background image

MIĘKKIE UDERZENIE TRAWY

Gazeta Wyborcza nr 267, wydanie waw (Warszawa) z dnia 1993/11/16, str. 5

Dariusz ROSTKOWSKI; Fot. Krzysztof Miller

Czy należy za marihuanę karać, czy ją zalegalizować?
(P) - Nie namawiam do palenia "trawy" - mówi Piotr Klatt, lider zespołu 

rockowego Róże Europy, który wydał ostatnio płytę "Marihuana". - Chcę tylko, 
by ludzie mogli swobodnie decydować, jak w przypadku innych używek.

Na ulicach polskich miast wiszą od kilku tygodni plakaty: obok zdjęcia Klatta 
liść "trawki" i hasło "Zalegalizować marihuanę". Niżej uzupełnienie: "Nie 

pal, decyduj sam!". 
Dymek dla wyzwolonych 
Wysuszone liście konopii indyjskiej można palić w skręcie, fifce, fajce albo 
przyrządzić z nich "herbatkę". Według socjologów marihuanę lub haszysz pali 

pół miliarda ludzi na całym świecie. 
- Jestem za legalizacją - mówi Kora (Olga Jackowska), wokalistka zespołu 

Maanam, która nie stroni od marihuany i jest z zasady przeciwna "wszelkim 
prohibicjom". - Marihuana to używka, jak alkohol. Jednak po "joincie" 

[skręcie - red.] ludzie nie są tak agresywni, jak po pół litra.
- Po "joincie" ludzie przestają się bać, rozkaz staje się śmieszny. Wiadomo, 

że do utrzymania posłuszeństwa dobra jest wódka, a nie "trawa". Stąd opór 
polityków przed zalegalizowaniem marihuany - atakuje Krzysiek Grabowski, 

lider Dezertera.
"Zdrowsza od wódki wyborowej, dlatego dla nas liczy się tylko marihuana" - 

śpiewają "Róże Europy". 
Marihuanę palą także biznesmeni, politycy. Pewien handlarz zapewniał mnie, że 

zaopatruje dwóch posłów. 
Boże ziele 
Masowe palenie marihuany i haszyszu zaczęło się pod koniec lat 60. Prym 
wiedli muzycy. Jeden z Beatlesów Paul McCartney przesiedział kilka dni w 

amerykańskim areszcie za parę gramów "ziela". Podobne przygody miał John 
Lennon i prawie wszyscy muzycy "The Rolling Stones". Marihuanę popularyzowali 

jamajscy pieśniarze reggae. Rastafarianie wierzą, że tą świętą rośliną 
obdarował ludzi Bóg.

Według ostatnich danych warszawskiego Inst. Psychiatrii i Neurologii 
marihuanę pali średnio co trzeci student. W Polsce marihuana była popularna 

wśród opozycyjnych działaczy lat 80. z NZS-u i WiP-u. Wielu z nich jest dziś 
politykami, biznesmenami.

Do eksperymentów z narkotykami przyznali się m.in. prezydenci USA Bill 
Clinton i Czech Vaclav Havel. - Ciekawe, kim byłby dziś Clinton, gdyby w 

swoim czasie zaopiekował się nim gorliwy policjant - zastanawia się dr Antoni 
Zieliński z Instytutu Psychiatrii i Neurologii. 
Pierwszy krok w nicość? 
Trwają dyskusje: czy marihuana uzależnia lub prowadzi do silnych narkotyków, 

jak heroina czy kokaina? 
"Nie dotykaj heroiny, to nie dla nas, bo dla nas liczy się tylko marihuana" - 

śpiewają Róże Europy. 
- Automatyczne przejście od marihuany do heroiny czy amfetaminy jest taką 

samą prawdą, jak to, że każdy, kto lubi czasem wypić piwo, skończy na 
autovidolu - twierdzi socjolog Mikołaj Kozakiewicz (b. marszałek Sejmu). 

Zdaniem dra Janusza Sierosławskiego z Instytutu Psychiatrii i Neurologii 
wielu ludzi eksperymentuje z "trawką", ale tylko część sięgnie po silniejsze 

środki. 
Jednak wielu lekarzy ma wątpliwości. Marihuana wywołuje euforię, gadatliwość 

i wesołkowatość, wrażenie zdeformowania czasu i przestrzeni. Lekarze 
przestrzegają, że długotrwałe palenie może prowadzić do "nieustannego 

odjazdu": trudności w kontaktach z ludźmi czy zaburzenia pamięci. 

background image

- Przez kilka miesięcy nie zauważasz nic niepokojącego. Czujesz się świetnie, 
nie masz kaca - opowiada mi wieloletni palacz. - Nagle zauważasz, że 

wieczorem nie pamiętasz początku książki, którą zacząłeś czytać rano. 
Najlepsza komedia cię nie śmieszy, jeżeli nie zapalisz. 
Spór o karanie 
Również Marek Kotański, szef Monaru, który od 20 lat leczy narkomanów, 

twierdzi, że marihuana uzależnia. Jednak gdy pytam, czy powinna pozostać 
nielegalna, krzyczy: - Napisz, że wbrew policji i wielu organizacjom 

społecznym uważam, że posiadanie marihuany nie powinno być karalne! 
Kotański ma na myśli nową ustawę antynarkotyczną, nad którą pracuje 

Ministerstwo Zdrowia. Według obowiązującej obecnie posiadanie narkotyku jest 
dozwolone. Karalna jest tylko sprzedaż i produkcja. Projekt nowej przewiduje 

za posiadanie jakiegokolwiek środka karę do pięciu lat więzienia. 
- Legalizacja marihuany byłaby ryzykowna, bo zbliża palaczy do twardych 

narkotyków - twierdzi pedagog Lucyna Bojarska, rzecznik praw ucznia. - Ale 
jeżeli młodzież sięga po kleje, amfetaminę czy kompot, może lepiej postawić 

na "trawkę"? 
Zachód zastanawia się nad karaniem za "miękkie narkotyki". Włosi w tym roku 

głosowali w referendum za zniesieniem obowiązującej od kilku lat kary za 
posiadanie niewielkiej ilości narkotyków. 

Holendrzy od kilkunastu lat tolerują handel haszyszem i marihuaną. W menu 
amsterdamskich coffee-shopów można znaleźć kilka gatunków haszu czy "ganji". 

W statystykach nie odnotowano wzrostu narkomanii, za to znacznie spadła 
przestępczość. 

- Nie chcemy dzielić narkotyków na miękkie, jak marihuana i twarde, jak 
heroina. Jesteśmy za karaniem za posiadanie - twierdzi Grażyna Miros, 

pełnomocnik ministra zdrowia ds. narkomanii. Jej zdaniem "model holenderski" 
nie sprawdził się. 

Pracownicy Ministerstwa Zdrowia czują jednak naciski muzyków rockowych i 
słyszą negatywne opinie socjologów. 

- Marihuana nie jest narkotykiem, nie powoduje uzależnienia, jest mniej 
szkodliwa od tytoniu. Nie grozi zakażeniem AIDS - dowodzi prof. Kozakiewicz. 

- Dlaczego więc ma być karana więzieniem? 

(c) 1993 

Gazeta Wyborcza

BARDZIEJ POŻYTECZNA NIZ SZKODLIWA 

Jedną z pierwszych publikacji, która dotarła do konserwatywnie nastawionej części społeczności był opublikowany 
5 stycznia 1976 r. (a więcjuż po wprowadzeniu socjal-eksperymentu w Christianii i relegalizacji marihuany w 
Holandii artykuł w wielkonakładowym New york Times'ie o następującym tytule i treści:
"Naukowcy nie odnajdują niczego prawdziwie szkodliwego w używaniu trawy. Szereg badań dotyczących 
chronicznych palaczy marihuany przeprowadzonych ostatnio w niezależny sposób w sześciu różnych krajach 
wykazało, że ta używka nie posiada wyraźnych i znaczących szkodliwych oddziaływań na ludzkie ciało czy mózg 
lub na ich funkcjonowanie. Badania w szczególnym stopiu potwierdziły i rozszerzały rezultaty wcześniejszych 
obserwacji naukowych dotyczących używania marihuany na Jamajce, które nie znalazły znaczących korelacji 
pomiędzy "ostrym przypalaniem", a uszkodzeniami psychicznymi, intelektualnymi, społecznymi, czy osłabieniem 
aktywności kulturalnej. Powyższe wyniki badań zostały podane we wtorek w dokumentach naukowych 
dostarczonych do Nowojorskiej Akademii Nauk na konferencję dotyczącą trwałego używania Cannabisu 
obejmujących wyniki ponad 100 badań przeprowadzonych w 10 krajach."
W tym samym 1976 r. dr Robert Du Pont, główny amerykański rządowy specjalista od nadużywania narkotyków 
oświadczył, że alkohol i papierosy są znacznie groźniejsze dla zdrowia niż marihuana "Marihuana nie powoduje tak 
śmiercionośnego działania jak alkohol czy tytoń." Dodał także, że młodzi ludzie prędzej sięgają po alkohol i 
ewentnalnie później po marihuanę niż w odwrotnej kolejności. Statystyki podają, że z powodu palenia tytoniu notuje 
się w USA 450 000 zgonów rocznie! - to jest pięćdziesiąt razy więcej niż zgony spowodowane używamiem 
wszystkich narkotyków łącznie. Co zostało dotychczas gruntownie ustalone to fakt, że marihuana nie powoduje 
niebezpiecznych fizycznych skutków dla zdrowia. W przeciwieństwie do większości narkotyków, posiada także 
kilka innych istotnych cech: 
1. Nie powoduje uzależnienia. 
2. Choć mogą pojawiać się drobne zaburzenia w chwilowym zapamiętywaniu, trawa nie powoduje "utraty filmu", 

background image

jaki zdarza się w zamroczeniu alkoholowym. 
3. Nie powoduje zwiększenia tolerancji połączonej z potrzebą powiększenia następnej dawki. 
4. Nie powoduje sensacji żołądkowych odpowiadających alkoholowemu przepiciu, czy tradycyjnego kaca. 
W latach siedemdziesiątych pojawiły się opinie środowiska lekarskiego, podnoszące sprawę możliwych skutków 
ubocznych długotrwałego działania marihuany, takiego jak: niszczenie podstawowych funkcji komórkowych 
(przekształcanie chromosomów - łańcucha DNA) wytwarzanie zaburzeń hormonalnych (przejawiających się 
rzekomo w wielkim rozroście piersi u mężczyzny) upośledzenie funkcji odpornościowych organizmu, osłabienie 
produkcji spermy i powodowanie zaburzeń genetycznych. Zanim przedstawimy rezultaty następnych badań nad 
wpływem używania marihuany na poziom zdrowia człowieka, trudno nie podzielić się kilkoma nasuwającymi się 
refleksjami. Pierwsza to nieco humorystyczny i tragiczny zarazem obraz społeczeństwa żyjącego na Jamajce, gdzie 
90% ludności w wieku od kilku-kilkunastu lat pali systematycznie marihuanę. Jeśli zatem wierzyć powyższym 
doniesieniom, 90 % ludności na Jamajce to (teoretycznie) zdefektowane genetycznie osobniki, wiecznie chore lub 
już umierające postacie, w męskiej części mocno cycate i nie bardzo zdolne do rozmnażania się. Ponieważ tradycja 
palenia trawy na Jamajce jest mocno zakorzeniona od mniej więcej 200 lat - daje to obraz zmian i degradacji 
społeczeństwa na niemałej próbce 7-8 pokoleń. Fakty przedstawiają diametralnie inny obraz. Inna sprawa dotyczy 
zmian w strukturach chromosonalnych i genetycznych. Ilekroć prowadzone są badania dotyczące toksycznego 
środowiska człowieka, czy to dotyczy zatrucia srodowiska np. na śląsku, czy dotyczy to palaczy tytoniu, czy też 
alkoholików naukowcy donoszą o zmianach w kodach genetycznych i chromosomach wśród badanych i nie bardzo 
przy tym wiadomo czy poddani badaniom przed zamieszkaniem na terenie zanieczyszczonym, czy przed 
rozpoczęciem palenia papierosów i picia alkoholu posiadali prawidłowy (czytaj inny) zestaw chromosomów, oraz 
czy te wahania nie są również spotykane wśród żyjących w zdrowym środowisku i nie palących Indian 
amazońskich. Kolejną sprawą jest zdarzająca się koniunktualność wyników przeprowadzanych badań. Swego czasu 
prasę światową obiegły wyniki przeprowadzonych badań dotyczące zdrowotności spożywania jaj kurzych. 
Naukowcy bezspornie stwierdzili nadmiar cholesterolu i masę innych szkodliwych czynników znajdujących się w 
jajkach mogących doprowadzić nawet do zaburzeń hormonalnych dzieci w okresie rozwoju. 
Przeprowadzona przez media antyjajowa propaganda spowodowała spadek spożycia jaj kurzych. Przerażeni 
przedstawiciele przemysłu jajczarskiego niezwłocznie zwołali ekipę naukowców, która po przeprowadzeniu 
odpowiednich naukowych dociekań stwierdziła jednoznacznie, że jaja są zdrowe, zawierają masę potrzebnych 
mikroelementów. (aminokwasów i innych niezbędnych do życia składników, stanowią nieodzowny element 
zdrowego odżywiania człowieka z jedynym zastrzeżeniem, że nie należy ich ilości przedawkowywać. Akcja 
propagandowa Anslingera oparta została również o autorytalne wyniki przeprowadzonych na zlecenie komisji ds 
narkotyków w latach 3O-tych badań, z których wynikało niezbicie, że marihuana powoduje natychmiastową rządzę 
mordu, deprywację psychiczną i społeczną, rozliczne akty gwałtu i przemocy, uaktywnienie społecznych postaw i w 
krótkim czasie zgon okrutnie doświadczonego przez los narkomana. Przeprowndzone w latach 75-77 badania na 
Jamajce (Center for Studies of Narcotic and Drug Abus)e Kostaryce (University of Floryda) w Atenach (University 
of Athens) oraz w McLean Hospital in Massachusets na 1380 pacjentach UCLA wykazały poniższe prawidłowości 
wśród wieloletnich palaczy ganji: 
- Nie znaleziono organicznych uszkodzeń mózgu ani uszkodzeń w strukturze chromosomów pośród badanych 
- trwałe używanie marihuany - jak wykazały przeprowadzone testy nie spowodowało stałego ani czasowego 
upośledzenia wyższych czynności mózgu czy inteligencji - nie doszukano się znaczących klinicznych 
(psychiutryczne, psychologiczne, medyczne) różnic pomiędzy badanymi palaczami a grupą kontrolną - nie istnieje 
związek pomiędzy poziomem testosteronu, obniżoną odpornością organizmu a używaniem marihuany - używanie 
marihuany nie pomniejsza w żadnym stopniu zdolności funkcjonowania zarówno w domu, jak i w miejscu pracy - 
nie znaleziono żadnych przesłanek na potwierdzenie hipotezy, że ostre palenie konopi powoduje "Syndrom 
amotywacyjny". 
Dr Lester Grinspoon w książce "Marihuana Reconsidered" (Harvard University Press Bantom Books) zauważa, że 
nigdy się nie spotkał z relacją ani udokumentowanym przypadkiem śmiertelnego przedawkowania. Nie było także 
przypadku komórkowego uszkodzenia jakiegokolwiek organu. Toksyczność Cannabis jest dobrze poznana i uważa 
się tę używkę za najbezpioczniejszą z poznanych. Śmiertelna dawka wymagałaby wypalenia lub spożycia ok. 3,5 kg 
szczytów roślin w czasie 24 godzin. Daje to okolo 11000 jointów. Jestem przekonany, że wypalenie połowy tej 
ilości papierosów z tytoniu w tym samym czasie gwarantuje godny pochówek spowodowany nadmiarem nikotyny 
we krwi.

ZASTOSOWANIE W MEDYCYNIE 

Konopie jako ziele lecznicze stowane było już w drugim tysiącleciu przed naszą erą na terenach Indii i Chin. W 
chińskim ziołolecznictwie kwiaty (ma-p'o) były stosowane do leczenia owrzodzeń, ran, poparzeń i wrzodów. 
Nasiona (ma-jen ) w formie pasty były stosowane przeciwzapalnie, na opuchlizny i obrzęki skóry. Nasiona były 
także zalecane jako lek przeczyszczający. Komponent w środkach moczopędnych i jako doskonały lek 
odrobaczający dla dzieci i zwierząt. Olej tłoczony z nasion używano jako odżywkę do włosów i dla złagodzenia 
kłopotów żołądkowych. Zywiczny wyciąg (tinctura na bazie alkoholu) był powszechnie stosowany jako środek 
przeciwbólowy, redukujący poziom lęku, poprawiający apetyt, stosowany przy biegunkach, dyzenterii, bronchitach, 
migrenie, bezsenności i przypadłościach neurologicznych. Na początku XX wieku znanych było co najmniej sto 

background image

środków leczniczych, w których Cannabis stanowił istotny, jeśli nie jedyny składnik. Lekarstwa były przepisywane 
na tak szeroką gamę schorzeń jak: zaburzenia pochodzenia psychicznego, delirium, delirium tremens, bezsenność 
połączona z delirium i koszmarami nocnymi, bolesne skórcze mięśni twarzy, histeria, neurastenia, przy kłopotach z 
oddychaniem w formie papierosów lub inhalacji, przy chronicznym katarze, rozedmie płuc, astmie - prawie do 
końca lat trzydziestych, tężec, cholera, róża, a także wypryski, opryszczka, liszaje, chroniczny świąd, rzeżączkę, 
prostatę, cysty, przy bólach żołądka (także nowotworowych), anoreksji, wrzodach żołądka i migrenie. Współczesna 
medycyna po okresie zaprzestania stosowania konopi w celach leczniczych, zaczyna spoglądać ponownie 
przychylnym okiem na to ziele i powoli wprowadza na powrót preparaty z zawartością THC. Jedną z podstawowych 
metod leczenia chorób nowotworowych jest stosowanie intensywnej chemoterapii, której skutkiem ubocznym m.in. 
są intensywne nudności, wymioty obserwowane u 70%-75% chorych poddanych chemoterapii. 80%-90% spośród 
pacjentów nie reaguje pozytywnie na syntetyczne i klasyczne środki przeciwwymiotne i przeciwnudnościowe. 
Doświadczenia (z zachowaniem grup kontrolnych oraz podawaniem placebo) przeprowadzone w Sidney Farber 
Cancer Center przez Dr. Stephena E. Sannna w Bostonie opisane na łamach "New England Journal of Medicine" 
oraz "National Enquirer" wykazały co następuje: przy udziale 22 pacjentów podawanie marihuany spwodowało co 
najmniej 50 % zmniejszenie odruchów wymiotnych i nudności. W pięciu przypadkach prawie 23% objawy ustąpiły 
całkowicie. Przytoczę cytat z wymienionych powyżej czasopism: 
"THC jest znacznie bardziej efektywne w działaniu niż jakiekolwiek inne lekarstwo w przezwyciężaniu odruchów 
wymiotnych i nudności, które przysparzaj

FIZYCZNE ZAGROŻENIA WYNIKAJĄCE ZE STOSOWANIA KONOPI

Medyczne i naukowe pisma opublikowały wiele prac, które miały na celu udowodnienie, że stosowanie konopi nie 
jest całkiem bezpieczne. Jest to oczywiste. Żaden narkotyk nie jest całkiem bezpieczny. W odpowiednio wielkich 
dawkach nawet sól stołowa może być śmiertelna. Istnieją przypadki, kiedy ludzie cierpieli na skutek spożycia 
prawie każdej substancji, w tym pożywienia i wody. 
Krótkotrwałe efekty fizjologiczne stosowania konopi są raczej bardzo rzadkie. Jednym z najczęstszych skutków jest 
zaczerwienienie oczu. Zdaje się, że nie ma to znaczenia klinicznego i w przeciwieństwie do powszechnej opinii 
konopie nie wpływają na rozszerzenie źrenic. Narkotyk Powoduje również uczucie suchości w ustach, 
przyśpieszenie tętna i przy wysokich dawkach nieznaczny wzrost ciśnienia. Efekty te znikają w ciągu paru godzin 
pod warunkiem, że dawka nie zostanie powtórzona. Konopie nie powodują istotnych zmian w aktywności 
hormonalnej czy w morfologii. Nie wydaje się również, aby działały one na wątrobę czy nerki. Ich wpływ na 
czynność bioelektryczną mózgu jest również mało ciek.awy i w niektórych badaniach czynności fal mózgowych 
bardzo trudno było wykazać jakąkolwiek zmianę. Zmiany, które jednak występują w mózgu, są głównie zmianami 
w obrębie reakcji chemicznych zachodzących w mózgu, ale nie ustalono jeszcze jak istotne są te zmiany. 
Jeśli chodzi o śmiertelną dawkę, to konopie są wyjątkowo bezpiecznym narkotykiem. Świadczy o tym różnica 
pomiędzy dawką efektywną a dawką śmiertelną. Na przykład w przypadku barbituranów różnica ta jest stosunkowo 
niewielka. W przypadku konopi praktycznie niemożliwe byłoby spożycie dawki śmiertelnej. Szacuje się, że dawka 
śmiertelna może być czterdziestotysiąckrotnie wyższa od dawki efektywnej. Konopie są jednym z najmniej 
toksycznych narkotyków znanych człowiekowi i nie ma dowodów, aby ktokolwiek zmarł w wyniku 
przedawkowania. 
Posiadamy bardzo niewiele materiałów na temat długotrwałego działania konopi. Sugerowano, że palenie konopi 
może prowadzić do chorób oskrzeli i układu oddechowego w wyniku długotrwałego i częstego palenia. Istniały 
również pewne podejrzenia, że chroniczne palenie konopi może nieść to samo ryzyko co palenie tytoniu, głównie w 
przypadku raka płuc. Na przykład ilość substancji smolistych z marihuany jest podobna do ilości tych substancji z 
tytoniu. Ale jak do tej pory, brakuje konkretnych dowodów wiążących konopie z rakiem płuc. Jednak w wyniku 
niedawno opublikowanego badania chronicznych palaczy konopi z Kostaryki pojawiła się niepokojąca sugestia, 
jakoby palacze konopi, r ó w n i e ż palący papierosy, mieli zdrowsze drogi oddechowe niż osoby, które paliły w y ł 
ą c z n i e papierosy (jest to zgodne z tym, co stwierdzają czasami palacze konopi cierpiący na astmę; palenie konopi 
łagodzi ich ataki astmy). Wynik ten jest zaskakujący i należy do niego podchodzić z pewną ostrożnością z powodu 
ograniczonego charakteru badań kostarykańskich, Iecz autorzy sugerują, że palenie konopi może w pewnym stopniu 
chronić przed szkodliwym wpływem dymu tytoniowego. 
Jeśli chodzi o uszkodzenie płuc, niestety należy również dodać, że kilka rządów, w tym rząd meksykański, 
spryskiwało uprawy konopi wysoce toksycznymi środkami chwastobójczymi, jak na przykład parakwatem. 
Parakwat jest bezwonny, bez smaku i niewidoczny gołym okiem. Z tego powodu kilka osób nieodwracalnie 
zniszczyło sobie płuca paląc konopie, które zostały zatrute w wyniku tych legalnie usankcjonowanych kampanii 
przeciwko konopiom. Mimo tego przedstawiając swe plany na 1ata osiemdziesiąte, urzędnik z American Drug 
Enforcement Administration żalił się, że gdyby nie pewne istniejące niepotrzebne ograniczenia, jego organizacja 
gotowa byłaby zastosować jeszcze silniejsze trucizny. 
Tak jak to było w przypadku każdej nielegalnej substancji odurzającej, pojawiło się ki1ka sensacyjnych doniesień 
wiążących konopie z uszko. i deformacjami u dzieci. dzeniami mózgu, uszkodzeniami genetycznymi Nie ma jednak 
przekonywających dowodów łączących konopie z którymkolwiek z tych zjawisk; choć jeśli chodzi o ostatni punkt, 
to kobietom ciężarnym zaleca się unikanie wszelkich niepotrzebnych substancji chemicznych w czasie ciąży. 
Dotyczy to szczególnie kilku pierwszych miesięcy, kiedy to płód jest szczególnie wrażliwy. Ponieważ wiadomo, że 

background image

palenie papierosów wpływa niekorzystnie na dziecko, palenie konopi może mieć podobne działanie. 
W celu zrozumienia pochodzenia poglądu, że konopie powodują uszkodzenie mózgu, musimy przyjrzeć się 
mechanizmom kierującym pracą naukową. Choć badania naukowe są procedurą racjonalną, naukowcy pozostają 
równie ludzcy, omylni i nieracjonalni jak każdy z nas. Kiedy dążenia i emocje naukowca są dostatecznie silne, mogą 
one wpłynąć na jego pracę, prowadząc do pożądanych przez niego wniosków. W nazistowskich Niemczech istniał 
pęd do znajdywania "naukowych dowodów" na genetyczną niższość Żydów. W stalinowskiej Rosji mieliśmy 
niesamowity przypadek T.D. Łysenki, którego całkiem bezpodstawna teuria dziedziczności na wiele dziesięcioleci 
zdominowała naukę rosyjską. Łysenko nie uznawał istnienia genów i uważał, że dziedziczność była ogólną 
właściwością żywych organizmów. Teoria ta podtrzymywała nadzieję na to, że można powodować powstanie zmian 
dziedzicznych w danym kierllnkll za pomocą czynników środowiskowych, a ponieważ był to bardzo pociągający 
pomysł, umożliwił on Łysence i jego współwyznawcom odrzucenie rzeczywistych rezultatów eksperymentów 
naukowych na korzyść tego, co już "wiedzieli", że jest słuszne. To zjawisko, choć na mniejszą skalę, stale występuje 
w nauce i w ostatnich latach psychologowie zaczęli badać, w jaki sposób działa taki "efekt eksperymentatora". 
Istnieje pewna liczba naukowców o głęboko zakorzenionej potrzebie wykazania, że ko nopie są złym i 
niebezpiecznym środkiem odurzającym. Dowiedzenie tegO uzasadniłoby ich niechęć do tego narkotyku i 
przeświadczenie, że musi pozostawać nielegalny. 
Przykład badań, które miały "wykazać", że konopie powodują uszkodzenie mózgu, znalazł się w najbandziej 
prestiżowym piśmie medycznym " The Lancet" *, ale po szczegółuwy rn rozpatrzeniu, badania niczego tak iego nie 
wykazały. Z naukowego punktu widzenia słabymi stronami tego badania były m.in.: 
1) Wiadomo było, że wszyscy pacjenei biorący udział w badaniu stosowali inne środki odurzające poza konopiami. 
Każdy z nich miał dłllgą historię brania narkotyków. Wszyscy brali LSD: jeden nawet je przedawkował. Nie ma 
dokładnych informacji na temat używania alkoholu, o którym wiadomo na pewno, że powoduje zmiany w mózgu, 
występujące u tych osób (choć dwie spośród dziesięciu określono jako pijące w nadmiarze). Tak więc jakiekolwiek 
anomalie u tych pacjentów były spowodowane środkami innymi niż konopie. 
2) Pacjenci pochodzili z nietypowej próby i nie byli reprezentatywni dla długotrwałych palaczy konopi. Jeden 
cierpiał na schizofrenię, inny prawdopodobnie miał psychozę, a trzech kolejnych przeszło w swym życiu uraz 
głowy. Wszyscy otrzymali pomoc medyczną lub psychiatryczną z powodu różnych niepokojących objawów. 
Czterech już miało problemy neurologiczne; dwóch uczestniczyło w zajęciach ośrodka dla osób uzależnionych od 
narkotyków; jeden stosował narkotyki w nadmiarze i niedawno # * Campbell, Evans, Thomson i Williams, Celebral 
atrorphy in young cannabbis smokers, "The Lance" 4 XII 1971, s. 1219-1224. # przedawkował środki inne niż 
konopie, pozostałych trzech otrzymało pomoc psychiatryczną. Jakiekolwiek nieprawidłowości są więc 
prawdopodobnie całkowicie niezależne od stosowania konopi i nawet sami autorzy pracy przyznąją, że pacjenci 
grupy badawczej mogli odbiegać od normy przed rozpoczęciem stosowania konopi. 
3) Badania pomiaru uszkodzeń mózgu (encefalografia) nie zostały udoskonalone i neuroradiolodzy przyznają, że 
niemożliwe jest dokładne zdefiniowanie różnicy pomiędzy normalnym i nienormalnym wynikiem. 
Prawdę mówiąc, praca ta nie prowadzi do żadnych konkretnych wniosków. Ale ponieważ błędne wnioski 
wynikające z niej były po myśli wielu osób, odrzuciły one wszystkie niedociągnięcia. Typowym przykładem reakcji 
był list (również opublikowany w "The Lancet"), w którym autor twierdził, że "dowody" te powinny być 
wykorzystane jako argument na "kontynuację i wzmacnianie każdego możliwego środka prowadzącego do 
zlikwidowania konopi".

ZAGROŻENIA PSYCHOLOGICZNE

Większość substancji psychotropowych powoduje niekorzystne reakcje niektórych osób. W badaniu 
przeprowadzonym na ponad 5 tys. pacjentach, mniej więcej I pacjent na dziesięciu wykazywał niekorzystną reakcję 
na psychotropowe substancje zalecane im przez lekarzy. Kiedy mamy do czynienia z niemedycznym stosowaniem 
substancji odurzających problem tell komplikują poglądy i oczekiwania jednostki, które odgrywają bardzo ważną 
rolę w determinowaniu jego odczuwania skutków stosowania narkotyków. To, co jedna osoba uważa za wielce 
przyjemne doświadczenie halucynacyjne, przez inną może być uznane za przerażający przejaw nadchodzącego 
szaleństwa. 
Choć niekorzystne reakcje na konopie są na szczęście dość rzadkie, około 3/4 z nich przybiera formę ataku paniki, 
podczas którego palacz przeżywa intensywny niepokój. Często jest to spowodowane tym, że osoba stosująca 
konopie zaczyna wierzyć, że traci zmysły lub umiera. Takie ataki paniki występują zazwyczaj u osób 
początkujących lub niedoŚWiadczonych, które wzięły stosunkowo dużą dawkę, lub które zostają narażone na nagłe 
nieprzyjemne formy stresu. Przy niskich dawkach subiektywne efekty konopi podobne są pod pewnymi względami 
do efektów wywieranych przez alkohol. Lecz przy wyższych dawkach odczucia są zupełnie inne i dla osoby 
niedoświadczonej mogą one być dość nieoczekiwane. Doświadczony palacz rozpoznaje je jako efekt działania 
narkotyku, lecz jeśli osoba początkująca przyjmie je jako oznakę szaleństwa, może doprowadzić to do ataku paniki. 
Takie reakcje na ogół trwają zazwyczaj parę minut, a co najwyżej parę godzin. Najlepszą formą postępowania jest 
zapewnienie, że to, czego doŚWiadcza, jest skutkiem działania narkotyku, a niczym więcej. Jeśli palacz zostanie 
zabrany do szpitala dla umysłowo chorych i będzie Ieczony, jak gdyby cierpiał na chorobę psychiczną, to 
prawdopodobnie zintensyfikuje to i przedłuży reakcję. Sugerowano również, że konopie mogą wywołać poważną 
długotrwałą chorobę psychicznąjak schizofrenię, choć dowody potwierdzające istnienie konkretnej "psychozy 

background image

konopijnej" są w gruncie rzeczy oparte na nikłych przesłankach. Wiele takich doniesień pochodziło z krajów 
trzeciego świata. Pierwsze dochodzenie na dużą skalę zostało przeprowadzone przez tzw. "Indian Hemp 
Commissiom" (Komisję ds. konopi indyjskich) w Iatach 1893- 1894. Wiele osób uważało, że nie ma potrzeby 
ponownie rozpatrywać kwestii, czy konopie powodowały pomieszanie zmysłów: niektórzy sugerowali nawet, że 
członkowie Komisji świadomie ignorowali to, co zostało już dowiedzione. Z pewnością dane statystyczne nadsyłane 
ze szpitali medycznych z całych Indii cytowały narkotyki z konopi jako jedną z głównych przyczyn chorób 
umysłowych. W artykule z "Indian Medical Gazette" jeden z najwybitniejszych ówczesnych ekspertów, Iekarz 
wojskowy Crombie, określił konopie jako "rzeczywistą i bezpośrednią przyczynę... szaleństwa". 
Jednak gdy komisja ponownie przeanalizowała dowody, które były wykorzystywane do uzasadnienia takich 
wniosków, okazało się, że są one bardzo słabe: Dane te nie były oparte na żadnych diagnozach medycznych, były to 
wyłącznie uwagi wpisywane przez pracownika izby przyjęć i pochodziły zazwyczaj od policjantów czy osób 
sprowadzających pacjjenta do szpitala. Sędzia śledczy wymagał podania konkretnej przyczyny choroby i 
standardową procedurą było wpisywanie "narkotyków z konopi indyjskich" jako przyczyny w przypadku, gdy 
wiadomo było, że dana osoba je stosuje. Gdy komisja przeprowadziła bardziej szczegółową analizę konkretnych 
przypadków, nawet dr Crombie musiał przyznać, że konopie nie mogły spowodować tych chorób. Komisja w 
podsumowaniu stwierdziła, że "może to się wydawać niepojęte, że dane oparte na tak kompłetnie niewiarygodnych 
informacjach mogły być co roku przedstawiane w raportach szpitalnych". 
Prawie sto lat później wiarygodność danych z krajów Wschodu nie uległa znacznej poprawie. W 1972 r. kanadyjska 
Komisja Le Daina podsumowała, że "szczegółowe kontrolowane badania w tych krajach, które przedstawiały 
długotrwałe skutki działania konopi w oderwaniu od warunków społeczno-kulturowych, ekonomicznych, 
żywieniowych i higienicznych muszą jeszcze zostać przeprowadzone". 
Na Zachodzie bardzo mało zyskuje poparcia pogląd, że konopie powodują choroby psychiczne. Ze względu na to, 
że w Kalifornii prawdopodobnie znajduje się tyle samo palaczy konopi, co w innych częściach świata zachodniego, 
należałoby się przyjrzeć Iiczbie przypadków psychozy konopianej tam występującej. Badania przeprowadzone 
wśród studentów z Berkeley Univeristy w l968 r. nie wykryły ani jednego przypadku tej dolegliwości pomimo tego, 
że przynajmniej jedna czwarta spośród 40 tys. studentów wypróbowała ten narkotyk. W innym badaniu 
przeprowadzonym na ponad 700 tys. pacjentów szpitali w Kalifomii okazało się, że jedynie dziewięciu związanych 
było z konopiami i żaden z nich nie wymagał Ieczenia dłuższego niż osiem dni. Kwestią nie jest to, czy u palaczy 
może występować psychoza, gdyż niewątpliwie może. Występowanie psychoz wśród ogółu ludności wynosi około l
%, więc nie powinno nikogo zaskoczyć, jeśli u l % palaczy konopi wystąpiłaby ta choroba. Chodzi tu głównie o to, 
czy stosowanie konopi zwiększa ryzyko zachorowania na psychozę. Choć teoretycznie jest to możliwe, nie ma 
dowodów na to, aby samo stosowanie konopi zwiększało to ryzyko. Bardziej prawdopodobne jest, że jeśli psychoza 
wystąpi po paleniu konopi, to będzie to w głównej mierze spowodowane istniejącymi już trudnościami 
osobowościowymi i problemami psychiatrycznymi danej osoby. 
Te same aspekty pojawiają się w poglądzie, że konopie prowadzą do ogólnego odejścia od "przyzwoitego" 
społeczeństwa (zdefiniowanego naukowo brzmiącym terminem "syndromu amotywacyjnego"). Przeprowadzone 
badania psychologiczne dały sprzeczne wyniki. Niektóre nie wykazały żadnych różnic pomiędzy palaczami i 
osobami nie palącymi; inne wykazały, że osoby stosujące konopie czasami gorzej radziły sobie w sytuacjach 
wymagających wysokiego poziomu energii i ambicji, lub przy wykonywaniu rutynowych i powtarzających się 
czynności. W artykule w "Journal of the American Medical Association" (l97l) zakwestionowano istnienie 
jakiegokolwiek związku pomiędzy stosowaniem konopi a wynikami w nauce. Palacze konopi nie osiągali lepszych 
wyników niż osoby nie palące ich; ale nie osiągali również wyników gorszych. Było tak niezależnie od ilości 
stosowanego narkotyku. Co ciekawe, 18% nałogowych palaczy planowało pisać doktorat (ll % wśród osób nie 
palących). Jednak tam, gdzie pojawiają się różnice tego typu, najczęściej są one uzasadniane cechami psychicznymi 
osób biorących udział w badaniach, a nie bezpośrednim wpływem narkotyku. Pamięta się o tym, kiedy wyniki 
sugerują, że osoby stosujące narkotyki uczą się Iepiej od osób go nie stosujących. Natomiast zapomina, gdy wyniki 
wskazują na jakieś dolegliwości psychiczne wśród osób go stosujących. W przypadku "syndromu amotywacyjnego" 
istnieje wiele powodów, dla których dana osoba, która nie chce aktywnie angażować się, wybiera konopie a nie 
alkohol.