background image

Dotychczas ukazały się:
Powszechna historia nikczemności 

Księga piasku 

Twórca 

Raport Brodiego 

Dalsze dociekania 

Pamięć Szekspira

Jorge Luis Borges

przy współpracy

Margarity Guerrero

KSIĘGA ISTOT ZMYŚLONYCH

Przełożyła Zofia Chądzyńska
Prószynski i S-ka
Warszawa 2000

Tytuł oryginału: „El libro de los seres imaginarios” (1967)
© Maria Kodama y Emece Editores, SA., 1995 Ali rights reserved
Podstawa wydania: Jorge Luis Borges con Margarita Guerrero, „El libro de los seres imaginarios”, 

Alianza Editorial, Madrid 1999

Konsultant wydania: Adam Elbanowski

Redaktor prowadzący serię: Maria Domańska

Redakcja: Maria Domańska

Redakcja techniczna: Anna Troszczyńska

Korekta: Jadwiga Piller

Łamanie: Elżbieta Rosińska

ISBN 83-7255-740-3

background image

2

Prolog
Treść  tej  książki  usprawiedliwiałaby  włączenie  Hamleta,  kropki,  akapitu,  powierzchni, 

nadprzestrzeni, wszelkich klasyfikacji, być może każdego z nas, a także bogów. W sumie - niemal 

wszechrzeczy.  Ograniczyliśmy się  jednak  do  tego,  co  bezpośrednio  wiąże  się  z  pojęciem  „istot 

zmyślonych”;  jest  to  kompilacja,  podręcznik  mówiący  o  dziwnych  stworach,  jakie  w  czasie  i 

przestrzeni poczęła ludzka wyobraźnia.
Nie  umiemy zdefiniować  smoka,  tak  jak  nie  umiemy  zdefiniować  wszechświata,  ale  jest  coś w 

wizerunku smoka, co odpowiada ludzkiej  wyobraźni  i  tłumaczy pojawienie się smoka pod różnymi 

szerokościami geograficznymi i w rozmaitych epokach.
Książka tak zamierzona z konieczności nie może ogarnąć wszystkiego; każde nowe wydanie staje 

się zalążkiem wydań przyszłych, które mogą mnożyć się w nieskończoność.
Prosimy  ewentualnych  czytelników  z  Kolumbii  czy  Paragwaju,  aby  nam  przekazywali  nazwy, 

wiarygodny  opis  oraz  informacje  o  najbardziej  charakterystycznych  obyczajach  potworów   ze 

swych okolic.
Jak wszelkie miscellanea, jak niewyczerpane tomy Roberta Burtona, Frazera czy tez Pliniusza, tak 

i  „Księga  istot  zmyślonych”  nie  powinna  być  czytana  jednym  ciągiem.  Pragnęlibyśmy,  żeby 

zainteresowani  wędrowali  po  niej  jak  ktoś,  kto  bawi  się  zmianą  obrazów   i  kształtów   w 

kalejdoskopie.
Liczne są źródła tej silvae rerum; podajemy je w  każdym  rozdziale. Prosimy o wyrozumiałość, jeśli 

bezwiednie coś opuściliśmy.
J. L. B.
M. G. 
Martinez, wrzesień 1967
A Bao A Qu
Aby  obejrzeć  najwspanialszy  na  świecie  widok,  należy  wspiąć  się  na  najwyższe  piętro  Wieży 

Zwycięstwa  w  Chitorze.  Jest  tam  okrągły  taras,  z  którego  widać  cały horyzont.  Na  taras  wiodą 

spiralne schody, ale zapuszczają się tam jedynie ci, którzy nie wierzą w następującą legendę:
Na  schodach  Wieży  Zwycięstwa  mieszka  od  zarania  dziejów  A  Bao  A Qu,  wrażliwy  na  zalety 

ludzkiej duszy. Spoczywa na pierwszym  stopniu pogrążony w  letargu, a budzi się tylko wtedy, gdy 

ktoś  wstępuje  na  schody.  Zbliżanie  się  obcych  wlewa  weń  życie  i  zapala  w  nim  wewnętrzne 

światło.  Jednocześnie  ciało  jego  i  niemal  przezroczysta  skóra  zaczynają  drgać.  Kiedy  ktoś 

wchodzi  na  schody,  A Bao A Qu  wiesza  mu  się  u  pięt  i  podąża  za  nim,  czepiając  się  brzegów 

nierównych stopni, wydeptanych przez całe pokolenia pielgrzymów.  Gdy tak pokonuje  stopień po 

stopniu,  rośnie  jego  ciepłota,  udoskonala  się  jego  forma,  a  światło,  jakim  promieniuje,  staje  się 

coraz jaśniejsze.  Świadectwem  wrażliwości A Bao A Qu  jest fakt,  że dopiero na ostatnim  stopniu 

przybiera  właściwy  sobie  kształt,  jeśli  osoba  wchodząca  osiągnęła  najwyższy  stopień  rozwoju 

duchowego.  W  przeciwnym  razie  A  Bao  A  Qu  ogarnia  jakby  paraliż,  ciało  jego  przestaje  się 

formować i niedokończone, w  nieokreślonym  kolorze, migocze  niepewnym  blaskiem. A Bao A Qu 

cierpi,  nie  mogąc osiągnąć pełnej  postaci, i  jego  ledwie  dosłyszalna  skarga  przypomina  szelest 

jedwabiu. Ale kiedy kobieta bądź mężczyzna, którzy go ożywili, są przepełnieni czystością, A Bao 

A Qu dochodzi do ostatniego stopnia już całkowicie uformowany, roztaczając wokół żywe, błękitne 

światło.  Ten  zwrot  ku  życiu  jest  bardzo  ulotny,  bo  kiedy pielgrzym  zstępuje  w  dół,  A Bao  A Qu 

stacza się wraz z nim  i opada aż do pierwszego stopnia, gdzie zgaszony i  bezkształtny oczekuje 

następnego  przybysza.  Właściwie  zobaczyć  go  można  tylko  w  połowie  schodów,  gdzie  jego 

rozciągliwe  jak  macki  ciało,  które  pomaga  mu  w   tej  wspinaczce,  zaczyna  się  wyraźnie 

zarysowywać.  Niektórzy  twierdzą,  że  patrzy  całym  ciałem,  a  w   dotyku  przypomina  skórkę 

brzoskwini. Przez wieki A Bao A Qu jeden jedyny raz osiągnął doskonałość.
Kapitan Burton  notuje legendę o A Bao A Qu w  komentarzu do swego przekładu „Księgi  tysiąca i 

jednej nocy”.

background image

3

Abtu i Anet
Według  mitologii  egipskiej  Abtu  i  Anet  to  dwie  identyczne  święte  ryby,  pływające  przed  okrętem 

boga słońca Ra, aby uprzedzać go o każdym  niebezpieczeństwie. W dzień okręt płynie po niebie 

ze wschodu na zachód, w nocy pod ziemią w odwrotnym kierunku.
Amfisbena
W”Pharsalii”  Lukana  wymienione  są  wszystkie  prawdziwe  i  wymyślone  węże,  na  jakie  żołnierze 

Katona natknęli się w pustyniach Afryki. Znajdują się tam:
Dipsady srogie w pragnieniu w upale 
I Amphisbaena z niemi dwoygłowiasty 
I Pływacz wodny; y strzelcowie z drzewa 
I co dwie nogi Pareada miewa

1

.

Niemal  to  samo  pisze  Pliniusz,  który  dodaje,  że  jedna  głowa  nie  wystarczała  Amfisbenie,  by 

pozbyć się całego  swego jadu. Encyklopedia  „Tesoro” Brunetto  Latiniego,  którą ten autor polecał 

swemu dawnemu uczniowi w siódmym kręgu Piekła, jest mniej sentencjonalna, lecz jaśniejsza: 
 „Amfisbena jest wężem  o  dwóch głowach: jedna tkwi  na  zwykłym  miejscu,  druga  zaś w  ogonie; 

obiema może gryźć, pełza szybko, a jego ślepia błyszczą niby świece”

2

. W XVII wieku sir Thomas 

Browne  stwierdził,  że  każde  zwierzę  ma  górę,  dół,  przód,  tył,  lewą  i  prawą  stronę,  i  zaprzeczył 

istnieniu Amfisbeny, mającej dwa przody. Amfisbena znaczy po grecku: idąca w  dwóch kierunkach. 

Na Antylach i  w  niektórych regionach Ameryki  określa się tym  imieniem  gada, którego popularnie 

zwie się dobie andadora (dwukierunkowcem), „dwugłowym  wężem” lub „matką mrówek”, mówi się 

bowiem, że karmią go mrówki. Mówi się także, iż przepołowiony zrasta się.
Pliniusz sławi również właściwości lecznicze Amfisbeny.

Anioły Swedenborga
Przez  ostatnie  dwadzieścia  pięć  lat  swego  pracowitego  żywota  znamienity  filozof  i  uczony, 

Emanuel  Swedenborg  (1688-1772), mieszkał  w  Londynie. A że Anglicy nie są nazbyt rozmowni, 

nabrał  codziennego  zwyczaju  rozmawiania  z  demonami  i  aniołami.  Bóg  pozwolił  mu  na 

odwiedzenie  innego  świata i  na  poznanie  jego  mieszkańców. Chrystus powiedział, że aby dusza 

mogła  dostać  się  do  Nieba,  musi  być  sprawiedliwa.  Swedenborg  dodał,  że  powinna  być 

inteligentna.  Później  Blake uściślił,  że musi być artystyczna. Anioły Swedenborga to dusze, które 

wybrały Niebo. Nie potrzebują stów; wystarczy, że jeden anioł pomyśli o drugim, by ten znalazł się 

przy  nim.  Dwoje  ludzi,  którzy  się  kochali  na  ziemi,  tworzy jednego  anioła.  W  ich  świecie  rządzi 

miłość.  Każdy anioł  jest Niebem. Kształt anioła  wyznacza doskonała istota  ludzka;  podobnie jest 

również z kształtem  Nieba. W  którąkolwiek  stronę świata spoglądają anioły - na północ, południe, 

wschód  czy  zachód  -  zawsze  patrzą  w  oblicze  Boga.  Są  boskie;  ich  największą  rozkoszą  jest 

modlitwa  i  roztrząsanie  problemów   teologicznych.  Sprawy  ziemskie  są  symbolami  spraw 

niebieskich.  Słońce  jest  odpowiednikiem  Bóstwa.  W  Niebie  nie  istnieje  czas;  wygląd  rzeczy 

zmienia  się  w  zależności  od  stanu  ducha.  Szaty  aniołów   nabierają  blasku  stosownie  do  ich 

inteligencji.  W  Niebie  dusze  bogaczy  są  zasobniejsze  od  dusz  biedaków,  jako  że  bogaci 

przyzwyczajeni  byli  do  dobrobytu.  Przedmioty,  sprzęty,  miasta  są  bardziej  konkretne,  bardziej 

złożone  w   Niebie  niż  na  Ziemi;  kolory  są  bardziej  urozmaicone,  intensywniejsze.  Anioły 

pochodzenia  angielskiego  skłaniają  się  ku  polityce;  żydowskiego  -  ku  handlowi  biżuterią; 

niemieckiego - dźwigają opasłe tomy, które studiują, zanim  udzielą jakiejkolwiek odpowiedzi. Jako 

że muzułmanie przyzwyczajeni  są do czczenia Mahometa, Bóg ofiarował im  anioła podobnego do 

Proroka. Ubodzy duchem  i  asceci  nie  są  dopuszczani  do  rozkoszy rajskich, gdyż nie  umieliby z 

nich korzystać.

1

 IX,CXXVII, przekład Wojciecha Chróścińskiego, Oliwa 1690  (Przyp. tłum.)

2

 Por. Brunetto Latini, „Skarbiec wiedzy” („O wężu z dwiema głowami”) PIW, Warszawa 1992. (Przyp. red:)

background image

4

Antylopy sześcionożne
Mówi  się,  że koń boga Odyna, Sleipnir, jest obdarzony (lub obciążony) ośmioma nogami. Jest on 

szarej  maści  i  potrafi  poruszać  się  po  ziemi,  w   powietrzu  i  po  piekle.  Zgodnie  z  pewnym 

syberyjskim  mitem pierwotne antylopy posiadały sześć nóg. Wobec takiej przewagi dogonienie ich 

było  sprawą  trudną,  a  raczej  niemożliwą.  Boski  myśliwy Tunk-poj  skonstruował  specjalne  płozy 

zrobione  ze  świętego  drzewa  (objawionego  mu  przez  szczekanie  psa),  które  nieustannie 

skrzypiało.  Płozy również  skrzypiały,  ale  niosły z szybkością  strzały;  ażeby jakoś ograniczyć ich 

pęd,  myśliwy musiał  przyczepić  do  nich  kliny  zrobione  z  innego  magicznego  drzewa.  Tunk-poj 

gonił  antylopę  po  całym  firmamencie.  Wreszcie  ta,  zmordowana,  padła  na  ziemię,  a  Tunk-poj 

odciął jej tylne nogi.
-  Ludzie  są  co  dzień  mniejsi  i  słabsi  - powiedział.  -  Jakże  będą  mogli  upolować  sześcionożną 

antylopę, jeśli nawet ja ledwie tego dokonałem?
Od tej pory antylopy stały się czworonogami.

Bahamut
Sława  Bahamuta  dotarła  do  pustyń  Arabii,  gdzie  ludzie  zmienili  i  uświetnili  jego  obraz.  Z 

hipopotama czy też słonia zrobili go rybą na bezdennych wodach; na rybie umieścili byka, na byku 

górę z rubinów, na górze anioła, na  nim  sześć piekieł, na piekłach Ziemię, a nad  Ziemią  siedem 

sklepień niebieskich. Oto co można przeczytać w tradycyjnym opisie Lane’a:
Bóg stworzył  Ziemię; żeby miała na czym  się oprzeć, pod ziemią stworzył anioła. Ale anioł też nie 

miał  oparcia,  więc  pod  jego  nogi  wsunął  rubinową  skałę;  ponieważ  skała  nie  miała  oparcia, 

stworzył  byka o czterech  tysiącach oczu,  uszu, nozdrzy,  pysków,  języków  i  stóp; ale byk  nie miał 

oparcia, stworzył więc rybę imieniem  Bahamut, pod którą umieścił wodę, pod wodą zaś ciemność - 

i tylko do tego punktu sięga ludzka wiedza.
Inni głoszą, że Ziemia wspiera się na wodzie, woda na skale, skała na czole byka, byk  na piasku, 

piasek  na  Bahamucie,  Bahamut  na  dławiącym  wietrze,  dławiący  wiatr  na  mgle;  nie  jest 

powiedziane, na czym wspiera się mgła.
Bahamut jest tak  olbrzymi i  tak lśniący, że oczy ludzkie nie  mogą znieść jego widoku.  Wszystkie 

morza  planety nie  zajęłyby więcej  miejsca  w  dziurce  jego  nosa  niż ziarnko  gorczycy na pustyni. 

Czterysta dziewięćdziesiątej  szóstej nocy w  „Księdze tysiąca i jednej nocy” mówi się o tym, że Isa 

(Jezus)  dostąpił  łaski  ujrzenia  Bahamuta, że  dostąpiwszy jej upadł  zemdlony i  przez trzy dni  nie 

odzyskiwał przytomności. Dodaje się, że pod tą niewymiernie wielką rybą jest morze, pod morzem 

powietrzna otchłań, pod nią ogień, a pod ogniem  wąż o imieniu Falak, w  którego paszczy znajduje 

się piekło.
Umieszczenie skały na byku, byka na Bahamucie i Bahamuta na czymkolwiek innym  jest ilustracją 

kosmologicznego dowodu na istnienie  Boga,  wedle którego każda  przyczyna wymaga przyczyny 

poprzedzającej i  zapowiada konieczność potwierdzenia pierwszej przyczyny wszechrzeczy, ażeby 

nie dojść do nieskończoności.
Baldanders
Baldanders  (którego  imię  można  tłumaczyć:  „odmienny”  lub  „już  nie  ten  sam”)  został 

zasugerowany  mistrzowi  szewskiemu  Hansowi  Sachsowi  z  Norymbergi  przez  ów   fragment 

„Odysei”, kiedy to Menelaus ściga egipskiego  boga Proteusza, który przemienia  się w  lwa,  węża, 

panterę, olbrzymiego dzika, drzewo i wodę. Hans Sachs zmarł w  1576 roku; po dziewięćdziesięciu 

latach  Baldanders  objawił  się  ponownie  w   VI  księdze  fantastyczno  łotrzykowskiej  powieści 

Grimmeishausena  „Przygody  Simplicissimusa”.  Protagonista  napotyka  w  lesie  kamienny posąg, 

który uznaje za bożka z jakiejś starej germańskiej świątyni. Dotyka go, na co posąg się odzywa, że 

jest  Baldandersem,  po  czym  przybiera  postać  ludzką,  postać  dębu,  prosięcia,  kiełbasy,  pola 

koniczyny,  łajna,  kwiatu,  kwitnącej  gałęzi,  krzaku  morwowego,  jedwabnej  materii  i  wielu  innych 

rzeczy  oraz  istot,  a  w  końcu  znów  postać  człowieka.  Udaje,  że  nauczy  Simplicissimusa  sztuki 

„rozmowy z przedmiotami  z natury swojej  niemymi,  jak  na  przykład  krzesła lub ławki, garnki  lub 

dzbanki”; zmienia się również w  sekretarza i pisze te stówa z Objawienia świętego Jana ,Jam  jest 

Alfa  i  Omega,  początek  i  koniec”,  będące  kluczem  do  zaszyfrowanego  dokumentu,  w  którym 

background image

5

zostawia bohaterowi instrukcje. Baldanders dodaje, że jego herbem  (podobnie jak godłem Turków, 

tyle że bardziej prawomocnie) jest niestały księżyc.
Baldanders jest  potworem  zmiennym,  potworem  w  czasie.  Tytułową  stronę  pierwszego  wydania 

powieści  Grimmeishausena  ozdabia  rysunek  istoty  z  głową  satyra,  torsem  mężczyzny, 

rozpostartymi ptasimi  skrzydłami  i  rybim  ogonem, która jedną nogą kozy i  jednym  szponem  sępa 

depcze stos masek, mogących przedstawiać wszystkie kolejne jej wcielenia. U  pasa ma miecz, w 

rękach  zaś otwartą  książkę  z podobiznami  korony, żaglowca,  kieliszka,  wieży,  dziecka,  kości  do 

gry, czapki z dzwoneczkami i armaty.
Banshee
Ponoć nikt  jej  nigdy nie  widział;  jest  nie  tyle formą,  ile  jękiem  zakłócającym  noce  mieszkańcom 

Irlandii  i (według „Letters on  Demonology and Witchcraft” sir Waltera  Scotta) nękającym  również 

górskie  okolice Szkocji.  Pod oknami  domów  obwieszcza śmierć któregoś z członków  rodziny,  ale 

tym  przywilejem  zaszczyca  tylko  rody  czystej  krwi  celtyckiej,  bez  żadnej  domieszki  łacińskiej, 

skandynawskiej czy saksońskiej. Banshee  można  usłyszeć również w  Walii  i  Bretanii. Należy do 

istot czarodziejskich. Jej lamenty określa się nazwą keening.
Barometz
Roślinny baranek  z Tatarii,  znany jako  Barometz  lub  Lycopodium  barometz, albo  widłak  chiński, 

jest  rośliną  w  kształcie  baranka,  porośniętą  złotawymi  włoskami.  Wspiera  się  na  czterech  lub 

pięciu korzeniach; wszelka zieleń w  jej  pobliżu usycha, ona zaś kwitnie. Obcięta - wydziela sok o 

krwistym  zabarwieniu.  Uwielbiana  jest  przez  wilki.  Sir  Thomas  Browne  opisuje  ją  w  III  księdze 

„Pseudodoxia  Epidemica” (London  1646).  Inne  potwory  są  kombinacjami  odmian  lub  gatunków 

zwierzęcych; Barometz to połączenie królestwa roślinnego ze zwierzęcym.
W  związku z tym  przypomnijmy sobie  mandragorę, która  wyrwana  krzyczy jak  człowiek,  a  także 

smutny las samobójców  w  jednym  z kręgów  Piekła, gdzie z poranionych pni sączy się krew  i słowa 

jednocześnie,  i  owo  drzewo  wyśnione  przez  Chestertona,  które  pożarłszy  ptaki,  wijące  w  jego 

gałęziach gniazda, wiosną miast liśćmi okryło się piórami.
Bazyliszek
Z  biegiem  stuleci  bazyliszek  stawał  się  coraz  brzydszy i  coraz straszliwszy,  aż  wreszcie  został 

całkowicie zapomniany. Imię jego znaczy: „mały król”. Dla Pliniusza Starszego („Historia naturalna” 

VIII, 33) bazyliszek był wężem z jaśniejszą plamą na głowie w  kształcie korony. Od średniowiecza 

jest  to  czworonogi  kogut,  w  koronie,  o  żółtym  upierzeniu,  z  wielkimi  kolczastymi  skrzydłami  i 

ogonem  węża,  zakończonym  hakiem  lub  też drugą  kogucią  głową.  Zmiana obrazu  odbija  się  w 

zmianie imienia; Chaucer w  XIV wieku używa nazwy basilicock. Szkice ilustrujące  „Serpentum  et 

Draconum” Aldrovandiego  pokazują  go  pokrytego  łuską,  a  nie  piórami,  i  obdarzonego  ośmioma 

nogami

3

.

Nie  zmienia  się  natomiast  jego  śmiercionośne  spojrzenie.  Wzrok  Gorgon  przemienia  żywych  w 

kamienie. Według Lukana, z krwi jednej z nich: 
Kraj tak niepłodny y nie urodzayny 
Bierze w się krople Meduziney juchy 
I deszcz przyimuie dotąd nie zwyczayny 
Gdy go w grunt upal gwałtem wpiera suchy
Ztąd rodzay Wężów, y gadzin nie tayny

4

.

Bazyliszek  mieszka  na  pustyni,  ściśle:  tworzy pustynię.  U  jego  nóg  ptaki  padają  martwe,  gniją 

owoce, woda rzek, z których pije, pozostaje na wieki zatruta. Pliniusz stwierdza, że spojrzenie jego 

3

 Według  Eddy Młodszej  osiem nóg  miał  również  koń  Odyna. (Przyp. aut.)Meduzy, narodziły  się  wszystkie  węże 

libijskie: Aspid, Amfisbena, Amodyt i Bazyliszek. Mowa o tym jest w IX księdze „Pharsalii”:

4

 CXXV, przekład Wojciecha Chróścińskiego, Oliwa 1690. (Przyp. tłum.)

background image

6

rozsadza  kamienie  i  wypala  zieleń.  Jedynie  łasica  zdolna  jest  go  zabić  swoim  zapachem;  w 

średniowieczu  twierdzono,  że  zabija  go  również  pianie  koguta.  Doświadczeni  podróżni 

zaopatrywali  się  w  koguty,  kiedy  mieli  przejeżdżać  przez  nieznane  okolice.  Inną  bronią  było 

zwierciadło, ponieważ bazyliszka zabijało jakoby jego własne lustrzane odbicie.
Chrześcijańscy  encyklopedyści  odrzucali  mityczne  opowieści  „Pharsalii”,  usiłując  racjonalnie 

wyjaśnić  pochodzenie  bazyliszka.  (Nie  mogli  w  niego  nie  wierzyć,  Wulgata  bowiem  tłumaczy 

hebrajskie słowo cefa - nazwę jadowitego gada - słowem bazyliszek). Największe uznanie zyskała 

sobie  hipoteza  o  nieforemnym  i  źle  poczętym  jaju,  które  zniósł  kogut,  a  wysiedział  wąż  lub 

ropucha. W XVII  wieku sir Thomas Browne uznał tę hipotezę za równie niewiarygodną jak samego 

bazyliszka. W owych latach Quevedo napisał romancę „Bazyliszek”, w której czytamy:
Jeśli żyw nadal ten, co cię ujrzał, 
Cała twoja historia jest kłamstwem, 
Jeśli przeto nie umarł - nie zna ciebie, 
A jeśli umarł - nic nie wyzna.

Behemoth
Na  cztery  wieki  przed  erą  chrześcijańską  Behemoth  był  wyolbrzymieniem  słonia  czy  też 

hipopotama  lub  zniekształconą  i  zatrważającą  wersją  obu  tych  zwierząt:  teraz  jest  tylko 

dziesięcioma przesławnymi  wersetami (Hiob XL, 10-19) i  tym, co te wersety z sobą niosą. Reszta 

jest dysputą lub też filologią.
Słowo  „Behemoth”  jest  w  liczbie  mnogiej.  Według  filologów  chodzi  o  wzmożoną  liczbę  mnogą 

hebrajskiego  b’hemah,  co  znaczy  „bestia”.  Jak  powiedział  brat  Luis  de  Leon  w  swoim  dziele 

„Exposición del Libro de Job”: „Behemoth jest słowem  hebrajskim oznaczającym bestie. Zgodnie z 

mniemaniem  uczonych  chodzi  tu  o  słonia  nazwanego  tak  z powodu  swej  niezwykłej  wielkości, 

która zaobserwowana u pojedynczego zwierza odnosi się do wielu”.
Jako ciekawostkę przypominamy, że w  pierwszym  wierszu oryginalnego tekstu Genesis hebrajskie 

imię  Boga Elohim  jest w  liczbie mnogiej,  jakkolwiek  czasownik, który się do niego  odnosi, jest w 

liczbie  pojedynczej  („Na  początku  Bogowie  stworzył  niebo  i  ziemię”),  i  że  ta  forma  została 

nazwana pluralis maiestatis.
A oto wersety o Behemocie:
10. Oto Behemoth, któregom uczynił z tobą, będzie jadł siano jako wół.
11. Moc jego w biodrach jego, a siła jego w pępku brzucha jego.
12. Rusza ogonem swym jako cedrem, żyły jąder jego są powikłane.
13. Kości jego jako piszczele miedziane, chrzęstki jego jako blachy żelazne.
14. On jest początkiem dróg Bożych, który go uczynił, przyłoży miecz swój.
15. Temu góry trawę rodzą, wszytkie bestie polne grać tam będą.
16. Pod cieniem sypia, w tajniku trzciny i na miejscach wilgotnych.
17. Zakrywają cienie cień jego, ogarną go wierzby potoku.
18. Oto wypije rzekę, a nie zadziwi się, a ma nadzieję, że się Jordan wleje w gębę jego.
19. Oczyma swymi jako wędą bierze ji, a na palach przekole nozdrze swoje’.

Burak
Pierwszy werset  XVII  sury Koranu  brzmi, jak  następuje:  „Chwała  Temu,  który przeniósł  swojego 

sługę nocą z meczetu świętego do  meczetu dalekiego, którego otoczenie pobłogosławiliśmy,  aby 

background image

7

mu pokazać niektóre nasze znaki”

5

. Komentatorzy twierdzą, że pochwalony ma być Bóg, że sługą 

jest Mahomet, świętym  meczetem  jest Mekka, odległym  zaś Jerozolima  i że  z Jerozolimy Prorok 

został  przeniesiony  do  siódmego  nieba.  We  wcześniejszych  wersjach  legendy  Mahometa 

prowadził  człowiek  bądź też anioł;  w  późniejszych  mówi  się  o  jakimś  niebiańskim  wierzchowcu, 

większym  niż  osioł,  mniejszym  niż  muł.  Tym  wierzchowcem  jest  Burak,  co  znaczy:  świetlisty. 

Według  Burtona,  angielskiego  tłumacza  „Księgi  tysiąca  i  jednej  nocy”,  indyjscy  muzułmanie 

przedstawiają Buraka z ludzką twarzą, uszami osła, tułowiem konia i ogonem pawia.
Jedna  z tradycji  islamskich  mówi,  że  Burak,  opuszczając  Ziemię,  wywrócił  dzban  wody.  Prorok 

został  przeniesiony  do  siódmego  nieba,  w  drodze  rozmawiał  ze  wszystkimi  patriarchami  oraz 

aniołami,  jacy tam  mieszkają; przekroczył  Jedność i  poczuł  chłód, który  mu  zmroził  serce,  kiedy 

ręka Pana spoczęła na jego ramieniu. Czasu ludzkiego nie można porównywać z czasem boskim; 

po powrocie Prorok podniósł dzban, z którego nie wylała się ani kropla wody.
Islamista  hiszpański  Miguel Asin  y Palacios mówi  o  trzynastowiecznym  mistyku z Murcji, który w 

alegorii  zatytułowanej „Libro del  nocturno viaje hacia  la Majestad del  mas Generoso” przedstawił 

Buraka jako symbol boskiej miłości. W innym tekście mówi o Buraku jako o „czystości intencji”.
Centaur
Centaur  jest  najbardziej  harmonijnym  stworzeniem  w  zoologii  fantastycznej.  W  „Przemianach” 

Owidiusza  jest  on  dwupostaciowy,  ale  można  bez  trudu  zapomnieć  o  jego  heterogenicznym 

charakterze  i  uznać,  że  w   świecie  form  platońskich  istnieje  archetyp  centaura,  podobnie  jak 

archetyp  człowieka  czy  też  konia.  Odkrycie  owego  archetypu  wymagało  wieków;  prymitywne 

starożytne posągi ukazują nagiego mężczyznę, do którego jest niezdarnie doczepiony koński  zad. 

Na zachodnim  frontonie  świątyni  Zeusa  w  Olimpii  centaury mają już końskie nogi; tam,  skąd się 

powinna wyłaniać szyja zwierzęcia, wyrasta tors mężczyzny.
Centaury  zostały  poczęte  przez  Iksjona,  króla  Tesalii,  i  chmurę,  której  Zeus  nadał  postać  Hery. 

Inna legenda głosi, że są synami Apollina. (Mówiono również, że nazwa centaura wywodzi się od 

słowa  gandharua  -  w   mitologii  wedyjskiej  nazywano  tak  pomniejszych  bogów,  powożących 

rumakami  Słońca).  Jako  że  Grecy  z  okresu  Homera  nie  znali  jazdy  konnej,  prawdopodobnie 

pierwszy nomada, jakiego ujrzeli, wydał im  się wraz z koniem  całością; istnieje przypuszczenie, że 

dla  Indian  centaurami  byli  również  żołnierze  Pizarrą  i  Cortesa.  William  H.  Prescott  pisze  o 

wypadku, jaki zdarzył się jednemu z jeźdźców:
...spadł  on  z konia,  co  tak  zdumiało  barbarzyńców,  nie  przygotowanych  na  rozdzielenie  się  na 

dwie  polowy  tego,  co  wyglądało  na  jedną  istotę,  że  skonsternowani  cofnęli  się,  pozostawiając 

chrześcijanom wolną drogę do okrętów

6

.

Gdyby nie  to, być może wyrżnęliby chrześcijan do nogi. Ale  Grecy, w  odróżnieniu od  Indian,  byli 

już oswojeni z końmi; prawdopodobnie więc centaur był obrazem  przemyślanym, nie zaś pomyłką 

zrodzoną z niewiedzy.
Najpopularniejsza  z legend  o centaurach  opowiada  o zwadzie z Lapitami,  którzy zaprosili  ich na 

wesele. Goście nie znali wina i  w  trakcie uczty pijany centaur obraził pannę młodą i wywrócił stół, 

czym  zapoczątkował  słynną  centauromachię,  którą  Fidiasz  czy  też  jeden  z  jego  uczniów  miał 

uwiecznić  na  Partenonie,  Owidiusz  zaś  opiewać  w   XII  księdze  „Przemian”,  i  która  miała 

zainspirować  Rubensa.  Centaury,  zwyciężone  przez  Lapitów,  musiały  uciekać  z  Tesalii.  W 

następnej walce Herakles poraził strzałami cały ich ród, który wyginął.
Centaur  symbolizuje  gniew   i  nieokrzesane  barbarzyństwo,  ale  Chiron,  „najsprawiedliwszy  z 

centaurów”  („Iliada”  XI,  832),  był  mistrzem  Achillesa  i  Eskulapa,  nauczył  ich  sztuki  muzycznej, 

sztuki  wojennej,  myślistwa,  medycyny  i  chirurgii.  Chiron  wymieniony  jest  w  XII  pieśni  „Piekła” 

powszechnie  znanej  jako „Pieśń  centaurów”. Ciekawi  mogą  się wiele na  ten temat dowiedzieć z 

wnikliwych przypisów Momigliana do wydania „Boskiej Komedii” z 1945 roku.

5

 Przekład Józefa Bielawskiego, PIW, Warszawa 1986. (Przyp. red.)

6

 „Podbój Peru”, przekład Franciszka Bartkowiaka, PIW, Warszawa 1969. (Przyp. tłum.)

background image

8

Pliniusz  wyznaje,  że  widział  hipocentaura  zakonserwowanego  w   miodzie,  którego  przysłano 

cesarzowi z Egiptu.
W  „Uczcie  siedmiu  mędrców”  Plutarch  opowiada  z  humorem,  że  jeden  z  pasterzy  Periandra, 

tyrana  z  Koryntu,  przyniósł  w  skórzanej  sakwie  niemowlę  zrodzone  przez klacz,  którego  twarz, 

szyja  i  ramiona  były  ludzkie,  reszta  zaś  końska.  Płakało  jak  dziecko,  co  wszyscy  uznali  za  zły 

omen. Mędrzec Tales popatrzył nań, roześmiał się i powiedział do Periandra, że trudno pochwalać 

zachowanie się jego pasterzy. Lukrecjusz w  V księdze poematu „O  naturze rzeczy” stwierdza, że 

centaur nie może istnieć, gatunek koński bowiem  osiąga dojrzałość wcześniej niż ludzki, tak więc 

po  trzech  latach  centaur  byłby  dojrzałym  koniem  i  ledwie  gaworzącym  dzieciątkiem.  Taki  koń 

zmarłby pół wieku wcześniej niż człowiek.
Cerber
Jeżeli  piekło  jest  domem,  domem  Hadesa,  to  jest  rzeczą  naturalną,  że  strzeże  go  pies.  Jest 

również rzeczą  naturalną, że  psa  wyobraża się  jako  potwora. „Teogonia” Hezjoda przypisuje  mu 

pięćdziesiąt  głów, lecz dla  wygody sztuk  pięknych  zredukowano je do  trzech,  która to  liczba jest 

ogólnie  znana.  Wergiliusz  zaznacza,  że  Cerber  ma  również  trzy  gardziele.  Owidiusz  pisze  o 

potrójnym  szczekaniu.  Samuel  Butler porównuje trzy korony tiary papieża, stróża nieba, z trzema 

głowami  psa,  stróża  piekieł  („Hudibras”  IV,  2).  Dante  obdarza  go  cechami  ludzkimi,  które  tylko 

potęgują  jego  piekielną  naturę:  czarna,  niechlujna  broda,  palce  zakończone  pazurami,  które 

podczas deszczu wyrywają dusze z ciał potępionych. Cerber gryzie, szczeka i szczerzy kły.
Wyciągnięcie  Cerbera  na  światło  dzienne  było  ostatnią  z  prac  Heraklesa.  Osiemnastowieczny 

pisarz angielski Zachary Grey w komentarzu do „Hudibrasa” tak opisuje to zdarzenie:
Ów  trzyglowy  pies  zna  przeszłość,  teraźniejszość  i  przyszłość,  które,  jak  mówią,  wchłaniają  i 

pożerają  wszystko.  To,  iż  został  zwyciężony  przez  Heraklesa,  dowodzi,  że  bohaterskie  czyny 

zwyciężają czas i pozostają w pamięci potomnych.
Według  dawniejszych  tekstów  Cerber  wita  ogonem  w  postaci  węża  tych,  którzy  wchodzą  do 

piekła,  a  pożera  tych,  którzy  usiłują  z  niego  wyjść.  Późniejsza  tradycja  każe  mu  gryźć również 

przychodzących; aby go udobruchać, do trumny zmarłego wkładano placek na miodzie.
Zgodnie z mitologią skandynawską, okrwawiony pies Garmr, który pilnuje krainy umarłych, będzie 

walczył  z bogami,  gdy wilki  piekielne  pożrą  Słońce  i  Księżyc.  Niektórzy twierdzą,  że  ma czworo 

oczu, również czworo oczu mają psy Jamy, bramińskiego boga śmierci.
Zarówno braminizm, jak  i  buddyzm  mówią o  piekle  pełnym  psów,  na wzór  dantejskiego  Cerbera 

będących katami dusz.
Chimera
Pierwsza wzmianka o Chimerze znajduje się w  VI  księdze „Iliady”. Napisano tam, że jest boskiego 

rodowodu, że z przodu jest lwem, pośrodku kozą, z tyłu zaś wężem. Z paszczy jej bucha ogień, a 

śmierć,  tak  jak  to  zostało  przepowiedziane  przez  bogów,  zadaje  jej  przepiękny  Bellerofont,  syn 

Glauka.  Głowa  lwa,  brzuch  kozy,  ogon  zaś węża  to  najprostsza  interpretacja  stów  Homera,  ale 

„Teogonia”  Hezjoda  wyposaża  ją  w  trzy  głowy  i  tak  została  uwieczniona  w  słynnym  posągu  z 

Arezzo, pochodzącym  z V wieku. W połowie ciała znajduje się głowa kozy, na jednym końcu głowa 

lwa, na drugim - węża.
W  VI  księdze „Eneidy” pojawia  się  znowu  Chimera  „zbrojna w  płomienie”;  komentarz  Serwiusza 

Honorata  stwierdza,  że  zdaniem  wszystkich autorytetów  potwór ten  pochodził  z Licji,  w  której  to 

okolicy jest  wulkan  noszący jego  imię.  U  stóp  wulkanu  pełno  jest  węży,  na  porośniętych  łąkami 

zboczach  pasą  się  kozy,  z  wierzchołka  buchają  płomienie  i  tam  właśnie  mają  swe  jaskinie  lwy. 

Chimera  jest  jakby  metaforą  tego  dziwnego  wzniesienia.  Przedtem  Plutarch  sugerował,  że 

Chimera  była  nazwiskiem  kapitana  piratów,  który na  swym  statku  kazał  wymalować  lwa,  kozę  i 

żmiję.
Te absurdalne rozważania dowodzą, że Chimera już wtedy nudziła ludzi. Chętniej upatrywali w  niej 

metaforę,  niż  próbowali  ją  sobie  wyobrażać.  Była  zbyt  heterogeniczna:  lew,  koza  i  wąż  (w 

niektórych tekstach: smok) nie nadawały się do połączenia w  jedno zwierzę. Z czasem  „Chimera” 

przerodziła się w  „chimeryczność”. Słynne pytanie Rabelais’go  o to, czy Chimera kołysząca się w 

pustce  może  pożreć  ukryte  zamiary,  wyraźnie  wskazuje  na  tę  zmianę.  Niespójna  forma  znika, 

background image

9

słowo zaś pozostaje i oznacza coś niemożliwego. Fałszywa idea, wyobrażenie próżne lub szalone 

- oto określenia, jakie można obecnie znaleźć w słowniku.

Chronos czy Herakles
Traktat  „Quaestiones  de  primis  principiis”  neoplatonika  Damaskiosa  przypomina  dziwną  wersję 

teogonii i kosmogonii orfickiej, w której Chronos czy też Herakles jest potworem.
Według  Hieronima  i  Hellanika  (jeżeli  nie  są  oni  tą  samą  osobą)  doktryna  orficka  uczy,  że  na 

początku była  woda i  błoto i  że  z tego  uformowała się ziemia. Te dwa pierwiastki  były pierwsze: 

woda  i  ziemia. Z nich  powstał  trzeci, skrzydlaty smok,  mający z przodu  głowę  byka, z tyłu  głowę 

lwa,  a  pośrodku  twarz  boga;  nazwano  go  Chronosem,  który się  nie  starzeje,  albo  Heraklesem. 

Jednocześnie  powstała  Potrzeba,  czyli  Nieuchronność,  która  sięgnęła  krańców  Wszechświata... 

Smok,  Chronos,  wydał  z siebie  potrójne  nasienie: wilgotny Eter,  nieograniczony Chaos i  mglisty 

Ereb.  Pod  nimi  położył  jajo,  z którego  miał  się  wylęgnąć świat. Ostatnim  pierwiastkiem  miał  być 

bóg wcielony w  kobietę i mężczyznę, ze złotymi skrzydłami na plecach i byczymi łbami po bokach, 

z olbrzymiej wielkości smokiem na głowie, na kształt wszelkich bestii...
Ponieważ to, co przesadne, i to, co monstrualne, jest bardziej  charakterystyczne dla Wschodu niż 

dla Grecji, Walter Kranz przypisuje tym zmyśleniom pochodzenie orientalne.
Czarodziejki
Magicznie  wtaczają  się  w  ludzkie sprawy, a ich  imię  kojarzy się  z łacińskim  słowem  fatum.  Mówi 

się,  że  czarodziejki  są  najliczniejsze,  najpiękniejsze  i  najwybitniejsze  z  pomniejszych  bóstw.  Ich 

istnienie  nie ogranicza  się  do określonego  miejsca lub  określonej  epoki. Dawni Grecy, Eskimosi  i 

czerwonoskórzy Indianie snują przypowieści o herosach, którzy zdobyli miłość tych fantastycznych 

istot.  Takie  przygody  nie  są  bezkarne:  gdy  wróżka  raz  zaspokoi  swe  namiętności,  może 

kochankowi zadać śmierć.
W Irlandii i Szkocji opowiada się, że mieszkają pod ziemią, gdzie więżą dzieci i dorosłych, których 

uprowadziły. Ludzie wierzą, że wykopane z pól groty ich strzał mają niezawodną moc uzdrawiania.
Czarodziejki  lubią  kolor zielony, muzykę i  śpiew.  W końcu  XVII  wieku pewien szkocki  duchowny, 

wielebny Robert Kirk z Aberfoyle, zebrał wieści o nich w  traktacie „The Secret Commonwealth”. W 

1815 roku sir Walter Scott podał ten rękopis do druku. O wielebnym  Kirku mówi się, że pochwyciły 

go czarodziejki za to, iż ujawnił ich tajemnice.
Na  morzach włoskich  powstają miraże,  mylące  i  gubiące  żeglarzy;  jest to  zjawisko  fatamorgany 

(od imienia wróżki Morgany).
Demony judaistyczne
Pomiędzy  światem  ciała  a  światem  ducha  judaistyczny  przesąd  umieścił  nieokreśloną  strefę 

zamieszkaną przez anioły i  diabły. Poznanie  ich liczby przekraczało możliwości arytmetyki. Egipt, 

Babilonia i Persja wzbogaciły z biegiem  czasu ów  fantastyczny „międzyświat”. Może (jak sugeruje 

Trachtenberg) z powodu wpływów  chrześcijaństwa demonologia, a więc nauka o demonach, miała 

mniejsze znaczenie niż angelologia, czyli nauka o aniołach.
Wymieńmy jednak Ketewa Meriri, władcę Popołudniowej Pory i Upalnego Lata. Kiedyś spotkały go 

dzieci  idące  do  szkoły:  prócz  dwojga,  wszystkie  umarły.  W  XIII  wieku  żydowska  demonologia 

wypełniła się intruzami łacińskimi, francuskimi  i  niemieckimi, które w  końcu pomieszały się z tymi, 

jakie zaludniają Talmud.
Demony Swedenborga
W  dziełach  sławnego  szwedzkiego  wizjonera  Emanuela  Swedenborga czytamy, że demony (tak 

jak anioły) nie są gatunkiem  samym  w  sobie, lecz pochodzą  od człowieka.  Są to jednostki, które 

po śmierci wybierają  Piekło.  Nie są  szczęśliwe wśród  bagien,  lasów, pustyń, osad  nawiedzanych 

przez  ogień,  wśród  lupanarów,  mrocznych  gąszczy,  ale  w   Niebie  byłyby  jeszcze  bardziej 

nieszczęśliwe.  Czasami  z wysokości  dochodzi  do  nich  promień  niebiańskiego  światła;  demony 

odczuwają  je  jako  dotkliwe  oparzenie  i  ohydny  odór.  Myślą,  że  są  piękne,  ale  wiele  z  nich  ma 

oblicza  potworów  lub  zamiast  nich  bezkształtne  fragmenty ciała.  Żyją we  wzajemnej  nienawiści, 

background image

10

nie unikają chwytania za broń; jeżeli się łączą, to tylko po to, by zniszczyć kogoś innego lub siebie 

nawzajem.  Bóg  nie  pozwala  ani  ludziom,  ani  aniołom  rysować  map  Piekła,  ale  wiemy,  że  w 

ogólnych zarysach jest ono  mniej  więcej podobne do form  demona. Najstraszniejsze, najbardziej 

okrutne piekła leżą na zachodzie.
Dwa stwory metafizyczne
Tajemnica źródeł idei  dorzuca zoologii fantastycznej dwa ciekawe stwory, z których jeden powstał 

w połowie XVIII wieku, drugi o wiek później.
Pierwszy  to  obdarzony  czuciem  posąg  Condillaca.  Kartezjusz  głosił  doktrynę  idei  wrodzonych. 

Etienne  Bonnot  de Condillac,  chcąc tę  doktrynę obalić, wymyślił marmurowy posąg, zrobiony na 

wzór ludzkiego ciała - schronienie duszy pozbawionej zarówno zdolności percepcji, jak i myślenia. 

Condillac  obdarzył  swój  posąg  tylko  jednym  zmysłem:  powonieniem  -  zmysłem  najmniej  ze 

wszystkich  złożonym.  Początkiem  biografii  posągu  jest  zapach  jaśminu;  przez  chwilę  we 

Wszechświecie nie ma nic prócz tego zapachu, może nawet owa woń jest Wszechświatem, który 

w  chwilę potem  stanie się zapachem  róży, później  goździka. Niech świadomość posągu odbierze 

jeden  z  tych  zapachów  -a  będziemy  mieli  uwagę;  niech  nadal  odczuwa  woń,  kiedy  już  zniknął 

bodziec zapachowy - a będziemy mieli pamięć; niech w  pamięci posągu znajdą się dwa wrażenia, 

obecne  i  poprzednie  -  a  będziemy  mieli  porównanie;  niech  zacznie  odbierać  podobieństwa  i 

różnice  - a będziemy mieli osąd; niech porównanie i osąd powtórzą się raz jeszcze - a będziemy 

mieli  refleksję;  niech  jakieś  miłe  wspomnienie  będzie  silniejsze  niż  niemiłe  -  a  będziemy  mieli 

wyobraźnię.  Po  zdolności  rozumienia  wyłoni  się  wola,  miłość  i  nienawiść  (przyciąganie  i 

odpychanie),  nadzieja  i  lęk.  Zrozumienie  przebycia  wielu  etapów  obdarzy  posąg  abstrakcyjną 

świadomością  ilości;  to,  że  się  było  zapachem  jaśminu,  a  jest  się  zapachem  goździka  - 

świadomością własnego „ja”.
Potem  autor  wyposaży  swego  hipotetycznego  człowieka  w  słuch,  smak,  wzrok,  a  wreszcie  w 

dotyk.  Ten  ostatni  zmysł  wyjawi  mu  istnienie  przestrzeni  i  fakt,  że  w  tej  przestrzeni  jest  on 

zamknięty  w   ciele;  przed  tym  etapem  dźwięki,  zapachy,  kolory  wydawały  mu  się  zwykłymi 

wariantami lub modyfikacjami świadomości.
Opowiedziana  wyżej  alegoria  nazywa  się  „Traite  de  sensations”  i  pochodzi  z 1754  roku;  w  tej 

notatce wykorzystaliśmy dane zawarte w drugim tomie „Histoire de la philosophie” Brehiera.
Innym  stworzeniem,  które  zaistniało  w  związku  z  problemem  świadomości,  jest  hipotetyczne 

zwierzę  Lotzego.  Bardziej  samotne  niż  posąg  wąchający  róże,  który  ostatecznie  staje  się 

człowiekiem,  owo  stworzenie  nie  ma  skóry,  tylko  ruchomy  czuły  punkt  na  końcu  jednej  jedynej 

anteny.  Budowa  wzbrania  mu,  jak  widać,  jednoczesnych  percepcji.  Lotze  uważa,  że  zdolność 

wydłużania i skracania anteny wystarcza, by to zwierzę, niemal całkowicie pozbawione kontaktów 

z otoczeniem, odkryło świat zewnętrzny (bez pomocy Kaniowskich  kategorii  czasu i  przestrzeni) i 

odróżniało przedmiot ruchomy od nieruchomego. Fikcję tę wychwala Hans Vaihinger; odnotowuje 

ją Lotze w dziele „Medizinische Psychologie” z 1852 roku.
Dżiny
Zgodnie z tradycją  islamu Allah  stworzył  trzy odmienne gatunki  stworzeń  myślących:  anioły -  ze 

światła,  dżiny  -  z  ognia,  i  ludzi  -  z  prochu.  Niektórzy  twierdzą,  że  dżiny  powstały  z  ciemnego 

bezdymnego  ognia  na  dwa  tysiące  lat  przed  Adamem,  ale  ich  ród  nie  doczeka  dnia  Sądu 

Ostatecznego. Zakarija al-Qaswini określa je jako „duże zwierzęta powietrzne o przejrzystym  ciele, 

zdolne  przybierać  najrozmaitsze  kształty”.  Z  początku  ukazują  się  jako  chmury  albo  strzeliste 

niewyraźne słupy; później,  zależnie od  własnej  woli,  przyjmują  postać człowieka,  szakala,  wilka, 

lwa,  skorpiona  czy  żmii.  Niektóre  z  nich  są  wierzące,  inne  to  heretycy  lub  ateusze.  Zanim 

zdepczemy gada,  musimy w  imieniu  Proroka  prosić go,  by się  wycofał;  zabić go  wolno  dopiero 

wtedy, gdy nie posłucha naszej prośby. Mogą one przechodzić przez mur lub fruwać w  powietrzu, 

mogą  też stać się  niewidzialne. Często  dolatują do  niższego  Nieba,  gdzie podsłuchują rozmowy 

aniołów   o  przyszłych  wydarzeniach,  co  pozwala  im  potem  pomagać  magom  i  wróżbiarzom. 

Niektórzy uczeni przypisują im  wybudowanie piramid lub też - z rozkazu Salomona, syna Dawida, 

który znal Wszechpotężne Imię Boga - świątyni w Jerozolimie.
Z  tarasów,  dachów  i  balkonów  rzucają  w  ludzi  kamieniami  oraz  mają  w  zwyczaju  porywać  co 

piękniejsze kobiety. Ażeby uniknąć ich rozbojów, należy wymówić imię  Litościwego i Miłosiernego 

background image

11

Allaha.  Zamieszkują  przeważnie  ruiny,  opuszczone  domostwa,  cysterny,  rzeki  i  pustynie. 

Egipcjanie twierdzą, że to one wywołują burze piaskowe i że spadające gwiazdy to pociski przeciw 

złośliwym dżinom.
Ich ojcem i wodzem jest Eblis (Iblis).

Elfy
Elfy są pochodzenia germańskiego. Niewiele  wiemy o ich  wyglądzie zewnętrznym  prócz tego, że 

są drobne i zgryźliwe. Kradną bydło i  dzieci, lubują się również w  pomniejszych złośliwościach. W 

Anglii  słowo  elflock  (loki  elfa)  służy  do  określenia  kołtuna  uważanego  za  sprawkę  elfów. 

Anglosaskie  zaklęcie  przypisuje  im  również diabelską  zdolność wypuszczania  z dużej  odległości 

maleńkich żelaznych strzał, które nie zostawiając śladu na skórze, powodują bóle newralgiczne. W 

języku niemieckim  istnieje słowo Alp (koszmar), które etymologowie wywodzą od elfów, jako że w 

średniowieczu popularna była wiara, iż elfy ugniatają piersi śpiących, powodując senne koszmary.
Eloje i Morloki
Bohater młodzieńczej  powieści  Herberta Wellsa „The Time Machine”  („Wehikuł  czasu”,  1895) na 

pokładzie  jakiegoś sztucznego środka lokomocji udaje  się  w  nieznaną  przyszłość. Odkrywa  tam, 

że  rodzaj  ludzki  podzielił  się  na  dwa  gatunki:  Elojów,  arystokratów  wrażliwych  i  delikatnych, 

zamieszkujących  wspaniałe  ogrody i  żywiących  się  owocami,  i  Morioków,  podziemny proletariat, 

który  na  skutek  pracy  w  ciemnościach  oślepi  i  kierowany  silą  nawyku  obsługuje  pordzewiałe 

maszyny, do niczego już nie służące. Studnie z krętymi schodami  łączą ze sobą te dwa światy. W 

bezksiężycowe noce Morloki wydostają się na powierzchnię i pożerają Elojów.
Bohaterowi udaje się uciec i powrócić do teraźniejszości. Jako jedyną zdobycz przywozi nieznany, 

zwiędnięty kwiat, który rozpada się w proch i który zakwitnie dopiero za wiele tysięcy lat.
Fasastitokalon
Średniowiecze  przypisywało  Duchowi  Świętemu  stworzenie  dwóch  ksiąg:  pierwszą  z  nich,  jak 

wiadomo,  była  Biblia,  drugą  -  Wszechświat,  w  którego  stworzeniach  ukryte  były  nauki  moralne. 

Aby  wyjaśnić  ów  fakt,  kompilowano  bestiaria  i  physiologi.  Przytaczamy  tu  w  skrócie  tekst  z 

pewnego bestiarium anglosaskiego:
W  pieśni  tej  będę  mówił  także  o  potężnym  wielorybie.  Jest  on  groźny  dla  wszystkich  żeglarzy. 

Owemu mieszkańcowi  przestworzy morskich  nadano  imię  Fastitokalon.  Wygląda  jak  chropowaty 

kamień  pokryty piaskiem. Marynarze często  biorą go za  wyspę. Na  swych statkach o strzelistych 

dziobach  przybijają  do  owej  fałszywej  ziemi  i  schodzą  na  ląd  nieświadomi  niebezpieczeństwa. 

Rozbijają obóz, zapalają ognisko i zmęczeni  usypiają. Wtedy zdrajca zanurza się w  wody oceanu; 

opada ku głębinom, pozwalając, by statek i ludzie pogrążyli się w  odmętach śmierci. Nieraz z jego 

pyska  wydobywają  się  przepiękne  zapachy,  które  wabią  ryby  morskie.  Wpływają  one  w   jego 

gardziel i wieloryb zamyka paszczę, by je pożreć. Tak to demon pociąga nas do Piekła.
Tę  samą  opowieść  znaleźć  można  w  „Księdze  tysiąca  i  jednej  nocy”,  w  legendzie  o  świętym 

Brendanie i w  „Raju utraconym” Miliona, który mówi o wielorybie śpiącym  na spienionych falach u 

brzegów Norwegii.

Fauna chińska
Oto lista przedziwnych stworzeń znajdująca  się  w  „T’ai-p’ing kuang-ci” (Spis dokonany w  okresie 

pokoju i dobrobytu), skompletowana w 978 roku, opublikowana zaś w 981:
Ciang-liang - ma tygrysi łeb, ludzką twarz, długie członki, cztery kopyta i węża pomiędzy zębami.
Cz’ou-t’i - ma głowę po każdej strome ciała. Mieszka na zachód od Czerwonej Wody.
Mieszkańcy  Cz’uan-t’ou - mają ludzką głowę, skrzydła nietoperza  i ptasi  dziób. Jadają  wyłącznie 

surowe ryby.
Siao - jest  podobny do  sowy, ale ma ludzką twarz, ciało  małpy i ogon psa. Jego obecność wróży 

nadejście dotkliwej suszy.

background image

12

Sing-sing - są podobne  do  małp. Mają białe twarze i  szpiczaste uszy. Chodzą na  dwóch nogach, 

jak ludzie, i wspinają się na drzewa.
Sing-t’ien  -  są  pozbawione  głów,  które  straciły  na  zawsze  w   walce  z  bogami.  Mają  oczy 

umieszczone  na  piersiach,  za  usta  zaś  służy  im  pępek.  Brykaja  i  skaczą  po  pustkowiach, 

wymachując siekierą i tarczą.
Ryba hua czyli latający rybowąż - ma wygląd ryby z ptasimi skrzydłami. Jego pojawienie się wróży 

suszę.
Górski huej - wygląda  jak  pies z ludzką twarzą. Jest bardzo skoczny i  porusza się  z szybkością 

strzały.  Dlatego  panuje  przekonanie,  że  jego  pojawienie  się  wróży  tajfuny.  Na  widok  człowieka 

wybucha szyderczym śmiechem.
Mieszkańcy  Krainy  Długorękich  - dotykają rękami  ziemi.  Żywią  się rybami  zbieranymi  na  brzegu 

morza.
Ludzie  Morscy  - mają  ręce i  głowy ludzkie, ciało zaś i  ogon rybie. Wypływają  na powierzchnię w 

czasie burzy.
Muzykalny  Wąż  -  ma  głowę  węża  i  cztery  skrzydła.  Jego  głos  podobny  jest  do  dźwięków 

wydawanych przez Muzykalne Kamienie.
Ping-feng - zamieszkuje krainę Magicznych Wód, wygląda jak czarne prosię, ale ma głowy na obu 

końcach ciała.
Koń Niebiański - jest jak biały pies z czarnym łbem, ma mięsiste skrzydła i może fruwać.
W  kraju  Niezwykłych  Rąk  ludzie  mają  jedną  rękę  i  troje  oczu.  Są  niesłychanie  zręczni  i  robią 

latające karoce, w których podróżują pośród wichrów.
Ti-ciang  -  to nadprzyrodzony ptak  zamieszkujący Góry  Niebiańskie.  Jest  czerwony,  sześcionogi, 

czteroskrzydły, ale nie ma ani twarzy, ani oczu.

Fauna Stanów Zjednoczonych
W  żartobliwej  mitologii  drwali  z  Wisconsin  i  Minnesoty  występują  dziwaczne  stwory,  w  których 

istnienie z pewnością nikt nie wierzył.
Hidebehind  (Tyłokryj)  -  zręcznie  kryje  się  za  czyimiś plecami  i  choćby  się  człowiek  najszybciej 

obracał,  zawsze  będzie  miał  go  za  sobą,  dlatego  też  nikt  go  nigdy nie  widział,  mimo  że  zabił  i 

pożarł wielu drwali.
Roperite  (Linowiec)  -  zwierzę  wielkości  kucyka,  z  dziobem  podobnym  do  sznura,  za  którego 

pomocą chwyta najśmiglejsze króliki.
Teakettler (Czajniczak) - zawdzięcza imię wydawanemu przez siebie odgłosowi, który przypomina 

bulgotanie  wody  w  czajniku.  Z  pyska  wypuszcza  dym,  chodzi  tyłem  i  nieczęsto  pozwala  się 

oglądać.
Axehandle  Hound (Siekieropies) - ma  łeb  w  formie  ostrza  siekiery,  tułów  w  kształcie  jej  trzonka, 

prostokątne nogi i jada wyłącznie uchwyty od toporów

7

.

Spośród  ryb  z  tych  okolic  znane  są  Upland  Trouts  (Latające  Pstrągi)  -  wiją  one  gniazda  na 

drzewach, znakomicie fruwają, boją się natomiast wody.
Istnieje jeszcze Goofang  (Głuptak Zębiasty), który pływa tyłem, żeby woda nie dostała mu się do 

oczu, i „jest zbliżony wielkością do samogłowa, tyle że sporo od niego większy”.
Nie  zapominajmy o  ptaku  Goofus  Bird  (Kapryśnik Głupkowaty),  który  buduje  gniazdo  dnem  do 

góry, a fruwa do tyłu, gdyż nie obchodzi go, dokąd leci, tylko gdzie był.

7

 Nawiązanie do postaci Paula  Bunyana, legendarnego drwala z  folkloru północnoamerykańskiego, który dzięki swej 

ogromnej sile stworzy} m.in. Wielki Kanion i Góry Skaliste. (Przyp. red.)

background image

13

Gillygaloo  (Niezdarnik  Goździkowaty)  wije  gniazda  na  zboczach  słynnej  Pyramid  Forty’.  Znosi 

kwadratowe jaja, ażeby nie toczyły się i nie tłukły. Drwala gotowali te jaja, a potem  używali ich do 

gry w kości.
Pinnacie  Grouse  (Kuropatwa Wieżowa) ma jedno  skrzydło, pozwalające  jej  latać tylko  w  jednym 

kierunku; krąży ona  bez końca  wokół  stożkowatego wzgórka. Upierzenie jej  zmienia  się zależnie 

od pory roku i od miejsca, skąd się ją obserwuje.

Feniks
Porzez rnonumentalne podobizny, kamienne piramidy i mumie Egipcjanie poszukiwali wieczności; 

jest zrozumiałe, że w  ich kraju powstał mit cyklicznego, nieśmiertelnego ptaka, chociaż późniejsze 

opracowanie  tego  mitu  jest  dziełem  Greków  i  Rzymian.  Adolf  Erman  pisze,  że  w   mitologii  z 

Heliopolis Feniks (Beriu) jest królem jubileuszów  i długich okresów  czasu; w  przesławnym  akapicie 

Herodot  (II,  73)  z pewnym  sceptycyzmem  cytuje  pierwotną  wersję  legendy:  Jest  nadto  jeszcze 

inny święty ptak, któremu na imię Feniks. Ja go wprawdzie nie widziałem inaczej niż na malowidle, 

bo  przylatuje  do Egipcjan  bardzo  rzadko,  co  pięćset  lat,  jak  mówią  Heliopolici: twierdzą  zaś,  że 

pojawia  się  wtedy,  gdy  mu  ojciec  umrze.  Jeżeli  istotnie  jest  taki  jak  jego  podobizna,  to  ma 

następującą  wielkość  i  wygląd:  część  jego  upierzenia  jest  barwy  złotej,  inna  część  barwy 

czerwonej,  a  co  do  ogólnych  zarysów  i  wielkości  najbardziej  podobny  jest  do  orła.  Ten  ptak 

obmyśla rzecz następującą, jak oni opowiadają, ale ja nie mogę w  to uwierzyć. Nadlatuje z Arabii, 

przynosi swego ojca, spowitego w  mirrę, do świątyni Heliosa i tam  go grzebie. Przynosi zaś w  ten 

sposób:  naprzód  lepi  z  mirry  jajo  tak  wielkie,  jakie  zdoła  unieść,  potem  próbuje  je  nieść,  a  po 

dokonanej  próbie wydrąża jajo i wkłada w  nie  swego ojca, po czym  inną mirrą zalepia to miejsce 

jaja,  gdzie  je  wydrążył  i  włożył  ojca;  gdy  ojciec  tam  spocznie,  jajo  jest  tak  samo  ciężkie  jak 

przedtem.  Zalepiwszy  więc  jajo,  zanosi  ojca  do  Egiptu  do  świątyni  Heliosa.  To  więc,  jak 

opowiadają, ptak ten czyni

8

.

Około  pięciu  wieków  później  Tacyt  i  Pliniusz  podjęli  tę  cudowną  legendę.  Pierwszy  słusznie 

zauważył,  że wszystko, co  starożytne,  kryje  w  sobie tajemnice, ale że  tradycja wyliczyła  przerwy 

między kolejnymi  pojawieniami się Feniksa na tysiąc czterysta sześćdziesiąt  jeden lat („Roczniki” 

VI, 28). Pliniusz także badał chronologię Feniksa i odnotował (X, 2), że według Maniliusza żyje on 

przez  okres  roku  platońskiego,  czyli  Wielkiego  Roku.  Rok  platoński  to  czas,  jakiego  potrzebują 

Słońce,  Księżyc  i  pięć  planet,  aby  wrócić  na  miejsce,  skąd  wyruszyły.  Tacyt  w  „Dialogu  o 

mówcach” wylicza, że trwa on dwanaście tysięcy dziewięćset dziewięćdziesiąt cztery zwykłe  lata. 

Starczymi  wierzyli,  że  po  zakończeniu  tego  długiego  cyklu  astronomicznego  historia 

Wszechświata  dokładnie  się  powtórzy,  powtórzy  się  bowiem  wpływ  planet.  Feniks  stanie  się 

zwierciadłem  lub  też  obrazem  Wszechświata.  Jakby  potwierdzając  istnienie  analogii  między 

Wszechświatem  a Feniksem, stoicy nauczali, że Wszechświat umiera w  ogniu i  zmartwychwstaje 

z ognia, który to proces nie ma początku ani końca.
Z  biegiem  lat  mechanizm  odradzania  się  Feniksa  uprościł  się.  Herodot  mówi  o  jaju,  Pliniusz  o 

robaku,  ale  już  w  końcu  IV  wieku  Klaudian  opiewa  nieśmiertelnego  ptaka,  który  odradza  się  z 

popiołów, jest swoim własnym następcą i świadkiem epok.
Niewiele  jest tak  popularnych mitów  jak  mit Feniksa. Do wymienionych już autorów  można dodać 

Owidiusza („Przemiany” XV), Dantego („Piekło” XXIV), Szekspira („Henryk VIII” V, 4), Pellicera („El 

Fenix  y  su  historia  natural”),  Quevedo  („Par-naso  Espańol”  VI),  Miltona  („Samson  walczący”). 

Trzeba  też  wspomnieć  łaciński  poemat  „De  Ave  Phenicae”  przypisywany  Laktancjuszowi  i 

anglosaskie  naśladownictwo  tego  poematu  z  VIII  wieku.  Tertulian,  święty  Ambroży  i  Cyryl  z 

Jerozolimy  wskazywali  na  Feniksa  jako  dowód  zmartwychwstania  ciała.  Pliniusz  kpi  z  lekarzy 

zapisujących chorym wyciąg z gniazda i popiołów tego ptaka.

8

 „Dzieje”, przekład Seweryna Hammera, Czytelnik, Warszawa 1954. (Przyp. tłum.)

background image

14

Feniks chiński
Święte księgi chińskie rozczarowują nas, nie ma w  nich bowiem  patosu, do którego przywykliśmy, 

czytając Biblię. Nagle jednak w  czasie rozsądnego dyskursu  wzrusza nas jakiś intymny szczegół. 

Na przykład to, co znajdujemy w VII rozdziale „Dialogów konfucjańskich”:
Mistrz powiedział:
Wielki naprawdę jest mój upadek! Od dawna już we śnie księcia Czou nie widziałem!
A oto wyjątek z IX rozdziału:
Mistrz rzekł:
Nie przylatuje dobrowróżbny Feniks
ani się z Rzeki nie wyłania żaden ornament.
Oto bliski już kres moich nauk!

9

Ornamentem, znakiem, według komentatorów  ma być napis na  grzbiecie  magicznego  żółwia. Co 

do Feniksa (Feng), jest nim  ptak o bardzo jaskrawym  upierzeniu, podobny do bażanta i do pawia. 

W czasach prehistorycznych odwiedzał ogrody i pałace cnotliwych cesarzy, jako  widzialny dowód 

łaski Niebios. Samiec, posiadający trzy nogi, zamieszkiwał Słońce.
W pierwszym  wieku naszej ery odważny niedowiarek  Wang Cz’ung zaprzeczył, jakoby Feniks był 

określonym  gatunkiem. Oznajmił, że  tak jak wąż przemienia  się  w  rybę, szczur w  żółwia, jeleń w 

okresach  ogólnego  dobrobytu  w  jednorożca,  tak  gęś  przemienia  się  w  Feniksa.  Przypisywał  te 

mutacje  „dobroczynnym  płynom”,  które  dwa  tysiące  trzysta  pięćdziesiąt  sześć  lat  przed  erą 

chrześcijańską  sprawiły,  że  na  dziedzińcu  pałacu  cesarza  Yao,  jednego  z  najświetniejszych 

władców, rosła szkarłatna trawa. Jak widać, informacje jego były niepełne lub też przesadne.
W Piekle wznosi się mityczna budowla zwana Wieżą Feniksa.
Gad wyśniony przez C. S. Lewisa
Powoli, chwiejnie, nienaturalnymi i nieludzkimi ruchami  wpełznął do groty kształt ludzki purpurowy 

w  blasku płomiennej łuny. Oczywiście był to Nieczłowiek, który z wysiłkiem dźwigał się i prostował, 

by  wreszcie  stanąć  nad  mrocznym  kominem.  Powłóczył  złamaną  nogą,  a  jego  dolna  szczęka 

zwisała  jak  u  trupa.  Tuż za  nim  i  w  tej  samej  niemal  chwili  zaczęło  wyłaniać  się  z  komina  coś 

innego.  Najprzód  były  to  jak  gdyby  gałęzie  drzewa,  a  następnie  siedem  lub  osiem  punktów 

świetlnych  ugrupowanych  niesymetrycznie,  niby  konstelacja  gwiezdna.  Dalej  szła  bezkształtna 

rurowata masa załamująca światło na podobieństwo polerowanej metalowej powierzchni.
W Ransomie serce  zamarło, gdy zorientował  się nagle, że domniemane  gałęzie są kłębowiskiem 

długich,  cienkich  jak  druty  macek,  punkty  świetlne  oczami  połyskującymi  w   nakrytej  hełmem 

muszli  głowie,  a  bezkształtna  rurowata  masa  to  wielkie  ciało  o  mniej  więcej  cylindrycznym 

kształcie.  Tułów  ten  podpierały liczne  wieloczłonowe  ohydne  nogi,  kiedy zaś Ransom  sądził,  że 

ma już przed sobą całego stwora, ze szczeliny wychynął drugi tułów, a za nim  trzeci. Człony te nie 

stanowiły całości, lecz połączone  ze sobą byty w  przybliżeniu tak,  jak  odwłok  osy z resztą  ciała. 

Odrażająca  trzyczęściowa  potworność  stała  teraz  tuż  za  Nieczłowiekiem,  a  olbrzymie  cienie 

obydwu potworów groźnie tańczyły na skalistych ścianach

10

.

Garuda
Wisznu,  druga  osoba  trójcy,  która  rządzi  panteonem  hinduizmu,  podróżuje  zazwyczaj  na  wężu 

zamieszkującym  oceany  albo  na  ptaku  zwanym  Garuda.  Wisznu  jest  zwykle  przedstawiany  w 

kolorze  błękitnym,  w  jednej  ręce  trzyma  dysk,  w  drugiej  lotos,  w  trzeciej  muszlę,  w  czwartej 

maczugę. Garuda  jest pół  orłem, pół  człowiekiem, ze skrzydłami, dziobem  i pazurami  jednego,  z 

9

 Oba cytaty pochodzą z wydania w przekładzie Krystyny Czyżewskiej-Madajewicz, Mieczystawa Jerzego Kiinstlera i 

Zdzisława Tiumskiego, Ossolineum, Wrocław 1976. (Przyp. tłum.)

10

 C.S. Lewis, „Perelandra”, 1949 Przekład Tadeusza Jana Dehnela, PAX, Warszawa 1971. (Przyp. tłum.)

background image

15

ciałem  zaś  i  nogami  drugiego.  Ma  białą  twarz,  szkarłatne  skrzydła,  złocisty  tułów.  Podobizny 

Garudy  w  brązie  lub  w  kamieniu  zdobią  szczyty  indyjskich  świątyń.  Jedna  z  nich,  w  Gwalijar, 

została  zbudowana  przez  Greka  Heliodora,  wyznawcę  Wisznu,  na  ponad  sto  lat  przed  erą 

chrześcijańską.
W  „Garuda-puranie”  (siedemnastej  puranie,  czyli  tradycji)  Garuda-mędrzec  tłumaczy  ludziom 

powstanie Wszechświata, słoneczną naturę Wisznu, przesławne genealogie rodów  pochodzących 

od Słońca i Księżyca oraz treść „Ramajany” i podaje rozmaite wiadomości dotyczące wersyfikacji, 

gramatyki i medycyny. 
W  „Naganandzie”  (Uciecha  wężów),  dramacie  napisanym  przez  jednego  z  królów  w  VII  wieku, 

Garuda codziennie zabija i pożera węża, aż do dnia, w  którym  pewien buddyjski książę objawi mu 

cnotę  wstrzemięźliwości.  W  ostatnim  akcie  skruszony  Garuda  sprawia,  że  szczątki  pożartych 

wężów odzyskują życie. Eggeling uważa to dzieło za bramińską satyrę na buddyzm.
Nimbarka,  mistyk  z  nieokreślonej  epoki,  napisał,  że  Garuda  jest  duszą  zbawioną  na  wieki; 

duszami są również korona, kolczyki i flet bóstwa.
Gnomy
Są  starsze niż ich  nazwa,  która jest grecka, ale nie była znana starożytnym,  pochodzi  bowiem  z 

XVI  wieku.  Etymologowie  przypisują  ją  szwajcarskiemu  alchemikowi  Paracelsusowi,  w  którego 

książkach pojawia się ona po raz pierwszy.
Są  to  duchy  ziem  i  gór.  Ludowe  przekazy  wyobrażają  je  sobie  jako  brodate  krasnoludki  o 

prostackich i z lekka groteskowych rysach. Ubierają się w  obcisłe bure stroje zakończone mnisimi 

kapturami.  Podobnie jak  gryfy w  tradycji  greckiej  i  wschodniej, smoki  zaś w  germańskiej, gnomy 

mają za zadanie pilnować ukrytych skarbów,
Gnosis  po  grecku  znaczy:  wiedza.  Przypuszcza  się,  że  Paracelsus  wymyślił  słowo  gnom  dla 

określenia  istot,  które  wiedziały  i  mogły  wyjawić  ludziom,  gdzie  dokładnie  znajdują  się  złoża 

drogocennych metali.
Golem
W  księdze podyktowanej  przez nieskończoną  boską mądrość nie może  być nic przypadkowego: 

ani liczba stów, jaką zawiera, ani nawet porządek znaków; tak to rozumieli kabaliści i poświęcili się 

obliczaniu,  kombinowaniu  i  przestawianiu  liter  Pisma  Świętego  w   nadziei  zgłębienia  tajemnic 

boskiej wiedzy. Dante w  XIII wieku orzekł, że każdy akapit w  Biblii ma cztery znaczenia: dosłowne, 

alegoryczne, moralne i duchowe. Johannes Scotus Eriugena, ściślej  wypowiadający się na temat 

idei  boskości,  już  wcześniej  stwierdził,  że  znaczenia  Pisma  są  nieskończone,  tak  jak  kolory  w 

ogonie  pawia.  Kabaliści  zgodzili  się  z  tą  tezą.  Jedną  z  tajemnic,  których  wyjaśnienia  szukali  w 

Biblii, był sposób tworzenia istot żyjących.
Mówiono o demonach, że są w  stanie powoływać do życia organizmy duże i toporne, jak  wielbłąd, 

ale  nie  drobne  i  delikatne,  rabin  Eliezer  odmówił  im  jednak  zdolności  tworzenia  czegokolwiek 

mniejszego niż ziarno jęczmienia. Golemem  nazywano człowieka  stworzonego z kombinacji  liter; 

słowo to oznacza bezkształtną, pozbawioną życia materię.
W Talmudzie (Sanhedryn 65 b) czytamy:
Gdyby  sprawiedliwi  zechcieli  stworzyć  świat,  mogliby  tego  dokonać.  Kombinując  litery  z 

niewymawialnych  imion  Boga, Rabi stworzył  człowieka, którego nazwał  Rabi Zera. Ów  przemówił 

do niego, a jako że człowiek nie odpowiadał, rzekł:
- Jesteś tworem  magii. Obróć się w  proch. Dwóch uczonych co  piątek  oddawało się studiowaniu 

Praw   Stworzenia,  dzięki  czemu  w   końcu  stworzyli  trzyletnie  cielę,  które  potem  zjedli  na 

wieczerzę

11

.

11

 Podobnie pisze Schopenhauer: „Na 325 stronie pierwszego tomu <’Zauberbibliothek» Horst w ten sposób streszcza 

naukę  angielskiej wizjonerki Jane  Lead: «Ten, kto posiada  siłę  magiczną, może, zgodnie ze swą wolą, opanowywać i 

odnawiać  królestwo  minerałów,  roślin  i  zwierząt,  wystarczyłoby  więc,  aby  inni  magowie  zgodzili  się,  żeby  całe 

Stworzenie wróciło do rajskiego stanu” („O woli w przyrodzie”, VI). (Przyp. aut.)

background image

16

Golem  swą sławę na Zachodzie zawdzięcza dziełu pisarza austriackiego Gustava Meyrinka, który 

w V rozdziale swej onirycznej powieści „Der Golem” (1915) pisze:
Początek  tej  historii  -  mówią  -  sięga  XVII  wieku.  Podług  dawno  zaginionych  opowieści  pewien 

rabin  kabalista

12

  miał  sporządzić  sztucznego  człowieka,  tak  zwanego  Golema,  który  jako 

posługacz  pomagał  mu  dzwonić  w  synagodze  i  wykonywał  różne  cięższe  roboty.  Lecz  z  tej 

operacji  nie  powstał  bynajmniej  prawdziwy  człowiek,  ożywiała  go  tylko  ślepa,  na  pół  świadoma 

dusza  wegetacyjna. Jak  mówią  nadto, działo się to tylko za  dnia  i  dzięki wpływom  magnetycznej 

kartki,  zatkniętej  za zębami  - wyzwalało  astralne  siły bytu.  I  gdy pewnego  wieczoru po modlitwie 

rabin zapomniał z ust Golema wyjąć pieczęć, ten wpadł w  szał, w  ciemnościach biegł  przez ulice i 

rozbijał,  co  mu  stanęło  na  drodze.  Aż  wreszcie  rabin  wybiegł  naprzeciw  niego  i  czarodziejską 

kartkę zniszczył. Wtedy ów  stwór runął bez życia. Nic nie zostało po nim, prócz karłowatej figurki 

glinianej, którą dziś jeszcze pokazują w starej synagodze

13

.

Eleazar  z  Wormacji  zachował  formułę,  dzięki  której  można  stworzyć  Golema.  Szczegóły  tego 

przedsięwzięcia  zajmują  dwadzieścia  trzy  kolumny  in  folio  i  wymagają  znajomości  „alfabetów  o 

dwustu dwudziestu i jednym  wejściu”, które należy powtarzać przy tworzeniu każdego z narządów 

Golema. Na jego czole musi się znaleźć napis emet, co znaczy: prawda. Ażeby zniszczyć Golema, 

trzeba zetrzeć początkową literę - tak, by zostało słowo met, co znaczy: umarły.

Gryf
Herodot, opisujący wojnę gryfów  z jednookimi Arimaspami, nazywa gryfy skrzydlatymi  potworami; 

równie  mało dokładny jest  Pliniusz,  który mówi  o  długich uszach  i  zakrzywionych  dziobach  tych 

bajecznych  ptaków  (X,  70).  Najbardziej  szczegółowy  jest  może  opis  zagadkowego  sir  Johna 

Mandeville’a w rozdziale 85 jego sławnych „Podróży”:
Z  tej  ziemi  (Turcji)  pójdą  do  Ziemi  Baktryjskiej,  gdzie  ludzie  są  chytrzy  i  źli  i  gdzie  są  drzewa 

niczym  owce dające wełnę, z których robi się tkaniny. Na tej ziemi  żyją ypotains (hipopotamy), pół 

konie, pół  ludzie, które czasem  wychodzą na ląd, czasem  mieszkają w  wodzie, i  które najchętniej 

żywią się ludźmi. Na tej ziemi jest wiele gryfów, więcej niż gdziekolwiek indziej, a niektórzy mówią, 

że przód ich ciał jest jak u orła, a tył  jak u lwa, i to jest prawda, tak  bowiem  są stworzone; ale gryf 

jest  ośmiokrotnie  większy od  lwa  i  silniejszy  od  stu  orłów.  Gryfy  bez wątpienia  mogą  porwać  i 

zanieść do gniazda konia z jeźdźcem  lub dwa woły sprzężone do orki, mają bowiem u nóg szpony 

wielkości kopyt byka, z których robią sobie czary do picia, a ze swych żeber luki do strzelania.
Inny przesławny podróżnik, Marco Polo, usłyszał na Madagaskarze o Roku i z początku myślał, że 

chodzi tu o uccello grifone, ptaka gryfa („Opisanie świata” III, 192).
W średniowieczu symbolika gryfa jest różnie rozumiana. W  pewnym  bestiarium  włoskim  czytamy, 

że oznacza on demona; przeważnie jest emblematem  Chrystusa i  tak  go tłumaczy Izydor z Sewilli 

w  swych „Etymologiach”: „Chrystus jest lwem, albowiem króluje i ma moc, jest orłem, albowiem  po 

zmartwychwstaniu wstępuje w Niebiosa”.
W  XXIX  pieśni  „Czyśćca”  Dante  mówi  o  triumfalnym  wozie  zaprzężonym  w  gryfy;  część  orla  u 

gryfa  jest  złota,  część  lwia  -  biała,  przemieszana  z  purpurą,  co  ma  -  według  komentatorów 

-oznaczać ludzką naturę Chrystusa’. (Biały z domieszką purpury dają kolor cielisty).
Inni  uważają, że Dante chciał  w  ten  sposób  ująć symbol  papieża  będącego  królem  i  kapłanem. 

Adolphe Napoleon Didron pisze w  swym  „Manuel d’iconographie chretienne” (1845): „Papież jako 

arcykapłan  lub orzeł wznosi  się do Tronu  Boskiego, aby otrzymać rozkazy, a  jako  lew, czyli  król, 

wędruje po Ziemi peten potęgi i siły”.
Haniel, Kafziel, Azriel i Aniel
W Babilonie prorok Ezechiel miał widzenie, zobaczył mianowicie czworo zwierząt, a może aniołów; 

każde miało cztery twarze i czworo skrzydeł, przy czym dostrzegł „podobieństwo twarzy ich: twarz 

człowiecza i twarz lwia po prawicy tego czworga, a twarz wołowa po lewicy tego czworga, a twarz 

12

 Liwa (Loew) ben Becalel. (Przyp. aut.)

13

 Golem”, przekład Antoniego Langego, WL, Kraków 1958. (Przyp. tłum.)

background image

17

orłowa  na  wierzchu  tego  czworga”.  Szły,  dokąd  ich  wiódł  duch,  „a  każde  z nich  przed  obliczem 

swym  chodziło”, a może przed czterema obliczami, w  czterech kierunkach. Cztery koła „miały stan 

i wysokość straszne” i szły za aniołami, „a wszytko ciało pełne oczu wokoło onych czterech”.
Wspomnienia  Ezechiela  zainspirowały  świętego  Jana,  który  w  rozdziale  IV  Objawienia  pisał  o 

zwierzętach:
A przed stolicą jako morze śklane podobne kryształowi; a w  pośrodku stolice i około stolice czworo 

zwierząt  pełne  oczu  z  przodku  i  z  tyłu.  A  zwierzę  pierwsze  podobne  lwowi,  a  wtóre  zwierzę 

podobne  cielcowi,  a  trzecie  zwierzę  mające oblicze  jako  człowieka, a  czwarte  zwierzę podobne 

orłowi latającemu.
A czworo zwierząt, każde  z nich  miało po sześci  skrzydeł,  a  w  koło i  wewnątrz pełne są  oczu; a 

odpoczynku nie miały we dnie i w  nocy, mówiąc: Święty, Święty, Święty Pan Bóg Wszechmogący, 

który był i który jest, i który ma przyść.
W  najważniejszej z ksiąg  kabalistycznych,  mianowicie w  księdze Zohar (Blask), czytamy,  że owe 

zwierzęta zwą się Haniel, Kafziel, Azriel  i Aniel i że patrzą na wschód, na północ, na południe i na 

zachód.
Robert Louis Stevenson uznat, że skoro takie zwierzęta znajdują się w  Niebie, nie ma powodu, by 

nie było ich w  Piekle. Z wyżej cytowanego ustępu Objawienia wziął Chesterton swe metaforyczne 

określenie nocy jako „potwora zrobionego z oczu”.
Poczwórne anioły Ezechiela nazywają się Hajoth (istoty żywe); według Sefer Jezirah, innej księgi 

kabalistycznej, są one dziesięcioma cyframi, z których Bóg, używając oprócz tego dwudziestu dwu 

liter alfabetu, stworzył świat, według Zoharu zeszły one z Nieba ukoronowane literami.
Z czterech ich twarzy powstały symbole czterech ewangelistów: symbolem  Mateusza jest człowiek 

(nieraz  brodaty).  Marka  -  lew,  Łukasza  -  wół,  Jana  -orzeł.  W  swym  komentarzu  do  Ezechiela 

święty  Hieronim  usiłował  wytłumaczyć  te  atrybuty.  Twierdził,  że  Mateuszowi  został  przydany 

człowiek,  gdyż  podkreślał  ludzką  naturę  Odkupiciela;  Markowi  -  lew,  bo  głosił  on  królewskie 

pochodzenie  Chrystusa;  Łukaszowi  -  wół,  bo  jest  on  emblematem  ofiary;  Janowi  zaś  orzeł,  bo 

uzmysławia wzniosłość Chrystusa.
Niemiecki uczony, doktor Richard Hennig, uważa, że prapoczątkiem  tych symboli byty cztery znaki 

Zodiaku, odległe jeden  od drugiego  o  dziewięćdziesiąt stopni.  Lew  i  wół nie nastręczają żadnych 

trudności; człowiek został utożsamiony z Wodnikiem  o ludzkiej  twarzy, orzeł zaś świętego Jana ze 

Skorpionem,  odrzuconym  jako  znak  złowróżbny.  Nicholas  de  Vore  podtrzymuje  w   swojej 

„Encyclopedia of Astrology” tę hipotezę, dodając przy tym  uwagę, że wszystkie cztery figury łączą 

się w Sfinksie, który może mieć ludzką głowę, ciało byka, pazury i ogon lwa, a skrzydła orła.

Haokah, bóg grzmotu
Haokah, w  którego wierzyli Indianie z plemienia Siuksów, posługiwał się wiatrem  niby pałeczką do 

bicia  w  bęben  grzmotu.  Rogi  wieńczące  jego  głowę  dowodzą,  że  jest  również  bogiem  łowów. 

Kiedy był zadowolony, płakał. Śmiał się, gdy był smutny. Odczuwał zimno jako ciepło, a ciepło jako 

zimno.
Harpie
Według „Teogonii” Hezjoda harpie to skrzydlate bóstwa o długiej, rozpuszczonej grzywie, szybsze 

niż ptaki  i  wiatry; według  III  księgi  „Eneidy” są  to ptaszyska z dziewczęcą twarzą, zakrzywionymi 

szponami  i  ohydnym  brzuchem,  osłabione  wskutek  nigdy  nie  zaspokojonego  głodu.  Schodzą  z 

gór, by plądrować zastawione stoły. Cuchną, są nieczułe na rany, wrzeszcząc pożerają co się da i 

wszystko przemieniają w  ekskrementy. Serwiusz, komentator Wer-giliusza,  twierdzi, że podobnie 

jak Hekate jest Prozerpiną  w  Piekle,  Dianą na  Ziemi,  a  Księżycem  na Niebie (określa się  ją jako 

boginię  w  trzech  postaciach), harpie są furiami  w  Piekle, harpiami  na Ziemi, demonami  (dirae) w 

Niebie. Niektórzy mylą je z Parkami.
Z  bożego  nakazu  harpie  prześladowały  pewnego  króla  Tracji,  ponieważ  odsłonił  ludziom 

przyszłość czy też kupił  długowieczność za cenę własnych  oczu  i został pokarany przez Słońce, 

którego  dzieło  obraził.  Kiedy  zasiadał  do  jedzenia  wraz  ze  swą  świtą,  harpie  pożerały  lub 

background image

18

zanieczyszczały  mu  potrawy.  Argonauci  pokonali  harpie.  Opowiadają  tę  fantastyczną  historię 

Apoloniusz z Rodos i William  Morris („Life and Death  ofJason”). Ariosto w  XXXIII  pieśni  „Orianda 

szalonego”  przemienia  króla  Tracji  w  księdza  Jana,  legendarnego  cesarza  Etiopczyków.  Harpia 

pochodzi od greckiego stówa harpazein:
porwać bądź schwytać.  Z  początku  były to  bóstwa wiatru  jak  maruty z legendy wedyjskiej,  które 

potrząsały złocistym orężem (błyskawice) i ujarzmiały chmury.

Hipogryf
Chcąc  dać  przykład  rzeczy  niemożliwych  bądź  niestosownych,  Wergiliusz  mówił  o 

spowinowacaniu  koni  z  gryfami.  W  cztery wieki  później  komentujący  go  Serwiusz wyjaśnia,  że 

gryfy to zwierzęta z górną połową ciała orła, dolną - lwa. Ażeby wzmocnić wymowę swego tekstu, 

zapewnia, że gryfy nienawidzą koni... Z czasem  wyrażenie iungentur iam  grypes equis (krzyżować 

konie z gryfami) stało się przysłowiowe.
W początkach XVI wieku Ariosto przypomniał je i wymyślił hipogryfa. Orzeł i lew  współżyją w  gryfie 

starożytnych, koń i  gryf  - w  hipogryfie Ariosta, będącym  potworem  lub też wyobrażeniem drugiego 

stopnia.
Pietro Micheli zauważa, że hipogryf jest bardziej harmonijny niż uskrzydlony koń.
Jego dokładny opis, sporządzony jakby specjalnie dla słownika zoologii fantastycznej, znajduje się 

w „Orlandzie szalonym”:
Nie rozumiejcie, aby on koń byt zmyślony! 
Własny beł, naturalny, z gryfa urodzony 
Ojca, a matki klacze; pióra miał i głowę, 
Skrzydła i nogi przednie, i gębę ojcowę -
Hipogryfem go zwano - ale zaś ostatki 
I insze członki były podobne do matki. 
Na Ryfejskich się Górach, acz rzadko, więc rodzą, 
Za Morzem Lodowatem, i stamtąd wychodzą.

14

Pierwsze napomknienie o tej dziwnej bestii jest zwodniczo mylące:
Niedaleko Rodanu ujźrzę wtem przy błoniu 
Zbrojnego, siedzącego na skrzydlatem koniu.
Inne strofy oddają zachwyt nad tym latającym stworzeniem. Ta oto jest sławna:
I ujźrzy z gospodarzem czeladź wylęknioną 
Na ulicy, a drugą w oknach rozsadzoną. 
Wszyscy wzroki ku górze obrócone mieli, 
Jakby zaćmienie albo kometę widzieli. 
Obaczy Bradamanta niesłychane dziwy, 
Na jakie pewnie każdy zostałby wątpliwy,
Kiedy by ich nie widział własnem swojem okiem:
Rycerza na skrzydlatem koniu pod obłokiem.
W jednej z ostatnich pieśni Astolf rozsiodłuje hipogryfa i puszcza go wolno.

14

  Ten  cytat  (IV,  8),  jak  i  dwa  następne  (II,  37  i  IV,  4)  w  przekładzie  Piotra  Kochanowskiego,  wg  wydania: 

Ossolineum, BN, Wroctaw 1965. (Przyp. tłum.)

background image

19

Hochigan
Przed wiekami  żył  pewien południowoafrykański  Buszmen,  Hochigan,  który nienawidził  zwierząt. 

W owym  czasie zwierzęta posiadały jeszcze dar mowy. Pewnego dnia Buszmen ukradł im  ten dar 

i zniknął. Od tego czasu zwierzęta nigdy więcej nie przemówiły.
Kartezjusz twierdzi, że małpy mogłyby mówić, gdyby chciały,  ale wolą  zachowywać milczenie, by 

nie  kazano  im  pracować.  W  1907  roku  argentyński  pisarz  Leopoldo  Lugones  opublikował 

opowiadanie  o  pewnym  szympansie,  którego  uczono  mówić  i  który  zmarł  od  zbyt  wielkiego 

wysiłku.

Humbaba
Do  czego  był  podobny  olbrzym  Humbaba,  strażnik  gór  cedrowych,  z  najstarszego  bodaj  na 

świecie,  złożonego  z  poszczególnych  fragmentów,  babilońskiego  eposu  „Gilgamesz”?  Oto  jego 

opis:
Przemówił doń Enkidu, wierny towarzysz, pożałował  życia i tak doń rzecze: Nie znasz, przyjacielu 

mój, tego męża  i  dlatego  ci  przed nim  niestraszne. Mnie on  znany i  przeto  się lękam.  Zęby ma 

Humbaba jako kły smoka, lwa oblicze, w  starciu jest jak potop!  Przed ciałem  jego, co jednako żre 

drzewa  i trzcinę, nikt się  ostać nie  zdoła!  Na  czubku  ogona  swego  i  członka  ma dwa łby wężów 

jadowitych

15

.

W  IX  pieśni  „Gilgamesza”  ludzie-skorpiony  (od  pasa  w  górę  rosną  w  niebo,  a  od  pasa  w  dół 

grzęzną w piekle) strzegą pośród gór wrót, przez które wchodzi stonce.
Poemat składa się z dwunastu części, odpowiadających dwunastu znakom Zodiaku.

Hydra lernejska
Tyfon (pokraczny syn  Tartara i  Ziemi) wraz z  Echidną,  na wpół  piękną  kobietą,  na wpół  wężem, 

poczęli  Hydrę  lernejska.  Zdaniem  historyka  Diodora  miała  ona sto  głów;  zdaniem  Symonidesa  - 

pięćdziesiąt; według Apollodora („Bibliotheke”) - dziewięć. Lempriere twierdzi, że ta ostatnia liczba 

wydaje się bardziej  do przyj’ęcia.  Potworność Hydry potęgował fakt, że  na miejsce każdej  uciętej 

głowy  wyrastały  jej  dwie  nowe.  Mówiono,  że  są  to  głowy  ludzkie  i  że  środkowa  jest  wieczna. 

Oddech Hydry zatruwał wody i wyjaławiał pola. Nawet kiedy spała, otaczające ją jadowite wyziewy 

zdolne były uśmiercić człowieka. Junona stworzyła ją, aby się zmierzyła z Heraklesem.
Potwór  ten  wydawał  się  niezniszczalny.  Miał  swe  siedlisko  w  lernejskich  bagnach.  Herakles  i 

Iolaos wyruszyli  na poszukiwanie  Hydry,  pierwszy poodcinał  jej głowy, drugi  zaś płonącą  żagwią 

wypalał  krwawiące rany.  Ostatnią głowę, nieśmiertelną, Herakles zakopał  pod olbrzymim  głazem, 

gdzie tkwi do tej pory, nienawidząc i śniąc.
Strzały,  które  Herakles zanurzył  w  żółci  potwora,  okazały się  zatrute  i  śmiercionośne dla  innych 

dzikich bestii.
Pewien  zaprzyjaźniony z Hydrą  rak  chwycił  w  czasie walki  Heraklesa  szczypcami  za  piętę.  Ten 

podeptał  go.  Ale  Junona  uniosła  raka  do  nieba  i  od  tej  pory  mamy  znak  Zodiaku  i  konstelację 

Raka.
Ichtiocentaury
Likofron, Klaudian i  bizantyjski  gramatyk  Jan  Tzetzes parokrotnie napomykali  o ichtiocentaurach, 

innych  wzmianek  o  nich  nie ma  w  tekstach  klasycznych.  Nazwę  ichtiocentaur można tłumaczyć 

jako rybocentaur; słowo to odnosi się do istot, które mitologowie zwali  również centaurotrytonami. 

Wiele  ich  podobizn znajduje się na  rzeźbach greckich i  rzymskich.  Od pasa w  górę są  ludźmi, w 

dół  - rybami,  przednie  łapy mają  końskie bądź lwie.  Ich  miejsce  jest  w  orszaku bóstw  morskich, 

obok hipokampów (koni morskich).

15

 Przekład Roberta Stiiiera, PIW, Warszawa 1980. (Przyp.tłum.)

background image

20

Jednorożec
Pierwsza  wzmianka  o  jednorożcu  niemal  się  nie  różni  od  ostatniej.  Na  czterysta  lat  przed  erą 

chrześcijańską  Ktezjasz,  grecki  historyk  i  lekarz  Artakserksesa  Mnemona,  pisał,  że  w  Indiach 

istnieje wiele szybkonogich  dzikich osłów  o białej sierści, niebieskich oczach i purpurowych łbach 

zakończonych rogiem  wyrastającym  z czoła, białym u nasady, czerwonym  na końcu, pośrodku zaś 

całkowicie czarnym. Pliniusz podaje dalsze szczegóły (VIII, 31):
...najdzikszym  podobno zwierzęciem  jest jednorożec, ciałem  podobny do  konia, głową do jelenia, 

nogami  do  słonia,  ogonem  do  wieprza;  ryczy  mocno,  ma  róg  jeden  czarny,  dwa  kubitus  długi, 

sterczący z środka czoła. Zwierzęcia tego nie można podobno żywcem dostać

16

.

Orientalista  Schrader  około  1892  roku  twierdził,  że  jednorożec  mógł  się  zrodzić  w  greckiej 

wyobraźni  pod  wpływem  płaskorzeźb  perskich,  ukazujących  byki  z profilu,  z widocznym  jednym 

tylko rogiem.
W  „Etymologiach”  Izydora  z Sewilli,  z  początków  VII  wieku,  czytamy,  że  jeden  cios jednorożca 

może  zabić słonia;  przypomina  to  podobne  zwycięstwo  karkadana  (nosorożca)  podczas drugiej 

podróży Sindbada

17

.

Wrogiem  jednorożca  jest  także  lew,  a  wspaniały  ośmiowiersz  z  II  księgi  epopei  „The  Faerie 

Queene”  Spensera  przypomina  historię  ich  pojedynku:  lew  opiera  się  o  drzewo,  jednorożec  ze 

spuszczonym  łbem  naciera, lew  usuwa  się  na bok  i  jednorożec wbija  się rogiem  w  pień  drzewa. 

Ośmiowiersz ten pochodzi z XVI wieku; w  początkach XVIII wieku zjednoczenie Królestwa Anglii z 

Królestwem  Szkocji  zobrazował  herb Wielkiej  Brytanii:  angielski  leopard  (lew) występuje  na  nim 

obok szkockiego jednorożca.
Średniowieczne bestiaria podają, że jednorożec może zostać schwytany przez niewinne dziewczę. 

W  „Physiologus Graecus”  czytamy:  „Oto,  jak  się  go  chwyta.  Przed  nim  sadza  się  dziewicę,  on 

wskakuje na jej łono, dziewica tuli go miłośnie i prowadzi do pałacu króla”. Medal wykonany przez 

Pisanella  i  wiele  sławnych  arrasów   ukazują  ten  triumf,  którego  alegoryczne  znaczenia  są 

oczywiste.  Jednorożec  przedstawia  jednocześnie  Ducha  Świętego,  Chrystusa,  rtęć  i  złoto.  W 

dziele „Psychologie und Alchemie” (Zurich 1944) Jung opisuje i analizuje te symbole.
Biały  konik  o  tylnych  nogach  jak  u  antylopy,  o  koziej  brodzie  i  długim,  zagiętym  rogu  -  oto 

najczęstsze wyobrażenie owego fantastycznego zwierzęcia.
Leonardo da Vinci przypisuje schwytanie jednorożca jego zmysłowości; to dlatego zapomina on o 

swej dzikości i układa się na łonie dziewicy, i pada łupem myśliwych.

Jednorożec chiński
Jednorożec chiński  c’i-lin jest jednym  z czworga  zwierząt przynoszących szczęście; pozostałe to 

smok.  Feniks  i  żółw.  Jednorożec  jest  pierwszym  czworonogiem  wśród  nich,  z tułowiem  jelenia, 

ogonem  wołu,  kopytami  konia;  róg,  który  wyrasta  mu  z  czoła,  jest  przedłużeniem  ciała;  barwa 

sierści  na  grzbiecie  stanowi  mieszaninę  pięciu  kolorów,  podczas  gdy  podbrzusze  ma  bure  lub 

żółte.  Nie  depcze  trawy  i  nie  robi  nikomu  krzywdy.  Pojawienie  się  jednorożca  wróży  narodziny 

cnotliwego monarchy. Jeśli  się go zrani  lub znajdzie jego szczątki - zła to wróżba. Żyje zazwyczaj 

tysiąc lat.
Kiedy matka Konfucjusza nosiła go w  swym  łonie, duchy pięciu planet przyniosły jej stworzenie „o 

wyglądzie  krowy,  łuskach  smoka,  z  jednym  rogiem  pośrodku  czoła”.  Tak  oto  opisuje  Soothill 

„zwiastowanie”; inny wariant, przytoczony przez Helmuta Wilhelma,  głosi, że  zwierzę  pojawiło się 

samo i wypluło jaspisową tabliczkę, na której można było przeczytać te słowa:

16

 Wszystkie cytaty z „Historii naturalnej” Pliniusza w przekładzie Józefa Łukaszewicza, Poznań 1845. (Przyp. tłum.)

17

 Sindbad notabene uważa, że róg nosorożca, przepołowiony, wygląda jak postać ludzka; al-Qaswini twierdzi, że jak 

człowiek na koniu, inni zaś, że jak ptaki i ryby. (Przyp. aut.)

background image

21

Synu kryształu górskiego (lub esencji wód), kiedy upadnie dynastia, będziesz rządził jak król, choć 

bez królewskich insygniów.
W  siedemdziesiąt  lat  później  jacyś  myśliwi  zabili  c’i-lina,  który  miał  jeszcze  na  rogu  strzępek 

wstążeczki,  przewiązanej  ręką  matki  Konfucjusza.  Konfucjusz  poszedł  obejrzeć  go  i  zapłakał, 

przeczuł bowiem, co wróży śmierć tego niewinnego i tajemniczego stworzenia, a i dlatego, że ten 

strzęp wstążki zawierał jego przeszłość.
W XIII wieku straż przednia konnicy Czyngis—chana, który wyruszył na podbój Indii, zauważyła na 

pustyni  zwierzę „podobne do jelenia, z rogiem  pośrodku czoła, o zielonej sierści”, które wyszło jej 

naprzeciw, mówiąc: „Już pora, by pan wasz wracał  do swego kraju”. Jeden z chińskich ministrów 

Czyngis-chana w  odpowiedzi  na  pytanie  władcy wyjaśnił, że jest  to  zwierzę imieniem  ciao-tuan, 

pewna odmiana c’i-lina. Cztery zimy wielka armia Czyngis-chana wojowała na ziemiach Zachodu. 

Niebo, uznawszy,  że  dość już przelewu krwi, zesłało  ostrzeżenie  za  pośrednictwem  jednorożca. 

Imperator odstąpił od swych zaborczych planów.
Dwadzieścia  dwa  wieki  przed  erą  chrześcijańską  jeden  z  sędziów   cesarza  Shuna  posiadał 

„jednorogiego  kozła”,  który  odmawiał  atakowania  niesłusznie  oskarżonych,  natomiast  bódł 

winnych.
W  „Anthologie  raisonnee  de  la  litterature  chinoise”  (1948) Margouliesa  figuruje  owa  tajemnicza, 

łagodna alegoria, dzieło jakiegoś pisarza z IX wieku:
Powszechnie wiadomo, iż jednorożec to stworzenie nadnaturalne, zwiastun dobrej nowiny, tak jest 

napisane  w  odach,  w   annałach,  w   biografiach  sławnych  mężów  i  innych  tekstach  uznanych 

autorytetów.  Nawet  dzieci  i  wiejskie  kobiety  wiedzą,  że  jednorożec  to  szczęśliwy  omen.  Ale 

zwierzę  to  nie  figuruje  wśród  zwierząt  domowych,  niełatwo  je  spotkać,  wymyka  się  klasyfikacji. 

Różni  się  od  konia,  byka,  wilka  czy  jelenia.  Wobec  powyższego  moglibyśmy  natknąć  się  na 

jednorożca i nie uświadomić sobie, że to właśnie on. Wiemy, że zwierzę z grzywą to koń, inne zaś 

mające rogi - to byk. Nie wiemy, jak wygląda jednorożec.

Jeleń niebiański
Nie  wiemy, jak  wygląda jeleń niebiański  (może dlatego, że  nikt  nigdy nie oglądał  go  z bliska), ale 

wiemy, że to tragiczne zwierzę żyje pod ziemią, a jego jedynym  pragnieniem  jest wyjść na światło 

dzienne. Ponieważ zaś umie mówić, prosi  górników, by mu w  tym  pomogli. Z początku usiłuje ich 

przekupić,  obiecując, że wskaże  złoża  drogocennych kruszców,  ale gdy to  zawodzi,  zaczyna ich 

straszyć,  wobec  czego  przerażeni  zamurowują  je  w  głębokich  korytarzach  kopalni.  Mówi  się 

również o górnikach męczonych przez niebiańskie jelenie.
Tradycja dodaje, że  jeśli  stwór ten wychodzi  na  światło dzienne, zamienia się w  cuchnącą ciecz, 

która niesie śmierć i zarazę.
Przypowieść  ta  pochodzi  z  Chin,  a  zapisana  jest  w  książce  G.  Willoughby-Meade’a  „Chinese 

Ghouls and Goblins” (London 1928).
Kami
Zgodnie  z tym,  co  mówi  Seneka, Tales  z Miletu  nauczał,  że  Ziemia  pływa  w  wodzie  niby łódź, 

woda  zaś,  poruszana  przez  burze,  jest  przyczyną  trzęsień  ziemi.  Inny  system  sejsmologiczny 

proponują nam historycy lub raczej mitologowie japońscy z VIII wieku.
Oto co możemy u nich wyczytać:
Pod  ziemią,  pośród  trzcin,  spoczywał  Karni,  stwór  nadprzyrodzony  mający  formę  wielkiej  ryby, 

zębacza, który przez swoje ruchy wywoływał trzęsienia ziemi, dopóki Wielki  Bóg z Jeleniej Wyspy 

nie zanurzył  w  ziemi ostrza swojego  miecza  i  nie  przebił  mu głowy. Kiedy Karni  się rusza, Wielki 

Bóg sięga po miecz i znów powraca spokój.
(Rzeźbiony kamienny uchwyt miecza wystaje z ziemi o parę kroków  od świątyni Kashima. Pewien 

władca feudalny z XVIII  wieku kopał przez sześć dni i sześć nocy i  nie dokopał się do końca jego 

ostrza).

background image

22

Jinshin-Uwo, czyli ryba sejsmiczna, jest dla pospólstwa siedmiusetmilowej długości węgorzem, na 

którego grzbiecie leży Japonia. Płynie z północy na południe, mając głowę poniżej Kioto, ogon zaś 

poniżej  Awomori.  Niektórzy  logicy  usiłowali  zmienić  ten  przesąd,  trzęsienia  ziemi  bowiem  są 

częstsze na południu Japonii, a łatwiej jest wyobrazić sobie, że ogon porusza się  gwałtowniej niż 

głowa.  W  pewnym  sensie  zwierzę  to  jest  podobne  do  Bahamuta  z  tradycji  arabskich  i  do 

Midgardsormra z Eddy.
W  niektórych  okolicach,  acz  bez  specjalnego  powodzenia,  zastępował  je  Jinshin-Mushi  - 

skarabeusz od  trzęsień ziemi. Ma głowę smoka oraz dziesięć pajęczych nóg  i  jest pokryty łuską. 

Jest to stwór podziemny, lecz nie podwodny.

Katoblepas
Pliniusz  (VIII,  32)  pisze,  że  na  krańcach  Etiopii,  niedaleko  źródeł  Nilu,  mieszka  zwierzę  zwane 

katoblepas -
miernej  zresztą wielkości  i  mające  niezgrabne  członki,  iż zaledwie głowę, nadzwyczajnie  ciężką, 

unieść  może,  zwiesza  ją  przeto  zawsze  ku  ziemi;  a  jednak  zabija  ono  rodzaj  ludzki,  albowiem 

wszyscy, którzy oczy jego spostrzegą, natychmiast umierają.
Katoblepas znaczy po grecku: patrzący w  dół. Zdaniem  Cuviera źródłem  inspiracji do wyobrażenia 

Katoblepasa była antylopa gnu (z dodatkiem  pewnych cech bazyliszka i gorgon). W zakończeniu 

„Kuszenia świętego Antoniego” Flauberta czytamy:
Katoblepas (byk  czarny,  z  głową  wieprza  opadającą  ku  ziemi,  a  którą  łączy  z  kadłubem  szyja 

wąska, długa i płaska jak opróżniona kiszka; nogi jego są niewidoczne pod olbrzymią twardowłosą 

grzywą, co mordę mu zasiania):
- Tłusty,  melancholijny,  okrutny, czuję  wciąż pod swym  brzuchem  gorące  wyziewy bagniska. Łeb 

mój  jest  tak  ciężki,  że  niepodobna  mi  go  udźwignąć.  Toczę  go  dokoła  siebie  powoli,  z 

półotwartą szczęką  - wyrywam  ozorem  trawy jadowite,  zroszone moim  oddechem.  Raz, mimo 

woli, pożarłem  sobie łapy. Nikt nie widział  nigdy mych oczu, a ci, co je zobaczyli - natychmiast 

marli.  Gdybym  podniósł  swe  powieki,  powieki  czerwone  i  nabrzmiałe,  w   jednej  chwili  byś 

umarł

18

.

Kogut niebiański
Według Chińczyków  kogut niebiański jest złotopiórym  ptakiem, piejącym  trzy razy w  ciągu dnia. Po 

raz pierwszy,  gdy słońce  bierze  poranną  kąpiel  na  krańcach  oceanu; po  raz drugi,  kiedy  jest  w 

zenicie, i  po raz trzeci, kiedy znika  na zachodzie. Pierwsze pianie porusza niebiosa i budzi  ludzi. 

Kogut jest przodkiem  yang, męskiego pierwiastka Wszechświata. Posiada trzy łapy, a gnieździ się 

na  drzewie  fu-sang,  którego  wysokość  mierzy  się  setkami  mil  i  które  rośnie  w  okolicach  zorzy 

porannej. Głos koguta niebiańskiego  jest  bardzo silny, jego chód  majestatyczny. Z zapłodnionych 

przez  niego  jaj  lęgną  się  pisklęta  z  czerwonymi  grzebieniami,  które  co  rano  odpowiadają  mu 

pianiem.  Wszystkie  koguty  ziemskie  są  potomkami  koguta  niebiańskiego,  zwanego  inaczej 

ptakiem jutrzenki.
Koń morski
W  odróżnieniu  od  innych  zwierząt  fantastycznych  koń  morski  nie  został  stworzony  z  połączenia 

różnorodnych elementów,  jest to po  prostu dziki koń, który mieszka  w  morzu,  a  wychodzi  na  ląd 

tylko wtedy, gdy w  bezksiężycowe noce wiatr przynosi mu zapach klaczy. Na jakiejś nieokreślonej 

wyspie - może jest to Borneo - pasterze pętają najlepsze królewskie klacze, sami zaś chowają się 

w  podziemnych  pieczarach,  to  tam  Sindbad  widział,  jak  ogier  wychodzi  z  morza,  widział,  jak 

skacze na samicę, i słyszał jego rżenie.
Ostateczna wersja  „Księgi  tysiąca i  jednej  nocy” pochodzi  według  Burtona z XIII  wieku;  w  tymże 

wieku narodził  się i  zmarł  kosmograf  al-Oaswini, który w  traktacie „Oualgubat al-halk” (O  cudach 

stworzenia) napisał  te  słowa:  „Koń  morski  podobny jest  do  konia  lądowego, tyle  że  ma  dłuższą 

grzywę i  ogon,  sierść bardziej błyszczącą,  kopyta rozdwojone  jak  u dzikich bawołów; jest  trochę 

18

 Przekład Antoniego Langego, Lwów 1907. (Przyp. tłum.)

background image

23

mniejszy  od  zwykłego  konia,  trochę  większy  od  osła”.  Stwierdza,  że  skrzyżowanie  gatunków 

morskiego i  lądowego daje wspaniałe potomstwo, i wspomina pewnego źrebaka o ciemnej sierści 

„z białymi niby plamy srebra łatami”.
Wang Taj-haj, podróżnik z XVIII wieku, pisze w „Miscellanea china”:
Koń  morski  pojawia  się  na  brzegach  w  poszukiwaniu  klaczy;  czasem  udaje  się  go  schwytać. 

Sierść ma  błyszczącą,  czarną,  długim  ogonem  zamiata  ziemię;  porusza  się  jak  inne  konie,  jest 

bardzo łagodny, a w  ciągu  dnia  może  przebiec setki  mil.  Nie  należy go  pławić w  rzekach,  bo na 

widok wody odzyskuje swą pierwotną naturę i odpływa.
Etnologowie poszukiwali początków  tego islamskiego mitu w  grecko-łacińskim przekazie o wietrze 

zapładniającym  klacze.  W  III  księdze  „Georgik” Wergiliusz spisał  ten przekaz wierszem.  Bardziej 

rygorystyczne jest wyjaśnienie Pliniusza (VIII, 67):
Wiadomo jest powszechnie, że w  Luzytanii, w  okolicy miasta Olisypo [Lizbona], nad rzeką Tagiem, 

stawają klacze pod wiatr Fawoni, gdy wieje; przyjmują dech ożywny, nim  się zapładniają i stąd się 

rodzi najbystrzejszy gatunek koni, które atoli trzech lat życia nie przechodzą.
Historyk  Justyn wysunął hipotezę,  że bajkę tę zapoczątkowało wyrażenie: synowie wiatru,  często 

określające szybkonogie konie.
Kot z Cheshire i koty z Kilkenny
Angielskie  wyrażenie  grin  like  a  Cheshire  cat  (uśmiechać  się  jak  kot  z  Cheshire)  znaczy: 

uśmiechać  się  sardonicznie.  Istnieje  wiele  objaśnień  tego  powiedzenia.  Jedno,  że  w  Cheshire 

sprzedawano serki w  formie uśmiechniętego kociego pyszczka; inne, że Cheshire uważało się za 

palatyńskie  hrabstwo  czy też  majorat,  co  śmieszyło  niegdyś  tamtejsze  koty;  jeszcze  inne,  iż w 

czasach  Ryszarda  III  żył  sobie  gajowy  nazwiskiem  Caterling,  który  walcząc  z  kłusownikami, 

uśmiechał się okrutnie.
W onirycznej powieści „Alicja w  krainie czarów”, wydanej w  1865 roku, Lewis Carroll obdarzył kota 

z Cheshire zdolnością stopniowego  znikania, tak  że  w  końcu pozostawał  już tylko jego uśmiech, 

bez  pyszczka  ni  zębów.  O  kotach  z Kilkenny mówi  się,  iż  tak  się  z sobą  biły,  że  się  nawzajem 

pożarły, pozostawiwszy po sobie tylko ogony. Opowieść ta powstała w XVIII wieku.
Kraken
Kraken jest skandynawskim  odpowiednikiem  zaratana oraz arabskiego smoka morskiego lub żmii 

morskiej.
W  1752  roku  Duńczyk  Erik  Pontoppidan,  biskup  miasta  Bergen,  opublikował  „Rys  historii 

naturalnej  Norwegii”,  dzieło  słynne  z  nadmiernej  tolerancji  i  łatwowierności.  Czytamy  tam,  że 

grzbiet  krakena  ma  półtorej  mili  długości, ramiona mogą objąć największy statek,  a  grzbiet  jego 

wystaje z wody niby wyspa. Pontoppidan stwierdza kategorycznie, że „pływające wyspy to zawsze 

krakeny”.  Pisze  również,  że  kraken  wydziela  płyn  mącący  wody  morskie.  To  zdanie  skłania  do 

przypuszczeń, że kraken może być wielką ośmiornicą.
Wśród  juweniliów  Tennysona  znajdujemy  utwór  poetycki  poświęcony  krakenowi.  Oto  co  w  nim 

mówi:
Pod  grzmiącą, huczącą  powierzchnią, w  przepastnych głębinach  morza,  śpi  kraken  swym  snem 

pozbawionym  snów.  Wokół  jego  ciemnego  kształtu  migoczą  chybotliwe  światła;  olbrzymie, 

tysiącletnie gąbki  puchną wokół, a miliony ośmiornic wynurzają się  ze swych przecudnych  grot w 

głębinowym  świetle, ogromnymi  mackami  bijąc w  zielonkawy bezruch.  Kraken  spoczywa  tam  od 

wieków  i  będzie  spoczywał  wiecznie,  tucząc  się  wielkimi  morskimi  robakami  aż  do  chwili,  gdy 

ogień  Sądu  Ostatecznego  nie  ogrzeje  przepaści.  Wtedy,  aby  ukazać  się  raz  jeden  ludziom  i 

aniołom, rycząc wypłynie na powierzchnię, gdzie dokona żywota.
Krokota i leukrokota
Ktezjasz,  lekarz  Artakserksesa  Mnemona,  w  IV  wieku  przed  naszą  erą  oparł  się  na  źródłach 

perskich,  aby  dać  nam  własny  opis  Indii,  dzieło  bezcennej  wartości,  bo  pozwalające  poznać 

ówczesne wyobrażenia Persów  o Indiach. W XXXII  rozdziale opowiada historię wilkopsa. Pliniusz 

background image

24

(VIII,  30)  nadał  temu  hipotetycznemu  zwierzęciu  imię  kroko-ta,  stwierdzając,  że  „nie  ma  takiej 

rzeczy, której by nie mogło rozszarpać zębami i natychmiast strawić”.
Dokładniej  opisuje  on  leukrokotę,  w  której  niektórzy komentatorzy  dopatrywali  się podobieństwa 

do  gnu,  inni  do  hieny,  jeszcze  inni  do  mieszaniny  tych  dwojga,  jest  to  zwierzę  arcyszybkie, 

wielkości dzikiego osła.  Ma  nogi jelenia, szyję, ogon  i  pierś lwa, łeb  borsuka, rozdwojone kopyta, 

pysk  od ucha do ucha i jedną długą kość zamiast zębów.  Zamieszkuje Etiopię (gdzie również są 

dzikie byki obdarzone ruchomymi rogami) i jakoby zachwycająco naśladuje głos ludzki.

Król ognia i jego koń
Heraklit  nauczał,  iż pierwszym  elementem  był  ogień, ale nie oznacza to,  żeby z owej  zmiennej  i 

ulotnej  substancji  miały  począć się  wszelkie  żywe  istoty.  Tę  prawie  nierealną  hipotezę  wysunął 

William  Morris  w   opowieści  „The  Ring  Given  to  Ve-nus”  z  cyklu  „The  Earthly  Paradise” 

(1868-1870). Oto ona:
Władcą owych demonów  był Wielki Król w  koronie i z berłem. Twarz jego, o ostrych rysach, jakby 

wykuta w  kamieniu, lśniła niby biały płomień. Nie było to wszakże ciało królewskie, lecz ogień. Na 

obliczu króla malowały się żądza,  nienawiść i  strach.  Cudowny był  też jego rumak;  nie był to  ani 

koń,  ani  smok,  ani  hipogryf;  wydawał  się  podobny  i  niepodobny  zarazem  do  tych  zwierząt  i 

zmieniał się bez przerwy jak we śnie.
Utwór ten powstał być może pod wpływem  świadomie dwuznacznej personifikacji śmierci w   „Raju 

utraconym”  (II,  666-673).  To,  co  przypomina  głowę,  ma  na  sobie  koronę,  ciało  zaś  łączy  się  z 

cieniem, jaki rzuca wokół siebie.
Kujata
Zgodnie  z  islamskim  mitem  Kujata  to  gigantycznej  wielkości  byk,  mający  cztery  tysiące  oczu, 

cztery tysiące uszu, cztery tysiące nozdrzy, cztery tysiące pysków, cztery tysiące języków  i cztery 

tysiące  nóg. By przejść od jednego  ucha  do drugiego  lub  od jednego oka do  drugiego,  potrzeba 

pięciuset lat. Kujatę dźwiga na sobie Bahamut. Na grzbiecie byka znajduje się rubinowa skała, na 

skale anioł, a na aniele nasza ziemia.
Lamie
Według  rzymskich  i  greckich  klasyków  lamie  zamieszkiwały  Afrykę.  Od  pasa  w  górę  były  to 

przecudne  kobiety,  od  pasa  w  dół  -  węże.  Niektórzy  twierdzili,  że  są  to  czarodziejki,  inni  -  że 

złośliwe  potwory.  Nie umiały mówić,  ale  przepięknie gwizdały.  Na  pustyniach  wabiły wędrowców, 

ażeby ich  potem  pożreć. Ich najdawniejsze pochodzenie było  boskie;  były one owocem  którejś z 

licznych miłostek  Zeusa. Robert Burton  w  owej  części  swej  książki  „The Anatemy of Melancholy” 

(1621), gdzie mówi o namiętności i  miłości, opowiada historię lamii, która przyjęła ludzką postać i 

uwiodła  młodego  filozofa,  „nie mniej pociągającego niż ona  sama”. Zabrała  go  do swego pałacu, 

znajdującego się w  Koryncie. Zaproszony na wesele mag, Apoloniusz z Tyany, zawołał  na  nią po 

imieniu:  tak  pałac,  jak  i  łamią  natychmiast  zniknęły.  John  Keats  (1795--1821)  na  krótko  przed 

śmiercią zaczerpnął motywy z Burtona do swego poematu „Lamia”.
Lemury
Nazywano  je  również larwami.  W przeciwieństwie  do  familijnych larów, dbających i  troszczących 

się  o  swoich,  lemury,  będące duszami  zmarłych  niegodziwców,  błąkały się  po  świecie,  strasząc 

ludzi.  Dokuczały  zarówno  bezbożnym,  jak  i  prawowiernym.  W  przedchrześcijańskim  Rzymie 

obchodzono  w  ciągu  miesiąca  maja  ku  ich  czci  święto,  zwane  Lemuria.  Ustanowił  je  Romulus, 

chcąc  ułagodzić  ducha  swego  brata  Remusa,  którego  zgładził.  Rzym  nawiedziła  epidemia,  a 

wyrocznia,  do  której  zwrócił  się  Romulus,  poradziła  mu  urządzanie  rokrocznie  tych  świąt, 

trwających  trzy noce.  W  tym  czasie  zamknięte  byty świątynie  innych  bóstw  i  zakazane  wesela. 

Panował  zwyczaj  sypania  na  groby  fasoli  i  palenia  jej,  dym  bowiem  odganiał  lemury.  Bały  się 

również  bębnów  i  magicznych  zaklęć.  Ciekawy  czytelnik  może  więcej  się  o  tym  dowiedzieć  w 

Owidiuszowskich „Fasti”.

background image

25

Lilith
„ Albowiem  przed  Ewą była  Lilith” - czytamy w  starym  hebrajskim  tekście. Jej legenda  natchnęła 

angielskiego  poetę  Dantego  Gabriela  Rossettiego  (1828-1882)  do  napisania  poematu  „Eden 

Bower”. Lilith była wężem, pierwszą żoną Adama, i dała mu  glittering sons and radiant daughters 

(wspaniałych  synów  i  promienne  córy).  Potem  Bóg  stworzył  Ewę,  Lilith,  chcąc  zemścić  się  na 

mającej  ludzką  postać  żonie  Adama,  namówiła  ją  do  skosztowania  zakazanego  owocu  i  do 

poczęcia  Kaina,  brata  i  zabójcy  Abla.  Tak  brzmi  prymitywna  wersja  mitu,  na  którym  oparł  się 

Rossetti. W  okresie  średniowiecza  wpływ  słowa lail  (po hebrajsku: noc) w  jakiś sposób odmienił 

mit.  Lilith,  przestawszy  być  wężem,  stała  się  nocnym  upiorem.  Czasami  bywa  ona  aniołem 

rządzącym  rodem  ludzkim,  czasami  demonem  napadającym  na  śpiących  samotnie  lub 

wędrowców. W wyobraźni ludu pojawia się przeważnie jako wysoka, milcząca kobieta o czarnych, 

rozpuszczonych włosach.

Lis chiński
W  zoologii  tradycyjnej  lis  chiński  niewiele  się  różni  od  innych  lisów;  inaczej  -  w   zoologii 

fantastycznej. Statystyki podają, że długość jego życia wynosi od ośmiuset do tysiąca lat. Twierdzi 

się, że sprowadza nieszczęście, że każda część jego ciała posiada inny rodzaj siły. Wystarczy, że 

praśnie ogonem  o ziemię, by wywołać pożar; przepowiada przyszłość i  występuje pod rozmaitymi 

postaciami,  najchętniej  jako  starzec,  młoda  dziewica  lub  mędrzec.  Jest  chytry,  przezorny  i 

sceptyczny; lubi płatać figle i  zakłócać spokój. Umarli  często wcielają się w  postać lisa. Lisie jamy 

są  niedaleko  grobów.  Krąży o  nich  mnóstwo  legend,  zacytujemy jedną  z  nich,  nie  pozbawioną 

humoru.
Wang  zobaczył  dwa  lisy  siedzące  na  tylnych  łapkach,  oparte  o  drzewo.  Jeden  z  nich  trzymał 

arkusik  papieru, a  oba śmiały się  jak  z dobrego  żartu. Wang  usiłował  je  przepłoszyć, ale się  nie 

ruszyły. Strzelił więc do tego, który trzymał kartkę, i zabrał mu ją. W karczmie opowiedział ludziom 

o swej przygodzie. Podczas gdy opowiadał, wszedł jakiś człowiek ze zranionym okiem. Wysłuchał 

z zainteresowaniem  opowieści Wanga  i  poprosił, by pokazano  mu  arkusik papieru. Wang już, już 

miał go pokazać, kiedy karczmarz zauważył, że nowo przybyły ma ogon. „To lis!” - wykrzyknął i w 

tejże  chwili  gość przemienił  się  w  lisa  i  czmychnął.  Lisy kilkakrotnie  usiłowały odebrać utracony 

papier ze znakami  nie do  odcyfrowania, ale im  się to nie  udało. Wang zdecydował  się  wrócić do 

domu. Po drodze  spotkał swoją rodzinę, zdążającą do stolicy. Wyjaśnili, że  przecież to  on  zalecił 

im  ten  wyjazd,  a  matka  pokazała  mu  list,  w  którym  prosił,  by sprzedała  wszystkie  posiadłości  i 

przyjechała do niego do miasta, gdzie miał jej oczekiwać. Wang obejrzał list: była to czysta kartka. 

Chociaż nie mieli już dachu nad głową, Wang zadecydował: wracamy.
Pewnego dnia  pojawił się młodszy brat Wanga, którego wszyscy od dawna uważali  za zmarłego. 

Rozpytywał  o  nieszczęście,  jakie  spotkało  rodzinę,  i  Wang  opowiedział  mu  całą  historię.  „Ach  - 

wykrzyknął,  kiedy  Wang  wspomniał  o  spotkaniu  z  lisami  -  oto  przyczyna  całego  zła!”.  Wang 

pokazał  mu  dokument.  Brat  wyrwał  mu  go  z  pośpiechem  i  schował.  „Wreszcie  odebrałem  to, 

czego szukałem!” - wykrzyknął i, zamieniwszy się w lisa, uciekł.
Łamed wownik
Istnieje  i  zawsze  na  świecie  istniało  trzydziestu  sześciu  prawych  ludzi,  których  zadaniem  jest 

usprawiedliwianie  świata  przed  Bogiem. Są  nimi  łamed wownicy. Nie  znają się między sobą i  są 

bardzo biedni.  Jeżeli  człowiek  uświadomi  sobie,  że  jest łamed  wownikiem,  natychmiast  umiera  i 

jakiś  inny  sprawiedliwy,  często  w  innej  części  planety,  zajmuje  jego  miejsce.  Sami  tego  nie 

podejrzewając, są utajonymi filarami, na których spoczywa świat. Gdyby nie oni, Bóg unicestwiłby 

rodzaj ludzki. Są naszymi wybawicielami, choć o tym nie wiedzą.
To mistyczne wierzenie żydowskie zostało wyłożone przez Maxa Broda.
Jego odległe korzenie znaleźć można w  XVIII  rozdziale Genesis, gdzie Pan mówi: „Jeśli  najdę w 

Sodomie pięćdziesiąt sprawiedliwych w samym mieście, odpuszczę wszytkiemu miejscu dla nich”.
W islamie odpowiednikiem takich osobników są Kutb.

background image

26

Małpa tuszowa
Zwierzę  to,  dość  często  spotykane  na  ziemiach  Północy,  ma  cztery  lub  pięć  cali  długości, 

purpurowe oczy, futerko czarne jak  węgiel, jedwabiste  i  miękkie niby poduszeczka. Odznacza się 

ono niezwykłym  upodobaniem: uwielbia tusz. Kiedy ktoś zabiera się do pisania, małpa sadowi się 

obok,  krzyżuje  nogi  i  składa  ręce,  czekając,  aż  piszący skończy,  by wypić  resztę  tuszu.  Potem 

kuca i tak już pozostaje pełna zadowolenia.
WangTaj-haj(1791)

Mandragora
Podobnie  jak  Barometz,  roślina  znana  pod  nazwą  mandragory ma coś wspólnego  z królestwem 

zwierzęcym,  krzyczy  bowiem,  kiedy  się  ją  wyrywa.  Krzyk  ten  może  obecnych  doprowadzić  do 

obłędu  („Romeo  i  Julia” IV,  3).  Pitagoras nazywa ją antropomorficzną;  rzymski  agronom  Lucjusz 

Kolumella  -półludzką;  Albert  Wielki  napisał,  że  mandragory  posiadają  dwie  płci,  jak  ludzie. 

Uprzednio już Pliniusz twierdził, że biała mandragora jest samcem, czarna -samicą. Twierdził  też, 

że ci, co chcą ją zerwać, muszą obrysować mieczem  trzy koła, patrząc na zachód; zapach jej liści 

jest tak mocny, że może odebrać człowiekowi mowę. Wyrwanie jej wystawia tego, kto to zrobi, na 

straszliwe  niebezpieczeństwa.  Ostatnia  księga „Wojny żydowskiej” Józefa Flawiusza  doradza,  by 

w  tym celu specjalnie tresować psy. Gdy zwierzę wyrwie roślinę - umiera, ale jej liście mogą służyć 

jako środek odurzający, magiczny lub przeczyszczający.
Ta  domniemana  ludzka  forma  mandragory  zrodziła  przesąd,  jakoby  rosła  ona  u  stóp  szubienic. 

Browne („Pseudodoxia Epidemica”, 1646) mówi o tłuszczu powieszonych; poczytny niegdyś pisarz 

niemiecki Hans Heinz Ewers („Airaune”, 1913) -o ich nasieniu. Mandragora po niemiecku brzmi:
Airaune. Dawniej mówiono Airuna, słowo to pochodzi od runa, co znaczy: tajemnica, rzecz ukryta, 

a potem nazywano tak litery pierwszego alfabetu germańskiego (uznając pismo za tajemnicę).
W  Genesis  (XXX,  14)  znajdujemy  ciekawe  nawiązanie  do  regenerujących  właściwości 

mandragory. W XII wieku pewien żydowsko-niemiecki badacz Talmudu napisał taki oto akapit:
Z korzenia tkwiącego w  ziemi wystaje coś podobnego do sznura, do którego przywiązany jest za 

pępek  rodzaj  melona  lub  dyni  -  zwierzątko  zwane  jadu’a,  ale  jadu’a  całkowicie  przypominające 

człowieka: ma  twarz, tułów,  ręce i  nogi.  Tak  daleko  jak  sięga  sznur, wszystko  wokół  niego ulega 

zniszczeniu. Kiedy się przetnie sznur strzałą, zwierzę umiera.
Lekarz Dioskorides  utożsamiał  mandragorę  z  Circe,  czyli  z ziołem  czarodziejki  Circe,  o  którym 

czytamy w księdze X „Odysei”:
Korzeń był czarny, kwiat podobny do mleka... Mężom  śmiertelnym  trudno je wyrwać, bogowie zaś 

wszystko potrafią

19

.

Mantychora
Pliniusz (VIII, 30) twierdzi, że według Greka Ktezjasza, lekarza Artakserksesa Mnemona, w Etiopii
...rodzi się zwierzę, które on mantychorą zowie; ma ono trzy rzędy na kształt grzebieni  spojonych 

zębów,  twarz i  uszy  jak  człowiek,  szare  oczy,  czerwonokrwisty  kolor,  ciało  lwa,  ogon  z  żądłem, 

którym  na kształt niedźwiadka kłuje; głos jego podobnym  jest do głosu pomieszanego piszczałki  i 

trąby; jest niezmiernie szybkim i pragnie szczególniej ciała ludzkiego.
Flaubert udoskonalił ten opis; na ostatnich stronicach „Kuszenia świętego Antoniego” czytamy:
Mantychorą (olbrzymi czerwony lew o ludzkiej twarzy, z trzema szeregami zębów):
-  Sierść  moja  szkarłatna,  miesza  się  z  migotaniem  wielkich  piasków.  Tchnę  przez  me  nozdrza 

przerażenie  samotności.  Rzygam  zarazą.  Pożeram  wojska,  gdy  się  zapuszczą  w  pustynię. 

Szpony moje wygięte  w  świdry, zęby moje  wycięte  w  piły, ogon mój  wykręcony najeżony jest 

pociskami, które rzucam w tył i naprzód, w lewo i w prawo. Patrz!

19

 Przekład Jana Parandowskiego, Czytelnik, Warszawa 1953 (Przyp. tłum.)

background image

27

(Mantychora  rzuca  ciernie  swego  ogona,  które  promieniują  dokoła,  niby  strzały  we  wszystkich 

kierunkach. Krople krwi padają na zieleń)

20

.

Matka żółwi
Dwadzieścia  dwa  wieki  przed  erą  chrześcijańską  sprawiedliwy  cesarz  Yu  Wielki  przemierzył 

krokami  Dziewięć  Gór,  Dziewięć  Rzek  i  Dziewięć  Bagien,  po  czym  podzielił  kraj  na  Dziewięć 

Prowincji  odpowiednich  dla  cnót  i  rolnictwa.  W  ten  sposób  podporządkował  sobie  Wody,  które 

groziły  zatopieniem  Nieba  i  Ziemi.  Historycy  notują,  że  podział,  jaki  narzucił  światu  ludzkiemu, 

został  mu  objawiony  przez  nadprzyrodzonego,  a  może  anielskiego  żółwia,  który  wyszedł  ze 

strumienia. Niektórzy twierdzą, że  płaz ten, matka wszystkich żółwi,  był  stworem  z wody i ognia, 

inni  podejrzewają,  że  z  substancji  jeszcze  rzadziej  spotykanej:  ze  światła  gwiazd  tworzących 

konstelację Strzelca. Na jego grzbiecie można było odczytać traktat kosmiczny pod tytułem „Hung 

fan” (Reguła ogólna) albo też zobaczyć diagram  Dziewięciu Części tego traktatu, składającego się 

z białych i czarnych punktów.
Dla  Chińczyków  Niebo  jest  półkulą.  Ziemia  zaś  czworobokiem;  dlatego  odnajdują  w  żółwiach 

obraz czy też model  Wszechświata. Ponadto żółwie  obdarzone są  długowiecznością kosmiczną; 

nic więc dziwnego, że zaliczane są do zwierząt uduchowionych (obok jednorożca, smoka, Feniksa 

i tygrysa) i że wróżbici przepowiadają przyszłość z ich skorup.
Stwór, który objawił cesarzowi „Hung-fan” zwał się T’an-kuej.
Mieszaniec
Mam  osobliwe zwierzę, na wpół  kota, na wpół baranka. Odziedziczyłem  je po ojcu. Już jako moja 

własność uformowało się  do końca, wcześniej  było bardziej  barankiem  niż kotem.  Teraz - pół  na 

pół. Z kota ma łeb i pazury, z baranka kształt i wielkość;
z obu oczy, dzikie i skrzące, delikatne futerko, ściśle oblegające ciało, ruchy jednocześnie skoczne 

i  skradające  się.  W  niszy  okiennej,  na  słońcu,  zwija  się  w  kłębek  i  mruczy,  po  polu  biega  jak 

szalone i  nie można go dogonić. Ucieka przed kotami, a rzuca się na barany. W księżycowe noce 

bardzo  lubi  spacerować  po  rynnie  na  dachu.  Nie  potrafi  miauczeć  i  nienawidzi  szczurów. 

Godzinami czai się za kurnikiem, ale nigdy nie popełnia zbrodni.
Karmię  je  mlekiem;  to  mu  najbardziej  odpowiada.  Chłepcze  mleko  wielkimi  łykami,  wsysając  je 

przez  swe  zęby  drapieżnika.  Oczywiście  bawi  to  niesłychanie  dzieci.  Pora  wizyt  nadchodzi  w 

niedzielne  przedpołudnie.  Siadam,  biorę  zwierzątko  na  kolana,  a  wszystkie  dzieci  z  sąsiedztwa 

stają wokół mnie. Padają wtedy najdziwaczniejsze pytania, na jakie nie może znaleźć odpowiedzi 

żadna ludzka istota: dlaczego jest tylko jedno takie zwierzątko; dlaczego właśnie ja, a nie kto inny 

jest jego właścicielem; czy przedtem  było już kiedyś podobne i  co będzie po jego śmierci; czy się 

nie czuje osamotnione; dlaczego nie ma potomstwa, jak się nazywa i tak dalej. Nie próbuję nawet 

odpowiadać:  ograniczam  się  tylko  do  pokazywania  mojej  własności  bez  dłuższych  wyjaśnień. 

Czasem  dzieciaki  przynoszą koty,  kiedyś przyniosły dwie owieczki.  Wbrew  ich oczekiwaniom  nie 

rozegrały  się  żadne  sceny  wzajemnego  rozpoznania.  Zwierzęta  popatrzyły  na  siebie  łagodnie 

swymi  zwierzęcymi  oczami,  wyraźnie  przyjmując swoją  egzystencję  za  fakt  boski. Kiedy jest  na 

moich kolanach, mieszaniec niczego się nie boi ani  nie pragnie nikogo ścigać. Najlepiej  się czuje 

mocno  do mnie  przytulony.  Lgnie  do  rodziny,  która  go  wychowała.  Ten  rodzaj  wierności  nie  jest 

niczym  niezwykłym.  Przejawia  się  w  tym  normalny instynkt  zwierzęcia,  które  ma  wprawdzie  na 

ziemi  niezliczonych  powinowatych,  ale  ani  jednego  prawdziwego  krewnego,  toteż  schronienie, 

jakie znalazł u nas, jest dlań rzeczą świętą.
Nieraz śmiać mi się chce, kiedy mnie  obwąchuje, wije mi  się  pod nogami  i nie daje  się  odsunąć. 

Jakby mu nie wystarczało być kotem  i barankiem, chce jeszcze być psem. Pewnego razu - jak się 

to  może  zdarzyć  każdemu  -  nie  mogąc  wybrnąć  z  trudności  materialnych,  postanowiłem  ze 

wszystkim  skończyć. Zaprzątnięty tymi  myślami, kołysałem  się na bujanym  fotelu w  moim  pokoju 

ze  zwierzątkiem  na  kolanach;  kiedy  spuściłem  oczy,  zobaczyłem,  że  z  jego  wielkich  wąsisk 

skapują  łzy.  Jego  czy  moje?  Czyżby  ten  kot  o  duszy  jagnięcia  miał  ludzką  dumę?  Niewiele 

odziedziczyłem po ojcu, ale o ten spadek należało dbać.

20

 Przekład Antoniego Langego, Lwów 1907. (Przyp. tłum.)

background image

28

Mieszaniec ma  w  sobie  niepokój  obu  tych  zwierząt,  i  baranka,  i  kota,  jakkolwiek  nie  są  one  do 

siebie  podobne.  Dlatego  wydaje  się,  że  jego  skóra  jest  dlań  zbyt  ciasna.  Czasem  wskakuje  na 

fotel, przednie łapy opiera o moje ramię i przybliża swój pyszczek do mojego ucha. Zupełnie jakby 

coś do mnie mówił - i rzeczywiście odwraca łeb i patrzy wprost na mnie, jakby chciał zbadać efekt 

swego  doniesienia.  Ażeby  mu  sprawić  przyjemność,  zachowuję  się,  jakbym  coś  zrozumiał, 

przytakuję. Wtedy zeskakuje na podłogę i zaczyna tańczyć z radości.
Może nóż rzeźnika byłby dla niego wyzwoleniem, ale ponieważ otrzymałem  go w  spadku, muszę 

mu tego odmówić. Będzie musiał czekać na wyzwolenie do ostatniego oddechu, jakkolwiek nieraz 

patrzy na mnie rozumnymi ludzkimi oczami, które namawiają mnie do zrobienia tego, o czym  obaj 

myślimy

21

.

Minotaur
Dom  zbudowany tak, aby zagubili się w  nim  ludzie, jest może jeszcze dziwniejszy jako pomysł niż 

człowiek  z głową  byka, ale oba  w  pewien sposób  się łączą i obraz labiryntu odpowiada obrazowi 

Minotaura. Jest rzeczą naturalną, by w monstrualnym domu żył monstrualny mieszkaniec.
Minotaur,  pół  byk,  pół  człowiek,  zrodził  się  z szalonej  miłości  królowej  Krety  Pasifae  do  białego 

byka, któremu Posejdon kazał wynurzyć się z morza. Dedal, autor pomysłu, jaki umożliwił królowej 

zaspokojenie  jej  namiętności, wybudował  labirynt,  aby zamknąć i  ukryć tam  syna-potwora. Żywił 

się  on  ludzkim  mięsem  i  król  Krety  zażądał  dlań  od  Aten  corocznej  daniny  w  postaci  siedmiu 

młodzieńców  i  siedmiu  dziewic.  Tezeusz z własnej  woli  postanowił  uwolnić ojczyznę  od  takiego 

obowiązku.  Córka  królewska, Ariadna,  ofiarowała  mu  nić,  ażeby  nie  zagubił  się  w  gmatwaninie 

korytarzy; bohater zabił Minotaura i wyszedł z labiryntu.
Owidiusz w  wersecie, który usiłuje być odkrywczy, mówi o człowieku będącym  półbykiem  i o byku 

będącym  półczłowiekiem.  Dante,  znający  teksty  starożytnych,  lecz  nie  znający  ich  monet  ani 

pomników, wyobrażał sobie Minotaura jako byka z głową człowieka („Piekło” XII, 1-30).
Kult  byka  i  toporów  o  dwóch  ostrzach  (nazywanych  labrys,  co  później  mogło  przemienić się  w 

„labirynt”) był typowy dla religii prehelleńskich, w  których walka byków  stanowiła uświęcony rytuał. 

Ludzkie  postacie  o  byczych  głowach  -  sądząc  po  malowidłach  ściennych  -  występowały  w 

demonologii  kreteńskiej.  Grecka  legenda  o  Minotaurze  jest  prawdopodobnie  późniejszą, 

prymitywną wersją mitów o wiele starszych, cieniem innych, jeszcze okrutnie j szych snów.
Moonokle, czyli istoty jednookie
Zanim  słowo  to  stało  się  nazwą  optycznego  instrumentu,  oznaczało  istotę  jednooką.  I  tak  w 

sonecie  z  początków  XVII  wieku  Góngora  pisze  o  „jednookim  kochanku  Galatei”,  mając,  rzecz 

jasna, na myśli Polifema, któremu poświęcił uprzednio w „Baśni o Polifemię i Galatei” te strofy:
Wyniosłej górze podobny był zgoła
Polifem, olbrzym, Neptuna syn srogi
o jednym oku na orbicie czoła,
jaśniejszym ponad gwiezdnych dróg rozłogi.
Gigant, bez trudu sośninie podoła,
co w ręce jego jak kijek ubogi,
pod tym ciężarem lekkości obrazem;
dziś - kijkiem wiotkim, laską - innym razem.

Na głowie włosy czarne i faliste, 
odbicie Lety ciemniejącej wody;
gładzą je tylko wiatry porywiste, 

21

 Por. „Dzieła wybrane”, 1.1, przekład Elżbiety Ptaszyńskiej-Sadowskiej, PIW, Warszawa 1994. (Przyp. red.)

background image

29

wzlatują wolno, bez żadnej przeszkody.
— Posejdonowe potomstwo, zaiste - 

Broda cyklopa niby potok młody 
rwie poprzez piersi, nie czesana wcale,
chyba że palce wgłębią się w jej fale

22

.

Te  wersy  z  jednej  strony  wzmacniają,  z  drugiej  osłabiają  inne  strofy  z  III  księgi  „Eneidy” 

(wychwalane przez Kwintyliana), które z kolei wzmacniają i  osłabiają odpowiadające im  treściowo 

fragmenty  IX  księgi  „Odysei”.  To  obniżenie  wartości  literackich  dorównuje  zanikowi  wiary  u 

poszczególnych  poetów.  Wergiliusz pragnie  wywrzeć wrażenie  swym  Polifemem,  jakkolwiek  nie 

bardzo już w niego wierzy, Góngora natomiast wierzy już tylko w słowa, w igraszki słowne.
Cyklopowie  nie  byli  jedyną  rasą  jednookich;  Pliniusz  (VII,  2)  wspomina  również  o  Arimaspach, 

którzy:
...jakeśmy  powiedzieli,  odznaczają  się  jednym  okiem  w  czole  i  ciągłe  wiodą  wojny  przy  żytach 

kruszcowych z gryfami, rodzajem, jak pospolicie mówią, ptaków; że te z dziwną chciwością złoto z 

lochów   wydobywają,  i  pilnują  je,  a  Arimaspowie  porywają  im  takowe,  wielu  autorów,  ale 

szczególniej sławny Herodot i Aristeas z Prokonnezu, pisze.
Pięćset lat wcześniej pierwszy encyklopedysta Herodot z Halikarnasu napisał:
Jest znaną rzeczą, że w  północnej  części Europy znajduje się bezspornie najwięcej  ztota. Ale jak 

się  je  uzyskuje,  tego  także  nie  potrafię  dokładnie  podać;  opowiadają,  że  jednoocy  ludzie, 

Arimaspowie,  podkradają  je gryfom.  Nie  mogę nawet w  to  uwierzyć, że istnieją  ludzie o  jednym 

oku, którzy poza tym mają podobny do innych ludzi wygląd

23

.

Mrówkolew
Mrówkolew  jest  niewyobrażalnym  monstrum,  tak  oto  opisanym  przez  Flauberta:  przód  lwa,  tył 

mrówki, genitalia zaś na wywrót. Ciekawa jest historia tego potwora. W  Piśmie  czytamy (Hiob IV, 

li): „Tygrys zginął, iż nie miał łupu, i szczenięta lwie rozproszyły się”.
W tekście hebrajskim  lwa zapewne nazywa się laisz - to niezwykłe w  takim  użyciu słowo stało się 

przyczyną  równie  niezwykłego  tłumaczenia.  Septuaginta  wspomina  o  lwie  arabskim,  którego 

Aelian i Strabon zwali myrmex, co w  połączeniu ze słowem  łacińskim oznaczającym lwa (leo) dało 

nazwę mrówkolew.
Po upływie stulecia to znaczenie znikło. Myrmex to po grecku mrówka. Z tajemniczych słów: „Lew-

mrówka zginął, iż nie miał łupu”, narodziła się fantazja, którą powieliły bestiaria średniowieczne:
Physiologus mówi  o  tym  zwierzęciu, że jest  zrodzone  z  ojca  lwa  i  matki  mrówki,  ojciec żywi  się 

mięsem, matka trawą, mrówkolew, ich syn, jest podobny do obojga, ma bowiem  przód lwa, tył zaś 

mrówki.  Tak  stworzony  nie  może  jeść  ani  mięsa  jak  ojciec,  ani  trawy  jak  matka.  Wobec  tego 

umiera.
Nagowie
Nagowie należą do mitologii indyjskiej. Są to węże, które potrafią przybierać ludzką postać.
W  jednej  z  ksiąg  „Mahabharaty”  Ardżuna  jest  prześladowany  przez  Ulupi,  córkę  króla  Nagów, 

której  pragnie  wytłumaczyć, że złożył  ślub czystości; dziewica przypomina mu, że jego  zadaniem 

jest pomaganie nieszczęśliwym, i bohater ulega jej na jedną noc. Medytujący pod figowcem  Budda 

zostaje  zaskoczony  przez  wiatr  i  deszcz;  miłosierny  Naga  siedmiokroć  owija  się  wokół  niego  i 

rozkłada nad nim  swych siedem  głów, tworząc w  ten sposób rodzaj dachu. Budda nawraca go na 

swoją wiarę.
Jan Hendrick Kem w  swym podręczniku buddyzmu („Manuał of Indian Buddhism”) określa Nagów 

jako  węże  w   kształcie  chmur.  Mieszkają  w   pałacach  znajdujących  się  głęboko  pod  ziemią. 

22

 Przekład Hanny Igalson-Tygielskiej. (Przyp. tłum.) 

23

 „Dzieje”, III, przekład Seweryna Hammera, Czytelnik, Warszawa 1954. (Przyp. tłum.)

background image

30

Wyznawcy Wielkiego Wozu (mahajand) twierdzą, że Budda ogłosił  jedno prawo dla ludzi, a drugie 

dla  bogów  i  że  to  ostatnie  - ezoteryczne  -  zostało  przechowane  w  niebie  i  w  pałacach  wężów, 

które, wieki później, przekazały je mnichowi Nagardżunie.
A oto legenda, jaką z Indii w początkach V wieku przywiózł pielgrzym Fa-siem:
Król  Asioka  przybył  w  okolice  jeziora,  nieopodal  którego  wznosiła  się  wieża.  Postanowił,  że  ją 

zburzy  i  na  tym  miejscu  postawi  inną,  wyższą. Ale  pewien  bramin  wprowadził  go  do  tej  wieży, 

gdzie usłyszał głos mówiący:
-  Moja  ludzka  postać  jest  złudzeniem.  W  rzeczywistości  jestem  Nagą,  smokiem.  Moje  winy 

sprawiły, że zamieszkuję to potworne ciało, ale przestrzegam praw, jakie podyktował mi Budda, 

i  czekam  na  wybawienie.  Możesz  zburzyć  to  sanktuarium,  o  ile  jesteś  pewny,  że  potrafisz 

zbudować lepsze. I  ukazał  mu naczynia  obrzędowe.  Król  popatrzył  na nie z niepokojem,  były 

bowiem całkowicie odmienne od naczyń robionych przez ludzi, i zaniechał swojego zamiaru.

Nasnas
Pośród potworów  „Kuszenia” widzimy nasnasa, który „ma  tylko  jedno  oko,  jeden policzek, jedną 

nogę, pół ciała i pół serca”. Komentator Jean-Claude Margolin pisze, że wymyślił go sam  Flaubert, 

ale pierwszy tom  „Księgi tysiąca i jednej nocy” w  angielskim  przekładzie Lane’a (1839) przypisuje 

go  związkom  ludzi  z  demonami.  Nesnas  -  takiej  bowiem  pisowni  używa  Lane  -  „jest  potową 

człowieka:  ma  pół  głowy,  pół  ciała,  jedną  rękę  i  jedną  nogę,  na  której  dość  zręcznie  skacze”. 

Mieszka na pustkowiach Jemenu i  Hadramautu. Umie używać artykułowanego języka. Niektóre z 

tych stworzeń mają twarze na piersiach jak biernie, ogon zaś podobny do owczego. Ich mięso jest 

słodkie i bardzo poszukiwane. Pewna odmiana nasnasa ze skrzydłami nietoperza jest pospolita na 

wyspie Raij (być może chodzi o Borneo) na krańcach Chin. „Ale - dodaje sceptyczny pisarz - tylko 

Allah wie wszystko”.
Nimfy
Paracelsus ogranicza  obszar władania  nimf do  wód,  ale  starożytni  dzielili  je na  wodne  i  lądowe. 

Niektóre  z  tych  ostatnich  rządziły  lasami.  Niewidzialne  driady  lub  hamadriady  mieszkały  na 

drzewach  i  ginęły  wraz  z  nimi;  o  innych  myślano,  że  są  nieśmiertelne  lub  że  żyją  tysiące  lat. 

Mieszkanki  mórz zwały się  oceanidy  albo  nereidy;  mieszkanki  rzek  -  najady.  Liczba  ich  nie  jest 

dokładnie  znana;  Hezjod  mówi  aż  o  trzech  tysiącach.  Były  to  niebezpieczne  i  piękne  młode 

kobiety;  widok  ich  mógł  przyprawić  o  obłęd,  a  jeśli  były  nagie  -  nawet  o  śmierć.  To  stwierdza 

pewien werset z Propercjusza.
Starożytni  składali  im  w  ofierze  miód,  oliwę  i  mleko. Były  to pomniejsze  boginki;  świątyń im  nie 

budowano.
Niwelator
Pomiędzy rokiem  1840 a 1864  Ojciec Światła  (zwany również Głosem  Wewnętrznym) przedłożył 

bawarskiemu  muzykowi  i  nauczycielowi  Jakobowi  Lorberowi  serię  wiarygodnych  rewelacji  na 

temat  ludności,  fauny  i  flory  ciał  niebieskich  w  systemie  słonecznym.  Dzięki  tym  rewelacjom 

spośród  zwierząt  domowych  poznaliśmy  niwelatora  (Kodendrucker),  świadczącego  niezliczone 

usługi na planecie Miron, którą obecny wydawca Lorbera identyfikuje z Neptunem.
Niwelator jest dziesięć razy większy od słonia, do którego jest zresztą  bardzo podobny. Ma dość 

krótką trąbę i długie proste kły, skóra jego jest bladozielona. Łapy ma grube, stożkowate, z tym  że 

góra stożka jest wrośnięta w  ciało. Owo stopochodne zwierzę niweluje ziemię przed rozpoczęciem 

pracy przez murarzy i budowniczych. Zabrane na falujący teren, wyrównuje go za pomocą trąby i 

kłów.
Żywi się roślinami i korzonkami i nie ma żadnych wrogów poza pewnym gatunkiem owadów.
Norny
W skandynawskiej mitologii średniowiecznej Norny to  Parki. Snom  Stuńuson, który w  początkach 

XIII  wieku  zajął  się  porządkowaniem  tej  nieskatalogowanej  mitologu,  mówi,  że  są  trzy  główne 

Norny, które  zwą się  Przeszłość, Teraźniejszość i  Przyszłość.  Te trzy boskie Norny, obecne  przy 

narodzinach  każdego  człowieka,  decydują  o  jego  losie.  Należy podejrzewać,  że  to  ostatnie  jest 

swego rodzaju ozdobnikiem lub dodatkiem  teologicznym, bo dawni Germanowie nie byli zdolni do 

background image

31

tego  typu  abstrakcji. Snorri  Sturiuson przedstawia je  nam  jako  trzy dziewice,  które przędą nasze 

losy pod drzewem Yggdrasil, podtrzymującym świat.
Czas  (z  którego  są  zrobione)  zaczął  z  wolna  o  nich  zapominać,  ale  około  1606  roku  William 

Szekspir  ukazał  je  nam  w   pierwszej  scenie  „Makbeta”  pod  postacią  trzech  czarownic 

przepowiadających  rycerzom,  co  ich  czeka.  Szekspir  nazywa  je  weird  sisters  -siostry 

przeznaczenia.  Parki.  Wyrd  uważana  była  przez Anglosasów  za  milczącą  boginię,  która  rządzi 

losami śmiertelnych i nieśmiertelnych.
Odradek
Niektórzy  chcą  nazwę  „odradek”  tłumaczyć  jej  słowiańskim  pochodzeniem.  Inni  uważają,  że 

źródłosłów  jest niemiecki  z nieznacznym  tylko wpływem  języków  słowiańskich. Brak pewności na 

temat tych teorii dowodzi, że obie są fałszywe; w  dodatku żadna nie jest w  mocy wyjaśnić samego 

słowa.
Naturalnie  nikt  nie  traciłby  czasu  na  takie  konsyderacje,  gdyby  nie  istniało  stworzenie  imieniem 

Odradek.  Przypomina  ono  na  pierwszy  rzut  oka  płaską  szpulkę  nici,  w  formie  gwiazdy,  i  chyba 

naprawdę jest nimi pokryte; choć mogą to być jedynie porwane, stare strzępki nici, powiązane, ale 

i  splątane  ze  sobą,  kawałki  najrozmaitszych  grubości  i  kolorów.  Nie  jest  to  jednak  tylko  sama 

szpula;  ze  środka  gwiazdy  sterczy  poprzeczny  pręcik,  a  do  niego  pod  kątem  prostym 

przymocowany jest inny. Za pomocą tego drugiego pręcika i jednego z promieni
gwiazdy można ustawić Odradka niejako na dwóch nóżkach.
Nasuwa się  myśl,  że  tego  typu struktura  musiała  w  swoim  czasie  być przystosowana  do  jakiejś 

funkcji,  tyle  że  teraz jest  popsuta. Ale  nie  wydaje się,  by tak  było,  w  każdym  razie nic o  tym  nie 

świadczy; nigdzie nie widać śladu pęknięcia czy też naprawy. Całość robi wrażenie bezużytecznej, 

właściwie jednak niczego jej nie brakuje, jest kompletna. Nic więcej nie da się zresztą powiedzieć, 

Odradek bowiem jest niesłychanie ruchliwy i nie daje się schwytać.
Przebywa na suficie albo pod schodami, w  korytarzu, w  sieni.  Niekiedy całymi  miesiącami  go  nie 

widać. Czasem  wstępuje do sąsiadów, ale zawsze do nas wraca. Nieraz gdy ktoś wchodzi  i widzi 

go spoczywającego na schodach, ma ochotę go zagadnąć. Naturalnie nie zadaje mu się żadnych 

skomplikowanych  pytań,  wszyscy  traktują  go  raczej  -  również  dlatego,  że  jest  taki  mały  -  jak 

dziecko.  „Jak  się  nazywasz?”  -  pytamy.  „Odradek”  - mówi.  „A gdzie  mieszkasz?”  „I  tu,  i  tam”  - 

powiada  i  śmieje  się.  Ale  jest  to  śmiech  bez  udziału  płuc.  Podobny do  szelestu  zeschłych  liści. 

Przeważnie na tym  rozmowa się kończy. Nie zawsze udaje się otrzymać takie odpowiedzi, nieraz 

milczy uporczywie jak drewno, z którego wydaje się zrobiony.
Niepotrzebnie  zastanawiam  się,  co  się  z  nim  stanie.  Czy może  umrzeć?  Wszystko,  co  umiera, 

miało kiedyś jakiś cel, jakiś rodzaj aktywności, która się wyczerpała. Ale to nie pasuje do Odradka. 

Czy będzie więc turlał  się ze schodów, rozsnuwając pasma nici pod  nogami  moich dzieci  i dzieci 

moich dzieci?  Nie robi nikomu  nic złego, ale myśl, że  mógłby mnie  przeżyć,  jest  dla mnie niemal 

bolesna

24

.

Osioł trójnożny
Pliniusz  przypisuje  Zaratustrze,  założycielowi  religii,  jaką  do  dziś  wyznają  parsowie  z  Bombaju, 

autorstwo dwóch milionów  wierszy; arabski historyk al-Tabari  twierdzi, że całość dzieła Zaratustry, 

uwieczniona  przez  bogobojnych  kaligrafów,  zajęłaby  dwanaście  tysięcy  wołowych  skór.  Fama 

głosi, że Aleksander Macedoński  kazał je spalić w  Persepolis, ale pamięć kapłanów  jakoby ocaliła 

zasadnicze  teksty,  a  od  IX  wieku  uzupełnia  je  encyklopedia  „Bundahisz”,  zawierająca  taką  oto 

adnotację:
Mówi  się,  że  trójnożny osioł  żyje  w  środku  oceanu, że ma  troje  kopyt,  sześcioro oczu,  dziewięć 

ust, dwoje  uszu  i  jeden róg.  Sierść ma białą,  żywi  się strawą  duchową  i  jest  prawy.  Jedną parę 

oczu  ma  na  właściwym  miejscu,  drugą  w   tyle  głowy,  a  trzecią  na  karku.  Za  pomocą  tych 

sześciorga oczu zwycięża i niszczy.
Z dziewięciu ust trzy są na głowie, trzy na karku, trzy po bokach. Każdym  kopytem  może zasłonić 

miejsce, gdzie się pasie tysiąc owiec, pod każdą ostrogą może galopować z tysiąc rumaków. Uszy 

24

 Por. „Dzieła wybrane”, 1.1, przekład Elżbiety Ptaszyńskiej—Sadowskiej, PIW, Warszawa 1994. (Przyp. red.)

background image

32

jego zasłaniają  cały Mazandaran

25

. Róg jest wydrążony i  jakby pozłacany; wyrasta z niego tysiąc 

odnóg. Za pomocą tego rogu udaremni wszelkie knowania nikczemników.
Wiadomo,  że bursztyn to łajno trójnożnego  osła.  W  mitologii  mazdajskiej dobroczynny ten potwór 

jest jednym z pomocników Ahura Mazdy (Ormuzda), początkiem Życia, Światła i Prawdy.

Pantera
W  średniowiecznych  bestiariach  słowo  „pantera”  oznacza  zwierzę  znacznie  różniące  się  od 

znanego  współczesnej  zoologii  ssaka  mięsożernego.  Arystoteles  wspomina,  że  zapach  jej 

przyciąga inne zwierzęta; Aelian - autor łaciński, nazywany Miodoustym  ze względu na wspaniałą 

znajomość greki,  stwierdza, że  ów  zapach przyjemny jest również dla ludzi.  (Ten rys sprawia,  że 

niektórzy badacze  mylą  panterę  z  cybetem).  Pliniusz  twierdzi,  że  ma  ona  na  grzbiecie  okrągłą 

plamę,  zmniejszającą  się  lub  zwiększającą  zależnie  od  faz  Księżyca.  Do  tych  przedziwnych 

okoliczności należy dodać fakt, że w  greckiej wersji Biblii, Septuagincie, słowo „pantera” użyte jest 

w takim kontekście, iż może odnosić się do Chrystusa (Ozeasz V, 14).
W  anglosaskim  bestiarium  „Exeter  Book”  pantera  jest  łagodnym,  samotnym  stworzeniem  o 

melodyjnym  głosie  i  wonnym  oddechu.  Zamieszkuje  góry,  w   których  znajduje  sobie  utajone 

kryjówki. Jedynym  jej wrogiem  jest smok i walczy z nim nieustannie. Śpi trzy noce z rzędu, a kiedy 

budzi się śpiewając, ludzie i  zwierzęta przybiegają do jej nory z pól, zamków  i miast,  oczarowani 

jej  wonią  i  głosem.  Smok  jest  odwiecznym  wrogiem:  Demonem;  przebudzenie  jest 

zmartwychwstaniem Pana; przybywający są wspólnotą wiernych, pantera zaś jest Chrystusem.
Ażeby  osłabić  nieco  zdumienie,  jakie  może  wywołać  tego  rodzaju  alegoria,  przypominamy,  że 

pantera dla Anglosasów  nie jest dzikim zwierzęciem, lecz egzotycznym dźwiękiem, nie związanym 

z żadnym  konkretnym obrazem. Jako ciekawostkę należy dodać, że w  poemacie „Gerontion” Eliot 

używa określenia Christ the tiger- Chrystus tygrys.
Leonardo da Vinci pisze:
Pantera afrykańska jest jak  lwica, tyle że ma dłuższe nogi  i smuklejsze ciało. Jest biała w  czarne, 

podobne do  rozetek,  kropki. Piękność pantery  zachwyca  inne zwierzęta, które  nie opuszczałyby 

jej,  gdyby  nie  jej  przerażające  spojrzenie.  Pantera,  świadoma  tego,  spuszcza  oczy;  zwierzęta 

zbliżają się do niej, by się radować taką pięknością, a wtedy rzuca się na najbliżej stojące, chwyta 

je i pożera.
Pelikan
Pelikan  wedle  pospolitej  zoologii  jest  wodnym  ptakiem  mniej  więcej  dwumetrowego  wzrostu,  z 

długim,  szerokim  dziobem,  którego  dolna  część  posiada  tworzącą  torebkę  czerwonawą 

membranę,  gdzie  przechowuje  ryby;  baśniowy  pelikan  jest  mniejszy,  o  krótszym  i  ostrzejszym 

dziobie. Pierwszy z nich, wierny swej  nazwie pelikan zoologiczny -pelicanus, znaczy: białowłosy - 

jest  biały;  drugi  natomiast  żółty,  a  czasem  zielony;  jeszcze  dziwniejsze  niż  wygląd  jest  jego 

zachowanie.
Za pomocą dzioba i pazurów  matka pieści swe dzieci z takim  zapamiętaniem, że je zabija. W  trzy 

dni później przybywa ojciec i zrozpaczony śmiercią potomstwa rozrywa sobie dziobem  pierś. Krew 

z  jego  ran  ożywia  je...  Oto  jak  opisują  losy  pelikanów  bestiaria  średniowieczne,  chociaż  święty 

Hieronim  w  komentarzu  do  psalmu  102  („podobny pelikanowi  na  pustyni,  jestem  jako  puchacz 

wśród  ruin”)  o  śmierć  młodych  pelikanów  obwinia  węże.  To,  że  pelikan  otwiera  sobie  dziobem 

pierś i żywi małe własną krwią, jest pospolitą wersją legendy.
Krew  ożywiająca zmarłych sugeruje Eucharystię i Krzyż i dlatego pewnie słynny wers „Raju” (XXV, 

113) nazywa  Chrystusa  nostro  Pellicano  (naszym  Pelikanem).  Łaciński  komentarz Benvenuta  z 

Imoli  wyjaśnia:  „Zwie  się  pelikanem,  ponieważ  otwarł  sobie  bok  ku  naszemu  zbawieniu,  jak 

pelikan, który ożywia swe martwe dzieci krwią z własnej piersi. Pelikan jest ptakiem egipskim”.
Pelikan  często  występuje  w   heraldyce  liturgicznej  i  do  dziś  bywa  rzeźbiony  na  kielichach. 

Leonardo  da  Vinci  tak  go  opisuje:  „Bardzo  kocha  swe  dzieci,  a  znalazłszy  je  w   gnieździe 

25

 Północna prowincja Persji. (Przyp. aut.)

background image

33

zaduszone  przez  węże,  rozszarpuje  sobie  pierś,  by  skąpawszy  je  we  własnej  krwi  wrócić  im 

życie”.
Peryci
Podobno Sybilla z Erytrei przepowiedziała, że Rzym zostanie zburzony przez Perytów.
W  642  roku  naszej  ery wszelkie ślady  przepowiedni  wieszczek  zostały  spalone  przez Omara  w 

Aleksandrii; ci, którzy zajęli się restytuowaniem  fragmentów  dziewięciu  zwęglonych tomów, nigdy 

nie natrafili na żadną przepowiednię dotyczącą Rzymu.
Wobec tak  niejasnej  przeszłości postanowiono poszukać jakiegoś źródła mogącego rzucić więcej 

światła na  ową jak  przez mgłę pamiętaną  tradycję.  Po  wielu trudach dowiedziano  się, że w  XVI 

wieku  pewien  rabin  z  Fezu  (najpewniej  Jakob  Ben  Chaim)  opublikował  broszurkę  poświęconą 

zwierzętom  fantastycznym, gdzie  cytował nieistniejące  dziś dzieło pewnego  greckiego  uczonego, 

który  podawał  historyczne  fakty  dotyczące  Perytów,  najwyraźniej  pochodzące  z  przepowiedni 

zniszczonej przez pożar w aleksandryjskich księgozbiorach.
Chociaż  rabin  nie  wymienił  imienia  greckiego  autora,  miał  szczęśliwy  pomysł  przepisania 

niektórych  akapitów  z  jego  dzieła,  zawierającego  wiarygodne  dane  na  temat  Perytów.  W  braku 

innych elementów rzeczą najrozsądniejszą jest przytoczenie owych akapitów. Oto one:
Peryci  zamieszkują Atlantydę. Są oni  na wpół  jeleniami,  na wpół  ptakami. Z jelenia mają głowę  i 

nogi. Ciało jest całkowicie ptasie, posiada upierzenie i skrzydła.
Najbardziej  zdumiewające  jest  to,  że  w  słońcu  cień  ich  przypomina  cień  człowieka,  z  czego 

poniektórzy wnioskują, że Peryci są duchami zmarłych pozbawionych opieki bogów.
...zauważono, że żywią  się po prostu wyschniętą  ziemią... fruwają  stadami; widziano ich  wysoko 

ponad Słupami Heraklesa.
...są oni (Peryci) śmiertelnymi wrogami rodzaju ludzkiego. Kiedy udaje im  się zabić człowieka, ich 

cień natychmiast przybiera formę jego ciała i spływa na nich miłosierdzie bogów...
...ci, co ze Scypionem  przepłynęli  morza, chcąc podbić Kartaginę, omal nie przegrali, albowiem  w 

czasie  przeprawy  pojawił  się  zwarty  tłum  Perytów,  którzy  wielu  wojowników  zabili...  jakkolwiek 

nasza broń jest wobec Perytów bezsilna, zwierzę to nie może zabić więcej niż jednego człowieka.
...tarza się we krwi swej ofiary, po czym unosi się w powietrze.
...w  Rawennie, gdzie  ich widziano przed  niewielu laty, twierdzi  się, że pióra  ich  są  niebieskie,  co 

zaskakuje mnie, bo wiadomo, iż są one ciemnozielone.
Chociaż powyższe akapity są dostatecznie jasne, jest niepowetowaną stratą, że nie dotarty do nas 

żadne inne wiadomości o Perytach.
Rozprawa  owego  rabina,  która  zawierała  przytoczony  opis,  aż  do  drugiej  wojny  światowej 

znajdowała  się  w  drezdeńskiej  bibliotece  uniwersyteckiej.  Ze  smutkiem  musimy  stwierdzić,  że 

również ten dokument zaginął, na skutek bombardowań lub za sprawą działalności nazistów.
Należy mieć nadzieję, że jeśli stało się to z tego drugiego powodu, z czasem  owo dzieło odnajdzie 

się i stanie ozdobą jakiejś biblioteki.
Pigmeje
Według starożytnych ów  karli ród zamieszkiwał krańce Indii lub Etiopii. Niektórzy autorzy twierdzą, 

że  Pigmeje  budowali  swe  siedziby  ze  skorupek  jaj.  Inni,  jak  Arystoteles,  pisali,  że  żyli  w 

podziemnych  pieczarach.  Do  ścinania  zboża  uzbrajali  się  w   topory,  jakby  mieli  karczować 

puszczę. Dosiadali owiec i  kóz odpowiadających im  wzrostem. Co roku byli  napadam  przez stada 

żurawi z rosyjskich równin.
Pigmej  to  również  imię  bóstwa,  którego  podobiznę  Kartagińczycy  rzeźbili  na  dziobach  okrętów 

wojennych, aby siać postrach wśród wrogów.
Potwór Acheront
Tylko raz i tylko jeden człowiek widział potwora Acheronta. Stało się to w  XII wieku w  miejscowości 

Cork. Oryginalny opis tej  historii w  języku irlandzkim  zaginął, ale pewien benedyktyn z Ratyzbony 

background image

34

przełożył  ją  przedtem  na łacinę; na  podstawie tego tłumaczenia opowieść została odtworzona w 

innych  językach,  w   tym  po  szwedzku  i  po  hiszpańsku.  W  wersji  łacińskiej  zachowało  się 

kilkadziesiąt  rękopisów,  w  rzeczach  zasadniczych  mniej  więcej  zgodnych.  „Visio  Tundali”  (Wizja 

Tundala) - oto tytuł tej opowieści, uważanej za jedno ze źródeł poematu Dantego.
Zacznijmy  od  słowa  Acheront.  W  X  księdze  „Odysei”  jest  to  nazwa  piekielnej  rzeki  płynącej  na 

zachodnich  krańcach  świata  nie  zamieszkanego.  Jej  nazwa  powtarza  się  w   „Eneidzie”,  w 

„Pharsalii” Lukana i w  „Przemianach” Owidiusza. Dante uwiecznia  ją w  wersie Su  la trista rwiera 

d’Acheronte.
W  innym  micie Acheront to ukarany Tytan, w  jeszcze  innym, późniejszym, umieszczony jest koło 

Bieguna  Południowego,  na  antypodach.  Etruskowie  mieli  księgi  przeznaczenia,  uczące 

odgadywać przyszłość, i księgi acherontyczne, wskazujące drogi dusz po śmierci ciała. Z czasem 

Acheront zaczyna oznaczać Piekło.
Tundal był  młodym  irlandzkim  szlachcicem,  wykształconym  i odważnym, ale  o  dość swobodnych 

obyczajach.  Pewnego  dnia  zachorował  w  domu  swej  przyjaciółki  i  przez  trzy  dni  i  trzy  noce 

uważano go za zmarłego, mimo że serce jego zachowało jeszcze odrobinę ciepła. Kiedy odzyskał 

świadomość, opowiedział, że anioł  stróż pokazał mu pozaziemskie  regiony. Z wielu dziwów, jakie 

widział, interesuje nas teraz jeden: potwór Acheront.
Jest on większy niż góra.  Oczy jego ciskają  płomienie,  pysk ma zaś tak  wielki,  że mogłoby się w 

nim  zmieścić  dziewięć  tysięcy  ludzi.  Dwóch  skazańców,  wysokich  jak  kolumny  lub  Atlanci,  nie 

pozwala mu go zamknąć. Jeden z nich stoi  na nogach, drugi na głowie. Do środka prowadzą trzy 

gardziele, wszystkie zieją ogniem, który nigdy nie gaśnie. Z trzewi bestii  wydobywa się ciągły jęk 

nieprzeliczonych  rzesz  połkniętych  nieszczęśników.  Demony  oznajmiają  Tundalowi,  że  potwór 

nazywa się Acheront. Anioł stróż znika, Tundal zaś zostaje pochłonięty wraz z innymi. We wnętrzu 

są łzy, ciemności, zgrzytanie zębów, ogień, straszliwy żar, lodowate zimno, psy, niedźwiedzie, lwy i 

żmije. W tej legendzie Piekło jest zwierzęciem, którego wnętrze wypełniają inne zwierzęta.
W  1758  roku  Emanuel  Swedenborg  napisał:  „Nie  zostało  mi  dane  poznanie  ogólnego  kształtu 

Piekła, ale mówiono mi, że jak Niebo ma kształt ludzki, tak Piekło ma kształt Demona”.
Pożeracz cieni
Istnieje  pewien  ciekawy  gatunek  literacki,  który  pojawiał  się  w  różnych  epokach  i  u  różnych 

narodów:  przewodnik  dla  umarłych  po  zaświatach  -„De  Coelo  et  eius  mirabilibus  et  inferno...” 

Swedenborga,  pisma  gnostyków,  tybetańska  „Bar-do  T’os-grol”  (tytuł,  który  według 

Evansa-Wentza  powinien  być  tłumaczony  jako:  Wyzwolenie  przez  słuchanie  na  pośmiertnej 

płaszczyźnie)  i  egipska  „Księga  Umarłych”;  nie  wyczerpują  one  jednak  wszystkich  przykładów. 

„Podobieństwa  i  różnice”  między  dwiema  ostatnimi  księgami  zasłużyły  na  uwagę  erudytów; 

wystarczy  powtórzyć,  że  dla  Tybetańczyków  tamten  świat  jest  równie  złudny  jak  ziemski,  dla 

Egipcjan zaś jest realny i istnieje obiektywnie.
W  obu  tekstach  występuje  trybunał  bóstw,  niektóre  mają  małpie  głowy;  w  obydwóch  jest  ocena 

zasług i win. W „Księdze Umarłych” na szalach wagi leżą serce i pióro; w  „Bar-do T’os-grol” - dwa 

kamyki,  czarny  i  biały.  Tybetańczycy  wierzą  w   demony  odgrywające  rolę  oszalałych  katów, 

Egipcjanie zaś w pożeracza cieni.
Nieboszczyk  przysięga,  że nie  spowodował  niczyjego  głodu  ani  łez,  że  nie  zabijał  ani  nie  kazał 

zabijać, że nie kradł pokarmu zmarłym, nie oszukiwał  na wadze, nie odbierał mleka dzieciom  ani 

paszy zwierzętom, że nie polował na ptaki boże.
Jeśli  kłamie,  czterdziestu  dwóch  sędziów  oddaje  go  pożeraczowi,  mającemu  „przód  krokodyla, 

środek lwa, a tył hipopotama”. Pożeraczowi pomaga inny zwierz, Babai, o którym  wiemy tylko, że 

jest przerażający i że Plutarch identyfikuje go z Tytanem, ojcem Chimery.
Ptak deszczowy
W  czasie  posuchy  Chińczycy  mogą  zwrócić się  z prośbą  o  sprowadzenie  deszczu  nie  tylko  do 

smoka, ale i  do ptaka imieniem  Szang Jang. Ma on tylko jedną łapkę. W dawnych czasach dzieci 

skakały na jednej  nodze  i  marszczyły brwi, wołając: „Będzie padało, bo Szang Jang podskakuje”. 

Tradycja mówi, że ptak spija wodę z rzek, a potem zrasza nią ziemię.

background image

35

Pewien starodawny mędrzec oswoił  go  i nieraz nosił  w  rękawie. Historycy notują,  że kiedyś ptak 

ten  chodził  tam  i  z  powrotem  przed  tronem  księcia  Chi,  wymachując skrzydłami  i  podskakując. 

Zaniepokojony  książę  posłał  jednego  ze  swych  ministrów   na  dwór  Lu,  ażeby  naradził  się  z 

Konfucjuszem,  który  przepowiedział,  że  Szang  Jang  sprowadzi  powódź  w  te  okolice  i  trzeba 

natychmiast  zbudować  kanały  odwadniające.  Książę  posłuchał  rad  Mistrza  i  w   ten  sposób 

zapobiegł wielkim zniszczeniom.
Ptak Rok
Rok (Ruch) jest powiększeniem orła czy też sępa, niektórzy uważają, że wymyślając go. Arabowie 

wzorowali  się  na  kondorze, który doleciał  aż do  mórz chińskich  lub  indyjskich.  Lane  odrzuca  tę 

hipotezę i uważa, że mamy tu do czynienia z bajecznym  egzemplarzem  bajecznego gatunku albo 

też  z  arabskim  odpowiednikiem  Simurga.  Rok  swą  sławę  na  Zachodzie  zawdzięcza  „Księdze 

tysiąca  i  jednej  nocy”.  Czytelnicy  pamiętają  zapewne,  że  w  czasie  drugiej  podróży  Sindbad, 

pozostawiony przez towarzyszy na wyspie, dojrzał  w  oddali olbrzymią białą kopułę, a następnego 

dnia  wielka  chmura  zakryta  słońce.  Kopuła  była  jajem  Roka.  Za  pomocą  turbanu  Sindbad 

przywiązał  się  do  łapy olbrzymiego  ptaszyska,  które  odfrunęło  i  postawiło  żeglarza  na  szczycie 

góry,  w  ogóle  go  nie  zauważywszy.  Narrator  dodaje,  że  pożywieniem  piskląt  Roka  są  młode 

słonięta.
W „Opisaniu świata” Marco Polo (III, 192) czytamy o tym ptaku (utożsamionym z gryfem):
I  to  wiedzcie,  że  zaiste  na  owych  rozlicznych  wyspach  leżących  na  południu,  do  których  dla 

prądów  tamtejszych niechętnie docierają okręty, żyje - jak opowiadają ludzie - ptak gryfem  zwany. 

Pojawia się on w  pewnych porach roku. Lecz wiedzcie, że nie jest on w  niczym  podobny do tego, 

co  sobie  ludzie  wyobrażają,  i  do  tego,  jakim  go  malujemy:  my bowiem  mówimy,  że  jest  to  pół 

ptaka, pół lwa. Lecz wedle tych, którzy go widzieli, nieprawdą jest, jakoby był  na poły lwem, a na 

poły ptakiem,  lecz mówią  ci,  którzy  go  oglądali,  że  jest całkiem  taki  jak  orzeł,  lecz ponad  miarę 

olbrzymi.  I  powiem  wam  jeszcze, co opowiadają  ci,  którzy go  widzieli. A prócz tego  powiem,  co 

sam widziałem. Opowiadają, że jest tak wielki i tak potężny, iż uniesie słonia i porywa go wysoko w 

powietrze,  następnie  opuszcza  go  na  ziemię,  tak  że  się  całkiem  gruchoce.  Wówczas  gryfy 

rozdziobują  go, pożerają  i  żywią się  nim.  Opowiadają również ci,  którzy go  oglądali, że  skrzydła 

jego mają trzydzieści kroków  rozpiętości  i  że  lotki u skrzydeł  są na  dwanaście  kroków  długie. Są 

bardzo  grube,  odpowiednio  do  swej  długości

26

.  Marco  Polo  dodaje,  że  wysłannicy  Wielkiego 

Chana zawieźli pióro Roka do Chin.
Remora
Remora  to  po  łacinie  zwłoka.  Takie  jest  pierwotne  znaczenie  słowa  używanego  przenośnie  dla 

określenia ryb echeneis, którym  przypisywano zdolność zakłócania rejsów. W języku hiszpańskim 

zostało to  odwrócone:  remora  w  znaczeniu pierwotnym  to  ryba,  w  przenośnym  zaś: przeszkoda. 

Remora  jest  popielata;  na  głowie  i  karku  ma  owalny  chrząstkowaty  krążek,  za  pomocą 

wyrastających z niego macek przywiera do innych wodnych stworzeń. Oto opis Pliniusza (IX, 41):
Jest  maleńka ryba,  trzymająca się zwyczajnie  skał,  zwana echeneis;  ta uwiesiwszy się u  okrętu, 

ma  opóźniać  bieg  jego;  stąd  też  otrzymała  nazwisko  swoje,  z  tej  samej  przyczyny  osławioną, 

jakoby truciznę miłosną zawierała i w  procesach i sporach zwłoki sprawiała; występki te nagradza 

jednym  dobrym  przymiotem, uśmierzając płynienie krwi niewiast ciężarnych i wstrzymując płód aż 

do  prawdziwego  połogu.  Do  potraw  jednakże  nie  używają  jej. Arystoteles mniemał,  że  ma  rogi, 

ponieważ płetwy podobnie u  niej  są położone...  Trebiusz Niger powiada,  że  są  na  stopę  długie, 

pięć palcy grube i mogą okręty wstrzymywać; nadto, że nasolone taką siłę jeszcze mają, iż przez 

samo przybliżenie wyciągają złoto, które w najgłębsze studnie wpadło.
Wydaje  się  dość  dziwne,  że  proces  zatrzymywania  statków   przerodził  się  w   proces 

powstrzymywania procesów i dzieci w łonie matek.
W  innym  miejscu  Pliniusz  pisze,  że  remora  zadecydowała  o  losie  imperium  rzymskiego, 

zatrzymawszy w  bitwie  pod Akcjum  galerę,  na  której  Marek Antoniusz wizytował  swą flotę,  że  z 

kolei inna remora zatrzymała okręt Kaliguli, mimo wysiłków  jego czterystu wioślarzy. Wieją wiatry i 

26

 Przekład Anny Ludwiki Czerny, PIW, Warszawa 1975. (Przyp. tłum.)

background image

36

szaleją  burze  -  woła  Pliniusz  -  ale  remora  powstrzymuje  ich  furie,  nakazując  statkom,  by  się 

zatrzymały, osiąga to, czego nie mogłyby osiągnąć najcięższe kotwice i najgrubsze liny.
„Nie  zawsze  zwycięża  to,  co  ma  większą  siłę.  Rejs  statku  potrafi  opóźnić  maleńka  remora”  - 

powtarza Diego de Saavedra Fajardo w swoich „Em-presas Politicas” (1640).
Salamandra
Jest  nie  tylko  małym  smokiem  żyjącym  w   ogniu,  jest  również  (zgodnie  ze  słownikiem) 

„owadożernym  płazem  o  gładkiej  skórze  w   kolorze  ciemnej  czerni  z  symetrycznymi  żółtymi 

plamami”. Z jej  dwóch wcieleń bardziej znane jest to bajkowe, tak  że obecność salamandry w  tej 

książce nie powinna nikogo zdziwić.
W  X  księdze swojej  „Historii naturalnej” Pliniusz stwierdza,  iż salamandra jest tak  zimna, że gasi 

ogień  samym  swym  dotknięciem.  W  XXI  księdze  znów  do  tego tematu  powraca,  zaznaczając z 

niedowierzaniem,  że  gdyby  rzeczywiście  miała  tę  właściwość  przypisywaną  jej  przez  magów, 

używano  by  jej  do  gaszenia  pożarów.  W  XI  księdze  mówi  o  zwierzęciu  czworonożnym  i 

skrzydlatym, zwanym  pyrausta, mieszkającym  w  ogniu wielkich cypryjskich pieców; jeżeli wyfruwa 

z ognia, przez krótką chwilę unosi się w  powietrzu i pada  martwa. Ale późniejszy mit salamandry 

wchłonął w siebie ten wcześniejszy.
Feniks traktowany był przez teologów  jako dowód na zmartwychwstawanie ciała. Salamandra zaś 

była przykładem  tego, że ciała  mogą żyć w  ogniu. W  XXI  księdze  „O  państwie  Bożym” świętego 

Augustyna, w rozdziale zatytułowanym „Czy ciała mogą trwać wiecznie w żarze ognia?”, czytamy:
Jakiż dowód  podam,  aby przekonać niedowiarków,  że  obdarzone  duszami  i  żyjące  ciała  ludzkie 

mogą nie tylko uniknąć zniszczenia przez śmierć, lecz nadto trwać w  mękach wiecznego ognia?... 

Czy odpowiemy im, że są żywe istoty, które na pewno podlegają zniszczeniu jako śmiertelne, żyją 

jednakowoż  w  ogniu;  że  w  źródłach  gorącej  wody,  których  nikt  nie  może  bezkarnie  dotknąć, 

również  znajduje  się  pewien  rodzaj  robaków,  żyjących  tam  nie  tylko  bez najmniejszej  dla  siebie 

szkody, lecz nie mogących przebywać gdzie indziej?

27

Salamandra  i  Feniks  stają  się  również  tematem  dla  poetów   pragnących  podkreślić  pewną 

retoryczną  emfazę.  Na  przykład  Quevedo  w  sonecie  znajdującym  się  w  IV  księdze  „Parnaso 

Espanol”, który „opiewa twory miłości i piękna”, pisze:

Zaświadczam, że prawdziwy jest Feniks w płomieniach, 
Ja bowiem również odnawiam w nich siebie;
Czuję, że ogień jest pierwiastkiem męskim,
Zdolnym się płodzić niby ziarno w glebie.

Wbrew też nauce, zimnej salamandry,
Co w ogniu mieszka, bronić się ośmielam,
Od kiedy spragnion sam bez przerwy piję
Pożar, w którym nie cierpiąc, serce me spopielam.

Około XII  wieku obiegał Europę fikcyjny list, rzekomo skierowany przez króla królów, księdza Jana, 

do  cesarza Bizancjum. Epistoła  ta, będąca katalogiem  cudów, mówi  o gigantycznych mrówkach, 

które  wykopują  złoto, o  Rzece  Kamieni  i o  Morzu Piasku,  w  którym  pływają  żywe  ryby, o starym 

lustrze,  które  odbija  wszystko,  co  się  dzieje  w  królestwie,  o  berle  wyrzeźbionym  z  jednego 

szmaragdu  i  o  kamieniach  powodujących  niewidzialność  lub  rozpraszających  mrok.  Jeden  z 

akapitów mówi:

27

 Przekład Wiktora Kornatowskiego, PAK, Warszawa 1977. (Przyp. tłum.)

background image

37

„Nasze  ziemie  zamieszkuje  robak  zwany  salamandrą.  Salamandry  żyją  w  ogniu,  robią  kokony, 

które  pałacowe  damy  rozwijają  i  przędą,  używając  ich  do  tkania  materii  na  stroje.  W  celu 

oczyszczenia tych tkanin rzuca się je w ogień”.
O tych materiach i płótnach niepalnych, które oczyszczają się w  ogniu, jest wzmianka u Pliniusza  

(XIX,  4)  i  u  Marco  Polo  (I,  60).  Ten  ostatni  wyjaśnia,  że  salamandra  jest  substancją,  nie 

zwierzęciem. Z  początku  nikt  w  to  nie  wierzył; tkaniny azbestowe  były sprzedawane  jako  skóra 

salamandry i stanowiły niezbity dowód jej istnienia.
Na jednej z kart swego „Żywota własnego” Benvenuto Cellini wspomina, jak mając pięć lat, widział 

bawiące  się  w  ogniu  stworzonko,  przypominające  jaszczurkę.  Opowiedział  to  ojcu. Ten  wyjaśnił 

mu,  że jest to  salamandra, po  czym  wymierzył  mu tęgi  policzek,  ażeby ów  niezwykły,  tak rzadko 

ludziom dostępny widok, dobrze wbił mu się w pamięć.
W  symbolice  alchemicznej  salamandry  są  duchem  żywiołu  ognia.  W  tym  określeniu  oraz  w 

pewnym  dowodzie Arystotelesa, jaki Cycero uwiecznił  w  I  księdze „O naturze bogów”, zawiera się 

wyjaśnienie  przyczyny,  dla  której  ludzie  uwierzyli  w  legendarną  salamandrę.  Sycylijski  lekarz 

Empedokles  z  Agrygentu  sformułował  tezę  o  czterech  „korzeniach  wszechrzeczy”,  których 

niezgodności  i  zgodności,  powodowane  przez  Miłość  oraz  Niezgodę,  tworzą  historię 

Wszechświata.  Nie  ma  śmierci,  są  tylko  cząstki  „korzeni”,  czyli  -  według  Rzymian  -żywiołów, 

których  nie  można  ze  sobą  pogodzić.  Oto  one:  ogień,  ziemia,  powietrze  i  woda.  Są  wieczne  i 

żaden nie jest silniejszy od drugiego. Teraz wiemy (wydaje nam  się, że wiemy), iż ta doktryna jest 

fałszywa,  ale  ludzie  wysoko  ją  ocenili  i  panuje  powszechne  przekonanie,  że  dala  rozmaite 

korzyści.  „Cztery  żywioły,  które  tworzą  i  utrzymują  świat,  a  które  przetrwały w  poezji  i  ludowej 

wyobraźni, mają swoją długą i chwalebną historię” - pisał Theodor Gomperz. System  ten zakładał 

równość  owych  elementów.  Skoro  istnieją  zwierzęta  lądowe  i  wodne,  muszą  istnieć  i  zwierzęta 

ognia.  Istnienie  salamander  było  potrzebne  dla  zachowania  godności  nauki.  W  innym  miejscu 

przedstawiamy to, co Arystoteles pisze o zwierzętach powietrznych.
Leonardo da Vinci  jest zdania, że salamandra żywi  się ogniem, który również służy jej do zmiany 

skóry.
Satyrowie
Grecy nazywali  ich  satyrami,  Rzymianie  faunami,  Panami  lub  Sylenami.  Od  pasa  w  dół  były to 

kozły,  tors  zaś,  ramiona  i  głowę  miały  owłosione,  ale  ludzkie.  Miały  różki  na  czole,  szpiczaste 

uszka i  haczykowaty  nos.  Były lubieżne i  rozpijaczone. Towarzyszyły Bakchusowi  w  czasie  jego 

radosnej  wyprawy  na  podbój  Indii.  Robiły  zasadzki  na  nimfy;  uwielbiały  taniec  i  dźwięki  fletu. 

Wieśniacy otaczali te istoty czcią, składając im w darze płody rolne, a także owce.
Jeden  z tych  pomniejszych  bożków  został  zaskoczony podczas snu  w  pewnej  tesalskiej  jaskini 

przez  legionistów   Sulli,  którzy  zaprowadzili  go  do  swego  wodza.  Wydawał  on  jakieś 

nieartykułowane dźwięki i był tak odrażający, że Sulla kazał natychmiast odesłać go z powrotem w 

góry.
Wspomnienie o satyrach przetrwało w średniowiecznych podobiznach diabłów.
Scylla
Zanim  stała  się potworem, zamienionym  później  w  skałę, Scylla była nimfą, w  której zakochał się 

bóg Glaukos. Szukał on pomocy u Circe, słynącej ze znajomości ziół  i magii. Niestety, sama Circe 

zakochała  się  w  Glaukosie,  a  ponieważ nie  mógł  on zapomnieć Scylli,  zatruła  źródło,  w  którym 

tamta  zwykła się kąpać. Przy pierwszym  zetknięciu  z wodą dolna  część ciała Scylli przekształciła 

się  w  szczekające  psy.  Wyrosło  jej  dwanaście  nóg,  wszystkie  niekształtne,  i  sześć  szkaradnych 

głów, każda z potrójnym rzędem zębów.
Ta  metamorfoza  tak  ją  przeraziła,  że  rzuciła  się  w  wody  cieśniny  dzielącej  Italię  od  Sycylii,  a 

bogowie  przemienili  ją  w   skałę.  Podczas  burzy  płynący  żeglarze  do  dziś  słyszą  wycie  fal 

uderzających o skałę.
Tę legendę znaleźć można u Homera, Owidiusza i Pauzaniasza.

background image

38

Sfinks
Sfinks  z  posągów  egipskich  (zwany  przez  Herodota  androsfmksem  w  odróżnieniu  od  Sfinksa 

greckiego) jest leżącym  lwem  z głową ludzką; przypuszcza się, że wyobrażał on władzę królewską 

i  pilnował  grobów  oraz  świątyń.  Inne  sfinksy  na  ulicach  Karnaku  mają  głowę  barana,  świętego 

zwierzęcia  Amona.  Sfinksy na  pomnikach asyryjskich  są  brodate  i  ukoronowane; jest  to  zresztą 

wizerunek  popularny  na  gemmach  perskich.  Pliniusz  w   swym  katalogu  zwierząt  etiopskich 

umieszcza  również sfinksy,  ale  mówi  o  nich  niewiele,  zaznacza  tylko,  że  mają  brązową  sierść i 

dwie sutki na piersiach.
Grecki  Sfinks ma kobiecą głowę i piersi, skrzydła ptaka, tułów  zaś i łapy lwa. Niektórzy obdarzają 

go ciałem  psa i ogonem  węża. Mówi się, że wyludniał okolice Teb, zadając ludziom  zagadki (miał 

bowiem głos ludzki) i pożerając tych, którzy nie umieli ich rozwiązać. Edypa, syna Jokasty, zapytał: 

,Jaka istota ma cztery nogi, dwie nogi lub trzy nogi, a im  więcej ich ma, tym jest słabsza?”

28

 Edyp 

odparł, że to  człowiek, który jako niemowlę  raczkuje,  jako  dorosły chodzi  na dwóch nogach, jako 

starzec podpiera się laską. Gdy zagadka została rozwiązana. Sfinks rzucił się w przepaść.
Około  1849  roku  De  Quincey  zaproponował  inną  interpretację,  mogącą  uzupełnić  tamtą, 

tradycyjną.  Podmiotem  zagadki,  jego  zdaniem,  jest  nie  tyle  człowiek  w  ogóle,  ile  sam  Edyp, 

bezradny  i  osierocony  na  początku  życia,  w   wieku  męskim  samotny,  a  jako  ślepy  starzec 

wspierający się na ramieniu Antygony.
Simurg
Simurg  to  nieśmiertelny ptak,  mający gniazdo  na  drzewie  wiadomości.  Burton  porównuje  go  ze 

skandynawskim  orłem, który według Eddy Młodszej zna  wiele rzeczy, a gnieździ się na gałęziach 

Drzewa Wszechświata - Yggdrasil.
W  „Thalabie” Southeya (1801)  i  w  „Kuszeniu  świętego Antoniego” Flauberta  (1874) jest  mowa o 

ptaku  Simorg Anka;  Flaubert  ogranicza  jego  pozycję  do  sługi  królowej  Saby  (Bilkis) i  opisuje  go 

jako  ptaka  o  opalizującym,  pomarańczowym  upierzeniu,  o  ludzkiej  głowie,  czterech  skrzydłach, 

szponach  sępa  i  olbrzymim  pawim  ogonie.  W  źródłach  oryginalnych  Simurg  jest  o  wiele 

potężniejszy.  W  „Księdze  królewskiej”  Ferdousiego,  która  zbiera  i  wersyfikuje  dawne  legendy 

irańskie,  Simurg  jest  przybranym  ojcem  Żalą,  ojca  bohatera  poematu.  Farid  al-Din  Attar  w  XIII 

wieku podnosi  go do  rangi symbolu  lub też wizerunku  bóstwa,  co  odbywa  się  w  „Mantiq  al-Tayr” 

(Rozmowie  ptaków).  Treść  tej  alegorii,  złożona  z  około  czterech  i  pół  tysiąca  dwuwierszy,  jest 

zadziwiająca.  Przebywający  daleko  król  ptaków  Sirnurg  gubi  gdzieś w  Chinach  jedno  ze  swych 

przepięknych piór; ptaki zmęczone panującą anarchią postanawiają go odszukać. Wiedzą, że imię 

ich  króla  znaczy „trzydzieści  ptaków”. Wiedzą, że jego zamek  leży na górze czy też w  łańcuchu 

górskim  Kaf, które otaczają Ziemię. Z początku  niektóre ptaki  się boją:  słowik wyżalą się ze swej 

miłości  do  róży, papuga opisuje  swą  piękność, przez którą  znajduje  się w  klatce;  przepiórka  nie 

może  żyć  bez  gór,  czapla  bez  bagien,  a  sowa  bez  ruin.  Wreszcie  decydują  się  na  swą 

niebezpieczną przygodę; przelatują ponad siedmioma dolinami (albo morzami):
przedostatnia nazywa się Zamęt, ostatnia - Unicestwienie. Wiele z tych skrzydlatych pielgrzymów 

ucieka;  inne  giną  podczas  przeprawy.  Trzydzieści,  oczyszczonych  przez  cierpienia,  dociera  do 

góry Simurga. Wreszcie go widzą: przekonują się, że one same są Simurgiem, że Simurg to każdy 

z nich i wszystkie razem.
Kosmograf  al-Qaswini  w   swych  „Cudach  stworzenia”  stwierdza,  że  Simorg  Anka  żyje  tysiąc 

siedemset  lat,  a  kiedy jego  syn  podrasta,  ojciec  podpala  stos i  umiera  na  nim.  Zdaniem  Lane’a 

przypomina to legendę o Feniksie.
Słoń, który przepowiedział narodziny Buddy
Na pięćset lat przed  erą  chrześcijańską królowa Nepalu Maja śniła,  że  Biały Słoń  ze Złotej Góry 

wchodzi w  jej ciało. Ów  oniryczny zwierz posiadał sześć kłów, odpowiadających sześciu hinduskim 

miarom przestrzeni: góra, dół, tył, przód, lewa i prawa. Królewscy astrologowie przepowiedzieli, że 

28

 Tak brzmi jakoby najstarsza wersja, z biegiem lat zmieniona w sposób następujący: „Jakie stworzenie chodzi na 

czterech nogach rano, na dwóch w południe, na trzech wieczorem?” - ta metafora zamyka życie ludzkie w jednym 

jedynym dniu. (Przyp. aut.)

background image

39

Maja  urodzi  dziecię,  które  będzie  cesarzem  ziemskim  i  odkupicielem  rodzaju  ludzkiego.  Jak 

wiadomo, sprawdziło się to drugie proroctwo.
W  Indiach  słoń  jest  zwierzęciem  domowym.  Biel  wyraża  pokorę,  liczba  sześć  zaś  jest  liczbą 

świętą.
Smok chiński
Kosmogonia  chińska  uczy,  że  dziesięć tysięcy archetypów  (świat) rodzi  się  z połączenia  dwóch 

pierwiastków  komplementarnych  i  wiecznych:  yin  i  yang.  Do  yin  należą:  skupienie,  ciemność, 

pasywność,  liczby parzyste  i  zimno;  do yang:  rośniecie,  światło,  aktywność,  liczby nieparzyste  i 

ciepło.  Symbolami  yin  są:  kobieta,  ziemia,  kolor  pomarańczowy,  doliny,  dorzecza  rzek  i  tygrys, 

symbolami yang: mężczyzna, niebo, błękit, góry, kolumny i smok.
Smok  chiński,  lung,  jest  jednym  z  czworga  magicznych  zwierząt.  (Oto  pozostałe:  jednorożec, 

Feniks,  żółw). Smok zachodni jest w  najlepszym  wypadku  przerażający, w  najgorszym  śmieszny. 

Natomiast  tradycyjny  chiński  lung  obdarzony  jest  boskością  i  jest  aniołem,  będąc  jednocześnie 

lwem.  Tak  więc  we  „Wspomnieniach  historycznych”  Syma  C’iena  czytamy,  że  Konfucjusz, 

porozumiawszy się w tych kwestiach z filozofem Lao-cy, ogłosił, co następuje:
Ptaki  latają,  ryby  pływają,  zwierzęta  biegają.  Ten,  kto  biega,  może  wpaść  w  pułapkę,  ten,  kto 

pływa,  w  sieć,  tego,  kto  fruwa,  może  dosięgnąć  strzała.  Ale  oto  mamy  Smoka.  Nie  wiem,  jak 

galopuje na wietrze ani jak dostaje się do nieba. Dziś widziałem  Lao-cy i mogę rzec, że widziałem 

Smoka.
Smok  lub  też  koniosmok  wynurzył  się  z  Żółtej  Rzeki  i  wyjawił  cesarzowi  słynny wykres  kolisty 

symbolizujący wzajemną grę yin i yang. Pewien król  trzymał w  stajniach smoki pod siodło i  smoki 

pociągowe. Inny żywił  się smokami i jego panowanie było nader szczęśliwe. Pewien wielki  poeta, 

ażeby  zilustrować  niebezpieczeństwa,  jakie  czyhają  na  ludzi  wybitnych,  napisał:  „Jednorożec 

kończy jako wędlina, smok jako pasztet mięsny”.
W „I Cing” (Księdze Przemian) smok oznacza mędrca.
Przez wieki smok był emblematem cesarskim. Tron cesarza byt tronem smoka; jego twarz - twarzą 

smoka. Zamiast powiedzieć, że cesarz zmarł, mówiło się, iż wzniósł się do nieba na smoku.
Fantazja ludowa kojarzy smoka z chmurami, z upragnionym  przez rolników  deszczem  i  z wielkimi 

rzekami. „Ziemia łączy się  ze  smokiem” - brzmiało  popularne  powiedzenie oznaczające  deszcz. 

Około  VI  wieku  Czang  Seng-ju  wykonał  malowidło  ścienne,  na  którym  figurowały cztery  smoki. 

Widzowie krytykowali, że nie namalował im  oczu. Czang, zmartwiony, chwycił za pędzel i uzupełnił 

dwa ze swych dziwacznych malowideł. A wtedy „w  powietrzu rozległ się grzmot, mur pękł, a smoki 

wstąpiły do nieba. Tylko pozostałe smoki, te pozbawione oczu, zostały na swoim miejscu”.
Smok chiński  ma rogi, pazury, łuski, a jego  grzbiet jest najeżony kolcami. Zazwyczaj  przedstawia 

się  go z perłą, którą łyka lub  którą  wypluwa. W  tej  perlę  skupia  się  jego potęga.  Bez niej  byłby 

bezsilny.
Czuang-cy  opowiada  nam  o  pewnym  wytrwałym  człowieku,  który po  trzyletnim  okresie  ćwiczeń 

opanował sztukę zabijania smoków,  ale do końca swoich dni nie znalazł  okazji, by wcielić zamiar 

w czyn.

Smok wschodni
Smok może przybierać rozmaite, trudne do przewidzenia kształty. Na ogół przedstawiany jest jako 

stwór mający końską  głowę, ogon węża, wielkie skrzydła i cztery czteroszponiaste  łapy. Mówi się 

przy  tym,  iż  jest  on  kompozycją  dziewięciu  stworzeń:  ma  jelenie  rogi,  łeb  wielbłąda,  ślepia 

demona, szyję  węża, brzuch mięczaka, łuski  ryby, szpony orła, łapy tygrysa i  uszy wołu. Niektóre 

smoki,  pozbawione  uszu,  słyszą  za  pomocą  rogów.  Zazwyczaj  przedstawia  się  smoka  z 

zawieszoną  na  szyi  perłą,  będącą  symbolem  słońca.  W  tej  perle  tkwi  siła  smoka.  Pozbawiony 

perły staje się nieszkodliwy.
Historia  przypisuje  smokowi  ojcostwo  pierwszych  cesarzy.  Jego  kości,  zęby  i  ślina  mają 

właściwości lecznicze.  Zależnie od swej  woli  może być widzialny lub niewidzialny. Wiosną ulatuje 

background image

40

w  niebiosa, jesienią  schodzi  w  głąb wód. Niektóre smoki  nie mają  skrzydeł i  latają siłą  własnego 

napędu.  Nauka  rozróżnia  wiele  gatunków  smoków.  Niebiański  nosi  na  grzbiecie  palące  bóstw, 

którym  nie pozwala spaść na ziemię; boski przynosi potrzebne ludziom  wiatry i deszcze;  ziemski 

wyznacza bieg strumieni i rzek; podziemny pilnuje ukrytych skarbów. Buddyści twierdzą, że smoki 

są  równie  liczne  jak  ryby  w  koncentrycznych  morzach;  w  jakiejś  części  wszechświata  istnieje 

święta  cyfra,  określająca  dokładną  ich  liczbę.  Lud  chiński  wierzy  w   smoki  bardziej  niż  w 

jakiekolwiek inne bóstwa, albowiem  bardzo często widzi je w  przepływających chmurach. Szekspir 

również  zauważył,  że  bywają  chmury  w   kształcie  smoka  (sometimes  we  see  a  cloud  lhat’s 

dragonish).
Smok  włada  górami,  występuje  w  geomancji,  mieszka w  sąsiedztwie  grobów, łączy się  z kultem 

Konfucjusza,  jest  Neptunem  mórz  i  pojawia  się  na  stałym  lądzie.  Królowie  smoków  morskich 

zamieszkują  wspaniałe  podwodne  pałace, a  ich  pożywieniem  są opale i  perły. Takich królów  jest 

pięciu:  jeden  centralny,  a  pozostali  w  czterech  stronach  świata.  Mają  po  sześć  tysięcy metrów 

długości,  a  kiedy zmieniają pozycję, walą się góry. Smoki te  pokryte  są zbroją z żółtej  łuski.  Pod 

pyskiem  mają brody, łapy i ogony owłosione, ślepia płonące, uszy grube i  małe, paszczę  zawsze 

otwartą,  jęzor  szeroki,  zęby  szpiczaste.  Ich  wrzący  oddech  cuchnie  rybami,  które  smażą  się  w 

wyziewach  ich  ciał.  Kiedy  wynurzają  się  na  powierzchnię  oceanów,  tworzą  się  wiry  i  szaleją 

tajfuny;  gdy unoszą się w  powietrze, wzniecają  burze, rujnują domy i  miasta oraz zatapiają pola. 

Są  nieśmiertelne, a  porozumiewają  się  ze sobą bez względu  na odległość i  bez słów. W  trzecim 

miesiącu kalendarzowym składają władzom niebieskim doroczny raport.
Smok zachodni
Sterczący gruby wąż z pazurami i skrzydłami  to może najwierniejszy wizerunek  smoka. Może być 

czarny, ale musi jaśnieć; musi również zionąć ogniem  i dymem. Powyższe odnosi się naturalnie do 

dzisiejszego smoka. Grecy określali tą nazwą każdego większego gada. Zdaniem  Pliniusza smok 

lubi latem  popijać krew  słonia, która jest bardzo  zimna. Atakuje go nagle, owija mu się koło szyi  i 

wbija weń zęby. Wykrwawiony słoń pada na ziemię i umiera; umiera i smok, przytłoczony ciężarem 

przeciwnika.  Czytamy  również,  że  smoki  z Etiopii  w  poszukiwaniu  lepszego  pożywienia  zwykły 

przechodzić  przez  Morze  Czerwone  do  Arabii.  Ażeby  dokonać  tego  wyczynu,  kilka  smoków 

obejmowało  się,  tworząc  coś  w  rodzaju  tratwy,  tylko  głowy  wystawały  im  ponad  wodę.  Inny 

rozdział  poświęcony jest  lekarstwom  pochodzącym  od  smoka.  Czytamy w  nim,  że  z  jego  oczu, 

wydłubanych i utartych z miodem, przyrządza się skuteczną miksturę przeciw  złym  snom. Tłuszcz 

z serca,  zawinięty w  skórę  gazeli  i  przywiązany do  ciała  za  pomocą  ścięgien  jelenia,  zapewnia 

powodzenie  w   sytuacjach  konfliktowych;  w   ten  sam  sposób  noszone  na  ciele  zęby  smocze 

sprawiają,  że  właściciele  niewolników   są  wyrozumiali,  a  królowie  łaskawi.  Z  niejakim 

sceptycyzmem  mówi  się  w   tekście  o  pewnej  miksturze,  dzięki  której  człowiek  staje  się 

niezwyciężony.  Robi  się  ją  z  sierści  i  szpiku  lwa  zmieszanych  z  pianą  konia,  który  dopiero  co 

wygrał wyścig, z pazurami psa oraz z ogonem i łbem smoka.
Z  XI  księgi  „Iliady”  można  się  dowiedzieć,  że  na  puklerzu  Agamemnona  widniał  szafirowy 

trzygłowy  smok;  w  wiele  wieków  później  piraci  skandynawscy  malowali  na  swych  puklerzach 

smoki i rzeźbili ich łby na dziobach statków. W Rzymie smoki były insygniami kohort, podobnie jak 

orły  -  legionów.  Stąd  pochodzi  nazwa  dragoni.  Na  sztandarach  germańskich  królów  Anglii 

umieszczano  smoki;  miały  one  siać  postrach  wśród  wrogów.  Tak  więc  w   „Balladzie  Attisa” 

czytamy:
Ce souloient Romains porter, Ce nousfait moult d redouter

29

.

Na  Zachodzie  zawsze  uważano  smoka  za  coś  złego.  Klasycznym  wyczynem  bohaterów 

(Heraklesa, Sigurda, archanioła Michała, świętego Jerzego) byto pokonanie go i zabicie. W mitach 

germańskich  smok  pilnuje rzeczy drogocennych. Tak więc w  eposie „Beowulf, spisanym  w  Anglii 

około VIII  wieku, występuje smok, przez trzysta lat strzegący skarbu. Zbiegły niewolnik wkrada się 

do jego pieczary i porywa dzban. Smok się budzi, zauważa kradzież i zabija złodzieja; od tej pory 

dość  często  schodzi  do  pieczary,  by  sprawdzić,  czy  dzban  jest  na  miejscu.  (Zachwycającym 

pomysłem  poety jest przypisanie potworowi tej tak  ludzkiej niepewności). Smok  zaczyna niszczyć 

królestwo; Beowulf znajduje go, wyzywa i zabija.

29

 

To nosili Rzymianie, to sprawia, że bardzo się nas boją. (Przyp. aut.)

background image

41

Ongiś  ludzie  wierzyli  w  istnienie  smoka  (w  XVI  wieku  wzmiankuje  o  nim  „Historia  Animalium” 

Conrada  Gesnera,  dzieło  o  charakterze  naukowym),  czas  znacznie  jednak  osłabił  jego  prestiż. 

Wierzymy w  lwa  jako w  rzeczywistość i  jako  w  symbol,  w  Minotaura zaś jako  w  symbol,  ale  nie 

jako  w   rzeczywistość.  Smok  jest  może  najbardziej  znany,  ale  również  najnieszczęśliwszy  z 

fantastycznych zwierząt. Uważamy go za coś, co jest przeznaczone dla dzieci, więcej, za coś, co 

przydaje  naiwności  historiom,  w  których  występuje.  Nie  należy  jednak  zapominać,  że  jest  to 

nowoczesny  przesąd,  spowodowany  zapewne  nadmiarem  smoków  w  dziecinnych  bajkach.  W 

Objawieniu  świętego  Jana  dwukrotnie  mówi  się  o  smoku,  „wężu  starodawnym,  którego  zową 

diabłem  i szatanem” (XII, 9). Również święty Augustyn pisze, że diabeł jest lwem  i smokiem; lwem 

dla  furii,  smokiem  dla  chytrości.  Jung  zauważa,  że  w  smoku  są  wąż  i  ptak,  elementy  ziemi  i 

powietrza.
Smok zrodzony z Lewiatana
W  owych  czasach  w  lesie  nad  Rodanem  między Aries  a Awinionem  żył  pewien  smok,  na  poły 

zwierzę,  na  poły ryba, większy od wołu, szerszy od konia. Uzbrojony w  zęby ostre niby sztylety i 

rogi po dwóch stronach głowy, czatował w  wodzie na podróżnych, których zabijał, i na statki, które 

zatapiał.  Przywędrował  on  Morzem  Galacejskim,  a  został  spłodzony  przez  Lewiatana, 

najokrutniejszego z okrutnych węży wodnych, oraz potwora imieniem  Onager, dość pospolitego w 

okolicach Galacji.
„Złota legenda”, Lyon 1518

30

Sobowtór
Wynikającą  z  inspiracji  luster,  wód,  bliźniąt  koncepcję  sobowtóra  odnajdujemy  w  mitach  wielu 

narodów.  Można  przypuszczać,  że  stąd  się  wywodzą  takie  zdania,  jak:  „Przyjaciel  to  drugie  ja” 

Pitagorasa  lub  „Poznaj  samego siebie” Platona. W  Niemczech używano nazwy Doppelganger, w 

Szkocji fetch, jako że przychodzi zabierać (to fetch) ludzi na śmierć. Spotkanie z samym  sobą jest 

więc rzeczą  złowieszczą. Tragiczna ballada  „Ticonderoga” Roberta  Louisa Stevensona opowiada 

nam  związaną  z  tym  tematem  legendę.  Przypomnijmy  sobie  również  przedziwny  obraz 

Rossettiego „How  they met them-selves”, gdzie dwoje kochanków  spotyka samych siebie w  lesie o 

zmroku.  Można  by przytaczać analogiczne przykłady z Hawthorne’a, Dostojewskiego, Alfreda de 

Musseta.
Natomiast  dla  Żydów  spotkanie  sobowtóra  nie  było  oznaką  zbliżającej  się  śmierci.  Sądzili,  że 

osiąga  się  w  ten sposób  moc prorokowania.  Tak  przynajmniej  tłumaczy to Gerszom  Scholem. W 

Talmudzie mowa jest o człowieku szukającym Boga, który spotyka samego siebie.
W  opowiadaniu  „William  Wilson”  Poego  sobowtórem  jest  sumienie  bohatera.  Zabija  je  i  sam 

umiera.  W  poezjach  Yeatsa  sobowtórem  jest  nasz  rewers,  coś  przeciwnego,  coś,  co  nas 

uzupełnia, coś, czym nie jesteśmy ani nie będziemy.
Plutarch pisze, że Grecy „drugim ja” nazywali wysłannika króla.

Squonk (Lacrimacorpus dissolvens)
Strefa  wpływów  Squonka  jest  ściśle  ograniczona.  Poza  Pensylwanią  mało  ludzi  o  nim  słyszało, 

jakkolwiek mówi się, że jest on dość pospolity w  cykutowych lasach tego stanu. Squonk jest raczej 

oschły,  podróżuje  przeważnie  o  zmroku.  Skóra,  pełna  kurzajek  i  pieprzyków,  nie  jest  dobrze 

dopasowana. Eksperci twierdzą, że jest najnieszczęśliwszym  ze wszystkich zwierząt. Nietrudno go 

wytropić,  bo ciągle  płacze  i  zostawia za  sobą  ślady łez.  Kiedy go otaczają  i  nie  może  uciec albo 

kiedy  go  zaskakują  i  straszą,  tonie  dosłownie  we  łzach.  Łowcy  squonków  mają  najłatwiejsze 

zadanie  podczas chłodnych  księżycowych  nocy, gdy łzy płyną  wolno,  zwierzę nie  ma  ochoty się 

poruszać,  a  szloch  jego  dochodzi  spod  ciemnych  krzaczków   cykuty.  Pan  J.  W.  Wentling, 

pochodzący  z  Pensylwanii,  obecnie  zamieszkały  w  St.  Anthony  Park  w  stanie  Minnesota,  miał 

smutne  doświadczenie  z  pewnym  squonkiem  nieopodal  Mont  Alto.  Pocieszył  go  i  namówił,  by 

wszedł  do  worka, po  czym  zabrał  do  domu; w  pewnej  chwili  worek  stał  się lekki,  a płacz ucichł. 

Wentling otworzył worek: były w nim tylko łzy i bąbelki. 

30

 Por. Jakub de Voragine, „Ztota legenda”, przełożyła Janina Pleziowa, PAX, Warszawa 1983. (Przyp. red.)

background image

42

William T. Cox „Fearsome Creatures of the Lumberwoods” Washington 1910
Stugłowiec
Stugłowiec to ryba stworzona przez karmę złośliwych słów  wymawianych podczas nieskazitelnego 

skądinąd życia. Jedna z chińskich biografii Buddy mówi, że kiedyś spotkał on rybaków  ciągnących 

sieć. Po wielkich trudach wytaszczyli na brzeg kolosalnego potwora w  kształcie ryby z jedną głową 

małpy, drugą głową psa, trzecią konia,  czwartą  lisa,  piątą  świni, szóstą tygrysa,  i  tak  dalej aż do 

stu. Budda zapytał go:
- Czy jesteś Kapilą?
- Tak, jestem Kapilą - odparto sto głów jednocześnie, zanim skonały.
Wtedy Budda wytłumaczył uczniom, że w  poprzednim wcieleniu Kapila był braminem, który wstąpił 

do  zakonu,  gdzie  przewyższał  wszystkich  znajomością  świętych  tekstów.  Czasami  jego  bracia 

mylili  się  w  interpretacjach,  a  wtedy Kapila wyzywał  ich od głów  małpich, oślich  i  tak  dalej. Kiedy 

umarł,  karma  owych  połączonych  przekleństw   dała  mu  drugie  istnienie  wodnego  potwora 

obciążonego tymi wszystkimi głowami, które przypisywał wcześniej swym towarzyszom.
Stworzenia termiczne
Wizjoner i teozof Rudolf Steiner (1861-1925) miał objawienie, że nasza planeta, zanim  się stała tą 

Ziemią,  jaką  znamy,  przeżyła  okres  słoneczny,  przedtem  zaś  okres  Saturna.  Obecnie  człowiek 

składa się z ciała fizycznego, z ciała eterycznego, z ciała astralnego i z „ja”. W początkach okresu 

Saturna był wyłącznie ciałem  fizycznym. Ciało to nie było ani  widoczne, ani namacalne, jako że w 

owej epoce nie było na Ziemi ciał stałych, płynnych ani  też gazów. Były tylko stany cieplne, formy 

termiczne.  Rozmaite  kolory  określały  w  przestrzeni  kosmicznej  regularne  i  nieregularne  figury. 

Każdy  człowiek,  każda  istota  była  stworzona  ze  zmiennych  temperatur.  Według  opinii  Steinera 

ludzkość  z  epoki  saturniańskiej  była  ślepym,  głuchym  i  niewyczuwalnym  dotykiem  zbiorem 

dających  się  wyraźnie odczuć stanów  ciepła i zimna. „Dla badacza  ciepło  nie jest  niczym  innym, 

jak substancją jeszcze mniej uchwytną niż gaz” - czytamy w  jego dziele „Die Geheim-wissenschaft 

im Umriss” („Wiedza tajemna”).
Przed  okresem  słonecznym  duchy  ognia,  czyli  archanioły,  ożywiały  ciała  owych  „ludzi”,  którzy 

zaczynali błyszczeć i lśnić.
Czy  Steinerowi  wyśniło  się  to  wszystko?  Czy  wyśniło  mu  się  dlatego,  że  kiedyś,  w  głębinach 

czasu, rzeczywiście istniało? Z pewnością jest to  bardziej  zdumiewające niż demiurgowie, węże i 

byki z innych kosmogonii.
Sylfidy
Każdemu  z czterech  elementów  czy też żywiołów,  na  jakie  Grecy podzielili  materię,  odpowiadał 

później jakiś duch. W dziele Paracelsusa, alchemika i lekarza szwajcarskiego z XVI  wieku, figurują 

cztery zasadnicze duchy: gnomy ziemskie, nimfy wodne, salamandry ogniste i  sylfidy powietrzne. 

Nazwy te  są  pochodzenia  greckiego.  Littre  zająt się  poszukiwaniem  etymologii  słowa  „sylfida” w 

językach  celtyckich,  ale  nie  jest  prawdopodobne,  by  Paracelsus  mógł  znać te  języki  czy bodaj 

nawet podejrzewać ich istnienie.
Dziś  nikt  już  nie  wierzy  w  sylfidy;  nadal  jednak  mówi  się  „sylfida”  o  wysmukłej,  pełnej  gracji 

kobiecie;  jest  to  rodzaj  pospolitego  komplementu.  Sylfidy  plasują  się  pomiędzy  istotami 

materialnymi i niematerialnymi. Trafiły do poezji romantycznej i do baletu.
Syreny
Wraz z upływem  czasu zmienia się powierzchowność syren. Ich pierwszy historyk, Homer, pisząc 

o  nich  w  XII  księdze  „Odysei”,  nie  mówi  nam,  jak  wyglądały.  Dla  Owidiusza  byty  to  ptaki  o 

czerwonawym  upierzeniu i  twarzach  dziewic.  Dla Apoloniusza z Rodos - od pasa  w  górę kobiety, 

od  pasa  w  dół  ptaki  morskie.  Dla mistrza  Tirso  de Moliny (i  dla heraldyki) „pół  kobiety, pół  ryby”. 

Nie  mniej  dyskusyjny  jest  ich  gatunek.  W  klasycznym  słowniku  Lempriere’a  są  określone  jako 

nimfy, u Ouicherata jako potwory, u Grimala jako demony. Mieszkają na jakiejś zachodniej wyspie, 

nieopodal  wyspy Circe, ale  zwłoki jednej  z nich, Partenopy,  zostały znalezione w  Kampanii  i dały 

nazwę stawnemu miastu,  obecnie znanemu  jako  Neapol,  a  geograf Strabon  widział  jej  grób  i był 

świadkiem obrzędów, które się tam co jakiś czas odbywają w celu uczczenia jej pamięci.

background image

43

„Odyseja”  (XII)  mówi,  że  syreny  kusiły,  a  potem  gubiły  żeglarzy  i  że  Ulisses,  aby  nie  ulec  ich 

śpiewowi, zatkał  wioślarzom  uszy woskiem,  sam  zaś kazał  przywiązać się  do masztu.  Chcąc go 

zwabić, syreny obiecały mu wszechwiedzę:
Nikt bowiem  tu nie przepłynie na czarnym  okręcie, póki z naszych ust nie posłyszy słodkiej  pieśni. 

A kto się  nią  nacieszy, odjeżdża  mądrzejszy,  bo wszystko wiemy - i  co  z  woli  bogów  wycierpieli 

Argiwi na równinie trojańskiej, co się dzieje na całej ziemi żywiącej rzesze

31

.

Apollodor opowiada w  swojej  „Bibliotheke”, że  śpiew  Orfeusza  na  statku Argonautów  był  słodszy 

od  śpiewu  syren,  wobec  czego  rzuciły  się  one  w  morze,  gdzie  zostały  zamienione  w  skały, 

wyrocznia bowiem nakazywała im  umrzeć, gdyby ktokolwiek nie uległ ich czarom. Podobnie Sfinks 

runął w przepaść, kiedy rozwiązano jego zagadkę.
W  VI  wieku  w  północnej  Walii  porwano  syrenę  i  ochrzczono ją  imieniem  Murgen.  Inna,  w  1403 

roku,  przesmyknęła się przez szczelinę w  grobli  i  zamieszkała w  Haarlem,  gdzie  pozostała  aż do 

śmierci.  Nikt  jej  nie  rozumiał,  ale  nauczono  ją  tkać,  poza  tym  -  jakby  wiedziona  instynktem  - 

uwielbiała krzyż.
Pewien kronikarz z XVI  wieku dowodził  rozsądnie,  że skoro umiała tkać,  nie mogła być rybą,  ale 

skoro mogła żyć w  wodzie, to  również nie mogła być kobietą. Język angielski odróżnia klasyczną 

syrenę  (si-ren)  od  syreny  z  rybim  ogonem  (mennaid).  Na  obraz  tej  ostatniej  wpłynęły 

prawdopodobnie trytony, bóstwa z orszaku Posejdona.
W X księdze „Państwa” Platona osiem syren przewodzi obrotom ośmiu koncentrycznych niebios.
„Syrena: domniemane zwierzę morskie” - czytamy w brutalnie szczerym słowniku.
Szaraczki
Ludziki  życzliwe  i  uprzejme,  w  kolorze  szaroburym,  od  czego  pochodzi  ich  nazwa.  Nawiedzają 

szkockie  farmy  i  podczas  snu  gospodarzy  pomagają  im  w   domowych  zajęciach.  Podobną 

opowiastkę znaleźć możemy w jednej z bajek Grimma.
Sławny pisarz Robert  Louis Stevenson  twierdzi, że  nakłonił  swoje  szaraczki, by mu pomagały w 

pisaniu  książek.  Podczas  snu  podsuwały  mu  one  najfantastyczniejsze  pomysły:  na  przykład 

niesamowite  przeobrażenie  doktora  Jekylla  w  demonicznego  mister  Hyde’a  albo  ów  epizod  z 

„Olalli”, kiedy młody człowiek ze starego hiszpańskiego rodu odgryza rękę swojej siostrze.

Świnia w okowach
Na  stronie  106  słownika  folkloru  argentyńskiego  Felixa  Colluccio  („Diccionario  Polklórico 

Argentino”, Buenos Aires 1950) czytamy:
Na północ od Cordoby, a zwłaszcza w  Quilinos, krążą pogłoski o skowanej świni, która pojawia się 

przeważnie  w  godzinach  nocnych.  Ludzie  mieszkający  w  pobliżu  stacji  kolejowych  mówią,  że 

zazwyczaj  ślizga  się  po  torach  kolejowych  lub  przesuwa  po  drutach  telefonicznych,  robiąc iście 

piekielny  hałas  swymi  łańcuchami.  Nikt,  niestety,  jej  nie  widział,  bo  gdy  tylko  zaczyna  się  jej 

szukać, natychmiast znika.
Talos
Żywe  istoty z  metalu  lub  kamienia  stanowią  jeden  z  najbardziej  frapujących  gatunków  zoologii 

fantastycznej.  Przypomnijmy  sobie  wściekłe  byki  z  brązu,  które  zionęły  ogniem  i  które  Jazon, 

dzięki magicznym  sztuczkom  Medei, zdołał zaprząc do pługa; psychologiczną statuę Condillaca z 

wrażliwego marmuru; miedzianego bosmana z „Księgi  tysiąca i  jednej  nocy”, z ołowianą tabliczką 

na piersiach, pełną napisów  i talizmanów, co ocalił trzeciego żebraka - królewskiego syna, gdy ten 

wraz  z  koniem  został  zepchnięty  z  Góry  Magnetycznej;  dziewczęta  „z  łagodnego  srebra  i 

szalonego  złota”  przez  boginkę  z  mitologu  Williama  Blake’a  schwytane  w  jedwabną  sieć,  ku 

31

 Przekład Jana Parandowskiego, Czytelnik, Warszawa 1953. (Przyp. tłum.)

background image

44

rozkoszy  jej  kochanka;  metalowe  ptaki,  które  wykarmiły  Aresa;  oraz  Talosa,  strażnika  Krety

32

Niektórzy uważają tego olbrzyma za dzieło Wulkana  lub Dedala. Apoloniusz z Rodos mówi  o nim 

w swej „Argonautyce” (IV, 1838-1848), stwierdzając, że był ostatnim potomkiem rasy istot z brązu.
Trzy razy dziennie Talos obchodził  wybrzeża  Krety,  ciskając głazami  w  tych,  co  usiłowali przybić 

do wyspy. Rozgrzany w  ogniu do czerwoności chwytał przyjezdnych w  śmiertelny uścisk. Jedynym 

jego  czułym  miejscem  była  pięta.  Za  poduszczeniem  czarodziejki  Medei  Dioskurowie,  Kastor  i 

Polluks, zadali mu śmierć.

Tao T’ieh
Zarówno poeci, jak i mitologia nie wiedzą o nim  nic, ale każdy z nas odkrył  kiedyś dla siebie T’ao 

T’ieha na kapitelu jakiejś kolumny, w  środku jakiegoś fryzu, i  poczuł niepokój. Pies, który pilnował 

stada trzygłowego i trzybarkowego Geryona, sam miał dwie głowy, choć jedno ciało, i na szczęście 

został zabity przez Heraklesa.
T’ao  T’ieh  jest  zbudowany  na  odwrót,  ale  jeszcze  straszniejszy:  jego  olbrzymi  łeb  łączy  się  z 

dwoma korpusami, jednym  z prawej, drugim  z lewej  strony. Ma sześć nóg, bo przednie obsługują 

oba ciała, pysk zaś smoka lub tygrysa, a ewentualnie twarz ludzką. Historycy sztuki nazywają go 

„maską  wilkołaka”.  Jest  to  prawdziwe  monstrum,  którego  formą  demon  symetrii  zainspirował 

rzeźbiarzy,  garncarzy i  ceramików.  Tysiąc czterysta  lat  przed  naszą  erą,  za  panowania  dynastii 

Shang, figurowało już ono na rytualnych brązach.
T’ao  T’ieh  znaczy: żarłok. Chińczycy malują  go  na  porcelanie  stołowej,  zalecając w  ten  sposób 

umiarkowanie i skromność.
Trolle
W  Anglii  Walkirie  zostały  zesłane  na  wieś  i  tam  przedzierzgnęły  się  w   czarownice.  U 

Skandynawów  giganty  z  dawnej  mitologii,  które  zamieszkiwały  Jotunheim  i  walczyły  z  bogiem 

Thorem,  zostały  zredukowane  do  nieokrzesanych  trollów.  W  kosmogo-nii  rozpoczynającej  Eddę 

Starszą czytamy, że podczas Zmierzchu Bogów  giganty wspomagane przez wilka i węża wejdą na 

tęczę Bifrost, która pęknie pod ich ciężarem i rozbije świat. Trolle w  ludowych przesądach to głupie 

i  złośliwe  elfy,  mieszkające  w  szczelinach  skał  lub  w  rozpadających  się  chatach.  Co  nobliwsze 

mają po dwie lub trzy głowy.
Henrik  Ibsen  poematem  dramatycznym  „Peer  Gynt”  (1867)  zapewnił  im  nieśmiertelność.  Ibsen 

twierdzi, że są one przede wszystkim straszliwie zarozumiałe; myślą lub usiłują myśleć, że ohydny 

napar, który sporządzają, jest znakomity i że ich jaskinie to pałace. Ażeby Peer Gynt nie zobaczył 

brzydoty księżniczki, z którą ma się ożenić, chcą wyłupić mu oczy.
Tygrysy annamickie
W wierzeniach annamickich tygrysy lub duchy wcielające się w  tygrysy rządzą czterema stronami 

świata.
Czerwony Tygrys rządzi Południem (będącym u góry mapy); podlegają mu lato i ogień.
Czarny Tygrys rządzi Pomocą; podlegają mu zima i woda.
Błękitny Tygrys rządzi Wschodem; podlegają mu wiosna i roślinność.
Biały Tygrys rządzi Zachodem; podlegają mu jesień i metale.
Ponad tymi Głównymi Tygrysami istnieje jeszcze Żółty Tygrys, który rządzi tamtymi i jest w  środku, 

tak  jak  cesarz jest  w  środku  Chin,  Chiny zaś w  środku świata.  (Dlatego  zwą  się one  Państwem 

Środka  i  zajmują  sam  środek  mapae  mundi,  którą  jezuita,  ojciec Ricci,  sporządził  w  końcu  XVI 

wieku ku pouczeniu Chińczyków).

32

 Do tej listy można dodać pewne zwierzę pociągowe: szybkonogiego dzika Guillinbursti, którego imię znaczy 

„złotoszczecinny”. „To żywe dzieło z żelaza - pisze mitolog Paul Herrmann- wyszło z kuźni zręcznych karzełków, 

które rzuciły do ognia skórę świni, by wyciągnąć zeń złotego dzika, zdolnego przemierzać ziemię, wodę i powietrze. W 

najciemniejszą noc na ścieżce, którą on bieży, zawsze jest dość światła”. Guillinbursti ciągnął wóz Frei, 

skandynawskiej bogini urodzaju, miłości, małżeństwa i płodności. (Przyp. aut.)

background image

45

Lao-cy  przypisywał  Pięciu  Tygrysom  misję  zwalczania  demonów.  Annamicka  modlitwa 

(tłumaczona  na  język  francuski  przez  Louisa  Cho  Chód)  błaga  je  o  pomoc.  Ten  przesąd  jest 

pochodzenia  chińskiego;  sinologowie  mówią  o  Białym  Tygrysie  rządzącym  daleką  krainą 

zachodnich  gwiazd.  Chińczycy  umieszczają  na  Południu  Czerwonego  Ptaka,  na  Wschodzie 

Błękitnego  Smoka,  na  Północy Czarnego  Żółwia.  Jak  widać,  Annamici  zachowali  kolory,  tyle  że 

spośród różnych zwierząt wybrali tylko tygrysy.
Bhilowie,  mieszkańcy środkowych  Indii,  wierzą  w  piekło  tygrysie.  Malajowie  mówią  o  mieście  w 

sercu  dżungli,  wzniesionym  i  zamieszkanym  przez  tygrysy,  gdzie  stropy  zrobione  są  z  ludzkich 

kości, ściany z ludzkich skór, strzechy z ludzkich włosów.
Uroboros
Ocean  to  dla  nas  morze  lub  system  mórz.  Ale  dla  Greków  była  to  rzeka  opływająca  Ziemię. 

Wszystkie wody z niej właśnie się wylewały, ona zaś nie miała ani źródeł, ani ujścia. Była również 

bogiem  lub tytanem, może nawet najstarszym, Sen w  XIV pieśni „Iliady” mówi bowiem  o Oceanie, 

że „zrodził  wszystko,  cokolwiek  istnieje”.  W  „Teogonii”  Hezjo-da  jest  ona  ojcem  wszystkich  rzek 

świata, których jest trzy tysiące; główne z nich to Alfajos i Nil. Zazwyczaj  przedstawia się tę rzekę 

jako starca z falującą brodą; po wiekach ludzkość znalazła wymowniejszy symbol.
Heraklit powiedział, że w  obwodzie początek  i  koniec są tym  samym  punktem. Amulet grecki  z III 

wieku, znajdujący się w  British Museum, daje nam  obraz lepiej ilustrujący tę nieskończoność: jest 

to  wąż  gryzący  własny  ogon  lub,  jak  to  pięknie  wyraził  Ezequiel  Martinez  Estrada,  „wąż,  który 

zaczyna  się na  końcu swego ogona”.  Uroboros (ten,  co pożera swój  ogon) jest naukową  nazwą 

potwora, który często służył jako symbol alchemikom. Jego najbardziej znany opis znajduje się w 

kosmogonii  skandynawskiej.  W  Eddzie  Młodszej  (prozaicznej)  Snorri  Sturiuson pisze,  że  Loki  to 

ojciec  wilka  i  węża.  Wyrocznia  przepowiedziała  bogom,  że  te  zwierzęta  staną  się  przyczyną 

upadku Ziemi. Wilk imieniem  Fenrir został zakuty w  łańcuch powstały z połączenia sześciu tworów 

wyobraźni:  odgłosu  kocich  stąpnięć,  niewieściej  brody,  korzeni  skały,  ścięgien  niedźwiedzia, 

oddechu  ryby  i  ptasiej  śliny.  Węża  imieniem  Jormungandr  „rzucono  do  morza  opływającego 

Ziemię, gdzie urósł tak dalece, że teraz otacza swym cielskiem całą Ziemię, gryząc własny ogon”.
Na  Jótunheim,  ziemi  olbrzymów,  Utgardar-loki  wzywa  boga  Thora,  by  podniósł  jego  kota;  bóg, 

wytężywszy wszystkie swe siły, może zaledwie unieść jego jedną łapę: kot jest wężem. Thor został 

oszukany przez magiczne moce.
Kiedy nadejdzie Zmierzch Bogów, wąż pożre Ziemię, wilk zaś Słońce.
Walkirie
W  pierwszych  narzeczach  germańskich  Walkiria  znaczy  „wybierająca  poległych”.  Pewne 

anglosaskie  zaklęcie  przeciw  bólom  reumatycznym  tak  opisuje  Walkirie,  nie wymieniając jednak 

ich nazwy;
Hałaśliwe były, och, hałaśliwe, kiedy galopowały po wysokościach. 
Zdecydowane na wszystko, gdy galopowały po ziemi. Przepotężne kobiety...
Nie  wiemy,  jak  wyobrażali  je  sobie  Niemcy  i  Austriacy,  w   mitologii  skandynawskiej  są  to 

przepiękne, uzbrojone dziewice. Zazwyczaj przedstawia się je w liczbie trzech.
Wybierały sobie tych, co padli  w  bitwie, i unosiły ich ze sobą do epickiego raju Odyna, gdzie złoty 

dach  był  oświetlony mieczami  zamiast  lamp.  Rycerze  od  świtu  walczyli  w  tym  raju  na  śmierć  i 

życie,  padali,  po  czym  zmartwychwstawali,  by  wziąć  udział  w   boskim  bankiecie,  na  którym 

częstowano ich mięsem  nieśmiertelnego  dzika i  podawano  im  rogi  pełne  nie wyczerpującego się 

pitnego miodu.
Pod  rosnącym  wpływem  chrześcijaństwa  nazwa  Walkirii  zmieniła  sens;  pewien  sędzia  w 

średniowiecznej  Anglii  kazał  spalić  nieszczęśliwą  kobietę  oskarżoną  o  to,  że  jest  Walkirią,  czyli 

czarownicą.
Wąż ośmiokrotny
Ośmiokrotny wąż z Koshi zajmuje poczesne miejsce w  japońskiej kosmogonii. Miał on osiem  głów 

i osiem  ogonów, oczy w  kolorze ciemnowiśniowym, na grzbiecie sosny i mchy, na czołach choinki. 

background image

46

Kiedy  pełzł,  okrążał  osiem  dolin  i  osiem  wzgórz,  a  brzuch  jego  byt  zawsze  splamiony  krwią. 

Siedem  dziewic,  królewskich  cór,  pożarł  w   ciągu  siedmiu  lat,  a  zamierzał  pożreć  jeszcze 

najmłodszą, zwaną Księżniczką  Czeszącą  Pole  Ryżowe.  Ocalił  ją jeden  z bogów,  który przybrał 

imię  Dzielny  Szybki  Gwałtowny  Samiec.  Rycerz  ów  wybudował  okrągłą  drewnianą  palisadę  o 

ośmiu wejściach i  ośmiu progach. Na każdym  progu ustawił baryłkę piwa ryżowego. Ośmiokrotny 

wąż  przypełzł,  zanurzył  łby  we  wszystkich  ośmiu  baryłkach,  wypił  zachłannie  całą  zawartość  i 

wkrótce zasnął.  Wtedy Dzielny Szybki Gwałtowny Samiec obciął mu wszystkie osiem  głów. Z ran 

popłynęły  rzeki  krwi.  W  ogonie  węża  znaleziono  sztylet,  który  do  dziś  czczony  jest  w  Wielkim 

Sanktuarium Atsuty. Wszystko to przydarzyło się na górze, zwanej ongiś Górą Węża, a dziś Górą 

Ośmiu  Chmur.  Cyfra  osiem  jest  w  Japonii  cyfrą  świętą  i  znaczy:  wielu.  Japońskie  banknoty 

upamiętniają ten fakt i dziś można na nich oglądać śmierć węża.
Chyba nie trzeba dodawać, że wybawca poślubił wybawioną, tak jak Perseusz Andromedę.
W  angielskiej  wersji  kosmogonii  i  teogonii  japońskich  („The  Sacred  Scriptures of  the  Japanese”, 

New   York  1952)  Post  Wheeler  przypomina  analogiczne  legendy,  a  więc  grecką  o  Hydrze, 

germańską o Fafnerze  i  egipską o bogini  Hathor, którą jeden z bogów  upił piwem  w  kolorze krwi, 

ażeby uratować ludzi od zagłady.
Włochacz z La Ferte-Bernard

33

Nad brzegami spokojnie  płynącego  strumienia Huisne włóczył  się  w  średniowieczu Włochacz (La 

Velue).  Zwierzę  to  przeżyło  potop,  chociaż  nie  znalazło  się  w  arce  Noego.  Było  ono  wielkości 

byka,  miało  głowę  węża,  okrągły  tułów  pokryty zieloną  sierścią  i  pełen  kolców,  których  ukłucie 

powodowało śmierć. Włochacz miał szerokie łapy, podobne do łap żółwia, ogonem  zaś w  kształcie 

węża mógł zabijać ludzi oraz inne zwierzęta. Kiedy wpadał w  furię, buchał płomieniami, od których 

zapalały się  zbiory. Nocami  napadał  na chlewy i  stajnie. Ilekroć chłopi  przedsiębrali  wyprawę,  by 

go  zgładzić,  ukrywał  się  w  wodach  Huisne, które wtedy występowały z brzegów, zalewając całe 

połacie kraju.
Najchętniej  pożerał  niewinne  panienki  i  dzieci.  Wybierał  spośród  nich  dziewczę  będące 

uosobieniem  czystości,  zwane  Owieczką  (L’Agnelle).  Pewnego  razu  zaatakował  taką  właśnie 

Owieczkę i poszarpaną, skrwawioną, dowlókł do koryta Huisne. Narzeczony nieszczęsnej uciął mu 

szpadą ogon - jedyne czule miejsce. Potwór zmarł natychmiast. Zabalsamowano go, a zwycięstwo 

uczczono tańcem przy dźwięku bębnów i piszczałek.
Youwarkee
Saintsbury  twierdzi  w  swoim  podręczniku  historii  literatury angielskiej  („Short  History of English 

Literature”), że Youwarkee jest jedną z najbardziej uroczych literackich bohaterek. Pot kobieta, pół 

ptak  lub  - jak  pisał  poeta  Browning  o  swej  zmarłej  żonie  Elizabeth  Barrett  -  pół  anioł,  pół  ptak. 

Ramiona  jej  mogą  rozpościerać  się  jak  skrzydła,  ciało  pokrywa  delikatny  puszek.  Mieszka  na 

zagubionej  wyspie  wśród  mórz antarktycznych;  tam  odkrywa  ją  i  bierze  za  żonę  rozbitek  Peter 

Wilkins.  Youwarkee  należy  do  skrzydlatego  szczepu  Glumsów.  Wilkins  nawraca  małżonkę  na 

wiarę chrześcijańską, a po jej śmierci cudem udaje mu się wrócić do Anglii.
Tę ciekawą historię miłosną opisał Robert Paltock w powieści „Peter Wilkins” (1751).
Zając księżycowy
W  plamach  na  Księżycu  Anglicy  dopatrują  się  ludzkich  kształtów,  parę  wzmianek  o  człowieku 

księżycowym, the  man  in  the moon, znajduje  się w  „Śnie  nocy letniej”.  Szekspir  wspomina  jego 

twarz  z  cierni  czy  kolców.  W  końcowych  wierszach  XX  pieśni  „Piekła”  mowa  jest  o  Kainie  i 

cierniach.  Komentarz  Tommaso  Casiniego  przypomina  w   związku  z  tym  toskańską  legendę 

opowiadającą,  jak  Pan  uwięził  Kaina  na Księżycu, każąc mu  po wsze czasy nosić wiązkę cierni. 

Inni widzą w Księżycu Świętą Rodzinę. Lugones pisze w swym „Lunario sentimental”:
I jest tam wszystko: Matka Boska z Dzieciątkiem; z boku 
święty Józef (niektórzy mają szczęście 
i widzą jego laskę); i poczciwy biały osiołek, 

33

 Miasto we Francji nad rzeką Huisne. (Przyp. aut.)

background image

47

który bieży i bieży po księżycowych łąkach.
Chińczycy  natomiast  mówią  o  księżycowym  zającu.  W  jednym  ze  swych  poprzednich  wcieleń 

Budda cierpiał  głód i  zając, chcąc go nakarmić, rzucił  się w  ogień.  W  nagrodę Budda wysłał  jego 

duszę  na  Księżyc,  gdzie  pod  akacjowym  drzewem  zając  ubija  w   moździerzu  magiczne 

ingrediencje,  składające  się  na  eliksir  nieśmiertelności.  W  ludowych  wierzeniach  z  niektórych 

okolic nazywa się tego zająca lekarzem, drogocennym zającem lub zającem z jaspisu.
Znane jest także wierzenie, że zwykły zając żyje około tysiąca lat i na starość siwieje.
Zaratan
Istnieje  opowiadanie,  które  przemierzyło  wszystkie  krainy  i  epoki:  opowiadanie  o  żeglarzach 

dobijających  do  nieznanej  wyspy,  która  potem  -  ponieważ  jest  żywa  -  pogrąża  się  w  morzu  i 

zatapia ich. Ten pomysł znajdujemy w  pierwszej podróży Sindbada Żeglarza i w  VI  pieśni „Orlanda 

szalonego”  (Ch’ella  sia  lina  isoletta  ci  credemo);  w  irlandzkiej  legendzie  o  świętym  Brendanie 

(Brandanie)  i  w  bestiarium  greckim  z  Aleksandrii;  w  „Historia  de  gen-tibus  Septentrionalibus” 

(Roma 1555), napisanej przez szwedzkiego duchownego Olausa Magnusa, i w  tym  ustępie „Raju 

utraconego”,  gdzie  porównuje  się  Szatana  do  wielkiego  wieloryba,  który  spokojnie  śpi  na 

spienionych falach u brzegów Norwegii (him hap’ly slumbering on the Norwayfoam).
Jest  paradoksem,  że  jedna  z  najwcześniejszych  wersji  tej  legendy  zawiera  jej  zaprzeczenie. 

Mówię  o  „Księdze  zwierząt”  al-Jahiza,  muzułmańskiego  zoologa  z  początków   IX  wieku, 

przetłumaczonej na hiszpański przez Miguela Asina Palaciosa:
Co  do  Zaratana,  to  nigdy  nie  spotkałem  nikogo,  co  by  go  widział  na  własne  oczy.  Niektórzy 

marynarze twierdzą, że czasem  zbliżali się do wysp pełnych lasów, dolin i szczelin skalnych, gdzie 

zapalali wielkie ogniska; kiedy ogień dosięgał grzbietu Zaratana, ów  zaczynał obsuwać się w  wodę 

wraz z nimi  i  całą znajdującą się na nim  roślinnością, tak że  tylko ci, którzy umieli  pływać, zdołali 

się uratować. Ta opowieść przekracza chyba najbardziej śmiałe i nieprawdopodobne zmyślenia.
Rzućmy teraz okiem  na tekst z XIII  wieku. Autorem  jego jest kosmograf al-Qaswini; jest to wyjątek 

z dzieła „O cudach stworzenia”. Czytamy w nim:
Żółw  morski  bywa tak  ogromny, że  żeglarze biorą  go nieraz za wyspę.  Oto co opowiadał pewien 

kupiec:
- Odkryliśmy na  morzu  wyspę  pełną  zieleni, dopłynęliśmy  do niej,  wysiedliśmy i  wykopaliśmy w 

ziemi doły, aby rozpalić ogniska; nagle wyspa poruszyła się, a marynarze krzyknęli: „Na statek! 

To żółw, co się przebudził od ciepła ogniska, może nas zatopić!”

W „Navigauo Sancti Brandani” historia się powtarza:
...płynęli,  aż dopłynęli do  owej  ziemi,  ale  jako że  w  niektórych  miejscach  były płycizny, w  innych 

zaś wielkie  skały,  wysiedli  na  wyspie,  która  wydała  im  się  bezpieczna,  i  zapalili  ogniska,  ażeby 

ugotować wieczerzę; tylko święty Brandan nie zszedł ze statku. A kiedy ogień już płonął, a mięso 

było  niemal  upieczone,  wyspa  nagle  zaczęła  się  poruszać,  przerażeni  mnisi  prędko  pobiegli 

schronić się na statku, zostawiwszy i ogień, i mięso, pełni zdumienia nad tym, co się stało. Święty 

Brandan  dodał  im  ducha,  mówiąc,  że  jest  to  wielka  ryba,  zwana  Jasconye,  która  dniem  i  nocą 

usiłuje ugryźć własny ogon, ale jest zbyt długa i nie może go dosięgnąć 

34

.

W  anglosaskim  bestiarium  „Exeter  Book”  niebezpieczna  wyspa  jest  wielorybem  „biegłym  w 

czynieniu  zła”,  umyślnie  zwodzącym  podróżnych,  którzy  zasiadają  na  jego  grzbiecie,  chcąc 

odpocząć po  trudach  morskich.  Niespodziewanie  mieszkaniec  Oceanu  zanurza  się,  marynarze 

zaś  toną.  W  bestiarium  greckim  wieloryb  jest  przysłowiową  nierządnicą  („jej  nogi  zstępują  w 

śmierć, jej zabiegi podtrzymują grób”), w  anglosaskim  - Diabłem  i Złem. To symboliczne znaczenie 

zostanie utrzymane w „Moby Dicku”, napisanym w dziesięć wieków później.
Zwierzę wyśnione przez Kafkę
Jest  to  zwierzę  o  wielometrowym  ogonie,  przypominającym  ogon  lisa,  podobne  do  kangura,  od 

którego różni  je  mała  okrągła głowa, mająca  w  sobie  coś ludzkiego,  tylko jej  zęby wyrażają  silę. 

Czasem  mam  ochotę złapać zwierzę za ogon, lecz to niemożliwe: jest bowiem  w  ciągłym  ruchu, a 

34

 Por. hasto „Uroboros”, s. 206 (Przyp. aut.)

background image

48

ogon  kiwa  się  z boku  na  bok.  Chwilami  zdaje  mi  się,  że  pragnie  mnie tresować.  Gdyby tak  nie 

było, w  jakim  celu wyrywałoby mi ogon, by potem  spokojnie czekać, aż zacznę zań łapać, a wtedy 

znowu odskoczyć.
Franz Kafka, „Hochzeitsvorbereitungen aufdem Lande”, 1953
Zwierzę wyśnione przez C. S. Lewisa
Pieśń  stawała się coraz głośniejsza i  bliższa, nagle jednak  umilkła, gdy Ransom  był w  gęstwinie 

takiej, że nie  widział  nic na  odległość jarda.  Żywo  skoczył  do  przodu,  słysząc chrzęst łamanych 

gałęzi, ale nie znalazł źródła owych dźwięków. Myślał  już o zaniechaniu poszukiwań, lecz melodia 

zabrzmiała znowu wyraźnie, chociaż nieco dalej. Jeszcze raz zwrócił  się we właściwym  kierunku, 

jeszcze  raz  tajemnicza  istota  przestała  śpiewać  i  umknęła.  Zabawa  w  chowanego  trwała  blisko 

godzinę, lecz ostatecznie uwieńczył ją pomyślny wynik.
Kiedy melodia rozbrzmiewała najdonośniej, mój przyjaciel posuwał się wolno i uważnie. Na koniec, 

rozgarniając osypane kwiatami  gałęzie, zobaczył  coś czarnego. Zdwoił środki ostrożności. Stawał 

bez  ruchu,  gdy  melodia  milkła,  a  kiedy  rozbrzmiewała  znowu,  postępował  dalej.  Po  dziesięciu 

minutach mógł dokładnie obejrzeć nieznaną istotę, która śpiewała, nie zdając sobie sprawy, iż jest 

obserwowana.
Czarna, gładka i lśniąca siedziała na zadzie jak pies, ale łopatki jej sięgały wyżej niż ludzka głowa, 

przednie  nogi  przypominały młode  drzewka,  a  miękkie,  szerokie  stopy  dorównywały rozmiarami 

racicom  wielbłąda. Wielki, dobrze zaokrąglony brzuch lśnił śnieżną bielą, a nad potężnym  karkiem 

sterczała długa,  podobna  do końskiej, szyja.  Głowa  była zwrócona  bokiem  do  widza, paszczęka 

szeroko  otwarta,  a  w  przepastnej  gardzieli  wzbierała  i  wibrowała  przejmującym  trelem  niemal 

widoczna  melodia.  Mój  przyjaciel  patrzył  jak  urzeczony  na  ogromne,  wilgotne  oczy  i  drgające, 

czujne nozdrza.
Nagle dziwaczne stworzenie umilkło i  spostrzegłszy intruza odskoczyło trwożliwie, aby zatrzymać 

się o kilka kroków  dalej. Stało teraz na czterech łapach, niewiele mniejsze od młodego słonia i na 

psią  modłę  merdało  długim  puszystym  ogonem. Było  to pierwsze  ze  spotkanych  na  Perelandrze 

zwierząt,  które  zdradzało  obawę  wobec  człowieka.  Chociaż  właściwie  zachowania  tego  nie 

należało  nazywać  obawą.  Na  głos  Ransoma  zwierzę  podeszło  doń,  wsunęło  aksamitny  nos w 

ludzkie dłonie i pozwoliło się pogłaskać. Niezwłocznie jednak odskoczyło i pochyliwszy długą szyję 

złożyło głowę na łapach.
Ransom nie potrafił dojść z nim  do porozumienia, kiedy więc zniknęło w  zaroślach, dał za wygraną 

i  zrezygnował  z  dalszych  starań.  Zdawało  mu  się,  że  postępując  inaczej,  uraziłby  sarnią 

płochliwość  czarnego  śpiewaka,  jego  subtelną  miękkość  i  wyraźną  chęć,  aby  być  i  pozostać 

jedynie dźwiękiem rozbrzmiewającym w najbardziej niedostępnych zakątkach lasów.
Wędrowiec ruszył w  dalszą drogę, a po  kilku sekundach śpiew  odezwał  się za nim  potężniejszy i 

jeszcze piękniejszy niż dotąd, jak gdyby radosny pean na cześć odzyskanej samotności...
Istoty te nie mają mleka, a więc potomstwo ich musi ssać samicę innego gatunku. Jest ona duża, 

piękna i niema. Do pory odstawienia od piersi młode śpiewające zwierzę należy do niej i swawoli z 

jej  małymi.  Kiedy  jednak  dorasta,  staje  się  najdoskonalszym  i  najbardziej  delikatnym  spośród 

stworzeń... Porzuca przybraną matkę, ona zaś podziwia jego śpiew

35

.

C.S. Lewis, „Perelandra”, 1949
Zwierzę wyśnione przez Poego
W „Opowieści Artura Gordona Pyma z Nantucket”, wydanej w  1838 roku, Edgar Allan Poe opisuje 

zdumiewającą, acz wiarygodną faunę pewnych wysp antarktycznych. W rozdziale XVIII czytamy:
Wyłowiliśmy  także  krzak  pokryty  jagodami  podobnymi  do  głogu  i  zwłoki  jakiegoś  szczególnego 

zwierzęcia lądowego. Miało ono trzy stopy długości - a ledwie sześć cali wzrostu - i cztery krótkie 

łapy zakończone  długimi,  szkarłatnymi,  jak  gdyby z  koralu,  pazurami.  Ciało  pokryte  było  długą, 

jedwabistą,  śnieżnobiałą  sierścią.  Ogon  był  ostro  zakończony  jak  u  szczura  i  długi  na  półtorej 

35

 Przektad Tadeusza Jana Dehnela, PAX, Warszawa 1971. (Przy p. tłum.)

background image

49

stopy. Głowa tego zwierzęcia przypominała kocią z wyjątkiem  uszu obwisłych jak u psa. Zęby z tej 

samej szkarłatnej substancji co pazury.
Nie mniej zdumiewająca była woda tych podbiegunowych okolic:
...tak  inaczej płynęła niż na całej  ziemi, żeśmy się wahali  ją  pić,  podejrzewając, że jest sztucznie 

zmieniona...  Nie  wiem,  jak  mógłbym  dać czytelnikowi  wyobrażenie  o  wyglądzie  tej  cieczy,  i  nie 

będę go w  tym  celu nudził długim opisem. Mimo że z pochyłości spływała tak jak każda inna woda, 

zwyczajny, jasny i przezroczysty wygląd miała tylko przy bardzo stromych spadkach i  kaskadach. 

Była jednakowoż istotnie znakomicie przezroczysta jak  każda inna woda, a różnica leżała tylko w 

wyglądzie. Na pierwszy rzut oka, zwłaszcza w  miejscach mało pochyłych, robiła wrażenie gęstego 

roztworu gumy arabskiej w  wodzie. To jednak było najmniej dziwne. Woda nie była bezbarwna, ale 

nie miała też żadnej barwy jednostajnej. Mieniła się w  swym biegu wszystkimi odcieniami purpury, 

podobnie  jak  jedwabna  tkanina...  Zaczerpnąwszy...  cieczy  w  naczynie  i  pozwoliwszy  się  jej 

uspokoić,  odkryliśmy,  że  cała  ta  płynna  masa  składa  się  z  ogromnej  ilości  rozmaitych  żyłek,  z 

których  każda  miała  inny  odcień.  Żyłki  te  nie  mieszały  się  ze  sobą,  choć cząsteczki  łatwo  się 

spajały.
Po przesunięciu ostrza noża w  poprzek żyłek woda zamykała się natychmiast po wyjęciu stali, tak 

jak każda inna, i nie można było spostrzec śladu manipulacji. Gdy jednak ostrze weszło pomiędzy 

dwie żyłki, pozostawała po wyjęciu noża wyraźna szczelina, niknąca dopiero po niejakim czasie

36

.

Zwierzęta kuliste
Kula jest najbardziej jednolitym  ciałem  stałym, ponieważ odległość każdego punktu jej powierzchni 

od środka jest taka sama. Dlatego właśnie, a również dlatego że wiruje ona wokół własnej osi, nie 

zmieniając  miejsca,  Platon  („Timajos”  33) pochwalił  decyzję  Demiurga,  który nadał  Ziemi  kształt 

kuli.  Platon  sądził,  iż  Ziemia  jest  istotą  żyjącą,  a  w  „Prawach”  (898)  stwierdzał,  że  planety  i 

gwiazdy  również  są  żywe.  W  ten  sposób  obdarzył  zoologię  fantastyczną  wielkimi  okrągłymi 

stworzeniami i odsądził od czci i wiary tępych astronomów, bo nie przyjmowali do wiadomości, że 

wirujący ruch ciał niebieskich jest spontaniczny i dobrowolny.
Ponad pięćset lat później, w  Aleksandrii, Orygenes nauczał, że błogosławieni zmartwychwstaną w 

formie kulistej i tocząc się, trafią do nieba.
W  czasach  Odrodzenia  pomysł  nieba  jako  zwierzęcia  powraca  u  Lucilio  Vaniniego;  neoplatonik 

Marsilio Ficino  mówi o  włosach,  zębach i  kościach  Ziemi,  a Giordano Bruno  sądzi,  że  planety to 

wielkie,  spokojne,  ciepłokrwiste,  obdarzone  rozumem  zwierzęta  o  ustalonych  obyczajach.  W 

początkach XVII  wieku niemiecki astronom  Johannes Kepler sprzecza się z angielskim  mistykiem 

Robertem  Fluddem  o  to,  kto  pierwszy  uznał  wyższość koncepcji  Ziemi  jako  żyjącego  potwora, 

którego  „wieloryb!  oddech  we  śnie  i  na  jawie  powoduje  przypływy  względnie  odpływy  mórz”. 

Anatomia, pożywienie, kolor, pamięć i wyobraźnia potwora były przedmiotem studiów Keplera.
W  XIX wieku niemiecki psycholog Gustav Theodor Fechner (chwalony przez Williama Jamesa w 

dziele „A Pluralistic  Universe”)  raz jeszcze z powagą dziecka  rozpatrzył  wyżej  wymienione idee. 

Ci, którzy nie wzgardzą przypuszczeniem, że Ziemia, matka nasza, jest organizmem, organizmem 

wyższego  rzędu  niż  rośliny,  zwierzęta  i  ludzie,  powinni  przestudiować  pobożne  stronice 

Zend-Awesty.  Dowiedzą  się  z  nich  na  przykład  tego,  że  kulisty kształt  Ziemi  przypomina  kształt 

ludzkiego  oka,  najszlachetniejszego  narządu  naszego  ciała.  I  tego,  że  „jeśli  niebo  jest  domem 

aniołów, to aniołami są bez wątpienia gwiazdy, bo przecież niebo nie ma innych mieszkańców”.
Zwierzęta lustrzane
W  którymś z tomów  „Lettres edinantes  et  curieuses”, jakie ukazywały  się  w  Paryżu  w  pierwszej 

połowie  XVIII  wieku,  ojciec  Fontecchio  z  Towarzystwa  Jezusowego  zapowiadał  studium 

przesądów  i  ciemnoty mieszkańców  Kantonu. W  szkicu do  tego studium  opisywał  wiarę w  to,  że 

Ryba jest stworzeniem  umykającym  i  połyskliwym,  którego nikt  nigdy nie złapał, natomiast wielu 

jakoby  widziało  je  w   głębi  luster.  Ojciec  Fontecchio  zmarł  w   1736  roku,  a  praca,  którą 

przedsięwziął,  pozostała  niedokończona;  w  sto  pięćdziesiąt  lat  później  podjął  ją  Herbert  Allen 

Giles. Według Gilesa wiara w  Rybę stanowi  część obszerniejszego mitu dotyczącego legendarnej 

epoki Żółtego Cesarza.

36

 Przekład Mariana Stemara z tomu „Opowiadania”, Czytelnik, Warszawa 1956. (Przyp. tłum.)

background image

50

W owych czasach świat luster i  świat ludzi nie były, tak jak  dzisiaj, całkiem od siebie odcięte. Były 

natomiast  bardzo  odmienne;  różniły  się  zamieszkującymi  je  istotami,  barwą,  kształtem.  Oba 

królestwa, lustrzane i ludzkie, żyły w  zgodzie, wchodziło się i wychodziło przez lustra. Pewnej nocy 

ludzie z luster zaatakowali Ziemię. Byli  bardzo silni, ale w  krwawych bojach zwyciężyły magiczne 

sztuki Żółtego Cesarza. Przepędził  on najeźdźców, uwięził  ich  w  lustrach i narzucił  im  obowiązek 

powtarzania,  niby  we  śnie,  wszystkich  ludzkich  gestów.  Pozbawieni  siły  i  samoistnej 

powierzchowności,  zredukowani  zostali  do  posłusznych  odzwierciedleń.  Pewnego  dnia  otrząsną 

się jednak z magicznego letargu.
Pierwsza  zbudzi  się  Ryba.  W  głębi  lustra  dojrzymy  delikatną  linię,  której  kolor  nie  będzie 

przypominał żadnego innego. Potem  zaczną się budzić nowe formy, będą stawały się inne niż my, 

z czasem  przestaną nas  naśladować.  Przełamią  bariery  szkła  i  metalu  i  tym  razem  nie  zostaną 

pokonane. Wraz z lustrzanymi istotami będą walczyły istoty z wody.
W Yunnanie mówi się nie o Rybie, lecz o Lustrzanym  Tygrysie. Niektórzy przypuszczają, że przed 

inwazją posłyszymy z głębi luster szczęk broni.

Spis treści
Prolog
A Bao A Qu (A Bao A Qu) 
Abtu i Anet (Abtu y Anet)
Amfisbena (La Anfisbend)
Anioły Swedenborga (Los Angeles de Swedenborg)
Antylopy sześcionożne (Los Antiiopes de Seis Patas)
Bahamut (Bahamut)
Baldanders (Baldanders)
Banshee (La Banshee)
Barometz (El Borametz)
Bazyliszek (El Basilisco)
Behemoth (El Behemoth)
Burak (El Burak)
Centaur (El Centaura)
Cerber (El Cancerbero)
Chimera (La Quimerd)
Chronos czy Herakles (Cronos o Herkules)
Czarodziejki (Las Hadas)
Demony judaistyczne (Demonios deljudaismo)
Demony Swedenborga (lms Demonios de Swedenborg)
Dwa stwory metafizyczne (dos animales metafisicos)
Dżiny (Los Yinn)
Elfy (Los El/os)
Eloje i Morioki (Los Eloiy los Morlocks)
Fastitokalon (Fastitocalon)

background image

51

Fauna chińska (Fauna china)
Fauna Stanów Zjednoczonych (Fauna de los Estados Unidos)
Feniks (L7 ave Femx)
Feniks chiński (El Fenix chino)
Gad wyśniony przez C.S. Lewisa (Un reptii sonado por C.S. Lewis)
Garuda (Garuda)
Gnomy (Los Gnomos)
Golem (El Golem)
Gryf (El Grifo)
Haniel, Kafziel, Azriel i Aniel (Haniel, Kafziel, AzrielyAniel)
Haokah, bóg grzmotu (Haokah, dios del Trueno)
Harpie (Arpias)
Hipogryf (El Hipogrifo)
Hochigan (Hochigan)
Humbaba (Khumbaba)
Hydra lernejska (La Hidra de Lema)
Ichtiocentaury (Ictiocentauros)
Jednorożec (El Unicomio)
Jednorożec chiński (El Unicomio chino)
Jeleń niebiański (El Cieruo Celestial)
Karni (El Karni)
Katoblepas (El Catoblepas)
Kogut niebiański (El Galio Celestial)
Koń morski (El Caballo del Mar)
Kot z Cheshire i koty z Kilkenny (El Gato de Cheshire y los Gatos de Kilkenny)
Kraken (El Kraken)
Krokota i leukrokota (Crocotas y Leucrocotas) 
Król ognia i jego koń (Un reydefuego y su caballo)
Kujata (Kuyata)
Lamie (Las Lamias)
Lemury (ims Lemures)
Lilith (Lilith)
Lis chiński (El Zorro chino)
Łamed wownik (Los Lamed Wufniks)
Małpa tuszowa (El Mono de la Tinta)
Mandragora (La Mandragora)
Mantychora (El Manticora)
Matka żółwi (La Madre de las Tortugas)
Mieszaniec (Una cruzd)

background image

52

Minotaur (El Minotauro)
Monokle, czyli istoty jednookie (Los Monoculos)
Mrówkolew (El Mirmecoledn)
Nagowie (Los Nagas)
Nasnas (El Nesnas)
Nimfy (ims Nimfas)
Niwelator (El Aplanador)
Norny (Las Nomas)
Odradek (Odradek)
Osioł trójnożny (ElAsno de Tres Patos)
Pantera (La Pantera)
Pelikan (El Pelicanó)
Peryci (ElPeritio)
Pigmeje (Los Pigmeos)
Potwór Acheront (El monstruo Aqueronte)
Pożeracz cieni (El Devorador de las Sombras)
Ptak deszczowy (El Pdjaro que causa la Lluvia)
Ptak Rok (El ave Roc)
Remora (Remora)
Salamandra (im. Salamandra)
Satyrowie (Los Sdtiros)
Scylla (Escila)
Sfinks (La Esfinge)
Simurg (ElSimurg)
Słoń, który przepowiedział narodziny Buddy
Smok chiński (El Dragon chino)
Smok wschodni (El Dragon) 
Smok zachodni (El Dragon en Occidente)
Smok zrodzony z Lewiatana (El hijo de Leviatdn)
Sobowtór (El Dobie)
Squonk (El Sauonk)
Stugłowiec (El Cień Cabezas)
Stworzenia termiczne (Los Seres Termicos) 
Sylfidy (Los Silfos)
Syreny (Sirenas)
Szaraczki (Los Brownies)
Świnia w okowach (Chancha con Cadenas)
Talos (Talos)
T’ao T’ieh (El T’ao-T’ieh)

background image

53

Trolle (Los Trolls)
Tygrysy annamickie (Los Tigres del Annom)
Uroboros (El Uroboros) 
Walkirie (Las Valquiriaś) 
Wąż ośmiokrotny (La Octuple Serpiente)
Włochacz z La Ferte-Bernard (La Peluda de la Ferte-Bernard) 
Youwarkee (Youwarkee)
Zając księżycowy (La Liebre Lunar)
Zaratan (El Zaratdn)
Zwierzę wyśnione przez Kafkę (Un animal sońado por Kafkd)
Zwierzę wyśnione przez C. S. Lewisa(Un animal sońado por C.S. Lewis)
Zwierzę wyśnione przez Poego (Un animal sońado por Poe)
Zwierzęta kuliste (Animales esfericos)
Zwierzęta lustrzane (Animales de los espejos)