background image

Podniebna elektrownia  

Autor: Andrzej Hołdys 

(„Polska Energia” – czerwiec 2012) 

 

Wysoko  nad  naszymi  głowami,  tam,  gdzie  latają  ptaki  i  szybowce,  wiatr  wieje  zawsze. 
Marzyciele z Makani Power postanowili go pochwycić i przerobić na prąd 

Firma Makani Power powstała w 2006 r. z inicjatywy trzech naukowców, których szalonym 
pomysłem  zainteresował  się  Google.  Za  otrzymane  od  internetowego  giganta  pieniądze 
Corwin Hardham i jego dwaj współpracownicy, Don Montague i Saul Griffith, skonstruowali 
podniebną elektrownię, która pierwsze testy powietrzne przeszła jesienią ubiegłego roku. Na 
rok 2012 zaplanowano kolejne próby. Urządzenie przypomina skrzydło samolotu z czterema 
ś

migłami,  które  w  rzeczywistości  są  niewielkimi  turbinami  wiatrowymi.  Ma  być  gotowe  do 

komercyjnego zastosowania w ciągu kilku lat.  

 
Wing-7 

Roboczo  nazwano  je  Wing-7.  Siódemka  w  nazwie  oznacza,  że  wcześniej  było  sześć  innych 
cząstkowych  modeli,  znacznie  mniejszych  i  nie  tak  samodzielnych.  Każdy  następny  był 
wzbogacany  o  kolejny  moduł  i  sprawdzany  w  terenie.  Zaczęto  od  niewielkiego  śmigiełka 
przypominającego  raczej  zabawkę  dziecięcą,  niż  innowację  naukową.  -  Za  nami  tysiące 
godzin testów. Przed nami - dziesiątki tysięcy godzin – mawia Hardham.  

Wing-7  jest  pierwszym  prototypem  potrafiącym  samodzielnie  wznieść  się  w  powietrze  i 
samodzielnie  powrócić  na  ziemię.  Jako  pierwszy  z  demonstracyjnych  modeli  wytwarza  też 
prąd.  To  cudo  zbudowane  w  pocie  czoła  przez  grupę  szalonych  inżynierów  z  Makani  ma 
długość 8 m. Nie lata jednak tam, gdzie chce. Jest jak wielkie ptaszydło  na uwięzi, któremu 
wolno zataczać jedynie pionowe koła. Wykonuje je na wysokości od 300 do 600 m. Odfrunąć 
nie może, bo nie pozwala mu na to gruba lina, której drugi koniec został przytwierdzony do 
naziemnego  urządzenia  sterującego  lotem.  Fruwająca  konstrukcja  wykonana  została  z 
włókien  węglowych  –  materiału  lekkiego,  lecz  niezwykle  wytrzymałego  na  obciążenia 
mechaniczne,  i  dlatego  używanego  m.in.  do  produkcji  łopat  w  śmigłach  samolotowych  i 
wirnikach turbin wiatrowych. 

 
 
 

background image

 
Energetyczna pętla  

Na wysokości pół kilometra wiatr nie jest jeszcze bardzo silny. Jego średnia prędkość wynosi 
20-30  km  na  godzinę.  Za  to  dmucha  niemal  bez  przerwy.  Cztery  śmigiełka  latającej  turbiny 
mogą  się  więc  kręcić  nieprzerwanie  i  wprawiać  w  ruch  umiejscowione  obok  generatory 
prądu. Wytworzona przez nie energia elektryczna jest przysyłana w dół kablem ukrytym we 
wnętrzu liny sterowniczej. Generatory zaprojektowano w tak przemyślny  sposób, że w razie 
nagłej  potrzeby  stają  się  silniczkami  poruszającymi  śmigłami.  Dzięki  temu  skrzydło  nie 
spadnie  w  razie  niespodziewanej  flauty.  Napęd  pozwala  też  turbinie  na  miękkie  lądowanie. 
Siada ona na ziemi niczym helikopter.   

 

 
 

 

Model  zawieszony  na  uwięzi  gwarantuje  stałość  do-
pływu  energii  elektrycznej.  Dzięki  doczepionej  linie 
pewne jest, że nie oderwie się i nie poszybuje w prze-
stworza

 

 

Specjalne  zdjęcie  poklatkowe  pokazuje,  jak  porusza 
się  innowacyjna  turbina  –  skrzydło  Wing-7  produku-
jąca  energię  elektryczną  na  wysokości  300  –  600  m 
nad ziemią

 

background image

 

 

Konkurencyjna dla turbiny Wing-7 konstrukcja amerykańskiej firmy Joby Energy wygląda jak wielki latawiec

 

W  akrobacji  lotniczej  figurę  polegającą  na  zatoczeniu  kręgu  w  pionie  nazywa  się  pętlą. 
Ś

rednica  pętli,  które  wykonuje  latająca  turbina  zaprojektowana  w  Makani  Power,  wynosi 

mniej  więcej  tyle,  ile  średnica  kręgu  zataczanego  przez  zakończenie  łopaty  zwykłej  turbiny 
lądowej. To ono, będąc najdalej od osi obrotu, wiruje najszybciej i wytwarza najwięcej prądu. 
– Nasze urządzenie nie ma jednak całej reszty turbiny lądowej, no i lata wyżej, gdzie wiatru 
rzadko  brakuje  –  mówi  Hardham.  Wing-7  ma  moc  30  kW  i  jest  już  praktycznie  gotowy  do 
wdrożenia. Może zasilać kilka domów lub dostarczyć energii do rejonów, gdzie nie opłaca się 
podciągać  sieci  lub  też  miejsc  dotkniętych  klęską  żywiołową.  Podczas  prób  zaplanowanych 
na  ten  rok  bite  będą  kolejne  rekordy  przebywania  turbiny  w  powietrzu.  -  Gdy  wytrwa  ona 
przynajmniej kilka dni, uznamy, że cel został osiągnięty – mówi naukowiec. 

Ale to dopiero początek. Na początku tego roku inżynierowie z Makani Power, której siedziba 
znajduje  się  w  pobliżu  San  Francisco,  przystąpili  do  budowy  prądotwórczego  skrzydła  o 
długości 27 m. Będzie wyposażone w osiem wirników wiatrowych. Jego docelowa moc – 600 
kW.  To  jest  już  sporo.  Wystarczy  do  zasilenia  dużego  osiedla  domów  jednorodzinnych. 
Według  harmonogramu  prototyp  ma  być  gotowy  w  połowie  przyszłego  roku.  Potem  przez 
dwa lata będzie testowany i poprawiany. Jego sprzedaż ma ruszyć już w 2015 r. Odbiorcami 
będą  nieduże  farmy  wiatrowe  obsługujące  pojedyncze  miasta.  Głównym  argumentem,  który 
powinien  przekonać  właścicieli  elektrowni  do  niekonwencjonalnego  wynalazku,  jest  jego 
dwukrotnie  większa  sprawność  w  porównaniu  z  turbinami-nielotami.  W  Makani  Power 
komputery  służą  nie  tylko  do  projektowania  nowych  konstrukcji,  ale  też  do  sprawdzania  za 
pomocą  modeli  symulacyjnych  kosztów  wytworzenia  energii.  Naukowcy  z  pobliskiego 
Uniwersytetu  Stanforda  napisali  program  do  sterowania  turbiną  w  taki  sposób,  by  jak 
najlepiej przetwarzała energię wiatru w prąd. Turbinę można odpowiednio ustawić względem 
kierunku  wiatru  –  z  naziemnym  urządzeniem  zrobić  tego  się  nie  da.  –  Będzie  dużo  taniej  – 
zapewnia więc Hardham. – Choć nie od razu – dodaje jednak. 

background image

Mała, większa, największa 

Najbardziej efektywnie ma wytwarzać energię latający gigant o mocy 5 MW i długości 70 m. 
Zespół  w  Makani  Power  dopiero  go  projektuje.  Gdy  powstanie  i  zostanie  przetestowany, 
będzie  mógł  dostarczyć  tyle  prądu,  ile  w  Europie  konsumuje  kilka  tysięcy  gospodarstw 
domowych.  Wyobraźmy  to  sobie!  Miasteczko  zamieszkane  przez  kilkanaście  tysięcy  ludzi 
zaopatrywane  przez  cały  rok  w  prąd  przez  skrzydlate  cudo  zataczające  pętlę  za  pętlą  na 
wysokości pół kilometra.  

Oczywiście  w  praktyce  byłoby  to  mało  realne.  Turbina  musi  przecież  od  czasu  do  czasu 
lądować,  choćby  dla  dokonania  przeglądu  technicznego,  ale  przede  wszystkim  wtedy,  gdy 
wiatr jest za słaby lub – co bardziej prawdopodobne na tej wysokości – za silny. Awarie też 
się zdarzają. Dlatego tak duże energotwórcze bolidy mają powstawać głównie na zamówienie 
wielkich  elektrowni  wiatrowych  umiejscowionych  z  dala  od  lądu.  Tam  turbiny  będą  mogły 
sobie  fruwać  do  woli,  jedna  obok  drugiej.  Nawet,  gdy  któraś  się  zepsuje  lub  trafi  do 
przeglądu,  kilkadziesiąt  innych  będzie  w  tym  czasie  produkowało  prąd.  -  Nad  morzami  i  na 
dodatek  na  wysokości  kilkuset  metrów  wiatru  nigdy  nie  zabraknie.  Raczej  może  go  być  za 
dużo.  Trzeba  to  zresztą  uwzględnić,  projektując  latającą  turbinę.  Musi  być  czuła  na  wiatr  i 
równocześnie bardzo odporna na jego podmuchy – podkreśla Hardham.  

Utrzymanie  stabilnego  lotu  turbiny  podczas  silniejszych  podmuchów  wiatru  to  jedno  z 
najważniejszych  wyzwań  technicznych.  Obecny  prototyp,  jak  dowiodły  zeszłoroczne  testy, 
może latać i wytwarzać energię przy prędkości wiatru do 54 km/h. To niezły wynik. Mocniej 
wieje  zwykle  tylko  podczas  sztormów  i  burz  frontowych,  ale  te,  choć  groźne,  są  zwykle 
zjawiskami  krótkotrwałymi.  Mimo  to  Hardham  chciałby,  aby  jego  przyszłe  turbiny  były 
bardziej  wiatroodporne.  Wtedy  koszt  wytworzenia  prądu  byłby  jeszcze  niższy.  Od  pewnego 
czasu  spotyka  się  z  przedstawicielami  koncernów  energetycznych.  Nie  tyle,  by  zachęcić  ich 
do  rozważenia  oferty,  bo  tej  jeszcze  nie  ma,  ale  raczej  po  to,  by  przyzwyczaić  do  myśli,  że 
taka  dość  nietypowa  propozycja  może  się  wkrótce  pojawić.  Jego  marzeniem  są  tysiące 
unoszących  się  w  powietrzu  turbin  o  mocy  5  MW,  które  tanim  kosztem  łapałyby  wiatr  i 
przetwarzały go w prąd.