background image

Anna Zeidler – Janiszewska 

 

Dryfujący  flâneur,  czyli  o  sytuacjonistycznej  transformacji 

doświadczenia miejskiej przestrzeni. 

 

 

"Typ  flâneura  powołał  do  życia  Paryż"  -  przypominał  Walter  Benjamin  w 

recenzji  do  książki  swego  przyjaciela,  Franza  Hessela,  który  próbował 

zachęcić  do  tej  sztuki  berlińczyków  1.  To  nie  obcy  przybysze,  lecz  sami 

paryżanie uczynili swoje miasto "ojczyzną flâneura", doświadczaną z jednej 

strony  jako  "pejzaż  zbudowany  z  hałaśliwego  życia"  (metafora 

Hofmannsthala),  z  drugiej  -  jako  wnętrze.  Nic  w  tym  dziwnego,  jeśli 

przypomnimy  sobie,  że  w  dziewiętnastym  wieku  angielscy  turyści  z 

mieszanymi  uczuciami  opisywali  paryżan  jako  ludzi,  którzy  szczęście 

odnajdować  mogli  wyłącznie  poza  własnymi  czterema  ścianami  2.  "Dla 

flâneura, żyjącego pomiędzy frontami budynków niby bourgeois w czterech 

ścianach  swego  domu,  ulica  staje  się  mieszkaniem.  W  jego  oczach 

błyszczące  emalią  szyldy  firm  są  równie  dobre  (a  nawet  lepsze)  jako 

przystrojenie ścian, co obraz olejny w mieszczańskim salonie. Mury są dla 

niego  pulpitem,  o  który  opiera  swój  notes;  kioski  z  gazetami  służą  mu  za 

biblioteki, a kawiarniane tarasy to wykusze, z których po zakończeniu pracy 

spogląda na swój dobytek" 3.  

 

Siegfried Kracauer, który podobnie jak Hessel i Benjamin właśnie w Paryżu 

nauczył  się  flânerie,  wiązał  jej  narodziny  z  nudą  -  owym  szczególnym 

stanem,  który  w  dziewiętnastym  wieku  uległ  swoistej  demokratyzacji.  W 

znakomitym  studium  Jacques  Offenbach  i  Paryż  jego  czasów  czytamy  o 

flâneurze, który "przechadza się bez celu, a nicość i pustkę, jaką czuje wokół 

siebie  i  w  sobie,  wypełnia  mnóstwem  wrażeń"4  .  Tych  wrażeń  dostarczają 

pochłaniane  przez  flâneura  i  "Mamiące  go  niczym  sny"  obrazy:  "wystawy, 

litografie, nowe budowle, eleganckie toalety, szykowne karoce, sprzedawcy 

gazet"5  .  Dla  bywalców  bulwarów,  tworzących  krąg  ówczesnej  bohemy, 

szlifowanie  bruków  stało  się  "słodkim  przyzwyczajeniem",  rodzajem 

nałogu,  niezależnym  od  innych  ról  odgrywanych  w  miejskim  spektaklu. 

Nałóg  ów  wymagał,  co  oczywiste,  wolnego  czasu.  Flâneur  lubił  niekiedy 

czas  ten  spowalniać.  Benjamin  przypominał,  że  około  połowy  wieku 

pojawiła się w Paryżu moda wędrowania po ulicach i pasażach z żółwiem na 

smyczy.  Interpretował  ją  jako  wyraz  sprzeciwu  wobec  rosnącej 

funkcjonalizacji  i  przyspieszeniu  tempa  życia  miejskiego,  co  zaczęło 

upodabniać  Paryż  do  ówczesnego  Londynu.  Wolny  rytm,  jaki  narzucał 

sobie flâneur, pozwalał mu doświadczać miasta jako labiryntu, określonego 

w Parku Centralnym jako "ojczyzna zwlekania".  

 

Flâneur  bywał  także  jednak  czasem  pobudzony.  Przypominał  wówczas 

myśliwego  tropiącego  zwierzynę  lub  detektywa,  który  zbliża  się  do 

rozwiązania  zagadki  ("Flâneur,  jakimkolwiek  tropem  by  podążał,  zawsze 

natknie  się  na  zbrodnię"6),  albo  też  rozgorączkowanego  spiskowca.  Krąg 

analogii, jakie podsunął Benjamin, nie sprowadzał się do tych tylko postaci. 

Obejmował także inne figury "bractwa bohemy" - dandysa i literata, a także 

pewne  postaci  graniczne:  dziwkę,  będącą  sprzedawczynią  i  towarem 

równocześnie,  i  gałganiarza,  w  którym  każdy,  kto  należał  do  bohemy, 

"rozpoznawał  cząstkę  samego  siebie".  Inspiracji  dla  charakterystyki 

background image

licznych  wcieleń  flâneura  dostarczył  Benjaminowi,  jak  wiadomo, 

Baudelaire,  który,  podobnie  jak  bracia  de  Goncourt,  doskonale  zdawał 

sobie  sprawę  z  ambiwalencji  postaw  ówczesnej  bohemy.  Nie  przypadkiem 

wszak  porównywał  literata  z  dziwką.  "Pod  postacią  flâneura  -  uogólnia 

ówczesne doświadczenie Benjamin - wkracza na rynek inteligencja, po to - 

jak  sama  sądzi  -  aby  mu  się  przyjrzeć,  w  rzeczywistości  jednak  po  to,  aby 

znaleźć  kupca.  W  tej  przejściowej  fazie,  gdy  inteligencja  ma  jeszcze 

mecenasów, choć już zaczyna się orientować na rynku, występuje ona jako 

bohema.  Chwiejności  jej  pozycji  ekonomicznej  odpowiada  chwiejność  jej 

roli  politycznej"7  .  W  innym  miejscu  Beniamin  zauważa,  że 

Baudelaire'owski  flâneur  zachowywał  się  jak  towar,  który  nie  znalazł 

nabywcy,  ale  w  przeciwieństwie  do  dziwki,  mógł  wcielać  się  w  "duszę" 

towaru, a nawet rozkoszować się nią. W ówczesnym Londynie taka postawa 

była już niemożliwa, o czym przekonuje zarówno Poe, jak i - czytany z nim 

łącznie  -  Engels.  Benjamin  interpretował  Człowieka  tłumu  jako  proroczą 

wizję upadku flâneura, który zamiast błąkać się w labiryncie miasta, trafia 

wraz  z  tłumem  do  domu  towarowego  i  w  nim  "błąka  się  po  labiryncie 

towarów".  Ten  właśnie  wątek  Benjaminowskiej  refleksji  doczekał  się  dziś 

licznych  kontynuacji  wśród  badaczy  społeczeństwa  konsumpcyjnego,  jako 

raju  dla  flâneurów  -  tyle  że  raju  zdemokratyzowanego,  ale  i  zarazem 

zdegradowanego.  

 

Czy  jednak  z  innych  wcieleń  dziewiętnastowiecznego  flâneura  nic  już  nie 

pozostało?  Gdyby  tak  było,  nie  mógłby  Benjamin  przywołanej  tu  już 

recenzji  z  książki  Franza  Hessela  Spazieren  in  Berlin  zatytułować  Powrót 

flâneura,  nie  mógłby  też  podkreślać  odnowienia  sztuki  flânerie  przez 

surrealistów.  

 

Recenzja ta eksponuje inne wymiary miejskiego wędrowania - dokonujące 

się  w  trakcie  owej  wędrówki  procesy  "czytania"  i  "pisania"  miasta.  Co 

prawda  wśród  wszystkich  miast  Paryż  zdaje  się  mieć  dla  Benjamina 

najwięcej  wspólnego  z  księgą8  ,  to  jednak  i  Berlin  okazuje  się  -  dzięki 

Hesselowi  -  miastem  podatnym  na  lekturę.  Ta  lektura  staje  się  potrzebna 

także  i  z  tego  względu,  że  lata  dwudzieste  przynoszą  liczne  zmiany  w 

pejzażu  miasta,  zacierające  jego  dawny  charakter  (określany  przez  ogół 

przybyszów  z  Paryża  jako  prowincjonalny).  Miejskie  wędrowanie  staje  się 

teraz  dla  Hessela  przede  wszystkim  sztuką  czytania  śladów  przeszłości, 

wspomaganą  wspomnieniami  opowieści  zasłyszanych  i  wytwarzanych  w 

czasach berlińskiego dzieciństwa. On sam definiował flânerie jako "pewien 

rodzaj  lektury  ulic",  sprawiający,  że  "ludzkie  oblicza,  okna  wystawowe, 

tarasy 

kawiarń, 

drogi, 

auta, 

drzewa 

stają 

się 

głośnymi, 

równouprawnionymi  literami,  które  łącznie  wyłaniają  słowa,  zdania  i 

strony  zawsze  nowej  książki"9.  Flâneur,  w  jakiego  przeistoczył  się  Hessel, 

jest wedle Benjamina nie tylko "kapłanem genius loci", lecz przypomina też 

detektywa  z  powieści  Chestertona,  zarówno  wtedy,  gdy  tropi  ślady 

przeszłości,  jak  i  wtedy,  gdy  kieruje  swoje  podejrzenia  w  stronę 

prawdziwego oblicza współczesnego życia berlińskiego. To dopiero tutaj, w 

Berlinie,  a  nie  w  Paryżu,  "pojmuje  się,  jak  flâneur  mógł  oddalić  się  od 

filozoficznego spacerowicza i przybrać rysy niespokojnie  przemierzającego 

społeczną  dżunglę  wilkołaka,  którego  utrwalił  na  zawsze  Poe  w  swoim 

Człowieku  tłumu10  .  Znów  więc  podkreślony  został  krytyczny  wymiar 

background image

flânerie,  obecny  także  w  ukazanej  przez  surrealistów  magii  miejskiej 

codzienności. Rausz, w jaki wprowadza flâneura miasto, nie tylko pobudza 

jego wyobraźnię, ale może także wyzwolić energie rewolucyjne.  

 

Podsumowując,  w  ujęciu  Benjamina  i  Kracauera,  dziewiętnastowieczny 

flâneur był figurą wieloznaczną, tyleż przystosowującą się do nowoczesnego 

świata, co wobec niego krytyczną. W niektórych charakterystykach bardziej 

przypominał  produkującego  spektakle  artystę,  w  innych  (gdy  próbował 

wytwory swojej fantazji sprzedać) - dziwkę, w innych jeszcze (gdy odsłaniał 

mroczne  strony  miasta)  -  detektywa  i  spiskowca.  Nowoczesny 

intelektualista odziedziczył po nim tę wieloznaczność.  

 

Dominująca  dziś  linia  interpretacyjna  śledzi  dalsze  losy  figury  flâneura  w 

perspektywie  transformacji  dziewiętnastowiecznego  domu  towarowego  w 

wielkie  centra  zakupowe  i  Disneyland.  Redukuje  się  wówczas  pociągającą 

flâneura  wieloznaczność  do  ucieleśnienia  "naszego  konsumpcyjnego 

sposobu  bycia  w  świecie"  (Susan  Buck  -  Morss)  i  przesądza  o  porażce 

ożywiających  go  niegdyś  impulsów  krytyczno  -  utopijnych.  Zygmunt 

Bauman stwierdza na  przykład, że ponowoczesny świat jest "flaneryzmem 

zwycięskim  w  swojej  politycznej  porażce"  a  w  związku  z  tym  dziś  właśnie 

"odmowa  bycia  flâneurem  wymaga  konstytucji  heroicznej"11  .  Zarysowują 

się jednak także i inne interpretacje. Eksponentem jednej z nich jest Heinz 

Paetzold,  dla  którego  szczątki  krytyczn  -utopijnego  wymiaru  miejskiego 

łazikowania  zachowują  się  w  jego  opozycji  wobec  innych  form  poruszania 

się  w  mieście,  związanych  nieodłącznie  z  funkcjonalistycznie  pojętą 

racjonalnością.  Dzisiejszy  dziedzic  dziewiętnastowiecznego  flâneura  stara 

się też doświadczać miasta jako labiryntu, by w ten sposób poddać krytyce 

funkcjonalizm urbanistyczno - architektoniczny.  

 

Jeden  z  tekstów  poświęcony  tej  problematyce  Paetzold  kończy  pytaniem, 

które  przekształca  się  w  propozycję:  "Być  może  i  dziś  jesteśmy  w  stanie 

odnaleźć  we  flânerie  utopijną  obietnicę  pod  warunkiem,  że  nie  będziemy 

czynić  rozróżnień  między  nowoczesnym  intelektualistą  z  Twórcy  jako 

wytwórcy  i  flâneurem,  tak  jak  nie  będziemy  rozróżniać  między 

"intelektualistą  operatywnym"  Foucaulta,  a  tym,  co  rozumiał  on  przez 

sztukę  życia.  Być  może  w  zbitce  tych  elementów  uda  nam  się  odtworzyć 

wymiar utopii"12.  

 

Do  zniesienia  dystansu  między  flâneurem  a  nowoczesnym  intelektualistą 

dążył  sam  Benjamin  w  eseju  o  surrealizmie  i  w  innych  nawiązaniach  do 

praktyk  surrealistycznych  w  Passagen  -  Werk  -  a  także  Kracauer  w  swojej 

Księdze ulic. Zachęcając nas do pewnego wysiłku intelektualnego, Paetzold 

zapomina  jednak,  że  został  on  już  raz  podjęty  -  w  sytuacjonistycznej 

koncepcji  i  praktyce  miejskiego  dryfowania  wpisanego  w  szerszą  wizję 

"unitarnego  urbanizmu".  Ściślej  mówiąc  -  praktykę  sytuacjonistów  można 

interpretować 

jako 

formę 

krytyczno 

utopijnej 

transformacji 

dziewiętnastowiecznej flânerie , chociaż sami jej twórcy nie nawiązywali do 

tej tradycji, lecz jedynie do surrealizmu. Surrealizm staje się więc nie tylko 

dogodną platformą wyeksponowania krytyczno - utopijnej energii flânerie, 

ale  i  także  swego  rodzaju  pomostem  między  naszkicowanymi  tutaj 

charakterystykami  Benjamina  i  Kracauera  a  dryfowaniem  sytuacjonistów, 

nastawionych  na  rewolucyjną  przemianę  codziennego  miejskiego 

background image

środowiska  w  duchu  wizji  obecnych  w  manifestach  "unitarnego 

urbanizmu".  

 

Aby  uchwycić  analogie  i  różnice  między  klasyczną  formą  flânerie  a 

wymyślonym  przez  lettrystów  i  rozwiniętym  przez  sytuacjonistów 

dryfowanie  (dérive)  w  przestrzeni  miejskiej,  rozpocząć  trzeba  od 

przypomnienia  napisanego  w  1953  roku  manifestu  “Formulaire  pour  une 

urbanisme noveau”. Jego autor - Ivan Chtcheglov (pseudonim Gilles Ivain), 

postulował nową organizację miejskiej czasoprzestrzeni zgodną z ludzkimi 

pragnieniami i potrzebami, które powinniśmy w sobie wyzwalać już dzisiaj. 

Mieszkańcy  przyszłego  miasta  -  haciendy  -  pozostawią  za  sobą  dzisiejszą 

nudę  czasu  wolnego,  która  jest  "prawdziwie  rewolucyjnym  problemem" 

społeczeństwa  konsumpcyjnego.  Czas  wypełni  im  swobodne,  zgodne  z 

własnymi  pragnieniami,  dryfowanie  w  nowej  przestrzeni  -  przestrzeni 

mobilnej, 

powstałej 

wyniku 

"tysiąca 

eksperymentów 

architektonicznych", wykorzystujących nowe możliwości technologiczne13 .  

 

W krótkim manifeście Chtcheglova, wyprzedzającym falę futurystycznej czy 

futuryzującej  architektury  przełomu  lat  pięćdziesiątych  i  sześćdziesiątych, 

pojawiły  się  wszelkie  niemal  pomysły,  które  sytuacjoniści  usiłowali 

stopniowo  "sprowadzić  na  ziemię"  (by  przyspieszyć  transformację  utopii 

powszechnego  flaneryzmu  w  rzeczywistość,  która  za  sprawą  mobilnej 

architektury sama wykazuje cechy flânerie). Określili  więc charakter i cele 

dryfowania, wiążąc je z psychogeografią: badaniem relacji między czasem, 

przestrzenią  i  emocjami  przez  nią  wywoływanymi.  We  Wprowadzeniu  do 

krytyki  miejskiej  geografii  z  1955  r.  i  w  Teorii  dryfowania  z  1956  Debord 

określał  psychogeografię  jako  "badanie  dokładnych  praw  i  oddziaływań 

geograficznego  otoczenia,  świadomie  lub  nie  kształtującego  emocjonalne 

zachowania  jednostek".  Dryfowanie  jest  więc  nie  tylko  pożądaną  przyszłą 

formą  spędzania  wolnego  czasu,  wyzwalającą  potencje  kreacyjne,  ale  i 

poważnym diagnostyczno - krytycznym zadaniem  na  dzisiaj. Dryfowanie - 

wedle "teorii" Deborda - ograniczało się czasowo (uprawiano je "pomiędzy 

odcinkami  snu"),  było  zasadniczo  niezależne  od  warunków  klimatycznych 

(z  wyjątkiem  pogody  deszczowej)  i  mogło  się  rozpościerać  w  przestrzeni 

całego  miasta  łącznie  z  jego  przedmieściami,  bądź  skupiać  się  na 

przestrzeniach  wydzielonych  (dworce,  hale  targowe),  którą  to  możliwość 

nazywano dryfowaniem "statycznym".  

 

Podkreślając  z  jednej  strony  ludyczno  -  utopijny  wymiar  dryfowania 

(związanego z  "konstruowaniem sytuacji"  - zdarzeń i  przygód, których nie 

powinniśmy  traktować  jako  zrządzenia  losu,  lecz  właśnie  jako  efekty 

własnej  kreacji),  sytuacjoniści  równie  mocno  akcentowali  jego  wymiar 

analityczno  -  krytyczny.  Uwidoczniał  się  on  w  przedstawianych  różnymi 

środkami  (teksty,  rysunki,  fotografie)  "raportach"  psychogeograficznych 

udostępnianych  szerszej  publiczności.  Aby  raporty  tego  rodzaju  mogły 

uzyskać  intersubiektywny  wymiar,  pożądane  było  tworzenie  małych 

(najwyżej pięcioosobowych) dryfujących grup, które mogłyby porównywać i 

analizować zebrane w trakcie wędrówek wrażenia, co prowadziło do nowej 

emocjonalnej kartografii miejskich przestrzeni.  

 

"Nagła zmiana nastroju na jednej z ulic w oddaleniu ledwie o kilka metrów; 

widoczny  podział  miasta  na  pojedyncze,  ostro  rozróżnione  psychiczne 

background image

strefy  klimatyczne;  kierunek  najmocniejszych  pochyłości  (bez  związku  z 

różnicą  wysokości),  któremu  wszyscy  spacerujący  bez  celu  muszą  się 

poddać;  pociągający  lub  odpychający  charakter  określonych  miejsc  - 

wszystko  to  pozornie  nie  jest  brane  pod  uwagę,  w  każdym  razie  nie  jest 

rozpatrywane  jako  zależne  od  przyczyn,  które  można  odkryć  dzięki 

pogłębionej  analizie  i  wykorzystać.  Ludzie  wprawdzie  wiedzą,  że  istnieją 

dzielnice  przygnębiające  i  przyjemne.  Wyobrażają  je  sobie  jednak  zwykle 

bez  jakichś  dodatkowych  rozróżnień,  np.  że  eleganckie  dzielnice  ułatwiają 

stan  zadowolenia,  gdy  uboższe  działają  deprymująco.  W  rzeczywistości 

jednak  owa  wielość  możliwości  kombinacji  nastrojów  może  doprowadzić 

do rozkładu zróżnicowanych i skomplikowanych uczuć, jak i w każdej innej 

formie  spektaklu,  analogicznie  do  rozkładu  chemicznie  czystego  ciała  w 

nieskończonej  ilości  mieszanin.  Już  najmniejsze  demistyfikujące  badanie 

uwyraźnia,  że  między  wpływami  różnorodnych  urządzeń  wewnątrz  miasta 

żadne,  czy  to  jakościowe,  czy  ilościowe  rozgraniczenie  nie  może  być 

formułowane  z  punktu  widzenia  jednej  epoki,  jednego  stylu  budowania  i 

jeszcze mniej - warunków mieszkaniowych"14.  

 

W  opublikowanym  w  1955  r.  tekście  Jacquesa  Fillona  poświęconym 

"racjonalnym  upiększeniom  miasta  Paryża"  obok  psychogeograficznego 

opisu  pojawiają  się  postulaty  transformacji  przestrzennych:  otwarcia  na 

całą  noc  publicznych  parków  i  metra  oraz  wyposażenie  ich  w  zmienne, 

modyfikowane  przez  ludzi  oświetlenie,  zbudowania  dróg  spacerowych  na 

dachach  paryskich  domów,  zburzenie  cmentarzy  i  muzeów  i  przeniesienia 

zgromadzonych w nich dzieł sztuki do barów i kawiarń, wolnego wstępu do 

więzień  z  możliwością  wymiany  ról  między  ich  czasowymi  lokatorami  i 

ludźmi "wolnymi".  

 

Tworzone  w  trakcie  dryfowania  myślowe  i  sytuacyjne  gry  przestrzenne 

miały zostać zastąpione  realnymi transformacjami  miejskiego otoczenia  w 

duchu  "ustawicznie  zmieniającego  się  labiryntu".  Szansą  realizacji  tej  idei 

była przygotowana w 1960 r. w amsterdamskim Stedelijk Museum wystawa 

-  seria  zdarzeń,  której  miały  towarzyszyć  rożne  formy  dryfowania  w 

przestrzeni  miejskiej  zewnętrznej  wobec  muzeum.  Dwie  muzealne  sale 

miały  przybrać  kształt  labiryntu,  którego  ściany  wypełniało  aktualne 

wówczas  w  kręgach  sytuacjonistów  włoskich  malarstwo  industrialne 

(produkowane  na  płótnie  zwiniętym  w  bele  i  sprzedawane  "z  metra"  na 

ulicznych  straganach,  bazarach  i  w  domach  handlowych).  W  labiryncie 

pojawiały  się  rozmaite  efekty  akustyczne,  sztuczny  deszcz,  wiatr  i  mgła 

utrudniająca  dryfowanie.  Dryfujący,  którzy  wkroczyli  na  miejsce 

tradycyjnego  muzealnego  widza,  mieli  opracowywać  własne  raporty 

psychogeograficzne  zestawiane  później  z  odpowiednimi  raportami  z 

dryfowania  po  przestrzeni  zewnętrznej.  Miasto  uzyskałoby  w  ten  sposób 

chwilowo  inny  kształt.  Realizację  projektu  uniemożliwiły  rygorystyczne 

przepisy przeciwpożarowe, którym sytuacjoniści nie chcieli się poddać.  

 

Myślano  także  o  bardziej  konkretnych  przekształceniach  miejskiego 

otoczenia.  Wcześniej  już,  bo  w  połowie  lat  pięćdziesiątych,  związany  z 

dawną "Cobrą" Constant eksperymentował w Albie nad modelem ruchomej 

architektury  przeznaczonej  dla  Cyganów,  których  życie  miało  stać  się 

wzorcem przyszłej (nomadycznej) społeczności miejskiej. W tym też duchu 

background image

wypowiadał  się  Debord,  zrównując  trudności  dryfowania  z  trudnościami 

wolności.  Na  razie  jednak  przekształcenia  istniejących  przestrzeni  są 

możliwe za pomocą détournement - wykorzystywania dowolnie wybranych 

fragmentów  dziedzictwa  i  zestawiania  go  z  innymi.  W  tekście  Deborda  i 

Wolmana  z  1956  poświęconym  tej  metodzie  czytamy,  że  niewolniczy 

stosunek  do  cytatu  cechuje  dziś  jedynie  imbecyla,  a  swobodne  tworzenie 

związków z wyjętych z innego kontekstu elementów należy do oczywistości. 

Jako  przykład  stosowania  détournement  sytuacjoniści  postulowali 

dokonywanie dokładnych rekonstrukcji jakiegoś fragmentu jednego miasta 

w  innym  mieście  lub  też  przywoływali  "Palais  Idéal"  -  fantastyczny 

kompleks zbudowany własnoręcznie przez Ferdynanda Chevala (listonosza 

i architekta amatora) między rokiem 1879 a 1917.  

 

Tego  rodzaju  działania  przypominają  Benjaminowskiego  alegoryka, 

nastawionego już  jednak nie melancholijnie, a radośnie i emancypacyjnie. 

Sytuacjonistyczna  ich  charakterystyka  może  stanowić  ogniwo  pośrednie 

pomiędzy  wczesnonowoczesnymi  a  wczesnoawangardowymi  praktykami 

alegoryzacji  a  rozpowszechnionym  dziś,  ponowoczesnym  "impulsem 

alegorycznym". Można też wskazać na pewne analogie między postulatami 

sytuacjonistów  zmierzającymi  do  eliminacji  dawnej  idei  autorstwa  a 

praktykami 

architektonicznymi 

przełomu 

lat 

pięćdziesiątych 

sześćdziesiątych,  by  nie  wspominać  już  o  późniejszych  rozwinięciach  idei 

"śmierci  autora"  w  ramach  poststrukturalistycznie  zorientowanej  teorii 

literatury i estetyki.  

 

Wracając  do  zainicjowanej  przez  Chtcheglova,  a  dopracowanej  głównie 

przez  Constanta  koncepcji  "urbanizmu  unitarnego",  mieszczącej  w  sobie  i 

dryfowanie, i psychogeografię, i metodę détournement.  

 

Po  zakończeniu  w  1956,  w  Albie,  Kongresu  Artystów  Wyzwolonych, 

Constant  zaczął  pracę  nad  planami  otwartego  i  mobilnego  obozu 

cygańskiego jako prototypu przyszłych miast. W kilka lat później francuski 

architekt Yona Friedman wysunął ideę "ruchomej architektury przyszłości", 

która  umożliwiałaby  zmiany  w  strukturze  budowli  i  w  przestrzeni  całych 

miast  odpowiadające  nowym  potrzebom  i  pragnieniom  użytkowników. 

"Trwała  anarchia"  miała  zastąpić  "nietrwałą  hierarchię",  co  w  praktyce 

oznaczało  degradację  ważnej  w  tradycji  kategorii  formy.  Już  jednak 

"Wędrujące miasto" zaprezentowane przez grupę "Archigramu" odczytywać 

należy  raczej  w  kategoriach  "czarnej"  utopii.  Entuzjastów  tej  wizji  zmyliło 

zapewne  szerokie  stosowanie  przez  młodych  angielskich  architektów 

metody détournement:  

 

"...Archigram  w  sposób  ekscentryczny  łączył  w  obrazie  miasta  elementy 

zapożyczane  z  najróżniejszych  źródeł.  Zapożyczenia  nabierały  nowych 

właściwości dzięki umieszczaniu ich w dość nieoczekiwanych kontekstach. 

Nowością  była  jedynie  ostateczna  całość  -  zaskakująca  metafora  (...) 

Twórcy  zajmowali  się  przede  wszystkim  swego  rodzaju  zabawą  w 

rozszerzanie języka architektury przez stosowanie niezwykłych  kombinacji 

(...)  Zabawa  w  paradoksy  przyciągała  swą  logiką,  prowadziła  do  coraz 

bardziej 

skrajnych 

idei, 

do 

antyarchitektury 

wreszcie 

poza 

architekturę"15.  

background image

 

W  rok  później  po  wspólnej  z  Debordem  "Deklaracji  Amsterdamskiej"  z 

1958  r.,  wespół  z  dwójką  holenderskich  architektów,  Constant  założył 

"Biuro  urbanizmu  unitarnego".  Opracowywane  w  jego  ramach  projekty 

wiązał z krytką aktualnego ukształtowania miejskiej przestrzeni. W "Innym 

mieście  dla  innego  życia"  mówił  na  przykład  o  budownictwie 

mieszkaniowym  jako  o  "cmentarzach  ze  stalobetonu",  podkreślał 

degenerowanie  się  ulic  w  autostrady,  zauważał  zanik  relacji  społecznych  i 

działań  ludycznych  oraz  turystyczne  formy  komercjalizacji  czasu  wolnego. 

Zgadzał  się  w  tym  względzie  z  Debordem,  który  ówczesną  formułę 

funkcjonalizmu  uważał  za  zgubną,  podkreślając  jej  związki  z  "najbardziej 

reakcyjnymi wyobrażeniami społeczeństwa i moralności".  

 

W  tym  też  okresie  powstał  znany  projekt  "Nowego  Babilonu"  Constanta, 

pomyślany 

jako 

"rozciągliwy 

system 

różnorodnych 

konstrukcji" 

wykorzystujących  maksymalnie  lekkie  i  zarazem  izolujące  materiały 

budowlane, czyniące przestrzenie tak mieszkalne jak i publiczne podatnymi 

na  różnokierunkowe  zmiany.  "Dryfująca  architektura  dla  swobodnie 

dryfującego  człowieka"  -  tak  można  by  określić  ten  projekt,  skądinąd 

przypominający  "Fun  Palace"  Cedrica  Price'a  z  1964  roku,  ową  -  wedle 

Jencksa  -  "mieszaninę  krainy  rozkoszy  typu  zrób  to  sam  z  systemem 

nośnym.  Z  jednej  strony  przewidziano  tu  wszystkie  możliwe  sposoby 

wykorzystania  wolnego  czasu  -  od  obserwacji  gwiazd  do  zebrań 

politycznych  -  a  z  drugiej  strony  jedyną  wizualną  rzeczą  był  zbiór  części, 

zestaw mechanicznych składników"16.  

 

W  swej  koncepcji  miejskiego  dryfowania  sytuacjoniści  zachowali  niektóre 

cechy  dawniejszej,  elitarnej  flânerie.  Rozbudowali  jednocześnie  i 

zmodyfikowali  w  duchu  "psychogeograficznym"  jej  wymiar  krytyczny  i 

umieścili  ją  zarazem  w  centrum  utopijnej  wizji  przeciwstawionej 

"społeczeństwu  spektaklu".  Choć  metoda  détournement  uwzględniała 

tradycję  w  sposób  specyficzny,  traktując  ją  jako  kolejny  obszar  poddany 

dryfowaniu, 

to 

istocie 

właściwym 

środowiskiem 

przyszłego 

powszechnego  dryfowania  sytuacjoniści  uczynili  miasta  całkiem  nowe, 

konstruowane  w  duchu  "urbanizmu  unitarnego".  Odpada  więc  faktycznie 

"lekturowy" wątek flânerie, związany z tropieniem śladów przeszłości, który 

Benjamin  tak  podkreśla  w  książce  Hessela  i  który  łączył  z  umiejętnością 

lektury  "nowego".  Być  może  satysfakcjonującą  formą  nawiązania  do  z 

jednej  strony  do  tradycji  Bejaminowskiej,  z  drugiej  zaś  do  ujęcia 

architektury  i  urbanistyki  w  terminach  "konstruowania  sytuacji" 

wyzwalających  energie  kreacyjne,  byłby  projekt  re  -  konstrukcji 

kompleksów  budynków  Centrum  Sztuki  Współczesnej  Le  Fresnoy  we 

francuskim  miasteczku  Tourcoing?  Jego  autor  -  Bernard  Tschumi  zakrył 

cały  istniejący  kompleks  zabudowań  jednym  dachem,  uzyskując  w  ten 

sposób  nową  przestrzeń  -  "przestrzeń  surrealistyczną,  niespodziewaną, 

inspirującą  do  nietuzinkowych  zachowań  i  aktywności,  zachęcającą  do 

nowego"17.  Rozciąga  się  ona  pomiędzy  nowym  stalowym  dachem  a 

dachami  starymi.  Światło  wpada  przez  ogromne  owalne  okna,  które 

przypominają  płynące  po  niebie  chmury.  Sam  Tschumi  sądzi,  iż  "  ta 

multifunkcjonalna przestrzeń sprzyjająca nieoczekiwanym zdarzeniom jest 

nową  urbanistyczną  jakością  XXI  wieku,  strategicznie  wykorzystującą 

tkankę miejską z początków wieku XX. Le Fresnoy jest raczej architekturą 

background image

zdarzeń  niż  architekturą  obiektów"18  i  -  dodajmy  -  posiada  strukturę 

labiryntową, niewątpliwie sprzyjającą formom wędrowania, zakładającym - 

jak flânerie i dérive - błądzenie.  

 

  

 

PRZYPISY:  

W. Benjamin, Angelus Novus. Ausgewählte Schriften 2, Frankfurt am Main 

1988, s. 417.  

  

Por. D. J. Olsen, Die Stadt als Kunstwerk, London, Paris, Wien, Frankfurt/ 

New York 1988.   

W. Benjamin, Anioł historii. Eseje, szkice, fragmenty, Wybór i opracowanie 

H. Orłowski, Poznań 1996, s. 365.   

S.  Kracauer,  Jacques  Offenbach  i  Paryż  jego  czasów  ,  tłum  A.  Sąpoliński, 

Warszawa 1992, s. 85.   

Ibid., s. 85.   

W. Beniamin, Anioł historii...,s. 369.   

W. Benjamin, Anioł historii..., s. 369.   

W. Benjamin, Gesammelte Schriften, t. IV. s. 356.   

F.  Hessel,  Ein  Flaneur  in  Berlin.  Mit  Fotografien  von  Friedrich 

Seidenstücker,  Berlin  1984,  s.  145  (jest  to  nowe  wydanie  Spazieren  in 

Berlin z 1929 roku).   

W. Benjamin, Angelus Novus..., s. 420.   

Z. Bauman, Przedstawienie na pustyni, tłum. M. Kwiek, [w:] “Drobne rysy 

w  ciągłej  katastrofie...”.  Obecność  Waltera  Benjamina  w  kulturze 

współczesnej, red. A. Zeidler – Janiszewska, Warszawa 1993, s.83.   

H.  Paetzold,  Polityka  przechadzki.  Flâneur  Benjamina  i  potem,  tłum.  E. 

Mikina,  [w:]  Formy  estetyzacji  przestrzeni  publicznej,  red.  J.  S. 

Wojciechowski, A. Zeidler – Janiszewska, Warszawa 1988, s. 129.   

Po  polsku  o  sytuacjonizmie  tylko:  Stewart  Home,  Gwałt  na  kulturze. 

Utopia,  awangarda,  kontrkultura.  Od  lettryzmu  do  Class  War.  Tłum.  E. 

Mikina, Warszawa 1993: a  także numer  pisma “Lewą  nogą” nr 9 z 1997  r. 

(zwł. 

tekst 

Ch. 

Graya 

Krótki 

kurs 

historii 

Międzynarodówki 

Sytuacjonistycznej i artykuł A. Rycia Sytuacjonizm we Francji).   

G. Debord, Einführung in eine Kritik der städtischen Geographie, [w:] Der 

Beginn einer Epoche: Texte der Situationisten, Hamburg 1995, s. 13.   

A. W Ikonnikow, Od architektury nowoczesnej do postmodernizmu. tłum. 

E. Możdżyńska, Warszawa 1988, s. 151 – 152.   

Ch.  Jencks,  Ruch  nowoczesny  w  architekturze,  tłum.  A.  Morawińska,  H. 

Pawlikowska, Warszawa 1987, s. 321.   

R.  Rutkowski,  Le  Fresnoy  –  szkoła  sztuki  XXI  wieku,  “Architektura  & 

Biznes” 1999 nr 6/83/, s. 14.   

Ibidem, s. 14.   

 

  

 

A.  Zeidler-Janiszewska:  Dryfujący  flâneur,  czyli  o  sytuacjonistycznym 

doświadczeniu  miejskiej  przestrzeni;  [w:]  Przestrzeń,  filozofia  i 

architektura, red. E. Rewers, Studia kulturoznawcze t.12, Poznań 1999.