si

ę

 przygn

ę

biony na my

ś

l o 

ogromie pracy, jak

ą

 musz

ą

 wykona

ć

 studenci, by przygotowa

ć

 si

ę

 do egzaminów. 

Słyszałem, 

Ŝ

e w przedwojennym Budapeszcie prawie 50% studentów prze

Ŝ

ywało fizyczne 

lub psychiczne załamania po egzaminach maturalnych.  
Powodem, dla którego stale słyszymy takie dobre opinie o pracowito

ś

ci, jak

ą

 wykazuj

ą

 si

ę

 

nasi byli uczniowie wykonuj

ą

cy odpowiedzialn

ą

 prac

ę

, jest fakt, 

Ŝ

e te dziewczyny i chłopcy 

prze

Ŝ

yli okres skoncentrowanego na sobie fantazjowania. Jako młodzi, doro

ś

li ju

Ŝ

 ludzie 

potrafi

ą

 stawi

ć

 czoło rzeczywisto

ś

ci bez 

Ŝ

adnych pod

ś

wiadomych t

ę

sknot za zabawami 

dzieci

ń

stwa.  

Nasz

ą

 szkoł

ę

 mo

Ŝ

na by zdefiniowa

ć

 jako szkoł

ę

, w której zabawa jest najwa

Ŝ

niejsza. 

Dlaczego bawi

ą

 si

ę

 dzieci i kociaki, nie wiem. Przypuszczam, 

Ŝ

e ma to zwi

ą

zek z energi

ą

.  

Nie chodzi mi o zabawy w sensie zorganizowanym, czy o zmagania na boiskach sportowych. 
Chodzi mi o zabaw

ę

 w sensie fantazji. Zorganizowane gry anga

Ŝ

uj

ą

 sprawno

ść

współzawodnictwo, współprac

ę

 w grupie, natomiast zabawy dzieci nie wymagaj

ą

 zwykle 

specjalnych umiej

ę

tno

ś

ci, jest w nich bardzo mało współzawodnictwa i prawie nie ma 

Ŝ

adnej 

współpracy w grupie. Małe dzieci bawi

ą

 si

ę

 w gry typu gangsterskiego ze strzelaniem czy 

walk

ą

 na miecze. Na długo przed epok

ą

 kina dzieci bawiły si

ę

 w ten sposób. Opowiadania i 

filmy mog

ą

 kierunkowa

ć

 niektóre zabawy, ale ich podstawy znajduj

ą

 si

ę

 w sercach dzieci 

wszystkich ras. U nas sze

ś

ciolatki bawi

ą

 si

ę

 przez cały dzie

ń

 — robi

ą

 to z fantazj

ą

, Dla 

małego dziecka rzeczywisto

ść

 i fantazja s

ą

 ze sob

ą

 bardzo blisko zwi

ą

zane. Małe dzieci 

Ŝ

yj

ą

 

ś

wiecie wyobra

ź

ni i t

ę

 wyobra

ź

ni

ę

 wcielaj

ą

 w czyn. Chłopcy w wieku od o

ś

miu do 

background image

czternastu lat w swoich zabawach bez przerwy cały dzie

ń

, katrupi

ą

 ludzi lub lataj

ą

 po niebie 

na swoich drewnianych samolotach, dziewczynki tak

Ŝ

e przechodz

ą

 przez okres band, ale 

bez strzelb czy mieczy. Je

Ŝ

eli przyznajemy, 

Ŝ

e dzieci

ń

stwo jest zabaw

ą

 to jak my, doro

ś

li, 

reagujemy na ten fakt? My to ignorujemy. Zapominamy o tym zupełnie, poniewa

Ŝ

 dla nas 

zabawa jest marnowaniem czasu. Wznosimy wi

ę

c du

Ŝ

e miejskie szkoły z wieloma salami i 

drogimi pomocami szkolnymi, a tym, co ma zaspokoi

ć

 instynkt zabawy, jest najcz

ęś

ciej mały 

betonowy plac. Mo

Ŝ

na by, z pewn

ą

 doz

ą

 racji, twierdzi

ć

Ŝ

e zło cywilizacji wynika z faktu, 

Ŝ

Ŝ

adne dziecko nie mogło si

ę

 nigdy do ko

ń

ca wybawi

ć

. Innymi słowy, dziecko, jak ro

ś

lina 

cieplarniana, zostało wyhodowane na dorosłego, zanim osi

ą

gn

ę

ło dojrzało

ść

.  

Stosunek dorosłych do zabawy jest całkowicie arbitralny. My, starzy, planujemy czas dzieci: 
nauka od dziewi

ą

tej do dwunastej, godzinka przerwy na obiad, i znowu lekcje do trzeciej. 

Gdyby poprosi

ć

 o uło

Ŝ

enie planu nie- skr

ę

powane dziecko, niemal na pewno przeznaczyłoby 

ono du

Ŝ

o czasu na zabaw

ę

, a tylko troch

ę

 na lekcje. U podło

Ŝ

a antagonizmu dorosłych 

wobec zabawy dzieci le

Ŝ

y strach. Setki razy wysłuchiwałem pełne niepokoju pytania: „Je

Ŝ

eli 

mój syn b

ę

dzie si

ę

 bawił cały dzie

ń

, to jak kiedykolwiek nauczy si

ę

 czego

ś

, jak zda 

egzaminy?”. Nieliczni tylko przyjm

ą

 moj

ą

 odpowied

ź

: „Je

Ŝ

eli pozwolisz twojemu dziecku 

bawi

ć

 si

ę

 tak długo, jak zechce, to b

ę

dzie w stanie zda

ć

 egzaminy wst

ę

pne po dwóch latach 

intensywnej nauki, zamiast po trwaj

ą

cej zwykle pi

ęć

, sze

ść

 czy siedem  lat  nauce w szkole, 

która lekcewa

Ŝ

y zabaw

ę

, jako cz

ęść

 

Ŝ

ycia”.  

Lecz zawsze musz

ę

 doda

ć

: „Zakładaj

ą

c, 

Ŝ

e on w ogóle b

ę

dzie chciał zdawa

ć

 te egzaminy!” 

Mo

Ŝ

e, na przykład, chcie

ć

 zosta

ć

 tancerzem czy mechanikiem radiowym. Ona mo

Ŝ

e chcie

ć

 

zosta

ć

 projektantk

ą

 odzie

Ŝ

y czy piel

ę

gniark

ą

 dzieci

ę

c

ą

.  

Tak, strach o przyszło

ść

 dziecka popycha dorosłych do tego, 

Ŝ

e pozbawiaj

ą

 dzieci ich prawa 

do zabawy. Jest w tym jednak co

ś

 wi

ę

cej. Za t

ą

 dezaprobat

ą

 zabawy kryje si

ę

 bowiem 

mgliste przekonanie, 

Ŝ

e wcale nie jest tak dobrze by

ć

 dzieckiem, prze

ś

wiadczenie, które 

dochodzi do głosu, gdy napomina si

ę

 młodego dorosłego: „Nie b

ą

d

ź

 dzieckiem”.  

Rodzice, którzy zapomnieli o t

ę

sknotach swojego dzieci

ń

stwa — zapomnieli jak si

ę

 bawi

ć

 i 

jak fantazjowa

ć

 s

ą

 marnymi rodzicami. Dziecko, które utraci zdolno

ść

 do zabawy, jest 

psychicznie martwe oraz niebezpieczne dla ka

Ŝ

dego innego dziecka, które wejdzie z nim w 

kontakt.  
Intryguj

ą

ca, cho

ć

 niebywale trudn

ą

, byłaby ocena krzywdy wyrz

ą

dzonej dzieciom, którym nie 

pozwolono bawi

ć

 si

ę

 do woli. Zastanawiam si

ę

 cz

ę

sto, czy te masy ludzi ogl

ą

daj

ą

ce 

zawodowy football, usiłuj

ą

 odreagowa

ć

 swoje zablokowane zainteresowanie zabaw

ą

poprzez identyfikacj

ę

 z zawodnikami graj

ą

cymi niejako zamiast nich. Wi

ę

kszo

ść

 naszych 

absolwentów nie chodzi na mecze piłki no

Ŝ

nej, nie interesuje si

ę

 tak

Ŝ

e ró

Ŝ

nego rodzaju 

widowiskami.  
 
Szcz

ęś

cie 

Celem 

Ŝ

ycia jest szcz

ęś

cie.  Złem 

Ŝ

ycia jest wszystko to, co ogranicza je lub niszczy. 

Oczywi

ś

cie, 

Ŝ

e nikt z nas nie jest szcz

ęś

liwy przez cały czas; bol

ą

 nas z

ę

by, mamy nieudane 

romanse itd. Je

Ŝ

eli słowo szcz

ęś

cie  co

ś

 znaczy, to oznacza ono wewn

ę

trzne  

dobre samopoczucie, poczucie równowagi, uczucie zadowolenia z 

Ŝ

ycia. Mo

Ŝ

e istnie

ć

 tylko 

wtedy, gdy człowiek czuje si

ę

 wolny.  

Wolne dzieci maj

ą

 twarze otwarte, bez l

ę

ku; dzieci poddawane dyscyplinie wygl

ą

daj

ą

 na 

zastraszone, przygn

ę

bione, pełne l

ę

ku.  

Szcz

ęś

cie zawsze oznacza dobro; jego brak w swojej ekstremalnej postaci to 

prze

ś

ladowanie mniejszo

ś

ci czy wojna. Nie jest łatwo da

ć

 dziecku wolno

ść

. Oznacza to, 

Ŝ

odmawiamy uczenia go religii, polityki czy 

ś

wiadomo

ś

ci klasowej. Dziecko nie do

ś

wiadcza 

prawdziwej wolno

ś

ci, gdy słyszy ojca rzucaj

ą

cego gromy na jakie

ś

 ugrupowanie polityczne . 

Jest nieomal niemo

Ŝ

liwe uchroni

ć

 dzieci przed przyjmowaniem naszego stosunku do 

Ŝ

ycia. 

Mało prawdopodobne, by syn rze

ź

nika głosił wegetarianizm , to znaczy, o ile l

ę

k przed 

autorytetem ojca nie doprowadzi go do opozycji.  
Społecze

ń

stwo z samej swej natury jest wrogie wolno

ś

ci. Społecze

ń

stwo -tłum — jest 

konserwatywne i nienawistne wobec nowej my

ś

li. Moda stanowi przykład nieprzyjaznego 

stosunku tłumu do swobody. Tłum 

Ŝą

da ujednolicenia. W mie

ś

cie jestem dziwakiem, bo 

background image

nosz

ę

 sandały; w mojej wsi byłbym pomylony, gdybym nosił kapelusz. Nieliczni odwa

Ŝ

aj

ą

 si

ę

 

odst

ą

pi

ć

 od tego, co powszechnie uchodzi za wła

ś

ciwe.  

  

Da

ć

 swobod

ę

, to znaczy pozwoli

ć

 dziecku 

Ŝ

y

ć

 własnym 

Ŝ

yciem. Wydaje si

ę

 to proste, 

gdy wyrazi

ć

 to w ten sposób. Tylko 

Ŝ

e nasz nieszcz

ę

sny nawyk nauczania, urabiania, 

pouczania i przymuszania czyni nas niezdolnymi do u

ś

wiadomienia sobie prostoty 

prawdziwej wolno

ś

ci. Jak reaguje dziecko, gdy nie ogranicza mu si

ę

 wolno

ś

ci? Dzieci 

inteligentne i dzieci nie-tak-znów-inteligentne zyskuj

ą

 co

ś

, czego nigdy nie miały—takie co

ś

czego niemal nie daje si

ę

 okre

ś

li

ć

. Głównym zewn

ę

trznym tego przejawem jest ogromny 

wzrost szczero

ś

ci i 

Ŝ

yczliwo

ś

ci plus zmniejszenie agresji. Gdy dzieci nie do

ś

wiadczaj

ą

 l

ę

ku i 

dyscypliny, nie s

ą

 otwarcie agresywne. Tylko raz przez trzydzie

ś

ci osiem lat w naszej szkole 

widziałem bójk

ę

 na pi

ęś

ci i rozbite nosy. Zawsze mo

Ŝ

na znale

źć

 jakiego

ś

 zn

ę

caj

ą

cego si

ę

 

nad słabszymi tchórza — bowiem 

Ŝ

adna ilo

ść

 wolno

ś

ci w szkole nie jest w stanie całkowicie 

zneutralizowa

ć

 wpływu złego domu. Nabyty wci

ą

gu pierwszych miesi

ę

cy czy lat 

Ŝ

ycia 

charakter mo

Ŝ

e si

ę

 zmieni

ć

 pod wpływem wolno

ś

ci, ale nie mo

Ŝ

e si

ę

 całkowicie odmieni

ć

Najwi

ę

kszym wrogiem wolno

ś

ci jest l

ę

k. Doro

ś

li, którzy obawiaj

ą

 si

ę

Ŝ

e młodzi b

ę

d

ą

 

zepsuci, sami s

ą

 zepsuci . Je

Ŝ

eli człowieka cokolwiek szokuje, to wła

ś

nie to, co go 

najbardziej poci

ą

ga. 

Ś

wi

ę

toszek to rozpustnik, który nie ma odwagi stan

ąć

 twarz

ą

 w twarz ze 

sw

ą

 nag

ą

 dusz

ą

. Jednak

Ŝ

e wolno

ść

 to tak

Ŝ

e pokonanie ignorancji. Wolni ludzie nie 

potrzebowaliby cenzora sztuk czy ubioru. Bowiem wolni ludzie nie interesowaliby si

ę

 

szokuj

ą

cymi rzeczami, poniewa

Ŝ

 wolnych łudzi nie mo

Ŝ

na by zaszokowa

ć

. Naszych uczniów 

nic nie szokuje — nie dlatego, 

Ŝ

e s

ą

 zaawansowani w grzechu — lecz dlatego, 

Ŝ

e prze

Ŝ

yli 

oni swoje zainteresowanie szokuj

ą

cymi rzeczami i nie s

ą

 im one wi

ę

cej potrzebne jako 

przedmiot rozmowy czy dowcipu.  
Ludzie mówi

ą

 mi cz

ę

sto tak: „Jak twoje wolne dzieci przystosuj

ą

 si

ę

 kiedykolwiek do 

Ŝ

yciowego mozołu i harówki?” Mam nadziej

ę

Ŝ

e te dzieci b

ę

d

ą

 pionierami w obaleniu 

takiego wła

ś

nie modelu 

Ŝ

ycia.  

Musimy pozwoli

ć

 dzieciom by

ć

 egoistami — maj

ą

cymi pełn

ą

 swobod

ę

 zaspokajania 

własnych dzieci

ę

cych zainteresowa

ń

. Powiedziałem: „W mojej szkole nie b

ę

dziemy 

krytykowa

ć

, kara

ć

, moralizowa

ć

. Pozwolimy ka

Ŝ

demu dziecku 

Ŝ

y

ć

 zgodnie z jego gł

ę

bokimi 

impulsami” - min

ę

ło wiele lat, zanim nauczyłem si

ę

Ŝ

e to wolno

ść

 pomaga trudnym 

dzieciom, a nie terapia. Stwierdzam, 

Ŝ

e moim głównym zadaniem jest siedzie

ć

 spokojnie i 

akceptowa

ć

 to wszystko, czego dziecko w sobie nie akceptuje to znaczy osłabia

ć

 głos 

narzuconego mu sumienia, jego nienawi

ść

 do samego siebie.  

Nowy chłopiec klnie. U

ś

miecham si

ę

 i mówi

ę

: „Nie przerywaj sobie. W przeklinaniu nie ma 

nic złego”. Tak samo z masturbacj

ą

, kłamstwem, kradzie

Ŝą

 i innymi społecznie pot

ę

pianymi 

czynami.  
Gdy indywidualny interes dziecka koliduje z interesem społecznym, wtedy nale

Ŝ

y przyzna

ć

 

pierwsze

ń

stwo jego indywidualnemu dobru. Cała idea naszej szkoły, to zapewnienie 

wolno

ś

ci: pozwolenie dziecku na to, aby zaspokajało w pełni swoje naturalne potrzeby.  

Jak mo

Ŝ

na obdarza

ć

 szcz

ęś

ciem? Moja własna odpowied

ź

 brzmi: Znie

ś

 autorytet. Pozwól 

dziecku by

ć

 sob

ą

. Nie pomiataj nim. Nie pouczaj. Nie praw kaza

ń

. Nie umoralniaj go. Nie 

zmuszaj do robienia czegokolwiek. Ta odpowied

ź

 mo

Ŝ

e nie by

ć

 twoj

ą

 odpowiedzi

ą

. Je

Ŝ

eli 

jednak odrzucasz moj

ą

, to na tobie ci

ąŜ

y obowi

ą

zek znalezienia lepszej.  

Wolno

ść

  

Szkoła powinna uczyni

ć

 

Ŝ

ycie dziecka zabaw

ą

. Nie chodzi mi oto, 

Ŝ

e dziecko powinno mie

ć

 

drog

ę

 usłan

ą

 ró

Ŝ

ami. Ułatwianie mu wszystkiego jest fatalne dla jego charakteru. Ale ju

Ŝ

 

samo 

Ŝ

ycie przynosi tak wiele trudno

ś

ci, 

Ŝ

e te sztucznie przez nas dzieciom sprawiane, s

ą

 

doprawdy niepotrzebne. Uwa

Ŝ

am, 

Ŝ

e narzucanie czegokolwiek moc

ą

 autorytetu jest bł

ę

dem. 

Dziecko nie powinno robi

ć

 niczego, dopóki samo nie dojdzie do wniosku swojego własnego 

wniosku 

Ŝ

e co

ś

 tam powinno zosta

ć

 zrobioneWolno

ść

 to robienie tego, co si

ę

 komu 

podoba, dopóki nie narusza si

ę

 wolno

ś

ci innych. W naszej szkole dziecko nie mo

Ŝ

e robi

ć

 co 

mu si

ę

 podoba. Jego własne prawa otaczaj

ą

 je ze wszystkich stron. Wolno mu robi

ć

 to, co 

background image

chce, jedynie i wył

ą

cznie w sprawach, które jego samego dotycz

ą

. Mo

Ŝ

e bawi

ć

 si

ę

 przez cały 

dzie

ń

, je

ś

li chce, poniewa

Ŝ

 praca i nauka s

ą

 sprawami jedynie jego. Natomiast nie wolno mu 

gra

ć

 na tr

ą

bce w klasie, gdy

Ŝ

 to przeszkadzałoby innym.  

Mógłbym zmusi

ć

 si

ę

 sił

ą

 woli do tego, 

Ŝ

eby rzuci

ć

 palenie, lecz nie mog

ę

 sił

ą

 woli zmusi

ć

 si

ę

 

do miło

ś

ci czy te

Ŝ

 do tego, 

Ŝ

ebym polubił botanik

ę

. Nikt nie jest w stanie zmusi

ć

 siebie do 

tego, by by

ć

 dobrym czy te

Ŝ

, je

ś

li ju

Ŝ

 o to chodzi, złym.  

Nie mo

Ŝ

na nauczy

ć

 kogo

ś

, by miał siln

ą

 wol

ę

. Je

Ŝ

eli kształci si

ę

 dzieci w atmosferze 

wolno

ś

ci, b

ę

d

ą

 one bardziej 

ś

wiadome samych siebie, poniewa

Ŝ

 wolno

ść

 pozwała na to, by 

coraz wi

ę

cej pod

ś

wiadomego stało si

ę

 

ś

wiadome. Dlatego te

Ŝ

 wi

ę

kszo

ść

 dzieci w naszej 

szkole ma nieliczne w

ą

tpliwo

ś

ci na temat 

Ŝ

ycia. One wiedz

ą

, czego chc

ą

 i  przypuszczam 

tak

Ŝ

e, 

Ŝ

e to zdob

ę

d

ą

.  

Pami

ę

tajmy, 

Ŝ

e to, co nazywane bywa słab

ą

 wol

ą

, jest zazwyczaj oznak

ą

 braku 

zainteresowania. Słaba osoba, któr

ą

 łatwo nakłoni

ć

 do gry w tenisa, gdy nie ma na to ochoty, 

jest kim

ś

, kto nie ma poj

ę

cia o tym, co go naprawd

ę

 interesuje. System niewolniczej 

dyscypliny sprzyja temu, 

Ŝ

e taki kto

ś

 pozostaje człowiekiem płytkim, o słabej woli.  

      Społeczno

ść

 ma prawo poskromienia aspołecznie zachowuj

ą

cego si

ę

 chłopca, poniewa

Ŝ

 

narusza on prawa innych. Ale społeczno

ść

 nie ma 

Ŝ

adnego prawa zmuszania chłopca, by 

uczył si

ę

 łaciny- bowiem uczenie si

ę

 tej

Ŝ

e łaciny jest jego indywidualn

ą

 spraw

ą

. Zmuszanie 

dziecka do nauki jest tym samym co zmuszanie człowieka do przyj

ę

cia jakiej

ś

 religii ustaw

ą

 

parlamentu. I jest równie głupie. Jako chłopiec uczyłem si

ę

 łaciny — raczej dano mi łaci

ń

skie 

ksi

ąŜ

ki, z których miałem si

ę

 uczy

ć

. Nie byłem wtedy w stanie tego robi

ć

, poniewa

Ŝ

 

interesowało mnie co innego. Natomiast gdy miałem dwadzie

ś

cia jeden lat, stwierdziłem, 

Ŝ

bez znajomo

ś

ci łaciny nie dostan

ę

 si

ę

 na uniwersytet. W czasie krótszym ni

Ŝ

 rok nauczyłem 

jej si

ę

 na tyle, 

Ŝ

e zdałem egzaminy wst

ę

pne. Korzy

ść

 własna skłoniła mnie do nauki.  

Ka

Ŝ

de dziecko ma prawo nosi

ć

 takie ubranie, 

Ŝ

eby nie miało najmniejszego nawet znaczenia 

to, czy ubrudzi si

ę

 ono czy nie. Ka

Ŝ

de dziecko ma prawo do wolno

ś

ci. Przez wiele lat 

wysłuchiwałem nastolatków wypuszczaj

ą

cych z siebie te wszystkie „cholery” i „psiakrew”, 

których nie pozwolono im mówi

ć

, gdy byli mali. 

Chciałbym móc powiedzie

ć

Ŝ

e poniewa

Ŝ

 wolno

ść

 dotyka przede wszystkim emocji, 

dzieci wszelkiego typu — inteligentne i t

ę

pe w równym stopniu na ni

ą

 reaguj

ą

. Nie mog

ę

 

jednak tak powiedzie

ć

. Ró

Ŝ

nic

ę

 wida

ć

 dobrze na przykładzie lekcji. Ka

Ŝ

de ciesz

ą

ce si

ę

 

wolno

ś

ci

ą

 dziecko bawi si

ę

 przez wi

ę

kszo

ść

 czasu; ale gdy przychodzi czas, te inteligentne 

usi

ą

d

ą

 i wezm

ą

 si

ę

 do pracy, 

Ŝ

eby opanowa

ć

 przedmioty, które wymagane s

ą

 przy 

egzaminach pa

ń

stwowych. W niewiele ponad dwa lata chłopak czy dziewczyna wykona 

prac

ę

, która utrzymywanym w karno

ś

ci dzieciom zajmuje osiem lat.  

Ortodoksyjny nauczyciel utrzymuje, 

Ŝ

e mo

Ŝ

na zda

ć

 egzamin tylko wtedy, gdy dyscyplin

ą

 

zmusza si

ę

 kandydata do harówki bez wytchnienia. Nasze wyniki dowodz

ą

Ŝ

e w przypadku 

inteligentnych dzieci takie rozumowanie jest fałszywe. W warunkach swobody tylko zdolne 
dzieci s

ą

 w stanie skoncentrowa

ć

 si

ę

 na intensywnej nauce, co jest niezwykle trudne w 

społeczno

ś

ci, w której dzieje si

ę

 tak wiele atrakcyjnych rzeczy.  

Wiem, 

Ŝ

e poddani dyscyplinie nawet stosunkowo słabi uczniowie zdaj

ą

 egzaminy, niemniej 

jednak zastanawiam si

ę

, co dzieje si

ę

 z nimi pó

ź

niej w 

Ŝ

yciu. Gdyby wszystkie szkoły były 

wolne, a wszystkie lekcje nieobowi

ą

zkowe, wtedy, jak przypuszczam, ka

Ŝ

de dziecko 

znalazłoby swój własny poziom. Słysz

ę

 ju

Ŝ

, jak zaniepokojona, zaj

ę

ta gotowaniem matka—w 

czasie gdy jej dziecko raczkuje w koło i przewraca ró

Ŝ

ne rzeczy — pyta ze 

zniecierpliwieniem: „Co to w ogóle jest ta samoregulacja? Wszystko to pi

ę

kne dla bogatych 

kobiet z opiekunkami do dzieci, ale dla takich jak ja to tylko słowa i zam

ę

t”. Inna, by

ć

 mo

Ŝ

e, 

zawoła: „Chciałabym, ale jak mam zacz

ąć

? Jakie ksi

ąŜ

ki mog

ę

 przeczyta

ć

 na ten temat?” 

Odpowied

ź

 brzmi nast

ę

puj

ą

co: nie ma ksi

ąŜ

ek, nie ma wyroczni, nie ma autorytetów. Jest 

jedynie bardzo mała grupka rodziców, lekarzy i nauczycieli, którzy wierz

ą

 w osobowo

ść

 i 

organizm nazywany dzieckiem, i którzy zdecydowani s

ą

 nie robi

ć

 niczego, co mogłoby 

wypaczy

ć

 charakter i usztywni

ć

 ciało poprzez bł

ę

dn

ą

 ingerencj

ę

. Jeste

ś

my wszyscy 

nieautorytarnymi poszukiwaczami prawdy o człowiecze

ń

stwie. Mo

Ŝ

emy jedynie 

zaproponowa

ć

 relacj

ę

 o dzieciach wychowanych bez ograniczania wolno

ś

ci — i to wszystko.  

background image

Wydaje si

ę

Ŝ

e prawdziwa swoboda praktykowana w 

Ŝ

yciu społeczno

ś

ci robi dla wielu to, co 

psychoanaliza dla jednostki. Uwalnia to, co ukryte. Oczyszcza dusz

ę

 z nienawi

ś

ci do samego 

siebie i nienawi

ś

ci do innych. 

 
Miło

ść

 i akceptacja  

Szcz

ęś

cie i pomy

ś

lno

ść

 dzieci zale

Ŝą

 od tego, ile okazujemy im miło

ś

ci i akceptacji. Musimy 

by

ć

 po stronie dziecka. O tym, 

Ŝ

e jeste

ś

my po jego stronie, 

ś

wiadczy okazywana mu miło

ść

 

— nie miło

ść

 zaborcza — nie miło

ść

 sentymentalna — a po prostu miło

ść

, w wyniku której 

dziecko czuje si

ę

 kochane i akceptowane. Wła

ś

nie miło

ść

 i akceptacja tak cz

ę

sto leczy 

problemy dzieci.  Przyczyn

ą

 nerwicy jest rodzicielska dyscyplina — dokładne przeciwie

ń

stwo 

rodzicielskiej miło

ś

ci. Nie mo

Ŝ

na mie

ć

 dobrej natury ludzkiej, gdy traktuje si

ę

 j

ą

 nienawi

ś

ci

ą

kar

ą

 i stłumieniem. Jedyn

ą

 drog

ą

 jest droga miło

ś

ci.  

Kochaj

ą

ce 

ś

rodowisko, bez rodzicielskiej dyscypliny, usunie wi

ę

kszo

ść

 kłopotów dzieci

ń

stwa. 

Chc

ę

Ŝ

eby rodzice to sobie u

ś

wiadomili. Je

Ŝ

eli stworz

ą

 swoim dzieciom dom pełen miło

ś

ci i 

akceptacji to zło

ś

liwo

ść

, nienawi

ść

 i destrukcyjno

ść

 nigdy si

ę

 nie pojawi

ą

.  

Nie twierdz

ę

Ŝ

e miło

ść

 wyleczy przypadek ostrej klaustrofobii czy przypadek silnego 

sadyzmu; ale zazwyczaj miło

ść

 uzdrowi wi

ę

kszo

ść

 młodych złodziei, kłamców i wandali. 

Dowiodłem w praktyce, 

Ŝ

e wolno

ść

 i brak moralnej dyscypliny wyleczyły wiele dzieci, których 

przyszło

ść

 rysowała si

ę

 jako 

Ŝ

ycie sp

ę

dzone w wi

ę

zieniu. 

Moralno

ść

  

Praktycznie ka

Ŝ

dy dorosły uwa

Ŝ

a, 

Ŝ

e natur

ę

 dziecka trzeba ulepszy

ć

. „ Dlatego wła

ś

nie 

dzieje si

ę

 tak, 

Ŝ

e rodzic zaczyna uczy

ć

 małe dziecko, jak 

Ŝ

y

ć

. Dziecko wkrótce natrafia na 

cały system zakazów. To jest niegrzeczne, a tamto jest brudne, a to co

ś

 tam jest 

egoistyczne. Pierwotny głos naturalnej siły 

Ŝ

yciowej dziecka spotyka głos pouczania. 

Uwa

Ŝ

am, 

Ŝ

e to wła

ś

nie nauczanie moralne czyni dziecko złym. Stwierdzam, 

Ŝ

e gdy 

zneutralizuj

ę

 te pouczenia, które otrzymał zły chłopiec, staje si

ę

 on dobry.  

By

ć

 mo

Ŝ

e jest jaki

ś

 sens w nauczaniu moralnym dorosłych, cho

ć

 ja osobi

ś

cie w to w

ą

tpi

ę

Nie ma natomiast 

Ŝ

adnych argumentów przemawiaj

ą

cych za takim pouczaniem dzieci. Jest 

to psychologicznie bł

ę

dne. Wymaganie od dziecka, by nie było egoistyczne, jest złe. Ka

Ŝ

de 

dziecko jest egoist

ą

 i 

ś

wiat nale

Ŝ

y do niego. Gdy ma jabłko, jedynym jego 

Ŝ

yczeniem jest je 

zje

ść

. Je

Ŝ

eli matka zach

ę

ca dziecko, 

Ŝ

eby podzieliło si

ę

 tym

Ŝ

e jabłkiem z młodszym 

braciszkiem, to osi

ą

ga jedynie to, 

Ŝ

e wywołuje w nim nienawi

ść

 do brata. Altruizm przychodzi 

ź

niej — w sposób naturalny — je

Ŝ

eli dziecka nie uczy si

ę

, by nie było egoistyczne. A 

prawdopodobnie nigdy si

ę

 on nie ujawnia, je

Ŝ

eli dziecko było zmuszane do nieegoistycznego 

zachowania. Tłumi

ą

c egoizm dziecka, matka utrwala ten

Ŝ

e egoizm na zawsze.  

Jak to si

ę

 dzieje? Psychiatria pokazała i udowodniła, 

Ŝ

e nie spełnione 

Ŝ

yczenie trwa dalej w 

pod

ś

wiadomo

ś

ci. Z tego te

Ŝ

 powodu dziecko, które jest uczone postawy nieegoistycznej, 

dostosuje si

ę

 do wymaga

ń

 matki po to, 

Ŝ

eby j

ą

 zadowoli

ć

. Pod

ś

wiadomie pogrzebie swoje 

prawdziwe pragnienia — swoje egoistyczne 

Ŝ

yczenia — i z powodu stłumienia zachowa je i 

pozostanie egoist

ą

 przez całe 

Ŝ

ycie. W ten sposób nauczanie moralne udaremnia si

ę

 samo. 

Je

Ŝ

eli dzieci s

ą

 kochane i maj

ą

 du

Ŝ

o swobody, to z czasem stan

ą

 si

ę

 porz

ą

dne i uczciwe.  

 
Odpowiedzialno

ść

  

W wielu domach ego dziecka jest tłumione, poniewa

Ŝ

 rodzice traktuj

ą

 je jak wieczne 

niemowl

ę

ta. Znałem czternastoletnie dziewczyny, do których rodzice nie mieli na tyle 

zaufania, 

Ŝ

eby pozwoli

ć

 im na rozpalenie ognia w kominku. Rodzice maj

ą

c najlepsze 

intencje, Wzbraniaj

ą

 dzieciom odpowiedzialno

ś

ci.  

background image

— Musisz wzi

ąć

 sweter, kochanie: na pewno b

ę

dzie pada

ć

. No i nie chod

ź

 blisko torów.  

— Umyłe

ś

 buzi

ę

 ?  

Pewnego razu, gdy przyjmowałem pewn

ą

 dziewczynk

ę

 do szkoły jej matka powiedziała mi, 

Ŝ

e ona bardzo si

ę

 brudzi, i 

Ŝ

e musiała mówi

ć

 jej dziesi

ęć

 razy dziennie, 

Ŝ

eby si

ę

 umyła. Od 

nast

ę

pnego dnia po przybyciu do szkoły to dziecko brało zimn

ą

 k

ą

piel codziennie rano i co 

najmniej dwie k

ą

piele gor

ą

ce w ci

ą

gu tygodnia. Miało zawsze czyst

ą

 twarz i r

ę

ce. Brak 

czysto

ś

ci w domu — który mógł zreszt

ą

 istnie

ć

 tylko w wyobra

ź

ni matki był spowodowany 

tym, 

Ŝ

e traktowano j

ą

 jako małe dziecko.  

Dzieciom powinno si

ę

 pozwoli

ć

 ponosi

ć

 niemal nieograniczon

ą

 odpowiedzialno

ść

 za samych 

siebie. Przedszkolaki uczone systemem Montessori nosz

ą

 wazy pełne gor

ą

cej zupy. Jeden z 

naszych najmłodszych uczniów, siedmiolatek, u

Ŝ

ywa najrozmaitszych narz

ę

dzi: dłuta, 

siekiery, piły, no

Ŝ

y. Ja cz

ęś

ciej od niego rani

ę

 sobie palce.  

Nie nale

Ŝ

y myli

ć

 obowi

ą

zku z odpowiedzialno

ś

ci

ą

. Poczucia obowi

ą

zku powinno si

ę

 

nabywa

ć

 pó

ź

niej w 

Ŝ

yciu, je

Ŝ

eli ju

Ŝ

 w ogóle. Słowo obowi

ą

zek ma tak wiele ponurych 

skojarze

ń

. To nieprawda, 

Ŝ

e odpowiedzialno

ść

 wi

ąŜ

e si

ę

 z wiekiem; to bł

ą

d, który oddaje 

młode 

Ŝ

ycie w r

ę

ce słabych starych ludzi, których nazywamy m

ęŜ

ami stanu, a których mo

Ŝ

na 

by trafniej nazwa

ć

 m

ęŜ

ami zastoju. Z tego samego bł

ę

dnego rozumowania wywodzi si

ę

 

zało

Ŝ

enie, 

Ŝ

e ka

Ŝ

dy członek rodziny jest opiekunem i przewodnikiem tych młodszych od 

siebie. Rodzicom trudno zrozumie

ć

Ŝ

e ich sze

ś

cioletni syn nie jest rozs

ą

dn

ą

, logiczn

ą

 istot

ą

która rozumie takie na przykład zdanie: „Jeste

ś

 starszy od brata i w twoim wieku powiniene

ś

 

ju

Ŝ

 wiedzie

ć

Ŝ

e nie wolno mu wybiega

ć

 na drog

ę

”.  

Dziecko nie powinno by

ć

 nakłaniane do przyjmowania na siebie odpowiedzialno

ś

ci, do której 

nie jest gotowe i odpowiedzialno

ś

ci za podejmowanie decyzji, do których jest jeszcze za 

młode. Dewiz

ą

 musi by

ć

 zdrowy rozs

ą

dek. W naszej szkole nie pytamy naszych 

pi

ę

ciolatków, czy 

Ŝ

ycz

ą

 sobie krat przed kominkiem. Nie prosimy sze

ś

ciolatka, by 

zdecydował, czy mo

Ŝ

e wyj

ść

 na dwór, gdy ma gor

ą

czk

ę

. Nie pytamy te

Ŝ

 skonanego dziecka, 

czy powinno i

ść

 do łó

Ŝ

ka, gdy jest przem

ę

czone. Nie prosi si

ę

 go wszak o pozwolenie na 

podanie zapisanych przez lekarza medykamentów, gdy jest chore. Lecz narzucanie 
autorytetu — koniecznego autorytetu — bynajmniej nie jest sprzeczne z pogl

ą

dem, 

Ŝ

dziecko powinno mie

ć

 tyle odpowiedzialno

ś

ci, ile tylko jest w stanie zaakceptowa

ć

 w swoim 

wieku. Ustalaj

ą

c granice odpowiedzialno

ś

ci, rodzic powinien zawsze przysłuchiwa

ć

 si

ę

 

swojemu wewn

ę

trznemu głosowi. Musi najpierw zbada

ć

 samego siebie.  

Na przykład rodzice, którzy odmawiaj

ą

 dzieciom prawa do wybierania własnych ubra

ń

kieruj

ą

 si

ę

 zwykle my

ś

l

ą

Ŝ

e dziecko mogłoby wybra

ć

 takie ubranie, które nie odpowiadałoby 

ich pozycji społecznej.  
Rodzice, którzy cenzuruj

ą

 lektur

ę

 dziecka, filmy, czy przyjaciół, próbuj

ą

, ogólnie rzecz bior

ą

c, 

narzuci

ć

 dziecku sił

ą

 swoje własne pogl

ą

dy. Tacy rodzice jedynie racjonalizuj

ą

 własn

ą

 

postaw

ę

 mówi

ą

c, 

Ŝ

e wiedz

ą

, co jest najlepsze, podczas gdy ich ukryt

ą

 motywacj

ą

 jest 

najprawdopodobniej ch

ęć

 sprawowania autorytarnej władzy.  

Ogólnie mówi

ą

c, rodzice powinni pozwala

ć

 dziecku na jak najwi

ę

cej odpowiedzialno

ś

ci, 

bior

ą

c pod uwag

ę

 jego fizyczne bezpiecze

ń

stwo. Tylko w ten sposób rozwin

ą

 oni w dziecku 

pewno

ść

 siebie.  

Posłusze

ń

stwo a dyscyplina 

Pojawia si

ę

 heretyckie pytanie: „Dlaczego dziecko powinno by

ć

 posłuszne?” Moja odpowied

ź

 

brzmi: „Dziecko musi słucha

ć

Ŝ

eby zaspokoi

ć

 pragnienie mocy u dorosłych. W przeciwnym 

bowiem razie dlaczego dziecko miałoby by

ć

 posłuszne?”  

„W porz

ą

dku mówisz — ale ono mo

Ŝ

e zmoczy

ć

 sobie nogi, gdy nie posłucha polecenia, 

Ŝ

eby 

wło

Ŝ

yło buty; mo

Ŝ

e nawet spa

ść

 ze skały, gdy nie posłucha krzyku ojca”. Tak, oczywi

ś

cie, 

dziecko powinno słucha

ć

, gdy chodzi o spraw

ę

 

Ŝ

ycia czy 

ś

mierci. Lecz jak cz

ę

sto dziecko 

jest karane za nieposłusze

ń

stwo w sprawach 

Ŝ

ycia czy 

ś

mierci? Rzadko, je

Ŝ

eli w ogóle. 

Zwykle si

ę

 je wtedy przytula wykrzykuj

ą

c: „Mój skarbie! Dzi

ę

ki Bogu, 

Ŝ

e nic ci si

ę

 nie stało!” 

Dziecko jest zwykle karane za drobiazgi. Mo

Ŝ

na prowadzi

ć

 dom, w którym nie 

Ŝą

da si

ę

 

posłusze

ń

stwa. Je

Ŝ

eli mówi

ę

 do dziecka: „We

ź

 ksi

ąŜ

ki i id

ź

 na lekcj

ę

 angielskiego”, ono 

background image

mo

Ŝ

e odmówi

ć

, gdy nie jest zainteresowane angielskim. Jego nieposłusze

ń

stwo wyra

Ŝ

a po 

prostu jego własne pragnienia, które oczywi

ś

cie nikomu nie przeszkadzaj

ą

 ani  nie krzywdz

ą

Natomiast je

Ŝ

eli mówi

ę

: „Posadziłem co

ś

 w 

ś

rodkowej cz

ęś

ci ogrodu: nie wolno tam biega

ć

!”, 

wszystkie dzieci akceptuj

ą

 to, w sposób bardzo podobny do tego, jak akceptuj

ą

 polecenie 

kolegi „Nikomu nie wolno bra

ć

 mojej piłki, je

Ŝ

eli mnie przedtem nie spyta”. Bowiem 

posłusze

ń

stwo powinno by

ć

 kwesti

ą

 wzajemnych ust

ę

pstw. Czasami zdarza si

ę

 w naszej 

szkole nieposłusze

ń

stwo w stosunku do reguł ustanowionych na Ogólnym Spotkaniu Szkoły. 

W takim wypadku dzieci mog

ą

 same podj

ąć

 działania. Niemniej na ogół obywa si

ę

 to bez 

autorytetu czy posłusze

ń

stwa. Ka

Ŝ

dy mo

Ŝ

e robi

ć

, co mu si

ę

 podoba, dopóki nie narusza 

wolno

ś

ci innych - jest to cel mo

Ŝ

liwy do zrealizowania w ka

Ŝ

dej społeczno

ś

ci W sytuacji 

samoregulacji w domu nie ma autorytetu. Oznacza to, 

Ŝ

e nie ma podniesionych głosów i 

gardłowania: „Ja tak mówi

ę

! Ty musisz słucha

ć

”.. W rzeczywisto

ś

ci istnieje, oczywi

ś

cie, 

autorytet. Taki autorytet mo

Ŝ

na by nazwa

ć

 ochron

ą

, trosk

ą

, odpowiedzialno

ś

ci

ą

 dorosłego. 

Taki autorytet nie na wymaga posłusze

ń

stwa, a czasami sam jest posłuszny. Tak wi

ę

c mog

ę

 

powiedzie

ć

 do mojej córki: „Nie wno

ś

 tego błota i wody do salonu”. Jest to takie samo 

Ŝ

yczenie, jak to gdy ona mówi do mnie: „Wyjd

ź

 z mojego pokoju, tato. Nie chc

ę

Ŝ

eby

ś

 teraz 

tu był”, a ja, rzecz jasna, spełniam je bez słowa.  

Istnieje, jednak

Ŝ

e, inna dyscyplina. W orkiestrze pierwszy skrzypek dyrygenta, poniewa

Ŝ

 

jemu równie mocno jak dyrygentowi zale

Ŝ

y na dobrym wykonaniu utworu. Staj

ą

cemu na 

baczno

ść

 szeregowcowi z reguły nie zale

Ŝ

y na sprawno

ś

ci armii. Ka

Ŝ

de wojsko rz

ą

dzone 

jest głównie za pomoc

ą

 strachu, a 

Ŝ

ołnierz wie, 

Ŝ

e je

Ŝ

eli nie posłucha, zostanie ukarany. 

Dyscyplina w szkole mo

Ŝ

e by

ć

 rodzajem dyscypliny takiej jak w orkiestrze, je

Ŝ

eli nauczyciele 

s

ą

 dobrzy. Zbyt cz

ę

sto jednak panuje tam dyscyplina typu wojskowego. To samo tak

Ŝ

odnosi si

ę

 do domu. Szcz

ęś

liwy dom jest jak orkiestra i ma takiego sa

meg

o  

Pewna matka napisała, 

Ŝ

e chce, aby córka była jej posłuszna. Ja uczyłem jej córk

ę

 

posłusze

ń

stwa wobec siebie samej. Matka twierdzi, 

Ŝ

e jest ona nieposłuszna, lecz ja 

twierdz

ę

Ŝ

e ona jest zawsze posłuszna. Pi

ęć

 minut temu przyszła do mojego pokoju 

podyskutowa

ć

 o psach i ich tresurze. „Uciekaj — powiedziałem jestem zaj

ę

ty pisaniem”. 

I wyszła bez słowa.  
Posłusze

ń

stwo powinno by

ć

 towarzysk

ą

 uprzejmo

ś

ci

ą

. Doro

ś

li nie powinni mie

ć

 

Ŝ

adnego 

prawa do posłusze

ń

stwa ze strony dzieci. Musi ono pochodzi

ć

 od wewn

ą

trz — a nie by

ć

 

narzucane z zewn

ą

trz.  

Dyscyplina jest 

ś

rodkiem do celu. Dyscyplina w wojsku jest nakierowana na wyrobienie 

sprawno

ś

ci w walce. Wszelka tego typu dyscyplina podporz

ą

dkowuje jednostk

ę

 sprawie. W 

zdyscyplinowanych krajach 

Ŝ

ycie ludzkie jest tanie.  

Uzasadnione wydaje si

ę

 stwierdzenie, 

Ŝ

e dom, w którym panuje surowa dyscyplina, ma na 

celu kastracj

ę

 w jej najszerszym znaczeniu, kastracj

ę

 samego 

Ŝ

ycia. 

ś

adne posłuszne 

dziecko nie mo

Ŝ

e nigdy sta

ć

 si

ę

 woln

ą

 kobiet

ą

 czy m

ęŜ

czyzn

ą

. Powiedziałem wcze

ś

niej, 

Ŝ

rodzie chce, aby jego dziecko stało si

ę

 tym, czym jemu czy jej nie udało si

ę

 zosta

ć

 

Dyscyplina, s

ą

dz

ą

, uratuje ich dzieci.  

Przyznaj

ę

Ŝ

e nieraz łatwiej jest wyeliminowa

ć

 dyscyplin

ę

 ze szkoły ni

Ŝ

 z domu. W szkole, 

gdy jakie

ś

 dziecko robi si

ę

 niezno

ś

ne, cała społeczno

ść

 wyra

Ŝ

a swoje niezadowolenie. A 

poniewa

Ŝ

 akceptacja to co

ś

, czego pragnie ka

Ŝ

dy, takie dziecko uczy si

ę

 dobrze 

zachowywa

ć

. Nie potrzeba 

Ŝ

adnej musztry.  

W domu natomiast, gdzie wchodzi w gr

ę

 wiele czynników emocjonalnych i innych 

okoliczno

ś

ci, nie jest tak łatwo. Zagoniona matka, gotuj

ą

c obiad, nie mo

Ŝ

e potraktowa

ć

 

swego dziecka społeczn

ą

 dezaprobat

ą

. Ani zm

ę

czony ojciec, gdy stwierdza, 

Ŝ

e jego nowa 

grz

ą

dka kwiatów jest dokładnie stratowana. Chciałbym podkre

ś

li

ć

 rzecz nast

ę

puj

ą

c

ą

domu, w którym dziecko od pocz

ą

tku stanowiło samo o .sobie, nie powstaje 

zapotrzebowanie na dyscyplin

ę

.  

background image

Dyscyplinowane dziecko wyrazi sw

ą

 nienawi

ść

 do autorytetu denerwuj

ą

c rodziców. 

Rzeczywi

ś

cie, wiele zachowa

ń

 dzieci jest widocznym dowodem złego z nimi post

ę

powania; 

Przeci

ę

tne dziecko akceptuje to, 

Ŝ

e rodzice wiedz

ą

, co mówi

ą

 — je

Ŝ

eli w domu jest miło

ść

Gdy w domu panuje nienawi

ść

, dziecko nie akceptuje niczego. Albo akceptuje rzeczy 

negatywnie: jest destrukcyjne, bezczelne i nieuczciwe.  
 
Nagrody i kary 
 
Niebezpiecze

ń

stwo zwi

ą

zane z nagradzaniem dziecka nie jest tak silne, jak to zwi

ą

zane z 

karaniem, lecz podkopywanie morale dziecka przez dawanie nagród jest subtelniejsze. 
Nagrody s

ą

 niepotrzebne i negatywne. Proponowanie nagrody za zrobienie czego

ś

 równa 

si

ę

 stwierdzeniu, 

Ŝ

e to co

ś

, samo w sobie, nie jest warte zrobienia.  

ś

aden artysta nie pracuje nigdy wył

ą

cznie dla nagrody pieni

ęŜ

nej. Jedn

ą

 z jego nagród jest 

rado

ść

 tworzenia. Ponadto nagrody popieraj

ą

 najgorsz

ą

 cech

ę

 systemu rywalizacyjnego. 

Zdoby

ć

 przewag

ę

 nad drugim człowiekiem to niegodziwy cel.  

Dawanie nagród ma zły psychologiczny wpływ na dzieci, poniewa

Ŝ

 wywołuje zazdro

ść

Niech

ęć

 danego chłopca do młodszego brata zaczyna si

ę

 cz

ę

sto od uwagi matki: „Twój 

braciszek umie to zrobi

ć

 lepiej od ciebie”. Dla dziecka uwaga matki jest nagrod

ą

 dan

ą

 

młodszemu bratu za to, 

Ŝ

e ten jest lepszy.  

Je

ś

li we

ź

miemy pod uwag

ę

 naturalne zainteresowanie dziecka rzeczami, zaczniemy zdawa

ć

 

sobie spraw

ę

 z niebezpiecze

ń

stw zarówno nagród jak i kar. Nagrody i kary przyczyniaj

ą

 si

ę

 

do wywierania presji na dziecko w celu wzbudzenia jego zainteresowania. Ale prawdziwe 
zainteresowanie jest sił

ą

 

Ŝ

yciow

ą

 całej osobowo

ś

ci, a jako takie jest całkowicie spontaniczne. 

Mo

Ŝ

na wymusi

ć

 uwag

ę

, poniewa

Ŝ

 uwaga jest aktem 

ś

wiadomo

ś

ci. Mo

Ŝ

na skupi

ć

 uwag

ę

 na 

tablicy i jednocze

ś

nie interesowa

ć

 si

ę

 piratami. Nie mo

Ŝ

na jednak wymusi

ć

 zainteresowania. 

Nikt nie jest w stanie zmusi

ć

 mnie, 

Ŝ

ebym interesował si

ę

, powiedzmy, zbieraniem znaczków 

ani ja sam siebie nie jestem w stanie do tego zmusi

ć

. Pomimo to, zarówno nagrody jak i kary 

próbuj

ą

 wymusi

ć

 zainteresowanie.  

Mam du

Ŝ

y ogród. Grupa dziewczynek i chłopców byłaby bardzo pomocna w czasie 

plewienia. Mo

Ŝ

na by rozkaza

ć

 im, 

Ŝ

eby mi pomogli w pracy. Ale te o

ś

mio-, dziewi

ę

cio- i 

dziesi

ę

cioletnie dzieci nie maj

ą

 jeszcze 

Ŝ

adnego własnego zdania na temat konieczno

ś

ci 

plewienia. One si

ę

 tym po prostu nie interesuj

ą

.  

Podszedłem kiedy

ś

 do grupy małych chłopców. „Czy który

ś

 z was nie chce mi pomóc troch

ę

 

poplewi

ć

?”, spytałem. Odmówili wszyscy. Zapytałem, dlaczego. Odpowiedzieli: „To nudne!”, 

„Niech sobie rosn

ą

!”, „Jestem bardzo zaj

ę

ty t

ą

 krzy

Ŝ

ówk

ą

”, „Nienawidz

ę

 pracowa

ć

 w 

ogrodzie”. Dla mnie plewienie te

Ŝ

 jest nudne. Ja te

Ŝ

 lubi

ę

 zaj

ąć

 si

ę

 krzy

Ŝ

ówk

ą

. A tak 

Ŝ

eby 

by

ć

 całkiem w porz

ą

dku w stosunku do tych dzieci, có

Ŝ

 je obchodzi pielenie? To jest mój 

ogród. Ja odczuwam dum

ę

, widz

ą

c kiełkuj

ą

cy groszek. Ja oszcz

ę

dzam pieni

ą

dze na 

jarzynach. Krótko mówi

ą

c, ogród przynosi mi korzy

ść

. Nie mog

ę

 wymusi

ć

 zainteresowania u 

dzieci, gdy to zainteresowanie nie powstaje w nich samych. Miałbym jedyne wyj

ś

cie: wynaj

ąć

 

dzieci do pracy za tyle to a tyle za godzin

ę

. Wtedy one i ja byliby

ś

my w podobnym poło

Ŝ

eniu: 

ja byłbym zainteresowany moim ogrodem, a one zarobieniem dodatkowych pieni

ę

dzy.  

Zainteresowanie jest, w istocie, zawsze egoistyczne. Czternastoletnia chłopiec cz

ę

sto 

pomaga mi w ogrodzie, chocia

Ŝ

 twierdzi, 

Ŝ

e nienawidzi prac ogrodowych. Ale nie nienawidzi 

mnie. Plewi, bo chce by

ć

 ze mn

ą

. To zaspokaja w danym momencie jej własny interes.  

Gdy inny chłopiec  który tak

Ŝ

e nie znosi plewienia, zgłasza ch

ęć

 pomocy, to wiem, 

Ŝ

zamierza ponowi

ć

 pro

ś

by o scyzoryk, którego mi zazdro

ś

ci. Jest to jego jedyny interes w tej 

sprawie.  
Nagroda powinna by

ć

 przede wszystkim subiektywna; da

ć

 zadowolenie z siebie i z 

wykonanej pracy. Przychodz

ą

 na my

ś

l niewdzi

ę

czne zaj

ę

cia: kopanie w

ę

gla, dopasowywanie 

nakr

ę

tki nr 50 do sworznia nr 51, kopanie kanałów, dodawanie liczb. Na 

ś

wiecie jest 

mnóstwo prac, które same w sobie nie s

ą

 ani interesuj

ą

ce, ani przyjemne. Wydaje si

ę

Ŝ

przystosowujemy nasze szkoły do tej 

Ŝ

yciowej pos

ę

pno

ś

ci. Zmuszaj

ą

c uczniów, by skupili 

uwag

ę

 na przedmiotach, które ich nie interesuj

ą

, w gruncie rzeczy warunkujemy ich do 

pracy, która nie b

ę

dzie sprawia

ć

 im przyjemno

ś

ci.  

background image

To, 

Ŝ

e kto

ś

 uczy si

ę

 czyta

ć

 czy pisa

ć

, powinno wynika

ć

 z jego zainteresowania tymi 

zaj

ę

ciami a nie z tego, 

Ŝ

e obiecano mu nowy rower za celuj

ą

ce stopnie, ani te

Ŝ

 z tego, 

Ŝ

mama si

ę

 ucieszy.   

Rodzicielski l

ę

k o przyszło

ść

 jest niebezpieczny, gdy wyra

Ŝ

a si

ę

 w propozycjach bliskich 

przekupstwu: „Je

Ŝ

eli nauczysz si

ę

 czyta

ć

, kochanie, tatu

ś

 kupi ci skuter”. Ten sposób 

prowadzi do łatwej akceptacji naszej chciwej, nastawionej na zysk cywilizacji. Z 
przyjemno

ś

ci

ą

 mog

ę

 powiedzie

ć

Ŝ

e widziałem wi

ę

cej ni

Ŝ

 jedno dziecko, które wolało 

analfabetyzm od błyszcz

ą

cego, nowego roweru.  

Odmian

ą

 takiej formy przekupstwa jest mówienie rzeczy, które maj

ą

 sprowokowa

ć

 emocje 

dziecka: „Mama b

ę

dzie bardzo nieszcz

ęś

liwa, je

ś

li zawsze b

ę

dziesz najgorszy w klasie”. Te 

obydwa sposoby przekupstwa mijaj

ą

 si

ę

 z autentycznym dobrem dziecka.  

  

Kara nigdy nie mo

Ŝ

e by

ć

 wymierzona sprawiedliwie, bowiem 

Ŝ

aden człowiek nie 

potrafi by

ć

 sprawiedliwy. Sprawiedliwo

ść

 zakłada całkowite zrozumienie. S

ę

dziowie nie s

ą

 

bardziej moralni ni

Ŝ

 

ś

mieciarze, ani te

Ŝ

 nie s

ą

 bardziej wolni uprzedze

ń

.  

Nie mo

Ŝ

emy by

ć

 sprawiedliwi, poniewa

Ŝ

 nie znamy samych siebie i nie rozpoznajemy 

własnych stłumionych d

ąŜ

e

ń

. Jest to tragicznie krzywdz

ą

ce w stosunku do dzieci. Dorosły 

wychowuj

ą

c dzieci, nigdy nie wyzbywa si

ę

 swoich kompleksów. Je

Ŝ

eli my sami jeste

ś

my 

ograniczeni przez stłumione l

ę

ki, nie potrafimy uczyni

ć

 naszych dzieci wolnymi. Obdarzamy 

je jedynie naszymi własnymi kompleksami. Gdy próbujemy zrozumie

ć

 samych siebie, z 

trudem przychodzi nam karanie dziecka, na którym wyładowujemy swój gniew za  co

ś

 

zupełnie innego. .  
     Prawda, 

Ŝ

e trudno zdecydowa

ć

, co jest, a co nie jest kar

ą

. Kiedy

ś

 chłopiec po

Ŝ

yczył moj

ą

 

najlepsz

ą

 pił

ę

. Znalazłem j

ą

 nast

ę

pnego dnia, mokn

ą

c

ą

 na deszczu. Powiedziałem mu, 

Ŝ

e tej 

piły ju

Ŝ

 mu nie po

Ŝ

ycz

ę

. To nie była kara, bowiem kara zawsze odwołuje si

ę

 do moralno

ś

ci. 

Zostawienie piły na deszczu było dla niej niedobre, ale sam czyn nie był niemoralny. Dla 
dziecka wa

Ŝ

ne jest, 

Ŝ

eby nauczyło si

ę

, i

Ŝ

 nie mo

Ŝ

na po

Ŝ

ycza

ć

 czyich

ś

 narz

ę

dzi, a potem ich 

niszczy

ć

Ŝ

e nie mo

Ŝ

na niszczy

ć

 czyjej

ś

 własno

ś

ci ani osoby. Poniewa

Ŝ

 pozwalanie mu na 

wszystko, pozwalanie, 

Ŝ

eby robiło to, na co ma ochot

ę

kosztem innych, jest dla niego złe. 

Jaki

ś

 czas temu przyszedł do nas chłopiec, który w swojej starej szkole terroryzował 

wszystkich rzucaj

ą

c przedmiotami, a nawet gro

Ŝą

c morderstwem. Próbował podobnych 

zagrywek ze mn

ą

. Szybko doszedłem do wniosku, 

Ŝ

e wykorzystywał swoj

ą

 zło

ść

 do tego, 

Ŝ

eby straszy

ć

 ludzi i zwraca

ć

 w ten sposób na siebie ich uwag

ę

.  

Którego

ś

 dnia wszedłem do pokoju zabaw i zobaczyłem wszystkie dzieci  zbite w gromadk

ę

 

w jednym ko

ń

cu pokoju. W drugim stał ten postrach z młotkiem w r

ę

kach. Groził, 

Ŝ

e uderzy 

ka

Ŝ

dego, kto si

ę

 do niego zbli

Ŝ

y.  

— No, do

ść

 tego! — powiedziałem ostro. Nie boimy si

ę

 ciebie.  

Upu

ś

cił młotek i rzucił si

ę

 na mnie. Gryzł mnie i kopał.  

— Za ka

Ŝ

dym razem, jak mnie uderzysz albo ugryziesz — powiedziałem spokojnie ja ci 

oddam.  
Tak te

Ŝ

 zrobiłem. Bardzo szybko zaprzestał walki i uciekł z pokoju.  

To nie była kara. To była konieczna nauczka: uczenie, 

Ŝ

e nie mo

Ŝ

na bezkarnie rani

ć

 innych 

dla własnej przyjemno

ś

ci.  

W wi

ę

kszo

ś

ci domów karze si

ę

 za nieposłusze

ń

stwo. Tak

Ŝ

e w szkołach nieposłusze

ń

stwo i 

bezczelno

ść

 uwa

Ŝ

ane s

ą

 za wielkie zbrodnie. Na wykładach, w czasie przeznaczonym na 

zadawanie pyta

ń

, cz

ę

sto wstaje jaki

ś

 człowiek pami

ę

taj

ą

cy dawne czasy i mówi: „Mój ojciec 

nieraz przyło

Ŝ

ył mi pantoflem, i nie mam mu tego za złe, prosz

ę

 pana! Nie byłbym tym, czym 

jestem dzisiaj, gdyby mnie nie bito!”. Nigdy nie mam do

ść

 

ś

miało

ś

ci, 

Ŝ

eby spyta

ć

: ‚„A przy 

okazji, czym wła

ś

ciwie jeste

ś

 dzisiaj?”  

Mówienie, 

Ŝ

e kara n i e  z a w s ze powoduje szkody psychiczne, jest unikaniem problemu, 

poniewa

Ŝ

 nie wiadomo, jakie reakcje wywoła dana kara u jednostki w pó

ź

niejszych latach jej 

Ŝ

ycia. Niejeden ekshibicjonista, aresztowany za nieprzyzwoite obna

Ŝ

anie si

ę

, jest ofiar

ą

 

wczesnego karania za dzieci

ę

ce nawyki seksualne.  

Nikt nie jest w stanie powiedzie

ć

, jaka cz

ęść

 karanych dzieci 

Ŝ

yje ze złamanym duchem,  ani 

jaka cz

ęść

 buntuje si

ę

 i staje si

ę

 jeszcze bardziej aspołeczna. Przez pi

ęć

dziesi

ą

t lat mojej 

pracy w szkole ani razu nie słyszałem, 

Ŝ

eby rodzic powiedział: „Biłem moje dziecko i teraz 

background image

jest ono dobre”. Wr

ę

cz przeciwnie, setki razy wysłuchiwałem ponurej historii: „Biłem go, 

tłumaczyłem, pomagałem mu na wszelkie sposoby, a on stawał si

ę

 coraz gorszy”.  

Karane dziecko rzeczywi

ś

cie staje si

ę

 coraz gorsze. Co wi

ę

cej, wyrasta potem na karz

ą

cego 

ojca czy karz

ą

c

ą

 matk

ę

, a koło nienawi

ś

ci latami toczy si

ę

 dalej.  

Cz

ę

sto zadawałem sobie pytanie: „Jak to si

ę

 dzieje, 

Ŝ

e sk

ą

din

ą

d dobrzy rodzice toleruj

ą

 

okrutne szkoły dla swoich dzieci?” Tacy rodzice wydaj

ą

 si

ę

 przede wszystkim zainteresowani 

dobrym wykształceniem dla swoich dzieci. Nie zauwa

Ŝ

aj

ą

 jednak tego, 

Ŝ

e karz

ą

cy nauczyciel 

wymusi zainteresowanie, lecz b

ę

dzie to wymuszone zainteresowanie ewentualn

ą

 kar

ą

, a nie 

sumami na tablicy. Prawd

ę

 powiedziawszy, wi

ę

kszo

ść

 najlepszych uczniów w szkołach tonie 

ź

niej w mierno

ś

ci. Ich ch

ęć

 dokonania czego

ś

 zrodziła si

ę

, w przewa

Ŝ

aj

ą

cej cz

ęś

ci, z 

rodzicielskiego dopingowania, a ich faktyczne zainteresowanie danym przedmiotem było 
niewielkie.  
 

Maniery 

Mie

ć

 dobre maniery to znaczy my

ś

le

ć

 o innych; nie — to współodczuwa

ć

 z innymi. Trzeba 

mie

ć

 

ś

wiadomo

ść

 grupy umiej

ę

tno

ść

 postawienia si

ę

 w czyim

ś

 poło

Ŝ

eniu. Maniery nie 

pozwalaj

ą

 rani

ć

 kogokolwiek. Mie

ć

 dobre maniery to mie

ć

 autentycznie dobry gust. Manier 

nie mo

Ŝ

na nauczy

ć

, gdy

Ŝ

 nale

Ŝą

 one do pod

ś

wiadomo

ś

ci.  

Natomiast etykiety mo

Ŝ

na nauczy

ć

, poniewa

Ŝ

 nale

Ŝ

y do 

ś

wiadomo

ś

ci. Jest ona zewn

ę

trzn

ą

 

warstewk

ą

 manier. Etykieta pozwala mówi

ć

 w czasie koncertu; etykieta pozwała na plotki i 

skandale. Etykieta wymaga, by

ś

my si

ę

 ubrali do obiadu; 

Ŝ

eby wsta

ć

, gdy kobieta podchodzi 

do stołu; 

Ŝ

eby mówi

ć

 „przepraszam”, gdy odchodzimy od stołu. Wszystko to jest 

ś

wiadomym, 

powierzchownym, nic nie znacz

ą

cym zachowaniem.  

Złe maniery bior

ą

 si

ę

 zawsze z zaburzonej psychiki. Oszczerstwo i skandal, plotka i obmowa, 

wszystkie s

ą

 subiektywnymi niedoci

ą

gni

ę

ciami; odsłaniaj

ą

 one nienawi

ść

 do samego siebie. 

Udowadniaj

ą

Ŝ

e plotkarz jest nieszcz

ęś

liwy. Je

Ŝ

eli zdołamy zabra

ć

 dzieci w 

ś

wiat, w którym 

b

ę

d

ą

 szcz

ęś

liwe, automatycznie uwolnimy je od wszelkiego pragnienia nienawi

ś

ci. Innymi 

słowy, b

ę

d

ą

 one miały wówczas dobre maniery w najgł

ę

bszym tego słowa znaczeniu; to 

znaczy b

ę

d

ą

 okazywa

ć

 miło

ść

 i 

Ŝ

yczliwo

ść

.  

Dzieci, które jedz

ą

 groszek no

Ŝ

em, niekoniecznie musz

ą

 rozmawia

ć

 w trakcie symfonii 

Beethovena.  Obserwuj

ę

Ŝ

e dzieci poprawiaj

ą

 si

ę

 wzajemnie. Jeden z moich uczniów jadł - 

niesamowicie gło

ś

no, dopóki inni go nie wy

ś

miali. Ale z drugiej strony, gdy pewien mały 

chłopaczek u

Ŝ

ył no

Ŝ

a do jedzenia mielonego, inni byli skłonni uzna

ć

 to za dobry pomysł. 

Pytali si

ę

 nawzajem, dlaczego nie powinno si

ę

 tego je

ść

 no

Ŝ

em. Wyja

ś

nienie, 

Ŝ

e mo

Ŝ

na by 

sobie przeci

ąć

 usta, odrzucili z racji tego, 

Ŝ

e wi

ę

kszo

ść

 no

Ŝ

y jest zbyt t

ę

pa, 

Ŝ

eby przeci

ąć

 

cokolwiek.  
Nie nale

Ŝ

y nigdy uczy

ć

 manier. Je

Ŝ

eli siedmioletnie dziecko chce je

ść

 palcami, powinno móc 

to robi

ć

. Nigdy nie powinno si

ę

 nakłania

ć

 

Ŝ

adnego dziecka do tego, 

Ŝ

eby zachowywało si

ę

 w 

jaki

ś

 okre

ś

lony sposób, 

Ŝ

eby podobało si

ę

 ciotce Mary

ś

ce. Trzeba raczej po

ś

wi

ę

ci

ć

 

wszystkich krewnych i s

ą

siadów na 

ś

wiecie ni

Ŝ

 hamowa

ć

 rozwój dziecka, zmuszaj

ą

c je do 

nieszczerego zachowania. Maniery przychodz

ą

 same. Nasi byli uczniowie maj

ą

 wspaniałe 

maniery — nawet je

ś

li niektórzy z nich wylizywali talerze, gdy mieli po dwana

ś

cie lat. 

Ŝ

adnego dziecka nie mo

Ŝ

na zmusza

ć

 — a nawet zach

ę

ca

ć

 do mówienia „dzi

ę

kuj

ę

”.  

Wi

ę

kszo

ść

 ludzi, rodziców i innych, byłaby zaskoczona widz

ą

c, jak płytkie  s

ą

 maniery dzieci, 

którym usiłowano kształtowa

ć

 charakter, a które przybywaj

ą

 do naszej szkoły. Chłopcy 

przychodz

ą

 z pi

ę

knymi manierami i wkrótce całkowicie je porzucaj

ą

. Norm

ą

 jest stopniowe 

wytracanie nieszczero

ś

ci z głosu i zachowania. Uczniom ze szkół prywatnych pozbycie si

ę

 

nieszczero

ś

ci i impertynencji zajmuje najwi

ę

cej czasu. Dzieci ciesz

ą

ce si

ę

 wolno

ś

ci

ą

 nigdy 

nie s

ą

 bezczelne. Moim zdaniem szacunek dla nauczyciela jest sztucznym kłamstwem, które 

wymaga nieszczero

ś

ci; gdy darzy si

ę

 kogo

ś

 szacunkiem, robi si

ę

 to nie

ś

wiadomie. Moi 

uczniowie mog

ą

 nazywa

ć

 mnie głupim osłem, kiedy tylko chc

ą

; szanuj

ą

 mnie, poniewa

Ŝ

 ja 

ich szanuj

ę

, a nie dlatego, 

Ŝ

e jestem dyrektorem szkoły. Moi uczniowie i ja mamy dla siebie 

wzajemny szacunek, poniewa

Ŝ

 si

ę

 wzajemnie akceptujemy.