background image

horyzonty polonistyki

polonistyka

132

■ 

JOANNA MALESZY¡SKA

Dla pieÊni, któràm niegdyÊ t´tniàc ˝yciem tworzy∏,
DziÊ p∏aczàc smutne stroiç musz´ struny.
Tak pisaç ka˝à cierpieniem wzruszone me Muzy.
I szczerym elegii ∏aknieniem ∏zawiç ka˝à lica.
Ich tylko strach ˝aden nie zdo∏a odwieÊç ode mnie
Ni wzbroniç, by sz∏y ze mnà moimi drogami.
Chwa∏a niegdyÊ w m∏odoÊci szcz´Êliwego ˝ycia
Dzisiaj os∏adza los smutnego starca,
Wczesnà staroÊç zbyt rych∏o z∏a dola mi da∏a
I cierpieç cia∏u wiek podesz∏y ka˝e 

1

.

Tak skar˝y∏ si´ na swój los Boecjusz, autor

De  consolatione  philosophiae,  do  którego
dzie∏a tytu∏ niniejszego tekstu nawiàzuje. Ten
rzymski filozof i mà˝ stanu, wyznawca neopla-
tonizmu  i stoicyzmu  ˝yjàcy  na  prze∏o-
mie  V i VI w.  n.e.,  znany  jest  równie˝
jako chrzeÊcijaƒski Êwi´ty – Seweryn. Uznany
zosta∏ za m´czennika za wiar´, choç chrzeÊci-
janinem nie by∏. 

Kiedy  w roku  522  gratulowa∏  godnoÊci  konsulatu
swoim dwóm m∏odym synom i opiewa∏ Teodoryka,
nie przypuszcza∏, ˝e ju˝ w dwa lata póêniej zostanie

przez  Teodoryka  uwi´ziony,  oskar˝ony  –  formalnie
o uprawianie  magii  (do  czego  asumpt  dawa∏y  jego
badania matematyczne) – w istocie rzeczy o zdrad´
stanu na rzecz cesarza wschodnio-rzymskiego i stra-
cony.  Ostatnie  miesiàce  ˝ycia  Boecjusz  sp´dzi∏
w wi´zieniu. Zawiod∏o go wszystko i w sile wieku po-
czu∏ si´ starcem, któremu – jak pisze – „przedwcze-
Ênie w∏os siwy sp∏ynà∏ na skronie i na os∏ab∏ym ciele
dr˝y zmarszczona skóra”. W poczuciu beznadziejno-
Êci Boecjusz, jak ongiÊ osamotniony Cycero, w filo-
zofii  szuka  podpory  i ochrony  przed  zwàtpieniem
w wartoÊç  ˝ycia,  w to  wszystko,  na  czym  budowa∏
swoje  nadzieje  oÊwieconego  polityka  i myÊliciela.
Owocem  tych  prze˝yç  i rozwa˝aƒ  by∏  traktat  i po-
emat „De consolatione philosophiae”

2

.

4

Pantone

Piosenka spe∏nia swà zasadniczà rol´ wiernie towarzyszàc ˝yciu
codziennemu, nie roszczàc sobie praw do bycia czymÊ wi´cej, 
ni˝ tylko „kawa∏kiem” do nucenia.

1

Anicius Manlius Severinus Boethius, 

O pocie-

szeniu, jakie daje filozofia, t∏um. W. Olszewski, 
Wst´p J. Legowicz, przypisy L. Joachimowicz,
Warszawa 1962. s. 3.

2

J. Legowicz, 

op. cit., s. IX.

O pocieszeniu

jakie daje piosenka

background image

horyzonty polonistyki

3/2005

133

O pocieszeniu, jakie daje filozofia jest trudnym
w lekturze,  niejednolitym  gatunkowo  dzie-
-∏em;  upersonifikowana  Filozofia,  w otocze-
niu  platoƒskich  Muz,  które 

do  rozumu  prze-

mawiajà  przy  pomocy  argumentów

3

,  pokrze-

pia zn´kanego uczonego – rozwa˝aniem, dys-
putà, pieÊnià.

Ten rzeczy porzàdek wià˝e
Rzàdzàca na ziemi i morzu
Mi∏oÊç, niebiosów w∏adczyni. (...)

Szcz´Êliwy b´dziesz, rodzaju cz∏owieczy
Gdy mi∏oÊç, co niebem rzàdzi,
Nad ludzkimi sercami obejmie w∏adanie.

(...) Ona ju˝ Êpiewaç skoƒczy∏a, gdy ja tymczasem,
spragniony  s∏uchania  i ogarni´ty  podziwem,  nadal
s∏uch nat´˝a∏em, urzeczony s∏odkim czarem jej pie-
Êni. Tote˝ po chwili zawo∏a∏em:

–  O,  najwy˝sze  ukojenie  dla  zm´czonych  dusz!  Jak
bardzo mnie o˝ywi∏aÊ – i wielkà donios∏oÊcià myÊli,
i przyjemnoÊcià swej pieÊni. Tak dalece, ˝e sàdz´, i˝
ju˝ sprostam w przysz∏oÊci ciosom losu

4

.

Tyle Boecjusz. Nale˝a∏o si´ filozofowi przypo-
mnienie nie tylko ze wzgl´du na opisany trak-
tat i jego pi´kny tytu∏. Tak˝e dlatego, ˝e nale-
˝y  Boecjusz  do  wa˝nych  osobowych  symboli
kultury.  To  on  uwa˝a∏  muzyk´  za  narz´dzie
oddzia∏ywania  wychowawczego;  to  on  stwo-
rzy∏ s∏ynny podzia∏ muzyki: na muzyk´ Êwiata,
harmoni´ sfer (tj. 

musica mundana), muzyk´

cz∏owieczà,  wspó∏brzmienie  ze  Êwiatem  (tj.
musica humana), i najpodlejszà jego zdaniem,
t´ granà i Êpiewanà – 

musica instrumentalis.

Piosenka jest filozofià potocznà XX wieku, 

bo w bezpoÊredniej, ∏atwej formie przypomi-
na  prawd´  o wspólnocie  ludzkiego  losu,  jest
poszukiwaniem  sensu  ˝ycia,  wyra˝onym

w maksymalnie prosty sposób, ze wzgl´du na
bezpoÊrednioÊç  przekazu  –  stale  obecnym
w naszej  egzystencji.  Tak  jest  odbierana,  jak
jest  pisana,  tak  „dzia∏a”.  W.H.  Auden  pisa∏
w

The Secondary Worlds:

W naszym ˝yciu codziennym wszyscy miewamy takie
chwile,  kiedy  mamy  ochot´  zaÊpiewaç.  Cz´sto  te˝,
gdy  znajdziemy  si´  w niecodziennej  sytuacji  albo
w stanie  gwa∏townych  emocji,  czujemy  potrzeb´,  by
daç temu wyraz, nie mo˝emy pozostaç niemi, i zdaje-
my sobie spraw´, ˝e s∏owa nie sà wystarczajàce. Na
pytanie, dlaczego sàdzimy, ˝e piosenka b´dzie odpo-
wiednia tam, gdzie s∏owa nie wystarczajà, trudno jest
udzieliç odpowiedzi. Byç mo˝e chodzi o to, ˝e o spo-
sobie pos∏ugiwania si´ s∏owami decydujà nasze przy-
zwyczajenia i wyobra˝enia sterowane przez literatur´,
˝e  s∏owa  sà  Êrodkiem  porozumiewania  si´  na  co
dzieƒ i ˝e dotyczà spraw praktycznych; tak˝e i to, ˝e
nasze  wypowiedzi  sà  w wi´kszoÊci  adresowane  do
konkretnego  s∏uchacza  i ograniczane  przez  niego,
a równie˝ pomyÊlane jako prywatne, to znaczy, ˝e za-
k∏adajà tego, kto mówi, i tego kto s∏ucha, a nie szero-
kie, publiczne grono s∏uchaczy. Tymczasem, gdy po-
ziom naszych emocji przekracza pewnà granic´, rzecz
nabiera dla nas znaczenia uniwersalnego (...) chce-
my, aby dowiedzia∏ si´ o niej ca∏y Êwiat. Sztuka po-
etycka mo˝e nam tu przyjÊç z pomocà, na przyk∏ad
pewna  odmiana  wiersza  dramatycznego  zak∏ada
obecnoÊç tylu˝ protagonistów, co wspó∏obecnoÊç s∏u-
chaczy, ale muzyka idzie znacznie dalej. Nasz Êpiew
staje  si´  przerwaniem  ciszy,  aktem  zamierzonym
z w∏asnej  woli  i publicznym,  gdy  tymczasem  okrzyk
bólu albo p∏acz g∏odnego dziecka nie sà takie 

5

.

Wielki angielski poeta konstatuje tu nie tylko
niewystarczalnoÊç  czy  te˝  nieadekwatnoÊç
„samego s∏owa” wobec „pewnych chwil w ˝y-
ciu”.  Ten  admirator  popularnych  form  twór-
czoÊci, nakazujàcy poetom – jeÊli chcà staç si´
dobrymi poetami – byç blisko zwyczajnego ˝y-
cia,  zwraca  równie˝  uwag´  na  emocjonalny,
skrajnie  ekspresyjny  charakter  wypowiedzi
„piosenkowej”. Wa˝ne, „wysokie”, bo zwiàza-

5

Pantone

4

Boethius, 

op. cit., s. 48-50.

5

Cyt. za: M. Zaleski, 

Piosenki niewinnoÊci i 

doÊwiadczenia, w: Formy pami´ci, Warszawa 
1996, s. 142-143.

3

L. Joachimowicz, 

op. cit., s. 151.

Za uderzajàce jednak i godne 

odnotowania uwa˝am 

podobieƒstwo mi´dzy rolà 

przypisywanà przez Boecjusza 

filozofii – przekazywanej cz´sto

pieÊnià! – a rolà wspó∏czesnej

piosenki w ˝yciu spo∏eczeƒstw. 

background image

horyzonty polonistyki

polonistyka

134

ne tak z uczuciem, jak i z myÊlà funkcje pio-
senki popularnej sà mo˝liwe dzi´ki specyficz-
nym,  jej  tylko  w∏aÊciwym  cechom.  Cechom
ÊciÊle z sobà powiàzanym i wzajemnie si´ uzu-
pe∏niajàcym. A sà to: 

– niezwyk∏a bezpoÊrednioÊç przekazu (maso-

woÊç?), coÊ, co nazwa∏abym po prostu „ciàg∏à
obecnoÊcià”;

– noÊnoÊç „muzyczna”, tj. ∏atwoÊç dotarcia

do  szerokich  kr´gów  odbiorczych  dzi´ki  uni-
wersalnemu „j´zykowi” muzyki, melodii;

–  bezpoÊrednioÊç  ekspresji,  tj.  zrozumia-

-∏oÊç, „nie-trudnoÊç” literacka;

– „wybiórczoÊç” problemowa, tj. sk∏onnoÊç

do  poruszania  spraw  ogólnych,  dotyczàcych
wszystkich, bez wzgl´du na wiek, doÊwiadcze-
nie i kultur´ (uniwersalizacja problemów);

–  pos∏ugiwanie  si´  uproszczonym  j´zy-

-kiem (

basic), swoistym lingua franca, do zro-

zumienia  którego  niepotrzebna  jest  g∏´boka
znajomoÊç j´zyka i jego niuansów.

To  czyni  z piosenki  „filozofi´  potocznà”,

powszechnà  i zrozumia∏à,  bo  przecie˝  ka˝dy
ma  „swoje”  piosenki,  pokoleniowe  i indywi-
-dualne, modne i ca∏kiem staroÊwieckie, pol-
skie i obce, dawne i nowe.

Do pierwszorz´dnych cech piosenki popu-

larnej zaliczy∏abym jeszcze zamierzonà naiw-
noÊç – tak Êpiewajàcego, jak i s∏uchacza: 

owa naiwnoÊç to rodzaj empatii; (...) jest ona formà
zak∏adu, na który – dodajmy – nie zawsze staç wspó∏-
czesnego  poet´,  Êwiadomego  komplikacji  sytuacji  –
sztucznoÊci i poÊrednioÊci takiego porozumienia. Na
zbyt wielkà dawk´ liryzmu poeta nie mo˝e sobie po-
zwoliç, Êwiadomy ryzyka „literackiej” ÊmiesznoÊci

6

.

W piosence nie dokona∏ si´ – tak nieodwo∏al-
ny  w liryce  –  rozdzia∏  mi´dzy  muzykà a po-
ezjà, dlatego ta forma z ca∏à naturalnoÊcià na-
wiàzuje  do  tradycji  greckiej.  To,  co  w poezji
brzmia∏oby  sztucznie  i konwencjonalnie  –

w piosence,  dzi´ki  przypisanej  jej  licencji,
brzmi autentycznie i przekonujàco.

Korzenie piosenki wspó∏czesnej

Piosence  popularnej  XX wieku  patronujà:
staro˝ytna tradycja liryczna (zarówno w rozu-
mieniu formalnym, jak i ideowym), jak i daw-
ni twórcy.

Deklarujàc wiar´ w koncepcj´ pitagorejskiej

harmonii  sfer  Jan  Kochanowski  przyznawa∏  si´
do wi´kszej sympatii dla zwyk∏ej, uprawianej co-
dziennie muzyki, adresatem fraszki

Do Marcina

by∏  prawdopodobnie  nadworny  muzyk  królew-
ski, Marcin z J´drzejowa:

Filozofi, co nad nas uszy lepsze majà
O dziwnie wdzi´cznych g∏osiech w niebie powiadajà.
Którym ja, jako prostak, we wszem wiar´ dawam
Ale na twej muzyce, Marcinie, przestawam 

9

.

Inny  artysta  XVI w.,  wspó∏czesny  Szekspira,
Thomas Campion – to muzyk, poeta i interpre-
tator w jednym, „el˝bietaƒski Orfeusz”. Stani-
s∏aw  Baraƒczak  t∏umaczàc  go  na  j´zyk  polski,
pisa∏ o nim i jego „patronacie”: 

Od Campiona do Lennona – taki tytu∏ mog∏aby no-
siç  specjalna  antologia  poezji  j´zyka  angielskiego,
zawierajàca wy∏àcznie wiersze autorów, którzy osià-
gn´li wybitnoÊç w trzech naraz dziedzinach: jako po-
eci piszàcy teksty utworów wokalnych, jako kompo-
zytorzy  uk∏adajàcy  do  tych  tekstów  muzyk´  i jako
pieÊniarze wykonujàcy – przy akompaniamencie lut-
ni czy elektrycznej gitary (...) – w∏asne utwory.

Jednak

antologia  nie  by∏aby  ˝adnà  antologià  (...)  z prostej
przyczyny: braku materia∏u. Nie ma bowiem mi´dzy
XVII a XIX wiekiem nikogo, kto by powtórzy∏ feno-
men potrójnego mistrzostwa

10

.

Campion, którego twórczoÊç kompozytor-

sko-poetycka  dopiero  niedawno  zosta∏a  (na
nowo)  odkryta  i doceniona,  patronuje  XX-
-wiecznym  bardom,  pieÊniarzom  i balladzi-
stom. Pisa∏ wy∏àcznie 

ayre (air), czyli kameral-

ne,  solowe  pieÊni  liryczne,  wykonujàc  je
póêniej przy wtórze lutni. 

Ta wy∏àcznoÊç i ta koncentracja pozwoli∏a mu osià-
gnàç  w swojej  wybranej  dziedzinie  wybitnoÊç,  ale  –
czego zapewne nie móg∏ przewidzieç (...) – obróci∏a
si´ równie˝ przeciw niemu, pozbawiajàc go na d∏ugi
czas nale˝nej mu, poÊmiertnej s∏awy

11

6

Pantone

6

Tam˝e, s. 144.

9

J. Kochanowski,

Dzie∏a polskie, oprac. J. Krzy-

˝anowski, Warszawa 1978, s. 176.

10

S. Baraƒczak,

El˝bietaƒski Orfeusz, wst´p do: 

T. Campion,

33 pieÊni, t∏um. i oprac. S. Baraƒ-

czak, Kraków 1995, s. 5.

11

Tam˝e, s. 6.

background image

horyzonty polonistyki

3/2005

135

Utwory s∏owno-muzyczne utrwalano w Êpiew-
nikach,  a nie  sà  to  przecie˝  cz´sto  „czytane”
publikacje. Có˝, taki los prekursorów.

Poetyckim 

credo Campiona  móg∏by  byç

nast´pujàcy fragment:

Muzyka n´ci samotnà myÊl mojà
I rad bym nuciç jakà piosenk´ ˝ywà
Lecz duszy pró˝ne uciechy nie kojà,
W zbo˝nych dumaniach mam rozkosz prawdziwà.
Âwiadectwa Bo˝ej pot´gi i ∏aski
Os∏odzà nuty, w s∏owach wzniecà blaski

12

.

Przywo∏any  wczeÊniej  Lennon,  deklarujàc
w swych  tekstach  oddalenie  od  personalnie
rozumianego  Boga  i instytucjonalnych  form
religii, tworzy∏ w∏aÊnie „piosenki ˝ywe”. Pro-
gramowe,  deklaracyjne,  og∏aszajàce  wybrane
prawdy  jako  jedyne,  niepodwa˝alne,  uniwer-
salne i – dziwnie bliskie zasadom chrzeÊcijaƒ-
stwa:

Love
Mi∏oÊç jest prawdziwa/ prawdziwa jest mi∏oÊç/ 
Mi∏oÊç jest odczuwaniem/ odczuwaniem mi∏oÊci/
Mi∏oÊç jest pragnieniem bycia kochanym/
Mi∏oÊç jest dotykiem/dotykiem jest mi∏oÊç/
Mi∏oÊç jest si´ganiem/osiàganiem mi∏oÊci/
Mi∏oÊç jest proÊbà o bycie kochanym/ Mi∏oÊç to ty/Ty i ja.

Zastanawiajàc si´ nad adekwatnà egzemplifi-
kacjà tytu∏owych tez, tym „materia∏em dowo-
dowym” wypowiedzi badawczej, wielokrotnie
popada∏am  w os∏upienie.  Dowodów  bowiem
na prawdziwoÊç twierdzenia, ˝e piosenka pe∏-
ni rol´ filozofii naszych czasów oraz ˝e „filo-
zofia”  ta  daje  pocieszenie,  jest  niezliczona
iloÊç.  A wi´c  zdania  „Przyk∏ady  mo˝na  by
mno˝yç”,  „Sà  one  bardzo  ró˝ne  i pochodzà
zewszàd”  –  muszà  paÊç.  I mimo  wysokiego
stopnia  zu˝ycia,  a tak˝e  banalnoÊci  –  sà  one
prawdziwe.  Bo  ekspresyjno-konsolacyjne
funkcje  spe∏niajà:  i piosenki  zaanga˝owane
np. okresu wojny i powstania warszawskiego,
udokumentowane doskonale choçby w filmie
Zakazane  piosenki, i te  ca∏kiem  beztroskie
(których pe∏no w ca∏ej produkcji polskiego ki-
na przedwojennego, od 

Zapomnianej melodii

po 

Manewry mi∏osne), i te pisane i odbierane

jako  manifest  pokolenia  (np. 

Autobiografia

zespo∏u  Perfect),  i zupe∏nie  niezale˝ne  od
mody „piosenki ˝ycia” (a w∏aÊciwie „piosenka

˝ycia”, bo mo˝e byç ona tylko jedna), z który-
mi ∏àczy si´ – jakby napisa∏ poeta – wspomnie-
nie pierwszej mi∏oÊci, i gwa∏towna, a niekiedy
agresywna prezentacja stosunku do rzeczywi-
stoÊci  subkultur  m∏odzie˝owych,  znajdujàca
ujÊcie w∏aÊnie w okreÊlonych formach teksto-
wo-muzycznych  (od  metalu,  poprzez  punk
rocka a˝ do hip hopu), i ∏agodna, refleksyjna,
w pewnym  sensie  –  ponadpokoleniowa  czy
ahistoryczna,  piosenka  „inteligencka”,  taka
jak  dziedziczona  po  Przyborze,  Wasowskim
i ich staroÊwiecko-ponadczasowym Kabarecie
Starszych Panów.

Wyliczenie  to  nie  jest  kompletne  i idzie

wbrew  klasyfikacjom  gatunkowym,  które
w piosence ∏àczà si´, oczywiÊcie, ze stylistykà
wybranà ze wzgl´du na za∏o˝onego odbiorc´.
UÊwiadamia  jednak  istot´  problemu,  po-
wszechnoÊç zjawiska i jego z∏o˝onoÊç.

Medium najlepiej rejestrujàcym obyczajo-

woÊç  naszych  czasów  jest  z pewnoÊcià  film.
Od dawna ju˝ piosenki pe∏nià w obrazach fil-
mowych  nie  tylko  funkcj´  ozdobnika,  or-
namentu, ale i merytoryczno-poetyckiego ko-
-mentarza  do  rozgrywajàcych  si´  wydarzeƒ.
Nie  mam  tu  na  myÊli  musicali,  filmów  mu-
zycznych  itp.,  tylko  zwyk∏e  filmy  fabularne.
Na  przyk∏àd  we  francuskim  filmie  z 1997  r.
Nous connaissons cette chanson liczni bohate-
rowie tego obrazu – oddalajàce si´ od siebie
ma∏˝eƒstwo planujàce przeprowadzk´, siostra
˝ony  piszàca  doktorat  z historii  i cierpiàca 
na  melancholi´,  poÊrednik  mieszkaniowy
zakochany  w doktorantce,  jego  szef,  który

7

Pantone

12

Campion, 

Muzyka n´ci samotnà myÊl mojà

op. cit., s. 45.

background image

horyzonty polonistyki

polonistyka

136

z nià chodzi, i wielu, wielu innych – od czasu
do czasu, bez wyraênej zapowiedzi, zaczynajà
Êpiewaç  fragmenty  piosenek,  które  w danym
momencie  najlepiej  i najtrafniej  oddajà  ich
uczucia,  wàtpliwoÊci,  marzenia  i zamiary.  Po
czym  milknà  i –  jak  gdyby  nigdy  nic  –  dalej
rozmawiajà,  pracujà,  chodzà,  milczà.  To,  co
Êpiewajà,  to  nie  klasyczne  „songi”,  jak
w utworze dramatycznym, komentujàce akcj´.
To poszczególne zdania, wersy, urywki, zwrot-
ki  lub  refreny.  Boha-terowie  „Êpiewajà”  nie
swoimi  g∏osami  –  s∏ychaç  zawsze  g∏os  pierw-
szego  wykonawcy  utworu;  sà  to  gwiazdy  –
Charles  Aznavour,  Edith  Piaf,  Gilbert  Be-
caud,  ale  i „regionalni”  piosenkarze,  znani
dobrze tylko Francuzom. Polski tytu∏ filmu to
Znamy  t´  piosenk´,  choç  móg∏by  pewnie
brzmieç  „Stara  Êpiewka”;  z drugiej  jednak
strony to, co we francuskim oryginale podkre-
Êla powtarzalnoÊç, „odwiecznoÊç” sytuacji ˝y-
ciowych,  które  przytrafiajà  si´  bohaterom  –
zyska∏oby w takim przek∏adzie charakter iro-
niczno-protekcjonalnego komentarza.

Czy wi´c piosenka spe∏nia tu rol´ fabu∏o-

twórczà (perypetie  postaci  toczà  si´  na  wzór
Êpiewanych  tekstów),  czy  te˝  interpretujàcà
(piosenkà  ∏atwiej  jest  wyraziç  uczucia  ni˝  sa-
mym „go∏ym” tekstem)? Trudno orzec jedno-
znacznie,  mo˝e,  jak  zwykle,  piosenka  jest
przede wszystkim pocieszeniem. 

I przyk∏ad drugi: angielska fabu∏a Richar-

da  Curtisa 

To  w∏aÊnie  mi∏oÊç powsta∏a  z in-

spiracji  m.  in.  twórczoÊcià  Johna  Lennona.
Piosenka 

All you need is love rozbrzmiewajà-

ca  na  Êlubie  dwojga bohaterów  streszcza 
ca∏à filozofi´ lennonowskiego pokolenia pa-
cyfistów i hippisów, do którego nale˝y scena-
rzysta i re˝yser w jednej osobie. Jeden z bo-
haterów tej wielowàtkowej, luênej opowieÊci
straci∏ ˝on´, bardzo m∏odà kobiet´. Podczas
uroczystoÊci  funeralnych  ˝egna  jà  ulubionà
piosenkà  rockowà  popularnego  zespo∏u,
z pewna  przesadà  nazwanego  genialnym.

Przy tej samej piosence bawià si´ weselni go-
Êcie;  niektórym  z nich  zresztà  ten  repertuar
w ogóle  nie  wydaje  si´  dobry,  a co  dopiero
„genialny”. I to chyba równie˝ trafne podsu-
mowanie  roli  piosenki  –  to,  co  jednych  g∏´-
boko wzrusza i „wyra˝a”, innych pozostawia
oboj´tnymi.

Towarzyszka ˝ycia

Stefan Kisielewski, w jednym z felietonów cy-
klu 

Wo∏anie  na  puszczy,  drukowanych  przez

„Tygodnik Powszechny” w latach 70., napisa∏
zaskakujàcà  obron´  polskiej  piosenki  popu-
larnej.  Wróci∏  z Pary˝a,  gdzie  obserwowa∏
tamtejsze  ˝ycie  muzyczne  i bra∏  udzia∏  w ja-
kimÊ  konkursie  muzyki  wspó∏czesnej  (Kisie-
lewski  by∏  pisarzem  i kompozytorem  muzyki
powa˝nej), i stwierdzi∏, ˝e francuska 

chanson

ma si´ dobrze. Wszyscy jà lubià, chwalà i nu-
cà. U nas zaÊ – dowodzi∏ – na popularnych wy-
konawców  i ich  repertuar  spadajà  od  kryty-
ków  gromy,  co  jest  w istocie  przejawem
pretensjonalnoÊci i snobizmu, a nie – dobrego
smaku. 

Tacy Zofia i Zbigniew Framerowie – pisa∏ Kisiel 
nad Sekwanà zrobiliby zas∏u˝onà karier´, u nas zaÊ
uchodzà za synonim kiczu i ∏atwizny.

A przecie˝  piosenka  spe∏nia  swà  zasadniczà
rol´ wiernie towarzyszàc ˝yciu codziennemu,
nie roszczàc sobie praw do bycia czymÊ wi´cej,
ni˝  tylko  „kawa∏kiem”  do  nucenia.  Uzy-
skuje z ∏atwoÊcià status najbli˝szej cz∏owieko-
wi  sztuki  tam,  gdzie  literatura  musia∏aby  si´
sporo natrudziç. 

8

Pantone

dr, pracownik naukowy Uniwersytetu 

im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.

JOANNA MALESZY¡SKA