background image

Deus Est Machina?

Część 1: Maszyna do produkcji manny

Wstęp

W   1978   roku   ukazała   się   jedna   z   najciekawszych   pozycji   poświęconych   problematyce 

paleoastronautycznej   -  The   Manna-Machine  -   czyli   Maszyna   (do   produkcji)   manny.   Autorami 
książki jest dwóch Anglików: Rodney Dale i George Sassoon.

Rodney Dale studiował w Queens College w Cambridge nauki przyrodnicze. Przerwał jednak te 

studia,   by   poświęcić   się   innej   specjalności,   a   mianowicie   konstrukcji   maszyn.   W   1963   roku 
utworzył wraz z Sassoonem jedno z pierwszych w Anglii przedsiębiorstw zajmujących się planami 
rozwoju rynku. W firmie tej Rodney Dale jako inżynier specjalista zajmował się projektowaniem 
maszyn oraz kształceniem kadr.

George   Sassoon   również   studiował   w   Cambridge   nauki   przyrodnicze.   Po   ich   ukończeniu 

poświęcił   się,   podobnie   jak   Dale,   konstrukcji   i   projektowaniu   maszyn.   W   założonym   wraz   z 
Dale'em   przedsiębiorstwie   zajmował   się   projektowaniem   maszyn   elektrotechnicznych.   George 
Sassoon jest równocześnie lingwistą oraz autorem szeregu prac z zakresu rozwoju techniki, które 
ukazywały się w wielu poważnych pismach specjalistycznych Wielkiej Brytanii.

Książka Sassoona i Dale'a jest próbą naukowego uzasadnienia tezy, iż biblijna manna była po 

prostu produktem wytwarzanym przez skomplikowaną maszynę, która była wytworem wysokiej 
techniki, a nie cudu.

Oto, co na temat manny mówią teksty biblijne:

„...rzekł Pan do Mojżesza: Oto Ja spuszczę wam jako deszcze chleb z nieba! I wyjdzie lud, i 

będzie codziennie zbierał, ile mu potrzeba, abym go doświadczył, czy chce postępować według 
prawa mojego, czy też nie (...) A gdy warstwa rosy się podniosła, oto na powierzchni pustyni 
było coś drobnego, ziarnistego, drobnego niby szron na ziemi. Gdy to ujrzeli synowie izraelscy, 
mówili jeden do drugiego. Co to jest? - bo nie wiedzieli, co to było. A Mojżesz rzekł do nich: To 
jest chleb, który Pan dał wam do jedzenia.  Oto, co rozkazał Pan: Zbierajcie  z niego, każdy 
według tego ile potrzebuje do jedzenia, omer na głowę. Niechaj każdy zbierze według liczby 
osób,  które   należą   do   jego   namiotu.   Synowie   izraelscy   uczynili   tak   i   zbierali,   jedni   więcej, 
drudzy mniej. A gdy to odmierzali na omery, ten, co zebrał więcej nie miał nadmiaru, a ten, co 
zebrał mniej, nie miał braku. Każdy zebrał tyle, ile mógł zjeść. I rzekł Mojżesz do nich: Niechaj 
nikt nie pozostawia z tego nic do rana. (...) Szóstego dnia zbierali pokarm w dwójnasób, po dwa 
omery na każdego. Wtedy przyszli przełożeni zboru i donieśli o tym Mojżeszowi. A on rzekł do 
nich: Tak powiedział Pan: jutro będzie wypoczynek, poświęcony Panu, dzień sabatu. (...) Przez 
sześć dni będziecie to zbierać, ale dnia siódmego jest sabat. W tym dniu tego nie będzie. A dnia 
siódmego wyszli niektórzy z ludu, aby zbierać, lecz nic nie znaleźli. I rzekł Pan do Mojżesza: Jak 
długo będziecie się wzbraniali przestrzegać moich przykazań i moich praw? Patrzcie! Pan dał 
wam sabat. Dlatego daje wam też dnia szóstego, chleb na dwa dni. Zostańcie każdy w swoim 
miejscu, niechaj nikt w siódmy dzień nie opuszcza swego miejsca. Odpoczywał więc lud dnia 
siódmego. Dom Izraela nazwał ten pokarm manną, a była ona jak ziarno kolendra biała, a miała 
smak placka z miodem”.

(Exodus, XVI, 4, 14-19, 22, 23, 26-31 )

W Biblii znajduje się następujący opis wydarzenia, mającego dla dalszych rozważań Sassoona i 

Dale'a wielkie znaczenie:

– 1 –

background image

„Trzeciego dnia, z nastaniem poranku, pojawiły się grzmoty i błyskawice, i gęsty obłok nad 

górą, i doniosły głos trąby, tak, że zadrżał cały lud, który był w obozie. (...) A góra Synaj cała 
dymiła, gdyż Pan zstąpił na nią w ogniu. Jej dym unosił się jak dym z pieca, a cała góra trzęsła 
się bardzo. A głos trąby wzmagał się coraz bardziej. Mojżesz przemawiał, a Bóg odpowiadał mu 
głosem. A gdy Pan zstąpił na górę Synaj, na szczyt góry, wezwał Pan Mojżesza na szczyt góry i 
Mojżesz wstąpił. I rzekł Pan do Mojżesza: „Zejdź, przestrzeż lud, by nie napierał na Pana, aby go 
zobaczyć, bo by wielu z nich zginęło”.

(Exodus, XIX, 16, 18-21)

Sassoon   i   Dale   twierdzą,   że   opis   spotkania   Mojżesza   z   Panem   jest   relacją   z   wydarzenia   o 

podobnym charakterze, co słynna wizja Ezechiela. Relacja ta bowiem przypomina bardziej jakieś 
sprawozdanie   ze   startu   czy   lądowania   rakiety,   niż   objawienie   się   Boga   narodowi   wybranemu. 
Według   nich   wszystkie   te   relacje   biblijne   stanowią   bardzo   plastyczne   opisy   przedstawiające 
przybycie obcego statku kosmicznego.

Podobne   relacje   znaleźć   można   w   mitologiach   ludów   różniących   się   między   sobą   zarówno 

rodowodem kulturalnym, jak i predyspozycjami  psychicznymi. Wszystkie religie charakteryzuje 
wspólny rys: ich mity, poza nielicznymi wyjątkami, opisują bogów jako istoty posiadające wygląd i 
kształt ludzki. Czy to będą bogowie i półbogowie greccy, czy bogowie hinduscy, czy kosmiczni 
przybysze z mitów indiańskich - wszyscy oni mają ludzką postać. Ponadto wspólną ich cechą jest 
to, że przybywają zawsze z Nieba.

Książka Sassoona i Dale'a próbuje wykazać, że rzeczywiście bogowie przebywali na ziemi, i że 

bogami tymi byli goście z kosmosu, a w każdym razie takim przybyszem z kosmosu był ten, który 
ukazał się Mojżeszowi na górze Synaj.

Biblia jest nie tylko świętą księgą Żydów, ale także ich historią. Historycy wykazali, że opowieść 

o opuszczeniu przez lud Izraela Egiptu dotyczy autentycznych wydarzeń, które miały miejsce około 
3300   lat   temu.   Biblia   wspomina   o   tym,   że   opuściło   Egipt   sześćset   tysięcy   Żydów.   Niemniej 
fachowcy   uważają,   że  w   rzeczywistości  uciekło  z   niewoli  egipskiej   sześćset   rodzin.   W  języku 
hebrajskim bowiem pojęcia „tysiąc” i „rodzina” wyraża to samo słowo.

Następnie relacja biblijna opisuje czterdziestoletnią wędrówkę przez pustynię oraz wszystkie 

wydarzenia   związane   z   manną.   Substancja   ta,   według   Biblii,   spadać   miała   z   nieba,   posiadała 
konsystencję grudkowatą, smak miodu i była racjonowana. Dokładnie jeden omer na rodzinę. Omer 
(lub gomer) jest to miara objętości wynosząca około 3,634 litra.

Manna,   czyli   według   Biblii,   cudowna   potrawa   zrzucona   przez   Jahwe   Izraelitom   w   czasie 

wędrówki po pustyni, jest utożsamiana przez teologów i historyków, analizujących tekst biblijny, z 
białymi  grudkami  zakrzepłego  soku tamaryszku,  rozpowszechnionego  na półwyspie  Synaj. Być 
może również biblijna manna wiąże się z jadalnym porostem, znanym pod nazwą krusznicy.

Biblia podaje, że w sobotę rano manny nie było, natomiast w piątek zbierający otrzymywali rację 

podwójną.  Gdyby manna   była  wyschniętym   sokiem  tamaryszku   lub zwykłym   porostem,   to jak 
wytłumaczyć niezwykły fakt, że w sobotę przyroda dostosowywała się do zakazów religijnych i 
wstrzymywała dostawę swoich płodów?

Sassoon i Dale piszą:

„W   sumie   jest   to   wszystko   dosyć   dziwne.   Najpierw   mamy   opis   jakiejś   postaci   Pana,   który 

wywiódł lud Izraela z Egiptu i kazał mu przez czterdzieści lat wędrować po pustyni. Następnie 
dowiadujemy się o mannie spadającej regularnie z nieba, która to manna towarzyszyła wędrującym 
po pustyni krok za krokiem, utrzymując jednocześnie jakże precyzyjny plan dostaw dziennych i 
tygodniowych. Wracając jeszcze do prób identyfikowania manny z sokiem tamaryszku względnie z 
krusznicą, trzeba tu wspomnieć o innych argumentach przemawiających zdecydowanie przeciwko 
tej interpretacji (przyjętej przez niektórych teologów). Po pierwsze - ani tamaryszku, ani krusznicy 
nie ma na pustyni Synaj w takiej ilości, by można było je zbierać regularnie, dzień w dzień i to w 
ilości mogącej zaspokoić głód trzech tysięcy ludzi (oblicza się, że rodzina składała się przeciętnie z 
pięciu osób). Zresztą porosty rosną dosyć wolno - roczny ich przyrost wynosi kilka milimetrów. Po 

– 2 –

background image

drugie zaś - Biblia ani słowem nie wspomina o tym, że mannę można było zbierać z jakichś drzew 
czy krzaków. Po trzecie - manna miała, zgodnie z Biblią, również smak chleba, a nie samego cukru, 
jak to miałoby miejsce z sokiem tamaryszku”.

Podobnych wątpliwości jest znacznie więcej. Każda rodzina otrzymywała jeden omer dziennie. 

Oznacza to, że manna była racjonowana. Czy można mówić, że jakiś produkt jest racjonowany, jeśli 
się go zbiera w stanie gotowym do spożycia? Żydzi nie należeli do najbardziej zdyscyplinowanych. 
W takim wypadku bardzo łatwo naruszyć przydział jednego omeru na rodzinę, a jednak, mimo to 
wśród wielu zakazów  czy upomnień,  o których  mowa w  Biblii,  nie  ma ani  jednego,  który by 
przestrzegał przed zbieraniem większej ilości manny czy też przed jedzeniem w trakcie zbierania.

Księga Zohar

Biblia   nie   jest   jedynym   źródłem   do   poznania   historii   Żydów   i   religijnego   prawodawstwa 

żydowskiego. Wiele komentarzy do wydarzeń historycznych, jak i komentarzy religijnych zawiera 
Talmud, którego ostateczna redakcja zakończona została około 200 roku. W Talmudzie spisane są, 
przekazywane  ustnie  przez   setki  lat,  komentarze   do  Biblii.  Lecz  nie   wszystkie  te   uzupełnienia 
przekazywane  z pokolenia na pokolenie  zostały  w ostatecznej  redakcji  Talmudu  uwzględnione. 
Wiele z nich pozostało nie spisanych, przede wszystkim dlatego, że uznawane były za wyjątkowo 
tajne, a być może również za zbyt niebezpieczne z punktu widzenia doktrynalnego, aby je raz na 
zawsze spisać. Przekazywano je więc tylko ustnie. Aby zaś przekazać je bez błędu, uczono się ich 
na pamięć. W 1290 roku ta część komentarzy do Biblii została również spisana. Ukazała się pod 
nazwą Księgi Zohar („zohar” czyli blask). Autorem spisanego tekstu Zoharu jest hiszpański Żyd 
Mozes  de Leon. I właśnie ta  księga, będąca podstawowym dziełem  Kabały (kabała  - czyli po 
hebrajsku - tradycja), stała się punktem wyjścia dla hipotezy Sassoona i Dale'a.

George Sassoon pisze:

„W 1974 roku przypadkowo odkryłem książkę zawierającą tłumaczenie kilku części bardzo 

starego dzieła żydowskiego, dotyczącego religii, znanego pod nazwą „Zohar”. Na pierwszy rzut 
oka wydawała mi się treść tej książki czystą bzdurą. A w dodatku tłumaczem tego dzieła był 
angielski  zwolennik  czarnej  magii, człowiek o nienajlepszej  stawie. Mimo wszystko książka 
mnie zainteresowała. Przede wszystkim dlatego, że nie mogło mi się w głowie pomieścić, aby 
tego rodzaju ewidentne nonsensy mogły zabłądzić do dzieła par excellence religijnego”.

Książki   religijne   dotyczą   głównie   problemów   moralistyki   czy   filozofii,   bądź   też   zawierają 

dokładne wskazówki rytualne. Natomiast w tekście Księgi Zohar, a właściwie w tej części, która tak 
zaintrygowała Sassoona - podobne tematy nie były nawet poruszane. Część ta poświęcona była 
dziwnemu, dokładnemu opisowi istoty zwanej Wiekowym Starcem. Księga Zohar Mozesa de Leon 
jest streszczeniem wykładów, których autorem był kilkanaście wieków wcześniej rabin Szymon bar 
Jochaj.   Najdziwniejszy   jednak   jest   fakt,   że   tematem   wykładów   uczonego,   był   opis   budowy   i 
właściwości „czegoś”, co w Zoharze nazywane jest Wiekowym Starcem. Poznanie zaś budowy i 
dokładnego działania poszczególnych organów Starca, jest tak ważne, że zdaniem Szymona bar 
Jochaja wystarczy wyuczyć się tych szczegółów na pamięć, aby dostać się do nieba.

Według Szymona bar Jochaj, Starzec ów składał się z wielkiej głowy o kilku wklęsłościach, 

zaopatrzonej w brodę, nos, oczy oraz z dwóch jąder i penisa. To wszystko. Z opisu wynika, że 
głowa była przezroczysta, a w jej środku znajdowała się latarnia czy też inne źródło światła. W 
górnej   części   głowy   Wiekowego   Starca   znajdować   się   miał   mózg,   w   którym   „destylowała   się 
niebiańska rosa”. Rosa ta, przechodząc później przez inne części ciała Starca, przedostawała się z 
góry na dół, aż do jąder, w których się magazynowała, aby w końcu znaleźć ujście na zewnątrz 
przez penis.

– 3 –

background image

Sassoon:

„Oczywiście,   można   mi   postawić   pytanie,   jak   do   tego   doszło,   że   będąc   naukowcem   i 

inżynierem straciłem wiele cennego czasu, aby zająć się poważnie tego rodzaju bzdurami. Otóż 
zrobiłem to z wielu przyczyn - najważniejszą jednak była ta, że owe teksty z opisem Wiekowego 
Starca od pierwszej chwili wydały mi się dziwnie, powiedziałbym, bliskie. Dopiero po pewnym 
czasie   zdałem   sobie   sprawę   z   tego,   że   w   owym   tekście,   w   owym   opisie   starca,   chodzi   w 
rzeczywistości o opis maszyny, opis dokonany za pomocą niezwykłego zupełnie języka”.

Teksty, o których wspomina Sassoon, odznaczają się między innymi dużą ilością, nie spotyka-

nych   na   ogół   w   tego   rodzaju   dziełach,   konkretnych   danych   i   informacji   liczbowych.   Tak   na 
przykład   uczeni   rabini   słuchający   wykładów   Szymona   bar   Jochaja   dyskutowali   nad   ilością 
pojedynczych włosów, z których składać się miała każda z trzynastu części brody Starca. Albo też, 
czy każdy z tych włosów jest twardy względnie miękki i gdzie się te włosy zaczynają, a gdzie 
kończą?   Nietrudno   przyszło   zorientować   się   Sassoonowi,   że   brody,   nad   którą   tak   namiętnie 
dyskutowali rabini, brody Wiekowego Starca nie sposób porównać do zwykłej ludzkiej brody. Już 
chociażby dlatego, że włosy owej brody wyrastają z jednej części oblicza Starca, a wrastają w drugą 
- przy czym kształt ich jest nader skomplikowany i zawiły.

Liczby i cyfry przy opisie owego Wiekowego Starca dotyczą także wymiarów poszczególnych 

jego części czy organów. Jednostka miary jest tu dość niezwykła i nosi nazwę „światów”. Nie 
należy się więc dziwić, że teksty Kabały są po dziś dzień dla wszystkich zwolenników mistyki i 
wiary w utajoną treść liczb, źródłem stałej inspiracji.

Kim lub czym był ostatecznie  Wiekowy Starzec, którym się Księga Zohar tak szczegółowo 

zajmuje? Czy może jest w jakimś sensie identyczny z Bogiem? Nie wynika to z tekstu, a z całą 
pewnością nie byłoby to zgodne z kanonami religii mojżeszowej, która w żadnych okolicznościach 
nie zezwala na tak szczegółową analizę wyglądu Boga. Ów Wiekowy Starzec nie był więc Bogiem, 
ani   nie   był   człowiekiem,   jak   to   wynika   z   dalszych   informacji.   Czymże   więc   był?   Z   wielu 
szczegółów   opisu   widać,   jak   też   wskazują   na   to   wszystkie   relacje   Zoharu,   że   był   to 
najprawdopodobniej jakiś niezwykły przedmiot.

Wiekowy Starzec nie mógł się sam poruszać. Wprawdzie „siedział na tronie”, ale musiał być 

przenoszony z miejsca na miejsce. Poza tym z opisu dowiedzieć się można, że znajdowało się w 
nim jakieś źródło światła i to światła różnokolorowego. Poza tym, o czym była już mowa, wlewano 
w niego jakiś płyn, który krążył wzdłuż jego ciała.

Nie   należy   się   zatem   dziwić,   że   Sassoon   i   Dale   doszli   do   wniosku,   iż   skomplikowanym 

przedmiotem, którego postać omawiali czcigodni rabini, była maszyna. A jeśli była to maszyna, to 
po pierwsze - skąd się wzięła, a po drugie - do czego służyła?

Jeśli się założy, że ów Starzec z Zoharu oznacza maszynę, to czym wytłumaczyć takie ludzkie 

nazwy poszczególnych jej części, jak czaszka, broda, nos, oczy, czy penis? Odpowiedź na to jest, 
zdaniem autorów, dość prosta. Otóż Izraelici, którzy 34 wieki temu uciekli z Egiptu, nie znali, 
zważywszy poziom ówczesnej cywilizacji, nazw określających poszczególne części tej maszyny i 
musieli   nazwy   takie   dopiero   tworzyć.   Być   może   dostrzegli   oni   pewne   podobieństwo   między 
ogólnym wyglądem maszyny a człowiekiem: broda czyniła z niej starca. Podobieństwo widzieli 
również między różnymi częściami  maszyny a organami ciała  ludzkiego.  Tajna  wiedza  Żydów 
opisuje coś, co przypomina maszynę, ale opisuje to posługując się częściami ciała ludzkiego.

Jeszcze jedno odkrycie, odkrycie wyłącznie językowe, pozwoliło Sassoonowi i Dale'owi znaleźć 

uzasadnienie dla swojej hipotezy. Otóż zarówno w języku aramejskim, jak i hebrajskim wiele słów 
ma podwójne, a nawet potrójne znaczenie. Termin przetłumaczony na angielski jako „Wiekowy 
Starzec” (człowiek bardzo stary) brzmi po aramejsku „attik jomin”, a po hebrajsku „attik jomim”. 
Pierwsze z tych dwóch słów oznacza „oddalony” (w czasie), a także „wyniesiony” czy „noszony”. 
Autorzy twierdzą, że w wypadku Zoharu chodzi o to drugie znaczenie, to znaczy „noszony”, a nie 
„oddalony w czasie” (czyli stary), gdyż po hebrajsku słowo stary względnie starzec brzmi „zaken”, 
a po aramejsku „sawa”. Dotychczasowi tłumacze i komentatorzy Zoharu uznali, że skoro mowa jest 
w tekście o brodzie, to chodzi z pewnością o osobę starą, „oddaloną w czasie”. Otóż tłumaczenie to 
jest tym bardziej niczym nie uzasadnione, że w całym tekście Zoharu nie ma nawet wzmianki o 

– 4 –

background image

tym, by ów Starzec poruszył się czy przemówił. Wprost przeciwnie - mówi się o nim, że „z jednego 
tronu   przenoszony   był   na   drugi”.   Przenoszony   czyli   transportowany,   a   to   właśnie   jest   drugie 
oznaczenie   słowa   „attik”.   A   owym   tronem   była   prawdopodobnie   zwykła   platforma,   na   której 
maszynę każdorazowo umocowywano, gdy miała pracować czyli dostarczać mannę.

Drugie słowo z „attik jomim” - to liczba mnoga od „jom” i ono też może mieć dwa znaczenia. 

Albo „dzień”, albo „morze”. A właściwie „dni” lub „morza”. Liczba mnoga w obydwu wypadkach 
brzmi tak samo. Słowo „attik jomim” może więc oznaczać „oddalony dniami” - czyli w czasie, czyli 
stary - ale może oznaczać także, co jest prawdopodobniejsze, „przenoszony z morzami”, co byłoby 
nonsensem, gdyby nie fakt, iż słowo „jom” może oznaczać zarówno ocean, jak i jezioro, a nawet 
pojemnik,   względnie   zbiornik   wody.   Skoro   w   opisie   owego   Starca   jest   tak   często   mowa   o 
czaszkach, co może też oznaczać kule czy wydrążenia zapełnione wodą względnie innym płynem, 
słowa „attik jomim” należałoby - twierdzą autorzy - tłumaczyć na „przenoszony ze zbiornikami”. 
Inaczej mówiąc, określenie Wiekowy Starzec jest terminem, który może mieć dwa znaczenia. W 
Zoharze używane było to, które odpowiadało mistycznemu charakterowi tej kabalistycznej księgi.

Analiza   treści   Zoharu   w   połączeniu   z   Biblią,   czy   też   analiza   lingwistyczna   poszczególnych 

terminów przemawiają za tezą, że ów „attik jomim” nie był istotą z krwi i kości, lecz był maszyną.

Biochemia

Trudno   wyobrazić   sobie   racjonowanie   jakiegoś   produktu   dostarczanego   bezpośrednio   przez 

przyrodę. Kto mógł kontrolować rozdzielnictwo manny? Oczywiście, mogli to robić tylko kapłani. 
To kapłani wiedzieli, że mannę wyrabia maszyna. Dla pozostałych Żydów każdorazowe otrzymanie 
omeru manny graniczyło z cudem. Dla nas dzisiaj techniczny opis takiej maszyny czy jej wygląd, to 
oczywiście   żadna   rewelacja,   natomiast   największą   zagadką   do   rozwiązania   byłaby   technologia 
takiej produkcji.

Cóż to było - owa niebiańska rosa, z której powstawała manna? Do czego służyły owe zbiorniki 

zwane czaszkami? Czym była owa broda?

Autorzy angielscy doszli do wniosku, że manna produkowana była z alg, czyli glonów. Nazwą tą 

obejmuje się najprostsze, samożywne rośliny zarodnikowe występujące najczęściej w wodzie. Algi 
charakteryzują   się   wysoką   wartością   odżywczą,   jak   też   niezwykle   szybkim   rozmnażaniem   się. 
Niestety, w swojej formie pierwotnej są niejadalne. Algi uprawiane w wodzie przybierają na wadze 
i   objętości   nie   z   wody,   ale   z   powietrza.   Powietrze   zawiera   wszystkie   elementy   niezbędne   do 
rozmnażania  się, a  więc do uprawy alg  - powietrzne  zarówno na powierzchni  wody, jak  też i 
powietrze w niej rozpuszczone.

Oczywiście do rozmnażania się alg potrzebne są i inne elementy, ale w niewielkiej już ilości. 

Przy sztucznej uprawie tych roślin te dodatkowe elementy mogą zostać im dostarczone w postaci 
nawozów.

Najważniejszą jednak rzeczą niezbędną do rozmnażania się alg jest światło. Bez światła algi 

rozwijać się nie mogą, tak zresztą, jak inne rośliny zielone. Jak wiadomo, w roślinach tych na 
skutek fotosyntezy, to jest przyswajania dwutlenku węgla C02 przy użytkowaniu energii uzyskanej 
ze   światła   -   dwutlenek   ten   bierze   czynny   udział   w   procesie   wytwarzania   monosacharydów, 
aminokwasów, glikozy czy kwasów tłuszczowych. W wyniku fotosyntezy następuje też wydzielenie 
do atmosfery tlenu.

Do prób czy doświadczeń, które pozwoliłyby wykorzystać walory glonów, używa się najczęściej 

jednego   ich   rodzaju,   a   mianowicie   chlorelli.   Chlorella   rozmnaża   się   niezwykle   szybko.   Każda 
komórka tego glonu dzieli się na dwa, cztery, osiem czy szesnaście tzw. autospor, które opuszczają 
macierzystą   komórkę   poprzez   jej   pękniętą   błonę.   Autospory   (zarodniki)   poza   komórką 
rozpoczynają   cały   ten   prosty   cykl   od   nowa.   Dzięki   temu   chlorella   pozwala   odzyskać   z   małej 
stosunkowo powierzchni wody duże ilości cennej materii organicznej, która zawiera ona około 50% 
białka, 35% węglowodanów i 5% tłuszczów.

Sassoon i Dale piszą:

„Należy więc przypuszczać, że maszyna do wytwarzania manny składała się z pewnej ilości 

– 5 –

background image

zbiorników,   w   których   znajdowała   się   woda   z   rozpuszczonymi   w   niej   odpowiednimi 
składnikami.   W   zbiornikach   tych   uprawiano   prawdopodobnie   chlorellę,   z   której   część   była 
automatycznie i regularnie zbierana, by ją przeznaczyć na mannę. Zgodnie z tym, co ustaliliśmy 
na podstawie lektury Zoharu, Wiekowy Starzec był maszyną, która składała się z pewnej ilości 
zbiorników i produkowała tę mannę.

Dlatego też uznaliśmy, że „attik jomim” oznacza „noszony ze zbiornikami”. Ze zbiornikami, 

w   których   hodowano   glony...   Czy   to   wszystko   przypadek?   Czy   też   może   ktoś   w   trakcie 
pomieszania zmysłów wymyślił sobie cały ten opis w Zoharze i za jednym zamachem opisał 
maszynę, która mogła mieścić w sobie i uprawę chlorelli, i zamieniać tę chlorellę na mannę?”

Smak   chlorelli   nie   jest   w   stanie   surowym   najprzyjemniejszy.   Jeśli   faktycznie,   tak   jak 

przypuszczają obydwaj autorzy, ów „Starzec” wytwarzał z niej mannę, to musiał czynić znacznie 
więcej, niż tylko zbierać jej nadmiar w zbiornikach zawierających uprawę tych glonów. Musiał ją 
gruntownie przetwarzać, musiał doprowadzić do tego, by miała smak miodu i konsystencję chleba. 
Z doświadczeń, jakie współcześnie przeprowadzali specjaliści wiadomo z pewnością, że za pomocą 
pewnych   dodatków   można   ten   glon   doprowadzić   do   tego,   iż   będzie   dostarczał   każdą   dowolną 
mieszaninę białka, węglowodanów i tłuszczów. Glonom, tak jak i innym roślinom, niezbędne są do 
wzrostu rozpuszczalne w wodzie sole mineralne, światło, ciepło i, oczywiście, dwutlenek węgla.

Zebraną chlorellę trzeba też odpowiednio przetworzyć. Dodawanie soli mineralnych do roztworu 

odżywczego, w którym uprawiana byłaby chlorella, nie przedstawia w zasadzie żadnych trudności. 
Jeśli idzie o dwutlenek węgla, to w wypadku sztucznego (jak zresztą i doświadczalnego) uprawiania 
chlorelli, trzeba by dwutlenek ten wraz z powietrzem wpompować do wody, by ją nim nasycić. Jeśli 
natomiast idzie o światło, po to, by chlorella rozmnażała się, i to szybko, niezbędne jest działające 
przez 24 godziny bez przerwy sztuczne światło.

Sassoon i Dale:

„Kiedy   doszliśmy   do   wniosku,   że   Wiekowy   Starzec   to   w   rzeczywistości   maszyna   do 

wytwarzania manny, nie mieliśmy jeszcze pojęcia, jak mogła ona działać. Wydawało nam się, że 
ilość   chlorelli   uprawiana   do  takiej   produkcji   musi   być  olbrzymia,   a   i   pomieszczenie   do  jej 
uprawy wodnej musi być rozmiarów potężnych. Postanowiliśmy więc prowadzić dalsze badania 
i   okazało   się   ku   naszemu   zdziwieniu,   że   zbiorniki   takiej   wielkości,   jak   to   jest   podane   dla 
maszyny opisanej w Zoharze, całkowicie wystarczą... Zresztą możliwości są w takim wypadku 
po   prostu   nieograniczone,   jeśli   się   zastosuje   chociażby   odpowiednią   selekcję   roślin   i   jeśli 
uwzględni się wszystkie warunki niezbędne do należytej uprawy. Całość mogła być wykonana 
przez maszynę, której wielkość była wystarczająco ograniczona, by bez trudu zmieścić się w 
przenajświętszym   przybytku   świątyni   i   wystarczająco   lekka,   aby   niewielka   grupa   mężczyzn 
mogła ją nieść, kiedy zbiorniki były opróżnione”.

Sassoon   i   Dale   doszli   do   wniosku,   że   waga   maszyny   do   wytwarzania   manny   nie   musiała 

przekraczać trzystu kilogramów, tak że sześciu ludzi mogło ją bez trudu przenosić na dalsze nawet 
odległości.

Jak to wyglądało w praktyce?

Jak wiadomo, zgodnie z zarządzeniami,  które znaleźć  można w Biblii, manny w sobotę nie 

wolno było zbierać. Inaczej mówiąc, każdego dnia maszyna musiała produkować o jedną szóstą 
więcej, niż było to niezbędne dla sześciuset rodzin Izraela. Tę produkcję ponad normę zbierało się 
w jednym z dwóch zbiorników, które Zohar raz nazywa „jądrami”, a najczęściej „wojskiem”, czy 
też „zastępami”. W ten sposób, w piątek obydwa zbiorniki dostarczały razem nie jeden, lecz dwa 
omery manny.

Na podstawie bardzo skrzętnych obliczeń autorzy książki doszli do wniosku, że uprawa chlorelli, 

niezbędnej   do   wytworzenia   takiej   właśnie   ilości   manny,   odbywać   się   mogła   w   zbiorniku   o 
zawartości około 5000 litrów wody. Taki zbiornik mógł mieć średnicę około 2,15 metra, a więc jego 

– 6 –

background image

wielkość nie była przesadnie duża.

Ale nieprzetworzonej chlorelli nie można dawać człowiekowi do jedzenia. Cała bowiem zawarta 

w niej celuloza przechodziłaby przez przewód pokarmowy nienaruszona, a jej wartość odżywcza 
byłaby żadna. W pierwszym więc etapie produkcji celuloza  musi zostać przekształcona  w taką 
substancję  odżywczą,  którą żołądek  ludzki  mógłby  bez trudu  strawić. Ostatecznie  jest celuloza 
węglowodanem, który mógłby być tak samo wartościowy dla organizmu, jak cukier czy glukoza. 
Zwierzęta przeżuwające nie mają tego problemu z zawartą w trawie celulozą. Trawę raz już spożytą 
wprowadzają   z   powrotem   do   pyska,   gdzie   pod   wpływem   żucia   (miażdżenia)   oraz   działania 
enzymów, celuloza rozkłada się. Pytanie jest, czy maszyna mogłaby zastąpić tego rodzaju działanie 
natury.

Enzymem rozkładającym celulozę na cukier jest celulaza, przy czym niewielkie nawet ilości 

takiego enzymu mogą rozłożyć znaczne ilości celulozy. (Faktycznie jedna cząsteczka celulazy w 
ciągu minuty wywołuje wiele milionów reakcji chemicznych). Czyli mówiąc inaczej, od tej strony 
problem ten nie przedstawiałby specjalnych trudności. Tym bardziej, że założyć chyba należy, iż 
twórcy   maszyny,   o   której   mowa   w   Zoharze,   rozporządzali   z   pewnością   wystarczającymi 
możliwościami   technicznymi,   by   enzym   ten   otrzymać   syntetycznie.   Samo   jednak   rozłożenie 
celulozy nie może dać jeszcze pożywienia, o którym uczeni w piśmie rabini twierdzili, że „chleb 
anielski był przez nich (aniołów) w niebie przygotowany, i że ludzie, którzy go spożywali, byli tak 
silni, jak aniołowie”. Co więcej, w Hagadzie, będącej częścią Talmudu, znajdujemy jeszcze jedną 
informację i to frapującą. Otóż jak się okazuje, po spożyciu tego chleba człowiek niczego z siebie 
nie wydalał, czyli innymi słowy mówiąc, był to pokarm doskonały, w całości wykorzystywany 
przez organizm.

Psalm 78 (24-25) głosi:

„Spuścił im, jak deszcz, mannę na pokarm i dał im zboże z niebios. Wszyscy jedli chleb 

anielski, zesłał im żywności do syta”.

Ciekawe, że w języku hebrajskim „chleb anielski” tłumaczy się przez „lehem abirim”. A „lehem 

abirim” może znaczyć także „chleb lecących”. Latać nie musieli aniołowie, chyba że za aniołów 
uznano tych, co latali.

W Biblii jest także mowa o tym, że manna miała smak „placka z miodem”. Oznaczałoby to, że 

celuloza została rzeczywiście przekształcona w cukier prosty. Niemniej i to nie wystarczy jeszcze, 
by chlorellę wykorzystać jako pokarm. W ostatnich latach czynione były w tej dziedzinie pewne 
doświadczenia. Polegały one na tym, że zdrowym mężczyznom dawano do spożycia 150 gramów 
wysuszonej,   przerobionej   chlorelli.   Takie   odżywanie   doprowadziło   do   obrzęków,   ran   i   chorób 
skóry. Natomiast po uprzednim umieszczeniu chlorelli w alkoholu i ponownym jej wysuszeniu 
takich schorzeń nie obserwowano. Inaczej mówiąc, traciła ona w alkoholu jakieś nieznane bliżej 
substancje trujące. Rzecz jasna, podobne oczyszczenie zwykłej chlorelli nie musiałoby przedstawiać 
dla konstruktorów  maszyny specjalnych  trudności. Zresztą można  sobie przecież  wyobrazić,  że 
mogli oni używać chlorelli specjalnej, pozbawionej owych substancji trujących.

Nasza dzisiejsza technologia nie potrafi jeszcze być może skonstruować takiej maszyny, która 

mogłaby w ciągu 24 godzin i w tak niewielkiej przestrzeni przerobić 800 kilogramów chlorelli na 
produkt nadający się do spożycia. Niemniej wiemy już dziś dostatecznie dużo, aby stwierdzić, że 
rzecz taką osiągnąć można. Dlatego też zakładamy, że maszyna do wytwarzania manny pochodziła 
z jakiejś technicznie rozwiniętej cywilizacji, która w niejednym nas wyprzedza. Wyprzedza nas na 
tyle,   że   nie   zawsze   potrafimy   skopiować   to,   co   sama   potrafiła   osiągnąć.   Ale   na   pewno   nie 
wyprzedza nas na tyle, abyśmy nie mogli zrozumieć, jak skonstruowana przez nią maszyna działała.

W otoczeniu sterylnym mogłaby taka maszyna pracować nieograniczenie długi czas. Ale, jak 

wiadomo, atmosfera nasza nie jest sterylna - w związku z czym do kultury (uprawy) chlorelli w 
wodzie   przedostawać   się   mogły   bakterie,   które   z   łatwością   spowodowałyby   zniszczenie 
uprawianych   glonów.   Dlatego   właśnie   musieli   konstruktorzy   maszyny   uwzględnić   konieczność 
regularnego   zatrzymywania   maszyny,   opróżniania   jej,   oczyszczenia   i   dokładnego   wysterylizo-
wania. Oto przyczyna, dla której nie było manny w sobotę! Bo w sobotę personel zajmujący się 
obsługą maszyny - czyścił ją dokładnie i intensywnie. Sobota to dzień świętego odpoczynku. A po 

– 7 –

background image

hebrajsku „święty” - „kadosz” znaczy także „czysty”. W pozostałe dni, jak relacjonuje Zohar, nad 
Starcem czyli nad maszyną widać było opary dymu i unoszący się do góry słup ognia, maszyna 
pracowała przez 24 godziny bez przerwy.

Do magazynowania wyprodukowanej manny niezbędne były dwa zbiorniki - jądra Wiekowego 

Starca.   Jeden   na   magazynowanie   manny   przeznaczonej   do   codziennej   racji,   drugi   zaś   -   na 
magazynowanie manny wydawanej w postaci podwójnej racji, w piątek. Piszą na ten temat Sassoon 
i Dale:

„Wielkość tych zbiorników nie była mała. Nic tedy dziwnego, że pisma religijne (to jest 

Zohar) wspominają o nich z podziwem. Początkowo maszyna nazywana była Panem Zebaot 
(dokładnie: Panem Wojsk - zastępów). Ale, jak się okazuje, słowo „zebaot” - „zastępy” oznaczać 
także może zgrubienia, nabrzmienia. (Takimi były zbiorniki z gotową manną). Później nazwa ta 
przeszła na Boga... Dzienna produkcja sześciuset omerów, to jest około 2200 litrów, musiała się 
zmieścić w jednym z dwóch zbiorników. O ile taki zbiornik był kulą, to jej średnica wynosiła 
około 1,62 metra. Inaczej mówiąc, nawet w porównaniu ze zbiornikiem na 5000 litrów wody z 
uprawą chlorelli, takie zbiorniki na mannę musiały stanowić element maszyny rzucający się w 
oczy”.

Schemat przedstawiający system gromadzenia manny i jej racjonowanie w ciągu pierwszych pięciu dni 
tygodnia i dnia szóstego, kiedy wydawana była podwójna racja.

 

Źródło energii

Maszyna produkująca mannę musiała korzystać z jakiegoś źródła energii. Tak często w Zoharze 

spotykane   określenie   mówiące   o   „naczyniu   zawierającym   ogień”   dotyczy   najprawdo-podobniej 
reaktora   jądrowego.   Sassoon   i   Dale   doszli   do   takiego   wniosku   na   podstawie   następującego 
rozumowania.

Wytwarzanie   manny   z   chlorelli   i   to   w   ilości   niezbędnej   dla   wyżywienia   sześciuset   rodzin, 

wymaga energii świetlnej, jaką można uzyskać z 50.000 żarówek stuwatowych. I Połowa tej ilości 

– 8 –

background image

energii   powinna   służyć   roślinom   (tj.   chlorelli)   na   przemianę   dwutlenku   węgla   i   wody   w 
węglowodany. Druga zaś połowa stanowić musi stratę i w postaci uchodzącego na zewnątrz ciepła.

50.000   żarówek   -  to   dużo.   Nic   tego   dziwnego,   że   w   Zoharze   mowa   jest   o   tym,   iż   oblicze 

Wiekowego Starca świeciło  z „jasnością przekraczającą  wszelkie jasności”. Ukryte więc źródło 
światła   musiało   być   znacznie   silniejsze   od   jakiegokolwiek   światła   dostarczanego   dziś   przez 
jakikolwiek rodzaj oświetlenia żarówkowego. Można ewentualnie założyć, że użyto do tego rur 
neonowych, ale i one mogły okazać się za słabe. Po wielu rozważaniach i po żmudnej analizie 
całego problemu autorzy doszli do wniosku, że źródłem takiego oświetlenia mógł być tylko reaktor 
jądrowy. Natomiast, zdaniem Sassoona i Dale'a, obyć się musiało bez pośrednictwa elektryczności, 
gdyż spowodowałoby to nadmierne wydzielanie ciepła.

Jeśli więc nie elektryczność, to za i pośrednictwem czego energia jądrowa przekształcana była w 

światło? Zacząć trzeba od przypuszczenia, iż reaktor jądrowy maszyny działał na bazie plutonu. W 
zasadzie już dzisiaj można budować podobne reaktory, które pozwalają na uzyskanie dużej energii 
za   pomocą   małej   ilości   tego   pierwiastka.   Taki   reaktor   jądrowy   dostarczałby   energii   w   postaci 
neutronów  - cząstek  poruszających  się niezwykłą  szybkością.  Neutrony  zaś  w  sposób pośredni 
ładowałyby   laser,   który   by   z   kolei   dostarczał   światła   niezbędnego   do   fotosyntezy.   Przy   czym, 
podkreślają autorzy, i takie urządzenie nie przekracza w zasadzie możliwości naszej, współczesnej 
techniki. Wykorzystywane jest ono dla celów wojskowych. W przypadku maszyny produkującej 
mannę z chlorelli, możliwa jest tu kombinacja reaktora i lasera - tak, by promieniowanie tego źródła 
światła mogło być skierowane na wszystkie strony i dało maksimum efektu.

„Krótko   mówiąc   -   piszą   Sassoon   i   Dale   -   zgodnie   z   naszą   wiedzą   i   zgodnie   z   tym,   co 

sugerować   mogą   teksty   Zoharu,   źródłem   światła   dla   maszyny   wytwarzającej   mannę   był 
ładowany neutronami laser, który pozwoliłby na bezpośrednią przemianę energii jądrowej w 
świetlną.   Nie   trzeba   być   fizykiem,   aby   wiedzieć,   że   takie   źródło   energii   stanowiło   niemałe 
niebezpieczeństwo. Stanowiłoby takie niebezpieczeństwo i dzisiaj dla nas, cóż więc mówić o 
prymitywnych,   wędrujących   po   pustyni   dzieciach   Izraela.   Wynika   stąd   więc   następująca 
hipoteza: czy nie należałoby z tego właśnie punktu widzenia - to znaczy z punktu widzenia 
ochrony przed tym niebezpieczeństwem - rozpatrzyć wielu przepisów biblijnych, które zrodziły 
się przecież na pustyni? I czy nie należałoby wiązać z faktem nieprzestrzegania tych przepisów 
wielu wydarzeń, czy też wypadków, które Biblia opisuje?”

Czym była właściwie arka przymierza, którą Żydzi na polecenie Pana zbudowali i nosili podczas 

wędrówki z miejsca na miejsce? Jeśli wierzyć Biblii, była to drewniana skrzynia, którą zbudowano 
dokładnie według wskazówek „z góry”. Nigdzie natomiast nie jest powiedziane, co się w skrzyni tej 
podczas   czterdziestoletniej   wędrówki   znajdowało.   Co   się   znajdowało,   czy   miało   znajdować   w 
okresie późniejszym, kiedy Żydzi znaleźli się na Ziemi Obiecanej, mniej więcej wiemy, ale na 
pustyni? Jaki w ogóle sens miałoby przenoszenie pustej skrzyni z miejsca na miejsce? Otóż w 
Zoharze znajduje się ważna informacja mówiąca, że arka przymierza miała służyć do przenoszenia 
Wiekowego Starca! Jeśli więc założymy, że autorzy angielscy mają rację, i że Wiekowy Starzec to 
właściwie   maszyna,  ostateczny   wniosek  byłby  jasny  i logiczny:  drewniana   skrzynia   służyła  do 
przenoszenia maszyny wytwarzającej mannę.

Z różnych materiałów, jakie znaleźć można w Biblii wynika, że arka była bardzo ciężka. Kiedy 

Żydzi osiedlili się już w Palestynie, do przewożenia arki z miejsca na miejsce trzeba było użyć 
wozu zaprzężonego w dwa woły. Dwa woły do przewożenia pustej skrzynki? Tych wątpliwości nie 
zmienia fakt, iż skrzynia była na pustyni noszona. Najwyżej oznaczać to może, że waga jej nie 
przekraczała 300 - 350 kilogramów, co było możliwe nawet wówczas, gdyby założyć, iż znajdowała 
się w niej tak skomplikowana maszyna, tym bardziej, iż nie wiadomo ostatecznie, z czego była 
skonstruowana.

Bergier i Louis Pauwels w swojej książce „Poranek magów” cytowali wiele różnorodnych opinii 

na temat zawartości arki. Wiele z tych poglądów, wyrażanych przez teologów, talmudystów czy też 
specjalistów   w   zakresie   badań   nad   Biblią,   łączy   pewna   wspólna   myśl   czy   identyczne 
przypuszczenie. Otóż w tej, bądź w innej formie wyrażają oni przypuszczenie, że arka zawierać 
musiała   jakąś   niebezpieczną   aparaturę   czy   groźne   urządzenia.   Niektórzy   z   nich   mówią   o 

– 9 –

background image

urządzeniach elektrycznych, które zagrażały życiu uciekinierów z Egiptu.

Co działo się na pustyni podczas owej wieloletniej wędrówki? Jak wiadomo arka przymierza, na 

polecenie   Pana   była   podczas   postojów   umieszczana   przez   Mojżesza   i   Aarona   w   Namiocie 
Przymierza. Mowa jest o postojach wtedy, kiedy zgodnie z hipotezą Sassoona i Dale'a maszyna 
pracowała i dawała mannę. Ale to nie wszystko. Namiot bowiem, służący za pomieszczenie arki, 
zbudowany   był   również   według   z   góry   wskazanego   planu.   Autorzy   książki   przypuszczają,   że 
zmiana miejsca postoju wynikała z obawy przed nadmiernym skażeniem otoczenia.

P

lan namiotu, w którym podczas wędrówki Żydów przez pustynię znajdowała się maszyna produkująca 

mannę.

Zgodnie   z   rytuałem   namiot   z   arką   nie   mógł   znajdować   się   bliżej   wędrujących   czy 

odpoczywających, niż w odległości 2000 łokci, to jest ok. 1000 metrów. Gdy gasł ogień i znikał 
słup dymu nad namiotem, wiadomo było, że trzeba ponownie zwijać manatki i ruszać w dalszą 
drogę.   Zbiorniki   maszyny   opróżniano,   „tron”,   do   którego   była   przymocowana   rozbierano, 
poszczególne części maszyny przykrywano skórami, a pochód ruszał dalej. Arka była noszona i 
obsługiwana przez kapłanów, którzy szli z nią na czele pochodu. W odległości około 1000 metrów - 
reszta ludu Izraela. Kapłani obsługujący arkę, to znaczy maszynę produkującą mannę, pochodzili 
wyłącznie z rodu Aarona i z pokolenia Lewitów. I tylko oni, jako osoby w tym kierunku specjalnie 
przeszkolone, mieli prawo zbliżania się do arki i do namiotu. Praca ich nie była zresztą łatwa. Biblia 
informuje, że dwaj synowie Aarona - Nadab i Abihu zginęli przed Panem, ofiarowali przed Panem 
na pustyni Synaj inny ogień, którego im nie nakazał (...) Wspomniano też o tym w Trzeciej Księdze 
Mojżeszowej:

„Synowie Aarona, Nadab i Abihu, wzięli kadzielnice, każdy swoją, włożyli w nie ogień i 

nasypali nań kadzidła, i ofiarowali przed Panem inny ogień, którego im nie nakazał. Wtedy 
wyszedł ogień od Pana i spalił ich, tak że zmarli przed Panem”.

Jak przypuszczają Sassoon i Dale, wobec tego, że słowa hebrajskie mają często kilka znaczeń, 

może to oznaczać „zbliżenie się do strasznego ognia”.

Wędrówka ludu Izraela przez pustynię Synaj trwała 40 lat. Aż wreszcie nadszedł moment, kiedy 

Żydzi przekroczyli Jordan i znaleźli się w Ziemi Obiecanej. Z momentem przekroczenia Jordanu i 
zburzeniem Jerycha kończy się nagle cud z manną - tak informuje Biblia. Zgadzając się z hipotezą 
autorów angielskich moglibyśmy zapytać: co takiego wydarzyło się, że maszyna przestała działać? 
Ogólna odpowiedź jest prosta: przestała działać, bowiem taka była decyzja tych, którzy Mojżeszowi 
maszynę tę dostarczyli. Z drugiej strony, skoro znaleźli się już Żydzi w kraju „mlekiem i miodem 
płynącym” - dostarczanie im manny byłoby nadmierną rozrzutnością. A więc maszyna przestała 
działać, bowiem nie było już prawdopodobnie dostawy surowca, soli mineralnych, enzymów itp.

– 10 –

background image

I od tej chwili, to jest od chwili wkroczenia do Ziemi Obiecanej, cicho jest w Biblii o arce 

przymierza. Skoro ustały dostawy, przestał się prawdopodobnie również pokazywać Pan, albo też 
przestał o sobie dawać znak życia. Inaczej mówiąc, ustała wszelka z nim łączność. Skoro bowiem 
założyliśmy,  że   owym   Panem  z  góry  Synaj   był  jakiś   przedstawiciel   cywilizacji   pozaziemskiej, 
rozporządzającej wspaniale rozwiniętą techniką, to dlaczego by nie założyć, że z wędrującymi po 
pustyni,   albo   raczej   z   ich   wodzami   -   Mojżeszem   i   Aaronem   -   porozumiewał   się   nie   tylko 
bezpośrednio? Dlaczego nie założyć możliwości porozumiewania się inną drogą? Mianowicie drogą 
radiową?   Jest   to   rzecz   bardzo   prawdopodobna.   Tym   bardziej,   że   zarówno   Biblia,   jak   i   Zohar 
dostarczają tutaj kilku istotnych wskazówek.

Wielki kapłan i jego strój

Jest pewien interesujący szczegół związany z maszyną czy Wiekowym Starcem. Chodzi o „ucho 

małego oblicza”. Według Zoharu „ucho” to było tak skonstruowane, że można było „śledzić głos, 
kiedy dostaje się do mózgu”. W „uchu” znajdują się „władcy skrzydeł”, których zadaniem jest 
„zamienić głos na mowę”. Czytamy w Zoharze:

„I mowa ta... przebija się przez eter, rozlewa się, i unosi się i fruwa w kosmos. I z tego 

powstaje głos. A władcy skrzydeł chwytają ten głos, zanoszą go do króla i w ten sposób dosięga 
on jego uszu”.

Czyż trzeba  nadmiernej  ilości  dobrej woli, by w tej  zawiłej, na pierwszy rzut oka, formule 

doszukać się dokonanego przez prymitywny umysł opisu łączności radiowej? Co właściwie zdanie 
to może oznaczać? Oznacza ono, że zwykła mowa może być przechwycona przez ludzkie ucho, ale 
dalej nie sięgnie. Przy pomocy jednak owych „władców skrzydeł” mowa ta może zostać zamieniona 
w głos. „Głos” - sygnał radiowy - nie może być usłyszany gołym uchem, może jednak przebywać 
wielkie odległości. Tego, że taka interpretacja autorów jest słuszna, dowodzi fakt, iż w tym miejscu 
Zohar powołuje się na następujący cytat z Biblii (Deuteronomium, V, 28):

„I wysłuchał Pan głosu waszych słów do mnie i rzekł Pan do mnie: Słyszałem głos słów tego 

ludu, które mówili do ciebie, i dobre było to, co mówili”.

Wyraźne jest odróżnienie „głosu” od „słów”. Gdyby takie odróżnienie było zbędne, mogłyby 

zdania te po prostu brzmieć: „I wysłuchał Pan waszych słów (...) Słyszałem słowa tego ludu (...)”. 
Aluzje do łączności radiowej, a być może i do faktu, że obsługa maszyny była kierowana za pomocą 
radia, znaleźć można nie tylko w Zoharze, ale i w Biblii. Z tego to powodu autorzy zainteresowali 
się specjalnie strojem Wielkiego Kapłana. Już sam fakt, że Biblia tyle miejsca poświęca tej sprawie 
wskazuje, że nie chodziło tu jedynie o jak najdokładniejsze wskazówki dotyczące umieszczenia 
naramienników,   naszywek,   złotych   łańcuchów,   czy   drogich   kamieni,   jak   to   ze   wszystkimi 
szczegółami   opisane   jest   w   rozdziale   XXVIII   Drugiej   Księgi   Mojżeszowej.   Chodziło   tu 
przypuszczalnie   i   o   inne,   ważne   sprawy.   Wielki   Kapłan   kierował   na   pustyni   obsługą   arki 
przymierza, czyli znajdującą się w niej prawdopodobnie maszyną do wytwarzania manny. Później 
funkcja ta miała już tylko rytualny charakter (maszyna nie działała i manny nie było), ale przecież 
była w jakimś sensie pochodną owych czynności związanych na pustyni z obsługą maszyny.

– 11 –

background image

W   Biblii   mowa   jest   o   dwóch   plakietkach,   które   Wielki   Kapłan   obowiązany   był   nosić   na 

piersiach.

„Do napierśnika wyrocznego włożysz urim i tummim, aby były na sercu Aarona, gdy będzie 

stawał przed obliczem Pana”. (Exodus, 28, 30)

Jest to cytat z Biblii wystarczająco niejasny, aby zasłużyć na różnorakie komentarze. „Urim i 

tummim” - to po hebrajsku „nauka” i „prawda”. Napierśnik był używany, gdy proszono Pana o 
pomoc.

Oczywiście,   taka   prośba   o   pomoc   może   być   rozumiana   symbolicznie.   Ale   czy   tylko 

symbolicznie? Zohar poucza, w jaki sposób każde życzenie czy prośba powinny być kierowane do 
Pana:

„Jeśli człowiek chciałby, by jego życzenie spełniło się, musi to życzenie wyjść z jego ust w 

postaci słów. Jeśli bowiem prośby jego nie wyjdą z ust, prośby nie są prośbami, a życzenia nie są 
życzeniami. Jak słowa jego wyjdą spomiędzy warg, natychmiast przechodzą przez Eter, unoszą 
się i zamieniają w głos. I słowa te przyjęte będą przez tych, przez których powinny być przyjęte”.

(Chodzi   tutaj   o   „władców   skrzydeł”,   jak   określa   Zohar   wszystkie   urządzenia   związane   z 

nadawaniem i odbieraniem na odległość).

Powiadają w związku z tym Sassoon i Dale:

„Umożliwiały   one   łączność   radiową   z   Panem,   który   być   może   w   ciągu   czterdziestu   lat 

wędrówki   ludu   Izraela   przez   pustynię   znajdował   się   na   orbicie   okołoziemskiej.   Jako 
niewykształcony technicznie naród, nie mogli Izraelici widzieć różnicy między łącznością za 
pomocą radia a wizjami czy snem. Dla nich nie odgrywało żadnej roli, czy ktoś słyszał głos z 

– 12 –

background image

jakiegoś pudełka, czy z czyjejś głowy”.

W Biblii jest mowa o królu Saulu, który pytał o radę Pana. Ale ten nie odpowiadał „ani we śnie, 

ani przy pomocy światła, ani przy pomocy proroctw”.

Nie było świateł... Nasuwa się przypuszczenie, że być może na maszynie, a może na pektorale 

„urim i tummim” zapalały się podczas wędrówki przez pustynię światełka, gdy Pan na swoim statku 
kosmicznym wydawał polecenia...

O sprawach tych wspomina Józef Flawiusz (Starożytności żydowskie) - historyk z I wieku n.e. 

Pisze on mianowicie, że plakietki na piersiach Wielkiego Kapłana (na tych plakietkach widniało 
dwanaście   kamieni)   błyszczały   niezwykłym   światłem,   kiedy   lud   wyruszał   na   wojnę.   Było   to 
dowodem, że Bóg obiecał swoją pomoc. „Grecy - pisze Flawiusz - którzy nasze obyczaje szanują, 
nazwali je (chodzi o owe mieniące się blaskiem kamienie) boską inspiracją, wyrocznią”.

„Urim i tummim” świeciły się jeszcze długo po tym, jak już od Pana żaden głos nie docierał. 

Powiadają Sassoon i Dale o owej „nauce i prawdzie”:

„Wszystko   wskazuje,   że   to,   co   Biblia   opisuje,   jest   urządzeniem,   które   umożliwiało 

komunikowanie się z Panem. Flawiusz określa to jako klejnot, który od czasu do czasu zapalał 
się. Mógł to być oczywiście cud. Ale można ten fakt wytłumaczyć dość prosto. To, co Wielki 
Kapłan   nosił   na   piersiach,   było   odpowiednikiem   radioodbiornika.   Zgodnie   z   Biblią,   tylko 
Mojżesz i Wielki Kapłan znajdując się w Przenajświętszym, mógł rozmawiać z Panem. Przy 
czym powiedziane jest, że głos boży rozlegał się z miejsca znajdującego się na arce przymierza 
między cherubinami”.

Jeśli się ten opis dokładnie przeanalizuje, to okazać się może, że głos wychodził z napierśnika 

noszonego   przez   Wielkiego   Kapłana.   Niejeden   policjant   czy   żołnierz   nosi   dzisiaj   podobne 
urządzenia na piersiach. Nasza technika dogoniła technikę Pana. Potem, jak ustał kontakt z Panem, 
światło przez dłuższy czas zapalało się. Głosu jednak nie było już słychać. Pan odleciał, ale baterie 
dłuższy jeszcze czas działały. Nie jest wykluczone, że kapłani próbowali kontakt ten nawiązać z 
powrotem - prosząc o radę, apelując o pomoc - naciskając odpowiednie włączniki. Światło zapalało 
się, a to ludowi wystarczało, by mieć pewność, że Pan go nie opuścił.

Whiston, angielski tłumacz i komentator Flawiusza, pisze:

„Kiedy Flawiusz mówi o proroctwach Wielkiego Kapłana, rozumie przez to fakt, iż Bóg 

poprzez „urim i tummim” pytany był o radę... a rada ta była udzielana Wielkiemu Kapłanowi 
przez niezwykły glos wychodzący spośród cherubinów tylko wtedy, kiedy Wielki Kapłan nosił 
płytkę na piersiach”.

Dlaczego i kto?

Dlaczego akurat Żydzi otrzymali tę maszynę i dlaczego akurat na czterdzieści lat? Według Dale'a 

i Sassoona dostali ją dlatego, że byli prawdopodobnie spokrewnieni z kosmitami. W jaki sposób? 
Poprzez Henocha! Henoch to pradziad Noego, ten, który nie umarł, lecz za swoje dobre uczynki 
został „zabrany” przez Pana. Sassoon i Dale uważają, że Henoch mógł mieć na planecie, której 
przedstawiciele penetrowali od dawna Ziemię, potomstwo i że taki kosmiczny krewniak postanowił 
przekazać ludowi Izraela, poprzez Henocha z nim spowinowaconego, maszynę, która uciekinierom 
z Egiptu dostarczałaby żywności.

– 13 –

background image

Plan półwyspu Synaj z trasą czterdziestoletniej wędrówki Żydów przez pustynię.

Inną   hipotezę   na   ten   temat   ma   Arnold   Mostowicz.   Według   niego   Żydzi   zostali   tu   użyci   w 

charakterze królika doświadczalnego, wybrani zostali do wielkiego eksperymentu.

Sądzi on, iż podobna maszyna wytwarzająca produkt żywnościowy, wcale do tego czasu nie była 

podczas lotów kosmicznych używana. Stanowiła niejako wynalazek zupełnie świeży, wynikający 
być może z faktu, że z chlorellą  i jej niezwykłymi, z punktu widzenia podróży przez kosmos, 
własnościami, nieznani przedstawiciele pozaziemskiej cywilizacji zetknęli się na naszej planecie w 
tym właśnie czasie. Nie można wykluczyć, iż ten rodzaj zielonych alg był produktem ewolucji tylko 
naszej, ziemskiej przyrody. Nic więc dziwnego, że kiedy zrozumiano, jak wielkie usługi oddać 
może w produkcji wysokokalorycznego środka odżywczego, postanowiono rzecz całą wypróbować 
konstruując odpowiednią maszynę i przekazując ją Mojżeszowi, jako odpowie-dzialnemu za cały 
eksperyment. A gdyby okazało się, że maszyna zdaje egzamin - można by wypróbowany produkt 
bez ryzyka zastosować podczas dłuższych lotów kosmicznych.

Jeśli to przypuszczenie jest słuszne, to wypróbować ten środek należało w sposób jak najbardziej 

naukowy. To  znaczy  sprawdzić  należało,  jak stosunkowo duża grupa ludzi  zniesie  długotrwałe 
jednostajne  odżywianie   się  wyłącznie  tym   produktem,  bez  dodatkowego  konsumowania  innych 
naturalnych środków żywności. Czyli innymi słowy, jak ludzie zniosą wyłączne odżywianie się 
chlorellą przerobioną na to, co Biblia nazywa manną.

Istoty, na których można było przeprowadzić tak ważny, masowy i długotrwały eksperyment, 

musiały odznaczać się wieloma ważnymi cechami. Przede wszystkim musiały być wystarczająco 
inteligentne, by się należycie obchodzić z tak delikatną maszyną, no i niektóre z nich powinny być 
wdrożone do manipulowania pewnymi prostymi mechanizmami, którą to umiejętność zapewniała 
przynależność do warstwy kapłanów egipskich. Następnie istoty te powinny charakteryzować się 
pewną   czystością   rasową,   by   różnice   zachodzące   między   poszczególnymi   jednostkami   nie 
wypaczyły doświadczenia.

Tymi wszystkimi zaletami odznaczali się Żydzi. Byli wystarczająco inteligentni, a znajdując się 

w niewoli egipskiej zachowali swoją odrębność rasową i etniczną. Ponadto, uciekając z Egiptu 
powinni   byli   okazać   zdyscyplinowanie   niezbędne   zarówno   w   chwili   zagrożenia,   jak   i   wobec 
perspektywy osiągnięcia Ziemi mlekiem i miodem płynącej. Umiejętnie wyprowadzono Żydów z 
niewoli   egipskiej,   przeciągając   całą   historię   przez   dziesięć   plag   i   dramatyczne   przejście   przez 
Morze Czerwone. Sam zaś eksperymentator - Pan - pojawił się we własnej osobie na górze Synaj, 
by przekazać swoje polecenia niewątpliwie genialnemu przywódcy, jakim był Mojżesz.

Ale to jeszcze nie wszystko. Po to, by doświadczenie przebiegało czysto i sprawnie, musiano 

– 14 –

background image

otoczyć je zakazami i nakazami, których przestrzeganie powinno było zapewnić wysoką jakość 
doświadczenia, a których przekroczenie powinno być jak najsurowiej karane. A więc nie wolno 
było   wędrującym   przez   pustynię   odżywiać   się   innymi   produktami,   niż   ten   dostarczony   przez 
maszynę.   Wszelkie   próby   żywienia   się   czymkolwiek   innym   były   jak   najsurowiej   karane.   To 
wszystko przybrane zostało w szereg przykazań biblijnych, nie tylko bezpośrednio, ale i pośrednio 
odnoszących się do doświadczenia.

Wobec   tego,   że   takie   doświadczenie   trwać   powinno   czas   dłuższy,   nakazano   Żydom 

czterdziestoletnią  wędrówkę po pustyni. Odległość między  Egiptem  a Palestyną  wynosi w linii 
prostej   nie   więcej,   niż   650   kilometrów.   A   więc   odległość,   nawet   przy   tym   bardzo   powolnym 
marszu, do przebycia dla 3000 ludzi z dobytkiem w trzy, cztery miesiące. Przy czym marsz odbywał 
się przez pustynię Synaj, gdzie wcale nietrudno, wbrew pozorom, o jakieś jadalne korzenie czy 
rośliny, mogące uzupełnić jednostronną dietę, nietrudno nawet o jakieś zwierzęta. Wszystkie te 
zakazy i nakazy ustalone zostały po to, by doświadczenie przebiegało bez zakłóceń i by można było 
regularnie   sprawdzać,   jaki   jest   stan   zdrowia   i   w   ogóle   stan   biologiczny   istot   w   ten   sposób 
odżywianych. Co więcej, czterdzieści lat - to dwa pokolenia. Taki okres pozwala sprawdzić, czy 
odżywianie się wyłącznie manną nie wpływa ujemnie na potomstwo, czy nie działa, powiedzmy 
mutagennie, czy pokolenie wyrosłe w pustyni jest normalne i zdolne do walki z trudami życia?

Książka   Sassoona   i   Dale'a   dostarcza   wystarczających   argumentów   przemawiających   za 

słusznością tej hipotezy, iż całe to wydarzenie - od wyprowadzenia Żydów z Egiptu do momentu 
przekroczenia Jordanu, ma charakter doświadczenia. Takim argumentem jest niczym innym nie 
dający się wyjaśnić nakaz jedzenia wyłącznie manny i tylko manny. Takim też argumentem jest 
wysunięty na pierwszy plan religijnego rytuału wielkanocnego u Żydów - zakaz konsumowania 
czegokolwiek   opartego   na   drożdżach.   Drożdże   musiały   być   z   obozu   wędrującego   przez   Synaj 
Żydów  usunięte,  nie   tylko  w  tym   celu,   by  nie  wpłynęło   to  na  biochemiczny  proces  produkcji 
manny, ale także i dlatego, by nie mącić klarownego przebiegu doświadczenia.

Za słusznością tej tezy świadczy również fakt, że maszyna przestała nagle działać wtedy, kiedy 

lud Izraela przekroczył Jordan. Nie było to specjalnie związane z obecnością innego pożywienia, 
jako   że   nie   brak   go   było   i   przedtem,   ale   z   faktem,   że   doświadczenie   w   tej   dokładnie   chwili 
skończyło się. Za słusznością tej tezy przemawia wiele innych jeszcze argumentów, które znaleźć 
można   w   Biblii.   Argumentów   opowiadających   o   perypetiach   wędrówki   przez   Synaj   narodu 
wybranego. Wybranego na przedmiot doświadczeń?

– 15 –

background image

Przypuszczalny wygląd maszyny

(1)  „Usta”, przez które,  według Zoharu, przepływać miał  oddech życia. Według Sassoona i 

Dale'a jest to dopływ powietrza do maszyny wraz z siatką do zatrzymywania nieczystości.

(2) Rurka w kształcie pierścienia znajdująca się w
(3)  „mózgu” Wiekowego Starca. Jest nim podstawowe urządzenie do otrzymywania wody z 

powietrza. Gorące powietrze pustynne byłoby tu ochładzane na zimnej, szerokiej powierzchni 
(być   może   fałdowanej),   a   woda   spadałaby   w   postaci   kropel   („niebiańskiej   rosy”)   do 
odpowiedniego   zbiornika.   To,   co   w   Zoharze   nosi   nazwę   „rosy”,   jest   właśnie   otrzymaną   z 
atmosfery   wodą.   „Mózg”   jest   więc   czymś   w   rodzaju   kondensatora   „rosy”.   Kondensator   ten 
przykryty jest

(4) „eterem”, albo inaczej jeszcze „przezroczystym zewnętrznym mózgiem” Wiekowego Starca, 

a w rzeczywistości prawdopodobnie jakąś przezroczystą masą plastyczną. Woda z kondensatora 
spływa do

(5)  „wielkiego morza”, którym jest oczywiście zbiornik z uprawą chlorelli  w wodzie, gdzie 

– 16 –

background image

rozpoczyna się właściwa produkcja manny. Woda z chlorellą przechodzi przez

(6)  „włosy z brody” Wiekowego Starca  - czyli  rury, w  których następuje wymiana  gazowa 

(absorbowanego   dwutlenku   węgla   na   wydzielany   tlen).   W   tych   rurach   woda   z   chlorellą 
naświetlana jest przez niewidoczne na rysunku, umieszczone wewnątrz zbiornika ze znajdującą 
się w wodzie chlorellą, źródło światła. Zbiornik z uprawą chlorelli zaopatrzony jest w

(7) „resztę” - czyli wentyl bezpieczeństwa i
(8) „odpływy z mózgu” - czyli wyloty ścieków. Ponadto zbiornik ten połączony jest z
(9) „trzema dolnymi oczyma”, którymi są bardzo ważne zbiorniki zawierające sole mineralne, za 

pomocą

(10)  „kanałów dolnych oczu”, czyli rur łączących. Światło i energia niezbędne dla funkcjono-

wania maszyny pochodzą z

(11) „naczyń zawierających ogień”. Mógłby to być reaktor jądrowy. Reaktor posiada
(12) „klucze” czyli zawory regulujące natężenie. Obsługiwanie maszyny następuje za pomocą
(13) „ręki małego oblicza” - mechanicznej ręki i mechanicznej dłoni. Ze wspomnianego wyżej 

kondensatora (3) powietrze uchodzi przez

(14)  „długi nos” czyli rurę z wentylem i jest skierowane do reaktora (11), by go ochłodzić. 

Następnie ponownie ogrzane ulatnia się przez

(15) „nos małego oblicza” czyli rurę wydechową. W ten sposób powstaje
(16) „słup dymu za dnia i słup ognia w nocy”. Niewidoczna na rysunku pompa umieszczona w 

rurze wydechowej, wytwarza podciśnienie, które jest niezbędne, by chlorellę skierować do

(17)  „wydrążenia w mózgu małego oblicza” - inaczej mówiąc, do aparatury do przetwórstwa 

manny.  Pompa zaś  do wytwarzania  podciśnienia  jest z  drugiej  strony przymocowana  do tej 
aparatury za pomocą

(18)  „brody   małego   oblicza”,   która   jest   rurą   z   wytworzonym   w   niej   podciśnieniem. 

Wyprodukowana manna magazynowana jest w

(19) „zastępach” („jądrach”) czyli w zbiornikach, a następnie, po wypełnieniu ich kierowana jest 

na zewnątrz przez

(20) „penis” czyli rurę odprowadzającą mannę i
(21) „przykrycie penisa” czyli przez kurek regulujący odprowadzanie manny. Maszyna stoi na
(22) „nogach, jak na sześciu słupach” czyli na sześciu podporach z otworami na drągi służące do 

noszenia maszyny podczas wędrówki przez pustynię. Podpory maszyny umieszczone są na

(23)  „tronie”  czyli na zwyczajnej  platformie  zbudowanej  z materiału,  jaki  znajdował się do 

dyspozycji na miejscu postoju. „Tron” był niszczony, gdy maszynę opróżniano i przenoszono na 
inne miejsce. Całość, czyli maszyna nazwana „Wiekowym Starcem”, dzieli się na:

(24) „Starego” czyli na górną część i na
(25) „małe oblicze” czyli część dolną. Między tymi częściami znajduje się
(26)  „nagość”   czyli  część   odgradzająca   górę  od  dołu.  Nazwa  ta   pochodzi   stąd,  że  część  tę 

odsłaniano za każdym razem, kiedy maszyna była czyszczona. Tuż pod nią znajdują się

(27) „korony małego oblicza” czyli specjalne płyty zdejmowane podczas czyszczenia maszyny i
(28)  „ucho   małego   oblicza”   -   aparat   służący   prawdopodobnie   do   łączności   radiowej   z 

dyspozytorem znajdującym się na orbicie okołoziemskiej.

– 17 –

background image

– 18 –