background image

AGNIESZKA KOZAK 

Bajka o nadziei 

 
Cho

ć

by

ś

 został sam, cho

ć

by

ś

 nie umiał 

Ŝ

y

ć

, wierz

ę

Ŝ

odmieni Ci

ę

 nadzieja... 

 
W  pi

ę

knej  dolinie,  u  stóp  cudownych,  zalanych  sło

ń

cem  gór 

była  t

ę

tni

ą

ca 

ś

piewem  i  rado

ś

ci

ą

  wioska.  Dolina  odgrodzona 

była od 

ś

wiata z jednej strony pasmem pi

ę

knych gór, z drugiej 

strony  w

ą

sk

ą

,  ale  bardzo  rw

ą

c

ą

  rzek

ą

.  Ludzie,  którzy  w  niej 

Ŝ

yli  byli  naprawd

ę

  zadowoleni  z 

Ŝ

ycia, 

Ŝ

yj

ą

c  z  uprawy 

winogron.  Winnice  cudnie  wypełniały  cał

ą

  dolin

ę

  i  wydawało 

si

ę

Ŝ

e stanowi

ą

 cel i sens 

Ŝ

ycia jej mieszka

ń

ców. Wiele trudu 

i  pracy  trzeba  było  wło

Ŝ

y

ć

  w  wielkie  przestrzenie  wypełnione 

krzewami.  
 
Ka

Ŝ

dej  wiosny  ludzie  z  dr

Ŝ

eniem  serca  witali  pierwsze 

promienie  sło

ń

ca  -  czy  ju

Ŝ

  na  stałe  zago

ś

ci  w  dolinie,  czy 

b

ę

dzie  do

ść

  łaskawe,  by  ogrzewa

ć

  delikatne  p

ą

ki  rodz

ą

cych 

si

ę

  do 

Ŝ

ycia  krzewów.  Latem  z  pewnym  niepokojem  patrzyli 

na  sło

ń

ce,  czy  nie  spali  zbytnio  swymi  promieniami  ziemi,  w 

której płyn

ę

ły 

Ŝ

yciodajne soki, czy b

ę

dzie wystarczaj

ą

co du

Ŝ

deszczu  by  nada

ć

  soczystej  barwy  li

ś

ciom,  by  ro

ś

liny  miały 

sił

ę

  do 

Ŝ

ycia.  Wczesn

ą

  jesieni

ą

  konieczne  było  chronienie 

owoców przed nagłymi atakami mrozu schodz

ą

cego czasami 

niespodziewanie z wysokich gór. Dzie

ń

 zaczynał si

ę

 w wiosce 

od pełnego niepokoju spojrzenia na winnic

ę

 i ko

ń

czył otarciem 

potu  po  zako

ń

czonej  pracy  na  polu.  Uprawa  winoro

ś

li  była 

wszystkim,  co  ludzie  ci  mieli,  co  sprawiało, 

Ŝ

Ŝ

yli...  

 
Pewnego  jesieni  w  wiosce  wybuchł  wielki  po

Ŝ

ar,  który  spalił 

wszystkie uprawy i wszystkie domy, spalił te

Ŝ

 mosty na rzece. 

Wielu  ludzi  zgin

ę

ło  w  po

Ŝ

arze,  a  ci,  którzy  ocaleli,  nie 

background image

zdecydowali  si

ę

  na  odbudowywanie  swoich  domów,  zbyt 

wiele bólu wi

ą

zało si

ę

 z tym miejscem, uprawy wypalone były 

do  korzeni...  Spalona  dolina  pokryta  była  popiołem,  pełna 
zgliszczy,  wydawało  si

ę

Ŝ

e  zamarło  w  niej 

Ŝ

ycie...  

 
Jednak pozostał w niej mały chłopiec, którego rodzice dawno 
zmarli i byli pochowani na miejscowym cmentarzu. Nikt o nim 
nie  pami

ę

tał  wszyscy  zaj

ę

ci  byli  własnymi  stratami  i  bólem, 

wi

ę

c  w  ko

ń

cu  został  w  opuszczonej  dolinie  sam.  Nie  bardzo 

miał  dok

ą

d  i

ść

,  bo  tu  było  wszystko,  co  kochał  i  co  było  dla 

niego  wa

Ŝ

ne.  Z  trudem przetrwał  zim

ę

  dzi

ę

ki zapasom,  które 

wygrzebał 

spod 

ruin 

zwalonych 

domów. 

Pewnego 

wiosennego  poranka,  kiedy  udał  si

ę

  na  poszukiwanie 

po

Ŝ

ywienia  zobaczył  kilka  zielonych  listków  nie

ś

miało 

wyrastaj

ą

cych  z  ziemi  na  tu

Ŝ

  przy  zboczu  góry.  Z  dr

Ŝ

eniem 

serca  i  z  dr

Ŝą

cymi  z  rado

ś

ci,  ale  i  niepewno

ś

ci  dło

ń

mi 

podszedł  do  tego  cudu  wynurzaj

ą

cego  si

ę

  z  ziemi  -  ku  jego 

rado

ś

ci  li

ś

cie  okazały  si

ę

  by

ć

  li

ść

mi  winoro

ś

li!  Ogie

ń

  nie 

strawił  wszystkiego,  pozostał  korze

ń

,  była  to  szansa  na 

odbudowanie  kawałka  winnicy.  Jak

Ŝ

e  cieszył  si

ę

  tym 

wyrastaj

ą

cym  z  ziemi,  bezbronnym  i  delikatnym  krzewem. 

Jego  oczy  nabrały  blasku,  w  sercu  za

ś

witała  nadzieja. 

Chłopiec  od  razu  oczy

ś

cił  przestrze

ń

  wokół  drobnej  ro

ś

linki  i 

zacz

ą

ł  si

ę

  ni

ą

  opiekowa

ć

,  postanowił  wybudowa

ć

  wysoki  i 

gruby  mur  wokół  swojego  kawałka  ziemi,  by  nigdy  ju

Ŝ

 

Ŝ

aden 

ogie

ń

 

nie 

mógł 

mu 

zagrozi

ć

.  

 
Jedyne, co do tej pory umiał, to uprawa winnic, był rolnikiem a 
nie  budowniczym,  nie  znał  si

ę

  na  budowaniu  murów.  Na 

brzegu rzeki znalazł star

ą

 łódk

ę

, postanowił uda

ć

 si

ę

 do ludzi 

mieszkaj

ą

cych  po  drugiej  stronie  rzeki  i  kupi

ć

  od  nich  cegły  i 

zapraw

ę

 murarsk

ą

. Nie miał pieni

ę

dzy, wi

ę

c postanowił naj

ąć

 

si

ę

  jako  ogrodnik  i  pomaga

ć

  ludziom  w  uprawie  ich  ro

ś

lin. 

Ka

Ŝ

dego dnia chłopiec przemierzał rw

ą

c

ą

 rzek

ę

 w swej małej 

background image

łódeczce by pracowa

ć

 w ogrodach innych ludzi i za zarobione 

pieni

ą

dze  kupowa

ć

  cegły  na  mur  chroni

ą

cy  jego  winnic

ę

Zaprzyja

ź

nił  si

ę

  te

Ŝ

  z  lud

ź

mi  z  wioski,  wspólna  praca  bardzo 

ich 

do 

siebie 

zbli

Ŝ

yła.  

 
Jednocze

ś

nie  rozpocz

ą

ł  mozoln

ą

  prac

ę

  w  swoim  ogrodzie, 

rozsadzał  krzewy,  przygotowywał  kolejne  kawałki  ziemi  pod 
upraw

ę

,  mozolnie  budował  mur  cegła  po  cegle,  by  chroni

ć

 

winnic

ę

  na  wypadek  po

Ŝ

aru.  Jednak  ci

ęŜ

ka  praca  i 

pokonywanie  rw

ą

cej  rzeki  mał

ą

  łódk

ą

  powoli  wyczerpywało 

jego siły, tak, 

Ŝ

e czasami po powrocie z wioski nie miał ju

Ŝ

 siły 

na  prac

ę

  w  swoim  ogrodzie,  jedynie  na  uło

Ŝ

enie  kolejnej 

warstwy  przywiezionych  cegieł.  Zacz

ą

ł  zaniedbywa

ć

  swoj

ą

 

winnic

ę

,  za  to  ogrody  ludzi,  w  których  pracował,  pi

ę

kniały  z 

tygodnia  na  tydzie

ń

.  Ludzie,  dla  których  pracował  bardzo  go 

polubili z trosk

ą

 patrzyli na jego zm

ę

czone, spracowane r

ę

ce i 

na  oczy,  które  zdawały  si

ę

  traci

ć

  swój  blask...  Pewnego  dnia 

stary ogrodnik, któremu pomagał w pracy w ogrodzie zapytał, 
co go trapi. Chłopiec opowiedział staruszkowi, 

Ŝ

e brakuje mu 

sił  i  czasu  na  prac

ę

  we  własnej  winnicy,  stary  ogrodnik  z 

pi

ę

knym  i  szczerym  u

ś

miechem  zaproponował  mu  pomoc. 

Chłopiec  ucieszył  si

ę

,  ale  potem  ze  smutkiem  zauwa

Ŝ

ył, 

Ŝ

jego  łódka  jest  za  mała  na  to,  by  przewie

źć

  ich  obu  na  drugi 

brzeg,  a  inaczej  nie  mo

Ŝ

na  si

ę

  było  tam  dosta

ć

.  

 
Ze  spuszczon

ą

  ze  zm

ę

czenia  i  smutku  głow

ą

  podszedł  do 

brzegu  rzeki,  z  dala  wida

ć

  było  pi

ę

kny,  wysoki  mur,  który 

chronił  jego  winnic

ę

.  Jak

Ŝ

e  był  majestatyczny  na  tle 

zachodz

ą

cego sło

ń

ca! Gdyby tylko na rzece zbudowa

ć

 most? 

No  tak,  most,  ale  sk

ą

d  wzi

ąć

  budulec,  sk

ą

d  wzi

ąć

  cegły... 

Jakie  to  proste!  Przecie

Ŝ

  cegieł,  na  które  zapracował 

wystarczyłoby  na solidny  most, przecie

Ŝ

 mógł  rozebra

ć

  mur  i 

poprosi

ć

  ludzi  z  wioski  by  pomogli  mu  w  budowie  mostu,  by 

pomogli mu w pracy przy odbudowywaniu jego winnicy...  

background image

Wszystko co robimy, czego się podejmujemy, kaŜda myśl i kaŜdy talent w nas złoŜony są jak cegły - tylko od 
nas zaleŜy czy uŜyjemy ich do budowania murów, które odgrodzą nas od ludzi i od miłości, czy uŜyjemy ich do 
budowania mostów, które pozwolą czasami przejść do drugiego człowieka, przekroczyć trudną i rwącą rzekę, 
które pozwolą innym przychodzić do nas...  

Justyna Piecyk 

Biedroneczka Klara 

 

Bajka terapeutyczna, przeznaczona dla dzieci 
chorych na białaczk

ę

 i oczekuj

ą

cych na przeszczep 

szpiku kostnego. 

 
Od  kiedy  tylko  mogła  przypomnie

ć

  sobie  dzie

ń

  swoich 

urodzin,  miała  ju

Ŝ

  na  grzbiecie  trzy  malutkie,  czarne 

kropeczki.  
 
-  "Co  roku  na  Twoich  skrzydełkach  b

ę

dzie  przybywała  jedna 

kropka  Klaro,  a

Ŝ

  w  ko

ń

cu  uzbiera  si

ę

  ich  osiemna

ś

cie, 

staniesz si

ę

 wtedy dorosł

ą

 biedronk

ą

, zało

Ŝ

ysz swoj

ą

 rodzin

ę

b

ę

dziesz  miała  dzieci..."  -  wyja

ś

niła  córeczce  mama.  

 
Biedroneczka z rado

ś

ci

ą

 kiwała głow

ą

 na znak zrozumienia i z 

dum

ą

  ogl

ą

dała  ka

Ŝ

d

ą

  przybywaj

ą

c

ą

  kropk

ę

,  która  dodawała 

jej sił i przybli

Ŝ

ała j

ą

 coraz bardziej ku upragnionej dorosło

ś

ci.  

 
A

Ŝ

  do  dnia...  kiedy  zauwa

Ŝ

yła, 

Ŝ

e  jedna  z  kropek  gdzie

ś

 

znikn

ę

ła,  a  po  niej  nast

ę

pna  i  nast

ę

pna.  Zamiast  nich  na 

skrzydełkach  pojawiły  si

ę

  białe  plamy,  które  zacz

ę

ły 

pochłania

ć

  równie

Ŝ

  cały  pi

ę

kny,  czerwony  kolor  na  jej 

background image

grzbiecie. "Co teraz b

ę

dzie?" - zastanawiała si

ę

 przestraszona 

Klara  -  "Przecie

Ŝ

 nawet  nie  uzbierałam ich osiemnastu,  a  ju

Ŝ

 

niedługo znikn

ą

 zupełnie, a ja stan

ę

 si

ę

 biała i przezroczysta".  

 
Zacz

ę

ła  pi

ć

  du

Ŝ

o  soku  z  buraków,  czerwonych  malin, 

truskawek, które przygotowywała jej mama. Ale sok zabarwiał 
skrzydełka  Biedroneczki  na  bardzo  krótko,  a  potem  zmywał 
si

ę

 

wraz 

wod

ą

 

podczas 

k

ą

pieli.  

 
Rodzice  Klary  udali  si

ę

  po  porad

ę

  do  starego,  m

ą

drego 

chrz

ą

szcza,  który  nie  jedno  ju

Ŝ

  w 

Ŝ

yciu  widział  i  wiele 

wiedział.  Chrz

ą

szcz  wysłuchał  ich  uwa

Ŝ

nie,  a  potem  rzekł:  

-  "Musicie  znale

źć

  drug

ą

,  tak

ą

  sam

ą

  biedroneczk

ę

,  podobn

ą

 

do waszej córki, jak dwie krople wody. Tylko ona mo

Ŝ

e odda

ć

 

cz

ęść

  swoich  kropek  i  uchroni

ć

  Klar

ę

  przed  znikni

ę

ciem.  

 
Rodzice  zacz

ę

li  usilne  poszukiwania.  W  tym  czasie 

Biedroneczka  Klara  opadała  z  sił,  ale  nie  poddawała  si

ę

Wierzyła  usilnie, 

Ŝ

e  kiedy

ś

  wyzdrowieje,  b

ę

dzie  mogła 

dorosn

ąć

,  zało

Ŝ

y

ć

  własn

ą

  rodzin

ę

  i  mie

ć

  gromadk

ę

  małych 

biedroneczek.  Wszyscy  przyjaciele  pomagali  jej,  jak  mogli. 
Pytali  i  szukali  identycznej  biedronki.  Nawet  do  jej  domu 
ci

ą

gle zgłaszały si

ę

 biedronki ch

ę

tne do pomocy, 

Ŝ

adna z nich 

nie 

była 

jednak 

taka 

sama, 

jak 

Klara.  

 
A

Ŝ

  pewnej  nocy,  w  czasie  burzy,  do  domku  biedronek  kto

ś

 

zapukał:  
-  "Wpu

ś

cie  mnie"  -  poprosił  cichutki  głosik  zza  drzwi.  

 
Rodzice  otworzyli,  bo  nie  umieli  nikomu  odmówi

ć

  pomocy  i 

przygarn

ę

li  zagubion

ą

,  zzi

ę

bni

ę

t

ą

  i  całkiem  przemoczon

ą

 

istotk

ę

.  Dali  jej  ciepłe  i  suche  r

ę

czniki  i  wskazali  miejsce  do 

spania. A potem zasn

ę

li, bo byli ju

Ŝ

 bardzo zm

ę

czeni swoimi 

troskami.  

background image

 
Tymczasem nowo przybyła wysuszyła si

ę

, ogrzała i 

zacz

ę

ła  ciekawie  rozgl

ą

da

ć

  si

ę

  wokół.  Nagle  na 

ś

cianie  w  pokoju  zobaczyła  zdj

ę

cie  Klary  łudz

ą

co 

podobne  do  niej,  tak 

Ŝ

e,  a

Ŝ

  krzykn

ę

ła  ze  zdumienia.  

 
Wyrwani z gł

ę

bokiego snu rodzice biedronki wbiegli do pokoju 

i sami krzykn

ę

li zadziwieni, tym co zobaczyli. Przed nimi stała 

biedronka  identyczna,  jak  ich  córka.  Zaprowadzili  j

ą

  wi

ę

c  do 

pokoju  Klary  gor

ą

co  prosz

ą

c  o  pomoc.  Biedronka  z  rado

ś

ci

ą

 

oddala  cz

ęść

  swoich  kropek.  Potrz

ą

sn

ę

ła  tylko  leciutko 

skrzydełkami  i  kropki  same  ju

Ŝ

  odnalazły  wła

ś

ciwe  miejsca.  

 
Po  chwili  skrzydełka  Klary  zacz

ę

ły  si

ę

  zaczerwienia

ć

Biedroneczka  nabierała  sił,  blado

ść

  znikn

ę

ła  z  jej  policzków. 

Wyfrun

ę

ła  z  łó

Ŝ

ka  i  ta

ń

czyła  rado

ś

nie  podskakuj

ą

c  po  całym 

domu.  
 
Odt

ą

d,  co  roku  przybywała  na  jej  skrzydełkach  nowa,  czarna 

kropka  i  uzbierało  si

ę

  ich  na  pewno  wi

ę

cej  ni

Ŝ

  tylko 

osiemna

ś

cie...  

Agnieszka Kozak 

Był sobie diament 

 

Pewnego  razu  w  pracowni  jubilera  mieszkał  sobie  diament. 
Kiedy  le

Ŝ

ał  w

ś

ród  innych  pi

ę

knych  kamieni  lubił  si

ę

  im 

przygl

ą

da

ć

.  Z  zachwytem  patrzył  na  mieni

ą

ce  si

ę

  soczyst

ą

 

czerwieni

ą

  południowego  wina  rubiny,  pełne  gł

ę

bokiego 

ę

kitu szafiry, tak bardzo chciał błyszcze

ć

 tak jak one, mieni

ć

 

si

ę

  kolorowym  wyra

ź

nym 

ś

wiatłem.  Chciał  by

ć

  taki  jak  one, 

mieni

ć

  si

ę

  ich  kolorami!  Zło

ś

ciło  go  to, 

Ŝ

e  jest  twardy, 

kanciasty, 

Ŝ

e  daje  tylko  jasne 

ś

wiatło!  Przestał  lubi

ć

 

background image

przebywanie  w

ś

ród  innych  kamieni,  wolał  le

Ŝ

e

ć

  sobie 

samotnie 

boku.  

 
Pewnego  dnia  wzi

ę

ły  go  delikatnie  mi

ę

kkie  i  ciepłe  dłonie 

młodej kobiety, długo go ogl

ą

dała, po czym stwierdziła, 

Ŝ

e jest 

zbyt kanciasty,  za  mało  błyszczy  i nie nadaje  si

ę

 do  tego, by 

go  obsadzi

ć

  w  pier

ś

cionku.  Jak  bardzo  zacz

ą

ł  zazdro

ś

ci

ć

 

innym  kamieniom...  Ludzie  przychodzili,  wybierali  je,  potem 
one  stawały  si

ę

  cz

ęś

ci

ą

  pi

ę

knej  bi

Ŝ

uterii,  a  diament  le

Ŝ

ał  z 

boku  i  zacz

ą

ł  traci

ć

  nadziej

ę

 

Ŝ

e  kto

ś

  którego

ś

  dnia  przyjdzie 

po niego. Z ka

Ŝ

dym dniem, gdy ubywało nadziei, ubywało te

Ŝ

 

jakby blasku bij

ą

cego ze 

ś

rodka kamienia - zmatowiał i trzeba 

by było podej

ść

 blisko i wzi

ąć

 go do r

ę

ki by zobaczy

ć

Ŝ

e jest 

szlachetnym  kamieniem,  a  nie  kawałkiem  bezwarto

ś

ciowej 

cyrkonii.  Mimo, 

Ŝ

e  wiedział, 

Ŝ

e  jest  brylantem,  przestał 

wierzy

ć

Ŝ

e stanowi jak

ąś

 warto

ść

, bo przecie

Ŝ

 nikt nie chciał 

go umie

ś

ci

ć

 w

ś

ród innych kamieni w bransoletce, pier

ś

cionku 

czy 

diademie.  

 
Kiedy  ju

Ŝ

  zapomniał  co  znaczy  l

ś

ni

ć

  i  dawa

ć

 

ś

wiatło,  poczuł, 

Ŝ

e bior

ą

 go do r

ę

ki czyje

ś

 stare, szorstkie, mocno spracowane 

r

ę

ce. Dotyk tego człowieka nie był delikatny, nie sprawiał mu 

przyjemno

ś

ci, a jednak ciepło jego dłoni obudziło w diamencie 

jak

ąś

 t

ę

sknot

ę

... Zacz

ą

ł si

ę

 zastanawia

ć

 co to jest... Człowiek 

długo  ogl

ą

dał  kamie

ń

,  a  ka

Ŝ

de  poruszenie  jego  dłoni  budziło 

w diamencie jak

ąś

 niewypowiedzian

ą

 t

ę

sknot

ę

... Co było tym 

pragnieniem,  które  obudziło  si

ę

  w  diamencie?  Ciepło  r

ą

k, 

mimo  tego, 

Ŝ

e  szorstkich,  obudziło  pragnienie,  o  którym 

zapomniał,  bycia  czyim

ś

,  wa

Ŝ

nym  dla  kogo

ś

,  bycia 

po

ś

rednikiem  miło

ś

ci.  Diament  przypomniał  sobie, 

Ŝ

e  chciał 

by

ć

 wa

Ŝ

ny i chciał błyszcze

ć

. By inni go widzieli, podziwiali, by 

mogli  zachwyca

ć

  si

ę

  jego  pi

ę

knem,  przecie

Ŝ

  po  to  s

ą

 

diamenty - by błyszcze

ć

 i dawa

ć

 ludziom tym samym rado

ść

.  

 

background image

Oprócz  dziwnego  ciepła  w  diamencie  obudził  si

ę

  te

Ŝ

 

niepokój...  wiedział, 

Ŝ

e ludzie do tej pory go nie wybierali, bo 

był  kamieniem  kanciastym,  o  nietypowym  kształcie,  czy  i  ten 
człowiek z niego nie zrezygnuje? Poza tym trudny i nietypowy 
kształt  trzeba  b

ę

dzie  obrobi

ć

,  czy  ten  człowiek  zna  si

ę

  na 

tym?  Przecie

Ŝ

  ma  stare,  spracowane  r

ę

ce,  mo

Ŝ

e  nie  by

ć

 

wystarczaj

ą

co  delikatny,  mo

Ŝ

e  uszkodzi

ć

  kamie

ń

  i  wtedy  ju

Ŝ

 

nikt  go  nie  b

ę

dzie  chciał!  Pragnienie  bycia  wybranym 

przewa

Ŝ

yło  nad  l

ę

kiem  -  diament  odnalazł  w  sobie  resztk

ę

 

siły, by zaja

ś

nie

ć

 wewn

ę

trznym 

ś

wiatłem tak, by człowiek nie 

miał  w

ą

tpliwo

ś

ci  co  do  tego, 

Ŝ

e  jest  szlachetnym  kamieniem. 

Starzec  wzi

ą

ł  diament  do  swojej  pracowni.  Rozpocz

ą

ł  si

ę

 

proces  obróbki  -  ka

Ŝ

de  dotkni

ę

cie  szlifierki  wi

ą

zało  si

ę

  z 

bólem, ze zdejmowaniem kolejnej porysowanej i pozbawionej 
blasku  warstwy.  Ka

Ŝ

da  kolejna  godzina  szlifowania  kamienia 

wydawała  si

ę

  by

ć

  niemo

Ŝ

liwa  do  zniesienia.  Człowiek  mimo 

lat  miał  bardzo  sprawne  r

ę

ce,  cierpliwie  i  systematycznie 

wydobywał całe pi

ę

kno z kamienia, nadaj

ą

c mu blask i kształt, 

ku  któremu  zmierzał.  Szlifowanie  powodowało  tak

Ŝ

e  to, 

Ŝ

diament  robił  si

ę

  coraz  mniejszy,  ale  to  go  nie  martwiło  - 

wiedział, 

Ŝ

e  b

ę

dzie  pasował  cho

ć

by  do  małego  pier

ś

cionka. 

Cały ból był dla diamentu niewa

Ŝ

ny wobec celu - by ludzie go 

podziwiali,  by  mógł  błyszcze

ć

  dla  innych,  by  był  wa

Ŝ

ny  i 

odzyskał 

swoj

ą

 

warto

ść

.  

 
W ko

ń

cu nadszedł dzie

ń

 najwa

Ŝ

niejszy - diament miał zosta

ć

 

obsadzony,  cały  dzie

ń

  my

ś

lał  nad  tym  jak  bardzo  b

ę

dzie 

błyszczał, jak teraz po oszlifowaniu ludzie b

ę

d

ą

 go podziwiali, 

zastanawiał  si

ę

  w  jakiej  bi

Ŝ

uterii  zostanie  obsadzony?  

 
Jakie

Ŝ

  było  jego  zdziwienie,  kiedy  obudził  si

ę

  rano  i  nic  nie 

mógł  zobaczy

ć

.  Czuł, 

Ŝ

e  jest  w 

ś

rodku  czego

ś

,  czego  nie 

mógł  rozpozna

ć

  -  nie  było  tam 

ś

wiatła,  nie  czuł  obecno

ś

ci 

innych  kamieni,  wiedział, 

Ŝ

e  to,  co  go  otacza,  nie  jest  ani 

background image

złotem ani platyn

ą

... Wokół było ciemno i zimno. Wi

ę

c całe to 

szlifowanie,  cały  ten  ból  znoszony  z  cierpliwo

ś

ci

ą

  był 

nadaremny!  Nie  spełniło  si

ę

  jego  marzenie,  nie  był  wa

Ŝ

nym 

brylantem  w  pier

ś

cionku!  Nie  stał  si

ę

  po

ś

rednikiem  miło

ś

ci  - 

nikt nie wyzna jej, wkładaj

ą

c go na palec ukochanej kobiecie.  

 
Było  mu 

ź

le,  był  roz

Ŝ

alony,  zawiedziony,  czuł  si

ę

  paskudnie. 

Nagle  usłyszał  głosy  ludzi  wchodz

ą

cych  do  pomieszczenia, 

mówili  co

ś

  o  operacji,  o  przeszczepie,  o  rogówce,  nic  o 

bi

Ŝ

uterii!  Po  chwili  przez  diament  przeszedł  snop  pi

ę

knego 

ś

wiatła  -  ale nikt nie zachwycił  si

ę

  diamentem bo  go nie było 

wida

ć

!  

 
Jego  nie  było  wida

ć

,  ale  dzi

ę

ki  niemu  mała  dziewczynka 

mogła  zobaczy

ć

  pi

ę

kn

ą

  ł

ą

k

ę

  i  motyle  -  diament  stał  si

ę

 

elementem precyzyjnego narz

ę

dzia, niezb

ę

dnego do operacji, 

która  przywróciła  wzrok  małej  dziewczynce.  U

ś

miech  na 

twarzy dziecka, mog

ą

cego zobaczy

ć

 twarz swojej matki, wart 

był 

wi

ę

cej 

ni

Ŝ

 

cała 

bi

Ŝ

uteria 

ś

wiata...  

 
Czasami  jest  jaki

ś

  inny  plan,  co  do  naszego 

Ŝ

ycia  ni

Ŝ

  ten, 

którego my by

ś

my chcieli... Czasami to, co najwa

Ŝ

niejsze jest 

niewidoczne dla oczu...  

Agnieszka Kozak 

Był sobie ogrodnik 

 

Był  sobie  ogrodnik,  który  posiadał  jeden  z  najpi

ę

kniejszych 

ogrodów  w  okolicy,  otoczony  wielkim,  nieprzebytym  murem, 
mocno  zaro

ś

ni

ę

tym  bluszczem.  Ludzie  wiedzieli,  jak  pi

ę

kny 

jest  ten  ogród  w 

ś

rodku,  lecz  znali  go  raczej  z  opowiada

ń

gdy

Ŝ

  mało  komu  dane  było  w  nim  przebywa

ć

…  ogrodnik 

ci

ą

gle  si

ę

  bał,  czy  jego  ogród  jest  wystarczaj

ą

co  pi

ę

kny,  by 

background image

ludzie chcieli w nim przebywa

ć

, czy ju

Ŝ

 zasługuje na to, by go 

odwiedzano.  
 
Nie zawsze tak było. Zacz

ę

ło si

ę

 od tego, 

Ŝ

e ogrodnik dostał 

kawał  nieurodzajnej  z  pozoru,  mocno  zaro

ś

ni

ę

tej  chwastami 

ziemi. Pocz

ą

tkowo ubolewał, 

Ŝ

e inni dostali lepsz

ą

 ziemi

ę

 i 

Ŝ

nic  tu  nie  wyro

ś

nie, 

Ŝ

e  nie  ma  narz

ę

dzi, 

Ŝ

e  nie  ma  siły  do 

pracy.  Postanowił  jednak  wzi

ąć

  si

ę

  do  pracy  i  zacz

ą

ł 

piel

ę

gnowa

ć

  ogród.  Ró

Ŝ

nie  mu  szło  pocz

ą

tkowo  –  nie  miał 

praktyki  i  nie  bardzo  miał  u  kogo  podejrze

ć

  jak  uprawia

ć

 

kwiaty,  zreszt

ą

  wcale  nie  był  przekonany 

Ŝ

e  potrafi  zaj

ąć

  si

ę

 

tak  delikatnymi  ro

ś

linami,  jak  na  przykład  ró

Ŝ

e.  Jednak 

postanowił  zaj

ąć

  si

ę

  ziemi

ą

,  któr

ą

  dostał,  wi

ę

c  pracował 

wytrwale  i  w  pocie  czoła,  po  pewnym  czasie  miał  jeden  z 
pi

ę

kniejszych ogrodów w okolicy. Ale wła

ś

ciciel ci

ą

gle bał si

ę

czy  ogród  jest  wystarczaj

ą

co  pi

ę

kny,  by  mogli  przebywa

ć

  w 

nim  ludzie,  czy  im  si

ę

  spodoba.  Ogrodnik  postanowił 

wybudowa

ć

 mur, który pozwoli mu chroni

ć

 jego pi

ę

kny ogród. 

Mur  rósł,  a  ogród  pi

ę

kniał.  Obawy  o  to,  czy  si

ę

  spodoba 

innym, 

były 

coraz 

wi

ę

ksze.  

 
Ogrodnik  postanowił  najpi

ę

kniejsze,  wyhodowane  przez 

niego,  najwi

ę

cej  opieki  wymagaj

ą

ce  kwiaty  chroni

ć

  z  tyłu 

ogrodu,  w  szklarni,  któr

ą

  wybudował  specjalnie  dla  nich.  Był 

tam najtrudniejszy do uprawy kawałek ziemi. Kwiaty wewn

ą

trz 

były cudne! Jednak ci

ą

gle musiał o nie dba

ć

 i cz

ę

sto dr

Ŝ

ał, co 

si

ę

  stanie,  je

ś

li  kto

ś

  wejdzie  do  szklarni!  Mo

Ŝ

e  je  zniszczy, 

mo

Ŝ

e  jakie

ś

  ukradnie,  mo

Ŝ

e  niektóre  podepcze,  a  mo

Ŝ

e  po 

prostu nie potraktuje ich z nale

Ŝ

ytym im szacunkiem! Praca w 

szklarni  wymagała  ogromnego  wysiłku,  kwiaty  były  mu 
szczególnie drogie, a jednocze

ś

nie ziemia w tym miejscu była 

wyj

ą

tkowo  trudna  do  uprawy.  Chwasty  niezwykle  trudno  było 

wyplewi

ć

  w  tym  miejscu,  ci

ą

gle  tam  były.  Praca  w  szklarni 

wi

ą

zała  si

ę

  ze  szczególnym  trudem  –  mógł  tu  przychodzi

ć

 

background image

tylko  wtedy,  gdy  ju

Ŝ

  uprz

ą

tn

ą

ł  ogród,  do  którego  przychodzili 

inni ludzie. Niestety w zwi

ą

zku z tym, obok pi

ę

knych kwiatów 

rosły  chwasty,  których  po  prostu  czasami  nie  miał  czasu 
wyrywa

ć

! Potrzebował pomocy, ale te

Ŝ

 zacz

ą

ł si

ę

 ba

ć

! Bał si

ę

Ŝ

e  chwasty  zniszcz

ą

  kwiaty, 

Ŝ

e  je

ś

li  kto

ś

  wejdzie  do  szklarni 

pod jego nieobecno

ść

 w ogrodzie, zobaczy cudne kwiaty, ale 

te

Ŝ

  rosn

ą

ce  z  nimi  chwasty!  Nie  wiedział,  co  robi

ć

,  l

ę

k  był 

coraz  wi

ę

kszy!  Co  powiedz

ą

  ludzie,  je

ś

li  poznaj

ą

  szklarni

ę

Przecie

Ŝ

  znaj

ą

  pi

ę

kny  ogród,  w  którym  nie  ma  ani  jednego 

chwastu,  bo  ogrodnik  pi

ę

knie  go  piel

ę

gnuje!  Postanowił 

jeszcze bardziej pilnowa

ć

 tego, by nikt nieproszony nie wszedł 

do  ogrodu  –  chroniło  to  jego  szklarni

ę

!  Niestety  chroniło 

pi

ę

kne kwiaty w niej, ale te

Ŝ

 powodowało, 

Ŝ

e nikt nie mógł mu 

pomóc wyrywa

ć

 chwastów, ani upi

ę

ksza

ć

 szklarni! Zacz

ą

ł si

ę

 

zastanawia

ć

,  czy  nie  wybudowa

ć

  muru  wewn

ą

trz  ogrodu, 

chroni

ą

cego 

szklarni

ę

.  

 
Dbał  o  ogród,  a  na  zewn

ą

trz  mur  tak  obrastał  bluszczem, 

Ŝ

nie mo

Ŝ

na ju

Ŝ

 było znale

źć

 furtki bez pomocy ogrodnika. Lubił 

swój  ogród  i  zacz

ą

ł  pozwala

ć

  ludziom  do  niego  przychodzi

ć

lecz tylko nieliczni znali furtk

ę

 do ogrodu. Ludzie przychodz

ą

do  ogrodu  podziwiali  kwiaty,  dawali  rady  odno

ś

nie  uprawy 

niektórych 

ro

ś

lin, 

przynosili 

nowe, 

pi

ę

kne 

sadzonki.  

 
Zapraszał ludzi do swojego ogrodu, ale nawet nie mówił im o 
szklarni,  kontrolował, 

Ŝ

eby  nie  wchodzili  do  cz

ęś

ci  ogrodu,  w 

której  była  szklarnia,  dr

Ŝ

ał  na  sam

ą

  my

ś

l, 

Ŝ

e  mogliby  do  niej 

wej

ść

.  Tak  trudno mu  było  uwierzy

ć

Ŝ

e  ludzie uszanuj

ą

  jego 

cudne kwiaty  w szklarni, 

Ŝ

e pomog

ą

 oczy

ś

ci

ć

 j

ą

 z chwastów, 

Ŝ

e wolał 

Ŝ

eby jej nie znali! Czasami czuł si

ę

 samotny w swoim 

pi

ę

knym  ogrodzie,  czasami  płakał,  czasami  nie  miał  siły  i 

czasu 

na 

wyrywanie 

chwastów 

szklarni.  

 
Lubił  te

Ŝ

  chodzi

ć

  ogl

ą

da

ć

  ogrody  innych  ludzi  w  okolicy, 

background image

niektóre  nawet  go  zachwycały,  w  niektórych  ch

ę

tnie 

zachodził,  by  chwil

ę

  posiedzie

ć

  i  pogaw

ę

dzi

ć

  o  uprawie 

kwiatów.  Niektórym  udzielał  ch

ę

tnie  wskazówek,  jak  dba

ć

  o 

ogrody,  oni  ch

ę

tnie  korzystali  z  rad  do

ś

wiadczonego 

ogrodnika  i  ich  ogrody  pi

ę

kniały  –  to  cieszyło  go  chyba 

najbardziej 

poza 

jego 

ogrodem.  

 
Pewnego razu trafił do ogrodu człowieka, który ju

Ŝ

 od jakiego

ś

 

czasu chciał odwiedzi

ć

. Zacz

ę

li gaw

ę

dzi

ć

 o uprawie kwiatów, 

człowiek ten wyra

ź

nie nie radził sobie z piel

ę

gnacj

ą

 niektórych 

ro

ś

lin  i  miał  trudno

ś

ci  z  wyrywaniem  chwastów,  z  podziwem 

jednak patrzył,  jak du

Ŝ

o pracy  wkłada  w  piel

ę

gnacj

ę

 swojego 

ogrodu.  Zdziwiło  go  bardzo, 

Ŝ

e  nie  ma  muru  wokół  jego 

ogrodu,  wła

ś

ciwie  ka

Ŝ

dy,  kto  chciał  mógł  do  niego  wej

ść

posiedzie

ć

 tak długo, jak chciał i nic nie mówi

ą

c odej

ść

. Lubił 

przychodzi

ć

  do  tego  ogrodu,  lubił  biega

ć

  ze 

ś

miechem  po 

trawie,  tam  gdzie  nie  było  posadzonych  kwiatów,  nawet 
czasami  za  nim  t

ę

sknił.  Widział, 

Ŝ

e  inni  pomagali  tamtemu 

człowiekowi nie tylko w uprawie kwiatów, ale te

Ŝ

 w wyrywaniu 

chwastów. W ogrodzie tego człowieka poznał wielu ciekawych 
ludzi,  którzy  dzielnie  pracowali  nad  upraw

ą

  swoich  ogrodów.  

 
Którego

ś

  dnia  ze  zdziwieniem  zobaczył, 

Ŝ

e  ludzie  sami 

znale

ź

li furtk

ę

 do jego ogrodu, mało tego, nawet lubił, kiedy do 

niego  przychodzili,  to  było  takie  nowe, 

Ŝ

e  kto

ś

  chce  sam  do 

niego  przyj

ść

.  Zacz

ą

ł  uczy

ć

  si

ę

Ŝ

e  ogród  mo

Ŝ

na  podziwia

ć

Ŝ

e ludzie chc

ą

 w nim przebywa

ć

! To odkrycie sprawiało wielk

ą

 

rado

ść

.  Lubił  rozmawia

ć

  z  nimi  o  kwiatach,  które  kochali,  z 

wielk

ą

 rado

ś

ci

ą

 patrzył na ich spracowane r

ę

ce, doceniał trud, 

jaki  wło

Ŝ

yli  w  upraw

ę

  swoich  ogrodów.  Jednak  było  co

ś

,  co 

sprawiało, 

Ŝ

e  od  czasu  do  czasu  dr

Ŝ

ał.  To  była  szklarnia 

wewn

ą

trz  ogrodu!  My

ś

l, 

Ŝ

e  kto

ś

  mo

Ŝ

e  j

ą

  odkry

ć

Ŝ

e  wejdzie, 

Ŝ

e stanie si

ę

 co

ś

 strasznego z jego kwiatami, powodowała, 

Ŝ

czasami  nie  mógł  my

ś

le

ć

  o  niczym  innym.  Co  b

ę

dzie,  je

ś

li 

background image

ludzie  odkryj

ą

  chwasty?  Czy  b

ę

d

ą

  w  stanie  cieszy

ć

  si

ę

  te

Ŝ

 

kwiatami? Zacz

ą

ł na wszelki wypadek co jaki

ś

 czas zamyka

ć

 

furtk

ę

Ŝ

eby nikt nie wszedł do ogrodu pod jego nieobecno

ść

musiał mie

ć

 kontrol

ę

 nad tym, co dla niego najcenniejsze, nie 

mógł  sobie  pozwoli

ć

  na  to  by  biegaj

ą

c  po  ogrodzie,  kto

ś

 

natkn

ą

ł  si

ę

  na  szklarni

ę

!  T

ę

sknił  za  lud

ź

mi,  chciał,  by  jego 

ogród był odwiedzany i podziwiany, ale bał si

ę

, czy b

ę

dzie si

ę

 

na 

pewno 

podobał.  

 
Było  jeszcze  co

ś

,  co  go  niepokoiło.  To, 

Ŝ

e  kto

ś

  mo

Ŝ

próbowa

ć

  zmieni

ć

  co

ś

  w  szklarni, 

Ŝ

e  nie  da  sobie  rady  z 

chwastami, a ju

Ŝ

 niemal przera

Ŝ

ała go my

ś

l, 

Ŝ

e mo

Ŝ

e zechce 

zamieszka

ć

  w  jego  ogrodzie, 

Ŝ

e  mo

Ŝ

e  zmienia

ć

  go  wbrew 

jego  woli.  A  ogród  był  jego  i  tylko  jego!  Nie  chciał  czu

ć

  si

ę

 

samotny, ale te

Ŝ

 nie chciał burzy

ć

 muru, który z takim trudem 

budował tyle lat, nie chciał, by kto

ś

 oceniał jego szklarni

ę

, nie 

wytrzymałby  krytyki,  nie  wytrzymałby  zerwania  cho

ć

by 

jednego  kwiatu!  A  przecie

Ŝ

  ludzie,  którzy  przychodzili  do 

ogrodu  kochali  ogrodnika!  Lubili  z  nim  by

ć

,  znali  trud  uprawy 

ro

ś

lin,  ich  r

ę

ce  te

Ŝ

  były  spracowane,  te

Ŝ

  mieli  trudne  do 

uprawy miejsca w swoich ogrodach! Nie bali si

ę

 pracy! To, 

Ŝ

widzieli  chwasty,  nie  przeszkadzało  im  cieszy

ć

  si

ę

  kwiatami! 

Wspólnie  mogli  upi

ę

ksza

ć

  swoje  ogrody  nawzajem,  RAZEM 

wyrywa

ć

  chwasty,  RAZEM  budowa

ć

  to,  co  w  nich  pi

ę

kne!  

 
Ale  zaproszenie  ludzi  wi

ą

zało  si

ę

  nie  tylko  z  tym, 

Ŝ

e  b

ę

d

ą

 

pomagali  piel

ę

gnowa

ć

  kwiaty!  Niestety,  wyrywaj

ą

c  chwasty 

mogli  te

Ŝ

  niechc

ą

cy,  opatrznie  zniszczy

ć

  jaki

ś

  kwiat! 

Wyrywanie  chwastów  boli,  kaleczy  r

ę

ce,  niesie  ze  sob

ą

 

zm

ę

czenie, pozostawia pusty kawałek ziemi. Czy wyrosn

ą

 na 

nich  kwiaty?  Czy  wystarczy  cierpliwo

ś

ci  i  miło

ś

ci,  by  ten 

kawałek  ziemi  zapełnił  si

ę

  kwiatami,  by  chwasty  nie 

zwyci

ęŜ

yły? Chwasty trzeba wyrwa

ć

 gł

ę

boko, do korzeni, a na 

to  potrzeba  du

Ŝ

o  siły,  czasami  pomocy  drugiego  ogrodnika. 

background image

Ale  czy  on  uszanuje  moje  kwiaty?  Czy  ma  do

ść

  siły,  by 

pomóc  mi  przy  piel

ę

gnowaniu  ogrodu,  czy  nie  ucieknie  z 

niego  zm

ę

czony  ci

ęŜ

k

ą

  prac

ą

,  czy  nie  przerazi  go,  je

ś

li 

zobaczy  jak  du

Ŝ

o  w  nim  chwastów,  jak  du

Ŝ

o  jeszcze  pracy? 

Ogrodnik  bał  si

ę

  zwłaszcza  o  ukryt

ą

  w  ogrodzie  szklarni

ę

,  o 

to, 

Ŝ

e ludzie zobacz

ą

Ŝ

e s

ą

 w niej chwasty, bał si

ę

 tak

Ŝ

e, 

Ŝ

mog

ą

  poprosi

ć

  go  o  pomoc  w  swoich  ogrodach  –  a  to 

zobowi

ą

zuje! Czasami brakowało mu ju

Ŝ

 sił na własny ogród, 

sk

ą

d  bra

ć

  siły  do  tego,  by  pomaga

ć

  innym  w  zmaganiach  z 

ich 

chwastami?  

 
W  ogrodzie  otoczonym  wielkim  murem  mo

Ŝ

na  czu

ć

  si

ę

 

samotnym.  Zaproszenie  ludzi  wi

ąŜ

e  si

ę

  z  tym, 

Ŝ

e  zachwyc

ą

 

si

ę

  jego  pi

ę

knem,  ale  te

Ŝ

  dostrzeg

ą

  chwasty  i  b

ę

d

ą

  chcieli 

pomóc  je  wyrywa

ć

,  czasami  mog

ą

  niechc

ą

cy  zniszczy

ć

  jaki

ś

 

kwiat.  Ale  zaproszenie  ich  do  szklarni,  skorzystanie  z  ich 
pomocy  pozwala  na  piel

ę

gnowanie  jej,  ogrodnik  nie  musi  ju

Ŝ

 

traci

ć

 energii na ukrywanie jej, mo

Ŝ

e otworzy

ć

 si

ę

 na pomoc i 

miło

ść

  innych  ludzi.  Zaproszenie  do  szklarni  oznacza, 

Ŝ

e  nie 

mo

Ŝ

e  zrezygnowa

ć

  z  kontroli,  mo

Ŝ

e  czu

ć

  si

ę

  swobodnie  i 

ludzie mog

ą

 czu

ć

 si

ę

 swobodnie w jego ogrodzie :). Przecie

Ŝ

 

KA

ś

DY  ma  swoj

ą

  szklarni

ę

,  a  RAZEM  łatwiej  walczy

ć

  z 

chwastami,  miło

ść

  jest  tym,  co  pomaga

ć

  piel

ę

gnowa

ć

  pi

ę

kne 

kwiaty i stawia

ć

 czoła temu, co jeszcze wymaga pracy :).  

Robert Karwat 

Drzewo 

Ŝ

ycia 

 

W

ę

drowiec usiadł pod d

ę

bem rosn

ą

cym na skraju lasu i oparł 

si

ę

  o  jego  szeroki  pie

ń

.  Promienie  jesiennego  sło

ń

ca 

prze

ś

wiecały przez li

ś

cie, poruszane lekkim wiatrem. Człowiek 

przymkn

ą

ł 

oczy. 

My

ś

li 

popłyn

ę

ły 

swobodnie...  

background image

 
Po zimowym 

ś

nie las budził si

ę

 do 

Ŝ

ycia. Sło

ń

ce i ciepły wiatr 

ogrzały  ziemi

ę

,  a  wody  wiosennego  deszczu  wnikn

ę

ły 

ę

boko,  zwil

Ŝ

aj

ą

c  próchniczn

ą

  warstw

ę

  i  rozpuszczaj

ą

minerały.  W  glebie  uwijały  si

ę

  przeró

Ŝ

ne  stworzenia,  a 

nasiona  p

ę

czniały,  wypuszczaj

ą

c  kiełki  pn

ą

ce  si

ę

  ku 

ś

wiatłu.  

 
Korzenie  drzewa  wilgotniały  od  przepływaj

ą

cej  przez  nie 

wody, nios

ą

cej w gór

ę

 proch ziemi. Wewn

ą

trz pnia, konarów i 

gał

ę

zi  było  ciemno.  Jaka

ś

  siła  kazała  wodzie  i  zawartym  w 

niej  substancjom  niepowstrzymanie  prze

ć

  wy

Ŝ

ej  i  dalej, 

dociera

ć

 do gał

ą

zek, nabrzmiewaj

ą

cych p

ą

ków i rozwijaj

ą

cych 

si

ę

 

li

ś

ci.  

 
Drobinka  materii,  b

ę

d

ą

ca  ju

Ŝ

  od  dawna  w  ruchu,  zacz

ę

ła 

zyskiwa

ć

 

ś

wiadomo

ść

  i 

wychyn

ę

ła  na  jasny 

ś

wiat. 

Opromienione  sło

ń

cem,  kołysz

ą

ce  si

ę

  w  strugach  wiatru, 

dr

Ŝ

ały  listki  na  bli

Ŝ

szych  i  dalszych  gał

ą

zkach. 

Ś

wie

Ŝ

e  p

ą

ki 

p

ę

kały  jasn

ą

  zieleni

ą

.  Wokół  rozbrzmiewały  wielorakie 

odgłosy  rozwijaj

ą

cego  si

ę

 

Ŝ

ycia.  Przemykały  ró

Ŝ

nobarwne 

stworzenia.  Drzewo 

Ŝ

yło.  Drobinka  była  teraz  cz

ęś

ci

ą

  p

ą

ku, 

który utworzył si

ę

 w

ś

ród li

ś

ci i rósł wraz z nimi, a

Ŝ

 rozwin

ą

ł si

ę

 

kwiat. 

Jego 

mi

ę

kkie 

wn

ę

trze 

pachniało...  

 
Kwiat przemieniał si

ę

. Zachwycał si

ę

 sob

ą

 i 

ś

wiatem, czerpał 

ciepło,  a  drzewo  dostarczało  mu  po

Ŝ

ywienia.  Pulsował 

Ŝ

yciem.  I  przyszedł  czas,  gdy  poczuł, 

Ŝ

e  nie  jest  ju

Ŝ

  sam, 

Ŝ

dzieli 

Ŝ

ycie 

inn

ą

 

drobink

ą

...  

 
Płyn

ą

ł  czas.  We  wn

ę

trzu  kwiatu  dojrzewał  owoc.  Nowa 

drobinka  poczuła, 

Ŝ

e  leci  gdzie

ś

  w  nieznane.  Sama  nie 

wiedziała, jak długo leci, gdzie spada, ile czasu trwa we 

ś

nie...  

 
Poczuła, 

Ŝ

e  si

ę

  zmienia.  Było  ciepło  i  wilgotno.  Twarda 

background image

otoczka  p

ę

kła.  Mały  kiełek  wyjrzał  na  powierzchni

ę

 

Ŝ

ycia.  

 
W

ę

drowiec  ockn

ą

ł  si

ę

,  otworzył  oczy.  Wokół  co  jaki

ś

  czas 

słycha

ć

  było  pacni

ę

cia  spadaj

ą

cych 

Ŝ

ę

dzi.  Jeden  z  nich 

le

Ŝ

ał  niedaleko.  Człowiek  przygl

ą

dał  mu  si

ę

  przez  chwil

ę

potem 

delikatnie 

przykrył 

go 

suchymi 

li

ść

mi.  

 
Wstał, czuj

ą

c na twarzy ciepło sło

ń

ca. Ruszył powoli w dalsz

ą

 

drog

ę

.  Po  jakim

ś

  czasie  przystan

ą

ł  i  obejrzał  si

ę

  w  kierunku 

lasu.  Drzewo  rozpo

ś

cierało  si

ę

  szeroko  i  wysoko.  Pami

ę

tał 

swój  sen  i  my

ś

l,  która  pojawiła  si

ę

  po  przebudzeniu:  

- Ono si

ę

 nie ko

ń

czy...  

Ewa Koziatek 

Globus 

 

W  pewnej  klasie  stał  Globus.  Szczycił  si

ę

  tym, 

Ŝ

e  pomagał 

ludziom  w  zdobywaniu  wiedzy.  Uwa

Ŝ

ał, 

Ŝ

e  bez  jego  pomocy 

nie  dowiedzieliby  si

ę

  wielu  cudownych  rzeczy  o 

ś

wiecie.  Był 

równie

Ŝ

  dumny  ze  swojego  wygl

ą

du.  Był  okazały,  kolorowy, 

miał  srebrny,  grawerowany  stojak.  Osobom,  które  wchodziły 
do  klasy  od  razu  rzucał  si

ę

  w  oczy.  Czuł  si

ę

  panem  miejsca.  

 
Pewnego  dnia  w  klasie  zamieszkała  Mapa.  Pocz

ą

tkowo 

Globus  przygl

ą

dał  si

ę

  jej  z  zaciekawieniem.  Była  troch

ę

 

ś

mieszna,  bo  płaska,  ale  była  równie  kolorowa,  te

Ŝ

  miała 

kontynenty,  no  i  te

Ŝ

  posiadała  srebrne  elementy.  Ró

Ŝ

nice  go 

poci

ą

gały.  Cieszył  si

ę

Ŝ

e  ma  przy  sobie  "bratni

ą

  dusz

ę

",  z 

któr

ą

  mo

Ŝ

e  ciekawie  sp

ę

dza

ć

  czas.  Dobrze  im  było  razem.  

 
Którego

ś

  dnia  do  klasy  wleciały  motyle.  Grzecznie  przywitały 

si

ę

  z  Globusem,  ale  cał

ą

  uwag

ę

  skoncentrowały  na  Mapie. 

Podziwiały  j

ą

,  ogl

ą

dały  z  ka

Ŝ

dej  strony,  zachwycały  si

ę

  jej 

background image

pi

ę

knem i delikatno

ś

ci

ą

. Zacz

ę

ły rozmawia

ć

 z Map

ą

 i okazało 

si

ę

Ŝ

e  jest  bardzo  miła.  Globus  poczuł  si

ę

  dotkni

ę

ty.  My

ś

lał 

sobie:  "O  ta  Mapa!  Niby  tu  taka  miła  i  przyjazna,  a  co  robi  - 
zabiera  mi  znajomych.  Nie  mog

ę

  jej  na  to  pozwoli

ć

,  bo 

niedługo  przestan

ą

  si

ę

  mn

ą

  interesowa

ć

.  Przestan

ę

  by

ć

 

wa

Ŝ

ny.  A  co  b

ę

dzie  jak  w  ogóle  przestan

ę

  by

ć

  potrzebny?". 

Nast

ę

pnego dnia nie odezwał si

ę

 ju

Ŝ

 do Mapy. Tak było i dnia 

kolejnego, i przez cały najbli

Ŝ

szy tydzie

ń

. Mapa nie wiedziała, 

co  si

ę

  stało.  Zastanawiała  si

ę

,  co  zrobiła, 

Ŝ

e  Globus  mógł 

poczu

ć

  si

ę

  ura

Ŝ

ony,  ale  nic  takiego  nie  mogła  sobie 

przypomnie

ć

. Pytała - Globus milczał. Było jej przykro, bo nie 

chciała  straci

ć

  tej  przyja

ź

ni.  Globus  za

ś

  tego  nie  widział. 

Coraz cz

ęś

ciej my

ś

lał o Mapie jak o zagro

Ŝ

eniu. Ju

Ŝ

 my

ś

lał o 

tym,  jak  si

ę

  jej  pozby

ć

  z  klasy.  Stał  si

ę

  bardzo  dra

Ŝ

liwy.  

 
Zauwa

Ŝ

yły  to  pozostałe  sprz

ę

ty.  Którego

ś

  dnia  Stara  Tablica 

nie  wytrzymała.  Kiedy  upewniła  si

ę

Ŝ

e  Mapa  niczego  nie 

usłyszy,  zwróciła  si

ę

  do  Globusa:  "Słuchaj,  młodzie

ń

cze.  Od 

jakiego

ś

 czasu ci

ę

 obserwuj

ę

. Zauwa

Ŝ

yłam, 

Ŝ

e zmieniłe

ś

 swój 

stosunek  do  Mapy.  Nie  wiem,  dlaczego  tak  si

ę

  stało.  Je

Ŝ

eli 

chcesz  ch

ę

tnie  wysłucham,  co  takiego  si

ę

  wydarzyło  i  je

Ŝ

eli 

b

ę

d

ę

  mogła  -  pomog

ę

".  Globus  miał  szacunek  dla  Starej 

Tablicy. Była bardzo m

ą

dra. Bez l

ę

ku powiedział jej o swoich 

niepokojach.  Mówił:  "Wiesz,  Stara  Tablico,  na  pocz

ą

tku 

bardzo si

ę

 cieszyłem, 

Ŝ

e znalazłem kogo

ś

 tak podobnego do 

mnie. Potem zacz

ą

łem si

ę

 ba

ć

Ŝ

e ona mnie zast

ą

pi, 

Ŝ

e przez 

ni

ą

 stan

ę

 si

ę

 niewa

Ŝ

ny, albo, co gorsza w ogóle niepotrzebny. 

Nie  chce  tego!  Chc

ę

  by

ć

  zauwa

Ŝ

any,  potrzebny,  wa

Ŝ

ny. 

Gdyby  tak  nie  było?  nawet  nie  chc

ę

  o  tym  my

ś

le

ć

."  

 
Stara  Tablica  wysłuchała  wszystkiego  uwa

Ŝ

nie,  po  czym 

powiedziała:  "Wiesz,  Globusiku,  ka

Ŝ

dy  z  nas  potrzebuje  by

ć

 

zauwa

Ŝ

ony,  lubiany,  potrzebuje  czu

ć

  si

ę

  wa

Ŝ

ny.  Kiedy  tego 

nie  ma,  czuje  si

ę

  bardzo 

ź

le.  Ka

Ŝ

dy  z  nas  ma  co

ś

  ze  sob

ą

 

background image

wspólnego, ale te

Ŝ

 ka

Ŝ

dy ma co

ś

, co go wyró

Ŝ

nia. Ty i Mapa 

jeste

ś

cie bardzo podobni. Jednak macie równie

Ŝ

 wiele rzeczy, 

które was ró

Ŝ

ni

ą

, wi

ę

c nie jeste

ś

cie tacy sami. Przez to i Ty, i 

Mapa  b

ę

dziecie  potrzebni  do  ró

Ŝ

nych  rzeczy.  Nie  musisz  si

ę

 

wiec  ba

ć

Ŝ

e  staniesz  si

ę

  bezu

Ŝ

yteczny, 

Ŝ

e  odejdziesz  w 

zapomnienie.  Owszem,  na  pocz

ą

tku  mog

ą

  si

ę

  Map

ą

 

zachwyca

ć

, bo jest nowa, ale to nie znaczy, 

Ŝ

e Ty staniesz si

ę

 

przez  to  zapomniany.  Przypomnij  sobie,  jak  si

ę

  Ty 

oczarowałe

ś

  wszystkich,  kiedy  tu  przyszedłe

ś

.  Wszyscy 

czuli

ś

my si

ę

 zagro

Ŝ

eni, ale nic złego si

ę

 nie stało, bo przecie

Ŝ

 

ka

Ŝ

dy  z  nas  ma  tu  swoje  miejsce  i  swoje  zadanie  do 

wykonania."  
 
Globus z wielk

ą

 uwag

ą

 słuchał tego, co mówiła Stara Tablica. 

Na pocz

ą

tku trudno mu było w to uwierzy

ć

. Potem zacz

ą

ł si

ę

 

zastanawia

ć

  nad  znaczeniem  słów  Starej  Tablicy.  My

ś

lał 

dzie

ń

 i drugi, i trzeci? Po tygodniu postanowił porozmawia

ć

 z 

Map

ą

.  Bał  si

ę

  okrutnie,  ale  przyrzekł  sobie, 

Ŝ

e  wszystko  jej 

wyja

ś

ni.  Wieczorem  odezwał  si

ę

  nie

ś

miało.  Mapa  z  wielkim 

zdziwieniem  popatrzyła  na  niego.  Pocz

ą

tkowo  podejrzewała, 

Ŝ

e  Globus  ma  jakie

ś

  nieczyste  intencje,  jednak  im  dłu

Ŝ

ej  go 

słuchała,  tym  bardziej  wierzyła  w  to,  co  mówił.  Rozmawiali 
cał

ą

  noc.  Nast

ę

pnego  dnia  rano  w  całej  klasie  zapanował 

spokój. Zgoda mi

ę

dzy Globusem i Map

ą

 przywróciła rado

ść

 i 

gwar  klasowych  sprz

ę

tów.  A  Stara  Tablica  spokojnie 

u

ś

miechała si

ę

 wiedz

ą

c, 

Ŝ

e po raz kolejny uratowała przyja

źń

.  

Czasami spotykamy na swojej drodze osoby, które posiadają podobne cechy do naszych. MoŜemy się nimi 
zachwycić i utworzyć podwaliny dobrej relacji. Czasami jednak zdarza się, Ŝe równieŜ nasi znajomi zauwaŜają 
w nowo poznanej osobie te dobre cechy. MoŜemy wtedy poczuć się zagroŜeni, odtrąceni, odsuwani w cień. To 
moŜe wzbudzić negatywne emocje, a co za tym idzie ? zapoczątkować rozpad znajomości. JeŜeli jednak 
znajdziemy w sobie dość siły, by przeciwstawić się lękom, moŜemy cieszyć się swoją innością, 
indywidualnością i cudownością, bo właśnie tacy będziemy komuś potrzebni.  

background image

Agnieszka Kozak 

Historia Kopciuszka 

 

Pewnego razu była sobie dziewczynka, której nikt nie chciał i 
której nikt nie kochał, od kiedy zmarł jej ukochany ojciec… nikt 
nigdy  o  ni

ą

  nie  walczył,  strasznie  zawadzała  w 

Ŝ

yciu  swoim 

przybranym  siostrom  i  macosze. 

ś

yła  w  piwnicy,  w  domu 

pełnym  nienawi

ś

ci,  bólu,  głodu  i  braku  zasad.  Cho

ć

by  nie 

wiem jak si

ę

 starała, zawsze okazywało si

ę

Ŝ

e co

ś

 robiła nie 

tak. 

ś

yła  w ci

ą

głym l

ę

ku o to, co przyniesie jutro, o to czy co 

przyniesie  kolejny  dzie

ń

.  Najbardziej  lubiła  te  chwile  gdy 

zostawała  sama  –  przynajmniej  miała  pewno

ść

 

Ŝ

e  nikt  jej 

ponownie nie uderzy, 

Ŝ

e nie wyrzuci, 

Ŝ

e nie b

ę

dzie kolejnych 

upokorze

ń

 

– 

nie 

było 

ucieczki! 

Bo 

dok

ą

d?  

 
Nauczyła si

ę

Ŝ

e tak musi by

ć

, nauczyła si

ę

 

Ŝ

y

ć

 bez miło

ś

ci i 

Ŝ

e musi liczy

ć

 sama na siebie. Nauczyła si

ę

Ŝ

e nie wolno jej 

popełnia

ć

 bł

ę

dów, bo za to grozi kara. Nauczyła si

ę

 

Ŝ

y

ć

 z tym 

sama.  Pogodziła  si

ę

  z  tym, 

Ŝ

e  b

ę

dzie  wiodła 

Ŝ

ycie  pełne 

rozczarowa

ń

,  chocia

Ŝ

  znoszonych  z  godno

ś

ci

ą

Ŝ

adne  inne 

Ŝ

ycie nie wydawało si

ę

 mo

Ŝ

liwe. Wydawało si

ę

Ŝ

e takie było 

jej 

przeznaczenie.  

 
A

Ŝ

  do  chwili,  gdy  do  drzwi  zapukał  posłaniec  z  pałacu, 

wydawało si

ę

Ŝ

e w jej 

Ŝ

yciu wszystko jest ustalone na wieki. 

Zawsze  b

ę

dzie  pomywaczk

ą

,  dziewczyn

ą

  z  piwnicy.  Potem 

nagle przybywa  wiadomo

ść

 od Ksi

ę

cia – zaproszenie na bal. 

Na  balu  on  wybrał  j

ą

  spo

ś

ród  tysi

ą

ca,  a  ona  pozwoliła  si

ę

 

wybra

ć

. Poczuła, 

Ŝ

e jest wybrana, jedyna, poczuła si

ę

 Pi

ę

kna. 

Nie potrzebowali słów, ta

ń

czyli, po prostu ta

ń

czyli wpatrzeni w 

siebie.  Jednak  o  północy  Kopciuszek  uciekł,  w  noc,  w 
ciemno

ść

uciekł 

do 

swojej 

piwnicy.  

 

background image

Uciekała  pełna  l

ę

ku,  niepewno

ś

ci,  ale  z  rozbudzon

ą

  nadziej

ą

 

w  sercu.  Potrzebowała, 

Ŝ

eby  Ksi

ąŜ

e  j

ą

  zatrzymał,  by  nie 

pozwolił jej uciec w bezsens, on potrzebował… no wła

ś

nie, do 

czego on jej potrzebował? Zadawała sobie to pytanie poprzez 
pytanie 

siebie: 

co 

jest 

wpisane 

jego 

serce?  

 
Jednak  uzdrowienie  serca  trzeba  zacz

ąć

  od  zawierzenia 

siebie,  nie  od  pytania,  czego  oczekuj

ą

  inni.  Kopciuszek, 

zamiast rosn

ąć

 w domu pełnym miło

ś

ci, 

Ŝ

ył w miejscu pełnym 

strachu  i  upokorze

ń

  –  dlatego  trudno  było  jej  wierzy

ć

  w 

miło

ść

, trudno było wierzy

ć

 w to, 

Ŝ

e jest co

ś

 warta, trudno było 

uwierzy

ć

  w  pi

ę

kno,  którym zachwycali  si

ę

  ludzie, gdy patrzyli 

na ni

ą

 na balu. Wróciła do swojej piwnicy.  

Nie musisz udowadniać, kim jesteś, jeśli w sercu czujesz, kim jesteś. Jak długo chcesz jeszcze Ŝyć tak, jak tego 
sobie Ŝyczą inni, z myślą czy im się to spodoba, czy sprostasz ich oczekiwaniom, z pytaniem, jakiego ciebie 
chcieliby mieć inni? Gdzie jest miejsce, w którym czujesz się wolna, w którym czujesz, Ŝe masz przyzwolenie 
na siebie, na bycie sobą, na radość, na płacz, na złość, na taniec? Gdzie jest miejsce, w którym czujesz się 
kochana i Piękna? Ono jest w Twoim sercu, od serca powinno się zacząć, w Twoim sercu musi zacząć się 
przyzwolenie na siebie. W Tobie jest siła i odwaga, by uwolnić Piękną, która jest w Tobie. Jeśli nie uwolnisz 
swojego serca, nikt z zewnątrz nie da Ci tej wolności, moŜe Cię tylko do niej zaprosić, dając swoją miłość. 
Jako kobieta nie musisz się o nic starać, nie musisz zabiegać, Ŝeby się zdarzyło. Musisz tylko odpowiedzieć na 
to zaproszenie.  

 
Jak  miło, 

Ŝ

e  w 

Ŝ

yciu  Kopciuszka  nast

ą

piło  to  zaproszenie. 

Odpowied

ź

  wymagała  ogromnej  odwagi,  takiej,  która  mogła 

zrodzi

ć

 si

ę

 tylko z gł

ę

bokiego pragnienia, by znale

źć

 

Ŝ

ycie, o 

którym  jej  serce  wiedziało, 

Ŝ

e  jest  dla  niego  przeznaczone. 

Ona  chciała  pój

ść

.  Ale  to  wymagało  niezłomno

ś

ci, 

Ŝ

eby 

pokonuj

ą

c  strach,  dotrze

ć

  jednak  na  bal.  To  wymagało 

odwagi,  by  nie  porzuci

ć

  jednak  nadziei,  nawet  po  tym,  jak 

zata

ń

czyła  z  Ksi

ę

ciem.  (Pami

ę

tasz,  ona  uciekła  z  powrotem 

do piwnicy, tak jak robi to wiele niepewnych siebie kobiet).  

Wchodź w te sytuacje, od których normalnie uciekasz. Zobacz, Ŝe musisz nauczyć się nazywać, co teŜ jest dla 
Ciebie waŜne, Ŝe musisz mieć odwagę by odnaleźć swoje miejsce, – takie, które będziesz mogła kształtować, 

background image

takie, które będzie Twoim miejscem, a nie tylko takie, które zdecydują się Ci dać inni.  

 
Kopciuszek  zobaczył, 

Ŝ

e  czas  zacz

ąć

  sprz

ą

ta

ć

  w  swojej 

komórce,  wybi

ć

  w  niej  okna,  zaprosi

ć

  do  niej 

ś

wiatło!  Ale 

potrzebny jest na to na to czas. Ksi

ąŜ

e przez posła

ń

ców długo 

szukał  Pi

ę

knej  ukochanej.  Ona  potrzebowała  czasu,  by 

pozwolono  jej  zosta

ć

  samej.  Potrzebowała, 

Ŝ

eby  dał  jej  czas 

na prze

Ŝ

ycie swojego bólu, na uporanie si

ę

 z nim. Musiała raz 

na  zawsze  przesta

ć

  si

ę

  ba

ć

,  musiała  dorosn

ąć

,  musiała 

odnale

źć

  Pi

ę

kn

ą

  w  sobie  i  odnale

źć

  swoje  miejsce.  Ksi

ąŜ

odnalazł  Kopciuszka,  przytrzymał  jej  r

ę

k

ę

,  i  powiedział, 

Ŝ

wszystko z ni

ą

 w porz

ą

dku, 

Ŝ

e jest dla niego wa

Ŝ

na, 

Ŝ

e to j

ą

 

wybrał, 

Ŝ

e  z  ni

ą

  chce  dzieli

ć

 

Ŝ

ycie.  Słyszała  w  jego  głosie 

miło

ść

, słyszała uznanie i uwierzyła mu. Uwierzyła w miło

ść

 i 

nie  mogła  si

ę

  powstrzyma

ć

  by  nie  uton

ąć

  w  jego  ramionach.  

 
W  ko

ń

cu  dała  sobie  przyzwolenie  na  bycie  kobiet

ą

,  na  jak

ą

 

si

ę

 urodziła, a królestwo ju

Ŝ

 nigdy nie było takie samo.I 

Ŝ

ycie 

Kopciuszka ju

Ŝ

 nigdy nie było ju

Ŝ

 takie samo…  

Ewa Koziatek 

Mała Pszczółka 

 

Była  sobie  Mała  Pszczółka.  Nale

Ŝ

ała  do  wielkiego, 

Ŝ

ółtego 

ula.  Była  w  nim  lubiana.  Cz

ę

sto,  prócz  wykonywania  swoich 

zaj

ęć

, przychodziła z pomoc

ą

 innym. Wsz

ę

dzie jej było pełno. 

U

ś

miechni

ę

ta,  otwarta,  dost

ę

pna  dla  wszystkich.  Czasami 

rezygnowała  ze  swoich  planów,  by  pomóc  innej,  według  niej 
bardziej potrzebuj

ą

cej pszczole. Cieszyła si

ę

 tym, 

Ŝ

e znajduje 

siły, 

by 

wspiera

ć

 

innych.  

 
Jednak  pewnego  dnia  siły  j

ą

  opu

ś

ciły.  Starała  si

ę

  dalej 

background image

wypełnia

ć

  swoje  obowi

ą

zki,  ale  przychodziło  jej  to  z  wielkim 

trudem.  Nosidełka  z  nektarem  wa

Ŝ

yły  coraz  wi

ę

cej,  mimo 

tego, 

Ŝ

e  nie  zmieniły  swojej  wielko

ś

ci.  Nawet  przy 

bezwietrznej  pogodzie  czuła, 

Ŝ

e  co

ś

  jej  przeszkadza  fruwa

ć

Czuła  si

ę

  coraz  bardziej  zm

ę

czona.  Zacz

ę

ła  unika

ć

  innych. 

Wydawało jej si

ę

Ŝ

e pozostałe pszczoły s

ą

 tak zaj

ę

te swoimi 

sprawami, 

Ŝ

e  nawet  jej  nie  zauwa

Ŝ

aj

ą

.  Kiedy  stan  si

ę

 

utrzymywał  dłu

Ŝ

ej,  Mała  Pszczółka  zacz

ę

ła  si

ę

  zastanawia

ć

 

nad  sob

ą

,  swoim  ulem.  My

ś

lała:  "Tak,  jak  jestem  potrzebna, 

widz

ą

 mnie, wiedz

ą

 gdzie mnie szuka

ć

, potrafi

ą

 by

ć

 dla mnie 

mili, chc

ą

 ze mn

ą

 przebywa

ć

. A teraz nawet nikt nie widzi, 

Ŝ

jest  mi  ci

ęŜ

ko.  Mo

Ŝ

e  wcale  mnie  nie  lubi

ą

  w  tym  ulu.  Mo

Ŝ

powinnam 

znale

źć

 

sobie 

nowy."  

 
Z  rozmy

ś

la

ń

  wyrwały  j

ą

  odgłosy  rozmowy.  Nieopodal  starsza 

pszczoła  prosiła  młodsz

ą

  o  pomoc.  Niby  nic  nowego,  jednak 

tego  dnia  słowa  zasłyszanej  pro

ś

by  nabrały  nowego 

znaczenia.  Tyle  razy  sama  była  proszona  o  pomoc,  ale  ona 
nigdy  o  ni

ą

  nie  prosiła.  Zacz

ę

ła  si

ę

  zastanawia

ć

:  "Co  znaczy 

prosi

ć

? Czy ja mog

ę

 prosi

ć

? A czy nie oka

Ŝę

 si

ę

 wtedy słaba? 

A  jak  jestem  słaba,  to  pewnie  jestem  do  niczego.  Co  inni 
powiedz

ą

 o mnie, takiej słabej? A co b

ę

dzie jak moja pro

ś

ba 

zostanie odrzucona?" Na sam

ą

 my

ś

l o odmowie poczuła silne 

ukłucie w sercu. "Prosi

ć

 o pomoc, prosi

ć

 o pomoc?" - brzmiało 

w  jej  głowie  -  "ale  jak  odmówi

ą

?  Przecie

Ŝ

  nie prze

Ŝ

yj

ę

  tego."  

 
Przez cały nast

ę

pny dzie

ń

 Mała Pszczółka walczyła ze swoimi 

my

ś

lami.  Wiedziała, 

Ŝ

e  jest  ju

Ŝ

  bardzo  zm

ę

czona  i  sama  nie 

podoła obowi

ą

zkom. Wiedziała  te

Ŝ

Ŝ

e  jak nie  wykona  swojej 

pracy,  ucierpi  cały  ul.  Postanowiła  wi

ę

c  poprosi

ć

.  Z  bij

ą

cym 

sercem  stan

ę

ła  przed  pszczoł

ą

,  której  cz

ę

sto  pomagała. 

Przez  kilka  minut  prowadziła  z  ni

ą

  rozmow

ę

  o  pogodzie,  o 

nowej  modzie  w  ulu.  Nie  odwa

Ŝ

yła  si

ę

  jednak  wypowiedzie

ć

 

pro

ś

by.  "Co  b

ę

dzie  jak  odmówi?"  -  jak  echo  powtarzała  w 

background image

głowie  my

ś

l  i  dreszcz  przebiegał  jej  małe  ciało.  Widz

ą

c, 

Ŝ

towarzyszka  chce  ju

Ŝ

  odej

ść

,  zebrała  si

ę

  na  odwag

ę

  i 

powiedziała cicho: "Mogłaby

ś

 mi pomóc w sko

ń

czeniu pracy? 

Bardzo mi na tym zale

Ŝ

y." W odpowiedzi usłyszała: "Słuchaj, 

dzisiaj nie mog

ę

. Królowa doło

Ŝ

yła mi wi

ę

cej pracy i sama nie 

wiem, jak si

ę

 ze wszystkim pozbieram." Mała Pszczółka stała 

jak  osłupiała.  W  ko

ń

cu  wyrzuciła  z  siebie  krótkie  -  "dobra"  -  i 

spiesznie  pofrun

ę

ła  ciemnym  korytarzem.  W  jej  głowie  kł

ę

bił 

si

ę

  my

ś

li:  "Stało  si

ę

!  Wiedziałam!  Ja  tyle  razy  pomagałam,  a 

mnie  nikt  nie  chce  pomóc.  Poznali  moj

ą

  słabo

ść

.  Ju

Ŝ

  nigdy 

nie  poprosz

ę

!  Nigdy!"  Do  oczu  cisn

ę

ły  si

ę

  łzy.  Nagle  poczuła 

na  ramieniu  czyj

ś

  dotyk.  Zatrzymała  si

ę

  i  spostrzegła  obok 

grubiutk

ą

 pszczoł

ę

, która powiedziała: "Słyszałam jak prosiła

ś

 

o  pomoc.  Mam  akurat  wolne  popołudnie,  wi

ę

c  ch

ę

tnie  si

ę

 

przył

ą

cz

ę

  do  twojej  pracy.  Poza  tym  troch

ę

  ruchu  mi  si

ę

 

przyda.  Ju

Ŝ

  dawno  chciałam  ci  to  zaproponowa

ć

,  ale  bałam 

si

ę

Ŝ

e  ci

ę

  ura

Ŝę

.  Jeste

ś

  taka  silna."  Mała  Pszczółka  z 

rado

ś

ci

ą

  ale  i  ze  zdziwieniem  przyj

ę

ła  te  słowa:  "Jak  mogła 

pomy

ś

le

ć

Ŝ

e mnie urazi propozycj

ą

 pomocy?" Kiedy podczas 

pracy  rozmawiały,  Mała  Pszczółka  dowiedziała  si

ę

Ŝ

e  w  ulu 

jest  postrzegana  jako  silna  i  jak  na  pszczoł

ę

  -  bardzo 

niezale

Ŝ

na. Dowiedziała si

ę

 te

Ŝ

Ŝ

e niektóre pszczoły widziały, 

Ŝ

e co

ś

 złego si

ę

 z ni

ą

 dzieje, ale bały si

ę

 zapyta

ć

. Czekały na 

jaki

ś

 

krok 

jej 

strony.  

 
Pracuj

ą

ce  pszczoły  nawet  si

ę

  nie  spostrzegły,  jak  zadanie 

zostało  wykonane.  W  dobrych  nastrojach  rozstały  si

ę

.  Mała 

Pszczółka poleciała prosto do swojego pokoju - miała si

ę

 nad 

czym zastanawia

ć

.  

Czasami, kiedy jesteśmy pełni energii wszystko wydaje się łatwe. Jednak, gdy siły opadają, wydaje się, Ŝe 
ś

wiat nas nie chce i nie rozumie. Mamy wraŜenie, Ŝe w swojej niemocy zostajemy sami. Jednak tak nie jest. 

Czasami wystarczy zapanować nad strachem odrzucenia i wypowiedzieć prośbę, a z pewnością znajdzie się 
ktoś, kto znajdzie chwilę, by Tobie towarzyszyć. Być moŜe ten ktoś równie mocno jak Ty bał się odrzucenia 
swojej propozycji.  

background image

Agnieszka Kozak 

Mrówka i pszczółka 

 

Na  skraju  wielkiego  pi

ę

knego  lasu  mieszkała  sobie 

mróweczka.  Ka

Ŝ

dego  dnia  dzielnie  wstawała  rano,  sprz

ą

tała 

swój  mały  pokoik  w  wielkim  mrowisku  i  wyruszała  do  pracy. 
Bardzo lubiła swoj

ą

 prac

ę

 - codziennie przemierzała te same 

znajome 

ś

cie

Ŝ

ki,  spotykała  podobne  do  niej  mróweczki, 

cieszyła  si

ę

  patrz

ą

c  jak  ka

Ŝ

de  przyniesione  przez  ni

ą

  nawet 

male

ń

kie 

ź

d

ź

bło  trawy  staje  si

ę

  elementem  buduj

ą

cym  wielki 

mrówczy  kopiec.  Mróweczka  miała  swoj

ą

  bezpieczn

ą

  tras

ę

znała  wszystkie  zapachy  w  lesie,  znała  ro

ś

liny,  wiedziała, 

jakie  jest  jej  zadanie  i  gdzie  ka

Ŝ

dego  dnia  z  takim  mozołem 

zmierza.  
 
Czasami  czuła  jednak  jak

ąś

  t

ę

sknot

ę

,  zwłaszcza,  kiedy  wiał 

południowy  wiatr  i  przynosił  dziwne  nieznane  zapachy  do 
lasu...  Czuła  je  szczególnie,  gdy  przychodziła  na  sam  skraj 
lasu.  
 
Pewnego dnia, kiedy przechodziła swoj

ą

 

ś

cie

Ŝ

k

ą

 biegn

ą

c

ą

 tu

Ŝ

 

przy  skraju  lasu  z  wielk

ą

  sił

ą

  i  impetem  wpadła  na  ni

ą

 

Ŝ

ółta, 

puchata, 

ś

miej

ą

ca  si

ę

  kulka.  Razem  potoczyły  si

ę

  po  trawie. 

Kulka była rozczochrana, klej

ą

ca i roze

ś

miana i pachniała tak 

cudownie... to co

ś

, co było takie lepi

ą

ce jednocze

ś

nie dawało 

tak  cudowny  zapach...  ten  sam  zapach,  który  czasami 
przynosił 

południowy 

wiatr.  

 
Kim jeste

ś

 i czym tak cudnie pachniesz - zapytała mróweczka 

pracowicie  usuwaj

ą

c  lepi

ą

ce 

Ŝ

ółto-czerwone  drobinki  ze 

swojego ciała. Hihihihi - jestem pszczółk

ą

, nigdy nie widziała

ś

 

pszczółki?  Hihihi  czym  pachn

ę

?  Zapachem  kwiatów,  których 

pyłek  zbierałam  dzisiaj  od  rana.  My  pszczółki  jeste

ś

my 

background image

stworzone  do  tego,  by  produkowa

ć

  miód  i  zapyla

ć

  kwiatki. 

Ka

Ŝ

dego  dnia  wyruszam  na  ł

ą

k

ę

  by  zbiera

ć

  pyłek  z 

delikatnych  kwiatów  i  przynosi

ć

  do  ula.  Uwielbiam  t

ę

  robot

ę

Zakrzykn

ę

ła  pszczółka  wywijaj

ą

c  przy  tym  koziołka  w 

powietrzu i rozsypuj

ą

c znowu pyłek dookoła - cz

ęść

 drobinek 

znowu 

oblepiła 

mróweczk

ę

.  

 
Chyba zmarnowała

ś

 troch

ę

 swojej pracy, pyłek Ci si

ę

 rozsypał 

-  z  lekkim  dr

Ŝ

eniem  w  głosie  powiedziała  mróweczka.  Daj 

spokój!  Pyłku  jest  cała  masa,  bo  na  ł

ą

ce  jest  mnóstwo 

pi

ę

knych kwiatów! Wiesz to cudowne móc pracowa

ć

 i mie

ć

 z 

tego tak

ą

 frajd

ę

. Najbardziej lubi

ę

 wylatywa

ć

 z ula wczesnym 

rankiem,  przegl

ą

da

ć

  si

ę

  w  kroplach  rosy  na  soczy

ś

cie 

zielonych  li

ś

ciach,  czu

ć

  zapach  wiatru  w  nozdrzach,  kiedy 

mkn

ę

  przez  ł

ą

k

ę

 

ś

cigaj

ą

c  si

ę

  z  innymi  pszczółkami.  Lubi

ę

 

zachody  sło

ń

ca  nad  lasem,  kiedy  wszystko  nabiera  takiej 

tajemniczej  magicznej  barwy...  hej!  Ale  my  jeste

ś

my  całe 

oblepione  pyłkiem,  chod

ź

  zabior

ę

  Ci

ę

  w  miejsce  gdzie 

mo

Ŝ

emy si

ę

 umy

ć

. Mróweczka stała osłupiała - zanim zd

ąŜ

yła 

cokolwiek powiedzie

ć

 pszczółka wzi

ę

ła j

ą

 za ramiona i razem 

uleciały nad ł

ą

k

ą

. Jakie

Ŝ

 to było pi

ę

kne! Jak ł

ą

ka falowała cał

ą

 

mas

ą

  kolorów,  jak  intensywne  były  zapachy  tu  na  górze, 

ponad 

ziemi

ą

Mróweczka 

była 

oszołomiona 

lotem, 

przestrzeni

ą

,  kolorami.  Ł

ą

ka  przecie

Ŝ

  zawsze  tu  była  - 

codziennie mijała j

ą

 id

ą

c do swojej mrówczej pracy i wracaj

ą

z  niej,  czuła  jej  zapach  i  nawet  nie  domy

ś

lała  si

ę

 

Ŝ

e  jest  tak 

urzekaj

ą

ca...  

 
Od  tego  dnia  mróweczka  spotykała  pszczółk

ę

  na  skraju  lasu 

podczas  swojej  mozolnej  w

ę

drówki  i  co  jaki

ś

  czas  razem 

wyruszały  na  ł

ą

k

ę

.  Po  pewnym  czasie  stało  si

ę

  to  pewnym 

rytuałem - mróweczka pod

ąŜ

ała swoj

ą

 utart

ą

 

ś

cie

Ŝ

k

ą

 ka

Ŝ

dego 

dnia, a pszczółka co jaki

ś

 czas przylatywała do niej i zabierała 

j

ą

  na  ł

ą

k

ę

.  Pszczółce  wolno  było  lata

ć

  gdzie  chciała  po  całej 

background image

ł

ą

ce,  mróweczka  musiała  trzyma

ć

  si

ę

  swojej  utartej  drogi,  bo 

tak  robiły  wszystkie  mróweczki  mieszkaj

ą

ce  w  mrowisku. 

Zreszt

ą

  bała  si

ę

Ŝ

e  nie  znajdzie  pszczółki,  je

ś

li  sama,  bez 

skrzydełek,  wyruszy  na  nieznan

ą

  jej  ł

ą

k

ę

.  Uwielbiała  dni, 

kiedy razem turlały si

ę

 po ł

ą

ce, razem zagl

ą

dały do kielichów 

kwiatów i k

ą

pały si

ę

 w rosie. Mróweczka co jaki

ś

 czas pytała 

pszczółk

ę

  czy  nie  jest  dla  niej  ci

ęŜ

arem  i  czy  mała 

przyjaciółka da rad

ę

 unosi

ć

 j

ą

 w gór

ę

, ponad ł

ą

k

ę

. Za ka

Ŝ

dym 

razem  słyszała  zapewnienie, 

Ŝ

e  nie  jest  ci

ęŜ

arem  i  to  j

ą

 

uspokajało.  Czasami  nie  miały  czasu  spotka

ć

  si

ę

  w  ci

ą

gu 

tygodnia z mozołem realizuj

ą

c swoje codzienne prace, wtedy 

zm

ę

czone  po  ci

ęŜ

kim  tygodniu  pracy  siedz

ą

c  obok  siebie  w 

milczeniu  i  zachwycie  patrzyły  na  zachodz

ą

ce  nad  ł

ą

k

ą

 

sło

ń

ce.  Mróweczk

ę

  poci

ą

gała  ł

ą

ka  i  kwiaty  i  zapach  ziemi  o 

ś

wicie,  ale  gdzie

ś

  gł

ę

boko  w  sercu  ci

ą

gle  zadawała  sobie 

pytanie, czy wolno jej si

ę

 cieszy

ć

 tym wszystkim, czy wyj

ś

cie 

na  ł

ą

k

ę

  i  zabawa  z  pszczółk

ą

  nie  jest  łamaniem 

podstawowego  powołania  mróweczki  -  przecie

Ŝ

  stworzona 

została  do  pracy.  Pszczółka  przy  okazji  pracy  dobrze  si

ę

 

bawiła,  ale  to  nie  pasowało  do  pracy  mróweczki  -  jej  praca 
była  powa

Ŝ

na,  uporz

ą

dkowana  i  zawsze  miała  sens.  A  jaki 

sens  miało  beztroskie  turlanie  si

ę

  po  ł

ą

ce  w

ś

ród  kwiatów? 

Jaki  sens  miało  ogl

ą

danie  zachodów  sło

ń

ca?  Przecie

Ŝ

  od 

tego  nie  przybywało  budulca  na  mrowisko...  przecie

Ŝ

  mrówki 

bardzo  ró

Ŝ

ni

ą

  si

ę

  od  pszczółek  i  powinny  si

ę

  przyja

ź

ni

ć

  z 

innymi  mrówkami...  Mo

Ŝ

e  pszczółka  te

Ŝ

  powinna  zaj

ąć

  si

ę

 

przyja

ź

ni

ą

 z pszczółkami a nie z ni

ą

, zwykł

ą

 mróweczk

ą

, która 

nie  była  puchata,  kolorowa  i  nie  miała  skrzydełek.  
 
Postanowiła  zrezygnowa

ć

  z  przyja

ź

ni  z  pszczółk

ą

  -  za  du

Ŝ

było  w  niej  niebezpiecznej  spontaniczno

ś

ci,  za  bardzo 

mróweczka  czuła  si

ę

  winna, 

Ŝ

e  nie  pracuje, 

Ŝ

e  robi  co

ś

,  co 

sprawia  jej  przyjemno

ść

  dla  niej  samej, 

Ŝ

Ŝ

yje  troch

ę

  dla 

siebie zamiast tylko i wył

ą

cznie dla innych buduj

ą

c mrowisko. 

background image

Przecie

Ŝ

  kwiaty  rosły  na  ł

ą

ce  i  ich  zapach  mogła  czu

ć

  bez 

spotka

ń

  z  pszczółk

ą

.  Przestała  przychodzi

ć

  w  ich  ulubione 

miejsca,  wiedziała, 

Ŝ

e  pszczółka  tam  na  ni

ą

  czeka,  ale  jej 

zobowi

ą

zania i jej mrówcza praca były wa

Ŝ

niejsze... Pewnego 

dnia, gdy ju

Ŝ

 bardzo zat

ę

skniła poszła na ł

ą

k

ę

 i wytarzała si

ę

 

cała  w  kwiatach  by  poczu

ć

  znajomy  zapach.  Jednak  pyłki 

kwiatowe,  mimo, 

Ŝ

e  oblepiały  całe  ciałko  mróweczki  nie  dały 

tego  samego  zapachu.  Biegała  po  ł

ą

ce  to  tu  to  tam  i 

wynajdywała nowe kwiaty licz

ą

c na to, 

Ŝ

e to one dadz

ą

 jej ten 

zapach.  
 
Wtedy  poczuła  w  nozdrzach  wiatr...  Tak,  to  wiatr,  który  był 
gdzie

ś

 tam powy

Ŝ

ej, ponad kwiatami dodawał tej cudnej nuty 

kwiatom - on przynosił ze sob

ą

 nie tylko zapach kwiatów, ale 

te

Ŝ

  zapach  beztroski  i  wolno

ś

ci...  On  przynosił  ze  sob

ą

 

"inno

ść

"  pszczółki,  która  tak  bardzo  ubogacała  je  obie,  która 

nadawała nowy zapach ich 

Ŝ

yciu - to był zapach przyja

ź

ni...  

Agnieszka Kozak 

Mrówka i pszczółka 

 

Na  skraju  wielkiego  pi

ę

knego  lasu  mieszkała  sobie 

mróweczka.  Ka

Ŝ

dego  dnia  dzielnie  wstawała  rano,  sprz

ą

tała 

swój  mały  pokoik  w  wielkim  mrowisku  i  wyruszała  do  pracy. 
Bardzo lubiła swoj

ą

 prac

ę

 - codziennie przemierzała te same 

znajome 

ś

cie

Ŝ

ki,  spotykała  podobne  do  niej  mróweczki, 

cieszyła  si

ę

  patrz

ą

c  jak  ka

Ŝ

de  przyniesione  przez  ni

ą

  nawet 

male

ń

kie 

ź

d

ź

bło  trawy  staje  si

ę

  elementem  buduj

ą

cym  wielki 

mrówczy  kopiec.  Mróweczka  miała  swoj

ą

  bezpieczn

ą

  tras

ę

znała  wszystkie  zapachy  w  lesie,  znała  ro

ś

liny,  wiedziała, 

jakie  jest  jej  zadanie  i  gdzie  ka

Ŝ

dego  dnia  z  takim  mozołem 

zmierza.  
 

background image

Czasami  czuła  jednak  jak

ąś

  t

ę

sknot

ę

,  zwłaszcza,  kiedy  wiał 

południowy  wiatr  i  przynosił  dziwne  nieznane  zapachy  do 
lasu...  Czuła  je  szczególnie,  gdy  przychodziła  na  sam  skraj 
lasu.  
 
Pewnego dnia, kiedy przechodziła swoj

ą

 

ś

cie

Ŝ

k

ą

 biegn

ą

c

ą

 tu

Ŝ

 

przy  skraju  lasu  z  wielk

ą

  sił

ą

  i  impetem  wpadła  na  ni

ą

 

Ŝ

ółta, 

puchata, 

ś

miej

ą

ca  si

ę

  kulka.  Razem  potoczyły  si

ę

  po  trawie. 

Kulka była rozczochrana, klej

ą

ca i roze

ś

miana i pachniała tak 

cudownie... to co

ś

, co było takie lepi

ą

ce jednocze

ś

nie dawało 

tak  cudowny  zapach...  ten  sam  zapach,  który  czasami 
przynosił 

południowy 

wiatr.  

 
Kim jeste

ś

 i czym tak cudnie pachniesz - zapytała mróweczka 

pracowicie  usuwaj

ą

c  lepi

ą

ce 

Ŝ

ółto-czerwone  drobinki  ze 

swojego ciała. Hihihihi - jestem pszczółk

ą

, nigdy nie widziała

ś

 

pszczółki?  Hihihi  czym  pachn

ę

?  Zapachem  kwiatów,  których 

pyłek  zbierałam  dzisiaj  od  rana.  My  pszczółki  jeste

ś

my 

stworzone  do  tego,  by  produkowa

ć

  miód  i  zapyla

ć

  kwiatki. 

Ka

Ŝ

dego  dnia  wyruszam  na  ł

ą

k

ę

  by  zbiera

ć

  pyłek  z 

delikatnych  kwiatów  i  przynosi

ć

  do  ula.  Uwielbiam  t

ę

  robot

ę

Zakrzykn

ę

ła  pszczółka  wywijaj

ą

c  przy  tym  koziołka  w 

powietrzu i rozsypuj

ą

c znowu pyłek dookoła - cz

ęść

 drobinek 

znowu 

oblepiła 

mróweczk

ę

.  

 
Chyba zmarnowała

ś

 troch

ę

 swojej pracy, pyłek Ci si

ę

 rozsypał 

-  z  lekkim  dr

Ŝ

eniem  w  głosie  powiedziała  mróweczka.  Daj 

spokój!  Pyłku  jest  cała  masa,  bo  na  ł

ą

ce  jest  mnóstwo 

pi

ę

knych kwiatów! Wiesz to cudowne móc pracowa

ć

 i mie

ć

 z 

tego tak

ą

 frajd

ę

. Najbardziej lubi

ę

 wylatywa

ć

 z ula wczesnym 

rankiem,  przegl

ą

da

ć

  si

ę

  w  kroplach  rosy  na  soczy

ś

cie 

zielonych  li

ś

ciach,  czu

ć

  zapach  wiatru  w  nozdrzach,  kiedy 

mkn

ę

  przez  ł

ą

k

ę

 

ś

cigaj

ą

c  si

ę

  z  innymi  pszczółkami.  Lubi

ę

 

zachody  sło

ń

ca  nad  lasem,  kiedy  wszystko  nabiera  takiej 

background image

tajemniczej  magicznej  barwy...  hej!  Ale  my  jeste

ś

my  całe 

oblepione  pyłkiem,  chod

ź

  zabior

ę

  Ci

ę

  w  miejsce  gdzie 

mo

Ŝ

emy si

ę

 umy

ć

. Mróweczka stała osłupiała - zanim zd

ąŜ

yła 

cokolwiek powiedzie

ć

 pszczółka wzi

ę

ła j

ą

 za ramiona i razem 

uleciały nad ł

ą

k

ą

. Jakie

Ŝ

 to było pi

ę

kne! Jak ł

ą

ka falowała cał

ą

 

mas

ą

  kolorów,  jak  intensywne  były  zapachy  tu  na  górze, 

ponad 

ziemi

ą

Mróweczka 

była 

oszołomiona 

lotem, 

przestrzeni

ą

,  kolorami.  Ł

ą

ka  przecie

Ŝ

  zawsze  tu  była  - 

codziennie mijała j

ą

 id

ą

c do swojej mrówczej pracy i wracaj

ą

z  niej,  czuła  jej  zapach  i  nawet  nie  domy

ś

lała  si

ę

 

Ŝ

e  jest  tak 

urzekaj

ą

ca...  

 
Od  tego  dnia  mróweczka  spotykała  pszczółk

ę

  na  skraju  lasu 

podczas  swojej  mozolnej  w

ę

drówki  i  co  jaki

ś

  czas  razem 

wyruszały  na  ł

ą

k

ę

.  Po  pewnym  czasie  stało  si

ę

  to  pewnym 

rytuałem - mróweczka pod

ąŜ

ała swoj

ą

 utart

ą

 

ś

cie

Ŝ

k

ą

 ka

Ŝ

dego 

dnia, a pszczółka co jaki

ś

 czas przylatywała do niej i zabierała 

j

ą

  na  ł

ą

k

ę

.  Pszczółce  wolno  było  lata

ć

  gdzie  chciała  po  całej 

ł

ą

ce,  mróweczka  musiała  trzyma

ć

  si

ę

  swojej  utartej  drogi,  bo 

tak  robiły  wszystkie  mróweczki  mieszkaj

ą

ce  w  mrowisku. 

Zreszt

ą

  bała  si

ę

Ŝ

e  nie  znajdzie  pszczółki,  je

ś

li  sama,  bez 

skrzydełek,  wyruszy  na  nieznan

ą

  jej  ł

ą

k

ę

.  Uwielbiała  dni, 

kiedy razem turlały si

ę

 po ł

ą

ce, razem zagl

ą

dały do kielichów 

kwiatów i k

ą

pały si

ę

 w rosie. Mróweczka co jaki

ś

 czas pytała 

pszczółk

ę

  czy  nie  jest  dla  niej  ci

ęŜ

arem  i  czy  mała 

przyjaciółka da rad

ę

 unosi

ć

 j

ą

 w gór

ę

, ponad ł

ą

k

ę

. Za ka

Ŝ

dym 

razem  słyszała  zapewnienie, 

Ŝ

e  nie  jest  ci

ęŜ

arem  i  to  j

ą

 

uspokajało.  Czasami  nie  miały  czasu  spotka

ć

  si

ę

  w  ci

ą

gu 

tygodnia z mozołem realizuj

ą

c swoje codzienne prace, wtedy 

zm

ę

czone  po  ci

ęŜ

kim  tygodniu  pracy  siedz

ą

c  obok  siebie  w 

milczeniu  i  zachwycie  patrzyły  na  zachodz

ą

ce  nad  ł

ą

k

ą

 

sło

ń

ce.  Mróweczk

ę

  poci

ą

gała  ł

ą

ka  i  kwiaty  i  zapach  ziemi  o 

ś

wicie,  ale  gdzie

ś

  gł

ę

boko  w  sercu  ci

ą

gle  zadawała  sobie 

pytanie, czy wolno jej si

ę

 cieszy

ć

 tym wszystkim, czy wyj

ś

cie 

background image

na  ł

ą

k

ę

  i  zabawa  z  pszczółk

ą

  nie  jest  łamaniem 

podstawowego  powołania  mróweczki  -  przecie

Ŝ

  stworzona 

została  do  pracy.  Pszczółka  przy  okazji  pracy  dobrze  si

ę

 

bawiła,  ale  to  nie  pasowało  do  pracy  mróweczki  -  jej  praca 
była  powa

Ŝ

na,  uporz

ą

dkowana  i  zawsze  miała  sens.  A  jaki 

sens  miało  beztroskie  turlanie  si

ę

  po  ł

ą

ce  w

ś

ród  kwiatów? 

Jaki  sens  miało  ogl

ą

danie  zachodów  sło

ń

ca?  Przecie

Ŝ

  od 

tego  nie  przybywało  budulca  na  mrowisko...  przecie

Ŝ

  mrówki 

bardzo  ró

Ŝ

ni

ą

  si

ę

  od  pszczółek  i  powinny  si

ę

  przyja

ź

ni

ć

  z 

innymi  mrówkami...  Mo

Ŝ

e  pszczółka  te

Ŝ

  powinna  zaj

ąć

  si

ę

 

przyja

ź

ni

ą

 z pszczółkami a nie z ni

ą

, zwykł

ą

 mróweczk

ą

, która 

nie  była  puchata,  kolorowa  i  nie  miała  skrzydełek.  
 
Postanowiła  zrezygnowa

ć

  z  przyja

ź

ni  z  pszczółk

ą

  -  za  du

Ŝ

było  w  niej  niebezpiecznej  spontaniczno

ś

ci,  za  bardzo 

mróweczka  czuła  si

ę

  winna, 

Ŝ

e  nie  pracuje, 

Ŝ

e  robi  co

ś

,  co 

sprawia  jej  przyjemno

ść

  dla  niej  samej, 

Ŝ

Ŝ

yje  troch

ę

  dla 

siebie zamiast tylko i wył

ą

cznie dla innych buduj

ą

c mrowisko. 

Przecie

Ŝ

  kwiaty  rosły  na  ł

ą

ce  i  ich  zapach  mogła  czu

ć

  bez 

spotka

ń

  z  pszczółk

ą

.  Przestała  przychodzi

ć

  w  ich  ulubione 

miejsca,  wiedziała, 

Ŝ

e  pszczółka  tam  na  ni

ą

  czeka,  ale  jej 

zobowi

ą

zania i jej mrówcza praca były wa

Ŝ

niejsze... Pewnego 

dnia, gdy ju

Ŝ

 bardzo zat

ę

skniła poszła na ł

ą

k

ę

 i wytarzała si

ę

 

cała  w  kwiatach  by  poczu

ć

  znajomy  zapach.  Jednak  pyłki 

kwiatowe,  mimo, 

Ŝ

e  oblepiały  całe  ciałko  mróweczki  nie  dały 

tego  samego  zapachu.  Biegała  po  ł

ą

ce  to  tu  to  tam  i 

wynajdywała nowe kwiaty licz

ą

c na to, 

Ŝ

e to one dadz

ą

 jej ten 

zapach.  
 
Wtedy  poczuła  w  nozdrzach  wiatr...  Tak,  to  wiatr,  który  był 
gdzie

ś

 tam powy

Ŝ

ej, ponad kwiatami dodawał tej cudnej nuty 

kwiatom - on przynosił ze sob

ą

 nie tylko zapach kwiatów, ale 

te

Ŝ

  zapach  beztroski  i  wolno

ś

ci...  On  przynosił  ze  sob

ą

 

background image

"inno

ść

"  pszczółki,  która  tak  bardzo  ubogacała  je  obie,  która 

nadawała nowy zapach ich 

Ŝ

yciu - to był zapach przyja

ź

ni...  

Agnieszka Kozak 

Pałacowy ogród 

 

Był sobie król, który miał przepi

ę

kny pałac. Bardzo dbał o jego 

wystrój,  był  dobry  i  łaskawy  dla  swoich  poddanych.  Ludzie, 
którzy  przychodzili  do  pałacu  zachwycali  si

ę

  pi

ę

knymi 

mozaikami,  kolorowymi  dywanami,  bogat

ą

  i  wystawn

ą

 

zastaw

ą

.  Wsz

ę

dzie  w  pałacu  panował  nienaganny  porz

ą

dek. 

Król  był  sprawiedliwy,  ale  te

Ŝ

  niezwykle  wymagaj

ą

cy  dla 

swoich  poddanych.  Ka

Ŝ

dy  dokładnie  znał  zakres  swoich 

obowi

ą

zków  i  wiedział, 

Ŝ

e  za  brak  przestrzegania  jasnych 

reguł  mo

Ŝ

e  by

ć

  w  ka

Ŝ

dej  chwili  zwolniony  z  pracy  w  pałacu. 

Obowi

ą

zywały  jasne,  rozs

ą

dne  rozkazy.  Ka

Ŝ

dy  z  poddanych 

mógł przyj

ść

 do pałacu po uprzednim umówieniu si

ę

 z królem 

-  zawsze  znajdował  dla  wszystkich  czas,  zawsze  przyjmował 
poddanych  w  sali  tronowej.  Królowi  wydawało  si

ę

Ŝ

e  to 

b

ę

dzie  zaszczyt  dla  jego  poddanych, 

Ŝ

e  mog

ą

  przebywa

ć

  w 

miejscu,  gdzie  stoi  tron,  widz

ą

c  króla  w  pi

ę

knych  szatach,  z 

cudn

ą

  wysadzan

ą

  diamentami  koron

ą

  na  głowie.  Wielu  ludzi 

przychodziło  do  pałacu,  ale  nikt  nie  zostawał  w  nim  na 
dłu

Ŝ

ej...  

 
Pewnego  razu  do  pałacu  przyszła  kobieta  z  mał

ą

 

dziewczynk

ą

.  Kobieta  prosiła  o  po

Ŝ

yczk

ę

  na  spłacenie 

długów, dopóki nie zbierze plonów ziemi, któr

ą

 uprawiała. Król 

oczywi

ś

cie zgodził si

ę

 udzieli

ć

 po

Ŝ

yczki kobiecie i wtedy stało 

si

ę

  co

ś

  niespodziewanego,  dziewczynka  nagle  podbiegła  do 

króla,  wdrapała  si

ę

  na  jego  kolana  i  cał

ą

  sob

ą

  przylgn

ę

ła  do 

niego 

radosnym 

u

ś

cisku.  

 

background image

Dworzanie  zamarli  z  przera

Ŝ

enia  -  nikomu  nie  wolno  było 

podchodzi

ć

 tak blisko króla! Nikt nie wiedział, jaka mo

Ŝ

e j

ą

 za 

to  spotka

ć

  kara,  bo  nikt  do  tej  pory  nie  o

ś

mielił  si

ę

 

przekroczy

ć

  zakazu  króla.  Dziewczynka  po  prostu  przytuliła 

króla, i wcisn

ę

ła mu w r

ę

k

ę

 gar

ść

 wymi

ę

tych polnych kwiatów. 

Król  siedział  oniemiały,  dworzanie  bali  si

ę

  oddycha

ć

,  a 

dziecko  z  niezwykłym  u

ś

miechem  na  twarzy  wróciło  w 

podskokach 

do 

przera

Ŝ

onej 

matki.  

 
Król  oniemiał  -  do  tej  pory 

Ŝ

ył  według  zasady, 

Ŝ

e  nale

Ŝ

wymaga

ć

 tego, co mo

Ŝ

na otrzyma

ć

Ŝ

e autorytet opiera si

ę

 na 

rozs

ą

dku. To, co si

ę

 stało w sali tronowej nie było rozs

ą

dne i 

nie  było  zgodne  z  jego  rozkazami,  a  mimo  to  nie  rozzło

ś

ciło 

go.  Rozkaz  dotycz

ą

cy  odległo

ś

ci  od  władcy  był  przecie

Ŝ

 

rozs

ą

dny,  ale  w  tym  momencie  król  zadał  sobie  pytanie,  do 

czego  był  mu  potrzebny?  Nie  mógł  skupi

ć

  si

ę

  na  swoich 

my

ś

lach, bo czuł co

ś

, co było dla niego zupełnie nowe?poczuł 

zapach  polnych  kwiatów,  poczuł  zapach  wiatru,  który  je 
kołysał,  poczuł  zapach  wolno

ś

ci,  któr

ą

  przyniosła  ze  sob

ą

 

dziewczynka,  która  nie  zwa

Ŝ

ała  na  rozkazy,  po  prostu 

spontanicznie  okazała  wdzi

ę

czno

ść

.  Król  poczuł  ciepło,  które 

przenikało go całego. Zamiast nakrzycze

ć

 na dziecko zapytał 

czy  jest  co

ś

,  co  mógłby  dla  niej  zrobi

ć

?  Rado

ść

  na  twarzy 

małej  była  niesamowita.  Tak!  Zawsze  marzyła  o  tym  by  móc 
wej

ść

  do  królewskiego  ogrodu!  Król  ch

ę

tnie  spełnił  pro

ś

b

ę

 

dziewczynki,  wzi

ą

ł  j

ą

  za  r

ę

k

ę

  i  razem  poszli  do  wielkiego 

ogrodu 

tyłu 

pałacu.  

 
Kiedy tam weszli na twarzy dziewczynki malowało si

ę

 wielkie 

rozczarowanie  pomieszane  ze  smutkiem,  po  policzku 
popłyn

ę

ła 

łza...  

 
-  A  kwiaty?  Gdzie  s

ą

  ró

Ŝ

e,  krokusy,  malwy,  te  wszystkie 

pi

ę

kne, cudowne kwiaty, które powinny by

ć

 w ogrodzie kogo

ś

background image

kto ma tak bogaty pałac? - pytało dziecko. W wielkim ogrodzie 
był  równo  przyci

ę

ty 

Ŝ

ywopłot,  nienagannie  wypiel

ę

gnowana 

trawa  i 

Ŝ

adnych  kwiatów!  Kwiaty  s

ą

  niesymetryczne, 

nielogiczne, mało praktyczne by król mógł si

ę

 nimi zajmowa

ć

-  Po  co  Ci  taki  ogród  skoro  nie  masz  w  nim  pi

ę

knych, 

pachn

ą

cych  kwiatów  tylko  równ

ą

,  uło

Ŝ

on

ą

  traw

ę

?  -  

 
Król  ci

ą

gle  czuł  zapach  kwiatów  przyniesionych  przez 

dziewczynk

ę

...  Zaproponował, 

Ŝ

e  je

ś

li  chce  mo

Ŝ

e  obsadzi

ć

 

cały  ogród  kwiatami.  Dziecko  nie  posiadało  si

ę

  z  rado

ś

ci, 

oczywi

ś

cie wybłagało króla by towarzyszył jej przy zakładaniu 

ogrodu.  Rado

ś

ci  z  sadzenia  kwiatów  nie  było  ko

ń

ca,  brali  w 

niej  udział  tak

Ŝ

e  ludzie  pracuj

ą

cy  w  pałacu.  W  ogrodzie 

rozbrzmiewał  cudowny 

ś

miech  dziewczynki,  dworzanie  z 

zadziwieniem patrzyli na króla, jak biega po ogrodzie, bawi

ą

si

ę

  w  berka  i  ciuciubabk

ę

  z  małym  dzieckiem.  Razem 

zaplanowali  ogród,  razem  kopali  grz

ą

dki,  razem  patrzyli  jak 

kwiaty  i  krzewy  ró

Ŝ

  rozkwitaj

ą

  cieszyli  si

ę

  ka

Ŝ

d

ą

  now

ą

 

sadzonk

ą

.  Ogród  pi

ę

kniał  z  ka

Ŝ

dym  rokiem,  król  łagodniał,  a 

dziewczynka 

dorastała.  

 
Pewnej  wiosny  do  pałacu  nie  przyszła  dziewczynka  -  weszła 
młoda kobieta z nar

ę

czem pi

ę

knych herbacianych ró

Ŝ

. To były 

Ŝ

e  na  po

Ŝ

egnanie,  kobieta  postanowiła  wybudowa

ć

  swój 

dom  i  zasadzi

ć

  kwiaty  we  własnym  ogrodzie.  Wtedy  król 

zobaczył, 

Ŝ

e nie ma ju

Ŝ

 dziecka - jest pi

ę

kna, dorosła kobieta, 

która  odchodzi  z  jego  ogrodu.  Poczuł  ból  i  zacz

ą

ł  ba

ć

  si

ę

 

pustki, 

Ŝ

e bez niej ogród nie b

ę

dzie taki sam, 

Ŝ

e on zostanie 

sam. I wtedy zobaczył, 

Ŝ

e ma wokół siebie ludzi, którzy s

ą

 mu 

oddani,  nie  dlatego, 

Ŝ

e  si

ę

  go  boj

ą

,  ale  dlatego 

Ŝ

e  go 

kochaj

ą

... 

ś

e stał si

ę

 im bliski przez to 

Ŝ

e razem pracowali w 

ogrodzie, 

Ŝ

e  razem  planowali  jak  b

ę

dzie  wygl

ą

dał, 

Ŝ

e  król 

przestał 

Ŝ

y

ć

 według rozs

ą

dnych zasad, a zacz

ą

ł 

Ŝ

y

ć

 słuchaj

ą

serca...  

background image

 
Kobieta  miała  swój  własny  ogród,  ale  król  mógł  posyła

ć

  jej 

kwiaty  z  ogrodu,  który  dzi

ę

ki  niej  udało  mu  si

ę

  wyhodowa

ć

...  

 
Trzeba pokona

ć

 zm

ę

czenie, pal

ą

ce sło

ń

ce, czasami b

ą

ble na 

r

ę

kach by wyhodowa

ć

 pi

ę

kny ogród, który jest marzeniem tak 

wielu  ludzi.  Król  przemierzył  t

ę

  drog

ę

,  podj

ą

ł  wyzwanie, 

zrezygnował ze sztywnych zasad, kopał ziemi

ę

 w pocie czoła, 

sadził  kwiaty  i  zrealizował  swoje  najgł

ę

bsze  pragnienie  - 

dzi

ę

ki ludziom nauczył si

ę

 bycia po

ś

ród ludzi...  

Agnieszka Kozak 

Serce wilka 

 

Pewnego  razu  w  lesie  urodził  si

ę

  Wilczek.  Był  mały, 

ś

liczny, 

bezbronny.  Kiedy  był  mały,  znale

ź

li  go  ludzie  i  zabrali  do 

swojego  domu,  jednak  cały  czas  czuł, 

Ŝ

e  tam  nie  pasuje, 

potrzebował...  no  wła

ś

nie  potrzebował  swojego  miejsca, 

potrzebował  mie

ć

  co

ś

  dla  siebie.  Tak  bardzo  pragn

ą

ł 

wolno

ś

ci,  tak  bardzo  pragn

ą

ł  przestrzeni,  do  której  t

ę

skniło 

całe jego serce, cho

ć

 tego nie rozumiał, bo jego opiekunowie 

byli  dla  niego  dobrzy.  Wilczek  cz

ę

sto  uciekał  do  ciemnego 

lasu  -  mógł  by

ć

  sam,  upajaj

ą

c  si

ę

  zapachem  wilgotnych 

sosen,  gdy  nadchodził  zimny  poranek.  Nauczył  si

ę

  ukrywa

ć

 

swoje  pragnienia,  nauczył  si

ę

  nie  chcie

ć

  nic  dla  siebie, 

nauczył  si

ę

 

Ŝ

y

ć

  tak,  jak  tego  oczekuj

ą

  inni,  zakopał  gł

ę

boko 

swoj

ą

 dziko

ść

. Wilczek dorastał, ale powoli zapominał, 

Ŝ

e jest 

wilkiem - stał si

ę

 kim

ś

 podobnym do wilka - z boku mo

Ŝ

na by 

zobaczy

ć

  psa,  który  bardzo  wilka  przypomina.  Był  niezwykle 

lojalny, pi

ę

kny,  wierny, brał to, co mu dawano, nie  walcz

ą

c o 

wi

ę

cej, 

bo 

przecie

Ŝ

 

wyzbył 

si

ę

 

swoich 

pragnie

ń

.  

 
Pewnego  dnia  Wilczek  spotkał  Prosiaczka.  Niezwykłe 

background image

stworzenie! Ile w tym małym ciałku było ciepła, miło

ś

ci i ch

ę

ci 

dawania  siebie  innym.  Prosiaczek  bał  si

ę

  wielu  rzeczy,  ale 

było  w nim co

ś

, co urzekało Wilczka - była to prostolinijno

ść

była  to  niezwykła  rado

ść

  dziecka,  było  to  dawanie  siebie 

całego,  do  ko

ń

ca!  Prosiaczek  był  fascynuj

ą

cy  w  tej  swojej 

prosiaczkowato

ś

ci!  Wilczek  nie  bardzo  wiedział  jak  to  si

ę

 

stało,  ale  stali  si

ę

  sobie  niezwykle  bliscy,  zacz

ę

li  si

ę

 

uzupełnia

ć

,  i

ść

  rami

ę

  w  rami

ę

.  Wydawało  mu  si

ę

Ŝ

Prosiaczek  czerpie  z  jego  siły,  wierno

ś

ci,  przyja

ź

ni,  a  tak 

naprawd

ę

  to  on  bardzo  du

Ŝ

o  czerpał  z  dzieci

ę

co

ś

ci 

Prosiaczka i dzi

ę

ki niemu uczył si

ę

 jak by

ć

 wiernym, jak uczy

ć

 

si

ę

 słucha

ć

 swojego pragnienia! Prosiaczek m

ęŜ

niał z dnia na 

dzie

ń

!  Stawał  si

ę

  coraz  dzielniejszy,  stawiał  czoła  licznym 

wyzwaniom,  dorastał!  Niezwykłe  było  to, 

Ŝ

e  dwa  tak  ró

Ŝ

ne 

stworzenia,  mogły  si

ę

  tak  dobrze  spotka

ć

!  Przyjemnie  było 

biega

ć

  razem  po  ł

ą

kach,  wchodzi

ć

  w  zakazane  zak

ą

tki  lasu, 

do  których  Prosiaczek  normalnie  bał  si

ę

  nawet  zagl

ą

da

ć

Wilczek  czuł  si

ę

  bardzo  odpowiedzialny  za  Prosiaczka  - 

zawsze troszczył si

ę

 o to, by Prosiaczek si

ę

 nie wystraszył, by 

nie  uraził  łapki  o  kamie

ń

,  by  nie  poczuł  si

ę

  odrzucony,  coraz 

mniej  było  Wilczka,  coraz  wi

ę

cej  Prosiaczka  i  jego  m

ę

stwa.  

 
Pewnego  dnia  obaj  poznali  Tygryska.  To,  co  poci

ą

gało 

Wilczka w Tygrysie to była jego dziko

ść

 - czasami si

ę

 jej bał, 

czasami  jej  nie  rozumiał,  ale  czuł 

Ŝ

e  odnajduje  w  nim  jaki

ś

 

kawałek  siebie.  Wilczek  chciał  by

ć

  blisko  nich  obu!  Obaj  byli 

bardzo  wa

Ŝ

ni,  obaj  uzupełniali  jak

ąś

  cz

ęść

  wilczka,  poczuł 

jednak  jak

ąś

  dziwn

ą

  t

ę

sknot

ę

  -  zacz

ą

ł  jednak  ogromnie 

t

ę

skni

ć

  za  sob

ą

!  Za  wolno

ś

ci

ą

,  za  dziko

ś

ci

ą

,  któr

ą

  nosił  w 

sercu,  a  która  została  gdzie

ś

  pogrzebana  pod  warstw

ą

 

strachu  i  uległo

ś

ci.  Dziko

ść

  wymagała  walki  o  siebie,  walki  o 

prawd

ę

.  Prawd

ą

  było  to, 

Ŝ

e  wilczek  znowu  zacz

ą

ł  si

ę

  ba

ć

  - 

wróciło wiele l

ę

ków. 

ś

e straci Tygrysa, bo udawał co

ś

, czego 

nie  chciał.  Bał  si

ę

Ŝ

e  skrzywdzi  Prosiaczka,  bo  bez  niego 

background image

mo

Ŝ

sta

ć

 

mu 

si

ę

 

Prosiaczkowi 

co

ś

 

złego!  

 
Tak  bardzo  si

ę

  bał,  tak  bardzo  nie  wiedział,  kim  jest,  co  jest 

istot

ą

  jego  serca, 

Ŝ

e  uciekł  do  lasu  -  tam,  gdzie  zawsze 

znajdował  swój  azyl,  swoje  miejsce,  za  czym  tak  zwyczajnie 
t

ę

skniło jego serce... Prawda jest taka, 

Ŝ

e rósł  w domu ludzi, 

zamiast  w  lesie,  w  którym  nie  było  znaków,  nie  było  innych 
wilków,  które  nauczyłyby  go  walczy

ć

  o  siebie  -  potrzebował 

czasu  na  odnalezienie  siebie,  na  odnalezienie  dzikiego  ale  i 
pi

ę

knego  serca  w  sobie,  na  nauczenie  si

ę

,  jak  by

ć

 

prawdziwym wilkiem. Kiedy został sam w lesie musiał zacz

ąć

 

walczy

ć

,  musiał  do

ś

wiadczy

ć

  zimna,  głodu,  pragnienia, 

samotno

ś

ci,  ale  tylko  tak  mógł  usłysze

ć

  swoje  serce...  podj

ą

ł 

walk

ę

  o  siebie  cho

ć

  nie  było  łatwo,  cho

ć

  bardzo  bał  si

ę

  czy 

jego 

przyjaciele 

potem 

go 

przyjm

ą

...  

 
Kiedy  odnalazł  siebie,  zrozumiał, 

Ŝ

e  mo

Ŝ

e  wróci

ć

  do  swoich 

przyjaciół, 

Ŝ

e  mo

Ŝ

e  odnale

źć

  si

ę

  we  wra

Ŝ

liwo

ś

ci  prosiaczka  i 

dziko

ś

ci tygryska... 

Ŝ

e oni potrzebuj

ą

 jego serca - Prosiaczek 

jego ochrony, a Tygrysek dzikiej i szalonej zabawy. Zrozumiał, 

Ŝ

e  tylko  odnajduj

ą

c  siebie  w  sobie  samym  mo

Ŝ

e  odnale

źć

 

drog

ę

  do  swoich  przyjaciół  mimo  tego, 

Ŝ

e  byli  tak  bardzo 

Ŝ

ni...  

Ewa Koziatek 

Stokrotka 

 

Na  pi

ę

knej  majowej  ł

ą

ce  mieszkała  mała  Stokrotka.  Była 

krucha,  ale  bardzo  ciekawa.  Wystawiała 

Ŝ

ółt

ą

  główk

ę

  do 

sło

ń

ca.  Rozgl

ą

dała  si

ę

  wokół,  by  pozna

ć

  s

ą

siadów.  Widziała 

całe  pi

ę

kno  otaczaj

ą

cego 

ś

wiata.  Było  jej  w  tym 

ś

wiecie 

dobrze.  Czasami  tylko  przychodziły  chwile,  gdy  czuła  si

ę

 

bardzo  samotna.  Postanowiła  wi

ę

c  zaprzyja

ź

ni

ć

  si

ę

,  by  móc 

background image

dzieli

ć

  swoj

ą

  rado

ść

  z  innymi.  Zacz

ę

ła  przygl

ą

da

ć

  si

ę

 

uwa

Ŝ

niej  otaczaj

ą

cym  ro

ś

linkom.  Zauwa

Ŝ

yła  obok  pi

ę

kny 

Mlecz.  Był  cudny,  wielki  i  dostojny.  Był  troch

ę

  do  Stokrotki 

podobny, wi

ę

c razem wyci

ą

gali swoje główki do sło

ń

ca. Czas 

mijał  im  szybko  i  przyjemnie.  Stokrotce  coraz  bardziej 
zale

Ŝ

ało  na  Mleczu.  Pewnego  dnia  postanowiła  poda

ć

  mu 

swój delikatny płatek. Mlecz przyj

ą

ł go z rado

ś

ci

ą

. Cieszył si

ę

 

tym, 

Ŝ

e jest kto

ś

 tak mu bliski. Stokrotka równie

Ŝ

 była dumna 

ze  tak  pi

ę

kny  kwiat  wła

ś

nie  j

ą

  wybrał  na  swoj

ą

  towarzyszk

ę

Pewnego  dnia  Mlecz  zobaczył  co

ś

  ciekawego  na  drugim 

ko

ń

cu ł

ą

ki. Bardzo chciał przyjrze

ć

 si

ę

 temu bli

Ŝ

ej. Ruszył si

ę

 

gwałtownie  i  -  wyrwał  biały,  delikatny  płateczek.  Stokrotka 
bardzo  to  prze

Ŝ

yła.  Czuła  si

ę

  znowu  bardzo  samotna.  Bolało 

j

ą

 to, 

Ŝ

e kto

ś

, komu zaufała - odszedł. Przez jaki

ś

 czas trudno 

jej  było  dostrzec  pi

ę

kno  ł

ą

ki.  Wiosna  w  pełni,  wszystko 

rozkwitało,  a  jej  było  tak  smutno,  jakby  ju

Ŝ

  zmierzała  ku 

jesieni.  
 
Mijały dni. Stokrotka znowu przyzwyczajała si

ę

 do samotnego 

bycia  w 

ś

wiecie.  Pewnego  dnia  jej  uwag

ę

  przykuła  mała, 

niebieska  kuleczka  wyrastaj

ą

ca  obok.  Przygl

ą

dała  jej  si

ę

  z 

zaciekawieniem.  Kiedy  rosa  opadła  kuleczka  zacz

ę

ła 

zmienia

ć

  swój  kształt.  Po  chwili  oczom  Stokrotni  ukazał  si

ę

 

dorodny  Chaber.  Stokrotka  my

ś

lała:  "Ciekawy  jest  ten  nowy. 

Taki  inny.  Jak  on  to  robi, 

Ŝ

e  nie  maj

ą

Ŝ

ółtego 

ś

rodka  te

Ŝ

 

poznaje 

ś

wiat.  Jest  taki 

ś

miesznie  niebieski...".  Wiele  my

ś

li 

przychodziło  jej  do  głowy  na  temat  Chaberka.  Budził  on  jej 
ciekawo

ść

  i  ch

ę

tnie  by  si

ę

  z  nim  zaprzyja

ź

niła,  gdyby  nie 

do

ś

wiadczenie  z  Mleczem.  Tak  bardzo  si

ę

  bała, 

Ŝ

e  historia 

mo

Ŝ

e  si

ę

  powtórzy

ć

.  Wolała  wi

ę

c  z  dystansu  przygl

ą

da

ć

  si

ę

 

inno

ś

ci  niebieskiego  kwiatka.  Jednak  pewnego  dnia  Chaber 

nie wytrzymał i sam nawi

ą

zał rozmow

ę

 ze Stokrotk

ą

. Okazało 

si

ę

Ŝ

e mimo ró

Ŝ

nic zewn

ę

trznych, jest wiele rzeczy, które ich 

ł

ą

cz

ą

. Oboje lubili chłodn

ą

 ros

ę

 o 

ś

wicie, lubili wygrzewa

ć

 si

ę

 

background image

w  sło

ń

cu,  lubili  te

Ŝ

  poznawa

ć

 

ś

wiat.  Stokrotka  coraz  bardziej 

pragn

ę

ła by

ć

 blisko Chaberka. Którego

ś

 dnia Chaber poprosił 

j

ą

,  by  podała  mu  swoje  płatki,  by  mogli  wspólnie  wyci

ą

gn

ąć

 

łody

Ŝ

ki 

do 

sło

ń

ca. 

Stokrotka 

zawahała 

si

ę

 

chwil

ę

wspominaj

ą

c  Mlecz,  ale  pomy

ś

lała  sobie:  "Tamto  ju

Ŝ

  jest 

histori

ą

.  Chaberek  jest  zupełnie  inny.  Przy  nim  nie  mo

Ŝ

e  mi 

si

ę

 sta

ć

 nic złego". Z rado

ś

ci

ą

 podała płatki Chabrowi. Kwiatki 

chwyciły si

ę

 mocno i starały si

ę

 jak najwy

Ŝ

ej wyci

ą

gn

ąć

 swoje 

główki,  by  ponad  traw

ą

  wygrzewa

ć

  si

ę

  w  pełnym  sło

ń

cu.  W 

pewnym  momencie  Stokrotka  poczuła, 

Ŝ

e  ju

Ŝ

  nie  mo

Ŝ

wyci

ą

gn

ąć

  si

ę

  bardziej.  Jej  łody

Ŝ

ka  była  krótsza  ni

Ŝ

  łody

Ŝ

ka 

Chaberka.  Powiedziała  o  tym  niebieskiemu  kwiatkowi,  ale  on 
jakby tego nie słyszał. Wci

ąŜ

 rósł i rósł, i... pozbawił Stokrotk

ę

 

tych  płatków,  za  które  j

ą

  trzymał.  Stokrotka  mogła  ju

Ŝ

  tylko 

patrze

ć

,  jak  Chaber  góruje  nad  pozostałymi  ro

ś

linami.  

 
Poczuła si

ę

 bardzo 

ź

le. My

ś

lała: "Znowu jestem sama. Znowu 

zaufałam 

niewła

ś

ciwemu 

kwiatkowi. 

Jaka 

jestem 

beznadziejna!! A poza tym... urod

ę

 Chaberka podziwiaj

ą

 teraz 

wszyscy,  a  ja...  Na  mnie  ju

Ŝ

  nikt  nie  spojrzy.  Jestem  taka 

mała,  zostało  mi  tak  niewiele  płatków.  Kogo  ja  mog

ę

 

zainteresowa

ć

?"  Stokrotka  zacz

ę

ła  płaka

ć

.  Chciała  ukry

ć

  si

ę

 

przed  wszystkimi.  Czasami  znajdowała  jaki

ś

  li

ść

,  pod  którym 

chowała  si

ę

  przez  cały  dzie

ń

.  Tam  czuła  si

ę

  dobrze  i 

bezpiecznie.  Płacz

ą

c  my

ś

lała:  "O  nie!  Ju

Ŝ

  nigdy  nikomu  nie 

zaufam!  Dwa  razy  zdarzyło  si

ę

  to  samo.  Ju

Ŝ

  nie  dam  si

ę

 

nabra

ć

 na pi

ę

kny wygl

ą

d i słowa. Zostaje sama a

Ŝ

 mnie st

ą

jesie

ń

  zabierze!"  Postanowiła  kategorycznie  i  schowała  si

ę

 

pod  znalezionym  tego  dnia  li

ś

ciem  Łopianu.  Nie  było  jej  tam 

najlepiej  -  nie  widziała  sło

ń

ca,  nie  czuła  porannej  rosy,  któr

ą

 

tak  lubiła  -  jednak  czuła  si

ę

  tam  bezpieczna.  Tam  nikt  nie 

widział  jej  braków,  tam  nikt  nie  mógł  jej  zrani

ć

.  

 
Mijało lato. Wokół rozwijały si

ę

 nowe kwiatki, jednak Stokrotka 

background image

zaj

ę

ta  sob

ą

,  nie  zauwa

Ŝ

ała  tego.  Pewnego  dnia  obudził  j

ą

 

hałas.  Nie

ś

miało  wysun

ę

ła  główk

ę

  i  ujrzała  dziwny  widok. 

Przed  ni

ą

  stał  pi

ę

kny,  czerwony  Mak,  jednak  główk

ę

  miał 

zwrócon

ą

 do ziemi, a nie jak wi

ę

kszo

ść

 kwiatów - do sło

ń

ca. 

Zdziwiona  zapytała:  "Co  ci  jest?".  Mak  odparł:  "Wiesz,  kto

ś

 

nieostro

Ŝ

ny  za  mocno  zgi

ą

ł  moj

ą

  łodyg

ę

  i  zostałem 

nadłamany. Nie mog

ę

 ju

Ŝ

 w pełni cieszy

ć

 si

ę

 sło

ń

cem, ale to, 

co  mi  zostało,  pozwala  na  doczekanie  jesieni."  Stokrotce 
zrobiło  si

ę

  jeszcze  bardziej  smutno:  "Mak  pewnie  bardzo 

cierpi  z  powodu  swojej  łodygi"  -  pomy

ś

lała.  Stała, 

przygl

ą

daj

ą

c si

ę

 Makowi, jednak po chwili u

ś

wiadomiła sobie, 

Ŝ

e bardzo brzydko przy nim wygl

ą

da. Zawstydziła si

ę

 i znowu 

schowała si

ę

 za li

ść

 Łopianu. My

ś

lała sobie: "Jak mogłam by

ć

 

tak  nieostro

Ŝ

na!!!  Przecie

Ŝ

  nie  chc

ę

,  by  ktokolwiek  na  mnie 

patrzył,  nie  chce  nikogo  spotyka

ć

.  Oni  rani

ą

!!!".  Przez  kilka 

nast

ę

pnych dni Stokrotka nie  pokazywała si

ę

.  Mak natomiast 

bardzo  polubił  mał

ą

  towarzyszk

ę

.  Polubił  jej 

Ŝ

ółt

ą

  główk

ę

  i  te 

kilka płatków, które pozostały. Nawet jak nie widział Stokrotki, 
mówił do niej. Stokrotka pocz

ą

tkowo denerwowała si

ę

Ŝ

e kto

ś

 

zakłóca  jej  spokój.  Mak  jednak  nie  ustawał.  Wci

ąŜ

  mówił  o 

tym, co działo si

ę

 na ł

ą

ce, zach

ę

caj

ą

c by Stokrotka wyszła ze 

swej kryjówki. Cho

ć

 jeszcze z ukrycia, Stokrotka nasłuchiwała 

tego,  co  Mak  mówił.  Pewnego  dnia  odwa

Ŝ

yła  si

ę

  wyj

ść

Bardzo,  ale  to  bardzo,  bała  si

ę

  spróbowa

ć

  po  raz  kolejny 

zaufa

ć

.  Pierwszego  dnia  trzymała  si

ę

  z  dala.  Nie  mówiła  o 

sobie  za  du

Ŝ

o.  Nie  chciała,  by  Mak  co

ś

  o  niej  wiedział,  by 

potem  nie  wykorzystał  tego  przeciwko  niej.  Nie  ufała  mu.  A 
Mak  widział  j

ą

  pi

ę

kn

ą

  -  tak

ą

  jaka  jest.  Mówił  jej:  "To, 

Ŝ

e  nie 

masz  kilku  płatków  wyró

Ŝ

nia  ci

ę

  ze  wszystkich  innych 

stokrotek.  Przez  to  stajesz  si

ę

  jedyn

ą

  w  swym  rodzaju.  Na 

całej  ł

ą

ce  nie  ma  podobnej  do  ciebie".  Stokrotka  była  bardzo 

zdziwiona  tym,  co  słyszała.  Zrozumiała, 

Ŝ

e  nie  musi  si

ę

  ju

Ŝ

 

wstydzi

ć

  swojego  wygl

ą

du,  ani  tego,  co  wydarzyło  si

ę

  w  jej 

Ŝ

yciu.  Opowiadała  wi

ę

c  wiele,  a  Mak  słuchał  wszystkiego  z 

background image

uwag

ą

.  Ona  te

Ŝ

  słuchała  tego,  co  Mak  miał  do  powiedzenia. 

Czasami,  w  chwilach  zw

ą

tpienia,  Stokrotka  wracała  my

ś

lami 

do przeszło

ś

ci, do kwiatków, które odeszły, rani

ą

c j

ą

. My

ś

lała: 

"Mak  jest  taki  sympatyczny.  Jest  taki  dobry  dla  mnie.  Ja 
jednak tak bardzo si

ę

 boj

ę

. A jak zdarzy si

ę

 to, co wcze

ś

niej? 

Przecie

Ŝ

  ja  sobie  ju

Ŝ

  nie  poradz

ę

,  nie  znios

ę

  tego  wi

ę

cej!". 

Pełna l

ę

ku mówiła o tym Makowi. On głaskał wtedy delikatnie 

jej 

Ŝ

ółt

ą

 główk

ę

 swoim du

Ŝ

ym, czerwonym płatkiem. Stokrotka 

znowu czuła si

ę

 bezpiecznie i mogła cieszy

ć

 si

ę

 z obecno

ś

ci 

Maka. Wieczorami wspólnie łapali ros

ę

, rano wygrzewali si

ę

 w 

sło

ń

cu. Makowi było troch

ę

 przykro, 

Ŝ

e nie mo

Ŝ

e ju

Ŝ

 ogl

ą

da

ć

 i 

poznawa

ć

 

ś

wiata, ale  Stokrotka opowiadała mu  o  wszystkim. 

Dzi

ę

ki temu czuł si

ę

 wci

ąŜ

 cz

ęś

ci

ą

 ł

ą

ki. Tak min

ę

ło całe lato i 

przyszła  jesie

ń

.  Kwiatki  trzymaj

ą

c  si

ę

  za  płatki  wspólnie 

zapadły w sen, wierz

ą

c, 

Ŝ

e wiosn

ą

 spotkaj

ą

 si

ę

 znowu, ale ju

Ŝ

 

pi

ę

kne i zdrowe.  

Kiedy odchodzi ktoś, komu ufaliśmy, wydaje się, Ŝe tracimy część siebie. Jest to doświadczenie trudne. 
Czasami podejmujemy decyzję, Ŝe nie zaufamy juŜ nikomu. Zakładamy, Ŝe jesteśmy skazani na samotność i 
zamykamy się przed innymi. MoŜe się jednak okazać, Ŝe jest ktoś, kto czeka na naszą obecność. Wystarczy się 
tylko rozejrzeć i przełamać swój lęk.  

Agnieszka Kozak 

Ś

wiatełko 

 

Był raz sobie chłopiec, który okropnie bał si

ę

 ciemno

ś

ci... nie 

chodziło tylko o ciemno

ść

, ale o pustk

ę

, samotno

ść

 i strachy, 

które  mogły  gdzie

ś

  wyj

ść

  za 

ś

ciany...  Bardzo  chciał  znale

źć

 

ś

wiatło, 

które 

mogłoby 

rozproszy

ć

 

ciemno

ś

ci 

l

ę

ku...  

 
Pewnego  dnia  na  polanie  zobaczył  pi

ę

kne,  wielkie,  sypi

ą

ce 

iskrami  ognisko,  wokół  którego  gromadzili  si

ę

  ludzie. 

Postanowił  podej

ść

  i  ogrza

ć

  si

ę

  przy  ogniu.  Cudownie  było 

grza

ć

  r

ę

ce  przy  pi

ę

knym  płomieniu,  przyjemnie  było  słucha

ć

 

background image

opowiada

ń

  ludzi,  którzy  si

ę

  przy  nim  gromadzili.  Wa

Ŝ

ne  przy 

ognisku było to, 

Ŝ

e wszyscy mogli podrzuca

ć

 drwa, 

Ŝ

e trzeba 

było  o  nie  wspólnie  dba

ć

.  Noc  mijała  godzina  za  godzin

ą

chłopiec zauwa

Ŝ

ył, 

Ŝ

e czasami ognisko biło takim ogniem, 

Ŝ

nie  było  wida

ć

  ludzi  z  drugiej  strony, 

Ŝ

e  płomie

ń

  był  tak 

gor

ą

cy, 

Ŝ

e trzeba było odej

ść

 kilka kroków by si

ę

 nie poparzy

ć

 

-  a  odsuni

ę

cie  si

ę

  od  ognia  oznaczało  odej

ś

cie  w  ciemno

ść

Szybko  robiło  si

ę

  zimno,  je

ś

li  było  si

ę

  daleko  od  ogniska,  i 

ciemno

ść

 zdawała si

ę

 otula

ć

 wystraszone dziecko. Bycie przy 

ogniu  oznaczało  podchodzenie  blisko,  ale  i  konieczno

ść

 

cofania si

ę

 do tyłu, je

ś

li zbyt wiele osób na raz doło

Ŝ

yło drwa. 

Nie mo

Ŝ

na było siedzie

ć

 beztrosko w jednym miejscu, trzeba 

było 

by

ć

 

uwa

Ŝ

nym 

aktywnym...  

 
W  pewnym  momencie  zawiał  bardzo  silny  wiatr  -  dym  od 
ogniska  zacz

ą

ł  dusi

ć

  dziecko  przed  nim  stoj

ą

ce,  bole

ś

nie 

zacz

ą

ł  gry

źć

  oczy,  z  których  popłyn

ę

ły  łzy,  przez  chwil

ę

  nic 

nie  mo

Ŝ

na  było  widzie

ć

,  a  na  umorusanej  popiołem 

twarzyczce  pojawiły  si

ę

 

ś

lady  po  spływaj

ą

cych  łzach.  Ale  to 

nie było wa

Ŝ

ne, wa

Ŝ

ne było ciepło i mo

Ŝ

liwo

ść

 przebywania w 

ś

wietle  ogniska.  Chłopiec  zauwa

Ŝ

ył, 

Ŝ

e  z  ka

Ŝ

d

ą

  godzin

ą

 

ubywało  ludzi  przy  ogniu  i 

Ŝ

e  musi  coraz  cz

ęś

ciej  sam 

wstawa

ć

 by dokłada

ć

 do ognia - to nic, wa

Ŝ

ne było to, 

Ŝ

e nie 

było ciemno i nie było zimno. Dzielnie dokładał drwa do ognia, 
wa

Ŝ

ne  było  by  dba

ć

  o  ognisko,  wi

ę

c  w  ci

ą

gu  dnia  zbierał 

drewno  by  wieczorem,  gdy  zapadnie  noc  móc  si

ę

  ogrza

ć

  i 

rozja

ś

ni

ć

 

ciemno

ś

ci.  

 
Nie  było  sensu  by  ognisko  paliło  si

ę

  w  ci

ą

gu  dnia  -  dziecko 

ka

Ŝ

dego dnia wracało z pewnym niepokojem na polan

ę

 - czy 

ogie

ń

  b

ę

dzie  si

ę

  palił,  czy  nie  zabraknie  drewna,  czy  nie 

b

ę

dzie 

padał 

deszcz...  

 
Czasami  zdarzały  si

ę

  noce  pełne  gwiazd  tak  jasnych, 

Ŝ

background image

praca  nad  podtrzymaniem  ognia  nie  wymagała  tak  du

Ŝ

ego 

wysiłku.  Trudno  było  przewidzie

ć

  pogod

ę

,  trudno  było 

przewidzie

ć

  co  b

ę

dzie  z  ogniskiem  nast

ę

pnego  dnia. 

Najtrudniejsze  jednak  były  noce,  w  których  wiał  wiatr  i  padał 
deszcz... dym wciskał si

ę

 w oczy i trudno było powstrzymywa

ć

 

łzy, 

Ŝ

eby  mie

ć

  drewno  do  podkładania  do  okna  chłopiec 

musiał okrywa

ć

 je kocem... wtedy było jej znowu zimno, mimo 

Ŝ

e ogie

ń

 nie gasł, to jednak nie dawał ciepła - to jemu trzeba 

było  da

ć

  swoje  ciepło  by  mógł  przetrwa

ć

.  Kiedy  deszcz  był 

zbyt du

Ŝ

y ognia nie dawało si

ę

 rozpali

ć

 i znowu było ciemno i 

zimno...  
 
Nie  znał  innego 

ś

wiatła,  wi

ę

c  wydawało  mu  si

ę

Ŝ

e  tak  musi 

by

ć

 - 

Ŝ

e trzeba ci

ą

gle dba

ć

 o ogie

ń

Ŝ

e trzeba o niego dr

Ŝ

e

ć

Ŝ

e gryz

ą

cy w oczy dym jest cen

ą

 za 

ś

wiatło i ciepło jakie daje 

ognisko...  
 
Jednak którego

ś

 dnia został zaproszony do miejsca, w którym 

nie  było  du

Ŝ

ś

wiatła  -  ogólnie  panował  półmrok,  ale 

niesamowite 

było 

to, 

Ŝ

całe 

to 

miejsce 

biło 

bezpiecze

ń

stwem.  Wła

ś

ciwie  paliła  si

ę

  tylko  jedna  czerwona 

lampka i nie dawała ciepła, i nie roz

ś

wietlała swoim blaskiem 

całego pomieszczenia. Jej zadaniem było o

ś

wietlenie czego

ś

 

wa

Ŝ

nego,  miejsca  które  wcale  nie  było  centrum  tego 

pomieszczenia.  Chłopiec  usiadł  przed  tym 

ś

wiatłem.  Ludzie 

wchodzili  i  wychodzili,  a  mimo  panuj

ą

cego  półmroku 

doskonale ich widział. Widział twarze pełne rado

ś

ci ale i takie 

na  których  malowało  si

ę

  cierpienie.  Nikt  nie  musiał  dba

ć

  o 

ogie

ń

  -  ka

Ŝ

dy  mógł  tu  po  prostu  by

ć

...  przyj

ść

,  poby

ć

  przy 

ś

wietle  i  odej

ść

.  Zacz

ą

ł  coraz  cz

ęś

ciej  przychodzi

ć

  do  tego 

miejsca.  Było  w  nim  co

ś

  magicznego,  było 

ś

wiatło,  które 

niczego nie wymagało od tych, którzy tu przychodzili, a jednak 
roz

ś

wietlało  ciemno

ść

.  Co  ciekawe, 

ś

wiatło 

ś

wieciło  zawsze 

tak samo, czy był dzie

ń

 czy noc, nic si

ę

 nie zmieniało, dawało 

background image

poczucie  stało

ś

ci.  Cudnie  było  patrze

ć

  jak  staje  si

ę

  ono 

cz

ęś

ci

ą

  kolorowych 

ś

wiatełek  powstałych  z  przebijaj

ą

cego 

przez  kolorowe  witra

Ŝ

ś

wiatła  słonecznego,  kiedy  kolorowe 

ś

wiatełka  ta

ń

czyły,  ono  jakby  przygl

ą

dało  si

ę

  temu  z  boku, 

zdawało  si

ę

  by

ć

  cz

ęś

ci

ą

  kolorowego  korowodu,  a  jednak 

wyra

ź

nie si

ę

 w nim wyró

Ŝ

niało. 

Ś

wiatło było małe i nie otulało 

ciepłem, a jednak w pomieszczeniu było ciepło - bo ci

ą

gle byli 

w  nim  ludzie,  którzy  tu  przychodzili  ze  swoimi  troskami  i 
rado

ś

ciami,  którzy  czuli  si

ę

  tu  bezpiecznie.  Mo

Ŝ

na  było 

podej

ść

  tak  blisko,  jak  si

ę

  chciało,  bez  obawy  przed 

poparzeniem.  Wa

Ŝ

ne  było  trwanie  -  mo

Ŝ

liwo

ść

  zatrzymania 

si

ę

 

wsłuchania 

siebie.  

 
Celem  jego  blasku  nie  było  błyszczenie,  czy  roz

ś

wietlanie 

ciemno

ś

ci, jego celem było o

ś

wietlanie czego

ś

 wa

Ŝ

niejszego, 

odkrywanie pewnej Tajemnicy. 

Ś

wiatło poprzez swój blask nic 

nie  zakrywało,  ale  te

Ŝ

  nie  było  nachalne,  pozwalało 

przychodz

ą

cym  do

ś

wiadcza

ć

  tajemnicy,  mimo  wieczornego 

mroku  pozwalało  czu

ć

  si

ę

  bezpiecznie,  mimo  blasku  dnia 

zawsze  było  w  tym  samym  miejscu.  Dziecko  odkryło,  co

ś

czego  do  tej  pory  nie  znało  -  to  była  pewno

ść

Ŝ

e  co

ś

  jest 

stałe, 

Ŝ

zawsze 

tam 

jest.  

 
Niewa

Ŝ

ne  było,  czy  pomieszczenie  było  pełne  słonecznego 

ś

wiatła  wdzieraj

ą

cego  si

ę

  przez  okna,  czy  na  zewn

ą

trz 

panowała  czarna  noc, 

ś

wiatło  zawsze  tam  było  i  zawsze, 

niezmiennie  było  takie  samo.  Mo

Ŝ

liwo

ść

  pokonania  l

ę

ku 

płynie  z  pewno

ś

ci, 

Ŝ

e  kto

ś

  jest,  zawsze  i  niezmiennie,  po 

prostu jest...  

Agnieszka Kozak 

Wiewiórka Zuzia i je

Ŝ

yk 

 

background image

W pi

ę

knym lesie mieszkała sobie mała wiewiórka Zuzia. Miała 

swoj

ą

  przytuln

ą

  mała  dziupl

ę

  w  pi

ę

knym  starym  d

ę

bie 

niedaleko  małej  polanki.  Najbardziej  Zuzia  lubiła  pi

ę

kn

ą

 

kolorow

ą

  jesie

ń

,  pełn

ą

  cudownych,  pachn

ą

cych  sło

ń

cem 

pomieszanym  z  ciepłym  deszczem,  li

ś

ci.  Jesie

ń

  w  tym  lesie 

miała  w  sobie  co

ś

  magicznego,  budziła  w 

Ŝ

ywej  i  wiecznie 

aktywnej  Zuzi  jak

ąś

  dziwn

ą

,  niewypowiedzian

ą

  t

ę

sknot

ę

...  

 
Pewnego  razu  Zuzia  usłyszała  niespokojny  szelest  li

ś

ci  tu

Ŝ

 

pod swoim drzewem. Szybko zbiegła na dół i zobaczyła mał

ą

 

naje

Ŝ

on

ą

  igiełkami  kulk

ę

,  która  w  ogóle  si

ę

  nie  poruszała  - 

pomy

ś

lała, 

Ŝ

e to wiatr przywiał tutaj t

ę

 kulk

ę

, przyjrzała si

ę

 jej 

przez  chwil

ę

,  po  czym  wróciła  do  swojej  dziupli.  Po  jakim

ś

 

czasie szelest  li

ś

ci  powrócił,  a  wraz  z  nim  słycha

ć

 było  ciche 

poj

ę

kiwanie.  Szybciutko  zbiegła  na  dół  -  nie  zobaczyła  nic 

nowego,  poza  kolczast

ą

  kulk

ą

  -  czy

Ŝ

by  to  z  niej  wydobywały 

si

ę

  ciche  poj

ę

kiwania?  Zuzia  postanowiła  zatrzyma

ć

  si

ę

  na 

dłu

Ŝ

sz

ą

  chwil

ę

  przy  kulce.  Siedziała  cichutko,  prawie  bez 

ruchu,  wsłuchana  w  bicie  swojego  serduszka.  Po  dłu

Ŝ

szej 

chwili,  kiedy  łapki  zacz

ę

ły  jej  dr

ę

twie

ć

  zobaczyła, 

Ŝ

e  kulka 

powoli  si

ę

  otwiera  i  wynurza  si

ę

  z  niej  mały  czarny  nosek  i 

bystre  oczka,  Zuzia  a

Ŝ

  podskoczyła  z  zaskoczenia  -  niestety 

kula natychmiast si

ę

 zwin

ę

ła, poj

ę

kuj

ą

c z cicha. Zuzia odkryła, 

Ŝ

e kulka jest 

Ŝ

ywa! To nie była kolczasta piłka, któr

ą

 przywiał 

wiatr, ale jakie

ś

 stworzenie, które samo tu przydreptało, ale z 

jakiego

ś

  powodu  nie  mogło  porusza

ć

  si

ę

  dalej  i  teraz  le

Ŝ

ało 

skulone, 

chc

ą

si

ę

 

schowa

ć

 

przed 

innymi.  

 
Zuzia  bardzo  chciała  pozna

ć

  to  zwierz

ą

tko,  ale  czuła  te

Ŝ

Ŝ

jest  bardzo  przestraszone,  skoro  tak  zwija  si

ę

  całe  w  kł

ę

bek, 

kiedy  podeszła  bli

Ŝ

ej  wyczuła, 

Ŝ

e  stworzenie  całe  dr

Ŝ

y. 

Chciała  mu  jako

ś

  pomóc,  doda

ć

  otuchy,  przytuli

ć

  i 

powiedzie

ć

Ŝ

e  nie  musi  si

ę

  ba

ć

  jej,  Zuzi!  Ale  było  tam 

mnóstwo  małych  igiełek,  które  chroniły  dost

ę

pu  do 

background image

stworzonka. Postanowiła uzbroi

ć

 si

ę

 w cierpliwo

ść

 - słowo jej 

obce,  bo  zawsze  była 

Ŝ

yw

ą

  i  lubi

ą

c

ą

  szybko  działa

ć

 

wiewiórk

ą

. Pobiegła do swojej dziupli i przyniosła z niej troch

ę

 

mleka w skorupce od orzeszka i poło

Ŝ

yła je w odległo

ś

ci około 

metra  od  stworzonka.  Gło

ś

no  powiedziała, 

Ŝ

e  to  mleko  dla 

niego  i  pobiegła  do  swoich  przyjaciół.  Kiedy  wróciła 
nast

ę

pnego  dnia  skorupka  po  mleku  była  opró

Ŝ

niona,  a 

zwierz

ą

tko było nadal zwini

ę

te w tym samym miejscu, leciutko 

zadr

Ŝ

ało  słysz

ą

c  szelest  li

ś

ci  i  zbli

Ŝ

aj

ą

c

ą

  si

ę

  Zuzi

ę

.  Znowu 

przyniosła mleko i nalała go do skorupki - kiedy wróciła mleko 
było  wypite,  a  skorupka  była  przysuni

ę

ta  do  zwierz

ą

tka  na 

wyci

ą

gni

ę

cie  jego  małej  łapki.  Zuzia  kolejnego  dnia  nalała 

znowu  mleka  i  poło

Ŝ

yła  orzeszka  blisko  nowego  przyjaciela, 

kiedy  przyszła  do  niego  wieczorem  za

ś

piewała  mu  kilka 

ulubionych  kołysanek,  które 

ś

piewała  jej  mama  i  zapewniła, 

Ŝ

e  je

ś

li  stworzonko  czego

ś

  potrzebuje,  to  ona  mu  ch

ę

tnie 

pomo

Ŝ

e,  ale  sama  si

ę

  nie  domy

ś

li...  Martwiło  j

ą

  delikatne 

poj

ę

kiwanie 

zwierz

ą

tka...  

 
Po  tygodniu  jej  cierpliwo

ść

  została  wynagrodzona  -  kiedy 

przyszła  z  mlekiem  o  zwykłej  porze,  zobaczyła  małe  bystre 
oczka  z  niepokojem  wpatruj

ą

ce  si

ę

  w  opiekunk

ę

,  delikatnie  i 

powoli  podeszła  do  je

Ŝ

yka  (od  przyjaciół  dowiedziała  si

ę

Ŝ

takie zwierz

ą

tko to je

Ŝ

yk) i zapytała go czy co

ś

 go boli. Je

Ŝ

yk 

odsłonił  swój  mi

ę

kki  brzuszek,  na  którym  nie  było  kolców. 

Zuzia  a

Ŝ

  podskoczyła,  gdy  zobaczyła  paskudny,  ropiej

ą

cy 

cier

ń

  poni

Ŝ

ej  małego  bij

ą

cego  serduszka  je

Ŝ

yka.  Musiał  tam 

by

ć

  bardzo  długo,  a  je

Ŝ

yk  miał  za  krótkie  łapki,  by  go 

dosi

ę

gn

ąć

 i wyci

ą

gn

ąć

, poza tym liczył, 

Ŝ

e mo

Ŝ

e cier

ń

 sam si

ę

 

wysunie, je

ś

li b

ę

dzie długo chodził po szeleszcz

ą

cych li

ś

ciach 

i  mi

ę

kkim  mchu  w  lesie...  Niestety  nic  to  nie  dało,  a  rana 

wokół  ciernia  ropiała  i  bolała  coraz  bardziej,  a  on  czuł  si

ę

 

coraz  bardziej  samotny,  pozostaj

ą

c  ze  swoim  bólem.  Zuzia 

była  wstrz

ąś

ni

ę

ta  tym  co  zobaczyła  -  je

Ŝ

yk,  który  tak  dobrze 

background image

chronił si

ę

 przed 

ś

wiatem za pomoc

ą

 swoich kolców - krył pod 

nimi  paskudn

ą

  ropiej

ą

c

ą

  ran

ę

,  która  powodowała  ogromny 

ból.  Nikt  nie  mógł  mu  pomóc,  bo  wszyscy  podchodz

ą

c  za 

blisko  musieli  sami  do

ś

wiadczy

ć

  bólu  dotykaj

ą

c  jego  kolców, 

nikt  wi

ę

c  nie  wiedział,  co  kryje  w 

ś

rodku  kolczasta  kulka.  

 
Postanowiła  mu  pomóc  -  przyniosła  ciepł

ą

  wod

ę

,  opatrunki  i 

delikatnie, ale  stanowczo zabrała si

ę

  do pracy.  Wiedziała, 

Ŝ

wyci

ą

gni

ę

cie  ciernia  b

ę

dzie  bardzo  bolało,  ale  te

Ŝ

  wiedziała, 

Ŝ

e  tylko  wyczyszczenie  rany  i  wyrzucenie  tego  paskudztwa 

pozwoli  je

Ŝ

ykowi  znowu  swobodnie  biega

ć

  po  lesie. 

Wiewiórka  zacisn

ę

ła  z

ę

by,  zaparła  si

ę

  łapkami  i  wyci

ą

gn

ę

ła 

cier

ń

!  Je

Ŝ

yk  zaskowytał  z  bólu  i  zemdlał.  Zuzia  okropnie  si

ę

 

wystraszyła, ale zebrała si

ę

 w sobie i przemyła ran

ę

, z której 

s

ą

czyła  si

ę

  stara,  brudna  krew  i  ropa.  Wyci

ą

gni

ę

cie  ciernia 

było dopiero pocz

ą

tkiem zdrowienia - rana była stara i bardzo 

ę

boka, potrzebowała czasu, by si

ę

 oczy

ś

ci

ć

, potrzebne były 

delikatne  łapki  wiewiórki,  by  codziennie  zmienia

ć

  opatrunki. 

Zuzia dzielnie przychodziła do je

Ŝ

yka, oczyszczała ran

ę

, cho

ć

 

czasami martwiło j

ą

 to, 

Ŝ

e widziała grymas bólu na pyszczku 

zwierz

ą

tka.  Zabawiała  go  rozmow

ą

,  opowiadała  o  swoich 

le

ś

nych  przyjaciołach, 

ś

piewała  piosenki  do  snu.  Je

Ŝ

yk 

zawsze  cierpliwie  znosił  zabiegi,  które  serwowała  mu 
wiewiórka,  mimo  tego, 

Ŝ

e  czasami  zaciskał  z

ę

by  z  bólu. 

Wiedział, 

Ŝ

e  potem  zawsze  przychodziło  ukojenie,  czuł, 

Ŝ

wiewiórka  podchodz

ą

c  ka

Ŝ

dego  dnia  bli

Ŝ

ej  nie  przynosiła 

zagro

Ŝ

enia tylko ulg

ę

. Lubił jej słucha

ć

, nie czuł przy niej l

ę

ku, 

a kiedy jej nie było, odkrywał lekkie kłucie w okolicy serduszka 
- nauczył si

ę

 t

ę

skni

ć

 za kim

ś

, kto stał si

ę

 wa

Ŝ

ny w jego 

Ŝ

yciu.  

 
Zuzi

ę

 dziwiło to, 

Ŝ

e je

Ŝ

yk nie miał swojego imienia. Nikt nigdy 

nie  nazywał  go  inaczej  jak  tylko  je

Ŝ

ykiem.  Mo

Ŝ

e  dlatego, 

Ŝ

nigdy z nikim nie rozmawiał dłu

Ŝ

ej ni

Ŝ

 mał

ą

 chwil

ę

, do nikogo 

si

ę

 nie zbli

Ŝ

ył, wychodził tylko noc

ą

, a w ci

ą

gu dnia lubił le

Ŝ

e

ć

 

background image

zwini

ę

ty  w  kulk

ę

,  bo  jak  mówiła  mama,  to  go  chroniło  przed 

innymi  zwierz

ę

tami.  Ale  odkrył, 

Ŝ

e  przed  Zuzi

ą

  nie  musi  i  nie 

chce  si

ę

  chroni

ć

,  mimo  tego, 

Ŝ

e  czyszczenie  rany  było 

czasami takie bolesne - zawsze w ko

ń

cu dawało ulg

ę

. Bardzo 

lubił  słucha

ć

  opowie

ś

ci  Zuzi,  a  ona  uwielbiała  jego  spokój  i 

m

ą

dre  rady,  lubiła  przekomarza

ć

  si

ę

  z  nim  i 

Ŝ

artowa

ć

.  Dni 

mijały,  rana  si

ę

  goiła,  a  zwierz

ą

tka  uczyły  si

ę

  i  odkrywały 

znaczenie  dwóch  m

ą

drych  słów:  cierpliwo

ść

  i  wytrwało

ść

.  

 
Dzi

ę

ki  tym  magicznym  słowom  Zuzia  zrozumiała,  co  znaczy 

by

ć

  wiernym  mimo  tego, 

Ŝ

e  widzi  si

ę

  cierpienie  na  twarzy 

kogo

ś

,  kogo  si

ę

  kocha...  Je

Ŝ

yk  zrozumiał, 

Ŝ

e  do  zbudowania 

zaufania potrzebne jest odkrycie siebie, 

Ŝ

e trzeba pozwoli

ć

 by 

ten drugi mógł podej

ść

 dostatecznie blisko...