background image

HISTORYCZNE BITWY 

JAROSŁAW M. WOJTCZAK 

ALAMO - SAN JACINTO 1836 

Wydawnictwo Bellona 
Warszawa 1996 

background image

WSTĘP 

W 1845 r. dziennikarz nowojorskiej gazety „Morning 

News" John L. Sullivan napisał artykuł redakcyjny na temat 

stałej ekspansji terytorialnej Stanów Zjednoczonych Amery­

ki. Tak narodziła się idea przeznaczenia dziejowego (Mani­

fest Des tiny)

 przyznająca USA historyczne i opatrznościowe 

prawo do opanowania i ucywilizowania całego kontynentu pół­

nocnoamerykańskiego od Atlantyku do Pacyfiku. 

W rzeczywistości Stany Zjednoczone rozpoczęły gwałtow­

ną ekspansję terytorialną na długo przed narodzinami Manife-

sto Destiny. Stało się ono jednak popularnym sloganem i ha­

słem przewodnim ideologii amerykańskiej ekspansji, potwier­

dzającym dotychczasowe sukcesy nowego ustroju, i dyrekty­

wą dalszej polityki Stanów Zjednoczonych. 

Już w 1803 r. za prezydentury Thomasa Jeffersona 

(1801 -1809) sfinalizowano zakup francuskiej Luizjany. Młode 

państwo amerykańskie niewielkim kosztem (15 milionów do­

larów i spłata roszczeń obywateli amerykańskich wobec Fran­

cji) powiększyło się z dnia na dzień o ogromne terytorium roz­

ciągające się na zachód od Missisippi aż do Gór Skalistych. 

W przyszłości z terytorium tego miało powstać piętnaście no­

wych stanów Unii. 

Zakończona pokojem w Gandawie wojna amerykańsko-bry-

tyjska (1812-1815) ułatwiłaAmerykanom osiągnięcie dalszych 

sukcesów terytorialnych. Do 1819 r. Stany Zjednoczone uzy­

skały kontrolę nad wybrzeżem Zatoki Meksykańskiej aż do 

background image

bezpośredniego sąsiedztwa Nowego Orleanu i nad hiszpańską 

Florydą. 

Zajęcie Luizjany po raz pierwszy zwróciło uwagę Amery­

kanów na terytorium graniczącego z nią hiszpańskiego Te­

ksasu. Przez krótki okres Stany Zjednoczone utrzymywały na­

wet, że Teksas mieści się w obrębie obszarów objętych zaku­

pem Luizjany, ale po zawarciu z Hiszpanią traktatu regulują­

cego sprawę Florydy w 1819 r. wycofały swe roszczenia i 

zaakceptowały granicę Luizjany bez Teksasu. W praktyce jego 

granice były określone bardzo niedokładnie. Południowe ru­

bieże wyznaczała rzeka Rio Grandę, na zachodzie stanowiły 

je tereny Nowego Meksyku, a na północy ginęły w bezkre­

snych przestrzeniach Wielkich Równin. Granica z amerykań­

ską Luizjaną była także nieokreślona, z czasem przebiegała 

ona przez ziemie leżące pomiędzy rzekami Red River i Sabi­

nę. Ta ostatnia stała się w końcu umowną granicą Teksasu 

oddzielającą go od posiadłości amerykańskich. 

Terytorium Teksasu było niezwykle słabo zaludnione i tyl­

ko formalnie związane z Nową Hiszpanią, a później Meksy­

kiem. W praktyce, podobnie jak Kalifornia i Nowy Meksyk, 

rządziło się samo, gdyż władze centralne w Mexico City mało 

interesowały się północnymi kresami swoich posiadłości. W 

miarę rozwoju kolonizacji i napływu amerykańskich osadni­

ków do Teksasu naturalne powiązania ściślej łączyły go z ob­

szarem kolonizacji anglo-amerykańskiej niż hiszpańskiej. 

Pod koniec lat dwudziestych XIX w. amerykańscy osadni­

cy w Teksasie, których wcześniej rząd meksykański sam za­

chęcał do kolonizowania północno-wschodnich kresów, pod­

jęli próby uniezależnienia się od Meksyku. Wraz z upływem 

lat, ufni w swoją siłę i protekcję Stanów Zjednoczonych, na­

bierali pewności siebie i jawnie ignorowali prawa i interesy 

Meksyku. Początkowo próbowali uzyskać szeroką autonomię 

w ramach Republiki Meksyku, później dążyli do utworzenia 

niepodległego państwa. Bezpośrednim skutkiem tych usiło­

wań był narastający konflikt amerykańskich Teksańczyków z 

władzami meksykańskimi, który spowodował wybuch wojny 

o niepodległość Teksasu w latach 1835-1836 (zwanej także 

Rewolucją Teksaską). 

Jednym z najbardziej dramatycznych i znamiennych w skut­

kach wydarzeń tej krótkiej, lecz niezwykle krwawej wojny było 

oblężenie ufortyfikowanej misji Alamo w San Antonio. Bitwa 

ta, w której zginęli prawie wszyscy teksascy obrońcy, wśród 

nich słynni bohaterowie amerykańskiego pogranicza Davy 

Crockett i Jim Bowie, stała się niemal natychmiast legendą. 

Odegrała istotnąrolę mobilizującąamerykańską opinię publicz-

nąprzeciwko Meksykowi i ułatwiła Teksańczykom decydują­

ce o losach wojny i Teksasu zwycięstwo nad wojskami me­

ksykańskimi na równinie San Jacinto 21 kwietnia 1836 roku. 

background image

PRZYJDŹCIE I WEŹCIE! 

Nie mogę ani nie chcę wydać tego działa [...] i myślę, że tylko silą 

można zmusić nas do ustępstw. 

(Joseph D. Clements, 30 września 1835 r.) 

29 września 1835 r. por. Francisco Castaneda na czele od­

działu dragonów z meksykańskiego garnizonu w San Antonio 

de Bexar stanął na wschodnim brzegu rzeki Guadelupe na­

przeciwko miejscowości Gonzales. Z rozkazu wojskowego 

komendanta San Antonio płk. Domingo de Ugartechei przy­

był tu, aby skonfiskować 6-funtowe działo amerykańskim ko­

lonistom z Gonzales. 

Gonzales założono w sierpniu 1825 r. jako centrum kolonii 

osiedleńczej impresario

1

 z Missouri, Greena De Witta. Leżała 

ona u zbiegu rzek San Marcos i Guadelupe i od wschodu gra­

niczyła z kolonią Stephena Austina, terenem najstarszej an-

glo-amerykańskiej akcji osiedleńczej w Teksasie. Projekt miej­

scowości Gonzales opracował doświadczony mierniczy mjr 

James Kerr, a jego nazwa pochodziła od nazwiska ówczesne­

go meksykańskiego gubernatora połączonych stanów Coahui-

l a - Teksas Rafaela Gonzalesa, którego życzliwy stosunek do 

amerykańskich osadników miał znaczący wpływ na utworze­

nie kolonii De Witta. W momencie swojego powstania Gonza­

les było najbardziej wysuniętym na zachód osiedlem amery-

1

 Impresario (hiszp. empresarió) - agent ziemski, organizator akcji osie­

dleńczej na mocy przywileju kolonizacyjnego przyznawanego przez władze 
hiszpańskie i meksykańskie. 

kańskim, co niosło ze sobą poważne zagrożenie ze strony wro­

gich Indian. W lipcu 1826 r. napadli na nie Indianie Tawako-

ni, łupiąc i częściowo je paląc. W następnych latach cała kolo­

nia De Witta była zagrożona nieustannymi atakami Indian Ta-

wakoni i Tonkawa, którzy wypierani z północy przez silniej­

sze plemiona Komanczów i Wichita, stali się uciążliwymi 

sąsiadami kolonistów znad rzeki Guadelupe. Mieszkańcy Gon­

zales, zabiegając o zapewnienie sobie większego bezpieczeń­

stwa przed wrogimi Indianami, otrzymali w 1831 r. od lokal­

nych władz meksykańskich w San Antonio stare, 6-funtowe 

działo pozostałe „w spadku" po Hiszpanach. Sytuacja sprawi­

ła, że nigdy nie zostało użyte przeciwko Indianom, służyło na­

tomiast mieszkańcom Gonzales do oddawania strzałów na 

wiwat. 

W roku 1835 w Teksasie narastało napięcie i niepokoje 

wśród amerykańskich osadników. Władze meksykańskie po­

ważnie zaniepokojone eskalacją rozruchów zbrojnych podję­

ły działania prewencyjne, zmierzające do spacyfikowania bun­

towniczych nastrojów i rozbrojenia kolonistów. 

Pułkownik Ugartechea, działając zgodnie z wytycznymi gen. 

Cosa, wojskowego dowódcy północnych prowincji Republiki 

Meksyku, zażądał odAmerykanów z Gonzales zwrotu działa i 

odstawienia go do meksykańskiego arsenału Cesas Reales w 

San Antonio. W końcu września przybył do Gonzales kpr. 

Casimir de Leon z pięcioma żołnierzami i wozem do transpor­

tu działa. Ku zdziwieniu Meksykanów, którzy nie spodziewa­

li się żadnych problemów, koloniści odmówili wydania dzia­

ła. Rozgniewany odmową płk Ugartechea niezwłocznie wy­

słał do Gonzales por. Castanedę z oddziałem 150 dragonów. 

Castaneda dotarł na miejsce 29 września i z zaskoczeniem 

stwierdził, że jedyny bród na Guadelupe został zablokowany 

przez uzbrojonych kolonistów. Kapitan Albert Martin, który 

na czele 18-osobowego oddziału lokalnej milicji obsadził prze­

prawę, odmówił przepuszczenia kawalerzystów przez bród. 

Porucznik Castaneda, rezygnując ze zbrojnego forsowania 

background image

przeprawy wycofał swych dragonów i rozpoczął pertraktacje 

zAmerykanami. Zaradąalkada

2

 Gonzales,AndrewPontona, 

koloniści zażądali odłożenia rozmów, motywując to rzekomą 

nieobecnością w'mieście alkada, bez którego nie chcieli podej­

mować żadnych decyzji. 

W czasie gdy dowódca meksykański bezczynnie oczekiwał 

na wznowienie negocjacji, milicjanci kpt. Martina umacniali 

swoje pozycje przy brodzie, a konni posłańcy Amerykanów 

wyruszyli do sąsiednich osiedli z wiadomościami o sytuacji w 

Gonzales. Wieści te w ciągu kilkunastu godzin dotarły do wszy­

stkich anglo-amerykańskich osad położonych nad Guadelupe 

oraz w dorzeczu rzek Brazos i Colorado

3

. Już następnego dnia 

do Gonzales zaczęli ściągać uzbrojeni koloniści z okolicznych 

miejscowości. W ciągu dwóch dni zebrało się ich przeszło 160, 

wielu zaś było jeszcze w drodze bądź szykowało się do wymar­

szu. Spór o działo z Gonzales urósł do rangi symbolu wolności 

i niezależności amerykańskich osadników w Teksasie. 

Taktyka wyczekiwania i natychmiastowa akcja ściągania 

do Gonzales posiłków z bliższego i dalszego sąsiedztwa po­

zwoliły kolonistom w krótkim czasie zebrać siły zdolne do 

przeciwstawienia się oddziałowi por. Castanedy. 

30 września na wschodnim brzegu Guadelupe Joseph Cle-

ments, wyrażając wolę wszystkich zebranych Amerykanów, 

w krótkim oświadczeniu zdecydowanie odrzucił meksykań­

skie żądania i odmówił wydania działa. W celu uzasadnienia 

odmowy stwierdził, że działo zostało przekazane mieszkań­

com Gonzales przez lokalne władze meksykańskie wierne po­

stanowieniom konstytucji z 1824 r., a płk Ugartechea repre­

zentuje dyktatorski rząd prezydenta Santa Anny, który nie ma 

2

 Alkad - starszy urzędnik gminny w Hiszpanii i jej koloniach amery­

kańskich; wójt, burmistrz. 

'Colorado - rzeka w Teksasie, dł.1438 km, uchodzi do Zatoki Meksy­

kańskiej, w środkowym biegu stolica Teksasu Austin. Nie mylić z rzeką 
Colorado w USA i Meksyku, dl. 2330 km, uchodzącą do Zatoki Kalifornij­

skiej, w środkowym biegu Wielki Kanion Kolorado. 

prawa podejmować jednostronnych decyzji godzących w wol­

ność obywateli. Odpowiedź Clementsa, poparta zbrojną de­

monstracją siły obsadzających bród milicjantów, nie pozosta­

wiała Castanedzie cienia wątpliwości co do intencji koloni­

stów. Mimo to zdecydował się wykonać otrzymane rozkazy. 

Wycofał swoich żołnierzy w górę rzeki z zamiarem odnalezie­

nia innej przeprawy i obejścia miasta od tyłu. Noc z 30 wrze­

śnia na 1 października Meksykanie spędzili w umocnionym 

obozie na wzgórzu De Witta w pobliżu Gonzales. 

Tej samej nocy osadnicy z Gonzales wydobyli zakopane w 

sadzie śliwkowym George'a Davisa działo i osadzili je na lawe­

cie wykonanej z wozu do transportu bawełny. W tym samym 

czasie dwie mieszkanki Gonzales Sarah Seely i Eveline De Witt 

uszyły ze ślubnej sukni flagę bojową i wręczyły ją zebranym 

kolonistom. Flaga, wykonana według pomysłu Johna H. Moora 

z La Grange, przedstawiała czarną lufę armatnią na białym tle, 

nad którą widniała samotna, pięcioramienna gwiazda, symbol 

Teksasu. Pod lufą dużymi, czarnymi literami wyszyto napis: 

COME AND TAKEIT {PRZYJDŹCIE I WEŹCIE JE). 

1 października rano por. Castaneda opuścił wzgórze De-

Witta i poszukując dogodnej przeprawy przesunął swój od­

dział dalej w górę rzeki. Ponieważ Meksykanom nie udało się 

znaleźć odpowiedniego brodu, pod wieczór rozbili obóz na 

terenie rancza amerykańskiego osadnika Ezekiela Williamsa, 

w odległości 7 mil (11 km) od Gonzales. 

Tego samego dnia około godz. 7.00 wieczorem grupa 168 

uzbrojonych kolonistów zebranych w Gonzales przeprawiła 

się przez rzekę tocząc ze sobą przygotowane do strzału działo. 

Na wschodnim brzegu Guadelupe zorganizowali naradę, w 

trakcie której wybrali w demokratycznym głosowaniu swoich 

dowódców. Komendę nad zebranymi ochotnikami powierzo­

no mającemu doświadczenie z walk z Indianami Johnowi Mo-

orowi, którego mianowano pułkownikiem. Jego zastępcą w 

stopniu podpułkownika został James W.E. Wallace. Naradę 

zakończyło patriotyczne kazanie pastora Smitha z Gonzales. 

background image

10 

Wczesnym rankiem 2 października, pod osłoną gęstej mgły 

spowijającej oba brzegi rzeki, Teksańczycy wyruszyli w kie­

runku obozowiska meksykańskich dragonów. Kiedy mgła opa­

dła zaskoczeni Meksykanie ujrzeli naprzeciw swojego obozu 

tyralierę uzbrojonych kolonistów gotowych do ataku. Pośrod­

ku linii Teksańczyków znajdowało się stanowisko bojowe dzia­

ła, nad którym powiewała flaga COME AND TAKE IT. Po­

rucznik Castaneda próbował uformować swoich żołnierzy do 

obrony, ale teksaskie działo, z braku odpowiedniej amunicji, 

załadowane kawałkami łańcucha i żelaznymi siekańcami, do­

brze wymierzonym strzałem rozproszyło meksykańskich dra­

gonów. Salwa ze strzelb Teksańczyków spotęgowała zamiesza­

nie w szeregach Meksykanów. Pozostawili oni na polu walki 

jednego zabitego i unosząc ze sobą kilku rannych wycofali się 

pośpiesznie w kierunku San Antonio ścigani bojowymi okrzy­

kami podochoconych sukcesem Amerykanów. 

Zaraz po potyczce płk Moore poprowadził swoich ludzi z 

powrotem do Gonzales, a wieść o zwycięskim starciu z Me­

ksykanami błyskawicznie obiegła wszystkie kolonie amery­

kańskie w Teksasie. Mało kto zdawał sobie zapewne sprawę z 

tego, że działo z Gonzales oddało pierwszy strzał w krwawej 

wojnie o niepodległość Teksasu. Samo Gonzales zaś uważane 

będzie od tej pory za Lexington

4

 Teksasu. 

Paradoks historii sprawił, że działo z Gonzales, które stało 

się bezpośrednią przyczyną wojny, oddało w niej tylko jeden, 

jedyny strzał. Po potyczce z oddziałem Castanedy zabrano je 

do Gonzales. Tam zostało umieszczone w miejscowej kuźni, 

gdzie 3 października zdolny kowal i rusznikarz Noah Smith-

wick oczyścił starą lufę i umieścił ją na specjalnie przygoto­

wanym, czterokołowym wozie ciągnionym przez parę wołów. 

4

 Lexington - miasto w Massachusetts (USA), 19 kwietnia 1775 r. pod 

Lexington Amerykanie stoczyli zwycięską walkę z wojskami brytyjskimi, 
która zapoczątkowała amerykańską wojnę o niepodległość w latach 

1775-1782. 

11 

Kiedy 12 października teksascy ochotnicy wyruszyli na woj­

nę, zabrali je ze sobąjako zaczątek swojej artylerii. Słaba kon­

strukcja wozu nie wytrzymała trudów wędrówki po bezdro­

żach i przepraw przez liczne strumienie na drodze do San An­

tonio. Koloniści, mając nadzieje na zdobycie nowych dział na 

Meksykanach, zakopali lufę armatnią na starym indiańskim 

cmentarzu nad brzegiem strumienia Sandies Creek. Zapomnia­

na przez wszystkich przeleżała tam przez następne 101 lat. 

Wielka powódź w czerwcu 1936 r. odsłoniła znalezisko, ale 

jego tożsamość ustalono dopiero w 1980 r. za pomocą specja­

listycznych badań naukowych. 

Dziś historyczne działo jest jednym z najcenniejszych re­

liktów historii Teksasu i stanowi główną atrakcję Memoriał 

Museum w Gonzales. 

background image

SZEŚĆ FLAG NAD TEKSASEM. 

Niepodobna przecenić wspaniałego charakteru, piękna i żyzności ziemi 

prowincji Teksas [...] 

(ojciec Antonio Olivares, 1716) 

W roku 1519, w tym samym czasie, kiedy Hernando Cortes 

na czele kilkuset hiszpańskich awanturników zbliżał się do 
Meksyku, aby dopełnić losu państwa Azteków, inny poddany 
króla Karola V postawił stopę na nowym lądzie znanym dziś 

pod nazwą Teksas. 

Alonso Alvarez de Pineda, kapitan w służbie hiszpańskiego 

gubernatora Jamajki Francisco Garaya, otrzymał zadanie odna­
lezienia północno-zachodniego przejścia łączącego Atlantyk z 

Oceanem Spokojnym oraz przechwycenia wyprawy Cortesa w 
Veracruz. Drogi do Pacyfiku nie odnalazł, gdyż taka nie istnia­
ła, Cortes natomiast uwięził ludzi de Pinedy, którzy wylądowali 

w Veracruz i zmusił niefortunnego kapitana do odpłynięcia. Przy­
padek sprawił, że w drodze powrotnej na Jamajkę statek de Pi­
nedy dotarł do wybrzeży Teksasu u ujścia Rio Grandę, umożli­

wiając Hiszpanom zbadanie jej dolnego biegu. 

INDIANIE W TEKSASIE 

Alonso de Pineda był pierwszym Europejczykiem, który 

postawił stopę na teksaskim lądzie, ale nie był pierwszym czło­

wiekiem na tej ziemi. Pierwsi ludzie żyli na terenie dzisiejsze­

go Teksasu już około 12 000 lat temu i byli potomkami łow-

13 

ców, którzy w epoce lodowcowej przybywali z Syberii na kon­

tynent północnoamerykański w pogoni za wielkimi zwierzę­

tami przekraczającymi korytarz w miejscu obecnej Cieśniny 

Beringa. Ich rozwój cywilizacyjny trwał wiele tysięcy lat i 

zależał głównie od zmian klimatycznych zachodzących na 

obszarach ich osadnictwa. Początkowo przybysze z Syberii 

wędrowali wzdłuż wybrzeży oceanu, później rozprzestrzenili 

się po całym kontynencie dając początek ludom indiańskim. 

Rozwój tych plemion odbywał się w niejednakowym stopniu. 

Jedne, jak Indianie Caddo ze wschodniego Teksasu, osiągnęły 

stosunkowo wysoki stopień cywilizacji jeszcze przed przyby­

ciem na te ziemie białych ludzi. Dla odmiany Indianie Karan-

kawa, znad Zatoki Meksykańskiej, pozostawali na tym samym 

poziomie rozwoju co ich przodkowie sprzed 5000-6000 lat. 

Jeszcze inne plemiona zmieniały swój sposób życia osiągając 

wysoki stopień cywilizacyjny lub cofały się w rozwoju ze 

względu na zmiany klimatu i środowiska. 

W ciągu trzystu lat, od momentu pojawienia się w Teksasie 

pierwszych Europejczyków, aż do początków XIX w., kiedy 

to ostatecznie ukształtował się skład etniczny plemion indiań­

skich na obszarze Teksasu, cały czas zmieniała się struktura 

ludności tubylczej. Specyfika tych przemian, na które ogrom­

ny wpływ miała obecność i działalność białego człowieka, 

sprawiła, że Teksas stał się etnicznym i kulturowym tyglem 

rdzennych mieszkańców Ameryki. Na początku XIX w. na te­

renie Teksasu zamieszkiwały co najmniej dwadzieścia trzy 

różne plemiona Indian. Niektóre z nich stały się integralną 

częścią historii i kultury Teksasu, inne stanęły w obliczu fi­

zycznej zagłady, przymusowych przesiedleń lub życia na gra­

nicy wegetacji. 

Wybrzeże Zatoki Meksykańskiej zamieszkiwało nadmor­

skie plemię Karankawa. Wysocy, odważni, świetni pływacy 

byli pierwszymi Indianami, z którymi przyszło spotkać się 

Europejczykom przybywającym do Teksasu drogą morską. 

Mimo że stali na niskim poziomie cywilizacyjnym przez dłu-

background image

14 

gie lata byli groźnym przeciwnikiem dla białych. Dopiero epi­

demie ospy, które zdziesiątkowały ich na przełomie XVIII i 

XIX w., złamały ich siłę bojową i doprowadziły do niemal 

całkowitego unicestwienia. 

Wschodnie obszary Teksasu pokryte rozległymi lasami za­

mieszkiwały plemiona leśne skupione w dwóch dużych kon­

federacjach, w których dominującą rolę odgrywali Indianie 

Caddo. Plemiona te żyły w kilku osadach w rejonie dzisiej­

szego jeziora Caddo oraz rzek Neches i Angelina. Ich osiedla 

składały się ze stożkowatych, słomianych chat otoczonych 

polami kukurydzy. Caddo i pokrewne im szczepy Eyish, Ana-

darko, Abadoche i Nabedache byli zdolnymi rolnikami i my­

śliwymi i już na długo przed przybyciem białych osiągnęli 

wysoki stopień rozwoju cywilizacyjnego. Niestety, podobnie 

jak wiele innych plemion, stali się ofiarami szalejących epide­

mii chorób przywleczonych przez Europejczyków. W latach 

trzydziestych XIX w. ze świetnych związków plemiennych 

leśnych Indian pozostały tylko żałosne resztki. 

Zachodnie rejony Teksasu i dorzecze środkowej Rio Gran­

dę zamieszkiwały rolnicze plemiona Tigua, Suma, Jumano i 

Coahuiltecan. Spokojni rolnicy i kupcy szybko dostali się pod 

wpływy kolonizacji hiszpańskiej. Ich osiedla od dawna były 

też obiektem napadów wojowniczych plemion z północy. 

Trawiaste prerie środkowego Teksasu były ojczyzną In­

dian Waco, Wichita i Tonkawa. Prowadzili półosiadłe życie 

uprawiając kukurydzę, fasolę i dynie. Swoją dietę uzupeł­

niali mięsem bizonów. Podczas myśliwskich wypraw chęt­

nie posługiwali się charakterystycznymi dla typowych ple­

mion prerii stożkowatymi namiotami tipi (ang. tepee) wyko­

nanymi z drewnianego rusztowania pokrytego skórami bizo­

nów. Nie gardzili także napadami na rolniczych sąsiadów. 

Szczególnie wojowniczą naturę przejawiali Tonkawowie, 

którzy walczyli ze wszystkimi sąsiednimi szczepami i byli 

znani z tego, że praktykowali rytualny kanibalizm. Po przy­

byciu Amerykanów do Teksasu stali się ich sojusznikami i 

15 

odegrali dużą rolę jako zwiadowcy i przewodnicy w walkach 

z Komańczami i Kiowami. 

Północno-zachodni Teksas był domeną łowców bizonów z 

Wielkich Równin. Tutaj rozciągały się tereny łowieckie In­

dian Kiowa, południowych Czejenów, Arapahów, Apaczów 

Lipan i Komanczów. W przeciwieństwie do innych plemion, 

które dosyć szybko padły ofiarą postępującej cywilizacji bia­

łych, koczownicze szczepy z Wielkich Równin długo zacho­

wywały swoją niezależność i przez wiele dziesięcioleci stano­

wiły barierę skutecznie powstrzymującąekspansję białych osa­

dników w głąb kontynentu. 

Momentem zwrotnym w dziejach Indian z Wielkich Rów­

nin było zdobycie koni. Pierwsze konie z hiszpańskich hodowli 

w północnym Meksyku trafiły w ręce Indian w XVII wieku. 

Szybko stały się przedmiotem handlu lub kradzieży. Pewna 

liczba koni zbiegła na prerię, gdzie dały początek zdziczałym 

mustangom

1

. Jako pierwsi oswoili konie sąsiadujący z posia­

dłościami hiszpańskimi Apacze. Około roku 1700 konie poja­

wiły się także u Komanczów i Kiowów. Wraz z oswojeniem 

konia zakończył się też proces transformacji pieszych noma­

dów w konnych myśliwych i wojowników. 

Koń zmienił całkowicie dotychczasowy sposób życia i kul­

turę Indian z Wielkich Równin. Dał im nowe możliwości trans­

portu, polowania i prowadzenia wojny. Jego użycie pozwoliło 

na szybsze wędrówki, budowanie większych namiotów, gro­

madzenie większej ilości zapasów i rozszerzenie terenów ło­

wieckich. Wykradanie koni obcym szczepom oraz białym osa­

dnikom i hodowcom stało się ulubionym zajęciem Indian i 

głównąprzyczynąprowadzonych przez nich wojen. Żadne inne 

plemię nie osiągnęło takiej biegłości w posługiwaniu się ko­

niem co Komańcze. Uznawani za najlepszych jeźdźców spo-

1

 Mustangi - zdziczałe konie północnoamerykańskich prerii. W 1850 r. 

ich liczbę obliczano na 2 000 000 sztuk. Obecnie prawie całkowicie wytę­

pione. 

background image

16 

17 

śród wszystkich Indian, słynęli ze swych łupieżczych wypraw 

przeciwko wrogim szczepom i białym w Meksyku i Teksasie. 

Nikogo nie nienawidzili bardziej niż Hiszpanów i Meksyka-

nów. Przez długie lata rywalizowali z Apaczami, których po­

konali ostatecznie w latach 1725-1750, obejmując kontrolę 

nad południowymi preriami. Jak na warunki północnoamery­

kańskie Komańcze byli plemieniem dość licznym. Na przeło­

mie XVIII i XIX w. liczyli około 15 000 głów i posiadali prze­

szło 200 000 koni. Dzięki swej liczebności, wojowniczości i 

mistrzowskiej taktyce walki konnej przez ponad sto lat stano­

wili zaporę dla rozwoju kolonizacji białych w Teksasie. 

Począwszy od końca XVIII w. Teksas stał się terenem mi­

gracji niektórych plemion indiańskich ze wschodu, wypiera­

nych z ich tradycyjnych siedzib przez Amerykanów. Osadnic­

twu tych plemion sprzyjała polityka władz hiszpańskich, które 

po zajęciu francuskiej Luizjany w 1763 r. zachęcały „cywili­

zowanych" Indian ze wschodu do osiedlania się w swoich 

północnych prowincjach. Mieli oni stanowić tam barierę 

przed niszczycielskimi rajdami Apaczów i Komanczów na 

posiadłości hiszpańskie w Meksyku. W ten sposób na obsza­

rze Teksasu znalazły się obce plemionaAlabama, Coushatta, 

Szaunisi, Delawarowie, Kickapoo i Czirokezi. Pod koniec 

istnienia Republiki Teksasu większość tych Indian została 

zmuszona do opuszczenia Teksasu i osiedlenia się na tzw. 

Terytorium Indiańskim (Indian Territory) w dzisiejszej Okla­

homie. 

KONKWISTADORZY I MISJONARZE 

Hiszpański gubernator Jamajki, już rok po odkryciu przez 

Alonso de Pinedę wybrzeży Teksasu, wysłał ekspedycję kie­
rowaną przez Diego de Camargo w celu dokładnego zbadania 

i skolonizowania ujścia Rio Grandę. Zdecydowanie wroga 
postawa mieszkających tam Karankawów uniemożliwiła Hi­
szpanom osiągnięcie tego celu. Z tego czasu datuje się jednak 
pierwsza nazwa planowanego obszaru kolonizacji, Amichel, 

pochodząca z przywileju kolonizacyjnego nadanego Franci­

sco Garayowi przez króla Hiszpanii Karola V. 

Pierwsza udokumentowana relacja z eksploracji ziem dzi­

siejszego Teksasu wiąże się z osobą Alvara Nuneza Cabeza 

de Vacy. Był on jednym z członków wyprawy gubernatora 

Florydy Panfilo de Narvaeza, która znalazła swój tragiczny 

koniec wśród sztormów Zatoki Meksykańskiej i dzikich pu­

stkowi wybrzeża Teksasu. W 1528 r. część rozbitków wylą­

dowała na brzegu w rejonie dzisiejszej wyspy Galveston. 

Większość z nich padła ofiarą dzikich zwierząt i Indian. Ca­

beza de Vaca zdołał zachować życie, a z czasem zyskał na­

wet szacunek tubylców dzięki pewnej znajomości medycy­

ny. Po kilku latach pobytu wśród Indian, z którymi przemie­

rzał tereny w dorzeczu Rio Grandę i Guadelupe, udało mu 

się odszukać trzech innych rozbitków ocalałych z nieszczę­

snej wyprawy Narvaeza. Wspólnie zdołali pokonać pieszo 

kilka tysięcy kilometrów i po przebyciu Rio Grandę oraz gór 

północnego Meksyku dotarli w marcu 1536 r. do osiedla 

Culiacan w Nowej Hiszpanii. 

W trakcie swojej kilkuletniej podróży de Vaca i jego towa­

rzysze słyszeli dziwne opowieści miejscowych Indian o leżą­

cych na północy wielkich i bogatych miastach tajemniczego 

królestwa Ciboli. W 1542 r. ukazała się w Hiszpanii książka 

de Vacy pt. „Relacion", zwięźle opisująca przygody i wyda­

rzenia, których uczestnikiem był autor. Jak wynika z jej treści, 

de Vaca unikał fantastycznych opisów dotyczących królestwa 

Ciboli, ograniczając się jedynie do powtórzenia informacji 

uzyskanych na ten temat od Indian. Jednak plotki i rozbudzo­

na wyobraźnia hiszpańskich konkwistadorów uczyniły z rela­

cji de Vacy legendę. Wicekról

2

 Nowej Hiszpanii Antonio de 

Mendoza dostał na tym tle obsesji i postanowił zorganizować 

wyprawę po skarby Ciboli. 

2

 Wicekról - namiestnik sprawujący w imieniu króla władzę w kolo­

niach. 

background image

18 

19 

W 1540 r. wyruszyła z Meksyku na północ liczna i dobrze 

wyekwipowana wyprawa, na której czele stanął młody guber­

nator Nowej Galicji i zaufany wicekróla Francisco Vasquez 

de Coronado (1510-1554). Dowódca ekspedycji, mając do 

swojej dyspozycji blisko 1500 żołnierzy hiszpańskich i posił­

kowych Indian meksykańskich, przez wiele miesięcy bezsku­

tecznie poszukiwał legendarnego królestwa Ciboli. Zamiast 

złotych miast i skarbów odnalazł jedynie surowe puebla

3

 In­

dian zamieszkujących dzisiejsząArizonę i Nowy Meksyk. Wy­

obraźnia i podszepty miejscowych Indian, pragnących odcią­

gnąć groźnych przybyszów od swoich siedzib, pognały Hi­

szpanów dalej na północ. Miało tam leżeć inne bogate króle­

stwo indiańskie zwane Quivira. Ekspedycja Coronady, 

szukając mitycznej Quiviry, przemierzyła bezkresne przestrze­

nie Wielkich Równin w obrębie Teksasu, Oklahomy i Kan­

sas. Jednym z niezamierzonych efektów poszukiwania Quivi-

ry było odkrycie przez Hiszpanów Wielkiego Kanionu Kolo­

rado, który pędzeni żądzą bogactw konkwistadorzy bezsku­

tecznie próbowali sforsować w drodze na północ. Coronado, 

widząc bezskuteczność swych poszukiwań, pozostawił więk­

szość swoich ludzi nad rzekąBrazos, sam zaś ruszył z oddzia­

łem jeźdźców na poszukiwanie drogi powrotnej do Meksyku. 

Wreszcie w 1542 r. pozbawieni złudzeń Hiszpanie zrezygno­

wali z dalszych poszukiwań i rozpoczęli odwrót. W Teksasie 

pozostało jedynie kilku misjonarzy z ojcem Juanem de Padil-

la, pragnących prowadzić pracę misyjną wśród miejscowych 

plemion indiańskich. Po dwóch latach pracy misyjnej Padilla 

i jego towarzysze wyruszyli na północ, gdzie w listopadzie 

1544 r. padli ofiarą wrogich Indian. 

Latem 1542 r., mniej więcej w tym samym czasie, kiedy 

ekspedycja Coronady obozowała nad górnym biegiem Bra-

3

 Pueblo (od indiańskiego plemienia Pueblo) - indiańskie domy o cha­

rakterze obronnym, piętrowe, budowane z kamienia, cegieł lub wykuwane 
w skale, zwykle zamieszkiwane przez jedną wspólnotę rodzinną. 

zos, szykując się do drogi powrotnej do Meksyku, we wscho­

dnim Teksasie pojawiła się inna grupa hiszpańskich konkwi­

stadorów. Byli to uczestnicy wyprawy Hemando de Soto, która 

w maju 1539 r. wylądowała na wybrzeżu Florydy z zamiarem 

zbadania tamtejszych ziem. Po trzech latach eksploracji tere­

nów głębokiego południa dzisiejszych Stanów Zjednoczonych 

de Soto zmarł w maju 1542 r. w pobliżu Missisippi. Jego na­

stępca Luis de Moscoso zdecydował się wracać do Meksyku 

drogą lądową przez nieznany sobie Teksas. Po dojściu do Bra-

zos Moscoso przestraszył się dzikiego i niezamieszkanego kra­

ju, który się przed nim rozciągał i nakazał odwrót do Missisip­

pi. Tam jego ludzie wybudowali łodzie i płynąc wzdłuż wy­

brzeża Zatoki Meksykańskiej dotarli do Meksyku. Po drodze 

przeżyli przymusowe lądowanie przy ujściu rzeki Sabinę, gdzie 

po raz pierwszy zetknęli się z ropą naftową, używając jej ni­

czym smoły do uszczelnienia swoich łodzi. 

Wiosną 1554 r. z portu Veracruz w Nowej Hiszpanii wyru­

szyła do metropolii flotylla czterech statków z 400 ludźmi na 

pokładach, wioząca liczne skarby przeznaczone dla dworu 

Karola V. Wiosenne sztormy zmusiły załogi statków do za­

wrócenia z drogi, ale tylko jednemu z nich udało się ujść ży­

wiołowi. Pozostałe zostały wyrzucone na teksaski brzeg w 

pobliżu wyspy Padre Island. Z blisko trzystu rozbitków wielu 

padło ofiarą Indian, pozostali rozproszyli się w poszukiwaniu 

dróg powrotu do Meksyku. Jedynym szczęśliwcem, który dzię­

ki pomocy przyjaznych Indian zdołał dotrzeć do Tampico, był 

zakonnik Marcos de Mena. Jego relacje pozwoliły zorganizo­

wać w 1555 r. wyprawę ratunkową pod dowództwem kapita­

na Angela de Villafane. Nie tylko odszukał on rozbite statki i 

odzyskał część ładunku, ale uratował jeszcze jednego pozo­

stałego przy życiu rozbitka, który wegetował przez cały czas 

w rejonie katastrofy. 

Rozczarowanie niepowodzeniem wyprawy Coronado i nie­

przychylne dla tych ziem relacje innych konkwistadorów na 

blisko czterdzieści lat osłabiły zainteresowanie Hiszpanów 

background image

20 

21 

Teksasem. W tym czasie zmieniła się dotychczasowa polity­

ka Hiszpanii wobec kolonii w Nowym Świecie. Czas konkwi-

sty i pogoni za skarbami zaczął przemijać. Coraz większą 

uwagę zaczęto przywiązywać do działalności misyjnej kościoła 

i kolonizacji nowoodkrytych ziem. 

Po wielu latach przerwy, w 1581 r. wyruszyła z Meksyku 

do Teksasu pierwsza wyprawa o charakterze czysto religij­

nym, którą powiedli hiszpańscy misjonarze Augustin Rodri-

guez i Francisco Chamuscado. Po przekroczeniu Rio Grandę 

skierowali się na północny zachód i dotarli w rejon dzisiejsze­

go El Paso. Tutaj ojciec Rodriguez zginął wkrótce z rąk In­

dian, próbując nawracać ich na nową wiarę. W następnym roku 

śladami Rodrigueza wyruszyła ekspedycja ratunkowa Anto­

nio de Espejo. Hiszpanom udało się dotrzeć do siedzib Indian 

Pueblo nad górną Pecos, gdzie dowiedzieli się o fiasku pierw­

szej próby chrystianizacji teksaskich Indian. 

Dużo donioślejsze znaczenie miała wyprawa Juana de Onate 

w 1598 roku. Pozwoliła ona zbadać ziemie Nowego Meksyku 

i uczyniła zeń nowąprowincję hiszpańską. Od tej chwili, przez 

blisko sto lat, wszystkie hiszpańskie ekspedycje kierowane do 

Teksasu brały swój początek w Nowym Meksyku. 

Juan de Onate wytyczył szlak przez pustynie i góry północ­

nego Meksyku do Rio Grandę, który przez następne dwieście 

lat służył jako główna droga zaopatrzeniowa dla północnych 

prowincji Nowej Hiszpanii. W ten sposób stworzono warunki 

do rozpoczęcia zorganizowanej akcji kolonizacyjnej. Jako 

pierwsi w Nowym Meksyku pojawili się misjonarze z zakonu 

franciszkanów. W 1629 r. opat franciszkanów w Nowym Me­

ksyku Alonso de Benavides wysłał dwóch misjonarzy na zie­

mie plemienia Jumano nad rzeką Colorado. W ten sposób Hi­

szpanie rozpoczęli zorganizowaną działalność misyjną także 

wśród Indian w Teksasie. 

W 1650 r. z rejonu Santa Fe wyruszyła do krainy Jumano 

ekspedycja kierowana przez Hernando Martina i Diego de 

Castillo, którym towarzyszył liczny zastęp franciszkanów. 

Hiszpanie, idąc w dół Colorado, już poza granicami ziem ple­

mienia Jumano, napotkali nieznanych sobie Indian, którzy 

witali ich okrzykami „techias". Było to prawdopodobnie jed­

no z plemion Caddo, w którego języku słowo to znaczyło „przy­

jaciel". W raporcie z wyprawy zanotowano, że „osiągnięto 

zewnętrzne granice kraju zamieszkałego przez naród zwany 

Tej as"

4

 i była to pierwsza udokumentowana wzmianka o po­

chodzeniu słowa, od którego wzięła się nazwa Teksasu. 

W sierpniu 1680 r. wybuchło w Nowym Meksyku wielkie 

powstanie Indian Pueblo. W ciągu kilku dni z rąk powstańców 

zginęło ponad 400 Hiszpanów. Ci, którym udało się ujść pogro­

mowi schronili się w Santa Fe. We wrześniu resztki Hiszpanów 

z Nowego Meksyku opuściły oblegane przez Indian miasto i 

uciekły na południe do El Paso. Tam, nad rzeką Rio Grandę, 

Hiszpanie i towarzyszący im chrześcijańscy Indianie Tigua 

wybudowali dwie nowe misje, Ysleta del Sur i Soccoro del Sur. 

Początkowo obie misje leżały na południowym brzegu, jednak 

późniejsze zmiany koryta Rio Grandę sprawiły, że ostatecznie 

znalazły się one po północnej, teksaskiej stronie rzeki. W takich 

okolicznościach okolice El Paso stały się najstarszym rejonem 

stałego osadnictwa europejskiego w Teksasie. 

W 1683 r. w misji franciszkanów w Juarez w północnym 

Meksyku, dokąd ewakuowano centrum misyjne zakonu po 

rebelii Indian Pueblo, przybył wódz plemienia Jumano z Te­

ksasu. Pojawił się z niecodzienną prośbą o wybudowanie na 

ziemiach jego ludu misji i przysłania tam misjonarzy hiszpań­

skich. W rzeczywistości był to sprytny wybieg Indian Juma­

no, którym chodziło o uzyskanie pomocy Hiszpanów do obro­

ny przed najazdami Apaczów. W odpowiedzi na prośbę ple­

mienia Jumano Hiszpanie wysłali do Teksasu wyprawę kiero­

waną przez ojca Francisco Lopeza i Juana Domingueza de 

Mendozę. Hiszpanie, idąc w dół Rio Grandę aż do ujścia rzeki 

4

 S. P.  N e s m i t h , The Spanish Texans, The University of Texas, San 

Antonio 1981, s. 12. 

background image

22 

23 

Rio Conchos, wybudowali nad jej brzegami cztery nowe mi­

sje. Stąd ekspedycja wyruszyła do kraju Indian Jumano nad 
rzeki Colorado i San Saba. Uczestnicy ekspedycji, zamiast spo­

tkania z sojuszniczymi Jumano, przez kilka tygodni musieli 
odpierać ataki wrogich Apaczów, którzy zmusili ich w końcu 
do odwrotu. Uchodząc przed Apaczami ekspedycja wróciła 

szlakiem wiodącym bardziej na południe przechodząc przez 
ziemie leżące obecnie w geograficznym centrum Teksasu. Wra­
żenia ze swojej wyprawy Lopez i Mendoza przedstawili sa­
memu wicekrólowi Nowej Hiszpanii, zachwalając obfitość 

zwierzyny i niezwykłą żyzność ziem Teksasu. Mendoza oce­
niał, że „mogą one zapewnić utrzymanie 20 000, a nawet 
200 000 ludzi"

5

. Relacje te nie wzbudziły większego zaintere­

sowania wicekróla. Jego uwagę przyciągały teraz sprawy dużo 
ważniejsze dla strategicznych interesów Hiszpanii w tym re­

jonie świata. Niepokój wicekróla zaczęło budzić zaintereso­

wanie Francji hiszpańskimi posiadłościami nad Zatoką Me­
ksykańską. 

WYPRAWA LA SALLEA 

Wiosną 1685 r. do pałacu wicekróla Nowej Hiszpanii, w 

Mexico City, markiza de Laguny dotarły pierwsze wieści o 

dużej francuskiej wyprawie penetrującej wybrzeża Zatoki 
Meksykańskiej od ujścia Missisippi do ujścia Rio Grandę. 
Wiadomości te, powtarzane zarówno przez schwytanych fran­

cuskich piratów z Morza Karaibskiego, jak i miejscowych In­

dian, skłoniły władze hiszpańskie do rozpoczęcia intensyw­
nych poszukiwań na lądzie i na morzu. 

W lutym 1865 r. w Zatoce Matagorda na wybrzeżu Teksasu 

wylądowało 400 Francuzów pod wodzą śmiałego żołnierza i 
doświadczonego odkrywcy Renę Roberta Cavaliera de La Salle 

(1643-1687). 

5

 Ibidem,

 s. 13. 

La Salle pochodził ze szlacheckiej rodziny z Rouen we Fran­

cji. W poszukiwaniu przygód i fortuny wyruszył do kolonizo­

wanej przez Francuzów Kanady, gdzie zasłynął jako odważny 

podróżnik i odkrywca. Na przełomie lat siedemdziesiątych i 

osiemdziesiątych XVIII w. badał ziemie leżące u źródeł Mis­

sisippi i wniósł wiele nowych informacji na temat żyjących 

tam plemion indiańskich. W 1862 r. wyprawił się w dół Mis­

sisippi i dotarł do jej ujścia do Zatoki Meksykańskiej. Dopro­

wadził do wybudowania kilku placówek francuskich w doli­

nie Missisippi i wziął nowoodkryte ziemie w posiadanie Fran-

cji, nadając im na cześć króla Ludwika XIV nazwę Luizjana. 

W ten sposób rozcięte zostały na dwie części hiszpańskie po­

siadłości nad Zatoką Meksykańską, Floryda na wschodzie i 

Teksas na zachodzie. W 1684 r. La Salle udał się do Francji, 

aby na dworze królewskim szukać protekcji dla swoich pla­

nów. Jego zabiegi o zorganizowanie nowej wyprawy, która 

miałaby utrwalić francuską hegemonię w dolinie Missisippi, 

spotkały się z życzliwością Ludwika XIV. Propozycjom La 

Salle'a sprzyjały wojenne plany króla wobec Hiszpanii i zain­

teresowanie, jakie wyraził bogatymi kopalniami srebra w pół­

nocnym Meksyku. 

Na początku 1685 r. niewielka flotylla francuska składają­

ca się z czterech statków z 400 ludźmi na pokładach dotarła do 

Zatoki Matagorda na wybrzeżu Teksasu. Nie ma całkowitej 

pewności, czy lądowanie w tym miejscu było wynikiem świa­

domego działania, czy też skutkiem sztormów szalejących w 

Zatoce Meksykańskiej, które nie pozwoliły Francuzom odszu­

kać ujścia Missisippi. Mimo niesprzyjającej pogody i utraty 

dwóch statków z częścią zaopatrzenia La Salle wybudował 

nad strumieniem Garcitas Creek w Zatoce Matagorda umoc­

nione osiedle nazwane Fortem Saint Louis (Fort Świętego 

Ludwika). Trudne warunki klimatyczne, choroby i starcia z 

Indianami zredukowały poważnie liczbę francuskich koloni­

stów. Mimo to La Salle zdołał w ciągu dwóch lat zorganizo­

wać trzy wyprawy badawcze w głąb Teksasu. Jednym z ich 

background image

24 

rezultatów były francuskie próby zgłaszania pretensji do hi­

szpańskiego Teksasu i ustanowienia granicy Luizjany na rze­
ce Rio Grandę. 

W czasie pierwszej ze swoich wypraw La Salle spenetro­

wał obszary leżące na południe i zachód od Fortu Saint Louis. 
Mogłoby to sugerować, że obiektem jego zainteresowań były 
rzeczywiście hiszpańskie kopalnie srebra w Meksyku, a nie 

ujście Missisippi. 

Druga wyprawa La Salle'a dotarła nad górną Trinity River, 

gdzie Francuzi zetknęli się po raz pierwszy z plemionami in­
diańskiej konfederacji Caddo. Celem trzeciej ekspedycji było 

dotarcie drogą lądową do francuskich posterunków w dolinie 
Missisippi i ustanowienie komunikacji pomiędzy Luizjaną a 
Teksasem. W trakcie tej wyprawy, 20 marca 1687 r., La Salle 

został zdradziecko zamordowany przez jednego ze swoich lu­
dzi w pobliżu dzisiejszej Navasoty w Teksasie. Motywy zbro­

dni nie zostały wyjaśnione, podobnie jak nigdy nie udało się 
odnaleźć grobu dzielnego odkrywcy. 

Wraz ze śmiercią La Salle'a francuskie próby koloniza­

cji Teksasu spotkał żałosny koniec. W wyniku wewnętrz­
nych waśni i walk z Indianami większość mieszkańców 
kolonii wyginęła. Fort Saint Louis został spalony i obróco­

ny w popiół. 

Hiszpanie zaniepokojeni informacjami o lądowaniu Fran­

cuzów w Teksasie podjęli szeroko zakrojone działania w celu 
odszukania i zlikwidowania intruzów. Pięć ekspedycji mor­

skich przeczesało wody Zatoki Meksykańskiej i jej brzegi, a 
sześć wypraw lądowych spenetrowało obszary w głębi lądu. 
Dopiero jednak gubernator Coahuili Alonso de Leon w czasie 

swojej drugiej wyprawy odkrył ślady Francuzów. Po przekro­
czeniu Rio Grandę ruszył na wschód i 22 kwietnia 1689 r. 
natrafił w Zatoce Matagorda na pozostałości kolonii La Sal­

le^, biorąc przy okazji do niewoli nielicznych, pozostałych 
przy życiu Francuzów. 

25 

KOLONIZACJA HISZPAŃSKA W TEKSASIE 

W poszukiwaniu Fortu Saint Louis Alonso de Leonowi to­

warzyszył franciszkański mnich Damian Massanet. Jego wy­
obraźnię rozpalały wcześniejsze opowieści o Indianach „Te-

jas" zamieszkujących te tereny. Kiedy Hiszpanie dotarli do 

wschodniego Teksasu i natrafili na pokojowo nastawionych 
Indian Hasinai, Massanet natychmiast ochrzcił ich mianem 
„Tejas" iwyraził chęć prowadzenia wśród nich pracy misyj­
nej. Indianie ci wchodzili w skład konfederacji Caddo. Mieli 
dobrze rozwinięte rolnictwo, własny system prawny i pokojo­

wy sposób rozwiązywania sporów, które stawiały ich na naj­
wyższym stopniu rozwoju spośród wszystkich Indian zamie­
szkujących Teksas. Ponieważ, ku zaskoczeniu Hiszpanów, 

wyznawali religię monoteistyczną (wiara w jednego boga), 
Massanet uznał ich za doskonały materiał do chrystianizacji. 

Na szczęście dla Hiszpanów plany te spotkały się z przychyl­

ną reakcją samych Indian. Z reguły plemię Caddo i jego pobra­
tymcy nie wpuszczali obcych na swoje terytorium. Wymiana 
handlowa odbywała się na corocznych targach organizowanych 
poza obszarem ich siedzib. Handel Frnacuzów z wrogami Cad­

do, a zwłaszcza zaopatrywanie ich w broń palną, zmusiły ple­
miona konfederacji do szukania pomocy u Hiszpanów. Wyni­
kiem zawartego sojuszu było powstanie misji San Francisco de 

los Tejas, którą wzniesiono w czerwcu 1690 r. w pobliżu dzi­
siejszego Weches. Nieco później w pobliżu powstała druga mi­
sja, Santissimo Nombre de Maria. Jej żywot okazał się jednak 
krótki, gdyż niedługo potem padła ofiarą powodzi. 

Po wybudowaniu misji los Tejas Massanet wrócił do Me­

ksyku i udał się na dwór wicekróla. Wykorzystał on doświad­
czenia wyprawy de Leona i zręcznie manipulując zagrożeniem 
ze strony Francuzów uzyskał zgodę wicekróla na wybudowa­

nie kilku dalszych misji we wschodnim Teksasie. W sierpniu 

1691 r. Massanet wrócił do Teksasu z wyprawą nowego gu­

bernatora prowincji Coahuila Domingo Terana do los Rios. 

background image

Tym razem szczęście odwróciło się od Hiszpanów. Przywle­

czone przez nich choroby wywołały epidemię, która koszto­

wała życie jednego z zakonników i 3000 okolicznych Indian. 

Zabobonni tubylcy winą za pomór obciążyli misjonarzy i uży­

waną przez nich wodę święconą. Massanet obawiając się re­

wolty zażądał od władz pomocy wojskowej. Kiedy mu 

odmówiono, skłócony z Teranem, porzucił działalność misyj­

ną w Teksasie i jesienią 1693 r. powrócił do Meksyku. 

Bunty Indian, waśnie wśród samych Hiszpanów, rozciągnię­

te i niepewne linie komunikacyjne z Meksyku oraz ciągłe za­

grożenie ze strony Francuzów z Luizjany odwróciły zaintere­

sowanie władz hiszpańskich tą częścią kolonii. W 1693 r. z 

Meksyku nadszedł rozkaz opuszczenia wysuniętych posterun­

ków. Po odejściu Hiszpanów wschodni Teksas i zamieszkują­

cy go Indianie na ponad 20 lat dostali się pod wpływy Francu­

zów z sąsiedniej Luizjany. 

Jednym z misjonarzy, który wraz z Massanetem prowadził 

pracę misyjną wśród Indian „Tejas", był ojciec Francisco Hi-

dalgo. Pozostał on w bezpośrednim sąsiedztwie Teksasu i w 

1700 r. doprowadził do wybudowania nad Rio Grandę misji 

San Juan Batista. W następnym roku w jej pobliżu powstał 

posterunek wojskowy, strzegący przeprawy przez rzekę, zna­

ny jako Presidio del Rio Grandę (obecnie w rejonie miejsco­

wości Eagle Pass). W ciągu następnych 150 lat będzie on słu­

żył jako jedna z głównych bram wejściowych z północnego 

Meksyku do Teksasu. Ojciec Hidalgo przez kilkanaście lat 

próbował bezskutecznie nakłonić władze Nowej Hiszpanii do 

powrotu do wschodniego Teksasu i wznowienia działalności 

misyjnej wśród tamtejszych Indian. Nie mogąc uzyskać po­

mocy od władz w Mexico City zwrócił się do gubernatora fran­

cuskiej Luizjany z ofertą współpracy w chrystianizacji Indian 

na pograniczu hiszpańsko-francuskim. W odpowiedzi na pro­

pozycję Hidalgo, w 1714 r. Francuzi wysłali do Teksasu han­

dlarza i podróżnika Louisa Juchereau de Saint Denis. Saint 

Denis, badając możliwości współpracy z hiszpańskimi misjo-

27 

narzami, odbył interesującą podróż z francuskiego fortu Na-

tchitoches w Luizjanie do Presidio del Rio Grandę. Tam zo­

stał aresztowany przez Hiszpanów, którzy podejrzewali go o 

szpiegostwo i odesłany do miasta Meksyk. Sprytny Francuz 

zdołał przekonać wicekróla o pokojowym charakterze swojej 

misji i zyskać jego zaufanie. Po powrocie nad Rio Grandę wziął 

udział w przygotowaniach do nowej wyprawy hiszpańskiej do 

Teksasu. W 1716 r. z Presidio del Rio Grandę wyruszyła wy­

prawa, kierowana przez komendanta fortu kpt. Domingo Ra­

mona, która miała odbudować sieć hiszpańskich misji we 

wschodnim Teksasie. W lipcu tego samego roku ekspedycja 

Ramona, której towarzyszył niezmordowany Hidalgo oraz 

grupa misjonarzy z Queretaro i Zacatecas, wybudowała cztery 

nowe misje i strzegące je presidio w miejscu przyszłego Nacog-

doches. Wkrótce potem Hiszpanie wznieśli dwie dalsze misje 

w Los Adaes (obecnie Luizjana) i Los Ais (San Augustine). 

Dobrze znany tutejszym Indianom Saint Denis próbował 

zorganizować na tym terenie ośrodek handlowy, ale podejrz­

liwi Hiszpanie zmusili go do opuszczenia Teksasu. Wywołało 

to niechęć ze strony Indian, którzy odmówili pomocy żywno­

ściowej dla hiszpańskich posterunków. Trudności zaopatrze­

niowe po raz kolejny uświadomiły Hiszpanom konieczność 

zorganizowania punktów etapowych pomiędzy Rio Grandę a 

wschodnim Teksasem. 

Realizacja tego pomysłu opóźniała się z powodu napięć, 

jakie znowu pojawiły się na granicy z Luizjana. W 1719 r. 

żołnierze z francuskiego garnizonu w Natchitoches zaatako­

wali i zajęli Los Adaes. Wywołało to popłoch wśród Hiszpa­

nów. W obawie przed francuskąinwazjąmisjonarze i hiszpań­

skie załogi wojskowe wycofały się w rejon rzeki SanAntonio. 

Kiedy w końcu lat osiemdziesiątych XVII w. Hiszpanie 

przybyli do doliny rzeki San Antonio, zastali ją zamieszkałą 

przez pokojowe plemię Indian Payaya. Dolina obwitowała w 

wodę, roślinność i budulec na domy. Już gubernator Teran i 

ojciec Massanet podczs swej wyprawy w 1691 r. zwrócili 

background image

28 

29 

uwagę na zalety tego miejsca. Nazwę San Antonio de Padua 

nadali rzece dwaj franciszkańscy misjonarze Antonio 01iva-

res i Isidoro Espinoza, którzy w 1709 r. dotarli tu podczas jed­

nej ze swoich podróży misyjnych. 

Espinoza bawiąc ponownie w tym rejonie, w 1716 r., stwier­

dził, że dolina rzeki nadaje się doskonale na lokalizację nowej 

misji. Wraz z wiekowym, ale pełnym energii, 01ivaresem 

otrzymali zgodę na wzniesienie misji, której budowę rozpo­

częto 1 maja 1718 roku. Na cześć wicekróla Nowej Hiszpanii 

nadano jej nazwę San Antonio de Valero. Kilka dni później 

obok misji rozpoczęto budowę cywilnego osiedla i fortu woj­

skowego, mającego strzec misji przed atakami wrogich Indian. 

Osiedle i presidio nazwano imieniem brata wicekróla, zasłu­

żonego dla Hiszpanii, księcia de Bexar. Od tej chwili osada 

miała nosić nazwę Villa de Bexar, a fort Presidio San Antonio 

de Bexar. Z czasem dały one początek miastu San Antonio, 

pierwszemu stałemu osiedlu hiszpańskiemu w Teksasie. Na 

początku lat dwudziestych XVII w. misja, osada i presidio 

zmieniły swoją pierwotną lokalizację. Na obecnym miejscu 

znalazły się po 1724 roku. 

W 1727 r. wokół misji zamieszkiwało 273 Indian, a pobli­

skie presidio obsadzała załoga 50 żołnierzy hiszpańskich. Od 

samego początku nowe osiedle stało się obiektem ataków ze 

strony Apaczów. Odwetowe wyprawy Hiszpanów wzmagały 

tylko wzajemną wrogość i skłaniały Indian do kolejnych na­

padów, których celem były przede wszystkim stada koni i by­

dła należące do Hiszpanów. Zagrożenie ze strony Apaczów 

osłabło nieco po 1731 r., ale dopiero w 1749 r. udało się za­

wrzeć z nimi traktat pokojowy. Naciskani od północy przez 

silniejszych Komanczów Apacze 19 sierpnia 1749 r. podpisali 

układ pokojowy z Hiszpanami i sprzymierzyli się z nimi w 

walce przeciwko Komańczom. 

Władze hiszpańskie, od czasu francuskiej inwazji na 

wschodni Teksas w 1719 r., niecierpliwie wyczekiwały na 

dogodny moment do odzyskania utraconych posiadłości. 

Okazja ku temu nadarzyła się dopiero w 1721 roku. Nowo-

mianowany gubernator Coahuili i Teksasu markiz San Mi-

guel de Aguayo na czele 500 kawalerzystów przekroczył Rio 

Grandę i ruszył do wschodniego Teksasu. Jego wyprawa zbie­

gła się z krachem finansowym francuskich kolonii wAmery-

ce Północnej, co uniemożliwiło Francuzom sfinansowanie 

obrony zagarniętych terytoriów hiszpańskich. Na wieść o 

pochodzie Hiszpanów posterunki francuskie wycofano do 

Luizjany. Saint Denis dowodzący Francuzami próbował ne­

gocjować z markizem de Aguayo w sprawie podziału Teksa­

su, ale bez rezultatu. Ostatecznie Francuzi wycofali się za 

rzeki Sabinę i Red River i nigdy więcej nie zgłaszali już pre­

tensji do ziem w Teksasie. 

Energiczny De Aguayo przywrócił na pograniczu sześć daw­

nych misji i wybudował nowe presidio w Los Adaes. Jego 

załoga otrzymała zadanie obrony odtworzonych misji i sza­

chowania francuskiego garnizonu w Natchitoches. W drodze 

powrotnej do Meksyku de Aguayo wzniósł trzy inne misje w 

środkowym Teksasie. Jedną z nich była misja Espiritu Santo 

nad Zatoką Matagorda, niedaleko ruin dawnego fortu La Sal-

le'a. Z jego rozkazu wybudowano także dwa nowe presidia, a 

pozostałe wzmocniono i obsadzono silniejszymi załogami. 

Kiedy de Aguayo opuszczał Teksas, garnizony hiszpańskie na 

północ od Rio Grandę zwiększyły liczebność żołnierzy do 

269, w porównaniu z 60-70 sprzed 1721 roku. 

Po powrocie do Meksyku markiz zaproponował władzom 

Nowej Hiszpanii zintensyfikowanie kolonizacji Teksasu. 

Przedstawił projekt osiedlenia tam 400 rodzin hiszpańskich 

oraz rozwoju tamtejszego rolnictwa i hodowli. Już w czasie 

swojej wyprawy w 1721 r. pozostawił w Teksasie 4000 koni i 

znaczną liczbę bydła. Naśladował tym samym gubernatora 

Terana, który podczas pobytu w Teksasie w 1691 r. celowo 

pozostawił w kilku miejscach niewielkie ilości koni i krów. Z 

czasem dały one początek stadom mustangów i dzikiego by­

dła, które stały się jedną z legend Dzikiego Zachodu. 

background image

30 

31 

Chociaż pomysł markiza de Aguayo nie został w pełni zre­

alizowany, w 1731 r. przybyło do San Antonio pierwszych 

56 nowych kolonistów z Wysp Kanaryjskich. Wkrótce po­

tem dołączyła do nich grupa chrześcijańskich Indian z Tla-

xcali w Meksyku. Ci właśnie osadnicy walnie przyczynili 

się do rozwoju miasta i ustanowili tam pierwsze cywilne 

władze na terenie hiszpańskiego Teksasu. Dalszy rozwój ko­

lonizacji został niespodziewanie zahamowany przez królew­

skiego inspektora Pedro de Riverę, który uznał plany rozwi­

nięcia osadnictwa na tym terenie za „zbyt ekstrawaganckie"

6

Co więcej, Rivera zakwestionował także celowość utrzymy­

wania łańcucha misji we wschodnim Teksasie i polecił prze­

niesienie ich do doliny San Antonio. Zgodnie z jego zalece­

niem w 1731 r. trzy misje San Francisco de la Espada, San 

Juan Capistrano i Concepcion zostały ewakuowane ze wscho­

dniego Teksasu. Wraz z misjami San Antonio de Valero i 

powstałą w 1720 r. San Jose utworzyły łańcuch misyjnj 

wzdłuż brzegów rzeki San Antonio. W ten sposób władze 

hiszpańskie próbowały stworzyć zaporę z umocnionych mi­

sji i fortów wojskowych, która miała zabezpieczać posiadło­

ści hiszpańskie w północnym Meksyku przed łupieżczymi 

napadami Apaczów. 

Efektywność obrony opartej na systemie stacjonarnych po­

sterunków hiszpańskich szybko okazała się niewystarczająca 

Apacze nie mieli większych problemów z przekradaniem się 

małymi grupami do Meksyku, gdzie nadal zagrażali ranczom 

hodowlanym i bogatym kopalniom srebra. Niemal cały wysi­

łek obronny Hiszpanów skupił się w tej sytuacji na linii Rio 

Grandę. W ten sposób osiedla hiszpańskie w Teksasie znala­

zły się daleko za główną linią obrony, stając się dogodnym 

celem ataków Indian. Chociaż w 1749 r. udało się zawrzeć 

pokój z Apaczami, jednak głównym przeciwnikiem Hiszpa 

nów stali się teraz Komańcze. 

6

 Ibidem, s. 21. 

Na początku XVIII w. Komańcze zamieszkiwali jeszcze 

tereny u podnóża Gór Skalistych w Colorado. Po zdobyciu 

koni małymi grupami zaczęli opuszcać dotychczasowe siedzi­

by i w pogoni za bizonami dotarli na Wielkie Równiny. W 

krótkim okresie ci niezgrabni na pozór wojownicy zasłynęli 

jako najlepsi jeźdźcy na preriach. W ciągu kilkudziesięciu lat, 

korzystając z posiadania koni i broni palnej otrzymywanej od 

Francuzów, opanowali południowe obszary Wielkich Równin 

wypierając z nich słabsze i mniej wojownicze plemiona. W 

1723 r. w wielkiej dziewięciodniowej bitwie nad rzeką Wi-

chita pokonali swych największych wrogów Apaczów i zmu­

sili ich do ucieczki na zachód. Wkrótce potem stanęli na gra­

nicy posiadłości hiszpańskich w Teksasie. 

W 1780 r. gubernator Teksasu Domingo Cabello informo­

wał hiszpańskiego wicekróla w Mexico City, że „nie ma dnia 

i nocy, żeby nie docierały do nas raporty o barbarzyństwach i 

napadach Komanczów na okoliczne rancza.. ."

7

 Taktyka wal­

ki z Hiszpanami przyjęta przez Komanczów różniła się znacz­

nie od taktyki innych plemion indiańskich stosowanej wobec 

białych najeźdźców. Komańcze nie zamierzali wypędzać bia­

łych z zajmowanych przez nich ziem. Pozwalali im gospoda­

rować i hodować konie i bydło, które uprowadzali podczas 

gwałtownych, łupieżczych napadów, po czym wycofywali się 

do swoich odległych siedzib. Dzięki temu mieli zawsze pew­

ne źródło zdobyczy i łupów wojennych, czemu nie mógł zapo­

biec stosowany przez Hiszpanów system obrony stacjonarnej. 

W połowie XVIII w. władze Nowej Hiszpanii zaintereso­

wały się wreszcie rozległymi, niezamieszkanymi terenami 

wzdłuż wybrzeża Zatoki Meksykańskiej od portu Tampico do 

ujścia rzeki San Antonio. Obszar ten stanowił azyl dla różne­

go autoramentu przestępców i uciekinierów, stanowił ponad­

to dogodne miejsce do ewentualnej obcej inwazji na kopalnie 

srebra w prowincji Durango. Zadanie oczyszczenia i skoloni-

1

TheAlamo,

 Daughters ofthe Republic of Texas, San Antonio 1986, s. 6. 

background image

32 

zowania tych terenów otrzymał zdolny administrator i doświad­

czony żołnierz, Jose de Escandon. Z jego inicjatywy w 1747 r. 

pierwsi koloniści hiszpańscy osiedlili się nad dolną Rio Gran­

dę. W ciągu kilku lat, w dolnym biegu rzeki, powstało sześć 

nowych osiedli, z których dwa Laredo i Dolores, znalazły się 

po stronie teksaskiej. Obszar kolonizacji Escandona zyskał 

status nowej prowincji o nazwie Nowy Santander, której pół­

nocna granica sięgała rzeki Nueces. W ten sposób ziemie w 

dolnym biegu Rio Grandę znalazły się czasowo poza admini­

stracją władz Teksasu. 

Escandom, stosując system nadań ziemskich i popierając roz­

wój hodowli, przyczynił się do powstania licznych rancz po obu 

stronach Rio Grandę. Hodowla zwierząt wpływała pozytywnie 

na gospodarkę kraju, chociaż przyciągała uwagę Indian. W celu 

ułatwienia kolonizacji wnętrza kraju, Escandon w 1749 r. prze­

niósł znad Zatoki Matagorda, założone tu jeszcze przez markiza 

de Aguayo, misję Espiritu Santo i Presidio Santa Maria del Lo­

reto de la Bahia. Najpierw wyznaczono im lokalizację nad rze­

ką Guadelupe, później nad San Antonio, gdzie dały początek 

miastu Goliad. Było to drugie po SanAntonio stałe osiedle hisz­

pańskie w Teksasie. Misja Espiritu Santo zasłynęła wkrótce 

z hodowli dzikiego bydła, którego stada pasły się na nadmor­

skich równinach i stała się największym ranczem hodowlanym 

w Teksasie (na początku XIX w. liczba bydła hodowanego w 

Teksasie wynosiła ponad 100 000 sztuk). 

Trzecim stałym osiedlem hiszpańskim w Teksasie zostało 

Laredo. Położone w miejscu, w którym droga ze stolicy Coa-

huili Monclovy do San Antonio przecinała Rio Grandę, stało 

się ważną przeprawą i punktem etapowym na granicy Teksa­

su. Z czasem wyrosło na najważniejsze osiedle hiszpańskie na 

północnym brzegu rzeki. 

Hiszpanie, po zawarciu pokoju z Apaczami w 1749 r. po­

stanowili wybudowć nową misję w celu prowadzenia akcji 

chrystianizacyjnej wśród Apaczów Lipan. W 1757 r. nad rze­

ką San Saba powstała misja San Saba de la Santa Cruz i chro-

33 

niące ją presidio o tej samej nazwie. Mimo wysiłków Hiszpa­

nów Apacze nieufnie odnieśli się do ich planów i odmówili 

osiedlenia się w pobliżu misji. W następnym roku nad rzekę 

San Saba dotarły pierwsze grupy Komanczów i Indian Wichi-

ta, będąc w stanie wojny z Apaczami, słusznie uznali Hiszpa­

nów za ich naturalnych sojuszników. 16 marca silny oddział 

Komanczów i Wichita napadł na misję paląc ją doszczętnie i 

mordując jej mieszkańców. Siła ataku była tak wielka, że żoł­

nierze z pobliskiego presidia nie byli w stanie udzielić pomo­

cy napadniętym. Zniszczonej misji nie odbudowano już nig­

dy, a samotne presidio po kilku latach ewakuowano na linię 

Rio Grandę. 

Zniszczenie misji San Saba sprowokowało Hiszpanów do 

zorganizowania wyprawy odwetowej przeciwko Komańczom 

i ich sojusznikom. W październiku 1759 r. oddział pod do­

wództwem komendanta Presidio San Saba Diego Ortiza Paril-

li wyruszył na północ w poszukiwaniu wiosek Komanczów. 

Hiszpanom towarzyszyły posiłki złożone z meksykańskich 

Indian i grupa Apaczów Lipan. Nad rzeką Red River, w miej­

scu zwanym dziś Hiszpańskim Fortem, ekspedycja natrafiła 

na silnie umocnioną wioskę połączonych plemion Komanczów 

i Wichita. Ku zaskoczeniu Hiszpanów Indianie nie zamierzali 

wcale uciekać. Okopali się w silnie ufortyfikowanym obozie, 

nad którym powiewała flaga francuska i czekali na atak Hi­

szpanów. Indianie, używając francuskich muszkietów i stosu­

jąc nową taktykę walki konnej, zmusili do panicznej ucieczki 

posiłkowe oddziały hiszpańskie, a później rozprawili się z osa­

motnionymi Hiszpanami. Nieliczni uczestnicy wyprawy Pa-

rilli, którzy ocaleli, uciekli na południe. Bitwa przy Hiszpań­

skim Forcie była najcięższą klęską jaką kiedykolwiek ponie­

śli kolonizatorzy hiszpańscy w walkach z Indianami w Teksa­

sie. Stała się punktem zwrotnym w wojnie toczonej przez 

Hiszpanów z teksaskimi Indianami i zahamowała ich teryto­

rialną ekspansję na północ. Przez kolejne 30 lat Komańcze i 

Wichita bezlitośnie najeżdżali hiszpańskie posiadłości na pół-

background image

nocnych kresach powodując olbrzymie szkody, zwłaszcza w 

hodowli bydła i koni. Rezultaty tej wyniszczającej wojny je­

szcze raz potwierdziły nieefektywność misyjno-prezydialne-

go systemu obrony na północ od San Antonio. 

W 1767 r. do Teksasu przybył królewski inspektor markiz 

de Rubi, który w ramach swej długiej podróży inspekcyjnej 

badał zdolność obronną północnych prowincji Nowej Hiszpa­

nii od Kaliforni do Luizjany. W czasie przeglądu garnizonów 

hiszpańskich w'Teksasie, zwrócił on uwagę na niedostatecz­

ne wyekwipowanie i niskie morale żołnierzy. Niemal wszę­

dzie dostrzegł braki w uzbrojeniu, umundurowaniu i zbyt małą 

liczbę koni przypadającą na każdego żołnierza. 

Rezultaty inspekcji znalazły swoje odbicie w rozkazie 

królewskim z 1772 r., w którym sprecyzowano nowe zasady 

funkcjonowania placówek wojskowych na północnych kre­

sach

8

. Zgodnie z rozkazem wszystkie hiszpańskie misje i forty 

w głębi Teksasu miały być ewakuowane, a ich załogi przezna­

czone do wzmocnienia garnizonów na linii Rio Grandę. Jedy­

nymi wyjątkami były misje i presidia w San Antonio i La Ba-

hia (Goliad). Dodatkowemu wzmocnieniu miały podlegać gar­

nizony hiszpańskie w rejonie El Paso, które przysparzały Hi­

szpanom wiele trosk z powodu porażek w walkach z Apaczami 

na terenie dzisiejszej Arizony i Nowego Meksyku. 

Niepowodzenia w starciach z Indianami na północ od Rio 

Grandę nie były jedynym powodem zmiany hiszpańskiej stra­

tegii obronnej w'Teksasie. Po latach wzajemnej rywalizacji i 

wrogości w połowie XVIII w. doszło do zbliżenia Hiszpanii i 

Francji w obliczu wspólnego zagrożenia ze strony Anglii. Klę­

ska w wojnie siedmioletniej (1756-1763) spowodowała utra­

tę przez Francję na rzecz Wielkiej Brytanii Kanady. Także fran­

cuska Luizjana znalazła się w poważnym niebezpieczeństwie. 

Nie chcąc dopuścić do zajęcia Luizjany przez Brytyjczyków, 

król Francji Ludwik XV zdecydował się przekazać jąHiszpa-

8

Tytuł ang. NewRegulations ofthePresidios, S.P. Nesmith, op. cit., s. 24. 

nii. Na mocy traktatu francusko-hiszpańskiego z 1762 r. Lui­

zjana dostała się pod administrację hiszpańską jako rekom­

pensata za pomoc udzieloną przez Hiszpanię Francji w końco­

wym okresie wojny siedmioletniej. Przejęcie kontroli nad Lu­

izjana

9

 stworzyło u władz hiszpańskich fałszywe, choć okre­

sowo uzasadnione, poczucie bezpieczeństwa. Wobec likwidacji 

wieloletniego zagrożenia ze strony Francuzów z Luizjany uzna­

no, że linia wysuniętych posterunków hiszpańskich we wscho­

dnim Teksasie jest już niepotrzebna. 

Francuzi oddając Luizjanę Hiszpanii zastrzegli sobie jed­

nak pewne przywileje handlowe, których odmawiano cudzo­

ziemcom w innych posiadłościach hiszpańskich w Ameryce. 

Co więcej, Luizjanę podporządkowano władzom hiszpańskim 

na Kubie, podczas gdy Teksas podlegał administracji wice­

króla w Mexico City. W ten kuriozalny sposób Teksas i Lui­

zjana, mimo że graniczyły ze sobą, nie mogły utrzymywać 

bezpośrednich stosunków i prowadzić wzajemnego handlu. 

Obydwie prowincje toczyły oddzielne życie, co już w niedale­

kiej przyszłości miało fatalnie zaważyć na interesach Hiszpa­

nii w tym regionie świata. 

Wraz z ewakuacjąposterunków hiszpańskich ze wschodnie­

go Teksasu wzrosła wydatnie rola San Antonio, najważniej­

szego teraz osiedla na północ od Rio Grandę. W 1770 r. nowy 

gubernator Teksasu, baron de Ripperda, przeniósł tam swoją 

siedzibę. Dwa lata później oficjalnie uczynił San Antonio sto­

licą Teksasu, której funkcje przez ostatnie kilkadziesiąt lat 

pełniło Los Adaes. Wraz z gubernatorem de Ripperda do San 

Antonio ściągnęli wysiedleńcy ze wschodniego Teksasu, 

którym obiecano nadania ziemskie w okolicy miasta. Najlep­

sze ziemie były już jednak zajęte, a nowe tereny zbyt narażo­

ne na ataki Indian. W tej sytuacji grupa wysiedleńców z Los 

'Praktycznie Hiszpanie objęli swą administracją tylko tereny w bezpo­

średniej bliskości wybrzeża, pozostałe zaś były nadal zdominowane przez 

żywioł francuski i indiański. 

background image

Adaes, kierowana przez Gila Y'barbo, zwróciła się z petycją 

do gubernatora o pozwolenie na powrót na wschód. W 1774 r. 

osiedlili się oni nad rzeką Trinity, w miejscu, gdzie przecinał 

rzekę szlak wiodący z Luizjany do San Antonio (droga El Ca-

mino Real). Pięć lat później, już bez niczyjej zgody, przenieśli 

się w rejon opuszczonej misji Nuestra Senora dając początek 

miastu Nacogdoches. W 1788 r. Nacogdoches liczyło 250 mie­

szkańców, wśród których była pewna liczba Francuzów przy­

byłych z Luizjany. Władze hiszpańskie z czasem zaaprobo­

wały działalność Gila Y'barbo i mianowały go nawet wicegu-

bernatorem prowincji. Y'barbo, wykorzystując swoją funkcję 

i sprzyjające okoliczności, doprowadził wkrótce do zacieśnie­

nia współpracy z sąsiednią Luizjaną i nawiązania kontaktów 

handlowych z kupcami francuskimi, którzy w zamian za konie 

i bydło chętnie dostarczali najpotrzebniejsze wyroby rzemio­

sła europejskiego. 

Rozwojowi współpracy obu kolonii sprzyjała też mądra 

polityka hiszpańskiego gubernatora Luizjany Bernardo de 

Galvaeza. W latach 1776-1777 dokonał on przeglądu zdolno­

ści obronnych prowincji hiszpańskich nad Zatoką Meksykań­

ską zalecając nawiązanie przez nie ściślejszego współdziała­

nia. Śladem pobytu Galvaeza w Teksasie w 1777 r. jest wyspa 

Galveston, położona w zatoce o tej samej nazwie. Nieprze­

ciętne talenty administracyjne i doświadczenie wojskowe 

umożliwiły Galvezowi objęcie po niedługim czasie urzędu 

wicekróla Nowej Hiszpanii. Jego dalekowzroczna polityka 

pozwoliła nie tylko zacieśnić współpracę między koloniami 

hiszpańskimi w Ameryce Północnej, ale także złagodzić kon­

flikty z Indianami. Na niektórych terenach północnych kre­

sów zapewniło to pokój aż do początków XIX wieku. 

Zasadą polityki Galvaeza wobec Indian było pozostawie­

nie im wolnego wyboru między wojną i pokojem. Te plemio­

na, które zawarły z Hiszpanami pokój, mogły odtąd liczyć na 

coroczne „prezenty", czasami nawet broń palną i amunicję do 

polowań i obrony przed wrogami. Plemiona wrogie Hiszpa-

37 

nom stawały się obiektem ataków specjalnych oddziałów hi­

szpańskich i muszane do zawarcia pokoju lub migracji. Reali­

zowana przez zdolnych administratorów polityka Galvaeza 

dawała pozytywne rezultaty nawet po jego śmierci w 1786 r. 

na skutek epidemii cholery. Dopóki władze były w stanie zao­

patrywać plemiona indiańskie i dostarczać im przyrzeczone 

„podarki", dopóty na pograniczu dawało się utrzymać pokój. 

Każda próba wznowienia działań wojennych przez Indian była 

likwidowana przez wojska hiszpańskie z całą stanowczością. 

Tak było w 1791 r., kiedy Apacze Lipan i Mescalero podnieśli 

bunt na pograniczu z Nowym Meksykiem.Wysłane przeciw­

ko nim wojska pod wodzą Juana de Ugalde zadały im ciężką 

klęskę nad środkową Rio Grandę, zapewniając pokój w tym 

rejonie na wiele następnych lat. 

U schyłku lat osiemdziesiątych XVIII stulecia zaczęło 

chwiać się imperium hiszpańskie wAmeryce. W 1788 r. zmarł 

zdolny monarcha Karol III. Jego następca Karol IV nie do­

równywał talentami i politycznym wyczuciem swojemu po­

przednikowi. Po wybuchu Rewolucji Francuskiej udzielił po­

parcia rojalistom i wdał się w niepotrzebną wojnę z Republi­

ką. W konsekwencji przegranej wojny z Francją(1792-1795) 

i sojuszu z Anglią Hiszpanię zmuszono kilka lat później do 

zwrotu Luizjany Francuzom. 

Już tajny raport francuski z 1796 r. dotyczący Luizjany ja­

sno odzwierciedlał zamiary Republiki wobec dawnej kolonii: 

„Jeśli dane terytorium znajduje się we władaniu dwóch państw, 

z których jedno panuje na wybrzeżu, a drugie w głębi lądu, to 

ostatnie musi uderzyć zbrojnie albo zrezygnować ze swego 

władztwa"

10

. W myśl zawartego w 1800 r. tajnego układu fran­

cusko-hiszpańskiego z San Ildefonso oddawano na powrót 

Luizjanę Francji. Hiszpania zastrzegła sobie jednak, aby tery­

torium to pozostało pod administracją francuską i nie zostało 

odstąpione żadnemu innemu państwu. W 1803 r. Napoleon 

M . J o h n s o n , The Real West, Octopus Books Ltd., London 1983, s. 8. 

background image

Bonaparte złamał postanowienia traktatu i sprzedał Luizjanę 

Stanom Zjednoczonym. 

Początkowo Luizjana odgrywała istotną rolę w imperial­

nych planach Napoleona. W celu ostatecznej rozprawy z An­

glią zamierzał wykorzystać jąjako bazę do ataku na posiadło­

ści brytyjskie w Ameryce i odzyskania Kanady. Beznadziejna 

interwencja na San Domingo w 1802 r., gdzie większość prze­

znaczonych do wojny z Anglikami żołnierzy francuskich wy­

ginęła w walkach z powstańcami murzyńskimi i z powodu 

malarii, przekreśliła te plany

1

'. Ogromne koszty prowadzonych 

przez napoleońską Francję wojen w Europie i fiasko interwen­

cji na San Domingo przesądziły o rezygnacji Napoleona z ko­

lonii północnoamerykańskich. Jesienią 1803 r. trzeci prezy­

dent USA Thomas Jefferson zfinalizował transkację zakupu 

Luizjany zobowiązując się jedocześnie wobec Napoleona do 

tego, że ziemie te nigdy nie przejdą w ręce brytyjskie. 

Wraz z zakupem Luizjany przez Stany Zjednoczone słab­

nąca potęga Hiszpanii stanęła nagle w obliczu silnego, dyna­

micznie rozwijającego się sąsiada, który już wkrótce pożądli­

wym wzrokiem zacznie spoglądać na żyzne i bogate ziemie 

Teksasu. W ciągu niewielu lat dostępne tereny na zachód od 

Missisippi zostały zagospodarowane przez amerykańskich 

osadników, a mieszkających tam Indian wyparto ze swoich 

siedzib. Fala osadników, posuwająca się w głąb obszarów 

Luizjany, szybko dotarła do granic posiadłości hiszpańskich. 

Hiszpania i Francja, przez długie lata sąsiedztwa, nigdy nie 

ustaliły konkretnej granicy pomiędzy Teksasem i Luizjana. 

Administracja Jeffersona wykorzystując to próbowała zgła­

szać swoje pretensje terytorialne aż po linię Rio Grandę, mo-

"W składzie wojsk francuskich walczących z powstańcami na San Do­

mingo w latach 1802-1803 byli także żołnierze polscy z dawnej 2 i 3 pól-
brygady utworzonych z legionów polskich (przemianowanych na 112 i 113 

półbrygady francuskie). Z 5100 Polaków do Europy powróciło tylko 350, 
pozostali zginęli, zmarli na malarię lub dostali się do niewoli brytyjskiej; 
(część z nich osiedliła się później w Ameryce). 

tywując to kolonizacyjnymi próbami La Salle'a w Teksasie. 

Na pewien czas władzom hiszpańskim udało się zneutralizo­

wać te próby i ustanowić wspólnie z Amerykanami graniczny 

pas ziemi niczyjej pomiędzy rzekami Sabinę River i Arroyo 

Hondo. Nie zmieniło to faktu, że Hiszpanie w Teksasie stanęli 

nagle przed ogromnym problemem, jakim było niekontrolo­

wane przenikanie osadników amerykańskich na ich terytorium. 

Od wielu lat Hiszpanie utrzymywali ścisły zakaz osiedlania 

się obcych kolonistów na terenie swoich posiadłości w No­

wym Świecie. Pewne wyjątki uczyniono jedynie dla amery­

kańskich torysów, którzy opuścili Stany Zjednoczone w cza­

sie wojny o niepodległość. Wraz z pojawieniem się Ameryka­

nów u granic Teksasu zacząła się mścić nieroztropna polityka 

markiza de Rubi. Brak posterunków we wschodnim Teksasie 

uniemożliwił władzom hiszpańskich ochronę swych posiadło­

ści przed napływem kolonistów anglo-amerykanskich. 

Pierwsi Amerykanie pojawili się w Teksasie już w'końcu 

XVIII w. i stanowili zaledwie ułamek spośród 2819 stałych 

mieszkańców obiętych najwcześniejszym, oficjalnym spisem 

ludności z 1783 roku. Po oddaniu Luizjany Francji władze hi­

szpańskie zezwoliły nielicznym Francuzom i Amerykanom, 

którzy nabyli wcześniej obywatelstwo hiszpańskie, na osie­

dlenie się za rzeką Sabinę. Przeprowadzony w 1804 r. spis 

ludności Nacogdoches wykazywał 13 osób pochodzenia an-

glo-amerykańskiego. Także w San Antonio odnotowano mie­

szkańców o rodowodzie anglosaskim, mieszkających tu od 

około 1790 roku. 

W 1801 r. pojawił się w Teksasie irlandzki awanturnik Phi­

lip Nolan. Kilkakrotnie wyprawiał się w głąb posiadłości hi­

szpańskich, aby chwytać dzikie konie i sprzedawać je w Lui-

zjanie. Hiszpanie, zapewne nie bez racji, podejrzewali, że przy 

okazji handlu końmi Nolan prowadzi działalność szpiegow­

ską a być może zmierza nawet do oderwania części ziem od 

Teksasu. Kiedy Nolan z grupą podobnych sobie awanturni-

background image

40 

Hiszpanom, ci wysłali oddział dragonów, który rozbił bun­

towników w pobliżu dzisiejszego Waco. Niefortunny przywód­

ca rebelii zginął wraz zkilkoma swoimi ludźmi, pozostałych 

Hiszpanie wzięli do niewoli i zesłali do niewolniczej pracy w 

kopalniach srebra, w północnym Meksyku. Władze hiszpań­

skie, chcąc zapobiec dalszym ekscesom ze strony Ameryka­

nów i zapanować nad nielegalną kolonizacją Teksasu, w 1805 r. 

wydały bezwzględny zakaz osadnictwa anglo-amerykańskie-

go na kresach Nowej Hiszpanii, którego złamanie zagrożono 

karą śmierci. 

Rząd amerykański (w 1806 r.) wysłał ekspedycję badaw­

czą, pod dowództwem porucznika armii Stanów Zjednoczo­

nych Zebulona Pikę'a, w celu zbadania ziem nabytych od Fran­

cji w ramach zakupu Luizjany. Po eksploracji Gór Skalistych 

w dzisiejszym Colorado ekspedycja Pike'a dotarła do Santa 

Fe w Nowym Meksyku, gdzie jej członkowie zostali areszto­

wani przez podejrzliwych Hiszpanów. Stąd odesłano ich do 

Meksyku. Tam zostali ostatecznie uwolnieni i pod silną eskortą 

doprowadzeni przez terytorium Teksasu do granicy amerykań­

skiej nad Red River. Pikę był pierwszymAmerykaninem, który 

odbył podróż przez cały Teksas i sporządził z niej dokładny 

raport charakteryzujący warunki geograficzne i potencjał eko­

nomiczny tych terenów. 

INSURGENCI I FLIBUSTIERZY 

Od początków XIX w. w hiszpańskich koloniach w Ame­

ryce zaczął narastać sprzeciw wobec centralistycznych rzą­

dów Madrytu. Liberalne idee amerykańskiej wojny o niepod­

ległość i rewolucji francuskiej zyskiwały coraz większąpopu-

larność wśród mieszkańców kolonii, zwłaszcza Kreolów

12 

mających ambicje niepodległościowe i dążących do obalenia 

władzy znienawidzonych przybyszów z metropolii (tzw. Pół-

13

 Kreole - biali potomkowie kolonizatorów hiszpańskich, portugalskich 

i francuskich urodzeni w Ameryce Łacińskiej. 

41 

wyspiarzy). 16 września 1810 r. wybuchło w Meksyku po­

wstanie zbrojne, które zapoczątkowało dziesięcioletni okres 

Tcrwawej wojny o niepodległość kraju. Głównym inicjatorem i 

pierwszym przywódcą powstania został ksiądz Miguel Hidal­

go, proboszcz z niewielkiej miejscowości Dolores w środko­

wym Meksyku. 

Wybuch powstania poprzedziły dramatyczne wydarzenia na 

Półwyspie Iberyjskim. W 1808 r. Napoleon zdecydował się na 

opanowanie Hiszpanii i zmusił swego formalnego sprzymie­

rzeńca, króla Karola IV do abdykacji. Na tronie hiszpańskim 

początkowo zasiadł jego syn, Ferdynand VII, ale już po dwóch 

miesiącach Napoleon zdetronizował młodego króla i oddał 

koronę Królestwa Hiszpanii swemu bratu Józefowi Bonapar­

te. Okupacja francuska wywołała ogólnonarodowe powstanie 

przeciwko Francuzom i cały kraj ogarnęła wojna. Mieszkańcy 

kolonii w większości odmówili uznania Bonapartego na tro­

nie hiszpańskim i coraz głośniej zaczęli domagać się samo­

dzielności. Mnożyły się spiski i tajne sprzysiężenia organizo­

wane przez kreolską inteligencję i wojskowych. Rozbicie jed­

nego z takich spisków i aresztowanie jego przywódców, mło­

dych oficerów Juana Aldamy i Ignacio Allende stało się 

detonatorem powstania księdza Hidalgo. 

Jesienią 1810 r. działania powstańcze objęły także Teksas. Na 

ich czele stanął Jose Bernardo Gutierrez de Lara z Revilli koło 

Laredo i kpt. Juan Batista de las Casas. Na początku 1811 r. 

powstańcy opanowali na krótko San Antonio. W imieniu księ­

dza Hidalgo aresztowali gubernatora gen. Manuela de Salce-

do i wojskowego komendanta garnizonu płk. Simona de Her-

rerę. W lutym rewolucjoniści wysłali oddział, który zajął Na-

cogdoches. Na początku marca siły rojalistyczne przystąpiły 

do kontrataku i powstanie zostało stłumione. De las Casasa 

schwytano i rozstrzelano. Gutierrez z garścią swoich zwolen­

ników zbiegł do Stanów Zjednoczonych. 

Już na samym początku wojny władze rewolucyjne podjęły 

kroki, aby zapewnić sobie pomoc i uznanie ze strony Stanów 

background image

42 

Zjednoczonych. Gutierrez został mianowany agentem dyplo­

matycznym w USA i wysłany do Waszyngtonu. Mimo ciepłe­

go przyjęcia i zapewnień o sympatii dla meksykańskiej rewo­

lucji rząd amerykański nie udzielił mu spodziewanej pomocy 

finansowej i dostaw uzbrojenia. Rozczarowany Gutierrez uda} 

sie do Luizjany, gdzie zbierali się amerykańscy i latynoscy 

ochotnicy gotowi udzielić wsparcia powstańcom w Meksyku. 

15 października 1811 r. wyruszył do Teksasu 300-osobowy 

oddział flibustierów

13

 dowodzony przez Gutierreza i Migueła 

Menachę. Zaraz po przekroczeniu granicy flibustierzy natknęli 

się na hiszpański patrol wojskowy, co wywołało panikę w ich 

szeregach. Menacha porzucił oddział i przeszedł na stronę 

Hiszpanów. Pozbawieni dowódcy ochotnicy rozproszyli się i 

w nieładzie uciekli z powrotem do Luizjany. 

Nie zniechęcony niepowodzeniem pierwszej inwazji Teksa­

su Gutierrez wrócił do Nowego Orleanu, gdzie zwerbował 900 

nowych ochotników. Na ich czele stanął były oficer armii USA 

por. Augustus Magee (1789-1813). W sierpniu 1812 r. Gu­

tierrez i Magee przekroczyli rzekę Sabinę i zajęli Nacogdo­

ches. Ogłosili tu powstanie niepodległej Republiki Północy 

(Republic of the North) i rozpoczęli ożywioną działalność pro­

pagandową. Utworzono RepublikańskąArmię Północy, której 

symbolem stała się zielona flaga. Po miesięcznym pobycie w 

Nacogdoches i wzmocnieniu sił oddziały Armii Północy ru­

szyły w kierunku Presidio La Bahia. Fortecę bez trudu zdoby­

to i obsadzono. W listopadzie zaniepokojone sukcesami re-j 

wolucjonistów władze hiszpańskie zgromadziły w San Anto­

nio 2500 żołnierzy, których wysłano do La Bahii. Oblężenie 

La Bahii trwające cztery miesiące zakończyło się niepowo­

dzeniem i w lutym 1813 r. wojska hiszpańskie wycofały się do 

13

 Flibustierzy - piraci różnych narodowości grasujący w XVII-XVIII w. 

u wybrzeży kolonii hiszpańskich w Ameryce. W XIX w. międzynarodowe 
grupy awanturników, atakujące posiadłości hiszpańskie w Ameryce, często 
wspomagały ruchy rewolucyjne, które dążyły do oderwania części kolonii i 
uzyskania niepodległości. 

43 

San Antonio. Ośmieleni sukcesem flibustierzy pod dowódz­

twem płk. Samuela Kempera, który zastąpił zmarłego w tym 

czasie Magee, pomaszerowali na San Antonio. 2 kwietnia, li­

cząca 1500 ludzi, Armia Północy rozbiła w bitwie nad Salado 

Creek siły hiszpańskie (2500 żołnierzy) dowodzone przez gen. 

Salcedo i następnego dnia zajęła miasto. Po zdobyciu San 

Antonio Gutierrez ogłosił Deklarację Niepodległości i kon­

stytucję na wzór amerykańskiej. 

W tajemnicy przed Amerykanami Gutierrez kazał stracić 

gubernatora Salcedo i innych jeńców hiszpańskich, co wywo­

łało wzburzenie i ferment wśród amerykańskich ochotników. 

Większość z nich porzuciła San Antonio i wraz z płk. Kempe-

rem powróciła do Stanów Zjednoczonych. Pozbawiony po­

mocy Amerykanów Gutierrez ogłosił Teksas niezależnym sta­

nem nieistniejącej Republiki Meksyku i wprowadził na zaję­

tych terenach krwawą dyktaturę rewolucyjną. Zniechęcił tym 

do siebie wielu dotychczasowych zwolenników. 1 sierpnia 

Gutierreza pozbawiono władzy i aresztowano. Nowym przy-

wodcąrewolucji w Teksasie został przybyły z Kuby Jose Alva-

rez de Toledo. Trzy tygodnie później, 18 sierpnia, 3000 armia 

rewolucyjna została rozbita przez 1800 Hiszpanów pod wo­

dzą gen. Joaąuina de Arredondo w bitwie nad rzeką Medina 

River, na przedpolu San Antonio. W bitwie tej wyróżnił się 

19-letni porucznik dragonów hiszpańskich Antonio Lopez de 

Santa Anna. Generał Arredondo z całą bezwzględnością stłu­

mił powstanie w SanAntonio rozstrzeliwując ponad 300 wzię­

tych do niewoli jeńców i stronników rewolucji. Pozostali po­

wstańcy uszli do Nacogdoches i dalej do Luizjany. Wraz z 

nimi, w obawie przed represjami rojalistów, uciekła większość 

mieszkańców Nacogdoches. 

Następne lata przyniosły dalsze porażki powstańców me­

ksykańskich, których radykalizm zaczął godzić w pozycje 

własnościowe Kreolów i pozbawił rewolucję ich poparcia. 

Wiosną 1817 r. wydawało się, że powstanie zostało stłumio­

ne i wojna jest już skończona. Właśnie wtedy przybył do 

background image

44 

45 

USA hiszpański rewolucjonista, uczestnik kampanii anty-

napoleońskiej w Hiszpanii, Javier Mina. Postanowił, korzy­

stając z pomocy Brytyjczyków i baz na terytorium USA, zor­

ganizować wyprawę zbrojną mającą na celu rozpalenie na 

nowo gasnącego płomienia rewolucji w Meksyku. Na czele 

300 ochotników, wśród których było wieluAmerykanów, wy­

lądował na wybrzeżu Teksasu, a stąd przedostał się do Me­

ksyku. Po początkowych sukcesach oddział Miny, prowadzą­

cy walkę partyzancką, został otoczony i rozbity przez woj­

ska rządowe. Jego dowódcę wzięto do niewoli i rozstrzelano 

11 listopada 1817 roku. 

Latem tego samego roku do Teksasu wkroczył z Luizjany 

50-osobowy oddział flibustierów dowodzony przez Hen-

ry'ego Perry, Amerykanina z Connecticut. Perry brał już 

wcześniej udział w wyprawie Gutierreza i Magee. Jako je­

den z nielicznych Amerykanów pozostał wtedy w Teksasie i 

wziął udział w bitwie nad Medina River. Po klęsce rewolu­

cjonistów uciekł z SanAntonio i schronił się w Stanach Zjed­

noczonych. Teraz skorzystał z kolejnej okazji dokonania in­

wazji Teksasu i ruszył do Meksyku na pomoc oddziałowi 

Miny. Po drodze flibustierzy zaatakowali La Bahię, ale gar­

nizon hiszpański odparł szturm i rozproszył napastników. W 

trakcie pościgu oddział Perry'ego został otoczony i niema! 

w całości wybity. Ranny Perry popełnił samobójstwo. Tylko 

czterem ludziom udało się uratować i umknąć bezpiecznie 

do Luizjany. 

REPUBLIKA DOKTORA LONGA 

Ważnym epizodem wojny amerykańsko-brytyjskiej 1812-18151 

były walki toczone przez Amerykanów z indiańskim plemie­
niem Krików w Georgii i Alabamie. To wojownicze plemię w 
większości poparło zbrojnie Brytyjczyków i zadało szereg 
porażek wojskom amerykańskim. Dopiero młody, nikomu nie­
znany gen. Andrew Jackson zdołał okrążyć główne siły Kri­

ków nad rzeką Tallapoosa w Alabamie i 24 marca 1814 r. za­
dać im decydującą klęskę w bitwie koło Horseshoe Bend. Sła­
wa pogromcy Krików i Anglików

14

 pomoże w przyszłości Jac­

ksonowi w zdobyciu urzędu prezydenta USA (1829-1837), 
który wykorzysta także do rozbudzenia proamerykańskich na­

strojów wśród kolonistów w Teksasie. 

W wojnie z Klikami sławę zdobyli także, służący jako zwia­

dowcy w armii, dwaj przyszli herosi amerykańskiego Zacho­
du i bohaterowie Teksasu, Sam Houston i Davy Crockett. 

Część Krików, którzy uniknęli niewoli i nie zrezygno­

wali z dalszej walki z Amerykanami, schroniła się na tery­
torium hiszpańskiej Florydy. W sojuszu z mieszkającymi 
tam Seminolami organizowali stąd wyprawy wojenne na 

przygraniczne tereny Stanów Zjednoczonych. Kiedy nieu­
dolne władze hiszpańskie nie były w stanie zapobiec tym wy­

padom, Jackson w pogoni za Indianami wkroczył w 1816 r. 
na Florydę, rozpoczynając w ten sposób tzw. pierwszą wojnę 
z Seminolami (1816-1818). Po roku walk udało mu się 
wyprzeć Indian daleko w głąb Florydy i narzucić jej fak­
tyczną okupację amerykańską, której Hiszpanie nie byli w 

stanie zapobiec. W 1819 r. Stany Zjednoczone wykorzy­
stały trudną sytuację Hiszpanii i odkupiły Florydę za sumę 
5 000 000 dolarów. 

Traktat amerykańsko-hiszpański (tzw. traktatAdams-Onis), 

podpisany 22 lutego 1819 r., w zamian za korzystną ofertę 
sprzedaży Florydy Waszyngtonowi, potwierdził hiszpańskie 
prawa do Teksasu. 

Rezygnacja z roszczeń do Teksasu spowodowała niezado­

wolenie kolonistów amerykańskich i niektórych kręgów poli­
tycznych w Stanach Zjednoczonych. 

14

 8 stycznia 1815 r. gen. Jackson pokonał pod Nowym Orleanem armię 

angielską usiłującą zająć miasto. Bitwa została stoczona dwa tygodnie po 
podpisaniu traktatu pokojowego w Gandawie (24 grudnia 1814 r.), o czym 
obie strony nie wiedziały. 

background image

46 

Najbardziej radykalni przeciwnicy układu z Hiszpanią po­

traktowali go jako zdradę interesów amerykańskich i postano­

wili wziąć sprawy Teksasu we własne ręce. 

Jednym z najaktywniejszych przeciwników układu był dr 

James Long, lekarz wojskowy z Nowego Orleanu, który ożenił 

się z siostrzenicą dowódcy amerykańskiego garnizonu w Na-

tchitoches, gen. Wilkinsona. Przekonany o amerykańskich pra­

wach do Teksasu, który traktował jako część ziem objętych za­

kupem Luizjany, Long od dawna marzył o skolonizowaniu te­

renów za rzeką Sabinę i utworzeniu tam niezależnej republiki 

związanej ze Stanami Zjednoczonymi. Wiosną 1819 r. James 

Long zorganizował oddział flibustierów, który uzbroił i wypo­

sażył dzięki wydatnej pomocy gen. Wilkinsona. 21 czerwca na 

czele 300-600 ludzi wkroczył do Teksasu i zajął Nacogdoches. 

Proklamował tam powstanie niezależnej Republiki Longa, usta­

nowił władze tymczasowe i wywiesił własną flagę. Następnie 

wydał Deklarację Niepodległości Teksasu na wzór amerykań­

skiej z 1776 r. i oczekiwał na uznanie „republiki" przez Stany 

Zjednoczone. Władze amerykańskie odmówiły poparcia Repu­

bliki Longa i wprowadziły blokadę wspólnej granicy. Mimo to 

Longa poparło wielu miejscowych kolonistów amerykańskich. 

Po wzmocnieniu sił nowymi ochotnikami oddział Longa ruszył 

w głąb Teksasu śladami wyprawy Gutierreza i Magee i we wrze­

śniu obiegł La Bahię. Na początku października kłopoty z zao­

patrzeniem i groźba hiszpańskiej odsieczy zmusiły Longa do 

odwrotu. Flibustierzy wycofali się do Nacogdoches, a sam Long 

udał się do Zatoki Galveston na spotkanie z francuskim piratem 

Jeanem Lafitte (1781-1853). Próbował pozyskać go do współ­

pracy i przy jego pomocy zorganizować dowóz zaopatrzenia 

dla swoich oddziałów. Lafitte, znany korsarz i postrach Morza 

Karaibskiego, który w 1817 r. założył jedną ze swoich baz na 

wyspie Galveston, odrzucił propozycje Longa i zdradził jego 

zamiary Hiszpanom. Osamotniony Long uciekł do Nacogdo­

ches. Wkrótce jego śladem dotarły tam wojska hiszpańskie ści­

gające flibustierów z rozkazu gubernatora Antonio Martineza. 

47 

Podpułkownik Ignacio Perez na czele 550 żołnierzy zajął Na­

cogdoches 28 października, ale nie udało mu się dopaść flibu­

stierów, którzy zdążyli wycofać się do Luizjany. W odwecie 

Hiszpanie spalili okoliczne farmy należące do stronników Re­

publiki Longa. 

Mimo niepowodzenia swojej wyprawy James Long nie zre­

zygnował z planów zajęcia Teksasu i w 1821 r. zorganizował 

nową ekspedycję. Wraz z 50 ludźmi wylądował w Zatoce Ga-

lveston i ponownie zaatakował La Bahię. Tym razem udało mu 

się zaskoczyć załogę i zająć fortecę. Kilka dni później odsiecz z 

San Antonio dowodzona przez płk. Pereza odzyskała presidio. 

Long i większość jego ludzi trafili do niewoli. Longa odesłano 

do Meksyku, gdzie po roku odzyskał wolność. W drodze po­

wrotnej do USA zginął w niewyjaśnionych okolicznościach, 

prawdopodobnie zastrzelony przez meksykańską eskortę. 

Wyprawa Longa z 1821 r. była ostatnią zbrojną próbą ode­

rwania Teksasu od posiadłości hiszpańskich przez różnej maści 

awanturników i idealistów, działających z terenu USA i otrzy­

mujących amerykańską pomoc. Kończyła też okres wypraw 

flibustierskich z lat 1812-1821, dla których inspiracją były 

amerykańskie próby skolonizowania Teksasu i meksykańskie 

dążenia niepodległościowe. Była jednocześnie pierwszą zbroj­

ną inwazją dokonaną na terytorium niepodległego Meksyku. 

STEPHEN AUSTIN - „OJCIEC TEKSASU" 

Ponad stuletni wysiłek kolonizacyjny Hiszpanii w Teksa­

sie przyniósł niezbyt imponujące rezultaty. W 1820 r. mie­

szkało tu zaledwie 2500 osób pochodzenia europejskiego, sku­

pionych w większości wokół trzech głównych ośrodków Na­

cogdoches, Goliad i San Antonio. Największym problemem 

Teksasu była izolacja i oddalenie od centrów administracyj­

nych i handlowych w Meksyku. Misyjny system kolonizacji 

okazał się nieefektywny i władze hiszpańskie zrozumiały w 

końcu, że tylko zorganizowana akcja kolonizacyjna na dużą 

background image

48 

49 

skalę i zasiedlenie północnych kresów może zapobiec ich utra­

cie. W Teksasie potrzebne było stworzenie strefy buforowej, | 

która mogłaby powstrzymać niszczycielskie najazdy Indian i i 

flibustierów oraz niekontrolowaną imigrację ze Stanów Zjed- i 

noczonych. 

Liberalna konstytucj a hiszpańska z 1812 r. przyznawała ko­

loniom ograniczone prawo do samorządu. W 1813 r. hiszpań- > 

ski parlament (Kortezy) uchwalił na jej podstawie nowe pra­

wo kolonizacyjne. Jednakże chaos, spowodowany wojną z 

Francją powstania niepodległościowe w amerykańskich ko­

loniach i centralistyczne ciągoty Ferdynanda VII, który po 

odzyskaniu korony w 1814 r. rozwiązał postępowy parlament, 

zahamowały reformy. Dopiero zwycięstwo rewolucji burżua- I 

zyjnej w Hiszpanii i przywrócenie działalności Kortezów w I 

1820 r. pozwoliły na wprowadzenie w życie prawa koloniza-

cyjnego, zezwalającego na sprowadzanie do hiszpańskich ko­

lonii w Ameryce zagranicznych osadników. 

Zmiany w hiszpańskiej polityce kolonialnej zbiegły się w 

czasie z kryzysem ekonomicznym i wprowadzeniem nowych ' 

zasad regulujących handel ziemią w Stanach Zjednoczonych. [ 

W 1819 r. USA zostały dotknięte pierwszym w swej historii 

poważnym kryzysem gospodarczym. Załamanie na rynku fi­

nansowym i spadek cen produktów rolnych zrujnowały wielu 

biznesmenów i farmerów, szczególnie na terenach pogranicz­

nych. Wprowadzono nowe przepisy zakazujące darmowego 

zajmowania ziemi i ustalono cenę sprzedaży gruntów. Począt­

kowo wynosiła ona 2 dolary w gotówce za 1 akr, przy wymo­

gu nabycia minimum 640 akrów. Później obniżono ją do 1,25 i 

dolara przy minimalnym zakupie 80 akrów, przy stałym jed­

nak braku gotówki na pograniczu i bankructwie banków, kre­

dytujących do tej pory nowych osadników, dla wielu ludzi zie­

mia w USA była wciąż niedostępna. 

Niestabilna sytuacja ekonomiczna kraju zwróciła uwagę 

dotkniętych kryzysem Amerykanów na nowe możliwości, ja­

kie stwarzały ziemie sąsiedniego Teksasu. Nieokreślone gra­

nice rozległego i bogatego Teksasu nie stanowiły żadnej ba­

riery dla zdecydowanych i energicznych pionierów amery­

kańskich. Już przed 1819 r. niektórzy z nich przybywali do 

wschodniego Teksasu z Arkansas przez graniczną rzekę Red 

River. Założyli tam trzy osady Pecan Point, Clear Creek i 

Jonesborough, o których Hiszpanie w Teksasie mogli nawet 

nie wiedzieć. 

Pierwszą zorganizowaną grupą osadników z USA byli jed­

nak nie Amerykanie, ale Indianie z plemienia Czirokezów, 

wypędzeni przez białych ze swych tradycyjnych siedzib w 

południowo-wschodnich Stanach Zjednoczonych. Na począt­

ku 1818 r. kilkuset Czirokezów osiedliło się na żyznych zie­

miach na północ od Nacogdoches, szukając tam azylu przed 

prześladowaniami Amerykanów. Wkrótce po nich przybyły do 

Teksasu plemiona Coushatta i Alabama, a w ślad za nimi Szau-

nisi, Delawara wie i Indianie Kickapoo. Ich obecności sprzy­

jała polityka władz hiszpańskich, które od dawna zachęcały 

„cywilizowane" plemiona indiańskie do osiedlania się na swo­

ich północnych kresach w zamian za ich obronę przed „dziki­

mi" plemionami koczowników z południowych prerii. W la­

tach późniejszych obecność Indian z „cywilizowanych" ple­

mion w Teksasie stała się przyczyną napięć w stosunkach ko­

lonistów anglo-amerykańskich z władzami meksykańskimi, 

które chętnie wykorzystywały wzajemną niechęć obu społecz­

ności do własnych celów. 

Jedyną grupą imigrantów z tego okresu osadnictwa w Te­

ksasie, którąHiszpanie potraktowali z otwartą wrogością byli 

weterani armii napoleońskiej. Na początku 1818 r. 400 byłych 

żołnierzy napoleońskich, pod dowództwem gen. Charlesa Lel-

lemanda, przybyło z Missisippi i założyło kolonię w dolnym 

biegu rzeki Trinity, w pobliżu dzisiejszego Liberty. Koloniści 

francuscy, z których większość trafiła do Ameryki z angiel­

skich obozów jenieckich, wybudowali tu umocnioną osadę 

nazwaną Champ d'Asile. Planowali zorganizowanie stąd wy­

prawy na Wyspę Świętej Heleny i uwolnienie więzionego tam 

background image

50 

51 

Napoleona. Brak żywności i groźba hiszpańskiego ataku zmu­

siły Francuzów do porzucenia Champ d'Asile zaledwie po [ 

ośmiu miesiącach istnienia kolonii. Większość niefortunnych 

bonapartystów uciekła do amerykańskiej Luizjany lub powróci­

ła do Francji. 

Hiszpańskie prawo kolonialne z 1813 r. opierało się na sy-1 

Sternie tzw. impresariatów, czyli przywilej ów kolonizacyjnych 

przyznawanych organizatorom akcji osiedleńczych zwanych 

impresariami. W przeciwieństwie do Stanów Zjednoczonych, 

gdzie ziemię sprzedawano bezpośrednio osadnikom lub spe­

kulantom ziemskim, władze hiszpańskie (a później meksykań­

skie) zachowywały prawo własności ziemi aż do czasu speł­

nienia przez impresariów warunków wstępnych zawartych w 

kontrakcie. Należało do nich przede wszystkim sprowadzenie 

do kolonii określonej w przywileju liczby osadników. Dopie­

ro wtedy impresario otrzymywał tytuł własności ziem prze­

znaczonych do zasiedlenia, które mógł rozdzielić pomiędzy 

kolonistów. Każda rodzina sprowadzona do nowej kolonii 

miała prawo do nabycia działki rolniczej o powierzchni 177 

akrów (ponad 70 ha) oraz pastwisk o powierzchni 4428 akrów 

(około 1800 ha) za symboliczną cenę obejmującą koszty po­

miarów gruntu i opłatę administracyjną wnoszoną do kieszeni 

impresaria. W porównaniu z USA ziemia w Teksasie wyda­

wała się być niepowtarzalną okazją i stała się główną atrakcją 

przyciągającą nowych osadników. Żeby zapobiegać przemy-! 

towi, który kwitł na granicach z powodu braku legalnych po­

rtów i urzędów celnych, nowe kolonie w Teksasie nie mogły 

leżeć bliżej niż 26 mil od wybrzeża. Kolonistom amerykań­

skim nie wolno było także osiedlać się bliżej niż 52 mile od 

granicy z USA (ten ostatni zakaz był często ignorowany). In­

tencją władz hiszpańskich i meksykańskich było skolonizo­

wanie wnętrza terytorium Teksasu przy pomocy osadników 

amerykańskich, podczas gdy wybrzeże i pas nadgraniczny 

miały być zasiedlone przez kolonistów meksykańskich i euro­

pejskich. Mieli oni rozrzedzić populację Amerykanów, którzy 

znaleźli się w Teksasie i ograniczyć ich kontakty ze Stanami 

Zjednoczonymi. Ci Amerykanie, którzy wcześniej osiedlili się 

w Teksasie nielegalnie, mogli zalegalizować swój pobyt przez 

nabycie aktów własności zajętej ziemi i wniesienie stosow­

nych opłat administracyjnych. 

W 1820 r. w pałacu gubernatora Martineza w San Anto­

nio pojawił się były hiszpański poddany Moses Austin 

(1761-1821), ubiegający się o pierwszy przywilej koloniza-

cyjny dla Amerykanów w Teksasie. Ten, pochodzący z Wirgi­

nii pionier, handlarz i górnik ołowiu, w 1798 r. przeniósł się 

wraz z rodziną do hiszpańskiego wówczas Missouri, gdzie wy­

budował kopalnie ołowiu. Wojna 1812 roku odcięła mu do­

stęp do rynku amerykańskiego i zrujnowała jego interesy. Ban­

kructwa dopełnił kryzys z 1819 r., po którym Moses Austin 

wyruszył do Teksasu, aby odbudować swoją fortunę. Mimo 

początkowych kłopotów, 17 stycznia 1821 r., otrzymał przy­

wilej na 200 000 akrów ziemi, przeznaczonych na założenie 

kolonii dla 300 rodzin amerykańskich (tzw. Stara Trzechset-

ka). Lokalizację kolonii wyznaczono w pasie pomiędzy rze­

kami Colorado i Brazos. Jej północną granicę miał stanowić 

stary hiszpański trakt El Camino Real z Nacogdoches do San 

Antonio, a południową, wyjątkowo, wybrzeże Zatoki Meksy­

kańskiej. W trakcie organizowania kolonii Moses Austin zmarł 

niespodziewanie 10 czerwca 1821 r., pozostawiając dokoń­

czenie rozpoczętej pracy swemu dwudziestoośmioletniemu 

synowi Stephenowi. 

Stephen Fuller Austin (1793-1836) nie był wcale entuzja­

stą kolonizacyjnych planów ojca. Wykształcony, dobrze zna­

jący zasady działania administracji hiszpańskiej, miał duże do­

świadczenie z pracy w legislaturze Missouri i z okresu spra­

wowania funkcji sędziego na Terytorium Arkansas. Do Te­

ksasu przybył w czerwcu 1821 r. na wieść o śmierci ojca i bez 

wahania podjął się kontynuacji jego dzieła. Zaraz po przyjeź­

dzie napotkał pierwsze trudności. Od sierpnia 1821 r., Me­

ksyk stał się niepodległym państwem i nowe władze odmówi-

background image

52 

53 

ły uznania dotychczasowych hiszpańskich przywilejów kolo-

nizacyjnych. Nie zrażony tymAustin udał się do Mexico City,| 

gdzie spędził ponad rok zabiegając o uznanie impresariatu ojca 

i obserwując proces tworzenia nowych struktur władzy w Me­

ksyku. Dopiero w styczniu 1823 r. udało mu się uzyskać zgo­

dę rządu cesarza Augustina Iturbide na kontynuowanie akcji 

kolonizacyjnej w wyznaczonym wcześniej miejscu. 

Pierwsi koloniści Austina przybyli do portu Quintana, u uj­

ścia Brazos, już w grudniu 1821 roku. W 1822 r. w kolonii 

było 150 osadników z USA (Luizjany, Georgii i innych sta-j 

nów amerykańskiego południa). Przybywali tu trzema droga­

mi. Pierwsza prowadziła z Natchitoches w Luizjanie do Na-

cogdoches i dalej traktem Camino Real do środkowego biegu 

Brazos, gdzie po powrocie z Meksyku Austin założył stolicę 

swojej kolonii, San Felipe. Druga droga wiodła z dolnej Lui­

zjany przez rzekę Sabinę szlakiem Atascosita Road łączącym 

Goliad z Nowym Orleanem. Trzecią była droga morska dc 

portu Quintana. Do listopada 1824 r. wszystkimi trzema dro­

gami przybyły do Teksasu 272 rodziny, a w 1825 r. w całej 

kolonii Austina zamieszkiwało już 1800 osób, w tym 443 mu­

rzyńskich niewolników. 

Kiedy na podstawie nowej konstytucji meksykańskiej I 

1824 r. Meksyk stał się republiką związkową, Teksas połą­

czono z Coahuilą w jeden wspólny stan o nazwie Coahui-

la-Teksas ze stolicąw Saltillo. Konstytucja dawała dużą swo­

bodę samorządową władzom lokalnym i przekazywała do ich 

wyłącznej kompetencji wszystkie sprawy imigracyjne. Za­

pewniała kolonistom ziemię i zwolnienie od podatków na 

okres pierwszych 6 lat w zamian za lojalność wobec Meksy­

ku i przejście na wiarę katolicką. W 1824 r. władze nowo 

powstałego stanu Coahuila-Teksas potwierdziły dotychcza­

sowy impresariat Austina, a w 1825 r. wydały mu zezwole­

nie na sprowadzenie do Teksasu dalszych 900 rodzin amery­

kańskich. W krótkim czasie Austin zorganizował cywilne i 

wojskowe władze swojej kolonii. W porozumieniu z lokalną 

administracją meksykańską ustalił wysokie kryteria doboru 

kolonistów, wymagając od nich rekomendacji i zaświadczeń 

z dotychczasowego miejsca zamieszkania, potwierdzających 

ich uczciwość, prawy charakter i zamiłowanie do pracy. W 

kilku wypadkach nie zawahał się użyć siły, aby usunąć ze 

swojej kolonii tych, którzy zakłócali jej spokój i nie chcieli 

podporządkować się panującym w niej rygorom. Austin, zna­

jąc podejrzliwość władz meksykańskich wobec Amerykanów, 

starał się skrupulatnie przestrzegać zasad lojalności i nie da­

wać Meksykanom żadnych podstaw do podejrzeń. Jako je­

den z pierwszych przeszedł na katolicyzm i przyjął nowe, 

hiszpańskie imię Estevan. 

W 1831 r. władze meksykańskie, doceniając dobrą wolę Au­

stina, przyznały mu następny przywilej na sprowadzenie 800 

nowych rodzin osadników z Meksyku i Europy. Dzięki olbrzy­

miemu wysiłkowi organizacyjnemu, w ciągu 10 lat Austin uzy­

skał 1540 tytułów prawnych do ziemi w swojej kolonii, którą w 

1831 r. zamieszkiwało już 5665 osób. Położył w ten sposób 

podwaliny pod amerykańską kolonizację tych ziem, co już u 

współczesnych przyniosło mu miano „Ojca Teksasu". 

Polityka kolonizacyjna władz Coahuili-Teksasu okazała się 

dużo bardziej liberalna niż innych stanów Meksyku. Władze te, 

administrując najbiedniejszym i najsłabiej zaludnionym z me­

ksykańskich stanów, starały się wykorzystać ogromny poten­

cjał ekonomiczny Teksasu przez zintensyfikowanie osadnictwa 

oraz rozwój rolnictwa i hodowli. Lokalne prawo kolonizacyjne 

z 1825 r. umożliwiło gwałtowny rozwój kolonizacji Teksasu i 

stało się podstawą do wydania 25 nowych impresariatów. 

Drugim po Austinie agentem ziemskim, który przyczynił 

się do sukcesów akcji osiedleńczej, był Green DeWitt. W 

kwietniu 1825 r. uzyskał przywilej na osiedlenie 400 rodzin 

amerykańskich na ziemiach leżących na zachód od kolonii 

Austina. Dzikość terenów przyszłej kolonii i zagrożenie napa­

dami Indian sprawiły, że z zakontraktowanej liczby DeWitt 

zdołał osiedlić w Teksasie jedynie 166 rodzin. Stolicą kolonii 

background image

De Witta zostało osiedle Gonzales nad rzeką Guadelupe, cho­

ciaż wielu kolonistów z obawy przed Indianami pozostało w 

pobliżu wybrzeża, gdzie założyli osadę o nazwie Old Station. 

Na południowy zachód od kolonii De Witta powstała mała 

kolonia zorganizowana przez Mertina de Leon, ranczera z Me­

ksyku, który upatrzył sobie tam tereny doskonale nadające się 

do hodowli bydła. W 1824 r. w dolnym biegu Guadelupe zało­

żył miasto Guadelupe Victoria (nazwane tak na cześć pierw­

szego prezydenta Meksyku), wokół którego osiedliło się 41 ro­

dzin meksykańskich. 

Podczas gdy podstawą rozwoju kolonii de Leona stała się 

hodowla bydła, a kolonii De Witta uprawa kukurydzy, kolonia 

Austina rozkwitała dzięki uprawie bawełny. Dziką bawełnę 

odkrył Cabeza de Vaca podczas swych wędrówek po Teksasie 

w 1528 roku. Hiszpańscy misjonarze próbowali ją uprawiać 

już przed 1745 r., uprawę na skalę przemysłową rozpoczęli 

jednak dopiero osadnicy amerykańscy po 1822 roku. Pierw­

szym „królem bawełny" został jeden z wczesnych kolonistów 

Austina Jared E. Groce II, który założył 100-akrową plantację 

nad rzeką Brazos, a w 1825 r. wybudował pierwszą w Teksa­

sie oczyszczalnię bawełny. Do 1826 r. były tu już cztery prze­

mysłowe oczyszczalnie, a w 1828 r. tylko w samej kolonii 

Austina produkowano rocznie 500 bel bawełny. Jej uprawa 

była ciężka, ale bardzo opłacalna, chociaż początkowo ogra- j 

niczały ją możliwości zbytu. 

Liberalna polityka kolonialna pozwoliła podnieść popula­

cję Teksasu do 15 000 osób w 1830 r., przy czym stosunek 

ludności anglo-amerykańskiej do ludności meksykańskiej 

wynosił 4 do 1. Miała jednak tę słabą stronę, że nie stwarzała 

bodźców dla gospodarki rynkowej. Powstawaniu miast i roz­

wojowi produkcji nie towarzyszył rozwój polityki kredytowej, 

banków i infrastruktury komunikacyjnej. Wybudowano 

wprawdzie dwa nowe porty w zatokach Galveston i Matagor-

da ale okazało się to niewystarczające dla prężnie rozwijają­

cej się gospodarki Teksasu. Brakowało zwłaszcza dogodnego 

55 

portu u ujścia Brazos, który zapewniłby sprawny wywóz ba­
wełny z kolonii Austina. Istotnym ograniczeniem były też nie­
wielkie możliwości meksykańskiej floty handlowej i zakaz 
obsługiwania handlu z Teksasem przez statki obcych bander. 

REBELIA FREDONII 

Osadnicy amerykańscy, mimo licznych skarg na działal­

ność administracji meksykańskiej i braku rozwiązań sprzyja­

jących rozwojowi gospodarki, koncentrowali wysiłki na umac­

nianiu swojej obecności na zajmowanych terenach. Początko­

wo największy problem budziła nieznajomość języka hiszpań­

skiego i wynikające z tego nieporozumienia związane 

z niewłaściwym rozumieniem instrukcji i rozporządzeń wy­

dawanych przez władze meksykańskie. Mimo oczywistych 

różnic mentalności obu stron i nieufności jaką się nawzajem 

obdarzały, dzięki ludziom takim jak Stephen Austin, nieporo­

zumienia te udawało się łagodzić środkami pokojowymi. 

Pierwszy poważny konflikt między władzmi meksykańskimi 

a kolonistami amerykańskimi wybuchł w 1826 r. i od razu 

przybrał formę zbrojnej rebelii. 

Rok wcześniej impresario Hayden Edwards otrzymał przy­

wilej kolonizacyjny na osiedlenie 800 rodzin w rejonie Na-

cogdoches. Wywołało to zaniepokojenie starych osadników, 

z których wielu nie posiadało formalnych tytułów prawnych 

do zajmowanych gruntów. Edwards zobowiązał się począt­

kowo do poszanowania praw starych kolonistów, później jed­

nak ogłosił się wojskowym komendantem okręgu Nacogdo-

ches i podjął działania zmierzające do odebrania ziemi tym, 

którzy nie mogli dowieść swoich praw do niej. Zaalarmowa­

ne skargami starych osadników, z których wielu wywodziło 

się z dawnej kolonii Gila Y'barbo, władze meksykańskie zin­

terpretowały działalność Edwardsa jako przygotowania do 

buntu. W listopadzie 1826 r. Hayden Edwards udał się w 

podróż służbową do Stanów Zjednoczonych. Wykorzystali 

background image

56 

to jego radykalni wspólnicy, brat Benjamin Edwards i Mar­

tin Palmer. 22 listopada na czele grupy uzbrojonych ludzi 

aresztowali głównych przeciwników Edwardsa. W obronie 

uwięzionych stanęła większość okolicznych osadników, 

którzy zmusili buntowników do ich uwolnienia. Na począt­

ku grudnia do rebeliantów dołączył Hayden Edwards. Wspól­

nie ze swoimi zwolennikami opanował Nacogdoches i usu­

nął stamtąd garnizon meksykański. W zajętym mieście pro­

klamował powstanie niezależnej Republiki Fredonii pod ha­

słem „Niepodległość, Wolność, Sprawiedliwość". 

Ponieważ większość kolonistów z Nacogdoches nie poparła 

rebelii, Edwards zwrócił się o pomoc do żyjących nieopodal 

Czirokezów. W zamian za zbrojną pomoc dla Fredonii obiecał 

Indianom podział Teksasu i oddanie im jego północnej części. 

Jako przejaw dobrej woli buntownicy ustanowili biało-czerwo­

na flagę Fredonii, która miała symbolizować sojusz białych z 

Indianami. Jednakże nieufni Czirokezi, pod wpływem agitacji 

agenta do spraw Indian z Nacogdoches Petera E. Beana, odrzu­

cili propozycje Edwardsa i nie poparli Fredonii. 

Wieści o rebelii w Nacogdoches zaniepokoiły władze me­

ksykańskie. 11 grudnia z San Antonio wyruszył przeciwko 

buntownikom ppłk Ahumada na czele 100 kawalerzystów. Po 

drodze przyłączył się do niego oddział ochotniczej milicji z 

kolonii Stephena Austina. Na wieść o marszu wojsk meksy­

kańskich rebelianci opuścili Nacogdoches. Połączone siły 

Ahumady i Austina zajęły miasto w końcu grudnia i natych­

miast ruszyły w pościg za buntownikami. Większość z nich 

została ujęta w okolicy San Augustine. Martin Palmer zdołał 

uciec na Zachód, a bracia Edwards schronili się w amerykań­

skiej Luizjanie. 

MISJA GENERAŁA TERANA 

Chociaż rebelia Fredonii została łatwo stłumiona, pogłębi­

ła i tak dużą nieufność władz meksykańskich do amerykań­

skich kolonistów. W pamięci Meksykanów wciąż pozostawa-

57 

ły fatalne skutki sąsiedztwa posiadłości hiszpańskich ze Sta­

nami Zjednoczonymi, które doprowadziły do utraty Florydy. 

Nie ziściły się dotychczasowe meksykańskie plany spro­

wadzenia do Teksasu większej liczby osadników z Europy. 

Niestabilność polityczna, słabość gospodarcza i nietolerancja 

religijna panujące w Meksyku nie przyciągały europejskich 

imigrantów, dla których wciąż bardziej atrakcyjne pozosta­

wały Stany Zjednoczone. Wyjątek stanowiły dwie niewielkie 

kolonie osadników z Wielkiej Brytanii i Irlandii, które powstały 

w południowym Teksasie. Pierwszą z nich, liczącą około 200 

osób, założyli w pobliżu starej hiszpańskiej misji w Refugio 

nad Mission River James Power i James Hewetson. Drugą, 

liczącą 84 kolonistów z Irlandii, założyli wokół San Patricio 

nad rzeką Nueces John McMullen i James McGloin. 

W końcu 1827 r. prezydent Victoria wysłał z misją do Te­

ksasu gen. Manuela Miera'y Terana. Teran, żołnierz, polityk i 

zdolny administrator, otrzymał zadanie wytyczenia dokładnej 

linii granicznej pomiędzy Meksykiem i USA oraz zbadania 

nastrojów panujących wśród kolonistów amerykańskich po 

rebelii Fredonii. Chociaż Teran nie dostrzegł objawów buntu 

wśród Amerykanów, jego niepokój wzbudziły aż nadto wi­

doczne wpływy amerykańskie w Teksasie. Im dalej na wschód, 

tym ślady kultury meksykańskiej były mniejsze. We wscho­

dnim Teksasie pozostali nieliczni Meksykanie, którzy tworzyli 

najuboższą warstwę miejscowej ludności. 

Wnioski z wyprawy do Teksasu gen. Teran przedstawił w 

specjalnym raporcie, w którym postulował podjęcie trzech 

rodzajów działań zaradczych. Po pierwsze, wzmocnienie gar­

nizonów meksykańskich w Teksasie do ochrony przed India­

nami i izolowania kolonii amerykańskich. Po drugie, zasie­

dlanie Teksasu kolonistami meksykańskimi, w tym dezertera­

mi i skazańcami z armii meksykańskiej i ich rodzinami. Po 

trzecie wreszcie, szersze otwarcie wybrzeża Teksasu dla han­

dlu, który pozwoliłby zacieśnić więzi gospodarcze Teksasu 

z centralnym Meksykiem. 

background image

58 

W 1829 r. gen. Teran został mianowany komendantem ge­

neralnym wschodnich prowincji Meksyku i przystąpił do rea­

lizowania swojego programu. Jego podstawą stał się dekret z 

6 kwietnia 1830 r., który wprowadzał nowe regulacje prawne 

dotyczące osadnictwa w Teksasie. Głównym celem nowego 

prawa było powstrzymanie „pokojowej inwazji"Amerykanów 

i niewolniczej kolonizacji Teksasu. W przepisach dekretu za­

lecano rozwój rodzimego osadnictwa przy użyciu skazańców 

z armii meksykańskiej, zakazywano niewolnictwa i sprowa­

dzania do Teksasu niewolników murzyńskich, otwierano han­

del na wybrzeżu dla cudzoziemców na okres 4 lat i anulowano 

dotychczasowe przywileje kolonizacyjne. 

Generał Teran wykorzystując swoje uprawnienia wzmoc­

nił garnizony meksykańskie w San Antonio, La Bahii, Nacog-

doches i Velasco. Z jego rozkazu wzniesiono pięć nowych 

fortów, z których trzy nosiły nazwy pochodzące z języka Az­

teków, co miało podkreślać ich meksykański charakter: Ana-

huac nad Zatoką Galveston, Tenoxtitlan nad środkową Bra-

zos, Lipantitlan nad Nueces River oraz Teran nad rzeką Ne-

ches i Lavaca nad rzeką o tej samej nazwie. 

Mimo wprowadzonych ograniczeń imigracyjnych i barier 

celnych osadnicy z USA i władze amerykańskie niewiele so­

bie robiły z decyzji rządu meksykańskiego. W tej sytuacji 

Meksyk zdecydował się na zablokowanie granicy ze Stanami 

Zjednoczonymi i wojskową okupację Teksasu. Zarządzenie o 

zamknięciu granic Teksasu dla nowych osadników z USA 

powierzono wojsku. 

PRZYGRYWKA DO WOJNY 

Jedynym ratunkiem dla nas jest wojna. Nie ma innego 
sposobu, tylko stanąć z bronią w ręku w obronie 

naszych praw, naszego kraju i nas samych. 
(Stephen F. Austin, 1835) 

Kiedy 1 stycznia 1820 r. ppłk de Riegoy Nunez, w imieniu 

grupy liberalnych oficerów hiszpańskich, ogłosił w Kadyksie 

powrót do konstytucji z 1812 r., nikt nie wiedział jeszcze, że 

wypadki te przesądzą ostatecznie o utracie przez Hiszpanię 

większości jej amerykańskich kolonii. 

Wieści o wybuchu rewolucji burżuazyjnej w Hiszpanii 

(1820-1823), skierowanej przeciwko absolutnym rządom Fer­

dynanda VII, ożywiły sprawę niepodległości Meksyku. Kon­

serwatywne koła kreolskiej burżuazji zdecydowały się bronić 

swoich przywilejów w obawie przed ograniczeniem władzy 

rojalistów w Nowym Świecie przez liberalne reformy w Hi­

szpanii, i stanęły na czele rewolty przeciwko metropolii. 24 

lutego 1821 r. dowódca rojalistycznej armii gen. Augustin de 

Iturbide przeszedł wraz z wojskiem na stronę rewolucji i ogło­

sił plan pokojowej transformacji Meksyku w niepodległe pań­

stwo (tzw. Plan Igualański). Meksyk miał zostać niezależną 

monarchią na czele z królem pochodzącym z dynastii hiszpań­

skich Burbonów. Do czasu objęcia tronu przez nowego wład­

cę rządy miała sprawować rada regencyjna z gen. Iturbide na 

czele i nowy parlament (Kongres). Wicekról Meksyku Juan 

0'Donoju zaakceptował dokument z Iguali. Później został on 

background image

60 

61 

włączony do traktatu kordobańskiego z 24 sierpnia 1821 r., na 

którego mocy Kreole wymusili uznanie samodzielności Me­

ksyku przez Hiszpanię. Kiedy rewolucja burżuazyjna w Hi­

szpanii została stłumiona przez interwencyjne wojska francu- ! 

skie, działające na rzecz obalonego Ferdynanda VII, traktat z 

Kordoby został anulowany. Ugrupowania konserwatywne, 

które ponownie objęły władzę w Hiszpanii, odmówiły uzna­

nia niepodległości Meksyku i nadal rościły sobie prawa do | 

dawnej kolonii. 

Z chwilą uzyskania niepodległości klasą panującą w Me­

ksyku stali się Kreole. Do tej pory wszystkie kluczowe stano­

wiska we władzach, armii i kościele zajmowali przybyli z Hi­

szpanii „Półwyspiarze". Po ogłoszeniu niepodległości wiek- j 

szość z nich została pozbawiona stanowisk i zmuszona do opu­

szczenia Meksyku. Ich miejsce zajęli teraz przedstawiciele 

konserwatywnych kół wielkiej burżuazji kreolskiej i kleru. 

Jedną z pierwszych decyzji zdominowanego przez nich Kon­

gresu była zapowiedź redukcji nadmiernie rozbudowanej ar­

mii i zakaz sprawowania dowództwa wojskowego przez człon­

ków rady regencyjnej. Wywołało to niezadowolenie kadry 

oficerskiej, która obawiała się o swoje przywileje wyniesione 

jeszcze z czasów kolonialnych. 18 maja 1822 r. podburzone 

przez oficerów wojska garnizonu stołecznego, przy poparciu 

części mieszkańców miasta, obwołały Iturbidego cesarzem pod 

imieniemAugustyna I. Następnego dnia sterroryzowany przez 

wojsko i zwolenników cesarstwa Kongres zatwierdził „wolę" 

społeczeństwa. 

Większość Kreolów nic nie zyskała na cesarstwie, a ko­

sztowny przepych dworu cesarskiego doprowadził do katastro­

fy finansowej państwa. Przymusowe pożyczki, ucisk podat­

kowy i szalejąca inflacja szybko pozbawiły Augustyna I spo­

łecznego poparcia. Spowodowały też aktywizację sił republi­

kańskich i postępowych. W nieprzychylnym od początku 

cesarzowi Kongresie ujawniła się nowa opozycja, co dopro­

wadziło do jego rozwiązania. Katastrofalny stan gospodarki 

i pusty skarb odbiły się również na stanie faworyzowanej do­

tąd armii. Kiedy zabrakło pieniędzy na opłacenie potrzeb woj­

ska, szybko ogarnął je ferment. Jako pierwszy decyzję o wy­

stąpieniu przeciwko cesarzowi podjął młody generał brygady 

Antonio Lopez de Santa Anna (generałem mianował go Itur-

bide). W grudniu 1822 r. zaatakował Veracruz i proklamował 

powstanie republiki, chociaż przy swoich zdecydowanie roja-

listycznych poglądach nie bardzo rozumiał znaczenie tego sło­

wa. Stopniowo do zbuntowanych wojsk Santa Anny przyłą­

czyły się inne oddziały cesarskie i przedstawiciele opozycji 

republikańskiej z -Vicente Guerrero, Guadelupe Victorią i Ni­

colasem Bravo na czele. 

Pozbawiony poparcia Iturbide abdykował 19 marca 

1823 r. i udał się na wygnanie do Włoch. Zdetronizowany 

cesarz nie chciał się jednak pogodzić z utratą korony i już w 

następnym roku podjął próbę odzyskania tronu. Wraz z nie­

wielką grupą swoich zwolenników wylądował w Meksyku i 

rozpoczął walkę o powrót do władzy. Nie tylko nie uzyskał 

żadnego poparcia, ale uprzedzeni o jego wyprawie republika­

nie szybko schwytali go i rozstrzelali 19 lipca 1824 roku. 

_Pp obaleniu cesarstwa władzę w państwie objęli tymcza­

sem dawni bojownicy wojny o niepodległość, przeciwni mo­

narchii i skłaniający się ku republikańskiej formie rządów. 

Uzyskali oni większość w zwołanym w listopadzie 1823 r. 

Kongresie. W nowym parlamencie od początku starły się dwie 

koncepcje ustrojowe, koncepcja centralistyczna i federalistycz-

na. Centraliści dążyli do utworzenia silnego rządu centralne­

go, któremu mieli podlegać mianowani urzędnicy na szczeblu 

stanowym i lokalnym. Federaliści popierali wybór przedsta­

wicieli władz lokalnych, którym chcieli powierzyć pełnię ad­

ministracji na własnym terenie. Ponieważ większość Meksy-

kanów nie miała pojęcia o samorządności i była przyzwycza­

jona do tradycyjnej, scentralizowanej administracji kolonial­

nej, Meksyk rozpoczął trudną drogę niepodległego bytu od 

kompromisu. 

background image

62 

63 

Po długich dyskusjach politycznych, wzorując się na do­

świadczeniach Stanów Zjednoczonych i hiszpańskiej ustawie 

zasadniczej z 1812 r., Kongres uchwalił 4 października 

1824 r. nową konstytucję. Powoływała ona do życia nowe pań- ; 

stwo pod nazwą Stany Zjednoczone Meksyku. Meksyk został 

republiką federalną (składającą się z 19 stanów i 4 teryto­

riów, które w większości odzwierciedlały dawny, hiszpański 

podział terytorialny) na czele z prezydentem (który de facto 

zastąpił wicekróla) i wiceprezydentem o czteroletniej kaden­

cji oraz dwuizbowym Kongresem. Jedyną dozwoloną przez 

prawo religią został katolicyzm. Był to ukłon w stronę Ko­

ścioła, który chociaż utracił wielu zwolenników po ekskomu-

nikowaniu przywódców rewolucji, księży Hidalgo i Morelo-

sa, zachował swoje wpływy i pozostał obok armii najpotęż­

niejszą instytucją w państwie. Pierwszym prezydentem został 

weteran wojny o niepodległość gen. Guadelupe Victoria, a wi­

ceprezydentem Nicolas Bravo. 

Przyjęcie konstytucji kończyło ostatecznie wieloletni okres 

walki o niepodległość Meksyku. Po 300-letnim okresie pano­

wania Hiszpanów Meksyk odziedziczył scentralizowaną i nie­

efektywną administrację, słabo rozwiniętą gospodarkę, kata­

strofalny stan finansów oraz liczne i drogie wojsko z nadmier­

nie rozbudowanym, i zachłannym na przywileje, korpusem 

oficerskim. Dziesięcioletnia wojna o niepodległość poczyniła 

w kraju ogromne zniszczenia. Zginęło lub zostało zamordo­

wanych około 600 000 ludzi, czyli 10% populacji kraju z 1810 

roku. Produkcja rolna zmniejszyła się o połowę, a handel mię­

dzynarodowy, w wyniku zerwania więzów z Hiszpanią, za­

marł prawie całkowicie. System fiskalny był niesprawny, po­

datki pobierane przez władze stanowe i wojsko (w praktyce 

odprowadzały do skarbu państwa tyle, ile uważały za stosow­

ne) tylko w niewielkim stopniu docierały do rządu centralne­

go. Właściwie jedynym źródłem dochodów państwa były wy­

sokie opłaty celne pobierane w portach, co miało i ten skutek, 

że sprzyjało rozwojowi przemytu. Jednakże i one nie wystar­

czały nawet na utrzymanie armii. Podejmowane przez kolejne 

rządy próby zmniejszenia jej liczebności zawsze kończyły się 

niepowodzeniem wobec oporu uprzywilejowanej kadry ofi­

cerskiej. Chroniczny brak pieniędzy zmuszał Meksyk do za­

ciągania pożyczek za granicą, co na długie lata uzależniło kraj 

od obcych mocarstw (zwłaszcza od Wielkiej Brytanii, a później 

także od Stanów Zjednoczonych). 

Niestabilność ekonomiczna szła w parze z brakiem stabili­

zacji na scenie politycznej. Po względnie spokojnej prezyden­

turze gen. Victorii (1824-1829) w Meksyku zapanował blisko 

30-letni okres chaosu politycznego. Na tle rywalizacji o wła­

dzę nastąpiły liczne przewroty i walki wewnętrzne, anarchia i 

dalszy upadek gospodarczy kraju. Tylko w latach 1821-1836 

Meksykiem rządzili cesarz i jedenastu prezydentów, w tym 

dwóch sprawujących jąw sposób dyktatorski. Niektórzy z nich 

utrzymali się u steru rządów kilka lub kilkanaście dni, inni 

powracali do władzy parę razy w tym samym roku. Od 1829 r. 

zbrojny zamach stanu stał się normalnym sposobem przejmo­

wania władzy, co pozostało w tradycji meksykańskiej przez 

następne 100 lat. Tylko dwóch prezydentów w sposób konsty­

tucyjny przekazało swój urząd następcy. Jeden, Vicente Gu-

errero, został rozstrzelany po przewrocie dokonanym przez 

swojego własnego wiceprezydenta (1831). 

Władza polityczna i administracyjna w Meksyku znalazła 

się w rękach ograniczonej grupy ludzi. Stanowili ją kreolscy 

(częściowo hiszpańscy) posiadacze ziemscy, nieliczna burżu-

azja miejska, wyższa hierarchia kościelna, generalicja i część 

klasy średniej, składającej się w coraz większym stopniu z 

Metysów. Podstawowa masa ludności, zamieszkali w 90 % na 

wsi Indianie i Metysi, pozostawała poza polityką, bierna i od­

sunięta od jakiegokolwiek wpływu na bieg spraw państwo­

wych. Do aktywności pobudzały jąjedynie sprzeczności raso-

wo-kulturowe i konflikty społeczne przeradzające się często 

w bunty i rebelie różnych warstw ludowych. 

background image

64 

Grupy sprawujące władzę nie były jednolite, ulegały podzia­

łowi na różne tendencje i prądy polityczne o odmiennych pro­

gramach i zapleczu społecznym. Dzieliły się na dwa główne 

stronnictwa: konserwatystów i liberałów. Pierwsi (roj aliści i 

klerykałowie) zasadniczo reprezentowali interesy oligarchii, 

a drudzy inteligencji i klasy średniej. Oba nurty nie zdołały 

wykształcić systemu partyjnego i działały na zasadzie grup 

zwolenników skupiających się wokół uznanych przywódców. 

Konserwatyści stali na gruncie kontynuacji systemu kolonial­

nego i związków z Hiszpanią popierali przywileje kleru i ar­

mii, byli zwolennikami centralizmu państwowego. Liberało­

wie, wśród których była frakcja umiarkowana (z Valentinem 

Gomezem Fariasem na czele), skłonna do kompromisów z 

konserwatystami i radykalna ( której przewodził Lorenzo de 

Zavala) przeciwstawiająca się przywilejom oligarchii, dążyli 

do reform i pośrednio działali w interesie niższych warstw spo­

łecznych. Dość bezkrytycznie zapatrzeni w Stany Zjednoczo­

ne opowiadali się za federalizmem i rozbudową samorządu 

stanowego. 

Uprawianiu polityki i zarządzaniu państwem nie sprzyjała 

też sytuacja międzynarodowa. Nowa republika nie została 

uznana ani przez Hiszpanię i Francję, ani przez Stolicę Apo­

stolską. Hiszpania przez długi czas nie chciała się pogodzić z 

utratą Meksyku. Aż do 1825 r. utrzymywała swój garnizon 

wojskowy w twierdzy San Juan de Ulua koło Veracruz, który 

praktycznie paraliżował funkcjonowanie tego największego 

portu meksykańskiego. W 1829 r., przy pomocy rojalistycz-

nych spiskowców, Hiszpanie podjęli zbrojnąpróbę przywróce­

nia swojej władzy kolonialnej, wysyłając do Meksyku korpus 

ekspedycyjny gen. Isidoro Barradasa. W sierpniu wojska hi­

szpańskie wylądowały w Tampico, ale nie uzyskały żadnego 

poparcia społecznego, na które liczył Barradas. Generał Santa 

Anna, dowodzący wojskami meksykańskimi w tym rejonie, 

na własną rękę zorganizował opór przeciwko Hiszpanom, 

zmuszając ich w końcu do kapitulacji i opuszczenia kraju. Po 

Cabeza de Vaca 

Franciszkański misjonarz 

na czele osadników hi­

szpańskich w Nowym 

Świecie

 "J 

background image

Renę Robert de la Salle 

Cesarz Augustyn 

Iturbide 

Stephen F. Austin ze 

zbiorów San Jacinto 

Museum of HistoryAs-

sociation 

background image

Generał Antonio Lopez de 

Santa Anna 

Bitwa pod Gonzales (rekonstrukcja) 

Działo „Come and take it" 

William Barret Travis 

w 1835 r. 

background image

James Bowie 

Nóż Bowie 

Sam Houston jako 

agent indiański 

William B. Travis w mundurze 

ppłk. regularnej kawalerii Te­

ksasu 

Crockett jako Davy Kongresmen 

background image

65 

tych wydarzeniach umiejętnie rozgłosił swoje zwycięstwo, i 

kreując się na „Napoleona Zachodu", zaczął poważnie wpły­

wać na losy państwa meksykańskiego. 

Armia tradycyjnie już odgrywała ogromną rolę społeczną i 

polityczną. Mocno rozbudowana, od czasów walk wyzwoleń­

czych, stanowiła decydującą siłę i klucz do sprawowania wła­

dzy w państwie. Znacznąjej część stanowili kreolscy oficero­

wie o niskim poziomie fachowości, za to pięknie wystrojeni i 

skłonni do poparcia każdego, kto gwarantował im pieniądze i 

przywileje. Szeregowi żołnierze, prawie zawsze Metysi lub 

Indianie, służyli w wojsku jako ochotnicy na okres ośmiu lat, 

częściej jako poborowi przez dziesięć lat. Ci ostatni nienawi­

dzili służby w armii i do wojska szli niechętnie, robiąc wszy­

stko, żeby przy okazji zdezerterować. Przeciętny żołnierz me­

ksykański był źle wyćwiczony i umundurowany, często głod­

ny i prawie zawsze skłonny do rabunku. Dowódcy darzyli go 

pogardą i traktowali jak zwykłe „mięso armatnie". 

Pasożytnicza kadra oficerska niechętnie odnosiła się do 

swoich obowiązków i podnoszenia kwalifikacji wojskowych, 

za to z entuzjazmem oddawała się polityce i zbijaniu majątku. 

Wielu oficerów nie było zawodowymi wojskowymi i pocho­

dziło z rozdania politycznego. Wojsko ich nie interesowało, 

często natomiast kręcili się wokół sfer rządowych domagając 

się pieniędzy i stanowisk. Był to element łatwy do wykorzy­

stania w rozgrywkach politycznych. Sytuację w armii tak scha­

rakteryzował ówczesny meksykański sekretarz stanu, który 

skarżył się w 1834 r.: „Nadmierne szafowanie stanowiskami i 

odznaczeniami prowadzi w rezultacie do bałaganu i stwarza 

sytuację, w której oddani i dobrze wyszkoleni oficerowie od­

chodzą ze służby [...]'. 

Organizacja wojska opierała się na odziedziczonych po 

kolonizatorach wzorach hiszpańskich, częściowo także bry-

' P . H a y t h o r n t h w a i t e , The Alamo and the War ofTexan Indepen-

dence 1835-36,

 Osprey Publishing Ltd, London 1986, s. 33-34. 

background image

66 

tyjskich i portugalskich, sprawdzonych w czasie wojen napo­

leońskich. Za to umundurowanie wzorowano na uniformie fran­

cuskim. Armia składała się z kilku rodzajów broni, wchodzą­

cych w skład wojsk regularnych i milicji terytorialnych (te 

ostatnie były często lepiej wyszkolone i opłacane niż oddziały 

regularne). Liczyła przeciętnie dwadzieścia kilka tysięcy żoł­

nierzy regularnych i czterdzieści kilka tysięcy milicjantów. Na 

przykład w latach 1826-1827 wojsko regularne (Ejercito per-

manente) liczyło etatowo 22 270 ludzi i składało się z: 12 ba­

talionów piechoty, 13 pułków kawalerii, 13 brygad artylerii, 

31 kompanii garnizonowych i 12 pomocniczych kompanii pie­

choty i kawalerii. Milicje terytorialne (Milicia activa) liczyły 

42 037 ludzi i dzieliły się na: 

- wewnętrzne (20 batalionów piechoty, 8 pułków kawale­

rii, 12 samodzielnych kompanii artylerii), 

-nadbrzeżne (13 batalionów piechoty), 

- północnego pogranicza (9 kompanii piechoty i 10 szwa­

dronów kawalerii, tzw. wojsk prezydialnych). 

Stałe walki wewnętrzne, przewroty i bunty uniemożliwiały 

prawidłowy rozwój wojska i czyniły je niezdolnym do efek­

tywnego działania według standardów europejskich. 

Punktem zwrotnym w historii młodej republiki meksykań­

skiej stały się wybory prezydenckie w 1828 roku. Legalnie 

wybrana administracja prezydenta Manuela Gomeza Pedrazy 

została obalona przez zwolenników Vicente Guerrero. W1831 r. 

on sam padł ofiarą zamachu stanu dokonanego przez swojego 

wiceprezydenta gen. Anastasio Bustamante, który ogłosił się 

dyktatorem. Częste zmiany rządów i rebelie zbrojne podwa­

żyły wiarę wielu Meksykanów w republikański eksperyment. 

Znaczna część mieszkańców Meksyku odczuwała spadek po­

ziomu życia i zaczęła tęsknić do scentralizowanego, dobrze 

zorganizowanego systemu administracji kolonialnej. 

Amerykanie w Teksasie z radością powitali powstanie re­

publiki i uchwalenie nowej konstytucji. Byli przecież zade­

klarowanymi republikanami. Nie bez powodu gen. Teran pod-

67 

kreślał w swym raporcie z podróży do Teksasu w 1827-1828 

zdecydowanie republikańskie nastroje amerykańskich koloni­

stów pisząc, że „każdy z nich ma konstytucję w swojej kiesze­

ni"

2

. Ich zaniepokojenie wzbudziło tylko ustanowienie katoli­

cyzmu jedyną religiąpaństwową. Większość Amerykanów była 

protestantami, przyzwyczajonymi do swobód religijnych pa­

nujących w Stanach Zjednoczonych. Chociaż konstytucyj­

ne wymogi uzależniały prawo do osiedlenia się w Meksyku 

od przejścia na katolicyzm, tylko jedna czwarta z nich zdecy­

dowała się na ten krok. Mimo to większość osadników zamie­

rzała dotrzymać swoich zobowiązań wobec nowej ojczyzny i 

pozostać lojalnymi obywatelami Meksyku. 

Zaniepokojenie amerykańskich osadników wzrosło, kie­

dy w 1829 r. prezydent Guerrero zniósł formalnie niewolnic­

two na całym terytorium Meksyku, a więc także na obszarze 

Teksasu. W samym Meksyku Murzynów było niewielu i od 

czasu ogłoszenia niepodległości byli oni ludźmi wolnymi. 

Nie odgrywali zresztą większej roli ekonomicznej. Zupełnie 

inaczej sprawa ta wyglądała w Teksasie. Większość koloni­

stów, nawet jeśli nie posiadała niewolników, pochodziła z 

południa Stanów Zjednoczonych, gdzie niewolnictwo było 

zagwarantowaną prawem i zwyczajem instytucją. Nie chcie­

li się pogodzić z decyzjąo abolicji ponieważ uważali, że godzi 

ona w podstawy ich systemu społeczno-gospodarczego. 

Skłonny do kompromisu Austin podjął szereg kroków zmie­

rzających do obejścia przepisów o abolicji. Udało mu się 

nawet przekonać władze stanowe do uznania kontraktów o 

pracę, które formalnie czyniły niewolników ludźmi wolny­

mi, w praktyce jednak wiązały ich z dotychczasowymi wła­

ścicielami do końca życia. 

Po uchwaleniu konstytucji z 1824 r. Teksas wszedł w skład 

nowego, połączonego stanu Coahuila-Teksas. Jako jedyna z 

1

M.Kingston,^ ConciseHistoryofTexas, GulfPublishingCompa­

ny, Houston 1988, s. 58 

background image

68 

69 

dotychczasowych prowincji Meksyku nie zyskał statusu sa- i 

modzielnego stanu. Nową stolicą stanową zostało Saltillo, 

położone w odległości 365 mil od San Antonio. W nowo po­

wstałych władzach stanowych Teksas uzyskał jedynie dwa 

miejsca przedstawicielskie, w porównaniu z jedenastoma przy­

znanymi Coahuili. Przeniesienie instytucji stanowych i archi­

wów z SanAntonio do Saltillo skomplikowało dodatkowo pro­

cedury prawne i administracyjne. Wzrosły koszty i wydłużył 

się czas oczekiwania na zatwierdzenie tytułów prawnych do 

ziemi i wyrokowania w sprawach sądowych. 

Stephen Austin, jako jeden z reprezentantów Teksasu w 

parlamencie stanowym, jak tylko potrafił dbał o interesy kolo­

nistów i prowadził mediacje między osadnikami a władzami 

meksykańskimi. Jednakże i on nie zdołał się oprzeć niepoko­

jowi i wzrostowi napięcia, jakie wywołał dekret z 6 kwietnia 

1830 roku. Gwałtownie zaprotestował przeciwko wprowadze­

niu zakazu dalszej kolonizacji amerykańskiej i wzmacnianiu I 

przez gen. Terana garnizonów meksykańskich w Teksasie, I 

Przestrzegał, że żadne zakazy nie zahamują nielegalnej imi­

gracji z USA i powstrzymajątylko napływ statecznych, przed­

siębiorczych osadników na rzecz niedoświadczonych, krew­

kich awanturników i ludzi pogranicza, nienawykłych do żad­

nych praw i nie uznających żadnej władzy. 

Przewidywania Austina sprawdziły się szybko. Chociaż 

zakaz imigracji ze Stanów Zjednoczonych został powtórzony 

w 1834 r., liczba Amerykanów i ich niewolników sięgnęła w 

tym roku 20 700, a w 1836 r. doszła do 35 000 w porównaniu 

z 4000 Meksykanów. W miarę wzrastania populacji Amery­

kanów w Teksasie zupełnie naturalnie podejmowali oni próby 

ustanowienia amerykańskich standardów wolności w swoich 

koloniach. Jednocześnie rósł ich krytycyzm wobec meksykań­

skiego porządku prawnego i systemu sprawowania władzy. Z 

kolei obawy władz meksykańskich wzbudzała nie tylko niele­

galna imigracja Amerykanów, ale i oficjalna retoryka politycz­

na administracji prezydenta Jacksona. Nie krył on zresztą swo­

ich zaborczych planów wobec Teksasu. W rozmowie z jed­

nym z meksykańskich dyplomatów akredytowanych w Wa­

szyngtonie miał się nawet wyrazić, że „Stany Zjednoczone 

nigdy nie powinny rezygnować z okazji zajęcia Teksasu, a 

najlepszym sposobem uzyskania tego terytorium będzie jego 

faktyczna okupacja, po której powinny nastąpić negocjacje w 

sprawie jego sprzedaży, tak jak to miało miejsce w przypadku 

Florydy"

3

. Rzeczywiście w okresie prezydentury Jacksona 

pojawiło się kilka nieformalnych propozycji zakupu Teksasu, 

które tylko rozzłościły Meksykanów i zwiększyły ich antypa­

tię do Amerykanów. 

W Meksyku po obaleniu prezydenta Guerrero, rozgorzała 

otwarta walka między konserwatystami i liberałami. W stycz­

niu 1832 r. przeciwko dyktaturze gen. Bustamante zbuntowa­

ły się wojska garnizonu Veracruz dowodzone przez gen. San-

taAnnę. Ten sprytny demagog i oportunista ogłosił się obroń-

cąrepubliki i zyskał poparcie liberalnie nastawionej części spo­

łeczeństwa. Amerykańscy koloniści w Teksasie powitali gen. 

Santa Annę jako gwaranta konstytucji z 1824 r. i wykorzystali 

wznieconą przez niego rebelię do przeciwstawienia się posta­

nowieniom dekretu z 6 kwietnia. 

Pierwszy poważny konflikt z władzami meksykańskimi 

wiernymi prezydentowi Bustamante wybuchł w Fort Anahu-

ac, niewielkim porcie u ujścia rzeki Trinity do Zatoki Galve-

ston. FortAnahuac, znany jeszcze sprzed 1825 r. jako Perry's 

Point, był jednym z wielu osiedli utworzonych przez nielegal­

nych osadników ze Stanów Zjednoczonych. Z powodu swoje­

go strategicznego położenia nad Zatoką Galveston, przy starej 

drodze Atascosita z Luizjany do La Bahii, został wybrany przez 

gen. Terana jako miejsce na nowy fort meksykański. Otoczo­

no go ponad dwumetrowym kamiennym murem o szerokości 

1,2 m i wyposażono w dwa 18-funtowe działa. Strzeżono z 

niego żeglugi po wodach zatoki i kontrolowano dostęp do 

3

 Ibidem,

 s. 57. 

background image

70 

wschodniego Teksasu. Jego budowniczym i pierwszym do­

wódcą został płk John (Juan) D. Bradbum. 

Bradburn, amerykański awanturnik z Kentucky, przybył 

do Teksasu w 1817 r. z oddziałem Javiera Miny. Po uzy­

skaniu przez Meksyk niepodległości służył w armii repu­

bliki meksykańskiej. W 1830 r. gen. Teran w celu pobiera­

nia ceł i realizowania postanowień dekretu z 6 kwietnia od­

delegował go do budowy fortu i komory celnej wAnahuac. 

Swoją gorliwością w służbie meksykańskiej od początku 

wzbudził niechęć amerykańskich kolonistów. Kiedy w 1831 r. 

władze stanowe obiecały osadnikom z Anahuac zalegalizo­

wanie ich praw do ziemi, Bradburn aresztował specjalnego 

komisarza ziemskiego Francisco Madero, który miał wy­

dać kolonistom tytuły prawne i zakwestionował legalność 

jego misji. Ostatecznie Madero został zwolniony a tytuły 

prawne wydane, koloniści jednak nie przestali skarżyć się 

na działalność Bradburna. 

Wiosną 1832 r. konflikt w Anahuac przybrał znamiona 

otwartego buntu. Powodem zaostrzenia stosunków Bradburna 

z kolonistami stały się nieporozumienia na tle prac przy budo­

wie umocnień fortu. Koloniści oskarżyli komendanta o odmo­

wę zapłaty za pracę murzyńskich niewolników wykorzysty­

wanych przy budowie fortu i nakłanianie ich do ucieczki. Skar­

żyli się też na samowolę i szykany ze strony żołnierzy meksy­

kańskich, wśród których było wielu skazańców i pospolitych 

przestępców odpracowujących tu swoje winy. Kiedy wzbu­

rzeni koloniści zaprotestowali przeciwko praktykom stosowa­

nym przez Bradburna, ten wprowadził wAnahuac stan wojen­

ny i aresztował ich przywódców. Trzech głównych opozycjo­

nistów, Patrick H. Jack, William B. Travis i Monroe Edwards, 

stanęło przed sądem wojskowym i zostało skazanych na 50 

dni aresztu. W obronie aresztowanych wystąpili pozostali 

Amerykanie z Anahuac, kierowani przez prawnika Roberta 

McAlpin Williamsona, zwanego od noszonej protezy Trzyno­

gim Willim. Kiedy Bradburn odmówił uwolnienia zatrzyma-

71 

nych, koloniści odpowiedzieli utworzeniem milicji obywatel­

skiej pod dowództwem płk. Francisa W. Johnsona. Zatrzyma­

li część żołnierzy Bradburna w charakterze zakładników i obie­

gli fort ogłaszając się zwolennikami gen. Santa Anny. Zagro­

żony zbrojnąrebeliąBradburn zgodził się wypuścić więźniów 

w zamian za swoich żołnierzy, ale po zwolnieniu zakładników 

odmówił wydania aresztowanych. Wprawiło to kolonistów we 

wściekłość. Rozlewowi krwi zapobiegło w ostatniej chwili 

przybycie do Anahuac płk. Jose de las Piedrasa, dowódcy me­

ksykańskiego garnizonu w Nacogdoches. Piedras, zaniepoko­

jony możliwością wybuchu walk, w geście dobrej woli, kazał 

zwolnić zatrzymanych Amerykanów i rozpoczął negocjacje z 

kolonistami. W wyniku ugody zwanej Turtle Bayou Resolu-

tion płk Bradburn został odwołany ze stanowiska, a garnizon 

meksykański opuścił Fort Anahuac. 13 lipca 1832 r. Brad­

burn wymknął się z Anahuac i ścigany przez kolonistów uciekł 

za rzekę Sabinę. Do Teksasu wrócił dopiero w 1836 r. idąc w 

straży tylnej inwazyjnej armii gen. Santa Anny. 

Czerwcowe wydarzenia w Anahuac wywołały wrzenie w 

pozostałych koloniach amerykańskich w Teksasie. Osadnicy 

z kolonii Austina na wieść o oblężeniu załogi meksykańskiej 

przez milicjantów Johnsona zorganizowali zbrojny oddział i 

wyruszyli z pomocą do Anahuac. 25 czerwca, w drodze do 

Zatoki Galveston, Teksańczycy pod dowództwem kpt. Johna 

Austina i Henry Smitha dotarli do ujścia Brazos koło Velasco, 

gdzie zamierzali przeprawić się przez rzekę. Drogę do prze­

prawy zagrodził im meksykański garnizon Fortu Velasco pod 

dowództwem ppłk. Domingo de Ugartechey. W nocy na 26 

czerwca 112 Teksańczykow zaatakowało fort przy wsparciu 

jedynego działa i po kilku godzinach walki zmusiło 125 oso­

bową załogę meksykańską do kapitulacji. Bitwa pod Velasco 

była pierwszym starciem amerykańskich osadników z woj­

skiem meksykańskim w Teksasie, w którym polała się krew. 

Została stoczona już po pokojowym rozwiązaniu przez płk. 

Piedrasa konfliktu w Anahuac. 

background image

Sukcesy wAnahuac i Velasco zbiegły się ze zwycięską kam­

panią wojsk gen. Santa Anny w Meksyku. Wzmocniło to de­

terminację kolonistów, którzy podjęli dalsze działania zmie­

rzające do usunięcia wojsk meksykańskich wiernych prezy­

dentowi Bustamante z Teksasu. 

Po powrocie do Nacogdoches w lipcu 1832 r. płk Piedras, 

chcąc zapobiec niepokojom na swoim terenie, wydał rozkaz 

zdania broni i amunicji mieszkańcom miasta i okolicznym 

kolonistom. Osadnicy odmówili, a ich reakcją było natych­

miastowe powołanie milicji obywatelskiej. Jej dowództwo po­

wierzono płk. Jamesowi W. Bullockowi. Podobnie jak wAna­

huac koloniści z Nacogdoches obwołali się stronnikami gen. 

SantaAnny i zwrócili się do płk. Piedrasa z petycjąo poparcie 

idei konstytucji z 1824 roku. Kiedy ten odmówił, 2 sierpnia 

milicjanci Bullocka wkroczyli do Nacogdoches i po walkach 

ulicznych zajęli Old Stone Fort i większość miasta. Piedras z 

300 żołnierzami bronił się wokół murowanego budynku swo­

jej kwatery przy centralnym placu Nacogdoches, a w nocy na 

3 sierpnia wycofał się w kierunku San Antonio. Koło miejsco­

wości Linwood nad strumieniem Loco Creek Meksykanie zo­

stali doścignięci i zaatakowani przez 17 osobowy konny pa­

trol milicjantów. Zdemoralizowani porażką mimo zdecydo­

wanej przewagi liczebnej, skapitulowali. W dwudniowych 

walkach stracili łącznie 47 żołnierzy. Po stronie Teksańczy-

ków padło tylko 4 zabitych. 6 sierpnia Piedras i Bullock pod­

pisali rozejm, na którego mocy wszystkie wojska meksykań­

skie wycofały się ze wschodniego Teksasu. Żołnierzy Piedra­

sa pod konwojem odesłano do San Antonio, chociaż wielu z 

nich chciało wracać do Meksyku, żeby wziąć udział w walce z 

oddziałami republikańskimi gen. SantaAnny. 

Jesienią 1832 r. szala zwycięstwa w wojnie w Meksyku 

przechyliła się na stronę Santa Anny i popierających go libe­

rałów. Nowy rząd zaniepokojony wiadomościami o walkach 

w Teksasie wysłał tam dodatkowe wojska gotowe spacyfiko-

wać zbrojną rebelię Amerykanów. Na początku października 

73 

w Velasco wylądował gen. Jose Antonio Mexia na czele 400 

żołnierzy. Jako zwolennik SantaAnny został radośnie powita­

ny przez Teksańczyków i zapewniony o ich oddaniu sprawie 

republiki. Nie widząc żadnych oznak buntu przeciwko nowym 

władzom uspokojony powrócił do Meksyku. 

Zachęceni sukcesami federalistów Teksańczycy zwołali w 

październiku 1832 r. w stolicy kolonii Austina San Felipe kon­

wencję delegatów. Poprzedziła ją kampania Austina na rzecz 

utworzenia samodzielnego stanu. Niezmordowany Austin 

odwiedził szereg miejscowości, w tym wiele skupisk ludności 

meksykańskiej, przekonując o konieczności oddzielenia Te­

ksasu od Coahuili. Pod jego przewodnictwem na konwencji 

opracowano szereg postulatów pod adresem rządu. Poza żą­

daniem, ustanowienia Teksasu samodzielnym stanem, doma­

gano się ostatecznego uregulowania sprawy własności ziemi 

we wschodnim Teksasie, zgody na utworzenie milicji do 

obrony przed atakami Indian i pomocy rządowej przy two­

rzeniu szkół. Domagano się też odwołania postanowień de­

kretu z 6 kwietnia. 

Władze Coahuli potępiły konwencję i zakwestionowały 

legalność podjętych decyzji. Uznały, że konwencja w stylu 

amerykańskim nie jest właściwym sposobem wyrażania opi­

nii przez obywateli Meksyku. Na tej podstawie odmówiły 

przekazania żądań Teksańczyków rządowi centralnemu. 

Mimo obiekcji władz meksykańskich w kwietniu 1833 r. Te­

ksańczycy zwołali w San Felipe kolejną konwencję, na której 

powtórzono żądania oddzielenia Teksasu od Coahuili i znie­

sienia zakazu imigracji ze Stanów Zjednoczonych. Po raz 

pierwszy wśród delegatów ujawniły się dwie frakcje. Frak­

cja pokojowa ze S. Austinem na czele reprezentowała sta­

rych osadników amerykańskich i Meksykanów, którzy do­

magali się rozwiązań pokojowych, nie chcąc ryzykować utraty 

majątków i rodzin. Frakcja radykalna z Williamem H. Whar­

tonem i Branchem T. Archerem wyrażała interesy przyby­

łych niedawno osadników, spekulantów i różnych , jastrzę-

background image

74 

bi" nie kryjących swojej niechęci do zwierzchności Meksy­

ku nad Teksasem. Pod wpływem radykałów opracowano pro­

jekt nowej konstytucji przyszłego stanu Teksas. Jego przy­

gotowanie zlecono komisji pod przewodnictwem delegata z 

Nacogdoches, Sama Houstona, byłego gubernatora Tennes­

see i kongresmana Stanów Zjednoczonych. Wzorem dla pro­

jektu stała się konstytucja, amerykańskiego stanu Massachus-

setts, w niewielkim tylko stopniu wzbogacona o rozwiązania 

znajdujące się zwykle w ustawach zasadniczych innych sta­

nów meksykańskich. Konwencja zobowiązała Austina i 

dwóch innych delegatów do przedłożenia postulatów Teksań-

czyków nowym władzom Meksyku. 

Zaniepokojone rezultatami obu konwencji w San Felipe 

władze Coahuili, w 1833 i 1834 r., zaakceptowały część żądań_ 

Teksańczyków, możliwych do załatwienia na szczeblu stano­

wym. Język angielski został uznany jako oficjalny w sprawach 

urzędowych, zaaprobowano zasady tolerancji religijnej i zre­

formowano system sądowniczy, wprowadzając sądy apelacyjne 

i ławę przysięgłych na wzór amerykański. Dla usprawnienia 

administracji Teksas podzielono na trzy departamenty: Bexar, 

Nacogdoches i Brazos. 

16 maja 1833 r. prezydentem Meksyku został po raz pierw­

szy gen. Antonio Lopez de Santa Anna (w sumie w latach 

1833-1855 pełnił tę funkcję 11 razy). Stanowisko wiceprezy­

denta objął czołowy działacz i teoretyk liberalizmu Valentin 

Gomez Farias. Za zgodą prezydenta przejął rządzenie pań­

stwem i postanowił przeprowadzić podstawowe reformy pro­

ponowane przez liberałów. Santa Anna „dyskretnie" usunął 

się do swojej posiadłości pod Veracruz i stamtąd obserwował 

rozwój wydarzeń w kraju. 

Stephen Austin, w pojedynkę, przybył do Mexico City w 

październiku 1833 r. i złożył petycję Teksańczyków urzędują­

cemu wiceprezydentowi Fariasowi. Epidemia cholery, jaka 

nawiedziła w tym czasie Meksyk, i prace nad reformą pań­

stwa opóźniały odpowiedź rządu na postulaty Teksańczyków. 

75 

Długie oczekiwanie na odpowiedź i dająca się zauważyć nie­

chęć władz do planów usamodzielnienia się Teksasu poiryto­

wały Austina. Rozdrażniony, wystosował do lokalnej legisla-

tury w San Antonio pismo, w którym zalecał ogłoszenie Te­

ksasu samodzielnym stanem i powołanie władz stanowych 

nawet bez zgody rządu centralnego. 

Tymczasem Kongres meksykański, pod wpływem Fariasa i 

innych czołowych liberałów Jose Marii Luisa Mory i Lorenzo 

de Zavali, przyjął kilka ustaw ograniczających wpływy Ko­

ścioła i armii (m.in. podjęto decyzję o zmniejszeniu jej liczeb­

ności). Wywołało to energiczne protesty konserwatystów i 

oficerów, którzy wzniecali liczne bunty antyrządowe pod ha­

słem „religia i przywileje". Santa Anna, widząc siłę i opór 

klas uprzywilejowanych, w końcu 1833 r. powrócił do stolicy 

i włączył się do rządzenia krajem. Niespodziewanie dla same­

go siebie Austin, wciąż czekający w Mexico City na odpo­

wiedź rządu, uzyskał audiencję u prezydenta i przedstawił mu 

swoje propozycje. Santa Anna zgodził się z większością po­

stulatów Teksańczyków z wyjątkiem planów oddzielenia Te­

ksasu od Coahuili. W końcu grudnia Austin wyruszył w drogę 

powrotną do Teksasu. 3 stycznia, podczas postoju w Saltillo, 

został aresztowany przez policję meksykańską i odesłany z 

powrotem do stolicy. Powodem aresztowania okazał się wy­

słany wcześniej list Austina, który dostał się w ręce władz. 

Podejrzliwi Meksykanie zinterpretowali jego treść jako na­

woływanie do buntu i oderwania Teksasu od Republiki Me­

ksykańskiej. Austina postawiono przed sądem i osadzono w 

więzieniu, gdzie w trudnych do wytrzymania warunkach prze­

trzymywano go do lipca 1835 roku. 

Wiadomości o aresztowaniuAustina wywołały wzburzenie 

wśród Teksańczyków. Na początku 1834 r., Farias zaniepoko­

jony nie na żarty możliwością buntu w Teksasie, wysłał tam z 

misją płk. Juana Nepomuceno Almonte. Miał on uspokoić 

wzburzonych Teksańczyków i zbadać ich rzeczywiste nastro­

je. Almonte zapewnił mieszkańców Teksasu o pracach rządu 

background image

76 

77 

nad reformą państwa i obiecał uwzględnienie większości ich 

żądań. Zapewnienia te chwilowo uspokoiły kolonistów i Al-

monte zadowolony z wyników swojej misji powrócił do Me­

ksyku, gdzie rzeczywiście poparł niektóre z proponowanych 

przez Teksańczyków rozwiązań. Z zadowoleniem odnotował 

też, że Teksas, mimo wybuchających od czasu do czasu nie­

pokojów, należy do najdynamiczniej rozwijających się regio­

nów Meksyku. Tylko w 1834 r. produkcja bawełny pozwoliła 

wyeksportować do Stanów Zjednoczonych 7000 bel bawełny 

wartości 315 000 dolarów. Cały eksport Teksasu, obejmujący 

głównie bawełnę i skóry zwierzęce, osiągnął wartość 500 000 

dolarów. Jednocześnie jednak importowano towary o warto­

ści 630 000 dolarów. Brak gotówki w Teksasie przesądzał o 

tym, że 90 % handlu miało charakter wymiany barterowej lub 

była kredytowana. Jak zauważył płk Almonte, „w kategoriach 

handlowych nadawało to Teksasowi cechy nieustającego tar­

gowiska"

4

W kwietniu 1834 r. sytuacja polityczna w Meksyku uległa 

całkowitej zmianie. Pod wpływem konserwatystów i wojska 

Santa Anna przejął pełnię władzy i niespodziewanie zmienił 

front. Odsunął od rządów liberałów i skazał na banicję Faria-

sa, Morę i de Zavalę. Następnie zawiesił konstytucję, odwołał 

zapowiedziane reformy i rozpoczął demontaż federalizmu. Do 

października 1835 r. rządy federalistyczne zastąpiono syste­

mem centralistycznym, a Kongres podporządkowano prezy­

dentowi. Rządy konserwatystów i centralizacja władzy, utrzy­

manie kosztownych przywilejów wojska i Kościoła pogłębiły 

kryzys finansowy państwa. Wywołały też bunty w niektórych 

stanach Meksyku. 

Jeszcze w marcu 1833 r. stolica Coahuili i Teksasu została 

przeniesiona z Saltillo do Monclovy. W roku następnym wła­

dze stanowe potępiły dyktaturę SantaAnny i opowiedziały się 

za ideą federalizmu. Konserwatyści z Saltillo, widząc szansę 

'Ibidem,

 s. 63. 

na odbudowanie pozycji swojego miasta, poparli SantaAnnę i 

utworzyli konkurencyjny rząd stanowy. Pod wpływem tych 

wydarzeń w Teksasie doszło do zwołania lokalnych konwen­

cji w San Antonio (13 października) i San Felipe (20 paździer­

nika), na których jawnie zaczęto się dopominać uniezależnie­

nia Teksasu od Coahuili. Wzrost napięcia w niektórych sta­

nach skłonił SantaAnnę do wydania zarządzenia o zmniejsze­

niu liczebności milicji stanowych do poziomu-jeden milicjant 

na pięciuset mieszkańców. Ograniczeniu temu jako pierwszy 

przeciwstawił się sąsiadujący z Coahuiląstan Zacatecas w środ­

kowym Meksyku. W styczniu 1835 r. w Mexico City zebrał 

się Kongres, na którym delegaci Zacatecas zadeklarowali wier­

ność zasadom federalizmu i konstytucji z 1824 roku. Zdomi­

nowany przez zwolenników Santa Anny parlament ogłosił 

Zacatecas zrewoltowanym stanem i zagroził mu interwencją 

zbrojną. W kwietniu 1835 r. gen. Santa Anna osobiście popro­

wadził wojska rządowe do Zacatecas. 10 maja na czele 3400 

żołnierzy pokonał 5000 armię rebeliantów pod dowództwem 

przez Francisco Garcii i zajął miasto Zacatecas. Dla przykła­

du wydał je na pastwę swoich żołnierzy. Przez dwa dni woj­

ska SantaAnny grabiły stolicę Zacatecas i łupiły jej mieszkań­

ców. Jednocześnie gen. Martin Perfecto de Cos, szwagier Santa 

Anny i dowódca wojskowy północnych prowincji, otrzymał 

rozkaz udania się do Coahuili i rozpędzenia legislatury stano­

wej w Monclovie. 

Brutalne stłumienie liberalnych buntów w Zacatecas i 

Monclovie przeraziło Teksańczyków i podzieliło ich opinie 

na temat dalszego sposobu działania. Odżył wcześniejszy 

podział na partię pokojową i wojenną. Ugodowo nastawieni 

koloniści zalecali uspokojenie nastrojów i rozwiązanie kon­

fliktu metodami pokojowymi. Wielu osadników nie miało 

wyrobionego zdania, a ich poparcie dla ewentualnej zbroj­

nej rebelii było na ogół proporcjonalne do stanu posiadania. 

Mimo to, wydawało się, że w czerwcu wojna jest już nieu­

nikniona. Podobnie, jak to miało miejsce w 1832 r., w Ana-

background image

78 

huac doszło do zbrojnej konfrontacji kolonistów z wojskiem 

meksykańskim. Jeszcze w styczniu 1835 r. na rozkaz Santa 

Anny do Fort Anahuac przybył garnizon meksykański kpt. 

Antonio Tenorio, mający za zadanie ochronę tamtejszego 

urzędu celnego i zapobieganie przemytowi. Wielu Teksań-

czyków uznało to za prowokację i wstęp do wojskowej oku­

pacji Teksasu. W czerwcu grupa 25 uzbrojonych kolonistów 

pod dowództwem Williama B. Travisa zaatakowała fort i bez 

walki zmusiła załogę meksykańską do kapitulacji. Jeńców 

odesłano do kwatery gen. Cosa w Matamoros. Niektórzy dzia­

łacze frakcji pokojowej wystosowali do gen. Cosa list z wy­

razami ubolewania, określający akcję Travisa jako odosob­

niony incydent. Poirytowany Cos odrzucił usprawiedliwie­

nia Teksańczyków. Twardo zażądał aresztowania odpowie­

dzialnych za wydarzenia w Anahuac i wydania ich w jego 

ręce. Jego żądanie pozostało bez echa. 

Wzrost napięcia i groźba meksykańskiej inwazji skłoniła 

Teksańczyków do zwołania w październiku nowego spotka­

nia delegatów, tym razem w Washington-on-the-Brazos. Po­

nieważ określenie „konwencja" w oczach Meksykanów zbyt­

nio kojarzyło się z rewolucją nazwano je „konsultacją". Zu­

pełnie niespodziewanie we wrześniu powrócił do Teksasu 

zwolniony z więzienia Stephen Austin. Po 18 miesiącach wię­

ziennej izolacji był to już zupełnie inny człowiek. Natychmiast 

włączył się do agitacji na rzecz zwołania „konwencji wszyst­

kich Teksańczyków". 19 września opublikował list otwarty 

do wszystkich kolonii, w którym jednoznacznie opowiedział 

się za wojną w obronie praw Teksasu w ramach federacji me­

ksykańskiej, gwarantowanych przez konstytucję z 1824 roku. 

Austin, określając SantaAnnęjako „nikczemnego, pozbawio­

nego skrupułów, krwawego potwora", otwarcie nawoływał: 

„żadnych półśrodków, tylko wojna na całego!"

5

. Zaskoczyło 

to wielu dawnych kolonistów, uważających go za swojego nie-

79 

kwestionowanego przywódcę, którzy teraz opowiadali się za 

utrzymaniem status quo. 

We wrześniu rozgniewany odmową wydania Travisa i jego 

ludzi gen. Cos wylądował z 500 żołnierzami w Zatoce Copa-

no, koło Corpus Christi, i pomaszerował do San Antonio. 

Marszowi jego wojsk towarzyszyły wiadomości o planach 

usunięcia z Teksasu wszystkich Amerykanów przybyłych tu 

po 1830 r., rozbrojenia kolonistów i aresztowania wszystkich 

przeciwników dyktatury gen. Santa Anny. 9 października 1835 r. 

gen. Cos wkroczył do San Antonio. Tu dowiedział się o sto­

czonej tydzień wcześniej potyczce pod Gonzales. 

5

Haythornthwaite,op. cit., s. 6. 

background image

REWOLUCJA TEKSASKA 

Nieprzyjaciel zażądał bezwarunkowej kapitulacji i zagroził, że w razie 

zdobycia fortu garnizon zostanie wycięty do nogi.Odpowiedziałem na to 

wystrzałem armatnim. Nasza flaga wciąż dumnie powiewa nad murami. 

Nigdy się nie poddam ani nie wycofam [...] 

(ppłk William Barret Travis, Alamo 1836) 

BITWA O SAN ANTONIO 

Jeszcze przez wiele dni, po rozpuszczeniu wici, do Gonza-

les, pojedynczo i grupami, codziennie przybywali uzbrojeni 

ochotnicy z różnych kolonii w Teksasie. W ciągu dwóch tygo­

dni zebrało się ich tutaj przeszło 500. Zupełnie niezorganizo-

wani, przypominali bardziej uzbrojony tłum niż regularne 

wojsko. Tylko niewielu miało doświadczenie wojskowe, jak 

Sam Houston, dowodzący ochotnikami z San Augustine i Na-

cogdoches, czy James W. Fannin, który na czele zorganizo­

wanego przez siebie oddziału wziął udział w potyczce pod 

Gonzales. Większość stanowili niewyćwiczeni farmerzy i rze­

mieślnicy, ale było też trochę myśliwych i ludzi pogranicza, 

którzy ze swoimi długimi strzelbami nadawali całemu zbioro­

wisku charakterystyczny wygląd. 

9 października 1835 r., w tym samym czasie, kiedy wojska 

gen. Cosa wkraczały do San Antonio, 40-osobowy oddział te-

ksaskich ochotników pod dowództwem kpt. George'a M. Col-

linswortha zaatakował Goliad. Zaskoczona meksykańska za­

łoga La Bahii dowodzona przez płk Candelle poddała presidio 

prawie bez walki. W ręce Teksańczyków wpadły duże zapasy 

81 

broni i materiałów wojennych zgromadzone w magazynach 

La Bahii. Była to pierwsza ofensywna akcja Teksańczyków w 

tej wojnie. 5 listopada ochotnicy z Goliad zdobyli fort Lipan-

titlan nad rzekąNueces. W ten sposób przerwano ostatniądrogę 

komunikacyjną pomiędzy meksykańskimi garnizonami w 

Matamoros i San Antonio. 

10 października do Gonzales przybył Stephen Austin. Za 

jego namową przegłosowano decyzję o przesunięciu terminu 

Konsultacji w Washington-on-the-Brazos i usunięciu do tego 

czasu wszystkich wojsk meksykańskich z Teksasu. Mimo braku 

kwalifikacji wojskowych Austin został wybrany generałem i 

naczelnym dowódcąteksaskiej armii ochotniczej. 12 paździer­

nika 500 pełnych entuzjazmu, choć niezorganizowanych i nie­

karnych ochotników, nad którymi nawet Austin nie był w sta­

nie zapanować, wyruszyło bezładną gromadą w kierunku San 

Antonio. 

W tym samym czasie, kiedy „armia" Austina zbliżała się 

do San Antonio, w San Felipe powołano namiastkę rządu 

tymczasowego, jak na ironię nazwanego Stałą Radą (Per-

manent Council). Na jej czele, jako tymczasowy guberna­

tor, stanął przedstawiciel frakcji wojennej Henry Smith. 

Rada zatwierdziła wybór Austina na naczelnego dowódcę i 

rozpoczęła organizowanie zaopatrzenia oraz zaplecza dla 

wojska (na początek oddziałom teksaskim oblegającym San 

Antonio wysłano jako zaopatrzenie zapasy meksykańskie 

zdobyte w La Bahii). Podjęto też decyzję o utworzeniu sy­

stemu pocztowego z centrum w San Felipe mającego 

usprawnić łączność w okresie wojny. Rada wydała też pa­

tenty kaperskie uprawniające do atakowania statków me­

ksykańskich i mianowała Thomasa F. McKinneya specjal­

nym komisarzem do negocjowania pożyczki z USA w wy­

sokości 100 000 dolarów. Przede wszystkim jednak wysto­

sowała apel do Amerykanów w USA, wzywający do 

udzielenia pomocy sprawie Teksasu. Na polecenie Rady za­

rekwirowano pieniądze z opłat ziemskich i ceł, przeznacza-

background image

jąc je na żołd dla ochotników oraz zakup broni, amunicji i 

zaopatrzenia dla wojska. 

28 października 90 ochotników teksaskich pod dowództwem 

charyzmatycznego awanturnika, słynnego pogromcy Indian i 

mistrza pojedynków Jima Bowie oraz Jamesa Fannina, zaata­

kowało wysuniętą placówkę gen. Cosa w misji Concepcion, 

położonej dwie mile od SanAntonio. Załoga meksykańska stra­

ciła w bitwie 67 zabitych i drugie tyle rannych, głównie od 

ognia teksaskich strzelców wyborowych posługujących się 

swoimi długimi strzelbami myśliwskimi. 26 listopada, w od­

ległości mili od San Antonio, ochotnicy Bowiego i Fannina 

ostrzelali duży oddział meksykański wracający do miasta z 

zapasami paszy dla koni. Meksykanie z trudem wycofali się 

pod osłonę własnej artylerii. Posiłki wysłane przez gen. Cosa 

na pomoc zaatakowanym zostały odparte przez główne siły 

Teksańczyków. Dalekonośne karabiny Amerykanów znowu 

zebrały krwawe żniwo. Zginęło około 50 żołnierzy meksykań­

skich, kilkudziesięciu było rannych. Po stronie teksaskiej zo­

stało rannych 2 ludzi a jeden zaginął. W czasie potyczki, która 

przeszła do historii pod nazwą „Bitwy o trawę" (The Grass 

Fight), w ręce zwycięzców wpadło 70 meksykańskich koni. 

3 listopada w Washington-on-the-Brazos zebrała się dłu­

go oczekiwana Konsultacja, na którą przybyło 55 delegatów 

reprezentujących 12 rad municypalnych (Austin, Bevil, Co­

lumbia, Gonzales, Harrisburg, Liberty, Matagorda, Mina, 

Nacogdoches, San Augustine, Viesca i Washing­

ton-on-the-Brazos) i dwa z trzech departamentów Teksasu 

(Brazos i Nacogdoches). Nie było tylko przedstawicieli San 

Antonio, okupowanego przez wojska gen. Cosa. 7 listopada 

opublikowano „Deklarację przyczyn" (Declaration of the Cau-

ses), oficjalny dokument wyjaśniający powody zbrojnej re­

wolty w Teksasie. Mimo nacisków niektórych delegatów, do­

magających się natychmiastowego ogłoszenia niepodległości 

Teksasu, większość odrzuciła te sugestie i przegłosowała de­

cyzję o podjęciu walki z dyktaturą gen. SantaAnny w ramach 

istniejącego państwa meksykańskiego. W Deklaracji delegaci 

zażądali przywrócenia konstytucji z 1824 r. i systemu federa-

listycznego, domagali się ustanowienia Teksasu samodzielnym 

stanem i przyznali sobie prawo użycia siły do zapewnienia 

realizacji ogłoszonych żądań. Zadeklarowali też gotowość 

udzielenia zbrojnej pomocy innym stanom Meksyku sprzeci­

wiającym się władzy gen. SantaAnny. 

Najważniejsze fragmenty Deklaracji brzmiały następująco: 

„W związku z tym, że generał Antonio Lopez de SantaAnna 

i inni dowódcy wojskowi obalili siłą federalne instytucje Me­

ksyku i unieważnili tym samym umowę społeczną istniejącą 

pomiędzy mieszkańcami Teksasu a innymi członkami konfe­

deracji meksykańskiej, dobrzy mieszkańcy Teksasu, korzysta­

jąc ze swoich naturalnych praw, uroczyście oświadczają, że: 

- Podnieśli broń w obronie swoich praw i wolności zagro­

żonych despotyzmem wojskowym i w obronie zasad republi­

kańskich gwarantowanych przez federalistyczną konstytucję 

z 1824 r., 

- Teksas nie jest już dłużej, ani moralnie, ani politycznie, 

związany umową o unii; co więcej, kierując się solidarnością 

i wspólnotą przekonań ze wszystkimi ludźmi miłującymi wol­

ność, oferuje swoją pomoc i poparcie tym stanom konfedera­

cji Meksyku, które powstaną zbrój nie przeciwko władzy woj­

skowych despotów, 

- w związku z dezorganizacją systemu federalistycznego i 

wprowadzeniem wojskowej dyktatury przyznają sobie prawo 

do wycofania się z unii meksykańskiej i ustanowienia nieza­

leżnego rządu[...]"'. 

12 listopada Konsultacja zastąpiła Stałą Radę nowym rzą­

dem tymczasowym o nazwie Rada Generalna (General Coun-

cil). Na stanowisku gubernatora pozostał Henry Smith, wice-

gubernatorem wybrano Jamesa W. Robinsona. W skład no­

wego rządu weszli, po jednym, przedstawiciele każdej z 12 

' M . A . N o o n a n , TheAlamo, The Alamo Press, San Antonio 1983, s. 4. 

background image

84 

reprezentowanych na Konsultacji rad municypalnych Teksa­

su. Jedną z pierwszych decyzji rządu, próbującego wprowa­

dzić porządek w wojsku, było mianowanie dowódcą nieist­

niejącej jeszcze regularnej armii Teksasu gen. Sama Housto-

na. Stephen Austin oraz William Wharton i Branch Archer zo­

stali wybrani specjalnymi pełnomocnikami rządu i wysłani do 

Stanów Zjednoczonych w celu uzyskania pomocy finansowej 

i militarnej oraz rekrutacji ochotników do walk w obronie 

Teksasu. 

Po mianowaniu Austina wysłannikiem do USA ochotnicy 

teksascy oblegający San Antonio wybrali na swojego dowód­

cę, doświadczonego w walkach z Indianami, gen. Edwarda 

Burlestona. 

Już na przełomie listopada i grudnia do obozu pod San An­

tonio zaczęli napływać pierwsi ochotnicy ze Stanów Zjedno­

czonych. Niektórzy przybywali pojedynczo, inni w zorgani­

zowanych grupach. Pierwszy zorganizowany i jednolicie umun­

durowany oddział stanowiły dwie kompanie ochotników z 

Nowego Orleanu tworzące batalion New Orleans Greys (na­

zwa wywodziła się od szarych mundurów wojskowych, po­

chodzących ze składów armii amerykańskiej w Nowym Orle­

anie). W jego skład wchodziło ponad 100 ochotników z 12 

stanów USA i sześciu krajów europejskich, którzy już 13 paź­

dziernika zebrali się w Nowym Orleanie odpowiadając na apel 

o pomoc dla Teksasu. Pierwsza kompania pod dowództwem 

kpt. Roberta C.Morrisa przybyła drogą morską i po wylądo­

waniu w Velasco dotarła do San Antonio w połowie listopada. 

Druga kompania, dowodzona przez kpt. Thomasa H.Breece'a, 

doszła pod San Antonio lądem drogą Camino Real przez Na-

cogdoches i połączyła się z oddziałem Morrisa pod koniec li­

stopada. W ślad za nimi do Teksasu nadciągali inni, inteligen­

ci - idealiści z Północy, awanturnicy z Południa, półdzicy my­

śliwi z doliny Missisippi, farmerzy z Alabamy, Pennsylwanii, 

Virginii i Karoliny Południowej, marynarze i mechanicy z 

Nowego Orleanu, nie brakowało też niedawnych imigrantów 

85 

z Europy: Irlandczyków, Anglików, Szkotów, Niemców, Fran­

cuzów i Polaków. Jedni odpowiadali z entuzjazmem na apele 

Teksańczyków o pomoc „w obronie zasad drogich sercu każ­

dego Amerykanina: wolności, sprawiedliwości i niepodległo­

ści"

2

, innych skłoniło do tego pragnienie przeżycia męskiej 

przygody, nędza czy okazja zdobycia łupów. Najcenniejszą 

nagrodą dla wszystkich miała być jednak ziemia, którą obie­

cywano ochotnikom z USA we wszystkich apelach o pomoc, 

od poważnych i racjonalnych do najbardziej nawet histerycz­

nych. W jednym ze swoich apeli gen. Sam Houston nawoły­

wał: „Wojna w obronie naszych praw, przysięgi którą złożyli­

śmy i naszej konstytucji jest nieuchronna [...], jeśli ochotnicy 

ze Stanów Zjednoczonych dołączą do swych braci w Teksa­

sie, otrzymająw nagrodę hojny dar w postaci ziemi [...], niech 

każdy prawdziwy mężczyzna przyjdzie tu z dobrą strzelbą i 

setką kul i [... ] niech przyj dzie j ak naj szybciej! Naszym okrzy­

kiem wojennym jest»Wolność albo Śmierć«!"

Odpowiedzią na ten i podobne apele były powstające w 

całych Stanach Zjednoczonych, zwłaszcza na Południu, punk­

ty werbunkowe oraz płynące do Teksasu transporty broni i 

amunicji. W Nowym Jorku i Bostonie zebrały się tłumy po­

tępiające rząd Meksyku i domagające się udzielenia Teksań-

czykom natychmiastowej pomocy w walce z „tyranią Santa 

Anny". W Filadelfii demonstranci spalili kukłę prezydenta 

Meksyku. W miejscowości Newport w Kentucky młody prze­

mysłowiec Sidney Sherman sprzedał swój majątek, żeby 

wyekwipować i uzbroić 5 5-osobową kompanię ochotników, 

z którą osobiście wyruszył do Teksasu. W Tennessee, słyn­

ny heros Dzikiego Zachodu, Davy Crockett, przybity poraż­

ką w wyborach do Kongresu, porzucił dom i rozpoczynając 

nowe życie ruszył do Teksasu na czele kilkunastu podob-

2

B.  H . P r o c t e r , TheBattle oftheAlamo, Texas State Historical Asso-

ciation, San Antonio 1986, s. 2 

3

H a y t h o r n t h w a i t e , o p . cit., s. 7 

background image

86 

nych do siebie straceńców, którzy przejdą do historii jako 

„Konni Ochotnicy z Tennessee". 

Sytuacja, jaką zastali pierwsi ochotnicy amerykańscy w obo­

zie pod San Antonio, nie napawała optymizmem. Lokalne od­

działy teksaskie nadal przypominały luźną zbieraninę, w której 

każdy praktycznie sam decydował o tym, czy chce brać udział 

w walce, czy wrócić do domu. Posunięta do granic normalności 

„demokracja" i brak jednolitego dowództwa powodowały cał­

kowity brak porządku i dyscypliny. Wszystkie decyzje w spra­

wach wojskowych podejmowane były przez głosowanie wśród 

oficerów. Rola dowódców była symboliczna, ochotnicy wybie­

rali ich sobie według uznania i w taki sam sposób mogli ich 

zmieniać. Jedynymi niekwestionowanymi przywódcami byli Jim 

Bowie, James Fannin i darzony powszechnym zaufaniem czar­

noskóry zwiadowca Hendrick Arnold, wolny Murzyn określa­

ny jako Jeden z najstarszych i najdzielniejszych pionierów 

Zachodu"

4

. Mimo trwającego od dwóch miesięcy oblężenia i 

stoczenia kilku zwycięskich potyczek z Meksykanami Teksań-

czycy nie mieli żadnej koncepcji prowadzenia dalszych dzia­

łań. Nadchodziła zima, nie było ciepłych okryć i dawały się już 

odczuć braki w zaopatrzeniu. Wielu Teksańczyków odchodziło 

do domu. Na początku grudnia w obozie pod San Antonio po­

zostało niespełna 400 ludzi, z czego prawie połowę stanowili 

nowo przybyli ochotnicy ze Stanów Zjednoczonych. Polowa 

rada oficerów przegłosowała Burlestona i podjęła decyzję o prze­

rwaniu oblężenia. Spotkało się to ze sprzeciwem ochotników 

amerykańskich. Kapitan Cooke z batalionu New Orleans Greys 

stwierdził, że „nie przybyli tutaj, żeby przez trzy lub cztery mie­

siące wypoczywać w koloniach"

5

. W imieniu swoich ludzi do­

magał się podjęcia zdecydowanej akcji przeciwko garnizonowi 

San Antonio jeszcze przed nadejściem zimy. 

4

 The Alamo,

 Long Barrack Museum, Taylor Publishing Co., Dallas 

1986, s. 20 

5

H a y t h o r n t h w a i t e , < ? p . cit., s. 8 

87 

Nie było to wcale takie proste. Mimo poniesionych strat 

gen. Cos miał jeszcze pod swoimi rozkazami ponad 1200 lu­

dzi, zajmujących umocnione pozycje w mieście i położonej 

obok, ufortyfikowanej misji Alamo. Jego wojska składały się 

z jednego regularnego batalionu piechoty (Morelos) i pięciu 

kompanii prezydialnych z silną artylerią, liczącą co najmniej 

24 działa. 

3 grudnia do obozu Teksańczyków przekradło się trzech 

kolonistów z San Antonio, przetrzymywanych przez Meksy-

kanów w areszcie od czasów wydarzeń w Gonzales. Z prze­

kazanych przez nich informacji wynikało, że siły meksykań­

skie są przesadzone, a wielu żołnierzy gen. Cosa to byli ska­

zańcy, niezdyscyplinowani i słabo wyćwiczeni. Następnego 

dnia w ręce Teksańczyków wpadł meksykański dezerter z za­

łogi San Antonio, por. Vuavis. W czasie przesłuchania wy­

znał, że umocnienia w mieście mają charakter prowizoryczny, 

wojsku i mieszkańcom miasta zaczyna brakować żywności a 

morale żołnierzy jest bardzo niskie. Potwierdził też informa­

cję, że znaczną część garnizonu (500 ludzi) stanowiąbyli ska­

zańcy i dezerterzy przyprowadzeni wcześniej do San Antonio 

przez płk. Ugartecheę w łańcuchach i pod konwojem regular­

nego wojska. 

4 grudnia powrócili z misji zwiadowczej nad Rio Grandę 

teksascy zwiadowcy Hendrick Arnold, Erastus „Deaf Smith 

("Głuchy" Smith) i Ben Milam. Milam, widząc większość 

Teksańczyków gotujących się do opuszczenia obozu, krzyk­

nął: „Chłopcy, kto pójdzie ze starym Benem Milamem do San 

Antonio?" To wystarczyło. Okrzyk Milama podziałał na ochot­

ników jak iskra. Przeszło 300 ludzi wyraziło chęć do walki. 

Cały dzień poświęcono na przygotowania do szturmu miasta. 

Słynny okrzyk w obozie pod San Antonio uczynił Milama 

pierwszym bohaterem wojny o niepodległość Teksasu. Ben­

jamin Rusk Milam (1788-1835), awanturnik, handlarz ziemią 

i eksplorer pochodził z Kentucky. W 1812 r. uciekł z domu, 

żeby wziąć udział w wojnie z Anglią. Do Teksasu przybył w 

background image

88 

1818 r. z zamiarem dorobienia się na handlu z Indianami. W 

szeregach armii rewolucyjnej walczył o niepodległość Meksy­

ku, a potem przeciwko cesarstwu. Później handlował ziemią 

w Teksasie i zarządzał kopalniami srebra w północnym Me­

ksyku. W1835 r. został aresztowany przez żołnierzy gen. Cosa 

za zbytnie okazywanie republikańskich poglądów, których nie 

ukrywał od czasów Iturbide. Uciekł i dołączył do kolonistów 

z Goliad, z którymi wziął udział w zdobyciu La Bahii. Po zwy­

cięskiej walce został dowódcąkompanii zwiadowców w ochot­

niczej armii Teksasu. 

4 grudnia wieczorem w kwaterze gen. Burlestona rada wo­

jenna opracowała plan walki. W bezpośrednim natarciu na 

miasto miało wziąć udział 301 ludzi podzielonych na dwie 

kolumny szturmowe. W skład pierwszej, dowodzonej przez 

Bena Milama, weszły cztery kompanie (kpt. Dickinsona, kpt. 

Englisha, kpt. Warda i kpt. Yorka), wspierane przez jedno dzia­

ło 12-funtowe. Zastępcą Milama został mjr Morris z batalionu 

New Orlean Greys. Na przewodników kolumny Milama wy­

znaczono Arnolda i Johna Mavericka, jednego z trzech kolo­

nistów, którzy poprzedniego dnia uciekli z niewoli gen. Cosa. 

Dowództwo drugiej kolumny objął płk Francis W. Johnson. 

Jego zastępcami zostali dr James Grant i mjr William T. Au­

stin. W skład kolumny Johnsona weszło pięć kompanii (kpt. 

Breece, kpt. Cookie, kpt. Edwardsa, kpt. Peackoka i kpt. Swi-

shera). Na przewodników wyznaczono „Głuchego" Smitha i 

jednego ze współtowarzyszy Mavericka, Johna W. Smitha. 

Trzeci oddział pod dowództwem ppłk Jamesa C. Neilla (kom­

panie kpt. Crane'a i kpt. Llewellyna) miał odwrócić uwagę 

Meksykanów od rzeczywistego kierunku natarcia, demonstra­

cyjnym atakiem na misję Alamo. 

W nocy na 5 grudnia kolumny szturmowe zajęły pozycje 

wyjściowe w starym młynie, kilkaset metrów za północnymi 

krańcami miasta. Przed świtem oddział Neilla ostrzelałAlamo 

rozpoczynając bitwę o San Antonio. Kolumny Milama i John­

sona, z kompaniami New Orlean Greys na czele, podeszły do 

89 

wylotów ulic biegnących równolegle od północy do główne­

go placu miasta, gdzie znajdowały się meksykańskie baryka­

dy wzmocnione działami. Wartownik, który jako pierwszy 

dostrzegł nadchodzące kolumny został zastrzelony przez „Głu­

chego" Smitha. W teksaskich działach po oddaniu kilku strza­

łów rozpadły się łoża, mimo to atakującym udało się zdobyć 

dwa kluczowe domy strzegące dostępu do głównego placu. W 

nocy Meksykanie obsadzili dachy budynków i wybili otwory 

strzelnicze w murach okalających domy. Przez cały następny 

dzień trwały zacięte walki uliczne. Główny wysiłek Teksań-

czyków skupił się na likwidowaniu meksykańskich artylerzy-

stów. Celny ogień z dalekonośnych karabinów pozwolił na 

uciszenie wszystkich meksykańskich baterii w zasięgu strza­

łu. Grupy szturmowe przebijały cienkie ściany budynków 

wypierając z nich obrońców i zdobywając w ten sposób dom 

po domu. 7 grudnia na zapleczu zdobytego pałacu gubernato­

ra (Veramendi House) zginął Ben Milam, trafiony w głowę 

przez meksykańskiego strzelca wyborowego. Następnego dnia 

Teksańczycy wyparli Meksykanów z głównego placu i w nocy 

opanowali całe miasto. Generał Cos zorganizował wycieczkę 

z Alamo wysyłając 50 żołnierzy w kierunku teksaskiego obo­

zu. Została ona odparta przez osłonę obozu wspieraną ogniem 

6-fiintowego działa. Rankiem 8 grudnia oddziały meksykań­

skie opuściły w popłochu ostatnie pozycje w San Antonio i 

wycofały się do Alamo. 9 grudnia, po pięciu dniach walk ulicz­

nych, gen. Cos uznał swoje położenie za beznadziejne i kazał 

wywiesić nad Alamo białą flagę. 10 grudnia podpisano umo­

wę kapitulacyjną. Garnizonowi meksykańskiemu zagwaran­

towano prawo swobodnego odejścia za Rio Grandę pod wa­

runkiem wydania broni, pieniędzy i całego mienia rządowego. 

W imieniu swoich żołnierzy gen. Cos złożył przyrzeczenie, że 

nigdy więcej nie będą walczyć przeciwko Teksańczykom i 

sprzeciwiać się przywróceniu konstytucji z 1824 roku. 14 gru­

dnia gen. Cos i płk Ugartechea na czele ponad 1000 żołnierzy 

odeszli w kierunku Laredo. Pozwolono im zakupić żywność 

background image

90 

91 

na drogę i zatrzymać trochę broni palnej do obrony przed In­

dianami. W pięciodniowych walkach o San Antonio poległo 

około 150 żołnierzy meksykańskich. Ranni i chorzy pozostali 

wmieście pod opieką ludności meksykańskiej. Straty Teksań-

czyków wyniosły 3 zabitych i dwudziestu kilku rannych. W 

ręce zwycięzców wpadł bogaty arsenał, w tym 21 dział oraz 

magazyny z dużą ilością prochu, amunicji i zimowych ubrań. 

24 grudnia oddziały gen. Cosa dotarły do Laredo i przekro­

czyły Rio Grandę. W pierwszy dzień Świąt Bożego Narodze­

nia 1835 r. w Teksasie nie było już ani jednego uzbrojonego 

żołnierza meksykańskiego. 

ARMIA TEKSASKA 

Szybkie i łatwe wyparcie sił meksykańskich poza linię Rio 

Grandę wywołało u większości Teksańczyków nastroje zbyt­

niej pewności siebie i samouspokojenia. Po błyskotliwym 

zwycięstwie w bitwie o SanAntonio wielu starych kolonistów 

uważało, że wojna jest już skończona i wróciło do domów, 

żeby rozpocząć przygotowania do wiosennych siewów. Ich 

miejsce zajęli amerykańscy ochotnicy, którzy przybywali do 

Teksasu, aby walczyć z Meksykanami i teraz nalegali na kon­

tynuowanie działań wojennych. 

W końcu grudnia armia teksaska liczyła około 750 ludzi, z 

czego 400 w San Antonio, 70 w Washington-on-the-Brazos, 

80 w Goliad i 200 nowo przybyłych w Velasco. Zaledwie część 

stanowiły lokalne milicje zorganizowane w kompanie o róż­

nej liczebności i dowodzone przez oficerów wybieranych przez 

ogół żołnierzy. Podstawową siłę armii tworzyły teraz oddzia­

ły ochotników z USA sformowane w samodzielne kompanie 

(nazywane od nazwisk dowódców np. kompania kpt. Cookie) 

lub bataliony (oddziały o liczebności od jednej do kilku kom­

panii, których nazwy wywodziły się od miejsca, gdzie zostały 

sformowane np. Georgia Battalion lub od charakterystyczne­

go wyglądu np. New Orlean Greys czy Alabama Red Rovers). 

Wielu ochotników amerykańskich, w przeciwieństwie do osa­

dników teksaskich, miało doświadczenie wyniesione ze służ­

by woddziałach milicji lub nawet ze służby wojskowej (wśród 

ochotników było wielu dezerterów z armii amerykańskiej). 

Generał Houston, mianowany przez Radę Generalną naczel­

nym dowódcąregularnej armii Teksasu, już w listopadzie przy­

stąpił do organizowania wojska i opracowania regulaminu 

szkolenia. Za podstawę przyjął regulamin armii USA z 1821 r. 

i taktykę walki opartą na, wzorowanym na systemie francu­

skim, Regulaminie Taktyki Wojskowej (Military Tactics Ma­

nuał), wprowadzonym przez gen. Winfielda Scotta. Żołnierze 

mieli być rekrutowani na okres 2 lat lub do końca wojny. Żołd, 

racje żywnościowe i umundurowanie miały być takie same, 

jak podczas ostatniej wojny Stanów Zjednoczonych z Wielką 

Brytanią. Dekret o organizacji regularnej armii Teksasu z li­

stopada 1835 r. zakładał utworzenie jednego pułku piechoty i 

jednego pułku artylerii, każdy w składzie dwóch batalionów 

po pięć kompanii, o liczebności 560 oficerów i żołnierzy. W 

piechocie dowództwo batalionu miało się składać z pułkowni­

ka, podpułkownika i majora. Na czele każdej kompanii liczą­

cej 56 ludzi stał kapitan, mający do pomocy podporucznika, 

czterech sierżantów i czterech kaprali. W skład dowództwa 

batalionu artylerii wchodziło dwóch podpułkowników i dwóch 

majorów. Kompanią dowodził kapitan, któremu pomagali po­

rucznik i podporucznik. Żołnierze artylerii mieli być szkoleni 

także do walki w charakterze piechoty. Cały etat armii ustalo­

no na 1120 ludzi. Mimo wysiłków Houstona i kolejnych rzą­

dów, w czasie trwania wojny, nigdy nie udało się zorganizo­

wać więcej niż 100 żołnierzy regularnych. 

Oprócz armii regularnej przewidywano istnienie formacji 

ochotniczych. Kompanie ochotnicze miały mieć podobną struk­

turę organizacyjną co wojska regularne, każda w składzie 

dwóch plutonów po 28 ludzi, z kapitanem, podporucznikiem, 

czterema sierżantami, czterema kapralami i dwoma grajkami. 

W praktyce nawet kompanie ochotnicze z trudem osiągały 

wyznaczone stany (np. kompania kpt. Benneta w marcu 1836 r. 

background image

liczyła tylko 12 ludzi). Brak jednolitego dowództwa, dyscy­

pliny i należytej organizacji były zresztą typowe dla wojsk 

teksaskich przez cały okres wojny. Kiedy jednak dochodziło 

do walki ochotnicy teksascy stawali się groźnym przeciwni­

kiem, potrafiącym skutecznie walczyć nawet przeciwko dużo 

liczniejszym oddziałom regularnej armii meksykańskiej. Je­

den z żołnierzy batalionu New Orleans Greys tak wspominał 

oblężenie San Antonio: „Nigdy nie słyszałem żadnego rozka­

zu [...], porządek i dyscyplinę w naszych szeregach utrzymy­

wała świadomość, że jesteśmy tu po to, żeby walczyć prze­

ciwko despotyzmowi [...]"

6

Niejednokrotnie podejmowano wysiłki, żeby wzmocnić 

dyscyplinę i nauczyć żołnierzy przynajmniej podstawowych 

zasad musztry i manewrów na polu walki. Instruktorami byli 

przeważnie dawni oficerowie i podoficerowie mający za sobą 

służbę w armii amerykańskiej, czasami także weterani z nie­

których armii europejskich (pełniejsze wykorzystanie ich umie­

jętności ograniczała słaba znajomość języka). W oddziałach 

Fannina na przykład musztrą i szkoleniem kierowali Joseph 

M. Chadwick, wychowanek West Point i były doradca woj­

skowy gubernatora stanu Illinois oraz były podoficer piechoty 

morskiej z okrętu USS Constitution, John S.Brooks. 

Początkowo każdy milicjant stawiał się z własną bronią i 

amunicją. Wśród kolonistów teksaskich przeważały cywilne 

muszkiety skałkowe, jak np. amerykański Tennessee Mounta-
in Rifle

 kal. 0,50 cala, oraz najróżniejsze strzelby, dubeltówki 

i śrutówki, a nawet staromodne garłacze dobre tylko do walki 

na bliską odległość. Ochotnicy amerykańscy byli z reguły 

wyposażeni w broń lepszej jakości. Przeważały drogie, długo-

lufowe sztucery myśliwskie typuPennsylwania kal. 0,44 (nie­

słusznie zwane karabinami z Kentucky), wojskowe muszkiety 

wz. M 1816 USHarper's Ferry Contract kal. 0,54, czy stare, 

ale nadal popularne brytyjskie Brown Bess kal. 0,75. Dobry 

6

 Ibidem,

 s. 37. 

93 

strzelec, a takich wśród Teksańczyków nie brakowało, potra­

fił ze swojego długolufowego karabinu „z odległości stu yar­

dów (90 m) wpakować trzy spośród pięciu wystrzelonych kul 

w kawałek papieru nie większy od srebrnej dolarówki"

7

. W 

walce ogniowej długie karabiny Teksańczyków stanowiły 

morderczą broń i powodowały ogromne ofiary wśród Meksy-

kanów. Przewyższały swym zasięgiem trzy lub czterokrotnie 

zasięg zwykłego muszkietu i potrafiły celnie razić na odle­

głość nawet do 300 metrów. 

Braki w uzbrojeniu uzupełniano zdobyczną bronią meksy­

kańską lub zakupami w Stanach Zjednoczonych. Broń zdo­

byczna była często podłej jakości i nie znajdowała wielu chęt­

nych. Za to uzbrojenie sprowadzone z USA stanowiło istotne 

wzmocnienie dla armii. W styczniu 1836 r. zakupiono w USA 

znaczne ilości broni, prochu, amunicji i innego wyposażenia 

wojskowego. Było wśród nich 440 muszkietów, 100 karabin­

ków kawaleryjskich, 200 pistoletów, 150 szabli, 432 manier­

ki, 200 ładownic i pasów amunicyjnych, trąbki, bębny, piszczał­

ki i podręczniki do szkolenia wojskowego. Pozwoliło to wio­

sną 1836 r. jednolicie uzbroić i wyekwipować niektóre od­

działy teksaskie. 

Większość artylerii teksaskiej pochodziła ze zdobyczy na 

Meksykanach. Na przykład po zajęciu San Antonio w ręce 

Teksańczyków dostało się 21 różnych dział, w tym dziewięć 

4-funtowych, dwa 6-funtowe, dwa 3-funtowe, jedna 5-funto­

wa haubica, pięć większych dział 8-, 12- i 18-funtowych oraz 

dwa działa okrętowe na obrotowych podstawach razem z amu­

nicją. Jakość tych dział przedstawiała się różnie, jeszcze go­

rzej wyglądały możliwości ich transportu, co w zasadzie unie­

możliwiało wykorzystanie artylerii w warunkach polowych. 

Jednolite umundurowanie w armii teksaskiej praktycznie 

nie istniało. Jej wygląd w pierwszym okresie wojny najlepiej 

charakteryzuje opis dokonany przez Noaha Smithwicka w dro-

' Ibidem, s. 40. 

background image

94 

dze do San Antonio: „Brakuje słów, żeby oddać wrażenie, ja­

kie wywoływał wygląd pierwszej armii Teksasu gotującej się 

do wymarszu. Naprawdę niewiele przypominała mi wojsko z 

moich dziecięcych marzeń. Tylko skórzane bryczesy miały 

cokolwiek z munduru wojskowego [...]. Obuwie nieznanego 

pochodzenia, od cywilnych butów do indiańskich mokasynów. 

Tu szerokoskrzydłe sombrero zasłaniające wojskową czapkę 

sąsiada, tam znowu wysoki cylinder obok czapki z szopa [...]. 

Wypłowiała skóra bizonia kontrastująca z kolorową kapą i 

zwiniętą w rulon watowaną kołdrą [...]. Tu wielki amerykań­

ski koń górujący nad zwinnym hiszpańskim kucem, tam pół­

krwi mustang obok powolnego, równo kroczącego muła [...]. 

Dla zwykłego obserwatora gromada fantastycznych, uzbrojo­

nych typów ludzkich, ale cel, który im przyświeca, w naszych 

oczach okrywa każde serce mundurem doskonalszym niż przy­

wdziewany na paradę przez regularne wojsko"

8

. W później­

szym okresie wojny zakupiono w Nowym Orleanie wiele ele­

mentów żołnierskiego wyposażenia, w tym 2000 par spodni, 

400 par butów, 360 kurtek, 850 koszul i 570 par skarpet, ale 

nigdy nie były to kompletne mundury. Właściwie jedynymi 

oddziałami, które były w miarę jednolicie umundurowane po­

zostały od początku bataliony New Orleans Greys i Alabama 

Red Rovers (nazwa pochodziła od zabarwionych na czerwono 

koszul myśliwskich, pełniących funkcję mundurów). Także 

część dezerterów z armii amerykańskiej zachowała swoje 

mundury, dodając do nich jedynie dystynkcje obowiązujące 

w armii teksaskiej. 

Wyposażenie osobiste zależało od własnego wyboru i moż­

liwości, chociaż ideałem było posiadanie „dobrego karabinu z 

Kentucky, ładownicy, rogu z prochem, tomahawka, noża Bo-

wie i plecaka"

9

8

 Ibidem,

 s. 38. 

9

 Ibidem,

 s. 40. 

95 

EKSPEDYCJA MATAMOROS 

Ogólny chaos, jaki niespodziewanie ogarnął zwycięskie 

oddziały teksaskie po bitwie o San Antonio, spotęgowały je­

szcze kłótnie i spory kompetencyjne pomiędzy członkami rzą­

du i dowódcami wojskowymi. Gubernator Smith od samego 

początku wszedł w konflikt ze swoimi współpracownikami, 

co było po części winą Konsultacji, która nie sprecyzowała 

nawet zakresu obowiązków rządu tymczasowego. Smith był 

zadeklarowanym zwolennikiem całkowitej niepodległości 

Teksasu. Pod jego wpływem 92 kolonistów z Goliad prokla­

mowało 20 grudnia pierwszą deklarację niepodległości Teksa­

su. W przeciwieństwie do Smitha pozostali członkowie rządu 

skłaniali się do utrzymania Teksasu w ramach Republiki Me­

ksyku i prowadzenia walki o przywrócenie konstytucji z 1824 

roku. Domagali się nawiązania współpracy z liberałami me­

ksykańskimi i udzielenia pomocy rebelii niedawnego współ­

pracownika Santa Anny gen. Jose Mexii, który w końcu 1835 r. 

podniósł bunt w Tampico. Taki był zresztą sens Deklaracji z 7 

listopada. W końcu grudnia Rada Generalna pod przewodnic­

twem wicegubernatora Robinsona zatwierdziła plan kontynu­

owania działań wojennych i przeniesienie ich na terytorium 

Meksyku. Jako cel ataku wybrano miasto Matamoros w po­

bliżu ujścia Rio Grandę, które po zajęciu przez Teksańczy-

ków miało stać się bazą do wspólnych działań z powstańcami 

gen. Mexii. Głównym promotorem tego planu stał się dr Ja­

mes Grant. Był on właścicielem licznych gruntów i kopalń w 

północnym Meksyku, które po wybuchu rebelii w Teksasie 

zostały skonfiskowane przez władze wojskowe. Liczył na to, 

że w razie obalenia Santa Anny będzie mógł odzyskać swoją 

własność. Wielu ochotników z USA, widząc możliwość splą­

drowania Matamoros i zdobycia łupów, popierało jego plany i 

żądało kontynuowania walki. Dowództwo ekspedycji do Ma­

tamoros powierzono płk. Francisowi Johnsonowi, ten jednak 

wkrótce zrezygnował z udziału w wyprawie i kierowanie 

background image

96 

97 

dalszymi przygotowaniami przejął Grant. Bez niczyjej zgody 

zagarnął zapasy ciepłych ubrań, amunicji i żywności zgroma­

dzone w San Antonio i rozpoczął werbunek ochotników. 

Planom ekspedycji sprzeciwił się gubernator Smith. Uznał 

decyzje Rady Generalnej za nielegalne i zawiesił jej działal­

ność do czasu zwołania nowej konwencji, której datę wyzna­

czono na 1 marca. W odpowiedzi na to Rada, choć nie miała 

do tego formalnych uprawnień, zdymisjonowała Smitha i po­

wierzyła pełnienie obowiązków gubernatora Robinsonowi. Ten 

6 stycznia mianował płk. Fannina dowódcą wszystkich oddzia­

łów ochotniczych z USA i polecił mu poprowadzenie ekspe­

dycji do Meksyku. 9 stycznia Fannin zakończył werbunek 

ochotników w San Antonio i na czele 300 ludzi wyruszył do 

San Patricio, które miało być jego bazą do ataku na Matamo-

ros. W San Antonio pozostał tylko ppłk Neill ze 104 ludźmi, 

pozbawionymi niemal zupełnie ciepłych ubrań i zapasów żyw­

ności. Tymczasem płk Johnson zmienił zdanie i zażądał przy­

wrócenia mu dowództwa nad wyprawą do Matamoros. Ro­

binson, niezależnie od nominacji Fannina, przychylił się do 

jego prośby. Johnson wraz z dr. Grantem dołączył do ochotni­

ków Fannina w obozie pod Refugio. 

Generał Sam Houston zajęty organizowaniem oddziałów 

regularnych nie był o tych nominacjach informowany. Kiedy 

tylko dowiedział się od gubernatora Smitha o wymarszu ochot­

ników Fannina z San Antonio, ruszył w ślad za nimi i dości­

gnął ich pod Refugio. Tam wszyscy trzej dowódcy Fannin, 

Johnston i Houston zgłosili swoje pretensje do dowodzenia 

wojskiem. W popularnym referendum, powszechnym zwycza­

jowo wśród wojsk ochotniczych, żołnierze wybrali na swoje­

go dowódcę płk. Fannina. Houston natychmiast zgłosił swój 

sprzeciw i wykorzystując swoją nietuzinkową osobowość za­

czął namawiać żołnierzy do rezygnacji z wyprawy. 

Samuel Houston (1793-1863) był postacią wyróżniającą się 

nawet w tak różnorodnym zbiorowisku, jakie tworzyli Teksań-

czycy i ochotnicy ze Stanów Zjednoczonych. Pochodził z Vir-

ginii, ale wychował się pod opieką owdowiałej matki w Ten­

nessee. Jako młody chłopak uciekł z domu i przez kilka lat 

mieszkał wśród Czirokezów. W1813 r. wstąpił jako zwiadowca 

do armii gen. Jacksona i wziął udział w wojnie z Krikami. 

Przyjaźń osobista i wspólne poglądy polityczne z Jacksonem 

pozwoliły mu osiągnąć pozycję kongresmana, stopień genera­

ła milicji stanowej i wreszcie stanowisko gubernatora Ten­

nessee. Karierę polityczną złamało mu w 1829 r. nieudane 

małżeństwo, po którym opuścił Tennessee i popadł w alkoho­

lizm. Przez kilka lat znowu mieszkał wśród Czirokezów i bro­

nił ich praw przed nieuczciwością agentów do spraw Indian. 

W 1832 r. przybył do Teksasu i osiedlił się w Nacogdoches. 

Po wydarzeniach w Gonzales koloniści z San Augustine i Na­

cogdoches powierzyli mu dowództwo lokalnej milicji, a Kon­

sultacja w Washington-on-the-Brazos wybrała go na dowód­

cę przyszłej, regularnej armii Teksasu. 

Houston słusznie przewidywał, że Santa Anna nie zrezygnu­

je z odzyskania panowania nad Teksasem i zechce zgnieść re­

belię siłą. Jako jeden z nielicznych doceniał prawdziwe niebez­

pieczeństwo meksykańskiej kontrofensywy i spodziewał się jej 

jeszcze przed nastaniem wiosny. Początkowo zamierzał zorga­

nizować obronę opartą na linii rzeki San Antonio, umocnionej 

pozycjami w Goliad i San Antonio. Później uznał, że najlep­

szym terenem do walki będą zalesione obszary wschodniego 

Teksasu, dające w razie czego możliwość wycofania się na te­

rytorium Stanów Zjednoczonych. Dlatego sprzeciwiał się roz­

dzielaniu oddziałów teksaskich i domagał się od dowódców 

podporządkowania się jego rozkazom. Zamierzał ponadto skon­

centrować wszystkie posiadane siły w pobliżu naturalnych prze­

szkód terenowych, a następnie, unikając otwartej bitwy, wcią­

gnąć wojska meksykańskie w głąb Teksasu i rozciągnąć ich li­

nie zaopatrzeniowe. Dopiero wtedy, czekając na odpowiedni 

moment, chciał zaatakować i walczyć o zwycięstwo. 

Dzięki osobowości i rzeczowej argumentacji Houstonowi 

udało się powstrzymać większość ochotników przed wymar-

background image

98 

szem do Matamoros. Tylko Johnson i Grant z około 70 ludźmi 

nie zrezygnowali ze swoich planów i wyruszyli w kierunku 

San Patricio. Pozostali żołnierze, wierni Fanninowi, postano­

wili zaczekać i przyglądać się rozwojowi sytuacji. Tymcza­

sem Fannin odmówił podporządkowania się rozkazom Hou-

stona i udał się nad Zatokę Copano po nowych ochotników 

przybyłych do Velasco. 12 lutego, w drodze powrotnej do 

Refugio, otrzymał rozkaz wicegubernatora Robinsona naka­

zujący mu obsadzenie La Bahii i „utrzymanie fortu w Goliad 

za wszelką cenę". 

Houston, sprawujący tylko formalnie dowództwo nad woj­

skiem, wrócił do Washington-on-the-Brazos. 17 stycznia 

przed wyjazdem z Refugio wysłał do San Antonio Jima Bowie 

na czele 30 ludzi z rozkazem zburzenia fortyfikacjiAlamo oraz 

ewakuowania załogi i artylerii do bezpiecznejszych miejsc w 

rejonie Gonzales i Zatoki Copano. 

Kiedy 19 stycznia Bowie przybył do San Antonio, zastał 

tam ppłk. Neilla z zaledwie 80 ludźmi, wśród których nie było 

ani jednego Teksańczyka. Znaczna część garnizonu zdezerte­

rowała, a ci co pozostali byli głodni, nieopłaceni i pozbawieni 

ciepłych okryć. Słyszeli już o marszu wojsk gen. SantaAnny i 

zdawali sobie sprawę z tego, że San Antonio, leżące przy naj­

krótszej drodze z Meksyku do serca Teksasu, będzie pierw­

szym celem ataku inwazyjnej armii meksykańskiej. Mimo to 

Neill i jego ludzie byli gotowi zostać i walczyć za murami 

Alamo. Na decyzję Neilla istotny wpływ miało to, że nie dys­

ponował żadnymi środkami transportu umożliwiającymi ewa­

kuację posiadanej artylerii, a nie chciał porzucać zdobytych z 

takim trudem dział. Po naradzie z Neillem Bowie przychylił 

się do jego decyzji i postanowił nie wykonywać rozkazu Hou-

stona o opuszczeniu SanAntonio. Być może jego wiarę w sku­

teczną obronę wzmacniała pamięć o październikowej bitwie o 

misję Concepcion? Przecież nie tak dawno kilkudziesięciu 

ochotników pod jego dowództwem, bez wsparcia artylerii i 

nieosłoniętych murem, zdołało pobić dużo liczniejsze oddzia-

99 

ły gen. Cosa. Niewątpliwy wpływ na jego decyzję miała też 

świadomość moralnego znaczenia San Antonio dla Teksasu i 

to, że Alamo było jedyną fortecą oddzielającą wojska Santa 

Anny od kolonii amerykańskich w Teksasie, zupełnie nie przy­

gotowanych przecież do walki z nadciągającym wrogiem. Żeby 

lepiej zrozumieć postępowanie Jima Bowie, trzeba przyjrzeć 

się bliżej jego biografii. 

James Bowie urodził się w 1795 r. w hrabstwie Logan w 

Kentucky (według innych źródeł w hrabstwie Burkę w Geor­

gii). Jego awanturnicza natura sprawiła, że jako flibustier wy­

prawiał się z dr. Longiem do Teksasu. Później w Luizjanie 

handlował ziemią i zrobił majątek na handlu niewolnikami, 

których kupował od pirata Jeana Lafitte. Do Teksasu przybył 

w 1828 r. i osiedlił się w SanAntonio. Przystojny, bogaty, jak 

na owe czasy nieźle wykształcony i władający płynnie trzema 

językami (mówił także po francusku i hiszpańsku) Ameryka­

nin stał się wkrótce jednym z najbardziej szanowanych oby­

wateli miasta. Na początku lat 30-tych zasłynął ze zwycięskich 

walk z Indianami, co pozwoliło mu uzyskać stopień pułkow­

nika lokalnej milicji. Jego sławę umacniało mistrzostwo w 

pojedynkach, w których posługiwał się zaprojektowanym przez 

siebie ogromnym nożem (tzw. Bowie Knife). Wynaleziony 

przez Bowiego nóż jeszcze za jego życia stał się ulubioną bro­

nią ludzi pogranicza i jedną z legend Dzikiego Zachodu

10

. W 

1831 r. Bowie jako naturalizowany obywatel Meksyku ożenił 

się z córką wicegubernatora Teksasu i Coahuili Juana Martina 

de Veramendi. Dwa lata później żona, dwoje dzieci i teścio­

wie Bowiego zmarli podczas epidemii cholery, co załamało 

go psychicznie i wpędziło w alkoholizm. W 1836 r. Bowie, 

10

 Nóż Bowie - nóż, którego projekt Jim Bowie opracował w grudniu 

1830 roku. Miał ostrze o dł. 25-37 cm i szerokości 5 cm. Sześciocentyme-

trowy odcinek klingi od czubka był obosieczny. Przypominający swym wy­
glądem krótki miecz, nóż Bowie był powszechnie używany na Dzikim Za­
chodzie do pojedynków, polowania, ścinania drzew, kopania ziemi w po­
szukiwaniu wody, a nawet do golenia. 

background image

100 

wycieńczony alkoholem i gruźlicą, niewiele już dbał o własne 

życie. Mimo to półlegendarna sława, jaka go otaczała i nie­

dawne zasługi w bitwach o misję Concepcion i w „Walce o 

trawę" czyniły go nadal ulubieńcem wielu Teksańczyków i 

jednym z najpopularniejszych dowódców teksaskich. 

2 lutego Bowie wysłał do gubernatora Smitha list, w którym 

charakteryzował San Antonio jako „żywotny przyczółek dla 

Teksasu, którego utrzymanie jest sprawą wielkiej wagi". Na 

koniec pisał: „Pułkownik Neill i ja doszliśmy do wspólnego 

wniosku, że raczej umrzemy za tymi murami, niż oddamy je 

wrogowi"

1

'. Zaraz potem zlecił przyspieszenie prac nad umoc­

nieniem fortyfikacjiAlamo mjr. Greenowi B. Jamesonowi. Sam 

wykorzystał swoje kontakty z mieszkańcami San Antonio do 

gromadzenia żywności, koni i pomocy finansowej dla załogi 

fortu. 

Decyzja Bowiego o pozostaniu w San Antonio obróciła w 

gruzy strategiczne plany Houstona. Bez wojska, zlekceważo­

ny najpierw przez Fannina i Johnsona, a teraz przez Bowiego 

i Neilla, złożył na ręce gubernatora Smitha dymisję z dowo­

dzenia armią. Smith nie przyjął dymisji naczelnego dowódcy, 

ale udzielił mu urlopu do 1 marca. Zniechęcony Houston udał 

się na północ do Czirokezów, żeby negocjować z nimi traktat 

pokojowy i zapewnić Teksasowi ich neutralność w obliczu 

meksykańskiej inwazji. 

Już we wrześniu 1835 r. dowódcy meksykańscy spotkali 

się w San Antonio z wodzami niektórych plemion indiańskich 

usiłując zawrzeć z nimi sojusz przeciwko Teksańczykom. Prze­

straszeni możliwością walki na dwa fronty delegaci na Kon­

sultację wydali oświadczenie gwarantujące Czirokezom pra­

wo do ziemi na północ od drogi El Camino Real i pomiędzy 

rzekami Sabinę i Angelina. Houston wykorzystał swoje wpły­

wy wśród Czirokezów i zawarł z nimi w Nacogdoches traktat 

pokojowy. Potwierdził w nim zobowiązania przyjęte przez 

"  P r o c t e r , op. cit., s. 10. 

101 

Konsultację, dzięki czemu udało się zapobiec sojuszowi In­
dian z Meksykanami (po wojnie traktat z Nacogdoches został 
unieważniony przez senat Republiki Teksasu i Czirokezów 
wygnano z ich ziemi na Terytorium Indiańskie). 

ARMIA DO OPERACJI W TEKSASIE GEN. SANTA ANNY 

Podczas gdy rząd i dowódcy wojskowi pogrążali się w spo­

rach, powiększających chaos i anarchię w wojsku, większość 
Teksańczyków nie odczuwała niepokoju. Znaczna część z nich 
wierzyła, że po zwycięstwie nad wojskami gen. Cosa Meksy­
kanie nie zdecydują się już nigdy na powrót do Teksasu.Ci, 
którzy tak nie myśleli, uważali, że ofensywy meksykańskiej 
nie należy się spodziewać wcześniej niż na wiosnę. Ich prze­
widywania, nawet jeśli błędne, wydawały się logiczne. 

Meksyk cierpiał na ustawiczne kłopoty finansowe, jego ar­

mię osłabiały ciągłe walki wewnętrzne, a rząd był zdezorgani­
zowany i ledwo radził sobie z utrzymaniem porządku w bun­
tujących się stanach południowego i środkowego Meksyku. 
Nawet bujne trawy teksaskiej prerii zimą nie były w stanie 
dostarczyć armii meksykańskiej wystarczającej ilości paszy 
dla koni i bydła. 

Ani jedni, ani drudzy nie docenili ogromnej energii i deter­

minacji gen. Santa Anny. Zgniecenie rebelii w Teksasie stało 
się dla niego nie tylko sprawą honoru, ale i koniecznością po­
lityczną, obliczoną na wzmocnienie jego prestiżu w społeczeń­
stwie i zapewnienie mu sprawowanie władzy w Meksyku. Już 
w sierpniu 1835 r. Santa Anna ogłosił zamiar usunięcia siłą z 
Teksasu wszystkich popierających rebelię osadników amery­
kańskich. Zagroził też egzekucją wszystkim cudzoziemcom i 
obcym ochotnikom schwytanym z bronią w ręku na teryto­
rium Teksasu. 

Przygotowania do odbicia Teksasu gen. Santa Anna rozpo­

czął wczesną jesienią w San Luis Potosi, gdzie nakazał kon­

centrację oddziałów mających wejść w skład Armii do Opera-

background image

cji w Teksasie. Przerwał je na krótko zbrojny bunt gen. Me-

xii w Tampico i indiańska rebelia w stanie Jukatan. Santa 

Anna szybko uzyskał niezbędne fundusze na sfinansowanie 

kampanii sprzedając skonfiskowane dobra buntowników i za­

ciągając pożyczki na wysoki procent od Kościoła i lichwia­

rzy. Chociaż administracja meksykańska była tradycyjnie nie­

efektywna i skorumpowana, a system zaopatrzenia zupełnie 

niewydolny, Santa Anna wydał ogromne sumy pieniędzy, 

żeby należycie zorganizować i przygotować swoje wojska 

do działań wTeksasie. Szeregi armii uzupełnił przymuso­

wymi poborowymi, głównie wyzwolonymi skazańcami i In­

dianami ze spacyfikowanych stanów Zacatecas i Jukatan. 

Swoim dowódcom, generałom Vicente Filisoli, Eugenio Tol-

sie i Antonio Gaonie rozkazał zakupienia 50 ton sucharów, 

500 koni dla kawalerii oraz kltku" tysięcy jucznych mułów i 

wołów do ciągnięcia wozów taborowych. W grudniu 1835 r. 

jego siły zgromadzone w San Luis Potosi wynosiły około 

4000 żołnierzy, z braku czasu tylko częściowo wyćwiczo­

nych i wyekwipowanych. 

Jesienią 1835 r. armię meksykańską, w której skład jak 

dawniej wchodziły wojska regularne i milicje terytorialne, 

poddano całkowitej reorganizacji. 

W piechocie regularnej, w miejsce dotychczasowych 13 nu­

merowanych batalionów, powołano 10 nowych nazwanych 

imionami zasłużonych bohaterów wojny o niepodległość Me­

ksyku: Hidalgo (sformowany z dawnych 1 i 2 batalionów), 

Allende (z 3 batalionu), Morelos (z 4 batalionu), Guerrero (z 5 ba­

talionu), Aldama (z 6 batalionu), Jimenez (z 7 i 12 batalio­

nów), Landero (z 8 i 9 batalionów), Matamoros (z 10 batalio­

nu), Abasolo (z 11 batalionu) i Galeana (z 13 batalionu). Każ­

dy batalion składał się z sześciu kompanii piechoty liniowej 

(fizylierzy) i po jednej kompanii grenadierów i strzelców lub 

lekkiej piechoty (tzw. kompanie wyborcze). W zależności od 

potrzeb kompanie wyborcze mogły być wydzielane ze składu 

macierzystych jednostek i formowane ad hoc w bataliony gre­

nadierów lub strzelców. Liczebność batalionów, tak wojsk 

regularnych jak i milicji, była różna. W grudniu 1835 r. w San 

Luis Potosi najliczniejszy z dziewięciu skoncentrowanych tam 

batalionów liczył 452 ludzi, najsłabszy zaledwie 189. Liczeb­

ność kompanii wahała się od 58 do 34 żołnierzy. Organizacja 

batalionów milicji była taka sama jak wojsk regulamychTNb-

siły one nazwy miejscowości, w których zostały sformowane. 

Poza batalionami wojsk regularnych i milicji istniało osiem 

kompanii garnizonowych, stanowiących załogi głównych 

twierdz nadmorskich: Acapulco, pierwsza i druga Bacalar, 

wyspy Carmen, San Blas, pierwsza i druga Tabasco i kompa­

nia Tampico. Dekret o organizacji wojska z 1835 r. przewidy­

wał także przekształcenie części oddziałów regularnych i mi­

licji w bataliony lekkiej piechoty. Miały być organizowane na 

wzór francuski z przeznaczeniem do szybkich przemarszów i 

prowadzenia walki ogniowej w szyku luźnym, każdy w skła­

dzie ośmiu kompanii, w tym jednej kompanii strzelców wybo­

rowych. W kompaniach grenadierskich służyli zwykle najbar­

dziej doświadczeni żołnierze, najlepsi strzelcy wchodzili w 

skład kompanii strzeleckich, a najsprawniejsi fizycznie w skład 

kompanii lekkiej piechoty. Podstawową masę piechoty linio­

wej tworzyli fizylierzy. 

Organizacja wojska, wyszkolenie i ekwipunek były począt­

kowo oparte na wzorach hiszpańskich. Generał Santa Anna, 

który od czasu zwycięstwa nad Hiszpanami w Tampico nadał 

sobie miano „Napoleona Zachodu", wprowadził jednak wiele 

rozwiązań przejętych z armii francuskiej. Mimo przyswajania 

wzorów europejskich dyscyplina i wyszkolenie żołnierzy były 

niskie (np. dopiero w 1847 r. wprowadzono obowiązek salu­

towania wyższym stopniem). Teoretycznie wszystkie manew­

ry wykonywano na rozkaz sygnalizowany dźwiękiem trąbki. 

W praktyce szkolenie meksykańskiego piechura ograniczało 

się jedynie do marszu i posługiwania się bronią. 

Kawaleria meksykańska składała się z jednostek regular­

nych i milicji zorganizowanych w pułki. W 1835 r. w miejsce 

background image

104 

105 

13 dotychczasowych pułków kawalerii regularnej zorganizo­

wano 6 nowych. Nosiły one nazwy najważniejszych pól bi­

tewnych wojny o niepodległość: Cuautla (sformowany z daw­

nych 11 i 12 pułków kawalerii), Dolores (z 3 i 6 pułków kawa­

lerii), Iguala (z 4 i 10 pułków kawalerii), Palamar (z 2, 7 i 13 

pułków kawalerii), Tampico (z 1 i 8 pułków kawalerii) i Vera-

cruz (z 5 i 9 pułków kawalerii). Każdy pułk składał się z czte­

rech szwadronów po dwie kompanie i dysponował oddziałem 

saperów podlegających bezpośrednio dowódcy pułku. Oprócz 

pułków kawalerii regularnej istniały także dwa samodzielne 

szwadrony Jukatan i Tabasco. Podobnie jak w piechocie, w 

1835 r. część jazdy przekształcono w lekką kawalerię, pozba­

wiając ją lanc i wzmacniając jej siłę ogniową. 

Za najlepsze oddziały w armii meksykańskiej uchodziły woj­

ska inżynieryjne i artyleria. W San Luis Potosi samodzielny 

batalion saperów (Zapadores) liczył zaledwie 185 ludzi i był 

traktowany jako rezerwa armii. Artyleria, chociaż formalnie 

zorganizowana w brygady, nie stanowiła jednej całości i była 

porozdzielana poszczególnymi bateriami lub nawet pojedynczy­

mi działami po różnych jednostkach piechoty i kawalerii. 

Uzupełnieniem wojsk regularnych i milicji stanowych były 

kompanie prezydialne, stacjonujące w fortach na północnym 

pograniczu. Składały się z oddziałów piechoty, jazdy i kawa­

lerii, a ich żołnierze rekrutowali się głównie z miejscowych 

mieszkańców pochodzenia hiszpańskiego. Po wybuchu woj­

ny w Teksasie większość z nich pozostała wierna rządowi Santa 

Anny i wzięła udział w walkach z Teksańczykami. 

Największą słabością armii meksykańskiej był brak zorga­

nizowanego transportu, systemu zaopatrzenia i opieki medycz­

nej . Wojsku towarzyszyły zwykle gromady drobnych kupców, 

markietanek i prostytutek (soldaderas), które powodowały 

dezorganizację przemarszów, ale okazywały się niezbędne dla 

normalnego funkcjonowania armii. W sierpniu 1836 r. utwo­

rzono wojskową służbę zdrowia (podczas wojny w Teksasie 

korzystano często z pomocy amerykańskich jeńców-lekarzy). 

Nawet osobisty lekarz gen. Santa Anny był tylko wiejskim 

chirurgiem zwerbowanym do służby w wojsku. 

Umundurowanie wojsk meksykańskich wzorowane było 

początkowo na kolonialnej armii hiszpańskiej. Podczas gdy 

oficerowie meksykańscy należeli do najpiękniej ubranych na 

świecie, zwykłym żołnierzom często brakowało kompletnego 

ubrania. W1832 r. podjęto próbę ujednolicenia umundurowa­

nia przez zakup we Francji dużej liczby mundurów pozosta­

łych jeszcze po różnych armiach napoleońskich. Pozwoliło to 

na wyposażenie w nowe uniformy wojsk regularnych i części 

milicji stanowych. 

O ile w zakresie organizacji, szkolenia i umundurowania 

wojska przeważały wpływy hiszpańskie i francuskie, o tyle 

uzbrojenie armii meksykańskiej pochodziło głównie z dostaw 

brytyjskich. 

Piechota meksykańska uzbrojona była w różne rodzaje gład-

kolufowych muszkietów skałkowych, wśród których najpo­

pularniejszy był stary, brytyjski Brown Bess kal. 0,75 cala (19 

mm). Ważył on 5,3 kg i był długi na 116 cm (plus 43 cm ba­

gnet kłujący). Z muszkietu Brown Bess wystrzeliwano kule o 

wadze 28 g na odległość do 90 m. Jego szybkostrzelność wy­

nosiła 1-2 strzały na minutę, przy czym średnio co szósty po­

cisk nie trafiał do celu. W latach trzydziestych XIX w. była to 

już broń od dawna przestarzała. Niektóre jej partie, jak te wzoru 

India Patterns,

 zostały wcześniej odrzucone i uznane za nie-

nadające się do uzbrojenia armii brytyjskiej. Lekka piechota i 

część kawalerii były wyposażone w krótszą odmianę muszkietu 
Brown Bess

 o długości 96 cm. Kompanie strzeleckie i strzelcy 

wyborowi byli uzbrojeni w nowsze, gwintowane karabiny 
Bakera

 wz. 1800 kal. 0,60. Razem z długim sieczno-kłującym 

bagnetem karabin liczył sobie 175 cm długości i ważył 5 kg. 

Raził skutecznie na odległość do 275 m, a jego szybkostrzel­

ność wynosiła przeciętnie dwa strzały na minutę. 

Uzbrojenie kawalerii stanowiły szable wzorowane na hi­

szpańskiej szabli kawaleryjskiej z 1825 r., pistolety i karabin-

background image

106 

ki (dragoni) lub krótkie muszkiety (lekka kawaleria i jazda 

prezydialna). Większość kawalerii uzbrojona była także w dłu­

gie na 225 cm lance z proporczykiem, zakończone trójkątnym 

lub czworokątnym ostrzem o długości 22 cm. 

Wyposażenie artylerii stanowiły różne działa żelazne i mo­

siężne 4,6- i 8-funtowe oraz 5- i 7-funtowe haubice. Cięższe 

armaty 12- i 18-funtowe wykorzystywano do działań pozycyj­

nych i używano do obrony lub ostrzeliwania twierdz i umoc­

nionych pozycji przeciwnika. Przy zdecydowanie gorszym niż 

w armiach europejskich wyszkoleniu meksykańskich artyle­

rzystow celny ogień z dział można było prowadzić na odle­

głość 500-600 metrów. Żelazne kule wystrzeliwane z tej od­

ległości mogły zabić nawet 40 ludzi stojących lub maszerują­

cych w zwartym szyku. Strzelano także kartaczami, których 

skuteczny zasięg wynosił do 400 m. Ogromną bolączką me­

ksykańskiej artylerii była niedostateczna jakość sprzętu i brak 

wystarczającej liczby środków transportu. 

W 1833 r. z powodu złego stanu sprzętu rozformowano je­

dyną w armii meksykańskiej brygadę artylerii konnej, a nie­

które forty na północnych kresach z braku odpowiednich ar­

mat były wyposażone w stare działa okrętowe (kilka dział tego 

typu Teksańczycy zdobyli w Goliad po zajęciu La Bahii). 

Chociaż w kategoriach europejskich armia meksykańska 

była słabo wyposażona i niedostatecznie wyszkolona, nie bra­

kowało w niej zdolnych i doświadczonych oficerów. Niektórzy 

z nich, jak wykształcony w USA płk Juan Almonte czy ppłk 

Jose de la Pena z batalionu Zapadores, byli prawdziwymi za­

wodowcami. Wiele stanowisk dowódczych sprawowali do­

świadczeni oficerowie z armii europejskich, wśród których 

wyróżniali się zastępca SantaAnny, pochodzący z Włoch, gen. 

Vicente Filisola, były napoleoński oficer gen. Adrian Woli czy 

polski artylerzysta gen. Konstanty Malczewski. Ogólnie jed­

nak armia gen. SantaAnny skoncentrowana w San Luis Potosi 

nie prezentowała się najlepiej. Nawet jeśli jej trzon stanowili 

bitni i doświadczeni weterani, nie starczyło czasu, aby należy-

107 

cie wyposażyć i wyszkolić tysiące nowych rekrutów. Najgor­

szym elementem okazali się Indianie z plemienia Majów na­

prędce wcieleni do wojska po spacyfikowaniu rebelii na Juka-

tanie, których ppłk de la Pena scharakteryzował jako „abory­

genów, nie znających języka i ledwie umiejących trzymać w 

ręku muszkiet"

12

28 listopada gen. Santa Anna opuścił stolicę i wyruszył do 

wojsk zbierających się w San Luis Potosi. Pod koniec grudnia 

dotarły do niego wiadomości o upadku San Antonio. O ile 

przedtem był zdecydowany poświęcić więcej czasu na przy­

gotowanie armii i poczekać z ukaraniem Teksańczyków, o tyle 

wiadomość o klęsce gen. Cosa wywołała w nim furię i przy­

śpieszyła decyzję wymarszu. 

W połowie grudnia 1835 r. armia meksykańska przezna­

czona do działań w Teksasie liczyła około 5000 żołnierzy i 

składała się z trzech brygad piechoty i brygady kawalerii. 

W skład pierwszej brygady, dowodzonej przez gen. Joaqu-

ina Ramireza y Sesmę, weszły: regularne bataliony Matamo-

ros (272 ludzi) i Jimenez (274), batalion milicji San Luis Po­

tosi (452), regularny pułk kawalerii Dolores (290) oraz 62 ar­

tylerzystow z siedmioma działami (dwa 8-funtowe, dwa 6-fun-

towe, dwa 4-funtowe i 7-funtowa haubica). Brygada Sesmy 

liczyła 1350 doświadczonych żołnierzy i stanowiła straż prze­

dnią armii Santa Anny. 

W skład drugiej brygady gen. Antonio Gaony weszły: regu­

larny batalion Aldama (393), bataliony milicji Toluca (324), 

Queretaro (375) i Guanajuato (391) oraz 63 artylerzystow z 

sześcioma działami (dwa 12-funtowe, dwa 6-funtowe i dwa 4-

tuntowe), razem około 1550 żołnierzy. 

Trzecią brygadę dowodzoną przez gen. Eugenio Tolsę two­

rzyły: regularny batalion Guerrero (403), bataliony milicji Me-

xico City (363) i Guadalajara (428) oraz 60-osobowy oddział 

artylerii z sześcioma działami (dwa 8-funtowe, dwa 4-funto-

l 2

H a y t h o r n t h w a i t e , o p . cit., s. 23. 

background image

108 

we i dwie 7-funtowe haubice). Brygada Tolsy liczyła około 

1250 ludzi. 

W skład brygady kawalerii gen. Juana Jose de Andrade 

wchodziło około 700 żołnierzy z regularnych pułków Tampi-

co (250) i Cuautla (180), pułku milicji Guanajuato (180) oraz 

elementy pułków San Luis Potosi (40) i Bajio (30). 

W końcu grudnia armia Santa Anny opuściła San Luis Po­

tosi i 7 stycznia dotarła do Saltillo. Stąd, jako pierwsza, ruszy­

ła w stronę Rio Grandę brygada gen. Sesmy, która miała połą­

czyć się z wojskami z Coahuili i przygotować przeprawę przez 

rzekę na wysokości Presidio de Rio Grandę. Jednocześnie Santa 

Anna wysłał rozkazy gen. Cosowi stojącemu nadal z niedobit­

kami swoich wojsk w Laredo. Nakazał mu zignorowanie przy­

rzeczenia danego Teksańczykom po kapitulacji San Antonio i 

przygotowanie podległych mu oddziałów do inwazji Teksasu. 

Główne siły armii pozostały w Saltillo do 26 stycznia. Tu 

dołączyły do nich nowe oddziały przybywające z głębi kraju 

(w tym bataliony milicji Yucatan i Tres Villas sformowane z 

Indian). 26 stycznia, po generalnym przeglądzie wojsk, armia 

ruszyła na północ. Wydzielony oddział gen. Jose Francisco Urrey 

(pułk Cuautla, oddziały kawalerii z pułków San Luis Potosi i 

Bajio oraz batalion Yucatan, razem około 600 żołnierzy) wy-

maszerował do Matamoros, skąd miał zaatakować osiedla ame­

rykańskie leżące wzdłuż wybrzeża Zatoki Meksykańskiej. 

1 lutego armia SantaAnny dotarła do Monclovy. Towarzy­

szył jej ogromny tabor składający się z 233 wozów ciągnię­

tych przez woły oraz 1800 jucznych mułów. Jak zwykle, za 

wojskiem podążały tłumy handlarzy i kobiet, dezorganizujące 

porządek marszu. Dalsza droga w kierunku Rio Grandę odby­

wała się w okropnych warunkach terenowych i pogodowych. 

Najpierw pustynne obszary Coahuili, a później góry północ­

nego Meksyku dały się porządnie we znaki nienawykłym do 

takich warunków żołnierzom meksykańskim. Głód, śnieg i 

przenikliwy wiatr z północy zbierały śmiertelne żniwo, szcze­

gólnie wśród Indian z Jukatanu wychowanych w tropikach. 

109 

Szlak przemarszu znaczyły połamane wozy taborowe, trupy 

padłych zwierząt i ciała zmarłych żołnierzy. Brak wody i 

zmniejszone o połowę racje żywnościowe zmuszały ludzi do 

jedzenia dzikich orzeszków, kaktusów i innej roślinności. To 

z kolei wywołało epidemię dezynterii, która powiększyła je­

szcze liczbę ofiar. W oficjalnym raporcie gen. Filisola napi­

sał: „Marsz był wyjątkowo trudny z powodu zimna, niedosta­

tecznej ilości wody, braku paszy dla zwierząt i odpowiednie­

go schronienia dla ludzi[.. .]"

1 3

. Głodna, wyczerpana i wstrzą­

śnięta stratami armia Santa Anny z trudem posuwała się 

"naprzód. Wreszcie 12 lutego dotarła do brzegów Rio Grandę, 

"gdzie czekał już gen. Sesma ze swoją brygadą. 

Przed wkroczeniem do Teksasu gen. Santa Anna znowu zre­

organizował swoje siły. Po dokonaniu zmian skład jego armii 

wyglądał następująco: 

- brygada gen. Sesmy (wzmocniona do 1541 ludzi przez 

oddziały milicji stanowej z Coahuili), 

-brygadagen. Gaony (batalionyAldama, Toluca, Quereta-

ro i Guanajuato, batalion saperów Zapadores, kilka kompanii 

prezydialnych i 6 dział z obsługą), 

- brygada gen. Tolsy (bataliony Morelos, Guerrero, Mexi-

co City, Guadalajara i Tres Villas oraz 6 dział z obsługą), 

- brygada kawalerii gen. Andrade (pułki Tampico i Guana­

juato). 

16 lutego Santa Anna z brygadą gen. Sesmy przekroczył Rio 

Grandę i ruszył starym szlakiem El Camino Real w kierunku 

San Antonio, odległego o niecałe 120 mil. Pozostałe siły armii 

miały wyruszyć w drogę po kilkudniowym odpoczynku, i połą­

czyć się z żołnierzami gen. Cosa za rzeką Frio w miejscu, gdzie 

schodziły się drogi z Presidio de Rio Grandę i Laredo. 

Warunki marszu do San Antonio okazały się równie trudne 

jak w północnym Meksyku. W dzień marsz opóźniały silne 

wiatry unoszące tumany kurzu i piasku. W nocy północny wiatr 

13

 TheAlamo,

 Long Barrack Museum, op. cit., s. 22. 

background image

110 

przy ganiał chmury gradowe i ścinał wodę warstwą lodu, ogra­

niczając dostęp do wody. Po kilku dniach ociepliło się, ale 

sytuacja wcale się nie poprawiła, bo strumienie zaczęły wysy­

chać, a teksascy zwiadowcy palili przed sobącałe połacie pre­

rii. W ciągu dwóch dni tylko w brygadzie gen. Gaony padło 

100 wołów, a kawalerzyści gen. Andrade musieli zejść z koni 

i maszerować pieszo obok wyczerpanych wierzchowców. W 

końcu lutego zaczęły padać ulewne deszcze, które zamieniły 

strumienie w rwące potoki, a drogi w rzeki błota. Wreszcie, 

21 lutego, czołowe oddziały brygady gen. Sesmy dotarły do 

rzeki Medina w odległości 25 mil od San Antonio. Dwa dni 

później, po opadnięciu wody, wojska meksykańskie przekro­

czyły rzekę i podeszły do miasta pod osłoną pasma wzgórz 

Desidero, rozciągającego się półtorej mili na południe od San 

Antonio. Przebycie 365 mil z Saltillo zabrało im 29 dni. 

OBLĘŻENIE ALAMO 

Misja San Antonio de Valero została założona przez hiszpań­

skich franciszkanów w 1718 r. jako centrum misyjne dla Indian 
z doliny rzeki San Antonio. Kiedy w latach 1762-63 choroby 
przywleczone przez przybyłych z Meksyku żołnierzy zdziesiąt­
kowały okolicznych Indian, jej znaczenie podupadło. Ostatecz­

nie około 1793 r. misja przestała być wykorzystywana do celów 
religijnych i stała się tylko miejscem zamieszkania nielicznych, 

żyjących tu jeszcze Indian. Pod koniec XVIII w. otoczone ka­
miennym murem budynki misji zaczęto wykorzystywać jako 

fort i schronienie przed napadami Komanczów i innych wro­
gich plemion. Od 1801 do 1825 r. załogę misji stanowiła konna 
kompania hiszpańskich wojsk prezydialnych sformowana w 
mieścieAlamo de Parras w Coahuili. Garnizon, znany jako kom­

pania Alamo, dał nazwę fortecy i pod taką nazwą stała się ona 
znana wśród mieszkańców Teksasu. 

Misja Alamo, chociaż wykorzystywana przez lata jako fort, 

nie była budowana z myśląo przeznaczeniu wojskowym. Zaraz 

111 

po swoim przybyciu do San Antonio Jim Bowie przy pomocy 

ppłk. Neilla dokonał inspekcji Alamo i zbadał jej możliwości 

obronne. 

Powierzchnia misji wynosiła około 3 akrów (1,2 ha). Naj­

bardziej charakterystycznym obiektem na jej terenie był ko­

ściół pochodzący z 1758 r., z częściowo zawalonym dachem, 

którego nigdy nie odbudowano. Centralny punkt misji stano­

wił duży, prostokątny plac o długości 140 i szerokości 50 me­

trów, przecięty rowem doprowadzającym wodę. Plac otaczał ka­

mienny mur o wysokości od 2,7 do 3,6 m i grubości 90-120 cm. 

Po wschodniej stronie placu wznosił się długi na 70 m, piętro­

wy budynek dawnego konwentu zwany „długimi koszarami", 

którego liczne drzwi i okna skryte pod arkadami wychodziły 

na podwórze. Na piętrze, w południowym skrzydle „długich 

koszar", graniczącym z kaplicą znajdował się szpital polowy, 

zorganizowany przez 3 3-letniego lekarza z Nowego Jorku dr. 

Amosa Pollarda i pięciu innych lekarzy, jacy znaleźli się w 

załodze Alamo. Od północy i wschodu do muru przylegał rząd 

murowanych pomieszczeń gospodarczych, a od strony połu­

dniowej wzmacniał go parterowy budynek mieszkalny zwany 

„niskimi koszarami". W jego bezpośrednim sąsiedztwie znaj­

dowała się główna brama wjazdowa o szerokości koło 3 m, 

osłonięta ziemno-drewnianą lunetą. Za „długimi koszarami" 

rozciągały się otoczone murem zagrody dla koni i bydła. Naj­

słabszym punktem systemu obronnego misji była 25-metrowa 

dziura w południowo-wschodniej części muru, pomiędzy ko­

ściołem a „niskimi koszarami", częściowo zabarykadowana 

gruzem i kłodami drzewa przez żołnierzy meksykańskich pod­

czas oblężenia San Antonio w grudniu 1835 roku. Podobna 

kilkumetrowa wyrwa zatarasowana ziemnym nasypem wzmoc­

nionym palisadą znajdowała się po przeciwnej stronie muru, 

koło północno-zachodniego narożnika. Cały obwód murów ota­

czających Alamo wynosił ponad 400 metrów i, jak obliczył to 

Bowie, do ich obsadzenia potrzeba było 1000 ludzi. Jako za­

improwizowana forteca Alamo miało zatem więcej słabych 

background image

112 

punktów niż zalet. Nic dziwnego, że niektórzy spośród załogi 

proponowali zajęcie misji Concepcion, mniej zniszczonej i 

łatwiejszej do obrony przez tak szczupłe siły, jakie zgroma­

dzono w San Antonio. 

Jeszcze przed przyjazdem Jima Bowie w Alamo wykonano 

trochę prac nad umocnieniem fortu. Kierował nimi zastępca 

Neilla mjr Green Jameson, prawnik z Kentucky, który okazał 

się całkiem zdolnym inżynierem. Za jego radą przebudowano 

barykadę w dziurze koło kościoła i wzmocniono ją drewnianą 

palisadą. Przy murach wzniesiono ziemne platformy służące 

jako stanowiska dla artylerii. Z pomocą kpt. Almarona Dic-

kinsona, kowala z Gonzales, Jameson umieścił na strategicz­

nych pozycjach 18 z 21 posiadanych dział. Dzięki Jimowi Bo­

wie i jego kontaktom wśród mieszkańców miasta gromadzono 

żywność i amunicję. Na początku lutego arsenał Alamo li­

czył, oprócz armat, 368 muszkietów i karabinów, 451 bagne­

tów, 19 300 ładunków karabinowych, 7 lanc i 45 kul armat­

nich. Brak dostatecznej ilości amunicji do dział uzupełniono 

dużą ilością siekańców zrobionych z końskich podków. 

3 lutego, w trakcie gorączkowych prac nad umocnieniem 

fortyfikacji, do Alamo przybył, mianowany przez gubernatora 

Smitha nowym dowódcą fortu, ppłk William Travis na czele 

około 30 żołnierzy regularnej armii Teksasu. 

Dwudziestosześcioletni William Barrett Travis był już wte­

dy postacią dobrze znaną w Teksasie. Urodził się w 1809 r. w 

Południowej Karolinie; od 1818 r. mieszkał w Alabamie, gdzie 

rozpoczął praktykę prawniczą. Do Teksasu przybył w 1831 r. i 

osiedlił się w Anahuac. Travis, będąc zwolennikiem partii wo­

jennej, dał się poznać, jako przywódca kolonistów w starciach 

z Meksykanami w Anahuac w 1832 i 1835 roku. Dumny, 

nadmiernie ambitny i przeświadczony o swojej misji dziejowej 

nie cieszył się sympatią ludzi, chociaż powszechnie podziwia­

no jego odwagę, pomysłowość i zdolności przywódcze. Guber­

nator Smith szybko poznał się na jego talentach i mianował go 

podpułkownikiem regularnej kawalerii teksaskiej. Kiedy dowie-

Sztucer myśliwski wykonany przez Jacoba Dickerta, słynnego rusznikarza z 

Pennsylwanii. Karabinów tego typu (tzw. Kentucky Rifle) używali obrońcy Alamo 

Oryginalny sztucer Davy Crocketta zwany „Old Betsy" 

Działa z Alamo 

background image

Najcięższe działo 18-funtowe użyte w obronie Alamo 

Travis rysujący szablą linię na dziedzińcu Alamo 

background image
background image

Susannah Dickinson z dzieckiem opuszcza ruiny Alamo 

Wnętrze chaty, w której podpisano Deklarację Niepodległości Teksasu 

(rekonstrukcja) 

Meksykański żołnierz z załogi 

Presidio La Bahia 

(rekonstrukcja) 

background image

Płk James Walker Fannin 

113 

dział się o zignorowaniu przez Bowiego i Neilla rozkazu gen. 

Houstona o ewakuowaniu Alamo, wysłał tam Travisa mianując 

go komendantem fortu na miejsce ppłk. Neilla. 

Przed przyjazdem do San Antonio Travis podzielał opinię 

Smitha i Houstona o konieczności opuszczenia Alamo, uwa­

żając, że leży ono zbyt daleko na zachód, żeby mogło stano­

wić skuteczną zaporę dla armii Santa Anny. Przy którejś oka­

zji określił nawet San Antonio jako miasto leżące „we wrogim 

kraju". Po przybyciu do Alamo zmienił zdanie, do czego przy­

czyniły się nastroje załogi, widok grubych murów i licznej 

artylerii. 13 lutego w liście do Smitha napisał, że Alamo Jest 

ważniejsze niż wyobrażałem to sobie wcześniej. To klucz do 

Teksasu"

14

 i prosił o przysłanie mu posiłków. Wysłał również 

gońca do odległego o 90 mil Goliad, domagając się od stacjo­

nującego tam z 450 ludźmi płk. Fannina natychmiastowego 

przybycia do San Antonio. 

8 lutego załoga Alamo doznała kolejnego wzmocnienia. 

Zupełnie niespodziewanie, bez wcześniejszej zapowiedzi do 

fortu wjechał słynny traper i pionier Dzikiego Zachodu, Davy 

Crockett. Wraz z nim przybył 12-osobowy oddział konnych 

ochotników z Tennessee. 

Pięćdziesięcioletni Crockett, najsławniejszy obok Daniela 

Boona heros amerykańskiego Zachodu, był już wtedy posta­

cią niemal legendarną i znaną wszystkim Amerykanom. Uro­

dził się w 1786 r. w hrabstwie Green w Tennessee. Sławę zdo­

był nie tylko jako niezrównany myśliwy i zwiadowca w armii 

gen. Jacksona walczącej z Krikami i Seminolami, ale i nie­

prawdopodobny łgarz. Wymyślane przez niego przygody były 

tak popularne, że jeszcze za jego życia stały się treścią bruko­

wej literatury amerykańskiej. Po wojnie z Krikami, jako jeden 

z pionierów, promował osadnictwo w dzikich terenach Ten­

nessee i Kentucky. Mimo braku wykształcenia i znajomości 

prawa stał się jednym z rzeczników i przywódców osadników 

14

 P r o c t e r, op. cif., s. 17. 

background image

114 

115 

z pogranicza. Dwukrotnie w latach 1821-1825 wybierano go 

do parlamentu stanowego Tennessee. W latach 1827-1831 i 

1833-1835 trzykrotnie był członkiem Kongresu, dwa razy z 

ramienia Partii Demokratycznej i raz opozycyjnej Partii Wi­

gów. Mimo początkowej przyjaźni z prezydentem Jacksonem 

później sprzeciwiał się jego polityce eksterminacji Indian i 

wszedł z nim w konflikt, określając go jako „większego tyra­

na niż Cezar, Cromwell i Bonaparte"

15

. W 1835 r. przegrał 

kolejne wybory do Kongresu i zniechęcony intrygami poli­

tycznymi wyjechał do Teksasu. 

Przybycie Crockgtta podniosło na duchu załogę Alamo. 

Mimo, że deklarował chęć walki Jako zwykły szeregowiec", 

natychmiast obwołano go jednym z dowódców i nadano mu 

honorowy stopień pułkownika ochotników. Po przyjeździe 

Crocketta i jego myśliwych stan liczebny załogi Alamo wzrósł 

do około 155 ludzi (80 ochotników ppłk. Neilla, w tym 33 z 

batalionu New Orleans Greys, którzy nie poszli na wyprawę 

do Matamoros, 30 ochotników Bowiego, 30 żołnierzy regular­

nych Travisa i 13 ochotników Crocketta). Kilka dni później przy­

łączyło się do nich około 20 Meksykanów z San Antonio pod 

dowództwem kpt. Juana Nepomuceno Seguina (1806-1890). 

Seguin, syn bogatego ranczera i polityczny szef dystryktu San 

Antonio, jako liberał i przeciwnik Santa Anny, jeszcze jesie­

nią zorganizował własny oddział, na którego czele odznaczył 

się w bitwie o misję Concepcion i podczas grudniowego sztur­

mu na San Antonio. 

11 lutego ppłk Neill rozczarowany rozkazem Smitha odbie­

rającym mu komendę nad garnizonem Alamo przekazał ofi­

cjalnie dowództwo Travisowi, jako najstarszemu stopniem 

oficerowi wojsk regularnych. Zaraz potem wziął 20-dniowy 

urlop motywowany względami prywatnymi i opuścił Alamo 

w towarzystwie „Głuchego" Smitha. Po jego wyjeździe Tra-

vis i Bowie przez kilka dni toczyli spór o dowództwo. Zwoła-

"lbidem,s.

 15. 

ny przez Travisa wiec załogi zdecydowanie opowiedział się za 

popularnym Jimem Bowie. Travis odmówił podporządkowa­

nia się woli ochotników i spór rozgorzał na nowo. Rozwiązało 

go dopiero samo życie. 14 lutego osłabiony chorobą i pijatyka­

mi Bowie doszedł do wniosku, że sam nie podoła obowiązkom 

dowódcy i zgodził się podzielić komendą z Travisem. Oficjal­

nie Travis pozostał dowódcą żołnierzy regularnych, a Bowie 

ochotników, mieli jednak wspólnie sprawować dowództwo i 

współpracować ze sobą na równych prawach. 

Po wyjeździe „Głuchego" Smitha garnizon Alamo pozo­

stał bez najbardziej doświadczonego ze swoich zwiadowców. 

18 lutego jeden z siostrzeńców Seguina przywiózł wiadomość, 

że armia Santa Anny przekroczyła Rio Grandę i maszeruje 

prosto na San Antonio. Dowódcy Alamo uznali te informacje 

za przesadzone i określili je jako „meksykańskie plotki". 

Wobec trudnych warunków pogodowych i ciężkiego stanu 

dróg spodziewali się nadejścia Meksykanów nie wcześniej 

niż 15 marca. Prawdziwe niebezpieczeństwo uświadomili so­

bie dopiero 23 lutego rano. Meksykanów z San Antonio ogar­

nęło podniecenie. Po mieście rozeszły się pogłoski, że wojska 

Santa Anny znajdują się już nad strumieniem Leon w odległo­

ści zaledwie 8 mil na południowy-zachód od miasta. Wielu 

mieszkańców pakowało dobytek na wozy i w popłochu opu­

szczało swoje domy. Około 13.30 zaniepokojony Travis wy­

słał dwóch zwiadowców w kierunku pasma wzgórz Desidero, 

przesłaniającego widok na drogę z Presidio de Rio Grandę i 

Laredo. Kiedy teksascy zwiadowcy, dr John Sutherland i John 

Smith wjechali na grzbiet Desidero, zupełnie niespodziewa­

nie ujrzeli w dole maszerującą w szyku bojowym kolumnę 

kawalerii gen. Sesmy. Prawdopodobnie Sesma już dzień wcze­

śniej planował niespodziewanym atakiem jazdy wtargnąć do 

miasta, ale na przeszkodzie stanęły mu wzburzone nocnymi 

deszczami wody rzeki Medina. 

Zaalarmowany przez zwiadowców i obserwatora bijącego 

na trwogę w dzwon na wieży kościoła San Fernando, garnizon 

background image

116 

w ogromnym pośpiechu opuścił miasto i zamknął się za mura­

mi Alamo. Po drodze, na rozkaz Bowiego, grupy Teksańczy-

ków przeszukiwały opuszczone domy na przedmieściach San 

Antonio w poszukiwaniu zapasów żywności (jednej z nich uda­

ło się zagarnąć stado 30 sztuk bydła, które zapędzono do zagro­

dy w forcie). Razem z załogą w Alamo znalazło się około 15 

osób cywilnych, w tym dwie szwagierki Bowiego i rodziny 

obrońców, Almarona Dickinsona i Gregorio Esparzy. Podnie­

cony Travis pisał w swojej kwaterze nowe listy z prośbą o po­

siłki. Jeszce przed wkroczeniem Meksykanów do San Antonio 

wysłał kolejnego posłańca z żądaniem pomocy do Fannina w 

Goliad a Sutherlanda i Smitha do odległego o 60 mil Gonzales. 

Około godz. 15.00 do San Antonio wkroczyli meksykań­

scy szperacze. W ślad za nimi, z orkiestrą wojskową i po­

cztami sztandarowymi na czele, nadeszła reszta brygady gen. 

Sesmy. Niedługo potem na wieży kościoła San Fernando wy­

wieszono dobrze widoczną czerwoną flagę, tradycyjny znak 

mający oznajmić obrońcom Alamo, że w nadchodzącej bi­

twie Meksykanie nie zamierzają brać jeńców. W odpowie­

dzi Travis kazał wystrzelić ze swojego najcięższego 18-fun-

towego działa ustawionego na przeciwko miasta. Późnym 

popołudniem ze strony meksykańskiej niespodziewanie po­

jawili się parlamentariusze. Pułkownik JuanAlmonte w imie­

niu gen. Santa Anny zaproponował załodze bezwarunkową 

kapitulację i obiecał, że jeśli Teksańczycy w ciągu godziny 

złożą broń, to garnizon Alamo zostanie oszczędzony. Odpo­

wiedzią Travisa był następny wystrzał z działa. Oblężenie 

Alamo stało się faktem. 

Rano 24 lutego oddziały meksykańskie przeprawiły się przez 

rzekę poniżej miasta i zaczęły zajmować pozycje wokół fortu. 

Jako pierwsze od północy i wschodu zajęły stanowiska od­

działy kawalerii płk. Mory, aby uniemożliwić ewentualną 

ucieczkę obrońców. Pod osłoną starego młyna, 700 metrów 

na północ od misji, ustawiono pierwszą baterię artylerii, której 

działa zaczęły natychmiastowy ostrzał Alamo. 

117 

Poprzedniej nocy powrócił z Goliad kurier Travisa por. Ja­

mes B. Bonham z wiadomością, że Fannin nie będzie mógł 

przybyć z natychmiastową pomocą. Tego dnia pogorszył się 

też dramatycznie stan zdrowia Jima Bowie. Przekazał całe 

dowództwo Travisowi i osłabiony chorobą legł na prowizo­

rycznym posłaniu w swojej kwaterze w „niskich koszarach". 

Travis, przy pomocy adiutanta kpt. Johna J. Baugha, rozmie­

ścił ludzi na stanowiskach. Barykadę w wyłomie przy kaplicy 

obsadził Crockett ze swoimi strzelcami z Tennessee. Wspie­

rały ich cztery działa, umieszczone za osłoną barykady, dwa z 

lunety przy bramie i trzy na dachu kaplicy, pod bezpośrednią 

komendą kpt. Dickinsona. Z pozostałych dziewięciu dział, jed­

no znalazło się w północno-wschodnim rogu zagrody dla by­

dła, dwa zajmowały stanowiska przy północnym murze, dwa 

w jego północno-zachodnim rogu, jedno przy murze wscho­

dnim, najcięższe 18-funtowe w południowo-zachodnim rogu, 

a dwa pozostałe okopano na placu z lufami wymierzonymi w 

bramę wjazdową. 

Wieczorem Travis napisał swój słynny apel „Do mieszkań­

ców Teksasu i wszystkich Amerykanów na całym świecie", z 

którym wyprawił kpt. Alberta Martina, dawnego dowódcę 

ochotników z Gonzales. W nieco teatralnym stylu pisał w nim: 

„Rodacy i współtowarzysze walki! Jestem otoczony przez ty­

siąc lub więcej Meksykanów pod dowództwem samego Santa 

Anny. Przez ostatnie 24 godziny byłem pod nieprzerwanym 

ostrzałem z dział, ale nie straciłem ani jednego człowieka. Wróg 

zażądał bezwarunkowej kapitulacji i zagroził, że jeśli fort pa­

dnie, garnizon zostanie wycięty do nogi. Odpowiedziałem na 

to wystrzałem armatnim. Nasza flaga wciąż dumnie powiewa 

na murach. Nigdy się nie poddam ani nie wycofam. Wzywam 

Was, w imię wolności, patriotyzmu, i wszystkiego co jest dro­

gie sercu każdego Amerykanina, przybądźcie nam z pomocą! 

Nieprzyjaciel codziennie otrzymuje posiłki i nie wątpię, że za 

kilka dni zostanie wzmocniony do 3-4 tysięcy ludzi. Jeśli moje 

wezwanie nie zostanie wysłuchane, jestem zdecydowany utrzy-

background image

118 

119 

mać się tak długo, jak to jest możliwe i umrzeć jak żołnierz, 

który dobrze wie, co znaczy honor jego i ojczyzny. Zwycię­

stwo albo Śmierć![...]"

16

25 lutego Meksykanie rozpoczęli prace ziemne wokół Ala-

mo i ustawili dwie nowe baterie. Pozycje jednej z nich znala­

zły się tuż za rzeką na przedmościu San Antonio, drugą usta­

wiono pod osłoną leżącej na wschodnim brzegu rzeki osady 

La Villita, obie nie dalej jak 300 m od murów misji. Niedługo 

potem myśliwi Crocketta stoczyli zwycięski pojedynek ognio­

wy z meksykańskimi strzelcami wyborowymi ukrytymi w za­

budowaniach La Villity, a w nocy wycieczka ochotników z 

fortu podpaliła domy osłaniające stanowiska meksykańskie. 

Travis, wykorzystując spowodowany pożarem zamęt i nowe 

powiewy przenikliwie zimnego wiatru z północy, wysłał kpt. 

Seguina z kolejnym dramatycznym listem o pomoc do gen. 

Houstona: „Przybywajcie mi na pomoc, tak szybko, jak to jest 

możliwe [...] bo rosnąca liczba nieprzyjaciół nie pozwoli nam 

dłużej powstrzymać ich przed atakiem. Jeśli wezmą nad nami 

górę, złożymy nasze życia w ofierze na ołtarzu ojczyzny i mamy 

nadzieję, że potomność i ojczyzna zachowają nas w pamięci. 

Pomóż mi, o pomóż mój Kraju!"

17

Od 26 lutego Travis zakazał ostrzeliwania pozycji meksy­

kańskich i wydał rozkaz oszczędzania amunicji. Wśród obroń­

ców dały się zauważyć pierwsze oznaki zmęczenia wywołane 

meksykańską wojną na wyczerpanie. Nocne dźwięki trąbek, 

nagła kanonada z dział i próbne ataki meksykańskiej piechoty 

zmuszały załogę Alamo do ciągłego czuwania na murach i nie 

pozwalały na odpoczynek. Mimo zmęczenia, zimna i nieuroz-

maiconego jedzenia (wołowina i kukurydza) morale obrońców 

nie osłabło. 

27 lutego Travis jeszcze raz wysłał do Goliad swego przy­

jaciela Bonhama z ostatnim apelem o pomoc. Nie wiedział, że 

16

 K i n g s t o n, op. cit., s. 73. 

17

 P r o c t e r, op. cit., s. 27. 

dzień wcześniej Fannin podjął próbę przyjścia z odsieczą 

obrońcom Alamo. Kiedy jednak jeden z jego wozów z zaopa­

trzeniem zepsuł się przy przeprawie przez najbliższy strumień, 

zaledwie milę od Goliad, wstrzymał pochód, a następnego ran­

ka zawrócił kolumnę z powrotem do fortu. Żeby podtrzymać 

ducha wśród załogi Alamo, Travis zorganizował co najmniej 

dwie nocne wycieczki na pozycje meksykańskie koło La Vil-

lity. Nawet beznadziejnie chory Bowie kazał wystawiać swo­

je nosze na plac i osobiście zachęcał ludzi do wytrwania. 

28 lutego Meksykanie podjęli próbę odcięcia wody do mi­

sji zasypując rów nawadniający. Na szczęście obrońcom po­

zostało ujęcie wody w dwóch starych studniach w obrębie 

misji. Północny wiatr ustąpił miejsca ponurej mżawce, która 

miała padać nieprzerwanie przez następne pięć dni. 

1 marca około 3.00 w nocy, po całym dniu ostrzału arty­

leryjskiego, do fortu przekradła się 32-osobowa kompania 

ochotników z Gonzales dowodzona przez kpt. Martina i por. 

George'a Kimballa. Przyprowadzeni przez Johna Smitha 

ochotnicy z Gonzales byli jedynymi, jak się miało okazać, 

którzy odpowiedzieli na apel Travisa o pomoc dla oblężonej 

misji. Po ich przybyciu siły obrońców wzrosły do około 200 

ludzi. Wraz z nadejściem milicjantów z Gonzales w oblężo­

nym Alamo rozeszła się pogłoska o rychłej odsieczy ze stro­

ny Fannina. Nadzieje na jego pomoc rozwiał dopiero dzielny 

Jim Bonham, który 3 marca przedarł się galopem przez linie 

meksykańskich straży przywożąc ostatecznie wiadomość, że 

Fannin nie przybędzie. 

Poirytowany ciągłym ruchem kurierów i nadejściem ochot­

ników z Gonzales gen. Santa Anna kazał zacieśnić pierścień 

oblężenia i przybliżyć stanowiska swoich wojsk do misji. Na­

stroje Meksykanów poprawiło przybycie 3 marca części bryga­

dy gen. Gaony, w tym batalionów Aldama i Toluca z kilkoma 

nowymi działami. Siły wojsk meksykańskich oblegającychAla-

mo wzrosły tym samym do około 2500 żołnierzy i Santa Anna 

mógł rozpocząć przygotowania do ostatecznego szturmu. 

background image

120 

W nocy, po powrocie Bonhama z Goliad, niezmordowa­

ny kurier Travisa John Smith wywiózł z oblężonej fortecy 

prywatne listy obrońców i pismo dowódcy do „Prezydenta 

Konwencji", która 1 marca rozpoczęła swoje obrady w Wa-

shington-on-the-Brazos. W pełnym rezygnacji, ale jak zwy­

kle górnolotnym liście Travis napisał:"[...] jeśli pomoc szyb­

ko nie nadejdzie, będę musiał walczyć z nieprzyjacielem na 

warunkach narzuconych przez niego [...] zwycięstwo będzie 

kosztować wroga tak dużo, że okaże się dla niego gorsze niż 

porażka [...]"

18

. Travis pisząc ten list nie wiedział, że po­

przedniego dnia Konwencja przyjęła „Deklarację Niepodle­

głości" i ogłosiła Teksas niepodległą republiką. Na murach 

Alamo do końca powiewać będzie trójkolorowa flaga Me­

ksyku z widniejącą pośrodku datą 1824, symbol meksykań­

skiej konstytucji, w której obronie Teksańczycy wszczęli 

swoją rewolucję. 

Po przybyciu wojsk gen. Gaony przygotowania do sztur­

mu Alamo nabrały tempa. Od 4 marca fort był już ostrzeli­

wany przez sześć baterii artylerii meksykańskiej. 350 m na 

zachód znajdowały się haubice gen. Sesmy mające w zasię­

gu ostrzału wszystkie miejsca na terenie misji, dwie dalsze 

baterie ostrzeliwały Alamo z odległości 300 m z pozycji na 

przedmościu San Antonio i w La Villicie, czwartą baterię 

ustawiono 900 m na południowy wschód, w zabudowaniach 

prochowni przy drodze do Gonzales, piąta znajdowała się 

pod osłoną rowu 700 m na północny wschód, a ostatnia, 

szósta, przy starym młynie 700 m na północ od misji. Działa 

baterii północnej podciągnięto wkrótce na odległość około 

250 m od pozycji Teksańczyków, skąd ogniem na wprost me­

ksykańscy artylerzyści próbowali zniszczyć mur i uczynić w 

nim wyłom, mający ułatwić atakującej piechocie wdarcie się 

do wnętrza fortecy. W ostatnim liście do Fannina, wysłanym 

5 marca, Travis napisał: „[...] mury są już tak słabe, że nie 

18

 Ibidem,

 s. 30. 

121 

stanowią żadnej osłony przed kulami meksykańskich dział 

[,..]"

19

. Na tyłach meksykańskiej artylerii widać było żoł­

nierzy Santa Anny przygotowujących drabiny oblężnicze, 

wiązki faszyny i inny sprzęt oblężniczy, widomy znak zbli­

żającego sie nieuchronnie szturmu generalnego. 

Zgodnie z legendą 3 lub 5 marca Travis wykorzystał chwi­

lową przerwę w meksykańskim ostrzale i zwołał na placu 

"wiec załogi. W krótkim przemówieniu wyjaśnił żołnierzom 

beznadziejność położenia i przeprosił ich za podtrzymywa­

nie do końca nadziei na odsiecz. W obliczu meksykańskiego 

szturmu dał ludziom wolną rękę i pozwolił każdemu zdecy­

dować o tym, czy chce się poddać, próbować ucieczki, czy 

pozostać na miejscu i walczyć do końca. Następnie zazna­

czył szablą na ziemi linię i kazał ją przekroczyć wszystkim 

tym, którzy gotowi byli pozostać w murach Alamo aż do 

śmierci. Jak głosi tradycja, pierwszy przeszedł przez nią 

ochotnik z Ohio, Tapley Holland. Po nim linię przekroczyli 

wszyscy pozostali, nawet Jim Bowie kazał przenieść przez 

nią swoje nosze. Tylko jeden człowiek, francuski weteran 

wojen napoleońskich, Louis Rosę, nie zdecydował się pozo­

stać z innymi. Jeszcze tej samej nocy przekradł się przez 

meksykańskie linie i uszedł szczęśliwie aż do Nacogdoches. 

W ślad za nim prześlizgnęło się przez mur kilku Meksyka-

nów z kompanii kpt. Seguina, którzy znaleźli schronienie u 

swoich rodzin w San Antonio. 

Davy Crockett, przyzwyczajony do lasów i przestrzeni za­

proponował, żeby wyjść z fortu i walczyć na otwartym polu. 

- Nie lubię walczyć jak osaczony w matni - powiedział. -

Lepiej wyjdźmy i umrzyjmy na otwartej przestrzeni. 

4 marca w kwaterze gen. Santa Anny w San Antonio odby­

ła się narada wojenna. Przedłużające się oblężenie Alamo ra­

ziło dumę meksykańskiego wodza i opóźniało dalszą ofensy­

wę przeciwko Teksańczykom. Ufny w odwagę i wyszkolenie 

" H a y t h o t n t h w a i t e . o p . cit. s. 14. 

background image

122 

swoich żołnierzy Santa Anna opowiadał się za natychmiasto­

wym szturmem, popierany przez gen. Sesmę i płk. Almonte. 

Inni dowódcy, wśród nich gen. Cos, gen. Castrillon i płk Ro-

mero, uważali, że szturm jest niepotrzebny i musi się zakoń­

czyć dużymi stratami

20

. Proponowali zmusić załogę Alamo do 

kapitulacji głodem lub przynajmniej zaczekać na nadejście 

ciężkich dział 12-funtowych prowadzonych przez gen. Tolsę, 

które miały dotrzeć na miejsce 7 marca. 

Następnego dnia o godz. 14.00 gen. Santa Anna przygoto­

wał plan bitwy i wydał rozkazy swoim dowódcom. 6 marca 

przed świtem cztery kolumny wojsk meksykańskich, w sile 

około 1800 żołnierzy, miały zająć pozycje wyjściowe do sztur-^ 

mu i w celu uzyskania zaskoczenia, zaatakować Alamo bez 

uprzedniego przygotowania artyleryjskiego. 

W skład pierwszej kolumny, dowodzonej przez gen. Cosa, 

wszedł batalion Aldama (bez kompanii grenadierskiej) i 3 kom­

panie fizylierów z baonu San Luis Potosi. Kolumna Cosa mia­

ła zaatakować fortecę od północnego zachodu. Od północne­

go wschodu miała nacierać kolumna płk. Francisco Duque (jej 

atak nadzorował gen. Francisco Castrillon) w składzie kom­

panii fizylierskich z baonu Toluca i trzech pozostałych kom­

panii fizylierów z baonu San Luis Potosi. Trzecią kolumną, 

atakującą od wschodu, dowodził płk Jose Maria Romero. 

Tworzyły ją kompanie fizylierów z batalionów Matamoros i 

Jimenez. Od południa miała zaatakować czwarta kolumna do­

wodzona przez płk. Juana Moralesa, stojącego na czele kom­

binowanego batalionu złożonego z kompanii strzeleckich z ba­

talionów Matamoros, Jimenez i San Luis Potosi. Odwód na­

cierających wojsk, dowodzony tymczasowo przez płk. Augu-

stina Amata, stanowił batalion saperów Zapadores i kompanie 

grenadierskie z batalionów Aldama, Jimenez, Matamoros i San 

20

 Ówczesne instrukcje armii brytyjskiej oparte na doświadczeniach wo­

jen angielsko-amerykańskich ostrzegały, że frontalny atak wojsk regular­

nych na pozycje ochotników, ukrytych za osłoną barykady lub palisady, może 

być przeprowadzony tylko za cenę olbrzymich strat. 

123 

Luis Potosi. W momencie rozpoczęcia szturmu dowództwo 

nad odwodem miał przejąć sam Santa Anna. Kawaleria gen. 

Sesmy (pułk dragonów Dolores) otrzymała zadanie otoczenia 

obozu i niedopuszczenia do dezercji przed bitwą, a podczas 

natarcia miała stanowić straż tylną atakujących oddziałów. Do 

szturmuAlamo gen. SantaAnna kazał wyznaczyć samych naj­

lepszych żołnierzy. Niedoświadczeni rekruci mieli pozostać 

na miejscu jako osłona obozu. Wszystkim żołnierzom rozda­

no dodatkowe ładunki, kazano doprowadzić do porządku broń 

i przygotować bagnety. 

Do 3.00 w nocy 6 marca oddziały meksykańskie zajęły 

wyznaczone stanowiska tuż przed linią własnych fortyfikacji, 

każda kolumna wyposażona w drabiny oblężnicze, łomy i sie­

kiery. Zgodnie z rozkazem SantaAnny wszyscy żołnierze po­

zostawili w obozie cały zbędny ekwipunek, który mógłby ogra­

niczać ich ruchy. 

O 5.00 nad ranem trębacz z północnej baterii dał sygnał 

do ataku. Z okrzykiem „Viva SantaAnna!" zwarte kolumny 

meksykańskie ruszyły do natarcia na uśpiony fort. Kapitan 

John Baugh, dyżurujący na murach Alamo, zarządził alarm i 

pobiegł do kwatery Travisa krzycząc: „Pułkowniku Travis! 

Meksykanie nadchodzą!" Travis chwycił strzelbę i pobiegł 

na swoje stanowisko na północnym murze. Po drodze zachę­

cał zajmujących pozycje strzeleckie żołnierzy okrzykami: 

„Hurra, chłopcy! Meksykanie atakują. Poślijmy ich do pie­

kła!" a do nielicznych pozostałych ludzi Seguina krzyczał po 

hiszpańsku „No rendrise muchachos!" („Nie poddawajcie się 

chłopcy!") 

Na tyłach atakujących kolumn meksykańskich rozległy się 

dźwięki orkiestry grającej stary hiszpański marsz „Deguello" 

(„Pieśń o podrzynaniu gardeł"). Jego złowieszcza melodia, po­

chodząca jeszcze z czasów wojen z Maurami, tradycyjnie 

zapowiadała walkę bez pardonu i bezlitosną śmierć wroga. 

Kolumny Meksykanów podchodzące do murów Alamo zo­

stały ostrzelane z dział Teksańczyków. Dobrze wymierzona 

background image

124 

kula armatnia zabiła idącego na czele swoich oddziałów płk. 

Duque i zmiotła połowę kompanii strzeleckiej z batalionu 

Toluca. Reszta nacierających z pogardą śmierci podeszła do 

murów i przystawiła drabiny oblężnicze. Mordercze salwy z 

broni Teksańczyków powaliły pierwsze szeregi atakujących. 

Niektórzy z obrońców mieli pod ręką po kilka naładowanych 

muszkietów, z których strzelali teraz wprost w twarze wspina­

jących się na mury żołnierzy meksykańskich. Rażone ogniem 

nacierające kolumny dwukrotnie odstępowały od murów Ala-

mo, żeby po przegrupowaniu zaatakować po raz trzeci. 

Generał Santa Anna szybko zorientował się, że najsłabiej 

broniony jest północny odcinek muru i barykada w jego wy­

rwie, osłabione wielodniowym ostrzałem artyleryjskim. 

Wszystkie oddziały, z wyjątkiem kolumny płk. Moralesa, 

skupiły się teraz naprzeciwko północnego muru misji. Ich 

atak poprzedziła krótkotrwała nawała artyleryjska meksykań­

skich dział. Po jej ustaniu przegrupowane kolumny Cosa, 

Castrillona i Romero biegiem przebyły odległość dzielącąje 

od muru i dopadły go ze stosunkowo niewielkimi stratami. 

Żołnierze meksykańscy, strzelając i krzycząc, zaczęli wdzie­

rać się na mur, na którym pozostało już niewielu obrońców. 

Jeszcze podczas odpierania pierwszego ataku padł ppłk Tra-

vis rażony kulą w głowę, w momencie kiedy wychylił się zza 

muru przy stanowisku ustawionego tam działa. Na dziedzi­

niec misji, jako pierwsi wdarli się, żołnierze z grupy sztur­

mowej gen. Juana Amadora, którym udało się sforsować ba­

rykadę w wyłomie muru. Ich sukces gen. Santa Anna wsparł 

natychmiast odwodem, oczekującym na odpowiedni moment 

do ataku za plecami nacierających żołnierzy Castrillona 

i Romero. Podczas gdy fala atakujących wlewała się do Ala-

mo przez północny mur niczym „stado owiec", jak określił 

to później murzyński służący Travisa Joe, oddziałom 

płk. Moralesa udało się wedrzeć na dziedziniec misji przez 

południowo-wschodnią część muru, gdzie znajdowało się sta­

nowisko teksaskiej 18-funtówki. 

125 

Kapitan John Baugh, dowodzący po śmierci Travisa obro­

ną na wałach, rozkazał Teksańczykom porzucić dotychczaso­

we stanowiska i schronić się w „długich koszarach", w których 

przygotowano drugą linię obrony wzmocnioną workami z pia­

skiem. Zorganizowany odwrót okazał się jednak niemożliwy. 

Teksańczycy, mając na plecach tłum napastników, ostrzeli­

wani przez meksykańskich strzelców ze stanowisk na murach 

i z rowu nawadniającego, ponieśli ciężkie straty. Ci, którym 

odcięto odwrót, przeskoczyli przez wschodni mur i próbowali 

skryć się w zaroślach nad rzeką. Zanim tam dotarli, zostali 

wycięci przez czekającą w tyle kawalerię gen. Sesmy. 

W ciągu następnych kilkunastu minut areną najcięższych 

zmagań stał się plac przed „długimi koszarami". W śmiertel­

nej walce wręcz, broniący się kolbami karabinów i nożami 

Bowie Teksańczycy, szybko ulegli furii meksykańskich ba­

gnetów. Po zgnieceniu oporu Teksańczyków na placu żołnie­

rze meksykańscy wdarli się do „długich koszar", gdzie w zu­

pełnych ciemnościach rozgorzały krwawe walki o każde po­

mieszczenie. Sierżant Becerra z batalionu Matamoros, który 

po bitwie na San Jacinto dostał się do niewoli teksaskiej, tak 

wspominał ten fragment walki: „Nasze wojska podniecone 

sukcesem atakowały śmiało i energicznie. Teksańczycy wal­

czyli jak diabły. W śmiertelnej walce wręcz mieszały się ze 

sobą lufy karabinów i muszkietów, bagnety i noże Bowie [...]. 

Huk wystrzałów, krzyki obrońców, jęki umierających i ran­

nych zlewały się w jeden, piekielny zgiełk. Teksańczycy bro­

nili desperacko każdego cala fortu, przytłoczeni ilością naszych 

żołnierzy wycofywali się z pokoju do pokoju aż do chwili, 

kiedy dalszy opór stał się niemożliwy"

21

Młody meksykański porucznik z batalionu Zapadores, Jose 

Maria Torres, jako pierwszy wdarł się na dach „długich koszar" 

i zerwał powiewającąnad nimi szaro-niebieskąflagę New Orlean 

21

 L. F. M e y e r s, History Battles and Fali oftheAlamo, Rwerside Prin-

ting Co., Milwaukee 1896, s. 18. 

background image

126 

Greys. Na jej miejsce zatknął trójkolorowy sztandar meksykań­

ski i w tej samej chwili padł trafiony celną kulaj ednego z ostat­

nich, broniących się tu Teksańczyków. Jednocześnie ludzie płk. 

Moralesa opanowali „niskie koszary", gdzie zakłuli bagnetami 

śmiertelnie chorego Jima Bowie, ściskającego w rękach parę 

pistoletów do obrony (według innej wersji Bowie miał umrzeć 

na kilka godzin przed meksykańskim szturmem). 

Na podwórzu przed kościołem padł Davy Crockett, wyma­

chując niczym maczugą kolbą karabinu, którym bronił się do 

ostatka przed bagnetami żołnierzy meksykańskich. Wraz z nim 

zginęli wszyscy ochotnicy z Tennessee, odcięci od „długich 

koszar" przez atakujących od tyłu strzelców płk. Moralesa. Ostat­

nim punktem oporu był już tylko kościół. W jego wnętrzu, za 

osłoną z worków z piaskiem, broniło się kilkunastu ostatnich 

obrońców, a na dachu do końca obsługiwali swoje działa Dic-

kinson i Bonham z kilkoma ludźmi. Rozgrzani powodzeniem 

Meksykanie skierowali teraz zdobyte działa na kaplicę i oddali 

kilka strzałów w kierunku ostatnich pozycji Teksańczyków. 

„Oddział pod moim dowództwem zdobył działo [...]"- wspo­

minał dalej sierżant Becerra. „Na dachu kościoła widziałem jede­

nastu Teksańczyków. Mieli kilka małych armat i strzelali z nich 

do naszej kawalerii i woj sk wdzieraj ących się na mury [...]. Usta­

wiliśmy zdobyte działo i ostrzelaliśmy ich stanowiska z takim 

skutkiem, że przestali strzelać [.. .j"

2 2

. Jeden z ostatnich pozosta­

łych przy życiu obrońców, irlandzki ochotnik, Robert Evans, 

próbował jeszcze wysadzić w powietrze zgromadzony w bocz­

nym pomieszczeniu kościoła proch, ale w ostatniej chwili padł 

pod kulami wdzierających się do środka żołnierzy meksykańskich. 

Około 6.30 rano, po dziewiędziesięciu minutach walki, nad 

Alamo zapanowała cisza. Jak napisał później gen. Filisola, 

„[...] w końcu wszyscy zginęli od ognia kartaczy, muszkie­

tów i bagnetów"

23

. Z wnętrza kaplicy zwycięscy Meksykanie 

~ Ibidem, s. 18. 

23

 The Alamo,

 Long Barrack Museum, op. cit., s. 39. 

127 

wyprowadzili 14 osób cywilnych, które znalazły tam schro­

nienie podczas oblężenia. Była wśród nich żona kpt. Dickin-

sona Susanna i jej 15-miesięczna córka Angelina, obie szwa-

"gierki Jima Bowie, czarnoskóry niewolnik Travisa Joe i kilka 

meksykańskich kobiet z dziećmi. Tych Meksykanie oszczę­

dzili. Chwilę potem na oczach uratowanych, pluton egzeku­

cyjny rozstrzelał sześciu teksaskich jeńców, którzy dostali się 

żywcem w ręce Meksykanów (według ppłk. de la Peny, z bao­

nu Zapadores, jednym z nich miał być Davy Crockett). 

Któryś z objeżdzająch pobojowisko oficerów meksykań­

skich zwrócił się do gen. Santa Anny ze słowami: 

- To było wielkie zwycięstwo! 

- To była tylko mała potyczka - odpowiedział Santa Anna, 

jakby chciał zbagatelizować znaczenie bitwy. Ale jego adiu­

tant, płk Almonte, oceniając rozmiar strat, dodał półgłosem: 

- Jeszcze jedno takie zwycięstwo, a będziemy skończeni! 

Trudno dokładnie określić straty obu stron poniesione w 

bitwie. Zaraz po zakończeniu szturmu gen. Santa Anna kazał 

spalić ciała wszystkich Teksańczyków, a ich prochy rozrzu­

cić. Według danych amerykańskich podczas szturmu Alamo 

poległo 189 znanych z nazwiska obrońców (jedyny uratowa­

ny, Brigido Guerro, zdołał przekonać żołnierzy meksykańskich, 

że był więźniem Teksańczyków). Po stronie meksykańskiej 

zginęło lub odniosło rany około 600 ludzi, informacje mówią­

ce o 1600 czy nawet 2500 poległych są zupełnie nieprawdzi­

we i stworzone na użytek amerykańskiej propagandy. Dużo 

groźniejszy w skutkach dla Meksykanów, niż utrata jednej trze­

ciej atakujących wojsk, okazał się efekt psychologiczny trzy-

„nastodniowej obrony Alamo. Wieść o heroicznej śmierci Tra-

visa i jego ludzi obudziła Teksańczyków z letargu i uświado­

miła ich przywódcom, że czas odłożyć na bok zazdrość i per­

sonalne spory. Amerykańska opinia publiczna, szczególnie 

wstrząśnięta tragicznym losem swego narodowego bohatera 

Davy Crocketta, solidarnie poparła sprawę Teksasu. Niedłu­

go potem ze Stanów Zjednoczonych zaczęły napływać setki 

background image

128 

nowych ochotników oraz większa niż dotychczas pomoc ma­

teriałowa i finansowa. 

MASAKRA W GOLIAD 

Po upadku Alamo jedyną realną siłą armii teksaskiej pozo­

stało zgrupowanie płk. Fannina w Goliad. 13 lutego Fannin 
wykonał rozkaz wicegubernatora Robinsona i obsadził La Ba-
hię, którą buńczucznie przemianował na Fort Defiance (Fort 
Wyzwanie). W końcu lutego garnizon La Bahii liczył około 
450 ludzi, dobrze wyszkolonych i należycie wyposażonych. 
Byli to w zdecydowanej większości ochotnicy ze Stanów Zjed­

noczonych, wzmocnieni pewną liczbą amerykańskich koloni­
stów z okolic Refugio i San Patricio. 

Pułkownik James Walker Fannin (1805-1836) nie był no­

wicjuszem w sprawach wojskowych. Pochodził ze znanej i 

szanowanej rodziny z Georgii. Jako młody chłopiec uciekł z 
uniwersytetu stanowego i wstąpił do akademii wojskowej w 
West Point. Po dwóch latach nauki zmuszony został do po­
rzucenia akademii, prawdopodobnie po stoczeniu pojedynku 
z kolegą, który obraził Południe. Do Teksasu przybył w 1834 

r. w poszukiwaniu szczęścia i fortuny. Na początku wojny zor­
ganizował własny oddział nazwany Brazos Guard, na którego 
czele wziął udział w potyczce pod Gonzales i oblężeniu San 
Antonio. Jako uczestnik walk pod dowództwem Jima Bowie 
wyróżnił się w bitwie o misję Concepcion i w „Walce o tra­

wę". 6 stycznia 1836 r. Robinson mianował go pułkownikiem 

i dowódcą wszystkich oddziałów ochotniczych z USA w Te­
ksasie, które miały uczestniczyć w wyprawie do Matamoros. 
Po interwencji gen. Houstona zrezygnował z ataku na Mata­
moros, ale odmówił podporządkowania się Houstonowi, które­
mu zazdrościł pozycji i jego rozkazy często świadomie sabo­

tował. 

Fannin, wykorzystując swoją wiedzę z West Point i pomoc 

kilku ludzi z doświadczeniem wojskowym wyniesionym z ar-

129 

mii amerykańskiej i niektórych armii europejskich, wyszkolił 

swoich ochotników i wzmocnił fortyfikacje La Bahii, tworząc 

z niej silny punkt oporu. Odpowiedzialny za szkolenie żołnie­

rzy w oddziale Fannina John Brooks, były podoficer amery­

kańskiej piechoty morskiej, napisał w jednym z listów: „Nic 

się nie dzieje, tylko ćwiczenia przez cały dzień [...] mam już 

tego dosyć"

24

Siły Fannina składały się z niezależnych kompanii, które 

zorganizowano w dwa bataliony piechoty oraz oddziału ka­

walerii i oddziału artylerii. W skład batalionu Georgia (Geor­

gia Battalion) ppłk. Williama A. Warda weszły m.in. kompa­

nie z Georgii (Macon Volunteers), Tennessee (Nasłwille Vo-

lunteers) i Kentucky (Paducah Volunteers). Kilka innych, w 

tym Alabama Red Rovers, Kentucky Mustangs i ta część New 

Orleans Greys, która wyszła z San Antonio na wyprawę do 

Matamoros, utworzyły batalion Lafayette (Lafayette Battalion). 

Oddziałem kawalerii liczącym około 30 ludzi dowodził płk 

Albert C. Horton, a artylerzystami Franciszek Pietrasiewicz, 

polski oficer z Powstania Listopadowego (w oddziale Fannina 

znalazła się też bateria artylerii meksykańskiej z kompanii 

garnizonowej Tampico, która brała udział w nieudanym bun­

cie gen. Mexii. Po przybyciu wojsk gen. Santa Anny do San 

Antonio jej żołnierze odmówili walki ze swoimi rodakami i 

zostali zwolnieni ze służby, później dołączyli do oddziału gen. 

Urrey pod Refugio). 

Pułkownik Fannin, kilkakrotnie ponaglany przez ppłk. Tra-

visa do przyjścia na odsiecz załodze Alamo, zwlekał z wymar­

szem nie chcąc opuszczać silnej pozycji w Goliad. Obawiał 

się też, że po przybyciu do San Antonio utraci komendę nad 

swoim zgrupowaniem i zostanie podporządkowany rozkazom 

Travisa. Z podobnych względów nie zareagował również na 

rozkaz gen. Houstona, który na początku marca nakazywał 

ewakuację Goliad i wycofanie garnizonu za linię rzeki Cibo-

2 4

H a y t h o r n t h w a i t e , o / ? . c/7., s. 37. 

background image

130 

lo, gdzie miało dojść do połączenia z wojskami Houstona przy­

gotowującymi się do odsieczy Alamo. Niezdecydowanie i 

zwłoka w działaniu były zresztą charakterystyczne dla Fanni-

na przez cały okres jego służby w armii Teksasu. Kiedy 26 

lutego wyruszył wreszcie na pomoc Alamo, jeden z jego wo­

zów taborowych zepsuł się po przebyciu zaledwie mili i na­

stępnego dnia, korzystając z pretekstu, Fannin zawrócił całą 

kolumnę z powrotem do La Bahii. 

W czasie, gdy oddziały płk. Fannina tkwiły bezczynnie w 

Goliad umożliwiając wojskom gen. Santa Anny rozprawienie 

się z obrońcami Alamo, od strony Matamoros zbliżała się ko­

lumna najzdolniejszego dowódcy meksykańskiego w tej woj­

nie gen. Jose Urrey, zwanego przez żołnierzy meksykańskich 

„Niezwyciężonym". Po przekroczeniu Rio Grandę wojska gen. 

Urrey opanowały południowe wybrzeże Teksasu i ruszyły w 

kierunku Refugio i Goliad. 28 lutego, przy przeprawie przez 

rzekę Nueces koło San Patricio, Meksykanie zniszczyli od­

dział płk. Francisa Johnsona, stanowiący część niefortunnej 

ekspedycji Matamoros. Większość żołnierzy Johnsona zginę­

ła, 21 dostało się do niewoli i zostało później rozstrzelanych 

w Goliad. Sam Johnson uratował się z kilkoma ludźmi i dołą­

czył do Fannina, przynosząc mu wiadomość o klęsce swojego 

oddziału i marszu nowej kolumny meksykańskiej. 3 marca 

kawaleria gen. Urrey zaskoczyła nad strumieniem Agua Dul­

ce, na południe od San Patricio, drugą część wyprawy Mata­

moros zabijając w nierównej walce dr. Granta i 15 jego ludzi. 

Były to pierwsze zwycięstwa Meksykanów nad Teksańczyka-

mi od początku wojny i wiadomość o nich znacznie podniosła 

morale wszystkich wojsk meksykańskich w Teksasie. 

Fannin, dowiedziawszy się o marszu silnej kolumny gen. 

Urrey, wysłał kompanię kpt. Amona B. Kinga z batalionu Ge­

orgia, żeby ewakuowała amerykańskich kolonistów z okolic 

Refugio. Kilka dni później, nie mając żadnych wiadomości od 

Kinga, wysłał mu na pomoc drugą część batalionu Georgia 

pod dowództwem ppłk. Warda. 8 marca kurier z Washing-

ton-on-the-Brazos dostarczył załodze Goliad oficjalny do­

kument z treścią „Deklaracji Niepodległości". Na wieść o ogło­

szeniu niepodległości Teksasu Fannin kazał podnieść nad La 

Bahią flagę z napisem „Liberty or Death" („Wolność albo 

Śmierć"). 11 marca otrzymał kolejny rozkaz gen. Houstona 

nakazujący natychmiastowe zniszczenie fortyfikacji La Bahii 

i ewakuowanie załogi Goliad do Victorii. Fannin przez kilka 

dni opóźniał wymarsz czekając na wiadomości o losach Kin­

ga i Warda. Oficjalnie zwłokę tłumaczył zmęczeniem wołów 

pociągowych i koniecznością spakowania dużej ilości zapa­

sów i broni (w tym kilku dział i 500 zapasowych muszkietów 

z magazynów La Bahii). 14 marca gen. Urrea zniszczył w za­

sadzce pod Refugio oddział kpt. Kinga. Z pogromu uratowało 

się tylko 5 ludzi. Dowódcę i kilku innych jeńców, którzy pod­

dali się Meksykanom, przywiązano do drzew i rozstrzelano. 

Dwa dni później Urrea zaskoczył i zmusił do poddania od­

dział ppłk. Warda przybyły do Refugio w poszukiwaniu kom­

panii Kinga. Na wieść o klęskach obu swoich dowódców, Fan­

nin kazał zburzyć umocnienia La Bahii i zagwoździć część 

dział, których nie mógł ze sobą zabrać. Następnie przygoto­

wał zredukowane do około 300 piechurów i artylerzystów oraz 

30 konnych zgrupowanie do wymarszu. Jak pokazały wypad­

ki następnych dni, była to już decyzja mocno spóźniona. 

18 marca pod la Bahią pojawił się silny patrol kawalerii 

meksykańskiej z oddziału gen. Urrey. Został on zaatakowany 

przez jazdę płk. Hortona. Potyczkę stoczono na oczach całej 

załogi pomiędzy fortem a misjąEspiritu Santo. Kiedy Fannin 

wsparł Hortona kompanią Red Rovers dr. Shackelforda, me­

ksykańscy dragoni przerwali walkę i wycofali się bez strat. 

następnego dnia rano, pod osłoną gęstej mgły unoszącej 

się nad rzeką zgrupowanie Fannina opuściło La Bahię i ru­

szyło w kierunku Victorii. Po przejściu zaledwie 9 mil, w pobli­

żu strumienia Coleto Creek, niedaleko miejsca, gdzie w 1817 r. 

Hiszpanie rozbili flibustierów Perry'ego, obciążona kolumna 

Fannina została doścignięta przez kawalerię gen. Urrey. Zaa-

background image

132 

takowani przez jazdę meksykańską na otwartej prerii, w odle­

głości ponad mili od strumienia i drzew, które mogły służyć 

za osłonę przed szarżującym wrogiem, ochotnicy Fannina za­

jęli pozycje obronne dookoła wozów taborowych i ambulan­

su. Kawaleria Hortona, idąca w straży przedniej, na widok 

przeciwnika porzuciła resztę oddziału i uciekła w popłochu. 

Piechota sformowała czworobok, ze stanowiskami dział wro­

gach. Ogniem kartaczy i karabinów ochotnicy Fannina odpar­

li kilka szarż meksykańskich dragonów, które załamywały się 

„prawie w zasięgu bagnetów". 

Bitwa trwała od 13.30 aż do zmroku. W walce poległo 10 

Teksańczyków, około 60 zostało rannych. Po stronie meksy­

kańskiej zginęło lub zostało rannych 190 żołnierzy, głównie 

od ognia dalekonośnych karabinów teksaskich strzelców wy­

borowych. W nocy ludzie Fannina zbudowali prowizorycz­

ne umocnienia ziemne i barykady z bagaży i skrzyń z zapa­

sami. Rano 20 marca na plac boju nadciągnęła meksykańska 

piechota z dwoma działami. Jej trzon stanowili żołnierze z 

bataliomów Iimenez i San Luis Potosi, dowodzeni przez płk. 

Moralesa, którzy przybyli tuż przed bitwą na pomoc gen. 

Urrerze z San Antonio. Wzmocniło to siły gen. Urrey do 1000 

żołnierzy. Po krótkiej wymianie strzałów, otoczony ze wszy­

stkich stron, bez wody dla rannych i amunicji do dział, Fan-

nin zdecydował się na podjęcie rozmów kapitulacyjnych. 

Wprawdzie część jego ludzi, w tym ochotnicy z oddziałów 

New Orlean Greys i Alabama Red Rovers, nalegali na podję­

cie próby przebicia, ale Fannin, sam ranny w biodro, nie chciał 

porzucać swoich rannych na pastwę wroga. 

Wokół kapitulacji zgrupowania Fannina po bitwie nad Cole-

to Creek istnieje wiele kontrowersji. Uratowani żołnierze z od­

działu Fannina twierdzili, że była to kapitulacja honorowa i 

Teksańczykom obiecano status jeńców wojennych oraz prawo 

zachowania rzeczy osobistych. Dostępne dokumenty nie potwier-

dzająjednak tej tezy i wskazują że kapitulacja miała charakter 

bezwarunkowy. Jest bardzo prawdopodobne, że łagodny począt-

133 

kowo sposób traktowania wziętych do niewoli ludzi Fannina 

był jedynie wynikiem dobrej woli i kurtuazji gen. Urrey

25

Po bitwie nad Coleto Creek jeńców odprowadzono z po­

wrotem do Goliad i zamknięto w kaplicy na terenie La Bahii, 

"gdzie byli trzymani pod strażą przez tydzień. Po dołączeniu 

do nich wziętych do niewoli pod Refugio żołnierzy z batalio­

nu Georgia i kilkudziesięciu nieuzbrojonych ochotników ame­

rykańskich schwytanych przez Meksykanów w Zatoce Copa-

no, w Goliad znalazło się około 400 jeńców z armii teksaskiej. 

Kilka dni później, mimo interwencji gen. Urrey proszącego o 

Taskę dla ludzi Fannina, gen. Santa Anna wydał rozkaz roz­

strzelania jeńców. Z prawnego punktu widzenia decyzja San­

ta Anny była zgodna z postanowieniami ustawy parlamentu 

meksykańskiego z 1835 r, w której przewidywano karę śmier­

ci dla wszystkich cudzoziemców schwytanych z bronią w ręku 

na terenie zbuntowanego Teksasu. 

W niedzielę palmową 27 marca większość zdolnych do marszu 

jeńców podzielono na trzy grupy i wyprowadzono poza Goliad. 

Niedaleko za miastem nieświadomi sytuacji Amerykanie, którzy 

sądzili, że zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami oficerów me­

ksykańskich, będą odprowadzeni pod konwojem do granicy ame­

rykańskiej, zostali rozstrzelani przez swoją eskortę. Pułkownika 

Fannina i pozostałych rannych wyniesiono z lazaretu i rozstrzelano 

pod murami La Bahii. Doktor Joseph H. Barnard, jeden z uratowa­

nych lekarzy amerykańskich w Goliad, tak opisał w swym pamięt­

niku ostatnie chwile Fannina: „Z powodu swoich ran pułkownik 

Fannin nie wyszedł z fortu z innymi jeńcami i pozostał na miejscu. 

Kiedy powiedziano mu, że zostanie rozstrzelany, pozostał niewzru­

szony. Wręczył swój zegarek i pieniądze oficerowi kierującemu 

egzekucją i poprosił, żeby nie strzelano mu w głowę, a jego ciało 

pochowano zgodnie ze zwyczajem. Strzelono mu w głowę, a zwłoki 

odarto z odzieży i rzucono na stos wraz z innymi [.. .]"

2 6

25

 K i n g s t o n, op. cit., s. 79. 

26

 The Alamo,

 Long Barrack Museum, op. cit., s. 47. 

background image

134 

Według danych amerykańskich w egzekucji w Goliad, którą 

kierował płk Jose Nicolas de la Portilla, zginęło w sumie 342 

ludzi. Ich ciała spalono na stosach, a prochy rozrzucono. Z 
masakry uratowało się 28 osób, którym udało się uciec z miej­
sca egzekucji. 16 innych osób, kolonistów z Refugio i San 
Patricio (byli naturalizowanymi obywatelami meksykańskimi) 

oraz lekarzy opiekujących się rannymi Meksykanami, oszczę­
dzono (byli wśród nich dr J. Shackelford i dr J. Barnard). 

Oszczędzono także ochotników zatrzymanych na łodziach w 
Zatoce Copano (nie byli uzbrojeni). Kilku innych jeńców ukry­
ły i uratowały meksykańskie kobiety z Goliad. 

W ciągu niespełna miesiąca armia Teksasu straciła w wal­

ce i w egzekucjach prawie 700 ludzi. Mniej niż 20% z nich 
była starymi osadnikami, większość stanowili ochotnicy ze Sta­
nów Zjednoczonych, którzy przybyli do Teksasu już po wy­

buchu wojny. Kiedy ich zabrakło, los Teksasu znalazł się w 
rękach garstki ludzi, jaka pozostała jeszcze pod rozkazami gen. 

Sama Houstona. 

„ODWRÓT W BŁOCIE" GEN. HOUSTONA 

1 marca rozpoczęły się obrady długo oczekiwanej Konwen­

cji w Washington-on-the-Brazos. Czołowąpostaciąpierwszych 
dni jej trwania był gen. Sam Houston. Uświadomił zebranym 
powagę sytuacji militarnej, nalegał na szybkie podjęcie decyzji 

i wybór kompetentnych władz, które miały zająć się zorganizo­
waniem natychmiastowej pomocy oblężonym w Alamo. Pod 

jego wpływem przewodniczący obradom Richard Ellis zakazał 

długich dyskusji i sporów politycznych. 2 marca komisja kiero­
wana przez George'a Childressa przedstawiła projekt „Deklara­

cji Niepodległości" Teksasu wzorowany na amerykańskiej de­
klaracji z 1776 roku. Jeszcze tego samego dnia przyjęto go w 

jednomyślnym głosowaniu. 3 marca 52 delegatów obecnych na 

Konwencji podpisało sporządzoną w pięciu kopiach Deklara­
cję, przesądzając o formalnym powstaniu niepodległej Repu-

135 

bliki Teksasu (7 pozostałych delegatów, nieobecnych w Wa­

shington-on-the-Brazos na początku marca, podpisało Dekla­

rację w terminie późniejszym). 4 marca Konwencja jednogło­

śnie wybrała Sama Houstona na naczelnego wodza armii i po­

wierzyła mu dowództwo nad wszystkimi oddziałami wojsk re­

gularnych, ochotników i milicji w Teksasie. 6 marca, zostawiając 

pozostałym delegatom pracę nad nową konstytucją i wyborem 

władz, Houston opuścił konwencję i ruszył do Gonzales, gdzie 

zbierali się ochotnicy gotowi pójść na odsiecz Alamo. Po dro­

dze, już jako naczelny dowódca całej armii Teksasu, Houston 

wysłał rozkaz płk. Fanninowi, nakazując mu opuszczenie Go­

liad i odwrót na zachodni brzeg rzeki Cibolo, skąd połączone 

siły teksaskie miały ruszyć do San Antonio. 

Kiedy 11 marca Sam Houston przybył do Gonzales, zastał 

tam 374 ochotników, niezorganłzowanych i oczekujących na 

przywódcę, który mógłby poprowadzić ich na pomoc Travi-

sowi w Alamo. Chociaż większość z nich służyła wcześniej 

pod rozkazami Austina i Burlestona podczas jesiennego oblę­

żenia San Antonio, brakowało im dyscypliny, wielu nie posia­

dało broni, a ci, co ją mieli, skarżyli się na brak amunicji. Nie 

lepiej wyglądała sprawa zaopatrzenia. Na miejscu znajdowa­

ły się zaledwie dwudniowe zapasy żywności. 

Zaraz po przyjeździe do Gonzales, Houston został zawia­

domiony, że od pięciu dni nie słychać huku dział spod San 

Antonio. Rozeszły się pogłoski, że Alamo padło. Generał uda­

wał, że nie wierzy w taki obrót sprawy, ale w tajemnicy przed 

wojskiem posłał kolejnego posłańca do Goliad, rozkazując 

Fanninowi natychmiastowy odwrót do Victorii. Houston, prze­

czuwając najgorsze, wysłał swoich zaufanych zwiadowców 

„Głuchego" Smitha i Henry'ego Karnesa w kierunku San An­

tonio, żeby sprawdzili pogłoski o zdobyciu Alamo. 20 mil za 

miastem, na drodze z San Antonio, zwiadowcy natknęli się na 

Susannę Dickinson i jej córkę, którym towarzyszyli dwaj czarni 

służący Travisa, Ben i Joe oraz płk Juan Almonte. Potwier­

dzona przez panią Dickinson wiadomość o upadku Alamo 

background image

136 

i śmierci wszystkich obrońców fortu wywołała przerażenie i 

rozpacz wśród zgromadzonych w Gonzales Teksańczyków. 

Wielu ludzi natychmiast opuściło obóz i powróciło do domów, 

żeby zaopiekować się swoimi rodzinami. Dezercje z szeregów 

wojska i lamenty rodzin milicjantów z Gonzales poległych w 

Alamo wpłynęły demoralizująco na pozostałych ochotników. 

Generał Houston, widząc załamanie dyscypliny i upadek mo­

rale swoich żołnierzy, zdecydował, że nie jest w stanie prze­

prowadzić żadnej akcji ofensywnej przeciwko Meksykanom 

w SanAntonio. _LJznał, że tylko szybki odwrót z Gonzales może 

uratować resztki jego armii przed katastrofą. Tych, którzy przy 

nim pozostali, zorganizował w pułk, na którego czele stanęli 

płk Edward Burleston, ppłk Sidney Sherman i mjr Arthur So-

mervell, i rozpoczął przygotowania do ewakuacji miasta. 13 

marca do Gonzales dotarły wiadomości o marszu wojsk me­

ksykańskich z San Antonio. Żołnierzy Houstona i mieszkań­

ców Gonzales ogarnął popłoch. Houston oddał cywilom trzy z 

czterech swoich wozów taborowych i kazał zatopić w nurtach 

Guadelupe oba posiadane działa, których i tak nie miał jak ze 

sobą zabrać. 13 marca około północy wojsko teksaskie i cy­

wilni uchodźcy wyszli z Gonzales i ruszyli w kierunku rzeki 

Colorado, gdzie Houston spodziewał się posiłków i skąd mógł 

bezpiecznie obserwować ruchy oddziałów gen. Santa Anny. 

Niedługo potem Karnes i Smith podpalili miasto i wysadzili w 

powietrze pozostawione tam zapasy prochu. W takich oko­

licznościach rozpoczął się masowy exodus Teksańczyków, 

który przeszedł do historii pod nazwą „Ucieczki w błocie" 

(Runaway Scrape). 

11 marca gen. Santa Anna podzielił swoją armię, skoncen­

trowaną w San Antonio, i wznowił ofensywę planując zaata­

kowanie Teksańczyków koncentrycznym uderzeniem kilku 

kolumn wojska. Po zdobyciu Alamo i przy biernej postawie 

Fannina w Goliad był już pewien, że losy wojny zostały prze­

sądzone. Chciał teraz w efektowny sposób wpędzić w pułapkę 

siły Houstona i zgnieść je w kleszczach swoich kolumn, 

137 

z których każda wydawała się zdolna do samodzielnego sta­

wienia czoła przeciwnikowi i w razie potrzeby mogła liczyć 

na wsparcie ze strony pozostałych. 

Jako pierwsza wyruszyła na północ, w kierunku Nacogdo-

ches, kolumna gen. Gaony licząca 700 żołnierzy (bataliony 

Queretaro i Guanajuato, trochę kawalerii i artylerii). Miała ona 

wyjść na tyły Teksańczyków i odciąć ich od zaplecza w Sta­

nach Zjednoczonych. Generał Sesma na czele 725 ludzi (bata­

liony Aldama, Matamoros i Toluca z kilkoma działami oraz 

trochę kawalerii z pułku Dolores) pomaszerował prosto na 

Gonzales, skąd miał ruszyć dalej przez San Felipe do Fort 

Anahuac. Nieco później, już po zniszczeniu zgrupowania Fan­

nina, gen. Urrea, wzmocniony do 1400 ludzi przysłanymi z 

San Antonio oddziałami płk. Moralesa (baony Jimenez i San 

Luis Potosi) oraz płk. Montoy (baon Tres Villas i część baonu 

Guerrero), opuścił swojąbazę w Goliad (jako garnizon La Ba-

hii pozostali Indianie z batalionów Tres Villas i Yucatan) i 

ruszył w kierunku na Victorię, Matagordę i Brazorię, żeby 

odciąć siły teksaskie od wybrzeża. Reszta wojsk meksykań­

skich, około 2000 żołnierzy z gen. Santa Anną i gen. Filisolą, 

pozostała na razie w SanAntonio czekając na rozwój sytuacji. 

15 marca cofający się w strugach deszczu po zabłoconych 

drogach oddział Houstona dotarł do rzeki Navidad, skąd Hou­

ston wysłał raport do obradujących w Washington-on-the-

-Brazos delegatów na Konwencję. Po raz pierwszy donosił w 

nim o upadku Alamo i swoim odwrocie na północ. Informo­

wał także o 20 przypadkach dezercji od czasu wyjścia z Gon­

zales i zapowiadał reorganizację swych wojsk na linii rzeki 

Colorado. Na koniec pisał: „[...] podzieleni, bez wystarczają­

cych zapasów żywności, amunicji i artylerii, z dala od wszel­

kiej pomocy, bylibyśmy szaleni, wdając się teraz w walkę 

[...]"

27

. 17 marca Houston dotarł do rzeki Colorado koło La 

27

 P.  M c D o n a l d , The Trail to San Jacinto, American Press, Bo­

ston 1982, s. 15. 

background image

138 

Grange i rozbił obóz przy przeprawie Burnham's Crossing. Z 

każdym dniem dołączali do niego nowi ochotnicy i gromady 

cywilnych uchodźców uciekające w panice przed nadchodzą­

cymi wojskami meksykańskimi. Kiedy dwa dni później prze­

prawił swoich ludzi przez Colorado i ruszył na południe do 

brodu Beason's Ford, w pobliżu Columbus, miał w swoim obo­

zie ponad 600 ochotników nie licząc setek uciekających cywi­

lów. Na zachodnim brzegu Colorado, niemal całkowicie opu­

szczonym już przez kolonistów amerykańskich, pozostali je­

dynie nieliczni zwiadowcy z Karnesem i „Głuchym" Smithem, 

obserwujący ruchy wojsk meksykańskich i polujący na dezer­

terów. Tuż przed opuszczeniem przez siły Houstona Burnham's 

Crossing, stoczyli oni nad strumieniem Rocky Creek potycz­

kę z patrolem meksykańskim. Od wziętego wtedy do niewoli 

jeńca dowiedzieli się o nadciągającej kolumnie gen. Sesmy. 

Już następnego dnia po wyjściu Houstona z Gonzales 

gen. Santa Anna wiedział o odwrocie Teksańczyków i roz­

kazał gen. Sesmie kontynuowanie pościgu za uciekającym 

przeciwnikiem. 20 marca kolumna gen. Sesmy dotarła do 

brzegów Colorado, ale nie zdołała dopaść wycofujących się 

Teksańczyków, którzy odgrodzili się od Meksykanów wzbu­

rzonymi opadami deszczu wodami rzeki i obsadzili wszyst­

kie okoliczne brody. Przez kilka dni gen. Sesma bezskutecz­

nie poszukiwał dogodnej przeprawy przez Colorado. Kiedy 

-rtie~znalazł żadnego odpowiedniego miejsca, wysłał do gen. 

Santa Anny gońca z prośbą o posiłki i rozpoczął budowę ło­

dzi potrzebnych do pokonania rzeki w przyszłości. Houston 

pozostał w obozie przy brodzie Beason's Ford przez tydzień 

wzmacniając swoje siły i bezskutecznie oczekując na nadej­

ście dwóch dział, po które wysłał do Velasco mjr. Williama 

T. Austina (fatalna pogoda i błotniste drogi uniemożliwiły 

przetransportowanie dział na czas). Przez pięć dni oba wro­

gie oddziały obozowały niemal naprzeciwko siebie rozdzie­

lone tylko korytem rzeki. Sesma codziennie otrzymywał drob­

ne posiłki, ale siły Houstona wzrosły w tym czasie do prawie 

139 

1400 ludzi (była to największa liczba żołnierzy, jaką kiedy­

kolwiek dowodził podczas tej wojny). Kiedy schwytani przez 

zwiadowców teksaskich jeńcy meksykańscy przyznali, że 

liczba wojsk gen. Sesmy jest przesadzona i nie przekracza 

800 ludzi, wszyscy w obozie teksaskim spodziewali się, że 

nadeszła wreszcie odpowiednia pora do walki. 

W tym samym czasie, kiedy oddziały Houstona dotarły do 

Colorado, Konwencja w Washington-on-the-Brazos zakończy­

ła swoje prace nad nowąkonstytucjąi wyborem tymczasowych 

władz Republiki Teksasu. 15 marca delegaci otrzymali raport 

Houstona, z którego po raz pierwszy dowiedzieli się o upadku 

Alamo i wznowieniu ofensywy przez wojska gen. Santa Anny. 

Wiadomość „rozniosła się jak ogień po wysokiej trawie" i spo­

wodowała „całkowitą panikę"

28

. Przewodniczący Konwencji, 

Richard Ellis, zaproponował natychmiastowe przerwanie obrad 

i przeniesienie ich w bezpieczniejsze miejsce, do Bradshaw nad 

rzekąNeches. Trzeźwiej myślący delegaci uspokoili atmosferę, 

ale od tej pory dalsze prace nad konstytucją trwały nieprzerwa­

nie dniem i nocą. Zakończono je dopiero 16 marca o północy. 

Nowa konstytucja Teksasu w zasadzie przypominała konstytu­

cję amerykańską z 1787 r., ale zawierała też pewne elementy 

zaczerpnięte z federalistycznej konstytucji Meksyku. Od usta­

wy zasadniczej Stanów Zjednoczonych różniła się głównie tym, 

że przewidywała istnienie Republiki Teksasu jako jednolitego 

terytorium nie podzielonego na stany i rządzonego wyłącznie 

przez władze centralne. Wzorem Meksyku natomiast, wybiera­

ny na trzyletnią kadencję prezydent nie mógł sprawować urzę­

du dwa razy z rzędu, a duchownych pozbawiono prawa piasto­

wania urzędów państwowych. Tymczasowo prezydentem Re­

publiki wybrano ascetycznego Szkota Davida G.Burnetta. Wi­

ceprezydentem został Lorenzo de Zavala (1789-1836), znany 

28

 Ring-tailed Panthers and Cornstalk Lawyers, The Men who Signed 

the Declaration oflndependence,

 Star of the Republic Museum, Washing­

ton-on-the-Brazos 1992, s. 2. 

background image

140 

meksykański liberał i polityczny przeciwnik Santa Anny, prze­

bywający od 1835 r. na emigracji w Teksasie. Stanowisko Se­

kretarza Stanu objął Samuel P. Carson, Sekretarza Skarbu Bai-

ley Hardman, Sekretarza Wojny płk Thomas J. Rusk, Sekreta­

rza Marynarki Robert Potter, a Prokuratora Generalnego David 

Thomas. 17 marca o 4.00 nad ranem nowy rząd został zaprzy­

siężony. Kilka godzin później odbył swoje pierwsze posiedze­

nie gabinetowe, na którym podjęto decyzję o natychmiastowej 

ewakuacji władz nad Zatokę Galveston do Harrisburga (obe­

cnie w granicach Houston)

29

W obozie przy brodzie Beason's Ford gen. Houston przez 

kilka dni zastanawiał się nad zaatakowaniem sił gen. Sesmy. 

Wreszcie 26 marca po południu, wbrew oczekiwaniom swo­

ich żołnierzy gotowych do walki z Sesmą, kazał zwinąć obóz 

i rozpoczął odwrót do San Felipe. Jego decyzja wydawała 

się wszystkim niezrozumiała i stała się przedmiotem po­

wszechnej krytyki. Houston tłumaczył się później, że miał 

wystarczające siły, żeby zaatakować gen. Sesmę 

ale obawiał się, że sprowokuje tym do pościgu pozostałe 

kolumny meksykańskie, przed którymi nie zdołałby ewaku­

ować swoich rannych, jakich miałby po bitwie. Były też inne 

powody takiej decyzji. Houston wiedział już zapewne o po­

rażce zgrupowania Fannina nad Coleto Creek i nie chciał 

ryzykować utraty ostatnich oddziałów teksaskich, jakie je­

szcze pozostały po klęskach wAlamo i Goliad. Miał też wąt­

pliwości, czy jego niewyszkoleni ochotnicy sprostają w 

otwartym boju regularnym wojskom meksykańskim wspar­

tym jazdą i ogniem artylerii. Krótko mówiąc, czuł, że jego 

oddziały nie mają ani wystarczającej siły, ani dyscypliny do 

prowadzenia działań ofensywnych. 

29

 O pośpiechu i panice, jaka ogarnęła rząd Burnetta, może świadczyć to, 

że S. Austin i pozostali komisarze teksascy w USA, Wharton i Archer, nie 
zostali nigdy oficjalnie poinformowani o ogłoszeniu niepodległości Teksa­
su i powołaniu nowych władz. 

141 

Houston tak długo, jak trzymał linię Colorado, mógł liczyć 

na dalsze posiłki z gęściej zaludnionych kolonii anglo-amery-

kańkich we wschodnim Teksasie oraz zaufanie władz i ludno­

ści cywilnej. Kiedy rozeszły się pogłoski o jego odwrocie znad 

Colorado, wszystkich ogarnęła panika, którą pogłębiły jeszcze 

wieści o masakrze ludzi Fannina. Niemal wszyscy Ameryka­

nie na wschód od Colorado opuszczali swoje domy i uciekali 

w stronę granicy ze Stanami Zjednoczonymi. Z czasem exo­

dus miał objąć prawie 20 000 przerażonych ludzi, którzy z 

mozołem brnęli w strugach deszczu po zabłoconych drogach 

w poszukiwaniu bezpiecznego schronienia we wschodnim 

Teksasie i sąsiedniej Luizjanie. Ochotnicy ciągnący na pomoc 

Houstonowi zawrócili do swych rodzin i wraz z nimi uchodzi­

li w kierunku rzeki Sabinę. 

Rozmokłe i zabłocone drogi zapełniły tłumy uciekinierów, 

koczujących nieraz przez kilka dni przy przeprawach przez 

wzburzone strumienie i rzeki. Pobocza dróg zawalał porzuco­

ny dobytek, połamane wozy i padłe zwierzęta. Na dodatek w 

oddziałach Houstona zaczęło narastać niezadowolenie i wielu 

ochotników zniechęconych strategią naczelnego dowódcy 

opuściło szeregi. Jedni odchodzili do swoich rodzin, inni w 

złości zamierzali walczyć na własną rękę. Tylko pierwszego 

dnia po odwrocie znad Colorado zdezerterowało 200 ludzi. 

Kiedy 28 marca Houston dotarł do San Felipe, miał ze sobą 

zaledwie połowę żołnierzy, z którymi dwa dni wcześniej opu­

ścił Beason's Ford. W San Felipe zmęczone wojsko Houstona 

spędziło tylko jedną noc i następnego dnia rano ruszyło w górę 

Brazos do odległej o około 15-20 mil plantacji „króla baweł­

ny" Jareda E. Groce'a (Groce's Plantation), koło dzisiejszego 

Hempstead. Houston, stosując konsekwentnie taktykę „spalo­

nej ziemi", kazał spalić San Felipe, żeby nie mogło zapewnić 

schronienia ścigającym go oddziałom meksykańskim. Rozkaz 

spalenia miasta i zmiana kierunku marszu wywołały dalsze 

niezadowolenie wojska. Ludzie, którzy cofali się ustawicznie 

z Gonzales i znad Colorado mieli dość dalszego odwrotu i do-

background image

142 

magali się walki. Wielu z nich uważało, że należy ruszyć w 

przeciwnym kierunku, żeby zapewnić ochronę licznym osie­

dlom amerykańskim leżącym w dolnym biegu Brazos. Marsz 

w górę rzeki traktowali jako przejaw tchórzostwa i wydanie 

na pastwę wroga setek pozostałych jeszcze w dole rzeki osa­

dników z dawnej kolonii Austina. 

Dowódcy dwóch kompanii ochotników, Moseley Baker i 

Wiły Martin, odmówili dalszego marszu z Houstonem do 

plantacji Groce'a i wraz ze swoimi ludźmi postanowili wal­

czyć z nadchodzącymi Meksykanami. Wściekły na niesubor-

dynowanych podkomendnych Houston wysłał pozostałą część 

wojska pod dowództwem ppłk. Shermana w kierunku plan­

tacji Groce'a, a sam został w San Felipe, żeby rozmówić się z 

Bakerem i Martinem. Nie widząc lepszego wyjścia wyzna­

czył obu malkontentów na dowódców tylnej straży i wydał 

im rozkazy, które jak mu się wydawało, spełniały ich ocze­

kiwania. Baker ze swoją 120-osobową kompanią obsadził San 

Felipe i miał bronić przed nadciągającym nieprzyjacielem 

brodu na rzece w pobliżu miasta. Martin ze 100 ludźmi ru­

szył kilkanaście mil w dół Brazos, żeby bronić przeprawy w 

Fort Bend. Po południu Houston dogonił siły główne koło 

strumienia Mili Creek, gdzie spędzono noc na 29 marca. 

Następnego dnia deszcz i błoto pozwoliły na przebycie zale­

dwie kilku mil i dopiero 31 marca zmęczone wojsko Housto-

na dotarło do plantacji Groce'a, gdzie rozłożyło się obozem. 

Tutaj Houston postanowił zatrzymać się na kilka dni, żeby 

dać odpocząć wyczerpanym ludziom, poprawić dyscyplinę i 

przeszkolić niewyćwiczonych ochotników przed zbliżającą 

się walką. 

W liście wysłanym z plantacji Groce'a do swego przyja­

ciela Thomasa Ruska informował, że ma pod swoją komendą 

700-800 zdemoralizowanych ochotników, którym przywrócić 

ducha może tylko dłuższy odpoczynek, posiłki i dostawy zao­

patrzenia. Wyraził też swoje niezadowolenie z ucieczki rządu 

do Harrisburga: „Ucieczka rządu będzie miała zły wpływ na 

143 

morale wojska. Dlaczego gabinet opuścił Washington?"

30

. Na 

koniec krótko opisał swój sposób dowodzenia: „Po moim przy­

byciu nad Brazos [...] wielu chciało, żebym pomaszerował w 

dół rzeki, inni kierowali mnie w górę. Nie naradzałem się z 

nikim. Nie zwołałem żadnej narady wojennej. Jeśli popełnię 

błąd, cała wina spadnie na mnie!"

31

4 kwietnia Rusk przybył osobiście do obozu Houstona przy­

wożąc ze sobąnie tylko list od prezydenta Burnetta, ale i ostrze­

żenie, że Burnett poważnie rozważa możliwość zastąpienia 

Houstona innym dowódcą (w rzeczywistości Burnett chciał 

już wtedy powierzyć dowództwo armii Ruskowi jako mini­

strowi wojny, ten jednak, będąc lojalnym przyjacielem Hou­

stona, nie wyraził na to zgody). Rozgniewany Burnett, który 

nigdy nie darzył szczególną sympatią swojego generała (bę­

dąc człowiekiem przesadnie religijnym miał niechętny stosu­

nek do alkoholu i uważał Houstona za prymitywnego osiłka i 

pijaczynę) nie szczędził Houstonowi wymówek, krytykując go 

za nieustanny odwrót i unikanie walki. „Nieprzyjaciel śmieje 

się z Pana z pogardą"- pisał złośliwie. „Musi Pan z nim wal­

czyć!"

32

. Treść listu i opinia Ruska nie pozostawiały wątpli­

wości. Houston miał do wyboru, podjąć walkę lub narazić się 

na dymisję i niesławę. 

Houston, mimo że prezydent i część wojska kwestionowała 

jego taktykę i umiejętności dowodzenia armią, ignorował to i 

trzymał się ściśle swoich planów, czekając aż Meksykanie roz­

ciągną swoje linie komunikacyjne. Żeby przywrócić dyscy­

plinę w wojsku ogłosił, że każdy kto sprzeciwi się jego rozka­

zom i będzie nawoływał do buntu zostanie postawiony przed 

sądem wojennym i rozstrzelany. Nie zawahał się też powiesić 

czterech maruderów oskarżonych o gwałty i rabunki na ucie-

30

 J. W.P o h 1, The Battle ofSan Jacinto, Texas State Historical Associa-

tion, Houston 1989, s. 13-14. 

31

 Ibidem,

 s. 16-17. 

32

 Ibidem,

 s. 13. 

background image

144 

kających osadnikach. Te zdecydowane kroki przyniosły zamie­

rzony efekt. Przestraszeni ochotnicy przestali głośno szemrać 

i okazywać swoje niezadowolenie. Houston wykorzystując 

sytuację zreorganizował wojsko tworząc obok pułku Burlestona 

drugi pułk pod dowództwem mianowanego płk. Sidneya Sher-

mana i kompanię zwiadowców pod dowództwem kpt. Hen-

ry'ego Karnesa, a potem zmusił wszystkich do intensywnego 

szkolenia. Ochotnicy chcąc nie chcąc poddali się narzucone­

mu reżimowi, choć wielu z nich nigdy nie przestało złorze­

czyć Houstonowi i knuć za jego plecami intryg. 

Około 25 marca gen. Santa Anna otrzymał wiadomość 

od gen. Sesmy o obecności wojsk Houstona nad Colorado. 

Ponieważ Sesma domagał się posiłków, wysłał mu natych­

miast z San Antonio 500 ludzi (baon Mexico City i część 

baonu Guerrero) pod dowództwem płk. Augustina Amata, 

a kilka dni później sam wyruszył za nim z resztą wojsk gen. 

Filisoli. 

Santa Anna, będąc od wielu miesięcy poza stolicą i oba­

wiając się, że przedłużająca się nieobecność w Meksyku może 

zagrozić jego władzy, już wtedy rozważał możliwość powrotu 

do Mexico City i pozostawienie dokończenia kampanii swe­

mu zastępcy, gen. Filisoli. Jego najbliżsi doradcy, gen. Fili-

sola i płk Almonte przekonali go jednak do pozostania. Nie 

bez racji chyba uważali, że zwycięskie zakończenie wojny z 

Teksańczykami jak nic innego zapewni prezydentowi więk­

sze poparcie społeczne i pozwoli umocnić jego władzę w Me­

ksyku. 

W ślad za posiłkami dla gen. Sesmy poszły także rozkazy 

dla generałów Gaony i Urrey. Santa Anna, zamierzając wziąć 

w kleszcze cofającego się Houstona, skierował kolumnę gen. 

Gaony z Bastrop na San Felipe, a kolumnie gen. Urrey naka­

zał wymarsz z Goliad w kierunku Brazorii. Sam 31 marca 

opuścił wojska Filisoli przeprawiające się przez Guadelupe 

w Gonzales i wyruszył do gen. Sesmy, który po odejściu Ho­

ustona przeszedł Colorado przez nie broniony bród Atasco-

145 

sita koło Columbus. 5 kwietnia Santa Anna połączył się z 

wojskami Sesmy i razem na czele 1400 żołnierzy ruszyli za 

Houstonem do San Felipe. Następnego dnia, podczas nocle­

gu w gospodzie Elizabeth Powell nad rzeką San Bernard, 

dotarły do nich pierwsze wiadomości o ucieczce rządu te-

ksaskiego do Harrisburga. 

7 kwietnia wojska meksykańskie weszły do ruin San Feli­

pe, które Mosley Baker spalił przedwcześnie 29 marca po 

otrzymaniu od swych zwiadowców przesadzonej wiadomości 

o zbliżaniu się oddziałów gen. Sesmy. Od schwytanego w San 

Felipe Amerykanina gen. Santa Anna dowiedział się, że woj­

ska Houstona zredukowane do około 800 ludzi odpoczywają 

na plantacji Groce'a. Wywnioskował z tego, że po odpoczyn­

ku i reorganizacji zamierzają wycofać się w bezpiecznejsze 

miejsce za rzekę Trinity. Żeby temu zapobiec postanowił prze­

prawić swoich ludzi na drugi brzeg Brazos. Na szczęście dla 

Houstona, tylna straż Bakera mocno ufortyfikowała swoje po­

zycje przy brodzie na Brazos i uniemożliwiła Meksykanom 

przeprawę przez wzburzoną rzekę. 

Generał Santa Anna rozesłał patrole w górę i w dół rzeki z 

zamiarem znalezienia odpowiedniego miejsca do przeprawy i 

zaskoczenia ludzi Bakera nocnym atakiem od tyłu. Kiedy oka­

zało się, że przeprawa jest niemożliwa, rozkazał gen. Sesmie 

budowę dwóch dużych płaskodennych łodzi, a sam na czele 

500 grenadierów i 50 dragonów ruszył zniecierpliwiony w dół 

Brazos w poszukiwaniu innego miejsca nadającego się do prze­

kroczenia rzeki. Po trzech dniach jego zwiadowcom udało się 

znaleźć łódź pozostawioną na zachodnim brzegu Brazos koło 

Fort Bend. To pozwoliło na przerzucenie przez rzekę wystar­

czającej liczby żołnierzy, którzy 10 kwietnia zaskoczyli i zmu­

sili do ucieczki broniącą brodu kompanię Wiły Martina. Ge­

nerał Sesma, zawiadomiony o zdobyciu przeprawy w Fort 

Bend, zaprzestał dalszej budowy łodzi i, nie czekając na 

spóźniające się z powodu trudnych warunków na drogach ko­

lumny Gaony i Filisoli, ruszył w ślad za oddziałem gen. Santa 

background image

146 

Anny, z którym połączył się 13 kwietnia. Od jeńca z oddziału 

Martina obaj dowódcy dowiedzieli się, że prezydent Burnett, 

wiceprezydent de Zavala i większość pozostałych członków 

rządu teksaskiego znaj dują się w Harrisburgu, zaledwie 15 mil 

od meksykańskiego obozu. Wiadomość ta zelektryzowała gen. 

Santa Annę i uświadomiła mu, że szybkim marszem może za­

skoczyć Teksańczyków w Harrisburgu i schwytać Burnetta 

oraz swojego starego wroga de Zavalę. 

Trudno powiedzieć, co sprawiło, że nagle Santa Anna zre­

zygnował ze swojego głównego celu, jakim było zniszczenie 

wojsk Houstona i zainteresował się najpierw możliwością 

schwytania członków rządu teksaskiego przebywających w 

Harrisburgu. Prawdopodobnie wpłynęła na to wiadomość o 

niespodziewanej śmierci wiceprezydenta Miguela Barraga-

na, sprawującego w Meksyku władzę pod nieobecność Santa 

Anny. Santa Anna pozbawiony swego lojalnego współpra­

cownika zaczął poważnie obawiać się o stabilność swojej 

władzy prezydenckiej i uznał, że w jego interesie leży jak 

najszybszy powrót do Meksyku. Najszybszym sposobem 

wydawał się powrót drogą morską, ale istniała obawa, że sta­

tek SantaAnny mógłby wpaść w ręce Teksańczyków, których 

flota kaperska złożona z czterech okrętów kontrolowała wy­

brzeże. Pozostawała zatem dłuższa, ale za to bezpieczniejsza 

droga lądowa. Nie chcąc tracić czasu uznał, że najszybszym 

sposobem zakończenia wojny będzie jednoczesne pozbawie­

nie Teksańczyków samozwańczych władz i zmuszenie zde­

moralizowanych wojsk Houstona do ucieczki z Teksasu lub 

rozbicie ich w bitwie, co do wyniku której nie miał żadnych 

wątpliwości. 

15 kwietnia rano gen. Santa Anna opuścił Fort Bend na 

czele 50 dragonów i 700 wybranych piechurów z jednym 

działem (prawdopodobnie 12-funtowym) i ruszył szybkim 

marszem w stronę Harrisburga. Generał Sesma z resztą swo­

ich żołnierzy pozostał na miejscu w oczekiwaniu na przyby­

cie wojsk gen. Filisoli. Wieczorem 15 kwietnia kawaleria 

147 

gen. SantaAnny wpadła do Harrisburga, ale znalazła osiedle 

opuszczone przez wszystkich mieszkańców, z wyjątkiem 

trzech drukarzy drukujących właśnie tekst Deklaracji Nie­

podległości w redakcji miejscowej gazety „Telegraph and 

Texas Register". Od nich Meksykanie dowiedzieli się, że rząd 

teksaski opuścił Harrisburg przed kilkama godzinami na po­

kładzie parowca Cayuga, udając się do New Washington 

(Morgan's Point) nad Zatoką Galveston i że Houston z 800 

ludźmi nadal znajduje się na plantacji Groce'a. Santa Anna, 

rozczarowany zrozumiał, że niepotrzebnie czekał z rozpo­

częciem pościgu do rana i gdyby zdecydował się na nocny 

marsz jego akcja mogłaby się zakończyć sukcesem. 16 kwiet­

nia wysłał przodem płk. Almonte na czele 50 dragonów, mając 

nadzieję, że uda im się jeszcze dogonić Burnetta w New 

Washington. Potem skierował gońca do gen. Filisoli, który 

tymczasem połączył się w Fort Bend z siłami gen. Sesmy, i 

zażądał natychmiastowego przysłania mu posiłków w posta­

ci 500 doborowych piechurów (infantes escogidos). Zły, że 

nie udało mu się złapać Burnetta, kazał spalić Harrisburg i 

ruszył śladem płk. Almonte do New Washington. 

Kiedy dragoni płk. Almonte dotarli do celu, Burnett z żoną 

i członkami rządu dopływali właśnie łodzią do zakotwiczo­

nego w zatoce szkuneraF/os/z. Wsiedli na statek, będąc cały 

czas w kontakcie wzrokowym z Meksykanami, i odpłynęli 

na jego pokładzie do Galveston, skąd Burnett planował dal­

szą ucieczkę do Nowego Orleanu. Generał Santa Anna z pie­

chotą dotarł do New Washington 18 kwietnia około połu­

dnia, a przed wieczorem nadciągnął gen. Castrillion z obsłu­

gą działa. W New Washington Meksykanie złupili porzuco­

ne w magazynach towary i rozbili obóz, w którym pozostali 

do rana 20 kwietnia. W tym czasie zwiadowcy meksykańscy 

odkryli obecność kolumny Houstona, która 18 kwietnia do­

tarła do Harrisburga i rozłożyła się tu obozem. Santa Anna 

natychmiast zwrócił swoją uwagę na Houstona i doszedł do 

wniosku, że Teksańczycy usiłują dotrzeć do przeprawy 

background image

148 

Lynch's Ferry na rzece San Jacinto (około 8-10 mil od New 

Washington) a później wycofać się za Trinity River. Żeby 

im w tym przeszkodzić i odciąć odwrót na lewy brzeg San 

Jacinto, generał Santa Anna wysłał jako straż przednią kom­

panię dragonów kpt. Barragana, a z resztą wojska około 8.00 

rano opuścił obóz w New Washington i marszem ubezpie­

czonym, ze strzelcami po bokach kolumny, wyruszył w kie­

runku Lynch's Ferry. 

Houston nie marnował czasu w obozie na plantacji Gro-

c e ^ W ciągu dwóch tygodni jego siły wzrosły do ponad 1000 

ludzi, wśród których znalazło się wielu nowych ochotników 

ze Stanów Zjednoczonych (w tym około 200 umundurowa­

nych dezerterów z armii USA). Wspomagany autorytetem 

Thomasa Ruska przeszkolił swoich przemoczonych, złych i 

schorowanych ochotników, ucząc ich podstawowych manew­

rów i sposobów walki, formowania linii, ataku szybkim kro­

kiem i strzelania salwami. Zorganizował szpital polowy i za­

opatrzenie, w czym wielki udział miał właściciel plantacji 

Jared Groce. Dzięki niemu wojsko Houstona otrzymało 

znaczne ilości żywność, amunicji i ubrań, których tak bar­

dzo brakowało przemoczonym i zmarzniętym Teksańczykom. 

Wyjątkowo mokra i zimna wiosna sprawiła, że wielu z nich 

było przeziębionych, pojawiła się też groźba wybuchu epi­

demii dezynterii i odry. 

11 kwietnia Houston zdecydował się przeprawić swoje 

oddziały na wschodni brzeg Brazos. Tego samego dnia do 

jego obozu dotarły dwa oczekiwane działa przyprowadzo­

ne przez mjr. Williama Austina z Velasco. Nazwane „Bli­

źniaczkami" („Twin Sisters") żelazne sześciofuntówki były 

darem mieszkańców miasta Cincinnati w Ohio. 13 marca 

statek płynący rzekami Ohio i Missisippi przywiózł je do 

Nowego Orleanu, a stamtąd zostały przewiezione morzem 

do Velasco. Ponieważ stan dróg uniemożliwił dostarczenie 

ich drogą lądową do obozu Houstona w Beason's Ford, prze­

transportowano je statkiem przez Zatokę Galveston i dalej 

149 

rzekami San Jacinto i Buffalo Bayou do Harrisburga, skąd 

przyciągnięto je pożyczonym zaprzęgiem wołów do plan­

tacji Groce'a. Na szczęście Houston miał pod swoimi roz­

kazami kilku doświadczonych artylerzystów, którym natych­

miast powierzył opiekę nad działami. Dowództwo oddziału 

artylerii objął ppłk James Neill, dawny dowódca garnizonu 

Alamo, a jego zastępcą został ppłk George W. Hockley, 

pełniący równocześnie funkcję szefa sztabu Houstona. Każ­

de z dział potrzebowało obsługi liczącej dziewięciu ludzi, 

ale na wszelki wypadek przydzielono do nich dwa razy tyle 

ochotników. 

13 kwietnia Houston otrzymał nowy list od Burnetta, w 

którym prezydent znowu domagał się wydania walki Meksy­

kanom: „[...] rząd oczekuje od Pana akcji. Nadszedł czas, żeby 

się zdecydować, czy oddamy ten kraj bez walki i uciekniemy, 

czy spotkamy się z wrogiem i podejmiemy chociaż jeden wy­

siłek w obronie naszej chwalebnej niepodległości"

33

W ciągu dwóch dni Houston przeprawił swoją armię przez 

Brazos na pokładzie parowca „Yellowstone", który przypły­

nął do plantacji Groce'a po transport bawełny, i kazał się jej 

skoncentrować na farmie Donoho, kilka mil na wschód od 

okazałej siedziby Groce'a zwanej „Bernardo". W tym czasie 

dotarły już do niego wiadomości o uchwyceniu przez Me-

ksykanów przeprawy w Fort Bend i ucieczce Martina. Kiedy 

14 kwietnia Houston przybył do Donoho, zastał tu wszystkie 

swoje oddziały razem z kompaniami Bakera i Martina. Oby­

dwaj dowódcy, kiedy tylko dowiedzieli się o planach wymar­

szu na wschód, znowu odmówili podporządkowania się roz­

kazom Houstona i postanowili działać na własną rękę. Hou­

ston nie zdecydował się ich ukarać, gdyż obawiał się fermentu 

I w wojsku, ale postanowił pozbyć się obu kłopotliwych do­

wódców. Wiły Martin opuścił Donoho i pomaszerował ze 

swoimi ludźmi do Nacogdoches, żeby bronić tamtejszych osa-

33

 K i n g s t o n, op. cit., s. 84- 85 

background image

150 

dników przed spodziewanym powstaniem Indian. Mosley Ba­

ker udał się natomiast do przeprawy Robbin's Ferry na rzece 

Trinity, gdzie miał osłaniać cywilnych uchodźców uciekają­

cych do Luizjany (na wiadomość o marszu Meksykanów prze­

ciwko Houstonowi kompania Bakera dołączyła do jego wojsk 

i zdążyła wziąć udział w bitwie na San Jacinto). Po odejściu 

Martina i Bakera w oddziałach teksaskich znowu rozeszły się 

pogłoski, że Houston wcale nie zamierza walczyć i szykuje 

się do dalszego odwrotu w kierunku Nacogdoches. Wielu 

ochotników było przekonanych, że Houston jest gotów do 

opuszczenia Teksasu i szukania schronienia pod opiekuńczy­

mi skrzydłami armii amerykańskiej, której silne posterunki 

rozlokował na granicy teksaskiej wojskowy komendant Lui­

zjany gen. Edmund P. Gaines. 

16 kwietnia, po zebraniu wszystkich oddziałów, Houston 

opuścił Donoho i bez wyznaczenia celu kazał ruszyć wojsku 

na wschód drogą, która po rozwidleniu mogła prowadzić do 

Nacogdoches lub do Harrisburga. Jakieś 15 mil za Donoho 

znajdowało się rozwidlenie dróg, przy którym stał dom far­

mera Robertsa. Wielu żołnierzy zapowiedziało, że jeśli Hou­

ston każe skręcić w prawo do Harrisburga pójdą za nim, ale 

jeśli skręci w lewo do Nacogdoches, pozbawią go dowództwa 

i wybiorą nowego wodza, który będzie chciał walczyć z Me­

ksykanami. Czołówka kolumny dotarła do rozwidlenia i zwol­

niła nie znając kierunku dalszego marszu. Kilku ochotników 

podeszło do farmera Robertsa stojącego w bramie i zapytało, 

która droga prowadzi do Harrisburga. Kiedy wskazał im wła­

ściwy kierunek, od czoła kolumny rozległy się okrzyki: „Na 

prawo, chłopcy, na prawo!" i maszerująca w niepewności ko­

lumna skręciła w tę stronę. Houston, jadący obok na koniu, 

nie powiedział ani słowa i nigdy później nie ustalono, czy to 

samo wojsko wymusiło na nim właściwy kierunek marszu, 

czy pozostawał on w zgodzie z jego wcześniejszymi zamie­

rzeniami. Niektórzy twierdzili, że było to psychologiczne za-

151 

granie ze strony Houstona. Pozwolił żołnierzom samym zade­

cydować o swoim losie i zostawiając im wybór między zwy­

cięstwem albo śmiercią, wyzwolił w nich zbiorową determi­

nację, wzmacniającą morale i jedność armii. Sam Houston nig­

dy nie komentował tego wydarzenia, chociaż w oficjalnym 

raporcie po bitwie na San Jacinto wspominał, że celem mar­

szu jego wojsk był Harrisburg. Jak było naprawdę nie wiado­

mo, ale faktem jest, że 18 kwietnia po południu, po dwóch i 

pół dnia drogi, przy padającym nieustannie deszczu i przeby­

ciu 55 mil z Donoho, wojsko Houstona dotarło do Buffalo 

Bayou naprzeciwko spalonego przez Meksykanów Harrisbur­

ga i rozłożyło się tu obozem. 

background image

SAN JACINTO 

Zwycięstwo jest pewne. Ufajcie Bogu i nie bójcie się. 

Ofiary Alamo i ci, których zamordowano w Goliad, wołają 

o zemstę. Pamiętajcie o Alamo! Pamiętajcie o Goliad! 

(gen. Sam Houston, 19 kwietnia 1836 r.) 

Kiedy zmęczone forsownym marszem z Donoho wojsko 

Houstona zaległo nad Buffalo Bayou, zaszło wydarzenie, 

które prawdopodobnie przesądziło o dalszych losach wojny. 

18 kwietnia wieczorem teksascy zwiadowcy pochwycili na 

drodze do Harrisburga dwóch meksykańskich kurierów wio­

zących wiadomości od gen. Filisoli do Santa Anny. Ze znale­

zionych przy nich dokumentów Houston dowiedział się kilku 

ważnych rzeczy. Po pierwsze, miał przed sobą niewielkie siły 

meksykańskie liczące około 800 ludzi. Po drugie, wojskami 

tymi dowodził osobiście gen. SantaAnna. Po trzecie wreszcie, 

na pomoc Santa Annie maszerowały już z Fort Bend posiłki 

prowadzone przez gen. Cosa. Po raz pierwszy w tej wojnie 

przed Houstonem otworzyła się szansa, na jaką czekał od daw­

na. Oto nadarzała się okazja stoczenia bitwy z przeciwnikiem, 

któremu dorównywał liczebnie i, przy odrobinie szczęścia, 

wyeliminowania z dalszej walki samego naczelnego wodza 

armii meksykańskiej. 

19 kwietnia rano Houston i Rusk zebrali swoją małą armię 

nad brzegiem Buffalo Bayou i wygłosili do niej przemówie­

nia. Pierwszy wystąpił Houston, który na zakończenie powie­

dział: „Armia przekroczy rzekę i spotka się z nieprzyjacielem. 

153 

Niektórzy z nas mogą zginąć i muszą zginąć, ale, żołnierze, 

pamiętajcie o Alamo! Alamo! Alamo!"

1

. Starannie przygoto­

wana mowa jeszcze bardziej rozpaliła nastroje Teksańczyków, 

którzy od dawna czekali na takie słowa swojego wodza. Ma­

jor Somervell obserwujący reakcje wojska zauważył: „Do dia­

bła! Wiem, że po takim przemówieniu nie będzie wielu jeń­

ców"

2

. Rusk przemówił w równie podniosłym nastroju, ale 

szybko zakończył swoje wystąpienie mówiąc, że dość już po­

wiedziano i że nadszedł czas działania. 

W obozie koło Harrisburga Houston pozostawił wszystkie 

bagaże i od 150 do 200 chorych pod strażą 75-osobowego od­

działu mjr. McNutta. Początkowo wyznaczył do osłony obozu 

kompanię kpt. Seguina, która przez większość odwrotu z Gon-

zales stanowiła tylną straż jego armii. Kiedy jednak Seguin 

zaprotestował przeciwko próbie wyłączenia jego ludzi z wal­

ki, Houston zmienił rozkaz i ostatecznie kompania Seguina 

wzięła udział w bitwie. 

Houston przeprawił pozostałe wojsko przez Buffalo Bayou 

poniżej Harrisburga i wszedł na drogę prowadzącą do prze­

prawy promowej Lynch's Ferry. W czasie marszu wzdłuż Buf­

falo Bayou przeszedł drewniany most na strumieniu Vince's 

Bayou i wkroczył na równinę San Jacinto ciągnącą się aż do 

odległej o 8-9 mil rzeki o tej samej nazwie. Marsz trwał do 

północy, dopiero wtedy Houston zarządził kilkugodzinny od­

poczynek. Wczesnym świtem 20 kwietnia wojsko Houstona 

ruszyło w dalszą drogę i około 6.00 rano zatrzymało się na 

śniadanie. Przygotowania do posiłku przerwali nagle zwiadow­

cy, którzy przywieźli wiadomość o przednich strażach nieprzy­

jaciela nadciągających od strony New Washington. Żołnierze 

Houstona rezygnując ze śniadania zaczęli zaraz strzelać w 

powietrze z muszkietów i karabinów, chcąc osuszyć broń z 

nocnej wilgoci. Houston w obawie, że huk wystrzałów może 

1

 M c D o n a 1 d, op. cit., s. 27. 

2

 Ibidem,

 s. 27. 

background image

154 

155 

zaalarmować Meksykanów zakazał strzelania, ale nikt nie 

chciał go słuchać. W końcu, wiedząc, jakim wojskiem dowo­

dzi, dał sobie spokój i kazał ruszać w dalszą drogę. W czasie 

marszu od południowego wschodu dostrzeżono chmury dymu. 

Początkowo wszyscy myśleli, że to pożar prerii, ale wkrótce 

zwiadowcy odkryli, że płonie podpalony przez Meksykanów 

New Washington. Po kilku godzinach Teksańczycy dotarli 

wreszcie do Lynch's Ferry i około południa rozłożyli się na 

odpoczynek nad brzegiem San Jacinto. 

O godz. 13.00 powrócił z rekonesansu płk Sidney Sherman, 

przywożąc wiadomość, że meksykańscy dragoni znajdują się 

nie dalej jak milę od obozu Teksańczyków. Houston, chcąc 

ukryć przed nieprzyjacielem liczebność swojej armii i posia­

dane działa, kazał cofnąć się swoim ludziom około pół mili od 

wcześniejszej pozycji i ukrył ich w gęstej dębinie porastającej 

południowy brzeg Buffalo Bayou. Około 14.00 przed linią 

Teksańczyków pojawili się pierwsi zwiadowcy meksykańscy. 

Zaskoczeni widokiem teksaskich straży natychmiast skryli się 

za drzewami jednego z zagajników porastających równinę i 

czekali na nadejście sil głównych. 

Równina San Jacinto, na której szykowały się teraz do bi­

twy oba wrogie wojska, przypominała swym wyglądem duży 

cypel wrzynający się od północy i północnego wschodu w 

rozlewiska wodne utworzone z połączenia dwóch rzek San 

Jacinto i Buffalo Bayou. Od strony północnej, tam gdzie znaj­

dowały się teraz stanowiska Teksańczyków, oblewały ją wody 

Buffalo Bayou. Przy samym krańcu cypla Buffalo Bayou 

wpadała do płynącej na południowy wschód rzeki San Jacin­

to. Ta zaś, od miejsca połączenia z Buffalo Bayou, tworzyła 

szerokie rozlewisko, które poniżej New Washington łączyło 

się z wodami Zatoki Galveston. W dolnym biegu San Jacinto 

znajdowało się kilka małych zbiorników wodnych, z których 

największy, jezioro Peggy's Lakę, swoim wyglądem przy­

pominało małą zatoczkę opływającą równinę od południo­

wego wschodu. 

Po obu stronach San Jacinto rozciągał się pas bagnistych 

moczarów, porośniętych krzakami i pojedynczymi kępami 

drzew. Na zachodnim brzegu moczary odgradzała od równiny 

niewysoka skarpa, za którą leżała rozległa przestrzeń, ciągną­

ca się na milę z północy na południe i kilka mil ze wschodu na 

zachód. Pokryta wysoką do kolan trawą, wśród której tu i ów­

dzie widać było kilka całkiem dużych zagajników pełnych 

dębów i innych mniejszych drzew, stanowiła naturalne pastwi­

ska dla leżącego opodal hodowlanego rancha należącego do 

Peggy McCormick. 

Od zachodu równinę San Jacinto ograniczał bagnisty stru­

mień Vince's Bayou, wpadający poniżej Harrisburga do Buf­

falo Bayou. Przerzucony nad nim drewniany most Vince'a 

(Vince's Bridge)

3

 stanowił jedyne dogodne przejście na dro­

dze z Harrisburga, która biegła wzdłuż Buffalo Bayou i pro­

wadziła do przeprawy promowej Lynch's Ferry na rzece San 

Jacinto. W odległości kilkuset metrów od przeprawy, na wy­

sokości dębiny, w której kryli się Teksańczycy Houstona, od­

chodził szlak prowadzący do New Washington, którym teraz 

nadchodziła w szyku bojowym kolumna wojsk gen. Santa 

Anny. Po drugiej stronie rzeki, naprzeciwko Lynch's Ferry, 

leżała nieduża osada Lynchburg, z której biegła w kierunku 

Trinity droga do Luizjany i odchodzący od niej trakt do Fort 

Anahuac. 

Zaraz za meksykańskimi zwiadowcami nadciągnęli idący 

w straży przedniej dragoni kpt. Barragana. Nie wiedząc, że 

mają przed sobą całą armię Houstona śmiało zbliżyli się do 

pozycji Teksańczyków dodając sobie animuszu dźwiękiem trą­

bek sygnałowych. Ich krzykliwe tony spowodowały zdener­

wowanie wśród ukrytych Teksańczyków. Wielu z nich mówi­

ło potem, że to pierwsze spotkanie z wojskami Santa Anny 

było najbardziej stresującym epizodem całej kampanii. Hou-

3

 Most Vince'a - nazwany tak od pobliskiej farmy należącej do farmera 

Vince'a. 

background image

156 

157 

ston, widząc zbliżającą się kawalerię meksykańską, kazał wy­

toczyć z ukrycia oba działa i ostrzelać nadjeżdżających drago­

nów. Kapitan Isaac N. Moreland, dowodzący tego dnia obsłu­

gą jednego z dział, zwlekał czekając aż Meksykanie zbliżą się 

jeszcze bardziej. Zdenerwowany Houston dopadł do działa i 

wrzasnął podniesionym głosem: "Przygotować działo i strze­

lać!" Zanim jednak działo zdołało wystrzelić, zaalarmowani 

donośnym krzykiem Houstona dragoni zatrzymali się, a po 

chwili, dostrzegając teksaską artylerię, zawrócili do swoich. 

Ci, którzy stali bliżej, zaczęli szemrać, że Houston celowo za­

alarmował wroga i zaraz rozeszła się plotka, że dowódca nadal 

unika walki. 

Niedługo po odjeździe dragonów od strony meksykańskiej 

podciągnięto działo osłaniane przez oddział piechoty i kawa­

lerii. Z odległości kilkuset metrów ostrzelało ono pozycje 

Houstona, mierząc zapewne w stanowiska „Bliźniaczek". Na 

szczęście dla Teksańczyków pierwszy strzał poszedł górą i nie 

wyrządził im żadnej szkody. Zaraz odezwały się oba ich dzia­

ła i Meksykanie cofnęli się poza zasięg ich skutecznego ognia. 

Przez kilkadziesiąt minut trwał swoisty pojedynek artyleryj­

ski, w czasie którego żadna ze stron nie poniosła żadnych strat

4

Około 16.00 znudzony tym widokiem płk Sherman zamel­

dował się u gen. Houstona z propozycją zaatakowania meksy­

kańskiego działa na czele konnych ochotników. Houston po­

czątkowo odmówił zgody wskazując na niebezpieczeństwo ze 

strony nieprzyjacielskiej kawalerii, ale ustąpił wobec nalegań 

Shermana. Zanim jednak Sherman zdążył wyprowadzić atak, 

Meksykanie ściągnęli działo ze stanowiska i rozpoczęli od­

wrót. Nie zrażeni tym widokiem jeźdźcy teksascy, w liczbie 

85 ludzi, popędzili w kierunku pozycji meksykańskich. Kiedy 

zbliżyli się do stanowisk Meksykanów wystrzelili i zatrzyma­

li się, żeby ponownie naładować broń. W tym samym momen-

4

 Po bitwie gen. Santa Anna przyznał, że chciał w ten sposób wywabić 

Teksańczyków z ukrycia i zorientować się co do ich liczebności. 

cie zostali ostrzelani przez meksykańską piechotę osłaniającą 

działo i zaatakowani przez dragonów. Pod ich naporem cofnę­

li się trochę, ale po załadowaniu karabinów odparli meksy­

kański kontratak i ruszyli do następnej szarży. W tym czasie 

od strony meksykańskiej zaczęły nadciągać nowe oddziały 

piechoty, a działo ponownie zajęło stanowisko i ostrzelało lu­

dzi Shermana. 

Na widok meksykańskich posiłków Teksańczycy wstrzy­

mali szarżę i zamiast wycofać się do swoich sił głównych 

sami zaczęli oglądać się do tyłu w oczekiwaniu na wspar­

cie. Houston, widząc, że nieprzemyślany atak Shermana 

może przekształcić się w poważniejsze starcie na warun­

kach podyktowanych przez Meksykanów, powstrzymał po­

zostałych ochotników na linii drzew i dał Shermanowi sy­

gnał do odwrotu. Ten, mając trzech ciężko rannych i kilka 

zabitych koni, niechętnie cofnął swoich ludzi. Był już na to 

najwyższy czas, bo ośmieleni Meksykanie znowu zaczęli 

zbliżać się do osamotnionych kawalerzystów teksaskich. W 

czasie pośpiesznego odwrotu wyróżnił się ochotnik z Ge­

orgii Mirabeau B. Lamar, jeden z najostrzejszych krytyków 

Houstona i jego dotychczasowej strategii. Nie tylko wy­

wiózł z pola walki dwóch rannych kolegów, ale zabił przy 

tym z pistoletu szarżującego dragona meksykańskiego. Jego 

czyn wywołał aplauz wśród obserwujących tę scenę Teksań­

czyków (następnego dnia Houston docenił postawę Lama-

ra mianując go pułkownikiem i dowódcą teksaskiej kawa­

lerii). Nadchodzący zmierzch przerwał dalszą walkę i obie 

strony wróciły na wcześniejsze pozycje. Meksykanie cof­

nęli się na odległość trzech czwartych mili i rozbili obóz 

pod osłoną krzewów porastających południową cześć rów­

niny San Jacinto na wysokości Peggy's Lakę. Wieczorem 

rozpalili ogniska i w ich świetle rozpoczęli stawiać na swo­

im przedpolu zaimprowizowaną barykadę o wysokości 1,5 m 

zbudowaną z juków, skrzyń i worków z zapasami, pośrod­

ku której przygotowano stanowisko dla działa. 

background image

158 

159 

W obozie teksaskim nie wszyscy chcieli się pogodzić z prze­

rwaniem walki tego dnia. Wielu Teksańczyków wiedziało już 

o posiłkach prowadzonych przez gen. Cosa z Fort Bend na 

pomoc Santa Annie i wyrażało zdziwienie, że Houston nie chce 

stoczyć walki przed ich przybyciem. Houston jak zwykle nie 

radził się nikogo. Uznał, że skoro odpadł element zaskocze­

nia, nie powinien spieszyć się z rozpoczynaniem walki i wolał 

zaczekać na inną okazję do ataku lub w ostateczności stoczyć 

bitwę obronną na umocnionych pozycjach. Chociaż sam nie 

był zawodowym wojskowym, miał jednak duże doświadcze­

nie wojenne wyniesione z wojny z Krikami w latach 1813-

-1814. Wyróżnił się wtedy w bitwie na Horseshoe Bend 

(27 marca 1814 r.), gdzie miał okazję widzieć, jak słabsze li­

czebnie siły Indian z powodzeniem broniły się przed atakują­

cymi wojskami gen. Jacksona zza dawnych fortyfikacji bry­

tyjskich umocnionych pniami ściętych drzew. Nie będąc pew­

nym, czy siły Cosa są jedynymi posiłkami wysłanymi na po­

moc Santa Annie, postanowił zaczekać, żeby się o tym 

przekonać i odłożył decyzję o bitwie do dnia następnego. Nie­

którzy z późniejszych krytyków Houstona zarzucali mu, że 

rozważał nawet ewentualność przeprawienia się przez San 

Jacinto i dalszy odwrót za Trinity, w którego trakcie chciał 

szukać innej okazji do zaatakowania ścigających go wojsk 

Santa Anny lub nawet uciec z wojskiem do Luizjany. 

21 kwietnia około 9.00 rano drogą od Harrisburga nadeszły 

posiłki meksykańskie dowodzone przez gen. Cosa. Ich przy­

tycie zburzyło dotychczasowy porządek i na kilka godzin 

wprowadziło zamieszanie w obozie meksykańskim. Generał 

Santa Anna nie był zadowolony z żołnierzy przyprowadzo­

nych przez gen. Cosa. Zamiast oczekiwanych weteranów w 

oddziale przysłanym przez gen. Filisolę znalazło się wielu 

nowych rekrutów. Zmęczeni całonocnym marszem nie nada­

wali się zupełnie do walki i zaraz po przybyciu do obozu za­

częli szukać miejsca do odpoczynku i przygotowania posiłku. 

Około południa gen. Santa Anna doszedł do wniosku, że tego 

dnia nie grozi mu już żadne niebezpieczeństwo ze strony Te­

ksańczyków. Ponieważ zbliżała się tradycyjna pora meksykań­

skiej sjesty, udał się do swojego namiotu i pozwolił żołnie­

rzom na odpoczynek. Pewny swej przewagi zamierzał dać 

wojsku odpocząć przez resztę dnia i zaatakować przeciwnika 

dopiero następnego ranka. Siły meksykańskie wynosiły teraz 

około 1300 efektywnych żołnierzy (do tego pewna liczba osób 

cywilnych towarzyszących wojsku). Składały się na nie bata­

liony Aldama, Guerrero, Matamoros i Toluca, dwie kompanie 

z baonu Guadalajara i kompanie wyborcze z baonu Mexico 

City oraz trochę kawalerii i artylerzystów z jednym działem. 

Jak na ironię, nie było wśród nich ani jednego żołnierza z od­

działów, które dokonały egzekucji ludzi Fannina w Goliad. 

Zawiadomiony o przybyciu posiłków meksykańskich 

gen. Houston zareagował we właściwy dla siebie sposób. Nie 

wychodząc z namiotu stwierdził, że ruch w obozie meksykań­

skim jest tylko demonstracją wojsk Santa Anny mającą zde­

zorientować i przestraszyć Teksańczyków. Około godz. 10.00, 

w tajemnicy przed wojskiem, wezwał jednak do siebie „Głu­

chego" Smitha i kazał mu przygotować oddział zwiadowców 

z siekierami potrzebnymi do zniszczenia mostu Vince'a. Wie­

lu sądziło później, że celem misji Smitha miało być odcięcie 

drogi odwrotu i zmuszenie Teksańczyków do walki „na śmierć 

i życie". Być może Houston rzeczywiście chciał w ten sposób 

dodatkowo zmobilizować swoich ludzi i stworzyć wrażenie, 

że jedynym ratunkiem jest zwycięstwo. Przede wszystkim cho­

dziło mu jednak o odcięcie drogi ewentualnym, dalszym po­

siłkom meksykańskim, o których wprawdzie nic nie wiedział, 

ale nie mógł wykluczyć ich nadejścia. 

Około południa wśród Teksańczyków zaczęło narastać znie­

cierpliwienie. Wielu żołnierzy i oficerów w rozmowach mię­

dzy sobą obwiniało Houstona o niepotrzebną zwłokę i dopu­

szczenie do wzmocnienia sił Santa Anny. Coraz głośniej roz­

legały się głosy, że należy natychmiast atakować. Nawet adiu­

tant Houstona, John Wharton, włączył się do agitacji i 

background image

160 

namawiał żołnierzy do walki. Niespodziewanie, wczesnym po­

południem, Houston zwołał jedyną w czasie tej kampanii radę 

wojenną. Jej przedmiotem stała się dyskusja nad tym, czy na­

leży stoczyć bitwę jeszcze tego samego dnia, czy odłożyć ją 

do dnia następnego. Przebieg narady usprawiedliwiał dotych­

czasową niechęć Houstona do radzenia się swoich oficerów. 

Wszyscy dowódcy chcieli walczyć, ale nie było wśród nich 

jedności. Ostatecznie większość zebranych oficerów opowie­

działa się za przełożeniem bitwy na następny dzień, przy czym 

przeważała opinia, że powinna to być bitwa obronna. 

Zaraz po naradzie, podczas której w zasadzie nie podjęto 

żadnej decyzji, Houston kazał „Głuchemu" Smithowi i jego 

zwiadowcom zniszczyć most Vince'a i nie informować o tym 

wojska bez wyraźnego rozkazu. Jednocześnie wysłał zaufane­

go oficera, płk. Josepha Benneta, żeby zorientował się w na­

strojach żołnierzy. Około godz. 15.00 Bennet zakończył ob­

chód obozu i zameldował Houstonowi, że wszyscy są gotowi 

do walki. Kilka minut później Houston miał już przygotowa­

ny plan bitwy. Około 15.30 zaskoczeni Teksańczycy, spośród 

których wielu jeszcze przed chwilą gotowych było zakładać 

się o to, że Houston nigdy nie zdecyduje się na walkę, zostali 

poderwani rozkazem do formowania linii bojowej. 

Na lewym skrzydle stanął 2 pułk dowodzony przez płk. Sid-

neya Shermana. W centrum szyku ustawił się 1 pułk pod do­

wództwem płk. Edwarda Burlestona. Na prawo od niego zaję­

ły pozycje działa „Bliźniaczki". W zastępstwie dowodzącego 

wcześniej artylerią ppłk. Jamesa Neilla, który odniósł ranę 

w starciu poprzedniego dnia, dowództwo nad działami objął 

ppłk George Hockley. Prawe skrzydło wojsk Houstona two­

rzyły cztery kompanie regularnej piechoty ppłk. Henry'ego 

Miliarda, która miała osłaniać działa, i oddział kawalerii Mi-

rabeau Lamara liczący 61 ludzi. Za tak sformowanym szykiem 

bojowym stanął malutki oddziałek grajków, trzech flecistów i 

dobosz, którzy swoją muzyką mieli wyznaczać rytm marszu. 

Razem siły Houstona liczyły 783 zdolnych do walki ludzi. Dwie 

Broń i wyposażenie ochotników teksaskich 

ze zbiorów San Jacinto Museum 

Pistolet kapiszonowy używany przez 

kpt. Graysona 

background image

Sam Houston w mundu­

rze generała armii Te­

ksasu, wg sztychu z 

1838 r. 

Gen. Antonio Lopez de 

Santa Anna wg. sztychu 

współczesnego 

Pik Sidney Sherman, 

portret nieznanego 

artysty z 1836 r. 

Erastus „Deaf" Smith 

(„Głuchy" Smith) 

background image

Płk Juan Almonte, zdj. 

z ok. 1860 r. 

Juan N. Seguin 

Mirabeau Bonaparte La-

mar 

Gen. Sam Houston 

background image

Generał Sam Houston 

Bitwa na San Jacinto 

Kapitulacja Santa Anny 

[Generał Antonio Lopez 

[de Santa Anna 

background image

161 

trzecie z nich było starymi osadnikami, którzy mieli w Teksa­

sie rodziny i dorobek wielu lat życia. 

O godz. 16.30 Houston dosiadł swojego wielkiego, siwego 

ogiera o imieniu Saracen i wyjechał z lasu, dając szablą znak 

do natarcia. Teksańczycy wyszli z dębiny w kolumnach z bro­

nią na ramieniu i ruszyli wolnym krokiem w kierunku meksy­

kańskiego obozu. Przed nimi rozciągała się prawie mila tra­

wiastej prerii. Niedaleko przed pozycjami Teksańczyków prze­

cinał ją płytki rów z wodą, biegnący do moczarów na brzegu 

San Jacinto. Tuż za nim teren podnosił się lekko i mniej wię­

cej w połowie drogi tworzył linię niewielkiego wzniesienia, 

które teraz częściowo skrywało nadchodzących Teksańczyków 

przed wzrokiem, obozujących w płytkiej niecce po drugiej stro­

nie wzniesienia, Meksykanów. 

Po przejściu rowu z wodą kolumny Houstona rozwinęły się 

w linię o długości około 800 metrów, składającą się z dwóch 

szeregów żołnierzy. Od tego momentu na czoło wysunęły się 

oba działa, a idący za linią grajkowie rozpoczęli grać swój 

„marsz", prostą miłosną balladę „Czy przyjdziesz do altanki, 

którą dla Ciebie przygotowałem?" („Will you come to the bo-

wer I have shaded for You?"). 

W obozie meksykańskim przez dłuższy czas nie dostrzeżo­

no nacierających Teksańczyków. Było dosyć późno i nikt nie 

oczekiwał już tego dnia żadnej akcji bojowej. Pewność siebie 

Meksykanów była tak wielka, że nie wystawili nawet straży, 

które pilnowałyby obozu od strony przeciwnika. Po bitwie gen. 

Santa Anna oskarżył o to zaniedbanie gen. Castrillona i in­

nych oficerów, ale nie ma wątpliwości, że odpowiedzialność 

za ten tragiczny w skutkach błąd w sztuce wojennej spada na 

niego, jako na naczelnego dowódcę. Większość żołnierzy 

meksykańskich spała, gotowała posiłek, naprawiała ekwipu­

nek lub po prostu odpoczywała leniwie w ostatnich promie­

niach zachodzącego słońca. Generał Santa Anna spał w swo­

im namiocie po zażyciu opium (powszechnie znany był jego 

zwyczaj zażywania narkotyków) lub, jak twierdzą inni, spę-

background image

162 

163 

dzał czas z piękną Mulatką zabraną z plantacji koło Morgan's 

Point. 

Zanim jeszcze linia bojowa Teksańczyków zbliżyła się na 

odległość strzału do stanowisk meksykańskich, któryś z żoł­

nierzy Shermana oddał przypadkowy strzał z karabinu. Huk 

wystrzału zalarmował meksykańskiego trębacza, który natych­

miast zaczął trąbić na alarm. Pułkownik Pedro Delgado z ba­

talionu Matamoros, biwakującego najbliżej barykady, wsko­

czył na skrzynię z amunicjąi jako jeden z pierwszych dostrzegł 

nadchodzącego nieprzyjaciela. Chwilę potem wśród zaskoczo­

nych żołnierzy meksykańskich pojawił się gen. Manuel Ca-

strillon, który głośnym krzykiem usiłował poderwać obóz z 

letargu i zorganizować obronę. 

Na odgłos alarmu w obozie meksykańskim nacierający Te-

ksańczycy przyśpieszyli kroku i ich linia bojowa zaczęła się 

załamywać. Żołnierze Shermana wysforowali się naprzód i 

część z nich otworzyła ogień w kierunku Meksykanów, cho­

ciaż odległość przekraczała jeszcze zasięg skutecznego strza­

łu. Houston, który jechał konno dwadzieścia kroków przed li­

nią Teksańczyków, usiłował zachować dyscyplinę wśród żoł­

nierzy i głośno krzyczał: „Wstrzymać ogień! Niech was dia­

bli, wstrzymać ogień!" 

Około 200 metrów przed linią meksykańskich umocnień 

działa teksaskie zatrzymały się i oddały pierwszą salwę, wy­

rywając kartaczami dziurę w barykadzie. W miarę równa do 

tej pory linia Teksańczyków pękła i wszyscy zaczęli biec przed 

siebie tworząc jedną bezładnągromadę. Houston robił co mógł, 

żeby zapanować nad pędzącym tłumem, w końcu udało mu 

się zatrzymać ludzi przed pozycjami Meksykanów i przygoto­

wać ich do oddania salwy. Potężna salwa z odległości pięć­

dziesięciu, sześćdziesięciu metrów dosłownie zmiotła obsa­

dę meksykańskiej barykady. Część Teksańczyków załado­

wała broń i wystrzeliła ponownie. Po drugiej stronie barykady 

gen. Castrillon, wiedząc jak ważną rolę w meksykańskiej obro­

nie może odegrać działo, podbiegł do armaty i próbował po­

kierować jego ogniem. Meksykańscy artylerzyści zdążyli od­

dać trzy strzały zanim działa teksaskie podciągnięte na odle­

głość siedemdziesięciu metrów wstrzelały się w ich pozycję i 

wybiły większość obsługi. Pozostali przy życiu artylerzyści 

porzucili załadowane działo i uciekli do tyłu. 

Na lewym skrzydle pułk Shermana ostrzelał chaotycznym 

ogniem trzy meksykańskie kompanie wyborcze zamykające 

odkrytą przestrzeń między barykadą a skarpą nad brzegiem 

San Jacinto. Z tyłu za nimi odpoczywali zmęczeni żołnierze z 

oddziału gen. Cosa. Większość z nich obudzona nagle odgło-

| sami walki, zamiast wspomóc linię obrony, uciekła w bieli-

źnie do tyłu wzniecając panikę i bałagan wśród innych od­

działów meksykańskich. 

Thomas Rusk, widząc, że porządek prysł i nie da się dłużej 

j utrzymać ludzi w jednej linii, bez porozumienia z Houstonem, 

wpadł galopem między żołnierzy Shermana i krzyknął: „Nie 

zatrzymywać się! Jeśli staniecie rozniosą nas na strzępy. Na­

przód, poślijcie ich do piekła!"

5

. Poderwany okrzykiem Ruska 

, pułk Shermana jako pierwszy dopadł nieprzyjaciela i rozpo­

czął walkę wręcz. 

Na prawym skrzydle ukrywająca się do tej pory za drzewa­

mi kawaleria Lamara obeszła szerokim łukiem lewą flankę 

i meksykańską i zaatakowała obóz przeciwnika od strony drogi 

I z New Washington. Tuż za jeźdźcami Lamara, na drodze z 

Harrisburga, pojawił się „Głuchy" Smith na czele kilku zwia­

dowców. Już z daleka słychać było jak krzyczał do atakują­

cych Teksańczyków: „Walczcie o życie! Most Vince'a jest 

zniszczony!"

6

Houston znowu wyjechał przed swoich żołnierzy i ruszył w 

kierunku barykady. Wśród nacierających Teksańczyków roz­

legły się okrzyki „Pamiętajcie o Alamo! Pamiętajcie o Go-

liad!" Środkowy pułk Burlestona i prawoskrzydłowe kompa-

s

 Pohl, op. cif., s. 39. 

6

H a y t h o r n t h w a i t e , o p . cif., s. 20. 

background image

164 

nie Miliarda runęły biegiem na barykadę, do której od strony 

obozu meksykańskiego zbliżały się niemrawo rozproszone 

grupki żołnierzy Santa Anny. Tuż przed barykadą koń Hou-

stona został trafiony kulą i padł na ziemię razem z jeźdźcem. 

Houstonowi natychmiast podano nowego wierzchowca. Prze­

jechał na nim przez wyrwę w barykadzie, ale chwilę potem 

celna kula strzaskała mu prawą nogę tuż powyżej kostki i po­

waliła konia. Mimo ciężkiej rany odmówił przyjęcia pomocy 

medycznej. Kilku najbliższych żołnierzy pomogło mu dosiąść 

nowego konia i nie rezygnując z dowodzenia pojechał dalej. 

Przez dłuższą chwilę trwała zacięta walka wzdłuż całej li­

nii obronnej Meksykanów. Nie było już czasu na ładowanie 

broni, a ponieważ większość Teksańczyków nie miała bagne­

tów, więc w ruch poszły pistolety, kolby karabinów, toma­

hawki i noże „Bowie". „Głuchy" Smith zabił meksykańskiego 

żołnierza jego własną szablą, potem ciął innego z taką siłą, że 

pękło ostrze. Dzielny gen. Castrillon próbował zorganizować 

kontratak batalionu Matamoros ale furia Teksańczyków była 

zbyt wielka, żeby się jej oprzeć. 

Opuszczony przez uciekających żołnierzy wskoczył na 

skrzynię amunicyjną i przez chwilę bronił się ciosami szpady. 

Pułkownik Rusk, widząc odważną postawę Castrillona, próbo­

wał ocalić mu życie, ale rozjuszeni widokiem generalskiego 

munduru Teksańczycy rozsiekli Castrillona na kawałki (później 

okazało się, że wzięli go za samego Santa Annę). 

W obozie meksykańskim rozbudzony narastającym hała­

sem gen. Santa Anna wyszedł ze swojego namiotu i dopiero 

teraz uświadomił sobie grozę sytuacji. Jak sam twierdził po 

bitwie, próbował rzucić na pomoc żołnierzom broniącym ba­

rykady batalion Aldama i pod jego osłoną zorganizować kontr­

atak obozujących w tyle batalionów Guerrero i Toluca oraz 

kompanii z batalionu Guadalajara. Było już jednak za późno. 

Teksańczycy zdobyli barykadę i wszyscy Meksykanie, wete­

rani i rekruci, uciekali w panice do tyłu. Kiedy stało się oczy­

wiste, że bitwa jest przegrana i tylko ucieczką można ratować 

165 

życie, Santa Anna zrzucił generalski mundur i wskoczył na 

konia. Razem ze swoim osobistym sekretarzem Ramonem 

Martinezem Caro wyrwał się z otoczonego obozu i, przecina­

jąc prerię, pogalopował prosto w kierunku zerwanego mostu 

Vince'a. 

Kilka chwil potem ranny Houston dotarł do opuszczonego 

namiotu Santa Anny i zatrzymał część żołnierzy do ochrony 

zdobyczy. Dał tym powód niektórym swoim adwersarzom do 

twierdzenia, że chciał przerwać bitwę przed jej zwycięskim 

zakończeniem. 

Po niecałych dwudziestu minutach od rozpoczęcia walki 

bitwa przerodziła się w rzeź. Przerażeni Meksykanie rozbiegli 

się po całym obozie szukając miejsca, gdzie mogliby się ukryć 

przed furią zwycięskich Teksańczyków. Na polu walki roz­

legły się przeraźliwe okrzyki mordowanych: „Me no Alamo! 

!

 Me no Goliad!" („Nie byłem wAlamo! Nie byłem w Goliad!"). 

I chociaż w wielu przypadkach mogła to być prawda, nic nie 

mogło powstrzymać rozjuszonych Teksańczyków przed krwa­

wą zemstą. 

Większość uciekających Meksykanów, mając odciętą dro­

gę na otwartą prerię, próbowała skryć się w nadrzecznych za­

roślach i moczarach. Wielu wskakiwało do wody i ginęło od 

kul Teksańczyków strzelających z brzegu skarpy. Wśród nie-

| licznych uratowanych znalazł się płk Delgado, rozpoznany po 

oficerskim mundurze przez mjr. Johna M. Allena. 

Houston widząc, że bitwa jest już wygrana a wróg rozpro­

szony, kazał przerwać rzeź. Niektórzy oficerowie próbowali 

wykonać jego rozkaz, ale nikt ich nie słuchał. Noah Smith-

wick biorący udział w bitwie wspominał później, że najbar-

i dziej „pławili się we krwi" ludzie z oddziału Shermana

7

. Je-

| den z nich odpowiedział oficerowi nawołującemu do przerwa­

nia masakry: „Nawet gdyby Jezus Chrystus miał zejść na zie­

mię z nieba i kazał mi przestać strzelać do ludzi Santa Anny, 

' P o h l , op. cii., s. 42. 

background image

166 

nie zrobiłbym tego, sir!"

8

. Houston, który nadal odmawiał przy­

jęcia pomocy lekarza, osłabiony upływem krwijeździł po polu 

bitwy i krzyczał pełen desperacji: „Panowie! Panowie! Pano­

wie! Doceniam waszą odwagę, ale do diabła z waszymi ma­

nierami!"

9

. Jego nawoływania zignorowano tak jak poprze­

dnie rozkazy i dopiero zachód słońca przerwał krwawą rzeź, 

która trwała przeszło godzinę. 

Jeden duży oddział meksykański, w którym był płk Juan 

Almonte, poddał się i, dzięki energicznemu wstawiennictwu 

Thomasa Ruska, uniknął masakry. Był to słynny batalion Gu-

errero, który w obliczu klęski zachował porządek i nie dał się 

rozproszyć. Houston zobaczywszy jeńców z tego batalionu, 

których prowadzono z powrotem do obozu, przeżył drama-

tycznąchwilę zwątpienia. Kiedy spojrzał na równe szeregi ma­

szerujących żołnierzy meksykańskich, wziął ich początkowo 

za nadciągające wojska gen. Filisoli i dopiero widok jadącego 

obok płk. Ruska rozwiał jego niepokój. 

Późnym wieczorem po bitwie Houston zostawił straż w 

zdobytym obozie meksykańskim, a sam z resztą ludzi po­

wrócił do swojego obozowiska w lesie nad Buffalo Bayou. 

Tam okazało się, jak ciężką ranę odniósł i dopiero wtedy 

pozwolił się opatrzeć lekarzowi. Zaniepokojony cały czas 

możliwością nadejścia wojsk gen. Filisoli przesłuchał płk. Al­

monte. Almonte nic nie wiedział o planach Filisoli, ale po­

twierdził ucieczkę gen. Santa Anny. Wiadomość ta była dla 

Houstona wielkim ciosem. Jak nikt inny zdawał sobie spra­

wę, że ucieczka meksykańskiego prezydenta odbiera Teksań-

czykom największy atut, umożliwiający zwycięskie zakoń­

czenie wojny. Nie czekając do rana wezwał do siebie kpt. Kar-

nesa i „Głuchego" Smitha i kazał im wysłać patrole na poszuki­

wanie Santa Anny. 

8

Haythornthwaite,op. cit., s. 22. 

' M c D o n a l d , op. cit., s. 40. 

167 

Tymczasem gen. Santa Anna i Caro szczęśliwie dotarli 

do zniszczonego mostu Vince'a. Santa Anna przestraszył 

się jednak przeprawy wpław przez bagnisty strumień i opu­

ścił swojego sekretarza ukrywając się w nadbrzeżnych za­

roślach. W nocy dotarł do opuszczonych zabudowań farmy 

Vince'a i w jednym z baraków dla murzyńskich niewolni­

ków znalazł porzucone ubranie robocze. Przebrał się w nie, 

ale w obawie przed pościgiem opuścił farmę i uszedł na 

prerię. W ciemnościach stracił orientację i zaczął iść w 

kierunku obozu Houstona. Noc spędził ukryty w trawie na 

równinie San Jacinto. 

Rankiem 22 kwietnia jeden z patroli teksaskich dostrzegł 

samotną ludzką postać przemykającą się wśród wysokich traw. 

Kiedy Teksańczycy zobaczyli, że to uciekający Meksykanin, 

dopędzili go i zabrali ze sobą do obozu. W czasie drogi jeniec 

przekonywał ich, że jest tylko szeregowcem, a Santa Anna 

„uciekł już dawno nad Brazos"

10

. Kiedy jednak umieszczono 

go pośród innych jeńców, niektórzy z nich powstali i zdjęli 

czapki. W tłumie Meksykanów rozległy się głosy: „El Presi-

dente! El Presidente!" Pułkownik Almonte próbował uciszyć 

swoich ludzi, ale obserwujący tę scenę ppłk Hockley szybko 

zorientował się, o co chodzi, i złożył meldunek Houstonowi. 

Rozpoznany Santa Anna przyznał się, kim jest naprawdę, a 

jego tożsamość potwierdził znajdujący się w obozie teksaskim 

syn Lorenzo de Zavali. Natychmiast zaprowadzono go przed 

oblicze Houstona, który leżał na prowizorycznym posłaniu w 

cieniu wielkiego dębu. 

Kiedy wiadomość o schwytaniu Santa Anny dotarła do Te-

ksańczyków, wielu z nich zbiegło się pod drzewo, pod którym 

Houston przesłuchiwał swojego jeńca. Groźny tłum otoczył 

obu wodzów i oskarżając Santa Annę o masakry w Alamo i 

Goliad zażądał jego natychmiastowej egzekucji. Houston zde­

cydowanie odrzucił te żądania, próbując wyjaśnić ludziom, że 

Ibidem,

 s. 42. 

background image

168 

169 

żywy Santa Anna znaczy dla Teksasu dużo więcej niż mar­

twy. Santa Anna przestraszony perspektywą linczu" zapropo­

nował Houstonowi zawarcie traktatu pokojowego. Houston nie 

przyjął propozycji, zostawiając sprawę traktatu władzom cy­

wilnym, ale zgodził się na podpisanie zawieszenia broni. 

Niedługo potem w chacie należącej do dr. George'a M. Pa­

tricka, położonej 1,5 mili od pola bitwy nad brzegiem Buffalo 

Bayou, Houston i Santa Anna zawarli porozumienie o zawie­

szeniu broni. Na żądanie Houstona Santa Anna napisał list do 

gen. Filisoli, w którym rozkazywał swemu zastępcy przerwa­

nie działań wojennych i wycofanie wojsk meksykańskich znad 

Brazos. List ten płk Burleston i „Głuchy" Smith zawieźli do 

Fort Bend i wręczyli gen. Filisoli. Zdyscyplinowany Filisola 

wykonał rozkaz Santa Anny i kilka dni później jego wojska 

rozpoczęły odwrót do San Antonio. Jednocześnie gen. Urrea 

wycofał swój oddział do Victorii. 

Meksykańscy krytycy gen. Filisoli zarzucali mu później, że 

wykonał wydane pod przymusem rozkazy Santa Anny i nie 

zaatakował Teksańczyków, mimo że wciąż miał nad nimi zde­

cydowaną przewagę liczebną. W rzeczywistości Filisola nie 

miał wielkiego wyboru. Klęska na San Jacinto i utrata naczel­

nego wodza złamały morale wojsk meksykańskich i osłabiły 

ich wiarę w szybkie pokonanie Teksańczyków. Na dodatek 

wojska inwazyjne od dawna odczuwały braki w zaopatrzeniu. 

Zastosowana przez Houstona taktyka „spalonej ziemi" zaczy­

nała dawać efekty i uniemożliwiała Meksykanom zdobycie 

żywności na miejscu. Rozciągnięte linie zaopatrzeniowe ogra­

niczały możliwość uzupełnienia zapasów drogą lądową, a flo­

ta teksaska panowała całkowicie nad przybrzeżnymi wodami 

Zatoki Meksykańskiej i niedopuszczała statków meksykańskich 

do brzegów Teksasu ( 3 czerwca Teksańczycy przechwycili 

" Lincz (ang. lynch) - rodzaj samosądu, egzekucja dokonana przez tłum 

na osobie podejrzanej o dokonanie przestępstwa; w Stanach Zjednoczonych 
stosowany głównie wobec Murzynów. 

trzy statki wiozące spóźnione zaopatrzenie dla wojsk gen. Fi­

lisoli). Nie bez znaczenia była także postawa wojsk amery­

kańskich rozmieszczonych wzdłuż granicznej rzeki Sabinę 

przez gen. Gainesa. Wprawdzie Stany Zjednoczone oficjalnie 

zachowywały neutralność wobec konfliktu w Teksasie, ale 

powszechnie znane były zamiary Gainesa zaangażowania się 

w walkę po stronie teksaskiej (w lipcu gen. Gaines wysłał do 

Nacogdoches oddział dragonów i 7 pułk piechoty USA; od­

działy te pozostały w Teksasie do grudnia 1836 r.). 

Kilka dni po bitwie do obozu teksaskiego na San Jacinto 

przybył prezydent i pozostali członkowie rządu. Burnett, wy­

korzystując ranę Houstona, odebrał mu dowództwo armii i 

powierzył je Thomasowi Ruskowi. Rannego odesłano do Ga-

lveston, a stamtąd do Nowego Orleanu, gdzie przez kilka mie­

sięcy pozostawał na leczeniu. 

14 maja Burnett i Santa Anna podpisali w Velasco trak­

tat pokojowy. W części oficjalnej przewidywał on zakoń­

czenie działań wojennych, wycofanie wojsk meksykańskich 

za Rio Grandę, zwolnienie jeńców i możliwie szybkie odesła­

nie gen. Santa Anny z powrotem do Meksyku. W tajnym pro­

tokole do traktatu gen. Santa Anna zobowiązał się do uznania 

niepodległości Teksasu, wymiany przedstawicieli dyploma­

tycznych, zawarcia układu handlowego z Teksasem i uznania 

Rio Grandę jako oficjalnej granicy między obydwoma pań­

stwami. Chociaż traktat z Velasco został później odrzucony 

przez Meksyk i nigdy nie został ratyfikowany, zapewniał nie­

podległość Teksasu „de iure", tak jak „de facto" przesądziła o 

niej bitwa na San Jacinto. 

Nie ma wątpliwości, że w sensie taktycznym bitwa na San 

Jacinto miała charakter decydujący. Jak mało która z bitew w 

historii przyniosła tak zdecydowane zwycięstwo jednej ze 

stron, na dodatek słabszej liczebnie, przy tak ogromnej dys­

proporcji poniesionych strat. Według danych z oficjalnego 

raportu z bitwy, napisanego przez Houstona do prezydenta 

Burnetta 25 kwietnia, straty meksykańskie w bitwie na San 

background image

170 

Jacinto wyniosły 630 zabitych (w tym 1 generał, 4 pułkowni­

ków, 2 podpułkowników, 5 kapitanów i 12 poruczników) i 730 

jeńców, w tym 208 rannych (wśród nich 5 pułkowników, 

3 podpułkowników, 2 majorów, 7 kapitanów i 1 kadet). Tylko 

niewielu Meksykanom udało się ujść z pola walki. Większość 

z nich została w następnych dniach schwytana przez patrole 

teksaskie (np. gen Cos dostał się do niewoli dopiero 24 kwiet­

nia). W ręce zwycięzców wpadło 600 muszkietów i karabi­

nów, 300 szabel, 200 pistoletów, 700 koni i mułów oraz 

12 000 dolarów w srebrnej walucie meksykańskiej. Po stronie 

teksaskiej zginęło i zmarło z ran zaledwie 9 ludzi a 24 zostało 

rannych. 

W sensie strategicznym bitwa nie przesądzała jeszcze o osta­

tecznym zwycięstwie Teksańczyków. Na polach San Jacinto 

zniszczono tylko część Armii do Operacji w Teksasie gen. Santa 

Anny. Pozostałe siły meksykańskie, około 5000 żołnierzy, 

pod wodzągen. Filisoli nadal pozostawała w Teksasie, zacho­

wując przynajmniej częściową zdolność bojową. Jak wiado­

mo, gen. Filisola wykonał jednak rozkaz Santa Anny i w maju 

1836 r., po zawarciu traktatu w Velasco, wszystkie oddziały 

meksykańskie wycofały się za Rio Grandę. Był to już ostatni 

akt wojny o niepodległość Teksasu. 

Jeśli chodzi o następstwa San Jacinto, najlepiej charaktery­

zuje je napis wyryty na ścianie wielkiego pomnika wzniesio­

nego w 100 rocznicę bitwy w 1936 r.: „Biorąc pod uwagę jej 

rezultaty, bitwa na San Jacinto była jedną z decydujących bi­

tew w dziejach świata. Wywalczona tu od Meksyku niepodle­

głość Teksasu doprowadziła do jego aneksji i wywołała woj­

nę amerykańsko-meksykańską w której wyniku Stany Zjed­

noczone objęły kontrolę nad Teksasem, Nowym Meksykiem, 

Arizoną Nevadą Kalifornią Utah oraz częścią Kolorado, 

Wyomingu, Kansas i Oklahomy. Prawie jedna trzecia obecnej 

powierzchni USA, blisko milion mil kwadratowych zmieniło 

swoją suwerenność". 

REPUBLIKA TEKSASU 1836-1845 

Teksas uzyskał pełną niepodległość i osiągnął sukces, 

zapewniając sobie prawo do zajęcia godnego miejsca 

pośród narodów świata. 

(Prezydent Sam Houston, 25 listopada 1841) 

Problemy niepodległego Teksasu nie skończyły się wraz 

ze zwycięstwem na polach San Jacinto. W czerwcu 1836 r. 

z Meksyku nadeszły wieści, że Senat meksykański uznał 

traktat z Velasco za wymuszony i odmówił jego ratyfika­

cji. Wkrótce potem Meksykanie aresztowali teksaskich 

posłów wysłanych na negocjacje do Matamoros. Jedno­

cześnie pojawiły się pogłoski o możliwości nowej inwa­

zji wojsk gen. Urrey na Teksas. Jakby tego wszystkiego 

było mało, nad młodą republiką zawisła groźba buntu w 

szeregach własnej armii. 

Po San Jacinto charakter armii teksaskiej zaczął się gwał­

townie zmieniać. Starzy koloniści, którzy stanowili w niej 

dwie trzecie wojska, domagali się zwolnienia do domów, żeby 

móc wziąć udział w pracach polowych i bronić swoich ro­

dzin przed spodziewanymi napadami Indian. Prawie natych­

miast po bitwie wielu z nich opuściło szeregi wojska. Nowy 

dowódca armii, gen. Thomas Rusk, z ledwością zatrzymał 

część żołnierzy, na których czele nadzorował wycofanie 

wojsk meksykańskich z Teksasu (3 czerwca, w drodze po­

wrotnej z nad Rio Grandę, uroczyście pochował szczątki lu­

dzi Fannina w Goliad). 

background image

172 

173 

Na miejsce tych, którzy odchodzili, tak jak w grudniu 1835 r., 

zaczęli przybywać w większej liczbie ochotnicy ze Stanów 

Zjednoczonych. Przed nadejściem lipca trzy czwarte liczącej 

2500 ludzi armii stanowili już żołnierze, którzy w jej szere­

gach znaleźli się po San Jacinto. Prawie wszyscy przybyli do 

Teksasu po to, żeby walczyć z Meksykanami i pomścić ofiary 

z Alamo i Goliad. Wojna była już jednak skończona i zamiast 

walki nowi ochotnicy napotkali kłopoty z zaopatrzeniem i brak 

zainteresowania ze strony władz cywilnych. Podobnie jak więk­

szość Teksańczyków domagali się śmierci SantaAnny i wyra­

żali swoje niezadowolenie ze sposobu traktowania go przez 

rząd Burnetta. Na początku czerwca Burnett, działając zgo­

dnie z postanowieniami traktatu z Velasco, postanowił zwol­

nić Santa Annę i odesłać go do Meksyku. Nie zgadzając się z 

tym, grupa niezadowolonych ochotników porwała meksykań­

skiego prezydenta z pokładu statku, który miał go odwieźć do 

Veracruz. Mimo protestów Burnetta Santa Annę osadzono w 

areszcie wojskowym i zagrożono jego egzekucją. 

Problemy z armią sprawiły, że Burnett polecił agentom te-

ksaskim w Nowym Orleanie zaprzestanie dalszej rekrutacji 

ochotników amerykańskich. W odpowiedzi na to część ofice­

rów oskarżyła go o działanie na niekorzyść armii. Na począt­

ku lipca płk Henry Miliard podjął nieudaną próbę aresztowa­

nia prezydenta i przejęcia archiwów rządowych. Burnett, 

ostrzeżony w porę, oskarżył niektórych dowódców o przygo­

towywanie zamachu stanu i próbę wprowadzenia dyktatu­

ry wojskowej. Nowe pogłoski o planowanym marszu wojsk 

gen. Urrey do Teksasu przerwały narastający kryzys. Burnett 

rozkazał armii podjęcie przygotowań do prewencyjnego ude­

rzenia na Matamoros i to spacyfikowało nastroje wojska. Groź­

ba buntu armii została zażegnana, ale Teksas znalazł się w 

głębokim kryzysie finansowym, spowodowanym długami wo­

jennymi. Przed końcem sierpnia wyniosły one 1 250 000 dola­

rów. W tej atmosferze prezydent Burnett rozpisał na wrzesień 

nowe wybory. 

Sam Houston zdążył powrócić z leczenia w Stanach Zjedno­

czonych i łatwo pokonał w wyborach prezydenckich Stephena 

Austina i Henry'ego Smitha. Żeby zachować jedność i zadowo­

lić oponentów Houstona, stanowisko wiceprezydenta powierzo­

no innemu bohaterowi z San Jacinto, Mirabeau Lamarowi. Te-

ksańczycy zatwierdzili w referendum nową konstytucję i ogrom­

ną większością głosów poparli sprawę przyłączenia Teksasu do 

Stanów Zjednoczonych. Inauguracja prezydentury Houstona 

nastąpiła 22 października w Columbii, która stała się w ten 

sposób nową stolicą Republiki Teksasu (była nią do grudnia 

1836 r.). Główne stanowiska w nowym rządzie Houstona objęli 

jego lojalni współpracownicy: S. Austin - Sekretarz Stanu, 

T. Rusk - Sekretarz Wojny, H. Smith - Sekretarz Skarbu i 

J. Pinckney Henderson - Prokurator Generalny. 

Najtrudniejszym problemem, przed którym od razu stanął 

rząd Houstona, była sprawa gen. Santa Anny. Większość Te­

ksańczyków nadal domagała się jego egzekucji. Houston zde­

cydowanie odrzucał wszelkie naciski na stracenie SantaAnny 

uważając, że jego śmierć sprowokuje Meksykanów do natych­

miastowej inwazji zbrojnej. Poza tym cały czas miał nadzieję, 

że Santa Anna dotrzyma swoich zobowiązań z Velasco i po 

powrocie do Meksyku będzie działał na rzecz uznania niepod­

ległości Teksasu. Plany te skomplikował zamach stanu w 

Meksyku, w którego wyniku odsunięto od władzy stronników 

gen. SantaAnny, a jego samego pozbawiono stanowiska pre­

zydenta. W listopadzie 1836 r. rząd Houstona uwolnił Santa 

Annę i wysłał go do Waszyngtonu. Houston decydując się na 

ten krok miał nadzieję, że SantaAnna przekona tam prezyden­

ta Jacksona do uznania Teksasu i przyłączenia go do Stanów 

Zjednoczonych. Jackson odmówił jednak przyjęcia SantaAnny 

i odesłał go do Nowego Orleanu. Skąd obalony dyktator po­

wrócił wreszcie do Meksyku, gdzie wkrótce udało mu się odzy­

skać utraconą władzę. 

W końcu 1836 r. Republika Teksasu poniosła bolesną stra­

tę. 15 listopada zmarł niespodziewanie Lorenzo de Zavala, a 

background image

174 

27 grudnia Stephen Austin, dwaj najbardziej szanowani lu­

dzie w Teksasie. Wkrótce potem rząd Houstona otrzymał po­

ważny cios w polityce zagranicznej. 

W Stanach Zjednoczonych sprawa Teksasu wzbudziła bar­

dzo podzielone reakcje. O ile amerykańska opinia publiczna z 

radościąprzyjęła oderwanie Teksasu od Meksyku i proklamo­

wanie niepodległej republiki, o tyle plany aneksji spotkały się 

ze sprzeciwem znacznej części społeczeństwa. W USA od 

pewnego czasu trwał ostry spór na tle problemu niewolnic­

twa. Niewolnicze Południe szybko dostrzegło wielkie znacze­

nie Teksasu jako terytorium pozwalającego na dalszą ekspan­

sję niewolnictwa. Co więcej, ogromny obszar Teksasu umoż­

liwiał nawet utworzenie kilku nowych stanów niewolniczych 

i umocnienie wpływów Południa w Unii. Było to o tyle istot­

ne, że na Południu zaczęła narastać świadomość powiększają­

cej się dysproporcji między stanami niewolniczymi a szybko 

rozwijającą się terytorialnie, ludnościowo i przemysłowo Pół­

nocą. Ponieważ w Kongresie utrzymywała się względna rów­

nowaga polityczna (13 stanów niewolniczych do 13 wolnych), 

plany Południowców spotkały się ze zdecydowanie wrogą re­

akcją Północy, szczególnie mieszkańców purytańskich stanów 

Nowej Anglii. 

Prezydent Jackson, popierający aneksję Teksasu, spotkał 

się z silną opozycją w Kongresie, gdzie wielu deputowanych z 

niechęcią patrzyło na przyłączenie jeszcze jednego stanu nie­

wolniczego i zwiększenie znaczenia Południa. W czerwcu i 

lipcu 1837 r. jeden z liderów opozycji, John Quincy Adams, 

przeprowadził szeroką kampanię przeciwko aneksji Teksasu, 

określając ją jako spisek właścicieli niewolników. Jego kam­

panię poparło wielu członków Kongresu, obawiających się 

nowej wojny z Meksykiem, który po odrzuceniu traktatu z 

Velasco nie zrezygnował ze swoich praw do Teksasu. W tej 

sytuacji rząd Stanów Zjednoczonych odmówił aneksji Teksa­

su, a amerykański Sekretarz Stanu John Forsyth zalecił nawet, 

żeby z oficjalnym uznaniem Republiki Teksasu poczekać do 

175 

czasu uznania jej przez inne kraje. Tego było już za wiele dla 

Jacksona. W marcu 1837 r. uznał on niepodległość Teksasu 

ostatnim oficjalnym aktem swojej prezydentury i wysłał tam 

amerykańskiego rezydenta. Następca Jacksona, Martin Van 

Buren, stanął jednak po stronie abolicjonistów z Północy i we 

wrześniu 1837 r. zdecydowanie odrzucił prośbę o włączenie 

Teksasu do Unii. W końcu 1837 r. rozczarowany Houston 

wycofał oficjalną prośbę o aneksję, traktując to jako ciężki 

cios dla swojej dumy i sprawy Teksasu. 

Ponieważ utrzymywanie stałej armii obciążało i tak trudną 

sytuację ekonomiczną kraju, Houston zredukował wojsko i 

starał się utrzymywać pokojowe stosunki zarówno z Indiana­

mi jak i Meksykiem. W tym celu spotkał się osobiście z wo­

dzami różnych plemion indiańskich, dokładając wysiłków, aby 

zachować pokój. Teksaski Senat odmówił jednak ratyfikowa­

nia układu zawartego przez Houstona z Indianami w Nacog-

doches w lutym 1836 r., co było dużym ciosem dla jego poko­

jowej polityki indiańskiej. 

Relacje z Meksykiem pozostały na razie niezmienione. 

Niepokoje wewnętrzne i walka o władzę w Meksyku po po­

wrocie SantaAnny (rewolucja federalistyczna 1837-1840) 

oraz interwencja francuska w Meksyku (1838-1839) odsu­

wały na razie zainteresowanie Meksykanów Teksasem. Nie 

przeszkadzało to jednak Meksykanom konsekwentnie odma­

wiać uznania niepodległości Teksasu i nowej granicy na 

Rio Grandę. 

Obronę granic Houston powierzył lokalnym milicjom i kon­

nym kompaniom zwiadowców z nowej formacji Strażników 

Teksasu (Texas Rangers)

1

. W kwietniu 1837 r. stolicę Teksa­

su przeniesiono z prowincjonalnej Columbii do nowego mia­

sta, powstałego nad brzegamii Buffalo Bayou koło spalonego 

1

 Początek Strażnikom Teksasu dał 10-osobowy oddział utworzony przez 

S. Austina w 1823 r. do obrony jego kolonii przed Indianami. Oficjalnie 
formację „Texas Rangers" powołano do życia 15 stycznia 1839 roku. 

background image

176 

177 

przez Meksykanów Harrisburga. Na cześć zwycięzcy z San 

Jacinto nadano mu nazwę Houston. 

Zgodnie z konstytucją pierwsza prezydentura Houstona 

trwała zaledwie dwa lata i nie mógł on ponownie kandydować 

na to stanowisko. Ponieważ zarówno sam Houston jak i pro­

wadzona przez niego polityka wzbudzały wiele kontrowersji 

wśród Teksańczyków (przeciwnicy głośno podkreślali jego 

skłonność do alkoholu), wybory w 1838 r. wygrał Mirabeau 

Lamar. 

Jako nowy prezydent Republiki Teksasu był on całkowi­

tym przeciwstawieństwem Houstona. Marzyciel i wizjoner, 

pragnął stworzyć z Teksasu imperium, które miało w 

przyszłości kontrolować całe terytorium do wybrzeży Pacy­

fiku i rywalizować ze Stanami Zjednoczonymi o prymat na 

kontynencie północnoamerykańskim. Podczas gdy Houston 

wykazywał daleko posuniętą pasywność w kontaktach z In­

dianami i Meksykiem, Lamar okazał się w tej dziedzinie dużo 

bardziej aktywny. Jako zdecydowany wróg Indian odmawiał 

im praw do ziemi i był zwolennikiem ich eksterminacji. W 

stosunku do Meksyku wyrażał przekonanie, że tylko siłą 

można zmusić ten kraj do uznania niepodległości Teksasu i 

nowych granic. Jego polityka okazała się bardzo kosztow­

na

2

, ale skuteczna. W 1839 r., kiedy niepokoje wśród Cziro­

kezów zagroziły wybuchem powstania Indian, Lamar zażą­

dał od nich opuszczenia zajmowanych ziem i przeniesienia 

się na Terytorium Indiańskie. Po fiasku negocjacji, w lipcu 

1839 r. Lamar wysłał przeciwko Czirokezom wojsko, które 

pokonało Indian w bitwie nad rzeką Neches i zmusiło ich do 

opuszczenia Teksasu. 

Najbardziej tragicznym epizodem indiańskiej polityki La-

mara były wydarzenia, do których doszło w San Antonio w 

marcu 1840 roku. 19 marca, na zaproszenie władz teksaskich, 

2

 Koszty prezydentury Lamara wyniosły 5 min dolarów, podczas gdy 

koszty prezydentury Houstona tylko 500 000 dolarów. 

przybyła do San Antonio grupa Komanczów z wodzem Ma-

guarąw celu przeprowadzenia negocjacji w sprawie wymiany 

jeńców. Niezadowoleni z postawy Indian komisarze teksascy 

postanowili zatrzymać Maguarę i 12 innych wodzów jako za­

kładników, do czasu wydania wszystkich białych znajdujących 

się w rękach Komanczów. Podczas próby aresztowania Indian 

doszło do walki, znanej jako Council House Fight. Podczas 

walki zabito 35 Indian, w tym Maguarę i wszystkich wodzów. 

Kilkadziesiąt kobiet i dzieci, które towarzyszyły wojownikom, 

wzięto do niewoli. Latem 1840 r. rozzłoszczeni zdradzieckim 

postępkiem białych Komańcze podjęli wyprawę odwetową. 

Ponad 600 Indian przeprowadziło niszczycielski rajd, podczas 

którego spustoszyli miasta Linnville i Victorię, docierając aż 

do brzegów Zatoki Meksykańskiej. W drodze powrotnej ob­

ciążeni łupami Komańcze zostali zaatakowani przez 200-oso-

bowy oddział milicji i Strażników Teksasu pod dowództwem 

gen. Feliksa Hustona nad strumieniem Plum Creek, koło dzi­

siejszego Lockhart. Bitwa stoczona 19 sierpnia zakończyła się 

zwycięstwem Teksańczyków, którzy rozproszyli Indian i odzy­

skali część łupów. W końcu roku płk John H. Moore przepro­

wadził zwycięską kampanię przeciwko Komańczom obozują­

cym na prerii w górnym biegu rzeki Colorado. Powstrzymało 

to na długi czas napady Komanczów na osiedla w Teksasie, 

chociaż pozostali oni nieprzejednanymi wrogami Teksańczy­

ków aż do 1875 r., kiedy to zostali ostatecznie pokonani przez 

białych. 

W 1839 r. Lamar próbował wznowić negocjacje z południo­

wym sąsiadem, ale rząd meksykański odmówił przyjęcia jego 

wysłanników. Żeby skłonić władze meksykańskie do rozmów, 

Lamar wysłał ku wybrzeżom Meksyku okręty kaperskie. Ata­

kowały one meksykańskie statki i porty, a nawet przez jakiś 

czas wspomagały republikańskich rebeliantów, którzy wznie­

cili nowe powstanie na Jukatanie. 

W styczniu 1840 r. federaliści meksykańscy z Antonio Ca-

nalesem na czele ogłosili secesję północnych stanów Meksy-

background image

178 

179 

ku, Tamaulipas, Coahuilii i Nuevo Leon i proklamowali po­

wstanie Republiki Rio Grandę ze stolicą w Laredo. Po kilku 

miesiącach jej istnienia wojska rządowe pokonały powstań­

ców, a władze w Mexico City oskarżyły administrację Lama-

ra o czynne wspomaganie rebeliantów. W rzeczywistości Te­

ksas nie poparł oficjalnie wysiłków Canalesa, który rościł pre­

tensje do ziem aż po rzekę Nueces, ale wielu Teksańczyków 

wzięło udział w walkach po stronie powstańców. 

Żeby zademonstrować intencje rozszerzenia granic Teksa­

su, w październiku 1839 r. Lamar przeniósł stolicę Republiki 

z Houston do nowo powstałego miasta Austin, nad rzeką Co­

lorado. Sam Houston i jego zwolennicy ostro skrytykowali tę 

decyzję uważając, że położenie nowej stolicy zbytnio naraża 

ją na ataki ze strony Indian i wojsk meksykańskich. 

Za prezydentury Lamara przyszły także pierwsze sukcesy 

w polityce zagranicznej Republiki Teksasu. W 1839 r. Fran­

cja, jako drugie państwo po Stanach Zjednoczonych, uznała 

Teksas i nawiązała z nim stosunki dyplomatyczne. W 1840 r. 

uczyniły to Wielka Brytania i Holandia, a w 1841 r. Belgia. W 

zamian za teksaską obietnicę powstrzymania importu niewol­

ników, Anglicy zgodzili się też na podpisanie układu handlo­

wego z Teksasem. 

Mimo sukcesów w polityce wewnętrznej i zagranicznej pre­

zydentura Lamara okazała się katastrofalna w dziedzinie eko­

nomicznej. Kryzys gospodarczy i finansowy, który dotknął 

Stany Zjednoczone w 1837 r., szybko dotarł do Teksasu, po­

wodując ogromną inflację i załamanie gospodarki. W tej sytu­

acji zawiódł plan ściągnięcia większej liczby nowych osadni­

ków, w których upatrywano szansę na poprawę sytuacji eko­

nomicznej. Nie doszła do skutku negocjowana z Francją po­

życzka w wysokości 5 milionów dolarów. Nie powiodły się 

również podejmowane przez Lamara próby rozszerzenia han­

dlu przygranicznego z Meksykiem. W 1839 r. Kongres teksa-

ski wyraził zgodę na otwarcie handlu z meksykańskimi kup­

cami wzdłuż Rio Grandę. Wkrótce jednak Teksańczycy za­

częli podejrzewać, że umożliwi to działalność agentom me­

ksykańskim, próbującym wzniecać niepokoje wśród teksaskich 

Meksykanów i Indian więc kontakty handlowe zawieszono. 

W czerwcu 1841 r. Lamar podjął kolejną próbę rozszerze­

nia wpływów Republiki Teksasu i otwarcia drogi handlowej 

na zachód, do Nowego Meksyku i Kaliforni, organizując eks­

pedycję wojskowo-handlowądo Santa Fe. Władze meksykań­

skie potraktowały ją jako inwazję na swoje terytorium. Po 

dotarciu do Nowego Meksyku część uczestników wyprawy 

zginęła lub została zmuszona do ucieczki. Pozostali wpadli w 

ręce Meksykanów i zostali odesłani do Mexico City, gdzie 

osadzono ich w więzieniu. 

W wyborach prezydenckich w 1841 r. Houston pokonał 

Davida Burnetta, który nie był w stanie przeprowadzić sku­

tecznej kampanii przeciwko bohaterowi z San Jacinto. Jego 

drugą prezydenturę zdominowały dwie sprawy: nowe walki z 

Meksykiem i problem aneksji Teksasu. 

W odwecie za ekspedycję Santa Fe Meksykanie dokonali 

kilku ataków na terytorium Teksasu. W marcu 1842 r. gen. Ra­

fael Vasquez na czele 700 żołnierzy przeprowadził rajd na San 

Antonio, Victorię i Goliad. 5 marca zajął i złupił SanAntonio. 

7 marca, zagrożony atakiem 350 ochotników teksaskich i „Ran­

gersów" pod dowództwem kpt. Jacka C. Hayesa, opuścił mia­

sto i wycofał się za Rio Grandę. 

Sposób potraktowania uczestników ekspedycji Santa Fe 

i rajd Vasqueza wywołały wśród Teksańczyków nastroje re­

wanżyzmu. Administracja Houstona znalazła się pod presją 

opinii publicznej, która domagała się zdecydowanych kroków 

odwetowych wobec Meksyku. 

We wrześniu 1842 r. do Teksasu wkroczyła nowa armia 

meksykańska pod dowództwem gen. Adriana Wolla. 11 wrze­

śnia Woli na czele 1400 żołnierzy zajął SanAntonio i ogłosił 

odzyskanie Teksasu przez Meksyk. 18 września doszło do bi­

twy nad strumieniem Salado Creek, w której Meksykanie zdecy­

dowanie pokonali dużo słabsze siły teksaskie pod dowództwem 

background image

180 

181 

kpt. Nicholasa M. Dawsona. 20 września wojska gen. Wolla 

opuściły San Antonio. Ścigane przez 600 ochotników teksa-

skich rozpoczęły odwrót i 1 października przekroczyły Rio 

Grandę. 

W odpowiedzi na inwazję gen. Wolla, jesienią 1842 r., 

Houston zorganizował wyprawę odwetową. W końcu listo­

pada gen. Aleksander Somervell na czele 700 ludzi wyruszył 

z San Antonio w kierunku granicy z Meksykiem. 8 grudnia 

Teksańczycy zajęli i złupili Laredo. Siły teksaskie idąc w 

dół Rio Grandę przekraczały co jakiś czas rzekę w poszuki­

waniu celów wojskowych. 19 grudnia z powodu braku żyw­

ności gen. Somervell zrezygnował z inwazji i rozpuścił ludzi 

do domów. 308 ochotników pod dowództwem kpt. Williama 

S. Fishera, niezadowolonych z decyzji Somervella, odmówi­

ło przerwania walki. 25 grudnia oddział Fishera przeprawił 

sie przez rzekę i zaatakował meksykańskie miasteczko Mier, 

bronione przez 1700 żołnierzy meksykańskich pod dowódz­

twem gen. Pedro de Ampudii. Bitwa o Mier zakończyła się 

całkowitą klęską Teksańczyków, którzy, wprowadzeni w błąd 

przez meksykańskiego jeńca, spodziewali się co najwyżej 350 

obrońców. 16 Teksańczyków poległo, 250 dostało się do nie­

woli. Część z nich zginęła podczas próby ucieczki w czasie 

marszu do Mexico City, część rozstrzelano z rozkazu gen. Santa 

Anny. Resztę dołączono do innych jeńców teksaskich przetrzy­

mywanych w więzieniu Perote (dopiero we wrześniu 1844 r., 

76 pozostałych przy życiu jeńców z oddziału Fishera zostało 

zwolnionych i 10 listopada przybyło do portu Galveston via 

Nowy Orlean). Wyprawa na Mier zakończyła się całkowitą 

katastrofą. 

Dwa zwycięskie rajdy Meksykanów do Teksasu i klęska 

wyprawy na Mier upokorzyły administrację Houstona i posta­

wiły ją pod ogniem krytyki. W rzeczywistości zwycięstwa 

Meksykanów nie miały jutra. Mimo ogólnej słabości państwa, 

dzięki pomocy z USA, Republika Teksasu zdołała się zorga­

nizować i uzbroić, a Meksyk nie miał wystarczających fundu­

szy na ciągnącą się wojnę. Od 1843 r. na granicy teksasko-

-meksykańskiej zapanował względny spokój. 

Podczas prezydentury Lamara sprawa aneksji zeszła na dal­

szy plan. Teksas wykorzystał ten czas na nawiązanie ściślej­

szych stosunków z Wielką Brytanią i Francją. Anglia, która 

utrzymywała dobre stosunki zarówno z Teksasem jak i Me­

ksykiem, podjęła szereg wysiłków na rzecz nakłonienia Me­

ksyku do uznania niepodległości Teksasu. Flirt Teksasu z 

Wielką Brytanią, ugruntowany jeszcze zawarciem traktatu 

handlowego, wywołał zaniepokojenie w Stanach Zjednoczo­

nych. Niektórzy Amerykanie obawiali się, że jego konsekwen­

cją może być nawet włączenie Teksasu do brytyjskiego impe­

rium. Obawy te sprawiły, że w USA zmieniło się nastawienie 

do Teksasu i sprawa aneksji zaczęła budzić coraz większe za­

interesowanie. 

W październiku 1843 r. amerykański Sekretarz Stanu Abel 

P. Upshur próbował wznowić negocjacje w sprawie aneksji 

Teksasu, ale Houston, który liczył na szybkie uregulowanie 

stosunków z Meksykiem, nie wyraził tym zainteresowania. W 

styczniu 1844 r. następcy Upshura, Johnowi C. Calhounowi 

udało się wznowić rozmowy i ostatecznie 11 kwietnia Teksas 

i Stany Zjednoczone zawarły traktat o aneksji. Jego podpisa­

nie zaktywizowało opozycję i abolicjonistów, którzy gwałtow­

nie zaprotestowali przeciwko aneksji i dalszej ekspansji na 

Zachód umożliwiającej rozwój niewolnictwa. 8 czerwca Se­

nat amerykański odmówił ratyfikacji zawartego układu. W tej 

sytuacji sprawa aneksji Teksasu stała się kluczowym tematem 

politycznym kampanii prezydenckiej w USA w 1844 roku. 

Kandydat demokratów James K. Polk, zdecydowany zwolen­

nik ekspansji terytorialnej, uczynił z aneksji główne hasło 

swojej kampanii wyborczej, co umożliwiło mu zwycięstwo w 

wyborach. Wybór Polka na prezydenta odebrany został jako 

poparcie opinii publicznej dla ekspansji. W grudniu 1844 r., 

na miesiąc przed oficjalnym objęciem urzędu przez nowego 

prezydenta, jego poprzednik John Tyler przeprowadził przez 

background image

182 

Kongres rezolucję o przyjęciu Teksasu do Unii. Teksas zobo­

wiązany został do opracowania nowej konstytucji stanowej i 

przedstawienia jej do zatwierdzenia Kongresowi przed 1 stycz­

nia 1846 roku. 

Wydarzenia wokół aneksji wzmogły naciski Wielkiej Bry­

tanii i Francji na rząd Meksyku, aby ten uznał niepodległość 

Teksasu. Oba kraje miały jeszcze nadzieję, że niepodległość 

Republiki może okazać się atrakcyjniejsza dla Teksasu niż 

włączenie do Stanów Zjednoczonych. Po przyjęciu rezolucji 

w sprawie aneksji przez Kongres amerykański, przedstawiciele 

rządu brytyjskiego zwrócili się do władz Teksasu o 3-miesięcz­

ną zwłokę przed podjęciem ostatecznych decyzji, w celu uzy­

skania zgody Meksyku na uznanie Republiki. 

16 czerwca 1845 r. ostatni prezydent Teksasu Anson Jones 

zwołał specjalną sesję teksaskiego Kongresu w celu opraco­

wania nowej konstytucji. W lipcu Meksyk wyraził wreszcie 

zgodę na uznanie niepodległości Teksasu, ale nie miało to już 

większego znaczenia. Wyborcy teksascy zdecydowaną więk­

szością głosów zaakceptowali propozycję aneksji i przyjęli w 

referendum nową konstytucję. 29 grudnia 1845 r. została ona 

zaakceptowana przez Kongres amerykański i z tą chwilą Te­

ksas stał się oficjalnie częścią Stanów Zjednoczonych jako 28 

stan Unii. 

19 lutego 1846 r. podczas uroczystości w Austin J. Pickney 

Henderson został zaprzysiężony na pierwszego gubernatora 

Teksasu. Flaga Republiki Teksasu została opuszczona z ma­

sztu i zastąpiona gwiaździstym sztandarem amerykańskim. 

Ostatni akt wielkiego dramatu został odegrany. Republika 

Teksasu przestała istnieć. 

POLACY W TEKSASIE 

Pierwsze wzmianki o Polakach w Teksasie pochodzą z koń­

cowego okresu wojen napoleońskich. W 1812 r. hiszpański 

konsul w Nowym Orleanie, don Diego Morfi, zgłosił rządowi 

w Madrycie projekt osiedlenia w Teksasie polskich jeńców i 

dezerterów z armii napoleońskiej walczącej w Hiszpanii. Mor-

fii zalecał przeprowadzenie na froncie hiszpańskim szerokiej 

akcji propagandowej, mającej nakłonić Polaków do porzuce­

nia służby francuskiej, a następnie osadzenie ich na pograni­

czu Teksasu z Luizjaną. Pas osadnictwa polskiego, powstały 

w ten sposób, miał stworzyć barierę odgradzającą posiadłości 

hiszpańskie od Stanów Zjednoczonych. Projekt Morfiego zo­

stał odrzucony. Władze hiszpańskie nie wierzyły w szansę 

odciągnięcia Polaków od Napoleona. Ich zaniepokojenie bu-

Ą

 • • • 

dziła także możliwość przeniesienia przez Polaków na grunt 

amerykański idei wolnościowych i rewolucyjnych, które mo­

głyby zagrozić władzy Hiszpanii w jej zamorskich koloniach. 

W 1818 r. wielu byłych żołnierzy polskich, w większości 

dawnych jeńców z San Domingo (Haiti)

1

, było mieszkańcami 

francuskiej kolonii Champ d'Asile założonej przez gen. Char-

lesa Lellemanda. Jednym z twórców fortyfikacji kolonii był 

1

 Byli to żołnierze ze 113 i 114 półbrygad francuskich (dawne polskie 

3 półbrygada, utworzona z Legii Naddunajskiej, i 2 póbrygada powstała z 

Legii Włoskiej dowodzone przez gen. Jabłonowskiego i ppłk. Zagórskie­

go), którzy w latach 1802-1803 brali udział w tłumieniu antyfrancuskiego 

powstania Murzynów. 

background image

184 

polski artylerzysta Konstanty Paweł Malczewski, brat znane­

go poety Antoniego Malczewskiego. W pracy pomagało mu 

kilku innych Polaków: Skierdo, Boril i Sałanow, o których 

jednak nie wiemy nic bliższego. Po opuszczeniu kolonii więk­

szość Polaków uciekła wraz z Francuzami do Luizjany lub 

powróciła do Europy. Malczewski wyemigrował do Meksyku 

i wstąpił do armii meksykańskiej. W 1834 r. został generałem 

artylerii. Brał później udział w wojnie ze Stanami Zjednoczo­

nymi 1846-1848, a po jej zakończeniu uczestniczył w pra­

cach nad wytyczeniem nowej granicy amerykańsko-meksykań-

skiej. Razem z Malczewskim w Meksyku znalazł się inny Po­

lak, Karol Beneski, który został nawet adiutantem cesarzaAu-

gustina Iturbide. Wraz z nim brał udział w nieudanym powrocie 

z Włoch w 1824 roku. Osadzono go początkowo w areszcie, a 

następnie udał się na banicję, z której powrócił dopiero w 1829 

roku. Służył w armii meksykańskiej do 1836 r., kiedy to z bli­

żej nie wyjaśnionych przyczyn popełnił samobójstwo. 

Jednym z uczestników wyprawy dr. Jamesa Longa do Teksa­

su w 1821 r. był osiadły w Luizjanie Polak, kpt. Józef Aleksander 

Czyczerin. Po klęsce Longa w La Bahii zdołał się uratować i uciekł 

z niedobitkami flibustierów do Stanów Zjednoczonych. 

W 1826 r. przybył do USA polski Żyd z Lublina, Szymon 

Weiss (1800-1868). Kupiec, mason i obieżyświat, przez kilka 

lat wędrował po świecie docierając do Turcji, Indii Zacho­

dnich i Ameryki Południowej. W 1833 r. przybył do Teksasu i 

osiedlił się w Galveston. Z ramienia rządu meksykańskiego 

pełnił tam funkcję zastępcy komandanta urzędu celnego. Po 

powstaniu Republiki Teksasu prezydent Houston mianował 

go szefem urzędu celnego w porcie Sabinę Pass. W końco­

wych latach życia Weiss zajął się handlem i zmarł jako za­

możny i szanowany obywatel w Nacogdoches. 

Po upadku Powstania Listopadowego wielu jego uczestni­

ków, internowanych na terenie Austrii i Prus, zostało deporto­

wanych do Stanów Zjednoczonych. Pierwszą grupę Polaków 

185 

liczącą około 230 osób zaokrętowano w Trieście. Dwoma stat­

kami, przez Maltę i Gibraltar przewieziono ich do Nowego Jor­

ku, dokąd dotarli 28 marca 1834 roku. Wkrótce potem przypły­

nęło na 4 statkach około 300 dalszych Polaków internowanych 

w Prusach. Polacy, nieznający języka i zupełnie nieprzystoso­

wani do nowych warunków życia, z trudem radzili sobie w 

Ameryce. Dużą pomoc okazał im specjalnie powołany komitet 

społeczny, któremu przewodniczył słynny amerykański pisarz 

James Fenimore Cooper. Działalność komitetu miała znaczny 

wpływ na decyzję Kongresu, który nadał deportowanym Pola­

kom ziemię w stanie Illinois. Zawodowym żołnierzom praca na 

roli w trudnych warunkach pogranicza nie szła najlepiej, dlate­

go wielu z nich na wieść o rekrutacji ochotników do walk w 

Teksasie sprzedało swoje działki i zaciągnęło się do wojska. 

Nieznana bliżej liczba Polaków przybyła do Teksasu zimą 183 5/ 

1836 roku. Jako doświadczeni żołnierze, wśród których było 

trochę artylerzystów i saperów, stanowili cenny nabytek dla ar­

mii teksaskiej. Wraz z większością ochotników amerykańskich 

znaleźli się w oddziale płk. Fannina w Goliad. 

Były mjr WP Michał Dębicki od 27 stycznia 1836 r. służył 

w kompanii ochotników kpt. Chenowetha. Miesiąc później 

wstąpił do kompanii saperów kpt. Peytona S. Wyatta. Wraz z 

innymi jeńcami z oddziału Fannina zginął w masakrze w Go­

liad 27 marca 1836 roku. 

Dowódcą artylerii w zgrupowaniu Fannina był polski ofi­

cer Franciszek Pietrasiewicz, który poległ w bitwie nad Cole-

to Creek 19 marca 1836 roku. Oprócz niego w oddziale Fanni­

na służyli inni artylerzyści polscy: brat Franciszka, Adolf Pie­

trasiewicz, Jan Karnicki i Józef Skrzynicki. Wszyscy przybyli 

do Teksasu z Nowego Orleanu w oddziale ochotników Alaba­

ma Red Rovers dr. Johna Shackelforda. Nie wiemy, jakie peł­

nili funkcje, wiadomo jedynie, że Skrzynicki znajdował się w 

obsłudze jedynej haubicy płk. Fannina. Podobnie, jak Dębic­

ki, zginęli w niedzielę palmową 27 marca w egzekucji prze­

prowadzonej na rozkaz gen. Santa Anny. 

background image

186 

187 

Najbardziej znanym Polakiem, uczestnikiem wojny o nie­

podległość Teksasu, był Feliks Andrzej Wardziński 

(1801-1848). Jako porucznik, słynnego 4 pułku piechoty 

(„Czwartaków"), walczył w Powstaniu Listopadowym pod 

Olszynką Grochowską. W USA znalazł się wraz z innymi 

internowanymi w Austrii w marcu 1834 roku. Do Teksasu 

przybył w styczniu 1836 r., a w lutym wstąpił jako szerego­

wiec do kompanii kpt. Amasy Turnera. W jej składzie wziął 

udział w bitwie na San Jacinto. Po zakończeniu wojny otrzy­

mał od władz Republiki 320-akrową działkę i osiedlił się w 

hrabstwie Harris, koło dzisiejszego Houston. Walczył 

później w wojnie z Meksykiem, wyróżniając się m.in. w 

bitwie o Monterrey stoczonej w dniach 21-23 września 

1846 roku. 

Oprócz Wardzińskiego w bitwie na San Jacinto walczyło 

co najmniej dwóch innych Polaków, Fryderyk Lemski i Ry­

szard Roman. Nie wiadomo jednak jak potoczyły się ich dal­

sze losy. 

Do historii Teksasu wpisał się także William Sandusky (Sa­

dowski). Ten, urodzony w 1813 r. w Wirginii potomek Jakuba 

Sadowskiego

2

, przybył do Teksasu już po zakończeniu wojny o 

niepodległość. W 1839 r. brał udział w pracach nad wyborem 

lokalizacji i opracowaniu map pod przyszłą stolicę Teksasu, 

Austin. W 1840 r. został osobistym sekretarzem prezydenta 

Lamara. Zrezygnował z tej funkcj i w 1841 r. ze względów zdro­

wotnych i osiedlił się w Galveston, gdzie zmarł w 1846 r. 

Nazwisko innego Polaka, szeregowego Kamińskiego, fi­

guruje na liście żołnierzy teksaskich poległych 19 marca 1840 r., 

w walce z Komańczami, w Council House w San Antonio. Z 

kolei Alfons Pisareński był uczestnikiem wyprawy do Santa 

Fe w 1841 roku. 25 sierpnia stanął przed sądem wojskowym 

2

 Polak, Jan Antoni Sadowski, zbudował w 1735 r. faktorię handlową 

nad Jeziorem Erie (Fort Sandusky). Jego synowie, Jakub i Józef, w latach 

1773-1775 zbadali nieznane tereny Kentucky i założyli tam miejscowość 

Harrodsburg. 

niesłusznie oskarżony o kradzież szabli. Uwolniono go wkrót­

ce od zarzutu po wykryciu właściwego sprawcy. Po uwięzie­

niu przez Meksykanów w Santa Fe wraz z innymi Teksań-

czykami został przewieziony do Mexico City i osadzony w 

więzieniu Perote. Opuścił je bardzo chory w kwietniu 1842 

roku. Ostatni raz był widziany w stolicy Meksyku w sierpniu 

1842 roku. 

Około 200 Polaków wzięło udział po stronie amerykańskiej 

w wojnie z Meksykiem 1846-1848 roku. Najsłynniejszym z 

nich był kpt. Jakub W. Zabriske, który poległ w bitwie pod 

Buena Vista 23 lutego 1847 r., jako oficer 1 pułku piechoty z 

Illinois. 

Najważniejszy rozdział w historii osadnictwa polskiego w 

Teksasie został zapisany w 1854 roku. Latem tego roku w po­

rcie Galveston wylądowało ponad 100 polskich rodzin z Gór­

nego Śląska i okolic Krakowa (razem około 800 osób), pro­

wadzonych przez księdza Leopolda Moczygębę (1824-1891). 

Wielki głód, jaki zapanował na Śląsku w poł. XIX w., oraz 

prześladowania pruskie i nietolerancja religijna ze strony władz 

zaborczych sprawiły, że porzucili swoje domy w starym kraju 

i po zaokrętowaniu się w Hamburgu wyruszyli szukać szczę­

ścia wAmeryce. Jak głosi przekazywana z pokolenia na poko­

lenie legenda, wśród wiezionych przez nich bagaży znajdował 

się krzyż z kościoła parafialnego i tradycyjne śląskie pierzy­

ny. 24 grudnia 1854 r. oficjalnie założono pierwszą w Teksa­

sie i całych Stanach Zjednoczonych polską osadę o nazwie 

Panna Maria. 

Początki kolonii nie były łatwe. Choroby, odmienny klimat 

i bandyckie grabieże dały się mocno we znaki nienawykłym 

do nowego otoczenia imigrantom. Nie pomagało także sąsiedz­

two okolicznych ranczerów i osadników amerykańskich, którzy 

z dużą nieufnością odnosili się do dziwnych przybyszów nie 

znających języka angielskiego i hołdujących nieznanym oby­

czajom. Za swoich uznano ich dopiero po wybuchu wojny se­

cesyjnej, kiedy Polacy z Panny Marii, z których wielu miało 

background image

188 

za sobą służbę w armii pruskiej, zorganizowali kompanię ka­

walerii pod dowództwem kpt. Piotra Kiołbasy. 

W następnych latach w Pannie Marii założono pierwszą w 

USA polską szkołę i wybudowano murowany kościół, w 

którym nadal znajduje się stary krzyż przywieziony do Teksa­

su przez parafian księdza Moczygęby. W najbliższym sąsiedz­

twie wyrosły inne miejscowości o swojsko brzmiących na­

zwach: Cestohowa, Kosciusko i Pewelekville. Dziś w szkole 

w Pannie Marii nie wykłada się już po polsku, ale starsze po­

kolenie wciąż mówi starym, trudnym do zrozumienia dla współ­

czesnych Polaków, dialektem śląskim

3

3

 Autor mógł się o tym przekonać osobiście podczas pobytu w Pannie 

Marii i Cestohowie w 1991 r., rozmawiając tam z mieszkańcami, których 
przodkowie przybyli do Teksasu w połowie XIX wieku. 

ZAKOŃCZENIE 

Wśród historyków amerykańskich bitwa na równinie San 

Jacinto uznawana jest za jedną z tych, które zadecydowały o 

historii świata. 

W istocie trudno nie docenić jej rezultatów. Przesądziła o 

losach ogromnego obszaru rozciągającego się od Luizjany do 

wybrzeża Oceanu Spokojnego i dalej na północ do Oregonu. 

Jej bezpośrednim skutkiem była niepodległość Teksasu i 

późniejsza wojna amerykańsko-meksykańska 1846-1848, 

której konsekwencją było wydarcie Meksykowi ponad poło­

wy jego ówczesnego terytorium. W wyniku zwycięskiej woj­

ny z Meksykiem Stany Zjednoczone powiększyły swój obszar 

o jedną trzecią i rozciągnęły swoją suwerenność na tereny o 

powierzchni 1,5 min km

2

, od Zatoki Meksykańskiej po Pacy­

fik. W przyszłości na tym terytorium powstały stany: Teksas, 

Nowy Meksyk, Arizona, Kalifornia, Nevada, Utah oraz czę­

ściowo Kolorado, Kansas, Oklahoma i Wyoming. 

Gdyby bitwa na San Jacinto została przez Teksańczyków 

przegrana, osiedla amerykańskie i anglo-amerykańska cywili­

zacja w Teksasie zostałyby zlikwidowane, a Meksyk utrwalił­

by swoje władztwo nad ziemiami na północ od Rio Grandę. 

Utrzymanie przez Meksyk dominacji nad Teksasem i wybrze­

żem Pacyfiku do wybuchu wojny secesyjnej uniemożliwiłoby 

zapewne Stanom Zjednoczonym opanowanie kiedykolwiek 

tego ogromnego terytorium. W celu uświadomienia sobie, jak 

wielkie znaczenie dla dzisiejszych Stanów Zjednoczonych mają 

background image

190 

ziemie wydarte Meksykowi, wystarczy przykład samego Te­
ksasu. 

Teksas jest największym, po Alasce, stanem USA. Liczy 

262 015 mil

2

 (692 000 km

2

) i stanowi 7,5% ogólnej powierzch­

ni oraz 7% zasobów wodnych kraju. Na jego obszarze leży 

3100 miast i osiedli, z czwartą co do wielkości aglomeracją 

miejską Stanów Zjednoczonych, Houston. Teksas to również 

potęga gospodarcza, kulturalna i naukowa. Zajmuje pierwsze 

miejsce w kraju pod względem hodowli bydła (w przeszłości 

wyeksportowano stąd do innych części USA przeszło 4 min 

sztuk bydła) i uprawy bawełny (30% produkcji krajowej). To 

także 40% amerykańskiego wydobycia ropy naftowej i 75% 

zasobów gazu ziemnego. Do tego dochodzi czołowa rola w 

amerykańskim procesie badań kosmicznych. Przeszło 17 min 

ludzi, spośród których zaledwie 60% to rodowici Teksańczy-

cy (w tym 20% stanowi ludność pochodzenia hiszpańskiego), 

tworzy niespotykany nigdzie indziej tygiel kulturowy i naro­

dowościowy. 

Długa i bogata historia Teksasu, której może mu pozazdro­

ścić większość pozostałych stanów USA, stanowi przedmiot 

niezwykłej dumy i troski wszystkich Teksańczyków. Szcze­

gólną czcią otaczane sa miejsca związane z wojną o niepodle­

głość Teksasu. Historyczna misja Alamo, zwana Ołtarzem 

Teksasu (Shrine of Texas), należy do najsłynniejszych obiek­

tów historycznych w całych Stanach Zjednoczonych i jest 

miejscem pielgrzymek niezliczonej liczby Amerykanów i za­

granicznych turystów. Stała się także ulubionym tematem fil­

mowym i literackim

1

1

 W 1959 r. John Wayne zrealizował swój słynny western pt. , Alamo". Spe­

cjalnie na potrzeby filmu, koło miejscowości Bracketville przy granicy z Meksy­
kiem, zbudowano replikę oryginalnej misji Alamo i zabudowań San Antonio de 
Bexar. Obiekt ten stanowi dziś atrakcję turystyczną i plener zdjęciowy dla wielu 
westernów i wszystkich filmów poświęconych wojnie o niepodległość Teksasu. 

191 

Dawne pole bitwy na San Jacinto stanowi dziś centrum 

1000-akrowego parku historycznego San Jacinto Battleground. 

Dominuje nad nim monumentalny pomnik z białego piaskow­

ca o wysokości blisko 180 metrów, upamiętniający zwycię­

stwo Teksańczyków gen. Houstona nad wojskami gen. Santa 

Anny. Na ścianach pomnika znajdują się także akcenty pol­

skie. Wśród nazw 11 krajów, z których pochodzili ochotnicy 

walczący na San Jacinto po stronie teksaskiej, widnieje także 

nazwa Polski. Na pamiątkowej zaś tablicy, na której wyry­

to personalia blisko 800 uczestniczących w bitwie żołnierzy 

gen. Houstona, odszukać można nazwiska jej polskich uczest­

ników, Feliksa Wardzińskiego, Fryderyka Lemskiego i Ryszar­

da Romana. 

background image

ANEKS 

Notki biograficzne: 

GEN. SAMUEL HOUSTON 

Urodził się 2 marca 1793 r. w hrabstwie Rockbridge w 

Wirginii. Po śrnierci ojca w 1807 r. przeniósł się wraz z matką 

do Tennessee. W wieku 15 lat uciekł z domu i przez trzy lata 

żył wśród Indian z plemienia Czirokezów. W 1813 r. zacią­

gnął się jako zwiadowca do armii gen. Andrew Jacksona, z 

którym połączyła go przyjaźń osobista i polityczna. W 1814 r. 

został porucznikiem ochotników w armii Stanów Zjednoczo­

nych. Pod rozkazami Jacksona walczył w wojnie z Krikami 

(1813-1814) i Seminolami (1817-1818). 

Po wojnie osiadł w Tennessee, gdzie przez pewien czas pro­

wadził działalność handlową i uczył się prawa. W 1818 r. roz­

począł praktykę prawniczą. W latach 1823-1827 deputowany 

do Izby Reprezentantów Kongresu Stanów Zjednoczonych. 

W latach 1827-1829 był gubernatorem Tennessee. Generał 

milicji stanowej. Po krótkim, nieudanym małżeństwie wyco­

fał się z życia politycznego i wyjechał na Zachód. Przyjęty do 

plemienia Czirokezów pod imieniem Kruk. Reprezentował in­

teresy Czirokezów w Waszyngtonie, gdzie walczył przed Kon­

gresem o prawa Indian. 

W 1832 r. prezydent Jackson mianował go specjalnym agen­

tem do negocjacji z Indianami na pograniczu Teksasu. W 1833 

r. osiedlił się w Nacogdoches. W 1835 r. wybrany dowódcą 

193 

ochotników z Nacogdoches i San Augustine. Przewodniczył 

komisji przygotowującej projekt pierwszej konstytucji Teksa­

su. Od listopada 1835 r. był dowódcą wojsk regularnych Te­

ksasu. 23 lutego 1836 r. podpisał w Nacogdoches traktat po­

kojowy z Czirokezami (tzw. Houston-Forbes Treaty). 4 mar­

ca 1836 r. wybrany naczelnym wodzem armii Teksasu. 21 

kwietnia zwyciężył wojska gen. Santa Anny w bitwie na San 

Jacinto. Ranny, przez kilka miesięcy przebywał na leczeniu w 

Nowym Orleanie. Był pierwszym prezydentem Republiki Te­

ksasu 1836-1838. Ponownie pełnił ten urząd w latach 

1841-1844. Po aneksji Teksasu został senatorem (1846-1859). 

W 1849 r. zawarł traktat pokojowy z Indianami w Grapevine. 

W latach 1859-61 gubernator Teksasu. Po secesji Teksasu w 

1861 r. trzykrotnie odmówił złożenia przysięgi na wierność 

Konfederacji, zwolniony ze stanowiska gubernatora. Zmarł 26 

lipca 1863 r. w Huntsville w Teksasie. 

GEN. ANTONIO DE PADUA SEVERINO LOPEZ DE 

SANTA ANNA PEREZ DE LEBRON 

Urodził się 21 lutego 1794 r. w Jalapie koło Veracruz w 

rodzinie hiszpańskiej. Od 1810 r. był kadetem w pułku pie­

choty hiszpańskiej pilnującym spokoju wśród Indian. W 1813 r. 

otrzymał stopień porucznika dragonów. Służył w armii gen. 

Arredondo walczącej z rewolucjonistami w Teksasie. Wyróż­

nił się w bitwie nad rzeką Medina koło San Antonio. Do 1821 r. 

służył w armii hiszpańskiej walczącej z powstańcami. Wraz z 

gen. Iturbide przeszedł na stronę rewolucjonistów. W 1822 r. 

został generałem brygady. W grudniu 1822 r. wystąpił prze­

ciwko cesarzowi Augustinowi Iturbide. Gubernator stanu Yu-

catan i szef wojsk inżynieryjnych. 

W 1829 r. pokonał ekspedycyjne wojska hiszpańskie w 

Tampico. Od tego czasu uważany za męża opatrznościowego 

i bohatera narodowego Meksyku. W 1833 r. wybrany po raz 

pierwszy prezydentem (łącznie w latach 1833-1847 pełnił 

funkcje prezydenta i wiceprezydenta Meksyku 11 razy). Dwu-

background image

194 

krotny dyktator w latach 1835-1836 i 1853-1855. W 1834 r. 

stłumił bunt liberałów w Zacatecas, a w 1835 r. powstanie w 

stanie Yucatan. 

Podczas wojny o niepodległość Teksasu zajął San Antonio 

(zdobycie Alamo 6 kwietnia 1836 r.). 21 kwietnia 1836 r. po­

niósł decydującą klęskę w starciu z wojskami gen. Houstona 

na równinie San Jacinto. Do listopada 1836 r. przebywał w 

niewoli teksaskiej, z której odesłano go do Stanów Zjedno­

czonych. Z USA wrócił do Meksyku w 1837 r. i odzyskał utra­

coną władzę. Jako dowódca wojsk meksykańskich został po­

konany w bitwie o Veracruz podczas francuskiej interwencji 

w Meksyku 1838-1839 roku. W 1845 r., odsunięty od władzy, 

udał się na emigrację, na Kubę. W 1847 r. wezwali go do kra­

ju liberałowie powierzając mu dowództwo armii meksykań­

skiej w wojnie ze Stanami Zjednoczonymi (1846-1848). 22-23 

lutego 1847 r. stoczył nierozstrzygniętą bitwę z Amerykanami 

pod Buena Vista. 17-18 kwietnia 1847 r. poniósł klęskę w 

bitwie pod Cerro Gordo. 14 września oddał stolicę. Po prze­

granej, ponownie odsunięty od władzy, udał się na emigrację 

na Jamajkę. W 1853 r. znowu wrócił do kraju, wezwany przez 

konserwatystów, i objął rządy dyktatorskie zamierzając przy­

wrócić monarchię. W 1855 r., po sprzedaży Amerykanom do­

liny Mesilla (tzw. Gadsden Purchase), został obalony przez 

liberałów i udał się na wygnanie do Kolumbii. Wrócił z emi­

gracji w 1874 r. Zmarł 22 czerwca 1876 r. w Mexico City. 

BIBLIOGRAFIA 

Barr Alwyn, Texas in Revolt, The Battle ofSan Antonio 1835, 

University of Texas Press, Austin 1990. 

D a y W.C., History ofthe San Jacinto Campaign, San Jacinto State 

Park,

 Houston 1926. 

F r i e n d Llerena B., Sam Houston the Great Designer, University 

of Texas Press, Austin 1954. 

H a y t h o r n t h w a i t e Philip, The Alamo and the War of Texan 

Independence 1835-36,

 Osprey Publishing Ltd, London 1986. 

History Battles and Fali ofthe Alamo,

 Copyrighted by L.F. M e y -

e r s, San Antonio 1896. 

Johnson Michael, The Real West, Octopus Books Ltd., London 

1983. 

Kingston Mikę, A Concise History of Texas, Gulf Publishing 

Company, Houston 1988. 

Łepkowski Tadeusz, Historia Meksyku, Ossolineum, Wrocław 

1986. 

M c C o m b David G., Texas, A Modern History, University of Te-

xas Press, Austin 1989. 

McDonald Archie P., The Trail to San Jacinto, American Press, 

Boston 1982. 

M u r r a y Ellen N., Native Americans and the Republic, Star ofthe 

Republic Museum, Washington, Texas 1992. 

N e s m i t h Samuel P., The Spanish Texans, The University of Texas, 

Institute of Texan Cultures, San Antonio 1972. 

Newcomb W. W. Jr., The Indians ofTexas, University of Texas 

Press, Austin 1990. 

background image

196 

N o o n a n Mary Ann, The Alamo, The Alamo Press, San Antonio 

1983. 

P o h l James W., The Battle ofSan Jacinto, Texas State Historical 

Assiociation, Austin 1989. 

P r o c t e r Ben H., The Battle ofthe Alamo, Texas State Historical 

Association, Austin 1986. 

R a m s d e 11 Charles, San Antonio, A Historical and Pictorial Gui­

de,

 University of Texas Press, Austin 1959. 

R i c h s t e i n Andreas V., The Making ofTexas, University of Te-

xas Press, Austin 1989. 

Ring-TailedPanthers and Cornstalk Lawyers, The Men WhoSigned 

the Declaration oflndependence,

 Star ofthe Republic Museum, 

Washington, Texas 1991. 

R o z b i c k i Michał, Narodziny Narodu, Historia Stanów Zjedno­

czonych do 1861 r.,

 Oficyna Wydawnicza Interim, Warszawa 

1991. 

The Alamo,

 Long Barrack Museum, Daughters of the Republic of 

Texas, San Antonio 1983. 

Z a r e m b a Paweł, Historia Stanów Zjednoczonych, Bellona, War­

szawa 1992. 

Z a v a 1 a de Adina, The Story ofthe Siege and Fali ofThe Alamo, 

Adina de Zavala, San Antonio 1911. 

SPIS ILUSTRACJI 

Cabeza de Vaca, mai. Frederic Remington, repr. z Samuel P. N e -

s m i t h, The Spanish Texans. 

Franciszkański misjonarz na czele osadników hiszpańskich w No­

wym Świecie, rys. Jose Cisneros, z N e s m i t h, op. cit. 

Renę Robert Cevelier Sieur de La Salle, repr. z Nesmith, op. cit. 
Żołnierze hiszpańscy w Teksasie w 1718 r., repr. z Nesmith, op. cit. 
Cesarz Augustin Iturbide, repr. z N e s m i t h, op. cit. 

Stephen Fuller Austin - „Ojciec Teksasu", ze zbiorów San Jacinto 

Museum of History, repr. z Archie  M c D o n a l d , The Trail to 
San Jacinto 

Gen. Antonio Lopez de Santa Anna, repr. z Mary Ann N o o n a n, 

The Alamo 

Bitwa pod Gonzales (rekonstrukcja), repr. z Texas Guide - Texas 

Highways 

Działo „Come and take it", repr. z James W.  P o h l , The Battle of 

San Jacinto 

William Barret Travis w 1835 r., rys. Wiley Martin, ze zbiorów Dau­

ghters ofthe Republic of Texas w San Antonio 

James Bowie, mai. John SmithAdams, ze zbiorów Institute of Texan 

Cultures w San Antonio 

Nóż Bowie, repr. z The Alamo, Long Barrack Museum 

Sam Houston jako agent indiański, repr. z Ellen N. M u r r y, Native 

Americans and the Republic 

William B. Travis w mundurze ppłk. regularnej kawalerii Teksasu, 

mai. Henry McArdle, repr.  z N o o n a n . o p . cit. 

Crockett jako Davy kongresmen 

background image

198 

Davy Crockett 1786-1836 
Mapa Alamo i San Antonio, rys. płk Ygnacio de Labistida, marzec 

1836 r., repr. z N o o n a n, op. cit. 

Sztucer myśliwski wykonany przez Jacoba Dickerta, słynnego ru­

sznikarza z Pennsylwanii (tzw. Kentucky Rifle). Broni tego typu 

używali obrońcy Alamo, repr. z The Alamo, Long Barrack Mu-
seum 

Oryginalny sztucer Davy Crocketta, zwany „Old Betsy", repr. z The 

Alamo,

 Long Barrack Museum 

Działa użyte w obronie Alamo, repr. z Phi lip H a y t h o r n t h w a i -

t e, The Alamo and the War ofTexan Independence 1835—36 

Najcięższe działo 18-funtowe z Alamo, repr. z The Alamo, Long 

Barrack Museum 

Travis, rysujący szabląlinię na dziedzińcu Alamo, mai. Louis Eyth, 

repr. z N o o n a n, op. cit. 

Szturm Alamo, mai. nieznany autor, ze zbiorów Texas Institute of 

Texan Cultures, repr. z N o o n a n op. cit. 

Świt w Alamo, mai. Henry McArdle, repr. z N o o n  a n , op. cit. 
Travis broniący murów Alamo, mai. Ruth Conerly Zacharisson, repr. 

z The Alamo, Long Barrack Museum 

Upadek Alamo, mai. Robert J. Onderdonk, repr. z Ben H. P r o c e r, 

The Bat tle of Alamo 

Śmierć JimaBowie, mai. Louis Eyth, repr.  z P r o c t e r , o p . cit. 
Upadek Alamo, rekonstrukcja 
Susannah Dickinson z dzieckiem opuszcza ruiny Alamo, mai. H.A. 

De Young, repr. z H a y t h o r n t h w a i t e, op. cit. 

Wnętrze chaty, w której podpisano Deklaracją Niepodległości 

Teksasu

 (rekonstrukcja), fot. ze zbiorów autora 

Presidio La Bahia (stan obecny), fot. ze zbiorów autora 
Żołnierz Meksykański z załogi Presidio La Bahia (rekonstrukcja), 

fot. ze zbiorów autora 

Płk James Walker Fannin, ze zbiorów Dallas Historical Society, repr. 

z The Alamo, Long Barrack Museum 

Ochotnik teksaski, repr. z The Alamo, Long Barrack Museum 
Broń i wyposażenie ochotników teksaskich, ze zbiorów San Jacinto 

Museum of History, fot. ze zbiorów autora 

Pistolet kapiszonowy używany przez kpt.Graysona, repr. z The 

199 

Alamo,

 Long Barrack Museum 

Sam Houston w mundurze generała armii Teksasu, wg sztychu z 

1838 r., repr.  z H a y t h o r n t h w a i t e . o p . cit. 

Gen. Antonio Lopez de Santa Anna, wg sztychu współczesnego, 

repr. M c D o n a 1 d, op. cit. 

Płk Sidney Sherman, portret nieznanego artysty z 1836 r., repr. z 

P o h 1, op. cit. 

Erastus „Deaf Smith ("Głuchy" Smith), mai. Thomas J. Wright, 

portret ze zbiorów San Jacinto Museum of History, repr. z M c -
D o n a 1 d, op. cit. 

Płk Juan Almonte, fot. z ok. 1860 r., ze zbiorów Benson Latin 

American Collection, repr. z P o h 1, op. cit. 

Kpt. Juan N. Seguin, mai. Thomas J. Wright, repr. z P o h 1, op. 

cit. 

Mirabeau Bonaparte Lamar, repr. z M u r r y, op. cit. 
Gen. Sam Houston, mai. Stephen S. Thomas, ze zbiorów San Jacinto 

Museum of History, repr. z P o h 1, op. cit. 

Bitwa na San Jacinto, mai. Henry McArdle, z P o h 1, op. cit. 
Kapitulacja gen. Santa Anny, mai. William H. Huddle, repr. z The 

Alamo,

 Long Barrack Museum 

Gen. Sam Houston jako prezydent Republiki Teksasu 
Gen. Antonio Lopez de Santa Anna jako prezydent Meksyku 
Pomnik na San Jacinto wzniesiony w 1936 r. w setną rocznicę bitwy, 

repr. z Texas Guide - Texas Highways 

Chata S. Austina w San Felipe (rekonstrukcja), fot. ze zbiorów autora 

background image

SPIS MAP 

Podział administracyjno-polityczny Meksyku w 1824 r. 

Teksas w 1836 r. 

Szturm Alamo 6 marca 1836 

Kampania San Jacinto 1836 

Bitwa na San Jacinto 1836 

Podział administracyjno-polityczny Meksyku w 1824 r. 

toria Meksyku, T. Łepkowski 

background image
background image

Kampania San Jacinto 1836 

background image

SPIS TREŚCI 

Wstęp 3 

Przyjdźcie i weźcie 6 

Sześć flag nad Teksasem 12 

Indianie w Teksasie 12 
Konkwistadorzy i misjonarze 16 
Wyprawa La Salle'a 22 

Kolonizacja hiszpańska w Teksasie 25 

Insurgenci i flibustierzy 40 

Republika doktora Longa 44 

Stephen Austin - „Ojciec Teksasu" 47 

Rebelia Fredonii 55 

Misja generała Terana 56 

Przygrywka do wojny 59 
Rewolucja teksaska 80 

Bitwa o San Antonio 80 
Armia teksaska 90 

Ekspedycja Matamoros 95 
Armia do Operacji w Teksasie gen. Santa Anny 101 

Oblężenie Alamo 110 

Masakra w Goliad 128 

„Odwrót w błocie" gen. Houstona 134 

San Jacinto 152 

Republika Teksasu 1836-1845 171 
Polacy w Teksasie 183 
Zakończenie 189 
Aneks - notki biograficzne gen. Houstona 

i gen. Santa Anny 192 

Bibliografia 195 
Wykaz ilustracji 197 

Spis map 200