background image

           Etyka I i II rok
Studium Teologii Rodziny

 ks. Płonka.

Zagadnienia wstępne TERMINOLOGIA – POJĘCIA
1. Etyka - nauka o moralności ludzkiego postępowania; ściślej: ustalająca 
zasady ludzkiego postępowania (charakter normatywny).
2. Etyka filozoficzna - nauka ustalająca moralne zasady ludzkiego 
postępowania w oparciu o przesłanki (światło) ludzkiego rozumu i 
doświadczenia.
3. Etyka katolicka (teologia moralna, etyka teologiczna, katolicka nauka 
moralności) - nauka ustalająca (wskazująca) zasady ludzkiego 
postępowania w świetle ludzkiego rozumu i Objawienia Bożego - z jego 
przedłużeniem w Nauczaniu Kościoła (Magisterium).
4. Przedmiot etyki:
 - materialny: ludzkie działanie (postępowanie, decyzja, zaniedbanie); 
ludzkie - świadome i dobrowolne,
 - formalny: moralność ludzkiego działania.
5. Źródła etyki katolickiej (skąd czerpie przesłanki, dane).
 - Objawienie Boże zawarte w Piśmie Św. (nieomylne, spisane pod 
natchnieniem Ducha Św. Słowo Boże) i Tradycji (niezbłądzalne, w oparciu 
o asystencję Ducha Św., nauczanie Kościoła.
 - rozum ludzki (oświecony wiarą).
6. Etyka katolicka a inne nauki teologiczne.
 - etyka a dogmatyka. Dogmatyka zajmuje się tym, co jest przedmiotem 
wiary katolickiej, etyka - tym, co jest przedmiotem moralnego 
katolickiego postępowania.
 - etyka a prawo kanoniczne. Etyka dotyczy całości postępowania, od 
wewnątrz; prawo kanoniczne - dotyczy pewnych działań określonych 
przez Kościół. 
 - etyka a ascetyka i mistyka. Etyka dotyczy moralności postępowania w 
ogólności; ascetyka i mistyka - pod kątem dążenia do doskonałości i 
najgłębszego zjednoczenia z Bogiem.
 - etyka a socjologia. Socjologia opisuje moralność, etyka wskazuje, ustala 
normy (...stanowi).
7. Podział:

background image

 - etyka ogólna: podstawy moralności,
 - etyka szczegółowa: szczegółowe problemy, szczegółowe dziedziny 
moralności. 
W obecnym studium teologii życia rodzinnego podejmujemy (bardzo 
fragmentarycznie) wybrane zagadnienia moralności życia małżeńskiego i 
rodzinnego.

Spis treści
Chrześcijańska moralność jako wezwanie i odpowiedź    s. 1
Bóg daje i zadaje w porządku natury i łaski 

2

Personalistyczna koncepcja człowieka 

4

Człowiek jako istota religijna 

7

Wolność jako dar i zobowiązanie 

11

Norma moralności 

14

Sumienie - sanktuarium, w którym bóg mówi do człowieka 
część i: Istota i działanie

17

część ii: Problem formowania sumienia 

19

Dramat grzechu 

21

Czyn ludzki – analiza 

25

Czyn moralny – analiza 

26

Płciowość i jej znaczenie w świetle dokumentów Kościoła  27

CHRZEŚCIJAŃSKA MORALNOŚĆ JAKO WEZWANIE I 
ODPOWIEDŹ
1.Moralność – potoczne skojarzenia:
,,moralność pani Dulskiej”; ,,jego morale pozostawia wiele do 
życzenia”; ,,aspekt moralny rzeczy”
2.Moralność – definicja:
Istotny przymiot (element) ludzkiego czynu (postępowania) według 
którego orzekamy go jako czyn dobry lub zły (moralnie). Moralny = 
noszący w sobie cechę dobra lub zła.
3.Moralność w sensie chrześcijańsko – egzystencjalnym 
(personalistycznym) = odpowiedź człowieka (chrześcijanina) na 
skierowane do niego Boże wezwanie (powołanie). Odpowiedź cało-
życiowa, odpowiedź życiem ? werbalizm. 
„Nie każdy, który Mi mówi »Panie, Panie« wejdzie do Królestwa 
niebieskiego, lecz ten, 
kto spełnia wolę Mojego Ojca, który jest w niebie” (Mt 7,21).
4. Bóg wzywa (gdzie to wezwanie jest zawarte?):

background image

dzieło stworzenia (ręce - do roboty, a nie do bicia; język, mowa – do 
przekazywania, precyzowania prawdy a nie do kłamstwa; seksualność – do 
realizacji miłości otwartej na życie a nie do zabawy);
objawienie Starego Testamentu – wyzwolenie z Egiptu, Dekalog 
(przymierze) „Oni będą Moim ludem, a Ja będę ich Bogiem” (Ez 14,11);
objawienie NT: wezwanie w Chrystusie do wszystkich ludzi: „tak Bóg 
umiłował świat” (J 3,16)
„Dana Mi jest wszelka władza. Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody 
udzielając im chrztu. Uczcie je zachowywać wszystko…” (Mk 16,15-16);
Św. Paweł: „po to wezwał was przez nasze głoszenie Ewangelii, abyście 
dostąpili chwały Pana naszego Jezusa Chrystusa” (2 Tes 2,14).
„W Nim bowiem wybrał nas przed założeniem świata, abyśmy byli święci 
i nieskalani przed Jego obliczem” (Ef 1,3-6).
5. Człowiek – Chrześcijanin odpowiada
Całe życie chrześcijanina winno być odpowiedzią na Boże (Chrystusowe) 
wezwanie. Takie pojęcie moralności chrześcijańskiej zakłada św. Paweł; „a 
zatem zachęcam was ja więzień w Panu, abyście postępowali w sposób 
godny wezwania, jakim zostaliście wezwani” (Ef 4,1); i nieco dalej;
„To zatem mówię i zaklinam was w Panu, abyście już nie postępowali jak 
poganie, z ich próżnymi myślami, którzy umysłem są pogrążeni w mroku, 
obcy względem życia Bożego, na skutek tkwiącej w nich niewiedzy, na 
skutek zatwardziałości serca” (Ef 4,17-18) – to znaczy, których 
postępowanie nie jest odpowiedzią na Boże wezwanie;
„aby Bóg nasz uczynił was godnymi swego wezwania...” (2 Tes 1,11)
Podsumowanie:
Wszystko, co będziemy tutaj wskazywać jako wymogi chrześcijańskiej 
(katolickiej) moralności, w szczególności małżeńsko – rodzinnej, będzie 
podyktowane tym Bożym wezwaniem i będzie się domagało godnej 
człowieka – chrześcijanina – odpowiedzi. Całe postępowanie 
chrześcijanina jest odpowiedzią TAK lub NIE na Boże wezwanie.

BÓG DAJE I ZADAJE W PORZĄDKU NATURY I ŁASKI (szkic) 4.11

Gdzie i jak odbywa się ów specyficzny dialog między Bogiem 

wzywającym a człowiekiem odpowiadającym na Boże wezwanie?
1. Odkrycie porządku natury w człowieku i jego źródła w Bogu.
Punktem wyjścia odkrycie powinności wewnętrznej: „jeśli chcę być sobą, 
jeśli chcę zachować swoją godność, to powinienem, to muszę: wstać, 
uczyć się, pomóc, modlić się, opanować się, odmówić sobie, być czystym 
= Stwórca swojej natury. Natura ludzka jest zrozumiała dopiero w swym 

background image

zakotwiczeniu w Bogu, jako w swym Absolucie. Odkrycie tej powinności 
to początek dojrzałości i podmiotowości człowieka.
2. Prawo natury: wewnętrzna konstytucja (człowieka) ustanowiona i 
wpisana w człowieka przez Boga, w akcie stwórczym, a wyrażająca się 
nakazem: to czyń a tego nie czyń (unikaj). Przykład z zegarkiem. 
Wytwórca nadaje mu wewnętrzną konstrukcję - konstytucję i ustanawia 
zasady jego działania. Jeśli ten zegarek „chce być sobą” musi się tej 
wewnętrznej konstrukcji - konstytucji trzymać. Nie może „powiedzieć”: a 
ja chcę być busolą, a ja chcę wskazówkami w lewo, itp...
Prawo natury w człowieku (natury rozumnej, wolnej = osobowej, nie sama 
biologia, fizjologia, ale biologia, fizjologia również) jest językiem, 
dialogiem, Boga z człowiekiem, w którym Bóg wyraża swoje wezwanie.
3. Prawo natury poznajemy odczytując porządek (celowość) natury 
człowieka: ręce do pracy a nie do bicia; język - mowa do komunikacji 
(przekaz prawdy) a nie do dezinformacji, kłamstwa; seksualność - do 
realizacji miłości otwartej na życie a nie do beztroskiej, 
nieodpowiedzialnej zabawy, dla przyjemności, itp...
4. O istnieniu prawa natury dowiadujemy się również z Objawienia: 
por. Rz 2,15: „…treść Prawa wpisana w ich sercach”
Dekalog - 10 przykazań objawiony w Starym Testamencie i potwierdzony 
przez Chrystusa w Nowym Testamencie - pomocą w odczytywaniu prawa 
natury.
Krótko: Bóg daje i zadaje w porządku natury.
5. Bóg daje i zadaje w porządku łaski (łaska usynowienia = uświęcająca, 
łaska uczynkowa i inne dary łaski)
- daje (zapowiada, wysługuje i obdarza łaską uświęcającą = życiem 
Bożym): 
„Jeśli ktoś się nie narodzi powtórnie nie może ujrzeć królestwa Bożego” (J 
3,3)
„Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, 
aby każdy, kto wierzy w Niego (...) miał życie wieczne” (J 3,16)
„Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec, zostaliśmy nazwani 
dziećmi Bożymi i rzeczywiście nimi jesteśmy” (1 J 3,1)
- zadaje i to zadanie, tę powinność, wynikającą z nowego poziomu 
bytowania jako dziecko Boże, bytowania w porządku łaski, można by 
wyrazić tak: stałeś się dzieckiem Bożym - bądź dzieckiem Bożym, masz 
udział w świętości Boga - bądź Jego świętością, jesteś Jego świątynią - 
bądź Jego świątynią (w twoim życiu, postępowaniu), zostałeś podłączony 
do światłości Boga - bądź Jego światłością (a nie ciemnością = grzech) 

background image

masz w sobie Ducha Świętego - bądź duchowy a nie cielesny (tzn. 
rozumiejący wszystko i podchodzący do wszystkiego tylko wg ciała = wg 
spękanej po grzechu pierworodnym ludzkiej natury, skoro Bóg jest 
miłością - i ty bądź miłością (istota etosu NT) 
- teksty: - „Bądźcie wy doskonali jak doskonały jest Ojciec wasz 
niebieski” (Mt 5,48)
- „To jest moje przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali tak, jak Ja 
was umiłowałem” (J 15,12)
- „Bądźcie więc naśladowcami Boga jako dzieci umiłowane i postępujcie 
drogą miłości, bo i Chrystus was umiłował i samego siebie wydał za nas” 
(Ef 5,1-2)
- „Niegdyś i wy ... byliście ciemnością, lecz teraz jesteście światłością w 
Panu. Postępujcie jak dzieci światłości” (Ef 5,8); 
- „Oto czego uczę: postępujcie według Ducha a nie spełnicie pożądania 
ciała. ...Mając życie od Ducha, do Ducha się też stosujmy” (Ga 5,25)
Zasadnicze pytanie: na którym poziomie chcę żyć, na poziomie tylko 
natury i to spękanej po grzechu pierworodnym czy też na poziomie łaski 
(ściślej: na poziomie natury naprawionej, podniesionej do życia łaski), 
inaczej: czy jako tylko dziecko ludzkie czy też jako dziecko Boże? Od 
tego zależą zasadnicze wybory, zasadniczy profil życia: chrześcijańskiego 
lub niechrześcijańskiego.
6. Zachowanie porządku natury i porządku łaski, jego wymogów, jego 
wewnętrznych nakazów - jest odpowiedzią Bogu TAK, jest pozytywną 
realizacją moralności ogólnoludzkiej i chrześcijańskiej.
PERSONALISTYCZNA KONCEPCJA CZŁOWIEKA 
Kim jest człowiek?
Wstęp
Wszyscy to chyba doskonale czujemy, że człowiek jest jakimś ośrodkiem, 
jakimś centrum. Centrum świata, centrum historii, centrum twórczości. 
Więcej, jakimś centrum religii. Cóż to jest bowiem religia? - można 
powiedzieć w skróceniu: religia to człowiek przed Bogiem. Bóg 
przychodząc na świat przyszedł jako Człowiek, przyszedł do człowieka i 
dla człowieka. Od pierwszych wieków chrześcijaństwo mówi: „chwałą 
Boga - żywy człowiek”. A Boży plan zbawienia, to plan skoncentrowany 
na człowieku, by go ocalić, by mu dać udział w wieczności Boga samego.
W zagadnieniach etycznych trzeba więc zacząć od tego pytania: „Kim jest 
człowiek?” Trzeba próbować na nie odpowiedzi. Po to, by lepiej siebie 
rozumieć, po to, by lepiej widzieć swoje właściwe miejsce, po to by 
bardziej być świadomym, co temu człowiekowi jest dane a przez to i 

background image

zadane, czego może i winien od siebie wymagać. Trzeba, by człowiek był 
świadom swoich możliwości, po to by je świadomie realizował, a w ten 
sposób spełniał swoje człowieczeństwo we wszystkich wymiarach. W 
dzisiejszym temacie chodzi nam o wskazanie najbardziej podstawowych 
wymiarów czy rysów człowieczeństwa, tego, kim jest człowiek. 
Wskażę na pięć takich rysów czy wymiarów tzn. dam 5 odpowiedzi nt. 
„Kim jest człowiek”.

1. Człowiek jest jednością duchowo-cielesną
Jest to najbardziej podstawowe doświadczenie każdego z nas. 
Doświadczamy siebie najpierw jako istoty cielesne. Mamy ciało, zmysły.: 
Posiadamy cały system wyspecjalizowanych narządów czy organów: 
wzroku, słuchu, trawienia, układ krwionośny, nerwowy. Potrzebujemy 
jeść, spać; wchodzimy w kontakt ze światem, reagujemy na światło, ból. 
Mamy całe prze-wspaniałe - jeśli tak można powiedzieć - wyposażenie 
seksualne w ogromnej mierze na poziomie ciała.
Pewne reakcje np. emocje, wzruszenia, jakkolwiek mają swój przejaw 
cielesny, czy nawet fizjologiczny - wykraczają jednak poza ciało, nie są w 
każdym bądź razie sprowadzalne do ciała. Każą nam szukać innej strefy w 
człowieku, strefy ducha. Tym bardziej, jeśli chodzi o takie przejawy jak 
myślenie, poznanie, twórczość, decyzja, miłość jako szukanie czyjegoś 
dobra, opowiedzenie się za, oddanie cało-życiowe
Wszystko to jest sfera ducha. Oczywiście ducha, który wypowiada się 
przez ciało. Równocześnie jesteśmy świadomi, że to, co zasadnicze w 
człowieku, to co stanowi o jego specyfice to nie ciało ale duch; nie reakcje 
cielesne, fizjologiczne, popędowe ale poznanie i wola. Poznanie tego co 
prawdziwe, słuszne, celowe, dobre i realizacja tego siłą woli, decyzją woli.

Ciało tzn. strona cielesna, fizjologiczna, zmysłowa, popędowa łącznie z 
emocjonalną - ma i musi mieć swoje miejsce w człowieku - i 
chrześcijaństwo zwalczając rygorystyczne herezje montanizmu czy 
kataryzmu zawsze sprzeciwiało się odczłowieczeniu człowieka - przez 
przekreślenie czy spostponowanie w nim strony cielesnej. Prawdziwe 
chrześcijaństwo nigdy nie walczy z ciałem. Bo człowiek to również ciało. 
Walczy jednak o prymat ducha, tzn. o to, by duchowy pierwiastek 
sprawował w człowieku rolą kierowniczą. Bo można powiedzieć - w 
człowieku tyle zwierza - ile ciała zaś tyle człowieka ile ducha, tzn. ile 
rozumnego i dobrowolnego sterowania sobą ku realizacji właściwych 
człowiekowi celów czy wartości.

background image

O ile więc człowiek rezygnuje z przewodnictwa ducha, a staje się 
wypadkową cielesnych czy emocjonalnych tylko reakcji - o tyle rezygnuje 
z człowieczeństwa, zaniża swój lot, przekreśla siebie. Ideałem jest nie 
samo ciało i nie sam duch, ale realizacja jedności ducha i ciała z prymatem 
jednak czynnika duchowego, któremu stronę cielesną trzeba 
podporządkować, poddać.
2. Człowiek jest osobą
Analizując „zjawisko człowieka w jego duchowym wymiarze, w duchowej 
specyfice, w regionie jego ducha - trzeba zauważyć, że człowiek jest 
osobą. Jest osobą, tzn. najpierw, że nie jest rzeczą. Wszystko, poczynając 
od minerałów poprzez rośliny a kończąc na zwierzętach - jest rzeczą. 
Rzecz zawsze czemuś, czy komuś służy. Jest czy może być środkiem do 
osiągnięcia czegoś.

Jednym słowem: człowiek jest osobą a nie rzeczą i dlatego nie wolno 
człowieka nigdy używać, tzn. traktować jako środka do celu. Człowiek 
zawsze jest celem pracy, ekonomii, państwa, miłości, a nawet zbawienia. 
Jego dobro i rozwój stanowią punkt odniesienia wszelkich działań i 
instytucji. O ile tak nie jest, o tyle następuje odczłowieczenie pracy, 
miłości, spraw seksualnych, małżeństwa, państwa, a nawet - chciałbym 
być dobrze zrozumianym - religii. Człowiekowi jest podporządkowane 
wszystko, on zaś niczemu i nikomu z wyjątkiem Boga. Stąd Sobór Wat. II 
mówi: „człowiek jest jedynym na ziemi stworzeniem, którego Bóg chciał 
dla niego samego” (KDK 24).
Mówiąc, że człowiek jest osobą wskazujemy w człowieku na pewnego 
rodzaju suwerenność w stosunku do innych istot i rzeczy w świecie. Co 
stanowi o tej suwerennej, nadrzędnej pozycji człowieka w świecie? 
Właśnie rozumność i wolność. Poprzez rozumność, poznanie, zdolność do 
refleksji człowiek jest świadom siebie, swojej tożsamości a zarazem 
odrębności w świecie. Przez swoją świadomość staje się podmiotem 
poznającym, wszystko zaś inne przedmiotem poznania.
Wolność zaś zapewnia człowiekowi samostanowienie. Znaczy to, że 
ostatecznie sam człowiek nie pod wpływem instynktu czy jakiejś siły 
zewnętrznej - ma moc stanowienia o swoim działaniu, o tym, co podejmu-
je, czego zaniecha....” godność człowieka wymaga, aby działał ze 
świadomego i wolnego wyboru, to znaczy osobowo od wewnątrz 
poruszony i naprowadzony, a nie pod wpływem ślepego popędu 
wewnętrznego lub też zgoła przymusu zewnętrznego" (KDK 17). 

background image

Sam człowiek - w swoim wnętrzu decyduje i stanowi o swoim 
postępowaniu, o dobru czy złu; sam człowiek pośród wszelkich ograniczeń 
- stanowi o moralnym profilu swoich czynów, postaw swojego życia. Sam 
człowiek - własną mocą tzn. mocą wolności -może być autorem swojego 
czynu, w konsekwencji dobra, ale i zła moralnego.

3. Człowiek jest bytem niezależnym i zależnym.
Mówiąc o wolności jako samostanowieniu wskazywaliśmy na nie-
zależność człowieka. Człowiek przez swoją rozumną wolność jest kimś 
autonomicznym, niezależnym. Potrafi sam, w sposób zasadniczy stanowić 
o profilu swojego życia; potrafi być kowalem swojego losu. Potrafi 
wykuwać w tym życiu dobro, ale też potrafi być autorem straszliwych 
dramatów zła, wobec czego sam Bóg, w pewnym sensie, staje bezsilny - 
proszę wziąć pod uwagę choćby śmierć Jego Syna - Jezusa Chrystusa 
-jako ofiara przewrotnej zbrodniczej realizacji wolności. Człowiek przez 
swoją wolność może osiągać wielkość, ale i straszliwą nędzę.
Tak, człowiek jest niezależny. Tej autonomii, powiedzmy to wyraźnie, 
chciał sam Bóg: 
W Syr (15,14-15) czytamy „On na początku stworzył człowieka i zostawił 
go własnej mocy rozstrzygania. Jeżeli zechcesz, zachowasz przykazania, 
być wiernym zależy od twej dobrej woli”. 
Chrystus - przez swoje dzieło zbawienia - nie niweczy tej niezależności 
czy autonomii człowieka. Przeciwnie staje się jej rzecznikiem i 
gwarantem. Sam powie. „Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli” (J 
8,32).
Św. Paweł: „Ku wolności wyswobodził was Chrystus” (Ga 5,1). Ta 
niezależność, którą Bóg człowiekowi dał, do której go stworzył jest 
specjalnym dowodem miłości i zaufania Boga do człowieka. Bóg chciał 
człowieka niezależnym - ale tak, jak to jest możliwe dla stworzenia, tzn. 
chciał dla człowieka niezależności względnej a nie bezwzględnej.
Człowiek jest niezależny, ale w zasadniczej zależności od Boga. Właśnie 
by mógł być, by mógł być niezależny potrzebuje człowiek zależności od 
Boga. Jest to zależność z całą dobroczynnością dla człowieka, ale 
zależność. Bez niej, człowiek nie może istnieć i nie może siebie 
zrozumieć. Św. Paweł powie o tej zależności Grekom w Atenach, „w Nim 
żyjemy, poruszamy się i jesteśmy” (Dz 17,28). A Chrystus sam stwierdza 
„beze Mnie nic nie możecie uczynić” (J 15,5).
Każda więc tendencja człowieka do absolutnej autonomii, do 
uniezależnienia od Boga i Jego zamysłu, jest pewnego rodzaju samo-

background image

bójstwem, jest podcinaniem własnych korzeni. I o ile człowiekowi uda się 
te własne korzenie podciąć, o tyle pakuje siebie i innych w piekło 
najrozmaitszych dramatów zła. Można to zauważyć czasem już w 
wymiarach indywidualnego odejścia i przekreślenia Boga w swoim życiu. 
Specjalnie zaś widać to w wymiarach „makro” - proszę zauważyć skutki 
hitleryzmu, wojującego ateizmu czy spustoszenie i pustkę hedonizmu.
Wspaniale tę prawdę wyraził św. Augustyn „Stworzyłeś nas Panie dla 
siebie i niespokojne jest serce człowieka dopóty, dopóki nie spocznie w 
Tobie o Boże”, a więc dopóki swojej względnej niezależności nie 
przeżywa w zasadniczej zależności od Boga.

4. Człowiek jest istotą transcendentną.
Transcendentny od słowa łac. transcendo, -ere - znaczy przechodzący, 
przewyższający, mający zdolność przewyższania, w konsekwencji 
niesprowadzalny do tego, co może człowiek przewyższyć w sobie, w 
świecie; co może przewyższyć swoim rozumem, wolą a zwłaszcza 
czynnikiem nadprzyrodzonym czyli łaską.
Człowiek najpierw na płaszczyźnie naturalnej swoim rozumem i wolą 
przewyższa cały świat rzeczy. Nie jest rzeczą. Więcej, nie jest samym 
ciałem. Stąd - jeśli chce być człowiekiem - nie może ulec traktowaniu 
siebie czy innych jak rzecz, czy jako tylko ciało.
Nie może np.- potraktować siebie czy innych jako sumę reakcji biolo-
gicznych, fizjologicznych czy nawet emocjonalnych. Nie może „żyć, żeby 
jeść” czy zaspakajać inne popędy. W swojej transcendencji ma możność i 
powinność zakładania i realizowania celów dużo wyższych. Trzeba „jeść 
żeby żyć”, trzeba realizować swoją seksualność w imię miłości otwartej na 
życie, rodzinę, itp.
Ponadto, jeszcze w płaszczyźnie naturalnej - człowiek ma ustawiczną 
możność przewyższania, pokonywania siebie, opanowywania, zdobywania 
się na coraz więcej, a zatem możność rozwoju, zdobywania sprawności, 
jakby uniezależniania od somatycznej, cielesnej w nim strefy. Nie potrafi 
czegoś w danym momencie, to nie znaczy, że nie potrafi w ogóle. Często 
się mówi: „ja już taki jestem” np. porywczy, marzycielski, wybuchowy, 
niepunktualny, zmysłowy. Nie potrafisz, jesteś taki, tzn. że są w tobie takie 
a takie ograniczenia, ale to nie znaczy, że nie może być inaczej. Właśnie 
może być inaczej. To jest szansa twojego człowieczeństwa. Jesteś istotą 
transcendentną, możesz siebie pokonać, przewyższyć, usprawnić. Trzeba 
tylko „zakasać rękawy” i z głową a przede wszystkim z wysiłkiem woli, 
systematycznie i cierpliwie nad sobą popracować. Rezygnacja z tego 

background image

rodzaju transcendencji tzn. przekraczania siebie byłaby rezygnacją z 
człowieczeństwa w sobie.
Jeśli człowiek w płaszczyźnie naturalnej, jako osoba rozumna i wolna, jest 
istotą transcendentną, to cóż dopiero, kiedy zostanie włączony w 
transcendencję Boga samego - a więc w płaszczyźnie nadprzyrodzonej. 
Następuje to poprzez wszczepienie w niego życia Bożego, co ma miejsce 
w sakramencie chrztu. Jest to jakby powtórne narodzenie człowieka. 
Chrystus mówi do Nikodema: „trzeba wam się powtórnie narodzić” (J 3,7) 
- oznacza to właśnie powinność i szansę zdobycia tego wyższego rzędu 
transcendencji. Mianowicie udział w transcendencji Boga samego. 
Człowiek włączony w transcendencję Boga: 
1o - ma nieporównywalną godność, wartość. Jest obrazem Boga. Stąd 
zakaz: „nie zabijaj”, stąd prawa człowieka. 
2o - tym bardziej, jest zdolny do przewyższania siebie, swojej cielesności, 
swoich ograniczeń, popędów a nawet śmierci. „Kto we Mnie wierzy, 
choćby i umarł żyć będzie” (J 11,25).
Wszystkie wezwania czy nakazy Chrystusa a potem Apostołów są 
nakazem owego przekraczania siebie, owej transcendencji na miarę Boga 
samego. „To jest moje przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali, tak, 
jak Ja was umiłowałem” - mówi Chrystus (J 15,12), czy najogólniej: 
„Bądźcie więc wy doskonali jak doskonały jest Ojciec Wasz niebieski” 
(Mt    5,48).
Jeśli chcemy być wierni Stwórcy, jeśli chcemy być wierni chrześcijaństwu 
to tej nowej transcendencji - w Bogu, i na miarę Boga, Chrystusa - nie 
wolno nam pominąć. Bo łącznie z tą transcendencją, w takiej 
transcendencji został pomyślany człowiek. I - nie osiągnie pełni swego 
człowieczeństwa, jeżeli nie zrealizuje tej wyższej płaszczyzny danych i 
zadanych mu możliwości. Z pozycji tej Bożej transcendencji nabiera 
człowiek tym większej łatwości i rozmachu do realizacji swego 
człowieczeństwa w jego naturalnych wymiarach.

5. Trzeba dodać jeszcze piąty wymiar: człowiek istotą społeczną.
Chodzi o wymiar odniesienia do drugiego człowieka, bez którego nie 
potrafi zrealizować swojego człowieczeństwa. Człowiek - mówi Sobór 
Wat. II: „będąc jedynym na ziemi stworzeniem, którego Bóg chciał dla 
niego samego, nie może odnaleźć się w pełni inaczej, jak tylko poprzez 
bezinteresowny dar z siebie samego” (KDK 24). Przypominają się słowa 
Chrystusa: „Kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto straci swoje 
życie, zachowa je” (Łk 17,33).

background image

Stawanie się człowieka we wspólnocie osób ma swój fundament w 
prawdzie o Trójcy św. Jeden, niezmienny, prosty, a równocześnie ta 
jedność jest „wielością”, troistością osób. Bóg jest ruchem miłości, jest 
udzielaniem się i to dawanie się, udzielanie, to wychodzenie w stronę 
drugiego - w stronę Boga a w Bogu w stronę drugiego człowieka - jest 
pierwszym przykazaniem chrześcijanina: „Będziesz miłował...”
Nie spełni siebie człowiek nie wychodząc w stronę drugiego. Zasadniczą, 
treścią i imieniem tego wyjścia jest miłość, a więc dawanie siebie /w 
ogólności/, w szczególności dawanie tego, co dana sytuacja podyktuje: 
zrozumienie, ofiara, nagięcie się, cierpliwość, przebaczenie, itp.
CZŁOWIEK JAKO ISTOTA RELIGIJNA
1. Pojęcie religijności. 
Zarówno badania naukowe jak i przednaukowe stwierdzają w człowieku 
warstwę tzn. fakt religijności. Kamień ale również roślina i zwierz jest „w 
sobie”. Jeśli przejawia czynności to w oparciu o zakodowane impulsy 
natury, instynktu. Tylko człowiek nie utożsamia się z kosmosem. Przez 
swoją refleksję, przez najgłębsze pragnienia wykracza poza obecną w nim 
materię, poza kosmos. Jest otwarty na transcendencję, na rzeczywistość 
wyższą, pozaziemską, nadprzyrodzoną, na Boga. Jan Paweł II mówi: 
„Będąc stworzeniem doświadcza on (człowiek) z jednej strony wielorakich 
ograniczeń, z drugiej strony czuje się nieograniczony w swoich 
pragnieniach i powołany do wyższego życia” (enc. Redemptor Hominis, 
14).
Akty odnoszące się do tej rzeczywistości pozaziemskiej nie są tylko 
teoretyczne, spekulatywne, ale nade wszystko praktyczne, życiowe. 
Angażują, owszem rozum, poznanie, wolę, uczucia. Angażują jednak nade 
wszystko życie, działanie, postępowanie. W tym sensie religijność to 
życiowy stosunek człowieka do rzeczywistości pozaziemskiej, życiowe 
otwarcie na tę rzeczywistość, więcej cało-życiowe egzystencjalne 
zaangażowanie w tę rzeczywistość.
Przedmiotem religijności jest rzeczywistość transcendentalna (poza 
materią, poza człowiekiem), obiektywna (nie człowiek ją wymyśla tworzy, 
nie jest projekcją jego jaźni, tęsknot, pragnień, ale ona mu się objawia, 
człowiek staje wobec niej). Jest nią nie tylko jakaś pierwsza przyczyna, ale 
Najwyższa Osoba, w ujęciu chrześcijańskim żywy osobowy Bóg. Bóg w 
Trójcy. 
Całe Objawienie Starego i Nowego Testamentu jest ujawnieniem 
religijności, tzn. tego otwarcia człowieka na Boga, nade wszystko zaś tego 
ujawniania się Boga człowiekowi. Jest to historia obcowania Boga z 

background image

człowiekiem i człowieka z Bogiem.
Cechą tego obcowania, tej religijności człowieka jest tzw. „mysterium 
tremendum” (tajemnica dążenia) i „mysterium fascinosum” (tajemnica 
fascynacji). Św. Augustyn wyrazi się tak: „wzdrygam się i pałam, 
wzdrygam się o ile jestem doń niepodobny, pałam, o ile doń jestem 
podobny” (Wyznania 11,9). W tym obcowaniu pojawia się z jednej strony 
obawa, lęk, poczucie odpowiedzialności i winy - wobec Stwórcy, Pana, 
Sędziego i swojej kruchości, nędzy, przewrotności. Z drugiej strony ma 
miejsce poczucie fascynacji a więc zaufania, miłości, pokoju, pewności, 
bezpieczeństwa - wobec Tego, który jest mocą, Opatrznością, Zbawcą, 
Miłością, Miłosierdziem, wiecznym przeznaczeniem człowieka.
Religijność jest nie tylko filozofowaniem, a religia filozofią. Człowieka 
religijnego nie interesuje samo poznanie rzeczywistości transcendentalnej, 
ale zbawienie i życie w Bogu. Również religijność nie jest samą etyką. 
Religijność zakłada obiektywną rzeczywistość Boga objawiającego się, 
który jest źródłem powinności i normy etycznej. Etyka, postępowanie 
zgodne z normą, w szczególności z przykazaniami jest konsekwencją i 
jednym z przejawów religijności.

2. Powszechność religijności. 
Otwarcie na transcendencję, na Boga w człowieku jest zjawiskiem 
występującym u wszystkich ludzi i ludów. Stwierdzają to badania 
etnologiczno-historyczne i socjologiczno-psychologiczne. Eliade (+1986) 
genialny badacz i znawca religijności na wstępie swojej „Historii wierzeń i 
idei religijnych” (Pax 1988) umieszcza motto: „Człowiek bez religii nie 
byłby już człowiekiem”. Nawet liczne fakty ateizmu teoretycznego, czy 
praktycznego nie są w stanie zaprzeczyć owej powszechności. Można w 
życiu indywidualnym czy społecznym przytłumić, zredukować, zaniedbać 
nie rozbudzić, ale nigdy wykorzenić z natury człowieka. Człowiek jeśli nie 
kryje świadomie tego otwarcia na dnie swej duszy to jednak zawsze jest w 
stanie, i to w jednym momencie rozbudzić się i odkryć najgłębszą potrzebę 
Boga. Dowodzą tego nader liczne nawrócenia i szczególne świadectwa z 
ateizmu wojującego (Kurdakov „Przebacz mi, Nataszo”), naukowego i 
praktycznego, konsumpcyjnego. Podobnie psychologia i socjologia 
stwierdzają potrzebę, a nawet konieczność religijności człowieka. 
Zaspakaja ona potrzeby natury człowieka, organizuje życie opierając je na 
zasadach ostatecznych i najbardziej powszechnych.

M. Scheller, filozof, pisze: „Akty religijne są elementami, pierwotnymi 

background image

przejawami ducha ludzkiego, należą one do swojej istoty do ludzkiej 
świadomości jak myślenie, sądzenie, spostrzeganie itp. Istnieje w duszy 
ludzkiej głód absolutu, który czyni religię istotnym składnikiem ducha 
ludzkiego” (Kopeć, Teologia fundamentalna, s.41). Nawet Sartre 
przedstawiciel ateistycznego egzystencjalizmu pisze: „Milczenie tego, co 
transcendentalne, oraz potrzeba religijna - oto wielka sprawa zarówno 
wczoraj jak i dzisiaj. Bóg milczy, ale bez względu na to milczenie 
wszystko we mnie żąda Boga, nie mogąc o nim zapomnieć” (ks. Ż. 
Pawlak, w: Chrześcijańska wizja człowieka, wyd. św. Wojciecha, str. 141).

Źródłem religijności w człowieku jest naturalne podłoże w postaci 
uzdolnienia i pędu do religii, tkwiące w naturze ludzkiej. Dochodzi do 
tego we wszystkich religiach świadomość, jakiegoś praobjawienia. Św. 
Augustyn wyrazi to genialnym stwierdzeniem: „Stworzyłeś nas Panie dla 
siebie i niespokojne jest serce człowieka dopóty, dopóki nie spocznie w 
Tobie, o Boże”.
3. Objawienie chrześcijańskie. 
To podstawowe otwarcie na transcendencję, na Boga, tkwiące w naturze 
człowieka i jego powszechność potwierdza i ujawnia całe Objawienie 
Starego i Nowego Testamentu.
Człowiek jest zdolny do skierowania się ku Bogu, ponieważ został 
stworzony przez Boga na Jego obraz i podobieństwo (por. Rdz. 1,27; 
również: Rdz 5,1; 9,6; Syr 17,3). Tym samym został wezwany by być 
partnerem Boga, by obcować z Nim. „Czym jest człowiek, że o nim 
pamiętasz, kim, syn człowieczy, że go tak wielmożysz...” - zachwyca się 
psalmista (Ps 8,5). Obraz Boży w człowieku oznacza dla niego udział we 
władzy Boga nad światem „Wszystko złożyłeś pod Jego stopy” (Ps 8,7), 
moc twórcza kreacyjna, dzięki której kształtuje i przemienia świat, 
kontynuuje Boże dzieło stwórcze. Obraz ten obejmuje również otwarcie ku 
nieskończoności, otwarcie na przyjęcie Boga, na obcowanie z Nim. Pełnią 
tego obcowania, obcowania w miłości z Bogiem jest usynowienie 
„Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani 
synami Bożymi i rzeczywiście nimi jesteśmy” (1 J 3,1).
Sobór streszczając Boże Objawienie mówi: „Człowiek już od swego 
początku zaproszony jest do rozmowy z Bogiem; istnieje bowiem tylko 
dlatego, że Bóg stworzył go z miłości i wciąż z miłości go zachowuje, a 
żyje w pełni wedle prawdy, gdy dobrowolnie uznaje ową miłość i 
powierza się swojemu Stwórcy” (KDK, 19) oraz „Bóg powołał i powołuje 
człowieka, aby przylgnął do Niego całą swą naturą w wiecznym 

background image

uczestnictwie nieskazitelnego życia Bożego” (KDK, 18).

4. Zjawisko ateizmu. 
Przeciwko pojmowaniu człowieka jako istoty religijnej występują różne 
rodzaje ateizmu. W religijności widzą one pomniejszenie człowieka, jako 
aliencję tzn. wyobcowanie w stosunku do ziemskiej rzeczywistości i 
samego siebie. 
 - scientyzm - dziedzictwo zwł. XIX w.: wszystko można wytłumaczyć 
drogą naukowego, eksperymentalnego poznania. Bóg i cała religia jest 
zbędna. Przeczą temu współczesne nauki i samo życie, które coraz więcej 
stawiają pytań i stają przed coraz nowymi makro-problemami. 
 - agnostycyzm: niczego nie można poznać w sposób pewny, w 
szczególności istnienia Boga. Nie ma prawdy absolutnej. Jeśli 
konsekwentnie tak, to trzeba by całkowicie zamilknąć, o niczym nic nie 
mówić, więcej, trzeba by przestać żyć, bo niczego nie można zakładać, na 
niczym się oprzeć, do niczego dążyć.
 - ubóstwienie człowieka w jego możliwościach z odrzuceniem Boga jako 
czegoś zbędnego. Trzeba rozważyć skutki ludzkich możliwości, np. w 
problemie ekologicznym.
 - zaprzestanie poszukiwania Boga z racji nieodczuwania Jego potrzeby: 
mały byłby to Bóg, gdyby jego potrzebę odczuwało się jako potrzebę 
jedzenia czy spania czy inne zmysłowe ziemskie pragnienia.
- odrzucenie Boga jako protest przeciwko złu: jeśli tak, to tym bardziej 
traci się sens życia i świata. Jedynie w Bogu znajdujemy odpowiedź na 
problem zła, cierpienia, niesprawiedliwości.
- ateizm usystematyzowany: odrzuca zależność od Boga w imię wolności 
człowieka. Wolność zaś upatruje w tym, „żeby człowiek był sam w sobie 
celem, sam jedynym sprawcą i demiurgiem swojej własnej historii” (KDK, 
20), a to – uważają – nie da się pogodzić z uznaniem Boga jako Pana, 
sprawcy i celu wszystkich rzeczy. Ponadto wyzwolenie człowieka 
przyjmuje jako samo-wyzwolenie (samo-odkupienie) – m.in. drogę 
wyzwolenia gospodarczego i społecznego (por. ideologia komunizmu i 
praktyka „liberation” w Ameryce Płd., inspirowana tzw. „teologia 
wyzwolenia”. Religia jawi się tutaj przeszkodą, bo czyni złudne nadzieje 
na wyzwolenie (zbawienie) w przyszłym życiu.
5. Odpowiedź Kościoła. Dał ją w szczególności Sobór Watykański II w 
Konstytucji Duszpasterskiej o Kościele w świecie współczesnym 
„Gaudium et spes” (skrót KDK) zwłaszcza rozdział I, p. 21-22 oraz 
rozdział III, p. 33-39. Odpowiedź tę można by streścić następująco: 

background image

właśnie w Bogu, w Jego przyjęciu, a nie odrzuceniu znajduje człowiek 
podstawę swojej godności, wielkości, odpowiedź na podstawowe pytania o 
sens życia, cierpienia i śmierci; w Bogu znajduje najgłębszą wartość 
rzeczywistości doczesnej i ciała ludzkiego i całej ludzkiej działalności i 
motywację i granice swojego ziemskiego zaangażowania
- „usuwanie Boga – nie sprzeciwia się godności człowieka, skoro godność 
ta na samym Bogu się zasadza i w nim się doskonali...” (KDK, 21)
- „Nadzieja eschatologiczna nie pomniejsza doniosłości zadań ziemskich, 
lecz raczej wspiera ich spełnianie nowymi pobudkami” (KDK, 21)
- bez przyjęcia Boga „człowiek pozostaje wtedy sam dla siebie 
zagadnieniem nierozwiązanym” (KDK, 21), por. Jan Paweł II do 
młodzieży całego świata, ŚDM Częstochowa, 14.08.1991 r. „Jestem przy 
Tobie, pamiętam, czuwam, m.in. stwierdzenie „Jeżeli Boga nie ma, czy ty 
człowieku, naprawdę jesteś?”
- „Tajemnica człowieka wyjaśnia się naprawdę dopiero w tajemnicy słowa 
Wcielonego. Chrystus... objawia w pełni człowieka samemu człowiekowi i 
ukazuje mu najwyższe powołanie” (KDK,22)
- „Dla wierzących jest pewne, że aktywność ludzka indywidualna i 
zbiorowa, czyli ów ogromny wysiłek, przez który ludzie starają się w 
ciągu wieków poprawić warunki swego bytowania wzięty sam w sobie 
odpowiada Zamierzeniu Bożemu” (KDK, 34)
„Zwycięstwa rodzaju ludzkiego są oznaką wielkości Boga i owocem 
niewypowiedzianego Jego planu” (KDK, 34)
- jest miejsce na autonomię rzeczywistości ziemskich względne ale nie 
bezwzględne bo: ”stworzenie bowiem bez stworzyciela znika... samo 
stworzenie zapada w mroki przez zapomnienie o Bogu” (KDK, 36)
- rozwiązaniem: prawdziwe posiadanie świata, czyli w Bogu: „wszystko 
bowiem wasze jest: wy zaś Chrystusowi, Chrystus zaś Boży” (1 Kor 3,22-
23; KDK, 37)
Żadne prawa i nakazy ludzkie nie zabezpieczają godności, wolności i 
twórczości człowieka tak jak Ewangelia, głoszona przez Kościół. Ta 
bowiem ewangelia głosi wolność ludu jako synów Bożych. Równocześnie 
mobilizuje ich by wykorzystali i zwielokrotnili otrzymane talenty na 
służbę Bogu i dobro człowieka (por. KDK, 41)

6. Akty religijności i życie religijne. 
Religijność wyraża się najpierw w szczególnych aktach religijnych. Są 
nimi m.in.: 
- wiara jako uznanie Boga takim, jakim się objawia, zaufanie Mu w tym, 

background image

co obiecuje i czego wymaga, oddanie się Jemu do dyspozycji i poddanie w 
całym swoim życiu, we wszystkich jego decyzjach i przejawach „Bądź 
wola Twoja”.
- kult czyli oddanie czci Bogu – jako wyraz uznania, przynależności i 
zależności. Szczególnym aktem kultycznym jest składanie ofiary w 
chrześcijaństwie - ofiara Eucharystyczna (uobecnienie ofiary krzyżowej) – 
Jezus Chrystus. Codziennym przejawem kultycznym jest modlitwa. Bez 
przejawów kultycznych religijność jest tylko uznaniem Boga. 
Religijność autentyczna domaga się ponadto uczynków, czyli życia z 
wiary. Religijność musi bowiem z natury swojej angażować, formować i 
ustawiać całe życie człowieka w oparciu o to, do czego Bóg wzywa, co 
zadaje, do czego zobowiązuje – jako Stwórca i Zbawca człowieka. Ani 
jeden szczegół życia nie może nie być poddany Bogu. Sama wiara i kult 
choćby bardzo intensywnie, ale bez życia i wiary będą tylko dewocją, a nie 
prawdziwą religijnością.
Stąd, i w tym sensie, nigdy dość podkreślać, że religijność autentyczna, w 
szczególności chrześcijaństwo to nie kult, lecz życie ustanowione przed 
Bogiem i dla Boga i w Bogu; kult zaś, w szczególności Eucharystia jest 
źródłem i szczytem takiej religijności, takiego życia chrześcijańskiego 
(por. KL, 10).
WOLNOŚĆ JAKO DAR I ZOBOWIĄZANIE
1. Mamy na uwadze wolność wewnętrzną w odróżnieniu od wolności 
zewnętrznej człowieka. Ta druga ściśle jest z pierwszą związana, z niej 
bowiem wypływa. Prawo do wolności zewnętrznej ma swoją podstawę, 
swoje uzasadnienie w wolności wewnętrznej. Wolność wewnętrzna, jest 
istotnym elementem moralności. 
Cała moralność dotyczy tylko czynów ludzkich (actus humanus), tzn. 
świadomych i dobrowolnych aktów człowieka (tzw. voluntarium) w 
odróżnieniu od czynów czy czynności człowieka (actus hominis), które nie 
posiadają cechy świadomości i dobrowolności, np. sen, lub też jednego z 
tych współczynników.
Akty świadome i dobrowolne stanowią o godności człowieka, ale i o jego 
odpowiedzialności. Mogą mu być przypisane. Z racji bowiem 
świadomości i wolności on jest ich autorem. Tylko też w przypadku czynu 
świadomego i dobrowolnego czyli krótko – wolnego, mamy do czynienia 
z dobrem, ale też i ze złem moralnym.
2. Spróbujmy opisać zjawisko wolności – jego istotę. 
Wolność w punkcie wyjściowym to możność wyboru tego czy innego 
czynu, tej czy innej rzeczy - wolność psychologiczna. Mogę wstać, mogę 

background image

siedzieć, mogę rozmawiać, mogę milczeć, mogę działać, mogę się 
wstrzymać od działania. Ale czy to jest to samo czy ja wybiorę to lub 
tamto?
Wolność możność wyboru między dobrem a złem - wolność moralna. 
Mogę ukraść, mogę dać, mogę odepchnąć, mogę podać rękę, mogę 
miłować, mogę nienawidzić, mogę ratować, mogę odebrać życie. Ale czy 
to jest to samo czy ja wybiorę dobro lub zło?
Ale ja – załóżmy – nie chcę wybierać ani zła ani dobra, bo np. dobro zbyt 
wiele kosztuje, a zła też nie chcę, bo np. nie chcę być aż tak podły. Czy 
jest możliwość trzeciego rozwiązania? Nie! Trzeciej możliwości nie ma. 
Chociaż teoretycznie rozróżnia się tzw. czyny moralnie obojętne, np. 
pójście na spacer, to jednak w ostatecznym rozrachunku nie jest to czyn 
obojętny, lecz ze względu na okoliczności będzie albo moralnie dobry albo 
moralnie zły. Jeśli podejmuję spacer np. dla zdrowia, dla towarzyszenia 
chorej osobie, to jest to czyn dobry; jeśli zaś jest to ucieczka od obowiązku 
np. mycia naczyń, to jest to czyn zły. Warto o tym pamiętać, bo często 
człowiek ulega złudzeniu, że uciekając od jakiegoś dobra wybiera jakąś 
inną godziwą możliwość.
Wolność a grzech
Idźmy jeszcze dalej, głębiej. Już w oparciu o to, co powiedzieliśmy, 
wolność to związanie się z dobrem lub złem. Związanie się z dobrem to 
pozytywne spełnienie wolności. Związanie się ze złem to też spełnienie 
wolności, ale negatywne. A przecież chyba o to chodzi, żeby swoją 
wolność realizować pozytywnie, ku dobru, a nie negatywnie, ku złu. 
Wolność – można powiedzieć więcej – to ograniczenie się, ale samemu 
(autodeterminacja) – pozytywnie – dobrem lub – negatywnie – złem. Przy 
czym ograniczenie się dobrem przeżywa się zawsze jako wyzwolenie, 
ograniczenie się złem – jako zniewolenie. Wystarczy choć trochę wejść w 
duszę alkoholika, prostytutki, człowieka opanowanego nienawiścią i 
właściwie w każdy przypadek grzechu, by się o tym przekonać. 
Sam Chrystus mówi: „Każdy, kto popełnia grzech, jest niewolnikiem 
grzechu” (J 8,34).
Nigdy zaś ograniczenia przez związanie się z dobrem nie przeżywa się 
jako niewoli, lecz jako wyzwolenie, jako pozytywną wartość. W 
autentycznej miłości małżeńskiej, w rodzicielstwie – jest związanie - i to 
jeszcze jakie, np. wstawanie przez całe miesiące kilkakrotnie w nocy do 
dziecka i wiele innych trudów, wierności, służenia, podejmowanej ofiary. 
Świadomie, z ludzką i chrześcijańską motywacją przeżywane owo 
związanie, zawsze jest źródłem radości i życiowej satysfakcji. Człowiek 

background image

jest wówczas świadom sensu swojej wolności, a mianowicie tego, że on 
sam bez żadnego przymusu zewnętrznego czy wewnętrznego, jedynie 
samą powinnością dobra pociągany, wybiera dobro, jest jego twórcą 
autorem. Człowiek czuje, że tu: w takim wyborze, w takiej decyzji, w 
takim opowiedzeniu się za dobrem i przylgnięciu do niego, tu się 
urzeczywistnia, tu się realizuje w swym człowieczeństwie i w swym 
chrześcijaństwie. Spełnia się – a nie ulega destrukcji.

3. Trzeba jednak tę wolność widzieć nie angelologicznie, a więc jakoby 
człowiek bez żadnych ograniczeń latał na skrzydłach wolności (skrajny 
indeterminizm) i nie pesymistycznie, jakoby wolność była tylko 
nieuświadomioną koniecznością (skrajny determinizm), ale realistycznie. 
Owszem, człowiek nie jest latającym aniołem na skrzydłach wolności; 
człowiek jest wpisany w najróżnorodniejsze czynniki determinujące: 
gleba, płeć, dziedziczność, temperament, typ wychowania, kultura, 
cywilizacja, religia, środowisko, środki masowego przekazu, system 
ideologiczny, polityczny i tysiące czynników szczegółowych, które go 
wyznaczają – zarówno pozytywnie jak i negatywnie.
Pośród jednak tych wszystkich czynników determinujących czy 
wyzwalających człowieka są pola, przestrzenie czy nawet – jeśli je 
określić minimalistycznie: szczeliny – w których jednak decyzja o profilu 
czynu, postawy, a więc dobru lub złu moralnym należy do człowieka. 
Używając porównania z żeglowania czy kajakowania – determinantów jest 
mnóstwo: woda, prąd, wiatr, nurt rzeczki, kłody, brzegi, zarośla – ster 
jednak spoczywa w rękach człowieka. Od niego więc ostatecznie zależy 
kierunek łodzi czy kajaka (oczywiście każde porównanie kuleje). Warto 
zauważyć, że te same czynniki determinujące, opanowane, uchwycone 
(fala, nurt, wiatr) okazują całą swą dobroczynność.
Pola, przestrzenie czy szczeliny wolności, choćby proporcjonalnie 
niewielkie w stosunku do skali determinantów, są jednak czymś tak 
wyjątkowym i twórczym, że nie tylko jest o czym mówić, ale to one 
stanowią o godności i wielkości człowieka. Równocześnie też nie za pola 
zdeterminowane, ale za przestrzenie wolności – i tylko za te – będzie 
człowiek odpowiadał.

4. Rzeczywistość wolności nie jest przedmiotem tylko refleksji człowieka 
nad samym sobą, w szczególności wnioskiem z analizy swoich czynów. 
Wolność człowieka jest bardzo wyraźnie wskazana w objawieniu przez 
samego Boga. Cały Stary i Nowy Testament w swej historii zbawienia, w 

background image

szczególności w wyjściu Boga do człowieka, odwołuje się do wolności 
człowieka. Będąc wolnym, mógł człowiek negatywną wolnością zerwać 
więzy z Bogiem. I równocześnie będąc wolnym, ze zreperowaną 
wolnością, przez dzieło Odkupienia, może człowiek powracać do Boga.
Wszystkie nakazy i zakazy Starego Testamentu, choćby najbardziej 
rygorystyczne w swych formułach, odwołują się do wolności narodu 
wybranego i każdego człowieka. W sposób zaś najbardziej klasyczny Bóg 
wskazuje to w Księdze Syracha: „On (Bóg) na początku stworzył 
człowieka i zostawił go własnej mocy rozstrzygania. Jeżeli zechcesz, 
zachowasz przykazania. …Położył przed tobą ogień i wodę, co zechcesz, 
po to wyciągniesz rękę. Przed ludźmi życie i śmierć, co ci się podoba, to 
będzie ci dane” (Syr 15,14-17). Zauważmy, w jak dramatycznych słowach 
ukazane są skutki wolności pozytywnej i negatywnej: wolność może stać 
się życiodajną wodą lub niszczącym ogniem, życiem lub śmiercią.
Nie mniej wyraźnie problem wolności ukazuje Nowy Testament. Chrystus 
przez swoje odkupienie daje szansę uzdrowienia działania wolności, a 
więc jej usprawnienia w kierunku pozytywnym, ale jej nie znosi. W 
klasycznym tekście u św. Mateusza Chrystus zwraca się do młodzieńca: 
„jeśli chcesz osiągnąć życie zachowaj przykazania” (Mt 19,17); „Jeśli 
chcesz być doskonały, idź sprzedaj, co posiadasz, i rozdaj ubogim…” (Mt 
19,21). Wszystkie też pozostałe nakazy, zakazy i wezwania Chrystusa, a 
potem Apostołów o tyle mają sens, o ile człowiek, do którego są 
adresowane, posiada moc stanowienia, moc wolności.
5. Wolność jest darem zobowiązującym. Najpierw zobowiązuje samego 
człowieka, obdarzonego wolnością. Skoro człowiek posiada tak 
zasadniczy współczynnik swojego osobowego bytu, swojej godności, to 
winien go używać, winien nim się posługiwać, winien zgodnie z nim 
działać. Skoro ma moc stanowienia o profilu moralnym swojego czynu, to 
winien stanowić, winien stawać się autorytetem swojego czynu i to w 
sposób pozytywny a nie negatywny. W szczególności skoro ma moc 
stanowienia dobra swoim czynem, to winien je stanowić w swoim czynie. 
Nie może więc uchylić się od odpowiedzialności za to, jaki i czym ten 
czyn moralnie będzie. Człowiek ma możność i moc bycia autorem 
moralności czynu, wzięcia zatem na swoje konto, na swój rozrachunek 
dobro lub zło swojego czynu i jego skutków, jest więc z natury 
zobowiązany je brać, tzn. być odpowiedzialnym za czyn i jego skutki.
Równocześnie wolność jest darem zobowiązującym innych. Ponieważ 
człowiek ma moc sam być autorem czynu, sam wybierać, decydować, 
opowiadać się za dobrem lub złem, sam – od wewnątrz poruszany – być 

background image

autorem czynu, postawy, światopoglądu, religii, ustroju itp. nikt nie ma 
prawa go zmusić, nakłonić, sterroryzować, narzucić. Człowiek tylko w 
sposób wolny może i ma prawo przylgnąć do tego, co słuszne.
W najwyższej zaś instancji wolność jest darem zobowiązującym 
względem Boga. Człowiek jest wolny, ale w zasadniczej zależności od 
Bożego zamysłu. Bez tej zależności traci sens wolność. Staje się siłą 
destruktywną, więcej – samozniszczeniem. Nie może bowiem człowiek 
wymyślić i realizować własną wolnością własnego świata. Jest to tragiczna 
ironia, która do niczego nie prowadzi; owszem – do wielorakiej zguby. Bo 
wolność człowieka jest i musi być zakotwiczona w wolności czyli 
suwerenności Boga.

6. Zagrożenia 
Nie brak jednak wśród ludzi nieświadomości, złudzeń i 
nieodpowiedzialności odnośnie swojej wolności. Wiele ludzi nie 
podejmuje w ogóle refleksji odnośnie swojej wolności. Nie zastanawia się 
nad nią. Żyją w nieświadomości. Działają przypadkowo, zwłaszcza pod 
wpływem impulsów. 
Wiele ludzi popada w złudzenia. Wolność kojarzą z niczym nieskrępowaną 
swawolą i tak ją realizują. Szczególnie buńczuczne i destrukcyjne zarazem 
są swawole młodego wieku. Łatwo prowadzą do wypaczenia życia a 
nawet jego zniszczenia u samych początków (por. narkomania i inne 
modele młodości). Nie są od niej wolni dorośli i starsi. Daje się przecież 
we znaki źle używana wolność w posiadaniu, pożądaniu czy władzy. 
Religia, w szczególności religia chrześcijańska szczyci się wspaniałymi 
osobowościami – jako wynik najwspanialszego spełnienia wolności, 
wolności zanurzonej w Bogu.

7. Zdobywanie wolności. 
Jest to istotne zadanie. Sprzęgnięcie z Bogiem następuje tylko w działaniu 
wolnym. Stąd dążąc do życia pojednanego z Bogiem i z ludźmi trzeba 
uczyć się wolności, trzeba zdobywać i ustawicznie doskonalić jej 
sprawność. Zasadnicze punkty wypracowywania wolności można by ująć 
następująco:
1° Świadomość determinantów. Być świadomym całego zespołu 
determinantów (wyznaczników), w które wolność jest wpisana i pośród 
których przychodzi jej działać. Inaczej, być świadomym “materiału”, z 
którym ma się (w sobie) do czynienia i w którym ma się rzeźbić 
osobowość ludzką i chrześcijańską. Wśród tych determinantów trzeba się 

background image

liczyć na pierwszym miejscu z grzechem pierworodnym i jego skutkami, 
zwłaszcza zaś z tzw. zarzewiem grzechu. Nie wolno więc postępować z 
naiwnością, jakby tych determinantów nie było i jakby im się nie 
podlegało.
2° Świadomość pól wolności, a więc przestrzeni, w których profil czynu, 
jego wartość moralna, dobro, ale też i zło, zależy od człowieka; w 
konsekwencji świadomość mocy twórczej, mocy decyzji, mocy 
stanowienia swojego czynu, postępowania, postawy, swojego losu.
3° Wybór i realizacja dobra za wszelką cenę, tzn. wbrew oporom 
wewnętrznym (brak uczuciowego przekonania, słabość) i zewnętrznym 
(opinia, modele, zachęta, okazja, przymus). Jeżeli po namyśle rozum 
oświecony wiarą mówi mi, że coś jest dobre, to spokojnie, ale z całą 
konsekwencją trzeba to podejmować. Każdy wybór dobra usprawnia, 
poszerza wolność. Ważną jest przy tym rzeczą, by nigdy nie działać tylko z 
nakazu czy tym bardziej z przymusu, by każde działanie, również 
nakazane, obowiązkowe podejmować jako swoje własne, z wewnętrzną 
akceptacją, bo to jest dopiero działanie wolne a przez to ludzkie.
4° Podejmowanie ascezy jako swoistego rodzaju gimnastyki 
usprawniającej wolność. Chodzi o działanie dobre a trudne, nie zawsze zaś 
w danym momencie konieczne, np. umartwianie, post, dodatkowy trud, 
rezygnacja z godziwej przyjemności, dostosowanie się do sytuacji bez 
dyskusji, przyjęcie krytyki bez tłumaczenia się, dyskretne spełnienie 
obowiązku za kogoś, np. posprzątanie mimo, że się do tego nie jest 
zobowiązanym i tysiące innych. Asceza usprawnia, ćwiczy giętkość i 
równocześnie umacnia wolę. Bez tego ćwiczenia człowiek „nie skoczy”, 
nie zadziała w sposób wolny, pozytywnie, sprawnie, tam, gdzie winien 
zadziałać.
5° Korzystanie z leczniczego i podnoszącego działania łaski. Sprawne 
działanie wolności w podejmowaniu dobra jest najpierw dziełem Bożej 
łaski. Chrystus przypomina: „beze Mnie nic nie możecie uczynić” (J 15,5). 
Stąd ustawicznie tej Bożej pomocy trzeba przyzywać, w Bogu przez 
modlitwę się zanurzać, przez spowiedź się oczyszczać, podnosić, 
Eucharystią się posilać, umacniać, na światło i moc Ducha Świętego się 
wystawiać. „Ku wolności wyswobodził nas Chrystus” (Ga 5,1). O tyle 
pójdziemy ku wolności, o ile będziemy korzystać z owej mocy 
wyzwolenia, tzn. z łaski Odkupienia.
Wolność to stawanie się panem siebie zgodnie z Bożym zamysłem. „Oto 
Ja służebnica Pańska” (Łk 1,38) i „raduje się duch mój w Bogu, moim 
Zbawcy. Bo wejrzał na uniżenie Służebnicy swojej” (Łk 1,47-48). Słowa 

background image

te mówią, w jaki sposób za przykładem Najświętszej Marii Panny warto i 
trzeba swoją wolność oddać i poddać Bogu. Ponadto „Zróbcie wszystko, 
cokolwiek wam powie” (J 2,5), wyrzeczone przez Maryję w Kanie 
Galilejskiej, jest wezwaniem do odpowiedzialności. Wówczas też możemy 
liczyć na Chrystusowe pełne mocy działanie.
NORMA MORALNOŚCI
1.Kiedy młodzieniec ewangeliczny przychodzi do Chrystusa i pyta: 
„Nauczycielu dobry, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne?” (Mk 
10,17), stawia tym samym pytanie o normę postępowania. Jeżeli człowiek 
ma się odwracać od tego co niewłaściwe ku temu co właściwe, to musi 
postawić to pytanie: co jest normą, kto jest normą? Chrystus odpowiada 
młodzieńcowi: „Czemu nazywasz Mnie dobrym? Nikt nie jest dobry, tylko 
sam Bóg” (Mk 10,18), tym samym wskazuje więc na samą istotę problemu 
normy postępowania. „Tylko Bóg jest dobry” – tzn. że Bóg jest normą i 
tylko Bóg. Wszystkie inne „instancje” o tyle są normą, o ile wyrażają 
Boga, Bożą normę.

2. Z tą odpowiedzią Chrystusa zgodne jest całe Objawienie. Zarówno 
Stary jak i Nowy Testament wskazują na Boga jako najwyższa i ostateczną 
normę ludzkiego postępowania. Bóg objawia się jako wymagający, jako 
stanowiący. Aspekt moralny Boga wyraża pojęcie świętości. Otóż już w 
Starym Testamencie Bóg wzywa: „Bądźcie świętymi, bo Ja jestem święty, 
Jahwe Bóg wasz!” (Kpł 19,2). W Nowym Testamencie Chrystus 
dopowie: ,,Bądźcie ... doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski” 
(Mt 5,48). Chodzi o postępowanie człowieka, o miarę czyli normę tego 
postępowania. Otóż miarą tą ma być Bóg, w szczególności Jego świętość. 
Sens człowieka – to postępować na miarę doskonałości Boga.
3. Jaka jest zasadnicza logika czyli uzasadnienie tej normy? Bóg jest naszą 
normą najpierw jako Stwórca. Jako Stwórca ma zamysł, projekt, plan, 
wizję całego świata a w szczególności człowieka, każdego człowieka. I 
jest to coś dużo więcej niż techniczny, mechaniczny projekt. Jest to projekt 
Jego umysłu i serca. Bóg ,,wybrał nas przed założeniem świata” (por. Ef 
1,4). A wybierając i obmyślając nas w swoim umyśle i sercu, wie i stanowi 
kim winniśmy być nie tylko w swojej strukturze fizycznej, fizjologicznej, 
psychicznej, ale i w strukturze moralnej, a więc w tym, co jest dobre, a co 
złe dla człowieka.
Tym bardziej jest naszym Odkupicielem. Wykupił nas z niewoli szatana, 
tym samym z niewoli śmierci wiecznej. „Za wielką bowiem cenę 
zostaliście nabyci. Chwalcie Boga w waszym ciele!” – powie św. Paweł (1 

background image

Kor 6,20). Bóg ma więc do nas dodatkowe prawo. Nabywając nas, 
wprowadza nas w przestrzeń życia Bożego. Człowiek ma już w sobie, jeśli 
nie stan, to możliwość życia nie tylko ludzkiego, ale o niebo wyższy 
poziom życia Bożego. Stąd nowy wymiar normy. Normą więc - mówiąc 
najogólniej – jest nie tylko natura, ale i nadnatura. Natura – to jest ludzka 
istota (ludzkie życie) jako zasada działania, więcej, postępowania. 
Podobnie nadnatura - to życie Boże jako zasada postępowania. Jesteś 
człowiekiem - zatem postępuj jak człowiek. Nadto: jesteś Bogiem z 
przybrania, czyli dzieckiem Bożym - postępuj zatem na miarę Boga: 
„Bądźcie …doskonali jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski” (Mt 5,48).

4. Bóg poczynając człowieka w swoim umyśle i sercu (woli) stanowi dla 
niego pierwszą i najwyższą normę i to jest tzw. „prawo wieczne”. Bóg 
stwarzając człowieka wypisuje mu ten „kodeks”, inaczej – wpisuje go w 
serce człowieka: „...treść Prawa wypisana jest w ich sercach” (Rz 2,15) i to 
jest tzw. prawo Boskie naturalne. Stąd Bóg ma prawo zapytać „...dlaczego 
sami z siebie nie rozpoznajecie co jest słuszne?” (Łk 12,57).

Pewne wskazania owego Prawa podawał Bóg w Objawieniu. W Starym 
Testamencie jest to prawo Mojżeszowe (torah), m.in. dziesięcioro 
przykazań i wiele innych szczegółowych wskazań. Było ich tak wiele, że 
prawie wszystkie dziedziny życia ludzkiego, zwłaszcza publicznego były 
określone specjalnymi prawami – przepisami. Stąd w Nowym Testamencie 
zapyta faryzeusz: „...które przykazanie w Prawie jest najważniejsze?” (por. 
Mt 23,34-40). Była w tym szczegółowym określeniu Boża pedagogia; Bóg 
chciał z pewnością ustrzec naród wybrany, niezdolny do kierowania się 
duchem, określając literę. Równocześnie nie ustrzegli się formalizmu i 
przewrotności, które wyrzucali im prorocy, a przede wszystkim Chrystus. 
Zwrócili większą uwagę na literę, na kult samego Prawa, niż na wierność 
Bogu, a w Bogu - człowiekowi. Stąd Chrystusowy wyrzut: „przecedzacie 
komara a połykacie wielbłąda!”  czy wprost: „znieśliście przykazanie 
Boże (miłości rodziców)” (por. Mt 15,3-6).

5. W pewnym jednak momencie sam Bóg – Syn Boży – zjawił się pośród 
ludzi. I On jest i On równocześnie wypowiada, wskazuje najbardziej 
wiążącą normę dla swoich uczniów, dla chrześcijan. Z całym autorytetem i 
mocą stanowienia wypowiada w Kazaniu na Górze kodeks moralności 
chrześcijan. „Powiedziane było… a Ja wam powiadam...” (por. Mt 5,3-
11.21-22). Nic też dziwnego, że słuchacze zdumieli się nad typem tego 

background image

nauczania: „uczył ich bowiem jak ten, który ma władzę, a nie jak uczeni w 
Piśmie” (Mk 1,22).

Równie normatywny jak nauczanie jest Chrystusowy styl życia, postawa, 
sposób postępowania. „Kto Mnie zobaczył, zobaczył także i Ojca” (J 
14,9). Jest przy tym nie tylko doskonałością Boga, ale doskonałością w 
ludzkich kształtach, w ludzkich przejawach. Zauważmy choćby 
najogólniej bezinteresowność, wyzucie z bogactwa, wolny od chciwości, 
żądzy, ambicji, sławy, unika poklasku, ludzkiej chwały; zdumiewa pokorą, 
której szczytem jest umywanie nóg Apostołom w wieczerniku (por. J 13,1-
5). Sam wzywa: „uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny 
sercem…” (Mt 11,29). Przy wszystkich nadzwyczajnych czynach i cudach 
zachowuje równocześnie wielką prostotę, naturalność, każdy może Go 
zrozumieć. Dalej, bezwzględne umiłowanie prawdy, co nawet wrogowie 
Mu przyznają (por. Mt 22,16). 
Wyznaje w najbardziej oficjalnym i dramatycznym momencie sądu przed 
Piłatem: „Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać 
świadectwo prawdzie” (J 18,37); za tę prawdę ginie. Daje dowody odwagi 
i męstwa, nie nagina się pod naciskiem opinii, naraża się możnym, 
uczonym, przywódcom społecznym. I sam też w nauczaniu każe odrzucać 
wszelką połowiczność, żąda jednoznacznego opowiedzenia się po stronie 
dobra, po stronie Boga. W odwadze i męstwie jest równocześnie cierpliwy. 
W miłości swojej jest z ludźmi i dla nich – aż po śmierć: „Nikt nie ma 
większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich” 
(J 15,13). Jest to przy tym miłość czynna wychodząca naprzeciw 
potrzebom ludzkim, nie pomijająca dzieci i wdów, kalek a nawet ludzi o 
złej opinii, grzeszników; wyzna, że ci ostatni najwięcej potrzebują pomocy 
(por. Łk 5,31-32). W tym wszystkim zaś trwa nieustannie na modlitwie, w 
zjednoczeniu z Ojcem. W ten sposób Człowieczeństwo przesyca 
bogactwem Bóstwa, Boska norma przechodzi w widzialne, dotykalne 
formy.

6. Takie postępowanie Chrystus wyraźnie stawia jako normę swoim 
uczniom. Po umyciu nóg komentuje i wzywa: „Jeśli Ja, Pan i Nauczyciel 
umyłem wam nogi, to i wyście  powinni sobie nawzajem umywać nogi. 
Dałem wam przykład…” (J 13,14).
Przykazanie miłości zapowiedziane już w ST (por. Pwt 6,4; Wj 20,5; Kpł 
19,18.34) stawia z całą mocą na pierwszym miejscu jako normę w 
nowotestamentalnym kontekście (por. Mt 22,36-38). To novum – to będzie 

background image

nowa miara „jak Ja was umiłowałem” (J 15,12). Tym samym znowu 
najważniejszą normę swojego postępowania – miłość czyni normą dla 
swoich uczniów. Tak też chrześcijaństwo czasów apostolskich uchwyci ten 
priorytet miłości: „miłość jest doskonałym wypełnieniem Prawa” (Rz 
13,10), tzn. w ostatecznym rozrachunku Bożej normy.
Zarówno przykładem jak i nauczaniem Chrystus stanowi i wskazuje 
normę. Tak to odebrało pierwotne chrześcijaństwo. Św. Paweł powie: 
„kresem Prawa jest Chrystus” (Rz 10,4); kresem – a więc najwyższym 
jego dopowiedzeniem i objawieniem.

7. Prawo Chrystusowe w odróżnieniu od prawa starego Testamentu jest 
prawem łaski i prawem Ducha, przez to zaś prawem wolności synów 
Bożych. To nie zachowanie litery, ale podjęcie łaski, którą wysłużył 
Chrystus, daje usprawiedliwienie i czyni w pełni moralnym. Nie najpierw 
wysiłek człowieka, ale łaska daje możliwość bycia moralnym czyli 
postępowania zgodnie z Bożą, Chrystusową normą. W szczególności 
zachowanie prawa miłości płynie z życia w łasce i jest dziełem tej łaski.
Dalej, Prawo Chrystusowe jest prawem Ducha. To Duch Boży – osobowy 
Dar – Trzecia Osoba Boża prowadzi człowieka w wypełnianiu normy 
Chrystusowej. „Ci, których prowadzi Duch Boży, są synami Bożymi” (Rz 
8,14). „On przychodzi z pomocą naszej słabości” (Rz 8,26). On umacnia w 
nas wewnętrznego człowieka, który nie żyje według ciała, lecz według 
ducha (por. Rz 8,5-12; Ga 5,16-26).
Łaska i Duch daje człowiekowi wewnętrzną możność realizacji dobra 
według Bożej, Chrystusowej normy, uwalnia tym samym chrześcijanina 
od Prawa Starego Testamentu, a czynią go wolnym, samo stanowiącym. 
Łaska i Duch umożliwiają identyfikowanie się z duchem i sensem Prawa 
Chrystusowego, co odbiera się jako własne dobro, a nie przymus litery. 
Stąd św. Paweł oświadcza: „Ku wolności wyswobodził nas Chrystus” (Ga 
5,1).
Prawdziwy chrześcijanin mając łaskę Chrystusa i wsparcie Ducha 
Świętego, ma tym samym świadomość, widzi i odbiera miarę czyli normę 
postępowania od Chrystusa poprzez Kościół jako miarę określającą jego 
własne dobro jako dobro dziecka Bożego. Czuje więc do niej przekonanie 
i zaufanie. Dlatego identyfikuje się z nią. Czyni ją nie przymusowym, 
zewnętrznym nakazem, ale wewnętrznym, z przekonania, zobowiązaniem 
i dlatego czuje się i jest wolny. Na tym też polega dojrzałość 
chrześcijańska, tzn. wolność człowieka wiary, żyjącego w łasce, podatnego 
na działanie Ducha Świętego.

background image

SUMIENIE - SANKTUARIUM, W KTÓRYM BÓG MÓWI DO 
CZŁOWIEKA
Część I: ISTOTA I DZIAŁANIE
1. Człowiek jest obrazem Boga. W szczególności jest obrazem Jego 
suwerenności. Dzieje się to poprzez poznanie i wolność wewnętrzną. 
Łaska, czyli poziom życia nadprzyrodzonego nie tylko nie odbiera jej 
suwerenności, ale ją utwierdza i usprawnia. Dając światło - usprawnia 
poznanie, dając moc - usprawnia wolę, wolność.
Suwerenność, chciana i dana przez Boga, nie oznacza jednak 
bezwzględnej niezależności, autonomiczności. Można by powiedzieć 
skrótowo: wolność - ale nie niezależność; wolność - ale odpowiedzialność. 
Wyrazem tej niezależności i zależności zarazem jest sumienie. Jest ono 
instancją, jakby przedstawicielstwem Tego, od którego się zależy i przed 
którym się odpowiada. Jest mianowicie Jego głosem, Jego prawem.

2. Fakt istnienia sumienia łatwo stwierdzić przez najprostszą introspekcję. 
Każdemu człowiekowi - jest to fakt powszechny - właściwe jest odczucie 
a raczej przekonanie, że „dobro należy czynić, a zła należy unikać”. W 
konsekwencji u tych, którzy posiadają używanie rozumu a więc i zdolność 
introspekcji w swoje życie, następuje według takiej normy ocena swego 
postępowania. Stąd takie odczucia jak: sumienie czyste, nieczyste, 
spokojne, niespokojne lub oceny, że ktoś jest bez sumienia, że komuś się 
przemówiło do sumienia, że obudziło się we mnie czy w kimś sumienie 
itp.
Jesteśmy przy tym świadomi, że posiada ono pewną autonomiczność, 
transcendencję. Jakkolwiek jest, podobnie jak wolność wewnętrzna, 
wpisane w konkretną rzeczywistość, jest w ogromnej mierze przez nią 
wyznaczone (wychowanie, płeć, dziedziczność, światopogląd, 
wykształcenie, predyspozycje psychiczne, środowisko, typ cywilizacji, 
kultury), to jednak ostatecznie nie jest tej konkretnej rzeczywistości 
wytworem. I często na samym dnie słyszy głos sprzeciwu lub 
potwierdzenia. Mając np. niby wszelkie wskazania do kłamstwa czy 
przerwania ciąży, sumienie na dnie protestuje mówiąc: nie! Tu też jest 
dowód, że sumienie, jakkolwiek działa w człowieku, nie jest jednak z 
człowieka i nie jest człowiekowi poddane. 

3. Zjawisko sumienia ma swe wyraźne potwierdzenie w Objawieniu. Stary 
Testament wyraża je najczęściej w pojęciu serca. „Nawet nocami upomina 
mnie serce” - wyznaje Psalmista (Ps 16,7). Pełen rozliczenia przed sobą i 

background image

przed Bogiem w swoim sumieniu jest Psalm 50: „Uznaję bowiem 
nieprawość swoją, a grzech mój jest zawsze przede mną” (w. 5). 
Rzeczywistość sumienia bardzo wyraźnie wiąże już Stary Testament z 
Bogiem: „(Bóg) Napełnił ich wiedzą i rozumem, o złu i dobru ich pouczył. 
Położył oko swoje w ich sercu” (Syr 17,7-8).

4. W Nowym Testamencie sam Chrystus zwraca się do faryzeuszy: „I 
dlaczego sami z siebie nie rozróżniacie tego, co jest słuszne?” (Łk 12,57). 
Sami z siebie - a więc w swoim sumieniu. Demaskuje postawę 
faryzeuszów trwających w grzechu mimo, że „widzą”, tzn. że sumienie im 
wskazuje, gdzie jest prawda i dobro. „Gdybyście byli niewidomi, nie 
mielibyście grzechu, ale ponieważ mówicie: »Widzimy«, grzech wasz trwa 
nadal” (J 9,41). Sumienie to jakby oko wnętrza. Jeśli w nim jest światło, 
cały człowiek postępuje w świetle. „Światłem ciała jest twoje oko. Jeśli 
twoje oko jest zdrowe, całe twoje ciało będzie w świetle. Lecz jeśli jest 
chore, ciało twoje będzie również w ciemności” (Łk 11,34-35).
Bardzo wyraźne odniesienie do faktu sumienia podejmuje św. Paweł. 
Sumienie jest według niego świadkiem szczerości postępowania: „Prawdę 
mówię w Chrystusie, nie kłamię, potwierdza mi to moje sumienie w 
Duchu Świętym” (Rz 9,1). Nawet poganie mają poprzez nie możność 
rozróżniania dobra i zła. „Wykazują oni, że treść Prawa wypisana jest w 
ich sercach, gdy jednocześnie ich sumienie staje jako świadek, a 
mianowicie ich myśli na przemian ich oskarżające lub uniewinniające” 
(Rz 2,15).
5. Konstytucja Duszpasterska o Kościele w świecie współczesnym, 
wskazując na godność człowieka tak ujmuje prawdę sumienia:
„Człowiek bowiem ma w swym sercu wypisane przez Boga prawo, wobec 
którego posłuszeństwo stanowi o jego godności i według którego będzie 
sądzony. Sumienie jest najtajniejszym ośrodkiem i sanktuarium człowieka, 
gdzie przebywa on sam z Bogiem, którego głos w jego wnętrzu 
rozbrzmiewa. Przez sumienie dziwnym sposobem staje się wiadome to 
prawo, które wypełnia się miłowaniem Boga i bliźniego” (KDK, 16).
Jest to ujęcie na wskroś personalistyczne: „sanktuarium... gdzie przebywa 
on sam z Bogiem”, słuchając Bożego głosu. Sumienie to specjalna 
„instytucja” Boga działającego w człowieku, Boga w swej miłości 
prowadzącego człowieka pośród zła ku dobru.

6. Sumienie - w swej istocie - działa na zasadzie wewnętrznego sądu czy 
osądu danego postępowania w aspekcie zawartego w nim dobra lub zła 

background image

moralnego. Jest to więc sąd moralny, sąd o wartości moralnej danego 
czynu, postępowania, postawy. Podstawową przesłanką w tym sądzie jest 
powinność, imperatyw: czyń dobro, nie czyń zła! Do tego imperatywu 
sumienie - w procesie swojego działania - przykłada poszczególne czyny i 
postawy i mierzy je, tzn. „normuje” czy są dobre czy złe. Stąd otrzymuje 
dalsze wskazanie: ponieważ to jest dobrem, czyń to; ponieważ to jest 
złem, nie czyń tego!
Osąd taki działa zasadniczo w trzech momentach: przed spełnieniem 
czynu, w czasie trwania i po spełnieniu. Stąd mamy do czynienia z 
sumieniem przeduczynkowym, sumieniem towarzyszącym i sumieniem 
pouczynkowym. Najważniejsze jest sumienie przeduczynkowe, bo ono ma 
wpływ na czyn. Sumienie towarzyszące jest świadkiem winy lub zasługi. 
Sumienie pouczynkowe wyrzuca lub potwierdza, aprobuje lub przeczy 
wartości danego czynu.

7. Sumienie jest normą najbliższą, ale subiektywną postępowania. Jest 
normą najbliższą, bo nie z książek, nie ze studiowania, nie z informacji, 
lecz z wnętrza, w samym człowieku, z samego człowieka. Jako taka, tzn. 
najbliższa instancja, zostało dane człowiekowi przez Boga. W imię więc 
realizmu ludzkiego i Bożego należy więc za nim iść, tzn. postępować 
zgodnie z tym co dyktuje prawe sumienie. Należy za nim iść nawet wtedy, 
kiedy jest niepokonalnie błędne.
Sobór mówi: „Im bardziej... bierze górę prawe sumienie, tym więcej osoby 
i grupy ludzkie unikają ślepej samowoli i starają się dostosować do 
obiektywnych norm moralności. Często jednak zdarza się, że sumienie 
błądzi na skutek niepokonanej niewiedzy, ale nie traci przez to swojej 
godności” (KDK, 16). Tego wymaga – powiedzmy jeszcze raz – realizm. 
Bo inaczej za czym pójdziemy w bezpośrednim konkretnym działaniu?

8. Sumienie nie jest jednak obiektywną, tym bardziej najwyższą normą. 
Najwyższą, obiektywną normą jest Bóg, sumienie zaś o tyle jest normą, o 
ile wzięło w siebie Bożą normę: z Boga, w Chrystusie, poprzez Kościół. 
Stąd jeśli chce być prawe, musi podejmować wysiłek obiektywizacji, tzn. 
konfrontowania swojego subiektywnego sądu z obiektywnym, Bożym 
zamysłem. Zaniedbując tę konfrontację, nie jest prawym sumieniem, 
przestaje też być tym samym normą moralności.
Stąd też Sobór mówiąc o godności sumienia niepokonalnie błędnego, 
dodaje: „Nie można jednak tego powiedzieć w wypadku, gdy człowiek 
niewiele dba o poszukiwanie prawdy i dobra, a sumienie z nawyku 

background image

grzechu powoli ulega niemal zaślepieniu” (KDK, 16).
Przekładając to na dość skrajny przykład: Jeśli Pan X znajduje się na 
samotnej wyspie (a taka wyspa może być wśród tłumów) i musi działać, 
należy iść za tym, co mu dyktuje prawe sumienie (pewne, chcące dobra, 
formowane). Gdyby nawet czyn był obiektywnym złem, on subiektywnie 
zła nie popełnia i nie ponosi za nie odpowiedzialności. Jeśli jednak po 
powrocie z samotnej wyspy będzie miał wątpliwości, czy tym bardziej 
dowie się, że ów czyn jest obiektywnie zły, musi sprawdzić jego wartość 
moralną, w przypadku chrześcijanina - w Kościele, w Chrystusie, przed 
Bogiem. Stwierdziwszy, że było to zło obiektywne, nie może już odtąd 
działać „według sumienia”, tzn. idąc za swym subiektywnym odczuciem 
czy przekonaniem. Wówczas popełnia już moralne zło.
Istnieje więc zasadniczy obowiązek nie tylko postępowania według 
sumienia, ale również obowiązek jego kształtowania. Sumienie jest 
bowiem głosem subiektywnym, czyli głosem Boga, który przechodzi 
jednak przez subiectum, podlegające różnym deformacjom. Stąd 
ustawiczna potrzeba jego obiektywizacji czyli ujednolicenia z normą 
obiektywną czyli głosem samego Boga.
Część II: PROBLEM FORMOWANIA SUMIENIA
1. Chodzi nam o to, by życie stawało się zwrotem ku temu, co 
chrześcijańskie, Chrystusowe, mianowicie odwracanie się od tego - co złe, 
a zwracanie się ku temu – co dobre. Odczucie zaś i realizacja moralności 
przechodzi przez sumienie, które jest głosem Boga o moralności naszych 
czynów. Jest więc normą postępowania, ale subiektywną. Inaczej, jest 
głosem Boga, ale przechodzącym przez nasze „subiectum” przez nasz 
podmiot. Stąd trzeba za nim pójść, ale równocześnie trzeba je 
obiektywizować, tzn. konfrontować, sprawdzać – w odniesieniu do normy 
obiektywnej. I tu jawi się pierwszy tytuł obowiązku kształtowania 
sumienia.

2. Więcej, sumienie człowieka nie jest czymś gotowym, statycznym. Ono 
się rodzi, ewoluuje, informuje i formuje. W swoich sądach usamodzielnia 
się, dojrzewa. Doskonale widać to w procesie wychowawczym dziecka. 
Jego sumienie rodzi się, ujawnia najpierw jako coś heteronomicznego, coś 
z zewnątrz, jakby echo sumienia rodziców, wychowawców i całego świata 
dorosłych. Docierają do niego mianowicie informacje typu: „tak jest 
ładnie, tak jest brzydko robić”, „to jest dobrze, to jest źle”, „zrób tak, tak 
nie rób”. Nadto, a może przede wszystkim sam przykład dorosłych 
stanowi dla niego o tym, co uzna za dobre, a co za złe. I tego rodzaju 

background image

wpływ, nawet nacisk jest właściwy. Im bardziej dziecko dorośleje, tym 
bardziej winno przechodzić w stan wewnętrznej świadomości, co jest 
dobre a co jest złe i dlaczego. Samo też w oparciu o wewnętrzne 
rozeznanie i samostanowienie, winno skłaniać się ku dobru. Wówczas 
nacisk zewnętrzny maleje, sumienie staje się czymś coraz bardziej 
autonomicznym. I tu drugi tytuł właściwego kształtowania sumienia, 
formowania i towarzyszenia owemu procesowi rozwoju sumienia.

3. Wreszcie trzeba sobie uświadomić, że sumienie jakkolwiek posiada 
pewną autonomiczność, niezależność jako głos Boga, to jednak 
równocześnie jako głos wpisany w konkretną osobę i to co ją 
ukształtowało i kształtuje, nie jest czymś autonomicznym. Można by 
powiedzieć najprościej: jaki człowiek – takie sumienie. Jak człowiek 
podlega wpływom rodziców, nauczycieli, wychowawców, znajomych, 
środowiska, opinii publicznej, prawa państwowego aż po wpływ danego 
kręgu i epoki kultury i cywilizacji, tak równocześnie tym wpływom 
podlega konkretny kształt sumienia. Ono jest bowiem w swej 
subiektywności funkcją całego człowieka, ono staje się, ono jest takie, 
jakim się staje, jakim jest człowiek. Stąd jeszcze mocniejszy tytuł do 
świadomego wysiłku przedzierania się ku temu co obiektywne, wysiłku 
właściwej formacji sumienia.

4. Deformacje sumienia (skrótowo):
sytuacjonizm: sumienie indywidualną funkcją danej jednostki i jej 
sytuacji; ze zmianą sytuacji zmienia się ocena moralna danego 
postępowania; nie ma norm stałych, niezmiennych, obowiązujących 
każdego i wszędzie. Przy takiej zasadzie – reductio ad absurdum – w imię 
czego, cokolwiek kogokolwiek obowiązuje? A gdzie są owe powszechne, 
niezmienne elementy, które stanowią o tym co ludzkie, co w każdym 
czasie i w każdej przestrzeni obowiązuje?

pragmatyzm: to jest etycznie dobre, słuszne, co jest użyteczne; całe 
Objawienie stawia na niezmienność normy moralnej: „Ktokolwiek 
zniósłby jedno z tych przykazań, choćby najmniejsze i uczyłby tak ludzi, 
ten będzie najmniejszy w królestwie niebieskim” (Mt 5,19); „Cóż bowiem 
za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy 
szkodę poniósł?” (Mt 16,26) – żadna korzyść nie może być 
usprawiedliwieniem niemoralnego postępowania, normą jest troska o 
realizację Królestwa Bożego;

background image

sumienie szerokie, laksystyczne: człowiek pije grzechy jak wodę, ciężkie 
bagatelizuje, powszechnych nie uznaje za grzechy („to takie codzienne”), 
tzn. uznaje za normalne pewne sytuacje jak np. drażliwość, nerwowość, 
kłamstwo, kombinowanie. Środkiem zaradczym jest rachunek sumienia z 
przykładaniem do swoich czynów miary Chrystusowej: „Bądźcie wy 
doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski” (Mt 5,4); „...abyście 
się wzajemnie miłowali, jak Ja was umiłowałem” (J 13,34); z 
zapytywaniem siebie, czy Chrystus tak by w danym przypadku postąpił;

sumienie wąskie: wszędzie upatruje grzech, i to zwykle ciężki. Specjalnym 
przypadkiem jest tu zjawisko skrupulanctwa. Jest to chorobliwy stan 
przesadnej, obsesyjnej lękliwości, „węszenie” wszędzie zła. W stanie 
umiarkowanym środkiem zaradczym jest całkowite poddanie osądu swego 
sumienia kierownictwu drugiego człowieka, prawego, zrównoważonego, 
w szczególności spowiednika;

sumienie faryzejskie – według wyrażeń ewangelicznych, a więc tzw. 
,,przecedzanie komara a połykanie wielbłąda”, tzn. lekceważenie istotnych 
obowiązków, a przestrzeganie drobnych zobowiązań. Chrystus z całą 
dezaprobatą piętnuje tego rodzaju postawę: „Biada wam...obłudnicy! Bo 
dajecie dziesięcinę z mięty, kopru i kminku, lecz pomijacie to co 
ważniejsze jest w Prawie: sprawiedliwość, miłosierdzie i wiarę. To zaś 
należało czynić, a tamtego nie opuszczać. Przewodnicy ślepi, którzy 
przecedzacie komara, a połykacie wielbłąda” (Mt 23,23-24).
Ideałem jest sumienie delikatne, czujne, spokojne i prawdziwe, tzn. 
zgodne z normą obiektywną; bez ospałości i niewrażliwości, ale też bez 
nadmiernego niepokoju i lęku.

5. Formowanie sumienia odbywa się zasadniczo na dwu etapach. Pierwszy 
z nich – to wychowanie: tworzenie właściwego klimatu, wzorców 
postępowania z aplikowaniem właściwej oceny co dobre a co złe, a w 
związku z tym z miłością, ale i stanowczością egzekwowanie zakazów, 
nakazów, pochwały i nagany, nagrody i kary.
Drugi etap – to formacja własna (samowychowanie), a więc spokojne, 
systematyczne poznawanie Bożego, Chrystusowego zamysłu, czyli normy 
obiektywnej. Temu służy refleksyjne uczestnictwo w katechizacji i w 
konferencjach, czytanie i rozważanie Pisma Św., studiowanie nauki 
Kościoła, np. ostatnich dokumentów na tematy etyczne itp.

background image

Im bardziej człowiek – przez wiarę i miłość – zanurzy się w Bogu, tym 
bardziej obiektywnie, z całą wyrazistością, ale i odpowiednią proporcją 
widzi zło i dobro, tym bardziej obiektywizuje swoje sumienie.

Szczególnie ważnym środkiem w formowaniu sumienia jest prośba o 
światło Ducha Świętego i poddawanie się Jego tchnieniu, Jego 
uzdrawiającemu, oczyszczającemu i prostującemu działaniu. Kiedy ów 
wysiłek człowieka, wysiłek poznawczy, wysiłek zanurzenia się w Bogu – 
wraz z działaniem Bożym – trwa dłuższy czas, powstaje w człowieku 
rodzaj “intuicji” moralnej, a więc specjalna wrażliwość i celność sumienia. 
Wtedy tym lepiej i tym łatwiej – po ludzku i po chrześcijańsku – spełnia 
ono swoją rolę.
DRAMAT GRZECHU
1. Punktem wyjścia do rozważania tego problemu jest uświadomienie 
powiązania człowieka z Bogiem. Nie jest tak łatwo unaocznić dramat, tym 
samym istotę grzechu. Grzech bowiem jest tajemnicą, w tym wypadku 
tajemnicą nieprawości człowieka. Św. Paweł mówi o tajemnicy 
bezbożności, która działa pośród ludzi (por. 2 Tes 2,7). Nigdy więc do 
końca tajemnicy grzechu nie pojmiemy. Jeśli zaś cokolwiek mamy 
zrozumieć, możemy to uczynić przez wiarę.
By zaś uświadomić sobie tajemnicę grzechu, ową “tajemnicę 
bezbożności”, trzeba najpierw uchwycić powiązania człowieka z Bogiem. 
Bóg dla człowieka jest najpierw Stwórcą. On go pomyślał, założył, 
stworzył, puścił w ruch. Wyraził w nim specjalnie swój obraz w postaci 
rozumności i wolności. Więcej, postanowił wynieść człowieka do 
godności swojego dziecka, dziecka Bożego. Przyjmuje więc w stosunku 
do człowieka nie tylko pozycję Stwórcy, ale i Ojca. Z ojcowską troską 
podtrzymuje go w istnieniu, obcuje z nim jako z dzieckiem i wyznacza mu 
na przyszłość perspektywę swojego domu, swojego dziedzictwa i to na 
całą wieczność.
Nie trzeba więc dopowiadać jaką reakcję, jaką sprawiedliwość, jakie 
poddanie, posłuszeństwo i wdzięczność, miłość i zaufanie winien zatem 
jest człowiek swojemu Bogu - Stwórcy i Ojcu. Ciesząc się, tak wyjątkową 
pozycją, wybraniem, godnością, wolnością, dziecięctwem, dziedzictwem, 
winien człowiek w największej harmonii, posłuszeństwie i miłości żyć 
przed Bogiem i w Bogu. I tu wkracza tym bardziej niezrozumiały dramat 
grzechu.

2. Początkiem i typem wszelkiego grzechu jest grzech pierworodny, grzech 

background image

popełniony przez pierwszych rodziców o czym w obrazowy sposób 
sygnalizuje Objawienie w tzw. historii pierwotnej (Rdz 3). Człowiek żyje 
w raju w przyjaźni z Bogiem (stan łaski uświęcającej). Ma cały wachlarz 
możliwości (wolność). Otrzymuje jednak – pod groźbą śmierci – zakaz 
spożywania owoców z drzewa wiadomości dobrego i złego. I tu zaczyna 
się dramat, dramat wolności sprzęgniętej z krętaczym, mącicielskim 
podstępem szatana, uosobionego w postaci węża; szatan kłamiąc wzbudza 
nieufność człowieka do Boga: „...rzekł wąż do niewiasty: »Na pewno nie 
umrzecie! Ale wie Bóg, że gdy spożyjecie owoc z tego drzewa, otworzą 
się wam oczy i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło«” (Rdz 3,4-5). 
Człowiek daje się zwieść, odmawia zaufania Bogu i na własną rękę – za 
radą szatana – postanawia osiągnąć szczęście. Sobór Watykański II 
streszcza: „Człowiek stworzony przez Boga w stanie sprawiedliwości, za 
poduszczeniem Złego, już na początku historii nadużył swojej wolności, 
przeciwstawiając się Bogu i pragnąc osiągnąć swój cel poza Nim” (KDK 
13).

3. W mniej drastycznej postaci, ale w całej swej głębi istota grzechu 
ukazana jest w opowieści o wieży Babel (por. Rdz 11,1-9). Ówczesna 
ludzkość postanawia zorganizować się w potężne społeczeństwo i jako 
wyraz swojej potęgi i jedności wznieść wieżę o możliwie największych 
rozmiarach. Czynią to jednak z wyraźnym pominięciem Boga, a przez to i 
wbrew Bogu; i tu jest korzeń zła: budować świat poza Bogiem, z Jego 
pominięciem, nie biorąc Go pod uwagę, nie licząc się z Nim. Prędko taki 
świat obraca się przeciw Bogu i przeciw człowiekowi. Nie można zmienić 
ról. Nie można zastąpić Boga, nie można wyrwać pewnej części świata i 
budować ją tak, jakby Boga nie było, bez odniesienia do Niego. Człowiek 
wolnym i twórczym swym czynem ma budować siebie i świat i swoje 
życie, nigdy jednak poza Bogiem. Człowiek ma być współpracownikiem, 
istotowo, w każdym swym czynie, w każdej działalności, w każdym 
geście, w całym życiu, wewnętrznie od Boga zależnym. 

4. Grzech więc w punkcie wyjścia jest zerwaniem z Bogiem. Człowiek zaś 
nie istnieje jak tylko w Bogu, w istotowej zależności od Niego. Inaczej 
musiałby się stać Bogiem. Stąd tendencja do oderwania, nawet jeszcze w 
pierwszej fazie bez wyraźnego przeciwstawiania się Bogu, jest grzeszna. 
Można tu uświadomić sobie, gdzie leżą przedpola grzechu. Leżą one tam i 
wszędzie tam, gdzie człowiek chce się w życiu (chce życie) urządzić bez 
łaski Pana Boga, tzn. bez brania Go pod uwagę.

background image

W sposób klasyczny widać to w przypowieści o synu marnotrawnym (Łk 
15,11-32). „Ojcze daj mi cześć majątku, która na mnie przypada”. Ojciec 
ma majątek dla syna, Bóg Ojciec ma cały świat i oddaje go do dyspozycji 
ludzi jako swoich dzieci. Więcej, ma dla nich coś, czego człowiek nawet 
nie może przypuszczać: całe dziedzictwo właściwe sobie – życia Bożego. I 
to też chce podzielić, w tym też chce dać udział człowiekowi. Nie może 
jednak człowiek „wyrwać” z tym w świat i nie mieć nic wspólnego z 
Bogiem, Ojcem. Nie może stać się nieudzielnym panem, nie może się 
uniezależnić. Jeśli nawet po ludzku jest to do wyobrażenia, że człowiek 
może uniezależnić się od ojca ziemskiego, to nigdy nie jest to do 
wyobrażenia i zaakceptowania w stosunku do Boga, Ojca. Jest to bowiem 
w założeniu, w fundamentach wywrócenie Bożego porządku świata.

5. W konsekwencji i w konkrecie zewnętrznym grzech – w swej istocie – 
staje się nieposłuszeństwem wobec Boga. Człowiek w swej naturze, w 
swoim sumieniu odczytuje Boży zamysł, Boże prawa, Boże przykazanie i 
w grzesznej odpowiedzi mówi na nie: NIE. Nie - bo ja co innego potrafię 
wymyślić, nie - bo ja co innego uważam za swoje dobro, nie - bo Ty mnie 
ograniczasz, nie - bo ja swój rozwój, swoje spełnienie, swoje szczęście 
gdzie indziej widzę.
W szczególności Bóg formuje swój zamysł w nakazach i zakazach, w 
przykazaniach Starego i Nowego Testamentu, w nakazach Chrystusa, a 
potem w nauczaniu Kościoła. Wszystko to czy poszczególne nakazy lub 
zakazy człowiek może skwitować swym grzesznym NIE, swym 
nieposłuszeństwem nie zawsze jest podejmowane w formie czystej, 
satanicznej, w jakimś wyraźnym grzesznym dialogu z Bogiem. Najczęściej 
nieposłuszeństwo jawi się w sprzeciwie uświadomionym w sumieniu 
powinnościom, nakazom czy zakazom. Negacja ta czyli nieposłuszeństwo 
nie odbywa się też najczęściej dla samej negacji. Byłaby to forma 
sataniczna. Zwykle towarzyszy temu jakaś motywacja np. „No tak, Bóg 
nas nie złączył, nie mamy prawa do siebie – potwierdzają podeszli w 
latach, cywilnie związani z powodu przeszkody do ślubu kościelnego 
partnerzy – ale życie jest mocniejsze! Dlaczego on miał cierpieć, ona ma 
się tułać, ja mam być bez opieki...” itp.

6. Na swoim dnie grzech – jako zerwanie z Bogiem i nieposłuszeństwo – 
jest odmówieniem zaufania i miłości w stosunku do Boga Ojca. Z kondycji 
człowieka w stosunku do Boga – Ojca wynika, że Bóg, choćby chciał, nie 
może człowiekowi wszystkiego wyjaśnić, uzasadnić, unaocznić. I tak jak 

background image

maluch w stosunku do swojego ziemskiego ojca i matki musi zaufać i 
zawierzyć miłości – i robi to naturalnym instynktem, bo inaczej zginie – 
tak tysiąc razy bardziej człowiek musi zaufać Bogu, zawierzyć Jego 
miłości w tym, czego ona wymaga, choćby zupełnie tego nie rozumiał. 
Grzech jest nieufnością i podważaniem autentycznej Bożej miłości a przez 
to jej odrzuceniem.
Równocześnie grzech na dnie swoim jawi się jako wyraz pychy, 
nieuznawanie niczego poza swoim „ja”, poza swoimi pomysłami, swoimi 
racjami. Objawienie łączy często grzech z pychą. Księga mądrości 
Syracha mówi: „Źródłem pychy człowieka jest odstępstwo od Pana i 
opuszczenie sercem swoim Stworzyciela. Albowiem początkiem pychy – 
grzech, a kto się da jej opanować, zalany będzie obrzydliwością” (Syr 
10,12-13).

7. Grzech jest głupotą i samobójstwem. Głupotę w tym przypadku trzeba 
brać w znaczeniu biblijnym – jako pozbawienie zmysłów, odejście od 
rozumu, niedorzeczność. Czymś takim jawi się grzech, kiedy uświadomi 
się pozycję człowieka wobec Boga. Grzech bowiem – jako uniezależnienie 
się od Boga, dystans, nieposłuszeństwo, budowanie swego życia i świata 
poza Bogiem, wbrew Bogu – jest tym samym podcinaniem swoich 
korzeni. Jest odpychaniem rąk, które trzymają, jest pluciem w twarz Temu, 
który zapewnia wszystko, jest odcinaniem od źródła całego swego bytu w 
tym co mu dane i obiecane. Grzech jawi się więc jako swoistego rodzaju 
samobójstwo. Doskonale można je porównać z narkomanią. Pozornie 
szuka się szczęścia, własnego dobra, własnego spełnienia i bezpośrednio 
wydaje się, że człowiek to osiąga, wpada jednak w iluzję szczęścia. Jest to 
bowiem niszczenie i zabijanie siebie. Istotne jednak skutki owego 
samobójstwa można dostrzec tylko przez wiarę.
8. Grzech nie pozostaje jednak tylko rzeczywistością dotykającą danego 
człowieka. Grzech dosięga i rani bliźniego i szerokie kręgi społeczne, 
ściśle – ciało mistyczne, całą rodzinę ludzką. Grzech bowiem, rozbijając 
najpierw człowieka, burząc jego wewnętrzna równowagę, narusza tym 
samym jego bycie z ludźmi., wprowadza tam zakłócenia, nieład, 
dysharmonię. Widoczne staje się to często nawet ludzkim okiem. W ten 
sposób grzech osobisty staje się grzechem społecznym, tzn. pociągającym 
skutki społeczne.
Trzeba jednak podkreślić bardzo wyraźnie, że w sensie ścisłym grzech 
może być tylko osobisty. Człowiek może doświadczać zewnętrznych 
ograniczeń, trudności. Grzech jednak odbywa się tylko w zakresie jego 

background image

wewnętrznej wolności. Nie może więc za swój grzech obarczać 
odpowiedzialnością zewnętrzne warunki, systemy, struktury. Byłoby to 
zanegowaniem godności człowieka, która przejawia się również w sposób 
negatywny i tragiczny w odpowiedzialności za popełniany grzech.
Grzech społeczny jest więc pojęciem analogicznym, tzn. pozostającym w 
pewnym odniesieniu do grzechu, a nie grzechem w znaczeniu ścisłym. 
a) Według Jana Pawła II w RP, n. 16 należy przez niego rozumieć w 
pierwszym znaczeniu pewien negatywny skutek, który grzech powoduje w 
społeczeństwie w imię prawdy o wspólnocie świętych, tzn. tajemniczym 
powiązaniu wszystkich ludzi między sobą. I tak jak każdy dobry czyn 
podnosi cały świat, tak każdy grzech spycha go w dół.
b) W drugim znaczeniu grzechem społecznym są pewne typy grzechów ze 
względu na ich przedmiot np. przeciw sprawiedliwości, przeciw miłości, w 
sposób specjalny ranią człowieka czyli bliźniego i to zarówno w 
odniesieniu do jakiegoś indywiduum jak i szerszego społeczeństwa. 
Społeczny jest więc grzech przeciw dobru wspólnemu w całej gamie jego 
praw i obowiązków – poczynając od prawa do życia aż do prawa do 
wolności itp. Grzech ten może być popełniony czynem lub zaniedbaniem 
ze strony przede wszystkim tych, którym zawierzona jest troska o dobro 
społeczne.
c) Wreszcie w trzecim znaczeniu grzechem społecznym określa się zło 
istniejące we wzajemnych stosunkach bloków, państw, narodów czy 
poszczególnych grup danego narodu. Mimo gigantyczności tych 
problemów i spychania w anonimowość owego zła w ostatecznym 
rozrachunku odpowiedzialność jest jednak zawsze osobista, jest wyrazem 
grzechu osobistego, a raczej wielu grzechów różnych osób, popełnionych 
czynem lub zaniedbaniem. „Chodzi o grzechy najbardziej osobiste: tego, 
kto powoduje lub popiera nieprawość albo też czerpie z niej korzyści; 
tego, kto mogąc coś uczynić dla uniknięcia lub usunięcia czy przynajmniej 
ograniczenia pewnych form zła społecznego, nie czyni tego z lenistwa, z 
lęku czy też w wyniku zmowy milczenia lub zamaskowania udziału w złu, 
albo z obojętności; tego, kto zasłania się twierdzeniem o niemożliwości 
zmiany tego świata i również tego, kto usiłuje wymówić się od trudu czy 
ofiary, podając różne racje wyższego rzędu. Prawdziwie odpowiedzialne 
są więc osoby” (RP, 16). Tak więc w sensie ścisłym nie ma grzechu 
strukturalnego czy systemowego. Takie stawianie sprawy byłoby 
spychaniem odpowiedzialności osobistej za grzech.
9. Grzechy cudze. Na marginesie grzechu społecznego, czy lepiej - 
wymiaru społecznego grzechu, warto przypomnieć dawne 

background image

wyszczególnienie tzw. grzechów cudzych. Podobnie jak w powyższym 
rozróżnianiu grzechów społecznych czy strukturalnych, tak i tu nie ma w 
sensie ścisłym grzechu cudzego. Grzech jest zawsze własny. Również 
druga osoba popełniająca grzech pod wpływem kogoś, ponosi sama 
odpowiedzialność za to o ile popełniła grzech.
Istnieje jednak zły wpływ czy zaniedbanie dobrego wpływu. Które 
wprowadzają kogoś w grzech, utwierdzają lub pozwalają mu w nim trwać. 
Mamy tu do czynienia z pewnym rodzajem zgorszenia, a więc uczynienia 
kogoś gorszym, więcej – wprost udział w jego złu, przez zły wpływ lub 
zaniedbanie dobrego. A oto lista owych tzw. ,,grzechów cudzych”:
1.) Do grzechu radzić: może to być radzenie czy namawianie wprost do 
grzechu czy też do sposobu załatwienia jakiejś sprawy, który to sposób jest 
grzeszny. Ważną jest tu zasada: „non sunt facienda mala ut eveniant bona – 
nie należy czynić zła, aby wynikło stąd dobro, a więc nigdy przez zło do 
dobra”.
2.) Grzech nakazywać: będą to najczęściej przypadki posługiwania się 
kimś w dokonaniu czynu złego, np. w akcie zemsty, nie chcąc ściągać na 
siebie podejrzenia. Jest to manewr stosowany indywidualnie i w aktach 
zorganizowanej przemocy (gangi, mafie itp.). Rozkaz do zła ani ze strony 
rodziców, ani ze strony żadnej władzy nie obowiązuje.
3.) Na grzech drugich zezwalać: nie sama inicjatywa, ale pozwolenie idzie 
od rodzica czy przełożonego, np. zgoda na zamieszkanie syna, córki w 
konkubinacie w swoim mieszkaniu, pozwolenie na nocne wypady 
dorastającego dziecka, pozwolenie na kradzież, defraudację  w zakładzie 
pracy itp.
4.) Innych do grzechu pobudzać: może to być drogą insynuacji, zachęty, 
uwodzenia, drażnienia, intrygowania, prowokowania.
5.) Grzech drugich pochwalać: dotyczy to wprost pochwały grzechu, np. 
„należało im się”, „dobrze mu zrobiłeś” czy wychwalanie jakiejś sytuacji 
zaistniałej przez grzech „wspaniale sobie teraz mieszkacie” – mimo, że 
niegodziwie do tego doszli, „podoba mi się ten twój mąż” – mimo, że jest 
on drugim, cywilnym.
6.) Grzechy cudze zamilczeć: nie chodzi tu o niewyjawianie ukrytego zła, 
grzechu bliźnich, jest to bowiem obowiązkiem miłości bliźniego, 
wynikającym z VIII przykazania. Podobnie obowiązkiem wynikającym z 
potrzeby i prawa do dobrego imienia jest nierozszerzanie, bez koniecznej 
potrzeby, informacji o złu, o grzechach również znanych publicznie. 
Chodzi o zaniedbanie powinności braterskiego napomnienia, gdy ktoś w 
naszej obecności podejmuje czyn, działanie czy zachowanie grzeszne. A 

background image

więc np. milczeć wobec kradzieży, oczerniania, zdrady, znieważania, 
planów zabójstw czy jakiegokolwiek złego postępowania. Oczywiście 
musi się mieć moralną pewność i możność zajęcia stanowiska, tym 
bardziej, jeśli to jest ścisłym obowiązkiem, np. rodzica względem dziecka, 
przełożonego względem podopiecznego itp. Milczenie w tych 
przypadkach wspiera zło według zasady: „qui tacet consentire videtur = 
kto milczy, wydaje się zgadzać”.
7.) Grzechu nie karać: dotyczyć to może, w mikro-wymiarach, rodziców 
nie wyciągających konsekwencji ze zła swoich dzieci, podobnie 
wychowawców. W makro-wymiarach chodzi o czynniki społeczne czy 
przedstawicieli sądu, kryjących czy bagatelizujących zło.
8.) Do grzechu drugiemu pomagać: klasycznym przykładem może być 
trzymanie drabiny czy innego ubezpieczenia w czasie kradzieży, 
pożyczenie pieniędzy na przerwanie ciąży, udostępnienie mieszkania 
żyjącym w konkubinacie, prowadzenie meliny i wiele innych.
9.) Grzechu innych bronić: będzie to klasyczne chronienie przestępcy, 
zacieranie śladów, kamuflowanie czy wprost jawna obrona nawet przez 
kłamstwo, oszczerstwo itp. Może to być usprawiedliwianie czyjegoś 
postępku, np. rozwodu, powtórnego małżeństwa, kombinacji, nieludzkiego 
traktowania ludzi w imię wymyślonych, nawet pseudo-humanistycznych 
racji.
Są to grzechy własne, współdziałania ze złem; równocześnie jako 
wspomagające zło innych nazywają się „grzechami cudzymi”. Tym 
samym uświadamiają problem odpowiedzialności za grzech innych.
CZYN LUDZKI – ANALIZA
1. W odniesieniu do podmiotu działającego:
-   akt ludzki (actus humanus): czyn spełniony świadomie (z poznaniem, 
rozeznaniem) i dobrowolnie (z udziałem wolności, z decyzją woli). Jestem 
świadom, że robię, podejmuję i co robię, co podejmuję. Tylko takie czyny 
podlegają ocenie moralnej, są poczytalne, tzn. człowiek będąc ich autorem 
jest za nie odpowiedzialny i ponosi za nie odpowiedzialność. 
- akt człowieka (actus hominis): czyn spełniony bez udziału rozumu 
(poznania, świadomości) i woli (dobrowolności), lub jednego z nich – nie 
podlega ocenie moralnej. W konsekwencji nie jest moralnie poczytalny. 
Nie pociąga odpowiedzialności. Mamy tu do czynienia w sensie ścisłym 
nie z czynami, ale z czynnościami, a więc na poziomie fizjologii, 
odruchów, np. we śnie, w braku poznania, w braku wolności decyzji. 
W konsekwencji rozróżniamy czyn materialny (bez uwzględnienia 
świadomości i wolności) i czyn formalny (z uwzględnieniem świadomości 

background image

i dobrowolności).
2. Z racji uzewnętrznienia:
- czyn zewnętrzny tzn. spełniony w postaci zewnętrznych aktów, 
uzewnętrzniony, dokonany, a nie tylko zamierzony.
- czyn wewnętrzny tzn. spełniony, dokonany ale tylko wewnętrznie, w 
intencji czyli w zamiarze.
Czyn wewnętrzny nie ma takiej intensywności jak czyn zewnętrzny. Nie 
zaciąga zewnętrznych konsekwencji, nie pociąga też powinności 
zadośćuczynienia, naprawienia – np. w przypadku intencjonalnej 
kradzieży. Podlega jednak osądowi moralnemu i jest dobrem lub złem 
moralnym, zasługą lub winą.
3. Składniki zewnętrzne czynu: 
- przedmiot: to, czym dany czyn jest w swojej zawartości, treści - 
modlitwa, kradzież, praca, lenistwo, pomoc, obmowa itp. Przedmiot ten 
sam w sobie może być moralnie dobry lub zły np. modlitwa, kradzież. Nie 
istnieją ostatecznie czyny moralnie obojętne. Jeżeli niektóre same w sobie 
wydają się takimi być (np. spacer), to ze względu na okoliczności stają się 
moralnie dobre lub złe.
- okoliczności: dodatkowe współczynniki stanowiące o tym, czym dany 
czyn się staje, jaką wartość, kategorię moralną przyjmuje. Wyróżnia się 
siedem takich okoliczności:

I - kto (quis)? – np. dziecko w stosunku do rodziców, urzędnik 

państwowy w swoim urzędzie, ksiądz w pełnieniu swojej funkcji 
kapłańskiej, itp.
II - co (quid)? – np. kradzież w takiej czy innej ilości, takiej czy innej 
rzeczy, darowizna czego, w jakiej ilości.
III - gdzie (ubi)? – okoliczności miejsca np. wesoła rozmowa w korytarzu, 
na lekcji, w kościele
IV - jakimi środkami (quibus auxiliis)? – np. pomoc z własnych pieniędzy, 
z funduszu wspólnego czy z kradzieży.
V - dlaczego (cur)? – cel czy zamiar, intencja, motyw działania 
(powrócimy do niej)
VI - jak (quomodo)? – sposób dokonania czynu, np. pomoc ze specjalną 
ofiarnością, poświęceniem lub kradzież, zbrodnie ze specjalną 
niegodziwością, okrucieństwem.
VII - kiedy (quando)? – czas spełnienia czynu, np. praca w niedzielę, 
huczna zabawa w Wielkim Poście, czuwanie w nocy, pomoc w czasie 
wojny, itp. 
Okoliczności w różny sposób wpływają na wartość moralną czynu; 

background image

łagodząco lub obciążająco, zwiększają lub zatracają wartość, np. czyn w 
skrytości i czyn dla oka.
4. Okoliczność celu. Motyw, zamiar, intencja, pobudka działania. Jest 
szczególnym, ostatnim wyznacznikiem wartości czynu. Zasady:
I – jeżeli cel jest grzechem ciężkim to cały czyn staje się grzechem 
ciężkim, choćby przedmiot czynu był dobry. Np. zawarcie małżeństwa dla 
ucieczki z kraju, dla zdrady politycznej, poczęcie dziecka dla tężyzny 
(wyników) sportowej, celów kosmetycznych (produkcji).
II – jeżeli cel wyłączny i jedyny jest grzechem lekkim, to cały czyn staje 
się grzechem lekkim, np. modlitwa dla próżności. Jeżeli inne cele są 
dobre, do czyn ma wartość częściowo dobrą, częściowo złą, np. chwała 
Boża i próżność.
III – cel dobry uświęca czyn z siebie obojętny. Np. spacer w celach 
zdrowotnych, zabawa jako relaks po pracy, po trudzie, wysiłku.
IV – jeżeli czyn jest moralnie zły to żaden dobry cel go nie uświęci, nie 
naprawi. Np. kradzież dla pomocy potrzebującym. Stąd obowiązująca 
zasada: cel nie uświęca środków („non sunt facienda mala ut eveniant 
bona”). Cel dobry może zmniejszyć intensywność zła (Janosik), ale zła nie 
czyni dobrem.
Aby czyn był moralnie dobry trzeba, aby wszystkie jego współczynniki 
(przedmiot, okoliczność, cel) były dobre. Czyn zły spowodowany jest 
brakiem dobroci nawet jednego współczynnika. 
Działanie a przyjemność. Działanie dla samej przyjemności zmysłowej 
jest moralnie złe. Działanie musi realizować pierwszorzędną celowość 
(jedzenie dla posilenia, współżycie dla realizacji miłości otwartej na życie) 
a więc wewnętrzny porządek określony zmysłem Bożym.
CZYN MORALNY – ANALIZA
1. Czyn moralny - świadomy i dobrowolny (voluntarium). Czyn moralnie 
dobry = którego przedmiot, okoliczności i cel są dobre, czyli pozytywne. 
Czyn moralnie zły – z braku dobra jednego z elementów.
2. Czyn nadprzyrodzony - spełniony w stanie łaski uświęcającej, tzn. w 
oparciu o nadprzyrodzony organizm, który ta łaska nadprzyrodzona tworzy 
(stan życia Bożego w człowieku).
3. Czyn zasługujący:
- moralnie dobry
- spełniony w stanie łaski uświęcającej
- pod wpływem łaski uczynkowej
- dla zwiększenia zasługi warto obudzić intencję tzn. odniesienie do 
miłości Boga. Miłość w najwyższym stopniu identyfikuje zasługę czynu.

background image

4. Cnota – w ogólności: moralna sprawność ku dobru; stała skłonność, 
usposobienie i moc do spełnienia dobra moralnego. Wada – stała 
skłonność do złego.
5. Cnoty naturalne i nadprzyrodzone – usprawniają do dobra na poziomie 
(w płaszczyźnie) natury i łaski.
6. Cztery cnoty kardynalne:
- roztropność: właściwy wybór środków do celu, łącznie z celem 
ostatecznym
- sprawiedliwość: oddanie każdemu, co mu się z prawa należy, aż do 
wyrównania. Ogólna - w stosunku do społeczności (np. państwa). 
Szczególna - w stosunku do osób prywatnych. Społeczna - określa prawa 
społeczeństwa. Karna – w wymiarze kary proporcjonalnej do winy. 
- wstrzemięźliwość (umiarkowanie, skromność) – opanowanie popędów i 
całej sfery emocjonalnej w realizacji właściwych człowiekowi celów życia 
(np. jedzenie, seksualności). Tu wchodzą umiarkowanie w jedzeniu, 
trzeźwość i czystość a również pokora, posłuszeństwo. 
- męstwo: moc w pokonaniu trudności i niebezpieczeństw na drodze 
realizacji dobra trudnego, łącznie z zagrożeniem życia. Wspomagają je 
wielkoduszność, wspaniałomyślność, cierpliwość, odwaga, wytrwałość. Z 
pomocą przychodzi specjalny dar Ducha Świętego: dar męstwa.
5. Cnoty teologiczne (Boskie) – dane (wlane) przez Boga wraz z łaską 
uświęcającą. Łączą z Bogiem – umożliwiając życie w Bogu, życie 
współmierne do nadprzyrodzonego powołania i celu człowieka:
- wiara = uznanie Boga, w Chrystusie, poprzez kościół; zaufanie, 
poddanie, oparcie na Nim swego życia
- nadzieja = ukierunkowanie ku przyszłości obiecanej przez Boga. 
Człowiek spodziewa się Boga, spełnienia Jego obietnic (zbawienia) i 
środków ku temu koniecznych (łaski, miłosierdzia, przebaczenia)
- miłość = oddanie życia we wszystkim i we wszystkim Bogu, a w Bogu 
bliźniemu. „Jeżeli żyjemy, żyjemy dla Pana, jeżeli umieramy, umieramy 
dla Pana. I w życiu więc i w śmierci należymy do Pana” (Rz 14,8).
Wszystkie te cnoty, zarówno naturalne jak i nadprzyrodzone są ze sobą 
powiązane (connexio virtutum). Praca nad jedną usprawnia inne. Braki w 
jednej uszczuplają wszystkie inne.
6. Wady. Wada = stała skłonność do zła. Sama wada nie jest grzechem. 
Pójście za nią, za tą skłonnością jest grzechem.
Opanowywanie wad a wypracowanie cnót winno być przedmiotem 
modlitwy i stałej pracy nad sobą, w szczególności doskonalenia poznania i 
ćwiczenia woli.

background image

PŁCIOWOŚĆ I JEJ ZNACZENIE W ŚWIETLE DOKUMENTÓW 
KOŚCIOŁA
1. Płciowość integralną częścią osobowej natury człowieka. Kościół 
podnosząc wartość płciowości widzi ją we właściwym usytuowaniu. Nie 
jest płciowość czymś wyseparowanym, tym bardziej zawężonym do 
cielesności czy genitalności. Płciowość stanowi istotną część człowieka 
jako osoby w całym jego powołaniu doczesnym i wiecznym.
“W kontekście kultury, która poważnie zniekształca lub wręcz zatraca 
prawdziwe znaczenie płciowości ludzkiej, gdyż pozbawia ją zasadniczego 
odniesienia do osoby. Kościół uważa za swoją bardzo naglącą i 
niezastąpioną misję ukazywanie płciowości jako wartości i zadania całej 
osoby ludzkiej – mężczyzny czy kobiety – stworzonych na obraz Boga” 
(FC, 32).

2. Płciowość podlega obiektywnym kryteriom. Ponieważ wchodzi w 
całość porządku osobowej ludzkiej natury, stworzonej przez Boga, stąd 
jest jej wyrazem i jej podlega. Nie jest więc czymś zdanym czy 
pozostawionym subiektywności człowieka. Należy odnosić się z wszelkim 
szacunkiem do aktów właściwych pożyciu małżeńskiemu, spełnianych w 
sposób odpowiadający prawdziwej godności ludzkiej. “Kiedy... więc 
chodzi o pogodzenie miłości małżeńskiej z odpowiedzialnym 
przekazywaniem życia, wówczas moralny charakter sposobu 
postępowania nie zależy wyłącznie od samej szczerej intencji i oceny 
motywów, lecz musi być określony w świetle obiektywnych kryteriów, 
uwzględniających naturę osoby ludzkiej i jej czynów, które to kryteria w 
kontekście prawdziwej miłości strzegą pełnego sensu wzajemnego 
oddawania się sobie i człowieczego przekazywania życia” (KDK, 51).

3. Płciowość rozpatrywana w integralnej wizji człowieka. Ponieważ 
płciowość nie jest czymś wyseparowanym w człowieku, lecz związanym z 
całością człowieka i jest wyrazem tej całości, stąd nie może być 
rozpatrywana i traktowana w sposób separatystyczny lecz w całości wizji 
człowieka, która uwzględnia “całego człowieka i całe jego powołanie, 
obejmuje nie tylko porządek naturalny i doczesny, ale również 
nadprzyrodzony i wieczny (HV, 7).
W imię tej całościowej wizji każe Kościół dostrzec i uszanować podwójne 
znaczenie tkwiące w stosunku małżeńskim: jedność i rodzicielstwo. 
„Albowiem stosunek małżeński z najgłębszej swej istoty, łącząc 
najściślejszą więzią męża i żonę, jednocześnie czyni ich zdolnymi do 

background image

zrodzenia nowego życia, zgodnie z prawami zawartymi w samej naturze 
mężczyzny i kobiety. Jeżeli zatem zostaną zachowane te dwa istotne 
elementy stosunku małżeńskiego, a więc oznaczanie jedności i 
rodzicielstwa, to wtedy zatrzymuje on w pełni swoje znaczenie wzajemnej 
i prawdziwej miłości oraz swoje odniesienie do bardzo wzniosłego 
zadania, do którego człowiek zostaje powołany – a mianowicie 
rodzicielstwa” (HV, 12).
Integralną wizję płciowości przypomina Jan Paweł II w FC. Płciowość 
określa jako “bogactwo całej osoby – ciała, uczuć i duszy, ujawniającym 
swe głębokie znaczenie w doprowadzeniu osoby do złożenia daru z siebie 
w miłości” (FC, 37).
4. Nauka Kościoła nt. Płciowości w dokumencie Kongregacji ds. 
Wychowania Katolickiego. “Wytyczne wychowawcze w odniesieniu do 
ludzkiej miłości. Zawierają one w szczególności określenia i wypowiedzi 
Jana Pawła II. Streszczając można je przedstawić następująco:
płciowość jest podstawowym współczynnikiem ludzkiej osobowości (por. 
WW,4). Człowiek w różnorodnych swoich wyborach i przejawach jest 
naznaczony płciowością i ujawnia się poprzez nią. Wyznacznik nie tylko 
sfery fizycznej, ale i duchowej, znak Bożego powołania, ma sens tylko w 
kontekście realizacji miłości małżeńskiej; poza nią objawia egoizm, w 
konsekwencji nieład moralny (WW, 5).
jest narzędziem miłości.
partycypując w cielesności, będąc jej przejawem, jest ujawnieniem 
człowieka i Bożego w nim zaczynu, przekazem informacji ze strony Boga 
do człowieka, jakby pierwotnym sakramentem czyli znakiem, który w 
świecie widzialnym przekazuje tajemnicę niewidzialną, ukrytą w Bogu od 
wieków (WW, 22).
objawia miłość stwórczą Boga. Płciowość bowiem w swej cielesności jest 
świadkiem i narzędziem danej stwórczości, pochodzącej od Boga (WW, 
23).
wyraża powołanie człowieka do wzajemności, tzn. do wzajemnego daru z 
siebie. (WW, 24).
w swym zróżnicowaniu stanowi o różnicy ale i równości natury i godności 
(partnerstwo) (WW,26)
znakiem odrębności ale i wspólnoty, przez którą człowiek realizuje udział 
w bycie boskim (WW,26)
jest czymś niegodnym jej zawężanie do genitalności (WW, 28).
znakiem powołania do miłości Bożej “W świetle tajemnicy Chrystusa 
płciowość jawi się jako powołanie do wypełnienia tej miłości, którą Duch 

background image

św. wlewa w serca odkupionych. Jezus Chrystus uświęcił to powołanie 
przez sakrament małżeństwa” (WW, 30).
zakłada wychowanie do czystości, wychowanie zaś jest wprowadzeniem 
do panowania nad sobą. Ukierunkowuje instynkt płciowy na służbę 
miłości i włącza go w rozwój osobowy. Zakłada pomoc Bożej łaski i 
współpracę człowieka. Celem wychowania jest zharmonizowanie 
różnorodnych współczynników osobowości łącznie z seksualnością tak, by 
jak najpełniej odpowiedzieć na Boże wezwanie. Wychowanie do 
dziewictwa jest wychowaniem do najwyższego daru z siebie (WW, 18).
prawdziwe wychowanie seksualne przewyższa czystą informację. Zawiera 
kształcenie woli, uczuć i emocji. Prowadzi do panowania nad sobą. 
Zakłada wstydliwość, opanowanie, szacunek dla siebie i innych, otwarcie 
na drugiego. Wszystko to staje się możliwe tylko dzięki mocy zbawczej, 
pochodzącej od Chrystusa (WW, 35).

Podsumowując: WW stwierdzają, że wartość płciowości tkwi w:
1. ukierunkowaniu na międzyosobowy dialog,
2. doprowadzaniu do pełnej dojrzałości, tzn. do otwarcia na dar samego 
siebie w miłości,
3. realizowaniu podstawowej celowości stwórczej.
Miłość i płodność jawią się jako podstawowe wyznaczniki płciowości; 
jedno w drugim się mieści, jedno drugie przyzywa. Stąd nie można ich w 
kontekście płciowości ani traktować oddzielnie, ani przeciwstawiać (WW, 
32).

FC  - Familiaris conscortio
KDK 

- Konstytucja duszpasterska o Kościele współczesnym, Soboru 

Watykańskiego II
HV  - Humanae Vitae
RP - Reconciliatio et paenitentia
WW - Wytyczne wychowawcze w odniesieniu do ludzkiej miłości

CZY JAKO CZŁOWIEK I CHRZEŚCIJANIN NAPRAWDĘ KOCHAM?

Na uwadze mam wszelką miłość: męża, matki, syna, pielęgniarki, 

księdza, w szczególności zaś miłość, która zapowiada się między 
dwojgiem ludzi, a która ma się zrealizować w ich małżeństwie i rodzinie. 
Jeśli się zapowiada i ma stanowić o całym życiu, to trzeba ją sprawdzić 
czy ma szansę, czy jest, a lepiej czy staje się, tym czym powinna być, czy 

background image

nie trzeba wprowadzić w nią jakiejś zasadniczej poprawki. Podjęty 
sprawdzian nie będzie wyczerpujący, będzie jednak zasadniczy, 
pozwalający przy dobrej woli, stwierdzić czy jest się na drodze 
autentycznej i chrześcijańskiej miłości.
1. Czy moja miłość jest aktem woli?
Prawdziwa miłość w pierwszym zasadniczym swym rysie jest aktem woli, 
tzn. chceniem, decyzją. Oczywiście chceniem rozumnym, a więc takim, 
które zakłada poznanie. Przede wszystkim jednak znaczy to, że miłość nie 
jest uczuciem czy raczej tylko uczuciem, tylko emocją. Jest chceniem, tzn. 
ja decyduję, ja postanawiam, czyli ja chcę - w sposób wolny, 
nieprzymuszony i odpowiedzialny, ja chcę.

Uczucie zaś, samo uczucie, jest zasadniczo niezależne od chcenia. 

Jest najczęściej reakcją spontaniczną, która jak spontanicznie się pojawia, 
tak też spontanicznie, niezależnie od naszego chcenia wygasa, znika. 
Dotyczy to zarówno uczuć pozytywnych np. sympatii, pierwszego 
zakochania, jak i uczuć negatywnych np. gniewu, rozpaczy po starcie 
bliskiej osoby itp. Uczucie w miłości to jakby uwertura, wprowadzenie, 
ukierunkowanie uwagi, ale dramat może się potoczyć tak lub tak.

Miłość jako akt woli, jako chcenie, jest czymś dużo więcej. Jest 

aktem osobowym, a więc płynie nie z uczucia, jakby z wewnętrznej 
warstwy człowieka, tylko z osoby tzn. z wnętrza człowieka, z tego co 
stanowi o jego trwaniu, świadomości, wolności i tożsamości. Człowiek jak 
gdyby mówi: teraz już nie przelotne i zmienne uczucie stanowi o moim 
stosunku, o mojej zajętej postawie do ciebie (do kogoś) ale moja wola, 
moje chcenie dobrowolne, tzn. nad którym mam panowanie i moc, by było 
nieodwołalne.

Nad emocjonalnym stanem np. wzruszenia, zauroczenia, sympatii 

zasadniczo nie mam panowania tzn. mocy, by ten stan nie się pojawił, 
trwał, nad aktem jednak woli mam panowanie, moc, ja o nim decyduję czy 
będzie trwał czy zostanie odwołany. Jeśli więc miłość będzie tylko sprawą 
przeżycia, wzruszenia, emocji, choćby w najgłębszym wydaniu, nie ma 
żadnej gwarancji, że będzie czymś trwałym; przeciwnie, istnieje wszelkie 
prawdopodobieństwo, że się zatrze, straci natężenie, zniknie. Jeśli zaś 
miłość stanie się aktem woli, świadomym, wolnym aktem mojego wnętrza, 
mojej decyzji, nad którym mam moc panowania, wówczas ma wszelką 
szansę trwania i przetrwania najrozmaitszych stanów emocjonalnych, 
doświadczeń i prób. Zatem jak jest z tą miłością, czy ja chcę, czy to jest 
akt woli, czy tylko ulegam emocji?
2. Czy moja miłość jest aktem akceptacji drugiej osoby?

background image

Uświadomiliśmy sobie, że miłość w pierwszym, istotnym swym 

rysie jest aktem woli, podstawowym chceniem. W momencie jednak kiedy, 
chcąc sprawdzić swą miłość, stawiam pytanie: ,,czy ja chcę?” nasuwa się 
nieodłączne, dopełniające, drugie pytanie: ,,czego ja chcę miłując?”, a 
więc pytanie o przedmiot tej miłości. Znowu nie wdając się w szeroką 
analizę: miłując ja chcę kogoś, tzn. daną osobę. A więc już nie oczu, 
włosów, spojrzenia, sylwetki, inteligencji, ciepłych rąk, ciała (to byłby 
handel na tym m.in. polega prostytucja). Chcę osoby, ciebie samego 
(samą), twojego wnętrza, tego co stanowi o twoim świadomym, trwałym, 
niepowtarzalnym ,,ty”. Tamto wszystko zewnętrzne a również twoje 
walory wewnętrzne ściągnęły moją uwagę, emocję; ale teraz w drugim, 
istotnym stadium mojego procesu miłowania (słowo ,,zakochania” byłoby 
tutaj za małe, dotyczy bardziej owego pierwszego stadium procesu 
miłości), ja chcę ciebie samego (samą), w pewnym sensie nienależnie od 
tego, co mnie pociąga, co mnie emocjonalnie trzyma przy tobie.

Inaczej miłość jest podstawową akceptacją (czy afirmacją) drugiej 

osoby. ,,Ja ciebie chcę”, ,,ja chcę byś ty był(a), istniał(a)”, ,,dobrze że 
jesteś”. Człowiek do swego normalnego życia i rozwoju potrzebuje takiej 
akceptacji. Stwierdzono, że lepiej rozwijały się dzieci w warunkach 
więziennych, ale ze swoimi matkami, niż dzieci w super-komfortowym 
sierocińcu, ale pozbawione matek. W tym drugim wypadku zabrakło 
istotnego czynnika, jakim jest właśnie owa akceptacja, w tym wypadku 
człowieka - dziecka przez matkę.
Miłość jako akceptacja osoby, ,,ja ciebie chcę”, obejmuje całego człowieka 
i to takiego, jakim on jest; ze wszystkimi jego zaletami, ale i ze 
wszystkimi jego ,,dziurami”, wadami i to zarówno tymi, które są, jak i 
tymi, które się pojawiają czy pogłębiają na plus i na minus. Jeśli chcę 
,,anioła”, bez wad, bez skazy, muszę ,,fruwać do nieba”, bo tu na ziemi 
,,anioła” nie znajdę.

Jeśli chcę być realistą, to muszę zgodzić się na człowieka również z 

jego wadami i jeśli mam prawdziwie umiłować, to muszę go 
zaakceptować całego; nie zło, jako zło, nie wady jako wady, ale jako osobę 
z tą całą biedą, którą ma, którą może usuwać (i w tym mam mu pomóc), 
ale i którą może powiększyć.

Są układy, w których nie wybieram sobie człowieka, z którym mi 

przychodzi żyć, współpracować. Również wtedy rozwiązaniem miłości 
jest zaakceptować go takim, jakim jest i akceptując go pomagać mu stawać 
się doskonalszym. Nikogo się nie naprawi, nie uczyni lepszym bez jego 
akceptacji, tzn. odrzucając go. Tym bardziej w układzie narzeczeństwa a 

background image

później małżeństwa, gdzie drugiego człowieka się wybiera, rozwiązaniem 
jest decyzja akceptacji całego człowieka. Musi więc temu towarzyszyć 
świadomość i postawa woli: chcę ciebie (jako osobę), takim(ą) jakim(ą) 
jesteś i takim(ą) jakim(ą) będziesz za miesiąc, za rok, za siedem i 
czterdzieści siedem lat, we wszystkim, co ci się może przydarzyć, co się z 
tobą może stać; zalety i wady mogą się zmieniać, ale twoje ,,Ty”, twoje 
wnętrze, twoja osoba pozostanie ta sama, ja ciebie chcę i dlatego mojej 
decyzji, mojej akceptacji całego(ej) ciebie nie odwołam.

Bez tej świadomości i bez tej decyzji woli: ,,ja ciebie chcę całego 

(całą), ze wszystkim co w tobie jest i co w tobie będzie i choćby nie wiem 
co zaszło, mojej decyzji nie odwołam” – nie wolno wchodzić w 
małżeństwo. Nie wolno, bo to wyraźny znak, że tam, ponieważ nie ma 
pełnej akceptacji drugiej osoby (pełnej, tzn. nie tylko na teraz, ale i na 
przyszłość), nie ma też prawdziwej miłości. Jest może marzenie, zachwyt, 
prawdziwa emocja, ale nie prawdziwa miłość, a tylko ta może być 
podstawą autentycznego, wiernego trwałego małżeństwa.

By sprawdzić więc czy kocham ludzi, w szczególności czy kocham 

tego (tę), który(a) ma się stać na całe życie moją drugą połową, muszę 
zapytać: czy potrafię powiedzieć do otaczających mnie ludzi – kolegi, 
sąsiada, szefa, rodzica, w szczególności zaś do przyszłego współmałżonka 
– dobrze, że jesteś, jak to dobrze, że jesteś, jak się cieszę, że jesteś, jak 
bardzo chcę byś istniał(a), ja chcę cię całego(ą). W przypadku zaś 
przyszłego współmałżonka ponadto: ja chcę cię takim(ą) jakim(ą) jesteś i 
jakim(ą) będziesz – do końca naszego życia. Jeśli NIE, to znak, że nie ma 
tam miłości, bo nie ma tej podstawowej, pełnej afirmacji drugiej osoby.
3. Czy moja miłość jest dawaniem?

Owa akceptacja miłości nie jest jakąś stoicką czy teoretyczną 

akceptacją typu ,,dobrze że jesteś”, w znaczeniu ,,możesz być”, ,,nie 
przeszkadzasz mi”, czy tym bardziej: “możesz być, bo cóż mam z tobą 
zrobić”. Ona jest akceptacją praktyczną (praxis = działanie), czynną. Jest 
praktycznym, czyli przejawiającym się w działaniu, opowiedzeniem się za 
kimś; więcej, jest oddaniem się komuś, byciem do dyspozycji; ,,jak to 
dobrze, że jesteś, ja jestem twój(a), ja się tobie daję”. Miłość w swym 
szczytowym rysie jest dawaniem. Najogólniej, dawaniem siebie, 
szczegółowo, dawaniem tego, co dana sytuacja podyktuje.

Żeby zobaczyć jak bardzo oddaje istotę miłości owo szerokie pojęcie 

dawania, proszę wyobrazić sobie różne konkretne formy dojrzałej miłości: 
miłość matki do dziecka, dziecka (dorosłego) do ojca, np. chorego, miłość 
do przyjaciela ,,w biedzie”, miłość do małżonki, miłość do pacjenta, 

background image

klienta itp. Jak słowo dawanie najkrócej i najgłębiej wyraża to, co się tam 
dokonuje.
Oczywiście miłość jest również braniem, i tu się mieści miłość 
przywiązania, miłość z potrzeby, miłość erosu, ale tych nie chcę tu bliżej 
analizować. Jest braniem, ale po to, by z tego co biorę, uczynić tym 
większy dar. Biorę np. uczucie sympatii, tzn. zadowolenie z tego, że ktoś 
jest sympatyczny, ale nie po to, by je skraść, tylko po to, by siebie tym 
bardziej danej osobie oddać. Więcej, biorę nawet ciało (oczywiście, chodzi 
o układ małżeństwa), ale nie po to, by je tylko zagarnąć, użyć, zużyć, tylko 
po to, by stąd wyniknął tym większy dar – dar trzeciej osoby.

W każdej miłości bardzo wiele otrzymuję, ale nie po to, by to 

przywłaszczyć, tylko po to, by to był punkt wyjścia do tym większej 
miłości. Ustaje miłość, a pojawia się czysty egoizm, postawa użycia, gdy 
coś zagarniam dla siebie i nie puszczam dalej w ruch. Dla tej racji m.in. 
seksualne kontakty pozamałżeńskie nie są wyrazem miłości lecz są 
wyrazem egoizmu, postawy użycia; brak im bowiem zasadniczego 
otwarcia na dar trzeciej osoby. Oczywiście racją zasadniczą nieetyczności 
tych kontaktów jest to, że nie jesteśmy jedno przed Bogiem, że nie 
włączyliśmy naszej miłości w miłość Chrystusa – poprzez Sakrament 
Małżeństwa.

Dla sprawdzenia więc mojej miłości muszę więc pytać: czy jest ona 

dawaniem a nie tylko braniem? Czy  jest nie tylko przywiązaniem, które 
mi sprawia przyjemność, które nic nie kosztuje. Więcej, czy nie jest nawet 
wysiłkiem, zdobywaniem się ,,na wszystko”, ale tylko wtedy, gdy mnie to 
satysfakcjonuje, dostarcza wzruszeń. Kiedy zaś mi nie pasuje, nie idzie po 
linii moich upodobań, wówczas zrażam się, usuwam, zrywam; kończy się 
moje zaangażowanie, moje zdobywanie się ,,na wszystko”. Czy moja 
miłość jest więc autentycznym dawaniem?
4. Czy moja miłość jest przedłużeniem Bożej miłości?

Czy jest to miłość na wzór i na miarę miłości Chrystusa? Inaczej, czy 

jest to miłość chrześcijańska czy też jest to miłość czysto ludzka? Żeby 
uchwycić specyfikę chrześcijańskiej miłości, trzeba tu wskazać na rzecz 
wyjątkową tzn. z płaszczyzny ponadludzkiej, nadprzyrodzonej.

Miłość chrześcijańska jest nie tylko ludzką akceptacją, ludzkim 

dawaniem; dotąd pozostaje tylko ludzką miłością. Miłość chrześcijańska 
jest udziałem w akceptacji, w dawaniu siebie Boga samego. Udział w 
akceptacji, tzn. w owym chceniu Boga samego odnośnie wszelkiego 
stworzenia, w szczególności odnośnie ludzi. Bóg stwarzając i utrzymując 
wszystko w istnieniu jakby mówi: ,,dobrze, że jesteś, jak dobrze, że jesteś, 

background image

chcę, abyś był” – i tak mówi również odnośnie osób, których my po 
ludzku nie cierpimy; ,,On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i 
nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych” 
(Mt 5,45). I tylko dlatego, i tylko wtedy możemy miłować kaleki, ludzi 
nieznośnych i wrogów – miłować, kiedy mamy udział w owej afirmacji w 
owym dawaniu siebie Boga samego.

Czym zaś jest owa miłość Boga, w którą ma się włączyć, której ma 

być przedłużeniem miłość ludzka po to, by była chrześcijańską? Jest to 
miłość najbardziej darmowa, miłość za nic. Najczęściej każda nasza 
ludzka miłość jest miłością za coś, jest związaniem się, przylgnięciem do 
jakiejś wartości, którą już zastaje. Kocham dziecko, bo jest miłe śmiejące 
się, otwarte, małe. Dziecko kocha ojca, matkę za to wszystko, czym oni 
dla niego są. Kocham przyjaciela, dziewczynę, nauczyciela, starego ojca, 
babcię, może nie kocham, ale lubię ,,gwiazdę”, aktora – ale ciągle za coś, 
kocham, lubię wartość, która jest, którą zastaję, którą dostrzegam, 
podziwiam, pod której urokiem jestem, która budzi życzliwość, chęć 
pomocy, oddania.

Miłość Boga kocha za nic, za darmo. Wewnętrzną potrzebą swojej 

miłości Bóg najpierw stwarza wartość, w tym wypadku człowieka. Potem 
dopiero, kiedy ta wartość już jest, staje się ona przedmiotem upodobania 
Boga, w konsekwencji i ludzi. Św. Augustyn wyraża to lapidarnie: 
,,dlatego, że nas umiłowałeś, jesteśmy” A więc najczystsza darmowa 
miłość Boga, a nie jakakolwiek nasza zasługa, czy wartość, jest przyczyną 
naszego istnienia. Bóg stwarza, by uszczęśliwiać. ,,Bóg, który niczego nie 
potrzebuje – podkreśla Lewis – mocą swej miłości powołuje do życia 
całkiem niepotrzebne istoty po to, by je móc kochać i doskonalić”.
Prawda o darmowości tej miłości zawarta jest wyraźnie w Piśmie Św. W I 
Liście św. Jana czytamy: ,,W tym przejawia się miłość, że nie my 
umiłowaliśmy Boga, lecz on sam (pierwszy) nas umiłował i posłał Syna 
swojego jako ofiarę przebłagalną za nasze grzechy” (1 J 4,10). ,,Tak Bóg 
umiłował świat...” (J 3,16), który był grzeszny, odwrócony od Boga, jakby 
plujący Mu w twarz – a więc umiłował za nic, za darmo, więcej – wbrew 
nienawiści świata.
Tak miłuje Bóg i taką miłością Chrystus nas umiłował, a w pewnym 
momencie wyraźnie wezwał wszystkich uczniów, tzn. wszystkich 
chrześcijan: ,,abyście się wzajemnie miłowali tak, jak Ja was umiłowałem” 
(J 15,12), tzn. miłością Boga. Jest to prosta konsekwencja narodzenie się 
Boga, które dokonuje się w Chrzcie. Chrześcijanie, jako dzieci narodzone 
z Boga (por. J 3,3-7; 1 J 3,1), który jest miłością (agapé) – sami winni być 

background image

i stawać się coraz bardziej miłością, a więc Jego Miłością. Stąd 
niedwuznaczny nakaz: ,,Bądźcie naśladowcami Boga jak to przystoi 
dzieciom i postępujcie w miłości (agapé)” (Ef 5,1-3); ,,Umiłowani, 
miłujmy się wzajemnie, ponieważ miłość jest z Boga. Kto nie  miłuje (tzn. 
taką miłością jak Bóg) nie zna Boga (tzn. nie ma z Nim nic wspólnego), bo 
Bóg jest Miłością” (1 J 4,7-8).

Pytamy, dlaczego miłość ludzka jest taka mała, krucha, zawodna? – 

bo jest i o ile jest tylko ludzką miłością. ,,Agitur sequitur esse” = 
,,działanie idzie z a bytowaniem”. Jeśli to będzie tylko bytowanie ludzkiej 
miłości, jeśli to będzie tylko ludzka miłość, to nie mogę się dziwić, że 
będzie wyrzucać na śmietnik nie tylko dziurawe rzeczy, ale i choćby z 
najmniejszą dziurą, tzn. wadą partnerów, starców, lokatorów, dzieci; że 
będzie myśleć tylko o sobie; że będzie pieścić własne ,,ja” w imię 
prymitywnej emancypacji, a nawet przewrotnie pojętej lojalności czy 
uczciwości.

Dopiero kiedy stanie się miłością Boga – wszystko zniesie, wszystko 

przetrzyma, nie będzie szukać swego, nie będzie pamiętać urazy (por. I 
Kor 13), cieszyć się będzie, że może być niezauważoną, zapomnianą, 
niedocenioną, skrzywdzoną, nieodwzajemnioną, bez przyznania racji, 
nieusatysfakcjonowaną; cieszyć się będzie, że może być miłością 
darmową – miłością samego Boga.

Aby mieć i doskonalić taką Bożą miłość, trzeba mieć w sobie życie 

Boga , życie łaski, trzeba być wszczepionym w Chrystusa, zanurzonym w 
Nim. Chrystus powiedział: ,,Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi 
owoc obfity, ponieważ beze mnie nic nie możecie uczynić” (J 15,5). Jeśli 
człowiek trwa w grzechu śmiertelnym, a więc pozostaje odcięty od 
Chrystusa, nie pulsuje w nim Boże życie, nie ma w nim wówczas nurtu 
miłości Boga: jest zatem skazany na ludzką, ograniczoną miłość.

Trzeba więc zanurzyć się i trwać coraz doskonalej w Bogu, w 

Chrystusie, być podatnym na tchnienie Ducha Św., który rozlewa w nas 
miłość Bożą (por. Rz 5,5). Dokonuje się to przez Sakrament Pokuty, 
Eucharystii, ożywianie łaski Bierzmowania czy potem Sakramentu 
Małżeństwa. Codziennym zaś środkiem jest modlitwa, kontemplacja 
rozważanie Słowa Bożego, zwłaszcza zaś niedościgłego przykładu Miłości 
Jezusa Chrystusa, po to, by z całą wiarą i konsekwencją wcielać do w 
życie.

A zatem czy jestem wszczepiony w Chrystusa, czy trwam w Nim, 

czy we mnie jest puls Jego miłości; czy w ludzkim kształcie, w ludzkich 
przejawach mojej miłości widać miłość Boga? Czy więc moja miłość jest 

background image

nie tylko ludzką miłością ale przedłużeniem miłości Boga?
5. Czy moja miłość jest stawaniem się?

Szczera odpowiedź na poprzednie pytania może przerazić. Będąc 

uczciwym muszę stwierdzić, że może bardzo daleki jestem od wskazanego 
tam ideału. Ale również stan zadowolenia, a więc odpowiedź w stu 
procentach ,,tak”, może budzić niepokój. Nawet bowiem wtedy, gdy 
odpowiedź wypada pozytywnie muszę zapytać: a co będzie za dwa, 
siedem i pięćdziesiąt lat?

Zarówno więc wtedy, kiedy mojej miłości wiele brakuje, jaki wtedy 

gdy byłbym z niej bardzo zadowolony, aktualne staje się jeszcze jedno 
pytanie o prawdziwości tej miłości. Mianowicie: czy moja miłość jest 
stawaniem się, tzn. czy jest ustawicznym procesem doskonalenia się, 
rozwoju, pogłębiania? Jeśli tak, wówczas rokuje jej to i po części 
gwarantuje autentyczność i trwanie.
Jeśli uważam, że miłość jest albo jej nie ma i nic tu nie pozostaje do 
zrobienia, to jestem w miłości skończony. Również popadam w stagnację, 
a więc w stan sprzeczny z miłością, kiedy uważam, że ją zdobyłem, że jej 
problem mam raz na zawsze rozwiązany. Miłość bowiem nie tyle jest 
czymś, co jest albo czego nie ma, ile czymś co się staje, doskonali, wzrasta 
albo zanika. Jeśli więc stwierdzam, że jej nie mam, czy że nie mam w 
stopniu wystarczającym, czy też należy w niej wprowadzać zasadnicze 
poprawki – to wchodzę na drogę prawdziwej, autentycznej miłości wtedy, 
gdy staram się nad nią pracować, osiągać ją, zdobywać. Gdy stwierdzam, 
że z moją miłością jest dobrze, nie mogę spocząć w zadowoleniu, ale tak 
jak życie napiera coraz nowymi problemami, tak ja ciągle na nowo muszę 
podejmować moją miłość, ciągle ją pogłębiać, ciągle w niej wzrastać, 
inaczej będzie ona zamierać, znikać.

Miłość w owym stawaniu się można porównać do sztuki czy 

jakiejkolwiek sprawności, np. gry na fortepianie, stolarstwa, czytania, 
umiejętności sportowych. Jeśli zaś jest sztuką, to sztuki trzeba się uczyć, 
jeśli jest sprawnością, to sprawności trzeba zdobywać. Co się nie robi, ile 
wysiłku się nie poświęca, by nauczyć czytać, grać na fortepianie, 
projektować domy, zdobywać w danej dyscyplinie sportowej kondycję, 
zwycięstwo itp. A co się robi, co się podejmuje, żeby się nauczyć kochać, 
miłować?
Miłość nie tyle jest czymś danym ile ciągle zdanym, zadanym do podjęcia. 
Zadanie zaś niepodjęte będzie zawsze niewykonanym zadaniem, choćby 
było tylko z jedną niewiadomą, czy tym bardziej z kilkoma. Nie jest ono 
niewykonalne. Tym bardziej nie można go odkładać, gdy jest z kilkoma 

background image

niewiadomymi tzn. elementami od rozwiązania – bo od jego rozwiązania, 
tzn. od ustawienia problemu miłości, zależy zasadniczy profil mojego 
życia. Człowiek bowiem powołany jest, w pierwszym rzędzie, nie do 
bycia inżynierem, stolarzem, muzykiem, ministrem; w pierwszym rzędzie 
powołany jest do miłowania, do miłości. Owo zadanie miłości jest więc 
pierwszym zadaniem do podjęcia.

Uczyć się miłości, to - zgodnie z tym, co zostało powiedziane – 

uczyć się akceptować drugą osobę; konkretniej, uczyć się dawać i to na 
wzór Boga samego. Żeby jednak dawać, trzeba posiadać; żeby dawać 
siebie, trzeba siebie posiadać, tzn. trzeba mieć siebie w rękach po to, by 
móc sobą dysponować. Aby zaś siebie posiadać, trzeba siebie zdobywać: 
zdobywać rozeznanie, osąd, perspektywę (m.in. poprzez refleksję 
naturalną i refleksję wiary); zdobywać wolność – a więc władzę, moc 
sterowania, opowiadania się i trwania przy dobru – nawet za wielką cenę, 
tak bym ja ,,powodował”, tzn. decydował a nie był powodowany czymś. 
W szczególności muszę zdobywać panowanie nad uczuciami: strachu, 
niecierpliwości, entuzjazmu, gniewu, lenistwa, sympatii, zmysłowości; 
muszę zdobywać odporność, odwagę, bezinteresowność, ofiarność, 
cierpliwość, wytrwałość, opanowanie w mówieniu, umiejętność milczenia 
i wiele innych sprawności. Również istotnym jest zdobywanie 
umiejętności praktycznych i kwalifikacji zawodowych, bo od nich 
zasadniczo zależy profil całościowego dawania.

Wszystko to zaś należy podejmować spokojnie, systematycznie, a 

planem i kontrolą, korzystając z rady i doświadczenia innych. W 
płaszczyźnie zaś nadprzyrodzonej – zgodnie z tym, co zostało już 
wcześniej wskazane – trzeba doskonalić trwanie w Bogu, w Chrystusie, 
przez modlitwę, kontemplację oraz intensywne życie sakramentalne.

Tego rodzaju wysiłek, ustawicznie podejmowany będzie 

sprawdzianem, a równocześnie zasadniczym rysem i gwarantem, 
autentycznej chrześcijańskiej miłości. Czy zatem moja miłość staje się?

MAŁŻEŃSTWO JAKO SAKRAMENT

1.Sakrament małżeństwa w kontekście innych sakramentów.
Sakramenty jako tajemnicze, ustanowione przez Chrystusa środki 
zbawienia obejmują całego człowieka, tzn. dotykają go we wszystkich 
zasadniczych przejawach jego życia.
Cały bowiem człowiek, nie tylko w jakimś wyizolowanym duchowym 
wnętrzu ma być zbawiony. Stąd różnorakim przejawom, dziedzinom i 

background image

etapom życia ludzkiego, Chrystus wychodzi naprzeciw z całym zespołem 
Łaski czy też z całym zespołem Łask.
Narodzeniu – odpowiada łaska narodzenia w Bogu i to jest chrzest, po to, 
by człowiek nie był tylko ograniczony do ludzkiej egzystencji. 
Dojrzewaniu, nabieraniu mocy, sprawności i wytrwałości – odpowiada 
dojrzałość, moc, sprawność i wytrwałość w Duchu Świętym czy z Ducha 
Świętego zapewniona poprzez bierzmowanie. Upadłości, słabości, 
grzeszności człowieka wychodzi Chrystus naprzeciw poprzez sakrament 
pokuty. Na najbardziej głęboki głód człowieka i potrzebę przynależenia do 
kogoś, odpowiada Chrystus Eucharystią, która jest równocześnie 
pokarmem i najwyższym oddaniem, ofiarą.
Człowieka, w dramacie jego choroby i śmierci Chrystus bierze w swe ręce 
poprzez sakrament namaszczenia chorych.
Oprócz tych wymienionych przejawów życia jest też region- jeśli tak 
można powiedzieć w samym środku ludzkiej, doczesnej egzystencji. 
Mianowicie, człowiek w specyficznym układzie realizowania swej 
męskości i kobiecości, w przekazywaniu życia – a więc człowiek w 
realizacji podstawowej wspólnoty małżeńsko – rodzinnej. Jest to tak 
podstawowy przejaw i region życia ludzkiego, że każde życie ludzkie 
indywidualne, społeczne i kościelne przez region przechodzi. Również 
więc – temu podstawowemu przejawowi ludzkiego, a w tym wypadku 
międzyludzkiego życia wszedł Chrystus ze swoją sakramentalną łask. Z 
łaską sakramentu małżeństwa.
Sakramenty są dane człowiekowi in statu naturae lapsae tzn. w stanie 
natury upadłej, tzn. po grzechu pierworodnym. Są zaś dane po to, by mógł 
osiągnąć status naturae reparatae tzn. stan natury zreperowanej, 
naprawionej, z powrotem podniesionej na poziom nadprzyrodzony, na 
poziom pierwotnej harmonii przewidzianej i określonej zamysłem Boga.
Gdzie jak gdzie, ale specjalnie w tej dziedzinie małżeńsko – rodzinnej 
człowiekowi bardzo trudno osiągnąć pierwotną transcendencję, 
dominującą pozycję tego, co duchowe. Łatwo zaś ulega doczesności, 
cielesności, ograniczonej, spaczonej logice. Trzeba zaś, by człowiek 
chrześcijanin również w tym regionie mógł powiedzieć za św. Pawłem: 
,,Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus” (Ga 2,20)
Sam człowiek tego nie osiągnie, dlatego Chrystus musi tu przyjść ze 
specjalną pomocą.
2.Istnienie sakramentu małżeństwa.
O istnieniu sakramentu małżeństwa dowiadujemy się z Pisma Świętego, 
ale nie wprost, tylko pośrednio. Mianowicie z pewnych wyrażeń, które 

background image

podkreślają sakramentalne znaczenie małżeństwa w planach Bożych, w 
szczególności zaś w planie zbawczym Jezusa Chrystusa. Już w tzw. 
objawieniu pierwotnym w Księdze Rodzaju – jedność mężczyzny i 
kobiety jest wskazana jako obraz Boga. Człowiek, w owym osobowym 
zespoleniu mężczyzny i kobiety jest odbiciem Boga, jest nosicielem i 
wyrazicielem obrazu Boga - ,,... rzekł Bóg: »Uczyńmy człowieka na Nasz 
obraz, podobnego Nam... stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na 
obraz Boży go stworzył; stworzył mężczyznę i niewiastę...« - inne 
tłumaczenie mówi: ,,stworzył go mężczyzną i niewiastą...” (Rdz 1,26-27) 
Obraz ten osiąga szczyt w ich jedności kiedy: ,,...mężczyzna opuszcza ojca 
swego i matkę swoją i łączy się ze swoją żoną tak ściśle, że stają się 
jednym ciałem...” (Rdz 2,24)

 W owej zamierzonej przez Boga jedności mężczyzna i kobieta są 

obrazem Boga. Chrystus potwierdza tę jedność mówiąc ,,...już nie są 
dwoje lecz jedno ciało...” (Mt 19,6) W imię odniesienia owej jedności do 
Boga, mianowicie w imię tego, że owa jedność w Bogu ma swoje źródło, 
Chrystus domaga się nierozerwalności małżeństwa – ,,...co więc Bóg 
złączył człowiek niech nie rozdziela...” (Mt 19,6)

Widzimy więc to specjalne odniesienie jedności małżeńskiej, 

jedności mężczyzny i kobiety do Boga. Wyraźniej dopowie to św. Paweł. 
On idzie jeszcze dalej i wskazuje wzajemne odniesienie czy jedność 
mężczyzny i kobiety w małżeństwie jako odwzorowanie odniesienia 
Chrystusa do Kościoła, jego jedności z Kościołem.
Małżeństwo jest odwzorowaniem, jest znakiem tej miłości – Chrystusa do 
Kościoła, a w Kościele do całego świata. 
Posłuchajmy dłuższego tekstu z listu do Efezjan – ,,Żony niechaj będą 
poddane swym mężom, bo mąż jest głową żony (czasem może nas 
ogarniają jakieś ludzkie odczucia, jakieś pseudoemancypacyjne, brońmy 
się przed tym. Proszę do końca wysłuchiwać porównań, a wtedy nie 
będziemy mieć problemu) jak i Chrystus jest głową Kościoła. On zbawcą 
ciała, lecz jak Kościół poddany jest Chrystusowi tak i żony mężom, we 
wszystkim” – ale i odwrotnie – ,,mężowie miłujcie żony, bo i Chrystus 
umiłował Kościół...” – a więc ta druga strona teraz ,,...mężowie miłujcie 
żony, bo i Chrystus umiłował Kościół i wydał za niego samego siebie, aby 
go uświęcić...” (Ef 5,21-31) Dlatego biada jeśli małżonek usłyszy i 
doczyta tylko dotąd, że tamta druga strona ma być mu poddana, a nie 
przeczyta dalej. Wtedy rzeczywiście jest nie-równouprawnienie.
Dalej ,,...mężowie powinni miłować żony swoje tak, jak własne ciało...” 
– ,,jak własne ciało” (styl hebrajski) tzn. jak siebie samego. ,,...Kto miłuje 

background image

swoją żonę siebie samego miłuje, przecież nigdy nikt nie odnosił się z 
nienawiścią do własnego ziała, lecz każdy je żywi i pielęgnuje, jak i 
Chrystus Kościół...” – znowu przychodzi to porównanie ,,...jak i Chrystus 
Kościół...” dlatego ,,...opuści człowiek ojca swego i matkę swoją a połączy 
się z żoną swoją i będą dwoje jednym ciałem...” – i teraz ,,...tajemnica to 
wielka a ja mówię w odniesieniu do Chrystusa i Kościoła...” tzn. że w 
małżeństwie, w tym odniesieniu, w tej jedności realizuje się obraz i 
rzeczywistość odniesienia Chrystusa do Kościoła, realizuje się owo 
odniesienie Chrystusa do Kościoła, owa jedność Chrystusa z Kościołem. 
Ale od razu trzeba tu powiedzieć: to co jest dane, jest zadane, o czym 
będziemy mówić jeszcze za chwilę. Czyli to tak ma być! Hej gdyby tak 
było!
Normą zatem wzajemnego odniesienia w małżeństwie jest odniesienie 
Chrystusa do Kościoła i Kościoła do Chrystusa. W małżeństwie więc 
układ bycia, odniesienia jest i ma być znakiem i udziałem w układzie, 
czyli przymierzu Chrystusa z Kościołem. Będąc znakiem owego 
odniesienia, tej jedności, tej miłości, tego oddania, tego posłuszeństwa i 
mając w nim udział małżeństwo tym samym jest sakramentem. Bo cóż to 
jest sakrament?
Sakrament bowiem to pewna rzeczywistość, która oznacza i realizuje łaskę 
którą oznacza.
W tym wypadku małżeństwo – jako sakrament – oznacza i realizuje owo 
odniesienie Chrystusa do Kościoła. 
Tę naukę w różny sposób wyrażali i rozwijali ojcowie Kościoła 
podkreślając w małżeństwie chrześcijańskim nie tylko element, naturalny, 
ale i zanurzenie w nadprzyrodzonej rzeczywistości Boga. Będą to św. 
Ignacy Antiocheński, Tertulian, Orygenes, Cyryl Jerozolimski, św. 
Grzegorz z Nysy zwłaszcza zaś św. Jan Chryzostom, św. Leon Wielki, św. 
Augustyn, który wprost nazywa małżeństwo chrześcijańskie sakramentem.
Sakramentalność małżeństwa chrześcijańskiego potwierdził, uroczyście 
zdefiniował i ogłosił jako prawdę wiary Sobór Trydencki (XVI w.). Jeśli 
chodzi o samo udzielenie sakramentu to jest prawdą, że małżonkowie 
udzielają go sobie sami, ale w tym sensie, że wzajemnie, dobrowolnie i 
nieodwołalnie siebie oddają i siebie nawzajem przyjmują. Czynią to 
publicznie wobec świadków ze strony społeczeństwa, ponieważ jest to 
sprawa nie indywidualna, tylko społeczna. Nadto, czynią to wobec 
autentycznego świadka ze strony Kościoła, bo sakrament dokonuje się 
przed Bogiem i w łonie Kościoła. Do tego stopnia, że jeśli nie było 
autentycznego świadka ze strony Kościoła małżeństwo jest nieważne. (Nie 

background image

chcę was w tej chwili wprowadzać w tajemnicę tego, co znaczy być 
autentycznym świadkiem, bo to powinno wyjść bardziej przy aspekcie 
prawnym małżeństwa, ale nie można przed byle jakim księdzem i byle 
gdzie zawrzeć małżeństwa. To musi być mówiąc krótko, proboszcz danego 
miejsca, ewentualnie ksiądz wikary, który uczestniczy w prawach 
proboszcza, ma prawa proboszcza, albo ksiądz delegowany. Jeśli takiej 
delegacji nie będzie miał, choćby nie wiem jak pięknie śpiewał, choćby 
nie wiem jak pięknie odprawił uroczystość, trzeba po cichu przyjść i drugi 
raz zawrzeć małżeństwo. Proszę o tym pamiętać, tzn. to nie tyle jest dla 
was, ile dla księdza, przede wszystkim, ważne, żeby się nie zapomniał czy 
ma prawo, czy nie – musi być tego świadom.)
3.Istota – na czym więc polega i co wnosi sakrament małżeństwa?
Można to uchwycić tylko przez wiarę, każdy bowiem sakrament, również 
ten sakrament jest sakramentem wiary. Tylko przez wiarę można dotknąć 
jego istoty. 
Posłuchajmy jak tę istotę zwięźle oddaje ostatni Sobór Watykański II w 
Konstytucji Duszpasterskiej o Kościele w Świecie Współczesnym w 
rozdz. poświęconym właśnie małżeństwu i rodzinie: ,,..Chrystus Pan 
szczodrze ubłogosławił tę wielokształtną miłość, która powstała z Bożego 
źródła miłości i została ustanowiona na obraz Jego jedności z Kościołem. 
Jak bowiem niegdyś Bóg wyszedł naprzeciw ludowi swemu z 
przymierzem miłości i wierności, tak teraz Zbawca ludzi i Oblubieniec 
Kościoła, wychodzi naprzeciw chrześcijańskich małżonków przez 
sakrament małżeństwa i pozostaje z nimi nadal po to, by tak jak On 
umiłował Kościół i wydał siebie samego, również małżonkowie przez 
obopólne oddanie się sobie miłowali się we wzajemnej, trwałej 
wierności...” (KDK 48,2)
Co to znaczy? – innymi słowami – sakrament małżeństwa wprowadza 
więc specjalną obecność Chrystusa między dwojgiem wiążących się ludzi 
mężczyznę i kobietę. Wprowadza specjalną obecność Chrystusa. Chrystus 
– mówiąc soborowym personalistycznym językiem – wychodzi naprzeciw 
wiążącym się ludziom, mężczyźnie i kobiecie, i pozostaje z nimi ze Swoją 
Boską Miłością. Czyni to zaś po to, by ich uzdolnić do takiej miłości, jaką 
On umiłował Kościół, a której wyrazem było oddanie za niego swego 
życia. Inaczej – sakrament małżeństwa wnosi w życie łączących się 
mężczyzny i kobiety taką obecność Chrystusa, która czyni ich zdolnymi 
do trwałej miłości i obustronnego oddania – na wzór Chrystusa oddającego 
się Kościołowi. Owa specjalna obecność Chrystusa niosąca ze sobą miłość 
i wszelką pomoc dla tego układu małżeńsko – rodzinnego, tak by to był 

background image

obraz oddania się Chrystusa Kościołowi; owa specjalna obecność 
Chrystusa z tym wszystkim co ona oznacza, co sprawia, jest Łaską 
sakramentu małżeństwa.
Ze strony Chrystusa – sakrament, to jest Jego obecność z tym wszystkim 
co sprawia.
A teraz ze strony ludzi, małżonków którzy przyjmują sakrament, czym ten 
sakrament jest. 
Z ich strony sakrament ten oznacza przyjęcie całego układu małżeńsko – 
rodzinnego wraz z jego seksualnością i rodzicielstwem i wszystkimi 
zadaniami. Przyjęcie tego kładu małżeńsko – rodzinnego z rąk Boga, 
równocześnie oddanie tego wszystkiego w ręce Boga.
Więcej, sakrament małżeństwa tzn. jego przyjęcie ze strony 
chrześcijańskich małżonków jest poddaniem całego tego specyficznego 
układu zbawczej Mocy Chrystusa a zarazem przyjęcie tej mocy, po to, by 
następowało leczenie, scalanie, podnoszenie tego co po grzechu 
pierworodnym jest bardzo kruche i ma tendencję do anarchistycznego 
wyzwolenia. A więc – przyjmujemy tę rzeczywistość małżeńsko – 
rodzinną we wszystkich jej warstwach, we wszystkich jej przejawach z rąk 
Boga i oddajemy Bogu. 
W szczególności oddajemy czy poddajemy ją mocy Chrystusa i 
przyjmujemy tę moc Chrystusa. Na marginesie – proszę zauważyć przy tej 
okazji, jeśli w ten sposób poprzez sakrament małżonkowie poddadzą cały 
ten układ mocy Chrystusa, to z jednej strony będą świadomi, że nie idą 
sami, że to najpierw Chrystus będzie trzymał sprawę, będzie scalał, będzie 
leczył, będzie podnosił, będzie napełniał – siłą.
A z drugiej strony jeśli tak poddadzą ów układ Chrystusowi, a to dokonuje 
się w Kościele, to nie mogą potem protestować ,,...co tu Kościół ma do 
szukania...”, ,,...ręce precz od naszego ciała Janie Pawle II...” – jak już 
kiedyś cytowałem glosy z Ameryki w okresie ostatniego Synodu. Nie 
mogą tak postawić sprawy.
Proszę sobie teraz zdać sprawę – jeśli ludzie po sakramentalnym 
małżeństwie, kiedy oddali to wszystko Bogu, oddali to Chrystusowi, 
poddali – idą w świat i mówią: ,,my się nie zgadzamy z tym co Kościół 
mówi” – to coście zrobili trzeba by wrzasnąć, gdzie jest wasza logika, 
gdzie jest wasz rozum, gdzie jest wasza konsekwencja? – To 
,,odszczekajcie” to wszystko! – Przepraszam za wyrażenia. Trzeba być 
konsekwentnym!
Trzeba, żeby małżonkowie chrześcijańscy byli świadomi tych 2 rzeczy:
Najpierw, że to nie oni sami, to najpierw Chrystus będzie prowadził ich 

background image

sprawę, będzie z nimi, ze swoją mocą, ze swoją miłością, ze swoją Łaską, 
a 2-ga że trzeba być konsekwentnym. Nie wolno wyrywać tego całego 
układu z mocy Chrystusa, z rąk Boga. Ponadto, również na marginesie – 
jeśli Chrystus przewidział specjalną swoją obecność, specjalną Swoją 
Łaskę na układ małżeńsko – rodzinny to wierzącym chrześcijanom – 
mężczyźnie i kobiecie nie wolno tego układu rozpoczynać bez tej 
obecności Chrystusa, czyli bez tej Łaski Chrystusa. A więc również z tej 
racji – bo są też inne, nie wolno rozpoczynać współżycia, nie tylko w tzw. 
wolnej miłości, ale np. po samym kontrakcie cywilnym. 
Nie wolno, bo po 1-sze Bóg ich nie złączył, a po 2–gie brak im tego 
zasadniczego posagu, którym jest Łaska Chrystusa. I dlatego jeśli ja 
wierzę, jeśli ja wiem, że Chrystus przewidział ten specjalny posag na 
małżeństwo chrześcijańskie, którym jest Jego Łaska i w porównaniu z tym 
posagiem niczym są, są funtem kłaków wszystkie inne posagi i wartości i 
miliony nawet – to jeśli ja o tym wiem, to mi nie wolno zaczynać 
małżeństwa, bez tego posagu, czyli bez tej Łaski, czyli bez sakramentu.
Proszę zobaczyć jak to wszystko jest bardzo logiczne, tylko trzeba mieć 
świadomość tego.
4.Skutki sakramentu małżeństwa.
Bardzo lapidarnie ujmuje je Sobór w ,,Konstytucji Duszpasterskiej o 
Kościele” w rozdziale “O małżeństwie i rodzinie”. Najpierw – skutki 
sakramentu małżeństwa widziane od strony Chrystusa.
Łaska specjalnej obecności Chrystusa pośród małżonków
1o włącza miłość małżonków w miłość Boga – po to by była to nie tylko 
ludzka miłość, ale przedłużenie miłości Boga Samego. Mówiliśmy kiedyś, 
że jeśli to będzie tylko ludzka miłość, to proszę się nie dziwić, że będzie 
wyrzucać nie tylko dziurawe rękawiczki, ale będzie wyrzucać również 
dziurawych tzn. z dziurą partnerów i mężów i żony itd., itd... Proszę się 
nie dziwić, jeśli to będzie tylko ludzka miłość.
Sakrament włącza ich miłość w miłość Chrystusa, tak, że w nich pulsuje 
(powinna pulsować) miłość już nie tylko ludzka, lecz miłość Boga. I 
wtedy potrafi wszystko, wytrzyma wszystko, da wszystko, zdobędzie się 
na wszystko.
2o  obecność Chrystusa kieruje tą miłością i ubogaca odkupieńczą mocą 
oraz zbawczą działalnością Kościoła, stanowiąc wsparcie i umocnienie w 
wypełnianiu zadań rodzicielskich.
Dalej – skutki tego sakramentu od strony zadań stanu – sakrament 
małżeństwa jest uprawnieniem i jakby konsekracją dwojga ludzi  - 
mężczyzny i kobiety do podjęcia obowiązków i godności stanu 

background image

małżeńskiego i rodzinnego. To coś takiego jak z konsekracją kapłańską, 
jakaś też analogia z konsekracją, która następuje w sposób podstawowy w 
chrzcie św., że jest nie do zmazania.
No, tu trochę inaczej się sprawa przedstawia, ale jest jakaś konsekracja do 
podjęcia tych zadań.
Konsekracja całej tej dziedziny, również seksualnej, do podjęcia tych 
zadań, które są przewidziane Bożym zamysłem. Szczegółowymi skutkami 
są tu: przepełnienie Duchem Chrystusa całego ich życia, zwłaszcza przez 
wiarę, nadzieję i miłość. Osiąganie osobistej doskonałości, dalej wzajemne 
uświęcenie i wreszcie rezultatem tego wszystkiego ma być wspólne 
uwielbienie Boga. W ten sposób stan małżeńsko – rodzinny nie jest 
uprawianiem jakiejś naturalnej niezależności, ale oddany i przeżywany w 
Bogu, w Chrystusie jest dziełem zbawczym.
Jest realizacją Zbawienia.
Proszę zobaczyć jak to dalekie jest od tego, że sakrament małżeństwa to 
jest właściwie taka zalegalizowana niemoralność. Gdzie tu spojrzenie 
Kościoła!
Stąd też potem będzie określenie ,,rodzina kościołem domowym”. Tak na 
to patrzył Kościół i tego bronił przez całe wieki, bronił świętości, 
sakralności małżeństwa.
Od strony wreszcie samej miłości – łaska sakramentalna po 1-sze uzdrawia 
(sanare), po 2-gie udoskonala (perficere), po 3-cie wywyższa (elevare) 
ludzką, małżeńską miłość.
Miłość ta nieporównywalnie przewyższa wówczas ludzką tylko miłość, 
jako erotyczną skłonność, która jeśli pozostanie tylko erotyczną 
skłonnością jak mówi Sobór nastawiona egoistycznie szybko i żałośnie 
znika. A więc żeby nie podzieliła losu tylko ludzkiej miłości. Dlatego jest 
uzdrawiana, udoskonalana i wywyższona (ta ludzka miłość).
Miłość małżeńska umocniona sakramentem i mając w sobie Chrystusa i 
mając równocześnie odwzorowywać, być znakiem miłości Chrystusa, tym 
bardziej jest miłością po 1-sze całkowitą, tzn. z oddaniem całego siebie i 
przyjęciem całego drugiego człowieka, tzn. takim jakim on jest teraz i 
jakim będzie na przyszłość – o czym kiedyś wspominaliśmy.
Po 2-gie jest miłością wierną bo Chrystus pozostaje wierny Kościołowi, 
nie porzuca wiec współmałżonka cokolwiek by mogło się zdarzyć. Czyli 
to, że małżeństwo zostaje podniesione do godności sakramentalnej nakłada 
zasady dużo wyższe, o dużo większym wymaganiu. Można by powiedzieć, 
trzeba skakać przez poprzeczkę dużo wyżej postawioną i do tego ludzie po 
ślubie kościelnym, w małżeństwie sakramentalnym nie mogą porównywać 

background image

się z takimi, co żyją tylko w sposób ,,naturalny”. Oni muszą wymagać od 
siebie czegoś dużo więcej, bo są też uzdolnieni do czegoś dużo więcej.
I wreszcie ta miłość, podniesiona przez sakrament, jest miłością paschalną 
tzn. naznaczoną tajemnicą cierpienia, ofiary, krzyża, obumierania – a nie 
wyzwolonej od wszelkich skrępowań postawy, ale i naznaczona jest też 
tajemnicą zwycięstwa i zmartwychwstania. Miłując – obumieram, ale w 
nadziei zmartwychwstania. Jeśli chcę miłować to musi to być 
obumieranie, tego człowiek będzie bardzo świadom w małżeństwie, ale 
zawsze ma nadzieję, żyje w nadziei zmartwychwstania, zwycięstwa i 
dlatego potrafi dać wszystko i dlatego potrafi obumrzeć.
5.Zadania
Tak jak w każdym sakramencie, również w sakramencie małżeństwa to co 
jest dane, jak powiedzieliśmy – jest również zadane. Bóg wychodząc 
naprzeciw daje, wspiera, podnosi, ale człowiek, w tym wypadku 
małżonkowie muszą współpracować.
Istnieje bowiem niebezpieczeństwo zablokowania Bożej Łaski, nie 
dopuszczania do głosu i działania Chrystusa. Istotnym warunkiem 
działania łaski u człowieka myślącego, dojrzałego jest podjęcie tej łaski 
poprzez otwarcie i intensywną współpracę. Papież Pius XI mówi: ,,...łaska 
sakramentalna pozostanie talentem bezużytecznym jeśli małżonkowie nie 
posługują się siłami nadprzyrodzonymi i złożonych w ich sercu ziaren 
Łaski nie pielęgnują i nie doprowadzają do rozwoju...” Pozostanie 
talentem bezużytecznym – i tu jawi się potrzeba życia sakramentalnego, 
które ustawicznie włącza człowieka w nurt Bożego Życia.
Dalej – potrzeba modlitwy tzn. zatopienia się w Miłości nadprzyrodzonej, 
by stamtąd czerpać wzór i moc, nadto potrzeba ascetycznego wysiłku, czy 
moralnego wysiłku, by tę nadprzyrodzoną, Chrystusową miłość wcielać w 
każdy gest, w każde odniesienie, w całą postawę układu małżeńsko – 
rodzinnego.
To jest coś takiego jak przy chrzcie – życie Boże zostaje dane człowiekowi 
w jakimś ziarenku, w jakiejś iskierce, a teraz w ogromnej mierze od 
człowieka zależy czy pozwoli, żeby ta iskierka wybuchła płomieniem i 
objęła całego człowieka. Jego ręce, jego oczy, jego serce, jego nogi a więc 
jego logikę, jego miłość, jego pracę, jego odnoszenie do drugiego 
człowieka. Coś podobnie w sakramencie małżeństwa, teraz człowiek musi 
współpracować, małżonkowie muszą współpracować, żeby ta Łaska 
mogła ich przejąć, mogła ich nasycić, mogła objąć wszystkie dziedziny, 
wszystkie przejawy życia małżeńsko – rodzinnego i dopiero wtedy ona 
przyniesie swój skutek. Jeśli się nie współpracuje z tą Łaską, jeśli się nie 

background image

modli, jeśli się nie chodzi całymi latami do spowiedzi, do Komunii Św. – 
to jest się zdanym tylko na samą ludzką miłość. Tamto zostało 
zaprzepaszczone – i nic dziwnego, że są potem takie skutki, jakie często 
obserwujemy.
Przy takiej współpracy z Chrystusem małżonkowie mocą sakramentu 
małżeństwa będą mogli również spełniać zadanie bycia znakiem czyli 
świadczenia miłości Chrystusa wobec innych ludzi. Będą się z stawać jak 
mówi Sobór ,,...przez radości i ofiary swego powołania, przez wierną 
swoją miłość, świadkami owego misterium miłości, którą Pan objawił 
światu swoją śmiercią i zmartwychwstaniem...”
I podsumowując, jakie z owego ujęcia wynikają wnioski.
Wskażę 3 najważniejsze:
Po 1-sze – istnieje zasadnicza różnica między małżeństwem 
sakramentalnym a jakimkolwiek innym związkiem małżeńskim. Różnicę 
tę stanowi szczególna, jednocząca i umacniająca obecność Chrystusa w 
małżeństwie chrześcijańskim. Ona jest czymś co się chwyta przez wiarę. 
Stąd chrześcijanin nie może powiedzieć ,,wszystko jedno, kontrakt 
cywilny czy małżeństwo kościelne”. Wierzący człowiek nie może w ten 
sposób powiedzieć. Jeśli w ten sposób mówi, to znak że nic nie widzi, a 
nie widzi dlatego, że nie ma wiary.
Po 2-gie jeśli miłość małżonków chrześcijańskich nie wykazuje rysów 
miłości Chrystusa, a więc nie jest uleczona i podniesiona, nie wykracza 
poza uczuciową, egoistyczną skłonność to znak – jaki?, czego? – że łaska 
sakramentu nie dochodzi do głosu, czyli nie działa w nich. Tzn. że 
zaprzepaścili łaskę sakramentu. Potrzeba więc większego wtedy otwarcia 
na tę łaskę przez życie sakramentalne, przez moralny wysiłek, przez 
współpracę z łaską.
I wreszcie po 3-cie – małżonkowie współpracujący z sakramentem 
małżeństwa są dysponowani do tego, by cały układ przejawów i zadań 
życia małżeńsko – rodzinnego był zbawczym pielgrzymowaniem w 
wiernym oddaniu się Bogu, sobie i ludziom. A więc odwagi! Małżonkowie 
współpracujący z sakramentem małżeństwa są dysponowani, są zdolni do 
tego, żeby cały ten układ i wszystkie przejawy życia małżeńsko – 
rodzinnego były zbawczym pielgrzymowaniem, były oddaniem się Bogu, 
sobie i ludziom.

Przysięga małżeńska, wierność, dozgonność

1. Przysięga małżeńska

background image

„Ja, N., biorę ciebie, N., za żonę (męża) i ślubuję ci miłość, wierność i 
uczciwość małżeńską oraz, że cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi 
dopomóż, Panie Boże Wszechmogący, w Trójcy Jedyny, i wszyscy 
święci”.
Potwierdzenie małżeństwa (kapłan)
„Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela” (Mt 19,6). Małżeństwo 
przez was zawarte, ja powagą Kościoła katolickiego potwierdzam i 
błogosławię w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego”. 
Wszyscy: Amen.
2. „Ślubuję ci”
Jest to nie tylko przyrzeczenie, ale przysięga religijna
- wezwanie Boga na świadka 
- każda niewierność zlekceważeniem wierności Boga
- z rąk Boga przyjmują siebie nawzajem
- z pieczęcią Boga i gwarancją Bożej pomocy.
3. „Ślubuję ci miłość”
- miłość zadaniem do podjęcia, do rozwoju, wzrostu „Duch Św. udzielony 
podczas uroczystości sakramentalnej użycza małżonkom chrześcijańskim 
daru swojej komunii, komunii miłości (...) Dar Ducha Św. jest życiowym 
przekazaniem dla małżonków chrześcijańskich a zarazem podnietą, by z 
każdym dniem zmierzali do coraz większej więzi pomiędzy sobą na 
każdym poziomie: na poziomie związku ciał, charakterów, serc, umysłów, 
dążeń” (FC n-219)
- trzeba dawać podstawy do miłowania (rozwoju osobowości)
- miłości strzec; nie narażać; dostrzegać potrzeby, spieszyć z pomocą; 
świadczyć oznaki miłości
- w konfliktach wyjaśnienie, zaproszenie
- unikanie degeneracji współżycia
- częsta spowiedź i komunia święta, modlitwa
4. „Ślubuję ci wierność”
   - wierność na wzór Boga (Bóg wobec swego ludu, Chrystus wobec 
Kościoła). 
„Dar sakramentu jest jednocześnie powołaniem i przykazaniem 
chrześcijańskich małżonków, aby pozostali sobie wierni zawsze, ponad 
wszelkie próby i trudności w wielkodusznym posłuszeństwie św. woli 
Pana” (FC,20)
- zastrzeżone VI przykazaniem: „nie cudzołóż” – „czyż nie wiecie, że 
cudzołożnicy nie odziedziczą królestwa niebieskiego?” (1 Kor 6,9).
„Czyż nie wiecie, że ciała wasze są członkami Chrystusa? Czyż wziąwszy 

background image

członki Chrystusa będę je czynił członkami nierządnicy? Przenigdy! Albo 
czyż nie wiecie, że ten, kto łączy się z nierządnicą, stanowi z nią jedno 
ciało? Będą bowiem – jak jest powiedziane – dwoje jednym ciałem. Ten 
zaś, kto się łączy z Panem, jest z Nim jednym ciałem”. 
Strzeżcie się rozpusty...” (1 Kor 6,15-18).
Mąż niech oddaje powinność żonie, podobnie też żona mężowi. Żona nie 
rozporządza własnym ciałem, lecz jej mąż; podobnie też i mąż nie 
rozporządza własnym ciałem, ale żona” (1 Kor 7, 3-4)
„We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże 
nieskalane, gdyż rozpustników, cudzołożców Bóg sadzi” (Hb 13,4)
- domaga się wszelkiej wrażliwości i ostrożności:
„słyszeliście, że powiedziano: Nie cudzołóż. A Ja wam powiadam: Każdy, 
kto pożądliwie patrzy na kobietę już się w swoim sercu dopuścił z nią 
cudzołóstwa. Jeśli więc prawe twoje oko jest ci powodem do grzechu 
wyłup je i odrzuć od siebie. Lepiej bowiem jest dla ciebie, gdy zginie 
jeden z twoich członków, niż żeby całe twoje ciało miało być wrzucone do 
piekła...” (Mt. 5, 27-30).
„Czyż nie wiecie, że ciała wasze; przybytkiem Ducha Św., który w was 
jest, a którego macie od Boga i że już nie należycie do samych siebie? Za 
wszelką bowiem cenę zostaliście nabyci: chwalcie więc Boga w waszym 
ciele” (1 Kor 6,19-20).
5. „że cię nie opuszczę aż do śmierci” - Nierozerwalność.
I. Obiegowa ludzka logika za możliwość rozwodów...
- wejście w głębię miłości i instytucji małżeńsko-rodzinnej. Rozerwalność 
niszczy różnorakie dobro małżeństwa i rodziny u samych korzeni; 
postawiona jako zasada jest bakcylem – demobilizującym i niszczącym 
małżeństwo (miłość, jedność, wierność, potrzebę wysiłku... u samego 
fundamentu, w samym środku). Nie można budować czegoś tak ważnego 
na prowizorium na przygodności i nietrwałości.
II. Fundament nierozerwalności
- natura przymierza małżeńskiego: nieodwołalny dar samego siebie, trwała 
przynależność do siebie
- dobro samych małżonków; nierozerwalność jest gwarantem i 
zabezpieczeniem (m.in. przed porzuceniem i pozostawieniem w sytuacji 
bez wyjścia, w chorobie , starości, próbie życiowej)
- potrzeba zapobieżenia wykroczeniom i potrzeba pomocy w dotrzymaniu 
wierności
- racja miłości; miłość jako niepodzielność serca
- stabilizacja życiowa

background image

III. Skutki rozwodu
- przekreśla wzajemną pomoc (ciężar w rodzinie spada na jednego ze 
współmałżonków)
- burzy stabilizację życiową (kim jestem...?)
- rozbija wspólnotę małżeńską (koszmar życia w nowym układzie)
- przekreśla doskonalenie małżonków; powodem grzechu, łatwiej zejść na 
manowce
IV. Nierozerwalność a dobro dzieci
- decyzja poczęcia
- wychowanie (pełna rodzina, poczucie bezpieczeństwa, wzory 
postępowania)
- rozwód sieroctwem dla dzieci (lęk, niepewność, brak wzoru, 
pozbawienie miłości)
V. Nierozerwalność dobrem małżeństwa ni narodu – „Cywilizacja i 
trwałość narodów zależy przede wszystkim od stanu ich rodzin” (Jan 
Paweł II, ChL, 40)
VI. Nauka objawiona – Łk  16,18: „Każdy, kto oddala swoją żonę, a bierze 
inną, popełnia cudzołóstwo; i kto oddaloną przez męża bierze za żonę, 
popełnia cudzołóstwo” (Mk 10,2-12). „Przystąpili do Niego faryzeusze, i 
chcąc Go wystawić na próbę pytali Go, czy wolno mężowi oddalić żonę. 
Odpowiadając zapytał ich: „Co wam nakazał Mojżesz?” Oni odrzekli: 
Mojżesz pozwolił napisać list rozwodowy i oddalić. Wówczas Jezus rzekł 
do nich: „Przez wzgląd na zatwardziałość serc waszych napisał wam to 
przykazanie. Lecz na początku stworzenia Bóg stworzył ich jako 
mężczyznę i kobietę: Dlatego opuści człowiek ojca swego i matkę i złączy 
się ze swoją żoną, i będą oboje jednym ciałem. A tak już nie są dwoje, lecz 
jedno ciało. Co więc Bóg złączył, tego człowiek niech nie rozdziela”. W 
domu uczniowie jeszcze raz zapytali Go o to. Powiedział im: „Kto oddala 
żonę swoją, a bierze inną, popełnia cudzołóstwo względem niej. I jeśli 
żona opuści męża swego, a wyjdzie za innego popełnia cudzołóstwo”. 
Monogamia – dowodzi Chrystus – jest więc z ustanowienia Bożego. Mt 
19,3-12 – tekst paralelny do Mk 10, 2-12.
- Chrystus odwołuje się „do początku” – „Czyż nie czytaliście, że Stwórca 
od początku stworzył ich jako mężczyznę i kobietę? I rzekł: Dlatego 
opuści człowiek ojca i matkę i złączy się ze sobą i będą oboje jednym 
ciałem. A tak już nie są dwoje, lecz jedno ciało.
- Kto oddala swoją żonę – chyba w przypadku nierządu – a bierze inną, 
popełnia cudzołóstwo...”; nierządu – najprawdopodobniej chodzi o 
związek nieprawy (wbrew przepisom prawa) a więc nieważny, 

background image

rozwiązalny – nie zaś o cudzołóstwo – por. Mt 5,31-32.
„Tym zaś, którzy trwają w związkach małżeńskich, nakazuję nie ja, lecz 
Pan: Żona niech nie odchodzi od swego męża. Gdyby zaś odeszła, niech 
pozostanie samotną albo niech się pojedna ze swym mężem. Mąż również 
niech nie oddala żony”. – 1 Kor 7,10-11
Jan Paweł II „Małżonkowie klęcząc przed ołtarzem w dniu ślubu mówią: 
„nie opuszczę cię aż do śmierci!” Tak mówią wobec majestatu Boga 
Żywego, wobec Chrystusa. Czyż te słowa nie współbrzmią głęboko ze 
słowami „do końca ich umiłował” (J 13,1). (Jan Paweł II, III Pielgrzymka, 
Szczecin).

p.s. uczciwość = godność we współżyciu małżeńskim;
       czystość = zachowane znaczenie jednoczące i prokreacyjne.

Zagadnienia etyczne: cele małżeństwa i rodziny

1. Budowanie wspólnoty osób
Bóg stworzył człowieka na swój obraz i podobieństwo tzn. na obraz i 
podobieństwo nie tylko Boga Jedynego ale również Boga Troistego, Boga 
w Trójcy, Boga – „Wspólnoty”. Realizując ten zamiar człowiek poprzez 
odniesienie do drugiego człowieka i tworzenie z nim komunii i wspólnoty 
osób. Związkiem i szkołą takiej wspólnoty jest małżeństwo i rodzina. Stąd 
podstawowym zadaniem małżeństwa i rodziny jest tworzenie i budowanie 
wspólnoty na wzór samego Boga, Boga w Trójcy.
Duszą zaś tej wspólnoty, a więc zasadą tworzenia i celem jest miłość. Tę 
miłość przewidział i w tę miłość wyposaża Bóg. Równocześnie – 
ponieważ Bóg skonstruował człowieka na fundamencie miłości – tej 
miłości potrzebuje człowiek, jako istotnego elementu swojej egzystencji i 
sensu swojego życia. Dla tej miłości, żeby ją zapewnić, żeby jej 
doświadczyć, żeby była stałym oparciem i tworzywem – powstaje 
małżeństwo i rodzina. Jan Paweł II wypowiada w tym względzie 
znamienne słowa: „Rodzina, założona i ożywiona przez miłość jest 
wspólnotą osób: mężczyzny i kobiety jako małżonków, rodziców, dzieci i 
krewnych. Pierwszym jej zadaniem jest wierne przeżywanie 
rzeczywistości komunii w ciągłym działaniu na rzecz rozwijania 
prawdziwej wspólnoty osób. 
Wewnętrzną zasadą, trwałą mocą i celem ostatecznym jest miłość: tak jak 
bez miłości rodzina nie jest wspólnotą osób, tak samo bez miłości nie 

background image

może ona żyć, wzrastać i doskonalić się jako wspólnota osób – i tu papież 
przywołuje słowa encykliki Redemptor homonis (n.10) – Człowiek nie 
może żyć bez miłości. Człowiek pozostaje dla siebie istotą niezrozumiałą, 
jego życie jest pozbawione sensu, jeśli nie spotka się z miłością, jeśli jej 
nie dotknie i nie uczyni w jakiś sposób swoją, jeśli nie znajdzie w niej 
żywego uczestnictwa.
Małżeństwo i rodzina aż po wielopokoleniową wspólnotę rodziny dla tej 
miłości mają rację swego istnienia: żeby je objawić, żeby je budować, 
żeby umożliwić jej doświadczenie. Jej brak jest podstawowym czynnikiem 
rujnującym małżeństwo, rodzinę i społeczeństwo. 
W tym kontekście trzeba rozważyć i dostrzec prawa, zadania, obowiązki 
mężczyzny – ojca, kobiety – matki, małżonków, rodziców, dzieci i całej 
najszerszej wspólnoty rodzinnej. Wszystko czym są, co czynią i co winni 
czynić podyktowane jest tą miłością, która objawia się i doświadcza w 
tworzonej wspólnocie osób. A więc wierność i nierozerwalność wspólnoty 
małżeńskiej, doskonalenie daru z siebie. Poszerzenie tej wspólnoty nie 
tylko o dzieci, ale i wszystkich członków rodziny, w szczególności o 
osoby starsze, poszanowanie godności kobiety, niezastąpiona rola i 
odpowiedzialność męża i ojca, powinności względem dziecka itp.
2. W służbie życia i wychowania człowieka. 
a) szczególnym objawem a zarazem zadaniem w małżeństwie i rodzinie 
jest służba życiu. Istotnym zadaniem małżonków jest współpraca z 
miłością stwórczą Boga poprzez przekazywanie życia. „Bóg stwarzając 
mężczyznę i kobietę na swój obraz i podobieństwo, wieńczy i doprowadza 
do doskonałości dzieło swych rąk – powołuje ich do szczególnego 
uczestnictwa w swej miłości, a zarazem w swojej mocy Stwórcy i Ojca 
poprzez ich wolną i odpowiedzialną współpracę w przekazywaniu życia 
ludzkiego: „Bóg im pobłogosławił mówiąc do nich: „Bądźcie płodni i 
rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną” 
(Rdz 1,28) – (FC,28)
Tak więc podstawowym zadaniem rodziny jest służba życiu, 
urzeczywistnienie w ciągu dziejów pierwotnego błogosławieństwa 
Stwórcy: przekazania – poprzez rodzenie – obrazu Bożego z człowieka na 
człowieka... „Prawdziwy szacunek dla miłości małżeńskiej i cały sens 
życia rodzinnego zmierzając do tego, żeby małżonkowie, nie zapoznając 
pozostałych celów małżeństwa, skłonni byli mężnie współdziałać z 
miłością Stwórcy i Zbawiciela, który przez nich wciąż powiększa i 
wzbogaca swoją rodzinę” (KDK,50) – (FC,28)
Płodność małżeńska – jako cel – nie zacieśnia się jednak do fizycznego 

background image

zrodzenia potomstwa. Ona przedłuża się i poszerza w całożyciowym 
przekazie życiowym, moralnym, duchowym i nadprzyrodzonym, w tym 
wielorakim darze, którym obdarowuje swoje dzieci, a przez nie kościół i 
świat. W tym względzie, tzn. wobec służby życiu, trzeba brać świadomość 
idącej poprzez świat i narastającej mentalności przeciwnej życiu (antilife 
mentality) – poz. FC,30 – czy nawet, jak to coraz częściej wskazuje 
papież, cywilizacji śmierci (poz. List do rodzin, 1994). Jej początkiem jest 
postawa antykoncepcyjna, anty – czyli przeciw poczęciu, przecie życiu, 
przeciw człowiekowi. Z tego też tytułu Kościół w imieniu Boga, bronił i 
broni, czemu dał szczególny wyraz w encyklice Humanae Vitae, 
nierozerwalnego związku w pożyciu małżeńskim między funkcją 
jednoczącą a funkcją rodzicielska czyli otwarciem na życie. Gdzie znika 
ten związek, gdzie zostaje on zrujnowany, znika współpraca z miłością 
stwórczą Boga a wkracza tylko samo użycie i nadużycie (poz. FC,32)
b) prawo i obowiązek wychowania
Naturalnym przedłużeniem służby życiu – poprzez przekazanie życia i 
urodzenie – jest wychowanie. Jest to wieloraki i wielostronny proces 
przekazywania dziecku zasadniczych ideałów i wartości człowieczeństwa i 
chrześcijaństwa. Człowiek nie rozwija się i nie dochodzi do 
człowieczeństwa i chrześcijaństwa samoistnie. Nie ma w tym względzie 
instynktu właściwego istotom niższym gatunkowo (przykłady). Człowiek 
osiąga swoje człowieczeństwo a tym bardziej swoją religijność – poprzez 
kontakt z ludźmi, poprzez świadomy i zorganizowany proces 
wychowawczy. Jeśli go zabraknie, człowiek nie osiągnie właściwych 
kształtów swego człowieczeństwa i swojego bycia w Bogu. 
Jan Paweł II w FC przypomina za soborem Wat. II „Rodzice, ponieważ 
dali życie dzieciom, w najwyższym stopniu są obowiązani do wychowania 
potomstwa i dlatego muszą być uznani za pierwszych i głównych 
wychowawców. To zadanie wychowawcze jest tak wielkiej wagi, że jego 
ewentualny brak z trudnością dałby się zastąpić. Do rodziców bowiem 
należy stworzyć taką atmosferę rodzinną, przepojoną miłością i 
szacunkiem dla Boga i ludzi, aby sprzyjała całemu społeczeństwu i 
osobistemu wychowaniu dzieci. Dlatego rodzina jest pierwszą szkołą cnót 
społecznych, potrzebnych wszystkim społecznością. [(DWCH,3) – 
(FC,36)] 
Podstawową zasadą wychowawczą jest: miłować i wymagać. Jedno i 
drugie. Samo miłowanie bez wymagania staje się rozpieszczeniem. Samo 
wymaganie bez miłowania staje się tresurą a nawet tyranią. W miłowaniu 
troska o ciepło, kontakt. życzliwość, szacunek, dar z siebie, przebaczenie i 

background image

pojednanie – w wymaganiu: prosty i surowy styl życia, „który prowadzi do 
wolności wobec dóbr materialnych ze świadomością, że więcej wart jest 
człowiek z racji tego, czym jest, niż ze względu na to, co posiada 
(KDK,35) – poz. FC,37; dalej wdrażanie do podejmowania obowiązków 
odpowiedzialności. Dar z siebie – prezentowany przez rodziców jest 
podstawową zasadą w wychowywaniu dzieci do odkrycia swojej 
płciowości, przyszłych zadań w małżeństwie i rodzinie.
W wychowaniu religijnym winna rodzicom towarzyszyć świadomość, że 
Pan powierza im troskę o wzrost dziecka Bożego, brata Chrystusa, 
świątyni Ducha Świętego, członka Kościoła (FC,39). Wychowanie to ma 
być „szkołą naśladowania Chrystusa” (FC,37). Całe to dzieło wychowania 
chrześcijańskiego, w jego atmosferze, zasadach i treści można określić 
jako zadanie budowania „Kościoła domowego”. W takiej atmosferze 
dziecko naturalnie wzrasta w wierze, doświadcza czym jest Kościół i uczy 
się podejmować problemy życia w świetle Ewangelii.

Pomoc wzajemna małżonków

1. W wymiarze osobowym małżeństwo jest i ma być szczególnym 
urzeczywistnieniem osobowego spełniania się człowieka, a więc “życiem 
w wymiarze daru” czyli jednym wielkim ciągiem dawania i wydawania 
siebie.

2. W wymiarze rodzicielskim. Małżonkowie nie są w stanie stać się 
rodzicami bez konkretnego aktu wzajemnego oddania się sobie, aktu 
poczęcia dziecka, aktu rodzicielskiego. Ponieważ rodzicielstwo to proces 
osobowy, zakłada on więc nieustanne dawanie siebie sobie to znaczy , 
ustawiczną, w niezliczonych gestach, wzajemną pomoc.

3. W wymiarze wychowawczym. Wychowanie to przekaz 
człowieczeństwa i chrześcijaństwa. Zarówno ojciec jak i matka mają w 
tym przekazie własna specyfikę. Każde z nich ma własne, właściwe sobie 
rysy do uformowania w dziecku. Jakże mogą to uczynić bez 
współdziałania i wzajemnej pomocy. Inaczej ryzykują spowodowanie 
swoistej czy dosłownej schizofrenii u dziecka.

4. W wymiarze egzystencjalno-bytowym. Uwidacznia się tutaj potrzeba 

background image

pomocy wzajemnej wychodząc z pierwotnych ról mężczyzny - ojca i 
kobiety - matki. Rola zbudowania domu, “polowania” czyli zapewnienia 
jedzenia i bezpieczeństwa – to rola mężczyzny. Rola “strzeżenia ogniska 
domowego”, zapewnienia ciepła, przytulności, gotowania, zadbania o 
dzieci i sprawy domowe - to rola kobiety.
Rozwój kultury i cywilizacji wniósł tu wiele poprawek, zasadniczy jednak 
najgłębszy schemat tych ról pozostał ten sam. Jak mogą spełniać te role 
bez wzajemnej pomocy? Ich spełnianie odbywa się w oparciu o najgłębsze 
porozumienie. Jak on “pójdzie na polowanie” pozostawiając na pastwę 
losu ognisko domowe? Jak ona może sama zadbać o ognisko domowe nie 
polegając na jego przedsiębiorczości i trosce. Również dość zasadnicze 
problemy małżeńsko-rodzinne w tym układzie się ujawniają, a więc kiedy 
on sam czy ona sama pełnią te rolę.

5. W budowaniu wspólnoty. Wzajemna relacja małżonków fundamentem 
budowania wspólnoty. Ich przykład, ich wzajemne odnoszenie tworzą 
klimat, fundament i spoidło wzajemnych odniesień, współdziałania, 
współżycia czy też zarzewie zgrzytów i rozłam. Budowanie wspólnoty to 
ciągłe wsparcie, wzajemna pomoc.

6. W realizacji zbawienia. Podstawowe zadanie małżeństwa i rodziny to 
pomoc wzajemna do zbawienia. Składają się na nie m.in.:

świadectwo wiary; małżonkowie sobie nawzajem i wspólnie wobec dzieci. 
Brak wsparcia bardzo często owocuje niewiarą dzieci.
ujawnienie miłości. Miłość - dla ujawnienia domaga się drugiego 
człowieka. Miłość małżonków - rodziców ujawnia się najpierw w ich 
wzajemnym odnoszeniu, pomocy.
wsparcie w trudzie pielgrzymowania. Życie jest pielgrzymowaniem z 
nieprzewidzianym “prowizorium” i dramatami. Tylko we wzajemnej 
pomocy można im sprostać. 
ochrona. Małżonkowie muszą wzajemnie siebie chronić: fizycznie, 
moralnie, duchowo. Są wystawieni na rozmaite niebezpieczeństwa. Jedną 
z zasadniczych racji małżeństwa jest najgłębiej pojęta wzajemna ochrona 
czyli pomoc.
Wzajemne uświęcenie.  Komunia małżeńska jest trudem i 
niebezpieczeństwem ale równocześnie i przede wszystkim szansą. Szansą 
oczyszczenia z egoizmu, szansą służenia drugiemu człowiekowi, szansą 
odnajdywania Boga: coście uczynili jednemu z tych najmniejszych, 

background image

mnieście uczynili (Mt. 25, 40).

Dlatego Sobór Watykański II mówi: wypełniając mocą tego sakramentu 
swoje zadania małżeńskie i rodzinne, przeniknięci Duchem Chrystusa (...) 
zbliżają się małżonkowie coraz bardziej do osiągnięcia “własnej 
doskonałości i wspólnego uwielbienia Boga” (KDK, 48, por. FC. 56)

Bóg jako źródło rodzicielstwa 
w dokumentach magisterium Kościoła

1. Bóg jako Stwórca i Zbawca jest źródłem małżeństwa w jego 
przeznaczeniu ku rodzicielstwu.
“Ten święty związek, ze względu na dobro par małżonków i potomstwa, 
jak i społeczeństwa nie jest uzależniony od ludzkiego sądu! Sam Bowiem 
Bóg jest twórcą małżeństwa obdarzonego różnymi dobrami i celami.
Chrystus Pan szczodrze ubłogosławił tę wielokształtną miłość, który 
powstała z Bożego źródła miłości i została ustanowiona na obraz Jego 
jedności z Kościołem.
Prawdziwa miłość małżeńska włącza się w miłość Bożą i kierowana jest 
oraz doznaje wzbogacenia przez odkupieńczą moc Chrystusa i zbawczą 
działalność Kościoła
Rodzina chrześcijańska, ponieważ powstaje z małżeństwa, będącego 
obrazem i uczestnictwem w miłosnym przymierzu Chrystusa i Kościoła, 
przez miłość małżonków, ofiarną płodność, jedność i wierność, jak i przez 
miłosną współpracę wszystkich członków ujawniać będzie wszystkim 
żywą obecność Zbawiciela w świecie oraz prawdziwą naturę Kościoła. 
(KDK, 48)
2. Rodzicielstwo jako współdziałanie ze Stwórcą – sensem życia 
rodzinnego. Stąd też norma tego współdziałania.
“Bóg chcąc dać [człowiekowi] pewne specjalne uczestnictwo w swoim 
dziele stwórczym, pobłogosławił mężczyźnie i kobiecie mówiąc: „bądźcie 
płodni i rozmnażajcie się” (Rdz 1,28). Dlatego prawdziwy szacunek dla 
miłości małżeńskiej i cały sens życia rodzinnego zmierzają do tego, żeby 
małżonkowie nie zapoznając pozostałych celów małżeństwa, skłonni byli 
mężnie współdziałać z miłością Stwórcy i Zbawiciela, który przez nich 
wciąż powiększa i wzbogaca swoją rodzinę.”
“Małżonkowie wiedzą, że w spełnianiu obowiązku, jakim jest 
przekazywanie życia i wychowywanie, obowiązku, który trzeba uważać za 

background image

główną ich misję, są współpracownikami miłości Boga - Stwórcy i jakby 
jej wyrazicielami. “
“... małżonkowie będą świadomi, że w swoim sposobie działania nie mogą 
postępować wedle własnego kaprysu, lecz że zawsze kierować się mają 
sumieniem, dostosowanym do prawa Bożego”.(KDK, 50)
3. Bóg zwierza rodzicom posługę strzeżenia życia, które posiada swój 
wymiar nie tylko doczesny ale nade wszystko wieczny, wieczne 
przeznaczenie.
“Bóg bowiem, Pan życia, powierzył ludziom wzniosłą posługę strzeżenia 
życia, którą człowiek powinien wypełniać w sposób godny siebie”.“Niech 
zaś wszyscy wiedzą, że życie ludzkie i zadanie przekazywania go nie 
ograniczają się tylko do perspektyw doczesności, i nie mogą tylko w niej 
samej znajdować swego wymiaru i zrozumienia, lecz mają zawsze 
odniesienie do wiecznego przeznaczenia ludzkiego”.(KDK,51)
4. Mężczyzna i kobieta jako obraz Boga poprzez rodzicielstwo powołani 
do uczestnictwa w miłości i mocy Boga Stwórcy i Ojca
“Bóg stwarzając mężczyznę i kobietę na obraz swój i podobieństwo... – 
powołuje ich do szczególnego uczestnictwa w swej miłości, a zarazem w 
swojej mocy Stwórcy i Ojca poprzez ich wolną i odpowiedzialną 
współpracę w przekazywaniu życia ludzkiego: “Bądźcie płodni i 
rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną”. 
Tak więc podstawowym zadaniem rodziny jest służba życiu, 
urzeczywistnianie w ciągu dziejów pierwotnego błogosławieństwa 
Stwórcy: przekazywania – poprzez rodzenie – obrazu Bożego z człowieka 
na człowieka”.(FC,28) 
5. Ojcostwo Boga pierwowzorem wszelkiego przekazywania życia. 
Ludzkie rodzicielstwo w swej specyfice działa zasadzie obrazu i 
podobieństwa do Boga samego.
“Nasz wielki i zróżnicowany kosmos  – świat istot żyjących – wpisany jest 
w ojcostwo samego Boga jako w swój odwieczny pierwowzór (Ef 3, 14-
16). Wpisany jest – oczywiście – na zasadzie rozległej analogii. Poprzez tę 
analogię, która wyraża się już na początku, w Księdze Rodzaju, 
dochodzimy do wyodrębnienia ludzkiego rodzicielstwa a więc także 
ludzkiej rodziny. Kluczem do tego jest bardzo mocno uwydatniona w tym 
samym tekście zasada “obrazu” i “podobieństwa” Boga samego (Rdz. 
1,26). Bóg stwarza mocą swego słowa: “Niechaj się stanie” (np. Rdz 1,26). 
Rzeczą znamienną jest, iż to stwórcze słowo Boga – w przypadku 
stworzenia człowieka – dopełnione jest zwrotem: “Uczyńmy człowieka na 
Nasz obraz, podobnego Nam” (Rdz. 1,26).(LR, 6)

background image

6. W ludzkim rodzicielstwie Bóg sam jest obecny, bo od niego pochodzi 
obraz i podobieństwo właściwe człowiekowi.
“Jeżeli mówimy, że małżonkowie jako rodzice są współpracownikami 
Boga -Stwórcy w poczęciu i zrodzeniu nowego człowieka, to 
sformułowaniem tym nie wskazujemy tylko na prawa biologii, ale na to, 
że w ludzkim rodzicielstwie Bóg sam jest obecny – obecny w inny jeszcze 
sposób niż to ma miejsce w każdym innym rodzeniu w świecie 
widzialnym “na ziemi”. Przecież od Niego tylko może pochodzić “obraz i 
podobieństwo”, które jest właściwe istocie ludzkiej, tak jak przy 
stworzeniu. Rodzenie jest kontynuacją stworzenia.”(LR,9)
7. Genealogia człowieka w stwórczej woli Boga. Bóg “zechciał człowieka 
“dla niego samego”.
“Człowiek jest – jak stwierdza Sobór – jedynym na ziemi stworzeniem, 
którego Bóg chciał dla niego samego (KDK, 24). Geneza człowieka – to 
nie tylko prawa biologii, to równocześnie stwórcza wola Boga. Należy ona 
do genealogii każdego z synów i córek ludzkich rodzin. Bóg “Chciał” 
człowieka od początku – i Bóg go “chce” w każdym ludzkim poczęciu i 
narodzeniu. Bóg “chce” człowieka jako istoty do siebie podobnej, jako 
osoby. Człowiek ten – każdy człowiek – jest stworzony przez Boga >dla 
niego samego<„. (LR,9)
Oczywiście jako taki może istnieć tylko w życiu trynitarnym czyli w 
zależności od Boga. Dlatego św. Augustyn mówi: Stworzyłeś Panie dla 
siebie i niespokojne jest serce nasze dopóki nie spocznie w Tobie 
(Confessiones I,1)
8. Cześć dla rodziców umotywowana czcią dla Boga. W Bogu ukazane jest 
źródło tej czci i źródło pozycji rodziców.
“Znaczące jest, że czwarte przykazanie wpisuje się w ten kontekst: “Czcij 
ojca i matkę’ gdyż są oni dla ciebie niejako zastępcami Pana Boga – są 
tymi, którzy dali ci życie, a przez to wprowadzili cię w cały krąg 
ludzkiego bytowania: rodu, narodu, kultury. Są twoimi pierwszymi – po 
Bogu – dobroczyńcami. Jeśli Bóg sam jest dobry, jest samym Dobrem, to 
oni mają największy udział w tej Jego najwyższej dobroci. A więc: czcij 
twoich rodziców! Jest tu pewna analogia z czcią należną Bogu.(LR, 15)
9.Wychownie uczestnictwem w Boskiej pedagogii. Boska pedagogia 
fundamentem 
i normą wychowania człowieka.
“O ile rodzice obdarzając życiem uczestniczą w działaniu stwórczym 
Boga, o tyle przez wychowanie stają suę oboje uczestnikami Jego 
ojcowskiej, a zarazem macierzyńskiej pedagogii. Boskie ojcostwo – 

background image

według św. Pawła – jest prawzorem dla wszelkiego rodzicielstwa we 
wszechświecie (Ef 3,14-15), a szczególnie jest prawzorem dla 
macierzyństwa i ojcostwa ludzkiego. Przez Chrystusa każde wychowanie 
w rodzinie i poza rodziną zostaje wprowadzone w zbawczy wymiar 
Boskiej pedagogii skierowanej do wszystkich ludzi i wszystkich rodzin i 
osiągającej swą pełnię w paschalnej tajemnicy śmierci i zmartwychwstania 
Chrystusa. W tym szczytowym punkcie naszego Odkupienia rozpoczyna 
się cały i każdy proces chrześcijańskiego wychowania, które jest zarazem 
wychowaniem do pełni człowieczeństwa”.(LR, 16)

Obowiązek rodzicielstwa w świetle nauki Kościoła

1. Mentalność przeciw rodzinie, rodzicielstwu i życiu.  

W tzw. postępowych środowiskach, zwłaszcza w cywilizacji konsumpcji 
narasta mentalność przeciw naturalnym instytucjom rodziny, małżeństwa i 
przekazywania życia. Małżeństwo i rodzina jawi się czymś 
anachronicznym, staromodnym. Eksponuje się partnerstwo, wolne związki 
a nawet prawo do miłości “inaczej” tzn. w związkach tej samej płci. Tym 
bardziej rodzicielstwo jest w tej mentalności czymś drugorzędnym, 
przypadkowym, poniżającym czy wprost wykluczonym. Tworzy się ku 
temu całą aurę, zwłaszcza w środkach masowego przekazu, modelach 
życia i w całej obiegowej logice.

Jan Paweł II zauważa w Familiaris Consortio: “... rodzi się... jakaś 

mentalność przeciwna życiu (anti-life mentality);... Przeciw 
persymizmowi i egoizmowi, zaciemniającym świat Kościół opowiada się 
za życiem; w każdym życiu ludzkim umie odkryć wspaniałość owego 
“Tak”, owego “Amen”, którym jest sam Chrystus. Owemu “Nie”, które 
zalewa i gnębi świat, przeciwstawia to żyjące “Tak”, broniąc w ten sposób 
człowieka i świat przed tymi, którzy czyhają na życie i zadają mu śmierć. 
(FC, 30)
Stąd obrona życia, rodzicielstwa i rodziny – które Kościół z całą 
jednoznacznością podejmuje w swym nauczaniu. Jest to obrona człowieka, 
godności i sensu jego życia w Bogu.

2. Zasadniczym celem małżeństwa jest rodzicielstwo. 

Kościół wykazuje najpierw podstawową celowość instytucji (wspólnoty) 

background image

małżeństwa. Jest nią rodzicielstwo w aspekcie naturalnym i duchowym. 
Rzecz tę z całą wyrazistością stawia Sobór Watykański II. W Konstytucji 
duszpasterskiej o Kościele w świecie współczesnym, czytamy: “Z samej 
zaś natury swojej instytucja małżeńska oraz miłość małżeńska nastawione 
są na rodzenie i wychowanie potomstwa, co stanowi jej jakby szczytowe 
uwieńczenie” (KDK,48) Nieco dalej jakby echem powtarza: “Małżeństwo 
i miłość małżeńska z natury swej skierowane są ku płodzeniu i 
wychowywaniu potomstwa. Dzieci też są najcenniejszym darem 
małżeństwa i rodzicom przynoszą najwięcej dobra” (KDK,50)
Rodzicielstwo, płodność małżeńska nie jest traktowana przez Kościół jako 
biologizm, jako czysty przejaw czy powinność natury:
“Płodność miłości małżeńskiej nie zacieśnia się wszakże tylko do 
fizycznego rodzenia dzieci, choćby nawet była pojmowana w swym 
specyficznie ludzkim wymiarze: poszerza się i ubogaca wszelkimi 
owocami życia moralnego, duchowego i nadprzyrodzonego, jakie ojciec 
i matka z racji swego powołania winni przekazać w darze dzieciom, a 
poprzez dzieci, Kościołowi i światu”.(FC,28) Rodzicielstwo ma charakter 
osobowy, religijny i zbawczy. 
Jan Paweł II uświadamia w FC, że w małżeństwie nie chodzi o samą 
miłość, ale miłość rodzicielską i że ta miłość rodzicielska jest znakiem 
Bożej miłości:
“W swej najgłębszej rzeczywistości miłość jest istotowo darem, a miłość 
małżeńska (...), nie wyczerpuje się wśród nich dwojga, gdyż uzdalnia ich 
do największego oddania, dzięki któremu staja się współpracownikami 
Boga, udzielając daru życia nowej osobie ludzkiej. W ten sposób 
małżonkowie, oddając się sobie, wydają z siebie nową rzeczywistość – 
dziecko, żywe odbicie ich miłości, trwały znak jedności małżeńskiej oraz 
żywą i nierozłączną syntezę ojcostwa i macierzyństwa. (...) Ich miłość 
rodzicielska ma się stać dla dzieci widzialnym znakiem tej samej miłości 
Boga, >od której bierze nazwę wszelkie ojcostwo na niebie i ziemi>„.
(FC,14)

3. Obrona nierozerwalnego związku między funkcją zjednoczenia a 
funkcją rodzicielstwa w małżeństwie.

Wychodząc z istotnego celu małżeństwa, jakim jest rodzicielstwo, Kościół 
w swoim nauczaniu broni tego rodzicielstwa wobec redukcji celowości 
małżeństwa tylko do funkcji zjednoczenia. W encyklice Humanae Vitae 

background image

mówiąc o miłości małżeńskiej zauważa: “Jest to miłość płodna, która nie 
wyczerpuje się we wspólnocie małżonków, ale zmierza również ku swemu 
przedłużeniu i wzbudzeniu nowego życia” (HV,9)
Stąd wskazuje na zasadnicze przeznaczenie każdego aktu małżeńskiego: 
“... konieczną jest rzeczą aby każdy akt małżeński zachował swoje 
wewnętrzne przeznaczenie do przekazywania życia ludzkiego” (HV,11). 
Stąd też wyraża bezwzględny zakaz zrywania owego nierozerwalnego 
związku między dwojakim znaczeniem tkwiącym w stosunku małżeńskim: 
“...między oznaczeniem jedności i oznaczeniem rodzicielstwa” (HV,12).

4. Udział w akcie stwórczym Boga.

Motywacją płodności małżeńskiej  czyli rodzicielstwa jest – wg nauki 
Kościoła – bardzo wyraźnie objawione przez Boga wezwanie skierowane 
do człowieka jako mężczyzny 
i kobiety, do udziału w akcie stwórczym Boga.
“Bóg uczynił człowieka od początku jako mężczyznę i niewiastę”  (Mt, 
19,14), chcąc dać im pewne specjalne uczestnictwo w swoim własnym 
dziele stwórczym, pobłogosławił mężczyźnie i kobiecie, mówiąc “bądźcie 
płodni i rozmnażajcie się” (Rdz 1,28). “Dlatego prawdziwy szacunek dla 
miłości małżeńskiej i cały sens życia rodzinnego zmierzają do tego, żeby 
małżonkowie nie zapoznając pozostałych celów małżeństwa, skłonni byli 
mężnie współdziałać z miłością Stwórcy i Zbawiciela, który przez nich 
wciąż powiększa i wzbogaca swoją rodzinę” (KDK,50).
Przekazywanie życia i wychowanie pojęte i podejmowane jako współpraca 
z Bogiem to główna wizja małżonków (por. tamże, KDK, 50)
Podobnie enc. HV ważność zadania rodzicielstwa widzi we współpracy 
małżonków z Bogiem-Stwórcą: przekazywanie życia ludzkiego to bardzo 
doniosły obowiązek... dzięki któremu małżonkowie stają się wolnymi i 
odpowiedzialnymi współpracownikami Boga-Stwórcy” (HV,1, por. fer. 
n.8)
Rodzicielstwo jawi się więc w nauczaniu Kościoła jako współdziałanie 
stwórcze 
i zbawcze małżonków z Bogiem. 

5. Powinność etyczna w realizacji rodzicielstwa.

background image

W powołaniu i obowiązku rodzicielstwa wskazuje z kolei Kościół na 
powinności etyczne. Ponieważ rodzicielstwo jest szczególną współpracą z 
Bogiem; muszą małżonkowie być wierni Bogu, Jego zamysłowi, w którym 
współpracują. Nie mogą traktować rodzicielstwa jako własnej, niezależnej 
od niego domeny. Wskazując na fakt współpracy z Bogiem a więc i fakt 
istotowej zależności od Boga sobór zauważa:
“Przeto mają wypełniać zadanie swoje w poczuciu ludzkiej i 
chrześcijańskiej odpowiedzialności oraz z szacunkiem pełnym uległości 
wobec Boga; zgodną radą i wspólnym wysiłkiem wyrobią sobie słuszny 
pogląd w tej sprawie, uwzględniając zarówno swoje własne dobro, jak i 
dobro dzieci czy to już urodzonych, czy przewidywanych i rozeznając też 
warunki czasu oraz sytuacji życiowej tak materialnej, jak i duchowej; a w 
końcu, licząc się z dobrem wspólnoty rodzinnej, społeczeństwa i samego 
Kościoła. Pogląd ten winni małżonkowie ustalać ostatecznie wobec Boga” 
I jeszcze raz podkreśla sobór etyczną powinność obiektywizacji i poddania 
się Bogu w spełnianiu rodzicielstwa – “Niech chrześcijańscy małżonkowie 
będą świadomi, że w swoim sposobie działania nie mogą postępować 
wedle własnego kaprysu, lecz że zawsze kierować się mają sumieniem, 
dostosowanym do prawa Bożego, posłuszni Urzędowi Nauczycielskiemu 
Kościoła, który wykłada to prawo autentycznie, w świetle Ewangelii” 
(KDK,50).

6. Zgodność z obiektywnym, Bożym porządkiem w działaniu.

W zasadniczej więc sprawie godzenia miłości małżeńskiej z 
odpowiedzialnością Kościół wzywa przeciw subiektywizmowi do 
obiektywizacji tzn. do uzgodnienia swego postępowania z obiektywnym 
Bożym porządkiem w tej dziedzinie i z nauką Kościoła jako wykładnią 
tego obiektywizmu: “Kiedy więc chodzi o pogodzenie miłości małżeńskiej 
z odpowiedzialnym przekazywaniem życia, wówczas moralny charakter 
sposobu postępowania nie zależy wyłącznie od samej szczerej intencji i 
oceny motywów, lecz musi być określony w świetle obiektywnych 
kryteriów, uwzględniających naturę osoby ludzkiej i jej czynów, które to 
kryteria w kontekście prawdziwej miłości strzegą pełnego sensu 
wzajemnego oddawania się sobie 
i człowieczego przekazywania życia; ... synom Kościoła... nie wolno przy 
regulowaniu urodzeń schodzić na drogi, które Urząd Nauczycielski 
Kościoła przy tłumaczeniu prawa Bożego odrzuca” (KDK,51), por. 
FC,n32

background image

W szczególności – o czym już była mowa – Kościół wskazuje na 
nierozerwalność funkcji zjednoczenia i rodzicielstwa we współżyciu 
małżonków (por. HV,11 i 12)

7. Obowiązek rodzicielstwa bez żadnego uszczerbku wskazuje również 
Kościół w absolutnym i bezwzględnym odrzuceniu dzieciobójstwa: 
“Należy więc z największą troską ochraniać życie od samego jego 
poczęcia; spędzanie płodu jak i dzieciobójstwo są okropnymi 
przestępstwami” (KDK,51).
Również w odrzuceniu wszelkiego obezpłodnienia wskazuje Kościół 
powinność rodzicielstwa: “Podobnie – jak to już Nauczycielski Urząd 
Kościoła wielokrotnie oświadczył – odrzucić należy bezpośrednie 
obezpłodnienie, czy to stałe, czy czasowe, zarówno u mężczyzny, jak i 
kobiety. Odrzucić również należy wszelkie działanie, które – bądź to w 
przewidywaniu zbliżenia małżeńskiego, bądź podczas jego spełniania, czy 
w rozwoju jego naturalnych skutków – miałoby za cel uniemożliwienie 
poczęcia lub prowadziłoby do tego” (HV,14).

8. Wielodzietność i bezdzietność.

Przy tak stawianej odpowiedzialności na rodzicielstwo i jego obowiązku 
Kościół szczególnie podnosi wielkoduszność wyrażającą się w 
odpowiedzialności podjęcia rodziny wielodzietnej. “Spośród małżonków, 
co w ten sposób czynią zadość powierzonemu im przez Boga zadaniu, 
szczególnie trzeba wspomnieć o tych, którzy wedle roztropnego 
wspólnego zamysłu podejmują się wielkodusznie wychować należycie 
także liczniejsze potomstwo” (KDK,50).
W żadnym przypadku nie opowiada się jednak Kościół za przypadkową, 
nieodpowiedzialną czy wprost przestępczą wielodzietnością
Równocześnie Kościół przypomina, ze małżeństwo “nie jest ustanowione 
wyłącznie dla rodzenia potomstwa”. Celem jest równocześnie “wzajemna 
miłość”, pomoc, wsparcie. Stąd dla tej racji małżeństwo zachowuje 
ważność i trwałość czyli nierozerwalność również w braku pożądanego 
potomstwa. (por KDK,51, por FC,14)
Taka bezdzietność, w szczególności bezpłodność – podkreśla Jan Paweł II 
– może być okazją do otwarcia na inny wymiar rodzicielstwa: “...do innej , 
ważnej służby na rzecz życia osoby ludzkiej, jak np. adopcja, różne formy 

background image

pracy wychowawczej, niesienie pomocy innym rodzinom czy dzieciom 
ubogim lub upośledzonym”. (FC,14)

Kierowanie płodnością w świetle nauki Kościoła

I. Sobór Watykański II, Konstytucja Duszpasterska o Kościele w Świecie 
Współczesnym

1. Służebna rola małżeństwa w stosunku do Boga Stwórcy.
Sobór Watykański II zmierzając do wypowiedzi na temat sterowania 
płodnością wskazuje najpierw na służebną rolę małżeństwa w stosunku do 
Boga Stwórcy. Małżonkowie “są współpracownikami miłości Boga 
Stwórcy i jakby jej wyrazicielami” (KDK, 50). Nie występują więc 
niezależnie, we własnym imieniu. Stąd podstawowa powinność szacunku i 
uległości wobec zamysłu Boga.

2. Powinność kształtowania świadomości rodzicielskiej przed Bogiem.
W odpowiedzialnym rodzicielstwie małżonkowie mogą wyrobić sobie 
słuszny pogląd, biorąc pod uwagę dobro własne, dobro dzieci urodzonych 
czy przewidywanych, warunki, sytuację materialną i duchową, ponadto 
dobra rodziny, społeczeństwa i Kościoła. Pogląd  ten winni jednak “ustalić 
ostatecznie wobec Boga” (KDK,50). Nie mogą więc postępować według 
własnego kaprysu, lecz według sumienia w wierności prawu Bożemu i 
Nauczaniu Kościoła.

3. Niewystarczalność nawet szczerych, subiektywnych ocen w godzeniu 
miłości małżeńskiej, tzn. potrzebie jej wyrażania z odpowiedzialnym 
przekazywaniem życia. Etyczne postępowanie nie zależy od samej 
szczerej intencji i oceny motywów lecz od obiektywnych kryteriów 
uwzględniających naturę osoby ludzkiej i jej czynów, które strzegą 
pełnego sensu wzajemnego oddania w małżeństwie i człowieczego 
przekazu życia. Stąd już w tym miejscu sobór formułuje zakaz stosowania 
praktyk, które Urząd Nauczycielski Kościoła odrzuca w swoim 
niezbłądzalnym tłumaczeniu prawa Bożego (por. KDK, 51)

II. ENCYKLIKA “HUMANAE VITAE”

background image

Encyklika porusza problem etyczności sterowania płodnością. Jej 
wytyczne w tym względzie są następujące:

1. Poznanie i poszanowanie procesów biologicznych, stanowiących część 
osoby (n.10)

2. Konieczność opanowania popędów przez rozum i wolę (n.10)

3. Potrzeba uwzględnienia warunków fizycznych, ekonomicznych, 
psychologicznych i społecznych przy decyzji na poczęcie dziecka. 
Równocześnie – z całą roztropnością i wielkodusznością – decyzja na 
liczne potomstwo. Dla ważnych przyczyn, przy poszanowaniu praw 
moralnych godziwe jest okresowo lub na czas nieokreślony, unikanie 
poczęcia dalszych dzieci (n.10)

4. W całym tym działaniu do głosu powinno dochodzić prawe sumienie 
(n.10)

5. Uznanie swych obowiązków wobec Boga, siebie, rodziny i 
społeczeństwa – przy zachowaniu porządku rzeczy i hierarchii wartości 
(n.10)

6. W metodach postępowania wykluczenie dowolności, tzn. postępowania 
na własną rękę, według własnego subiektywizmu a konieczność 
dostosowania postępowania do zamysłu Boga – Stwórcy – wyrażającego 
się w naturze małżeństwa, jego aktach a określonego w stałym nauczaniu 
Kościoła (n.10)

7. Zachowanie wewnętrznego ładu w stosunku małżeńskim, tzn. jego 
wewnętrznego przeznaczenia do przekazywania życia. Nieetycznym nie 
jest podejmowanie współżycia w przewidywaniu niepłodności ale 
zniszczenie wewnętrznego przeznaczenia tzn. samej struktury aktu 
małżeństwa. (n.10)

8. W szczególności powinność zachowania jedności między funkcją 
zjednoczenia a funkcją rodzicielstwa. Wówczas zachowane jest znaczenie 
wzajemnej i prawdziwej miłości i odniesienie do rodzicielstwa. (n.12)

background image

9. Niedopuszczalne są wszelkie sposoby ograniczenia ilości potomstwa 
przez:
- naruszenie rozpoczętego już procesu życia, w szczególności przerywania 
ciąży, nawet dla jakichkolwiek wskazań leczniczych.
- stałe czy czasowe obezpłodnienie mężczyzny  czy kobiety, ponadto 
jakiekolwiek obezpłodnienie samego aktu małżeńskiego w jego 
przewidywaniu czy spełnieniu (n.14)

10. Dopuszczalność z korzystania z okresów niepłodnych, z 
poszanowaniem jednak ustalonego przez Boga porządku. W przypadku 
słusznych powodów,. Dla wprowadzenia przerw między kolejnymi 
urodzeniami dzieci (względy fizyczne, psychiczne, okoliczności 
zewnętrzne) – wolno małżonkom uwzględnić naturalną cykliczność 
właściwą funkcjom rozrodczym i podejmować stosunki małżeńskie tylko 
w okresach niepłodności, regulując w ten sposób ilość poczęć (n.16)

III. SZTUCZNE UNASIENNIENIE I SZTUCZNE ZAPŁODNIENIE

Unasiennienie – wprowadzenie nasienia mężczyzny do pochwy kobiety. 
Homologiczne – nasienie męża. Heterologiczne – nasienie innego dawcy. 
Zarówno jedno jak i drugie jest nieetyczne, bo sprzeczne z prawem natury, 
w szczególności z osobowym charakterem aktu miłości małżeńskiej 
Możliwe jest tzw. unasiennienie w znaczeniu najszerszym tzn. pomoc w 
odbyciu prawidłowego stosunku małżeńskiego (trudności natury 
anatomicznej – nie impotencja) po to by została umożliwiona właściwa, 
samoczynna wędrówka plemników (Pius XII). Prawdopodobnie według 
niektórych teologów – możliwa jest również (tzn. etyczna) pomoc w 
przesunięciu plemników do odpowiedniego miejsca (po właściwie 
odbytym, naturalnym stosunku), bez wyjmowania nasienia poza pochwę 
(unasiennienie w znaczeniu szerszym).
Sztuczne zapłodnienie “in vitro” tzn. w próbówce a również w narządzie 
rodnym kobiety, jak i poza narządem rodnym  – jest moralnie złe i 
niedozwolone (Pius XII - 1956). Jest bowiem oddzieleniem zapłodnienia 
od aktu prokreacyjnego – inaczej: produkowaniem życia ludzkiego.

Czystość małżeńska

background image

1. Zakotwiczenie miłości małżeńskiej w Bogu. Podstawą właściwego 
ujęcia i realizacji wymogów miłości małżeńskiej, w szczególności jej 
znamienia czystości – jest świadomość, że cała instytucja małżeńska jest 
„ekspozyturą” Boga. Mówi o tym enc. Humane vitae na samym wstępie, 
zanim szczegółowo określi wymogi etyczne pożycia małżeńskiego.

„Miłość małżeńska najlepiej objawia nam swą prawdziwą naturę i 

godność dopiero wtedy, gdy rozważymy, że początek swój czerpie ona – 
jakby z najwyższego źródła – z Boga, który <jest miłością> i Ojcem, <od 
którego bierze swe imię wszelkie ojcostwo na niebie i na ziemi>.

Małżeństwo bowiem nie jest wynikiem jakiegoś przypadku lub 

owocem ślepych sił przyrody; Bóg Stwórca ustanowił je mądrze i 
opatrznościowo w tym celu, aby urzeczywistniać w ludziach swój plan 
miłości. Dlatego małżonkowie poprzez wzajemne oddanie się sobie, im 
tylko właściwe i wyłączne, dążą do takiej wspólnoty osób, aby doskonaląc 
się w niej wzajemnie, współpracować jednocześnie z Bogiem w 
wydawaniu na świat i wychowaniu nowych ludzi. Dla ochrzczonych zaś 
małżeństwo nabiera sakramentalnego znaku łaski, ponieważ wyraża 
związek Chrystusa z Kościołem” (HV, 8).

2. Czystość ochroną przed nadużyciem. Seksualność z zamysłu Bożego 
ma swoją popędliwość. Jest ona dopingiem do podejmowania życia 
seksualnego, ściśle do prokreacji. Towarzyszy temu przez Boga 
przewidziana przyjemność. Łatwo jednak zrujnować ten Boży zamysł i 
działać dla samej przyjemności. Święty Paweł przypomina więc: „ciało nie 
jest dla rozpusty, lecz dla Pana, a Pan dla ciała” (1Kor 6,13). Stąd też 
wskazuje i napomina: „Albowiem wolą Bożą jest wasze uświęcenie: 
powstrzymywanie się od rozpusty, aby każdy umiał utrzymać ciało własne 
w świętości i we czci, a nie w pożądliwej namiętności, jak to czynią nie 
znający Boga poganie” (1Tes 4,3-5).
Najwyższą racją dla poszanowania swojego ciała a unikania rozpusty jest 
godność człowieka, a więc również ciała, jako świątyni Ducha Świętego. 
„Kto zaś grzeszy rozpustą, przeciwko własnemu ciału grzeszy. Czyż nie 
wiecie, że ciało wasze jest przybytkiem Ducha Świętego, który w was jest, 
a którego macie od Boga, i że już nie należycie do samych siebie. Za 
wielką bowiem cenę zostaliście nabyci. Chwalcie więc Boga w waszym 
ciele” (1 Kor 6, 18-20).
Człowiek w swoim ciele – uczy od początków swoich chrześcijaństwo – 
nie należy do samego siebie, lecz do Boga, do Chrystusa. Jest przybytkiem 
Ducha Świętego. Stąd nie może używać swojego ciała według własnych 

background image

pomysłów, w szczególności nie może realizować swojej seksualności dla 
samej przyjemności. Jest to swoistego rodzaju bałwochwalstwo. Czystość, 
każda czystość , jako sprawność, cnota, chroni człowieka przed takim 
nadużyciem.
3. Czystość a dar oddania siebie w małżeństwie. Jak z jednej strony 
człowiek jako indywiduum nie należy do siebie i dlatego nie może sam 
dysponować swoim ciałem, w szczególności swoją seksualnością, tak z 
drugiej strony istnieje szczególne Boże wezwanie, małżeńsko – rodzinne, 
w którym Bóg powołuje mężczyznę i kobietę do pełnego wzajemnego 
daru, do oddania siebie sobie nawzajem. Spełnia się w tym akcie Boży 
zamysł względem mężczyzny i kobiety w ich powołaniu małżeńsko – 
rodzinnym: „już nie są dwoje, lecz jedno ciało” (Mt 16,6). Jest to wyraz i 
zadatek zarazem całożyciowego ich oddania, całożyciowej wspólnoty. 
Nade wszystko zaś jest to znak udziału w miłości stwórczej i odkupieńczej 
Boga. Stwórczej – jako udział w akcie stwórczym nowego człowieka. 
Odkupieńczej – Jako wyraz, znak oddania Chrystusa Kościołowi. „Bo i 
Chrystus umiłował Kościół i wydał za niego samego siebie (...) Dlatego 
opuści człowiek ojca i matkę, a połączy się z żoną swoją, i będą dwoje 
jednym ciałem. Tajemnica to wielka, a ja mówię: w odniesieniu do 
Chrystusa i Kościoła” (Ef 5,25. 31-32, por. 21-33).
To małżeńskie oddanie, ze wszystkim co w nim cielesne, seksualne, 
ludzkie jest znakiem i udziałem w Bożej rzeczywistości, w Bożej miłości 
stwórczej i odkupieńczej. Ma więc z istoty swojej charakter religijny. Stąd 
do jego uprawnienia wymaga się szczególnej konsekracji, czyli 
sakramentu małżeństwa. Z tym charakterem religijnym, a nigdy w 
wyseparowaniu, związane jest jego znaczenie prokreacyjne, tzn. 
ukierunkowanie ku przekazaniu życia oraz znaczenie wspólnotowe, dla 
wyrażenia i umocnienia wzajemnej więzi.
Współżycie małżeńskie jako wyraz takiego zjednoczenia, takiej miłości w 
Bogu, Stwórcy i Odkupicielu, jest zawsze czyste, uświęcające i 
zasługujące na niebo. Takie współżycie jest wielkim aktem oddania 
chwały Bogu. Sobór naucza: „Akty zatem, przez które małżonkowie 
jednoczą się ze sobą w sposób intymny i czysty są uczciwe i godne; a jeśli 
spełniane są prawdziwie po ludzku, są oznaką i podtrzymaniem 
wzajemnego oddania się, przez które małżonkowie ubogacają się sercem 
radosnym i wdzięcznym” (KDK, 49). By takim jednak było, by takim się 
stawało, małżonkowie muszą ustawicznie – podłączając się do łaski 
sakramentu – podejmować pracę nad sobą, dla opanowania człowieka 
cielesnego.

background image

4. Współczynniki a zarazem wymogi czystej miłości małżeńskiej. Ujmuje 
je enc. Humane vitae (nr 9):
1o miłość w pełni ludzka tzn. „zarazem zmysłowa i duchowa”. Jest 
miejsce na popęd i uczucie, ale nie na wyzwolenie wyseparowanego 
popędu czy uczucia. Wszystko co ludzkie, zmysłowe, cielesne, musi być 
poddane rozumowi oświeconemu przez wiarę i woli, która wybiera, 
opowiada się za tym, co zgodne z zamysłem Boga. Miłość ta dąży do 
całożyciowej jedności i doskonałości małżonków.
2o miłość pełna tzn. miłość przyjaźni i całożyciowego dzielenia ze sobą 
wszystkich dóbr, bez wyjątków, niesprawiedliwości i egoizmu. Miłość, 
która nade wszystko daje i cieszy się z możliwości obdarowywania, bez 
oczekiwania i obliczania zysków.
3o miłość wierna i wyłączna. Wierna tzn. do końca życia, wyłączna tzn. z 
wykluczeniem kogokolwiek poza wybranym współmałżonkiem. Jako taka 
„pozostaje obca wszelkiemu cudzołóstwu i rozwodowi” (KDK, 49). 
4o miłość płodna tzn. otwarta na poczęcie życia. Z istoty swojej miłość 
małżeńska zmierza ku i „swemu przedłużeniu i wzbudzeniu nowego 
życia”. Nie ogranicza się więc do samej wspólnoty małżeńskiej. Enc. 
Humane vitae przypomina naukę Soboru: Małżeństwo i miłość małżeńska 
z natury swej skierowane są ku poczynaniu i wychowaniu potomstwa. 
Dzieci są też najcenniejszym darem małżeństwa i samym rodzicom 
przynoszą najwięcej dobra (KDK, 50). Płodność ta jednak nie jest czymś 
wyseparowanym. Stanowi zadanie centralne, ale wraz z całym szerokim 
wachlarzem działalności i twórczości małżeńsko – rodzinne.
5. Nadużycie daru ciała – nieposzanowanie czystości w miłości 
małżeńskiej. Wchodzi tu wszystko to, co się sprzeciwia zamysłowi 
Bożemu w odniesieniu do realizacji miłości małżeńskiej.
Najogólniej, każde nastawienie na samą tylko przyjemność jako cel w 
sobie z postponowaniem, a tym bardziej z wykluczeniem celu 
nadrzędnego. Tu mieszczą się różne formy rozseksualizowania i rozpusty.
Szczególne przypadki nadużycia swojej seksualności to:
kastracja i sterylizacja chirurgiczna – nie podyktowana względami 
zdrowotnymi a mająca na celu ubezpłodnienie. Kastracja – wycięcie 
narządów płciowych: jąder, jajników, macicy; sterylizacja: przecięcie, 
podwiązanie lub zablokowanie nasieniowodu czy jajowodu. Jest to 
ingerencja w życiotwórcze przeznaczenie narządów płciowych.
wszelkie formy autoerotyzmu: myśli, pragnienia, czyny, samotne czy 
podejmowane wspólnie dla wywołania działania i przyjemności seksualnej 
– poza właściwym, małżeńskim zjednoczeniem. Tu wchodzą m. in. 

background image

onanizm indywidualny i małżeński. Wszystko to jest sprzeczne z 
najgłębszym przeznaczeniem seksualności i małżeństwa.
homoseksualizm i miłość lesbijska, abstrahując od subiektywnej winy, 
która ma różne stopnie i oblicza. Ma tu miejsce naruszenie obiektywnego 
porządku i przeznaczenia płciowości człowieka.
współżycie pozamałżeńskie i cudzołóstwo.
współżycie antykoncepcyjne.

Odwrotnością jest wstręt do ciała i płci aż po odmowę realizacji 
seksualności w małżeństwie. Jest to również obiektywne zło. Nie jest to 
jednak równoznaczne z poczytalnością tzn. z winą. Przypadki te domagają 
się szczególnie delikatnego i mądrego potraktowania w spowiedzi i w 
poradnictwie rodzinnym.

6. Wypracowywanie czystości małżeńskiej:
opanowanie, sublimacja popędu,
współdziałanie z łaską, korzystanie z jej leczniczego charakteru – poprzez 
modlitwę i sakramenty, zwłaszcza spowiedź i Komunię świętą.

DZIAŁANIA PRZECIW MIŁOŚCI RODZICIELSKIEJ: 
ANTYKONCEPCJA I ABORCJA

I. Antykoncepcja - działanie przeciw poczęciu.
1. Podstawowe prawidło miłości małżeńskiej - otwarcie na rodzicielstwo 
czyli na poczęcie nowego ludzkiego życia.

2. Zaplecze postawy antykoncepcyjnej:
mniemanie, że działanie seksualne tylko w przypadku fizycznej, 
zauważalnej krzywdy podlegają ocenie moralnej, usprawiedliwianie 
zachowań wynaturzonych,
rozdzielenie przyjemności od działania rodzicielskiego /prokreatywnego/,
działanie seksualne w połowicznym, przypadkowym a nie całożyciowym 
nieodwołalnym oddaniu,
złudzenie, że antykoncepcja zapobiega aborcji.

3. Nauczanie Kościoła
Pius XI: Ktokolwiek użyje małżeństwa w ten sposób, by umyślnie 
udaremnić naturalną siłę rozrodczą, łamie prawo Boże oraz prawo 

background image

przyrodzone i „obciąża sumienie swoje grzechem ciężkim” /Enc. Casti 
Connubii, 1930/.
Sobór Wat. II: „Synom Kościoła nie wolno przy regulowaniu poczęć 
schodzić na drogi, które Urząd Nauczycielski Kościoła przy tłumaczeniu 
prawa Bożego odrzuca” /KDK,51/,
Paweł VI, Enc. HV:  „odrzucić należy wszelkie działanie, które bądź w 
przewidywaniu zbliżeniu małżeńskim, bądź podczas jego spełnienia, czy 
w rozwoju jego naturalnych skutków, miałoby za cel uniemożliwienie 
poczęcia i stanowiłoby środek prowadzący do tego celu”. /HV,14/.
Właściwy „stosunek małżeński...  łącząc najściślejszą więzią męża i żonę, 
jednocześnie czyni ich zdolnymi do zrodzenia nowego życia, zgodnie z 
prawami zapisanymi w samej naturze mężczyzny i kobiety” /HV,12/. 
„Jeżeli więc ktoś korzysta z daru Bożego pozbawiając go, choćby tylko 
częściowo właściwego mu znaczenia celowości, działa wbrew naturze tak 
mężczyzny jak i kobiety, a także wbrew głębokiemu ich zespoleniu. I 
właśnie dlatego sprzeciwia się planowi Boga i Jego świętej woli” /HV,13/.
- Jan Paweł II: antykoncepcja nieuznawaniem władzy Boga a 
przypisywaniem sobie władzy. Antykoncepcja rujnowaniem miłości 
małżeńskiej. „Kiedy zatem poprzez antykoncepcję małżonkowie pozba-
wiają swe życie małżeńskie potencjalnej zdolności rodzicielskiej 
przypisują sobie władzę, która należy jedynie do Boga, tj. władzę 
ostatecznego decydowania o zaistnieniu osoby ludzkiej. W tej per-
spektywie antykoncepcję należy uważać obiektywnie za tak dogłębnie 
niegodziwą, że nigdy, dla żadnych racji nie może być usprawiedliwiona. 
Myśleć lub mówić coś przeciwnego równałoby się twierdzeniu, że w życiu 
ludzkim mogą zaistnieć sytuacje, w których godziwe jest nieuznawanie 
Boga za Boga ... Stosowanie środków antykoncepcyjnych wprowadza 
istotne ograniczenie wewnętrznego wzajemnego oddania i wyraża 
obiektywną odmowę oddania drugiemu całego dobra kobiecości czy 
męskości. Jednym słowem antykoncepcja przeciwstawienie prawdziwej 
miłości małżeńskiej” Jan Paweł II. Przemówienie nt. odpowiedzialnego 
rodzicielstwa, Castel Gandolfo 17.09.1983 por. też FC,32/.
W FC papież uzasadnia: „Kiedy małżonkowie uciekając się do środków 
antykoncepcyjnych, oddzielają od siebie dwa znaczenia, które Bóg 
Stwórca wpisał w naturę mężczyzny i kobiety i w dynamizm ich 
zjednoczenia płciowego, zajmują postawę „sędziów”  zamysłu Bożego i 
„manipulują” oraz poniżają płciowość ludzką, a wraz z nią osobę własną i 
współmałżonka, fałszując wartość „całkowitego” daru z siebie. W ten 
sposób naturalnej „mowie”, która wyraża obopólny, całkowity dar 

background image

małżonków, antykoncepcja narzuca „mowę” obiektywnie sprzeczną czyli 
taką, która nie wyraża całkowitego oddania drugiemu i stąd pochodzi nie 
tylko czynne odrzucenie otwarcia na życie, ale również sfałszowanie 
wewnętrznej prawdy miłości małżeńskiej, powołanej do całkowitego 
osobowego daru” /FC,32/.

4. Zła antykoncepcji
porządek moralny ustanowiony przez Boga a więc prawo natury. 
Mianowicie burzy wewnętrzny ład stosunku małżeńskiego, 
nierozerwalność podwójnej funkcji zbliżenia: jedności i prokreacji 
/rodzicielstwa/.
jest to więc zło nie samych i nie przede wszystkim negatywnych skutków 
medycznych /dla zdrowia/. Jest to zło nieosobowego działania, sprzeczne z 
zamysłem Stwórcy,
z porządkiem etycznym.
złem jest nie niepłodność stosunku ale obezpłodnienie, czyli uczynienie 
niepłodnym tego pożycia przez działanie sprzeczne z jego naturą.
antykoncepcja jest wyrazem egoizmu i negatywnej postawy wobec życia i 
nieopanowanym nastawieniem na samą przyjemność seksualną.
antykoncepcja rezygnacją z wysiłku i ofiary w miłości
antykoncepcja sprowadza kobietę do roli przedmiotu, mężczyznę zaś 
wyłącza z odpowiedzialnego działania
postawa antykoncepcyjna najkrótszą drogą do aborcji i rozseksualizowania

II. Aborcja - działanie przeciw poczętemu życiu /przerywanie ciąży, 
sztuczne poronienie, „zabieg”/.
1.Pojęcie  - jest to zamierzone zniszczenie poczętego życia ludzkiego w 
łonie matki.
2.Bóg wyłącznym Panem ludzkiego życia - „Nie zabijaj” - V przykazanie. 
Zakaz ten podyktowany jest obrazem Boga w człowieku.
3.Człowiekiem jest dziecko od pierwszej chwili swego poczęcia tzn. 
ożywienie po połączeniu dwu gamet. W pełnym zawiązku /kod 
genetyczny/ do istnienia dochodzi cała ludzka natura.
4.Jako istota ludzka, osobowa - posiada człowiek od pierwszych chwil 
niezbywalne prawo do życia. Wszelkie inne prawa osobowe człowieka nic 
nie znaczą bez tego pierwotnego prawa do życia.
5.Żadne racje: społeczne, zdrowotne, genetyczne nie uzasadniają 
pozbawienia człowieka życia ma ono charakter sakralny i dlatego 

background image

nienaruszalny.
6.Nauka Kościoła:
Sobór Wat. II:
„Wszystko, co godzi w samo życie, jak wszelkiego rodzaju zabójstwa, 
ludobójstwa, spędzanie płodu, eutanazja i dobrowolne samobójstwo; 
wszystko, cokolwiek narusza całość osoby ludzkiej, jak okaleczenie, 
tortury zadawane ciału i duszy, wysiłki w kierunku przymusu 
psychicznego; wszystko, co ubliża godności ludzkiej ... a także nieludzkie 
warunki pracy - wszystkie te i tyra podobne sprawy i praktyki są czymś 
haniebnym; bardziej hańbią tych, którzy się ich dopuszczają, niż tych, 
którzy doznają krzywdy i są jak najbardziej sprzeczne z czcią należną 
Stwórcy” /KDK,27/. Należy więc z największą troską ochraniać życie od 
samego jego poczęcia; spędzanie płodu jak i dzieciobójstwo są-okropnymi 
przestępstwami. Synom Kościoła nie wolno przy planowaniu poczęć 
schodzić na te drogi, które Urząd Nauczycielski Kościoła przy 
tłumaczeniu prawa Bożego odrzuca /KDK,51/.

- Ta sama niezmienna nauka Kościoła ostatnich czasów broniąca nie-
naruszalności ludzkiego życia:
Pius XI,

Casti Connubii /1930/

Pius XII, Przemówienie do katolickich położnych /1951/
Jan XXIII, MM, III, 3b /1961/
Paweł VI, HV,14 /1968/.
W oparciu o te podstawowe zasady ludzkiej i chrześcijańskiej nauki o 
małżeństwie czujemy się w obowiązku raz jeszcze oświadczyć, że należy 
bezwarunkowo odrzucić - jako moralnie niedopuszczalny sposób 
ograniczanie ilości potomstwa  -  bezpośrednie naruszanie rozpoczętego 
już procesu życia, a zwłaszcza bezpośrednie przerywanie ciąży, choćby 
dokonywane ze względów leczniczych”.
Jan Paweł II, Familiaris Consortio /1981/ p.30
Karta Praw rodziny /1983/ art.4
7. Przyczyny niszczenia życia poczętego:
egoizm i brak opanowania seksualnego
ignorancja zwłaszcza w odniesieniu do rozwoju dziecka przed
urodzeniem
nieznajomość etycznych metod stosowania płodnością
wpływ liberalizującego prawa
brak dojrzałości osobowej /związki młodociane/
trudności mieszkania i uposażenia

background image

propaganda seksualna i antykoncepcyjna
7. Kara kościelna za przerywanie ciąży: ekskomunika ipso facto /lotae 
sententiae, K.1398/ - mocą samego prawa - dla każdego, kto fizycznie lub 
moralnie współdziała w przestępstwie, /matka, ojciec, lekarz, położna/. 
Moralny udział: nakazywanie, namawianie, zalecanie, zastraszenie, 
dostarczenie środków.
Prawo zwolnienia: ordynariusz, w spowiedzi: każdy biskup, penitencjarz, 
kanonik, dziekan, misjonarz podczas misji; w niebezpieczeństwie śmierci, 
każdy spowiednik, spowiedź chorych, więźniów, przedślubna, generalna z 
całego życia lub przynajmniej 1-go roku; spowiedź kobiety w stanie 
błogosławionym.

Funkcja apostolska rodziny

1. Punktem wyjścia: podobieństwo Chrystusa, Syna Bożego a w nim 
każdego z Jego uczniów: „Jak Ojciec mnie posłał, tak i ja was posyłam” (J 
20,21), „Wy jesteście solą dla ziemi... Wy jesteście światłem świata” (Mt 
5,13-14). Do każdego więc “Który się przyzna do mnie przed ludźmi, 
przyznam się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie. Lecz kto się 
mnie zaprze przed ludźmi, tego zaprę się i ja przed moim Ojcem, który jest 
w niebie. (Mt 10,32-33)

2. Latorośle winnego krzewu. Fundamentem funkcji apostolskiej rodziny – 
zakotwiczenie 
w Chrystusie. „Ja jestem krzewem winnym, wy - latoroślami”. (J 15,5)
Małżonkowie jako wszczepieni w Chrystusa (latorośle) nie mogą nie 
reprezentować Jego sprawy. „Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami 
moimi jeśli będziecie się wzajemnie miłowali” (J 13, 35). A więc 
członkowie rodziny mają poznać najpierw w rodzicach, w ich miłości, do 
kogo oni należą.

3. Specyfiką posłannictwa małżonków jest ujawniać miłość Boga.
„Prawdziwa miłość małżeńska włącza się w miłość Bożą i kierowana jest 
oraz doznaje wzbogacenia przez odkupieńczą moc Chrystusa i zbawczą 
działalność Kościoła, aby skutecznie prowadzić małżonków do Boga oraz 
wspierać ich i otuchy im dodawać we wzniosłym zadaniu ojca i matki... 
Stąd dzieci, a nawet wszyscy pozostający w kręgu rodzinnym, znajdą 

background image

łatwiej drogę szlachetności, zbawienia i świętości, jeżeli torować ją będzie 
przykład rodziców i modlitwa rodzinna... Toteż rodzina chrześcijańska, 
ponieważ powstaje z małżeństwa, będącego obrazem i uczestnictwem w 
miłosnym przymierzu Chrystusa i Kościoła, przez miłość małżonków, 
ofiarną płodność, jedność i wierność, jak i przez miłosną współpracę 
wszystkich członków ujawniać będzie wszystkim żywą obecność 
Zbawiciela w świecie oraz prawdziwą naturę Kościoła” (KDK,48).

4. Podstawowym, najogólniej ujętym zadaniem rodziny jest prowadzenie 
czy podprowadzanie do nadziei i miłości, czyli do życia w Bogu. W ten 
sposób rodzina staje się „Kościołem domowym”. Dzieje się to „ad intra” 
tzn. wewnątrz małżeństwa i rodziny oraz “ad extra” tzn. na zewnątrz, 
poprzez świadectwo życia i działalność względem innych małżonków, 
rodzin, ludzi.

5. Najgłębsze, najskuteczniejsze, a zarazem najbardziej naturalne 
powołanie do wiary odbywa się w życiu i poprzez życie, które w 
poszczególnych przejawach jest wyrazem, świadectwem wiary.

6. Przyszłość ludzkości idzie poprzez rodzinę” (FC,86). Przyszłość 
człowieka, chrześcijanina, wiary, Kościoła, społeczeństwa kształtuje się w 
rodzinie. Stąd tak ważną sprawą jest, by rodzina dorastała i bardzo 
świadomie podejmowała swoją apostolską funkcję.

FUNDAMENTY TEOLOGII RODZINY

I. Małżeństwo i rodzina rzeczą świętą i źródłem uświęcenia

1. Sięgając fundamentów małżeństwa i rodziny trzeba nam wypowiedzieć 
słowo: miłość. Nie jest to jednak rzecz, którą wymyślili narzeczeni 
gruchający pod majowym bzem. Uświadamiamy sobie, że to Bóg i tylko 
Bóg jest Miłością. Wyznaje to z takim zachwytem św. Jan w pierwszym 
swoim Liście (1 J 4, 16), a sam Chrystus wypowiada stwierdzając: „Tak 
Bóg umiłował świat...” (J 3, 16). Bóg jest miłością, tzn. ruchem dawania, 
udzielania się, obdarowywania. To jest tajemnica Boga w Trójcy. Ale Bóg 
będąc miłością nie zasklepia się w sobie, w Trójcy. Wychodzi na zewnątrz. 
Pierwszym efektem tego wyjścia jest dzieło stworzenia świata, a w świecie 

background image

- człowieka. Drugim efektem jest dzieło odkupienia. Właśnie: „Tak Bóg 
umiłował świat, że Syna swojego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w 
Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne” (J 3, 16).

2. Poczuj świat trzymany w rękach tej Miłości i zrozum, że właśnie 
dlatego świat ma sens, wbrew wszelkim bezsensom. I poczuj siebie, swoje 
życie. Ono również, w rękach tej Miłości, ma sens, wbrew wszelkim 
niepewnościom, utrudzeniom i doświadczeniom. Również poczuj się 
przedstawicielem, rzecznikiem, ambasadorem tej Miłości. Bo to tak 
zamierzył Bóg. Do tego powołał cię Bóg. Posłuchaj, tam, na początku 
stworzenia, z Księgi Rodzaju, posłuchaj jakby narady Boga: „Uczyńmy 
człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam” (Rdz 1, 26). A więc obrazem, 
ucieleśnieniem, promieniem Boga w tej Jego Miłości jest człowiek.
Stąd podstawowe, pierwsze przykazanie, tzn. wyznacznik życia ludzkiego, 
chrześcijańskiego: Będziesz miłował – „z całego serca, z całej duszy, ze 
wszystkich sił swoich” (Mt 22, 37-39) Boga, a w Bogu bliźniego, tzn. 
drugiego człowieka. Będziesz miłował, tzn. cały będziesz miłością. Nie 
szewcem, nie fryzjerką, nie nauczycielem, lekarzem, architektem, 
biznesmenem, politykiem, nawet nie ojcem, matką, księdzem, zakonnicą, 
nie! Cały będziesz miłością. Bycie fryzjerką, politykiem, ojcem - 
kimkolwiek - jest tylko odmiennym, oryginalnym sposobem miłowania, 
bycia miłością, urzeczywistnianiem miłości. Jeżeli tak nie jest - bycie 
kimkolwiek nie ma sensu. Święty Paweł kwituje to genialnie w 13 
rozdziale 1 Listu do Koryntian: „Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, 
a miłości bym nie miał, stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał 
brzmiący. Gdybym też miał dar prorokowania i znał wszystkie tajemnice, i 
posiadał wszelką wiedzę, i wszelką możliwą wiarę, tak iżbym góry 
przenosił, a miłości bym nie miał, byłbym niczym” (1 Kor 13, 1). 

3. Szczególnym terenem, gdzie ludzie maja być miłością, jest małżeństwo 
i rodzina. Zauważmy, kiedy Bóg stwarza człowieka na swoje 
podobieństwo, a więc jako obraz i promień swojej miłości - dodaje Autor 
natchniony: “stworzył mężczyznę i niewiastę” i błogosławiąc im Bóg 
dołącza wezwanie: “Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili 
ziemię i uczynili ją sobie poddaną” (Rdz 1, 27-28). Czyli ten układ 
mężczyzny i kobiety, ich związku i powstającej rodziny przewidziany i 
postanowiony został po to, by był szczególnym obrazem miłości Boga, by 
realizował tę miłość, by ją ucieleśniał, wyrażał. Sobór Watykański II 
powie o małżeństwie i rodzinie: „wspólnota życia i miłości” (KDK, 48).

background image

Już tu możemy powiedzieć, że układ mężczyzny - kobiety, ściślej 
małżeństwa i rodziny to jest instytucja miłości, warsztat miłości. Nie byle 
jaki warsztat, ale pracownia rzeźbiarska, gdzie się rzeźbi i uczy rzeźbić 
miłość - z wezwania, z mandatu i tchnienia Bożego.

4. Stary Testament widzi małżeństwo jako obraz odniesienia Boga do 
narodu wybranego. Stąd naród ten o swoim najgłębszym zjednoczeniu z 
Bogiem powie: „Mój miły jest mój a ja jestem jego” (Pnp 2, 16). Czy 
może być coś piękniejszego w wymiarze ludzkim niż prawdziwa, 
autentyczna miłość między chłopcem a dziewczyną? Dlatego Bóg nie 
znalazł innego, lepszego porównania by oddać swoją miłość względem 
ludu wybranego i w konsekwencji względem każdego człowieka. Ale 
znaczy to również, że tej miłości chłopca i dziewczyny, mężczyzny i 
kobiety, Bóg chce coś zadać.
Wypowie to św. Paweł w Liście do Efezjan. Do mężów i żon mówi tak: 
„Bądźcie sobie wzajemnie poddani w bojaźni Chrystusowej. Żony niechaj 
będą poddane swym mężom jak Panu... Mężowie, miłujcie żony, bo i 
Chrystus umiłował Kościół i wydał samego siebie, aby go uświęcić... 
Dlatego opuści człowiek ojca i matkę, a połączy się z żoną swoją i będą 
dwoje jednym ciałem. Tajemnica to wielka, a ja mówię: w odniesieniu do 
Chrystusa i Kościoła” (Ef 5, 21-33). Zatem tej małżeńskiej miłości 
mężczyzny i kobiety zadane jest odwzorowanie miłości Chrystusa do 
Kościoła.

5. Z przytoczonego poprzednio Listu św. Pawła do Efezjan wynika, że 
oddanie mężczyzny i kobiety w małżeństwie, aż po zjednoczenie cielesne, 
jest i ma być obrazem, znakiem, wyrażeniem oddania Chrystusa 
Kościołowi. Małżeństwo oznacza to oddanie i ma udział w łasce, w 
miłości, w mocy tego oddania. I na tym polega małżeństwo jako 
sakrament. Chrystus zaś oddał się Kościołowi, tzn. nam aż po śmierć i to 
jest Chrystusowe przymierze z Kościołem, z nami. I dlatego małżeństwo 
sakramentalne czyli takie jak Bóg to postanowił, a Chrystus swoim 
odkupieniem umożliwił i daje ku temu moc - takie małżeństwo ma być 
przymierzem, tzn. paktem i zobowiązaniem do miłości - na wzór 
Chrystusa - aż po oddanie życia, aż po śmierć. Stąd wierność i 
nierozerwalność.
Już tu możemy się zapytać: dlaczego wierność? Bo Chrystus jest wierny 
Kościołowi. Dlaczego nierozerwalność? Bo Chrystusa i Kościoła nie 

background image

można rozerwać. A mąż i żona poprzez sakrament są znakiem tej i takiej 
wierności i nierozerwalności. „(...) i że cię nie opuszczę aż do śmierci”. 
Papież zauważył w Szczecinie, że to „nie opuszczę cię aż do śmierci” jest 
echem Chrystusowego „umiłowawszy swoich... do końca ich umiłował” (J 
13, 1). Bez świadomości i bez podjęcia takiego paktu - przymierza, takiego 
oddania - na wzór Chrystusa - nie wolno wejść w małżeństwo.

6. W takim przymierzu, w takim wzajemnym oddaniu, na wzór Chrystusa, 
małżonek nie tylko nie zrobi współmałżonkowi nic złego, nie urazi 
słowem, nie będzie gruboskórny, egoistyczny, nie zniszczy czyjegoś 
życia... Nie tylko! Jest gotów oddać swe życie za współmałżonka. I to 
życie trzeba oddawać, chwila po chwili, posługa za posługą, cierpliwość 
za cierpliwością, przebaczenie za przebaczeniem...
Siostro, bracie - żyjący w małżeństwie - oddaj życie i oddawaj go każdego 
dnia! - To jest wierność przymierzu małżeńskiemu na wzór 
Chrystusowego oddania. A łatwiej ci będzie przyjąć twoją małżonkę, 
twojego małżonka, rodzinną sytuację. Potrafisz zgodzić się na pozornie 
„zmarnowane życie”. Tylko bardzo świadomie naśladuj Chrystusowe 
oddanie życia, kiedy On mówi: „Nikt Mi go (życia) nie zabiera, lecz Ja od 
siebie je oddaję. Mam moc je oddać i mam moc je znów odzyskać” 
(J 10, 18). Trzeba stać się podmiotem - a nie przedmiotem. Nie kimś, 
komu się życie zabiera, ale kimś, kto życie sam daje, wydaje. I wtedy 
człowiek nie czuje w małżeństwie krzywdy, nie czuje się wykorzystanym 
przedmiotem, ale działającym, żywym, miłującym, dającym podmiotem. 
To jest oddanie na wzór Chrystusowego oddania. I do takiego oddania 
Chrystus daje moc. To jest moc, to jest łaska sakramentu.

7. Posłuchajmy nauki Kościoła, który tę zasygnalizowaną prawdę tak 
wyraża:
„Chrystus Pan szczodrze ubłogosławił tę wielokształtną miłość, która 
powstała z Bożego źródła miłości i ustanowiona na obraz Jego jedności z 
Kościołem” (KDK, 48). A co do celu obecności Chrystusa: „pozostaje z 
nimi nadal po to, aby tak jak On umiłował Kościół i wydał zań samego 
siebie, również małżonkowie poprzez obopólne oddanie się sobie miłowali 
się wzajemnie w trwałej wierności. Prawdziwa miłość małżeńska włącza 
się w miłość Bożą i (...) doznaje ubogacenia przez odkupieńczą moc 
Chrystusa i zbawczą działalność Kościoła” (KDK, 48).
Podobnie w odniesieniu do rodziny Jan Paweł II zauważa: „Rodzina 
otrzymuje misję strzeżenia objawienia i przekazywania miłości, będącej 

background image

żywym odbiciem i rzeczywistym udzielaniem się miłości Bożej ludzkości 
oraz miłości Chrystusa Pana Kościołowi, Jego oblubienicy” (FC, 17). 

8. Siostro, bracie! Czy rozumiesz teraz, że małżeństwo i rodzina to nie jest 
sprawa ludzka, ziemska, cielesna, zmysłowa, seksualna, tym bardziej moje 
prywatne rancho, mój folwark intymności, mój, nasz wyseparowany seks! 
NIE! Męskość, kobiecość, małżeństwo, rodzina - to jest sprawa Boża, 
święta, sacrum! Oczywiście, że przechodzi przez człowieka, przez tę 
ziemię, przez ciało, przez zmysły, przez fizjologię, przez seksualność, 
przez płciowość. Ale jest to sprawa Boża, święta i dlatego nie wolno jej 
desakralizować, tzn. bezcześcić. „Świętości nie szargać, bo trza, aby 
święte były...” (Wyspiański). Bo bezczeszcząc te sprawy, te nośniki Bożej 
miłości, bezcześci człowiek Boga i bezcześci swoją godność, siebie.
Czy wiesz więc dlaczego nie: swoboda seksualna, i wolna miłość, i środki 
i wszelkie działania antykoncepcyjne? - bo to jest zbezczeszczenie 
godności, zamysłu i świętości Boga w człowieku. I wiesz, dlaczego trzeba 
odsunąć pewne gazety, kasety i filmy - łącznie z „Dynastią” - bo uczą 
wyseparowanego seksu, bo rujnują w człowieku, w rodzinie, w 
społeczeństwie Boży obraz małżeństwa i rodziny, bo niszczą ludzką 
godność, bo uczą traktować kobietę czy mężczyznę jak przedmiot, jak 
gumę, jak maskotkę, na którą się potem pluje i rzuca w kąt, bo nie 
zachowała swojej godności.
Tym bardziej trzeba za św. Pawłem powtórzyć: „Czyż nie wiecie, żeście 
świątynią Boga...” (1 Kor 3, 16) - właśnie: świątynią Jego Miłości 
stwórczej i zbawczej - „Chwalcie więc Boga w waszym ciele” dopowie 
św. Paweł (1 Kor 6, 18).

9. Jako wniosek dopowiedzmy jeszcze jedną bardzo ważną rzecz. 
Małżeństwo i rodzina to nie tylko rzecz święta, ale droga do świętości, 
droga do uświęcenia. Zauważmy: skoro to wszystko, co związane jest z 
małżeństwem i rodziną, jest z Boga i w Bogu, skoro jest nośnikiem Jego 
zamysłu, Jego miłości stwórczej i zbawczej, to jakże to się może odbywać 
poza Bogiem, jakże tego można nie przeżywać w Bogu, jakże to może nie 
prowadzić do Boga, jakże może nie łączyć z Chrystusem, jakże może nie 
uświęcać? Świętość, uświęcenie małżonków jest więc nie na księżycu i nie 
w klasztorze, lecz w małżeństwie i rodzinie. Sobór Watykański II mówi: 
„Wypełniając mocą tego sakramentu swoje zadania małżeńskie i rodzinne, 
przeniknięci duchem Chrystusa, (...) zbliżają się małżonkowie coraz 
bardziej do osiągnięcia własnej doskonałości i obopólnego uświęcenia, a 

background image

tym samym do wspólnego uwielbienia Boga” (KDK, 48).
Siostro, bracie żyjący w małżeństwie! Wbrew temu, co w świecie idzie a 
często rozlewa się brudnym potokiem, ty bądź nośnikiem i obrońcą 
małżeństwa i rodziny jako rzeczy świętej i źródła uświęcenia.
  
II. W służbie życia, człowieka i społeczeństwa

10. Analizując naukę Objawienia i naukę Kościoła próbowaliśmy sobie 
uświadomić, że małżeństwo i rodzina to nie jest sprawa ludzka, ziemska, 
cielesna, seksualna, tym bardziej wyseparowany seks, że jest to sprawa 
Boża, chociaż przechodzi przez człowieka, mężczyznę, kobietę, przez 
ciało, przez seksualność, płciowość.
Szczegółowiej powiedzieliśmy, że małżeństwo i rodzina to nośniki Bożej 
Miłości, to współpraca z miłością Boga Stwórcy. I jest to zasadnicza racja 
małżeństwa, męskości i kobiecości, żeby współpracować z miłością 
stwórczą, z miłością obdarowującą życiem, żeby stać się rodziną.
„Małżonkowie wiedzą - uczy Sobór Watykański II - że w spełnieniu 
obowiązku jakim jest przekazywanie życia i wychowanie, obowiązku, 
który trzeba uważać za główną ich misję, są współpracownikami miłości 
Boga, Stwórcy i jakby jej wyrazicielami” (KDK, 49). Jan Paweł II w 
„Familiaris consortio” określa to tak: „Podstawowym zadaniem rodziny 
jest służba życiu, urzeczywistnianie w ciągu dziejów pierwotnego 
błogosławieństwa Stwórcy: przekazywanie - poprzez rodzenie - obrazu 
Bożego z człowieka na człowieka” (FC, 28).

11. Można by powiedzieć tak: Bóg chciał i chce napełniać ziemię ludźmi, 
w których jest żywe Jego odbicie, obraz, w których ma się odbywać 
promieniowanie Jego miłości. Poczujmy ojcowskie serce Boga, który chce 
się dzielić sobą, swoim bytem, swoim wnętrzem, swoją miłością z ludźmi.
„Chwałą Boga żywy człowiek..” (św. Ireneusz) i w tym stwórczym 
drganiu Bożej miłości mają współpracować mężczyzna i kobieta jako 
małżonkowie.
Czy rozumiemy więc, że małżeństwo to nie jest tylko partnerstwo, 
szczęście czy egoizm we dwoje ale szczęście, realizacja siebie w 
przekazywaniu życia, w obdarowywaniu życiem i wszystkimi wartościami 
ludzkimi i chrześcijańskimi. I już tu bądźmy świadomi: jakie modele 
szerzą gazety, filmy, jakie modele szerzy świat.
Pamiętajmy - co przypomina nam Sobór - że człowiek „nie może odnaleźć 
się w pełni inaczej, jak tylko poprzez bezinteresowny dar z siebie samego” 

background image

(KDK, 24). W małżeństwie więc poprzez takie oddanie - bez zamknięcia, 
bez zastrzeżeń, bez egoizmu - następuje otwarcie na dar trzeciej osoby, 
obdarowanie jej życiem.
Tak - podkreśla to Jan Paweł II w ostatnim „Liście do rodzin” - dziecko 
jest darem (LR, 11). Jest najpierw darem Stwórcy. Jest darem od rodziców. 
Jednocześnie przez sam fakt swojego zaistnienia dziecko staje się darem 
dla rodziców. O, jak często smutne jest ich życie bez tego daru.

12. Tak, trzeba żyć w Bogu, trzeba czuć Boga, który jest życiem i 
obdarowuje życiem, żeby zrozumieć dar życia i wartość życia ludzkiego. 
Człowiek zrywający z Bogiem i cała cywilizacja zrywająca z Bogiem nie 
będzie czuć tej wartości życia.
I dlatego nic dziwnego, że idzie mentalność przeciw życiu. Idzie 
cywilizacja śmierci - jak to ostatnio często zauważa Ojciec Święty. 
Zaczyna się w antykoncepcji czyli w postawie i działaniu anty - przeciw 
życiu. Prędko przechodzi się w aborcję tzn. usuwanie, zabijanie poczętego 
życia, człowieka. Bo się nie widzi, nie czuje jego nieporównywalnej 
wartości, bo jest balastem, zawadza, krępuje użycie, konsumpcję, bo jest 
intruzem. A nawet w odniesieniu do przewidywalnego kalectwa, w 
badaniach prenatalnych, wcale nie chodzi o dobro dziecka, tylko o to, że ja 
w swoim egoizmie będę musiał na nie patrzeć, i nim się opiekować i jemu 
siebie dawać - a to paraliżuje egoizm.
Stąd idzie hasło: nie rodzicielstwo i rodzina, ale bezpieczny seks, który 
oznacza antykoncepcję i bardzo prędko aborcję, a potem eutanazję - w 
stosunku do człowieka starego, nieproduktywnego.
A jak to zauważa Jan Paweł II, „bezpieczny seks jest właśnie 
najgruntowniej niebezpieczny. W niebezpieczeństwie bowiem znajduje się 
każdy człowiek, a z kolei... rodzina. Co jej grozi? Grozi jej utrata prawdy o 
sobie samej. A jeżeli prawdy - to i wolności i konsekwentnie utrata 
miłości” (LR, 13).

13. Starajmy się obserwować i rozumieć świat. Idzie zrodzony w 
pozytywizmie XIX w. utylitaryzm - jak mówi Jan Paweł II - „cywilizacja 
skutku, użycia - cywilizacja rzeczy, a nie osób, cywilizacja w której osoby 
stają się przedmiotem użycia, podobnie jak używa się rzeczy. Tak więc na 
gruncie cywilizacji użycia kobieta bywa przedmiotem dla mężczyzny. 
Dzieci stają się przeszkodą dla rodziców. Rodzina staje się instytucją 
ograniczającą wolność swoich członków” (LR, 13).
Czy się będziemy dziwić, że w tej cywilizacji tak zajadle, pod pretekstem 

background image

emancypacji kobiet, walczy się o prawo do aborcji? A w gruncie rzeczy 
chodzi o to, by kobieta nie rodziła, tylko była naczyniem 
nieodpowiedzialnego i nieokiełznanego pożądania mężczyzny! A jej, 
biednej istocie, podjudzanej przez mężczyznę, wydaje się, że walczy w 
parlamencie i w świecie o emancypację. O emancypację? Walczy o swoje 
uprzedmiotowienie, o upodlenie!
Bracie, ty jako chłopiec, mężczyzna, ojciec broń kobietę przed utratą 
godności, przed uprzedmiotowieniem. To jest twoja rola mężczyzny, 
stróża, opiekuna, głowy rodziny.
Siostro, zawierz: tylko Bóg i Kościół w Jego imieniu walczy o twoją 
godność, godność kobiety, której kobiecość nie w uwodzeniu i 
wyseparowanym seksie, ale w otwarciu na życie, w byciu kolebką życia i 
człowieczeństwa - we współpracy z Bogiem.

14. Dlatego wbrew mentalności śmierci Kościół - w imieniu Boga - 
opowiada się za życiem. A twoja godność jako mężczyzny i kobiety, jako 
małżonka leży w służbie życiu. Dlatego zjednoczenie mężczyzny i kobiety 
w małżeństwie musi być otwarte na życie. Dlatego też wszelka 
antykoncepcja i wszelkie inne praktyki - jako zamknięcie na życie - są i 
muszą być ciężkim złem, grzechem. Tym bardziej aborcja, łącznie ze 
spiralami aborcyjnymi, tzn. nie dopuszczającymi do zagnieżdżenia 
poczętego dziecka w łonie matki.
Oczywiście znane są i bardzo rozwinięte metody przewidywania okresów 
płodności czyli odpowiedzialnego rodzicielstwa. Czy je znamy, czy 
korzystamy z poradnictwa rodzinnego? Ale są to metody nie 
„przechytrzenia” czy „wycwaniania się”. To są metody wierności Bogu, 
metody otwarcia na życie. W tym sensie są to metody sterowania 
płodnością. Bo Bóg i Kościół nie są za nieodpowiedzialnym 
rodzicielstwem, ale za odpowiedzialnym i godnym, tzn. takim, które 
uwzględnia i Boży zamysł, i stan zdrowotny i sytuację rodzinną i 
społeczną, i własne opanowanie. I do takiego odpowiedzialnego 
rodzicielstwa trzeba dorastać. Ale nie obejdzie się ono nigdy - przypomina 
Kościół - bez ducha ofiary i wyrzeczenia.

15. Siostro, bracie, walcz o to, by w twoim małżeństwie, w twojej rodzinie 
być kolebką życia. Walcz o to również na rzecz innych małżeństw i rodzin 
oraz poczętych dzieci.
Każdego roku około 25 marca (święto Zwiastowania Najświętszej Maryi 
Panny) rozpoczyna się w całej Polsce kolejny rok Krucjaty Modlitwy w 

background image

Obronie Poczętych Dzieci. Uczestnik takiej Krucjaty zobowiązuje się do 
codziennego odmawiania krótkich wybranych modlitw, a również 
przynajmniej raz w miesiącu do uczestniczenia we Mszy św. Z Komunią 
św. w intencji poczętych dzieci. W miarę możności należy też podejmować 
w tym względzie jakieś apostolstwo. Gorąco zachęcam do podjęcia tej 
krucjaty modlitwy i działania, która na przestrzeni ostatnich lat ma już - 
widziane oczyma wiary - ogromne osiągnięcia. Bardzo bliską praktyką na 
rzecz obrony poczętych dzieci jest tzw. Duchowa Adopcja. Ale o niej 
bliżej przy innej okazji.

16. A teraz - w imię tej cywilizacji miłości i życia - pochylmy się nad 
dzieckiem, które mamy wychować.
Najpierw - rola matki. To ona, a więc Ty - dziewczyno, kobieto, jako 
matka - jesteś kolebką i formą poczynającego się życia, ty jesteś i musisz 
być kolebką i formą budzącego się człowieczeństwa. Matka to ta, z której 
dziecko, człowiek bierze tam, w łonie zewnętrzną formę, kształty bytu 
ludzkiego, a potem, od urodzenia, również wewnętrzną formę 
człowieczeństwa. W tym sensie Ojciec Święty mówi: „Matka kształtuje 
nie tylko organizm dziecka, ale pośrednio całe jego człowieczeństwo” 
(LR, 16). To weźmie w siebie ten mały człowiek - tym będzie - co mu 
przekażesz.
Na Wielkanoc piecze się baranka wielkanocnego. Żeby go wypiec, żeby 
miał odpowiednie kształty, wkłada się ciasto do formy i piecze. Gdyby się 
nawet trochę ciasto uformowało, ale nie włożyło do formy, tylko, ot tak, 
wrzuciło na blachę - to będzie z tego bezkształtna masa.
Jeżeli ciebie, tzn. matki jako formy nie będzie, to się to ciasto rozleje. I 
dlatego wobec tego dziecka, które jest do uformowania, twoja obecność i 
kontakt, ponadto treść i jakość tego, co przekazujesz, w czym i do czego je 
formujesz, mają znaczenie podstawowe. 
Czy rozumiesz więc jak ważną jest obecność matki i to co w tobie jest? 
Dlatego za wszelką cenę bądź obecna i mów innym młodym matkom, by 
były obecne przy swoim dziecku, przy swoich dzieciach, by były ciepłem, 
bezpieczeństwem, by formowały człowieczeństwo!
Oczywiście ojciec również winien brać dziecko na kolana i na ręce, i 
huśtać, i tulić, i zachwycać ten kontakt, kiedy dziecko ma rok, dwa, i pięć, 
i siedem, i czternaście: by być oparciem, prawością, stałością zasad, 
mądrością, by wprowadzać w świat. Ale jeśli nie wejdzie w kontakt czy 
straci go tam, na początku, to nie nawiąże kontaktu i nie będzie miał nic do 
przekazania dorastającemu czternasto - czy szesnastoletniemu dziecku.

background image

17. I tu jest główne źródło dramatów wychowawczych: brak obecności 
matki i ojca, brak kontaktu, a dalej: brak wnętrza, brak treści, brak 
człowieczeństwa, a więc pustka czy wprost deprawacja, zgorszenie w 
procesie przekazu. A cóż powiedzieć o pijaństwie, o wolnej miłości, o 
rozwodach skazujących dzieci na sieroctwo (JP II, 12). Ponad 90% 
marginesu dzieci i młodzieży, narkomanii, buntu, agresji i często chorób 
psychicznych to zrujnowana rodzina, brak obecności, ciepła, 
bezpieczeństwa, kontaktu. 
A równocześnie ów kontakt jaka to naturalna potrzeba! Mały dzieciak w 
odpowiedzi na pytanie, co chciałby dostać na imieniny odpowiada: „żeby 
mama zachorowała”, bo wtedy będzie w domu. “Normalnie” rano, kiedy 
dzieciak wstaje, jej już nie ma, owszem, śniadanie przygotowane, a 
wieczorem, kiedy on idzie spać, jej jeszcze nie ma, bo biznes ją całą 
pochłonął.
Krzywdą dla dziecka jest również powiedzenie: a masz tam zabawki, a 
masz tam film, a masz tam komputer, a ja mam swoje sprawy, gazety, 
filmy, kasety, kolegów, koleżanki... Oczywiście oddziaływuje też wiele 
innych czynników i na wiele z nich nie mamy wpływu. Zasadniczym 
jednak czynnikiem formacyjnym w przekazie człowieczeństwa jesteśmy 
my, nasz dom, nasze małżeństwo, nasza rodzina. Tylko trzeba to wszystko 
trzymać w garści, trzeba tym sterować - po ludzku i po Bożemu.

18. W samym zaś podejściu wychowawczym obowiązuje podstawowa 
zasada: miłować i wymagać - jedno i drugie. Samo miłowanie bez 
wymagania jest rozpieszczaniem. Samo wymaganie bez miłowania jest 
rygoryzmem, tresurą a nawet tyranią.
W imię miłowania należy szanować godność dziecka od maleńkiego 
Dziecko, choćby jeszcze niemowlak, to nie maskotka. A więc trzeba go 
zauważać, doceniać, mieć czas, wysłuchać, nie lekceważyć zwierzeń, 
przytulić. Jeśli zaś klaps - to zawsze z miłości, nigdy dla wyładowania 
złości.
Miłość ochrania też przed złem. Nie zostawiać dziecka na pastwę 
telewizora, podwórka, towarzystwa. Również nad szkołą trzeba czuwać; 
ostatnio jest podejmowany atak na szkoły z różnymi programami. Tym jest 
także właśnie wyseparowany seks, gdzie np. nie pojawi się ani razu słowo 
miłość, małżeństwo, rodzina. Trzeba nad tym czuwać i ingerować. To jest 
pierwsze i niezbywalne prawo rodziców! Jednym słowem czuwać, być 
miłością i podejmować to, co miłość podyktuje.

background image

Z drugiej strony właśnie prawdziwa miłość musi wymagać. Ojciec Święty 
wskazuje m.in. „prosty i surowy styl życia” (FC, 37). A więc nie 
rozpieszczać, nie dogadzać, nie stroić. Uczyć rezygnacji, odmawiania 
sobie, postu, umartwienia; uczyć poprzestawania na minimum, uczyć 
dzielenia się. Uczyć podejmowania obowiązków, np. udziału w sprzątaniu, 
przygotowaniu posiłków, zapraw... Bo jeśli nie, to to tak często wygląda, 
że dziecko i młody człowiek chce tylko dużo wolnego czasu i rozrywek, i 
„miłość, miłość, miłość” - oni tylko miłością będą żyć, a o kapuście na 
zimę nie pomyśleli. A potem do księdza po pieniądze, bo wszystko trzeba 
kupić, bo nic w domu nie ma... Uczmy dzieci realizmu, 
odpowiedzialności, oszczędzania.
I tu niezastąpionym środowiskiem wychowawczym jest więcej dzieci, 
większa rodzina, a nie jedynak. Oczywiście, są przypadki ubóstwa, 
braków - bądźmy solidarni, zaradzajmy im. Równocześnie zdobywajmy 
się na wielkoduszność i ducha ofiary w planowaniu właściwego modelu 
rodziny.

19. Niech dzieci i młodzi dorastający ludzie widzą w rodzicach wzór, 
który buduje ich człowieczeństwo, ich ideał męskości, kobiecości, 
rodzicielstwa.
Jeśli Bóg nakazuje: „Czcij ojca twego i matkę twoją...” to czyni to ze 
względu na to, że reprezentują oni - jako rodzice - Boga. Ale na to trzeba 
też zasłużyć, o to trzeba się starać - poprzez modlitwę, poprzez branie 
Boga w siebie, poprzez pracę nad sobą.
Oby dzieci - i te małe, i dorastające i dorosłe - mogły wskazać na rodziców 
i cały ich styl życia mówiąc, że „tak Bóg umiłował świat”, tzn. tak - jak to 
widać w oddaniu i miłości jego rodziców.

20. W końcu, w tym dziele wychowawczym trzeba mieć na uwadze 
przygotowanie dziecka, dzieci do wejścia w społeczeństwo. Ojciec Św. 
mówi: „Rodzina stanowi kolebkę i najskuteczniejsze narzędzie 
humanizacji i personalizacji człowieczeństwa” (FC, 43). Miłość 
wymagająca najlepiej ich do tego wejścia w społeczeństwo przysposabia.
Równocześnie nie wolno szczędzić trudu, by samym jako rodzice 
angażować się w sprawy społeczne, w dobro wspólne aż po działalność 
polityczną na rzecz rodzin. Papież ostrzega, że jeżeli tego zaangażowania 
rodzin na rzecz budowania rodziny nie będzie, to „pierwsze rodziny padną 
ofiarą tego zła, na które patrzyły obojętnie” (FC, 44). 
W ostatnich latach powstaje w Polsce Katolickie Stowarzyszenie Rodzin. 

background image

Jest już w ponad dwudziestu diecezjach w Polsce. Powstają jego koła 
parafialne (8 osób). Stowarzyszenie jako organizacja - mając osobowość 
prawną - ma szeroką możliwość różnorakiej działalności na rzecz 
budowania rodziny, pomocy rodzinom.
Niech Bóg dopowiada resztę w tym przekazie życia, człowieczeństwa i 
budowania społeczeństwa w rodzinie i poprzez rodzinę. 
„Tak Bóg umiłował świat...” Czy tak, jak to widać w waszym małżeństwie 
i w waszej rodzinie? Zróbmy z tego rachunek sumienia! Zróbmy z tego 
może generalną spowiedź, zróbmy postanowienie. A Bóg zrobi resztę!

21. W naszych rozważaniach wyszliśmy od podstawowego faktu wiary, że 
Bóg, który jest Miłością, wchodzi w Chrystusie w przymierze miłości z 
człowiekiem, z ludźmi. „Ja będę twoim Bogiem, a ty będziesz moim 
człowiekiem, moim ludem” - i tu jest życie i cała szansa, i ocalenie 
człowieka.
To przymierze miłości w szczególny sposób przechodzi przez małżeństwo 
i rodzinę. Związek mężczyzny i kobiety i powstająca stąd rodzina to nie 
jest sprawa ludzka, cielesna, seksualna, lecz Boża, chociaż wpisana w ten 
ludzki, również cielesny i seksualny, małżeńsko - rodzinny wymiar.
Skoro tak, to znaczy, że wszystkie te sprawy są święte, sakralne, a rodzina, 
w której to wszystko się odbywa, jest sanktuarium Bożych spraw.

22. Ponadto, dopiero wtedy, kiedy te sprawy mają Boży charakter, wtedy 
też są najbardziej ludzkie i piękne, i budują człowieka, społeczeństwo, 
świat.
Skoro tak to zamierzył Bóg i wtedy to wszystko najlepiej zdaje egzamin, 
to wniosek stąd, że trzeba ten Boży charakter rodzinie zapewnić, 
zabezpieczyć; trzeba go świadomie mieć na uwadze, trzeba nad nim 
pracować, trzeba go wdrażać w życie, w praktykę.
I w ten sposób to wdrażanie, to wprowadzanie w życie Boże, przed 
Bogiem i dla Boga, staje się (drugim) zasadniczym zadaniem rodziny. W 
tym względzie Kościół naucza: W rodzinie nabywa dziecko „pierwszego 
doświadczenia Kościoła” (FC, 39). Do rodziców należy troska „by 
pokazać dzieciom, do jakich głębin prowadzi wiara i miłość Jezusa 
Chrystusa” (FC, 39). Stąd mają podejmować wysiłek wychowawczy ze 
świadomością, że „Pan powierza im troskę o wzrost dziecka Bożego, brata 
Chrystusa, świątyni Ducha Świętego, członka Kościoła” (FC, 39). Rodzina 
chrześcijańska staje się więc kolebką nie tylko człowieczeństwa, ale i 
dziecka Bożego, czyli najgłębszego chrześcijaństwa w człowieku. Tak, 

background image

matka ma dać odczuć, doświadczyć matczyne ciepło Boga; ojciec - 
stałość, prawość i dobroć Boga.

23. A kiedy rodzina będzie formowała do życia w Bogu? Wtedy, kiedy 
sama będzie napełniona Bogiem, Chrystusem, Jego Duchem. „Z pustego 
nawet Salomon nie naleje”. Z pustego ojca, matki poleje się, popłynie 
pustka i obojętność, i laicyzacja, i cynizm.
Żeby więc rodzina mogła formować do życia w Bogu musi napełniać 
siebie Bogiem i trwać w Bogu. I to znaczy, że musi być i musi się stawać 
„Kościołem domowym” (KK, 11).
Jest to wspaniałe wyrażenie - pochodzące z pierwszych wieków 
chrześcijaństwa, a podjęte przez Sobór Watykański II i nauczanie 
papieskie ostatnich lat - jako wskazanie całego dzieła i metody 
wychowania chrześcijańskiego w rodzinie. Kościół wzywa więc: 
małżonkowie, rodzice, rodzino - bądźcie Kościołem domowym, budujcie 
Kościół, żyjcie jakoby mały Kościół, Kościół domowy.
Św. Paweł wspaniale nam do tego podpowiada: „... jeżeli bowiem żyjemy, 
żyjemy dla Pana; jeżeli zaś umieramy, umieramy dla Pana” (Rz 14, 5). 
Kiedy indziej wzywa: „Przeto czy jecie, czy pijecie, czy cokolwiek innego 
czynicie, wszystko na chwałę Bożą czyńcie” (1 Kor 10, 31). 
24. A więc to nie tak, że mamy pełne ręce roboty, działania, żyjemy, 
biegamy, trudzimy się dla zarobienia pieniędzy, dla odchowania czy 
wykształcenia dzieci, dla budowy domu, dla kupna samochodu, dla 
urządzenia się; dla sprzątania, dla gotowania, dla załatwienia czegoś, dla 
odpoczynku, dla przyjemności, dla... NIE! „Jeżeli bowiem żyjemy, żyjemy 
dla Pana” i „cokolwiek czynicie, wszystko na chwałę Bożą czyńcie”. 
Jeżeli tak nie jest, to nic nie ma sensu, ani praca, ani trudzenie się dla 
dzieci, ani budowa domu, ani tym bardziej oszczędzanie na samochód, itp.
Chodzi o to, aby to wszystko, co robimy, czym się trudzimy, co osiągamy - 
było wewnętrznie ukierunkowane ku Bogu, zbliżało nas ku Niemu, było 
pełnieniem Jego woli, było pieśnią miłości śpiewaną - życiem - dla Niego. 
Inaczej, chodzi o to, by wszystko co podejmujemy, poczynając od 
codziennych czynności aż po wielkie decyzje i dzieła życiowe, było 
spełniane przed Nim i dla Niego, i tak, jakby On sam to podjął na naszym 
miejscu.

25. Czy czujemy, jakiej to wymaga mobilizacji, trzymania serca przy Nim, 
wznoszenia myśli do Niego, radzenia się Go we wszystkim, przyzywania 
Jego światła i siły, a więc modlitwy, by widzieć, jak On widzi i by móc 

background image

według Jego woli wybrać, postąpić, działać, trwać.
Czy rozumiemy, jaka tu jawi się norma “sito” dla naszego działania? Jak 
wiele rzeczy musi odpaść, trzeba z nich zrezygnować, bo nie byłyby „dla 
Pana”, „na chwałę Bożą”. Równocześnie czy czujemy, i to przede 
wszystkim, jakiej nasze działanie nabierać będzie inspiracji, szlachetności 
i twórczości. Bo skoro “dla Pana” i “na chwałę Bożą”, to to nie może być 
byle jakie i byle co.
Im bardziej będzie to „dla Pana” i „na chwałę Bożą” - tzn. z zakochania, z 
rosnącej miłości ku Niemu, tym bardziej - każde słowo, każdy gest, każdy 
czyn - będzie miłością i zbudowaniem. Będzie najlepiej służyć i tworzyć 
najwspanialszą atmosferę. Małżeńską, rodzinną, domową, sąsiedzką, 
społeczną i coraz szerzej! To jest „Kościół domowy”, nie kapliczka, z 
wieżyczką zamiast komina, ale wnętrze małżeństwa, rodziny, domu, 
pulsujące życiem przed Bogiem i dla Boga, w Chrystusie, mocą Ducha 
Świętego. 

26. Jan Paweł II w Adhotacji Familiaris Consortio (FC) ukazuje życie, 
działanie i oddziaływanie tego „Kościoła domowego” w oparciu o 
wszczepienie rodziny w potrójną misję Chrystusa: prorocką, kapłańską i 
królewską.
W imię misji prorockiej rodzina ma głosić Boga żywego. Bo prorok to ten, 
który pośród morza pogaństwa i niewiary jest świadkiem i walczy o Boga 
żywego. Małżonkowie sobie nawzajem, a jako rodzice dzieciom, mają 
dawać pierwsze świadectwo wiary. „W rodzinie i poprzez rodzinę 
dokonuje się pierwsze świadectwo wiary” (FC, 39).
Czy współmałżonek (a również szerzej w rodzinie - ojciec, syn, brat) może 
dostrzec moją wiarę żywą, której wszystko jest poddane, która stawia 
Boga i wierność Jemu na pierwszym miejscu? Czy dzieci widzą w nas 
wiarę, czy widzą klęczących na modlitwie, przystępujących do spowiedzi, 
do Komunii św. Czy widzą całe nasze życie: dobroć, uczciwość, 
odnoszenie się do drugich, decyzje życiowe jako podyktowane wiarą? 
Wiarę przekazuje się żyjąc według Wiary.

27. „Rodzina na ile przyjęła Ewangelię - mówi Jan Paweł II - staje się 
rodziną ewangelizującą” (FC, 52). A więc najpierw czy czytamy, czy 
medytujemy Ewangelię, czy żyjemy w jej nasłuchiwaniu? Np. „Ja jestem 
drogą, prawdą i życiem” (J 14, 6); „Co pomoże człowiekowi, choćby cały 
świat zyskał, a na duszy poniósł szkodę” (Mt 16, 26); „Kto pożywa moje 
Ciało, ma życie wieczne” (J 6, 54)... Czy stamtąd czerpiemy światło i 

background image

moc? Czy w tchnieniu Ewangelii ustawiamy życie? Czy w imię Ewangelii 
umiemy zrywać z modelami świata? „...jeśli twoja ręka lub noga jest dla 
ciebie powodem grzechu, odetnij ją...” (Mt 18, 8). A czy czytamy prasę 
katolicką, literaturę religijną? Czy nie nasłuchujemy tylko świata? 

28. A czy dbamy o obyczaj chrześcijański np. szopkę, kolędy, kolędowanie 
(z wyłączonym telewizorem), i o baranka, i o pokropienie domu wodą 
święconą na Wielkanoc? A czy mówi się w domu „z Bogiem” przy 
wyjściu, przy pożegnaniu, a także „Niech będzie pochwalony Jezus 
Chrystus” przynajmniej przy wejściu do rodzinnego domu? A w rozmowie 
z kolegami, z przyjaciółmi, na ulicy, w telefonie - czy pojawia się „Szczęść 
Boże”, „z Bogiem”, a nie tylko „cześć!” Czy czynię dziecku znak krzyża 
na czole przy pożegnaniu czy na dobranoc? Czy czytam i opowiadam 
Ewangelię dzieciom? Czy biorę na kolana dziecko i tulę ze świadomością, 
że głoszę mu w ten sposób Ewangelię, Ewangelię ciepła i miłości Boga, 
Ojca? Tak, tak - to jest również i to podstawowa ewangelizacja! Czy 
głoszę Ewangelię życiem?

29. Funkcja kapłańska rodziny to różnoraki dialog z Bogiem w naszym 
domu, w naszej rodzinie. Czy ten dialog odbywa się w modlitwie, 
indywidualnej i wspólnej? Dziecko spontanicznie klęka przy rodzicach i 
za rodzicami. A czy to jest głębsza modlitwa, łącznie z medytacją, czy 
długo, długo zanurzam się poprzez modlitwę w Bogu, bo jeśli nie, to 
będzie we mnie, w nas i w naszych dzieciach tylko jazgot i tylko świat?
Czy odmawiamy modlitwę przed i po posiłku? Czy pobudzam akty 
strzeliste w ciągu dnia, czy śpiewam „Kiedy ranne” i godzinki, i inne 
pieśni - w domu, nie tylko na pielgrzymce. O jakże wspaniały jest to 
sposób trwania przed Bogiem, jak wycisza, jak napełnia pokojem, 
nadzieją. Np.: „Wszystka moja nadzieja u Boga samego, nie boję się 
nieszczęścia ni smutku żadnego. Bóg zasmuci, Bóg pocieszy, bo jest 
Panem wszelkiej rzeczy, także i mojej” - słyszałem we wczesnej młodości 
w moim domu albo “Przyjdź mój Jezu, przyjdź mój Jezu, pociesz mnie, bo 
Cię kocham serdecznie” i dziesiątki innych. Wprowadzajmy to do naszych 
domów. „Wykręcajmy”, przyciszajmy świat, a będą to wtedy kościoły 
domowe.

30. A cóż powiedzieć o regularnej spowiedzi - jako sposobie powstawania 
i pojednania w rodzinie? A wspólna również Eucharystia „rodzinna”, z 
Komunią świętą - źródło siły, oddania, ofiary, wydania siebie z miłości na 

background image

cały tydzień, na co dzień! To jest zasadnicze budowanie Kościoła w swoim 
domu. I to jest równocześnie pokazywanie wyjścia z tej naszej codziennej 
pustyni, szarości czy beznadziei.

31. I wreszcie uczestnicząc w funkcji królewskiej Chrystusa bardzo 
świadomie trzeba w rodzinie i poprzez rodzinę służyć. Właśnie, na wzór 
Chrystusa, „który nie przyszedł, aby Mu służono, lecz aby służyć i życie 
oddać na okup za wielu” (Mt 20, 28).
Posługa wobec współmałżonka, wobec dziecka, starego ojca, matki czy 
podeszłej wiekiem cioci. Niech dla nich będzie miejsce w domu, w sercu, 
w miłości. Służyć ludziom z sąsiedztwa, z bliska, z daleka, posyłać swoje 
dzieci do pomocy innym. Tak służąc uczy się dziecko zauważać drugiego, 
być do dyspozycji, siebie dawać. I każde zaangażowanie kościelne, 
społeczne, organizacyjne, polityczne - w imię troski o dobro wspólne - jest 
królewską postawą Chrystusa i budowaniem społeczeństwa i świata.

32. „Przyszłość ludzkości idzie przez rodzinę” (FC, 86). Warto więc i 
trzeba tę przyszłość wziąć w ręce i z całą wiarą i miłością budować, 
tworzyć, modelować - w rodzinie i poprzez rodzinę. Z takich zdrowych 
Bożych rodzin synowie i córki będą zakładać najpiękniejsze małżeństwa i 
rodziny. W takiej też rodzinie, kościele domowym, w atmosferze życia 
przeżywanego przed Bogiem i dla Boga chłopcy i dziewczęta najłatwiej 
posłyszą głos do kapłaństwa, do zakonu, do instytutów życia 
konsekrowanego w świecie. Z takich też rodzin wyjdą najwspanialsi, 
oddani Bogu i ludziom lekarze, nauczyciele, społecznicy, ludzie kultury, 
nauki i politycy. Z takich dopiero rodzin pójdzie wielka autentyczna 
odnowa społeczeństwa, narodu, świata. Bo „przyszłość ludzkości idzie 
przez rodzinę”.

33. Kontemplujmy Najświętszą Rodzinę Maryi i Józefa. Przez nią Bóg 
przyszedł na świat. Przez nią potwierdził każdą ludzką rodzinę i tę rodzinę 
nam ciągle zadaje. Bo „cywilizacja i trwałość narodów zależą przede 
wszystkim od stanu ich rodzin” (ChL, 40).
Zawierzmy tę sprawę rodzin Maryi i św. Józefowi i niech ten czas, który 
nam Pan Bóg daje będzie czasem wielkiej mobilizacji, wielkiej modlitwy i 
wielkiego działania na rzecz rodzin.

Amen.

background image

Stosowane skróty:
KDK -

Konstytucja duszpasterska o Kościele w świecie 

współczesnym, “Gaudium et

spes” Sobór Watykański II, 1965

FC – 

Adhortacja apostolska “Familiaris consortio”, Jan Paweł II, 

1981
LR – 

“List do rodzin”, Jan Paweł II, 1994

KK – 

Konstytucja dogmatyczna o Kościele “Lumen gentium” Sobór 

Watykański II
ChL – 

Adhortacja apostolska “Christifideles laici”, Jan Paweł II, 1988