background image

Łajdactwa obrońców nadużyc liturgicznych, czyli
protestancki nowotwór na ciele kościoła katolickiego

Lukasz kwi 20, 2015 RELIGIA Komentarze (0)

Łamanie  przepisów  liturgicznych  frondowa  autorka  na  usługach  deon.pl
nazywa  czymś  dobrym  w  rzeczywistości,  katolików,  którym  zależy  na
przestrzeganiu  norm  liturgicznych  jako  znaku  wymownej  miłości  do
Kościoła  posądza  o  chęć  układania  i  rozpalania  stosów.  To  jest  właśnie
miłość  zwolenników  fałszywego  charyzmatyzmu, 

który  na  wzór

protestancki z liturgii czyni spektakl, a z kościoła salę widowiskową.

Tekst  ten  jest  dość  obszerny,  proszę  mi  to  wybaczyć  jednakże  w  tym  przypadku  lapidarna
forma  byłaby  na  rękę  funkcjonariuszom  ideologicznym  pełniących  obowiązki  dziennikarzy
we Frondzie. Tak samo byłoby to przychylne redakcji modernistycznego deon.pl. Staram się
tu  odnieść  do  wszelkich  kłamstw,  manipulacyj  ze  strony  autorki  frondowej,  która  we  krwi
chyba już ma jak na publicystkę frondową przystało manipulowanie, kłamanie, przemilczanie
niewygodnych faktów. Zresztą to domena także redaktorów deon.pl

Racjonaliści sypią im oklaski, a najszczersi i najbardziej otwarci wśród nich witają z radością
w modernistach silnych sprzymierzeńców.

św. Pius X, Pascendi Dominici Gregis,

8 września 1907

background image

Jezuici łódzcy sprawują opiekę duszpasterską w osobie o. Remigiusza Recława nad zespołem
muzycznym  Mocni  w  Duchu.  Jest  to  zespół, który  dopuszcza  się  profanacyj  podczas  Mszy
świętych wprowadzając do obrzędów liturgicznych tańce, wygibasy. Wszystko pod czujnym
okiem swojego opiekuna, który do tychże czynów dopuszcza.

Z  prezbiterium  wtenczas  czyni  się  scenę,  z  kościelnych  naw  widownię,  a  sam  kościół
katolicki  przerabia  się  na  salę  widowiskową,  na  którą  żeby  wejść  trzeba  mieć  jak  obecna
sytuacja pokazuje specjalne wejściówki. Tak! Wejściówki, aby wejść do kościoła. Nie masz
wejściówki – nie wejdziesz!

Kan. 1221 – Wstęp do kościoła podczas sprawowania świętych czynności musi być wolny i
bezpłatny.

Autorka  już  od  początku  niemal  zwraca  uwagę,  że  ludzie  praktykują  od  święta,  że  Boże
Narodzenie  i  święcenie  pokarmów  na  Wielkanoc  (ona  zwie  to  święceniem  jajek),  natomiast
według niej katolicy się wykłócają o jakieś aberracje liturgiczne, czyli o coś nieistotnego jak
twierdzi. Bystra publicystka frondowa i teraz także deonowa Brzezińska-Waleszczykowa nie
zadaje jednak pytania o przyczyny takiego stanu. Nie pyta dlaczego wśród ludzi objawia się
taka letniość? Ona się cieszy, że nie było nudno.

Sama  autorka  przyznaje,  że  do  nadużyć  doszło, w  dodatku  poważnych  lecz  po  tym  krótkim
akapicie,  w  którym  stwierdza,  iż  aberracje  liturgiczne  były,  oznajmia,  że  należy  spojrzeć  na
całość z perspektywy wiernych. Czyli w rzeczywistości z przymrużeniem oka.

Całość Brzezińska-Waleszczykowa zwie przestępstwem lecz owo przestępstwo umieszcza w
cudzysłowie. Czyli według niej to niby-nadużycie (ujawnia się tu u niej brak konsekwencji).
A  czym  jest  naruszenie  przepisów chociażby  drogowych?  Przestępstwem.  Naruszanie
przepisów  prawa  karnego  bądź  cywilnego?  Przestępstwem.  A  naruszenie  przepisów
liturgicznych, prawa kanonicznego? No właśnie!

Rozumując  jak  autorka  powinniśmy  akceptować  każdy  błąd,  bo  zachęca  ona  nas  do
postrzegania  nadużyć  z  perspektywy  wiernych,  żeby  dobrze  się  czuli,  żeby  było  miło  i
rozrywkowo.

Zachowanie takie potępia św. Pius X, który w encyklice Pascendi Dominici Gregis wskazuje,
że  moderniści  opierają  wiarę  o  uczucia,  a  te  są  chwiejne,  wciąż  trzeba  nowych  bodźców,
ażeby  je  pobudzać,  nowych  emocyj,  które  poruszą  serce.  Natomiast  papież  Pius  VI  (wg
Brzezińskiej-Waleszczykowej  katolicy  przywiązani  do  przestrzegania  liturgicznych  norm
lekceważą głos biskupów, kardynałów i PAPIEŻY) oznajmia:

Przyjmowanie obojętne wszelakiego rodzaju błędów potwornych dowodzi nędznej głupoty
nad którą nigdy dość ubolewać. Przez sam fakt niesprzeciwiania się żadnemu błędowi
człowiek staje sie winien popierania błędów wszystkich.

Papież Pius VI, Bulla „Debito Apostolus Nostri”

Zalety  tanecznego  show  podług  Brzezińskiej-Waleszczykowej  to  brak  „znudzenia  wśród
ludzi,  żywe  zainteresowanie,  ciekawość,  zaangażowanie  to  co  dzieje  się  na  OŁTARZU”.
Dodaje, że nie ma ziewania, spoglądania nerwowego na zegarek etc.

background image

Jest więc rozrywka. Wspaniała rozrywka, która nie nuży, a ożywia. Co ożywia? Oczywiście
pobudza  zmysły,  uczucia.  Zniewalająca  zabawa  w  prezbiterium.  Na  OŁTARZU  (jak  pisze
autorka).

Czy do tego służy prezbiterium? Czy do tego służy ołtarz?

Kościół  katolicki  to  miejsce  święte. Poświęcone  Bogu.  Nie  człowiekowi.  W  kościele
katolickim  znajduje  się  tabernakulum.  W  tabernakulum  natomiast  sam  Jezus  Chrystus,  Syn
Boży.  Dlatego  w  kościele  katolickim  „dopuszcza  się  tylko  to,  co  służy  sprawowaniu  i
szerzeniu kultu, pobożności i religii, a zabrania się tego, co jest obce świętości miejsca” (KPK
1210 – rok 1983). Ponadto sam Bóg Ojciec rzekł do Mojżesza:

Rzekł mu Bóg: Nie zbliżaj się tu! Zdejm sandały z nóg, gdyż miejsce, na którym stoisz, jest
ziemią świętą.

Wj 3, 5

at ille ne adpropies inquit huc solve calciamentum de pedibus tuis locus enim in quo stas terra
sancta est

Ex 3: 5

Taniec,  wygibasy  są  rzeczami  obcymi  świętości  miejsca.  Człowiek  Europy  i  Ameryki
Północnej  czy  Australii  inaczej  postrzega  taniec,  aniżeli  ludy  pierwotne  Ameryk  tudzież
Australii. W obrządku łacińskim nigdy nie było tańca. Przez dwa tysiące lat kult sprawowano
bez  tanecznych  wygłupów.  Dzisiaj  wprowadza  się  profanacyjny  taniec,  w  którym  niekiedy
skąpo ubrane panienki kręcą zadami w zwróconymi w stronę Najświętszego Sakramentu. To
ma być kult? To ma być „taniec dla Jezusa”? Zadem do Pana Jezusa, twarzą do widowni? Bo
słusznie wtedy jest to występ sceniczny, nic więcej, tylko występ. Gdyby było inaczej to nie
byłoby  przede  wszystkim  tej  całej  otoczki  koncertowo-teatralno-rozrywkowej.  Nie  byłoby
zachwytów,  braw,  komentarzy,  iż  ta  a  ta  dała  świetny  popis  swoich  zdolności  tanecznych
bądź wokalnych. A ta cała otoczka jest.

Jako, że obrońcy i zwolennicy wszelkich aberracyj lubują się w powoływaniu jako autorytetu
św.  Jana  Pawła  II,  kardynałów  i  biskupów  ich  popierających  to  i  ja  poczynię  ten  zabieg
przywołując tego pierwszego z listy, który powiedział:

Kapłan, który wiernie sprawuje Mszę Świętą według norm liturgicznych oraz wspólnota,
która do nich się dostosowuje, ukazują w sposób dyskretny lecz wymowny swą miłość do
Kościoła.

św. Jan Paweł II

Obrońcy nadużyć, profanacyj, protestantyzacji – w ogół rzecz ujmując, zarzucają tym, którzy
w  sposób  dyskretny  acz  wymowny  ukazują  miłość  do  Kościoła:  nienawiść,  plucie  jadem,
wylewaniem  żółci  etc.  Do  niedawna  jeszcze  owo  przywiązanie  do  wierności  Mszy  świętej
nazywano  fałszywie  faryzeizmem.  Retoryka  się  odrobinę  zmieniła,  bo  i  to  było  strącane  co
raz.

Zarzuca  więc  obrońcom  Mszy  św.  Brzezińska-Waleszczykowa  plucie  jadem,  wylewaniem
żółci,  a  czym  jest  to  co  ona  sama  robi  w  sposób  niski,  tym  razem  na  łamach  deon.pl?  Jest

background image

właśnie tym pluciem jadem skoro przekłamuje, przemilcza fakty o najgorsze zło posądzając
obrońców Mszy św., którzy pragną tylko, żeby sakrament Eucharystii był godnie sprawowany
bez  nadużyć.  Tych  to  nazywa  plującymi  jadem,  a  profanatorów  zwie  tymi  dobrymi.
Łajdactwo!

Exemplum:  w  czwartym  akapicie  (nie  licząc  pogrubionej  zajawki)  słowo  „przestępstwo”
ujmuje  w  cudzysłów,  kilka  linijek  poniżej  lapidarnie  stwierdza,  że  doszło  do  poważnych
nadużyć,  natomiast  w  dziewiątym  akapicie  stwierdza  „dla  jasności”,  iż  jezuici  łódzcy  nie
dopuścili się żadnej profanacji czy znieważenia Najświętszego Sakramentu.

Po tym kłamstwie zarzuca katolikom przywiązanym do Tradycji, tj. do 2000 lat Kościoła, na
której  wychowywani  były  rzesze  świętych,  że  gdyby  mogli  toby  już  układali  stosy.  To  jest
podłe! Łajdactw podobnych przytoczonych wcześniej w tekście autorki jest więcej.

Drobna  dygresja:  te  niegodziwości  próbuje  ona  bronić  jak  i  bliscy  jej  sercu  profanatorzy
argumentem  mówiącym,  że  wśród  t.zw.  tradycyjnych  katolików – tutaj  przez  Brzezińską-
Waleszczykową  nazwanych  „pewną  niewielką  niezwykle  rozkrzyczaną  grupą  katolików  w
Polsce” – znajdzie  się  ktoś  świętszy,  czyli  ktoś  kto  wie  lepiej,  od  biskupa,  kardynała  albo
nawet od Ojca Świętego.

W  całym  tekście  nie  powołała  się  na  żadnego  biskupa,  kardynała  czy  Ojca  Świętego  (a  ma
tych  Ojców  Świętych  trochę  do  wyboru).  Rzuciła  tylko  ogólnikową  obelgę  i  koniec.
Frondowa  retoryka  wespół  z  deonowym  zamiłowaniem  do  modernizmu  cechującego  się
brakiem  dokładności,  ogólnymi  stwierdzeniami,  pomijaniem  szczegółów,  nienawiścią  do
Tradycji, rozmiłowaniem zaś do tego co nowe.

Za  to  ci „rozkrzyczani” ponoć  katolicy  akurat  wbrew  temu,  co  pisze  Brzezińska-
Waleszczykowa,  powołują  się  na  dokumenty  Kościoła  Katolickiego,  na  wypowiedzi
świętych, błogosławionych, na słowa biskupów oraz kardynałów, wreszcie na słowa papieży.

Powołajmy się na przykład na kard. Ratzingera, późniejszego papieża Benedykt XVI:

Także taniec nie jest formą wyrażania liturgii chrześcijańskiej. Około III wieku kręgi
gnostycko-doketyckie próbowały wprowadzić go do liturgii. Ukrzyżowanie traktowano tam
jako pozór: ciało, którego nigdy tak naprawdę nie przyjął, Chrystus opuścił przed męką. I w
ten oto sposób, skoro Krzyż był tylko pozorem, miejsce liturgii Krzyża mógł zająć taniec. W
różnych religiach tańce kultyczne mają rozmaite cele – zaklinanie, magia naśladowcza,
mistyczna ekstaza; wewnętrznemu celowi liturgii „ofiary słownej” nie odpowiada żadna z
tych postaci. Zatem absolutny nonsens stanowią próby „uatrakcyjniania” liturgii pantomimą, i
to wykonywaną w miarę możliwości przez profesjonalne zespoły, co kończy się często (w tej
perspektywie całkiem słusznie) aplauzem zgromadzonych. Jeśli w liturgii oklaskuje się
ludzkie dokonania, to jest to zawsze ewidentny znak tego, iż całkowicie zagubiono istotę
liturgii i zastąpiono ją rodzajem religijnej rozrywki. Atrakcyjność taka nie trwa długo; na
rynku ofert spędzania wolnego czasu, gdzie rozmaite formy religijności coraz częściej
funkcjonują jako rodzaj podniety, konkurencja jest nie do pokonania. Sam doświadczyłem
sytuacji, w której akt pokuty zastąpiony został przedstawieniem tanecznym, co oczywiście
nagrodzono brawami; czy można się jeszcze bardziej oddalić od tego, czym rzeczywiście jest
pokuta? Liturgia może przyciągać ludzi tylko wówczas, gdy nie spogląda na samą siebie, lecz
na Boga, gdy pozwala Mu wejść w siebie i działać. Wówczas rzeczywiście wydarza się coś
jedynego w swoim rodzaju, poza konkurencją, a ludzie czują, że jest to coś więcej niż tylko
sposób spędzania wolnego czasu.

background image

ks. Joseph kard. Ratzinger, Duch liturgii

Ciekawe,  nieprawdaż?  Zarzucanie  ignorowania  opinij:  Kościoła  Katolickiego,  biskupów,
kardynałów,  papieży,  gdy  to  właśnie  ci „rozwrzeszczani” katolicy  na  każdym  kroku  swoje
wypowiedzi opierają właśnie o Kościół Katolicki, biskupów, kardynałów, papieży, świętych i
błogosławionych.  Natomiast  zwolennicy  i  zaciekli  obrońcy  profanacyj  za  fundament  mają
wyłącznie  swoje  mniemanie.  Prócz  tego  usuwają  bezczelnie  komentarze  niepochwalne  ich
zachowaniu zawierające konstruktywną krytykę.

W  komentarzach  w  Internecie  proszę  uprzejmie  zwrócić  uwagę  na  argumenty  zwolenników
nadużyć. Proszę również cokolwiek skrytykować na Facebooku. Państwa komentarz wkrótce
zostanie usunięty.

Kończąc autorka stwierdza, iż nie chodzi o to, żeby w kościele było miło, że Eucharystia to
nie  porywający  film  akcji,  na  którym  z  ciekawości  zagryzamy  paznokcie,  a  jeśli  ktoś
przychodzi  z  takim  nastawieniem  to  ma  duży  problem – konkluduje.  Jednak  po  tym  zdaniu
dopisuje: „ALE…”.

Jeśli mówisz, że „jesteś katolikiem, ale…” to nie jesteś katolikiem.

abp. Fulton J. Sheen

Po  wymownym „ALE” informuje  p.  Marta  Brzezińska-Waleszczykowa,  iż  bywała  wiele  lat
temu  na  Przystanku  Woodstock  i  towarzyszącym  mu  Przystanku  Jezus.  Widziała  tam
młodych  ewangelizatorów,  którzy  podczas  Mszy  św.  tańczyli,  a  nawet „mówili  językami”
albo „zasypiali”.

Jak  twierdzi,  te  wszystkie  dziwy  były  powodem  przybywania  uczestników  Woodstocku  na
Msze św. Dosłowny cytat:

Efekt tego był taki, że ludzie z Woodstocku, którzy przychodzili na te Msze, czasem już
nawet nie wracali do swoich namiotów (…).

Zwróćmy uwagę na to jedno bardzo ważne słowo… „Czasem”… Więc te ezoteryczne kurioza
tylko  CZASAMI  przyciągały  spragnionych  rozrywki  uczestników  Woodstocku.  Nawet
bełkotanie zwane przez autorkę „mówieniem językami” ich nie przyciągnęło, ani padanie na
ziemię straciwszy wtenczas świadomość, co Brzezińska-Waleszczykowa zwie „zasypianiem”.
Nawet  to  nie  pomogło.  Tylko  od  czasu  do  czasu,  czyli  nieczęsto,  przyciągało  to  nowych
uczestników  na  tyle,  aby  pozostać.  Na  jak  długo?  Musieli  wreszcie  wrócić  do  swoich
namiotów, żeby przenocować wszakże. Według autorki nie wracali.

To  są  według  niej  owoce  tańca,  wygibasów,  bełkotania  w  ezoterycznej  ekstazie  czy
bezwładnego  padania  na  ziemię.  Tylko,  jeśli  chcemy  mówić  o  owocach,  winniśmy
prześledzić losy tych ludzi teraz. Może to były owoce, które na drugi dzień gniły?

Kwiat potrafi zakwitnąć w lutym wykorzystując ożywcze promienie słoneczne, by następnego
dnia  zwiędnąć,  obumrzeć.  W  tym  przypadku  chwilowymi  promieniami  słonecznymi  jest
rozrywka. Pobudza ona emocje, przyczynia się do produkcji hormonów szczęścia. Co jednak,
gdy  ten  tańczący  kwiatek  zostanie  pozbawiony  źródła  rozrywki?  Albo  gdy  ta  rozrywka
zacznie  go  nudzić  (człowiek  zawsze  się  nudzi)  dlatego  na  przykład  cyrkowcy  wymyślają

background image

nowe akrobacje, artyści wszelkiej maści takoż samo. Każdy z nich pragnie zachwycać czymś
nowym, ażeby przyciągnąć uwagę odbiorcy.

Tak samo i w tych przypadkach, które tak zachwala autorka ludzie się nudzą i wreszcie idą,
entuzjazm więdnie niczym kwiaty kwitnące w lutym, dawka endorfin spada. Pozostaje tylko
myśl: „ale to już było…”.

Z tego również powodu uczestnicy Woodstocku będący świadkami profanacyjnych zachowań
te  sceniczno-liturgiczne  ekscesy  lekceważyli,  bo  nieco  dalej  Jurek  Owsiak  zapewniał  im
lepsze  wrażenia  i  zabawę.  Tak  się  właśnie  kończy  próba  upodabniania  się  do  świata,  żeby
przyciągnąć ludzi. Przyciągnąć widownię lecz tylko na chwilę… Przyznaje to nolens volens
sama autorka choć jej zamiarem była obrona takiegoż zachowania.

Co robi wreszcie na koniec pani Brzezińska-Waleszczykowa? Zarzuca pobożnym katolikom
(katolik może być niepobożny? nadal jest wtedy katolikiem?) plucie jadem, szydzi z nich, że
najpierw  składają  pobożnie  ręce  „od  linijki”  na  Mszy  św.  (kpi  do  tego,  że  tylko  w  „rycie
trydenckim” – de facto w nadzw. formie rytu rzymskiego), a później po wszystkim plują tym
nieszczęsnym co chwilę przywoływanym przez elokwentną autorkę jadem.

Pani  Brzezińska-Waleszczykowa  stosuje  frondowo-deonową  metodę  przemilczania  rzeczy
niewygodnych. Na przykład nie informuje, że opiekun zespołu muzycznego, który dopuszcza
się  profanacyj – o.  Remigiusz  Recław – w  dniu  święceń  kapłańskich  przyrzekał  sprawować
sakramenty  święte  zgodnie  z  Tradycją  Kościoła.  Tego  nam  autorka  nie  oznajmia.  Daje  też
fałszywie  do  zrozumienia,  iż  katolicy  wierni  Tradycji  (de  facto  każdy  katolik  winien  być
wierny tejże Tradycji) są ponurzy, a ci tańczący rozrywkowi, radośni. To także fałsz. Katolicy
wierni Kościołowi Katolickiemu mają zwykle lepsze, inteligentniejsze poczucie humoru niźli
ci, co z całych sił pragną pojednania ze światem. To znana zagrywka tego typu publicystów,
że autorów konstruktywnej krytyki zwą ponurakami, wyszydzają etc., bo i w tym przypadku
odwołują się do emocyj, nie zaś do rozumu. Ignoruje również stanowisko Kongregacji Kultu
Bożego, które brzmi:

Wszelako to samo kryterium i osąd nie może być zastosowane do kultury zachodniej. Tutaj
taniec jest związany z miłością, rozrywką, profanum, z rozbudzeniem swoich zmysłów: taki
taniec ogólnie rzecz biorąc nie jest czysty.
Jeśli propozycja tańca religijnego na Zachodzie rzeczywiście miałaby zostać przyjęta trzeba
byłoby zatroszczyć się, aby jego miejsce znajdowało się poza liturgią, w takich miejscach
zgromadzeń, które nie mają ściśle liturgicznego przeznaczenia. Ponadto księża nie mogą
nigdy brać udziału w tańcu.

(fragment)

To jest właśnie miłość wielbicieli tańca podczas liturgii, profanacyj, aberracyj etc. To jest to
życzliwe  zachowanie  pełne  miłości  do  Kościoła  i  do  bliźniego. Miłości  polegającej  na
kłamstwie, wyszydzaniu, manipulacji, łajdactwie, przemilczaniu.

Pani Marta pisze, że WOLI… A kogo to obchodzi, co ona woli, skoro jej wola jest sprzeczna
z tym, co mówi Kościół Katolicki w kwestii zachowania podczas Mszy św., w kwestii tańców
podczas Mszy św. etc. etc. To jest metoda zwolenników nadużyć liturgicznych, że wolą to a
tamto, ale nie zwracają żadnej choćby najmniejszej uwagi na to, co woli Kościół Katolicki.

background image

Tańczenie  podczas  Mszy  św.  zwie  „wyrazem  autentycznej  radości”  lecz  składanie  rąk
wyszydza. Do tego utożsamia ludzi, którzy te ręce składają (pobożnie lub nie – nie wiem, co
w sercu  każdego  człowieka)  z  agresją.  Bo  jeśli  składasz  ręce  podczas  Mszy  świętej,  jeśli
jesteś  przeciwny  tańcom,  jeśli  pragniesz  przestrzegać  norm  liturgicznych,  które  zostały
ustanowione  w  jasnym  celu  to  z  całą  pewnością  po  wyjściu  z  kościoła  (nie:  „po  wyjściu  z
liturgii”!)  plujesz  jadem,  a  owo  plucie  jadem  to  na  przykład  konstruktywna  krytyka  poparta
nauczaniem Kościoła Katolickiego.

Benedykt XVI jasno wskazał, że Kościoła nie buduje się poprzez zrywanie z przeszłością,
lecz w ciągłości z nią. Sama zresztą konstytucja soborowa nigdy nie przekreślała przeszłości,
nie domagała się na przykład porzucenia łaciny czy Mszy św. Piusa V – przypomina kard.
Sarah w wywiadzie dla francuskiego czasopisma L’Homme Nouveau.

Gość Niedzielny, wydanie internetowe, „Eucharystia, zgiełk i podział na role” 2015-04-14

19:00

Na  zakończenie  przywołuję  kardynała  Arinzego,  którego  autorka  podobnie  lekceważy.  Tak
się składa, że jest Murzynem podobnie jak kard. Sarah, do tego z Afryki, więc doskonale wie,
o czym mówi, bo obrońcy profanacyj przywołują zwyczaje afrykańskie jako argument.

Taniec nie jest rozpoznawaną formą na Mszy w obrządku łacińskim. Nasza Kongregacja
rozpatrywała to przez lata. Nie ma żadnego ważniejszego dokumentu kościelnego na ten
temat, jednak dyrektywa naszej Kongregacji jest taka: podczas ścisłej liturgii, czyli Mszy św.
czy sakramentów w Europie i USA nie powinno mówić się o tańcu liturgicznym. WCALE!

ks. Franciszek kardynał Arinze

Moderniści  tak  czy  siak  będą  powyższy  artykuł  zwać  agresywnym,  kłamliwym,  pełnym
pogardy i nienawiści. Słowa biskupów, kardynałów oraz papieży zignorują lub wyszydzą. To
ich  stała  taktyka  i  retoryka.  Jeżeli  już  drodzy  moderniści  zamierzacie  pluć  jadem  o  którym
ustawicznie wspominacie wypluwając przy tym słowa pełne „miłości” to pragnę zachęcić do
używania merytorycznych argumentów. To tyle!

PS:  Moderniści  mówiąc  ustawicznie  o  miłości  posługują  się  kłamstwem,  podłością,
łajdactwem,  manipulacją,  inwigilacją,  prowokacją.  To  potwierdzone.  Grupa  na  Facebooku
założona  w  celu  demaskowania fałszywego  charyzmatyzmu  oraz  pozostałe  są  infiltrowane
przez  profanatorów,  u  których  na  ustach  rzekoma  miłość.  Tę  miłość  dostrzec  możemy  na
Frondzie,  na  deon.pl  w  omawianym  tu  artykule  autorstwa  p.  Marty  Brzezińskiej-
Waleszczykowej tudzież w komentarzach zwolenników tejże łódzkiej profanacji, która dzieje
się pod egidą oo. jezuitów łódzkich.

Jak  zauważył  autor  blogu  przedsoborowy.blogspot.com  milczenie  w  tejże  sprawie
doprowadzi do opłakanego stanu za kilka lat. Gwoli przypomnienia więc:

Przyjmowanie obojętne wszelakiego rodzaju błędów potwornych dowodzi nędznej głupoty
nad którą nigdy dość ubolewać. Przez sam fakt niesprzeciwiania się żadnemu błędowi
człowiek staje sie winien popierania błędów wszystkich.

Papież Pius VI, Bulla „Debito Apostolus Nostri”

background image

Link do omawianego artykułu: deon.pl/religia/kosciol-i-swiat/komentarze/art,1973,jedyni-
prawdziwi-katolicy-i-tanczenie-podczas-mszy.html