background image
background image

Wstęp do wydania polskiego 

P

rzedstawiana tu książka Walka o Śląsk 1944-1945 pierwszy raz uka­

zała się w Niemczech Zachodnich w 1963 r. i miała tam do dziś 

7 wydań, co zdaje się świadczyć, że cieszyła się sporą popularnością. W Pol­

sce nie była dotąd publikowana. Jej autor, generał major Hans von Ahlfen, 

zawodowy wojskowy, był uczestnikiem niektórych z opisywanych wyda­

rzeń, biorąc m.in. udział, wraz ze swą Brygadą Pionierów, w niemieckim 

odwrocie znad Wisły w styczniu 1945 r., czy dowodząc Festung Breslau od 

lutego do marca tego roku. Szerzej, jak sam zadeklarował, oparł swoją pra­

cę na relacjach i wspomnieniach niemieckich oficerów, takich jak generało­

wie G. Heinrici, W. Nehring, K. Schulz i wielu innych. Jest więc ta książka 

nie tyle niemiecką monografią walk toczonych na Śląsku w pierwszej poło­

wie 1945 r., ile raczej opowieścią, jak te walki widzieli po wojnie prowadzą­

cy rozpaczliwą i beznadziejną walkę generałowie III Rzeszy. 

Dla Hansa von Ahlfena walka o Śląsk to oddzielna kampania II woj­

ny światowej. Widzi ją oczywiście w szerszym kontekście niemieckiego 

frontu wschodniego, od połowy 1944 r. do maja 1945 r., ale traktuje jako 

wyraźnie wyodrębnioną operację wojenną. To zupełnie odmienne podej­

ście od tego, które znane jest szerzej z literatury. Ta, za przykładem so­

wieckim, mówi raczej o operacji wiślańsko-odrzańskiej lub o tych dwóch 

operacjach osobno. Rosjanie dostrzegali wprawdzie lokalny wymiar walk 

na Górnym i Dolnym Śląsku, ale traktowali je jako element większej ca­

łości - dwutaktowego ruchu wykonanego między styczniem a majem 

1945 r. i przynoszącego zwycięski marsz Armii Czerwonej znad Wisły, 

przez Odrę do Berlina. Dlaczego więc von Ahlfen tak wyraźnie wydziela 

z całej sowieckiej ofensywy walki na Śląsku? Czy to wynik wyłącznie od­

miennej, niemieckiej optyki wojennej? Przecież w końcu przełomowe zna­

czenie walk nad Wisłą i Odrą nie umyka i niemieckim wojskowym. Osta­

tecznie była to ich decydująca klęska. 

Odpowiedzi na to pytanie należy szukać na kartach oddawanej do rąk 

czytelnika książki. Jak można sądzić, generał von Ahlfen kierował się 

w swym pisaniu jasno określonym zamiarem. Wyodrębniając walki 

o Śląsk z całości działań zbrojnych frontu wschodniego, podnosił ich zna­

czenie, choć tak naprawdę dla Rosjan był to kierunek działań zupełnie 

background image

drugorzędny. Nie decydowały więc w tym wypadku względy militarne, 

choć nie bez znaczenia w tej opowieści jest fakt, że na skrawkach Śląska 

Niemcy zdołali się utrzymać do kapitulacji III Rzeszy, tak jak utrzymali 

w swych rękach jego stolicę - Wrocław. 

Nie jest to zatem tylko opowieść o obronie jednej z niemieckich pro­

wincji wschodnich. To w zamiarze autora tej książki opowieść o obronie 

śląskiej ojczyzny zagrożonej zagładą. I jest tu wszystko tak jak w dobrze 

przygotowanej opowieści. Jest nieprzyjaciel dysponujący ogromną prze­

wagą, a przy tym okrutny, zły i dziki; są obrońcy - wytrwali, zmotywo­

wani, broniący swoich domów, cywilów i dorobku pokoleń; jest ziemia 

śląska - piękna, bogata i zagospodarowana - prawdziwy skarb. Jest 

wreszcie cel - obrona bezbronnych przed najazdem i niechybną zgubą. 

Oczywiście nie wszystko to wyreżyserował sam autor. Wiele zawdzięcza 

takiej, a nie innej rzeczywistości. Ale dopasowując ją do swej tezy, starał 

się stworzyć śląską epopeję wojenną - opowieść o zagładzie niemieckiej 

prowincji wschodniej i o tym, jak walczące do końca niemieckie wojska 

wraz ze Ślązakami starały się ową zagładę powstrzymać. 

Von Ahlfen nakreślił w swej książce przede wszystkim obraz zmagań 

militarnych. Nie jest to relacja wygładzona literacko. O wojnie i działa­

niach zbrojnych pisze w końcu zawodowy wojskowy - oficer sztabu gene­

ralnego. Język, jakim się posługuje, jest często nadmiernie skomplikowa­

ny, zdania są złożone, a narracja wręcz poplątana. Mimo to nie można 

jednak odmówić tej książce pewnej wartości. Niezależnie od wyraźnej to­

porności narracji dla polskiego czytelnika stanowi ona niewątpliwie 

pierwszą okazję prześledzenia działań zbrojnych na Śląsku z niemieckiej 

perspektywy. Dotychczasowa literatura dostępna w Polsce prezentowała 

wyłącznie sowiecki punkt widzenia, co skutkowało często przyjmowa­

niem tej optyki za jedyną. Dzięki tej książce możemy zajrzeć na tyły sła­

niającego się niemieckiego frontu wschodniego i, pomijając całą, czasem 

nadętą retorykę jej autora, zobaczyć załamującą się obronę, wykrwawio­

ne dywizje i ich erzace, panikę odwrotu i ucieczki cywilów -jej ludzki wy­

miar. Przebijają z jej kart beznadzieja dalszego oporu przy jednoczesnym 

trwaniu do końca często tylko dlatego, że takie były rozkazy. Nie budzi 

to oczywiście współczucia dla pobitych armii III Rzeszy, które wcześniej 

tak bezwzględnie próbowały rzucić całą Europę na kolana. Chodzi o ko­

rektę obrazu przez tyle lat wypaczanego w Polsce. Tak jak Armia Sowiec­

ka nie wyzwalała, ale zdobywała ziemię śląską, tak i broniący Niemcy nie 

dysponowali do jej obrony świetnymi i licznymi wojskami, jak to np. jesz­

cze niedawno opisywał w swych pracach i wykreślał na mapach pewien 

wrocławski historyk, lecz wykrwawionymi i niedozbrojonymi cieniami 

dawnych dywizji, korpusów i armii. Nie była to więc równa walka i taka 

background image

korekta nie może nikomu w Polsce zaszkodzić. Jest ona zwyczajnym 

przywracaniem historycznej normalności w postrzeganiu dziejów. 

* * * 

Nie można jednak zapomnieć o kontekście politycznym napisania i wyda­

nia oryginału prezentowanej książki. W momencie gdy ukazała się ona po 

raz pierwszy w 1963 r., w Niemczech Zachodnich toczyła się już żywa dysku­

sja nad odpowiedzialnością za dramat II wojny światowej. Toczy się ona 

zresztą do dziś. Von Ahlfen był już stroną w tej dykusji od co najmniej 

1956 r., kiedy to po raz pierwszy, wraz z generałem Hermannem Niehofem, 

opublikował swoje wspomnienia z dowodzenia obroną Festung Breslau na 

łamach „Wehrwissenschaftliche Rundschau". Te wspomnienia znalazły pełny 

wyraz w wydanej w 1959 r. książce So kdmpfte Breslau (polski tytuł: Festung 

Breslau w ogniu)

 i późniejszej, prezentowanej tu książce o walce o Śląsk. 

W ujęciu von Ahlfena i wielu bliskich mu w poglądach przedstawicieli 

armii niemieckiej z czasu II wojny światowej, takich jak choćby E. Man-

stein czy H. Guderian, wojnę rozpętał i prowadził nieudolnie do tragicz­

nego końca Adolf Hitler oraz bliżej nieopisani naziści - pokroju Karla 

Hankego czy Ferdinanda Schórnera. Na marginesie warto zauważyć, że 

właśnie w 1963 r., kiedy to po raz pierwszy wyszła książka von Ahlfena, 

opuścił niemieckie więzienie odbywający w nim karę od 4,5 roku feldmar­

szałek Schórner, wypuszczony wcześniej przez Rosjan w 1958 r. Dla śro­

dowisk niemieckich weteranów-oficerów był on wówczas uosobieniem 

oddanego reżimowi sługusa i jednego ze sprawców klęski wojennej. 

Schórner, choć sam też oficer, stał się synonimem czarnej owcy w swym 

środowisku zawodowym, wcale nie ze względu na upartą walkę do końca 

III Rzeszy czy popełnione przez jego wojska zbrodnie wojenne. Wyklu­

czono i napiętnowano go dlatego, że rozkazał w ostatnich miesiącach 

wojny karać śmiercią wszystkich niemieckich żołnierzy (w tym oficerów) 

pochwyconych za linią frontu bez pisemnych rozkazów, a sam uciekł 

8 maja 1945 r., pozostawiwszy swoją Grupę Armii... 

Naród niemiecki i jego armia miały być, według środowisk bliskich 

von Ahlfenowi, wyłącznie ofiarą nieudolności i zbrodni takich ludzi jak 

Schórner. Teza ta, choć naiwna i prostacka, była jednak wygodna dla 

czarno-białego postrzegania historii. I tylko zdumienie budzi, że jako 

swoją prezentuje ją do dziś wiele środowisk zdecydowanie odcinających 

się od kręgów militarno-konserwatywnych. Dla nich, jak dla autora tej 

książki, obozy koncentracyjne były nazistowskie, a nie niemieckie. 

Z kwestią odpowiedzialności za wojnę i jej okrucieństwa łączy się wy­

raźnie lansowana u von Ahlfena wizja Wehrmachtu - rycerskiego wojska 

background image

narodu niemieckiego, walczącego wyłącznie w obronie ojczystej ziemi i jej 

zagrożonej ludności. Stąd prezentowana książka pełna jest nienatural­

nych dla zawodowego wojskowego ckliwych wtrętów, rzewnych łez 

i współczujących westchnień nad trudem, niedolą i cierpieniami biednych 

Ślązaków, prezentowanych wyłącznie jako wzór niemieckości. Czasem 

przybiera to wręcz rozmiary karykaturalne. Jest to jednak, tak jak liczne 

opisy bogactwa i urody ziemi śląskiej, zabieg celowy. Ma za zadanie wy­

kazać nie tylko konieczność walki w obronie tego skarbu niemczyzny na 

wschodzie, ale też wobec zarzutów o bezsensowność przedłużania oporu 

legitymizować ją. Stąd sztandarowym argumentem von Ahlfena jest, jak­

że chętnie przywoływana, liczba ewakuowanych z tej ziemi ludzi, którzy 

dzięki „rycerskiemu Wehrmachtowi" uniknęli losu, jaki gotowała im de­

moniczna Armia Czerwona. I nie jest tu ważna podawana przezeń liczba 

3,2 min ewakuowanych, weryfikowana najczęściej in minus. Ważne, że 

dzięki tym ludziom walka niemieckich żołnierzy w obliczu klęski i popeł­

nionych wcześniej zbrodni została uświęcona i zyskała wręcz humanitar­

ny wymiar... 

* * * 

Osobno warto zwrócić uwagę na zamieszczony przez autora na początku 

książki rys historyczny dziejów Śląska. Owa Podróż przez historię Śląska co 

prawda luźno łączy się z całością narracji i podjętym tematem, ale zamiesz­

czona została przez von Ahlfena nieprzypadkowo. Choć podawane infor­

macje mają w tym wypadku charakter podręcznikowy, to odgrywają w tej 

książce rolę swoistego manifestu niemieckości Śląska. Berlińczyk, a szerzej 

Prusak, von Ahlfen włączając ten rys do swego opracowania, chciał już na 

wstępie zmusić każdego czytelnika do bezdyskusyjnego zaakceptowania 

przedstawionych w nim faktów, a pośrednio również opinii, że walka 

o Śląsk w 1945 r. była czymś nieuniknionym z perspektywy historii. A więc, 

że walczyć o niego po prostu trzeba było... 

Jaki ten Śląsk jest u von Ahlfena? Ponad wszelką prawdę dziejową 

- jest wyłącznie niemiecki. Autor przykładał więc do historii kategorie 

narodowe nawet tam, gdzie żadną miarą nie powinno się ich stosować. 

A nade wszystko patrzył na dzieje tej ziemi wyłącznie przez pryzmat 

XIX- i XX-wiecznego nacjonalizmu i nowoczesnego pojmowania narodu. 

Śląsk od zarania dziejów zamieszkiwały według niego tylko plemiona 

germańskie. Podpiera to twierdzenie tezą o pochodzeniu nazwy tej ziemi 

od plemienia Sylingów, co nawet w literaturze niemieckojęzycznej jest ra­

czej słabo zakorzenionym przekonaniem. Dostrzega przy tym obecność 

na Śląsku innych ludów, ale widzi je wyłącznie jako przejściowo na nim 

background image

obecne. Są to zresztą według niego od razu Polacy, co świadczy o tym, że 

nawet na chwilę nie był on w stanie oderwać się od XX-wiecznej optyki. 

A gdzie w takim ujęciu mieliby być Dziadoszanie, Trzebowianie, Slęża-

nie, Opolanie czy inne plemiona śląskie? Na to pytanie próżno by szukać 

tu odpowiedzi. 

A przecież nie odbiera nic niemieckim częściom historii Śląska to, że 

Henryk I Brodaty i jego syn Henryk II Pobożny byli seniorami najstar­

szej linii polskiej dynastii piastowskiej i w tej samej mierze władcami Ślą­

ska, co innych części Polski, a ich stałym celem politycznym było jej zjed­

noczenie pod swoim panowaniem. Dali temu wyraz, wytrwale walcząc 

o stolicę senioralną w Krakowie. 

Po krótkiej, pełnej konfliktów polsko-czeskich, „pauzie" około 1300 r. 

Śląsk stał się dla autora znów niemiecki, co rażąco kłóciło się nawet z bada­

niami demografów niemieckich. Koronnym dowodem na jego niemieckość 

miały być miasta śląskie i ich nazwy, ale to, że większość z nich była nazwa­

mi słowiańskimi, zostało już przemilczane. A przecież von Ahlfen nie mógł 

o tym nie wiedzieć, zwłaszcza że w latach 1936-1938 w III Rzeszy zmieniono 

na „bardziej niemieckie" blisko 1000 nazw miejscowych na tym samym Ślą­

sku, który on już u progu XIV w. uznał za w pełni niemiecki. 

Charakterystycznym „zapomnieniem" jest w tych wywodach o Śląsku 

„przeoczenie" Niemców wśród najeźdźców i ludów napadających na tę 

krainę. To ma tylko potwierdzić, że zawsze tu byli u siebie. Często jednak 

owo przekonanie o nadrzędnej wartości niemczyzny przybiera u von Ahl-

fena kształt wręcz manipulacji historycznej. Tak jest, gdy Otto III nazwa­

ny zostaje cesarzem niemieckim, a był przecież rzymskim. Albo wtedy, 

gdy pojawia się informacja, że biskupstwo w Breslau w roku 1000 (choć 

nikt wtedy tak tego miasta jeszcze nie nazwał) założył on jako niemieckie, 

choć była to część zakładanej właśnie prowincji kościelnej państwa Pia­

stów, a więc Słowian. 

Podobną manipulacją jest twierdzenie, że Wrocław jako miasto nie­

mieckie powstał w 1163 r. Teza ta jest na tyle śmiała, że nie znajduje po­

twierdzenia nawet w literaturze niemieckiej. Ta ostatnia za początek „nie-

mieckości" miasta nad Odrą uznaje jego lokację na prawie niemieckim 

w 1261 r., choć i to jest naukowym nadużyciem. Takowym jest też stwier­

dzenie autora Podróży..., że w 1241 r. Mongołowie napadli na Śląsk. 

W roku tym główny najazd mongolski Batu-Chana dotknął Węgry, a je­

go dywersyjny zagon uderzył na rozbitą dzielnicowo Polskę. Stąd na polu 

pod Legnicą stanęło rycerstwo polskie (śląskie oraz niedobitki krakow­

skiego i sandomierskiego), a z nimi templariusze i joannici. Byli wśród 

nich na pewno Niemcy, ale pisanie o tym, że była to ich bitwa, jest mija­

niem się z prawdą. 

(

background image

Autor zresztą nie ma z tym specjalnego kłopotu, pisząc dalej na przy­

kład, że Śląsk stał się pruski w wyniku trzech stoczonych o niego wojen, 

a następny akapit zaczynając od tego, że nie został jednak zdobyty na 

wojnie, ale sam chciał być pruski. Ta oczywista sprzeczność oparta zosta­

ła na tym, że protestanci śląscy sprzyjali protestanckim Prusom. To jed­

nak w żaden sposób nie zmienia faktu, że ich kraina została zdobyta od 

Austrii siłą, w wyniku wyczerpujących wojen, w których Fryderyk II był 

nieodmiennie agresorem. 

W 1815 r. Hans von Ahlfen dostrzega „niemiecką granicę wschodnią" 

jako granicę Śląska, nie bacząc, że w tym czasie nie ma jeszcze Niemiec 

jako zjednoczonego państwa, a Śląsk jest w państwie pruskim - zresztą 

do 1945 r. 

Najbardziej upolityczniona jest oczywiście XX-wieczna część historii 

Śląska, którego ludność, nawet jeśli mówi po polsku czy czesku, jest dla 

von Ahlfena niemiecka „kulturowo i historycznie". Nie potwierdzały tego 

nawet oficjalne dane demograficzne, publikowane już za rządów kancler­

skich A. Hitlera, w latach trzydziestych. 

Autor, jako Niemiec, nie widzi, że powstania śląskie były odpowie­

dzią: najpierw na pozostawienie Górnego Śląska w Rzeszy, a następnie 

na zmanipulowane przez jego rodaków referendum. Jednym ciągiem pi­

sze, że wynik tego ostatniego był 60:40 na korzyść Niemiec i Polacy do­

stali niesłusznie aż jedną trzecią, czyli ok. 33% obszaru spornego. Podob­

ne zacietrzewienie przejawia zresztą von Ahlfen i dalej, kiedy to 

nierozstrzygniętą bitwę o Górę Świętej Anny uznaje za starcie, w którym 

Niemcy „rozbili III powstanie". 

Polskie panowanie na Śląsku w latach międzywojennych jest dla niego 

jednym pasmem niepowodzeń - zwłaszcza gospodarczych. Nie trzeba do­

dawać, że dla autora nie wiążą się one w żaden sposób z aktywnymi dzia­

łaniami państwa niemieckiego, które od 1924 r. dławi polski handel, 

a zwłaszcza handel węglem górnośląskim, wojną gospodarczą, której kres 

położy dopiero Hitler jako kanclerz Niemiec. Próżno by też tu szukać ja­

kichkolwiek wzmianek o nielojalnej postawie wobec państwa polskiego 

niemieckich właścicieli kopalń i hut leżących w województwie śląskim. 

A przecież to oni transferowali większość dochodów na teren Niemiec, 

zaniechawszy przy tym podstawowych choćby nakładów na utrzymanie 

tych ze swoich zakładów, które pracowały w Polsce. 

Twierdzenie, że Niemcy „odzyskały wysoką zdolność obronną" po dojściu 

Hitlera do władzy, nie wymaga osobnego komentarza. Niemiecki generał na­

pisał to na początku lat sześćdziesiątych XX w., mając za sobą komplet do­

świadczeń związanych z II wojną światową i dystans wystarczający do zrozu­

mienia, że nie o obronę Rzeszy chodziło przy powstawaniu Wehrmachtu. 

10 

background image

Trudno oczywiście w tym krótkim komentarzu odnieść się do wszyst­

kich przeinaczeń, jakie von Ahlfen zawarł w swej Podróży przez historię 

Śląska,

 bez końca udowadniając, że mówiący, przynajmniej częściowo, 

po polsku lub czesku Ślązacy zawsze byli Niemcami, którzy nie wiadomo 

po co się owej słowiańskiej mowy nauczyli. Ważniejszy jest jednak szerszy 

kontekst tych wywodów. 

Von Ahlfen, co nie jest bez znaczenia, pisał to wszystko w czasach, gdy 

w niemieckiej telewizji publicznej wciąż (do 1973 r.) podawano prognozę 

pogody dla Niemiec przedstawianych na mapie w granicach z 1937 r. 

Można z całą pewnością założyć, że wówczas, podobnie jak dziś, spora 

część naszych zachodnich sąsiadów właśnie tak widziała historię śląskiej 

ziemi... 

* * * 

W podsumowaniu należałoby stwierdzić, że wydanie w Polsce, po latach 

od niemieckiej edycji Walki o Śląsk było ze wszech miar pożądane i po­

trzebne. Książka Hansa von Ahlfena daje nam, współczesnym Polakom, 

po pierwsze, możliwość lepszego poznania dramatycznego fragmentu dzie­

jów kawałka naszej Ojczyzny - Śląska. Po drugie zaś przypomina nam raz 

jeszcze, że często być może w nacjonalistycznym zacietrzewieniu, ale jednak 

także inne nacje wzdychają do swej byłej „małej ojczyzny" i zupełnie ina­

czej niż my widzą jej historię. Nie oznacza to, abyśmy musieli, czy choćby 

powinni przyjmować obcą nam optykę i argumentację. Ale bać się jej po­

znania nie powinniśmy. Bez niego trudno z nią dyskutować. 

Tomasz Głowiński 

background image

Podróż przez historię Śląska 

(zob. mapa nr 9 w tekście na s. 18/19) 

Cóż to jest za kraina, ten nasz Śląsk, za którą przelano morze krwi, 

o którą roniono palące Izy? To najbogatsza i najpiękniejsza kraina na 

wschodzie Niemiec! 

bserwatorom politycznym, którym obca jest geneza, rozwój i istota 

Śląska, po klęsce w 1945 r. przyszło oczywiście bardzo łatwo, przy­

najmniej z pozycji dalekiej i bezpiecznej, radzić Ślązakom, by jednak pogo­

dzili się z faktami dokonanymi. Przecież z historii, ze znalezisk germań­

skich grobowców i dawnych czynów nie wyrasta jeszcze roszczenie do 

obszarów, których nie dało się utrzymać, i jeszcze dziś ludzie z przekona­

niem taki właśnie sąd formułują. 

Cóż więc bardziej uprawniałoby do przedsięwzięcia, zaraz na początku 

uświadamiającej podróży w czasie, do przeszłości Śląska, niż te właśnie fał­

szywe opinie i lekkomyślnie formułowane rady -już 500 lat przed naszą erą 

obszar po obu stronach Wisły, sięgający nawet źródeł Bugu, był zasiedlony 

przez wschodnie plemiona germańskie. Na początku naszej ery na śląskich 

ziemiach na południe od Odry znajdujemy germańskie plemię Sylingów. od 

których Śląsk wziął swoją nazwę

2

W trakcie wędrówki ludów, gdy ludy germańskie ciągnęły na zachód 

i południe, od wschodu wkroczyły plemiona słowiańskie: Czesi na obszar 

Czech i Moraw, Polacy na Śląsk. Jednak Słowianie posuwali się naprzód 

bardzo powoli i dotarli tu dopiero w ciągu kilku wieków, przy czym nie­

liczna ludność germańska pozostała. Dlatego też wpływy germańskie na 

tych terenach nigdy całkowicie nie ustały. 

Sascy cesarze, poczynając od Henryka I (919-936), zapoczątkowali 

- zrazu przesuwając w przód umocnienia swoich granic - niemiecki powrót 

i zasiedlenie obszarów wschodnich. Eksploracja Śląska przeżyła w XIII w. 

pełnię rozkwitu i została zasadniczo zakończona około roku 1300. Potwier­

dza to kilka nazwisk i dat niemieckich lokacji miast. 

2

 Na temat całości tej specyficznej, ale też w Niemczech szeroko rozpowszechnionej wersji 

historii Śląska szerzej zob. wstęp do wydania polskiego. 

15 

background image

Wzmianki o Glogau (Głogowie) jako „Urbs Glogovia" pochodzą 

z 1010 r., o Liegnitz (Legnicy) z 1149. Już w 1210 r. zostaje założone górskie 

miasto Freudenthal (Bruntal) w masywie Pradziada, a na jego peryferiach 
do około 1220 r. najważniejsze miasta: Troppau (Opawa), Jagerndorf (Kar-
niów) i Leobschiitz (Głubczyce) już w 1187 r. Na północ od gór w 1210 r. 
powstaje NeiBe (Nysa), na południe zaś od niej Ziegenhals (Głuchołazy) 
w roku 1222. U stóp Gór Izerskich i Karkonoszy już w 1071 r. wymienia­
na jest nazwa Górlitz (Zgorzelec). Miasto to otrzymało prawa miejskie 
w 1215 r. Inne lokacje tamtych czasów to: 1202 Bunzlau (Bolesławiec), 1211 
Goldberg (Złotoryja), 1217 Lówenberg (Lwówek SI.), 1241 Jauer (Jawor), 

1242 Striegau (Strzegom). Nad Odrą prócz Wrocławia, o którym będzie 

jeszcze później mowa, należy wymienić Ohlau (Oławę, 1235), Brieg (Brzeg, 

1250), Oppeln (Opole, przed 1235), Cosel (Koźle, 1281) i Ratibor (Racibórz, 

przed 1235). Miasta były jednak zakładane również na wschód od Odry: 

1245 Militsch (Milicz) jako gród należący do kapituły wrocławskiej, 1248 

Namslau (Namysłów), 1255 Oels (Oleśnica) i 1226 Bernstadt (Bierutów). Li­
stę wczesnych lokacji na późniejszych terenach przemysłowych zamykają 
w 1245 Beuthen (Bytom) i Gleiwitz (Gliwice) w roku 1276

3

Byli to osadnicy z Frankonii, Turyngii i Saksonii - chłopi, mieszczanie, 

rzemieślnicy i górnicy - podążający za rycerzami i duchowieństwem. Nie­

zwykle duży udział w osadnictwie miał zakon cystersów, który w 1163 r. 
założył klasztor Leubus (Lubiąż) nad Odrą (koło Malczyc). A w 1202 r. 
książę Henryk I (1201-38) na prośbę swojej małżonki Jadwigi, późniejszej 
świętej patronki Śląska, założył klasztor w Trebnitz (Trzebnicy). Sto lat 
później liczba wsi założonych przez klasztory szła już w setki. 

Władza nad Śląskiem w ciągu wieku przechodziła z rąk do rąk, bez 

przerw w eksploracji tych ziem przez niemiecką kulturę. Kilka dat, po 
części z historii Wrocławia, tworzy łatwe do zapamiętania ramy: 

W latach 894-924 na Śląsku panował książę czeski Wrocisław I, który 

w 921 r. wzniósł na lewym brzegu Odry w okolicach Holtei-Hóhe (obecnie 

Wzgórze Polskie) zamek obronny. Niemiecki cesarz Otto III w czasie swej 
pielgrzymki do grobu św. Wojciecha do Gniezna w roku 1000 założył bi­
skupstwo wrocławskie

4

. W 1149 r. zbudowano we Wrocławiu pierwszy 

most na Odrze. 

Po serii zawiłych sporów między Czechami i Polską w 1138 r. Śląsk za­

czął się stopniowo oddzielać od polskiego organizmu państwowego. 
W 1163 r. ponownie ustanowiono piastowskie księstwo, które, choć samo 

Von Ahlfen nie zauważa naturalnie, że większość tych, w jego mniemaniu czysto nie­

mieckich, miast na wyraźnie słowiańskie nazwy. 

To, że Śląsk był wtedy polską prowincją i biskupstwo wrocławskie należało potem przez 

wielki do polskiej prowincji kościelnej, jakoś „umknęło" autorowi. 

16 

background image

skłania się ku Niemcom, rządziło Śląskiem

5

. Od tego momentu w 1163 r. 

powstał Wrocław jako niemieckie miasto, które, gdy nadszedł krwawy 

rok 1945, jako późniejsza stolica i miasto - rezydencja ziemi śląskiej mia­

ło za sobą ponad osiemsetletnią niemiecką historię. Wiek później, w 1261 

roku, Wrocław został miastem na prawie magdeburskim. 

W pamiętnym, nieszczęsnym roku 1241 Mongołowie napadli na Śląsk, 

dokonując nieopisanych zbrodni. Na Legnickim Polu pokonali niemiec­

kie oddziały rycerskie

6

; zginął wtedy też książę Henryk II, który stał na 

ich czele. Najeźdźcy spowodowali ogrom strat materialnych i przelali wie­

le krwi. Ale gdy - mimo zwycięstwa - szybko się wycofali, zaczęło poja­

wiać się coraz więcej niemieckich osadników i wkrótce, dzięki ich praco­

witości, na zgliszczach rozkwitło nowe życie. 

Układ w Trenczynie, zawarty w 1335 r., usankcjonował całkowite ode­

rwanie się Śląska od państwowości polskiej. Ziemia ta, po 300 latach po­

nownie otwarta na niemiecką kulturę, weszła teraz w silny związek z Cze­

chami i w ten sposób trafiła pod zwierzchnictwo Rzeszy Niemieckiej. 

W 1526 r. Śląsk razem z Czechami w wyniku dziedziczenia przypadł 

Habsburgom

7

. Po mniej więcej 200 latach władzy austriackiej Fryderyk 

Wielki

8

 w trzech wojnach śląskich (1740-1742, 1744-1745, 1756-1763) 

zdobył tę nieustannie rozkwitającą prowincję. 

Jedynie okolice Opawy i Cieszyna - czyli południe Górnego Śląska - po­

zostały jako „Śląsk austriacki" w rękach Habsburgów. 

Śląsk stał się zatem pruski, ale nie został podbity, jak zdobyczna pro­

wincja, lecz otworzył od wewnątrz na pruskość swe serce. Prus nigdy nie 

postrzegano jako wroga, podobnie jak przedtem Austrii. Czuło się szcze­

rość przesłania skierowanego do Ślązaków przez Fryderyka Wielkiego: 

„Niczego goręcej nie pragnę, jak uczynić szczęście moich nowych podda­

nych tak wielkim, jak pozwala na to sytuacja każdego z osobna. Głos na­

tury, będący podstawą wszelkiego człowieczeństwa, chce, byśmy się wszy­

scy kochali, i abyśmy wspierali jeden drugiego. Oto moja religia"

9

5

 Owo ciążenie ku Niemcom wyglądało tak, że książęta śląscy, jako najstarsza gałąź pol­

skiej dynastii panującej, przez dobre półtora stulecia od tej daty zainteresowani byli przede 
wszystkim koroną polską, a później stali się ostatecznie poddanymi króla czeskiego. 

6

 Mongołowie zwyciężyli pod Legnicą nie tylko posiłkowe rycerstwo niemieckie (kilku­

dziesięciu krzyżowców), ale też templariuszy i joannitów, a oprócz nich resztę armii Henryka 

Pobożnego, czyli ok. 6-7 tys. ludzi - głównie Polaków. 

7

 Po śmierci pod Mohaczem 29.08.1526 r. Ludwika II Jagiellończyka korona Czech i Wę­

gier przeszła w myśl wcześniej zawartej umowy na austriackich Habsburgów, w których rę­
kach pozostawała do 1918 r. 

8

 Fryderyk II Hohenzollern zw. Wielkim (ur. 1712 w Berlinie, zm. 1786 w Poczdamie) 

król pruski od 1740 r. 

• „

9

-Fryderyk II Wielki przeszedł jednak do historii jako wybitny wódz i twórca pruskiej po-

tęgi militarnej. a nie ..miłośnik i orędownik pokoju". 

background image

Mapa nr 9. Śląsk w III Rzeszy (wraz z zagarniętym w 1939 r. 

polskim Województwem Śląskim) 

background image

\Y\T KA OST ĄSK 

Śląskie twierdze: Wrocław, Głogów, Kłodzko, Nysa i Koźle od chwili 

ich założenia między rokiem 1000 i 1355 przeżyły liczne ataki i oblężenia. 

Polacy, husyci, Szwedzi, oddziały Wallensteina, Austriacy i Francuzi z od­

działami bawarskimi czy wirtemberskimi walczyli o te ważne miejsca ze 

zmiennym szczęściem

10

. W nieszczęsnych latach 1806-1807 Wrocław i Gło­

gów stawiały czoła zaledwie przez miesiąc, podczas gdy Nysa, Koźle 

i Kłodzko opierały się francuskiemu oblężeniu przez 4-5 miesięcy. 

Od Śląska rozpoczęła się niemiecka wojna wyzwoleńcza 1813-1815. 

17 marca 1813 r. król pruski Fryderyk Wilhelm III wydał we Wrocławiu 

odezwę An mein Volk (Do mojego narodu), a tuż przedtem, 10 marca ustano­

wił tu Krzyż Żelazny. Krzyże te od 1813 r. odlewano w Gleiwitzer Hiitte 

w Gliwicach, założonej już pod rządami Fryderyka Wielkiego. 26 sierpnia 

1813 r., w strugach deszczu, po zwycięstwie Bluchera nad francuskim gene­

rałem MacDonaldem nad Kaczawą na Legnickim Polu, Śląsk, z wyjątkiem 

bronionej jeszcze do kwietnia 1814 r. przez Francuzów twierdzy Głogów", 

znów był wolny od wrogów. 

Na kongresie wiedeńskim w 1815 r. europejskie mocarstwa: Anglia, Au­

stria i Rosja zatwierdziły niemieckie granice wschodnie Królestwa Pruskiego, 

w tym także tę śląską

12

. W latach 1815-1919, a więc przez ponad 100 lat, na 

Śląsku stacjonował VI Korpus Armii i połowa V Korpusu (Poznańskiego). 

W 1816 r. król Fryderyk Wilhelm III po wyburzeniu fortyfikacji Wrocławia, 

rozpoczętym przez francuskie władze okupacyjne, podarował miastu tereny 

dawnych umocnień. I w ten sposób narodziły się wrocławskie promenady. 

Przez następne sto lat wojny omijały Śląsk. W 1914 r. na zachodnie te­

reny Rzeszy wkroczyły oddziały VI Korpusu Armii i VI Korpusu Rezer­

wy: 5. pułk kawalerii, 9. Dywizja Piechoty i 9. Dywizja Rezerwy, podczas 

gdy wschodnią granicę chronił Śląski Korpus Landwehry. Korpus ten, 

początkowo złożony jedynie z oddziałów w błękitnych mundurach wojsk 

czasu pokoju i z niepełnym wyposażeniem do prowadzenia wojny ma­

newrowej, był dowodzony przez Ślązaka - ogólnie bardzo szanowanego, 

a przez żołnierzy wręcz uwielbianego - dawnego dowódcę Korpusu Oj­

czyźnianego, generała armii von Woyrscha

13

. Pod pojęciem Landwehry 

10

 Von Ahlfen „zapomniał" o Niemcach najeżdżających Śląsk np. w 1017 czy 1109 r. -

wtedy opierały im się takie grody, jak Niemcza, Głogów czy Wrocław. 

" Głogów broniony był wtedy głównie przez polskie oddziały sprzymierzone z francuskimi. 

12

 Była to wtedy oczywiście granica Prus, a nie Niemiec. 

13

 Feldmarszałek Remus von Woyrsch, ur. 1847 w Pilczycach (obecnie Wrocław), zm. 

1920 tamże - właściciel majątku Pilczyce, oficer armii pruskiej i niemieckiej od 1866 r. Od 
1897 generał, a od 1917 r. feldmarszałek pruski. Szczególnie znany z dowodzenia niemieckimi 

i austriackimi formacjami podczas I wojny światowej na froncie wschodnim. Dowodził m.in. 

w 1915 r. pod Rawą Ruską, a w 1917 r. powstrzymał ofensywę Brusiłowa. Doctor honoris cau­
sa

 Uniwersytetu Wrocławskiego i honorowy obywatel Wrocławia od 1919 r. 

20 

background image

z roku 1914 trzeba sobie jednak wyobrazić coś zupełnie innego niż pospo­

lite ruszenie w roku 1813 czy nawet Volkssturm z roku 1945. Owa śląska 

Landwehra z 1914 r. składała się, jako wynik niemieckiej ustawy wojsko­

wej i długiego okresu pokoju, z żołnierzy czynnych w czasie pokoju i słu­

żących w rezerwie. Dzięki niezawodności tego mężnego Śląskiego Korpu­

su Landwehry Hindenburg i Ludendorff

14

 jesienią 1914 r. mogli, przy 

potężnej przewadze wojsk rosyjskich, przeprowadzić genialne operacje, 

w których efekcie wróg nie postawił stopy na śląskiej ziemi

15

Traktat wersalski z 1919 r. brutalnie zadecydował o kształcie Śląska 

i wkroczył w jego życie, odbierając mu tereny. Bez referendum oddano 

Polsce część powiatów namysłowskiego, sycowskiego, milickiego i gó­

rowskiego oraz tereny wiejskie. Część Śląska na zachód od Odry, ziemia 

hulczyńska, licząca 48 000 mieszkańców, musiała - również bez pytania 

ludności o zgodę - zostać oddana Czechosłowacji. Należy tu podkreślić, 

że obszary te, zamożne dzięki kopalniom węgla kamiennego i produkcji 

lnu, były w większości zamieszkane przez ludność, która wprawdzie mię­

dzy sobą używała morawskiego dialektu języka czeskiego, ale kulturowo 

i historycznie, podobnie jak Mazurzy w Prusach Wschodnich, uważała 

się za niemiecką

16

. Odmówiono im głoszonego przez amerykańskiego 

prezydenta Wilsona prawa do samostanowienia. 

Nad zarządzonym po traktacie wersalskim dla Śląska referendum cią­

ży klątwa, za którą stoją potęgi wersalskie i Polska. Chodzi nie tylko o to, 

że trzy polskie powstania na terenie zajętym przez oddziały angielskie, 

francuskie i włoskie zagroziły niezależności i porządkowi referendum, 

próbując wymusić fakty dokonane na korzyść Polski, lecz także o to, że 

wynik głosowania został oceniony niesprawiedliwie i wbrew Niemcom

17

Mimo że 707 554 osoby głosowały na Niemcy, a 478 82 na Polskę (około 

60%, przeciw 40%), Rada Ambasadorów 22 października 1921 r. posta-

14

 Gen. Erich Ludendorff (ur. 1865 w Kruszewni, zm. 1937 w Tutzing) - oficer niemiecki 

od 1904 r. Podczas I wojny światowej w 1914 r. dowodzi! brygadą, która zdobyła fortyfikacje 
Liege. Później szef sztabu 8. Armii w bitwie pod Tannenbergiem i nad Jeziorami Mazurskimi. 
Od sierpnia 1916 r. generalny kwatermistrz armii niemieckiej faktycznie kierujący wojną. 
Zdymisjonowany w październiku 1918 r. Po wojnie bral udział w puczu Kappa w 1920 r. i hi­
tlerowskim puczu monachijskim w 1923 r. Odmówił przyjęcia stopnia feldmarszałka z rąk 

Hitlera. 

15

 Chodzi tu o niemieckie zwycięstwo nad dwoma armiami rosyjskimi generałów Aleksan­

dra Samsonowa i Pawła Rennenkampfa pod Tancnbergiem (nieopodal Grunwaldu) i nad Je­
ziorami Mazurskimi w sierpniu-wrześniu 1914 r. 

16

 A po słowiańsku nauczyła się ta ludność przypadkiem i mówiła nim między sobą, choć 

nie był jej ojczystą mową? 

17

 Von Ahlfen nie wspomina natomiast o niemieckich manipulacjach przy referendum 

w tym o akcji zwożenia z całych Niemiec ludzi do głosowania na Górnym Śląsku, co ostatecz­
nie przesądziło o wyniku głosowania. 

21 

background image

nowiła, że jedna trzecia obszaru objętego referendum ma przypaść Pol­

sce. Tym samym 85% górnośląskich kopalń, 75% zakładów przemysło­

wych i wszystkie złoża cynku przypadły Polsce

18

. I zapewne tylko o to 

chodziło Radzie Ambasadorów, wydającej ten werdykt

19

Na koniec wspomnień owych tak bolesnych dla Śląska wydarzeń po­

winniśmy pomyśleć o ludziach, którzy jako ochotnicy z terenu całych Nie­

miec pod dowództwem jednorękiego generała Hoefera

20

 i generała von 

Hiilsena

21

 w ataku na Górę Świętej Anny 21 maja 1921 r. rozbili III po­

wstanie polskie

22

, zapobiegając w ten sposób faktom dokonanym na nieko­

rzyść Niemiec. Bez ich ofiary być może cały Górny Śląsk byłby polski. 

Podczas gdy w pozostałej przy Niemczech części Górnego Śląska 

dzięki rozumnej administracji i budowie coraz to nowych zakładów 

przemysłowych do roku 1925 niemal podwojono wydobycie węgla, a do 

1938 r. wręcz potrojono; 1920 - 7,8 min ton, 1925 - 14,2 min ton; 1938 

- 29,5 min ton, w części oddanej Polsce wydobycie spadło w latach 

1920-1925 o 10%, natomiast po ponownym wcieleniu w 1939 r. należą­

cej w latach 1921-1939 do Polski części Górnego Śląska liczby te przed­

stawiały się następująco: 

część niemiecka: 28,3 min ton (1914 - 9,3) 

część polska: 39,8 min ton (1914 - 27,5)

23

18

 Tak naprawdę to Polska otrzymała ostatecznie 76% górnośląskich kopalń węgla i ok. 

50% tamtejszych hut. 

19

 Akurat Anglicy i Wtosi wyraźnie sprzyjali w tym sporze Niemcom. 

20

 Karl Hoefer (ur. 1862 w Pszczynie, zm. 1939 w Wurzburgu) - oficer niemiecki. Podczas 

I wojny światowej ranny w 1915 r. na froncie zachodnim, w wyniku czego utracił rękę. Od 

1918 r. generał, dowódca oddziałów Grenzschutzu i Selbstschutzu na Dolnym i Górnym Ślą­

sku. Odpowiedzialny za liczne gwałty i mordy na Polakach, zwłaszcza w 1919 r. po upadku 

I powstania śląskiego. W czasie III powstania śląskiego dowódca oddziałów niemieckich 

w walkach na Górze Świętej Anny i pod Kędzierzynem. 

21

 Bernhard Franz Karl Adolf von Hulsen (ur. 1865 w Koźlu, zm. 1950) - niemiecki oficer, 

generał podczas I wojny światowej. W grudniu 1918 r. sformował pod swoim dowództwem 

Freikorps von Hulsen, który został użyty do tłumienia powstania Związku Spartakusa w Ber­

linie w styczniu 1919 r., a następnie, podczas III powstania śląskiego wszedł w skład grupy 
„Południe" niemieckiego Selbstschutzu walczącej na Górze Świętej Anny. Zarówno wobec 

Niemców, jak i Polaków Freikorps von Hulsen wykazał się wyjątkową brutalnością. W latach 
20. jego dowódca wydał książkę o walkach na Górnym Śląsku. 

- Typowe dla autora przeinaczenie. Trwająca między 21 a 26 maja 1921 r. bitwa o Górę 

Świętej Anny była kulminacyjnym starciem III powstania śląskiego. Wojska niemieckie zdoła­
ły powstrzymać polskie natarcie na północ, ale poniosły olbrzymie straty i same poprosiły 
o zawieszenie broni. „Rozbite" powstanie dało Polsce ok. 1/3 spornego terytorium, z większo­
ścią jego ośrodków przemysłowych. 

~ W sposób decydujący wpłynęły na to dwa czynniki: wojna celna prowadzona przez 

Niemcy wobec Polski od 1924 r., a uderzająca zwłaszcza w polski węgiel, i fakt, że większość 
kopalń i hut na polskim Śląsku pozostała w rękach niemieckich właścicieli, którzy z całej siły 
utrudniali politykę ekonomiczną państwa polskiego. 

22 

background image

Traktat wersalski znacząco zmniejszył również oddziały stacjonujące na 

Śląsku. Siła Reichswehry w całej prowincji wynosiła zaledwie 1 i 2/3 pułku 

piechoty, 3 pułki kawalerii, 2 oddziały lekkiej artylerii, 1 kompanię zme­

chanizowaną, 1 szwadron jazdy. Zgodnie z traktatem wersalskim zezwolo­

no jedynie na nieliczne, bardzo proste umocnienia obronne na granicy 

wschodniej, nad Odrą poniżej Wrocławia. I tak na polskiej granicy, w doli­

nie Baryczy obfitującej w liczne, tworzące szeroki pas stawy oraz nad całą 

Odrą plany ograniczyły się jedynie do czysto teoretycznych badań, zacho­

wanych w zapiskach oraz obliczeniach i rysunkach niewielkich placówek 

fortyfikacyjnych punktów w Opolu, we Wrocławiu i w Głogowie. Zostały 

wyciągnięte na światło dzienne z szaf pancernych, gdy Niemcy odzyskały 

wysoką zdolność obronną. Jednak na Śląsku, jeśli chodzi o znaczniejsze 

fortyfikacje na północny zachód od Głogowa (między Odrą i Wartą), któ­

rych zadaniem było zabezpieczenie najkrótszej drogi ze wschodu na Berlin, 

a potem o obiekty Westwallu (Wału Zachodniego), działo się niewiele: na 

lewym brzegu Odry po Opole budowano średnie bunkry z 1-2 stanowiska­

mi karabinów maszynowych. Nie było powodów wnoszenia kolejnych 

obiektów. Liczba stacjonujących na Śląsku oddziałów od roku 1935 po­

nownie wzrosła do jednego, VIII Okręgu Korpusu. Dołączyły do niego jed­

nostki Luftwaffe. 

Przed naszym wkroczeniem do Polski Śląsk stanowił strefę rozsta­

wienia Grupy Armii „Południe". Jeszcze przed rozpoczęciem ofensy­

wy wschodniej prowincja była silniej obsadzona wojskiem

24

. Poza tym 

jednak ten kwitnący region, pilnie i owocnie pracujący na rzecz wojen­

nej gospodarki w przemyśle i rolnictwie, unikał skutków działań wo­

jennych do czasu, gdy jesienią 1944 r. anglo-amerykańskie siły po­

wietrzne, startujące z terenu Włoch, zaatakowały Górny Śląsk, 

niszcząc między innymi największe zakłady wytwarzające paliwo cie­

kłe, położone na południe od Koźla. 

Cenne zapasy, archiwa, zbiory itp. zostały więc przeniesione na 

Śląsk. Tutaj znalazły spokojne i bezpieczne schronienia również wypę­

dzone przez bombardowania rodziny. Śląsk był bowiem „schronem 

przeciwlotniczym" Niemiec. Przede wszystkim w pięknych pasmach Su­

detów, ciągnących się nieprzerwanie urozmaiconymi grzbietami od 

Zgorzelca do Jagniątkowa, w każdej porze roku wczasowicze, rekonwa­

lescenci, rozmaici kursanci, a także ofiary bombardowań znajdowali 

chwilowo niezagrożone, można byłoby rzec „pokojowe" schronienie 

w lazaretach, samotniach i pensjonatach. Niech obraz tej górskiej stre-

24

 Grupa Armii „Południe" gen. Gerda von Rundstedta. dokonująca agresji na Polskę ze 

Śląska, sktadała się z bardzo silnych: 8., 10. i 14. Armii, a także 4. Floty Powietrznej. 

23 

background image

fy, liczącej w linii powietrznej 220 km długości i 50 km szerokości, uzu­

pełni kilka nazw znanych uzdrowisk: Świeradów Zdrój w Górach Izer­

skich, Karpacz i Szklarska Poręba Górna na północnych stokach Kar­

konoszy, kurorty: Lądek, Długopole, Duszniki i Kudowa w Kotlinie 

Kłodzkiej. 

Z pewnością kuszący wydaje się pomysł rzucenia światła na śląską go­

spodarkę i kulturę z wymienieniem wielu znaczących nazwisk. Niechaj 

jednak - jako część całości - wystarczy nam wspomnienie o dwóch wiel­

kich ludziach i poetach narodowych: Gerharcie Hauptmannie

25

 i hrabim 

von Eichendorffie

26

. W ich dziełach i pieśniach odnajdujemy również bo­

gactwo natury Ślązaka: źródło jego koleżeńskiej ofiarności, która docho­

dzi do głosu, gdy ktoś jest gdzieś w potrzebie. Jest on przedsiębiorczy 

i pracowity, ale po skończonej pracy kocha wesołe życie towarzyskie. We 

wszystkich stanach powszechna jest gościnność. Chętnie się z niej korzy­

sta, ale jeszcze chętniej ją daje. Pani domu, jak wszędzie, odgrywa przy 

tym ważną i pozytywną rolę. Należy tu w szczególny sposób uczcić śląską 

żonę i matkę, tę właśnie „Muttl", dobrego ducha domu, za jej pracowi­

tość, troskę, dobroć, za jej miłość. 

Na koniec poświęćmy jeszcze słowo Górnoślązakowi. Poza terenem 

Śląska był często lekceważony, zwłaszcza jeśli pochodził z terenów prze­

mysłowych

27

. Ukształtowało go życie tuż przy granicy państwa i ciężka 

praca w cechach, hutach i kopalniach. Jego głos brzmi twardo, jego mo­

wa jest często mieszaniną polskich i niemieckich wyrażeń. Ale, tak jak 

dzisiaj, był i czuł się Niemcem

28

. Pod chropawą skorupą bije dobrotliwe 

serce. Trudna powaga ciężkiej pracy uczyniła z Górnoślązaków twar­

dych żołnierzy. Jako przykład można przytoczyć fakt, że w powiecie ra­

ciborskim znalazło się 7 odznaczonych Krzyżem Żelaznym, w tym 6 ka­

prali i 1 starszy szeregowy. 

Kto kiedykolwiek miał szczęście spędzić wakacje w śląskich górach al­

bo jeżdżąc na nartach, rozkoszować się pięknem zaśnieżonych, lśniących 

szronem wysokich szczytów, dziś jeszcze z rozrzewnieniem wspomina go­

ścinność tamtejszych schronisk. Słynna była również ich kuchnia i piwni-

- Gerhart Hauptmann (ur. 1862 w Szczawnic Zdroju, zm. 1946 w Jagniątkowie) - niemiec­

ki pisarz i prozaik, laureat literackiej Nagrody Nobla (1912). Autor licznych powieści i drama­
tów, w tym najsłynniejszego - Tkacze (Die Weber), napisanego niemiecką gwarą dolnośląską. 

-

6

 Hrabia Joseph von EichendorlT (ur. 1788 w Łubowicach k. Raciborza, zm. 1857 w Ny­

sie) - niemiecki poeta romantyczny, eseista i dramaturg. Absolwent wrocławskiego gimna­
zjum św. Macieja. Uczestnik wojny prusko-francuskiej 1806-1807. Znany w Niemczech głów­
nie z patriotycznej sztuki Ostatni bohater Malborka (Der letzte Helci von Marienburg, 1830). 

Autor nie dopowiada, że przysłowiowy w Niemczech Kacmarek był synonimem głupka, 

na dodatek mówiącego niepoprawnie po niemiecku. 

28

 Albo Polakiem... 

24 

background image

ce. Przez wieki Ślązacy kultywowali bowiem specjalności kuchni austriac­

kiej i czeskiej. I być może ktoś zarzuci mi zacofanie, ale zaryzykuję i po­

wiem, że wesoły i radosny nastrój panujący w śląskich schroniskach w se­

zonie narciarskim był bardziej serdeczny, głębszy, a nawet prawdziwszy 

niż dzisiejsze nowoczesne, zachodnie ąpris ski. 

background image

Przegląd 

Obszar, przebieg i zakończenie walk - przegląd (zob. mapa nr 1 w załączniku) 

alki o Śląsk rozpoczęły się 12 stycznia 1945 r. około 200 km na 

wschód od granicy Rzeszy Niemieckiej

29

 w Beskidzie Wschod­

nim i nad Wisłą, zakończyły zaś na północnych Morawach między 

Brnem a Ołomuńcem, w górach na Śląsku oraz w północnych Czechach 

i Saksonii nad Łabą bezwarunkową kapitulacją 8/9 maja 1945 r., czyli po 

czterech miesiącach nieprzerwanych starć. 

Na rozległym obszarze, przy udziale wojsk o bardzo zmiennej struktu­

rze, toczono szalone, krwawe walki o Śląsk. Bez wątpienia przyniosły one 

Niemcom gorzkie, ogromne i na dłuższą metę niemożliwe do nadrobienia 

straty. A jednak dowództwo i wojsko aż do samego końca tej walki nie 

tylko udowadniało swoje męstwo, lecz potrafiło jeszcze lśniącym mieczem 

rewanżu wywalczyć znaczące sukcesy. I mimo że miały one najczęściej już 

tylko znaczenie lokalne, w zasadzie niewykraczające poza granice armii, 

to jednak oswobadzały niemieckich obywateli z uścisku siejącego popłoch 

nieprzyjaciela, który uważał mordowanie, palenie i rabowanie, gwałt, tor­

tury i deportacje za swoje prawo

30

Ze względu na rozmiary i rozległość obszaru zróżnicowanego pod 

względem ukształtowania terenu i na zmienną kolej zdarzeń wskazane wy­

daje się wprowadzenie w teatr wojenny i krótkie podsumowanie sytuacji 

wyjściowej, przebiegu i zakończenia walk, aby uprościć przegląd wydarzeń. 

Teatr wojny obejmował obszar, którego szerokość, od wschodnich 

kresów Bielskich Tatr, gdzie na Węgrzech przebiegała południowa grani­

ca Grupy Armii „A", aż do jej północnej granicy na północ od Warszawy 

wynosiła w 1945 r. około 500 km. W głąb obszar ten sięgał od środkowej 

Wisły pod Puławami, do linii przebiegającej w dniu kapitulacji między 

Morawami i Saksonią również na odległość 500 km. 

29

 Granicy Rzeszy z 1937 r. 

Podobnie jak postępowali Niemcy na okupowanych wcześniej obszarach Polski, Jugo­

sławii czy Związku Sowieckiego. 

26 

background image

W prasie niemieckiej często publikowano reżyserowane prze/ wydział propagandy MI Rzeszy 

zdjęcia z wojskowych ćwiczeń na poligonach. Przedstawiały one zupełnie inny obraz niż 

w rzeczywistości, zwłaszcza pod koniec wojny. Dzięki temu zabiegowi propaganda starała się 

przekonać obywateli 111 Rzeszy, że wojska niemieckie są w stanie powstrzymać nacierającą 

„czerwoną zarazę", wiosna 1944. 

Na początku bitwy Grupa Armii „A" pod dowództwem generała majo­

ra Harpego

31

 składała się, zaczynając od prawego, południowego skrzydła, 

z Grupy Armijnej „Heinrici" łącznie z 1. Armią Pancerną pod dowódz­

twem generała pułkownika Heinriciego

32

, 17. Armii dowodzonej przez ge-

31

 Gen. Josef Harpe (ur. 1887 w Buer, zm. 1968 w Norymberdze) - od 1911 r. oficer armii 

niemieckiej. W czasie I wojny światowej dowódca kompanii, adiutant batalionu, pułku i kor­

pusu. Ranny w 1916 r. Po wojnie w Reichswehrze na różnych stanowiskach sztabowych. 

W 1933 r. jako major w Wehrmachcie zostaje specjalistą od wojsk zmechanizowanych, od 

1935 r. dowódcą 3. ppan., a od sierpnia 1939 r. 1. Brygady Pancernej. W tym roku uczestniczy 

w napaści na Polskę. W 1941 r. jako dowódca 12. DPanc. bierze też udział w agresji na Zwią­

zek Sowiecki. Kolejno dowódca XLI KPanc, 9. Armii, a od maja 1944 r. jako generał puł­

kownik 4. APanc. We wrześniu 1944 r. dowódca Grupy Armii „Północna Ukraina", a później 

Grupy Armii „A". Od 17 stycznia 1945 r. zwolniony z powodu załamania się frontu jego 

wojsk. Od marca 1945 r. dowódca 5. APanc. Później w niewoli amerykańskiej. 

32

 Gen. Gotthard Heinrici (ur. 1886 w Gąbinie, zm. 1971 w Waiblingen) od 1906 r. oficer 

armii niemieckiej. W czasie I wojny światowej m.in. oficer operacyjny 203. DP gen. Stal la. 

W 1939 r. uczestniczy w agresji na Polskę, a rok później, w najeździe na Francję dowodzi jako ge­

nerał piechoty XLIII KP. W Związku Sowieckim walczy pod Kijowem i Moskwą, gdzie po rosyj­

skiej kontrofensywie zyskuje sławę znakomitego defensora. Od stycznia 1942 r. dowódca 4. Ar­

mii w Grupie Armii „Środek", a od lipca 1944 r. Grupy Armijnej „Heinrici". składającej się 

z 1. APanc i węgierskiej I. Armii. W marcu 1945 r. mianowany dowódcą Grupy Armii „Środek 

osłaniającej Berlin. 28 kwietnia zdymisjonowany przez Hitlera za odmowę ataku za wszelką ce­

nę. Mimo nakazu nie stawił się w OKW, ukrywając się. Po wojnie w niewoli amerykańskiej, 

a potem sowieckiej. Zwolniony w 1955 r. 

27 

background image

nerała piechoty Schulza

33

, 4. Armii Pancernej pod dowództwem generała 

wojsk pancernych Grasera

3 4

 i 9. Armii dowodzonej przez generała wojsk 

pancernych Smilo barona von Liittwitza

35

. Przebieg linii pozycji obronnej 

od Beskidów Wschodnich do północnych okolic Warszawy, do Modlina, 
ukształtował się pod presją letniej ofensywy sowieckiej, zakończonej na 
przełomie późnego lata i jesieni 1944 r. Linia ta miała znacznie więcej sła­
bych niż mocnych stron. Niedostatek własnych sił nie pozwolił na osiągnię­
cie wyznaczonego celu, jakim było usunięcie sowieckich przyczółków na 
mostach na Wiśle w Baranowie, Puławach i Magnuszewie. Przebieg linii 
obfitującej w łuki i meandry, narzucony przez owe przyczółki, wydłużał 
szerokość frontów, natomiast sytuacja naszych sił wymagała raczej ich 
skrócenia. Budowa i eksploatacja licznych, wytrzymałych mostów bojo­
wych spowodowała, że owe trzy przyczółki stały się dużymi i mocnymi 

trampolinami dla zbliżającej się ofensywy, a niedostatek amunicji artyleryj­
skiej i słabnąca wciąż zdolność bojowa Luftwaffe

36

 przeszkodziła nam 

w zniszczeniu tych mostów. Nadciągająca zima miała poza tym wkrótce 
skuć Wisłę powłoką lodową, po której mogłyby się przemieszczać oddziały 
piechoty i lżejsze pojazdy. I wreszcie odcinek od linii walk do granicy Ślą-

33

 Gen. Karl Friedrich Wilhelm Schulz (ur. 1897 w Nietkowie, zm. 1976 w Freudenstadt) 

- oficer niemiecki od 1916 r. Po I wojnie światowej pozostał w Reichswehrze, a następnie 
w Wehrmachcie. Od 1933 r. w Oberkomando der Wehrmacht. Od 1940 r. oficer w sztabie 
XLIII K.P, z którym wziął udział w kampanii francuskiej, a następnie w agresji na Rosję. Od 
maja 1942 r. szef sztabu 11. Armii. Następnie szef sztabu Grupy Armii „Don" i Grupy Armii 
„Południe". W 1943 r. dowodził III KPanc. a rok później LIX KP i XLVI KPanc. Od lipca 

1944 r. do marca 1945 r. dowódca 17. Armii, a następnie krótko dowódca Grupy Armii „G" 

na froncie zachodnim. Po wojnie w niewoli amerykańskiej. 

34

 Gen. Fritz-Hubert Graser (ur. 1888 r. we Frankfurcie nad Odrą, zm. 1960 r. w Getyn­

dze) - w armii niemieckiej od 1907 r. W czasie I wojny światowej ciężko ranny w 1915 r. Po 

1920 r. poza armią, do której wrócił w 1934 r. Po agresji na Polskę we wrześniu 1939 r. do­

wódca 29. pułku piechoty 3. DP, którym dowodził także podczas walk we Francji w 1940 r. 
i najazdu na Związek Sowiecki. W 1941 r. ciężko ranny w Rosji, w wyniku czego utracił lewą 
nogę. Od 1943 r. dowódca 3. DP, a następnie 3. DGren.Panc. Latem 1944 r. dowódca i orga­
nizator XLVIII KPanc. Od września 1944 r. do maja 1945 r. dowódca 4. APanc. Po wojnie 
w niewoli amerykańskiej. 

35

 Gen. Smilo Freiherr von Luttwitz (ur. 1895 w Strasburgu, zm. 1975 w Koblencji) - ofi­

cer armii niemieckiej od 1914 r. Po I wojnie światowej pozostał w Reichswehrze, a następnie 
w Wehrmachcie. Od 1936 r. dowódca 5. batalionu rozpoznawczego 2. DPanc. Uczestnik agre­
sji na Polskę w 1939 r. i ataku na Francję w 1940 r. Od tego czasu dowódca 12. pułku strzelec­
kiego 4. DPanc. Z nim wziął udział w agresji na Związek Sowiecki. Później dowódca m.in. 

23. DP i 26. DPanc. Od czerwca 1944 r. dowódca XLVI KPanc. Od września tego roku do 
stycznia 1945 r. dowódca 9. Armii. Usunięty ze stanowiska przez gen. Schórnera za nieposłu­
szeństwo. Uniewinniony przez sąd wojskowy. Po wojnie w niewoli amerykańskiej do 1947 r. 
W latach 1957-1960 generał Bundeswehry. 

36

 Luftwaffe (dosł. „broń powietrzna") - lotnictwo wojskowe III Rzeszy 1935-1945. Do­

wódcą L. był jej twórca marszałek Rzeszy Hermann Góring, a po nim krótko od 25 kwiet­
nia 1945 r. feldmarszałek Robert Ritter von Greim. 

28 

background image

ska wynosił już tylko od 150 do 250 km, i to na terenie poprzecinanym bar­

dzo nielicznymi i niezbyt skutecznymi przeszkodami naturalnymi. Jedynymi 

wartymi wspomnienia rzekami są Nida, Pilica, Warta i Prosną. Całkowicie 

brakowało tu rozległych bagien czy większych obszarów leśnych, które mo­

głyby spowolnić czy ograniczyć nieprzyjacielskie ruchy. Było więc jeszcze 

wystarczająco dużo miejsca na wojnę w ruchu. 

Bodaj jedyną zaletą rozmieszczenia niemieckiej pozycji było to, że obie 

południowe armie (na południe od górnej Wisły) znajdowały się w górach. 

Wysunięta najdalej na południe Grupa Armijna „Heinrici" w Beskidach 

zajmowała dobre pozycje, które nie pozwalały nieprzyjacielowi wykorzy­

stać swej pancernej przewagi. Górzysta okolica, przedgórza stopniowo 

opadające ku Wiśle, z głęboko wciętymi dolinami rzek, na przykład Wisło­

ki i Dunajca, sprzyjały również 17. Armii, dochodzącej na północy aż do 

Wisły. Na południe od Grupy Armii „A", to znaczy na południe od nasze­

go południowego skrzydła Grupy Armijnej „Heinrici", walczyła na Wę­

grzech Grupa Armii „Południe". Dotykała nas swym północnym skrzy­

dłem 8. Armia. A na północ od Modlina z północnym skrzydłem naszej 

9. Armii sąsiadowała Grupa Armii „Środek" z prawym (południowym) 

skrzydłem jej 2. Armii. 

Jak wiadomo, ciosy czerwonej letniej ofensywy w 1944 r. przełamały 

wreszcie, choć o wiele za późno, opór Hitlera przeciw budowie umocnień 

polowych na tyłach. W swej nieufności, jaką od samego początku darzył 

większość dowódców wojsk, w prewencyjnej i odpowiednio wczesnej bu­

dowie pozycji na tyłach dostrzegał jedynie objawy słabości, podejrzewał 

oglądanie się do tyłu i węszył skłonności do nieuzasadnionych odwrotów. 

Również skuteczne operacje związane z takimi odwrotami nosiły w jego 

oczach znamiona słabości. Ta nieufność rosła z roku na rok, a tymczasem 

od 1941 r. Moskwa zaczęła oddawać ciosy. 

Rozbudowane, umocnione pozycje polowe na tyłach frontu, w głębi 

kraju, a także stałe fortyfikacje mają jednakże wartość taktyczną czy 

wręcz operacyjną tylko wtedy, gdy naczelne dowództwo potrafi je wyko­

rzystać, prowadząc w sposób przewidujący i przemyślany działania wo­

jenne. Nawet najlepsze czołgi i działa nie pomogą, gdy zabraknie przy 

nich żołnierzy albo jeśli będą oni walczyć w niewłaściwym miejscu. Wła­

śnie owe pozycje na tyłach, wzniesione późnym latem 1944 r. między Wi­

słą i Odrą, pozostały bez żołnierzy, bez oddziałów, bez broni, ponieważ 

Hitler, na przekór wszelkim radom trafnym i udzielonym we właściwym 

czasie przeniósł strategiczny ciężar działań wojennych na zachód, nie roz­

poznając śmiertelnego zagrożenia od strony frontu wschodniego, nie kie­

rując tam swoich rezerw i nie dając dowództwu Grupy Armii swobody 

działania w obliczu nadciągającej bitwy obronnej. 

29 

background image

Z tego powodu do stycznia 1945 r. przy miażdżącej, niszczącej i przytła­

czającej nieprzyjacielskiej przewadze pierwsza faza walk o Śląsk: bitwa 

w wielkim łuku Wisły, którą moglibyśmy nazwać również bitwą między 

Wisłą i Odrą, zakończyła się nie tylko utratą polskiego przedpola. Znacz­

nie poważniejsze były skutki tej klęski: na południu wróg wyciągał już swą 

rozcapierzoną dłoń ku górnośląskim obszarom przemysłowym, podczas 

gdy w centrum i na północy szykował się do szybkiego skoku przez Odrę. 

Choć wręcz oczywistym zamiarem wyższego dowództwa była dalsza obro­

na zarówno cennych dla zasilania oporu obszarów przemysłowych, jak i li­

nii Odry, powodzenie tego przedsięwzięcia zostało obrócone wniwecz przez 

osłabienie dwóch armii - 4. Armii Pancernej i 9. Armii. Mimo wielkich wy­

siłków nie dało się na terenach przemysłowych po stronie wroga i nad Odrą 

wznieść zwartego, dobrze zorganizowanego frontu obronnego, który byłby 

w stanie stawić czoła znacznej przewadze wroga. W drugiej fazie, do końca 

stycznia, wróg zdobył więc Górnośląski Okręg Przemysłowy i fragmenty li­

nii Odry poniżej Opola. Natomiast ogłoszone twierdzami Wrocław i Gło­

gów zamknęły swoje początkowo słabe jeszcze mury i rozpoczęły wielomie­

sięczną, zaciętą walkę obronną. 

W trzeciej fazie, trwającej ponad dwa miesiące, do połowy kwietnia, 

udało się wreszcie, po kilku udanych lokalnych kontratakach, umocnić 

front na wschodniej i północnej linii górzystego przedpola szerokiego 

i wysokiego wału Sudetów od masywu Pradziada po Góry Łużyckie i nad 

Nysą Łużycką. Na południowym skrzydle Grupy Armii w nieprzyjaciela, 

niczym wysunięty na wschód taras, wbiła się walcząca w zachodnich Be­

skidach 1. Armia Pancerna. Stąd linia walk prowadziła na wschód od 

Bramy Morawskiej nad Odrę koło Raciborza. Przeważającym siłom nie­

przyjaciela udało się jednakże w drugiej połowie marca całkowicie zdobyć 

linię Odry od Raciborza w dół i zepchnąć nas aż na przedgórze masywu 

Pradziada. 

Poza tym owe dwa miesiące trzeciej fazy pod względem militarnym 

umożliwiły uporządkowanie i odświeżenie jednostek, które w przeważają­

cej większości utraciły ciężką broń, wyzwolenie Strzegomia i Lubania, 

wzmocnienie pozycji bojowych oraz budowę pozycji na tyłach aż do przełę­

czy prowadzących przez gęste górskie lasy do Czech i na Morawy i w górę, 

ku stromym, usianym rozpadlinami grzbietom wysokogórskim. Prócz tych 

ściśle militarnych celów okres ten posłużył również kilku ważnym, a nawet 

znaczącym zadaniom, z których już jedno dowodzi sensu owej walki 

o Śląsk. Nasz opór wzmocniony na całej linii frontu dał nadciągającym od 

wschodu i po obu stronach Odry kolumnom uciekinierów, które wcześniej 

zdążyły dotrzeć zaledwie do gór, czas i miejsce do dalszego marszu w kie­

runku Czech i Moraw. 

30 

background image

Obsługa niemieckiej ciężkiej haubicy polowej kalibru 15 cm (15 cm schwere Feldhaubitze 18, 

15 cm sFH 18) podczas ćwiczeń strzeleckich, wiosna 1944. 

Część 1. Armii Pancernej, wśród pożogi nieustannych ataków przewa­

żających sił nieprzyjaciela, chroniła natomiast region wydobycia węgla 

kamiennego i obszary przemysłowe Ostrawy na Morawach, nasz ostatni 

arsenał

37

Ostatnia, czwarta faza rozpoczęła się od przełamania przez wroga li­

nii Odry i Nysy Łużyckiej w kierunku zachodnim. Jego celem nie był 

jednak Śląsk; po odchyleniu na północ atak ten przyczynił się do upad­

ku Berlina. W wyniku tych działań pozostała część Śląska na północy 

została jednak tak samo otoczona jak na południu, gdzie pod koniec 

kwietnia wdarcie się nieprzyjaciela przez Bramę Morawską i wycofanie 

się południowego sąsiada, Grupy Armii „Południe", wymusiło odwrót 

w kierunku zachodnim. Walki o Śląsk zakończyły się na początku ma­

ja, kiedy południowe skrzydło Grupy Armii, czyli 1. Armia Pancerna, 

znajdowało się na Morawach. Środek - 17. Armia -jeszcze na Śląsku 

broniła Przedgórza Sudeckiego i ochraniała przełęcze. Natomiast na 

37

 Do 1 kwietnia 1945 r. główne niemieckie zagłębie przemysłowe - Zagłębie Ruhry zosta­

ło otoczone i do 17 tego miesiąca broniąca go 300-tysięczna Grupa Armii „B" feldmarszałka 
Walthera Modela poddała się Amerykanom. 

31 

background image

północy 4. Armia Pancerna opierała się łukiem aż o okolice Drezna 

z ogólnym frontem w kierunku północnym. Grupa Armii „Środek" sta­

ła więc w momencie kapitulacji niczym ciało chroniące korpusem i obie­

ma wygiętymi do tyłu rękami - przez wschodnią połowę Czech oraz Mo­

raw i nad nią - obszar, przez który w stronę wolności uciekali Ślązacy. 

background image

Ocena frontu 

Błędna strategia Hitlera - ocena zbyt słabego niemieckiego frontu na 

Wiśle

 - Budowa pozycji na tyłach między Wisłą i Śląskiem 

(zob. mapa nr 1) 

R

ozmiary klęski Grupy Armii „A" nad środkową Wisłą, klęski, 

która zainicjowała walki o Śląsk i w znaczącym stopniu od po­

czątku do końca utrudniała prowadzenie tej ponadtrzymiesięcznej bitwy 

na tych ziemiach, w wyniku załamania obu wysuniętych najdalej na pół­

noc armii (4. Armii Pancernej i 9. Armii) były potężne i brzemienne 

w skutki. Wypada więc wyczerpująco i w zrozumiały dla wszystkich spo­

sób przedstawić jej przyczyny. Nie bez racji pytano bowiem wówczas, i to 

pytanie zadaje się również dziś, jak to możliwe, że sprawdzone wielokrot­

nie w ciągu pięciu lat wojny, posiadające wszelkie ludzkie i żołnierskie 

cnoty niemieckie wojsko mogło w ciągu kilku dni ponieść tak całkowitą 

klęskę i otworzyć nacierającym armiom sowieckim drogę na zachód? Nie 

da się tego wytłumaczyć za pomocą kilku powszechnie panujących opinii. 

Z góry jednak należy z całą mocą podkreślić następujący fakt: ani do­

wódcy oddziałów, ani same oddziały w najmniejszym stopniu nie pono­

szą za to winy. Przyczyną klęski nie była również ani zdrada, ani sabotaż, 

na przykład w postaci błędnie skierowanej lub niewłaściwej pod wzglę­

dem rodzaju dostawy amunicji. 

Jak wiadomo, 1 września 1939 r. w niemieckim Reichstagu Hitler, 

równie cynicznie, co chełpliwie, oznajmił, że nie będzie prowadził rozpo­

czętej właśnie wojny tak niezręcznie jak rząd niemiecki w roku 1914, któ­

ry, jak stwierdził, nie był w stanie uniknąć strategicznego obciążenia woj­

ną na dwóch frontach. Wraz z rozpoczęciem inwazji w Normandii 

w czerwcu 1944 r. wielki pierścień nieprzyjaciela wokół zepchniętych do 

defensywy i walczących zażarcie niemieckich frontów zamknął się całko­

wicie. Prowadzona pod dowództwem tego samego Hitlera wojna toczyła 

się teraz nie tylko na dwóch, lecz na znacznie większej liczbie frontów, 

które wyczerpywały wojenny potencjał Niemiec. Po kapitulacji Rumunii 

33 

background image

i wyparciu nas przez sowiecką ofensywę 1944 r. aż pod granicę Prus 

Wschodnich, nad Wisłę i na Węgry, przyszła najwyższa pora, by dowódz­

two wreszcie zrozumiało, że tej wojny nie da się już wygrać i że trzeba za­

tem szukać sposobów jej zakończenia, a także zastanowić się, gdzie i jak 

tego dokonać. 

Bez żadnych wątpliwości od dłuższego czasu jasne było, że najgroź­

niejszym wrogiem jest Stalin ze swą rosnącą z roku na rok Armią Czer­

woną. Krwawy przedsmak straszliwych zbrodni, jakich oddziały tej armii 

się dopuściły, wkraczając na niemiecką ziemię, dały jesienią 1944 r. wyda­

rzenia we wschodnim pasie granicznym Prus Wschodnich

38

. Najpóźniej 

więc w tym właśnie czasie należało przesunąć strategiczny ciężar działań 

na wschód, aby uniemożliwić Armii Czerwonej wejście na teren Niemiec 

i uchronić naród niemiecki przed grożącymi mu zbrodniami i wielkim 

rozlewem krwi. I nie dość, że Hitler nie podjął tej w oczywisty sposób ko­

niecznej decyzji, to jeszcze jego błędne polecenia i uparte zakazy prze­

szkadzały dodatkowo w działaniu dowództwu na wschodzie. 

Długość frontu na linii Wisły, czyli od prawego skrzydła 4. Armii Pan­

cernej nad Wisłą na południe od Pacanowa, do lewego skrzydła 9. Armii na 

północ od Warszawy, wskutek meandrów uwarunkowanych nieprzyjaciel­

skimi przyczółkami, wynosiła 370 km. Do obrony tak szerokiego frontu na 

pierwszej linii użyto 17 dywizji piechoty. W tej liczbie zawierały się dwie 

jednostki zaporowe oraz miasto Warszawa

39

, ogłoszone twierdzą. Tym sa­

mym każda dywizja miała do obrony odcinek frontu szerokości 20-25 km, 

podczas gdy zgodnie z naszymi doświadczeniami, zdobytymi w bitwach 

obronnych obu wojen światowych, zalecana długość odcinka wynosiła 

8-10 km. Od początku ofensywy wschodniej takie nadmiernie rozciągnięte 

odcinki frontu, niekorzystnie wpływające na gęstość obrony, nie były jed­

nak niczym nowym. Oczywiście nie uspokajało to dowództwa i nie zapew­

niało fizycznych ani materialno-technicznych możliwości prowadzenia sku­

tecznej obrony. 

Na uwagę zasługują tutaj również inne braki, dla profesjonalistów zupeł­

nie oczywiste. Nawet mimo największej ofiarności, doskonałych umiejętno­

ści technicznych i bardzo sprawnych dostaw materiałów przy tak rozległym 

froncie niemożliwe było zbudowanie w porę systemu pozycji ze schronami, 

W październiku 1944 r. oddziałom niemieckim udało się czasowo przywrócić połączenie 

Prus Wschodnich z Kurlandią. Przy okazji Niemcy odbili miejscowość Nemmersdorf, gdzie 
22 tego miesiąca Sowieci dokonali wielu zbrodni i gwałtów na bezbronnych kobietach i dzie­

ciach. Odkrycie to stało się jednym z głównych motywów goebbelsowskiej propagandy rozta­
czającej w ostatnich miesiącach wojny wizję zagłady narodu niemieckiego. 

39

 A raczej jej ruiny. Na osobisty rozkaz Hitlera, po powstaniu warszawskim w 1944 r., 

stolica Polski została w sposób planowy zrównana z ziemią. 

34 

background image

których pokrywy rzeczywiście zasługiwałyby na określenie „ognioodpor­

nych". Przytoczmy w tym miejscu porównanie, jakiego do tej pory po 

II wojnie światowej nie dokonano w tej prostej formie. Aby nie polegać je­

dynie na własnym zdaniu, autor sprawdził słuszność tego twierdzenia także 

w rozmowach z innymi osobami, dysponującymi doświadczeniem fronto­

wym. Dokonano tego porównania, ponieważ zagadnienie, którego ono do­

tyczy, tj. umocnienia polowe, zasługuje na specjalne uznanie nie tylko 

z punktu widzenia nadwiślańskiej obrony, lecz także z perspektywy całego 

okresu walki o Śląsk. A zatem: Im dłużej trwała I wojna światowa, tym bar­

dziej we wszystkich rodzajach wojsk, zwłaszcza w piechocie i artylerii, rosły 

umiejętności w budowie fortyfikacji i obiektów ogniotrwałych. Natomiast 

wraz z przedłużaniem się II wojny światowej z roku na rok umiejętności te 

malały, nawet w przypadku saperów, specjalistów od umocnień polowych -

i nie było w tym winy żołnierzy. Sposób, w jaki Hitler prowadził wojnę, ka­

zał bowiem gnać oddziałom, przy coraz większych stratach najlepszych sił, 

z jednej bitwy na drugą, z jednego miejsca na drugie, od jednego utracone­

go zwycięstwa do drugiego, wreszcie od jednej klęski do drugiej. Brakowało 

więc czasu, nauczycieli i okazji do uczenia się wrastania w ten teren. 

Kiedy autor na początku listopada 1944 r. objął dowodzenie jednostką 

zaporową Grupy Armii „A" w północno-zachodnim narożniku przyczół­

ka baranowskiego

40

, stwierdził nie tylko braki w piechocie, która składa­

ła się z 3 batalionów strzelców krajowych

41

, ale też niedostateczną odpor­

ność obiektów na ostrzał. Jeszcze większy problem stanowił fakt, że w 70. 

Brygadzie Pionierów wojsk lądowych, najważniejszym oddziale tej jed­

nostki, tak niewielu żołnierzy opanowało sztukę budowy ognioodpor­

nych sztolni, że jak najszybciej trzeba było ich przeszkolić w tym zakresie. 

Bo właśnie ten śródgórski obszar w okolicach Łysej Góry, szczęśliwa 

rzadkość w płaskiej poza tym Polsce, w szczególny sposób sprzyjał budo­

wie sztolni. Pożądana korzyść pozostała jednak niestety bardzo ograni­

czona, ponieważ jednostka zaporowa na początku grudnia musiała zastą­

pić na lewym skrzydle armii nad Wisłą po obu stronach Solca węgierską 

dywizję, która powróciła do swojego kraju. 

Trzeba więc było, choć w obliczu wielkiej pracowitości oddziału niechęt­

nie, przyjąć do wiadomości, że schrony - pomijając nieliczne wyjątki - nie 

są wystarczające, by dać odpór przeważającemu, zmasowanemu ogniowi 

wielkiego natarcia wroga. Należało się zatem liczyć z poważnymi stratami. 

40

 Chodzi tu o 70. Brygadę Pionierów, zwaną też „Sperrverband von Ahllen", rozbita 

w styczniu 1945 r. przez Sowietów. 

41

 70. Brygada wedtug etatu miała dwa bataliony: I wystawiony na bazie 48. batalionu 

pionierów i II powstały na bazie 70. batalionu pionierów. Sztab brygady wystawił 674. pułk 
pionierów. 

35 

background image

Artyleria niemiecka nie dysponowała też wystarczającą ilością amunicji. 
Trzeba więc było rezygnować ze zwalczania dokładnie rozpoznanych i ob­
sadzonych nieprzyjacielskich stanowisk ogniowych artylerii, aby przygoto­

wać się na nadciągającą bitwę obronną. Również niedobory paliwa zmu­

szały do maksymalnej oszczędności i centralnego gospodarowania, które 
później, gdy bitwa się rozpoczęła, okazało się niecelowe, ponieważ sytuacja 
bojowa nie pozwalała na dalszą dystrybucję cennego surowca. Wróg albo 
opanował drogi, albo zdążył już zająć nasze składy amunicji. 

Również rzut oka na najbardziej wysunięty na północ fragment frontu, 

na Warszawę, którą Hitler -jakże by inaczej - kazał ogłosić twierdzą, roz­

jaśnia obraz oczywistych braków. Odwołajmy się do fragmentów zapisków 

ówczesnego dowódcy 9. Armii, generała wojsk pancernych Smilo barona 
von Luttwitza: „Nam w Armii plan twierdzy wydał się zupełnie chybiony. 

I chyba całkiem słusznie wierzyliśmy, że strategiczne znaczenie tej twierdzy 

nie będzie miało decydującego udziału w obronie frontu na Wiśle. Wszyst­
kie warszawskie mosty, a także długi tunel kolejowy w mieście, były znisz­
czone. Kiedy przeciwnik zdobył miasto, najpierw musiał przez długie tygo­
dnie rękami licznych ekip budowlanych przywrócić w tym miejscu ruch. 
Znacznie łatwiejsza byłaby dla wroga budowa północnej i południowej ob­
wodnicy kolejowej i drogowej przez Wisłę, obwodnicy, która, jak wynikało 
z naszego rozpoznania, z uwagi na istniejącą sieć drogową i kolejową oraz 

ukształtowanie brzegów Wisły była całkiem możliwa. Decydujące było to, 

że owe obwodnice znajdowały się poza terenem działania twierdzy. 

Stanowisko niemieckiej obrony przeciwlotniczej. Obsługa clziatka przeciwlotniczego 2 cm 

Fliegerabwehrkanone 30 (2 cm Flak 30) podczas ćwiczeń pozorowanych. Górny Śla.sk, 

wiosna 1944. 

36 

background image

Oprócz tego nad Wisłą, dalej na południe, znajdowały się przecież trzy 

wspomniane już duże nieprzyjacielskie przyczółki, nie można było więc 

w żadnym wypadku oczekiwać, że przeciwnik w jakikolwiek sposób bę­

dzie potrzebował tego kierunku natarcia pod Warszawą. Miasto leżało 

na pierwszej linii frontu i poza 250-metrowym odcinkiem biegu Wisły nie 

miało po stronie wroga żadnego przedpola. Jeszcze nigdy nie prowadzo­

no rozbudowy umocnień w takich warunkach. Problemy na froncie po­

kazały przynajmniej, że rozbudowa - o ile wróg nie zaatakuje wcześniej -

mogłaby się zakończyć najwcześniej wiosną 1945 r. 

Już w fazie planowania widać było, że przewidziana obsada i uzbroje­

nie w żaden sposób nie wystarczą, by spełnić wymogi stawiane frontowej 

twierdzy. 

Poza tym w wyniku wielomiesięcznych walk w mieście panowała zara­

za

42

, a zaopatrzenie w wodę było ograniczone do kilku studni. Nadciąga­

ła zima. 

Wszystkie te zarzuty ze strony 9. Armii w formie pisemnej zostały skie­

rowane w obszernym piśmie i w długich rozmowach przez Grupę Armii 

«A», która wspierała je w każdym punkcie, do OKH

4 3

. Jedynym pozy­

tywnym ich skutkiem było pojawienie się w Warszawie komisji OKH. Po­

tem wydano rozkaz budowy twierdzy na początku października 1944 r. 

Twierdza Warszawa tuż przed generalną ofensywą sowiecką wielkim 

wysiłkiem została rozbudowana na tyle, że ukończono pierścień zewnętrz­

ny umocnień, 1 rów przeciwczołgowy i 1 średnie zasieki. Nie rozpoczęto 

jeszcze w ogóle budowy schronów na drugiej i trzeciej linii. Obsada skła­

dała się z 3 pułków piechoty i jednego oddziału artylerii (zdobyczne działa) 

oraz około dwunastu dział przeciwlotniczych

44

. Większość żołnierzy sta­

nowili starsi, niedoświadczeni w boju członkowie pułków zabezpieczenia, 

czyli strzelcy krajowi, lub ciężko ranni żołnierze frontowi. Jeden z batalio­

nów przybył na przykład w całości ze szpitala laryngologicznego. Każdy 

z żołnierzy miał problemy ze słuchem, u 50% z nich trzeba było codziennie 

prowadzić leczenie stanów zapalnych uszu. 

Również dowódcy pułków nie dysponowali żadnym doświadczeniem 

frontowym i wszyscy mieli ponad 49 lat. 

42

 Warszawa została przez Niemców zupełnie wyludniona. W pustym mieście nie mogło 

być mowy o zarazie. 

43

 Oberkommando des Heeres niemieckie Naczelne Dowództwo Wojsk Lodowych. 

W czasie II wojny światowej OKH kierowało działaniami zbrojnymi na froncie wschodnim, 
tracąc systematycznie swe kompetencje na rzecz Kwatery Głównej Hitlera. 

44

 Dowodzona przez gen. Friedricha Webera tzw. Dywizja Forteezna „Warszawa" (Fe-

stungs-Division Warschau) istniała od stycznia do 27 lutego 1945 r., a składała się z 3 pułków 
forlecznych: 8., 88., 183.; 1320. pułku artylerii; dwu batalionów moździerzy: 22. i 23.; batalio­
nu pionierów; 669. kompanii rozpoznawczej i 1320. oddziału transportowego. 

37 

background image

Tak więc obrońcy i ich twierdza w żaden sposób nie byli przydatni 

w nadciągającej wielkiej bitwie o Warszawę". 

Zanim jednak zajmiemy się ważnymi planami dowódców Grupy Ar­

mii „A", w których prócz spodziewanej przewagi nieprzyjaciela wytykano 
wymienione powyżej braki, konieczny jest jeszcze opis toczącej się w Pol­
sce od końca lata 1944 r. budowy pozycji oraz ich taktycznej czy wręcz 
operacyjnej wartości. Bo właśnie z tej wartości chciała skorzystać Grupa 
Armii. Krótko omówimy najważniejsze pozycje odwołując się do mapy 
nr 1, w kolejności ze wschodu na zachód i wyjątkowo od lewej do prawej. 
Pozycja „Hubertus" między południowo-zachodnim cyplem przyczółka 
magnuszewskiego i północno-zachodnim cyplem przyczółka baranow­
skiego - regularna pozycja łącznikowa - mogła ograniczyć długość fron­
tu na przednich pozycjach o całe 100 km. 

Pozycja A-2 przebiegała mniej więcej wzdłuż linii, do której nasze od­

działy dotarły w grudniu 1944 r. - po skutecznym zatrzymaniu rosyjskiego 
„walca parowego": poczynając od lewego skrzydła nad Wisłą poniżej Mo­
dlina, dalej za Bzurą, Rawką i Pilicą na wschód od Krakowa, aby wreszcie 
przy północnym krańcu Beskidu Wschodniego dotrzeć do tamy na Dunaj­
cu pod Nowym Sączem - i dalej przez obszar wysokich gór. Pozycję A-2 
w odstępie o zmiennej długości 20-45 km poprzedzała pozycja A-l, która 
w środkowej i południowej części wykorzystywała przeszkody naturalne, 
takie jak Nida i dolny bieg Dunajca (do rozsławionego 2 maja 1915 r. Tar­
nowa

4 5

). Na południe od Warszawy między pozycją A-2 i pierwszą linią 

z frontem w kierunku południowym biegł jeszcze wąski pas Pilicy, podczas 
gdy w Beskidach do pozycji A-l przylegała pozycja „Erich". Najdalej na 
tyłach, w odległości około 100 km od pozycji A-l i A-2, do ostatniej obrony 
granic Rzeszy, przede wszystkim terenów Górnego Śląska, wzniesiono po­
zycje B-l i B-2. W kierunku południowym łączyły się one przez Beskid Za­
chodni z doliną górnego Wagu. Pozycji B-l w części północnej broniła 
Warta. I choć z braku czasu na żadnej z tych pozycji nie dało się zbudować 
większej liczby obiektów z ognioodpornymi pokryciami, należy jednak 
podkreślić następujące zalety taktyczno-techniczne, jakimi się one charakte­

ryzowały: spełniały przede wszystkim wymogi działań artylerii i obrony 
przeciwpancernej; rozbudowane w głąb główne pole walki chroniło wszę­

dzie od frontu, a także z boku, gdzie przygotowano rowy przeciwczołgowe 
oraz zapory z drutu kolczastego. A ponieważ pozycje te powstały dzięki 

kunsztowi dowodzenia, zdolnościom organizacyjnym i chęci do pracy, 
przynajmniej dla historycznego porządku należy tu oddać głos jednemu 

45

 Von Ahlfenowi chodzi tu o rozpoczętą 2 maja 1915 r. wielką ofensywę wojsk niemiecko-

-austriackich, które pod dowództwem gen. Augusta von Mackensena przerwały front rosyjski pod 
Gorlicami i zadając Rosjanom ogromne straty, wypchnęły ich z Królestwa Polskiego i Galicji. 

38 

background image

z wyższych dowódców wojsk inżynieryjnych, gen. dr. Fritzowi Benicke-

mu

46

, wypowiadającemu się na temat rozbudowy pozycji B-l i B-2, bezpo­

średnio chroniących Górny Śląsk: 

„Na Górnym Śląsku rządził - tak jak w pozostałych prowincjach -

gauleiter wyznaczony przez kierownictwo partii

47

, działający zarazem ja­

ko nadprezydent - i jako taki przynajmniej oficjalnie podporządkowany 

rządowi pruskiemu

48

, oraz jako Komisarz Obrony Rzeszy - tutaj z nie­

omal nieograniczonymi prerogatywami. Aby nagiąć teraz niezależność 

gauleiterów, myślących raczej w swoich prowincjonalnych ramach, do 

operacyjnych potrzeb obrony całego terytorium, a z drugiej strony przy 

ich pomocy zapewnić budowę i sfinansowanie pozycji przez miejscową 

ludność, w planach, prowadzeniu i realizacji tego gigantycznego przedsię­

wzięcia obrano powszechną wówczas drogę kompromisu: 

O ogólnym przebiegu linii i połączeniach na granicach dowodzonych 

terenów decydowało kierownictwo Wehrmachtu

49

Zadanie cywilnego kierownictwa i realizacji otrzymali gauleiterzy, stroną 

militarną miały zająć się sztaby, utworzone właśnie do tego właśnie celu -

wyżsi dowódcy wojsk saperskich z uprawnieniami dowódców dywizji. 

Do zadań o specjalnym znaczeniu wyznaczano tych generałów wojsk 

inżynieryjnych, którzy dowodzili już wcześniej dywizją". 

Generał Benicke jako wyższy dowódca 11. zgrupowania pionierów 

otrzymał to zadanie na Górnym (i początkowo również na Dolnym) Ślą-

46

 Gen. dr Fritz Benicke (ur. 1894 w Charlottenburgu, zm. 1975 w Starnbergu) w armii 

niemieckiej od 1913 r. Od początku 1 wojny światowej w oddziałach pionierów. Po wojnie 
w Reichswehrze i Wehrmachcie. W latach 1935 1940 dowódca 47. batalionu pionierów. Na­
stępnie do października 1941 r. dowódca pionierów 1. Grupy (później Armii) Pancernej. Od 
czerwca do sierpnia 1943 r. szef pionierów Grupy Armii „Środek". Od października 1943 do 
marca 1944 r. dowódca 25. DGrenPanc, a następnie do sierpnia 41. Dywizji Fortecznej. La­
tem 1944 r. mianowany dowódcą pionierów XXI Okręgu Wojskowego w Poznaniu. Od grud­
nia 1944 r. komendant linii obronnej B-l i obszaru warownego Górny Śląsk. W końcu wojny 
dowódca Division Benicke. Po zakończeniu walk w niewoli amerykańskiej do 1947 r. 

47

 NSDAP (Nationalsozialistische Deutsche Arbeiterpartei - Narodowosocjalistyczna 

Niemiecka Partia Robotników), na której czele stal Adolf Hitler, miała strukturę terenową 
pokrywającą się ze strukturą administracyjną państwa niemieckiego. W każdym okręgu Rze­
szy (Reichsgau) działał jeden okręg partyjny, którego szef - gauleiter - byl jednocześnie urzęd­
nikiem partyjnym i państwowym. Początkowo w III Rzeszy były 33 okręgi, w czasie II wojny 
światowej ich liczba wzrosła do 43. Gauleiterzy byli faktycznie udzielnymi zarządcami przy­
znanych im okręgów. 

4S

 W III Rzeszy formalnie nie zniesiono odrębności państwa pruskiego. Premierem Prus 

był od 1933 do 1945 r. Hermann Góring. 

44

 Wehrmacht - siły zbrojne III Rzeszy w latach 1935-1945. W ich skład wchodziły siły 

powietrzne (Luftwaffe), marynarka wojenna (Kriegsmanne) i siły lądowe (Heer). W czasie II 
wojny światowej dołączyła do nich zbrojna SS (Waffen-SS) H. Himmlera. Łącznie w Wehr­
machcie służyło podczas wojny około 17 min żołnierzy. 

39 

background image

sku, z kwaterą sztabu w Katowicach, przy siedzibie gauleitera. Podlegała 

mu pewna liczba sztabów inżynieryjnych i budowlanych (z uprawnienia­

mi dowódców brygady, pułku i batalionu), sztaby rozpoznawcze złożone 

ze wszystkich rodzajów broni, kilka - choć unieruchomionych - pluto­

nów łącznościowych, kilka kolumn zaopatrzeniowych i temu podobnych 

jednostek. Całkowicie brakowało oddziałów zabezpieczających i wojsko­

wej siły roboczej. Po przybyciu do Katowic na początku sierpnia 1944 r. 

Benicke stanął przed gigantycznym zadaniem. 

Obejmowało ono znaczący teren: należało bowiem rozbudować dwie 

umocnione pozycje polowe, położone jedna za drugą, których wschodnia 

granica pokrywała się mniej więcej z granicą między Górnym Śląskiem 

a Generalnym Gubernatorstwem, obie zaś miały sięgać od granicy Słowacji 

do granicy Kraju Warty

50

. Czasowo zadanie to było problematyczne, po­

nieważ ze względu na sytuację militarną i zbliżającą się zimę rozbudowę na­

leżało zacząć natychmiast, mimo że przebieg pozycji na razie zaznaczono 

na mapie jedynie z grubsza, nie było nawet ogólnych wyników zwiadu, nie 

rozpoczęto jeszcze szczegółowego rozpoznania terenu, podział taktyczny 

wzbudzał kontrowersje, a na temat realizacji technicznej - przez komplet­

nie niedoświadczone siły - opracowano jedynie bardzo ogólne wytyczne. 

Należało wreszcie przezwyciężyć także kłopoty organizacyjne. W tak 

trudnych warunkach, przy często bardzo napiętych relacjach między szta­

bami dowodzenia partii i Wehrmachtu, również między oddziałami polo­

wymi i rezerwą musiały się ujawnić bardzo gwałtowne konflikty. Szybko 

jednak udało się względnie ułożyć kontakty robocze z gauleiterem Brach-

tem

51

. Ponieważ był ciężko chory, jego zadania wkrótce przeszły na zastęp­

cę, Metznera

52

, w kwestiach państwowych zaś na zastępcę nadprezydenta, 

50

 Kraj Warty (Warthegau lub Wartheland) -część okupowanych podczas II wojny światowej 

ziem polskich. Dekretem Hitlera w październiku 1939 r. Wielkopolska wraz z okręgiem łódzkim 
została bezprawnie włączona do III Rzeszy jako Kraj Warty. Jego „stolicą" był Poznań. 

51

 Fritz Bracht (ur. 1899 w Heiden, zm. 1945 w Kudowie Zdroju) zbrodniarz hitlerowski, 

SA-Gruppenfuhrer. Ochotnik w czasie I wojny światowej. W NSDAP i SA od 1927 r. Po 1933 r. 
nazistowski poseł do Reichstagu. Od 1935 r. nadprezydent Prowincji Śląskiej. W 1941 r. zostaje 
gauleiterem i nadprczydentem Górnego Śląska składającego się w znacznej mierze z zagrabione­
go Polsce województwa śląskiego. Odpowiedzialny za liczne zbrodnie przeciw narodowi polskie­
mu. Współodpowiedzialny też za funkcjonowanie obozu śmierci Auschwitz-Birkenau. 9 maja 

1945 r. popełnił samobójstwo. 

Franz Ludwig Metzner (ur. 1895 w Ilmenau, zm. 1970 w Essen) - doktor praw. 

SS-Oberfiihrer. Walczył w czasie I wojny światowej. Z armii odszedł w 1919 r. Studiował 
w Jenie. Freiburgu i Erlangen. Od 1922 r. doktor praw. W latach 1922-1928 publicysta. Bez­
robotny w latach 1929-1930, wtedy wstąpił do NSDAP i podjął pracę w strukturach partyj­
nych. Od 1933 r. poseł NSDAP do Reichstagu. W SS od 1937 r. W latach 1940 1941 na fron­
cie, później do 1943 r. urzędnik w okupacyjnym komisariacie w Dniepropietrowsku. 
W 1944 r. zastępca gauleitera w Katowicach, a pod koniec wojny w sztabie administracyjnym 
SS-Obergruppen fuli rera Wolffa we Włoszech. 

40 

background image

Zniszczone niemieckie działo pod Lwówkiem Śliskim (Lówenberg in Schlesien), 1945, fot. 

Tadeusz Sierosławski. 

prezydenta rządu Springoruma

53

. Należało znaleźć równowagę między po­

zycją walczącej na froncie Grupy Armii „A", która pozycji tych miała 

w przyszłości bronić, a dowództwem VIII Okręgu Wojskowego Armii Re­

zerwowej we Wrocławiu (generał kawalerii Koch-Erpach

54

), wykonującym 

uprawnienia terytorialne, oraz nadrzędnym zadaniem utrzymania walk 

z dala od pracującego pełną parą Górnośląskiego Okręgu Przemysłowego. 

53

 Walter Springorum (ur. 1892 w Dortmundzie, zm. 1973) - doktor praw. Od lat 20. zasia­

dał w zarządzie rodzinnego koncernu Eisen und Stahlwerke Hoesch w Dortmundzie. Do 1933 r. 
członek Deutsche Volkspartei (DVP). Do 1936 r. wójt Bytowa. Kierownik referatu narodowo­
ściowego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych Rzeszy. W czasie II wojny światowej kierował 

utworzoną w 1939 r. okupacyjną rejencją katowicką. M.in. z jego rozkazu zabroniono na Gór­
nym Śląsku posługiwania się językiem polskim nie tylko publicznie, ale też w domu i kościele. 
Aktywnie współpracował m.in. z komendantem obozu zagłady w Auschwitz - Rudolfem 
Hóssem. Po wojnie aktywny członek ziomkostwa pomorskiego. 

54

 Gen. Rudolf Koch-Erpach (ur. 1886 w Monachium, zm. 1971 w Karlsruhe) niemiecki 

oficer od 1906 r. W czasie I wojny światowej oficer kawalerii. Po 1919 r. w Rcichswehrze. 
a później w Wehrmachcie. Od 1935 r. dowódca 8. DP, z którą brał udział w agresji na Polskę 
i ataku na Francję. Od listopada 1940 r. do maja 1941 r. dowódca LX i XXXV Korpusu. Od 
maja 1942 r. dowódca VIII Okręgu Wojskowego we Wrocławiu. Od stycznia 1945 r. dowód­
ca Grupy Korpuśnej „Wrocław", a następnie LVI KPanc. W niewoli do 1948 r. 

41 

background image

Jako kuriozum należy przypomnieć zawiść między ważnymi funkcjona­

riuszami partii. Ta z obu pozycji, która była wysunięta bardziej do przodu, 

przebiegała wprawdzie zasadniczo na terenie Górnego Śląska wzdłuż gra­

nicy z Generalnym Gubernatorstwem, jednak w wielu miejscach, częściowo 

tylko zasiekami z drutu kolczastego i zaporami przeciwczołgowymi, prze­

chodziła na teren tego drugiego. Generalny gubernator Frank

55

 zrazu za­

kazał śląskim ekipom budowlanym przekraczania granicy, potem zaś usta­

nowił nadzór policyjny i kazał poddawać kontroli celnej pojazdy 

dostarczające materiały na budowę. Sugestię generała Benickego, by grani­

cę policyjną między Górnym Śląskiem i Generalnym Gubernatorstwem 

wyznaczyć tymczasowo na pierwszym ciągłym pasie zasieków z drutu kol­

czastego, które najłatwiej byłoby pilnować, a cywilni robotnicy budowlani 

nie musieliby ich przekraczać w kierunku wschodnim, gauleiter natych­

miast przesłał do fiihrera telegraficznie. W telegramie żądał przesunięcia do 

przodu granicy Górnego Śląska, co z kolei wywołało protest jego przeciwni­

ka, generalnego gubernatora Franka. Decyzję podjęli w końcu Rosjanie, 

którzy zlikwidowali wszystkie granice

56

Aby wykorzystać czas przed nadejściem zimy, budowę rozpoczęto 

jeszcze w sierpniu, przy czym świadomie uwzględniono wszystkie niedo­

trzymane terminy i niedociągnięcia. Sztabów zwiadowczych użyto po­

czątkowo tam, gdzie dało się szybko zorganizować siłę roboczą. 

Dowodzące sztaby wojsk saperskich i budowlanych szybko podjęły pra­

cę na ogólnej linii Sucha - Wadowice - Zawiercie (Warthenau) - Często­

chowa w pagórkowatym regionie Jury Krakowsko-Częstochowskiej oraz 

w górnym biegu Warty (por. mapa 1: pozycje B-l i B-2). Robotnicy budow­

lani - rekrutowani wyłącznie spośród ludności - zostali wezwani i oddani 

do dyspozycji przez organizacje partyjne (gauleiter - kreisleiter - ortsgrup-

penfuhrer

57

). Ich zgromadzenie, powołanie i odwołanie, zakwaterowanie, 

wyżywienie i wyposażenie stanowiły potężne dzieło. Sztabom saperskim 

i budowlanym udało się przy pomocy tej w większości nieprzeszkolonej siły 

'" Dr Hans Frank (ur. 1900 w Karlsruhe, zm. 1946 w Norymberdze) - doktor praw, 

zbrodniarz wojenny. W NSDAP od 1926 r. Doradca prawny Adolfa Hitlera. Poset do Reich­
stagu od 1930 r., założyciel Narodowosocjalistycznego Związku Prawników. Po dojściu nazi­
stów do władzy minister sprawiedliwości rządu bawarskiego. Od 1933 r. przywódca Niemiec­
kiego Frontu Prawa i od 1934 r. Akademii Prawa Niemieckiego. Od tego czasu minister bez 
teki w rządzie III Rzeszy. Od 1939 r. generalny gubernator dla zajętych obszarów polskich. 
Odpowiedzialny za eksterminację milionów Polaków i Żydów w GG, ruinę kraju i grabież 
dóbr kultury. Po wojnie osądzony przez Międzynarodowy Trybunał Wojskowy w Norymber­
dze. Skazany i stracony przez powieszenie w październiku 1946 r. 

56

 Były to granice nieprawnie wyznaczone przez III Rzeszę po pokonaniu Polski w 1939 r. 

i zagrabieniu części jej terytorium. 

57

 Kreisleiter w NSDAP szef partyjny powiatu. Ortsgruppenfiihrer - szef grupy partyjnej 

w danej miejscowości. 

42 

background image

Stanowisko karabinu maszynowego MG 42 nad jedną ze śląskich rzek. Zamaskowani 

Żołnierze niemieccy oczekują., na stanowisku bojowym w nabrzeżnych zaroślach, na atak 

czerwonoarmistów, Górny Sla.sk. styczeń-luty 1945. 

roboczej - ci, którzy przeszli przeszkolenie, pracowali w przemyśle zbroje­

niowym i wydobywczym - do początku zimy w znaczącym stopniu rozbu­

dować obie umocnione pozycje polowe. Składały się one z licznych stano­

wisk bojowych, ronów, bunkrów, pozycji artyleryjskich, stanowisk 

dowodzenia i przygotowanych pozycji do aktywnej obrony przeciwpancer­

nej, w pewnej części stanowiących nowe konstrukcje. Chronił je ciągły pas 

zasieków z drutu kolczastego oraz, również ciągły, rów przeciwczołgowy. 

I jedno, i drugie miało ponad 150 km długości. Luki pozwalające na ich za­

mknięcie przewidziano jedynie na trasach przelotowych. Nie trzeba chyba 

opisywać, jakie trudności wszelkiego rodzaju - natury organizacyjnej, tech­

nicznej, materialnej i osobistej, od najwyższego dowództwa aż po najmniej­

szą grupę robotników - musiano przezwyciężyć. Wyższy dowódca saperów 

nie dysponował nawet pojazdem zdolnym poruszać się po bezdrożach, do 

dyspozycji miał jedynie dwa lub trzy razy „Storcha"

58

; śmigłowcami Wehr­

macht jeszcze wtedy nie dysponował

59

. Nie istniały połączenia radiowe ani 

58

 Fieseler Fi 156 „Storch" („Bocian") - niemiecki uniwersalny maty samolot łącznikowo-

-rozpoznawczy. używany podczas II wojny światowej. 

59

 Nie jest to prawda. Pierwsze śmigłowce oblatano w Niemczech w 1936 r. (Focke-Wull 

FW 61), a Fa 223 i Fa 330 były produkowane seryjnie od 1940 r., choć w niewielkiej ilości. Od 

1944 r. właśnie na froncie wschodnim działały też samodzielne klucze obserwacyjne śmigłow­

ców Flettner FI 282. 

43 

background image

dalekopisowe, trzeba się było zdać na mało wydajną sieć pocztową dawne­

go obszaru Polski. Późną jesienią użyto jeszcze jednostek Organizacji Tod-

ta

6 0

 do rozbudowy wybetonowanych baz, chroniących drogi prowadzące 

ze wschodu do Górnośląskiego Okręgu Przemysłowego, również w tym 

przypadku - adekwatnie do powszechnej w wyższych kręgach zawiści - nie 

podporządkowując ich dowództwu wojskowemu. Osiągnięto to dopiero na 

podstawie lokalnych porozumień. Prace trwały jeszcze w zimie i nie zostały 

zakończone aż do wkroczenia Rosjan. Pogarszające się warunki pogodowe 

angażowały coraz więcej siły roboczej, koniecznej do utrzymania obiektów. 

Z inicjatywy generała Benickego na pozycje skierowano czasowo jednostki 

Volkssturmu

61

, wezwane przez gauleitera i jemu podległe, aby przyzwy­

czaić je do takich działań i jednocześnie utrzymać porządek w fortyfika­

cjach. Objęło to jednak tylko ułamek obiektów, również dlatego, że człon­

kowie Volkssturmu uzyskiwali jedynie czasowe zwolnienia ze swoich 

zakładów pracy. 

Po ukończeniu nieprzewidzianego zrazu ciągłego rowu przeciwczołgo-

wego na północnych krańcach właściwego terenu przemysłowego Górne­

go Śląska, na wysokości Tarnowskich Gór na przełomie 1944 i 1945 r. za­

istniały przynajmniej techniczne warunki obrony wschodniej części 

Górnego Śląska. Brakuje jednak dokładnych danych liczbowych na te­

mat zakończonych prac. Nie były one tak wysokie, jak meldował to nie­

przerwanie gauleiter reichsleiterowi Bormannowi

62

. Między tymi liczbami 

a stanem faktycznym, podawanym również przez cały czas generałowi 

pionierów w dowództwie Wehrmachtu, ziała nieustannie pokaźna luka, 

wywołująca często nerwowe zapytania. 

60

 Organizacja Todta (Todtorganisation) - powołana do życia w 1938 r. przez inż. Fritza 

Todta na bazie spółki państwowej „System Autostrad Rzeszy". OT zajmowała się robotami 
budowlanymi głównie na rzecz armii niemieckiej. W 1944 r. zatrudniano w niej 340 tys. lu­
dzi, a na jej rzecz pracowało blisko 1,5 min robotników cudzoziemskich. Od 1942 r., po śmier­
ci założyciela, OT kierował Albert Speer. 

61

 Volkssturm (pospolite ruszenie) - formacja zbrojna 111 Rzeszy powołana do życia latem 

1944 r., podlegająca administracyjnie NSDAP i reichsleiterowi Martinowi Bormannowi. Po­

woływano do niej wszystkich mężczyzn od 16. do 60. roku życia. V. nie był umundurowany 
(oprócz opasek na rękawach) i słabo wyposażony w przestarzałą broń (z wyjątkiem bardzo 
skutecznych Panzerfauslów). Najwyższą jednostką organizacyjną V. był batalion. V. dowiódł 
swej skuteczności w walkach w terenie zabudowanym. W otwartym polu jego przydatność by­
ła znikoma. 

62

 Martin Bormann (ur. 1900 w Halberstadt, zm. 1945 w Berlinie) szef Kancelarii 

NSDAP, generał SS. Po I wojnie światowej żołnierz Freikorpsów. Od 1925 r. w NSDAP. 
W latach 1933-1941 osobisty sekretarz Rudolfa Hessa. Po ucieczce tego ostatniego do Wiel­
kiej Brytanii jeden z czołowych przywódców 111 Rzeszy jako reichsleiter NSDAP i sekretarz 
Hitlera. Zginął w trakcie ucieczki z bunkra pod Kancelarią Rzeszy, po śmierci Hitlera. W pro­

cesie norymberskim w 1946 r. skazany na śmierć in absentia. 

44 

background image

Niemiecki czołg średni PzKpfw V Panther zniszczony podczas walk o Górny Śląsk, 1945. 

Generał Benicke rozmyślał o obronie, choć nie zapoznano go z tym za­

daniem, już w czasie rozbudowy, zanim zimowa ofensywa Rosjan przybra­

ła wyraźniejsze kształty. Mając na uwadze zasadę, zgodnie z którą umoc­

nienia są warte tyle, ile warta jest ich obrona, wielokrotnie żądał on ich 

stałego obsadzenia. Oczywiście brakowało do tego celu sił frontowych. 

Z pewnością jednak zadanie to mogły przejąć jednostki Armii Rezerwo­

wej

63

 w trakcie szkolenia i rekonwalescencji oraz bataliony Volkssturmu 

podlegające gauleiterowi. Mimo usilnych starań nie udało się ani jedno, ani 

drugie. Armia Rezerwowa nie chciała odrywać swoich ludzi od szkolenia -

poniekąd słusznie - a gauleiter chciał zachować Volkssturm do obrony 

swojej stolicy Katowic. Było to myślenie życzeniowe. Żądania obsadzenia 

pozycji przyniosły natomiast niespodziewany skutek w tym sensie, że nagle 

na obszarze przemysłowym ustanowiono twierdzę Górny Śląsk. Szczęśli­

wym trafem dało się zapobiec mianowaniu na stanowisko komendanta tej 

twierdzy jakiegoś pozostającego bez przydziału generała czy admirała - lo­

kalnym komendantem Katowic był admirał. Stanowisko to przypadło ge­

nerałowi Benickemu. Jak wiadomo, w Kwaterze Głównej Hitlera już od bi­

twy pod Stalingradem szerzyła się zaraza twierdz, którymi ogłaszano 

dowolne miejsca, co kryło w sobie zobowiązanie do ich obrony ze wszyst­

kich stron, to znaczy zamknięcia w nich załogi i skazania na śmierć, ponie­

waż niemal nigdy nie istniała możliwość odsieczy. 

Obdarzony pewną dozą fantazji gauleiter Bracht był zachwycony po­

mysłem obrony twierdzy Górny Śląsk pod swoim dowództwem i przez 

63

 Armia Rezerwowa - formacja, której podlegały wszystkie jednostki znajduja.ee się 

w Rzeszy, a niepodlegające innej armii. Latem 1944 r. szefem sztabu tej armii byt autor zama­
chu na Hitlera ptk Claus von Stauffenberg. 

45 

background image

swój Volkssturm. Trzeźwo myślącemu dowódcy pionierów udało się jed­

nak wkrótce przekonać równie trzeźwo myślące Naczelne Dowództwo 

Wojsk Lądowych (OKH), że nie da się zabezpieczyć i zaopatrywać, nie 

mówiąc już o obronie, obszaru przemysłowego, zamieszkałego przez set­

ki tysięcy ludzi, w tym ludność polską i tysiące zagranicznych robotni­

ków, w razie zamknięcia pierścienia, zwłaszcza w obliczu faktu, że 

obiekty obronne istniały jedynie na wschodzie oraz - znacznie słabsze -

na północy, brakowało natomiast zupełnie potrzebnych tu sił wojsko­

wych. Pojęcie twierdzy zostało więc przekształcone w obronę okrężną 

w strefie umocnionej. 

Komendant twierdzy w dalszym ciągu jednak nie tylko nie otrzymał 

oddziałów zabezpieczających, lecz także nie przyznano mu żadnych 

uprawnień do obrony, do której przewidziana i za którą odpowiedzialna 

była walcząca na froncie w ramach Grupy Armii „A" 17. Armia. W dal­

szej części przytoczymy dowód na to, że rozwój sytuacji najpóźniej na po­

czątku roku 1945 jednoznacznie wymagał zaangażowania Armii Rezer­

wowej jako oddziałów zabezpieczających na pozycjach B-1 i B-2, jeszcze 

przed rozpoczęciem nieprzyjacielskiej ofensywy generalnej. Decyzja ta 

musiała zostać podjęta na najwyższym szczeblu. Aby mimo to zapoznać 

wszystkie znajdujące się w twierdzy, której granic nigdy nie wyznaczono, 

sztaby wojskowe, urzędy państwowe, jednostki partyjne, policję, pocztę 

i kolej Rzeszy, celników itd. z wymogami, które zostałyby im postawione 

w chwili przełamania linii przez Rosjan, i zgrać je w miarę możliwości ze 

sobą, generał Benicke zorganizował w Katowicach szeroko zakrojone gry 

wojenne. W ich trakcie można było wykryć i usunąć liczne braki. Nie da­

ło się usunąć braku oddziałów, które stanowiłyby obsadę pozycji. Udało 

się jedynie czasowo umieścić kilka oddziałów policji i Volkssturmu 

w punktach przecięcia pozycji z większymi szlakami prowadzącymi ze 

wschodu na zachód. Gry obrazowały w ostrożnej formie rosyjskie przeła­

manie drogi prowadzącej wzdłuż od Krakowa na zachód, równie ostroż­

nie dowiodły braku możliwości obrony przed rosyjskimi czołgami przez 

oddziały Volkssturmu, co oburzyło gauleitera. Zakończyły się przed ich 

wdarciem na obszar przemysłowy, w przeciwnym razie przesunęłyby się 

zbytnio w sferę fantazji. 

Na początku stycznia generał Benicke ponownie dobitnie zażądał ob­

sadzenia pozycji przynajmniej przez oddziały Volkssturmu. Kwatera 

Główna Hitlera w osobie reichsleitera Bormanna odpowiedziała odmow­

nie. Dopiero dwa dni po rozpoczęciu sowieckiej ofensywy, 14 stycznia 

1945 r., zezwolono na obsadzenie przez Volkssturm rozbudowanej strefy 

umocnień. Jak wykażą kolejne opisy bezskutecznej obrony Górnośląskie­

go Okręgu Przemysłowego, zbyt późno. 

46 

background image

Nie można zakończyć opisu tworzenia twierdzy Górny Śląsk, nawet 

jeśli jej utrzymanie musiało zakończyć się klęską, bez wspomnienia nie­

zwykłego, chlubnego zaangażowania ludności Górnego Śląska, która dla 

skazanej na niepowodzenie sprawy dokonała czynów zasługujących na 

wpisanie na karty historii

64

64

 Przy budowie umocnień pracowały przymusowo setki tysięcy Polaków, o czym gen. 

von Ahlfen nie wspomina. 

background image

Potężna przewaga wroga 

Potężna przewaga wroga: jedenastokrotna piechoty, siedmiokrotna czoł­

gów, dwudziestokrotna artylerii - Grupa Armii „A" zamierza uniknąć nad­

ciągającej burzy, organizując operację „Schlittenfahrt" - Hitler odrzuca ten 

plan (por. mapa nr 1 w załączniku) 

listopadzie 1944 r. napływające ze wszelkich źródeł wyniki zwia­

du tworzyły coraz wyraźniejszy obraz wroga. Zważywszy na bar­

dzo ograniczone siły i środki własne w porównaniu z rosnącą nieustannie 

nieprzyjacielską przewagą, obraz ten pozwalał na jasną ocenę niemiec­

kich perspektyw i możliwości w nadciągającej wielkiej bitwie obronnej. 

Zwłaszcza ocena sił, początek i przebieg sowieckich operacji zaczepnych, 

którezaczęły się zimą 1941 r. pod Moskwą, wykazały, że nieprzyjacielskie 

dowództwo świetnie nauczyło się korzystać z niemieckich metod, przede 

wszystkim w zakresie optymalnego użycia szybkich oddziałów pancer­

nych do błyskawicznych zwycięstw w operacjach. Gdyby mało jeszcze by­

ło przekonujących sygnałów dotyczących sytuacji rosyjskiego dowódz­

twa, to to, co miało nadejść, zapowiadały wszystkie dotychczasowe ataki 

nieprzyjaciela, w szczególności jednak przeprowadzenie przez Rosjan let­

niej ofensywy skierowanej przeciw Grupie Armii „Środek" na Białorusi 

w czerwcu 1944 r.

65

, która wydarła nam w ciągu czterech tygodni obszar 

od Orszy do wschodnich przedmieść Warszawy na głębokość 600 km. 

Recepta na ten sukces była w swych dwóch etapach prosta i znana. 

Pierwszym etapem było przełamanie ofensywy w celu uzyskania swobody 

działania, oparte na bardzo dużej przewadze, zwłaszcza w sferze material­

nej. Drugi, decydujący etap obejmował kompleksowe współdziałanie 

sprawnie kierowanych, idących nieprzerwanie do przodu uderzeniowych 

armii pancernych, których operacje wzmacniały postępujące tuż za nimi 

armie piechoty i kawalerii. 

5

 Była to tzw. operacja „Bagration" rozpoczęta przez Sowietów 22 czerwca 1944 r. W jej 

wyniku niemiecka Grupa Armii „Środek" utraciła ponad 600 tys. żołnierzy, z czego połowę 
zabitych, a więc więcej niż pod Stalingradem. 

48 

background image

Sposób przeprowadzenia przyszłej generalnej ofensywy sowieckiej był 

więc zupełnie jasny i oczywisty. Miałaby się ona najprawdopodobniej 

rozpocząć po zamarznięciu zbiorników wodnych - czyli dopiero w stycz­

niu. Trzy przyczółki - w Baranowie, Puławach i Magnuszewie

66

 - wska­

zywały również dość wyraźnie przewidywane, zgrane ze sobą kierunki na­

tarcia. Podczas gdy już rezultat tej oceny był wystarczająco groźny, 

przewidywana w tym momencie przyszła przewaga osobowa i materialna 

wroga okazywała się znacznie większa, wręcz przytłaczająca. Obejmowa­

ła ona jedenastokrotnie większe siły w zakresie piechoty, siedmiokrotnie 

więcej czołgów i dział szturmowych i aż dwudziestokrotnie więcej artyle­

rii i granatników. Tak wyglądały proporcje po uwzględnieniu wszystkich 

sił spodziewanych na przyczółku w Baranowie. Uprzedzając opis rosyj­

skiej ofensywy, wspomnijmy już teraz o tym, że pierwszego dnia ataku, 

czyli 12 stycznia, przewaga czołgów była aż dwunastokrotna. Najwięk­

szych trosk przysparzała przewaga w zakresie artylerii, wynosząca na od­

cinku 1 km frontu natarcia ponad 250 dział (według źródeł rosyjskich 

rzeczywiste proporcje wynosiły aż 276 dział na kilometr). Okazało się, że 

Rosjanie dostatecznie dokładnie przeanalizowali doświadczenia bitwy na 

wyczerpanie z okresu I wojny światowej i wyciągnęli naukę z miażdżącej 

skuteczności niemieckiego walca ogniowego z 21 marca 1918 r. (jedynie 

150 dział na kilometr)

67

Ale to jeszcze nie cały opis tej bardzo groźnej sytuacji. Przewidywany 

stosunek sił powietrznych był dla nas - w połączeniu z potężnymi braka­

mi paliwa - wręcz beznadziejny. Rzeczywiście, na początku bitwy przeciw 

10 500 rosyjskim samolotom stanęło 300 niemieckich myśliwców. 

Kiedy jeszcze w listopadzie na rozkaz Hitlera z Grupy Armii zabrano 

znaczące siły do ofensywy w Ardenach na zachodzie oraz na Węgrzech 

i zabrakło wystarczających rezerw do prowadzenia bitwy obronnej, szef 

sztabu generalnego Grupy Armii, generał major von Xylander

68

, znalazł 

takie wyjście, które w obliczu wszystkich opisanych dotychczas wielu wad 

bitwy obronnej pomogłoby utrzymać opór. Dwunastogodzinna symula­

cja przeprowadzona na początku grudnia pod dowództwem Xylandera 

66

 Przyczółki te Sowieci zdobyli latem 1944 r. i utrzymali mimo wysiłków niemieckich 

zmierzających do ich likwidacji. 

67

 Tego dnia rozpoczęła się tzw. II bitwa nad Sommą. Ostatecznie do 5 kwietnia 1918 r. 

zwyciężyli w niej alianci. 

68

 Gen. Wolf-Dietrich Ritter und Edler von Xylander (ur. 1903 w Monachium, zm. 1945 

w wypadku lotniczym) oficer w armii niemieckiej od 1921 r. Jako szef sztabu 300. DP bierze 
udział w ataku na Francję w 1940 r. i agresji na Rosję latem 1941 r. Później byl szefem sztabu 
2. Armii i XLIX KGór. Od czerwca 1943 r. szef sztabu 17. Armii. W II polowie 1944 r. zoslal 
szefem sztabu Grupy Armii „Nordukraiune" (później GA „A"). W styczniu 1945 r. przenie­
siony na stanowisko szefa sztabu GA „Środek". 

49 

background image

w krakowskiej kwaterze głównej Grupy Armii, z udziałem dowódców ar­

mii i generałów dowodzących korpusami, wykazała bowiem, że jeśli 

obecne przednie pozycje będą bronione przez zbyt słabe siły na zbyt roz­

ległych odcinkach frontu, już szóstego dnia ofensywy wróg może szero­

kim frontem przekroczyć granice Śląska, a wkrótce potem nawet i Odrę. 

Można było bowiem przewidzieć, że obrońcy zostaną rozbici przez nie­

przyjacielski ogień artylerii, a następnie zmiażdżeni przez pochód czoł­

gów, podczas gdy własne rezerwy na tyłach będą zbyt słabe, by móc prze­

trzymać owo potężne natarcie. Mieliśmy jednak za sobą, 150-200 km 

w głąb, system gotowych pozycji, będący dla dowództwa istotną pomocą, 

o niespotykanych dotąd na wschodzie zaletach. Należało go więc właści­

wie wykorzystać. Dysponowaliśmy w tym zakresie doświadczeniami 

z frontu zachodniego z przełomu lat 1917/1918, właśnie w odniesieniu do 

zmasowanej artylerii wroga. Załoga pozycji musiała zręcznie umknąć 

spod impetu miażdżącego uderzenia. Generał von Xylander opracował • 

zatem odpowiednią propozycję operacji pod nazwą „Schlittenfahrt" 

(„Jazda na saniach"), u której podstaw legły następujące przypuszczalne 

zamiary wroga: 1. Front Ukraiński pod dowództwem marszałka Konie­

wa

69

 zaatakuje znacznymi siłami pancernymi i piechoty z przyczółka 

w Baranowie, wiążąc 17. Armię, aby jednym posunięciem zdobyć Odrę 

między Wrocławiem i Raciborzem, a więc również obszar przemysłowy 

Górnego Śląska. Część wojsk, skręcająca na północ, odetnie niemieckie 

oddziały znajdujące się najdalej na wschód nad Wisłą i zniszczy je. 

Z położonego najdalej na północ przyczółka magnuszewskiego natar­

cie rozpocznie marszałek Żuków

70

 ze znacznymi siłami 1. Frontu Biało­

ruskiego. Pierwszym głównym celem większości oddziałów przesuwają­

cych się zasadniczo w kierunku zachodnim będzie odcinek Odry między 

69

 Marszalek Iwan Koniew (ur. 1897, zm. 1973 w Moskwie) w armii rosyjskiej od 1915 r, 

w Armii Czerwonej i partii bolszewickiej od 1918. Absolwent Akademii im. Frunzego. W po­
czątkach wojny niemiecko-sowieckiej dowódca 19. Armii oraz Frontu Zachodniego i Kaliniń-
skiego. Czasowo odsunięty od stużby, wraca jako dowódca Frontu Stepowego w sierpniu 

1942 r., a następnie od czerwca 1943 r. 2. Frontu Ukraińskiego. Rok później obejmuje do­

wództwo 1. Frontu Ukraińskiego, który doprowadził do Berlina. Po wojnie m.in. dowódca 
wojsk Układu Warszawskiego. 

70

 Marszałek Gieorgij Żuków (ur. 1896 w Striełkowce, zm. 1974 w Moskwie) - od 1915 r. 

kawalerzysta w armii rosyjskiej, od 1917 r. w partii bolszewickiej. W wojnie domowej dowód­
ca szwadronu kawalerii Armii Czerwonej. Następnie dowódca pułku czołgów, dywizji i kor­
pusu kawalerii. W 1939 r. autor sowieckiego zwycięstwa nad Japonią nad Chałchin Goł. Zna­
ny z bezwzględności wobec żołnierzy. W 1941 r. szef sztabu Armii Czerwonej, a od 1942 r. 
zastępca naczelnego wodza. Dowódca licznych frontów od Leningradzkiego po 1. Front 

Białoruski, z którym przeprowadził m.in. operację „Bagration" i operację berlińską. Po woj­

nie odsunięty czasowo przez Stalina, po jego śmierci do 1958 r. minister obrony Związku So­
wieckiego. Definitywnie odsunięty przez Chruszczowa. 

50 

background image

Wrak sowieckiego ezotgu średniego T 34, zniszczonego podczas walk na Górnym Śląsku. 

1945-1950. 

Frankfurtem i Kostrzyniem, podczas gdy część oddziałów wyjdzie przez 

Pilicę na północny zachód. Zadaniem wojsk nacierających z przyczółka 

w Puławach, położonego między przyczółkiem baranowskim i magnu-

szewskim, będzie utrzymanie łączności między Koniewem i Żukowem 

oraz ochrona ich skrzydeł. 

Teraz chodziło już nie tylko o to, by wyciągnąć niemiecką obsadę po­

zycji spod wyprzedzającej atak ruchomej zasłony ogniowej i utrzymać jej 

zdolność bojową. Tak samo niezbędne było pozyskanie rezerw w wystar­

czającej wielkości, które umożliwiłyby ofensywne prowadzenie walki 

obronnej w odpowiednich miejscach. Całego zadania nie dało się bowiem 

zrealizować, wycofując się jedynie z pozycji na pozycję. Na pierwszy unik 

doskonale nadawała się pozycja „Hubertus", krótsza o 100 km, również 

dlatego, że umożliwiłaby wyprowadzenie rezerw. W miejscach poza obrę­

bem pozycji „Hubertus" przed rozpoczęciem nieprzyjacielskiego przygo­

towania ogniowego należało się wycofać na główną pozycję bojową, któ­

rej przednia granica biegła 1-3 km za linią najbardziej wysuniętą do 

51 

background image

przodu, aby przynajmniej częściowo skierować nieprzyjacielski ogień na 

opustoszałe pozycje. Wprawdzie wróg zbyt wcześnie dostrzegłby odwrót 

i nasze prawdziwe zamiary wyszłyby na jaw, a bezużyteczny ogień artyle­

ryjski, wystrzelony w stronę opuszczonych pozycji, w ogóle nie zostałby 

rozpętany, ale przeprowadzona przez niego do tego momentu koncentra­

cja artylerii, która pochłonęła tyle czasu, sił i środków, byłaby nadarem­

na. Konieczne w takiej sytuacji przegrupowanie znowu zajęłoby sporo 

czasu. Ponieważ mierzący 600 m wysokości masyw Łysej Góry, przez 

który przechodziła południowa część pozycji „Hubertus", dobrze nada­

wał się do obrony, do ofensywnych zamiarów pasował nam bardziej ob­

szar wokół przyczółka magnuszewskiego. I tak brzmiał plan dowodzenia 

Grupą Armii w akcji „Schlittenfahrt": krótko przez rozpoczęciem sowiec­

kiej ofensywy Grupa Armii „A" wycofuje się na pozycję „Hubertus" lub 

na główną pozycję bojową, a wojska pancerne wraz z rezerwami, uzyska­

nymi dzięki przeprowadzonemu w porę odwrotowi, atakują nadciągają­

cego z przyczółka magnuszewskiego wroga atakiem z obu stron. Atak ten 

miała przeprowadzić 9. Armia z XXIV i XL Korpusem Pancernym. Spo­

śród opancerzonych, szybkich oddziałów obecne były 4 dywizje pancerne 

i 1,5 dywizji grenadierów pancernych. W dalszym przebiegu bitwy cho­

dziło ponownie o to, by atakować wroga w odpowiednich miejscach, wy­

korzystując własne pozycje na tyłach. Nasze dowództwo chciało w ten 

sposób mimo przewagi wroga zrealizować swoje dążenie, by móc przy­

najmniej czasowo dyktować reguły gry. Gdzie i jak należało to określić, 

zależałoby od konkretnego przypadku. Przy ogólnym położeniu Niemiec 

nie dało się w ten sposób wprawdzie wygrać wojny, ale można było zy­

skać na czasie. 

Warto jeszcze wspomnieć o kilku innych ważnych przedsięwzięciach, 

przygotowujących realizację tego śmiałego, szeroko zakrojonego planu. 

Trzeba było przenieść za linię Kraków - rzeka Pilica - Łódź położone 

na tyłach elementy 4. Armii Pancernej i 9. Armii, podobnie jak cywilne 

instytucje Generalnego Gubernatorstwa. Należało to zacząć bardzo 

wcześnie, jeszcze w grudniu 1944 r. Zniszczenie, w miarę możliwości cał­

kowite, wszystkich mostów, skrzyżowań dróg, obiektów kolejowych, 

a także punktów poboru wody, miało przede wszystkim na celu hamo­

wanie nieprzyjacielskiej inicjatywy i w ten sposób opóźnianie pochodu 

wroga. Konieczne do tego siły i środki, znaczne w obliczu niedoboru 

czasu, można było jeszcze w porę zorganizować. I wreszcie, należało się 

tak przygotować do zaminowania przed strzelcami własnych pozycji, 

opuszczanych, nim wróg zaatakuje, aby można to było przeprowadzić 

w jak najkrótszym czasie. Należało wkalkulować zarówno to, że spora 

część min padnie ofiarą nieprzyjacielskiego ognia huraganowego, jak 

52 

background image

i to, że miny, które jeszcze nie wybuchły, zaskoczą wroga wdzierającego 

się na nieobsadzone pozycje. 

Naczelne Dowództwo Wojsk Lądowych, któremu plan „Schlittenfahrt" 

przedłożono około świąt Bożego Narodzenia 1944 r., wyraziło wprawdzie 

zgodę, ale dało do zrozumienia, że zatwierdzenie akcji przez Hitlera, nie­

zbędne dla ruchów odwrotowych, przypuszczalnie będzie trudne do uzy­

skania. Oficer operacyjny (la) Grupy Armii „A", pułkownik baron von 

Weitershausen

71

, poinformował między Bożym Narodzeniem i Nowym 

Rokiem 1945 generalnego gubernatora Franka o planowanej operacji, 

przekazując prośbę swojego dowódcy, generała pułkownika Harpego, 

o wstawiennictwo Franka u Hitlera w sprawie zatwierdzenia tej operacji. 

Jego odpowiedź brzmiała jednak: „Nie mam już u Hitlera żadnych wpły­

wów i żadnych widoków na to, by w tej sprawie zostać przez niego przyję­

tym". Nie wydarzyło się nic. Przebieg rozpoczętej tymczasem profilaktycz­

nie akcji ewakuacyjnej na tyłach i wszystkie kolejne obliczenia wykazały, że 

wycofanie się na pozycje „Hubertus" możliwe będzie w okresie od 10 do 12 

stycznia. I w tym czasie należało się spodziewać początku nieprzyjacielskiej 

ofensywy. Szef sztabu OKH, generał Guderian

72

, prawidłowo oceniając 

położenie i właściwie szacując siły i środki po obu stronach, powiedział Hi­

tlerowi, że jeśli nie zostanie obrana zaproponowana droga, front wschodni 

zawali się jak domek z kart. Jednak jego wszelkie wizje, sformułowane 

w składanej wielokrotnie propozycji skoncentrowania naszego potencjału 

bojowego na froncie wschodnim, nie zostały przyjęte. Hitler, zaślepiony, 

głuchy na rady, opętany utopijnymi danymi o wielkości produkcji, pochło­

nięty marzeniami o Wimderwaffe

1

*

, rozczarowany brakiem nadziei na ry­

chły rozpad koalicji aliantów, a jednocześnie trawiony rosnącą nieufnością, 

w swym zaciekłym uporze kategorycznie odrzucił plan „Schlittenfahrt". 

71

 Płk Georg Freiherr von Weitershausen wcześniej byt oficerem operacyjnym (la) 17. Armii -

od sierpnia 1943 r., a później do końca wojny pełnił podobną funkcję w Grupie Armii „A". 

72

 Gen. Heinz Guderian (tir. 1888 w Chełmie, zm. 1954 w Schwangau) oficer armii nie­

mieckiej od 1907 r. Podczas I wojny światowej uczestnik walk nad Marną i pod Verdun. Po 
wojnie w Reichswehrze, gdzie forsuje swoje koncepcje użycia wojsk pancernych i szybkich. 
W 1937 r. publikuje książkę Achtung Panzer! (Uwaga czołgi!), która stała się teoretyczną pod­
budową Blitzkriegu -wojny błyskawicznej. W 1935 r. zostaje dowódcą 2. DPanc. W najeździe 
na Polskę w 1939 r. dowodzi XIX KPanc. który brawurowo prowadził także w ataku na 

Francję w 1940 r. Podczas napaści na Rosję dowodzi 2. Grupą (Armią) Pancerną. Za klęskę 
pod Moskwą odsunięty od dowodzenia w grudniu 1941 r. Od marca 1943 r. Generalny In­

spektor Wojsk Pancernych. Po zamachu na Hitlera szef sztabu OKH. którym pozostaje do 
marca 1945 r. Po kapitulacji Niemiec w niewoli amerykańskiej do 1948 r. 

73

 Wimderwaffe

 (niem. ..cudowna broń") - broń, która miała zmienić niekorzystny dla 

III Rzeszy przebieg wojny. Zaliczano do niej m.in. latające bomby VI, rakiety V2 (A4) i sa­

moloty odrzutowe. Przede wszystkim jednak Wimderwaffe była wytworem propagandy Goeb­
belsa, mającym zachęcić Niemców do wytrwania w oporze. 

53 

background image

Żołnierze niemieccy w drodze do sowieckiej niewoli. Górny Śląsk. 1945. 

Niczym ogarnięty chorobą umysłową, kompletnie pogrążył się w szalonym 

systemie dowodzenia, polegającym na obronie każdej piędzi ziemi zawsze 

wyższym kosztem niż wróg. Odrzucając plan, sam wydał wyrok: otworzył 

bramę na zachód i na Śląsk, na najcenniejszą wschodnią prowincję. Swoją 

decyzją, urągającą wszelkiemu rozsądkowi, przywiązał oddziały znajdują­

ce się na przedzie frontu do kowadła, w które wkrótce miał uderzyć potęż­

ny młot Sowietów. 

Kolejnym utrudnieniem dowodzenia akcją na froncie był fakt, że Hitler 

- tak jak i wcześniej, często ingerujący w szczegóły, których nie dało się 

ogarnąć - sam decydował o rejonach rozwinięcia XXIV Korpusu Pancer­

nego, jedynej autentycznej rezerwy 4. Armii Pancernej. Jak podpowiadały 

coraz trudniejsze doświadczenia, dla jednostki pancernej owe 15-30 km za 

najbardziej do przodu wysuniętą linią były zdecydowanie niewystarczające. 

Poza tym Hitler zastrzegł nawet sobie prawo do zatwierdzenia użycia tej re­

zerwy. Takie same zobowiązania nałożył na rezerwę 9. Armii, czyli XL 

Korpus Pancerny, rozwinięty zbyt blisko przyczółka w Magnuszewie. 

W ten sposób pomnożył jeszcze zalążki nadciągającej klęski. Tak fatalne 

sygnały towarzyszyły Grupie Armii w drodze na bitwę. A jak wyraził się 

o jej perspektywach generał von Xylander w czasie opracowywania planu 

„Schlittenfahrt"? 

„Jeśli w rozpoczętej bitwie z marszu, w której ciągle jeszcze będziemy 

mieli nad Rosjanami przewagę, uda się nam przechwycić rosyjski atak al­

bo na pozycji A-l, albo nawet na granicy Śląska, będziemy mogli powie-

54 

background image

dzieć, że zadanie zostało wykonane. Więcej w ten sposób nie da się osią­
gnąć. Górnośląskie tereny przemysłowe będą dalej zdolne do pracy, wróg 
pozostanie z dala od niemieckiej ziemi, a najwyższe dowództwo Rzeszy 
zyska czas, aby przekuć stworzoną przez nas sytuację militarną w działa­
nia polityczne". 

Teraz o takich perspektywach nie mogło już być mowy

7 4

. Na koniec 

tych rozważań wypadałoby przypomnieć dla porównania jesienne bitwy 
9.

 Armii w 1914 r. na tym samym obszarze Polski. Najwyższe dowództwo 

wojsk, nie mówiąc o cesarzu, nie wchodziło w paradę Hindenburgowi

7 5 

dowodzącemu tymi operacjami, które historia wojskowości określa jako 
genialne. Jedynie całkowita swoboda działania, z atakiem, odwrotem, 
przegrupowaniem, walką i obroną opóźniającą, zależnie od wymogów sy­
tuacji, pozwoliła mu wówczas obronić Śląsk przed przeważającymi siłami 
rosyjskimi. 

Nim jednak zajmiemy się pierwszym aktem bitwy o Śląsk, rozpoczętym 

12 stycznia 1945 r. „bitwą między Wisłą i Odrą", oddajmy należne - z wie­

lu powodów - miejsce znajdującej się najdalej na południu armii Grupy Ar­
mii „A", czyli Grupie Armijnej „Heinrici". 

74

 Autor absolutnie przecenia możliwości manewru politycznego III Rzeszy, które nawet po 

chwilowym zatrzymaniu ofensyw alianckich byłyby równe zeru wobec przyjętej zasady kapitula­
cji bezwarunkowej nazistowskich Niemiec. 

75

 Feldmarszałek Paul von Hindenburg (ur. 1847 w Poznaniu, zm. 1934 w Ogrodzieńcu) -

ziemianin, polityki oficer armii niemieckiej. Brat udział w wojnie francusko-pruskiej 1870-1871. 
Od 1884 r. oficer sztabu generalnego, a od 1897 r. generał. W 1911 r. przechodzi na emeryturę, 
z której wraca do służby w 1914 r. Wtedy powołany zostaje do służby czynnej jako dowódca 

8. Armii, na której czele odnosi znakomite zwycięstwa nad Rosjanami pod Tannenbergiem, 
a później pod Łodzią. Za to mianowany feldmarszałkiem. Od sierpnia 1916 r. szef niemieckiego 
sztabu generalnego. Po wojnie jako bohater wojenny zajmuje się polityką z pozycji skrajnie pra­
wicowej. Dwukrotnie wybrany na prezydenta Niemiec (1925 i 1932), w styczniu 1933 r. powo­
łuje A. Hitlera na kanclerza. 

background image

Grupa Armijna „Heinrici" 

w Beskidach 

Grupa Armijna „Heinrici" (1. Armia Pancerna) w Beskidach zabezpie­

cza skrzydło Grupy Armii „A " (por. mapa nr 1 w załączniku). 

P

oprzednie walki Grupy Armijnej w Karpatach i Beskidach stano­

wiły swego rodzaju przygrywkę do sowieckiego ataku na Śląsk. 

Dopiero znając te wydarzenia, można w pełni zrozumieć późniejsze włą­

czenie tej armii w walki o południową część Górnego Śląska. Poza tym 

po rozpoczęciu sowieckiej ofensywy generalnej wielokrotnie przekazywa­

no rezerwy na mocno oblegane fronty Grupy Armijnej w centrum i na 

północy, o czym będzie później mowa. 

Grupa Armijna „Heinrici" jesienią 1944 r. tworzyła prawe skrzydło Grupy 

Armii „A". Walczyła na północnej połowie Beskidów Lesistych i w Beskidzie 

Wschodnim. Jej pozycje leżały na wschód od grzbietu górskiego na przedgó­

rzu galicyjskim, począwszy od lewej, mniej więcej między Jasłem i Krosnem, 

chroniąc górskie przełęcze na południowy wschód od przełęczy Tartar. Był 

to front ciągnący się dokładnie na południowy wschód, mierzący co najmniej 

300 km długości. Lewy początek tego frontu przedstawia mapa nr 1. Północ­

nym sąsiadem z lewej była niemiecka 17. Armia z XI Korpusem SS. Zada­

niem Grupy Armijnej „Heinrici" była więc obrona północnej połowy Węgier 

i położonej obok Słowacji. Oddzielona górami od głównego obszaru działań 

Grupy Armii „A", jedynie z geograficznego punktu widzenia powinna była 

należeć do Grupy Armii „Południe" na Węgrzech, której wschodnie skrzydło 

chroniła. Ale równie istotnym filarem w przebiegu pozycji Grupy Armii „A" 

było posiadanie Beskidu Wschodniego. Dla Grupy Armii „A" oznaczało to 

stabilne wsparcie frontu biegnącego między górami i górnym biegiem Wisły. 

Oprócz tego rozpoczęte we wrześniu walki bardzo szybko wykazały, że sła­

ba, walcząca mężnie na węgierskich nizinach z przeważającymi siłami wroga 

Grupa Armii „Południe" nie byłaby w stanie udzielić Grupie Armijnej „Hein­

rici" takiego wsparcia, jakie zapewniła jej Grupa Armii „A" - mimo że sama 

oczekiwała wielkiej ofensywy rosyjskiej w Polsce. 

56 

background image

Żołnierze, uzbrojeni w Panzerfausty, w drodze na stanowisko bojowe. Mieli oni za zadanie 

powstrzymać radzieckie wojska pancerne. Na szczególną uwagę zasługuje żołnierz 

z przewieszonym przez ramię zdobycznym, radzieckim pistoletem maszynowym PPSz-41 (na 

pierwszym planie). Dolny Śląsk, luty 1945. 

Grupa Armijna „Heinrici" składała się z walczącej w północnej poło­

wie Karpat 1. Armii Węgierskiej (generał Miklós

76

), podległej jej taktycz­

nie, oraz z sąsiadującej z nią od północy 1. Armii Pancernej, od której do­

wódcy Grupa Armijna otrzymała swą nazwę. Każda z tych armii 

składała się z 3 korpusów piechoty. W połowie września 1944 r., po roz­

poczęciu walk, siła węgierskiej armii liczyła mniej więcej 7 dywizji i 2 bry­

gady górskie; 13 dywizji piechoty i strzelców 1. Armii Pancernej, do któ­

rych dołączyły 2 brygady dział szturmowych i czasowo 2 brygady 

pancerne (jedna obejmowała tylko 1 grupę bojową). Niemcy i Węgrzy po 

części walczyli w jednostkach mieszanych: na najważniejszych przełę-

76

 Gen. Bela Dalnoki Miklós (ur. 1891. zm. 1948) - oficer węgierski. W latach 1938-1940 do­

wódca 2. Brygady Kawalerii. Następnie do 1942 r. dowódca Korpusu Zmotoryzowanego 
w walkach w Jugosławii i Związku Sowieckim. W 1942 r. dowódca IX KP. Później mianowany 
dowódcą 1. Armii Węgierskiej, ze swoim sztabem przechodzi na sowiecką stronę w październiku 

1944 r. W latach 1944 1945 szef tymczasowego rządu węgierskiego. Odsunięty od władzy przez 

komunistów i zamordowany. 

57 

background image

czach górskich, pośrodku odcinka Grupy Armii, niemieckie dywizje 

strzelców były wsunięte między jednostki węgierskie. W Beskidach stacjo­

nowały jedynie oddziały niemieckie. 1. Armii Pancernej, prócz Węgrów, 

podlegały również znajdujące się na tyłach jednostki słowackie (1. Dywi­

zja Kawalerii i 2. Dywizja Piechoty). 

Pod koniec sierpnia 1944 r. zaznaczyły się przygotowania rosyjskiego 

4. Frontu Ukraińskiego do ataku na Beskid Wschodni i położone na pół­

nocy przełęcze Beskidów Lesistych. W odpowiedzi słowackie jednostki 

zajęły przełęcze beskidzkie na tyłach stacjonujących w Krośnie niemiec­

kich dywizji pod pretekstem zabezpieczenia dla nich miejsca odwrotu. 

W obliczu wątpliwej postawy słowackiego dowództwa zamiar zastawie­

nia w ten sposób pułapki na 1. Armię Pancerną był już zbyt oczywisty, by 

natychmiast podejmować jakieś działania w tym kierunku. Jednostki sło­

wackie zostały rozbrojone i rozwiązane, jednak ich dowództwo zdołało 

zbiec. Członkowie słowackich jednostek częściowo wtopili się w miejsco­

wą ludność, częściowo zaś podjęli walkę partyzancką w lasach. W rejo­

nach frontu miejscami odegrali uciążliwą, lecz nieznaczącą rolę

77

. W Ru-

dawach Słowackich, między Popradem i Roznavą (Rosenau, nie ma na 

mapie nr 1; 50 km na południe od Popradu) a Ruzomberkiem, przede 

wszystkim zaś w zachodniej Słowacji trzeba było natomiast przedsięwziąć 

poważniejsze środki w celu stłumienia powstańczych działań partyzan­

tów, aby zapobiec dalszemu blokowaniu głównych dróg łączności armii 

przez wysadzenia i napady. Działalność partyzancką Sowieci powołali do 

życia w związku z ofensywą w Beskidzie Wschodnim. Została ona rozbi­

ta w końcu października. 

Wobec zbliżającej się sowieckiej ofensywy coraz bardziej niejasna stawa­

ła się postawa naczelnego dowództwa 1. Armii Węgierskiej. Generał Miklós 

próbował ze swego obszaru dowodzenia usunąć niemieckie oddziały i jed­

nostki łączności, zastąpił sprawdzonych dowódców frontowych nowymi, 

wyproszonymi przez niego z Budapesztu i upierał się, pod marnymi pretek­

stami, przy odwrocie z przedgórza galicyjskiego na górskie pozycje w Kar­

patach, a później na linię TheiBa, narzuconą Węgrom przez zachodnie mo­

carstwa w 1920 r. jako wschodnia granica na mocy traktatu w Trianon

78

Tak naprawdę „słowackie powstanie narodowe" rozpoczęte 29 sierpnia 1944 r. w Bańskiej 

Bystrzycy było dwoma miesiącami bardzo zaciętych walk. Mimo wsparcia z zewnątrz powsta­

nie zostało rozbite do 1 listopada, a jego dowódcy, generałowie Golian i Viest zamordowani 

przez Niemców. Część oddziałów uszła w wysokie góry. Powstanie tłumiły 4 dywizje niemieckie 

i wiele mniejszych oddziałów razem blisko 50 tys. żołnierzy. 

s

 Traktat w Trianon (Wersal) podpisany został w 1920 r. między państwami ententy 

a Węgrami. W wyniku jego ustaleń Węgry utraciły na rzecz sąsiadów większość terytorium 

i ludności. Z 325 tys. km

2

 pozostało im 93 tys., a z 21 min ludności - 8 min. Ponad 5 min Wę­

grów pozostało poza granicami swego państwa. 

58 

background image

Oddając ziemie zdobyte w sojuszu z Hitlerem, Węgrzy chcieli sobie ułatwić 

przejście na stronę wroga. Na początku jednak generał Miklós potrafił jesz­

cze kamuflować te zamiary i sprawiał wrażenie co zrozumiałe - zatroskane­

go sytuacją bojową, lecz wiernego sojusznika. 

8 września 1944 r. rosyjski 4. Front Ukraiński w obszarze na południe 

od Krosna przystąpił do ataku na Beskidy, z głównym ciężarem na pół­

nocnym skrzydle Grupy Armijnej. W trakcie wielotygodniowych walk 

po stronie wroga w obszarze walk znalazły się 3 korpusy pancerne i 1 sa­

modzielna brygada pancerna, 1 korpus kawalerii gwardii, 30 sowieckich 

dywizji strzelców i Czeski Korpus Armijny

79

, do tego znaczne siły po­

wietrzne. Ofensywa 4. Frontu Ukraińskiego na Beskidy miała od pół­

nocnego wschodu otworzyć drogę na tyły broniącej się na Nizinie Wę­

gierskiej Grupie Armii „Południe", atakowanej przez Rosjan głównie od 

południa, z terenu Rumunii. Z perspektywy operacyjnej wymierzony 

w Beskidy klin ataku stanowił więc północne ramię obcęgów skierowa­

nej na Budapeszt sowieckiej operacji oskrzydlenia. Jednocześnie ofensy­

wa ta miała związać niemieckie siły i utrzymać je na nizinach, z dala od 

głównego pola bitwy. 

W obliczu tak wielkiej przewagi Sowietów początkowe sukcesy ich 

ataków na zbyt rozciągnięte siłą rzeczy pozycje niemieckie były nie do 

uniknięcia. Jednak na przedgórzach niemieckie dywizje, wzmocnione 

czołgami, działami szturmowymi i siłami piechoty, zaczęły się znowu 

zbierać w karby i spowalniać postępy ofensywy sowieckiej. Przez całe ty­

godnie, w bardzo trudnym terenie, w górach i lasach, XI Korpus i XXIV 

Korpus Pancerny walczyły z rosyjską przewagą, skutecznie wspieraną 

w walce przez przeważające siły powietrzne (1500 samolotów), podczas 

gdy niemieckich samolotów, operujących w innych regionach, często 

brakowało. Mimo że szczególnie na ważnej Przełęczy Dukielskiej (10 km 

na zachód prawej krawędzi mapy nr 1) na początku października przez 

jakiś czas utrzymanie górskiego grzbietu w Beskidach wisiało na włosku, 

niemieckie dywizje, na przemian atakując i kontratakując, wszędzie zdo­

łały się przebić. Zagrodziły nieprzyjacielowi drogę przez przełęcze, a li­

nia grzbietów gór pozostała w niemieckich rękach. Pod koniec września, 

wskutek niekorzystnego obrotu spraw w 8. Armii z Grupy Armii „Połu­

dnie", na tę wysokość w Beskidach Lesistych musiała się wycofać także 

atakowana dotąd jedynie miejscowo bądź w ogóle nieatakowana Armia 

Węgierska. 

Gdy jednak na początku października wróg podbił obszary na Nizinie 

Węgierskiej w stronę Budapesztu i areną walk stało się centrum Węgier, 

A właściwie - Korpus Czechosłowacki. 

59 

background image

regent węgierski, admirał Horthy

80

 zrywając, 15 października, pakt sojusz­

niczy z Hitlerem, zaproponował Sowietom zawieszenie broni. Biorący 

udział w spisku generał Miklós natychmiast wypowiedział posłuszeństwo 1. 

Armii Pancernej i zagroził, że każdy Niemiec, który wkroczy na jego ob­

szar dowodzenia, zostanie potraktowany jako wróg

81

. W ten sposób Wę­

grzy mogli poddać Sowietom skrzydła i zaplecze Grupy Armii. Jednak 

pucz poniósł całkowitą klęskę, ponieważ dowódcy węgierscy - niektórzy po 

chwilowym wahaniu - odmówili naczelnemu dowódcy posłuszeństwa. Ten 

zaś wycofał się z dalszych działań, uciekając ze swym szefem sztabu i adiu­

tantem do Sowietów. Stamtąd próbował daremnie skłonić oddziały węgier­

skie, by odłączyły się od Niemców. Taki przebieg puczu usunął wprawdzie 

bezpośrednie zagrożenie, jednak wydarzenie to w wysokim stopniu obniży­

ło morale węgierskich oddziałów

82

. Bez nadziei na poprawę sytuacji przy­

glądali się, jak wróg zbliża się do stolicy ich kraju, spustoszonego przez 

przedłużające się z winy Hitlera walki. Dlatego wytrzymałość węgierskich 

jednostek znacznie osłabła. Również nowy dowódca 1. Armii Węgierskiej, 

generał von Laszlo

83

, który próbował wszystkiego, by zmienić ten stan rze­

czy, odniósł w swych staraniach jedynie niewielkie sukcesy. 

Szybki marsz Sowietów przez Nizinę Węgierską na Budapeszt i w kie­

runku północnym, począwszy od 8 października, zmusił 1. Armię Wę­

gierską do wycofania się na linię Cisy. Znalazła się ona tym samym bar-

80

 Adm. Miklós Horthy de Nagybanya (ur. 1868 w Kenderes, zm. 1957 Estoril) - węgierski 

arystokrata, oficer i polityk. Absolwent Akademii Morskiej w Fiume (Rijeka). W czasie 1 wojny 
światowej admirał fioły austro-węgierskiej. M.in. uczestnik bitwy w cieśninie Otranto. W 1919 r. 
staną! na czele oddziałów zbrojnie zwalczających komunistyczną Węgierską Republikę Rad Beli 

Kuna. Od 1920 do 1944 r. regent Królestwa Węgier. Faktyczny dyktator. Od 1938 r. w sojuszu 

z państwami Osi. do której wprowadzi! Węgry w 1940 r. po tzw. drugim arbitrażu wiedeńskim. 
W czerwcu 1941 r. podjął decyzję o przystąpieniu Węgier do wojny w Rosji, z której w obliczu 
klęski III Rzeszy próbował się wycofać w październiku 1944 r. Aresztowany przez Niemców i in­
ternowany, był krótko w niewoli amerykańskiej. Zwolniony z niej osiedlił się w Portugalii, gdzie 
mieszkał do śmierci. 

81

 Gen. Miklós wykazał się w tej materii daleko idącą ostrożnością i przenikliwością. 

W tym samym czasie, tj. 15 października 1944 r.. Niemcy przeprowadzili w Budapeszcie ope­
rację „Panzerfaust". W jej wyniku czołowy awanturnik Hitlera SS-Obersturmbannfuhrer Ot­
to Skorzenny zajął podstępem siedzibę węgierskiego regenta na Wzgórzu Zamkowym i zmu­
szając go do ustąpienia i przekazania władzy skrajnym nacjonalistom Ferenca Szalasiego, 
utrzymał Węgry po stronie III Rzeszy. 

" Najbardziej obniżyła je strata niemal całej 2. Armii Węgierskiej pod Stalingradem i nad 

Donem w początku 1943 r. 

83

 Gen. Dezsó von Laszlo (ur. 1893, zm. 1949) - oficer węgierski. W latach 1936-1941 

w węgierskim sztabie generalnym. Od 1941 do 1943 r. szef budapesztańskiej Akademii Woj­
skowej i inspektor Straży Granicznej. W latach 1943-1944 dowódca VIII KP. W 1944 r. mia­
nowany dowódcą węgierskich wojsk okupacyjnych na Ukrainie, a następnie 1. Armii Węgier­
skiej. Po kapitulacji w niewoli sowieckiej. Sądzony, skazany i stracony w 1949 r. 

60 

background image

dzo blisko Grupy Armii „Południe" i 21 października została jej podpo­

rządkowana. Ruchy odwrotowe zmusiły również w ogniu walk 1. Armię 
Pancerną do wycofywania się prawym skrzydłem i środkiem na stoki gór 

na wschód od Koszyc (Koszyce leżą 10 km na południe od dolnej krawę­
dzi mapy nr 1, na południe od Preszowa), podczas gdy jej lewe skrzydło 
w dalszym ciągu zagradzało drogę przez Przełęcz Dukielską i utrzymywa­
ło łączność z 17. Armią w rejonie Jasła. 14 listopada 1944 r. dowódca 

1. Armii Pancernej oznajmił swoim oddziałom w rozkazie dziennym: 

„Udaremniliście nieprzyjacielski zamiar wdarcia się na Węgry od północ­
nego wschodu. Zatrzymaliście atak wroga na wale górskim Karpat. [...] 

Tak jak w latach 1914-1915 niemiecki Korpus Beskidzki w chwalebnych 
walkach bronił tych samych przełęczy, tak wy po raz drugi w historii wo­

jen zapobiegliście przełamaniu tych pozycji przez Rosjan!". 

Na pozycji „Gisella", wzniesionej w górach na południe od Koszyc, 

w dalszym ciągu broniącej połączenia z 17. Armią pod Jasłem, 1. Armia 

Pancerna przystąpiła do nowej ofensywy. Na południe od Koszyc zdołała 

dotrzeć do 1. Armii Węgierskiej, która - teraz mocno odchylona na zachód 
- znajdowała się na południowych krańcach Rudaw Słowackich (40 km na 
południe od południowego krańca mapy). Wkrótce Sowieci spróbowali 
przerwać niemiecką pozycję w górach od wschodu i południa lub oskrzydlić 

ją od południa, aby opanować skrzyżowanie szlaków w Koszycach. Ciężkie 

bitwy w terenach górskich, polegające nierzadko na walce wręcz, trwały ca­
łymi tygodniami. W czasie Bożego Narodzenia Sowieci z ciężkimi stratami 
musieli zrezygnować z prób przełamania pozycji. W ten sposób zrealizowa­
no zadanie 1. Armii Pancernej, polegające na zabezpieczeniu wschodniego 
skrzydła Grupy Armii „Południe" i prowadzeniu z gór obrony pozycji 17. 
Armii nad Wisłoka między Beskidami i Wisłą przed oskrzydleniem od połu­
dnia! Przysłużyło się zatem dwóm Grupom Armii - „Południe" i „A". 

Sowiecki 4. Front Ukraiński poniósł w tych walkach ogromne straty 

i nie podołał przydzielonemu sobie zadaniu. To, że z opóźnieniem dotarł 
w końcu do terenów położonych na wschód od Koszyc, zawdzięczał sukce­
som rosyjskich głównych sił, walczących na Nizinie Węgierskiej. W cztero­
miesięcznej bitwie

84

 poważne straty poniosły także jednostki 1. Armii Pan­

cernej. Siła oddziałów malała zatrważająco, 3 dywizje piechoty można było 
zakwalifikować już jedynie jako „grupy bojowe"

8 5

. Mimo to w 1. Armii 

Pancernej wierzono jeszcze, że nawet przy takim osłabieniu uda się utrzy-

s4

 Zwycięstwo Grupy Armii „Południe" gen. Friessnera określane jest w literaturze mianem 

bitwy pod Debreczynem. 

85

 Kampfgruppe (nicm. dosłownie „grupa bojowa") w armii niemieckiej określenie 

związku taktycznego sformowanego na bazie dywizji, ale o znacznie niższych stanach. 

W ostatnim roku wojny wiele niemieckich dywizji miało siłę słabych „grup bojowych". 

61 

background image

Kolumna żołnierzy niemieckich wziętych do niewoli przez wojska radzieckie. Dolny Śląsk. 

wczesna wiosna 1945. 

mać, znacznie teraz skróconą, pozycję. Wówczas jeden z odcinków ponow­

nie się wydłużył. W tym momencie pozycja Grupy Armii wyglądała nastę­

pująco: na północy rozpoczynała się na granicy słowackiej, zamykała 

wspomnianą już Przełęczą Dukielską i dalej szła przez grzbiety gór na 

wschód od Preszowa w kierunku południowym (do 30 km na południe po­

niżej dolnej krawędzi mapy nr 1) i stamtąd łukiem na południowy zachód 

jeszcze przez 130 km do miejscowości Ozgany. Tutaj łączyła się z XXIX 

Korpusem 8. Armii (Grupy Armii „Południe"). 1. Armia Węgierska 

w chwili przechodzenia do Grupy Armijnej „Heinrici" składała się już tylko 

z V i XVII Korpusu z 1. węgierską Brygadą Górską i 2 węgierskimi dywizja­

mi piechoty, do których Grupa Armii „Południe" dodała 2 niemieckie dy­

wizje górskie i 2 „grupy bojowe" składające się z żołnierzy rzekomo nie­

mieckiej narodowości (o nieustalonej sile). Na południowe skrzydło 

z 1. Armii Pancernej przybyła prócz tego niemiecka 208. Dywizja Piechoty. 

Powstało pytanie, czy Grupa Armijna „Heinrici" powinna dłużej po­

zostać na ówczesnej pozycji z południowym skrzydłem rozciągniętym da-

62 

background image

leko na zachód. Obrona rozległych obszarów związała znaczące siły, na­

tomiast w punkcie zapalnym walk w okolicach Budapesztu panowały du­

że niedobory kadrowe. Na tej podstawie naczelny dowódca Grupy Armii 

poddał pod rozwagę skrócenie pozycji łącznikowej kosztem oddania wy­

suniętego punktu Koszyce. Z uwagi na stan oddziałów węgierskich uwa­

żał on także za wskazane, by mocniej je teraz rozdzielić w ramach nie­

mieckich dywizji. Ze względu na panujące wśród Węgrów nastroje 

propozycja ta została odrzucona, zatwierdzono natomiast skrócenie po­

zycji Grupy Armii na tyle, żeby można było wziąć to przedsięwzięcie pod 

uwagę, o ile w czasie spodziewanej wkrótce rosyjskiej ofensywy „nastąpią 

w Polsce wyłomy, które zepchną całą południową część frontu wschod­

niego na zachód". A więc także i tutaj Hitler zakazał użycia środków, 

których celem było zaoszczędzenie sił. 

background image

Bitwa między Wisłą i Odrą 

Rozpoczęty 12 stycznia z przyczółka w Baranowie atak przełamuje 4. Ar­

mię Pancerną - natarcie z przyczółków w Puławach i Baranowie 14 stycznia 
rozrywa 9. Armię

 - w wielkim łuku Wisły zieje wyrwa szerokości 300 km, 

przez którą nieprzyjacielskie armie postępują na zachód - 17. Armia, atako­

wana od 15 stycznia z mniejszą siłą, nie zostaje przerwana i walcząc, wycofu­

je się na zachód 

(por. mapa nr 1 w załączniku) 

róz utrzymujący się od początku grudnia 1944 r. sprawił, że pokry­

wa lodowa na Wiśle stała się przejezdna - choć nie dla czołgów -

i otworzyła dla ruchów oddziałów całą sieć dróg, a nawet pól i łąk. W la­

sach i na drogach leżała jedynie cienka warstwa śniegu. Słupek rtęci nie 

spadał poniżej minus 15 stopni. Była to więc wręcz idealna pogoda dla ro­

syjskiej wielkiej ofensywy. Ojej rychłym nadejściu nieomylnie świadczyła 

rozpoczęta na początku pamiętnego roku 1945 koncentracja artylerii, której 

zakres zwiększał się w widoczny sposób po 10 stycznia. Dzięki doskonałym 

zdjęciom lotniczym posiadaliśmy niemal kompletny obraz nieprzyjaciel­

skich zgrupowań artylerii. Wróg, całkowicie bezpieczny wobec braku moż­

liwości zwalczania artyleryjskiego, spowodowanego naszymi niedoborami 

amunicji i brakiem sił powietrznych, odważył się wejść na pozycje „wielkimi 

bateriami" z 20, a nawet 60 działami. Mając jeszcze przed oczami ówczesne 

zdjęcia lotnicze, można sobie przypomnieć, że w czasie obu wojen świato­

wych nigdy jeszcze nie mieliśmy do czynienia z taką przewagą. 

11 stycznia o 23.00 do 304. Dywizji Piechoty, czyli na południowym 

skrzydle XLVIII Korpusu Pancernego (bez czołgów) 4. Armii Pancernej 

przyprowadzono jeńca, który określił termin ataku na froncie pod Bara­

nowem na 12 stycznia. I faktycznie, 12 stycznia o 3.00 nad ranem rozpo­

czął się, obejmujący całą główną arenę walk zrazu jedynie przez godzi­

nę, zmasowany ogień Sowietów. Potem jednak, między 8.00 a 10.30 

wróg huraganowym ogniem obwieścił początek natarcia. Zaskakującą 

nowością, której znaczenie doceniono dopiero później, było pozostawię-

64 

background image

Żołnierze Volkssturmu wyruszający na front. Uzbrojeni w Panzerfausty, mające powstrzymać 

..sowiecki walec", byli ostatni;) nadzieja Adolfa Hitlera. Wrocław, 1945. 

nie przejść około 150-metrowej szerokości bez ostrzału, które - niedo-

strzeżone w gęstym dymie ogólnie intensywnego ognia wróg sprytnie 

i błyskawicznie wykorzystał do wdarcia się i głębokiego przebicia jeszcze 

w trakcie ostrzału artylerii. 

Słuszność przedstawionej oceny wartości ognioodpornych schronów 

znajduje istotne potwierdzenie w 304. Dywizji Piechoty. Sztolnie założo­

ne na kilku stromych stokach wytrzymały napór ognia. W tamtym bata­

lionie było zaledwie 5 rannych. Ale to był wyjątek. Nie dość, że więk­

szość żołnierzy została rozbita fizycznie lub moralnie, to detonacje ognia 

huraganowego wzbiły tak potężne chmury czarnego pyłu i brązowego 

piachu, że - po wymieszaniu z zasłoną dymną nieprzyjaciela - utworzy­

ła się warstwa, która spowiła gęstą mgłą pola bitwy nawet w odległości 

10 km i zasłoniła świecące na bezchmurnym niebie słońce. Widoczność 

nie była lepsza niż w dość jasną, księżycową noc. Biorąc jeszcze pod 

uwagę zbyt szczupłe siły ze zbyt małą ilością broni na zbyt długim fron­

cie - na przykład 1 ciężkie działo przeciwlotnicze na 750-metrowy odci-

65 

background image

nek frontu - dla każdego będzie jasne, że wróg, wielokrotnie przez nas 

nierozpoznany i dlatego nieostrzeliwany, z marszu mógł wniknąć w głąb 

i w ten sposób już pierwszego dnia ataku przekształcić wyłom w przeła­

manie frontu. Już w nocy z 12 na 13 stycznia 1945 r. przez tę rozległą 

wyrwę w okolicach XLVIII Korpusu Pancernego Koniew ze swymi jed­

nostkami pancernymi rozpoczął przełom w operacji. Panzerfausty

86

, mi­

mo że tak niebezpieczne dla czołgów w bezpośredniej walce, nic by tu 

już nie dały, ponieważ wróg użył ogromnej liczby dział szturmowych do 

ich właściwego celu, którym było zwalczenie naszej piechoty poza zasię­

giem strzału Panzerfaustów. 

W tym piekle, pełnym ognia, dymu i ciemności, posłuszeństwa odmó­

wiła wkrótce także większość połączeń telekomunikacyjnych, a więc - bez 

misji łączników - dowodzenie stało się niemożliwe. Ku swemu wielkiemu 

zaskoczeniu wróg w wyniku naszego bezpośredniego ostrzału poniósł 

ogromne straty na naszych stanowiskach zaporowych artylerii, które sta­

wiły mu zaciekły opór. Fakt, że na tych stanowiskach ogniowych stracili­

śmy około 2/3 armat, świadczy o tym, jak ciężki bój toczyli kanonierzy aż 

do ostatniego odpalonego granatu. Tylko nieliczne baterie zdołały jeszcze 

w nocy uratować część swoich dział. 

A gdzie, zapyta ktoś, podziewały się wtedy rezerwy, czyli XXIV Kor­

pus Pancerny? Właśnie w tej sytuacji musiały się zemścić dwa błędy w do­

wodzeniu: uzależnienie decyzji o włączeniu do akcji od zgody Hitlera 

i zbyt mała odległość od frontu. Korpusowi zezwolono na ruchy o wiele 

za późno, dopiero po południu, gdy nieprzyjacielskie czołgi przystąpiły 

już do przełamywania linii w głębi opuszczonego przez oddziały frontu. 

Wróg bez żadnych przeszkód przeszedł obok rejonów rozwinięcia 16. 

i 17. Dywizji Pancernej albo wręcz przez ich środek. 

Tak przedstawia to historia 16. Dywizji Pancernej: „Na stanowisku 

dowodzenia 11/64 (kapitan Holstrater) w majątku Szcecno żołnierze 

kończyli przygotowywać ładunki wybuchowe, gdy nagle około godziny 

15.00 z niewielkiej odległości zaczęty uderzać granaty przeciwpancerne. 

We wsi byli Rosjanie. Rozpoczęła się zażarta walka, w płomieniach sta­

wał jeden transporter opancerzony za drugim, jeden z dowódców został 

ranny. W innym miejscu Rosjanie zaskoczyli czołgi 16. Dywizji Pancer­

nej w boksach. Pierwszy rozkaz bojowy dla pułku pancernego nadszedł 

dopiero o 18.00 wieczorem, 15 godzin po rozpoczęciu ofensywy. Rosja­

nie zdążyli się już wedrzeć w głąb kraju na 20 km i minąć szeroką ławą 

rejon rozwinięcia". 

86

 Paznzerfaust (niem. „Pięść Pancerna") ręczny granatnik przeciwpancerny używany od 

1943 r. przez Wehrmacht. Występował w 3 kalibrach: 30. 60 i 100. Bardzo skuteczny w zwalcza­

niu broni pancernej z bliska. 

66 

background image

Generał Nehring

87

 zaś, dowodzący XXIV Korpusem Pancernym, tak 

opisuje tę sytuację: „Rosyjskie siły pancerne, posiłkując się przejętymi 

przez nich w trakcie wojny niemieckimi zasadami, niezwłocznie wdarły 

się przez tę potężną wyrwę na zachód, w głąb niemieckiego frontu i już 

pod wieczór otoczyły odsłonięte prawe skrzydło mojego korpusu, który 

poniósł przy tym ciężkie straty. Ranny dowódca 17. Dywizji Pancernej 

trafił do niewoli

88

. 424. batalion czołgów ciężkich Tygrys

89

 został unice­

stwiony w swoim rejonie rozwinięcia; jego dowódca, major von Legat, 

zginął

90

. To są złe wiadomości. Mimo to trzeba zachować zimną krew 

i podjąć środki zaradcze. 

Choć już teraz okazało się, że korpus, wbrew wyobrażeniom moim 

i dowódcy armi, został rozwinięty o wiele za blisko pierwotnej linii frontu 

i nie jest obecnie w stanie wykorzystać swojej siły operacyjnej - mobilno­

ści - jako jednostka pancerna, otrzymał on rozkaz pozostania w miejscu 

i utrzymywania filara Kielce. Najwyższe dowództwo najwidoczniej wie­

rzy, że jest w stanie zatrzymać pochód nieprzyjaciela. Zrobimy wszystko, 

co w naszej mocy, aby wesprzeć chwiejący się front". 

Zanim zajmiemy się rozpoczętym dwa dni później atakiem na 9. Armię, 

do głosu niech dojdzie kilka innych przedsięwzięć dowództwa. Przy tak 

burzliwym przebiegu pierwszego dnia bitwy i wobec przerwania łączności 

trudno zakładać, by wieczorem 12 stycznia 4. Armia Pancerna mogła już 

dokładnie wiedzieć, że przełomu nie da się zaryglować. W ciągu przedpołu­

dnia 13 stycznia jednak obraz musiał się tymczasem wyklarować. Dostrze­

żono bowiem, że nocą wróg zaczął się przebijać na zachód. Nieznana była 

jednak sytuacja XLVIII Korpusu Pancernego, nie było też połączenia z je­

go sztabem, przerwanego również między Grupą Armii i 4. Armią Pancer-

87

 Gen. Walther Nehring (ur. 1892 w Człuchowie, zm. 1983 w Dusseldorfie) - oficer armii 

niemieckiej od 1911 r. Uczestnik walk w I wojnie światowej, po niej w Reichswehrze i Wehr­
machcie. W 1939 r. uczestniczy! w agresji na Polskę w oddziałach pod dowództwem gen. Heinza 
Guderiana. W 1940 r. w ataku na Francję dowodził 18. Dywizją Pancerną. Następnie, w 1942 r. 
skierowany do Afrika Korps gen. Erwina Rommla, z którym do 1943 r. uczestniczył w walkach 
w Egipcie, Libii i Tunezji. Potem dowódca XXIV Korpusu Piechoty, 4. Armii Pancernej (latem 

1944 r.) i ostatecznie XXIV Korpusu Pancernego. W marcu 1945 r. dowodził niemiecką ofensy­

wą, która odbiła na krótko Lubań Śl. Później dowódca 1. Armii Pancernej. Po wojnie w niewo­
li amerykańskiej do 1948 r. 

88

 Był nim pik Albert Brux. 

89

 Produkowany od końca 1942 r. PzKpfw VI Tiger był najcięższym niemieckim czołgiem 

w II wojnie światowej. W wersji HI (E) ważył blisko 57 ton, a w wersji Tiger II (Konigstiger 

B) 68 ton. Potężnie uzbrojony w armatę 88 mm, choć powolny, był on najgroźniejszym czoł­

giem Panzerwaffe, szczególnie groźnym w walce na dużą odległość. 

90

 Większości Tygrysów nie włączono do dywizji pancernych, tworząc z nich samodzielne ba­

taliony czołgów ciężkich, pozostające do dyspozycji dowództwa armii i przydzielanych doraźnie 
dywizjom i korpusom pancernym. 424. batalion czołgów ciężkich powstał 21 grudnia 1944 r. 

67 

background image

ną. Dlatego rozkaz podporządkowania tego Korpusu południowej 17. Ar­

mii miał sens. A ze względu na brak innych środków generał Harpe rozka­

zał generałowi Schulzowi, naczelnemu dowódcy 17. Armii, aby sam zorien­

tował się w sytuacji na terenie działania XLVIII Korpusu Pancernego, 

a więc na północ od Wisły. Tak więc naczelny dowódca armii nieopance-

rzonym samochodem i bez zwiadu pojechał przez zagrożone czołgami tere­

ny aż do Krakowa. Obszar był raczej opustoszały, bo większość zdążają­

cych do niego korpusów została przecież rozbita lub przepadła 12 stycznia. 

Sposób, w jaki przemieszczały się resztki dzielnego korpusu, przypominał 

- sięgając po drastyczne porównanie z zakresu słownictwa Reichswehry

91 

- ćwiczenie ramowe, w którym sztaby tworzyły ramy, natomiast siłę od­

działu utrzymywano na niskim poziomie. Za istotny sukces w tej ogólnie 

złej sytuacji uznać należy to, że dowództwu armii i generałowi dowodzące­

mu tym korpusem, baronowi von Edelsheimowi

92

, w dniach, które nastą­

piły po czarnym 12 stycznia, udało się wraz z resztkami 304. i 68. Dywizji 

Piechoty zebrać z powrotem rozbity korpus, przemieszczający się w stronę 

obszaru Górnego Śląska. Wysunięta najdalej na północ 168. Dywizja, zra­

zu zaginiona, została rozbita w kierunku zachodnim. Jeden ze środków, 

wdrożonych profilaktycznie 11 stycznia, dzień przed bitwą, czyli wyciągnię­

cie 359. Dywizji Piechoty pod dowództwem generała porucznika Arndta

93 

(z północnego LIX Korpusu 17. Armii) w ostatniej chwili zapewnił rezer­

wy. Dywizja ta powinna była teraz stać na pozycji A-l, a już co najmniej 

A-2, gotowa do obrony przed uderzeniem wymierzonym w Górny Śląsk 

i Częstochowę. Jednak zabrakło czasu na to, by maszerująca pieszo dywi­

zja zdążyła przed wrogiem przejść na pozycję A-2 z obszaru na północny 

1

 Reichswehra armia niemiecka w latach tzw. republiki weimarskiej, tj. 1919-1935. Sity 

zbrojne państwa niemieckiego ograniczone traktatem wersalskim do 100 tys. żołnierzy. Z per­
spektywy II wojny światowej stała się ona kadrową kuźnią masowej armii III Rzeszy Wehr­
machtu. 

;

- Gen. Maximilian von Edelsheim (ur. 1897 w Berlinie, zm. 1994 w Konstancji) - oficer 

armii niemieckiej od 1915 r., kawalerzysta. Uczestnik walk w I wojnie światowej. W agresji na 
Polskę, ataku na Francję i napaści na Związek Sowiecki dowódca 1. batalionu rozpoznawcze­
go I. Dywizji Kawalerii (następnie 24. Dywizji Pancernej). Później dowódca kolejnych puł­
ków strzeleckich i grenadierskich. Po klęsce stalingradzkiej obejmuje dowództwo odtwarzanej 
24. Dywizji Pancernej, a od sierpnia do września 1944 r. czasowo w rezerwie. Później, do mar­
ca 1945 r. dowódca XLVIII Korpusu Pancernego. Od grudnia 1944 r. generał wojsk pancer­
nych. Po wojnie, do 1947 r. w niewoli amerykańskiej. 

" Gen. Karl Hermann Arndt (ur. 1892 w Kurowie Wielkim, zm. 1981 w Balve-Langen-

holthausen) - niemiecki podoficer od 1908 r., oficer od 1919 r. W Reichswehrze i Wehrmach­
cie dowódca batalionu, a później pułku piechoty - m.in. 68. pp i 511. pp. Z tym ostatnim 
uczestniczy w agresji na Związek Sowiecki. Od marca 1943 r., jako generał-major dowodzi 
293. Dywizją Piechoty, a od listopada tego roku 359. Dywizją Piechoty. W styczniu 1945 r. 
objął LIX Korpus Piechoty, a w kwietniu XXXIX Korpus Pancerny. Po wojnie, do 1947 r. 
w niewoli amerykańskiej. 

68 

background image

wschód od Tarnowa. Z tego powodu generał Schulz zdecydował się na 

atak jeszcze na wschód od Nidy (wzdłuż pozycji A-l) w kierunku północ­

nym na południowe skrzydło zmierzającego na zachód nieprzyjaciela, wie­

dząc dobrze, że nie osiągnie zbyt wiele przy dużej przewadze wroga i że 

operacja raczej zasługuje na określenie „rozpoznania walką". Ale w obliczu 

niejasnej w wielu szczegółach sytuacji wroga było to już spore zwycięstwo. 

17. Armia nie mogła przemieścić znaczniejszych sił na północny brzeg Wi­

sły, bo i jej zagrażało rozpoczęcie nieprzyjacielskiego natarcia 4. i 1. Frontu 

Ukraińskiego, które nastąpiło 15 stycznia, choć nie przy tak dużej przewa­

dze jak na północy. 

Dowództwo Grupy Armii, po niekorzystnym przebiegu wydarzeń 

12 i 13 stycznia w 4. Armii Pancernej z ogromną troską wypatrujące nad­

ciągającej burzy, natychmiast postarało się w naczelnym dowództwie 

wojsk o dostarczenie rezerw. Wielce wątpliwe było, czy zdążą one dotrzeć 

na czas, by zapobiec nieszczęściu jeszcze na polskiej ziemi. Korzyści z tej 

akcji zostaną omówione dalej. 

Wróćmy do 4. Armii Pancernej: północny, XLII Korpus z 291., 88., 

72. i 343. Dywizjami Piechoty i broniącą się najdalej na północ od Wisły 

jednostką zaporową von Ahlfena, został dotknięty przez burzę jedynie 

w części 291. Dywizji. Dlatego stał się źródłem szybkiego pozyskiwania 

rezerw. W południe 13 stycznia jednostka zaporowa wyprawiła więc swo­

ją zasadniczą część, nienaganną pod względem moralnym, osobowym 

i materialnym, czyli 70. Brygadę Pionierów Wojsk Lądowych, z większo­

ścią doskonałego pułku artylerii pułkownika Korcianczyka (obie zmoto­

ryzowane), jako rezerwę armii do marszu pod Kielce. Pojęcie „jednostki 

zaporowej" po odejściu pionierów nie było już wprawdzie adekwatne, po­

zostawiono je jednak, choć oprócz dowódcy i jego pierwszego oficera 

sztabu nie było już ani jednego pioniera, który we właściwym momencie 

odpaliłby tysiące znajdujących się pod lodem min. Od 4 tygodni układa­

no je każdej nocy pod pokrywą lodową na Wiśle przed całym frontem 

jednostki zaporowej. Ponieważ jednak po oddaniu brygady pionierów 

brakowało zapalników, miny te stały się później łatwym łupem dla nie­

przyjaciela i nie mogły spełnić swojego właściwego zadania, czyli wysa­

dzić lód na Wiśle w czasie nieprzyjacielskiego ataku. „Jednostka zaporo­

wa" posiadała więc jedynie 3 bataliony strzelców i jako jednostkę 

podstawową piechoty jeden batalion wyposażony w broń maszynową. 

Najbardziej wartościowym elementem, choć słabym, była artyleria, 

1. zmotoryzowany oddział lekkich haubic polowych. Wieczorem 13 stycz­

nia XLII Korpus poinformował krótko, że w okolicach Kielc rozpętały 

się bliżej nieokreślone walki, jednak w mocy pozostaje dawny rozkaz 

obrony korpusu na obecnej pozycji. Pytanie o granicę armii u sąsiada 

69 

background image

z lewej, 214. Dywizji Piechoty, przyniosło spodziewaną odpowiedź, iż na 

14 stycznia oczekiwane jest natarcie wroga z przyczółków w Puławach 

i Magnuszewie. I faktycznie, rankiem 14 stycznia, jeszcze w głębokim 
mroku, otwarty został ogień bębnowy z taką samą mocą jak dwa dni 

wcześniej na przyczółku w Baranowie. Rozmiary tego wstrząsu może 

uświadomić fakt, że na stanowisku bojowym nieobjętej atakiem jednostki 

zaporowej, leżącym w odległości 10-15 km na południe od przyczółka 
w Puławach, podłogi schronów w trakcie całego huraganu ognia mocno 
się trzęsły. Po krótkim opisie szczegółów w jednostce zaporowej - na 

przykład udanym odparciu rozpoznania walką przez Wisłę, utworzeniu 
flanki obronnej na północnym skrzydle przed głębokim wyłomem u pół­
nocnego sąsiada, 214. Dywizji - nastąpi jeszcze skrócone podsumowanie 
przebiegu wypadków w XLII Korpusie, nim przejdziemy do dramatu 9. 
Armii i tym samym 4. Armii Pancernej: jeszcze wieczorem 14 stycznia, 
a nawet 15 stycznia rano korpus potwierdził ważność ówczesnego zada­
nia. Do południa jednak, ze względu na sytuację pod Kielcami i na za­
chód od nich oraz wskutek wyłomu w 9. Armii, za zgodą OKH czy też 
bez niej, podjęto decyzję o natychmiastowej kapitulacji frontu na Wiśle. 

Rozkaz dla jednostki zaporowej brzmiał: „Natychmiast opuścić front na 

Wiśle, obrona pozycji na tyłach z obu stron Sienna, a także skrzyżowania 
dróg Iłża". Poza tym wiadomo było, że sąsiednia dywizja powinna się 
wycofać na zachód, przynajmniej na pozycję „Hubertus". 

Ponowny opis nieprzyjacielskiego ognia huraganowego, który spadł na 

dywizje 9. Armii, przede wszystkim 17. Dywizję Piechoty oraz 45. i 6. Dywi­
zję Grenadierów Ludowych

94

, staje się zbędny, ponieważ pokazywałby te 

same obrazy. Jednak widoczność znacznie się teraz pogorszyła, bo prócz 

zachmurzonego nieba panowała jeszcze naturalna mgła, wzmocniona przez 
nieprzyjacielskie zadymienie. Straty 6. Dywizji Grenadierów Ludowych 
świadczą o odwadze, z jaką walczyła ta jednostka. Wśród swoich walczą­
cych do ostatniego tchnienia i ostrzeliwujących nieprzyjacielskie czołgi 
z bliskiej odległości grenadierów i kanonierów zginęli dowódcy 18. i 37. 

pułku piechoty wraz z pięcioma dowódcami batalionów, a także dowódca 

1. batalionu 6. pułku artylerii, natomiast dowódca 3. batalionu odniósł ra­

ny i trafił do niewoli, dowódcę zaś 2. batalionu odnaleziono rannego. Zginę­
ło lub zaginęło ośmiu dowódców baterii i niemal wszyscy obserwatorzy ar­
tyleryjscy. 

4

 Volksgrenadierdivision dywizje tego typu powołano w Wehrmachcie w polowie 1944 r. 

Etatowo liczyły około 11 tys. żołnierzy. Oprócz upolitycznienia ich kadry oficerskiej różniły się 

od dywizji piechoty lepszym wyposażeniem w broń maszynowa i automatyczną, a także orga­
niczną artylerią zmotoryzowaną. Miały być nowym, narodowosocjalistycznym typem wojska, 
odpowiedzią na klęski wojenne 111 Rzeszy. 

70 

background image

Żołnierze Waflen-SS stawiali zacięty opór wojskom pancernym ZSRR. Na zdjęciu: obsługa 

armaty przeciwpancernej 5 cm PaK 38 na stanowisku bojowym. Górny Śla.sk. luty 1945. 

Wieczorem resztka 6. pułku artylerii z 36 lekkich haubic polowych

95 

posiadała już tylko 2, a spośród 12 ciężkich haubic

96

 zdolność bojową za­

chowało jedynie 7. Również przydzielony pułk wyrzutni typu Nebelwer-

fer

97

 Specht, trwając aż do ostatniego strzału na placu boju, znalazł swój 

żołnierski koniec. Reszta nieistniejącej już dywizji została w następnych 

dniach przejęta przez 19. Dywizję Pancerną, której, wraz z 25. Dywizją 

Pancerną (XL Korpus Pancerny), podobnie jak XXIV Korpusu Pancer­

nego na południu, nie można już było użyć w akcji. Frankońsko-niemiec-

kosudecka 17. Dywizja Piechoty

98

 na froncie przyczółka w Puławach, 

" Były to najpewniej standardowe w armii niemieckiej w czasie II wojny światowej leFH 18 

kalibru 105 mm lub ich zmodernizowana wersja leFH 18/40 o tym samym kalibrze. 

96

 Najczęściej były to sFH 18 M kalibru 150 mm lub ich następczynie sFH 36, 40, 43 i 44 

o tym samym kalibrze. 

97

 Nebelwerler (niem. „miotacz mgły") - niemiecka wyrzutnia niekierowanych pocisków 

rakietowych, opracowana przez Waltera Dornberga. Na bazie jego prototypu Niemcy wybu­
dowali całą rodzinę broni o różnych podwoziach i kalibrach. Najbardziej znanym modelem 
był 15-cm Nebelwerler 41. składający się z sześciu „rur" połączonych na planie koła. Broń ta 
służyła do prowadzenia zmasowanego ostrzału powierzchniowego. Powstańcy w Warszawie 

jej pociski nazywali „szafami" lub „krowami". 

98 yy Wehrmachcie obowiązywał do końca wojny terytorialny system mobilizacji jedno­

stek, które w związku z tym miały żołnierzy pochodzących głównie z jednego regionu. 17. Dy­
wizja Piechoty powstała w stolicy Frankonii Norymberdze, ale od końca 1938 r. służyli też 
w niej Niemcy pochodzący z zagarniętych po układzie monachijskim czeskich Sudetów. 

71 

background image

z obiema sąsiadującymi Dywizjami Piechoty, 214. i 45., została zaatako­

wana z potężną siłą, ale nie ustąpiła i walczyła równie zaciekle. Zniszczo­

no przy tym 100 czołgów. Była to jednak zaledwie kropla, która spadła 

na rozpaloną skałę, jeśli weźmiemy pod uwagę, że obok otoczonego pier­

ścieniem, wyzwolonego ponownie wieczorem stanowiska dowódcy bata­

lionu przetoczyło się co najmniej 800 czołgów. Także tutaj nie dało się 

więc zapobiec rosyjskiemu przełomowi. 

Topniejąca stopniowo dywizja wyrwała się z pierścienia między Wisłą 

i Pilicą i przedarła się do Odry. Informuje o tym dowódca dywizji, gene-

rał-major Sachsenheimer

99

, wówczas 35-letni, a zatem drugi najmłodszy 

generał w armii, o którego późniejszych walkach na Śląsku będziemy 

jeszcze wielokrotnie opowiadać: 

„Dywizja walczyła po przystąpieniu do zarządzonego przez Korpus od­

wrotu pod moim dowództwem ze zmiennym szczęściem jeszcze przez 5 dni 

bez jakichkolwiek posiłków i bez rozkazów z dowództwa, wciąż jeszcze 

mocno wierząc w to, że w głębi pola walki natknie się na zbudowaną własną 

pozycję. Napotkawszy grupy nieprzyjaciela, oddział przechodził automa­

tycznie do ataku, często intonując przy tym niemiecki hymn narodowy. 

W czasie dwóch starć z silniejszymi nieprzyjacielskimi grupami cała dywi­

zja, licząca jeszcze wtedy tysiące żołnierzy, została porwana przez okrzyki 

«hurra» i melodię hymnu, wołanie i śpiew rozbrzmiewały przez dłuższy 

czas, a żołnierze ponawiali ataki na nieprzyjaciela. Wszyscy walczyli zażar­

cie, aby otworzyć sobie drogę powrotną do Niemiec. Jeszcze piątego dnia 

walk na moich oczach żołnierze Panzerf a ustami ostrzeliwali rosyjskie czoł­

gi, w tym dwa najcięższego typu Józef Stalin

100

. Sytuacja stawała się coraz 

bardziej beznadziejna. Nieprzyjaciel przystępował do walki bardziej plano­

wo, a siły do ataków koncentrycznych wciąż rosły. Od wielu dni brakowa­

ło nam amunicji, a zwłaszcza żywności. Głód coraz bardziej paraliżował 

nasze siły. Kończyła się amunicja. Ale również w tej trudnej sytuacji, gdy 

oddział zmniejszył się do około 1000 żołnierzy i stopniowo był zamykany 

99

 Gen. Max von Sachsenheimer (ur. 1909 w Miihlbach, zm. 1973 we Fryburgu Bryzgowij-

skim) - oficer niemiecki od 1934 r. Jako oficer 75. pp wziął udział w kampanii francuskiej 1940 r. 
i agresji na Związek Sowiecki rok później. Wyróżniał się w walkach w kotle pod Demjańskiem, 
nad jeziorem Pejpus i pod Kowlem. We wrześniu 1944 r. awansowany na pułkownika otrzymał 
komendę 17. DP. W grudniu lego roku mianowany najmłodszym generałem Wehrmachtu. Na 
początku lutego 1945 r. dokonał wypadu za Odrę do Brzegu Dolnego, gdzie zniszczył pozosta­
wione podczas odwrotu zapasy broni chemicznej. Za czyn ten jako 132. żołnierz Wehrmachtu 
otrzymał miecze do Krzyża Rycerskiego. Po rozbiciu grupy bojowej swojego imienia w okoli­
cach Środy SI. walczył na froncie zachodnim. Po wojnie w niewoli amerykańskiej do 1947 r. 

1 0 0

 Opracowany i wprowadzony do walki w 1943 r. czołg ciężki IS-2 (losif Stalin) był 

oprócz wdrożonego w ostatnich tygodniach II wojny światowej IS-3 najcięższym sowieckim 
czołgiem. Jego masa 46 ton i uzbrojenie w armatę D-25T kalibru 122 mm pozwalały mu na 

podejmowanie skutecznej walki nawet z niemieckimi Tygrysami. 

72 

background image

w nieprzyjacielskim pierścieniu, nie pojawiły się żadne objawy paniki. Po 
wyczerpaniu się amunicji wysadzano i niszczono działo po dziale. Ostatnie 
działo piechoty pod dowództwem kapitana Reinhardta po wystrzeleniu 
ostatniego granatu próbowano jeszcze wyprowadzić z pierścienia galopem 
w poszóstnym zaprzęgu. Jednak kleszcze były zaciśnięte już tak mocno, że 
próba ta nie mogła się powieść; konie i działo strawił koncentryczny ogień 
wroga, ale żołnierze zdołali się uratować. W samym środku jasnego dnia 
pozostałe części grupy bojowej wyrwały się z oblężenia, w czym bardzo po­
mógł im kawałek lasu wysunięty na wschód. Od tego momentu każdy był 
zdany wyłącznie na siebie". Również działo generała Sachsenheimera zo­
stało wysadzone, a on sam, doskonały strzelec - pozbywając się licznych 
prześladowców - przedarł się z kilkoma artylerzystami do „wędrującego 
kotła"

1 0 1

, który zostanie opisany w kolejnym rozdziale. 

Poszczególne działania, te już opisane i wiele innych, wartych uwagi 

gwoli kompletności obrazu, nie powinny zaciemniać oceny całości. Dlate­
go też najpierw określimy w najważniejszych punktach sytuację 16 stycz­
nia między północnym skrajem Beskidów a Warszawą. Nim przejdziemy 
do opisu walk na samym Śląsku, oddajmy należne miejsce akcji, zupełnie 
słusznie nazywanej „wędrującym kotłem". Bez niej zaraz potem, w czasie 
walk na Śląsku, armia byłaby uboższa o około 100 000 żołnierzy i o cen­
ne sztaby dowódcze. Dlatego właśnie powstawanie i wędrówka tego kotła 
do i z oblężenia stanowi organiczną część walki o Śląsk. 

Przed natarciem 4. i 1. Frontu Ukraińskiego na południe od górnego 

biegu Wisły (początek 15 stycznia) 17. Armia do 16 stycznia wycofała się 
za Białą i za Dunajec (pozycje A-l i A-2). Wreszcie wykorzystano pozycje 
na tyłach. Zatem groźba przełamania w tym miejscu nie istniała. Na pół­
noc od górnej Wisły wróg napotkał tylko niewielki opór i już 15 stycznia 
szerokim frontem przekroczył nieobsadzoną pozycję A-l oraz, w okoli­
cach Miechowa, obsadzoną niewielkimi siłami pozycję A-2. 16 stycznia 
pierwsze czołgi przekroczyły w połowie drogi linię łączącą pozycję A-2 
i B-l. Na wschód od Nidy wyprowadzone na północ natarcie 359. Dywi­
zji Piechoty mogło tylko nieznacznie wyhamować tempo nieprzyjaciela. 

Dywizja ta musiała teraz udać się w drogę na zachód. Również niewiele 
sukcesów pisanych było 75. Dywizji Piechoty, od 11 stycznia przejętej 

przez Grupę Armijną „Heinrici", cofającą się na północ od Krakowa. 

Dla wroga, dysponującego znaczną przewagą na szerokim froncie, obej­

ście pojedynczej i do tego niekompletnej dywizji na pozycji A-2 było ła­
twym zadaniem. 

1 0 1

 Wandemde Kessel

 (niem. „wędrujący kocioł") - od wiosny 1944 r. cofające się ze wscho­

du wojska niemieckie były wielokrotnie okrążane przez Sowietów i musiały w walkach, tracąc 
często większość sprzętu, przebijać się na zachód. 

73 

background image

Rezerwy napływające zwartym nurtem z przyczółka pod Baranowem 

po części słusznie skręciły na północ, aby zniszczyć nasz XXIV Korpus 

Pancerny i XLII Korpus Armijny. Ponieważ siły wyruszające z przyczół­
ka pod Puławami od 14 stycznia spotkały się na wyciągnięcie ręki ze swy­
mi południowymi towarzyszami na kierunku południowo-zachodnim, 
przyszłość obu niemieckich korpusów w owym czasie wyglądała źle. 

1. Front Białoruski od przyczółka pod Magnuszewem do północnych 

granic Warszawy uderzył na północ od Pilicy z 1. i 8. Armią Pancerną 
Gwardii na Łódź, podczas gdy 2. Armia Pancerna skręciła na północny za­
chód, na Płock, aby okrążyć Warszawę. Załoga Warszawy - i tak dysponu­

jąca niewielką siłą bojową - wyruszyła w nocy z 16 na 17 stycznia, łącząc 

się w ramach XLVI Korpusu z walczącymi na północ od Pilicy częściami 9. 
Armii, które tuż potem pod Płockiem zostały wyparte na północ przez Wi­
słę do 2. Armii niemieckiej i dlatego nie wzięły udziału w walkach o Śląsk. 

Ponieważ w tamtym czasie wróg słabiej napierał na południe od Pilicy, 

XL Korpusowi Pancernemu udało się wraz z pozostałościami 19. Dywizji 
Pancernej (z częściami 6. Dywizji Grenadierów Ludowych na wozach bo­

jowych) i 45. Dywizją Grenadierów Ludowych uciec przed wrogiem na 

zachód przez Łódź. Grupa Armii wydała sensowne w tej sytuacji zarzą­
dzenie, by jak najszybciej wyciągnąć stamtąd sztab VIII Korpusu Armii, 
który w obliczu braku oddziału stał się tutaj zbędny. Nietknięty przez 
wroga, 16 stycznia wieczorem udał się do Piotrkowa, a potem, 17 stycz­
nia, szybkim marszem najpierw w kierunku zachodnim, by potem na te-

Grenadierzy pancerni, ubrani w zimowe, biate kombinezony maskujące, pozujący do 

wspólnego zdjęcia w trakcie rzadkiej chwili wytchnienia w działaniach bojowych. Dolny 

Sla.sk. wczesna wiosna 1945. 

74 

background image

renie Śląska skręcić na południe i dotrzeć do Opola. Jego nowe zadanie, 

budowa obrony granic Śląska, zostanie omówione później. 

Główne rysy położenia 16 stycznia obrazują całkowitą klęskę Grupy Ar­

mii „A": większość oddziałów 4. Armii Pancernej i 9. Armii była rozbita, do­

stała się do niewoli lub została wysadzona. Oba naczelne dowództwa były 

pozbawione łączności, straciły orientację co do działań oddziału i dlatego 

- zupełnie bez swojej winy - stały się niezdolne do dowodzenia. Teraz siłą 

rzeczy musiały oddać dalszy bieg wypadków inicjatywie oddziałów, które za­

chowały pewną zdolność bojową. A dla nich samych jedynym właściwym 

rozwiązaniem, które zresztą obrały, było wycofanie się na zachód, gdzie na 

tyłach, w dostatecznej odległości od postępującego za nimi w szybkim tem­

pie wroga, mogły odzyskać zdolność dowodzenia. Najwidoczniej swoboda 

działania była już nie do odzyskania. Ziejąca w „wielkim łuku Wisły", nie­

mal niebroniona wyrwa szerokości prawie 300 km była zbyt wielka, naszych 

strat nie dało się natomiast jeszcze wtedy ocenić. Wątpliwe było także, czy 

Hitler po takiej nauczce zdecyduje się przenieść strategiczny ciężar walk na 

wschód. Bo zwolnienie generała Harpego, który nie ponosił żadnej winy za 

tę klęskę, i powołanie generała Schórnera z Kurlandii nie było jeszcze wcale 

oznaką zmiany podejścia. Nawet doprowadzenie pewnych rezerw nie po­

twierdzało jeszcze zmiany stanowiska Hitlera. Z Prus Wschodnich, którym 

również nie zbywało na żołnierzach, wieczorem 16 stycznia na obszarze 

Piotrków - Łódź - Kutno i na zachód stamtąd pojawiły się pierwsze oddzia­

ły Korpusu Pancernego „GroBdeutschland"

102

: Dywizja Grenadierów Pan­

cernych „Brandenburg"

103

 i Pancerno-Spadochronowa Dywizja „Hermann 

Góring"

104

. Na zachodzie około 16 stycznia oczekiwano 269. i 712. Dywizji 

Piechoty, a z Węgier obiecano 8. i 20. Dywizję Pancerną. I to było wszystko. 

1 0 2

 Korpus Pancerny „GroBdeutschland" (niem. „Wielkie Niemcy") - elitarna jednostka 

Wehrmachtu wywodząca się od berlińskiego pułku wartowniczego. Najpierw jako Pułk Piecho­
ty Zmotoryzowanej „GD", następnie od 1942 r. Dywizja Piechoty „GD". W 1943 r. przemiano­
wana na Dywizję Grenadierów Pancernych „GD". Od września 1944 r. jej oddziały weszły 
w skład Korpusu Pancernego „GD". Ten rozbity został w styczniu 1945 r. w okolicach Łodzi. 

1 0 3

 Dywizja Grenadierów Pancernych „Brandenburg" -jednostka powstała na bazie nie­

mieckich oddziałów do zadań specjalnych (dywersyjnych), zwanych od miejsca szkolenia 
„brandenburczykami". Od września 1944 r. jako typowa jednostka liniowa walczyła w Chor­
wacji. Później przerzucona do Prus Wschodnich, a stamtąd jako część Korpusu Pancernego 
„GroBdeutschland" walczyła pod Łodzią i Piotrkowem oraz w tzw. korytarzu łużyckim nad 
Odrą. Kapitulowała w północnych Czechach. 

1114

 Pancerno-Spadochronowa Dywizja „Hermann Góring" powstała w lipcu 1943 r. na bazie 

jednostek tyłowych rozbitej w Tunezji Dywizji „HG". wystawionej wcześniej przez policję nie­

miecką. Dywizja toczyła ciężkie walki w obronie Sycylii w 1943 r., a później pod Salerno i Anzio. 
W 1944 r. przerzucona została na front wschodni. Nad Wisłą walczyła z Sowietami. Jej oddzia­
ły brały też udział w tłumieniu powstania warszawskiego. Od września 1944 r. rozbudowana do 
rozmiarów Korpusu Pancerno-Spadochronowego „HG". Jego jednostki toczyły następnie wal­
ki na nizinie polskiej i w obronie linii Odry. a rozbite zostały podczas odwrotu na zachód. 

75 

background image

Nasze rozważania na temat tak groźnego dla życia i losu Ślązaków ob­

razu sytuacji z 16 stycznia 1945 r. niech zakończy cytat z końcowej oceny 

dokonanej przez Eike Middeldorf, oceny wyróżniającej się zwięzłością, 

jasnością i siłą przekonywania: 

„Podsumowując, powiedzieć można, że rosyjskie prowadzenie natarcia 

w dużej mierze stanowiło wierne, lustrzane odbicie niemieckich procedur 

ataku z lat 1941-1942. Dawnemu mistrzowi nie było dane się przed nim 

obronić, ponieważ rozkazy Hitlera obróciły wniwecz niemieckie spraw­

dzone zasady obrony, czyniąc je ich przeciwieństwem. Bezsensowne ofia­

ry niemieckich jednostek pod Moskwą i Stalingradem zrodziły tak nieko­

rzystny stosunek sił, że mimo zastosowania środków, które można 

byłoby określić jako genialne, nie dało się zapobiec przełamaniu obrony 

przez liczne oddziały rosyjskich czołgów. Poza tym Hitler nałożył na nie­

mieckie dowództwo operacyjne i taktyczne pęta, które pozwoliły Rosja­

nom działać tak, jak my działaliśmy na przełomie roku 1941/1942 i które 

zmusiły nas, byśmy prowadzili walkę w sposób zakazany przez nasze 

przepisy"

105

Cytat ten stanowi znakomitą ilustrację sytuacji, w której po wojnie niemieccy wojskowi, 

w

 imię budowania legendy „rycerskiego Wehrmachtu", całą winą za zbrodnie i klęski III Rze­

szy obarczyli tylko Hitlera i bliżej nieokreślonych nazistów. 

background image

„Wędrujący kocioł" 

Zdolne jeszcze do walki części 4. Armii Pancernej i 9. Armii schodzą się 

pod Białaczowem w okolicy Kielc po 18 stycznia

 - Przełom zapoczątkowa­

ny nocą pod Paradyżem zostaje zatrzymany 19 stycznia - W południe 

przybywa generał Nehring ze swymi czołgami i otwiera drogę ku Pilicy -
przejście przez rzekę 20 stycznia - 21 i 22 stycznia gęsta mgła chroni

,, wę­

drujący kocioł", który zostaje przechwycony nad Wartą przez przybyły 
z Prus Wschodnich Korpus Pancerny „Grofideutschland" - „Wędrujący 
kocioł" liczący 100 000 żołnierzy do końca stycznia dociera do Głogowa 

(por. mapa nr 1 w załączniku) 

G

oebbelsowska propaganda oczywiście dokładała wszelkich starań, 

by narodowi niemieckiemu przedstawić wyrwanie się z okrążenia 

jako zwycięstwo. Ale to nie były zwycięstwa! Były to jednak wielkie sukce­

sy mężnych oddziałów, okupione oczywiście potężnymi stratami, zwłaszcza 

materialnymi. Znamy na przykład „kocioł czerkaski" z 1943 czy „kocioł 

Hubbego" z 1944 r. Wina za takie kotły odsłania jedynie najcięższe błędy 

w dowodzeniu, wynikające się z uporu Hitlera i jego niezdolności do oceny 

realnej sytuacji. Oprócz tego wzbogaciły one oczywiście doświadczenie za­

równo oddziałów, jak i dowództwa, i zahartowały ich wolę. 

Najpóźniej 15 stycznia dowódcy oddziałów XXIV Korpusu Pancerne­

go i XLII Korpusu Piechoty w 4. Armii Pancernej zorientowali się, że 

pierścień wokół nich wkrótce się zamknie, o ile już się to nie stało. Bo gdy 

pozwolono wreszcie wysuniętym najbardziej na wschód oddziałom XLII 

Korpusu opuścić front na Wiśle, poczynając od południa 15 stycznia, ła­

two było obliczyć, że pierwsze nieprzyjacielskie czołgi, które przedarły się 

12 stycznia, wyprzedzają główne siły o około 150 km. 

Przyczyn sukcesu stopniowego odnajdywania się, łączenia, walki i mar­

szu w odwrocie w owym „wędrującym kotle", dowodzonym od 19 stycznia 

przez generała wojsk pancernych Nehringa, dowódcę XXIV Korpusu Pan­

cernego, było kilka. Istotnym warunkiem wstępnym był wykrystalizowany 

w porę zamiar generała Nehringa i jego dowódców dywizji, generałów: von 

77 

background image

Mullera i Jauera

106

, by w żadnym wypadku nie pozostawiać w potrzebie 

dywizji piechoty XLII Korpusu, nawet jeśli w tej trudnej sytuacji nie było 

wiadomo, gdzie i jak pomoc tę można by im było dostarczyć. Wszelkie 

osiągnięcia od Wisły po Odrę były więc efektem dobrego przygotowania 

i wyszkolenia oraz długoletniego doświadczenia bojowego na wschodzie. 

Wzajemna więź, wola walki i koleżeńska solidarność wspierały się na bar­

dzo stabilnej moralności, wystawionej jednak na ciężką próbę przygnębiają­

cych doświadczeń klęski. Wszystkimi kierowało mocne i niezłomne pra­

gnienie wolności, a warunkiem jej zdobycia było zachowanie zdolności 

bojowej. Dowódca jednostki zaporowej von Ahlfen, po opuszczeniu pozy­

cji na Wiśle, znalazł się świtem 16 stycznia na pozycji straży tylnej, gdy po­

śpiesznie przekazany drogą radiową rozkaz XLII Korpusu wezwał go na 

stanowisko dowodzenia w miasteczku Iłża. Tam otrzymał ostatni radiowy 

osobisty rozkaz otaczanego powszechnym szacunkiem generała dowodzące­

go Recknagela

107

, który dwa dni później wraz ze swoim szefem sztabu kor­

pusu pułkownikiem von Drabichem-Waechterem zginął w walce wręcz. 

„Jednostka zaporowa, broniąc skrzyżowania dróg w Iłży, kontynuuje po­

spieszny marsz na pozycję Hubertus, którą trzeba obronić. Chodzi przy 

tym o obronę północnego skrzydła Korpusu wycofującego się na zachód". 

Tak brzmiał rozkaz, zakończony zawołaniem z głębi serca: „Niech Bóg ma 

Pana w opiece!". Na południe od Iłży prócz jedynego własnego batalionu 

1(16

 Gen. Dietrich von Muller (ur. 1891 w Malchow, zm. 1961 w Hamburgu) oficer niemiec­

ki od 1916 r. Po I wojnie światowej występuje z armii, ale wraca do niej w 1934 r., wstępując do 
5. pp., z którym walczył w Polsce i we Francji w latach 1939- 1940. We wrześniu 1941 r. obejmu­

je dowództwo 5. pułku strzelców, przemianowanego następnie na 5. pgren.panc. W 1943 r. prze­

niesiony zostaje do Szkoły Wojsk Pancernych do Krampnitz jako wykładowca, a stamtąd do 
sztabu Inspektora Wojsk Pancernych gen. Heinza Guderiana. Jesienią 1944 r. obejmuje 16. Dy­
wizję Pancerną, której resztki wyprowadził w „wędrującym kotle" w styczniu 1945 r. W kwietniu 
został wzięty do niewoli przez czeskich partyzantów, którzy przekazali go Rosjanom. Z ich nie­
woli wrócił w 1955 r. 

Gen. Georg Jauer (ur. 1896 w Liskach, zm. 1971 w Greven) - oficer niemiecki od 1915 r. 

Walczył jako oficer artylerii w I wojnie światowej. Później w Reichswehrze m.in. w 2. pruskim 
pułku artylerii w Szczecinie. Do października 1940 r. pracownik Wydziału Personalnego Wojsk 

Lądowych. Później dowódca 29. part., a od marca 1942 r. pułku artylerii „GroBdeutschland". 

Od stycznia 1943 r. dowódca 20. Dywizji Piechoty (Zmot.). od czerwca tego roku 20. Dywizji 
Grenadierów Pancernych. Od marca 1945 r. dowódca Korpusu Pancernego „GroBdeutsch­
land". 

1 0 7

 Gen. Hermann Recknagel (ur. 1892 w Strauchmuhle. zm. 1945 w okolicy Piotrkowa 

Tryb.) - oficer niemiecki od 1914 r. Po I wojnie światowej służył we Freikorpsach. Od 1921 do 

1934 r. w cywilu. Następnie dowódca batalionu i dowódca 54. pp. Wraz z nim wziął udział 

w napaści na Polskę w 1939 r. i na Francję latem 1940. W agresji na Związek Sowiecki ranny 
pod Winnicą. Od stycznia 1942 r. dowodził 111. Dywizją Piechoty, a od jesieni Grupą Korpu-
śną swojego nazwiska, walczącą nad Morzem Azowskim. W kwietniu 1944 r. objął XLII Korpus 

Piechoty, który następnie przeniesiono z Bałkanów nad Wisłę. Poległ w okolicach Piotrkowa 

Tryb. w czasie odwrotu. 

78 

background image

artylerii Alex na pozycji znajdowały się jeszcze dwie inne baterie moździerzy 

(21 cm)

108

, wspierające zapasowy batalion polowy broniący Iłży. Piechota 

dysponująca przewagą na rozciągniętym odcinku frontu znajdowała się od 

wschodu i północy w natarciu na Iłżę, ostrzeliwaną przez granatniki. Liczne 

wnioski dowódcy zapasowego batalionu polowego o przerwanie walk mu­

siały zostać odrzucone. Gdy po wydaniu ostatnich zarządzeń dowództwo 

oddziału wsiadło do transportera opancerzonego SPW, aby udać się 

w miejsce, skąd będzie można dowodzić ruchami wojsk przemieszczający­

mi się na wschód od Iłży, dla dowódcy było już jasne, że w tej sytuacji bę­

dzie musiał walczyć sam tym jednym transporterem opancerzonym. Gdyby 

bowiem skrzyżowanie dróg zbyt wcześnie wpadło w ręce wroga, Sowieci za 

szybko uzyskaliby swobodę ruchu również wobec znajdujących się dalej na 

południe dywizji, szykujących się do odwrotu na zachód. Dlatego w ostat­

nim rozkazie Korpusu żądano obrony Iłży. Istniało też niebezpieczeństwo, 

że u nienawykłych do boju rekrutów zapasowego batalionu polowego od­

jazd transportera spowoduje przedwczesne poddanie pozycji. Postawiłoby 

to pod znakiem zapytania również zmianę pozycji cennej artylerii. Samotny, 

zręcznie krążący, strzelający to stąd, to stamtąd transporter opancerzony 

zakończył walkę, prowadzoną z wozu i pieszo, z rozpłatanym bokiem, 

przestrzeloną i pospiesznie załataną gąsienicą; ranny też został osobisty or-

dynans kapitana Knappmana z 16. batalionu saperów pancernych. Pomi­

jając zaskoczenie wprowadzonego w błąd przeciwnika, jak zwykle kluczem 

do sukcesu, pomnożonego teraz jeszcze celnością ostrzału zabezpieczonej 

wymianami na pozycji artylerii, na przykład trafieniem z moździerza w sam 

środek kolumny marszowej, była celność kilku zaledwie strzelców (1 kara­

bin maszynowy i kilka pistoletów maszynowych). Wyhamowano nieprzy­

jacielskie tempo na tyle, że udało się oderwać od wroga i pomaszerować na 

zachód. Nieprzyjacielskie samoloty dniem i nocą latały nad zatłoczoną dro­

gą ze Skarżyska-Kamiennej na zachód, którą zamierzano zrazu obrać jako 

szlak odwrotu. Oddziały pozostały więc na północnych, bocznych drogach. 

W imię prastarej zasady, zgodnie z którą las jest sojusznikiem słabszego, 

jednostka zaporowa, wzmacniana tymczasem bronią i obsadą przez kolejne 

rozbite oddziały, przedarła się przez rozległe bory górskie w okolicach Łysej 

Góry. Przekraczając szlaki prowadzące z północy na południe, szczęśliwym 

trafem nie natknęła się na rosyjskie czołgi, lecz jedynie na ślady ich gąsie­

nic. 17 stycznia pozostawiono wszystko, co nie służyło bezpośrednio walce 

lub zaopatrzeniu oddziałów. Najbardziej dotkliwy był bowiem brak pali­

wa. Dzięki Bogu, gęsty las skrywał przed wrogiem pochodnie licznych po­

jazdów. Nie udało się natomiast nawiązać połączenia radiowego. Radiosta-

Mórser 18 kalibru 210 mm byt tak naprawdę ciężkćj haubicą z gwintowani! lufą. 

79 

background image

cja jednej z jednostek 9. Armii podała wreszcie bardzo słabo Opoczno jako 

korzystny kierunek wyjścia z okrążenia (była to radiostacja XL Korpusu 

Pancernego, jak wynikło z korespondencji z emerytowanym pułkownikiem 

sztabu generalnego, szefem sztabu generalnego tego korpusu). 18 stycznia 

po udanym nocnym marszu - w ogólnym kierunku Opoczna - nieomylne 

sygnały ostrzegawcze, takie jak przerażone twarze mieszkańców i nagle 

opustoszała droga, w samą porę skłoniły dowództwo do podjęcia decyzji, 

by skręcić na zachód, na Białaczów, gdzie pod ostrzałem lecącego nisko 

Rosjanina po południu natknięto się na generała Nickela

109

 z częściami je­

go 342. Dywizji i innymi resztkami XLII Korpusu (dywizje 72., 88., 291.). 

„Co pan przywiózł?" - tak brzmiało pierwsze pytanie. Najcenniejszym uzu­

pełnieniem był kompletny oddział artylerii z 12 haubicami, a także jeden 

wóz opancerzony. Tutaj, w aptece w Białaczowie, narodził się pomysł noc­

nego przełamania pod Paradyżem (12 km na zachód od Białaczowa). Bar­

dzo istotnym, dla tego pomysłu wręcz zasadniczym warunkiem było nawią­

zanie łączności z generałem Nehringiem przez przybyły właśnie patrol 

rozpoznawczy XXIV Korpusu Pancernego. Generał, który wraz z resztka­

mi korpusu wyruszył na północ z okolic Kielc, natknął się 18 stycznia pod 

Przysucha na przeważające siły wroga. Wierny słusznej zasadzie, by nie an­

gażować się w walkę z silniejszym, spojrzał na zachód i odnalazł drogę do 

generała Nickela. Według udzielonej Nickelowi instrukcji jego oddziały 

najpóźniej od 19 stycznia w południe mogły liczyć na wsparcie szykującego 

się również do przedarcia na drugą stronę XLII Korpusu Pancernego. 

19 stycznia około 3.00 nad ranem wspierane niespodziewanym ogniem 

5 dział szturmowych oddziały wpadły na pozycję wroga w Paradyżu. Nie 

udało się jednak, tak jak planowano, przełamać linii do godziny 12.00, 

wróg wprowadził bowiem od południa do walki nowe siły wyposażone 

w czołgi. Rysujący się przed południem kryzys nie uszedł uwagi dowódcy 

grupy zaporowej, zabezpieczającego i prowadzącego rozpoznanie na pół­

noc od Paradyża. I tak jak Wellington pod Waterloo zawołał: „Gdybyż tyl­

ko była noc albo gdyby nadeszli Prusacy!", tak tutaj druga część zdania 

brzmiała: „albo gdyby nadeszły czołgi Nehringa!". I wtedy nagle rozległ się 

okrzyk: „Czołgi na tyłach! Nie strzelać z Panzerfaustów!". W górzystym te­

renie niemieckie krzyże nie były bowiem widoczne. Ledwie jednak przygoto­

wano się do ostrzału, rozpoznano, że są to niemieckie czołgi. Na samym 

przedzie jechał generał Nehring, który po krótkim wprowadzeniu w jasną, 

"' Gen. Heinrich Nickel (ur. 1894 w Wesel, zm. 1979 w Lingen) oficer niemiecki od 1916 r. 

Po I wojnie światowej w Reichswehrze dowódca batalionu 26. pp. Z nim wziął udział w walkach 

w Polsce, we Francji i na froncie wschodnim. Od jesieni 1941 r. dowódca 502, pp. Od maja do 

września 1943 r. w rezerwie, a później dowódca 342. Dywizji Piechoty, z którą walczy do końca 

wojny. W niewoli do roku 1948. 

80 

background image

Niemieckie działo samobieżne ..Hiimmel" z haubicą kalibru 15 cm. Na szczególna uwagę 

zasługują, gąsienice wozu, które zostały poszerzone o tzw. Ostketten. Litera G na nadbudowie 

jest zapewne oznaczeniem wozu w jednostce lub baterii, Gcirny Śla.sk, zima 1945. 

lecz teraz już groźną sytuację wydał rozkazy, posługując się transporterem 

opancerzonym jako praktycznym, szybkim i skutecznym w terenie środ­

kiem dowodzenia. Bez znaczących strat własnych całkowicie zaskoczony 

wróg, zarówno w tym miejscu, jak i podczas dalszego marszu, pod ostrza­

łem licznych czołgów został wypchnięty nad Pilicę. Wieczorem 19 stycznia 

większość oddziałów dotarła do Pilicy między Tomaszowem i Sulejowem. 

Taka była pomoc korpusu generała Nehringa! 

Od tego momentu generał objął dowodzenie nad „wędrującym kotłem". 

342. batalion saperów (342. Dywizji) znalazł stabilny, lecz niewystarczają­

cy dla większych obciążeń drewniany most. Zamiast przepisowych środ­

ków, na które zabrakło czasu, wzmacniano go jedynie uzupełnianymi co ja­

kiś czas warstwami chrustu - sprawdziła się zrodzona z potrzeby chwili 

metoda. Podejmowano jeszcze inne działania, przygotowujące do przejścia 

szerokim frontem przez lód i do przeprowadzenia ciężkich czołgów, wróg 

natomiast niespodziewanie i szczęśliwym dla nas trafem ograniczał się do 

rozpoznania z ziemi i z powietrza, które zdołaliśmy szybko odeprzeć. Na 

przeprawę, którą wreszcie udało się przeprowadzić, czekały tu tysiące cia­

sno stłoczonych żołnierzy! Po dotarciu do zachodniego brzegu oddziały 

81 

background image

przekroczyły solidną pozycję na tyłach (pozycję A-2). Fakt, że była ona 

nieobsadzona, nie wpłynął dobrze na żołnierzy. Utrzymujący się mróz 
i cienka warstwa śniegu umożliwiały wprawdzie dalszy, płynny marsz bocz­
nymi drogami, jednak otwarty teren między Piotrkowem a Łodzią, który 
na dłuższych odcinkach nie dawał schronienia ani przed samolotami, ani 

czołgami, przysparzał wiele trosk. Ale już w nocy z 20 na 21 stycznia, po 
zrzuceniu po raz pierwszy bardzo małej ilości benzyny, niezwykle gęsta 

mgła całkowicie skryła niekończącą się kolumnę marszową przed nieprzyja­

cielem, wypatrującym nas z samolotów i czołgów - i pozostała tak aż do 
Warty, do której oddziały dotarły 22 stycznia na południe od Sieradza. 
Gdyby nie ten nieprzewidziany uśmiech losu w postaci owej mgły, los „wę­
drującego kotła" byłby tutaj niewesoły. Utworzone z części 16. Dywizji 
Pancernej czoło czołgów ostrzelało 21 stycznia w Dłutowie (na południe od 

Pabianic) nieprzyjacielski batalion piechoty. Niedługo przedtem doszło do 
innej, niewielkiej strzelaniny. Opisujemy to właściwie całkiem marginalne 

wydarzenie, ponieważ posiada ono typowe cechy. Wyobraźmy sobie od­
dział, który od około 10 dni bez odpoczynku i regularnego zaopatrzenia 
w pośpiechu przemieszcza się na zachód. Ludzie są potwornie zmęczeni, 
a ich zdolność koncentracji słabnie. Nie da się uniknąć przejścia wielkiej 
kolumny marszowej na pewnym odcinku główną drogą Łódź - Piotrków 
w kierunku Łodzi; później kolumna schodzi na polną drogę prowadzącą na 
zachód. Na rozstaju dróg jedna z ciężarówek zatrzymuje się przodem na 
południe, nikt na skutek zmęczenia nie dostrzegł jej. Ruskiego zauważył 
dopiero nasz żołnierz obsługujący karabin maszynowy w transporterze 
opancerzonym i natychmiast go zastrzelił, a kolumna marszowa w ogóle te­
go nie zauważyła. Decyzja generała Nehringa co do obrania kierunku mar­
szu na południe od głównej drogi z Łodzi od Sieradza była słuszna, bo tu, 
w porównaniu z główną drogą, prawdopodobieństwo wystąpienia przewa­
żających sił wroga było mniejsze. Ale troska o pomyślne zakończenie „wę­
drującego kotła" stawała się coraz większa, bo naturalną koleją rzeczy siły 
z dnia na dzień słabły. Paliwo było teraz ważniejsze niż chleb, bez którego, 
na ziemniakach, dało się przeżyć. Na zachód od Pilicy batalion artylerii 
Alex z oddziału zaporowego, który jeszcze nie dotarł w komplecie nad Pili­
cę, dysponował jedynie 6 działami. Sześć cennych haubic musiano bowiem 
wysadzić wraz z ciągnikami z powodu braku paliwa (u bram Głogowa po­
zostały już tylko 2). Był to powszechny stan. Obszar marszu znaczyły nie 
tylko ostrzelane przez wroga pojazdy, często z martwymi załogami. Co­
dziennie rozlegały się detonacje wysadzanych dział, dla których nie dało się 

już zorganizować paliwa. Oczywiście, niemiecki żołnierz dostatecznie za­

hartował się na wschodzie, by takie obrazy mogły odebrać mu odwagę 
i wolę walki. Ale każdego, od generała do najprostszego żołnierza, nurto-

82 

background image

wało pytanie o koniec. Czy zdołamy dotrzeć przed wrogiem na Śląsk? Lo­

tem błyskawicy obiegły nas dwie dobre, napełniające nową nadzieją wiado­

mości z kolumny marszowej, z 21 i 22 stycznia: nasza szpica pancerna na­

potkała zwiadowczą pancerną jednostkę rozpoznawczą z Korpusu 

„GroBdeutschland", przede wszystkim jednak, nad Wartą na południe od 

Sieradza, przejął nas przyczółek „GroBdeutschland". 

Korpus, przetransportowany -jak wiemy - koleją z Prus Wschodnich, 

miał się nie najlepiej. Zgodnie z rozkazem najwyższego dowództwa, kom­

pletnie oderwanym od rzeczywistości, miał on zostać wysadzony między 

Piotrkowem, Łodzią i Kutnem, a więc na odcinku długości 100 km, i ata­

kiem powstrzymać zmasowany pochód wroga. Uczeń dobrze posługujący 

się cyrklem byłby w stanie wyliczyć, że oddziały wysadzone w rejonie roz­

winięcia, położonym tak daleko po stronie wroga, jeszcze w trakcie wyła­

dunku będą zmuszone do potyczek. Generał von Saucken

110

, dowodzący 

korpusem „GroBdeutschland", przybyły do Łodzi 18 stycznia, stanął 

więc przed trudną decyzją. Zarządzona przez najwyższe dowództwo kon­

centracja jego korpusu na terenie wroga nie udała się. Wszystkie wysa­

dzane po stronie wroga oddziały musiały zaciekle stawiać opór rosnącej 

przewadze wroga. O realizacji ich pierwotnego zadania, czyli uderzenia 

na południowy wschód w celu zamknięcia wyłomu, nie mogło nawet być 

mowy. Pojawiło się więc nowe zadanie: połączenia się z oddziałami znaj­

dującymi się w odwrocie. Czy będzie to „wędrujący kocioł", kto miałby 

nim dowodzić, dokąd i jak miałby się przemieszczać - tego 22 stycznia ge­

nerał von Saucken nie mógł jeszcze wiedzieć. Jak miałby z powodzeniem 

zrealizować swoje zamiary? Wysyłając swój nadwerężony już w trakcie 

wyładunku korpus dalej na wschód, narażał się na niebezpieczeństwo cał­

kowitej utraty oddziałów. To nic by nie dało. Dlatego zdecydował się 

skoncentrować obie dywizje na tyłach, nad Wartą, w okolicach Sieradza, 

aby zebrać swój korpus i wyciągnąć w stronę „wędrującego kotła" silną 

i pewną dłoń właśnie na zagrożonym przez nieprzyjaciela odcinku Warty. 

Za to jeszcze dziś generałowi von Saucken należy się podziękowanie od 

Ślązaków. Bo bez tej decyzji, którą udało się zrealizować, wielce wątpliwe 

1 1 0

 Gen. Dietrich von Saucken (ur. 1892 w Fischhausen, zm. 1980 w Monachium) oficer 

niemiecki od 1912 r. W czasie I wojny światowej w elitarnych oddziałach gwardii. Później 

w Reichswehrze. Wykładowca taktyki i dowódca 2. pułku jazdy, z którym walczy w Polsce 

i we Francji. Następnie w broni pancernej w agresji na Związek Sowiecki. Od grudnia 1941 r. 

dowódca 4. Dywizji Pancernej. W sierpniu 1942 r. objął kierownictwo Szkoły Wojsk Pancer­

nych w Krampnitz. Od maja 1943 r. ponownie dowódca 4. DPanc. Rok później objął do­

wództwo III Korpusu Pancernego, a później XLIX KPanc. Od grudnia 1944 r. organizował 

nowy Korpus Pancerny „GroBdeutschland". którym dowodził podczas wielkiej sowieckiej 

ofensywy w styczniu 1945 r. Później w rezerwie do marca. Następnie dowódca iluzorycznej 

Armii Prus Wschodnich. Po wojnie w niewoli sowieckiej do 1955 r. 

83 

background image

Niemiecki żołnierz z oddziału łączności przyjmujący rozkaz z dowództwa. Dolny Śląsk, 

1945. 

jest, czy liczne oddziały, walczące potem na Śląsku, po skutecznym do tej 

pory odwrocie nad Wartą, nie znalazłyby teraz przedwczesnego końca. 

W obliczu faktu, iż zawiniona przez najwyższe dowództwo pierwsza błęd­

na koncentracja Korpusu „GroBdeutschland" nosi znamiona „zbyt kosz­

townego dowodzenia", zacytujmy ocenę ówczesnego pierwszego oficera 

sztabu generalnego Dywizji „Brandenburg", emerytowanego podpułkow­

nika dr. Erasmusa: 

„Nakazane 13 stycznia 1945 r. przemieszczenie obu dywizji, «Branden-

burg» i «Hermann Góring», było obarczone tym samym błędem, który 

prowadził do klęsk już przy wcześniejszych okazjach w kampanii wschod­

niej: koncentracja i rozwinięcie operacyjnych rezerw interwencyjnych na­

stąpiły mianowicie nie z zaplecza na zagrożony teren, lecz na obszarze poło­

żonym zbyt blisko frontu, który w momencie wkroczenia pierwszych 

jednostek tych rezerw sam już należał do terenu walk. Dlatego ani «Bran-

denburg», ani «Hermann Góring» nie rozpoczęły walk w pełnej koncentra­

cji. Gdyby akcję zaplanowano właściwie, należało wyładować obie dywizje 

w rejonie Głogowa albo na południowy wschód od Poznania. Po zakoń­

czonej koncentracji, mniej więcej około 20 stycznia, powinny były zwartym 

szykiem uderzyć na Kalisz. Tutaj wniknęłyby w szeroko rozciągnięte czoło 

rosyjskich oddziałów pancernych, przypuszczalnie uderzyłyby na nie z dużą 

84 

background image

siłą i zniszczyły co najmniej spore ich części. Wtedy kolejne rosyjskie dywi­
zje piechoty nie mogłyby bez przeszkód maszerować dalej na wschód, lecz 
wpadłyby w znaczne zamieszanie między «wędrującym kotłem» i skutecz­
nym Korpusem Pancernym «GroBdeutschland». Najcięższa przeszkoda 
dla «wędrującego kotła», czyli Warta, została pokonana, choć wiadomo 
było, że wyprzedzające nas nieprzyjacielskie czoła pancerne zajęły już tak 
ważne węzły drogowe, jak Kalisz, Ostrowo

1

", Koźmin i Krotoszyn, które 

udało się skutecznie ominąć. Od ranka 26 do popołudnia 27 stycznia całko­

wity brak paliwa zmusił jednostki zmotoryzowane, w tym także Dywizję 
«Brandenburg», do odpoczynku w Kobylinie, którego wróg, po ostrzelaniu 
wysłanych na zwiad czołgów, nie odważył się zaatakować. Po otrzymaniu 
27 stycznia nowej, na razie wystarczającej dostawy kontynuowano nocny 
marsz po dobrze wybranych drogach aż w okolice Góry Śląskiej. Nisko wi­

szące chmury, mgła i opady śniegu tak jak dotąd chroniły oddziały przed 
nieprzyjacielskimi atakami, natomiast niezbyt gruba pokrywa śniegu 
znacznie ułatwiała jazdę nocą (bez świateł) i znalezienie właściwej drogi. 
Góra, przez którą wróg tylko przeszedł, była wolna od nieprzyjaciela. Ale 
otoczenie wykazywało już pierwsze oznaki straszliwych strat. Na drodze 
Góra - Głogów między Jastrzębiem a Wronińcem znajdowała się kilkukilo-
metrowa kolumna, ostrzelana, zepchnięta w przydrożne rowy i rozjechana. 
W ciągu pięciu lat wojny widzieliśmy już wiele powagi i zła, także w naszych 
zbombardowanych miastach. Ale tutaj rozszarpane na strzępy zwłoki star­
ców, matek, dzieci i niemowląt, zaskoczonych przez wroga, którego przepeł­
niona nienawiścią propaganda judziła do sadystycznych mordów, w trakcie 
ucieczki - to było nieszczęście, które wołało o pomstę do nieba""

2

Sztaby i oddziały, które zdążyły się schronić w murach Głogowa, nie­

które natychmiast, inne po niezbędnym, choć zbyt krótkim odpoczynku, 
przystąpiły do walk w obronie swej śląskiej ojczyzny. Zanim jednak roz­
poczniemy opis drugiej fazy walk o linię Odry, spójrzmy szerzej na uzy­
skany już obraz całości i kilka ważnych wydarzeń w południowej części 
frontu. 

1 1 1

 Chodzi o Ostrów Wlkp. 

1 1 2

 Autor dostrzega tylko niemieckie ofiary wojny, zbrodnie popełnione przez swoich ro­

daków dla niego nie istnieją. 

background image

Dowodzenie Grupą Armii „Środek" 

po objęciu dowództwa przez Schórnera 

Sytuacja 18 stycznia - Wreszcie zaalarmowana zostaje Armia Zapasowa 

- „Zbytpóźno" na obronę Górnośląskiego Okręgu Przemysłowego - Trzeba 
bronić linii Odry

 - Rozważania na temat wzmocnienia morale - Dostarczenie 

zbyt szczupłych rezerw - Dotkliwe braki paliwa dławią Luftwaffe

 - Utopijno-

-życzeniowe stanowisko najwyższego dowództwa 

(por. mapa nr 1 w załączniku) 

aczelne dowództwo Grupy Armii „A", która po 25 stycznia otrzy­

mała nazwę Grupa Armii „Środek" "\ zamierzało przenieść swoją 

kwaterę główną bardziej do centrum, w stronę Częstochowy, ale 17 stycznia 

w porę jeszcze uniknęło tam spotkania z czołem rosyjskich wojsk pancer­

nych, wycofując się do Opola. Spróbujemy krótko naszkicować obraz sytu­

acji i objaśnić go, odwołując się do opinii dowództwa Grupy Armii na temat 

zamiarów wroga i istniejących możliwości. Punktem wyjścia będzie 18 stycz­

nia. Wróg nacierający w szybkim tempie na Niemcy na szerokości 300 km, 

zabezpieczony głęboko rozczłonkowanymi w głąb rezerwami, zbliżał na po­

łudniu - z obu stron Częstochowy - do granic Śląska. Na północy był cof­

nięty o dwa dni marszu - o te dwa dni opóźnienia w rozpoczęciu ataku 

(14 stycznia na naszą 9. Armię). Tu dotarł dopiero do linii Łódź Kutno. 

Jak należało ocenić źródła siły wroga, jego dalsze zamiary? Czy 

przedarcia się za jednym zamachem, przynajmniej do Odry na Górnym 

Śląsku aż do Berlina, można było nie tylko oczekiwać, lecz także ocenić je 

jako realne, i to bez większego ryzyka? 

Jakie istniały siły własne, aby powstrzymać - w najbardziej klarow­

nym znaczeniu tego słowa - rosyjski „walec parowy" albo spowolnić je­

go tempo? 

Oczywiście, tkwiąc w szaleńczo błędnym przekonaniu Hitlera co do 

oceny nieprzyjacielskiego potencjału, można byłoby się spodziewać ry-

Nie należy mylić z wcześniejszą Grupą Armii o tej samej nazwie. 

86 

background image

chłego osłabienia ofensywy wroga. Wiadomo bowiem, że Hitler wpadał 

w furię, zapoznając się z publikowanymi danymi na temat potężnych sił 

sowieckiego wojsta, gotowych do ofensywy generalnej. Uważał je nie tyl­

ko za fałszywe i przesadzone, ale wręcz za największy blef w historii świa­

ta od czasów Czyngis-chana. 

Szczegółowe wiadomości na temat każdego ruchu wroga z przerażają­

cą jasnością ukazały faktyczną sytuację. Ale „wynaturzone dowodzenie" 

Hitlera, znajdujące już w tamtym czasie poparcie niektórych członków je­

go najbliższego otoczenia wojskowego, ponownie przyczyniło się do kar­

dynalnego błędu - zamiary i możliwości wroga oceniano zgodnie z wła­

snym życzeniem, natomiast nasze siły i możliwości znacznie przeceniano. 

Żołnierz, a zwłaszcza dowódca, nie może być czarnowidzem ani pesymi­

stą. Ale jego oceny nie mogą się opierać na myśleniu życzeniowym, pod­

porządkowywać realnej rzeczywistości imaginacji ani zbaczać w stronę 

utopii. Innymi słowy: uzbrojone w odwagę i wolę działania oraz zdrowy 

optymizm dowództwo Grupy Armii powinno było właśnie teraz stać 

obiema nogami na ziemi. Sztab generalny Grupy Armii wymóg ten speł­

niał również po zmianie naczelnego dowódcy - w toku niewątpliwie trud­

nych, sięgających samej góry konfliktów - aż do końca walk o Śląsk. 

Oczywiście później będziemy musieli stwierdzić, że w obliczu panującej 

przemocy także na Śląsku błędu „zbyt kosztownego dowodzenia" nie za­

wsze dało się uniknąć czy też wręcz go wyplenić. 

Aby odpowiedzieć na zasygnalizowane powyżej pytanie o możliwości 

własne i wroga, należałoby, na podstawie opisanych do tej pory wyda­

rzeń, spojrzeć ponownie na mapę nr 1. Klęska, w wyniku której powstała 

potężna wyrwa szerokości 300 km, przyniosła bardzo pokaźne straty. 

18 stycznia trudno się jeszcze było zorientować, ilu żołnierzy zdoła się 

przebić na Śląsk, czy dywizje te w ogóle nadają się do dalszej akcji. Choć 

w bardzo niewielu miejscach i między pozycjami na zapleczu walczyć mo­

gły załogi pozycji albo pozostałości wycofujących się oddziałów, i tam też 

udawało im się zatrzymać wroga, to liczba tych pozycji była zbyt mała, 

a zyskany czas zbyt krótki, aby można było mówić o jakimś decydującym 

wpływie. Ale nawet ów opór manifestujący się w skutecznych lokalnych 

walkach wykazał, jak decydującą rolę odegrałyby pozycje na tyłach, gdy­

by zezwolono na operację „Schlittenfahrt", i jak wielkim błędem naczel­

nego dowództwa było lekkomyślne zmarnowanie korzyści o znaczeniu 

wręcz strategicznym, jakie dawały te pozycje. 

Słuszna więc była ocena zakładająca możliwość dalszych szybkich po­

stępów nieprzyjacielskiej ofensywy bez uwzględnienia bardziej znaczą­

cych strat po stronie wroga. Z pewnością ponosił on straty i wszystkim 

żołnierzom, na ziemi i w powietrzu, należy się w tym miejscu duże uzna-

87 

background image

nie za to, że znajdując się w ciężkim odwrocie, wciąż jeszcze byli w stanie 

niszczyć nieprzyjacielskie czołgi. Lokalnie zmuszało to wroga do ostroż­

ności, a paru oddziałom ocaliło życie, wolność i siłę bojową. Ale wielka 

ofensywa parła niepowstrzymanie naprzód, dobrze zasilana postępujący­

mi za nią rezerwami. I chociaż wyniki działań dopiero pod koniec miesią­

ca przyniosły jasność co do zamiarów wroga, już bodaj 18 stycznia moż­

na się było zorientować, że przez prowincję poznańską"

4

 w stronę 

Berlina zmierzają bardzo znaczne siły, podczas gdy przypuszczalnym za­

daniem kierujących się na Śląsk armii była obrona flank oddziałów sięga­

jących na północ w kierunku Berlina. Tak czy owak, ich pierwszym celem 

miało być zdobycie dużych przyczółków na Odrze, aby jak najszybciej za­

pewnić sobie, wykorzystując nadarzające się okazje, warunki do przepro­

wadzenia następnych operacji na zachód od Odry. Zapewne poza wszelką 

dyskusją celem, który należało szybko zdobyć, był też Górnośląski Okręg 

Przemysłowy. Słuszne okazało się również uwzględnienie potężnych po­

siłków dla 4. Frontu Ukraińskiego na południu, którego zadaniem bez 

wątpienia miało być przedarcie się przez Bramę Morawską i opanowanie 

leżących za nią ostatnich zakładów zbrojeniowych w Ostrawie. Jednocze­

śnie Sowieci związaliby w ten sposób siły Grupy Armijnej „Heinrici", je­

dynej armii w Grupie, która mogła jeszcze przekazać rezerwy na udręczo­

ną północ. 

Obraz własnych sił i możliwości był prawdziwie ponury. Jasne było, że 

w tym momencie nie istnieje już ani 4. Armia Pancerna, ani 9. Armia. 

Światełko w tunelu stanowił natomiast fakt, że w trakcie towarzyszących 

rozpoczętemu 16 stycznia odwrotowi walk nie rozpadła się 17. Armia, 

a Grupa Armijna „Heinrici" zanotowała jedynie niewielkie straty. 

W sztabie Grupy Armii stawili się w tamtym czasie wysłannik Hitlera, 

minister Rzeszy do spraw zbrojeń Speer"

5

 oraz sekretarz stanu reprezen­

tujący ministra transportu Dorpmullera"

6

 z zadaniem poinformowania 

o sprawie oczywistej: utrata Górnośląskiego Okręgu Przemysłowego bę-

1 1 4

 Tak nazywa autor zagarniętą w 1939 r. polską Wielkopolskę. 

1 1 5

 Albert Speer (ur. 1905 w Manheim, zm. 1981 w Londynie) - architekt i polityk nie­

miecki. Uczeń i asystent Heinricha Tessenowa. Od 1931 r. członek NSDAP. Od 1934 r. głów­
ny architekt Hitlera. Od 1942 r. minister ds. uzbrojenia i amunicji oraz szef Organizacji Tod-
ta. W końcowym etapie wojny faktyczny dyktator przemysłu w III Rzeszy. Skazany 
w Norymberdze na 20 lat więzienia. Przyznał się do winy i wyraził skruchę. 

1 1 6

 Julius Heinrich Dorpmuller (ur. 1869 w Erbelfeld. zm. 1945 w Malente) - inżynier 

i urzędnik niemiecki. Od początku życia zawodowego związany z kolejnictwem. Od 1919 r. 
pracownik Reichseisenbahnen. Od 1926 r. kierownik główny Niemieckich Kolei Państwo­
wych. Od 1937 do 1945 r. minister transportu III Rzeszy, współodpowiedzialny za wykorzy­
stanie kolei niemieckich do zbrodniczych planów ludobójczych nazistów. Zmarł wkrótce po 

zakończeniu II wojny światowej. 

88 

background image

dzie oznaczać koniec produkcji przemysłowej i komunikacji. W obliczu 

niebezpiecznego położenia wroga i niedoboru własnych sił Grupa Armii 

nie mogła oczywiście składać jakichkolwiek deklaracji na temat szans po­

wodzenia w nadciągającej bitwie o kopalnie. W tym miejscu trzeba po­

nownie przywołać określenie „zbyt późno'" jako ostrzeżenie czy wręcz 

oskarżenie skierowane w stronę najwyższego dowództwa. Dlaczego do­

wództwo to nałożyło pęta generałowi Harpemu i jego genialnemu szefowi 

generałowi Xylanderowi? Ich plan miał uratować Śląsk. Ale po wizycie 

Speera i złożonej przez niego obietnicy, że zaangażuje się on w załatwie­

nie rezerw, na pozbawionej straży granicy Śląska prócz kilku jednostek 

pozostałych po 4. Armii, prócz przechwyconych rozbitków, zwołanego 

w pośpiechu, niedostatecznie uzbrojonego Volkssturmu oraz kilku jedno­

stek szybko utworzonych z żandarmerii i funkcjonariuszy lokalnych po­

sterunków policji nie było żadnych zdolnych do walki jednostek. 

Pod koniec rozdziału zawierającego ocenę frontu i budowy pozycji na 

tyłach przedstawiono dowody na to, że na początku roku konieczne stało 

się obsadzenie pozycji A-l i A-2 jednostkami zapasowymi. Za to, że tak 

się nie stało, winy nie ponosi Grupa Armii „A". Bo przecież wojska zapa­

sowe podlegały Himmlerowi i Naczelnemu Dowództwu Wojsk Lądo­

wych (OKH). Widać jak na dłoni, że w sporze między generałem Harpem 

a Himmlerem o wcześniejsze włączenie do akcji oddziałów zapasowych 

naczelne dowództwo podjęło decyzję wbrew Harpemu. 

I wreszcie na sam koniec kluczowego dla tych rozważań dnia, czyli 

18 stycznia, pod gwałtownym naciskiem Grupy Armii wydano rozkaz 

włączenia do akcji Armii Zapasowej. Ale do owego dnia znowu upłynął 

cenny czas, co przyczyniło się do utraty obszarów i do wielu ofiar. Moż­

liwe także, że Hitler udzielił generałowi Schórnerowi szerszych pełno­

mocnictw w zakresie dowodzenia tamtejszymi oddziałami zapasowymi 

i w tej sytuacji byłoby to posunięcie oczywiste, na którym ciąży jednak 

wyrok „zbyt późno". Niezrozumiałe jest bowiem, że Armii Zapasowej 

nie postawiono w stan gotowości 13 stycznia, kiedy 4. Armia Pancerna 

miała już pełną świadomość nieprzyjacielskiego przełomu, a najpóźniej 

14 stycznia, w chwili rozpoczęcia ataku również na 9. Armię. Zyskano 

by w ten sposób 5-6 cennych dni i wraz z tym możliwość przynajmniej 

ochrony ludności formującej kolumny marszowe. Ten punkt widzenia 

nie nosi znamion zarzutu, iż jest to być może cenna, lecz wygłoszona po­

niewczasie krytyka. Nie! W toku postępującego wynaturzania procesu 

dowodzenia najwidoczniej zapomniano o trzeźwej ocenie czasu i prze­

strzeni, zarówno w odniesieniu do nieprzyjacielskich, jak i naszych wła­

snych ruchów. Nie należy się tu również doszukiwać zrzędzenia i małost­

kowych porachunków. Ten rozpoczynający się dopiero naprawdę teraz 

89 

background image

Żołnierze na półgąsienicowym transporterze opancerzonym ScIKfz 251, przejeżdżający przez 

śląską wieś. Na pierwszym planie zniszczona radziecka armata dywizyjna Z1S-3 kalibru 

76 mm. Górny Śląsk. 13 marca 1945. 

dramat walki o Śląsk zasługuje na szczere i otwarte spojrzenie, które ma 

pomóc wyciągnąć nauki z własnych zaniechać i błędów. - O ofiarnej 

walce Armii Zapasowej będzie mowa dalej. 

Jakież to zadania, które byłyby jeszcze możliwe do wykonania, posta­

wiła sobie wówczas słusznie Grupa Armii? Trzeba było opóźnić nieprzyja­

cielski marsz na Odrę, a samą Odrę obronić. Owo opóźnienie na wschód 

od Odry było niezbędne, by zyskać na czasie, który był konieczny do od­

tworzenia dobrze zorganizowanej i tym samym trwałej obrony. I choć był 

to otwarty wyścig z wrogiem, pragnienie utrzymania linii Odry musiało 

ożywić całą Grupę Armii, którą należało sformować od nowa. Gdyby się 

- choćby w myślach - poddano, trudno byłoby powiedzieć, czy udałoby 

się jeszcze zbudować obronę na przedgórzu i w górach Śląska. Kolejnym, 

zupełnie oczywistym zadaniem było umocnienie morale w tych miejscach, 

w których ucierpiało ono naprawdę poważnie albo wręcz zostało kom­

pletnie utracone pod wpływem przytłaczających doświadczeń klęski, prze­

wagi wroga i znacznych strat. Nikt nie zaprzeczy, że wymagało to czasem 

drastycznych posunięć. Czas bowiem naglił, a każdy dowódca oddziału, 

od naczelnego dowódcy Grupy Armii w dół, był w pełni usprawiedliwio-

90 

background image

ny, hołdując w trakcie realizacji trudnych zadań wiecznie słusznym fra­

zom z regulaminu polowego z 1908 r.: „I tak naczelnym wymogiem wojny 

pozostaje zdecydowanie w działaniu. Każdy - zarówno najwyższy dowód­

ca, jak i najmłodszy żołnierz - musi przez cały czas mieć świadomość te­

go, że zaniechanie i zaniedbanie bardziej go obciążają niż błąd w wyborze 

środków". Przy całym wynikającym stąd prawie do zastosowania drakoń­

skich i odstraszających środków, bardzo daleko idącym we wszystkich ar­

miach świata w ogniu walki, w bezpośredniej bliskości wroga, trzeba było 

oczywiście znać pewne granice. W przeciwnym razie tego rodzaju pocią­

gnięcia przy błędach w doborze środków mogły się przekształcić w despo­

tyczną samowolę. Może chciano na nowo obudzić i rozpowszechnić w od­

działach wiarę we własne siły i zaufanie do dowództwa, a może komuś 

w tych tak ciężkich czasach drogowskazem wydawało się ulubione powie­

dzenie rzymskiego cesarza Kaliguli: oderint, dum metuant («niech mnie 

nienawidzą, byle się mnie bali»)? Jak pokazuje historia niemieckiej woj­

skowości, dotąd - nawet w bardzo ciężkich warunkach - bardziej ceniono 

zaufanie niż strach. Nie sposób podać w wątpliwość stopnia trudności za­

dania, jakie postawiono Schórnerowi, a mianowicie zespolenia na nowo 

Grupy Armii, która rozeszła się w szwach. Nie wolno jednak przemilczeć 

faktu, że jego działania nie zawsze budziły zaufanie - czasami siały także 

ziarno strachu i niewiary. 

Ocena własnego położenia była niekorzystna, nawet jeśli wziąć pod 

uwagę 2 dywizje piechoty nadciągające z zachodu i 2 dywizje pancerne 

z Węgier, które w całości powinny były przybyć dopiero między 20 a 31 

stycznia. 

Uwzględniając zadanie, które na Śląsku wydawało się najważniejsze, 

szpice transportowe tych czterech dywizji zamierzano skierować na linię 

Kraków - Zawiercie. Jak zobaczymy dalej, szybki marsz prędko jednak ob­

rócił te zamierzenia wniwecz. Walcząca w odwrocie między Beskidami 

i górną Wisłą 17. Armia nie mogła oddać żadnych sił, wręcz przeciwnie, sa­

ma wymagała wzmocnienia, ponieważ stało przed nią jeszcze zadanie obro­

ny obszaru przemysłowego. Dlatego Grupa Armijna „Heinrici" stała się je­

dyną i teraz szczególnie cenną rezerwą, która do końca miesiąca i na 

początku lutego oddała znaczące siły. Znacznie marniej przedstawiała się 

sytuacja Luftwaffe. Abstrahując od topniejącej liczby zdolnych do użycia 

samolotów, brak paliwa stawał się coraz bardziej dotkliwy, o czym świadczy 

rozkaz dowództwa 6. Floty Powietrznej z 17 stycznia 1945 r.: „Dowództwo 

6. Floty Powietrznej zwraca uwagę podległych sztabów sił powietrznych 

i sztabów armii na napiętą sytuację paliwową. Siły powietrzne mogą realizo­

wać jedynie postawione im zadania podstawowe (rozpoznanie i zwalczanie 

czołgów) i muszą zrezygnować z akcji wspierających jednostki wojsk lado-

91 

background image

wych współpracujących z flotą powietrzną, o ile sytuacja tego koniecznie 

nie wymaga i jeśli nie istnieją inne środki realizacji tego zadania bojowego". 

Straty 6. Floty Powietrznej wynosiły w dniach szczególnie intensywnego 

zaangażowania: 16 stycznia - 21 samolotów, a 19 stycznia - 32 samoloty, 

z tego łącznie 27 zniszczonych całkowicie. Innym działaniem o charakterze 

nie czysto militarnym, lecz w żadnym razie nie mniej ważnym, było wywar­

cie natychmiastowego wpływu na gauleitera i tym samym na administrację. 

Gdy wróg stoi u progu lub próg ten już przekroczył, rządzić może tylko je­

den: dowództwo wojskowe, posługujące się oczywiście administracją wypo­

sażoną w jak najszersze uprawnienia. Mianowanie gauleiterów, którzy byli 

jednocześnie nadprezydentami, „komisarzami Rzeszy", pozwoliło żądnym 

władzy osobom, takim jak gauleiter Śląska Hanke

117

, jeszcze mocniej stro-

szyć piórka. Dawało ono nieograniczone albo trudne do rozgraniczenia 

kompetencje (z braku jasnego podziału zadań służbowych) i zwiększało za­

mieszanie w obliczu spodziewanego natarcia nieprzyjaciela. Niestety, 

18 stycznia Grupa Armii nie zdołała skłonić gauleitera do wydania natych­

miastowego rozkazu sformowania kolumn marszowych wszystkim gmi­

nom na wschód od Odry, nie mówiąc już o wymuszeniu takiej decyzji. 

W sytuacji, jaka się do tej pory wytworzyła, gra szła jednak o każdą go­

dzinę. 

Na zakończenie tego rozdziału wypada przyjrzeć się fragmentowi mel­

dunku dziennego przekazanego 18 stycznia przez Grupę Armii dowódz­

twu wojsk lądowych (OKH). W tym meldunku bowiem, złożonym już 

przecież po zmianie na stanowisku naczelnego dowódcy, zawarto optymi­

styczną ocenę położenia, w której, naszym zdaniem, tkwi przyczyna póź­

niejszych, powtarzających się błędnych diagnoz. By zostać tu dobrze zro­

zumianym: nie dotyczyło to Grupy Armii, jednak w naczelnym 

dowództwie takie „myślenie życzeniowe" utrzymywało się jeszcze przez 

długi czas, a później, jak jeszcze zobaczymy, zapanowało również w czę­

ści oddziałów. A oto treść owego meldunku: „Realizacja zadania obrony 

Górnośląskiego Okręgu Przemysłowego jest możliwa, o ile szybko przy­

będą 20. i 8. Dywizja Pancerna. Skierowanie 4. Armii Pancernej wroga 

1 1 7

 Karl Hanke (ur. 1903 w Lubaniu Śl., zm. 1945) polityk, członek NSDAP, SS-Ober-

gruppcnfuhrer. Po 1933 r. sekretarz osobisty J. Goebbelsa w Ministerstwie Propagandy Rzeszy 
(PROM I) i sekretarz stanu w tym ministerstwie. Po wykryciu jego romansu z żoną szefa wydalo­
ny z resortu. Przez krótki czas 1939-1940 w wojsku w kampaniach polskiej i francuskiej. Na­
stępnie od 1941 r. gauleiter Dolnego Śląska i nadprezydent tej prowincji. Jako Komisarz Obro­
ny Rzeszy na Dolnym Śląsku od 1942 r. W 1945 r„ w czasie obrony Festung Breslau wykazał się 
szczególną bezwzględnością. W uznaniu jego zasług tuż przed końcem wojny Hitler mianował 
go Reichsfuhrerem SS na miejsce zwolnionego H. Himmlera. Opuścił Breslau tuż przed kapitu­
lacją twierdzy. Zabity prawdopodobnie przez czeskich partyzantów wraz z innymi żołnierzami 

18. Ochotniczej Dywizji Grenadierów Pancernych SS, wśród których się schronił. 

92 

background image

w rejon po obu stronach Poznania napotyka jednak szeroko otwartą lukę 

i wymaga bardzo szybkiego rozwinięcia nowych własnych sił w obszarze 

między Wrocławiem a Toruniem, które to siły po przyjęciu tego uderze­

nia mogłyby przejść do ataku na front i skrzydło". Tu pojawia się zatem 

po raz pierwszy myśl, by przystąpić do poważnego kontrataku na głębo­

ko cofniętą flankę wroga zmierzającego w kierunku Berlina. Nawiasem 

mówiąc, rozbuchana fantazja wojskowych niedouków, takich jak gaulei-

ter Hanke we Wrocławiu, długo żywiła się tą wizją. 

Dowództwo sowieckie od początku ofensywy wschodniej bardzo plano­

wo, w widoczny sposób metodycznie i tylko zbyt skwapliwie prowadziło 

szkolenie, przygotowując wielkie natarcie; właściwie oceniło także ewentu­

alne zagrożenia dla południowej flanki zmierzającego na Berlin 1. Frontu 

Białoruskiego. Dlatego też skoncentrowano znaczne siły na Śląsku, aby zli­

kwidować to zagrożenie z góry i raz na zawsze. W zacytowanej właśnie oce­

nie Grupy Armii niezrozumiałe wydają się dwa aspekty, i to nie tylko dla 

dzisiejszych, bardziej krytycznych obserwatorów, lecz w oparciu o znaną 

18 stycznia, równie klarowną, co groźną sytuację. Aby rozwinąć oddziały 

między Toruniem i Wrocławiem, zgodnie z brzmieniem rozkazu, obszar 

ten, szerokości 250 km, trzeba było najpierw dobrze opanować. Jednak we­

dług szczegółowego obrazu z 18 stycznia obszar ów w żadnym razie nie był 

wolny od wroga, wręcz przeciwnie, z każdym dniem wróg się na nim umac­

niał. Chcąc więc tam rozwinąć oddziały, należało najpierw pokonać i usu­

nąć go stamtąd. Ponieważ jednak w wyniku opisanych szczegółowo błędów 

dowództwa zaniechano odpowiednio wczesnego wzmocnienia frontu 

wschodniego, nie da się odpowiedzieć na pytanie, skąd i w jakim czasie siły 

takie, o rozmiarach nowej Grupy Armii, miałyby nadejść. Niejasne jest, 

czemu miała służyć taka ocena Grupy Armii. Czyżby w jej sztabie choć 

przez chwilę wierzono w realizację tej propozycji? Czy chciano wykazać się 

tak cenionym przez Hitlera optymizmem i bojowym duchem, aby zaskar­

bić sobie w ten sposób na przyszłość przychylność dyktatora? Kończąc 

kwestię meldunku dziennego z 18 stycznia: widoki na tego rodzaju wielki 

kontratak dawno już zostały utracone. 

Był to jednak także ostatni meldunek Grupy Armii zawierający tak 

szeroko zakrojone propozycje. Od tej chwili reguły dyktowała jedynie 

karmiona przez umacniającego się ciągle wroga walka na Śląsku, ograni­

czając pole widzenia do ciągle jeszcze rozległego obszaru między Beskida­

mi i środkową Odrą na granicy Dolnego Śląska. 

background image

Ewakuacja, Volkssturm, administracja 

Niespełnione obietnice gauleiterów - Przygotowanie planów i zarządzeń 

prezydentów Opola i Katowic, dotyczących ewakuacji - Rada powiatu 

w Namysłowie w porę przeprowadza ewakuację - Z winy gauleitera Hanke-

go uwolnionych zostaje 6000 rosyjskich jeńców wojennych - Spóźnione ewa­

kuacje do końca walk 

(por. mapa I w załączniku i mapa nr 11 w tekście) 

Z

askakiwać może, że ten wieloraki obszar jest rozpatrywany tak 

wcześnie i że w ogóle jest rozpatrywany, chociaż na jego temat ist­

nieje obszerna, historycznie udokumentowana literatura fachowa, zawie­

rająca istotne informacje. Uzasadnieniem niech będzie chęć umieszczenia 

początku wędrówki ludów, wymuszonej wdzieraniem się wroga na śląską 

ziemię, we właściwym kontekście czasowym. Z tych samych powodów 

Wymarsz ochotników Volkssturmu na „prawdziwy front". Ochotnicy uzbrojeni sa. 

w Pan/cifausty, slu/ace do niszczenia czołgów. Górnj Śląsk, marzec 1945. 

94 

background image

/najdą się tu pewne informacje na temat Volkssturmu. Jeśli więc w dalszej 

części pojawią się ruchy ludności i Volkssturm, będzie to uzasadnione 

szczególnymi względami. 

Szeroko rozpowszechniony jest pogląd, jakoby ewakuacja, podobnie jak 

udział Volkssturmu, zakończyła się zasadniczo klęską. Opinia ta jest przesa­

dzona, zarówno w swoim uogólnieniu, jak i pejoratywnej ostrości. Ale, by 

użyć przenośni, jedno i drugie nie do końca „zagrało". Pozostańmy jeszcze 

przy wyrażeniu „zagrać", by pokazać przyczyny niektórych niepowodzeń, 

podpierając się cytatami i porównaniami nawiązującymi do innej prastarej 

i wiecznie prawdziwej wojskowej mądrości, odnoszącej się do całego prak­

tycznego życia. Owa oparta na doświadczeniu dewiza brzmi: „Czego nie 

doświadczysz, tego nie przećwiczysz. A czego nie przećwiczysz, to nie za­

gra". Zarówno „doświadczenie", jak i „ćwiczenie" trzeba tu rozumieć oczy­

wiście w odpowiednim kontekście. Z całą stanowczością należy powiedzieć, 

że zawiedli odpowiedzialni za ewakuację gauleiterzy i Volkssturm. I nie 

chodzi o to, by lekką ręką piętnować teraz osoby, które nie mogą się już 

bronić. Gauleiter Górnego Śląska Bracht zmarł bowiem pod koniec wojny, 

a Hanke z Dolnego Śląska zaginął lub poległ. Podniesiony tutaj zarzut 

sprowadza się do stwierdzenia, iż żadne z tych zadań nie było realizowane 

z należytą powagą i jasną krytyką, wolną od wszelkiego utopijnego myśle­

nia i bombastycznej propagandy. O tym, w jak niewielkim stopniu Hanke, 

który przewyższał myślącego jednak trochę bardziej rzeczowo Brachta 

(gauleitera Górnego Śląska) lekkością formułowania sądów, dostrzegał 

powagę sytuacji i z jaką butą zabierał wtedy publicznie głos, świadczy 

przypadek opisywany przez naczelnika powiatu namysłowskiego, dr. Hein­

richa: „Między 15 i 20 sierpnia 1944 r. Hanke przemawiał na zamku 

w Namysłowie do kilkuset Ślązaków z okazji rozpoczętej właśnie przez 

ludność budowy pozycji. Powiedział przy tym: «Wojna na froncie wschod­

nim zainteresuje mnie dopiero wtedy, gdy pierwsi Rosjanie pojawią się na 

granicy powiatu namysłowskiego))". Słowa te są bardzo mocno obciążają­

ce, ponieważ odpowiednie instytucje doradcze i merytoryczne - admini­

stracja i wojsko - podjęły przygotowania we właściwym czasie i sformuło­

wały propozycje. 

Prezydenci rejencji w Opolu i Katowicach, dr Mehlhorn"

8

 i Springo-

rum, opowiadają o ważnej naradzie, która odbyła się na miejscu już 

1 1 8

 Dr Herbert Mehlhorn (ur. 1903 w Chemnitz, zm. 1947 w Polsce) - adwokat niemiecki. Od 

1933 r. konfident, a następnie pracownik SD. Członek NSDAP i po 1936 r. wysoki funkcjona­

riusz Reichssicherheitshauptamt (RSHA - Główny Urząd Bezpieczeństwa Rzeszy). SS-Obcr-
fuhrer. Współorganizator w 1939 r. tzw. prowokacji gliwickiej. Od jesieni 1939 r. wysoki urzęd­
nik i prawa ręka A. Greisera w okupowanej Wielkopolsce (Warthegau). Autor licznych 
przepisów antypolskich. Od 1942 r. prezydent rejencji opolskiej. Odpowiedzialny za liczne zbrod­
nie przeciw narodowi polskiemu. Po wojnie skazany na śmierć i stracony w Polsce. 

95 

background image

20 czerwca 1944 r., a więc jeszcze w porę, pod przewodnictwem sekreta­

rza stanu Stuckarta"

9

 z Ministerstwa Spraw Wewnętrznych Rzeszy. Jej 

przedmiotem były zadania, które musiały się pojawić wraz ze zbliżaniem 

się czy wręcz wejściem wroga na teren Śląska. Zajęto się przede wszyst­

kim przyszłą ewakuacją, a zwłaszcza takimi zagadnieniami, jak: powia­

domienie ludności o podjęciu prewencyjnych przygotowań, budowa sys­

temu alarmowego, klasyfikacja określonych bocznych dróg jako tras 

„ewakuacyjnych", aby w razie konieczności odciążyć drogi zajęte z całą 

pewnością przez Wehrmacht, wyznaczenie miejsc odpoczynku i noclegu 

ze strzeżonymi magazynami żywności i opału, organizacja służb sanitar­

nych i innymi. Tajne akta miały zostać zniszczone albo ukryte, podobnie 

jak wymagające zabezpieczenia dokumenty banków i kas oszczędności. 

Nie wiadomo natomiast, z jakich powodów zarządzono wyraźnie, by na 

miejscu pozostały kartoteki meldunkowe mieszkańców. W trakcie wspo­

mnianej narady poświęconej temu zadaniu nie powiedziano jednak nicze­

go na temat miejsc docelowych. Ponieważ z ministerstwa Rzeszy nie na­

płynęły żadne rozkazy, począwszy od stycznia 1945 r., dochodziło do 

znaczących zatorów komunikacyjnych. Tak jak transport kolejowy wy­

maga wolnych tras wylotowych, tak podobny wymóg istnieje dla kolumn 

marszowych na drogach. W tym czasie panowała już ogólna tendencja do 

angażowania organów partyjnych w miejsce słabnącej coraz bardziej ad­

ministracji, stąd przeprowadzenie ewakuacji zlecono NSV

120

, ale to zada­

nie, trudne do wykonania nawet dla wysokiej klasy specjalistów, kom­

pletnie ją przerosło. Czy trzeba jeszcze kolejnego dowodu na karygodną 

w tej ważnej kwestii lekkomyślność partii? 

Prezydenci rejencji Mehlhorn i Springorum sami podjęli wszelkie dzia­

łania w celu zorientowania się w sytuacji. 14 lub 15 stycznia dr Mehlhorn 

1

'" Wilhelm Stuckart (ur. 1902 w Wiesbaden, zm. 1953 w Hanowerze) prawnik niemiecki, 

zbrodniarz wojenny. W NSDAP od 1922 r. Po 1933 r. w Pruskiej Radzie Stanu i pruskim Mini­
sterstwie ds. Kultury. Oświaty i Kościoła. W SS od 1936 r. Później sekretarz stanu w Minister­
stwie Spraw Wewnętrznych III Rzeszy. Współautor ustaw norymberskich z 1935 r. i osławionej 

konferencji w Wannsee w 1942 r.. na której zapadła decyzja o wymordowaniu Żydów (tzw. 
Endlosung der Judenfrage

 - ostateczne rozwiązanie kwestii żydowskiej). Po wojnie sądzony 

w jednym z procesów norymberskich. Skazany. Zwolniony w 1949 r. Zginął w 1953 r., być mo­
że zabity przez jednego z tzw. łowców nazistów. 

1 2 0

 Nationalsozialistische Volkswohlfahrt - Narodowosocjalistyczna Ludowa Opieka Spo­

łeczna organizacja powstała w Berlinie w początku lat 30. pod patronatem J. Goebbelsa. Na 

jej czele stanął wtedy E. Hilgenfeld. Po dojściu nazistów do władzy w 1933 r. stała się jedyną 

will Rzeszy partyjną organizacją dobroczynną. Jej patronką była Magda Goebbels. W szczy­
towym momencie działalności w NSV pracowało ponad 80 tys. ludzi oraz blisko milion 
ochotników. Sztandarową akcją tej organizacji była tzw. pomoc zimowa (Winterhilfswerk) 

organizowana oficjalnie od 1933 r., ale szczególnie nagłaśniana w czasie II wojny światowej. 

Z doświadczeń NSV korzystali alianci w czasie pierwszych lat okupacji Niemiec od 1945 r. 

96 

background image

był świadkiem rozmowy telefonicznej między dowódcą posterunku fron­

towego i prezesem Dyrekcji Kolei Rzeszy w Opolu. dr. Geitmannem, 

świadczącej dobitnie o powadze sytuacji. Świadomość groźby położenia 

pogłębiła jeszcze osobista wyprawa do rejonu, odbyta 16 stycznia w celu 

zdobycia informacji. Poniższy raport dra Mehlhorna pokazuje, jak opóź­

niano wydanie rozkazu ewakuacji: 

„W poważnej sytuacji, jaka właśnie nastąpiła, pojawiły się problemy 

z wydaniem rozkazów ewakuacji. Chociaż Bracht rozsądnie mianował 

prezydentów rejencji swoimi przedstawicielami jako Komisarza Obrony 

Rzeszy na terenie ich okręgów, to jednak zastrzegł sobie prawo do za­

twierdzania ich rozkazów. Dzięki radom powiatów i żandarmerii otrzy­

mywałem raporty o sytuacji, górujące często nad raportami Wehrmach­

tu pod względem szczegółowości, miejscowi szefowie partii natomiast 

często sądzili, że mogą urządzać fałszywe demonstracje siły i przeciwsta­

wiać się moim propozycjom ewakuacji, wynikającym z oceny sytuacji. 

W pojedynczych wypadkach doszło więc do zbyt pospiesznej ewakuacji, 

zwłaszcza w Opolu, gdzie wymuszony przeze mnie w trakcie rozmowy 

z Brachtem rozkaz ewakuacji ze względu na odmienne zdanie kierownic­

twa okręgu został opóźniony o 12 godzin, co doprowadziło do zupełnie 

niepotrzebnego pośpiechu, ze wszystkimi towarzyszącymi temu nieprzy­

jemnymi skutkami ubocznymi. Ogólnie rzecz biorąc jednak, ewakuacja 

wschodniego brzegu Odry w obrębie powiatu przebiegła bez problemów 

i przy wzorowej dyscyplinie ludności". • 

Poniższy opis powiatu i miasta Namysłów (Dolny Śląsk) zawiera na­

stępujące charakterystyczne cechy: błędny optymizm organizacji partyj­

nych i, w opozycji do tego, „zadanie" trudnych zadań tam, gdzie działała 

trzeźwo myśląca rada powiatu. Kompletnie niezrozumiałe wydają się wy­

głoszone jeszcze 19 stycznia o 13.00 przez szefa powiatowego NSDAP 

w Namysłowie słowa - do zgromadzonej na tamtejszym rynku ludności, 

zaniepokojonej nadciągającymi już ze wschodu kolumnami ewakuacyjny­

mi i cofającymi się oddziałami Wehrmachtu - jakoby aktualna sytuacja 

militarna nie dawała powodu do obaw. Starosta powiatu natomiast, dr 

Heinrich, włączył się energicznie do działań. Był żołnierzem i odbywał 

właśnie szkolenie na poligonie wojsk lądowych w Berlinie Dóberitz. Gdy 

18 stycznia groźba dla Śląska była już zupełnie wyraźna, wziął urlop 

i w nocy z 18 na 19 stycznia przybył do Namysłowa. Zostaną zacytowane 

obszerne fragmenty jego wyróżniającego się rzeczowością raportu, doty­

czą one bowiem również miejsc docelowych ewakuacji taborów wyrusza­

jących z tego miasta: „W rozmowach telefonicznych z Nadprezydium we 

Wrocławiu i tamtejszym rządem osiągnąłem tyle, że nocą z 19 na 20 stycz­

nia 1945 podstawiono pięć bardzo długich pociągów z wagonami osobo-

97 

background image

wymi z Górnego Śląska na linii kolejowej Bytom - Kluczbork - Namy­

słów, przy czym do każdego z pociągów wsiadło po około 1500 osób, 

a zatem ze stolicy powiatu wywieziono łącznie 7500 osób. Po 10-12 go­

dzinach podróży pociągi dotarły do celu, którym była Kamienna Góra 

w Karkonoszach. Tam rozlokowano ludzi awaryjnie po szkołach, kościo­

łach i kwaterach prywatnych. Ludność wiejska powiatu namysłowskiego 

udała się w kolumnach po wyznaczonych drogach przez Brzeg, Oławę, 

Świdnicę, Dzierżoniów, Wałbrzych, w mrozie sięgającym minus 15-18 

stopni i pokonując dziennie około 30-35 km, w ciągu 6-10 dni dotarła do 

wyznaczonych miejscowości w powiecie kamiennogórskim. 

Rozkaz ewakuacji ludności wiejskiej wydałem 19 stycznia 1945 r. około 

godziny 14.00, mimo że godzinę wcześniej przeciw ewakuacji wypowiedział 

się powiatowy kierownik partii. Moja wiedza o ogólnej sytuacji militarnej 

nie pozwoliła mi jednak zgodzić się z jego stanowiskiem i nie czekałem już 

na żadne rozkazy z Wrocławia. 19 stycznia wieczorem poinformowałem 

Nadprezydium, kierownictwo okręgu i rząd o tym, że dokonałem ewaku­

acji na własną odpowiedzialność. Mimo że w południowej części powiatu 

ludność w ogóle nie była świadoma powagi sytuacji, udało się, do 20 stycz­

nia 1945 r., do godziny mniej więcej 11.00 skłonić do odwrotu około 

98 procent ogólnej ludności powiatu, włączając w to jeńców wojennych 

wszelkich narodowości. Spośród ludności na miejscu pozostali niemal wy­

łącznie starsi ludzie powyżej 65. roku życia, czyli około 2 procent ludności, 

oraz 10-15 osób, które w latach 1919 i 1921 pełniły w Polsce funkcje urzęd­

nicze i które sądziły, że dalej będą mogły robić z Polakami interesy. 

20 stycznia 1945 r. przebiegał względnie spokojnie. Przez powiat cią­

gnęli przede wszystkim uciekinierzy z Kraju Warty oraz z powiatów Ole­

sno i Kluczbork. Wszyscy uciekinierzy zostali natychmiast skierowani na 

obszary na południe od Odry. Osoby ewakuowane ze zbombardowanych 

miast na zachodzie zostały przewiezione pociągami jak najdalej, do Le­

gnicy i Zgorzelca. Ostatni cywilny pociąg opuścił stolicę powiatu namy­

słowskiego 20 stycznia 1945 r. przed południem, około 11.00. W ciągu 

dnia, mimo 18-stopniowego mrozu, udało się przemieścić z południa po­

wiatu na obszary położone na południe od Odry dwa stada bydła, reszta 

zwierząt pozostała naturalnie w oborach i stajniach, oprócz koni, które 

chłopi wzięli do zaprzęgów. Z dóbr gospodarskich do Wrocławia przy 

pomocy Wehrmachtu udało się przetransportować kilkaset centnarów 

cukru i 30 centnarów masła. Wszystkie pozostałe zapasy trzeba było 

oczywiście zostawić. Dokumenty, świadectwa i księgi parafialne zabrano 

ze sobą tylko w pojedynczych przypadkach. 

Ja sam jechałem 22 stycznia 1945 r. przez Jordanów - Świdnicę - Dzier­

żoniów - Wałbrzych do Kamiennej Góry i 23 stycznia 1945 r. w Kamien-

98 

background image

nej Górze, po konsultacjach z miejscową radą powiatu, ustanowiłem tam 

oddział okręgowej kasy oszczędnościowej (Kreissparkasse) Namysłów, któ­

ra miała zaopatrywać ludność powiatu w środki płatnicze. Pewna liczba 

aktów i dokumentów administracji powiatowej dotarła aż do Kamiennej 

Góry. Volkssturm zbierał się również w Kamiennej Górze, a potem czę­

ściowo został odkomenderowany do obrony Wrocławia, częściowo zaś 

skierowany do akcji na froncie między Grodkowem i Świdnicą. Sytuacja 

aprowizacyjna przedstawiała się marnie, trzeba więc było natychmiast za­

angażować większe siły, aby zorganizować żywność z nizinnych powiatów 

Grodków, Nysa i północnej części powiatu Ząbkowice Śląskie. Poczyniw­

szy podstawowe ustalenia co do noclegów w Kamiennej Górze, 26 stycznia 

1945 r. powróciłem do mojego oddziału. Ludność powiatu w dniach od 

3 do 6 lutego przez Trutnov i okręg sudecki udała się do powiatu Zlutice 

koło Karlovych Varów, gdzie w większości pozostała do maja 1945 r.". 

Na koniec warto jeszcze przytoczyć relację dr. Heinricha na temat 

błędnej decyzji Hankego, obnażającej jego lekkomyślną i całkowicie fał­

szywą ocenę sytuacji. 22 stycznia około godziny 22.00 dr Heinrich na 

drodze między Oławą i Strzelinem napotkał 6000 rosyjskich jeńców wo­

jennych z ewakuowanych już zakładów Kruppa

121

 w Jelczu-Laskowicach 

(12 km na północ od Oławy), zmierzających do Strzelina. Spełnił prośbę 

nielicznej grupy strażników z Volkssturmu o zbiorowe noclegi w Strzeli­

nie, by Rosjanie mogli się nocą schronić przed dotkliwym mrozem. Gdy 

23 stycznia dr Heinrich zapytał swojego kolegę, starostę powiatu Sella, 

o schronienie dla Rosjan, otrzymał zaskakującą odpowiedź. Podobno 

o 1.00 w nocy gauleiter Hanke telefonicznie rozkazał natychmiast zawró­

cić owych 6000 ludzi do Jelcza-Laskowic. Tamtejsze zakłady Kruppa, 

opuszczone już przez wyższą kadrę, zdążyły jednak wstrzymać produkcję. 

Nie było najmniejszych wątpliwości, że 22/23 stycznia sytuacja na wschód 

od Odry stała się bardzo poważna. Zaledwie kilka dni później tych 6000 

Rosjan zostało uwolnionych i uzbrojonych przez towarzyszy nacierają­

cych na Oławę. Przyczynili się oni do szybkiego zamknięcia pierścienia 

wokół Wrocławia

122

O Górnym Śląsku prezydent rejencji Springorum opowiada, że gaulei­

ter Bracht rozsądnie zarządził wcześniejszą ewakuację. Z Katowic na 

1 2 1

 Fabryka Kruppa powstała w Jelczu-Laskowicach w 1942 r. i zatrudniała przede wszyst­

kim więźniów obozów pracy przymusowej oraz obozów koncentracyjnych, a nie jeńców. W tym 
celu w 1942 r. powstał specjalnie KL Funfteichen (Miłoszyce), od 1943 r. filia wielkiej fabryki 
śmierci w Gross-Roscn. 

1 2 2

 Autor zupełnie „zapomniał" o przeprowadzanej równolegle w tym samym czasie ewa­

kuacji licznych filii obozu w Gross-Rosen. Podczas niej większość więźniów zamarzła lub zo­
stała zamordowana. Tu do końca nie brakło Niemcom siły i staranności w barbarzyństwie. 

99 

background image

Gauleiter Karl Hanke wśród żołnierzy Volksstnrmu podczas wizytacji budowy barykad, 

Wrocław 1945. 

przykład kobiety i dzieci ewakuowano od ranka 18 stycznia, podczas gdy 

wróg zajął miasto dopiero 27 stycznia. Wydany przez najwyższy urząd 

rozkaz, aby pracująca ludność okręgu przemysłowego pracowała aż do 

ostatnich chwil, spowodował jednak, że ewakuacja Gliwic i Bytomia na­

stąpiła zbyt późno. Wiele kobiet nie chciało się rozstawać z mężami i nie 

podporządkowało się rozkazowi ewakuacji z 18 stycznia, co stało się 

przyczyną niepotrzebnego cierpienia. Kwestię ewakuacji niech zamknie 

jedno stwierdzenie. Specjaliści od administracji, gospodarki i kolei obli­

czyli, że do ewakuacji dóbr trzeba około 40 000 wagonów (dla Górnego 

Śląska). Wojskowy referent VIII Okręgu Korpusu we Wrocławiu

123

 na 

podstawie doświadczeń zdobytych podczas inwazji aliantów na zachodzie 

w 1944 r. uznał natomiast, że wobec rozpoczętego już ataku wszelka ewa­

kuacja dóbr jest spóźniona i bezcelowa. I miał rację! 

Należałoby teraz powiedzieć, że wszystkie doświadczenia, zdobyte pod 

koniec stycznia i na początku lutego pod naciskiem zbliżającego się, miaż­

dżącego kolumny marszowe wroga - doświadczenia krwawe, złe, a także 

l 2 ?

 VIII Okręgu Korpusu Wehrmachtu we Wrocławiu - istniał w latach 1935 1945 jako jed­

nostka terenowej administracji wojskowej na Dolnym Śląsku. 

100 

background image

i dobre - czegoś nas nauczyły. Powinno to wystarczyć, by nie powtarzać 
starych błędów na południe od Odry. Nic bardziej mylnego! Także w tym 
przypadku powodem było powszechne jeszcze wówczas lekceważenie sy­
tuacji. Ewakuowano wprawdzie położony za frontem pas szerokości 

15-20 km, czyż jednak nie był to tylko półśrodek? Dla wszystkich chyba 

zrozumiałe jest, że chłopi pazurami trzymali się swej ojcowizny. Opór sta­
wiany strzelcom piechoty, którzy na południe od Odry wzywali do ewaku­
acji, można więc wytłumaczyć. Ale najwyżsi funkcjonariusze państwowi 

i partyjni powinni byli zasięgnąć informacji co do dalszego przebiegu zda­
rzeń, aby podjąć środki konieczne dla dobra i bezpieczeństwa ludności na 
Śląsku, a przede wszystkim wydać dalekowzroczne zarządzenia. Ale na 
tamte czasy były to chyba zbyt wyśrubowane wymagania. Hitler zapowia­
dał przecież „ostateczne zwycięstwo". Pozostawiono więc na Śląsku dużą 
część osób, również tych, wraz z rodzinami, których nie potrzebowano do 
wykonywania prac w przemyśle, rzemiośle czy rolnictwie, niezbędnych do 
zaopatrzenia oddziałów; żadne względy militarne nie stały na drodze szyb­
kiej ewakuacji tych ludzi. Zaniechano choćby próby wyobrażenia sobie lo­
sów ludności w razie niepomyślnego zakończenia wojny. I stało się tak, że 
również w czasie późniejszych walk na południe od Odry nieewakuowana 
lub zbyt późno ewakuowana ludność musiała znosić straszne cierpienia. 

Warto wspomnieć relację na temat Ostrawy: „Pod koniec marca w bar­

dzo szczerej rozmowie zwrócono feldmarszałkowi Schórnerowi uwagę na 
to, że spóźniony rozkaz ewakuacji będzie niemożliwy do zrealizowania, po­
nieważ niemiecka ludność nie będzie mogła przejechać przez tereny za­
mieszkałe głównie przez Czechów. Schórner przytaknął, ale nadmienił, że, 

jak wskazuje doświadczenie, jeśli żołnierze stwierdzą, iż ludność i cywilna 

administracja ewakuują się z głębi kraju, oddziały niemieckie nie będą 
chciały bronić pozycji. Obiecał, że jak dalece będzie do możliwe, poda do 
wiadomości plan odwrotu. I rzeczywiście, 17 kwietnia nadeszło pełnomoc­

nictwo do ewakuowania Ostrawy, cofnięte jednak przez dowództwo 1. Ar­
mii Pancernej". 

Uzasadnieniu Schórnera z historycznego punktu widzenia można by 

wiele zarzucić. Gdyby na przykład oświadczono szczerze oddziałowi, że 
teraz gra idzie wyłącznie o to, by wywalczyć czas i przestrzeń dla odpo­

wiednio wczesnego

 i dzięki temu bezpiecznego wyprowadzenia niemieckiej 

ludności, kto mógłby wątpić w to, że wojska, mając ten cel przed oczami, 
nie walczyłyby jeszcze chętniej? Przecież aż nazbyt często oglądali grozę 
zmiażdżonych pochodów uciekinierów - skutek spóźnionej ewakuacji. 

Trudno sobie wyobrazić, jak można było, bez bliższego uzasadnienia, 

cofnąć udzielone 17 kwietnia zezwolenie na ewakuację. Przyczyny należy 

upatrywać w tym, że tamtejsza sieć dróg była równocześnie potrzebna 

101 

background image

Walki uliczne byty szczególnie trudne zarówno dla wojsk niemieckich, jak i sowieckich. 

Na zdjęciu: żołnierze Wehrmachtu podczas zmiany pozycji bojowej. Dolny Śląsk, 

wiosna 1945. 

wyłącznie do celów wojskowych. Wtedy, 17 kwietnia, na ewakuację było 

już po prostu za późno. Druga połowa lutego i cały marzec nie zostały 

wykorzystane na szeroko zakrojoną ewakuację i zbędne jest ponowne 

przytaczanie przedstawionych już wcześniej powodów. 

Podobnie jak nad wieloma decyzjami, środkami i zarządzeniami, tak 

i nad uzbrojeniem, wyszkoleniem i mobilizacją Volkssturmu ciąż) wyrok 

„zbyt późno". Do jak wielkich czynów zdolny był Volkssturm, jeśli po­

trafiono wykorzystać czas na celową wojskową organizację, wykazały za­

równo walki o Wrocław, jak i zaangażowanie nad Nysą Łużycką, o czym 

będzie mowa dalej. 

Samo dowództwo wojskowe po rozpoczęciu walk na Śląsku krok po 

kroku, przy kilku sporach z gauleiterami o podział władzy, wcielało od­

działy Volkssturmu do organizacji dowodzenia wojskiem, gdzie właściwie 

było ich miejsce, lub też rozwiązywało je. Nim jednak Volkssturm trafił 

we właściwe miejsce, pod stabilne dowództwo, zmarnowano niestety „bez 

sensu i celu", jak to trafnie określił prezydent Springorum, „potężny ka­

pitał ludzkiego życia, wartości materialnych i duchowych". Tym większy 

spoczywa na nas obowiązek wystawienia w tym miejscu pomnika męż­

nym żołnierzom Yolkssturmu. 

background image

Grupa Armijna „Heinrici" broni 

Bramy Morawskiej 

Pod koniec stycznia odwrót prze: zaśnieżone góry na zachodnią Słowację 

i na południowy kraniec Górnego Śląska - Oddelegowanie oddziałów do 

17. Armii - Przeniesienie punktu ciężkości armii na Górny Śląsk w celu obro­

ny Bramy Morawskiej - Grupa Armijna (1. Armia Pancerna) jest i pozosta­

je stabilnym południowym filarem rozległego śląskiego frontu 

(por. mapa nr 1 w załączeniu) 

kutki klęski na północy zmusiły Grupę Armii do szybkiego odesła­
nia oddziałów na Śląsk. Odtransportowywanie 75. Dywizji, z któ­

rej na pozycję A-2 pod Miechowem tuż przed wrogiem przybyły czołowe, 
a więc najsłabsze oddziały, rozpoczęło się już 11 stycznia, czyli dzień przed 
początkiem wielkiej bitwy. Potem, do 1 lutego, przybyły następujące szta­
by i jednostki: dowództwa XI i XVII Korpusu Piechoty oraz 1. Narciarska 

Dywizja Strzelców, 97. i 100. Dywizja Strzelców oraz 208. Dywizja Piecho­

ty. Ich użycie w 17. Armii zostanie omówione w odpowiednim miejscu. 

Osłabienie wojsk i burzliwy przebieg zdarzeń w Polsce, do których musia­

ła się też przyłączyć sąsiadująca z Grupą Armii bezpośrednio od północy 17. 
Armia, 29 stycznia zmusiły nie tylko do poddania dotychczasowego frontu, 

lecz lak/o do wycofania się / Tatr na linię Dumbier (20(14 m n.p.m.) Beni-

kov (2178 m n.p.m.) - Jeleśnia (na południowy wschód od Żywca). Linia ta, 

ustalona jako pozycja końcowa, chroniła połączenie północ-południe z le­

wym skrzydłem Grupy Armii „Południe" oraz położone na zachód od Ru-
żomberka (Rosenberg) i w pobliżu Przełęczy Jabłonkowskiej kopalnie węgla 

i rudy. Odwrót ten spowodował poddanie, prócz żyznych obszarów wschod­
niej Słowacji, również położonego na wschód od Tatr Wysokich regionu 
Spiszu. Położony w cieniu korony siedmiu szczytów Tatr Wysokich, z ich 
najwyższym szczytem Kaiser-Franz-Joseph-Spitze (2663 m n.p.m.)

1 2 4

, re-

1 2 4

 Autor zapewne rozmyślnie używa nazwy, która byta stosowana tylko w latach 

1896 1919, kiedy to wprowadzono ją z okazji 1000-lecia państwowości węgierskiej. Wcześniej 

i dziś szczyt ten nazywa się Gerlach (2665 m n.p.m.). W okresie międzywojennym używano na-

103 

background image

gion należy do miejsc najhojniej obdarzonych przez naturę. Niezapomniany 

jest widok lśniących w promieniach wschodzącego słońca, zaśnieżonych gór­

skich szczytów, które zdają się unosić w powietrzu wysoko nad leżącą u ich 

podnóża równiną. Już w XII i XIII w. znajdowały się tu zasiedlone przez 

niemieckich osadników miejscowości: Levoća (Leutschau Lewocza), Po­

prad (Deutschendorf), Keżmarok (Kasmark - Kieżmark) - które stały się 

zamożnymi miastami dzięki położeniu na szlakach handlowych z Węgier do 

Polski i na Śląsk. Grupa Armii z oporami opuszczała ten piękny, bogaty 

region. 

Wycofywanie się Grupy Armii odbywało się - w porównaniu z do­

tychczasowymi walkami -- przy wtórze lżejszych potyczek ariergardy. 

Wrogowi trudno było posuwać się za nami w górach, zapewne też zredu­

kował swoje siły na rzecz ofensywy na północy. 27 stycznia sztab 1. Armii 

Pancernej przeniósł stanowisko dowodzenia ze wschodnich stoków Tatr 

Wysokich w okolice Żyliny (Sillein). Tu podporządkowano mu dotych­

czasowy prawy korpus skrzydłowy 17. Armii, XI Korpus SS-Obergrup-

penftihrera SS Kleinheisterkampa

12

-

5

 w okolicach Żywca. 29 stycznia do 

1. Armii Pancernej przeszedł również nadciągający z północy, walczący 

w Beskidach i nad Wisłą LIX Korpus Armii, który wycofując się w wal­

ce, dotarł do linii Bielsko - Pszczyna. 

Wraz z rozszerzeniem terenów walk punkt ciężkości 1. Armii Pancer­

nej przeniósł się na jej północne skrzydło, czyli na Górny Śląsk. Pozycja 

w górach stała się teraz bocznym frontem. Dlatego 30 stycznia 1945 r. 

przeniesiono punkt dowodzenia armii do Frydka, na południowy zachód 

od Cieszyna. 

29 stycznia położenie nowego północnego skrzydła Grupy Armii wcale 

nie wyglądało wesoło. XI Korpus SS - przełamany 16 stycznia pod Jasłem 

- wycofując się, musiał oddać obie północne dywizje (78. Ludową Dywizję 

Szturmową i 544. Dywizję Grenadierów Ludowych) sąsiedniemu LIX Kor­

pusowi i po trwającym krótko oporze pod Makowem razem z 545. Dywi­

zją Grenadierów Ludowych i 320. Dywizją Piechoty dotarł do wspomnia­

nych już okolic Żywca. LIX Korpus - jak zwykle przetrzymany przez 

zwy obecnej, a w latach 1939 1945, czyli po rozbiorze Czechosłowacji, obowiązywała nazwa 
Słowacki Szczyt (niem. Slowakische Spitze). W 1945 r. przywrócono nazwę Gerlach, choć w la­
tach 1949-1959 zastąpiono ją mianem Szczytu Stalina. 

1 2 5

 Gen. Mathias Kleinheisterkamp (ur. 1893 w Erbelfeld, zm. 1945 w Halbe) - oficer 

i SS-Obergruppentuhrer. Walczył w I wojnie światowej od 1914 r„ jako oficer od 1915 r. Po 
wojnie we Fieikorpsach, a później w Reichswehrze. W SS od 1934 r. W walkach w Polsce 
i we Francji w 1939-1940 dowodził 3. batalionem pułku SS „Deutschland". Później, po agre­
sji na Związek Sowiecki m.in. dowódca 3. pułku w DPanc SS Tottenkopf, 6. D Górską 
SS Nord, 2. DPanc SS Das Reich, VII KPanc SS, XI KPiechoty SS. 30 kwietnia 1945 r. oto­
czony, popełnił samobójstwo. 

104 

background image

Hitlera o wiele za długo na pozycji nad Wisłoka i dlatego na południowej 

i głębokiej północnej flance ciągle zagrożony przez nieprzyjaciela - broniąc 

się zaciekle przed wyprzedzającymi go jednostkami pancernymi, w śnieżycy, 

przy dotkliwym mrozie (codziennie minus 18 stopni), często po fatalnych 

drogach dotarł do obsadzonej już tylko punktowo linii Kęty - Oświęcim na 

zachodnim brzegu Soły (pozycja B-2). Przekraczając Dunajec, 78. Dywizja 

Szturmowa straciła swego dowódcę von Hirschfelda

126

, trafionego odłam­

kami bomby, najmłodszego, zaledwie 32-letniego generała wojsk lądowych, 

wyróżnionego najwyższymi odznaczeniami za męstwo. Nie powiodła się 

także próba utrzymania odcinka Soły. Nieprzyjacielskie czołgi wdarły się 

już do północnej części pozycji, nim jeszcze otrzymała ona pełną, zdolną do 

obrony obsadę. Części walczącej tam 78. Ludowej Dywizji Szturmowej zo­

stały zamknięte pierścieniem. Kontratak piechoty na nieprzyjacielskie czoł­

gi, wsparty przez działa szturmowe - raptem dwa! - zakończył się fiaskiem. 

Okrążone niemieckie jednostki mogły się jednak oswobodzić, podejmując 

próbę wyłomu. Zanim jednak sytuacja przybrała dalszy niekorzystny roz­

wój, 29 stycznia, przy pomocy przybyłej poprzedniego dnia z ojczyzny for­

macji przeciwczołgowej, udało się odeprzeć niezwykle silny atak nieprzyja­

cielskich czołgów, które chciały wymusić przełamanie linii do Czarnej 

Wody. W krótkim czasie zniszczono 25 nieprzyjacielskich czołgów, z tego 

aż 5 z nich zniszczył jeden awansowany właśnie do stopnia podporucznika 

oficer. To sprawiło, że wróg stał się ostrożniejszy. Na ten moment powinien 

był się zatrzymać. Nie było jednak wiadomo, jak długo wykończone do 

granic możliwości trwającymi nieprzerwanie 14 dni walkami w odwrocie 

i nocnym marszem na zatłoczonych, zaśnieżonych drogach oddziały będą 

jeszcze w stanie stawiać opór nacierającym Rosjanom. Siła kompanii w 78. 

Ludowej Dywizji Szturmowej wynosiła przykładowo już tylko około 30-40 

żołnierzy. Po dowódcy dywizji zginęło również dwóch doświadczonych do­

wódców pułków. Należało się przy tym spodziewać, że po mizernych sukce­

sach jesienią we wschodnich Beskidach i Karpatach dowództwo rosyjskiego 

4. Frontu Ukraińskiego, ustępującego swemu północnemu sąsiadowi 

- 1. Frontowi Ukraińskiemu, który dotarł już do Odry, zrobi wszystko, by 

zdobyć tereny przemysłowe wokół Ostrawy. 

Również w XI Korpusie, przylegającym od północnego zachodu do 

LIX Korpusu Armijnego, który wprawdzie nie podlegał Grupie Armijnej 

„Heinrici", ale jego położenie było bardzo istotne dla jej nowego północ-

1 2 6

 Gen. Harald von Hirschfeld (ur. 1912 w Weimarze, zm. 1945 na Przełęczy Dukla) oficer 

niemiecki od 1935 r. W kampanii polskiej walczył w 98. pułku strzelców górskich m.in. bez­

skutecznie szturmującym Lwów. Wyróżniający się w walkach we Francji i w ataku na Związek 

Sowiecki (m.in. w walkach na Kaukazie). Od czerwca 1944 r. pułkownik, a od grudnia generał 

-jako najmłodszy w wojskach lądowych III Rzeszy. Zginął 18 stycznia 1945 r. podczas nalotu. 

105 

background image

nego skrzydła, trudno było ze spokojem oczekiwać dalszego rozwoju wy­

padków. Do tego korpusu dołączyło kilka dywizji oddanych przez Grupę 

Armijną „Heinrici" z rejonu Koszyc (75. Dywizja Piechoty, 97. Dywizja 

Strzelców i 1. Dywizja Strzelców Górskich). Ponieważ jednak ich odwo­

łanie w większości nastąpiło po rozpoczęciu nieprzyjacielskiej ofensywy, 

a słowackie linie kolejowe nie potrafiły sprostać wymogom związanym 

z tak dużym transportem, w miejscach wyładunku pojawiały się w niere­

gularnych odstępach zdekompletowane dywizje, i tak rozczłonkowane 

musiały być rzucane do boju, nie mogły więc zadziałać z pełną siłą zwar­

tych szeregów. Gdyby -jak sugerowała 1. Armia Pancerna - wcześniej 

oddać nieprzyjacielowi region Koszyc po to, by przygotować dostateczne 

rezerwy na oczekiwaną od dawna, decydującą walkę w Polsce, siły te 

- skoncentrowane z linią frontu - mogłyby przynajmniej znacząco spo­

wolnić zwycięski marsz Sowietów. W tej sytuacji jednak nie miały żadne­

go istotnego wpływu na przebieg wypadków. W tych warunkach XI Kor­

pus, który 24 stycznia bronił jeszcze odcinka Przemszy między Wisłą na 

północ od Oświęcimia a Mysłowicami (pozycja B-2), 26 stycznia został 

przełamany przez rosyjskie czołgi w kierunku na Katowice i do 29 stycz­

nia zepchnięty na południowy zachód na front Pszczyna - Żory przez li­

nię Nowy Bieruń - Stary Bieruń - Tychy. Bardzo obawiano się ataku So-

Niemieckie działo samobieżne „Wespe" uzbrojone w haubicę kalibru 10, 5 cm. Litera B na 

nadbudowie jest zapewne oznaczeniem wozu w jednostce lub baterii. Na pierwszym planie 

zniszczona radziecka armata przeciwpancerna kalibru 45 mm wz 1942 (M-42). Dolny Śląsk. 

wczesna wiosna 1945. 

106 

background image

wietów przez Rybnik na tyły operujących między Beskidami i Wisłą nie­

mieckich oddziałów. Jednak kontratak XI Korpusu pod Rybnikiem 

29 stycznia zdołał odrzucić szpice wroga daleko na północny wschód. 

Rybnik pozostał w niemieckich rękach. W ten sposób zlikwidowano na 

razie najpoważniejsze zagrożenie. W górach zimowe warunki pogodowe 

wykluczały w tamtym czasie znaczniejsze działania wojenne na większych 

wysokościach. Wróg po części ograniczył się do pozostania, w kilkukilo-

metrowych odstępach, przed obsadzoną punktowo nową niemiecką po­

zycją; w innych miejscach próbowały ją wybadać nieprzyjacielskie od­

działy szturmowe. Zabezpieczanie zbyt rozległych odcinków przed 

oddziałami szturmowymi i zwiadowczymi było jednak dla działających 

tam dywizji dużym obciążeniem. Jednostki węgierskie musiały bowiem, 

po rozpoczęciu na polecenie Rosjan mobilizacji do węgierskiej „armii wy­

zwoleńczej" przez generała Miklósa, który przeszedł na stronę wroga, zo­

stać wycofane z frontu, oprócz niewielkich resztek (24. Dywizja Węgier­

ska). Pojedyncze baterie wzięły udział w akcji na obszarze LIX Korpusu. 

Tabory dawnej armii węgierskiej w niekończących się kolumnach masze­

rowały do punktu zbornego w środkowym biegu rzeki Wag. Taki koniec 

najsilniejszej niegdyś i najlepszej węgierskiej armii do głębi poruszył jej 

ostatniego dowódcę, generała Laszlo. Naczelny dowódca 1. Armii Pan­

cernej zdążył jeszcze temu dzielnemu, obowiązkowemu i obdarzonemu si­

łą charakteru żołnierzowi na pozycji jednej z ostatnich znajdujących się 

w ogniu węgierskich baterii wręczyć Krzyż Rycerski Żelaznego Krzyża. 

Generał Laszlo został po wojnie skazany w swej ojczyźnie na śmierć, ale 

zamieniono mu karę śmierci na dożywocie. Zmarł później w węgierskim 

więzieniu. Każdy, kto poznał jego ambitne poglądy, jego żołnierskie my­

ślenie i jego koleżeńską postawę, zachowa dla niego szacunek i pamięć. 

Po ustąpieniu 1. Armii Węgierskiej z frontu dotychczasowa Grupa Ar­

mijna „Heinrici" przyjęła nazwę „1. Armia Pancerna". Wraz z przeniesie­

niem w rejon Ostrawy 1. Armia Pancerna trafiła w warunki, z jakimi 

dawno już nie miała do czynienia. Przez wiele lat walczyła na ziemi wro­

ga, gdzie dysponowała nieograniczoną władzą operacyjną w obrębie swo­

jej armii. Nie inaczej było także w sprzymierzonej Słowacji. Teraz, na no­

wo przydzielonych jej terenach, przyłączonych przez Hitlera do Rzeszy, 

armia napotkała aparat partii narodowosocjalistycznej, niemiecką admi­

nistrację i instytucje gospodarki wojennej, które przede wszystkim próbo­

wały podtrzymać swoje kompetencje. Zrozumiałe było, że niepojęta dla 

wszystkich tych instytucji klęska armii w Polsce i wdarcie się Sowietów na 

linię Odry wprawiło je w najwyższe przerażenie. Gauleiter i kreisleiterzy, 

urzędnicy rządowi i eksperci od spraw gospodarki z organizacji Speera 

rzucili się na naczelne dowództwo Armii Pancernej, aby usłyszeć nowe in-

107 

background image

formacje o położeniu i trybie postępowania. Organizacji Speera najbar­

dziej zależało na uzyskaniu odpowiedzi na pytanie, czy należy rozpocząć 

niszczenie obiektów przemysłowych w rejonie Ostrawy. Naczelny dowód­

ca mógł odpowiedzieć swoim zgromadzonym zastępcom, że wróg znalazł 

się wprawdzie blisko bram okręgu przemysłowego, jednak jeszcze się 

przez nie nie przedarł, i że armia pancerna przybyła po to, by obszar ten 

chronić. Dlatego nie wyrazi zgody na podjęcie przedwczesnych kroków 

i ostrzega przed ich podejmowaniem. W szczególny sposób armię wsparł 

w tej kwestii zastępca ministra Speera, dr inż. M. Uważał on, że nawet 

wobec utraty regionu przemysłowego nie powinno się dokonywać znisz­

czeń, również ze względu na polskich robotników zamieszkujących ten te­

ren, aby nie odbierać ludziom podstaw ich egzystencji. Podczas gdy mimo 

nadciągającej armii rosyjskiej załogi zakładów i kopalń chętnie stawiały 

się do pracy, teraz, po podaniu do publicznej wiadomości informacji 

o przygotowaniach do zniszczenia trzeba byłoby się liczyć z zamieszkami 

i aktami sabotażu na zapleczu nieodległego już frontu, które w tych wa­

runkach mogłyby mieć niebezpieczne skutki. W porozumieniu z dowód­

cami postanowiono więc niczego nie niszczyć, lecz pozwolić dalej praco­

wać wszystkim kopalniom i zakładom, nie przejmując się tym, czy 

Rosjanie przejmą je potem w stanie umożliwiającym ich dalszą eksploata­

cję. Na taką ewentualność organizacja Speera przygotowała wynagrodze­

nie z góry dla robotników na kolejne 14 dni, aby w razie zakłóceń w pro­

dukcji po zajęciu obiektów przez Rosjan nie pozostali oni bez środków 

do życia. Minister Speer w czasie swych późniejszych odwiedzin wyraźnie 

pochwalił tę umowę zawartą między dr. M. i armią. Była ona natomiast 

sprzeczna z wydanym przez Hitlera rozkazem zniszczenia. Sukcesem tego 

przedsięwzięcia był fakt, że w lutym i w marcu praca na obszarze przemy­

słowym przebiegała bez zakłóceń i że ludność polsko-czeska, choć w du­

żym stopniu sympatyzująca z Sowietami, nie przysparzała wtedy żadnych 

trudności. Armia Czerwona ze swej strony najwyraźniej unikała niszcze­

nia obiektów na obszarze przemysłowym atakami z powietrza i ostrzałem 

artylerii. 

Oczywiste zadanie 1. Armii Pancernej przy obejmowaniu nowych odcin­

ków polegało na zatrzymaniu 4. Frontu Ukraińskiego między Beskidami 

Zachodnimi a Wisłą i Odrą. Istotne dla wojennej gospodarki tereny prze­

mysłowe na obszarze: Frysztat - Rybnik - Racibórz Ostrawa Trzyniec -

Cieszyn - Karwina były teraz w ich zasięgu i należało ich bronić. Znajdo­

wały się tam kopalnie węgla, rudy metali, przemysł metalurgiczny, zakłady 

chemiczne, fabryki włókiennicze, huty żelaza i stali z największą linią wal­

cowniczą ówczesnej Europy oraz rafinerie ropy naftowej. Poza tym na ar­

mię przeniesiono ochronę Bramy Morawskiej, owej doliny między Beskida-

108 

background image

mi Zachodnimi i górami Śląska, przez którą prowadziły najważniejsze szla­

ki ze wschodu do Bratysławy, Wiednia, Brna i Pragi. Od niepamiętnych 

czasów stanowiła ona wrota do Europy Środkowej. Zablokowanie Bramy 

miało więc nie tylko operacyjne, lecz także strategiczne znaczenie. 

W jaskrawej opozycji do tego zadania stały środki, którymi 1. Armia 

Pancerna dysponowała, obejmując dowodzenie. Po oddaniu ponad poło­

wy dywizji, które należały do niej jeszcze w czasie walk o Koszyce, była 

zdana na początek na 3 osłabione jednostki LIX Korpusu, czyli 544. i 78. 

Ludową Dywizję Szturmową oraz 359. Dywizję Piechoty, które ostatnim 

wysiłkiem broniły się przed przeważającymi siłami nieprzyjacielskich jed­

nostek pancernych i piechoty. Niebezpieczne były przede wszystkim nie­

przyjacielskie czołgi. Naczelny dowódca armii zadeklarował więc dr. M., 

szefowi organizacji Speera: „Jeśli Pański minister nie chce w ciągu krót­

kiego czasu stracić ostatniego, w pełni działającego obszaru wydobycia 

węgla, musi jak najszybciej oddać do dyspozycji 100 niszczycieli czołgów 

z armijnej produkcji wozów bojowych". Prośbę tę spełniono jednak do­

piero później, po wizycie ministra Speera. Tymczasem armia, biorąc pod 

uwagę ryzyko utraty terenów górskich, zaczęła mnożyć tam odcinki za­

bezpieczające, aby móc przeprowadzić na nizinę jakiekolwiek posiłki. Po­

nieważ kolej zajęta była przewożeniem resztek oddanych już dywizji, 

przyciągnięcie tych posiłków zabrało więcej czasu, niż powinno. Do chwi­

li ich nadejścia trzeba było jeszcze przetrzymać kilka dni ciężkiego boju; 

nieprzyjaciel bowiem na razie nie ustępował. 

Widzimy Grupę Armijną „Heinrici" (1. Armię Pancerną), której rola 

w analizie śląskiego teatru wojennego często zbyt pochopnie określana 

jest jako drugoplanowa, walczącą w bardzo ważnym, dla gospodarki wo­

jennej wręcz decydującym miejscu. Oprócz tego planowo wykorzystując 

swą podwyższoną dzięki górom zdolność obronną, przekazała ona cenne 

rezerwy. I choć na śląskiej ziemi walczyło jedynie jej północne skrzydło -

bez jej pod wieloma względami niezawodnej skuteczności walka pozosta­

łych dwóch północnych armii o Śląsk byłaby zupełnie nie do pomyślenia. 

Bo, jak pokażą kolejne rozdziały, 1. Armia Pancerna była i pozostała po­

łudniowym filarem rozległego śląskiego frontu. 

background image

Walki na wschód od Odry między 

Lublińcem i Sycowem 

Resztki 4. Armii Pancernej, fragmenty śląskiej Armii Zapasowej, żandar­

merii, policji, Volkssturmu oraz przybyła z zachodu 269. Dywizja Piechoty 
odnotowują na wschód od Odry czasowy sukces - Marsz wroga na Opole zo­
staje opóźniony - Zgodnie z planem Opole poddaje się 24 stycznia, obroniona 
zostaje natomiast linia Odry - Między 19 a 28 stycznia uderzenie skierowane 
na Wrocław między Kępnem, Sycowem i Oleśnicą zostaje jeszcze w porę 

przechwycone i skierowane w bok (por. mapy nr 1 i 2 w załączeniu) 

eśli utrzymanie linii na Odrze w toku niemal niepowstrzymanego 

parcia wroga na Śląsk miałoby jeszcze w ogóle mieć jakieś szanse, 

przyszedł najwyższy czas, aby opóźnić sowiecki marsz przez skutą lodem, 

pozbawioną wartości obronnej rzekę na śląskiej ziemi. Dzięki temu moż­

na byłoby zyskać czas niezbędny do zorganizowania planowej obrony 

rzeki i być może jeszcze zapobiec błyskawicznemu jej przekroczeniu przez 

wroga. Wskutek spóźnionego zaalarmowania Armii Zapasowej (17/18 

stycznia) upłynęło bezproduktywnie kilka dni z dość przecież ograniczo­

nego czasu, które przysłużyły się nieprzyjacielowi. Przebieg zdarzeń na 

dwóch różnych obszarach pokaże, jak bardzo oddziały starały się spro­

stać tym zadaniom. 17 stycznia wieczorem sztab VIII Korpusu Armii, 

uwolniony z przegranej bitwy na przyczółku magnuszewskim, pod do­

wództwem sprawdzonego i zasłużonego generała artylerii Hartmanna

127 

przybył do Opola. Tam bezpośrednio od Grupy Armii otrzymał zadanie 

Gen. Walter Hartmann (ur. 1891 w Miilheim, zm. 1977 w Hameln) artylerzysta, oficer 

niemiecki od 1912 r. Wyróżniony w walkach podczas I wojny światowej. Później w Reichsweh-
rze. Od 1935 r. dowódca 1. batalionu 60. pułku artylerii Wehrmachtu. W walkach w Polsce i na 
froncie zachodnim w 1939-1940 dowódca 24. pułku artylerii. Od maja 1942 r. dowódca 407. 
Dywizji do Zadań Specjalnych, a od września 390. Polowej Dywizji Szkoleniowej. W kwietniu 

1943 r. objął dowództwo 87. Dywizji Piechoty. Od listopada tego roku w rezerwie. Ponownie 

powołany, objął w lutym 1944 r. 1 Korpus Piechoty. W obronie Krymu dowodzi XLIX Korpu­
sem Górskim, a od września 1944 r. VIII Korpusem. Ostatnim związkiem, jakim dowodzi od 
kwietnia 1945 r., był XXIV Korpus Pancerny. Do 1947 r. w niewoli amerykańskiej. 

110 

background image

opóźnienia postępów wroga w kierunku Odry przez linię z grubsza łączą­

cą Lubliniec z Wieluniem. 18 stycznia naczelne dowództwo przeniosło 

stanowisko dowodzenia na wschód, do Dobrodzienia. Stamtąd, w trakcie 
rozpoznania terenu w kierunku wroga, napotkano następujące oddziały, 
gotowe do obrony, z frontem na wschód: koło Lublińca części jednostki 
szkolnej 4. Armii Pancernej, na północ od niej pod Sierakowem pozosta­
łości rozbitej 168. Dywizji Piechoty i w końcu pod Olesnem pozostałości 
wracającego również ze wschodu batalionu dział szturmowych StuG. 

Rzucono tu również wrocławską policję rejonową. Od tych sił, operują­

cych na odcinku frontu długości co najmniej 30 km, nie można było 
wprawdzie oczekiwać zbyt wiele, to znaczy poważniejszego opóźnienia 
nieprzyjacielskiego marszu, ale wartym wspomnienia sukcesem był fakt, 
że dało się nieco spowolnić ruchy wroga, do tej pory wykonywane w ga­

lopującym tempie, a przede wszystkim nad nimi zapanować. Po 21 stycz­
nia jednakże walki wróciły nad Odrę i obrona „twierdzy" Opole w obli­

czu niedostatecznych sił i braku broni ciężkiej nie była już ani możliwa, 
ani sensowna. 

Pod dowództwem niecofającego się przed podejmowaniem decyzji ge­

nerała Hartmanna sprawnie dowodzonej i dzielnie walczącej Grupie Bo­

jowej „Opole" udało się wyrwać z Opola, gdzie wróg wdarł się 24 stycz­

nia, ostatniego żołnierza i ostatnie ruchome działo. Udało się też 

zrealizować główne zadanie, czyli utrzymać linię Odry, mimo że pokrywa 

lodowa pozwalała w niektórych miejscach przejść nieznacznym siłom 
wroga na drugą stronę, ale bez możliwości utworzenia przyczółków 
o strategicznym znaczeniu. Gdyby generał Hartmann zgodnie z rozkazem 
zamknął „twierdzę" Opole ze zbyt słabymi siłami, sukces wroga byłby 
większy. Wtedy bowiem sił związanych w Opolu zabrakłoby do obrony 
Odry pod Opolem - byłoby to dla wroga zaproszenie do natychmiasto­
wego przekroczenia Odry przy użyciu większych sił. 

Podczas gdy ten sukces obrony z obu stron Opola wywarł korzystny 

wpływ na umocnienie tamtejszego położenia, ważna decyzja Grupy Armii 
decydująco przyczyniła się do przytrzymania wroga na obszarze na 
wschód od Wisły na tyle długo, by zająć się gotowością obronną Wrocła­
wia (por. mapa nr 2). 19 stycznia zmontowana z kilku różnych jednostek 
grupa bojowa pod dowództwem pułkownika Krafta opóźniła na odcinku 

Prosny po obu stronach Wieruszowa [w oryg. Wieruszewa - przyp. tłum.] 
na wschód od Kępna marsz wroga, nacierającego szerokim frontem 

z czołgami i działami. W nocy z 19 na 20 stycznia Grupa Bojowa wy­
mknęła się z nieprzyjacielskiego okrążenia na przygotowaną do obrony 

linię po obu stronach Kępna. Przybyciu bitnych posiłków do 20 stycznia 
należy zawdzięczać fakt, że do wieczora tego dnia utrzymano teren po 

/ / / 

background image

obu stronach Kępna. Przybyły: batalion ROB

1 2 8

 z Gniezna pod dowódz­

twem majora barona Grotę (600 żołnierzy) oraz po jednej kompanii zmo­

toryzowanej niszczycieli czołgów i przeciwlotniczej z 269. Dywizji. Gdy 

czoło transportu nadciągającej z zachodu 269. Dywizji Piechoty (pod do­

wództwem generała Hansa Wagnera

129

) 19 stycznia wieczorem z okolic 

Drezna znalazło się w pobliżu Zgorzelca, Grupa Armii musiała podjąć 

decyzję o ostatecznym miejscu użycia tych rezerw. Płonął cały wschód. 

Jaka decyzja wydawała się słuszna? Ponieważ o okolice Krakowa, pier­

wotnie przewidziane jako miejsce akcji dla tej dywizji, już toczyły się wal­

ki, generał Xylander na sugestię swojego pierwszego oficera sztabu, 

w słusznej trosce o węzeł komunikacyjny Wrocław, w którego zdolność 

obrony w tamtym czasie jeszcze chyba słusznie wątpiono, zdecydował się 

na obszar między Sycowem i Oleśnicą. Pierwszy transport, szczęśliwie ze 

sporym wyprzedzeniem w stosunku do właściwego czoła transportu, skła­

dał się z obu wymienionych kompanii: niszczycieli czołgów i przeciwlotni­

czej, które, jak powiedziano, do ranka 21 stycznia - w ostatniej chwili -

zostały wyładowane w Kępnie. Po stracie kilku czołgów nieprzyjaciel do­

piero 21 stycznia ruszył za wycofującą się w nocy z 20 na 21 stycznia do 

Sycowa Grupą Bojową „Krafft". Szczęśliwym trafem w nocy z 20 na 21 

stycznia przybyły kolejne posiłki: fragmenty zapasowego oddziału kawa­

lerii Oleśnica oraz z 269. Dywizji: II batalion 489. pułku grenadierów, 

2. kompania 269. batalionu fizylierów i 2 półbaterie. 21 stycznia dowódca 

dywizji generał Wagner pospieszył do Sycowa, aby przejąć ogólne dowo­

dzenie. Obronie, prowadzonej z powodzeniem po obu stronach i na za­

chód od Sycowa do nocy z 22 na 23 stycznia, 21 stycznia poważnie zagro­

ził trick nieujawnionego agenta Komitetu Wolne Niemcy

130

. W kompanii 

batalionu ROB w Gnieźnie pojawił się oficer w mundurze pułkownika sa­

perów i wydał rozkaz przerwania walk. Rozpoczęte pod natychmiasto­

wym ogniem wroga wycofywanie się zostało jeszcze w porę zatrzymane 

1 2 8

 Reserveofficiersbewerber (ROB) kandydat na oficera rezerwy. 

1 2 9

 Gen. Hans Wagner (ur. 1896 w Saarbrucken, zm. 1967 w Ulm) - artylerzysta i oficer 

niemiecki od 1916 r. Walczył na froncie zachodnim i wschodnim 1 wojny światowej. Później 
w Grenzschutzu, policji i Reichswehrze. W agresji na Polskę w 1939 r. i Francję w 1940 r. do­
wódca II batalionu w pułku artylerii 46. DP. Później dowódca pułku artylerii 5. DP. 
W Związku Sowieckim walczy ze swym pułkiem m.in. pod Demjańskiem. Od marca 1943 r. 
dowódca 225. DP, a od listopada tego roku do końca wojny dowódca 268. DP. Później w nie­
woli amerykańskiej. 

1 3 0

 Nationalkomitees Freies Deutschland (Komitet Narodowy Wolne Niemcy) - antyna­

zistowska organizacja niemiecka utworzona 12-13 lipca 1943 r. w Krasnogorsku z inicjaty­
wy niemieckich komunistów. Należeli do niej głównie oficerowie niemieccy z feldmarszał­
kiem F. Paulusem i gen. W. von Seydlitzem-Kurzbachem na czele. Organizacja o charakterze 
dywersyjno-propagandowym, kierowana przez sowieckie służby specjalne. Rozwiązana 
w końcu 1945 r. 

112 

background image

Oslalni obrońcy III Rzeszy... W l

c

*45 roku do obrony Niemiec przed ..czerwonymi 

hordami" powołani zostali, oprócz starców, inwalidów i młodzieży, także dzieci. Chłopcy 

(w wieku 13 16 lat) w mundurach Wehrmachtu mieli stawić czota nacierającej Armii 

Czerwonej, Górny Śląsk, jesień 1944. 

w wyniku energicznej interwencji wielu dowódców. Udało się stłumić na­

rastającą panikę. 

W nocy z 22 na 23 stycznia Grupa Bojowa w obliczu grożącego okrą­

żenia musiała wycofać się w stronę Oleśnicy. Tę udaną akcję Grupy Bojo­

wej „Krafft" wzmocniły nie tylko posiłki od 269. Dywizji. Głęboka połu­

dniowa flanka po Rychtal, a później obszar na południe i południowy 

zachód od Sycowa chronił batalion strzelców majora Tenscherta

1

-" (z Ar­

mii Zapasowej). Poniższy raport sprawdzonego potem w bojach o Wro­

cław batalionu pokazuje prócz sukcesów również bolesne straty, których 

można było uniknąć, gdyby Armia Zapasowa wcześniej została włączona 

do boju na tej wysokości. 

„18 stycznia zaalarmowano mój 83. szkolny batalion zapasowy strzel­

ców w Trutnovie, formowany dla uzupełnienia 28. Dywizji Strzelców. 

Niestety, w obejmującym jedynie lekką broń piechoty wyposażeniu bra­

kowało ciężkiej broni maszynowej i granatników oraz plutonu łączności. 

Oficerowie i wyżsi rangą strzelcy byli przechodzącymi rekonwalescencję 

doświadczonymi w boju, doskonałymi członkami aktywnej 28. Dywizji 

1 3 1

 Mjr Gunther Tenschert (tir. 1917 w Brzegu, zm. 1988 w Steinhóring) - oficer niemiecki 

w Wehrmachcie i Bundeswehrze. W początku 1945 r. dowódca Grupy Bojowej swojego imienia, 
a podczas oblężenia Festung Breslau dowódca 2. batalionu pułku Mohr. 

113 

background image

Strzelców. Oddziały składały się mniej więcej w połowie właśnie z takich 

doświadczonych w boju strzelców 28. Dywizji. Drugą część stanowili led­

wie 18-letni rekruci z kompanii szkolenia rekrutów porucznika Wolffa 

w drugim miesiącu szkolenia. Niemal wszyscy ci rekruci, bez doświadcze­

nia frontowego, pochodzili ze wschodnich rejonów Górnego Śląska i byli 

naznaczeni niefortunną strukturą narodowościową

132

. Ale od dnia powo­

łania aż do gorzkiego końca nie odegrało to nigdy żadnej roli. Ich prze­

konaniom i postawie nie można było mimo wszystko nic zarzucić! 

Transport odchodzący 18 stycznia około godziny 22.00 z Trutnova 

19 stycznia koło południa dotarł na stację wyładowczą Stradomia Wierzch­

nia (na południowy zachód od Sycowa). Tutaj dowódca odcinka major 

Henschel wydał rozkaz. Należało jak najszybciej obsadzić nieukończoną 

jeszcze tak zwaną «linię Bartholda» na odcinku od centrum Głuszyny 

(skręt na Rychtal) do północnych granic Domasłowia i obronić ją przed 

atakami wroga: 10-kilometrowy odcinek na około 600 strzelców, bez 

wsparcia innej broni; w roli jednostki łącznościowej lokalna sieć i łącznicy 

na rowerach; nic nie wiadomo o położeniu wroga, hasła, tylko hasła! 

Przybyłe kompanie zostały natychmiast wyprawione marszem przez 

Stradomię Dolną - Małowice do Gronowie, gdzie w majątku ziemskim 

przewidziano miejsce na stanowisko dowodzenia batalionem. Właśnie 

tam najpóźniej miał być ogłoszony ostateczny przydział. Major Henschel 

wyruszył przed nimi samochodem, aby odbyć rozpoznanie i wydać roz­

kaz. Zgodnie z nim przydzielono: kompanię Mainz na odcinek Doma-

słów, kompanię Melzer na odcinek Trębaczów, kompanię Abicht na od­

cinek Głuszyna-Północ. Kompania Wolff jako rezerwy zajęła kwatery we 

wsi Gronowice. O zmierzchu i po zmroku oddziały zajęły wskazane miej­

sca na odcinkach. W majątku Gronowice właścicielka, rezolutna pani, 

właśnie szykowała się do ucieczki

133

. Na wóz na gumowych kołach, za­

przężony w dwa konie, załadowano najpotrzebniejsze rzeczy. Oprowadzi­

ła nas jeszcze po domu, pokazała zapasy przede wszystkim w spiżarniach 

i piwnicach, poradziła nam jeszcze, byśmy najpierw brali starsze roczniki 

i nie zostawili nic dla Rosjan, a następnie przekazała nam klucze do do­

mu i dworu. Jakże mogła się czuć ta dzielna kobieta? Była jedną z ostat­

nich, którzy odeszli, długo po tym, jak za siedmioma górami zniknęli już 

wszyscy, którzy tak się upierali przy pozostaniu. Kiedy kompania Abicht 

przed dwunastą w nocy wchodziła do północnej części Głuszyny, w mle­

czarni, położonej na północnym wschodzie na skrzyżowaniu Orts-

1 3 2

 Tzn. byli Polakami wcielonymi do Wehrmachtu. 

33

 Była to księżna Herzelaidc de Biron von Curland, wnuczka ostatniego cesarza Niemiec 

Wilhelma II, żona Karla (Carlosa) de Biron. Gronowice od 1912 r. były własnością wywodzą­

cej się z Kurlandii rodziny de Biron, osiadłej w końcu XVIII w. w Sycowie i Żaganiu. 

114 

background image

straBe i Reichthalerstraf3e, zakotwiczyła rosyjska szpica pancerna w po­

staci 3 czołgów T-34

134

. Znajdowała się ona w odległości skutecznego 

ataku na stacjonujący w Głuszynie batalion Volkssturmu Schanz (po­

chodzący z rejonu Żagania i Żar). Porucznik Abicht przejął dowodzenie 

batalionem Volkssturmu i zorganizował kontratak. Volkssturm był bar­

dzo marnie uzbrojony - na 2-3 żołnierzy przypadała zaledwie 1 sztuka 

broni rozmaitego pochodzenia, z najwyżej 15 sztukami amunicji. Prócz 

tego kilka lekkich karabinów maszynowych i Panzerfaustów. Landweh-

ra w 1813 r. była lepiej uzbrojona! 

O świcie 20 stycznia udało się przegnać czoło rosyjskiego oddziału 

czołgów, które wycofały się do Rychtala. Światło dnia ujawniło straszli­

wą masakrę, jaka dotknęła uciekających starców i kobiety. Niektórzy zo­

stali zastrzeleni, niektórzy zhańbieni, jak pewna diakonisa; ich ciała le­

żały w rowie lub na drodze, rozjechane przez czołgi. 

Mogłem się o tym naocznie przekonać, gdy rankiem rozpoczęłem do­

kładne oględziny i ocenę akcji wzdłuż całej linii walk. Po wrogu nie było 

już ani śladu. Z relacji przechwyconych uciekinierów wynikało jednak, że 

znajdujące się na przedzie nieprzyjacielskie oddziały dotarły do linii 

Rychtal - Nowa Wieś Książęca i stale się wzmacniają. 

W pełnym świetle dnia, 21 stycznia rozpoczyna się znienacka rosyjskie 

natarcie szerokim frontem, prowadzone przez czołgi i piechotę zmotory­

zowaną z niewielkim wsparciem artylerii. Nasze skąpo obsadzone pozycje 

piechoty, tak jak dotąd kompletnie bez żadnego wsparcia, zostały najwy­

raźniej pokonane przez Rosjan w pierwszym natarciu, gdyż wkrótce na­

stąpił rosyjski atak z Trębaczowa w kierunku lasu na północ od Grono­

wie. Przybywający do nas żołnierze z rozbitych oddziałów meldowali 

o rozwiązaniu walczących z przodu kompanii. Nim wróg dotarł do lasu 

pod Gronowicami, sztab i kompania odwodowa Wolff wycofały się przez 

las do Mokrzeszowa. Tam odbyła się ponowna koncentracja i sformowa­

nie oddziału. O kompanii Abicht wiemy na pewno, że została rozbita, 

a porucznik Abicht, ciężko ranny, wpadł w ręce Rosjan. Przybywają pod­

porucznik Melzer i ocalali żołnierze z jego rozbitej kompanii oraz kom­

panii Mainz z Nowej Wsi Książęcej. Porucznika Mainza, rannego w No­

wej Wsi Książęcej, udaje się jeszcze odwieźć na tyły. Przez odzyskane 

połączenie z majorem Henschelem zostaje wydany rozkaz odwrotu do 

Stradomii Dolnej i utrzymanie tej pozycji na flance oddziału w rejonie 

Sycowa. Kompletna jeszcze kompania Wolff przejmuje obronę półkolistą 

wokół majątku Stradomia Dolna. Główny kierunek natarcia wroga jest 

1 3 4

 T-34 - sowiecki czołg średni. Opracowany w latach 1938-1940. Miał bardzo nowoczesny 

silnik i silne opancerzenie. Początkowo uzbrojony w armatę 76,2 mm, później od 1944 r. z arma­
tą 85 mm. Produkowany do 1950 r. Tylko do końca wojny wyprodukowano ich ponad 52 tys. 

115 

background image

spodziewany od Mokrzeszowa. Pozostałości oddziału pod dowództwem 

podporucznika Melzera i przechwyconego kapitana Korna (albo podob­

nie) zaraz potem zostają skierowane do akcji na północnym wschodzie 

i południu, przy czym nie udaje się nawiązać połączenia z sąsiadującym 

odziałem. Do wieczora wróg zajmuje Mokrzeszów. 

Po spokojnej nocy wczesnym rankiem 22 stycznia, jeszcze przed świ­

tem, budzą nas silne detonacje. Podporucznik Wolff i kilku jego żołnierzy 

wykazali zimną krew i na wschodnich obrzeżach wsi Stradomia Dolna 

jednym Panzerfaustem i salwami z broni maszynowej całkowicie znisz­

czyło z bardzo bliskiej odległości 4 kompletnie obsadzone ciężarówki cią­

gnące działa przeciwpancerne. Rankiem zaobserwowano wzmożony ruch 

nieprzyjaciela na szosie prowadzącej z Mokrzeszowa do Radżowie, a na­

stępnie pojawienie się nieprzyjacielskich sił na wschodnich krańcach lasu 

na wschód od miejscowości Dziadów Most. Grozi im zamknięcie w pier­

ścieniu. Po południu zaczynają nas ostrzeliwać ciężkie granatniki, 

a o zmierzchu podporucznik artylerii, który właśnie nawiązał z nami łącz­

ność, ginie przed moim stanowiskiem dowodzenia. 

Na moją pilną sugestię zostaje wydane zezwolenie na nasz odwrót po 

zapadnięciu zmroku w kierunku Stradomii Dolnej, za linię kolejową. Jak 

się wkrótce okazało, był to najwyższy czas! Gdy przybyliśmy na dworzec 

w Stradomii Dolnej, rosyjskie czołgi przypuściły akurat z lasu na północ 

od miejscowości Dziadów Most nocny atak na ów obiekt. Natychmiasto­

wa akcja kompanii Wolff na terenie dworca i pozostałych oddziałów 

wzdłuż nasypu kolejowego w kierunku Sycowa pozwoliła odeprzeć natar­

cie. Odparte zostały również powtórne ataki w zmasowanym ogniu gra­

natników. Ponieważ w świetle dnia na terenie dworca i na nasypie bylibyś­

my odkrytym celem, z dodatkowym zagrożeniem w postaci rykoszetów, 

na moją sugestię, a zapewne również ze względu na nieznaną nam ogólną 

sytuację, o świcie 23 stycznia batalion został wycofany za linię zabezpie­

czaną przez 269. Dywizję Piechoty. 

Wczesnym popołudniem batalion otrzymał rozkaz przebicia się do 

Szczodrowa i wyparcia stamtąd nieprzyjaciela. Przy zabezpieczeniu marszo­

wym ruszyliśmy na Szczodrów. Tuż po wyjściu z lasu czoło oddziału zostało 

zaatakowane ogniem czołgów z wysuniętych na północ zagród Szczodrowa. 

Ranny został wtedy stojący obok mnie podporucznik Melzer. Dalszy marsz 

odbywał się w otwartym porządku po obu stronach drogi. Ogień czołgów 

umilkł, zapadła niesamowita cisza. Okazało się, że nie ma wroga w połu­

dniowej części Szczodrowa ani w majątku w centrum wsi, oddział zwiadow­

czy nie napotkał żadnego śladu nieprzyjaciela również w północnej części 

wsi. Najwidoczniej przegnaliśmy naszym działaniem rosyjską szpicę czołgo­

wą. Zajęliśmy linię ubezpieczeń na północ od miejscowości. Z 269. Dywizji, 

116 

background image

której teraz podlegaliśmy, w majątku Szczodrów ustawiono działo przeciw­

pancerne. Przed północą otrzymujemy wiadomość, że wróg, idąc od Mię­

dzyborza, dotarł do Oleśnicy, blokując nam tym samym odwrót. 269. Dywi­

zja, która wraz z podległymi jej jednostkami znajduje się w rejonie 

Poniatowice - Kalisz - Szczodrów - Stradomia Wierzchnia, wydaje rozkaz 

przebicia się jeszcze tej samej nocy przez Oleśnicę w kierunku Wrocławia. 

Około północy znajdujemy się w drodze do Kalisza. Jako marniusieńka 

grupka otrzymujemy tu zlecenie zabezpieczenia tyłów: oto los podwładnych! 

- W pierwszych godzinach 24 stycznia następuje odwrót na Oleśnicę. Bitew­

na wrzawa z przodu już wkrótce sygnalizuje pierwsze spotkanie z wrogiem. 

Do Cieśli marsz szosą przebiega płynnie. Ze względu na działania wroga 

trzeba potem skręcić na południe przez lotnisko w Oleśnicy. Pod ogniem 

z broni maszynowej i granatników pędzimy między ustawionymi ciasno je­

den obok drugiego samolotami (bez paliwa) i wbiegamy do miasta, koło 

mojej starej budy, Logau-Schule

135

, przez Rynek, do Bramy Wrocławskiej. 

W opustoszałym centrum jest upiornie cicho, tylko tu i ówdzie tlą się poje­

dyncze pożary, czarna noc spowija wszystko niczym kir. Przechodząc przez 

nieprzyjacielską zaporę na południowych granicach miasta, pod osłoną 

ciemności, za Oleśnicą na drodze do Wrocławia ponownie zebrałem mój od­

dział. Zgodnie z rozkazem zajęliśmy potem w Smardzowie pozycję zabezpie­

czającą tyły; tutaj miał zostać zatrzymany wróg. 

W ciągu popołudnia obserwujemy jednostki zmotoryzowane nieprzy­

jaciela na drogach po obu stronach Breslauer Chaussee

136

. Niebezpie­

czeństwo odcięcia nas coraz bardziej rośnie, tak w tamtym momencie 

oceniam sytuację, nie wiedząc, że na prawo i lewo, oddalona od głównej 

drogi, zabezpiecza nas już 269. Dywizja Piechoty. Główną drogą, którą 

blokujemy, nieprzyjaciel nie przychodzi. Dzień sam w sobie przebiega 

spokojnie, choć w lękliwym oczekiwaniu na to, co nadejdzie. Nocą nad­

chodzi wreszcie rozkaz wycofania się na przedmieścia Wrocławia w kie­

runku na Psie Pole, począwszy od świtu. 

Wraz z nastaniem dnia 25 stycznia formujemy szyk ariergardy, to zna­

czy kompania Wolff jako najsprawniejsza zostaje kompanią zabezpieczają­

cą tyły, podczas gdy większość wyrusza w szyku obronnym urzutowanym 

w głąb. Po dotarciu do okolic na południe od Szczodrego, bez żadnej presji 

ze strony wroga sam wyjeżdżam do przodu na rozpoznanie wskazanej pozy­

cji obronnej i aby przekazać instrukcje nadciągającym oddziałom. Jak do­

wiadujemy się dopiero na Psim Polu, porucznik Wolff wykonuje zadanie 

zabezpieczania tyłów na swój własny, ale imponujący i odważny sposób. 

35

 Obecnie 1. Gimnazjum im. Książąt Oleśnickich w Oleśnicy. 

36 p

r Z

ebiegająca od Bramy Wrocławskiej obecna ul. Wrocławska w Oleśnicy. 

117 

background image

Wypuszcza kompanię w szyku obronnym urzutowanym w głąb i sam za­
bezpiecza tyły. W tym celu w przydrożnym rowie, starannie ukryty, 
umieszcza lekki karabin maszynowy, za następnym zakrętem we wsi czeka 
zaś gotów dojazdy transporter półgąsienicowy z kierowcą. Gdy pojawiają 
się rosyjskie transportery, otwiera ogień, zmusza Rosjanina, by ten zsiadł 
i zajął pozycję, a sam się wycofuje. Tak zyskuje na czasie! Porucznik Wolff 
wycofuje się kilka kilometrów i w następnym odpowiednim do tego miejscu 
rozpoczyna taką samą grę. W ten sposób cały oddział nienękany i bez pre­
sji czasu dociera do nowego odcinka obrony na wschód od Psiego Pola. On 
sam o zmroku wraca wraz z kierowcą i przekazuje doskonały raport o poło­
żeniu nieprzyjaciela. Podczas późniejszych walk o Wrocław Wolff wyróżnił 
się jeszcze wielokrotnie. Do zmierzchu linia obrony między Widawą i Za-
krzowem została obsadzona bez styczności z nieprzyjacielem. W ten sposób 
zostaliśmy włączeni w obszar twierdzy Wrocław. Rozpoczął się dla nas no­
wy etap końcowej walki. Zakończyła go kapitulacja Wrocławia. 

Po przebiciu się Rosjan 21 stycznia zdążyłem jeszcze wyprawić z po­

wrotem tabor pod dowództwem lekarza sztabowego dra Riirupa i skarb­
nika Breuera. W tej trudnej sytuacji stracił on łączność z własnym oddzia­
łem i wpadł między dwa rosyjskie czoła natarcia. Nocą, po bezdrożach, 
tabor przedarł się aż do Odry w pobliżu Brzegu Dolnego (około 30 km 
poniżej Wrocławia). Niezagrożony przekroczył opuszczoną barką Odrę 

i przez Środę Śląską pomaszerował do Wrocławia, gdzie zameldował się 
u mnie na powrót około 28 stycznia bez straty choćby jednego żołnierza. 

Zdążyliśmy już na nich wszystkich postawić krzyżyk; radość z ich powro­

tu i męstwa była ogromna". 

269. Dywizja Piechoty, której większość zdążono jeszcze bezpiecznie 

wyładować w Oleśnicy, dzięki ofiarnej walce Grupy Bojowej „Krafft" 
(pod Kępnem i Sycowem) i batalionu strzelców Tenschert na południe 
stamtąd, walczyła jeszcze do 28 stycznia na północno-wschodnich przed­
polach Wrocławia. Potem została pospiesznie ściągnięta na południowy 

brzeg Odry do Oławy, gdzie 28 stycznia nieprzyjaciel przekroczył rzekę. 

Tam, gdzie nie udało się zaangażować dostatecznie dużych sił na 

wschód od Odry, nie można było pod koniec stycznia zapobiec przekro­
czeniu rzeki przez wroga. Z pewnością jednak nasza walka między Kęp­
nem i Wrocławiem od 19 do 28 stycznia znacząco wyhamowała tempo 
i rozmiary natarcia skierowanego na Wrocław, a także odsunęła je na bo­
ki. Inaczej, w obliczu ówczesnej słabości Wrocławia, nieprzyjaciel miałby 
wszelkie szanse wkroczenia do niegotowej jeszcze twierdzy. W ten spo­

sób, po szybkim zdobyciu najważniejszego węzła komunikacyjnego w ser­

cu Śląska i z sutym łupem zapasów, mógłby prowadzić działania na połu­
dnie od Odry z wszelkimi widokami na szybkie zwycięstwo. 

background image

Górnośląski Okręg Przemysłowy 

pod koniec stycznia wpada w ręce 

wroga 

Wątłe siły 17. Armii są o wiele za słabe, by bronić 120-kilometrowego 

odcinka frontu - Sowiecka 3. Armia Pancerna Gwardii z wschodnich okolic 

Wrocławia skręca na Górny Śląsk i Górnośląski Okręg Przemysłowy zosta­

je wkrótce oskrzydlony przez przeważające siły wroga - Wskutek opóźnio­

nej ewakuacji nie udaje się sparaliżować przemysłu - Umacnia się nasz opór 
na nowej linii walk Bclice - Pszczyna

 - Rybnik - Koźle 

(por. mapa nr 1 w załączniku) 

B

liższe, wyczerpujące, indywidualne dane na temat znaczenia tego 

potężnego obszaru przemysłowego w okresie II wojny światowej 

wydają się zbędne, gdyż dla każdego Niemca, także tego żyjącego na Za­

chodzie, Górny Śląsk jest konkretnym pojęciem. Przypomnijmy więc tyl­

ko kilka liczb. Największa produkcja niezwykle cennego działa przeciw-

Budząca grozę w szeregach wrogich armii, również wśród Sowietów, słynna ..acht-koma-achl" 

(8,8 cm Fliegerabwehrkanone, 8.8 cm Flak). Na zdjęciu: zamaskowana w zaroślach 

.osiemdziesiątka ósemka", ustawiona w pozycji do niszczenia czołgów. Dolny Śląsk, wiosna 1945. 

119 

background image

lotniczego 8,8 cm

1 3 7

 odbywała się w hucie Eintracht w Katowicach

138

W 104 kopalniach węgla wydobywano rocznie około 95 min ton węgla 

kamiennego, a 15 hut produkowało rocznie około 2,4 min ton stali. 

Utrzymanie tego ważnego obszaru zbrojeniowego było dla 17. Armii za­

daniem niewykonalnym. Gdyby poprowadzić prościutką linię od Odry pod 

Koźlem, wzdłuż północnej granicy obszaru przemysłowego, do północno-

-wschodnich okolic Dąbrowy i stamtąd, wzdłuż wschodniej granicy, na po­

łudnie do Oświęcimia, otrzymalibyśmy odcinek długości 120 km w linii po­

wietrznej. Wskutek złożonej różnorodności terenów przemysłowych, z licz­

nymi zakładami, kopalniami i hutami, z wielkimi miastami i osiedlami 

mieszkaniowymi wszystko jest tak nieprzejrzyste, że choćby 10-kilometro-

wy odcinek frontu byłby zbyt rozległy dla jednej dywizji. Ale nawet przy ta­

kiej długości frontu 17. Armia musiałaby dysponować co najmniej 12 pełny­

mi dywizjami, aby móc stawić znaczący opór. A jakimi siłami rzeczywiście 

dysponowała 20 stycznia owa armia, walcząca w odwrocie na zachód? Bo 

od tego momentu groził już od północy i wschodu nieprzyjacielski atak: 

XLVIII Korpus Pancerny, który wycofał się na Górny Śląsk po klęsce po­

niesionej w Polsce, obejmował już tylko resztki swojej 68. i 304. Dywizji, 

a także 75. Dywizję Piechoty, która przez chwilę brała udział w walkach pod 

Miechowem. Z 97. Dywizji Strzelców i 712. Dywizji do 20 stycznia dotarła 

jedynie połowa. Mocno niepewne było, czy jadące z Węgier 8. i 20. Dywizje 

Pancerne dotrą na czas. Kolejne dywizje 17. Armii, 371. i 359., zostały cał­

kowicie związane podczas wycofywania się na południe od górnej Wisły. 

Nacierający z trzech stron nieprzyjaciel 18 stycznia na skutek niedostatecz­

nych sił niemieckich łatwo zdobył Kraków. Po rozpoczęciu rosyjskiej ofensy­

wy stacjonujący w Krakowie wyższy dowódca SS i policji

139

 zameldował 

1 3 7

 Flak Kannonc kalibru 88 mm produkcji zakładów Kruppa była uniwersalną armatą 

przeciwlotniczą, produkowaną jako kolejne modele Flak 18, 36, 37, 41 i 43 do końca II wojny 
światowej. Charakteryzowała się płaskim torem lotu pocisków i ich dużą prędkością początko­

wą, co przy dużej szybkostrzelności i znacznym zasięgu ognia skutecznego czyniło ją jedną z naj­
groźniejszych armat tej wojny. 

1 3 8

 Należąca do koncernu Flicka huta Eintracht nie znajdowała się w Katowicach, lecz 

w Świętochłowicach-Zgodzie. Jej polska nazwa od 1921 r. to huta Zgoda - obecnie Zakłady 

Urządzeń Technicznych „Zgoda". 

1 3 9

 Był nim od 1943 r. SS-Obergruppenfuhrer i generał Waften-SS Wilhelm Koppe (ur. 1896 

w Hildesheim, zm. 1975 w Bonn)-zbrodniarz wojenny. W NSDAP od 1930 r., w SS od 1932 r. 
Od września 1939 r. wyższy dowódca SS i policji w tzw. Kraju Warty (okupowanej Wielkopol­
sce), a od grudnia 1943 r. na tym samym stanowisku w GG. Osobiście odpowiedzialny za liczne 
zbrodnie wojenne przeciw Polakom, Niemcom i Żydom m.in. w 1939-1940 organizował maso­
we wysiedlanie Żydów i Polaków z Wielkopolski, a także systemowe mordowanie na jej terenie 
osób niepełnosprawnych w tym swoich rodaków. Skazany wyrokiem sądu Polski Podziemnej 
uniknął wyroku w zamachu w lipcu 1944 r. w Krakowie. Po wojnie ukrywał się w Niemczech 
Zachodnich. Mimo starań o ekstradycję z RFN nigdy nie został wydany Polsce. 

120 

background image

naczelnemu dowódcy 17. Armii generałowi Schulzowi o nadejściu dalekopi­

su od Himmlera, w którym żądał on obrony Krakowa do ostatniego naboju. 

Generał Schulz wykorzystał tę okazję do mianowania owego dowódcy poli­

cji komendantem Krakowa, ale nie z zamiarem złożenia go w ofierze, lecz 

z myślą, by owym niewykonalnym zadaniem nie obarczać generała wojsk 

lądowych. Schulz z doświadczenia wiedział, że himmlerowskiemu komen­

dantowi policji nic się nie stanie, gdy Kraków, jak przy tamtym układzie sił 

można było przewidzieć, wkrótce padnie. 

Zanim zajmiemy się przebiegiem bardzo szybko poddanej walki o tere­

ny przemysłowe, przyda się jeszcze spojrzenie na sprawy zniszczeń. Mini­

ster Speer w trakcie wizyty w Grupie Armii w Opolu bardzo dobitnie 

opowiadał się za tym, by w razie groźby utraty obszarów przemysłowych 

pod żadnym pozorem nie pozostawiać za sobą „spalonej ziemi". Wbrew 

całkowicie przeciwnym, bezwzględnym rozkazom wydanym przez Hitlera 

ustalono rzecz następującą: spośród obiektów przemysłowych należy 

zniszczyć jedynie te, które wróg mógłby natychmiast wykorzystać do pro­

wadzenia działań wojennych i w krótkim czasie użyć w walce przeciw od­

działom niemieckim. Poza tym preferowano takie zniszczenia, których 

skutkiem byłoby opóźnienie postępów nieprzyjaciela. Siłą rzeczy dotyczy­

ło to zasadniczo mostów i obiektów kolejowych. Rzeczywiście, z braku 

czasu, specjalistów i saperów zniszczono czy sparaliżowano tak niewiele 

pojedynczych obiektów, że nie warto tu o tym wspominać. 

Dowodzący XLVIII Korpusem Pancernym (bez czołgów) generał ba­

ron von Edelsheim miał się wraz ze swymi nielicznymi oddziałami, pozo­

stałościami 68. i 304. Dywizji oraz 75. Dywizją, dać zamknąć na obszarze 

przemysłowym. Ustawiono już specjalną radiostację OKH do składania 

częstych meldunków. Naczelny dowódca 17. Armii generał Schulz wie­

dział, jak ominąć wykonanie tego bezcelowego, a dla przyszłości wręcz 

szkodliwego rozkazu. Realizacja tego zarządzenia, wydanego zgodnie 

z hasłem „obrony za wszelką cenę" w sytuacji, która wręcz wołała o roz­

sądne gospodarowanie siłami, spowodowałaby bowiem ponownie straty 

nie do nadrobienia. 

Wspomniane już pozycje B-l i B-2, na wschodzie położone bliżej, a na 

północnym wschodzie dalej od okręgu przemysłowego, bez dostatecznej 

obsady nie przyniosły wystarczających korzyści, dla jakich je wzniesiono. 

Jak wiadomo, budowniczy tych pozycji, generał dr Benicke na próżno żą­

dał na początku stycznia obsadzenia ich przynajmniej przez oddziały 

Volkssturmu. Wymowny jest jego raport, dotyczący rozkazu wydanego 

z opóźnieniem 14 stycznia: „Jak przewidywano, natychmiast okazało się, 

że bataliony Volkssturmu wprowadzone na pozycje, podlegające kierow­

nictwu partii w Katowicach, nie mogą być przez nie dowodzone, a już na 

121 

background image

pewno nie zaopatrywane. Bataliony, które miały obsadzić południową 

część strefy umocnionej, dotarły jeszcze w porę na pozycje, jednak zosta­

ły szybko wykorzystane z przodu przez znajdujące się w odwrocie oddzia­

ły do wypełniania luk i w większości zostały starte. Same pozycje wyko­

rzystano w odwrocie jedynie przelotnie i nie broniono ich. Bataliony 

części środkowej, w swej bezradności podporządkowane działającym tam 

sztabom pionierów, wymieszały się z wycofującymi się oddziałami fronto­

wymi; były one w stanie utrzymać pozycje jedynie przez krótki czas 

i szybko je poddały z uwagi na sytuację na północy. Bataliony przewi­

dziane na północną część, które miały do przebycia najdłuższą drogę, zo­

stały przez kierownictwo partii poprowadzone prosto do katastrofy. 

Wprawdzie tamtejsze sztaby pionierów wraz z personelem i siłami poli­

cyjnymi zgodnie z rozkazem zdołały jeszcze wypełnić luki w zaporach 

przeciwpancernych i zasiekach z drutu kolczastego, wysadzając mosty 

oraz drogi, i zakończyły inne rozpoczęte przygotowania, ale niebronioną 

przeszkodę można przekroczyć w bardzo krótkim czasie. Rosyjskie czoł­

gi, które już 17 stycznia zajęły Częstochowę, wdarły się w pochód Volks-

sturmu i zniszczyły go. W obliczu skutków opisanych tu błędów dowo­

dzenia budowa pozycji poszła zupełnie na marne". 

Bardzo ciekawe wydają się różnice w ocenie dalszych perspektyw mię­

dzy „Oddziałem Obce Wojska Wschód" OKH

1 4 0

 i meldunkami dzienny­

mi Grupy Armii. 19 stycznia OKH bardzo trafnie zauważa, że „więk­

szość znajdujących się obecnie w szyku otwartym sił piechoty (2-3 armie 

z 16 dywizjami strzelców) ruszyła przez linię Kraków - Zawiercie w stro­

nę Górnośląskiego Okręgu Przemysłowego. Patrząc na stosunek sił, na­

leży się liczyć z szybkim dalszym rozwojem sytuacji". Właśnie to jasne 

końcowe stwierdzenie świadczy o powadze sytuacji. Meldunek dzienny 

Grupy Armii z 19 stycznia nie pozostawia pod tym względeme żadnych 

wątpliwości: „Na lewym (północnym) skrzydle 17. Armii wróg przystą­

pił dzisiaj z przybyłą właśnie z Finlandii 59. Armią do ataku i zdobył po­

kaźne tereny w kierunku okręgu przemysłowego. Natarcie w tym miej­

scu oraz istniejąca na południe stąd luka stanowią zagrożenie dla 

obszaru przemysłowego, wciąż zwiększane przez bardzo powolne przy­

bywanie 97. Dywizji Strzelców i części 20. Dywizji Pancernej". 

23 stycznia natomiast Grupa Armii wykazała niezrozumiały dziś opty­

mizm co do szans powodzenia korpusu „GroBdeutschland" w natarciu 

1 4 0

 Oddział Obce Wojska ..Wschód" (Fremde Heere Ost) - oddział sztabu generalnego 

Wojsk Lądowych (OKH) odpowiedzialny za wywiad wojskowy Wehrmachtu na kierunku 
wschodnim. Najbardziej znanym szefem FHO (od kwietnia 1942 do kwietnia 1945 r.) był ppłk 
Reinhard Gehlen, zwolniony przez Hitlera za pesymistyczni) ocenę przewagi Rosjan. FHO było 
współodpowiedzialne za niedocenienie sowieckiego potencjału wojennego w okresie 1940-1941. 

122 

background image

na południe z obszaru na zachód od Kalisza. Szczególnie interesująca jest 

wypowiedź wspomnianego w poprzednim rozdziale dowódcy 269. Dywi­

zji, generała Hansa Wagnera: 21 stycznia w toku walk na wschód od 

Wrocławia Grupa Armii miała mu przydzielić zadanie zabezpieczenia 

Korpusowi „GroBdeutschland" swobodnego przejścia przez okolice Ole­

śnicy i utrzymania tego obszaru. 

Jednocześnie jednak, także 23 stycznia, Grupa Armii prócz trafnej oceny 

wroga dostrzega również piętrzące się trudności. Skierowana na Wrocław 

rosyjska 3. Armia Pancerna Gwardii nie przedarła się - być może pod dzia­

łaniem naszego oporu na wschód od tego miasta - dalej w kierunku Wro­

cławia, lecz skręciła przez okolice Namysłowa na południe w kierunku 

Górnego Śląska (według źródeł sowieckich było to przegrupowanie, zarzą­

dzone przez dowództwo sowieckie, wymierzone w Górnośląski Okręg Prze­

mysłowy, które naszym zdaniem dowodzi dobrego, sprawnego i przewidu­

jącego dowodzenia). Meldunek Grupy Armii z 23 stycznia kończy się 

następującym ostrzeżeniem: „Między obszarem przemysłowym i okolicami 

Brzegu natarcie 3. Armii Pancernej Gwardii, w które wcięły się armie 59. 

i 21. oraz 5. Armia Pancerna Gwardii, spowoduje znaczące napięcia w sto­

sunku do znajdujących się tu słabych sil własnych". 

24 stycznia „Obce Armie Wschód" OKH meldują, rozsądnie przewi­

dując: „Na Górnym Śląsku w wyniku wyłamań nieprzyjaciela przez Ja­

worzno na zachód i z północy do Gliwic nastąpiło poważne zaostrzenie 

sytuacji, stawiające od znakiem zapytania dalszą obronę obszaru przemy­

słowego. [...] Dlatego nie wykluczamy użycia części oddziałów 3. Armii 

Pancernej Gwardii w kierunku południowo-wschodnim, aby przyspieszyć 

rozwinięcie sił wokół Górnośląskiego Okręgu Przemysłowego". 

Dowództwo 17. Armii, oceniające od samego początku swoje zadanie 

jako niewykonalne i dlatego oczekujące od swych o wiele za słabych od­

działów jedynie wytrwałej walki o to, by zyskać na czasie, 25 stycznia po 

raz pierwszy zwróciło się do Grupy Armii o zezwolenie na wycofanie się 

na nową linię bojową Bielice - tereny na wschód od Pszczyny - na północ 

od Rybnika - Koźle. Linia ta, ustalona z sąsiadem od południa, 1. Armią 

Pancerną, miała następującą zaletę: była cofnięta dostatecznie daleko, by 

zmusić wroga do ponownego rozwinięcia natarcia. Oprócz tego szczegól­

na korzyść polegała na tym, że w dalszym ciągu linia ta chroniła położo­

ne na południe od niej ostatnie górnośląskie kopalnie. Po wieloletnich do­

świadczeniach, zbieranych od grudnia 1941 r. pod Moskwą, a związanych 

ze spóźnionym zazwyczaj wydaniem „na samej górze" rozkazu, 17. Ar­

mia, kontynuując oczywiście toczącą się w strefie przemysłowej nierówną 

walkę, do chwili nadejścia zezwolenia poczyniła wszelkie przygotowania 

do odwrotu. Każdy późny czy wręcz spóźniony odwrót odbywa się, jak 

123 

background image

wiadomo, kosztem oddziału walczącego najbliżej wroga. 26 stycznia 

17. Armia powtórzyła żądanie, tym razem dobitnie wskazując na to, że 

brak zgody może pociągnąć za sobą rozbicie sił znajdujących się w są­
siedztwie wroga. Wtedy utracono by nie tylko okręg przemysłowy, które­
go i tak nie dało się już utrzymać, lecz także szczególnie cenne przy tym 
niedoborze wojsk dywizje. Luki powstałej po stracie tych oddziałów nie 
dałoby się już uzupełnić. I choć Grupa Armii wciąż jeszcze nie odważyła 
się samodzielnie podjąć decyzji, treść meldunku dziennego z 26 stycznia 
wskazuje na pewne przygotowania: „Dalszy ciąg nieprzyjacielskiej opera­

cji natarcia doprowadził dziś, zwłaszcza wokół strefy przemysłowej, do 

nadzwyczajnego zaostrzenia sytuacji. 17. Armia stanęła naprzeciw wroga 
nacierającego 4 armiami, 33 dywizjami strzelców, 5 korpusami pancerny­
mi, 1 korpusem kawalerii i 1 samodzielną brygadą czołgów, tocząc cięż­
kie walki obronne, w trakcie których zepchnięto do tyłu jej południowe 
skrzydło. We froncie wokół strefy przemysłowej wystąpiły liczne, głębo­
kie wyłomy, a na południowy wschód od Katowic także wyłom taktycz­
ny. Nacierającej na południowy wschód od Gliwic 20. Dywizji Pancernej 
udało się atakiem ściągnąć na siebie większość nadciągających nieprzyja­
cielskich jednostek pancernych i zadać im znaczące straty; własne natar­
cie nie zdołało się jednak przebić do wyznaczonych, odległych celów. 

Walki o Sla.sk toczyły się nie tylko w miastach. Zacięte boje toczyli żołnierze Wehrmachtu 
i Armii Czerwonej również o wioski. Na zdjęciu: punkt ogniowy w jednej z wiejskich chat. 

Dolny Śląsk. 1945. 

124 

background image

Między Gliwicami i Odrą ruszyły na południe inne formacje nieprzyja­

cielskiej 3. Armii Pancernej Gwardii, a czoła ich jednostek czołgowych 

dotarły do drogi między Rybnikiem i Raciborzem. Do walki z nimi rzu­

cono liczne zaimprowizowane grupy bojowe". 

W meldunku tym po raz pierwszy pojawia się przybyła nareszcie 

20. Dywizja, ale jednocześnie ujawnia się także jej słabość. Generał 

Schórner nie mógł już dłużej opierać się gwałtownym sugestiom generała 

Schulza i na własną odpowiedzialność zezwolił na odwrót w nocy z 27 na 

28 stycznia. Sam powiadomił o tym Hitlera, który darzył go bezwarunko­

wym zaufaniem. 

Pierwszy oficer sztabu generalnego Grupy Armii, pułkownik Georg 

Freiherr von Weitershausen, świadek tej rozmowy, opowiada o tym: „Za­

miast spodziewanego wybuchu wściekłości odpowiedział jedynie głos zła­

manego, wyczerpanego człowieka: «Tak, Schórner, skoro pan tak mówi, 

wie pan, jak dowodzić»". 

Spóźniony co najmniej o 2 dni odwrót spowodował oczywiście zwięk­

szone straty, ponieważ część oddziałów została zamknięta w pierścieniu lub 

okrążona. Uwalnianie się i wyłomy wiązały się ze stratami ludzi i ciężkiej 

broni. Ale nawet nowa, uważana wcześniej za dostatecznie cofniętą i do­

brze oceniana linia Bielice - wschodnie okolice Pszczyny - północne rejony 

Rybnika - Koźle była zagrożona przez szybko postępujące pancerne siły 

wroga. Decydujące dla przyszłości utrzymanie okolic Rybnika zawdzięczać 

należy szczęśliwemu przypadkowi. Szef sztabu generalnego 17. Armii, ge­

nerał Schwatlo-Gesterding

141

 korzystając z łączy wojskowych, zadzwonił 

do Rybnika. Szkolony w dowództwie funkcjonariusz łączności sił zbroj­

nych zameldował generałowi, że pod Rybnikiem pozycję zajęła właśnie jed­

nostka przeciwlotnicza dział 8,8 cm - I./33, której być może trzeba przeka­

zać rozkazy. Dowódca armii otrzymał akurat meldunek o zagrożeniu dla 

obszaru Rybnika ze strony jednostki pancernej, która przebiła się na połu­

dnie, a dowódca jednostki przeciwlotniczej (z Dessau), której numer L/33 

wywołał wspomnienia, był mu znany z równie groźnej sytuacji pod Kijo­

wem w listopadzie 1943 r. Generał wezwał owego sprawdzonego wielokrot­

nie w boju z czołgami, mężnego dowódcę do radiostacji i przekazał mu 

mniej więcej taki rozkaz: „Jakie to szczęście, że w tej sytuacji armia trafiła 

właśnie na pana. Nieprzyjacielskie czołgi, które przebiły się z północy, ata­

kują Rybnik. Niech pan ze swym oddziałem przeciwlotniczym broni Rybni­

ka, aż pojawią się efekty działań rezerw nadciągających ze wschodu i z za-

1 4 1

 Gen. Joachim Schwatlo-Gesterding (ur. 1903 w Stralsundzie, zm. 1975 w Bonn) - oficer 

niemiecki od 1922 r. Od 1919 r. we Freikorpsach. Od 1921 r. w Reichswehrze. Oficer sztabowy 
w kolejnych kampaniach Wehrmachtu od 1939 r., m.in. w 68. DP. w VII Korpusie Piechoty. 

17. Armii i 253. DP. Po wojnie w Bundeswehrze. 

125 

background image

chodu". Ten zaskakujący dla wroga opór pod Rybnikiem, połączony z du­

żymi stratami w czołgach, zwieńczył sukces w postaci natarcia z Raciborza 

przybyłej nareszcie z Węgier 8. Dywizji Pancernej oraz posuwającej się do 

przodu 1. Dywizji Strzelców Górskich (z południowego wschodu z okolic 

Żor). Ale także ten sukces nie mógł przesłonić świadomości, że oto stracili­

śmy kryjący znaczne bogactwa naturalne największy obszar przemysłowy 

Śląska. Nieprzyjaciel zagarnął go bez przeszkód, a także bez paraliżu, mię­

dzy innymi dlatego, że jego dowództwo z powodzeniem poprowadziło do­

skonale zaplanowane okrążenie z licznymi czołami natarcia, skierowanymi 

na nasze tyły. 

Teraz na zaopatrzenie ruchu kolejowego i potrzeby przemysłu zbroje­

niowego pracują już przy południowej granicy Górnego Śląska jedynie 

huty i kopalnie w Ostrawie oraz w jej dalszym otoczeniu, a także kopalnie 

węgla na południe od Rybnika. Odpowiadając na pytanie, dlaczego Gór­

nośląski Okręg Przemysłowy padł tak szybko po klęsce w Polsce, należy 

przypomnieć znaczący błąd dowództwa, piętnowany już w innym miejscu 

tej książki: utworzone specjalnie do obrony tego obszaru, położone 

20-40 km dalej na wschód umocnienia polowe (pozycje B-l i B-2) nie zo­

stały obsadzone personelem zabezpieczającym. Takie oddziały musiałyby 

się rekrutować nie tylko z Volkssturmu, który zresztą należało włączyć 

do akcji znacznie wcześniej, lecz także z dysponujących siłą bojową jed­

nostek wyposażonych w broń przeciwpancerną. Na pewno nie wystarczy­

łoby to, by poniesioną w Polsce klęskę przekuć na zwycięstwo. Ale mno­

żące się na szerokim froncie straty w czołgach nauczyłyby wroga, że 

ofensywa na Górny Śląsk mimo szybkich zwycięstw jest obarczona ryzy­

kiem. Nieprzyjaciel zwolniłby tempo, my zyskalibyśmy na czasie, przy­

najmniej na tyle, by ewakuować pracującą jeszcze ludność, która teraz 

w szybkim tempie dostawała się pod wpływy wroga. Wystarczyłoby rów­

nież czasu na przygotowanie, pod dowództwem doświadczonych fachow­

ców, takiego paraliżu, który wprawdzie nie spowodowałby zniszczenia 

zakładów, ale na dłuższy czas je zatrzymał. Nieprzyjaciel nie mógłby od 

razu rozkręcić produkcji na pełnych obrotach. Prezydent rejencji Walther 

Springorum mówi o stopniowym przenoszeniu zadań administracyjnych 

na kierownictwo partii, przy wsparciu dalekopisów od reichsleitera Bor­

manna. Tłumaczy to fakt nieprzeprowadzenia w porę ewakuacji, której 

należało dokonać 4 dni przed wejściem wroga. Wymagana przez Bor­

manna kontynuacja produkcji zbrojeniowej i jednoczesne ocalenie siły ro­

boczej przy tym tempie rosyjskiej ofensywy przypominały „kwadraturę 

koła". Mocą kompletnie niezrozumiałej z merytorycznego punktu widze­

nia decyzji gauleitera Brachta prezydent Springorum przejął dowodzenie 

batalionem Volkssturmu. Dopiero ostrej interwencji naczelnego dowódcy 

126 

background image

17. Armii zawdzięczać należy to, że 26 stycznia Springorum został zmie­

niony podczas walk pod Zabrzem. Mógł więc ponownie zająć się swoim 
właściwym zadaniem, czyli administrowaniem, które stało się szczególnie 
ważne dla ciągłości produkcji przemysłowej na południu. 

Zanim zajmiemy się obszarem walk nad Odrą w okolicach Ścinawy 

Głogowa - Zielonej Góry, należałoby, w celu zachowania klarowności 

ogólnego obrazu, w kilku słowach poinformować o stopniowym przesuwa­
niu granic armii. Przymus szybkiego wypełnienia rozległych luk powstałych 
w czasie bitwy w Polsce i chęć utrzymania linii Odry doprowadziły do roz­
szerzenia obszaru południowej 1. Armii Pancernej dalej na północ. Wskutek 
tego również odcinek 17. Armii przesunął się dalej od południowego 
wschodu i północnego zachodu. Skutkiem tego 4. Armii Pancernej, wiodą­
cej znowu na lewym skrzydle Grupy Armii, po początkowo znacznie zbyt 

rozległym obszarze dowodzenia, który jeszcze 31 stycznia sięgał od Opola 
po Głogów, przydzielono znów obszar rozsądnych wymiarów. I choć w ko­
lejnym rozdziale mowa jeszcze będzie o wydarzeniach ostatnich dni stycz­
nia, już teraz określmy granice z 12 lutego, po zakończeniu rozpoczętych 
pod koniec stycznia licznych przegrupowań. Prawa granica Grupy Armii 
- to znaczy granica z Grupą Armii „Południe" - przebiegała na południe 
od Rużomberka (przy dolnej krawędzi mapy). Lewa (północna granica 
Grupy Armijnej „Heinrici" - 1. Armii Pancernej) biegła koło Koźla, pro­

stopadle do Odry. Dalej na północny wschód odcinek 4. Armii Pancernej 
prowadził do linii Żory-Kożuchów, która stanowiła jednocześnie północ­
ną granicę Grupy Armii. Przylegająca do niej w Dolnych Łużycach 9. Ar­
mia przeszła pod koniec stycznia do sąsiadującej z nią od północy Grupy 
Armii „Wisła". 

background image

Walki o Odrę między Ścinawą 

i Zieloną Górą 

Naczelne dowództwo XXIV i XL Korpusu Pancernego improwizuje 

obronę Odry między Ścinawą - Głogowem - Nową Solą - Zieloną Górą do 
Krosna - Bohaterska walka szkoły podoficerskiej z Jaworu w Ścinawie -

Daremny atak Korpusu Pancernego „Grofideutschland" na wschód od Odry 

na północną fankę przyczółka ścinawskiego

 - Udane przejście korpusu 

przez Odrę dzięki ciężkiej pracy pionierów

 - Próba likwidacji przyczółka 

w Ścinawie kończy się klęską - Ciężkie walki 408. Dywizji Piechoty w ra­

mach rozpoczętej 8 lutego nowej ofensywy 

(por. mapy nr 1 i 3 w załączniku) 

D

o końca stycznia dotarły, przynajmniej do Głogowa i w jego okoli­

ce, następujące jednostki lub ich stopniałe po szczęśliwym zakoń­

czeniu „wędrującego kotła" na zachód od Odry pozostałości: naczelne do­

wództwo XXIV i XL Korpusu Pancernego, 16. i 17. Dywizja Pancerna, 

6. i 45. Dywizja Grenadierów Ludowych, 17., 72., 88., 214., 291. i 342. Dy­

wizja Piechoty, oddział zaporowy von Ahlfen oraz oddziały wojsk lądo­

wych spoza jednostek dywizyjnych, służby zaplecza, obrona przeciwlotni­

cza i personel naziemny Luftwaffe. Sprawna organizacja, powołana do 

życia przez dowodzącą tutaj 9. Armię, otoczyła opieką całkowicie wyczer­

pane i przemęczone oddziały, który musiały wrócić do boju najpóźniej po 

2 dniach, aby bronić przyczółka w Głogowie i Odry na większym obszarze 

po obu stronach owej „twierdzy". Ponowne sformowanie 22 batalionów 

w ciągu zaledwie kilku dni świadczy o doskonałej, w tym ciężkim położe­

niu, organizacji i dobrych nastrojach panujących w oddziałach. Niektóre 

części, na przykład pozostałości 17. Dywizji Pancernej, zostały przeniesione 

w celu odświeżenia w okolice Zagania i Żar lub na poligon w Swiętoszowie. 

Całkowicie odpadły sztaby XLII Korpusu Piechoty i LVI Korpusu 

Pancernego. Dowódca tego ostatniego, generał Błock

142

, również zgi-

1 4 2

 Gen. Johannes Błock (ur. 1894 w Biischdorfie, zm. 1945 koło Kielc) oficer niemiecki od 

1916 r. Po I wojnie światowej, w której walczył, pozostał w Reichswehrze, a następnie w Wehrmaeh-

128 

background image

Zrujnowane, w wyniku zażartych walk. Stare Miasto w Głogowie (Glogau). Na pierwszym 

planie ruiny głogowskiego ratusza z wieżą ratuszową, w głębi majaczą zgliszcza kościoła 

pw. św. Mikołaja, lata 50. XX w. 

nął. Dowódcy: 17. Dywizji Pancernej, pułkownik Brux

143

, 88. Dywizji, 

generał hrabia Rittberg

144

 i 214. Dywizji, generał von Kirchbach

145

cie. Od marca 1940 r. dowódca 202. pp, z którym walczył we Francji i na początku walk w Związku 

Sowieckim. Od maja 1942 r. dowodził 294. DP. W grudniu 1943 r. przeszedł do rezerwy. Ponownie 

powołany do służby w kwietniu 1944 r. jako dowódca VIII, a następnie XIII Korpusu Piechoty. Od 

czerwca 1944 r. dowodził LVI KPanc, rozbitym w styczniu 1945 r. Zginął podczas odwrotu. 

Ui

 Płk Albert Brux (ur. 1907 w Lubaniu Śl., zm. 2001) - oficer niemiecki od 1934 r. Z 66. 

pp walczy w Polsce w 1939 r. i we Francji w 1940. W kampanii rosyjskiej walczyt m.in. na 

Kaukazie. Od sierpnia 1943 r. dowódca 40. pułku grenadierów pancernych. W grudniu 1944 

r. został dowódcą 17. DPanc. Do niewoli sowieckiej dostał się w styczniu 1945 r. w okolicy 

Kielc. Po powrocie z niej w 1956 r. oficer Bundeswehry. 

1 4 4

 Gen. Georg Graf von Rittberg (ur. 1898 w Strasburgu, zm. 1973 w Kriin) - arystokra­

ta, oficer niemiecki od 1915 r. Po I wojnie światowej został w armii. W 1935 r. objął dowódz­

two batalionu artylerii w 23. part. Od maja 1940 r. dowódca 31., a następnie 131. part. 

W kwietniu 1943 r. objął dowództwo 12. pgrcn., a następnie, od listopada tego roku 88. DP. 

którą wyprowadził m.in. z kotła pod Czerkasami. W styczniu 1945 r. dostał się do niewoli so­

wieckiej, z której wrócił 10 lat później. 

1 4 5

 Gen. Harry von Kirchbach auf Lauterbach (ur. 1896 w Dreźnie, zm. 1945 koło Puław) 

- arystokrata, oficer niemiecki od 1914 r. W czasie I wojny światowej w oddziałach gwardyj-

skich. Później w Reichswehrze. Od 1930 do 1934 r. szef kompanii w 6. pp. W latach 1935-1939 

wykładowca w szkole wojskowej w Hanowerze. Podczas agresji na Polskę dowódca batalionu 

w 73. pp. W 1940 r. w rezerwie kadrowej, a od października dowódca 408. pp. Od marca 1943 r. 

ponownie w rezerwie. W kwietniu 1943 r. detaszowany do Grupy Armii „Norwegia". Od stycz­

nia do kwietnia 1944 r. w Grupie Armii „Północ". Następnie dowódca 214. DP. W styczniu 

1945 r. dostał się do niewoli sowieckiej, w której zmarł 18 stycznia 1945 r. 

129 

background image

trafili ranni do rosyjskiej niewoli. Generał Finger

146

, dowódca 291. Dy­

wizji, poległ. 

Naczelne dowództwo XL Korpusu Pancernego, daremnie walczące na 

przyczółku magnuszewskim swoją 19. i 25. Dywizją Pancerną, zostało 

odwołane po dotarciu do Warty pod Sieradzem przez dowództwo 9. Ar­

mii następującym poleceniem: „Naczelne dowództwo XL Korpusu Pan­

cernego wyrusza natychmiast, dociera do Wrześni i stamtąd zapobiega 

niekontrolowanemu przejściu wroga na obszarze północnym armii. Pra­

wa granica przebiega tuż przed Kaliszem na wschód. Podporządkowane 

zostają wszystkie oddziały na północ od tej granicy". Na zadane telefo­

niczne pytanie o lewą flankę szef sztabu generalnego 9. Armii, pułkownik 

sztabu generalnego Hólz

147

 odpowiedział znacząco: „Już jej nie mamy". 

Szef sztabu generalnego tego korpusu, pułkownik sztabu generalnego 

Berlin

148

, tak między innymi opowiada o drodze i przystąpieniu do no­

wego zadania: „Na szczęście po przegranej bitwie zostało nam 8 trans­

porterów opancerzonych, tak zręcznie i dzielnie kierowanych przez ka­

pitana rezerwy Oskara Lieskego, dziś leśniczego, że ten niewielki oddział 

stał się skuteczną «strażą pożarną» naczelnego dowództwa, która umoż­

liwiła nareszcie realizację niektórych zadań. Stanowiska dowodzenia 

działające jeszcze na południe i północ od tego miejsca nie dysponowa­

ły żadną wiedzą na temat położenia wroga w obszarze celu naszego mar­

szu. Po dotarciu do Kalisza bardzo przestrzegano nas przed kontynu­

owaniem marszu w ciemnościach, ponieważ rosyjskie czołgi wielokrotnie 

1 4 6

 Gen. Arthur Finger (ur. 1898 w Mocker, zm. 1945 koło Częstochowy) artylerzysta, ofi­

cer niemiecki od 1917 r. Po 1 wojnie światowej stużyt w policji. W 1935 r. wstąpił do Wehrmach­
tu najpierw do pułku artylerii w Głogowie, a następnie do 18. pułku artylerii. Od września 

1939 r. dowódca 757. batalionu artylerii ciężkiej. Od października 1940 r. został dowódcą 214. 

part, a następnie od lutego 1943 r. 306. pułku artylerii. W lipcu 1944 r. powierzono mu do­
wództwo 291. DP. Podczas jej pogromu w styczniu 1945 r. poległ na polu walki. 

1 4 7

 Gen. Johannes Hólz (ur. 1906 w Tigerfeldzie, zm. 1945 nad Łabą) - policjant i oficer 

niemiecki od 1930 r. Od 1936 r. w Wehrmachcie w 56. pp. Od sierpnia 1939 r. w sztabie Gru­
py Armii „Południe". Pod koniec 1929 r. przeniesiony do sztabu 14. DP, z którą walczy we 

Francji w 1940 r. Do marca 1941 r. w sztabie Armii „Norwegia". Później szef sztabu 161. DP. 

Wiosną 1942 r. został szefem sztabu 9. Armii, a w lutym 1944 r. szefem sztabu LV Korpusu 
Piechoty. Od listopada tego roku z powrotem w 9. Armii. Wraz z nią cofa się na zachód i gi­
nie w kwietniu 1945 r. nad Łabą. 

I 4 S

 Gen. Wilhelm Berlin (ur. 1889 w Kolonii, zm. 1987 w Hamburgu) - artylerzysta, oficer 

niemiecki od 1910 r. W czasie I wojny światowej na kolejnych stanowiskach sztabowych. Po 
niej w Reichswehrze. najpierw w sztabie 5. part. Od 1934 r. dowódca batalionu w szkole arty­
lerii w Juterbogu. Od 1937 r. dowódca 33. part. Walczył w kampanii francuskiej w 1940 r. 
Później znów w szkole w Juterbogu. Od maja 1943 r. dowódca 58. DP, a od czerwca tego ro­
ku 227. DP. Od maja 1944 r. pełniący obowiązki dowódcy XXVI Korpusu Piechoty. Od jesie­
ni tego roku w OKH. W lutym 1945 r. objął dowództwo Cl Korpusu Piechoty, z którym ka­
pitulował w maju. W niewoli amerykańskiej do 1947 r. 

130 

background image

przekroczyły już naszą drogę na zachód. Teraz, 23 stycznia o godzinie 

3.00, dotarliśmy do Wrześni, nie natrafiliśmy na wroga, jednak ujrzeli­

śmy niewyobrażalny dramat uciekinierów, ponieważ wszystkie biura 

partyjne zdążyły się już dawno wycofać. Po jakimś czasie udało się na­

wiązać połączenie telefoniczne z zastępcą naczelnego dowódcy w Pozna­

niu. Na moje pilne pytanie o szefa dyżurujący oficer odpowiada naj­

pierw wymijająco, a potem próbuje mnie zniechęcić. Kiedy wyrażam się 

jaśniej, rozmówca odkłada słuchawkę. Dzwonię jeszcze raz. Tym razem 

oficer zapomina na śmierć odłożyć słuchawkę. Słyszę, jak przekazuje ją 

ze słowami: «To znowu ten dziwny telefon z Wrześni. Uwaga!» Szef 

oczywiście bardzo ucieszył się z naszego przybycia. Sądzono, że Wrze­

śnia wpadła już w ręce wroga i że ja dzwonię ze strony rosyjskiej. Nawia­

sem mówiąc, było to ostatnie połączenie z Poznaniem. Już w ciągu 

przedpołudnia znaczące siły wroga zamknęły miasto od południa i unie­

możliwiły jakiekolwiek połączenia". 

Jak wszędzie, musiano najpierw utworzyć z powracających resztek no­

we jednostki. „Kontrolę" postępów wroga prowadzono również bez po­

mocy oddziałów, dzięki odwadze niektórych urzędników pocztowych i te­

lefonistek, które do ostatniej chwili trwały na posterunku i przesyłały 

meldunki. Panna Hildegard Hieronymus została zasłużenie odznaczona 

Żelaznym Krzyżem II klasy

149

 za odwagę wykazaną w centrali telefonicz­

nej w Zawadzie między Cigacicami a Zieloną Górą. 

Nie udało się jednak zatrzymać wroga na wschód od Odry. Dopiero 

nad Odrą między Bytomiem Odrzańskim i Krosnem, na odcinku korpu­

su, rosnący stopniowo opór okazał się skuteczny. Jego organizację należy 

zawdzięczać okoliczności, że wróg nie zaatakował tutaj znaczniejszymi si­

łami, a pokrywa lodowa na Odrze wskutek roztopów pod koniec stycznia 

nie uniosłaby już pojazdów. Wróg, który nadszedł z obu stron Nowej So­

li, został, w najprawdziwszym znaczeniu tego słowa, zmieciony przez 

„straż pożarną" korpusu, wspomnianą już jednostkę transporterów 

opancerzonych, podczas gdy pod Cigacicami (na północ od Zielonej Gó­

ry) trzymał się rosyjski przyczółek. Siły korpusu były zbyt małe, by wyko­

nać zadanie likwidacji tego „ogniska zapalnego": składały się tylko z jed­

nego działa 10 cm, dwóch zdobycznych dział z niewielką ilością amunicji 

i Yolkssturmu. Ale fakt, że owo ognisko zapalne nie rozprzestrzeniło się 

1 4 9

 Krzyż Żelazny (Eisernes Kreuz - EK) - pruskie, a następnie niemieckie odznaczenie woj­

skowe. Ustanowione we Wrocławiu 10 marca 1913 r. przez króla pruskiego Fryderyka Wilhel­
ma III. Zaprojektował go słynny architekt Karl Friedrich Schinkel. EK miał trzy klasy. W III 

Rzeszy EK stał się najwyższym niemieckim odznaczeniem wojskowym. Wtedy to oprócz klasy 
II i I wprowadzono 5 klas Krzyża Rycerskiego i Krzyż Wielki Krzyża Żelaznego. Ten ostatni 

otrzymał tylko H. Goering. 

131 

background image

dalej, zawdzięczać należy szybkiej reakcji saperów, którzy kompletnie za­

skakując wroga, wysadzili most pod Cigacicami. 

Wśród licznych działań, które podjęto z inicjatywy XL Korpusu Pancerne­

go, wykorzystując tamtejsze zakłady zbrojeniowe (w Kożuchowie), należy 

wymienić budowę opancerzonego transportera z karabinami przeciwlotni­

czymi 2 cm, którego wyprodukowano 6-8 sztuk. Służąc w dwóch plutonach, 

do końca pełniły one funkcję straszaka. W zakładach w Nowogrodzie Bo­

brzańskim znaleziono proch do dwóch pocisków V2

I5()

, który ładowano na 

znalezione w innymi miejscu Goliathy - niskie, zdalnie sterowane miny sa­

mobieżne z napędem gąsienicowym

151

. Niespodziewany atak zniszczył przy­

czółek w Cigacicach, przy czym w niemieckie ręce wpadły 3 lub 4 sprawne 

czołgi nieprzyjacielskie. Prócz tych sukcesów w utrzymaniu Odry, osiągnię­

tych właśnie przez zaimprowizowane oddziały ze zorganizowaną naprędce 

bronią, warto byłoby jeszcze rzucić okiem na obszar na północ od Odry. 

Choć także on nie należy już do Śląska, którego granica przebiega na 

północ od Zielonej Góry, okolice północnej flanki Śląska są jednak ogól­

nie interesujące. Jak pokazuje mapa nr 1, znajdowały się tam, tuż na za­

chód od linii Sulechów - Międzyrzecz, stałe umocnienia, czyli Oder-War-

the-Bogen

152

 (na północ od górnej krawędzi mapy Odra płynie ze 

wschodu na zachód). Niezwykle solidne umocnienia, leżące między Odrą 

i Wartą, były wznoszone od 1935 r. do obrony przed natarciem na Berlin 

ze wschodu. Jednak gdy teraz, w styczniu 1945 r., mogły udowodnić swą 

skuteczność, były już od dawna ślepe, głuche i sparaliżowane. Począwszy 

bowiem od roku 1940, demontowano wszystkie typowe dla twierdzy ro­

dzaje broni, środki bojowe, sprzęt, maszyny, sprzęt obserwacyjny i tele­

komunikacyjny, aby zainstalować je na Wale Atlantyckim

153

. Ale także 

150 Y2 (Vergeltungs Wafle broń odwetowa, zwana też A4) - niemiecki rakietowy pocisk 

balistyczny z głowicą konwencjonalną o wadze ok. 1 t, opracowany przez zespól inżynierów 

Wehrnera von Brauna. Pierwszy udany start nastąpi! w czerwcu 1942 r. z bazy w Peenemunde. 

Masowa produkcja ruszyła we wrześniu 1943 r. Pierwsze rakiety V2 wystrzelono bojowo do­

kładnie rok później. Ogółem użyto ich 5,5 tys. Ostatnią w marcu 1945 r. Już na samym początku 

prób z V2 wywiad AK zdobył fragmenty, a następnie cały niewybuch pocisku i po przebadaniu 

przekazał je na Zachód. 

1 5 1

 Sd. Kfz. 302, 302 Goliath - samobieżna mina sterowana przewodowo, przenosząca ła­

dunek 75 lub 100 kg materiału wybuchowego. Lekko opancerzona. Zasięg do 1500 m, pręd­

kość do 11 km/h. Do końca wojny Niemcy wyprodukowali ponad 2500 egz. Używana do pre­

cyzyjnego niszczenia umocnień. Użyta m.in. w Sewastopolu, Warszawie (podczas powstania) 

i w obronie Festung Breslau. 

1 5 2

 Czyli Międzyrzecki Rejon Umocniony (lub też Wał Wschodni - Ostwall) - obszar na 

przedwojennej granicy niemiecko-polskiej, ufortyfikowany przez Niemców w latach 1934 -1938. 

Wał Atlantycki - system umocnień niemieckich budowanych od 1940 r. na długości 

prawie 4 tys. km od północnej Norwegii po granicę Hiszpanii. Silnie ufortyfikowany zwłasz­

cza na odcinku Pas-de-Calais. Na innych znacznie słabszy. Propagandowo wykorzystywany 

przez Goebbelsa jako niezdobyta granica „Twierdzy Europa". Przełamany po inwazji alian­

tów w Normadii 6 czerwca 1944 r. 

132 

background image

bez tego cennego specjalistycznego wyposażenia można byłoby się tu 

z powodzeniem bronić, gdyby dysponowano zwartymi oddziałami wojsk. 

Na takich żelbetowych murach i pokrywach, zdolnych wytrzymać ciągły 

ogień z broni największego kalibru, mogła się wyczerpać materialna prze­

waga nieprzyjaciela - gdybyśmy jeszcze mieli wojsko. Po wojnie rozpo­

wszechniło się błędne przekonanie, jakoby stałe umocnienia zawiodły 

i okazały się przeżytkiem, co udowodnił ogólny przebieg wojny. Ale przy­

kład umocnień Oder-Warthe-Bogen pokazuje, że jedyną winą za klęskę 

umocnień, niezabezpieczonych ani osobowo, ani materialnie, należy ob­

ciążyć dowództwo. Szybkie przejście umocnień w takim stanie nie było 

ani sztuką, ani aktem odwagi. 

Gdy nieprzyjacielskie natarcie - co było zaskoczeniem z pewnością 

również dla dowództwa wroga -już 31 stycznia dotarło do Odry pod Ko-

strzyniem i na południe od niego, spróbowano, jak zawsze nad rzeką, 

wznieść przyczółek również na odcinku Odry zajętym przez XL Korpus 

Pancerny. Nie było jednak powodu, aby, przy ogólnym południowym 

kierunku natarcia, szybko przekraczać Odrę atakiem. Wręcz przeciwnie, 

bieg Odry w tym miejscu, z Cigacic do Krosna, ze wschodu na zachód, 

tworzył przecież naturalne zabezpieczenie flanki dla otwierających się do 

przyszłego natarcia w głąb łuku Odry i Warty sowieckich wojsk. Ów na­

leżący do XL Korpusu Pancernego odcinek Odry, który właśnie opusz-

Niemiecka kolumna pancerna w trakcie formowania s/yku. Na pierwszym planie: 

podstawowy w armii III Rzeszy pótgąsienicowy transporter opancerzony Sd. Kfz. 251 

(Mittlere Schutzenpanzerwagen Sd. Kfz. 251). po prawej widoczny jest średni czołg 

PzKfw. IV, Górny Śląsk. 1945. 

133 

background image

czarny, padł dopiero później pod naciskiem ogromnych sukcesów, jakie 

wróg odnotował po wyjściu z wielkiego przyczółka ścinawskiego. Zanim 

w tym rozdziale poświęcimy uwagę owemu pod wieloma względami zna­

czącemu przyczółkowi, przyda się jeszcze krótkie spojrzenie na pozosta­

łości i zadania zasłużonego w okresie „wędrującego kotła" sztabu XXIV 

Korpusu Pancernego. Także to naczelne dowództwo zostało wezwane 

nad Odrę. Relacja generała Nehringa o marszu na Głogów pokazuje ty­

powe cechy takich, wykonywanych w zagrożeniu ruchów: 

„Po dojściu w wędrującym kotle pod bezpieczne skrzydła Korpusu 

Pancernego «GroBdeutschland» nad Wartą, 25 stycznia w Walentynowie 

(na północny zachód od Ostrowa) otrzymaliśmy drogą radiową komuni­

kat OKH: naczelne dowództwo XXIV Korpusu Pancernego ze sztabem 

16. Dywizji Pancernej pod silną eskortą natychmiast do dyspozycji OKH 

do Głogowa - Żukowic. Tam zameldować się w dowództwie 9. Armii. 

Zgodnie z tym rozkazem 20. Dywizja Grenadierów Pancernych pod 

dowództwem generała Jauera oraz wszystkie istniejące pancerne oddziały 

miały zostać podporządkowane Korpusowi Pancernemu GD w celu 

wzmocnienia go przed wykonaniem zadania, czyli opóźnienia nieprzyja­

cielskiego marszu. Było to zrozumiałe, więc naczelne dowództwo rezy­

gnuje z ochrony czołgów i zadowala się dwoma «Wespami» (działami na 

lawetach samobieżnych)

154

, ustawionymi na czele kolumny marszowej, 

aby zapewnić jej choćby awaryjną obronę przed rosyjskimi czołgami -

procedura ta miała się znakomicie sprawdzić podczas nocnego marszu. 

Jeszcze w świetle dnia rosyjskie czołgi przejechały z północy na południe 

niedaleko Walentynowa, kolumna marszowa zaś natknęła się na nieprzy­

jacielskie czołgi już pod Krotoszynem, ale w ciemnościach przeszła nie­

zauważona. Przesuwa się dalej w kierunku Krobii, znowu napotyka ro­

syjskie czołgi, które w reakcji na ostrzał naszych dział natychmiast 

wycofują się z pozycji na tyły. Na wszelki wypadek skręcamy w kierunku 

Gostynia [w oryg. Gosztyn], gdzie 26 stycznia około godziny 2.00 trafia­

my na niemieckie zabezpieczenia i możemy sobie pozwolić na krótki od­

poczynek, wdzięczni za to, że udało się nam przebyć tę niebezpieczną tra­

sę bez strat. Potem idziemy dalej przez Leszno w kierunku Głogowa, aby 

późnym popołudniem dotrzeć do majątku Żukowice. Tutaj dowództwo 

9. Armii przydziela nam zadanie zorganizowania i poprowadzenia obro­

ny odcinka Odry od Ścinawy (bez samej Ścinawy) przez Głogów do No-

1 5 4

 Sd. Kfz. 124,10,5 cm le FH18/2 Fahrgestell auf Geschiitzwagen PzKpfw II „Wespe" 

(niem. „Osa") niemiecka opancerzona lekka haubica polowa 10,5 cm na samobieżnym pod­

woziu czołgu Pz. II. Opracowana w 1943 r. Wykorzystywana do końca wojny, mimo iż byta po­

jazdem wykonanym prowizorycznie i miała odkryty od góry przedział bojowy. Wykonano nie­

spełna 700 egz. 

134 

background image

wej Soli (włącznie). 1 tak pozytywnie skończył się ryzykowny marsz przez 

obszar skażony nieprzyjacielskimi siłami pancernymi. Dla wszystkich 

biorących udział w akcji oznaczała ona ogromne napięcie nerwowe -

większe niż podczas wydarzeń 21 i 22 stycznia. W trakcie marszu czuli­

śmy się prawie bezbronni, wydani na pastwę losu. Czy uda się nam 

przejść cało, czy też w ostatniej chwili, tuż przed zbawienną Odrą, wpad­

niemy w ręce wroga? Znaczący udział w skutecznym marszu od Warty do 

Odry miał porucznik Christian F. Sell, który prowadził zwiad w dużej od­

ległości przed kolumną marszową. Za to i za mężne zachowanie także na 

wschód od Warty otrzymał Honorową Odznakę za Męstwo. 

Sowieckie dowództwo, właściwie oceniwszy teren, jasno określiło swój 

cel, prowadząc w styczniu 4. Armię Pancerną z bardzo mocnymi rezerwa­

mi z tyłu na północ od Wrocławia, obok odcinka Prochowice - Ścinawa -

Chobienia. Tak znaczących sił nie dało się powstrzymać przed szybkim 

stworzeniem dużego przyczółka. I znów zbyt późno, bo dopiero 20 stycz­

nia, szkoła podoficerska z Jawora otrzymała rozkaz obrony Ścinawy; żoł­

nierze mieli bronić przeprawy przez Odrę z jednym mostem drogowym 

i jednym kolejowym. Nim oddział dotarł tam i ustawił obronę w niezna­

nym sobie terenie, był już 22/23 stycznia. Tego wieczoru uderzyły pierwsze 

granaty przeciwpancerne, a 24 stycznia wróg przerwał zewnętrzny pierścień 

obrony na wschodnim brzegu. Udało się jeszcze przynajmniej wysadzić 

most kolejowy, natomiast wysadzenie mostu drogowego nie powiodło się, 

ponieważ przestrzelono wszystkie przewody zapalników. Spośród 9 czołgów 

obsadzonych piechotą Panzerfaustami ustrzelono 5. Po wycofaniu się po­

nownie na wschodni brzeg pozostałych 4 czołgów wraz z towarzyszącą im 

piechotą udało się za pomocą szybkich ładunków wysadzić most, po którego 

szczątkach strzelcy zdołali jednak przejść na drugi brzeg. Tymczasem rów­

nież na południe od Ścinawy, pod Dziewinem, wrogowi udało się 25 stycz­

nia z zaskoczenia przekroczyć rzekę w amfibiach. Nieprzyjaciel pokonał 

Odrę także na północ od Ścinawy, w szybkim tempie stawiając na szerokim 

froncie kilka wytrzymałych mostów. Trwająca do wieczora 3 lutego ofiarna 

walka uczniów szkoły podoficerskiej, wspieranych przez 103. Brygadę Pan­

cerną pułkownika i późniejszego generała rezerwy Mummerta

155

, która we-

1 5 5

 Gen. Werner Mummert (ur. 1897 w Liittewitz, zm. 1950 w niewoli sowieckiej) oficer 

niemiecki od 1916 r. Uczestnik walk w I wojnie światowej. Po 1918 r. zdemobilizowany. Wróci! 

do armii w 1936 r. jako rotmistrz w 10. putku kawalerii. W walkach w 1939 i 1940 r. dowodził 

4. batalionem rozpoznawczym. W zimie 1940 r. objął dowodzenie 256. batalionem rozpoznaw­

czym. Po walkach w Rosji w 1943 r. przeniesiony czasowo do rezerwy. Wkrótce wrócił do służ­

by jako dowódca 14. pancernego batalionu rozpoznawczego, a od stycznia 1944 r. 103. pułku 

grenadierów pancernych. W listopadzie 1944 r. formował 103. Brygadę Pancerną, a od stycznia 

1945 r. dowodził Dywizją Pancerną „Miinhenberg" i wraz z nią walczył w obronie Berlina. 

Zmarł w sowieckim obozie jenieckim. 

135 

background image

szła do Ścinawy i przerwała nieprzyjacielskie oblężenie, nie zdołała już 

przeszkodzić wrogowi w przejściu szerokim frontem i utworzeniu dużego, 

silnego przyczółka. Jednak ofiarna walka wychwalanej w raporcie Wehr­

machtu z 6 lutego szkoły podoficerskiej była aktem heroizmu który związał 

znaczące siły nieprzyjaciela. Najdalej na zachód wróg dotarł już do Lubina. 

Tylko wysunięta na zachód stara część miasta w okresie od 28 stycznia do 

8 lutego jeszcze raz znalazła się w naszym posiadaniu. Według relacji lubiń­

skiego radnego Juliusa Koenig-Westphala w jego mieście rozpętało się pie­

kło. Wróg otworzył bramy zakładu dla obłąkanych i chorzy rozbiegli się po 

mieście. Lekarze i personel pielęgniarski zostali wzięci do niewoli, a pielę­

gniarki zgwałcone. Jak stwierdzono podczas krótkotrwałego wyzwolenia 

miasta, wzięci do niewoli żołnierze zostali wymordowani. W piwnicy pana 

Lauxa znaleziono bowiem 20 żołnierzy z Korpusu „GD" zabitych strzałem 

w potylicę. 

Nim przejdziemy do bitwy obronnej 408. Dywizji pod dowództwem 

generała Jollasse

156

, przyjrzyjmy się jeszcze ofensywnej walce korpusu 

znanego z „wędrującego kotła", a także XXIV Korpusu Pancernego na 

przyczółku ścinawskim (mapa nr 3). 

W nocy z 27 na 28 stycznia generał von Saucken dotarł wraz ze szta­

bem Korpusu „GD" ze wschodu do Ligoty na północny wschód od Gó­

ry, podczas gdy jego dywizje: Dywizja Grenadierów Pancernych „Bran­

denburg" i Dywizja Pancerno-Spadochronowa „Hermann Góring" 

w opuszczonej przez mieszkańców Górze i wokół niej odpoczywały po 

wyczerpującym marszu w samym centrum terenu wroga. Nieprzyjaciel 

otaczał nas ze wszystkich stron, a jedyna otwarta droga na Głogów pro­

wadziła na północ przez Glinkę. Teraz, po wcieleniu w życie wzorcowej 

wręcz decyzji, by przesunąć „wędrujący kocioł" znad Warty w bezpieczne 

okolice Głogowa, przyszła najwyższa pora, by wycofać również ten wy­

czerpany korpus, którego zmęczone i stopniałe dywizje były już tylko za­

ledwie grupami bojowymi. Ale stało się inaczej. Najwyraźniej bowiem na 

najwyższym szczeblu w dalszym ciągu upajano się znakami na mapie sy­

tuacyjnej, które w jakimś sensie dawały jeszcze widoki na powodzenie 

w ataku na rosyjskie Hanki. Bo czyż taka właśnie sytuacja nie występowa-

56

 Gen. Erwin Jollasse (ur. 1892 w Hamburgu, zm. 1987 w Tutzingu) oficer niemiecki od 

1916 r. Walczył na frontach I wojny światowej. Od 1919 r. zdemobilizowany. Wrócił do armii 

w 1927 r. Służy m.in. w 39. pp. Od lutego 1940 r. dowódca 52. pp na Wale Zachodnim i w wal­

kach na Zachodzie. Wraz z nim wszedł w skład 18. DPanc i w niej walczył w Rosji od 1941 r., 

odnosząc po roku ciężką ranę. Po powrocie do zdrowia wrócił do służby w czerwcu 1943 r. jako 

dowódca 9. DPanc. We wrześniu 1944 r. zdał dowództwo dywizji po otrzymaniu kolejnej rany. 

Od stycznia 1945 r. dowódca Grupy Bojowej na froncie odrzańskim. Od marca 1945 r. dowód­

ca 344. DP. a później Grupy Bojowej „Jollasse" składającej się z resztek 344. DP. 10. Dywizji SS 

„Frundsberg" i Dywizji „Fuhrer-Begleit". 

136 

background image

ła tutaj, na długiej północnej nieprzyjacielskiej flance sił wkraczających 
na przyczółek w Ścinawie? Czyż ta północna flanka, przebiegająca na 
wschód od Odry, szczególnie w obliczu znanej wrażliwości flanek u wro­
ga, nie zachęcała wprost do ataku Korpusu Pancernego  „ G D " z Góry 
przez ogólną linię Chobienia - Wąsosz na południe, podczas gdy XXIV 

Korpus Pancerny powinien jednocześnie zaatakować Ścinawę na zachod­
nim brzegu Odry przez Rudną? Czyż nie było widać jak na dłoni, że owo 
uderzenie, zaskakujące swą śmiałością wroga znajdującego się na wschód 
od Odry, które wraz z czołgami Nehringa na zachodnim brzegu spowo­

dowałoby oskrzydlenie Rosjan z dwóch stron, daje nadzieję na wielkie 
zwycięstwo? Nieskorzystanie z tak wielkiej szansy byłoby błędem nie do 
wybaczenia. Za takim tokiem myśli szły zapewne rozważania dowódców 
najwyższego szczebla. Wydano bowiem rozkaz, by jeszcze 28 stycznia 

Saucken z Korpusem  „ G D " zaatakował na wschód od Odry, a Nehring 
na zachodnim brzegu. Na mapie rozłożonej na stole poza obszarem fron­
tu zamiar ten wyglądał dobrze, a nawet doskonale. Obarczał go jednak 
kardynalny błąd, który, jak już wielokrotnie pokazała historia wszystkich 
wojen, doprowadził do klęski niejeden, zdawałoby się, przebiegły plan: 
kolejny raz nie brano pod uwagę ogromnego osłabienia skuteczności od­
działu, posiadającego za mało czołgów, za mało dział, za mało amunicji, 
za mało żołnierzy, a także o wiele za mało paliwa. Teoretycznie generał 
von Saucken posiadał łącznie 4 sprawdzone w boju dywizje, na których 
dowództwie i żołnierzach - doświadczonych na froncie wschodnim 
można było polegać: prócz dywizji „Brandenburg" i „Hermann Góring" 
były to jeszcze 19. Dywizja Pancerna i 20. Dywizja Grenadierów Pancer­
nych. Ale to już nie były dywizje. Poza tym tyły i wschodnia flanka, 
a także połączenie z Głogowem, były mocno zagrożone i wymagały spo­
rych sił zabezpieczających. Jak wynika z nocnego meldunku Grupy Armii 

„Środek" do OKH Korpus  „ G D " zgodnie z rozkazem przystąpił 28 stycz­

nia o 23.00 do ataku na Chobienię, podczas gdy jedyna szybka formacja 

na zachodnim brzegu, mocno osłabiona 16. Dywizja Pancerna, już w cią­
gu dnia uderzyła na Gawrony (na północ od Wąsosza). 

Nieprzyjacielskie dowództwo dobrze wykorzystało ochronę, jaką dawa­

ła dolina Baryczy na południe od Góry. Jej wartości zaporowej nie zmniej­
szyły także mrozy: przed miejscowością Ryczeń, w której przy użyciu licz­
nych dział przekształcono spory zamek w twierdzę, wzdłuż Baryczy 
wzniesiono solidną osłonę flanek. Mimo to dywizji „Brandenburg" udało 

się w twardej walce zdobyć linię od Ryczenia, gdzie zamek padł dopiero 
pod bezpośrednim ostrzałem artylerii, do Nowych Wierzowic. To jednak 

całkowicie wyczerpało jej siłę natarcia. Również atak Dywizji „Hermann 
Góring", poprowadzony między lasem w Ryczeniu i Odrą w kierunku polu-

13 7 

background image

dniowym, zatrzymał się pod Chorągwicami. 30 stycznia efektem chybione­

go natarcia Korpusu „GD" było uniemożliwienie działań oskrzydlających, 

hamujących ruchy nieprzyjaciela ze wschodu na zachód. Przyszedł najwyż­

szy czas, by wycofać korpus na zachodni brzeg Odry. Nie można było bo­

wiem oczekiwać, że wróg w dalszym ciągu będzie tolerował drobne ataki 

na swoim północnym skrzydle. Przecież od północy korpus został już okrą­

żony. W tej sytuacji, dojrzałej już do podjęcia decyzji, do generała von 

Sauckena przybył generał von Xylander z naczelnego dowództwa Grupy 

Armii „Środek" i wizyta ta zasługuje na poświęcenie jej uwagi. Tego szcze­

gólnie uzdolnionego szefa sztabu generalnego charakteryzowało duże zro­

zumienie dla oddziału - dla jego osiągnięć, ale także dla granic jego wytrzy­

małości. Z powodu wrodzonego taktu von Xylander cieszył się ogólnym 

szacunkiem i popularnością. W imieniu Grupy Armii podjął decyzję 

o zmianie brzegu; w tym celu podporządkowano Korpus „GD" generało­

wi Nehringowi, dowodzącemu na zachodnim brzegu XXIV Korpusem 

Pancernym. Niezwykle trudna pod każdym względem próba przejścia na 

drugi brzeg powiodła się w miejscu kursowania promu pod Bełczem Wiel­

kim, znanym miejscowym żołnierzom i odpowiednim na przeprawę. Ocali­

ła ona dla nas Korpus „GD". Tak, to przejście przez rzekę było majstersz­

tykiem z trzech powodów: 

- Tuż obok znajdował się dysponujący przewagą wróg, którego trzeba 

było wystarczająco długo utrzymać z daleka. 

- Klęska w Polsce pociągnęła za sobą pokaźne straty w sprzęcie do bu­

dowy mostów, trzeba więc było sprowadzić nowy sprzęt z rezerw OKH, 

ze szkoły pionierów Dessau-Rosslau (nad Łabą). 

- Spływająca Odrą kra utrudniała budowę mostów bojowych i zagra­

żała mostom. 

Generał Jauer wraz ze swą 20. Dywizją Grenadierów Pancernych 

z powodzeniem stworzył parasol ochronny dla brodu i ruchu oddziałów 

aż do ostatniego pojazdu. Dowódca pionierów XXIV Korpusu Pancer­

nego razem z pionierami z tego korpusu oraz z Korpusu „GD" wzniósł 

jeden 20-tonowy most oraz zbudował jeden 60-tonowy prom, a według 

innych źródeł nawet jeden 60-tonowy most, przy użyciu sprzętu sprowa­

dzonego przez wyższe dowództwo saperów, przy czym pewną rolę ode­

grało połączenie autostradowe z Dessau-Rosslau nad Łabą (szkoła pio­

nierów) ze Śląskiem. 

W nocy z 31 stycznia na 1 lutego Dywizji „Brandenburg" po przerwa­

niu walk powiódł się niełatwy manewr przejścia przez Górę - Szaszorowi-

ce do brodu, i na szczęście wróg mu w tym nie przeszkodził. Jak wynika 

z mapy, 19. Dywizja Pancerna oraz Dywizja „Hermann Góring" miały 

do przebycia krótszą drogę. Ostatnim oddziałem, który opuścił bród, był 

138 

background image

Zniszczony radziecki czotg T-34 w Katowicach-Zawodziu. W tle widoczny dawny ratusz 

i wieża kościoła pw. Opatrzności Bożej, 1946 1950, lot. Józef Dańda. 

oddział zabezpieczający przyczółek z 20. Dywizji Grenadierów Pancer­

nych. Wróg, zwykle tak aktywny, dziwnym trafem tutaj zachował się bar­

dzo wstrzemięźliwie, tak jak 20 stycznia podczas przekraczania Pilicy 

przez „wędrujący kocioł", którego niewielki, przepełniony i zatłoczony 

przyczółek łatwo byłoby zgnieść przy tej przewadze sił. Tutaj nad Odrą 

zadowolił się atakami ogniowymi na kilka miejscowości i zmiennym 

w czasie, niezakłóconym ogniem przeszkadzającym, skierowanym na 

bród. Z uwagi na brak niemieckich samolotów i dział przeciwlotniczych 

dwa samoloty mogły bez przeszkód kreślić na niebie kręgi, nie kierując na 

bród bombowców, samolotów bojowych czy ognia artylerii. W dalszym 

ciągu nie wiadomo, dlaczego wróg w tym miejscu ostro nie zaatakował. 

Włączmy tu opisany przez generała Nehringa epizod związany z budo­

wą mostu. 

Od strony Ścinawy, czyli z odcinka Odry zajętego już przez Rosjan, 

w dół rzeki dryfowała tratwa. Leżał na niej związany nagi mężczyzna, 

który dawał jeszcze słabe oznaki życia, jednak krótko potem zmarł. Obok 

niego leżał mundur niemieckiego lekarza wojskowego. Jakież straszliwe 

wydarzenia musiały się tu rozegrać! 

Służba zabezpieczenia pionierów, szczególnie ważna w tym miejscu, 

z powodzeniem realizowała zadanie ochrony mostu przed dryfującymi 

środkami bojowymi, które wróg mógł spuścić do rzeki w Chobieni. Na 

139 

background image

szczęście nie były to miny rzeczne, lecz tylko duże kawałki kry, które uda­
ło się w porę rozdrobnić przy użyciu ładunków wybuchowych z pokładu 
wysłanych w ich kierunku łodzi szturmowych. 

Po przejściu wszystkich oddziałów, bez większych strat, na zachodni 

brzeg Odry w ciągu 2 lutego, dowódca pionierów musiał wybrać szczególnie 
szybki sposób demontażu mostu i odzyskania cennego sprzętu. Jeśli wróg 
dotarłby za moment do Bełcza Wielkiego, demontaż z pewnością by się nie 
udał, kosztowałby wiele lub nawet całość sprzętu, a także pociągnąłby za 
sobą straty wśród pionierów. Gdyby jednak udało się rozmontować mosty 
pontonowe i natychmiast utworzyć kolumny, na drogę w dół na liczącym 
25-30 km odcinku Odry do Głogowa można by jeszcze wykorzystać godzi­
ny ciemności. W ciągu dnia przedsięwzięcie to było niemożliwe do wykona­
nia, ponieważ nieprzyjaciel także na tym odcinku zdążył w kilku miejscach 
opanować wschodni brzeg. Na to odważne, doskonale przygotowane tak­
tycznie i pioniersko, sprawnie zrealizowane przedsięwzięcie zgodę wyraził 
generał Nehring. Plan się powiódł. Następnego ranka pionierzy wraz ze 

sprzętem do budowy mostów byli już w Głogowie, niedostrzeżeni lub zbyt 
późno dostrzeżeni przez nieprzyjaciela. 

Należałoby jeszcze krótko uzupełnić relację na temat walki XXIV Kor­

pusu Pancernego na przyczółku w Ścinawie o fakt, że natarcie atakującej 
28 stycznia z Głogowa 16. Dywizji Pancernej zatrzymało się na zaciętej 
obronie pod Gawronami. Korpus Pancerny  „ G D " został teraz, bezpośred­
nio po pokonaniu rzeki, dosłownie wciągnięty w wir walk zaczepnych. Na­
tarcie prowadzone 2 lutego na południe od Rudnej zostało zatrzymane pod 

Miliczem - Toszowicami. Również 4 lutego sięgające dalej na południe ata­

ki nie przedarły się przez drogę z Lubina do Rudnej. Środek i północne 
skrzydło przyczółka ścinawskiego wzmacniały się z dnia na dzień. Także 
nasze ataki prowadzone pod przewodnictwem LVII Korpusu Pancernego, 
a skierowane na południowy front wroga, między Odrą w okolicach Pro­

chowic i Lubina, zostały odparte. 408. Dywizja, utworzona z oddziałów za­

pasowych 8. Okręgu Korpusu (z Wrocławia) pod dowództwem generała 

Jollasse walczyła na froncie na północny wschód od drogi między Procho­
wicami i Lubinem przy wsparciu 103. Brygady Pancernej pod dowództwem 

pułkownika rezerwy Mummerta i 99. pułku szturmowego dział przeciwlot­
niczych dowodzonego przez majora Rungego. Był to sklejony z elementów 

związek o typowej w tamtym czasie strukturze, którym dowodzić było 

prawdziwą sztuką. Tym bardziej pochwalić należy zacięty upór, z jakim 
walczyły dopiero co ze sobą połączone jednostki tej dywizji. 21 stycznia na 
poligonie Kónigsbriick (Saksonia) z tamtejszego 10. szkolnego zapasowego 
dywizjonu rozpoznawczego utworzono batalion alarmowy pod dowódz­
twem poległego krótko potem majora Neuberta. Było w nim wielu ochot-

140 

background image

ników ze Śląska. Został on wyładowany na dworcu w Raszówce (między 

Legnicą i Lubinem) 25 stycznia i od 26 do 31 stycznia walczył o Niemstów, 

Redlice, Parszowice i Nową Wieś, wioski, które wielokrotnie przechodziły 

z rąk do rąk. 

„Na stacji wyładunkowej - opowiada jeden z dowódców kompanii 

- natknęliśmy się na pielęgniarki, które urządzały nasz punkt opatrun­

kowy. Jedna z nich, płynnie mówiąca po rosyjsku, brała udział w każ­

dym ataku, wysyłana przez nas na tyły, po godzinie znowu wracała na 

czoło. Słusznie zgłoszono ją do Żelaznego Krzyża II klasy. Przed prze­

noszącą się to w jedną, to w drugą stronę walką w Niemstowie daremnie 

wzywaliśmy ludność do całkowitej ewakuacji. I stało się tak, że po wej­

ściu wroga każdej nocy słyszeliśmy krzyki dręczonych, gwałconych ko­

biet i zwierzęce ryki Rosjan. To bardzo obciążało nerwy. I chociaż tak­

że my nie patyczkowaliśmy się w czasie ciężkich walk, winę za to ponosi 

wróg, ponieważ po poddaniu się dalej zwalczał nas od tyłu. Zaopatrze­

nie w rozumieniu militarnym, zwłaszcza w paliwo, było słabe. Posiłki 

nadchodziły ze wsi. Wypędzone przez nas z obór bydło zostało przepro­

wadzone przez Volkssturm i HJ

1 5 7

 na tyły. Do 31 stycznia przedostało 

się do nas jeszcze kilku żołnierzy ze szkoły podoficerskiej z Jawora. Przy 

tej przewadze wroga, zarówno liczebnej, jak i pod względem uzbrojenia, 

był to rzadki, ale napawający otuchą promyczek światła, gdy, tak jak 

dawniej, w lokalnych bitwach wspierały nas stukasy

158

". 

Przytoczmy, dokładnie omawiając szczegóły, relację kapitana rezerwy 

Heinzego, który przerywając urlop rekonwalescencyjny, zgłosił się na 

ochotnika i wraz z nowo sformowanym batalionem 408. Dywizji walczył 

między Prochowicami a Lubinem. Pokazuje ona bowiem wymowny ob­

raz ówczesnych, trudnych warunków. 

„To wszystko urlopowicze, ci, których zebrano i sformowano z nich 

oddziały. Ludzie są dobrze ubrani (odzież zimowa), wyposażeni w broń 

szturmową i karabiny. Mają czeską broń maszynową, ale niestety żadnej 

ciężkiej broni. Robią dobre wrażenie, w większości są Ślązakami. Mogę 

1 5 7

 Hitlerjugend (HJ - niem. „Młodzież Hitlera'") - umundurowana organizacja młodzieżowa 

afiliowana przy NSDAP, założona w 1926 r. Od 1936 r. przynależność do niej była dla młodzie­
ży w III Rzeszy obowiązkowa. Wiele oddziałów Volkssturmu składało się z członków HJ wy­
różniających się fanatyzmem. W oparciu o nich sformowano też w 1944 r. słynną z okrucieństwa 
i zaciętości 12. Dywizję Pancerną SS „Hitlerjugend". 

1 5 8

 Ju-87 Stuka - niemiecki dwuosobowy, jednosilnikowy bombowiec nurkujący. Kon­

strukcja powstała w 1935 r. Wyposażony w syrenę dającą charakterystyczny dźwięk podczas 

nurkowania. Był szczególnie skuteczny w pierwszej fazie II wojny światowej, gdy wspiera! nie­
mieckie wojska pancerne w natarciu. Dość silnie opancerzony, ale wolny i o małym udźwigu 
bomb. W drugiej fazie wojny przerobiony wykazał się na froncie wschodnim jako bardzo do­
bry latający niszczyciel czołgów. Ogółem wyprodukowano niespełna 6000 tych maszyn. 

141 

background image

zatem oczekiwać, że będą dzielnie bronić swej ojczyzny. Umiejętności 

podoficerów były różne. Prócz starych żołnierzy piechoty mieliśmy też 

podoficerów, którzy nigdy jeszcze nie powąchali prochu. To jednak mo­

głem stwierdzić dopiero później. Teraz pozostało mi tylko tyle czasu, aby 

poznać tych ludzi i powiedzieć im kilka słów. 2 lutego w LVII Korpusie 

w Legnicy osiągnąłem tyle, że batalion zamiast czeskich MG-19 dostał 

niemieckie MG-34

159

; sześć średnich granatników, 1 pluton lekkich dział 

przeciwpancernych

160

 i 1 pluton działek przeciwlotniczych Drilling

161

 do 

utworzenia ciężkiej kompanii oraz kuchnie polowe miały być dowiezione 

później. Batalion otrzymał prócz tego pluton zaopatrzeniowy pod rozka­

zami oficera płatnika i 35 członków Volkssturmu. Niestety, mieli oni ni­

ską wartość bojową. Użyłem ich potem przede wszystkim do uzupełnia­

nia zapasów oraz do zbierania i odtransportowywania wielkich stad 

bydła, włóczących się wszędzie wokoło lub skazanych w oborach na 

śmierć głodową. Batalion potrzebował właściwie kilku dni, aby wdrożyć 

się we wszystko, a przede wszystkim, aby zbudować zaufanie między do­

wództwem i oddziałami. Ale oto już nadszedł rozkaz do akcji. 3 lutego 

o godzinie 7.00 batalion wyrusza w kierunku Lubina. Jadę przed nimi do 

408. Dywizji do Raszowki. Stamtąd zostaję skierowany do 103. Brygady 

Pancernej do Miło radzie. Pułkownik Mummert już na nas czeka. Sytu­

acja wygląda gorzej, niż myślałem. Rosjanie przesunęli się znacznie do 

przodu na przyczółku w Ścinawie. Dziś rano zajęli wieś Redlice. Kontr­

atak przy wsparciu czołgów został odparty. Zniszczono przy tym jeden 

czołg. Teraz mój batalion ma odbić Redlice. 

Późnym popołudniem przystępujemy do natarcia. Ustawiam 2. kom­

panię po prawej stronie drogi z Miłosnej do Redlić, 1. kompanię po lewej. 

Atak idzie przez puste pole, mimo znacznego oporu sprawnie posuwa się 

do przodu. Kiedy zapada zmrok, wchodzimy do wioski. 1. kompania po­

niosła dotkliwe straty. Lewy pluton najprawdopodobniej wpadł w pułap­

kę w lesie na lewej flance. Nasi poprzednicy zameldowali nam, że teren 

1 5 9

 MG-19(t) - ręczny karabin maszynowy produkcji czeskiej, używany w czasie II wojny 

światowej przez Wermacht głównie w celach szkoleniowych. 

MG-34 - podstawowy na początku II wojny światowej niemiecki lekki lub ciężki (w zależ­

ności od podstawy) karabin maszynowy kalibru 7,92. Szybkostrzelność praktyczna do 200 
strzałów na minutę. Opracowany w 1934 r. mógł strzelać zasilany z magazynka lub z taśmy. 
Dobra, choć droga konstrukcja. Od 1942 r. zastępowany jako podstawowa broń zespołowa 
Wehrmachtu przez MG-42. 

1 6 0

 W końcowym etapie wojny mogły to być tylko armaty: PaK (Panzer Abwehr Kanone 

- niem. „armata przeciwpancerna") 36 kal. 37 mm lub PaK 38 kal. 50 mm. 

61

 MG 151/20 in der Drillingslafette - potrójnie sprzężone działko 20 mm na podwoziu 

uniwersalnego transportera SdKfz. 251 w wersji 251/21. Prowizoryczna konstrukcja zastępu­

jąca w Wehrmachcie stale brakujące czołgi przeciwlotnicze (FlakPanzer). Skuteczna ze wzglę­

du na dużą szybkostrzelność nowoczesnych działek i ich mobilność. 

142 

background image

jest wolny. Właśnie ten kawałek lasu miał nam jeszcze przysporzyć wiel­

kich trudności. Niedobitki wroga przebywają wciąż w Redlicach. Mamy 
straty. Po południu 4 lutego 1. kompania oczyszcza miejscowość Panzer-
faustami. Redlice płoną. Wieczorem pluton z 3. kompanii ma zaatako­
wać i oczyścić las. Jednak pluton ten nie przybył w porę. Batalion należy do 
pułku Herzog. Kolejny batalion tego pułku walczy na lewo od nas w Niem-
stowie. Dowódcą jest kapitan Bentner. Kąkolno, o ile dobrze pamiętam, 
zostało zajęte przez pluton rowerowy. Rosjanie siedzą w Niemstowie, 
Parszowicach, Wielowsi. Atakują przede wszystkim w Niemstowie. 

Na rozkaz pułku 5 lutego o brzasku las atakują dwa plutony. Wnikają 

do środka. Wydarzenia toczą się szybko. Potem otacza ich ogień ze 
wszystkich stron. Ginie jeden z dowódców plutonu, drugi nie staje na wy­
sokości zadania. Atak zostaje odparty. Brakuje nam odważnych dowód­
ców. W Redlicach straty spowodowane ogniem artyleryjskim, ginie przy 
tym 5 członków Volkssturmu. Wieczorem przegrupowujemy się znowu 
do ataku. Ponieważ artyleria nie strzela, przedsięwzięcie staje się iluzją. 

Na tym odcinku lasu jest mnóstwo Rosjan. Dla mnie takie ataki słabymi 
siłami są nic niewarte, ponieważ niosą ze sobą wiele strat i tylko pogar­
szają bojowe morale oddziału, jednak moje poglądy nie znajdują zrozu­
mienia w pułku. Trzeba było zaoszczędzić wszystkie siły na spodziewaną 
główną ofensywę. Ataki na ten kawałek lasu trwają więc nadal. Udało mi 
się przynajmniej tyle, że 3. kompania, do tej pory stanowiąca rezerwę puł­
kową, jest teraz do mojej dyspozycji. Trochę za późno. 

Kompania atakuje rząd domów. Na początku panuje mgła. Kompa­

nia zajmuje 3 gospodarstwa, ale potem zatrzymuje się w miejscu, bo 
w ostatnich domach siedzą strzelcy wyborowi, którzy zestrzeliwują 
wszystko. Znów brakuje ciężkiej broni. 3. kompania, i tak najsłabsza, jest 

mocno nadwątlona. Porucznik Flink zostaje ciężko ranny. Kompanię 
przejmuje porucznik Suchy. Orientuję się w sytuacji, potem jadę na sta­
nowisko dowodzenia pułku. Akcja oddziałów uderzeniowych, zorganizo­
wana nocą na jedno z gospodarstw, kończy się niepowodzeniem. Brakuje 
właściwych dowódców. Odpowiedzialność bardzo mi ciąży. Prawie nie 
śpię. Ledwo umknąłem z lazaretu, a już ponownie powaliły mnie wilgoć, 
zimno i jedzenie z kuchni polowej. Od wielu dni mam gorączkę. Tak da­
lej nie może być. 7 lutego redaguję pismo do pułku, w którym zrzekam się 
wszelkiej odpowiedzialności za dalszy rozlew krwi. Porucznik Jung, adiu­
tant, uważa, że nie mogę tego wysłać, bo postawią mnie przed sądem wo­

jennym. Wysyłam go zatem do ustnego zreferowania. Pod wieczór przy­

bywa major Herzog. Jest przyjaźnie i po koleżeńsku zatroskany. Zgadza 
się na zaprzestanie ataków. Mam dostać 15 żołnierzy i 10 podoficerów. 
Wieczorem nadchodzą 4 średnie granatniki, w nocy jeszcze trzy Panzer-

143 

background image

schrecki

162

. Jest już jednak za późno, bo 8 lutego przed świtem budzi 

mnie zmasowany ogień na Redlice, Niemstów, Ogorzelec oraz na pozycje 

baterii. W Niemstowie i Ogorzelcu walczy 2. batalion naszego pułku pod 

dowództwem kapitana Bentnera. Na trasie z Lubina do Prochowic stały 

dwie baterie przeciwlotnicze (8,8 cm i lekkie działo przeciwlotnicze), jed­

na w krzakach pod Miłosną i jedna między folwarkiem Miłosna i Gogo-

łowicami. Oprócz tego był tam jeszcze jeden ciężki pluton przeciwpancer­

ny z dwoma działami, z czego jedno nie nadawało się do użytku. Moje 

stanowisko dowodzenia znalazło się poza ostrzałem. W ciągu dnia unika­

liśmy wszelkich zbędnych ruchów. Kiedy robi się jaśniej, zauważam, że 

w stronę mojego stanowiska dowodzenia zmierza atak z kierunku Niem-

stowa w sile batalionu, ze wsparciem dwóch czołgów. Przyszła odwilż, 

ziemia rozmiękła. Nieprzyjacielscy strzelcy nie mogą więc tak szybko po­

suwać się naprzód. Gdy zaczynamy obronę, natarcie się zatrzymuje. Je­

den z rosyjskich strzelców strzałami z rakietnicy podpalił stertę słomy 

pod oborą, chwytamy nasze zapasy amunicji, wypędzamy bydło na ze­

wnątrz. Oba czołgi zdążyły już tymczasem dotrzeć do drogi z Redlić do 

Ogorzelca. Jeden zatrzymuje się obok naszego gospodarstwa, drugi na 

zachód od niego. Wołam o Panzerfausta i podkradam się do czołgu. Ten 

Panzerfaust to nowy, nieznany model. Muszę najpierw spróbować, zanim 

go odbezpieczę. Rozlega się klaśnięcie, sypią się iskry. Trafiłem! Trzech 

żołnierzy piechoty zsuwa się w dół po pancerzu. Czołg płonie, amunicja 

eksploduje. Drugi czołg został ostrzelany przez Panzerschrecka. Ale bra­

cia nie trafili. Zamierza się ukryć za naszą szopą. Niestety, dowiaduję się 

o tym zbyt późno. Tylna brama jest zabarykadowana. Biegnę po płoną­

cym podłożu stajni, aby ustrzelić go z okna. A wtedy on odjeżdża. Za­

uważył, że coś się tu nie zgadza. Jedzie z powrotem do lasu i zasypuje nas 

granatami. 

Adiutant, porucznik Jung, zostaje ciężko ranny (strzał w płuca). Odła­

mek trafia mnie w lewą piętę. Granat rozrywa krowę na krwawe strzępy. 

Widzę wracających żołnierzy, nadciągających prawdopodobnie od Redlić. 

Do tej pory dzielnie broniono tej wsi. Moja osłona jest w terenie. Sam jesz­

cze strzelam z okna dachowego. Potem mój karabin szturmowy

163

 odma­

wia posłuszeństwa, chwytam więc karabin. Do Redlić zbliżają się następne 

'

6

- Panzersehreck (niem. „postrach czołgów") - niemiecki rakietowy granatnik przeciwpan­

cerny kal. 88 mm. Opracowany na podstawie zdobycznej amerykańskiej bazooki. Przez żołnierzy 

zwany też często Ofenrohr („rura od pieca"). Wielokrotnego użytku i większego zasięgu niż Pan­

zerfaust. 

1 6 3

 Sturmgewehr (StG 44) niemiecki karabin maszynowy na nabój pośredni kal. 7,92 mm. 

Mobilny jak pistolet maszynowy, ale znacznie od niego skuteczniejszy. Do końca wojny Niemcy 

wyprodukowali blisko 500 tys. sztuk tej broni. 

144 

background image

czołgi. Dalsza obrona nie ma sensu. Nakazuję wycofanie się na pozycję ba­

terii pod Gogołowicami. Ciekawe, która jest teraz godzina. Nie mam poję­

cia. Musi być gdzieś koło południa. Kiedy później spoglądam na kartę ran­

nego, jestem bardzo zdziwiony, że lekarz dywizji opatrywał mnie o 15.45. 

Wracamy przez rozmiękłe grzęzawisko. Drugi czołg, któremu nieste­

ty udało się uciec, ostrzeliwuje nas z broni maszynowej. Widzę, jak na 

prawo ode mnie przewracają się snopki, rzucam się i ląduję w samym 

środku snopka. Trochę mnie boli prawe i lewe kolano, mój karabin jest 

zniszczony. 

Wsparty na dwóch żołnierzach kuśtykam z powrotem. Od stanowiska 

dział przeciwlotniczych dzieli mnie ok. 1,5 km. To pod Gogołowicami. 

Nie wiemy, czy nieprzyjaciel zdążył już zająć wieś. Wysyłam zwiad, który 

stwierdza, że wroga tam nie ma. Pod ochroną pozycji baterii jesteśmy 

bezpieczni przynajmniej przed czołgami, możemy zabezpieczyć baterię 

piechotą. 

Nadchodzi porucznik Woikuwka. Przekazuję mu batalion z instruk­

cjami dalszej obrony. 

Odwiedza mnie untersturmfiihrer Spindler, dowódca 1. kompanii, 

i melduje, że dowódca 2. kompanii zginął dziś na stanowisku dowodzenia 

od strzałów artylerii. 

Batalion wykonuje więc teraz działania zabezpieczające drogę do Pro­

chowic w Gogołowicach oraz w lesie, na zachód stąd. Od 3. kompanii nie 

miałem odtąd żadnej wiadomości. 

Po jakimś czasie na chronioną pozycję wraca ciągnik działa przeciw­

lotniczego z trzema ciałami. 

Kiedy zbliżamy się do niego na południowym wylocie z Miłoradzic, 

z lasu machają do nas poruszeni żołnierze. Za zaporą przeciwczołgową 

czai się rosyjski czołg, rosyjscy żołnierze plądrują właśnie znajdujące się 

przed nami ciężarówki. Wtedy rozlega się huk broni maszynowej czołgu. 

Rozsypuje się drewniana szoferka. Czuję, jak odłamki uderzają mnie po 

nogach. Wyczołguję się z wozu, wlokę się między drzewa. Obsada działa 

przeciwlotniczego wciąga mnie do jamy. Rosyjska piechota atakuje. 

Garstka odważnych żołnierzy obrony przeciwlotniczej broni się jedną 

sztuką rosyjskiej broni maszynowej! Przewaga jest zbyt duża. Rosjanie 

już są w lesie. Wycofujemy się na pozycję innej baterii. Próbuję się prze-

czołgać, ale już się nie da. Kładę się na plecach i daję się ciągnąć za ręce 

przez las i przez pole. Przeszliśmy na otwartym polu dopiero 100 metrów, 

gdy na skraju lasu stanął Rosjanin. Jesteśmy ostatni, moi dwaj żołnierze 

ze mną w charakterze ciężaru. Ale - dzięki Bogu - Ruski woli się zająć 

plądrowaniem samochodów. Niski parkan. Podnoszą mnie, obaj moi żoł­

nierze sadzają mnie na broń i niosą mnie. Ciężko im. Zawdzięczam im ży-

145 

background image

cie. Drugi kraniec Miłoradzic. Widać wycofujących się spiesznie żołnie­

rzy, przy drodze stoją samochody osobowe bez kierowców. 

Ogień z broni maszynowej. Najwyraźniej czołgi dotarły do tego krańca 

wioski. Panika! Wszyscy rzucają się do ucieczki. Dla moich obu żołnierzy 

to już też zbyt wiele. Ociągają się. I wtedy, w ostatniej chwili, w wioski wy­

jeżdża motocykl z bocznym wózkiem. Machamy, krzyczymy - zatrzymu­

je się! 

Z wózka wysiada młody porucznik. Należy do sztabu pułku „Herold". 

Proszę go, by mnie zawiózł do stanowiska dowodzenia dywizji. Pędzimy 

z powrotem. Kiedy przejeżdżamy obok stojących w lesie niemieckich 

czołgów, czuję się bezpiecznie. Wózek trzęsie i klekocze, jest mi tak zim­

no, że szczękam zębami. Stanowisko dowodzenia dywizji znajduje się na 

drodze pod Raszówką. Składam meldunek. Jest 15.30. 

Portal główny i wieża Św. Jadwigi piastowskiego zamku w Legnicy (Liegnitz), uszkodzone 

w wyniku walk o miasto, czerwiec-lipiec 1945, fot. Mieczysław Idziński. 

146 

background image

Lekarz dywizji opatruje mnie, wstrzykuje mi lek nasercowy. Moja cho­

roba, liczne rany i upływ krwi dają się we znaki. W Legnicy ewakuowano 

już wszystkie szpitale wojskowe. Sanitarka wiezie mnie więc do szpitala 

w Złotoryi. 

To był zły dzień. Życie zawdzięczam Panu Bogu. Ale także owym nie­

znanym żołnierzom z obsady działa przeciwlotniczego, którzy zaryzyko­

wali własnym życiem, aby uratować moje. 

Przez kilka dni dowodziłem zbieraniną posklejaną z różnych elemen­

tów. Mimo to żołnierze bronili się dzielnie. 1. i 2. kompania od wczesne­

go ranka do południa skutecznie broniła Redlić przed przeważającymi si­

łami wroga. 

Mój sztab, liczący wszystkiego może ze 20 osób, przez pół dnia wstrzy­

mywał atak rosyjskiego batalionu z dwoma czołgami. Generał Jollasse 

tak mówi o tym: „Krwawiący z licznych ran kapitan Heinze przyniósł 

z pierwszej linii pierwszy wiarygodny meldunek. Połączenia radiowe i te­

lefoniczne zostały przerwane. Oficer sztabu i goniec motocyklowy nie 

przeszli albo zginęli". Było to spodziewane od dłuższego czasu generalne 

natarcie nieprzyjaciela, który ponownie podjął ofensywę z udziałem 

znacznie przeważających sił po rozwinięciu na przyczółku w Ścinawie. 

Później usłyszymy, jakie obszary na zachód od Odry były celem nieprzy­

jacielskiego dowództwa. 

Warto teraz wspomnieć o przebiegu walk 408. Dywizji. Do późnego 

popołudnia 8 lutego dywizja potrafiła jeszcze utrzymać bardzo rozległy 

odcinek. W trakcie trwających przez cały dzień zaciekłych walk pod 

Chróstnikiem na południe od Lubina batalion pionierów wyróżnił się 

przede wszystkim zniszczeniem 18 czołgów, z czego aż 12 poszło na kon­

to dowódcy, kapitana Friedricha! Połączenia z pułkiem pułkownika 

Schródera i pułkiem „Herzog", którego dowódcę uznano za zaginionego 

i który prawdopodobnie zginął, były przerwane, tak samo jak połączenie 

z sąsiadem z prawej. Dywizją „von Loeper"

164

, i z Korpusem „GD" pod 

Lubinem, gdzie wróg nacierał już na Chojnów. O dalszym rozwoju sytu­

acji, która wskutek błędnych zarządzeń naczelnego dowództwa wygląda­

ła jeszcze bardziej niekorzystnie niż wcześniej, opowiada generał Jollasse: 

„Późnym popołudniem naczelny dowódca Grupy Armii «Srodek», ge­

nerał Schórner, pojawił się na stanowisku dowodzenia dywizji pod Ra-

szówką i wyraził szczególne uznanie dla oddziału. Nie wydał jednak jesz­

cze rozkazu do odwrotu. Rozkaz ten przybył dopiero nieco później od 

LVII Korpusu Pancernego. 

1 6 4

 Tak naprawdę byta to istniejąca od stycznia 1945 r. Grupa Bojowa „von Loeper" od na­

zwiska dowódcy gen. Friedricha-Wilhelma von Loepera. 

147 

background image

Po zapadnięciu zmroku ruchy odwrotowe stały się bardzo trudne, po­

nieważ na drodze do Legnicy i pod Chróstnikiem oraz na zachód stamtąd 

stały już rosyjskie czołgi. Sztab dywizji wycofał się najpierw do Zimnej 

Wody (pod Raszowką) i pozostał tam na noc. Stopniowo przybywały 

również części Brygady Pancernej «Mummert» oraz części artylerii i licz­

ne kolumny zaopatrzenia również innych oddziałów. Przez całą noc sły­

szeliśmy terkot rosyjskich czołgów, zmierzających w stronę Chojnowa. 

W Zimnej Wodzie udało się przez przypadek nawiązać kontakt telefo­

niczny przez łącza pocztowe z LVII Korpusem Pancernym, często przery­

wany rosyjskimi dźwiękami, ponieważ wróg także korzystał z częściowo 

tylko zniszczonej sieci telekomunikacyjnej. Szczególne wrażenie zrobiło 

na mnie wzorcowe opanowanie telefonistki na posterunku w Legnicy, 

która połączyła nas z korpusem. 

Zgodnie z zarządzeniem Grupy Armii LVII Korpus Pancerny wydał 

rozkaz przebicia się wszelkimi dostępnymi oddziałami z obszaru Zimnej 

Wody w kierunku północnym i odcięcia zmierzającego na Chojnów wro­

ga od jego połączeń. Nic nie dały odmienne opinie ani wskazanie na fakt, 

że w tym momencie dywizja sama była odcięta od wszystkich swoich po­

łączeń. Te pozostałości oddziałów, które tak dzielnie walczyły pod do­

wództwem kapitana Friedricha w Chróstniku, zostały podporządkowane 

podpułkownikowi Meyerowi (dowódcy batalionu pancernego w Bryga-

Niemieckie ciężkie haubice polowe (15 cm schwere Feldhaubitze 18. 15 cm sFH IX) kalibru 

15 cm na stanowiskach bojowych. Dolny Sla.sk. 1945. 

148 

background image

dzie «Mummert») i otrzymały zadanie przedarcia się na północ i przecię­

cia dróg łącznikowych nieprzyjaciela. Pozostałe części dywizji miały się 

w dalszym ciągu wycofywać zgodnie z rozkazem - mniej więcej na linii 

Rzeszotary - Zabłocie - Bukowiec (nad Czarną Wodą). 

Jak można było przewidzieć, wyprawa jednostki pancernej na północ 

zakończyła się totalną klęską i wielkimi stratami. Na leśnych bezdrożach 

straciliśmy cały sprzęt. Podpułkownik Meyer i kapitan Friedrich z grup­

ką żołnierzy wrócili do oddziału przez rosyjskie linie dopiero po kilku ty­

godniach, gdy dywizja znajdowała się już na pozycji na południe od Zło­

toryi. Również większość zgromadzonych w Zimnej Wodzie kolumn 

zaopatrzeniowych została wystrzelana przez wroga 9 lutego w lasach mię­

dzy Zimną Wodą i Chojnowem. 

Dowódca dywizji z częścią sztabu dywizji, wkraczając do Grzymalina 

- nowego stanowiska dowodzenia dywizji, dostał się pod gwałtowny 

ostrzał rosyjskich czołgów i broni maszynowej. Rosjanie dotarli już bo­

wiem daleko na zachód. W związku z tym stanowisko dowodzenia dywizji 

po zniszczeniu mostu na Czarnej Wodzie przeniesiono do Niedźwiedzic. 

Późnym popołudniem do dywizji dołączył również pułk Schródera. Dywizję 

czekała długa, samotna droga, niemal zupełnie bez łączności z korpusem, 

bez wsparcia z lewej czy z prawej strony! W kolejnych dniach trwał nadal 

odwrót w kierunku Złotoryi, ponieważ wróg zdołał się już przebić daleko 

w przód zarówno z lewej, jak i z prawej strony, i naciskał mocno również 

przed dywizją. Przed Złotoryją dywizja zatrzymała się na chwilę. Miasto 

przechodziło kilka razy z rąk do rąk. Rosjanie poczynali tam sobie szcze­

gólnie brutalnie i nieludzko. Trudno opisać ten straszliwy widok, jaki uka­

zał się oczom żołnierzy po chwilowym zajęciu miasta". 

Tu, na północnych krańcach przedgórza, gdzie na górzystym, sprzyja­

jącym obronie terenie nasze siły mogły znów się umocnić, wróg nie prze­

dostał się dalej na południe. Ofensywa, która 8 grudnia ruszyła z przy­

czółka w Ścinawie, wzmocniona atakami powyżej Wrocławia pod 

Oławą i Brzegiem - obróciła wniwecz nasz zamiar utrzymania linii Odry. 

Ponowne próby rozbicia przyczółka pod Ścinawą zakończyły się niepo­

wodzeniem w obliczu liczebnej i materialnej przewagi wroga. 

„Twierdza" Legnica pod dowództwem podpułkownika Kurta Treu-

haupta 8 i 9 lutego walczyła nadaremnie, ponosząc dotkliwe straty, ze 

znaczną przewagą wroga. Pod względem wieku, predyspozycji i uzbroje­

nia załoga wypadała w porównaniu z nieprzyjacielem bardzo mizernie. 

Tym bardziej chwalebne było męstwo poszczególnych żołnierzy. 

-

background image

Walki w trakcie oskrzydlania 

Wrocławia 

269. Dywizja broni Wrocławia na zachód od Odry - Jej część przedosta­

je się na południe - Nowe rezerwy, czyli 208. Dywizja, walczą z wrogiem 

nacierającym przez Odrę w okolicach Brzegu -17. Dywizja opóźnia za­
mknięcie pierścienia wokół Wrocławia od zachodu - Także ona przebija się 

częściowo na południe przez pierścień okrążenia - 3 dywizje pancerne wal­
czące na południe od Wrocławia nie są w stanie zapobiec okrążeniu tego 
miasta - W połowie marca pierścień wokół Wrocławia zamyka się, nieprzy­

jaciel opanowuje szybki szlak komunikacyjny między Dolnym i Górnym 

Śląskiem, czyli autostradę (zob. załączone mapy 1 i 3) 

C

hoć, jak widzieliśmy, między Sycowem a Wrocławiem z powo­

dzeniem zatrzymywano wroga napierającego szerokim frontem 

na Odrę, jednak na prawo i na lewo stamtąd, nie spotykając najmniej­

szego oporu, nieprzyjaciel szybko znalazł drogę i bród przez rzekę mię­

dzy Opolem oraz opisywanym już przyczółkiem ścinawskim i wkrótce 

doprowadził do upadku całą naszą obronę Odry. Już od 23 stycznia 

tworzył, niewielkie zrazu, przyczółki między Opolem i Skorogoszczą, 

między Brzegiem a Oławą oraz pod samą Oławą, a pod koniec stycznia 

również w okolicach Malczyc. Był to wyścig z czasem, chodziło o to, by 

z chwilą gdy rozpęta się nadciągająca burza, dysponować choć kilkoma 

parasolami i piorunochronami. Bo 23 stycznia nad Odrą między Opolem 

a Malczycami nie istniał jeszcze zwarty, zorganizowany front obronny 

- z wyjątkiem Wrocławia. Jeśli dowództwu nie udałoby się szybko spro­

wadzić tu wydrapanych pazurami - dosłownie - rezerw, trudno byłoby 

przewidzieć, jak daleko posuną się nieprzyjacielskie ataki, skierowane 

daleko za Odrę na południe i południowy zachód. W najgorszym wy­

padku nieprzyjaciel mógł wejść na teren Przedgórza. Ale także całkowi­

te pokonanie Odry - nawet bez korzystania z węzła, jakim jest Wrocław 

- zagrażało autostradzie, której szybkie zdobycie było dla wroga niezwy­

kle cenne. W ten sposób otwierał sobie bowiem doskonały, szybki szlak 

150 

background image

Do ogłoszenia Wrocławia (Breslau) twierdzą (sierpień 1944) w mieście panował spokój. 

a mieszkańcy zbytnio nie przejmowali się nadciągającym frontem. Dopiero gdy Armia 

Czerwona bezpośrednio zagroziła miastu, przystąpiono do organizowania obrony 

i informowania mieszkańców o nadchodzącym niebezpieczeństwie. Na zdjęciu: rozlepianie 

plakatów propagandowo-informacyjnych na rogu pi. Teatralnego (Zwingerplatz) 

i ul. Świdnickiej (Schweidnitzer Str.). 1945. 

komunikacyjny między dwoma skrzydłami swoich wojsk na Górnym 

i Dolnym Śląsku. 

Jako pierwsza rezerwa na lewym brzegu Odry pojawiła się ściągnięta 

transporterami ze wschodnich okolic Wrocławia 269. Dywizja, która 

31 stycznia przystąpiła do nierównej walki u bram Oławy. Podczas gdy siły 

dywizji topniały, pęczniały napływające z przyczółka oławskiego nieprzyja­

cielskie rezerwy, których nie dało się powstrzymać przed ciągłym oskrzydla­

niem od zachodu walczącej frontem na południe, sprawdzonej w boju dywizji 

hamburskiej. W konsekwencji dywizja nie wykonała rozkazu dowodzącego 

nią XVII Korpusu Piechoty, a mianowicie utrzymania wzgórz w okolicach 

Gaju Oławskiego (4 km na południowy zachód od Oławy), górujących nad 

okolicą wzniesień, znanych każdemu Ślązakowi. Z dnia na dzień dywizja 

była coraz bardziej spychana na Wrocław. Rozkazano jej wprawdzie, by nie 

pozwoliła się zamknąć we Wrocławiu w pierścieniu oblężenia, ale istniało 

niebezpieczeństwo, że wróg, po opuszczeniu przyczółka ścinawskiego, 

10 i 11 lutego szybkimi oddziałami pancernymi ruszy teraz autostradą na 

Wrocław także od strony Legnicy, aby na południe od stolicy Śląska połą-

151 

background image

Czerwonoarmiści w Otawie (Ohlau), przed sklepem Gustava Pesehke. Patrolując miasto. 

żołnierze Armii Czerwonej dopuszczali się kradzieży mienia pozostawionego przez 

niemieckich cywilów. 1945. 

czyć się z oddziałami, które opuściły przyczółki w Oławie i Brzegu. Zanim 

jednak do takiego połączenia doszło, generał Wagner samodzielnie podjął 

decyzję i dosłownie w ostatniej chwili, w nocy z 11 na 12 lutego, odsunął ar­

tylerię i większość pojazdów przez istniejącą jeszcze lukę na południe, w kie­

runku Jordanowa. Przedsięwzięcie to, przeprowadzone wbrew woli korpu­

su, któremu podlegał, i zakończone sukcesem, należy ocenić bardzo 

wysoko, ponieważ ratowało ono przede wszystkim artylerię i stworzyło 

w ten sposób podstawy do rychłego przeformowania dywizji. Gdyby nie to, 

artyleria zostałaby wrzucona do Wrocławia, gdzie brakowało raczej amuni­

cji, a nie dział. W nocy z 13 na 14 lutego część dywizji, odrzucona aż w oko­

lice Wojkowic koło Żórawiny (między innymi 469. pułk grenadierów oraz 

obsada 269. pułku artylerii) również wyruszyły w kierunku Jordanowa. Ge­

nerał Wagner nocą z 15 na 16 lutego poleciał z Wrocławia do Świdnicy, by 

sformować na nowo 269. Dywizję. W tym celu z Wrocławia drogą lotniczą 

przetransportowano również znaczące osobistości z owych oddziałów, które 

w całości trafiły do Wrocławia. Efekty dwutygodniowych walk tej spraw­

dzonej w boju dywizji u południowych bram Wrocławia nie mogły wpraw­

dzie wzmocnić obrony Odry pod Oławą, ale nie zapobiegły też zamknięciu 

pierścienia oblężenia wokół Wrocławia. Gdy jednak przypomnimy sobie raz 

jeszcze zaostrzającą się od 19 stycznia również we Wrocławiu sytuację, owa 

152 

background image

walka, prowadzona u południowych bram tego miasta właśnie przez 269. 

Dywizję, która już w styczniu wydatnie wspomogła twierdzę na wschód od 

Odry, zasługuje na pełen wdzięczności szacunek. Bo także i tutaj zyskano na 

czasie, tak potrzebnym do wzmocnienia twierdzy. Wypada uzupełnić tu rela­

cję o opis pojmania zdrajcy, agenta Komitetu Narodowego Wolne Niemcy. 

W okolicy Wojkowic koło Żórawiny kilka razy zwrócono uwagę na błędy 

w umundurowaniu jednego z poruczników. Po aresztowaniu znaleziono 

przy nim nadajnik, w zarządzonym w trybie natychmiastowym postępowa­

niu sądowym przyznał się on do zdradzieckiej działalności, która pozwalała 

kierować ogień artylerii na wybrane cele. Ze względu na niepewność za­

ognionej sytuacji wyrok śmierci wykonano natychmiast. Inaczej zabrano by 

tego łachudrę do Wrocławia, by dowiedzieć się więcej o jego szpiegowskiej 

działalności. 

Równie skuteczną w realizacji swych zadań formacją była 208. Dywi­

zja, którą Grupa Armii pod koniec stycznia wyciągnęła z południowego 

skrzydła Grupy Armijnej „Heinrici" (to znaczy z północnych Węgier), 

przewiozła koleją przez Słowację i Morawy, a potem przez Bystrzycę 

Kłodzką - Kłodzko - Kamieniec na położony w centrum Śląska obszar 

wyładunku Strzelin - Ziębice. Droga przez Morawy ukazała kraj niczym 

z czasów największego pokoju - pełne sklepy, białe bułeczki i gęsta śmie­

tanka. Mostów strzegli niegroźni, nieco zaspani strzelcy, nieświadomi po­

wagi sytuacji. Tylko na dworcach kolejowych widać było niedolę pierw­

szych uchodźców! 

Motto wojsk brzmiało jednak: „Przybędziemy na Śląsk z wielkim 

kontratakiem!". Jednak gdy oddziały nie pojawiały się i rosło rozczaro­

wanie, żołnierze z nadzieją na cud mówili jeszcze: „Poczekajcie, czołgi są 

daleko na tyłach, ale nadejdą!". Podpułkownik Albinus, dowódca 337. 

pułku grenadierów, przekazujący te opinie, musiał wskazać na powagę 

sytuacji, niwecząc w ten sposób snucie planów, które w obliczu później­

szego rozczarowania mogłyby sparaliżować wolę walki. Poza tym jednak 

nastrój w doświadczonym w boju oddziale był stabilny i dobry. Krótki 

rozkaz odebrany 3 lutego w czasie wyładunku w Białym Kościele (6 km 

na południe od Strzelina) brzmiał mniej więcej tak: „Pułk w ramach 208. 

Dywizji dociera do rejonu rozwinięcia na wschód od Wiązowa, atakuje 

w kierunku północno-wschodnim i nawiązuje łączność z twierdzą Brzeg. 

Następnie wzmocnienie frontu na Odrze, obrona w kierunku południo­

wo-wschodnim z Brzegiem jako filarem". A teraz zabierze głos sam pod­

pułkownik Albinus: 

„Transporty przybywają planowo. Brak aktywności lotniczej wroga. Po­

goda około 0 stopni, trochę mgliście, zmienne zachmurzenie. Miejscami 

mgła. Dowódca jedzie naprzód w rejon rozwinięcia na zwiad. Brak naszych 

153 

background image

oddziałów, które podobno tam miały być. Naraz słychać ogień z karabinów 

i pistoletów maszynowych, wycofujący się pojedynczo i grupkami członko­

wie Volkssturmu: z przodu tylko Ruscy, po naszych ani śladu! Wielce uspo­

kajające uczucie! Nie mamy pojęcia, co dzieje się po prawej i po lewej. Pułk 
337. zbiera się, zabezpieczając sam siebie, w rejonie Wiązowa i Starego Wią­

zowa. Atak 5 lutego w kierunku północno-wschodnim na początku całkiem 
nieźle radzi sobie z rosyjskimi zabezpieczeniami. Przekraczamy autostradę 
w kierunku Brzegu. Ruscy widzą, że zagrażamy autostradzie, ich głównej 
trasie natarcia i najważniejszemu szlakowi komunikacyjnemu. Kontrataki 
ciągle się nasilają. Brak łączności z lewej i z prawej. Wychodzą czołgi, mno­
żą się, atakują z północnego zachodu i południowego wschodu. Mgła unie­

możliwia wsparcie artylerii. Pułk zostaje wycofany za autostradę. Z prawej 
łączność z 309. pułkiem grenadierów. 

I./337 zabezpiecza lewą flankę przed atakami z północy. II./337 w za­

ciętej walce na południe od autostrady. Tymczasem ciepła wiosenna aura, 
słońce, ziemia mocno rozmarznięta. Rankiem 7 lutego II./337 zostaje wy­
party silnym atakiem z Zatonia, wycofuje się na Miechowice. Oddział 
wyczerpany i sterany bojem. Brak wsparcia ze strony ciężkiej broni. Ru­

scy pojawiają się w Miechowicach niemal jednocześnie z II./337. Chaos, 
panika. Batalion nie daje rady się utrzymać i wycofuje się do Janowic 
(2 km na wschód od Wiązowa), ponosząc dotkliwe straty. Tu udaje się 
zatrzymać oddział, uporządkować go, zbudować linię obrony. Żołnierze, 
niektórzy w filcowych butach, które toną się w błocie, inni boso dociera­

ją na miejsce. Na drodze zostaje wiele porzuconego sprzętu, przede 

wszystkim ciężkie skrzynie na amunicję do broni maszynowej. 

Na północ od Wiązowa dzielnie walczy ugrupowanie bojowe Hitlerju­

gend. Pułk zaopatruje się w Wiązowie w tamtejszej fabryce papierosów 
tak dobrze, że zapasów starczy aż do kapitulacji. Ruscy nie atakują moc­
no, chyba chcieli tylko zdobyć autostradę. 

208. Dywizja zostaje zwolniona, pod Wiązowem pozostaje z niej tylko 

337. pułk grenadierów. Około 12 lutego będzie on zastąpiony przez inne 
oddziały. Nocą natykamy się na szkołę podoficerską. Pełni zazdrości 
i podziwu widzimy podoficerów i feldfebli jako strzelców, podczas gdy 
u nas brakuje ich do prowadzenia pododdziałów. Pod Wiązowem prze­

chwytujemy żołnierzy z załogi Brzegu, którym udało się uciec, wcielamy 

ich do pułku, którego siła bojowa znacznie się zwiększa. Część szkoły 
podoficerskiej wojsk lądowych w Brzegu zostaje włączona do kompanii 
szturmowej 337. pułku grenadierów. Pułk zostaje załadowany na cięża­
rówki i wyprawiony do zdobytego przez wroga Strzegomia". 

Patrząc powierzchownie, można odnieść wrażenie, że działania 208. Dy­

wizji, rozpatrywanej jako przybyła jeszcze w porę rezerwa, były w końco-

154 

background image

wym efekcie bezskuteczne. Oczywiście dywizja ta nawet w ciężkich walkach 
nie mogła ani odbić Odry - nie mówiąc już o Brzegu - ani utrzymać auto­
strady. Ale bez niej sukcesy wroga byłyby znacznie większe; nieprzyjaciel 
zająłby Strzelin i górujące nad okolicą wzgórza. O tym, że wróg w tym sa­
mym czasie między Opolem i Brzegiem zmierzał do znacznie bardziej odle­
głych celów, świadczył bowiem rozpoczęty 4 lutego atak, skierowany mniej 
więcej w tym samym okresie na Nysę przez Grodków. Wątłe siły „Grupy 

Korpuśnej Jeckeln" nie zdołały tego ciosu odeprzeć. Na trwałe utracono 
Grodków, a nieprzyjacielskie czołgi dotarły do Skoroszyc, w połowie drogi 
między Grodkowem i Nysą. W ręce wroga wpadł więc pas szerokości 5 km 
po lewej i prawej stronie drogi prowadzącej do Nysy. Nieewakuowana z te­

go obszaru, kompletnie zaskoczona ludność musiała wycierpieć straszliwe 
męki. Niestety, lśniący miecz zadośćuczynienia, którym tak sprawnie szer­
mowała Grupa Armii i 17. Armia, mógł uwolnić jedynie niewielką grupkę 

kompletnie zdezorientowanych ludzi. Nadciągająca z Górnego Śląska 20. 
Dywizja Pancerna i przybywająca z Dolnego Śląska po krótkiej reorgani­

zacji Grupa Bojowa z 45. Dywizji Grenadierów Ludowych bardzo szybko 
zepchnęły wroga z powrotem do południowych granic Grodkowa. Ta linia 
Opole - na południe od Grodkowa - Wiązów do połowy marca była na­

szym frontem walk. Wobec znanych ograniczeń, jakim podlegał udział sił 
powietrznych w boju, na wielkie uznanie i podziękowanie ze strony wojsk 
lądowych zasługuje skuteczna walka startujących z Nysy samolotów bojo­
wych. Zręcznie i z dużym powodzeniem siały one postrach wśród nieprzyja­
cielskich czołgów. To, że nieprzyjacielskie natarcie nie osiągnęło przed 
kontratakiem naszych rezerw wyznaczonego celu, czyli Nysy, zawdzięcza­
my w dużej mierze owym kilku ofiarnym lotnikom. Działanie psycholo­
giczne spodziewanego szybkiego kontrataku odzwierciedla następujący 
wpis do dziennika radnego powiatu w Grodkowie, dr. Grolla: 

„Środa, 7 lutego 1945. Wreszcie niemieckie oddziały - posiłki! Niemiec­

kie czołgi przetaczają się przez Otmuchów i Nysę. Do tego zmotoryzowa­
na artyleria i piechota. U nas w powiecie grodkowskim w walkach udział 
biorą 20. Dywizja Pancerna i 45. Dywizja. Szybkim marszem oddziały 
wkraczają na zagrożone tereny. I zaraz słońce zaczyna świecić jaśniej. Nie­
mieckie siły zbrojne wciąż jeszcze istnieją! Cała ludność, miejscowi 
i uchodźcy, wylegli na ulice i wiwatują na cześć oddziałów. Wąskie uliczki 
i place Otmuchowa błyskawicznie się zatykają, a całe miasto jest wypełnio­
ne. Krążą pogłoski, jakoby do odsieczy przygotowywały się kolejne rezerwy 
i że istnieje zamiar wyczyszczenia całego przyczółka Grodków - Skoro-
goszcz Brzeg Oława i wyparcia nieprzyjaciela z powrotem za Odrę". 

Niestety, urzeczywistnienie tych zamiarów w obliczu niedostatku 

wojsk było całkowicie wykluczone. 

155 

background image

Niemiecka kolumna pancerna przejeżdżająca przez jedno z górnośląskich miasteczek. Na 

zdjęciu widoczne są czołgi PzKpfw III (dwa pierwsze) oraz PzKpfw IV (trzeci, z bocznymi 

ekranami), Górny Śląsk, zima 1945. 

Przytoczenia warta jest również walka tzw. Grupy Bojowej „Sachs"

165 

u bram Wrocławia (mapy nr 1 i 3). I choć także tym oddziałom nie było da­

ne zrealizować przydzielonego im początkowo zadania, polegającego na ze­

pchnięciu wroga przez Odrę pod Malczycami i Lubiążem, to ich walka pro­

wadzona za zachodnich przedpolach Wrocławia od 7 do 13 lutego 

pomogła twierdzy Wrocław w równym stopniu, co opór 269. Dywizji przed 

frontem południowym miasta przekształconego w twierdzę. Generał Sach-

senheimer, znany nam jako dowódca 17. Dywizji z bitwy na przyczółku 

pod Puławami i późniejszych walk w odwrocie, odnalazł w Głogowie 

i w okolicy część swojej dywizji. W trakcie wykonywania istotnego zadania, 

polegającego na przeformowaniu dywizji, został wezwany do sztabu 4. Ar­

mii Pancernej do Łażan pod Świdnicą, aby odebrać szczególnie ważny roz­

kaz, którego znaczenie i realizację pod Brzegiem Dolnym omawia kolejny 

rozdział. Ledwie jednak 5 lutego zadanie to zrealizowano, generał Sachsen-

heimer wraz ze skleconym z wielu części ugrupowaniem bojowym zwrócił 

się w kierunku zachodnim. Posłuchajmy jego relacji: 

„Już podczas walk pod Brzegiem Dolnym 5 lutego dotarły do mnie 

meldunki, według których Ruscy zaatakowali pod Malczycami - Lubią­

żem i znacznymi siłami próbują przekroczyć rzekę. Na dłuższą metę nie 

- Tak w oryginale. Pełna nazwa tego ugrupowania powstałego na bazie resztek 17. DP 

brzmiała Grupa Bojowa „Sachsenheimer". 

156 

background image

dało się zapobiec stworzeniu tego przyczółka, ponieważ siły własne były 

zbyt słabe i niedostatecznie uzbrojone. Na odcinku pod Brzegiem Dol­

nym udział w walkach wziął śląski Volkssturm, w którego szeregach po 

części jedynie co trzeci człowiek był wyposażony w karabin. Dziś jeszcze 

twierdzę, że i starzy, i młodzi do końca, często w beznadziejnej sytuacji, 

spełniali swój obowiązek. Ja sam nie potrafię powiedzieć, które oddziały 

broniły w swoim czasie odcinka pod Malczycami. Pewne jest, że stawiały 

nieprzyjacielowi zacięty opór, znacząco utrudniły mu przejście i osiągnęły 

tyle, że po tej stronie rzeki Rosjanie mogli postawić stopę jedynie na wą­

skim pasie ziemi. 

Większość uwolnionych pod Brzegiem Dolnym oddziałów i część in­

nych przechwyconych jednostek została natychmiast wyprawiona mar­

szem w kierunku Malczyc z rozkazem atakowania wroga w każdym moż­

liwym punkcie. Atak ten, niepoprzedzony wystarczającym rozpoznaniem 

i zwiadem, rozpoczął się 7 lutego. Jego główny ciężar spoczywał na linii 

Chomiąża - Rachów - Wilczków. Szpice naszego natarcia napotkały za­

skakująco silny opór. Nieprzyjacielski ogień artyleryjski był nadzwyczaj 

intensywny i w toku trzydniowych walk jeszcze się wzmocnił. W obliczu 

rosnącego oporu wroga zatrzymaliśmy się przed Malczycami. Udało się 

jednak nie tylko zdobyć górujące nad okolicą wzgórze na południe od 

dworca, lecz także przedrzeć się aż do cukrowni i fabryki celulozy. Kolej­

ne natarcie odbiło się od zaciętego oporu przeważającej obrony nieprzy­

jaciela, odpowiadającego ciągłymi kontratakami. Udało się nam jednak 

odeprzeć wszystkie ataki Rosjan wyprowadzane ze skupisk domów 

i utrzymać pozycję na wzgórzu. Pod ochroną własnych sił pod Malczyca­

mi przystąpiłem do ataku w kierunku Mazurowice - Kawice, aby zdobyć 

bazę wyjściową do ataku na Odrę. Z początku atak ten był prowadzony 

z dużym powodzeniem. Walka wśród domów w Malczycach przyniosła­

by bowiem niezliczone ofiary. Omijając Mazurowice, natarcie wiodło 

wzdłuż linii kolejowej aż do wielkiego łuku torów kolejowych około 1 km 

na wschód od Kawie. Tu jednak czoło natarcia zostało trafione silnym 

kontratakiem, wyprowadzonym przez Rosjan z centrum Kawie. Po doj­

ściu rezerw w tym miejscu udało się odeprzeć ponawiane nieustannie 

przez wroga ataki. Walki przebiegały z rosnącą zmiennością i stawały się 

coraz mniej przejrzyste, ponieważ siły rosyjskie, które już wcześniej 

przedarły się na zachód przez drogę Mazurowice - Kozy Maleszyckie, 

zrobiły teraz w tył zwrot i zaczęły napierać na nasze jednostki od zacho­

du. Przebieg tych walk pokazał mnie i wyższemu dowództwu, że nieprzy­

jaciel zdążył już przeprowadzić znaczne siły przed Odrę w okolicach Mal­

czyc i Lubiąża. Ich pokonanie przy użyciu istniejących oddziałów i broni 

nie było już możliwe. Dlatego wstrzymano atak i wydano rozkaz przej-

157 

background image

ścia do obrony. 10 lutego otrzymaliśmy pełne rozwiązanie zagadki. Po 

mniej więcej dwugodzinnym gwałtownym ostrzale artyleryjskim, który 

dosięgnął także nas, lecz przede wszystkim znajdującą się na zachód od 

nas Dywizję Loepera

166

, Rosjanie przeszli do ataku penetrującego. Przez 

cały dzień udawało się odeprzeć wszystkie ataki wyprowadzane przez 

wroga z Malczyc i Kóz Maleszyckich. W tej sytuacji wydano mi osobiście 

(bez oddziału) do dziś dnia niezrozumiały dla mnie rozkaz przejścia w re­

jon włamania, aby wspomóc dowodzenie sąsiada. Stwierdzono, że głów­

ne uderzenie Rosjan przebiega wzdłuż drogi Prochowice - Dąbie. Ja sam 

dotarłem jeszcze do wzgórz na wschód od Dąbia, które jednak zostały 

tymczasem zaatakowane przez przeważające siły piechoty wroga, wspie­

rane licznymi czołgami. Niemiecka obrona frontalna była znacząca, jed­

nak około południa nasze położenie od strony skrzydła stawało się coraz 

groźniejsze. Przez lornetkę obserwowałem z posterunku obok Dąbia oko­

ło 40 rosyjskich czołgów, zmierzających na naszych tyłach w kierunku 

Wągrodna. Ten manewr oskrzydlający zmusił nas do odwrotu, który po 

południu przeistoczył się w pospieszną ucieczkę w kierunku Piotrówka. 

Ja sam przedarłem się z kilkoma żołnierzami na południe, gdzie na auto­

stradzie ponownie natrafiłem na niemieckie oddziały. Nocą z 10 na 11 lu­

tego nie udało się zatrzymać przenikania większych grup rosyjskich czoł­

gów na autostradzie w kierunku na Kąty Wrocławskie - Wrocław. Po 

naszej stronie panowało coraz większe zamieszanie, ponieważ owe grupy 

czołgów napotykały całkowicie zaskoczone tabory i służby zaplecza. For­

macja generała von Leopera otrzymała rozkaz zbudowania obrony po 

obu stronach autostrady. Jak się swego czasu zorientowałem, do realiza­

cji tego zadania zabrakło wojska. Ja sam tej nocy udałem się w rejon wy­

łomu do mojej Grupy Bojowej, która powracała na wzgórza po obu stro­

nach Środy Śląskiej. Tam zbudowałem obronę. Nasza główna linia 

bojowa z 11-13 lutego przebiegała mniej więcej od Słupa przez środek 

przylegających doń borów, pod Jaśkowicami i obok położonych na 

wschodzie wzgórz po obu stronach Środy Śląskiej do Chwalimierza. Tam 

zatrzymane zostało nasze lewe skrzydło. Nie dało się utworzyć połączenia 

z prawym skrzydłem von Loepera. Żołnierze trzymali się wspaniale. Pa­

miętam, że stojący między Środą Śląską i Chwalimierzem młyn, będący 

w rękach żołnierzy szkoły podoficerskiej z Pilzna, w trakcie tych walk 

wielokrotnie zmieniał właściciela. W tych dniach Rosjanie posunęli się do 

przodu po obu stronach trasy w kierunku Kąty Wrocławskie - Wrocław 

i tak się wzmocnili, że walka o zdobyty przez nich teren stała się już nie­

możliwa. Pod Lutynią i Radakowicami wróg raz po raz atakował moją 

Zob. przypis 164. 

158 

background image

Grupę Bojową od południa. Front cofnął się o kilkaset metrów tylko 

w niektórych miejscach, a więc także pod Lutynią, gdzie nigdy nie zapo­

mnę mateczki, trwającej w swym domu rodzinnym i przez publiczną sieć 

telekomunikacyjną raz po raz przekazującej mi szczegółowe meldunki. 

Nic nie mogło jej zmusić do opuszczenia rodzinnej miejscowości. 

Na przebieg i wynik tych walk znacząco wpłynął fakt, że napierający 

niepowstrzymanie na autostradzie wróg zamknął teraz pierścień oblęże­

nia wokół Wrocławia. Zarazem jednak odcięta została Grupa Bojowa 

„Sachs", choć znajdowała się jeszcze na przedpolach Wrocławia. 

13 lutego otrzymałem rozkaz, zgodnie z którym Grupa Bojowa miała 

zostać wycofana na północno-zachodni, zewnętrzny pierścień twierdzy 

Wrocław. Ale gdy wydawałem rozkazy, których celem była realizacja te­

go zadania, niczym bomba gruchnął meldunek radiowy, według którego 

moja Grupa Bojowa Sachs miała przerwać pierścień oblężenia i przebić 

się przez autostradę na południe, do własnych oddziałów utrzymujących 

rzekę Strzegomkę. Po oddaniu do twierdzy wszystkich dział, pojazdów 

opancerzonych i zaprzęgów, całej artylerii i broni przeciwlotniczej, w dro­

gę na południe, w kierunku autostrady ruszyło nocą pieszo około 1400 

żołnierzy, podzielonych na trzy kliny. Doszło do licznych nocnych poty­

czek i zwarć z wrogiem oraz do szczególnie gwałtownych walk wręcz 

o świcie w okolicach mostu autostradowego pod Kostomłotami, prawie 

miejscowości Paidziorno i majątku Osieczyna. Przebić udało się około 

800 żołnierzom, przy czym trzeba zauważyć, że jedna z grup przełomo­

wych podjęła decyzję o wycofaniu się do twierdzy, ponieważ dowódcy 

słusznie obawiali się, że nie uda im się dokonać wyłomu przed świtem". 

Po wysiłku fizycznym i psychicznym obciążeniu ostatnimi walkami 

oraz nocnym przełomem, którego powodzenie, prócz wielkiego szczęścia, 

zawdzięczać należy hartowi ducha oddziału oraz doświadczonemu i zde­

cydowanemu dowodzeniu generała Sachsenheimera, dowódcy i żołnierze 

potrzebowali najpierw spokoju. Byli w stanie całkowitego wyczerpania. 

Ostatnią próbę przerwania na południu pierścienia oblężenia wokół 

Wrocławia dowództwo 17. Armii podjęło z udziałem przyłączonych do 

niej pospiesznie przez Schórnera 3 dywizji pancernych. 19. Dywizja przy­

była z Dolnego Śląska z 4. Armii Pancernej, dwie pozostałe z Górnego 

Śląska. 20. Dywizja Pancerna przeprowadziła właśnie kontratak w kie­

runku Grodkowa, podczas gdy 8. Dywizja Pancerna nadeszła z frontu 

odrzańskiego między Raciborzem i Koźlem, gdzie wcześniej współdziała­

ła z 20. Dywizją. 8. Dywizja Pancerna dotarła do obszaru na południe od 

Wrocławia koleją (pojazdy gąsienicowe) i drogami (pojazdy na kołach). 

W porównaniu z sytuacją w powietrzu, jaka panowała na Zachodzę 

od czasów inwazji w 1944 r., załadunki i wyładunki przebiegały niemal 

159 

background image

Czerwonoarmiści pod drogowskazem w Katowicach-Zawodziu. Wskazuje on dwa główne 

kierunki: do Krakowa (na lewo) i Wrocławia (na prawo) oraz do: Sosnowca. Mysłowic. 

Mikołowa, Czerwionki-Leszczyny i Rybnika. 1945. 

bez zakłóceń. Dysponujące znaczną przewagą liczebną rosyjskie po­

wietrzne siły zbrojne mogły przeszkodzić w wielu operacjach, a nawet je 

sparaliżować, gdyby użyto ich inaczej. 8. Dywizja Pancerna rozwinęła się 

między dywizjami 20. (po prawej) i 19. (po lewej) w znacznej odległości 

- na południe od autostrady w okolicach Kątów Wrocławskich. Warunki 

wyglądały jednak na bardzo trudne. Prócz silnie obsadzonego terenu 

wzgórz na południe od Kątów zagrażały nam ciężkie czołgi IS-2, które 

nieprzyjaciel bardzo zręcznie wprowadził przez przejazdy pod nasypem 

kolejowym na pozycje oskrzydlające, aby ocalić je przed zniszczeniem 

przez groźne działka niemieckich samolotów szturmowych znanego, 

wręcz słynnego pułkownika Rudla

167

. W trakcie przegrupowania na bar­

dziej sprzyjający natarciu teren oczom żołnierzy ukazał się typowy obraz 

1 6 7

 Płk Hans-Ulrich Rudel (ur. 1916 w Kondratowie, zm. 1982 w Rosenheim) as lotnictwa 

niemieckiego w czasie II wojny światowej. Jako pilot bombowców nurkujących i samolotów 
szturmowych wykonał ponad 2500 lotów. Zniszczył 518 czołgów (głównie sowieckich), zatopił 
kilka okrętów, w tym w 1941 r. pancernik rosyjski „Marat". Mimo utraty nogi walczył do 8 ma­

ja 1945 r. Jako jedyny odznaczony Krzyżem Rycerskim Krzyża Żelaznego ze złotymi liśćmi dę­

bu, mieczami i brylantami. Po wojnie 6 lat spędził na emigracji w Argentynie. Tam i po powro­
cie do Niemiec pozostał aktywnym zwolennikiem narodowego socjalizmu. 

160 

background image

sowieckiego wandalizmu: w położonym między Kątami Wrocławskimi 

i Krobielowicami mauzoleum Bluchera

168

 całkowicie zniszczone były pom­

nik, sarkofag, wieńce i szarfy. 

14 lutego 19. Dywizji Pancernej udało się jeszcze na krótko połączyć 

na południe od Wrocławia z oddziałami fortecznymi. Potem jednak, 

15 lutego, pierścień oblężenia został ostatecznie zamknięty. Nawet udział 

3 dywizji pancernych nie mógł już zapobiec prowadzonemu twardą ręką 

przez sowieckie dowództwo, płynnie przebiegającemu łączeniu napływa­

jących od wschodu i zachodu nieprzyjacielskich sił, któremu w szczególny 

sposób sprzyjał przebieg autostrady. Mimo codziennych, po części znacz­

nych strat w czołgach wróg utrzymał przewagę, która, tak jak do tej po­

ry, pozwalała mu dyktować warunki działania naszego dowództwa. 

Choć bieżąca krytyka nieprzyjacielskiego dowodzenia nie jest zada­

niem tej książki, celowe wydaje się krótkie spojrzenie wstecz na zręczne 

użycie 3. Armii Pancernej Gwardii. Jej zastosowanie przypomina przecież 

najlepsze czasy niemieckiego dowództwa

169

. Skierowana zrazu na Wro­

cław na wschód od Odry armia została szybko odwrócona na południo­

wy wschód przez Namysłów - Opole do okrążenia od zachodu Górnoślą­

skiego Okręgu Przemysłowego. Na koniec dotarła, maszerując na wschód 

od Odry znów na północ, do przyczółka ścinawskiego. Po natarciu, które 

wyszło stąd 8 lutego, przyjęła ponownie kierunek ataku na południowy 

wschód wraz z siłami napływającymi na południowe przedpola Wrocła­

wia z południowego wschodu. Zrealizowawszy to zadanie, udała się zno­

wu na północ, na Dolny Śląsk. 

W połowie lutego sytuacja na Środkowym i Dolnym Śląsku przedsta­

wiała się następująco: Wrocław i Głogów były oblężone. Wokół ich mu­

rów rozgorzały ciężkie walki. Nie udała się obrona Odry. Na północnych 

krańcach przedgórza - z widoczną, sięgającą wysoko Ślężą - nasi żołnie­

rze wryli się pazurami w ojczystą śląską ziemię, aby wznieść tu nowy wał. 

O tym jednak, jak groźny dla utrzymania Dolnego Śląska oraz dla utrzy­

mania kontaktu między Grupą Armii „Środek" i dołączającą do niej od 

północy Grupą Armii „Wisła" stał się atak wyprowadzony 8 lutego z przy­

czółka ścinawskiego w kierunku zachodnim, opowiemy w dalszej części. 

1 6 8

 Feldmarszałek Gebhard Leberecht von Bliicher(ur. 1742 w Roztoce, zm. 1819 w Korbie-

lowicach) - pruski oficer od 1760 r. Uczestnik wojen napoleońskich. Dowodził armią pruską 
w bitwie pod Waterloo w 1815 r.. gdzie jej przybycie na pole walki rozstrzygnęło o klęsce Napo­
leona. Mauzoleum z sobótczańskiego granitu powstało w 1853 r. w Korbielowicach. Obecnie je­
go pozostałości zabezpieczono. 

1 6 9

 3. Armią Pancerną Gwardii dowodził tak sprawnie gen. P.S. Rybałko (ur. 1894 w Mo­

skwie, zm. 1948 tamże) - od 1945 r. marszałek wojsk pancernych ZSRS. Od 1919 r. w Armii 
Czerwonej. W latach 1937-1939 attache wojskowy w Warszawie. W czasie II wojny światowej 
dowódca kolejnych sowieckich armii pancernych (5., 3. i 3. Gwardyjskiej). 

background image

Udany atak przez Odrę pod 

Brzegiem Dolnym 

Ewakuowane na leb na szyję zakłady chemiczne w Brzegu Dolnym na 

wschód od Odry muszą zostać ponownie uruchomione, by zniszczyć ważne su­
rowce - Generał Sachsenheimer, wielokrotnie wymieniany jako dowódca 

17. Dywizji, opracowuje plan rozbieżny z opinią Grupy Armii „Środek" - Do­
wództwo i żołnierze jeszcze raz się sprawdzają: przedsięwzięcie wieńczy suk­

ces, który całkowicie zaskakuje i myli obronę wroga. 

(zob. mapy nr 1, 2 i 3) 

perację tę należy przedstawić ze wszystkimi szczegółami, pokazuje 

ona bowiem, do jakich czynów zdolne były jeszcze wówczas nasze 

oddziały, jeśli stworzono im ku temu warunki. Oprócz niezbędnych od­

działów i środków bojowych zaliczyć do nich należy wybór dowódcy, 

czyli generała Sachsenheimera, który potrafił sobie zapewnić konieczną 

swobodę działania. 

Po śmierci na polu bitwy generała von Hirschfelda (Grupa Armijna „Hein-

rici"), najmłodszego generała wojsk lądowych, znanego z dowodzenia 17. 

Dywizją w bitwie na przyczółku pod Puławami i w późniejszych walkach 

w odwrocie, po szczęśliwym przybyciu za Odrę Sachsenheimera upatrzono 

sobie najpierw na komendanta niegotowej jeszcze twierdzy Głogów. Ale sta­

ło się inaczej. Wezwany zupełnie niespodziewanie na początku lutego do 

kwatery głównej 4. Armii Pancernej w Łażanach pod Świdnicą, otrzymał 

tam równie pilne, co nadzwyczaj ważne zadanie, które w obliczu wyjątko­

wości celu ataku musiało się powieść, jeśli zamierzano uniknąć szkód o nie­

przewidywalnych na razie rozmiarach. Do tej pory kilkakrotnie już piętno­

wano negatywne skutki występującej na najwyższym szczeblu 

lekkomyślności w ocenie sytuacji na wschodzie. Tutaj wydany zbyt późno 

alarm ewakuacyjny doprowadził do tego, że na łeb na szyję trzeba było 

opuszczać zakłady chemiczne położone na północ od Odry, tuż przy pół­

nocno-wschodnich krańcach Brzegu Dolnego (Dyhrenfurth) i zabrakło cza­

su na unieszkodliwienie określonych substancji. Hitler przychylił się do wie-

162 

background image

lokrotnie udzielanej rady, by zrezygnować z użycia trujących gazów bojo­

wych, przy czym generał oddziałów zadymiania Ochsner

170

 (zmarły po woj­

nie) wręcz go zaklinał, wskazując na skutki. Jednak ze względu na to, że jed­

no z nieprzyjacielskich państw mogłoby rozpocząć wojnę z użyciem gazów 

bojowych, nie można było całkowicie zrezygnować z produkowania okre­

ślonych substancji o wyjątkowym, zaskakującym działaniu. Wytwarzany 

w Brzegu Dolnym gaz stanowił broń szczególną, nieznaną jeszcze w czasach 

I wojny światowej. Powstała ona w najściślejszej tajemnicy i pozostała nie­

naruszona w tamtejszych zakładach. Poinformowanemu o tym i o wadze 

zadania generałowi szef sztabu generalnego 4. Armii Pancernej, major szta­

bu generalnego Kniippel przedstawił rozkaz dopracowany w najmniejszych 

szczegółach. Powrócimy do niego jeszcze, rozpatrując sporządzony później 

przez generała Sachsenheimera, po zwiadzie terenowym, plan bojowy. Roz­

kaz ten w najważniejszych punktach brzmiał następująco: odbicie zakładów 

z zaskoczenia ma umożliwić grupie specjalistów, złożonej z 2 profesorów, 

oficera obrony przeciwgazowej wojsk lądowych i 80 pracowników zakła­

dów, zniszczenie znajdujących się tam gazów trujących. Są one przechowy­

wane w podziemnych kadziach. Stamtąd gaz miał zostać przepompowany 

przez znajdującą się w zakładach przepompownię i zakładowy rurociąg do 

Odry. Wtedy stałby się nieszkodliwy i uległby zniszczeniu - bez groźby wy­

konania przez nieprzyjacielskich ekspertów fachowej analizy. Wysadzenie 

zbiorników byłoby natomiast niewystarczające, ponieważ tworzenie się osa­

dów nie wykluczyłoby możliwości przeprowadzenia fachowej analizy. Nie 

przewidywano natomiast ani usunięcia, ani zniszczenia surowców przecho­

wywanych w 9 grupach bunkrów, ponieważ ich ilości były zbyt duże. 

Zadania podzielono następująco: generał Sachsenheimer miał dowo­

dzić bitwą, zdobyć zakłady i zabezpieczać je tak długo, aż fachowcy prze­

pompują gaz do Odry. Za realizację zniszczenia gazu odpowiedzialni byli 

obaj profesorowie. Tymczasem w kierunku południowych okolic Brzegu 

Dolnego wyruszyły oddziały przeznaczone do przeprowadzenia operacji. 

Prócz piechoty i artylerii do dyspozycji miano postawić następujące od­

działy wojsk specjalnych: po jednej kompanii strzelców spadochrono­

wych z Grupy Armii „Południe" i „Wisła", czyli sąsiadów Grupy Armii 

„Środek" z lewej i z prawej, jedną-dwie baterie dział przeciwlotniczych 

8,8 cm oraz 906. kompanię lekkich łodzi saperskich z 81 łodziami sztur­

mowymi. Zgodnie z planem dowództwa Grupy Armii natarcie miało się 

1 7 0

 Gen. Hermann Ochsner (nr. 1892 w Ratyzbonie, zm. 1951 w Krailingu) - oficer nie­

miecki od 1912 r. Uczestnik I wojny światowej. Po wojnie w Reichswehrze. Od 1936 r. do 
września 1940 r. szef sztabu w Inspektoracie Oddziałów Zadymiania i Przeciwgazowych (Woj­
ska Chemiczne) OKH. Następnie, do końca wojny, generał - dowódca oddziałów zadymiania 
(chemicznych). 

163 

background image

rozpocząć tuż po świcie od mocnego, całkowicie zaskakującego ognia ar­
tylerii na rozpoznane cele broni ciężkiej, po czym natychmiast do akcji 

mieli wejść strzelcy spadochronowi i zająć teren fabryki. 

Generał Sachsenheimer był innego zdania i z punktu widzenia prostej 

oceny wroga miał zupełną słuszność. Nie było żadnych wątpliwości, że 
wróg maszeruje szeroką drogą ze wschodu zaledwie 6 km na północ od 
Brzegu Dolnego w kierunku Wołowa - Ścinawy z czołgami i wszelkimi 
innymi rodzajami broni. Czyż nie można było mieć obaw, a właściwie 
wręcz pewności, że skoki strzelców spadochronowych, które przecież nie 
pozostaną niezauważone, bardzo szybko ostrzegą wroga i skłonią go do 
błyskawicznego skierowania czołgów na Brzeg Dolny? Ponieważ szybkie 

zajęcie fabryki stanowiło jedynie pierwszy akt operacji, tworzący warunki 

do przeprowadzenia jej części technicznej, a to ona właśnie stanowiła akt 
drugi i decydujący, niezbędnym zadaniem dowództwa było umożliwić re­
alizację owego drugiego aktu przez stabilną, dostatecznie długą ochronę 
aż do zakończenia prac technicznych. Jeśli jednak ostrzeżony przedwcze­
śnie wróg skierowałby znaczniejsze siły pancerne w stronę Brzegu Dolne­
go, dłuższa ochrona fabryki stanęłaby pod znakiem zapytania. Po przed­
stawieniu tej opinii głównodowodzącemu 4. Armii Pancernej, generałowi 
Graserowi

1 7 1

, Sachsenheimer pospieszył nad Odrę w okolicach Brzegu 

Dolnego, aby teraz, pod wielką presją czasu, osobiście obejrzeć i rozpo­

znać teren operacji oraz przeprowadzić zwiad. Wymieszana tam z HJ jed­
nostka strzelców krajowych przedstawiała sytuację jako całkiem bez­
pieczną, właściwie zbyt bezpieczną, jak się miało wkrótce okazać. Dwaj 
znający teren oficerowie, którzy towarzyszyli generałowi Sachsenheime-
rowi, zostali trafieni na wale nadodrzańskim, na skrzyżowaniu z drogą 
prowadzącą do Głoskowa, z dwóch karabinów maszynowych, znajdują­
cych się na pozycji koło przystani promowej po drugiej stronie rzeki. Sto­

jący między oboma oficerami generał cudem nie odniósł żadnych ran 

i pospiesznie sam kontynuował zwiad. Chroniony wysokim nasypem 
w punkcie 104.6 mógł się dostatecznie dobrze rozejrzeć i wyciągnąć wnio­
ski. Wiadukt kolejowy został wysadzony tuż przy południowym brzegu 

jedynie między dwoma filarami, nadawał się jednak wciąż dla strzelców. 

Po pokonaniu krótkiego odcinka w wodzie po naszej stronie można więc 

1 7 1

 Gen. Fritz-Hubert Graser (ur. 1888 we Frankfurcie n. Odrą, zm. 1960 w Getyndze) 

- oficer niemiecki od 1908 r. Uczestnik walk w I wojnie światowej, podczas których byt cięż­

ko ranny. W latach 1920-1932 poza armią. Od sierpnia 1939 r. dowódca 29. pp, z którym wal­
czył w kampanii 1940 r., a także 1941 r. w Rosji. Ponownie ciężko ranny utracił lewą nogę 
i sprawność w prawej. Od marca 1943 r. dowódca 3. DP, przemianowanej na 3. DGPanc. Od 
czerwca 1944 r. dowodził XXIV Korpusem Piechoty, a od sierpnia tego roku XLVIII KPanc. 
We wrześniu 1944 r. objąt dowodzenie 4. APanc, z którą pozostał do końca wojny. Do 1947 r. 
w niewoli alianckiej. 

164 

background image

było użyć mostu do szybkiego przejścia przez rzekę. Aby osiągnąć efekt 

zaskoczenia, musiało się to oczywiście odbyć w ciemnościach. Po drugiej 

stronie na wale, tuż przy moście z lewej i prawej strony, na pozycjach sta­

ło po jednej sztuce broni maszynowej. Do kolejnej obsadzonej przez wro­

ga pozycji koło majątku pod Kręskiem ziała 500-metrowa luka. Mając 

przed oczami wysoki, dwutorowy nasyp, generał Sachsenheimer rozwinął 

wizję, konieczną do tego, by uwierzyć w powodzenie przyszłej akcji. Linia 

ta prowadzi szerokim łukiem wokół Brzegu Dolnego, gdzie z zamku do­

chodziły zaśpiewy najwidoczniej pijanych czerwonoarmistów. Nie, to, co 

dobiegało od strony zamku, śpiewem już nie było. To był coraz głośniej­

szy ryk, wskazujący na rosnący stopień upojenia alkoholowego. Ów na­

syp kolejowy był nie tylko oddalony od miasta; odchodziła od niego do 

zakładów bocznica. Był więc on „nicią Ariadny", sznurkiem, po którym 

żołnierze, nieznający jeszcze terenu, mogli w ciemnościach szybko trafić 

do celu ataku - zakładów chemicznych, przyjmując oczywiście, że uda się 

z zaskoczenia rozbić nieprzyjacielski opór. W zaplanowanej na poczeka­

niu, z udziałem obcych oddziałów operacji chodziło właśnie o takie szcze­

gólnie proste rozwiązanie. Pozostaje tylko nadzieja, że Rosjanie dosta­

tecznie długo będą się oddawać w Brzegu Dolnym pijaństwu! 

Z tą szybko podjętą decyzją generał w największym pośpiechu powrócił 

do dowództwa 4. Armii Pancernej, nie czekając na wyniki zwiadu oraz roz­

poznania saperów i oddziałów przeciwlotniczych. Generał Griiser zaakcep­

tował ten prosty, oparty na licznych doświadczeniach bojowych plan, które­

go główne założenie brzmiało: najważniejsze jest całkowite zaskoczenie. 

Strzelcy spadochronowi, jak to przewidywał plan Grupy Armii, nie mogli 

się więc ujawnić. Mieli być natomiast bardzo pożądaną ostatnią rezerwą. 

Grupa Armii udzieliła na zapytanie swej zgody, o ile generał Sachsen­

heimer przejmie całkowitą odpowiedzialność za powodzenie akcji! 

Teraz przyszedł czas na opis szczegółów owego planu ataku, przy czym 

przyda się rzut oka na mapę nr 4, a także mapę nr 3: 

Natarcie koncentruje się tylko na jedynym kierunku: przez wiadukt ko­

lejowy i naprzód wzdłuż nasypu kolejowego. Oddziały pod dowództwem 

majora Joosa, dowódcy pułku z dawnej 17. Dywizji Sachsenheimera, miały 

w pierwszej kolejności zniszczyć oba rozpoznane działa po drugiej stronie 

mostu kolejowego i przełamać dalszy nieprzyjacielski opór na drodze do za­

kładów. Tuż za nimi, po zniszczeniu oporu wroga postępować miały: dywi­

zjon zabezpieczający przed miejscowością Warzeń, inna grupa z tym samym 

zadaniem po obu stronach drogi Brzeg Dolny - Łukaszów. Uwzględniając 

nieprzyjaciela znajdującego się na północ od Łukaszowa, przewidziano tu 

znaczniejsze siły. Działa przeciwlotnicze miały wejść na pozycję na wschód, 

zaraz za nasypem kolejowym, tak by lufy wyłoniły się zza korony nasypu 

165 

background image

tuż przed otwarciem ognia, aby z całkowitego zaskoczenia skutecznie trafić 

wroga, kim czy czymkolwiek by on był. Saperzy dysponujący znaczącą licz­

bą 81 łodzi szturmowych mogli się na różne sposoby przyczynić do powo­

dzenia akcji. O tym Sachsenheimer chciał jednak zdecydować dopiero po 

ich wysłuchaniu. Po przedstawieniu całego planu generał udał się na pokła­

dzie Storcha do swojego oddziału. Jeszcze w dziennym świetle mógł tam po­

równać saperską propozycję porucznika Róhriga w terenie z własnymi prze­

myśleniami: były zgodne. Podczas gdy oddział 25 łodzi szturmowych był 

przewidziany jako rezerwa dla dowództwa w pobliżu mostu kolejowego, 

większa część kompanii w 30 minut po naszym przejściu przez ten most mia­

ła zaatakować przez Odrę na południe od Brzegu Dolnego na 286. km rzeki 

i na południowy zachód na 288. km, z podległą jej piechotą i pod ochroną 

ognia jej ciężkiej broni, zamarkować znaczną szerokość frontu natarcia, 

wprowadzając nieprzyjaciela w błąd, przede wszystkim jednak odwracając 

jego uwagę od głównego uderzenia. Choć czasu było mało, udało się z po­

wodzeniem zakończyć rozwinięcie i wszystkie przygotowania. Przy wszyst­

kich ogólnych utrudnieniach, jakie niesie ze sobą operacja prowadzona na 

łeb na szyję z udziałem obcych jednostek, korzyścią było to, że do wykonania 

zadania generał Sachsenheimer otrzymał część swojego dawnego sztabu dy­

wizji i oddziału łącznościowego oraz oficerów z rezerwy dowodzenia jego 

tworzonej właśnie na nowo 17. Dywizji. 

O tym, że dokonana przez generała Sachsenheimera ocena sytuacji by­

ła słuszna, a wydane przez niego rozporządzenia celowe, świadczy udany 

przebieg operacji. Udało się utworzyć przyczółek zabezpieczający opera­

cję, tak jakby była ona od dawna przygotowywana. Major Joos ze swo­

imi oddziałami uderzeniowymi niemal bezgłośnie pokonał oba stanowi­

ska maszynowe przy moście kolejowym. Zadziwiająco szybko dotarto do 

miejsc przewidzianych do zabezpieczenia. Nigdzie nie natrafiono na 

znaczniejsze siły wroga, a już na pewno nie w zamku w Brzegu Dolnym, 

gdzie nieprzyjaciel najwyraźniej w dalszym ciągu oddawał się konsumpcji 

wódek i win. Zaledwie 65 minut od rozpoczęcia akcji do zakładów zosta­

ła wprowadzona „grupa techniczna", która miała rozpocząć w zasadzie 

najważniejszą część przedsięwzięcia. Prace postępowały naprzód znacznie 

szybciej, niż obliczano, ponieważ przepompownia oraz wszystkie inne 

ważne urządzenia były w pełni gotowe do użycia. Szybki meldunek o za­

kończeniu prac zaskoczył Grupę Armii. Schórner zdalnie obciążył Sach­

senheimera odpowiedzialnością za całkowite opróżnienie pojemników 

z gazem. Ten jednak odmówił sporządzenia takiego meldunku. Zamiast 

tego udał się do zakładów, gdzie polecił obu profesorom podpisać tekst 

podany przez Grupę Armii, w sposób pełny potwierdzający prawidłowe 

z fachowego punktu widzenia, całkowite wypompowanie gazu. 

166 

background image

Co dalej działo się na froncie przyczółka? Jakie działania podjął nieprzy­

jaciel? Dopiero między 13.00 a 15.00 wróg w odstępach czasowych przedo­

stał się z północy (Zatorze) z większą liczbą czołgów (łącznie około 18). 

Nasze zabezpieczenia w porę otrzymały właściwe informacje pochodzące ze 

zwiadu o charakterze uderzeniowym. Poza tym sprawdziło się zastosowa­

nie większej liczby oddziałów niszczycieli czołgów (z Panzerfaustami). Bo 

przecież na początku nie było pewne, czy uda się w porę przenieść ciężkie 

działa przeciwpancerne na wschodni brzeg. Na północy odparto więc 

wszystkie nieprzyjacielskie czołgi. Znajdujące się na zamaskowanej pozycji 

na własnym, południowym brzegu, obok mostu kolejowego działo przeciw­

lotnicze wkroczyło do boju tylko raz, ale z decydującym skutkiem. Późnym 

popołudniem, tuż przed zapadnięciem zmroku 7-8 rosyjskich czołgów za­

atakowało z majątku na południe od Kreska w lewo nasyp kolejowy. Jeśli 

udałoby się im go zająć, odcięta zostałaby droga znajdujących się jeszcze na 

przyczółku i w zakładach oddziałów z personelem technicznym. Te niczego 

niepodejrzewające czołgi były nadzwyczaj ważnym celem dla stojącego 

w ukryciu działa przeciwlotniczego. Dopiero teraz wykręcono lawety dzia­

ła, wystawiono lufy tuż nad górną krawędź nadodrzanskiego wału, szybko 

wycelowano - a potem czerwono-żółte języki ognia wystrzeliły z luf z gło­

śnym hukiem. Przy tak niewielkiej odległości, wynoszącej zaledwie 750 me-

Jeszcze w lalach 50. XX w. w Polsce spotkać można byto ślady po niedawnej wojnie. Na zdjęciu: 

harcerze siedzący na wraku czołgu T-34. zniszczonego na Górnym Śląsku, 1950-1955. 

167 

background image

trów, wystrzał i uderzenie nastąpiły niemal niezauważalnie po sobie. Nie­

szczęsne rosyjskie czołgi zbierały się do wjazdu na nasyp kolejowy, który 

zaczęły już „na wszelki wypadek" ostrzeliwać. I wtedy z boku w najpraw­

dziwszym znaczeniu wyrażenia „jak grom z jasnego nieba" uderzyła w nich 

śmierć i zniszczenie, a oni nie mogli się bronić. Według generała Sachsen-

heimera, naocznego świadka tej bardzo krótkiej potyczki, odstrzelono 

6 czołgów, z których część natychmiast spłonęła. Ten sukces w takim stop­

niu sparaliżował przedsiębiorczego ducha tamtejszego nieprzyjacielskiego 

dowództwa, że nie zaatakowało ani z tego, ani z żadnego innego miejsca. 

Zadecydowało to o losach ewakuacji przyczółka i zakładów, na które po­

trzeba było jeszcze kilku nocnych godzin. Nad wypełniającą dowództwo 

i oddział radością z sukcesu, z realizacji bardzo ważnego zadania, zawisł 

jednak cień. Trzeba było podjąć pewne środki pomocnicze na wypadek, 

gdyby zawiodła przepompownia lub rurociąg, to znaczy, gdyby nie dało się 

wypompować gazu tak, jak zaplanowano. Polegały one na tym, że saperzy 

na niektórych kadziach umieścili profilaktycznie ładunki wybuchowe. Kilku 

z nich dostało się przy tym w strumień gazu, przez co stracili wzrok. Całe 

szczęście, kilka dni później, po przeprowadzonym wkrótce fachowym lecze­

niu w szpitalu wojskowym odzyskali zdrowie. 

Późnym popołudniem nadszedł rozkaz opuszczenia przyczółka, po 

otrzymaniu przez Grupę Armii radiowego meldunku od generała Sachsen-

heimera o podpisaniu przez profesorów pisma o skutecznym unieszkodli­

wieniu gazu. Opuszczenie obiektu i przejście przez Odrę powiodło się zgod­

nie z planem. Zabrano wszystkich rannych i kilku zabitych, których życie 

pochłonęła niestety ta walka. Jeszcze słowo na temat strzelców spadochro­

nowych. Nie przybyli z sąsiednich Grup Armii. Dobrze więc, że generał 

Sachsenheimer wcale nie chciał ich użyć do rozpoczęcia ataku. W przeciw­

nym razie ich brak mógłby postawić oddziały w trudnej sytuacji. 

To, że w ostatnich miesiącach wojny można było zrealizować takie 

przedsięwzięcie, zaplanowane tak odważnie, pod presją czasu i z udziałem 

zlepionych z fragmentów oddziałów i do tego jeszcze zrealizować je tak 

jak na ćwiczeniach, stanowi wymowny dowód ducha, woli i siły bojowej 

dowództwa i oddziału. 

background image

Walki w odwrocie na Dolnym 

Śląsku między Odrą i Nysą Łużycką 

Wróg atakuje w dwóch głównych kierunkach na zachód ku Nysie Łużyc­

kiej: na północ rozleglej strefy lasu na Lubsko - Olszyna, na południu na 

Zgorzelec

 - W strefie lasu walczą zaimprowizowane oddziały - Korpus Pan­

cerny „ Grofideutschland" i XXIV Korpus Pancerny na zachód od rzeki Bóbr 
atakują w kierunku zachodnim i południowym wroga, który przedarł się na 
obszar lasu - Połączenie się nie udaje, ale nieprzyjacielski marsz zostaje opóź­
niony

 - Od 20 lutego stały front 4. Armii Pancernej znajduje się za Nysą Łu­

życką

 - Zgorzelec zostaje utrzymany (zob. mapy nr l i 3 w załączeniu) 

T

u, na północnym skrzydle Grupy Armii „Środek" dowodzenie ob­

jęło naczelne dowództwo 4. Armii Pancernej, przybyłe 25 stycznia 

do Głogowa z bitwy w Polsce. Lewa (północna) granica armii do 31 stycz­

nia przebiegała przez Głogów - Żagań, do 12 lutego już dalej na północ 

przez Nowe Miasteczko - Żary i potem, obok ujścia Nysy Łużyckiej do 

Odry, na północ od Gubina. W tej mierze, w jakiej północna granica Grupy 

Armijnej „Heinrici" (1. Armii Pancernej) i 17. Armii przesunięta została od 

południa w lewo, przesunęła się też w lewo północna granica 4. Armii Pan­

cernej. Opuszczając śląską prowincję na północnym obszarze tej armii, nie 

możemy przedstawić walk o Śląsk bez opisania działań tego właśnie woj­

ska, częściowo przebiegających teraz na terenie Dolnych Łużyc. 

Armia ta otrzymała pod wieloma względami tyle ważne, co ciężkie zada­

nie. W miejscu, gdzie stykają się Dolny Śląsk i Brandenburgia, mniej więcej 

na północ od ogólnej linii Legnica - Bolesławiec - Zgorzelec, żadne pagórki, 

nie mówiąc o zaporze z gór, takiej jak sięgający od południowych okolic 

Zgorzelca aż do Bramy Morawskiej (Ostrawy), wysoki nawet na 1600 m gór­

ski wał Sudetów, nie zatrzymają już skierowanego na zachód rosyjskiego 

uderzenia. Po tym jak począwszy od końca stycznia, z dnia na dzień nieprzy­

jacielskie siły nieprzerwanie napływały do przyczółka pod Ścinawą, zamiary 

wroga stały się właściwie zupełnie jasne. Mocne uderzenie, poprowadzone 

pod kątem rozpiętości i zwykłego uszeregowania rezerw w głąb na północ od 

169 

background image

wspomnianej ogólnej linii Legnica - Bolesławiec - Zgorzelec, dawało wrogo­

wi spore widoki na sukces. Jeśli po pierwszych szybkich podbojach teryto­

rialnych udałoby mu się równie szybko przejść Nysę Łużycką, na płaskim 

obszarze Łużyc nie tylko otworzyłaby się przed nim droga w kierunku Łaby. 

W ten sposób nieprzyjaciel zapewniał sobie także możliwość ruszenia w przy­

szłości z ogólnego obszaru na północ od Drezna zarówno od południa na 

Berlin, jak i z północy na Czechy. Choć opis obrony Berlina wykracza poza 

nasze zadanie, jasne jest, że skierowany na południe atak na Czechy za­

chwiałby śląskim frontem Grupy Armii. Poza tym pociągał za sobą niebez­

pieczeństwo zerwania łączności między Grupami Armii „Środek" i „Wisła". 

Generał Graser, naładowany energią, nawykły do walki i bitew naczel­

ny dowódca 4. Armii Pancernej, był w równym stopniu świadomy nieprzy­

jacielskich możliwości, jak i trudności, jakie czekają na niego podczas reali­

zacji jego zadania. Mówiąc krótko, wynikały one, jak zawsze, a od owego 

nieszczęsnego grudnia w rosnącej mierze, z nieprzyjacielskiej przewagi 

i własnych niedoborów. Spójrzmy przez chwilę na to, co nazywamy „po­

tencjałem". Nasze niedobory polegały na niedostatecznej liczbie samolo­

tów, żołnierzy, broni, amunicji i paliwa. Brakowało więc personelu i mate­

riałów. Tym, czego mimo nieustannych ciosów z pewnością nie brakowało, 

był istotny element potencjału, to znaczy morale. I choć każdemu żołnie­

rzowi, od głównodowodzącego aż do najmłodszego szeregowca, po wkro­

czeniu na ojczystą ziemię ciężko było walczyć we własnym kraju, nie szczę­

dząc domów i dworów, majątków i dóbr, jednak większością z nich 

kierowała płynąca z wnętrza, wzmacniająca wola i stojące przed każdym 

z nich zadanie obrony niemieckiej ziemi ojczystej i ochrony niemieckich 

obywateli. Ale generał Graser opierał swą nadzieję nie tylko na owym mo­

rale. Mimo wspomnianych braków opóźnieniu nieprzyjacielskiego tempa 

mogło sprzyjać ukształtowanie terenu. Każdemu znawcy Śląska i Branden­

burgii, a także każdemu wysłużonemu oficerowi przed oczami staje ów po­

tężny obszar lasu, który zwartym pasem biegnie od rejonu Legnica - Lubin 

na długości 100 km aż do Nysy Łużyckiej, a stamtąd rozciąga się jeszcze na 

zachód niemal na drugie 100 km

172

. Szerokość rozpatrywanego tutaj ob­

szaru leśnego mierzy na południe od Żar i Żagania około 45 km. Ową po­

tężną strefę lasu przecina w poprzek nieprzyjacielskiego natarcia Bóbr, a na 

zachód od niego Kwisa. Liczne ćwiczenia saperskie i wiele większych ma­

newrów udowodniły i nauczyły nas, w jak wartościowy sposób strona dys­

ponująca mniejszymi siłami może wykorzystać ów bór, aby z jednej strony 

opóźnić nieprzyjacielski marsz, z drugiej zaś móc ponownie przejść do 

ofensywy. Nie osiągnięto jednak niezbędnych do tego celu minimów czaso-

2

 Chodzi tu o Bory Dolnośląskie, dawniej zwane też Puszczą Dolną. 

170 

background image

Zniszczony w wyniku działań wojennych Rynek w Lwówku Śląskim (Lówenberg in 

Schlesien), 1945. fot. Tadeusz Sierosławski. 

wych i liczebnych własnych oddziałów, stąd szanse, mimo dobrej znajomo­

ści terenu, przedstawiały się marnie. 

Kiedy 8 lutego uświadomiono sobie rozmiary i powagę nieprzyjaciel­

skiego ataku z przyczółka ścinawskiego, generał Graser przeniósł swą kwate­

rę główną z Łażan pod Świdnicą do Bolesławca, skąd jednak już 10 lutego 

musiał się wycofać dalej do Zgorzelca. Dowództwo armii wkrótce zoriento­

wało się co do rozmiarów ataku, a także obranych głównych kierunków na­

tarcia. Szef sztabu generalnego tej armii, generał Kniippel

173

, powiada: 

„Wielka ofensywa ruszyła z potężną mocą. Zmasowane siły dwóch armii 

1 7 3

 Gen. Wilhelm Kniippel (ur. 1902 w Żukowie k. Pyrzyc, zm. 1968 w Koblencji) - oficer 

niemiecki od 1925 r. Od 1 września 1939 r. byt oficerem operacyjnym 246. DP. Od kwietnia 
do grudnia 1942 r. oficer operacyjny XLIII KP. Później szef sztabu tegoż korpusu. Od stycz­
nia 1945 r. do końca wojny szef sztabu 4. Armii Pancernej. W niewoli alianckiej do 1948 r. 

171 

background image

pancernych i trzech armii piechoty pozwoliły nieprzyjacielowi natychmiast 

się przebić". Dysponujące tak jak dotąd bogatymi rezerwami rosyjskie do­

wództwo mogło sobie pozwolić na wyznaczenie ekscentrycznych kierunków 

natarcia. Opowiadaliśmy już o przejściu nieprzyjacielskiego południowego 

skrzydła, 3. Armii Pancernej Gwardii, przez Legnicę do szybkiego zamknię­

cia pierścienia wokół Wrocławia. Kolejne dwa kierunki ataków opancerzo­

nych, szybkich jednostek ominęły - słusznie z punktu widzenia wroga! - roz­

legły obszar lasów: południowy był skierowany na Zgorzelec przez Chojnów 

- Bolesławiec - Nowogrodziec nad Kwisą, z dodatkową południową ko­

lumną przez Złotoryję - Lwówek Śląski na Lubań, podczas gdy północne­

mu wyznaczono drogę wzdłuż północnej granicy lasu przez Przemków -

Szprotawę - Żagań Żary z celem w Lubsku - Olszynie. Z tym atakiem 

z przyczółka scinawskiego połączone były późniejsze ataki na północne 

skrzydło armii przez Odrę między Bytomiem Odrzańskim i Krosnem. Znaj­

dujący się na północy wróg, wsparty północnym skrzydłem o lewy brzeg 

Odry, 18 lutego przekroczył dopływ Bobru między Krzystkowicami i Kro­

snem w kierunku Gubina. Mając przed oczami zarysowany z grubsza prze­

bieg nieprzyjacielskiego 1. Frontu Ukraińskiego (Koniew), łatwiej będzie 

zrozumieć ruchy i walki jednostek niemieckich. 

Dowództwo armii mimo ogromnego niedostatku sił zdołało obronić dłu­

gie, sięgające przez strefę lasu południowe skrzydło nad Kwisą (po obu stro­

nach Świętoszowa) pod dowództwem generała Friedricha

174

 (dowódca 

zgrupowania artylerii nr 312) przy użyciu zaimprowizowanych oddziałów, 

wykorzystując owo sprzyjające ukształtowanie terenu. Także dzięki tym za­

bezpieczeniom można było wykonywać inne ruchy, zwłaszcza wycofującego 

się na północ od tego miejsca Korpusu „GD". Bo choć ominięcie strefy lasu 

- w każdym razie z punktu widzenia przeważających sił pancernych wroga 

- było słuszne, nie wolno przeoczyć faktu, iż autostrada Wrocław - Legnica 

- Berlin prowadziła z południowego wschodu na północny zachód ukosem 

obok południowej granicy poligonu w Świętoszowie. Skorzystanie z niej 

uniemożliwiał przez pewien czas front generała Bordihna

175

 nad Kwisą. Ten 

1 7 4

 Gen. Rudolf Friedrich (ur. 1889 w Zwickau, zm. 1945 kolo Litomierza) artylerzysta 

i oficer niemiecki od 1910 r. Walczy! na frontach 1 wojny światowej. Później w Reichswerze. 
W latach 1933-1938 dowódca batalionu artylerii w 4. part. Od listopada 1938 r. przez rok do­
wódca tego pułku. Następnie dowódca 62. DP, a od października 1942 r. 327. DP. Później 
m.in. dowódca 312. DArt., a od czerwca 1944 r. powstałego z jej części 312. zgrupowania ar­
tylerii. Zginął w akcji 9 maja 1945 r. 

1 7 5

 Gen. Adolf Bordihn (ur. 1889 w Deutsehe-Krone, zm. 1958 w Brunszwiku) - oficer 

niemiecki od 1909 r. Walczył w 1 wojnie światowej m.in. w armii tureckiej. W niewoli rosyj­
skiej 1916-1921. W latach 1922-1935 w służbie policyjnej. Do kwietnia 1940 r. w kolejnych 
sztabach wojsk pionierskich. Od stycznia 1941 r. dowódca pionierów 15. Armii. Od maja 1943 
do października 1944 r. dowódca fortyfikacji nad górnym Renem. Następnie, do końca wojny 
wyższy dowódca pionierów na Dolnym Śląsku. W niewoli sowieckiej do 1955 r. 

172 

background image

wywodzący się z pionierów generał pod koniec wojny po raz drugi dostał się 

do rosyjskiej niewoli, którą znosić musiał już w czasie I wojny światowej 

w latach 1916-1921. W okresie od 12 do 16 lutego do linii oporu Bordihna 

nad Kwisą doszła na północ aż do jej ujścia do Bobru na południowy 

wschód od Żagania znana Dywizja „Brandenburg" jednorękiego generała 

Schulte-Heuthausa. Później, aż do 19 lutego, broniła ona niezwykle trudne­

go północnego skrzydła (generał Friedrich) między autostradą i Żaganiem. 

Dywizja Grenadierów Pancernych Korpusu „GD", wielokrotnie wspomi­

nana od czasu ofiarnej walki w „wędrującym kotle", wskutek ofensywy ści-

nawskiej z 8 lutego, sama stała się „wędrującym kotłem". Wielokrotnie 

okrążana, z trudem przebiła się z powrotem z Rudnej przez Polkowice -

Przemków - Szprotawę za Kwisę na południe od Żagania. Sytuacja 20. Dy­

wizji Grenadierów Pancernych na tym samym obszarze była podobna. Ge­

nerał Jauer, dowódca dywizji, opowiada o nocnych marszach, których do­

kładnego przebiegu nie da się ustalić. Poruszano się zygzakiem, kierując się 

śladami niemieckich czołgów i unikając rosyjskiego ostrzału, nie mogąc jed­

nak dotrzeć do wyznaczonego terenu, który zdążył się już znaleźć w rękach 

wroga. Typowy obraz nocnych marszów i potyczek w odwrocie pośród 

znajdującego się bardzo blisko wroga! Generał Jauer po raz pierwszy i jedy­

ny w tej wojnie utracił łączność ze swoim oddziałem, nie mogąc się do niego 

udać. Bo gdziekolwiek się odwrócił, wszędzie napotykał wroga. Do czasu 

odnalezienia swojej dywizji gdzieś na wschód od Szprotawy minęło wiele 

pełnych troski godzin. Dowodzący Korpusem „GD" generał von Saucken 

nocą dotarł do swego oddziału, znajdującego się właśnie w odwrocie. Jego 

szczególną zasługą było objęcie dowodzenia i zaprowadzenie porządku po­

przez osobistą ingerencję w oddziale opanowanym przez chaos, wywołany 

ciągłymi atakami wroga. W 20. Dywizji Grenadierów Pancernych wielkie 

zasługi przypadają przy tym dowódcy hamburskiego 76. pułku grenadierów 

pancernych, pułkownikowi Stammerjohannowi. Szacunek i cześć dla nieży­

jącego towarzysza wymagają, by zaznaczyć w tym miejscu, że dywizja ta po 

zakończonym odwrocie za Nysę została oddana do 9. Armii. Tam podobno 

spotkała ją największa hańba. Po nieudanym ataku w okolicy Frankfurtu 

nad Odrą jakiś wyższy dowódca SS, opętany pychą i samowolą, rozkazał 

jednemu z pułków tej sprawdzonej w boju dywizji złożyć odznaczenia wo­

jenne. Podczas powtórnego ataku zginął pułkownik Stammerjohann, do­

wódca doświadczony w niezliczonych bojach, otaczany przez pułk wielkim 

szacunkiem. W 1939 r. poszedł na wojnę z ówczesnym 76. pułkiem piechoty 

jako młody kapitan i szef kompanii, by z czasem dojrzeć i awansować na 

dowódcę tego pułku. 

Po tym, jak począwszy od 12 lutego Korpus „GD", zebrany po drugiej 

stronie Bobru i Kwisy, ponownie przeszedł do obrony, generał von Saucken 

173 

background image

musiał go opuścić, aby przejąć dowodzenie w swej ojczyźnie - Prusach 

Wschodnich. Cały korpus żałował jego odejścia, które prawdopodobnie 

przypisać należy woli Schórnera. Teraz dowodzenie korpusem objął gene­

rał Jauer. Zanim przejdziemy do śmiało zaplanowanego i w swej realizacji 

niezwykle niebezpiecznego ataku - z dwóch stron - należy jeszcze opowie­

dzieć o cofającym się na północy XXIV Korpusie Pancernym: po dotarciu 

pierwszych czołgów nocą 10 lutego w okolice położone 10 km na północny 

zachód od Rudnej korpus otrzymał rozkaz odwrotu w kierunku północne­

go zachodu. Składał się on z 16. Dywizji Pancernej i znajdujących się jeszcze 

w fazie formowania 72., 88. i 342. Dywizji, starych znajomych z „wędrujące­

go kotła", teraz ponownie pod dowództwem generała Nehringa. W czasie 

nocnych marszów przesuwano się szerokim frontem na zachód od Odry 

przez Nowe Miasteczko i Kożuchów w kierunku Nowogrodu Bobrzańskie-

go/Krzystkowic nad Bobrem. Ponieważ wróg na lewej flance przeszedł już 

w wielu miejscach przez Odrę, przejście nierzadko trzeba sobie było wywal­

czyć. Szybkie siły pancerne nieprzyjaciela przystąpiły do pogoni przez Go-

rzupię (niezaznaczona na mapie) w kierunku Olszyny w połowie drogi mię­

dzy Nowogrodem Bobrzańskim i Żaganiem; to kolejny przykład na to, jak 

błyskawicznie nieprzyjaciel uczył się dowodzenia szybkimi siłami - i jak do­

brze to opanował. „W czasie odwrotu -jak relacjonuje generał Nehring -

dochodziło więc do ciągłych walk, które mocno obciążały i nadwerężały 

oddział, między innymi także pod Nowym Miasteczkiem 12 lutego i 13 lute­

go w Kożuchowie, gdzie w czasie nocnych walk zniszczono w mieście kilka 

czołgów, w tym 3 lub 4 sztuki zapisać należy na konto jednego żołnierza 

z dowództwa XXIV Korpusu. Charakterystyczne było przy tym następują­

ce wydarzenie: zwyczajowo za zniszczenie każdego czołgu udzielano 

14-dniowego urlopu. Zapanowało powszechne przekonanie, że dla takiego 

żołnierza z jego długim urlopem wojna jest już skończona. Ale mylono się. 

Trzeba było walczyć jeszcze dokładnie przez trzy miesiące, mimo że własne 

położenie mogło się już tylko pogorszyć". 

Po przejściu korpusu nocą 13 i 14 lutego pod Nowogrodem Bobrzań-

skim/Krzystkowicami i na północ od nich na drugą stronę Bobru i zakoń­

czeniu w tym samym czasie w rejonie na południe od Żagania odwrotu 

przez Korpus „GD", generał Graser, dowódca 4. Armii Pancernej, podjął 

na podstawie rozkazu Grupy Armii śmiałą decyzję: XXIV Korpus Pan­

cerny miał zaatakować na wschód od Bobru w kierunku południowym, 

Korpus „GD" także miał to zrobić na zachód od rzeki między Żaganiem 

i Żarami w kierunku północnym, aby odciąć zbliżającego się do Olszyny 

wroga od zaplecza. Była to odważna, wręcz śmiała decyzja. Północny 

XXIV Korpus Pancerny sam znalazł się bowiem w sytuacji grożącej po­

wstaniem „wędrującego kotła". Na północy wróg tymczasem zmierzał 

174 

background image

Dwóch czerwonoarmistów / rowerami s/abruje warsztat Otto Bliimela. Dolny Śląsk. 1945. 

z Zielonej Góry na zachód przez dolny Bóbr w kierunku Gubina. Sytu­

acja Korpusu „GD" natomiast nie była aż tak groźna ze względu na znaj­

dującą się na odcinku Kwisy i Czernej w strefie lasu ochronę skrzydeł. 

Jednak tym, co w szczególny sposób hamowało oba korpusy, było prze­

męczenie dowództwa i żołnierzy oraz o wiele za niska zdolność bojowa. 

Nieprzyjaciel natomiast w dalszym ciągu upajał się zwycięstwem, był do­

brze uzbrojony i zaopatrzony, dysponował znaczną przewagą liczebną, 

z uwagi na niezmierzone osobiste łupy gotów był w każdym niemieckim 

domu do nowej walki, która miałaby go zaprowadzić dalej na zachód. 

Aby dobrze zrozumieć często powtarzane stwierdzenie na temat nieprzy­

jacielskiej przewagi: przytaczamy je tutaj w sposób całkowicie zamierzo­

ny, by ponownie wyrazić swe uznanie dla prowadzonej w trudnych wa­

runkach ofiarnej walki niemieckich żołnierzy, tak jak na to zasługuje 

wypełnianie przez nich żołnierskich obowiązków. 

Mimo podporządkowania XXIV Korpusowi Pancernemu 25. Dywizji 

Grenadierów Pancernych, stanowiącej teraz jedynie ugrupowanie bojowe 

pod dowództwem generała Audórscha

176

, natarcie rozpoczęte przez kor-

1 7 6

 Gen. Oskar Audórsch (ur. 1898 w Colbiehnen, zm. 1991 w Ulm) - oficer niemiecki od 1917 r. 

Po I wojnie światowej pozostał w wojsku. Po 1935 r. na wielu stanowiskach w OKH. Od sierp­
nia 1940 r. dowódca 394. pstrz. Od stycznia 1942 r. ponownie w OKH. Od listopada 1944 r. do koń­
ca wojny dowódca 25. DGren Lud. W niewoli amerykańskiej, a następnie sowieckiej do 1955 r. 

175 

background image

pus 14 lutego nie doprowadziło wojsk dalej jak 10 km na południowy 
wschód od Krzystkowic. Nie doszło przy tym do połączenia z atakującą 
od południa 20. Dywizją Grenadierów Pancernych. Nieprzyjaciel zorien­

tował się bowiem, że jego połączenia na tyłach są silnie zagrożone, z czę­
ścią dywizji zawrócił z zachodu i wraz z nowymi rezerwami zaatakował 
od wschodu. W końcu 19 lutego naczelne dowództwo 4. Armii Pancernej 
poleciło zakończyć tę nierówną walkę i wycofać oba korpusy za Nysę Łu­

życką. Jednakże efektem owej walki między Krzystkowicami a Żaganiem 
było to, że naprawdę pojawiła się odczuwalna dla wroga presja na jego 

połączenia na tyłach. To związało siły, spowolniło atak na Nysę i w efek­
cie ułatwiło nam wycofanie się. 

W XXIV Korpusie Pancernym początkowo nie wiedziano, w którym 

miejscu najbezpieczniej przekroczyć Nysę. Według meldunków wróg dys­
ponował szczególnie dużą siłą w obszarze lasu na wschód od Gubina. 

Bardziej odpowiednia wydała się więc okolica na północ od Olszyny, tym 
bardziej że wróg wycofał przecież stamtąd swoje siły, by skierować je do 

ochrony połączeń na tyłach. O podjęciu decyzji, by jednak maszerować 
na Gubin, zdecydowała wiadomość ze znajdującego się tam przyczółka 
XL Korpusu Pancernego (bez czołgów) generała Heinriciego, znanego 
z walk pod Cigacicami. Nocą z 20 na 21 lutego wyruszono więc z Lubska 
na Gubin, żywiąc, jak już wiele razy od owego czarnego 12 stycznia, 
chwiejną nadzieję, że uda się przejść. „Miasto Lubsko śpi pod morzem 

białych flag jako znaku gotowości do pokoju wszystkich jego mieszkań­
ców - tak generał Nehring odmalowuje ów nocny marsz - obraz, który 
w martwej ciszy sprawia wrażenie niemal upiornego! Od czasu do czasu 
szpice pochodu natykają się na nieprzyjacielskie zabezpieczenia przeciw-

czołgowe, które jednak raczej ustępują z drogi". Teraz wróg miał przy­
czółek nad Nysą, zaledwie 8 km na południe od Gubina pod Gąszczami 
(brak na mapie nr 1). Na obu brzegach był on tak mocny, że przekazany 
drogą radiową jedynie resztkom 16. Dywizji Pancernej przez 4. Armię 

rozkaz ataku nie mógł zostać zrealizowany. Związał on jednak nieprzyja­

cielskie siły i zabezpieczył przejście korpusu przez rzekę na niemieckim 

przyczółku w Gubinie. Na przełomie stycznia i lutego korpus rozpoczął 
obronę linii Odry. Po 3 tygodniach nieprzerwanych walk i marszu front 
znalazł się 100 km na zachód od Odry, za Nysą. XL Korpus zdołał rozbić 
przyczółek pod Gąszczami dopiero w połowie marca w wyniku nocnego 
ataku przy znacznej przewadze ogniowej. Ponieważ atak ten trafił w nie­
przyjacielskie przygotowania do natarcia, łup ciężkiej broni, obejmujący 
nawet średnie haubice, był bardzo suty. Porucznik pionierów, który 
w trakcie ataku przebił się do mostu na Nysie i wysadził go w powietrze, 
został odznaczony Krzyżem Rycerskim. 

176 

background image

16. Dywizja Pancerna została wreszcie odbudowana; w tym celu prze­

niesiono ją do Jiiterborga (na południe od Berlina). Korpus Pancerny 

„GD" i wszystkie oddziały przylegające doń od południa (generałowie Bor-

dihn i Friedrich) wycofano 20 lutego za Nysę Łużycką. Bo choć nieprzyja­

cielskie dowództwo z początku zrezygnowało ze skierowania szybkich od­

działów do strefy lasu, najwidoczniej obawiało się, że niemieckie wojska 

mogą z tej strefy zagrozić ich flankom. Dlatego po rychłym podboju obsza­

ru przez atakujące na północnym i południowym skraju lasu szybkie od­

działy przez bór między Szprotawą i Bolesławcem wysłano wreszcie także 

armie piechoty. Ich atak na nasze słabe w porównaniu z nimi siły zaporo­

we zaowocował do 17 lutego zdobyciem miejscowości Ruszów i Iłowa. 

Sukcesem zakończyła się interwencja 8. Dywizji Pancernej, którą zdążono 

jeszcze przeprowadzić po akcji na południe od Wrocławia. 18 lutego wy­

prowadziła ona z obszaru Gryfowa natarcie z zaskoczenia na południową 

flankę nieprzyjacielskich sił, zmierzających z Lwówka w kierunku Lubania 

i Zgorzelca. Nie doprowadziło to oczywiście do zwycięstwa, nie mogło też 

bezpośrednio zahamować tempa atakującego przez północną część lasu 

nieprzyjaciela. W ten sposób jednak zastopowano przedzieranie się wrogie­

go natarcia na Zgorzelec, co było ważną korzyścią z punktu widzenia przy­

szłej budowy frontu na Nysie. Rzeka ta stała się teraz od Lipy Łużyckiej do 

ujścia do Odry na północ od Gubina linią frontu 4. Armii Pancernej, roz­

ciągającego się łukiem od Lipy Łużyckiej w kierunku południowego wscho­

du aż po rejon Lubania. Nawet w obliczu utraty obszaru 100 km za sukces 

4. Armii Pancernej należy poczytać fakt, że nad Nysą zatrzymano natarcie 

kierowane przecież jeszcze dalej na zachód. 

background image

Pierwsza bitwa 1. Armii Pancernej 

o Ostrawski Okręg Przemysłowy 

od 30 stycznia do 22 lutego 

4. Front Ukraiński wzmacnia główną pozycję na północ od Beskidów, ata­

kuje również południowy front górski, by związać nasze rezerwy - Po 12 lu­

tego północne skrzydło armii sięga do Koźla, gdzie atakuje I. Front Ukraiński 

- Wielkie sukcesy w obronie w górach - W związku z tym 1. Armia Pancerna 

podejmuje śmiałą decyzję, by przy dalszym rozciąganiu i osłabianiu frontu 

w górach sprowadzić oddziały na Górny Śląsk

 - Sukces w bitwie obronnej; 

Nie udaje się przełamać 4. i 1. Frontu Ukraińskiego w kierunku na Ostrawę 

(zob. mapa nr I w załączeniu) 

C

harakter obszaru, w którym toczyły się walki, różnił się zasadni­

czo od gór słowackich. Podczas gdy tam panowała głęboka zima 

i leżała gruba warstwa śniegu, niemal całkowicie uniemożliwiająca marsz 

przez sięgające 2000 m wysokości góry, lekko pofałdowany obszar mię­

dzy Beskidem Zachodnim i Wisłą dzięki panującym mrozom był wszędzie 

przejezdny. Liczne zamarznięte stawy u ujść rzek nie stanowiły dla pie­

choty żadnej przeszkody. W gęsto zaludnionym, poprzecinanym dobrymi 

drogami obszarze tereny o typowo rolniczym charakterze występowały 

na przemian z najczęściej szpetnymi, wypalonymi miastami przemysłowy­

mi. Ludność stanowiła mieszankę Polaków, Czechów, Słowaków, z nie­

wielkim udziałem Niemców. Piękne ludowe stroje ludności wiejskiej, któ­

re widzieliśmy w karpackich dolinach i słowackich górach, zastąpił tu 

ubiór współczesnego robotnika przemysłowego. Czuliśmy się tak, jakby 

ktoś przeniósł nas do szarej codzienności, w babiloński chaos najrozmait­

szych języków. Przygnębiająco działały również wiadomości o skutkach 

klęski w Polsce i ciosach na Węgrzech, w Poznaniu i Prusach Wschod­

nich. Nie dało się ich ukryć przed żołnierzami, którzy zaczęli się zastana­

wiać, jak zakończy się ta wojna. Na tym większe uznanie zasługuje upór 

i odwaga, z jaką zdziesiątkowane poważnymi stratami i osłabione wielo­

miesięczną walką niemieckie dywizje biły się z przeważającymi liczebnie, 

178 

background image

nacierającymi Sowietami. Naturalnie, tak jak w dwóch północnych ar­

miach Grupy Armii, tak i tu zdarzały się wśród dywizji trudne przypadki. 

Jednak stanowiły one wyjątek. Niemal zawsze były to jednostki, które 

ucierpiały szczególnie dotkliwie. 

W słowackich górach Sowieci na przełomie stycznia i lutego na próżno 

próbowali przebić się szybkimi szpicami czołowymi przez nowe niemieckie 

pozycje. Jednocześnie jednak, gdy Sowieci zbliżali się do obszarów leśnych 

na zachodniej Słowacji, w rejonie Żyliny i po obu stronach prowadzącej 

stamtąd do Czech Przełęczy Jabłonkowskiej uaktywniła się, stłumiona cza­

sowo, aktywność partyzantów. Dowodzone przez byłych czeskich i słowac­

kich oficerów i wspierane przez przemyconych sowieckich agentów, bandy 

te coraz częściej dopuszczały się napadów i próbowały paraliżować, i tak 

już utrudniony zimą, ruch na górskich drogach. W niektórych miejscach 

partyzantów popierała też miejscowa ludność. Część wycofującej się w re­

gionie horehrońskim (na południe od dolnej krawędzi mapy nr 1) 3. Dywi­

zji Górskiej została w jednej wsi ostrzelana z domów i musiała się bronić 

nawet przed walczącymi kobietami. Niszczyciele czołgów i działa szturmo­

we musiały oczyścić zaminowane stanowiska partyzantów. Zajmujący pozy­

cje na uboczu batalion zabezpieczający stracił na rzecz partyzantów kilku 

oficerów i pewną liczbę jeńców. Umieszczony w okolicy Przełęczy Jabłon­

kowskiej sztab dowódcy zaplecza 1. Armii Pancernej został zmuszony do 

przeniesienia kwatery z gór na równinę, ponieważ bandy w najwyższym 

stopniu przeszkadzały mu w wykonywaniu spoczywających na nim obo­

wiązków. Ale oddziały używały ognia w obronie tylko tam, gdzie zmusił 

ich do tego wróg. Znacznie częściej dowódcy próbowali na tyle wpłynąć na 

burmistrzów, by powstrzymywali oni ludność od aktów wrogości. Nic bar­

dziej nie odstręczało niemieckich oddziałów niż konieczność użycia broni 

przeciw cywilom

177

Po objęciu dowodzenia przez 1. Armię Pancerną 29 stycznia wieczo­

rem nad XI Korpusem SS na obszarze słowacko-polskiego pogranicza 

i w Żywcu oraz nad LIX Korpusem Piechoty między Bielskiem i Pszczy­

ną na odcinkach tych kontynuowano walkę obronną z nacierającymi So­

wietami. W rejonie Żywca udało się ataki te odeprzeć. Miasto pozostało 

w niemieckich rękach. Wróg natomiast zdołał przejść przy linii kolejowej 

z Oświęcimia do Ostrawy przez ciągnącą się od Bielska do Pszczyny doli­

nę rzeki, a także zdobyć pewne obszary od Pszczyny w kierunku zachod­

nim. Jednak w porównaniu z wcześniejszymi tygodniami postępy Sowie­

tów były skromne. Krok po kroku musieli wydzierać pozycje niemieckiej 

1 7 7

 Temu stwierdzeniu przeczą fakty z wszystkich frontów 11 wojny światowej, na których 

żołnierze niemieccy z takim zacięciem stosowali np. zasady odpowiedzialności zbiorowej czy 
wykazywali się nieuzasadnionym militarnie okrucieństwem. 

179 

background image

Zmęczony i brudny żołnierz niemiecki z WafTcn-SS, oczekujący na zakończenie walk 

frontowych oraz powrót do domu i rodziny. Górny Śląsk. 1945. 

obronie. O zawziętości, z jaką słabe niemieckie dywizje broniły się między 

Bielskiem a Pszczyną, świadczy fakt, że przeciwnik potrzebował aż 10 

dni, aby pokonać 12 km na zachód od linii Bielsko - Pszczyna. Raport 

Wehrmachtu z 5 lutego wspomina tu w szczególności o skutecznym dzia­

łaniu walczącej pod Bielskiem 544. Dywizji Grenadierów Ludowych pod 

dowództwem generała Ehriga

178

Do walczących na tych odcinkach szeregów wcielono niedawno rów­

nież jednostki Volkssturmu. Ich członkowie, zdani wyłącznie na siebie, 

byli siłą rzeczy dla Sowietów łatwym łupem, „zagubionymi dziećmi"

179

Większość owych dzielnych mężczyzn, znajdujących się w tym regionie 

walk, najczęściej nieodpowiednio ubranych i niedostatecznie uzbrojo-

1 7 8

 Gen. Wehrner Ehrig (ur. 1897 w Eibenstocku, zm. 1981 w Oldenburgu) - oficer nie­

miecki od 1915 r. Walczył na frontach I wojny światowej. Później w Reichswehrze. Od paź­
dziernika 1939 r. dowódca batalionu w 216. pp. Od marca 1940 r. oficer operacyjny w 164. 

DP, a od stycznia 1941 r. pełnił tę funkcję w sztabie 15. Armii. Od listopada 1942 r. szef szta­
bu LXXXVII Korpusu Piechoty. W październiku 1943 r. przejął dowodzenie 340. DP. Na 
tym stanowisku do czerwca 1944 r. Od lipca 1944 r. do końca wojny dowódca 544. Dywizji do 

Zadań Specjalnych (następnie przekształconej w 544. DGren. a od października tego roku 

544. DGren Lud). W niewoli alianckiej do 1948 r. 

1 7 9

 W oryg. Verlorener Haufen (dosł.: stracona, zagubiona gromada). Dawny termin mili­

tarny, którym określano zwiadowców wysyłanych za linie nieprzyjaciela. 

180 

background image

nych, została, co zrozumiałe, natychmiast zwolniona do domu przez 

miejscowych dowódców albo co najwyżej odkomenderowana na pozycje 

na tyłach. W oddziale pozostali tylko zdolni do walki i ochotnicy. Wielu 

z nich indywidualnymi czynami dowiodło wielkiej przydatności w obro­

nie ojczyzny. Jedynym właściwym wyjściem dla pozostałych członków 

Volkssturmu był powrót do rodzin i pracy zawodowej. 

Powolny postęp operacji ofensywnej skłonił 4. Front Ukraiński do te­

go, by po upływie pierwszej dekady lutego wyznaczyć główny punkt na­

tarcia w rejonie Pszczyny. Tutaj niezliczone stawy towarzyszące dolinom 

rzek nie przeszkadzały już w ruchach czołgów, stąd prowadziły dobre 

drogi do Rybnika i przez Strumień na ziemię karwińską i cieszyńską. Pra­

wie niezalesiony obszar był - w przeciwieństwie do regionu położonego 

na południowy wschód od Strumienia - korzystny dla prowadzenia ope­

racji ofensywnych. 10 lutego do ataku przystąpiły liczne sowieckie dywi­

zje strzelców, wspierane znacznymi siłami pancernymi i samolotami bojo­

wymi. Odepchnęły one obie niemieckie dywizje walczące na styku LIX 

i XI Korpusu w rejon Strumienia i na północ stamtąd, gdzie mogły się 

z powrotem pozbierać i przechwycić Sowietów, którym nie udało się 

przerwać niemieckiego frontu. Również prowadzone równolegle ataki 

1. Frontu Ukraińskiego po obu stronach Raciborza nie przyniosły Sowie­

tom sukcesów, a 4. Frontowi Ukraińskiemu przeznaczonej dla niego po­

mocy. Kontrataki umożliwiły w kolejnych dniach utworzenie i utrzyma­

nie nowej linii obrony pod Strumieniem. Natarcie z Pszczyny na 

zachodnim brzegu Wisły pozwoliło jednak Sowietom poważnie zagrozić 

walczącej na południe od rzeki środkowej dywizji LIX Korpusu - 78. Lu­

dowej Dywizji Szturmowej - ciosem z północnego wschodu w głęboko 

cofniętą flankę. Słaba grupa bojowa pod dowództwem pewnego kapitana 

rzuciła się 11 lutego wieczorem przy linii kolejowej Oświęcim - Ostrawa, 

obok dworca Chiby (5 km na południowy wschód od Strumienia, nie ma 

na mapie nr 1) na wroga, który zamierzał właśnie odciąć znajdującą się 

jeszcze dalej na wschód część dywizji. Grupa bojowa broniła się przed 

dysponującym przewagą wrogiem tak długo, aż północna część dywizji 

zdołała ujść pod jej ochroną przed grożącym jej okrążeniem. Za ten bo­

haterski czyn kapitan otrzymał zasłużenie Krzyż Rycerski. Rozwój sytu­

acji zmusił nas jednak do opuszczenia bronionego do tej pory tak zawzię­

cie wyżynnego obszaru na zachód od linii Bielsko - Pszczyna i cofnięcia 

się na północ, mniej więcej na linię Skoczów - Strumień. W Skoczowie 

stworzono następnie rozbudowany punkt dowodzenia. 

Tymczasem odcinek 1. Armii Pancernej ponownie rozciągnął się za bar­

dzo na północny zachód. 6 lutego podporządkowano jej graniczący z jej 

dotychczasowym północnym skrzydłem XI Korpus z 75. Dywizją w okoli-

181 

background image

cy i na wschód od Zor, 68. Dywizję pod Rybnikiem, 1. Dywizję Strzelców 

Górskich na północny zachód od Rybnika i 97. Dywizję Strzelców na pół­

noc od Raciborza. W gruncie rzeczy dywizje, które od września do końca 

grudnia brały udział w najcięższych walkach, a teraz od trzech tygodni od­

pierały sowiecką ofensywę, były już tylko grupami bojowymi, a nie pełno­

wartościowymi formacjami. Jak już wspomniano, XI Korpus w pierwszych 

dniach lutego przeszkodził nieprzyjacielowi w przedarciu się na południo­

wy zachód przez linię Rybnik Racibórz. Teraz, po 10 lutego zarówno ten 

korpus, jak i sąsiadujący z nim od prawej LIX Korpus od nowa wpadł 

w wir walk. Znajdująca się po jego prawej stronie 75. Dywizja również zo­

stała trafiona rosyjskim uderzeniem z okolic Pszczyny i odrzucona w stronę 

Żor, mniej więcej w połowie drogi między tymi dwoma miastami. Jedno­

cześnie wróg ponownie zaatakował pod Rybnikiem i na północ od Racibo­

rza, aby w ten sposób wesprzeć 4. Front Ukraiński. To się zupełnie nie uda­

ło. Nieprzyjaciel został tu krwawo odparty. 

Walki rozszerzyły się również na obszar sąsiadującego z prawej LIX 

Korpusu w rejonie Żywca. Generalne dowództwo XI Korpusu SS tymcza­

sem wyprowadziło się stąd i przeszło na inny front. XLIX Korpus Górski 

przejął cały front górski od południowych okolic Bielska do południowych 

okolic Rużomberka w dolinie rzeki Wag. Tu z północy na południe stały: 

545. i 320. Dywizja Grenadierów Ludowych, 253. Dywizja, 4. i po obu 

Pieszy oddział niszczycieli czołgów uzbrojony w Panzerfausty w drodze z Raciborza 

(Ratłbor), 1945. 

182 

background image

stronach doliny Wagu 3. Dywizja Górska w wysokich górach na odcinkach 

szerokości do 40 km. 10 lutego wrogowi udało się dokonać kilku głębokich 

wyłomów w okolicach Bielska i Żywca, przechwyconych w końcu w toku 

zaciętych walk. Straciliśmy jednak Żywiec. 4. Front Ukraiński zaatakował 

również obie pozycje górskie - przynajmniej po to, by związać niemieckie 

siły. Przeciw 9 dywizjom piechoty 1. Armii Pancernej między Żorami, Bieli­

cami i Rużomberkiem, spośród których 4 były już tylko grupami bojowy­

mi, rosyjska grupa armii wysłała około 36 dywizji strzelców i kilka jedno­

stek pancernych (około 160 czołgów i 75 dział szturmowych). Ciężkie walki 

musiała stoczyć na odcinku na północny zachód od Tatr Wysokich, kryją­

cym główną drogę prowadzącą z północnego wschodu przez góry do Żyli-

ny, 4. Dywizja Górska. Walczono szczególnie o 1312-metrowy szczyt Sko-

rusina (20 km na zachód od Zakopanego i 7 km na zachód od 1320-

-metrowej Magury). Od 11 do 15 lutego nieprzyjaciel próbował wymusić 

na 3. Dywizji Górskiej w dolinie Wagu przełom na Rużomberk. Kilkakrot­

nie atakował zaciekle w huraganowym przygotowaniu ogniowym. Za każ­

dym razem był zdecydowanie odpierany. Strzelcy górscy nie ustąpili ani 

o metr. Obie brygady czeskie, wysłane przez sowieckich dowódców w bój 

razem z oddziałami rosyjskimi, zapłaciły za te ataki wysoką cenę. Udane 

działania obronne 3. Dywizji Górskiej zostały docenione w raporcie Wehr­

machtu z 14 lutego. 

Cały front 1. Armii Pancernej od Rużomberka w słowackich górach do 

Raciborza nad Odrą toczył więc 12 lutego zacięte walki obronne. Armia 

nie dysponowała już żadnymi rezerwami. Ponieważ jednak 320. Dywizja 

Grenadierów Ludowych w rejonie Żywca oraz 78. Ludowa Dywizja Sztur­

mowa nad Czerną najwyraźniej znalazły się u kresu swoich sił, armii nie 

pozostało nic innego, jak po odparciu ataków na Rużomberk włączyć do 

walki część 3. Dywizji Górskiej na zachód od Żywca oraz 253. Dywizję 

znajdującą się w górach na południe od Żywca w zamian za 78. Dywizję 

w środkowym odcinku LIX Korpusu pod Strumieniem. Trzeba było wkal­

kulować ryzyko słabszego obsadzenia odcinków w górach na rzecz decy­

dujących obszarów walki nad górną Wisłą i Odrą. Podobnie jak armia, 

także korpusy i dywizje utrzymywały się na powierzchni wyłącznie dzięki 

małemu, a nawet bardzo małemu wsparciu. W tej sytuacji niezbyt optymi­

styczny dla Armii Pancernej był fakt, że Grupa Armii wskutek opisanego 

właśnie groźnego rozwoju sytuacji w 17. Armii i 4. Armii Pancernej na po­

łudniu właśnie 12 lutego, w dniu szczególnie kryzysowym, podporządko­

wała jej jeszcze trzy czwarte tego frontu, który zamykał front zachodni nie­

przyjacielskiego przyczółka między Raciborzem a Koźlem. Na nowym 

odcinku do XI Korpusu przeszły 371. Dywizja i 11. Dywizja Grenadierów 

Pancernych SS, Xl Korpus zaś oddał do LIX Korpusu w zamian z lewego 

183 

background image

Żołnierz niemiecki poległy w walkach na Dolnym Śla.sku, wiosna 1945. 

skrzydła 75. Dywizję. Ledwie jednak dywizje te przeszły pod dowództwo 

XI Korpusu, gdy już 16 lutego z przyczółka w kierunku Głubczyc ruszyło 

na nich ciężkie natarcie 1. Frontu Ukraińskiego. Powstały znaczące wyło­

my w okolicach Polskiej Cerkwi. 17 i 18 lutego nastąpił kryzys. Potem jed­

nak korpus własnymi siłami przechwycił próbę przełomu. Pośrodku przy­

czółka wrogowi udało się mimo to przesunąć kilka kilometrów na zachód. 

Generał von Bunau

180

, dowodzący korpusem, zanotował wieczorem 18 lu­

tego: „Pełen sukces w obronie!". Ale byliśmy również świadkami maka­

brycznych wydarzeń. Dwór hrabiego Matuschki w Polskiej Cerkwi zastano 

splądrowany i spustoszony w nieopisany sposób. Znacznie gorszy widok 

znieść musiał generał Niehoff (ostatni komendant Wrocławia) z oddziałami 

uderzeniowymi 371. Dywizji podczas odbijania majątku w Ligocie Małej 

(tuż przy zachodnich granicach Polskiej Cerkwi). Patrzyły na niego mar­

twe oczy straszliwie zmasakrowanych zwłok. Byli to zamordowani żołnie-

Gen. Rudolf von Bunau (ur. 1890 w Stuttgarcie, zm. 1962 w Kirchheim) - oficer nie­

miecki od 1910 r. Uczestnik walk na frontach I wojny światowej. Później w Reichswehrze. Od 
listopada 1938 r. dowódca 133. pp, z którym walczył w Polsce w 1939 r. Od listopada 1940 r. 
dowódca 177. DP. a rok później 73. DP. Od listopada 1943 r. dowódca XLVII KPanc. W lu­
tym 1944 r. objął dowodzenie LII KP, który zamienił na IX KP w kwietniu tego roku. Od 
kwietnia 1945 r. był krótko wojskowym komendantem Wiednia, a następnie dowódcą Grupy 

Korpuśnej „Bunau" w 6. APanc SS. W niewoli do 1947 r. 

184 

background image

rze 18. Dywizji Grenadierów Pancernych SS i zhańbione nagie ciało mło­

dej dziewczyny. 

Tego samego dnia wróg kontynuował z niezmienną gwałtownością 

próby przełamania linii między Żywcem a Strumieniem. Dni wypełniały 

ataki, wyłomy i kontrataki. W końcu Sowietom udało się zrobić spory 

wyłom na południe od Strumienia, na odcinku 253. Dywizji, który jednak 

udało się zawęzić na końcu i zamknąć. Aby ustabilizować chwiejną sytu­

ację w rejonie między Żywcem i Skoczowem, do 20 lutego trzeba było 

użyć całej 3. Dywizji Górskiej jako podpory południowego skrzydła LIX 

Korpusu. Walczące w wysuniętych dalej na południe górach dywizje mu­

siały natomiast rozciągnąć się nawet na szerokość 53 km. Znamienny dla 

ówczesnej sytuacji jest meldunek Grupy Armii do OKH z 17 lutego: 

„W 1. Armii Pancernej nieustanne nieprzyjacielskie ataki, szczególnie pod 

Strumieniem. W zasadzie udało się, przy udziale ostatnich rezerw, prze­

chwycić nieprzyjacielskie natarcie przy tylko niewielkich stratach terenu. 

Trzeba się liczyć z kontynuowaniem ataków. 1. Armia Pancerna i Grupa 

Armii nie są już w stanie dostarczyć bardziej znaczących rezerw". Zwłasz­

cza ostatnie zdanie tego meldunku podkreśla wielką powagę sytuacji. 

Szczęśliwie od 21 do 22 lutego wysiłki wroga zaczęły słabnąć. Sowieci 

przeprowadzali już tylko lokalne, zupełnie bezskuteczne ataki. Poważne 

straty nadwerężyły impet ich natarcia. Niemiecka obrona między Żywcem 

i Żorami utrzymała pozycje zajęte w toku walk na linii mniej więcej połu­

dnie Żywca - Skoczów - na zachód od Strumienia - Pawłowice - Żory. Na 

obu skrzydłach, na południu w górach i na północnym zachodzie przed 

przyczółkiem na Odrze między Rybnikiem, Raciborzem i Koźlem, w czasie 

bitwy nie odnotowano strat terenu o poważniejszym znaczeniu. Podjęta 

przez 4. i 1. Front Ukraiński próba przełomu na Ostrawski Okręg Przemy­

słowy zakończyła się fiaskiem. Mimo wielkich wysiłków na odcinku głów­

nego natarcia między północnymi stokami gór i obszarem na zachód od 

Wisły w czasie 22-dniowych walk od 30 stycznia Sowieci pokonali zaledwie 

około 20 km, niecałą jedną trzecią dystansu, jaki pozostał im do Ostraw-

skiego Okręgu Przemysłowego. Ostatni działający jeszcze, ważny dla nie­

mieckiej gospodarki wojennej obszar pozostał w naszych rękach. 

Zanim przejdziemy do 1. Armii Pancernej, warto przedstawić ogólne 

położenie i własne siły, a także opis dwóch skutecznych niemieckich kontr­

ataków pod Lubaniem i Strzegomiem. 

background image

Położenie i siły własne w ciągu lutego 

Grupa Armii „Środek" nie ma już rezerw - Generał von Xylaiuler, 

w trakcie lotu na spotkanie z Hitlerem, na którym miał przedstawić powagę 

sytuacji Grupy Armii „Środek", zostaje zestrzelony nad Dreznem - Hitler 

wciąż wierzy w natarcie ze Śląska na południową flankę wroga zmierzające­

go na Berlin - Czasowy paraliż sowieckiej siły uderzeniowej pozwala mieć 

nadzieję na powodzenie kontrataku - Realizacja z braku sil niemożliwa -

Uwarunkowane przebiegiem wojny zróżnicowanie organizacji skutkuje 

zmiennością jakości wojska (zob. mapa nr 1) 

ajpóźniej 13 lutego dowództwo Grupy Armii musiało już mieć 
świadomość, że operacje rozpoczęte 8 lutego atakiem z przyczół­

ka ścinawskiego doprowadziły do poważnych konsekwencji: nie udało się 
utrzymać Odry; Wrocław i Głogów zostały zamknięte w pierścieniu oblę­
żenia; nie powiodło się natychmiastowe przerwanie pierścienia szybko za­
mykającego się wokół Wrocławia; na lewym skrzydle 17. Armii między 
Strzegomiem i Jaworem, a także w wielu miejscach na odcinkach 4. Armii 
Pancernej, których wymienianie wobec wcześniejszych opisów jest tutaj 

zbędne, zieją niezabezpieczone luki. Z sytuacji tej wyciągnięto cenne 

wnioski, które skłoniły dowództwo do podjęcia następujących decyzji: 
zadaniem 17. Armii jest zatrzymanie frontu na południowy zachód od 
Wrocławia tak blisko twierdzy, aby stworzyć sprzyjające możliwości póź­
niejszego ataku odsieczą i nawiązania łączności z twierdzą. Oprócz tego 
za pomocą obrony i ataku należy przeszkodzić wrogowi w przebiciu się 
na północ od Świdnicy oraz utrzymać pozycję na skraju gór na zachód od 
Strzegomia, a zatem w kierunku Jawor - Złotoryja. 

Zadaniem 4. Armii Pancernej jest utrzymanie frontu na Kwisie oraz za­

atakowanie i pokonanie wroga, który przeszedł przez Bóbr między Żaga­
niem i Krzystkowicami. Do tego celu planowano sprowadzić siły XXIV 

Korpusu Pancernego, które miały zaatakować na zachodnim brzegu Bobru 

i pozostawić zabezpieczenia w łuku wokół Zielonej Góry. Ten znany już 
czytelnikowi rozkaz natarcia został podyktowany wolą, aby również w tej 

186 

background image

bardzo groźnej sytuacji tam, gdzie się tylko da, osłabiać siły wroga także 
atakiem. O osiągniętych sukcesach, choć nie miały one strategicznego zna­
czenia, lecz jedynie działanie związujące i opóźniające, już opowiedzieliśmy. 
Nie wspominaliśmy jednak, że Grupa Armii miała znacznie więcej trosk. 
Przewidywano bowiem, że przewaga nieprzyjaciela doprowadzi wkrótce do 
zepchnięcia 4. Armii Pancernej za Nysę Łużycką. Jeśli to się uda, front się 
wydłuży, będzie coraz słabiej obsadzony, jego siła obronna zmniejszy się, 
a dostępne jeszcze rezerwy znowu się skurczą. 1. Armia Pancerna, połu­
dniowy filar frontu, nie może już jednak oddać żadnych rezerw, jeżeli 
w dalszym ciągu ma skutecznie bronić i ochraniać Ostrawski Okręg Prze­
mysłowy, ostatnie kopalnie węgla kamiennego i Bramę Morawską. 

Był więc najwyższy czas, by najwyższe dowództwo otrzymało osobisty 

raport z jasnym opisem sytuacji, pozbawiony nieuprawnionego optymi­
stycznego retuszu. Miała to być kolejna próba otwarcia ciągle jeszcze za­
ślepionych oczu na to, że główny strategiczny ciężar prowadzenia wojny 
musi spoczywać na wschodzie. Dowodzi tego również sowieckie dowódz­
two, działające z jasno wyznaczonym celem, konsekwentnie i zręcznie, 
mogące się pochwalić szybko osiąganymi, znaczącymi sukcesami. Argu­
menty te miały wspomóc Guderiana, szefa sztabu generalnego wojsk lą­
dowych. Sam bowiem nie zdołałby przekonać Hitlera. Jak wiadomo, Hi­
tler nie wierzył też w dalszym ciągu opiniom generała Gehlena

1 8 1

, szefa 

formacji Obce Armie „Wschód", niedoścignionym pod względem trafno­
ści i przekonującej klarowności. Tak więc Schórner z tą ważną misją do 
kwatery głównej Hitlera wysłał wspomnianego już szefa sztabu general­
nego, generała von Xylandera. Pech chciał jednak, że w czasie lotu 14 lu­
tego nad Dreznem samolot von Xylandera trafił w ogień osławionego an-
glo-amerykańskiego ataku i generał stracił życie. Pod każdym względem 
była to niepowetowana strata. Następcą Xylandera został generał von 
Natzmer

1 8 2

, zajmujący do tej pory to samo stanowisko w naczelnym do-

1 8 1

 Gen. Reinhard Gehlen (ur. 1902 w Erfurcie, zm. 1979 w Monachium) - oficer niemiec­

ki od 1923 r. Na różnych stanowiskach w jednostkach artylerii, po 1935 r. po ukończeniu 
Akademii Sztabu Generalnego i specjalnych kursów pracował w 10. Departamencie OKH. 
We wrześniu 1939 r. oficer operacyjny sztabu 213. DP. Od października 1939 r. na różnych 
stanowiskach kontrwywiadowczych OKH. Od maja 1942 r. szef Oddziału Obce Armie 
„Wschód" w OKW. Na tym stanowisku odpowiadał przede wszystkim za wywiad armii nie­
mieckiej na wschodzie. Od maja 1945 r. w niewoli amerykańskiej. W latach 1956-1968 w służ­
bach wywiadowczych Bundeswehry. Po wojnie współpracownik CIA. 

Ks

- Gen. Oldwig Otto von Natzmer (ur. 1904 w Legnicy, zm. 1980 w Hanowerze) - oficer 

niemiecki od 1928 r. W latach 1938-1941 oficer sztabu w OKH. Od kwietnia do lipca 1941 r. 
oficer operacyjny 161. DP. Następnie na tym samym stanowisku w XXXIX KPanc. Krótko 
w 1942 r. na tej funkcji w 26. DPanc. Do stycznia 1945 r. szef sztabu DPanc „GD", a potem 
do lutego GA „Kurlandia". Przeniesiony na równoległe stanowisko do GA „Środek". gdzie 
pozostał do końca wojny. Po wojnie w niewoli sowieckiej do 1955 r. 

187 

background image

wództwie Grupy Armii „Kurlandia", a więc doświadczony i sprawdzony 

na trudnej pozycji. 

Z powodu śmierci Xylandera spotkanie szefa sztabu z Hitlerem najpierw 

odsunięto, ale ostatecznie w ogóle do niego nie doszło. Jak się okaże, pod 

koniec lutego Grupa Armii otrzymała jako rezerwy tylko dwie dywizje, by­

ły to jednak jednostki elitarne: Dywizja Grenadierów „Fiihrer-Begleit" 

oraz Dywizja Grenadierów „Fuhrer". Po obfitującej w ogromne straty wal­

ce w czasie ofensywy w Ardenach na zachodzie, po krótkim odpoczynku 

wzięły one udział, ponosząc znaczne ofiary, w zakończonej niepowodze­

niem operacji Himmlera na Pomorzu Zachodnim, oznaczonej kryptoni­

mem „Sonnenwende" (przesilenie letnie - przyp. tłum.). Gdy jednak owo 

„przesilenie letnie" nie przyniosło wyczekiwanego przez utopistów przeło­

mu, obie dywizje przekazano do Grupy Armii „Środek". 

Generał Schulz, naczelny dowódca 17. Armii, czyli obrońca czysto ślą­

skiego frontu między Koźlem i Lubaniem, pochodził z rodziny chłopskiej 

z Nietkowa, leżącego w powiecie zielonogórskim na lewym brzegu Odry. 

Jako rodowity Ślązak traktował wypełnienie swojego zadania nie tylko jako 

kwestię rozumu, posłuszeństwa i woli, lecz uważał je również za przema­

wiające do serca i wypływające z serca powołanie, by uczynić wszystko, co 

tylko możliwe, dla obrony ojczyzny i ratowania rodaków. Poza tym jako 

dowódca dywizji i korpusu, doświadczony zarówno na froncie, jak i w boju, 

tak samo jak poprzedni szef sztabu Masteins, wyszkolony i sprawdzony 

w ocenie nadrzędnych relacji, od dawna wiedział już, że strategiczne opinie 

najwyższego dowództwa zawierają kardynalne błędy, sprowadzające armię 

na manowce. Miał więc odwagę kończyć każdy wieczorny meldunek, wy­

syłany codziennie do Grupy Armii, zdaniem głoszącym, iż główny punkt 

ciężkości należy przesunąć na wschód. Nie zrezygnował z tych meldunków 

także wtedy, gdy zostały one skrytykowane przez najwyższych funkcjona­

riuszy. Później zobaczymy, jakie skutki przyniosła jego cywilna odwaga. 

W tym miejscu celowe wydaje się przytoczenie krótkiej relacji, zacytowany 

bowiem choćby we fragmentach rozkaz OKH z 21 lutego 1945 r. ujawnia 

zadziwiające opinie, przede wszystkim odnoszone do Hitlera. Choć za­

ostrzająca się nieustannie sytuacja na wschodzie była znana i choć nie prze­

kazywano na ten front żadnych nowych sił, snuto szeroko zakrojone plany 

ofensywne. Oto zacytowany we fragmentach rozkaz z dołączoną oceną ge­

nerała von Natzmera, następcy Xylandera. 

Niech wojskowi laicy nie obawiają się przeczytać tego fachowego tek­

stu, jest on bowiem zrozumiały dla każdego: 

„OKH Genst. D.H (sztab generalny wojsk lądowych)/Op. Abt. la (Wy­

dział Operacyjny) nr 450138/45 g.Kdos/Chefsache (Naczelne Dowódz­

two/Szef Sztabu) v. 21.2.45 

188 

background image

Instrukcja przeprowadzenia operacji w Grupie Armii «Środek» i «Wisła» 

Głównego ciężaru nieprzyjacielskich działań niezmiennie upatrywać 

należy w ataku przez linię Górlitz Schwedt (nad Odrą, 70 km na północ 

od górnej krawędzi mapy 1) i zdobyciu wschodniej Saksonii i Berlina, co 

ma przynieść decydujące skutki militarne, polityczne i gospodarcze [...] 

Jako zadanie operujących na Śląsku nieprzyjacielskich sił przyjąć należy 

zdobycie Ostrawskiego Okręgu Przemysłowego oraz Wałbrzycha. 

Zadaniem Grupy Armii «Srodek» i «Wisła» jest przeszkodzić w dalszym 

przenikaniu przeciwnika przez linię Górlitz - Schwedt, utrzymać obszary 

przemysłowe na Śląsku i Morawach oraz tereny walk na Pomorzu i w Pru­

sach Zachodnich, stwarzając w ten sposób warunki przejścia do ataku. 

Grupa Armii «Środek» ma więc tak prowadzić walkę, by na jej lewym 

skrzydle na odcinku Nysy Górlitz - Gubin ponownie powstał stały front 

obronny, a w obszarze Świdnica - Jelenia Góra zachowany został nie­

zbędny teren na północ od Sudetów do przeprowadzenia ataku przez ob­

szar po obu stronach Legnicy w kierunku północnym na flankę nieprzy­

jacielskich klinów natarcia. 

Grupa Armii «Wisła» [...] 

Uwolnione po wstrzymaniu operacji «Sonnenwende» siły należy oddać 

do dyspozycji jako rezerwy dla własnego frontu i dla lewego skrzydła 

Grupy Armii «Środek». 

Jeden / placów w Górlitz po zakończeniu działań wojennych, obecnie najdalej na wschód 

wysuniętego miasta Niemiec, 1945. 

189 

background image

5. Grupy Armii meldują o swoich zamiarach co do dalszego prowa­

dzenia walk na podstawie instrukcji do 24 lutego 1945 r. 

W imieniu fiihrera 

Podpisano Guderian". 

Generał von Natzmer powiada na ten temat bardzo trafnie, że w tam­

tym czasie nie mogło już być mowy o pomysłach operacyjnych. Zadanie 

Grupy Armii polegało jedynie na obronie aktualnego frontu. Mizerny za­

pas użytecznych jeszcze sił dowódczych wyczerpywał się na wyrywaniu 

z atakowanych akurat z mniejszą gwałtownością lub mniej zagrożonych 

terenów wszelkich, najmarniejszych choćby rezerw, pozbawionych więk­

szej siły bojowej, aby zapełnić nimi jakąś inną, powstałą właśnie albo za­

rysowującą się lukę. Wplatanie w tej i w późniejszych instrukcjach raz po 

raz myśli o przyszłej ofensywie, wywoływało - jak wyraził się generał von 

Natzmer - uśmiech znużenia. 

Według tego samego źródła Grupa Armii „Środek" oceniała sytuację 

20 lutego mniej więcej tak: wkrótce należy się spodziewać planowanego ja­

ko decydujący sowieckiego ataku na Berlin, to znaczy południowym skrzy­

dłem na front naszej 4. Armii Pancernej między Zgorzelcem, Mużakowem 

i Gubinem. Ataki na inne fragmenty frontu Grupy Armii, choć silne i groź­

ne, stanowią raczej zjawiska uboczne. Służą one oczywistemu celowi zwią­

zania naszych sił z dala od głównego frontu, a prócz tego zlikwidowania 

wszelkich możliwości zagrożenia od flanek, które mógłby przynieść nie­

miecki atak niektórych oddziałów Grupy Armii. Grupa Armii nie była jed­

nakże w stanie wcielić w życie wniosków wyciągniętych z tych obserwacji 

i doprowadzić do 4. Armii sił niezbędnych do skutecznego przeprowadze­

nia akcji obronnej na froncie na Nysie. Wszędzie bowiem brakowało woj­

ska. Działania nie wyszły poza lokalne ataki w awaryjnych sytuacjach lub 

w chwilach nagłego zagrożenia. Planowana odsiecz dla Wrocławia nie tylko 

była zgodna z rozkazem z samej góry, którego nigdy nie unieważniono, ta­

ki zamiar funkcjonował również w Grupie Armii i przede wszystkim także 

u naczelnego dowódcy 17. Armii, generała Schulza. 

Jednak zdaniem generała von Natzmera Grupa Armii mogła zrealizo­

wać to przedsięwzięcie tylko do 25 lutego, ponieważ jeszcze wtedy moż­

na było mieć nadzieję, że uda się uwolnić niezbędne siły z lewego skrzy­

dła 1. Armii Pancernej i z prawego skrzydła 17. Armii. Jak się potem 

miało okazać, nieprzyjacielskie ataki skierowane przeciw obu skrzydłom 

Grupy Armii - na południu 1. Armii Pancernej i części 17. Armii, na 

północy zaś 4. Armii Pancernej związały tam nasze siły. Poza tym in­

ne jeszcze zadania, na przykład zaplanowane na początek marca wyzwo-

190 

background image

lenie Lubania i Strzegomia, zmuszały do użycia ostatnich rezerw gdzie 

indziej. Mówiąc zatem o „odsieczy dla Wrocławia", która stała się poję­

ciem samym w sobie, trzeba rozróżnić zamiar, do samego końca przepeł­

niający dowództwo Grupy Armii i 17. Armii, podania pomocnej dłoni 

płonącemu, spływającemu krwią Wrocławiowi, od faktycznie istnieją­

cych w obliczu tej sytuacji możliwości urzeczywistnienia owego zamiaru 

w formie, która walczącym o Wrocław i ludności miasta przyniosłaby 

wyzwolenie. W miarę upływu czasu między zamiarem i możliwościami 

ziała coraz większa przepaść. 

Na szczęście wróg na kontynuowanie ofensywy na nasz front na Nysie 

Łużyckiej potrzebował znacznie więcej czasu, niż wynikałoby to z przyto­

czonej właśnie oceny Grupy Armii. Po wojnie zagadka ta została rozwią­

zana dzięki kompletnie zaskakującym informacjom przekazanym przez 

rosyjskiego oficera, który przeszedł na stronę zachodnich koalicjantów: 

dane czerwonoarmistom na mocy rozkazu przyzwolenie na samowolę 

w rabowaniu, paleniu, mordowaniu, plądrowaniu i gwałtach miało bar­

dzo poważne skutki dla dalszego prowadzenia operacji. Nasz szybki suk­

ces pod Brzegiem Dolnym pokazał konkretnie, jak nadużycie alkoholu 

skutecznie paraliżowało rosyjską czujność i siłę bojową. W wymiarze 

ogólnym to uwolnienie niskich, okrutnych instynktów spowodowało za­

chwianie pilnowanego w Armii Czerwonej, ogólnie znanego surowego ry­

goru. To zakłócało funkcjonowanie łączności i uzupełnianie rezerw, 

a także wydawanie i wypełnianie rozkazów. Jednym słowem, skuteczność 

Armii Czerwonej została sparaliżowana u bram Berlina i na Śląsku. Jak 

inaczej można bowiem wytłumaczyć długą przerwę przed atakiem w po­

łowie kwietnia? Inne sowieckie źródło uzasadnia ją wprawdzie pracami 

związanymi z rozbudową rozległej sieci kolejowej i drogowej, gdzie wysa­

dzono liczne mosty. Niestety - z niemieckiego punktu widzenia - przeczą 

temu fakty. Nasza sytuacja w czasie klęski w Polsce przypominała poło­

żenie Francuzów z okresu ofensywy na zachodzie w 1940 r. - przy tak 

błyskawicznym postępie frontu gruntowne zniszczenie wszystkich szla­

ków komunikacyjnych było po prostu niemożliwe. Żeby wyrazić się zu­

pełnie jasno: paraliż nieprzyjacielskiej skuteczności bojowej można wytłu­

maczyć jedynie tym, że do przygotowania ostatniego decydującego ciosu 

potrzebna była dłuższa przerwa. Teraz byłby ten właściwy moment do 

owego „kontrnatarcia" na południową flankę nieprzyjaciela. Jak już jed­

nak wielokrotnie podkreślaliśmy, wymagałoby to niezbędnego od dłuż­

szego czasu przeniesienia głównego punktu ciężkości na wschód. Kilka 

sklejonych prowizorycznie dywizji nie było bowiem zdolnych do przepro­

wadzenia takiego kontrataku. Oczywiście nie mógłby on przynieść wy­

granej w wojnie, tak samo jak opisywana na początku operacja „Schlit-

191 

background image

tenfahrt". Być może jednak udałoby się wywalczyć pewne korzyści, któ­

rymi można byłoby się posłużyć w interesie politycznym. 

Przerwa w nieprzyjacielskiej ofensywie, której możliwe przyczyny oraz 

skutki właśnie opisaliśmy, przyniosła niemieckiemu dowództwu, a zwłasz­

cza przemęczonym od dawna oddziałom, czas na tak potrzebny odpoczy­

nek. Przede wszystkim czas ten był niezbędny dla scalenia rozbitych, roz­

dartych i steranych walką jednostek. 

Warto przedstawić w tym miejscu ówczesne położenie oddziałów. Jak 

wiadomo, obraz wojska jednolitego w obrębie całej Grupy Armii pod 

względem jakości, wydolności i siły bojowej z roku na rok zmieniał się co­

raz mocniej, przy czym nie jest to w najmniejszym stopniu zarzut pod ad­

resem wojska czyjego bezpośredniego dowództwa. W czasie walk o Śląsk 

zróżnicowanie wojsk było ogromne, tak wielki wpływ na osobową i mate­

rialną strukturę oraz wyposażenie jednostek wywarły powodzenia i klę­

ski, sprzyjający los i odwroty, dobra i zła łączność. Już od dawna dywizja 

nie była równa dywizji, a pułk pułkowi. Nawet w obrębie własnego pułku 

i własnej dywizji sztuką było zachowanie stałej kontroli nad ogólnie rozu­

mianą wydolnością, ilością, rodzajem i lokalizacją amunicji do rozma­

itych rodzajów broni. Od korpusu w górę szczególnie poważnym i odpo­

wiedzialnym zadaniem dowództwa było sprawdzanie przydatności 

i wydolności nowo dołączanych jednostek, o ile zbyt paląca często sytu­

acja w ogóle dawała na to czas i okazję. Po tych, interesujących z pewno­

ścią również dla laika, wstępnych informacjach przejdźmy teraz do przy­

kładów skuteczności oddziałów walczących o Śląsk: 

Wiele informacji ujawniają już choćby nazwy oddziałów. Dywizja Gre­

nadierów „Fiihrer-Begleit" oraz Dywizja Grenadierów „Fiihrer" stanowi­

ły połączenie dywizji pancernej i dywizji grenadierów pancernych. Były to 

elitarne dywizje, których uprzywilejowanie pod względem osobowym i ma­

terialnym odpowiadało ich zadaniom i ryzyku wysokich strat. W obrębie 

dywizji pancernych i dywizji grenadierów pancernych nazwą wyróżniają się 

Dywizja Pancerno-Spadochronowa „Hermann Goering" oraz Dywizja 

Grenadierów Pancernych „Brandenburg". Również one były w strukturze 

jednostkami uprzywilejowanymi. Ale nie tylko one, także wszystkie pozo­

stałe dywizje pancerne i grenadierów pancernych były pchane w tę i z po­

wrotem niczym straż pożarna i nie starczało już przy tym czasu na ogólną, 

obejmującą wszystkie dywizje odbudowę załogi i sprzętu. 

Wśród jednostek spieszonych były: dywizje piechoty, dywizje grenadie­

rów ludowych, dywizje strzelców, 78. Ludowa Dywizja Szturmowa oraz 

2. Dywizja Strzelców Narciarskich. Ta ostatnia nie miała jednak na śląskiej 

ziemi w ogóle do czynienia z nartami. Była to raczej zmotoryzowana, do­

brze wyposażona w pojazdy dywizja strzelców, obejmująca kilka jednostek 

192 

background image

specjalnych, której członkowie pochodzili z górskich regionów Austrii. 

Ogromna różnica występowała między całkowicie rozbitymi w Polsce, po 

przekroczeniu Odry stopniowo i mozolnie odbudowanymi dywizjami a ty­

mi, które na przykład w obrębie Grupy Armijnej „Heinrici" i 17. Armii 

brały wprawdzie udział w ciężkich walkach, lecz oszczędzono im nieszczęść 

wielkich porażek. Dywizje mocno osłabione stratami w sile bojowej okre­

śla się w strukturze mianem „grup bojowych" [niem. Kampfgruppe - Kgr.]. 

Oprócz tego istniały jeszcze zaimprowizowane jednostki utworzone z części 

Armii Zapasowej, ze szkół oficerskich, z podchorążówek i szkół podoficer­

skich, jednostek policji, a także dywizje Waffen-SS różnej jakości. Zaim­

prowizowanym jednostkom brakowało z reguły pojazdów i transporterów, 

nie mogły więc one jednocześnie przemieszczać swojej artylerii. Należy tak­

że wspomnieć o pewnej sztuczce organizacyjnej, szczególnie wartej uwagi 

ze względu na swą wątpliwą jakość. Otóż nad Nysą Łużycką 20. Dywizja 

Grenadierów Pancernych została zastąpiona przez dywizję piechoty, przed­

stawiającą sobą wstrząsający wprost obraz. Składała się ona mianowicie 

w dużej części z tzw. batalionów „żołądkowych" „usznych" i „ocznych". 

Miała ona następujące zastosowanie: zdolni do służby członkowie garni­

zonów ojczyźnianych, cierpiący na dolegliwości żołądkowe, uszkodzenia 

wzroku czy choroby słuchu, a więc potrzebujący stałej opieki lekarskiej 

i nadający się - oprócz oczywistych przypadków symulantów - raczej do 

szpitala wojskowego niż na front, zostali sformowani - odpowiednio do 

rodzaju schorzenia, na które cierpieli - w jednostki specjalne. Ich siła bojo­

wa była praktycznie zerowa i użycie ich w walce nie było niczym innym 

jak tylko przestępstwem. Żołnierz cierpiący na schorzenia układu pokar­

mowego, nawet przy założeniu dobrej woli, w chwilach ataku choroby nie 

mógł wypełniać trudnej służby frontowej. Osoby te wymagały również sto­

sowania ciągłej diety. Jednak - dla przykładu - biały chleb nie był dostęp­

ny w wymaganych ilościach. Byli więc zmuszeni spożywać komiśniak, do­

skonały i lekkostrawny dla zdrowego żołądka, który dla nich był jednak 

trucizną. Lekarze załamywali ręce, ale wyłapać mogli jedynie najostrzejsze 

przypadki. Jeśli chodzi o schorzenia narządów słuchu i wzroku, dowódcy 

kompanii zmuszeni byli planować posterunki tak, by każdorazowo obsa­

dzać je jednym żołnierzem z uszkodzonym słuchem, a drugim - z chorymi 

oczami; niesłyszący zajmował się patrzeniem, niedowidzący zaś - słucha­

niem. Jasne było, że gdy pewnego dnia sytuacja stanie się poważna, od ta­

kiego oddziału nie będzie można oczekiwać niczego. Póki na froncie pano­

wał spokój, jednostka była wystarczająca i ofiarnie, przy wszystkich 

ograniczeniach, pełniła swoją służbę. Bataliony „uszne" służyły również 

w innych miejscach, na przykład w 6. Dywizji Grenadierów Ludowych 

pod Lubaniem. 

193 

background image

Obsługa niemieckiej ciężkiej haubicy polowej kalibru 15 cm (15 cm schwere Feldhaubitze 18, 

15 cm sFH 18) na stanowisku bojowym pod Wrocławiem (Breslau), 1945. 

Pracowitość i spryt oficerów kwatermistrzowskich, którym do samego 

końca udawało się gromadzić niezbędną do przeprowadzenia danej akcji 

amunicję kosztem innych frontów, nie powinna nas zmylić w ocenie ogól­

nie złej sytuacji w zaopatrzeniu w amunicję. Generał Jauer dowodzący 

Korpusem „GD" wspomina jednostkę dział 10 cm posiadającą 12 dział 

szybkostrzelnych dalekiego zasięgu, dysponującą niespełna 300 sztukami 

amunicji. Działa przeciwlotnicze 8,8 cm broniące Nysy Łużyckiej mogły 

oddać po 10 strzałów. 12 kwietnia Grupa Armii zameldowała, że 1. i 4. Ar­

mia Pancerna nie mają nawet połowy ilości amunicji potrzebnej do lekkich 

i ciężkich haubic polowych, koniecznej na pierwszy rzut do odparcia spo­

dziewanej wielkiej ofensywy. Znacznie lepiej wyglądała aprowizacja, 

zwłaszcza tam, gdzie oddział mógł czerpać z częściowo zasobnej okolicy, 

jak to było w przeważającej części w obszarze 17. Armii między Koźlem 

i Lubaniem. Znany już czytelnikowi z wielu wzmianek generał Wagner po 

wyrwaniu się z południowego przedpola Wrocławia z uzupełnianą stopnio­

wo 269. Dywizją od 17 lutego walczył w obronie odcinka po obu stronach 

opanowanego przez wroga Jawora. W ewakuowanych, zamożnych, leżą­

cych za linią frontu wsiach Piotrowice, Kłonice [wg oryg. Kolbwitz, praw­

dopodobnie jednak chodzi o Kollnitz - przyp. tłum.] i Paszowice Wagner 

zlecił wykonanie pod kierownictwem przewodników taboru, przy pomocy 

194 

background image

pozostałych tam obcych robotników, prac rolnych niezbędnych dla zaopa­

trzenia wojska, na przykład obsługę mleczarni w Paszowicach i opiekę nad 

licznymi stadami bydła. Ta hamburska^dywizja dzięki nadmiarowi masła 

dwukrotnie wysłała dwa pełne wagony kolejowe tego tłuszczu do swego ro­

dzinnego miasta; owa przesyłka dotarła zresztą na miejsce. W tym samym 

czasie generał Wagner w Bolkowie (na południe od Jawora) w jednym 

z tamtejszych mieszkań zupełnie przypadkowo zabezpieczył pozostawiony 

dziennik wojenny feldmarszałka von Brauchitscha

183

 i dostarczył go prze­

bywającemu aktualnie na poligonie Altengrabow (pod Magdeburgiem) 

właścicielowi. Brauchitsch odwdzięczył się, darowując mu dobre wina. 

Powróćmy teraz do kwestii aprowizacji. Należy podkreślić, że mnożyły 

się ostrzegawcze meldunki o pogarszającej się sytuacji paliwowej Luftwaffe. 

Ich zacytowanie zajęłoby wiele stron. Trzeba tu wiedzieć, że gauleiter Han­

ke, przekonany zapewne o swej wysokiej pozycji w wyższym dowództwie, 

20 lutego bezpośrednio w naczelnym dowództwie Luftwaffe złożył wniosek 

o skierowanie do walk nad Wrocławiem samolotów wsparcia powietrzne­

go i myśliwców - oczywiście bez skutku. Hanke jednak najwidoczniej dalej 

mógł stroszyć piórka, skoro prócz kierowanych do niego serdecznych li­

stów Schórnera, wychwalających jego ogromną skuteczność w obronie 

Wrocławia, 11 marca znany organ Goebbelsa „Das Reich" w rubryce 

„Portret dnia" zamieścił na jego temat następującą mowę pochwalną: 

„W kampanii francuskiej - znowu zaczął zupełnie od początku, z pozycji 

prostego żołnierza - walczył w wojskach pancernych Rommla, dowiódł za­

dziwiających, taktyczno-operacyjnych zdolności w czasie przełamywania 

okrążenia przez jego jednostkę i został adiutantem generała, którego nie­

dawno zacytował jeszcze we Wrocławiu: «Panowie, niczyjego życia nie jest 

szkoda za Wielkie Niemcy. Do ataku». 

Na zakończenie opisu stanu wojsk po tych pochlebstwach niech nastą­

pi teraz rzeczowa ocena obszaru 208. Dywizji brandenburskiej, która, jak 

wiadomo, wkroczyła na teren Śląska z Węgier na początku lutego. Wnio­

ski pochodzące częściowo z opisu podpułkownika Albinusa, który do 

końca dowodził 337. pułkiem grenadierów, odnoszą się do ogólnej warto­

ści żołnierzy walczących na Śląsku, chociaż stan tej dywizji się wyróżniał, 

ponieważ nie dostała się ona pod koniec stycznia w wir klęsk. 

18:1

 Feldmarszałek Walther Heinrich Alfred Hermann von Brauchitsch (nr. 1881 w Berli­

nie, zm. 1948 w Hamburgu) oficer niemiecki od 1900 r. Przed I wojną światowa, służył w ar­
tylerii. W trakcie jej trwania oficer sztabu generalnego. W Reichswehrze w Ministerstwie 
Spraw Wojskowych. Od 1932 r. inspektor artylerii. Od 1933 r. dowódca OK I i I. DP. Od lu­
tego 1938 r. naczelny dowódca wojsk lądowych. Od lipca 1940 r., po kapitulacji Francji mia­
nowany feldmarszałkiem. Po klęsce wojsk niemieckich pod Moskwą zdymisjonowany w grud­
niu 1941 r. Nie wrócił do służby. Aresztowany przez aliantów, zmarł w szpitalu w Hamburgu, 
w oczekiwaniu na swój proces w Norymberdze. 

195 

background image

Dzielny, zaprawiony w boju żołnierz miał pełne prawo czuć przewagę 

nad czerwonoarmistą. Gdyby dysponował dostatecznym wsparciem cięż­

kiej broni i obrony przeciwpancernej, nie tylko zatrzymałby wroga, lecz 

także odnosiłby sukcesy w natarciu. Ale nawet ten dzielny żołnierz nie był 

w stanie poradzić sobie na dłuższą metę z naporem dławiącej przewagi 

materialnej prowadzonego natarcia. Ponieważ potrzebne mu rezerwy sił 

i materiałów nieustannie się kurczyły, nie może dziwić, że w końcu jego 

własne psychiczne i fizyczne siły zaczęły mu odmawiać posłuszeństwa. 

Pułkom 208. Dywizji, dysponującym dobrą łącznością z oddziałami re­

zerw, udawało się czasem odzyskiwać ozdrowiałych, doświadczonych 

w boju żołnierzy wszystkich stopni, którzy nie trafiali do nowych forma­

cji. Pozwalało to utrzymać, a nawet zwiększyć siłę bojową. Wielkim zy­

skiem było przejęcie przez 337. pułk grenadierów szkoły podoficerów 

w Strzegomiu. Przekształcił się on w kompanię szturmową. Poza tym 

każdy batalion dysponował plutonami szturmowymi złożonymi ze spraw­

dzonych plutonowych i kaprali, którzy legitymowali się co najmniej Żela­

znym Krzyżem II klasy lub odznaką szturmową

184

. Używano ich zwłasz­

cza do kontrataków i działań grup uderzeniowych, które dzięki dobremu 

wyszkoleniu żołnierzy poza obszarem frontu kończyły się najczęściej suk­

cesem lub niewielkimi stratami. Dalsze rezerwy pułku stanowił bardzo 

dobry pluton konny i doskonały pluton saperów w sile kompanii. Ogól­

nie obowiązującym zadaniem szkolenia było opanowanie umiejętności 

bliskiego zwalczania czołgów. O duchu tych oddziałów wymownie świad­

czy fakt, że w większości jednostek zwiadowczych i uderzeniowych udział 

brali ochotnicy. Ulubionym „sportem" takich skutecznych jednostek 

uderzeniowych było „łapanie Iwana". Z 337. pułku grenadierów uciekło 

jedynie dwóch ludzi, Alzatczyków, ponieważ sądzili, że dzięki temu szyb­

ciej zobaczą swą ojczyznę, która znowu znalazła się w granicach Francji. 

W kwietniu zdezerterowali 1 sierżant, 1 podoficer i trzech ludzi z obsługi 

działa piechoty. W zamian za to w marcu i w kwietniu do pułku przybyli 

bez zezwolenia „do domu" żołnierze ze znajdujących się na tyłach jedno­

stek szkoleniowych i innych miejsc. Nie chcieli, by ich życie „zostało bez 

sensu poświęcone gdziekolwiek". 

Czy może być lepszy dowód bojowego ducha i więzi z rodzimym od­

działem? Na zakończenie pochwała należy się Volkssturmowi i Hitlerju­

gend. Spośród doprowadzanych wielokrotnie jednostek Volkssturmu 

337. pułk grenadierów zatrzymywał tylko tych, którzy stracili ojczyznę 

i rodzinę oraz chcieli teraz walczyć na ochotnika. Z pozostałych osób 

1 8 4

 Odznaka szturmowa (Allgemeine- lub Infanterie-Sturmabzeichen) - przyznawana 

w Wehrmachcie żołnierzom za udział w co najmniej 3 atakach lub kontratakach. Ojej przy­
znanie wnioskował dowódca pułku. 

196 

background image

tworzono, sprawdzone w praktyce, bataliony budowlane. Spośród zgła­

szających się licznie członków Hitlerjugend wcielano tylko tych, którzy 

dobrze znali okolicę. Pełnili oni w jednostkach funkcję nadzwyczaj uży­

tecznych i sprawdzonych skautów. Później wycofano wszystkich chłop­

ców z frontu i odesłano do batalionów szkoleniowych na tyłach. Często 

uciekali stamtąd i trafiali z powrotem do swych kompanii. 

background image

Kontrataki 17. Armii pod Lubaniem 

i Strzegomiem na początku marca 

W bitwie od 2 do 5 marca zadano nieprzyjacielowi ciężki cios, Lubań 

został wyzwolony, a linia kolejowa na Górny Śląsk ponownie uruchomiona 

- 9 /10 marca 208. Dywizja wyzwala Strzegom - Ciężkie walki w obronie 

do 14 marca - 337. pułk grenadierów pod dowództwem podpułkownika Al-
binusa dźwiga główny ciężar - Przeżyte w Strzegomiu potworności wojny 
hartują niemieckiego żołnierza 

(zob. mapy nr 1, 5 i 6 w załączeniu oraz mapa nr 10 w tekście) 

zczęśliwą okolicznością, wręcz dobrodziejstwem o dużym znacze­

niu było to, że Grupa Armii miała pod kontrolą przejezdną trasę 

kolejową, biegnącą od prawego do lewego skrzydła - to znaczy z obszaru 

1. Armii Pancernej na Górnym Śląsku przez obszar 17. Armii do 4. Armii 

Pancernej na Dolnym Śląsku i Łużycach. Trasa - bliżej opisana w rozdzia­

le poświęconym kolei Rzeszy - przebiegała na północ od masywu górskiego 

i na południe od frontu walk w Ostrawskim Okręgu Przemysłowym przez 

Nysę - Kamieniec - Kłodzko - Jelenią Górę do Zgorzelca. Poza tym linia 

główna obejmowała również bardzo przydatną w objazdach równoległą 

trasę o tej samej przepustowości z Kamieńca przez Jaworzynę Śląską do 

Wałbrzycha-Podgórza, gdzie ponownie łączyła się z linią prowadzącą 

z Kłodzka. W lutym poddano Lubań i Strzegom. W związku z tym nie 

można już było korzystać z odcinka ze Zgorzelca do Gryfowa. Ponieważ 

jednak Lubań pozostał w rękach wroga, wszystkie transporty z obszaru 

Zgorzelca na południe od gór do centrum i na prawe skrzydło musiały być 

skierowane na mniej przepustowe linie czeskiej sieci kolejowej. Istotny dla 

korzystania z trasy objazdu dworzec w Jaworzynie, będący jeszcze w na­

szym posiadaniu, leżał w odległości zaledwie 7 km od opanowanego przez 

wroga Strzegomia. Ponieważ Grupa Armii przywiązywała do tej trasy wiel­

ką wagę ze względu na prowadzenie rezerw, czyli ich szybkie doprowadza­

nie i odwrót, a także oczywiście zaopatrzenie, na pierwszym miejscu posta­

wiono szybkie wyzwolenie Lubania. Owo kontruderzenie na Lubań miało 

198 

background image

też inne, nie mniej istotne znaczenie, ponieważ w ten sposób można było 
zaatakować wroga znajdującego się w ogólnym rejonie Zgorzelca, a przy­
najmniej przeszkodzić mu i zająć jego uwagę. Mimo że tamtejsza, wymie­
niana już przez nas wielokrotnie, 3. Armia Pancerna Gwardii na przełomie 
lutego i marca nie była jeszcze gotowa do kontynuowania natarcia na za­
chód, można było przyjąć, że głównymi celami jej przyszłego ataku będą 
Zgorzelec i Drezno. Im szybciej i mocniej zaatakowano by zatem wroga 
podczas wyzwalania Lubania, tym lepiej byłoby również dla naszej ogólnej 
zdolności obronnej na froncie nad Nysą Łużycką. Nasze sukcesy pod Lu­
baniem zwiększyłyby troskę wroga o jego południową flankę, zakłóciłyby 

i opóźniły jego przygotowania do przyszłej ofensywy. Takie przemyślenia 
miało dowództwo w odniesieniu do kontrataku pod Lubaniem. 

Zanim jednak przejdziemy do zakończonych sukcesem walk, powróćmy 

jeszcze na krótko do oddziału, który do tej pory bronił obszaru wokół Lu­

bania: była to znana nam z ciężkich, prowadzonych dzielnie i przy wielkich 
stratach walk na przyczółku magnuszewskim 6. Dywizja Grenadierów Lu­
dowych pod dowództwem generała Briickera, której nieliczne resztki przy­
były do Głogowa pod koniec stycznia. Po utworzeniu tam nowych, choć 
posztukowanych, zabezpieczeń obrony Odry 5 lutego dywizja ta otrzymała 

nowe zadanie. Po przydzieleniu oddziałów niszczycieli czołgów i jednostek 

Volkssturmu miała przechwycić wyłomy rosyjskich czołgów, które przedo­
stały się na tyły 4. Armii Pancernej. Dywizja otrzymała nazwę „Stab Pan-
zertod" [dosł. „sztab śmierć czołgów" - przyp. tłum.]. Oddziały niszczycie­
li czołgów obejmowały jednostki rowerowe wyposażone w Panzerfausty. 
W czasie wspominanego już wyjścia wroga z przyczółka ścinawskiego sztab 
dywizji znajdował się w Chocianowie, czyli 20 km na zachód od pierwszej 

linii biegnącej wówczas koło Lubania. W trakcie gwałtownie rozwijających 
się walk z szybko i głęboko przełamanymi siłami pancernymi wroga pozo­
stałości dywizji musiały do 20 lutego wycofać się przez Bolesławiec na ob­
szar położony na północ od Lubania. Większość batalionów Volkssturmu 
nie mogła sobie dać rady w walkach, które wymagały wielkiego wysiłku 
nawet od dobrze wyszkolonych, zwartych oddziałów wojska, i szybko zo­
stała rozbita. Przytoczmy jednak raport generała Briickera z Historii reń-

sko-westfalskiej 6. Dywizji Piechoty 1939-1945

 na temat skutecznego udzia­

łu w walkach dzieci miejscowych chłopów: 

„Tuż po rozpoczęciu walk o Zebrzydową do batalionu zgłosiło się 

około dwunastu 14-latków ze śląskiego obozu obrony kraju i poprosiło 
o przyjęcie do batalionu. W większości pochodzili z Zebrzydowej, Parzyć 
oraz Tomisławia i. ponieważ wróg zajął ich rodzinne miejscowości, ko­
niecznie chcieli wziąć udział w walkach. Nie dali się też odesłać z powro­
tem. Wreszcie wcielono ich awaryjnie i początkowo przekazano do od-

199 

background image

Mapa nr 10. Sieć kolejowa pogranicza Śląska, Czech 

i Moraw oraz Saksonii w I. połowie 1945 r. 

background image

działów zwiadowczych. Dzięki ich dokładnej znajomości terenu naszym 
oddziałom zwiadowczym udało się zebrać wiele informacji, których uzy­
skanie nie było wcześniej możliwe. Chłopcy ci w czasie rosyjskich ataków 
na Zebrzydową, choć tylko pobieżnie zapoznani z Panzerfaustami, 

ustrzelili kilka czołgów IS-2 i T-34. Raz, kiedy nieprzyjaciel wdarł się do 

wsi, przez kilka godzin w północnej części Zebrzydowej bronili grupy bu­
dynków, aż w końcu batalionowi udało sieje odbić kontratakiem. Jednak 
po zakończeniu walk o Zebrzydową z dywizji przyszedł rozkaz wyłącze­
nia ich z oddziału i odesłania do obozu. Opuścili nas z ciężkim sercem, 
choć dumni z uznania, które wyraziłem im za dzielny udział w walce 
i z Żelaznego Krzyża, którym odznaczyłem kilku z nich". 

Po uzupełnieniu dywizji o rezerwy w postaci batalionów alarmowych, 

batalionów marszowych, batalionu fortecznego ze Zgorzelca, batalionu 
„żołądkowego", „usznego" i temu podobnych utrzymywała ona obszar 
wokół Lubania w trakcie ciężkich, 14-dniowych walk o zmiennym prze­
biegu aż do 3 marca, przy czym elastycznie wycofała się mniej więcej na 
linię Kwisy na wschód od Lubania północny Lubań, wschodnie Pisa-
rzowice - na południe od zachodnich krańców Tuszyna. W tym czasie 
dywizję zaatakowały 3 korpusy pancerne: na prawym skrzydle korpus 
na Lubań przez Nawojów Łużycki i Radomice, w centrum korpus na Pi-
sarzowice (wschód) przez Jędrzychowice, na lewym skrzydle korpus na 
górę Jambina i Sławnikowice przez Bielawę Górną. Ataki te, powtarza­

jące się każdego dnia, a także wielokrotnie nocą, były prowadzone naj­

częściej sposobem rosyjskim, sukcesywnie, przy udziale grup liczących 

15-20 czołgów. Umożliwiało to za każdym razem przygotowanie się do 

obrony i odpowiednie przegrupowanie sił przeciwpancernych, których 
w przeciwnym razie byłoby o wiele za mało. Ten rodzaj walki wymagał 
uwagi i zwrotności. W toku tych walk do 3 marca na obszarze między 
Jędrzychowicami - Radomicami i Pisarzowicami zniszczono ponad 100 
rosyjskich czołgów. Najcięższe i najbardziej kryzysowe było dla dywizji 
pierwszych 6-8 dni tych walk. Potem sytuacja nieco się poprawiła, gdy 
do obrony przeciwczołgowej dołączyły 1. szturmowy pułk przeciwlotni­
czy oraz pułkownik von Łuck

1 8 5

 z kilkoma czołgami pułku pancernego 

17. Dywizji Pancernej. 

1 8 5

 Płk Hans von Łuck (ur. 1911 we Flensburgu, zm. 1997) - oficer niemiecki od 1932 r. 

Od 1936 r. w oddziałach pancernych Wehrmachtu. Jako dowódca batalionu rozpoznawczego 
brał udział w agresji na Polskę w 2. DLek i Francję w 7. DPanc gen. Rommla. W 1941 r. 
W Rosji jako jeden z niewielu Niemców zdołał przekroczyć Wołgę pod Klinem. W latach 

1942-1943 walczył w Afryce Pn. w „Afrika Korps" w 21. DPanc. Po odtworzeniu tej dywizji 

we Francji dowodził jej 125. pgrenpanc, wyróżniając się w walkach w Normandii. W począt­
ku 1945 r. walczył z Rosjanami nad Odrą. W sowieckiej niewoli do 1949 r. Autor książki By­
łem dowódcą pancernym. 

202 

background image

Dowódcą obrony Lubania był major rezerwy Tschuschke, dzielny 

i energiczny oficer, prawdopodobnie rolnik pochodzący z tamtych terenów. 
Najpierw komenderował on jedynie Vo1kssturmem i kilkoma rozbitkami. 

Do bezpośredniej walki z Rosjanami przystąpił po 20 lutego, kiedy rosyj­

skie czołgi, przez Radomice, przedarły się do majątku i na cmentarz na pół­
noc od Lubania. Gdy w ostatnich dniach lutego nieprzyjaciel wtargnął na 
północne przedmieścia Lubania i zaatakował miasto również od wschodu, 
przez Uniegoszcz, w walkach brała już udział znana z bitwy na przyczółku 
ścinawskim, sprawdzona 103. Brygada Pancerna pod dowództwem puł­
kownika rezerwy Mummerta (zmarłego w rosyjskiej niewoli). 

Kontratak pod Lubaniem rozpoczął się nocą z l na 2 marca. Główno­

dowodzący 17. Armii, generał Schulz, który właśnie na terenie tamtejsze­
go frontu zajmował się planowaniem tego natarcia, pod koniec lutego zo­
stał trafiony odłamkami bomby tak ciężko, że był przykuty do łóżka. 
Jego długoletni, poległy 3 tygodnie później ordynans, porucznik rezerwy 
Feil, będąc pod wrażeniem uderzającej jedna za drugą bomb, krzyknął do 
swego dowódcy, kiedy ten wynurzył się wśród kurzu i dymu z bruzdy, 
w której schronił się przed atakiem: „Dzięki Bogu! Tylko rana! Już my­
ślałem, że to było pełne generalskie trafienie!". Dlatego też dowodzenie 
natarciem zostało przeniesione na utworzoną ze znanego nam naczelnego 
dowództwa XXIV Korpusu Pancernego „Grupę Pancerną Nehring". 
Warto przytoczyć zarówno krótki opis jej struktury, jak i plan ataku. 
Podczas gdy 6. Dywizja Grenadierów Ludowych broniła w centrum, pra­
wa i lewa grupa natarcia z obu stron Lubania powinny przystąpić do ata­
ku okrążającego, aby, jeśli się uda, spotkać się na północ od Lubania, na 
głównej trasie ze Zgorzelca do Bolesławca. Rzut oka na mapę nr 5 poka­
zuje, jak idący głęboko na południe (pod Lubaniem) przebieg frontu ku­
sząco zapraszał do takiego okrążenia. Mimo tej niewątpliwie korzystnej 
sytuacji wyjściowej od samego początku jasne dla nas było, że wróg bę­
dzie się bardzo mocno bronił przed tak szeroko zakrojonym okrążeniem. 

Impet nieprzyjacielskiego kontrataku musiałaby przy tym wziąć na siebie 

przede wszystkim najbliższa obu szpicom prawa (wschodnia) flanka gru­
py natarcia (LVII Korpus Pancerny). Poza tym otwarte pozostawało py­
tanie, czy wróg, na przykład związany rozkazem „utrzymania za wszelką 
cenę", cierpliwie pozostanie w swoim gnieździe, aż uda się zaciągnąć pętlę 
na północy, czy też, rozpoznawszy w porę zagrożenie, wycofa się szybko 
na północ. Wobec niesłabnącej ani przez chwilę przewagi wroga nie moż­
na było w żaden sposób ocenić naszych sił jako specjalnie dużych. W każ­
dym razie przy typowych trudnościach towarzyszących, nawet skutecz­
nej, walce okrężnej nie można było szybko poprawić ich sytuacji. 
Silniejsza prawa grupa natarcia na wschód od Lubania, prowadzona 

203 

background image

przez LVII Korpus Pancerny (generał Kirchner

186

), składała się z Dywizji 

Grenadierów „Fiihrer-Begleit", 8. Dywizji Pancernej i 16. Dywizji Pan­

cernej, która właśnie wróciła po odpoczynku, jednak nie zdążyła się jesz­

cze na powrót wciągnąć w działania wojenne. Oprócz tego należały do 

niej także 2 dywizje piechoty. Lewa grupa natarcia pod dowództwem 

XXXIX Korpusu Pancernego (generał Decker

187

) została utworzona 

z Dywizji Grenadierów „Fuhrer", 17. Dywizji Pancernej, 6. Dywizji Gre­

nadierów Ludowych oraz jeszcze jednej dywizji piechoty. Rozwinięcie 

i przygotowania udało się w takim stopniu utrzymać w tajemnicy, że do­

wódca 6. Dywizji Grenadierów Ludowych usłyszał o nich po raz pierwszy 

tuż przed rozpoczęciem natarcia, gdy przybyły przednie oddziały Dywizji 

Grenadierów „Fiihrer". 

Przedstawiając bitwę, ograniczymy się do najważniejszych wydarzeń. 

Wskazujemy przy tym szczególnie na mapę nr 5. 

Rozpoczęty nocą z 1 na 2 marca atak, będący zrazu dla przeciwnika 

wielkim zaskoczeniem, doprowadza w obu kierunkach natarcia do szyb­

kich postępów. Potem jednak wróg wszędzie przeważa, zwłaszcza w gru­

pie natarcia znajdującej się na wschodzie (LVII Korpus Pancerny) przed 

frontem oraz na lewej flance Dywizji Grenadierów „Fiihrer-Begleit" 

i przechodzi do natarcia, ale bez sukcesu. Po zajęciu do popołudnia 

2 marca przez lewą grupę natarcia (XXXIX Korpus Pancerny) Bielawy 

Górnej oraz północno-wschodnich i północnych rubieży lasu generał 

1 8 6

 Gen. Friedrich Kirchner (ur. 1885 w Lipsku, zm. 1960 w Fuldzie) - oficer niemiecki od 

1907 r. Uczestnik walk I wojny światowej. Po niej w Reichswehrze. Od 1935 r. dowódca 
1. pst, a od 1938 r. I. BSt. Od listopada 1939 r. desygnowany, a następnie dowódca do czerw­

ca 1941 r. 1. DPanc. Następnie dowodził XLI KP (zmot.), a od listopada 1941 do czerwca 

1942 r. LVII KP (zmot.) przemianowanego na LVII KPanc. Od grudnia 1943 r. w rezerwie. 

Wrócił do służby w lutym 1944 r. jako dowódca tego korpusu, którym dowodził następnie do 
lipca tego roku. Później do stycznia 1945 r. dowodził Grupą Bojową swojego imienia, a na­
stępnie do końca wojny znów LVII KPanc. W niewoli amerykańskiej do 1947 r. 

1 8 7

 Gen. Karl Decker (ur. 1897 w Boratynie, zm. 1945 w Gross-Brunsrode) - oficer nie­

miecki od 1915 r. Walczył w I wojnie światowej na froncie wschodnim. Po wojnie w Reichs­
wehrze. Od października 1936 r. dowódca 38. batalionu przeciwpancernego. Od kwietnia 

1940 r. dowódca batalionu w 3. ppanc. Od maja 1941 r. dowódca tegoż pułku, a od stycznia 
1943 r. dowódca 35. ppanc. Od kwietnia do czerwca tego roku w Inspektoracie Wojsk Pancer­

nych. Później do września dowódca 21. BPanc. Następnie do października 1944 r. dowódca 
5. DPanc. Ostatecznie do kwietnia 1945 r. dowódca XXXIX KPanc. Popełnił samobójstwo. 

1 8 8

 Gen. Hellmuth Mader (ur. 1908 w Rotterode, zm. 1984 w Koblencji) oficer niemiecki od 

1936 r. Oficer sztabowy 34. DP do początku wojny. Później w 522. pp, którego dowódcą mia­

nowano go w czerwcu 1942 r. Jego pułk został zniszczony w Stalingradzie. Od początku 1944 r. 
objął dowództwo Brygady Szturmowej „Narwa". Po załamaniu się frontu wschodniego latem 

1944 r. dowódca obrony Szawli. Jesienią czasowo dowódca 7. DPanc, a od listopada dowódca 

Dywizji Grenadierów „Fiihrer". Walczy pod Lubaniem, Szczecinem i Wiedniem. Z niewoli amery­
kańskiej przekazany do Związku Sowieckiego, z którego wrócił w 1955 r. Później w Bundeswehrze. 

204 

background image

Miider'

88

 dowódca Dywizji Grenadierów „Fiihrer" staje przed decyzją. 

Jego rozkaz brzmi: zdobyć dalszym atakiem przez las i Zatonie drogę do 

Bolesławca. Po przedarciu się przez las, co pochłonie czas i spowoduje 

straty, w silnie obsadzonym przez czołgi i działa Zatoniu, prócz cennego 

czasu stracono by również wielu żołnierzy. Zadania Maderowi nie mógł 

ułatwić także atak sąsiada z lewej, 17. Dywizji Pancernej, ponieważ i ona 

musi walczyć z przeważającymi siłami wroga. Czy istnieje niebezpieczeń­

stwo, że wróg z lubańskiego wora w dolinie Kwisy ucieknie na północ, je­

śli tu, w odległości 8 km od drogi odwrotu nad Kwisą, stracimy czas na 

osiągnięcie wyznaczonego celu klasycznego „głębokiego okrążenia", czas, 

który wróg może wykorzystać na ucieczkę z drogi w dolinie Kwisy? Skrę­

cając natomiast od razu na wschód, można byłoby jeszcze złapać nieprzy-

Ucieczka oddziałów niemieckich z pozycji zajmowanych między wsiami Kotliska (Kesseldorl) 

i Dobromierz (Hohenfriedberg) koto Bratnik (Cunzdorf), Dolny Śląsk, luty 1945. 

205 

background image

jaciela w dolinie Kwisy i uzyskać szybkie połączenie z LVII Korpusem 

Pancernym. To „zredukowane" rozwiązanie oznaczałoby jednak rezy­

gnację z dużego kotła. Pasuje tu przysłowie „lepszy wróbel w garści niż 

gołąb na dachu". Na sugestię generała Madera dowodzący XXXIX Kor­

pusem Pancernym generał Decker decyduje się zatem skręcić na wschód. 

Generał Nehring, dowodzący w tej bitwie, który w tym samym czasie 

snuł podobne rozważania, zatwierdza tę decyzję i wyznacza Łagów jako 

nowy kierunek. Przeskoczmy teraz o dwa dni: 4 marca Dywizja Grena­

dierów „Fiihrer" przedziera się przez Kwisę, gdzie na górze Lipiec (na 

wschód od Łagowa) spotyka się z 8. Dywizją Pancerną. Mały kocioł zo­

staje zamknięty. Dywizja towarzysząca „Fiihrerowi" dostaje się w gwał­

towny ogień walk o zmiennym przebiegu w obszarze Nogawczyce - Ko-

tliska - Gościszów z przeważającymi siłami wroga i z tego względu nie 

może podjąć ataku na Nowogrodziec. Kiedy wreszcie 5 marca udaje się 

jej odbić bronioną zaciekle Srebrną Górę (na południowy wschód od Na­

wojowa Łużyckiego), bitwa pod Lubaniem jest już zakończona. 

Sukces tej bitwy nie mógł być większy i odzwierciedlał stan naszych 

ograniczonych sił. Liczba jeńców była niewielka, ponieważ wroga nie wiązał 

pod Lubaniem wydany przez fuhrera rozkaz „utrzymania za wszelką ce­

nę". Osiągnięto jednak główny cel: wyzwolenie Lubania wraz z odzyska­

niem ważnej trasy kolejowej. 9 marca po usunięciu licznych uszkodzeń wo­

jennych linia została ponownie uruchomiona. Poza tym bitwa ta była dla 

wroga wielkim ciosem. Pokaźna liczba zniszczonych czołgów, rozmiary łu­

pów i zniszczenia w kolumnach transportowych w dolinie Kwisy dobitnie 

tego dowodziły. Pierwszego dnia natarcia 17. Dywizja Pancerna zniszczyła 

80 czołgów T-34. 8. Dywizja Pancerna mogła zapisać na swoje konto po­

nad 150 zniszczonych czołgów. Sowiecki 99. Korpus Zmechanizowany 

stracił 48 nieuszkodzonych dział. A 6. Dywizja Grenadierów Ludowych po 

zakończeniu bitwy dysponowała łupem w postaci 1 kompanii dział prze­

ciwpancernych z 16 działami 7,62 cm oraz 2 baterii ciężkich haubic polo­

wych. Plan naszego dowództwa był zatem słuszny. Właściwa była również 

realizacja, zakładająca wobec zróżnicowanego stosunku sił rezygnację 

z prób osiągnięcia niemożliwego na rzecz ograniczonego celu. A wojsko, 

tak jak zawsze, wypełniło trudne zadanie z ochotą i odwagą. W jaskrawej 

opozycji do tego sukcesu znajduje się zachowanie niektórych wysokich 

funkcjonariuszy, tak odstręczające, że trzeba tu chyba zamieścić cytat z to­

mu III Historii Korpusu Pancernego „Grofideutschland" (Dywizja Grenadie­

rów „Fiihrer-Begleit" i Dywizja Grenadierów „Fiihrer" należały do Kor­

pusu „GD"): „Zaledwie kilka dni po zajęciu Lubania generał Schorner 

zatelefonował na stanowisko dowodzenia Dywizji Grenadierów «Fuhrer» 

z rozkazem natychmiastowego oddelegowania do Lubania jednego batalio-

206 

background image

nu, który miał wziąć udział w wizytacji Lubania przez Goebbelsa, ponie­

waż minister Rzeszy życzy sobie wygłosić mowę do żołnierzy frontowych. 

Po sporym zamieszaniu udało się wreszcie zebrać około 100 żołnierzy i wy­

słać ich ciężarówkami do Lubania. 8 marca na rynku w Lubaniu Goebbels 

wygłasza mowę przed zgromadzonymi żołnierzami i członkami Volksstur-

mu. Pochwały pod adresem Schórnera, pochwały pod adresem Goebbelsa, 

a na marginesie wspomniane zostają również czyny żołnierzy. Kilku człon­

ków Hitlerjugend otrzymuje Żelazne Krzyże, spośród członków oddziałów 

nikt nie zostaje odznaczony". 

Wspomniana już w opisie walk o Strzegom brandenburska 208. Dywi­

zja prowadziła docenione w raportach Wehrmachtu walki między Wiązo­

wem i Brzegiem. Zasłużony bardziej szczegółowy opis wydaje się słuszny 

również z przyczyn ogólnych. 208. Dywizja zaproponowała jako cele 

kontrataku pod Strzegomiem (mapy nr 1 i nr 6): miasto rozbudowane 

przez nieprzyjaciela na kształt twierdzy i wzgórza wysunięte na północny 

wschód, Wzgórza Jaroszowskie oraz Górę Zwycięstwa, punkty znane 

każdemu mieszkańcowi Strzegomia. Ze względu na niedobór sił zdecydo­

wano się na oskrzydlenie z jednej tylko strony, z leżącej na północ od 

Strzegomia Góry Krzyżowej. Zajmiemy się przede wszystkim znanym 

nam 337. pułkiem (podpułkownik Albinus). 

Pułk, walczący dotychczas na odcinku Żarów - Hajduki (Żarów leży 

poza mapą nr 6, na prawo od prawej krawędzi mapy z frontem na pół­

noc) nocą z 5 na 6 marca został zmieniony przez pułk Schón z 31. Dywi­

zji SS. Pobieżnego spojrzenia na ten pułk w żadnym razie nie należy in­

terpretować jako niekorzystnej oceny, na jaką tak dzielny oddział 

z pewnością nie zasłużył; chodzi raczej o ukazanie fatalnej sytuacji, spo­

wodowanej zamieszaniem organizacyjnym zawinionym przez najwyższe 

władze. Ów pułk SS Schón był formacją policji pochodzącą z Tyrolu, 

złożoną z Ladynów

189

, z niemieckim personelem stałym. Ladynów spro­

wadzono z alpejskich dolin. Większość z nich w czasie transportu pierw­

szy raz widziała z bliska pociąg. Pokojowo nastawieni, ale kompletnie 

zagubieni, wychowani w zgodzie z przyrodą Ladyni nie rozumieli, co 

właściwie mają robić w obcym kraju. Jeśli powiemy, że ich uzbrojenie 

pochodziło z czasów Andreasa Hofera

190

, będzie to - w dosłownym ro­

zumieniu - przesada, jednak jest w tym ziarnko prawdy. Personel stały 

był sztukowany z innych jednostek. Przy zmianie pułk ten, początkowo 

1 8 9

 Ladyni - a właściwie Retoromanie (wraz z nimi Friule i Gryzoni), ludność obecnego 

pogranicza Szwajcarii, Austrii i Włoch. Potomkowie starożytnych Retów. Posługują się języ­

kiem zbliżonym prawdopodobnie do etruskiego. Obecnie Ladynów jest ok. 35 tys. 

1 9 0

 Andreas Hofer (1767-1810) - austriacki bohater narodowy z okresu wojen napoleoń­

skich. 

208 

background image

niemal zupełnie nieuzbrojony, otrzymał ręczne miotacze i karabiny ma­

szynowe. Do 7 marca, by zapobiec katastrofie, dzielnym Ladynom na 

pozycji towarzyszyły własne silne straże tylne. Można się było obawiać 

0 los tej pozycji, gdyby teraz - przy braku owych „fiszbinów" gorsetu 

- wróg zaatakował. Dzięki Bogu nie zrobił tego. Prawdopodobnie po­

stawiłoby to bowiem nasz atak pod znakiem zapytania. Po tym jak do­

wódca pułku 6 i 7 marca, mając dobry wgląd w teren i przyszłe zadania, 

wydał instrukcje dowódcom batalionów i kompanii na Górze Krzyżo­

wej, nocą z 8 na 9 marca pułk stanął gotów do ataku. Miał się on rozpo­

cząć w ciemnościach - bez uprzedniego przygotowania ogniowego. Tę 

starą, sprawdzoną procedurę często z powodzeniem stosowano na 

wschodzie ku zaskoczeniu wroga. Oczywiście odczuwano -jak już wiele 

razy podczas tej długiej, ciężkiej wojny - niepokój, czy się uda - lecz nie 

chodziło o własne życie, ale o powodzenie całej akcji. 

Podpułkownik Albinus przebywa z przodu na wschodnim zboczu 

Krzyżowej, u pułkowych pionierów, usuwających własne miny zaporowe 

i przygotowujących dla nas ścieżki. Nagle w mdłym świetle pojawiły się 

cztery postaci w kurtkach śniegowych! Na ciche zawołanie stają w miejscu. 

To powracający znad Odry, szczęśliwi, że tu wylądowali. Przynoszą cenne 

informacje na temat wroga, u którego panuje cisza. O 3.30 pułk stoi 

z I batalionem po prawej, II batalionem po lewej i - za nimi - z podpo­

rządkowanym 208. batalionem fizylierów (wszystkie 3 pułki grenadierów 

posiadały jedynie po 2 bataliony). Są one głęboko uszeregowane w wą­

skich pasmach natarcia, co znaczy, że ich struktura jest korzystna z punk­

tu widzenia przyszłych niespodzianek. Oddział rusza o 3.45 i przekracza 

prowadzącą na północ drogę 115, nie stykając się z wrogiem. Skręcający 

później zgodnie z planem na drogę w kierunku południowo-wschodnim 

1 batalion zatrzymuje się w obliczu zaciekłego oporu na nieprzejrzystym 

terenie ogrodów. Następnie II batalion - niemal nie napotykając oporu -

przedziera się przez dworcowe osiedle i Wzgórza Jaroszowskie, gdzie or­

ganizuje sobie śniadanie z rosyjskich kuchni polowych, zapominając przy 

tym o wysłaniu meldunku. Potem jednak przypomina sobie o swym zada­

niu, robi szybki zwrot i przygotowuje się do obrony na Wzgórzach Jaro­

szewskich. Szybkie sukcesy bez ciężkich walk odnosi również batalion fi­

zylierów. Skręciwszy na południowy wschód między I i II batalion, 

zajmuje od północy Morawę i nawiązuje łączność z Ladynami z pułku SS 

Schón na południe od Strzegomki. Następnie ustawia się między Morawą 

i południowym krańcem Wzgórz Jaroszowskich do obrony frontem na 

wschód. Są pojedynczy jeńcy i trochę łupów w postaci dział, spośród któ­

rych - według znanych rosyjskich wzorców - niemal na pierwszej linii uży­

wany jest kaliber 12,2 cm. Sąsiad z lewej, 309. pułk grenadierów, zgodnie 

209 

background image

z planem zajmuje linię wzgórz Skalnik - Góry Kocie - Góra Zwycięstwa. 

Szybko udało się zatem okrążyć Strzegom. Lecz jak to tam wyglądało! 

Wróg, artyleryjski pułk niszczycieli czołgów wzmocniony przez piechotę, 

dysponujący także licznymi 5-centymetrowymi działami przeciwpancerny­

mi produkcji amerykańskiej, bronił się zaciekle na ulicach i w domach. 

Przedzierający się od północy I batalion i atakujący w południowej części 

208. batalion pionierów ponoszą ciężkie straty. Brakuje środków zwalcza­

nia bezpośredniego, pocisków kumulacyjnych i miotaczy ognia - kolejna 

oznaka coraz bardziej kulejącego zaopatrzenia. Rosyjski dowódca do­

strzega zagrożenie i wysyła meldunek z prośbą o pomoc. „Wytrzymajcie, 

już idziemy" - brzmi odpowiedź. 9 marca po południu skierowane na linię 

gór 337. pułku grenadierów i 309. pułku grenadierów planowe kontrataki 

nieprzyjaciela kończą się niepowodzeniem. 10 marca w ciężkie walki w za­

budowaniach włącza się dotychczasowa rezerwa dywizji - 338. pułk grena­

dierów. Zwolniony dzięki temu I batalion 337. pg walczy na południe od 

Wzgórz Jaroszowskich, między 208. batalionem fizylierów i II batalionem 

337. pg. Gwałtowne kontrataki przy mocnym wsparciu artylerii i czołgów 

zostają ponownie odparte, przy czym obie strony ponoszą duże straty. 

Okazuje się, że nieprzyjacielskie dowództwo nie chce się pogodzić z osta­

teczną utratą odciętego już Strzegomia. 

11 marca jest dalej pochmurno i mgliście, z przelotnymi opadami śnie­

gu, zaledwie 0 stopni, a wszędzie straszne błoto. Strzegom wysyła prośby 

0 pomoc: „Kończy nam się amunicja! Nie wytrzymamy już długo!". Od­

powiedź brzmi ponownie: „Wytrzymajcie! Wyciągniemy was!". Strzegom 

odpowiada na to: „Dobrze wam mówić! Nie wydostaniemy się stąd!". 

Ponownie następują ciężkie ataki w odsieczy - z dwiema świeżymi dywi­

zjami. Po nieprzerwanym ogniu na las oraz na leżące na południowych 

i północnych krańcach Wzgórz Jaroszowskich kamieniołomy wróg prze­

dziera się, ale ponownie zostaje wyparty. Jak długo to jeszcze potrwa? 

Kto ma więcej sił? Czy uda się nam ostatecznie utrzymać pozycję? Te py­

tania dręczyły każdego, od dowódcy dywizji po najmłodszego gwardzistę. 

Nocą z 11 na 12 marca załoga Strzegomia przerywa oblężenie, w kie­

runku północno-wschodnim na Jaroszów oraz na północ. Taki cios zma­

sowanej siły nosi nazwę „dzikiej świni" (wiłde Sau). Wyłom zostaje moc­

no ostrzelany w świetle reflektorów aut, ale w zadymce śnieżnej części 

żołnierzy udaje się ujść cało. Nieprzyjacielskie siły odwodowe nie odpusz­

czają również 12 marca. Zmęczony i zdziesiątkowany 337. pułk grenadie­

rów otrzymuje batalion z innej dywizji i zostaje przesunięty na miejsce 

1 batalionu. 13 marca nieprzyjaciel, po ponownym mocnym przygotowa­

niu ogniowym, przebija się do lasów na Wzgórzach Jaroszowskich, gdzie 

inny batalion ponosi poważne straty w wyniku ostrzału granatami wybu-

210 

background image

chającymi w koronach drzew. Po południu wróg przystępuje do natarcia 

w kierunku zachodnim. Jednak w ogniu „Hetzerów"

191

 - w porę wpro­

wadzonego do walki - i w wyniku kontrataku I batalionu 337. pułku gre­

nadierów natarcie czołgów i piechoty zostaje odparte. Nieprzyjaciel 

utrzymuje jednak obszar lasów na Wzgórzach Jaroszowskich, podczas 

gdy nasi grenadierzy zachowują w dalszym ciągu kamieniołomy w połu­

dniowym i północnym narożu lasu, o który toczą się ciężkie walki. 

Pod nasze dowództwo przed wyczekiwanym, zaplanowanym na 

14 marca kontratakiem, przechodzi III batalion 309. pułku grenadierów. 

Mimo dobrych nastrojów, zaciętości i dumy z sukcesów w niszczeniu 

czołgów pułk jest już mocno wyniszczony walką i zmęczony, choć „Het-

zery" i kilka dział szturmowych, które napędzają nieprzyjacielskim czoł­

gom sporo strachu, działają uspokajająco na naszych żołnierzy. Zacytuj­

my tutaj lapidarny opis podpułkownika Albinusa. Ukazuje on psychiczne 

obciążenie oddziału oraz to, jak otucha wpływała na doskonałych w każ­

dym calu żołnierzy: „Dowódca pułku przez cały czas miał na strychu ob­

serwatora. Gdy się z przodu sypało, jechał tam motocyklem z bocznym 

wózkiem: «Co tu się dzieje?». «Panie pułkowniku, strzelają tak, że nas tu 

wszystkich z przodu szlag trafi. Szef kompanii ranny, dowódca plutonu 

ranny, gruppenfiihrer nie żyje». «Chodźcie ze mną, nie poddamy się». Idą 

z nim, bez oporu pozwalają się zaprowadzić z powrotem na pozycje, do­

chodzą do nich podoficerowie z kompanii szturmowej pułku, plutonu sa­

perów i plutonu kawalerzystów i dają radę. I tak było przez kilka dni". 

Po umocnieniu się wroga nocą z 13 na 14 marca na opisywanym obsza­

rze lasu, gdy o świcie spodziewano się natarcia, zupełnie nieoczekiwanie dla 

Sowietów rozpoczął się nasz atak ogniowy z miotaczy 4 batalionów. Ogień 

ten przeczesał podzielony na kilka obszarów ogniowych las planowo i tak 

skutecznie, że zupełnie gładko wdarliśmy się tam, oczyściliśmy teren i po­

szliśmy dalej. Nieprzyjacielska siła oporu zgasła bowiem pod wpływem od­

niesionych właśnie katastrofalnych strat. Wzgórza należały teraz do nas. 

Jednak około południa przeciwnik nagle zaatakował naszą słabo obsadzo­

ną pozycję na zachód od północnego kamieniołomu z północnym skrzy­

dłem wzdłuż linii kolejowej. Liczna piechota w panterkach przesączyła się 

błyskawicznie przez górskie siodło między Wzgórzami Jaroszowskimi i Gó­

rami Kocimi. Podpułkownik Albinus wraz z ostatnimi rezerwami i żołnie­

rzami łącznikowymi zajmuje pozycję przechwytującą między 237 i 230 

1 9 1

 Jagdpanzer 38 (t) „Hetzer" (niem. „Podżegacz") - niemiecki niszczyciel czołgów na 

podwoziu czotgu PzKpfw 38 (t). czyli czeskiego czołgu LT 38. Uzbrojenie główne: armata Pak 
39 kalibru 75 mm L/48 i jeden km MG 42. Udana konstrukcja produkowana po wojnie 
w Czechosłowacji do lat 50., a w Szwajcarii do lat 70. Niemcy w czasie wojny wyprodukowa­
li ponad 2.5 tys. „Hetzerów". 

211 

background image

stopniem. Teraz - doprowadzając kryzys do wrzącej kulminacji - w śnieżnej 

zadymce pojawiają się nieprzyjacielskie bombowce. Nastrój tamtej chwili 

świetnie oddaje hasło „zdjąć hełmy do modlitwy". Ale wtedy samoloty na­

gle zawracają, zapewne w reakcji na rozkaz złapania nas na przeciwstoku, 

nie zauważając, że ich własna piechota zdążyła już przejść daleko do przo­

du. Niszczą więc - omyłkowo, dla nas zaś zbawiennie - własny atak bomba­

mi i z broni pokładowej. To decyduje o naszym sukcesie. Zdruzgotana nie­

przyjacielska piechota robi w tył zwrot. Nasz pluton saperów atakuje 

frontalnie, II batalion 337. pułku grenadierów zachodzi od flanki i wróg nie 

jest już się w stanie utrzymać. Następuje powrót do poprzedniej linii frontu, 

a nieprzyjacielskie ataki po tym szoku milkną. Gdy 15 marca wstaje słoń­

ce, przynosząc ze sobą pierwszy ciepły wiosenny dzień, oświetla zdobyte 

z zaciętą odwagą i skutecznie utrzymane pole bitwy, na którym zapanował 

właśnie spokój. 337. pułk grenadierów może przespać noc przed objęciem 

spokojnego odcinka Żarów - Morawa. Niech rozdział ten zakończy rzut 

oka na wyzwolony Strzegom i dzielnych żołnierzy. Wróg dopuścił się cięż­

kich zbrodni na pozostałej w Strzegomiu miejscowej ludności. Wielu miesz­

kańców zostało bestialsko zamordowanych. Nieliczni wyzwoleni długo nie 

mogli dość do siebie. Oglądany od chwili wkroczenia na śląską ziemię cięż­

ki los wypędzonych oraz informacje o straszliwych czynach popełnianych 

przez wroga wywoływały wśród żołnierzy zgorzknienie, utrzymujące się 

jednak w pewnych granicach. Ale makabra w Strzegomiu w pełni odmieni­

ła spokojnych i zrównoważonych w swym charakterze żołnierzy. Czyż 

można się dziwić, że tak ohydne zbrodnie - jakich niemieccy żołnierze na 

wschodzie nigdy się nie dopuszczali

192

 - siały nienawiść i budziły chęć zem­

sty? Po Strzegomiu nikt się już właściwie nie patyczkował. Na zarzuty żoł­

nierze odpowiadali: „Po tym, cośmy zobaczyli i przeżyli w Strzegomiu, nikt 

nie może żądać, żebyśmy jeszcze brali jeńców!". 

Trudno wręcz przecenić osiągnięcia i postawę oddziału w walkach 

o Strzegom. Każdy oficer, podoficer i prosty żołnierz z osobna zasługuje na 

to, by wymienić go z nazwiska. Na stanowiskach bojowych zdarzały się kłót­

nie o to, kto ma zniszczyć w bezpośredniej walce ten czy ów czołg. Niektó­

rym śmiałkom dowódca pułku natychmiast po udanej akcji mógł wcisnąć do 

ręki Żelazny Krzyż i polecenie urlopu, które zawsze nosił przy sobie. 

Na zakończenie opowiedzmy jeszcze o dwóch zdarzeniach z 337. puł­

ku grenadierów: 

„Na skrzyżowaniu dróg na Osiedlu Mała w ogień dostała się grupa 

poszukiwawcza. Ranny został jeden z żołnierzy lokalizujących usterki. 

1 9 2

 Kolejny przykład bohaterskiej legendy Wehrmachtu utrwalanej po wojnie. Wojska nie­

mieckie na wszystkich frontach tej wojny, a zwłaszcza na wschodzie, dopuściły się nieporów­
nywalnych zbrodni. Co oczywiście nie usprawiedliwia barbarzyństwa Sowietów. 

212 

background image

«Idźcie, zostawcie mnie, naprawcie połączenie. Stary potrzebuje go do 

prowadzenia ognia. Potem mnie zabierzecie» tak mówił ranny. Ober-

gefreiter Bischof jako łącznik otrzymał Krzyż Rycerski. Jako łącznik na­

gle stanął na wprost rosyjskiego natarcia. Wokół niego polegli i ranni. 

Znajduje broń maszynową, strzela aż do wyczerpania amunicji, wskakuje 

w kolejne gniazdo broni maszynowej, gdzie leży dość amunicji. Stamtąd 

odpiera atak i wytrzymuje aż do chwili, gdy rezerwy uzupełniają lukę". 

background image

Decydujący wysiłek Kolei Rzeszy 

Wbrew ogromnym trudnościom śląscy kolejarze dokonali rzeczy wiel­

kich - Główna trasa Zgorzelec - Kłodzko - Górny Śląsk, eksploatowana 
aż do końca walk, miała dla dowództwa kapitalne znaczenie w trakcie dłu­
giej obrony Śląska - Codziennie do końca kwietnia 6 pociągów z węglem 
z karwińskiego okręgu przemysłowego - Przewieziono ponad 1,7 miliona 
uchodźców 

(zob. mapa nr 10 w tekście na s. 172/173 oraz mapa nr 1 w załączeniu) 

U

dział niemieckiej Kolei Rzeszy w walkach o Śląsk był tak wielki, 

tak złożony, tak wszechstronny - wręcz decydujący, że jego opis 

wart byłby poświęcenia mu całej książki. Niniejszy rozdział, poświęco­

ny ówczesnej Kolei Rzeszy, ma się przyczynić do lepszego zrozumienia 

całości wydarzeń, a jednocześnie oddać należny szacunek niemieckim 

kolejarzom. 

Począwszy od połowy stycznia 1945 r., ze względu na burzliwy rozwój 

niezwykle już groźnej sytuacji, zadania na wszystkich polach rychło stały 

się tak trudne, że nie dało się już ich realizować w stopniu, który pozwo­

liłby zaspokoić wszelkie potrzeby. I nie jest to prostacka, tania wymów­

ka, lecz podstawowe, niezbędne od razu na samym początku wyjaśnienie. 

To nie zarzut, lecz stwierdzenie potwierdzające zasadę, iż użytkownik ko­

lei, niezależnie od tego, kim lub czym jest - pasażer, wojsko, gospodarka 

czy przemysł - skonfrontowany z niezgodnymi z jego oczekiwaniami czy 

niewłaściwymi świadczeniami często nie dostrzega, jak wiele istotnych 

spraw jednak zostało załatwionych. Niejeden wrocławski uchodźca, wy­

prawiony z dziećmi i całym dobytkiem na zasypane śniegiem drogi, skar­

żył się z pewnością na niewydolność niemieckiej kolei. Z jego punktu wi­

dzenia słuszne było ogromne zdziwienie dowódcy III batalionu 27. pułku 

artylerii pancernej, gdy na początku lutego w Nysie oznajmiono mu, że 

wskutek zablokowania dworca nie ma nawet co myśleć o przeładunku 

przed upływem 14 dni. Przebił się do tego miejsca przez Częstochowę 

- Opole wraz z 3 ciężkimi bateriami z przyczółka pod Baranowem, sto-

214 

background image

3um liebgn flnbenken 

on 

ObergefrciterineinerPanjer-Rraftfohrabt. 

fllois ITloniil 

fjuusbgfitjor; u. TTluller in ReioWs-

berg, Pfarre Brunntnthal 

3nh.aber bes 3nf.-Sturmab3eidiens, bes 

RraftfahtberMhrungs-flbseirfjens uno ber 

Oftmeballle 

gefallen in SchJefien am 1. flpcil 

1945 im 32. Cebensjahrg. 

Pamiątkowa karta kondolencyjna starszego kaprala Aloisa Mandla. Zginą) I kwietnia 

1945 r. na Śląsku, druk: Joli. Vees, Scharding. 

czywszy wiele ciężkich bitew, aby zgodnie z rozkazem naczelnego do­

wództwa wojsk lądowych spotkać się z 17. Dywizją Pancerną, której 

resztki dotarły na Śląsk w „wędrującym kotle". Trwało to jednak krócej. 

Przeładunek odbył się po trzech dniach w Kamieńcu Ząbkowickim. 

Niech przykłady uzmysłowią laikom, jak potężna spiętrzyła się góra trud­

ności, przekraczających zdolność przewozową kolei. 

Poniżej przedstawiamy główne zadania. Kolejność, w jakiej zostały wy­

mienione, nie ma nic wspólnego z rangą ich pilności. Należało wysłać po­

ciągi na potrzeby uchodźców, do transportu węgla dla gospodarki, gospo­

darstw domowych i kolei, do przewozu oddziałów, rannych, zaopatrzenia 

wojsk, dóbr przemysłowych, ewakuowanych dóbr wojskowych i cywil­

nych, do przeniesienia stanowisk służbowych kolei. Trzeba sobie teraz wy-

215 

background image

obrazić, że wszelkie operacje transportu kolejowego mogą się odbywać wy­
łącznie wtedy, gdy oprócz zapewnienia rozmaitych czynników czysto eks­
ploatacyjnych (lokomotywy, węgiel, woda, sygnalizacja, zwrotnice, wia­
dukty, tunele, personel itp.) nie występują zakłócenia w obiegu wagonów. 
W innym przypadku na dworcach załadunkowych wkrótce zabraknąć mo­
że odpowiedniego pustego taboru. Brak możliwości jednoczesnej realizacji 
wszystkich zadań na Śląsku w styczniu i lutym 1945 r. wynikał po części 
z problemów dotyczących obiegu taboru. Ich przyczyną były z kolei zna­
czące zakłócenia eksploatacyjne, spowodowane szkodami, jakie w coraz 
większym stopniu wyrządzały anglo-amerykańskie siły powietrzne w pozo­
stałych regionach Rzeszy. Wagonów nie brakowało, wręcz przeciwnie; na 
zachodzie i południu Rzeszy było ich bardzo dużo, nawet zbyt dużo i roz­
ważano tam nawet podjęcie bardzo drastycznych środków - na przykład 
zrzucenie większej liczby wagonów z torów na odpowiednim terenie. 
Oprócz tego w celu pozyskania pustego taboru w Rzeszy trzeba było podjąć 
decyzję o opróżnieniu 100 000 wagonów z ładunkiem, którego nie można 

było dostarczyć. Anglo-amerykański atak powietrzny na Drezno 13 i 14 lu­
tego spowodował na przykład czasowe całkowite zablokowanie zgorzelec­
kiej stacji rozrządowej Schlauroth. 

Ślązacy i żołnierze z pewnością jeszcze dziś mają przed oczami długie 

tory zablokowanych po horyzont stacji rozrządowych, na przykład we 
Wrocławiu przed zamknięciem pierścienia oblężenia. Czy kolej wówczas 
zawiodła? Może kolejarze samowolnie porzucili wtedy lokomotywy, za­

kłady naprawy taboru, nastawnie, rozjazdy lub siedziby i uciekli na za­

chód? Dlaczego zapanował chaos i tory zostały zablokowane? Dlaczego 
nie można było wywieźć cennych dóbr na zachód? Na Śląsku nie brako­
wało przecież węgla dla kolei. A może brakowało lokomotyw albo per­

sonelu? 

W tym miejscu trzeba oddać honor śląskim kolejarzom - żaden z nich 

bez rozkazu nie opuścił swego stanowiska pracy. Kolejarze spełniali swój 
obowiązek tak samo jak żołnierze. Na dowód przytoczmy jeden tylko przy­
kład, znany z Wrocławia: dopiero po zamknięciu pierścienia oblężenia 
Wrocław drogą lotniczą opuściła część wyższych funkcjonariuszy z dyrekcji 
kolei Rzeszy. Nie, zablokowanie dworców nie było spowodowane ani błę­
dami kierownictwa, ani nieskutecznością działania personelu czy brakami 
materialnymi. Przyczyną było ogromne przeciążenie całej sieci kolejowej 
Rzeszy od wschodu po zachód, od północy po południe oraz błyskawicznie 
rosnące w styczniu potrzeby. 

Wypada przyjrzeć się temu problemowi nieco bliżej. W przeciwnym 

wypadku w owych kręgach, które miały nieszczęście zobaczyć i doświad­
czyć więcej negatywów niż pozytywów, mogą dziś jeszcze panować lub 

216 

background image

powstawać ujemne opinie typu: w rzeczywistości zawiodło wszystko, a te­

raz próbuje się to upiększyć. 

Przedstawimy teraz na kilku przykładach działalność kolei niemieckiej, 

wspieranej z wielu stron, na Śląsku i w jego okolicach. Zalecając spojrzenie 

na mapę nr 10, zajmijmy się przede wszystkim tym, co było najważniejsze 

dla dowództwa Grupy Armii. Długa obrona linii Odry po Opole, zwłasz­

cza jednak skuteczny opór na północnych krańcach Przedgórza przyniosły 

i utrzymały do końca - przy pewnym wsparciu - korzyści o decydującej 

wadze: na przykład opanowanie i zdolność eksploatacyjną trasy biegnącej 

równolegle do frontu (od prawej do lewej) Oderberg - Racibórz - Nysa 

- Kamieniec Ząbkowicki - Wałbrzych (z boczną trasą przez Dzierżoniów 

- Jaworzynę Śląską) - Lubań - Zgorzelec - Budziszyn. W części wschod­

niej przebiegała jeszcze jedna ważna boczna trasa przez Ostrawę - Opawę 

- Głuchołazy. Na linii tej codziennie kursowały transporty wojsk z jednego 

zagrożonego miejsca do drugiego. Mimo że całkowita długość linii nie po­

zwalała już na pełną działalność eksploatacyjną w szerszym znaczeniu, 

szybkie ruchy transportowe wojsk ze wschodu na zachód, z zachodu na 

wschód i z powrotem oddały dowództwu Grupy Armii i poszczególnym ar­

miom bardzo ważne usługi, które miały swój udział w tak długim oporze 

na Śląsku. Jeszcze 4 maja znana nam doskonale 269. Dywizja generała Wa­

gnera została przewieziona z Dzierżoniowa do 4. Armii Pancernej do Bu-

dziszyna, podczas gdy załadowana 1 maja Dywizja „Brandenburg" dotarła 

przez Zgorzelec - Wałbrzych - Kłodzko - Międzylesie - Hanuśovice 

i Uście nad Orlicą do Ołomuńca, na ostatnią, bardzo ważną bitwę. Mimo 

że przepustowość czesko-morawskiej sieci była niższa niż śląskiej, linia ta 

oferowała nadzwyczaj użyteczne możliwości manewru. 

Rzut oka na mapę nr 10 pokazuje, że podczas około 2-tygodniowej nie­

przyjacielskiej blokady Lubania także transporty zaopatrzenia z zachodu 

trzeba było puszczać trasą przez północne Czechy: Żytawę - Liberec - Ko-

lin itp., albo nawet przez Drezno - Pragę. Jeszcze jedno spojrzenie na tę 

mapę, a dokładnie na jej prawy fragment w obszarze 1. Armii Pancernej, 

uświadomi być może nawet mniej zorientowanym technicznie czytelnikom, 

czego udało się tutaj dokonać pod presją działań wojennych w sferze odbu­

dowy, utrzymania i podwyższenia przepustowości odcinków. Gdy w lutym 

dworzec w Raciborzu znalazł się w ogniu nieprzyjacielskiej artylerii, bata­

lion budowlany wycofanej zrazu do Karniowa Dyrekcji Okręgowej Kolei 

Rzeszy w Opolu w ciągu 10 dni zbudował zaznaczony na mapie nr 10 jako 

K 1 półtorakilometrowy objazd, 7000-8000 m

3

 nasypu, z 10-metrowym 

mostem pomocniczym, kilkoma przejściami i instalacją sygnalizacyjną. 

Wytężoną pracę kolejarzy wspierał wzorowo regionalny przemysł okręgu 

ostrawskiego, dostarczając gruz przemysłowy i szlakę z wielkich pieców, 

217 

background image

oraz kompania pionierów kolejowych. Objazdem tym można było teraz 
przebyć ową słynną trasę z Oderbergu przez Głubczyce bez styczności 
z ostrzeliwanym dworcem w Raciborzu. Znaczącym osiągnięciem z punk­
tu widzenia techniki wojennej było przywrócenie ruchu na odcinku Oder-

berg - Rybnik, omyłkowo zbyt wcześnie wysadzonym w powietrze. Dzięki 
gotowym do pracy batalionom budowy dróg i mostów, wykorzystując 
sprowadzone dźwigi, belki stalowe i inne materiały budowlane, dzielni opo­
lanie odbudowali ten odcinek w ciągu 2-3 dni. Mimo trwającego od lutego 
ostrzału terenu kopalni Rybnickiego Okręgu Węglowego (kopalnie Anna, 

Emma, Romer, Hoym i Charlotte

1 9 3

) co dzień przewożono przez Oderberg 

od 6000 do 8000 ton węgla. Aby zapewnić wojsku połączenie kolejowe 
z trasą główną przez Opawę Karniów - Głuchołazy również po utracie 
Raciborza, opolski batalion budowlany podwyższył przepustowość jedno­
torowego, a więc dotąd niezbyt wygodnego odcinka Ostrawa - Opawa 

- Karniów - Głuchołazy, zakładając 5 nowych mijanek, wydłużając tory 

mijanek i montując skrzyżowanie w poziomie szyn na torze Głubczyce 
- Głuchołazy. Ponieważ pociągi jadące przez Karniów do Nysy do tej pory 
musiały wjeżdżać na dworzec w Karniowie i tam trzeba było przestawiać 
lokomotywę na koniec składu - co, jak wiadomo, zajmuje sporo czasu 
- skrzyżowanie w poziomie szyn stanowiło bardzo znaczącą korzyść. Szyb­
kie dostarczenie tego skrzyżowania przez zakłady metalurgiczne w Ostra-
wie/Witkowicach

194

 było w tej naglącej sytuacji wielkim osiągnięciem, tym 

bardziej że ze względu na niezwykłą konstrukcję nie był to masowy pro­
dukt. Oprócz tego, na wypadek prawdopodobnej utraty odcinka Ostrawa 

- Nysa, rozpoczęto również prace budowlane na morawsko-czeskich li­

niach: Karniów Ołomuniec, Głuchołazy Hanuśovice - Geiersberg oraz 

Międzylesie - Lichtenau, których celem była poprawa przepustowości 

(zwiększenie liczby mijanek oraz przedłużenie torów mijanek). I wreszcie, 
tuż przed zakończeniem walk, po utracie dworca Oderberg zbudowano 

jeszcze objazd zaznaczony na mapie nr 10 jako K 2, będący łącznikiem 

z trasą cieszyńską. Były to prace budowlane zwiększające przepustowość, 
wykonane przez jeden tylko batalion i w obliczu aktualnej sytuacji na tam­
tym obszarze szczególnie ważne i pilne. Nie wolno twierdzić, że eksploatacja 
tego odcinka ucierpiała szczególnie z powodu braku lokomotyw, bo na 

1 9 3

 W Rybnickim Okręgu Węglowym z wymienionych działają jeszcze do dziś połączone 

w 2004 r. kopalnie Anna i Charlotte obecnie nazywające się Rydultowy-Anna, kopalnia Em­
ma - to od powojnia Marcel, kopalnia Romer - tak naprawdę nazywała się do 1945 r. - to 
obecnie Chwałowicc. Kopalnia Hoym. w okresie międzywojennym nazwana Ignacy (na cześć 
prezydenta Mościckiego), obecnie jest kopalnią-muzeum. 

4

 Wittkowitzer Eisenwerke były pierwszym nowoczesnym kombinatem górniezo-hutni-

czym w monarchii habsburskiej. Od 1843 r. zakłady w Ostrawie/Witkowicach były fundamen­

tem potęgi finansowej Salomona Rothschilda. 

218 

background image

przykład styczniu 1945 r. udało się wywieźć (wraz z personelem) 2200 loko­

motyw jeżdżących w Opolskim Okręgu Kolei Rzeszy, z wyjątkiem mało 

istotnych resztek zepsutych akurat urządzeń remontowych. 

Nie brakowało również węgla koniecznego do eksploatacji lokomo­

tyw. Nawet bowiem po szybkiej utracie Górnego Śląska kopalnie rybnic­

kie dostarczały węgiel do końca marca, a kopalnie z okolic Ostrawy nie­

mal do zakończenia walk. Do 8 maja węgiel dostarczały też kopalnie 

wałbrzyskie. Dostawy tego surowca niemal do końca były wyższe niż za­

potrzebowanie na paliwo dla lokomotyw. Z tak zwanego okręgu karwiń-

skiego (na wschód od Ostrawy) od lutego do połowy kwietnia codziennie 

do Rzeszy przez Pragę i Wiedeń wyruszało około 16 000 ton węgla i kok­

su, czyli 12 składów po 60 wagonów, to znaczy 720 wagonów. Było to na 

tamte czasy ogromne osiągnięcie, za którego realizację podziękować nale­

żałoby nie tylko kolei, ale również robotnikom. W żadnym wypadku nie 

można zapomnieć o skutecznej współpracy administracji państwowej 

i dyrekcji kopalń, utrzymujących załogi na stanowiskach pracy nie pod 

przymusem, ale dzięki rozsądnym, trafiającym do ludzi, motywującym 

środkom i działaniom. 

Dostateczny tabor lokomotyw i satysfakcjonujące zaopatrzenie w wę­

giel należy ocenić jako szczęśliwą okoliczność, gdyż odcinek Jaworzyna 

Śląska - Wałbrzych - Zgorzelec, po którym normalnie jeździły elektro­

wozy, musiał teraz zostać przestawiony na eksploatację parowozów. Jeż­

dżące tam dotąd elektrowozy trzeba było bowiem przekazać do Bawarii. 

Poza tym linia trakcyjna była mocno narażona na zniszczenie przez nie­

przyjacielskie samoloty. 

Przebieg tras, znaczenie i zdolność eksploatacyjna górnej trasy wyróżnio­

nej na mapie nr 10 są dostatecznie dobrze znane, by zakończyć ich opis 

krótkim, zrozumiałym dla każdego przykładem. Biorąc pod uwagę prze­

szkody uwarunkowane działaniami wojennymi, trasę tę pokonywały w ciągu 

24 godzin 24 składy, to znaczy co godzinę jeden. Przyjmując na tym odcinku 

zakładaną w czasie wojny w transportach między Francją i Rosją prędkość 

marszową 25 km/h, uwzględniamy wszelkie opóźnienia związane z działa­

niami na froncie. Dywizja piechoty z zaprzęgami konnymi potrzebowała na 

przebycie niemal 300-kilometrowej trasy z Raciborza do Zgorzelca od wy­

ruszenia pierwszego z 62 pociągów do przybycia ostatniego z nich około 

3 dób. Ale oddziały przednie, istotne dla natychmiastowego rozpoczęcia 

walk, czyli mniej więcej połowa, przybyły już po 46 godzinach. Przewożona 

40 pociągami grupa bojowa wojsk pancernych potrzebowała na przebycie 

tego samego odcinka 52 godzin, czyli nieco więcej niż 2 dni i 2 noce. Gdy 

pokonywano tylko połowę lub dwie trzecie trasy -jak to się często zdarzało, 

na przykład z Lubania do Otmuchowa - czas podróży skracał się wydatnie. 

219 

background image

Jeszcze krócej trwały operacje polegające na przewożeniu pojazdów na ko­
lach drogami i załadunku pojazdów gąsienicowych (czołgów, transporterów 
opancerzonych i dział samobieżnych) na wagony. Jeśli te kilka liczb zdołało 
ukazać szczególną wartość głównej trasy prowadzącej z Dolnego na Górny 
Śląsk, której eksploatację zawdzięczać należy kolei Rzeszy i dzielnym koleja­

rzom, to przykład ten sprostał swemu zadaniu. 

Gdy porównamy, choćby pobieżnie spoglądając na mapę nr 10, ową 

linię komunikacyjną służącą niemieckiemu dowództwu (trasę prowadzącą 
z południowego wschodu na północny zachód) z rosyjskim szlakiem ko­
munikacyjnym (na przykład biegnącą równolegle autostradą), już na 
pierwszy rzut oka zobaczymy, że prowadząca przez Nizinę Śląską auto­
strada jest krótsza, a oddziały zmotoryzowane, którymi nieprzyjacielskie 
dowództwo kierowało coraz sprawniej, mogły ją przebyć dużo szybciej. 

Rzućmy teraz jeszcze nieco światła na kompleksowe zadania wykony­

wane w interesie ogólnym, jakie niemieccy kolejarze realizowali w czasie 
walk o Śląsk. Choć budowa umocnień polowych - nazywanych tutaj 
w skrócie „Wałem Wschodnim" (Ostwall) - miała miejsce nieco wcześniej 
i z opisanych już przyczyn nie przyniosła spodziewanych efektów, należy 
wiedzieć , że Dyrekcja Okręgowa Kolei w Opolu od sierpnia 1944 r. do 

16 stycznia 1945 r. w każdy weekend przewoziła 100 pociągów ze 100 000 

ludzi. Od końca 1944 r. do połowy stycznia składy takie kursowały rów­
nież w ciągu tygodnia. Eksploatacja tych pociągów, służących umocnie­
niom „Wału Wschodniego", przysparzała licznych trudności i wymagała 
zastosowania szczególnych środków, ponieważ nie można było ograni­
czyć transportu wojskowego, a jednocześnie dysponowano tylko taborem 
służącym właśnie wojsku. 

Dyrekcja kolei w Opolu zasłynęła również realizacją wyjątkowo trud­

nych zadań ewakuacyjnych. Rozróżnić można trzy równoległe operacje. 
Pierwszym zadaniem był, przebiegający z początku jeszcze w miarę pla­
nowo, transport ze szczególnie zagrożonych obszarów Tarnowskich Gór 
i Kluczborka przez Opole, Austrię do Niemiec. Mimo siarczystych mro­

zów, w obliczu nagłego ogromnego zapotrzebowania na wagony trzeba 

było użyć również wagonów nieogrzewanych, a nawet otwartych. Do 

19 stycznia wyprawiono 68 takich pociągów (tzw. Um-Ziige

1 9 5

). Drugim, 

równoległym zadaniem była eksploatacja lokalnych pociągów z północ­
nego obszaru przemysłowego do pobliskiego regionu Nysa - Głuchołazy 

- Jesenik (na północ od masywu Pradziada). Do 19 stycznia odjechało 
131 takich pociągów. Trzecim zadaniem była eksploatacja pociągów po­

przedzających i następujących dla kursujących do 20 stycznia do Wrocła-

Niem. Zug pociąg, Umzug - przeprowadzka. 

221 

background image

wia i Wiednia pociągów osobowych. O rozmiarach tej pracy świadczą 

liczby. Ich wysokość będzie z pewnością dla wielu osób zaskoczeniem. Od 

16 stycznia do 31 marca przewieziono: 

240 pociągami Um-Ziige około 600 000 osób, 

189 pociągami lokalnymi około 380 000 osób, 

11 pociągami poprzedzającymi i następującymi około 22 000 osób, 

Pociągami rejsowymi i ewakuacyjnymi około 500 000 osób. 

Łącznie na wolność wydostało się w ten sposób około 1,7 min Śląza­

ków. Do tego należy dodać uchodźców, którzy opuszczali zagrożoną strefę 

w taborach i dopiero później korzystali z kolei. Ich liczba nie jest znana, nie 

da się jej też oszacować. Warte odnotowania jest męstwo pracowników 

I Urzędu Komunikacji w Katowicach, którzy pod nieprzyjacielskim ostrza­

łem jeszcze 27 stycznia bezpiecznie wyprowadzili z Katowic ostatni pociąg 

sanitarny z Orzesza (między Rybnikiem i Katowicami). 

Eksploatacja wspomnianych już pociągów z węglem jadących z sześciu 

kopalni węgla w okolicach Rybnika, leżących blisko linii frontu, wyma­

gała od kolejarzy realizacji zadań o charakterze militarnym. W silnym 

ogniu nieprzyjacielskiego ataku, rozpoczętego 24 marca pod Wodzisła­

wiem Śląskim, trzeba było ewakuować również posterunek między Wo­

dzisławiem i Rybnikiem na stacji Niedobczyce. Załoga - niczym wojsko­

wa straż tylna - przebiła się na południe, tracąc 6 ludzi. Wiele osób 

zostało rannych, a ogień artyleryjski zniszczył pociąg ewakuacyjny. 

Dokonania kolejarzy pozostałych we Wrocławiu zostały już docenione 

w relacji dokumentalnej So kampfte Brcslau

]96

.

 Relację tę uzupełnić należy 

jeszcze o jeden epizod z 12 lutego, gdy wokół Wrocławia zaczął się zamy­

kać pierścień oblężenia. Tego dnia na trasę do Kłodzka, zgłaszaną jeszcze 

jako niezajętą przez wroga, wysłano skład pomocniczy. Po 12 km wykoleił 

się on w miejscu, gdzie rosyjski czołg zmiażdżył tory, przekraczając linię 

kolejową. Pod nieprzyjacielskim ostrzałem nie udało się postawić składu 

z powrotem na torach i przywrócić ruchu na tym odcinku. O stosunku na­

szych kolejarzy do obowiązków służbowych wymownie świadczy jednak 

fakt, iż palacz parowozu odczekał w pobliskich zaroślach, aż skończy się 

nieprzyjacielski ostrzał, jeszcze raz wdrapał się na lokomotywę, zgodnie 

z przepisami wygasił palenisko i dopiero wtedy opuścił skład. Kolejarz ten, 

przestrzegający obowiązujących go przepisów służbowych, myślał zapew­

ne, że utrzymanie sprawności wykolejonego składu może jeszcze okazać się 

ważne. W trakcie walk o Festung Breslau pociągi kursowały przecież bez 

przerwy między portem węglowym a elektrownią. 

1 9 6

 Wydanie polskie: Hans von Ahlfen, Hermann Niehoff, Festung Breslau u- ogniu. Wy­

dawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2008. 

222 

background image

Przytoczmy jeszcze jeden trochę poważny, a trochę zabawny epizod 

z Dyrekcji Okręgu Kolei w Opolu. Gdy tuż po wkroczeniu wroga na 

Śląsk referent do spraw bezpieczeństwa z jednej ze wschodnich stacji tele­
fonicznie zapytał, jak wygląda sytuacja, rozległa się następująca, z rosyj­
ska brzmiąca odpowiedź (Rosjanie, jak wiadomo, „h" wymawiają jako 
„g"): „Galio, gier nix Deutsches, gier krasno Soldat. Alles in Ord-
nung"

1 9 7

. Nieprzyjaciel wdarł się tutaj, nim załoga stacji zdążyła zamel­

dować swój odwrót. 

Wypadków i innych awarii - na tle ekstremalnych problemów, spo­

wodowanych wojennymi okolicznościami - było wprawdzie niemało, ale 
z pewnością nie tak dużo, jak niektórzy skłonni są przyjmować. Najpo­
ważniejszym wypadkiem było rozdzielenie składu na niezwykle stromym 
odcinku, a liczbę ofiar tego zdarzenia ocenia się jedynie w przybliżeniu 
na 60-80. Obsługiwany w dalszym ciągu przez elektrowozy, charaktery­
zujący się wysoką przepustowością odcinek Jelenia Góra - Polubny ze 
względu na piękno krajobrazu i technicznie śmiały przebieg linii dobrze 

pamięta każdy Ślązak, ale również każdy, kto szukał w Karkonoszach 
odpoczynku. Niestety, możliwości jego eksploatacji ucierpiały na tym, że 
między śląsko-czeską granicą pod Polubnami - na siodle grzbietu gór­
skiego Karkonoszy - w kierunku Tanvaldu w Czechach znajdował się 
odcinek kolei zębatej, umożliwiający przejazd zaledwie dwóch wagonów 
osobowych w jednym składzie. Tysiące uchodźców musiały więc zawra­
cać, często bowiem brakowało obiecanych przez NSV autobusów i cię­
żarówek, które miały przewozić pasażerów na odcinku za Polubnami. 
Obozowanie, nawet na górskim siodle, dla wielu oznaczałoby śmierć 
wśród śniegu i lodu. Na tym odcinku, którego wysoką przepustowość 
tylko do Polubnych łatwo wytłumaczyć, zdarzyło się wiele nieszczęść. 
Tutaj bowiem do roku 1938 przebiegała niemiecko-czeska granica. Przy­
toczmy wyjątkowo jaskrawy przypadek ingerencji partii, której i tu nie 

mogło przecież zabraknąć, w pracę kolei. Na rozkaz ministra komunika­

cji Rzeszy Zakłady Naprawy Taboru Kolejowego w Świdnicy miały zo­
stać przeniesione do Weiden w Górnym Palatynacie wraz z 3 pociągami 

remontowymi, całym sprzętem i maszynami, a także z kompletną zało­
gą. Uwarunkowane panującą sytuacją i wydane jeszcze w samą porę za­
rządzenie było właściwe i zasługiwało, wówczas i dziś, na zatwierdzenie. 
Kierownictwo partii, w każdym rozkazie ewakuacji węszące tchórzostwo 
i defetyzm, było innego zdania. Przed bramą zakładów aresztowano dy­
rektora i przewieziono go do więzienia w Jeleniej Górze, skąd udało się 
go wydostać dopiero po wielu dniach negocjacji. 

Niem.: hallo, tu nic niemieckie, tu czerwony żołnierz. Wszystko w porządku. 

223 

background image

Niemieccy kolejarze wszystkich stopni i szczebli, od prezesa dyrekcji 

do prostego dróżnika, w czasie walk o Śląsk wzorowo pełnili służbę, na­

rażając swoje życie i wolność. Tylko dzięki takiemu profesjonalizmowi, 

a także wierności obowiązkom służbowym i ofiarności można było zreali­

zować decydujące dla ocalenia życia Ślązaków zadania. Wszystkie te za­

sługi, których nie sposób tutaj wymienić, mają swoje źródło we wzorowej 

solidarności zawodowej, jaką od niepamiętnych czasów charakteryzuje 

się niemiecki kolejarz. 

background image

1. Armia Pancerna wykorzystuje 

przerwę w działaniach operacyjnych 

od 23 lutego do 10 marca 

Minister ds. zbrojeń Rzeszy Speer wizytuje armię - Jego skromność, 

rozsądek i fachowość, odróżniające go od wielu innych funkcjonariuszy par­
tyjnych, pozostawiają dobre wrażenie

 - Po 24 lutego front armii sięga do 

Opola: front szerokości 300 km tylko z 15 dywizjami - Brak rezerw - Ar­

mia przygotowuje prewencyjne natarcie na 1. Front Ukraiński na przyczół­
ku pod Koźlem, lokalny odwrót przed natarciem dysponującego znaczną 

przewagą 4. Frontu Ukraińskiego pod Strumieniem/Skoczowem 

(zob. mapa nr 1 w załączeniu) 

2

3 lutego, gdy impet walk osłabł, minister przemysłu zbrojeniowego 

Rzeszy Speer odwiedził 1. Armię Pancerną. Tego ranka, gdy naczel­

ny dowódca armii, generał Heinrici, zbierał się do wyjazdu do 253. Dywi­

zji, spotkał w drzwiach mężczyznę w ciemnym garniturze, który rzucił 

czapkę z daszkiem na stojący obok stół i uprzejmie pozdrowił generała. 

Niezaznajomiony z najwyższymi funkcjonariuszami III Rzeszy naczelny 

dowódca musiał się dopiero dopytać, kogo ma przed sobą, i dowiedział się, 

że niespodziewany gość przybywa po spędzonej za kierownicą samochodu 

nocy bezpośrednio znad Balatonu na Węgrzech. Minister poprosił o infor­

macje na temat aktualnego położenia. Wywiązała się szczegółowa dwugo­

dzinna rozmowa o warunkach panujących w 1. Armii Pancernej i o per­

spektywach utrzymania Ostrawskiego Okręgu Przemysłowego jeszcze 

przez dłuższy czas. Obie strony rozmawiały całkowicie otwarcie i nie upięk­

szały rzeczywistości. Cieszyła trzeźwa rzeczowość, z jaką minister Speer 

traktował sytuację i ustosunkowywał się do lokalnych problemów. Obiecał 

on, że najszybciej, jak to tylko będzie możliwe, prześle większą liczbą dział 

pancernych. Dla armii, która do tej pory musiała bronić się przed rosyjski­

mi korpusami pancernymi za pomocą pojedynczych dział szturmowych, 

był to prawdziwy dar niebios (termin „brygada" był mylący, w rzeczywisto-

225 

background image

ści były to bataliony dział szturmowych). Kilka dni później, na mocy „roz­

kazu fuhrera" przybyło 70 niszczycielskich czołgów. 

Nie bacząc na nocną podróż, jaką miał za sobą, minister Speer odrzu­

cił propozycję odpoczynku czy odświeżenia i około 11.00 razem z naczel­

nym dowódcą udał się do stalowni Trzyniec. Zwizytował tam dokładnie 

potężne urządzenia, porozmawiał z załogą, a następnie wraz z wezwany­

mi do Trzyńca kierownikami tamtejszej organizacji gospodarczej wziął 

udział w zwykłym, prostym posiłku w kantynie. We wszystkim, co robił 

i mówił, uderzała jego skromność, jasność poglądów oraz znajomość sy­

tuacji. Od wielu innych funkcjonariuszy partyjnych dzieliły go światy. 

Ze względów czasowych, a także dlatego, że na tym ogarniętym szcze­

gólnie ciężkimi walkami odcinku brakowało pozycji w postaci układu oko-

Ekshumacja Józefa Dudy (odbyta się 3 czerwca 1945 r.), zamordowanego w Górnej Suchej 

(Obersuchau) przez gestapo 20 lutego 1945 r. General Hans von Ahlfen w swoich 

wspomnieniach całkowicie przemilczał niemieckie zbrodnie. 

226 

background image

pów, musiano odmówić mu wizyty na linii frontu 253. Dywizji, wizyty, 

przy której Speer szczególnie się upierał. Minister zasięgnął więc informacji 

od dowódców 3 dywizji, a następnie odwiedził pod Rybnikiem położoną 

w pobliżu frontu kopalnię Anna. Ponieważ właśnie o 18.00 następowała 

zmiana, minister rozmawiał w dusznym, zaciemnionym przedsionku z ro­

botnikami kończącymi i zaczynającymi zmianę. Prostymi słowami dzięko­

wał im za ich pracę. Pozytywna reakcja na słowa Speera była wyraźnie wy­

czuwalna. Potem minister w mroku nocy udał się do Grupy Armii 

„Środek" do Josefova (na północ od Hradca Kralove). Odrzucił propozycję 

noclegu, a na pełną troski uwagę, iż nie powinien spędzać za kierownicą 

dwóch nocy z rzędu, odpowiedział, że prowadząc samochód, nie czuje żad­

nego zmęczenia. Ruszył więc o zmroku przez śląskie góry w kierunku 

Czech. Speer pozostawił po sobie w armii wrażenie bardzo obowiązkowe­

go, przepełnionego najlepszą wolą, prostolinijnego człowieka. Kilka tygo­

dni później, w trakcie bitwy o Berlin generał Heinrici otrzymał od Speera 

dowody na to, że począwszy od października 1944 r., minister wielokrotnie 

i -jak się okazało - na próżno wzywał Hitlera do zakończenia w interesie 

narodu niemieckiego wojny, która była już przegrana. 

Odmienną od opinii Speera ocenę sytuacji po zakończeniu bitwy prezen­

towali także lokalni przywódcy partyjni, podobnie jak gauleiter Hanke 

w trakcie walk o Wrocław. W instrukcji OKH, omówionej w rozdziale „Po­

łożenie i siły własne w ciągu lutego", występują jednak również optymistycz­

ne, żeby nie powiedzieć utopijne perspektywy tego rodzaju. Owi przywódcy 

partyjni sądzili mianowicie, że po odparciu nieprzyjacielskiej ofensywy na­

dejdzie moment zasadniczego przełomu, i uważali, że teraz z Górnego Ślą­

ska i Pomorza nastąpi podwójna kontrofensywa na Warszawę. Jeden 

z funkcjonariuszy skierował do naczelnego dowódcy armii zapytanie, do 

których dywizji ma przydzielić lokalnych naczelników powiatów i gmin, aby 

po spodziewanym odbiciu utraconych terenów na czele oddziałów mogli oni 

powrócić do swoich poprzednich regionów. Na udzieloną mu odpowiedź 

odmowną zareagował, przedstawiając uzasadnienie, zgodnie z którym z za­

ufanego źródła miał się dowiedzieć o koncentracji armii pancernej szykującej 

się do natarcia na Rosjan, którzy dotarli do środkowego odcinka Odry 

(w rzeczywistości chodziło o ograniczony lokalnie ze względu na niedobór 

sił atak 6 słabych dywizji pancernych z okolic Choszczna na Pomorzu w kie­

runku Gorzowa Wielkopolskiego, zatrzymanego po początkowych sukce­

sach trzeciego dnia: operację „Sonnenwende"). Miał się też dowiedzieć, że 

po wyparciu Sowietów znad Balatonu na Węgrzech walczące tam jednostki 

pancerne SS będą przerzucone w okolice Ostrawy w celu odbicia Górnoślą­

skiego Okręgu Przemysłowego i obszaru Polski na zachód od Wisły. Podob­

nie jak Hitler także ci funkcjonariusze w prowadzeniu działań wojennych 

227 

background image

kompletnie nie brali pod uwagę stosunku sit, odległości i czasu potrzebnego 
na przeprowadzenie operacji. Jak już wspominaliśmy w innym miejscu, 
w takich warunkach naczelnicy okręgów, mianowani komisarzami obrony 
Rzeszy, nie myśleli również o przygotowaniu zamieszkującej okolice strefy 
walk ludności do szybkiej ewakuacji, nie mówiąc już o wdrażaniu procedur 

ewakuacyjnych. Zdarzyło się więc, że kilka tygodni później uciekające tabo­
ry zostały rozjechane przez nieprzyjacielskie czołgi. 

W 1. Armii Pancernej wiedziano, że lutowy sukces w obronie nie oznacza 

końca walk w okolicach Ostrawy. Gdy tylko Sowietom uda się odbudować 
oddziały, z pewnością przystąpią do kolejnego ataku. Nie mogą przecież 
tuż przed osiągnięciem celu - u wrót Ostrawskiego Okręgu Przemysłowego 
i otwierającej się za nim Niziny Morawskiej - po prostu przerwać ofensy­

wy i stanąć bezczynnie. Z pewnością szesciotygodniowe walki poważnie 

nadszarpnęły również rosyjskie siły. Piechota, uzupełniona „zdobycznymi" 
żołnierzami z odbitych terenów, była niezbyt przydatna, a niższe dowódz­
two wykazywało wyraźne braki w umiejętnościach wojskowych. Jednak za 
frontem stali komisarze, którzy z pistoletem w dłoni zmuszali każdego, kto 
się wahał, do natarcia i pędzili oddziały naprzód. Z drugiej strony również 
niemieckie oddziały nie stawały już na wysokości zadania. W czasie ostat­
nich walk zdarzały się ciosy, do których dawniej nie mogłoby dojść. Zginę­
ło zbyt wielu sprawdzonych dowódców, którzy potrafiliby temu zapobiec. 
Na ich miejsce przyszli oczywiście nowi, ale tylko część z nich dysponowała 
doświadczeniem w boju. Dlatego dla 1. Armii Pancernej mało przyjemną 
okolicznością była konieczność oddania ze swych przerzedzonych szeregów 
grup bojowych 359. i 545. Dywizji Grenadierów Ludowych do 17. Armii, 
gdzie spodziewano się nowej generalnej ofensywy. Na dotychczasowym od­
cinku armii pozostało więc zaledwie 12 dywizji, z których 7 można było 
określić jedynie mianem „grup bojowych". Do tego jeszcze 24 lutego odci­
nek armii powyżej Koźla i położonego dalej na północ niewielkiego przy­
czółka rosyjskiego pod Krapkowicami został wydłużony aż do Opola, 
a pod jej rozkazy trafiła „Grupa Korpuśna Śląsk" (naczelne dowództwo 

LVI Korpusu Pancernego z 344. i 168. Dywizją, do tego Estońska Ochot­

nicza Dywizja SS i Volkssturm). W tamtym czasie 1. Armia Pancerna była 
więc rozciągnięta od swej prawej granicy na południe od Rużomberka na 
Słowacji do Opola na obszarze co najmniej 300 km. Piętnaście dywizji bez 
wyjątku musiało stać na linii frontu, aby w ogóle móc pokryć ten obszar. 
Na tyłach znajdowały się jedynie niewielkie, lokalne rezerwy. Na wyprowa­
dzenie większego zgrupowania rezerwy brakowało po prostu sił. W razie 
potrzeby armia pancerna była tutaj zdana na pomoc Grupy Armii, której 
sytuacja jednak wcale nie przedstawiała się lepiej. Zmianę tego stanu słabo­
ści przyniosłoby prawdopodobnie poddanie regionu ostrawskiego oraz 

228 

background image

Górnego Śląska na zachód od Odry oraz wycofanie się w rejony górskie po 

obu stronach Bramy Morawskiej. Naczelny dowódca armii pancernej nie 

wiedział, czy i w jakim stopniu Grupa Armii snuje takie rozważania. Pewne 

jest, że Hitler nigdy nie wyraziłby zgody na taką propozycję. Dowódcy 

wojsk w randze armii nawet po wizycie Speera nie mogli oczywiście ocenić, 

czy dla niemieckiej gospodarki wojennej utrata regionu ostrawskiego 

w tamtym momencie w ogóle była do udźwignięcia, czy też doprowadziłaby 

ją na skraj katastrofy. Tak czy owak po rozmowach z ministrem dowódcy 

zyskali przekonanie, iż przykłada on wielką wagę do utrzymania tego re­

gionu przemysłowego. 

Ówczesna sytuacja zrodziła także następujący problem. Brakowało sił 

i środków, czy więc, przy takiej przewadze wroga, warto wdawać się w bi­

twę o utrzymanie Ostrawskiego Okręgu Przemysłowego, która w końco­

wym efekcie może doprowadzić zarówno do utraty armii, jak i tego ob­

szaru przemysłowego, oraz ewentualnego zdobycia przez wroga Bramy 

Morawskiej. Czy może w imię zachowania armii oraz obrony Czech 

i Moraw poddać okręg przemysłowy, zezwalając w ten sposób na straty, 

których niemiecka gospodarka wojenna nie będzie już w stanie wyrów­

nać? Istnienie tego problemu dowodzi, jak poważna stała się sytuacja 

i w jaką zależność od Sowietów popadło niemieckie dowództwo po klęsce 

frontu wschodniego. Nadszedł więc najwyższy czas, by zadośćuczynić 

wyrażonemu przez feldmarszałka von Rundstedta

198

 już jesienią 1944 r. 

żądaniu „zakończenia tej wojny". Ale w oczach Hitlera już choćby arty­

kułowanie takich myśli było zbrodnią. W tych warunkach, a także w imię 

utrzymania Śląska, naczelny dowódca - generał Schómer - zagrzewał 

żołnierzy do stawiania fanatycznego oporu. 

1. Armia Pancerna musiała się przygotować do odparcia wroga na do­

tychczasowych pozycjach. Poszerzenie obszaru dowodzenia przez „Grupę 

Korpuśną Śląsk" było nadzwyczaj niepożądaną okolicznością. Wystający 

na północ, broniony częściowo przez niewystarczające jednostki policji 

i Volkssturmu cypel, przełamany przez front między Krapkowicami 

- Opolem i Grodkowem, tworzył warunki do okrążenia od wschodu 

i północy. Jak 1. Armia Pancerna w takiej sytuacji miała przystąpić do 

1 9 8

 Feldmarszałek Gerd von Rundstedt (ur. 1875 w Aschersleben, zm. 1953 w Hanowerze) 

- niemiecki oficer od 1893 r. W czasie I wojny światowej oficer sztabowy na froncie zachod­
nim i w Turcji. Później w Reichswehrze. Od 1938 do 1939 r. w stanie spoczynku. W czasie 
II wojny światowej senior niemieckiego korpusu oficerskiego. Dowódca m.in. Grupy Armii 
„Południe" w agresji na Polskę w 1939 r.; Grupy Armii „A" w ataku na Francję w 1940 r.; 
Grupy Armii „Południe" w napaści na Rosję. Odwołany na skutek niepowodzeń ofensywy 
wczesną zimą 1941 r. Od marca 1942 r. dowódca Obszaru Operacyjnego „Zachód", z przerwą 
od lipca do września 1944 r. Po wojnie w niewoli amerykańskiej. Oskarżany o liczne zbrodnie 
wojenne ze względu na stan zdrowia nie stanął przed sądem. 

229 

background image

walk bez żadnych rezerw własnych? Kolejnym problemem był przyczółek 

w okolicach Koźla. Jego rozpiętość od Koźla do północnych okolic Raci­

borza wynosiła około 25 km, głębokość od 5 do 10 km. Na zachód od 

przyczółka aż do granicy gór rozpościerał się otwarty, pozbawiony znacz­

niejszych przeszkód pagórkowaty obszar, doskonały do przeprowadzenia 

większych operacji pancernych. Przyczółek ten stanowił więc doskonały 

punkt wyjścia do generalnej ofensywy. Dotychczasowy brak znaczących 

sukcesów nieprzyjaciela w przełamaniu tutejszej linii frontu, prócz oporu 

stawianego przez oddziały niemieckie wynikał również z tego, że wypro­

wadzał on ataki na zbyt krótkich odcinkach i po części w niewłaściwych 

kierunkach. Jeśli jednak teraz 1. Front Ukraiński przystąpiłby do wielkiej 

ofensywy zmasowanymi siłami, cios ten mógłby doprowadzić do zerwa­

nia połączenia z 17. Armią i okrążenia Ostrawskiego Okręgu Przemysło­

wego od północnego wschodu. Spokój, jaki zapanował tu po 23 lutego, 

i inne symptomy pozwalały podejrzewać, że nieprzyjaciel na przyczółku 

przygotowuje się do takiej większej operacji. Perspektywy obrony przy 

udziale istniejących sił i bez wystarczających rezerw były jednak bardzo 

nikłe. 

Dlatego 1. Armia Pancerna zdecydowała się ubiec nieprzyjaciela i zwę­

zić przyczółek, a jeśli będzie to możliwe, zlikwidować go, wyprowadzając 

natarcie. Oddane do dyspozycji nieliczne siły (na przykład działa sztur­

mowe) zostały przekazane do XI Korpusu. 4. Dywizja Górska musiała 

oddać z gór jeden ze swoich pułków, aby zwolnić do ataku walczącą pod 

Rybnikiem 8. Dywizję Pancerną, mimo że tamtejszy front można już by­

ło nazwać jedynie zasłoną. Aby odciążyć korpus, na jego północnym 

skrzydle przybyłe właśnie 168. i 304. Dywizje zostały połączone w „Gru­

pę Korpuśną generała Sielera" ze sztabem 304. Dywizji jako sztabem gru­

py. Termin natarcia ustalono na 8 marca. 

Również przed frontem Żory - Strumień i pozycjami na południe od 

Skoczowa wróg zdawał się przygotowywać do nowych ataków. Tym bar­

dziej konieczne stało się zawężenie sowieckiego wyłomu, istniejącego 

w dalszym ciągu na południowy zachód od Strumienia, co udało się 

wreszcie 28 lutego. Nieprzyjaciel ożywił się też ponownie w górach Sło­

wacji, gdy poprawiły się warunki pogodowe. 320. Dywizja Grenadierów 

Ludowych z trudem broniła się na dawnych pozycjach 3. Dywizji Gór­

skiej przed atakami Sowietów. 

Na przełomie lutego i marca pewne już było, że 4. Front Ukraiński, 

obejmujący około 13 dywizji strzelców, 3 brygady strzelców, 1 korpus 

zmechanizowany i 2-3 brygady pancerne, szykuje się do natarcia na ob­

szarze Strumień południowe okolice Skoczowa. 1. Armia Pancerna nie 

mogła jednak, tak jak XI Korpus, zniweczyć tego planu własnym ata-

230 

background image

kiem. W obszarze LIX Korpusu wróg mógł się wycofać za przeszkody te­
renowe i zaatakować później, o ile przy tym stosunku sił atak w ogóle był 

jeszcze możliwy. W obliczu przewagi wroga perspektywy obrony obec­

nych pozycji były jednak niewielkie. Generał Heinrici wielokrotnie myślał 

już o tym, by uniemożliwić nieprzyjacielowi rozbicie swoich oddziałów 

w okopach dobrze zaplanowanym przygotowaniem ogniowym w czasie 
głównego natarcia, przejściem przez pozostałości oddziałów i dokona­

niem przełomu przez postępujące za nim czołgi. Sam, jako oficer sztabu 
generalnego atakującej dywizji, doświadczył już w 1918 r. pod Reims, jak 

Francuzi wymknęli się na przygotowaną wcześniej linię na tyłach spod 

niemieckiego ognia huraganowego i zdołali odeprzeć niemiecki atak. 
Przez cały czas towarzyszył mu rozkaz Hitlera, by nie oddać nawet piędzi 
ziemi, oraz obawy, czy w trakcie odwrotu niemieckie oddziały nie utracą 
wewnętrznej spójności. W trakcie II wojny światowej wielokrotnie przy 
tym doświadczył, że szerzej zakrojone, przygotowane manewry odwrotu, 
których cel wyjaśniono oddziałom, nigdy nie zaszkodziły panującym 

w nich nastrojom, wręcz przeciwnie: poczucie, że nie muszą bezczynnie 

poddawać się woli wroga, że - używając potocznego wyrażenia - mogą 
wystrychnąć go na dudka, nawet poprawiały ich postawę. Ogólnie 
i w szczegółach w czasie każdej bitwy ruch tworzy możliwość wyjścia 
z niekorzystnej sytuacji i przeprowadzenia lepszego kontrataku. Taki od­
wrót wchodzi w rachubę oczywiście tylko w tej fazie walki, w której nie­
przyjaciel utrzymuje przewagę poprzez zmasowanie sił artyleryjskich 
i bardzo drobiazgowe przygotowanie ognia. 

Jeśli słowo „obrona" w znaczeniu utrzymania pozycji za wszelką cenę 

miało nie stracić sensu, w ciągu kolejnych dni należało wytrwać na cof­
niętej, lecz zwartej pozycji. Ponieważ ze względu na stan steranych bojem 
dywizji naczelny dowódca 1. Armii Pancernej był przekonany, że front na 
linii Strumień - Skoczów można będzie utrzymać tylko wtedy, gdy uda 
się uchronić walczące tam oddziały przed szokiem pierwszego zmasowa­
nego przygotowania ogniowego Sowietów, rozkazał od dowódcy LIX 

Korpusu Piechoty, generałowi von Tresckowowi

199

, przygotować cofnię­

tą o 3-4 km główną linię walk. Nocą przed rozpoczęciem ataku miały się 
tam wycofać jego oddziały, pozostawiając słabe stanowiska bojowe. De­
cydująca faza obrony miała się odbyć dopiero tam, na tyłach. Niestety, 
bliskość kopalń węgla Frysztatu i Karwiny nie pozwoliła jeszcze bardziej 

1 9 9

 Gen. Joachim von Tresckow (ur. 1894 w Gdańsku, zm. 1958 w Buckeburgu) oficer 

niemiecki od 1914 r. Od 1940 r. dowódca 58. pp. Do września 1944 r. dowódca 18. DPolowej 
Luftwaffe. Od lutego 1945 r. dowódca L1X KP. 

231 

background image

cofnąć głównej linii walk. Prócz tego zlecono korpusowi, by jak najszyb­

ciej, na podstawie informacji otrzymanej od jeńców, ustalić dzień rozpo­

częcia nieprzyjacielskiej ofensywy. Przygotowania te przeprowadzono 

w pełnej komitywie korpusu i armii. 

Plan 1. Armii Pancernej obejmował dwie różne akcje. Na północy za­

mierzano rozbić atakiem przygotowania 1. Frontu Ukraińskiego do ofen­

sywy na przyczółku w Koźlu, podczas gdy front po obu stronach Strumie­

nia miał się lekko wycofać na tyły przed ofensywą 4. Frontu Ukraińskiego, 

odbierając jej impet i w efekcie przechwytując atak. 

background image

W bitwie na Górnym Śląsku 

od 15 do 25 marca wróg zdobywa 

Nysę i Prudnik 

Zaostrzająca się sytuacja angażuje na Górnym Śląsku oddziały przewi­

dziane do odsieczy Wrocławia - Słaba „Grupa Korpuśna Wrocław" nie mo­
że się wycofać przed nadciągającym oskrzydleniem - Atak „uprzedzający" 
na przyczółek w Koźlu zakłóca nieprzyjacielskie przygotowania do ofensy­

wy - Atak kleszczowy na Prudnik, rozpoczęty 15 marca, udaje się zatrzy­

mać dopiero na skraju gór na południe od Prudnika nad Nysą Głuchołaską 
- Spóźniony odwrót pociąga za sobą wielkie straty, szczególnie materialne 

(zob. mapy nr 1 i 7 w załączeniu oraz mapa nr 10 w tekście) 

yzwolenie Lubania na początku marca zwolniło siły przewidywane 

-jako pancerna grupa uderzeniowa - do odsieczy dla Wrocławia: 

XXIV Korpus Pancerny z 8. i 16. Dywizją Pancerną oraz Dywizją 

„Fiihrer-Begleit", do których dołączyła później jeszcze 17. Dywizja Pancer­

na. Wróg najwidoczniej zorientował się w naszych zamiarach. W tym sa­

mym czasie bowiem, kiedy miano przystąpić do przegrupowania tego kor­

pusu pancernego na obszarze na południe od Wrocławia, wróg rozpoczął 

w mieście kampanię propagandową, opisywaną w dokumentalnej relacji 

Festung Breslau w ogniu.

 Tuż po wiadomościach o 9.00 po niemieckim sy­

gnale i głosem niemieckiego nadawcy oznajmiono, że nadeszła godzina wy­

zwolenia, gdyż kilka dywizji pancernych, sprawdzonych na froncie wschod­

nim, zdołało od południa przerwać pierścień okrążenia. Ta paskudna 

sztuczka o mały włos zakończyłaby się powodzeniem. Kosztowałaby życie 

wielu wrocławian, zmierzających na południe miasta. 

Z realizacji tego zamiaru nic niestety nie wyszło, ponieważ na prawym 

skrzydle grupy wojsk - w 1. Armii Pancernej - zaznaczył się początek 

drugiej bitwy o Morawsko-Ostrawski Okręg Przemysłowy. Dlatego cenne 

siły pancerne musiały udać się na Górny Śląsk; o walkach tych przeczyta­

my w dalszej części tej książki. 

233 

background image

Nowa i ze względu na swą rozpiętość groźna burza rozpętała się rów­

nież nad prawym skrzydłem 17. Armii. Spoglądając z mierzącej 7!8 m 

wysokości Ślęży na północ, na płonący dniem i nocą Wrocław, można 

było - o ile ów wyjątkowy punkt widokowy nie był akurat spowity przez 

chmury - ze szczegółami dostrzec oddaloną zaledwie o 16 km autostradę 

obok Kątów Wrocławskich i odbywający się na niej nieprzyjacielski ruch; 

obserwować to było można również w nocy, ponieważ wróg, w pełni wy­

korzystując swą przewagę, mógł sobie pozwolić na przemieszczanie się 

z pełnym oświetleniem. Inny, równie ważny punkt znajdował się około 

300 m niżej, chmury zakrywały go rzadko i dlatego stanowił bardzo do­

bry punkt obserwacyjny: był to Gromnik, góra wysokości 393 m, położo­

na 9 km na południowy wschód od Strzelina, oddalona w linii prostej za­

ledwie 18 km od autostrady w okolicach na północny wschód od 

Wiązowa. Nieprzerwane obserwacje wykazały ruch w kierunku południo-

wo-zaehodnim, rosnący wciąż aż do końca marca. Na podstawie dal­

szych, w dużym stopniu pokrywających się wyników rozpoznania do­

wództwo uzyskało jasny obraz nieprzyjacielskich zamiarów, które 

potwierdziła później rozpoczęta 15 marca operacja ofensywna. Nasz łuk 

frontu, wystający daleko na wschód, aż do linii Odry pod Opolem, od 

dawna był cierniem w oku wroga. Stamtąd nasza linia biegła bowiem 

wzdłuż Odry aż do północnych okolic Raciborza, skąd -jak już opisywa­

liśmy - skręcała na południowy wschód w kierunku Rybnika. Nie było 

wątpliwości, że wróg w dalszym ciągu będzie wyciągał rękę po Moraw-

sko-Ostrawski Okręg Przemysłowy. Trzeba było jednak także zlikwido­

wać nareszcie łuk frontu po Opolem. Bo przecież stamtąd mogłaby 

w pewnym momencie wyruszyć na północ oskrzydlająca i w związku 

z tym niebezpieczna niemiecka ofensywa, która postawiłaby sowieckie 

dowództwo w trudnej sytuacji. Zanim zajmiemy się bitwą rozpoczętą 

15 marca, warto jeszcze powiedzieć kilka słów o poruszającej wstępnej 

akcji 1. Armii Pancernej. Armia ta i tak miała do wykonania bardzo 

trudne zadania, rozgrywające się jednak dalej na południe - ich celem by­

ła ochrona Morawsko-Ostrawskiego Okręgu Przemysłowego. Północna 

granica armii została teraz przesunięta aż do Opola, a to znaczy, że roz­

ciągnięty został na północ i tak już zbyt rozległy obszar, na którym ope­

rowała armia. Zatroskany nadciągającymi wydarzeniami generał Heinrici 

zwizytował odcinek między Koźlem i Opolem, przydzielony właśnie 

1. Armii Pancernej. Na wschodzie, z przeciwległego brzegu Odry na nasze 

pozycje spoglądała Góra Świętej Anny, która 25 lat wcześniej odegrała 

decydującą rolę w walkach niemieckich ochotników z polskimi powstań­

cami. Po tamtej stronie rzeki można było dostrzec potężne obiekty prze­

mysłowe - rafinerie w Kędzierzynie i Blachowni w rejonie Koźla oraz fa-

234 

background image

bryki obuwia na zboczach Góry Świętej Anny. Dalej na północ u naszych 
stóp w dolinie Odry rozpościerało się Opole, najwyraźniej niezbyt znisz­

czone. Niemiecka ludność została zmuszona do ucieczki w ostatniej deka­
dzie stycznia. Ileż ogromnych dóbr utracono na tych terenach! Czy jednak 

na tym odcinku między Koźlem a Opolem, gdzie stacjonowały jeszcze 
nasze słabe oddziały, rzeka faktycznie została zabezpieczona w dostatecz­
nym stopniu? Pomijając przyczółek w Krapkowicach i naprzeciw Opola, 
na tzw. froncie znajdował się jedynie wątły łańcuszek posterunków. Odcię­
ta od odległego odcinka frontu przez tereny leśne szerokości 25 km i dłu­
gości niemal 30 km w okolicach Tułowic i Chrzelic 1. Armia Pancerna nie 
była w stanie dopomóc czysto piechotnymi siłami w razie rosyjskiego ata­
ku. Tego rodzaju przemyślenia pojawiły się również w Grupie Armii. Dla­
tego na początku marca dowodząca z północnych okolic Koźla Grupa 
Korpuśna „Śląsk" została na nowo podporządkowana 17. Armii. Północ­
ne skrzydło 1. Armii Pancernej kończyło się teraz koło Koźla. 

Pod koniec stycznia w 1. Armii Pancernej zauważono przygotowania 

do ataku między Raciborzem a Koźlem, gdzie głęboki na około 10 km 
przyczółek pod Polską Cerkwią szczególnie sprzyjał ofensywnym pla­
nom. Miały one związek z późniejszą, główną częścią operacji. 8 marca 

1. Armia Pancerna wysłała XI Korpus do ataku na ten przyczółek. Trafił 

on w sam środek intensywnych przygotowań do natarcia. Na południu 
sprawdzonym wielokrotnie w boju dywizjom (1. Dywizji Strzelców Gór­
skich i 97. Dywizji Strzelców, wspieranych przez słabą 8. Dywizję Pancer­
ną) udało się wedrzeć na przyczółek i wyprzeć broniącego się zajadle nie­
przyjaciela. Kolejne dwa dni wypełniły walki przebiegające ze zmiennym 
skutkiem. Nie udało się zamknąć luki, jaka powstała między postępującą 

naprzód i stojącą w miejscu częścią korpusu. 10 i 11 marca natomiast od­
parte zostały wszystkie zaciekłe kontrataki Sowietów na zajęte w połu­
dniowej części przyczółka niemieckie pozycje. Korzyść wynikająca z tego 
ataku polegała również na potwierdzeniu przypuszczalnych zamiarów 
nieprzyjaciela, które udało się teraz zakłócić. 

Na podstawie sowieckiego rozwinięcia, opartego na bardzo silnej prze­

wadze, określono dwa główne ugrupowania i, z dużym prawdopodobień­
stwem, dwa przypuszczalne główne kierunki natarcia, do którego wręcz 
zachęcał sięgający do Opola łuk z dwiema rozległymi flankami: natarcie 

północne, wychodzące z Grodkowa miało być prawdopodobnie skiero­

wane na południe, na Nysę, oraz na południowy wschód, na Prudnik, 

podczas gdy siły atakujące z obszaru Koźla pójdą na zachód, z celem 
ogólnym również w Namysłowie. Tam więc, w okolicach Prudnika, oba 
ostrza długich ramion kleszczy spotkają się i odetną niemieckie oddziały 

znajdujące się na północy, w wielkim kotle. Zgodnie ze sprawdzonym 

235 

background image

Kolumna niemieckich żołnierzy udających się do niewoli sowieckiej, przechodząca przez 

jedno z ..wyzwolonych" dolnośląskich miasteczek, wiosna 1945. 

od Nysy. W okolicach Nysy i na południe od niej dowodził teraz generał 

Heinrici, dowódca XL Korpusu Pancernego. Jest on nam znany z walk 

w odwrocie na północnym skrzydle Grupy Armii przez Nową Sól - Ciga-

cice-Zieloną Górę do Gubina, skąd przybył teraz tutaj wraz z naczelnym 

dowództwem. Utrata Nysy wzbudziła wówczas spore zamieszanie i na 

polecenie Schórnera niemal kosztowała życie dwóch oficerów, komen­

danta i jego zastępcy (pułkownika Sparrego i majora Jiinglinga), gdyby 

generał Heinrici, a następne kryjący go generał Schulz nie interweniowali 

równie energicznie, co odważnie, odmawiając rozstrzelania obu oficerów 

bez wyroku sądowego.

 Sytuacja drogowa wokół Nysy w żaden sposób nie 

zmuszała wroga do szybkiego zdobycia bronionego zaciekle miasta, co 

przyniosłoby wiele ofiar. Nysę można było bowiem wygodnie obejść ze 

wszystkich stron. Po zajęciu przez nieprzyjaciela Prudnika 19 marca 

i opanowaniu rozwidlenia linii kolejowej na północ od Głuchołaz Nysa 

jako węzeł komunikacji kolejowej stała się bezwartościowa. Miasto Nysa 

leży przecież w dolinie rzeki Nysy. Istotne było natomiast opanowanie 

wzgórz po obu stronach miasta oraz odcinka Białej Głuchołaskiej. W ob­

liczu niedoboru sił odpowiedzialny dowódca, generał Schulz, zupełnie 

świadomie osłabił siłę „twierdzy" Nysa na rzecz obrony terenu, którego 

utrzymanie uznano za ważniejsze. 

238 

background image

Na froncie wschodnim tej bitwy 344. Dywizja pod dowództwem genera­

ła Jollasse, znanego z walk na przyczółku ścinawskim jako dowódcy 408. 

Dywizji, broniła Odry między Koźlem i Krapkowicami. Jego poprzednik, 

złożony chorobą generał Kossmala

202

, wpadł w ręce wroga 18 marca 

w trakcie spóźnionej ucieczki ze szpitala wojskowego w Głogówku i zagi­

nął. Rozpoczęte 15 marca rosyjskie natarcie szybko spowodowało głębokie 

wyłomy na linii połączenia z sąsiadem od prawej, ugrupowaniem bojowym 

18. Dywizji Grenadierów Pancernych SS (pod dowództwem SS-Oberfiihre-

ra Bochmanna

203

). W czasie obrony wyróżnił się szczególnie dywizjon dział 

szturmowych pod dowództwem doświadczonego i dalekowzrocznego kapi­

tana Lederera, a także pułk artylerii dowodzony przez znakomitego puł­

kownika Kiewitta. Pułk ten walczył niezmordowanie i z kilkoma bateriami 

wytrwał w rejonie Pokrzywnicy aż do kapitulacji. Niszcząc bezpośrednim 

ostrzałem i częściowo w walce wręcz liczne czołgi, zatrzymał zrazu dalszy 

marsz wroga. Także jedno z sowieckich źródeł z uznaniem mówi o zacie­

kłym oporze w tamtym rejonie. Mimo to, wskutek przełamania naszych li­

nii dalej na południe przez wroga, który już 17 marca przystąpił do prze­

kraczania Osobłogi pod Głogówkiem, pierścień wokół dywizji został 

zamknięty. Wspólnie z częścią 18. Dywizji Grenadierów Pancernych SS, 

która do niej dołączyła, dywizja została zepchnięta na północny zachód 

w rejon na północ od drogi Koźle - Głogówek - Prudnik. Po stanowiskach 

dowodzenia dywizją w Walcach (17 marca), Kornicy (18 marca) oraz Gołu-

chowie i Błażejowicach Dolnych (19 marca) można prześledzić drogę dywi­

zji, usiłującej wyrwać się z kotła. Sytuacja stała się krytyczna i skompliko­

wana: nieprzyjaciel był ze wszystkich stron i brakowało łączności 

z sąsiadami. Istniała jedynie łączność radiowa z XXIV Korpusem Pancer­

nym - poza obszarem kotła - któremu tymczasem dywizja została podpo-

2 0 2

 Gen. Georg Kossmala (ur. 1896 w Mysłowicach, zaginął w 1945 na Górnym Śląsku) 

- oficer niemiecki od 1917 r. Ochotnik w armii podczas I wojny światowej. Od 1920 r. w poli­
cji. Wstąpił do Wehrmachtu w 1935 r. Dowodził batalionem w 38. pp, z którym brał udział 
w napaści na Polskę w 1939 r. Ciężko ranny. Od września 1940 r. dowódca batalionu w 222. 
pp. Od czerwca 1942 r. dowódca 6. pp w walkach pod Demjańskiem i Leningradem. Od sierp­
nia 1944 r. dowódca 32. DP, a od października tego roku 344. DP. W marcu 1945 r. zaginą! 
w walkach na Górnym Śląsku. 

2 0 3

 Oberfuhrer Georg Bochmann (ur. 1913 r. w Albernau. zm. 1973 w Offenbach a. Main) 

- członek SS-Totenkopfverbande od 1934 r. Od 1936 r. w pułku SS-Totenkopf „Oberbayern". 
W kampanii francuskiej 1940 r. dowódca kompanii tego pułku. Później dowódca batalionu 
przeciwpancernego Dywizji SS „Totenkopf". W 1941/1942 w walkach w Rosji nad jeziorem 

Łowat i pod Demjańskiem. Od lata 1942 r. dowódca batalionu w zmot. pułku SS „Thule". Od 

maja 1943 r. dowódca 3. pułku pancernego SS „Totenkopf. W 1944 r. krótko dowodził 
9. pułkiem pancernym SS „Hohenstaulen". a następnie od stycznia 1945 r. 18. DGrenPanc SS 

„Horst Wessel". Od końca marca dowódca 17. DGrenPanc SS „Gótz von Berlichingen". 
W niewoli amerykańskiej od 8 maja 1945 r. 

239 

background image

rządkowana. Ponieważ naczelne dowództwo zwlekało z odpowiedzią na 

wszelkie zapytania dywizji dotyczące możliwości i zezwolenia na ucieczkę 

w kierunku południowym, przez Racławice Śląskie, generał Jollasse 

19 marca o 15.00, w obliczu pogarszającego się gwałtownie położenia, zde­

cydował się na samodzielne działanie. Do XXIV Korpusu został przesłany 

następujący komunikat radiowy: „Przystępuję do wyłomu na Racławice 

Śląskie o 17.00. Jollasse". W ten sposób przejął na wszelki wypadek wy­

łączną odpowiedzialność dowódcy dywizji za podjętą indywidualnie decy­

zję. Warunkiem powodzenia akcji było utrzymanie miejscowości Wierzch, 

o którą przez cały dzień toczyły się zacięte walki. I znowu wykazał się tu 

dywizjon dział szturmowych kapitana Lederera, który wytrwał z działami 

szturmowymi, samobieżnymi działami przeciwlotniczymi 2 cm oraz z plu­

tonem towarzyszącym, złożonym z 60 dawnych uczniów szkoły lotniczej 

Luftwaffe, odpierając wszystkie ataki wroga. Wyróżnił się tu także 

SS-Oberfuhrer Bochmann wraz z częścią 18. Dywizji Grenadierów Pancer­

nych SS. Nawiasem mówiąc, od jeńców dowiedziano się później, że zapla­

nowane na 19 marca unicestwienie dywizji spaliło na panewce pod wpły­

wem oporu stawianego w miejscowości Wierzch. O zmroku 3 szeroko 

rozciągnięte grupy uderzeniowe, wymieszane z zaprzęgami i nieszczęsnymi 

taborami ludności ruszyły przez grząskie polne bezdroża, by przełamać li­

nię wroga w okolicach Wierzchu. Nieprzyjaciel prowadził intensywny 

ostrzał niemal zupełnie odkrytego terenu. Zapchana wozami taboru innych 

dywizji miejscowość została już częściowo opanowana przez wroga. W bla­

sku płonących domostw udało się zniszczyć kilka czołgów i wyprzeć nie­

przyjaciela ze wsi. Do dywizji dołączyła również od północy część 20. Dywi­

zji SS, zwiększyła się więc liczba walczących żołnierzy. Owa masa ludzi 

utworzyła w końcu falę, która przetoczyła się przez wąski jeszcze rosyjski 

front. Wielką goryczą natomiast przepełniał fakt, że w owych kolumnach 

znajdowały się kobiety z dziećmi i wózkami dziecięcymi. Linię udało się 

przełamać, natomiast zniszczone zostały już niestety mosty na Osobłodze 

i Białej na południe i południowy zachód od Racławic Śląskich. Trzeba by­

ło pozostawić wiele pojazdów, armat oraz ostatnie działa szturmowe. Nie­

którym artylerzystom udało się natomiast przedrzeć na drugą stronę na 

wyprzężonych koniach. 

Dywizja zebrała się w okolicach Arnułtowic i Jędrychowa, gdzie już 

następnego dnia odwiedził ją generał Schórner. Nie krytykując samowol­

nego podjęcia decyzji o przełamaniu linii, wyraził dywizji swoje uznanie 

za skuteczny wyłom, obiecał kilka dni odpoczynku i przyspieszył dostawę 

utraconej w całości amunicji. Trzeba byłoby zadać sobie pytanie, z jakiej 

cudownej skrzyni miałby to wszystko wyciągnąć, skoro zarówno tutaj, 

jak i w innych miejscach ponoszono straty w wyniku rozkazu „utrzymać 

240 

background image

za wszelką cenę". A jednak, jak relacjonuje generał Jollasse, jeszcze tego 

samego dnia do oddziału przybyła dostawa amunicji. Ale już 2 dni póź­
niej w ogniu rozpętanych od nowa walk kompania dział szturmowych 
pod dowództwem kapitana Lederera pieszo z bronią, lecz bez właściwego 

wyposażenia utraconych i jeszcze nieodzyskanych dział szturmowych, 
musiała odbić ważne, będące przedmiotem zaciekłych walk zaplecze na 

południowy wschód od Mostowic. Ożywczy wpływ na ciało i ducha żoł­
nierzy miały szybkie i obfite dostawy aprowizacyjne. 

Przed końcem tego rozdziału należy jeszcze wspomnieć o sprawdzonej 

w boju 344. Dywizji. Po bardzo ożywionej i skutecznej walce obronnej na 
skraju gór na południowy zachód od Prudnika 16 kwietnia została ona 
załadowana w Otmuchowie i przewieziona na Łużyce do 4. Armii Pan­
cernej, gdzie potem, w ciężkich walkach na północny zachód od Chocie­

buża 22 kwietnia dokonał się jej los. 

W rozpoczętej 15 marca bitwie Grupa Armii utraciła obszar Koźle -

Opole - Grodków - Nysa - Prudnik. Czy jednak była to wyłącznie strata 
terenów? Znacznie bardziej ważyła utrata żołnierzy, ciężkiej broni i amuni­
cji. Jeszcze bardziej niż 344. Dywizja i 18. Dywizja Grenadierów Pancer­
nych SS ucierpiały dywizje LVI Korpusu Pancernego (Grupa Korpuśna 
„Śląsk"), złożone z estońskich ochotników. Wskutek braku dalekowzrocz-
ności i opóźnień w wydawaniu zarządzeń w bitewny ogień dostały się zno­
wu tabory z kobietami, dziećmi i starcami. 

Na koniec zacytujmy ocenę, a właściwie wyrok dowódcy dywizji, gene­

rała Jollasse: „344. Dywizji w ostatnich miesiącach stawiano zadania pra­
wie niemożliwe do zrealizowania, całkowicie nieprzystające do osobowej 
i materialnej przewagi wroga oraz własnych sił. Choć nadrzędne instancje 
(Grupa Armii, armia, korpus) miały w pewnym sensie związane ręce 
i niemożliwe było podjęcie samodzielnych decyzji, walczący oddział jako 
szczególnie bolesny odczuwał fakt, że zezwolenia na odwrót czy wyłom 

udzielano dopiero wtedy, gdy było już nań za późno lub gdy wiązał się on 

ze znaczącymi stratami. Tego uczucia opuszczenia nie złagodził także 

fakt, że decyzja o samodzielnym działaniu została po fakcie usankcjono­
wana od góry". 

Naczelny dowódca 17. Armii, generał Friedrich Schulz, który, jak wie­

my, nie obawiał się naciskać na przeniesienie głównego ciężaru walk na 
wschód, został ku swemu zaskoczeniu wezwany pod koniec marca przez 

Hitlera do Berlina. Hitler, po godzinnym monologu, w którym próbował 

go przekonać, iż wbrew jego opinii główny ciężar walk winien pozostać 
na zachodzie, zlecił mu dowodzenie Grupą Armii w środkowych i połu­
dniowych Niemczech. Sam będzie mógł tam zobaczyć, że ocena ogólnej 
sytuacji przez Hitlera jest tą jedyną i właściwą. Generał Schulz relacjo-

241 

background image

nował później, że czuł się jak dezerter, opuszczając swą krwawiącą śląską 

ziemię ojczystą i 17. Armię. Bo naczelnych dowódców i żołnierzy łączyła 

głęboka więź i absolutne wzajemne zaufanie. Jego następca, również ro­

dowity Ślązak, generał piechoty Hassę

2 0 4

, przybył na początku kwietnia, 

zmarł zaś tuż po kapitulacji. 

2 0 4

 Gen. Wilhelm Hassę (ur. 1894 w Nysie, zm. 1945 w obozie Pisek) - oficer niemiecki od 

1914 r. Po I wojnie światowej w Reichswehrze. Na licznych stanowiskach sztabowych i w mi­

nisterstwie Reichswehry. W agresji na Polskę w 1939 r. oficer operacyjny Grupy Armii „Pół­
noc". W 1940 r. w tej samej funkcji w sztabie Grupy Armii „B" w kampanii na zachodzie. Od 
grudnia 1940 do stycznia 1942 r. szef sztabu 18. Armii walczącej w krajach nadbałtyckich 
i północnej Rosji. Następnie szef sztabu Grupy Armii „Północ". Od lutego 1943 r. krótko 
w rezerwie kadrowej. Od listopada 1943 r. dowódca 30. DP. Od sierpnia 1944 r. dowódca 

II K.P. Uczestnik trzech bitew kurlandzkich. Od marca 1945 r. dowódca 17. Armii. Ranny do­
stał się do niewoli sowieckiej, gdzie zmarł 9 maja 1945 r. 

background image

1. Armia Pancerna także w drugiej 

bitwie od 8 do 21 marca broni 

Ostrawskiego Okręgu Przemysłowego 

Odwrót przed huraganowym ogniem nieprzyjaciela, za który odpowie­

dzialność przyjął generał Heimie - Ow odwrót, niezauważony przez wroga, 
rozproszył nieprzyjacielskie natarcie i pozwolił nam zachować zdolność bo­

jową do skutecznej walki w obronie - Sukcesy nieprzyjaciela pod Prudni­

kiem grożą przełomem przez Głubczyce na Krnov, zniweczonym przez 

XXIV Korpus Pancerny - 20 marca generał Heinrici zostaje mianowany 

naczelnym dowódcą Grupy Armii „ Wisła" (obrona Berlina) 

(zob. mapy nr 1 i 7 w załączeniu oraz mapa nr W w tekście) 

J

ak już powiedzieliśmy, widoczne od wielu dni, potwierdzone natar­

ciem XI Korpusu rosyjskie przygotowania do ofensywy na przyczółku 

kozielskim skłoniły Grupę Armii na początku marca do rezygnacji z plano­

wanej odsieczy dla oblężonego Wrocławia i przeniesienia przewidzianych do 

odsieczy oddziałów XXIV Korpusu Pancernego z 16. i 17. Dywizją Pancer­

ną oraz Dywizją „Fuhrer-Begleit" na obszar Głubczyce - Krnov - Cieszyn. 

1. Armia Pancerna zwolniła ze swej strony 8. Dywizję Pancerną i oddała ją 

do dyspozycji LIX Korpusu na lewym skrzydle. Po wizytacji przez naczel­

nego dowódcę frontu północnego przyczółka w Koźlu, z której nie miał naj­

lepszych wrażeń, armia pancerna 11 marca zdecydowała wprowadzić na tę 

osłabioną pozycję także 78. Dywizję Grenadierów Ludowych, która zdążyła 

się przegrupować na górskich pozycjach na południe od Żywca. Transport 

ruszył 13 marca. Z powodu trudności z wymianą i problemów kolei dywizja 

osiągnęła gotowość do walki pod Głubczycami dopiero 17 marca. Pozycje 

w górach były teraz obsadzone jedynie punktowo. 

Podczas walk na zachód od Odry, w nocy z 8 na 9 marca w okolicach 

Strumienia wzięto do niewoli jeńców, którzy wymienili 10 marca jako 

dzień ofensywy 4. Frontu Ukraińskiego. Po odparciu tradycyjnego rosyj­

skiego rozpoznania atakiem 9 marca armia wydała LIX Korpusowi roz-

243 

background image

kaz zajęcia pozycji na głównej linii walk. Odwrót przebiegł niezauważony 

przez wroga. Huraganowy ogień przygotowawczy rosyjskiej ofensywy 

oraz ataki samolotów bojowych następnego ranka zostały programowo 

skierowane na opuszczone niemieckie pozycje; wielkie natarcie piechoty 

trafiło w próżnię. Wskutek zbyt małej odległości od głównej linii walk 

nieprzyjaciel dotarł do niej jednak już koło południa, a po południu pod­

jął próbę jej przerwania. Wielkie, zwarte natarcie rozproszyło się jednak 

na wiele pojedynczych potyczek, które nie wymagały zmasowanego 

wsparcia artylerii. W tych warunkach rosyjskie dowództwo zrezygnowało 

z użycia w akcji pierwszego dnia przygotowanych do przełomu jednostek 

pancernych. W ten sposób niemiecka obrona zyskała 24 godziny, w cza­

sie których na pomoc walczącej piechocie mogła dotrzeć przez Frysztat 

wyładowana właśnie pod Cieszynem 16. Dywizja Pancerna oraz 8. Dywi­

zja Pancerna na wschód od Żor. Planowane przez Sowietów przetoczenie 

się 1. i 4. Frontu Ukraińskiego wspólnym atakiem przez 1. Armię Pancer­

ną zostało pokrzyżowane zakłóceniami rosyjskich przygotowań na przy­

czółku w Koźlu oraz odwrotem na główną linię walk. 1. Front Ukraiński 

musiał najpierw doprowadzić z powrotem do porządku swoje jednostki, 

a czołgi 4. Frontu Ukraińskiego stały bezczynnie. Raport Wehrmachtu 

tak relacjonuje ten dzień walk: „Po intensywnym przygotowaniu ognio­

wym Sowieci przystąpili do natarcia między Bielskiem (chodzi tu o Sko­

czów) i Strumieniem przy udziale kilku dywizji strzelców wspieranych 

przez czołgi. Zręczne prowadzenie walki pozwoliło odeprzeć wroga 

sprzed naszych głównych pozycji bojowych i zadać mu ciężkie straty. So­

wieckie ataki kończyły się niepowodzeniem także na północ od Racibo­

rza; Sowieci stracili tu 20 czołgów". Ale to nie oznaczało jeszcze wygranej 

bitwy. Podczas gdy 13 i 14 marca na przyczółku w Koźlu panowała cisza, 

przede wszystkim na północ i południe od Strumienia trwały gwałtowne 

ataki nieprzyjaciela przy udziale silnych jednostek pancernych. 3. Dywi­

zja Górska, która po wykonanym odwrocie na główną linię walk z łatwo­

ścią odparła nieprzyjaciela, 11 marca przystąpiła do kontrataku i, biorąc 

do niewoli licznych jeńców, powróciła na swą poprzednią pozycję. W jej 

ręce wpadły przy tym jednostki szturmowe komitetu „Wolne Niemcy" 

w niemieckich mundurach, a wśród nich wrocławski aktor, który według 

swych własnych słów „odegrał rolę intryganta", a więc pozostał wierny 

swemu fachowi również w czasie wojny. 

11 marca na obszar na południowy zachód od Strumienia i na wschód 

od Żor przybyły 16. i 8. Dywizje Pancerne. Ponieważ Rosjanie opóźniali 

rozpoczęcie akcji, jednostki te przybyły jeszcze w samą porę, by zdążyć 

stawić opór Rosjanom podczas pierwszego ataku. Również więc z tego 

względu manewr odwrotu na główną linię walk okazał się opłacalny. 

244 

background image

W trakcie wspólnych potyczek z walczącymi na tym odcinku dywizjami, 

które armia wzmocniła, osłabiając w najwyższym stopniu front w górach, 

do 15 marca w ciężkich bitwach udawało się jeszcze odpierać wroga. Na 

północnym skrzydle LIX Korpusu, w wykrwawionej 75. Dywizji, zdołał 

on jednak 13 marca wedrzeć się na głębokość niemal 7 km w stronę Żor, 

mimo że dywizja dzielnie broniła tego terenu. Znajdująca się na tyłach te­

go odcinka 8. Dywizja Pancerna wspólnie z 91. pułkiem strzelców gór­

skich pomogła przechwycić wyłom, a III batalion strzelców górskich 

wdarł się nawet na głębokość 5 km (!) przed własną linię. Zdany wyłącz­

nie na siebie, w ciągu następnej nocy poniósł jednak ogromne straty. Bar­

dziej na południe - mimo intensywnych wysiłków - nieprzyjaciel nie prze­

dostał się dalej niż 1-2 km w głąb. W dzienniku wojennym sztabu 

dowództwa Wehrmachtu 12 marca zanotowano: „Udana obrona pod 

Strumieniem"; 14 marca: „Pod Strumieniem nasze siły pancerne w natar­

ciu"; 15 marca: „XXIV Korpus Pancerny wraz z 8. i 16. Dywizją Pancer­

ną nie zdołały się przedrzeć, ale przechwyciły nieprzyjacielski cios". Prze­

bieg 4. Frontu Ukraińskiego został więc ustalony. 

W bitwie rozpętanej 15 marca między Koźlem a Grodkowem, w której 

między Raciborzem a Koźlem znalazł się XI Korpus, czyli północne skrzy­

dło 1. Armii Pancernej, korpusowi udało się jeszcze pierwszego dnia zatrzy­

mać Sowietów. Gdy jednak drugiego dnia bitwy, 16 marca, powstały głę-

Żotnierze Wehrmachtu podczas krótkiej przerwy w działaniach frontowych. Ubrani są 

w białe, zimowe kurtki maskujące (trzech od lewej) i panterkę (z prawej), Dolny Śląsk, 1945. 

245 

background image

bokie wyłomy w kierunku na Głubczyce, sytuacja na tyle się zaostrzyła 
i została oceniona jako tak poważna, że trzeba było sprowadzić rezerwy. 
Grupa Armii sprowadziła 254. Dywizję z frontu 17. Armii w centralnej czę­
ści Śląska, podczas gdy w 1. Armii Pancernej z ciężkim sercem musiano 
podjąć decyzję o wycofaniu 16. Dywizji Pancernej z frontu walk na połu­
dniowy zachód od Strumienia. Została ona skierowana do Głubczyc. Bo 
gdyby na południowym skrzydle bitwy rozgrywającej się na obszarze Koź­
le - Grodków - Nysa nieprzyjacielowi udał się dodatkowo wyłom na 

Krnov przez Głubczyce, niepewny jeszcze sukces w bitwie o Ostrawski 

Okręg Przemysłowy mógł stanąć pod znakiem zapytania. 

Bitwa o Ostrawski Okręg Przemysłowy osiągnęła apogeum. 4. Front 

Ukraiński 16 i 17 marca jeszcze raz skoncentrował wszystkie siły, próbu­

jąc przełamać linię obrony. Wysiłki te w ciężkich walkach zostały odpar­

te na południowy zachód od Strumienia przez walczące wspólnie 544. 

Dywizję, 3. i 4. Dywizję Strzelców Górskich oraz 253. Dywizję. Początek 

odwilży, która skanalizowała tu, na rozmiękających terenach doliny gór­
nej Wisły, ataki rosyjskich oddziałów pancernych, sprzyjał obronie. Rów­
nież na północny wschód od Strumienia pozostawiona tam słaba 8. Dy­
wizja Pancerna wraz z 75., 68. i częścią 4. Dywizji Górskiej zablokowała 
dalsze postępy wroga. Od początku bitwy pod Strumieniem zniszczono 
65 czołgów. LIX Korpus trzymał pozycję. 

Generał-major Hax

2 0 5

, dowódca 8. Dywizji Pancernej, znany jako do­

skonały sportowiec i olimpijczyk, tak opowiada o interwencji Hitlera 

w prowadzenie tej bitwy: 

„Przez Racibórz, noszący już widome oznaki walk, i przez Rybnik dywi­

zja dotarła do nowego terenu działań wojennych w okolicach Strumienia, 
gdzie Rosjanie dokonali znacznego wyłomu w linii obrony 75. Dywizji. Na­

szym zadaniem była likwidacja nieprzyjacielskiego wyłomu, podobnie jak 
dalej na południu, w 16. Dywizji Pancernej. Na częściowo bardzo trudnym 
i niemal nieprzejezdnym dla czołgów poza bitym traktem terenie atak fron­
talny, zgodny z rozkazem korpusu, na dysponującego znaczną przewagą 

-

0 5

 Gen. Heinrich-Georg Hax (ur. 1900 w Berlinie, zm. 1969 w Koblencji) - oficer niemiec­

ki od 1922 r. Ochotnik z 1918 r. Początkowo we Freikorpsach. m.in. w ochotniczym pułku 
Reinhardta. Następnie w Reichswehrze. Srebrny medalista olimpiady w Berlinie w 1936 r. 
w strzelaniu z pistoletu automatycznego. Podczas agresji na Polskę w 1939 r. i walk we Fran­

cji w 1940 r. oficer operacyjny 2. DP (zmot.). Następnie wykładowca taktyki w Akademii Wo­

jennej. Od kwietnia 1941 r. oficer operacyjny sztabu Grupy Armii „Południe". Od czerwca 

1942 r. na tym samym stanowisku w Grupie Armii „B". W styczniu 1943 r. mianowany sze-

lem sztabu LVI KPanc. W kwietniu i maju 1944 r. dowódca pułku grenadierów pancernych 
najpierw w 2.. a potem w 11. DPanc. Od stycznia 1945 r. dowódca 8. DPanc. Kapitulował 
przed Amerykanami 8 maja pod Pilznem. Przekazany Rosjanom wrócił w 1955 r. Od 1956 r. 
w Bundeswehrze. 

246 

background image

wroga - obserwacja naziemna dywizji dostrzegła aż 40 czołgów przenikają­
cych na obszar niewielkiego lasu - zdawał się całkowicie pozbawiony szans 
powodzenia. Naczelny dowódca 1. Armii Pancernej generał Heinrici, któ­
ry przybył na stanowisko dowodzenia dywizji, zgodził się na propozycję 
dowódcy dywizji, by z aktualnie zajmowanych pozycji siłami piechoty 
związać frontalnie wroga i, wyciągając z lewej 8. Dywizję Pancerną, nocą 
od zachodu zaatakować i przerwać nieprzyjacielskie okrążenie. Przed 
kontratakiem dywizję piechoty oddano pod rozkazy 8. Dywizji Pancernej. 

Przybyły później głównodowodzący Grupy Armii «Środek», generał 
Schórner, wyraźnie udzielił swej zgody na tę propozycję. Jednak, ku ogól­
nemu zaskoczeniu, kilka godzin później, gdy manewry zostały już rozpo­

częte, generał telefonicznie z kwatery głównej zgodę tę wycofał. Jak się póź­
niej okazało, Adolf Hitler ze swojego bunkra w Berlinie miał lepszy ogląd 
sytuacji na froncie niż znajdujący się na miejscu dowódcy i głównodowo­
dzący. Zgodnie z rozkazem fiihrera należało przeprowadzić atak frontalny. 
Jednak dowódca 8. Dywizji Pancernej zdążył go w porę zastopować, dzięki 
czemu uniknięto znaczniejszych strat. W trakcie kolejnej nocy atak konty­

nuowano w zaplanowany wcześniej sposób. Wprawdzie natarcie nie zdoła­
ło się w pełni przebić, ale Rosjanie znowu zostali zatrzymani na kilka dni". 

Wydarzenia pod Koźlem, opisane w poprzednim rozdziale, spowodo­

wały wyparcie na północny zachód 344. Dywizji wraz z Grupą Bojową 

18. Dywizji Grenadierów Pancernych SS, złożoną z węgierskich Niem­

ców, podczas gdy walcząca na południe od wyłomu 371. Dywizja musia­
ła się wycofać na południowy zachód. Wskutek tego utworzyła się luka, 

która szybko się powiększała, powodując rozerwanie niemieckiego fron­
tu. Podczas gdy nieprzyjaciel przez tę lukę zmierzał w kierunku gór, na 
Głubczyce, walczące w okolicach Raciborza 1. Dywizja Strzelców Gór­
skich i 97. Dywizja Strzelców wytrzymywały napór wroga, choć rozwój 
sytuacji zmusił je do powrotu na pierwotne pozycje, zajmowane przed 
atakiem Xl Korpusu 8 marca. W ten sposób ustalono punkt, z którego 
miała wyjść nowa linia frontu. Aby w miarę możliwości jak najmocniej 
wesprzeć ten punkt, armia skierowała do XI Korpusu 8. Dywizję Pancer­
ną, walczącą w ramach LIX Korpusu, na wschód od Żor. Armia mogła 
przedsięwziąć takie kroki, ataki bowiem 4. Frontu Ukraińskiego osłabły 
wskutek poniesionych w ostatnich dniach dotkliwych strat i front przestał 
się posuwać naprzód. Po osiągnięciu pewnej równowagi sił w walce obu 
przeciwników na froncie w okolicach Strumienia 18 marca z przyczółka 
pod Koźlem w kierunku Głubczyc runęła nieprzyjacielska lawina. Tego 
dnia znaczące siły pancerne wroga dotarły do miejscowości położonych 
daleko na wschód od miasta, taranując tabory uciekającej ludności lub 

pchając je przed sobą. W tym miejscu naprzeciw Sowietom wyszła 

247 

background image

16. Dywizja Pancerna i odparła ich kontratakiem, podczas gdy 78. Ludo­

wa Dywizja Szturmowa przygotowywała się do obrony na obrzeżach 

miasta. We wspólnej walce 19 marca obie jednostki zapobiegły przełama­

niu przez nieprzyjaciela linii po obu stronach miasta. Wróg zrezygnował 

na razie z powtórzenia tego natarcia, aby po spowolnieniu marszu móc 

planowo przygotować się do dalszych działań. 

Dowodzenie 16. Dywizją Pancerną, 78. Ludową Dywizją Szturmową 

oraz 254. Dywizją w rejonie Głubczyc przejął teraz XXIV Korpus Pan­

cerny, którego 17. Dywizja Pancerna 20 marca zaczęła przybywać w oko­

lice Krnova. XI Korpus próbował w połączeniu z 371. Dywizją, 97. Dy­

wizją Strzelców i 1. Dywizją Strzelców Górskich utworzyć nowe pozycje 

w kierunku wschodnim aż do Raciborza. Stamtąd w kierunku południo­

wo-wschodnim LIX Korpus i XXXIX Korpus Górski utrzymywały linię 

Rybnik - Skoczów - zachodnie okolice Żywca aż do wschodnich granic 

Rużomberka. 

20 marca walki zatrzymały się więc na całym froncie 1. Armii. Jeszcze 

raz udało się zapobiec przełamaniu przez nieprzyjaciela frontu w kierun­

ku Ostrawskiego Okręgu Przemysłowego. Szczególnie rosyjski 4. Front 

Ukraiński w ciągu 10 dni ofensywy mimo użycia ogromnych sił zdołał 

przebyć odcinek zaledwie 5-8 km. 

Uprawniony wydaje się krótki rys korzyści, osiągniętych dzięki właści­

wemu dowodzeniu, opisywanemu już w poprzednim rozdziale. XI Korpus 

rozpoczętym 8 marca atakiem na przyczółek na Odrze między Raciborzem 

a Koźlem opóźnił skierowaną na obszar Opole - Nysa - Prudnik ofensywę 

1. Frontu Ukraińskiego. W ten sposób zyskano wystarczająco dużo czasu, 

by 16. Dywizja Pancerna - początkowo z dużymi sukcesami - mogła wal­

czyć z nieprzyjacielskimi oddziałami 4. Frontu Ukraińskiego w okolicach 

Strumienia, zanim trzeba ją było odesłać na tereny położone na zachód od 

Odry, do Głubczyc. Dotarła tam w samą porę i zdążyła jeszcze stawić czo­

ła szykującym się do ataku oddziałom 1. Frontu Ukraińskiego. 

Tego dnia ze stanowiska odwołano naczelnego dowódcę 1. Armii Pan­

cernej, generała Heinriciego, mianując go naczelnym dowódcą Grupy Ar­

mii „Wisła" na obszarze na wschód od Berlina. Niemal 2 miesiące wal­

czył wspólnie z dywizjami 1. Armii Pancernej o utrzymanie Ostrawskiego 

Okręgu Przemysłowego. W obliczu mizernych środków, jakie miało do 

dyspozycji wyższe dowództwo, jedynie woli oporu i odwadze żołnierzy 

oraz ich dowódców zawdzięczać należy fakt, że jeszcze 20 marca Ostraw-

ski Okręg Przemysłowy pełną parą pracował na rzecz niemieckiej gospo­

darki wojennej. 

Oddział Obcych Wojsk „Wschód" sztabu generalnego wojsk lądowych 

tak ocenił sytuację na Górnym Śląsku 18 marca: „Atak 4. Frontu Ukraiń-

248 

background image

skiego pod Strumieniem został zatrzymany. Trzeba się liczyć z atakiem 

1. Frontu Ukraińskiego z obszaru Głubczyc w kierunku Opawy, którego 

celem miałoby być wsparcie postępów 4. Frontu Ukraińskiego". 

20 marca: 11. Front Ukraiński trzyma kierunek natarcia na Bramę Mo­

rawską. Od południa (z Węgier) przez kraj nitrzański 2. Front Ukraiński 

naciera na północny zachód. Obie operacje łączą się ze sobą w sposób 

oczywisty". 

A zatem bitwa o Ostrawski Okręg Przemysłowy jeszcze się nie zakoń­

czyła! Generał Heinrici, ustępujący naczelny dowódca 1. Armii Pancer­

nej, był znany poza szeregami swej armii wśród wyższych dowódców woj­

skowych i otaczany wielkim szacunkiem ze względu na swój prawy 

charakter. Uwielbiali go i dowódcy, i żołnierze 1. Armii Pancernej. Dał 

wystarczająco dużo dowodów wielkiej przezorności, ale także osobistej 

odwagi, forsując własne, samodzielne, choć nieakceptowane przez górę 

decyzje. Jego długa służba, a także wyraźnie widoczne, niezwykle cenne 

dla ogólnego dowodzenia sukcesy zapewne zadecydowały o tym, że mu­

siał jako następca Himmlera objąć dowództwo Grupy Armii „Wisła". 

Operacja berlińska, którą wszyscy oprócz Hitlera uznali w końcu za nie­

możliwą do przeprowadzenia, była najtrudniejszym zadaniem, jakie mu 

kiedykolwiek powierzono. Grupa Armii wraz ze wszystkimi dowódcami 

i oddziałami chętnie trafiłaby pod koniec marca pod jego wyważone do­

wództwo, pod pewne kierownictwo jego sprawiedliwej ręki. Ale szef szta­

bu generalnego, generał Guderian, wstawił się właśnie u Hitlera za powo­

łaniem generała Heinriciego na zagrożony w najwyższym stopniu front 

berliński. 

background image

4. Armia Pancerna przełamana 

17 kwietnia nad Nysą Łużycką 

Front wzmacnia również dobrze i fachowo zorganizowany Volkssturm -

Głogów, znacznie słabszy od Berlina, pod koniec marca rezygnuje z dalszej 

mężnej walki; jego komendant, hrabia zu Eulenburg, ginie w czasie wyłomu 

- 16 kwietnia rozpoczyna się wielka ofensywa na Berlin i Łabę - Ostatnie 

rezerwy - Korpus Pancerny „GD" niespodziewanymi atakami zadaje nie­

przyjacielowi dotkliwe straty - Niesky, Weissenherg i Budziszyn zostają 

wyzwolone, a północna flanka Śląska ochroniona - Śmierć naczelnego do­
wódcy generała Grdsera w październiku 1960 r. 

(zob. mapy nr l i 8 w załączeniu oraz mapę nr 10 w tekście) 

ie było pewne, kiedy nieprzyjaciel przystąpi do prawdopodobnie 

ostatniej ofensywy - przełamania Łaby i zwrotu w kierunku Berlina. 

W każdym razie 4. Armia Pancerna, która przeniosła kwaterę główną za cen­

trum frontu na Nysie w okolice Senftenberga, uczyniła wszystko, co było 

możliwe, by wzmocnić front na Nysie, odbudować i przeszkolić oddziały oraz 

zorganizować rezerwy. Krótko mówiąc, starała się przeprowadzić wszelkie 

przygotowania, jakich wymagała nadciągająca bitwa obronna. Było to trudne, 

bo przecież siły i środki przy takiej rozpiętości frontu nie mogły już wzrosnąć, 

wręcz przeciwnie, zmniejszały się, mimo że poszukiwano wszelkich możliwych 

sposobów wzmocnienia naszych sił i wielokrotnie je znajdowano. Takim sku­

tecznym sposobem okazał się nad Nysą Volkssturm w trakcie walk w drugiej 

połowie lutego. Volkssturm był tu bowiem zorganizowany i dowodzony na 

wzór struktur wojskowych. I tak, w pierwszej połowie lutego, przy zastosowa­

niu nadzwyczajnych środków, za pośrednictwem oficerów i innego personelu 

zawodowego naczelnego dowództwa wojsk lądowych dostarczono Volksstur-

mowi nad Nysę wyposażenie, broń, w tym maszynową, środki do walki wręcz 

i amunicję. Oprócz tego wybrani specjaliści nadzoru piechoty (naczelnego do­

wództwa wojsk lądowych) zajęli się na miejscu szkoleniem. Również dalszy 

odgórny nadzór nad Volkssturmem, który mocno wykrwawił się w dotych­

czasowych walkach na Dolnym Śląsku, znalazł się we właściwych rękach 

250 

background image

4. Armii Pancernej. Generał lotnictwa Andrae

206

 w 1943 r. wystąpił z czynnej 

służby wojskowej w LuftwalTe i w styczniu 1945 r,, gdy wróg był już blisko, 

przejął dowództwo nad jednostką Volkssturmu. Po rozbiciu jej na Dolnym 

Śląsku zgłosił się do dowództwa 4. Armii, z której naczelnym dowódcą gen. 

Graserem łączyła go długa przyjaźń od czasów, gdy służyli jako porucznicy 

w 1914 r. Obaj byli bowiem oficerami w tym samym miejscu, we Frankfurcie 

nad Odrą: Graser w 12. pułku grenadierów, Andrae zaś w 18. pułku artylerii 

polowej. Lepszego człowieka do wykonania tego równie ważnego, co trudne­

go zadania - pokierowania Volkssturmem - armia nie mogła znaleźć. Poza 

tym generał Andrae okazał się wiernym i uważnym towarzyszem wręcz mło­

dzieńczo porywczego naczelnego dowódcy, który mimo straty nogi pod Mo­

skwą w 1941 r. najchętniej sam dowodziłby wszystkimi atakami. Ale również 

ów wierny „stróż" pod sam koniec kwietnia nie mógł zapobiec zranieniu ge­

nerała Grasera w udo odłamkiem pocisku, gdy parcie naprzód kolejny raz za­

wiodło go do walczących oddziałów. Na szczęście rana nie była zbyt poważna 

i generał mógł dalej dowodzić wojskiem z łóżka lub fotela. 

17 marca na sztab armii spadło nieszczęście ponadgodzinnego amery­

kańskiego nalotu bombowego, którego głównym celem były prawdopo­

dobnie leżące w odległości 20 km zakłady wodociągowe Schwarzheide. 

Wśród ofiar było trzech zabitych i wielu rannych, całkowicie przerwano 

łączność radiową i zniszczono kwatery żołnierzy. Niezdolny więc z po­

czątku do działania sztab przeniósł się w północne okolice Budziszyna na 

szczęśliwie przygotowane awaryjnie stanowisko dowodzenia. 

Podczas gdy oddział pilnie pracował, umacniając pozycje i poprawia­

jąc wyszkolenie, odnosząc też ograniczone lokalnie sukcesy w ataku, ma­

rzec minął bez spodziewanej nieprzyjacielskiej ofensywy generalnej. Wiele 

trosk przysparzał jednak los „twierdzy" Głogów, która od 10 lutego pro­

wadziła twardą, nierówną i ciężką walkę pod dowództwem pochodzącego 

z Prus Wschodnich pułkownika hrabiego zu Eulenburga

207

. Znacznie 

2 0 6

 Gen. Aleksander Andrae (ur. 1888 w Kósling, zm. 1979 w Wiesbaden) - oficer niemiec­

ki od 1908 r. W czasie I wojny światowej oficer artylerii i sztabowy. Później krótko w Reichs-
wehrze, a od 1920 r. w policji. Ponownie w armii od 1935 r., a w LuftwalTe rok później. W la­
tach 1939-1942 na różnych stanowiskach dowódczych w lotnictwie - m.in. jako dowódca 
obszaru lotniczego „Bałkany" i dowódca sztabu lotniczego „Kreta" w 1941 r. Później do ma­

ja 1943 r. oficer do specjalnych poruczeń w ministerstwie Luftwafte. Następnie na emeryturze 

do kwietnia 1945 r., kiedy to zgłasza się ochotniczo do służby w 4. APanc. Od maja 1945 r. do 
stycznia 1952 r. w niewoli brytyjskiej, a później greckiej. 

2 0 7

 Płk Jonas Kasimir graf zu Eulenburg (ur. 1901 w Królewcu, zm. 1945 koło Bolesław­

ca) - arystokrata pruski, oficer niemiecki. Od 1935 do 1938 r. adiutant w pruskim 1. pp. Pod­
czas agresji na Polskę dowódca batalionu w 9. pp, którym dowodził też podczas walk na Za­
chodzie w 1940 r. W marcu 1941 r. zosta! oficerem sztabowym w OKH. Od września 1943 r. 

dowódca 67. pgren. Od listopada 1944 r. do stycznia 1945 r. w rezerwie kadrowej. Następnie 
komendant Festung Glogau. Zginął 8 kwietnia 1945 r. podczas próby przełamania oblężenia. 

251 

background image

słabszy niż Wrocław pod względem liczebności wojska, broni, środków 

pomocniczych i zapasów Głogów wyczerpał swoje siły. Nie czekając na 

zgodę Grupy Armii, generał Graser na własną odpowiedzialność wydał 

wnioskowany przez komendanta twierdzy rozkaz wyłomu. Temu pełne­

mu zwątpienia, odważnemu przedsięwzięciu, na które odważono się nocą 

z 30 na 31 marca, pisany był jedynie niewielki sukces. Spośród 800 żołnie­

rzy, którzy wymusili wyłom, po upływie wielu dni do naszego frontu pod 

Zgorzelcem dotarło zaledwie 50. Nie było wśród nich komendanta, po­

chodzącego ze starego wschodniopruskiego szlacheckiego i żołnierskiego 

rodu, hrabiego zu Eulenburga. Spoczął w śląskiej ziemi. 

Jak oceniano zdolność obronną naszego frontu na Nysie przed oczeki­

wanym z całą pewnością w kwietniu natarciem? Czy można było mieć na­

dzieję, że uda się tak długo stawiać opór w ciężkiej walce obronnej, aż 

z zachodu nadciągnie armia amerykańska - bądź co bądź w dalszym cią­

gu wróg? O ile w ogóle dotrze aż do Nysy, a nie stanie nad Łabą, oczeku­

jąc sowieckich sprzymierzeńców? 

Nysa stanowi znaczącą przeszkodę jedynie przy wysokim stanie wód. 

A po mroźnej wprawdzie, ale trwającej krótko zimie w styczniu stan wód 

nie był wysoki. Strefa lasu, ściśle przylegająca z obu stron do brzegów rzeki, 

tworzyła sprzyjające warunki nie tylko dla naszej obrony, lecz także dla 

nieprzyjacielskich przygotowań do natarcia. Ich potężne rozmiary były dla 

nas równie widoczne jak wówczas w zimie, nad Wisłą. I znowu jedynie na­

czelne dowództwo nie dawało temu wiary. Tak, doszło nawet do tego, że 

w raportach o położeniu wroga można było określać sowieckie dywizje je­

dynie mianem „tak zwanych" dywizji, jako znak, że w rzeczywistości nie 

chodzi tutaj o jednostki w sile dywizji. Niestety, nawet Schórner nie miał 

dosyć odwagi, by przeciwstawić się tym jawnym bzdurom. Relacje są zgod­

ne co do tego, że w czasie wygłaszania mów na temat położenia wroga 

przywiązywał on szczególną wagę do określenia „tak zwane dywizje". I na 

tym nie koniec. „Z samej góry", jak zauważa generał Jauer, dowodzący 

Korpusem „GD", „bombardowano" żołnierzy bezustannie dalekopisami 

NSFO

2 0 8

, wieszczącymi rychłe zwycięstwo. Żeby się nie ośmieszać, wyrzu­

cano je do kosza. Niczym drwina zabrzmiał komunikat wydany przez naj­

wyższe organy na początku ostatniej nieprzyjacielskiej ofensywy, jakoby 

„widmo" rosyjskiej nawały czołgowej miało wkrótce zostać unicestwione. 

Wbrew wszelkim takim psychologicznym grzeszkom żołnierze nad Nysą 

pozostali wierni, solidni i mężni. Ale gdyby się poważnie zastanowić, można 

było przewidzieć, że nawet tak mężny i tak dobrze prowadzony front na 

2 0 8

 NFSO - Nationalsozialistischer Fiihrungsoffizier - narodowosocjalistyczny oficer wy­

chowawczy - politrucy armii III Rzeszy odpowiedzialni za szkolenie ideologiczne i propagan­

dę w oddziałach. 

252 

background image

Żołnierze Armii Czerwonej omawiający dalszy kierunek marszu, już po przekroczeniu Nysy 

Łużyckiej. Drogowskaz pokazuje kierunek na: Drezno. Górlitz. Spremberg i Bad Muskau. l'M5. 

Nysie na dłuższą metę nie będzie w stanie odpierać nadciągającej bitwy 

obronnej. I znowu, jak wtedy nad Wisłą, brak amunicji i niemal całkowita 

nieobecność Luftwaffe nie pozwoliły na zwalczanie kompleksowych nie­

przyjacielskich przygotowań, podejmowanych ze świadomością naszej sła­

bości niemal jawnie na naszych oczach, bez żadnych obaw. Szczególnie do­

bry ogląd sytuacji dawał wysunięty na wschód od rzeki Nysy przyczółek w 

Muskau, którego pierwsza linia przebiegała wzdłuż wschodniej krawędzi 

znanego każdemu Ślązakowi, cieszącego się wręcz światową sławą „Parku 

księcia von Pticklera"

209

. Nie było zaskoczeniem, że szklarnie z pięknymi. 

2 0 9

 Park Mużakowski (niem. Park von Muskau) to największy park w stylu angielskim 

w tej części Europy. Zajmuje powierzchnię 5,45 knr i leży po obu stronach granicznej Nysy 
Łużyckiej - 2/3 po stronie polskiej, po niemieckiej centrum parku. Jego założycielem byl 

książę Hermann von Piicklcr-Muskau (1785 1871), znany podróżnik i ekscentryk. Od 2004 r. 
park jest na Liście Światowego Dziedzictwa Kulturalnego i Przyrodniczego UNESCO. 

253 

background image

rzadkimi okazami orchidei nie zdołały przetrzymać nawet „spokojnego" 
okresu od lutego do połowy kwietnia. 

Po wysunięciu przez wroga 15 kwietnia pod Kostrzyniem północnego 

ramienia potężnych kleszczy natarcia przeciw północnemu sąsiadowi, 
9. Armii (Grupa Armii „Wisła"), następnego dnia, 16 kwietnia, ustąpiło 
nareszcie ciążące na 4. Armii Pancernej ogromne napięcie. Przygotowany 
według słynnego wzorca znad Wisły, przebiegający w dwóch fazach ogień 
huraganowy przedarł się przez Nysę w dwóch głównych miejscach: po 
obu stronach Rothenburga i od południowych okolic Muskau do Forst. 

Dysponującemu przytłaczającą przewagą wrogowi już 17 kwietnia w obu 

strefach natarcia udało się przerwać nasze linie. Choć nie udało się zatkać 
luki na pozycji północnej między Muskau a Forst i wróg, do czego zmie­

rzał już od dawna, miał teraz całkowicie wolną drogę przez Spremberg 
Cottbus w stronę południowego frontu Berlina, poczynając od 19 kwiet­

nia ostro i z powodzeniem atakowaliśmy południowy klin jego natarcia. 
Ze względu na te ostatnie sukcesy, które w dalszym ciągu chroniły śląską 
ziemię, najbardziej wysunięty na północny zachód cypel prowincji, a tym 
samym północną Hankę Grupy Armii „Środek", należy w krótkich sło­
wach opowiedzieć o tych walkach (zob. mapa nr 8). Siły gotowe do walki 

jako rezerwy na obszarze na południe od Gorlitz, 20. Dywizja Pancerna 

i Dywizja Pancerno-Spadochronowa „Hermann Goring", nie zdołały się 
przedrzeć atakiem przez nieprzyjacielską południową flankę, mimo że 

Dywizja  „ H G " zniszczyła 65 czołgów. Po zatrzymaniu ataku również 

17 kwietnia, Dywizja  „ H G " między Zodel (nad Nysą) i Ullersdorfem 

przeszła do obrony, podczas gdy 20. Dywizja Pancerna bez większych 
sukcesów kontynuowała atak jeszcze do 19 kwietnia. I stało się tak, że 
wróg przez wybitą lukę, powstrzymywany nieco jedynie na południowej 
flance, przebił się na zachód, zajął miejscowości: Niesky, Weissenberg 
oraz przede wszystkim Budziszyn i przekroczył obszar na północ od tego 
ostatniego w kierunku zachodnim. Jednak niedługo miał się cieszyć tym 
sukcesem. Już bowiem 19 kwietnia Dywizja  „ H G " po raz pierwszy upu­
ściła mu krwi. Tak relacjonuje to dowódca dywizji, generał Lemke

2 1 0

„Pod Kodersdorfem, położonym nad niewielkim strumieniem, tego dnia 

doszło do jednej z najdramatyczniejszych walk, jakie przeżyłem w ciągu 

-'" Gen. Max Lemke (ur. 1895 w Schwedt a. Oder, zm. 1985 w Hanowerze) oficer nie­

miecki od 1918 r. W Wehrmachcie od 1936 r. Adiutant 386. pp od 1938 do grudnia 1939 r. 
Następnie dowódca batalionu rozpoznawczego 218. DP. Od marca 1941 r. dowódca 17. bata­
lionu rozpoznawczego. Od stycznia 1943 r. do października 1944 r. dowódca 25. pgrenpanc. 
Później w rezerwie kadrowej. W styczniu 1945 r. krótko dowódca 7. DPanc, a potem do 

12 maja 1945 r. p.o. dowódcy Dywizji Pancerno-Spadochronowej „Hermann Goring". W nie­

woli amerykańskiej do czerwca 1945 r. 

254 

background image

ostatnich miesięcy. Z obrzeży lasu około 2 km na wschód od Kodersdorfu 

nagle wynurzyła się grupa rosyjskich czołgów, o której wiedzieliśmy już 

z komunikatów zwiadu naziemnego i lotniczego. Dobrze zamaskowane ru­

chome rezerwy naszego pułku pancernego pod znakomitym dowództwem 

podpułkownika RoBmana (17 Panther) zajmują pozycje tuż przy strumie­

niu. Rosyjska jednostka pancerna (później stwierdzimy, że był to polski 

I Korpus Pancerny, utworzony po rosyjskiej stronie) rozwija się w pokojo­

wej formacji i zmierza w kierunku Kodersdorfu. Nie pada ani jeden strzał 

i dopiero kiedy pierwsze nieprzyjacielskie czołgi podchodzą na odległość 

około 50 metrów, podpułkownik RoBmann otwiera ogień. Skutek jest 

miażdżący, każdy strzał trafia w cel. W ciągu 20 minut zniszczone zostają 

43 nieprzyjacielskie czołgi, reszta wywiesza białe flagi. W ręce wpada nam 

koło 12 nieuszkodzonych czołgów, z tego 3 lub 4 typu IS, które kilka go­

dzin później, z krzyżem belkowym, walczą już po naszej stronie". 

19 kwietnia generał Sachsenheimer z 17. Dywizją, którą od połowy mar­

ca odbudowywał na słabiej atakowanej pozycji na południe od Złotoryi, 

przybył transporterami na obszar na północny zachód od Górlitz. Pod do­

wództwem LVII Korpusu Pancernego 20 kwietnia z prawej atakuje 20. Dy­

wizja Pancerna, a z lewej 17. Dywizja w kierunku północnego zachodu. Jest 

tu również, jako rezerwa, 72. Dywizja. Atak ten, przeprowadzony z zasko­

czenia i z wielkim impetem na słabiej chronioną długą południową flankę 

wroga, który dotarł już daleko na zachód, oprócz lokalnego sukcesu na po­

lu walki przyniósł bardzo korzystne skutki: nasze uderzenie prowadzi do 

miejscowości Niesky, gdzie uwolnione zostają oblężone oddziały oraz miesz­

kańcy, i do Stockteich. W ten sposób odzyskujemy swobodę operowania 

w rejonie Górlitz, a sprawna linia kolejowa przez Górlitz - Lubań itd. pozo­

staje w naszych rękach. Ten sukces pozwolił przystąpić do kolejnych kontr­

ataków pod dowództwem Korpusu „GroBdeutschland". Sytuacja naczelne­

go dowództwa tego korpusu stała się bardzo trudna. Po przełamaniu przez 

wroga naszych szeregów pod Muskau, przy skręceniu skierowanej na pół­

noc flanki obronnej wycofało się ono do Spreefurtu, gdzie wróg zagrażał mu 

teraz bardziej od południa niż od północy. Stamtąd rozkazem wezwano ge­

nerała Jauera w okolice na północny zachód od Górlitz, gdzie wskutek opi­

sanych właśnie sukcesów w ataku dotarł on bez trudu w nocy z 20 z 21 

kwietnia. Należało spełnić dwa zadania: wyzwolić Weissenberg i Budziszyn. 

Zadanie oswobodzenia Weissenbergu otrzymała sprawdzona wielokrotnie 

w boju Dywizja „Brandenburg", zebrana na powrót po rozerwaniu na dwie 

części w trakcie obrony nad Nysą w okolicach Rothenburga. Atakując 

21 i 22 kwietnia od północy i południa, wyzwoliła ona Weissenberg, rozbiła 

przy tym jedną rosyjską dywizję (prawdopodobnie 29. Zmechanizowaną). 

Był to na tamten czas niesłychany sukces. Pole bitwy pod Weissenbergiem 

255 

background image

ze zniszczonymi czołgami, licznymi zdobycznymi transporterami (ok. 

200-300 sztuk), ostrzelanymi działami, martwymi lub wziętymi do niewoli 

Rosjanami przywodziło na myśl dawne sukcesy. Budziszyn, ważny ze wzglę­

du na mosty na Szprewie, został wyzwolony w trakcie ciężkich, trwających 

od 23 do 25 kwietnia walk przez atakującą od północnego wschodu 20. Dy­

wizję Pancerną pod dowództwem słynnego, znakomitego olimpijczyka, 

jeźdźca, generała von Oppeln-Bronikowsky'ego

211

 oraz nadciągającą od po­

łudnia, wspominaną już Dywizję „Hermann Góring". Po sukcesach w obronie 

na zachód od Nysy zastąpiły ją inne jednostki. Wielką korzyść z tego zwycię­

stwa wywalczonego między Zgorzelcem i Budziszynem opisuje dziennik wo­

jenny dowództwa 6. Floty Powietrznej 27 kwietnia, zawierający następujące, 

wymowne w swej rzeczowości informacje: „W walkach 4. Armii Pancernej od 

20 do 26 kwietnia rozbita została sowiecka 94. Dywizja Strzelców, znaczące 

straty poniósł 7. Zmechanizowany Korpus Gwardii, polski I Korpus Pancer­

ny, 16. Brygada Pancerna, polska 5., 7. i 8. Dywizja Piechoty oraz sowiecka 

254. Dywizja Strzelców. Unicestwiono 355 nieprzyjacielskich czołgów, znisz­

czono lub zdobyto 320 dział wszelkiego rodzaju, naliczono około 7000 zabi­

tych po stronie nieprzyjaciela oraz 800 jeńców". 

W tym miejscu opuszczamy 4. Armię Pancerną, której walki rozwijały 

się teraz na obszarze ogólnym na północ od Drezna. Zadaniem i zamia­

rem armii było uzyskanie, za pomocą ataku w ogólnym kierunku północ­

nym, działania opóźniającego sowieckie uderzenie na Berlin. To się nie 

powiodło. W toku walk o Śląsk udało się natomiast, w szerszym rozumie­

niu pierwotnego zadania, szczęśliwie ochronić ciągnący na zachód tabor 

uciekinierów na północnej flance Czech niemal do samej kapitulacji. 

Również na południu, w 1. Armii Pancernej, sytuacja była nadzwyczaj 

trudna. Jeszcze 1 maja załadowano do pociągu Dywizję „Brandenburg" 

w obszarze Klotsche - Radeberg (na północny wschód od Drezna) i za­

wieziono ją znaną trasą Zgorzelec Jelenia Góra - Kłodzko - Międzyle­

sie do Ołomuńca, gdzie 4 maja przystąpiła do swych ostatnich walk. 

2U

 Gen. Hermann von Oppeln-Bronikowsky (ur. 1899 w Berlinie, zm. 1966) - oficer nie­

miecki od 1917 r. As niemieckich wojsk pancernych. W czasie I wojny światowej w niemiec­
kich oddziałach ułanów. W 1919 r. w oddziałach ochotniczych walczących przeciw powstań­

com śląskim. Później w Reichswehrze. Medalista olimpiady w Berlinie w 1936 r. Od 1937 r. 
dowódca 24. pancernego batalionu rozpoznawczego, z którym walczył podczas najazdu na 

Polskę w 1939 r. Od października 1941 r. dowódca 5. Brygady Pancernej, a od stycznia 1942 r. 
35. pułku pancernego, a następnie 204. ppanc. Jego oddział zniszczył zimą 1942/1943 ponad 

400 wozów pancernych wroga. Od lutego 1943 r. przeniesiony do 6. DPanc jako dowódca 

11. ppanc. Ciężko ranny pod Kurskiem. Później od wiosny 1944 r. dowódca 22. ppanc, z któ­

rym walczy w Normandii od pierwszego dnia inwazji. Tam też dowodził 21. DPanc, a od je­
sieni tego roku 20. DPanc. Od lutego 1945 r. na froncie wschodnim m.in. pod Nysą i Wrocła­
wiem. W niewoli amerykańskiej do 1947 r. 

256 

background image

Pierwszą uhonorowaną w niniejszej książce bitwą były walki 4. Armii 

Pancernej na przyczółku baranowskim. Zakończenie rozdziału, zamykające 

bój tej armii, poświęćmy jej naczelnemu dowódcy, generałowi Graserowi. 

W jednym z ostatnich dni tej wojny Drezno zaalarmowało telefonicznie 

kwaterę główną armii. Jakiś szalony członek sektora politycznego, pozba­

wiony oczywiście jakiegokolwiek pojęcia o militarnych koniecznościach, 

„rozkazał" wysadzić wszystkie mosty na Łabie! Był wśród nich także stu­

letni most na Starym Mieście, przez który poprowadzono również wodo­

ciąg, gazociąg i linie elektryczne zaopatrujące tę część miasta. Był to zamiar 

kompletnie pozbawiony sensu i ze względu na zagrożenie dla zaopatrzenia 

miasta zasługujący właściwie na miano przestępczego. A przecież wiedzia­

no, że Sowieci dwiema armiami pancernymi daleko na północny zachód od 

Drezna już przekroczyli Łabę i na zachód od miasta zmierzali w kierunku 

południowym. Generał Graser najszybszą drogą wysłał do Drezna jednost­

kę pionierów pod dowództwem jednego z oficerów, który otrzymał rozkaz 

wysadzania jedynie na wyraźny rozkaz armii i, o ile zajdzie taka potrzeba, 

zapobieżenia siłą sprzecznych z tym prób. Oddział ulokował się w okoli­

cach mostu na Starym Mieście. Nigdy nie otrzymał od armii rozkazu jego 

wysadzenia. 

4 października 1960 r. ów generał, wzór żołnierza, w 72. roku życia, po 

długiej chorobie został powołany do wiecznej armii. Nad jego grobem to­

warzysz z 12. pułku grenadierów mówił o tym, jak już w 1914 r. ówczesny 

porucznik Graser świecił przykładem. Po zatrzymaniu ataku w bitwie ulicz­

nej w Tetre Graser, ówczesny adiutant batalionu fizylierów, chwycił flagę, 

konno stanął na czele w towarzystwie ostrzeliwującego najbliższą okolicę 

działa 54. pułku artylerii polowej i wraz z fizylierami zaatakował miejsco­

wość. W pamięć zapadły słowa kapelana garnizonowego w Getyndze, wy­

powiedziane nad trumną: „Dla tego człowieka stan żołnierski był nie tylko 

czasową koniecznością, jak w przypadku wielu z nas. Był to zawód, z które­

go uczynił treść swojego życia, zawód, w którym dokonał rzeczy niezwy­

kłych, któremu oddał siły i zdrowie. Honorem tego zawodu było odrzucenie 

myśli o zdobywaniu i posiadaniu na rzecz gotowości, by poświęcić własne 

życie dla życia i wolności narodu wobec jakiegokolwiek zewnętrznego za­

grożenia"

212

2 , 2

 Trudno o bardziej zakłamane stwierdzenie odnoszące się do oficera armii, która wywo­

łała swą agresją hekatombe II wojny światowej, napadając na swych sąsiadów i grabiąc nie­
mal całą Europę. 

background image

1. Armia Pancerna nawet po stracie 

Bramy Morawskiej chroni 

południową flankę Śląska 

General Nehring nowym naczelnym dowódcą armii - Obok znanych już 

dwóch zadań ~ ochrony Ostrawskiego Okręgu Przemysłowego i utrzymania 
łączności z 17. Armią - rysuje się trzecie: obrona regionu Brna - Wszędzie 
ciężkie walki - W polowie kwietnia na południe od Brna w ,, drugiej bitwie 

pod Austerlitz" udaremniono wrogowi przedarcie się na północ - 30 kwiet­

nia, po trzymiesięcznej skutecznej obronie, tracimy Ostrawę - Mimo to ata­
kowana zewsząd armia zwartymi szeregami chroni w dalszym ciągu połu­
dniową flankę Śląska 

(por. mapa nr 1 w załączeniu oraz mapy nr 10 i 11 w tekście) 

astępca generała Heinriciego, generał wojsk pancernych Nehring, 

dotąd głównodowodzący znanego XXIV Korpusu Pancernego, 

obejmując 22 marca dowodzenie 1. Armią Pancerną, której naczelnym do­

wódcą został mianowany 3 kwietnia 1945 r., wziął na siebie trudne zadanie. 

Oczywiście w toku dwóch ciężkich bitew obronnych udało się uchronić 

Ostrawski Okręg Przemysłowy i zabezpieczyć Bramę Morawską. Mimo 

sukcesów nieprzyjaciela w Koźlu, Prudniku i Nysie nie utracono łączności 

z sąsiadem od północy, 17. Armią. Ale nawet wysoka liczba 1100 zniszczo­

nych czołgów, zgłoszona w marcu przez 1. Armię, nie była w stanie przy­

ćmić świadomości, iż widoki na przyszłość są bardzo mroczne. 

Przed armią, jak dotąd, stawiano dwa zadania: dalszą ochronę Ostra­

wy i Bramy Morawskiej oraz zachowanie łączności z 17. Armią poprzez 

utrzymanie obszaru na zachód od Głubczyc. Teraz jednak rysowało się 

jeszcze trzecie. Należało się spodziewać, że wróg na południe od 1. Armii 

Pancernej - 2. Front Ukraiński - będzie kontynuował rozpoczętą już 

ofensywę na Wiedeń. Spodziewana wkrótce klęska Wiednia spowoduje 

wystąpienie dwóch istotnych negatywnych skutków: łączność z Grupą 

Armii „Południe" była teraz zagrożona i trzeba się było liczyć z postępem 

znaczących sił nieprzyjaciela na długą i słabą flankę południową, a nawet 

258 

background image

na tyły armii pod Brnem. Oprócz XXIV Korpusu Pancernego, który 

przybył tu po bitwie pod Lubaniem, nie można już było liczyć na absolut­

nie żadne rezerwy. 

Zanim zajmiemy się kwietniowymi walkami, powiedzmy jeszcze parę 

słów na temat działań XXIV Korpusu Pancernego w rejonie Głubczyc. 

Już 15 marca, jak opisano pod koniec rozdziału poświęconego drugiej bi­

twie obronnej o Ostrawę, 16. Dywizja Pancerna musiała niczym po ogień 

pędzić do Głubczyc, gdzie sprawdzony wielokrotnie w boju dowódca 

16. batalionu pancernego pionierów, major Gerke, zatrzymał 17 marca 

pierwsze czołgi nadciągające ze wschodu. 18 i 19 marca udało się wspól­

nie z Dywizją „Fiihrer-Begleit" odeprzeć nieprzyjaciela z powrotem na 

wschód. Potem jednak na całym obszarze między Krnovem, Głubczyca­

mi i Osobłogą rozpętały się krwawe i wyniszczające walki z rosnącym 

w siłę wrogiem (16. i 17. Dywizje Pancerne, Dywizja „Fiihrer-Begleit"). 

Dowódca pułku pancernego 16. Dywizji Pancernej, pułkownik Collin, 

poległ 24 marca pod Równem (na zachód od Głubczyc). Rankiem 

1 kwietnia odpoczywającej akurat pod Opawą 16. Dywizji Pancernej uda­

ło się odeprzeć skierowane na miasto natarcie, przy bolesnej stracie 

dwóch dowódców pułków. A szosą w dolinie Opawy z rejonu Głubczyc 

ciągnęła zbyt późno ewakuowana ludność! 

Pod koniec wojny wicie jednostek piechoty w dalszym ciągu było niezmotoryzowanych. 

a jedynym środkiem transportu pozostawały zaprzęgi konne. Na szczególną uwagę zasługują. 

żołnierskie hełmy w kolorze białym pozostałość po maskowaniu zimowym. Dolny Śląsk. 

wiosna 1945. 

259 

background image

Należałoby jeszcze krótko spojrzeć, by uzupełnić opis, na nękaną 

przez pech i nieszczęścia 715. Dywizję. Po przybyciu z Włoch została 
ona przezbrojona przy zastosowaniu niewystarczającej „błyskawicznej 
procedury" i - na łeb na szyję - wysłana 22 marca wieczorem, aby zastą­
pić 8. Dywizję Pancerną i 75. Dywizję na froncie w połowie drogi z Żor 
do Wodzisławia Śląskiego. Meldunki dowódcy dywizji, generała von 
Rohra

2 1 3

, o tym, że ze względu na niedostateczne jak dotąd uzbrojenie 

i brak amunicji dywizja nie jest jeszcze zdolna do walki, pozostały tak 
samo bez echa, jak i problemy przedstawione dowodzącemu LIX Kor­
pusem przez generała Haxa, dowódcę 8. Dywizji Pancernej. Wynikało 
z nich, że niegotowa jeszcze do walki dywizja nie będzie w stanie bronić 
przejętego odcinka. Nieszczęście zbliżało się wielkimi krokami. W czasie 
ofensywy podjętej ponownie 24 marca dywizja, czego można było się 
spodziewać, mimo dzielnej obrony została rozbita, ponosząc dotkliwe 
straty, a potem spotkały ją jeszcze wszelkiego rodzaju surowe kary. Cał­
kowicie niewinny dowódca dywizji, bez procesu przed sądem wojennym, 

na podstawie zarządzenia fuhrera został zdegradowany do stopnia puł­
kownika. Jeszcze gorszy był jednak zbiorowy wyrok, obowiązujący do 
20 kwietnia, wydany również przez Hitlera: każdy żołnierz miał oddać 
ordery i odznaczenia, nie wolno było odznaczać żadnego żołnierza, tak­
że rannego, a nawet umierającego. Choć z uwagi na zadania i charakter 
tej książki należało zrezygnować z wyczerpującego opisu tego przypad­
ku, mimo istnienia źródeł nasuwa się co najmniej pytanie o odpowie­
dzialność Schórnera, nie tylko za jego brutalność wobec podwładnych, 
ale także za niechronienie niewinnego oddziału i jego dowódcy przed Hi­
tlerem. 

Walki 1. Armii Pancernej charakteryzują się dalszymi atakami po obu 

stronach górnej Odry, na froncie LIX Korpusu (między górną Wisłą 
i Odrą) oraz XI Korpusu między Odrą i Krnovem. Ponieważ siła naszych 
dywizji pancernych i strzelców w związku z rosnącymi stratami, brakiem 
rezerw oraz zmęczeniem malała, wspierające front dywizje pancerne - jak 
dotąd - były w dosłownym znaczeniu tego słowa gonione z miejsca na 
miejsce niczym straż pożarna. I tak 16. Dywizja Pancerna do 6 kwietnia 
walczyła między Raciborzem i Opawą na zachód od Odry, aby później, 
do 15 kwietnia ponownie wspierać LIX Korpus w walce na wschód od 
Odry na obszarze na północny wschód od Oderbergu. Nocą z 7 na 

2 1 3

 Gen. Hanns von Rohr (ur. 1895 w Sondershausen, zm. 1988 w Dusseldorfie) - oficer 

niemiecki od 1916 r. Walczył w I wojnie światowej. Później w Reichswehrze. Od kwietnia 

1943 r. do kwietnia 1944 r. dowódca „Festung Cherbourg". Od lipca 1944 r. do końca wojny 

dowódca 715. DP. Po wojnie aktywnie działał na rzecz polsko-niemieckiego pojednania. Miał 
z tego powodu poważne kłopoty. 

260 

background image

8 kwietnia odniosła przy tym, jak za starych czasów, sukces w kontrata­
ku, którym kompletnie zaskoczyła wroga, zrzucając go z wysokiego 
grzbietu górskiego. 17. Dywizja Pancerna pozostała natomiast na zachód 
od Odry w obszarze XI Korpusu, gdzie walczyła przeważnie na północny 
wschód od Opawy aż do wycofania się 18 kwietnia wraz z piechotą tego 
korpusu na linię dawnych czeskich umocnień. Państwo czeskie wzniosło 

je przed rokiem 1938 obrony doliny Opawy między Ostrawą i Krnovem; 

uczyniło to według sprawdzonych francuskich wzorców w postaci moc­
nych i dobrze wyposażonych obiektów stałych. Już dawno - na przełomie 
roku 1938 i 1939 - zostały one zdemilitaryzowane i rozmontowane, nie 
miały więc obecnie dużej wartości. Nie było zatem zaskoczeniem, że wróg 
do 22 kwietnia zajął tę linię, a tym samym Opawę. 1. Dywizja Strzelców 
Górskich przeprowadziła od południa udany kontratak na płonące mia­
sto; poległ przy tym jej dowódca, generał Hundt

2 1 4

. Teraz 17. Dywizja 

Pancerna została przeniesiona na obszar na południe od Krnova, aby za­
pobiec manewrom oblężenia między Opawą a Krnovem. W charakterze 
„straży pożarnej" pomagała również 8. Dywizja Pancerna na początku 
kwietnia na zmianę w LIX Korpusie na prawo od Odry i XI Korpusie na 

lewo od Odry. Teraz jednak dywizja ta została odkomenderowana na po­
łudnie, w rejon Kromieryża, 33 km na południe od Ołomuńca, gdzie mia­
ła odpoczywać jako rezerwy OKH. Pod wpływem nieprzyjacielskiego 
ataku na Wiedeń chciano bowiem mieć na zagrożonej wkrótce południo­
wej flance Grupy Armii „Środek" choćby słabą rezerwę w postaci jednej 
dywizji pancernej. Spojrzenie na mapę nr 1 pokazuje, że tyłom Śląska 
i drodze ucieczki przez Protektorat groziło wielkie niebezpieczeństwo, je­
śli wróg bez przeszkód przedarłby się z południa na północ przez Brno. 
Abstrahując od tego, że udało się uciec z fatalnego miejsca w Oderbergu, 
dywizja i jej dowódca z zadowoleniem powitali tę zmianę, ponieważ w ten 

sposób opuszczali obszar dowodzenia Schórnera. Przecież w ostatnim 

czasie dywizja znosiła przeplatające się w gorączkowym rytmie nagany 

i pochwały, łaskę i niełaskę. Jednak spokojem cieszyła się zaledwie przez 
parę dni, potem zaś na krótko trafiła pod rozkazy Grupy Armii „Połu­
dnie". Następnie powróciła do 1. Armii Pancernej, aby pod dowództwem 

2 1 4

 Gen. Gustaw Hundt (ur. 1894 w Pfaffenhofen, zm. 1945 kolo Opawy) - oficer niemiec­

ki od 1914 r. Po I wojnie światowej pozostał w Reichswehrze do jesieni 1920 r. Później w or­
ganizacjach paramilitarnych - m.in. w Stahlhelmie. W 1934 r. wrócił do służby w artylerii. Od 
października 1937 r. dowódca batalionu w 66. part, z którym walczył w Polsce w 1939 r. i na 
zachodzie w 1940 r. Od września 1941 r. dowódca 30. part na froncie wschodnim. Od czerwca 

1943 r. dowódca 138. Zgrupowania Artylerii. Od stycznia 1944 r. w rezerwie kadrowej. W ma­

ju tego roku został dowódcą 304. DP, a od sierpnia 306. DP. Od października 1944 r. dowód­

ca 1. Dywizji Strzelców Górskich. Zginą! 21 kwietnia 1945 r. podczas ataku na Opawe. 

261 

background image

XXIV Korpusu Pancernego, do którego dołączyła również z Oderbergu 

16. Dywizja Pancerna, zniweczyć uderzenie wroga skierowane na Brno 

i Ołomuniec. 13 kwietnia padł Wiedeń, a północne skrzydło Grupy Armii 

„Południe" z II, LXXII i XXIX Korpusem zostało wyparte zbyt daleko 

na północ, ku 1. Armii Pancernej. Powstała przy tym wyrwa, przez którą 

nieprzyjaciel, początkowo bez żadnych przeszkód, zmierzał w kierunku 

Brna. Teraz, na południe i południowy wschód od Brna, niedaleko histo­

rycznego pola bitwy pod Austerlitz (gdzie Napoleon Bonaparte 2 grudnia 

1805 r. zwyciężył sprzymierzone armie: austriacką i rosyjską) odbyła się 

ostatnia, zakończona sukcesem bitwa pancerna 1. Armii Pancernej. Rów­

nocześnie, w „drugiej bitwie pod Austerlitz", generałowi Kallnerowi

215

który pod koniec marca przejął dawny XXIV Korpus Pancerny generała 

Nehringa, wspólnie z 8. i 16. Dywizją'Pancerną udało się odeprzeć natar­

cie skierowane na Ołomuniec, niszcząc przy tym wiele nieprzyjacielskich 

czołgów. Sprawdzony w boju dowódca Kallner poległ jednak w tej bi­

twie, a generał von Miiller, dowódca 16. Dywizji Pancernej, wpadł w ręce 

czeskich partyzantów. 

Sukces pod Austerlitz nie zlikwidował oczywiście na dłuższą metę zagro­

żenia dla południowej flanki i tyłów Śląska. XXIV Korpus Pancerny, które­

mu podporządkowano teraz na nowo przybyłą od południowego sąsiada 

Dywizję Grenadierów Pancernych „Feldherrnhalle" oraz 8. Dywizję Strzel­

ców, znajdującej się obecnie dość blisko ojczystej górnośląskiej i kłodzkiej 

ziemi, otrzymał od fuhrera tradycyjny rozkaz: „Brno należy utrzymać 

w każdych okolicznościach". Po odwołaniu 16. Dywizji Pancernej ponow­

nie na północ, gdzie nieprzerwanie trwały walki, na froncie w kierunku po­

łudniowym walczyły: w samym Brnie Dywizja „Feldherrnhalle", na 

wschód od Brna - 8. Dywizja Strzelców i na zachód od miasta - 8. Dywi­

zja Pancerna, której dowódca Hax dowodził jednocześnie w zastępstwie 

XXIV Korpusem Pancernym aż do przybycia generała artylerii Hartman-

na, następcy generała Kiillnera. Ten ostatni jest nam znany jako dowódca 

VIII Korpusu. W tym miejscu warto przedstawić podjętą samodzielnie de­

cyzję owego sprawdzonego w boju żołnierza. Jak wiadomo, jeśli chodzi 

o swobodę działania, wszyscy dowódcy mieli związane ręce. Ale według 

słów generała Haxa generał Hartmann był dowódcą, który nie tylko znał 

2 1 5

 Gen. Hans Kallner (ur. 1898 w Katowicach, zm. 1945 koto Brna) - oficer niemiecki od 

1918 r. Jako 17-letni ochotnik wyruszył na I wojnę światową. Po niej w policji do 1935 r. Od 
1937 r. dowódca batalionu w 4. pkaw. Od lata 1939 r. dowódca 11. batalionu rozpoznawcze­

go, z którym bierze udział w agresji na Polskę i ataku na Francję i Związek Sowiecki. Od lata 

1941 r. dowódca 73. pst., a rok później 18. Brygady Strzelców (19. Brygady Grenadierów Pan­

cernych). Od sierpnia 1943 r. dowódca 19. DPanc. z którą walczy m.in. pod Żytomierzem 
i w „wędrującym kotle" pod Kamieńcem Podolskim. Od wiosny 1945 r. dowódca XXIV 

KPanc. Zginął podczas wizytacji linii frontu pod Brnem 18 kwietnia 1945 r. 

262 

background image

się na swoim fachu, lecz także miał swoje zdanie. Zrezygnował z bezna­
dziejnej walki o miasto, które dla kolejnych operacji nie miało żadnego 
znaczenia, i wycofał się wraz z wojskiem do rozległego górskiego lasu na 
północ od Brna, gdzie z goryczą, ale jednocześnie z sukcesem walczono 
z napierającym wrogiem. Po upadku Brna (26 kwietnia) Schórner odszukał 
generała Hartmanna w terenie, poklepał go po plecach i powiedział do­
słownie tak: „Hartmann, poddając wbrew rozkazowi Grupy Armii Brno, 
postąpił pan zapewne słusznie". Tak Schórner ugiął się przed pozbawio­
nym ręki i nogi, doświadczonym w boju i obdarzonym silnym charakterem 
dowódcą, który już wcześniej, przy innej okazji, odważnie wystąpił przeciw 

niemu, mówiąc: „Byłem z przodu i to powinno wystarczyć!". 

Koniec wielkiej bitwy zbliżał się ogromnymi krokami. Zanim przedsta­

wimy końcowy obraz sytuacji 1. Armii Pancernej, należy raz jeszcze skiero­
wać wzrok na północ: 16. Dywizja Pancerna, która przybyła w północne 
okolice Opawy 23 kwietnia, walczyła teraz tutaj w rejonie Opawy - Witko­
wa w kierunku zachodnim i w luźnym kontakcie z 1. Dywizją Strzelców 
Górskich, 4. Dywizją Górską i Dywizją „Fiihrer-Begleit". Na wschód od 
wypływającej z tego obszaru walk - Niziny Morawskiej - Odry wróg w wy­
niku rozpoczętej 25 kwietnia ofensywy generalnej zdobył w końcu Ostrawę 
i tamtejszy okręg przemysłowy, o które walczył od tak długiego czasu 
(30 kwietnia). Teraz więc 1. Armia Pancerna po trzymiesięcznej walce mu­
siała się wycofać ze śląskiej ziemi, opuszczając bronione tak długo zakłady, 
kopalnie i huty. O co jeszcze w tym czasie szła gra? Jedynie o realizację roz­
kazu dalszej walki, czy może o jakieś inne, całkiem proste cele? Bez wątpie­
nia dowództwo armii miało świadomość, że obecnie chodzi tylko o to, by 
chroniąc w dalszym ciągu drogi ucieczki przez Protektorat, wyciągnąć spod 
zasięgu wroga jak najwięcej własnych oddziałów. Ponieważ jednak w armii 
wiedziano, że 17. Armia znajduje się jeszcze na Śląsku, wysunięta daleko na 
wschód, nie mogła się ona wraz z wszystkimi oddziałami samodzielnie wy­
cofać na zachód. Nadszedł natomiast najwyższy czas na odwrót na zachód 
znajdującego się wciąż jeszcze zgodnie z rozkazem w Beskidach XLIX Kor­
pusu Górskiego. XL Korpus Pancerny (bez czołgów), prawe skrzydło 

17. Armii i istotny łącznik z 1. Armią Pancerną, odważył się na samodziel­

ną i właściwą decyzję wbrew woli Grupy Armii. Słabe oddziały tego korpu­
su znajdowały się na wschodnich krańcach przedgórza masywu Pradziada. 

Na początku marca znaczące siły rosyjskie uderzyły z Ostrawy w kierunku 
północno-wschodnim, a jednocześnie w okolicach Nysy zgromadziły się 
spore siły pancerne. Gdyby korpus pozostał w swojej nieatakowanej od 
frontu pozycji, groziłoby mu zamknięcie w pierścieniu oblężenia. Zrealizo­
wane w ten sposób wyłączenie tego ważnego, odgrywającego rolę łącznika 
korpusu otworzyłoby jednak wrogowi całkowicie drogę przez Sumperk do 

263 

background image

Kotliny Kłodzkiej, a tym samym drogę odwrotu 17. Armii i taborów ze 

środkowego Śląska. Dlatego samodzielne i interesujące rozkazy tego kor­
pusu zasługują tutaj na uhonorowanie. Prawe skrzydło zawinęło się w kie­
runku Małej Morawy, a główna linia walk przesunęła na przygotowane 
pozycje na grzbietach masywu Pradziada. Oszczędzona w ten sposób jako 
rezerwa 1. Dywizja Strzelców Górskich została przesunięta do Sumperka 
z zadaniem zapobieżenia tam wyłomowi w kierunku Kotliny Kłodzkiej. 
Wszystkie ruchy przebiegły bez znaczących zakłóceń ze strony wroga, 
a spodziewane pod Sumperkiem nieprzyjacielskie szpice zostały odparte. 
Jeszcze silniej niż na południowym krańcu masywu Pradziada wróg naci­
skał północnym skrzydłem na Szternberk w kierunku wschód-zachód. 
W środku tego wszystkiego leżał Ołomuniec, będący teraz z punktu widze­
nia naszych ruchów ważnym węzłem komunikacyjnym. Tam generał Hax 
otrzymał osobiście od naczelnego dowódcy generała Nehringa rozkaz, by 

bronić tego miejsca wszystkimi siłami podległymi mu w Ołomuńcu i wokół 
niego tak długo, aż dowodzony przez generała von Le Suire^

2 1 6

 XLIX 

Korpus Górski minie Ołomuniec w kierunku zachodnim. Znaczenie tego 

zadania podkreślił jeszcze Schórner w skierowanym do Haxa dalekopisie: 

„Odpowiada pan głową za utrzymanie Ołomuńca do 8 maja godz. 12.00!". 

Z 8. Dywizji Pancernej prócz jednostki dowodzenia pod Ołomuńcem wal­
czyły: oddział rozpoznania, batalion ciężkich transporterów opancerzo­

nych i część batalionu niszczycieli czołgów. Koleją przybyły następnie 
pierwsze oddziały Dywizji „Brandenburg", załadowanej na pociąg 1 maja 
pod Dreznem i przewiezionej przez Kłodzko. Współdziałając z Dywizją 

Lotniczą generała von Falkensteina

2 1 7

, zniszczono sporą liczbę czołgów, 

2 1 6

 Gen. Karl Hans Maximilian von Le Suire (ur. 1898 w Unterwóssen, zm. 1954 w Stalin­

gradzie) oficer niemieckich wojsk górskich od 1918 r. We Freikorpsach w 1919 r. Później 
w Reichswehrze i Wehrmachcie. W latach 1937-1938 oficer operacyjny 2. DPanc. Od sierpnia 

1939 r. oficer operacyjny 30. DP. Od czerwca 1940 r. do lipca 1942 r. szef sztabu Korpusu 

Górskiego „Norwegia", a następnie do lutego 1943 r. dowódca 99. ppgór. Od marca 1943 r. 
dowódca 117. DStrz. W sierpniu 1943 r. mianowany dowódcą XXIV KPanc. Po roku krótko 
w rezerwie kadrowej, a od października 1944 r. do końca wojny dowódca XLIX KGór. 
W niewoli sowieckiej aż do śmierci w obozie 18 czerwca 1954 r. 

2 1 7

 Gen. Sigismund Freiherr von Falkenslein (ur. 1903 w M iinsterze, zm. 1972 w Bucke-

burgu) - oficer niemiecki od 1925 r. Od 1931 r. na emeryturze. Tajny instruktor lotniczy. 
W służbie ponownie od 1934 r., w Luftwaffe od początku. W latach 1936-1938 w Inspektora­

cie Lotnictwa Bombowego. Następnie do stycznia 1939 r. w sztabie generalnym Luftwaffe. Od 
października 1939 r. do maja 1940 r. w 27. pbomb. Później do marca 1942 r. w departamencie 
obrony w OKW. Od kwietnia 1942 r. szef sztabu X KLot. Po roku został szefem sztabu połu­
dniowo-wschodniego obszaru Luftwaffe, a od listopada tego roku obszaru centralnego. Od 

lutego do maja 1944 r. szef sztabu Floty Powietrznej „Rzesza", a od czerwca 1944 r. do koń­
ca wojny dowódca 3. DLot. W niewoli sowieckiej do 1955 r. W latach 1957 1962 oficer i wy­
kładowca sil powietrznych Bundeswehry. 

264 

background image

hamując tempo postępów wroga, choć sam Ołomuniec zmagał się z ciężkim 
ostrzałem artyleryjskim i nalotami. Poza tym jednak wróg najwidoczniej 
obawiał się strat. Generał Hax niestety nie zobaczył już większości swej 
8. Dywizji Pancernej. W trakcie marszu z obszaru na północ od Brna zosta­
ła ona przez 1. Armię Pancerną skierowana do Moravskiej Trebovej, 
w obawie przed nieprzyjacielskim wyłomem przez Szternberg na północ od 
Ołomuńca. Zadanie zostało jednak wykonane, po czym generał Hax ze 
swym adiutantem motocyklem z bocznym wózkiem 8 maja opuścił płonący, 
znajdujący się pod silnym ostrzałem artylerii Ołomuniec, udając się na 
zachód. 

Rzut oka na mapę nr 1 pozwoli szybko zorientować się w położeniu 

1. Armii Pancernej 8 maja: dzięki dołączeniu XXIX i LXXII Korpusu 

Armia otrzymała znaczące wzmocnienie w sile 400 000 żołnierzy, o któ­
rych los szła teraz gra. W łuku sięgającym od północnych okolic Brna 
w górę, do masywu Pradziada, z grubsza udało się utrzymać spójność od­
działów. XLIX Korpus, któremu Grupa Armii zbyt późno udzieliła ze­
zwolenia na odwrót, utknął na wschodzie. Utracono wprawdzie Ostrawę, 
ale udało się ochronić długą południową flankę, a nawet tyły środkowego 

Śląska. Problemem, w jakim stopniu dowództwo Grupy Armii wykorzy­
stało ten fakt na korzyść oddziałów, zajmiemy się w ostatnim rozdziale. 

background image

Rozważania o zakończeniu walk 

Przebieg frontu Grupy Armii 7 maja -17. Armia z Wrocławiem 30 km 

przed swoim frontem walczy najdalej na wschód na śląskiej ziemi - Grupa 

Armii ma dwa zadania: ochronę' dróg ucieczki taborów i uratowanie wielu 
niemieckich oddziałów przed sowiecką niewolą

 - To ostatnie wymaga prze­

rwania walk już pod koniec kwietnia

 - Schórner nie waży się podjąć tej 

ważnej decyzji - Nie można więc wykorzystać stopujących wroga zalet ślą­

skich gór - Większość oddziałów dostaje się do sowieckiej niewoli - Walka 

o Śląsk uratowała wolność i życie 3,2 min Ślązaków 

H

maja do kwatery głównej Grupy Armii „Środek" drogą radiową 

dotarł komunikat naczelnego dowództwa Wehrmachtu z informa­

cją o zawarciu zawieszenia broni, które miało wejść w życie 9 maja o go­

dzinie 8.00. Godzina ta została później poprawiona na godzinę 0.00 9 ma­

ja. Spojrzenie na mapę nr 1 i analiza przebiegu frontu z 7 maja, 

poczynając od prawego skrzydła 2. Armii Pancernej pod Brnem, da ogląd 

sytuacji. Połączenie między 1. Armią Pancerną i jej sąsiadem z prawej, 

Grupą Armii „Południe", zostało w ostatnich dniach zerwane. Ogólna li­

nia 1. Armii Pancernej od strony wroga wychodziła z obszaru na północ 

od Brna przez Prostejov Ołomuniec w górę na wysokość 1490 m, na 

grzbiet masywu Pradziada, gdzie łączyła się z 17. Armią. Jej spójny jeszcze 

całkowicie front rozciągał się od masywu Pradziada i w kierunku północ­

nym schodził z gór w linii przez Zlate Hory, Nysę między miastami: Nysą 

i Otmuchowem na skos w kierunku Strzelina i stamtąd do utrzymywanej 

przez nas ciągle Ślęży. Następnie biegł na północ od Strzegomia i Lubania 

do 4. Armii Pancernej na obszar położony na północ od Zgorzelca. Stąd 

ciągnął się na północ przez Budziszyn i przez tereny na północ od Drezna 

do Rudaw po zachodniej stronie Drezna. Mając przed oczami ten obraz, 

a także zamieszczone mapy nr 10 i 11 (ruchy taborów), można łatwo zro­

zumieć ostatnie fazy tej katastrofy. 

17. Armia, znajdująca się na czysto śląskim obszarze, po utracie Strzeli­

na (25 marca) nie była już atakowana. Nieprzyjacielskiego dowództwa nie 

266 

background image

skusił bowiem marsz na szerokie i wysokie śląskie góry i konieczność prze­
ciskania się przez mnożące się w kierunku południowym wąskie przełęcze. 
Wróg musiał się przecież liczyć, że na tych przełęczach i zwężeniach nawet 
przy tak ogromnej przewadze może mu grozić wielkie niebezpieczeństwo 
i liczne niespodzianki, okupione dużą ilością krwi i stratą wielu czołgów. 
Bo to, że 17. Armia, dysponująca znacznie mniejszymi siłami, była równie 
wytrzymała co obie armie na skrzydłach, Sowieci zauważyli w trakcie 
wszystkich lokalnych przedsięwzięć, także po kontratakach prowadzonych 
całymi dniami pod Strzegomiem. Jak wiadomo, armia ta odparła w cięż­
kich walkach 208. Dywizję. Tak, 17. Armia budziła respekt, a jej rola nie 
stała się drugoplanowa również wtedy, gdy wróg przeniósł główny ciężar 
swoich ataków wyłącznie na oba skrzydła Grupy Armii, a więc na Bramę 

Morawską i na Łużyce przy granicy Śląska i Saksonii. 17. Armia była sta­
bilnym schronieniem reszty Śląska i w charakterze frontalnego muru chro­
niła prócz ważnej linii kolejowej ze wschodu na zachód również szlaki ta­
borów wiodące przez góry do Protektoratu. Poza tym do samego końca 

armia musiała oddawać rezerwy obu atakowanym sąsiednim armiom, 
a mimo uszczuplenia frontu połączenia z sąsiadami nie zostały zerwane. 

Mogło to zachęcić wroga do prób jej rozszczepienia i tym samym zagrozić 

spójności Grupy Armii. Jak bardzo skurczyła się 17. Armia, pokazuje opa­
trzony nr. 6 schematyczny podział wojsk Grupy Armii „Środek" z 15 
kwietnia 1945 r. 

To, że armii nie było dane ruszyć z odsieczą na Wrocław, z czego ni­

gdy nie zamierzano rezygnować, nie było jej winą. Jej siły, kurczące się 
nieustannie wskutek przekazywania oddziałów do sąsiednich armii, były 

i pozostały zbyt słabe. Z drugiej strony końcowy obraz 17. Armii powi­
nien zawierać spojrzenie na wielką i skuteczną rolę, jaką dla tej armii ode­
grała zacięta walka obronna Wrocławia. Miasto, które pod dowództwem 
komendanta von Ahlfena przeistoczyło się w obdarzoną wysoką zdolno­
ścią obronną i sprawdzoną w boju twierdzę, oraz jego opór, niesłabnący 
ani na moment nawet w najcięższych warunkach pod dowództwem ostat­
niego komendanta, generała Niehoffa, aż do końca wiązały całą sowiecką 
6. Armię i liczne nieprzyjacielskie rezerwy różnego rodzaju, nie mówiąc 

już o dotkliwych stratach po stronie wroga. Wrocław, 30 km od centrum 

frontu armii, w znaczącym, wręcz decydującym stopniu wzmocnił siły 
obronne śląskiego frontu

2 1 8

Elementem tego obrazu jest jednak nie tylko Wrocław, uhonorować na­

leży raz jeszcze śląskich chłopów. Pod koniec marca ze względu na ustabili­
zowaną w niektórych częściach Śląska sytuację zdecydowano się rozpocząć 

Dokładniej o tym w: H. von Ahlfen, H. Niehoff, op. cii. 

267 

background image

Ustępując przed Armią Czerwoną, wojska niemieckie niszezyły lub porzucały sprzęt bojowy. 

Na zdjęciu: niemiecki radar FuMG 62 Wurzburg porzucony przez obsługę w okolicach 

Wrocławia, 1946-1948. 

wiosenne prace polowe, również w ewakuowanych rejonach leżących bli­

sko linii frontu. Zadanie to udało się wykonać nawet tuż obok linii frontu, 

w bardzo ciężkich warunkach i przy znacznym zagrożeniu dla rolników 

(potwierdziły to informacje z niektórych rejonów powiatu grodkowskiego). 

Nie jesteśmy tutaj teraz po to, by wyrokować albo oceniać, czy decyzja ta 

w obliczu ogólnej sytuacji była słuszna czy nie. Powinniśmy jednak wszyscy 

dziś wyrazić uznanie, że przy takich utrudnieniach odważono się rozpocząć 

wiosenne zasiewy. W owym czasie nadchodzącej likwidacji i grożącej klęski 

było to ostatnie wielkie dokonanie śląskich chłopów. Wiernie oddani ojczy­

stej ziemi sypali ziarno w jej łono, nie wiedząc, kto będzie zbierał plony. 

Po tym powrocie do 17. Armii i na śląską ziemię wypada się teraz 

przyjrzeć sytuacji z innego pod wieloma względami stanowiska, tj. z ów-

268 

background image

czesnego punktu widzenia Grupy Armii. Po przełamaniu przez wroga od 

połowy kwietnia frontu na Nysie Łużyckiej i dotarciu do południowego 

frontu Berlina oraz wyparciu wreszcie południowego skrzydła Grupy Ar­

mii spod Bramy Morawskiej, zaistniało pytanie, jaki jest jeszcze cel walki 

na Śląsku i o Śląsk. Odpowiedź była prosta: należało w dalszym ciągu 

chronić drogi ucieczki taborów ciągnących przez Protektorat na zachód. 

Nie dysponowaliśmy wówczas dokładnymi danymi dotyczącymi wielko­

ści tych taborów. Znano jednak mniej więcej granice obszaru ucieczki 

(mapa nr 1), wiedziano też, że liczba ludzi z pewnością przekroczyła mi­

lion. Powiedzmy w tym miejscu, że spośród 4,7 min mieszkańców Śląska 

przez Protektorat uciekło na zachód 1,6 min, kolejne 1,6 min udało się 

bezpośrednio na tereny Rzeszy: do Saksonii, Turyngii i Bawarii. 1,5 min 

pozostało lub zostało staranowanych przez wroga. 

Drugim po ochronie taborów zadaniem było wyciągnięcie jak najwięk­

szej liczby niemieckich oddziałów spod działania nieprzyjaciela i uchro­

nienie ich tym samym przed udręką strasznej sowieckiej niewoli, przed 

hańbą, chorobą i zarazą, a nawet śmiercią. W tym miejscu bardzo po­

uczające będzie zapoznanie się z przemyśleniami Grupy Armii. Bezna­

dziejność ogólnej sytuacji była całkowicie jasna. Ale prócz samego zamia­

ru uratowania przed Rosjanami jak największej liczby oddziałów 

kontynuację walk uzasadniano jeszcze innymi argumentami: 

1. Takie są rozkazy (Hitlera). 

2. Istniała jeszcze śmiała polityczna nadzieja na rozpad nieprzyjaciel­

skiej koalicji. 

3. Na wypadek takiego rozpadu, a także przy zawieszeniu broni z na­

mi jako partnerem negocjacji, wierzono, że należy zachować sobie atut 

w postaci Czechosłowacji. Ten leżący w środku Europy kraj wraz ze swy­

mi bogatymi źródłami wsparcia był jeszcze zupełnie nienaruszony. 

Dzisiaj jesteśmy skłonni kwitować te trzy argumenty machnięciem re­

ki. Ale patrząc wstecz, trzeba sobie zupełnie poważnie wyobrazić, że naj­

wyższe rozkazy były uznawane za obowiązujące i były też wykonywane. 

O tym, czy naczelny dowódca nie był jednak bliski podjęcia samodziel­

nej decyzji, powiemy za chwilę. Rozpatrywanie dziś nadziei na rozpad 

koalicji wydaje się zbyteczne, jeśli przywołamy ówczesną sytuację alian­

tów tuż przed ich ostatecznym zwycięstwem. Rozpad koalicji w tamtym 

momencie przed samym osiągnięciem celu był całkowicie nieprawdopo­

dobny. 

Pozostając teraz przy tych dwóch zadaniach, które naszym zdaniem 

determinowały zakończenie walk o Śląsk, istniejąca pod koniec kwietnia 

sytuacja wymagała dla ich realizacji podjęcia wielkiej decyzji. Znaczące czę­

ści taborów na początku lutego przekroczyły bezpieczny obszar gór na dro-

269 

background image

dze do Protektoratu. Zostały one, jak pokazuje mapa nr 11, zatrzymane do 
połowy lutego na skraju Karkonoszy, a do końca kwietnia w okolicy Zlutic 
(na południe od Karlovych Varów). Winy z pewnością nie można przypi­
sać wyłącznie istniejącej po naszej stronie niemożności. Do tych zatrzymań 
do połowy kwietnia przyczynili się prawdopodobnie Amerykanie, którzy 
przedostali się do Bawarii. Tak czy owak, dowództwo Grupy Armii, do tej 
pory w zaciętej walce w celu obrony taborów ewakuacyjnych na Śląsku, 

musiało wyraźnie zaangażować się na rzecz kontynuacji marszu szerokim 
frontem na zachód, i to z ważnych przyczyn. Na dłuższą metę teren Protek­
toratu, gdzie groził wybuch czeskiego ruchu wyzwoleńczego, dla nieuzbro­

jonych, a więc bezbronnych taborów nie był pewnym schronieniem. Aby 

uratować jak najwięcej niemieckich oddziałów, należało uwolnić drogi, 
którymi ciągnęły na zachód tabory cywilów. Skierowany na zachód ruch 
Grupy Armii zakładał jednak podjęcie ważnej decyzji, do której sytuacja 
dojrzała pod koniec kwietnia. Brzmiała ona: nie zważając na rozkazy Hi­
tlera, przerwać walkę i - pod ochroną silnej straży tylnej - przystąpić do 
odwrotu na zachód. W rzeczywistości znajdujące się najbliżej wroga od­
działy bojowe 17. Armii, wysunięte najdalej na wschód, przystąpiły do od­
wrotu dopiero nocą z 8 na 9 maja. Wyznaczając początek odwrotu - naj­
pierw dla znajdującej się najbliżej wroga 17. Armii - na 27 kwietnia można 
stwierdzić, że nie tworzyło to zagrożenia ani dla sąsiada z północy - frontu 
pod Berlinem - ani z południa - Grupy Armii „Południe". Tam bowiem, 
na południu, wróg w tym czasie znajdował się już na zachód od Wiednia. 
Zbędne więc było uwzględnianie ewentualnego zagrożenia dla sąsiadów. 
Wręcz przeciwnie, wychodząca w kierunku wschodnim Grupa Armii „Śro­
dek" miała wtedy największe prawo do tego, by skierować się na zachód. 

Na pytanie, czy rozpoczęty wtedy odwrót słabej liczebnie 17. Armii nie 
spowodowałby natychmiastowego uderzenia wroga, należy odpowiedzieć 
przecząco, opierając się na dojrzałej analizie dowodzących nią generałów. 

Liczne przełęcze górskie, które przy rozpoczętym w porę odwrocie byłyby 

naszym przyjacielem, a wrogiem naszego przeciwnika, odegrałyby swą 
ostatnią, skuteczną rolę taktyczną, tak samo jak na terenie Kotliny Kłodz­
kiej. W tamtejszych górach i na przełęczach komendant twierdzy Kłodzko 
generał Boettcher

219

 mógłby bez przeszkód ze strony wroga przez trzy mie-

2 1 9

 Gen. Hermann Boeltcher (ur. 1884 w Hanowerze, zm. 1969 w Stuttgarcie) - oficer nie­

miecki od 1904 r. Podczas I wojny światowej w oddziałach pionierów, moździerzy i szturmo­

wych na Zachodzie i we Włoszech. Później w Reichswehrze w oddziałach artylerii i piechoty. 

Od sierpnia 1939 r. do września 1940 r. dowódca 216. DP. Kilkukrotnie w rezerwie kadrowej. 

Dowódca oddziałów rezerwowych i tyłowych - m.in. generał do specjalnych poruczeń VIII 

OK od grudnia 1944 r. Od stycznia 1945 r. dowódca wojskowy Kłodzka. Od 10 maja 1945 r. 

do października 1955 r. w niewoli sowieckiej. 

270 

background image

siące przygotowywać znaczące środki zaporowe, ale w rachubę nie wchodzi­
ła jakakolwiek chęć kontynuowania obrony miasta Kłodzka lub jego dal­
szego otoczenia jako twierdzy. Na to załoga generała Boettchera była po 
prostu zbyt słaba. Należałoby zorientować się w następującym ukształtowa­
niu terenu: w 17. Armii na górskim froncie długości 200 km rozciągnięcie 

w głąb od głównej linii walk na północnych krańcach przedgórza przez gó­

ry i przełęcze aż do południowych krańców gór na Morawach i w głąb 
Czech miało znaczące rozmiary 40-70 km w linii powietrznej. Były to 

wprost idealne warunki do planowego odwrotu po istniejących w dosta­
tecznej ilości, a do tego dobrych drogach. Ale najważniejszą przesłanką dla 

In nie erlo.schender Liebe 

und zum steten Gedenken 

an meinen innigstgelieblen Gatten 

u.Vali. unserengulen Solin. Schwie-

gersolm, Bruder und Schwager 

Otto Hirsch 

Waclitmeister 

gefallen 9. Marz 1945 bei Striegau/ 

Oberschlesien im Aller v.27 Jahren. 

Ou  w a n t so liel>, so brnv, so gut 

Zu mir und .unii zu deinen Liebcn, 

Dein heil'rer Sinn, Dein froher Mut 

Konnt' nie ein Menselienberz betruben, 

Ein kurzcr Trnum, ein kutzcs Gliick, 

War uns auf Krden nur besohieden, 

Du slarbst und kehrst nie melir zurtick, 

Rub' snnft, scblaf wolil in Gottes Frieden. 

Druok: Kisbobrer, Miinohen 2, NymphenburRcrstr. 145 

Pamiątkowa karla kondolencyjna wachmistrza Otto Hirscha. Zgina.t on 9 marca 1945 r. 

w Strzegomiu, druk: Kiisbohrcr. Miinchen. 

271 

background image

tych ostatnich ruchów w kierunku wolności byto przestrzeganie klasycznej 

zasady obowiązującej przy takich operacjach: odpowiednio wczesna decyzja 

i wydany w porę rozkaz pozwoliłyby zyskać ową przewagę czasową, która 

umożliwiałaby pełne wykorzystanie sprzyjającego terenu. Im wcześniej wy­

puszczono by więc 17. Armię - czyli od 28 kwietnia - tym łatwiejsze byłoby 

to zadanie. W ten sposób dano by bowiem dostatecznie dużo czasu na pod­

jęcie przygotowań, na przemarsz kolumn i - co ważne - na walkę straży 

tylnej w korzystnych warunkach, a mianowicie w zasadzkach i na zabloko­

wanych górskich przełęczach. Im później jednak udzielono by 17. Armii 

i znajdującym się jeszcze daleko na wschodzie częściom 1. Armii Pancernej, 

na przykład XLIX Korpusowi Górskiemu, zgody na swobodę ruchów, tym 

bardziej zwiększono by hamujący i niekorzystny wpływ rodzimych gór. 

O tym, jak nawet przy spóźnionym wymarszu warunki górskie spowolniły 

nieprzyjacielskie tempo, opowiemy nieco dalej. Tu chodzi o to, że feldmar­

szałek Schórner nie odważył się wbrew woli Hitlera podjąć decyzji 

o wstrzymaniu walk już pod koniec kwietnia. 

Ale także 1 maja, kiedy przez radio poinformowano o śmierci Hitlera, 

nie otworzył drogi do owej samodzielnej decyzji, która wciąż dawała wi­

doki na uratowanie, oprócz dalszej ochronie taborów, licznych niemiec­

kich żołnierzy przed sowiecką niewolą. Szef sztabu generalnego Schorne­

ra, generał von Natzmer, twierdzi, że taka decyzja byłaby sprzeczna 

z wydanym Grupie Armii rozkazem utrzymania pozycji. Dodaje jednak, 

że wola podjęcia samodzielnej decyzji o przerwaniu walk wykraczała po­

za mentalność Schornera i jego polityczną ideę, zgodnie z którą w obrębie 

Grupy Armii „Środek" w środkowej Europie miał powstać ostatni ba­

stion oporu. Jak twierdzi Natzmer, krążyła wówczas także myśl o wspól­

nym z aliantami ataku na komunizm. 

Grupa Armii poszukała jednak w końcu innej drogi wyciągnięcia spod 

wpływów rosyjskiego ataku jak największej liczby oddziałów. 3 maja ge­

nerał von Natzmer poleciał do prezydenta Rzeszy Dónitza

220

 do Miirwik. 

Oprócz wzajemnego poinformowania się o ogólnym położeniu oraz sytu­

acji Grupy Armii Natzmer zażądał, by podpisano zawieszenie broni do­

piero wtedy, gdy większość Grupy Armii „Środek" dotrze tak daleko na 

-

2()

 Adm. Karl Dónitz (ur. 1891 w Grunau, zm. 1980 w Aumiihle) - oficer marynarki wo­

jennej Niemiec od 1912 r. Podczas I wojny światowej m.in. dowódca okrętu podwodnego. Po 

wojnie pozostał w marynarce wojennej. Od 1935 r. dowódca 1. Flotylli Okrętów Podwod­
nych, a później naczelny dowódca niemieckich okrętów podwodnych w bitwie o Atlantyk. Od 
stycznia 1943 r. wielki admirał i dowódca Kriegsmarine. 30 kwietnia 1945 r. na mocy testa­
mentu A. Hitlera mianowany prezydentem Rzeszy i naczelnym dowódcą Wehrmachtu. 7 ma­

ja 1945 r. nakazat wojskom niemieckim bezwarunkowi! kapitulację. Aresztowany 23 maja te­

go roku i skazany w 1946 r. w Norymberdze na 10 lat więzienia. 

274 

background image

zachód, by trafić pod skrzydła zachodnich mocarstw, a nie Armii Czer­

wonej. Według obliczeń Grupy Armii wypadałoby to mniej więcej 18 ma­

ja. Choć informacje i żądania Natzmera zostały uznane, ze względu na 

ogólną sytuację wojskową i polityczną nie można było w pełni zagwaran­

tować dotrzymania terminu 18 maja. Mimo to Dónitz i Keitel

221

 zapew­

nili, że Grupa Armii może liczyć na spełnienie swoich żądań. Ufny w za­

pewnienia, iż zawieszenie broni nie zostanie podpisane przed 18 maja, 

generał Natzmer poleciał z powrotem do Grupy Armii. Można się więc 

domyślać, że rozkaz kapitulacji, całkowicie zaskakujący dla Grupy Ar­

mii, wybuchł 7 maja niczym bomba. 

Teraz przekazanie większości oddziałów zachodnim mocarstwom było 

zupełnie wykluczone. Spojrzenie na mapę nr 1 pokazuje bowiem, że ar­

mie w dużej części znajdowały się jeszcze zbyt daleko na wschodzie, aby 

móc dotrzeć do celu z początkiem zawieszenia broni (9 maja o północy). 

Rozczarowująca Grupę Armii decyzja z pewnością zniweczyła jej plany. 

Dodajmy jednak jeszcze bardzo proste i łatwe do ogarnięcia obliczenie 

przestrzeni i czasu. Gdyby kapitulacja zgodnie z życzeniem weszła w życie 

dopiero 18 maja, okoliczność ta pozostawiłaby Grupie Armii prawo do 

prowadzenia dalszych działań wojennych, to znaczy do bronionego wal­

ką marszu na zachód. Dość wątpliwe jest jednak, by do 18 maja istniały 

jeszcze konieczne z wojskowego punktu widzenia przesłanki do zakoń­

czonego sukcesem marszu na zachód. Gdyby nawet Amerykanie zatrzy­

mali się na rosyjsko-amerykańskiej linii demarkacyjnej (mapa nr 1), to 

sowieckie armie dysponowałyby całkowitą swobodą ruchów, przede 

wszystkim od południa i po upadku Berlina od 2 maja również od półno­

cy. Oddziały zmierzające na zachód od linii Łaba - Wełtawa w kierunku 

południowym i północnym wyprzedziłyby czoła marszowe naszych ko­

lumn, odcinając w ten sposób większości oddziałów drogę do wolności. 

Walki, jakie wtedy by się rozpętały, Grupa Armii przypuszczalnie prze­

grałaby, ponosząc dotkliwe straty. 

Ostatnie spojrzenie na znany ze Strzegomia 337. pułk grenadierów pokaże 

nam, jak wyglądała sytuacja żołnierzy znajdujących się najbliżej jedno­

stek bojowych wroga. 6 maja - czyli po powrocie generała von Natzmera 

2 2 1

 Feldmarszałek Wilhelm Keitel (ur. 1882 w Helmscherode, zm. 1946 w Norymberdze) 

niemiecki oficer od 1902 r. Zbrodniarz wojenny. W czasie I wojny światowej do 1916 r. na 

froncie. Później oficer sztabowy. Następnie w Reichswehrze - m.in. od 1926 r. szef tzw. Trup-
penamtu. Od 1935 r. szef Zarządu Ogólnego Wehrmachtu. Od lutego 1938 r. szef Naczelnego 
Dowództwa Wehrmachtu (OK.W). Na tym stanowisku do końca wojny. 8 maja 1945 r. podpi­
sał bezwarunkową kapitulację niemieckich sil zbrojnych. Odpowiedzialny za liczne zbrodnie 
wojenne, w tym za słynny „Komissarbefehl" z 1941 r. Sądzony w Norymberdze w głównym 
procesie zbrodniarzy hitlerowskich. Skazany i stracony 16 października 1946 r. 

275 

background image

z Miirwik, ale jeszcze przed ogłoszeniem terminu kapitulacji - nadszedł roz­

kaz, aby nocą z 7 na 8 maja opuścić pozycje i pod ochroną straży tylnej przez 

Świebodzice - Szczawno - Boguszów - Kamienną Górę wymaszerować 

w kierunku Trutnova (w Czechach). Odwrót odbył się planowo wraz z za­

padnięciem zmroku i bez presji ze strony wroga. Gdy rankiem 8 maja pułk, 

pokonując zwężenie pod Świebodzicami, wkroczył na drogę prowadzącą 

przez Szczawno pod górę do Boguszowa, na zaczynający się tu teren gór, 

a za strażą tylną całkowicie zgodnie z planem z głośnym hukiem wyleciał 

w powietrze most w Świebodzicach, był to prawdopodobnie dla wroga sy­

gnał do startu. Naraz, patrząc ze wzgórza tuż przy południowych krańcach 

Świebodzic na rozległą Nizinę Śląską, z lasów i miejscowości wylały się nie­

przyjacielskie czołgi i piechota. Ale znajdujące się na korzystnej pozycji 

ogniowej na przełęczy świebodzickiej działa szturmowe tylko na to czekały. 

Jak określił to obserwujący całą sytuację dowódca pułku, pułkownik Albi-

nus, widok płonących nieprzyjacielskich czołgów - a mogło ich być od 10 do 

15 - przyniósł satysfakcję. Cios ten wystarczył nieprzyjacielowi. Słaby ogień 

jego czołgów nie wyrządził żadnych szkód, artyleria nie strzelała, nie prze­

szkadzały również samoloty. O ileż silniejsze i bardziej kompleksowe byłoby 

nasze działanie odpierające wroga na zwężeniach terenu, gdybyśmy przy do­

statecznie wczesnym odwrocie mieli dość czasu na przygotowania. Ogólnie 

bowiem odnosiło się wrażenie, że wróg nie miał ochoty na intensywną walkę 

w sytuacji, gdy z zaskoczenia, z zasadzki, dawało mu się po łapach. 

Znane są poważne i gorzkie skutki spóźnionego odwrotu. Mimo że wie­

lu żołnierzom udało się przedrzeć do Amerykanów, większość Grupy Ar­

mii od generała po szeregowca wpadła - niestety, również została wydana 

przez Amerykanów - w ręce Sowietów. Tak, generał Richard Schmid, do­

wódca 254. Dywizji, dziś jeszcze znajduje się w czeskiej niewoli, podobnie 

jak generał piechoty Toussaint

222

, pod koniec pełnomocnik Wehrmachtu 

w Protektoracie Czech i Moraw oraz komendant Pragi. Za rzekome zbrod­

nie wojenne został skazany na dożywocie. Myśląc o zakończeniu walk na 

Śląsku, powinniśmy się pokłonić również przed losem obu generałów i ich 

krewnych, którzy zmarli w niewoli i nigdy nie odzyskali wolności

223

-

22

 Gen. Rudolf Toussaint (ur. 1891 w Egglkofen, zm. 1968 w Monachium) oficer nie­

miecki od 1913 r. Po I wojnie światowej w Reichswehrze m.in. w Truppenamcie i wywiadzie 
wojskowym. Od kwietnia 1938 r. attache militarny w Pradze, a rok później w Belgradzie. Od 
listopada 1941 r. dowódca wojsk w Protektoracie Czech i Moraw. Od września 1943 r. pełno­
mocny przedstawiciel Wehrmachtu we Włoszech. W rezerwie kadrowej czerwiec-sierpień 

1944 r. Następnie znów w Protektoracie jako dowódca Wehrmachtu i tamtejszego OK. 

W maju 1945 r. ostatni komendant wojskowy Pragi. W niewoli amerykańskiej. Wydany i są­
dzony w Czechosłowacji. W więzieniu do 1961 r. 

Obaj generałowie oraz generał (policji) Hitzegrad zostali wreszcie w 1961 r. na zasa­

dzie wymiany - zwolnieni z więzienia i powrócili do ojczyzny [przyp. red. niem.]. 

276 

background image

Feldmarszałek Schórner--

4

, najwyższy stopniem żołnierz w Grupie Armii 

„Środek", poszedł swoją własną drogą. 7 maja wyjawił swojemu szefowi szta­
bu generalnego von Natzmerowi decyzję o ucieczce na pokładzie „Storcha" 
w góry Bawarii. Jego osoba była zbyt eksponowana i zbyt obciążona, by od­
dać się w niewolę. Odpowiedź generała von Natzmera zawierała wprawdzie 
zrozumienie dla tej decyzji, odmówił on jednak swojej zgody, wskazując do­

bitnie na ostatnie wielkie zadanie, które naczelne dowództwo musiało teraz 

spełnić dla dobra swoich żołnierzy. Feldmarszałek powinien wykorzystać swą 
pozycję w natychmiastowych rokowania z Amerykanami, aby w ten sposób 
uchronić być może wielu żołnierzy przed rosyjską niewolą. Schórner odmó­
wił, opuścił Grupę Armii 9 maja rankiem i odleciał na zachód. 

Zamiast krytyki wystarczy chyba przeciwstawić jego zachowaniu dzia­

łanie innego naczelnego dowódcy Grupy Armii, który znalazł się w po­
dobnym położeniu. Generał Lóhr

2 2 5

, dowódca Grupy Armii „E" na Bał­

kanach, w chwili kapitulacji już w Styrii po angielskiej stronie, upierał się 
twardo przy tym, by prowadzić rokowania z naczelnym dowództwem Ju­
gosławii na temat losu jego żołnierzy znajdujących się w jugosłowiańskich 
rękach. Na pytanie szefa sztabu, czego spodziewa się po Jugosłowianach, 
generał wyjaśnił: „Z pewnością śmierci". 15 maja generał Lóhr udał się 
do jugosłowiańskiego naczelnego dowództwa do Mariboru nad Drawą, 

2 2 4

 Feldmarszałek Ferdinand Schórner (ur. 1899 w Monachium, zm. 1973 tamże) - oficer 

niemiecki od 1914 r. Uczestnik walk w I wojnie światowej, za które został odznaczony orderem 
Pour-le-Merite. Później w oddziałach Freikorpsu „Epp", a od 1920 r. w Reichswehrze. Od 1937 
r. podpułkownik w 98. pułku strzelców górskich. W kampanii wrześniowej 1939 r. dowodził tym 
pułkiem w walkach o Lwów. Od sierpnia 1940 r. jako dowódca 6. DGór. awansowany na gene-
rała-majora. W 1941 r. uczestniczy ze swą jednostką w przełamaniu tzw. Linii Mctaxasa w Gre­

cji. W agresji na Zw. Sowiecki dowodzi najpierw dywizją, a następnie XIX KGór. atakującym 

Murmańsk. Od czerwca 1942 r. generał wojsk górskich. Jesienią 1943 r. przejął dowodzenie 

KPanc. na Ukrainie. Od marca 1944 r. awansowany na generała-pułkownika. Wtedy objął też 

dowództwo 17. Armii. Od marca do lipca 1944 r. dowódca Grupy Armii ..Południowa Ukra­
ina", a później Grupy Armii „Północ" w Kurlandii. Na początku 1945 r. objął Grupę Armii 

..Środek", którą dowodził do końca wojny. Jako dowódca uchodził za szczególnie surowego, 

a wręcz okrutnego, wydając wiele drakońskich rozkazów przeciw dezerterom i kapitulantom. 

Poddał się Amerykanom 8 maja 1945 r. Po wojnie w niewoli, a później w niemieckim więzieniu 

do 1963 r. Silnie sekowany przez niemieckie organizacje kombatanckie. 

2 2 5

 Gen. Aleksander Lóhr (ur. 1885 w Turn-Severin, zm. 1951 w Belgradzie) - oficer austriac­

ki od 1906 r. Od 1915 r. w lotnictwie. Po I wojnie światowej w lotnictwie austriackim do 1938 r. 
Później w Luftwaffe. Od 1939 r. dowódca 4. Floty Powietrznej w agresji na Polskę w 1939 r.. ata­
ku na zachodzie w 1940 r. i napaści na Bałkany i Rosję w 1941 r. Później czasowo w rezerwie ka­

drowej, a od sierpnia 1942 r. dowódca południowo-wschodniego obszaru Wehrmachtu na Bałka­

nach. Rok później mianowany dowódcą Grupy Armii „E" w Grecji, wraz z którą ewakuował się 

jesienią 1944 r. Od marca 1945 r. dodatkowo dowódca Grupy Armii „Południowych Wschód . 

Po zakończeniu walk w niewoli jugosłowiańskiej. Gen. Lóhr odpowiadał osobiście za zbrodnie 
popełnione w Grecji i Jugosławii przez podległe mu wojska niemieckie i sojusznicze (m.in. chor­
wackie i kozackie). Sądzony, skazany i stracony w Belgradzie 6 kwietnia 1946 r. 

277 

background image

Białe Hagi w oknach górnośląskiego miasta, 1945. 

gdzie po wypełnieniu swojej misji został stracony na mocy wyroku nie­

przyjaciela. 

Ślązacy z zaciętym męstwem pomagali, pracowali, mieli nadzieję, wal­

czyli, cierpieli i przelewali krew - w czasie walk o twierdze Głogów i Wro­

cław, rozbudowując liczne umocnienia polowe, wiernie trwając w loko­

motywach, nastawniach i punktach dowodzenia kolei, w ciężkiej pracy 

pod ziemią w kopalniach węgla Zagłębia Rybnickiego i Okręgu Wałbrzy­

skiego i wreszcie utrzymując zwarte szeregi taborów. Żołnierze walczyli 

zaś w ponurym poczuciu obowiązku aż do końca tam, gdzie zwieńczone 

pasem lasów śląskie góry sięgały nieba, w coraz cięższych, trudniejszych, 

coraz bardziej beznadziejnych warunkach. 

278 

background image

Ofiary mieszkańców Śląska i żołnierzy, w obliczu rozmiarów których 

milkniemy, umożliwiły milionom Ślązaków ciągnących na zachód drogę ku 
wolności i do nowego życia. Czyje przerażone oczy widziały pożogę i krew, 
śmierć i grozę napadniętych rodzinnych miast, ostrzelanych i zmiażdżo­
nych taborów, czyje zbolałe uszy słyszały wznoszoną do nieba w cierpieniu 
skargę, ten będzie potrafił teraz ocenić, przed jak straszliwą śmiercią i przed 

jakim nieszczęściem walki o Śląsk i poniesione ofiary uchroniły ludzi zmie­

rzających na zachód, do wolności. 

background image

Spis treści 

Wstęp do wydania polskiego (Tomasz Głowiński) 5 

Przedmowa 12 
Przedmowa do drugiego wydania 14 
Podróż przez historię Śląska 15 
Przegląd 26 
Ocena frontu 33 
Potężna przewaga wroga 48 
Grupa Armijna „Heinrici" w Beskidach 56 

Bitwa między Wisłą i Odrą 64 
„Wędrujący kocioł" 77 
Dowodzenie Grupą Armii „Środek" po objęciu dowództwa przez Schródera 86 

Ewakuacja, Volkssturm, administracja 94 
Grupa Armijna „Heinrici" broni Bramy Morawskiej 103 
Walki na wschód od Odry między Lublińcem i Sycowem 110 
Górnośląski Okręg Przemysłowy pod koniec stycznia wpada w ręce wroga 119 
Walki o Odrę między Ścinawą i Zieloną Górą 128 
Walki w trakcie oskrzydlania Wrocławia 150 

Udany atak przez Odrę pod Brzegiem Dolnym 162 
Walki w odwrocie na Dolnym Śląsku między Odrą i Nysą Łużycką 169 
Pierwsza bitwa 1. Armii Pancernej o Ostrawski Okręg Przemysłowy od 30 stycznia 

do 22 lutego 178 

Położenie i siły własne w ciągu lutego 186 
Kontratak 17. Armii pod Lubaniem i Strzegomiem na początku marca 198 
Decydujący wysiłek Kolei Rzeszy 214 

1. Armia Pancerna wykorzystuje przerwę w działaniach operacyjnych od 23 lutego 

do 10 marca 225 

W bitwie na Górnym Śląsku od 15 do 25 marca wróg zdobywa Nysę i Prudnik 233 

background image

1. Armia Pancerna także w drugiej bitwie od 8 do 21 marca broni Ostrawskiego 

Okręgu Przemysłowego 243 

4. Armia Pancerna przełamana 17 kwietnia nad Nysą Łużycką 250 

1. Armia Pancerna nawet po stracie Bramy Morawskiej chroni południową flankę 

Śląska " 258 

Rozważania o zakończeniu walk 266 

Chronologia wydarzeń 280 
Źródła ilustracji 283