background image

 

 

KOMEDYE  
ALEXANDRA HRABIEGO FREDRA. 
TOM. III. 
JULIAN KORYCKI 
WE LWOWIE, 
STANISŁAWOWIE I TARNOWIE U KUHNA  I MILKOWSKIEGO,  
W PRZEMYLŚLU U K. F. WENCLA. 
183O. 
OMYŁKI. 
 
Str.1 w    (klucz   w   rÄ™ku)  czytaj: klucze w rÄ™ku). 
-   7  1 

jakiem   

         jakem. 

-  22  2 

takĹĽe idem takĹĽe 

 

   takie idem takie. 

-  25 4 zabiorÄ… 

 

         zabiĂ©rÄ…. 

-  34 11 

moĹĽebmy  

 

         moĹĽebym. 

-  34  12 

(tok mysl mĂłwi) 

 

   (tak  myĹ›l mĂłwi). 

-  44 8     Ani teĹĽ w tym obrazie 

   Ni sobÄ… w tym obraz 

      miesc 

próżnych zostawiać,    miesc próżnych  zostawiać 

-  49 20 

z tego, czy 

 

         z tego ĹşrĂłdĹ‚a,czy. 

-  51 3 czóż   

               cóż. 

-  51  16 

halabardy 

 

         halabarty. 

-  64 18 

wszystko 

 

         to wszystko. 

-  74 12 

e la 

 

               Ă  la 

-  83 17 

tysiÄ…c  

         tysiÄ…ce. 

-  89  17 

RĂłwnie  

         RĂłwne. 

- 101 9 przecucia 

 

         przeczucia. 

- 110 9 najpiĂ©rwiĂ©j   

         najpiĂ©rwĂ©j. 

- 113 10 

w spodniach 

 

         w spodnicach. 

- 114 3 co szaleĹ„stwo!  

   co za szaleĹ„stwo. 

- 117 17 

dzierzy  

         dzierĹĽy 

- 122 14 

Oj czaszy! czaszy! 

   Oj czasy! czasy! 

- 125 2 - lub -  

         - LĂłb - 

- 128 5 poĹ‚oĹĽenia 

 

         z poĹ‚oĹĽenia. 

- 128 13 

powidajcie 

 

         powiadajcie. 

- 128 14 

ta  myĹ›lÄ™ 

 

         tak mysle. 

- 131 4 JuĹĽ ta to 

 

         JuĹĽ ja to. 

- 143 13 

co idziesz? 

 

         co widzisz? 

- 152 6 tychczasz 

 

         tychczas. 

- 167 16 

szlachcic, ni gospadarsz   Ĺ›laachcic, ni gospodarz 

- 171 20 

WinszujÄ… 

 

         WinszujÄ™. 

- 176 4 daĹ‚a   

               daje. 

- 185 1 lotla za  Piotla 

 

   lotla, za  Piotla. 

- 206 2 mężczyn 

 

         mężczyzn. 

- 211 16 

schlachcicu! 

 

   Ĺ›lachcicu 

- 212  4 

widziaĹĽĹ‚eĹ›   

         widziałżeĹ›. 

- 228     

(razem)  

         (kobiĂ©ty  razem) 

Str. 220 

   (razem)               czytaj: (kobiĂ©ty razem) 

-    235 w. 6  Uspokicie 

 UspokĂłjcie.  

-    242 

8  kochanka                       kochana. 

-    245 

3  widzieć                        wiedzieć 

-    254 

6  zatĂ©m. - Pani? -               zatĂ©m... Pani?... 

-    255 

23 Ale zrzÄ™dność                  Ale i zrzÄ™dność 

-    261 

3  WszakĹĽe imćpan                 Wszak jegomość Pan. 

-    262 

1  NajwaĹĽniĂ©jze                   NajwaĹĽniejszy 

-    263 

4  po co przychodzić              po co i przychodzić 

-    264 

5  ....co szmieszy?               co Ĺ›mieszy? 

               Z 

konceptu i t d.           ĹAPKA. 

background image

                                             Z konceptu i t d. 
-    266    2  jak pchnÄ™!                    jak go pchnÄ™! 
-    267    3  (wraz  sĹ‚abszym)              (coraz sĹ‚abszym) 
-    268    5  MĂłwiĹ‚ bÄ…dĹş zdrĂłw              MĂłwiĹ‚. - BÄ…dĹş zdrĂłw. 
-    272 

4  DotÄ…d mojĂ©j                   DotÄ…d do mĂ©j. 

-    272    7  jakieĹ›                        jakeĹ› 
-    272    13 bodajeĹ›                       bodajĹ› 
-    275 

6  i ty z nami                   i ty takĹĽe z nami 

-    276    5  zdarzenie                     zdarzenia. 
-    281    3  - wzrok ta broda -            - wzrok - ta broda - \ 
KONIEC OMYŁEK. 
 
 

PRZYJACIELE

KOMEDYJA WE IV. AKTACH,  
WIERSZEM. 
Wpatrz jeno  siÄ™ dobrze, obnczysz inaczĂ©j.  
And. Max. Fredro. 
OSOBY: 
ZOFIJA. 
CZESŁAW. 
BARON ANTENACKI. 
WTORKIEWICZ. 
ZDZISŁAW. 
PANNA BOBINÉ. 
SMAKOSZ. 
KRUPKOWSKII. 
STEFAN, kamerdyner. 
Drugi kamerdyner. 
Rzecz dzieje siÄ™ w domu Zofii na wsi. 
 
 
AKT I. 
(PokĂłj duĹĽy;  na  stoliku zĂ©gar i ksiÄ…ĹĽki; kilkoro  drzwi  i  okno; 
KRUPKOWSKI  
drzymie, prosto siedzÄ…c, klucz w rÄ™ku) 
SCENA PIÉRWSZA. 
KRUPKOWSKI,  STEFAN.  
STEFAN. 
(wchodzÄ…c)  
Panie Krupkowski! 
KRUPKOWSKI.  
(zrywaiÄ…c siÄ™)  
He! he! 
STEFAN. 
Gość jakiĹ› przybywa.  
KRUPKOWSKI.  
Jeszcze ich maĹ‚o! tfy! tfy! szaraĹ„cza prawdziwa. 
STEFAN.  
KtĂłry pokĂłj?. . 
KRUPKOWSKI. 
Hm! pokĂłj! proszÄ™, jaki skory,  
O! tobie tylko w to graj, tyĹ› rad kaĹĽdej pory, 

- 2 - 
 
Kiedy siÄ™ miĹ‚ych goĹ›ci, jak Ĺ›ledzi naspycha,  
Naco pokoju? jak zjĂ©, niech rusza do licha! 
STEFAN.  
AleĹĽ panie marszaĹ‚ku, pokĂłj nie zatrzyma,  

background image

A pani zawsze kaĹĽe..... 
KRUPKOWSKI. 
JuĹĽ pokoju nie ma. 
STEFAN.  
PĂłjdÄ™ pani powiedzieć .... 
KRUPKOWSKI. 
(oddaje klucz) 
No, no, czekaj zrzÄ™do!  
To pewnie jakieĹ› nowe zalotniki bÄ™dÄ…,  
ZatĂ©m podle Barona w salonie postawić. 
STEFAN.  
Baron go wziÄ…Ĺ‚ i wczoraj nie przestawaĹ‚ prawić,  
Ĺ»e mniej, jak dwa pokoje, Baron mieć nie moĹĽe. 
KRUPKOWSKI.  
Ej! nie jeden mĂłj panie, mieszkaĹ‚ i na dworze,  
Lecz dobrze i tak; zatĂ©m na dole umieszczÄ™. 
STEEAN.  
Tam siÄ™ panna BobinĂ© dziĹ› ma przenieść jeszcze. 
KRUPKOWSKI. 
Czy kaduk tÄ™ FrancuzkÄ™ po paĹ‚acu wodzi?  
To tu, to tam, wszÄ™dzie Ĺşle, wszÄ™dzie jej coĹ› szkodzi,  
DalĂ©j paniÄ… HrabinÄ™ wypÄ™dzić gotowa. 
STEFAN.  
Czemu nie! 
KRUPKOWSKI. 
Pani dobra, nie powiĂ© i sĹ‚owa.  
STEFAN.  
JuĹĽci dobra, i nadto, gdy jÄ… dotÄ…d trzyma. 
 
 
- 3 - 
 
KRUPKOWSKI.  
ByĹ‚a jĂ©j guwernantkÄ…. 
STEFAN. 
Jak siÄ™ to nadyma!  
Jak siÄ™ to puszy! sroĹĽy! . . . 
KRUPKOWSKI. 
Jakby jaka pani.  
STEFAN.  
GorzĂ©j! dziesięć paĹ„ tyle nie zĹ‚aje, nic zgani.  
Nigdy jej nie dogodzisz, choćbyĹ› szedĹ‚ na gĹ‚owie.  
SĹ‚yszysz! ty! idĹş tam ! zrĂłb to! inaczej nie powiĂ©,  
A nie zrobisz w tej chwili? nudzi ciÄ™, jak mucha,  
Albo leci juĹĽ z pĹ‚aczem, ĹĽe jĂ©j nikt nie sĹ‚ucha. 
KRUPKOWSKI.  
To jeszcze wielkie szczęście, pociecha prawdziwa,  
Po jednej guwernantce ze na dworach bywa,  
Gdyby po dwie, trzy .... 
STEFAN.  
GwaĹ‚tu! a niech pan BĂłg broni!  
Ĺ»adenby chrzeĹ›cijanin nie wybrnÄ…Ĺ‚ z tej toni. 
KRUPKOWSKI.  
(uĹ›miawszy siÄ™)  
Na, na Stefanku, weĹş klucz, otwĂłrz dwa pokoje,  
Na drugiem piÄ™trze; wiĂ©sz? 
STEAN.  
WiĂ©m. 
KRUPKOWSKI. 
Gość ma prawo swoje  
Trzeba być zawsze grzecznym ; idĹş panie Stefanie. 

background image

(Stefan odchodzi) 
KRUPKOWSKI.  
(sam) 
Ma Ĺ‚eb chĹ‚opak, za czasem mĂłj urzÄ…d dostanie. 
A 2 
- 4 - 
 
SCENA DRUGA. 
PANNA BOBINÉ, KRUPKOWSKI. 
(BobinĂ©   w  rannym  ubiorze.) 
BOBINÉ.  
Cóżto panie Krupkowski? czy mnie nie ma w domu? 
KRUPKOWSKI.  
Któżby o tĂ©m zapomniaĹ‚? 
BOBINÉ. 
Ani w myĹ›li komu,  
Ani siÄ™ nawet spyta,  czym jeszcze dziĹ› chora. 
KRUPKOWSKI.  
(na stronie)  
Aj wiĂ©m ja, wiĂ©m, jakiego trzeba ci doktora. 
BOBINÉ.  
W tej Polsce, jak o konia, dbajÄ… o czĹ‚owieka. 
KRUPKOWSKI.  
CzemuĹĽ panna z tej Polski prÄ™dko nie ucieka? 
BOBINÉ.  
Rady nie potrzebuje. 
KRUPKOWSKI.  
To tylko pytanie.  
BOBINÉ.  
KtĂłre bez  odpowiedzi ta razÄ… zostanie. 
KRUPKOWSKI.  
Dobrze. 
BOBINÉ.  
WolaĹ‚byĹ› waćpan myĹ›léć o czĂ©m innĂ©m,  
PeĹ‚nić dane rozkazy, być pilnym, być czynnym:  
Jak go zowiÄ… marszaĹ‚kiem, zawsze  siÄ™ uĹ›miejÄ™. 
 
 
-    5    - 
 
PiÄ™kny marszaĹ‚ek! nie wiĂ©, co  sie w domu  dzieje;  
Co za nierzÄ…d! sĹ‚ug duĹĽo,  a  usĹ‚ugi maĹ‚o;  
Prawdziwy polski nieĹ‚ad! 
KRUPKOWSKI.  
(z udanym przestrachem) 
Cóż siÄ™ to dziĹ› staĹ‚o. 
BOBINÉ.  
Kaszka na bulionie . . . 
KRUPKOWSKI.  
(jak wyĹĽĂ©j)  
Cóż?  
BOBINÉ.  
Dawaj tu rozkazy!  
Wszak jeszcze wczoraj wieczĂłr, raz poraz, trzy razy,  
RozkazaĹ‚am, by kaszka  byĹ‚a na dziĹ› rano. 
KRUPKOWSKI.  
Na mojem oczy widziaĹ‚, jak z  kuchni   wydano. 
BOBINÉ.  
Wydano,  przyniesiono i dano  mopsowi;  
Bo u nas we Francyi, kaĹĽdy mu to powiĂ©,  
Psom tylko, by ostudzić lejÄ… na talĂ©rze,  

background image

Dla ludzi sÄ… supierki. 
KRUPKOWSKI. 
(z przesadnÄ… gorliwoĹ›ciÄ…) 
Bardzo temu wierzÄ™  
J  zaraz  .... 
BOBIN. 
Zaraz,  juĹĽ jest, lube w Polsce sĹ‚owa;  
Ale, dawajcie kaszkÄ™ - kaszka nie gotowa.  
Ĺšmiesznie, ĹĽe kaĹĽdy robi, co mu siÄ™ podoba,  
Ĺšmieszniej, ĹĽe taka jak ja,  znosi to osoba. 
KRUPKOWSKI.  
(na stronie) 
Osoba! hm! myĹ›laĹ‚byĹ›,  ĹĽe ze krwi ksiÄ…ĹĽÄ™cĂ©j.  
A to nad guwernantkÄ™,  ani jota wiÄ™cĂ©j. 
 
- 6 - 
 
SCENA TRZECIA. 
Panna BOBINÉ, KRUPKOWSKI, ZDZISŁAW. 
BOBINÉ.  
Ach ZdzisĹ‚aw! o mĂłj BoĹĽe, jakĹĽe nagle wchodzi! 
(poprawiajÄ…c chustki i Ĺ›ciÄ…gajÄ…c kilka papilotĂłw) 
Ach jakĹĽe ja wyglÄ…dam! 
ZDZISŁAW. 
Ale cóż to szkodzi.  
BOBINÉ.  
WĹ‚aĹ›nie chciaĹ‚am . . . chciaĹ‚abym .. . chce z panem ZdzisĹ‚awem....  
ProszÄ™ sio tu zatrzymać , powrĂłcÄ™ niebawem. 
(wybiega) 
SCENA CZWARTA. 
ZDZISŁAW, KRUPKOWSKI. 
KRUPKOWSKI. 
Ach daĹ‚bym konia z rzÄ™dem, jeszcze co dodatku,  
Ĺ»ebyĹ› mi z tÄ…d wyleciaĹ‚ Francuzki gagatku! 
ZDZISŁAW. 
Z kÄ…dĹĽe taki zĹ‚y humor? 
KRUPKOWSKI. 
Z kÄ…d dobrego dostać?  
Sto głów, nie moja jedna, nie potrafi sprostać?  
ChodĹş, iuĹĽ, krzycz, dbaj o wszystko, miej wszystko w pamiÄ™ci,  
Ale tu wciÄ…ĹĽ jak na targu, aĹĽ siÄ™ w mĂłzgu kreci.  
JuĹĽ co prawda, to nie grzech, dobra nasza pani,  
Nikt pewnie , sto mil w koĹ‚o, nic w niej nie przygani,  
ImiÄ™, godność, Ĺ‚askawość, majÄ…tek, uroda, 
 
 
- 7 - 
 
Ale jakiem Krupkowski, jeszcze trochÄ™ mĹ‚oda.  
Nie tak bywaĹ‚o, nie tak, za Ĺ›wiÄ™tej pamiÄ™ci  
RodzicĂłw: grzecznie, piÄ™knie, zawsze dobrej chÄ™ci,  
Jak sam pan, tak i pani, byli dla swych goĹ›ci.  
AleĹĽ byĹ‚a u licha miara w goĹ›cinnoĹ›ci;  
ByĹ‚ czasem i spoczynek, drzymnęło siÄ™ czasem,  
A jak siÄ™ bawiono, to nie z tym haĹ‚asem;  
KobiĂ©ty dryzlownĹ‚y, nikt o nich nie wiedziaĹ‚,  
Jegomość z ich moĹ›ciami w swĂ©j komnacie siedziaĹ‚,  
Tam gwarzÄ…c przy kieliszku, radzili nie maĹ‚o;  
Ale teraz.... o nie tak, nie tak tu bywaĹ‚o! 
ZDZISŁAW.  
J czemuĹĽ tu siÄ™ dziwić? i cóź to dowodzi? 

background image

Inaczej ĹĽyjÄ… starzy, a inaczej mĹ‚odzi.  
J któż ma uĹĽyć Ĺ›wiata, w caĹ‚ym jego kwiecie,  
JeĹĽeli nie to szczęścia rozpieszczone dziĂ©ciÄ™,  
JeĹĽeli nie Zofija ? coĹĽ jĂ©j wzbraniać moĹĽe? 
Wdowa, pani swej woli, w ĹĽycia piÄ™knej porze,  
W ktĂłrej wspomnieĹ„ nie trzeba, nadzieja spoczywa  
W ktĂłrej duszy wystarcza obecność szczęśliwa. 
KRUPKOWSKI  
(z poĹ›piechem) 
CzemuĹĽ tÄ™ guwernantkÄ™ dotÄ…d jeszcze trzyma? 
ZDZISŁAW.  
JuĹĽ teraz przyjaciółka, guwernantki nie ma. 
KRUPKOWSKI.  
PrzyjaĹşni zĹ‚ego z dobrem nie znane przykĹ‚ady.  
J gdyby pani sĹ‚uchać chciaĹ‚a mojĂ©j rady,  
Dzisiaj panna BobinĂ©: Adje, wojaĹĽ madam;  
Ale pani siÄ™ Ĺ›mieje, kiedy ja co gadam;  
Albo i w mieĹ›cie , z pĹ‚aczem bĹ‚agaĹ‚em ja prawie:  
Na miĹ‚ość boska, pani, zostaĹ„my w Warszawie,  
Bo na wsi, nie daleko stoĹ‚ecznego miasta,  
Gość kaĹĽdego momentu, jak z ziemi wyrasta,  
J jakem przepowiedziaĹ‚, tak siÄ™ téż i dzieje:  
Czy pogoda piekÄ…ca, czy jak z cebra leje,  
LedwieĹ› pomyĹ›laĹ‚, ledwieĹ› bÄ…knÄ…Ĺ‚ o obiedzie. 
- 8 - 
 
Ledwie komin zadymiĹ‚ - trzask z bicza , juĹĽ jedzie. 
 J cóż z nim robić? ProszÄ™? i któż z nim poradzi?  
Zamkniesz, zabijesz wrota, on przez pĹ‚ot przesadzi,  
A jak siÄ™ wkrÄ™ci, bÄ…dĹş zdrĂłw! skrzyp nie skrzyp wrotami,  
On jakby nie do niego, juĹĽ zamieszkaĹ‚ z nami;  
Wprawdzie i nic dziwnego, czemu mieszkać niĂ© ma,  
Kiedy pani kaĹĽdego zaprosi, przytrzyma,  
Byle tylko zgieĹ‚k, haĹ‚as . . . 
ZDZISŁAW. 
Kiedy jÄ… to bawi!  
KKUPKOWSKI. 
A bawić nie powinno; czemu nie odprawi  
TĂ©j zgrai zalotnikĂłw, co jak rĂłj osiada!  
Wybrać jednego i dość. 
ZDZISŁAW. 
{Ĺ›miejÄ…c siÄ…) 
Taka twoja rada?  
Ale moĹĽe Zofija inaczej rzecz bierze;  
A ja sÄ…dzić nie bÄ™dÄ™, kto błądzi w tej mierze.  
Lecz przykroby jĂ©j byĹ‚o usĹ‚yszeć ze strony,  
Ĺ»e jĂ©j stary Krupkowski, tak od niĂ©j lubiony,  
DobrĂ©j , mĹ‚odĂ©j, swĂ©j pani zbyt ostro przygania. 
KRUPKOWSKI. 
(nie kontem z siebie, poprawiajÄ…c perukÄ™) 
Hm! bo nie ma co zawsze sĹ‚uchać niego zdania, 
Czasem siÄ™, jakoĹ› niechcÄ…c i gĹ‚upstwo wypowie, 
Pani ma wiÄ™cej w palcu, niĹĽeli ja w gĹ‚owie.... 
Pewnie ... i dobrze robi, robiÄ…c podĹ‚ug1 woli.... 
Ale jednak mi przykro i niemaĹ‚o boli, 
Ĺ»e kaĹĽdy tu panuje, jak gdyby u siebie .... 
Ha! tak bywaĹ‚o.... miĹ‚o ĹĽyć o cudzym chlebie. 
ZDZISŁAW. 
Ach nie bardzo to miĹ‚o! 
KKUPKOWSKI. 
Ej! cóż u kaduka!  

background image

 
 
- 9 - 
 
Któż bo zawsze złéj strony w kaĹĽdĂ©m sĹ‚owie szuka? 
Ach jak panie ZdzisĹ‚awie... aĹĽem siÄ™ zczerwieniĹ‚.... 
Iak moĹĽesz brać do siebie, com niechcÄ…c namieniĹ‚;  
Fe, fe, ja jestem sĹ‚uga, nie posiadam wiele,  
A lichym moim kÄ…tkiem, chÄ™tnie siÄ™ podzielÄ™  
Z kaĹĽdym, co aby w kraju rodak ĹĽyĹ‚ spokojnie,  
Niewygody, głód, zimno, cierpiaĹ‚ gdzieĹ› na wojnie;  
Co moĹĽe, kiedym drzymaĹ‚ smacznie przy kominku,  
Nie znalazĹ‚ w dzieĹ„ pokarmu, w nocy odpoczynku,  
J kiedy w ciepłém łóżku mogĹ‚em w puchu spĹ‚ynąć,  
On moĹĽe niĂ© miaĹ‚ w polu czĂ©m rany zawinąć,  
Fe, fe! 
(ocierajÄ…c Ĺ‚zÄ™)  
panie ZdzisĹ‚awie, nie tak myĹ›li stary. 
ZDZISŁAW.  
(wstrzÄ…sajÄ…c mu rÄ™kÄ™) 
Starego serce znane, dusza godna wiary;  
Lecz moja to myĹ›l byĹ‚a, co trwa nawet we Ĺ›nie:  
Ĺ»e mimo wszelkich przyczyn, smutno i boleĹ›nie,  
W cudzym domu wyglÄ…dać dalekiego koĹ„ca. 
KKUPKOWSKI.  
Synem jest w kaĹĽdym domu ojczyzny obroĹ„ca,  
Nareszcie, tuĹ› pan wyrĂłsĹ‚, od kolebki prawie  
Wychowany wraz z paniÄ…. 
ZDZISŁAW. 
Bez celu dni trawiÄ™.  
KRUPKOWSKI 
MaszĹĽe je w nÄ™dzy trawić, ĹĽe rÄ™ka zrÄ…bana  
Szabli dĹşwignąć nie moĹĽe? 
ZDZISŁAW. 
SĹ‚uĹĽyć. . .  
KRUPKOWSKI. 
ProszÄ™ pana!  
Dajmy juĹĽ temu pokĂłj, bo krew mi siÄ™ burzy;  
Niech pan jeszcze przed paniÄ… te myĹ›li wynurzy;  
Ona, co siÄ™ tak cieszy, co tak mocno rada,  
Ĺ»e swego przyjacielu w swym domu posiada. 
-  10  - 
 
Jle razy list przyszedĹ‚, zaraz do czytania, 
Pot"m do mnie: "Krupkowski, ZdzisĹ‚aw ci siÄ™ kĹ‚ania, 
Ale pamiÄ™taj o nim, on sam nic nie powie, 
MoĹĽe mu czego  trzeba" i niedość na sĹ‚owie, 
PĂłty nas nie odstÄ…pi, pĂłty nie usiÄ™dzie, 
PĂłki paka zamkniÄ™ta na bryce nie  bÄ™dzie; 
Albo nieraz  czas na bal, grzmi caĹ‚a Warszawa, 
A ona ksiÄ…ĹĽki skĹ‚ada dla pana ZdzisĹ‚awa; 
MoĹĽnaĹĽ wiÄ™cej i bratu przyjaĹşni dowodzić! 
ZDZISŁAW. 
(na stronie)  
O Zofijo! Zofijo! cz"mĹĽe ci nagrodzić? 
KRUPKOWSKI.  
J chciałżebyĹ› pan teraz za to jÄ… zasmucać?  
Dom, w którym cię tak lubią, niewdzięcznie porzuca�
ZDZISŁAW.  
Zasmucać? nie, w jej woli Ĺ›wiÄ™te dla mnie prawo. 
BOBINÉ. 

background image

(wchodzÄ…c do KĹ‚apkowskiego) 
Pani go potrzebuje. 
KRUPKOWSKI. 
(biegnÄ…c)  
BiegnÄ™. 
BOBINÉ.  
(Ĺ›miejÄ…c siÄ™)  
Tylko ĹĽwawo. 
SCENA PIÄ„TA. 
ZDZISŁAW;  BOBINÉ (papiloty rozwiniÄ™te, mocno uruĹĽowana.) 
BOBINÉ.  
(na stronie.)  
Serce bije, gĹ‚os niknie, caĹ‚a drzÄ™ i pĹ‚onÄ™,  
Ach twojeto miĹ‚oĹ›ci pociski szalone! 
(po krĂłtki"m milczeniu gĹ‚oĹ›no.) 
W prawdzie nie wiem, jak zacząć. 
 
 
- 11 - 
 
ZDZISŁAW.(obojÄ™tnie) 
Cóż tak wielkiej wagi?  
BOBINÉ.  
Czy wielkiĂ©j, nie wiem, tylko .... 
ZDZISŁAW. 
(sens koĹ„czÄ…c.) 
Potrzeba odwagi.  
BOBINÉ.  
J to nie. 
ZDZISŁAW.  
Cóż? (na stronie.) zapewnie na kogoĹ› siÄ™ ĹĽali.  
BOBINÉ.  
Nie wiem, jak zacząć. 
ZDZISŁAW.  
JakbÄ…dĹş, koniec dzieĹ‚o chwali. 
BOBINÉ.  
Portret - portret znajomy - jest poczÄ…tkiem dzieĹ‚a.  
ZDZISŁAW.(zmieszany.) 
Portret, panno BobinĂ©? 
 
Teraz, gdym zaczęła,  
Powiem, ĹĽe patrzÄ…cego na ten portret mile,  
WidziaĹ‚am ciÄ™ ZdzisĹ‚awie, i to razy tyle! 
ZDZISŁAW.  
Mnie? mnie panno BobinĂ©? 
BOBINÉ.  
Ciebie, ciebie panie,  
Nawet ci wiÄ™ksze teraz uczyniÄ™ wyznanie;  
WidziaĹ‚am raz ukrytÄ…, .... ja wiĂ©m, ĹĽe nie Ĺ‚adnie,  
Lecz cóż robić, tak byĹ‚o, widziaĹ‚am dokĹ‚adnie,  
Jak do sercaĹ› go cisnÄ…Ĺ‚, dotykaĹ‚ ustami. 
 
- 12 - 
 
ZDZISŁAW (zmieszany.) 
Ja, panno BobinĂ©. 
BOBINÉ. 
MĂłwiÄ…c miÄ™dzy nami,  
Nie ma nic zĹ‚ego. 
ZDZISŁAW.  
Jakto? 

background image

BOBINÉ. 
J pragnęłam szczĂ©rze,  
Twym ĹĽyczeniom zadosyć uczynić w tĂ©j mierze. 
ZDZISŁAW.  
Ĺ»yczeniom? 
BOBINÉ. 
Posiadać go  czyĹĽ nie  ĹĽyczysz sobie?  
MyĹ›laĹ‚am wiÄ™c dlatego tylko o sposobie,  
Bo nie wiĂ©m, czy postrzegĹ‚eĹ› (ironicznie) Ăłw zbytek czuĹ‚oĹ›ci:  
Ĺ»e na przeciwnej stronie, na tĂ©j samĂ©j koĹ›ci,  
Portret Zosi... 
ZDZISŁAW.  
Czym postrzegĹ‚? Jakto? (na stronie) cóżto znaczy? 
BOBINÉ. 
Czy jeszcze nie dość jasno wszystko siÄ™ tĹ‚umaczy? 
Za rozkazem jej matki byĹ‚ niegdyĹ› zrobiony; 
Ia jestem, jak wiĂ©sz, z jednĂ©j, Zosia z drugiĂ©j strony; 
Nie mogĹ‚am wiÄ™c dać siebie, nie dajÄ…c i Zosi; 
Ale czas, jakto mĂłwiÄ… i radÄ™ przynosi; 
Kazać nowy malować byĹ‚o nierozsÄ…dnie, 
CzÄ™sto, gdzie mu nie trzeba, niejeden zaglÄ…dnie, 
A  potĂ©m z dodatkami, jak nieraz powtĂłrzy 
Z najmniejszego robaczka, w koĹ„cu sĹ‚onia stworzy; 
TwĂłj honor zaĹ› mi rÄ™czy, ĹĽe zachowasz Ĺ›ciĹ›le, 
Co skrytem być powinno, co ci zwierzyć myĹ›lÄ™, 
 
 
-  13  - 
 
WolaĹ‚am wiÄ™c inaczej, toĹĽ samo zostawić,  
W pularesie  kazaĹ‚am portrety oprawić,  
Jeden skryty na zawsze, a drugi zostaje,  
J ten ci w upominku mej przyjaĹşni dajÄ™, 
(kĹ‚adzie mu pulares na rÄ™ku, i wybiega.) 
SCENA SZĂ“STA. 
ZDZISŁAW (po krĂłtkiĂ©im myĹ›leniu.) 
Rozumiem ciÄ™, rozumiem, zgadĹ‚aĹ› czucia moje 
W osĹ‚onie niesiesz ulgÄ™, ktĂłrej siÄ™ sam bojÄ™.  
Ĺ»aden  gĹ‚os, ni mĂłj wĹ‚asny, nigdy nie wyjawi  
TÄ™ poĹĽerczÄ… namiÄ™tność, co mi duszÄ™ trawi;  
MiÄ™dzy mnÄ… a ZofijÄ…, przedziaĹ‚ jest bez miary,  
Nadziejaby w tym razie wartÄ… byĹ‚a kary,  
J jeĹşlibym znieść nie mĂłgĹ‚, być wzgardzonym od niĂ©j,  
Ona gardzÄ…c, postÄ…pić nie mogĹ‚aby godniĂ©j.  
PrzyjaĹşni, dobrodziejstwa, taĹĽ ma być nagroda: 
KaĹĽdaĹĽ Ĺ‚aska do nowych  nowe ĹĽÄ…dze poda?  
J zato , ĹĽe mnie swoim zwaĹ‚a przyjacielem,  
MaĹĽe oszczerczych plotek zostać jeszcze celem?  
Nigdy - krom mĂ©j miĹ‚oĹ›ci, wszystko przezwyciężę,  
Uczynić jÄ… szczęśliwÄ…  wszelkich  siĹ‚ natężę,  
J w drugiego objÄ™ciu.... (z goryczÄ… i przymusem)gdzie ja sam umieszczÄ™,  
PotrafiÄ™, chce jÄ… widzieć, widzieć i ĹĽyć jeszcze. 
(po krĂłtkiĂ©im myĹ›leniu uspokoiwszy siÄ™) 
Ale rysy jĂ©j twarzy, jĂ©j, jĂ©j lubĂ©j twarzy,  
Gdy mnie tak niespodzianie los dziĹ› niemi darzy,  
JuĹĽ nie  odstÄ…piÄ… serca, ktĂłre dla  nich bije,  
One przyjmÄ… Ĺ‚zy moje, im mÄ™ki odkryjÄ™. 
(otwiera pulares) 
Tak, swĂłj portret mi daĹ‚a, lecz wskazaĹ‚a drogÄ™,  
Jedynie poĹĽÄ…dany, jak otrzymać mogÄ™. 

background image

(odrywa portret, obraca,  do ust przyciska, a sĹ‚yszÄ…c nadchodzÄ…cego 
prÄ™dko kryje.) 
- 14 - 
 
SCENA SIĂ“DMA. 
ZDZISŁAW, CZESŁAW.  
CZESŁAW.  
DzieĹ„ nam wiÄ™c po dniu mija, wszystko w jednym stanie,  
I obym byĹ‚ zĹ‚ym wieszczem, na zawsze zostanie. 
ZDZISŁAW. (patrzÄ…c w okno) 
Jakto ? czy dziĹ› na sĹ‚otÄ™? 
CZESŁAW. 
Nie, wierz mi, nie chmury,  
Jak mĂłwisz, moim myĹ›lom dajÄ… zwrot ponury;  
Ni teĹĽ czucie lÄ™kliwe, ktĂłrem miĹ‚ość poi,  
Juz w szczęściu, jeszcze szczęścia spodziewać siÄ™ boi,  
Nie, com myĹ›laĹ‚ wczoraj, dziĹ› i jutro powtĂłrzÄ™;  
Chęć i zapaĹ‚ zwieść mogÄ…, rozsÄ…dek nie moĹĽe,  
BiorÄ™ rzecz wswojem Ĺ›wietle, roztrzÄ…sam dokĹ‚adnie,  
A roztrzÄ…snÄ…wszy widzÄ™, ĹĽe Ĺşle mi wypadnie;  
Od pierwszego dnia prawie, jak przez rady twoje,  
W niosÄ…cych cześć Zofii licznym rzÄ™dzie stojÄ™,    
PowiÉdz sam, czym w jÉj sercu aby krok uczyniĹ‚. 
ZDZISŁAW. 
Ja zaĹ› o brak poĹ›piechu nie bÄ™dÄ™ was winiĹ‚,  
Owszem, czas wam zbyt drogi maĹ‚oĹ›cie trwonili,  
Lecz kto gĹ‚owy zawracaĹ‚ zaraz pierwszej chwili? 
CZESŁAW.  
Tylko daj pokĂłj ĹĽartom, co drwinkami trÄ…cÄ…. 
ZDZISŁAW.  
AleĹĽbo mĂłj CzesĹ‚awie, nie pÄ™dĹş tak gorÄ…co,  
BÄ…dźźe troche cierpliwym, tu szczęście na szali. 
CZESŁAW.  
Tak, tak, chwal mi cierpliwość, jak wilk posty chwali. 
 
 
- 15 - 
 
ZDZISŁAW. (ironicznie.) 
J jakĹĽeto juĹĽ dawno, jak na me wezwanie,  
DorzuciĹ‚eĹ› leniwo samotne mieszkanie?  
DziewięćdziesiÄ…t dni speĹ‚na, jeĹşli siÄ™ nie mylÄ™,  
J juz wzdycha tak dĹ‚ugo! juĹĽ wycierpiaĹ‚ tyle!  
JuĹĽ nie chce mieć nadziei, szczęścia siÄ™ wyrzeka. 
CZESŁAW. 
Prawdziwie , ktoby nie znaĹ‚, sĹ‚uchaĹ‚ nas z daleka,  
MyĹ›laĹ‚by niezawodnie, przysiÄ…dz byĹ‚by w stanie,  
Ĺ»e z nas dwĂłch, rozsÄ…dniejszy ten, czyje kazanie,  
Ĺ»e nie zna co kraj marzeĹ„, kontent z swego Ĺ›wiata,  
Po ziemi chodzi, nigdy po niebie nie lata. 
ZDZISŁAW. 
Jest j dawna piosnka, zawsze wyjéżdĹĽa w potrzebie.  
Ale ja, jeĹşli latam, jak mĂłwisz po niebie, 
To moĹĽe i dla tego, ĹĽe mi Ĺşle na ziemi.... 
Ale daj pokĂłj, na bok z troskami mojĂ©mi, 
Dowiedz mi raczej, czemu, mierzÄ…c twe nadzieje, 
Na wszystkich dobrych punktach twĂłj cyrkiel kuleje? 
Niczem dla ciÄ™ szacunek, nawet przyjaźń tkliwa, 
A przyjaźń, dnia pierwszego, wraz z deszczem nie spĹ‚ywa 
J zdania wasze jedne, lub skĹ‚onne do zgody; 
J ta uprzejmość, ktĂłrej odbierasz dowody .... 

background image

CZESŁAW.  
Uprzejmość i uprzejmość, wszak ja jÄ… rozumiem,  
Znam, pozwolisz, jej cienie i rozróżnić umiem:  
JnnÄ… nam tylko grzeczność, innÄ… serce daje,  
PierwszÄ…m musiaĹ‚ otrzymać, drugiĂ©j mi nie staje.  
Stan zimnego szacunku, a nawet przyjaĹşni,  
Kiedy duszÄ™ w swĂ©j ciszy nic wcale nie draĹĽni,  
MaĹ‚o gorÄ™tszym czuciom moĹĽe dać korzyĹ›ci.  
WiÄ™cej, wierz mi, wyciÄ…gniesz z samej nienawiĹ›ci, 
ZDZISŁAW.  
GorÄ…cych uczuć pragniesz, aĹĽ serce w nich spĹ‚onie,  
A jakimĹĽe ty jesteĹ›, starajÄ…c siÄ™ o nie? 
- 16 - 
 
CZESŁAW. 
Prawda, juz tym nie jestem, czym bywaĹ‚em moĹĽe: 
Ĺ»ycie, jak i dzieĹ„, jedne tylko miewa zorzÄ™, 
Co siÄ™ niosĹ‚o nadziei w najmniejszej iskierce, 
To później dać pewnoĹ›ci ociÄ…ga siÄ™ serce, 
OciÄ…ga, nie wyrzeka i czuje w lej dobie, 
Jle miĹ‚ość z mej duszy moĹĽe spĹ‚acić sobie; 
Jle mĂłgĹ‚bym poĹ›wiecić, wdziÄ™cznoĹ›ciÄ… wiedziony, 
Szczęściu mnie kochajÄ…cĂ©j, szczęściu mojej zony. 
ZDZISŁAW. (z uniesieniem.)  
Ach tyĹ› godzien Zofii, nikt wiÄ™cej nad ciebie,  
Wasze szczęście zostanie gwiazda na mĂ©m niebie,  
W niĂ© wpatrywać siÄ™ bÄ™dÄ™ caĹ‚e moje ĹĽycie,  
JĂ©j promyk strÄ…cać bÄ™dzie Ĺ‚zÄ™ wylanÄ… skrycie.  
Ach bÄ™dziecie szczęśliwi, szczęśliwi ze sobÄ…! 
(przerywajÄ…c rozczulenie.) 
Ale rycerzu smutku, nie kryj siÄ™ ĹĽaĹ‚obÄ…, 
Owszem , peĹ‚en  nadzei, nie szczÄ™dĹş chlubnych znoi, 
PĂłki kochanka wstÄ™gÄ… nie przepasze zbroi. 
CZESŁAW. 
J cóż znaczy  ta liczna zalotnikĂłw rzesza, 
Z ktĂłrych dwĂłch tu nas nudzi, wiÄ™cej niĹĽ rozĹ›miesza! 
TĂ©n Wtorkiewicz, ktĂłrego  zalety na wadze, . 
Nie wiĂ©m, krocie czy gĹ‚upstwo, na sam dół sprowadzÄ™; 
Ten Baron Antenacki, hardy z swego rodu, 
Co na szesnastym  herbie  moĹĽe umrzeć z gĹ‚odu, 
Baron, co z ojca, dziada, sĹ‚uga obcych dworĂłw, 
PowiÄ™kszyĹ‚ w Polsce liczbÄ™ gĹ‚upioĹ›miĂ©sznyeh wzorĂłw; 
Na spruchniaĹ‚ym juĹĽ pniaku, gĹ‚owa jeszcze w kwiecie, 
O miĹ‚osnĂ©j nadziei, jak w malignie plecie; 
Miedzy nimi Zofija nie zrobi wyboru, 
CzemuĹĽ nie ma usunąć nawet i pozoru? 
Chluby dla niej nie widzÄ™, choć stu rĂłwnych bÄ™dzie, 
A i innym nie miĹ‚o stawać w takim rzÄ™dzie. 
ZDZISŁAW.  
Zapewnie jÄ… to bawi. 
 
 
- 17 - 
 
CZESŁAW.  
Tak pochlĂ©bstwem bawi.  
ZDZISŁAW. 
W samĂ©j rzeczy, jest pozĂłr i w złém Ĺ›wietle stawi, 
Lecz znam jÄ… dobrze: ona zapomnieć siÄ™ sili, 
Ĺ»e swĂłj los ma rozstrzygnąć w tej stanowczĂ©j chwili, 
Chce gwaĹ‚tem myĹ›li tĹ‚umić, co jÄ…  niepokojÄ…, 

background image

Dla tego nie jest takÄ…, jakÄ… bÄ™dzie twojÄ…, 
CZESŁAW.  
J jeĹşli zwaĹĽać fraszki, coto nic nie znaczÄ…,  
A jednak kochajÄ…cym  tak  wiele tĹ‚umaczÄ…;  
KaĹĽdy z nich  dwakroć  wiÄ™cĂ©j odbiĂ©ra nademnie:  
Wyjść ze zwykłéj rozmowy trudzÄ™ siÄ™ daremnie,  
J zgadniĂ©j? czĂ©m najwiÄ™cĂ©j mogÄ™ jÄ… zabawić?  
GodzinÄ™ sĹ‚ucha, byle o wojnie jej prawić;  
J nie dosyć ĹĽe sĹ‚ucha, pyta siÄ™ ciekawie,  
MuszÄ™ sto razy mĂłwić o kaĹĽdĂ©j wyprawie,  
GdzieĹ› byĹ‚ ze mnÄ…, gdzieĹ› nie byĹ‚, gdzieĹ›my ranni byli,  
Ledwie nie coĹ›my w kaĹĽdym biwaku mĂłwili;  
Czy mniema tĂ©m nagradzać, nie mogÄ…c kochaniem?  
Ty wiesz jak o tĂ©m myĹ›lÄ™, jak Ĺ›miĂ©szny mĂ©m zdaniem  
TĂ©n, co kiedy kobiĂ©ty w koĹ‚o niego siedzÄ…,  
KobiĂ©ty czuĹ‚e, trwoĹĽne, co zaledwie wiedzÄ…,  
Ĺ»e parapet nie czypek, czworobok nie szlarki,  
Granat nie kolor wstÄ…ĹĽki, kartacz nie sucharki;  
Rozprawia o swych dzieĹ‚ach, srogie walki toczy,  
Morduje, rÄ™ce we krwi aĹĽ po Ĺ‚okcie broczy,  
J w ciÄ…ĹĽ sĹ‚yszÄ…c, ach! i oh! na koniec uwiĂ©rzy,  
Ĺ»e jest w samĂ©j istocie z najtęższych rycĂ©rzy. 
ZDZISŁAW. (Ĺ›miejÄ…c siÄ™.)  
Złą stronÄ™ w kaĹĽdĂ©j rzeczy znajdzie, kto jej szuka,  
Tak ĹĽony moĹĽe zbawić wojownicza sztuka. 
CZESŁAW.  
MĂłj ZdzisĹ‚awie, nie mĂłgĹ‚byĹ›, miast moraĹ‚y prawić,  
WĹ‚asne  zdanie Zofii nieznacznie wystawić?  
J wybadać pomaĹ‚u, co siÄ™ ze mna dzieje? 

- 18 - 
 
ZDZISŁAW.  
BÄ™dÄ™ z niÄ… dzisiaj mĂłwiĹ‚, miej dobrÄ… nadziejÄ™ 
(biorÄ…c za rÄ™kÄ™ CzesĹ‚awa.) 
BÄ™dzie z tobÄ… szczęśliwa. Wszak bÄ™dzie CzesĹ‚awie? 
CZESŁW.  
Pytasz siÄ™? 
ZDZISŁAW.  
Nie, wiĂ©m pewnie, siebie w zakĹ‚ad stawiÄ™.(wychodzi prÄ™dko) 
SCENA Ă“SMA. 
CZESŁAW, BARON. 
BARON.(ktĂłry we drzwiach spotkaĹ‚ ZdzisĹ‚awa.) 
PowiĂ©dz mi, tento ZdzisĹ‚aw, co w tym domu z mĹ‚odu ... 
CZESŁAW.  
Ten, ten sam. 
BARON. 
Szlachcic? 
CZESŁAW.  
Szlachcic.  
BARON. 
Ale tak, od spodu?  
CZESŁAW.  
O nie, byĹ‚ oficerem jest czĹ‚owiek honoru,  
Jego szlachectwo nawet wiele ma waloru,  
Bo gdyby go byĹ‚ nie miaĹ‚, byĹ‚by go zasĹ‚uĹĽyĹ‚. 
BARON. 
Protegujesz go widzÄ™.. 
 
 
- 19 - 

background image

 
CZESŁAW.  
Wybacz, aleĹ› uĹĽyĹ‚  
Dość Ĺ›miĂ©sznego wyrazu. 
BARON.( 
ĹšmiĂ©sznego? to czemu?  
KaĹĽdy z nas protekcyjÄ… daje niejednemu. 
CZESŁAW.  
Proteguj wiÄ™c kiedy chcesz, ja nie jestem wstanie,  
J tylko mĂłj przyjaciel w ZdzisĹ‚awie zostanie. 
BARON. 
Za nadtoĹ› popularny. 
CZESŁAW. 
Czy tak ci siÄ™ zdaje? 
BARON. 
Przyjacielem zwać kogo, co w sĹ‚uĹĽbie zostaje! 
CZESŁAW. 
(zniecierpliwiony) 
Któż ci mĂłwi, ĹĽe sĹ‚uĹĽy ? 
BARON. 
Cóż tu robi? pytam. 
CZESŁAW.  
Przyjaźń.... 
BARON.  
Jest, znowu przyjaźń, po raz drugi witam;  
Przyjaciel! siedzi, rzÄ…dzi i pieniÄ…dze biĂ©rze;  
Ale takiĂ©j dziĹ› klasie najlepiej w tĂ©j miĂ©rze.  
Tylko dla nas nobĹ‚esy ciężki czas za kÄ…ty;  
DostojeĹ„stwo tóż samo, szczuplejsze intraty;  
Na honor, ciężkie czasy, i gdyĹ› wspomniaĹ‚ o tĂ©m,  
Nie wiĂ©sz gdzie jakiĂ©j sumki? 
CZESŁAW. 
Nie, nie wiĂ©m, a potĂ©m  
Sambym wziÄ…Ĺ‚. 
B 2 
-  20  - 
 
BARON.  
Dla noblesy zĹ‚e czasy nad miarÄ™,  
ZresztÄ… z dwieĹ›cie dukatĂłw wziÄ…Ĺ‚bym na lat parÄ™,  
Jakem Baron, bez ĹĽartu, wziÄ…Ĺ‚bym bez wahania. 
CZESŁAW.  
Bardzo wierzÄ™. 
BARON.  
Prawdziwie, Ĺ›miĂ©sznie do wyznania,  
PotrzebujÄ™. 
CZESŁAW.  
Ja takĹĽe. 
BARON.  
A niĂ© mam. 
CZESŁAW. 
J niĂ© mam. 
BARON. 
No, ale ci różnicy nie zrobi, jak mniemam,  
PiÄ™dziesiÄ…t czÄ…tycb ? 
CZESŁAW.  
Wziąć? 
BARON. 
Nie, ĹĽebyĹ› mnie poĹĽyczyĹ‚.  
CZESŁAW.  
Hm! mniejsza z tĂ©m, poĹĽyczÄ™. 

background image

BARON. 
TĂ©nby sobie ĹĽyczyĹ‚, 
Ten, ten, ten,___pan Wtorkiewicz, mieć podpis mej rÄ™ki, 
SypnÄ…Ĺ‚by i tysiÄ…cem, niosÄ…c jeszcze dziÄ™ki;_  
Lecz ten dowĂłd szacunku, wolaĹ‚em dać tobie.  
Jestem rywal wspaniaĹ‚y.... czy nie masz przy sobie? 
 
 
-  21  - 
 
CZESŁAW.  
Nie mam, ale dam pewnie. 
BARON. 
W prawdzie nie do wiary,  
Urodzenie jak  wielkie nakĹ‚ada ciężary,  
Jaki koszt, ĹĽe siÄ™  z nami  lada kto niebrata;  
J my, ktĂłrzy jesteĹ›my rĂłwnowagÄ… Ĺ›wiata,  
CzÄ™sto sami, ĹĽe powiem, rĂłwnowagÄ™ tracim,  
J za dobro czynione, wĹ‚asnĂ©m dobrem pĹ‚acim. 
SCENA DZIEWIÄ„TA. 
CZESŁAW, BARON, WTORK1EWICZ. 
(Wtorkiewicz zawsze bardzo gĹ‚oĹ›no mĂłwi i czÄ™sto mowÄ™, przerywa 
gĹ‚oĹ›nym  
Ĺ›michem, ktĂłry dla aiuknlenia powtarzania nadal znakiem = oznaczać siÄ™ 
bÄ™dzie.) 
WTORKIEWICZ.  
DzieĹ„ dobry wam = dzieĹ„ dobry, jakĹĽe siÄ™ wam spaĹ‚o! 
BARON. (przedrzyzniajÄ…c.) 
Nie Ĺşle ha, ha, ha, (na stronie) gĹ‚upiec! 
WTOBKIEWICZ. 
Baron sypia maĹ‚o,  
MiĹ‚ość go budzi = miĹ‚ość! 
(do CzesĹ‚awa cicho)  
A bardziĂ©j golizna. 
BARON.  (zawsze z przyciskiem nazywajÄ…c.) 
Panu Wtorkiewiczowi nikt tego nie przyzna.  
WTORKIIEWICZ. (ku CzesĹ‚awowi)  
A pewnie, ĹĽe nie = pewnie! - miĹ‚ość to mi licha,  
W ktĂłrej smÄ™tny kochanek jak wzdycha tak wzdycha,  
Westchnienie jeszcze ujdzie, kiedy z jakiej straty,  
Albo kiedy = (dmucha w rÄ™kÄ™.) rozumiesz? 
 
- 22 - 
BARON. (na stronie wzruszajÄ…c ramionami.) 
Kontent ze bogaty! 
WTORKIEWICZ. (dobywajÄ…c pudeĹ‚ko safianowe.) 
J mnie takĹĽe westchnienia, ja takĹĽe Ĺ‚zy roniÄ™.  
Patrzcie, te perĹ‚y, a co? patrzajĹĽe Baronie. 
BARON.  
Nie znam pereĹ‚? 
WTORKIEWICZ. ( idÄ…c za nim ) 
Patrz ? 
BARON. 
rzuciwszy okiem.) 
PatrzÄ™. 
WTORKIEWICZ.  
Cóż ? 
BARON. 
PerĹ‚y, nic wiÄ™cej. 
WTORKIEWICZ.  
KupiĹ‚em dla Zofii, wszakĹĽe dar ksiÄ…ĹĽÄ™cy? 

background image

CZESŁAW.  
Dla Zofii? zawczeĹ›nie. 
WTORKIEWICZ.  
ZawczeĹ›nie mĂłj Hrabio?  
Ĺ»adnej miĹ‚oĹ›ci w Ĺ›wiecie dary nie osĹ‚abiÄ…. 
CZESŁAW.  
Nie kaĹĽdÄ… przecie, pozwĂłl, i wzmocnić sÄ… w stanie. 
WTORKIEWICĹ». 
Chyba i mnie nie zechce. 
CZESŁAW.  
A i to pytanie. 
 
 
- 23 - 
 
BARON.  
Dawno, dawno! przodkowie pana Wtorkiewicza,  
Cenili moĹĽe miĹ‚ość, co zyski przelicza;  
Lecz dziĹ› czucie z rachubÄ… nie moĹĽe być w zgodzie,  
J te dary juĹĽ nie sa, choć bywaĹ‚y w modzie. 
WTORKIEWICZ. 
Pan Baron, widzÄ™, zawsze jak najĹ›wieĹĽszej mody. == 
BARON. 
WstydziĹ‚bym siÄ™ kochance nieść takie dowody. 
WTORKIEWICZ. 
Niema niebezpieczeĹ„stwa, nigdy siÄ™ nie spĹ‚onisz, =  
O nigdy! tego wstydu kaducznie sie chronisz! = 
(Lokaj wchodzi z listami i nastÄ™pnie oddaje.) 
CZESŁAW. 
Poczta. (odbiera list i daje skrycie sĹ‚uĹĽÄ…cemu parÄ™ zĹ‚otych.) 
WTORKIEWICZ. (odebrawszy rzuca na ziemie dukata.) 
Na, masz dukata. 
BARON (na stronie.) 
Ten zawsze dukata! 
(do sĹ‚uĹĽÄ…cego) 
Masz Ĺ‚askÄ™. . . 
WTOHKIEWICZ. ŁaskÄ™! Ĺ‚askÄ™! to diabĹ‚a zapĹ‚ata. 
CZESŁAW. 
(przeczytawszy, na stronie.) 
Tak, dobra rada, mĂłj los dziĹ› roztrzygnąć muszÄ™.  
Co ma być, juĹĽ jest teraz. 
BARON. (przeczytawszy, na stronie.) 
Ach na moje duszÄ™! ResztÄ™ mi wziÄ™li, wszystko! 
WTORKIEWICĹ». (przeczytawszy) 
Wiwat! wieĹ› kupiona. 
-  24  - 
 
BARON.  
CiszĂ©j, któżbotak krzyczy? (na stronie) Ĺşle koĹ‚o Barona. 
WTORKIEWIC2.  
KupiĹ‚em wieĹ› w sÄ…siedztwie. 
BARON. 
To mi wielkie dziwy! Za zĹ‚oto wsi dostanie:  
(na stronie) kontent, ĹĽe szczęśliwy! 
WTORKIEWICZ.  
Wsi za zĹ‚oto = za zĹ‚oto! a któż wÄ…tpi o tĂ©m ?  
Wszystko i Baronostwo ciÄ…gnie siÄ™ za zlotem. = 
SCENA DZIESIÄ„TA. 
CZESŁAW, BARON, WTORKIEWICZ, ZOFIJA. 
(Zofija przez całą scenÄ™ z rĂłwnÄ… dla wszystkich, znacznÄ… 
kokieteryjÄ….) 

background image

ZOFIJA.  
List z poczty jak widzÄ™ , czy dobre nowiny ? 
CZESŁAW.  
Pani to wiĂ©sz najlepiĂ©j - jakieĹĽ tĂ©j godziny ? 
Z0FIJA.  
Nigdy zĹ‚e. 
CZESŁAW.  
Ale mierne. 
WTORKIEWICZ. 
KupiĹ‚em Strumienie, Lecz niech miÄ™ diabli wezmÄ…,  
JeĹşli nie mniej ceniÄ™,  
NiĹĽ jedno piÄ™kne oczko (caĹ‚ujÄ…c jÄ… w rÄ™kÄ™)choić trochÄ™ uparte =  
U mnie wdziÄ™ki dalibĂłg, wiÄ™cĂ©j niĹĽ wieĹ› warte. 
ZOFIJA.  
PochlĂ©bstwo zawsze straszne, tĂ©m straszniĂ©jsze bywa;  
Jm zrÄ™czniĂ©jsze. Pan wĹ‚aĹ›nie takiego uĹĽywa;  
O! musze być ostroĹĽnÄ…. - Cóż panie Baronie? 
 
 
- 25 -  
 
BARON. (jak przebudzony.) 
Co kaĹĽesz? 
Z0FIJA.  
Jego myĹ›li w jakiej byĹ‚y stronie?? 
BARON.  
Przy tobie pani! zawsze. 
ZOFIJA.  
Cóż ci tam donoszÄ…? 
BARON.  
Abym dworek odstÄ…piĹ‚, koniecznie miÄ™ proszÄ…,  
J przystanÄ™ podobno (na stronie) bo sami zabiorÄ…. 
ZOFIJA.  (do CzesĹ‚awa.) 
Ale gdzieĹĽ nasz przyjaciel? 
CZESŁAW. 
WyszedĹ‚ z tÄ…d dopiero. 
ZOFIJA  (dzwoniÄ…c.) 
Szczerze jestem zazdrosnÄ…, tracÄ™ moje prawa,  
CaĹ‚kiem miÄ™ zapomina dla pana CzesĹ‚awa. 
(do Stefana.) 
Gdzie pan ZdzisĹ‚aw? prosić go. 
CZESŁAW. 
NiechĹĽe choć w przyjaĹşni  
WzbudzÄ™ trochÄ™ zazdroĹ›ci, i trochÄ™ bojaĹşni;  
Ale choć siÄ™ najlepiej powiedzie w tym wzglÄ™dzie,  
Zawsze tylko odwetem, bardzo sĹ‚abym, bÄ™dzie. 
WTORKIEWICZ.  
DalibĂłg =! na mĂłj honor, nie rozumiĂ©m sĹ‚owa. 
BARON.  
O bardzo temu wierzÄ™, rÄ™czy za to gĹ‚owa. (Zofija dzwoni.)  
Trudno bywa zrozumiéć, kiedy nie jak mĹ‚otem,  
Bo wszystko krom rozumu ciÄ…gnie siÄ™ za zĹ‚otem. 
-  26  - 
 
ZOFIJA. (do Stefana ktĂłry wszedĹ‚)  
Gdzie pan ZdzisĹ‚aw? 
STEFAN.  
NiĂ© ma go.  
Z0FIJA. 
Baron w zĹ‚ym humorze.  
WTORKIEWICZ. 

background image

Cóż mu jest? ĹĽal mu jeszcze za paĹ‚acem moĹĽe? = 
BARON.  
W tak dobre rÄ™ce oddać, wcale ĹĽalu niĂ©ma,  
Stryj pana Wtorkiewicza pewnie go otrzyma,  
A stryj jego tak godny, tak dobrÄ… ma sĹ‚awÄ™  
J sĹ‚usznÄ…, bo na honor, na całą WarszawÄ™,  
Nikt takich Ĺ›wiĂ©c nie robi i nawet nie drogo:  
Po czemu téż w tych czasach  najlepsze być mogÄ…? 
WTORKIEWICZ.  
Ty Baronie pod krydÄ…, herbarzu podarty,  
To nie mĂłj stryj. 
CZESŁAW.  
Panowie! wszakto wszystko ĹĽarty. 
SCENA JEDENASTA. 
ZOFIJA, CZESŁAW, BARON, WTORKIEWICZ, SMAKOSZ.( 
Smakosz wygodnie ubrany, duĹĽy kapelusz sĹ‚omiany.) 
ZOFIJA.  
A ! Smakosz. 
SMAKOSZ.  (pocaĹ‚owawszy w rÄ™kÄ™ rzuca siÄ™ na krzesĹ‚o.) 
Ach krĂłlowo! twĂłj podnóżek skona,  
JeĹşli nie dasz rumianku; niestrawność szalona. 
 
 
-  27  - 
 
ZOFIJA.  (dzwoniÄ…c) 
Kiedy teĹĽ juĹĽ przestaniesz i truć siÄ™ i leczyć? 
SMAKOSZ (do Stefana.)  
Rumianku! ach rumianku - nie mogÄ™ ja przeczyć  
Ĺ»e serdecznie jeść lubiÄ™, bo któż jeść nic lubi?  
Lecz dziĹ› nie przysmak ĹĽaden ze Ĺ›wiata miÄ™ gubi. 
CZESŁAW.  
J cóż wiÄ™c ?  moĹĽe naczczo wyjechaĹ‚eĹ› z domu. 
SMAKOSZ  (zrywajÄ…c siÄ…) 
Jak moĹĽna takie gĹ‚upstwo przypisywać komu. (siada.) 
WTORKIEWICZ.  
Ha ! ha, ha ! 
BARON.  
Nasz pan Smakosz nie umrze ze czczoĹ›ci. 
WTORKIEWICZ.  
J niech miÄ™ diabli wezmÄ…, dobrze ĹĽe nie poĹ›ci.  
Kto ma dosyć pieniÄ™dzy, ten gĹ‚odu nie znosi.  
J nie czeka, aĹĽ sÄ…siad na obiad zaprosi. 
BARON  (na stronie.)  
A we wszystkiĂ©m pieniÄ…dze, aĹĽ sĹ‚uchać nie miĹ‚o. 
ZOFIA.  
PowiĂ©dz nam wiÄ™c Smakoszu, cóż ci siÄ™ trafiĹ‚o? 
SMAKOSZ  (westchnÄ…wszy ciężko.) 
WyjechaĹ‚em zdrĂłw jak sum, lekki jak opĹ‚atek, 
CzuĹ‚em juĹĽ nawet gĹ‚odu, ten drogi zadatek, 
KtĂłregom od tak dawna nie miaĹ‚ ani Ĺ›ladu, 
Co to tak miłą czyni nadziejÄ™  obiadu; 
AĹĽ furman wytchnąć koniom, gdzieĹ› przy karczmie staje, 
SiedzÄ™, czekam... w tĂ©m.. (wÄ…chajÄ…c.) jakiĹ› zapach czuć siÄ™ daje,  
WÄ…cham... niby jarzyna... niby coĹ› z miÄ™siwa,  
Wysiadam, idÄ™ spojrzeć z kÄ…d ten wiatr przybywa,  
PatrzÄ™, Ĺ›liczna na roĹĽnie pieczeĹ„ siÄ™ rumieni, 
-  28  - 
 
A mam sĹ‚abość do piÄ™knĂ©j  cielÄ™cĂ©j pieczeni.  
MĂłwiÄ™ wiÄ™c: parÄ™ zrazĂłw ukrĂłj mi do rynki  

background image

Dołóż mi masĹ‚a, buĹ‚ki, pieprzu i cytrynki,  
Postaw trochÄ™ na wÄ™glach i dawaj gorÄ…co.  
Przynosi mi soczystÄ…, wybornie pachnÄ…cÄ…,  
KrajÄ™, jem, zraz po zrazie, ale zaraz czujÄ™,  
Ĺ»e jest coĹ› niedobrego, ze czegoĹ› brakuje,  
WoĹ‚am wiÄ™c, sĹ‚yszysz! dajno jeszcze ze trzy zrazy!  
ZjadĹ‚szy; jakby z przeczucia dostaĹ‚em odrazy,  
J wiÄ™cej, anim ruszyĹ‚. - Ale ledwie w drogÄ™.  
SĹ‚abo mi, sĹ‚abo... sĹ‚abo... A! juĹĽ znieść nie mogÄ™,  
To poty na mnie bijÄ…, to dreszcz jak we febrze....  
StĂłj!.. czekaj!.. w piĂ©rwszym dworku tchem ostatnim ĹĽebrzÄ™,  
By omlecik zrobiono, chcÄ…c wybić klin klinem,  
(z westchnieniem) ZjadĹ‚em... i  sztukÄ™ sera... i skropiĹ‚em winem...  
Na próżno, tu jak kamieĹ„;-rumianku dla Boga!  
Czas pÄ™dzi,  obiad czeka, kaĹĽda chwila droga,  
Do tego podwieczorek Radost dzisiaj daje,   
(sĹ‚abym gĹ‚osem) 0 siĂłdmej tam być muszÄ™..... brr! Jak klin tu staje. 
ZOFIJA. 
Smakosz otruty, pĹ‚aczcie kuchnie! pĹ‚aczcie rzewnie! 
SMAK0SZ.  
PrzeklÄ™ty empoisonneur, niedopiekĹ‚ jĂ©j pewnie. 
ZOFIJA. 
Z tĂ©m wszystkiĂ©m, mam nadziejÄ™, ĹĽe to jakoĹ› bÄ™dzie,  
Ĺ»e zdrowie wraz z Smakoszem do  obiadu siÄ™dzie.  
Teraz chodĹş do ogrodu. 
SMAKOSZ. (ĹĽaĹ‚obnie.) 
Po cóż do ogrodu?  
ZOFIJA.  
Przejść siÄ™ ze mnÄ…. 
 
 
-  29  - 
 
SMAKOSZ.  
Tak , ale...  
ZOFIJA. 
Dla nabycia gĹ‚odu. 
SMAKOSZ.  
Ach! gdyby to byĹ‚ sposĂłb; mieszkaĹ‚bym w ogrodzie:  
Ale pozwĂłl krĂłlowo, niech zostanÄ™ w chĹ‚odzie. 
ZOFIJA.  
RĂłb co chcesz, lecz myĹ›l o tĂ©m i popracuj gĹ‚owÄ…,  
JakbyĹ› dziĹ›, wyleczony mĂłgĹ‚ siÄ™ struć na nowo. 
(podajÄ…c rÄ™kÄ™  CzesĹ‚awowi, odchodzÄ…, za nimi Wtorkiewicz i Baron - 
przy drzwiach przesadne ceremenije Wtorkiewicza - ze wzgardÄ… od 
Barona przyjÄ™te -  
SMAKOSZ (sam.) 
DaĹ‚bym rocznie na szpital, daĹ‚bym zĹ‚otych trzysta,  
Ĺ»ebym byĹ‚ zawsze gĹ‚odny...  ale  to jak glista. 
SCENA DWUNASTA. 
SMAKOSZ,  STEFAN, KAMERDYNER. 
(Kamerdyner przynosi rumianek - Stefan z wazkÄ… na tacy przechodzi scenÄ™.) 
SMAKOSZ (siedzÄ…c)  
(biorÄ…c rumianek.) 
Ach!... (do Stefana) Cotam niesiesz? SĹ‚uchaj! (kiwa na niego.)  
STEFAN. 
KaszkÄ™ na buljonie.  
SMAKOSZ.  
KaszkÄ™? (odkrywa wazkÄ™) kaszka, ha! pachnie! wonie! 
Ĺ›liczne wonie! 
DlakogoĹĽ? (dobywa z kieszeni pularesa, z niego Ĺ‚yĹĽkÄ™.) 

background image

- 30 - 
 
STEFAN. 
Dla Francuzki. 
SMAKOSZ. Czy tylko nie sĹ‚ona? (kosztuje) 
SĹ‚aba? 
STEFAN.  
Kaszka? 
SMAKOSZ.  
BobinĂ© (znowu Ĺ‚yĹĽkÄ™) 
STEFAN.  
SĹ‚aba. 
SMAKOSZ (coraz częściĂ©j kosztujÄ…c.)  
Pachnie!  
STEFAN. 
Ona?  
SMAKOSZ.  
Kaszka - wiÄ™c sĹ‚aba? 
STEFAN.  
SĹ‚aba. 
SMAKOSZ. 
O biĂ©dne pannisko ! (odbiĂ©ra wazkÄ™.)  
PowiĂ©dzĹĽe mi, wiÄ™c sĹ‚aba? (odpychajac tacÄ™ z rumiankiem.) 
ProszÄ™ nie tak blisko! (jedzÄ…c.) Hm!.. no jakĹĽe?... cóż?... ale, jak 
sie kuchmistrz  
zowie? 
STEFAN. 
Troto. 
SMAKOSZ.  
Troto... Troto. . . hm! - coĹ› chodzi po gĹ‚owie 
 
 
- 31 - 
 
Troto.... Aha! wiĂ©m juĹĽ, wiĂ©m: Jean, brunet, bezĹĽenny.  
MiaĹ‚ swĂłj dom, potĂ©m... wiĂ©m, wiĂ©m... ba! To Kant kuchenny,  
A kuchnia, jaka u was? na blasze? parowa? 
STEFAN.  
Parowa. 
SMAKOSZ.  
A, to lubie: i czysta i zdrowa.  
Wyborna byĹ‚a kaszka. A teraz kochanku,  
PokaĹĽesz mi gdzie kuchnia.... nie trzeba rumianku. 
KONIEC AKTU PIERWSZEGO. 
- 32 - 
 
AKT  II. 
SCENA PIERWSZA. 
ZOFIJA, CZESŁAW, BARON, WTORKIEWICZ, ZDZISŁAW, 
(po prawĂ©j stronie siedzi Zofija, przy niĂ©j Baron z jednĂ©j,  z drugiĂ©j 
strony stoi Wtorkiewicz sparty na porÄ™czy jĂ©j krzesĹ‚a, po lewĂ©j stronie 
sceny CzesĹ‚aw siedzi, przy nim ZdzisĹ‚aw wsparty na stoliku ksiÄ…ĹĽkÄ™ 
przeziĂ©ra.) 
WTOEKIEWICZ.  
NiechĹĽe  miÄ™ diabli wezmÄ…, jeĹşli wam Ĺşle radzÄ™,  
Jak balonem, do miasta wszystkich przeprowadzÄ™, =  
Tak, balonem powiadam, bo cugi rozstawiÄ™:  
O piÄ…tĂ©j z tÄ…d ruszamy, przed siĂłdmÄ… w Warszawie,  
O siĂłdmej  na teatrze = wszyscy na teatrze ....  
Ja diable lubiÄ™ teatr, bo jak siÄ™ zapatrzÄ™,  
To mi siÄ™ czasem zdaje, ĹĽe ja widzÄ™ ludzi.  

background image

Albo znowu jak zasnÄ™, to aĹĽ koniec  zbudzi,  
A po teatrze sĹ‚owa nie mĂłwiÄ…c nikomu,  
HajĹĽe w kocze, karĂ©ty, trzask z bicza, do domu- 
A cóż paĹ„stwo mĂłwicie? zĹ‚a rada? = zĹ‚a rada? == 
ZOFIJA.  
Nie zĹ‚a, ale tych panĂłw spytać siÄ™ wypada;  
Panie Baronie .... ale jakĹĽeĹ› dziĹ› ponury,  
Prawdziwie nie mam prawa, lecz ten mars wart bury. 
BAR0N.  
Ach trudno Ĺ›miać siÄ™ zawsze, jak siÄ™ drudzy Ĺ›miejÄ…,  
Kiedy serce miotane  trwoĹĽliwÄ… nadziejÄ…;  
Ale miÄ™ teraz wĹ‚aĹ›nie juĹĽ nie drÄ™czy tyle,  
Kiedym twoje uwagÄ™ Ĺ›ciÄ…gnÄ…Ĺ‚ choć na chwilÄ™. 
 
 
- 33 - 
 
CZESŁAW  (do ZdzisĹ‚awa na stronie.) 
Dobrze mĂłwi. 
ZOFIJA. 
 Nadzieja  niech siÄ™  jeszcze schowa,  
Co dziĹ› robić bÄ™dziemy, o tĂ©m byĹ‚a mowa. 
BAR0N. 
BÄ™dziemy dziĹ› jak  zawsze, speĹ‚niać twe rozkazy,  
Ale jeĹşli mam wyznać (do Wtorkiewicza.) bez paĹ„skiej urazy,  
Dziwnie, cugi rozstawiać, chcieć miejsce odmienić,  
Gdy jednej tu minuty nie moĹĽna ocenić. 
ZOFIJA  (skĹ‚oniwszy gĹ‚owÄ… Baronowi.) 
Lecz pani  domu  winna myĹ›leć o zabawie....  
JeĹĽeli pojedziemy, ty z nami ZdzisĹ‚awie?  
DalĂ©j miasta nie poznasz. 
ZDZISŁAW. 
JeĹşli pani kaĹĽe.  
ZOFIJA.  
JeĹşli kaĹĽÄ™!... Baronie, gdy lepiej rozwaĹĽÄ™,  
WidzÄ™, ĹĽeĹ› dobrze mĂłwiĹ‚, nigdzie nie pojadÄ™. 
BARON  (z ukontentowaniem.) 
Ach! z Ĺ‚askiĹ› tylko pani przyjęła mÄ… radÄ™. 
ZOFIJA.  
Lecz całą dziĹ› zabawÄ™ zdajemy na ciebie. 
BARON.  
Podwajać siÄ™ twĂłj Baron potrafi w potrzebie.  
W gry różne grać moĹĽemy na wszelki przypadek. 
WTORKIEWICZ. 
Co? Baron w ciuciubabkÄ™? A, to ciuciudziadek  
Nie ciuciubabka bÄ™dzie; Baron, susy! Skoki! == 
DalibĂłg! na mĂłj honor, trzeba zerwać boki. = 
BARON  (zrywajÄ…c siÄ™ i cicho do CzesĹ‚awa.) 
Nie zniosÄ™ tych przekÄ…sĂłw, wyzwÄ™ i zabijÄ™. 

—   34   — 
CZESLAW (pouolnici.) Ej, daj mu pokĂłj, przebacz, niechaj «obie zyje. 
BARON (fili wji.ij.') Dam pokĂłj , ale kiedys tak mu kurte skroje. 
ZOP.UA. Ach tylko zadnych spiskĂłw, tajemnic sie boje. 
? Z E S L A W. Tobiezto  skrytych mysli   lekac   sie wypada? Odkryj 
wszyskie— a kazda  
no wg korzysc nada. 
Z 0 P 1J A. We wzgiedzie prawdy, moze. 
? Z E S L A W. 
? prawda ci sprzyja. Z O FU A. A nuz sio mysl Czeslawa przede mna rozwija ? 
CĂłz w nicj  

background image

widze! 
? Z E S L ? W. Nic zlego ? 
Z O F 1 J A. 
Nic ,  troszke nagany. 
CZESLAW. Pani .... 
Z 0 FI JA. 
Gdyby glos cichy   tej   mysli byl dany*, A mnie swieta cierpliwosc 
wysluchac cd  powie,  
Mozebmy  cos slyszala w podobnej osnowie : sZofija, (iak my u mĂłwi-:) dosc 
mi sie  
podoba, »Bo Zofija, jest dobra, przyjemna osoba; >'Bosc ladna, (dosc, 
wszakze mysl  
nicprzesadza wcale.) »Ale .. . ale (dla Boga! teraz dlugie ale.) »Ale 
zbytnia wesolosc  
plocliosci   dotyka , «Pierwsza mija rozsadek, druga go unika; >Zbytnia 
chciwosc  
oklaskĂłw nie czyni wyboru, 
—   35   — 
»Nie zglebia ich wartosci, chwyta sie pozoru, »J dusza, ktĂłrej odmet 
potrzebnym sie  
staje, »Na dal prawego szczescia pewnosci nie  daje. Tak glos mysli 
przemawia, kto to wic,   
czy bladzi?j 
? Z ES Łi.A W (tmimanj.) CzĂłm moglem ? . . .. 
ZOFIJA   (padajac mu rrM ) 
Nic, nic zlego —• to przyjazn lak s§" dzi.... Jakze panie Wtorkiewicz, 
cĂłz robic  
bedziemy i' Ale widze jak drudzy i Wtorkiewicz niemy; 
(spojrzawszy tut Zdzislawa.) 
Predko  zaraza splinĂłw siegnela do kola; 
Ja wiec sama, za wszystkich jestem dzis wesola. 
WTORKIEWICZ, A niecli mie diabli  wezma ! moja sliczna pani, Jezli co nad 
twe oczy,  
moje serce rani. Na jutro mam juz w mysli projekta gotowe, Zwiedzimy piekny 
palac, moje  
kupno   nowe. MĂłj palac zwiedzisz pani, bom go kupil: na to. c=s 
'  ZOFIJA. Dobrze, woda   poplyniem, Zdzislawa  fregata; Ale sobie  
wymawiam, ze bedzie  
przy  sterze, . • . 
(do  Wlorldewicza.) Nas tylko  dwoje mysli, jak sie bawic szczerze... 
Baronie, prosze predko  
czolo rozweselic .... 
(do  Czeslawa i Zdzislawa) 
PanĂłw zas o to  prosic  trudno sie osmielic. 
( odchodzi,) 
CZESIA W. Dziwnie. 
ZDZISLAW. Wszakze mĂłwilem. 
CZESLAW. 
Chcialbym wierzyc z duszy. 
?   2—   36    - 
WT 0 R ? IE W Z   („a strome.) 
Biedny Czeslaw! A Baron ? ten w koszu po uszy. 
( odchodza.') 
SCENA  DRUGA. 
BARON. 
Kocha  Barona! milosc we wszystkiem przebija, Ach sam zaledwie wierze 
szczesciu co mi  
sprzyja! Jak  chciala  wszystkich  rady, aby przyjac moje, A jakie jej  
mĂłj  smutek sprawil   
niepokoje! Ula wszystkich grzecznosc byla, dla mnie usmiech skryty, 
Puszczalem tez  

background image

wejrzenia, jak   ostre dziryty. 
(po krotldcm. milczeniu) 
Czeslaw, zimny cokolwiek — ten glupi ha ha ha, Nie miala wiec   co 
myslec, i jezli .sie  
waha, To moje dawne  figle sa przyczyna troche, 
(z usmiechem) 1 prawde mĂłwiac, mialem  serce   diable ploche! 
SCENA    TRZECIA. 
BARON, BANNA BOBIN 'E. ? ? ? l N Ł. 
A , juz panie Baronie jasno ci przeloze , 
Ze tylko w jednej Polsce trafic to sie  moze, 
Ze to rzecz  niepojeta, nigdzie   nie widziana, 
Aby w kraju plec piekna za nic byla miana, 
Aby czlowiek   comme il fant, znaczacy cos w swie 
cie, MĂłgl  taka avanija wyrzadzic kobiecie. 
—    37 
BARO N. Piekna panno Bobino, cĂłz ja przewinilem? Z wlasnej woli plci 
pieknej nigdy nie  
chybilem; Ani ja, ani zaden Baron mego rodu, 
? ? ?1N ?. Jezli nie zwlasnej woli, to zapewne z glodu. 
BAKO N. Ostra panno Bobine , zwaz bez uniesienia , Ze glĂłd   nie jest   
dla ludzi mego  
urodzenia, J jezli z mej  przyczyny, moze jaka fraszka.... 
BOBIN ?. Ha I  lakomy  Baronie, gdzie jest moja   kaszka? 
? ? ? O N. Kaszka ? 
BOBIN K. Zjadles ja gwaltem, bez wzgledu i sromu. 
BARON. Nie zjadlem, ale jezli kto co polknal w domu , Wszakze Smakosz 
przyjechul. 
? OB I NE. 
Przyjechal ? BARO N. 
Dzis rano. ? ? ?I N ?. A wiec przebacz Baronie, zle   mi  powiedziano. 
? A R O N. Gdy mi prawo przebaczac udzielasz laskawie, Przy  zupelnym  
odpuscie    
warunek postawie. 
BOBINE. Zarlok ! gdzie odpust ? 
BARON. 
MĂłwie, ze odpuszcze wine, Jezli mi zechce pomĂłdz nadobna Bobine. 
??????????.- 38 - 
 
BOBINÉ.  
PomĂłdz? w czĂ©m ? 
BARON.  
Przed ZofijÄ… rzucić słówko czasem,  
Do roztrzygnienia rzeczy zachÄ™cać nawiasem;  
Bo jakie bÄ™dzie, juĹĽ wiĂ©m, nie o to mi chodzi,  
Ale wzglÄ™dem poĹ›piechu, namowa nie szkodzi.  
Co siÄ™ tycze wdziÄ™cznoĹ›ci, proszÄ™ być spokojnÄ…,  
Choć wiele zasĹ‚uĹĽonÄ…, wiÄ™cĂ©j bÄ™dzie hojnÄ…,  
I co tylko zapragniesz, w jakimkolwiek wzglÄ™dzie  
Spuść siÄ™ na mnie, stać bÄ™dÄ™ w protektorĂłw rzÄ™dzie;  
Nawet w kaĹĽdym przypadku moĹĽesz mĂłwić Ĺ›miaĹ‚o,  
Ĺ»e Baron Antenacki sprzyja ci niemaĹ‚o. 
SCENA CZWARTA. 
BARON, BOBINÉ, WTORKIEWICZ.  
WTORKIEWICZ. 
MyĹ›laĹ‚em, ĹĽe ciÄ™ panno juĹĽ nie ma na Ĺ›wiecie,  
SzukajÄ…c caĹ‚y ranek przydybaĹ‚em przecie, =  
PrzydybaĹ‚em nakoniec. = PrzyszĹ‚y mi klejnoty,  
MiÄ™dzy niĂ©mi ten krzyĹĽyk, wybornĂ©j roboty,  
WyborniejszĂ©j wartoĹ›ci. Jaki ogieĹ„ ĹĽywy!  
Szmaragdy wcale czyste. 
BARON (na stronie.) 

background image

Bogacz obrzydliwy! 
WTORKIEWICZ.  
I brylant wcale duĹĽy. 
BARON (na stronie.) 
GotĂłw jĂ©j darować. 
 
 
- 39 - 
 
WTORKIEWICZ. 
Do piÄ™ciudziesiÄ…t czÄ…tych moĹĽnaby szacować,  
DarujÄ™ ci go panno, weĹş go, weĹş go sobie. 
BARON (wzruszajÄ…c ramionami.) 
Nie mĂłwiĹ‚em. 
WTORKIEWICZ.  
A zato o mojej osobie  
PrzebÄ…kniĂ©j tam czasami = nie znacznie, rozumiĂ©sz?  
PrzebÄ…kniĂ©j. = 
BOBINÉ.  
Pan dość jasno tĹ‚umaczyć siÄ™ umisz. 
BAR0N (sentymentalnie, na stronie.) 
CzĂ©m jest bogaty w zĹ‚oto, gdy w cnoty ubogi! 
 
Ten dar, ĹĽe z jego rÄ™ki, dla tego jest drogi. 
WTORKIEWICZ.  
A, niech miÄ™ diabli wezmÄ…, i brylant nie tani.  
BOBINÉ (na stronie.) 
Prostak! ale do rzeczy. 
WTORKIEWICZ. 
GĹ‚upi, kto go zgani. WszakĹĽe piÄ™kny Baronie? 
BARON (wzrusza ramionami i odchodzi w głąb.) 
BOBINÉ. 
Wszelkich siĹ‚ doĹ‚oĹĽÄ™,  
Aby mu być pomocnÄ…, choć daremnie moĹĽe,  
Bo tam gdzie pan Wtorkiewicz zwyciÄ™ztwo zakreĹ›liĹ‚  
JuĹĽ zwyciężyĹ‚ zapewnie nim drugi pomyĹ›liĹ‚. 
(nisko siÄ™ kĹ‚ania i odchodzi) 
-  40  - 
 
SCENA PIÄ„TA. 
BARON,  WTORKIEWICZ. 
WTORKIEWICZ. 
Baronie, Baroneczku, nie dmuchaj tak szumnie,  
ZbliĹĽ siÄ™, daj rÄ™kÄ™, sĹ‚uchaj, pomĂłwmy rozumnie, 
(po krĂłtkiÉm milczeniu.) 
Niechaj miÄ™ diabli wezmÄ…, jezli ciÄ™ siÄ™ bojÄ™,  
Ale chce twego dobra, gdym zapewniĹ‚ swoje:  
Od wdĂłwki nie odsadzisz, choćbyĹ› miaĹ‚ dwie gĹ‚owy,  
Pocóż czekasz powiÉdz mi, na wieniec grochowy? 
Powierz siÄ™ lepiÉj Bogu w tÉj przykrÉj potrzebie,  
I wynieĹ› siÄ™ cichutko niepatrzÄ…c za siebie;  
To radzÄ™, a ty radÄ… nie pogardzaj zdrowÄ…. 
BARON.  
Z poczÄ…tku aĹĽ do koĹ„ca, wszystko sĹ‚owo w sĹ‚owo,  
ProszÄ™ powtĂłrzyć jeszcze, do siebie,  odemnie. 
WTORKIEWICZ.  
Kocham ZofijÄ…. 
BARON.  
J ja. 
WTORKIEWICZ.  
Kochany wzajemnie. 

background image

BARON. Bardzo wÄ…tpiÄ™, 
WTORKIEWICZ (ironicznie.)  
Tak? moĹĽe sprzyja CzesĹ‚awowi? 
BARON. Nie CzesĹ‚awowi. 
WTORKIEWICZ. KomuĹĽ wiÄ™c? 
 
 
- 41 - 
 
BARON. 
To siÄ™ nie mĂłwi.  
WTORKIEWICZ.  
Ha , ha, ha! daj go katu! A przecieĹĽ nie tobie? 
BARON.  
I gdzieĹĽ pewność, ĹĽe nie mnie? 
WTORKIEWICZ. 
Ach, w twojej osobie. 
BARON.  
MoĹ›ci panie Wtorkiewicz, ta mowa zuchwaĹ‚a.... 
WTORKIEWICZ.  
Bo dla czegóż Zofija kochaćby ciÄ™ miaĹ‚a. 
BARON.  
A dla czego waćpana? 
WTORKIEWICZ.  
To dobre pytanie! 
BARON.  
Dla zĹ‚ota? 
WTORKIEWICZ. 
Dla twych herbĂłw?  
BARON. 
To mi porĂłwnanie! 
WTORKIEWICZ. 
Ja mogÄ™ jej powiedzieć: szczęściem ci odpĹ‚acÄ™,  
Masz czego tylko pragniesz, ogrody, paĹ‚ace. 
BARON.  
Gdzie jeszcze resztki znajdziesz, pieprzu i rozynek,  
Co z handlu swego tatki, schowaĹ‚ skrzÄ™tny synek. 
WTORKIEWICZ.  
Lepszy i funt rozynek, niĹĽ pargamin stary,  
KtĂłry ledwie siÄ™ przyda na utkanie szpary. 
—    42    â€” 
ii A R ? N. Co za honor byc matka najswiezszego rodu i 
WTORKIEWICZ. 
Co za honor   wziac meza, co mĂłgl umrzec  z glodu. 
BARON, Neolit wyzlocony! 
WTORKIEWICZ. Pan p cudzym cl Jebie! 
BARON. Dosc juz! — zabije 1 zginiesz . . . 
W T O R ?IE WI ? Z. 
Po twoim pogrzebie. 
SCENA SZĂ“STA. 
BARON, WTORKIEWICZ,  CZESLAW, ZDZISLAW. 
CZESLAW, Panowie 1 cĂłzlo za zgielk? 
? A RON (w „ajwbjisztj zlosci,) 
Juz dopelnil miary. 
W T O R ? IE W I ? Z  (o.hhod-ac.) Niechze mi schodzi  z drogi, ten 
szaleniec stary, 
? A R O N   ( oicgnac za nim konczy za drzwiami.) 
Sta.. • sta .. . sta • .. stary i' 
SCENA SIĂ“DMA. 
CZESLAW, ZDZISLAW. 
CZESLAW (otwarty lut w reku,) 

background image

Chodzmy, pogodzic ich trzeba, 
ZDZISLAW. Nie lekaj sie, nie zgina, laskawe sa nieba. Jal<  na nas zg ode 
zdadza, pewnosc  
jej osiagna , Beda sie srozyc, puszyc i BPĂłtnie  przeciagna, 
CZES Ł ? W. Niech sie czubia nieczubia, my myslmy o sobie; Czytales, zatem 
sluchaj, ja  
pono tak zrobie: Jechac musze koniecznie, ale nim pojade, Chcialbym 
wiedziec, Zolija jak  
przyjmie twa rade; Bo lubo nas  ujela swoich wad zeznaniem; Jezli sie nie 
poprawi, na miescu    
zostaniem, 
Z I) ZIS L A W. Powiem jej, to badz pewny, moje mysli szczerze, 1 ze 
dobrzeje przyjmie  
chetnie sobie wierze, Zwlaszcza, ze i tej chwili, choc to niby w zarcie, 
Jak dobrze zna swe  
bledy, zeznala otwarcie; Ale sie nie spodziewaj, abym jak z ambony, 
Gorliwym kaznodziei  
zarem rozogniony, Ni z tego  ni  z owego, mial prawic moraly; PozwĂłl, by 
jej uwagi wstep  
mi do nich daly, Bo lubo przyjazn, prawo rzec prawde udziela; Nie bardzo 
prawda mila i od  
przyjaciela. 
CZKSEA W. Latwo znajdziesz sposobnosc, latwo lez i ona , Czy sie zechce 
odmienic,  o tern  
nas przekona; Niech jednego , drugiego,  dla zartu nie ludzi, Niech sie za 
roztargnieniem tak   
mocno nie trudzi, Jak gdyby juz   rozsadek, choc na jedne chwile, Mial w 
sobie tyle nudĂłw i  
przykrosci tyle! 
 
- 44 - 
 
W tedy, lubo sam czujÄ™, ĹĽe waĹĽÄ™ zbyt wiele,  
StanowczĂ©j odpowiedzi ĹĽÄ…dać siÄ™ oĹ›mielÄ™;  
Ale jeĹĽeli twoje uwagi w tĂ©j mierze ,  
Przyjmie takim umysĹ‚em jak i kaĹĽde bierze,  
WysĹ‚ucha, zwaĹĽy, ziewnie, potem siÄ™ rozĹ›mieje ,  
To dziwnie dĹ‚uĹĽej chować, jakÄ…bÄ…dĹş nadziejÄ™,  
I niechcÄ…c z Baronami turniejĂłw wyprawiać,  
Ani teĹĽ w tym obrazie miesc próżnych zostawiać,  
NajrozsÄ…dniĂ©j uczyniÄ™ , gdy mĂłj pobyt skrĂłcÄ™,  
WyjadÄ™ na czas jakiĹ›... a nigdy nie wrĂłcÄ™. 
ZDZISŁAW. 
Gdybym ciÄ™ dobrze nie znaĹ‚, uwaĹĽaĹ‚ na sĹ‚owa, 
ZbrodniÄ… wzglÄ™dem Zofii, byĹ‚aby namowa; 
Bo w czemĹĽebym miaĹ‚ pewność szczęśliwego losu, 
TĂ©j duszy peĹ‚nej czucia, pragnÄ…cĂ©j odgĹ‚osu; 
KtĂłrĂ©j jedynÄ… skazÄ…, (jeĹşli skazÄ… mienić) 
Ĺ»e nie chce w porze wiosny, jĂ©j kwiatĂłw nie cenić. 
CZESŁAW. 
AleĹĽ... 
ZDZISŁAW. 
Ĺ»e nawet moĹĽe za nadto je ceni,  
Ĺ»e przesuwa siÄ™ tylko po Ĺ›wiata przestrzeni,  
BojÄ…c siÄ™ dotknąć silniĂ©j , bÄ…dĹş to jakiĂ©j strony,  
Aby nie trafić na cierĹ„, ktĂłrym Ĺ›wiat zjeĹĽony,  
Ale ja ciÄ™ znam dobrze, ta oziÄ™bĹ‚ość twoja,  
Jestto oręż z papiĂ©ru, z pajÄ™czyny zbroja. 
CZESŁAW. 
Nie takto wszystko sĹ‚abe, kiedy dotÄ…d strzeĹĽe;  
Ale wierz mi ZdzisĹ‚awie, z tobÄ… mĂłwiÄ™ szczerze,  

background image

Jak nigdym nie udawaĹ‚ i dziĹ› nie udajÄ™,  
I jeĹĽeli sam z sobÄ… niezgodny siÄ™ stajÄ™  
To dla tego, ĹĽe rĂłwnych dwĂłch godzin tu niĂ©ma,  
A chwiać siÄ™ musi kaĹĽdy, kto siÄ™ trzciny trzyma. 
 
 
- 45 - 
 
SCENA Ă“SMA. 
CZESŁAW, ZDZISŁAW, KRUPKOWSKI. 
KRUPKOWSKI (do ZdzisĹ‚awa.)  
Dobrze, ĹĽe tu pan jesteĹ›, szukaĹ‚em go wszÄ™dzie.  
Pani za nim wysĹ‚aĹ‚a i zaraz tu bÄ™dzie. 
(spozierajÄ…c na CzesĹ‚awa.) 
Chce pomĂłwić, sam na sam. 
CZESŁAW (Ĺ›miejÄ…c siÄ™) 
A za drzwi kto trzeci. 
(Krupkowski kĹ‚aniajÄ…c siÄ™ nisko.)  
(do ZdzisĹ‚awa) 
Otóż i ta sposobność sama przed nas leci, 
Ĺ»e uĹĽyjesz najlepiĂ©j, przyjaźń twoja rÄ™czy, 
Lecz pomniĂ©j, ĹĽe chcÄ™ prawdy, niepewność miÄ™ drÄ™czy. 
(Odchodzi.) ' 
SCENA DZIEWIÄ„TA.  
ZDZISŁAW, KRUPKOWSKI. 
KRUPKOWSKI.  
Hm, hm, dziwy ja, dziwy, tu jeszcze zobacz, 
Pani jawnie siÄ™ cieszy, a po kÄ…tach pĹ‚acze. 
ZDZISŁAW.  
PĹ‚acze? 
KRUPKOWSKI. 
Nie dziĹ›to tylko (tajemnie.) co dzieĹ„, co dzieĹ„ panie. 
ZDZISŁAW (do siebie.) 
Co dzieĹ„ pĹ‚acze. 
 
 
 
46 
KKUPKOWS'KI. 
Jak czasem wnijde  niespodzianie , I zastane ja sama, ledwie  okiem rzuci, 
Zaraz, niby tam po  
cos, predko sio odwrĂłci, I albo w okno patrzy, albo czegos szuka, ? to, 
bym lez nie widzial,  
ale stara sztuka, Znam ja przecie od dziecka, jezli nie oczyma, '?? i po 
glosie poznam, ze tam  
smiechu nie ma; Albo   nieraz ... (smieje sie)   mĂłj   Boze   odpusc  
grzechy 
moje I Staje, gdzie ? przed  zwierciadlem , a ja za nia  stoje. Milczalem 
dotad scisle, nie  
pisnalem slowa, Lecz gdy placze..... 
Z O F T J A   (ktĂłra weszla przed ostatnim wierszem.') 
Kio placze? o kimze tu mowa? 
(po krĂłtkie',, milczeniu.) 
Nie wiedzialam ze wszystko Hrupkowski uwaza, A  mniej jeszcze,  ze  
wszystko co widzi  
powtarza. 
( Krupkowski odchodzi naciagajac peruka. ) 
W. 
**Ł SCENA DZIESIATA. 
?. 
Z OF U A,  ZDZISLAW, ZO KIJA. 

background image

Prawde mĂłwiac, mam dosyc do placzu przyczyny; Winna jestem, a odkryc nie 
moge tej  
winy, Przez ktĂłrg mych przyjaciĂłl oddalam od siebie. 
ZDZISLAW. Czy do mnie  to  zmierza? 
Z 0 FI JA. 
Tak   Zdzislawie, do   ciebie. Alenie chce sie zalic, chce wysluchac 
wprzĂłdy, 
—   47    â€” 
Moze w samej istocie masz jakie powody, Dla ktĂłrych moja przyjazn niegdys 
mila tobie,  
Tak bardzo uciazliwa stala sie w tej dobie. 
Z D ZI S L A W. Czym zasluzyl Zofljo na takie mniemanie ? 
ZOFII A. Jezelis nie zasluzyl, chcesz zasluzyc na nie: Od  dnia mego 
przybycia  smutny i  
milczacy, Jezli dzielisz zabawy, to jakby   niechcacy; Jezli zejdziemy sie 
z soba, nie   chce    
czuc a czuje, Jak twoja mysl skwapliwa minuty rachuje. Czemze stracilam 
przyjazn ? . . ale i  
to malo, Bo i spojrzenie na mnie, przykrcm ci sie stalo. 
ZDZISLAW. Watpisz o mej przyjazni.—Ach to mocno boli! Na takimzeto   
stopniu  
stanalem niedoli, Ze go  nawet i pojac, mysl niebyla zdolna?! Zofijo! 
ktĂłra  siostra   nazywac    
mi wolno.... 
Z O FIJ A. 
0  minelo juz z czasem dawnych uczuc godlo. 
Z D ZIS L A W. Pani!. .. . 
Z 0 FI JA   (porywczo.) 
Zdzislawie, dosc juz (bolesnie klad,,,, ,rkr ,„, „.,, To krwawo  
ubodlo! Widze,  ze sie juz  
nasze oderwaly dusze, Kiedy kazdy mĂłj wyraz tlumaczyc   ci musze; Zwuies 
mie niegdys  
siostra , ja cie zwalam bratem , Przestales — czemu?  ty wiesz, a ja sie 
znam na tei 
1  powinnabym moze lem samem odplacic, Moze nadto sie lekam twa 
przychylnosc stracic,  
Moze  innie i uniza ten zbytek bojazni, 
Lecz me  serce nawyklo do twojej  przyjazni, J ? dziecinstwa   ostatnej   
pamiatki zatrata, Tak  
bardzo mie  sierota uczyni w srĂłd swiata 1 -  48  - 
 
ZDZISŁAW (na stronie.)  
Nie, to nad moje siĹ‚y. 
Z0FIJA. 
Kiedym tu wracaĹ‚a,  
Ledwie nie w tĂ©m pociecha moja byĹ‚a caĹ‚a,  
Ĺ»e zobaczÄ™, przebiegnÄ™, zwiedzÄ™  z tobÄ… razem,  
Te miesca,  kÄ™dy wszystko lat naszych obrazem;  
GdzieĹ› ty, juĹĽ trochÄ™ starszy, towarzysz mĂłj staĹ‚y,  
WpajaĹ‚ myĹ›li... co kiedyĹ› zasmucić miÄ™ miaĹ‚y. 
ZDZISŁAW  (na stronie.)  
ZgubiÄ™ siÄ™, ale wyznam. 
Z0FIJA.  (zasĹ‚yszawszy.) 
JakieĹĽto wyznanie?  
PowiĂ©dz, któż jest nad twoje przyjaciółkÄ™ w stanie...  
ZDZISŁAW (na stronie.) 
PrzyjaciółkÄ™!... 
ZOFIJA. 
Troskliwiéj twój smutek uśmierzy�
ZDZISŁAW.  
Nie, nie... mylisz siÄ™, nic ci nie mam zwierzyć. 

background image

ZOFIJA.  
Może ci jest nie miło w moim domu bawi�
ZDZISŁAW. 
CzyliĹĽ..... 
Z0FIJA.  
J w tĂ©m odmianÄ™ Ĺ‚atwo bÄ™dzie sprawić. 
ZDZISŁAW.  
PrzestaĹ„, przestaĹ„ Zofijo! winnym mnie być mniemasz  
I w Ĺ‚askach coraz nowych, juĹĽ litoĹ›ci nie masz.  
Przyjaźń nasza lat tylu, z ĹĽyciem tylko zgaĹ›nie, 
 
 
- 49 - 
 
Jest mi droga, jak byĹ‚a, i dla niĂ©jto wĹ‚aĹ›nie,  
BĹ‚agam ciÄ™, miĂ©j tÄ™ ufność, ktĂłrÄ…Ĺ› miaĹ‚a we mnie,  
JeĹĽeli jaki smutek drÄ™czy miÄ™ tajemnie,  
Nie chciĂ©j przyczyn dochodzić troskliwoĹ›ciÄ… twojÄ…,  
Wierz mi, sÄ… nie znaczÄ…ce.... same siÄ™ ukojÄ…....  
I to, wierz mi, niebawem... to sÄ… tylko spliny,  
Ale wtem, przyznać muszÄ™, wiele mojĂ©j winy,  
Ĺ»e kiedy Ĺ›cigam  cienie, coĹ› z niczego robiÄ™,  
LepiĂ©j dziwacznych myĹ›li nie ukrywam, w sobie,  
A raz juĹĽ dostrzeĹĽonych trudno siÄ™ zapiĂ©rać,  
NadtoĹ› wprawna z dzieciĹ„stwa , w mÄ… dusze poziĂ©rać. 
ZOFIJA.  
I dla tegoteĹĽ wĹ‚aĹ›nie, ĹĽem poziĂ©rać wprawna,  
WidzÄ™, jaka dziĹ› przyjaźń, jaka byĹ‚a dawna;  
J wiĂ©m, jak mam rozumieć, coĹ› mĂłwiĹ‚ tej chwili...  
Lecz ukryĹ‚ siÄ™ przede mnÄ…, kto siÄ™ ukryć sili,  
Nareszcie, na cóż w prawdy puszczać siÄ™ bezdroĹĽe?  
Kiedy pozĂłr przyjemny, dość nam na pozorze;  
Niech dzieĹ„ po dniu przemija, niech mija jak strzaĹ‚a,  
Byle radość poczÄ…tek i koniec mu daĹ‚a;  
A radość z lego, czy z owego pĹ‚ynie,  
BÄ™dziemy kiedyĹ› roztrzÄ…sać w późniejszĂ©j godzinie,  
Kiedy ciężkÄ… rozwagÄ™  czuciem siÄ™  opĹ‚aci,  
Ĺšmiech przejdzie, a zwierciadĹ‚o caĹ‚kiem Ĺ‚askÄ™ straci, 
ZDZISŁAW.  
Nietak myĹ›lisz jak  mĂłwisz, i ja tak nie myĹ›lÄ™:  
Z jakiego ĹşrĂłdĹ‚a radość, zwaĹĽasz bardzo Ĺ›ciĹ›le;  
Lecz jakie o tĂ©m Ĺ›wiatu nadajesz mniemanie  
Zofijo, pozwĂłl wyznać, to wielkie pytanie. 
ZOFIJA.  
O! Ĺ›wiat, stary Ĺ›wiÄ™toszek, co siÄ™ zawsze zĹ‚oĹ›ci,  
PoboĹĽnie zĹ‚e podwaja, a dobra zazdroĹ›ci.  
Kto cierpi, ĹĽe juĹĽ cierpi, niedość ĹĽe mu na tĂ©m?  
TrzebaĹĽ koniecznie pĹ‚akać i jÄ™czyć przed Ĺ›wiatem?  
JeĹĽeli jaki smutek los w duszy umieĹ›ci,  
Nie moĹĽnaĹĽ i na chwilÄ™ wyrwać iÄ… boleĹ›ci? 

-  50  - 
 
TrzebaĹĽ swĂłj ĹĽal ukochać, strzedz go nawet Ĺ›wiÄ™cie?  
Nie wolnoĹĽ sobie spocząć w durzÄ…cym odmÄ™cie?  
Wszak i ze Ĺ‚zami w oczach uĹ›miechać siÄ™ moĹĽna?  
Chęć zabaw wesoĹ‚a, jestĹĽe to chęć zdroĹĽna? 
ZDZISŁAW.  
Chęć zabaw  w twoim wieku, nie jest zdroĹĽnÄ… wcale,  
Owszem nikt jej nie gani, ja jÄ… nawet chwalÄ™;  
Ale gdy chcesz szczeroĹ›ci, szczerze ci przeĹ‚oĹĽÄ™,  

background image

Jak kaĹĽdy co ciÄ™ nie zna, dzisiaj sÄ…dzić moĹĽe:  
Dziwnie widzieć tÄ™ przy niĂ©j zalotnikĂłw zgrajÄ™,  
Bo jeĹşli nie odprawia,  nadziejÄ™ im daje;  
WybiĂ©ra - ale komuĹĽ wiadomĂ©m nie bÄ™dzie,  
Ĺ»e Wtorkiewicz i Baron takĹĽe stojÄ… w rzÄ™dzie?  
Astolf, Edmund, RodosĹ‚aw, z niÄ… jechać nie Ĺ›mieli,  
Lecz ona bale na wsi daje co niedzieli.  
Tam wiÄ™c pole otwarte, kaĹĽdy jĂ©j cześć skĹ‚ada,  
Ona zaĹ› nie osobom, ale czeĹ›ci rada;  
Lecz cóż rÄ™czy, ze biorÄ…c zwodnicze nadzieje,  
Prawdziwe, w jakiem sercu, czucie nie zatleje?  
CzemĹĽe potem nagrodzić caĹ‚y poczet zĹ‚ego,  
Nienawiść Ĺ›wiata,  ludzi i siebie samego?  
Ach kochać niekochanym, mÄ™ka nazbyt krwawa,  
PowiĂ©dzĹĽe mi Zofijo, jestĹĽe to zabawa? 
(Zofija  przy przedostatnim wierszu  zasĹ‚oniwszy oczy chustkÄ…, zostaje w 
milczeniu -  
ZdzisĹ‚aw po krĂłtkiĂ©m milczeniu postrzegĹ‚szy to.) 
Ach! przebacz! przebacz! jeĹşli zbytecznym zapaĹ‚em...  
Twego, ach twego tylko, twego dobra  chciaĹ‚em. 
ZOFIJA. 
Teraz znowum znalazĹ‚a dawnego ZdzisĹ‚awa,  
Teraz do mĂ©j przyjaĹşni noweĹ› nabyĹ‚ prawa;  
ChciaĹ‚am, choć z wĹ‚asna szkodÄ…, chciaĹ‚am roztargnienia,  
Lecz Ĺ›wiatĹ‚o, ktĂłreĹ› rzuciĹ‚, caĹ‚kiem rzecz odmienia.  
JnnÄ…, lepszÄ… mnie ujrzysz i wszystko tak zrobiÄ™,  
Bym na dal moje dobro, byĹ‚a winna tobie. 
(Podaje mu rÄ™kÄ™, ktĂłrÄ… ZdzisĹ‚aw  z  uczuciem caĹ‚uje, dĹ‚ugo za  
odchodzÄ…cÄ… spoglÄ…da, wznosi z westchnieniem oczy ku niebu i zamyĹ›lony w  
boczne drzwi odchodzi.) 
 
 
-  51  -  
 
SCENA JEDENASTA. 
SMAKOSZ,  BARON,  WTORKIEWICZ. 
(Smakosz wyrywajÄ…c siÄ™, wchodzi miÄ™dzy dwoma w szlafmicy i serwetÄ…  
zapasany j ktĂłre w krotce zdejmuje. J 
SMAKOSZ.  
Ale dajcieĹĽ mi pokĂłj! czegóż miÄ™ drÄ™czycie?  
Nie nauczÄ™ siÄ™ sosu, a wam drogie ĹĽycie;  
Na cóż ta kłótnia wasza, naco to wyzwanie?  
I ĹĽeby to jeszcze wmieĹ›cie byĹ‚oby Ĺ›niadanie; 
Ale tu , w  cudzym domu, sĹ‚uĹĽÄ…c jeszcze damie,  
Wolicie jeść, pić dobrze, niĹĽ myĹ›leć o szramie. 
BARON. 
Tu o szramÄ™ nie idzie; ja nie na zagrodzie,  
Bym demeszkÄ™ szlufowaĹ‚ po sÄ…siedzkiej brodzie;  
Szpada u wszystkich dworĂłw zostaje w honorze,  
A zatem szpadÄ…  tylko  Baron walczyć moĹĽe;  
Lecz jako przynaglony do broni ujÄ™cia,  
Wymawiam sobie z mieĹ›ca, najpiĂ©rwsze dwa pchniÄ™cia. 
WTORKIEWICZ.  
Iabo strzelać siÄ™ bÄ™dÄ™. 
BARON. 
Wiec piĂ©rwsze dwa strzaĹ‚y.  
WTORKIEWICZ.  
Czemu nie sześć mĂłj panie? nadtoĹ› widzÄ™ Ĺ›miaĹ‚y? 
SMAKOSZ.  
Moi panowie! chciejcie sĹ‚uchać mojĂ©j rady:  
Porzućcie halabardy, krucice i szpady,  

background image

A pozwĂłlcie powiedziéć, szczerze choć zuchwale,  
Ĺ»e obom krwi puszczenie nie zaszkodzi wcale;  
Jeden i drugi puszy, jeden, ĹĽe bogaty,  
Drugi, ĹĽe liczy herby, jak tamten intraty,  
J cóż z tego trzeciemu, ĹĽe wasz zaszczyt prawy? 
D 2 
 - 52 - 
 
Kat mi z cudzego zĹ‚ota i kat mi z cudzej sĹ‚awy;  
Diabli z tego dmuchania, co go nikt nie sĹ‚ucha,  
Kto daje dobry obiad , niech ten w tedy dmucha.  
Bardzo piÄ™knie, zaszczytnie i chlubnie bez miary,  
Ĺ»e jeden dziad zbiĹ‚ Szwedy a drugi Tatary ,  
Ĺ»e bezzÄ™bnych prababek poczet niezliczony,  
KtĂłre wszystkie dĹşwigaĹ‚y krĂłlewskie ogony,  
Ale ja tym zaszczytom bijać kornĂ©m czoĹ‚em,  
(cicho) Kiedy mam zdrĂłw ĹĽołądek, niedbam skÄ…d go wziÄ…Ĺ‚em;  
SĹ‚owem moi panowie, niech to was nie gniewa, 
Bo zĹ‚ość apetyt psuje, lecz to rzecz prawdziwa,  
Ĺ»e tak nÄ™dznego czĹ‚eka nie daĹ‚y niebiosa,  
KtĂłryby w duszy nie drwiĹ‚ z zadartego nosa. 
WTORKIEWICZ.  
DalibĂłg, prawdÄ™ mĂłwisz, = Ĺ›mieszny nos zadarĹ‚y, 
(do Smakosza spoglÄ…dajÄ…c na Barona) 
A cóż dopiero w tedy, gdy Ĺ‚okieć wytarty?  
SMAKOSZ. 
Kłótnia wasza z miĹ‚oĹ›ci i miĹ‚ość zagubi;  
CzyliĹĽ Zofija kiedy zabĂłjcÄ™ polubi,  
A tem mniej jeszcze tego, co wyzionie ducha;  
MiaĹ‚aby zmarĹ‚ych sĹ‚uchać, a ĹĽywych nie sĹ‚ucha. 
BARON (biorÄ…c go na stronÄ™.)  
W prawdzie on i tak biĂ©dny. 
SMAKOSZ. 
Ach biĂ©dny bez miary! 
WTORKIEWICZ (biorÄ…c go na stronÄ™.) 
Tan Baron i tak nÄ™dzny. 
SMAKOSZ. 
NÄ™dzny nie do wiary. - 
BAR0N (odprowadzajÄ…c go.) 
Na cóż siÄ™ pastwić nad nim? na koszu zostanie. 
 
 
- 53 -  
 
SMAKOSZ.  
Otóż i ja tak mĂłwiÄ™, takie moje zdanie. 
WTORKIEWICZ (odprowadzajÄ…c go) 
ZdmuchnÄ…wszy mu konchankÄ™ przebaczyć wypada. 
SMAKSZ.  
Otóż i ja tak mĂłwiÄ™, taka moja rada. 
(sprowadzajÄ…c ich i łączÄ…c rÄ™ce) 
Zgoda. 
BARON (odwrĂłcony.)  
Panie Wtorkiewicz.... 
WTORKIEWICZ. 
Ha, ha, ha Baronie. 
SMAKOSZ (zmuszajÄ…c do uĹ›ciĹ›nienia.) 
Niech w szczĂ©rĂ©m uĹ›ciĹ›nieniu gniĂ©w caĹ‚y ochĹ‚onie, 
Od Zofii czekajcie rozstrzygnienia losu, 
I ĹĽeĹ„cie siÄ™ nie ĹĽeĹ„cie. - Ja wracam, do sosu. 
KONIEC AKTU DRUGIEGO. 

background image

- 54 - 
 
AKT III. 
SCENA PIERWSZA. 
ZOFIJA, KRUPKOWSKI. 
ZOFIJA  (siedzÄ…c oparta na stoliku.) 
Krupkowski! 
KRUPKOWSKI.  
SĹ‚ucham. 
ZOFIJA.  
Balu w niedzielÄ™ nie bÄ™dzie. (po krĂłtkiĂ©m milczeniu.) Balu nie bÄ™dzie. 
KRUPKOWSKI. 
SĹ‚yszÄ™. 
ZOFIJA. 
PorozsyĹ‚ać wszÄ™dzie,  
Przeprosić, ĹĽe wyjeĹĽdĹĽam... albo  nie, ĹĽem chora...  
Nie, nie.. .. ĹĽe do innego odkĹ‚adam wieczora,  
Bo.... dla czegóż odkĹ‚adam? 
KRUPKOWSKI. 
AlboĹĽ ja wiem pani. 
ZOFIJA.  
NajlepiĂ©j, ĹĽem jest sĹ‚aba, niech spieszÄ… wysĹ‚ani, A 
 wy bÄ…dĹşcie gotowi, pojedziemy w drogÄ™. 
(do siebie.) 
JuĹĽ tych mieść, lubych niegdyĹ›, dĹ‚uĹĽej znieść nie mogÄ™. 
 
 
-  55  - 
 
KRUPKOWSKI. 
Do Warszawy? 
ZOFIJA.  
O nie, nic. 
KRUPKOWSKI.  
Daleko? 
ZOFIJA  (zamyĹ›lona.) 
BĂłg to wiĂ©! 
KRUPKOWSKI. 
Na dĹ‚ugo? 
ZOFIJA  (do  siebie.) 
Czy na dĹ‚ugo? któż na to odpowiĂ©?  
(po krĂłtkiĂ©m milczeniu, do siebie w zamyĹ›leniu.)  
Na dĹ‚ugo! alboĹĽ kto wiĂ©, co go na dal czeka?  
Jedno czucie czas skraca, drugie go przewleka.  
DĹ‚ugo-niedĹ‚ugo - cóż jest? to rozmiar przyszĹ‚oĹ›ci,  
PrzesĹ‚ość im i dwĂłch punktĂłw osobnych zazdroĹ›ci, 
KrĂłtka radość-ĹĽal dĹ‚ugi - wszystko w jedno spĹ‚ywa.  
Zrazu sĹ‚oĹ„ce, wnet gwiazda, potem w punkt ubywa,  
Potem w nic, nic w cale - nic! 
KRUPKOWSKI. 
Pani!  
ZOFIJA. 
Kto? 
KRUPKOWSKI. 
Ja czekam  
Dalszych twoich rozkazĂłw. 
ZOFIJA  (znowu  zamyĹ›lona.) 
Przed sobÄ… uciekam,  
Ale gdzie, gdzie schronienie, przed swÄ… wĹ‚asnÄ… zdradÄ…? 
KRUPKOWSKI. 
Czy prÄ™dko?... 

background image

- 56 - 
 
ZOFIJA.  
Jak najprÄ™dzej. 
KRUPKOWSKI. 
Wszyscy wiÄ™c pojadÄ…. 
ZOFIJA. 
Wszyscy - wszyscy- a, pewnie-sam tylko zostanie. 
KRUPKOWSKI.  
Nikt tu zostać nie zechce, powszechne wygnanie. 
ZOFIJA.  
Jak to nikt? wszakĹĽe ZdzisĹ‚aw. 
KRUPKOWSKI. 
A wiec zgadĹ‚em przecie;  
Ĺ»e pani o tĂ©m nie wiĂ©sz (zbliĹĽajÄ…c siÄ™) wszystko wiÄ™c w sekrecie. 
ZOFIJA. Co w sekrecie? 
KRUPKOWSKI.(do siebie.)  
No proszÄ™, coto to za gĹ‚owa! 
ZOFIJA (uĹ›miechnÄ…wszy siÄ™) 
Pewnie o wychowaĹ„cu ulubionym mowa, 
Pewnie do mnie na skargÄ™; cóż ZdzisĹ‚awek zbroiĹ‚? 
KRUPKOWSKI (trochÄ™ nieukontentowany.) 
Pani zawsze ĹĽartuje, ĹĽem sobie uroiĹ‚,  
Niby... niby opiekÄ™ nad panem ZdzisĹ‚awem,  
No, opieki tu nie ma, bo jakiemĹĽe prawem,  
Ale pod mojĂ©m okiem, wyrosĹ‚ jak topola,  
J jak wĹ‚asne mi ĹĽycie, droga jego dola. 
ZOFIJA (na stronie.)  
Ach nie tobie jednemu! 
 
 
- 57 - 
 
KRUPK0WSKI. 
ProszÄ™ wiÄ™c niech pani  
Te wszystkie widzimisiÄ™ nie pomaĹ‚u zgani. 
(tajemnie.)  
ZĹ‚ajać go! - pani ujdzie, a mnie siÄ™ nie godzi:  
Kiego diabĹ‚a ... z respektem, jakby nie swĂłj chodzi.  
DawniĂ©j, mĂłj dobry BoĹĽe! jeszcze tyci, tyci,  
To gwizdaĹ‚, Ĺ›piewaĹ‚, skakaĹ‚, jak wrĂłblik na nici,  
Zawsze go z paniÄ… w parze inaczĂ©j nie zoczyĹ‚,  
A za swoje siostrzyczkÄ™ byĹ‚by w ogieĹ„ skoczyĹ‚.  
Ale teĹĽ krom niĂ©j, rzadko chciaĹ‚ kogo usĹ‚uchać,  
O! maĹ‚y bÄ™ben, nie daĹ‚ sobie w kaszÄ™ dmuchać,  
ByĹ‚o Zosie zaczepić, to zaraz siÄ™ czubiĹ‚.  
Nieboszczyk nasz jegomość bardzo go byĹ‚ lubiĹ‚,  
Jejmość juĹĽ nie tak, zwĹ‚aszcza ostatniego roku....  
A jak wdziaĹ‚ mundur! cacko! kord tÄ™gi przy boku,  
A pani w pĹ‚acz! aj gwaĹ‚tu, co to pĹ‚aczu byĹ‚o!  
Lecz jemu tylko w polu i przy koniu miĹ‚o -  
J pan CzesĹ‚aw powiada, ĹĽe to ĹĽoĹ‚nierz diabli,  
Niech go tam licho weĹşmie, jaki zuch do szabli;  
A teraz jak kapucyn chodzi zamyĹ›lony,  
Lecz co gorzĂ©j, chce jechać gdzieĹ› w dalekie strony. 
ZOFIJA.  
Kto? ZdzisĹ‚aw? nic nie mĂłwiĹ‚. 
KRUPKOWSKI. 
Bo siÄ™ mĂłwić boi. 
ZOFIJA.  
JakĹĽe wiĂ©sz. 

background image

KRUPKOWSKI. 
WszakĹĽe wszystko przed oczyma stoi:  
Psy, strzelby rozdarowaĹ‚, wierzchowiec przedany, 
ZOFIJA.  
Ale czemuĹĽ skrycie .... 
- 58 - 
 
KRUPKOWSKI. 
By nie byĹ‚ wstrzymany. 
ZOFIJA  (do siebie.) 
MogĹ‚aĹĽem siÄ™ spodziewać! 
KRUPKOWSKI. 
Niech mu pani powiĂ©. 
ZOFIJA  (na  stronie.) 
To juĹĽ nie obojÄ™tność, to siÄ™ wstrÄ™tem zowie,  
Ale  za co? ach za co? 
(do Krupkowskiego) Ja temu nie wierzÄ™,  
Pan ZdzisĹ‚aw ĹĽadnych przeszkĂłd nie miaĹ‚by w tej mierze.  
(na stronie) JedĹş kiedy chcesz. 
(do Krupkowskiego z ĹĽywoĹ›ciÄ…)  
PojadÄ™ czy zostanÄ™ w domu,  
Nie chcÄ™, aby wiedziano - nie mĂłwić nikomu. 
(odchodzi.) 
SCENA DRUGA. 
KRUPKOWSKI. 
Ĺ»adnych przeszkĂłd- nieprawda, muszÄ… być przezkody.  
Niech wyjawi przynajmniĂ©j, jakie ma powody,  
RozgniewaĹ‚a siÄ™ troszkÄ™ - dobrze ĹĽe siÄ™ gniewa.  
Tfy! tfyl i ja siÄ™ gniewam. A! jak mi zaĹ›piewa,  
Jeszcze raz swoje piosnkÄ™, to Krupkowski powie:  
Panie ZdzisĹ‚awie... panie... panu Ĺ›wita w gĹ‚owie. 
SCENA TRZECIA. 
KRUPKOWSKI,  ZDZISŁAW.  (zamyĹ›lmy wchodzi.) 
ZDZISŁAW (nie widzÄ…c Krupkowskiego.) To zawiele! zawiele ! nadto na me 
siĹ‚y! 
 
 
- 59 - 
 
KRUPKOWSKI  (z czuĹ‚oĹ›ciÄ….) 
Otóż, otóż go macie (do ZdzisĹ‚awa) mĂłj, mĂłj panie miĹ‚y,  
Łaski stary Krupkowski oĹ›miela siÄ™ bĹ‚agać. 
ZDZISŁAW  (Ĺ›miejÄ…c siÄ™ z goryczÄ….) 
MojĂ©j Ĺ‚aski? prawdziwie, to maĹ‚o wymagać. 
KRUPKOWSKI  (chcÄ…c go w rÄ™kÄ™ caĹ‚ować.) 
Panie ZdzisĹ‚awie, powiĂ©dz, uczyĹ„ mi zwierzenie:  
CzemuĹ› teraz tak smutny? 
ZDZISŁAW. 
Smutny? przywidzenie!  
J któż to uwaĹĽaĹ‚? 
KRUPKOWSKI. 
Ja.  
ZDZISŁAW.  
Nadto zwaĹĽasz Ĺ›ciĹ›le.  
KRUPOWSKI.  
MyĹ›lisz pan jechać. 
ZDZISŁAW. 
Czy tak? któż zgadĹ‚ co ja myĹ›lÄ™? 
KRUPKOWSKI.  
Ja. 
ZDZISŁAW.  

background image

ProszÄ™! ale pozwĂłl, jabym o tĂ©m wiedziaĹ‚. 
KRUPKOWSKI.  
J pani juĹĽ wiĂ© teraz. 
ZDZISŁAW  (z niecierpliwoĹ›ciÄ….) 
J któż jej powiedziaĹ‚? 
KRUPKOWSKI. 
ZDZISŁAW. 
Ja i ja , ale ja czasem plotkÄ™ zrobiÄ™. 
- 60 - 
 
I co Zofija, proszÄ™ co pomyĹ›li sobie?  
NiepowinnaĹĽby ona pierwsza wiedzieć o tĂ©m?  
Wierz mi, czasem, i dobroć nabawi kĹ‚opotem. 
KRUPKOWSKI. 
Niech miÄ™ pan Ĺ‚aje, jak chce, ja milczéć nie umiĂ©m,  
ZwĹ‚aszcza... ĹĽe niby.. niby.. troszkÄ™ rzecz rozumiĂ©m  
Ten smutek, hm? StÄ…d pono (wzkazujÄ…c na serce.) 
ZDZISŁAW (niespokojnie.)  
SĹ‚uchaj! 
KRUPKOWSKI. 
Nic nie szkodzi. (z minami) Nasza pani.... 
ZDZISŁAW  
(surowo.) Krupkowski! - to miarÄ™ przechodzi  
KRUPKOWSKI.  
Ale nie ma nic zĹ‚ego. 
ZDZISŁAW.  
WiÄ™cĂ©j ani sĹ‚owa,  
Ani pół. Ta myĹ›l dzika dojśćby jÄ… gotowa. 
KRUPKOWSKI.  
Ale nie ma nic zĹ‚ego. 
ZDZISŁAW. 
To mylne mniemanie,  
Lubo mylne, mnie jednak szkodliwĂ©m zostanie. 
KRUPKOWSKI. 
Ale czemu, mĂłj Bóże? 
ZDZISŁAW. 
Na co ta rozmowa?  
Choćbym ci sto lat gadaĹ‚, nie pojmiesz i sĹ‚owa;  
Ale proszÄ™, zaklinam w najĹ›wiÄ™tszym sposobie,  
Nie powtarzaj coĹ› wyrzekĹ‚ i samemu sobie; 
 
 
- 61 - 
 
JĂ©j przyjaźń, jĂ©j szacunek, to tylko posiadam,  
To tylko jeszcze moje i to dziĹ› postradam. 
KRUPKOWSKI.  
Ale przezcóż, u licha, przyjaźń siÄ™ utraci?  
NajwiÄ™cĂ©j, gdy wzajemnem czuciem nie odpĹ‚aci,  
WszakĹĽe jÄ… ze stu kocha, ona siÄ™ nie gniĂ©wa,  
CzyĹĽ to grzech, ĹĽe siÄ™ czĹ‚owiek przy ogniu rozgrzewa,  
To pan ZdzisĹ‚aw tam nie Ĺ›mie, gdzie Ĺ›mie taki siaki,  
Cóżto? pan jesteĹ› Turek, czy muzuĹ‚man jaki?  
I pani teĹĽ ma oczy i patrzy oczyma,  
I pewnie sama powiĂ©, ĹĽe nic zĹ‚ego nie ma,  
Gdybym niÄ… byĹ‚, a do mnie pół srebrny, pół zĹ‚oty,  
Basza amerykaĹ„ski przyjechaĹ‚ w zaloty,  
Tobym mu powiedziaĹ‚a: ruszaj sobie wasze,  
Bo ja ZdzisĹ‚awa wolÄ™, niĹĽ samego BaszÄ™.  
Ale kiedym ja gĹ‚upi... no , tom gĹ‚upi moĹĽe....  
I co ich tak rozdziela? O mĂłj miĹ‚y BoĹĽe!  

background image

Ale Krupkowski gĹ‚upi, gĹ‚upi, dobre i to.... B 
ogata! jednak w zĹ‚ocie szczęścia nieukryto,  
Jednak (uderzajÄ…c siÄ™ w piersi) dobrego serca za zĹ‚oto nie kupi,  
Ale ja Bogu dziÄ™ki, gĹ‚upi, tfy, tfy, gĹ‚upi! 
(odchodzi w zĹ‚oĹ›ci rozprawiajÄ…c rekami.) 
ZDZISŁAW (po krĂłtkiĂ©m milczeniu.)  
ChciaĹ‚bym siÄ™ gniewać, chciaĹ‚bym, na honor nie mogÄ™.  
WyjawiĹ‚ wiÄ™c gĹ‚os obcy... lecz czy zwiÄ™kszyĹ‚ trwogÄ™?... 
SCENA CZWARTA. 
ZDZISŁAW, BOBINÉ.  
ZDZISŁAW. 
Jest! znowu przyjaciółka z Ĺ›ledczemi oczyma;  
Ach czyĹĽ nieprzyjaciela na tym Ĺ›wiecie nie ma! 
- 62 - 
 

 

BOBINÉ. 
Zawsze sam. 
ZDZISŁAW.  
Ach nigdy. 
BOBINÉ. 
CzemuĹĽ to westchnienie? 
ZDZISŁAW.  
Przypadkiem. 
BOBINÉ. 
ZawszeĹ› smutny. 
ZDZISŁAW. 
JuĹĽ siÄ™ nie odmieniÄ™. 
BOBINÉ. 
PosiadajÄ…c ZdzisĹ‚awie tak szlachetna duszÄ™. 
ZDZISŁAW  ( kĹ‚aniajÄ…c siÄ™.) 
O, proszÄ™... 
BOBINÉ.  
Nie, raz wszystko wypowiedzieć muszÄ™: 
ZDZISŁAW. 
AleĹĽ.. 
BOBINÉ. 
Takie zalety.... 
ZDZISŁAW. 
Ach! 
BOBINÉ. 
Rozum.... 
ZDZISŁAW. 
Dla Boga.... 
 
 
-  63  - 
 
BOBINÉ. 
JakaĹĽ od Ĺ›wiata ciÄ…gnie, jaka wĹ‚adza sroga;  
MogÄ…c być towarzystwa zaszczytem, ozdobÄ… .... 
ZDZISŁAW.  
Ale czemuĹĽ .... 
BOBINÉ. 
Chcesz tylko ĹĽyć ze samym sobÄ…. (z kokietĂ©ryjÄ….)  
Jak gdybyĹ› byĹ‚ o siebie zazdrosnym, w istocie. 
ZDZISŁAW.  
Nie wiem .... 
BOBINÉ. 
(z czuĹ‚oĹ›ciÄ….)  
Ach drugich zostaw w tym miĹ‚ym kĹ‚opocie. 
ZDZISŁAW.  

background image

AleĹĽ dla Boga dosyć! za takie wyrazy,  
Do nĂłgby trzeba upaść, upaść ze sto razy,  
Gdyby skryte wejrzenie ĹĽartu nie wydaĹ‚o. 
BOBINÉ. 
Nie, nie, prawdziwie, wierz mi cenisz siÄ™ za maĹ‚o,  
Twoja skromność, lÄ™kliwość, aĹĽ przesadnÄ… bywa;  
A kiedy na nieszczęście  ZdzisĹ‚aw utyskiwa,  
NiewdziÄ™cznoĹ›ciÄ… dla  losu  dusze  swoje  plami;  
I jeĹşli chcesz mej rady, mĂłwiÄ…c miÄ™dzy nami.... 
ZDZISŁAW. 
Ach wiem juĹĽ, wiem, do czego Ĺ›ciÄ…ga ta przemowa;  
Moja panno BobinĂ©, skoĹ„cz, nie mĂłw i sĹ‚owa. 
 
BOBINÉ. 
Zawsze panno BobinĂ© i panno BobinĂ©;  
Wszak siÄ™ przecie juĹĽ znamy nie pierwszÄ… godzinÄ™;  
Ten styl etykietalny  zostaw obcym sobie,  
Mnie mĂłw po przyjacielsku, jak ja mĂłwiÄ™ tobie,  
Niech w Rozynie z MargrabiĂłw de Koniak BobinĂ©,  
ZdzisĹ‚aw tylko  swÄ… czułą postrzega RozynÄ™. 
- 64 - 
 
ZDZISŁAW (znicierpliwiony.) 
Umiem, na honor umiem twoje przyjaźń cenić,  
Ale chciejĹĽe przez litość rozmowÄ™ odmienić;  
I to , czegoĹ› bywaĹ‚a, jak powiadasz, Ĺ›wiadkiem,  
CoĹ› z duszy nie dość skry tĂ©j -wyrwaĹ‚a przypadkiem,  
ZapomniĂ©j raz na zawsze, zamkniĂ©j jakby w grobie,  
JeĹĽeli mojÄ™ wdziÄ™czność chcesz zapewnić, sobie. 
 
Ale dla czego, powiĂ©dz? 
ZDZISŁAW. 
Chcesz miÄ™ z tÄ…d wygonić? 
(zatrzymujÄ…c go.) 
Ale czemuĹĽ mi nie chcesz twĂ©j myĹ›li odsĹ‚onić! 
ZDZISŁAW. 
Ach zgadĹ‚aĹ› jÄ… niestety! 
(z przymileniem i ze spuszczonymi oczyma.) 
ZgadĹ‚am?  
ZDZISŁAW. 
To za wiele! 
(zatrzymujÄ…c go.) 
Ale jeĹşli poradzÄ™, twe troski podzielÄ™?  
ZDZISŁAW. 
Nie ma rady. 
 
NiewdziÄ™czny! jeszczeĹĽe ci maĹ‚o,  
Co serce mimowolnie z tajemnic wydaĹ‚o?  
TwĂłj umysĹ‚ chciwy przeszkĂłd, sam je sobie roi,  
Nie wiĂ©, jak czego ĹĽÄ…da, tak czego siÄ™ boi.  
Chce widzieć wszystko czarne, gdzie wszystko różowe,  
I Ĺ›ciÄ…ga z błędnych marzeĹ„ troski co raz nowe.  
LÄ™kasz siÄ™? - miĹ‚ość prawa nie tak bywa trwoĹĽna,  
I prĂłbuje wszystko co prĂłbować moĹĽna, 
 
 
- 65 - 
 
Ale nie, ty juĹĽ zgadĹ‚eĹ›, wiĂ©sz wszystko dokĹ‚adnie,  
Lecz zmieniwszy ĹĽyczenia, chcesz siÄ™ wymknąć snadnie; 
Nie udawaj wiÄ™c dalĂ©j, nie tak wielka strata!  

background image

Jaka w czuciu zasĹ‚uga, taka i odpĹ‚ala. 
(odchodzi.) 
SCENA PIÄ„TA. 
ZDZISŁAW (biegnÄ…c za niÄ….)  
Z ZofijÄ… chciaĹ‚bym mĂłwić.... 
(wrĂłciwszy, po krĂłtkiĂ©m milczeniu.) 
Co siÄ™ ze mnÄ… dzieje?  
Jakto? jej towarzyszka kaĹĽe mieć nadziejÄ™,  
Marzeniem tylko zowie dzielÄ…ce przeszkody; 
MiaĹ‚aĹĽby.... ta jej przyjaźń.... te liczne dowody.... 
CzyĹĽ jĂ©j ubliĹĽÄ™?... ja jĂ©j? - nierĂłwność nas dzieli,  
Lecz jakiejĹĽe przepaĹ›ci miĹ‚ość nie zaĹ›cieli?  
Ha! CzesĹ‚aw. 
SCENA SZĂ“STA. 
ZDZISŁAW, CZESŁAW. 
CZESŁAW.  
MĂłwiĹ‚eĹ› z niÄ…? 
ZDZISŁAW. 
PrzyszedĹ‚em dopiero.  
CZESŁAW.  
Odkryj jĂ©j moje dusze, proĹ› niech bÄ™dzie szczĂ©rÄ…,  
Tylko znowu nie naglĂ©j...! Ale co mnie w gĹ‚owie,  
Kiedy ty za mnÄ… mĂłwisz, wygraĹ‚em w poĹ‚owie;  
Ufam twojej przyjaĹşni, mĂłw, proĹ›, ja uciekam,  
Spiesz siÄ™ jednak.... 
- 66 - 
 
ZDZISŁAW.  
JuĹĽ wiĂ©m, wiĂ©m. 
CZESŁAW. 
W tym pokoju czekam. 
(odchodzi.) 
ZDZISŁAW (sam.) 
Ufam twojej przyjaĹşni, tak, ufaj CzesĹ‚awie,  
Zofii twe zadanie gorliwie przedstawiÄ™,  
Lecz jeĹĽeli nieprzyjmie? - czyĹĽ moje nadzieje?...  
Ale jeĹĽeli przyjmie? - jeĹĽeli?... truchlejÄ™! 
SCENA SIĂ“DMA. 
ZDZISŁAW, ZOFIJA. 
Z0FIJA  (zimno, nie patrzÄ…c na niego.) 
Czy prawda, ĹĽe odjeĹĽdĹĽasz? 
ZDZISŁAW. 
ChciaĹ‚em... by daremnÄ…... 
ZOFIJA. 
PrzyszedĹ‚eĹ› wiÄ™c zapewne poĹĽegnać siÄ™ ze mnÄ…;  
MoĹĽe ci czego bÄ™dzie potrzeba na drogÄ™,  
ProszÄ™ tylko rozkazać, czĂ©m mu sĹ‚uĹĽyć mogÄ™,  
WiÄ™cej robić zapytaĹ„, nie Ĺ›miem i nie robiÄ™. 
(spojrzawszy na niego) 
Ach jakiĹ› ty blady! 
ZDZISŁAW.  
Ja? 
ZOFIJA.  
Dla Boga! co tobie? 
 
-  67  - 
 
ZDZISŁAW.  
Mnie? nic. 
ZOFIJA.  
TyĹ› sĹ‚aby. 

background image

ZDZISŁAW.  
Ja? nie. 
ZOFIJA. 
WidzÄ™. 
ZDZISŁAW. 
RÄ™ka boli. 
ZOFIJA. 
ZkÄ…d dziĹ› bĂłl tak gwaĹ‚towny? 
ZDZISŁAW (z westchnieniem.) 
JuĹĽ  mija powoli. 
ZOFIJA.  
JeszczeĹ› blady, siÄ…dĹş. 
ZDZISŁAW. 
Nie, nie. 
ZOFIJA. 
W takimĹĽeto stanie,  
Chcesz porzucić spokojne, twe  wĹ‚asne mieszkanie?  
Jeszcze z nie zgojonĂ©mi zupeĹ‚nie ranami;  
JeĹşli moĹĽesz, proszÄ™ ciÄ™, zostaĹ„ jeszcze z nami.-  
Nie? - JedĹş wiÄ™c, kiedy tak chcesz, nie mogÄ™, niebroniÄ™,  
Lecz jeĹşli znajdziesz szczęście, gdzie w dalekiĂ©j stronie,  
KtĂłregoĹ› tu  nie znalazĹ‚ mimo naszej chÄ™ci, 
(rozczulajÄ…c siÄ™ co raz wiÄ™cĂ©j.) 
Nie wymazuj Zofii zupeĹ‚nie z pamiÄ™ci; 
E  2 
- 68 - 
 
JakbÄ…dĹş los ciÄ™ obdarzy, skÄ…po czy Ĺ‚askawie,  
Niech choć słówko.... bo zawsze... zegnam ciÄ™ ZdzisĹ‚awie.  
(odwrĂłcona by Ĺ‚zy ukryć rÄ™kÄ™ mu podaje.)  
ZDZISŁAW.  
Zofijo moja... przyjaźń, jakÄ… jest, zostanie,  
WszakĹĽe to nie ostatnie nasze poĹĽegnanie. 
ZOFIJA (odwrĂłcona.) 
Na dĹ‚ugo? 
ZDZISŁAW.  
Jeszcze nie wiĂ©m - I w innym zamiarze...  
ChciaĹ‚em... (na stronie) gĹ‚osu nie staje (do Zofii) moja przyjaźń 
kaĹĽe.... (nagle)  
CzesĹ‚aw daĹ‚ mi zlecenie.... 
ZOFIJA (ĹĽywo.) 
WiĂ©m juĹĽ o co chodzi,  
Ale niech siÄ™ nadziejÄ… daremnÄ… nie zwodzi. 
ZDZISŁAW. 
JeĹĽeli moja rada.... 
ZOFIJA.  
PróżnÄ… rÄ™czÄ™ bÄ™dzie. 
ZDZISŁAW. 
Godzien jednak.... 
ZOFIJA (z ĹĽywoĹ›ciÄ….) 
Szacunku, w kaĹĽdym, w kaĹĽdym wzglÄ™dzie,  
I wĹ‚aĹ›nie dowĂłd tego szacunku dziĹ› dajÄ™,  
Gdy mu prÄ™dko i szczĂ©rze moje myĹ›l wyznaje. 
ZDZISŁAW.  
ZastanĂłw siÄ™ Zofijo, ĹĽe rÄ™ka CzesĹ‚awa,  
Przynajmniej do rozwagi dość liczne ma prawa,  
Ĺ»e maĹ‚o jemu rĂłwnych moĹĽesz znaleść w Ĺ›wiecie.  
 
 
- 69 - 
 

background image

ZOFIJA (porywczo.) 
Ale, ĹĽe juĹĽ nie znajdÄ…, nie straszysz miÄ™ przecie? 
ZDZISŁAW.  
Nie chciaĹ‚em ciÄ™ urazić. 
ZOFIJA (jak wprzĂłdy.) 
Dla czegoĹĽ tak chciwie,  
Chcesz miÄ™ za mÄ…ĹĽ wyprawić? zdaje siÄ™ prawdziwie,  
Ĺ»e gdyby CzesĹ‚aw nie chciaĹ‚, chwyciĹ‚byĹ› Barona,  
Byle byĹ‚a czĂ©m prÄ™dzĂ©j para skojarzona. 
ZDZISŁAW.  
RadzÄ…c, miaĹ‚em na wzglÄ™dzie, tylko dobro twoje,  
I czym dośćbyĹ‚ gorliwym, oto siÄ™ juĹĽ bojÄ™;  
ObowiÄ…zek przyjaĹşni czasem jest nad siĹ‚y. 
ZOFIJA.  
Nad siĹ‚y? 
ZDZISŁAW.  
Nie w tym razie... owszem... dla mnie miĹ‚y,  
I jakkolwiek przyjÄ™ta bÄ™dzie moja rada,  
Mnie, raz jeszcze ostatni powtĂłrzyć wypada: 
ZOFIJA (na sronie.)  
Gdyby!... (nie sĹ‚ucha dalĂ©j w zamyĹ›leniu.) 
ZDZISŁAW (z poĹ›piechem.)  
Ĺ»e CzesĹ‚aw godzien, godzien w kaĹĽdej mierze,  
Twego serca, twĂ©j rÄ™ki, ja to mĂłwiÄ™ szczĂ©rze....  
I pamiÄ™taj Zofijo, ĹĽe w tĂ©j całéj sprawie,  
Jam ci radziĹ‚ usilnie, ja bĹ‚agaĹ‚em prawie. 
ZOFIJA (na stronie.)  
Tak, sprĂłbujmy (do ZdzisĹ‚awa.) przebacz mi, przebacz przyjacielu,  
Z dobrego serca radzisz, masz dobro na celu,  
A ja, porywcza zawsze jeszcze siÄ™ uraĹĽam;  
Ale chcÄ™ siÄ™ poprawić i teraz uwaĹĽam,  
Ĺ»e w małżonka wyborze, tym tak waĹĽnym kroku, 
 
'.., 
w] 
*®& 
—    70    â€” 
Lepiej sluchac rozsadku, niz serca wyrobu , A ze, wczesniej czy pĂłzniej , 
potrzeba wyboru,  
Wiedziec kazda powinna, co nie chce blasztoru; Czeslaw malo ma rĂłwnych, 
cos mĂłwil  
powtĂłrze, -Wahac sie zawsze .... 
ZDZISLAW. 
Jakto ? spodziewac sie moze ? Z O F1.1 A. Jest.... 
ZDZISLAW. Czy moze ? czy mole ? 
Z O V I J A. 
Jest czlowieli uczciwy .... ZDZISLAW. Wiec chcesz ? 
Z ? ? I JA. Jezli .... 
ZDZISLAW   '(-'idac ku drzwiom.J Czeslawie ! . .. Z O FIJ A. 
StĂłj I gdzie .... ZDZISLAW (bukujac gwaltownie Ctetlawa.J 
Badz szczesliwy. 
(wychodzi predko ) 
SCENA  Ă“SMA. 
Z O FI JA,   CZESLAW. ? Z Ii S L A W. Mamze wierzyc Zofijo.P 
SSfe5aŁftba»S^",'n *" 
fHimir.....iii! 
Z O F I J A   ( nictikoritcntowana. ) 
Nie zrozumial wcale. 
CZESLAW. Nie? —  A wiec  Ja rozumiem teraz doskonale. 
ZOFIJA. W prawdzie ... wierz mi... szacunek .,. przyznany ci 
wszedzie. 

background image

CZESLAW. OslĂłdz jak chcesz odmowe, to odmowa bedzie: Zyskalem twĂłj 
szacunek,  
nigdy go nie znlienisz, Wiele, -wiecej nad innych me zyczenia cenisz, I w 
kazdym innym  
razie spelnilabys szczerze, OprĂłcz tylko w tej jednej, tej jedynej mierze. 
To, pani chcesz  
powiedziec. 
Z O F1.1 A. 
Lecz przyjazn prawdziwa, Z nadzieja blizszych zwiazkĂłw, razem sie nie   
zrywa, To, chcesz  
mi odpowiedziec'— Ale nie dosc jeszcze, Ja obok mojej winy, prozbe dzis 
umieszcze. 
? Z E S L A W. Prosbe? chcesz pani zatem   swĂłj wyrok oslodzic, Ale 
slucham, co kazesz ? 
ZOFIJA. 
Prosze mie nie zwodzic, Szczerze mi wyznac: Zdzislaw, dla czego tajemnie 
• Chcial nas  
odjechac? 
? Z Ii S L ? W. 
Zdzislaw ? 
ZOFIJA. 
Nietaj sie daremnie, Wiem, ze ci to wiadomo. 
CZESLAW. 
Nie, honorem recze.-  72  - 
 
ZOFIJA. 
Czem go mogĹ‚am urazić, próżno pamięć drÄ™czÄ™. 
CZESŁAW.  
I za to rÄ™czyć mogÄ™, ĹĽe urazy niĂ© ma. 
ZOFIJA.  
SkÄ…dĹĽe ta nagĹ‚a podróż? czemuĹĽ skrytÄ… trzyma?  
PowiĂ©dz. 
CZESŁAW.  
Wszystko to dla mnie rzeczÄ… caĹ‚kiem nowÄ…;  
MawiaĹ‚ w prawdzie, ĹĽe pragnie wejść w sĹ‚uĹĽbÄ™ krajowÄ…,  
Lecz, ĹĽeby miaĹ‚ tak dziwnie, nagle, po kryjomu,  
Z twego przyjacielskiego chcieć wyjechać domu,  
To miÄ™ dziwi nad miarÄ™, temu ledwie wierzÄ™. 
20FIJA.  
WyĹ›ledĹş wiÄ™c z Ĺ‚aski swojej i powtĂłrz mi szczĂ©rze;  
Jakakolwiek przyczyna, wiedzieć mi siÄ™ godzi.  
Jego los tak mi drogi, tak wiele obchodzi! 
CZESŁAW.  
IdÄ™ do niego. 
ZOFIJA.  
Jeszcze jedno mam ĹĽÄ…danie:  
ProĹ› CzesĹ‚awa, niech znami czas jaki zostanie. 
CZESŁAW.  
Ten rozkaz byĹ‚by szczęściem, jeczcze dzisiaj rano. 
Z0FIJA.  
DziĹ› Baron i Wtorkiewicz nudzić miÄ™ przestanÄ…. 
CZESŁAW. 
BozumiĂ©m. 
ZOFIJA. 
KiechciaĹ‚abym.... 
CZESŁAW. 
Abym w jednym rzÄ™dzie.... 
 
 
- 73 - 
 

background image

ZOFIJA. 
Co zaszĹ‚o miÄ™dzy nami tajemnicÄ… bÄ™dzie. 
CZESŁAW.  
Mam siÄ™ taić z uczuciem, ktĂłre mojÄ… chlubÄ…?  
TraciĹĽ zamiar swÄ… wartość z nadziei zagubÄ…? 
ZUFIJA  (proszÄ…c.) 
Ja proszÄ™. 
CZESŁAW.  
Dobrze zatem; niech siÄ™ tĂ©m pocieszÄ™,  
Ĺ»e twĂ©j woli nie badam, lecz jÄ… peĹ‚nić spieszÄ™. 
(odchodzi.) 
SCENA DZIEWIÄ„TA. 
Z0FIJA, BOBINÉ.  
BOBINÉ.  
CzesĹ‚aw smutny odchodzi,  coĹ› posÄ™pnie wzdycha. 
ZOFIJA.  
Doprawdy? 
BOBINÉ.  
Baron mdleje, Wtorkiewicz usycha,  
A ciebie widzÄ™ bawiÄ… miĹ‚osne katusze. 
ZOFIJA. 
Co za myĹ›l!  
BOBINÉ.  
WiĂ©sz Zofijo, przyznać ci siÄ™ musze,  
KaĹĽdemu z nich przyrzekĹ‚am moje dobre sĹ‚owo,  
KaĹĽdemu, ĹĽe u ciebie wesprÄ™ go namowÄ…,  
I od kaĹĽdego wzięłam, jak najczulsze dziÄ™ki; 
-  74  - 
 
Ale z nich CzesĹ‚aw tylko, godzien twojĂ©j rÄ™ki;  
WiĂ©rz mi, szkoda nam czasu, skoĹ„cz jeszcze w tĂ©j dobie,  
A potĂ©m... potem moĹĽe... pomĂłwiÄ™  o sobie. 
SCENA DZIESIÄ„TA. 
ZOFIJA, BOBINÉ,  SMAKOSZ, BARON, WTORKIEWICZ. 
SMAKOSZ.  
Przebacz moja krĂłlowo, ĹĽĂ©m kuchniÄ… zarzÄ…dziĹ‚,  
ProsiĹ‚em pana Troto by rozbif sporzÄ…dziĹ‚;  
WyĹ›mienite francuzkie, leciuchne potrawy,  
Kiedy rozbif lub bifsztyk doda im podstawy. 
WTORKIEWICZ  (cicho do Smakosza.) 
Ale mĂłwĹĽe, masz mĂłwić. 
BARON  (z drugiĂ©j strony podobnieĹĽ.) 
PrzystÄ…pĹĽe do rzeczy. 
SMAKOSZ  (przeglÄ…dajÄ…c  kartki.) 
Capilotade de volaille, przednie , nikt nie przeczy;  
Ris de veait aux traffes, cudne, w gÄ™bie siÄ™ rozpĹ‚ywa;  
Supreme de poulet, Ĺ‚akoć, Ĺ‚akotka prawdziwa;  
Tourte de filet a La Bachamel, za trzech zjadam. 
WTORKIEWICZ  (wyrywajÄ…c mu kartkÄ™.) 
Ale pÄ™kniesz mi = pÄ™kniesz! = 
BARON  (cicho  do Smakosza.) 
W twoje rÄ™ce skĹ‚adam...  
SMAKOSZ.  
Niech da wszystko, to dobre, to siÄ™ lekko trawi,  
Ale niech w przĂłd nakarmi, a potem niech bawi. 
WTORKIEWICZ  (do Smakosza.) 
O! otrzyjĹĽe raz gÄ™bÄ™ i mĂłw o com prosiĹ‚. 
 
 
- 75 -  
 

background image

BARON  (do Smakosza.) 
Mospanie! jeĹşli drwinki, nie bÄ™dÄ™ ich znosiĹ‚. 
SMAKOSZ.  
A kara pana Boga, dwĂłch mi w ucho krzyczy;  
TwojĂ©j rÄ™ki krĂłlowo, dwĂłch ich sobie ĹĽyczy,  
Jak ich widzisz, tak ich pisz, stojÄ… przed oczyma,  
WybiĂ©raj I jest w czĂ©m wybrać. 
(cicho do Zofiji.)  DalibĂłg, ĹĽe niĂ© ma.  
(gĹ‚oĹ›no) Teraz rĂłbcie co chcecie, dziewosłąb  odpocznie.(siada.) 
BARON  (klÄ™kajÄ…c.) 
Pani serca mojego, daj wyrok nie zwĹ‚ocznie. 
ZOFIJA  (zrywajÄ…c siÄ™.) 
AleĹĽ cóżto Baronie, czy komedjÄ… gramy? 
BARON. 
Zapukaj a otworzÄ…, pukam do twĂ©j bramy. 
ZOFIJA.  
ProszÄ™ wstać. 
BARON.  
Nie, nie wstanÄ™, aĹĽ z twÄ… rÄ™kÄ… razem. 
SMAKOSZ  (na stronie.) 
Umrze Baron na klÄ™czkach. 
BARON. 
Nie czyĹ„ serca gĹ‚azem, BaronĂłw Antenackich ostatni potomek,  
Tego pnia zaszczytnego!... 
SMAKOSZ  (na stronie.) 
SpruchniaĹ‚y uĹ‚omek .... 
BARON.  
Ufa!... 
ZOFIJA. 
AbyĹ› wiÄ™c kolan nie zraniĹ‚ Baronie, 
- 76 - 
 
PrÄ™dko, w najkrĂłtszych sĹ‚owach, myĹ›l moje, odsĹ‚oniÄ™,  
A tÄ… jest, ĹĽe ci zadość uczynić w tym wzglÄ™dzie,  
Wybacz, nie mogÄ™. 
BARON. 
Jakto? z nami... 
ZOFIJA. 
Nic nie bÄ™dzie. 
BARON (wstajÄ…c.) 
A cóż ja bÄ™dÄ™ robiĹ‚? 
ZOFIIA.  
A, co siÄ™ podoba. 
BARON. Okrutna! 
ZOFIJA.  
Tylko proszÄ™..... 
BARON. 
O nieszczÄ™sna doba!  
Dwakroć, dwakroć nieszczÄ™sna kiedym ujrzaĹ‚ ciebie,  
Opuszczasz rĂłd BaronĂłw w okropnej potrzebie!  
Przez zniszczona nadziejÄ™ w tej srogiej godzinie,  
PlemiÄ™ na wieki wiekĂłw Antenackich ginie! 
(odchodzi.) 
SCENA JEDENASTA. 
ZOFIJA, BOBINÉ, SMAKOSZ, WTORKIEWICZ. 
WTORKIEWICZ.  
A niech miÄ™ diabli wezmÄ…! ten czĹ‚owiek szaleje. 
(biorÄ…c za rÄ™kÄ™ ZofijÄ….) 
No, moja pani, ze mnÄ…, co siÄ™ w sercu dzieje?  
Puka trochÄ™, nieprawdaĹĽ? = na mĂłj honor puka = 
 

background image

 
- 77 - 
 
ZOFIJA (wyrwawszy rÄ™kÄ™.)  
W samĂ©j rzeczy mĂłj panie..... 
WTORKIEWICZ. 
Niech mi słów nie szuka,  
RozumiĂ©m, i westchnienie = dalibĂłg rozumiĂ©m. 
ZOFIJA (uraĹĽona.) 
Ale ja tej pewnoĹ›ci zrozumieć nie umiĂ©m. 
WTORKIEWICZ.  
WiĂ©m wiÄ™c, wiĂ©m o co idzie: czas do namyĹ›lenia. 
ZOFIJA.  
Wiek caĹ‚y rĂłwnych moim przedsiÄ™wzięć nie zmienia,  
Wiec nie pĂłjdÄ™ za niego, Ĺ›wiÄ™cie mu przyrzekam;  
Teraz dosyć wyraĹşnie? 
WTORKIEWICZ. 
Ja jednak zaczekam. 
ZOFIJA.  
Wolno. 
WTORKIEWICZ. 
To tylko prĂłba. 
ZOFIJA. 
CierpliwoĹ›ci prĂłba.  
WTORKIEWICZ.  
Kochasz miÄ™? 
ZOFIJA.  
Nie, nie kocham. 
WTORKIEWICZ. 
To skromność.  
ZOFIJA. 
To chluba. 
-  78  - 
 
WTORKIEWICZ.  
Ach pĂłjdziesz za mnie. 
ZOFIJA. 
Nigdy. 
WTORKIEWICZ (przysuwajÄ…c siÄ™.) 
Lecz jedno wejrzenie.  
ZOFIJA. I cztery. 
WTORKIEWCZ (czule.)  
PĂłjdziesz za mnie? 
ZOFIJA (w zĹ‚oĹ›ci.) 
Nie, na honor, ĹĽe nie.  
WTORKIEWICZ. Ale... (zatrzymujÄ…c jÄ….) pojadÄ™.  
ZOFIJA. 
Ĺ»egnam.  
WTORKIEWICZ. 
A jutro powrĂłcÄ™, 
(caĹ‚ujÄ…c rÄ™kÄ™.) 
I jutro pewny jestem, to wahanie skrĂłcÄ™. = (odchodzi.) 
SCENA DWUNASTA. 
ZOFIJA,  BOBINÉ, SMAKOSZ.  
SMAKOSZ.  
Obiad dajÄ…, on jedzie, to trzeba warjata. 
ZOFIJA.  
UcieknÄ™ dziĹ›, ucieknÄ™ na sam koniec Ĺ›wiata;  
MĂłwiÄ™, ĹĽe go nie kocham, nie chcÄ™, nie nawidzÄ™. 
 
 

background image

-  79  - 
 
On mĂłwi, ze go kocham, chcÄ™, bĂłstwo w nim widzÄ™;  
SĹ‚yszaĹ‚ kto co takiego?.. ale o mĂłj BoĹĽe!  
Bobinko powiĂ©dz , byĹ‚am, niegrzeczna z nim moĹĽe? 
BOBINÉ.  
Dobrze mu, niech nie nudzi. 
ZOFIJA. 
Ach tak jestem ĹĽywÄ…!  
SMAKOSZ.  
To jest, drÄ™czyć siÄ™ troskÄ…, pĹ‚ci piÄ™knej wĹ‚aĹ›ciwÄ…:  
PadĹ‚ Baron, padĹ‚ Wtorkiewicz, dwĂłch naraz ubiĹ‚a,  
Teraz myĹ›li, czy gromiÄ…c, dosyć grzecznÄ… byĹ‚a. 
SCENA TRZYNASTA. 
ZOFIJA,  BOBINÉ,  SMAKOSZ,  CZESŁAW.  
CZESŁAW.  
I tu nie ma ZdzisĹ‚awa? nie ma wiÄ™c na Ĺ›wiecie;  
Jak kamieĹ„  w wodÄ™... 
BOBINÉ.  
Jakto? 
ZOFIJA  (dzwoniÄ…c.) 
Nie odjechaĹ‚ przecie?  
(do Stefana.) 
Nie widziaĹ‚ kto ZdzisĹ‚awa?   
STEFAN. 
WĹ‚aĹ›nie Jan powiada,  
Ĺ»e konno gdzieĹ› wyjechaĹ‚. 
ZOFIJA  (na stronie.) 
Co moment zawada. (Stefan odchodzi.) 
- 80 -  
 
SMAKOSZ.  
Ale, co wam siÄ™ marzy, co po gĹ‚owie chodzi?  
Wiedzieć gdzie bĂłg szalonych, zakochanych wodzi. 
ZOFIJA.  
Zakochanych? 
CZESŁAW.  
Gzy ZdzisĹ‚aw?... 
SMAKOSZ. 
Hak kot. 
CZESŁAW. 
Bajesz, bajesz. 
ZOFIJA.  
ZkÄ…d wiĂ©sz? 
SMAKOSZ.  
To wy nie wiecie ? 
ZOFIJA. 
Z czegóż ty poznajesz? 
SMAKOSZ.  
AlboĹĽ to poznać trudno? 
BOBINÉ (na stronie.) 
Jak mi serce bije.  
CZESŁAW.  
Na przykĹ‚ad? 
SMAKOSZ.  
Primo.... 
ZOFIJA.  
Primo? 
SMAKOSZ. 
Nic nie jĂ©, nie pije. 
 

background image

 
- 81 - 
 
CZESLAW.  
Godna ciebie uwaga. 
SMAKOSZ. 
Godna, czy niegodna.  
Lecz wiĂ©m, ĹĽe tylko miĹ‚ość lubi kiedy gĹ‚odna;  
Iniedość: przeszłą razÄ… gdym tu pani sĹ‚uĹĽyĹ‚,  
Podlem niego nocowaĹ‚ - i okam nie zmruĹĽyĹ‚.  
MyĹ›laĹ‚em juĹĽ na honor, ĹĽe zmysłów postradaĹ‚:  
Całą noc chodziĹ‚, biegaĹ‚, wzdychaĹ‚, jÄ™czaĹ‚, gadaĹ‚,  
A ĹĽe ja siÄ™ szalonych niewymownie bojÄ™,  
WstaĹ‚em cicho i krzesĹ‚em drzwi podparĹ‚em moje. 
CZESŁAW.  
Cóżto wszystko dowodzi ? 
SMAKOSZ. 
Jakto niedowodzi? W polach noc przepÄ™dziĹ‚em. 
ZOFIJA. 
Tu nie o to chodzi.  
SMAKOSZ.  
AleĹĽ tĹ‚ukĹ‚ siÄ™ powiadam, jak Marek po piekle. 
CZESŁAW.  
Nie kocha.... 
SMAKOSZ.  
WiÄ™c lunatyk.... 
CZESŁAW. 
Ĺ»e wzdychaĹ‚...  
SMAKOSZ. 
Tak wĹ›ciekle!..  
CZESŁAW.  
To nic nie znaczy. 
BOBINÉ (na stronie.) 
Serce wyskoczy mi z Ĺ‚ona. 
 
-  82  - 
 
SMAKOSZ. 
No, wiÄ™c dzisiejszy  dowĂłd najlepiej przekona:  
Przed  godzinÄ…, niechcÄ…cy, tak go zszedĹ‚em z cicha,  
Ĺ»em stanÄ…Ĺ‚ o krok za nim - sĹ‚ucham, a on wzdycha,  
PatrzÄ™ zwolna przez ramiÄ™, a on portret trzyma. 
ZOFIJA i  CZESŁAW.  
Portret? 
SMAKOSZ.  
W pularesiku - spojrzeć grzechu nie ma;  
Spozieram -jakaĹ› dama, widzÄ™ po ubiorze,  
Ale nic wiÄ™cej, czekaj! okulary wĹ‚oĹĽÄ™;  
WkĹ‚adajÄ…c okulary, w sam nos siÄ™ szturknÄ…Ĺ‚em,  
A szturknÄ…wszy siÄ™ w sam nos, jak z procy kichnÄ…Ĺ‚em,  
KichnÄ…wszy w same ucho, ZdzisĹ‚aw na mnie krzyknÄ…Ĺ‚,  
Okulary siÄ™ stĹ‚ukĹ‚y a pulares zniknÄ…Ĺ‚ - 
Ĺ»eby mi choć byĹ‚ zato powiedziaĹ‚, na zdrowie.  
STEFAN (wchodzÄ…c.) 
JuĹĽ do stoĹ‚u... 
SMAK0SZ.  
Ach mĂłj sos! co tam Troto powie! (wybiega.) 
SCENA CZTERNASTA. 
ZOFIJA, BOBINÉ, CZESŁAW. 
ZOFIJA.  
Rzecz dziwna! 

background image

CZESŁAW.  
Wiem, co myĹ›lisz, lecz mylne mniemanie,  
I co powiĂ©m, niech jego obronÄ… zostanie;  
Lecz, gdyby ciÄ™ i kochaĹ‚ w tak tajnym sposobie, 
 
 
- 83 -  
 
Mniej gniewu  niĹĽ  litoĹ›ci  winien wzbudzić w tobie;  
Ale w jego  czynnoĹ›ciach  dowody gotowe;  
Przez niego ciebiem poznaĹ‚, przez jego namowÄ™  
WszedĹ‚em na drogÄ™ szczęścia, z ktĂłrej dzisiaj zchodzÄ™,  
Jego przyjaźń wspieraĹ‚a w nieustannej trwodze;  
TĹ‚umiĹ‚a zĹ‚e przeczucia, nadzieje karmiĹ‚a,  
SĹ‚owem moja przewodniÄ… i opiekÄ… byĹ‚a. 
BOBIN. 
Kiedy tak rzeczy stojÄ… , miĹ‚ość jego jawna, 
Nie mam juĹĽ kryć potrzeby, co ukrywam z dawna: 
Mnie to, mnie ZdzisĹ‚aw kocha, za mnÄ… on szaleje. 
Z0FIJA. 
Bobinko, co ty gadasz? 
BOBINÉ. 
Pan CzesĹ‚aw siÄ™ Ĺ›mieje? 
CZESŁAW.  
ĹšmiejÄ™ siÄ™ w rzeczy samĂ©j, bo nie bardzo wierzÄ™.  
Dla czegóż miaĹ‚by ZdzisĹ‚aw taić sic w tĂ©j mierze ? 
BOBINÉ. 
Dla czego? to zagadko. 
ZOFIJA.  
Od ciebie zadana.  
CZESŁAW  (na stronie.)  
Sfinx jest, ale gdzie Edyp! 
BOBINÉ. 
Ĺ»e jestem kochana,  
Zaraz wam tu przysiÄ™gnÄ™. 
ZOFIJA  (porywczo.) 
Nie, to być nie moĹĽe.  
BOBINÉ. 
Ach tysiÄ…c dowodĂłw, jak zechcÄ™ to zĹ‚oĹĽÄ™. 
F  2 
- 84   - 
 
CZESLAW.  
Aby jeden. 
BOBIN.  
PowiĂ©m wiÄ™c, chociaĹĽ siÄ™ zapĹ‚oniÄ™.  
CZESŁAW. 
Ho! Ho! 
To   przez   Smakosza odkrycie zrobiono,  
Ten portret, jest... jest moim. 
ZOFIJA   (na stronie.) 
Ha! to nadto  boli! 
 
ajac go dzisiaj, jego uleglam w tein woli, 
I milosc czula , stala, tak dawno tajemna , 
Na cóŁ mam sie zapierac, odplacam wzajemna. 
Z O E I J A   ( aa stronie, ) 
Kochal inna i znal, znal, jaka moja meka, 
Dobrze (,io Czeslawa) Czeslawie, chciales, o to moja reka. 
CZESIA W (zdziwiona.) Z wdziecznoscia ja przyjmuje , . .  chociaz 
niespodzianie , Nie mniej  

background image

jednak to szczescie drogicm mi zostanie.  ; 
ZOEI JA. Ile bedzie w mej mocy, tyle go przyrzekam. 
SMAKOSZ   (we drzwiach.) Alez panstwo kochane  od godziny czekam , 
Miejcieze przecie  
litosc! miejcie Boga w duszy 1 Obiad juz dawno gotĂłw, wszystko sie 
wysuszy. (odchodza za  
nim zamysleni.) 
KONIEC  l KTU TRZECIEGO. 
-   8.1   - 
? ? ?   IV. 
SCENA PIERWSZA; 
S MAKOSZ, ? ? U P ? O W S 1! I. 
(Smakosz, spi na srodku  w krzesle, duza galez od much w reku.) 
? J'. Ii P ? O W S ? I   (wchodzac. ) 
Hm I hm! spoczal po pracy, to mi gosc laskawy, Od a do ziei', iet, zadnej 
nie minal potrawy;  
Jak sie naje, spi,  jak sie wyspi, je, to zyje! Ale kat mi do tego , niech 
je zdrĂłw i pije, Dobrze,  
ze nam juz gosci ubywa potrosze , Alez pono polezne biora z soba kosze : 
Baron  jeczal nie  
wzdychal, wlazac na skarbniczek, Wtorkiewiez gwizdac gwizdal, ale jak 
kuliczefc; Czeslaw,  
jeszcze sio trzyma,   jeszcze sie nie rusza, Lecz i on pono w krotce beknie 
Tadeusza. 
SCENA  DRUGA. 
)! ? ? I N ? ,  ? I! U P ? O W S KI,  S ? ? ? O S Z (.,,nacj.J Ii OIHN ?. 
Ciesz sie Krupkowski. 
? H V P ? O W S ? i. 
Juz sie ciesze. 
? ? ? IN ?. 
Wiesz ? 
- 86 - 
 
KRUPKOWSKI. 
Co? 
BOBINÉ. 
Szczęście, 
KtĂłre nas czeka. 
KRUPKOWSKI.  
A te? 
BOBINÉ. 
Zofii zamęźcie. 
KRUPKOWSKI.  
Co? za mÄ…ĹĽ idzie? 
BOBINÉ. 
CzesĹ‚aw jej rÄ™kÄ™ otrzyma. 
KBUPKOWSKI.  
Kto? CzesĹ‚aw? (na stronie.) zjĂ©dzĹĽe diabla! tu radoĹ›ci niĂ© ma. 
BOBINÉ. 
Dobrana bÄ™dzie para. 
KRUPKOWSKI. 
Gdzie dwoje tam para. 
BOBINÉ. 
Ale naszego szczęścia, nie tu jeszcze miara;  
CzesĹ‚aw, lubo osiÄ…gnie cel ĹĽyczeĹ„ i chluby,  
Jego towarzysz broni i przyjaciel luby,  
RĂłwnie bÄ™dzie szczęśliwy. 
KRUPKOWSKI. 
Oba razem? oba?  
BOBINÉ. 
RĂłwnie czuĹ‚a i mila czeka go osoba. 

background image

 
 
- 87 - 
 
KRUPKOWSKI (powtarza po maĹ‚u przypatrujÄ…c siÄ™ jĂ©j.) 
RĂłwnie czuĹ‚a i miĹ‚a, czuĹ‚a, hm! i miĹ‚a..... 
(na stronie z gniewem.) BoĹĽe mnie skarz! wszak ona siebie nastroiĹ‚a. 
BOBINÉ. 
ProszÄ™ ciÄ™ wiÄ™c, idĹş, ZdzisĹ‚aw jeĹĽeli z powrotem,  
PrzyĹ›lej go tu czĂ©m prÄ™dzej, lecz nic nie mĂłw o tĂ©m.  
PowiĂ©dz tylko, ĹĽe zgoda, zgoda miÄ™dzy nami. 
KRUPKOWSKI (na stronie.) 
Albo ja gĹ‚upi, albo.... (kĹ‚adÄ…c palec na usta) cnota nad 
cnotami!.... 
(odchodzi.) 
SCENA TRZECIA. 
BOBINÉ, SMAKOSZ.  
BOBINÉ. 
Ach! ĹĽeby ten pasibrzuch mĂłgĹ‚ juz jechać sobie! 
(patrzy na zegar. ) 
Po czwartej - aĹĽ na siĂłdmÄ…... ha! wiĂ©m, wiĂ©m co zrobiÄ™,  
Zegar posunÄ™ (posuwa) ale niedość.... tylko Ĺ›miaĹ‚o! 
(wyciÄ…ga mu zegarek z kamizelki. posuwa, potĂ©m uderza mocno ksiÄ…ĹĽkÄ… o  
stolik.) 
SMAKOSZ (zrywajÄ…c siÄ™.) 
Ho, ho! trzymÄ…jĹĽe gapiu! - Ăłf! a mnie siÄ™ zdaĹ‚o,  
Ĺ»e jakiĹ› czĹ‚owiek miĹ‚y, przyjemnej postaci,  
Ze strasburskim pasztetem rĂłwnowagÄ™ traci,  
I leci, leci, leci.... a niech piorun trzaĹ›nie!  
CzĹ‚owiek musi siÄ™ martwić, nawet kiedy zaĹ›nie! 
BOBINÉ. 
AleĹĽ, tak spać! cóż w nocy z waćpanem, siÄ™ dzieje! 
- 88 - 
 
SMAKOSZ. 
Tak spać! pięć minut czasu... (patrzÄ…c na zegar) ten zegar szaleje!  
Pół do szĂłstej? 
Nie,  to  być....  (dobywajÄ…c swĂłj zĂ©garek)  przebĂłg! 
(woĹ‚ajÄ…c przez okno) hej mospanie! KaĹĽ zaprzÄ…dz! pół do szĂłstej! 
(idÄ…c do  
drzwi.)nieszczÄ™sne spanie! 
(woĹ‚ajÄ…c za drzwi) 
Niech tam zaprzÄ™ga, prÄ™dko! (wracajÄ…c) czy opium zaĹĽyĹ‚em?  
GdzieĹĽ mĂłj kapelusz? (przez okno) Ĺ›piesz siÄ™! wszakĹĽe ci mĂłwiĹ‚em, 
Ĺ»e na siĂłdma w Warszawie muszÄ™ być koniecznie - (do siebie)  
Bankiet jak  w bĹ‚oto rzuciĹ‚... (do Ĺ›miejÄ…cĂ©j siÄ™ BobinĂ© z gniewem) 
a, śmia栠
siÄ™ niegrzecznie. 
(szuka pod stoĹ‚em.) GdzieĹĽ Ĺ‚aska u kaduka! to mi sen nie tani! 
(do wchodzÄ…cego z jednej strony CzesĹ‚awa.) 
ZaprzÄ…gĹ‚? a to ty - bÄ…dĹş zdrĂłw! 
(do wchodzÄ…cej Zofii  z drugiej strony)  ZaprzÄ…gĹ‚?  A,  to pani! 
Ĺ»egnam was, ĹĽegnam, ĹĽegnam. 
(odchodzÄ…c) Tom siÄ™ piÄ™knie sprawiĹ‚. 
(za drzwiami.) 
A cóż? zajechaĹ‚ czy nie? bodaj siÄ™ udĹ‚awiĹ‚. 
SCENA CZWARTA. 
ZOFIJA, BOBINÉ,  CZESŁAW.  
BOBINÉ. 
Ĺšmiać mi siÄ™ chce, prawdziwie.  
CZESŁAW. 

background image

CzegoĹĽ tak siÄ™ spieszy? 
 
 
-  89  - 
 
BOBINÉ.  
Wiem, ĹĽe jego tu bytność niebardzo was cieszy,  
Ĺ»e w miĹ‚oĹ›ci szczęśliwej, Ĺ›wiadek  zawsze na nic. 
ZOFIJA. 
I ĹĽe miĹ‚ość szczęśliwa w mowie nie zna granic. 
BOBINÉ. 
AleĹĽ twĂłj humor Zosiu w cale nie miĹ‚osny.... 
ZOFIJA.  
Cóż Smakosz? (na stronie.) jakĹĽe jej gĹ‚os piskliwy,  nieznoĹ›ny! 
BOBINÉ.  
Posunęłam zegarki i stÄ…d jego trwoga;  
Lecz mĂłwmy o ZdzisĹ‚awie. 
CZESŁAW (na stronie.) 
Szaleje nieboga!  
BOBINÉ. 
OdkryĹ‚am wam juĹĽ szczerze poĹ‚oĹĽenie moje,  
Widzicie, ĹĽe choć w szczęściu, jeszcze drĹĽÄ…ca stojÄ™;  
LÄ™kam siÄ™ nawet jego miĹ‚oĹ›ci bez miary,  
KtĂłra wzajemnem czuciem, nie umie dać wiary,  
KtĂłra jeszcze na ten czas poĹ›wiecenia marzy,  
Kiedy wszystko po prostu, najlepiej siÄ™ darzy. 
ZOFIJA  (na stronie.) 
Po prostu, co za wyraz. 
CZESŁAW  (na stronie.) 
Nie, to być nie moĹĽe.  
BOBINÉ.  
Jednak z waszÄ… pomocÄ… kres troskom poĹ‚oĹĽÄ™;  
Do twojĂ©j luba Zosiu mam niemylne prawa,  
RĂłwnie pan dajesz, jako przyjaciel ZdzisĹ‚awa;  
Chciejcie zatem objaĹ›nić, zapewnić, wybadać,  
Niech siÄ™ ĹĽeni, ja czekam, nacóż to odkĹ‚adać? 
- 90 - 
 
SCENA PIÄ„TA. 
ZOFIJA, CZESŁAW.  
CZESŁAW.  
MiĹ‚ość Ĺ›lepa, tak mĂłwiÄ…, ale przyjaźń widzi. 
ZOFIJA. 
Ale miĹ‚ość ta Ĺ›lepa i z przyjaĹşni szydzi. 
CZESŁAW. 
Nie, moje oko wprawne w jego duszy czytać,  
Wstyd mi go nawet bÄ™dzie o te bajkÄ™ pytać. 
ZOFIJA.  
Pytać siÄ™ teĹĽ nie trzeba, tam gdzie dowĂłd jasny. 
CZESŁAW.  
Nie, nie, znam tÄ™ BobinĂ©, znam i jak mĂłj wĹ‚asny,  
Jego sposĂłb myĹ›lenia. 
ZOFIJA (z westchnieniem.) 
I jam znać myĹ›laĹ‚a.  
CZESŁAW.  
Na cóż kosztem szczeroĹ›ci ta skrytość siÄ™ zdaĹ‚a? 
ZOFIJA.  
Nie oto tu juĹĽ chodzi. 
CZESŁAW. 
Bardzo, bardzo chodzi;  
Wszystko, com do tÄ…d sĹ‚yszaĹ‚, nic mi nie dowodzi,  

background image

I pĂłki mi sześć razy, raz poraz nie powie,  
Ĺ»e mu siÄ™ w samĂ©j rzeczy przewrĂłciĹ‚o w gĹ‚owie,  
PĂłty ja wszystkim w Ĺ›wiecie Bobinkom nie wierzÄ™. 
ZOFIJA.  
O, pewnie sam pan ZdzisĹ‚aw teraz wyzna szczerze,  
Powie nam swoje troski, jÄ™ki, mÄ™ki, ĹĽale....  
Otóż i on! (na stronie) prawdziwie, nie kocham go wcale. 
 
 
- 91 - 
 
SCENA SZĂ“STA. 
ZOFIJA, CZESŁAW, ZDZISŁAW. 
CZESŁAW.  
GdzieĹĽ byĹ‚eĹ› ? 
ZDZISŁAW.  
Konnom jeĹşdziĹ‚. 
CZESŁAW. 
Po takim upale? 
ZDZISŁAW.  
ChciaĹ‚em przerwać bĂłl gĹ‚owy. 
CZESŁAW.  
I tak dĹ‚ugoĹ› bawiĹ‚. 
ZDZISŁAW.  
KoĹ„ mi nagle zakuĹ‚a!, w karczmiem go zostawiĹ‚,  
A sam pieszo do domu. 
CZESŁAW.  
GĹ‚odny bez wÄ…tpienia? 
ZOFIJA (na stronie.) 
Niech nie je, kiedy kocha.  
ZDZISŁAW. 
Niewarto mĂłwienia. - 
(biorÄ…c go za rÄ™kÄ™.) WinszujÄ™ ci raz jeszcze, {drzÄ…cym gĹ‚osem) Zofijo 
i tobie 
(Zofija skĹ‚ania gĹ‚owÄ™.) 
Wszystkie moje ĹĽyczenia zamknÄ…Ĺ‚em w tej dobie...  
BÄ…dĹşcie zawsze szczęśliwi... razem ĹĽycia drogÄ™....  
Ach to serce tak peĹ‚ne... ja mĂłwić me mogÄ™. 
 
-  92  - 
 
CZESŁAW.  
Dajmy pokĂłj wymowie; to Ĺ›ciĹ›nienie rÄ™ki,  
Łączy wszystkie ĹĽyczenia i wszystkie podziÄ™ki.  
Prawie twojĂ©m dzieĹ‚em szczęście otrzymane,  
ZamiÄ™tać i być wdziÄ™cznym nigdy nie przestanÄ™;  
A teraz czyniÄ…c odwet, w opiekÄ™ ciÄ™ biorÄ™,  
I przyznaj nam siÄ™ szczerze, moĹĽe w dobrÄ… porÄ™. 
ZDZISŁAW. 
Nie rozumiem. 
CZESŁAW.  
To dobrze... to jest, z jednej strony. 
ZDZISŁAW. 
MĂłw jasno, nic nie zgadnÄ™ jestem roztargniony. 
CZESŁAW.  
Roztargniony? znowu Ĺşle. 
ZDZISŁAW. 
Same zagadnienia. 
CZESŁAW.  
AleĹĽbo, na mĂłj honor, mam dziwne zlecenia. 
ZDZISŁAW.  

background image

Od kogo? 
CZESŁAW.  
Od BobinĂ©. 
Z0FlJA  (na stronie, spojrzawszy skrycie.) 
Jak siÄ™ zaczerwieniĹ‚! 
ZDZISŁAW. 
I do mnie? 
CZESŁAW.  
Nie zgadujesz? 
 
 
- 93 - 
 
ZDZISŁAW.  
Nie. 
CZESŁAW.  
TÄ™, com wymieniĹ‚... 
ZDZISŁAW. 
Cóż? 
CZESŁAW.  
Ty kochasz. 
ZOFIJA  (jak wprzĂłdy.) 
ZbladĹ‚ jak mur! 
ZDZISŁAW  (po krĂłtkiĂ©m milczeniu wychodzÄ…c z zadziwieni.) 
I cóż to ma znaczyć?  
CZESŁAW.  
WĹ‚aĹ›nie ty tylko jeden moĹĽesz wytĹ‚umaczyć. 
ZDZISŁAW.  
JeĹşli ĹĽarty ? - nie w miescu; jeĹşli twoje swaty? -  
Bardzo ci jestem wdziÄ™czny, wspaniaĹ‚yĹ› za baty! 
CZESŁAW.  
Nie  moje, nie, dla Boga! stĂłj, nie strzelaj jeszcze.  
Widzisz pani, ĹĽe dobrze mojÄ™ ufność mieszczÄ™;  
Lecz dla mĂ©j spokojnoĹ›ci proszÄ™ ciÄ™ ZdzisĹ‚awie,  
ObjaĹ›niej nas niezwĹ‚ocznie w tej dziwacznĂ©j sprawie. 
ZDZISŁAW.  
Cóż mam plotkÄ™ objaĹ›niać, w ktĂłrej sensu nie ma.  
I któż ja zrobiĹ‚? 
CZESŁAW.  
Ona, ona sama mniema,  
Ĺ»e ty za niÄ… szalejesz. 
ZDZISŁAW. 
Kto? ona powiada?  
CZESŁAW.  
TysiÄ…c nawet dowodĂłw nieproszona skĹ‚ada. 
- 94 - 
 
ZDZISŁAW. 
Cóź to znaczy ? 
CZESŁAW. 
PrzeminÄ™, jĂ©j rejestr zbyt dĹ‚ugi  
Twoich słów, wejrzeĹ„, westchnieĹ„, stokrotnej usĹ‚ugi;  
Jak w koczuĹ› wziÄ…Ĺ‚ za rÄ™kÄ™, Ĺ›cisnÄ…Ĺ‚ przy kominie,  
Jak jĂ©j daĹ‚eĹ› raz gruszki, drugi raz brzoskwinie,  
Jak ona prÄ™dko zjadĹ‚a, tobie pestki daĹ‚a,  
JakeĹ› jÄ… w nogÄ™ szturknÄ…Ĺ‚, aĹĽ krzyknąć musiaĹ‚a,  
TysiÄ…c mĂłwiÄ™ dowodĂłw, kaĹĽdy oczywisty,  
I wspomnÄ™ tylko teraz, jakieĹ› twoje listy. 
ZDZISŁAW. 
Listy? listy? cóż z tego? i któż siÄ™ z tem kryje?  
KaĹĽdy chciwy jest nowin kto samotnie ĹĽyje. 

background image

ZOFIJA (z ironijÄ….) 
ZkadĹĽe taka ciekawość! 
ZDZISŁAW. 
JestĹĽe moja wina,  
Ĺ»e jÄ… Ĺşle zrozumiaĹ‚a. 
CZESŁAW. 
I wstÄ…ĹĽkÄ™ wspomina. 
ZDZISŁAW. 
WstÄ…ĹĽkÄ™? 
CZESŁAW.  
Skrycie uniosĹ‚eĹ›. 
ZDZISŁAW. 
Tak, moĹĽe, nie pomnÄ™,  
Przez ĹĽart pewnie ; tak , ĹĽartem. 
ZOFIJA (z ironijÄ….) 
Wyznanie zbyt skromne. 
 
 
- 95 - 
 
I portret.... 
ZDZISŁAW.  
Portret!... 
ZOFIJA (z ironijÄ….) 
Tylko portret.  
CZESŁAW. 
Portret daĹ‚a.... 
ZOFIJA (na stroniÄ™.) 
Jak siÄ™ miesza. 
CZESŁAW.  
I na tem, spoczęła jej chwaĹ‚a.  
ZDZISŁAW.  
DaĹ‚a mi portret, kiedy chcesz wiedzieć koniecznie,  
I wziÄ…Ĺ‚em, miałżem nie wziąć? byĹ‚oĹĽby to grzecznie? 
ZOFIJA.  
Co za grzeczność! (wstajÄ…c) Lecz na cóż Ĺ›miesznie siÄ™ zapierać?  
Wszak przez grzeczność na portret, nikt nie zwykĹ‚ pozierać,  
Z takiem czuciem, ĹĽe nie wiĂ©, gdy kto za nim stanie. 
ZDZISŁAW.  
Ach ten Smakosz przeklÄ™ty ! 
ZOFIJA. 
SkoĹ„czmy to badanie!  
Niechce naszej przyjaĹşni; ma swoje widoki, 
ZDZISŁAW.  
Z czasem powiĂ©m.... 
CZESŁAW.  
Nie, nie, nie, powiĂ©dz nam bez zwĹ‚oki. 
- 96 - 
 
SCENA SIĂ“DMA. 
ZOFIJA,  CZESŁAW,  ZDZISŁAW,  SMAKOSZ.  
SMAKOSZ 
Ach zlituj siÄ™ krĂłlowo, uĹĽycz swojej Ĺ‚aski,  
KaĹĽ mi zaprzÄ…dz czempredzĂ©j do jakiej kolaski;  
Furman jak sztok pijany,  nagle koĹ„mi skrÄ™ciĹ‚,  
I dyszel caĹ‚kiem zĹ‚amaĹ‚ - bodaj siÄ™ nie Ĺ›wieciĹ‚! 
ZDZISŁAW. 
Zaraz dam ci mĂłj pojazd (prÄ™dko wychodzi.)   
SMAKOSZ {biegnÄ…c za nim.)  
Duszko! serce! Ĺ»ycie!  
Tylko prÄ™dko-BĂłg- ci to nagrodzi sowicie. 

background image

SCENA Ă“SMA.  
Z0FIJA,  CZESŁAW. 
ZOFIJA  (w pół pĹ‚aczÄ…c.) 
Nie, tego juĹĽ nie zniosÄ™, uchodzi, ucieka,  
Nawet przyjaĹşni mojej caĹ‚kiem siÄ™ wyrzeka,  
I dla kogo? dla kogo? NiewdziÄ™czny! faĹ‚szywy!  
On niĂ© ma serca, niĂ©ma-Ĺ‚ez tylko, Ĺ‚ez chciwy. 
{po krĂłtkiĂ©m milczeniu.) 
CzesĹ‚awie, niechcÄ…c wprawdzie,  odkryĹ‚am  ci dusze,  
Lecz tego nie ĹĽaĹ‚ujÄ™, wyznać wszystko muszÄ™;  
Tak jest, kocham go jeszcze, kochaĹ‚am tajemnie,  
MiĹ‚ość ta z kaĹĽda chwila wzmacniaĹ‚a siÄ™ we mnie,  
MusiaĹ‚am przeciw sobie, sama siebie bronić,  
Aby ja niewdziÄ™cznemu caĹ‚kiem nie odsĹ‚onić. 
 
 
- 97 - 
 
I nieraz, tĹ‚umiÄ…c skromność, chciaĹ‚am wyznać szczerze;  
Lecz jeĹĽli wzgarda bywa bolesna w tej mierze,  
Litość jest boleĹ›niejszÄ…, boleĹ›niejsza jeszcze;  
Nie zwiodĹ‚y miÄ™ jak widzÄ™,  me uczucia wieszcze,  
Czy byĹ‚by siÄ™ miĹ‚oĹ›ci usunaĹ‚, czy zbliĹĽyĹ‚,    
Jak tylko nie podzielaĹ‚,  byĹ‚by jÄ… uniĹĽyĹ‚.  
MĂłgĹ‚ miÄ™ zrozumieć,  nie chciaĹ‚, ja chciaĹ‚am siÄ™ zmienić, 
NiemogĹ‚am - Wtedy, aby ĹĽal duszy zacienić,  
W Ĺ›wiecie, halach, rozrywkach pomocy szukaĹ‚am;  
ĹšmiaĹ‚am siÄ™, by nie pĹ‚akać, by nie czuć,  szalaĹ‚am.  
Znasz teraz serce moje.    
CZESŁAW.   
I znaĹ‚em juĹĽ wprzĂłdy. 
ZOFIJA.   
Jakto? 
CZESŁAW. 
Za jasne miaĹ‚em twych uczuć dowody. 
ZOFIJA.  
W czĂ©m?.    
CZESŁAW.    
W oddaniu twĂ©j rÄ™ki.  
ZOFIJA. 
Wtedy wiÄ™c dopiĂ©ro? 
CZESŁAW. 
WiĂ©rz mi, rada nie rada,  ty musisz być szczĂ©rÄ…,  
Bo taić siÄ™, nie wiele - mniĂ©j udawać umiĂ©sz;  
Ale powiĂ©dz Zofijo,  czyli ty rozumiĂ©sz,  
Ĺ»em tak maĹ‚o czuć zdolny szczęście, szczęścia tyle,  
Abym mĂłgĹ‚ byĹ‚ ci wierzyć choć na jedne chwile? 
ZOFIJA.  
Puśćmy wiÄ™c wszystko w czasu zwyczajne koleje. 

 
 
 
- 98 - 
 
CZESŁAW.  
Tak, zostawmy czasowi, a miĂ©jmy nadziejÄ™. 
ZOFIJA (obojÄ™tnie.) 
Tak, nadziejÄ™. 
CZESŁAW.  
O twojĂ©j juĹĽ ja tylko mowie.  

background image

ZOFIJA (porywczo.)  
O mojĂ©j? miéć jĂ©j nie chcÄ™. 
CZESŁAW. 
AĹĽ ZdzisĹ‚aw nam powiĂ©... 
ZOFIJA.  
Co ma ZdzisĹ‚aw powiedzieć? Co powiedzieć moĹĽe?  
Czy chciaĹ‚byĹ› mu wyjawić?.. lecz tĂ©m siÄ™ nie trwoĹĽÄ™,  
Bo wiĂ©m, ile mi sprzyjasz, a jednym wyrazem,  
ZerwaĹ‚byĹ› moje przyjaźń i szacunek razem. 
(odchodzi.) 
SCENA DZIEWIÄ„TA. 
CZESŁAW.  
Gdy teraz wszystko zwaĹĽam, co siÄ™ dziaĹ‚o, dzieje,  
Podobno Margrabianka nie trochÄ™ szaleje.  
A ZdzisĹ‚aw?... lecz mnie ĹĽeniĹ‚... na cóż mu siÄ™ zdaĹ‚o?..  
Hm! byĹ‚em dotÄ…d Ĺ›lepy, teraz widzÄ™ maĹ‚o. 
SCENA DZIESIÄ„TA. 
CZESŁAW, BOBINÉ.  
BOBINÉ. 
No jakĹĽe? bo od Zosi, nic wiedzieć nie moĹĽna, 
 
 
- 99 - 
 
JakĹĽe, odkryta przecie jego miĹ‚ość trwoĹĽna?  
Zapewnione nadzieje? GdzieĹĽ siÄ™ dotÄ…d kryje?  
Ach patrz panie CzesĹ‚awie, jak mi serce bije. 
CZESŁAW.  
Z tÄ…d widzÄ™. 
BOBINÉ.  
CzemuĹĽ milczaĹ‚? 
CZESŁAW. 
MilczaĹ‚, bo nic nie wiĂ©. 
BOBINÉ.  
Nie wiĂ©, ĹĽe kocha? 
CZESŁAW. 
Teraz dowiedziaĹ‚ siÄ™ w gniewie. 
BOBINÉ. 
O miĹ‚oĹ›ci? 
CZESŁAW. O plotce. 
BOBINÉ.  
Jeszcze siÄ™ zapiera. 
CZESŁAW.  
PrawdÄ™ tylko powiada. 
BOBINÉ. 
Zdrajca! 
CZESŁAW. 
Et cetera.  
BOBINÉ. 
Zwodziciel! 
CZESŁAW.  
I tam dalej. 
BOBINÉ.  
 
Ale mam dowody. 
G 2 
 
- 100 - 
 
CZESŁAW. 
Nie wierzÄ™. 

background image

BOBINÉ. 
WstÄ…ĹĽka. 
CZESŁAW.  
Fraszka! 
BOBINE. 
Portret. 
CZESŁAW. 
WidĹşmy wprzĂłdy. 
BOBINÉ. 
PokaĹĽÄ™. 
CZESŁAW. 
To zobaczÄ™. 
BOBINÉ. 
IdÄ™. 
CZESŁAW. 
Czekam. 
BOBINÉ. 
BiegnÄ™. 
CZESŁAW. 
Adieu. 
BOBINÉ. 
JeĹĽeli zwodzÄ™, niechaj w grobie legnÄ™.(odchodzi.) 
CZESŁAW  (sam.) 
Ta go juĹĽ nie -wypuĹ›ci, tej siÄ™ nie wywinie, 
I wszystko wiedzieć bÄ™dziem najdalej w godzinie. 
 
 
-  101  - 
 
SCENA JEDENASTA. 
CZESŁAW, SMAKOSZ. SMAKOSZ. 
Wdaj siÄ™ tu z zakochanymi kaduk go dogoni!  
WyszedĹ‚ i zniknÄ…Ĺ‚ - szukam, ni pana ni koni; 
O przeklÄ™te niech bÄ™dÄ… wszystkie wraz furmany!  
I przeklÄ™ty ten, co pierwszy dal dyszel drewiurmy ! 
I co tu za lud gĹ‚upi, gĹ‚upi nie do wiary,  
Bo czy moĹĽna, je maĹ‚o a pije bez miary. 
CZESŁAW (do siebie.) 
Niech pozwoli powiedzieć, wszystko dobrze bÄ™dzie,  
Tu tylko prawe szczęście, trzeba mieć na wzglÄ™dzie. 
(odchodzi za ZofijÄ….) 
SCENA DWUNASTA. 
SMAKOSZ,  (póżniĂ©j)  BOBINÉ.  
SMAKOSZ. 
ProszÄ™, co to przecucia - ten mĂłj pasztet we Ĺ›nie, 
Co lecÄ…c mi pod nogi przebudziĹ‚ boleĹ›nie, 
Nie byłże wieszczym znakiem, ĹĽe czas juĹĽ ucieka, 
I ĹĽe moĹĽe (z westchnieniem) nie dla mnie baĹĽant siÄ™ dopieka. 
O ludzkie przeznaczenia! któż was kiedy zgadnie? 
Któż powie, jaka kostka na talerz nam padnie? 
(przez okno.) 
Panie, panie Krupkowski! bĂłj siÄ™ waćpan Boga!  
Jest juĹĽ pojazd? co? zaraz - a tu taka droga! 
BOBINÉ  (wbiegajÄ…c i w gĂłrÄ™ trzymajÄ…c pulares.) 
Jest! jest! 
- 102 - 
 
SMAKOSZ (biorÄ…c kapelusz.) 
Jest przecie? 
 
Patrz, patrz.  

background image

SMAKOSZ. 
BÄ…dĹş waćpanna zdrowa. 
(zatrzymujÄ…c go.) 
Czekaj! 
SMAKOSZ. 
A, jeszcze czegOo (wyrywa siÄ™ i trÄ…ca siÄ™ z wbiegajÄ…cym ZdzisĹ‚awem.) 
SCENA TRZYNASTA 
I OSTATNIA. 
BOBINÉ, ZDZISŁAW (potĂ©m) CZESŁAW i ZOFIJA, (póżniĂ©j) SMAKOSZ. 
 BOBINÉ. 
Ach gdzieĹĽ moja gĹ‚owa! MyĹ›laĹ‚am ĹĽe to CzesĹ‚aw. 
ZDZISŁAW.  
BĹ‚agam.  
BOBINÉ.  
Nie pomoĹĽe.  
ZDZISŁAW. 
Oddaj.... 
BOBINÉ.  
Nie, nie. 
 
 
- 103 - 
 
ZDZISŁAW.  
Zgubisz miÄ™. 
BOBINÉ. 
Raz koniec poĹ‚oĹĽÄ™.  
ZDZISŁAW (klÄ™kajÄ…c.)  
Na klÄ™czkach ciÄ™ zaklinam. 
BOBINÉ.  
Wszystko to daremnie. 
CZESŁAW (wchodzÄ…c, za nim Zofija.) 
A, tu czasu nie tracÄ…. 
BOBINÉ. (pokazujÄ…c i w gĂłrÄ™ trzymajÄ…c pulares.) 
Ha! Ĺ›miaĹ‚eĹ› siÄ™ ze mnie,  
DostaĹ‚am go, wyrwaĹ‚am, wydobyĹ‚am zdradÄ…,  
Patrzcie -takieto, takie dowody siÄ™ kĹ‚adÄ…,  
Patrzcie wszyscy - oto jest (otwierajÄ…c) co widzÄ™! o nieba!  
Portret Zofii! 
CZESŁAW (odbierajÄ…c.) 
WiÄ™cej teĹĽ nam nie potrzeba.  
BOBINÉ.  
Jakto! ty Ĺ›miesz jÄ… kochać ? 
ZDZISŁAW (tu Smakosz wchodzi i staje nagle.)  
NieszczÄ™sna godzina! 
ZOFIJA.  
ZdzisĹ‚awie, mogęż wierzyć ? 
ZDZISŁAW, 
Tak, to moja wina:  
Lecz choć ciÄ…gle trawiony namiÄ™tnym poĹĽarem,  
Szczęście twoje jedynie byĹ‚o mym zamiarem,  
I gdy sam je zapewnić nie mogĹ‚em mieć prawa,  
UsiĹ‚owaĹ‚em w rÄ™ce powierzyć CzesĹ‚awa;  
Listy, dla czegom pisaĹ‚, w nich dowĂłd zostaje; 
(zrywajÄ…c z szyi z mocnem rozczuleniem czarnÄ… wstÄ…ĹĽkÄ™.)  
WsztÄ…ĹĽkÄ™ miaĹ‚a od ciebie - wziÄ…Ĺ‚em...i... oddajÄ™, 
 
-  104  - 
 
ByĹ‚a ona przĂłd twojÄ…, nim  moja ĹĽaĹ‚obÄ…,  
Na niÄ… padĹ‚a Ĺ‚za twoja, gdym siÄ™ ĹĽegnaĹ‚ z tobÄ…,  

background image

DziĹ› biorÄ…c  te złączone dwa razem portrety,  
Brać tylko dar litoĹ›ci mniemaĹ‚em niestety!  
Przebaczcie i ĹĽaĹ‚ujcie. 
CZESŁAW (do Zofii.) 
Czy jednym wyrazem,  
Mam zerwać twoje  przyjaĹşni i szacunek razem?  
Ach ZdzisĹ‚awie, ty! w ktĂłrym przyjaĹşni wzĂłr ĹĽywy,  
Zofija kocha ciebie, ty bÄ™dziesz szczęśliwy. 
ZDZISŁAW.  
Ja? ja? 
ZOFIJA.  
TrzebaĹş ci mĂłwić, coĹ› zgadnąć mĂłgĹ‚ nieraz? 
BOBINÉ.  
W tej Polsce nigdy Ĺ‚adu, ale najmniej teraz. 
ZDZISŁAW.  
MilczÄ™.... 
ZOFIJA.  
A ja rozumiem. 
ZDZISŁAW  (do CzesĹ‚awa.) 
Tobie, czĂ©m odpĹ‚acÄ™? 
CZESŁAW.  
Szczęściem waszem, to czuje, nie pomnÄ™ co tracÄ™. 
SMAKOSZ.  
Oto mi siÄ™ podoba! to mi przyjaciele!  
NiechĹĽe z nimi dziĹ›  jeszcze i wieczerzÄ™ dzielÄ™. 
KONIEC 
 
 
GWAŁTU, 
CO SIā DZIEJE! 
KOMEDYJA W TRZECH AKTACH, 
Sroka bije na jastrzÄ™bia i skrzekocie,  
PrzecieĹĽ jastrzÄ…b jastrzÄ™biem,  a sroka srokÄ… 
And. Max. Fredro. 
 
OSOBY: 
URSZULA, burmistrz; w Osieku.  
TOBIASZ, jĂ©j mÄ…ĹĽ.  
BARBARA, pisarz.  
KASPER, jĂ©j mÄ…ĹĽ, brat Tobiasza.  
KASIA, ich synowica.  
AGATA, bakaĹ‚arz i dowĂłdca straĹĽy.  
BŁAĹ»EJ, jĂ©j mÄ…ĹĽ.  
FILIP GRZEGOTKA.  
JAN KANTY DOREBA | Towarzysze pancerni. 
DYZMA BEKIESZ | 
MAKARY - SZEREGOWIEC.  
MIESZCZANIE. MIESZCZKI. SZEREGOWCE. 
Scena w Osieku, sto lat temu. 
 
 
AKT I. 
(DuĹĽa izba w domu burmistrza, drzwi do ogrodu po lewĂ©j, w kÄ…cie i okno; 
na przodzie  
po prawĂ©j stronie sceny drzwi do alkiĂ©rza w kÄ…cie mniĂ©jsze-w głębi 
drzwi  
otwarte, widok na rynek - przy tych schodki z porÄ™czÄ… i w gĂłrze maĹ‚e 
drzwiczki, na  
Ĺ›rodku stół suknem przykryty, krzesĹ‚ - etc. 
SCENA PIERWSZA. 
MAKARY (za nim) KASIA. 

background image

(Kasia po mÄ™sku ubrana - czamarka, żółte buciki, czapeczka 
konfederatka.) 
MAKARY (trzymajac siÄ™ za gĹ‚owÄ™.) 
GwaĹ‚tu, co siÄ™ dzieje! gwaĹ‚tu, co siÄ™ dzieje! 
KASIA. 
Cicho! 
MAKARY.  
Co siÄ™ dzieje? co siÄ™ dzieje! gwaĹ‚tu! GwaĹ‚tu! 
KASIA.  
UspokĂłj siÄ™ dla Boga! 
- 108 - 
 
MAKARY.  
A to bisurmaĹ„stwo! a to tatarstwo! BoĹĽe zmiĹ‚uj sio nade mnÄ…! 
KASIA.  
Makary, ty nas chcesz zgubić! 
MAKARY.  
To koniec Ĺ›wiata! 
KASIA.  
Zaklinam ciÄ™ na wszystko - zmiĹ‚uj siÄ™, nie krzycz.  
Jakby ciÄ™ zobaczono, albo i usĹ‚yszano tylko, juĹĽby po nas byĹ‚o. 
MAKARY.  
Ja słów nie poĹ‚knÄ™, ja gadać muszÄ™. 
KASIA.  
MĂłj Makary, mĂłj kochany Makary, milcz, milcz, bo siebie, twego pana i 
mnie razem  
nieochybnie zgubisz! 
MAKARY. 
Ja mam milczeć! 
KASIA.  
LÄ™kaj siÄ™.... 
MAKARY. LÄ™kać siÄ™ nie umiĂ©m. 
KASIA.  
Stryjaszek juĹĽ pół gĹ‚owy ogoliĹ‚.... 
MAKARY.  
Niech goli zdrĂłw! 
KASIA.  
Jak skoĹ„czy.... 
MAKARY.  
BÄ™dzie ogolony.... 
 
 
- 109 - 
 
KASIA.  
I spĂłdnicÄ™ wdzieje.... 
MAKARY.  
I jak spĂłdnice wdzieje? - gwaĹ‚tu, co siÄ™ dzieje! 
KASIA. Zaraz na targ wyjdzie.... 
MAKARY. 
I z kÄ…dzielÄ… w rÄ™ku. 
KASIA.  
MoĹĽe nas tu zastać. 
MAKARY.  
I cóż mi zrobi? 
KASIA. 
Nie wiele sam przez siÄ™, ale przez ĹĽonÄ™. 
MAKARY. 
Daj go katu! jaki mi Tatar straszny! 
KASIA. 
JĂ©no co jĂ©j nie widać z polowania. 

background image

MAKARY. 
Z polowania! - No, proszÄ™ ja kogo? 
KASIA. 
A stryjanka ĹĽartować nie lubi; kaĹĽe ciÄ™ zamknąć, albo wypÄ™dzić. 
MAKARY. 
Zamknąć - Makary siÄ™ nieda - a wypÄ™dzać nie ma potrzeby, bo sam jak 
drapnie,  
to siÄ™ i nie obejrzy. 
KASIA. 
A naszeĹĽ interessa? 
-  110 - 
 
MAKARY.  
Tu sÄ™k! - Ale co, co tu począć w takim odmÄ™cie? W tym Osieku zawsze 
dziwne  
sprawy - od pierwszego w nim kroku, w gĹ‚owie mi siÄ™ krÄ™ci, w oczach siÄ™ 
mieni, a  
jeszczem, naczczo , BĂłg mi Ĺ›wiadkiem! 
KASIA. 
SĹ‚uchaj miÄ™ wiÄ™c. 
MAKAKY.  
Co mam sĹ‚uchać, wiem wszystko! SpĂłdnica! polowanie! 
KASIA. 
PowiĂ©dz mojemu drogiemu Jasiowi najpiĂ©rwiej, ĹĽe go zawsze kocham z duszy 
serca,  
tak jak go kochaĹ‚am; potem powiĂ©dz, co siÄ™ dzieje w Osieku. 
MAKARY. 
O powiem, powiem. 
KASIA.  
Nareszcie, ĹĽe go zaklinam na miĹ‚ość nasze, niech siÄ™ nie waĹĽy tu 
pokazywać;  
bo jeĹĽeliby nie pogorszyĹ‚, toby i nie polepszyĹ‚ pewnie poĹ‚oĹĽenia 
naszego - ale niech  
miÄ™ czeka wieczorem w dÄ™binie, kolo wielkiego kamienia. 
MAKARY. 
Kolo wielkiego kamienia? 
KASIA. 
JuĹĽ on bÄ™dzie wiedziaĹ‚, gdzie to jest, a teraz ty nie baw siÄ™ tu 
dĹ‚uĹĽej, i uchodĹş  
skrycie a czemprÄ™dzej, bo niebezpieczeĹ„stwo z wszelkich stron nam grozi. 
MAKAKY.  
PĂłjdÄ™,  ale  nie ze strachu. - I biada temu, co mi zastÄ…pi! ech! 
jeszczem Makary! 
 
 
- 111 - 
 
KASIA. 
Tylko siÄ™ 

nie bij! 

MAKARY. 
0 ba!   
KASIA. 
Narobisz kĹ‚opotu. 
MAKARY. 
WybijÄ™ i zapĹ‚acÄ™. 

 

KASIA. 
Zlituj siÄ™...   
MAKARY. 
Bez litoĹ›ci.   
KASIA. 

background image

A wiec dobrze, rĂłb co chcesz, ale ci powiadam, ĹĽe Jasia i mnie zgubisz. - 
Ciebie  
chwycÄ… - ty w zĹ‚oĹ›ci wszystko odkryjesz - Jasia uwiężą - mnie 
zamknÄ…- i  
koniec koĹ„cĂłw pomrzemy. (pĹ‚acze.) 
MAKARY. 
Tu sÄ™k! - Ale nie bĂłjcie siÄ™ panno Katarzyno, nie pĹ‚aczcie. - Wasze 
Ĺ‚zy, mĂłj  
gniew przygasiĹ‚y - wszystko bÄ™dzie dobrze, zrobiÄ™, co chcecie-spuszczÄ™ 
proporzec  
i czaty ominÄ™. - RadĹşcie spokojne, wszystko dobrze bÄ™dzie. 
KASIA. 
IdĹş wiÄ™c, idĹş bez zwĹ‚oki. 
MAKARY.  
SpieszÄ™. 
KASIA.  
BĂłg z tobÄ… poczciwy Makary; (ze drzwi) w dÄ™binie, koĹ‚o wielkiego 
kamienia,  
pamiÄ™taj, wieczorem. 
- 112 - 
 
MAKARY. 
Dobrze, dobrze. Bogu was oddaje (sam.) Ktoby siÄ™ byĹ‚ spodziewaĹ‚, dziwna 
sprawa! co  
siÄ™ dzieje na tym Ĺ›wiecie. Jeszczem naczczo. 
SCENA DRUGA. 
MAKARY, DORāBA (spotykajÄ… sk we drzwiach.) 
DORāBA.  
Dobrze, ĹĽe ciÄ™ spotykam. 
MAKARY.  
Wcale nie dobrze. 
DORāBA. 
Czemu? 
MAKARY. 
Bo Ĺşle. 
DORāBA. 
Cóżto? czy jaka niepomyĹ›lna wiadomość? Kasia moja, jak siÄ™ ma? kocha 
miÄ™  
zawsze? zdrowa? Ĺ‚adna? stary Tobiasz, jej stryj ĹĽyje? widziaĹ‚eĹ› siÄ™ z 
nimi? cóż  
mĂłwili? gadajĹĽe - no czemuĹĽ milczysz opuĹ›ciwszy wÄ…sa? 
MAKARY.  
Łaska boska, ĹĽe go jeszcze mam dotÄ…d, ĹĽem go uniĂłsĹ‚ nie naruszonym i 
ĹĽe  
moĹĽe najeĹĽyć siÄ™ jeszcze, kiedy kto sto pytaĹ„ zadaje, a nie chce 
sĹ‚uchać tego, co  
mu wiedzieć najbardziej potrzeba. 
DORāBA.  
Gadaj, milczÄ™. 
MAKARY.  
Wracaj waszmość, wracaj zkÄ…d przybyĹ‚eĹ›. 
 
 
- 113 - 
 
DORāBA.  
Ja mam wracać? to mi siÄ™ podoba! No mĂłj Makary, z twojej mowy wnoszÄ™, 
ĹĽe  
miĂłd w Osieku, jak bywaĹ‚, tak i jest dotÄ…d niezĹ‚y. 
MAKARY.  

background image

MiĂłd jak miĂłd, ale piwa nam tÄ™giego nawarzyli. SĹ‚uchaj miÄ™ waszmość; 
to  
nieprzelewki, to bunt, powstanie , nierzÄ…d, interregnum! 
DORāBA. 
Jakto? 
MAKARY. 
CzĂ©m byli mężczyĹşni, tĂ©m sÄ… teraz biaĹ‚ogĹ‚owy - kobiety rzÄ…dzÄ…,  
wÄ…sacze sĹ‚uchajÄ…, ĹĽony w kurtkach, mężowie w spodniach-gwaĹ‚tu co 
siÄ™  
dzieje! 
DORāBA. 
Makary, dość tych ĹĽartĂłw. Gdzie Kasia? 
MAKARY.  
PiÄ™kne mi ĹĽarty! - Kasia dopiero tu byĹ‚a; woĹ‚oszka zielona, czapeczka 
na ucho, wcale  
jej do twarzy. 
DORāBA.  
To być nie moĹĽe. 
MAKARY. 
Ja mĂłwiÄ™ i powtarzam , ĹĽe co do sĹ‚owa, wszystko prawda.-Kobiety w 
Osieku  
gĂłrÄ™ wzięły. -Burmistrz dzieci, a ĹĽona urzÄ…d piastuje, tak i pisarz i 
bakalarz i  
wszyscy inni. Ĺšwiat do gĂłry nogami. 
DORāBA.  
Ja temu wierzyć nie mogÄ™. 
MAKARY.  
Łatwo mĂłgĹ‚byĹ› siÄ™ waszmość sam o tĂ©m przekonać, ale mu tego nie  
ĹĽyczÄ™-dalibĂłg nie ĹĽyczÄ™. I panna 

-  114  - 
 
Katarzyna  wyraĹşnie mi zleciĹ‚a , abym przestrzegĹ‚ o niebezpieczeĹ„stwie 
pokazania  
siÄ™ tu w swoim stroju. 
DORāBA.  
Co szaleĹ„stwo! 
MAKARY.  
Ktoby chciaĹ‚ zatrzymać siÄ™, a tĂ©mbardziĂ©j osiąść W Osieku, musi 
poddać  
siÄ™ nowo nadanym prawom, to jest zawdziania spĂłdnicy; w przeciwnym zaĹ› 
razie, jest  
uwaĹĽanym, jako burzyciel powszechnego pokoju, targajÄ…cy siÄ™ na wĹ‚adzÄ™  
miejscowÄ… i jako taki uwiÄ™ziony. 
DORāBA.  
UwiÄ™ziony? 
MAKARY. 
Tu sÄ™k! - UwiÄ™ziony, a moĹĽe i co wiÄ™cĂ©j, podĹ‚ug woli i humoru ich 
mość  
paĹ„ rzÄ…dzÄ…cych. 
DORāBA.  
Cóż Kasia na to ? 
MAKARY.  
Wielce ubolewa, ale ulegać musi. 
DORāBA.  
WidziaĹ‚eĹ› jÄ… wiÄ™c? mĂłwiĹ‚eĹ› z niÄ…? 
MAKARY.  
WidziaĹ‚em i mĂłwiĹ‚em. 
DORāBA.  
Ładna? 
MAKARY.  

background image

Otóż macie! czas o tĂ©m myĹ›léć. 
DORāBA.  
Cóż kazaĹ‚a powiedzieć? 
 
 
-  115  - 
 
MAKARY. 
To com powiedziaĹ‚. Niech siÄ™ mĂłj JaĹ› tu nie pokazuje. 
DORāBA.  
MĂłj, mĂłj, JaĹ›,,? tak mĂłwiĹ‚a? 
MAKARY.  
A biedaĹĽ mi! mĂłj  czy nie mĂłj, potĂ©m  o tĂ©m. 
DORāBA.  
Cóż  wiÄ™cej? 
MAKARY. 
MĂłwiĹ‚a, abyĹ› jÄ… waszmość czekaĹ‚ wieczorem, w dÄ™binie, przy 
kamieniu. 
DORāBA. 
Ja mam wieczora czekać? - bać siÄ™ pokazać? kryć siÄ™, jak zĹ‚oczyĹ„ca? 
nie, tu  
zostanÄ™. 
MAKARY.  
I ja tak mĂłwiÄ™. 
DORāBA.  
Otwarcie dziaĹ‚ać bÄ™dÄ™. 
MAKARY.  
Najlepiej. 
DORāBA.  
Nieczego siÄ™ nie bojÄ™. 
MAKARY.  
I ja takĹĽe. 
DORāBA.  
Ale jak nas napadnÄ…? 
MAKARY.  
A znienacka. 
H  2 
- 116 - 
 
DORāBA. 

 

W wielkiĂ©j liczbie. 

 

 

MAKARY.  
A obskoczÄ…. 

 

DORāBA. 

 

Szabli nie dobÄ™dÄ™ za nic w Ĺ›wiecie przeciw kobiĂ©tom. 

 

MAKARY.  
Wieczna plama.   

 

DORāBA.  
WiÄ™c nas schwycÄ….  
MAKARY.  
Być moĹĽe. 

 

DORāBA. 

 

 

Uwiężą. 

 

MAKARY.  
Tu sÄ™k. 

 

 

DORāBA.  
I z Kasia nie bÄ™dÄ™ mĂłgĹ‚ siÄ™ widzieć. 
MAKARY.  
Ĺşle! 
DORāBA. 
Cóż tu robić? 

background image

MAKARY. 
Hm! co robić? 
DORāBA.  
Ukryjmy siÄ™. 
MAKARY.  
Dobrze. 
DORāBA.  
Ukryci przypatrzymy siÄ™ sami w jakim stanie 
 
 
- 117 - 
 
sÄ… rzeczy, a potem rozwaĹĽymy i podĹ‚ug okolicznoĹ›ci dziaĹ‚ać bÄ™dziemy. 
MAKARY.  
I ja tak mĂłwiÄ™. 
DORāBA. 
Stary Tobiasz wprawdzie byĹ‚ zawsze niestaĹ‚ego charakteru, sĹ‚abej woli, 
zbytniej  
podlegĹ‚oĹ›ci, 
MAKARY.  
CielÄ™, cielÄ™ moĹ›ci towarzyszu, krĂłtko mĂłwiÄ…c. 
DORāBA.  
Ale przytĂ©m miaĹ‚ rozsÄ…dek. 
MAKARY.  
PoczÄ™stowaĹ‚ jednak waszmoĹ›ci szarÄ… gÄ™siÄ…. 
DORāBA.  
Prawda, ĹĽe mi KasiÄ™ odmĂłwiĹ‚, ale mĂłwiÄ…c miÄ™dzy nami, wtedy byĹ‚a  
trochÄ™ za mĹ‚oda, a ja trochÄ™ za rozpustny. 
MAKARY.  
Tu sÄ™k. 
DORāBA.  
Teraz inaczĂ©j. 
MAKARY. 
Jeszcze gorzĂ©j. 
DORāBA. 
Jakto gorzĂ©j? 
MAKARY.  
Tobiasz rozsÄ…dny czy nierozsÄ…dny, jest niczĂ©m, a ĹĽona wszystkiĂ©m. 
Ĺ»ona  
dzierĹĽy urzÄ…d i jego czuprynÄ™ - rzÄ…dzi miastem i mężem. 
DORāBA.  
AleĹĽ mężom to siÄ™ podobać nie moĹĽe. 
 
- 118 - 
 
MAKARY. 
Tego nie wiĂ©m, ale zapewne, niĂ© ma im siÄ™ co podobać. 
DORāBA.  
MoĹĽe da siÄ™ wszystko Ĺ‚atwo w dawne karby wrĂłcić. 
MAKARY.  
W dawne karby? bardzo wÄ…tpiÄ™. - Co siÄ™ raz zmieniĹ‚o, trudno, aby znowu, 
czĂ©m  
byĹ‚o, zostaĹ‚o. Wykop dół, a potem zasyp go taĹĽ samÄ… ziemiÄ…, to 
zawsze  
braknie, albo zbÄ™dzie. 
DORāBA.  
Ciszej - ktoĹ› nadchodzi - skryjmy siÄ™ w sadzie, z tamtÄ…d rozpoznamy 
obroty  
nieprzyjaciela. 
MAKARY.  

background image

Hej, hej! ĹĽeby Makary byĹ‚ mĹ‚odszy, a miaĹ‚ z dziesiÄ™ciu sobie 
podobnych,  
niekryĹ‚by siÄ™ po sadach przed goĹ‚owÄ…sÄ… armijÄ…. - Ale juĹĽ Ĺ‚eb siÄ™  
wyleniĹ‚ - wÄ…s siwy, etcet. - deces! 
DORāBA.  
(wracajÄ…c ode drzwi) 
TÄ™dy nie moĹĽna, duĹĽo ludzi.  
MAKARY. 
KtĂłrÄ™dyĹĽ ? 
DORāBA.  
Przez ogrĂłd. 
SCENA. TRZECIA. 
JJORāBA, KASIA, MAKARY.  
KASIA.  
Co widzÄ™! jeszczeĹ› nie poszedĹ‚? - Ach Jan! Janie, Jasiu, ty tu? 
 
 
- 119 - 
 
DORāBA.  
Kochana Kasiu! 
KASIA. 
Jasiu kochany! 
DORāBA.  
PrzecieĹĽ ciÄ™ znowu oglÄ…dam. 
KASIA. 
Sama nie wierzÄ™ mojemu szczęściu. 
DORāBA.  
Tak dawno ciÄ™ niewidziaĹ‚em. 
KASIA.  
Któżto wiĂ© lepiĂ©j nade mnie.  
MAKARY. 
A sÄ™k! - DalĂ©j w drogÄ™ moĹ›ci towarzyszu. 
DORāBA.  
Kochasz miÄ™ zawsze? 
KASIA. 
Zawsze i na zawsze. 
MAKARY. 
MoĹ›ci towarzyszu.... 
DORāBA.  
WspominaĹ‚aĹ› miÄ™ czasem? 
KASIA.  
I chwili nie zapominaĹ‚am. Ach nieraz juĹĽ i Ĺ›mierć twoje opĹ‚akiwaĹ‚am, 
biĂ©dny  
Jasiu. 
DORāBA.  
MijaĹ‚a miÄ™ Ĺ‚askawie. 
KASIA. 
Bogu dziÄ™ki.   
-  120  - 
 
MAKARY. 
O Ĺşle! 
DORāBA.  
JakĹĽeĹ› mi wyĹ‚adniaĹ‚a. 
KASIA.  
Jak tobie dobrze w tym stroju. 
MAKARY.  
MoĹ›ci towarzyszu .... 
DORāBA. Nie mogÄ™ rozstać siÄ™ z tobÄ…. 
KASIA.  

background image

Trzeba koniecznie, cboć nie na dĹ‚ugo. 
DORāBA.  
MuszÄ™ wiÄ™c odejść. 
KASIA.  
Ĺ»eby ciÄ™ tylko kto nie postrzegĹ‚. 
DORāBA.  
WszÄ™dzie peĹ‚no ludzi. 
KASIA.  
Ach jak ciÄ™ zobaczÄ…, to juĹĽ po nas. 
DORāBA.  
Skryj miÄ™. 
KASIA. 
Zapewne, lepiejby byĹ‚o, ale gdzie? 
MAKARY.  
Tu sÄ™k. 
KASIA.  
Ha! czekaj , dobrze,  w tej  izdebce,  gdzie akta miejskie zĹ‚oĹĽone, 
rzadko teraz kto bywa. 
 
 
-  121  - 
 
DORāBA.  
ChodĹşmy. 
MAKARY. 
Ej, to mi siÄ™ nie podoba. - W otwartem polu zawsze lepiej - tam nas mogÄ… 
gĹ‚odem  
wziąć. 
DORāBA.  
O tĂ©m Kasia myĹ›leć bÄ™dzie moĹĽe. 
MAKARY.  
Ale to nie moĹĽe, bo mnie  siÄ™ jeść chce; moĹĽe, piÄ™kna potrawa! 
KASIA.  
BÄ…dĹş cierpliwy, nie zapomnÄ™. 
MAKARY  (wchodzÄ…c na schodki za DorÄ™bÄ….) 
Aby co, aby co, byle przetrÄ…cić - z parÄ™ kieĹ‚bas i sztukÄ™ pieczeni. - 
Aby co, aby  
co panno Katarzyno i popĹ‚ukać czĂ©m. 
KASIA.  
Dobrze, dobrze. 
DORāBA.  
Do zobaczenia luba, kochana Kasiu. 
KASIA.  
W krĂłtce, w krĂłtce kochany Janie. 
MAKARY.  
Tylko prowiantĂłw, - tylko prowiantĂłw do fortecy, a reszta siÄ™ znajdzie 
(wchodzÄ…c)  
jeszczem  naczczo, BĂłg mi Ĺ›wiadkiem!   (rozchodzÄ… siÄ™) 
- 122 - 
 
SCENA CZWARTA. 
TOBIASZ (później) KASPER (potĂ©m) BŁAĹ»EJ. 
(MężczyĹşni wszyscy w tĂ©j sztuce ubrani jak zwykle z miejska tylko w 
spodnicach i fartuszkach - kobiĂ©ty rĂłwnieĹĽ prĂłcz szarawarĂłw i czapek, 
po swojemu.) 
TOBIASZ (koszyk na rÄ™ku, wychodzi rachujÄ…c pieniÄ…dze.) 
Trzy grosze, sześć, dwanaĹ›cie, oĹ›mnaĹ›cie, dziewiÄ™tnaĹ›cie, 
dwadzieĹ›cia. - Czy  
jĂ©jmość oszalaĹ‚a!za 20 groszy kazać mi tyle nakupić A "ĹĽeby mi 
wszystko dobre  

background image

byĹ‚o, bo mi siÄ™ nie pokazuj!" - DwadzieĹ›cia groszy! trudno bÄ™dzie co 
urwać na  
tabaczkÄ™. - Oj!czasy, czasy! 
KASPER (z podobnĂ©m koszykiem, mĂłwi szepleniÄ…c.)  
DzieĹ„ dobly, blacisku TobiaĹ›u. 
TOBIASZ.  
Dobry dzieĹ„, bracie Kasprze. 
KASPER.  
Jak siÄ™ macie? 
TOBIASZ.  
Jak widzicie, do gĂłry nogami. 
KASPER.  
Cóż lobić, cóź lobić, tĹşeba nawykać do Ĺ›podnicki. 
TOBIASZ. 
Ĺ»ebym siÄ™ byĹ‚ nie ĹĽeniĹ‚ raz drugi! 
KASPER.  
A ja laz piĂ©lwszy! 
TOBIASZ.  
Oj czaszy, czaszy! 
 
 
- 123 - 
 
KASPER.  
Oj ĹĽonki! ĹĽonki! 
BŁAĹ»EJ.  
Daj wam BoĹĽe dobry dzieĹ„, panowie sÄ…siedzi. 
TOBIASZ.  
Wzajemnie, wzajemnie panie BĹ‚aĹĽeju. 
KASPER.  
Jak siÄ™ macie ? 
BŁAĹ»EJ.  
Ĺąle mam siÄ™ - w uszach szumi. 
KASPER. 
KalaĹ‚ moĹ›ci BĹ‚aĹĽeju! 
BŁAĹ»EJ.  
Z rÄ™ki mojej ĹĽony. 
TOBIASZ (z westchnieniem) 
PanujÄ…ca choroba. 
BŁAĹ»EJ. 
JuĹĽ dosyć ja wymyĹ›laĹ‚em, dosyć zrzÄ™dziĹ‚em, kiedym byĹ‚ panem w domu, 
alem  
siÄ™ i nie umyĹ‚ do mojej Agaty. - Wczoraj juĹĽ kogut zapiaĹ‚, jeszcze jĂ©j 
nie byĹ‚o. -  
Ja czekam, czekam, czekam, czekam, co dmuchnÄ™ na ogieĹ„ to drzymnÄ™, co  
dmuchnÄ™ to chrapnÄ™, aĹĽ tu jak miÄ™ coĹ› dmuchnie po czuprynie! - "Dalej  
leniuchu! wieczerza!" zerwaĹ‚em siÄ™, jak gdybym, nigdy nie spaĹ‚ - ĹĽwawo, 
prÄ™dko  
daĹ‚em wieczerzÄ™, Ale: to zĹ‚e, to twarde, to sĹ‚one, to przydymione, a na 
mnie zawsze:  
czego spisz! A ja niech miÄ™ BĂłg skarĹĽÄ™, anim. mrugnÄ…Ĺ‚, 
KASPER.  
JĂ©j mość zapewnie.... (pokazuje, ĹĽe napita.) 
TOBIASZ.  
ByĹ‚a w dobrym humorze. 
 
- 124  - 
 
BŁAĹ»EJ.  
Kat tam w dobrym, 
TOBIASZ.  

background image

Ale ja mowie  w dobrym, jako my dawniej bywali, wracajÄ…c do domu. 
KASPER.  
Pod doblÄ… data. 
BŁAĹ»EJ.  
A, tak, tak, 
TOBIASZ.  
Oj czasy, czasy! czĹ‚owiek teraz i o dacie nie wie.  
BŁAĹ»EJ. 
DawniĂ©j!  (z westchnieniem.) 
TOBIASZ.  
Hej! hej! 
KASPER. 
Mnie z pźędĹşeniem najwiÄ™kĹ›e zmaltwienie. Juz ćo siÄ™ naplaćujÄ™, na  
dlęćę, namoldujÄ™, zawśę pĹşedza nie-lĂłwna - nigdy, nigdy ĹĽonce  
dogodzić nie mogÄ™. 
BŁAĹ»EJ.  
JuĹĽto i dawniĂ©j tak bywaĹ‚o. 
KASPER. 
W pźędzeniu, w pźędzeniu najbaldziej. - NieĹşaltujÄ™, jakiem Kaspel. - 
Ledwie  
zaklÄ™cÄ™ wĹşeeionko, ĹşalaĹş nitecke ulwe, iah ulwe, muĹ›e wiÄ…zać, iafe  
ĹşwiaĹşe, guzy. 
BŁAĹ»EJ.  
Na czole waszecinem. 
TOBIASZ (czÄ™stujÄ…c tabaczkÄ…)  
Oj czasy, czasy! 
 
 
-  125  - 
 
KASPER. 
I mĂłwiÄ™ ĹĽe nie mogÄ™ - dalibĂłg nie mogÄ™ - nic nie pomoĹĽe. -  
LĂłb! - nie umiem - lub - niebÄ™dÄ™ - pac, pac - muĹ›e lobić. 
TOBIASZ. 
Mnie zaĹ› ta poĹ„czoszka ze Ĺ›wiata spÄ™dzi, drĂłty Ĺ‚amiÄ™, oczka 
spuszczam, a jak  
przyjdzie na pietÄ™ - ani rusz. 
KASPER. 
A z plniem, to żółto, to niebiesko! 
BŁAĹ»EJ.  
A z kuchniÄ…, piekĹ‚o prawdziwe. 
TOBIASZ.  
A z dziećmi, co noc wstawaj,  noĹ›,  Ĺ›piewaj, koĹ‚ysz. 
BŁAĹ»EJ.  
Ja wam szczĂ©rze mĂłwiÄ™, ĹĽe to nie sÄ… ĹĽarty, trzeba pomyĹ›léć o 
sobie. 
TOBIASZ.  
Co tu myĹ›léć pomoĹĽe. 
BŁAĹ»EJ.  
PiĂ©rwej myĹ›léć, potĂ©m dziaĹ‚ać. 
KASPER.  
Co waĹ›eć mĂłwiĹ›? aj stĹ‚ach, ĹĽeby ktĂłla uslysala! 
TOBIASZ. 
Dajmy temu pokĂłj. 
BŁAĹ»EJ.  
Tak, bĂłjcie siÄ™, bĂłjcie, bÄ™dziecie tego ĹĽaĹ‚ować. 
TOBIASZ.  
Pst! Grzegotka. 
¦?~"? TiirflM ?? hit iii nam*.....iiiilSii-riirrrr- 
—    126   — 
? ? A Z EJ. Plotl<a miejska. 

background image

KASPER. 
Plimus ministel mojej zonki. 
SCENA PIATA. 
TOBIASZ, KASPEK, BLAZEJ, GRZEGOTKA. 
G R Z E G O T ? A   (predko mĂłwi,) Klaniam panowie sasiedzi. Jak  sie 
macie? cĂłz  
porabiacie ? — CĂłz tu slychac ? gdziez sa ichmoscie wasze? zadnej 
spotkac nie moge? no,  
cĂłz tam nowego? 
TOBIASZ.        ,  , 
Wszystko stare. 
GRZEGOTKA. 
Ha, ha, ha, stare, stare, nic wiecej nie wiecie? nicescie nie uslyszeli? 
— A ja wiem, wiem  
wiele nowego—¦ rzadkie nowiny — jeno com sie dowiedzial, 
? A S P E Ii. CĂłz takiego mosci Gzegotka? jaka anejdotka? 
G R Z E G O T ? A  (da Tpbiasia.) Ale gdziez jest wasza Urszula, nasz 
burmistrz szanowny?  
jej chcialbym najpredzej udzielic tych wiadomosci.    Boje  sie, aby mie 
kto nie uprzedzil. 
T ? ? IA S Z. Wyjechala z chartami na polowanie. 
KASPER. Ale cĂłz tam nowego ? jestem tlosecke ciekawy. ' 
G li Z E G O T ? A, 
Slychac,  ze  przyklad   naszego   miasteczka  wiele skutkuje. 
T ? ? I A 5 Z. 
Tern gorzej I 
GRZE GO TKA. Jakto, tern gorzej ? 
TOBIAS Z. Tern lepiej, chcialem powiedziec- 
GRZEGOTKA. MĂłwia nawet, ze i  w Sandomierzu o tern myslec zaczynaja — 
nic  ma    
wiec   zadnego   watpienia ,   ze w krotce i KrakĂłw, a z czasem nawet  
sama  Warszawa,  
nasladowac nas bedzie. 
? A SPER. 
Plose, plose, Moby sie spodziewal; to jednak ho-nol dla nasego  miastecka, 
dalibĂłg wielbi  
honol! — 
GKZEGOTKA. 
Przebakuja takze, ze i pan wojewoda Sandomierski zaczyna chodzic w 
spĂłdnicy. 
T ? ?IA S Z. Bogu dzieki ?—Kiedy wielcy panowie z nami, to nasza czynnosc  
przestaje byc  
glupia. 
? Ł A Z E J (do GnegotldJ Ale czegĂłz sie waszec tak wielce ? tego 
cieszysz? 
GRZEGOTKA. Czemuz sie nie mam cieszyc ? albo mi tak zle ? — Nie mamze 
rozumu na  
poznanie niezmiernych korzysci, wynikajacych z nowego naszego polozenia? W 
tym stroju,  
moge gadac, co mi sie podoba, i wiele mi sie podoba, nikt mi i slowa nie 
powie. Moge  
dowiadywac sie-, co, gdzie,   kiedy ,  jak robia   — i  co  sie   
dowiem- 128 - 
 
zaraz potworzyć, nikt siÄ™ nie zadziwi. Nie potrzebujÄ™ udawać odwagi, 
ktĂłrĂ©j  
niĂ© mam; mogÄ™ bać siÄ™, drzéć, truchleć, nawet zemdleć..... nikt mi 
za zĹ‚e  
nie weĹşmie. Proszęć wiÄ™c waszeciĂłw, niĂ© mam przyczyny cieszenia siÄ™  
poĹ‚oĹĽenia naszego   
TOBIASZ (na stronie.) 

background image

Niecnota. 
BŁAĹ»EJ. 
Dla tego to waszeć u naszych ĹĽon w takiĂ©m powaĹĽaniu.             
GRZEGOTKA. (do  
BĹ‚aĹĽeja ironicznie.) 
A jak siÄ™ ma ucho?          
BŁAĹ»EJ. 
JuĹĽto wiĂ©cie?   
GRZEGOTKA. (do Kaspra.) 
PrzÄ™dza droĹĽeje.              
KASPER. 
Oby siÄ™ byĹ‚a nigdy nie lodziĹ‚a! oby jĂ©j na Ĺ›wiecie nie byĹ‚o!... Ale 
nie powielajcie  
mojĂ©j BalbaĹşe Ĺşe ja tak myĹ›lÄ™, plośę was, nie powiadajcie.    
GEZEGOTKA (biorÄ…c na stronÄ™ Tobiasza.)  
Jak siÄ™, tam Kasia miewa? 
TOBIASZ.  
Nie Ĺşle.  
GRZEGOTKA.  
O mnie nie wspomina? 
TOBIASZ. 
WÄ…tpiÄ™,          
GRZEGOTKA.  
CoĹ› mnie zimno przyjmujecie.  
 
 
- 129 - 
 
TOBIASZ.  
NiegorÄ…co.   
GRZEGOTKA. 
Wszak wasze znasz moje zamysĹ‚y. 
TOBIASZ.  
ChciaĹ‚bym zapomniéć.  
GRZEGOTKA. 
Nie sprzyjacie mi jak uwaĹĽam. 
TOBIASZ.  
ZĹ‚e, uwaĹĽać nie umiĂ©cie. 
GRZEGOTKA. 
Jejmość - myĹ›li inaczĂ©j. 
TOBIASZ.  
InaczĂ©j? 
GRZEGOTKA. 
Nic niĂ© ma przeciw mojĂ©j osobie.        
TOBIASZ. 
AlboĹĽ ja mam? 
GRZEG0TKA.  
Grzecznie miÄ™ przyjmuje.  
TOBIASZ. 
AlboĹĽ ja niegrzeczny. 
GRZEGOTKA. 
OdĹ‚oĹĽyĹ‚a na czas późniejszy. 
TOBIASZ. 
Potem o tĂ©m moĹ›ci Grzegotka, jeszcze dość czasu mamy.            
GRZEGOTKA.  
Jeszcze jednÄ™ nowinkÄ™ waszeciom udzielÄ™.  

- 130 - 
 
KAPER. 
Kochany GĹşegotka, ja lubiÄ™ nowinki. 

background image

GRZEGOTKA.  
SĹ‚ychać, ĹĽe u nas wÄ…sy bÄ™dÄ… skasowane. 
TOBIASZ.  
Tam do diaska! 
BŁAĹ»EJ.  
Aj! aj! 
KAPER. 
A fe! 
GRZEGOTKA. 
Bo w dawnych statutach ma być wyraĹşnie. Quce maribus solum tribuuntur 
mascula sunt  
co znaczy: WĹ‚adza przy wÄ…sach.- No bÄ…dĹşcie zdrowi, niĂ© mam czasu, 
pĂłjdÄ™  
na przeciwko paĹ„ moich, niemaĹ‚o je pewnie ucieszÄ™. BÄ…dĹşcie zdrowi!     
(przechodzi.) 
SCENA SZĂ“STA. 
TOBIASZ, KASPER, BŁAĹ»EJ. 
TOBIASZ (podkrÄ™cajÄ…c wÄ…sa.) 
Na to nigdy nie zezwolÄ™. 
KASPEK (podobnieĹĽ.)  
I ja bÄ™dÄ™ ploĹ›ić ĹĽonki. 
TOBIASZ. 
Przecie powaga. 
KASPER.  
Psecie clowiek co pod nosem zobacy. 
BŁAĹ»EJ.  
Aj sÄ…siedzi, daliĹ›cie jabĹ‚ko, a o korzonek wam idzie. 
 
 
- 131 - 
 
TOBIASZ.  
Ktoby myĹ›laĹ‚, ĹĽe waszeć nie z naszych. 
BŁAĹ»EJ.  
Przy powodzi strach i Ĺ‚odzi. 
KASPEK.  
JuĹşto sÄ…siad BĹ‚aĹĽej, zawse Ĺşaltobliwy, Ĺşawse ma jakieĹ› dyktelyjki na 
pogotowiu.  
(Ĺ›mieje siÄ™.) JuĹş ta to mĂłwiÄ™...(nagle przestaje mĂłwić zahaczywszy 
ĹĽonÄ™) 
SCENA SIĂ“DMA. 
CiĹĽ sami. URSZULA, BARBARA, AGATA. 
(harapy w rÄ™ku.) 
URSZULA. 
Otóż i patrzcie tylko. - Jak gawrony. 
BARBARA. 
CaĹ‚y dzieĹ„by to trzepaĹ‚o, gÄ™ba im siÄ™ nie zamknie. 
AGATA (do BĹ‚aĹĽeja.) 
I ty tu, mĂłj koĹ‚owrotku ? 
URSZULA.  
Nie maszto innego zatrudnienia jak plotek słucha�
TOBIASZ.  
AleĹĽ serdeĹ„ko, tylko coĹ›my stanÄ™li. 
KASPER (do Barbary.) 
Plośę ciÄ™ moja seldećna Ĺşonecko. 
BARBARA. 
Na targ mi zaraz. 
I 2 
- 132 - 
 
KASPER.  

background image

JuĹşem pobiegĹ‚. 
(odchodzi.)  
URSZULA (do Tobiasza.) 
No, coĹĽ? 
TOBIASZ.  
UspokĂłj siÄ™, wszystko bÄ™dzie. 
AGATA (do BĹ‚aĹĽeja.)  
Po coĹ› tu przyszedĹ‚? 
BŁAĹ»EJ.  
ChciaĹ‚em rady zasiÄ™gnąć.... 
URSZULA.  
Patrzcie, jacy do rady! rĂłbcie, co wam kaĹĽÄ…, to wasza rada. 
AGATA (do BĹ‚aĹĽeja.) 
WynoĹ› siÄ™! 
URSZULA (do Tobiasza.)  
Jeszcze stoisz? 
(Tobiasz i BĹ‚aĹĽej wychodzÄ….) 
SCENA Ă“SMA. 
URSZULA, BARBARA, AGATA, GRZEGOTKA. 
URSZULA.  
Lubo w sercach naszych Ĺ‚askawość i dobroć panuje; lubo Ĺ‚agodność, ze 
tak  
rzekÄ™, jest... ĹĽe tak powiem, nam wrodzonÄ…; lubo, mĂłwiÄ™, jednak  
przedsiÄ™wziÄ™cie roztropne głębokiĂ©j roztropnoĹ›ci, kaĹĽe nam i 
rozkazuje, jak  
najkrĂłciej trzymać naszych, tak nazwanych mężów. 
 
 
- 133 -  
 
BARBARA.  
Tylko im trochÄ™ pofolgować, a juĹĽ po wszystkiĂ©m; w jednej godzinie, 
wszystko  
wrĂłciĹ‚oby do dawnego nieĹ‚adu. 
AGATA. 
NiĂ© ma ĹĽadnego wÄ…tpienia, cnota mężów od nas zawisĹ‚a. 
URSZULA.  
Dobrze wiedzeni, dobrze pĂłjdÄ…. 
BARBARA. 
Ich zĹ‚e dotÄ…d postÄ™powanie wynikaĹ‚o, to trzeba wyznać, z naszego 
niedbalstwa. 
AGATA. 
Ze zbytecznego pobĹ‚aĹĽania, powiĂ©dz sÄ…siadko. 
URSZULA. 
Bogu dziÄ™ki! wszystko pomyĹ›lnym i dobrym obrĂłciĹ‚o siÄ™ obrotem - 
Czwarty juĹĽ  
tydzieĹ„, Osiek mÄ…droĹ›ciÄ…, rzÄ…dzony, doznaje niezaprzeczonych, ĹĽe tak 
siÄ™  
wyraĹĽÄ™, korzyĹ›ci. - Prawda moĹ›ci Grzegotka? 
GRZEGOTKA.  
TrzebaĹĽ mego potwierdzenia? - Za maĹ‚e mam oczy, bym siÄ™ mĂłgĹ‚ dość  
napatrzyć - za maĹ‚e uszy, by pojąć wszystko - za maĹ‚y jeĹĽyk, by 
gĹ‚osiĹ‚  
przyzwoicie sĹ‚awÄ™ wasze, roztropność, powagÄ™, zgodÄ™ i potÄ™gÄ™. 
URSZULA, BARBARA, AGATA.  
Kochany Grzegotka! 
GRZEGOTKA.  
SĹ‚uga wasz do Ĺ›mierci. 
URSZULA.  
Nowinki twoje tysiÄ…ca warte. 
- 134 - 

background image

 
BARBARA.  
I projekta niezĹ‚e. 
URSZULA.  
Gdy mamy być innym miastom chwalebnym przykĹ‚adem, trzeba, abyĹ›my siÄ™ 
staraĹ‚y  
o najdoskonalszy stopieĹ„ doskonaĹ‚oĹ›ci; Agato twĂłj mÄ…ĹĽ jest uczony. 
AGATA.  
Jest, ale ja mu tego nieprzyznajÄ™, owszem przeciwnie myĹ›leć mu o tĂ©m 
kaĹĽÄ™. 
GRZEGOTKA.  
RoztropnoĹ›ci nie zrĂłwnana! 
URSZULA.  
A że on, mówiąc miedzy nami, jest najmędrszym w naszej stolicy, wasze栠
zostaĹ‚aĹ› nauczycielem tutejszej szkoĹ‚y. 
GRZEGOTKA.  
Bardzo sprawiedliwie. 
URSZULA.  
BÄ™dÄ…c dozorca nauk, ktĂłre majÄ… obejmować wsobie razem, sztukÄ™ 
czytania i  
sztukÄ™ pisania, jesteĹ›cie przez to samo naczelnikiem... naczelnikiem... 
GRZEGOTKA.  
OĹ›wiĂ©cenia. 
AGATA.  
Jakto? Ĺ›wiatĹ‚a? 
GRZEGOTKA.  
ĹšwiatĹ‚a rozumu. 
URSZULA.  
OĹ›wiĂ©cenia Ĺ›wiatĹ‚a rozumu.  
AGATA.  
RozumiĂ©m, do mnie wiec bÄ™dzie naléżyć,  
 
 
- 135 - 
 
mieć oko na pojÄ™tniejsze gĹ‚owy; i jeĹĽeliby siÄ™ ktĂłra 
wyszczegĂłlniaĹ‚a,  
przedstawić, zalecić.... 
URSZULA.  
Nic, nic z tego. Ĺ»adnego protegowania rozumu, ĹĽadnej pomocy 
rozwijajÄ…cemu siÄ™  
talentowi - to nie wasz urzÄ…d, to do was nie naleĹĽy. Niech czytajÄ…, 
piszÄ…, i dosyć  
- a oĹ›wiĂ©cenie zgromadzaj waszeć na siebie. 
GRZEGOTKA.  
Tak, o sobie pamiÄ™tać, to jest oĹ›wiĂ©ceniem, i tĂ©m moĹĽna siÄ™ 
najlepiej  
oĹ›wiĂ©cić, moĹĽna siÄ™ JaĹ›nie oĹ›wiĂ©cić. 
URSZULA.  
A później, majÄ…c tyle ĹĽakĂłw pod rÄ™kÄ…, bÄ™dziesz waszeć mogĹ‚a,  
wydawać jakie pisemko. 
GRZEGOTKA.  
Gdzieby byĹ‚y nowinki. 
URSZULA.  
Wybornie.  
GRZEGOTKA.  
Uwagi. 
BARBARA. 
NaddczĂ©m? 
GRZEGOTKA.  
Nad tĂ©m, czego nie rozumiĂ©my. - Krytyki. 

background image

AGATA.  
Co to krytyki? 
GRZEGOTKA. 
Gatunek klĂ©szczĂłw czepiajÄ…cych siÄ™ wszystkiego co nad niĂ©mi. 
- 136 - 
 
URSZULA.  
O tytule późniĂ©j pomyĹ›limy. Na tytuĹ‚ zawsze dosyć czasu. 
GRZEGOTKA.  
Oco Ĺ‚atwiĂ©j, jak o tytuĹ‚. 
BARBARA.  
A sami nie znajdziemy, to zapĹ‚aciwszy dostaniemy. 
GBZEGOTKA.  
Za pieniÄ…dze wszystko - mÄ…dra uwaga! 
URSZULA.  
BezpieczeĹ„stwo miasta waszeci na współ i siostrze Barbarze powierzam. 
Areszt w  
waszym domu, zatĂ©m klucze przy was bÄ™dÄ…. 
AGATA.  
Za wiele na mnie. 
URSZULA.  
TĂ©m wiÄ™ksza zasĹ‚uga. 
GRZEGOTKA.  
Jeszcze maĹ‚o na rozum waszecin. 
URSZULA.  
Dla honoru zaĹ› bÄ™dziesz z nami do sÄ…du zasiadać. 
BARBARA.  
Ach jeszczeĹ›my sprawy nie miaĹ‚y! - Ale prawda... tak jest... mam! mam! 
jakĹĽem mogĹ‚a  
zapomnić - jest sprawa .... 
URSZULA.  
Sprawa? 
BARBARA. 
I niemaĹ‚a. 
URSZULA.  
PrÄ™dzĂ©j z niÄ…, sÄ…dĹşmy. 
 
 
- 137 - 
 
AGATA.  
JakÄ…ĹĽ karÄ™ wybieramy? 
URSZULA.  
AleĹĽ wprzĂłd trzeba zobaczyć, kto jest winowajcÄ…. 
BARBARA.  
Macieja KopytkÄ™ oskarĹĽam. 
GRZEGOTKA.  
JuĹĽ wiĂ©m o co idzie. 
BARBARA.  
ByĹ‚ wczoraj na targu bez spĂłdnicy. 
AGATA.  
Co za Ĺ›miaĹ‚ość! 
URSZULA. 
Wojewoda moĹĽe chodzić w spĂłdnicy, a on siÄ™ wzbrania. 
GRZEGOTKA.  
I miaĹ‚ czapkÄ™, na moje oczy widziaĹ‚em. 
URSZULA.  
Do gÄ…siora z nim ! 
AGATA.  
Do gÄ…siora! 
BARBARA.  

background image

Do gÄ…siora! 
URSZULA. 
AleĹĽ on ma moje robotÄ™. 
AGATA.  
I mojÄ™, nawet na jutro koniecznie potrzebnÄ…. 
URSZULA.  
W caĹ‚ym Osieku jeden tylko kowal. 
- 138 - 
 
BARBARA.  
A dwĂłch Ĺ›lusarzy niepotrzebnie. 
URSZULA. 
DwĂłch? prawda - wiec bardzo dobrze - i taki piĂ©rwszy dekret wydajemy, 
"kowal  
przewiniĹ‚, ale, ĹĽe jest tylko jeden, a Ĺ›lusarzy dwĂłch, zatĂ©m na jego 
miesce, jeden  
Ĺ›lusarz uwiÄ™zionym bÄ™dzie." 
GRZEGOTKA. 
Wybornie! 
AGATA.  
Doskonale! 
URSZULA.  
Dalszy wyrok potĂ©m odbierze, jeĹĽeli nam czas pozwoli. TÄ™ sprawÄ™ zaĹ›, 
nasz  
pisarz, siostra Barbara, wciÄ…gnie do ksiÄ…g miĂ©jskich, aby na zawsze 
zostaĹ‚a na  
czele spraw w Osieku sÄ…dzonych. 
GRZEGOTKA.  
NajtrudniĂ©j zacząć, potĂ©m coraz Ĺ‚atwiĂ©j. 
URSZULA.  
Widzicie sÄ…siadki, baĹ‚yĹ›cie siÄ™ sÄ…dĂłw, otóż nietak rzecz trudna, 
jak siÄ™  
zdawaĹ‚a. 
BARBARA.  
W samĂ©j rzeczy, nigdym siÄ™ nie spodziewaĹ‚a, abym mogĹ‚a tak prÄ™dko 
nauczyć  
siÄ™ sÄ…downictwa. 
AGATA.  
Co nam siÄ™ sÄ…dem turbować - niech siÄ™ winowajca turbuje. 
GRZEGOTKA. 
RozsÄ…dna uwaga! 
URSZULA.  
Teraz po znoju obarczajÄ…cego urzÄ™du, myĹ›lÄ™ odpocząć. 
 
 
- 139 - 
 
BARBARA.  
I mnie siÄ™ na sen zbiĂ©ra.  
AGATA. 
Ja ochĹ‚odzÄ™ siÄ™ wprzĂłdy Ĺ›niadaniem. 
URSZULA. 
Do zobaczenia. (odchodzi.) 
AGATA. 
Do zobaczenia. ChodĹşmy Barbaro! 
(odchodzi.) 
SCENA DZIEWIÄ„TA. 
GRZEGOTKA. 
Nie ja piĂ©rwszy korzystam z nieĹ‚adu, nie ja ostatni bÄ™dÄ™ czĂ©msik, ĹĽe 
uwaĹĽam  

background image

z kÄ…d wiatr wieje. MÄ…dry, zawsze dobrze wyjdzie, ledwie z piasku bicza 
nie u-kreci,  
byle siÄ™ nie piÄ…Ĺ‚, tylko sunÄ…Ĺ‚. Plotka bawi, pochlebstwo gĹ‚aszcze, 
pilność  
strzeĹĽe, rozum bierze. Filip Grzegotka wiĂ© to dobrze. 
(odchodzi.) 
SCENA DZIESIÄ„TA. 
DORāBA, MAKARY (na schodach, późniĂ©j) KASIA.  
MAKARY.  
A cóż moĹ›ci towarzyszu, nie mĂłwiĹ‚em? 
DORāBA.  
Nie wiem, czy siÄ™ Ĺ›miać, czy gniĂ©wać. 
MAKARY.  
Jak jedno, tak drugie maĹ‚o pomoĹĽe. 
- 140 -  
 
DORāBA. 
Pst! 
KASIA (wchodzÄ…c ostroĹĽnie, koszyk i butelka w rÄ™ku.) 
Stryjaszka niĂ© ma, stryjenka spi.  
MAKARY. 
Ach panno Katarzyno! aniele stróżu, z koszykiem i butelkÄ…. 
DORāBA.  
Cicho! 
(Kasia przeglÄ…da - palec na ustach.) 
MAKARY.  
Ach prÄ™dzej zĹ‚ota panno Katarzyno! niĂ© ma nikogo, jeszczem w gÄ™bie nic 
niĂ©  
miaĹ‚. 
(chce zchodzić, Kasia siÄ™ zbliĹĽa, w tĂ©m Grzegotka wbiega.) 
SCENA JEDENASTA. 
CiĹĽ sami, GRZEGOTKA. 
(DorÄ™ba i Makary mĂłwiÄ… na stronie przez całą scenÄ™.) 
GRZEGOTKA.  
Na wiekim zapomniaĹ‚.... a! Kasia! kochana Kasia! 
MAKARY.  
BodajĹĽeĹ› pÄ™kĹ‚! 
GRZEGOTKA.  
Szczęśliwe spotkanie. 
KASIA (na stronie.)  
Dla Boga! co ja pocznÄ™. 
 
 
- 141 - 
 
GRZEGOTKA.  
GdzieĹĽto niesiesz te buteleczkÄ™? (odbiera.) 
MAKARY.  
Otóż macie! 
KASIA.  
Ja chciaĹ‚am... ja chciaĹ‚am....      
GRZEGOTKA (zaglÄ…dajÄ…c w koszyk.)  
I ĹĽywność! 
KASIA.  
WĹ‚aĹ›nie miaĹ‚am... miaĹ‚am...  
GRZEGOTKA.  
Dla kogoĹĽto? 
KASIA.  
To jest... dla kogo ? 
GRZEGOTKA.  
Dla kogóż trudzÄ… siÄ™ te rÄ…czki? (caĹ‚uje rrM-J 

background image

DORāBA.  
Makary! co on myĹ›li? 
MAKARY. 
CierpliwoĹ›ci trochÄ™ moĹ›ci towarzyszu. 
KASIA. 
UsĹ‚yszaĹ‚am gĹ‚os waszeci i myĹ›laĹ‚am, ĹĽeĹ› moĹĽe jeszcze nie Ĺ›niadaĹ‚. 
MAKARY. Masz teraz. 
DORāBA. 
CierpliwoĹ›ci trochÄ™ moĹ›ci Makary. 
GRZEGOTKA (odbierajÄ…c koszyk.) 
DziÄ™kujÄ™ ci gwiasdeczko moja; poznaĹ‚aĹ› mĂłj glos, jak gołębiczka 
turkotanie  
swojego wiernego gołąbka. 
- 142 - 
 
D0RāBA.  
Makary! niewytrzymam. 
MAKARY. 
Ciszej, moĹ›ci towarzyszu, 
GRZEGOTKA (stawiajÄ…c kosz.)  
Bryndza. 
MAKABY.  
Bryndza moĹ›ci towarzyszu.  
DORāBA.  
Cicho. 
GRZEGOTKA.  
Wyborna. 
MAKARY.  
Wyborna, wyborna moĹ›ci towarzyszu! 
DORāBA. 
BÄ…dźże cierpliwy. 
GRZEGOTKA.  
Ach gdyby do tego Ĺ›niadania jeszcze caĹ‚usek, ja tylko proszÄ™. 
KASIA.  
Daremnie. 
DORāBA. (biorÄ…c za kord.)  
Makary, ja go palnÄ™! 
MAKABY.  
BÄ…dĹş waszmość cierpliwy. 
GRZEGOTKA.  
I szynka. 
MAKARY (chwytajÄ…c za Kord.) 
Szynka! ech niewytrzymam. 
 
 
- 143 - 
 
DORāBA.  
Ani siÄ™ rusz! (Kasia zbliĹĽa siÄ™ i patrzy z wielkÄ… uwagÄ… przez okno.)  
GRZEGOTKA (jedzÄ…c przy stole.) 
NiedobrĂ©m okiem na mnie patrzysz Kasiuniu. - WiĂ©m ja co siÄ™ Ĺ›wiÄ™ci. 
Pan Jan  
DorÄ™ba jeszcze myĹ›li - pustak lepiĂ©j siÄ™ podobaĹ‚ - ale juĹĽ teraz 
pewnie, gdzieĹ›  
kozy pasie tatarom. 
DORāBA.  
Poczekaj! 
MAKARY.  
Ach szynka! 
GRZEGOTKA.  

background image

Cóżtam widzisz (po krĂłtkiĂ©m milczeniu) Cóż siÄ™ tak przypatrujesz? 
(po  
krĂłtkiĂ©m milczeniu) Cóż siÄ™ dzieje? 
KASIA. 
Nic, nic, (patrzy z uwagÄ….) 
GRZEGOTKA.  
Ale przecie? 
KASIA. 
Ach! ach! 
GRZEGOTKA (zrywajÄ…c siÄ™)  
Co? co? co idziesz? (wyglÄ…dajÄ…c) gdzie? co? kto? 
KASIA (odchodzÄ…c od okna.) 
Nic, nic. 
GRZEGOTKA (chodzÄ…c za niÄ….) 
Ale cóż siÄ™ staĹ‚o? proszÄ™ ciÄ™, powiĂ©dz, co siÄ™ staĹ‚o ? 
KASIA.  
Nic, nic. 
- 144 - 
 
GRZEGOTKA (biegajÄ…c od okna do Kasi.) 
Czy kto przyjechaĹ‚? czy siÄ™ biĹ‚? powiĂ©dz - padĹ‚ w wodÄ™? czy koĹ„mi  
roztratowany? KASIA.  
Nic, nic. 
GRZEGOTKA.  
Ale czegoĹĽ tak patrzaĹ‚aĹ›? 
KASIA.  
Tam na moĹ›cie.... 
GRZEGOTKA.  
Co, co na moĹ›cie? 
KASIA.  
KtoĹ›.... 
GRZEGOTKA. 
Cóż ktoĹ›?.. 
KASIA.  
Ja nie wiĂ©m.... 
GRZEGOTKA.  
Ale cóż widziaĹ‚aĹ›? 
KASIA.  
Za daleko.... 
GRZEGOTKA. 
Ale przecie?  
KASIA. 
Zdaje mi siÄ™..... 
GRZEGOTKA.  
Na moĹ›cie? na moĹ›cie? 
KASIA.  
Na moĹ›cie. 
 
 
- 145 - 
 
GRZEGOTKA.  
PrÄ™dzĂ©j sam zobaczÄ™, niĹĽ siÄ™ dowiĂ©m od ciebie. 
(wybiega.)  
KASIA. 
Biegaj, biegaj! wiele siÄ™ dowiĂ©sz. (Ĺ›mieje siÄ™.) Takto zwodzÄ….... nie 
powiĂ©m  
kogo. 
(DorÄ™ba i Makary wchodzÄ….) 
SCENA DWUNASTA. 
KASIA, DOREBA, MAKARY. 

background image

MAKARY.  
Do ataku moĹ›ci towarzyszu. 
KASIA. 
Co czynicie?  
MAKARY. 
ProszÄ™ zacząć, ja skoĹ„czÄ™. 
DOREBA. 
JĂ©dz, pij, daj mi pokĂłj. - Kasiu, co to znaczy ten Filip Grzegotka? 
KASIA.  
Co znaczy? 
DORāBA.  
On ciebie kocha. 
KASIA.  
Na moje nieszczęście. 
DORāBA.  
Ja mu kark skrÄ™cÄ™. 

 
- 146 - 
 
MAKARY. 
Fiat!  
KASIA.  
Niewielkaby szkoda byĹ‚a. 
DOBāBA. 
Cóż stryj na to? 
KASIA.  
Stryj go nie lubi, ale....  
DOBāBA.  
Ale? 
KASIA.  
Ale stryjenka.     
MAKARY.  
Tu sÄ™k! 
DOBāBA.  
Ta zawsze mi na zawadzie.  
KASIA. 
Z pewnoĹ›ciÄ… jeszcze nie wiĂ©m, ale zdaje mi siÄ™, ĹĽe siÄ™ z sobÄ… 
rozumiejÄ….  
On jĂ©j nieodstÄ™pny, zawsze nadskakuje, wszystkiemu potakuje, a pochlĂ©bia 
co  
sĹ‚owo; ona zato ĹĽadnĂ©j sposobnoĹ›ci nie opuĹ›ci sprowadzenia nas, sam na 
sam. 
DOBāBA.  
Krew mi siÄ™ burzy! ten hultaj oĹ›miela siÄ™ ciebie kochać. 
MAKARY.  
Wara mu! bo nos niepewny.  
KASIA. 
Nie lÄ™kaj siÄ™, wszystkie jego zabiegi daremne, bo nietylko kochać 
umiĂ©m, ale i  
utrzymać siÄ™ przy swojĂ©m potrafiÄ™. 
 
 
- 147 - 
 
DORāBA.  
Ale stryj, stryjanka. 
KASIA. 
Dam sobie radÄ™, spuść siÄ™ na mnie. I com ci przyrzekĹ‚a, powtarzam, 
bÄ™dÄ™  
twojÄ…, albo niczyjÄ…. 

background image

DORāBA. 
Kochana Kasiu 
KASIA. 
Prawdziwam Polka: niechcÄ™ innego męża, jak przy szabli. 
MAKARY. (jedzÄ…c.)  
Dobrze panno Katarzyno. 
DOBāBA.  
Trzeba jednak chwycić jakie przedsiÄ™wziÄ™cie. 
KASIA.  
Mnie siÄ™ zdaje, czekać jeszcze. 
DOBāBA.  
Stan teraĹşniejszy, rzeczy dĹ‚ugo trwać nie mole. Jednak, jeĹĽeli wszystko 
swojemu  
biegowi zostawimy, ja bÄ™dÄ™ musiaĹ‚ oddalić siÄ™ stad, a ty tysiÄ…c 
doznasz  
przykroĹ›ci od stryja, stryjanki, Grzegotki i całéj rzeczypospolitĂ©j. 
KASIA.  
Cóż robić? 
MAKARY (pijÄ…c.)  
Atakować. 
DORāBA.  
BÄ™dÄ™ mĂłwić z twoim stryjem. 
KASIA.  
On ci siÄ™ przestraszy. 
K 2 
 
- 148 - 
 
DORāBA.  
BÄ™dÄ™ siÄ™ staraĹ‚przez niego i innych pobudzić i dodać im odwagi do 
zrzucenia  
nowo przyjÄ™tego jarzma. 
KASIA.  
Trudno bÄ™dzie. 
DORāBA.  
ChciaĹ‚bym tylko znaleźć sposobność z nim mĂłwienia. 
KASIA.  
JĂ©no go nie widać. 
DORāBA.  
Tu go wiec na przesmyku czekać bÄ™dÄ™. 
KASIA.  
Nie trzeba jednak, aby nas razem zastaĹ‚. 
DORāBA.  
PoglÄ…daj tam Makary. 
MAKAKY.  
Zaraz idÄ™ (ku drzwiom z koszykiem i butelkÄ….) ale nie sam. 
DORāBA.  
SĹ‚yszaĹ‚emrozmowÄ™ stryjĂłw twoich z BĹ‚aĹĽejem; ich nieukontentowanie 
jest jawne. 
KASIA. 
Jak i bojaźń. 
DORāBA.  
Spodziéwam się jednak, że nie będzie mi trudno dawny przywróci栠
porzÄ…dek. 
KASIA.  
Co najgorzĂ©j, ĹĽe i dawniej stryjaszek byĹ‚ ci przeciwnym. 
DORāBA.  
Ona najbardziĂ©j.Ale inne czasy, inni i my. BÄ…dĹş 
 
 
 - 149 - 

background image

 
dobrĂ©j myĹ›li i stałéj woli, a szczęście nasze niezawodnie 
speĹ‚nionĂ©m  
zostanie. 
MAKARY.  
Idzie, idzie! 
DORāBA.  
MiĂ©j oko na stryjenkÄ™. 
KASIA.  
Spuść siÄ™ na mnie (odchodzi.) 
DORāBA. 
Ty Makary, usuĹ„ siÄ™ na stronÄ™, a jak wnijdzie, zostaĹ„ na czatach. 
MAKARY.  
RozumiĂ©m. 
DORāBA (do siebie.)  
Niewielem siÄ™ dorobiĹ‚ odwagÄ…, zobaczÄ™ co mi wymowa przyniesie; co 
lepiĂ©j w  
Ĺ›wiecie popĹ‚aca, jeĹĽyk czy szabla, teraz siÄ™ przekonam. 
SCENA TRZYNASTA. 
TOBIASZ, DORāBA, (Makaryw ciÄ…gu, scenypokazuje  
siÄ™ czasem we drzwiach.)  
TOBIASZ.  
Wszelki duch chwali pana Boga! 
DORāBA.  
Witam waszeci. 
TOBIASZ. 
Co ja widzÄ™! 
DORāBA.  
Dobrego przyjaciela. 
-  15O  - 
 
TOBIASZ. 
Pan DorÄ™ba. 
DORāBA.  
On sam.    
TOBIASZ  (oglÄ…dajÄ…c siÄ™.) 
Aj Ĺşle, biĂ©da bÄ™dzie. 
DORāBA. 
Jejmość spi. 
TOBIASZ.  
Spi pewnie ? 
DOBāBA.  
Tu jÄ… sĹ‚ychać. 
TOBIASZ.  
Cóż waszmość tu robisz? 
DOBāBA.  
Wracam do domu. 
TOBIASZ.  
Ale tu nie doĂł. 
DORāBA.  
ChciaĹ‚bym, ĹĽeby tu byĹ‚. 
TOBIASZ. 
Stara piosnka. 
DORāBA. 
Waszećmi nie bardzo sprzyjasz, panie burmistrzu. 
TOBIASZ.  
Jako na synowca, w cale nie. 
DORāBA.  
Kocham Kasie. 
 
 

background image

-  151  - 
 
TOBIASZ.  
Niepotrzebnie. 
DORāBA.  
Ona mi Ĺşle nie ĹĽyczy. 
TOBIASZ.  
TĂ©m gorzej! 
DORāBA.  
Jestem szlachcic. 
TOBIASZ.  
Herbu golec. 
DORāBA. 
JednaK wystÄ…piĹ‚em z szeregowcem na usĹ‚ugi RzeczypospolitĂ©j. 
TOBIASZ.  
Szeregowiec na tatary, na dziĂ©wczÄ™ta intrata. 
DORāBA. 
MĂłj ojciec ma wĹ‚asna czÄ…stkÄ™  w Ĺ›lacheckiej woli pod Sendomirzem. 
TOBIASZ. 
A waszmość czÄ…stkÄ™ tĂ©j czÄ…stki;  szkoda tylko, ĹĽe maĹ‚a czÄ…stka   
małéj  czÄ…stki rĂłwna siÄ™ nuli. 
DORāBA.  . 
Zacóż mnie, panie Tobiaszu, tak ostro przyjmujecie? 
TOBIASZ. 
Bobym chciaĹ‚,  ĹĽebyĹ›cie  sobie juĹĽ poszli;  zwĹ‚aszcza, ĹĽe moje myĹ›li 
dawno  
znacie. 
DORāBA.  
Kiedym otrzymaĹ‚ niepomyĹ›lnÄ…  waszÄ…  odpowiĂ©dĹş, byĹ‚em jeszcze 
mĹ‚okos. 
- 152 -  
 
TOBIASZ.  
Prawda.  
DORāBA.  
Trzpiot. 
TOBIASZ. 
Jakich maĹ‚o. Niestatek. 
DORāBA. 
Niestatek. 
TOBIASZ. 
Gdzie bĂłjka, hulanka, waszmość piĂ©rwszy, a zaraz do kordÄ…, do 
tychczasz jeszcze  
organista bez ucha chodzi. 
DORāBA. 
AleĹĽ teraz juz nie jestem Ăłw JaĹ› pedziwicher, sĹ‚uĹĽyĹ‚em mojemu 
krajowi, byĹ‚em  
towarzyszem pancernej chorÄ…gwi. Nikt Kii nie powie, ĹĽem próżniak nie 
uĹĽyty.  
BiĹ‚em siÄ™ jak dobry Polak, i Ĺ›miaĹ‚o sobie teraz wÄ…sa pokrÄ™cić mogÄ™. 
TOBIASZ. 
Hm!(przypatrzywszy siÄ™.) AleĹ› mi urĂłsĹ‚ i zmężniaĹ‚ panie Janie. - Ba! 
i krysa. 
DORāBA.  
DrapniÄ™cie. 
TOBIASZ.  
Ej, toĹĽ waszmość musiaĹ‚ gdzieĹ› niepomaĹ‚u macnąć tego kotka, co tak  
drapnÄ…Ĺ‚. 
DORāBA.  
NieĹşle, BĂłg pobĹ‚ogosĹ‚awiĹ‚ szabli mojĂ©j. 
TOBIASZ.  

background image

PowiĂ©sz mi jak siÄ™ to staĹ‚o.  
DORāBA.  
Z duszy, serca. Waszeć mnie zrozumiĂ©sz, byĹ‚eĹ› przecie pode Lwowem. 
 
 
- 155 - 
 
TOBIASZ.  
He pode Lwowem, ba, ba, ba! JakeĹ›my przyszli z JabĹ‚onowskim, wielkim 
Hetmanem  
koronnym, to byĹ‚o naco patrzeć. Jak to waszmość wiĂ©sz. 
DORāBA.  
Któżby o tĂ©m nie wiedziaĹ‚.   
TOBIASZ.  
Oj zalaliĹĽeĹ›my zalali w tedy Tatarom nietrochÄ™ gorÄ…cego sadĹ‚a za 
skĂłrÄ™! mĂłj  
mocny BoĹĽe! jak to drapaĹ‚o! a my tuĹĽ tuĹĽ za nimi - tuĹĽ tuĹĽ - Ej ! Ha! 
DORāBA (zatrzymujÄ…c go.)  
JĂ©j mość!.... 
TOBIASZ.  
JĂ©jmość? strach.... 
DORāBA (zatrzymujÄ…c go.) 
Ja tylko przestrzegam, aby nieusĹ‚yszaĹ‚a. 
TOBIASZ.  
Dobrze mĂłwicie. - Oj! Czasy! Czasy! 
DORāBA. 
I jakĹĽe? wojskowy wojskowemu odmĂłwi pomocy, nie chce go uszczęśliwić, 
kiedy  
to od niego zaleĹĽy? 
TOBIASZ.  
Ach serdeĹ„ko! niekoniecznie odemnie, trzeba siÄ™ i ĹĽony poradzić. 
DOKāBA.  
No, poradzić siÄ™ moĹĽna, ale na swojĂ©m utrzymać. 
TOBIASZ.  
Ach kiedyĹĽto trudno. 
DORāBA. 
Co tu trudnego? 
- 154 - 
 
TOBIASZ. 
Niezawszebo mnie sĹ‚ucha. 
DORāBA.  
Niezawsze? 
TOBIASZ.  
Ba nawet i nigdy. 
DORāBA.  
To siÄ™ jĂ©j nie pytać. 
TOBIASZ.  
Ale, jak ona siÄ™ spyta? 
DORāBA.  
To nie odpowiedzieć.   
TOBIASZ. 
A jak kaĹĽe? 
DORāBA. 
Nie sĹ‚uchać. 
TOBIASZ.  
Ach serdeĹ„ko! tu inaczĂ©j rzeczy idÄ…. 
DORāBA.  
A dobrze idÄ…? 
TOBIASZ.  
Pst, pst... bĂłj siÄ™ Boga czĹ‚owieku, zgubisz nas obudwĂłch. 

background image

DORāBA. 
MiÄ™dzy nami, po cichu, powiĂ©dz waszeć, dobrze tu siÄ™ dzieje? 
TOBIASZ.  
Diaska tam dobrze, tylko cicho, dla Boga cicho... 
DORāBA.  
Kiedy wiÄ™c Ĺşle, trzeba starać siÄ™ zĹ‚emu zaradzić. 
 
 
- 155 - 
 
TOBIASZ.  
Ale jak? jak? 
DORāBA.  
Jabym wiedziaĹ‚. 
TOBIASZ. 
Doprawdy? powiĂ©dzĹĽe mi do ucha, Ĺ›wiÄ™ty Antoni ci to stokrotnie 
nagrodzi. 
DORāBA. 
Ale pod warunkiem. 
TOBIASZ. 
NaprzykĹ‚ad? 
DORāBA. 
Ĺ»e mi KasiÄ™ dacie. 
TOBIASZ. 
No, wiĂ©sz co waszmość: jak nas od spodnie, kÄ…dziel, drutĂłw, wszystkich 
tych plag  
boskich uwolnisz, a ja znowu Burmistrzem bÄ™dÄ™, Kasia twoja.  
DORāBA. 
SĹ‚owo? 
TOBIASZ. 
Verbum. 
DORāBA. 
Teraz moĹĽesz waszeć oznajmić znaczniejszym mieszczanom, ĹĽe tu jestem w 
celu ich  
oswobodzenia. 
TOBIASZ. 
A jak mnie ktĂłry wyda? bÄ™dzieĹĽ mi bÄ™dzie! 
DORāBA.  
KaĹĽdy pewnie tego pragnie. 
- 156 - 
 
TOBIASZ.  
Jak ryba wody. 
DORāBA. 
O godzinie wiÄ™c, w ktĂłrĂ©j waszych ĹĽon w domu niĂ© ma, niech siÄ™ tu 
wszyscy  
zejdÄ…, przez ogrĂłd tajemnie. 
TOBIASZ. 
Niech i tak bÄ™dzie. 
DORāBA. 
Jak tu bÄ™dÄ…, ja przyjdÄ™. 
TOBIASZ.  
SkÄ…d? 
DORāBA.  
Z tĂ©j izdebki. 
TOBIASZ.  
Aj, dla Boga! nie, tam sama jmość bywa. 
DORāBA.  
Skryj mnie wiÄ™c gdzieindziĂ©j. 
TOBIASZ.  

background image

ZamknÄ™ waszmoĹ›ci w spiĹĽarni, tam jĂ©j noga nie-postanie, tam moje 
panowanie. 
DORāBA.  
Gdziekolwiek. 
TOBIASZ 
Jest tam i miodek. 
DORāBA. 
Miodek? 
 
 
- 157 - 
 
TOBIASZ (potakujÄ…c gĹ‚owÄ….) 
Ale, sza! (wchodzi przed DorÄ™bÄ… do tocznych drzwi, za 
ktĂłrym na znak tegoĹĽ, Makary.) 
MAKARY. 
GwaĹ‚tu, co siÄ™ dzieje!.. 
KONIEC AKTU PIERWSZEGO. 
- 158 - 
 
AKT II. 
SCENA PIERWSZA. 
TOBIASZ, KASPER. 
(SiedzÄ… przy przeciwnych stronach sceny. - Tobiasz w okularach robi 
poĹ„czochÄ… z  
wielkÄ… uwagÄ…; Kasper przedzie koĹ‚yszÄ…c dziecko i Ĺ›piĂ©wa.) 
KASPER. 
Lu lu, lu lu, luluniu. 
Lulaj , lulaj , Maciuniu. 
TOBIASZ.  
Aj! Aj! ratuj. 
KASPER.  
Cóź tam ? 
TOBIASZ.  
Oczko, oczko, oko... oko... zjĂ©dzĹĽe diaska! juĹĽem spuĹ›ciĹ‚.   
KASPER.  
Daj blaciĹ›lsu, ja ci naplawiÄ™. - Patźźe - o tak. 
TOBIASZ.  
A dalĂ©j? 
KASPER.  
Tab, widziĹ›.... oho!... 
TOBIASZ.  
Waśćbo porzesz u licha! 
KASPER.  
TloskÄ™ tylko.   
 
 
- 159 - 
 
TOBIASZ. 
Oddaj, oddaj; to mi do nauki! tfy! 
KASPER. 
Ta umiĂ©m. 
TOBIASZ.  
Nie umiĂ©sz. Ale dajmy teraz temu pokĂłj; o waĹĽniejszych rzeczach mam z 
tobÄ…  
pomĂłwić. 
KASPER. 
A wolnoĹş o nich mĂłwić? nie bÄ™dzie siÄ™ jmość gniĂ©wala? 
TOBIASZ. 
Co mi tam jĂ©jmość! 

background image

KASPER. 
Aj! 
TOBIASZ (oglÄ…da siÄ™ przestraszony.) 
Czegóż brzyczysz? 
KASPER. 
Nie tĹşeba blacisliu tak gadać. 
TOBIASZ. 
A ty tchĂłrz? 
KASPER. 
JuĹşto moja taka natula. 
TOBIASZ.  
Nie bĂłj siÄ™. 
KASPER.  
Ĺ»ebym tylko mĂłgĹ‚. 
TOBIASZ.  
Nic ci nie bÄ™dzie. 
KASPER.  
AleĹşboto moja Ĺşonka baldzo niegĹşecna. 
- 160 - 
 
TOBIASZ.  
PĂłty ich panowania. 
KASPEK.  
BlaciĹ›ku, dla Boga ćo ty mĂłwiĹ›?  
TOBIASZ.  
SĹ‚uchaj. - PrzyjechaĹ‚ tu pan DorÄ™ba. 
KASPER.  
Kto? DolÄ™ba? DolÄ™ba? ten DolÄ™becka? 
TOBIASZ.  
Ten sam. 
KASPER.  
Ten, co mnie byl z colenkiem wywlĂłcil i 
TOBIASZ.  
Ten sam. 
KASPER.  
Ćo to mnie byl laz -w nocy nastlasyl, Ĺşe mnie potem Ĺ‚ebla Ĺ›eść 
tygodni Ĺ›amotala  
TOBIASZ.  
Ten sam. 
KASPER. Ten Ĺ›alawila niegodziwy? 
TOBIASZ.  
ByĹ‚ towarzyszem pancernym. 
KASPER. 
Pancelnym? plośę ja kogo! pancelnym? 
TOBIASZ.  
Ĺ»wawy siÄ™ chĹ‚opak z niego zrobiĹ‚. 
KASPER.  
ĆegoĹş on tu chce ? 
 
 
- 161 - 
 
TOBIASZ.    
Chce nas oswobodzić. 
KASPER. 
BlaciĹ›ku, ja tluchlejÄ™. 
TOBIASZ. 
Nic niepomoĹĽe, trzeba dziaĹ‚ać. 
KASPER. 
BlaciĹ›ku, ja zemdlejÄ™. 
TOBIASZ. 

background image

Nic niepomoĹşe. IdĹş powiedz o tern BĹ‚aĹĽejowi. 
KASPER.  
BĹ‚aĹĽejowi? ja mam iść powiedzieć? ja? blaciĹ›ku ty mnie pchaĹ› miedzy 
mlot a  
kowadlo. 
TOBIASZ. 
Nic niepomoĹşe, gdzie drwa rÄ…biÄ… tam trzaski lecÄ…. 
KASPER. 
ByĹ‚em nie byl tĹşaĹ›kÄ…. 
TOBIASZ.  
Pode Lwowem nie tak byĹ‚o, a przeciem ĹĽywy. 
KASPER. 
Nadto jesteĹ› odwaĹĽny; tylko pomialkuj... 
TOBIASZ.  
Ani sĹ‚owa! (oglÄ…dajÄ…c siÄ™) tylko siÄ™ nie bĂłj; idĹş Ĺ›miaĹ‚o, powiĂ©dz 
mu o  
wszystkiĂ©m i z nim razem udajcie siÄ™ do znaczniejszych mieszczan, i 
zaproĹ›cie ich,  
aby zeszli siÄ™ tu do mnie. 
KASPER. 
Aj! aj! aj! 
TOBIASZ. 
Małą furtkÄ… przez ogrĂłd wejść mogÄ…. 

 
- 162 - 
 
KASPER. 
Aj! Aj! 
TOBIASZ.  
Nasze panie, pewnie swoim zwyczajem w krotce wyjdÄ… i nie wrĂłcÄ…, jak w 
nocy,  
mamy czas i sposobność. 
KASPER.  
Ty nie wiéś, jaka moja ĹĽonka zazdlosna o mnie. 
TOBIASZ. 
Nic niĂ© ma do rzeczy. 
KASPER. 
Wszystkim powiada, Ĺşe ja gĹ‚upi, aby odstlÄ™cyć. 
TOBIASZ. 
Co to szkodzi. 
KASPER.  
ĹąawĹ›e muśę być pzy niej na kaĹşdÄ™ zawoĹ‚anie, kiedy jest w domu; aby 
jej  
sĹ‚uĹĽyć.  
TOBIASZ.  
WĹ‚aĹ›nie teĹĽ jÄ… teraz niĂ© ma i potĂ©m nie bÄ™dzie. No idĹş, idĹş. 
KASPER.  
Blacisku ty mnie ĹşgubiĹ›. 
TOBIASZ.  
Nie zgubiÄ™, od przÄ™dzenia uwolniÄ™. 
KASPER.  
Ach toby dobĹşe bylol 
TOBIASZ.  
Idźże u diaska! 
KASPER.  
o juĹş pĂłjdÄ™. - Ale MaciuĹ› bÄ™dzie pĹ‚akaĹ‚ 
 
 
- 163 - 
 

background image

TOBIASZ. 
OdnieĹ› go i krzykniĂ©j tam na ktĂłrego z parobkĂłw niech go pokoĹ‚ysze. 
KASPER (bierze koĹ‚yskÄ™ i odchodzi.)  
Aj! Aj! BoĹĽe zmiĹ‚uj siÄ™ nad duśą mojÄ…! 
TOBIASZ (sam.)  
Ho! ho! moĹ›cia Urszulo! teraz inaczĂ©j gadać bÄ™dziemy; kroku, jednego 
kroku  
nieustÄ…pie. 
SCENA DRUGA. 
TOBIASZ, URSZULA (mĂłwi z wielkÄ… flegmÄ….) 
URSZULA.  
Zawsze z zaĹ‚oĹĽonĂ©mi rÄ™koma. 
TOBIASZ.  
DopiĂ©rom serdeĹ„ko robotÄ™ poĹ‚oĹĽyĹ‚, dalibĂłg dopiĂ©ro. 
URSZULA. 
SĹ‚uchaj i uwaĹĽaj co powiĂ©m. 
TOBIASZ. 
Obie uszy na twoje usĹ‚ugi. 
URSZULA. 
Kasia przyszĹ‚a juĹĽ do lat, gdzie o mężu myĹ›léć naleĹĽy. 
TOBIASZ.  
Tak, myĹ›léć naleĹĽy. 
URSZULA.  
JĂ©j rozsÄ…dek nie w jednym razie okazany, godzien wszelkich pochwaĹ‚. 
L 2 
- 164 - 
 
TOBIASZ. 
Tak, pochwaĹ‚. 
URSZULA.  
WidzÄ™, ze jest jut w stanie domem rzÄ…dzić i Je bÄ™dzie umiaĹ‚a utrzymać 
swego  
małżonka w przyzwoitych karbach wiernoĹ›ci, pilnoĹ›ci i nie ograniczonego  
posĹ‚uszeĹ„stwa. 
TOBIASZ.  
SĹ‚owo w sĹ‚owo i ja tak myĹ›lÄ™: bÄ™dzie w stanie domem rzÄ…dzić - nie ma  
wÄ…tpienia. I utrzyma w karbach-dobrze waszeć mĂłwisz. 
URSZULA.  
Trafia siÄ™ jĂ©j czĹ‚owiek, znakomitych przymiotĂłw, głębokich 
zdolnoĹ›ci,  
mĹ‚ody, i lubo poduboĹĽaĹ‚ego ale znakomitego rodu. 
TOBIASZ.  
Byle nie.... 
URSZULA. 
CiszĂ©j! - sĹ‚owem Filip Grzegotka. 
TOBIASZ.  
Ale zmiĹ‚uj siÄ™, uwaĹĽaj.... 
URSZULA. 
CiszĂ©j mĂłwiÄ™! 
TOBIASZ.  
Ja na to nie zezwolÄ™. 
URSZULA.  
Co, co, co? jak? jak? coĹ› powiedziaĹ‚. 
TOBIASZ. 
Ja mĂłwiÄ™ serdeĹ„ko, ĹĽe zapewne na tonie zezwolisz, i ĹĽe taka i moja 
rada. 
URSZULA.  
Czy siÄ™ pytam o radÄ™? 
 
 
- 165 - 

background image

 
T0BIASZ. 
Nie pytasz siÄ™? to ja nic nie powiĂ©m. - MyĹ›laĹ‚em, ĹĽe siÄ™ pytasz. 
URSZULA. 
I cóżbyĹ› mĂłgĹ‚ powiĂ©dzieć. 
TOBIASZ. 
Nie, wcale nic, serdelko. 
URSZULA. 
NaprzykĹ‚ad? 
TOBIASZ.  
BÄ™dziesz mnie Ĺ‚ajać. 
URSZULA. 
Nie nie szkodzi, chcÄ™ wiedziéć. 
TOBIASZ. 
OĹ›mielam siÄ™ wiÄ™c przedstawić twojĂ©j rozwadze, ĹĽe Filip Grzegotka nie 
jest  
takim, jakiegoby sobie moĹĽna ĹĽyczyć na męża dla Kasi. 
URSZULA. 
A ja mĂłwiÄ™, ĹĽe jest takim, jakiego sobie moĹĽna ĹĽyczyć. 
TOBIASZ. 
AleĹĽ proszÄ™ ciÄ™.... 
URSZULA. Ja mĂłwiÄ™, ĹĽe jest takim. 
TOBIASZ. 
Ha! wiÄ™c moĹĽe i jest takim. 
URSZULA. 
Nie moĹĽe, ale pewnie. 
TOBIASZ. 
Tylko uwaĹĽaj.... 
 
- 166 - 
 
URSZULA. 
Ja mĂłwiÄ™, ĹĽe nie moĹĽe ale pewnie. 
TOBIASZ.  
Ha wiÄ™c, pewnie jest takim, jakiego sobie ĹĽyczyć moĹĽna. 
URSZULA. 
JesteĹ› wiÄ™c mego zdania? 
TOBIASZ. 
A jestem. 
URSZULA.  
Bo jeĹĽeliby to miaĹ‚ być czĹ‚owiek zĹ‚ych obyczajĂłw. 
TOBIASZ.  
Nie najlepszych, nie najlepszych. 
URSZULA.  
JeĹĽeli niczĂ©m nie zajÄ™ty, niczĂ©m nie trudniÄ…cy siÄ™ próżniak. 
TOBIASZ. 
Zawsze nic nie robi. 
URSZULA. 
JeĹĽeli oszczĂ©rca, jeĹĽeli plotka . . . 
TOBIASZ.  
Jak stara ba.... ba.. ba.. ba, i jaki! 
URSZULA.  
To nie byĹ‚abym za nim. 
TOBIASZ.  
I ja nie - o wcale nie. 
URSZULA.  
I jakĹĽe wam tu wierzyć:' raz tak, raz siak, raz jesteĹ› za nim, raz 
przeciw niemu. Otóż  
to wszyscyĹ›cie tacy - za grosz zdania, za grosz zastano- 
 
 

background image

- 167 - 
 
wienia, staĹ‚oĹ›ci, rozsÄ…dku - kaĹĽdy gada byle gadać; sprzeciwia siÄ™ 
byle siÄ™  
sprzeciwiać - powiéédz sam jak mĂłwiĹ‚eĹ›? 
TOBIASZ.  
SerdeĹ„ko, ja juĹĽ nic me mĂłwiĹ‚em. O mĂłj dobry BoĹĽe! odbierzĹĽe mi 
jÄ™zyk, bo  
juĹĽ nie wiem, co z nim robić. 
URSZULA.  
DÄ…sasz siÄ™ ? 
TOBIASZ.  
Ja? ja dÄ…sam siÄ™? dalibĂłg ĹĽe nie. 
URSZULA. 
SkrzywiĹ‚eĹ› siÄ™? 
TOBIASZ. 
MoĹĽe niechcÄ…cy - przepraszam ciÄ™ serdeĹ„ko. 
(chce jÄ… uĹ›ciskać.) 
URSZULA. 
No no, bez tych czuĹ‚oĹ›ci. KasiÄ™ zatem wydamy za Filipa. 
TOBIASZ.  
Kiedy taka twoja wola. 
URSZULA.  
I twoja. 
TOBIASZ.  
Nie, nie moja, kiedy waszeć prawdy chcesz koniecznie. Do czego teĹĽ ten 
Grzegotka? ni  
przypiąć ni przyĹ‚atać, ni mieszczanin, ni szlachcic, ni gospodarz, ni 
woyskowy; jĂ©,  
pije, bÄ…ki strzĂ©la i kwita. A plotka, a ciekawy jak stoletnia baba... 
URSZULA.  
Co, co, co? jak kto? 
- 168 - 
 
TOBIASZ.  
Masz teraz! bodajĹĽem oniemiaĹ‚! alebo wasze serdeĹ„ko wybacz czasem, kiedy 
nie z  
myĹ›li, ale z naĹ‚ogu wymknie siÄ™ jakie niepotrzebne słówko. MiĂ©j 
uwagÄ™, ĹĽe  
kto ĹĽyje przeszĹ‚o lat sześćdziesiÄ…t, trudno, aby w kilku tygodniach 
odmieniĹ‚  
caĹ‚kiem sposĂłb mĂłwienia. 
URSZULA. 
Aha! to przez sześćdziesiÄ…t lat umiaĹ‚eĹ› rozkazywać, gdyrać, Ĺ‚ajać, 
i musiano  
ciÄ™ sĹ‚uchać, musiano ciÄ™ znosić? a kilka tygodni dopiero, a juz nie 
moĹĽesz być  
ulegĹ‚ym? 
TOBIASZ (na stronie.) 
O DorÄ™bo! DorÄ™bo! Janie DorÄ™bo! szlachcicu! towarzyszu pancerny! zmiĹ‚uj 
siÄ™  
nad nami! 
URSZULA. 
Cóż tam mruczysz ? 
T0BIASZ.  
ZakrztusiĹ‚em siÄ™. 
URSZULA.  
Ej, jeszcze widzÄ™ waszeci burmistrzostwo niewywietrzaĹ‚o z gĹ‚owy. Ale 
przestrzegam,  
przestrzegam! IdĹş KasiÄ™ zawoĹ‚aj! 
SCENA TRZECIA. 

background image

URSZULA.  
IleĹĽto pracy i mozoĹ‚u nie kosztuje wykorzenienie dawnych przesÄ…dĂłw. 
IleĹĽ nie  
trzeba pilnoĹ›ci, czujnoĹ›ci i staĹ‚oĹ›ci kobiĂ©cĂ©j, do utrzymania 
porzÄ…dku,  
wznoszÄ…cego siÄ™ na mÄ™skim bezrzÄ…dzie. Ale Osiek musi jakimbÄ…dĹş  
sposobem uwiecznić swoje sĹ‚awÄ™ koniecznie. 
 
 
- 169 - 
 
SCENA CZWARTA. 
URSZULA, GRZEGOTKA. 
GRZEGOTKA. 
Gwiazdo, peĹ‚na splendoru i rozĹ‚oĹĽystych promieni, panujÄ…ca nam na 
niebie  
naszĂ©m! PĂłki woda w WiĹ›le pĹ‚ynąć bÄ™dzie, pĂłty Filip czcić ciÄ™ nie  
przestanie. Przychodzi dowiedzieć siÄ™ pokornie, czy speĹ‚nione juĹĽ jego 
nadzieje. 
URSZULA. 
PrzyrzekĹ‚am. 
GRZEGOTKA. 
DziÄ™ki ci, dziÄ™ki stokrotne - a Tobiasz? 
URSZULA.  
Jest moim mężem. 
GRZEGOTKA. 
Prawda, rozumiĂ©m; a Kasia?  
URSZULA.  
PosĹ‚aĹ‚am po nie; oĹ›wiadczÄ™ jĂ©j w przytomnoĹ›ci waszecinĂ©j zamiary 
waszeci i  
moje wolÄ…. 
GRZEGOTKA. 
Choćbym siÄ™ plackiem poĹ‚oĹĽyĹ‚ u nĂłg waszmoĹ›ci, jeszcze byĹ‚bym za 
wysoki do  
niskiego ukĹ‚onu, przynaleĹĽnego dobroci i mÄ…droĹ›ci waszĂ©j. 
URSZULA.  
LubiÄ™ ciÄ™ Grzegotko! 
- 170 - 
 
SCENA PIÄ„TA. 
URSZULA, GRZEGOTKA, KASIA, TOBIASZ. 
{bierze poĹ„czoszkÄ™.) 
URSZULA.  
OznajmiĹ‚ ci stryj zapewnie poco ciÄ™ przywoĹ‚ujÄ™? 
KASIA. 
OznajmiĹ‚. 
URSZULA. 
To jest nasz sÄ…siad, Filip Grzegotka. 
KASIA. 
WiÄ™m. 
URSZULA. 

 

 

Chce siÄ™ z 

tobÄ…  ĹĽenić. 

KASIA. 
Doprawdy?  
URSZULA.  
Dasz mu wiÄ™c rÄ™kÄ™. 
KASIA. 
Nie dam. 

 

 

URSZULA.  
Nie? 

 

 

KASIA. 

background image

Nie. 

 

 

URSZULA.  
Panno Katarzyno, dla czego nie? 
KASIA.  
Bo mi siÄ™ nie podoba. 
 
 
- 171 - 
 
URSZULA. 
I tak mi w oczy mĂłwisz?  
KASIA. 
Nie jestĹĽem kobiĂ©tÄ…, abym nie miaĹ‚a wĹ‚asnĂ©j woli? dla tegoĹĽ miÄ™ 
niebo  
wyĹĽszoĹ›ciÄ… pĹ‚ci udarowaĹ‚o, abym sĹ‚abszĂ©j ulegaĹ‚a? co? ja? na 
skinienie  
mężczyzny mam być posĹ‚usznÄ…? I to waszeć stryjanko nietylko 
ciĂ©rpieć, ale  
i radzić moĹĽesz? Wszystko siÄ™ juz zmieniĹ‚o twojĂ©mi mÄ…drĂ©mi prawami, 
a  
jedno wybieranie, przebieranie, przerzucanie miÄ™dzy nami mężczyznom 
zostawione  
bÄ™dzie? CzemuĹĽ my ich miesca zająć nie mamy? CzemuĹĽ oczekiwać, aĹĽ  
ktĂłry okiem rzucić raczy? Przyjdzie jeszcze czas, kiedy stare panny 
bÄ™dÄ… w modzie,  
starzy zaĹ› kawalerowie bÄ™dÄ… uczyli papugi gadać, kosy Ĺ›piĂ©wać i 
mopsy  
sĹ‚uĹĽyć, a po Ĺ›mierci powiodÄ… maĹ‚py do piekieĹ‚, jak o pannach 
niegdyĹ›  
mĂłwiono. - Nadchodzi czas, w ktĂłrym o swojĂ©m postanowieniu myĹ›léć 
wypada?  
dobrze wiÄ™c, niech w przĂłd przepatrzÄ™ miÄ™dzy mĹ‚odzieĹĽÄ…: NajpiĂ©rwĂ©j  
posag, potĂ©m urodÄ™, potĂ©m rozum, a na koniec dopiĂ©ro trzech zwiodÄ™,  
czwartego wybiorÄ™. 
(dĹ‚ugie milczenie.) 
TOBIASZ.  
WinszujÄ™ waszeci. 
GRZEGOTKA.  
Kasiu... ale... pani stryjenko.... pani.... pani, ale... jakĹĽe? 
TOBIASZ (na stronie.) 
Kiedy juĹĽ temu jÄ™zyk strÄ™twiaĹ‚, to nie ĹĽarty. 
URSZULA. 
Nie chcemy nagle stanowić, i lubo wniosek Kasi zdaje siÄ™ być ze wszech 
miar  
rozsÄ…dny, godnym nawet nagrody, jednakĹĽe do późniejszĂ©j narady wyrok 
mĂłj  
odroczyć postanawiam niniejszĂ©m postanowieniem. 
- 172 - 
 
GRZEGOTKA.  
Czy być moĹĽe? 
URSZULA.  
Jak tylko tak mĂłwiÄ™, to tak być moĹĽe. Czekaj i spodziĂ©waj siÄ™. 
TOBIASZ. 
Amen! 
URSZULA.  
Teraz chodĹş waszeć ze mnÄ…, bÄ™dziesz mi towarzyszyĹ‚; mamy zejść sie  
wszystkie za miastem i radzić, czyby Osiek nie mĂłgĹ‚ być fortecÄ… - 
chodĹş, (do  
Tobiasza) Waszeć zostaniesz przy dzieciach. Ty kochana Kasiu miĂ©j tu 
wszystko na oku,  

background image

spuszczam siÄ™ na ciebie. 
(odchodzÄ….) 
SCENA SZĂ“STA. 
TOBIASZ, KASIA. 
TOBIASZ. 
Fiu! fiu! panno Katarzyno, zakatyĹ› podrosĹ‚a. 
KASIA. 
Nie lÄ™kaj siÄ™ stryjaszku, nie taka ja, jak siÄ™ wydajÄ™. 
TOBIASZ. 
To mi nowina. 
KASIA. Koniec to wszystko pokaĹĽe.  (odchodzi.) 
TOBIASZ {sam.) 
ZĹ‚y przykĹ‚ad dla kobiĂ©t, jak motylica na owce; jedna, druga, trzecia, 
juĹĽci i wszystkie.  
Oj, czasy! czasy! 
 
 
- 173 - 
 
SCENA SIĂ“DMA. 
TOBIASZ, KASPER poĹşniej BŁAĹ»EJ potĂ©m MIESZCZANIE.  
KASPER. 
juz wyszli? nie ma nikogo? 
TOBIASZ.  
Nikogo, tylko dzieci i ja pod dozorem Kasi, ale od niej drzwi zaraz 
zamkniemy.  
KASPER, 
OstloĹşnie blaćiĹ›ku, Ĺşmiluj siÄ™ ostloznie. 
TOBIASZ. 
CóżeĹ› zrobiĹ‚?     
KASPER. 
ByĹ‚em u BĹ‚aĹĽeja i u kilku innych, zalaĹş tu bÄ™dÄ…. 
TOBIASZ. 
Cóż mĂłwili ? 
KASPER. 
StlasnÄ… majÄ… ochotÄ™, aĹĽ dźą! 
BŁAĹ»EJ (wchodzÄ…c.) 
Nasi już w ogrodzie, można ich wpuści�
TOBIASZ. 
MoĹĽna, a potĂ©m drzwi pozamykajcie; ja idÄ™ po naszego patrona. 
(odchodzi.)  
KASPER. 
Zamykaj, Ĺşmiluj siÄ™ zamykaj, 
BŁAĹ»EJ. 
A wy tchĂłrzem podszyci, jak widzÄ™. (zamyka drzwi.) 
- 174 - 
 
KASPER. 
WieĹşcie mi sÄ…siedzie, ja pĹşećuwam, Ĺşe to siÄ™ na mnie zmiele. - 
Ulodzilem siÄ™  
juĹş pod zlÄ… gwiazdÄ…, ĹĽebym w masĹ‚o palec wloĹşyl, to go ĹşlamiÄ™. 
TOBIASZ. 
(otwierajÄ…c drzwi boczne.) 
Trosze, proszÄ™ ! cicho a Ĺ›miaĹ‚o! 
(Mieszczanie wchodzÄ… nastÄ™pnie po kilku, skradajÄ…c siÄ™, w opoĹ„czach po  
sukniach, ktĂłrĂ©mi siÄ™ zasĹ‚aniajÄ…. - W milczeniu rÄ™ce sobie podajÄ….) 
SCENA Ă“SMA. 
CiĹĽ sami. DOBāRA I MAKARY. 
DOBāRA. 
Pozdrawiam waszeciĂłw!  
WSZYSCY.  

background image

Witamy! witamy. 
DOBāRA. 
Daj nam BoĹĽe szczęście. 
WSZYSCY.  
Daj BoĹĽe! 
(DorÄ™ba wstÄ™puje nu krzeszĹ‚o na przeciwko okna - Makary szykuje 
mieszczan- w  
półkole, potem oparty na porÄ™czy krzesĹ‚a potakuje jestami mowie 
towarzysza.) 
DOBāRA (po krotkiĂ©m myĹ›leniu.)  
Kiedy rzucÄ™ okiem po wystruganych gĹ‚owach, kutasistych czuprynach, po 
nosach  
czerwonych, Ĺ›wiadczÄ…cych dostatek domowy; zdaje mi siÄ™, ĹĽe tylko 
proporcĂłw  
nad niĂ©mi brakuje, abym widziaĹ‚ przed sobÄ… jeden z najdzielniejszych 
hufcĂłw  
rzeczypospolitĂ©j. - Ale przebĂłg! gdy spojrzÄ™ doĹ‚em, o boleĹ›ci! o 
sromoto! w  
faĹ‚dzislyoh spĂłdnicach wzrok mĂłj tonie....(powszechne westchnienie.) 
Jakto, w  
spĂłdnicach chodzicie i Ĺ›miĂ©- 
 
 
- 175 - 
 
cie jeszcze wÄ…sa podkrÄ™cać? - O mieszczanie Osieka! jakĹĽeĹ›cie doszli 
do tego  
poniĹĽenia jakĹşeĹ›cie mogli przywdziać oznakÄ™ wyrzeczenia siÄ™ praw 
waszych, i  
uznania sĹ‚aboĹ›ci niegodnĂ©j pici waszĂ©j - staĹ‚o siÄ™! Ale teraz 
zastanwĂłcie siÄ™,  
czy sami nie jesteĹ›cie tego przyczynÄ…, czy nie wy to sami zwiÄ…zali tÄ™ 
miotłę  
BoĹĽÄ… - powiĂ©dzcie - nie naduĹĽywaliĹ›cie wĹ‚adzy waszĂ©j, jako 
mężowie?  
byliĹ›cie zawsze naczelnikami rodziny , a nie srogimi panami w domu? 
uwaĹĽaliĹ›cie  
zawsze w ĹĽonie przyjaciółkÄ™, towarzyszkÄ™ ĹĽycia, matkÄ™ waszych 
dzieci, a nie  
sĹ‚abszÄ… istotÄ™, stworzonÄ… do usĹ‚ug i ciĂ©rpienia? milczycie? tak jest, 
widzÄ™,  
zgadujÄ™ z kÄ…d to wszystko poszĹ‚o - przebieraĹ‚o siÄ™ miarki - nosiĹ‚ 
dzban  
wodÄ™... 
TOBIASZ. 
AĹĽ siÄ™ ucho urwaĹ‚o. 
KILKU MIESZCZAN.  
Oj! urwaĹ‚o siÄ™, urwaĹ‚o. 
MAKARY.  
Tu sÄ™k! 
BŁAĹ»EJ.  
Dobrze mĂłwi. 
TOBIASZ. 
Co prawda, to nie grzech. 
KASRER.  
Ja Ĺ›ie bojÄ™, Ĺşe ledwie stojÄ™. 
DOBāRA. 
RzÄ…dziĹ‚o siÄ™ w domu samowĹ‚adnie. Dla siebie rozrywka, dla ĹĽony 
zatrudnienie.  
Do tego nigdy dobrego sĹ‚owa - ByĹ‚o za co, czy nie zrzÄ™dziĹ‚o siÄ™, 
gdyraĹ‚o,  

background image

nudziĹ‚o w nagrodÄ™ najlepszych chÄ™ci, a cóż dopiĂ©ro, gdy siÄ™ z jakiej 
biesiady  
wrĂłciĹ‚o: nogi w zygzak, jÄ™zyk w kĹ‚akach, z czupryny jak z komina. 
- 176 -  
 
TOBIASZ I KILKU. 
Hej, hej! 
DORāBA. 
Krzyk, odmÄ™t w domu a ĹĽona ciĂ©rpi, ciĂ©rpi i milczy - aĹĽ teĹĽ 
nareszcie, co nadto  
to nadto - niemoĹĽność znoszenia , daĹ‚a moĹĽność nieznoszenia - 
powstaĹ‚y  
kobiĂ©ty, i teraz rzÄ…d, a wy kÄ…dziel macie. 
KASPER. 
Oj kÄ…dziel, kÄ…dziel, to Ĺşeć Ĺ›tlasna. 
DORāBA. 
Chce was jednak oswobodzić w nadziei, ĹĽe wasze nieszczęście przestrogÄ… 
zostanie  
i ĹĽe sĹ‚abszych szanować bÄ™dziecie, rĂłwnie przez uczciwość jak i 
przez rozum. -  
Będziecież mię wspiéra�
WSZYSCY. 
BÄ™dziemy. 
DORāBA. 
Nie odstÄ…picie? 
WSZYSCY.  
Nie odstÄ…pimy. 
DORāBA. 
Przyrzekacie staĹ‚ość w przedsiÄ™wziÄ™ciu, odwagÄ™ w dziaĹ‚aniu? 
WSZYSCY.  
Przyrzekamy. 
DORāBA. 
StaĹ‚ość? 
WSZYSCY. 
StaĹ‚ość. 
DORāBA.  
OdwagÄ™? 
 
 
- 177 - 
 
WSZYSCY.  
OdwagÄ™. 
DORāBA. 
Przyrzekacie? 
WSZYSCY.  
Przyrzekamy. 
{SĹ‚ychać Ĺ›piĂ©w kobiĂ©t przechodzÄ…cych za scenÄ….)  
GĂłrÄ… ĹĽony! gĂłrÄ… ĹĽony! 
W kat czupryna, nadół was!  
Niech w cymbaĹ‚ach zabrzmiÄ… strony, 
Dalej ĹĽwawo, dalej w plÄ…s!  
GĂłrÄ… ĹĽony, gĂłrÄ… ĹĽony! 
(Na piĂ©rwszy odgĹ‚os rozbiegajÄ… siÄ™ wszyscy i gwaĹ‚tem nie mogÄ…c  
zamkniÄ™temi, bocznĂ©mi drzwiami od ogrodu uchodzÄ…- BĹ‚aĹĽej otworzyĹ‚,  
Ĺ›rodkowe a Tobiasz maĹ‚e, po prawĂ©j stronie drzwi i niĂ©mi wyszli - 
Kasper oknem  
uciekĹ‚, wyrwawszy siÄ™ Makaremu, ktĂłry odepchniÄ™ty, znajduje siÄ™ na 
przeciwko  
DorÄ™by; ten, z wyciÄ…gniÄ™tÄ… rÄ™kÄ…, w zadziwieniu czas jakiĹ› zostaje.) 
SCENA DZIEWIÄ„TA, 

background image

DORāBA, MAKARY. 
MAKARY. 
Tu sÄ™k! 
DORāBA (zstÄ™pujÄ…c z krzesĹ‚a.) 
Niech ich licho porwie! 
MAKARY.  
I ja tak mĂłwiÄ™. 
DORāBA.  
Co za nieczuĹ‚ość! 

- 178 - 
 
MAKARY. 
Co za tchĂłrzostwo! 
DORāBA.  
MĂłwiĹ‚em tak piÄ™knie, tak czule, samemu mi serce rosĹ‚o - myĹ›laĹ‚em, ĹĽe 
w ogieĹ„  
za mnÄ… pĂłjdÄ…. 
MAKARY.  
Nie tak trzeba byĹ‚o, z przeproszeniem waszmoĹ›ci. 
DORāBA.  
JakĹĽe moĹ›ci Makary? 
MAKARY. 
Ja byĹ‚bym do nieb tak przemĂłwiĹ‚: Hultaje! jak mi siÄ™ ktĂłry z tÄ…d 
ruszy, to mu  
obetnÄ™ uszy. 
SCENA DZIESIÄ„TA. 
MAKARY, BŁAĹ»EJ. 
BŁAĹ»EJ.  
NiĂ© ma niebezpieczeĹ„stwa, oddziaĹ‚: kobiĂ©t tylko przeciÄ…gnÄ…Ĺ‚ tedy. 
Ale  
cóżto? juĹĽ siÄ™ rozeszli?  
DORāBA. 
Uciekli powiĂ©dz, uciekli, jak dĹ‚ugouszne zajÄ…ce, wstydĹşcie siÄ™. 
BŁAĹ»EJ.  
Ja pewnie mam chęć i odwagÄ™, ale trudno pĹ‚ynąć przeciw wody; sam 
cóż  
zrobić mogÄ™? Ĺşle swoje poĹ‚oĹĽenie pogorszyć, wiÄ™cej nic-ale radĹş  
waszmość, znaleĹş jaki sposĂłb? rozkaĹĽ, co mam czynić, a do wszystkiego 
znajdziesz  
miÄ™ ochoczym. 
MAKARY.  
PĂłki ĹĽony nie zasĹ‚yszÄ™. 
 
 
- 179 - 
 
DORāBA. 
WszyscyĹ›cie w ten moment to przyrzekli... 
MAKARY. 
I uciekli. 
BŁAĹ»EJ.  
Ja wrĂłciĹ‚em i nie odstÄ…piÄ™, proszÄ™ mi wierzyć. 
DORāBA. 
WiÄ™c dobrze, jeszcze wszystko niestracone, moĹĽemy jeszcze szczęścia  
prĂłbować. Mam w odwodzie jeden sposĂłb, moĹĽe nam siÄ™ uda - ale rÄ™ka  
rÄ™kÄ™ myje - ja wam, wy mnie pomoĹĽecie. Kocham KasiÄ™ i mieć jÄ… muszÄ™.  
RozumiĂ©cie ? 
BŁAĹ»EJ. 
We wszystkiem pomagać bÄ™dÄ™. 
DORāBA. 

background image

Ja w tym domu dĹ‚uĹĽĂ©j zatrzymać siÄ™ nie mogÄ™ - gdzie tchĂłrze tam i 
zdrajca -  
wydany, schwytany, uwiÄ™ziony i sobie i wam nie pomogÄ™. Wyjść zaĹ› z 
miasta nie  
wypada ani mnie, ani Makaremu; zostaniemy zatĂ©m ukryci, a wy za nas 
działa栠
bÄ™dziecie.  
BŁAĹ»EJ.  
Dobrze, od czegóż zaczniemy?  
DORāBA. 
ZaprowadĹşcie KasiÄ™ do waszego domu i tam jÄ… ukryjecie. 
BŁAĹ»EJ.  
Czy tylko zechce. 
DORāBA.  
SpodziĂ©wam siÄ™ ... ale otóż i ona. 
M 2 
- 180 - 
 
SCENA JEDENASTA. 
CiĹĽ i KASIA. 
DOBāBA (do Kasi.)  
W dobrÄ… porÄ™ nadchodzisz. 
KASIA.  
Cóż siÄ™ tu staĹ‚o? - Co za haĹ‚as ? 
DOBāBA. 
Zaraz siÄ™ dowiĂ©sz. Makary ty idĹş na przeĹ›piegi, ale z wszelkÄ… 
ostroĹĽnoĹ›ciÄ…. 
MAKARY.  
Ej moĹ›ci towarzyszu! wierz Makaremu, uderzmy we dwĂłch na miasto, a 
dalibĂłg  
kapitulować bÄ™dzie. 
DOBāBA. 
IdĹş, idĹş, nie trać czasu. 
MAKARY (na stronie.) 
Ach cóżto za mĹ‚odzieĹĽ teraz! 
SCENA DWUNASTA, 
DORāBA, KASIA, BŁAĹ»EJ.  
DOBāBA. 
Kasiu, czy miÄ™ kochasz, teraz daj dowĂłd. Wszelkie moje starania i namowy 
byĹ‚y  
daremne; gĹ‚uche na gĹ‚os rozsÄ…dku zniewieĹ›ciaĹ‚e dusze.  
KASIA.  
Tegom siÄ™ spodziewaĹ‚a. 
 
 
- 181 - 
 
DOBāBA. 
A pĂłki rzeczy w tym stanie zostanÄ…, my tu % sobÄ… połączeni być nie  
moĹĽemy. 
KASIA.  
Cóż czynić wypada? czegóż ode mnie ĹĽÄ…dasz? 
DOBāBA. 
UchodĹşmy skrycie. 
KASIA.  
Jakto? skrycie dĂłm porzucać? 
DOBāBA. 
NiĂ© ma innego sposobu. 
KASIA.  
Nie zaĹ›lubiona? 
DOBāBA. 

background image

W jednĂ©j dobie niÄ… bÄ™dziesz. 
KASIA. 
Gdzie pewność? 
DOBāBA. 
SzaleĹ„stwo tu panujÄ…ce dĹ‚ugo trwać nie moĹĽe. 
KASIA. 
Zapewne, ale i na krĂłtki czas nie chce być nagannÄ…. 
DOBāBA. 
Udamy siÄ™ do moich rodzicĂłw i to wtedy dopiĂ©ro, jak mi siÄ™ dziĹ› mĂłj 
zamiar nie  
uda. 
KASIA.  
Czekajmy wiÄ™c do jutra. 
DORāBA.  
Jutro juĹĽby za późno byĹ‚o -pĂłjdziesz z sÄ…siadem BĹ‚aĹĽejem i u niego 
skryta  
zostaniesz. Uda mi siÄ™, to 
- 182 - 
 
dobrze; nie uda, drugie dobrze; ale w tedy juĹĽ trzeba nam bÄ™dzie ujść 
nocÄ…,  
ujść szaleĹ„stwa i wszelkich przeszkĂłd, zostawiajÄ…c czasowi 
przywrĂłcenie  
porzÄ…dku w tym zaczarowanym zakÄ…cie. 
KASIA.  
Sama, z tobÄ…? 
DOBāBA. 
CzyĹĽ mi nie ufasz? 
KASIA. 
Przyrzekasz, ĹĽe prosto do twoich rodzicĂłw pojedziemy? 
DOBāBA. 
Przyrzekam, przysiÄ™gam na ostrze szabli polskiĂ©j. 
KASIA.  
A twĂłj zamiar? 
DOBāBA (do BĹ‚aĹĽeja.) 
Do tego waszeć pomoĹĽesz. 
BŁAĹ»EJ.  
JuĹĽ mĂłwiĹ‚em; z ochotÄ…. 
DOBāBA (siadajÄ…c do stolika.)  
NapiszÄ™ małą kartkÄ™, kilka słów tylko. 
KASIA (do BĹ‚aĹĽeja.) 
Ale jak mnie w waszym domu Agata odkryje? 
BŁAĹ»EJ.  
Nie lÄ™kaj siÄ™, mĂłj dĂłm, jak wiesz, obszerny, a ĹĽona rzadko w nim bywa. 
DOBāBA (dajÄ…c kartkÄ™.) 
W pierwszej wiosce na drodze do Sendomierza w goĹ›cinnym domu, byĹ‚ jeszcze 
dziĹ› rano  
mĂłj kolega Dyzma Bekiesz, jeĹĽeli go zastaniecie, oddajcie mu tÄ™ kartkÄ™; 
on was  
uwiadomi, co dalĂ©j czynić bÄ™dzie potrzeba. 
 
 
- 183 - 
 
BŁAĹ»EJ. 
Waszmość przecie nie zechcesz usĹ‚uchać rady swojego szeregowca i z 
broniÄ… w  
rÄ™ku.... 
DOBāBA. 
Nie nie, bÄ…dĹş waszeć zupeĹ‚nie spokojnym w tĂ©j mierze. 
KASIA.  

background image

KiedyĹĽ ja mam pĂłjść? 
DOBāBA. 
TĂ©j chwili. 
KASIA.  
Ale jakĹĽe? 
DOBāBA. 
JeĹşli miÄ™ kochasz, ĹĽadnego wahania, czas drogi. 
BŁAĹ»EJ.  
ĹšmiaĹ‚o Kasiu, Ĺ›miaĹ‚o. 
DOBāBA. 
Staraj siÄ™ tam być i wrĂłcić jak najprÄ™dzĂ©j. 
BŁAĹ»EJ.  
He moĹĽnoĹ›ci. 
KASIA.  
Wiele ci ufam. 
DOBāBA. 
Nie bÄ™dziesz tego nigdy ĹĽaĹ‚ować. 
KASIA.  
ChodĹşmy wiÄ™c. 
DOBāBA. 
Do zobaczenia, kochana Kasiu. 
- 184 - 
 
KASIA.  
IdĹşcie, idĹşcie BĹ‚aĹĽeju, ja zaraz przyjdÄ™, tylko wstÄ…piÄ™ do mojej 
izdebki. 
(OdchodzÄ… - DorÄ™ba bocznĂ©mi do ogrodu drzwiami - Kasper wyglÄ…da oknem -  
Tobiasz drzwiami od spiĹĽarni, wkradajÄ… siÄ™ powoli i zobaczywszy siÄ™,  
przestraszajÄ… siÄ™ wzajemnie.) 
SCENA TRZYNASTA. 
TOBIASZ, KASPER. 
TOBIASZ.  
A zawsze siÄ™ boisz. 
KASPER.  
Niby niĂ© ma ćego. 
TOBIASZ. 
Sam nie wiĂ©m, jak siÄ™ na strychu znalazĹ‚em. 
KASPER.  
A ja w kulniku. 
TOBIASZ.  
Ale ja to przez zapomnienie zrobiĹ‚em. 
KASPER. 
A ja Ĺşe Ĺ›tlachu. 
TOBIASZ.  
Fe, wstydĹş siÄ™. 
KASPER. 
ZobacyĹ› blaciĹ›ku, Ĺşe ty siÄ™ kiedyĹ› dowojujeĹ› z tÄ… twoja Ĺ›tlasnÄ… 
odwagÄ…;  
zobacyĹ›; ja ci to pĹşepowiadam. 
TOBIASZ.  
Gdzie siÄ™ DorÄ™ba podziaĹ‚? czy tylko go nie schwytano. 
 
 
- 185 - 
 
KASPER. 
Niechby i powieĹ›iono tego lotla za Piotla, co nam napÄ™dziĹ‚. 
TOBIASZ. 
Co ty mĂłwisz czĹ‚owieku? - jak go schwycÄ…, to juĹĽ po nas. 
KASPER.  
A fe! 

background image

TOBIASZ.  
BÄ™dzie musiaĹ‚ nas wydać. 
KASPER.  
A fe! gotĂłw moĹşe powiedzieć, Ĺşe ja chodziĹ‚em do BĹ‚aĹĽeja. 
TOBIASZ.  
Pewnie. 
KASPER.  
MacieĹş telaĹş! - A ja mĂłwiĹ‚em, a ja plosilem: zmiĹ‚uj siÄ™ blaciĹ›ku, 
nie pchaj mnie w  
biedÄ™. Ja pĹşewidzialem, Ĺşe siÄ™ na mnie zmiele. Jak go schwycÄ…... O 
mĂłj BoĹşe,  
stĹşeźźe tego poćciwego Ĺ›lachcica od wĹ›elkiego nieĹ›cęśćia. 
TOBIASZ.  
Czy go diasek tu nadaĹ‚. 
KASPER.  
Ja mĂłwiĹ‚em, ja plosilem. 
TOBIASZ. 
 Jak miÄ™ zaczÄ…Ĺ‚ rozczulać, jak zaczÄ…Ĺ‚ namawiać .. 
KASPER.  
TakeĹ› mu uwieĹşyl; ale bylo wieĹşyć, kiedyĹ› chciaĹ‚ ale naco mnie 
wplÄ…tywać. 
- 186 - 
 
TOBIASZ. 
CiszĂ©j! nasze JchmoĹ›cie. 
KASPER.  
A, a gdzieĹĽ kÄ…dziel?   (siadajÄ….) 
SCENA CZTERNASTA. 
TOBIASZ, KASPER, URSZULA, BARBARA, GRZEGOTKA. 
URSZULA.  
Jeszcze do siebie przyjść nie mogÄ™, tak z zadziwienia, jak i ze 
zĹ‚oĹ›ci. 
GRZEGOTKA.  
I sĹ‚usznÄ… masz waszmość przyczynÄ™. 
URSZULA.  
O bezczelnoĹ›ci! o zuchwalstwo! 
BARBARA.  
Kara powinna być przykĹ‚adna. 
URSZULA.  
To siÄ™ rozumiĂ©. 
BARBARA.  
BÄ™dziem sÄ…dzić - wszak prawda? 
URSZULA. 
NieinaczĂ©j, skarzemy i osÄ…dzimy. - Ach któż zgadnąć, któż 
przewidzieć  
zdoĹ‚a wszystkie niebezpieczeĹ„stwa, ktĂłre mu skrycie zagraĹĽajÄ…. 
PowiĂ©dz  
Grzegotko: widziaĹ‚eĹ›, broniĹ‚ siÄ™ niecnota? 
 
 
- 187 - 
 
GRZEGOTKA.  
BroniĹ‚ siÄ™ zawziÄ™cie, i z wielkÄ… trudnoĹ›ciÄ… obskoczywszy go do koĹ‚a,  
nareszcie schwytano. 
(Kasper wypuszcza kÄ…dziel.) 
URSZULA. 
Jabym nie przysiÄ™gĹ‚a, czy nasze meĹĽulki o tĂ©m co nie wiedzÄ…. 
BARBARA.  
I ja nie; nie ma im co dowierzać. 
URSZULA.  

background image

Tobiaszu! 
BARBARA.  
Kasprze! patrz mi siÄ™ w oczy - znasz ty jakiego ĹĽoĹ‚niĂ©rza? 
KASPER.  
Ja ćy znam? zmiĹ‚uj siÄ™ Ĺşonko, ty wieĹ›, Ĺşe ja siÄ™ Ĺşolnieźów 
baldĹşo tÄ™go  
bojÄ™. 
URSZULA (do Tobiasza.) 
A ty! 
TOBIASZ.  
Jakiego znowu mam znać ĹĽoĹ‚nierza? 
URSZULA.  
Tego, ktĂłrego schwytano niedaleko mego domu? 
TOBIAS Z.  
MoĹĽem go kiedy w ĹĽyciu i widziaĹ‚, 
URSZULA.  
PokaĹĽeto siÄ™, pokaĹĽe. 
BARBARA.  
Kasprze, ty mnie znasz. 
KASPER.  
Jak wĹ‚asnÄ… lÄ™kÄ™. 
- 188 - 
 
BARBARA. 
PamiÄ™taj! jeĹĽeli co wiĂ©sz a nie powiadasz... pamiÄ™taj! 
URSZULA. 
PrzystÄ…pmy do sadĂłw. - MężczyĹşni na ustÄ™p! (do Grzegotki) Winowajca 
niech  
staje! 
(mężczyĹşni wychodzÄ….) 
BARBARA. 
Mnie siÄ™ zdaje, ĹĽe, aby czasu nie trwonić na próżnych badaniach, 
odrazu  
wziąć go na pytki. 
URSZULA. 
To dopiĂ©ro przy drugiĂ©m badaniu nastÄ…pi. Nietroszcz siÄ™ nie opuszczÄ™  
ĹĽadnego artykuĹ‚u przywileju naszego. {Agata na czele straĹĽy wprowadza 
Makarego,  
rÄ™ce w tyĹ‚ zwiÄ…zane - kĹ‚adzie paĹ‚asz na stole i zasiada. Barbara 
bierze piĂłro.) 
SCENA PIāTNASTA. 
URSZULA, BARBARA, AGATA, MAKARY. 
{StraĹĽ w głębi.) 
MAKARY.  
A cóżto! czy ja na Ĺ‚ysĂ©j gĂłrze? 
BARBARA. 
W Osieku jesteĹ›. 
URSZULA.  
Pst! ... pytać nam przystoi, nigdy odpowiadać.- Kto jesteĹ› ? 
MAKARY.  
CzĹ‚owiek. 
 
 
- 186 - 
 
URSZULA. 
Jak siÄ™ zowiesz? 
MAKARY. 
Jak miÄ™ nazwano. 
URSZULA.  
ZkÄ…d przybywasz? 

background image

MAKARY.  
ZtÄ…mtad. 
URSZULA. Gdzie idziesz? 
MAKARY. 
Tam. 
URSZULA.  
JakeĹ› siÄ™ tu dostaĹ‚? 
MAKARY. 
IdÄ…c przed siebie. 
URSZULA.  
Co tu porabiasz? 
MAKARY. 
StĂłjÄ™. 
URSZULA (DO Barbary i Agaty.)  
To tylko zwyczajna forma; teraz do rzeczy: 
{do Makarego)  
Wyznaj. 
MAKARY. 
Co? 
(krĂłtkie milczenie.) 
URSZULA. 
Wszystko.  
MAKARY. 
WyznajÄ™. 
 
 
- 190 - 
 
URSZULA. (do Barbary.) 
"WyznajÄ™" napisz na dole, tu zostaw miesce; potĂ©m wpiszemy o co rzecz 
idzie. 
BARBARA.  
Teraz do kary! 
URSZULA.  
Zaraz, jeszcze niedość, zobaczycie, nietylko tyle, wiÄ™cĂ©j siÄ™ okaĹĽe, 
(do  
Makarego.) Czy wiĂ©sz jaka od kilku tygodni odmiana bĹ‚ogosĹ‚awiona zaszĹ‚a 
w  
naszĂ©m mieĹ›cie Osieku? 
MAKARY (po krĂłtkiĂ©m myĹ›leniu)  
Wiem. 
URSZULA.  
Wiesz, ĹĽe kobiĂ©ty rzÄ…dzÄ…? 
MAKARY. 
WiĂ©m. 
URSZULA. 
Ĺ»e ĹĽaden z mężczyzn tu przebywać nie moĹĽe, nie poddawszy siÄ™  
ustanowionym prawom? 
MAKARY.  
WiĂ©m. 
URSZULA.  
WiĂ©sz, jaki mężczyznom strĂłj przeznaczony? 
MAKARY.  
WiĂ©m. 
URSZULA.  
WiĂ©sz, ĹĽe strĂłj, w jakim stajesz przed przeĹ›wietnym sÄ…dem naszym,  
biaĹ‚ogĹ‚owom tylko pozwolony? 
MAKARY.  
WiĂ©m. 
URSZULA.  
CzemuĹĽ go nosisz? 

background image

 
 
- 191 - 
 
MAKARY (Ĺ›ciÄ…gajÄ…c do swojĂ©j siwizny.) 
AlboĹĽ ja nie biaĹ‚ogĹ‚owa. 
(mocne zadziwienie - piĂłro z rÄ…k wypada - dĹ‚ugie milczenie) 
URSZULA. (podnosi sic z krzesĹ‚a i przypatrzywszy sic Makaronu, mĂłwi do 
siebie.)  
To być nie moĹĽe (siadĹ‚szy, do Barbary i Agaty) być 
nie moĹĽe. 
BARBARA (podobnieĹĽ i siadĹ‚szy) 
NiĂ© ma wÄ…tpienia. 
AGATA (podobnieĹĽ i siadĹ‚szy)  
WiÄ™cĂ©j niĹĽ pewność. 
URSZULA (do Barbary.)  
Pisz! 
BARBARA.  
Co? 
URSZULA. 
Jego wyznanie. 
AGATA.  
Jego wyznanie faĹ‚szywe, gĹ‚owÄ… rÄ™czÄ™. 
URSZULA.  
NiĂ© ma nic do tego, pisz! 
BARBARA.  
JuĹĽ jest. 
URSZULA. 
A teraz tu, na boku, pisz "Notabene" - tak, - punkt do objaĹ›nienia." 
BARBARA (skoĹ„czywszy.)  
Do objaĹ›nienia. 
URSZULA. 
Teraz wyznaj ... (do Agaty.) Cóż ma wyznać ? 
 
- 192 - 
 
URSZULA.  
Niech wyzna... (do Barbary) prawdziwie nie wiĂ©m. 
BARBARA.  
Niech wyzna, co myĹ›li. 
URSZULA.  
Wyznaj, co myĹ›lisz. 
MAKARY.  
MyĹ›lÄ™, ĹĽeĹ›cie do kÄ…dzieli, nie do piĂłra stworzone. 
URSZULA.  
Litujemy siÄ™ nad tobÄ…, twojej obelgi nie zapisujemy i przebaczamy. 
MAKARY.  
Ĺ»e, gdzie wy rzÄ…dzicie, tam gorzĂ©j niĹĽ w piekle. 
URSZULA (Ĺ›miejÄ…c siÄ™.)  
Przebaczamy. 
MARARY.  
Ĺ»e to zgorszenie dĹ‚ugo trwać nie bÄ™dzie. 
URSZULA.  
Przebaczamy! 
MAKARY.  
Ĺ»eĹ›cie szalone. 
WSZYSTKIE (Ĺ›miejÄ…c siÄ™.) 
Przebaczamy. 
MARARY.  
Ĺ»eĹ›cie trzy stare, brzydkie baby.... 
(zrywajÄ… siÄ™.) 

background image

URSZULA.  
Karać go natychmiast! 
BARBARA, AGATA.  
Karać! karać! 
 
 
- 193 - 
 
SCENA SZESNASTA. 
CiĹĽ i GRZEGOTKA. 
GRZEGOTKA (wbiegajÄ…c)  
Dla Boga! dla Boga! co siÄ™ dzieje! sĹ‚uchajcie! truchlejcie. Na potĂ©m 
badanie. Na  
potĂ©m z nim, mĂłwiÄ™, tu sÄ… lepsi -WiĂ©m wszystko. GdzieindziĂ©j, 
sÄ™dziowie!  
gdzieindziĂ©j zwróćcie uwagÄ™ i czynność wasze. 
URSZULA.  
Cóż nowego? - Agato, kaĹĽ winowajcÄ™ odprowadzić do wiÄ™zienia. 
AGATA (do straĹĽy.)  
WeĹşcie go! - stare baby? - poczekaj! 
MAKARY.  
Stare, stare, jak samo piekĹ‚o! 
URSZULA.  
Precz z nim! 
MAKARY (da odprowadzajÄ…cych.) 
CzegoĹ› ciÄ…gniesz? - czego szturkasz? - czego szczypiesz? kara Boska! 
(wyprowadzajÄ… go.) 
SCENA SIEDEMNASTA. 
URSZULA, BARBARA, AGATA, GRZEGOTKA. 
GRZEGOTKA. 
OdkryĹ‚em, wielki spisek.  
URSZULA. 
PrzebĂłg! - Agato straĹĽe podwoić. 

- 194 - 
 
GRZEGOTKA.  
Bunt mężów. 
URSZULA.  
Jak? co? mĂłw prÄ™dzĂ©j. 
BARBARA.  
DrzÄ™ ze zĹ‚oĹ›ci. 
GRZEGOTKA.  
Herszt ukrywa siÄ™ w mieĹ›cie. 
URSZULA.  
Herszt? Agato, na gwaĹ‚t dzwonić! Herszt, rzecz straszna! 
GRZEGOTKA.  
A hersztem jest: Jan DorÄ™ba. 
DBSZDLA.  
Ten! ten, mĹ‚ody? ĹĽwawy? 
BARBARA.  
Ten przystojny, co tu byĹ‚ przed parÄ… laty ? 
AGATA.  
Ten z czarnĂ©mi oczyma? 
GRZEGOTKA.  
Ten, ten, ten sam! 
BARBARA.  
Ale, nie czarne, tylko niebieskie. 
AGATA.  
AleĹĽ moja sÄ…siadko, czarne. 
GRZEGOTKA.  

background image

Czarne, niebieskie czy żółte, tu nie o to idzie. 
URSZULA.  
GdzieĹĽ siÄ™ ukrywa? 
 
 
- 195 - 
 
GRZEGOTKA.  
Gdybym wiedziaĹ‚! w mieĹ›cie. 
URSZULA.  
W jakim celu? 
GRZEGOTKA. 
W jakimĹĽe innym, jak wzniecenia buntu i przywrĂłcenia dawnego nieĹ‚adu. 
URSZULA.  
Nie ujdzie kary. 
GRZEGOTKA. 
WprzĂłdy go jednak trzeba schwytać. 
BARBARA.  
Tak prawo kaĹĽe - rozumiĂ©m. 
URSZULA.  
Agato, Barbaro, spieszcie! 
GRZEGOTKA.  
Kilkunastu juĹĽ mieszczan namĂłwiĹ‚. - ĹÄ…czÄ… siÄ™ i nim, przysiÄ™gajÄ… 
na  
trupiej gĹ‚owie. 
URSZULA.  
ĹšwiÄ™ty Antoni! a mĂłj Tobiasz? 
GRZEGOTKA.  
Podobno. 
BARBARA.  
MĂłj Kasper? 
GRZEGOTKA.  
Być moĹĽe. 
AGATA.  
MĂłj BĹ‚aĹĽĂ©j? 
GRZEGOTKA.  
Niezawodnie! 
N 2 
 
— m — 
URSZULA. Wszystkich uwiÄ™zić. 
BARBARA, AGATA. Wszystkich, wszystkichl 
GRZEGOTHA. 
Na to dość czasu___BorÄ™bÄ™ trzeba Ĺ›cigać. ¦— Mieli 
w nocy,   to wiem z pewnoĹ›ciÄ…, miasto na  cztery rogi podpalić. 
URSZULA. PrzebĂłg 1   — nielraćony czasu — Agato ! uderz w twĂłj 
bÄ™ben, niech  
cala zbrojna silÄ… wystÄ…pi. 
GRZEGOTKA. Mam nadziejÄ™, Ĺşe  nam nie ujdzie. 
URSZULA. Spieszcie I walczcie! bijcie 1 chwytajcie I dla dobra miasta 
nieĹ›cie i ĹĽycie  w  
ofierze,  jeĹşli tego potrzeba, ja was zachÄ™cać bÄ™dÄ™. 
GRZEGOTHA. Zobaczymy siÄ™ panie DorÄ™bo 1 
BARBARA (A, sidu.) PrzysiÄ™gnÄ™, Ĺşe niebieskie nie czarne! 
KONIEC AKTU DRUGIEGO. 

.....??????—? «i   iiiiiiiiiiHiii h«iiimmiiIIi—???1? mill 
—    197    â€” 
AKT   III. 
SCENA PIERWSZA. 
KASPER,   (piimćj)   TOBIASZ. 

background image

{Kasper ttai na Ĺ›rodku i pĹ‚acze ???? szlocha,), 
TOBIASZ. 
CzegoĹş pĹ‚aczesz ? 
KASPER. 
Ach! ach I 
TOBIASZ. 
NiebezpieczeĹ„stwo juĹş minęło. 
KASPER. Ach! ach!   (mtajÄ…o.J 
TOBIASZ. CiszćjĹşe u diaska I Ĺ›lochasz, jak pogrzebowa pĹ‚aczka! 
KASPER. BlaciĹ›ku, ĹĽeby ciebie licho polwalo iazem z twojÄ…t DolÄ™bÄ…. 
TOBIASZ. DziÄ™kujÄ™ waszeci. — Cóż siÄ™ staĹ‚o ?¦• 
KASPER. Moja ĹşoĹ„ka ach 1 ach 1    (%noWu, w pĹ‚aet-) 
TOBIAS Z. CĂłl twoja Joneczka? 
RASPER. KiejĹşecność mi Ĺşlobila.- 198 - 
 
TOBIASZ.  
Ech! kto tam w tych czasach na niegrzeczność uwaĹĽa. 
KASPER.  
Ale bo wielkÄ… niegĹşeeność. 
TOBIASZ. 
ZapomniĂ©j i kwita. 
KASPER.  
Tak, zapomniĂ©j, kiedy kalkiem nie mogÄ™ lusyć. 
TOBIASZ.  
Ho, ho! to nieĹĽarty. 
KASPER.  
Pewnie nieĹşalty! 
TOBIASZ.  
I o cóżto wam poszĹ‚o? 
KASPER.  
Niby nie wiéś. 
TOBIASZ.  
JakĹĽe mam wiedziéć. 
KASPER. 
 Nie gadaliĹşeĹ›my przeciw naszym jmoĹ›ciom ? 
TOBIASZ  
(oglÄ…dajÄ…c siÄ™.) 
A prawda. 
KASPER.  
Nie wyĹ›lalĹşeĹ› miÄ™ sam do BĹ‚aĹĽeja? 
TOBIASZ. 
WysĹ‚aĹ‚em. 
KASPER.  
Nie zeĹ›liĹ›my siÄ™ tu na ladÄ™, jakby moĹĽna dawny poźądek pĹşywlĂłcić? 
 
 
- 199 - 
 
TOBIASZ.  
Prawda, prawda, ale jakĹĽeto twoja ĹĽona mogĹ‚a wiedziéć ? 
KASPER.  
A to co? jakiĂ©eĹ› ty dziwny blacisku. Jak mogĹ‚a wiedzieć? Ĺ›mieĹ›ne 
pytanie! - JuĹşci  
mogĹ‚a wiedzieć, kiedym jej powiedziaĹ‚. 
TOBIASZ.  
PowiedziaĹ‚eĹ›? co sĹ‚yszÄ™! wszystko zgubiĹ‚eĹ› czĹ‚owieku bez litoĹ›ci, 
coĹĽeĹ›ty  
zrobiĹ‚?! i naco? poco? 
KASPER.  
Bo mi kazaĹ‚a powiedzieć wsyĹ›tko, co tylko wiĂ©m. 
TOBIASZ.  

background image

A moĹĽeĹ› ty i o mnie wspomniaĹ‚. 
KASPER.  
JuĹşci, kiedy wsyĹ›tko, wsyĹ›tko, co wiĂ©m kazaĹ‚a powiedzieć. 
TOBIASZ.  
A do diaska! bÄ™dzieĹĽ nam teraz. 
KASPER.  
Mnie juĹş byĹ‚o. 
TOBIASZ.  
To jeszcze maĹ‚o , to jeszcze nic. 
KASPER. 
ZmiĹ‚uj siÄ™ blacisku, bĹ‚oĹ„ miÄ™, ja twĂłj blat. 
TOBIASZ.  
A mnie kto bronić bÄ™dzie? biada nam, biada. 
- 200 - 
 
SCENA DRUGA. 
TOBIASZ, KASPER, DORāBA(wybiegajÄ…c ogrodowĂ©mi drzwiami.) 
KASPER.  
ĹšwiÄ™ty Antoni! otóż jest! 
DORāBA. 
Cicho! jestem Ĺ›cigany. 
TOBIASZ.  
Precz ode mnie! 
DORāBA.  
SĹ‚uchajcie , tylko dwa sĹ‚owa. 
KASPER (zatykajÄ…c uszy.) 
Nic nie Ĺ›lyśę. 
DORāBA. (wstrzymujÄ…c go.)  
O was idzie. 
KASPER (krzyczÄ…c.) 
Nie dotykaj mi siÄ™! 
DORāBA. 
Czekaj! 
KASPER. 
PuĹ›ciaj, bo bÄ™dÄ™ kĹşycéć! (wyrywa siÄ™ i wybiega z zatkanĂ©mi uszami.) 
SCENA TRZECIA. 
DORāBA, TOBIASZ. 
TOBIASZ.  
WynoĹ› siÄ™ z tÄ…d waszmość bez popasu, bardzo pro- 
 
 
- 201 - 
 
szÄ™. Nieproszony, niedziÄ™kowany nabawiĹ‚eĹ› nas kĹ‚opotu, i dość zĹ‚e  
poĹ‚oĹĽenie sto razy pogorszyĹ‚eĹ›. RuszajĹĽe sobie z Bogiem! 
DORāBA. 
Dla was tylko tu jeszcze jestem. Ale nie trać nadziei i sĹ‚uchaj. Jestem 
Ĺ›cigany -  
Grzegotka Ĺ›ledzi miÄ™ zawziÄ™cie, czaty wszÄ™dzie porozstawiane, trudno 
abym  
uszedĹ‚. Wam zaĹ› powiadam, nie traćcie serca i jeĹĽeli przyjdzie do tego, 
ĹĽe wam  
ĹĽony wĹ‚adzÄ™ wasza wrĂłcić zechcÄ…, nie przyjmujcie jej - rozumiĂ©sz 
waszeć? 
TOBIASZ.  
Tak, tak! gadaj sobie waszmość, ja wiĂ©m co myĹ›lÄ™. 
DORāBA.  
A teraz ukryj miÄ™ gdzie. 
TOBIASZ.  
Jeszcze czego? 
DORāBA. (na stronie.) 

background image

Ach Dyzmo, Dyzmo, ĹĽe nie przybywasz! (do Tobiasza.) Nic nie pomoĹĽe, 
musisz miÄ™  
ukryć, bo juĹĽ wyjść nie mogÄ™. 
TOBIASZ. 
A mnie diasek do tego? moĹĽesz czy nie moĹĽesz.. 
DORāBA.  
Kiedy tak, wiÄ™c tu zostanÄ™, 
TOBIASZ.  
Szczęść BoĹĽe! (chce odejść.) 
DORāBA (zatrzymujÄ…c go.)  
O nie! razem zostaniemy. 
TOBIASZ.  
Ale bo ja nie chcÄ™. 
- 202 - 
 
DORāBA.  
Ale bo ja chcÄ™. 
TOBIASZ.  
Otóż masz! 
(sĹ‚yszÄ…c krzyk za scenÄ….) 
DORāBA. 
IdÄ…. 
TOBIASZ.  
Aj gwaĹ‚tu! puść miÄ™ - Jasiu! SerdeĹ„ko! Dobrodzieju! 
DORāBA(obejmujÄ…c go.) 
Niech nas zastanÄ…, niech chwycÄ… w serdecznĂ©m uĹ›ciĹ›nieniu. (jak 
nawiasem.)  
Ukryj miÄ™.  
TOBIASZ.  
Czy oszalaĹ‚! 
DORāBA.  
Mamy ginąć, giĹ„my razem przyjacielu; jedna dzida niech nas przebije. - 
(nawiasem.)  
Ukryj miÄ™.  
TOBIASZ. 
Ukryje! ukryjÄ™! 
DORāBA. 
PrÄ™dzej - gdzie ? 
TOBIASZ. (szukajÄ…c koĹ‚o siebie.)  
KoĹ‚o spiĹĽarni... juĹĽ wiĂ©sz... jest... sÄ…, te, jak siÄ™ zowiÄ…... 
ten... dziedziniec na  
drzwiczki... na dziedziĹ„cu, chcÄ™ mĂłwić... z tamtÄ…d fĂłrtka do rzĂ©ki 
nad sadem....  
ten... do sadu... gdzieĹĽem furtkÄ™ podziaĹ‚... a to co... Ĺ›wiÄ™ty Antoni! 
ratujĹĽe  
miÄ™ - jest przecie... na masz klucz.... ruszaj! - 
DORāBA. (wybiegajÄ…c.) 
BÄ…dĹş zdrĂłw. 
TOBIASZ (wybiegajÄ…c.) 
Kara Boska! 
 
 
- 203 - 
 
SCENA CZWARTA. 
AGATA, GRZEGOTKA, MIESZCZKI. 
(krzyk za scenÄ….) 
GRZEGOTKA (za scenÄ….)  
WszedĹ‚, wszedĹ‚ do domu. 
AGATA (do Grzegotki we drzwiach.) 
Wy tamtÄ™dy, a ja tÄ™dy - jeszcze tu być musi. 

background image

GRZEGOTKA.  
Dalej ĹĽwawo! za mnÄ… siostry! 
(we drzwi, ktĂłrĂ©mi DorÄ™ba wyszedĹ‚. - Agata za scenÄ… w tÄ…ĹĽ samÄ…  
stronÄ™) 
SCENA PIATA. 
URSZULA, BARBARA. 
URSZULA.  
I chwili odpoczynku! W gĹ‚owie mi szumi. - Ciężar rzÄ…dĂłw mnie gniecie.  
ObszĂ©rność i głębokość roztropnoĹ›ci mojĂ©j ledwie wydoĹ‚ać moĹĽe 
co  
raz nowym, ĹĽe tak rzekÄ™ dolegliwoĹ›ciom. 
BARBARA.  
PoczÄ…tki najtrudniejsze. 
URSZULA.  
Zdrada otacza ustawy nasze. 
BARBARA.  
WĹ‚aĹ›ni mężowie spiski knujÄ…. 
URSZULA.  
NiewdziÄ™czni! 
 
 
- 204 - 
 
BARBARA. 
Byle tylko DorÄ™ba nam nie uszedĹ‚. 
URSZULA.  
Ujść nie moĹĽe, moje rozkazy dane, rozrzÄ…dzenie niezawodne - ujść nie 
moĹĽe, ja  
powiadam. BARBARA. Po osÄ…dzeniu i skaraniu DorÄ™by, do domowych 
winowajcĂłw  
przystÄ…pimy. 
URSZULA. 
Tak, co dzieĹ„ jednego sÄ…dzić bÄ™dziemy. 
BARBARA. 
Do kaĹĽdego przestÄ™pstwa nowe prawo napiszemy. 
URSZULA.  
Nasza czynność przyszĹ‚ym wiekom wzorem bÄ™dzie. 
BARBARA.  
SĹ‚awa Osieka juĹĽ zaginąć nie moĹĽe, ĹĽeby tylko nie ten strĂłj, bo 
przyznać  
trzeba, ĹĽe wcale nam w nim nie do twarzy. 
URSZULA. 
To mniejsza. Ale sĹ‚uchaj siostro, mnie inna waĹĽniejsza myĹ›l niepokoi, i 
-wstrzymuje,  
ĹĽe siÄ™ tak wysĹ‚owiÄ™, zapÄ™d mojego rozumu: jak winowajcĂłw skarzemy  
przykĹ‚adnie, to zostaniemy bez mężów.  
BARBARA.  
Prawda, nad tĂ©m jeszcze siÄ™ niezastanawieĹ‚am. 
URSZULA. 
JednakowoĹĽ sÄ… potrzebni. 
BARBARA.  
SÄ… potrzebni, niĂ© ma gadania. 
URSZULA. 
MÄ…ĹĽ, jest to zĹ‚e konieczne. 
 
 
- 205 - 
 
BARBARA.  
Ach konieczne! 
URSZULA. 

background image

Jakie tu postÄ…pić? 
BARBARA.  
Nie ma co myĹ›leć, skarać musimy, ale takÄ… karÄ™ wymyĹ›lić potrzeba, 
ktĂłra  
nam nie uwĹ‚oczy a nawet i korzyĹ›ciÄ… bÄ™dzie. 
URSZULA.  
Dobrze mĂłwisz, roztrzÄ…Ĺ›niemy to w przyzwoitym czasie. O dowcipie 
mÄ…droĹ›ci 1  
ktĂłryĹ› nam dotÄ…d w Ĺ‚atwiĂ©jszych dzieĹ‚ach przewodniczyĹ‚; nie 
odstÄ™puj teraz  
gĹ‚owy nasze i umocniĂ©j w chwiejÄ…cym kroku. (krzyk za scenÄ….) 
SCENA SZĂ“STA. 
URSZULA, BARBABA, GRZEGOTKA. 
GRZEGOTKA (z papiĂ©rkiem na nosie.) 
PalnÄ…Ĺ‚ miÄ™, palnÄ…Ĺ‚, ale jest DorÄ™ba, jest w naszym rÄ™ku, Bogu 
dziÄ™ki!  
juĹĽ go wiedzie dzielna Agata. - Trzeba widzieć byĹ‚o natarcie i obronÄ™ - 
siłą  
zbrojna okryĹ‚a siÄ™ nieĹ›miertelnÄ… sĹ‚awÄ…. 
URSZULA. 
MĂłw, chcemy sĹ‚yszéć szczegóły odniesionego zwyciÄ™ztwa. 
GRZEGOTKA.  
Kiedy ja z dobranym pocztem przeszedĹ‚szy ten dom w tropy go Ĺ›cigaĹ‚em, 
odwaĹĽna  
Agata ze swoim hufcem przeciÄ™temu drogÄ™ sendomiĂ©rskÄ…. -UjrzeliĹ›my 
- 206 - 
 
go nareszcie, i on widzÄ…c siÄ™ odkrytym, stanÄ…Ĺ‚, groĹĽÄ…c dzielnym 
odporem.- 
Ten z mężczyn, ktĂłry przystÄ…piĹ‚, doznaĹ‚ niebawem zamaszystoĹ›ci jego 
rÄ™ki,  
ale przed pĹ‚ciÄ… piÄ™knÄ…, gdy siÄ™ cofać musiaĹ‚, gałęź na drodze  
plÄ…cze mu nogi, pada jak dÄ…b, a caĹ‚y hufiec Agaty przykrywa go sobÄ…. 
Pod  
ogromnÄ… niewieĹ›ciÄ… kupÄ…, ani znaku szlachcica. WstrzÄ…sĹ‚ siÄ™ jednak,  
dziesięć czapek spadĹ‚o, wstrzÄ…sĹ‚ siÄ™ i byĹ‚ wolny. W tĂ©mto  
niespodziewanym uwolnieniu, przystÄ…piwszy za blisko, zaczepiĹ‚em o 
pięść jego  
moim nosem. Ale powstaĹ‚y hufiec znĂłw go otacza, przypiĂ©ra, chwyta, kuje 
w  
Ĺ‚aĹ„cuszki i z okrzykiem radosnym przed twĂłj sÄ…d wiedzie przemÄ…dra 
rzÄ…dczyni!  
gromnico rozsÄ…dku! studnio rozumu! 
URSZULA. 
MiĹ‚o nam jest przyjmować dowody poĹ›wiecenia siÄ™ waszego. NagrodÄ™ 
zasĹ‚ug  
odkĹ‚adamy na czas późniejszy. Teraz udaj siÄ™ waszeć do parocha, niech 
od- 
spiĂ©wanĂ©m bÄ™dzie: "Te deus laudabus." 
(za scenÄ… krzyk ludu.) 
Wiwat! wiwat! 
GRZEGOTKA (odchodzÄ…c do wchodzÄ…cego DorÄ™by.) 
BliĹĽĂ©j panie szlachcic - proszÄ™ bliĹĽĂ©j - panna mĹ‚oda juĹĽ go czeka - 
bÄ™dÄ™  
mu za dróżbÄ™. 
(odchodzi - Ĺ›miĂ©ch.) 
SCENA SIĂ“DMA. 
URSZULA, BARBARA. (siedzÄ… przy stole) AGATA, DORāBA (w Ĺ‚aĹ„cuszkach)  
STRAĹ» w głębi i MIESZCZKI etc. etc. 
AGATA.  
Ciszej! - OskarĹĽyĹ‚am, uwiÄ™ziĹ‚am, teraz sÄ…dzić bÄ™dÄ™.               

background image

(siada.) 
 
 
- 207 - 
 
URSZULA. 
Nie Agato, dokoĹ„cz dzieĹ‚a chwalebnie zaczÄ™tego, teraz jeszcze nie 
bÄ™dziemy  
sÄ…dzić tylko badać winowajcÄ™. Waszeć tymczasem gdzie indziĂ©j jesteĹ›  
potrzebnÄ…. PrzĂ©jdĹş miasto w zdĹ‚uĹĽ, w szerz, w koĹ‚o i wróć wszystko 
do  
naleĹĽytego porzÄ…dku. 
AGATA.  
CzyĹĽ nie lepiĂ©j, abym badaniu przytomnÄ… byĹ‚a? abym przed sÄ…dzeniem  
wiedziaĹ‚a o co rzecz idzie? 
URSZULA. 
Nacoto wiedziéć? juĹĽ ja powiĂ©m, winny czy niewinny. 
AGATA.  
Ale zastanĂłw siÄ™ waszeć .... 
URSZULA. 
OĹ›wiadczyĹ‚am moje wolÄ…. 
AGATA.  
Ale jednak.... 
URSZULA. 
RozkazujÄ™. 
AGATA. 
IdÄ™ wiÄ™c, idÄ™. (na stronie.) Patrzcie! jak urosĹ‚a, "rozkazuje!" 
DORāBA (do Agaty na stronie.)  
Nie zapomniĂ©j, krĂłlowo serca mojego! 
AGATA (odchodzÄ…c, do DorÄ™by na stronie.)  
BÄ…dĹş spokojny. 
URSZULA.  
StraĹĽ odstÄ…pi. 
- 208 - 
 
SCENA Ă“SMA. 
URSZULA, BARBARA, DORāBA. 
URSZULA (krzyczÄ…c.) 
BliĹĽĂ©j! 
DORāBA (przystÄ™pujÄ…c.) 
Pani! ciebie dość blizko nigdy być nie moĹĽna. 
URSZULA.  
Napisz to siostro. (do DorÄ™by) Jak siÄ™ zowiesz ? 
DORāBA 
Jan Kanty DorÄ™ba, herbu strzaĹ‚a, towarzysz pancernej chorÄ…gwi. 
URSZULA. 
Co tu robisz ? 
DORāBA 
Szukam szczęścia. 
URSZULA.  
Nikomu tu niewolno ani być szczęśliwym, ani siÄ™ smucić, bez naszego 
rozkazu. 
DORāBA.  
Gdzie twoja przytomność pani, tam wzbronić szczęścia, jest 
niepodobieĹ„stwem. 
URSZULA.  
Napisz to siostro, (do DorÄ™by) JakieĹĽ zatrudnienie waszeci? 
DORāBA.  
Bić, pić i kochać. 
URSZULA (do DorÄ™by.)  
Kochać? 

background image

 
 
- 209 - 
 
Kochać? 
BARBARA (do Urszuli.) 
URSZULA.  
Bić, mniĂ©jsza z tĂ©m - pić, pij waszmość zdrĂłw. Ale kochać - kogo 
kochać? 
BARBARA. 
Tak, to jest wielkie pytanie, kogo kochać i juk kochać? 
DORāBA. 
Pani! ufny w twojej głębokiĂ©j mÄ…droĹ›ci, ktĂłra objęła szerokie pole  
umiejÄ™tnoĹ›ci - przezornoĹ›ci, ktĂłrĂ©j blask caĹ‚e miasto oĹ›wiĂ©ca, jak 
sĹ‚oĹ„ce,  
kiedy ĹĽadnĂ©j chmury niĂ© ma - dobroci, ktĂłra..... 
URSZULA.  
Pisz, pisz siostro. TrochÄ™ wolniĂ©j moĹ›ci towarzyszu. 
DORāBA. 
Dobroci, ktĂłra sĹ‚odsza nad miĂłd, gĹ‚aszcze i rozgrzĂ©wa dusze, 
otaczajÄ…ce ciebie -  
ufny mĂłwiÄ™ w te wszystkie wielkie przymioty, otworzÄ™ ci serce moje; 
powiĂ©m  
przypadki i nieszczęścia ĹĽycia mego, wyznam zamiary i nadzieje moje, ale 
jednĂ©j  
Ĺ‚aski Ĺ›miĂ©m siÄ™ wprzĂłd domagać. Racz mi jĂ©j nie odmĂłwić. 
URSZULA.  
Niech jÄ… sĹ‚yszÄ™, nieszczÄ™sny mĹ‚odzieĹ„cze. 
DORāBA.  
Abym przed tobÄ… tylko samÄ… zĹ‚oĹĽyĹ‚ wyznania moje. 
URSZULA.  
Przede mnÄ… samÄ…? 
BARBARA.  
To być nie moĹĽe. 
URSZULA. 
Byćby mogĹ‚o, ale nie widzÄ™, ĹĽe siÄ™ tak wyraĹĽÄ™, nieodzownĂ©j 
potrzeby. 

- 210 - 
 
DORāBA.  
O tĂ©j siÄ™ przekonasz, jeĹşli zadość uczynisz ĹĽÄ…daniu mojemu. Wszak 
zawsze  
zostaje wola twojĂ©j niezmierzonĂ©j roztropnoĹ›ci kazać mi powtĂłrzyć w 
obliczu  
caĹ‚ego miasta, to, co paĹ‚am wyjawić ci w tĂ©j chwili. 
BARBARA.  
Cóż to być moĹĽe? 
URSZULA. 
TrafiajÄ… siÄ™ podobne wypadki, wyczytaĹ‚am to w aktach; nie odmawia siÄ™  
winowajcy tajemnego posĹ‚uchania. 
BARBARA. 
CzyĹ„ siostro jak ci siÄ™ zdaje, (na stronie) Skrytość w guĹ›cie 
jĂ©jmoĹ›ci. 
URSZULA.  
PrzystÄ™pujÄ™ do ĹĽÄ…dania waszmoĹ›ci - otrzymasz Ĺ‚askÄ™, ktĂłrĂ©j 
Ĺ›miĂ©sz  
siÄ™ domagać. 
DORāBA.  
DziÄ™ki, dziÄ™ki ci pani. 
URSZULA. 

background image

Siostro pisarzu, zostaw nas samych. 
SCENA DZIEWIÄ„TA. 
URSZULA, DORāBA.  
DORāBA (klÄ™kajÄ…c.)  
U nĂłg twoich pani, miesce moje. 
URSZULA. 
WstaĹ„ waszmość. 
 
 
- 211 - 
 
DORāBA. 
Nie, skarĹĽ miÄ™ pani za przewinÄ™, ktĂłrĂ©j ty sama winnÄ… jesteĹ›. 
URSZULA.  
Ja winnÄ…? 
DORāBA. 
Tak jest - nieczas juĹĽ taić, co serce lat kilka starannie ukrywaĹ‚o. Tak 
jest, wdziÄ™ki  
twoje przyczynÄ… nieroztropnoĹ›ci mojĂ©j; one mnie pokoju pozbawiĹ‚y, 
natchnęły,  
namiÄ™tnoĹ›ciÄ…, a razem tÄ™sknotÄ… niezwyciężonÄ… za miescem  
oĹĽywionĂ©m, twojĂ©m anielskiĂ©m wĂ©jrzeniem. 
URSZULA.  
Co sĹ‚yszÄ™? Ĺ›miĂ©sz to mĂłwić (podnoszÄ…c go.)  
(czule.) WstaĹ„ waszmość. 
DORāBA. (ucaĹ‚owawszy podnoszÄ…cÄ… rÄ™kÄ™.)  
WiĂ©m na co siÄ™ odwaĹĽam. Ale niech ginÄ™ z pociechÄ…, ĹĽe moje  
nieszczęścia wiadome ich sprawczyni, ĹĽe moĹĽe Ĺ‚zy litoĹ›ci nie odmĂłwi 
temu,  
ktĂłry w grobie, jeszcze do niĂ©j wzdychać bÄ™dzie. 
URSZULA.  
NieszczÄ™sny schlachcicu! 
DORāBA. 
Jednego tylko litoĹ›nego bĹ‚agam wejrzenia; powiĂ©dz, ĹĽe mi przebaczasz, a 
potĂ©m  
oddaj pod sad, niech umrÄ™. Ty mnie nie nawidzisz, na cóż mi ĹĽyciu? 
URSZULA. 
Nienawidziéć  hliĹşnich nie godzi siÄ™. Ale pocóż tu przybyĹ‚eĹ›? 
DORāBA. 
Widziéć ciÄ™ pani. 
URSZULA. 
Nie wiedziaĹ‚eĹ›, jakie w tĂ©m niebezpieczeĹ„stwo? 
O 2 
- 212 - 
 
DORāBA. 
MiĹ‚ość nie zna niebezpieczeĹ„stwa. 
URSZULA. 
Nieznana ci byĹ‚a zaszĹ‚a tu odmiana ? 
DORāBA. 
Niech siÄ™ zmienia Ĺ›wiat caĹ‚y, moje serce nigdy. 
URSZULA.  
Nie widziaĹĽĹ‚eĹ› przepaĹ›ci, w ktĂłra spieszyĹ‚eĹ›? 
DORāBA. 
NamiÄ™tność Ĺ›lepa, ona miÄ™ wiodĹ‚a; 
URSZULA. 
GdzieĹĽ rozsadek? 
DORāBA. 
Tam, gdzie miĹ‚oĹ›ci niĂ© ma. 
URSZULA. 
JakÄ…ĹĽ masz nadziejÄ™? 

background image

DORāBA. 
Ty powiĂ©dz pani. 
URSZULA.  
Jaki zamiar? 
DORāBA. 
Ĺ»yć przy tobie. 
URSZULA.  
CzemuĹĽ nie szedĹ‚eĹ› prostÄ… drogÄ…? mogĹ‚eĹ› przyjąć miejskie i zostać 
z  
nami gdy ci... gdy ci... Osiek tak miĹ‚y. 
DORāBA. 
Wojskowym bÄ™dÄ…c, nie mogĹ‚em tu osiąść a mniĂ©j jeszcze poddać siÄ™  
prawom nowo ustanowionym, ktĂłre jednak umiĂ©m cenić i szanować podĹ‚ug  
rzeczywistĂ©j wartoĹ›ci. 
 
 
- 213 - 
 
URSZULA. 
CzemuĹĽ buntowaĹ‚eĹ› mężów naszych? 
DORāBA. 
Aby zostać uwiÄ™zionym. Jak zostanÄ™ myĹ›laĹ‚em, w miescu, gdzie ty 
bĹ‚yszczysz,  
widziéć ciÄ™ czasem choć z daleka bÄ™dÄ™, a nie zĹ‚amiÄ™ przez to  
powinnoĹ›ci moich. 
URSZULA.  
Dla mnie wyrzekĹ‚eĹ› siÄ™ wolnoĹ›ci? 
DORāBA. 
Reszty wolnoĹ›ci, powiĂ©dz; jĂ©j wiÄ™kszÄ… część dawnoĹ› juĹĽ wzięła. 
URSZULA.  
Wzięłam? 
DORāBA. 
Ach wspomniĂ©j pani, przed kilkoma laty, Ăłw wieczĂłr, w tydzieĹ„ jak 
zostaĹ‚aĹ› ĹĽona  
starego Tobiasza. 
URSZULA. 
Ach nie koĹ„cz! 
DORāBA. 
Wtedyto roztopiĹ‚aĹ› serce moje. ChciaĹ‚em ciÄ™ zapomnieć, ale daremnie - 
zawszeĹ›  
staĹ‚a przed myĹ›lÄ… natężonÄ…. WidziaĹ‚em ciÄ™ na niebie, gdy 
spojrzaĹ‚em w  
gĂłrÄ™; w powietrzu, gdy przed siebie; gdy na dół, w piasku. - WidziaĹ‚em 
ciÄ™ w  
misce, gdy jadĹ‚em; gdy piĹ‚em, na dnie szklanki - wszÄ™dzie, wszÄ™dzie 
ciÄ™  
widziaĹ‚em. 
URSZULA.  
waszmość, skoĹ„cz dla Boga. 
DORāBA. 
ChciaĹ‚em umrzéć. 
URSZULA. 
Ach! 
 
- 214 - 
 
DORāBA. 
Tak, chciaĹ‚em umrzéć. RzucaĹ‚em siÄ™ na oĹ›lep w szeregi 
nieprzyjaciół, ale i  
tam w kaĹĽdym Tatarze, twĂłj obraz widziaĹ‚em.  
URSZULA. 

background image

Dobry Janie! 
DORāBA. 
JeĹşlim kiedy miaĹ‚ sen miĹ‚y, to wtedy tylko, gdyĹ› ty mi siÄ™ Ĺ›niĹ‚a. 
URSZULA. 
Ach i mnie raz to spotkaĹ‚o. 
DORāBA.  
Co sĹ‚yszÄ™? o rozkoszy! kochaĹ‚aĹ› miÄ™ we Ĺ›nie? 
URSZULA. 
RozczuliĹ‚am siÄ™, wyznać trzeba. 
DORāBA. 
ChceszĹĽe tylko na jawie być okrutnÄ…? 
URSZULA. 
MuszÄ™. 
DORāBA. 
MoĹĽesz miÄ™ uszczęśliwić krĂłlowo osoby mojĂ©j. 
URSZULA.  
ChciaĹ‚abym drogi Janie. 
DORāBA. 
Od twojĂ©j woli zaleĹĽy. 
URSZULA.  
Jakim sposobem? 
DORāBA. 
Wstrzymaj sÄ…d do jutra. 
 
 
- 215 - 
 
URSZULA.  
CzemuĹĽ go na zawsze oddalić nie mogÄ™! ach czemuĹĽ tak nagle, bez mojĂ©j 
wiedzy  
tu przybyĹ‚eĹ›? - CzemuĹĽ siÄ™ wdaĹ‚eĹ› z mężami, i do tego jeszcze z 
moim? o  
nieszczęśliwy! 
DORāBA. 
ZbłądziĹ‚em, ale zbłądziĹ‚em z miĹ‚oĹ›ci. Przybywam, wkradam siÄ™ do 
twego  
domu, spotykam niespodzianie Tobiasza, niewiĂ©m co powiedziéć, przyrzekam 
ich  
uwolnić; wtĂ©m zawczesne pojmanie mojego szeregowca inny obrĂłt rzeczom 
daje. 
URSZULA.  
Ale jak sÄ…d do jutra odroczyć? pod jakim pozorem? 
DORāBA. 
RzÄ…dzisz w Osieku i pozoru ci trzeba? 
URSZULA.  
Agata, Barbara, Grzegotka i caĹ‚e miasto, wszyscy chciwi sÄ…du i kary 
twojĂ©j. 
DORāBA. 
Do jutra, do jutra tylko. 
URSZULA. 
A jutro co? 
DORāBA. 
Co?.. co?.. O jutro, jutro, daleko - bÄ™dziemy mieli czas naradzić siÄ™ 
dokĹ‚adnie. 
URSZULA.  
Ale sposĂłb, sposĂłb? 
DORāBA. 
Zleć badanie Barbarze, ja jĂ©j tak odpowiadać bÄ™dÄ™, ĹĽe z protokuĹ‚u 
nic  
dĂłjść nie potraficie. 
URSZULA.  

background image

Prawda, ona beze mnie nic nie poradzi. 
- 216 - 
 
DORāBA. 
BÄ™dziecie wiÄ™c musiaĹ‚y badanie powtĂłrzyć; wieczĂłr nadĂ©jdzie i nasza  
wygrana.  
URSZULA. 
TruchlejÄ™ o ciebie. 
DORāBA. 
Z twoja Ĺ‚askÄ… niczego siÄ™ nie lÄ™kam. 
URSZULA. 
Janie, ach Janie! 
DORāBA. 
Urszulo, ach Urszulo! (jak nawiasem) kaĹĽ mi zdjąć okowy. 
URSZULA. 
Hola! straĹĽ! Barbaro! - Zdjąć kajdany. - MuszÄ™ przeglÄ…dnąć 
powierzone mi  
papiĂ©ry i aktĂłw siÄ™ zaradzić. Ty siostro potrafisz wybadać winowajcÄ™.  
SpodziĂ©wam siÄ™, ĹĽe twoja przenikliwość złączona, ĹĽe siÄ™ tak  
wysĹ‚owiÄ™, ze sprawiedliwoĹ›ciÄ…, uĹ‚atwi roztrzygnienie sÄ…dowi. Taka 
wola moja! 
(odchodzi ze straĹĽÄ….) 
SCENA DZIESIÄ„TA. 
BARBARA, DORāBA. 
BARBARA (siadajÄ…c, do siebie.) 
Jak widzÄ™ rozmowa sam na sam pomyĹ›lny skutek wzięła. Wielkie zapewne, 
wielkie,  
ogromne tajemnice odkryte zostaĹ‚y; ja tego wiedziéć nie mogÄ™, nie moja 
w tĂ©m  
gĹ‚owa. Ale do rzeczy: panie sam na sam. (piszÄ…c) pytam siÄ™.... 
DORāBA (ktĂłry ad poczÄ…tku sceny w głębokiĂ©m zostaje zamyĹ›leniu i 
jakby  
do siebie.) 
Co za raczka! Cudna! 
 
 
- 217 - 
 
BARBARA.  
Pytam siÄ™.... 
DORāBA (zawsze z zaĹ‚oĹĽonĂ©mi rÄ™koma, jak do siebie.)  
Co za biaĹ‚ość! co za skĹ‚ad! nie, nic podobnego w ĹĽyciu nie widziaĹ‚em. 
BARBARA. 
Pytam siÄ™.... 
DORāBA. 
TysiÄ…c caĹ‚usĂłw zdawaĹ‚yby siÄ™ tylko jednym. Usta same ciÄ…gnÄ… siÄ™ do  
niĂ©j. 
BARBARA.  
ProszÄ™ odpowiadać, pytam siÄ™ .... 
DORāBA. 
Za jedno Ĺ›ciĹ›niÄ™cie tĂ©j rÄ…czki, niewola sama, byĹ‚aby rozkoszÄ…; ten 
tok,  
pulchność, giÄ™tkość! 
BARBARA.  
Siadaj waszmość i odpowiadaj. 
DORāBA (jak przebudzony.)  
Ach tak , ja mam odpowiadać (siada i wznosi oczy.) Ach! - O bĹ‚agam ciÄ™ 
pani,  
odwróć oczy twoje, tego wejrzenia nie zniosÄ™. 
BARBARA. 
AleĹĽ mĹ‚odzieĹ„cze... 

background image

DORāBA. 
Czy myĹ›lisz, ĹĽe serce moje kamienne? albo chcesz-ĹĽe siÄ™ pastwić nade 
mnÄ…?!  
Ach odwróć dla Boga, te siwe dwie gwiazdy palÄ… wnÄ™trznoĹ›ci moje. 
BARBARA. 
Pomiarkuj siÄ™.... 
DORāBA.  
I cóż ci z tego przyjdzie, ĹĽe powiÄ™kszysz nie- 
 
- 218 - 
 
szczęście moje? cóż ci przyjdzie, ĹĽe osĹ‚abione serce wdziÄ™kami 
twojemi do  
reszty ujarzmisz i oddasz strapieniom bezowocnĂ©j miĹ‚oĹ›ci? ach lituj 
siÄ™! Lituj!  
odwróć oczy mordercze. 
BARBARA. 
Ja lituje siÄ™, ale trudno mam oczy zamknąć. 
DORāBA. 
Ach zamkniéj je zamkniéj, proszę cię zamknij; wtedy śmiało wpatrywa栠
siÄ™ bÄ™dÄ™ w doskonaĹ‚ość nie do naĹ›ladowania rysĂłw twoich: opatrzÄ™  
nosek, oglÄ…dnÄ™ buziÄ™, przejrzÄ™ brĂłdkÄ™ i dalĂ©j... (spojrzawszy na 
niÄ… i  
zasĹ‚oniwszy sobie oczy) Ach okrĂłtna, ty siÄ™ na mnie patrzysz. 
BARBARA.  
Nie jestem okrutnÄ…, BĂłg widzi, nawet chcÄ™ ci pomagać, ile w mĂ©j mocy. 
DORāBA. 
Chcesz miÄ™ ratować? dla ciebiem tu przybyĹ‚. 
BARBABA.  
SzczĂ©rze pragnÄ™, ale jakim sposobem? 
DORāBA. 
MogĹ‚abyĹ› sad odwlekać. - Dla ciebiem tu przybyĹ‚. 
BARBARA. 
To być ĹĽadnym sposobem nie moĹĽe, ale w czĂ©m innym. 
DORāBA (pĹ‚aczliwym gĹ‚osem.)  
Ach ty nie pomoĹĽesz, bo Urszula nie chce. I to, co o tobie powiedziaĹ‚a, 
ach! 
BARBARA.  
Cóż powiedziaĹ‚a ? 
DORāBA. 
Ĺ»e twĂłj rozum pĹ‚aski - ach ty nie pomoĹĽesz! 
 
 
- 219 - 
 
BARBARA. 
MĂłj rozum pĹ‚aski, Urszula powiedziaĹ‚a? 
DORāBA (pĹ‚aczliwym gĹ‚osem.) PowiedziaĹ‚a: ĹĽe Barbara czterdziestki 
siÄ™ga a w  
gĹ‚owie, jak u dziĂ©ciÄ™cia - ach ty nie pomoĹĽesz! 
BARBARA. 
Czterdziestki siÄ™ga - i nie pomogÄ™?    
DORāBA. 
Ĺ»e jeĹĽeli ma pudĹ‚owatÄ… gĹ‚upiÄ… twarz, to jeszcze gĹ‚upszÄ… dusze - 
nie, nie, ty  
nie pomoĹĽesz. 
BARBARA. 
PudĹ‚owatÄ… duszÄ™? gĹ‚upiÄ… twarz? Urszula powiedziaĹ‚a? i nie pomogÄ™?  
otóż pomogÄ™, pomogÄ™! 
DORāBA. 
O zgrozo! kalmuckÄ… facyatÄ… ciÄ™ nazwala. 

background image

BARBABA (zrywa siÄ™.) 
KaĹ‚muckÄ…... pomogÄ™ ci, pomogÄ™ , sÄ…d odroczÄ™... niech siÄ™ wĹ›cieka ze  
zĹ‚oĹ›ci. .. zaraz pĂłjdÄ™.... 
DORāBA (zatrzymujÄ…c) 
Wstrzymaj siÄ™. 
BARBABA.  
Wszystko jej wymĂłwiÄ™.... 
DORāBA. 
SĹ‚uchaj miÄ™.... 
BARBARA. 
PowiĂ©m, ĹĽe tego dmuchania juĹĽ nadto .... 
DORāBA. 
Tylko sĹ‚owo.... 
BARBARA. 
Ĺ»e dĹ‚uĹĽĂ©j znosić nie bÄ™dÄ™, ĹĽe nietylko burmistrzem ale i parobkiem 
nigdy  
być nie moĹĽe. 
- 220 - 
 
DORāBA. 
Ale....  
BARBARA. 
PowiĂ©m jĂ©j zaraz....  
DORāBA. 
Ale...   
BARBARA. 
PowiĂ©m jĂ©j zaraz....  
DORāBA. 
Ale...   

 

BARBARA. 
IdÄ™ w ten moment....   

 

DORāBA {wstrzÄ…sajÄ…c jĂ©j rÄ™kÄ™ mocno.) 
Chcesz więc mię zgubi�
BARBARA (przychodzÄ…c do siebie.) 
Hm? 
DORāBA.  
Chcesz wiÄ™c miÄ™ zgubić? 
BARBARA.  
Chce ciÄ™ ratować, jĂ©j na zĹ‚ość. 
DORāBA.  
Jak tylko jawnie ujmiesz siÄ™ za mnÄ…, to juĹĽ niĂ© ma ratunku - ale 
skrycie  
postÄ™pujÄ…c, zemĹ›cisz siÄ™ snadnie i mnie usĹ‚uĹĽysz. 
BARBARA. 
MĂłw, co mam robić, byĹ‚em siÄ™ zemĹ›ciĹ‚a, byle tylko prÄ™dko, mĂłw, co  
czynić? 
DORāBA. 
Na teraz - sÄ…d do jutra odĹ‚oĹĽyć. 
 
 
- 221 - 
 
BARBARA.  
Dobrze, dobrze, muszÄ™ odĹ‚oĹĽyć. 
DORāBA.  
Tylko uspokĂłj siÄ™ - nieroztropnĂ©m uniesieniem wszystko popsujesz. 
BARBARA.  
Jestem spokojnÄ…. 
DORāBA. 
NadchodzÄ… (na stronie) truchlejÄ™, przebraĹ‚em miarki. 
BARBARA (na stronie.) 

background image

CztĂ©rdziestki siÄ™ga - pudĹ‚owata twarz, kaĹ‚mucka facyata. 
URSZULA (wchodzÄ…c z AgatÄ… i straĹĽÄ….) 
Na ustÄ™p moĹ›ci towarzyszu - do alkierza. 
DORāBA. 
PodchodzÄ…c! kĹ‚aniajÄ…c siÄ™ kaĹĽdej.) 
(do Urszuli) PamiÄ™taj: (do Barbary) ostroĹĽnie: (do Agaty) NiezapomniĂ©j. 
SCENA JEDENASTA. 
URSZULA, BARBARA, AGATA. 
URSZULA.  
JakieĹĽ byĹ‚o jego tĹ‚umaczenie? 
BARBARA.  
TĹ‚umaczenie?... co?.. co mĂłwiĹ‚? 
AGATA.  
ProtokuĹ‚ to okaĹĽe. 
URSZULA.  
W samĂ©j rzeczy. (biorÄ…c.) 
- 222 - 
 
BARBARA. 
Na cóż kiedy ... zaraz. - 
URSZULA.  
Zaraz, zobaczmy - (czyta) "Jan DorÄ™ba... etc. etc. to juz byĹ‚o - ztÄ…d 
wiÄ™c: (czyta)  
pytam siÄ™... pytam siÄ™... raczka... usta... pytam siÄ™... siadaj.. wcale 
grzeczny"  
(milczenie.) I nic wiÄ™cej cóż to jest? co znaczÄ… te wyrazy bez 
zwiÄ…zku. 
AGATA.  
Dziwny protokuĹ‚! 
BARBABA.  
Cóż miaĹ‚ odpowiadać, nawet nic mĂłwienie chciaĹ‚ wszystko wprzĂłd 
odkrywszy  
jĂ©jmoĹ›ci burmistrzowi, ktĂłra Ĺ‚askawie zechce nam udzielić te waĹĽne 
odkrycia. 
URSZULA. 
UdzielÄ™ w przyzwoitym czasie. 
AGATA.  
Na cóż ta tajemnica? 
URSZULA.  
Taka wola moja. 
BARBARA.  
KtĂłra nie jest bez granic. 
URSZULA.  
Z wiÄ™kszem uszanowaniem. 
BARBARA.  
Jak kto zasĹ‚uguje. 
URSZULA.  
PodlegĹ‚oĹ›ci ĹĽÄ…dam z urzÄ™du mego. 
BARBARA.  
UrzÄ…d niewieczny. 
 
 
- 223 - 
 
AGATA.  
Dla Boga, uspokĂłjcie siÄ™ przeĹ›wietni sÄ™dziowie. 
URSZULA.  
Jak sÄ…dzić podĹ‚ug takiego badania. 
AGATA.  
MoĹĽemy sÄ…d do jutra odĹ‚oĹĽyć. 
URSZULA (na stronie.)  

background image

WygraĹ‚am. 
BARBARA (na stronie.) 
Tego mi trzeba (gĹ‚oĹ›no.) zapewne moĹĽemy odĹ‚oĹĽyć. 
URSZULA.  
Hm! do jutra? mniejsza z tĂ©m - odłóżmy. 
AGATA.  
BiorÄ™ go wiÄ™c ze sobÄ…. 
URSZULA. 
Do kÄ…d? 
AGATA.  
Do wiÄ™zienia w domu moim. 
URSZULA.  
Nie Agato; lubo jest winowajcÄ…, trzeba mieć dla niego niejakie wzglÄ™dy, 
aby nie  
powiedziano, ĹĽe tylko przeĹ›ladować i karać umiĂ©my; zatĂ©m, niech aĹĽ 
do  
roztrzygnienia sprawy w moim domu zostanie, ja rÄ™czÄ™ za niego. 
AGATA.  
A jaĹĽ klucze od wiÄ™zienia daremnie dĹşwigać bÄ™dÄ™? 
URSZULA. 
Jego szeregowiec jest ci powierzony. 
AGATA.  
Ja chce towarzysza nie szeregowca. 
 
- 224 - 
 
URSZULA. 
To być nie moĹĽe dla sĹ‚awy caĹ‚ego miasta. 
AGATA.  
Co mi sĹ‚awa miasta! ja go biorÄ™ i zamykam. 
BARBARA. 
by ustaĹ‚a sprzeczka was niegodna, a jedna drugiej nie ustÄ…piĹ‚a, ja 
przyjmujÄ™ ten  
ciężar na siebie. Niech zostanie pod moim dozorem. 
AGATA.  
Pod niczyim, tylko pod moim. 
URSZULA. 
Pod moim, nie pod niczyim. 
BARBARA. 
Ja go strzĂ©dz bÄ™dÄ™. 
AGATA.  
I ja potrafiÄ™. 
URSZULA.  
Ja chcÄ™, ja kaĹĽÄ™, tak być musi. 
AGATA.  
Rozkazuj swemu mężowi a nie mnie. 
URSZULA.  
Milczéć! 
AGATA. Tego nie ma w naszych prawach. 
URSZULA.  
StraĹĽe! obie sĹ‚uchać musicie.  
BARBARA.  
StraĹĽe - proszÄ™ - na kogo? 
URSZULA.  
Na was. 
 
 
- 225 - 
 
AGATA.  

background image

Daj go katu! - to mi rzÄ…dzca! to mi rzÄ…d! nigdy dawniĂ©j nic podobnego 
nie  
sĹ‚yszano!-WolÄ™ szeĹ›ciu mężczyzn, niĹĽ jednÄ™ kobiĂ©tÄ™. 
URSZULA.  
Koniec koĹ„cĂłw DorÄ™ba tu zostanie. 
BARBARA. 
Nie zostanie. 
AGATA.  
Nie zostanie, ja go biorÄ™. 
BARBARA.  
Ja go biorÄ™. 
URSZULA.  
Musi, musi zostać. 
SCENA DWUNASTA. 
URSZULA, BARBARA, AGATA, GRZEGOTKA. 
GRZEGOTKA (wbiegajÄ…c.) 
WiĂ©cie, wiĂ©cie, co siÄ™ dzieje? ja wiĂ©m wszystko, wszystko powiĂ©m. Dla 
Boga,  
ledwie mi tchu staje, niemaĹ‚o miÄ™ pracy kosztowaĹ‚o, nie maĹ‚o znoju, ale  
dowiedziaĹ‚em siÄ™, wyĹ›ledziĹ‚em, wiĂ©m wszystko, wĹ‚osy mi stajÄ… na  
gĹ‚owiÄ™. Ale trzeba, abyĹ›cie wprzĂłd wiedziaĹ‚y, co ja juĹĽ wiĂ©m dawno, 
poco tu  
DorÄ™ba przybyĹ‚. 
URSZULA (pociÄ…gajÄ…c go ku sobie, na stronie.)  
Cicho! 
AGATA (podobnieĹĽ.)  
Milcz!     

- 226 - 
 
BARBARA. (podobnieĹĽ.)  
Ani sĹ‚owa! 
GRZEGOTKA (zadziwiony.)  
Co? 
URSZULA (jak wprzĂłdy.)  
BÄ™dziesz miaĹ‚ Kasie - cicho! 
GRZEGOTKA.  
Ale.... 
AGATA (podobnieĹĽ.)  
Dziesięć tynfĂłw, milcz! 
GRZEGOTKA. 
Ale.... 
BARBARA (podobnieĹĽ.) 
Ani sĹ‚owa, bo ci oczy wydrapie. 
GRZEGOTKA. 
Ale tylko sĹ‚uchajcie. 
URSZULA (jak wprzĂłdy.) 
Kasia. 
AGATA (podobnieĹĽ) 
Tynfy. 
BARBARA (podobnieĹĽ.)  
Oczy. 
GRZEGOTKA. 
A to co? musze powiedzieć. 
WSZYSTKIE. Milcz! 
GRZEGOTKA (krzyczÄ…c.)  
Dla miĹ‚ostek!.... 
WSZYSTKIE.  
Milcz! 
GRZEGOTKA.  
Z KasiÄ…. 

background image

 
 
- 227 - 
 
WSZYSTKIE.  
Z KasiÄ…? 
GRZEGOTKA.  
A! - Ale to nic, ja to wiedziaĹ‚em, ale skutki, skutki!- Zaburzenie, a w 
zaburzeniu  
wykradzenie.  
URSZULA.  
Co waszeć pleciesz? 
GRZEGOTKA. 
PletÄ™, pletÄ™, - juĹĽ ja wykradĹ‚.  
BARBARA. 
Wszak on tu jest. 
GRZEGOTKA. 
Ale Kasi niĂ© ma i BĹ‚aĹĽeja niĂ© ma. 
AGATA.  
BĹ‚aĹĽeja? 
GRZEGOTRA.  
Z BĹ‚aĹĽejem uciekĹ‚a. - Ale wiĂ©m, wiĂ©m gdzie sÄ…. 
AGATA.  
BĹ‚aĹĽĂ©j z niÄ…? - gdzieĹĽ sÄ…? 
GRZEGOTKA. 
W jego domu; tĂ©j nocy pewnie mieli siÄ™ złączyć z DorÄ™ba i dalĂ©j w  
drogÄ™. 
URSZULA.  
O hultaj! 
BARBARA. 
Poczekaj Ĺ‚otrze! 
AGATA.  
To lis! 
URSZULA. 
Zemsta! Zemsta! sÄ…dĹşmy go. 
P 2 
- 228 - 
 
DORāBA. 
Cotam sÄ…dĹşmy - karzmy go. 
AGATA.  
Bez zwĹ‚oki! 
GRZEGOTKA. 
Dla lepszego przekonania , biegnÄ™ do domu BĹ‚aĹĽeja i KasiÄ™ za chwilÄ™  
przyprowadzÄ™, (woĹ‚ajÄ…c.) MoĹ›ci towarzyszu! moĹ›ci towarzyszu pancerny! 
panie  
szlachcic! proszÄ™ bliĹĽĂ©j. 
DORāBA(wchodzÄ…c na stronie.)  
Dyzmo! zgubiĹ‚eĹ› miÄ™. 
GRZEGOTKA. 
Panna Katarzyna zaraz bÄ™dzie. - MozÄ™ potaĹ„cujesz drabanta? 
(odchodzi.) 
SCENA TRZYNASTA. 
URSZULA, BARBARA, AGATA, DORāBA. 
(Razem.) 
URSZULA.  
TakiĹ›to paniczu? dla mnieĹ› siÄ™ poĹ›wiÄ™caĹ‚? 
AGATA.  
TakiĹ›to paniczu? dla mnie tu przybyĹ‚eĹ›? 
BARBARA.  
Takiśto łotrze? ja cię miałam ratowa�

background image

DORāBA. (w Ĺ›rodku.)  
AleĹĽ, moje panie.... 
 
 
- 229 - 
 
(Razem.)  
URSZULA. 
Moje wdziÄ™ki pozbawiĹ‚y ciÄ™ pokoju? tÄ™skniĹ‚eĹ› za miescem oĹĽywionĂ©m  
wĂ©jrzeniem mojĂ©m? 
AGATA.  
Dla mnie wyrzekĹ‚eĹ› siÄ™ sĹ‚awy i majÄ…tku? pragnÄ…Ĺ‚eĹ› tylko jednego 
mego  
uĹ›miechu? 
BARBARA.  
A rÄ…czka biaĹ‚a, cudna i pulchna ? nie mogĹ‚eĹ› wytrzymać mojego 
wejrzenia  
palÄ…cego. 
DORāBA.  
AleĹĽ moje panie. 
URSZULA.  
A KasiÄ™ kochasz. 
BARBARA. 
Kasięś wykradĹ‚. 
AGATA.  
Z KasiÄ… chciaĹ‚eĹ› uciekać. 
DORāBA.         
Jedno tylko sĹ‚owo. 
BARBARA.  
Poczekaj! 
URSZULA.  
Poznasz miÄ™. 
AGATA.  
SÄ…dĹşmy go. 
BARBARA I URSZULA.  
SÄ…dĹşmy! 
(sĹ‚ychać krzyk za scenÄ… i kilka mÄ™zkich gĹ‚osĂłw.) 
Na koĹ„ ! na koĹ„! 
- 230 -  
 
URSZULA. 

 

 

 

Cóż to jest? 
DORāBA. (na stronie.)  

 

 

Oddycham! 

 

 

 

 

 

AGATA (ode okna.) 

 

 

 

Wojska! proporce! 

 

 

 

 

(GĹ‚os za scenÄ…) 

 

 

 

Na koĹ„! na 

boĹ„! kto w Boga wierzy 

na koĹ„! 

URSZULA. 

 

 

 

Cóź to znaczy? 

 

 

 

 

AGATA.   

 

 

GdzieĹĽ nasi 

mężowie ? strach miÄ™ bierze. 

 

 

SCENA CZTERNASTA. 
URSZULA, BARBARA, AGATA, DORāBA, BEKIESZ, BŁAĹ»EJ, TOBIASZ,  
KASPER. DWĂ“CH SZEREGOWCĂ“W, POSPĂ“LSTWO. 
BEKIESZ. 
W imiÄ™ krĂłla i rzeczypospolitĂ©j, kto czapkÄ™ nosi niech na koĹ„ wsiada. 
URSZULA.  
Po co? na co? 
BEKIESZ.  

background image

Liczny zagon TatarĂłw aĹĽ pod JarosĹ‚aw siÄ™ga, nasze wojsko poraĹĽone - 
ogniem i  
mieczem wszystko niszczÄ… i wkrĂłtce tu bÄ™dÄ…, jeĹĽeli im prÄ™dkiego nie 
da siÄ™  
odporu. 
 
 
- 231 - 
 
KOBIETY. 
Tatary u nas? biadaĹĽ nam! cóż my poczniemy! cóź my bÄ™dziemy robić! 
Biada!  
Biada! ratujcie! ratujcie! 
BEKIESZ. 
CiszĂ©j! - Tu pĹ‚acz nic nie pomoĹĽe. Na koĹ„ prÄ™dko , kto czapkÄ™ nosi. 
KOBIETY (zdejmujÄ…c czapki.) 
Ratujcie! ratujcie! 
URSZULA. 
Mężulku mĂłj. 
BARBARA.  
Kasperku. 
AGATA.  
BĹ‚aĹĽeju, bierz broĹ„. 
BŁAĹ»EJ.  
Nie, kto przy rzÄ…dzie, ten przy kordzie. 
URSZULA (do Tobiasza.}  
Nie chceszĹĽe miÄ™ bronić? 
TOBIASZ.  
Kto umiĂ© rzÄ…dzić, niech umiĂ© i bronić. 
KASPER.  
Z dwojga Ĺşlego, wole pźąść niĹş wojować, lĹşejsia kÄ…dziel niĹşeli 
dzida. Basiu  
siadaj na koĹ„, siadaj! 
URSZULA.  
Zlitujcie siÄ™ - rzÄ…dĹşcie a broĹ„cie; oddajcie szablÄ™ panu DorÄ™biÄ™. 
BŁAĹ»EJ. 
Uciekajmy. 
TOBIASZ. 
Nu koĹ„ i w nogi. 
 
- 232 - 
 
URSZULA. 
Mężu drogi - burmistrzu. 
(sĹ‚ychać krzyk za scenÄ….) 
JEDNA Z KOBIET.  
Tatary! 
KOBIETY  
Tatary! GwaĹ‚tu! gwaĹ‚tu! 
BEKIESZ.  
Nie, nie, nie! Czekajcie! - nie sĹ‚yszÄ…. 
SCENA PIāTNASTA. 
BEKIESZ, DORāBA, TOBIASZ, BŁAĹ»EJ, KASPER, SZEREGOWCY, MAKARY.  
MAKARY (cofajÄ…c sic przed nacierajÄ…cÄ… straĹĽÄ… z Ĺ‚opata w jednym i  
miotłą w drugim rÄ™ku.) 
Precz! precz mĂłwiÄ™! precz ode mnie! gwaĹ‚tu co siÄ™ dzieje! A jesteĹ›cie 
przecie  
waszmoĹ›cie. A to Sodoma! pĂłkiĹĽ tego bÄ™dzie? zamknęły miÄ™ do piwnicy 
- do  
próżnĂ©j piwnicy moĹ›ci towarzyszu - drwinki i przekÄ…ski i Ĺ›miechy... A 
do stu  

background image

paraliĹĽy! jak siÄ™ nieruszÄ™! straĹĽ w nogi, ja za niÄ… - ja w nogi, 
straĹĽ za mnÄ…,  
to tak, to siak, aĹĽ siÄ™ tu dostaĹ‚em. 
DORāBA. 
SpoczniĂ©j sobie teraz. 
MAKARY.  
A jakie mam pragnienie! tfy! 
DORāBA. 
Wy zaĹ› idĹşcie zaspokoić wasze ĹĽony, ĹĽe jeszcze TatarĂłw niĂ© ma, 
jednak w  
krĂłtce być mogÄ… i zmieĹ„cie przytĂ©m z niĂ©mi piÄ™kne wasze ubiory. 
 
 
- 230 - 
 
TOBIASZ.  
BĂłg ci to nagrodzi, 
SCENA SZESNASTA. 
BEKIESZ, DORāBA, MAKARY.  
DORāBA. 
BĂłg zapĹ‚ać kolego, w sam czas przybyĹ‚eĹ›, krĂłtko juĹĽ byĹ‚o koĹ‚o nas. 
BEKIESZ. 
W caĹ‚kiem nowĂ©j wojnie. 
DORāBA. 
Ale nie najĹ‚atwiejszĂ©j, muszÄ™ wyznać. 
MAKARY. 
JuĹĽ chwiaĹ‚a siÄ™ czupryna, moĹ›ci towarzyszu. 
SCENA SIEDEMNASTA. 
CiĹĽ sami. GRZEGOTKA prowadzÄ…c KASIā w swoim stroju. 
GRZEGOTKA.  
Otóż jezt - nie mĂłwiĹ‚em - otóż jest - cóżto jest? cóż to jest? 
DORāBA. 
BÄ™dzie drabant. 
KASIA.  
Ach Janie, co siÄ™ tu dzieje?  
DORāBA. 
Wszystko dobrze. 
KASIA.  
W jakim ja strachu byĹ‚am. 
 
 
- 234 - 
 
DORāBA.  
I ja nie w mniejszym. 
GRZEGOTKA. 
Cóż to ja sĹ‚yszÄ™? co widzÄ™? co to znaczy? 
DORāBA.  
To znaczy, ze Kasia bÄ™dzie moja, a pan Filip Grzegotka na uzupeĹ‚nienie 
weselnych  
zabaw dnia tego, tak ubrany, jak jest, czerwony jÄ™zyk na piersiach, na 
plecach skurka  
zajÄ™cza, w jednym reku kÄ…dziel a w drugim miotĹ‚a, przejedzie siÄ™ na 
oĹ›le trzy  
razy w koĹ‚o miasta. 
BEKIESZ.  
A potĂ©m do gÄ…siora na dni parÄ™, taka moja rada. 
MAKARY.  
A bÄ™dziesz jadĹ‚ cudzÄ… szynkÄ™? 
SCENA OSIEMNASTA I OSTATNIA. 
CiĹĽ sami. KASPER, BARBARA, potĂ©m AGATA I BŁAĹ»EJ, potĂ©m TOBIASZ I  

background image

URSZULA 
w swoich ubiorach 
KASPER.  
LĂłbcie co chcecie, w spĂłdnicy nie w spĂłdnicy, ja na TatalĂłw nie 
pĂłjdÄ™. 
BARBARA (wciÄ…ga za rÄ™kÄ™ Kaspra.) 
PĂłjdziesz serce moje, pĂłjdziesz! 
AGATA (do BĹ‚aĹĽeja.)  
JuĹĽ siÄ™ nie gniewaj, przebacz mi tÄ… razÄ…. BÄ™dÄ™ spokojnÄ…, dobrÄ… jak  
baranek, ale siadaj na koĹ„, siadaj na taranta. 
 
 
- 235 - 
 
BŁAĹ»EJ.  
Zobaczymy, zobaczymy! 
TOBIASZ.  
Jestem wiÄ™c znowu burmistrzem? 
URSZULA. 
JesteĹ›, jesteĹ› mężulku kochany, ale Tatary, Tatary! 
GRZEGOTKA. 
Co Tatary? (chce uciekać, szeregowiec go zatrzymuje.) 
DORāBA.  
UspokĂłjcie siÄ™. My bierzemy na siebie obronÄ™ Osieka. 
URSZULA.  
Dobry panie DorÄ™bo! 
DORāBA.  
Teraz sĹ‚owo waszeci. 
TOBIASZ (łączÄ…c go z KasiÄ….) 
DotrymujÄ™ - szczęść BoĹĽe! 
KASIA.  
Jestem twojÄ… na zawsze. 
DORāBA.  
BÄ…dĹşcie zgodni, uprzejmi, stali w małżeĹ„stwie- wyrzekniĂ©jcie siÄ™ 
wzajemnie  
wĹ‚adzy, znajdziecie przyjaźń, wyrzekniejcie siÄ™ rzÄ…dĂłw, a znajdziecie  
szczęście. 
MAKARY.  
Teraz dajcie miodu. Vivat paĹ„stwo mĹ‚odzi. - 
KONIEC. 
NIKT MNIE NIE ZNA. 
KOMEDYJA W JEDNYM AKCIE. 
WIERSZEM. 
Uczy złe czynić, kto się niepotrzebnie obawia. 
And. Max. Fredro. 
 
  
OSOBY: 
MAREK ZIāBA.  
KLARA, jego ĹĽona. 
CZESŁAW, jĂ©j brat.  
SŁAWNICKI, major.  
ŁAPKA, lichwiarz. 
KASPER, sĹ‚uĹĽÄ…cy Marta. 
MARTA, ĹĽona Kaspra, 
UrzÄ™dnik policyi, straĹĽ, sĹ‚udzy Marka. 
Rzecz dzieje siÄ™ w mieĹ›cie w domu Marka. 
 
 
SCENA PIERWSZA. 
KLARA, CZESŁAW, MARTA. 

background image

(Marta stoi w głębi i trzyma surdut, laskÄ™ i kapelusz.) 
CZESŁAW. 
Kochasz męża, to dobrze, bardzo sprawiedliwie,  
Bronić nie chcÄ™, nie myĹ›lÄ™; lecz nad tĂ©m siÄ™ dziwiÄ™,  
Ĺ»e znosisz samochcÄ…cy dziwactwa szalone,  
KtĂłrĂ©mi zawsze krzywdzi i siebie i ĹĽonÄ™. 
KLARA. 
AleĹĽ dobry mĂłj bracie, krzywdzić miÄ™ nie mogÄ…,  
Gdy mi dowodzÄ… razem, jak mu jestem drogÄ…. 
CZESŁAW. 
PiÄ™kny dowĂłd miĹ‚oĹ›ci, nieufność bez miary! 
Marek, choć sam uczciwy, w nikim niĂ© ma wiary:  
MyĹ›li ĹĽe on jedynie, wszystko w karbach trzyma,  
Ĺ»e wszystko w niwecz idzie gdy go w domu nie ma,  
Ĺ»e juĹĽ od sĹ‚ug, przyjaciół, od ciebie zdradzony,  
Ĺ»e handel jego upadĹ‚, majÄ…tek strwoniony,  
Dla tego, z swoich podróż nigdy nie powrĂłci,  
AĹĽ ciÄ™ wprzĂłdy swĂ©m Ĺ›ledztwem znudzi i zasmuci;  
I wytarte Ĺ›piegostwa przywdziewajÄ…c stroje,  
Co raz innym oznacza niebytnoĹ›ci swoje 
 
- 240 - 
 
KLARA. 
Prawda, lecz czyĹĽ nielepiĂ©j, gdy siÄ™ zdrady boi,  
Ĺ»e zamiast utajenia bojaźń zaspokoi? 
CZESŁAW.  
Nie, nie, to ustać musi; moje z nim poznanie,  
Dla ciebie i dla niego korzystnĂ©m zostanie:  
Bo cóż moĹĽe wyrĂłwnać przyjemnej godzinie,  
Gdy siÄ™ z dĹ‚ugiĂ©j podróży zbliĹĽamy rodzinie:  
Z kaĹĽdym obrotem koĹ‚a niecierpliwość roĹ›nie,  
Dreszcz nas przebiega, serce uderza radoĹ›nie,  
Ledwie zoczone przedmioty wzrok Ĺ‚atwo poznaje,  
A cóż? gdy siÄ™ juz w kole ukochanych staje?  
Ten piĂ©rwszy luby zamÄ™t, wzajemne witanie,  
Łzy, Ĺ›miĂ©ch, bez odpowiedzi tysiÄ…czne pytanie,  
Gwar, krzyk, haĹ‚as, psĂłw nawet z wrzaskiem skokĂłw krocie,  
Wszystko, wszystko rozkoszÄ… przy szczÄ™snym powrocie. 
KLARA.  
Ach któż wiÄ™cĂ©j nade mnie zdolny jÄ… ocenić!  
Lecz jak Marka przekonać? jak przez ĹĽart odmienić? 
CZESŁAW.  
Ĺšmieszność Ĺ›miesznoĹ›ci biczem; jĂ©j szczypiÄ…ca chĹ‚osta 
CzÄ™sto tam poradzi gdzie rozum nie sprosta. 
KLARA. 
Lecz Marka podejrzliwość... 
CZESŁAW. 
W Ĺ›miĂ©szność juĹĽ przechodzi;  
TĂ©j samĂ©j zatĂ©m broni uĹĽyć nam siÄ™ godzi. 
KLARA.  
Byle gorzĂ©j nie zranić. 
CZESŁAW. 
Jest! znowu wahanie  
A tu staĹ‚oĹ›ci wĹ‚aĹ›nie potrzeba w mym planie. 
 
 
- 241 - 
 
KLARA. 
JuĹĽ, juĹĽ bÄ™dÄ™ posĹ‚usznÄ…. 

background image

CZESŁAW.  
Jak dĹ‚ugo?  
KLARA. 
DzieĹ„ caĹ‚y.  
CZESŁAW.  
Przyrzekasz mi? 
KLARA.  
Przyrzekam. 
CZESŁAW (Ĺ›miejÄ…c siÄ™.) 
Drzyj Marku zuchwaĹ‚y!  
Ale wkrĂłtce przyjedzie, tylko co niewidać;  
IdĹş, wypraw dzieci z domu, mogĹ‚yby nas wydać,  
Sama zaĹ›, bÄ…dĹş ostroĹĽnÄ… i miej ufność we mnie. 
KLARA.  
Oby tylko to wszystko nie byĹ‚o daremnie! 
(odchodzi.) 
SCENA DRUGA. 
CZESŁAW, MARTA.  
CZESŁAW.  
No, teraz w pana Marka przemienić siÄ™ muszÄ™. 
(wdziewa obszerny surdut i krymkÄ… czerwonÄ… - bierze kapelusz i laskÄ™.) 
 
To, zwykĹ‚y ubiĂłr ? 
MARTA (Ĺ›miejÄ…c siÄ™.) 
Tak jest. - Ach na moje duszÄ™! Jak gdybym go widziaĹ‚a!  
On pozna sam siebie... A gdy pan zechcesz, caĹ‚kiem udać go w potrzebie, 

 
- 242 - 
 
Niech pan krzyczy gadajac, zrzÄ™dzi, gdĂ©ra, Ĺ‚aje,  
RÄ™koma wciÄ…ĹĽ rozprawia, a nigdy nie staje. 
CZESŁAW.  
Dobrze, dobrze; - A ty idĹş, i nakaĹĽ surowo,  
Aby nikt mi nie chybiĹ‚ i na jedno sĹ‚owo:  
Jestem dziĹ› Marek ZiÄ™ba i pan tego domu,  
On zaĹ› ma być najĹ›ciĹ›lej nie znany nikomu. 
MARTA. 
MĂłwiĹ‚am, i powtĂłrzÄ™. Ale proszÄ™ pana,  
MĂłj Kasper takĹĽe wraca? 
CZESŁAW. 
Ach moja kochanka,  
Nie wiĂ©m. Ledwiem zasĹ‚yszaĹ‚ jaki spisek nowy,  
Spotkawszy siÄ™, dwie mÄ…dre uĹ‚oĹĽyĹ‚y gĹ‚owy;  
RaczĂ©j, jak Marka nagliĹ‚ do nazwiska zmiany,  
JakiĹ› pan Rembosz, panicz w cale podejrzany,  
Zaraz nocom wyjechaĹ‚ by tu stanąć wprzĂłdy.  
Ale prawda - byĹ‚ jakiĹ› sĹ‚uĹĽÄ…cy - tak... mĹ‚ody,  
Nie zgrabny. 
MARTA.  
To on! 
CZESŁAW. 
Zawsze coĹ› zrzuci, wyleje. 
MARTA. 
To on! 
CZESŁAW.  
Wszystkich roztrÄ…ca. 
MARTA. 
To on  
CZESŁAW. 
WciÄ…ĹĽ siÄ™ Ĺ›mieje. 

background image

 
 
- 243 - 
 
MARTA.  
Ach to on! 
CZESŁAW.  
Twarz rumiana, nieco gĹ‚upkowata. 
MARTA.  
O mĂłj mÄ…ĹĽ! niezawodnie. 
CZESŁAW. 
ZnalazĹ‚a siÄ™ strata.  
MARTA.  
JuĹĽ co gĹ‚upi to gĹ‚upi, lecz bardzo poczciwy. 
CZESŁAW.  
To nie gĹ‚upi - zĹ‚y czĹ‚owiek, to gĹ‚upiec prawdziwy. 
MARTA (biegnÄ…c dokoĹ‚a.) 
Cóż to za haĹ‚as? - Nasz pan! - Od razum poznaĹ‚a. 
CZESŁAW (odciÄ…gajÄ…c jÄ… od okna.) 
ChodĹş. 
MARTA.  
W mundurze! 
CZESŁAW.  
ChodĹş.... 
MARTA. 
Kasper!... 
CZESŁAW (wyprowadzajÄ…c jÄ… za rÄ™kÄ™.) 
Ach bÄ™dziesz go miaĹ‚a (odchodzÄ….) 
Q 2 
—    244   — 
SCENA TRZECIA, 
????, KASPER. 
(Marek   w mundurze  zbyt przcslronym,   czarna peruka   i duze wasy > 
Kasper takie   w  
peruce   z wasami,  zawsze tui kolo parta stoi,   nastawia ucha gdy ten 
mĂłwi  i czesto sie  
smieje   hi   hi   hi.) 
MAKEK. 
Kasprze 1 — Ja dobrze robie ? 
KASPF, B. 
Papie I doskonale. 
MAREK. Jestesmy w domu wlasnym. 
R A S P E R. 
Wlasnym. 
MAREK   (palce na ustach.) 
Ale! 
KASPER   (podobniez.) 
Ale! MARE K. Sza! 
KASPER. Sza 1 
MAREK. Nikt tego  wiedziec nie bedzie. 
KASPER. 
Bron Boze I 
MAREK. Nikt z domowych nie poznal. 
245 
KASPER. 
I poznac nie  moze, MAREK. I zona mnie nie pozna. 
KASPER. Gdzietam jej pan w glowie! 
{smieje tif.J 
MAREK. 
Glupis !   (Kasper sie klaniaj 
W jej glowie jestem — lecz jak sie nie dowie To i widziec nie bedzie.... 

background image

KASPER. 
Ze to pan w mundurze .... Jak i Bartosz — nie poznac pana temu rurze I 
Oczy  wytrzyszczal  
(smieje sie) smial   sie  i   wejscia   nam 
bronil (smieje sie.) 
A pan , jak go pelmie! gdzies w brzuch,  {smieje sie.) 
aŁ sig nam poklonil. 
MAR E K. Godny  oficer. 
? A S I' E K. Bartosz? 
MAREK. Glupis I 
KASPER. 
Wiem, wiem panie : Ten co z nami nocowal. 
MARER. Juzci — jego zdanie Wiele mie oswiecilo ; jego madra rada Ulozyla 
pian caly. 
KASPER. Hm ! rozum nielada!~~?????<? ?.....? ? ??        ?   rui—i—? 
—    246"    â€” 
?????. 
Widzial, zeni nie spokojny jak kazdy maz bywa, KtĂłremu juz za domem drugi 
rok uplywa,  
A w domu mloda zona na boskiej opiece; 
KASPER. 
Jak moja Marta, prawda? 
MAREK. 
1 choc jak ptak lece , By zawsze wpasc z nienacka,   wszystko nic nie 
znaczy Ko zawsze zly  
duch jakis , uslyszy, zobaczy; A jezeli zajade skrycie do sasiada, Ktos, 
gdzies, jakos, przed  
zona zawsze sie wygada. Baz bylem i smierc wlasna  oglosil listami, Alem w 
leb dostal guza  
sluchajac pod drzwiami, Drzwi pekly, pies zaszczekal, zona nie czytala, I 
tak spelzla do razu  
tajemnica cala. Teraz, za tym powrotem konceptu nie stalo, Jakby  zrecznie 
wysledzic   co sie   
w domu dzialo , Az mnie Ăłw godny czlowiek swoja rada wspiera, Daje swĂłj 
wlasny  
paszport, w swĂłj mundur ubiera, I ze mnie Marka Zieby, kupca .... 
KASPER. 
Takie licho I (smieje sie.J MAREK. 
Kasprze, kiedy pan gada, nalezy byc cicho. — Jade, wjezdzam do miasta, u 
rogatki staje,  
Jako Jan Kembosz, byly rotmistrz, podpis daje, Jan Rembosz , pisze straznik 
co mie zna  od  
dawna, 
KASPER. Ten ten z nosem na bakier ? ...   (smiejac »«.) 
MAREK. 
f co rzecz zabawna: Zolnierz przede mna: traf! tral! 
•mm 
—   247   — 
KASPER   (imkje sie.J 
Jak przed jeneralem. 
Co tu smiechu, gwalt I   (smieje sit..) 
MAREK. 
Slowem, tyle dokazalem, Ze nikt mnie nie zna   w miescie ,  nikt   mnie   
nie zna 
w ' domu. . . Ale sluchajno Kasprze:   Jak ty powiesz komu I 
KASPER. OI czy ja lada glupiec ? 
MAREK. 
Moze tylko zonie ? 
KASPER. A fe! 
MAREK. 
KtĂłz jestem? 

background image

KASPER. 
Marek Zieba. 
KAS P E li. 
Kto, gawronie ? ? A S P E R. Nie ... Rembosz , Marek Rembosz. 
MAKE ?   (biorac Ł0 za ucho.) 
Marek ? 
KASPER. 
Jan, Jan panie. 
MARE R. Prosze cie wiec pamietaj. 
KASPER. 
(macajac sic za ucho) 
Juz, juz tak sie stanie Jak panska prozba kaze. 
¦?????? 
- 248 - 
 
MAREK. 
Ĺ»eby ciÄ™ kto drÄ™czyĹ‚  
ProĹşbÄ…, groĹşbÄ…, kuĹ‚akiem, ĹĽeby i umÄ™czyĹ‚,  
Ĺ»ebym ja sam rozkazaĹ‚, chciaĹ‚ nawet przymusić:  
Nie powiĂ©sz kto ja jestem? 
KASPER. 
WolÄ™ siÄ™ zakrztusić,  
WolÄ™ siÄ™.... 
MAREK.  
Koniec koĹ„cĂłw, nie gadajÄ…c wiele,  
Jak powiĂ©sz ĹĽem ja jest ja, to ja ci w Ĺ‚eb strzelÄ™. 
KASPER.  
A ja ja? 
MAREK.  
Jakto jaja ? 
KASPER.  
Co teĹĽto pan plecie! 
MAREK (w zĹ‚oĹ›ci.)  
PletÄ™, pletÄ™? 
KASPER. 
A juĹĽci. 
MAREK. 
Chcesz ty wziąć po grzbiecie? 
KASPER.  
Nie chcÄ™. 
MAREK.  
Cóż chcesz? 
KASPER.  
Ja, czy ja, czy nie ja? 
MAREK. 
Ĺąle w gĹ‚owie! BÄ™dziesz sĹ‚ugÄ… rotmistrza. Jak siÄ™ tamten zowie? 
 
 
- 249 - 
 
KASPER.  
Kasper takĹĽe, jak i ja. MoĹĽe jaki krewny. 
MAREK.  
NazwiĂ©j siÄ™ zatĂ©m Kasprem, bÄ™dÄ™ nawet pewny  
Ĺ»e myĹ‚ki.... 
KASPER.  
Cóżbo pan drwi! czy rozum straciĹ‚em!  
Jak tylko zapamiÄ™tam, to juz Kasprem byĹ‚em, 
Na cóż mam siÄ™ nazywać? 
MAREK. 
Gadajtu rozumnie. 

background image

A gĹ‚upi gĹ‚upim. (Kasper kĹ‚ania siÄ™.) 
Kasprem jesteĹ›, Kasprem u mnie,  
Ale nie tamtym Kasprem co siÄ™ Kasprem zowie. 
KASPER. 
JuĹĽ juĹĽ wiĂ©m, wiĂ©m - mÄ…drĂ©j gĹ‚owie dość na sĹ‚owie. 
MAREK. 
SĹ‚uchaj: Czy wszystko dobrze? (obracajÄ…c siÄ™ przed nim.) 
Mina? - Co? - Wojskowa?- 
KASPER.  
Jak Holofernes jaki! 
MAREK. 
Wzrok? 
KASPER. 
Jak dzika! 
MAREK. 
Mowa?  
KASPER.  
Jak grzmoty! aĹĽ strach. 
MAREK. 
WÄ…sy?  
KASPER. 
Jak paĹ„skie rodzone! 
 
- 250 - 
 
MAREK. 
Peruka? 
KASPER.  
Jak przykuta! 
MAREK.  
Teraz moje ĹĽonÄ™  
WyprĂłbujÄ™ dokĹ‚adnie; ale biada! Biada! 
SCENA CZWARTA. 
MAREK, KASPER, MARTA. 
KASPER (ciÄ…gnÄ…c za połę Marka.) 
Pst! - Panie! - Marta. 
MAREK (do Marty.)  
Panno.... 
KASPER (na stronie do Marka.) 
Panno! co pan gada? To moja ĹĽona. 
MAREK.  
Cicho! 
KASPER (jak wprzĂłdy.) 
MuszÄ™ przecie wiedzieć?.. 
MAREK (do ucha Kasprowi.) 
Cicho, bo jak ciÄ™ trzasnÄ™!(do Marty.) pani chciĂ©j powiedziéć,  
Ĺ»e rotmistrz Rembosz tu jest, i prosi na chwilÄ™. 
MARTA (wstrzymujÄ…c siÄ™ od Ĺ›miechu.) 
Rembosz? - Rotmistrz? 
 
 
- 251 - 
 
MAREK.  
Tak. 
MARTA. 
A ten? 
MAREK. 
Luzak. 
MARTA. 
Tylko tyle! 

background image

(Ĺ›miejÄ…c sic odchodzi.) 
SCENA PIATA. 
MAREK, KASPER. 
KASPER (zadziwiony.) 
Ĺšmieje siÄ™. 
MAREK.  
Ĺšmieje. 
RASPER.  
Ale z czego? 
MAREK. 
Z ciebie moĹĽe. 
KASPER.  
Kiedy niĂ© wie ĹĽem ja mÄ…ĹĽ?  
A ja siÄ™ zaĹ‚oĹĽÄ™,  
Ĺ»em jĂ©j wpadĹ‚ w oko; otóż z podróż zysk w tĂ©j dobie  
CzĹ‚owiek wĹ‚asnÄ… małżonkÄ™ zbaĹ‚amuci sobie! 
MAREK.  
Co to za rozkosz Kasprze, jak diabeĹ‚ kulawy.... 
 
 - 252 - 
 
KASPER. 
Kulawy? (Ĺ›mieje siÄ™.) 
MAREK.  
W domu wĹ‚asnym widziéć wszelkie sprawy. 
SCENA SZĂ“STA. 
KLARA, MAREK, KASPER. 
KASPER (ciÄ…gnÄ…c za połę.) 
Pst! panie! pani. 
MAREK.  
Cicho! 
KLARA. 
Pan rotmistrz, jak wnoszÄ™. 
(Kasper Ĺ›mieje siÄ™ pomimo znakĂłw swego pana.)  
Chce mĂłwić Z moim mężem. (Kasper Ĺ›mieje siÄ™.) 
MAREK (cicho do Kaspra wykrÄ™cajÄ…c mu rÄ™kÄ™.) 
Kasprze, pĂłki proszÄ™. 
(do Klary.) 
Tak, z mężem. 
KLARA. 
Niech pan siada. 
(siadajÄ…; Kasper staje za krzesĹ‚em Marka.) 
Męża w domu niĂ© ma. 
MAREK.  
WiĂ©m. 
KLARA. 
Ale w krĂłtce bÄ™dzie. 
KASPER (nie mogÄ…c dĹ‚uĹĽej wytrzymać, parska Ĺ›miechem.) 
Kaduk tu wytrzyma. 
 
 
- 253 - 
 
MAREK (do Klary.) 
Za pozwoleniem. 
(Wstaje, bierze Kaspra za koĹ‚nierz i za drzwi wyprowadza. - Kasper 
wkrĂłtce wraca cicho i  
staje za krzesĹ‚em zatykajÄ…c sobie gÄ™bÄ™ aby siÄ™ nic Ĺ›miaĹ‚.)  
(siadajÄ…c)   
SĹ‚ucham. 
Czekaj! 

background image

KLARA.   

 

MĂłj 

mÄ…ĹĽ... 

 

MAREK (do 

siebie.) 

 

Hultaj! 
KLARA.   

 

Pewnie... 
MAREK (do 

siebie.) 

 

Czekaj! 
KLARA.   

 

Panu... 
MAREK (do siebie.) 
Za twĂłj Ĺ›miĂ©ch zapĹ‚aczesz mi rzewnie  
KLARA. 
Jest 

znany?   

MAREK.  
Pan 

ZiÄ™ba? 

KLARA.  
Tak.  
MAREK. 
Od kolebki prawie;  
Dlatego w jego domu czas jakiĹ› zabawiÄ™....  
JeĹşli pani pozwolisz? 
KLARA.  
BÄ…dĹş pan jak u siebie. 
(Kasper oboma rÄ™kami gÄ™bÄ… sobie zatyka.) 
- 254 - 
 
MAREK.  
Zaczekam tu dni parÄ™. 
KLARA. 
I tydzieĹ„ w potrzebie.  
MAREK.  
Mam w sÄ…dzie waĹĽnÄ… sprawÄ™ a nie znam nikogo,  
Rady wiÄ™c pana ZiÄ™by wiele mi pomogÄ…. 
(po krĂłtkiĂ©m milczeniu.) Dobry to czĹ‚owiek! 
KLARA.  
MĂłj mÄ…ĹĽ?  
MAREK. 
Co, niedobry moĹĽe?  
KLARA. 
0 i owszem, i owszem, sto razy powtĂłrzÄ™. 
MAREK.  
Kochasz go zatĂ©m. - Pani? - Ĺ»yjesz z nim szczęśliwie? 
KLARA. 
I nad tĂ©m zapytaniem niemaĹ‚o siÄ™ dziwiÄ™:  
GrzecznoĹ›ci i rozsÄ…dku niewiele dowodzi, 
Kto wstÄ™pnym prawie bojem w cudze sprawy wchodzi; 
Jednak, niĂ© mam potrzeby postÄ™pować skrycie; 
Tak jest, mĂłj maĹş stara siÄ™ upiÄ™krzyć mi ĹĽycie:   
Zbyt pewny ĹĽe w małżeĹ„stwie miĹ‚ość bez ufnoĹ›ci, 
Jest tylko ĹşrĂłdĹ‚em trwogi, niesnasek, zazdroĹ›ci, 
Na zobopĂłlnĂ©j wierze, tĂ©j stałéj zasadzie, 
PokĂłj domu i szczęście nas obojga kĹ‚adzie; 
I sĹ‚usznie, bo któż moĹĽe takÄ… miĹ‚ość cenić, 
KtĂłrej strzeĹĽeniem tylko wzbrania siÄ™ odmienić? 
Któż zwać jakÄ… osobÄ™ przyjacielem moĹĽe, 
Gdy siÄ™ lÄ™ka jĂ©j zdrady w kaĹĽdej ĹĽycia porze? 
MĂłj mÄ…ĹĽ nie szuka chluby w tym przykrym sposobie, 
Co kaĹĽdy dobry skutek przypisuje sobie; 
 
 

background image

- 255 - 
 
Bo cóż boleĹ›niĂ©jszego moĹĽe być dla ĹĽony,  
Jak sĹ‚yszéć, ĹĽe jĂ©j cnota, honor nieskaĹĽony,  
Dobroć, cierpliwość nawet, co tyle zwycięża,  
SÄ… tylko dzieĹ‚em czÄ™sto najgĹ‚upszego męża?  
Do wĹ‚asnĂ©j wiÄ™c wartoĹ›ci ĹĽona niĂ© ma prawa,  
(ironicznie.) Gdyby nie mÄ…ĹĽ, jĂ©j dziaĹ‚em byĹ‚aby niesĹ‚awa. 
MAREK. 
Łatwo obojÄ™tnemu rozprawiać w tĂ©j mierze,  
Ale to strzeĹĽonego, mĂłwiÄ…, pan BĂłg strzeĹĽe. 
KLARA. 
Ach potrafi oszukać kto oszukać ĹĽÄ…da; 
A zwykle maĹ‚o widzi kto we wszystko wglÄ…da. 
MAREK.  
Ale mniĂ©j jeszcze widzi kto oczy zamyka. 
KLARA.  
Tych dwĂłch ostatecznoĹ›ci pan ZiÄ™ba unika. 
(Kasper wstrzymuje siÄ™ od Ĺ›miĂ©chu.) 
MAREK.  
Pan ZiÄ™ba ma wiÄ™c rozum? 
KLARA. 
I rzadkie przymioty:  
Dzieli ze mnÄ… jak radość, tak rĂłwnie zgryzoty,  
Ale nie sÄ… mi znane te kwaĹ›ne humory,  
Te dÄ…sy mężów, gorsze niĹĽ najĹĽwawsze spory,  
KtĂłre chcÄ…c przerwać, trzeba w przĂłd myĹ›léć godzinÄ™,  
Nim siÄ™ trafem nareszcie odgadnie przyczynÄ™.  
I czÄ™sto siÄ™ wydarza, ĹĽe za gĹ‚upstwo sĹ‚ugi.  
Za to, ĹĽe jeden sbłądziĹ‚, albo spiĹ‚ siÄ™ drugi,  
Za to nawet ĹĽe sĹ‚ota i snopki zmoczone,  
MÄ…ĹĽ nie majÄ…c na kogo, dÄ…sa siÄ™ na ĹĽonÄ™.  
Ale zrzÄ™dność takĹĽe rĂłwnie przykra wada,  
MĂłj mÄ…ĹĽ nigdy nie zrzÄ™dzi. 
(Kasper parska Ĺ›miĂ©chem w ucho swemu panu.) 
 
- 256 - 
 
KASPER (Ĺ›miejÄ…c siÄ™.) 
Co téż pani gada!...  
MAREK(zrywajÄ…c siÄ™.)  
Precz Ĺ‚otrze! 
KASPER.  
Ani pisnÄ™. 
MAREK(chwytajÄ…c co za koĹ‚nierz.) 
Precz! 
KASPER (chcÄ…c siÄ™ wyrwać.) 
JuĹĽ siÄ™ nie Ĺ›miejÄ™. 
SCENA SIĂ“DMA. 
KLARA, MAREK, KASPER, CZESŁAW. 
(Marek trzymajÄ…c Kaspra za koĹ‚niĂ©rz, zostaje w tej pozycyi - trochÄ™ 
przy stronie. - Obadwa nie spuszczajÄ… oka z CzesĹ‚awa, ktĂłry nie widzÄ…c 
ich niby i do  
Klary wciÄ…ĹĽ mĂłwiÄ…c po przed nich chodzi.) 
CZESŁAW.  
A niech téż kaci porwÄ…! co siÄ™ tutaj dzieje! 
CzĹ‚owiek z domu, szkoda w dom. (rzucajÄ…c kapelusz o stół.) 
Wszystko przewrĂłcone!  
Nigdzie rzÄ…du i Ĺ‚adu, kaĹĽdy w swoje stronÄ™,  
A ĹĽeby jedna dobra dusza siÄ™ ocknęła.  
Tu, owdzie jakoĹ› przecie czasami wglÄ…dnęła!  

background image

Gdzie tylko sam nie zajrzysz, tam siÄ™ diabeĹ‚ gnieĹşdzi! 
MAREK (puszczajÄ…c koĹ‚niĂ©rz.) 
JuĹĽ i po caĹ‚ym domu, jak uwaĹĽam, jeĹşdzi. 
CZESŁAW.  
Dozorca chrapie w cieniu, sĹ‚oneczko go razi;  
CieĹ›la ciupie jak przez sen, stolarz jak ćma Ĺ‚azi; 
 
 
- 257 - 
 
Pan mularz gdzieĹ› na szynku półgarcowkÄ™ doi,  
A stajnia dotÄ…d jeszcze nie skoĹ„czona stoi;  
I tÄ™ Ĺ›cianÄ™ miaĹ‚ wybić, po wygĹ‚adzać wszÄ™dzie,  
KarnawaĹ‚ dalej przyjdzie a sali nie bÄ™dzie. 
MAREK (nie spuszczajÄ…c oka z CzesĹ‚awa.) (na stronie mĂłwi z Kasprem aĹĽ 
do  
koĹ„ca sceny.) 
Kasprze, co to jest? 
KASPER. 
Surdut paĹ„ski. 
MAREKE (co raz trwoĹĽliwiej.) 
Kasprze? 
KASPER. 
Panie?  
MAREK.  
Co to jest? 
KASPER.  
Krymka paĹ„ska. 
CZESŁAW. 
Czy boskie skaranie!  
Nikt nigdy nie zrozumie, choć powiĂ©m wyraĹşnie:  
KazaĹ‚em sad tam wyciąć, gdzie majÄ… być Ĺ‚aĹşnie,  
A oni w prawo, w lewo ciÄ™li dla uciechy,  
Tak ĹĽe zostaĹ‚y tylko pĹ‚onki i orzechy. 
KASPER (ciÄ…gnÄ…c za połę.) 
Panie, to paĹ„ska laska, znam ja jÄ… niemaĹ‚o. 
MAREK.  
Kasprze. 
KASPER.  
HÄ™? 
MAREK. 
Kasprze. 
 
 
- 258 - 
 
KASPER.  
Panie? 
MAREK. 
Co siÄ™ tutaj staĹ‚o?  
Mnie coĹ› mdĹ‚o koĹ‚o serca. 
KASPER. 
GĹ‚owÄ™ panu Ĺ›cisnÄ™. 
MAREK.  
GĹ‚upiĹ›. (Kasper Ĺ›mieje siÄ™.)  
Nie Ĺ›miĂ©j siÄ™. 
KASPER.  
Dobrze.  
MAREK. 
Cicho! 
KASPER.  

background image

Ani pisnÄ™. 
CZESŁAW.  
Wczoraj przecie przedaĹ‚em folwark za mogiłą. 
MAREK 
Ach! (wsparty na Kasprze zostaje w osĹ‚upieniu aĹĽ do koĹ„cu sceny.) 
CZESŁAW.  
W prawdzie za pół darmo, lecz cóż robić byĹ‚o?  
Raz siÄ™ przecie przeklÄ™te dĹ‚ugi zaspokoi;  
ChodĹşmy wszystko obliczyć, a czy, siÄ™ co skroi! 
KLARA.  
LepiĂ©j byĹ‚oby moĹĽe.... 
CZESŁAW. 
MoĹĽe czy nie moĹĽe,  
StaĹ‚o siÄ™ co siÄ™ staĹ‚o. - Diabéł nie pomoĹĽe! 
(odchodzÄ… do pokoju po prawĂ©j stronie.) 
 
 
- 259 - 
 
SCENA Ă“SMA. 
MAREK, KASPER. 
MAREK (po dĹ‚ugiĂ©m milczeniu.)  
Ha! sĹ‚yszaĹ‚eĹ›? 
KASPER. 
SĹ‚yszaĹ‚em. 
MAREK.  
WidziaĹ‚eĹ›?  
KASPER.  
WidziaĹ‚em. 
MAREK.  
ZatĂ©m folwark?.... 
KASPER.  
Sprzedany.  
MAREK. 
I ja, ja milczaĹ‚em!  
MogĹ‚em sĹ‚uchać wszystkiego i dotÄ…d tu stojÄ™!  
Stajnia, sala, sad, folwark.... jeszcze ĹĽonÄ™ moje.... 
(chce drzwi otworzyć.) ZamkniÄ™to (puka) HĂ©j! mospanie! do diabĹ‚a 
mospanie!  
Nie sĹ‚yszy. (ironicznie) OgĹ‚uchĹ‚ biĂ©dny. (puka) Daremne pukanie,  
Na co ma sĹ‚yszéć? albo mu Ĺşle!... (puka z najwiÄ™kszÄ… zĹ‚oĹ›ciÄ….) 
Hej! do kata! Ale cicho, czas zawsze uĹ‚owić praĹ‚ata;  
A jeszcze czego wiÄ™cĂ©j dowiĂ©my siÄ™ moĹĽe. 
(Kasper. ktĂłry staĹ‚ zamyĹ›lony, zaczyna Ĺ›miać siÄ™ nagle.) 
A to co? 
KASPER (Ĺ›miejÄ…c siÄ™.) 
Ale... proszÄ™... bo to... o mĂłj BoĹĽe!...  
R 2 
 
- 260 - 
 
Kubek w kubek pan a pan ten jegomość nowy:  
Tak chodzi, zrzÄ™dzi, Ĺ‚aje i grzmocić gotowy. 
MAREK (chwytajÄ…c za piersi.) 
Ĺšmiejesz siÄ™? 
KASPER.  
Ani pisnÄ™. - Jednak powiĂ©m szczerze,  
Ĺ»e ktĂłry z panĂłw mĂłj pan, sam sobie nie wierzÄ™,  
I nie przysiÄ…gĹ‚bym teraz za nic na tym Ĺ›wiecie. 
MAEEK.  
WiĂ©m ja, wiĂ©m jakiĹ› mÄ…dry, poznasz ty mnie przecie. 

background image

KASPER. 
Lecz pan nie wiĂ©, iĹĽ tego, co siÄ™ wyrzekĹ‚ siebie,  
KaĹĽdy, kto chce, figurÄ™ moĹĽe wziąć w potrzebie. 
MAREK.  
O.. o.. o.. co za ĹĽarty. 
KASPER. 
Czas na ĹĽarty wĹ‚aĹ›nie! 
MAREK. 
SkÄ…dĹĽe ty to wiĂ©sz? Gadaj. (z przymuszonym Ĺ›miĂ©chem.) Ale to sÄ… 
baĹ›nie. 
KASPER.  
Mnie jeden kuchta w GdaĹ„sku, czĹ‚owiek godzien wiary.  
KlÄ…Ĺ‚ siÄ™, ĹĽe mu powiadaĹ‚ jeden mularz stary.... 
SCENA DZIEWIÄ„TA. 
MAREK, KASPER, ŁAPKA. 
ŁAPKA (powoli siÄ™ wsuwajÄ…c.)  
Nóżki paĹ„skie caĹ‚uje, sĹ‚uga uniĹĽony;  
Przecie tez pan zawitaĹ‚, zawitaĹ‚ w te strony; 
 
 
- 261 - 
 
NiĂ© mam szczęścia być znany, ja to wiĂ©m, ja to wiĂ©m.  
MĂłj braciszek, to ale. 
MAREK.  
Kto? - Jak? 
ŁAPKA. 
Zaraz powiĂ©m.  
WszakĹĽe jmćpan Rembosz ze mnÄ… mĂłwić raczy? 
MAREK.  
Hm? - A, tak. 
ŁAPKA.  
Jan? 
MAREK.  
Hm?- A, Jan. 
ŁAPKA. 
Rotmistrz?  
MAREK. 
Nie inaczĂ©j. 
ŁAPKA.  
Mam to jego rewersik, rewersik malÄ™ki. 
MAREK. 
MĂłj? CzyĹ› waćpan szalony? 
ŁAPKA (odsuwajÄ…c siÄ™ pokazuje.) 
Podpis jego rÄ™ki,  
W Poznaniu mĂłj braciszek, pan Łapka Gerwazy,  
DaĹ‚ panu po sto czÄ…tych.... 
MAREK. 
Sto czÄ…tych! 
ŁAPKA. 
Trzy razy. 
- 262 - 
 
MAREK.  
Trzy razy! mnie? 
ŁAPKA. 
A zatĂ©m, rzecz jasna i czysta,  
Ĺ»e zapĹ‚acisz Ĺ‚askawie dukacikĂłw trzysta. 
MAREK. 
Ja, ja? 
ŁAPKA.  

background image

Pan, pan. 
MAREK. 
A! juz wiĂ©m - nie moje to dĹ‚ugi (odprowadzajÄ…c go na stronÄ™.)  
SĹ‚uchaj mnie panie.... panie .... 
ŁAPKA. 
Łapka na usĹ‚ugi. 
MAKEK. 
Panie Łapka: mieć trzysta dukatĂłw to Ĺ‚adnie,  
Ĺ»eĹ› wiec czĹ‚owiek uczciwy, poznajÄ™ dokĹ‚adnie;  
Dam ci.... 
ŁAPKA. 
Czy tylko waĹĽne? 
MAREK. 
NajwaĹĽniĂ©jsze w Ĺ›wiecie  
Dam ci dowĂłd ufnoĹ›ci - wyznam ci w sekrecie: 
(odprowadzajÄ…c go jeszcze dalej - Kasper za nimi postÄ™puje.) 
Ja nie jestem Remboszem. 
ŁAPKA (ironicznie.) 
Tak? 
MAREK  (oglÄ…dajÄ…c siÄ™.) 
W pewnym zamiarze,  
PrzybraĹ‚em to nazwisko. 
 
 
- 263 - 
 
ŁAPKA. 
A roztropność kaĹĽe  
Odmienić je na prÄ™dce. 
MAREK. 
Pst! 
KASPER. 
Pst! 
MAREK. 
CiszĂ©j gadaj.  
ZrobiĹ‚em ci zwierzenie, przyczyny nie badaj,  
I ruszaj sobie teraz bo moĹĽesz przeszkodzić. 
ŁAPKA.  
Doprawdy? 
MAREK. 
JuĹĽ tu nie masz po co przychodzić. 
ŁAPKA.  
Nie Rembosz?.... 
MAREK. 
CiszĂ©j! 
KASPER. 
CiszĂ©j!  
ŁAPKA. 
JesteĹ›... 
MAREK. 
Ani sĹ‚owa! 
KASPER. 
Ani mrumru. 
- 264 - 
 
MAREK (odprowadzajÄ…c w drugÄ… stronÄ™, Kasper za nimi postÄ™puje.)  
SĹ‚yszÄ… nas. - Chcesz, napisz do Lwowa,  
Rotmistrz jak list odbierze, zapĹ‚aci do grosza;  
A teraz idĹş i rozgĹ‚oĹ› ĹşeĹ› widziaĹ‚ Rembosza. 
(Łapka Ĺ›miać sie zaczyna. Kasper, z razu zadziwiony, Ĺ›mieje siÄ™, 
potĂ©m z nim  

background image

razem)  
CzegoĹĽ siÄ™ waćpan Ĺ›miejesz ? 
(w zĹ‚oĹ›ci do Kaspra)  A ciebie co Ĺ›mieszy?  
Z konceptu swego pana wraz ze mnÄ… siÄ™ cieszy. 
ŁAPKA.  
Za kogoĹĽto mnie pan masz? Czyja niĂ© mam gĹ‚owy,  
Abym siÄ™ szczĂ©rze nie Ĺ›miaĹ‚ z tĂ©j wykrÄ™tnĂ©j mowy?  
Ja krok w krok za nim pÄ™dzÄ™ z samego Poznania. 
MAREK.  
Ja w Poznaniu nie byĹ‚em. 
ŁAPKA. 
Dość tego gadania. 
MAREK.  
Kiedy mĂłwiÄ™, ĹĽe zamiar .... 
ŁAPKA. 
Kto siÄ™ o to pyta?  
To jest rewers waćpana, zapĹ‚acisz i kwita. 
MAREK.  
Nie zapĹ‚acÄ™. 
ŁAPKA.  
ZapĹ‚acisz. 
MAREK.  
IdĹş do diabĹ‚a! 
ŁAPKA. 
Fraszka! 
MAREK.  
Precz! 
ŁAPKA. 
ZapĹ‚ać. 
 
 
- 265 - 
 
MAKEK. 
Precz! 
KASPER. 
Precz!  
ŁAPKA. 
PĂłjdÄ™, juk oskubiÄ™ ptaszka.  
MAREK. 
Idźże, idĹş, pĂłkiĹ› caĹ‚y, jeszcze raz ci mĂłwiÄ™;  
Szukaj, sobie Rembosza, ja siÄ™ ZiÄ™ba zowie. 
ŁAPKA. 
ZiÄ™ba czy szczygieĹ‚, jesteĹ› ptaszku w mojĂ©j klatce;  
WidziaĹ‚em paszport, Ĺ›wiéżo, zaraz na rogatce;  
Próżny wiÄ™c wykrÄ™t, zapĹ‚ać - niech czasu nie tracÄ™. 
MAREK.  
A, tego nadto! - zaraz ja ci tu zapĹ‚acÄ™.  
Kasprze! struć go ze schodĂłw! 
ŁAPKA. 
Mam dekret w kieszeni.  
MAREK. 
Kasprze! precz z nim! (odchodzi do pokoju po lewĂ©j stronie.) 
ŁAPKA. 
Poczekaj! koza ciÄ™ odmieni! 
(szamotajÄ…c siÄ™ z Kasprem wychodzÄ… - sĹ‚ychać upadniecie za drzwiami.) 
SCENA DZIESIÄ„TA. 
KASPER. 
(wchodzi, koĹ‚niĂ©rz podniesiony, peruka przekrzywiona i najéżona.) 
(poprawiajÄ…c i ociĂ©rajÄ…c suknie.) 
DiabeĹ‚ nie Łapka! - O Fe! - A bodajĹĽe zginaĹ‚! - 

background image

(Ĺ›miejÄ…c siÄ™)  
Ja chciaĹ‚em nim zawinąć, a on mnÄ… zawinÄ…Ĺ‚. 
- 266 - 
 
Ledwiem drzwi Ĺ‚bem nie wybiĹ‚, a tegom siÄ™ zaparĹ‚,  
(pokazujÄ…c) Ja tak - on siak-jak pchnÄ™! - aĹĽem nogi zadarĹ‚  
Ktoby siÄ™ byĹ‚ spodziĂ©waĹ‚ ze wÄ™dzonka taka....  
Tfy! i jeszcze mi za kark doĹ‚oĹĽyĹ‚ kuĹ‚aka.  
Ale teĹĽ co tchĂłrz to tchĂłrz! jak dotÄ…d niebyĹ‚o, (Ĺ›mieje siÄ™)  
DrapaĹ‚ przez cztĂ©ry schedy, aĹĽ siÄ™ zakurzyĹ‚o! (Ĺ›mieje siÄ™) 
SCENA JEDENASTA. 
KASPER, MARTA.  
KASPER. (na stronie.)  
Marta; muszÄ™ takĹĽe zrÄ™cznie jÄ… wybadać: Marto ! kochasz ty męża ? 
MARTA. 
Ach! na cóż mam gadać  
O tĂ©m, co kiedyĹ› byĹ‚o. 
KASPER. 
ByĹ‚o? nie jest zatĂ©m? 
MARTA.  
Jak ma być, kiedy mĂłj mÄ…ĹĽ rozstaĹ‚ siÄ™ z tym Ĺ›wiatem. 
KASPER.  
Co, co? Kasper Dzbankiewicz? 
MARTA. 
Nie ĹĽyje! nie ĹĽyje! 
KASPER. 
Ej fe, fe!... co to gadać, (na stronie) Jak mi serce bije! 
(po krĂłtkiĂ©m namyĹ›leniu zaczyna siÄ™ Ĺ›miać i co raz mocniĂ©j za 
kaĹĽdÄ…  
odpowiedziÄ… Marty) 
To, ktoĹ› skĹ‚amaĹ‚! AleĹĽto skĹ‚amaĹ‚ jak naleĹĽy. 
MARTA.  
Ach nie! 
 
 
- 267 - 
 
KASPER. 
Nie skĹ‚amaĹ‚? 
MARTA.  
Ach nie! 
KASPER. 
Ona temu wierzy!  
MARTA.  
I tyle cierpiaĹ‚! 
KASPER.  
CiĂ©rpiaĹ‚? 
MARTA. 
Nie za swoje winÄ™. 
KASPER.  
UmarĹ‚ wiÄ™c? 
MARTA. 
UmarĹ‚. 
KASPER.  
Kasper? 
MARTA.  
Kasper. 
KASPER (trzymajÄ…c siÄ™ za boki i zachodzÄ…c siÄ™ od Ĺ›miechu.)  
(siadajÄ…c i wraz sĹ‚abszym gĹ‚osem) ZginÄ™!.... 
Oj! kolki!... och... och... gwaĹ‚tu! 
MARTA. 

background image

Wszak byĹ‚am w tĂ©j chwili,  
WidziaĹ‚am (pĹ‚acze.) 
 
- 268 - 
 
KASPER  
Cóż widziaĹ‚aĹ› ? 
MARTA.  
Jak go powiesili. 
KASPER (zrywajc siÄ™)  
O! O! fe fe! zĹ‚e ĹĽarty, fe fe, brzydkie ĹĽarty;  
Z tĂ©m nie trzeba ĹĽartować. 
MARTA. 
W oczach swojej Marty,  
Biedny, ĹĽycie zakoĹ„czyĹ‚; 
(Marta pĹ‚aczÄ…c mĂłwi dalĂ©j, Kasper rozczula sic powoli.) 
Bywaj zdrowa ĹĽono,  
MĂłwiĹ‚ bÄ…dĹş zdrĂłw, ja rzekĹ‚am.potem go zĹ‚oĹĽono..  
W ziemiÄ™ ... (szlachajÄ…c) głęboko... 
KASPER (w gĹ‚os pĹ‚aczÄ…c.) 
Biedny! (po krĂłtkim czasie Ĺ›miejÄ…c siÄ™.)  
A czego ja pĹ‚acze? I mÄ…dry czasem gĹ‚upi (na stronie) lecz teraz zobaczÄ™ 
Czy mnie  
ĹĽona kochaĹ‚a, (do Marty) cyt nie pĹ‚acz kochanie,  
Pociesz siÄ™, wszakĹĽe twĂłj mÄ…ĹĽ kiedyĹ› zmartwychwstanie. 
MARTA.  
Co to za dusza byĹ‚a! 
KASPER.  
Ja wiem, takich maĹ‚o.  
MARTA.  
Nigdy mÄ™drcem być nie chciaĹ‚... 
KASPER. 
Dobrze ci siÄ™ dziaĹ‚o. 
MARTA.  
Ĺ»al mi go niewymownie. 
KASPER. 
BĂłg ci to nagrodzi. 
 
 
- 269 - 
 
Ĺ»al twĂłj straszny, okropny, okrutnie dowodzi,  
Ĺ»e i byĹ‚aĹ› i jesteĹ› dobra biaĹ‚ogĹ‚owÄ…;  
SĹ‚uchaj miÄ™ zatem Kaspra Dzbankiewicza wdowÄ…:  
Ja siÄ™ z tobÄ… oĹĽeniÄ™. 
MARTA.  
Nie moĹĽna. 
KASPER (z ukontentowaniem.) 
A czemu?  
MARTA.  
Bom juz serce i rÄ™kÄ™ przyrzekĹ‚a innemu. 
KASPER.  
Komu? Niegodna! 
MARTA.  
Bratu BĹ‚aĹĽeja mielnika. 
KASPER.  
Kiedy? 
MARTA.  
Jeszcze za ĹĽycia męża nieboszczyka.  
KASPER.  
A Fe! - I kochasz? 

background image

MARTA.  
Kocham.  
KASPER. 
KochaĹ‚aĹ›?  
MARTA. 
KochaĹ‚am.  
KASPER.  
ZatĂ©m Kaspra zwodziĹ‚aĹ›? 
MARTA.  
Ach cóż robić miaĹ‚am! 
- 270 - 
 
KASPER  
Marto! 
MARTA.  
Lecz wybacz waćpan oddalić siÄ™ muszÄ™. 
KASPER. 
Czekaj! 
MARTA (wybiegajÄ…c.) 
Adje. 
KASPER.  
Niewierna! rozszarpiÄ™! uduszÄ™: 
(biegnie za niÄ…. - Major go zatrzymuje we drzwiach.) 
SCENA DWUNASTA. 
MAJOR, KASPER.  
MAJOR. 
Jest pan? 
KASPER (chcÄ…c odejść.) 
Jest. 
Gdzie? 
MAJOR. 
KASPER. 
Tu. 
MAJOR.  
Gdzie? 
KASPER (chcÄ…c odĂ©jść.) 
Tam. 
MAJOR. 
ProĹ› go do mnie. 
 
 
- 271 - 
 
KASPER (obracajÄ…c siÄ™.) 
Panie! 
MAJOR (potrÄ…cajÄ…c go.) 
IdĹş, nie krzycz. 
KASPER (chcÄ…c odejść.) 
NiĂ© mam czasu. 
MAJOR (pchnÄ…wszy ku drzwiom.) 
RuszajĹĽe baĹ‚wanie! 
KASPER.  
IdÄ™, idÄ™. - A to co! - Czego siÄ™ pan zĹ‚oĹ›ci? (odchodzÄ…c) To znowu 
jakaĹ›  
Ĺ‚apka; dopĂłkiĹĽ tych goĹ›ci! 
SCENA TRZYNASTA. 
MAJOR (dobywa list i czyta.) 
Jan Rembosz, lat trzydzieĹ›ci, mężny i wysoki,  
WĹ‚os jasny, nos zadarty, czasem jednooki,  
Jak mu tego potrzeba; czÄ™sto mundur nosi  
Naszego puĹ‚ku, zatĂ©m puĹ‚kownik ciÄ™ prosi.... 

background image

SCENA CZTERNASTA. 
MAJOR, MAREK, KASPER. 
MAJOR (na stronie.) 
To nie on - cóż to znaczy? Inna postać caĹ‚a.  
Przebacz panie kolego, omyĹ‚ka siÄ™ staĹ‚a;  
Jestem major SĹ‚awnicki, mieszkam w tym powiecie,  
I choć ze sĹ‚uĹĽbym wyszedĹ‚, zawszem ĹĽoĹ‚nierz przecie; 
- 272 - 
 
Wczoraj dostaĹ‚em opis pewnego szulera,  
KtĂłry siÄ™ w mundur puĹ‚ku bezwstydnie ubiĂ©ra,  
PuĹ‚ku gdziem niegdyĹ› sĹ‚uĹĽyĹ‚, a ktĂłrego sĹ‚awa,  
DotÄ…d mojej opieki nie straciĹ‚a prawa.  
WszakĹĽe i za powinność oba pewnie mamy,  
ZnakĂłw naszĂ©j zasĹ‚ugi, strzĂ©dz od wszelkiĂ©j plamy. 
(Marek co raz mocniej zmieszany.) 
DziĹ› wiÄ™c zdaĹ‚a zoczywszy jakieĹ› tu z nim wchodziĹ‚,  
RzekĹ‚em: moĹĽe przypadek prÄ™dko mi wygodziĹ‚,  
I kto wiĂ©, moĹĽe ten Ĺ‚otr w moje rÄ™ce wpada;  
IdÄ™, pytam, i proszÄ™ - kaĹĽdy mi powiada,  
Ĺ»e w samej rzeczy Rembosz, Ăłw hultaj przybywa. 
KASPER.   
Co? Rembosz, Jan? to mĂłj pan! Pan tak siÄ™ nazywa.  
Rotmistrz, jedzie z Poznania. 
MAREK (na stronie do Kaspra.) 
A bodajeĹ› skamieniaĹ‚! BodajĹĽeĹ› pÄ™kĹ‚ dwa razy!   
KASPER. 
Za to ĹĽem wymieniaĹ‚.... 
MAREK.  
Cicho Kasprze przeklÄ™ty! 
KASPER. 
Ale cóż ja robiÄ™ ?...  
MAREK. 
IdĹş Kasprze, mĂłj Kasperku, proszÄ™ ciÄ™, idĹş sobie,  
Bo ci zÄ™by wybijÄ™. 
KASPER (wzruszajÄ…c ramionami.) 
IdÄ™, pĂłjdÄ™, idÄ™. 
(odchodzi.) 
 
 
- 273 - 
 
SCENA PIāTNASTA. 
MAJOR, MAREK.  
MAJOR. 
Cóż to? 
MAREK. 
Nic nic, to nie tak (na stronie) mamĹĽe nowÄ… biĂ©dÄ™!  
MAJOR.  
Jednak? 
MAREK.  
Kasprze przeklÄ™ty! 
MAJOR. 
MoĹ›panie, do rzeczy:  
Kto jesteĹ›? 
MAREK. 
Kto? - Nie Rembosz. 
MAJOR. 
Hm! - Kto jedno przeczy,  
Drugie miĂ©wa nazwisko; zatem jak siÄ™ zowiesz? 
MAREK.  

background image

Nic nikomu do tego. 
MAJOR. 
Ale przecie powiĂ©sz, 
Oficerem czy jesteĹ›? 
MAREK.  
Nie jestem, broĹ„ BoĹĽe! 

 
- 274 - 
 
MAJOR.  
A mundur bratku nosisz? 
MAREK. 
Pojutrze go zĹ‚oĹĽe. 
MAJOR.  
WiĂ©sz, ĹĽe to kulkÄ™ Ĺ›ciÄ…ga? 
MAJOR. 
Od kogo? 
MAJOR. 
Ode mnie.  
MAREK.  
Bywaj zdrĂłw. 
MAJOR. 
Wyzywam de. 
MAREK. 
Wyzywasz daremnie.  
MAJOR.  
Nie wyjdziesz? 
MAREK.  
0, nie wyjdÄ™. 
MAJOR. 
PrzymuszÄ™ w potrzebie. 
MAREK.  
Bajki! 
MAJOR.  
Nu honor, prawda. 
MAREK.  
ZamknÄ™ siÄ™ u siebie,  
Nie najdziesz w domu wĹ‚asnym, drzwi mi niewybijesz. 
 
 
- 275 - 
 
MAJOR.  
Ale u drzwi zaczekam, nigdzie siÄ™ nie skryjesz,  
WszÄ™dzie Ĺ›cigać ciÄ™ bÄ™dÄ™. 
MAREK. 
Ĺšcigaj sobie wszÄ™dzie,  
Marek ZiÄ™ba nie gĹ‚upi, strzĂ©lać siÄ™ nie bÄ™dzie. 
(odchodzi.) 
SCENA SZESNASTA. 
MAJOR, CZESŁAW.  
MAJOR. 
Co? ZiÄ™ba? jakiĹ› kupiec.... 
CZESŁAW. (wchodzÄ…c.) 
Jak siÄ™ masz majorze! 
MAJOR.  
A, CzesĹ‚aw! cóż tu robisz i w takim ubiorze? 
CZESŁAW.  
Gram komedyjÄ…. 
MAJOR.  

background image

Brawo! 
CZESŁAW.  
I ty z nami.  
MAJOR.  
Jakto? 
CZESŁAW.  
Wszystko objaĹ›niÄ™ kilkoma sĹ‚owami,  
Ale nie teraz; musisz by skoĹ„czyć dokĹ‚adnie,  
Zaraz ztÄ…d odejść. 
S 2 
- 276 - 
 
MAJOR.  
Dobrze, lecz jak siÄ™ wykradnie  
Ă“w panicz? 
CZESŁAW. 
Dzisiaj jeszcze, sam ci go przystawiÄ™. 
MAJOR. 
Bo jednak ....                  
CZESŁAW.  
BÄ…dĹş spokojny, ufaj mi w tĂ©j sprawie,  
BÄ™dziesz Ĺ›miaĹ‚ siÄ™ wraz ze mnÄ…. 
MAJOE (odchodzÄ…c.) 
No, do zobaczenia.  
CZESŁAW.  
Do zobaczenia w krĂłtce. 
SCENA SIEDEMNASTA. 
CZESŁAW, KLARA. 
(Klara weszĹ‚a przy koĹ„cu sceny i staĹ‚a przy drzwiach.) 
CZESŁAW. 
Wyborne zdarzenie!  
Major i Łapka przyszli jak z namowy wĹ‚aĹ›nie. 
KLARA.  
Ale za ŁapkÄ… poĹ›lej. 
CZESŁAW. 
Oho! ten nie zaĹ›nie,  
BÄ™dzie on tu niebawem. 
KLARA.  
KoĹ„czmy wiÄ™c te ĹĽarty. 
 
 
- 277 - 
 
CZESŁAW. 
0, chce nie chce, grać musi, kto juz rozdaĹ‚ karty;  
ZatĂ©m gdyĹ›my zaczÄ™li koĹ„czmyĹĽe rozstropnie,  
InaczĂ©j wszystko na nic, a on swego dopnie,  
PowiĂ©, ĹĽe w samĂ©j rzeczy chciano mu siÄ™ rzÄ…dzić, 
I jak błądziĹ‚ dotychczas, bÄ™dzie znowu błądzić;  
Nie, nie, nie , tak jak ukĹ‚ad dziaĹ‚ajmy powoli,  
Czekajmy niech on wprzĂłdy zrzeknie siÄ™ swĂ©j roli. 
KLARA.  
ChodĹşmy, chodĹşmy do niego. 
CZESŁAW. 
ZtÄ…d chodĹşmy, to lepiĂ©j;  
Niech nas pan rotmistrz szuka, niech nas sam zaczepi. 
(odchodzi.) 
SCENA OSIEMNASTA. 
MAREK. 
JuĹĽ go niĂ© ma - Ĺşlem zrobiĹ‚ -wszystko zĹ‚e z nazwiska -  
Trzeba byĹ‚o siÄ™ zgodzić - sprawa diable Ĺ›liska -  

background image

WyzwaĹ‚ miÄ™ - moĹĽe zabić, nikt mu nic nie powiĂ©,  
WyzwaĹ‚ miÄ™ - wolno strzĂ©lać - diabeĹ‚ nie spi, kto wiĂ©,  
Jeszcze gotĂłw z zapĹ‚ota gdzie do mnie wywalić - 
(po krĂłtkiĂ©m milczeniu) A do kroć sto tysiÄ™cy! ... chciaĹ‚bym dom 
zapalić,  
Dom spalić, sam siÄ™ spalić , wszystko spalić w koĹ‚o!...  
I ĹĽona... gdzie?... I ten Ĺ‚otr ... o miedziane czoĹ‚o!  
W moim domu... lecz gdzie sÄ…?... Co, co on tu robiĹ‚! 
Co robi? - Ĺ‚atwo zgadnąć: dom mi niby zdobi.  
Dość tego, dalĂ©j (idzie i wraca) Ale juĹĽ wytrwaĹ‚em tyle,  
BÄ™dÄ™ jeszcze cierpliwym i zaczekam chwilÄ™. 
(siada w Ĺ›rodku.) 
- 278 - 
 
SCENA DZIEWIāTNASTA. 
MAREK, KASPER.  
KASPER. 
A fe fe! - O, to brzydko! -To obelgÄ… pachnie. 
MAREK.  
Cóż ci to? 
KASPER.  
Bartosz wziÄ…Ĺ‚ kij, i fiu fiu, jak machnie!  
UderzyĹ‚ miÄ™ tu, w plecy, raz po raz, trzy razy.  
Ja, drugi raz nie zniosÄ™ podobnĂ©j urazy,  
Ja, wczeĹ›nie zapowiadam jasno i dobitnie,  
Ja, mu co powiĂ©m! jak mi jeszcze raz tak przytnie. 
MAREK.  
Zacóż ciÄ™ tak pomacaĹ‚? 
KASPER. 
PiÄ™kna mi macanka!  
Za to, ĹĽe moja ĹĽona ma sobie kochanka,  
I miaĹ‚a nawet jeszcze za mojego ĹĽycia;  
Nie mogĹ‚em wiÄ™c z zimnÄ… krwiÄ… znieść tego odkrycia,  
ChciaĹ‚em trochÄ™ nastraszyć mojÄ™ paniÄ… MartÄ™,  
AĹĽ ten Bartosisko, ten!... bo to, diabĹ‚a warte!  
To! do niczego! nie wiem, na co to pan trzyma,  
NuĹĽ do mnie - "Nikt tu, wrzaĹ›nie, do niĂ©j prawa niĂ© ma.  
Ja z Kasprem nieboszczykiem ĹĽyĹ‚em jak brat z bratem,  
Kto wiÄ™c wdowie dokucza moĹĽe dostać batem."  
MoĹĽe! - i Ĺ‚up cup, o tu. - Z tego wiec wynika,  
Ĺ»e wybiĹ‚, mnie ĹĽywego, za mnie nieboszczyka. 
MAREK.  
Kasprze! czyĹ› ty oszalaĹ‚ ? 
KASPER.  
Zapewne! szalony!  
Nie wiĂ©m jak pan zaĹ›piĂ©wa, jak mu koĹ‚o ĹĽony... 
 
 
- 279 - 
 
MAREK (zrywajÄ…c siÄ™.)  
Co! - prÄ™dko, pukaj we drzwi, wal, bij , tĹ‚ucz co siĹ‚y  
KoĹ‚o ĹĽony .... A walĹĽe! - choćby drzwi puĹ›ciĹ‚y. 
CZESŁAW (za drzwiami.) 
Kto tam? 
KASPER (powtarzajÄ…c po nim.) 
Kto tam. 
MAREK (chodzi duĹĽym krokiem i d, kluje Kasprowi.) 
Otworzyć. 
KASPER (do drzwi.)  
Otworzyć. (milczenie) 

background image

MAREK. 
Cóż? 
KASPER (posĹ‚uchawszy.) 
Cicho. 
(nadsĹ‚uchujÄ…?) 
SzepczÄ…. 
MAREK. 
SzepczÄ…? A walĹĽe! (Kaspar puka co siĹ‚y.)  
CZESŁAW (za drzwiami.) 
A cóż tam za licho? 
KASPER (powtarzajÄ…c.) 
A cóż tam za licho. 
MAREK.  
Ja. 
KASPER (do drzwi.)  
Ja. 
CZESŁAW (za drzwiami.) 
CiszĂ©j tam, capie! 
- 280 - 
 
KASPER (powtarzajÄ…c.) 
CiszĂ©j capie. 
MAREK.  
O Ĺ‚otrze! niechno ja ciÄ™ zĹ‚apiÄ™! (do Kaspra) Pan rotmistrz Rembosz 
prosi. 
KASPER (powtarzajÄ…c do drzwi.) 
Rotmistrz Rembosz prosi. 
CZESŁAW (za drzwiami.)  
Zaraz idÄ™. 
KASPER (odskakujÄ…c.) 
JuĹĽ idzie! niech siÄ™ pan wynosi. 
SCENA DWUDZIESTA. 
MAREK, CZESŁAW, KLARA, KASPER.  
CZESŁAW.  
Ach wybacz mi rotmistrzu moje roztargnienie;  
Witam ciÄ™ z duszy serca, (bierze go za rÄ™kÄ™ ktĂłrÄ… ten wyrywa.) 
Lecz miaĹ‚em zmartwienie,  
Nie postrzegaĹ‚em ciÄ™ pierwĂ©j myĹ›lÄ…c o mĂ©j stracie. 
MAREK. 
Kto jesteĹ›, kto? kto? 
KLAKA. 
Cóż to? czy wy siÄ™ nie znacie?  
Wszak pan mĂłwiĹ‚eĹ›, ĹĽe znasz od kolebki prawie. 
MAREK.  
Jego? ja? 
CZESŁAW.  
A tak, w szkoĹ‚ach byliĹ›my, w Warszawie. 
 
 
- 281 - 
 
MAREK.  
Ja? z tobÄ…? 
CZESŁAW (chcÄ…c go uĹ›ciskać, czego ten unika.)  
JaĹ› ci to mĂłj, JaĹ› drogi, kochany.  
AleĹ› mi coĹ› za kÄ…ty, Jasiu, podszarzany;  
ByĹ‚bym ciÄ™ jednak poznaĹ‚ - ten nos -wzrok ta broda-  
Nieboszczyk sÄ™dzia kula w kulÄ™. 
MAREK. 
Czasu szkoda: SĹ‚uchaj.... 
CZESŁAW.  

background image

PamiÄ™tasz Jasiu różne nasze psoty?  
ByĹ‚to z ciebie trzpiot wielki! hĂ©j hĂ©j, wiek to zĹ‚oty! 
MAREK.  
Milcz, do stu kadukĂłw!  
juĹĽ cierpiÄ™ czas dĹ‚ugi; (do Klary) kto to jest? 
KLAKA.  
MĂłj mÄ…ĹĽ. 
MAREK (odskakujÄ…c. 
TwĂłj?  
KLARA. 
MĂłj.  
MAREK. 
On? 
KLARA.   
On? 
MAREK. 
MÄ…ĹĽ?   
KLARA.   
MÄ…ĹĽ. 
MAREK.   
Drugi? 
 
 

 

- 282 - 
 
KLARA. 
Jednego miaĹ‚am i mam. 
KASPER (aderzajc w rmO 
Masz teraz do kala! 
MAREK. 
Jednego! NigdyĹĽ ZiÄ™ba nie oglÄ…daĹ‚ Ĺ›wiata ? 
CZESŁAW. 
Ja Ă©eĹĽ nim jestem wĹ‚aĹ›nie.  
MAREK {po krĂłtkiĂ©m zdziwieniu.) 
Kto? 
CZESŁAW. 
Ja. 
MAREK. 
Ty? ty? 
CZESŁAW. 
Ja. Ja. 
MAREK. 
ZiÄ™ba?  
CZESŁAW. 
ZiÄ™ba.  
KASPER. 
Aj gwaĹ‚tu! 
MAREK. 
Kasprze weĹş hultaja, 
UduĹ› go, zabij! 
KASPER (cofajÄ…c sie.) 
Zaraz. 
MAREK (do CzesĹ‚awa.) 
Marek? 
 
 
- 283 - 
 
CZESŁAW. 
Marek, Jdzi, Eranciszek ZiÄ™ba. 
MAREK (do Kaspra.)  

background image

To ja.  
KASPER (do CzesĹ‚awa.) 
Do sĹ‚owa, BĂłg widzi. 
MAREK (do CzesĹ‚awa.) 
A któż ja jestem? 
CESŁAW i KLARA.  
Rembosz. 
KASPER (Ĺ›mieje siÄ™) 
ToĹĽ nam siÄ™ udaĹ‚o! 
MAREK (do siebie.) 
BÄ™dzie tu zaraz strachu i wstydu nie maĹ‚o.  
Kasprze, odepniĂ©j wÄ…sy. 
CZESŁAW (do Klary na stronie.) 
Dobrze mu siÄ™ dzieje. 
KLARA (podobnieĹĽ.)  
Zbyt siÄ™ drÄ™czy. 
CZESŁAW (podobnieĹĽ.)  
TĂ©m lepiej. 
MAREK  
(na stronie.) 
Niewierna, struchleje! (przystÄ™pujÄ…c do Klary wÄ…sy w rÄ™ku)  
Cóż. 
KLARA.  
WÄ…sy przyprawiane. 
MAREK. 
Nic wiÄ™cĂ©j nie widzisz? 
- 284 -  
 
KLARA. 
 
MAREK.  
Nie widzisz mnie, męża?  
KLARA. 
Czy waćpan z nas szydzisz? Oto mĂłj mÄ…ĹĽ. 
KASPER.  
Ĺąle! 
MAREK.  
Jakto? Ty mnie nie znasz Klaro?  
KLARA.  
WidzÄ™ piĂ©rwszy raz w ĹĽyciu. 
MAREK. 
O straszna niewiaro! 
SCENA DWUDZIESTA PIERWSZA. 
MAREK, KLARA, CZESŁAW KASPER, ŁAPKA. 
URZāDNIK POLICYI I STRAĹ». 
ŁAPKA.  
Otóż jestem- tu dekret - tu straĹĽ - proszÄ™ z sobÄ…. 
MAREK.  
Jestem ZiÄ™bÄ… nie Rembosz. 
ŁAPKA. 
ZawszeĹ› jest osobÄ…,  
KtĂłra wzięła pieniÄ…dze i zapĹ‚acić musi.  
Idziesz? 
 
 
- 285 - 
 
MAREK.  
WprzĂłd ciÄ™ ta rÄ™ka jak węża udusi. 
ŁAPKA (pokazujÄ…c.) 
Dekret. 

background image

MAREK. 
Kasprze! 
(Łapka kryje siÄ™ za urzÄ™dnika, Kasper cofa siÄ™ w przeciwnÄ… stronÄ™.)  
KASPER.  
NiegĹ‚upim! 
MAREK (do siebie.) 
Któż mi wytĹ‚umaczy,  
Co tu siÄ™ w domu staĹ‚o? Co to wszystko znaczy ? 
(w ciÄ…gu rozmowy Marka z KlarÄ…, CzesĹ‚aw w głębi rozmawia z ŁapkÄ… i  
urzÄ™dnikiem, ktĂłrym zdaje siÄ™ rzecz objaĹ›niać,) 
Klaro! przestaĹ„ udawać; naco to siÄ™ przyda?  
Powiedz im kto ja jestem, odpraw tego ĹĽyda. 
KLARA.  
MĂłj panie, dość juĹĽ tego. 
MAREK. 
PrzebaczÄ™.  
KLARA. 
Przebaczam.  
MAREK.  
Ĺ»ono! 
KLARA.  
SkoĹ„czmy rozmowÄ™, gdzie rĂłwnie uwĹ‚aczam sobie jak i mężowi. 
MAREK (na stronie.) 
Co siÄ™ ze mnÄ… dzieje!  
Czy ja spie, czyja czuwam? kto tu z nas szaleje? 
(do Klary.) 
Klaro, ĹĽono! zbierz zmysĹ‚y, patrz kto w tĂ©j osobie. 
—   286   — 
Ja jestem Marek , twĂłj maz — przypomniejze sobie , 
Nie pamietasz ?  w Lublinie, w dzien swietej Justyny, 
Poznalas mnie na balu — mialem fraczek  siny — 
Upadlem  z toba w tancu, stluklem ci kolano, 
Potem ci powiedzialem ze jestes kochana? 
Kie pamietasz? — A potem wLeczny na jarmarku, 
Bzeklas,   raz pierwszy: kocham ciebie mily Marku.— 
A potem , gdy zapowiedz wyszla juz trzy razy , 
V ojcĂłw kapucynĂłw, ojciec Anastazy 
Skojarzyl nas,   w Lublinie, dnia piateg"o Kwietnia; 
A potem , nie pamietasz ? byla to noc letnia .... 
KLAKA. Nie pamietam i nie znam. 
WAREK. 
Tak ? dobrze —  (dzwoni) hej 1 sludzy l 
(dzwoni.) 
Nie znasz, ale mnie poznasz jak  poznaja drudzy. 
SCENA DWUDZIESTA DRUGA. 
CiŁ sami,    MARTA, FILIP, BARTOSZ. 
(staja   -w rzadzie po prawej  stronie,    po   lewej   Lapka i Czeslaw ,    
naprzodzie Klara   z  
jednej _, Kasper z drugiej strony J 
MARE K. Moje dzieci! — powiedzcie, razem, glosno, jasnie: Kto jestem?  
(„ulezenie) Nie  
znacie mnie? (mUczenU) 
Niech was piorun trzasnie! 
(czule) 
Ty Marlo, zono Kaspra, ktĂłram zawsze lubil, KtĂłrej  nic dac nie chcialem, 
gdy cie maz  
zaslubil, KtĂłram juz raz wypedzi)  uwiedziony plotka ; Nie znasz mnie ?   
powiedz — nie  
znasz ? 
(Marla wzrusza ramionami) 
Powekaj czeczotko I 

background image

—    287    â€” 
(czule.)  Ty   Filipie,   ktĂłrego rzadko minie kara, KlĂłremum za karafke 
potracil talara,  
KtĂłrego nie chce trzymac, ktĂłry nie dbasz o to; Nie znasz mnie? powiedz 
— nie znasz? 
(Filip wzrusza ramionami) 
Poczekaj niecnoto I 
(czule.) 
Ty Bartoszu, ktĂłrego kij czesto przemierza, KtĂłrego co niedziela wsadzam 
do szpichlerza,  
KtĂłry przy bramie stoisz od rana do rana, Powiedz, powiedz Bartosiu,   nie 
znasz twego  
pana? 
(milczeniei Bartosz wzrusza ramionami) Niewdziecznil nie znaciemnie! nikt 
mnie nie zna w  
domul O chwilo zaslepienia,  nieszczescia i sromu! 
(rzuca mundur,   peruke i obraca sic przed nimi w prawo  i lewo.) 
Teraz? teraz, znacie mnie? 
(milczenie, Marek wybicia na sam przĂłd sceny.) 
Co to jest? o Boze! 
(po krĂłtkicm zastanowieniu.) 
Kasprze 1 na tobie Zieba zawiesc sie nie moze; Kasprze ! ty wierny slugo, 
zawsze przy mym  
boku, Co mi strzezesz szkatulki, sypiasz na tlumoku, Sluchaj, sluchaj   
mnie, pana:    
uwalniam od slowa, Zapomniej jaka byla ] rzekleta umowa, Powiedz, tu, jakes 
Kasper, jak  ci  
mile zdrowie, Ach powiedz, ko ja jestem? jak sie twĂłj pan zowie. 
(do   wszystkich)     Cicho! 
? A S P E ?   'okazawszy ze wie o co idzie.) Jan Kembosz, rotmistrz, 
jedziemy z Poznania. M  
? ? E K. Ă“ morderco! zabĂłjco! — lecz stĂłj, bez gadania, Gdzie papiery 
? gdzie skrzynka  

? A S P ?    (pokazujac ucho zelazne ) 
To sin  z  niej  zostalo. 
MA R-EB- 
Jak ? co ??             '????????? 
—   238   — 
? A S ? ? ?. Siedzac na bryczce troche sie drzymato, W tem slysze, ktos 
przy skrzynce —nic  
to, dalej hrapie; Niech kradnie, mysle sobie., na uczynku zlapie — Ba! 
juz ciagnie, a ja lap  
— on sobie, ja sobie, Wtem trzask prask, ucho peka w tak naglym sposobie, 
Ze fik I on lezal  
w jednym a ja w drugim rowie. DwĂłch nas lezalo — on na plecach, ja na 
glowie. On sie  
zerwal piorunem, jam sie zerwal duchem On w nogi, jam zostal-------on ze 
skrzynka, ja z  
uchem. 
MAREK. Milcz, milcz! (rz ucajac sie na. krzeslo na srodku stojace,') Dosyc 
juz tego  
niegodziwa gebo 1 
(Czesfaw wszystkich   odprawia _,   potem  on,   s jednej,   Klara  z 
drugiej strony Marka staja   
— Kasper   i Marta   troche   w glabi  przy-  przeciwnych stronach.") 
SCENA DWUDZIESTA TRZECIA I OSTATNIA 
MAREK , KLARA, CZESLAW, KASPER, MARTA. 
KLARA. 
MĂłj mezu. 
MAREK   (w zapomnieniu.; 

background image

Jestem mezem ? 
CZESLAW.' ziebo! 
MAREK I jak pic, wij.) 
Jestem Zieba ? 
??? 
Jesles 
MAREK. Czem ze ty bedziesz? 
CZESLAW. 
Szwagrem mego pana, MAREK-Szwagrem ? 
KLAKA. Wszystko juz dobrze. 
CZESLAW. 
Wszystko rzecz udana 
MAREK. 
? folwark l' 
CZESIA W. Niesprzedany. 
MAREK. A sad ? ? Z E S L A W. 
Nie wy ciety. MAR E K. 
A major. 
CZESLAW, 
Nic nie zrobi. 
MAREK. 
A Lapka przeklety ? 
KLARA. Juz poszedl. 
M A R F, ?  (wstajac.) Ach lo dobrze. 

 
Ł3 
- 290 - 
 
CZESŁAW. 
Jam namĂłwiĹ‚ KlarÄ™,  
By ci za podĂ©jrzliwość tÄ™ zadaĹ‚a karÄ™. 
KASPER (zdejmujÄ…c perukÄ™ i wÄ…sy.) 
Panie, teraz czas na mnie - Marto! ja to bÄ™dzie? 
MARTA.  
Kasprze, mĂłgłżeĹ› ty wierzyć? jestĹĽeĹ› dotÄ…d w błędzie?  
MiałżebyĹ› siÄ™ odmienić? chciéć mieć mÄ™drszÄ… gĹ‚owÄ™? 
KASPER. 
BroĹ„ BoĹĽe! 
MARTA. 
WiÄ™c wiĂ©sz... 
KASPER. 
WiĂ©m wiĂ©m, speĹ‚niaĹ‚aĹ›... 
MARTA. 
UmowÄ™. 
(Ĺ›miejÄ…c siÄ™ Ĺ›ciskajÄ….) 
KLARA.  
Przebaczasz mi wiÄ™c szczĂ©rze, ĹĽem ciÄ™ mogĹ‚a drÄ™czyć  
MAREK.  
Przebaczam z duszy serca, i mogÄ™ zarÄ™czyć,  
Ĺ»e nie speĹ‚znie daremnie ta nauczka maĹ‚a;  
PodĂ©jrzliwość na zawsze wĹ‚adać mnÄ… przestaĹ‚a. 
CZESŁAW.  
I bardzo sprawiedliwie, wierz mi przyjacielu  
Ta furyja bezsenna nigdy niĂ© ma celu;  
Nie polepszy dobrego, zĹ‚e pogorszy ĹĽycie,  
Kto byĹ‚by trzpiotem jawnie, bÄ™dzie Ĺ‚otrem skrycie,  
I tysiÄ…czne w poĹĽyciu uczÄ… nas przykĹ‚ady,  
Ĺ»e podĂ©jrzliwość bywa matkÄ… wszelkiĂ©j zdrady. 
KONIEC TOMU TRZECIEGO. 
  

background image