background image

70

E

LEKTRONIKA DLA WSZYSTKICH 4/99

Robot jako taki

a jeżeli tak, to jaki i dlaczego?

(łapek i czułków ciąg dalszy)

W

poprzednim
odcinku  na−

pisałem 

pokrótce

o ewolucji  robota  czy
też  żółwia  elektronicz−
nego.  Teraz  zajmiemy
się tym szerzej. Pomy−
ślmy, jak zbudować ro−
bot.  Nie  jakiś  konkret−
ny, ale tak ogólnie, jak
się  do  tego  zabrać.
Niewątpliwie  na  po−
czątek  trzeba  zadać
sobie  pytanie,  co  ten
robot  ma  robić.  Po−
wiedzmy:  ma  nam  ra−
no  podać  kawę.  Nie,
nie  chodzi  o ekspres
do  kawy,  włączany  ra−
no  w sposób  automa−
tyczny.  Taki  tępak  nie
przyniesie  nam  kawy
do  łóżka.  My  chcemy
skonstruować  inteli−
gentny  automat,  który  znajdzie  puszkę
z kawą, zaparzy ją i poda cudownie aro−
matyczny napój wprost do łóżka. Chyba
właśnie  z takimi  funkcjami  kojarzy  się
słowo ‘robot’.

Taki  robot  musi  jednak  spełnić  sze−

reg warunków:

− powinien mieć zdolność swobodne

go poruszania się po mieszkaniu;

− powinien mieć odpowiednie mani

pulatory (coby sobie dał radę z
puszką kawy itd.);

− musi “widzieć” (żeby się o ścianę 

nie zabił i do szklanki trafił);

− musi dość intensywnie “myśleć”,  

żeby przetworzyć wszystkie napły−

wające dane i podjąć stosowne akcje.

Już  widać,  że  to  nie  będzie  proste.

Nie rezygnuj! Czytaj dalej!

Zacznijmy od stosunkowo najłatwiej−

szej rzeczy − poruszania się. Rozważmy,
co technika dała nam do dyspozycji. Do
wyboru mamy  koła, gąsienice i nogi.

Najlepsze  byłyby  oczywiście  nogi

(długie,  smukłe...).  Niestety,  chyba  po−

zostaje jedynie się ożenić, bo mechaniczne
urządzenia  kroczące,  zwłaszcza  dwu−
nożne  są  dopiero  w fazie  eksperymen−
tów i trzeba byłoby opracowywać wszy−
stko  od  podstaw.  Zadanie  zbyt  trudne,
bo  trzeba  rozwiązać  mnóstwo  szcze−
gółowych  problemów,  w tym  na  przy−
kład napęd nóg.

Moglibyśmy  użyć  siłowników  hy−

draulicznych  (pneumatycznych),  ale  do
tego potrzebna byłaby też pompa cieczy
roboczej (kompresor). Poza tym rozrząd
hydrauliczny  /  pneumatyczny  to  też
ciężka 

i

skomplikowana 

sprawa.

Wszystko się da zrobić, ale wylądujemy
z silnikiem  spalinowym  na  pokładzie  −
tak  z pół  tony  precyzyjnie  obrobionej
stali. Kupa żelastwa, która − nawet jeśli
się  da  zamontować  w robocie  −    sku−
tecznie ograniczy czas jego pracy do kil−
ku minut. Przy założeniu oczywiście, że
za  naszym  lokajem  nie  będą  się  ciągać
jakieś  węże  czy  kable  zasilające.  Hy−
draulika odpada. Nogi też...

Pozostają  jeszcze  gąsienice  i koła.

Oba  rozwiązania  mają  podobny  zakres
zastosowań,  gąsienice  są  bardziej
wszędobylskie, ale za to bardziej skom−
plikowane  w realizacji  i mają  większe
opory ruchu. Koła umożliwiają kierowa−
nie przez ich skręcanie, a nie tylko “pra−
wa przód, lewa tył, skręcamy!”.

Ponieważ  na  podłodze  mieszkania

mogą znaleźć się różne rzeczy, sugero−
wałbym  w naszym  przykładzie  użycie
gąsienic  −  nie  ryzykujemy  ugrzęźnięcia
koła np. między dwoma butami leżący−
mi  na  środku  przedpokoju.  Tu  kwestia
wypływająca  mimochodem,  a` propos
tych  butów:  nigdy  nie  można  liczyć  na
czyste  pole  manewru.  Każde  urządze−
nie powinno sobie poradzić z nieoczeki−
waną sytuacją. Najczęściej to “poradze−
nie sobie” polegało będzie na wyłącze−
niu  silnika  i popiskiwaniu  o pomoc,  ale
to już jest coś, bo pozwoli ocalić przed
spaleniem zablokowane serwo napędu.
Zazwyczaj  potwornie  drogie  serwo  na−
pędu...

Część 2

background image

71

E

LEKTRONIKA DLA WSZYSTKICH 4/99

Manipulatory

Znowu prosta reguła: z armaty muchę

się ustrzeli, ale zatłuc klapką taniej. Czyli
nasz  robot  nie  zawsze  musi  mieć  dzie−
sięć  macek  i cztery  pałki.  Niekiedy  wy−
starczą  kleszcze,  a czasami  wręcz  elek−
tromagnes na sznurku. Zastanówmy się,
co  nasz  robot  ma  robić:  otwierać  sobie
drzwi, brać puszkę z kawą i otwierać ją,
brać  szklankę,  zapalać  gaz,  operować
czajnikiem,  używać  łyżeczki  i cukiernicy.
No... tu za bardzo się nie oszczędzi. Ab−
solutnym  minimum  wydają  się  być  kle−
szcze  zaciskowe  (takie  “dwa  palce”).
I wystarczy  jeden  taki  manipulator.  Pro−
blemy mogą być tylko z puszką z kawą,
ale  elektromagnes  do  jej  przytrzymania
przy otwarciu wystarczy (ale co ze szkla−
nym słoikiem? Może przyssawka? O tym
i o poruszaniu się − może w następnych
odcinkach).

Trudne, prawda. Nie podam Ci recep−

ty ma taki manipulator. Na razie zostaw−
my  na  boku  problem  naszego  kawiarza.
Ja  dążę  do  czego  innego:  do  “zmysłu
wzroku”.  Dlaczego  w cudzysłowie?  Bo
nasz  służący  i tak  nigdy  nic  nie  zobaczy
tak jak my. 

Kwestie  manipulatora  i ogólnie  −  me−

chaniki  robota  należą  do  najtrudniej−
szych.  Pozostawmy  je  na  razie  −  wraz
z naszym kawiarzem − na boku, a zajmij−
my się kwestią − przynajmniej na począt−
ku − łatwiejszą.

Zastanówmy  się,  co  potrzeba,  aby

nasz robot “nie zabił się” przy “chodze−
niu”. W najprostszym przypadku wystar−
czy  wyposażyć  go  w zestaw  zderzaków
rozmieszczonych  na  zewnętrznym  obry−
sie.  Takie  zderzaki  zaopatrzone  w prze−
łączniki  krańcowe,  pozwolą  rozpoznać
przeszkodę. Fajnie działa (patrz poprzedni

artykuł),  ale...  problemy  pojawiają  się
w momencie, gdy nasz robot ma znacz−
ną  prędkość  poziomą.  Słowem,  jak  wal−
nie  w ścianę,  to  nie  trzeba  krańcówek  −
będziemy mogli przeprowadzić akustycz−
ną  detekcję  kolizji  i szacować  prędkość
zderzenia  na  podstawie  zasięgu  rozrzu−
conych części... Przydałoby się wiedzieć
ciut wcześniej, że trzeba hamować, nie?

Można np. zainstalować czujnik ultra−

dźwiękowy  reagu−
jący na przeszkodę
z

odległości  np.

50cm. Stawiam 10
do 1, że robot z ta−
kim 

czujnikiem

“zaliczy”  pierwszą
pionową  rurę  jaką
napotka.  Tudzież
firan, zasłony i wszy−
stko  co  futrzaste,
co  pochłonie  ultra−
dźwięki.  Czujniki
IR  −  podczerwone
(jak te w Raabowo−
zie  −  sorry  Raabe,
ja  też  nie  lubię  tej
nazwy)  mają  je−
szcze 

mniejsze

szansę  −  chyba,  że  ktoś  zmontuje  ultra−
czułą podczerwoną kurtynę poziomą. Ale
jeżeli takie “ustrojstwo” miałoby zauwa−
żyć pionowy pręt z 20 cm, to będzie wyć
już w odległości 5 metrów od ściany.

Może kamera?

No  dobra,  zapomnijmy  na  chwilę  ile

kosztuje  taka  zabawka  i jak  trudno  ją
podłączyć do mikroprocesora. Przypuść−
my, że ktoś nam ją sprezentował i podłą−
czył. Załóżmy na początek, że nasz robot
“widzi” w podczerwieni. Stosunkowo ła−
two  skonstruować  kamerę  (niezbyt  czu−
łą,  niskorozdzielczą)  “widzącą”  ciepło.
Montujemy  ją
na 

pojeździe

i całość  wyglą−
da  tak,  jak  na
rry

ys

su

un

nk

ku

u  1

1.  Li−

niami 

przery−

wanymi  ozna−
czyłem pole wi−
dzenia.  Na  rry

y−

s

su

un

nk

ku

u  2

2 zoba−

czysz z grubsza
jak 

wygląda

obraz  na  “siat−
kówce”. Ponie−
waż kamera pa−
trzy  na  wprost,
obiekty widocz−
ne  w lewej  po−
łowie  znajdują
się w rzeczywi−
stości  po  lewej
stronie osi poja−

zdu i vice versa (tak na prawdę obraz na
siatkówce  jest  do  góry  nogami  i w lu−
strzanym  odbiciu,  ale  kto  nam  zabrania
sobie go później obrócić?). 

Zacznijmy od sytuacji najprostszej: ro−

bot  jest  w pustej  sali  o kamiennej  po−
sadzce i cieplejszych od niej ścianach.

Przypuśćmy, że jedzie prostopadle do

ściany.  Na  rry

ys

su

un

nk

ku

u  3

3 pokazane  jest,  jak

zmienia  się  obraz  na  matrycy  kamery

w czasie  jazdy.  Szara  plama  to  ściana.
Biała − podłoga. Jak widać, wbrew pozo−
rom,  do  określenia  odległości  od  ściany
nie  jest  potrzebny  jakiś  skomplikowany
układ  dwóch  kamer.  Wystarczy  policzyć
piksele pomiędzy środkiem obrazu (hory−
zontem),  a granicą  białe/szare.  Jeżeli  ta
liczba jest duża, ściana jest daleko. Jeże−
li maleje – znaczy że ściana jest coraz bli−
żej.  Nie  można  dopuścić,  by  była  zbyt
mała − trzeba skręcić, bo się robot rozbije.

Na  dobrą  sprawę  niepotrzebna  jest

nawet  kamera  −  wystarczy  pojedynczy
pionowy rządek pikseli w centrum obrazu.
Musimy  jednak  wiedzieć,  przynajmniej

R

Ry

ys

s.. 4

4

R

Ry

ys

s.. 3

3

R

Ry

ys

s.. 2

2

R

Ry

ys

s.. 1

1

background image

72

E

LEKTRONIKA DLA WSZYSTKICH 4/99

z grubsza,  pod  jakim  kątem  jesteśmy
w stosunku do ściany. Popatrzmy znowu
“oczami robota”. R

Ry

ys

su

un

ne

ek

k 4

4 pozwala zro−

zumieć, jak wygląda zbliżanie się do prze−
szkody − dotychczas pozioma granica bia−
łe  /  szare  staje  się  skośna.  Tym  bardziej,
im  pod  ostrzejszym  kątem  robot  jest
ustawiony do ściany. Liczymy więc pikse−
le  horyzont−podłoga  w dwóch  miejscach
obrazu − z lewej i z prawej strony osi. To
jest  dość  łatwe  i nawet  80C51  sobie
z tym poradzi. Jak widać, niezbędne czuj−
niki, na pierwszy rzut oka bardzo skompli−
kowane,  można  znacznie  uprościć.
W tym wypadku zamiast kamery wystar−
czą  dwa  rządki  elementów  światłoczu−
łych.  Żeby  było  śmieszniej,  można  to
uprościć jeszcze bardziej. Zamiast całego
pionowego  rządka  gęsto  upakowanych
fotokomórek, po każdej stronie pionowej
osi  siatkówki,  można  zamontować  tylko
po trzy − cztery elementy światłoczułe, tak
jak na rry

ys

su

un

nk

ku

u 5

5. W miarę jak kolejne pa−

ry  stają  się  aktywne,  jesteśmy  informo−

wani o zbliżaniu się do ściany. Jeśli jeden
z rządków  ma  większą  liczbę  aktywnych
elementów,  wiadomo,  że  z tej  strony
ściana  jest  bliżej  −  jedziemy  do  niej  pod
kątem. A te dwa szare (światłoczułe) po−
la? A co będzie, gdy na podłodze coś bę−
dzie  leżeć?  Pionowe  rzędy  komórek  mo−
gą tego nie zauważyć − mają rozstaw taki,
żeby uchwycić ścianę, ale coś mniejsze−
go prześlizgnie się między nimi bez tru−
du.  Poza  tym,  to  coś  może  wyskoczyć
przed robota. Człowieka nie uszkodzi, ale

za rozjechanego chomika bez względu na
genialność konstrukcji rodzina niechybnie
zlinczuje biednego konstruktora.

Na rry

ys

su

un

nk

ku

u 6

6 zaznaczyłem, jakim frag−

mentom podłogi przyglądają się poszcze−
gólne  kawałki  “kamery”.  Te  dwie  duże
płaszczyzny, to pojedyncze fotoelementy.
Normalnie  powinny  widzieć  tylko  podło−
gę,  więc  będą  nieaktywne.  Gdy  cokol−
wiek podpełznie zbyt blisko, któryś z tych
elementów zareaguje. Pozostanie spraw−
dzić, który element podniesie większe la−
rum.  To  pozwoli  zadecydować,  z której
strony ominąć przeszkodę. Proste? Może
trudniejsze  w wykonaniu,  ale  sądzę,  że
dałoby  się  zrealizować  nawet  w domo−
wym  warsztacie.  Trzeba  tylko  pamiętać,
że  użyte  fotoelementy  muszą  być  dość
czułe  i wyposażone  w filtr  podczerwieni.
No  i optykę  jakąś  trzeba  dobrać,  by  uzy−
skać ostry obraz na ich powierzchni.

No  dobrze.  Możemy  posprzątać  halę

fabryczną,  która  ma  jednolitą  posadzkę.
Ale co z mieszkaniem, które na podłodze

ma dywany? Niestety, jeśli powierzchnia
podłogi nie odcina się jednolicie w całym
mieszkaniu od ścian i przeszkód, jeśli nie
ma  jednakowego  “odcienia”,  mocno
różnego od ich jasności w podczerwieni,
to  rozwiązanie  nie  bardzo  zda  egzamin.
Wróćmy  do  kamery  w swej  oryginalnej
postaci.  Trzeba  wymyślić  jakiś  sposób
pomiaru odległości niezależny od “kolo−
rów”  ścian  i podłogi.  Na  pewno  wiele
jest  różnych  sprytnych  rozwiązań,  ja
proponuję coś w rodzaju dalmierza lase−
rowego.  Pod  kamerą  zainstalowaną  jak
poprzednio  montujemy  wskaźnik  lase−
rowy z kolimatorem liniowym. Ten koli−

mator liniowy to taki element czy też ze−
staw optyczny, który kształtuje światło la−
sera nie w pojedynczy punkt, tylko w po−
przeczną linię. Wskaźnik laserowy nachy−
lony  jest  trochę  w dół,  tak  aby  na  podło−
dze, w polu widzenia kamery widniała ja−
sna czerwona linia poprzeczna do osi po−
jazdu. Ważne jest nachylenie wiązki lase−
rowej w stosunku do osi stożka widzenia
kamery  −  ilustruje  to  rry

ys

su

un

ne

ek

k  7

7.  Póki  do

ścian i przeszkód  jest jeszcze daleko, ka−
mera  widzi  tylko  pojedynczą  poziomą  li−
nię. Jeśli jednak coś stanie “żółwiowi” na
drodze,  przetnie  też  drogę  wiązki  lasero−

wej  − fragment czerwonej linii na obra−
zie  znajdzie  się  niżej  (nachylenie  wiązki
do  osi  kamery!)  −  patrz  rry

ys

su

un

ne

ek

k  8

8.  Wy−

starczy na obiektyw czarno−białej kame−
ry nałożyć filtr w kolorze lasera i kwestia
wydaje się być rozwiązana. Na ciemnym
obrazie  mamy  tylko  jasną  pręgę,  której
pionowe  współrzędne  odzwierciedlają
bezpośrednio  odległość  od  przeszkody
w danym  kierunku.  Pozostaje  kwestia
“spojrzenia  w słońce”.  Czyli  −  wyelimi−
nowania  zakłóceń.  Układ  nie  może  rea−

gować na odległe lampy itd. jak na prze−

szkody tuż przed nosem. Najprościej jest
po prostu zignorować część obrazu powy−
żej “zerowego” położenia pręgi laserowej
wiązki.  Lepiej  jednak  nie  świecić  świa−
tłem ciągłym, tylko kluczować światło la−
sera i szukać w obrazie punktów migają−
cych z tą samą częstotliwością − wymaga
to  jednak  większej  (dużo)  mocy  oblicze−
niowej procesora.

Tyle (na razie) rozważań na temat zmy−

słu wzroku u żółwia.

M

Ma

arre

ek

k L

Le

ew

wa

an

nd

do

ow

ws

sk

kii

ttw

wiilliig

gh

htt@

@c

ca

alllliis

stto

o..k

krra

ak

ko

ow

w..p

pll

R

Ry

ys

s.. 5

5

R

Ry

ys

s.. 7

7

R

Ry

ys

s.. 8

8

R

Ry

ys

s.. 6

6