background image

Smoleńsk – hipoteza zamachu – argumenty w pigułce V2 

Katastrofa pod Smoleńskiem

 – to mógł być zamach 

(Data aktualizacji: 10-01-2011) 

Uwaga!!! W artykule 

Nowe teorie spiskowe nt. katastrofy pod Smoleńskiem

 zamieszonym na Wirtualnej 

Polsce skrytykowano fragment tego artykułu wyrywając go z kontekstu! Riposta znajduje się w artykule 

Walka ze spiskowymi teoriami – recepta dla półgłówków

- zapraszam do lektury! 

Czy to był zamach, czy nieszczęśliwy wypadek? Ja jestem głęboko przekonany, że to co się stało pod 
Smoleńskiem, w żaden sposób nie można podciągnąć pod splot nieszczęśliwych okoliczności, czy też 

błąd 

pilotów

. Poniżej przedstawiam zbiór argumentów w pigułce ukazujących, dlaczego wersja o 

niezamierzonym wypadku jest dla mnie absolutnie nie do przyjęcia. 
Spis treści: 

 

1. Motyw

 

 

2. Czy mgła była prawdziwa

 

 

3. Czarne skrzynki

 

 

4. Rozmiar katastrofy

 

 

5. Autopilot

 

 

6. Amatorski film

 

 

7. Sekcja zwłok

 

 

8. Konwencja chicaagowska

 

 

9. Spiskowa teoria dziejów? 

 

 

10. Naciski na pilotów?

 

 

11. Dezinformacja

 

 

12. Jakośd śledztwa

 

 

13. Czy na pewno wszyscy zginęli na miejscu?

 

 

14. Tajemnicze zgony, tajemnicze zbiegi okoliczności 

 

1. Motyw. 

Zanim przejdziemy do konkretnych argumentów, warto zatrzymać się na chwilę nad możliwymi motywami, 
dla których mogłoby się opłacać zamordować prezydenta i naszą polityczną elitę. Są one bardzo ważne i 
choć nie są żadnym dowodem, to z pewnością są podstawą dalszego rozpatrywania hipotezy o celowej 
ingerencji osób trzecich, która mogła doprowadzić do takiego zdarzenia. 
Czy Putin miał jakieś powody, aby zabić naszego prezydenta i naszą prawicową elitę? Otóż okazuje się, że 
tak i to wiele. 

Fragment artykułu Leszka Misiaka i Grzegorza Wierzchołowskiego: 

http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Samolot-nie-mogl-rozpasc-sie-na-
kawalki,wid,12211780,wiadomosc_prasa.html

 

Rosyjscy przywódcy mieli powody, by nie kochać Lecha Kaczyńskiego. 15 listopada 2006 r. prezydent 
Kaczyński zaproponował Unii Europejskiej, by wprowadziła sankcje przeciwko Rosji w odpowiedzi na zakaz 
importu polskich produktów do Rosji – Polska nałożyła weto na decyzje rozpoczęcia negocjacji miedzy UE i 
Rosją. Podczas rosyjsko-gruzińskiej wojny w 2008 r. prezydent Kaczyński poparł Gruzję i stał się 
orędownikiem sprawy gruzińskiej w świecie, wspierał przystąpienie Gruzji do NATO. To za prezydentury 
Lecha Kaczyńskiego zapadła decyzja o rozmieszczeniu amerykańskiego systemu obrony przeciwrakietowej 
na terytorium RP. Polska proponowała też alternatywne drogi pozyskania zasobów energetycznych i 
uniezależnienie się europy od dostaw rosyjskiego gazu.
 

background image

Warto dodać tutaj, że 3 dni wcześniej Tusk z Putinem urządzili konferencję, na której to ten drugi 
zapewnił, że Polska ma zagwarantowane dostawy gazu do 2037 roku. W tym samym okresie światowe 
media doniosły o ogromnych złożach gazu łupkowego w Polsce, które rząd chciał sprzedać amerykanom po 
znacznie obniżonej wartości

Lech Kaczyński

 groził premierowi postawieniem go przed trybunałem stanu, 

gdyby podpisał umowę tak bardzo godzącą w interesy naszego państwa. Tutaj widać dość poważny powód 
do niepokoju Kremla. Zabijając naszego prezydenta i prawicową elitę, która była blisko niego, pozbył się 
ludzi, którzy byli wstanie najgłośniej krzyczeć do opinii publicznej, aby nie podejmować kroków godzących 
w nasze interesy. Zauważmy, że Lech Kaczyński za bardzo chciał być niezależnym politykiem i dążył do 
uniezależnienia się od wpływów wschodniego sąsiada, za bardzo starał się hamować imperialne zapędy 
Putina, za dużo mieszał na arenie międzynarodowej, tworzył wspólnotę państw bloku wschodniego i zbyt 
gorliwie namawiał do obrony wobec poczynań Kremla (słynne jego zdanie, że „dziś Gruzja, jutro Ukraina, 
pojutrze państwa bałtyckie, a później może i czas na mój kraj, na Polskę”). Za bardzo obsadzał strategiczne 
stanowiska ludźmi, którzy pomagali mu w tych dążeniach. Byli to ludzie, którzy rozpracowywali wrogą 
agenturę, obce wpływy, mieli dostęp do tajnych danych, zastrzeżonego zbioru dokumentów w IPN, dążyli 
do niezależnej polityki finansowej, energetycznej i . To za jego kadencji i podczas rządów Jarosława 
Kaczyńskiego (który też miał lecieć tym samolotem) rozwiązano WSI, oraz utworzono i upubliczniono 
raport weryfikacji tych służb podporządkowanych rosyjskim wpływom. Innym motywem może być 
“uświadamianie” zachodu. Może Putin chciał pokazać światu, że 

Lech Kaczyński

 wstawiał się za Gruzją i 

“zginął nieszczęśliwie” w straszliwym wypadku. Opinia publiczna uwierzyłaby w to, ale nie koniecznie 
politycy, którzy znają trochę lepiej te realia, mają dostęp do służb wywiadu. Może chodziło o dostęp do 
kodów NATO, może o osłabienie prawicy (to z nią najciężej jest nawiązać współpracę). Jak pamiętamy, to 
nasz Prezydent i jego otoczenie domagało się odtajnienia przez Rosję akt katyńskich. To on wystąpił z 
sprzeciwem wobec rurociągu bałtyckiego Rosja-Niemcy. W tym samolocie była cała śmietanka, cała elita 
wysokich stanowisk z propolskim nastawieniem, prowadząca niezależną politykę, mająca duże wpływy, 
dużą wiedzę, odwrócona od Rosji, zwrócona ku NATO, całą mocą broniąca naszych narodowych interesów. 
Jak widzimy możliwości jest dużo i na dobrą sprawę nie musiało chodzić o jeden motyw, ale nawet o kilka. 
Niektóre motywy są bardzo ładnie zobrazowane na poniższym diagramie. 

background image

 

obrazek ze strony 

http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 

 

 

Putin nie należy do praworządnych przywódców. Przytoczmy fragment z powyższego artykułu: 

Niedowiarkom trzeba przypomnieć udział KGB w zamachu na papieża, zatrucie dioksynami prozachodniego 
kandydata na urząd prezydenta Ukrainy Wiktora Juszczenki, śmiertelne napromieniowanie izotopem polonu 
Aleksandra Litwinienki, zastrzelenie opozycyjnej dziennikarki Anny Politkowskiej etc. To pokolenie KGB-
istów Putina przeprowadziło atak na pałac Tadz-Bek i zlikwidowało Hafizullah Amina, stojącego na czele 
Afganistanu, a przed nim jego poprzednika Nur Mohammed Taraka. Oni zlikwidowali pierwszego 
prezydenta Czeczenii Dżochara Dudajewa i przeprowadzili kilka zamachów na prezydenta Gruzji Eduarda 
Szewardnadze.
 
Sposobność też była niebywała. Tak liczne grono wrogów podanych na talerzu, wszyscy w jednym 
samolocie, rząd ochoczy do wszelkiej współpracy, a interesy gazowe opiewające na wiele miliardów 
dolarów wiszą na włosku. Nie pomoże kwestia np. mgły, bo łatwo ją sztucznie wywołać (o tym słów kilka 
w dalszej części). Zaproponowanie lotniska zapasowego oddalonego o 4 godziny drogi nie jest kuszącą 
propozycją i łatwo można się było spodziewać, że pilot przynajmniej będzie podchodził do lądowania. A 
poza tym, jak się planuje zamach, to przeważnie oprócz planu A, przygotowuje się również plan B. W tym 
przypadku może nie trzeba było go używać. W każdym razie nie musiało być środowiskowych czynników 
sprzyjających katastrofie, bo równie dobrze można je było samemu stworzyć. Tym samym trudno wykazać 
jakiekolwiek alibi dla Rosjan. 

Dlaczego zaczynam od motywu, obecności w tej całej historii Putina i od sposobności? Odpowiedź jest taka, 
że zawsze w kryminalistyce w podobnych warunkach pierwszą hipotezą jaka przychodzi do głowy, to 
zamach. Co prawda nie oznacza to jeszcze, że obecność motywu, sposobności i osoby która nie do końca 

background image

liczy się z praworządnością od razu implikuje jego winę, ale pierwsze podejrzenie powinno paść na niego. 
Natomiast mam wrażenie, że rząd i prokuratura w ogóle nie wzięli tego pod uwagę, powierzyli śledztwo 
stronie rosyjskiej, a to przecież ona mogła spowodować ten zamach. Beztrosko zrobili coś, co jest 
niedopuszczalne w kryminalistyce – zostawili ich sam na sam ze wszystkimi materiałami dowodowymi. I co 
ciekawe, to oni planowali przetopić maszynę, przetrzymują wrak w warunkach powodujących 
przyśpieszoną degradację, ścięli drzewa, spalili znaczną część ubrań, 

miejsce katastrofy

 zostawili na pastwę 

szabrowników, czarnych skrzynek nie zamierzają nam oddać, przechwycili wszelkie nagrania, jakie były 
wówczas robione, ludzie po wielu miesiącach odnajdywali ważne części samolotu, które mają ogromne 
znacznie w śledztwie… 

Zadajmy sobie pytanie, co byśmy zrobili, jeśli nie mielibyśmy reputacji praworządnego obywatela, a na 
naszym terenie zginął by nasz wróg. Czyż nie “rozebralibyśmy się do naga” i nie powiedzielibyśmy: 
“sprawdzajcie mnie, wezwijcie śledczych, specjalistów, zróbcie specjalistyczne badania i przekonajcie się, 
że to nie ja zrobiłem”. Myślę, że każdemu z nas w takiej sytuacji zależałoby na otwarciu wszystkich swoich 
kart, aby uwolnić się w jak największym stopniu od podejrzeń. Natomiast my od samego początku w tym 
dochodzeniu jesteśmy skazani na ślepą wiarę w rzetelność rosyjskiego śledztwa. 

2. Czy mgła była prawdziwa 

W Gazecie Polskiej ukazała się informacja, z których wynika, że możliwość utworzenia sztucznej mgły jest 
rozważana przez polską prokuraturę: 

Portal Niezależna.pl dotarł do nieznanych dotąd akt śledztwa ws. katastrofy smoleńskiej. Na stronie 388 
znajduje się notatka mówiąca o możliwości rozpylenia środka chemicznego przez rosyjskiego Iła-76, który 
znalazł się w Smoleńsku niedługo przed Tu-154. Środek ten miał spowodować wystąpienie sztucznej mgły.
 

źródło: 

http://www.niezalezna.pl/article/show/id/36330

 

Jednakże w późniejszym wydani tego tygodnika okazało się, że redaktorzy dotarli do informacji, że na 
dobrą sprawę nie było to konieczne, gdyż w niedługim czasie urządzenie produkujące sztuczną mgłę 
powstanie przy jednej z niemieckich elektrowni atomowych: 

http://www.niezalezna.pl/article/show/id/37065

 

Również niedawno w mediach pojawiła się opinia ekspertów z Instytutu Geografii i Przestrzennego 
Zagospodarowania Polskiej Akademii Nauk, którzy orzekli, że: 

Na podstawie wyników obserwacji meteorologicznych w Smoleńsku z ostatnich 30 lat stwierdzili, że, 
“warunki mgielne” w rejonie katastrofy 10 kwietnia były typowe dla tego obszaru
 

http://wiadomosci.onet.pl/2201373,11,mgla_nad_smolenskiem_polscy_biegli_wydali_opinie,item.html

 

Niestety, ale przy takiej informacji nasuwają się pewne pytania: 

- Jak często pojawiają się takie warunki 
- Czy te typowe warunki w Smoleńsku są również tak ekstremalne, jak te z 

10 kwietnia 2010

 roku? 

- Czy badano grudki ziemi z tego obszaru na obecność związków chemicznych, które mogły by uczynić 
mgłę bardziej gęstą? 
- Gdzie można dotrzeć do opisu metody badania, danych o autorach tej ekspertyzy 

Ponadto częste występowanie mgły nie jest równoważne z jej występowaniem za każdym razem. Jeśli tego 
dnia nie było jej w sposób naturalny, lub nie powodowała takich ekstremalnych warunków, to przecież 
można było “dopomóc” naturze. Zauważmy, że taka ekspertyza nie odpowiada na pytanie, czy ta mgła była 
wtedy prawdziwa, czy sztuczna
, bo tego eksperci nie sprawdzili, a jedynie daje odpowiedź na pytanie, 
czy miała ona szansę być prawdziwa?“. Nawet gdyby okazało się, że była ona prawdziwa, to nie przeczy 

background image

to koncepcji zamachu. Do tego należałoby wykazać, że nie jest możliwe wytworzenie na masową skalę 
sztucznej mgły, gdyż rozumowanie potencjalnych zamachowców mogło być następujące: „jeśli będzie 
naturalna mgła, to nic nie robimy, a jeśli jej nie będzie, to robimy sztuczną”. A takiej teorii nie da się 
wybronić z jednej prostej przyczyny – taką mgłę da się utworzyć, co obrazuje poniższy film: 

I pomyśleć, że w zwyczaju wojska nie jest ukazywanie najnowszych nowinek, a jedynie technologii już 
trochę przestarzałej. 

W Gazecie Polskiej w artykule “Zagadka smoleńskiej mgły” dostępnym na 

http://www.miastowroclaw.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=1997:zagadka-smoleskiej-
mgy&Itemid=266

 czytamy, że w tym czasie na cmentarzu w Katyniu oddalonym o ok. 15-20 km od lotniska 

w Smoleńsku nie było żadnej mgły, co nawet wywołało zdziwienie u redaktora TVN 24, co można zobaczyć 
na poniższym filmie. Może to świadczyć, że ta mgła była tylko lokalna. 

W tym artykule czytamy, że z relacji świadków wynika, iż mgła pojawiła się nagle, z minuty na minutę, 
szybko się zagęszczała, jej gęstość w szczytowym momencie była nienaturalnie duża, znacznie ograniczała 
widoczność i była lokalna. 

3. Czarne skrzynki. 

Argumenty oparte na czarnych skrzynkach są najmocniejszymi punktami tzw. wersji “spiskowych”. Po ich 
dokładnym przeanalizowaniu z uwzględnieniem raportu MAK, parametrów i właściwości samolotu, 
urządzeń nawigacyjnych, najprostszych praw fizyki, nasuwa się wniosek, iż bezsprzecznie musiały być one 
sfałszowane. Zanim je omówimy, warto ściągnąć sobie od dawna upublicznione stenogramy rozmów w 
kokpicie (dostępne np. 

tutaj

) i spojrzeć na poniższe rysunki przedstawiające uproszczony schemat procesu 

podejścia do lądowania. 

 

obrazek z multimedialnej prezentacji ze strony 

http://www.niezalezna.pl/artykul/smolensk_ekspercka_analiza/42287/1

 

background image

Samolot prawidłowo podchodzący do lądowania znajduje się na tzw. “kursie i ścieżce”, co na powyższym 
rysunku zostało przedstawione w formie błękitnej płaszczyzny z napisem “GLIDESCOPE”. Podczas takiego 
podejścia samolot przelatuje nad dwiema radiolatarniami, które wysyłają w górę wiązki fal radiowych o 
kształcie stożka (na rysunku są one w kolorach fioletowym i pomarańczowym). Systemy radiolatarni służą 
do naprowadzania samolotu na właściwy kurs. Są one umieszczone dokładnie w linii osi lotniska, a piloci na 
swoich przyrządach odczytują kierunek, na który muszą zwrócić maszynę, aby ustawić się dokładnie w tej 
linii. Ich działanie przedstawia poniższy rysunek: 

 

Na wskaźnikach mamy dwie wskazówki. Jeśli samolot jest oddalony od osi pasa na prawo, to obserwujemy 
wskazanie nr 1, gdzie górna wskazówka wskazuje kierunek na bliższą radiolatarnię, a dolna na tę dalszą. 
Analogicznie sytuacja wygląda, jeśli samolot jest oddalony od osi pasa na lewo (wskazanie 2). Jeśli jest 
dokładnie ustawiony w tejże osi, to wskaźnik pokazuje to co na powyższym rysunku jest oznaczone jako 
“wskazanie 3″.  Pilot przelatując nad radiolatarnią (wlatując w ten stożek) słyszy sygnał dźwiękowy o 
częstotliwości ok. 800 Hz (co jest zaznaczone na stenogramach o godz. 10:39:50,2 i o godz. 10:40:56). 
Moment przelotu nad bliższą radiolatarnią jest momentem tzw. decyzji, czyli wtedy pilot decyduje, czy 
samolot ma lądować, czy przerwać proces lądowania i przejść na tzw. drugi krąg. 

Sprzeczności w stenogramach

: 

1. Wprowadzanie w 

błąd pilotów

 

Przyglądając się treści tych stenogramów, okazuje się, że kontrolerzy naprowadzali Tupolewa do zderzenia 
się z ziemią. Pracownik wieży kontrolnej z Okęcia rozprawił się z tym zapisem i nie ma wątpliwości, że to 
był zamach. Mimo iż samolot nie był na prawidłowej ścieżce od 4000 m, to kontrolerzy lotu powtarzali 
niemal do końca, że samolot jest na “kursie i ścieżce”. Samolot leciał na drzewa, a ci dawali do zrozumienia, 
że dobrze leci, żeby leciał tak dalej, chociaż nie mieli takich podstaw, aby wydać takie komunikaty. Można 
by spytać: “a w którym to momencie samolot był na kursie i ścieżce?”. 

background image

http://www.niezalezna.pl/article/show/id/35709

 

2. Niemożliwy czas trwania sygnału bliższej radiolatarni. 

Zwróćmy uwagę na te fragmenty stenogramów: 

10:39:50,2 – 10:39:58,0 Sygnał dźwiękowy, F845Hz. Dalsza prowadząca” – samolot wleciał w stożek 
nad dalszą radiolatarnią. Był wtedy na wysokości ok. 400m. Czas przelotu nad tym stożkiem trwa 7,8sec – 
bo tyle trwa ten sygnał. 

10:40:56 10:40:58,1 Sygnał dźwiękowy F=800 Hz. Bliższa prowadząca” – samolot był wtedy na 
wysokości 20m. Czas przelotu nad tym stożkiem to 2,1 sec. 

Otóż problem polega na tym, że stosując proste wzory matematyczne (zwykłe proporcje i trygonometria) 
można policzyć, że skoro pierwszy sygnał trwał prawie 8 sek. na 400 metrach, to na 20 metrach ten sygnał 
nie miał prawa trwać aż 2 sekundy! Znając wysokość i kąt stożka można obliczyć jego podstawę – czyli 
długość odcinka, którego musiał przelecieć samolot gdy wlatywał w ten stożek i z niego wylatywał. Znając 
prędkość samolotu (nawet zakładając jego prędkość minimalną 225 km/h – poniżej tej prędkości samolot 
spada jak kamień w dół) czas przelotu nie miał prawa trwać aż 2,1 sec. Taki czas byłby prawidłowy, gdyby 
samolot znajdował się na min. 80 metrach wysokości, a nie 20! Dzieląc odległość przez 
czas,otrzymalibyśmy prędkość poziomą samolotu znacznie poniżej jego prędkości minimalnej. Jest to tym 
bardziej dziwne, że samolot leciał wtedy na automacie, który utrzymuje stałą prędkość +/- 10% (ze 
stenogramów z godz. 10:38:49 wynika, że ustawioną na 280 km/h). Ten autopilot został wyłączony dopiero 
o godz. 10:40:56 (na stenogramie wyłączenie to zasygnalizowane zostało poprzez trzy sygnały ABSU o 
częstotliwości 400Hz), gdy samolot znajdował się na wysokości 20 m. 

Szczegółowe obliczenia można znaleźć np. tutaj: 

http://wsi.cba.pl/dokumenty/raport_smolensk.pdf

 

3. Niemożliwa prędkość 

Jeśli spojrzymy na stenogramy, to zobaczymy, że o godzinie 10:40:38,7 

kontroler lotów

 wypowiada zdanie 

“2 na kursie i ścieżce”, co oznacza, że samolot znajduje się 2 km od pasa i jest na kursie i ścieżce. Natomiast 
o godzinie 10:40:56-58 rozbrzmiewa sygnał minięcia bliższej radiolatarni oddalonej o 1,1 km od pasa. 
Różnica czasu pomiędzy tymi zdarzeniami wynosi ok. 18 sec, a różnica odległości wynosi 2000m  – 1100m 
= 900m. Jeśli podzielimy drogę przez czas, to nam wyjdzie prędkość, która w tym przypadku wynosi ok, 
170-180 km/h. Przy takie prędkości samolot od razu runął by na ziemie z wielkim hukiem. Przypominamy, 
że prędkość minimalna wynosi 225 km/h, a oprócz tego samolot leciał wtedy na automacie, który utrzymuje 
cały czas stałą prędkość i był ustawiony na 280 km/h. 

http://beholder.salon24.pl/258447,tu-154-800-metrow-klamstwa

 

w podobnym tonie powstał swego czasu inny artykuł: 

http://smolensk-2010.pl/2010-06-16-odfalszowane-zapisy-czarnych-skrzynek.html

 

Powyższa uwaga jest tylko przykładem takiej manipulacji. Poniższe dwa filmy przedstawiają analizę 
ekspercką, w której widać, że od takich nieścisłości i przykładów ingerencji w nagranie aż się roi. W dużej 
części przypadków rozważania są oparte na fakcie, że samolot leciał na automacie, który wg stenogramów 
był ustawiony na 280 km/h, a którego zadaniem m.in. jest utrzymywanie stałej prędkości. Ze stenogramów 
odczytujemy czas zdarzenia, informacje mówiącą o położeniu samolotu i stosując klasyczny wzór na 
zależność długości drogi od czasu i prędkości można udowodnić rażące przekłamania w tym zapisie. 

część pierwsza: 

background image

część druga: 

4. usuwanie niewygodnych fragmentów ze stenogramu 
 
Wieża w Smoleńsku podała pilotom Tu-154, gdy dolatywał do lotniska: “zejdźcie do 50 metrów”. Tak 
wynika z zeznań pilota Jaka-40, porucznika Artura Wosztyla, złożonych w prokuraturze (karta 1165), do 
których dotarli informatorzy “Gazety Polskiej”. Był to wyrok śmierci dla prezydenckiej maszyny. 

http://www.niezalezna.pl/article/show/id/35973

 

To co najbardziej z tego zastanawia, to fakt, że nie znajdujemy tego w stenogramie! Proszę sprawdzić 
samodzielnie! Co więcej, prokuratura rozważała wszczęcie postępowania karnego wobec dziennikarzy 
Gazety Polskiej i TVP, za ujawnienie szczegółów z śledztwa, na które nie uzyskali zgody! Za taki czyn 
grozi do dwóch lat pozbawienia wolności (KK, Art. 241. § 1). 

http://niezalezna.pl/article/show/id/36131

 

Dodatkowo informacja o poleceniu zejścia do 50m została potwierdzona w rozmowie z TVN24 przez 
Remigiusza Musia – technika pokładowego Jaka 40, który wylądował 10 kwietnia w Smoleńsku. 

http://www.niezalezna.pl/article/show/id/36252

 

http://www.tvn24.pl/-1,1663248,0,1,dostalismy-zgode-na-50-metrow-tu_154-i-il-tez,wiadomosc.html

 

5. Inne przykłady manipulowania nagraniami 

Wystarczyło tylko kilka godzin (może dni), aby dane z czarnych skrzynek zmanipulować, podczas gdy 
Rosjanie przetrzymują je już kolejny miesiąc i dają do zrozumienia, że prędko (o ile w ogóle) ich nie 
otrzymamy. Ale… trzymajmy się faktów, i jeszcze na tym etapie nie podważajmy prokuratury i załóżmy, że 
są prawdziwe. 

Na samym początku okazało się, że otrzymana kopia nagrań nie była kompletna, gdyż zabrakło na nich 16 
sec. W środku sierpnia okazało się, że te nagrania dalej są niekompletne i brakuje w nich kolejnych 
fragmentów: 

http://www.niezalezna.pl/article/show/id/37869

 

6. zagadkowa długość nagrania 

Ciekawą zagadką jest również to, że stenogram trwa 38 minut, podczas gdy ten model czarnych skrzynek 
MARS-BM z zasobnikiem OL4 może pomieścić maksymalnie 30 minut nagrania. Skąd się wzięły te 
dodatkowe minuty. 

http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat…d=po01.txt

 

http://wyborcza.pl/1,75478,7790636,Ostat…trofa.html

 

http://wyborcza.pl/1,75478,7817225,Co_od…RS_a_.html

 

7. Rażące niedbalstwo rosyjskich ekspertów 

Wg stenogramów nawigator Artur Ziętek mówi dwie kwestie jednocześnie. Chodzi o końcową fazę lotu, 
gdy o godz. 10:40:53,1 nawigator kończy mówić “50″ (chodzi o wysokość, na której znajduje się obecnie 
maszyna), a już o 10:40:53,0 zaczyna mówić “40″ (bardzo łatwo zweryfikować tę informację samodzielnie 
na podstawie stenogramu). Wynika z tego, że kiedy zaczął podawać kolejną wartość, był jeszcze w trakcie 
kończenia poprzedniej. 

http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20100617&typ=po&id=po01.txt

 

background image

8. Czy piloci lądowali? 

Warto jeszcze podkreślić różnicę pomiędzy podchodzeniem do lądowania, a samym lądowaniem. 
Podchodzenie do lądowanie jest początkowym etapem lądowania, który najpóźniej w punkcie decyzji 
(przelot nad bliższą radiolatarnią) może zostać przerwany. Natomiast lądowanie jest kontynuowaniem tego 
procesu po ostatecznej decyzji, o podjęciu takiego kroku. Ze stenogramów wynika, że załoga tylko 
podchodziła do lądowania, a nie lądowała, gdyż pilot ostatecznie zdecydował o odejściu na tzw. drugi krąg 
– o godz. 10:40:50,5 wypowiada słowa “odchodzimy”. Wtedy piloci włączają pełną moc silników i próbują 
podnieść maszynę. Ale ona w tym momencie z ogromnym impetem zaczęła spadać w dół. To by świadczyło 
o zablokowaniu steru wysokości. Więc na jakiej podstawie Rosjanie orzekli, że wszystko było sprawne i jest 
to wina pilotów? Warto zaznaczyć, że to musiały być słowa “odchodzimy” a nie “podchodzimy”, jak 
sugerują niektórzy internauci z tego powodu, że taka komenda w tej nomenklaturze nie istnieje, ot 
chociażby z uwagi na to, że jest podobna do często używanej komendy “odchodzimy”, jak i na to, że jest 
bezsensowna (gdyż przecież samolot już od jakiegoś czasu podchodził do lądowania). 

9. Nieprawdopodobne 

zachowanie załogi

 

Po komendzie drugiego pilota “odchodzimy”, Tu 154 zaczął gwałtownie tracić wysokość. Czy to oznacza, 
że pierwszy pilot zignorował tę komendę i rozpoczął lądowanie? Było ich tam czterech (a może nawet z 
Błasikiem jako piątym), samolot zaczął gwałtownie spadać (wysokość była głośno podawana, co utrwaliło 
się na stenogramach), a mimo to załoga zachowała spokój aż do chwili zderzenia z drzewem (ja bym wtedy 
wrzeszczał, że zamiast wznosić się, to my gwałtownie opadamy). Tuż przed uderzeniem pilot odebrał sygnał 
z radiolatarni. Nawet amator nie lądował by, jeśli nie odebrałby tego sygnału wcześniej. Protasiuk był 
pilotem, który (wg kolegów) rygorystycznie przestrzegał wszelkich procedur, a one mówią wyraźnie, że w 
warunkach pogorszonej widoczności nie wolno schodzić poniżej 100m bez zgody wieży podczas 
podchodzenia do lądowania. Grozi to utratą licencji. 

Więcej szczegółów na stronie: 

http://gazetapolska.pl/artykuly/kategoria/57/3102

 

Wielu ekspertów (w tym ten na powyższych filmach) jest przekonanych o tym, że załoga została celowo 
wprowadzona w błąd poprzez ustawienie fałszywych radiolatarni, ustawienie fałszywych reflektorów u 
progu fikcyjnego pasa, poprzez podanie sfałszowanych kart podejścia do lądowania, fałszywymi 
komunikatami. W ten sposób zostało utworzone fałszywe lotnisko w odległości 800 metrów od tego 
prawdziwego progu pasa startowego. Jeśli Przyjmiemy takie założenia, to o dziwo wszystkie obliczenia o 
których była tutaj mowa trzymają się kupy i nie wykazują żadnych sprzeczności. Więc w świetle 
powyższego, jak to jest z wiarygodnością Rosjan, przebiegiem śledztwa i jak można wierzyć w rzetelność 
tego przekazu? 

4. Rozmiar katastrofy. 

To co najbardziej szokuje, to rozmiar tej katastrofy. Takiego zdania są specjaliści od lotnictwa i 
aerodynamiki. Zaznaczmy, że samolot podchodzący do lądowania ma ok 300km/h (czasami dużo mniej), 
kilka metrów nad ziemią i poziomy kierunek ruchu. Jak to możliwe, aby ten samolot rozpadł się na kawałki, 
jak miało to miejsce w Smoleńsku? Nigdy w historii nie zdarzyło się, aby samolot podchodzący do 
lądowania z tak małą prędkością, który nie pikował w dół, w którym nie stwierdzono wybuchu, nie rozpadł 
się w drobny mak na 700-800m! Jest to pierwszy przypadek takiej katastrofy. Tupolew był maszyną, o 
której mawiało się “nie gniotsa, nie łamiotsa”, któremu nieraz zdarzało się lądować w polowych warunkach. 
Oczywiście, jeśli samochód przy takiej prędkości uderzyłby w ścianę, to być może rozsypałby się w 
podobny sposób. Natomiast tutaj mamy do czynienia z inną sytuacją. Samolot po uderzeniu nie zatrzymał 
się w miejscu, ale sunął się po podmokłym zagajniku, oraz zahaczał o drzewa. Takie warunki znacznie 
amortyzują siłę uderzenia. W poniższym artykule podane są przykłady innych katastrof, w których samoloty 
spadły ze znacznej wysokości i roztrzaskały się na powierzchni o wiele mniejszym promieniu. 

background image

Zacytujmy jego fragment: 

4 lipca 2001 r. pod Irkuckiem z wysokości 853 m w ciągu kilkunastu sekund runął Tu-154 będący 
własnością rosyjskiej Vladivostokavii (nikt nie przeżył). Maszyna spadała bezwładnie przez kilkanaście 
sekund, mimo to jej szczątki – rozrzucone na obszarze 100 na 60 m – były w niewiele gorszym stanie niż 
wrak polskiego samolotu (zdjęcia na Niezależna.pl). Pięć lat później – w sierpniu 2006 r. – na terenie 
wschodniej Ukrainy rozbił się inny rosyjski Tupolew 154. Choć spadał z bardzo dużej wysokości (bezradni 
piloci wysyłali SOS, gdy maszyna była na 1100 i 900 m), szczątki konstrukcji i ciał rozrzucone były na 
długości 400 m, a zniszczenia samolotu porównywalne ze skutkami katastrofy z 10 kwietnia 2010 r. 
(zwłaszcza biorąc pod uwagę, że jeszcze w powietrzu w rosyjskiej maszynie wybuchł pożar, a po upadku 
nastąpiła olbrzymia eksplozja, utrwalona na filmie przez świadków).
 

W lutym 2009 r. trochę lżejszy i mniejszy od Tupolewa 154 boeing 737 tureckich linii lotniczych – w wyniku 
usterki wysokościomierza i błędu pilotów – uderzył o ziemię z prędkością 175 km/h paręset metrów od 
lotniska w Amsterdamie. Wcześniej, kilkadziesiąt metrów nad ziemią, w maszynie przestały pracować silniki 
(wyłączył je autopilot, wprowadzony w błąd działaniem wysokościomierza). Po upadku na błotniste pole 
samolot przełamał się na trzy części i stracił ogon, ale nie rozpadł się na kawałki (fotografia powyżej); 
zginęło jedynie 9 ze 135 osób na pokładzie
 

http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Samolot-nie-mogl-rozpasc-sie-na-
kawalki,wid,12211780,wiadomosc_prasa.html?ticaid=1a703&_ticrsn=5

 

Zwróćmy uwagę, jaka jest statystyka śmiertelności w tej ostatniej opisanej katastrofie. Poniżej 10%. 
Natomiast w naszym tupolewie nie znalazł się ani jeden procent ocalałych, nie znalazł się nikt, kto umarłby 
dopiero po godzinie lub dwóch, a dodatkowo tylko 24 ciała z 96 można było normalnie zidentyfikować. 
Oczywiście zdarzały się katastrofy, które miały podobny finał, ale zawsze w takich przypadkach dochodziło 
do potężnej eksplozji. Miesiąc po katastrofie smoleńskiej rozbiła się maszyna w Trypolisie (Libia). 
Niektóre media skoncentrowały się na podobieństwach do katastrofy smoleńskiej (komentator nie 
powiedział, jak to się stało, jaka jest wstępna przyczyna, ile osób zginęło, jakie były warunki lądowania, o 
której to się stało, ale powiedział, że samolot podchodził do lądowania, rozbił się, szczątki rozrzucone na 
dużej powierzchni i żadna część oprócz ogonowej się nie zachowała), tamtejsze media ogłosiły, że był to 
błąd pilota. Dopiero potem okazało się, że znaleźli się świadkowie, którzy widzieli eksplozję maszyny. 

http://wiadomosci.onet.pl/2168701,12,podano_wstepna_przyczyne_katastrofy_samolotu,item.html

 

W katastrofie w lesie kabackim samolot rozbił się przy prędkości 470km/h, z prawie pełnym zapasem 
paliwa, nastąpiło kilka eksplozji, a jego szczątki zostały rozrzucone na przestrzeni 370m. W katastrofie pod 
Okęciem w 1980 roku samolot lotem nurkowym przy prędkości 350 km/h uderzył w lodową fosę, a szczątki 
rozsypały się na odległości ok. 200m. 
Ale najciekawszą katastrofą było rozbicie się samolotu pod Moskwą 22 Marca 2010r. Też był to Tupolew, 
bardzo podobny model, również podchodził do lądowania, też uderzył w drzewo i oderwała się część 
skrzydła, po czym ścinał drzewa, nie było wybuchu, wylądował w podobnym zagajniku. Okazało się, że 
samolot był prawie w całości i wszyscy przeżyli. 

http://www.niezalezna.pl/article/show/id/34295

 

Zdjęcie z katastrofy pod Moskwą: 

background image

 

Dla porównania zdjęcia z katastrofy pod Smoleńskiem: 

 

 

background image

 

W Gazecie Polskiej ukazała się informacja, że wg ekspertów, którzy analizowali 

szczątki samolotu

, jakie 

znalazły się w redakcji tejże gazety, najprawdopodobniej mogła to być bomba paliwowo-powietrzna, którą 
Rosjanie użyli w Afganistanie i Czeczenii. Więcej na ten temat na stronie: 

http://www.niezalezna.pl/article/show/id/34032

 

Dlatego wszystkie fakty (wbrew opinii rosyjskich śledczych) wskazują na to, że w naszym tupolewie 
musiało dojść do eksplozji. Oczywiście nasuwa się pytanie, w którym momencie mogłoby dojść do 
podłożenia tych ładunków wybuchowych? Trudno jednoznacznie udzielić odpowiedzi na to pytanie, ale z 
drugiej strony okazji do tego nie brakowało. W grudniu poprzedniego roku Tupolew był remontowany przez 
Rosjan w Samarze: 

http://www.tvn24.pl/0,1668296,0,1,drugi-tupolew-wroci-do-polski-pod-koniec-sierpnia,wiadomosc.html

 

Również ten samolot był naprawiany przez Rosjan tuż przed wylotem do Smoleńska: 

http://www.niezalezna.pl/article/show/id/37931

 

5. Autopilot 

Czy możliwe, aby systemy opierające się na nawigacji GPS w wersji wojskowej (dokładność 0.3m), które 
potrafiły sterować zarówno wysokością, ciągiem jak i kursem rządowej maszyny mogły zaprowadzić 
samolot wprost pod drzewa? Wiadomo, że autopilot został wyłączony dopiero na 5.4 sec. przed katastrofą 
(na stenogramie pomiędzy 10:40:56 a 10:40:58 mamy 3 sygnały ABSU świadczące o wyłączeniu 3 kanałów 
autopilota), wg rosyjskiego raportu był sprawny (wraz z systemem TAWS), a samolot mimo tego był 
znacznie oddalony od właściwej ścieżki. 

Wśród zwolenników wersji z zamachem jest przekonanie, że doszło do sfałszowania sygnału GPS za 
pomocą meaconingu – ten system stosuje się po zamachach z 11 września w celu ochrony ważnych 
strategicznych obiektów, a polega na celowym zafałszowaniu sygnału GPS poprzez jego nagranie i 
wyemitowanie z opóźnieniem czasowym i większą mocą. Ten temat jest doskonale opisany w artykule z 
Gazety Polskiej “EKSPERCI OD NAWIGACJI SATELITARNEJ: TO BYŁ ZAMACH” dostępnym na: 

http://www.niezalezna.pl/article/show/id/34367

 

background image

Informacja, że Tu-154 podchodził do lądowania prawie do końca na autopilocie, w 100 proc. potwierdza 
tezę, że załogę wprowadzono w błąd przy użyciu tzw. meaconingu – twierdzą Marek Strassenburg Kleciak, 

specjalista ds. systemów trójwymiarowej nawigacji

i Hans Dodel, ekspert od systemów nawigacji i wojny 

elektronicznej, autor książki “Satellitennavigation”. 

Z raportu rosyjskiego Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego wynika (zauważyła to telewizja TVN24), że 

samolot prezydencki

 podchodził do lądowania na autopilocie, który sterował zarówno wysokością, ciągiem, 

jak i kursem rządowej maszyny. Wyłączenie autopilota nastąpiło 5,4 sekundy przed uderzeniem w pierwszą 
przeszkodę.
 

To bardzo ważna informacja. Autopilot jest urządzeniem do automatycznego sterowania samolotem, 
pobierającym do tego celu dane z GPS i innych wskazań przyrządów pokładowych. Dodajmy, że wyłącza się 
go jednym ruchem ręki, a więc w ciągu sekundy można – jeśli jest taka potrzeba – przejść na sterowanie 
“ręczne”.
 

Ostatni etap przed lądowaniem na autopilocie to przelot przez kolejne, blisko obok siebie leżące tzw. 
waypoints: 10 km przed pasem / wysokość 500 m, 8 km / 400 m, 6 km / 300 m, 4 km / 200 m, 2 km / 100 m – 
ten ostatni punkt to tzw punkt decyzji i wysokość decyzyjna: jeśli pilot nie widzi tutaj pasu startowego, to 
MUSI zrezygnować z lądowania i polecieć na inne lotnisko. Tymczasem załoga polskiego samolotu (w tak 
trudnych warunkach pogodowych) wyłączyła pilota dopiero 5 sekund przed katastrofą, mimo że – jak już 
zaznaczyliśmy – można to zrobić w sekundę.
 

[...] 

Dlaczego piloci schodzili spokojnie do lądowania na autopilocie i dopiero kilka metrów nad ziemią 
zorientowali się, że samolot jest tak nisko? Wytłumaczenie jest tylko jedno: autopilot opierał się na błędnych 
danych satelitarnych.
 

6. Amatorski film 

Wersja podstawowa: 

odtrzęsiona wersja (deshaked) 

wersja bez wystrzałów pokazana w telewizji rosyjskiej 

O filmie zrobiło się dosyć głośno 14 kwietnia. To co najbardziej zaintrygowało w tym materiale, to 4 
wyraźnie strzały. Wywołało to zaciekawienie prokuratury, która obiecała przyjrzeć się mu i ustosunkować 
się do niego w ciągu… 2 dni… Minęły ze 3 miesiące, a prokuratura milczy. Jedyne co zdołali na ten temat 
napisać, to: 

Do Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie wpłynęła również opinia Biura Badań 
Kryminalistycznych ABW dotycząca nagrania filmowego miejsca katastrofy z dni

10 kwietnia 2010

 roku 

opublikowanego w Internecie. Z opinii wynika, że w nagraniach znajdują się krótkie wypowiedzi mężczyzn i 
kobiety w języku rosyjskim oraz wypowiedzi mężczyzn w języku polskim.
 

Niektórych słów nie zdołano odtworzyć ze względu na dużą ilość zakłóceń oraz mały odstęp sygnału od 
szumu. W trakcie badań nie znaleziono dowodów na dokonywanie ingerencji w ciągłość zapisu, stwierdzono 
jednak fakt modyfikacji formatu nagrania i powtórny zapis do pliku. Należy zauważyć, iż materiał 
przekazany do badań stanowiły nagrania niskiej jakości.
 

Zdaniem biegłych nie można wykluczyć, że nadesłane zapisy były wielokrotnie poddawane kompresji, co 
mogłoby spowodować zatarcie nawet bardzo widocznych śladów ingerencji w ich ciągłość. Odnośnie 
ewentualnych odgłosów wystrzałów, biegli stwierdzili, że z uwagi na występowanie silnych zakłóceń, w tym 
pochodzących prawdopodobnie od podmuchów powietrza, małym stosunkiem sygnału do szumu, 

background image

podejrzeniem modyfikacji formatu nagrania, nie była możliwa jakakolwiek pomiarowa analiza odgłosów 
przypominających wystrzał. Kwestia ta będzie przedmiotem dalszych czynności procesowych.
 

Widać, że niewiele wiemy na temat takiej analizy. Jednakże już na podstawie takiego opisu można zadać 
jedno zasadnicze pytanie: Co tam robią głosy w języku polskim??? Przy założeniu, że nie było dobijania 
rannych, co to byli za ludzie mówiący po polsku. Wiemy, że po pewnym czasie dodarł tam Wiśniewski. 
Przyszedł on po przyjeździe ekip ratowniczych. Jednakże ta cała akcja rozgrywała się przed tym czasem 
(dopiero pod koniec filmu amatorskiego słychać syreny samochodów). Prokuratura przesłuchała wielu 
świadków, ale do tej pory nie potrafi się ustosunkować do tych strzałów. Więc co to były za polskie głosy i 
dlaczego nic na ich temat nie wiemy? Słyszeliśmy relację pielęgniarek uczestniczących w akcji, słyszeliśmy 
sprawozdanie Gregorego Poltavchenko który również pojawił się tam w pierwszych minutach, a co z tymi 
osobami, które są ukazane na tym filmie i z tymi, którzy mówią po polsku? Tam byli jacyś Polacy, którzy 
musieli słyszeć te strzały, a więc powinni podzielić się tą wiedzą z prokuraturą. Więc dlaczego wszyscy 
rozkładają bezradnie ręce i nie wiedzą, co to były za strzały? Od strony formalnej niewiele możemy więcej 
zrobić, ani więcej pytać, bo oficjalny raport niewiele nam wyjaśnia. Na uwagę zasługuje fakt, że 
autentyczność materiału z czarnych skrzynek nie budzi wątpliwości, prokuratura nie wysnuwa podejrzeń o 
ingerencję w ciągłość nagrań, na dzień 28 lipca okazuje się, że dość szybko poradzili sobie z zaszumionymi 
tekstami, których nie potrafili rozszyfrować Rosjanie. 

Jednakże ja bym na tym nie poprzestawał. Wielu internautów zniecierpliwionych i rozczarowanych 
postępem śledztwa postanowiło wziąć sprawy we własne ręce i wyręczyć prokuraturę w tym dochodzeniu. 
Powstało kilka opracowań. Myślę, że warto się z nimi zapoznać: 

opracowanie 

opracowanie dźwięku (najlepiej wszystkie wersje tego filmu przesłuchać ze słuchawkami) 

Powstało bardzo wiele wersji fonoskopii. Przyjrzyjmy się jednej z nich: 

00:12 uspokój się 
00:17 patrz mu w oczy 
00:21 uspokój się 
00:21 ku..wa 
00:21 tam 
00:22 zjob 
00:23 o boże 
00:25 już po 
00:27 zostaniesz tu i zginiesz? 
00:28 ta pani tu jeszcze żyje 
00:28 wielki Jezu 
00:29 idziesz 
00:30 ubija ciebie 
00:31 graj? 
00:31 uwijajcie sia 
00:32 święty Józefie, jak tak można 
00:43 nikagda uchoda 
00:47 dawaj tuda paskuda 
00:50 nie ubijajtie nas 
00:51 boże mój boże 
00:53 ku..wa, co jest 
00:53 żyje (wg mnie akcent zdecydowanie bardziej wskazuje na “co jest?”) 
00:53 strielaj 
00:55 kurde 
01:12 wsie nazada poniał 

background image

01:19 a gdzie uchodzisz kola 
01:21 nie ch..ja siebia 

Oczywiście większość tych wypowiedzi ze względu na duże zakłócenia, obróbka na nieprofesjonalnym 
oprogramowaniu, nie jest dokładna, ale ja osobiście jestem głęboko przekonany, że większość z nich jest 
poprawna. 

Dla bardziej zainteresowanych opracowaniem fonoskopijnym polecam np. tekst bloggera 

zezowaty zorro

. 

Czy możliwa jest manipulacja dźwiękiem i obrazem? Teoretycznie tak, ale należy podkreślić, że wręcz 
nieprawdopodobna. Zabierając się za taką manipulację, należałoby uwzględnić właściwości akustyczne 
terenu, w tym echo/pogłos, dostosować głośność wypowiedzi do sytuacji, emocji, dramaturgii, do 
zagłuszającej syreny (w takich sytuacjach mówi się głośniej), uwzględnić charakterystykę przenoszenia 
mikrofonu w telefonie, zniekształcenia i inne jego właściwości akustyczne. Dodatkowo rosyjski autor tego 
filmu musiałby zaopatrzyć się w kilka polskich głosów, których treść nie jest sprzeczna z kontekstem 
sytuacyjnym. Musiałby je przygotować, zrozumieć, wyselekcjonować i wmontować. 

Z manipulacją obrazem sprawa wygląda na jeszcze bardziej skomplikowaną. Domontowując obraz należy 
rozebrać film na poszczególne klatki i wstawiać tam postacie dostosowując ich wysokość do elementów 
otoczenia, kolorystykę do ogólnej kolorystyki tego filmu (nasycenie, balans bieli), rozmycie tych postaci do 
ogólnego rozmycia każdej klatki, kąt nachylenia do zmian kątów nagrywającego aparatu telefonicznego. 
Należałoby te postacie zaszumić zgodnie z szumem obecnym na tych zdjęciach. Często trzeba wziąć 
również pod uwagę perspektywę, cienie, oświetlenie terenu itp. 

O filmie amatorskim zrobiło się głośno 5 dni po katastrofie, więc należy przyjąć, że pojawił się w sieci 
znacznie wcześniej. Czy możliwe jest tak perfekcyjne sfabrykowanie tego materiału w ciągu kilku dni i to 
przez człowieka, którego o profesjonalizm nie można podejrzewać? Do tej chwili nie pojawiły się żadne 
opracowania podważające autentyczność tego materiału, podczas gdy Rosjanie przez trzy miesiące 
przetrzymując nasze 

czarne skrzynki

 nie potrafili rzetelnie zmontować samego dźwięku i stenogramu! I co 

ciekawe, nad nimi pracowali profesjonaliści! 

Na wersji deshaked można zobaczyć kilku ludzi, którzy kręcili się tam. Jednakże dla mnie osobiście 
najważniejsza jest taka jedna osoba, którą kamerzysta zauważa, podchodzi do niej, centruje komórkę na nią, 
po czym kiedy zauważa zamieszanie, to odwraca się i zaczyna uciekać. Ta biała postać jak dla mnie jest 
wyraźnie żywą i ruszającą się ofiarą tragedii. Niestety dla niektórych jest tylko fragmentem samolotu. Jedni 
widzą i są na 100% pewni, że to ofiara i jest żywa, inni w to nie wierzą. Tu jest problem. Dla mnie i takich 
jak ja jest nie do pojęcia, jak można tego nie widzieć, inni są przekonani, że to o niczym nie świadczy. 
Oficjalne źródła na ten temat milczą, my nie jesteśmy wstanie przymusić nikogo do tego, aby to dostrzegł, 
więc ta kwestia pozostaje do własnego rozeznania. Wiec najlepiej zobaczyć to samemu. 

 

Na wycinku z klatki filmu biała postać 

Pozwolę sobie jeszcze opisać zachowanie kamerzysty, które obrazuje atmosferę grozy, jaka tam panowała. 

Wypowiada się ona dwa razy i dwa razy mówi to samo przekleństwo “nie ch..ja siebia”. Na samym 
początku zaciekawiony podbiega do przodu aby sfilmować te pierwsze chwile. W pewnym momencie 
zauważa białą postać. Zbliża się do niej i centruje na nią kadr. Następnie (43 sekunda) słyszy krzyk (na 
podstawie powyższej fonoskopii) “nikagda uchoda”. Obraca się (a z nim jego telefon) i w tym momencie 
zaczyna się wycofywać. Słyszy “co jest” i wtedy zaczyna uciekać (nie wiadomo dokładnie dlaczego wtedy – 
może coś zobaczył). Pada pierwszy strzał – kamerzysta zaczyna biec (słychać to po jego krokach). Wtedy 
wypowiada pierwsze przekleństwo. Chowa się za drzewo i stamtąd filmuje dalej. W tle słychać głęboki 

background image

oddech – może to ze zmęczenia, może ze strachu – nie wiadomo.. Przechodzi ostrożnie pomiędzy drzewami. 
Słyszy kolejne strzały, wychodzi na drogę z której przyszedł (najwyraźniej, aby się nią ewakuować). Słyszy 
od dziadka pytanie, gdzie się wybiera. Po raz drugi wypowiada z wrażenia to przekleństwo i wyłącza 
telefon. 

Szczerze powiedziawszy przyglądając się jego zachowaniu odnoszę wrażenie, że nie czuł się zbyt 
bezpiecznie. W pierwszej chwili podbiegł do samolotu, aby jak najszybciej uchwycić te pierwsze momenty. 
Drugi raz jak zaczął biec, to po to, aby się schować za drzewa. Gdybym ja w tym momencie czuł się 
bezpiecznie, to podbiegłbym w jakieś ciekawsze miejsce i nagrywał ciekawsze ujęcia, niż te przez dziurę w 
drzewie. Widać wyraźnie, jak podszedł do tej białej postaci, umieścił ją w centrum kadru i nagrywał. 
Dziwne by to było, gdyby to była zwykła część od samolotu. Takim rzeczom nie poświęca się aż tyle uwagi. 
Dopiero przestał być taki śmiały, jak usłyszał pierwszy krzyk. Wyraźnie wtedy się obrócił i zaczął 
wycofywać. Usłyszał strzał – wtedy przeklął i zaczął biec, aby skryć się za drzewem, co z kolei tak 
naprawdę nie było najlepszym miejscem do nagrywania filmu. Myślę, że jego zachowanie wyraźnie 
potwierdza autentyczność tego nagrania i nastrój grozy, który wówczas panował. 

Bardzo zdumiewający jest również fakt, że na tym filmie widać wyraźnie liny, jakieś zawiesie oraz (jak 
zauważył to autor poniższego opracowania) helikopter do zadań specjalnych. Mowa tu o helikopterze 
bezdźwiękowym, ultracichym (takie technologie wojskowe istnieją już od kilku lat). Pytanie, co on z tymi 
zawieszonymi linami robił w tym samym czasie? 

Niektóre media doniosły, że znalazł się autor tego amatorskiego filmu (po ok. 2 mies). No i tu jest problem 
wiary. Ja zdecydowanie w to nie wierzę, historia uczy, że Rosjanie są doskonali w dezinformacji. 

W materiale opublikowanym w Misji Specjalnej zobaczymy, że eksperci zadali sobie trudu i na podstawie 
analizy i porównania głosu doszli do wniosku, że to nie jest prawdziwy autor tego filmu: 

Oczywiście to, czy w ten przekaz uwierzymy, czy nie, zależy tylko od nas, jednakże osoba, która twierdzi, 
że widziała mniej, niż widać i słyszała mniej, niż słychać na tym filmie, nie uwiarygadnia swojego zeznania. 

http://www.onet.tv/autor-filmu-nikt-nikogo-nie-zabijal,7107127,1,klip.html#

 

Podsumowując kwestię filmu można powiedzieć, że pokazuje on spójną historię, która trzyma się kupy, a 
która niestety w moim mniemaniu potwierdza fakt dokonania zamachu. Wszystkie elementy współgrają ze 
sobą, potwierdzają się wzajemnie, a chęć stworzenia mistyfikacji wiązała by się z wręcz nieprawdopodobną 
sztuką, szczegółowością, drobiazgowością, gigantycznym nakładem pracy, koniecznością wykorzystania 
bardzo zaawansowanego oprogramowania i wysokiej klasy specjalistów. Sceptycy, którzy nie podzielają 
takich wniosków muszą koncentrować się na obalaniu z osobna każdego szczegółu tego filmu. Muszą 
wymyślić, skąd wzięły się te strzały, będą musieli przekonać, dlaczego w tak krótkim czasie było ich cztery 
i były tak do siebie podobne, muszą się głowić nad pochodzeniem tych polskich głosów, muszą pokazać 
nam, że treści niektórych zdań (takich jak w tej przykładowej fonoskopii) nie muszą być zgodne z naszą 
intuicją, nie wspominając o tej białej postaci i innych osób widocznych “pod mikroskopem”, zachowania 
kamerzysty itp. Za każdym razem muszą doszukiwać się wyjątków i wykazywać, że “przecież tak mogło 
być”. Ale tak naprawdę siła argumentu leży w spójności faktów, a nie na wykazywaniu wyjątków od reguły 
na każdym kroku. 

7. Sekcja zwłok 

Na ten temat można by pisać długo, poczynając od tego, w jaki sposób były potraktowane rodziny ofiar, że 
były zmuszane do podpisania zgody na spalenie ubrań, które rzekomo stwarzały zagrożenie 
epidemiologiczne, oraz zabroniono otwierać trumny. Dziwne jest to, że kokpit pilotów, w którym 
zauważono 5 ciał, zachował się w najlepszym stanie, a piloci wrócili z Rosji jako ostatni. Najwyraźniej były 
największe problemy z identyfikacją ciał. 

background image

Międzynarodowe standardy opisują sposób przeprowadzania sekcji zwłok. Opisane one są w amerykańskich 
przepisach Medical Aspects of Army Aircraft Accident Investigation (Army Regulation 40-21, Headquarters 
Department of the Army Washington, DC 23 November 1976, Unclassified). 

Zgodnie z art. 3 ust.7 tej instrukcji, w ciągu 96 godzin po zakończeniu ostatniej sekcji zwłok, wszystkie 
protokoły sekcji, preparaty mikroskopowe, próbki tkanek zakonserwowane w bloczkach parafinowych i 
innymi sposobami, zbiór fotografii ofiar przed i po przewiezieniu z miejsca wypadku oraz zdjęcia 
rentgenowskie mają zostać przekazane do dyspozycji wojskowego instytutu medycyny sądowej. Zgodnie z 
załącznikiem 

A, punkt 4, część E do instrukcji nr 40-21, każdy protokół sekcji każdej z osobna ofiary wypadku musi 
oprócz standardowego opisu medycznego zawierać następującą informację: 

1. Szacunkowy czas przeżycia od momentu uderzenia o ziemię. 
2. Datę i godzinę śmierci. 
3. Ślady ognia na zwłokach powstałe przed i po uderzeniu samolotu o ziemię, oraz obecność na zwłokach 
błota, ziemi lub śladów paliwa. 
4. Szacunkowy czas wystawienia zwłok na działanie ognia. 
5. Położenie zwłok lub fragmentów zwłok na miejscu wypadku względem szczątków samolotu. 
6. Obrażenia (osobno i szczegółowo opisane mają być obrażenia głowy, twarzy, szyi, krtani, barków, piersi, 
korpusu, miednicy, ramion, nóg, dłoni i stóp). 
7. Przyczyny doznanych poparzeń (pożar, kontakt z paliwem, płynem hydraulicznym, innymi substancjami). 
8. Przyczyny obrażeń mechanicznych (uderzenie o części samolotu – szczegółowy opis, lub o inne 
przedmioty – szczegółowy opis). 
9. Kolejność doznanych obrażeń (opisać kolejno obrażenia odniesione przed wypadkiem, obrażenia 
spowodowane podczas pierwszego zderzenia z ziemią, podczas ew. kolejnych zderzeń z ziemią lub innymi 
obiektami, podczas ew. dalszego toku wypadku). 

Jednakże w protokole przekazanym przez Rosjan mamy jedynie: “przyczyna śmierci: mnogie obrażenia”. 
Dlaczego nie wykonano takiej sekcji zwłok, tylko spalono ubrania, wsadzono te ciała do trumien, 
zaplombowano z zaleceniem, aby ich już nigdy nie otwierać? Czy jest to normalne postępowanie w 
przypadku, gdy nie ma się nic do ukrycia? Wybuch bomby paliwowo-powietrznej mógłby zostawić ślad w 
ofiarach widoczny na zdjęciu rentgenowskim w postaci tzw. efektu motyla na płucach. Już teraz wiemy, że 
jeśli do tego doszło, to po tylu miesiącach nie ma możliwości zweryfikowania tego. Jak ważna jest 
szczegółowa sekcja zwłok w śledztwie, to widać nawet na filmie „Historie lotnicze” dołączonym do Gazety 
Wyborczej 11 i 12 października 2010 r. Lekarze orzekli, że pilot samolotu, który rozbiło się na Okęciu w 
1980 roku, miał na jednym ręku skaleczenia – ukłucia dwóch palców, które powstały jeszcze za życia. W 
ten sposób wydedukowano, że w ostatniej chwili zrywając kołpaczek próbował dobrać się do awaryjnego 
przestawiania stabilizatora by móc sterować kątem wychylenia statecznika, aby zneutralizować skutek utraty 
steru wysokości. 

8. Konwencja chicagowska 

Jedną z najbardziej szokujących kwestii w przebiegu śledztwa jest to, że rząd przyzwolił na prowadzenie 
tego śledztwa w oparciu o konwencję Chicagowską. Jednakże ta konwencja ma zastosowanie tylko dla 
lotnictwa cywilnego, a nie wojskowego, lub takiego, gdzie przewozi się głowy państw i czołowych 
polityków. To że nie był to lot cywilny świadczy kilka faktów: 

- samolot był wojskowy. 

|- załoga była wojskowa 

- na pokładzie znajdował się prezydent (zwierzchnik sił zbrojnych) oraz dowódcy wszystkich rodzajów sił 
zbrojnych. 

background image

- na pokładzie znajdowały się urządzenia z niejawnymi danymi NATO, niejawne kody, urządzenia z 
niejawnym algorytmem działania. 

Dlaczego całkowicie pominięto wspólną umowę z 1993 roku o wzajemnej współpracy w sprawie ruchu 
samolotów wojskowych i badania katastrof lotniczych. Poza tym, to ta konwencja nie zabraniała nam 
zwrócić się z prośbą o powołaniu międzynarodowej komisji śledczej, czy chociażby o wspólnym 
prowadzeniu śledztwa. Dlaczego rząd ani razu nie zwrócił się z taką prośbą do strony rosyjskiej, mimo 
wielu nacisków, oczekiwaniom opinii publicznej, rodzin ofiar i zdrowego rozsądku? Coraz głośniej 
zaczynało się robić o nierzetelności w śledztwie, coraz więcej podejrzeń o dokonanie zamachu, a Rosjanie 
do tej pory nic sobie z tego nie zrobili, jakby im w ogóle nie zależało na prawdziwej przyjaźni polsko-
rosyjskiej i uświadomieniu opinii międzynarodowej, że oni na prawdę nie mieli z tym nic do czynienia. 
Tusk mimo iż był wielokrotnie zaskarżany do prokuratury przez rodziny ofiar, nie zrobił nic, aby jednak to 
zmienić i w końcu wystąpić z taką prośbą do strony rosyjskiej. 

9. Spiskowa teoria dziejów? 

Jeśli weźmiemy pod uwagę nieszczęśliwy wypadek, to okaże się, że na dzień dzisiejszy nie potrafimy 
znaleźć podobnej katastrofy. Jeśli przyjąć, że był to zamach, to okazuje się, że nie jest to historia bez 
precedensu. 

W Gazecie Polskiej ukazał się artykuł “

To był zamach – mówią eksperci polski i niemiecki

 dostępny na 

http://gazetapolska.pl/artykuly/kategoria/54/3007

, a w nim czytamy: 

19 października 1986 r. na terytorium RPA rozbił się Tu-134 z prokomunistycznym prezydentem Mozambiku 
i innymi oficjelami na pokładzie (oprócz niego w samolocie znajdowały się 43 osoby, w tym kilkunastu 
ministrów i innych ważnych urzędników tego państwa). Podobnie jak w przypadku katastrofy pod 
Smoleńskiem, maszyna roztrzaskała się, odchyliwszy się wcześniej o 37 stopni od właściwego toru lotu, a 
piloci obniżali samolot, zachowując się tak, jakby nie mieli świadomości, na jakiej wysokości się znajdują. 
Zignorowali też – tak jak polska załoga – sygnał ostrzegawczy GWPS, który włączył się 32 sekundy przed 
upadkiem. 
Po katastrofie południowoafrykańska policja zabrała wszystkie czarne skrzynki, odmawiając poddania ich 
niezależnemu badaniu. 

Oficjalny raport

 przygotowany przez śledczych RPA do złudzenia przypominał 

ustalenia Rosjan ws. katastrofy pod Smoleńskiem. Jego tezy były następujące: 
1) samolot prezydenta Mozambiku był w pełni sprawny, 
2) wykluczono akt terroru lub sabotażu, 
3) załoga nie przestrzegała procedur obowiązujących przy lądowaniu, 
4) załoga zignorowała ostrzeżenia GWPS. 
Rosjanie, którzy w katastrofie stracili wiernego sojusznika, gwałtownie oprotestowali raport komisji 
południowoafrykańskiej. Oskarżyli władze RPA o zamach polegający na… zakłóceniu sygnału satelitarnego 
samolotu. Wskazywały na t

okoliczności wypadku

, bardzo przypominające zresztą – jak już wspomnieliśmy 

– to, co wydarzyło się 

10 kwietnia 2010

 r. pod Smoleńskiem. 

Po kilkunastu latach okazało się, że w tym akurat przypadku rację mieli komuniści. W styczniu 2003 r. Hans 
Louw, były agent służb specjalnych rasistowskiego reżimu RPA, przyznał, że samolot został strącony 
wskutek celowego zakłócenia sygnału satelitarnego przez południowoafrykańskich agentów. Dodał, że w 
wypadku niepowodzenia ataku maszyna miała zostać zestrzelona przez jedną z dwóch specjalnych ekip.
 

Zauważmy, że Rosjanie oprotestowali te

oficjalny raport

 i mieli rację. Dlaczego nam odmawia się prawa 

do sprzeciwu wobec oficjalnych wersji podawanych przez prokuraturę Rosyjską i dlaczego to nas próbuje 
się zaszczuć posądzaniem o szerzenie spiskowych teorii? Taka historia, jaką bierzemy pod uwagę wydarzyła 
się kiedyś na prawdę, nie była urojeniem i kolejną teorią spiskową. Różnica polega na tym, że wtedy to 
Rosjanie byli poszkodowani, a dzisiaj to oni dla nas są podejrzani. 

10. Naciski na pilotów? 

background image

Dużo się mówi o możliwości wywierania nacisków na pilotów. Wszystko za sprawą słynnego incydentu w 
Gruzji, kiedy to Prezydent nakłaniał pilota (który był razem z Protasiukiem) aby mimo grożącego 
niebezpieczeństwa wylądował w Tbilisi. Pilot oczywiście odmówił, za co spotkały go później szykany ze 
strony posłów PiS, oraz pochwała i odznaczenie od swojego przełożonego. Czy jednak doszło do nacisków i 
czy mogły one być powodem tej katastrofy? Otóż wg mnie nie. 

1. Możliwość wywierania nacisków na chwilę obecną nie jest faktem, a jedynie spekulacją. 
2. Nawet jeśli takie naciski miały miejsce, to niedorzecznością jest twierdzić, że przełożeni kazali mu 
lądować natychmiast w miejscu, w którym się znajdowali. Jeśli taki manewr mógłby z tego powodu 
skończyć się wypadkiem, to skończyłby na samym lotnisku, lub w jego najbliższym otoczeniu. Fakt 
wywierania nacisków w żaden sposób nie może wytłumaczyć, dlaczego samolot rozbił się w takiej 
odległości od pasa, dlaczego rozpadł się na takie kawałki i dlaczego tak bardzo zszedł z kursu i ścieżki. 
3. Od strony psychologicznej jest to wyjątkowo mało prawdopodobne. Podczas tego incydentu był obecny 
Protasiuk. Widział cały przebieg tej sytuacji i widział jak się ta historia skończyła – ostatecznie wygrał to 
pilot, który za swoją nieuległość został odznaczony przez swojego przełożonego. Jedynie 

Lech Kaczyński

 

mógł się czuć przegrany i nie widzę powodu, dla którego miałby się powtórnie pogrążać. Również w takiej 
sytuacji piloci upewniają się w obowiązujących przepisach i procedurach – a one mówią wyraźnie, że nikt 
nie ma prawa wywierać wpływu na pilotów. 
4. Jeśli w samochodzie pasażer naciska na kierowcę, aby ten jechał 20 km/h szybciej, niż zezwalają 
przepisy, a na zakręcie stoi zamachowiec i strzela w kierowcę, w wyniku czego pojazd spada w przepaść, to 
w żaden sposób nie możemy obarczać winą za wypadek pasażera za wywieranie nacisków. 
5. zwolennicy takiego scenariusza przywiązują dużą wagę do precedensu z Tbilisi (na zasadzie, że skoro 
wcześniej tak zrobił, to i teraz mógł tak zrobić), a nie zwracają uwagi na precedensy dotyczące Putina, o 
których była mowa wcześniej, a które ukazują, w jaki sposób rozprawia się on z politycznymi wrogami. Tak 
samo możemy powiedzieć, że jeśli wcześniej tak robił, to i tym razem mógł to zrobić. 

11. Dezinformacja 

Dezinformacja jest jednym z najgłówniejszych zadań pewnych służb specjalnych. Niestety to co 
obserwujemy począwszy od samego początku tej katastrofy, mrozi nam krew w żyłach. Poniżej 
przedstawiam kilka wybranych epizodów (uwaga, nie są one uszeregowane chronologicznie). 

Błasik za sterami Tupolewa? 

Najbardziej zdumiewającą manipulacją było obciążanie generała Błasika, który rzekomo miał zająć miejsce 
za sterami drugiego pilota. Media na kilka tygodni uczyniły to tematem przewodnim, a prokuratura zajęła 
się na poważnie tym wątkiem szukając obecności jego DNA na tym fotelu. Wszystko to za sprawą zeznań 
pilotów w 36 pułku, którzy orzekli, że Generał miał w zwyczaju zastępować jego funkcję, aby wyrobić 
sobie godziny na lataniu. Nasuwa się pytanie, dlaczego nikt nie zweryfikował tego na podstawie 
stenogramów, których każdy miał przed nosem? Czy ta zamiana miejscami miałaby się odbywać 
bezszelestnie, czy generał Błasik dał do zrozumienia drugiemu pilotowi, aby się “usunął” posługując się 
językiem migowym? Czy taka zamiana miejsc mogłaby nastąpić bez wymiany zdań w stylu: “Przepraszam, 
czy mógłbym pana przeprosić, chciałbym usiąść za sterami. – Dobrze, proszę panie generale”. A może 
rozmawiali oni ze sobą szeptem, przez co rozmowa ta znajduje się w stenogramie w miejscu oznaczonym 
jako “niezrozumiałe”? Wręcz przeciwnie. W stenogramach zarejestrowana jest rozmowa drugiego pilota z 
pilotami JAK-a – Arturem Wosztylem i Remigiuszem Musiem (np. o 10:24:37, 10:24:48, 10:25:04, 
10:25:24 itp.). Oni z pewnością mogliby potwierdzić, że wtedy za sterami siedział drugi pilot. Ostatnie 
słowa w stenogramie przypisane drugiemu pilotowi (idąc od końca) to: “kurwa mać”, “odchodzimy”. “w 
normie”, “klapy 36″. Czy drugi pilot mógłby wydać komendę “odchodzimy”, jeśli za sterami siedziałby 
Błasik? Ale nie, prokuratura musiała zbadać, czy na fotelu nie znajdował się materiał genetyczny generała 
Błasika. Wtedy dopiero po kilku tygodniach mogła orzec, że to jednak nie on kierował tym samolotem. 
Takie właśnie absurdy są nam serwowane. 

Wina pilotów? 

background image

Już na samym początku usiłowano nam wmawiać, że była to wina pilotów. Wtedy przecież nikt nic nie 
wiedział, nikt niczego nie sprawdził, wtedy na tamtym etapie nikt nie miał prawa jeszcze niczego wiedzieć, 
nic nie było zbadane, sprawdzone, a mimo to Rosjanie i mainstremowe media jednym chórem obwieściły, 
że najwyraźniej była to wina pilotów. Na jakiej podstawie oni to orzekli? 

Nieznajomość rosyjskiego 

Już w pierwszych minutach można było słyszeć, że piloci nie rozumieli komunikatów pochodzących od 
rosyjskich kontrolerów, nie rozumieli liczb w języku rosyjskim. Jednakże zarówno rodzice Protasiuka 
zaprzeczają takim pomówieniom, jak i przeglądając stenogramy rozmów, nasuwa się pytanie na jakiej 
podstawie kontrolerzy wysnuli taki wniosek. Który wg nich fragment rozmowy mógłby wskazywać na słabą 
znajomość rosyjskiego, nieznajomość liczb? 

czterokrotne podchodzenie do lądowania 

Również w pierwszych minutach można było usłyszeć taką informację. W filmie zatytułowanym “Mgła” 
można było usłyszeć wyjaśnienie tego pomówienia – otóż świadkowie słyszeli tam komentarze w stylu “no 
kto podchodzi do lądowania aż cztery razy?!?!”. Jednak każdy kto widział stenogramy, to nie miał 
wątpliwości, że podejście było tylko jedno. Czy i tym razem chodziło o skompromitowanie pilotów i 
ukazanie ich nieudacznictwa, którzy cztery razy podchodzą, tyle razy próbują, a mimo to na siłę chcą 
wylądować? 

godzina katastrofy 

Przez wiele tygodni po katastrofie było wiadomo, że 

Wiktor Bater znał wcześniejszą godzinę rozbicia 

samolotu

, była znana godzina awarii sieci elektrycznej, a mimo to przez tak długi czas obowiązywała 

godzina o kilkanaście minut późniejsza. Dopiero po kilku tygodniach media ogłosiły wielkie odkrycie, o 
którym kilkuset bloggerów wiedziało od dawna. Jeszcze bardziej szokujące jest to, że po wielu miesiącach 
wyszło na jaw, że polscy i rosyjscy prokuratorzy już pierwszego dnia ustalili godzinę katastrofy na 10.40. 
Dlaczego przez miesiąc czasu karmiono nas takimi dezinformacjami, że była to godzina 10:56? ( 

http://niezalezna.pl/artykul/nocny_protokol/40177/1

 ) Rosjanie już w pierwszych godzinach orzekli, że to 

był błąd pilota. Nikt tego nie zbadał, a tam już wszystko było wiadomo. 

Kompetencje Edmunda Klicha i jego biegłych 

Edmund Klich twierdzi, że piloci do odczytu wysokości posługiwali się radiowysokościomierzem, a nie 
wysokościomierzem ciśnieniowym. 

http://kontrast.radiozet.pl/Programy/Gosc-Radia-ZET/Edmund-Klich

 

Zastanawiające jest to, jak oni prowadzą śledztwo. Czy chcą oni zwalić winę na pilotów, którzy popełnili 
błąd odczytując z tego przyrządu, czy może ukryć niewygodne fakty dotyczące sprzeczności w 
stenogramach, które wskazują na nieprawdopodobne zachowanie urządzeń pokładowych (np. takich jak 
autopilot – temat poruszany podczas analizy eksperckiej w czasie przesłuchania w PE). Jak zauważył 
blogger eye of the beholder, jest to totalna bzdura! Wystarczy spojrzeć na stenogramy, aby przekonać się, że 
załoga ustawiła ostrzeżenie radiowysokościomierza na 100 metrów. Wg stenogramów zrobiła to o godzinie 
10:10:07. I sygnał ostrzegawczy tego przyrządu włączył się pomiędzy komunikatem nawigatora o 
wysokości 80 i 60 metrów. Czyli w momencie, gdy wskaźnik wysokości, który odczytywał nawigator 
wskazywał ok. 70 metrów, odezwał się sygnał alarmowy radiowysokościomierza, który był ustawiony na 
100 metrów. Z tego nasuwa się prosty wniosek, że to nie z radiowysokościomierza była odczytywana 
wysokość, tylko z innego przyrządu. I to ma być oficjalny przekaz biegłych, na których opiera się Edmund 
Klich! 

Kilku autorów słynnego filmu 1:24 

background image

Ilu może być autorów tego krótkiego filmu z czterema strzałami w tle? Okazuje się, że i tutaj jest ciekawie. 
Tych nazwisk pojawiło się już kilka, na temat tego autora krążą różne opowieści i historie. Pierwszym 
nazwiskiem, które ujrzałem, to był 

Andriej Mendierej

http://www.wiadomosci24.pl/artykul/katastrofa_smolenska_kto_sfalszowal_scisle_tajna_notatke_170919.ht
ml

 

Jednakże jest to nazwisko popularne wyłącznie wśród internautów, więc nie będziemy się tym zajmować. 
Najciekawsze jest to, że w mainstremowych mediach pojawiły się 2 nazwiska: 

 

Władymir Iwanow – 

http://www.fakt.pl/Tupolew-plonal-na-moich-oczach,artykuly,72526,1.html

http://fakty.interia.pl/raport/lech-kaczynski-nie-zyje/news/swiadek-katastrofy-tu-154-myslalem-ze-
osiwieje,1483763

http://www.se.pl/wydarzenia/swiat/tylko-on-widzia-jak-spad-samolot_140612.html

, 

 

Wołodia Safonienko – 

http://www.youtube.com/watch?v=ZuIijN8l7tw

http://www.tvn24.pl/-

1,1660712,0,1,nie-widzialem–by-ktos-strzelal-do-ofiar-katastrofy,wiadomosc.html

http://www.se.pl/wydarzenia/kraj/autor-filmiku-z-katastrofy-pod-smolenskiem-nikt-ni_142633.html

http://fakty.interia.pl/news/nie-widzialem-by-ktos-strzelal-do-ofiar-katastrofy,1492658

 

W sekcji dotyczącej analizy filmu ze strzałami jest ukazany 

fragment reportażu z Misji Specjalnej

, w którym 

poruszona była ta kwestia i kwestia zgodności głosu tych rzekomych autorów z głosem prawdziwego autora 
nagranego na tym filmie. Okazuje się, że w żadnym przypadku takiej zgodności nie ma. 

Ponadto 

 

Ewa Kopacz kłamała w żywe oczy, że podczas sekcji zwłok byli obecni 

polscy prokuratorzy

 

patomorfolodzy: 

http://wiadomosci.dziennik.pl/polityka/artykuly/296830,macierewicz-co-widziala-minister-

kopacz.html

 – czy chodziło o to, że “współpraca z bradmi ze wchodu układa się wzorcowo”? 

 

ostatnimi słowami pilotów miały byd “Jezu, Jezu”. 

http://fakty.interia.pl/raport/lech-kaczynski-nie-

zyje/news/ostatnie-krzyki-pilotow-jezu-jezu,1477796

 – po co ktoś rozpowszechnia takie informacje? Przecież 

w stenogramach takich słów nie znajdujemy! 

 

Sprzeczne relacje świadków. Np. Montażysta 

Sławomir Wiśniewski

 raz relacjonuje, że Rosjanie byli bardzo 

agresywni, brutalni, bał się o swoje życie, że trafi za kratki, a innym razem mówił o tej samej sytuacji, że 
Rosjanie byli bardzo mili, żartowali itp. 

http://www.youtube.com/watch?v=yifz6Se52kE

http://www.tvp.info/opinie/wywiady/gdybym-wiedzial-co-sie-stalo-usiadlbym-i-plakal/1658974

 

 

“Śledztwo jest wzorowe, Rosjanie wywiązują się ze swoich obietnic”. Ten szokujący materiał przedstawia 
dwie sprzeczne relacje telewizyjne: 

O takich wątpliwościach, takich pytań, takich spostrzeżeń nie usłyszymy w mainstreamowych mediach. 
Sprytnie przemilczają niewygodne fakty, nie zobaczymy w telewizji relacji konferencji rodzin ofiar w 
Parlamencie Europejskim, nie dowiemy się nic na temat filmu “List z Polski”, który był puszczony w 
holenderskiej telewizji. Ale za to media sprytnie odwracają uwagę jakimiś małostkowymi aferami takimi jak 
kradzież kart kredytowych Przewoźnika (wartość szkody – 6000 zł – rozumiem, że sprawa jest ważna, ale 
czy na tyle, żeby ją maglować przez cały miesiąc), insynuacjami, że to Błasik mógł siedzieć za sterami, że 
piloci 36 specpułku zdobywali uprawnienia z naruszeniem pewnych procedur, że prezydent mógł naciskać, 
że mógł być pijany itp. Telewizja publiczna odmówiła wyemitowanie filmu “List z Polski”, natomiast 
kilkakrotnie puściła “

Syndrom katyński

, w którym w sprytny sposób wymieszana została prawda z 

kłamstwem, jak na przykład, że to rzekomo Prezydent postanowił zorganizować osobne uroczystości w 
Katyniu, który lansuje tezę o winie pilotów, oraz wyraźnie sugeruje, że przyczyną katastrofy były 

naciski na 

pilotów

. 

Więcej na temat medialnych kłamstw i manipulacji (nie koniecznie dotyczących katastrofy smoleńskiej) 
piszę w osobnym artykule poświęconym temu zagadnieniu: “

Manipulacje TVN-u i innych mediów

 

12. Jakość śledztwa 

Porównajmy to śledztwo ze śledztwem związanym z katastrofą lotniczą w Lockerbie w 1988 r.: 

background image

(na podstawie 

http://niezalezna.pl/article/show/id/37085

) 

Szkoccy detektywi w ciągu roku odwiedzili 13 państw i przesłuchali 15 tys. osób. 
Rosjanie przez wiele miesięcy (nie wiem, na jakim etapie jest to teraz) nie przesłuchali wszystkich 
kontrolerów lotów. Chodzi o trzy osoby! 

W Szkocji 11 tys. policjantów i żołnierzy brytyjskich przeszukiwało tereny o powierzchni 2 tys km kw. 
Towarzyszyły im helikoptery wyposażone w specjalistyczne termowizory. Każdy drobny odłamek 
pakowano i numerowano osobno celem przekazania do ekspertyzy w postaci prześwietleń, chromatografii 
gazowej itp. Takich odłamków było grubo ponad 10 tys. To dzięki tej szczegółowej analizie został 
znaleziony ten jeden właściwy, który doprowadził śledczych do terrorystów z komunistycznej Libii. 

Maszyna z tej katastrofy została zrekonstruowana w 80% i do dziś jest przechowywana i zabezpieczona (od 
1988r). 

Po tamtejszej katastrofie wiele ciał przez długi czas leżała w ogródkach miasteczka i nie wynikało to z 
niechlujstwa, ale ze względu na szczegółowość śledztwa. Wszystko było tam dokładnie fotografowane, aby 
dokładnie zadokumentować położenie tych ciał, które miało pomóc ustalić siłę i kierunek wybuchu bomby. 

W śledztwie naszego samolotu, w którym zginął prezydent i cała elita ten wrak traktowano koparkami, 
ciągnięto to po ziemi, części wraku odrywały się i sypały się za tym. Po miesiącu turyści odnajdywali ważne 
części samolotu, które mają zasadnicze znaczenie w śledztwie, znajdywali 

szczątki ofiar

. Ziemia została 

zaorana, drzewa od razu ścięte, szczątki samolotu były niszczone (jak pokazuje to film w poprzedniej mojej 
wypowiedzi), nie było rzetelnej sekcji zwłok (zgodnie ze standardami Army Regulation 40-21), a jedynie 
orzeczenie “mnogie obrażenia”. Do nie dawna wrak naszego tupolewa był rzucony bezładnie na lotnisku, 
nie przykryty, wystawiony na niszczenie. Jeszcze do niedawna mówiło się o jego przetopieniu.  Pragnę 
przypomnieć, że nasza prokuratura oficjalnie rozważa możliwość celowego wpływu osób trzecich. A mimo 
tego nie miała dostępu do kluczowych świadków, nie ma żadnego dostępu do materiału dowodowego. 

Poniższe filmy z Misji Specjalnej obrazują, jak traktowano wrak naszego samolotu: 

13. Czy na pewno wszyscy zginęli na miejscu? 

Jak ustaliła prokuratura, w Smoleńsku było włączonych 19 telefonów komórkowych (średnio co piąty 
pasażer). Pytanie, kiedy on to włączył? Jeśli spróbujemy wyobrazić sobie tę sytuację, to zauważymy, że taką 
czynność możemy wykonać w sytuacji niesłychanie ważnej, ale nie w momencie, w którym musimy działać 
szybko w celu zapewnienia sobie bezpieczeństwa. Innymi słowy, nie wyjmiemy komórki, kiedy samolot 
robi półbeczkę, bo wtedy musimy działać, żeby się czegoś złapać i zabezpieczyć przed upadkiem, ale 
złapiemy za nią jeśli zobaczymy, że o coś się stało strasznego i chwilowo nie musimy podejmować szybkich 
ruchów, aby się zabezpieczyć. Nie złapiemy za telefon, jeśli ktoś nas goni, ale zrobimy to wtedy, gdy przez 
chwilę nie musimy, albo nie możemy biec. Więc w którym momencie pasażerowie sięgnęli po te telefony, 
skoro z ich punktu widzenia do zderzenia z drzewem wszystko było w porządku, potem nastąpił wstrząs, 
półbeczka, rozbicie samolotu i natychmiastowa śmierć? Telefonu nie włącza się w sekundę, ale w 
kilkanaście sekund. 

http://www.wprost.pl/ar/213507/19-telefonow-pasazerow-Tu-154M-bylo-wlaczonych-w-czasie-katastrofy/

 

Najbardziej szokującą informacją jest zeznanie żony posła Deptuły, który zginął w tej katastrofie. W tym 
dniu odebrała ona wiadomość z automatycznej sekretarki, na którym był nagrany głos jej męża krzyczącego 
“Asia, Asia”. Jak zeznała, to “w tle słychać było trzaski, a właściwie to głos mojego męża był w tle. Słychać 
było też głosy ludzi, jakby głos tłumu. Nie rozpoznałam słów, był to krzyk ludzi. Nagranie trwało 2-3 
sekundy. Trzaski były krótkie, ostre dźwięki. Tak jakby łamał się wafel lub plastik plus dźwięk 
przypominający hałas wiatru w słuchawce telefonu”. 

background image

Przypomnijmy sobie w tym miejscu, jak wyglądał stenogram. W poniższej tabeli są trzy kolumny: w 
pierwszej jest liczba sekund przed katastrofą, w drugiej jest czas zdarzenia, a w trzeciej kolumnie jest treść 
nagrania.: 

do kooca zapisu [s]

 

godzina w stenogramie

 

komunikat

 

16,7

 

10:40:48,7

 

100

 

16,2

 

10:40:49,2

 

W normie

 

15,4

 

10:40:50,0

 

80

 

14,9

 

10:40:50,5

 

Odchodzimy

 

13,9

 

10:40:51,5

 

Sygnał dźwiękowy

 

13,7

 

10:40:51,7

 

PULL UP PULL UP

 

13,6

 

10:40:51,8

 

60

 

13,1

 

10:40:52,3

 

50

 

13,0

 

10:40:52,4

 

Horyzont 101

 

12,4

 

10:40:53,0

 

40

 

11,7

 

10:40:53,7

 

PULL UP PULL UP

 

11,0

 

10:40:54,5

 

30

 

10,7

 

10:40:54,7

 

Kontrola wysokości, horyzont

 

10,2

 

10:40:55,2

 

20

 

09,4

 

10:40:56

 

Sygnał dźwiękowy

 

09,4

 

10:40:56

 

Sygnał dźwiękowy

 

08,8

 

10:40:56,6

 

Sygnał dźwiękowy

 

08,8

 

10:40:56,6

 

PULL UP PULL UP

 

07,5

 

10:40:57,9

 

Sygnał dźwiękowy

 

06,8

 

10:40:58,6

 

PULL UP PULL UP

 

06,1

 

10:40:59,3

 

Odgłos zderzenia z drzewami

 

background image

05,1

 

10:41:00,3

 

Kurwa Mad

 

04,9

 

10:41:00,5

 

PULL UP PULL

 

03,4

 

10:41:02,0

 

Odejście na drugi krąg

 

02,7

 

10:41:02,7

 

Krzyk Kurwaaaaaa

 

00,0

 

10:41:05,4

 

Koniec zapisu

 

Zauważmy, że 16 sekund przed katastrofą było wszystko “w normie”. Potem jedyną rzeczą która mogła 
zaniepokoić, to dość znaczna prędkość opadania. Jednakże to jeszcze nie powinno wywołać jakiejkolwiek 
paniki. W kokpicie nie było żadnych jej oznak aż do chwili zderzenia z drzewami na 6 sekund przed 
końcem zapisu. 

Teraz zastanówmy się, jakie czynności składają się na zatelefonowanie i ile czasu one zajmują. Przyjąłem 
następujące: 

- czas reakcji i decyzji o zatelefonowaniu 
- wyjęcie komórki 
- na jej włączenie 
- poczekanie na uruchomienie się 
- poczekanie na zalogowanie się do operatora 
- wykręcenie numeru 
- poczekanie na odbiór 
- zgłoszenie się i mowa automatycznej sekretarki 
- nagranie wiadomości 

- Czas reakcji – nie jest to nasz odruch bezwarunkowy. Zawsze najpierw musi się wydarzyć coś bardzo 
ważnego, następuje konsternacja i wtedy przychodzi do głowy pomysł “muszę zadzwonić”. Wg mnie ten 
czas to jakieś 2 sec. 

- Wyjęcie komórki – spróbujmy to zrobić i przekonajmy się, ile czasu nam to zajmie. Myślę, że najlepsi 
kowboje zrobią to w czasie nie krótszym, niż 1 sec. 

- Włączenie komórki. spojrzenie na aparat, wcelowanie palcem w odpowiedni przycisk, przytrzymanie go – 
załóżmy ok. 2 sec. 

- Uruchomienie telefonu – Te zaawansowane z systemem operacyjnym włączają się w pół minuty. Te 
prostsze w kilka sekund. Ale przyjmijmy najbardziej “sprzyjające” warunki i powiedzmy, ze było to 3 sec. 

- Zalogowanie do operatora – po włączeniu jest to ok. 2 sec. Nie wiem jak to jest, jeśli komórka loguje się 
po raz pierwszy u zagranicznego operatora 

- wykręcenie numeru – 1 sec (zakładamy, że ostatni

dzwonił do żony

 i wystarczy wcisnąć 2 razy zieloną 

słuchawkę) 

- poczekanie na odbiór – najszybciej, jeśli aparat był wyłączony, to ok. 3 sec. 

- automatyczna sekretarka (najszybciej to “zostaw wiadomość” + bipnięcie) – 2 sec. 

- nagranie (wg wdowy) 2 sec. 

background image

Dodajmy te czasy… 2+2+3+1+2+3+2+1+2 = ok. 18 sec. Kiedy samolot był na 100 metrach i było wszystko 
w normie, to było 16,7 sec. przed katastrofą. Oczywiście można kombinować, że przed tym wszystkim 
trzymał telefon w ręku i bawił się w trybie offline. Odchodzi wtedy czas na wyjęcie komórki, włączenie jej, 
poczekanie na uruchomienie się, ale wtedy dochodzi czas na przełączenie z trybu offline na online (załóżmy 
2 sec). Wtedy w najlepszym przypadku mielibyśmy 14 sec. To i tak nie było podstaw do niepokoju! 
Zaznaczmy, że w tych założeniach przyjęliśmy najbardziej sprzyjające warunki, ale w praktyce, to sądzę, że 
są one bardzo przesadzone! 

Odgłos zderzenia z drzewami

 był na 6 sec. przed katastrofą. Czyżby to 

przyśpieszone opadanie było powodem paniki posła i pasażerów? Dziwne że żadnego takiego śladu paniki 
nie słyszymy na stenogramach. Ale to co najważniejsze… Jeśli poczulibyście Państwo silny wstrząs 
samolotu, to czy na pewno myślelibyście o telefonowaniu? Ja bym się złapał za siedzenie, zadbałbym o to, 
aby zabezpieczyć swoje ciało. Człowiek wyciąga telefon, jeśli czuje jakąś stabilizację sytuacji, a nie wtedy, 
gdy musi się skoncentrować na ratowaniu skóry. Nie wspomnę o tym, że podczas szybkiego ruchu pociągu, 
bądź samolotu dochodzą dodatkowe utrudnienia z połączeniem z operatorem. 

I na sam koniec przypomnijmy, że wg. MAK-a wszyscy zginęli równocześnie, na wszystkich działała siła 
100g, a przyczyną śmierci były mnogie obrażenia. Wobec tego posła musiałoby coś zaniepokoić na długo 
przed katastrofą. O dziwo takich oznak niepokoju nie znajdujemy na stenogramach. Widzimy, że coś się 
tutaj nie zgadza. Chyba, żeby wbrew opinii MAK, ktoś jednak przeżył tę katastrofę… 

Wg raportu MAK wszyscy pasażerowie zginęli na miejscu. Tak wysoka śmiertelność miała być wynikiem 
ogromnego przeciążenia 100g, na które zostały poddane ofiary. W tym miejscu nasuwa się pytanie, czy 
takie przeciążenie było możliwe, czy takie przeciążenie dotyczyło wszystkich pasażerów i czy takie 
przeciążenie zawsze pociąga za sobą taką śmiertelność? Przeciążenie 1g jest siłą przyciągania ziemskiego, 
więc przeciążenie 100g jest stokrotnością takiej siły. Aby doszło do takiego przeciążenia, samolot musiałby 
wyhamować na odległości ok. 3,5m. Jest to nie możliwe, ponieważ widać to po zdjęciach satelitarnych, 
błotnistym terenie, a samolot z całą pewnością nie pikował w dół. Nawet jeśli samolot uderzyłby w pionową 
ścianę pod kątem 90 stopni, to i tak długość od początku do ostatnich siedzeń była znacznie większa niż 
3,5m. Nawet w takiej sytuacji samolot częściowo by się zmiażdżył, fotele przyczepione do podłoża 
częściowo zamortyzowałyby siłę, odrywając się, lecąc do przodu, zahaczając po drodze o różne przeszkody, 
ściskając się z tym, co poleciało na przód wcześniej. W takiej sytuacji niektórzy pasażerowie z tylnych 
siedzeń mieliby realne szanse na przeżycie. Jak wiemy, samolot miał prędkość poziomą, zahaczał o drzewa, 
zarył w mokrym zagajniku i powinien sunąć się przez jakiś czas do przodu, co znacznie zmniejszyłoby 
energię uderzenia. 

14. Tajemnicze zgony, tajemnicze zbiegi okoliczności 

Eugeniusz Wróbel

 – Wykładowca na Politechnice Śląskiej spełniał wszelkie kryteria, aby być powołanym 

w skład biegłych polskiej prokuratury. Należał do nielicznego grona ekspertów, którzy doskonale orientują 
się w tematyce lotniczej i są w stanie poddać merytorycznej ocenie dokument moskiewskiego 
Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego. Był gotowy do polemiki z tym raportem. Ginie w 
nieprawdopodobnych okolicznościach na trzy dni przed jego opublikowaniem. 

http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20101019&typ=po&id=po01.txt

 

http://tvp.info/informacje/polska/syn-wrobla-niepoczytalny-blisko-umorzenia/3496428

 

Grzegorz Michniewicz

 – Dyrektor Generalny Kancelarii Premiera Donalda Tuska. Zginął 23 grudnia 2009 

roku. Wg oficjalnych doniesień, popełnił samobójstwo wieszając się na sznurze od odkurzacza. Niektórzy 
twierdzą, że mogło to mieć związek z aferą hazardową, a inni dopatrują się związku z powrotem Tupolewa z 
rosyjskiej Samary, który 10 kwietnia rozbił się pod Smoleńskiem. Samolot ten wrócił z tego zakładu w dniu 
jego śmierci. 

bp 

Mieczysław Cieślar

 – zginął 18.04.2010 r. w godzinach nocnych w wypadku samochodowym. 

Miał być nastepcą ks.Adama Pilcha – który zginął w Smoleńsku. Bp Cieślar był przewodniczącym 
Kolegium Komisji Historycznej w sprawie inwigilacji luteran przez SB 

background image

dr 

Dariusz Ratajczak

 – zginął 28.05.2010 r. w bardzo zagadkowych okolicznościach. Był on doktorem 

historii, jedynym w Polsce skazanym za „kłamstwo oświęcimskie”. Znajdujące się w stanie znacznego 
rozkładu zwłoki znaleziono w samochodzie renault kangoo, który prawdopodobnie od 28 maja stał na 
parkingu pod “Karolinką”. Gwoli uczciwości trzeba dodać, że był też ofiarą nagonki w “Wyborczej”. 

prof. Marek Dulinicz- zginął 06.06.2010 r. – szef “rzekomej” grupy archeo która miała wyjechać do 
Smoleńska. Zginął w wypadku samochodowym. 

szyfrant Zielonka – jego szczątki odnaleziono w kwietniu 2010 r. w Wiśle. Czy przypadkiem nie było tak, 
że był on potrzeby Rosjanom do rozszyfrowania kodów z telefonów satelitarnych. A potem się go po prostu 
pozbyli?” 

Wojciech Sumliński

 – (przeżył) 08.06.2010 r. – 

Dziennikarz śledczy

 

Wojciech Sumliński

 uderzył w Białej 

Podlaskiej samochodem w mur cmentarny. W oponie znaleziono poziomo wbity gwóźdź, który ją 
przedziurawił. Dziennikarz chce złożyć do prokuratury zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia 
przestępstwa. 
Uratował go fakt, że planując wyjechać do Warszawy, chcąc coś załatwić jechał jeszcze po mieście. Dzięki 
temu prędkość w momencie pęknięcia opony wynosiła 60 km/h 

************************************************************* 

Na ten temat można by pisać jeszcze długo, przedstawiać całą listę dezinformacji, całą listę pytań, które 
zostały postawione władzom i prokuraturze, a które nie doczekały się odpowiedzi, cytować “ekspertów” z 
Gazety Wyborczej, których nazwiska figurują w raporcie o weryfikacji WSI, zaniedbania polskich służb 
specjalnych, brak dyskrecji odnośnie listy pasażerów, naciskach na prezydenta, aby jednak nie jechał 
pociągiem, tylko leciał samolotem itp.Na zakończenie należy zwrócić uwagę, że co prawda w każdej 
katastrofie zdarzają się jakieś wątki, które bulwersują, dziwią, zaskakują, stawiają znaki zapytania. W 
każdym takim wypadku są jakieś błędy, zaniedbania, w każdej katastrofie jest coś dziwnego, coś co nie daje 
spokoju. Niestety w przypadku katastrofy smoleńskiej mamy zupełnie inną sytuację, odwróconą o 180 
stopni, ponieważ za każdym razem zadaję sobie pytanie, czy jest tutaj coś normalnego, coś typowego, coś, o 
czym można powiedzieć, że jest oczywiste i nie budzi wątpliwości. Jak do tej pory nie przyszło mi nic do 
głowy. Im więcej pojawia się nowych wątków, tym więcej rodzi się pytań bez odpowiedzi, a próba 
wyjaśniania niektórych zagadek przez Gazetę Wyborczą kończy się ich kolejną i totalną kompromitacją 
wynikającą z zupełnego braku kompetencji (np. “Niskie loty Gazety Wyborczej” na 

http://www.naszdziennik.pl/bpl_index.php?dat=20100709&typ=po&id=po02.txt

 , “Zarzuty na ślepo” na 

http://smolensk-2010.pl/2010-07-19-zarzuty-na-slepo.html

 itp). Żadna inna katastrofa nie miała takiej wagi, 

nie była owiana taką tajemnicą, taką dezinformacją, tak nieodpowiedzialnym i lekceważącym podejściem do 
śledztwa, takim karygodnym zachowaniem władz przed i po katastrofie, nie budziła tylu niejasności, pytań 
bez odpowiedzi, sprzeczności, jak ta z 

10 kwietnia 2010

 roku. A ostatnio obserwujemy desperackie próby 

zwalczania takich argumentów i to bynajmniej nie za pomocą merytorycznej i rzeczowej dyskusji, tylko za 
pomocą ośmieszania, przeinaczania naszych myśli, wyrywania z kontekstu i polemizowania z fragmentami, 
które jak im się wydaje, są najłatwiejsze do obalenia i robienia w ten sposób wrażenia, że całość nie jest 
lepsza. Z mediów usuwa się niewygodnych ludzi, którzy próbują poruszać ten temat od innej strony (

Jacek 

Karnowski

Misja Specjalna

Bronisław Wildstein

, Jan Pospieszalski

Tomasz Sakiewicz

, itp.) W zarządzie 

TVP zostali tylko ci, którzy popierają politykę ugrupowań dążących do udaremnienia powołania 
międzynarodowej komisji śledczej. Dlatego nie potrafię nadziwić się ludziom, którzy z nutą kpiny zarzucają 
nam tworzenie kolejnych spiskowych teorii dziejów, nie zauważając, że tak na prawdę, to ich wersja jest w 
gruncie rzeczy naiwna, łatwowierna, pozbawiona logiki i zdrowego rozsądku, opiera się na spekulacjach i 
ślepym zaufaniu do mediów, od których śmierdzi agenturą, zakłamaniem i stronniczością. 

http://grzesiek-z.salon24.pl/266616,smolensk-hipoteza-zamachu-argumenty-w-pigulce-v2 

10 stycznia 2011 – Źródło: http://smolensk-2010.pl/2011-01-13-smolensk-hipoteza-zamachu-argumenty-w-
pigulce-v2.html