background image

 

 

 

 

 

 

H e i n e r  M ü l l e r

 

 

 

 

ANATOMIA TYTUSA FALL OF ROM 

KOMENTARZ DO SZEKSPIRA 

 

 

 

 

 

 

 

Przekład: 

 

M o n i k a  M u s k ał a

 

 

background image

 

 

 

 

 

 

 

Ludzkości 

śyły otwarte jak ksiąŜka 

W strumieniach krwi kartkować 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

O s o b y : 

 

Saturnin / Bassian / Tytus Andronikus / Marek Andronikus / Lucjusz / Kwintus / Marcjusz 

/ Mucjusz / Aaron / Tamora / Chiron / Demetriusz / Lawinia / Publjusz / Emiljusz / 

Walentyn / Kajus / klaun / posłaniec / piastunka / chłopiec / Goci / trybuni / świta 

Saturnina. 

 

 

background image

 

 

 

 

 

1. 

NOWE ZWYCIĘSTWO PUSTOSZY RZYM STOLICĘ 

ŚWIATA DWÓCH SYNÓW ZMARŁEGO CESARZA 

ZA KAśDYM ODDZIAŁ WYBORNYCH SZERMIERZY 

ZGŁASZA PRETENSJE DO PUSTEGO TRONU 

JEDEN DOWODZI PRAWA PIERWORODZTWA 

DRUGI SIĘ CHEŁPI SWYMI ZASŁUGAMI 

KORONA W SŁABEJ RĘCE MIĘDZY NIMI 

NAJSTARSZY TRYBUN BRAT WIELKIEGO WODZA 

TYTUSA ANDRONIKUSA DZIESIĘĆ LAT 

WIODĄCEGO JUś WOJNĘ PRZECIW GOTOM  

PCHAJĄCYM SIĘ DO KORYT MIAST ZE STEPÓW 

I LASÓW DZIESIĄTKOWANYM PRZEZ WILKI 

NIEURODZAJ NAWAŁNICE POSŁANIEC 

KTÓRY DONIÓSŁ O ZWYCIĘSTWIE NA SCHODACH 

KAPITOLU PADŁ Z ROZSZARPANYM PŁUCEM 

WIĘC KANDYDACI W GÓRĘ WZNOSZĄ MIECZE 

I PODBURZAJĄ STRAśE BY ZAKOŃCZYĆ 

WALKĘ O WŁADZĘ ZANIM LUD WYNIESIE 

NA RZYMSKI TRON ZWYCIĘZCĘ PIĘCIU WOJEN 

PIERWSZY MIECZ RZYMU TYTUSA ANDRONICI 

POSIADACZA CNÓT POTRZEBNYCH RZYMOWI 

Ja Saturnin Ja Bassian jestem cesarzem 

KOŁYSZE SIĘ FALISTA BLACHA PRZEDMIEŚĆ 

DO RYTMU MARSZA STRAśNICY NA WIEśACH 

WIDZĄ KOLUMNĘ KURZU NADCHODZĄCEJ 

ARMII RZYM CZEKA NA ŁUP NIEWOLNIKÓW 

DO PRACY ŚWIEśE MIĘSO DLA BURDELI 

ZŁOTO DLA BANKÓW BROŃ DLA ARSENAŁÓW 

 

LUD W GOSPODACH I POD BUDKAMI Z PIWEM 

background image

 

 

NA śYWYCH I NA MARTWYCH BOHATERÓW 

NA PUSTYCH STADIONACH PIŁKI NOśNEJ 

LIKTORZY ZBROJNI W RÓZGI I TOPORY 

CZEKAJĄ W CHMARACH MUCH RśNĄC W KOŚCI 

CZASAMI KTÓRYŚ Z NICH ZABIJE JEDNĄ 

DWIE A MOśE TRZY TOPOREM CZY RÓZGĄ 

NA DOSTAWĘ DLA PIWNIC ŚWIATA ZMARŁYCH 

PARADA UŚWIĘCONA PIENIEM CHÓRÓW 

DZIECIĘCYCH Z PRZODU TRUMNY ZAWARTOŚĆ ICH: 

POLEGLI SYNOWIE DOWÓDCY KAśDE 

ZWYCIĘSTWO MA SWOJĄ CENĘ ZACHĘTA 

DLA MŁODZIEśY BY ZA PRZYKŁADEM ZMARŁYCH 

ZA ŚMIERCIĄ GNAŁA I śOŁNIERSKĄ SŁAWĄ 

CZTERECH SYNÓW JEST JESZCZE PRZY śYCIU 

CZTERECH CHORĄśYCH LICZYLI DWADZIEŚCIA 

LAT GDY ODNIEŚLI SWE PIERWSZE ZWYCIĘSTWO 

W MASOWYCH GROBACH GNIJE POLEGŁY PLEBS 

DZIEWCZYNY CHĘTNIE ROZPINAJĄ BLUZKI 

POD GĄSIENICE CZOŁGÓW SYPIĄ KWIATY 

KURWA KONCERNÓW POTĘśNY RZYM ZNOWU 

DAJE SWYM WILKOM TROCHĘ POSSAĆ PIERSI 

W KURZU ZWYCIĘZCÓW SUNĄ ZWYCIĘśENI 

TYM RAZEM GOCI CYCATA KRÓLOWA 

JEJ MURZYN NA ŁAŃCUCHU CZARNY PIES 

ZA NIĄ KSIĄśĘTA JEST ICH JESZCZE TRZECH 

ZWYCIĘZCY UPYCHAJĄ PRZY MUZYCE 

POLEGŁYCH SYNÓW W RODZINNYM GROBOWCU 

śAŁOBA UPOMINA SIĘ O ZEMSTĘ 

KREW PIJE KREW DOWÓDCA PRZYPOMINA 

SWOJEMU NAJSTARSZEMU SYNOWI 

Zmarli nie lubią być samotni Ofiara 

Królowa Gotów ma trzech synów Za duŜo 

O jednego Daj nam pierworodnego 

I CHOĆ KRÓLOWA GOTÓW RZUCA SIĘ 

background image

 

 

PRZED OSTRE MIECZE NA KOLANA I KURZ  

ZAMIATA BIUSTEM NIC TO NIE ZMIENIA 

MęŜowie Rzymu PotęŜny Tytusie 

Zwycięski wodzu Spojrzyj na łzy moje 

Przelane za synem Spójrz na te piersi 

Ich mleko ubarwiło mu duszę 

A ty chcesz zarŜnąć go tu na ulicy 

Za to Ŝe bronił ojczyzny jak tygrys 

Tak jak i twoi polegli synowie 

Jeśli do bogów chcesz się upodobnić 

To w miłosierdziu spróbuj być im równy. 

Wybaczy pani on umrze To zwyczaj  

By obłaskawić cienie naszych zmarłych 

Które tam w dole krzyczą. 

Rzymie czy słyszysz mój krzyk. 

SŁYSZĘ LECZ NIE PANI MÓWI DOWÓDCA  

JAKO OSTATNIĄ KOMUNIĘ DLA ZMARŁYCH 

BRACI KTÓRZY DONIKĄD DZIŚ ODCHODZĄ 

SYNOWIE WODZA BEZ SŁOWA MORDUJĄ 

GOCKIEGO KSIĘCIA WYDARTEGO MATCE 

PIERWORODNEGO PIERWSZEGO DO WŁADZY 

GDY JESZCZE BYŁA PRZY WŁADZY TA KTÓRĄ 

CAŁUJE TERAZ PYŁ ULICY RĄBIĄ 

GO NA KAWAŁKI BY BOHATEROWIE 

TRAKTEM ZNACZONYM JEGO KRWIOOBIEGIEM 

STĄPALI LEKKO ODCHODZĄC DONIKĄD 

SIOSTRA NIE PO RAZ PIERWSZY SIĘ PRZYGLĄDA 

NIE PO RAZ PIERWSZY ZE ZWYCIĘSKIEJ RĘKI 

DOWÓDCY I OJCA ZLIZUJE KREW WROGA 

Pokój i chwała ci ojcze Tytusie 

Poległym braciom moje łzy naleŜne 

A moja miłość dla narzeczonego 

Bassiana drugiego syna cesarza 

Dziedzica 

background image

 

 

BEZGŁOŚNY KRZYK ROZDZIERA PIERŚ MATCZYNĄ 

RESZTA NALEśY DO CESARZA  

KTO JEST CESARZEM 

Ja Saturnin Ja Bassian jestem cesarzem 

LECZ JEDEN GŁOS URASTA W SZEPT CHÓRALNY 

WWIERCA SIĘ W USZY OBU KANDYDATOM 

Niech Tytus będzie cesarzem DOWÓDCA 

DZIĘKUJE ZBYT SIWA JEGO SKROŃ ZBYT MDŁA 

ODWAGA W STAREJ RĘCE MIECZ ZBYT CIĘśKI 

BALASTEM KRWI CO W METAL SIĘ PRZEMIENIŁ 

ZE SŁABSZEJ RĘKI WYDZIERA WIĘC BRATU 

KORONĘ RZUCA JĄ PIERWORODNEMU 

Celne podanie ALE WYBRAŃCOWI 

Z RĘKI SPOCONEJ WYPADA SUKCESJA 

ZE STRACHU CZOŁGA SIĘ ZA NIĄ I Z BŁOTA  

WYŁAWIA RZYMSKIM CESARZEM ZOSTAJE  

SATURNIN SPOCONA RĄCZKA DOBRY 

DOWÓDCA CÓRKĘ MU SWOJĄ ODDAJE 

BY PRZEZ JEJ ŁONO Z NOWYM WŁADCĄ RZYMU 

ZWIĄZAĆ SIĘ TAK JAK ZWIĄZAŁ SIĘ JUś MIECZEM 

WPRAWDZIE JEST Z INNYM JUś ZARĘCZONA 

LECZ RZYM TO RZYM A CASARZ TO CESARZ 

LUD WIWATUJE GDY śAŁOBY TYLE  

TO DO WIWATÓW NIEWIELE MU TRZEBA  

NA KAśDĄ GŁOWĘ KORONA PASUJE 

ŚWIEśO UPIECZONY KRÓL SIĘGA PO PREZENT 

NARZECZONĄ BRATA Z RĘKI DOWÓDCY  

SYNOWIE CHÓREM BRONIĄ WZGARDZONEGO 

DRUGIEGO KANDYDATA NA RZYMSKI TRON 

PODNOSZĄ MIECZE W GÓRĘ Nasza siostra 

To jego narzeczona Obiecana mu 

WÓDZ JEST WODZEM SWOJEGO CESARZA 

MIECZ W JEGO RĘCE LEKKIM JEST DLA RZYMU 

JEDNEGO SYNA ZABIJA LEKKOŚCI 

background image

 

 

JEDNAK NIE STARCZA ABY ZABIĆ WSZYSTKICH 

CESARSKA NARZECZONA POWRACA DO 

NARZECZONEGO SYNOWIE DOWÓDCY 

OSŁANIAJĄ TERAZ ICH UCIECZKĘ  

DOWÓDCA KRZYCZY Zdrada WOŁA STRAśE 

KRÓL OBSZEDŁ SIĘ SMAKIEM LECZ MA PRZED SOBĄ 

DOJRZAŁE PIERSI ZWYCIĘśONEJ GOTKI 

WLECZE ZDOBYCZNE CIAŁO DO PAŁACU 

MURZYN ZACISKA ZĘBY NA ŁAŃCUCHU 

DOWÓDCA WŁASNYM MIECZEM ROZDWOJONY 

PÓŁ RZYMIANINA PÓŁ OJCA SWYCH DZIECI 

POŚRÓD OWACJI I SZYDERSTW GAWIEDZI 

PRZED EKRANAMI TELEWIZYJNYMI  

ROZDZIERA SOBIE PIERŚ I POKAZUJE 

TRYBUNOM SWOJE BIJĄCE SERCE 

GŁOS MU SIĘ ŁAMIE KRZYCZĄCY GDZIEŚ W PUSTKĘ 

Zdrajcy oddajcie narzeczoną króla 

ODPOWIEDŹ KRÓLA Z WIEśY DOWODZENIA 

GDY RĘKĄ GMERA W ZAGAJNIKU GOTKI 

Nie Tytusie Nie trzeba cesarzowi 

Ani jej ani nikogo z twej stajni 

Nie ufam komuś kto raz mnie wyszydził 

Ni tobie ni twoim zdradzieckim synom 

Sprzymierzonym by mnie czci pozbawić 

Nie było w Rzymie nikogo lepszego  

Do roli błazna poza Saturninem 

Świetnie pasuje całe to oszustwo 

Andronikusie do twoich przechwałek 

śe to z twej ręki otrzymałem władzę 

Jakbym Ŝebrakiem był Idź swoją drogą 

A pochwę moŜesz dać w prezencie temu 

Który wywijał mieczem by ją zdobyć 

I gratuluję zięcia piękny okaz 

Będziesz pociechę z niego miał to pewne 

background image

 

 

Ze zdziczałymi synami twoimi 

Zdolny jest mieszkać w Rzymskiej Commonwealth 

Tamoro królowo choźmoja nimfo 

RZYMSKI DOWÓDCA DŁOŃ NA RĘKOJEŚCI  

MIECZA ZACISKA SŁOWA PRZENIKAJĄ 

DO SERCA JAK NÓś NIGDY JESZCZE CESARZ 

BEZ TYTUSA NIE WYPRAWIAŁ WESELA 

CZY BYŁEŚ KIEDYŚ TAK SAMOTNY W RZYMIE 

TYTUSIE POWIEDZ TAK HAŃBĄ OKRYTY 

CZY BYŁEŚ TAK NIESŁUSZNIE OSKARśONY 

PORYWACZE NARZECZONEJ WRACAJĄ 

DO SYNOBÓJCY BY POGRZEBAĆ TRUPA 

SWOJEGO BRATA BRATANKA PŁACZĄ 

MORDERCA JEST Z KAMIENIA PODCZAS GDY 

Z BROWARÓW GRZMI JUś PIEŚŃ LUDOWA I GRA 

WOJSKOWA ORKIESTRA DĘTA NAD TRUPEM 

BRATA BTATANKA SYNA ZARśNIĘTEGO 

DLA RZYMU PRZEZ WIERNEGO WODZA RZYMU 

NA CHWAŁĘ RZYMU TERAZ WZGARDZONEGO 

PRZEZ RZYM SZALEJE WOJNA W DOMU ANDRONIKÓW 

O spójrz Tytusie spójrz co uczyniłeś 

W zaciekłej kłótni uśmierciłeś syna. 

Nie nie Nie syna fałszywy trybunie 

Nie jesteś moim krewnym ty ani  

Wspólnicy czynu co nam tarczę splamił 

Niegodny mój brat niegodni synowie. 

Lecz go pogrzebmy tak jak zwyczaj kaŜe. 

Precz zdrajcy Z drogi Nie spocznie w tym grobie 

Od pięciuset lat stoi ten monument 

Ja zaludniłem go z nowym przepychem 

śołnierze tylko wierni słudzy Rzymu 

Śpią tutaj w chwale W pośledniej kłótni  

śaden nie zginął MoŜecie grzebać go 

Gdzie chcecie Tu nie ma miejsca dla niego. 

background image

 

 

U boku braci trzeba go pogrzebać 

I tak się stanie bo w przeciwnym razie  

My dotrzymamy jemu towarzystwa. 

Co Który łajdak wymówił te słowa. 

BRAT I SYNOWIE PADAJĄ NA ZIEMIĘ 

PRZED BRATEM KTÓRY PCHNĄŁ MIECZEM BRATANKA 

PRZED OJCEM KTÓRY PCHNĄŁ MIECZEM BRATA BY 

BŁAGAĆ O MIEJSCE W RODZINNEJ PRZYSTANI 

MORDERCA SPLUWA NA TRUPA DWIE ŁZY 

Zhańbiony w Rzymie przez swych własnych synów 

Więc go pogrzebcie a mnie wrzućcie za nim. 

RODZINNY ALBUM ZDOBI NOWE ZDJĘCIE 

I NOWA TRUMNA SYCI GRÓB RODZINNY 

RESZTA TO POLITYKA NA HASŁO SKACZ 

OTWIERAJĄ SIĘ DWIE BRAMY BY WYPLUĆ 

DO PODWÓJNEGO WESELA DWIE PARY 

Z NUMEREM PIERWSZYM CESARZ PO SPOTNIAŁEJ 

ŁYSINIE ZJEśDśA MU Z GŁOWY KORONA  

NA JEGO GRZBIECIE GOTKA WYUZDANA 

UZDĘ ŚCISKAJĄC W RĘKU GALOPUJE 

W RZYMSKIEJ LIBERII JEJ MURZYN NAPINA 

MIĘŚNIE POD OBCYM SUKNEM W FAŁDACH KTÓREJ 

CZAI SIĘ ZEMSTA NOWA ŚMIERĆ ANARCHIA 

HARDO SYNOWIE ODZIANI W STRÓJ RZYMSKI 

CEDZĄ ŁACINĘ ŚMIERTELNEGO WROGA  

WINO JĘZYKI IM W GĘBIE SPLĄTAŁO 

Z NUMEREM DRUGIM BRAT ZE SWĄ DZIEWICĄ 

ODSZYKOWANĄ NA WESELE W SUKNIĘ 

PRZEZ KTÓRĄ PIERŚ JEJ JAK ŚNIEG PRZEŚWITUJE 

SPICZASTE KOŃCE W OCZY KSIĄśĄT GOCKICH  

WBIJAJĄ GROTY ICH WZROK ŚNIEśY KRWIĄ 

TROCHĘ TRUCIZNY ROZSIAĆ JESZCZE TRZEBA 

BY UROCZYSTOŚĆ BYŁA PRZYPRAWIONA 

A JAKO PIERWSZY GŁOS ZABIERA CESARZ 

background image

 

 

10 

No cóŜ Bassianie wygrałeś tę rundę 

Niech Bóg ci szczęście da z twą narzeczoną. 

A Tobie z Twoją Nic więcej nie powiem 

I mniej nie Ŝyczę śegnam panie. 

Zdrajcy 

Lecz jak na razie prawo rządzi w Rzymie 

Do nas naleŜy władza i grabieŜy 

PoŜałujecie ty i twoja zgraja. 

GrabieŜą zwiecie Ŝe wziąłem co moje. 

Dość tego sir Nie byłeś dla mnie szczodry 

Więc póki Ŝyję tym samym ci odpłacę. 

To się okaŜe Lecz obowiązkiem twym 

Wobec Rzymu jest przywrócenie do łask 

Lorda Tytusa szlachetnego męŜa 

Na honorze i sławie skrzywdzonego 

Który chcąc córkę zachować dla ciebie 

Zabił swą ręką najmłodszego syna 

Tobie ojcem Rzymowi przyjacielem  

Był Zaświadcza o tym kaŜdy jego czyn. 

KsiąŜę Bassianie 

Jak śmiesz chwalić czyny 

Honor zabrałeś mi a oni z tobą 

To niebo i Rzym są świadkami mymi 

śe Saturnina kochałem i czciłem. 

NajdroŜszy panie Jeśli kiedykolwiek  

W oczach cesarskich piękną się jawiła 

Tamora przebacz im słodki zrób to dla mnie. 

Nie mogę Pani jak niewolnik odejść 

Po tej publicznej zniewadze bez zemsty. 

CESARZ LIKTORÓW CHCE WOŁAĆ LECZ GOTKA 

ZAMYKA ROZKAZ W USTACH POCAŁUNKIEM 

Zbyt krótko siedzisz na swym tronie panie 

Za nim lud stoi lud i trybunowie 

OkaŜ dziś łaskę Resztę mnie pozostaw 

background image

 

 

11 

I DALEJ SZEPCZE JĘZYKIEM JEJ SERCA 

JuŜ ja dzieńznajdę by wyrŜnąć ich wszystkich 

Wyplenić ród ten ojca ich krwioŜercę 

I synów zdrajców których tak błagałam 

Aby mojego syna oszczędzili  

Dam ja im szkołę nauczę ich zginać 

Kolan i łaski błagać na ulicy 

A tyleŜ łaski na ulicach Rzymu 

Co od kamieni kolanem wytartych 

CESARZOWA ŚLE DOWÓDCY UŚMIECH 

 

Pójdź mój cesarzu pójdź Andronikusie 

Podnieś poczciwca pociesz jego serce 

Które drŜy na widok burzy twoich brwi. 

Wstańwięc Tytusie jak chce cesarzowa. 

Niechaj błagają inni na kolanach  

O przebaczenie 

TYTUS RODZINĘ ZMUSZA BY UKLĘKŁA 

I WYCIĄGNIĘTĄ DŁOŃ GOTKI CAŁUJE 

CO LEDWIE WCZORAJ PRZEZEŃ POKONANA 

DZIŚ CESARZOWĄ RZYMU JEST I SŁOŃCEM 

MOśE GO OGRZAĆ LUB SPALIĆ NA POPIÓŁ 

GOTKA MA WIĘKSZE PLANY CO DO NIEGO 

I RZYMU ŚPIESZNA OBRAZA CO ZRANI RAZ 

MOśE JEST DOBRA DLA INNYCH NIE DLA NIEJ 

ZA ŁASKAWEGO UŚMIECHU WOALEM 

W OTCHŁANI CZARNEJ IRENIC SEN SIĘ CZAI 

O DŁUGIEJ ZEMŚCIE KTÓREJ KRZYWE RAMIĘ 

W ZNIENAWIDZONYCH TRZEWIACH SIĘ ZAGŁĘBI 

NA POLOWANIE PO NOCY POŚLUBNEJ 

PROSI DOWÓDCA SWOJEGO CESARZA 

Z ROGIEM I PSAMI NA LEŚNĄ ZWIERZYNĘ 

TROCHĘ KRWI PRZELAĆ W DOBRYM TOWARZYSTWIE 

LECZ MARSZ WESELNY ZABRZMIAŁ WIĘC TOPNIEJĄ 

background image

 

 

12 

SERCA LUD TAŃCZY NA PODWÓRCACH ZAMKU 

MURZYN BEZ SERCA MUSI MARZNĄĆ W RZYMIE 

HUCZY W PAŁACU NIE JEGO WESELE 

PIES ZE SWĄ SUKĄ PARZĄ SIĘ SPLĄTANI 

NA PUSTYM PLACU SKOWYCZĄC PRZY SMUTNEJ  

PRÓBIE ROZERWANIA TEGO CO WCZEŚNIEJ 

POŁĄCZYŁ INSTYNKT POTWÓR O DWÓCH GŁOWACH 

A JEDNA CHCE ODERWAĆ SIĘ OD DRUGIEJ 

DYMIĄCE POTEM SAMOTNE W SWEJ MĘCE 

PÓKI ICH MURZYN NIE ROZDZIELI KOPEM 

DO MONOLOGU MIEJSCA MU POTRZEBA 

 

O Tamoro o kwiecie mego Ŝycia 

Stolicy świata Rzymu cesarzowo 

Zdepcz serce i myśli zbierz czarnuchu 

Gdy za swą kurwą na szczyt chcesz się wczołgać 

Jedno spojrzenie jej zwala z nóg cnotę 

I orły Rzymu usadza w jej sieci 

Murzyn ujeŜdŜa swoją cesarzową 

Perły i złoto czekają bym sięgnął  

Po nie Bogactwem zalśni czarna skóra 

Cesarz kiełzna klacz Murzyn jej dosiada 

Licz swe dni Rzymie Kto tu wznieca zamęt 

Dwóch chamów gockich. 

Humor ci uszedł z latami Chironie 

A ten co został stępił się do reszty 

Przyzwoitości takŜe ci brakuje 

śe się ośmielasz zająć moje miejsce. 

Rok albo dwa przewagi twej nade mną 

Nie zdoła mojej Ŝądzy pohamować 

I nie przyczyni się do twego szczęścia  

ObsłuŜyć pannę tę jak ty potrafię 

Ba jeszcze lepiej Mieczem ci dowiodę 

śe ja znam drogę do serca Lawinii. 

background image

 

 

13 

Czy chociaŜ wiesz gdzie bije serce damy. 

Idź precz Z męŜczyzny zostało ci imię. 

Przynieście pałki Dwóch kochanków kipi. 

MURZYN ZA KARKI ŁAPIE GOTÓW A CI 

W JEGO śELAZNYM UCHWYCIE JAK KUKŁY  

MIECZAMI PRZECIW SOBIE WYWIJAJĄ 

Chłoptasiu myślisz Ŝe kiedy ci matka 

Z lekkomyślności do boku przypięła 

Ostrą zabawkę moŜesz juŜ bezczelnie 

WygraŜać mnie prawdziwemu męŜczyźnie 

Daj sobie spokój mieczyk w pochwie zaklej 

Póki nie pojmiesz jak się go uŜywa. 

Do tego czasu Sir mój skromny talent 

KaŜe ci poczuć kim naprawdę jestem. 

Stawiasz się do mnie chłopcze. 

Spokój panowie. 

Nie Nim Ŝelazo moje w jego piersi 

Nie utkwi i gęby mu krwią nie zatka. 

Spróbuj a ciebie na Ŝelazo zatknę 

Tchórzu co tylko językiem potrafisz  

Pioruny ciskać bo jeszcze nie umiesz 

Obchodzić się z bronią. Poszaleliście 

Chcecie na siebie pewną śmierć sprowadzić 

Dla kaprysu którym rządzi przypadek. 

Murzynie chciałbym umrzeć tysiąc razy 

Gdyby Lawinia moją tylko była. 

Jesteście w Rzymie A rzymskim zwyczajem 

Narzeczona jest narzeczonego. 

Nie ta. 

Dokonaj chłopcze tańszego wyboru 

Lawinia jest nadzieją twego brata. 

Co Czy naprawdę kaŜdy z was brzuch brata 

W pochwę przerobić chce dla swego miecza 

Czy teŜ do łóŜka Lawinii się dostać 

background image

 

 

14 

I jeden z drugim zaliczyć po sztosie. 

Ale Demetriusz najpierw a Chiron potem. 

Nie najpierw Chiron a Demetriusz potem. 

Jeśli ty po mnie zginiesz JuŜ cię nie ma. 

Schowajcie noŜe i nie bądźcie głupi 

To co was dzieli moŜe was połączyć  

CzyŜbyście byli chrześcijanami 

śe tylko jeden sposob wam jest znany 

PrzecieŜ moŜecie wziąć ją rownocześnie 

Podejść ją razem i z dwóch stron uderzyć.  

Znać w twojej radzie odwaŜny gust chłopie. 

Teraz czarnuchu znajdź jakąś sposobność. 

Na miłość jej nie liczcie Własnością jest 

Bassiana Ten zaś jest bratem cesarza 

Którego kochamy Kochać musimy 

Bo wasza matka jest jego Ŝoną 

Nieposkromione mogą szaleć Ŝądze 

Kiedy im drogę gwałt toruje Ja znam ją 

Lordowie Jutro mamy polowanie 

Więc damy Rzymu będą paradować 

A ścieŜki przez las prowadzą splątane 

W wolnej naturze na kaŜde łajdactwo  

Znajdzie się miejsce Łanię od stada zwabcie 

I miast gadaniem gwałtem ją powalcie 

Zdajcie się na mnie i na cesarzową 

Wie juŜ o waszym nowym apetycie 

I dobrze umie zaplanować zemstę 

Winem spoiła tak narzeczonego 

śe nie poznaje siebie ni swej pani 

Której spojrzenie was na baczność stawia 

Macie przewagę Cesarski dwór kipi 

Od plotek Ściany pałacu są pełne 

Języków oczu uszu Tymczasem las 

Nie zna litości milczący czarny głuchy 

background image

 

 

15 

Tam rozładujcie cięŜar co was gniecie 

I niewidoczni dla samego nieba 

Bierzcie ją razem a stosowną miarą 

Niech będzie ogień który w was się pali 

GOCI SIĘGAJĄ DO SWOICH KIESZENI 

DWIE BRYŁY ZŁOTA WZIĘTE ZARAZ PIERWSZYM 

ZAURZENIEM RĄK W CESARSKIEJ SKARBNICY 

NAPIWEK DLA MURZYNA TEN UPYCHA 

ZŁOTO DO ZŁOTA W PRZEPASCE NA BIODRACH 

GDZIE PIĘKNY KUTAS SPOCZYWA I CZEKA 

NA SEN CESARZA NOC CZERNI RZYM TO NOC 

MURZYNA JEGO PŁEĆ ŚNI O AFRYCE 

JEGO NASIENIE BŁYSKAWICA WHITE IN BLACK 

GROM CO PRZEMIENIA RZYM W LAS ZALUDNIONY 

BESTIAMI JEGO OJCZYZNY TAM CZEKA 

NA INNE POLOWANIE ZE ZMIANĄ RÓL 

Z KŁEM I PAZUREM ZAMIAST ROGU Z PSAMI 

W KTÓRYM MYŚLIWY STANIE SIĘ OFIARĄ 

 

EKSKURS NA TEMAT SNU METROPOLII 

 

TRAWA DRĄśY GŁAZ MUR WYPUSZCZA KWIATY 

KRWIĄ NIEWOLNIKÓW POCI SIĘ FUNDAMENT 

DECH DRAPIEśNIKÓW ZIONIE PRZEZ PARLAMENT 

GORĄCĄ PARĄ I SMRODEM PADLINY 

PRZEMYKA CIEŃ HIEN LOT SĘPÓW W ALEJACH 

PASKUDZI Z GÓRY KOLUMNY ZWYCIĘSTWA 

PANTERY SKACZĄ BEZGŁOŚNIE PRZEZ BANKI 

WSZYSTKO JEST BRZEGIEM CO CZEKA NA MORZE 

W BAGNIE KANALIZACJI TRĄBY MARTWE 

SŁONIE HANNIBALA SZPIEDZY ATYLLI 

JAKO TURYŚCI CHODZĄ PO MUZEACH 

WBIJAJĄ ZĘBY W MARMUR WYMIERZAJĄ 

KOŚCIOŁY BY ZROBIĆ Z NICH STAJNIE DLA KONI 

background image

 

 

16 

I PRZELATUJĄ PORZĄDLIWYM WZROKIEM  

PRZEZ SUPERMARKET GRABIEśE KOLONII 

PIECZĘTOWANE POCAŁUNKIEM KOPYT 

ICH KONI ŚCIĄGAJĄC W NICOŚĆ PIERWSZY ŚWIAT 

 

 

(Tytus, Marek, Kwintus, Marcjusz i inni.) 

TYTUS 

Na polowanie, szary ranek świta 

Mgłą zaszły pola, zielenieją lasy. 

Spuśćcie ze smyczy psy i niech szczekaniem 

Zbudzą cesarza z gocką narzeczoną 

I księcia. Niechaj przemówi głos rogu 

A jego echo w drŜenie wprawi pałac. 

Synowie, waszą i moją powinnością 

Jest czuwanie nad osobą cesarza. 

Niepokój w nocy spędzał mi sen z oczu 

śe ranek ledwie zdołał mnie dobudzić. 

(Saturnin, Tamora, Bassian, Lawinia.) 

Dzieńdobry panie: i niech dobrych będzie 

Jeszcze wiele dni dla ciebie. I tobie 

Pani Ŝyczę tyleŜ dobrych co wielu. 

Wszak obiecałem pobudkę myśliwską. 

SATURNIN 

Tęgie trąbienie i tęgie szczekanie 

MoŜe za wcześnie jak dla młodych Ŝon. 

BASSIAN 

Co powiesz, Lawinio. 

LAWINIA 

AleŜ nie. 

Od dwóch godzin nie śpię a moŜe dłuŜej. 

SATURNIN 

Pani, zobaczysz teraz rzymskie łowy. 

background image

 

 

17 

MARKUS 

Mam tu psy, panie które potrafią 

Najdostojniejszą wypłoszyć panterę. 

I pną się dzielnie po górskim grzebieniu. 

TYTUS 

A ja mam konie, co mkną za zwierzyną 

Niczym jaskółki zwinne ponad ziemią. 

(Chiron i Demetrjusz.) 

DEMETRJUSZ 

Nie polujemy z końmi ani z psami 

Naszą sarenkę schwytamy sobie sami. 

 

 

Aaron. 

MURZYN JEST SWOIM WŁASNYM REśYSEREM 

WCIĄGA KURTYNĘ UKŁADA FABUŁĘ 

I PODPOWIADA SWOJE WILCZKI UCZY 

JAK WBIĆ KIEŁ W SARNĘ JAK UBIĆ JELENIA 

SZYBKO POJMUJĄ SWOJĄ PIERWSZĄ LEKCJĘ 

KTO WEJDZIE MU W DROGĘ TEN KOŃCZY MARNIE 

GRA SWOJĄ GRĘ A KARTY SĄ ZNACZONE  

W TEATRZE JEGO ZEMSTY CZARNEJ 

AARON 

Jeśli kto olej w głowie ma, ten myśleć 

Musi, Ŝe mnie go brakuje, bo grzebię 

Pod drzewem poczciwe złoto, tak jakbym 

JuŜ nigdy więcej nie chciał go zobaczyć. 

Kto wyrokuje o mnie tak z pogardą 

Niech tylko patrzy, jak złote monety  

Na plan przekuję, co uŜyty sprytnie 

Spłodzi łotrostwo zgoła niesłychane. 

Ciii, słodkie złoto, czekaj tu na swą  

Godzinę, będziesz ty zapłatą moją 

background image

 

 

18 

Za trzy rzymskie psy. Mam cichą nadzieję 

śe ta draka, przerwie błogi sen kumaka 

Który się teraz w moim sakarbcu pławi. 

(Tamora.) 

TAMORA 

Słodki Aaronie, czemu z takim smutkiem 

Spoglądasz na świat, który się weseli. 

Świegotem ptaków kaŜdy krzew rozbrzmiewa 

WąŜ w kłąb się zwija pod dotykiem słońca 

DrŜy w chłodnym wietrze zielone listowie 

I rzuca na mech siatkę czarnych cieni. 

W jej słodkim mroku usiądźmy Aaronie 

Gdy echo w dali pogaduje z psami 

Z ich ujadania pod melodię rogu 

Czyniąc nie jedno lecz dwa polowania. 

Z dala od zgiełku po stoczonej walce 

Jak ponoć ksiąŜę tułacz wraz z Dydoną 

Gdy ich gorąca burza zaskoczyła 

I za jaskini skryli się kotarą 

Tak i my ciasno spleceni w uścisku 

Złotym snem rozkosz ukoronujemy. 

Niechaj róg z psami i melodią ptaków 

Będą piastunki kołysanką dla nas 

Nuconą w dali, by uśpić potomstwo. 

AARON 

Twoim pragnieniem Wenus rządzi, pani 

Moim zaś Saturn kieruje. Poznać to 

MoŜesz po oczach, w których śmierć czatuje 

Po mym milczeniu, chmurnej melancholii 

Wełnistym włosie, co się stroszy teraz 

Jak Ŝmija, która do góry się wywija 

Zanim śmiertelny wykona wyrok. 

Nie są to znaki Wenus: zemstą bije 

Serce moje i śmierć niesie me ramię. 

background image

 

 

19 

śądza krwi i odwetu drąŜy myśli. 

Słuchaj, Tamoro, królowo mej duszy 

Której innego nieba nie potrzeba 

NiŜ twoje ciało, ostatnia godzina 

Wybiła dziś dla kochasia Bassiana 

Język utraci jego Filomelka 

Niewinność wydrą jej twoi synowie 

I w krwi Bassiana obmyją swe ręce. 

Czy widzisz ten list, weź go teraz, proszę  

I ten strzęp losu oddaj cesarzowi. 

Jest to fabuła do naszej tragedii 

Ta nić czerwona to krew naszych wrogów. 

Nie pytaj o nic. Patrzą na nas teraz 

Oto nadchodzi łupów przyszłych cząstka 

Nie przeczuwając nawet, co ich czeka. 

(Bassian, Lawinia.) 

TAMORA 

Słodki Murzynie, słodszy ponad Ŝycie. 

 

AARON 

Nadchodzi Bassian, zamilcz, cesarzowo. 

Zacznij z nim kłótnię, ja twych synów zwołam 

Byś z ich pomocą, mogła spór rozwiązać. 

Aaron wychodzi.  

BASSIAN 

Co widzę. Rzymu najwyŜsza władczyni 

Stosownej świty nagle pozbawiona 

Czy raczej Diana, w jej szaty przebrana 

Co porzuciła swoje święte gaje 

By ujrzeć w lesie wielkie polowanie. 

TAMORA 

Szpiegu bezczelny, śledzisz moje kroki. 

Gdybym naprawdę władzę Diany miała 

To Akteona miałbyś teraz rogi 

background image

 

 

20 

A psy juŜ skórę darłyby na tobie 

Jak na bestii dzikiej, w którą zmieniły 

Łowy łowczego. 

LAWINIA 

 

 

 

Za pozwoleniem 

Łaskawa pani, mówi się, Ŝe talent 

Masz w doprawianiu rogów. Czy przypadkiem 

Z Murzynem swoim nie szukałaś teraz 

Odosobnienia, by w tej materii dalsze 

Czynić doświadczenia. Niech Zeus strzeŜe 

Twego męŜa przed jego własnymi psami 

Biada, jeśli zobaczą w nim jelenia. 

BASSIAN 

Uwierz królowo, twój czarny antypoda 

Sprawia, Ŝe twa cześć, zdaje się zabarwiać  

Jak jego skóra, cała w plamach, wstrętna. 

CzemuŜ to z dala od swego orszaku 

Ze śnieŜnobiałej zsiadłaś, pani, klaczy 

I w tym ponurym miejscu się zaszyłaś 

Z dzikim Murzynem jedynie u boku 

Jeśli nie wiodła cię rozpustna Ŝądza. 

LAWINIA 

A wytrącona z miłosnych igraszek 

Masz teraz powód, szlachetnego męŜa 

Mojego oczerniać. Dosyć tego 

Chodźmy stąd, proszę. Niech się dalej cieszy 

Swym kruczoczarnym amantem. Zdaje się 

śe ta dolina stromym celom sprzyja. 

BASSIAN 

Niech cesarz, mój brat, o wszystkim się dowie. 

LAWINIA 

Wie on o wielu juŜ niecnych postępkach. 

Cesarz tak dobry i tak zniewaŜony. 

background image

 

 

21 

TAMORA 

Jak długo jeszcze mam to wszystko znosić. 

(Chiron, Demetriusz.) 

DEMETRIUSZ 

Droga władczyni i łaskawa matko 

Czemu krew cała spłynęła ci z twarzy. 

TAMORA 

Sami rozwaŜcie, czy nie mam powodu 

Poblednąć. Tych dwoje podstępnie mnie tu  

Zwabiło. Spójrzcie, jak wstrętnym odludziem 

Jest ta dolina. Stoją tu drzewa, lecz 

Lato ich liśćmi nie przyodziewa 

Mchami porosłe i marną jemiołą,  

Nie ma tu słońca i nic się nie lęgnie,  

Oprócz puszczyków i posępnych kruków.  

Pokazali mi wstrętną rozpadlinę 

I rzekli, Ŝe o martwej porze nocy 

Tysiąc upiorów grasuje tu Tysiąc 

WęŜy syczy dziesięć tysięcy ropuch 

Jadem zieje i wybałusza oczy 

Tysiące jeŜy. A wokół panuje 

Tak obłąkany harmider, Ŝe gdy go 

śywe stworzenie posłyszy, w szaleństwo 

Popadnie lub na miejscu zginie. Ledwie 

Mnie uraczyli tą piekielną bajką, 

Zapowiedzieli, Ŝe mnie tu na noc do 

Pniaka widlastego cisa przywiąŜą 

I pozostawią, bym skonała marnie 

Rozpustną cudzołoŜnicą nazwali 

i ladacznicą gocką, obelg przykrych 

Więcej z ust ich padło niŜ znieść potrafi 

Ludzkie ucho. To cud, Ŝe zdąŜyliście  

W porę, inaczej obietnicę swoją  

Spełniliby jeszcze. Więc jeśli matkę 

background image

 

 

22 

Kochacie, jej Ŝycie pomścijcie, chyba 

śe dziećmi moimi zwać się nie chcecie. 

DEMETRIUSZ 

Czyn ten niech świadczy, Ŝe jestem twym synem. 

CHIRON 

A to mój dowód, co potwierdza siłę. 

(DemetrIusz i Chiron zabijają Bassiana.) 

LAWINIA 

Semiramido, krwioŜercza Tamoro. 

Na swoje imię w pełni zasłuŜyłaś. 

TAMORA 

Synowie, dajcie nóŜ i patrzcie tylko:  

Jak ręka matki krzywdę matki zmywa. 

DEMETRIUSZ 

Zaczekaj, pani, na więcej zasłuŜyła. 

Nim spalisz słomę, wymłóć dobrze ziarno. 

Tak się pyszniła, laleczka, swą cnotą 

Przysięgą ślubną, rzekomą wiernością. 

I tą fasadą przyćmić chciała ciebie.  

Mamy dopuścić, Ŝeby taki balast 

Do grobu wzięła. 

CHIRON 

 

 

 

Niech eunuchem będę 

Jeśli tak się stanie. Jej męŜa wrzućmy 

W jego skrytą rozpadlinę. Niech ścierwo 

PosłuŜy za poduszkę naszej Ŝądzy. 

TAMORA 

A gdy najecie się miodu do syta 

Zabijcie osę, by juŜ nie Ŝądliła. 

CHIRON 

Zaręczam pani, Ŝe się upewnimy. 

A teraz pozwól, ślicznotko, Ŝe gwałtem 

Na twej nietkniętej czci pouŜywamy.  

LAWINIA 

background image

 

 

23 

Tamoro, przecieŜ masz rysy kobiece - 

TAMORA 

Coś mówi. Nie chcę jej słuchać. Bierzcie ją. 

LAWINIA 

Drodzy panowie, pozwólcie powiedzieć 

Choć jedno słowo. 

DEMETRIUSZ 

 

 

 

Słyszysz, piękna pani. 

Widok jej łez przysparza ci chwały, lecz 

Bąźniewzruszona, jak kamieńdla deszczu. 

LAWINIA 

Odkąd to pomiot uczy tygrysicę. 

Nie musisz uczyć jej drapieŜności 

Masz jej kły przecieŜ. Mleko, które ssałeś 

Zastygło w marmur. Tyranię spijałeś 

Z jej piersi. Lecz nie zawsze synów równych  

Sobie wydaje na świat matka. Proście 

MoŜe wzbudzi to w niej kobiecą litość. 

CHIRON 

Co, chcesz Ŝebym okazał się bękartem. 

LAWINIA 

Prawda, skowronków kruk nie wysiaduje. 

Ale słyszałam, och, gdybyŜ to mogło 

Mnie teraz spotkać, Ŝe kiedyś nawet lew 

Litością zdjęty, dał sobie królewskie 

Pazury przyciąć. Ponoć nawet kruki 

Karmią zbłąkane dzieci, gdy ich własne 

Czekają w gnieździe o głodzie. O, daruj mi 

Wbrew twardemu sercu. Nie chcę dobroci 

Wystarczy choć odrobina litości. 

TAMORA 

Nie wiem, co to jest. Zabierzcie ją precz. 

LAWINIA 

Pozwól, Ŝe wyjaśnię. Przez wzgląd na ojca 

background image

 

 

24 

Który ci Ŝycie darował miast zabić 

Nie bąź uparta, przetkaj głuche ucho. 

TAMORA 

Choćbyś ty sama mi nie ubliŜyła 

Przez wzgląd nie niego nie czuję litości. 

Czy pamiętacie łzy moje, synowie 

Kiedy ratować przed zarŜnięciem chciałam 

Brata waszego i stał niewzruszony 

Andronikus. Dlatego precz z nią, bierzcie 

Ją jak chcecie, im gorzej, tym bardziej 

Będę was kochała. 

LAWINIA 

 

 

 

Tamoro, królowo 

Bąźszlachetną, zabij mnie własną ręką 

Bo nie o Ŝycie prosiłam tak długo 

Gdy Bassian zginął, ja wraz z nim przepadłam. 

TAMORA 

O co więc prosisz, kobieto. Chcę odejść. 

LAWINIA 

Proszę o szybką śmierć i jeszcze o to 

Czego mój język wymówić nie zdoła. 

Brońmnie przed Ŝądzą ich, to gorsze niŜ mord 

Wrzuć moje ciało w jakiś dół ohydny 

Gdzie go nie ujrzy juŜ męŜczyzny oko 

Bąźmiłosierna, bąźmoim mordercą. 

TAMORA 

Własnych synów mam obrabować. Nigdy. 

Niechaj folgują do woli swej Ŝądzy. 

DEMETRIUSZ 

Dosyć. Czekamy juŜ i tak za długo. 

LAWINIA 

śadnej litości. Nie jesteś kobietą 

Zwierzęciem jesteś, hańbą płci niewieściej. 

Gdybym męŜczyzną była - 

background image

 

 

25 

CHIRON 

JuŜ ja jej zatkam pysk, ty weź jej męŜa 

Tu jest dół, który przeznaczył mu Aaron. 

TAMORA 

Bywajcie, synowie. Zadbajcie o to 

By nic juŜ od niej nam nie zagraŜało. 

Serce me wtedy zabije radośniej 

Gdy zginą wszyscy z rodu Andronici. 

Idę do ciebie, mój słodki Murzynie 

Rozrywko miła. A wy, moi Goci 

ZerŜnijcie ładnie naszą rzymską damę. 

(Lawinia, Chiron, Demetriusz i Tamora wychodzą. Aaron, Kwintus, Marcjusz.) 

AARON 

Chodźcie panowie i patrzcie pod nogi. 

Zaraz dojdziemy do cuchnącej jamy 

Gdzie wypatrzyłem drzemiącą panterę. 

KWINTUS 

Widzę jak przez mgłę, sam nie wiem dlaczego. 

MARCJUSZ 

Wyznam ci, bracie, gdyby nie była to  

Sprawa honoru, porzuciłbym łowy 

By się trochę przespać. 

KWINTUS 

 

 

 

 

Wpadłeś do dziury. 

CóŜ to za jama przemyślna. Paszcza jej 

Zamaskowana w dzikich pnączach krzaków  

A z liści kapie krew świeŜo przelana 

Jak ranna rosa, krople potu kwiatów. 

Jak mi się zdaje, miejsce to znaczy śmierć. 

CzyŜbyś się zranił przy upadku, bracie. 

MARCJUSZ 

Straszliwy obraz zranił mnie, mój bracie 

Oczom nie znany, wrył się mocno w serce. 

AARON 

background image

 

 

26 

Wezwę cesarza, niech ich tu zaskoczy 

To znalezisko oczy mu otworzy 

Podpowiadając, kto zarŜnął mu brata. 

(Aaron wychodzi.) 

MARCJUSZ 

Czemu mi nie chcesz pomóc się wydostać 

Z tej złowróŜebnej, krwią zbryzganej dziury. 

KWINTUS 

Zdjęła mnie jakaś niewiadoma bojaźń 

DrŜy całe ciało zlane zimnym potem 

Oko nie widzi, co tak trwoŜy serce. 

MARCJUSZ 

Sam się przekonaj, Ŝe prawdę przeczuwa 

Twe serce. ZbliŜ się nad krawędź z Aaronem 

A ujrzysz czarny obraz krwi i śmierci. 

KWINTUS 

Aaron gdzieś odszedł. Moje czułe serce 

Wzdraga się oczom pozwolić na widok 

Przed którym kaŜe tak mi drŜeć przeczucie. 

Powiedz mi, bracie, kto to. Nawet będąc 

Dzieckiem nie czułem trwogi bez przyczyny. 

MARCJUSZ 

Bassian tu leŜy, krwią opromieniony 

Strzęp śmierci, zarŜnięty jak baranek. 

KWINTUS 

 

 

 

 

 

 

Skąd 

MoŜesz mieć pewność w ciemności, Ŝe to on. 

MARCJUSZ 

Na krwawym palcu nosi drogocenny 

Pierścień, który swym blaskiem oświetla dół 

I niczym świeca w cmentarnej krypcie 

Drga na ziemistych policzkach zmarłego 

Ukazując wnętrzności jego grobu. 

Tak blado świecił księŜyc na Pyrama 

background image

 

 

27 

Gdy leŜał nocą, krwią dziewczęcą zlany. 

O, bracie, podaj mi swą słabą rękę 

Co przejęta trwogą, omdlała jak ja 

Bym się wydostał z tej krwioŜerczej dziury 

Ziejącej grozą jak mgłą zasnuty pysk piekła. 

KWINTUS 

Podaj mi rękę, bym cię mógł wyciągnąć. 

A jeśli sił mi do tego zabraknie 

To chyba połknie mnie Ŝarłoczne łono 

Gdzie spoczął Bassian, nieszczęsnego księcia 

Nieszczęsny grób. Sił nie mam, by ci pomóc. 

MARCJUSZ 

Bez twej pomocy nie uda mi się wspiąć. 

KWINTUS 

Jeszcze raz spróbuj. Nie puszczę twej ręki 

Albo wyciągnę cię, albo wpadnę sam. 

Nie moŜesz wspiąć się, schodzę więc do ciebie. 

(Saturnin, Aaron.) 

SATURNIN 

Na własne oczy chcę ujrzeć tę dziurę 

I tego, który wskoczył do niej właśnie. 

Powiedz, kim jesteś i czemu zstąpiłeś 

Do tego dołu, którym ziewa ziemia. 

MARCJUSZ 

Andronikusa nieszczęśni synowie 

Zwiedzeni tutaj, by odkryć w złej porze 

Bassiana, brata twego, martwe ciało. 

SATURNIN 

Mój brat nie Ŝyje. To jakiś Ŝart. PrzecieŜ 

W domku myśliwskim był ze swoją panią 

W północnej części leśnego rewiru. 

Widziałem go tam ledwie przed godziną. 

MARCJUSZ 

Kiedy go Ŝywym widziałeś, nie wiemy 

background image

 

 

28 

Lecz tu, o zgrozo, widzimy go martwym. 

(Tamora, Tytus, Lucjusz.) 

TAMORA 

Gdzie jest mój pan, gdzie cesarz. 

SATURNIN 

 

 

 

 

 

 

Jestem tutaj 

Tamoro i Ŝałość mi gardło ściska. 

TAMORA 

Gdzie Bassian, brat twój. 

SATURNIN 

 

 

 

 

Rozdzierasz mi ranę. 

Mój biedny Bassian tu leŜy zabity. 

TAMORA 

List śmierć wróŜący przynoszę za późno 

Jest w nim plan cały przedwczesnej tragedii. 

Trudno uwierzyć, Ŝe w miłym uśmiechu 

Skrywać się moŜe krwawa Ŝądza władzy. 

SATURNIN (czyta) 

„A gdy spotkamy go szczęśliwym trafem 

Księcia Bassiana, nasz drogi łowco 

Twoim zadaniem będzie dół wykopać 

Chyba rozumiesz, o co nam tu chodzi. 

Zapłaty szukaj między pokrzywami 

Pod bzem, co rzuca cieńna ujście dołu 

Gdzie go złoŜymy na spoczynek. Zrób tak 

A w nas przyjaciół będziesz miał na wieki.“ 

Tamoro, czy słyszał kto coś podobnego. 

PrzecieŜ to ten dół, a tutaj rośnie bez. 

Spróbujcie znaleźć, panowie, łowczego 

Który Bassiana miał tutaj pogrzebać. 

AARON 

Łaskawy panie, tu jest wór ze złotem. 

SATURNIN 

Dwa twe szczeniaki, kundle krwawej rasy 

background image

 

 

29 

Tu oderbrały Ŝycie Bassianowi. 

Panowie, brać ich stąd wprost do więzienia. 

Niech tam czekają, póki nie obmyślę 

Tortury dla nich nikomu nie znanej. 

TAMORA 

Co, siedzą jeszcze w dole. Przedziwne jak 

Niewiele dzieli morderstwo od kary. 

TYTUS 

Wasza wysokość, na słabych kolanach 

Przezłzy cię błaga ten, co niezwykł płakać 

śe wina moich dwóch przeklętych synów 

Przeklętych, jeśli winę im dowiodą - 

SATURNIN 

Dowiodą. Nawet ślepy to zobaczy. 

Kto znalazł ten list. Czy to ty, Tamoro. 

TAMORA 

Sam Andronikus schylił się po niego. 

TYTUS 

To prawda, panie. Pozwól za nich ręczyć. 

Na grób szacowny moich ojców, zgodnie 

Z Ŝyczeniem waszej wysokości staną 

By świadczyć Ŝyciem przeciw podejrzeniom. 

SATURNIN 

Ty, ręczyć za nich. Pójdziesz teraz za mną. 

Zabierzcie ciało i jego morderców. 

Ni słowa więcej, wina ich jest pewna. 

Wiem jedno: jeśli byłby jakiś koniec  

Gorszy od śmierci, powinien ich spotkać. 

TAMORA 

Tytusie, wiedz, Ŝe będę błagać króla 

By twoich synów spotkał happy-end. 

TYTUS 

Chodźmy, Lucjuszu, mówić z nią nie będę. 

 

background image

 

 

30 

 

LAS KRWIĄ ZBRYZGUJĄC WYPADA SARNA DNIA 

KOMENTOWANA PRZEZ SWOICH MYŚLIWYCH 

DZIEŁO SZTUKI GWAŁTU TRYUMF LOGIKI 

UCIĘTE SŁOWO I PISMO ARTYŚCI 

SKOŃCZYLI PRACĘ I IDĄ Z NADZIEJĄ 

śE ICH NIE DOŚCIGNIE SŁAWA ICH DZIEŁO 

WYSTAWIONE NA POKAZ PĘDZI W TE 

I WEWTE NA TEATRALNYM WYBIEGU 

MIĘDZY CZŁOWIEKIEM A CZŁOWIEKIEM OCEAN  

STRACHU STRACH PUBLICZNOŚCI NA SCENIE 

ANI JEDNEGO CZŁOWIEKA MASZYNY 

MÓWIĄ GRAJĄ CHODZĄ STRACH GRAJĄCYCH 

W DOLE NIE SIEDZI śADEN CZŁOWIEK MASZYNY 

ŚMIEJĄ SIĘ SZEPCZĄ SZELESZCZĄ SUKNIAMI 

W RĘCE ZAKLASZCZĄ OD CZASU DO CZASU 

SPOJRZENIA SZKLANE W CIEMNOŚCI ZAŚWIECĄ 

POETA ŚPIEWA NIE TRACI HUMORU 

HUMORU RZEINIKA A MOśE ROZPACZY 

REZULTAT GOCKIEGO KUNSZTU MIŁOŚCI 

KREW W USTACH GŁOSU NIE JEST W STANIE ZDUSIĆ 

NA WYSOKOŚCI WSPINA SIĘ NIEZNANE 

BEZWSTYDNIE MASKĘ ZBEREINEGO WUJA 

NAKŁADA ZNAWCY WIELU SZTUK I MASKA 

JEGO W MOJĄ SKÓRĘ WRASTA DLACZEGO 

GŁOS MU SIĘ NIE ZAŁAMIE MÓJ TAKśE NIE 

GDY KRWIĄ ZBROCZONY TEKST POWTARZAM ZA NIM 

W NĘDZNYCH KWATERACH JEGO DUSZY 

W MOICH MARZENIACH SĄ MOJĄ KWATERĄ 

CZEKA MORDERCA NA SWÓJ CZAS W MILCZENIU 

I TYLKO CZASEM W CIENKI SUFIT PUKA 

JAKBY PODROCZYĆ CHCIAŁ SIĘ Z MIESZKAŃCAMI 

Jestem tu Tu jestem I nie jestem tu. 

background image

 

 

31 

KIEDY Z PAŁKAMI W DRZWIACH JEGO STAJĄ ILI 

ZACZYNA PUKAĆ Z INNEGO POKOJU 

Tu jestem Yes its me the mocking killer 

Czy słyszycie jak dźwięcznie nóŜ mój brzęczy  

Do zobaczenia kochani tymczasem. 

JAK KOT NA PLACU MARKA KTÓRY OD PSA 

NAUCZYŁ SIĘ MERDAĆ OGONEM I 

NIEWIDZIALNY KURZ NA ZIEMI ZAMIATA 

KIEDY TURYSTA PO SIERŚCI GO GŁASZCZE 

ALE PAZURY SCHOWANE GOTOWE 

SĄ śYŁY ROZPŁATAĆ PROTEKTOROWI 

W EPOCE TURYSTYKI MORD JEST ŁASKĄ 

WIDZIEĆ TO ZNACZY ZABIJAĆ OBRAZY 

W SZARYM PŁASZCZU MOJEGO IMIENIA NIKT 

TWÓJ MORDERCA SZEKSPIR JEST MOIM MORDERCĄ 

JEGO MORD JEST NASZYM WESELEM SZEKSPIR 

MOJE IMIĘ I TWOJE PŁONIE WE KRWI 

KTÓRĄ ON PRZELAŁ NASZYM ATRAMENTEM 

(DemetrIusz, Chioron, Lawinia.) 

DEMETRIUSZ 

Idź, powiedz, jeśli język twój potrafi 

Kto ci go obciął razem z twym honorem. 

CHIRON 

Zapisz rękami wszystkie swoje myśli 

Jeśli kikuty znają pismo twoje. 

DEMETRIUSZ 

Jak pięknie szczeka po rzymsku łapami. 

CHIRON 

Wracaj do domu i zaŜądaj perfum 

Umyj w nich ręce. 

DEMETRIUSZ 

 

 

 

I wyszoruj język. 

śądaj rękami. My cię zostawiamy 

Teraz twojemu marszowi milczenia. 

background image

 

 

32 

CHIRON 

Powiesiłbym się, gdybym był w jej skórze. 

DEMETRIUSZ 

Gdybyś miał ręce, by zawiązać pętlę. 

(Demetriusz, Chiron wychodzą. Marek.) 

MAREK 

Kto to. Bratanica moja ucieka. 

Bratanico, czekaj. Gdzie twój mąŜ. 

(Lawinia odwraca się.) 

Czy śnię. 

Oddałbym wszystko, Ŝeby się obudzić. 

A jeśli nie śpię, to niech spadnie na mnie 

Meteor, bym zasnął snem wiekuistym. 

Mów, delikatna bratanico, czyja 

Toporna ręka tak cię obciosała 

I twoje ciało z dwóch ogołociła 

Gałęzi, słodkich ornamentów, w cieniu 

Których królowie szukali schronienia 

ChociaŜ nie mogli zyskać i połowy 

Twojej miłości. Czemu nic nie mówisz 

Jeśli juŜ czerwony strumieńciepłej krwi 

Niczym gadatliwe źródło wznieca wiatr 

Wzbiera i cichnie w twych róŜanych ustach 

Bucha i niknie z miodowym oddechem. 

Jakiś Tereus zerwał twoje kwiaty 

I język, byś go nie mogła juŜ zdradzić. 

Spowita wstydem teraz się odwracasz 

Nie bacząc na to, Ŝe krew z ciebie bije 

Piękne naczynie, które z trzech wylotów 

Zionie, policzki ci poczerwieniały 

Jak twarz Tytana w uścisku z obłokiem. 

Mówię za ciebie. Czy wszystko to prawda. 

Gdybym twe serce znał i znał tę bestię 

Mógłbym ją przekląć i tak ulŜyć sercu. 

background image

 

 

33 

śal powstrzymany jest jak piec zatkany 

Na popiół spala serce, w którym utknął. 

Straciła piękna Filomela język 

Tylko i mogła, to co ją spotkało 

Wyhaftować w kunsztownym gobelinie. 

Lecz tobie i tę moŜliwość obcięto: 

Na chytrzejszego trafiłaś Tereusa 

On obciął twoje delikatne palce 

Bratanico, co były zwinniejsze niŜ 

Te Filomeli. O gdyby potwór ten 

Kiedyś mógł widzieć twe liliowe dłonie 

DrŜące na lutni jak liście osiki 

śe nawet struny jedwabne całować 

Je chciały, wolałby zginąć niŜ tknąć je. 

Gdyby usłyszał niebiańską harmonię 

Którą był słodki język obdarzony 

NóŜ by opuścił i popadł w uśpienie 

Jak Cerber u stóp trackiego poety. 

Chodźmy, by zrobić z twego ojca ślepca. 

Ojcowskie oko oślepi twój widok 

Godzinna burza topi całe pola 

Jak oczy ojca mogą znieść rok łez. 

Nie chowaj się, nam wszystkim pęka serce. 

Gdyby nasz lament mógł twój ból ukoić. 

 

 

SCENA PRZENOSI SIĘ Z LASU SZTUKI DO 

RZYMU GDZIE PAPIER ZWYCIĘśA KAMIEŃ 

W BURZY PIASKOWEJ USTAW NA KOLANA 

PADA PRZED URZĘDNIKAMI RZYMSKIMI 

SŁAWNY WÓDZ RZYMSKI I ZMIATA ODŚWIĘTNYM 

MUNDUREM KURZ JAK NIEGDYŚ GOTKA BIUSTEM 

POD KOLANAMI SZELESZCZĄ PETYCJE 

background image

 

 

34 

LECZ KAMIEŃ NIE CHCE ICH SŁUCHAĆ NIE SŁUCHA 

NA KATA GOTÓW RZYMSKIE ORŁY SRAJĄ 

Aś DO WŁASNEGO POMNIKA SIĘ KURCZY 

POD KTÓRYM SIKA BEZPAŃSKI PIES KAMIEŃ 

POTRZEBUJE WODY WSZYSTKIE PSY RZYMU 

DESZCZE WSZYSTKICH STREF ŚCIĄGAJĄ ZNIKĄD 

NADCHODZI WUJ Z POMNIKIEM BRATANICY 

OKRYTYM W WELON LAS MU GO POWIERZYŁ 

POMNIK JEST TORSEM POD OSTRZEM TOPORA 

DWÓCH SYNÓW NUMER TRZY WYGNANO Z RZYMU 

BEZRĘKA CÓRKA W USTACH MIAST JĘZYKA 

KREW ARCYDZIEŁO NĘDZY I ROZPACZY 

WÓDZ SIĘ PRZEMIENIA W OJCA JEGO CIAŁO  

I KREW W WODOTRYSK MURZYN PRZYGLĄDA SIĘ 

RZYMSKIEJ TRAGEDII Z KULIS TEATRU 

ŚWIATA MURZYN PISZE INNYM ALFABETEM 

CIERPLIWOŚĆ NOśA I PRZEMOC TOPORÓW 

 

(Tytus.) 

TYTUS 

Senatorowie, słuchajcie. Trybuni 

Stójcie z litości dla mojego wieku. 

Moją młodością wojna była, kiedy 

Wy mogliście spać bezpiecznie. Za całą 

Krew przelaną w bojach Rzymu, za mroźne 

Noce czuwania, za łzy słone, które 

Zobaczcie, bruzdy zmywają mi skóry 

Starej, bądźcie łagodni dla skazanych 

Synów. Nie plami ich dusz, jak myślicie 

Ta wina. Ja nie płakałem po swoich 

Dwudziestu dwóch synach, bo na wysokim 

ŁoŜu chwały legli. Dla nich, trybuni 

Całą zgryzotę w ten kurz wpisuję 

Łzami swej duszy. Niechaj ugaszą łzy 

background image

 

 

35 

Pragnienie ziemi, zanim obleje się 

Szkarłatnym wstydem krwi moich synów. 

Więcej deszczu, ziemio, wlać w ciebie chcę 

Wyciśniętego z oczodołów starych 

NiŜ młody kwiecieńswoimi burzami. 

W czas letniej suszy chcę ci zostać wierny 

Ciepłymi łzami stopić śnieg zimowy 

I wieczną wiosną krasić twoje lico 

Jeśli nie zechcesz przyjąć moich synów. 

(Lucjusz z mieczem.) 

Drodzy trybuni, szlachetna starszyzno 

Darujcie synom Ŝycie, pozwólcie mi 

Powiedzieć, nie płakałem nigdy przedtem 

O posłuchanie proszę dla tych łez. 

LUCJUSZ 

Daremnie, drogi ojcze, lamentujesz. 

śaden z trybunów cię nie słyszy, nie ma 

Tu nikogo, ból kamieniom powierzasz. 

TYTUS 

Pozwól mi prosić za braćmi, Lucjuszu. 

Wielcy trybuni, błagam was raz jeszcze. 

LUCJUSZ 

śaden trybun twych słów nie słyszy, ojcze. 

TYTUS 

Nie szkodzi, człowieku. Gdyby mnie nawet  

Słyszeli, to by nie zwaŜali, gdyby 

ZwaŜali, byliby niewzruszeni. 

Lecz muszę, dumy pozbawiony, prosić 

Rzym, co kiedyś był mą dumą. 

Dlatego boleść swą kamieniom tutaj 

Opowiadam, bo chociaŜ nie dają mi 

Odpowiedzi, wolę je od trybunów 

One nie przerywają mi, gdy mówię. 

Gdy płaczę, u stóp pokornie zbierają 

background image

 

 

36 

Łzy i zdaje się, Ŝe wraz ze mną płaczą. 

Gdyby przyodziać je w szaty dostojne 

To Rzym by nie miał równych im trybunów. 

Kamieńjest miękki jak wosk, trybuni zaś 

Twardzi jak kamień. Kamieńjest milczący 

I bez złej myśli, trybuni językiem 

Są w stanie zabić. Ale czemu stoisz 

Z obnaŜonym mieczem. 

LUCJUSZ 

 

 

 

 

Chciałem zachować 

Od śmierci braci. Za tę próbę wiecznym 

Wygnaniem odpłacili mi sędziowie. 

TYTUS 

Czuj się szczęśliwym. Ułaskawili cię. 

Czy nie wiesz, Ŝe Rzym, głuptasie, Lucjuszu 

To dzika puszcza, siedlisko tygrysów.  

Tygrys chce szarpać, a jaki moŜe Rzym 

Dać mu łup, jeśli nie mnie i mych bliskich. 

A więc szczęśliwcem moŜesz się nazywać 

Bo cię wygnano od tych ludojadów. 

A cóŜ to idzie z moim bratem, Markiem. 

(Marek, Lawinia.) 

MAREK 

Coś, co nauczy twoje oczy płakać 

A jeśli nie masz łez, pęknie ci serce. 

śrącą zgryzotę niosę twej starości. 

TYTUS 

Coś ma mnie poŜreć. Chcę więc to zobaczyć. 

MAREK 

To była córka twoja. 

TYTUS 

Tak, Marku, to ona. 

LUCJUSZ 

Nie, widok tej rzeźby zabija mnie. 

background image

 

 

37 

TYTUS 

Chłopcze płochliwy, wstańi popatrz na nią. 

A ty, Lawinio, mów, czyja to ręka 

Przeklęta oczom ojca wystawiła 

Ciebie bezręką. Kim jest ten głupiec, co 

Wody dolewa do morza i szczapy 

Dorzuca do płonącej Troi. śałość 

Moja do granic wezbrała zanim 

Nadszedłeś, teraz jak Nil zrywa tamy. 

Dajcie mi miecz, chcę odrąbać swe ręce. 

Za Rzym walczyły przecieŜ nadaremnie 

Bo Ŝycie na świat wydając, karmiły 

Ten ból jedynie. Wznosiłem je w górę 

W dziecinnych modłach, poŜytku z nich jednak 

Nie miałem. Teraz juŜ od nich przysługi 

śądam tylko jednej, Ŝeby mi jedna 

Obcięła drugą. To dobrze, Lawinio 

śe rąk juŜ nie masz, bo na nic się nie zda 

SłuŜyć Rzymowi rękami. 

LUCJUSZ 

 

 

 

 

Powiedz mi 

Kochana siostro, kto cię tak zeszpecił. 

MAREK  

Subtelny instrument jej myśli, który 

WyraŜał je z tak uroczym talentem 

Wyrwano z jego klatki pięknej, więcej 

JuŜ nie zaśpiewa, jak ptak melodyjnie 

Słodko i zmiennie, ciesząc kaŜde ucho. 

LUCJUSZ 

Więc powiedz za nią, kto tego dokonał. 

MAREK 

Tak ją znalazłem, błądzącą po parku 

I chowającą się jak sarna, której  

Nieuleczalną zadano ranę. 

background image

 

 

38 

TYTUS 

Była moją sarną. Kto zmienił ją w ranę 

Mniej by mnie skrzywdził, gdyby śmierć mi zadał. 

Stałem się teraz człowiekiem na skale 

Otoczonym pustynią wody, patrzę 

Jak przypływ falę za falą wydyma 

Czekając tylko, aŜ jakiś zazdrosny 

Grzywacz mnie połknie, w swe słone wnętrzności. 

Na śmierć juŜ idą moi dwaj synowie 

Tu stoi trzeci: zostanie wygnany 

A obok mój brat łzami mymi płacze 

Lecz co najbardziej rozdziera mi serce 

Tu płacze, Lawinia, droŜsza mi nad Ŝycie. 

Gdybym zobaczył obraz ten na płótnie 

Wpadłbym w szaleństwo. Teraz przed oczami  

Mam Ŝywe ciało, które nawet ręki 

Nie ma, by otrzeć łzy, ani języka 

By opowiedzieć, kto je tak zadręczył. 

Twój mąŜ nie Ŝyje, a twoich dwóch braci 

Skazano za to i teŜ juŜ nie Ŝyją. 

Spójrz, Marku, spójrz na nią synu, Lucjuszu 

Kiedy jej braci wspomniałem, spłynęły 

Po jej policzkach łzy jak miodna rosa 

Po płatkach lilii, co więdnie zerwana. 

MAREK 

Płacze, bo oni jej męŜa zabili 

Albo dlatego, Ŝe zna ich niewinność. 

TYTUS  

Jeśli to oni go zabili, ciesz się 

Bo pomściło go prawo. Nie, nie, nigdy  

Oni nie mogli tej zbrodni dokonać. 

W taką Ŝałobę wtrącić własną siostrę. 

Daj ucałować, Lawinio, swe usta 

Albo daj znak, jak moŜemy ci pomóc. 

background image

 

 

39 

Czy mamy wszyscy, twój dobry wuj i brat 

I ty i ja, nad jakimś źródłem usiąść  

Wzrok spuścić i wpatrywać się w swe twarze 

Poplamione jak łąka mułem, kiedy 

Fala powodzi przewali się przez nią 

Tak dlugo patrzeć będziemy w to źródło 

AŜ sól naszych łez zmąci jego czystość 

I zmieni je w kałuŜę szarą. Albo 

Ręce oderŜniemy sobie, języki 

Odgryziemy, by równymi być tobie 

I do końca dni naszych Ŝyć w pantomimie. 

Co robić. Skoro mamy wciąŜ języki 

Kolejny dramat moŜemy wymyślić 

Aby zadziwić przyszłe pokolenia. 

LUCJUSZ 

Ojcze, powstrzymaj łzy, bo twój ból sprawia 

śe głośniej szlocha moja biedna siostra. 

MAREK 

Cicho, Lawinio, otrzyj łzy, Tytusie. 

TYTUS 

Marku, Marku, bracie, przecieŜ dobrze wiem 

śe twoja chustka nie spije moich łez 

Zbyt nasiąknięta jest twoimi łzami. 

LUCJUSZ  

Lawinio pozwól otrzeć swe policzki. 

TYTUS 

Patrz, Marku, jak ja jej znaki rozumiem 

Gdyby miała język, powiedziałaby  

Bratu to, co ja powiedziałem tobie. 

Jego chustka teŜ mokra od szczerych łez 

Przysługi nie moŜe oddać jej licom. 

W harmonię piękną połączył ich lament 

Pomoc daleka jak nicość od raju. 

(Aaron.) 

background image

 

 

40 

Andronikusie, mój cesarz i władca 

Przekazać kaŜe: jeśli kochasz synów 

Niech Marek, Lucjusz, lub ty sam, Tytusie 

Stary, lub ktoś inny z twojego rodu 

Odrąbie sobie rękę i przekaŜe 

Ją cesarzowi, ten ci w zamian synów 

Obu, Ŝywych, prześle. To będzie za ich  

Winy pokutą. 

TYTUS 

 

 

 

Łaskawy cesarzu. 

Dobry Aaronie. Kiedy to śpiewał 

Kruk jak skowronek, co nowy wschód słońca 

Obwieszcza. Rękę cesarzowi oddam 

Od serca. PomóŜ ją obciąć, Aaronie. 

LUCJUSZ 

Zaczekaj, ojcze, ta szlachetna ręka 

Która tak wielu pokonała wrogów 

Jest bezcenna. To ja swą rękę oddam. 

Więcej ma młodość krwi niŜ twój wiek stary 

śycie mych braci krew mi zatamuje. 

MAREK 

Na cztery ręce broniliście Rzymu 

Trzymając w górze krwawy topór wojny 

By siał zagładę w batalionach wroga. 

Jesteście obaj symbolem swej sławy 

Moja zaś ręka wtedy próŜnowała 

Niech słuŜy teraz i moich bratanków 

Wykupi od śmierci. Będę miał pewność 

śe w dobrym celu tak ją oszczędzałem. 

AARON 

Raz dwa ustalcie, czyją wziąć mam rękę 

Bo zginą nim przyjdzie ułaskawienie. 

MAREK  

Bierz moją. 

background image

 

 

41 

LUCJUSZ  

 

 

O nieba, twojej nie weźmie. 

TYTUS 

Dość kłótni, panowie. Te suche badyle 

Na nic się zdadzą, dlatego je wyrwę. 

LUCJUSZ 

Jeśli coś znaczę jeszcze jako syn twój 

Pozwól mi braci uchować od śmierci. 

MAREK 

W imię ojca i w imię matki naszej 

Pozwól mi dowieść braterskiej miłości. 

TYTUS  

A więc ustalcie. Zachowam swą rękę. 

LUCJUSZ 

Przyniosę topór. 

MAREK 

 

 

 

Lecz ja go uŜyję. 

(Marek, Lucjusz wychodzą. Ręka od publiczności.) 

AARON 

Murzyn dziekuje za pomoc teatru. 

Rąk widzów trzeba nam jeszcze do braw. 

TYTUS 

Dalej, Aaronie, oszukajmy obu.  

UŜycz mi ręki, a dostaniesz moją. 

AARON 

Jak to oszustwo jest, to chcę być szczery 

I nigdy w Ŝyciu tak nie oszukiwać. 

Inny mam sposób, by ciebie oszukać. 

Poznasz go zanim minie pół godziny. 

(Aaron odcina Tytusowi rękę. Wchodzą Lucjusz i Marek.) 

TYTUS 

Skończona kłótnia. JuŜ się dokonało. 

Dobry Aaronie, oddaj cesarzowi 

Tę rękę i powiedz, Ŝe jest to ręka 

background image

 

 

42 

Która go przed tysiącem niebezpieczeństw  

Ochroniła. I poproś o grób dla niej 

Choć tyle, bo zasłuŜyła na więcej. 

Co do mych synów, powiedz, Ŝe cenię ich 

Jak klejnoty, niedrogo kupione, lecz 

Drogie, bo kupiłem co było moje. 

AARON 

Idę Tytusie. A za swoją rękę  

Spodziewaj się, Ŝe wkrótce ujrzysz synów. - 

To znaczy głowy ich. Sam przedsmak świństwa 

Nasyca mnie juŜ. Niech głupcy czynią dobro 

Biali niech skamlą o łaskę. Czarną ma 

Duszę Aaron, czarną jak jego skóra. 

(Aaron wychodzi.) 

TYTUS 

Oto podnoszę mą rękę ku niebu 

A słabą resztę pochylam ku ziemi: 

Jeśli jest siła, co dla łez ma serce 

To ją przyzywam. Chcesz ze mną przyklęknąć. 

Dobrze, moje serce. Usłysz modlitwę 

O niebo, inaczej nasze westchnienia 

Zachmurzą cię i połkną twoje słońce 

Jak mgła, co światło zadusza w uścisku. 

MAREK 

Bracie, mów o tym, co jest moŜliwe 

I nie wypuszczaj się na takie głębie. 

TYTUS 

Czy ból mój nie jest głęboki, bezdenny. 

Jak on bezdenne są teŜ moje skargi. 

MAREK 

Lecz niech rozsądek rządzi tym lamentem. 

TYTUS 

Gdyby rozsądek był w stanie ogarnąć 

Bezmiar nieszczęścia, mógłbym ból utrzymać 

background image

 

 

43 

W granicach: czy ziemia nie pływa, kiedy 

Niebo płacze. Czy się nie pieni morze 

Oszalałe, kiedy nadciąga burza 

GroŜąc firmamentowi fal naporem. 

Chcesz znać przyczynę tego poruszenia: 

Ja jestem morzem. Słyszę jej westchnienia. 

Ona płaczącym jest niebem, ja ziemią: 

Jej westchnieniami poruszone morze 

Na łez jej zalew wydana ma ziemia 

W falach potopu zginie bez przyczyny. 

Moje wnętrzności nie pomieszczą bólu 

Jak pijak muszę wyrzucić go z siebie. 

Pozwól mi na to. Przegranemu wolno 

Gorzkim językiem wywracać Ŝołądek. 

(Posłaniec z dwiema głowami i ręką.) 

POSŁANIEC 

Andronikusie, źle ci odpłacają  

Za dobrą rękę, którą cesarzowi 

Posłałeś. Oto głowy twych szlachetnych 

Synów i ręka, odesłane z drwiną 

Z cierpienia twego zrobili zabawę 

Z twojej ofiary czyste pośmiewisko 

Bardziej mnie boli myśl o twoim bólu 

NiŜ gdy swojego ojca śmierć wspominam. 

(Posłaniec wychodzi.) 

 

DYGRESJA MURZYNA NA TEMAT POLITYKI 

 

TWÓJ CESARZ MÓWI TO BYŁA ZŁA RĘKA 

TWÓJ CESARZ WOLAŁBY DOSTAĆ TĘ DRUGĄ 

JAKśE BY MÓGŁ POZBAWIĆ CIĘ PRAWICY 

KTÓRA ZROBIŁA TAK WIELE DLA RZYMU 

DLA NIEGO TAKśE JAK MOGŁEŚ POMYŚLEĆ 

PATRZENIA W LUSTRO TRZEBA CI UNIKAĆ 

background image

 

 

44 

ANDRONIKUSIE JUś NIE RZYMSKI WODZU 

śEBYŚ NIE MYLIŁ WIĘCEJ PRAWEJ Z LEWĄ 

CESARZ DZIĘKUJE ZA POCZCIWĄ RĘKĘ 

CESARZ TWEJ RĘKI JUś NIE POTRZEBUJE 

GDY JEJ DLA RZYMU UśYĆ JUś NIE MOśESZ 

A NA PAMIĄTKĘ OWEJ STRATY KTÓRĄ 

PRZEZ BRAK POZNAŁEŚ NALEśNEJ UFNOŚCI 

WOBEC CESARZA ZATRZYMAJ TEś RĘKĘ 

DRUGĄ BYŚ BEZRĘKI ZNAĆ śE KIKUTY 

CÓRKI CI SIĘ PODOBAJĄ NIE UZNAŁ 

SIEBIE ZA LEPSZĄ POŁOWĘ LUDZKOŚCI 

CÓRKA BEZ JĘZYKA DIWIGA SWĄ KORONĘ 

BY JEJ PRZEWAGĘ NADROBIĆ SAM SOBIE 

WYRWIJ JĘZYK BO JEGO ZAWODZENIA 

I TAK NIKT NIE SŁUCHA WYSWOBODZONE  

JUś GŁOWY TWOICH UKOCHANYCH Z SZYI 

TAK ZA NIMI PROSIŁEŚ MASZERUJĄC 

PRZEZ RZYM NA KOLANACH MOśESZ JE TERAZ 

GŁASKAĆ SOBIE SWOJĄ OBCIĘTĄ RĘKĄ 

NIECH TO CO MARTWE MARTWYM SIĘ ZABAWIA 

TO MÓWI CESARZ PRZEZ USTA MURZYNA 

 

TYTUS 

Kiedy się skończy ten koszmar straszliwy? 

MAREK 

Dość mydlenia oczu. Zgiń, Andronikusie 

Ty nie śpisz: oto są głowy twych synów 

Tu twoja ręka nawykła do wojny 

Tu twoja córka kaleka, i twój syn 

Wygnany, ogłuszony widokiem tym 

Zmieniony w kamień, zimny, otępiały 

Twój brat, ja. Od rozpaczy wstrzymywać cię 

JuŜ nie będę. Rwij srebrne włosy, rękę 

Drugą odgryź zębami. Niech ten obraz 

background image

 

 

45 

Oślepi wreszcie nasze biedne oczy. 

Nadszedł czas burzy. Czemu milczysz, bracie. 

(Tytus śmieje się.) 

Śmiejesz się. Nie pora na to, by się śmiać. 

TYTUS 

Gdybym choć jedną mia łzę do przelania. 

Nawiasem mówiąc: Ŝal jest moim wrogiem. 

JakŜe, kiedy on zniewala mi oczy  

I łez haraczu Ŝądając oślepia 

Mam znaleźć jamę, w której mieszka zemsta. 

Wszak te dwie głowy mówią do mnie teraz 

GroŜąc, Ŝe łaski nie zaznam dopóki 

Nie spłacę tego zła Ŝywą gotówką 

Wbitą w gardziel tym, od których pochodzi. 

Chodźcie, chcę wiedzieć, co mam do zrobienia. 

Ty, moja trzódko, nędzy i rozpaczy 

Otocz mnie kręgiem, abym mógł kaŜdemu 

Przysiąc, Ŝe wyrównam wyrządzone zło. 

Przysięgam wam. Bracie, weź jedną głowę. 

Drugą poniosę w swej ręce. Lawinio 

I ty powinnaś mieć w tym jakiś udział:  

Weź, o, najsłodsza, w zęby rękę ojca. 

A co do ciebie: zejźmi z oczu, chlopcze. 

Jesteś wygnany, nie wolno ci zostać. 

Uchoźdo Gotów i zwerbuj tam armię 

Jeśli mnie kochasz, w co wierzę, pocałuj 

I odejdź, przed nami wiele pracy. 

LUCJUSZ 

śegnaj, Tytusie, mój szlachetny ojcze. 

Większej Ŝałoby nikt nie nosi w Rzymie. 

Jeszcze tu wrócę, Ŝegnaj, dumny Rzymie. 

DroŜszy niŜ Ŝycie zostawiam ci zastaw 

Kochając bardziej, to co zostawiłem 

NiŜ Ŝniwo, które zebrać mi przychodzi. 

background image

 

 

46 

śegnaj, Lawinio, ma szlachetna siostro. 

O gdybyś mogła być taka jak kiedyś. 

Bo juŜ nie Ŝyją Lucjusz i Lawinia 

Jak nienawiścią tylko i nadzieją 

Na sąd. Jak Ŝyję, nie spocznę, dopóki 

Za swoje rany nie ujrzysz dumnego 

Saturnina z jego panią, gryzących 

Piasek pod bramą Rzymu, jak niegdyś 

Tarkwiniusz i jego królowa. Droga 

Moja prowadzi do Gotów. Do władzy. 

Licz swoje dni Rzymie. Ja jestem nocą. 

 

6. 

SYN WIELKIEGO WODZA IDZIE NA WYGNANIE 

BĘKART OJCZYZNY śYD PODWÓJNY BĘKART 

IDZIE PRZED SIEBIE GDZIE GO WIATR PONIESIE  

JAKIŚ GOT W STEPIE PO CZTERECH TYGODNIACH 

ZNAJDZIE GO NA WPÓŁ ZEZWIERZĘCIAŁEGO 

I DO OBOZU PRZYWLECZE PRZED WODZA 

Pies czy Rzymianin/ 

Rzymski pies 

Szczeka po łacinie/ 

Po gocku zaskamle niedługo 

Ktoś ty/ 

Lucjusz Andronikus syn/ 

Rzeźnika Śpieszno ci do śmierci My tu 

Mamy czas Czekamy na śnieg który nas 

Zaniesie do Rzymu Rzym nie ucieknie 

Miasta stoją a Goci cwałują śadne 

Miasto nie zdoła wznieść się spod ich kopyt 

Przygotuj się na długą śmierć/  

Wygnano mnie z Rzymu Ojca z czci wyzuto 

Szukam przyjaciół pośród wrogów Rzymu/ 

Jesteś Rzymianinem Wyprać mu mózg 

background image

 

 

47 

 

DRUGI PORÓD W NARKOTYCZNYCH OPARACH 

MATCZYNE ŁONO TO DYMIĄCA DZIEśA 

Z PRANIA PODNOSI SIĘ NOWE ZWIERZĘ 

W SERCU KOŁEK ODDZIELA UDERZENIA 

WIERNOŚĆ TO NIE TEMAT KTÓRY PORUSZA ŚWIAT 

KAśDY NOWY DZIEŃ ZDRADZA DZIEŃ POPRZEDNI 

NAJLEPSZYM WROGIEM SZCZURÓW JEST SAM SZCZUR 

TRUCIZNĄ TRUCIZNĘ RZYMIANINEM RZYM 

GENERAŁ GOTÓW LUCJUSZ ANDRONIKUS 

SPRAWY W RZYMIE TOCZĄ SIĘ SWOIM TRYBEM 

CHODZI SIĘ W CYWILU CODZIENNOŚĆ śRE I SRA 

RZYM śYJE ŚWIĘTUJE I ROZMNAśA SIĘ 

MIECZ NAD NIM WISI TYTUS ANDRONIKUS 

ROZDZIERA SKÓRĘ ZĘBAMI LEWYM SZPONEM 

PRAWYM KIKUTEM UNIFORM DOWÓDCY 

MARZNIE W KOSZULI SMAGANY DESZCZEM 

KTÓRY PADA W GÓRĘ PSY I śEBRACY 

DZIELĄ SIĘ STRZĘPAMI RZYM ODDYCHA Z ULGĄ 

Wampir wreszcie krwawi WÓDZ SWĄ RODZINĘ 

PRZEOBRAśA W BOJOWĄ MACHINĘ 

NA WOJNĘ DOMOWĄ NICZYM GRANATY 

RZUCA SWE DZIECI KAśDA RANA TO BROŃ 

KAśDY KIKUT ZWYCIĘSTWO BÓJ ROZSTRZYGNIE SIĘ 

W CHMURACH BRONIĄ Z ARSENAŁU BIBLIOTEK 

KTO NIE MA JUś RĄK TEN CZYTA ZĘBAMI 

KAśDE SŁOWO ZABARWIA WIECZÓR KRWAWO 

RZYMSKI DOWÓDCA WPRAWIA SIĘ W RZEZI MUCH 

SZALEŃSTWO URASTA DO GWIEZDNYCH WOJEN 

Chcę zmienić niebo w krwawy pęcherz. 

 

 

(Tytus, Marek, Lawinia, chłopiec) 

background image

 

 

48 

TYTUS 

Tak, tak, usiądźcie. I nie jedzcie więcej 

NiŜ tyle tylko, by mieć dosyć siły 

Do pomszczenia naszej gorzkiej boleści. 

RozwiąŜ ten węzeł, który ci związało 

Cierpienie, Marku. Twoja bratanica 

I ja, biedne kreatury, mamy o trzy 

Ręce za mało. Nie moŜemy jak ty 

Splótłszy je na piersi, bólu w sercu 

Uciskać, co dziesięć razy jest większy. 

Osierocona lewa mi została 

By zapanować nad sercem, gdy wali 

Szalejąc z rozpaczy, w pustym więzieniu 

Ciała. Wtedy zgłuszam je tak. 

Obrazie nieszczęścia, ty, która mówisz 

Znakami, nie moŜesz serca, gdy wierzga 

Dziko, poskromić, uderzając w piersi  

By ucichło. Zrańje wzdychaniem 

Dziewczynko, zabij jękiem, albo weź nóŜ 

Między zęby krótki i wydrąŜ otwór 

PowyŜej serca. śeby do tej jamy 

Ściekł cały balast z twoich biednych oczu 

I w łzach utopił razem z morską solą 

Tego głuptasa, który wiecznie beczy. 

MAREK  

JakŜe to, bracie. Czy chcesz ją nauczyć  

Podnosić rękę na jej kruche Ŝycie. 

TYTUS 

CzyŜbyś ogłupiał ze zmartwienia. Gdzie tam. 

Nie, Marku, oszaleć wolno tylko mnie. 

Jak miałaby na siebie podnieść rękę. 

Ciekawe którą. Czemu mówisz o ręce. 

Chcesz by Eneasz biadolił od nowa 

śe Troja spłonęła a on popadł w nędzę. 

background image

 

 

49 

Daj spokój rękom, nie baw się tym słowem  

AŜ zapomnimy, Ŝe rąk juŜ nie mamy. 

Jakaś gorączka plącze moje słowa. 

Jakbyśmy mogli zapomnieć o rękach 

Gdyby nie uŜył Marek słowa: ręka. 

Bierzmy się teraz do jedzenia. Weź to 

Droga córeczko. Czy chcesz coś do picia. 

Posłuchaj, Marku, ona coś nam mówi. 

Ja przetłumaczę jej męczeńskie znaki: 

Mówi, Ŝe jej jedyny napój to łzy 

Warzone z bólem, podane na policzkach.  

Niema oskarŜycielko, nauczę się 

Ciebie czytać, aŜ milczenie przemówi 

Jak litania do mnichów Ŝebraczych. 

Nie westchniesz, nie wzniesiesz kikutów w górę 

Nie pomachasz, nie skiniesz, nie uklękniesz 

śadnego nie uczynisz znaku, bym ja 

Nie ułoŜył z tego alfabetu 

Cicho ucząc się, jak zrozumieć ciebie. 

CHŁOPIEC 

Dziadku, skończ z tym gorzkim lamentowaniem. 

Lepiej rozwesel ciocię jakąś bajką. 

TYTUS 

Zamilcz, chłopcze. Z łez powstałeś i wkrótce 

Łzy roztopią ci Ŝycie i odpłyniesz. 

W co tak uderzasz, Marku, swoim noŜem? 

MAREK 

W to, co zabiłem, panie, tylko w muchę. 

TYTUS 

Wstyźsię, morderco, trafiłeś mnie w serce. 

Napasłem oczy wszelkim okrucieństwem. 

Lecz śmierć zadana niewinnej ofierze 

Mojemu bratu nie przystoi, jestem 

Tytus Andronikus, naoglądałem się 

background image

 

 

50 

Zbyt wiele śmierci zadanej niewinnym. 

Zejźz moich z oczu. Morderca nie jest 

Odpowiednim dla mnie towarzystwem. 

MAREK 

Bracie, zabiłem przecieŜ tylko muchę. 

TYTUS 

Czy tylko. A jeśli ta mucha miała 

Ojca i matkę. Jak w Ŝałobnym locie 

Musieliby trzepotać skrzydłami.  

Biedna mucha, nikomu nie szkodziła. 

Przyleciała tu, by swoim brzęczeniem 

Rozweselić nas, a ty ją zabiłeś. 

MAREK 

Wybacz mi, była czarna jak ten Murzyn 

Cesarzowej, dlatego ją zabiłem. 

 

TYTUS 

Wybacz mi proszę, Ŝe tak cię zrugałem. 

Wszak spełniłeś miłosierny uczynek. 

Daj mi swój nóŜ. Ja teŜ chcę go porąbać. 

To tylko mucha, to tylko Murzyn. Bo 

Czarna jest jak Murzyn. Chodź, zarąbiemy 

Jeszcze więcej much, więcej, więcej, więcej 

OderŜniemy im ręce, obetniemy 

Języki. Nie upadliśmy jeszcze tak 

Nisko, by nie móc zabić muchy, albo 

Tysiąca much, ba, nawet tysięcy dwóch 

Wspólnymi siłami. Czarnych jak Murzyn. 

Tu coś dla ciebie. A to dla Tamory. 

MAREK 

Biedak. Tak pogrąŜony w swej zgryzocie 

śe w cieńuderza, mając go za ciało. 

CHŁOPIEC 

PomóŜ mi dziadku, bo ciocia mnie ściga. 

background image

 

 

51 

MAREK 

Czekaj, Lucjuszu. Czemu bać się cioci. 

Ona zbyt kocha cię, by mogła skrzywdzić. 

CHŁOPIEC 

Kochała. Kiedy ojciec mój był w Rzymie. 

MAREK 

Chce coś powiedzieć. 

TYTUS 

Coś nam chce powiedzieć. 

MAREK 

Czekaj, Lucjuszu. Nie bój się. Pamiętasz 

To przecieŜ ona, z miłością nie mniejszą 

NiŜ matka GrakchÓw, Kornelia, swym synom 

Tak twoja ciocia, czytała ci wiersze 

I SZTUKĘ WYMOWY z ksiąg Cicerona 

CHŁOPIEC 

Lecz teraz boję się jej, bo patrzy, jak 

Hekuba z Troi z bólu obłąkana. 

TYTUS 

Lawinio. Marku, niech chłopiec nie patrzy. 

Co ty wyprawiasz z tymi kikutami. 

Niedobra dziewczynka. Wstyd postradałaś 

Razem z rękami. JuŜ lepiej nie mieć rąk 

NiŜ wstydu. Marku, wiesz o co jej chodzi 

Z tymi ksiąŜkami. Czy jest tutaj ksiąŜka 

Którą chce czytać. Co to jest, dziewczynko 

Chłopcze, otwórz jej. Czytaj, ile zechcesz 

Jeśli to tylko zgłuszy twe cierpienie. 

A niebo niech nam wkrótce dopomoŜe 

Odkryć sprawcę tej przeklętej zbrodni. 

Czemu ramiona wyrzuca w powietrze. 

MAREK 

Mówi chyba, Ŝe nie jednego miała  

Oprawcę. Mówi, Ŝe więcej ich było. 

background image

 

 

52 

Chyba, Ŝe woła o pomstę do niebios. 

TYTUS 

Lucjuszu, jaką to ksiąŜkę tak szarpie. 

CHŁOPIEC 

Owidiusza, dziadku METAMORFOZY. 

Dała mi ją matka. 

MAREK 

 

 

 

Miłość do zmarłej 

Kazała moŜe wybrać jej tę ksiąŜkę. 

TYTUS 

Cicho. Jak skrzętnie przewraca jej kartki 

PomóŜcie jej. Czego szuka. Lawinio  

Mam czytać. Jest to tragiczna opowieść 

O Filomeli, zdradzie Tereusa 

I gwałcie. To chyba gwałt był przyczyną 

Twojego nieszczęścia. 

MAREK 

 

 

 

 

Patrz tylko, bracie 

Cytuje te strony ruszając ustami. 

TYTUS 

Lawinio, słodka córeczko, ciebie teŜ 

Zgwałcono jak Filomelę, w odludnym 

Bezlitosnym, dzikim lesie.  

Patrzcie, patrzcie. 

Wszak łowy odbyły się w podobnym miejscu - 

Obyśmy nigdy tam nie polowali - 

Dokładnie tak je opisał poeta 

Jakby stworzone do mordów i gwałtu. 

MAREK 

Po co naturze taki las budować 

Gdyby tragedie nie bawiły bogów. 

TYTUS 

Daj znak, dziewczynko słodka, tu są sami 

Przyjaciele: jak zwie się ten Rzymianin 

background image

 

 

53 

Który ośmielił się, ten czyn popełnić. 

A moŜe to sam Saturnin cię pokrył 

Naśladując Tarkwina, który wojsko 

Opuścił, by uŜyć w łoŜu Lukrecji. 

MAREK 

Siadaj, kochana bratanico, bracie 

Usiąźprzy mnie. Niechaj oświecą mnie 

Apollo, Pallas, Jowisz i Merkury 

śebym odkrył, kto stoi za tą zdradą.  

Spójrz, bracie, spójrz, Lawinio: tu jest piasek. 

Pisz, jeśli moŜesz, tak jak ja. Czy widzisz 

Bez pomocy rąk piszę swoje imię. 

Przeklęty duch, który nam taki kunszt 

Narzucił. Pisz, bratanico, co chciałby 

Bóg wydać naszej zemście. I niech niebo 

Wiedzie twoje pióro, gdy ból swój będziesz 

Wpisywać w ziemię, tak byśmy poznali 

Sprawców i prawdę. O, przeczytaj, bracie 

Co napisała. 

TYTUS 

Stuprum. Chiron. Demetriusz. 

MAREK 

Co, co. Rozpustni synowie Tamory 

Popełnili tę czarną, krwawą zbrodnię. 

TYTUS  

Panie na niebie, czyś jest zbyt powolny 

Byś mógł usłyszeć i zobaczyć zbrodnie. 

MAREK 

Uspokój się, drogi bracie. Dobrze wiem 

śe dość tu na ziemi jest napisane 

By wzniecić bunt w najłagodniejszym sercu 

I nawet dzieci zbroić do protestu. 

Uklęknij ze mną Tytusie. Lawinio 

Uklęknij. Ty, słodki chłopcze, nadziejo 

background image

 

 

54 

Rzymskiego Hektora, uklęknij takŜe. 

I przysięgajcie ze mną, jak przysięgał 

Niegdyś z bolejącym męŜem i ojcem 

Zniesławionej cnotliwej damy Junius 

Brutus, kiedy zgwałcono Lukrecję, Ŝe 

Idąc za najlepszą radą, weźmiemy 

Krwawą zemstę na niegodziwych Gotach 

Ujrzymy ich krew lub zginiemy w hańbie. 

TYTUS 

To jedno jest pewne. Powiedz tylko jak. 

Kiedy polujesz na małe niedźwiadki 

MoŜesz zbudzić matkę, a gdy twój zapach 

W nozdrza pochwyci, strzeŜ się. Bo lew, z którym 

Na wznak się zabawia, liŜe jej skórę 

A gdy piersiami kołysany zaśnie 

Robi, co chce. Więc trzymaj się z dala 

Marku, młody z ciebie jeszcze myśliwy. 

Przynieś tu spiŜową płytę i wyryj 

Na niej stalowym dłutem te imiona 

I przechowaj ją. Północny wiatr zmiecie 

Piasek jak papier, na którym Sybilla 

Spisała proroctwo. A wraz z nim zginie 

Przestroga. I co ty na to, mój chłopcze. 

CHŁOPIEC 

Milordzie, gdybym był męŜczyzną, nawet 

W łoŜu matki nie byliby bezpieczni 

Tchórzliwi wasale rzymskiego jarzma. 

MAREK  

Ojciec przez ciebie przemawia. Nie licząc 

Na wdzięczność Rzymu, nie raz obracał w czyn 

Te obietnice. 

CHŁOPIEC 

 

 

Wuju, jeśli mam Ŝyć 

Chciałbym być jak on. 

background image

 

 

55 

TYTUS 

Chodźmy, Lucjuszu, do mojej zbrojowni. 

Tam cię uzbroję. A potem zaniesiesz 

Synom cesarzowej prezenty, które  

Obmyślę dla nich. 

CHŁOPIEC 

O tak, dziadku, mój sztylet wbity w ich pierś. 

TYTUS 

Nie, chłopcze. PokaŜę ci inną drogę. 

Chodź, Lawinio. Marku, czuwaj nad domem. 

Z Lucjuszem dam przedstawienie na dworze. 

(Tytus, Lawinia, chłopiec wychodzą.) 

MAREK 

O Niebo, słyszysz lament sprawiedliwych 

I nie budzisz się, nie wspomagasz słowem. 

Ty nie opuścisz go, Marku, w szaleństwie. 

Od zgryzot nosi więcej blizn w sercu niŜ 

Karbów na tarczy pociętej przez wroga. 

I chociaŜ słuszność ma, poniechał zemsty. 

UŜycz błyskawic, Niebo, dobrej sprawie. 

 

(Aaron, Chiron, Demetriusz, chłopiec.) 

CHIRON 

Spójrz, Demetriuszu, przyszedł syn Lucjusza 

By nam przekazać jakoweś przesłanie. 

AARON 

Szalone misja szalonego starca. 

CHŁOPIEC 

Z pokorą naleŜną czcigodnym panom 

Mam was pozdrowić od Andronikusa. 

I błagam bogów, by was zmietli z ziemi. 

DEMETRIUSZ 

Dzięki, Lucjuszu drogi. Jakie wieści. 

background image

 

 

56 

CHŁOPIEC 

Aby zdemaskowano gwałcicieli. 

Takie są wieści. Lecz teraz do rzeczy: 

Nie bez powodu mój dziadek przesyła 

Najlepszy oręŜ ze swojej zbrojowni 

Uszanowanie składając młodzieŜy 

Zacnej, nadziei Rzymu, tak kazał rzec 

Więc rzekłem, a oto prezent od niego 

Abyście byli dobrze uzbrojeni 

Gdy zajdzie potrzeba, a zajdzie niedługo. 

A teraz Ŝegnam was, krwawe bandziory.  

(Chłopiec wychodzi.) 

DEMETRIUSZ 

Brońprzysłał. To się nazywa grzeczny wróg. 

Na tym pakunku coś jest napisane. 

PokaŜ. A co to jest. 

CHIRON 

 

 

 

 

To ścierwo musze. 

Aaron ma rację, stary juŜ zwariował. 

DEMETRIUSZ 

To z jego ręki stracił przecieŜ głowę. 

 

AARON 

Wybaczcie, panowie, lecz to przesłanie 

Jest skierowane do mnie. Czarne muchy 

Dla czarnucha. My się rozumiemy 

Wielki wódz Rzymu i ja, władca much. 

CHIRON 

Co napisane jest na tym papierze. 

DEMETRIUSZ 

Jakaś romanca o Tereusie 

I Filomeli, tylko posłuchajcie 

Jak on ją kochał: ze statku zawlókł ją 

W ponure bory, by tam, na krzyki jej 

background image

 

 

57 

Głuchy, ugasić w niej Ŝądzę. Powiedzcie 

Czy to nie miłość. Słuchajcie, jak potem 

Uciszył ją. Kiedy beczy za ojcem 

I krzyczy, co jej Tereus uczynił 

I na świadka przywołuje Niebo 

Wierząc w szaleństwie, Ŝe jest zamieszkałe: 

Nie wstyd ci, mówi, rozgłaszać nieszczęście 

Za włosy chwyta i wykręca ręce 

Strzępami sukni wiąŜe je na plecach 

Ona nie broni się, tylko posłusznie 

Z nadzieją na śmierć zgina kark przed mieczem 

Czy na mordercę wyglądam, on pyta 

Ciągnie za włosy i głową odgina 

Sięga do ust, całował je przedtem 

I język łapie i odcina, na krwią 

Zbryzganej ziemi korzeńdrga i paple  

Jeszcze przez chwilę, niczym ogon Ŝmiji 

Który ciała szuka, odzielonego 

Od niej zręcznym cięciem, osamotnione 

Narzędzie jej krzyku. Piszą tu jeszcze 

śe w swej ofierze znajdował raz po raz 

Upodobanie. Czy w Rzymie słyszano 

Podobne rzeczy. Czarujący prezent 

Od starego Tytusa. 

CHIRON 

 

 

 

To z Owidiusza. 

Znam ten kawałek. Jeszcze w szkolnej ławce 

Płakałem nad tym. Ale ten Tereus 

Nie był dość sprytny: zostawił jej ręce 

By go zdradziły. 

DEMETRIUSZ 

 

 

     I dlatego potem 

Własnego syna musiał zjeść w pasztecie. 

AARON 

background image

 

 

58 

Tak, inni są sprytniejsi, jak wieść głosi. 

Być osłem to nic złego, przytakuje 

Jeszcze, choć tkwi juŜ w paszczy lwa. Owidiusz. 

Uroczy prezent. Dowcip krwią smakuje.  

Gdyby na nogach była cesarzowa 

Pewnie komedii tej by przyklasnęła 

Którą nam Tytus przedstawił. Lecz moja 

Tamora pracuje teraz nad tym, by 

RozmnoŜył się kochany jej cesarz. Tak 

Panowie, czy to nie szczęśliwa gwiazda 

Przywiodła do Rzymu nas, obcych, więcej 

Nawet: więźniów, prosto na same szczyty. 

Było mi miło, Ŝe przed Kapitolem 

Wódz Rzymu podał rękę Murzynowi. 

DEMETRIUSZ 

Nam dał to, co było mu jeszcze droŜsze 

Swą córkę. 

AARON 

 

 

CzyŜby nieopatrznie, ksiąŜę. 

Chyba potraktowaliście ją dobrze. 

DEMETRIUSZ 

Chciałbym, by dano nam tysiąc rzymskich dam 

By naszej Ŝądzy słuŜyły. Jak ta. 

 

CHIRON 

PoboŜne Ŝyczenie ze szczerego serca. 

AARON 

Trzeba tylko, by matka rzekła amen. 

CHIRON 

I przy dwudziestu tysiącach przytaknie. 

DEMETRIUSZ 

Chodźmy pomodlić się do wszystkich bogów 

O szczęśliwy poród kochanej matki. 

background image

 

 

59 

AARON 

Nic nam po bogach. Do diabłów się módlcie. 

(Trąby.) 

Dlaczego cesarz rozkazał dąć w trąby. 

CHIRON 

Pewnie na wiwat, Ŝe cesarz ma syna. 

(Piastunka z czarnym dzieckiem.) 

DEMETRIUSZ 

Cicho, kto idzie. 

PIASTUNKA 

 

 

Dzieńdobry, panowie 

Czy wiecie moŜe, gdzie jest czarny Aaron. 

AARON 

Mniej lub bardziej czarny, jak padnie światło. 

Tutaj jest Aaron, co ma być z Aaronem. 

PIASTUNKA  

Miły Aaronie, przepadliśmy wszyscy. 

PomóŜ, inaczej dosięgnie cię kara. 

AARON 

Kobieto, cóŜ znaczyć ma ten kociokwik. 

Co tam w ramionach tłamsisz owinięte. 

PIASTUNKA 

Chciałabym ukryć to przed okiem Nieba 

Zniewagę Rzymu, hańbę cesarzowej. 

Przyszło rozwiązanie, tak rozwiązanie. 

 

AARON 

Naprawdę. Skąd przyszło. 

PIASTUNKA 

Z sali porodowej.  

AARON 

Przypomnij szybko, jak brzmiało pytanie.   

PIASTUNKA 

Nie o zagadkę chodzi tu, panie, lecz 

background image

 

 

60 

O rozwiązanie. 

AARON 

 

 

Jaki wynik zatem. 

PIASTUNKA 

Diabeł. 

AARON 

 

Została więc mateczką diabła: 

Szczęśliwy pomiot. 

PIASTUNKA 

Oj, nieszczęśliwy, czarny i ponury. 

Tu jest ten bachor wstrętny jak ropucha 

Wśród mlecznych dzieci naszego klimatu. 

Cesarzowa śle ci go, twoje piętno 

Twój stempel, z prośbą, byś ostrzem sztyletu 

Ochrzcił go, Murzynie. 

AARON 

 

 

 

 

Stul pysk, kurwo. 

Nie powiesz, Ŝe czerńjest gorszym odcieniem. 

Co, mój bobasku. Mój kwiecie wspaniały. 

DEMETRIUSZ 

Coś zmalował, łotrze. 

AARON 

Czego juŜ nie przemalujesz. 

CHIRON 

Łotrze, to będzie naszej matki koniec. 

AARON 

Mój koniec zawsze był jej. 

DEMETRIUSZ 

Ten koniec zgotował jej koniec, bestio 

Z piekła rodem. Ta czarna kreatura  

Przekleństwo jej chcicy, szpetnego wyboru - 

CHIRON 

Musi umrzeć. 

AARON 

background image

 

 

61 

Musi Ŝyć. 

PIASTUNKA 

Zginąć, Aaronie. Taka wola matki. 

AARON 

Skoro tak, siostro. Lecz tylko ja mogę 

śycia pozbawić moje ciało i krew. 

DEMETRIUSZ 

Choźtu kijanko, na miecz cię nadzieję. 

Dalej, piastunko, wsaźmi go na ostrze. 

AARON 

Prędzej ci flaki wypruję tym mieczem. 

Rzeźnicy. Chcecie zabić swego brata. 

Na te ogniki, które migotały 

Na rzymskim niebie, przy jego poczęciu 

Zginie na ostrzu mego noŜa kaŜdy 

Kto tknie pierworodnego spadkobiercę. 

Tak, gołowąsy, ani Enceladus 

Ze swoją bandą zrodzoną z olbrzymów 

Ani Alcides, ani sam Bóg wojny 

Nie zdoła wyrwać mi z rąk tej zdobyczy. 

Chłystki bezduszne z rumianą twarzyczką 

Bielone ściany, szyld nad budką z piwem. 

Czarny jak węgiel, to dopiero kolor 

Nie podda się Ŝadnemu kolorowi. 

Nie zmyją wody wszystkich oceanów 

Czerni z łabędzia stóp, by były białe 

Choć co godzina obmywa je w falach. 

A cesarzowej powiedz, Ŝe w mym wieku 

Dba się o swoje. Wybaczy mi lub nie. 

DEMETRIUSZ 

Tak to władczynię swego łoŜa zdradzasz. 

AARON 

To tylko łoŜa mojego władczyni. 

To ja sam: obraz młodości mojej 

background image

 

 

62 

DroŜszy mi niŜ cały świat, chcę go chronić 

Choćbyście mieli gęsiego pójść z dymem 

A Rzym obrócić musiał się w perzynę. 

DEMETRIUSZ 

Dla naszej matki to hańba na wieki. 

CHIRON 

Rzym ją wypluje za tego potworka. 

PIASTUNKA 

A wściekły cesarz, rozkaŜe ją zabić. 

CHIRON 

Na myśl o hańbie cały się czerwienię. 

AARON 

Jest to przywilej rasy bliałolicej 

To kolor zdrady, rumieniec odkrywa 

Jakie w swym sercu nosisz tajemnice. 

Ten maluch z innej ulepiony gliny 

Jak czarny klaun śmieje się do ojca, spójrz 

Jakby chciał powiedzieć: jestem twój, stary. 

Jest waszym bratem, lordowie, ta sama 

Krew go Ŝywiła, co dała wam Ŝycie. 

I z tego brzucha, które was więziło 

Zwolniony został, by zobaczyć światło. 

Jest waszym bratem i matka wie o tym 

Nawet gdy moje piętno ma na twarzy. 

PIASTUNKA 

Aaronie, co ja powiem cesarzowej. 

DEMETRIUSZ 

WytęŜ mózg Aaronie, mów, co mamy czynić. 

Będziemy wszyscy słuchać twojej rady 

Twe dziecko będzie bezpieczne o ile 

My sami takŜe będziemy bezpieczni. 

AARON 

A zatem pójdźmy po rozum do głowy. 

Ja ze swym synem usiądę tu obok 

background image

 

 

63 

Bacząc, czy aby nie puszczacie farby 

Która czerńjego w czerwieńłatwo zmieni: 

Usiądźcie z dala, tam do woli mówcie 

O bezpieczeństwie. 

DEMETRIUSZ 

 

 

 

Ile z tych kobiet 

Widziało dziecko. 

AARON 

 

 

 

O właśnie, panowie 

Tylko tak dalej. Gdy działamy wspólnie 

Jestem jak baranek. Lecz gdy Murzyn zły 

To górska lwica jest przy nim maskotką 

Ocean ka¬uŜą jest przy Aaronie. 

A teraz powiedz: kto z nich widział dziecko. 

PIASTUNKA 

PołoŜna Kornelia i ja, prócz tego 

Nikt juŜ nie widział, tylko rodzicielka. 

AARON 

Cesarzowa, połoŜna i ty sama. 

Dwie będą milczeć, gdy trzeciej zabraknie. 

Umiesz liczyć, kobieto. 

PIASTUNKA 

 

 

 

 

Raz, dwa, trzy. 

AARON 

 

 

 

 

 

 

 

Idź 

Do cesarzowej. Powiedz jej ode mnie: 

(Wbija jej nóŜ.) 

Kwik kwik. 

Tak krzyczy prosię nabite na roŜen. 

 

DEMETRIUSZ 

CóŜ to Aaronie. Czemu to zrobiłeś. 

AARON 

Wasza wysokość, to jest polityka. 

background image

 

 

64 

śywa dowodem była naszej winy. 

Chodząca plotka o długim języku. 

Teraz przedstawię wam swój plan: w pobliŜu 

Mieszka mój rodak, osioł. Jego Ŝona 

Zeszłej nocy zległa. Dziecko podobne 

Do niej, tak białe jak wy. Idźcie do nich 

Dziecko zabierzcie, matce dajcie złoto 

Mówcie obojgu, co i jak, Ŝe dziecko 

Dostąpi wysokich godności, będzie 

Zamiast mojego, dziedzicem cesarza 

By uciszyć dworską burzę. Syn osła 

Będzie osłem, cesarz teŜ nim jest, nie pozna 

Głaskać je będzie, jakby sam je spłodził. 

Słuchajcie, panowie. Dostała lekarstwo 

Ode mnie, teraz wy sprawcie jej pogrzeb. 

Pola są blisko i nie brak wam krzepy. 

Gdy załatwicie to, nie traćcie czasu 

Tylko połoŜną tu zaraz przyślijcie. 

Niech towarzystwa dotrzyma piastunce. 

Babskie języki mogą wtedy paplać. 

CHIRON 

Aaronie, widzę, Ŝe nawet powietrzu 

Nie chcesz powierzyć Ŝadnej tajemncy. 

DEMETRIUSZ 

Dla dobra Tamory. Będzie ci za to 

Zobowiązana, jak i my jesteśmy. 

(Demetriusz, Chiron wychodzą.)  

AARON 

Teraz do Gotów, na skrzydłach jaskółki 

ZłoŜyć ten skarb, który trzymam w ramionach 

I w tajemnicy zanieść pozdrowienie  

Od cesarzowej dla jej przyjaciół. Chodź, 

Niewolniku o grubych ustach, musisz 

Stąd zniknąć, bo to przez ciebie ta burza. 

background image

 

 

65 

Nauczę cię korzonki jeść, jagody 

Serwatkę spijać i śmietanę, i ssać 

Kozę, mieszkać w jaskini. Wychowam cię 

Byś został Ŝołnierzem i wielkim wodzem. 

 

(Tytus, Marek, chłopiec, Publiusz, Kajus i inni, niosący łuki. Tytus niesie strzały z listami.) 

 

TYTUS 

Chodź, Marku, tędy, chodźcie tu kuzyni. 

Chłopcze, pokaŜ nam, jak potrafisz strzelać: 

Naciągnij łuk mocno, a w cel trafi strzała. 

Terras Astraea reliquit. Bogini 

Sprawiedliwości opuściła nas. Tak 

Odeszła, Marku, uciekła. Panowie 

Do narzędzi. Zapuśćcie sondy w morza. 

Zarzućcie sieci. MoŜe ją złapiecie 

Szczęśliwym trafem na dnie oceanu. 

Choć mam wraŜenie, Ŝe sprawiedliwości  

Nie więcej tam niŜ tu na lądzie. Jednak 

Próbujcie. A wy rydlem i motyką 

Wierćcie i kopcie aŜ po środek ziemi. 

Kiedy dotrzecie do kraju Plutona 

Bardzo was proszę, złóŜcie mu petycję. 

Powiedzcie, Ŝe w niej o pomoc go prosi  

I sprawiedliwość stary Andronikus 

Wstrząsany Ŝalem z niewdzięcznego Rzymu. 

Ach, Rzymie, sam cię w niedolę wpędziłem 

Gdy głosy ludu oddałem na tego 

Który mnie teraz traktuje jak tyran. 

Teraz się bierzcie do pracy i baczcie 

By kaŜdy okręt wojenny przetrząsnąć. 

Zepsuty cesarz mógł ją pod pokładem 

Zakuć w kajdany i przepędzić z kraju. 

background image

 

 

66 

Patrzcie w burdelach, mógł z niej kurwę zrobić. 

Szpadlem rozryjcie groby, by mieć pewność 

śe umarła i grać na jej piszczelach 

Naszą pieśń: sprawiedliwość. 

MAREK 

 

 

 

 

 

Ach, Publjuszu 

Czy widok twego wuja w obłąkaniu 

Nie chwyta za serce. 

PUBLJUSZ 

 

 

 

Właśnie dlatego 

Naszym obowiązkiem jest czuwać nad nim 

Dzieńi noc i koić jego nastroje 

Póki czas nie uleczy jego ran. 

MAREK 

 

 

 

 

 

Czas. 

Jego ból, synu, jest w stanie uleczyć 

Tylko Ŝelazo. Ruszaj więc do Gotów. 

Na niewdzięczny Rzym i na Saturnina 

Jego zdrajcę, niech spadnie zemsta wojny. 

TYTUS 

I co, Publjuszu, wy, dzielni panowie 

Czy juŜ znaleźliście naszą damę. 

PUBLJUSZ 

 

 

 

 

 

 

Nie 

Wielki panie, lecz Pluton rzec wam kaŜe 

śe zemstą z piekła chętnie będzie słuŜył. 

Niestety, nasza dama, sprawiedliwość 

Z Zeusem baraszkuje w niebie, czy gdześ 

Musicie więc uzbroić się w cierpliwość. 

TYTUS 

Kto mnie zwlekaniem zbywa, ten mnie rani. 

W jezioro wskoczę, które płonie w dole 

I sam za nogi wyrwę ją z płomieni. 

Ach, Marku, krzaki z nas tylko, nie cedry 

background image

 

 

67 

Kości Cyklopów nie są naszym równe. 

Uzbrojeni w stal i Ŝelazo po grzbiet 

Więcej niesprawiedliwości dźwigamy 

NiŜ metal moŜe znieść. Gdy sprawiedliwość 

Nie Ŝyje w piekle ani tu na ziemi 

Skłonimy Niebo i Bogów prośbami 

By wypoŜyczyć zechcieli tę damę 

Na naszą wojnę. Chodźcie, czas się zbroić 

Niech nasze strzały podziurawią Niebo. 

Marku, ty umiesz dobrze strzelać z łuku. 

Dla Jupitera będzie twoja strzała.  

Dla Apollina. A strzała ode mnie 

Dla Marsa. Od ciebie, chłopcze, dla Pallas.  

Ta dla Merkurego. Kajusie, tę weź 

Dla Saturna. Nie mylić z Saturninem: 

Nie strzela się pod wiatr. śadnego z bogów  

Nie zapomniałem, mam nadzieję. Tytus 

Musi pomyśleć. Wy celnie strzelajcie. 

I dobrze się kryjcie, gdyby przypadkiem 

Miała spaść z nieba nagle Sprawiedliwość 

Albo Bóg jakiś zechciał nas zaszczycić 

Lub Niebo miało zawalić się na Rzym 

I Saturnina. Całkiem zapomniałem: 

Musimy zmienić kolor, by rozpoznać 

W nas mogli bogowie Rzymian, bo w Rzymie 

Czerńjest biała, a biel jest czarna. Zmieńcie 

Kolor skoro Rzymianami jesteście. 

(Tytus smaruje się czarną farbą. Inni idą za jego przykładem.) 

Teraz dopiero poznaję w was Rzymian.  

Strzelajcie. 

MAREK 

 

W pałac, panowie. MoŜe choć 

Pychę cesarską połechczą te strzały. 

 

background image

 

 

68 

TYTUS 

Strzelajcie, panowie. Brawo, Lucjuszu. 

Spójrz, prosto w łono ugodziłeś Pannę. 

MAREK 

Strzeliłem milę poza księŜyc, panie. 

Twój list poleciał prosto do Jowisza. 

TYTUS  

Ha, ha Publiuszu, widzisz coś nabroił 

Spójrz, zestrzeliłeś róg Bykowi z głowy. 

MAREK  

W tym dowcip, panie, tkwi. Strzała Publiusza 

Tak wściekła Byka, Ŝe ubódł Barana 

A jego rogi do pałacu wpadły 

Komu by miały tam lepiej pasować 

Jak nie cesarzowi. Chodzi w nich teraz. 

TYTUS 

Niech mu to wyjdzie na zdrowie. 

(Klaun z martwym ptakiem.) 

 

 

 

 

 

Wiadomość 

Wiadomość z nieba. Marku, przyszła poczta. 

Jakie nowiny przynosisz. Gdzie listy. 

Czy Sprawiedliwość jednak tu przybędzie. 

Co Jowisz, jakie są jego wyroki. 

KLAUN 

Wyrok juŜ dawno zapadł, sir, tylko Ŝe znowu zdjęli go z szubienicy. Mają go powiesić 

dopiero w przyszłym tygodniu. Murzyni w Rzymie, do czego to doszło. 

TYTUS 

Pytam cię, co powiedział Jowisz. 

KLAUN 

Jowisz, nie znam, nigdy z nim nie piłem. Bez obrazy, panie Murzynie: wasze naczynia są 

niedomyte, prędzej bym zjadł sam siebie. 

TYTUS 

Co, łotrze, nie jesteś kurierem. 

KLAUN 

background image

 

 

69 

Nie, sir, przykro mi, ale nie wykuruję cię z choroby. 

TYTUS 

Jak to, więc to nie Niebo posłało cię na ziemię. 

KLAUN 

Na ziemię posłała mnie kuśka ojczulka. Właśnie idę do sądu z tym ptakiem, Ŝeby 

posmarować łapę sędziemu, bo mój wuj zadarł z kimś z dworu, a sędzia ma słabość do 

ptaszków. 

MAREK 

Sir, to się świetnie składa. Niech on zaniesie swego ptaka cesarzowi jako łapówkę od 

ciebie. Lord Saturnin jest kolekcjonerem rzeczy martwych.  

TYTUS 

Powiedz mi, czy umiałbyś przedstawić cesarzowi pewną sprawę w miarę przyzwoicie. 

KLAUN 

Nie, sir, przykro mi, ale w przyzwoitości nie znam miary. 

TYTUS 

Podejdźtu chłopcze. Dosyć juŜ tych Ŝartów. 

Swojego ptaka oddaj cesarzowi 

On ci mą wdzięczność wypłaci do ręki. 

Tutaj masz trochę pieniędzy na drogę. 

Teraz mi dajcie pióro oraz papier. 

Czy przyzwoicie umiesz wręczyć prośbę  

Ch¬opcze. 

KLAUN 

Tak, sir. 

TYTUS 

W takim razie tu jest ta prośba. Kiedy przed nim staniesz, z miejsca padnij na kolana, liŜ 

jego stopy, potem przekaŜ mu ptaka, a potem rozglądaj się za zapłatą. Będę w pobliŜu, sir. 

Postaraj się spisać dobrze. 

KLAUN 

Jestem pewien, sir. MoŜesz zdać się na mnie 

TYTUS 

Czy masz nóŜ, chłopcze. Chodź, chcę go zobaczyć. 

Marku, weź go i zawińw naszą prośbę 

By cesarzowi trafiła do serca. 

background image

 

 

70 

A kiedy oddasz juŜ prośbę na dworze 

Zapukaj do mnie. Bo chcę znać odpowiedź. 

KLAUN  

Zostańcie z Bogiem, sir, póki nie wrócę. 

TYTUS 

Ja jestem noŜem, który zarŜnie niebo. 

Niebo jest pełne krwi. Śnieg spadnie wkrótce. 

 

10 

ANATOMIA TYTUSA ANDRONIKUSA 

DYGRESJA NA TEMAT POWIEŚCI KRYMINALNEJ 

 

CO ROBI GENERAŁ W STANIE SPOCZYNKU 

W SWOJEJ PIWNICY PO KRYJOMU W NOCY 

POŚRÓD PAJĄKÓW PRZY BLASKU POCHODNI 

ODGRYWA BITWY SMAKUJE ZWYCIĘSTWA 

DŁAWI SIĘ ZNOWU POSMAKIEM KLĘSK GORZKIM 

PRZEśUWA TRUPY LICZY BLIZNY SŁUCHA 

SZCZĘKU TOPORÓW I CHRZĘSZCZENIA NOśY 

RZYMIANIN WKUWA ALFABET MURZYNA 

UCZY SIĘ SZYBKO PRZEZ DOTKLIWĄ STRATĘ 

DWIE GŁOWY SKRÓCONE O CIAŁA TRZY 

RĘCE ZAWIERUSZYŁY SIĘ GDZIEŚ JĘZYK 

BÓG WIE GDZIE GNIJE MILCZĄCY W LESIE 

LECZ MA REZERWY RZYM TO JEGO JATKA  

SZAFOWAŁ MIĘSEM W BOJACH DLA CESARZA 

TERAZ UśYJE MIĘSA W WOJNIE WŁASNEJ 

POD OSŁONĄ NOCY ATAKUJĄ WILKI 

NARYBEK DLA CMENTARZA JEGO SERCA 

W KATAKUMBACH BRNĄC PRZEZ GÓWNO RZYMU 

OPLUWANY PRZEZ KONKURENCJĘ SZCZURÓW 

POSUWA SIĘ TRANSPORT DOWÓDCA Z TOPOREM 

PILNIE STUDIUJE ZACHODZĄCE ZWIĄZKI 

POMIĘDZY KOŚĆMI MIĘŚNIAMI I TKANKĄ 

background image

 

 

71 

Z KTÓRYCH SIĘ SKŁADA ZWIERZĘ OD LAT WIELU 

SŁUśĄCE MU W BITWACH JAKO CZERWONY 

DYWAN NA ŚCIEśCE DO CHWAŁY I DRĄśY 

NOśEM SPLĄTANY LABIRYNT WNĘTRZNOŚCI 

SZUKAJĄC MIEJSCA W KTÓRYM MIESZKA DUSZA 

To co w nas mieszka kurwi się morduje 

Kłamie i rabuje 

ZANURZA KIKUT W OTWARTE KADŁUBY 

I KRWIĄ NA ŚCIANIE WYSTAWIA RACHUNEK 

Dwie głowy ręce trzy plus jeden język 

Pięć serc złamanych, trupów w to nie wliczam 

śycie w niesławie Ŝycie na wygnaniu 

Gdzie klucz do tej otchłani Chcę naturę 

Wziąć na tortury Póki trawa rośnie 

Póty otwarty będzie ten rachunek 

śELAZO NIE CHCE SKRUSZYĆ SNU UMARŁYCH 

MOśE OGIEŃ ROZWIĄśE IM JĘZYKI 

DOWÓDCA PODDAJE POPIÓŁ MAGLOWANIU 

PRZESŁUCHUJE KOŚCI PRZESIEWA POPIÓŁ 

PAJĄKI PRZYGLĄDAJĄ MU SIĘ Z KĄTÓW 

KOŁYSZĄC SIĘ LEKKO W RYTM FAL KTÓRYMI 

MIASTO PRZENOSI DUDNIENIE AUTOSTRAD 

TANECZNYM KROKIEM ŁAPIĄC CZASEM MUCHĘ 

Jestem twoim cesarzem a zemsta jest 

Moją narzeczoną 

TYTUS ANDRONIKUS WŁADCA PÓL BITEWNYCH 

NA POBOJOWISKU SWOJEJ ANATOMII 

ŚNI SEN DZIECINNY O SWOJEJ DAMIE 

SprawiedliwoścI KIEDY ZAMKNIE OCZY 

MOśE NAWET RĘKĄ DOTKNĄĆ JEJ PIERSI 

Sprawiedliwości I ZŁOTEGO ŁONA 

Sprawiedliwości I Zemsty JAK ECHO 

SZEPCZE POPIÓŁ I ZETLAŁE KOŚCI 

NA PIĘTRZE JEDNORODZINNEGO DOMU 

background image

 

 

72 

W POŚWIACIE KSIĘśYCA STRASZY CÓRKA 

TOCZY SWĄ WALKĘ Z CZARNYM NA BIAŁYM 

LITERATURY TEJ JASKINI ZBRODNI 

KAśDY WERS TO GWAŁT KAśDY RYM TO ŚMIERĆ 

Z REGAŁÓW ZWALA KSIĄśKI KIKUTAMI 

PŁONĄCE ŚWIECE TKWIĄ MIĘDZY ZĘBAMI 

OSIEROCONY WNUK JEJ PRZYKLASKUJE 

GDY PUSZCZA Z DYMEM CAŁĄ BIBLIOTEKĘ 

I SWE KIKUTY ZANURZA W PŁOMIENIACH 

A WNUK TYMCZASEM OBSIKUJE OGIEŃ 

 

11 

CESARZ Z CESARZOWĄ W DESZCZU MARTWYCH CIAŁ 

NIEBIESKICH ZESTRZELONYCH Z FIRMAMENTU 

PRZEZ WIELKIEGO WODZA KTÓRY WPADŁ W SZAŁ 

W DESZCZU Z MARMURU STATUŁ I GWIAZD DRśĄC 

POD BALDACHIMEM PODTRZYMYWANYM PRZEZ 

POCHLEBCÓW TARGANYCH TRWOGĄ I RADOŚCIĄ 

RADOSNĄ TRWOGĄ TRWOśLIWĄ RADOŚCIĄ 

POMRUK RZYMSKICH MAS NA ZEWNĄTRZ NARASTA 

PODTEKSTU LISTU CESARZ SIĘ DOMYŚLA 

TO URZĘDNICY ILE GO PRZEŁOśYLI 

PRZECIW NIM ŚNIEśY TERAZ CAŁE NIEBO 

POMNIKÓW WISZĄC NA OSTATNIM STRYCZKU 

KTÓRY W RZYMIE JESZCZE TRZYMA WYCINA 

KLAUN SWÓJ OSTATNI GRYMAS A W ODDALI 

BLISKI SZTURM HUNÓW ZWIASTUJĄ RAKIETY 

(Saturnin, Tamora i inni.) 

SATURNIN 

Spójrzcie, panowie, to niechybnie zamach. 

Czy podobna, by tak sobie poczynać 

Z cesarzem w Rzymie, tak go nagabywać 

Tak go obraŜać, na szyderstwa ludu 

Wystawiać go, choć zawsze bezstronne 

background image

 

 

73 

Wydaje wyroki. Wy wiecie lordowie 

I wiedzą Bogowie, potęŜniejsi niŜ wy 

I ten parasol nade mną: niewaŜne 

Jaką truciznę ci wichrzyciele 

Ładu społecznego sączą w uszy ludu:  

Prawda jest taka, Ŝe upartych synów 

Andronikusa, skazano zgodnie z prawem. 

A jeśli nawet zgryzota mu rozum 

Odbiera: nie poddamy się napadom 

Rozgoryczenia, ślepej Ŝądzy zemsty 

Ani delirium. Teraz nawet listy 

Pisze do Nieba, prosząc je o wsparcie. 

Patrzcie tylko, ten jest do Jowisza, ten 

Do Merkurego, ten do Apollina 

Ten do Boga wojny. Lekko wieść się niesie 

Po ulicach Rzymu. A zatem pytam 

Czy dla Senatu nie jest to oszczerstwem 

Gdy nabazgrano juŜ na kaŜdej ścianie 

O niesprawiedliwości naszej. Dowcip 

Niegroźny, myślicie panowie, prawda. 

MoŜna by pomyśleć, Ŝe nie ma w Rzymie  

Sprawiedliwości. Lecz póki Ŝyję 

Nie pozwolę, by udawany obłęd 

Był parasolem dla takich wybryków. 

Powinni wiedzieć, on i jego pomiot 

śe sprawiedliwość będzie Ŝyć tak długo  

Jak nie opuści zdrowie Saturnina 

Gdy ona uśnie, to on ją przebudzi 

Tak by jej wściekłość naostrzyła topór 

Najdumniejszemu z Ŝyjących spiskowcow. 

TAMORA 

Łaskawy panie, drogi Saturninie 

Władco mych myśli i mojego Ŝycia 

ZwaŜ ze spokojem na ułomność wieku 

background image

 

 

74 

Bruzdy Ŝałoby po zuchwałych synach. 

Ich śmierć go zŜera, blizny znaczą serce 

Lepiej mu ulŜyj w jego cięŜkim jarzmie 

Miast ścigać tego, który dla jednych jest 

Najdumniejszy, dla innych najŜałośniejszy 

Z powodu dziecinnej obrazy. Tak, tak 

Tamora sprytnie Ŝyje w zgodzie z kaŜdym. 

Lecz cię trafiłam śmiertelnie, Tytusie. 

Gdy się wykrwawisz, a Aaron nie zrobi 

Jakiegoś głupstwa, wyjdę z tego cało 

Bezpieczna w porcie zarzucę kotwicę. 

(Klaun.) 

TAMORA 

Dobry człowieku, pragniesz z nami mówić. 

Podejźtu, widzę, Ŝe masz coś na języku. 

KLAUN 

Mam pypcia. Ale po prawdzie to ja w innej sprawie, jeśli wasza kobiecość jest cesarska. 

TAMORA 

Jestem cesarzową, a tam siedzi cesarz. 

KLAUN 

Cesarz, naprawdę. Niech cię Bóg prowadzi i Franciszek Józef. Mam tu coś dla ciebie: list i 

mojego ptaszka. 

(Saturnin czyta list.) 

SATURNIN 

Precz. Brać go stąd i powiesić zaraz. 

BŁAZEN 

Nie chcę nic darmo. To ile dostanę. 

TAMORA 

Pętlę na głowę. Powieszą cię, chłopie. 

KLAUN 

Święta panienko. Na szubienicy. Nie wiedziałem, Ŝe mierzę tak wysoko. 

(Wychodzi.) 

SATURNIN 

Co za nieznośna i haniebna potwarz. 

background image

 

 

75 

Jak długo znosić mam te złośliwości. 

Wiem dobrze, kto te bohomazy płodzi 

Jakoby jego zdradzieccy synowie 

Skazani za zabójstwo mego brata 

Niesłusznie zginęli z mojego rozkazu 

Idźcie, przywleczcie starego za włosy 

śadnych względów dla starości i zasług. 

Za ten twój figiel chcę być twoim katem 

Szalony błaźnie, który mi pomogłeś 

Wspiąć się na szczyty w nadziei, Ŝe sam 

Rządził będziesz mną i Rzymem. 

(Emiljusz.) 

SATURNIN   

 

 

 

 

 

Jakie wieści 

Emilijuszu, przynosisz ze sobą. 

EMILJUSZ 

Do broni. Nigdy Rzym nie miał powodow 

Więcej, by się zbroić. Goci wszczęli bunt 

Armia zapamiętałych w walce męŜczyzn 

Spragnionych łupów, nadciąga do Rzymu 

Dowódcą ich jest Lucjusz, ostatni syn 

Z rodu Androników, który grozi, Ŝe 

Posieje tutaj takie spustoszenie 

Jak Koriolan niegdyś pchany zemstą. 

SATURNIN 

Waleczny Lucjusz generałem Gotów 

Ta wieść podcięła mnie i zwieszam głowę 

Jak kwiat zwarzony mrozem, jak trawa 

Szargana burzą. PowaŜne zmartwienia  

Zaczną się teraz. Prosty lud go kocha. 

Często słyszałem, gdy w przebraniu zwykłym 

Szedłem przez miasto, Ŝe Lucjusz niesłusznie 

Zosta¬ wygnany, i Ŝe oni wszyscy 

Chcialiby ujrzeć go swoim cesarzem. 

background image

 

 

76 

TAMORA 

Skąd te obawy. Czy miasto jest słabe. 

SATURNIN 

Tak. A mieszkańcy kochają Lucjusza 

Staną za nim w powstaniu przeciwko mnie. 

TAMORA  

Pomyśl, jak kaŜe twoje imię, jak cesarz. 

Czy słońce blednie, gdy lecą komary. 

Orzeł cierpliwie znosi ptasie trele 

Nie zastanawia się nad ich znaczeniem 

Bo wie, Ŝe cieniem swoich wielkich skrzydeł 

MoŜe, gdy zechce, stłumić ich melodię. 

I ty okiełznasz chwiejnych męŜów Rzymu. 

Rozchmurz się, królu, wiedz, Ŝe ja potrafię 

Starego Tytusa oczarować słowem 

Które jest słodsze i jeszcze groźniejsze 

NiŜ dla ryb przynęta, lub koniczyna 

Dla owiec. Przynęta wkręca hak do brzucha 

Od słodkiej paszy owce parszywieją. 

SATURNIN 

Dla nas nie zechce wstawić się u syna. 

TAMORA 

Gdy go Tamora poprosi, to zechce. 

Wiem jak mu schlebić, złote góry wepchnę 

Mu w stare uszy, Ŝe choćby serce miał  

Niedostępne i przytępiony słuch 

Mój język przekona serce i ucho. 

Ty iźprzede mną, bąźmym wysłannikiem. 

Powiedz, Ŝe cesarz, gotów pertraktować 

Z męŜnym Lucjuszem, i wyznacz spotkanie 

U ojca, w domu starego Tytusa. 

SATURNIN 

Misję swą spełnij godnie, Emiljuszu. 

A jeśli zakładników zechce jako 

background image

 

 

77 

Gwarancji, spytaj, kogo sobie Ŝyczy. 

EMILJUSZ 

Rozkaz wykonam najlepiej jak umiem. 

(Emiljusz wychodzi.) 

TAMORA 

Teraz odwiedzę Andronikusa 

Całego kunsztu uŜyję, by stary 

Zmiękł i odciągnął Lucjusza od Gotów. 

Słodki cesarzu rozwesel się teraz 

Powierz swą trwogę mojemu sprytowi. 

SATURNIN 

Więc iźtam zaraz i zacznij mu kadzić. 

 

12 

(Lucjusz, Goci, śnieg, później Aaron z dzieckiem.) 

LUCJUSZ 

Bitni wojacy, moi wierni Goci 

Z wielkiego Rzymu otrzymałem listy 

Mowa w nich o tym, Ŝe Rzym nienawiścią 

Darzy cesarza, i oczekuje nas 

Z niecierpliwością. OkaŜcie się godni 

Waszych tytułów, lordowie, uŜyjcie 

Waszej siły, by kres połoŜyć hańbie 

Za nikczemności wyrządzone przez Rzym 

ZaŜądajcie odwetu trzykrotnego. 

PIERWSZY GOT 

Dzielny konarze wyrosły z wielkiego 

Andronikusa, postrach siało kiedyś 

To imię wśród nas, teraz jest pociechą. 

Za jego czyny, zasłuŜoną sławę 

Rzym mu niewdzięczny odpłaca pogardą. 

Śmiało nas prowadź: pójdziemy za tobą 

Jak rój śmiercionośnych pszczół, który latem 

Upalnym spada na kwieciste łąki 

background image

 

 

78 

I na Tamorze weźmiemy odwet. 

GOCI 

Jest tak jak mówi, myślimy to samo. 

LUCJUSZ 

Pokorne dzięki jemu i wam wszystkim. 

(Got z Aaronem i dzieckiem.) 

Czarnego dzika prowadzi dziki Got 

Na nogach stoi dwóch udając człeka 

W łapach latorośl podobna do niego. 

 

GOT 

Sławny Lucjuszu. Odbiłem od wojska 

Aby obejrzeć zawalony klasztor 

Chcąc tym pokrzepić swe pogańskie serce 

Lecz gdy w powadze oko me błądziło 

Po tych ruinach, usłyszałem nagle 

Płaczące dziecko gdzieś u stóp budowli. 

Jeśli się godzi nazwać to coś dzieckiem. 

I w ślad za hałasem idąc, posłyszałem 

Jak ktoś ucisza płacz w te oto słowa: 

Zamilcz, niewolniku czarny, pół ze mnie 

A pół z damy, gdyby kolor twej skóry 

Nie zdradzał zaprawy, miast od Natury  

Wziąć cerę matki, mógłbyś cesarzem być 

Bękarcie, lecz gdy byk i krowa białe 

Nie moŜe ciele być czarne jak węgiel. 

Cicho, bachorze, tak beształ warchlaka. 

Muszę cię zanieść do pewnego Gota 

Któremu ufam, gdy tylko się dowie 

śe cię powiła sama cesarzowa 

Karmił cię będzie ze względu na matkę. 

BrońobnaŜywszy, skoczyłem na niego 

I pokonałem go nagłym natarciem 

Tu go przywlokłem, abyś z nim uczynił 

background image

 

 

79 

Co trzeba. 

LUCJUSZ 

 

 

Szlachetny Gocie, to diabeł 

Wcielony, który Andronikusowi 

Dobrą dłońuciął, perła, która w oko 

Wpadła cesarzowej, a tu, widzicie 

Jest owoc ponury jej namiętności. 

Zezowaty niewolniku, komu dać 

Chciałeś ten popłód swej piekielnej gęby. 

Czemu nie mówisz. Ogłuchłeś. Ni słowa. 

śołnierze. Stryczek, wieszać go na drzewie 

A wraz z nim jego owoc południowy. 

AARON 

Chłopca nie tknijcie. Jest z krwi cesarzowej. 

LUCJUSZ 

Z dwojga złych nie rodzi się nic dobrego. 

Wkrótce juŜ ujrzysz Rzym z góry, czarnuchu. 

Bo zanim na mych oczach Rzym upadnie 

Pod kopytami Gotów tratowany 

Bo ja tak chcę Lucjusz Andronikus 

Rzymianin 

Jeszcze w twych oczach ujrzeć pragnę białko 

Gdy oddasz ducha; czarnego jak skóra 

Najpierw powieście dziecko: niech zobaczy 

Jak wierzga, a my zobaczymy ojca 

W bólach porodowych. Dajcie drabinę. 

AARON 

Lucjuszu, oszczędździecko, cesarzowej 

Zanieś je ode mnie. Gdy to uczynisz 

Wyjawię ci cuda, które przyspieszą 

Twój pochód na Rzym. Jeśli nie zgodzisz się 

Trudno, niech będzie co ma być. A zemsta 

Niech dopadnie was i strawi wam kości. 

LUCJUSZ 

background image

 

 

80 

Mów. Jeśli spodoba mi się, co powiesz 

Dziecko będzie Ŝyć. KaŜę je wychować. 

Jeśli nie, widok na Rzym będzie gratis. 

AARON 

Jeśli, Lucjuszu. To jedno jest pewne: 

Gdy to usłyszysz, rozerwie ci duszę 

Czy coś innego, co tam macie, sądząc 

śe to jest lepsze niŜ nasze czarne Nic 

Które zatrwaŜa tak waszą wyblakłą 

Odwagę. Mówię o morderstwach, gwałtach 

Masakrach, czynach barwy siekanego 

Mięsa, bezmiernej grozie, sprzysięŜeniach 

Zła, zdrady i nieszczęścia, o których strach 

Słuchać, a przecieŜ spełnianych z zapałem. 

Wszystko to będzie ze mną pogrzebane 

Gdy nie przysięgniesz, Ŝe ocalisz dziecko. 

LUCJUSZ 

Wpierw powiedz, co wiesz, a dziecko Ŝyć będzie. 

AARON 

Jeśli przysięgniesz, zacznę opowiadać. 

LUCJUSZ 

Na co mam przysiąc. Wszak nie wierzysz w Boga 

To jak uwierzysz w złoŜoną przysięgę. 

AARON 

Nawet jeśli nie, a tak jest, nie wierzę 

To wiem o tobie, Ŝe jesteś wierzący 

I w środku masz coś zwanego sumieniem 

Znasz róŜnych sztuczek kapłańskich na pęczki 

I ceremonii, które pilnie spełniasz 

Jak sam widziałem, dlatego od ciebie 

śądam przysięgi, bo wiem, Ŝe się błazen 

Do swej laski modli, widząc w niej Boga 

I gdy na laskę przysięgnie, dotrzyma 

Przysięgi. Dlatego Ŝądam, byś przysiągł 

background image

 

 

81 

Na Boga, wszystko mi jedno, jak go zwiesz 

Ktorego wielbisz, którego się lękasz 

śe chłopca ocalisz, wyŜywisz, wychowasz 

Inaczej nie wyjawię ci niczego. 

LUCJUSZ 

Na mego Boga przysięgam tak zrobić. 

AARON 

Czy wiesz, Ŝe spłodziłem go z cesarzową. 

LUCJUSZ 

Nienasycona, rozpustna kobieta. 

AARON 

JuŜ wiesz. Lecz był to prawdziwy akt łaski 

Gdy go porównać z tym, co tu usłyszysz. 

Jej dwaj synowie zarŜnęli Bassiana. 

Język ucięli twej siostrze, a potem 

Na zmianę ją ujeŜdŜali galopem 

Ręce jej obie urŜnęli, i tak ją 

Wyszykowali, jak ją sam widziałeś. 

LUCJUSZ 

Szykowaniem nazywasz to, czarnuchu. 

AARON 

CóŜ, rŜnęli ją, czochrali, heblowali  

Miłe rzemiosło dla ochoczych cieślów. 

LUCJUSZ 

Barbarzyńcy, bestie, łotry jak ty sam. 

AARON 

Prawda, to ja im dałem wykształcenie. 

Nienasycenie mają po swej matce 

Atut, którym wygrają kaŜdą rundę. 

KrwioŜerczą pasją ja ich zaraziłem 

Czarny pies walczy tylko oko w oko. 

Niech moje czyny świadczą o mej randze 

To ja zwabiłem twoich braci nad dół 

W którym leŜało juŜ ciało Bassiana. 

background image

 

 

82 

Ja napisałem ten list, który znalazł 

Twój ojciec, to ja ukryłem złoto tam 

Gdzie wskazano w liście, wszystko robiłem 

W s¬uŜbie cesarzowej i jej dwóch synów. 

Do kaŜdej sprawy przyłoŜyłem ręki 

Która pogłębić miała twoją boleść. 

Oszabrowałem twego ojca z ręki. 

Gdy ją trzymałem, wszedłem za kulisy 

I zanosiłem się od śmiechu, niemal 

Serce mi pękło. Przez szparę w ścianie 

Podglądałem, jak w zamian za swą rękę 

Przyjmował głowy synów. Widziałem łzy 

I śmiech serdeczny wycisnął mi z oczu 

Fontannę łez tak wielką, Ŝe mógłbym z nim  

Na łzy się mierzyć. Gdy opowiadałem  

Ten przedni dowcip potem cesarzowej 

Słaniała się słysząc wesołą nowinę 

W zapłacie dała dwadzieścia całusów. 

PIERWSZY GOT 

Jak moŜesz mówić o tym bez rumieńca. 

AARON 

Jak ten czarny pies, jak mówi przysłowie. 

DRUGI GOT 

śałujesz czegoś z tych okropnych czynów. 

AARON 

Tak, Ŝe nie popełniłem tysiąc więcej. 

Nawet teraz przeklinam kaŜdy z tych dni 

Choć myślę, Ŝe dotyczy to niewielu 

W którym wyrządzić nie zdołałem krzywdy 

Jak mord, lub chociaŜ uknucie morderstwa 

Gwałt na dziewicy, lub stawianie wnyków 

Oszczerstwo poparte krzywoprzysięstwem 

Sianie wrogości wśród dobrych przyjaciół 

Łamanie karku bydłu biednych ludzi 

background image

 

 

83 

Podpalanie szop albo stogów nocą 

Wołając chłopom ŁZAMI JE UGAŚCIE 

Często umarłych wywlekałem z grobów 

I usadzałem przed drzwiami przyjaciół 

Gdy juŜ o Ŝalu zapomnieli prawie 

A na ich skórze, jak na korze drzewa 

W rzymskim języku wycinałem noŜem: 

NIECHAJ NIE UMRZE SMUTEK WASZ WRAZ ZE MNĄ. 

Tysiące czynów strasznych rozdzieliłem 

Tak lekką ręką jakbym strącał muchę 

I nic mi bardziej dziś nie zŜera serca 

Jak myśl, dlaczego nie rozdzieliłem ich 

Dziesięć tysięcy więcej. 

LUCJUSZ  

 

 

 

 

 Nazbyt słodka 

Byłaby szybka śmierć. Zdjąć go ze stryczka 

Nie powiesimy diabła w jednej chwili. 

AARON 

Jeśli są diabły, to chciałbym być diabłem 

śywą pochodnią w wiekuistym Ŝarze 

Do towarzystwa mając ciebie w piekle 

Mógłbym cię gorzkim językiem łaskotać. 

LUCJUSZ 

Zatkajcie mu pysk, niech nie mówi więcej. 

(Goci zdejmują Aarona ze stryczka i związanemu wpychają ziemię do ust.) 

AARON 

Więcej. Więcej. 

Chciałbym się przeŜreć przez połowę świata 

By tylko ujrzeć, jak się w proch obraca 

Twój Rzym Rzymianinie, pod butami Gotów. 

(Emiljusz.) 

DRUGI GOT 

Przybył posłaniec, lordzie, z Rzymu. 

LUCJUSZ 

background image

 

 

84 

 

 

 

 

 

 

Witaj 

Emiljuszu. Mów, co nowego w Rzymie. 

EMILJUSZ 

Lordzie Lucjuszu, tobie i ksiąŜętom 

Gotów cesarz rzymski śle pozdrowienie 

Przeze mnie, a słysząc, Ŝe jesteś pod bronią 

Chce negocjować z tobą w domu ojca 

I prosi, byś mu podał zakładników 

A ci niezwłocznie będą wam wydani. 

LUCJUSZ   

Jak, negocjacje w domu mego ojca. 

GOCI 

Co powie generał. 

LUCJUSZ 

Czy macie ojców. 

 

GOCI 

I braci, lordzie, zarŜniętych przez Rzym. 

LUCJUSZ 

Całkiem jak wasz wódz. MoŜe jeszcze siostrę 

Wyzutą z czci przez Rzym i jego Gotów. 

Co ma powiedzieć teraz wasz generał. 

Gdy zamknie oczy ma przed sobą miasto 

Step z nich wyziera kiedy je otworzy 

Swoją ojczyzną moŜe nazwać nicość 

Milczenie tylko ojczystym językiem 

Nostalgia to mdłości to wylew krwi 

Pies łańcuchowy zawieszony w próŜni 

Pomiędzy dwiema gwiazdami o równej 

Sile ciąŜenia, szalona krzyŜówka 

Pocisku z gwiazdą stałą tym właśnie 

Jest wasz generał Co moŜe powiedzieć 

SPUSTOSZENIE DUSZY PRZEZ KRAJOBRAZ 

Nie kamieńktóry na kamieniu leŜy 

background image

 

 

85 

Cały rok Czasami kikut kolumny 

Wzgórze Lub kamień, który uciska pierś  

Zmarłego Konie to dziury w czasie 

A czasem na prostej między przestrzenią 

A czasem Twarz na karku sztywnym od strzał 

Panowie stratujmy trochę przyszłości 

Pędząc za sobą i przed sobą To kształci 

Czy chciałbyś z nami zostać Rzymianinie. 

GOCI 

ZostańChcemy grać z tobą Rzymianinie 

DOWÓDCA DOBRZE ZNA GRY SWOICH GOTÓW 

LUCJUSZ 

PrzekaŜ cesarzowi Ŝe mnie widziałeś 

Lucjusza Andronikusa wygnańca 

Który był Rzymianinem a nie Gotem 

Lecz Ŝre kamienie i piaskiem sra z Gotami 

Odkąd Rzym złamał najlepszy jego miecz 

I precz wyrzucił w zamian za biust Gotki 

Powiedz niech cesarz wyśle zakładników 

Do mego wuja i mojego ojca 

Tam się stawimy Moi dzielni Goci 

Zadatek chcą od ręki Daj im rękę 

Abyś mógł jemu jeszcze to powiedzieć 

śe Got bierze wszystko co mu dają 

Jego zabawką jest miecz a nie mowa 

RZYMIANINOWI GOT OBCINA RĘKĘ 

I PRZEKAZUJE NA ZGODĘ WODZOWI 

TEN DO KIESZENI WKŁADA JĄ KAWAŁEK 

OJCZYZNY KRZYKI AMPUTOWANEGO 

ZAGŁUSZA ŚMIECH 

Gdy będziemy w Rzymie znów ci ją oddam 

Tak jak twój cesarz oddał memu ojcu 

Rękę dostaniesz gdy staniemy w Rzymie 

A teraz zdejmuj tę togę trybunie 

background image

 

 

86 

Która cię grzała gdy na kolanach szedł 

Mój ojciec od Kapitolu po zimnym 

Marmurze PomóŜcie mu przyjaciele 

Zdjąć togę Wszak ma tylko jedną rękę 

GOCI POMAGAJĄ I OBIERAJĄ 

TRYBUNA ZE SKÓRY JAK CEBULĘ 

GOCI 

Zrobimy z ciebie śnieŜnego bałwana. 

LUCJUSZ 

Chcą wiedzieć co znajduje się pod spodem 

Są bardzo Ŝądni wiedzy moi Goci 

Masz tylko jedną skórę Ŝe tak skąpisz 

GOCI PATRZĄ JAK PŁATKI ICH DOBREGO 

ŚNIEGU TOPNIEJĄ NA RZYMSKIEJ SKÓRZE 

A KREW ZASTYGA W ZIMNĄ KOSZULĘ 

PRZYWIĄZUJĄ DO KONIA 

GOCI 

 

 

 

 

 

On zna drogę. 

ZAMARZNIĘTEGO TRYBUNA I GNAJĄ 

Z POWROTEM DO RZYMU 

GOCI 

 

 

 

 

Pozdrów cesarzową. 

 

 

13 

W ZŁOTY WIECZÓR RZYMSKI KWITNIE TEATR 

Z UCIECHĄ I GROZĄ PRZEMIANY ŚMIERĆ 

TA OSTATNIA KOLOROWY FILM ROZKŁADU 

(Tamora, Chiron, Demetriusz.) 

TAMORA  

W tym osobliwym i strasznym przebraniu 

Idę by spotkać się z Andronikusem 

Gram Zemstę, która przybywa z otchłani 

By mu uŜyczyć ręki przeciw krzywdom 

background image

 

 

87 

Jakich nie szczędził Rzym swemu wodzowi  

To jest pracownia. Mieszka tu, jak mówią 

I plan morderczy swej zemsty przeŜuwa. 

Tytusie, to ja, Zemsta, narzeczona 

Twoja. Prośmy twych wrogów na wesele. 

(Tytus.) 

TYTUS 

Kto mi przerywa moje rozmyślania. 

Znam ja wasz podstęp: myślicie, Ŝe kiedy 

Drzwi wam otworzę rozpierzchną się wszystkie 

Straszne decyzje i mozolna praca 

Z wiatrem przeminie. Lecz jesteście w błędzie: 

To, co chcę zrobić, mam krwią wypisane 

Tu przed oczami. Co ten tekst rozkaŜe 

Spełni się. 

TAMORA  

 

 

Chcę z tobą mówić, Tytusie. 

TYTUS 

Nie, ani słowa. Jak mogę wtórować 

Swoim wywodom bez batuty ręki 

Ty masz przewagę, ani słowa więcej. 

TAMORA 

Gdybyś mnie poznał, pomówiłbyś ze mną. 

TYTUS 

Byłbym szaleńcem. Znam cię dosyć dobrze: 

Dowodem kikut i ten znak czerwony 

Dowodem bruzdy zaorane smutkiem 

Dowodem martwe dni, i noc z ołowiu 

Dowodem Ŝałoba, Ŝe dobrze cię znam 

Cesarzowo Tamoro, i twą dumę. 

Czy masz apetyt na mą drugą rękę. 

TAMORA 

Smutny człowieku, nie jestem Tamorą. 

Ona jest wrogiem, ja twym przyjacielem: 

background image

 

 

88 

Zemstą przysłaną tutaj z głębi piekła 

By karmić sępa, który rwie ci umysł 

Bliskim odwetem wziętym na twych wrogach. 

Wyjźi powitaj mnie przy świetle świata 

Rozmawiaj ze mną o mordach i śmierciach. 

Nie ma kryjówki, nie ma takiej sztuczki 

Gęstych ciemności, czy ponurych dołów  

Gdzie się mord krawawy albo gwałt bezwstydny 

Z trwogą zdołają skryć: ja je wyśledzę 

I tchnę im w ucho imię pełne grozy: 

Zemsta, która zbrodniarzom kaŜe drŜeć. 

TYTUS 

Więc jesteś Zemstą, do mnie cię przysłano 

Byś była palem w sercu moich wrogów. 

TAMORA 

Jestem, dlatego wyjdź i mnie powitaj. 

TYTUS 

Zrób mi przysługę, nim do ciebie wyjdę. 

U swego boku masz Gwałt i Morderstwo. 

Dowieźmi teraz, Ŝe ty jesteś Zemstą 

Zadźgaj je zaraz lub rozgnieć na miazgę 

Kołami wozu, a wtedy zostanę 

Twoim woźnicą, by w zamęcie krąŜyć 

Wokół tej ziemi z tobą. Sprowaźkonie 

Czarne jak smoła i szybkie, wydobądź 

Morderców z jaskińich winy. A kiedy 

Pod cięŜarem głów będzie się kołysał 

Twój wóz, zsiądę i jako piąte koło 

Będę biegł, pokorny sługa, cały dzień 

Od samego nastania tam na Wschodzie 

Póki się w morzu nie zanurzy Nocy  

Ustępując, tak dzieńpo dniu chcę słuŜyć 

Gdy ty Morderstwo i Gwałt w nicość strącasz. 

TAMORA 

background image

 

 

89 

To moi słudzy, nie odstępują mnie. 

TYTUS 

To twoi słudzy. Jak się nazywają. 

TAMORA 

Mordrestwo i Gwałt, zwani tak dlatego 

śe mścić te zbrodnie jest ich powinnością. 

TYTUS 

Jacy podobni do synów cesarzowej 

A ty, pani, ją samą przypominasz. 

Ale my, ziemskie istoty, zbyt marne 

Mamy oczy, zbyt szalone i błędne. 

O słodka Zemsto, juŜ idę do ciebie 

Jeśli ci uścisk jednego ramienia 

Jest miły, uściskam cię ile zechcesz. 

TAMORA 

Gdy się z nim zgadzam, podsycam szaleństwo. 

Cokolwiek wpiszę w jego chory umysł 

Wy odczytajcie mu i powtarzajcie 

Bo teraz wierzy (chociaŜ tego nie wie): 

śe jestem Zemstą, z tą naiwną wiarą 

Pchnie nam w ręce Lucjusza, swego syna 

A ja usidlę go podczas bankietu 

I jakiś podstęp wytrząsnę z rękawa 

Który by skłócił moich próŜnych Gotów 

Lub w jego wrogów zamienił przynajmniej. 

TYTUS 

Długo znosiłem nieszczęście samotnie 

Witaj więc, Furio, w mym domu boleści. 

Mordzie i Gwałcie, was takŜe tu witam. 

Tak bardzo przypominasz cesarzową 

A wy jej synów, brakuje Murzyna. 

Takiego diabła próŜno szukać w piekle. 

Nie uczyniła kroku cesarzowa 

Na swoim dworze bez tej czarnej plamy. 

background image

 

 

90 

JeŜeli chcecie grać tu cesarzową 

To taki diabeł byłby wam przydatny. 

Witam was takich, jakimi jesteście. 

A teraz radźcie, co mamy uczynić. 

TAMORA 

Co chcesz, Tytusie, byśmy uczynili. 

DEMETRIUSZ 

WskaŜ mi mordercę, ja się z nim rozprawię. 

CHIRON 

Mnie pokaŜ chama, który zgwałcił damę 

A zemsta będzie moją powinnością. 

TAMORA 

WskaŜ mi tysiące, którzy cię skrzywdzili 

Ja twoją zemstą będę na nich wszystkich. 

TYTUS 

Rozejrzyj się po zdziczałych ulicach  

Rzymu, a kiedy spotkasz, drogi Mordzie 

Człowieka, który przypomina ciebie 

Przebij go noŜem, bo jest on mordercą. 

Iźz nim, a kiedy tobie się przydarzy 

Mój drogi Gwałcie, Ŝe w drodze napotkasz 

Podobną postać, ugodź ją śmiertelnie 

Bo to gwałciciel. Ty iźrazem z nimi 

Na cesarskim dworze mieszka królowa 

Murzyn jest jej cieniem, łatwo ją poznasz 

Bo jest zupełnie podobna do ciebie 

Proszę: śmierć zadaj im okrutną, byli 

Bowiem okrutni dla mnie i mych bliskich. 

TAMORA 

Pouczyłeś nas dobrze. Tak zrobimy. 

Dobry Tytusie, teraz pozostało 

Prosić na bankiet do twojego domu  

Twego po trzykroć odwaŜnego syna 

Lucjusza, który wiedzie na Rzym hordy 

background image

 

 

91 

Walecznych Gotów. Gdy ucztę zaszczyci 

Ja cesarzową z synami sprowadzę 

Nawet cesarza i twych wszystkich wrogów, 

Niech na kolanach błagają o łaskę 

Abyś mógł ulŜyć wzburzonemu sercu. 

I co odpowiesz na ten plan, Tytusie. 

TYTUS 

Marku, mój bracie. Smutny Tytus woła. 

(Marek.) 

Marku, śpiesz teraz do swego bratanka 

Lucjusza, łatwo się wywiesz o niego 

U Gotów, poproś by przybył do domu 

I przywiózł kilku znamienitych Gotów. 

Niech pozostawi Ŝołnierzy w obozie. 

Powiedz jeszcze, Ŝe cesarz z cesarzową 

Będą na uczcie, niech z nimi ucztuje. 

W imię miłości do mnie zrób, jak mówię 

Jeśli dla niego warte jest coś Ŝycie  

Siwego ojca, niechaj mnie posłucha. 

MAREK 

Zrobię jak mówisz i wrócę razem z nim. 

(Marek wychodzi.) 

 

TAMORA 

Idę, by zająć się sprawą twej zemsty 

I swoje sługi zabieram ze sobą. 

TYTUS 

Nie, nie, pozwól, by zostały Mord i Gwałt 

Lub kaŜę wrócić zaraz memu bratu 

I na Lucjuszu oprę całą zemstę 

I jego gockiej zgrai głodnej Rzymu 

I cesarzowej, tak jak jej potomstwa 

Którzy na togi zamienili skóry. 

TAMORA 

background image

 

 

92 

Co powiecie, chłopcy, chcecie tu zostać 

Póki cesarza i mojego pana 

Nie powiadomię, jak mi się udało 

Na koszt starego w ruch puścić farsę. 

Jego nastroje traktujcie z powagą 

Słowa jak balsam w jego uszy kładźcie 

I bądźcie przy nim, dopóki nie wrócę. 

TYTUS 

Znam ich wszystkich, myślą, Ŝe zwariowałem 

Chciałbym udusić ich ich własną pętlą 

Piekielną parę psów razem z ich matką. 

DEMETRIUSZ 

Nie martw się, pani, moŜesz nas zostawić. 

TAMORA 

Zemsta odchodzi, bywaj zdrów Tytusie 

By dalej tkać sieci na twoich wrogów. 

TYTUS 

Wiem, słodka Zemsto, Ŝe spełnisz swe słowa. 

(Tamora wychodzi.) 

CHIRON 

Jakie zadanie wyznaczysz nam starcze. 

TYTUS 

Pracy się znajdzie tutaj dla was dosyć. 

Publiuszu, chodź, Kajusie, Walentynie. 

(Publiusz i inni.) 

PUBLIUSZ 

Co rozkaŜesz, panie. 

TYTUS 

 

 

 

 

Czy znacie tych dwóch. 

PUBLIUSZ 

Myślę, Ŝe to synowie cesarzowej  

Demetriusz i Chiron. 

TYTUS 

 

 

 

Mylisz się, Publiuszu. 

background image

 

 

93 

Jeden jest Mordem, drugi zwie się Gwałtem 

Dlatego zwiąŜ ich, kochany Publiuszu 

Kajusie, Walentynie, pomóŜcie mu. 

Wiecie, jak często pragnąłem nadejścia  

Tej chwili. Teraz nadeszła, związać ich 

Mocno, usta zatkać, by nie krzyczeli. 

(Tytus wychodzi.) 

CHIRON 

Precz, psy, jesteśmy synami cesarzowej. 

PUBLIUSZ 

Dlatego właśnie wypełniamy rozkaz. 

Zakneblujcie ich, zatkajcie im pyski 

Dobrze związani. Zaciągnijcie sznury. 

(Tytus z noŜem i Lawinia z misą.) 

TYTUS 

Chodź, chodź, Lawinio, twoi wrodzy są juŜ 

Związani, popatrz, są jak ty milczący 

Z zatkanym pyskiem będą lepiej słyszeć. 

Podłe psy, patrzcie, Chironie Demetriuszu 

Oto jest źródło, przez was pokalane 

Lato, które wy, zmieniliście w zimę. 

Jej mąŜ zabity przez was, a jej bracia 

Skazani na śmierć za wasz czyn haniebny 

Na pośmiewisko mnie ucięto rękę. 

Jej słodkie ręce, jej język i więcej 

NiŜ znaczą ręce i język, jej czystość 

Śmieszno wam jeszcze, wzięliście przemocą. 

I cóŜ powiecie, gdy wyjmę wam knebel. 

Daruj nam Ŝycie, kochany Tytusie. 

Mam im darować, kochany Tytusie. 

Zawsze byłem ciekaw, jak wygląda Got 

Od środka, tak, tak, kochany Tytusie 

Powiem wam teraz, jak chcę was umęczyć. 

By podciąć gardła, starczy jednej ręki 

background image

 

 

94 

Lawinia kikutami podstawi misę 

Chwytając w nią waszą krew. Jak wiecie 

Wasza matka chce dziś ucztować ze mną. 

Zwie siebie Zemstą i myśli, Ŝe jestem 

Szaleńcem. Jestem: wasze kości zmielę 

Na mąkę i ciasto z niej wyrobię z krwią 

Z ciasta powstanie delikatny wypiek 

A z waszych pięknych głów będą dwa pasztety. 

Nadstawcie szyje. Lawinio, chwytaj krew 

A gdy juŜ będą martwi, przemielimy 

Na miałki proszek ich kości, dodając 

Słodką posokę, by wreszcie ich głowy 

Zapiec w pasztecie. Chodźcie, na bankiecie 

Będziecie wszyscy podawać do stołu 

Chcę by był krwawszy niŜ uczta Centaurów. 

MISTRZ ANATOMII TYTUS ANDRONIKUS 

STARANNIE TAK BY NIE USZKODZIĆ MIĘSA 

PRZECINA GARDŁA OBU KSIĄśĄT GOCKICH 

TYTUS 

Ta kurwa, wasza niedomyta matka 

Połknie jak Ziemia swoje własne dzieci 

To moje święto, ja ją zaprosiłem 

Dla niej ten bankiet, który brzuch jej zapcha 

Teraz do kuchni. Wcielę się w kucharza 

Bym zaserwować mógł ich własnej matce. 

Przynieście teraz mój ostatni mundur. 

KUCHARSKI PIONIER TYTUS ANDRONIKUS 

NOWOŚCIĄ KUCHNI: WIĘZI MIĘDZYLUDZKIE  

NIENAWIŚĆ JAK MIŁOŚĆ TRAFIA PRZEZ śOŁĄDEK. 

KUCHENNA PRAWDA: ZJADANY CZŁOWIEK 

WIĄśE SIĘ Z CZŁOWIEKIEM JEDZĄCYM. 

DO ŚWIATA ZMARŁYCH SCHODZI SIĘ CZWÓRKAMI. 

MATKA CMENTARZEM. TO OSZCZĘDZA GROBÓW. 

 

background image

 

 

95 

 

14 

RODZINNE ŚWIĘTO PO RZYMSKU KOLACJA 

GENERAŁ NOWY CHRYSTUS OBJAWIA 

DINOZAUROM ICH PRZYSZŁĄ ZAGŁADĘ 

POTEM W DRZWIACH STAJE GŁÓD POKRYTY CZERNIĄ 

ROJÓW MUCH Z GOCKICH STEPÓW TRAWA 

ZARASTA BANKI INFORMACJI RDZA ZśERA 

PARK MASZYNOWY WYSYPISKA ŚMIECI 

DOPRAWIAJĄ TRUCIZNAMI KOLACJĘ 

ZMARLI PODNOSZĄ SIĘ Z RZYMSKIEGO GÓWNA 

(Lucjusz, Marek, Goci ze schwytanym Aaronem.) 

LUCJUSZ 

Nie sprowadziła mnie miłość do Rzymu 

Przybyłem zgodnie z wolą swego ojca. 

GOCI 

Jesteśmy z tobą Wkrótce Rzym się dowie 

Dlaczego. 

LUCJUSZ 

 

  Sprawdźczy tyły są bezpieczne 

Casarz nie warzy dla nas nic dobrego 

Gdzieś tu musimy posadzić Czarnucha 

By go przedstawić naszej cesarzowej  

Jej rozwiązłego Ŝycia czarny pomnik 

Chcemy odegrać ci pewną tragedię 

Murzynie brawo moŜesz bić na końcu 

Jesteś skazany by po pierś tkwić w ziemi 

AŜ zjedzą cię psy muchy czy podobne 

Tobie stworzenia Ŝyjące pod ziemią 

Aby cię łatwiej znalazły na skórze 

Spiszemy ci imiona naszych zmarłych 

Ładna z ciebie tablica pamiątkowa 

Czerwieńna czarnym Czy nie zechcesz Gocie 

Wyryć mu imion swym mieczem na skórze 

background image

 

 

96 

GOT 

Ja tylko umiem zabijać swym mieczem 

LUCJUSZ 

Lekcja pisania pójdzie ci jak z płatka 

To za Marcjusza A to za Kwintusa 

To za Tytusa Andronikusa 

śywego trupa A to za Lawinię 

Na głucho w swoim ciele pogrzebaną 

Moje napisy będą czytać muchy 

Łaskocząc wryją ci nazwiska w pamięć 

Byś nie zapomniał ich przed zapomnieniem 

AARON 

Nim zapomnicie czarnego Aarona 

Od much zaczerni się niebo nad Rzymem 

To przepowiada wam Aaron 

MAREK 

 

 

 

 

 

Lucjuszu 

Zabij go 

LUCJUSZ 

 

  Nie teraz Nadchodzi cesarz 

(Saturnin, Tamora, Emiljusz i orszak.) 

SATURNIN 

CóŜ to Firmament ma nagle dwa słońca 

Czy to nie cesarz wydaje wyroki 

LUCJUSZ 

I cóŜ ci po tym Ŝe się sam zwiesz słońcem 

Jeśli nie widzisz przy świetle księŜyca 

TAMORA 

Widzę pół Murzyna Kto go zasadził 

LUCJUSZ 

Murzyni w Rzymie wyrastają z ziemi 

TAMORA 

Skróceni bardziej niŜ niektórzy w Rzymie 

Co potracili ręce siedząc 

background image

 

 

97 

Z załoŜonymi rękami 

LUCJUSZ 

Znasz tego Murzyna piękna cesarzowo 

TAMORA 

Znałam jednego Murzyna Był czarny 

Ten teŜ jest czarny Murzyn to Murzyn 

MAREK 

Rzymski cesarzu i ty mój bratanku 

Zakończcie kłótnię W domu Androników 

Proszą na bankiet Czekają potrawy 

Które przygotował nam wierny Tytus 

Na dobry koniec Zajmijcie więc miejsca 

(Wchodzą Tytus jako kucharz i Lawinia spowita w welon.) 

TYTUS 

Witaj cesarzu z dostojną królową 

OdwaŜni Goci Lucjuszu mój synu 

Witajcie Widzę Ŝe coś mi przyniosłeś 

Murzyn na deser To mi się podoba 

Muchy zbierają się nad swoim panem 

Murzynie jak tam samopoczucie czarne 

Uczta uboga lecz wypełni brzuchy 

Jedzcie jedzcie 

SATURNIN 

 

 

  CóŜ to za strój Tytusie 

TYTUS 

Rzymski dowódca zmienił się w kucharza 

By was rozbawić wasze wysokości. 

 

TAMORA 

To rozbawiło nas miły Tytusie 

TYTUS 

Jeśli zechcecie spojrzeć w moje serce 

Ten widok jeszcze bardziej was rozbawi 

Najmilsi władcy Chcecie zagrać ze mną 

background image

 

 

98 

TAMORA 

Stary zwariował Zgódźmy się skoro chce 

SATURNIN 

Na czym polega twoja gra mój miły 

TYTUS 

To zgadywanka Serce albo dźgnięcie 

SATURNIN 

Serce albo dźgnięcie Dość szalona gra 

TYTUS 

Jak moja głowa Zadam wam pytanie 

SATURNIN 

Pytaj o co chcesz 

TYTUS 

 

 

 

 

Dziękuję ci panie 

Potem wam zadam drugie pytanie 

SATURNIN 

Dziwna to gra Na czym polega dowcip 

TYTUS 

Nim odpowiecie na pierwsze pytanie 

Czekać musicie aŜ zadam wam drugie 

Odpowiedźbędzie ta sama na oba 

Idę o zakład W tym wlaśnie tkwi dowcip 

Uśmiejecie się do łez 

SATURNIN 

 

 

 

 

Zgoda zakład 

TYTUS 

O Ŝycie naszych bliskich 

Jedz cesarzowo jedz 

 

TAMORA 

Apetyt mój pochwałą dla kucharza 

TYTUS 

Twoją pochwałą jest zaś ten posiłek 

SATURNIN 

background image

 

 

99 

Zakład O Ŝycie naszych bliskich Jak brzmi 

Twoje pytanie 

TYTUS 

Jedz cesarzowo jedz 

Sądzisz, Ŝe słusznie postąpił Wirginiusz 

NoŜem rzeźnickim przebijając córkę  

Kiedy ją gwałtem pozbawiono czci 

Sądzisz Ŝe cesarz zrobiłby niesłusznie 

UŜywszy noŜa przeciw własnej Ŝonie 

Bo go pozbawia czci 

SATURNIN 

 

 

 

 

   Andronikusie 

W swoim szaleństwie idziesz zbyt daleko 

TAMORA 

Stary zwariował 

SATURNIN 

 

 

 

Tak Postąpił słusznie 

TYTUS 

Podaj mi powód królu podaj powód 

SATURNIN 

Bo nie powinny przeŜyć swojej hańby 

śona czy córka i swoim Ŝyciem wciąŜ 

Odnawiać boleść cesarza czy ojca 

 

 

 

TYTUS 

Zakład jest i wygrany i przegrany 

Lawinio córko zasłuŜyłaś na śmierć  

Gdybym to ja przed mieczem stał w twej skórze 

ZAMKNĄWSZY OCZY Z RUINY SWEJ CÓRKI 

OJCIEC ZDEJMUJE POWŁÓCZYSTĄ CHUSTĘ  

NAGĄ I NOWĄ WIDZI JĄ PRZED SOBĄ 

OSTATNI UŚCISK ZAMIAST RĄK KIKUTY 

OCALAŁĄ LEWĄ ŚLEPIEC WBIJA NÓś 

W SEN KTÓRY DŁUGO NIE DAWAŁ MU SPAĆ 

(Tytus zabija Lawinię.) 

background image

 

 

100 

AARON 

To się nazywa dobry cios Tytusie 

SATURNIN 

Co uczyniłeś bestialski potworze 

TYTUS 

Zakład o Ŝycie naszych bliskich Ona 

NajbliŜsza była Oślepiony łzami 

Zabiłem źródło swoich łez Jak rzekłeś 

Za Wirginiusza przykładem Tak jak ty 

Zabijesz źródło swoich łez choć jeszcze 

Nie przelanych i to co ci najbliŜsze 

Kiedy się dowiesz o czym nie wiesz jeszcze 

Za mym przykładem zgodnie z tym co rzekłeś 

Kijanko którą ja sam obwołałem 

Cesarzem na zgubę Rzymu 

TAMORA 

 

 

 

 

  NajdroŜszy 

Saturninie daj miecz bym mogła zabić 

Tę śmiechu wartą kreaturę która 

Rani twe uszy szalonym bełkotem 

SATURNIN 

Łatwo byś mogła się zranić królowo 

Czego się dowiem O czym jeszcze nie wiem 

Czemu zabiłeś swą córkę Tytusie 

Czy pozbawiono ją czci Kto pozbawił 

TYTUS 

Jedno po drugim ty zielona Ŝabo 

Nie ja przelałem pierwszy krew mej córki 

Jedz cesarzowo Proszę cię zjedz więcej 

Zgwałcili ją Demetriusz i Chiron 

Ucięli jej język i odrąbali 

Te dwie gałązki piękne 

SATURNIN 

 

 

 

 

Więc dlatego 

background image

 

 

101 

Nie przyszli na bankiet Sprowadzić ich tu 

Natychmiast Gdzie oni są 

TAMORA 

 

 

 

 

Nie widziałam 

Obu od samego rana 

TYTUS 

 

 

 

 

Naprawdę 

Znaczy Ŝe wzrok masz kiepski bo są tutaj 

Właśnie ich zjadłaś ty murzyńska kurwo 

Czy ci smakuje twoja własna flegma 

SATURNIN 

Murzyn kurwa kto 

GOTKA JE TERAZ LECZ JUś Z INNYM SMAKIEM 

TAMORA 

Więc mam was znowu moi drodzy chłopcy 

I SOLI ŁZAMI KOCHANĄ POTRAWĘ 

AARON 

O Tamoro o kwiecie mego Ŝycia 

TYTUS 

Czy słyszysz zwierzę które cię w jej łoŜu 

Wyręcza¬o 

LUCJUSZ 

 

 

A tu jest owoc panie 

(Goci rzucają martwe dziecko na stół.) 

Czy podoba ci się twój czarny ksiąŜę 

KrÓlowo 

AARON 

 

 Mój ty pyzaty bękarcie 

Chodźdo mnie niech zacałuję cię na śmierć 

(Aaron płacze.) 

TYTUS 

Bestia ma łzy To właśnie jest nasza gra 

Serce czy dźgnięcie 

śABA PRÓBUJE GRAĆ WŚCIEKŁEGO PSA 

background image

 

 

102 

SPOJRZENIE PO RAZ PIERWSZY MĘTNE OD ŁEZ 

NA ZAWSZE śEGNA SIĘ Z BIUSTEM SWEJ GOTKI 

SATURNIN 

Zjadłaś juŜ to co było ci najdroŜsze 

Zjedz teŜ bękarta Czy nie jest ci droŜszy 

Jest wszak koloru twego serca Więc jedz 

Murzyńska kurwo A na deser sztylet 

TYTUS 

Ja tu gotuję To moje wesele 

DOWÓDCA RZYMSKI Z SZTYLETEM ROGACZA 

POD NOS PODSUWA RĘKĘ SWOJEJ GOTCE 

TYTUS 

Wybiła godzina Tamoro Jestem 

Twoim cesarzem A Zemsta jest moją 

Narzeczoną 

(Tytus zabija Tamorę.) 

SATURNIN 

 

 

Masz Oto jest zapłata 

Za twą ostatnią przysługą dowódco 

(Saturnin zabija Tytusa.) 

LUCJUSZ 

To dla cesarza od syna dowódcy 

Wracającego do domu z wygnania 

(Lucjusz zabija Saturnina.) 

Gdzie był wysłany mocą tego biustu 

(Spluwa na Tamorę.) 

Po którym teraz nawet pies nie płacze 

(Rzymianie wyciągają miecze przeciwko Lucjuszowi, Goci przeciwko Rzymianom. Lucjusz 

zdejmuje koronę z głowy martwego Saturnina i sam ją wkłada.)  

TYLKO W SWYM GROBIE PRZEZ ŚMIERĆ ZAPOMNIANY  

MURZYN GŁOS JEGO DOCHODZI Z DALEKA 

GDZIE SIĘ SZYKUJĄ PUSTYNIE I LODY 

DO POWROTU PLANETY W JEJ NICOŚĆ 

AARON 

background image

 

 

103 

Odkryjcie ją Niech ujrzę ją raz jeszcze 

GOCI  

Miecz podnosicie na własnego króla 

RZYMIANIE I GOCI 

Niech Ŝyje Lucjusz nowy cesarz Rzymu 

SYN DOWÓDCY ZDZIERA OBRUS ZE STOŁU 

BRZĘCZY SZKŁO MISY PĘKAJĄ KIELICHY 

I KOŚCI GOTÓW TOCZĄ SIĘ NA ZIEMIĘ 

PRZEZ RZYMIAN I PRZEZ GOTÓW OBGRYZIONE 

POMIĘDZY WINEM A KRWIĄ CZARNY KSIĄśĘ 

JEGO NEKROLOG TO ŚMIECH JEGO OJCA 

LUCJUSZ 

Cesarz Rzymu dziękuje niewdzięcznemu 

Rzymowi Zmarłych pogrzebcie i płaczcie 

Z nami nad smutnym losem Androników 

Dla tygrysicy Tamory Ŝadnego 

Grobu Ŝadnej Ŝałoby Psy i ptaki 

Niech sobie nad nią wyprawiają stypę 

A ten czarny pies niech tu wrasta w ziemię  

Wam moi dzielni Goci wielkie dzięki 

MoŜecie wracać znów na wasze stepy  

Twoja w tym głowa, wuju, by wrócili 

Hojnie obdarowani 

GOCI 

 

 

 

 

A jeśli nam 

Podoba się w Rzymie i chcemy zostać 

LUCJUSZ 

Dosyć ma mieczy Rzym by was przepędzić 

Got jest Murzynem jest śydem 

Spójrzcie Kręcone włosy czarna skóra  

Wydęte usta Nawet jeśli nie jest 

Na zewnątrz taki jest taki od środka 

Przysłowie mówi Ŝe matką nauki  

Jest doświadczenie Musicie ze skóry 

background image

 

 

104 

Obedrzeć go a wtedy go poznacie 

(Śmiech Murzyna, wyciemnienie.) 

 

 

 

PODCZAS GDY MURZYN WOLNO WRASTA W ZIEMIĘ 

W PROCH OBRACANY PRZEZ ROBACTWO GŁĘBI 

Z KTÓREGO ZBIERA SIĘ ZIARNKO DO ZIARNKA 

PUSTYNIA KTÓRA PONAD RZYM WYRASTA 

STOLICĘ ŚWIATA DEMOLUJĄ GOCI 

GRADEM STRZAŁ WYPUSZCZONYCH W KRZYś POŁUDNIA 

Z MASOWYCH GROBÓW BEZGŁOŚNE OKLASKI 

BRZĘK SZPADLI ARCHEOLOGII WTÓRUJE 

WESELU KTÓRE ŚWIĘTUJE NÓś Z RANĄ  

RZEINIK GOTÓW W PRZEPASCE LUDOśERCY 

TAŃCZY Z MURZYNEM NA POPIOŁACH RZYMU 

SLOWFOX DO RYTMU BARWI NIEBO SZARO 

Aś POGWIZDUJĄC NAD TYM HAPPYENDEM 

PUŁAPKA ŚWIAT ZATRZAŚNIE SIĘ FIRMAMENT 

 

 

K O N I E C  

 

 

 

JEDNOŚĆ TEKSTU:  Komentarz  jako  sposób  wprowadzenia  do  sztuki  rzeczywistości 

Autora jest dramatem a nie opisem, i nie powinien być przydzielony jednemu narratorowi. 

MoŜe  być  wypowiadany  chórem;  przez  odtwórcę  postaci,  do  której  się  odnosi;  przez 

odtwórcę  innej  postaci,  która  z  komentowaną  ma  taki  czy  inny  bąźteŜ  Ŝaden  związek. 

WyraŜanie  emocji  moŜe  zostać,  jak  w  teatrze  japońskim,  przejęte  przez  komentatora 

(pojedynczego mówcę lub chór), relacja zajść, które je wywołały, przez odtwórcę postaci. 

Repertuar  ról  (stanowisk)  jaki  proponuje  komentarz  (Widz  Voyeur  Nadzorca  Reporter 

Przedmówca  Sufler  Agitator  Partner  sparingowy  Płaczka  CieńDoppelgànger  Zjawa),  jest 

do dyspozycji wszystkich, którzy biorą udział w przedstawieniu. KaŜdy z grających moŜe 

być  naraŜony  na/poddany  emocjom,  które  tekst  artykułuje/przemilcza.  Nie  ma  monopolu 

na  rolę  maskę  gest  tekst,  epizacja  nie  jest  przywilejem:  kaŜdy  ma  szansę,  wyobcować 

samego  siebie.  Komentarz  do  Tytusa  gra  przypadkowym  materiałem,  miejsce  rozgrywki 

background image

 

 

105 

jest  prowizoryczne,  współrzędnymi  są  strach  i  geometria.  (W  najgorszym  przypadku 

zgroza  dnia  rozsadza  współrzędne.)  Teatralizacja  rzeczywistości  przez  politykę  jako 

„dependance“ technologii sprowadza teatr z powrotem w jego własną rzeczywistość, której 

miara czasowa to wyhamowana eksplozja. Pełzanie rakiem Ŝycia w kapitalizmie, czy teŜ w 

koegzystencji z nim na wspólnie podpiwniczonej planecie (ono ucieka na powierzchnię, w 

piwnicach szerzy się śmierć) zrywa więź aktora z (jego) własnością prywatną: ona nie gra 

juŜ roli. Wywłaszczenie = wyzwolenie aktora jako warunek przetrwania teatru. Ciało igła 

magnesowa  kompasu:  gest  mierzy  jego  funkcje  (ciśnienie  temperaturę)  w  nieznanym 

krajobrazie,  który  jest  być  moŜe  krajobrazem  poza  śmiercią  albo  leŜy  na  jej  pograniczu. 

Tekst  nóŜ,  który  zmarłym  rozwiązuje  język  na  stanowisku  kontrolnym  anatomii;  teatr 

stawia przydroŜne znaki w krwiste bagno idei. Jeśli komentatorowi przydzielona zostanie 

rola  przewodnika  zmarłych,  musi  być  ukazany  proces  uczenia  się  zmarłych,  śmierć  jako 

zadanie,  DISMEMBER  REMEMBER,  lekcja,  która  musi  zostać  wyuczona,  trening 

zmartwychwstania  (nawet  jeśli  miałoby  to  być  zmartwychwstanie  z  dŜungli  gazet 

przeciwko  idiotom  krytyki).  W  brzuchu  tragedii  czyha  farsa,  wirus  z  przyszłości.  Kiedy 

rozsadza  larwę,  wyp¬ywa  krew  zamiast  trocin.  Śmierć  jako  embrion  (przesłanie  Ibsena). 

Albo odwrotnie: Bóg jest zombi, który wydaje na świat Mesjasza, jego śmierć warunkiem 

narodzin.  Dla  zademonstrowania  amputacji  i  śmierci  moŜna  uŜyć  pomników  mniejszych 

lub  większych  niŜ  naturalnej  wielkości,  na  których  znaczony  będzie  stopieńdewastacji. 

Pokarm  dla  nowej  bestii,  która  zaludnia  widownię,  przymierzającej  się  właśnie  do 

zastąpienia  ludzi,  albo  informacja  dla  przybyszów  z  kosmosu,  poczta  butelkowa  dla 

szczęśliwszych galaktyk. Teatr jako akuszer archeologii: aktualnością sztuki jest jutro.