background image

ZYGMUNT  BALICKI

EGOIZM  NARODOWY

WOBEC  ETYKI

Z  DODATKIEM

CHARAKTERY  A  ŻYCIE  POLITYCZNE

W YDANIE  NOWE

1914

background image

EGOIZM  NARODOWY  WOBEC  ETYKI-

» Jednostka,  mówi  Spencer,  powinna  za­

wsze  stawiać  sobie  pytanie,  jaki  typ  społe­
czny  wytwarza  się  pod wpływem  jej  postę­

powania®.  Odpowiedź  na  powyższe  pyta­

nie  iść  może  w  dwojakim  kierunku:  bądź 
wyobrazimy  sobie,  w  myśl  zasady  Kanta, 

źe  postępowanie  nasze  staje  się  wskaza­

niem  powszechnem,  osiąga  moc  prawidła, 
obowiązującego  wszystkich  ludzi  z  osobna, 

i  zapytamy  się,  jaki  wpływ  wywrze  ono 
na  charakter  jednostek,  jaki  typ  c z ł o ­
w i e k a   urobi  się  przy  tym  trybie  postę­

powania;  bądź  uprzytomnimy  sobie  w  my­

śli,  jak  dalece  odpowiednie  postępowanie 
może  się  istotnie  rozpowszechnić,  jakie 
realne  skutki  społeczne  sprowadzi  ono 
w  danych  warunkach  czasu  i  miejsca,  jaki 
wytworzy  układ  stosunków  i  ustroju,  sło

background image

wem,  jaki  powstanie  pod  jej  wpływem  typ 

s p o ł e c z e ń s t w a   jako  całości.

Odpowiedź  pierwsza  stawia  nam  przed 

oczy  typ  moralny  jednostki,  będący  wyra­
zem  pewnej  ogólnie  przyjętej  i  powszech­

nie praktykowanej zasady etycznej; druga — 
daje  wyobrażenie  o  typie  społeczeństwa 
samego,  który  się  urabia  pod  wpływem 

wcielania  tej  zasady  w  życie,  a  więc  uwi­
docznia  wszystkie  możliwe  skutki,  jakie 
zajdą  w  układzie  stosunków  społecznych 

pod  działaniem  danego  czynnika.  Pierwsza 

nosi  charakter  oderwany  i  przypuszczalny 

zarazem,  sztucznie  bowiem  wydziela  z  ca­

łego  złożonego  układu  powiązań  społecz­

nych  jeden  tryb  postępowania  i  stawia 

dowolne  przypuszczenie,  że  postępowanie 
to  może  stać  się  powszechnem,  jest  więc 

z  natury  swej  rozwiązaniem  zagadnienia 

teoretycznego.  Odpowiedź  druga  jest  kon­

kretną,  realną,  rozpatruje  bowiem  dane 
postępowanie  jako  czynnik  działający  po­

śród  wielu  innych  i  oblicza  zakres  i  skutki 

jego  działania,  jest  więc  rozwiązaniem  za­

gadnienia  praktycznego.

Chcąc  np.  zdać  sobie  sprawę,  czy  da­

rowanie  długu  lekkomyślnemu  dłużnikowi 

jest  rzeczą  dobrą,  stawiamy  sobie  pytanie,

background image

jaki  »typ  społeczny*  będzie  wynikiem  tego 

postępowania  i  zależnie  od  tego,  którą 

z  dwóch  powyższych  dróg  rozumowania 
obierzemy,  odpowiedź  i  wniosek  mogą  być 
zgoła  odmienne.

Jeżeli  nieupominanie  się  o  należność 

stanie  się  ogólnem  prawidłem  dla  wszyst­
kich  —  tak  rozumuje  pierwsza  metoda 
etyczna—wtedy rozpowszechni  się i utrwali 
typ  człowieka  zdolnego  do  ofiarności  na 

rzecz  bliźnich,  wyrozumiałego,  przekłada­
jącego  raczej  własną  stratę  nad  możliwe 

choćby  utrudnienie  życia  innym,  typ  sam 

w  sobie  niewątpliwie  szlachetny;  gdyby 

każdy  tak  postępował,  życie  stałoby  się 
łatwiejsze,  a  tarcie  społeczne,  towarzy­
szące  sporom  o  prawo,  zmniejszyłoby  się 
znacznie.

Druga  metoda  usiłuje  zdać  sobie  spra­

wę,  jaki  typ  społeczeństwa  urabiać  się  bę­

dzie  pod  wpływem  danego  czynnika  i  doj­
dzie  z  łatwością  do  przeświadczenia,  źe 

darowanie  należności  lekkomyślnemu  dłuż­
nikowi  utrwala  tylko  jego  lekkomyślność, 

rozluźnia  w  nim  poczucie  obowiązku  i  od­

powiedzialności  i  uczy  żyć  z  dnia  na  dzień 

kosztem  otoczenia.  Z  drugiej  stronj^,  zbyt 

pochopnych  ofiarodawców  doprowadza  do

— 

background image

zaniku  poczucia  własnego  prawa  i  robi 
z  nich  ludzi,  gotowych  za  wszelką  cenę 

okupić  sobie  spokój  i  nienaraźanie  się  in­

nym,  inaczej  mówiąc,  pozbawia  ich  cha­

rakteru.  W  społeczeństwie  wreszcie  jako 

całości  wytwarza  stosunki  wysoce  nienor­

malne:  u  jednych  na  miejsce  ofiarności 

świadomej  i  celowej  powstaje  ofiarność 

mimowolna,  wadliwie  skierowana,  z  dru­
gich  tworzy  się  warstwa  ludzi  niezdolnych 
źyć  o  własnych  siłach,  nieopatrznych i egoi ■

 

stycznych  zarazem.

W  naszem  społeczeństwie  spółczesnem 

nader  szczupła  jest  garstka  ludzi,  która 

wogóle  stawia  sobie  jakiekolwiek  zagad­

nienia  etyczne  i  dąży  do  umiejętnego  ich 
rozwiązania.  Przejawiający  się  sporadycz­
nie  w  czasach  ostatnich  t.  zw.  »ruch  ety- 
czny«,  o  ile  nie  jest  zupełnie  oderwany  od 

życia  i  nie  zadawalnia  się  przeżuwaniem 
strawy  duchowej,  na  obcych  polach  ze­
branej,  stając  wobec  pytania,  które  nasuwa 
się  bezpośrednio  z  powyższych  słów  Spen­
cera,  szuka  niezmiennie  odpowiedzi  w  kan- 

towskiej  formule  moralności,  nie  podejrze­
wając  jak  gdyby  nawet,  że  może  być  inny 

punkt  widzenia  w  tym  względzie,  że  typ 

społeczeństwa,  na  który  składa  się  postę­

 

6

 

background image

— 

7

powanie  jego  członków,  stanowi  najważ­
niejsze,  jedynie  miarodajne  wskazanie  ety­

czne,  gdyż  od  niego  zależy  charakter  i  po­

ziom  moralności  zbiorowej,  a  więc  moral­

ność  społeczeństwa  samego.

W  parze  z  tym  stanem  naszej  umysło 

wości  idzie  zjawisko  z  dziedziny  społecz­
nej,  będące  zarazem  przyczyną  i  skutkiem 
poprzedniego,  mianowicie,  że  ta  sfera  na­
szego  społeczeństwa,  która  przoduje  mu 
na  każdem  polu,  podejmuje  zadania  pu­

bliczne  i  wytwarza  opinię,  daje  inicyatywę 
i  prowadzi  pracę  społeczną,  świeci  ofiar­

nością  i  poświęceniem,  która,  słowem,  nie­
sie  w  sobie  życie  i  tworzy  nowe  jego 
formy,  ta  sfera  nie  przedstawia  żadnego 

wyraźnego  typu  społecznego  i  nie  posiada 
określonej  fizyonomii  moralnej,  nie  jest 
więc  w  stanie  ani  nadać  wybitnej  indywi­
dualności  całemu  społeczeństwu,  ani  wy­
tworzyć  dla  niego  odpowiedniego  syste- 
matu  pojęć  etycznych.  Z  dawnych  trady- 

cyj  raczej  niż  z  żywego  poczucia,  przeję­

liśmy  pogląd,  łączący  typ  dobrego  i  pra­
wego  człowieka  z  typem  dobrego  i  pra­
wego  obywatela,  chociaż  panująca  dziś 

opinia,  zapatrzona  wyłącznie  w  moralność 
jednostkową,  ani  zrozumieć  należycie  tej

background image

łączności,  ani  uzasadnić  jej  nie  potrafi,  za­

czyna  się  też  sceptycznie  zapatrywać  na 

zasadę  samą.  Poza  tem  występuje  rozpa­
czliwa  chwiej ność  i  rozbieżność,  zarówno 

pojęć  jak  i  postępowania,  rażące  sprzecz­
ności  nietylko  w  życiu  zbiorowem,  ale 
i  w  prywatnem  życiu  jednostek.  Dowodzi 
to,  że  sfera,  która  świeci  przykładem  ogó- 

łowi,  a  więc  wytwarza  etykę  postępowa­
nia,  sama  nie  posiada  żadnej  indywidual­
ności,  nie  przedstawia  sobą  żadnego  okre­
ślonego  typu  moralnego,  jest  więc  sama 

bez  charakteru.

»Być  może,  powiedzą  nam,  że  nie 

przedstawiamy jednolitego, wyraźnego  typu 
moralnego,  ale  mamy  określone  ideały  ety­

czne,  które  przyświecają  niezmiennie  obe­

cnemu  pokoleniu  i  stanowią  dla  niego 
wytyczne  hasło  postępowania.  Przewodnie 

zasady  moralne  są  zawsze  nieliczne  i  dają 
się  sprowadzić  do  najogólniejszych  wska­
zań.  Takiem  wskazaniem,  takim  ideałem 

dla  najlepszej  części  naszego  społeczeń­

stwa  jest  a l t r u i z m ;   on  nam  daje  pro­

bierz  dobra  i  zła,  bo  sam  jest  dobrem  bez- 
względnem,  przeciwstawienie  zaś  jego  — 
egoizm  jest  sam  w  sobie  złem,  którego  za 
nik  idzie  w  parze  z  rozwojem  postępu

background image

etycznego.  Kto  posiada  ideały  i  w  czyn  je 
wprowadza,  ten  posiada  etykę,  brak  zaś 

jednolitego  typu  moralnego  jest  tylko  na­

stępstwem  zbyt  słabego  przejęcia  się  ze 
strony  ogółu  ideałami  moralności*.

Takie  są,  mniej  lub  więcej  ujęte  w  teo­

retyczną  formę,  obiegowe  pojęcia  w  tym 
względzie.  Rewizya tych pojęć  była wpraw­
dzie  przeprowadzona  w  popularnej  u  nas 
literaturze  etycznej,  nie  pozostawiła  jednak 
żadnych  głębszych  śladów  w  opinii.

Znaną  jest  próba  Spencera  uprawnie­

nia  egoizmu  w  życiu  jednostek,  w  myśl 
założenia,  że  »istota  każda  musi  przede- 

wszystkiem  żyć,  aby  mogła  działać«,  praca 

więc  nad  zachowaniem  i  rozwojem  włas­
nego  bytu  powinna  zajmować  pierwsze 

miejsce  w  szeregu  naszych  wysiłków:  »zu­
pełne  zaparcie  się siebie  sprowadza  śmierć, 
nadmierne  —  chorobę,  bardziej  umiarko­
wane  —  spadek  sił  fizycznych,  a  zarazem 
zmniejszenie  się  zdolności  do  wypełniania 

obowiązków, zarówno  wobec  siebie  samego, 
jak  i  wobec  innych«.  Ojciec,  przeciążający 

się  pracą  dla  dobra  rodziny,  może  ją  po­

zbawić  przedwcześnie  jedynej  podpory; 
człowiek, oddany sprawom publicznym z zu- 
pełnem  zaparciem  się  siebie,  wyczerpuje

—  9  ™

background image

szybko  swe  siły  i  staje  się  wkrótce  nie­

zdatnym  do  należytego  wypełniania  swych 
obowiązków.

Rzecz  wysoce  charakterystyczna,  źe 

opinia  nasza  i  krytyka  przyjęły  ten  właś­
nie  punkt  wywodów  Spencera  z  powątpie­
waniem  i  przyznały  mu  co  najwyżej  pe­
wne  znaczenie  jako  postulatowi  biologicz­
nemu,  wypływającemu  z  potrzeby  zacho­
wania  gatunku,  ale  posiadającemu  nader 
wątpliwą  wartość  etyczną.  Rozumowano 
tak:  jeżeli  ojciec  rodziny  lub  działacz  na 

polu  publicznem  oszczędzają  swe  siły 

i  dbają  o  ich  zachowanie  w  celach  nieoso* 
bistych,  uczucia  ich  pozostają  w  istocie 

rzeczy  te  same,  tylko  altruizm  w  ostatnim 
wypadku 

będzie  lepiej  wyrozumowany 

i  rozsądniejszy,  należy  więc  wystrzegać 
się  nieracyonalnego  altruizmu,  który  może 
okazać  się  szkodliwym,  nie  zmieniając 

w  niczem  zasad  etycznych,  opartych  na 

podstawie  altruizmu  dobrze  pojętego.

Otóż  na  wstępie  zaraz  powstaje  pewna 

trudność.  Polega  ona  na  tem,  źe,  przyjmu­

jąc  dwojaką  postać  bezinteresowności,  je ­

dną  dodatnią,  drugą  ujemną,  zmuszeni  bę­
dziemy  oprzeć  nasze  postępowanie  na  in­
nej  zasadzie  etycznej,  niż  na  przesłance

10  —

background image

bezwzględnego  altruizmu, jako nakazu  pow­
szechnego,  gdyż  altruizm  *nieracyonałny« 
wypadnie  wtedy  z  niej  usunąć.

Spróbujmyż  go  uczynić  racyonalnym, 

to  jest  takim,  który  wyklucza  wszystkie 
złe  strony  kierowania  się  nieograniczonem 

uczuciem  bezinteresowności.  Złe  te  strony 

dają  się  sprowadzić  do  kilku  głównych 
punktów.

Altruizm  bezwzględny,  przyjęty  w  pew- 

nem  środowisku  jako  powszechny  nakaz 

moralny,  wytwarza  położenie  w  najwyż­
szym  stopniu  nienormalne:  każdy  myśli

o  innych,  inni  zaś  myślą  o  nim.  Jest  to 
wynik  logiczny  i  nieunikniony,  nie  można 

bowiem  wydawać,  nie  przyjmując  wza- 

mian.  Któż  z  nas  nie  widział  przykładów 

podobnych  altruistów,  zwłaszcza  śród  mło­
dzieży,  tak  skłonnej  do  przeprowadzania 
bezwzględnego swych zasad teoretycznych? 

Są  oni  gotowi  wszystko  rozdać  innym, 

choćby  miało  im  braknąć  na  naj pierwsze 
potrzeby;  dbając  wyłącznie  o  dogodzenie 
współkolegom,  wyzuwają  się  ze  środków 

niezbędnych  do  spełniania  należytego  wła­
snych  zadań  życiowych,  a  nie  umiejąc  n i­
komu  niczego  odmówić,  zmuszeni  są  od­

mawiać  sobie  wszystkiego.  Bohaterowie  al­

background image

truizmu?  —  nie,  raczej  jego  sybaryci!  Po­

zbawiając  się  dobrowolnie  niezbędnych 
środków  istnienia,  stają  się  oni  nawzajem 

przedmiotem  ciągłej  opieki  i  ustawicznej 
troski  ze  strony  otoczenia;  koledzy  myślą 
za  nich  o  ich  potrzebach  i  zaspakajają  je 
z  tysiącznemi  ostroźnościami,  aby  nie  ura­
zić  ich  godności.  W  takiem  środowisku 

największego  altruistę  poznaje  się  często 

po  tem,  że  najwięcej  musi  przyjmować 
od  innych.  Podniesione  do  metody  postę­
powanie  takie  daje  w  rezultacie  dziwny 

system  asekuracyi  wzajemnej,  przy  którym 
zależność  jednych  od  drugich  staje  się 
powszechną,  a  samodzielność  jednostki 
spada  do  z e ra *).  Przypomina  to  siatkę  dru­

cianą,  złożoną  ze  słabych  niehartownych 

ogniw,  tak  misternie  jednak  przylegają­

*)  Przesadna  opieka  koleżeńska,  zwłaszcza  śród 

młodzieży  naszej  zagranicą,  prowadzi  niejednokrotnie 
do  tego,  że  jednostki  zatracają  zupełnie  zdolność 

myślenia  o  sobie,  radzenia  sobie  samemu  i  przebija­

nia  się  przez  życie  o  własnych  siłach.  Osłabia  to 
i  tak  już  słabe  charaktery,  a  działając  stale,  uwste­
cznia  typ  społeczny  całego  środowiska.  Wprost  prze­

ciwne, a niezaprzeczenie  dodatnie  rezultaty pod  wzglę­
dem  wyrabiania  charakterów  wydają  stosunki  śród
 

kolonij  polskich  w  Stanach  Zjednoczonych,  urobione 

pod  wpływami  amerykańskimi.

-  

1 2

 

background image

cych  do  siebie,  że  ciśnienie  ich  wzajemne 
nigdy  nie  przypada  w  poprzek  drutu,  ale 
rozkłada  się  nazdłuź  jego  powierzchni: 

niech  się  jedno  ogniwo  wypadkiem  od­

wróci,  sąsiednie  nie  wytrzymają  nacisku, 

siatka  pęka  i  rozłazi  się  jak  zbutwiała  tka­

nina.

Altruiści  bezwzględni  nie  mogą  być 

konsekwentni.  Uważając  swe  postępowanie 

za wyraz nakazu moralnego, obowiązującego 
wszystkich,  w  imię  tego  samego  altruizmu 

muszą dać pewną folgę budzącym się w nich 

przez  reakcyę  instynktom  egoistycznym, 
aby  dostarczyć  również  sposobności  innym 

do  wywzajemnienia  się  i  wykazania  swej 

bezinteresowności,  a  idąc  dalej  w  tym  kie­
runku,  oswajają  się  z  ciągiem  przyjmowa­

niem  usług  od  otoczenia,  składają  stopnio­

wo  na  nie  całą  troskę  o  swój  byt  i  kończą 
zwykle  na  tem,  że  stają  się  ciężarem  spo­

łeczeństwa.  Wtedy,  nie  mając  już  z  czego 

dawać,  wyłącznie  przyjmują  od  innych, 
poczytując  to  za  rzecz  normalną,  należną 
im  niejako  w  imię  zasad  etyki  publicznej. 

Ileż  to  u  nas  w  poprzedniem  pokoleniu 
stwarzano  synekur  i  pomocy  zbiorowych 

dla  ludzi  tej  kategoryi,  którzy  pożyczali, 

ręczyli,  rozdawali,  gościli  i  pomagali,  do-

— 

>3 

background image

v

póki  nie  przetrwonili  majątków,  aby  żyć 
potem  z  laski  przyjaciół  i  sąsiadów.

Jeżeli altruizm  bezwzględny musi koniec 

końców  demoralizować  nawet  tych,  dla 

których  stanowi  jedyną  zasadę  etyczną^ 

jest  on  jeszcze  bardziej  demoralizujący  dla 

dalszego  otoczenia.  Z  pomocy  korzystają 

nietylko  ci,  którzy  okazywali  niegdyś  lub 

okazują  takąż  pomoc  innym,  ale  równie 

często  ludzie  nie  dający  otoczeniu  nic  wza- 

mian.  W  ostatnich  nietylko  osłabia  ona 

wszelką  samodzielność  i  energię  życia,  ale 
budzi  wprost  instynkty  egoistyczne  i  żądzę 

używania.  Któż  z  nas  nie  widział  przykła­

dów,  jak  zbytnia  pieczołowitość  najbliż­

szych  i  ustawiczna  pomoc  z  ich  strony 

nietylko  zabijała  charaktery,  ale  wprost  ła ­

mała  życie  tym,  których  brała  w  opiekę! 

czy  to  była  matka,  nie  umiejąca  z  miłości 
niczego  dziecku  odmówić  i  zaspakajająca 

wszystkie  jego  zachcianki,  czy  młodzież, 

utrzymująca  ze  stypendyum  koleżeńskiego 

niezamożnego próżniaka, z  którego wyrastał 

później  prosty  wyzyskiwacz.  Wogóle  więc 
stwierdzić  możemy ten  fakt niezaprzeczony, 

że  przesadny altruizm, panujący  w  pewnem 
środowisku, w  sposób nieunikniony  i fatalny 

wyrabia  egoizm  śród  tych  wszystkich,  któ­

-  

14

 

-

background image

rzy  z  jego  opieki  korzystają,  bilans  więc 
społeczny  podobnego  postępowania  nie  jest 

bynajmniej  taki,  za  jaki  podają  go  zwo­
lennicy  nieograniczonej  bezinteresowności.

Altruizm  bezwzględny  wyklucza  wszel­

ką  celowość  życia  i  nakreślony  z  góry 

plan  postępowania.  Kolega  oddający,  bied­
nemu  wspólkoledze pieniądze, przeznaczone 

na  wpisy  lub  egzaminy,  rzuca  na  los  wy­
padku  cały  plan  swego  wykształcenia. 

Każdy  cel  życiowy,  każdy  ukartowany  za­
miar  wisi  na  włosku  pierwszego  lepszego 

altruistycznego  popędu,  wywołanego  wy­

padkowo  silnem  wrażeniem  zewnętrznem. 

Idąc  za  takim  popędem,  jednostka  bierze 
na  siebie  ciężary  bez  kontroli,  a  następnie 

w  swojej  osobie  narzuca  te  ciężary  otocze­

niu.  Na  takich  podstawach  oparty  system 

asekuracyi wzajemnej  wytwarza typ  współ­
działania  nieskoordynowanego,  a  wyniki 

jego  będą  zawsze  nieobliczalne.

Nakoniec  etyka  altruizmu  bezwzględ­

nego  prowadzi  do  arystokracyi  duchowej. 

Człowiek  przypisuje  sobie  większą  wartość 

od  innych,  nie  dlatego,  że  więcej  korzyści 
społeczeństwu  przynosi,  ale  dlatego  jedy­

nie,  że  czuje w pewien sposób, który  uważa 

za  duchowo  wyższy.  Łatwo  poczytywać

— 

*5  —

background image

16

  —

się  za  cnotliwego,  gdy  zadawalniamy  się 

poczuciem  dobra,  które  pragnęlibyśmy  zro­
bić,  a  nie  zdajemy  sobie  sprawy  ze  zła, 
które  robimy.  Na  takiej  to  podstawie  dzieli 
się  ludzi  na  dwie  kategorye  —  altruistów 
i  egoistów,  przyczem  pierwsi  uważają  się 
za  jedynych  nosicieli etyki  i  przedstawicieli 
moralności.

Powróćmy  teraz  do  owego  młodzieńca, 

oddającego otrzymane od rodziców na wpisy 
pieniądze potrzebującemu  koledze.  Przy pe­

wnym  odpowiednim  zbiegu  okoliczności, 

bynajmniej  nie wyjątkowym,  czyn  jego,  tak 
bezmyślnie  stawiany  przez  panującą  u  nas 

opinię  na  piedestał  etyczny,  może  się  oka­
zać  potrójnie  niemoralnym:  przyczyni  się 
on  do  zdemoralizowania  kolegi,  ucząc  go 

co  najmniej  liczyć  na  nieprzewidzianą  po­
moc *),  a  być  może rozwijając  w nim  pierw­

sze instynkty  pasorzytnictwa;  dającemu  po­

krzyżuje  plan  dalszej  pracy,  utrwali  w  nim 
wadę  niewykonywania  podjętych  obowiąz­

ków,  być  może  zwichnie  nazawsze  wła- 

_________  

\

Ł)  Nie  będą  oczywiście  pomocą  nieprzewidzianą 

stypendya  zwrotne,  rozdawane  wedłe  zasług  i  pracy 

przez  instytucye  publiczne  i  liczyć  na  nie  każdemu 

wolno  bez  obawy  demoralizacyi,  nie  jest  to  bowiem 

spuszczanie  się  na  cudzy  altruizm.

background image

#

1

ściwy  wybór  zawodu,  a  z  nim  i  wydajność 
użytecznej  dla  ogółu  pracy;  nakoniec,  od­

dając  cudze  pieniądze  na  inny  cel,  niż 

były  przeznaczone,  nasz  altruista  popełnia 

swego rodzaju  sprzeniewierzenie  na  szkodę 
rodziców.

Otóż,  jeżeli  nie  będziemy  chcieli  twier­

dzić,  że  moralność  jest  kategoryą  czysto 

indywidualną,  nie  zaś  społeczną,  że  obo­
jętne  są  dla  niej  skutki  czynów,  skoro 

intencya  jest  dobra,  jeżeli,  słowem,  nie  sta­
niemy  na  stanowisku  utożsamiania  etyki 
z  czysto  indywidualistycznemi  pojęciami 

» grzechu «  i  »cnoty«,  czembyśmy  jej  ode­

brali  całą  podstawę  przedmiotową  i  całą 
wartość  społeczną, przyznać będziemy zmu­

szeni,  że  moralność  nie  jest  bynajmniej 
równoznaczna  z  altruizmem,  co  więcej,  że 

można  być  skończonym  altruistą,  a  zara­

zem  postępować  niemoralnie.  A  kto  postę­
puje  niemoralnie,  ten  jest  niemoralnym.

Powyższe  uwagi  wyjaśniają  nam  same 

przez  się,  na  czem  polega  poszukiwana 

przez  nas  »racyonalność«  altruizmu.  Jest 
ona  niczem  więcej,  jak  punktem  widzenia 
s p o ł e c z n y m ,   nieodłącznym  od  wszel­
kiego  naukowego  traktowania  zagadnień 

etycznych.

2

background image

i8

Altruizm  racyonalny,  jak  widzimy,  nie 

może  być  bezwzględny,  zmuszony  jest  bo­

wiem  liczyć  się  z  następstwami  i  skutkami 

swych  czynów,  odbijającymi  się  na  środo­

wisku  ludzkiem,  a  pozbawiony  swego  cha* 
rakteru bezwzględnego, traci zarazem wszel* 
ką wartość, jako zasada  przewodnia  i  punkt 
wyjścia  etyki  praktycznej;  etyka  bowiem, 

jako  system  nakazów  moralnych,  musi  być 
i  pozostać  bezwzględną.

Na  to,  aby  wybrnąć  z  zaznaczonych 

wyżej  trudności,  samo  przykładanie  do  al­
truizmu  miarki  racyonalności,  jako  czysto 

rozumowe  dociekanie  możliwych  następstw 

postępowania,  nigdy  wystarczające  być 

nie  może.  Czynnikiem,  normującym  życie 

i  czyny  ludzkie,  nie  są  pojęcia  i  rozumo­
wania,  zwłaszcza,  gdy  im  się  przeciwsta­
wia  uczucie,  w  odmiennym  popychające 
kierunku,  ale  głęboko  leżące instynkty  czło­

wieka,  na  nie  zaś  nakaz  racyonalności  po 

stępowania  żadnego  poważnego  wpływu 
wywrzeć  nie  może,  o  ile wychowanie  i  tra- 
dycya  rozwijać  będą  wyłącznie  popędy  tak 

zwanego  »dobrego  serca«,  jako  jedynie 

moralne.

Najważniejszy  jednak  wniosek,  jaki 

z  głębszego  zastanowienia  się  nad  »racyo-

background image

nalnością« altruizmu  wyprowadzić  możemy, 

na  tem  polega,  że  o  ile  czynnikiem,  pow­

ściągającym owe  nieskoordynowane popędy 

dobrego  serca  jest  głębszy  pierwiastek  in- 

stynktowo-uczuciowy  (a  taki  tylko  może  tu 
stanowić  przeciwwagę  skuteczną),  nie  bę­
dzie  on  miał  nic  wspólnego  z  altruizmem, 
polegającym  na  współczuciu,  do  którego 
najzupełniej  mylnie  wszelki  altruizm  spro­

wadzany  bywa.  Czynnikiem  hamującym 

będzie  tu  instynkt  społeczny,  popychający 

nas  do  utożsamiania  naszych  popędów 
z interesem  ogólnym,  a pod względem uczu­
ciowym  —  ta  szczególna  odmiana  altru­

izmu,  która  polega  na  solidaryzowaniu  się 

z  egoizmem  zbiorowej  całości.

Gdy  spotykam  przy  drodze  zawodo­

wego  żebraka,  iść  mogę  za  popędem  jed­
nego  z  dwóch  uczuć,  z  których  każde  bę­
dzie  natury  altruistycznej:  bądź  poruszony 
współczuciem  na widok  zewnętrznych  obja­
wów  nędzy,  dam  mu  jałmużnę,  bądź  też 
przeważy  we  mnie  uczucie  solidarności  ze 
społeczeństwem,  dla  którego  zawodowe  że­
bractwo  jest  objawem  chorobliwym,  istnie­

jącym  tylko  dzięki  bezmyślnej,  nieskoordy­

nowanej  i  niezorganizowanej  ofiarności; 

wtedy  zapanuję  nad  uczuciowym  altruisty-

a*

— 

19  —

background image

cznym  popędem,  odmówię  jałmużny  żebra­
kowi,  a  natomiast,  niezależnie  od  wrażeń 

bezpośrednich,  popierać  będę  odpowiednie 

instytucye  publiczne  i  towarzystwa  dobro­

czynne.

Widzimy,  że  koniecznem  jest  rozróżnia­

nie  dwóch  gatunków  altruizmu:  jeden  z my ­
sł  o w y   opiera  się  na  współczuciu,  litości, 
uprzejmości,  chęci  dogodzenia  innym  lub 
uniknięcia  widoku  cierpień;  graniczy  on 
blizko,  a  nawet  utożsamia  się  często  z  egoi­

zmem;  drugi  —  s a m o w i e d n y ,   polega 

na  zlaniu  swych  uczuć  z  dobrem  zbioro­

wości,  na  traktowaniu  jej  spraw  w  taki 

sposób,  w  jaki  się  swoje  osobiste  sprawy 

traktuje,  nie  jest  więc  niczem  innem,  jak 

egoizmem  społecznym,  odbijającym  się 

w  instynktach  gromadzkich  jednostki.

Pierwszy  możnaby  nazwać  również  i n- 

d y w i d u a l i s t y c z n y m ,   lub  ściślej  bio­
rąc,  ze  względu  na  sam  charakter  altrui­

zmu,  jako  stosunku  pomiędzy  ludźmi,  — 
indywidualistyczno  towarzyskim;  drugi  jest 

z  istoty  swej  s p o ł e c z n y m 1).

ł)  Niewątpliwie,  na  pierwszy  już  rzut  oka  nasu­

nie  się  każdemu  uogólnienie,  że  pierwszy  jest  prze­

ważnie  właściwy  kobietom,  drugi  —  mężczyznom. 
Byłoby  to  jednak  uogólnienie  przedwczesne.  Rzeczy-

— 

20

  —

background image

21

 

Dwom  rodzajom  altruizmu  odpowiadają 

również  dwa  rodzaje  e g o i z m u ,   gdyż  oba 
te,  napozór  wykluczające  się  wzajemnie 
uczucia,  jak  widzieliśmy,  nietylko  splatają 
się  silnie  ze  sobą,  ale  stanowią  często  dwie 

strony  jednego  i  tego  samego  zjawiska.

Egoizm  z m y s ł o w y   polega  na  dąże­

niu  bezpośredniem  do  szukania  zadowoleń 
i  unikania  cierpień,  stanowi  też  często 

istotny  punkt  wyjścia,  a nawet bodziec  bez­

pośredni  dla  zmysłowego  altruizmu,  jak  na 
to  wskazują  przykłady  ślepego  przywiąza­
nia  rodziców  do  dzieci,  pobłażania  złu  dla 

uniknięcia walki,  usuwania za  wszelką  cenę

wiście  śród  kobiet  przeważa  altruizm  zmysłowy,  śród 

mężczyzn — samowiedny,  nie  wypływa  to  jednak  z sa­

mej  natury  obu  pici,  ale  z  wychowania 

i

  warunków 

życia  społecznego.  Wychowanie  rozwija  w  kobietach 
nadmierną  wrażliwość  i  czułostkowość,  warunki  ży­
cia,  trzymając  je  zdała  od  spraw  publicznych,  nie
 
mogą  w  nich  rozbudzić  w  należytym  stopniu  instynk­

tów  społecznych;  oto  wszystko.  Uogólnienie  więc  po­

wyższe,  słuszne  dla  danego  czasu  i  miejsca,  nie  może 

być  uważane  jako  zasadnicze  i  powszechne.  W  na- 
szem społeczeństwie,  mianowicie  w  zaborze  rosyjskim, 
gdzie  długotrwały  brak  iycia  publicznego  i nadmierna 
uczuciowość ogółu wytworzyły typ  zuiewieściałych męż­

czyzn, altruizm indywidualistyczny  i  zmysłowy  jest  za­
równo  śród  obu  płci  rozpowszechniony.

background image

— 

22 

widoku  cierpień  lub  niezdolności  do  spra­

wienia  bólu  innym,  choćby  to  miało  być 

wynikiem  potrzeby  a  nawet  konieczności. 
Egoizm  zmysłowy  służy  za  podstawę  sy- 

stematu  etycznego,  zwanego  u t y l i t a r y -  

z m e m,  którego  podwaliny  założył  Epikur, 
twórcą  zaś  był  Bentham.

Egoizm  s a m o w i e d n y   opiera  się  na 

poczuciu  godności  osobistej  i  własnej  w ar­
tości,  na  wolności i niezależności  wewnętrz­
nej,  na  ambicyi,  pragnącej  zaznaczyć  się 
dodatnio  w  życiu  zbiorowem,  na  głębokiem 
przejęciu  się  odpowiedzialnością  osobistą, 
na  estetyce  czynów,  w  każdym  razie  na 

silnej  indywidualności,  występującej  jako 

czynnik  w  życiu  społeczeństwa.  Każe  on 

jednostce  być  zawsze  w  zgodzie  z  sobą, 

z  własnem  sumieniem  i  z  interesem  ogółu, 
a  w  praktyce  posiada  często  wszystkie  ze­
wnętrzne  znamiona  altruizmu  i  okupywać 

się  może  największemi  nawet  ofiarami  na 
rzecz  dobra  ogólnego.  Egoizm  samowiedny 

nie  został  wprowadzony  do  żadnego  syste- 
matu  etycznego,  chociaż  stanowił  zawsze 
potężną dźwignię postępu moralnego,  chyba 

w  nauce  Stoików  znajdziemy  pojedyńcze 
jego  rysy,  pozbawione  wszakże  jedynie 
właściwego  mu  podkładu  społecznego.

background image

Jak  widzimy z powyższego,  oparcie  kla- 

syfikacyi  etycznej  na  przeciwstawiającym 
się  egoizmowi  altruizmie  bezwzględnym, 

jako  na  kamieniu  probierczym  moralności, 

jest  nietylko  pozbawione  wszelkiej  umie­

jętnej  wartości,  ale  wręcz  niemożliwe  do 

przeprowadzenia.  Altruizm  zmysłowy i  ego­
izm  zmysłowy,  wbrew  pozorom,  należą  do 

jednego  i  tego  samego  typu  duchowego, 

przeplatają  się,  łączą  ze  sobą  i  przechodzą 

z  łatwością  jeden  w  drugi,  tak  że  etyka 

utylitarna  mogła  nawet  nie  bez  pewnego 

powodzenia  sprowadzić  pierwszy  do  dru­
giego,  przypisując  każdej  bezinteresowno­
ści  bodziec  samolubny.  Z  drugiej  strony, 

altruizm  samowiedny  i  egoizm  samowie- 

dny  wiążą  się  organicznie  ze  sobą  i  wy­

stępują  łącznie  w  życiu  zbiorowem  jedno­

stki.  Gdybyśmy  usiłowali  sprowadzić  ich 
do  siebie,  zobaczylibyśmy,  że  drugi  roz­

pływa  się  raczej  w  pierwszym,  egoizm  bo­
wiem  samowiedny  czerpie  wszystkie  swe 

bodźce  z  poczucia  dobra  społeczeństwa, 

stara  się  tylko  odegrać  w  jego  życiu  rolę 
czynnika  samodzielnego.

Mamy  więc  przed  sobą  dwa  odrębne 

typy  moralne,  odpowiadające  dwom  na- 
wskróś różnym od siebie charakterom  uczu­

 

23

 

background image

ciowym —  z m y s ł o w e m u   (choćby  z  pod­
kładem  najbardziej  altruistycznym)  i  sa- 

m o w i e d n e m u .   Jednemu z nich przyznać 

musimy  wyższość  etyczną  i  oprzeć  na  nim 
nakazy  moralnego  postępowania.

Oczywiście  oba  te  typy,  tak  rozbieżne 

w  dziedzinie  wyższych  zagadnień  moral­
ności,  zbliżają  się  do  siebie,  gdy  idzie

o  wspólne  ich  przeciwstawienie  czynom 
z  istoty  już  swej  niemoralnym  i  przez  oba 
za  takie  uznawanym,  jak  rozwijający  się 

kosztem  innych  egoizm  zmysłowy  lub  in­

dywidualizm, przeciwstawiający swoje  »ja« 

wszystkiemu  co  go  otacza.  Obracając  się 
w  dziedzinie  etyki  różnie  pojmowanej,  nie 

bierzemy  w  rachubę instynktów  i  popędów, 

bezspornie  niemoralnych  z  każdego  punktu 

widzenia.

Po  tem  zastrzeżeniu, łatwo zauważyć  na 

pierwszy  rzut  oka,  że  wybór  nasz  pomię­

dzy  dwoma  typami  moralnymi  zależeć 

musi  od  tego,  której  z  dwóch  teoryi  ety­
cznych  oddamy  pierwszeństwo,  czy  indy­
widualistycznej,  stawiającej  sobie  za  cel 

osiągnięcie  najwyższego  typu  człowieka, 

czy  społecznej,  dążącej  do  osiągnięcia  naj­
wyższego  typu  społeczności  ludzkiej;  czy 
tej,  która  główny  nacisk  kładzie  na  pod­

 

24

 

background image

25 

-

miotowe  pobudki  w  duchowości  jednostki, 

czy  też  tej,  która  podporządkowuje  te  po­
budki przedmiotowym  czynom,  rozpatrywa­
nym  jako  czynniki  życia  zbiorowego.

Odpowiednio  do  tych  założeń  a  na  tle 

dwóch  powyżej  skreślonych,  odrębnych  ty­

pów  uczuciowości,  zarysować  się  muszą 
również  dwa  odmienne systematy etyki  sto­

sowanej.  Typowi  charakteru  zmysłowemu, 

a  zarazem  założeniu  indywidualistycznemu, 
odpowiadać  będzie  etyka  d o g m a t y c z n a ,  

która  bierze  każdy  czyn  sam  w  sobie,  nie­

zależnie  od  czasu,  miejsca,  okoliczności 

i  skutków,  gdyż  w  ten  tylko  sposób utrwa­
lić może idealny typ jednostki, rozpowszech­
nić  praktykowanie  jednej  dla  wszystkich 

zasady i uczynić  z  niej  bezwzględną  normę 
prawa  moralnego.  Typowi  samowiednemu, 
a  zarazem  założeniu  społecznemu,  odpo­
wiadać  będzie  etyka,  którą  nazwalibyśmy 
a u t o n o m i c z n ą ,   a  która  bierze  pod 
uwagę  wszystkie  konkretne  warunki  bytu 
i  stosunków  ludzkich  i  na  ich  podstawie 

dopiero  wskazuje  każdemu  w  sposób  b e z ­

w z g l ę d n y   właściwe  jego  stanowisku 
obowiązki  indywidualne  i  społeczne 1).

J)  Nie  chcąc  wybiegać  poza  ogólnie  przyjęty  śród 

ogółu  sposób  widzenia,  nie  wprowadzam  tu  ściśle

background image

Musimy  więc  wybierać  pomiędzy  dwo­

ma  systematami  etyki  stosowanej:  pomię­

dzy  etyką  i d e a ł u ,   osobistą,  indywiduali­

styczną, zmysłową i dogmatyczną*),  a etyką 
i d e i   zbiorowej,  społeczną,  samowiedną 

i  autonomiczną.  Którąkolwiek  wybierzemy, 
musi  być  ona  bezwzględną,  gdyż  tylko 
taki  systemat  nakazów  moralnych  zasłu­

guje  na  miano  etyki,  zdolnej  urabiać  i  pod­

nosić  życie  ludzkości.

E t y k a   i d e a ł ó w   stawia  sobie  za  cel 

bezpośredni,  jeżeli  nie  osiągnięcie,  to  przy­

najmniej  zbliżenie  się  jednostek  do  stanu

— 

26  —

naukowego  rozróżnienia  pomiędzy  e t y k ą   z  jednej 
strony,  jako  przejawem  czysto  uczuciowego  życia 

duchowego  w  społeczeństwie,  a  prawem  n a t u r a l -  

n e m   i  p r a w e m   s p o l e c z n e m   z  drugiej,  jako  ta- 
kimiż  przejawami  natury  umysłowej.  Ściśle  biorąc, 

nakazy  zna  tylko  prawo,  etyka  polega  jedynie  na 

uczuciowem  zadowoleniu  z  pewnych  czynów,  uwa­

żanych  przez  społeczeństwo  za  moralne,  na  uczucio­

wem  zaś  niezadowoleniu  z  innych,  za  niemoralne  po­

czytywanych.

*)  Może  ona  kłaść  szczególny  nacisk  na  każdą 

z  tych  stron  z  osobna  i  dać  przez  to  początek  ró­
żnym  systematom,  które  posiadają  jednak  tę  wspólną
 
cechę  zasadniczą,  że  ideał  osobisty  służy  im  za  pod­
stawę  i  punkt  wyjścia.

background image

27 

-

doskonałości  bezwzględnej,  przyczem  poję­
cie  doskonałości,  pozbawione  przedmioto­
wej  oceny  społecznej,  musi  być  mniej  lub 

więcej  apryoryczne.  Nie  stawia  ona  przed 

oczy  całkowitego,  jednolitego  i  realnego 

typu  moralnego,  ale  składa  się  z  szeregu 

luźnych  przepisów  etycznych,  jednako  obo­

wiązujących  wszystkich,  zawsze  i  wszę­
dzie,  i  dlatego  po  większej  części  nega­
tywnych.  Zbliżenie  się  do  stanu  doskona­

łości  polega  na  coraz  bardziej  szczegóło- 

wem  i  skrupulatnem  stosowaniu  wyznawa­

nych  zasad  do  praktyki  życia  codziennego, 
doskonałość  zaś,  brana  czysto  indywidual­

nie,  istnieć  ma  sama  w  sobie  i  ma  być 
sama  dla  siebie  celem.  Stąd  taki  szereg 

nakazów  moralnych  jak:  nie  zabijaj,  nie 

czyń  bezprawia,  nie  szkodź  innym,  bądź 

bezwzględnym  altruistą  lub  bezwzględnie 
czystym,  jeżeli  chcesz  doskonałość  osiąg­
nąć,  nie  kłam,  nie  sprzeciwiaj  się  złu  it. d. 

Nauka  Tołstoja  przedstawia  typowy  i  ja ­

skrawy,  chociaż  niewątpliwie  krańcowy 
przykład  tego  rodzaju  nakazów.

Etyka  ideałów  nosić  ma  charakter  bez­

względny,  na  tym  punkcie  przypisuje  się 

jej nawet pewnego rodzaju monopol.  W isto­

cie  rzeczy  ideały  różnych  czasów  i  róż­

background image

nych  ludów  jaskrawo  odskakują  od  siebie, 

śród  tego  samego  nawet  społeczeństwa 
zmieniają  się  zasadniczo  z  pokolenia  w  po­
kolenie.  Podobnież  ma  się  rzecz  z  prak­
tyką.  Moralność  musi  być  bezwzględna,  do­

skonałość  zaś  może  być  tylko  względna, 

jako  możliwie  najlepsze  w  danych  warun­

kach  zbliżenie  się  do  owego  względnego 
już  w perspektywie różnych  czasów  ideału, 
jeżeli  nie  chce  poprzestać  na  formalnem 

pełnieniu  nakazów  czysto  negatywnych. 
Etyka  ideałów  tworzy  na  każdym  kroku 
takie  sytuacye  moralne,  że  czynić  musi  po­

ważne  i  zasadnicze  ustępstwa  ze  swych 
przepisów  i  wchodzić w kompromisy  z  w a­
runkami,  to  też  zwalczając  w  zasadzie 
z  całą  siłą  wszelki  oportunizm,  w  istocie 
rzeczy  zaprawia  ludzi  do  niego.  Człowiek, 
z  natury  swych  ułomności,  idealnym  być 
nie  może,  zbliżanie  się  jego  do  stanu  do­

skonałości  podlega  w  rzeczywistości  tylko 
nakazom  względnym,  zależnym  od  stopnia 

tego  zbliżenia.

Tak  więc  pierwszy  warunek  prawdzi­

wej  etyki,  jej  bezwzględność,  wysunięty 
pozornie  przez  etykę  ideałów  na  plan 

pierwszy,  okazuje  się  w  istocie  rzeczy 

złudnym.  I  rzeczywiście,  czyż  najbardziej

background image

nawet  dogmatyczny  jej  zwolennik  zakaże 
zabijać 

w walce  temu,  co  broni  ojczyzny

od  najścia  nieprzyjaciół,  czy  zaleci  celibat 
osobie  kochającej  i  kochanej,  która  prag­

nie  ognisko  rodzinne  założyć,  czy  zabroni 
kłamstwa,  gdy  prawda  zabić może lub  zgu­
bić  innych,  czy  potępi  sprzeciwianie  się 

złu,  gdy  to  zło  jest  krzyczącem  bezpra­
wiem?  Jeżeli  tak,  przestał  on  już  być  mo­
ralistą, 

a  jest  tylko  suchym, 

zimnym,

z  gruntu  niemoralnym  fanatykiem!  Prawo 

zna  z  dawna  maksymę:  summum ju s   sum­
ma injuria;
  nadmierne przestrzeganie ideału 

moralności  również  do  niemoralności  pro­

wadzić  musi.

Etyka  ideałów,  w  słowach  tylko  bez­

względna,  odbija  się  całym  szeregiem  skut­

ków  ujemnych  zarówno  na  życiu  jednostki, 

jak  i  na  stosunkach  społecznych:

i) 

Stwarzając  sytuacye  bez  wyjścia, 

prowadzi  do  tego,  że  podcina  u  podstaw 

dwie  najkardynalniejsze  zasady  moralności 

samowiednej:  »bądź  zawsze  szczerym*

i  »bądź  zawsze  w  zgodzie  z  własnem  su­

mieniem«.  Czy  może  być  szczerym  czło­

wiek,  który  głosi  zasadę  bezwzględną,  wie­
dząc  o  tem  z  góry,  że  przy  pierwszym 

zbiegu  okoliczności  siebie  i  innych  rozgrze­

 

29  —

background image

szyć  będzie  zmuszony  od  pogwałcenia  tej 
zasady? Czy może być w zgodzie z własnem 
sumieniem  ten,  którego  najzdrowsze  in­

stynkty  i  najlepsze  uczucia  pchają  w  pew­

nym  kierunku,  przyjęty  zaś  w  imię  kon- 

sekwencyi  suchy  dogmat  etyczny  w  prze­

ciwnym?  Radzić  tu  sobie  umie  tylko  na­

tura  Rosyanina,  tego  klasycznego  zwolen­
nika  etyki  najdziwaczniejszych  ideałów. 
Nie  robi  on  sobie  naogół  zbytnich  skrupu­
łów  z  odstępowaniem  od głoszonych  zasad, 
powtarza  tylko  przy  tej  okazyi  ze  spokojną 
rezygnacyą:  kakoj-te ja   odnako  padlecl  Są 

zresztą  ludzie,  którzy  widzą  w  tem  objaw 
szczerości  charakteru.

2) 

Etyka  ideałów  może  dawać  nakazy 

moralne,  ale  nie  może  zrodzić  powszech­
nego  dla  wszystkich  obowiązku.  Naciąga­

jąc  strunę  »doskonałości«  do  granic,  prze­

chodzących  siły  przeciętnego  uczciwego 
człowieka,  robi  z  niej  conajwyżej  wzór, 
który  ten  tylko  naśladować  będzie,  kto  ma 

chęć  i  wolę  to  uczynić,  i  o  tyle  tylko,  o  ile 
będzie  zdolny  do  tego,  słowem  żąda  wię­
cej,  aby  cośkolwiek  osiągnąć.  Takie  na­

kazy  etyczne  nie  mogą  mieć  żadnej  w ar­
tości,  jako  regulatory  powszechne  stosun­

ków  społecznych.  Z  chwilą  zaś,  gdy  zwo­

— 

30 

background image

— 

3i

lennicy  etyki  ideałów  zechcą  z  nich  ukuć 

prawa  moralne,  obowiązujące  bezwzględ­

nie  cały  ogół,  wywołają  tylko  opozycyę 
czynną  ze  strony  tych,  co  się  kierują  za­
sadami  odmiennemi,  uprawnią  ich  do  two 

rżenia  nowych  własnych  szkół,  choćby 
w  kierunkach  rozbieżnych,  słowem,  poder- 

wą  u  podstaw  jedność  pojęć  etycznych 

w  społeczeństwie,  bez  której  niema  obo­
wiązków  powszechnych,  a  więc  i  moral­
ności  w  życiu.

3) 

Do  ideału  zbliżyć  się  można  tylko 

w  pewnym  kierunku,  odpowiadającym  na­

szym  przyrodzonym  zdolnościom,  które  za 

pomocą  ustawicznych  ćwiczeń  rozwijamy 
w  sobie  aż  do  stanu  względnej  doskona­

łości.  Etyka  ideałów,  gdy  z  istoty  swej 
wszechstronnie,  integralnie  praktykowaną 
być  nie  może,  wytwarza  z  konieczności 

specyalizacyę,  i  to  w  kierunku  najmniej­
szego  oporu  dla  wrodzonych  skłonności 
każdego,  przez  co  prowadzi  w  sposób  nie­
unikniony  do  moralności  jednostronnej; 

zbliżona  do  stanu  »doskonałości«,  przestaje 

już  być  etyką,  a  staje  się  swego  rodzaju 

atletyką  moralną,  wzbudzającą  być  może 
podziw  w  gawiedzi,  ale  nie  podnoszącą  ani 
na  jotę  poziomu  moralnego  śród  ogółu.

background image

4) 

Jednostronność  pociąga  za  sobą  wy­

łączność.  Człowiek,  zapatrzony  w  pewien 
dogmat,  który  mu  się  wydaje  kamieniem 
węgielnym  doskonałości,  dojść  musi  do  po* 

tępiania  najbardziej  nawet  uprawnionych 
dążeń  przeciwnych.  Altruista  bezwzględny 
oburzać  się  będzie  na  wszelki  przejaw  sa­
mowiednego  egoizmu,  chociażby  ten  był 
potężnym  czynnikiem dobra ogólnego;  czło- 

f  wiek  stawiający  sobie  za  ideał  skromność 

potrzeb,  potępi  najlementarniejsze  wyma­

gania  kultury,  obniżając  tem  samem  jej 
poziom śród  ogółu;  idealizator bezwzględny 
czystości  gotów  będzie  zatruć  i  podkopać 

szczęście  przyszłe  serce  młodych,  rzucając 
w  nie  jad  zwątpienia,  analizy  rozkładowej 

i  chorobliwej  goryczy  na  punkcie  tych 
stron  życia,  które  właśnie idealizowane  być 
powinny,  jeżeli  zachować  mają  całą  czy­

stość  najpiękniejszego  w  swej  bezwiedzy 

instynktu.  Moralność,  jak  wszelkie  postępo­

wanie  celowe,  wymaga  przedewszystkiem 

miary,  trafnej  i  wszechstronnej  oceny  po­

łożenia,  Z  chwilą,  gdy  bierze  za  punkt 
wyjścia  i  miarkę  czynów  —  ideały,  ska­
zana  jest  z  góry  na  wyłączność  i  przesadę, 
staje  się  więc  łatwo  nietolerancyjną,  bez­
względną w potępianiu innych  i despotyczną.

—  32 

background image

33 

5) 

Oderwane  i  formalne  czysto  nakazy 

zastępują  umiejętną  dyrektywę  postępowa­
nia.  Etyka  ideałów  operuje  nie  pojęciami, 

ale  słowami,  i  nadaje  im  jakieś  samoistne 

i  bezwzględne  znaczenie,  niezależne  od  sto­

sunków,  które  mają  wyobrażać.  »Nie  zabi­

jaj®  w  jej  ustach  znaczy  »nie  zadawaj 

śmierci«,  niezależnie  od  tego,  w  jakich  w a­

runkach,  w  jakiej  intencyi  i  dla  jakiego 

celu  czyn  ten  zostaje  spełniony,  nic  więc 
dziwnego, 

że 

niektórzy,  konsekwentni 

w  swej  nielogiczności, rozciągają  ten  zakaz 

aż  do  zadawania  śmierci  zwierzętom;  cze­
muż  nie  roślinom  zarazem?  Nie  będzie  to 

jednak  nietylko  zabójstwem,  ale  żadnym 
czynem  niemoralnym,  gdy  taki  apostoł 
dogmatu  »nie zabijaj«,  zalecając opór bierny 
przeciwko 

służbie  wojskowej,  wystawi 

swych  sfanatyzowanych  zwolenników  na 

sądy  wojenne  ze  wszystkiemi  ich  następ­

stwami,  aby  literze  etyki  stało  się  zadość. 

»Bądź  czystym*,  to  znaczy  w  jej  ustach — 

nie  żyj  życiem  płciowem,  a  w  każdym  ra ­
zie  poczytuj  je  za  rzecz  nizką  i  złą  w  za­
sadzie.  Ale  nie  sprzeniewierza  się  czysto­
ści  ten,  co  pod  wpływem  tłumionych  in­
stynktów  zdeprawuje  swą  wyobraźnię,  za-

£flCIZH  NMtODuWY: 

3

background image

kazi  duszę  lubieżnością,  a  wszystkie  myśli 
i  uczucia  zwróci  na  owoc  zakazany.

To  już  nie  zasady,  to  słowa,  nabiera­

jące  —  jak  u  ludów  dzikich  —  wartości 
rzeczy  samej  w  sobie.  Dzięki  temu  dogma- 
tyzmowi  formuł  i  ślepej  rutynie  przepisów 
z  nich  płynących,  etyka  ideałów  wpada 
w  istną  namiętność  tworzenia  sztucznych 

grzechów tam,  gdzie ich niema, no — a oczy­

wiście  poczytuje  za  niewinne  lub  nawet 

moralne  takie  czyny,  które  stanowią  cięż­
kie  przewinienia  wobec  etyki  społecznej1).

—  34  ~

*)  Indywidualizm  etyczny  w  pewnej  swej  odmianie 

może  się  wprawdzie  uwolnić  od  dogmatyzmu,  ale  na 

to  tylko,  aby  wzamian  popaść  w  zupełną  anarchię 

moralną.  Zarodek  jej  tkwi  w  założeniu,  które  poczy­
tuje  czystość  i  bezinteresowność  pobudek  za  jedyną
i  wystarczającą  kwalifikacyę  etyczną.  Wszystko  po­
lega  na  intencyi,  a  czyny  ludzkie  zdane  są  na  łaskę
 

nieobliczalnych  dróg,  któremi  często  kroczy  rozumo­

wanie  jednostek,  wyłamujących  się  z  pod  moralnego 
przymusu  społecznego.  Otóż  ludzie  najzupełniej  mo­

ralni  według  pojęć  etyki  indywidualistycznej,  mogą 

być  społecznie  z  gruntu  niemoralnymi.  Dość  przy­

pomnieć  anarchistów:  spotyka  się  pomiędzy  nimi 

wiele  jednostek  o  wysokim  nastroju  moralnym,  al- 

truistycznych,  zdolnych  do  najwyższych  poświeceń. 

Mają  oni  swoją  bardzo  wygórowaną  etykę,  ale  dla­

tego  właśnie,  i e   jest  ona  nawskróś  indwidualistyczną, 
że  cała  jej  moralność  polega  na  czysto  podmioto­

background image

6) 

Stan  wysokiego  naprężenia  ducho­

wego,  towarzyszącego  dostrajaniu  się  do 

ideału,  długo  trwać  nie  może;  przypada 

on  zwykle  na  pewien  ograniczony  okres 

życia,  na  okres,  pozbawiony  najczęściej 
głębszych  pokus  i  rzeczywistych  zawikłań, 

a nawet prostego  doświadczenia życiowego. 

Gdy  te  się  zjawią,  ideał,  tak  prosty  dotąd 

i  jasny,  staje  się  zbyt  szablonowym,  dok­

trynerskim i  wyłącznym,  ulega  stopniowym 

modyfikacyom,  zamienia  się  w  coś  innego 

lub,  co  gorsza,  zapada  się  odrazu,  zosta­

wiając  tylko  gruzy  po  sobie.  Stąd  tak  czę­
ste  u  nas  porzucanie  z  wiekiem  dawnych

wych  stanach  wewnętrznych  i  na  podmiotowem  jedy­

nie  pojęciu  o  szczęściu  ludzkości,  mogą  popełniać 
w  imię  tej  etyki  krzyczące  zbrodnie  społeczne.  To 

samo  da  się  powiedzieć  o  wszelkiego  rodzaju  fanaty­

kach,  dopuszczających  się  przestępstw 

z

  pobudek 

czystych.  Czy  możemy  o  nich  powiedzieć,  że  są  to 

jednostki  moralne,  które  wskutek  wadliwego  rozumo­

wania  stanęły  w  sprzeczności  z  kodeksem  karnym? 
Czem  wtedy  zapełnimy  przepaść,  która  się  otwiera 

pomiędzy  moralnością  a  prawem ?  Z  dwojga  złego, 
dobro  społeczeństwa  stokroć  prędzej  pogodzić  się 

może 

ł

 

typem  charakteru  o  złych  instynktach,  ale 

utrzymującym  je  z  jakichkolwiek  względów  na  wo­

dzy,  niż  z  podmiotową  moralnością  anarchicznego 

indywidualizmu,  stawiającego  się  ponad  społeczeń­

stwem.

— 

35 

~

3*

background image

ideałów  etycznych  młodości,  po  których 

pozostaje  tylko  niesmak,  zwątpienie  w  sie­
bie i  pustka  moralna.  Gorzej,  gdy  te  ideały, 

utraciwszy  grunt  pod  nogami  i  pozbawione 

rzeczywistej  treści  uczuciowej,  starają  się 
przetrwać  jako  doktryna  etyczna.  Wtedy 

ludzie  zadawalniają  się wyznawaniem idea­
łów,  z  których  pozostaje  to  tylko,  co  było 

w  nich  ujemnego,  a  moralność  zamienia 
się  w  pozę,  blagę  i obłudę.  A  ponieważ nie­
wykonalne  zasady  postępowania  są  z  góry 
na  zawód skazane,  zwyrodnienie etyki  idea­

łów  w  ciągu  życia  ludzkiego  jest  zjawi- 
skiem  niemal  powszechnem.

7) 

Nakoniec,  śród  zwolenników  etyki 

ideałów  tworzy  się  hierarchia  typów  mo­
ralnych,  mniej  lub  więcej  zbliżonych  do 
ideału.  Ci,  którym  dane  było  wznieść  się 
pod  pewnym  względem  na  wyżyny  tre­

sury  moralnej,  choćby  stąd żadna dla  ogółu 

korzyść  nie  płynęła,  uważają  się  za  typy 
wyższe  od  innych,  za  »nadludzi«,  upraw­

nionych  do  patrzenia  z  góry  na  tych,  co 
nie  osiągnęli  wprawdzie 

pod  żadnym 

względem  doskonałości,  ale  pod  wszyst­

kimi  względami  pełnią  należycie  swe  obo­
wiązki  człowieka  i  obywatela.  I  ogół  pod­

daje  się  wkońcu  tej  mniemanej  arystokra-

— 

3*5 

-

background image

cyi  duchowej,  zapominając  o  tem,  że  od 
typu  »nadczło wieka «  daleko  większą  war­
tość  moralną  i  społeczną  przedstawia  typ 

» człowieka«.

Etyka ideałów,  względna  w  swej  istocie, 

niezdolna  wytworzyć  poczucia  obowiązku 

powszechnego,  rozbija  społeczeństwo  pod 
względem  moralnym,  wprowadza  w  nie 

chaos  i  anarchię  duchową;  wytwarzając 

sytuacye  bez  wyjścia,  wbija  się  klinem 
w  serca  i  mózgi,  sieje  niepokój  i  rozterkę 
wewnętrzną,  rozstrój  i  histeryę,  denerwuje 
ogół  i  tworzy  z  niego  typ  bez  charakteru. 

W  pogoni  za  doskonałością  ludzie  prze­

stają  być  dobrymi  członkami  społeczeń­
stwa,  w  pogoni  za  cnotą  przestają  należy­
cie  wypełniać  swe obowiązki osobiste  i  oby­
watelskie.  Nie  są  to  zaiste  podstawy,  na 
których  dałoby  się  oprzeć  odrodzenie  mo­
ralne  narodu!

Etyce  ideałów  przeciwstawia  się  e ty k a  

i de i ,   etyka  społeczna.  Zasadą  jej  prze­

wodnią  jest  realne  dobro  konkretnego  spo­

łeczeństwa,  do  którego  dana  jednostka  na­
leży.  Nakazem  dla  ostatniej  będzie  stwo­

rzenie  z  siebie  jednolitego,  harmonijnego 
i  silnego  typu,  odpowiadającego jej  własnej

—  37

background image

indywidualności  (egoizm  samowiedny),  da­
lej  —  przywiązanie  tej  indywidualności  do 

właściwych  jej  kół,  sfer,  grup  i  społeczeń­
stwa  całego  (altruizm  samowiedny),  nako- 
niec  —  zlanie  się  jej  duchowe  ze  swem 
społeczeństwem  i  przyjęcie  jego  dofcra, 
pragnień  i  celów  za  swoje  (egoizm  zbio­
rowy).

Etyka  idei  nakłada  na  każdego  obowią­

zek  d o s k o n a l e n i a   się  osobistego,  ale 

w  znaczeniu  szkoły  charakteru  i  szkoły 

życia  obywatelskiego;  natomiast  pojęcie 

d o s k o n a ł o ś c i ,   jakoby  możliwej  do osią­

gnięcia  przez  trzymanie  się  ścisłe  zasad 
idealnego  żywota,  jest  jej  zgoła  obce.  Kon­

kretnych  przepisów  moralności  społecznej 

nikt  nam  z  góry,  w  gotowych  formułach, 

podać  nie  może:  trzeba  wyrabiać  w  sobie 
charakter,  instynky  publiczne  i  uczucia 
obywatelskie,  trzeba  ciągłej  własnej  pracy 
myśli,  ustawicznego,  całe  życie  trwającego 

wznoszenia  się  na  coraz  wyższy  poziom 

siły  wewnętrznej  i  obywatelskiej  ekspan- 
syi,  trzeba  wciąż  wzbogacać  i  potęgować 

swe  funkcye  społeczne, — wtedy  jednostka 
będzie  coraz  lepiej  wcielała  ideę  w  życie, 

będzie  coraz  doskonalszą  z  punktu  widze­
nia  etyki  społecznej.

— 

38 

background image

Etyka  idei  przyjmuje  z  góry,  że  dosko­

nałość  ludzka  może  być  tylko  względną 
i, zamiast  ubiegać  się — wzorem  etyki idea­
łów  —  o  podniesienie  j e d n o s t e k   na 
wyżyny  tej  względnej  choćby doskonałości, 
troszczy  się  przedewszystkiem  o  to,  ażeby 
o g ó ł   osiągnął  poziom  moralności,  nie­
zbędny  do  prawidłowego układu  stosunków 
społecznych.  Woli  ona  podnieść  ten  po­
ziom  o  jeden  stopień  skali  etycznej,  niż  wi- 
dzieć  garstkę  ludzi,  pnących  się  na  szczyty 
owej  skali i przerywających przez to  wszel­

ką  łączność  moralną  z  resztą.  Każdy  jej 

nakaz  dotyczy  tego  tylko,  co  jest  koniecz­
ne  dla  dobra  ogólnego,  ale  nakaz  ten  sta­
nowi  bezwzględny  i  powszechny  obowią­
zek  dla  wszystkich.  A  to  wyklucza  z  góry 
wszelką  możliwość  oportunizmu.  Oportu­

nizm  zjawia  się  tam  tylko,  gdzie  panują 

bezwzględne  zasady  dogmatyczne;  etyka 
społeczna  uświęca  z  góry  odstępstwo  od 

pewnych  obowiązków  i  nakazów,  ale  tylko 

w  imię  obowiązków  i  nakazów  ważniej­

szych  i  wyższych,  co  z  oportunizmem  nic 

wspólnego  nie  ma.

Etyka  idei  wkłada  te  same  obowiązki 

na  każdego,  a  nie  na  wybranych  tylko. 

Mogą  być  stopnie  w  mniej  lub  więcej  ści-

— 

39 

background image

słem  i  dobrem  ich  wykonywaniu,  mogą  się 
zjawiać  ludzie  zdolni  do  nadobowiązko­

wych  czynów,  ale  niema  z  góry  niejako 

uprawnionej  hierarchii  doskonałości  ludz­

kiej,  to  też  nie  świętych,  ale  bohaterów 
ona  wydaje.

Jednostki,  zdolne  wyprzedzić  ogół  pod 

względem  pewnych,  wrodzonych  ich  indy­
widualności  cnót  moralnych,  baczyć  będą 

przede wszy stkiem,  aby  nie  stanąć  w  koli- 
zyi  z  innymi  obowiązkami  moralności, 
a  wtedy  zadowolnią  się  tem,  że  innym 

świecić  będą  przykładem,  że  wskażą  im 
możność  osiągnięcia  w  danych  warunkach 
wyżyn  swej  roli społecznej,  obcą  im  jednak 
będzie  wszelka  myśl  stwarzania  etyki  w ła­
snej,  narzucania  jej  komukolwiek,  a  tem 
mniej  szerzenia  prozelityzmu.  Obywatel, 

oddający  się  w  całości  dobru  publicznemu, 

od  innych  wymagać  będzie  tylko  sumien­

nego pełnienia obowiązków.  Człowiek, prak- 

tykujący  najdalej  posuniętą  czystość  wy­

powie  walkę  rozpuście,  ale  nie  będzie  pro­

pagował  celibatu  powszechnego,  inny,  sta­

jący  w  obronie  życia  ludzkiego,  pracować 
będzie  nad  zmianą  obyczajów  i  pojęć  na 

punkcie  pojedynków  lub  kary  śmierci,  jako 
przeżytków  innego  ustroju,  ale  nie  będzie

 

40

 

background image

wzywał  rodaków,  powołanych  do  obrony 

kraju,  aby  rzucali  broń  pod  nogi  nieprzy­

jaciela  lub  choćby  tylko  uchylali  się  od 

tego  najpierwszego  obowiązku  obywatel 
skiego.

Na  miejsce  dogmatycznego  zakazu  »nie 

kłam«,  etyka  społeczna  postawi  inny, mniej 
wyłączny,  mniej  formalny,  ale  głębszy  za­

razem:  »nie  bądź  kłamcą®,  nie  bądź typem 

charakteru  fałszywym  i  niegodnym  zaufa­

nia, postępowanie twoje niech będzie zawsze 

prawe,  a  pozostanie ono takiem,  gdy  w  głę- 

bokiem  poczuciu  obowiązku wypowiesz  bez 

skrupułów  świadome  kłamstwo,  skoro  wy­
maga  tego  dobro  wyższego  rzędu,  twoja 

niezależność  wewnętrzna  i  twój  charakter. 
Czy prześladowany za wiarę,  pytany  o  księ­
dza,  który  mu  potajemnie  sakramentów 
udzielał,  nie  ma  obowiązku  moralnego  za­
słonić  go  kłamstwem?  czy  urzędnik,  zapy­

tany  zręcznie  o  tajemnicę  urzędową,  gdy, 
uchylając  się  od  odpowiedzi  zdradzić  ją 
może,  nie  powinien  zmylić  domysłów?  czy 

dowódca,  przygotowujący  fortel,  nie  ma 
prawa  rozpuszczać  fałszywych  wieści?  czy 

będąc  w  posiadaniu  wiadomości,  któraby 

drugą  osobę  zabiła,  nie  powinienem  na  jej 

zapytanie  odpowiedzieć  kłamstwem?  czy

 

41

 

background image

42

 

nagabnięty natarczywie przez  natręta o moją 
tajemnicę  osobistą  nie  mam  prawa  zbić 

jego  domysłów,  gdy  milczenie  mnie  zdra­

dzi?  Jeżeli  zwolennik  formalnego  zakazu 

»nie  kłam«  stanie  tu  z  nim  w  zgodzie,  nie­

tylko  zada  kłam  i  gwałt  własnemu  sumie­

niu,  ale  popełnić  może  zbrodnię  moralną. 
Mówiąc  nieprawdę  z  całą  samowiedzą,  po­

zostaje  nietylko  wewnętrznie  ale  i  naze- 

wnątrz  prawym  i  moralnie  czystym,  bo  nie 

jest  kłamcą  ten,  co  unikając  wykrętów 

i faryzeuszostwa,  broni  niezależności  swego 

sumienia.

Przed  zakazem  »nie  czyń  bezprawia«, 

etyka  społeczna  wysuwa  na  plan  pierwszy 
zakaz  —  »nie  znoś  bezprawia®  ;  tamten 

może  być  tylko  wskazaniem  negatywnem, 
otamowującem  co  najwyżej  popęd  do  nad­

użyć,  ten  jest  rzeczywistym  regulatorem 

stosunków  społecznych,  czynnikiem ustroju, 
nie  znoszącego  bezprawia  w  swem  łonie. 

Porządek  prawny,  jako  pierwszy  warunek 

szczęśliwości  ogólnej,  nie  może  polegać  na 

łasce  i  dobrej  woli  ludzi,  którzy  mają  czę­

sto  interes  w  jego  naruszaniu,  ale  na  takim 

powszechnie  obowiązującym  nakazie,  który 

czyni  jego  gwałcenie  niemożliwem  lub 

przynajmniej  szkodliwem  dla  gwałciciela.

background image

Pierwszy  zakaz  godzi  się  najzupełniej 

z  tchórzliwą  ucieczką  przed  bezprawiem, 

a  w  końcu  wyrabia  odpowiednią  skłonność 

śród  ogółu,  drugi  —  czyni  z  mężnej  prze 

ciwko  niemu  walki  obowiązek  wobec  sa­
mego  siebie  i  wobec  społeczeństwa,  stwa­

rza  przeto  pełen  charakteru  typ  człowieka 
i  obywatela.  »Obrońcą  praw  państwa  i  na­

rodu,  mówi  Rudolf  Jhering,  jest  ten,  kto 
poczuwa  się  do  obowiązku  obrony  praw 

prywatnych;  te  same  zalety,  które  nabył 
w  walce  o  prawo  prywatne,  są  konieczne 

w  walce  o  prawa  państwowe,  co  zasiane 

było  i  dojrzało  w  prawie  prywatnem,  to 

przyniesie  owoc  w  prawie  państwowem 

i  narodowem«.

Przykazanie  Tołstoja  »nie  sprzeciwiaj 

się  złu«  jest  w  świetle  etyki  społecznej 
z  gruntu  niemoralne,  gdyż  każąc  nam  zło 
tolerować,  czyni  nas  jego  wspólnikami.  Nie 
wytrzymuje  ono  nawet  kantowskiej  miarki 
moralnej,  z  chwilą  bowiem,  gdyby  się  stało 
bezwzględnem  i  powszechnem  prawidłem 

dla  wszystkich,  przestępstwa,  bezprawia 

i  nadużycia  nie  znałyby  hamulca,  a  społe­

czeństwo  samo uledzby musiało  rozkładowi. 

Jest  to  hasło  beznadziejnego  niewolnictwa, 

zrodzone  na  gruncie  pozostałej  we  krwi

— 

43 

background image

tradycyi  jarzma  mongolskiego,  a  wzrosłe 

śród  wiekowego fatalizmu  władzy  i  służące 
mu  bezwiednie.

Zamiast  opartego  na  zmysłowym  altrui­

zmie  nakazu  czynienia  dobrze  tym  wszyst-" 
kim,  z  którymi  zetknie  nas  przypadek  i  wir 

stosunków,  występuje  naprzód  nakaz  odda­
wania  pierwszeństwa  tym,  wobec  których 
mamy  przyrodzone obowiązki,  a dalej  nakaz 

podnoszenia  i  rozwijania  indywidualności 

grupy,  do  której  należymy,  pracowania  dla 

jej  dobra,  potęgowania  szczęśliwości  zbio­

rowej.  Moralność  polega  na  ścisłem  zespo­

leniu  się  jednostki  ze  swem  przyrodzonem 

środowiskiem,  a  wtedy  wszelki  przejaw  jej 
altruizmu  stanie  się  samowiednym  i  dzia­

łać  będzie  w  imię  dobra  tego  środowiska, 
w  imię  egoizmu  zbiorowości.

Każdy  z  dwóch  zasadniczych  typów 

etycznych  ma  swoją  odrębną  koncepcję 
tego,  co  nazywamy  s i l n ą   i n d y w i d u a l ­

n o ś c i ą   m o r a l n ą .   Etyka  ideałów  przy­

pisze  ją  temu,  kto  najdalej  sięga  myślą 

w  przyszłość  na  punkcie  pewnych  stron 
życia,  oderwanych  od  całości  stosunków, 
najskrupulatniej  i  najbezwzględniej  prze­

prowadza  wysnute  stąd  wskazania,  a  więc

background image

pod  pewnym  względem  najdalej  odskakuje 
od  przyjętych  w  jego  środowisku  poglą­

dów.  Niestety,  wyróżnianie  się  nie  stanowi 
indywidualności,  gdyż  brakować  jej  może 
dwóch  znamion  zasadniczych:  oryginalno 
ści  i  twórczości.  Jeżeli  gdzie,  to  w  dzie­
dzinie  idealistycznych  pomysłów  etyki  — 

nic  nowego  pod  słońcem.  Odnaleźć  mało 

ogółowi  znane lub  dawno  zapomniane  tezy, 

podnieść  je  do znaczenia pierwszorzędnego, 

ukuć  z  nich  nakazy  bezwzględne  i  pod 

tem  hasłem  szerzyć  prozelityzm,  na  to  nie 
trzeba  ani  oryginalności,  ani  twórczości; 

tem  bardziej  dla  propagowania  cudzych, 
puszczonych  już  w  kurs  pomysłów,  tu  już 

spotykamy  raczej  zanik  zupełny  indywi­

dualności,  ślepe,  często  fanatyczne  naślado­
wnictwo,  co  najwyżej  doprowadzanie  tez 

już  postawionych  do  krańców  analizy  i  za­

stosowania.

Etyka  idei  widzi  silną  indywidualność 

w  człowieku,  który,  zespoliwszy  się  ściśle 

z  najbardziej  odpowiadającymi jego charak­
terowi  grupami,  kołami  lub  prądami  społe­

cznymi,  stanie  się najlepszym  ich  wyrazem, 
wniesie  w  ich  życie  nowe  pierwiastki  do­
datnie, stworzy lub podniesie  ich  typ  i przy­

czyni  się  do  harmonijnego  ich  współdzia-

-   45  ~

background image

lania  dla  dobra  całości.  Każda  jednostka 

jest  punktem,  w  którym  przecina  się  wiele 

kół,  grup  i  prądów  społecznych:  jednolita 
indywidualność  polega  na  harmonijnem  ich 
połączeniu  w  charakterze  jednostki,  twór­
cza  indywidualność  —  na  połączeniu  ich 

oryginalnem  i  płodnem  lub  na  powołaniu 

do  życia  nowych  tego  rodzaju  czynników. 

Takiem  twórczem  połączeniem  było  np. 

zapisywanie  się  szlachty  do  stanu  mie­

szczańskiego  w  dzień  ogłoszenia  Konstytu- 

cyi  3  maja,  lub  powołanie  po  raz  pierw­
szy  przez  Kościuszkę  ludu  wiejskiego  do 

obrony  kraju,  będzie  niem  zlanie  się  dwóch 

stronnictw  lub  organizacyj  w  imię  dobra 

narodu,  zaprowadzenie  zgody  śród  stron 

zwaśnionych,  a  nawet  wniesienie  myśli 

obywatelskiej  w  bezmyślne  środowisko  to­

warzyskie.  Tworzenie  nowych  czynników 

społecznych  znajdziemy  w  organizowaniu 
obrony  narodowej,  akcyi  ratunkowej  lub 
instytucyi,  pełniącej  zaległą  funkcyę  spo­
łeczną,  w  filaretyzmie  wileńskim,  wytknię­
ciu  nowych  dróg  współdziałania  i  organi- 
zacyi  obywatelskiej,  powołaniu  do  życia 

nowej  gałęzi przemysłu, podniesieniu  w spo­

łeczeństwie  poziomu  obyczajów  i  t.  p.  Nie­

wątpliwie,  powiedzą  nam,  są  to  wszystko

-

 

4 6

 

-

background image

zasługi  obywatelskie,  znamionujące  silną 
i  twórczą  indywidualność  ich  inicyatorów, 

ale  co  one  mają  wspólnego  z  etyką  i  mo­

ralnością?  To,  odpowiemy,  że  są  wciele­
niem  zasad  etyki  społecznej  w  życie,  są 

czynami  o  daleko  wyższej  moralnej  wła­
śnie  doniosłości,  niż  osiągnięcie  osobistego 

ideału  altruizmu,  czystości,  prawdomów­

ności  lub  ograniczenia  swych  potrzeb.

Etyka  ideałów  jest  etyką  umysłów, 

oderwanych  od  swego  przyrodzonego  śro­

dowiska,  nie  żyjących  życiem  realnem,  ale 

tworzących  swój  własny  świat  w  sobie 
i  dla  siebie;  otoczenie  jest  dla  niego  po­

lem  doświadczalnem,  na  którem  ćwiczy 

się  w  uprawianiu  swej  moralności.  Etyka 

idei  jest  etyką  charakterów  czynnych, 

twórczych  w  dziedzinie  społecznej.  Pierw­
sza  wprowadza  harmonię  tylko  w  duszę 

jednostki,  odciątej  od  świata,  a  dusza  ta 

staje  się  sama  dla  siebie  celem,  druga  — 

wprowadza  harmonię  w  tętniące  życiem 

i  walką  społeczeństwo,  a  jego  dusza  jest 

celem  ostatecznym  wszelkich  wysiłków 
moralnych  jednostki.

Etyka  ideałów  widzi  tylko  abstrakcyj­

nego  człowieka,  pozbawionego  wszelkich 

stałych  węzłów  społecznych,  dbającego

— 

47 

background image

-

 

48

 

-

tylko  o  własną  doskonałość.  Etyka  spo­
łeczna  ma  na  widoku  konkretne  s t os unki ,  

zachodzące  pomiędzy  indywidualnościami, 

zarówno  jednostkowemi  jak  i  zbiorowemi, 

i  dąży  do  podniesienia  typu  tych  stosun­

ków.  Nie  polega  ona  jedynie  na  stosunku 
człowieka  do  własnego  sumienia,  ale  na 

stosunkach  ludzi  do  ludzi  wewnątrz  jednej 
grupy  i  na  stosunkach  grup  pomiędzy 

sobą.  Sumienie  człowieka  jest  tylko  odbi­
ciem  w  jego  duszy  nakazów  moralnych, 
z  wyższego  źródła,  ze  środowiska  społecz­
nego  płynących.

Układając  w  szereg  owe  stosunki  po­

między  indywidualnościami  na  podstawie 
wzrastającej  ścisłości  ogniw  społecznych, 

otrzymamy  następujące  ich  stopniowanie: 

walka  otwarta  indywidualności  wrogich, 
antagonizm  pomiędzy  niemi,  obojętność, 
wymiana  usług,  solidarność  interesów,  po­

ciąg  wzajemny  i  współdziałanie,  przywią­

zanie  i  obopólna  pomoc,  nakoniec  miłość 

i  całkowite  zespolenie.  Każdy  z  tych  sto­

sunków  posiada  właściwe  sobie  zasady 
etycznego  postępowania,  a  w  każdej  sy- 

tuacyi  jedno  tylko  wyjście  jest  bezwzględ­

nie  dobre.  Jednostki  lub  grupy  nie  mogą 

się  wyłamywać  dowolnie  z  pod  rygoru

background image

49

 

obowiązków,  ciążących  na  typie  stosunków 
właściwego  im  środowiska,  jak  żołnierzowi 
nie  wolno  ani  wyrywać  się  z  szeregów, 
choćb}^  dla  dokazania  cudów  męstwa,  ani 
pozostawać  w  tyle.  Bezwzględność  etyki 

społecznej  na  tern  polega,  że  postępowa­

nie  winno  zawsze  i  wszędzie  odpowiadać 
ściśle  naturze  stosunku,  który jednostronnie 
a  samowolnie  nie  może  być  zmieniany. 
Stosunek  każdy,  będąc  z  natury  swej  spo­

łecznym,  jest  faktem  przedmiotowym,  nie 
może  się  więc  określać  na  podstawie  do­
wolnych  i  zmiennych  stanów  podmioto­

wych  jednej  ze  stron  zainteresowanych.

Cały  postęp  moralny  ludzkości  polega 

na  stopniowem  podnoszeniu  się  stosunków 
społecznych  niższego  typu  na  szczeble  co­

raz  wyższe:  każdy  trwały  krok  w  tym  kie­
runku  będzie  dobrem  bezwzględnem,  każde 
cofnięcie  się  —  złem.  Na  to  jednak,  aby 
stan  wrogiego  antagonizmu,  mający  swe 

realne  społeczne  przyczyny,  zamienił  się 

na  spokojne  pożycie  obok  siebie  lub  współ­
działanie,  nie  dość  jest  nakazów  moral­
nych,  właściwych  etyce idealistycznej, które 

mają  tego  skoku  dokonać,  a  w  gruncie  rze­

czy  częstokroć  tylko  wikłają  i  opóźniają 
rozwiązanie  kwestyi.  Na  to  trzeba  usunię-

E S - M Z *   MASDDOWY.

4

background image

cia  samych  przyczyn  antagonizmu  i  likwi- 
dacyi  sporu.  W  tym  też  kierunku  idą  wska­
zania  etyki  społecznej  zarówno  jak  prawa 
naturalnego,  to  też  mm  m  repellere  onines 
leges  omniaque  ju ra   permittunt.  Obowiąz­
kiem  moralnym 

jest  odeprzeć  napaść, 

gwałt  lub  bezprawie  i  zapobiedz  ich  po­
wtórzeniu  się  w  przyszłości,  gdyż  w  ten 

tylko  sposób  stosunek  jawnego  lub  ukry­

tego  antagonizmu  zamienić  się  może  na 
stosunek  typu  wyższego.  Odwrotnie,  jeżeli 
pomiędzy  dwiema  jednostkami  lub  grupami 
panuje  stan  wzajemnego  zaufania,  pogwał­

cenie  tej  równowagi  będzie  uznane  za czyn 

niemoralny,  i  to  niezależnie  nawet  od  po­

ziomu  kultury  etycznej  środowiska.  Dla­
tego  też  wiarołomstwo  spotyka  się  z  ogól- 

nem  potępieniem  nietylko  w  sferze  stosun­
ków  cywilizowanych,  ale  nawet  śród  dzi­

kich  i  kryminalistów.

Etyka  społeczna wymaga, abyśmy  przy­

jaciół  nie  traktowali  jak  wrogów,  a  wro­

gów  jak  przyjaciół.  Moralnym  też  będzie 

antagonizm,  wywołany  przez  przymusowe 

połączenie  odpychających  się  wzajemnie 
indywidualności,  a  niemoralną  uległość 

wobec  przemocy,  gdyż  pierwszy  jest  wy­
razem  energii  ducha  i  dąży  do  usunięcia

-   5o 

-

background image

—  5i 

przyczyn  stosunku  wrogiego,  druga — jest 

objawem  upadku  ducha  i  bierności,  zdol­

nej  tylko  stan  przemocy  utrwalić *).

Parafrazując  niewystarczającą, a  w  czę­

ści  wadliwą  formułę  Kanta,  moźnaby  po­
stawić  następujący  powszechny  i  bez­
względny  nakaz  moralny:  »Postępuj  tak, 
aby  postępowanie  twoje  odpowiadało  natu­
rze  zachodzącego  stosunku,  a  w  ostatecz­

nych  swych  wynikach  prowadziło  do  wyż­
szego  stopnia  uspołecznienia*.  Tę  samą 
zasadę  etyczną  wyrazić  możemy  w  innych 

słowach:  »Nie  obniżaj  samowolnie  typu 
stosunków  społecznych,  dąż  do  stałej  ich 

równowagi,  a  po  jej  osiągnięciu,  zmierzaj 

do  podniesienia  tego  typu  o  szczebel 
wyżej«.

Tak  pojęta  etyka  społeczna  jest  wyra­

zem  poczucia  moralnego  wszystkich  cza­
sów  i  wszystkich  ludów,  a  stosuje  się  za­
równo  do  życia  prywatnego  jak  i  publicz­

nego,  obejmuje  tak  samo  postępowanie  je­

*)  Pojedynek  niemoralnym  jest  dlatego, 

że

  zawiera 

w  sobie  wyraz  antagonizmu  tak  silnego  na  nasze  cy­
wilizowane  obyczaje, 

i i

  nigdy  niemal  nie  odpowiada 

stosunkowi  rzeczywistego  przeciwieństwa  pomiędzy 

stronami.  Pojedynek  np.  w  imię  obrażonej  godności 
narodowej  będzie  przeto  moralnym.

4*

background image

dnostek,  jak  grup  społecznych  i  narodów 
wobec  siebie.  Taka  tylko  etyka  może  być 

jedną,  powszechną  i  bezwzględną *).

Pod  jednością  wszakże  i  bezwzględno­

ścią  prawd  etycznych  nie  należy  bynaj­

mniej  rozumieć  tożsamości  obowiązków 
moralnych  dla  wszystkich  ludzi,  jak  to 

zbyt  prosto  przyjmuje  etyka  idealistyczna. 

Różne  stanowiska  i  powołania  wkładają  na 

ludzi  odmienne  również obowiązki  moralne, 

tak  iż  zaleta  jednego  człowieka  może  być 

wadą  w  drugim.  Każda  grupa,  mająca  spe- 

cyalne  funkcye  społeczne  do  spełnienia, 

podlega  właściwym  sobie  nakazom  i  zaka­
zom,  posiada  swoje  szczególne  tytuły  do 
zasługi,  słowem  ma  swą  własną  a u t o n o ­

m i c z n ą   etykę.  Inne  są  obowiązki  męż­
czyzny  a  kobiety,  kapłana  a  żołnierza, 

kupca  a  filantropa,  urzędnika a misyonarzaj

l)

  Stosowa!  ją  też  zawsze  Kościół,  jako  instytu- 

cya  społeczna,  to  tez  zalecając,  zgodnie  ze  swą  mi- 

syą,  doskonalenie  się  wewnętrzne  jednostki,  nigdy 

z  zasad  tej  doskonałości  nie  czynił  powszechnych 

dogmatycznych  przepisów  postępowania,  obowiązują­

cych  ludzi  i  społeczeństwa  w  całym  zakresie  stosun­

ków  zewnętrznych,  jak  to  stara  się  uczynić  nauka 
Tołstoja,  nigdy  też  nie  stawiał  pod  tym  względem 

wiernych  w  kolizyi  z  ich  obowiązkami  obywatel- 
skimi,

— 

52 

background image

-  

53

inną  też  musi  być  etyka  praktyczna  ich 

postępowania.  Mężczyzna  powinien  speł­
niać  swe  obowiązki  obywatelskie,  choćby 
z uszczerbkiem obowiązków rodzinnych, ko­
bieta  musi  przede wszy stkiem  zadośćuczy­
nić  ostatnim,  zanim  pierwsze  weźmie  na 
swe  barki;  żołnierz  ma  obowiązek  moralny 

zadawać  ciosy  nieprzyjacielowi,  lekarz  ma 

opatrywać  również  jego  rany  i  ratować  go 

od  śmierci;  kapłan  powinien  być  bezinte­

resownym  w  cz3^nnościach  swego  powoła­

nia,  przemysłowiec  lub  kupiec  winien  mieć 

swój  interes  na  oku;  strażak  musi  narażać 
swe  życie  dla  ratowania  ludzkiego  mienia, 

gdyby  to  uczynił  człowiek,  mający  stano­

wisko  odpowiedzialne  i  inne  ważniejsze 

obowiązki  do  spełnienia,  postąpiłby  niemo­
ralnie.  Dogmatyzm  etyki  ideałów  widzieć 

tego  nie  chce,  ma  jeden  tylko  szablon  i  je­

dne  stereotypowe  nakazy  dla  wszystkich, 
naraża  się  też  na  słuszny  zarzut,  że  upra­
wia  pogoń  za  jednostronną  doskonałością 
kosztem  obowiązków  społecznych  każdego, 

a  więc  kosztem  moralności  samej.

Etyka  autonomiczna,  pomimo  różnych 

nakazów  praktycznych,  nie  przestaje  być 
w  zasadniczem  swem  wskazaniu  bez­
względną.  Wymaga  ona,  aby  każdy  solida­

background image

ryzował  się  z  grupą  społeczną,  do  której 
dobrowolnie  należy,  i  pełnił  należycie  obo­

wiązki  swego  stanu,  swego  powołania,  swej 

przynależności duchowej. Jeżeli jesteś człon- 
kiem  rodziny,  członkiem  stowarzyszenia, 
kupcem,  kapłanem,  żołnierzem,  Polakiem, 
bądź  dobrym  członkiem  tej  zbiorowej  c a­
łości,  poczuwaj  się  wobec  niej  do  obowiąz­

ków,  dbaj  o  jej  byt  i  rozwój,  przestrzegaj 
właściwej  swemu  stanowisku  etyki,  nie 

obniżaj  poziomu  swego  powołania.  Podob­
nie  jak  przytoczony  wyżej  nakaz  etyczny, 

określający  stosunki  z e w n ę t r z n e   każdej 
indywidualności  społecznej,  każe  postępo­

wać  odpowiednio  do  typu  zachodzących 
stosunków,  chociaż  przyjmuje  z  góry  roz­

maitość  tych  typów,  —  tak  samo  nakaz 
etyki  autonomicznej,  określając  stosunki 

w e w n ę t r z n e   zbiorowych  całości,  każe 

w  sposób  bezwzględny  dbać  o  ich  dobro, 
pomimo  wielkiej  różnorodności  odpowiada­

jących  im  stanowisk.  Obowiązki,  nakładane 

przez  nią,  są  te  same  dla  wszystkich,  acz­

kolwiek  nie  takie  same.

Jak  prawa  logiki  są  powszechne  i  nie­

wzruszone, chociaż  każde  rozumowanie  po • 

siłkuje  się  zastosowaną  do  tematu  metodą, 
bierze  za  punkt  wyjścia  specyalny  swój

— 

54  —

background image

zakres  faktów,  operuje  odpowiedniemi  do 
nich  pojęciami  i  dochodzi  do  właściwych 
sobie  wniosków,  tak  samo  etyka  społeczna 

jest  jedną  i  bezwzględną,  jednem  i  bez- 

względnem  prawo naturalne, wypisane w su­

mieniu  wszystkich  ludów  i  wszystkich  cza­

sów,  chociaż  na  kaźdem  stanowisku  inne 

ma  człowiek  obowiązki  moralne,  innem  też 

musi  być  jego  postępowanie,  zgodne  z  na­
kazami  etyki  autonomicznej.

Ostatnia  wymaga  od  członków  każdego 

skonsolidowanego  nawewnątrz  ciała  zbio* 

rowego  odpowiedniego  poziomu  solidarno­

ści  w  stosunkach  wzajemnych,  tem  w yż­

szego,  im  łącznik  wewnętrzny  zbiorowości 

jest  ściślejszy;  jest  to  obowiązek  wyższego 

altruizmu  wobec  współczłonków.  Swój  po­

maga  swemu  prędzej  niż  obcemu  i  postę­
pując  tak,  stosuje  się  nietylko  do  najgłę­

biej  tkwiących  w  człowieku  instynktów 

pożycia  towarzyskiego,  ale  i  do  wskazań 
etyki  społecznej *).  Taż  sama  moralność

*)  Wiadomo, 

i e

  po  usunięciu  wszelkich  czynni­

ków  postronnych,  zarówno  pozytywna  nasza  sympa- 

tya  dla  innych  istot,  jak  i  negatywna  odraza  do  za­
dawania  im  cierpień,  jest  tem  większa,  im  te  istoty
 

są  podobniejsze  do  nas  fizycznie  i  duchowo.  Etyka, 

która  chciałaby  iść  wbrew  zasadniczym  instynktom

— 

55 

background image

wymaga  dalej  egoizmu  zbiorowego  w  sto­

sunku  do  całości,  nie  sprzeniewierzania  się 

jej  dobru  i  interesom,  przestrzegania  etyki 
i  godności  korporacyjnej,  współdziałania 

w  rozwoju  indywidualności  swego  stanu. 

Każde  stowarzyszenie,  organizacya  lub 

stronnictwo  nakłada  na  swych  członków 

specyalne  wobec  siebie  obowiązki  i  uchy­
lanie  się  od  nich  lub  sprzeniewierzanie  się 

im  nie  będzie  nigdy,  z  punktu  widzenia 

etyki  społecznej,  czynem  moralnie  obojęt­
nym.

Wszystkie  jednak  powyższe  wskazania 

moralności  autonomicznej  stanowią  tylko 

pojedyńcze  tony  jednego  akordu,  ten  zaś 

odpowiada najwyższej indywidualności Zbio­

rowej,  jaką  jest  n a r ó d .   Obejmuje  on  ca­

łość 

wszechstronnego 

życia  człowieka

i  w  normalnych  warunkach  sam  sobie  w y­

starczać  może,  a  jest  nadto  jedyną  społecz­
nością  przyrodzoną,  której  jednostka  nie 
wybiera,  ale  w  której  się  rodzi.  W  ducho­

wości  też  każdego  narodu  tkwi  źródło 
uczuć  i  pojęć  moralnych  jego  członków.

natury  ludzkiej,  zamiast  je  normować  i  zwracać  ku 

dobru  ogólnemu,  pozostanie  zawsze  bezsilną,  martwą 
i  jałową.

background image

57

Co  więcej,  wszelka  etyka  autonomiczna, 

jako  rzeczywiście  obowiązująca  pewną 

grupę  całość  pojęć  i  wskazań  moralnych 

jest  i  musi  być  zawsze  narodową.

Etyka  społeczna  wymaga  tego,  aby 

każdy  czuł  się  członkiem  swego  narodu

i  nietylko  solidaryzował  się  z  jego  intere­

sami,  ale  zlał  całą  społeczną  swą  istotę 

z  jego  istotą  i  żył  jego  życiem.  Kosmopo­

lityzm  polityczny  nigdy  właściwie  szcze­

rym  nie  jest:  kryje  on  za  sobą  bądź  w y­

narodowienie , 

maskowane  płaszczykiem 

międzynarodowej  solidarności,  bądź,  jak 

u  żydów,  wyłączne  przywiązanie  do  swego 

szczepu,  maskowane  płaszczykiem  ogólno­
ludzkiego  humanitaryzmu;  w  obu  wypad­
kach ma wyłącznie  na  celu  zrzucenie  z  sie­

bie  wszelkich  obowiązków  wobec  narodu, 

do  którego  się  należy  lub  należeć  powinno. 
Szczerym  jest  tylko  kosmopolityzm  osobi­
stego  interesu,  kosmopolityzm  zmysłowego 
egoizmu  jednostki,  głoszący  zasadę  ubi 

bene  ibi patria,  ten  jednak  jest  właśnie  naj­

cięższym  grzechem  przeciwko  ludzkości, 

objawem  narodowego  pasorzytnictwa.

Wrodzone  każdemu  uczucie  przywiąza­

nia  do  swego  narodu  etyka  powinna  do­

skonalić,  pogłębiać  i  ujmować  w  formę

background image

obowiązków,  da  ona  tem  samem  dosta­

teczne,  bo  niewyczerpane  pole  dla  altrui- 

stycznych  popędów  każdego.  Filantropia 

kosmopolityczna,  obojętna  na  to,  komu daje, 
jeżeli  nie  jest  bezmyślnem  naśladownic* 
twem,  jest  zawsze  ukrytem  sobkowstwem, 

gdyż  zwracając  swą  ofiarność  ku  obcym, 

a  pomijając  tem  samem  swoich  i  blizkich, 

kieruje  się  względami natury ujemnej,  zwy­
kle  obawą  krytyki,  interesem  lub  ambicyą, 

z uszczerbkiem  przyrodzonych  obowiązków. 

Z  chwilą,  gdy  idzie  wbrew  interesom  w ła­
snego  narodu,  staje  się  wręcz  niemoralną: 

takiem  bylob}7  wspieranie  przez  Czechów 
instytucyj  dobroczynnych  niemieckich  lub 
posyłanie  przez  Polaków  ofiar  iia  głodnych 
w  Rosyi.

Zachowanie,  niezależność,  rozwój  i  po­

tęga  najwyższej  indywidualności  społecz­
nej,  jaką  jest  naród,  ma  za  podstawę  s a ­

m o w i e d n y   e g o i z m   n a r o d o w y ,   przed 

którym  wszelki  inny  egoizm,  choćby  sam 

w  sobie  najbardziej  uprawniony,  czy  to  in­

dywidualny  czy  zbiorowy,  ustępować  musi. 

Jest  on  równocześnie  wyrazem  altruizmu 
jednostek  i  grup  wobec  całości.  Autono­

miczna  ich  etyka  podporządkować  się  po­

-  

5

«  -

background image

winna  pod  etykę  narodową,  gdyż  autono­

miczną  jest  ona  tylko  w  swojej  sferze,  na 
gruncie  podniesienia  własnej  indywidual­
ności,  ale  indywidualność  ta  służyć  musi 
całości  narodowej,  jeżeli  nie  ma  się  sprze­

niewierzyć  wskazaniom  etyki  społecznej. 
Wtedy  będzie,  według  słów  Krasińskiego, 

»myśl  wieczną  wcielać  ale  w  swoje  ciało«. 

Wszelkie stowarzyszenia, organizac3^e, stron­
nictwa  i  klasy  czuć  się  powinny  częściami 

narodu,  pracować  z  myślą  o  jego  dobru 
i  mieć  jego  cele  na  względzie;  z  chwilą, 
gdyby  stawiały  swoje interesy partykularne 
wyżej,  niż  interesy  narodowe,  spotkają  się 
z  bezwzględnem  potępieniem  we  wszyst­
kich  społeczeństwach,  w  których  nie  za­

marło  jeszcze  poczucie  moralności  pu­

blicznej.

Nietylko  egoizm  grup  autonomicznych 

ustępować musi  wobec wymagań etycznych 

egoizmu narodowego, ale nawet ich altruizm,

o  ile  z  uszczerbkiem  jego  interesów  gdzie­

indziej  jest  skierowany.  Solidarność,  współ­

działanie,  zbliżanie  się  do  innych,  nawet 
duchowe  z  nimi  obcowanie,  wszystkie  te 
stosunki  z  podkładem  sympatyi  i  altruizmu 

mogą  stać  się  czynnikami  nie  wyższej 
formy  uspołecznienia,  ale  rozkładu  własnej

-  

59

  —

background image

—  6o

indywidualności  narodowej.  »Siła  przycią­
gania;  mówi  Józef  Supiński,  jest  rzeczywi­
ście  przyciąganiem,  pokąd  utrzymuje  ca­
łość  pojedynczego  ciała,  spajając  w  jedno 
wszystkie  składające  je  cząstki;  staje  się 

siłą  rozkładu,  gdy  przyciąga  i łączy  cząstki 

rozrzucone  po  ciałach  oddzielnie  istnieją- 

cych,  zatem  bez  względu  na  te  ciała«. 

Klasa  społeczna,  któraby  się  czuła  bardziej 
solidarną  z  takąż  klasą  innego  narodu,  niż 

z  pozostałem!  klasami  własnego,  stronnic­

two,  dla  którego  wspólność  międzynaro­

dowa  zasad  ma  większą  wagę,  niż  współ' 

ność  tradycyi  i  interesów  narodowych, 

sfera  towarzyska,  wchodząca  w  stosunki 

codziennego  obcowania  i  pożycia  ze  sfe­

rami  społeczeństwa  wrogiego,  rozprzęga- 

jąc  spójnię  wewnętrzną  własnego  narodu, 
zasługują  na  bezwzględne  potępienie  ze 

stanowiska  moralności  publicznej,  niezależ­

nie  od  intencyj,  które  niemi  kierowały,  sta 

wiają  bowiem  egoizm  swego  altruizmu 
ponad  altruizm,  obowiązujący  ich  wobec 
egoizmu  narodowego.

Altruizm  wobec  swego  narodu  i  prze- 

jęcie  się  jego  egoizmem  składają  się  łącz­
nie  na  uczucie  patryotyzmu.  Sam  altruizm 

wystarczyć  tu  nie  może:  pozbawiony  dru­

background image

giego  swego  pierwiastku,  zespolenia  się 
z  indywidualnością  narodu,  z  jego  egoiz­

mem,  niezbędnym  dla  zapewnienia  mu  bytu 
i  rozwoju,  stanie  się  jedynie  i  wyłącznie 

zmysłowym.  Filantropia  wobec  ojczyzny 

patryotyzmem  nie  jest:  będzie  ona  boleć 
nad  jej  cierpieniami,  ale  sił  i  życia  w  nią 

nie  wieje,  nie  będzie  z  nią  chcieć,  dążyć 

i  żądać,  to  też  nie  uczyni  jej  wielką,  bo 

proste  współczucie  nie  zrodzi  pragnienia 

czyjejś  potęgi.  Dla  filantropa  patryotyzmu, 

ojczyzna  jest  może  istotą  żywą  i  kochaną, 

ale  nazewnątrz  jego  indywidualności  sto­
jącą,  to  też  będzie  się  starał  »zrobić  coś 
dla  nieszczęśliwego  kraju«  i  bolejąc  nad 
jego  losem,  da  mu  jałmużnę  czynu.  Altrui­

sta  zmysłowy  jest  przedewszystkiem  w ra­
żliwy  na  cierpienia  innych,  wszystko  co 
stanowi  treść  ich  indywidualności,  dążenie 

na  odległą  przyszłość,  pragnienie  czegoś 
więcej  nad  uniknięcie  cierpień,  wszystko 
to  nie  jest  zdolne  poruszyć  dość  silnie  jego 

drażliwości nerwowej  i pozostawia go mniej 
więcej  obojętnym.  Takie  uczucie  u  nas 
tylko,  śród  rozbicia  i  rozprzężenia  duch o 
wego  może  być  podnoszone  do  godności 
patryotyzmu;  zdobyć  się  na  nie  może  każ­
dy  cudzoziemiec  bezstronny,  współczujący

background image

02

 

z  cierpieniami  innego  narodu.  Jako  patryo- 
tyzm,  uczucie  takie straciłoby wszelki  grunt 

pod  nogami  śród  narodu  wolnego,  zasob­

nego  i  szczęśliwego.  Tam  niema  miejsca 

dla  płaczliwych  patryotów,  pełnych  współ* 
czucia,  ubolewania  i  rozrzewnienia  nad 
kaźdem  cierpieniem  narodu,  choćby to  cier­
pienie  było  młotem  kującym  jego  przyszłą 
wielkość;  i  u  nas  miejsca  być  nie  powinno 

dla  tych,  których  patryotyzm  umie  tylko 
boleć,  a  niczego  więcej  prócz  prześlado­

wań  odczuć  nie  jest  w  stanie.  »Brzozy  pła­
czące,  mówi  de  Maistre,  nigdy  owoców  nie 
niosą,  nie  można  z  nich  nawet  wyciąć  kija, 
aby  wypędzić  psy  ze  świątyni«.

Altruista  samowiedny  zespala  się  z  oj­

czyzną,  z  jej  celów  robi  cele  swego  życia, 

ognisko  swych  dążeń  i  ambicyj,  a  ze  swej 

indywidualności  uczyni  stalowe  koło  tej 

wielkiej  machiny,  poruszającej  się  pod 

wpływem  najpotężniejszego  motoru  ludz­
kości  —  samowiednego  egoizmu  narodo­

wego,  Służąc  temu  egoizmowi,  nie  będzie 
łez  ronił  nad  ofiarami,  które  każdy  naród 
w  walce  ponosić  musi,  tak  jak  się  nie  bę­
dzie  rozczulał  nad  własnemi  cierpieniami, 

gdy  te  są  nieodłączne  od  wielkich  jego 

pragnień  życiowych,  nie  zadowolni  się  ta-

background image

niemi  zdobyczami  narodu  i  nie  okupi  folgi 

w  prześladowaniach  żadnym  żywotnym 

jego  interesem,  tak  samo  jak  zadowolenie 

małostkowej  ambicyi  lub  pogoń  za  drob- 

nemi  korzyściami  nie  zwróci  go  z  wytknię­

tej  drogi  życia;  nie  będzie  unikał  ciężkiej 

i  wytrwałej  walki  dla  okupienia  sobie  spo­

koju,  bo  wie,  że  spokój  bezwzględny 

uwstecznia  i  obniża,  a  walka  godziwa  pod­
nosi,  hartuje  i  krzepi.

Tylko  silne  charaktery  na  usłudze  sa­

mo wiednego  egoizmu  narodowego  są w  sta­

nie  wznieść się  na wyżyny moralności  ideo­

wej.  Jeden  więc  i  ten  sam  typ  charakteru 
zgodny  będzie  z  etyką  społeczną  zarówno 
w  człowieku,  jak  i  w  obywatelu.  Nieroz- 

dziełne  połączenie  w  jednej  osobie  moral­
ności  prywatnej  i  publicznej,  harmonijne 
pełnienie  obowiązków  osobistych  i  spo­
łecznych,  jest  nietylko  naturalne,  nietylko 
ugruntowane  w  naszem  polskiem  sumieniu, 
ale  wysoce  etyczne  zarazem.

Spojrzyjmy  teraz  na  egoizm  narodowy 

już  nie  z  punktu  widzenia  moralności  jed­

nostki, która go  za swój  uważa,  ale z punktu 

widzenia  narodu jako  całości,  mającej  rów­

nież  swoją  sferę  stosunków  zewnętrznych,

_  

63  —

background image

a  więc  i  swoją  moralność,  i  przyłóżmy  do 

niego  miarkę  etyczną.

Moralność  narodu  w  zakresie  stosun­

ków  zewnętrznych  nie  jest  niczem  innem, 

jak  tylko  jego  polityką  względem  innych 
narodów,  tak  samo  jak  polityka  jego  we­

wnętrzna  jest  tylko  moralnością  grup  spo­

łecznych  w  jego  łonie,  na  tle  ich  stosun­

ków  wzajemnych.  Polityka  zła  jest  niemo­

ralną,  bo  nie  odpowiada  jedynie  wskaza­

nej  drodze  postępowania  przy  danych  wa­

runkach,  a  polityka  niemoralna  jest  złą  za­

razem,  bo  mści  się  pierwej  czy  później  za 
pogwałcenie  jednych,  niezmiennych  i  po­

wszechnych  praw  etycznych.

Wyobraźmy  sobie  stan  społeczeństwa 

pierwotny,  pozbawiony  wszelkich  trwałych 

więzów  społecznych,  w  którym  niema  ani 
policyi,  ani  sądów,  gdzie  każdy  jest  pozo­

stawiony samemu  sobie,  a uprzedzanie  i  ka* 

ranie  zamachów  lub  gwałtów  jest  rzeczą 

samego  pokrzywdzonego.  Panować  tam bę­

dzie  etyka  otwartej  walki  lub  ukrytego 
antagonizmu,  polegająca  na  zamknięciu  się 

w  sobie,  egoizmie,  odwecie  i  odpieraniu 
siły  siłą,  przynajmniej  w  stosunku  do  tych, 

którzy  zdradzają  złe  zamiary.  Przebaczanie 
krzywd,  ograniczanie  się  do  nakazu  »nie

—  64 

background image

czyń  bezprawia«,  a  puszczanie  płazem 
przewinień,  ponoszenie  dla  innych  ofiar, 

których  nikt  nie  zrozumie,  a  które  każdy 

wyzyska, doprowadzić  tylko może do wzmo­
żenia  anarchii,  do  bezkarnego  rozwielmoż- 

nienia  się  nadużyć  i  przewagi  brutalnej 

przemocy  nad  sprawiedliwością.  W  takiem 
właśnie  położeniu  znajdują  się  narody 

współczesne,  pozostawione  własnym  siłom, 

pozbawione  wszelkich  ogólnych  i  trwałych 
węzłów międzynarodowych,  wszelkiej  egze­

kutywy  zbiorowej.  Muszą  one  same  bronić 

swych  praw,  ochraniać  swą  nietykalność, 

odpierać  i  karać  zamachy  przeciwko  swo­
jej  indywidualności  skierowane;  jest  to  dla 
nich  wskazaniem  polityki,  obowiązkiem  mo­
ralnym  zarówno  wobec  siebie,  jak  i  wobec 
społeczności  międzynarodowej.

Patryotyzm  zmysłowy  szukać  tu  będzie 

wskazań przedewszystkiem  w unikaniu cier­

pień  narodu,  a  pozbawiony  gruntu,  jaki 

tylko  idea  narodowa  dać  może,  uczyni 

z  zagadnienia  etycznego  kwestyę  porówna­

nia  spodziewanych  bólów,  aby  wybrać 
mniejsze,  i  wejdzie  na  tory  polityki  u t y l i ­
t a r ne j .   »Jeden  naród  zagarnął  bezprawnie 

z  posiadłości  drugiego  jedną  milę  kwadra­
tową  pustego,  nie  mającego  wartości  ob-

_

 

65  —

EtOitM  NARBBOWY•

5

background image

szaru;  czy  ten  drugi,  pyta  Rudolf  Jhering, 
ma  wypowiedzieć  wojnę?  Czem  jest  mila 

kwadratowa  pustego  obszaru wobec  wojny, 

kosztującej  tysiące  istnień,  roznoszącej 
spustoszenie  i  biedę  do  pałaców  i  chat,  po­
żerającej  miliony  i  miliardy  pieniędzy  pań­
stwowych  i  zagrażającej  nawet  istnieniu 
państwa?  Co  za  giupota  nieść  ofiary  takie 
dla  tak  drobnej  rzeczy!«  Tylko  patryotyzm 
samowiedzy,  tylko  polityka  zasadnicza  zro­

zumie,  źe  »milczący  w  podobnym  wypadku 
naród  podpisuje  na  siebie  z  góry  wyrok 

śmierci.  Jeżeli  można  mu  odjąć  bezkarnie 

jedną  milę  kwadratową  obszaru,  można 

odebrać  i  resztę  i  znieść  państwo, — naród 

ten  na  los  inny  nie  zasłużył!«  Dla  patryo- 

tyzmu  samowiednego  nie  jest  to  kwestya 

interesu,  ale  kwestya  charakteru,  kwestya 
nietykalnej  i  silnej  indywidualności  narodu, 

gotowej  przenieść  największe  cierpienia, 

aby  typ  swój  i  swą  istotę  zachować  nie­
tkniętą.  Na  tem  właśnie  polega  wysokość 

etyczna  samowiednego  egoizmu  narodo­
wego.

Czy  etyka  społeczna  wymaga  od  narodu 

altruizmu  wobec  innych  członków  społe­
czności  międzynarodowej?  Gdyby  obcowa­
nie  ich  wzajemne  doszło  do  tego  stopnia

-  

66  —

background image

solidarności,  wspólności  interesów  i  orga- 

nizacyi,  źe  narody  Europy  utworzyłyby 

jedne  Stany  Zjednoczone,  dbanie  o  dobro 

całości  zbiorowej,  czuwanie  nad  interesami 
wspólnymi  skonfederowanych  byłoby  obo­
wiązkiem  wszystkich  części  składowych. 

Ale  i  wtedy  nawet  odbywałoby  się  w  imię 
samowiednego  ich  egoizmu,  w  imię  szerzej 
pojętego interesu własnego.  Altruizm wobec 
całości  poczyna  się  nawet  nie  na  gruncie 
związku  państw  sfederowanych  dzięki  toż­

samości  ich  potrzeb,  wspólności  wrogów 

i  jedności  dążeń,  ale  dopiero  na  gruncie 
państwa  związkowego,  w  którem  części 

składowe  służą  już  bezpośrednio  interesom 

całości.  Dziś  pierwsza  nawet  z  tych  form 

organizacyi  międzynarodowej  należy  do 

dziedziny  ideologicznych  mrzonek,  cóż  mó­
wić  o  drugiej!

Najbliższe  nawet  stosunki  dobrowolnej 

łączności  pomiędzy  narodami  opierają  się 
na  traktatach  i  przymierzach,  regulujących 

wzajemne prawa i  obowiązki  w  imię  wspól­

nych  celów.  Etyka  społeczna  wymaga  su­
miennego  wypełniania  dobrowolnie  przyję­
tych  zobowiązań — oto  wszystko.  Pozatem, 

stosunki  polegają  na  wymianie  usług,  opar­

tej  na  zasadzie  do  u t  des.  To  jest  jedynie

—  67  —

5*

background image

— 

68

normalne  wskazanie  zarówno  polityki  jak 

i  etyki  społecznej,  w  dzisiejszym  stanie 

zwykłych  stosunków  międzynarodowych. 
Kto  daje  ponadto,  kto  czyni  ofiarę  z  inte­
resów  swego  narodu,  nie  otrzymując  dla 
niego  nic  wzamian,  popełnia  wobec  niego 

przestępstwo,  gwałci  zdrowy  jego  instynkt 
samozachowawczy,  a  pogwałcenia  takiego 

nigdy  sprawiedliwość  dziejowa  nie  pozo­
stawia  bez  kary.

Wdzięczność  za  doznane  przysługi,  to 

najelementarniejsze  uczucie  altruistyczne, 

na  wzajemności  oparte,  wyrażać  się  może 

w  polityce  międzynarodowej  o  tyle  tylko,

0  ile  nie  pociąga  za  sobą  ofiary  z  żadnego 
żywotnego  interesu  narodu.  Długi  wdzięcz­
ności płacić  się  powinno  cennemi  być może 
dla  otrzymującego,  ale  nie  przynoszącemi 
uszczerbku  dającemu  usługami.  Tego  wy­

maga  typ  obecny  stosunków  międzynaro­
dowych.

Tam  gdzie  się  dzieje narodowi krzywda, 

gdzie  występuje bezprawie,  stanowisko  bez­

względnie  wrogie  ze  strony  pokrzywdzo­

nego  jest  kategorycznym  nakazem  etyki 

społecznej.  Sprzeniewierzenie  się  tej  zasa­
dzie  jest  zarazem  odstępstwem  narodowem
1  winą  współudziału  w  bezprawiu.  Wycią

background image

ganię  ręki  do  zgody  wobec  nieprzyjaciela, 

dopóki  sprawiedliwości nie  stało się  zadość, 

czy  to  w  imię  mniemanego  altruizmu  hu­

manitarnego ,  który  wszelki  antagonizm 

w  zasadzie  potępia,  czy  to  w  imię  zmysło­
wego  egoizmu,  pragnącego  oszczędzić  so­
bie  trudów  i  cierpień  walki  o  swe  prawa, 

pozostanie  zawsze  przestępstwem  wobec 
własnego  narodu,  ciężkiem  przewinieniem 

wobec  ludzkości.  Nie  będzie  to  aktem  al­

truizmu,  ale  uległością  wobec  bezprawia, 
w  której  naród  zatraci  swą  godność,  swój 

charakter  niepodległy  i  swą  indywidual­
ność,  zatraci  teź  uznanie  i  poszanowanie 

t}Tch  najcelniejszych  podstaw  swego  bytu 
ze  strony  innych,  gdyż  na  nie  nie  zasłużył.

Niema  prawdopodobnie  narodu,  któryby 

posiadał  tak  słabe  poczucie  egoizmu,  tak 
często 

sprzeniewierzał  się  obowiązkom 

wobec  samego  siebie  i  swej  przyszłości 

jak  nasz  naród,  i  to  zwłaszcza  w  czasach 

ostatnich,  po  utracie  bytu  politycznego, 

kiedy  egoizm  bezwzględny  stać  się  był  po­
winien pierwszem jego  przykazaniem, kiedy, 

w  myśl  etyki  społecznej,  jest  on  jego  pra­
wem  i  obowiązkiem.  Słabą  indywidualność 
narodu,  brak  charakteru  w  polityce  tych, 
którzy  kierowali  jego  losami,  obawę  walki

— 

69  —

background image

bezwzględnej,  wszystkie  te  braki  podajemy 

chętnie  jako  przejawy  altruistycznych  jego 

skłonności  i  niemal  chełpimy  się  niemi, 

jako  cechami  naszej  wyższości  moralnej 

w  polityce  międzynarodowej.

Paktowanie zamiast walki,  na  polu bitwy 

niemal,  celem  uzyskania  » znośnych «  w a­

runków  rozejmu  lub  pokoju,  przewija  się 

przez  całe  nasze  dzieje  burzliwego  XVII 

wieku,  a  za  każdy  niemal  pakt  płacimy  ja­
kąś prowincyą lub  zasadniczem  ustępstwem 

z  praw  nabytych.  Podobna  chęć  paktowa­

nia  a  outrance,  granicząca  ze  zdradą,  wy­

stępuje  stale  podczas  rewolucyi  1830  r. 

w  polityce  jej  dowódców.  Ta  sama  skłon­

ność  nakoniec  stanowiła  przez  lat  wiele 

główną  wytyczną  polityki  parlamentarnej 

Kół  polskich  w  Wiedniu  i  Berlinie.

Zniewieściała  nasza  opinia  publiczna, 

czując,  jak  mało  umiemy  zdobyć  dla  sie­
bie  kosztem  żywiołów  wrogich,  szczyci  się 

dziecinnie  tem,  cośmy  zrobili  dla  innych 

kosztem  własnym.

Jak  wygląda  powoływanie  się  nasze  na 

zasługi  położone  w  obronie  chrześcijań­
stwa  dziś,  gdy  wiemy,  że  w  dobie  odsie­
czy  Wiednia nasz własny byt był już  zagro­

żony,  żeśmy uratowali  Austryę,  która  w  sto

—  70  —

background image

lat  niespełna  dokonała  rozbioru  Polski, 

a  złamali  potęgę  Turcyi,  przyszłego  natu­

ralnego  i  wiernego  sprzymierzeńca,  który 

dotąd  tego  rozbioru  nie  podpisał?  Taką 

polityką  utrwaliliśmy  tylko  na  długo  pano­

wanie  pogaństwa  w  stosunkach  międzyna 

rodowych.

Nie  zadawalniając  się  współudziałem 

w  walkach  o  niepodległość  obcych  naro­

dów,  zapragnęliśmy  mięszać  się  do  ich  we­

wnętrznych  ruchów  rewolucyjnych,  w  imię 

altruistycznej  walki  o  wolność  innych,  jak 
gdybyśmy  u  siebie  w  domu  nie  potrzebo­

wali  wszystkich  sił,  aby  ochronę  własnej 
wolności  należycie  zabezpieczyć.  Ten  al­
truizm  zmysłowy  zrodził  politykę  liczenia 
na  pomoc  narodów  Europy,  ów  system 
wzajemnej  asekuracyi,  przy  którym  my 

robiliśmy  dla  innych,  a  inni  mieli  robić  dla 
nas.  Wiemy  co  wart  ten  system  pod  wzglę­

dem  moralnym  w  stosunkach  pomiędzy 
jednostkami,  przekonaliśmy  się  również,  co 

wart  pod  względem  politycznym:  udział 
Polaków  w  Komunie  paryskiej  nie  pozo­
stawił  po  sobie  śladów  nawet  sympatyi  ku 
nam  ze  strony  stronnictw  opozycyjnych, 
za to wywołał głęboką i długotrwałą niechęć 
do  Polaków  w  całym  narodzie  francuskim.

— 

7* 

-

background image

W  oczach  wielu,  nasza  skłonność  do 

polityki  altruizmu  w  przeszłości,  ofiary  bez­

interesowne,  ponoszone  przez  nas  kosztem 

własnych  interesów  na  rzecz  »moralności 

międzynarodowej  i  cywilizacyi*,  miały  sta­
nowić  jeden  z  tytułów  naszego  prawa  do 
niepodległości.  Prawo  do  bytu  niepodle­
głego  przysługuje  tylko  narodom  o  silnej 

indywidualności,  umiejącym  o  ten  byt  wal­

czyć  i  zwyciężać,  zdolnym  przeciwstawić 
sile  siłę,  mścić  krzywdy  doznane  i  zapew­
niać  na  sobie  przewagę  sprawiedliwości. 
Z  człowiekiem  bez  charakteru  nikt  się  nie 

liczy,  nikt  się  o  niego  nie  troszczy,  tem 

bardziej  z  narodem  bez  charakteru  w  śro­
dowisku  walki  o  byt  i  przewagę.  Wszelkie 
ofiary  altruistyczne  imieniem  i  kosztem  na­

rodu  składane  są  tylko  dowodem  jego  nie­

zdolności  do  samoistnego  bytu,  właściwoś­
cią,  którą  każdy  chętnie  wyzyska,  ale  która 

nie  podniesie  w  niczyich  oczach  jego  po­

wagi  i  uroku,  bo  wejście  na  widownię  ta­
kich  narodów  nie  jest  żadnym  cennym  na­

bytkiem  dla  społeczności  międzynarodowej.

Altruizm  wobec  obcych,  jak  wiemy, 

może  być  czynnikiem  rozkładu  wobec  wła­

snego  narodu.  Szerzenie  w  naszem  społe­

czeństwie  opinii,  że  solidarność  międzyna­

background image

rodowa  proletariatu  jest  silniejsza  niż 

wszelkie  ogniwa  wewnętrzne,  źe  tożsamość 

haseł stronniczych, nawet śród  społeczeństw 
nam  wrogich,  jest  bliższym  łącznikiem  niż 
solidarność  narodowa,  stanowi  prawdziwy 
duchowy  rozbiór  kraju.  I  rzeczywiście  nikt 

nie  sieje  większych  antagonizmów  klaso­

wych  i  stronniczych,  większych  nienawiści 

wewnętrznych,  niż  ci,  co  występują  pod 

hasłem  zniesienia  antagonizmów  i  niena­
wiści  narodowych.  Chcąc  organizować  so­

lidarność  międzynarodową,  zaczynają  od 

dezorganizowania  własnego  narodu.

Altruizm  wobec  obcych  rozwija  się  nie- 

mai  zawsze  kosztem  własnych  interesów 

i  potrzeb:  łożyliśmy  na  misye  nawracania 
murzynów  i  katechizowania  dzieci  chiń­

skich,  a  nikt  nie  myślał  o  misyi  wewnętrz­

nej,  któraby  ratowała  ludność  w  ogniskach 

przemysłowych  od  zdziczenia  i  pogaństwa; 

zbieraliśmy pieniądze na  świętopietrze,  pod­
czas  gdy  ucisk  religijny  szerzył  się  bezkar- 
nie,  a prześladowani  księża  i  unici  nie  mieli 
gdzie  głowy  złożyć!

Dbanie  o  interesy  obce,  choćby  wręcz 

nam  wrogie,  kosztem  własnych,  choćby 

najżywotniejszych,  nosi  u  nas  od  pewnego 
czasu  ładnie  brzmiące  miano  »humanita­

— 

73 

background image

7

 4

ryzmu«.  W  imię  tego  hasła,  część  zwyro­

dniałej  młodzieży  Uniwersytetu  warszaw­

skiego  domagała się  równouprawnienia  Ro- 
syan  i  języka  rosyjskiego  w  życiu  koleżeń 
skiem,  i  wzywała  młodzież  polską  do  walki 

i  ofiar  za  nowe  ustawy  dla  uniwersytetów 
rosyjskich,  dzienniki  otwierały  składki  na 
dotkniętych  głodem  w  Rosyi,  a  później, 

w  okresie  zamętu,  wywołanego  rewolucyj­
nym  ruchem  rosyjskim,  znaczny  odłam  n a ­
szej  inteligencyi  chciał  stanąć  w  jego  sze 
regach,  pod  skarykaturowanem  hasłem  »za 

naszą  i  waszą  wolność«.  Cóż  mówić  o  ru ­

chu  socyalistycznym,  który  wprost  poszedł 
pod  obcą  komendę  w  imię  swobód  ogólno 
ludzkich,  ażeby  popaść  w  niewolę  obcej 
anarchii.

Nacyonalizm  polski,  to  odradzające  się 

w  ostatnich  czasach  samopoczucie  naro 

dowe,  zestawiają  nasi  humanitaryści  z  na- 
cyonalizmem  państwowym  reakcyjnych ży­

wiołów  rosyjskich,  a  walkę  z  antynarodo- 

wymi prądami nazywają — »czarnosecinną« 
robotą;  wszelką  troskę  o  podniesienie  siły, 

wpływu  asymilacyjnego  i  ekspansywności 

narodu  zwą  »bismarkowskimi  narowami«, 

wszelki  odwet  —  »odkradaniem  złodzieją«, 

obronę  praw  nabytych  i  walkę  o  stan  po­

background image

— 

75

 

siadania  —  »hakatyzmem  polskim«;  mia­

nem  »szowinizmu«,  oznaczającym  samo­

chwalstwo  narodowe, 

chrzczą  nietylko 

wszelki  przejaw  godności  narodu, 

ale 

wszelki  gorętszy  wyraz  patryotyzmu...  Mi­

zerne  dusze  i  marne  charaktery,  gotowe 
wynaturzać zalety własnego narodu i patrzeć 

na  nie  oczami  wroga,  dla  dogodzenia  lu­

bieżnym  popędom  swego  humanitaryzmu!

Panująca  u  nas  opinia  w  sprawach  po­

lityki  narodowej,  bałamucona  świadomie 
przez  wynarodowioną  etykę humanitarnego 

idealizmu,  zapomina  na  każdym  kroku,  że 

zasady  moralności  regulują  s t o s u n k i   po­
między  ludźmi  i  grupami  spolecznemi, 

wszelki  zaś  stosunek  jest  dwustronnym. 

Człowiek  czy  naród,  który  postępuje  we 
dług  jednej  przyjętej  z  góry  zasady,  nie 

zależnie  od  tego,  z  kim  ma  do  czynienia, 

jaką  jest  natura  wzajemnego  stosunku 

i  z  jakiem  przyjęciem  postępowanie  jego 
się  spotyka,  posiada  być  może  formuły 

etyczne,  ale  żadnego  poczucia  moralności 

społecznej.

Stąd  tak  doktrynerskie  są  zapatrywania 

szerokiego  ogółu  na  nasz  stosunek  do  Li­

twinów  i  Rusinów.  Ponieważ  związek  fe­

deracyjny  mógłby  być  najodpowiedniejszą

background image

— 

7

6  —

formą  wspólnego  państwowego  pożycia 
w  przyszłości,  opinia  nasza,  zwłaszcza  za* 
boru  rosyjskiego,  zajmuje  takie  stanowisko, 

jak  gdyby  Polacy  byli  w  dziejach  conaj* 

mniej  zaborcami,  Litwa  i  Ruś — narodami 
stojącymi  na  równym  z  nimi  poziomie  kul* 

turalnego  i  politycznego  rozwoju,  a  dobro­

wolny  związek  federacyjny  dziś  już  istniał 
i  wkładał  na  nas  odpowiednie  obowiązki 
moralne.  Nietylko  dbamy  o  interesy  tych 

tytularnych  sojuszników  lepiej  niż  o  wła­

sne,  nie  pytając  nawet,  czy  oni  również 

gorliwie  o  nasze  dbają,  ale  gotowi  jesteśmy 

do  najdalej  idących  ustępstw,  byle  zado- 

wolnić  nietylko  wszelkie  ich  żądania,  ale 
wszelkie  uroszczenia,  aż  do  zupełnego 
zrzeczenia  się  praw  do  tej  ziemi,  aż  do 
wynarodowienia  dobrowolnego!  Chcąc  za­

jąć  stanowisko  wobec  Litwinów  i  Rusinów, 

pytać  musimy  najpierw  czem  oni  są,  jaki 

jest  ich  stosunek  do  nas,  jaką  jest  treść 

ich  dążeń  dzisiejszych  i  przyszłych,  i  na 

tej  podstawie  dopiero  określać  charakter 

obowiązującej  nas  wzajemności.

Śród  Litwinów  prąd  wrogi  Polakom 

jest  niewątpliwie  chwilowym  obłędem  zru­

syfikowanej  duchowo,  radykalizującej  mło­

dzieży;  możemy  być  dla  niego  wyrozu­

background image

miali,  bo  niewola  i  u  nas  wywoływała  po­

dobne  objawy  rozkładu.  Wiekowe  trądycye 

jedności,  zbliżony  poziom  kultury,  wspólny 

ucisk,  tożsamość  interesów,  wspólność  re* 

ligii,  wszystko  to  pozwala  przewidywać 
przebudzenie  się  z  czasem  zdrowej  poli­

tyki  narodowej  śród  Litwinów,  opartej  na 

swobodnym  rozwoju  swych  właściwości 

plemiennych, w granicach dotychczasowego 

stanu  posiadania,  i  trwałym  sojuszu  z  Pol­
ską.  Gdy  przebudzenie  to  stanie  się  fak­

tem  dokonanym,  przyjdzie  czas  na  politykę 
i  etykę  federacyjną  z  naszej  strony.

Stosunek  nasz  do  Rusinów  jeszcze  dal­

szym  być  musi  od  owego  nakreślonego 

z  góry  idealnego  typu.  Dopóki  nienawiść 

do  Polaków  stanowi  główną  ich  narodową 

racyę  stanu  i  bezmyślną  treść  całej  poli­
tyki,  dopóki  ucisk  rosyjski  jest  im  milszy 
niż  równouprawnienie  polskie,  dopóki  dzie­
jowa ich trądycya szukania oparcia i zwierz 

chnictwa naprzemian u Rzeczypospolitej, Ta 

tarów  i  Turków,  Moskwy  i  Austryi,  nie  za­
mieni  się  na  trwałą  myśl  polityczną  praw­

dziwego  narodu,  dopóty  traktować  ich  mu­
simy  jako  obco - plemienny  żywioł  we­
wnętrzny,  mający  prawo  rozwijać  o  włas 
nych  silach  właściwości  swej  kultury,  ale

-  

77

 

background image

nie  jako  naród,  z  którym  stać  można  na 

stopie  federacyjnego  związku.

Opierając  etykę  społeczną  na  egoizmie 

narodowym,  poczytując  ten  ostatni  za  naj­

potężniejszy  bodziec  moralny  i  za  najszer­
sze  pole  samowiednego  altruizmu,  czy  tem 
samem  nie  otwieramy  naoścież  wrót  dla 
wszelkiego rodzaju  międzynarodowego  bez­
prawia?  gdzie  znajdziemy  hamulec  na  roz- 

pasane  instynkty  narodowego  samolubstwa, 

żądzy  zaborów  i  panowania?  Dla  jednostki 

wędzidłem  na  ochełznanie  szkodliwych 

przejawów  zmysłowego  egoizmu  może  być 

obawa  kary,  wzgląd  na  opinię,  poczucie 

honoru  i  godności  swego  powołania,  na- 
koniec  etyka  narodu,  która  mu  każe  trzy­

mać  osobisty  egoizm  na  wodzy  w  imię 

dobra  całości.  Narody  i  państwa  takich  ha­
mulców  nie  znają:  niema  na  nich  ani  są ­
dów,  ani  policyi,  miarodajną  dla  nich  opi­
nią  będzie  przedewszystkiem  ich  własna, 

a  obowiązki  międzynarodowe,  regulowane 
tylko  traktatami,  nie  mogą  się  przemienić 

w  kodeks  moralny,  dopóki  niema  zorgani­
zowanej  społeczności  międzynarodowej.

Etyka  ideałów  wysuwa  tu  swoje  wska­

zania  bezwzględne,  wzorowane  na  przepi­

-  

7» 

-

background image

sach  moralności  indywidualnej,  nikt  jej 

jednak  nie  słucha  i  usłuchać  nie  może,  bo 

narody w swych stosunkach wzajemnych nie 

ideałami  się  kierują.  Propaganda  pokoju 

odbywa  się  w  imię  uczucia  ludzkości  i  hu­

manitarnych  haseł,  ale  sprawę  międzyna­
rodowej  sprawiedliwości  pozostawia  nie 
tkniętą,  to  też  niczem  nie  zapowiada  wiel­
kiego  prądu  opinii  powszechnej,  któraby 

wypowiedziała walkę  bezwzględną nie  woj­

nie  jako  takiej,  ale  bezprawiu  i  gwałtom 

międzynarodowym.

Etyka społeczna ma  się  na czem  oprzeć, 

aby  przeciwko  nim  wystąpić.  Powołuje  się 
ona  na  egoizm  narodowy,  ale  —  podobnie 

jak  w  zakresie  moralności  jednostki — wy 
łącznie  na  e g o i z m   s a m o  w i e d n y :   pod­
nosząc  poszanowanie  indywidualności  n a­

rodów,  tem  samem  zwalcza  nieochełznany 

ich  indywidualizm  w  stosunku  do  innych, 
potępia  bezwzględnie  każdy  czyn,  zmierza­

jący  wyłącznie  do  przyniesienia  im  szkody. 

Ten  sam  egoizm  samowiedny  w  życiu  po­
jedynczych  ludzi  jest  najskuteczniejszym 
i  najsilniejszym  czynnikiem,  powstrzymują­
cym  ich  od  bezprawia  i  osiągania  swych 

dążeń  kosztem  innych.  Więcej  polegać  mo­

żna  na  człowieku,  który  nikogo  nie  krzyw-

—  79  —

background image

So  —

dzi,  dlatego,  źe  siebie  samego  szanuje,  że 

swoją  godność  ceni,  niż  na  tym,  który 

tego  nie  czyni  przez  wzgląd  na  godność 

innych  lub  w  imię  humanitarnych  zasad. 
Te  ostatnie  milkną  w  nim  chociażby  pod 

wpływem  podrażnionego  uczucia,  godność 

innych  szanuje  o  tyle,  o  ile  ją  w  nich  wi­

dzi,  gdy  się  zaś  jej  dopatrzyć  nie  może, 
nie  znajdzie  w  sobie  żadnego  na  bezpra­

wie  hamulca.

Naród  duchowo  wielki,  wielki  potęgą 

samowiednego  swego  egoizmu,  nie  poniży 
się  do  nadużyć  i  gwałtów,  bo  ceni  w y­
soko  swą  godność,  ma  poszanowanie  dla 

własnej  kultury  i  cześć  dla  swego  sztan­
daru,  którego  jak  żołnierz,  mordem  ani 
skrytobójstwem  nie  splami.  Mają  w  sobie 
taki  egoizm  samowiedny  niektóre  narody: 
nawet  gdy  prowadzą  politykę  podbojów, 

szanują  indywidualność  krajów  opanowa­

nych  i  barbarzyństwem  się  nie  plamią;  nie 
mają  go  w  sobie  inne:  w  czasie  pokoju 

zarówno  jak  w  czasie  wojny,  polityce  ich 

towarzyszą  wiarołomstwo  i  bezprawie,  nie- 
poszanowanie  indywidualności  innych,  po­

spolite  barbarzyństwo,  obłudnie  i  ze  złą 

wiarą  osłaniane  prawem;  ale  te  wielkimi 
narodami  nie  są.  Gotowe  zawsze  płaszczyć

background image

się  przed  siłą,  pełne  instynktów  służalstwa 

w  życiu  wewnętrznem,  wykazują  zawsze 
niepohamowane  brutalstwo,  gdy  czują  swą 
przewagę  i  bezkarność  swego  bezprawia. 
Buta  i  arogancya  idą  zawsze  w  parze 
z  brakiem  prawdziwego  szacunku  dla  swej 
godności  osobistej  i  stanowią  cechę  nieod­
łączną  charakterów  płaskich  i  służalczych, 
czujących  chwilowo  siłę  za  sobą.  »Ten 
tylko  jest  wielki,  kto  nie  potrzebuje  ani 
słuchać  ani  rozkazywać,  aby  być  czemś«. 

Słowa  te  Goethego  rzucają  światło  na  rze 
czywistą  wielkość  charakterów  narodo­

wych.  Narody,  hołdujące  egoizmowi  zmy­

słowemu,  zawsze  muszą  ulegać  sile  ze­

wnętrznej  lub wewnętrznej,  która  je  trzyma 

na  wodzy,  zawsze  muszą  sprawować  me­
chaniczną  władzę  nazewnątrz  lub  nawe- 
wnątrz,  bo  z  niej  tylko  czerpią  poczucie 
swej  siły  Z  chwilą,  gdy  nie  mają  kogo 

słuchać  lub  nie  mogą  skutecznie  rozkazy­

wać,  przestają  być  sobą,  a  wtedy  nie  znaj­
dują  już  w  sobie  żadnego  hamulca  na  po­
pełniane bezprawia,  znajdą  go  tylko  w  ude­
rzeniu  pięści,  przywołującej  do  porządku 
ich  narodowe  instynkty  urodzonych  prze­

stępców.

Samowiedny  egoizm  narodowy  stawia

E 6 ? I Z M   NłROOfiWY: 

6

— 

8

background image

w  szeregu  obowiązków  społecznych  prze- 
dewszystkiem  utrwalenie  bytu  narodu,  jego 
niezależność,  rozwój  wszechstronny  i  wcie­
lenie  swego  charakteru  indywidualnego 
w  odpowiednie  formy państwowego ustroju. 
Naród,  jako  organizm  żywy,  ma  prawo 
moralne  rozrastać  się  nietylko  kosztem  ży­
wiołów  biernych,  bezmyślnych  i  społecznie 
bezkształtnych, ale  nawet  kosztem  narodów 
innych,  byle  ten  rozrost  był  naturalny  i  nie 

opierał  się  na  sile  brutalnej,  przymusie 

i  prawach  wyjątkowych.  Jest  to  polityka 

kulturalnej  i  dziejowej  ekspansyi  a  nie  za­
borów.  Naród  byłby  niczem,  gdyby  do  ni­

czego  nie  dążył  i  niczego  nie  pragnął, 
gdyż  jak  powiada  Krasiński,  »ten  żyć  nie 

umie,  kto  prawa  nie  rości«.  Aby  się  zazna­
czyć  w  życiu  i  dziejach  ludzkości  jako  siła 
żywotna  i  czynna,  musi  on  mieć  szerokie 

aspiracye,  pragnienia  i  cele  —  i  przekazy­

wać  je  z  pokojenia  w  pokolenie,  jako  wie­

cznie  żyjący testament dziejowy.  Idea  prze­

wodnia,  a  nie  bezmyślny  apetyt,  szlachetna 

ambicya,  a  nie  buta,  chęć  wpływu  a  nie 

żądza  panowania,  wysokie  poczucie  go­

dności  własnej,  a  nie  pragnienie  wymuszo­
nych  hołdów,  stanowią  postać  moralną  sa- 
mowiednego  egoizmu  w  narodzie.

— 

82  ---

background image

Podniesiony  do  wysokości  etycznego 

sztandaru,  naród  nie  staje  się  przez  to  ce­

lem,  zdolnym  wszelkie  środki  uświęcić;  sta­
nowi  on  tylko  sumienie  człowieka-obywa­

tela,  najwyższe  jego  dobro,  najwyższy 
punkt  oryentacyjny  jego  stosunków,  a  więc 
i  jego  postępowania,  ale  postępowanie  to 

podlegać  ma  zawsze  i  wszędzie  jednym, 

powszechnym i bezwzględnym prawom etyki 

społecznej.

Jeżeli  każde  stanowisko  w  społeczeń­

stwie,  każde  powołanie,  każde  położenie, 

pociąga  za  sobą  pewne  szczególne  obo­
wiązki  i  prawa  moralne,  podlega  w  swem 

postępowaniu  właściwym  sobie  prawidłom 

etycznym,  tem  bardziej  stosować  się  to 

musi  do  narodu,  pozbawionego  legalnego 
bytu.  Etyka  jego  musi  być  inną,  niż  naro­

dów  niezależnych,  gdyż  położenie  wyjąt­

kowe  daje  mu  prawa moralne,  jakich  tamte 
mieć  nie  mogą.  Człowiekowi  ratującemu 

swe  życie  więcej  wolno,  niż  temu,  który 
dąży  do  zbogacenia  się:  te  same  środki 

walki  przez  obu  użyte  będą  moralnymi 
w  ręku  pierwszego,  a niemoralnymi  w  ręku 
drugiego.  W  naszem  społeczeństwie,  mają- 

cem  tak  silne  poczucie  prawa  obcego,

a  tak  słabe  praw  własnych,  znajdą  się

6*

-  

83 

~

background image

zawsze  ludzie,  gotowi  twierdzić,  że  skoro 

napad  jest  bezprawiem,  to  i  odpór  czy 

odwet  tą  samą  wymierzony  bronią  również 

bezprawiem  będzie,  bo  to,  co  nie  ma  być 
dozwolone  wrogom,  i  dla  nas  jest  zaka­
zane.  To  przykładanie  jednakowej  miarki 

do  obron)7  przed  napaścią  jak  i  do  napaści 
samej,  to  zrównanie  bezprawia  z  prawem, 

dokonywane na szkodę  własnego  społeczeń 

stwa,  świadczy  o  takiem  wypaczeniu  pojęć 

etycznych,  które  powstać  może  tylko  na 

tle  zupełnego  zwyrodnienia  patryotyzmu 

i  zaniku  poczucia  moralnego.  W imię  mnie­
manej  sprawiedliwości  popełnia  się  naj­
większą  niesprawiedliwość,  jaką  obywatel 
kraju  popełnić  może,  —  niesprawiedliwość 
wobec  własnego  narodu.

Właściwe  naszemu  położeniu  wskaza­

nia  etyki  narodowej  wymagają  również 

szczególnego  typu  charakterów,  zdolnych 

w  życie  je  wcielić.  Jeżeli  słuszne  są  słowa 

Spencera,  że  » najważniejszym  czynnikiem 
w  dziele  przeobrażeń  społecznych  jest  cha­

rakter  jednostek«,  naród  w  wyjątkowych 
znajdujący  się  warunkach  wtedy  tylko 

zdoła  przyszłość  swą  zapewnić,  gdy  śród 

swych  członków  utrwali  taki  typ  charak­

-  

84  -

background image

85 

-

teru  i  taki  typ  moralności,  który  odpowie 

w  całej  pełni  dziejowym  jego  zadaniom.

My,  jak  to  już  zaznaczyłem  na  wstępie, 

takiego  typu  nie  mamy,  i  to  nietylko  w  ży­

ciu,  ale  nawet  w  teoryi  naszych  pragnień. 
Chaos  pojęć  etycznych  jest  bezpośrednią 

tego  przyczyną;  na  ustach  mamy  zawsze 
hasła  moralne  najbardziej  idealistyczne 
i  oderwane  od  życia,  a  rzeczywistość  bije 

nas  po  głowie  brutalnością  swych  faktów 

i  zastaje  bezradnych,  pozbawionych  steru, 

napróżno  szukających  wskazań  postępowa­
nia,  gdy  wypadki  zmieścić  się  nie  dają 

w  szablon  panujących  pojęć  etycznych. 

W  rozterce  pomiędzy  ideałem  a  życiem, 

pada  ofiarą  nasz  charakter,  zatraca  się  in­
dywidualność  naszego  typu.  Przy  panowa 
niu  wszechwładnem  etyki  ideałów,  sama 

kwestya  przystosowania  typu  charakterów 
do  potrzeb  narodu  nie  może  być  stawianą: 

ideały  są  jedne  dla  wszystkich  czasów 

i  narodów,  jeden  szablon  obowiązków  mo­

ralnych  i  jedno  pojęcie  odpowiadającego 
im  t j pu  człowieka  i  obywatela.

Etyka  społeczna  inne  pod  tym  wzglę­

dem  stawia  wymagania.  Żąda  ona,  aby  po­

stępowanie każdego  odpowiadało  ściśle  sta­
nowisku,  w  jakiem  się  znajduje,  i  układowi

background image

— 

86  —

stosunków,  w  których  się  obraca.  O  typie 
charakteru człowieka i  obywatela rozstrzyga 
położenie  kraju,  rozstrzygają  potrzeby  na­
rodu.  Innym  on  być  musi  w  neutralnej 

Szwajcaryi,  w  stojącej  na  uboczu  Szwecyi, 

w  kolonizującej  wszystkie  części  świata 

Anglii,  innym  w  walczącej  o  swój  byt  na 

różne  fronty  Polsce.  W  danych  warunkach 

typ  ten  może  być  tylko  taki,  a  nie  inny? 

musi  odpowiadać  ogromowi  zadaft  narodo­

wych,  być  wolnym  od  wad,  które  nas  bytu 

pozbawiły,  posiadać  zalety  niezbędne  do 

zdobycia  należnego  nam  stanowiska  mię­

dzynarodowego,  a  być  rdzennie  polskim 
zarazem.  Jakiż  będzie  w  naszych  warun­
kach  pracy,  obrony  i  walki  typ  człowieka, 

typ  Polaka,  któryby  stał  się  wyrazicielem 
samowiednego  egoizmu  narodu,  a  zarazem 

dźwignią  jego  przyszłości?

Wskazuje  nań  etyka  społeczna,  wska­

zują  najlepsze  tradycye  narodu.  Jest  nim 

typ  ż o ł n i e r z a - o b y w a t e l a .   Wzdrygną 

się  na  to  tak  bujnie  rozrosłe  nasze  huma­
nitarne  narowy  i  oburzać  się  będą  za  Toł­
stojem  na  idealizowanie  wojny,  na  upraw­

nianie  zabójstwa,  na  apologię  militaryzmu! 
Na  tle  ogólnego  w  naszem  społeczeństwie 

upadku  charakterów,  pod  rozkładającym

background image

wpływem  kosmopolitycznego  humanitary­
zmu  umysłowości  żydowskiej,  przyjmują 
się  u  nas,  bez  firmy  być  może,  zapatry­
wania  rosyjskiego  filozofa  niewolnictwa 
szerzej,  niż  to  się  na  pozór  wydaje.  Tym 
echom  nauk  genialnego  barbarzyńcy  prze­
ciwstawić  możemy słowa prawdziwego apo 
stoła kultury, urabiającego umysłowość  naj­

kulturalniej szego  narodu, —  Ruskina.  »Rze- 
miosło  żołnierza,  mówi  on,  leży  nie  w  za­

bijaniu,  lecz w gotowości pójścia  na  śmierć. 
I  za  to  właśnie  świat  je  szanuje.  Mord  jest 
rzemiosłem  zbrodniarza  i  świat  nigdy  nie 

otaczał  go  szacunkiem.  Powodem  czci  dla 

żołnierza  jest  to,  że  życie  swe  oddaje  na 
usługi  społeczności*.  A  ta  gotowość  pójś­
cia  na  śmierć  inną  jest  u  żołnierza obywa­

tela,  inną  u  żołdaka  militaryzmu.  Pierwszy 

służy  tylko  Ojczyźnie  i  sztandar  jego  jest 
ideą  zarazem,  drugi  służy  władzy,  a  sztan­

dar,  pod  którym  walczy,  jej  tylko  jest  sym­

bolem,  pierwszy  ginie  dla  sprawy,  którą 
ukochał  i  za  swoją  uważa,  drugi  —  z  roz­

kazu,  w  imię  posłuszeństwa  i  musu,  to  też 

jeden  jest  obywatelem,  drugi  —  niewolni­
kiem  tylko  lub  maszyną.

Mówić  o  »zabójstwie«  na  wojnie,  gdy 

obie  strony  zarówno  narażają  swe  życie,

-

 

8

7

 

-

background image

— 

88

wszystko  jedno — dla  idei,  z  poczucia  obo­

wiązku,  czy  pod  prz}7musem,  ale  zawsze 

w  celach  nieosobistych,  jest  to  opierać  za­

sady  moralności  nie  na  przenośni  nawet, 
ale  na  świadomym  i  rozmyślnym  fałszu. 
Idąc  tą  drogą,  nazwać  można  samobójcą 
strażaka,  tracącego  życie  w  obronie  cu­

dzego  mienia,  oszustem  —  używającego 
fortelów  dowódcę,  kłamcą — więźnia  stanu, 

osłaniającego  swych  współoskarźonych  ko­

legów,  słowem  można  zajść  wszędzie,  tylko 
nie  do  przybytku  etyki,  wymagającej,  po­

dobnie  jak  prawo,  bezwzględnej  ścisłości 

określeń  i  sądów.

Duch  rycerski,  a  nie  duch  militaryzmu 

jest  cechą  żołnierza-obywatela,  nie  skala 

się  on  też  okrucieństwem,  gwałtem  lub 

mordem  bezbronnych,  bo  nie  przewaga 

siły,  ale  przewaga  sprawiedliwości  będzie 
w  każdym  wypadku  bodźcem  jego  czynów. 

Rycerskość  jest  cnotą  w  człowieku  każ­

dego  stanu,  ale  w  zaprawie  wojskowej 
bierze  swój  początek  i  określa  treść  tego, 
co  nazywamy  honorem  żołnierskim.

Prawdziwy  żołnierz  nie  będzie  pakto 

wał  z  wrogiem  —  »dopóki  nie  zje  osta­

tniej  podeszwy  u  butów  i  nie  wystrzeli 
ostatniego  ładunku®,  nie  ustąpi  bez  walki

background image

z  zagrożonego  stanowiska,  chociażby  wi­
dział  przeważającą  siłę  przed  sobą,  pomny 
na  słowa  Bayarda,  że  »niema  posterunku 

słabego,  dopóki  są  ludzie  serca,  którzy  go 

bronią«.  Jako  dowódca  armii  nie  będzie 

prowadził  układów  na  swoją  rękę,  bo  wie, 

że  jest  tylko  sługą  i  wysłannikiem  narodu, 

który  sam  dopiero  ma  prawo  przyjmować 

zobowiązania i  rozstrzygać  o  swych  losach. 

Powołany  do  obrony  Ojczyzny,  nie  za­

pomni,  że  pierwszym  czynem  obrony  jest 

napad,  a  cios  —  najskuteczniejszą  zasłoną, 
a  choć  śród  zmiennych  losów  wojny  nie­
jedną  klęskę  poniesie,  nie  upadnie  na  du­

chu,  ale  stwierdzi  zdanie  De  Maistra,  że 

»niema  bitwy  przegranej,  dopóki  się  jej  za 

przegraną  nie  uważa«.  To  też  żołnierz  jest 
najlepszym  politykiem  w  narodzie,  któremu 

wypowiedziano  walkę  na  śmierć  i  życie 
i  który  tylko  walką  ciągłą  i  wytrwałą  ostać 

sie  może.

Wychowany  śród  niebezpieczeństw  i  dla 

niebezpieczeństw,  nie  waży  on  sobie  życia, 
a  kto  się  śmierci  nie  boi,  ten  panuje  nad 

życiem  i  spokojnie  patrzy  w  oczy  wszyst­

kiemu  co  go  spotkać  może;  nie  zbije  go 
też  z  wytkniętej  drogi  ani  obawra,  ani  prag 

nienie  użycia  wygód  i  spokoju.  Dlatego  to

— 

89  —

background image

charakter  żołnierski  najlepiej  odpowiada 

warunkom naszej  pracy obywatelskiej, która 
wtedy  tylko  iść  może  niezłomnie  drogą 
wytkniętą  przez  potrzeby  narodu,  gdy  się 

pozbędzie  wszelkiej  bojaźni,  wszelkiego 

oglądania  się  za  siebie  i  na  siebie.

Żołnierz  jest  silnym  już  z  natury  swego 

rzemiosła,  a  siła  fizyczna  wpływa  rozstrzy­

gająco  na  charakter  człowieka.  Krzepkość 
ciała  idzie,  jak  wiadomo,  w  parze  z  jędr- 

nością  ducha,  ale  im  ciało  zdrowsze  i  sil­
niejsze,  tem  większą  duch  ma  nad  niem 

władzę.  Na  punkcie  pewników tak  utartych 
i  niezbitych,  panują  u  nas  najdziwaczniej­

sze  przesądy;  utożsamia  się  często  siłę  fi­
zyczną  z  brutalnością,  tymczasem  ludzie 

silni  bywają  zazwyczaj  dobrymi  zarazem, 
w brutalności  celują  tylko  rozpasane nerwy 

zwyrodniałego  ciała;  intelektualizm,  kult 
własnej  duszy, nadmierną  wrażliwość  i  czu 
łostkowość  poczytuje  się  za  oznaki  wyż­
szości  duchowej,  gdy  są  to  tylko  objawy 

chorobliwej  nerwicy;  sile  fizycznej  przypi­

suje  się  zmysłowość,  gdy  jest  ona  najsil­

niejszym  na  nią  hamulcem.  Zdrowie  i  tę- 
gość  ciała  noszą  w  sobie  odwagę,  stanow­

czość,  rzutkość  i  energię,  a  nadewszystko 

spokój  wewnętrzny,  dający  panowanie  nad

background image

9

i  

sobą  i  nad  przeciwnościami.  » Spokoju  lu 

dzi,  jak  mówi  Epiktet,  nie  zakłócają  rze­

czy,  lecz  tylko  sądy  o  rzeczach«,  a  bólem 

w  rzeczywistości  jest  to  tylko,  co  się  za 

ból  uważa.  Przeświadczenie  o  tem  jest  wy­
razem  żołnierskiego  ducha,  to  też  powinien 
on  stać  się  duchem  pokolenia,  mającego 

siłą  swego  charakteru  naprawić  to,  co  sła­

bość  charakterów  popsuła.

W  rzemiośle  żołnierza  leży  solidarne 

działanie  zbiorowe,  punktualność  i  spraw­

ność  wykonania,  bezwzględna  obowiązko 
wość,  poczucie  wielkiej  odpowiedzialności 

za  czyn  najdrobniejszy,  karność  nakoniec, 
która  w  armii  obywatelskiej  nie  na  rygo­

rze  zewnętrznym,  ale  na  poczuciu  obo­

wiązku  polega.  Wszystko  to  są  cechy,  sta­
nowiące  słabą  stronę  charakteru  naszego 

pokolenia,  tem  silniejsza  konieczność,  aby 
uczynić  z  nich  podstawę  wychowania  na­
rodowego.

Nie idzie tu o rzecz niemożliwą, o zmianę 

natury  i  charakteru  naszego  społeczeństwa, 
ale  o  strząśnięcie  z  siebie  usposobień  i  na­
rowów,  wytworzonych  sztucznie  w  okresie 
rozbicia  i  zwątpienia,  o  powrót  do  naszych 
własnych  najlepszych  tradycyj.  Duch  ry ­
cerski ,  tęgość  żołnierska 

towarzyszyły

background image

92 

wszystkim żywotniejszym  okresom  naszych 

dziejów  lub,  ściślej  mówiąc,  one  je  właśnie 

tworzyły.  Po  upadku  powstania  Kościuszki, 
że przypomnimy  tylko  czasy nowsze,  a  więc 

w  chwili  pogromu,  cała  energia  i  tężyzna 

narodu  odradza  się  natychmiast  w  Legio­
nach;  pozostawiają  one  po  sobie  trądycyę 

zapładniającą  ducha  następnego  pokolenia. 
Królestwo  Kongresowe  wykazuje  ogromną 

żywotność  we  wszystkich  dziedzinach  ży­

cia  publicznego,  a  nikt  nie  zaprzeczy,  że 

typem,  uosabiającym  w  sobie  prawdziwego 

Polaka  tych  czasów,  był  typ  żołnierza  pol­

skiego.

Wojskowi  1831  r.,  rozproszeni  po  całym 

świecie,  zmuszeni  szukać  innego  powoła­

nia,  wykolejeni  i  rzuceni  w  nowe  zupełnie 

warunki  życia,  odznaczają  się  w  kraju 
i  na  emigracyi  na  każdem  polu  pracy, 

składają  dowody  energii  i  siły  charakteru, 

nieznanej  już  niestety  pokoleniom  później­
szym.  Starcami  już  będąc,  pozostają  żoł­
nierzami  i  obywatelami  w  każdym  calu 

i  nie  przestaje  bić  od  nich  zapał  młodości, 

wiara,  moc  ducha,  połączone  ze  wszyst- 

kiemi  zaletami  wytrawnego  umysłu  i  woli 

hartownej.  Miles,  Vafes,  E x u l  —  żołnierz, 

wieszcz,  wygnaniec  —  napis  ten  położony

background image

przez  Mickiewicza  na  grobowcu  Stefana 
Garczyńskiego,  streszcza  w  sobie  całą  cha­

rakterystykę  ówczesnego  pokolenia,  poko­
lenia  prawdziwych  polskich  żołnierzy oby- 
wateli.  Dobrych  obywateli  nie  brakło  nam 
i  później,  ale  brakło  dobrych  żołnierzy 
w  służbie  narodowej,  brakło  tych,  dla  któ­

rych  praca  byłaby  walką,  a  walka  pracą, 
którzyby  potrafili  utworzyć  jedną  zwartą, 
kamą  i  odważną  armię  narodową,  równie 
sprawną  w  boju  zaczepnym  jak  odpornym. 

W  każdej  naszej  klęsce  narodowej  rzuca 

się  w  oczy  słabość,  chwiejność  i  zniewie- 

ściałość  charakterów,  a  śród  powodzeń 

dawniejszych  i  nowszych  świeci  najczyst­

szym  ogniem  czynu  hart  polskiego  żołnie 
rza. Dopóki on  trwał, trwała Rzeczpospolita, 
gdy  on  odżywał,  odżywała  Polska.

Nie  ten  jest  żołnierzem,  kto  nosi  mun­

dur  i  pałasz,  ale  ten,  co  ma  w  sobie  cha­
rakter  żołnierski  i  żołnierskiego  ducha.  Ce­

chy  te  połączyć  się  dają  z  każdym  zawo­

dem,  z  kaźdem  stanowiskiem  i  z  każdym 

rodzajem  pracy.  Znany  u  nas  dawniej  typ 

księdza żołnierza  należał  do  najdzielniej­

szych  postaci  śród  naszego  duchowień­
stwa.  Kobiet  rycerskiego  ducha  nie  brakło 

w  naszych  dziejach,  nawet  najnowszych,

— 

93 

\

background image

dopóki  zniewieściałość,  miękość  charakteru 
i  przeczulenie  duchowe  nie  zostały  podnie­
sione  do  godności  wskazań  w  wychowaniu 
i  w  życiu,  i  to  zarówno  dla  mężczyzn  jak 
i  dla  kobiet.

Wychowanie  żołnierskie  nowych  poko­

leń  musi  się  od  dzieciństwa  zaczynać:  naj­

dzielniejsze  wpływy  późniejsze  nie  napra­
wią  tego,  co  domowa  atmosfera  popsuła. 

Czysto  zmysłowe  przywiązanie  rodziców 
do  dzieci,  brak  charakteru  w  generacyi 

starszej  i,  powiedzmy  to  otwarcie,  brak  sa­

mowiednego  patryotyzmu,  nakoniec  rozpa­
noszone  przesądy  humanitarne,  wszystko 

to  składa  się  na  pożałowania  godny  obraz 

naszego  wychowania  narodowego.  Ojcowie 
i  matki  troszczą  się  przedewszystkiem  o  to, 
aby  usuwać  dzieciom  z  pod  nóg  kamienie 
i  kolce,  zamiast  ich  uczyć  roztrącać  ka­
mienie  i  stąpać  po  kolcach;  starają  się 
chronić  je  przed  wszelkiem  niebezpieczeń­

stwem,  przed  wszelkim  śmielszym  krokiem, 
a  hasło  »nie  narażaj  się«  głoszą  im  od 

kolebki.  Zamiast  hartować  ich  charaktery, 

pragną  tylko,  aby  gładko  przeszli  przez 
życie.  I  właśnie  nie  przechodzą  przez  nie 
gładko  te  bezduszne  manekiny, pozbawione 

hartu,  woli  i temperamentu.  Dobrze  przejść

— 

9 4  

background image

przez  życie  może  ten  tylko,  co  się  zapra­
wił  w  twardej  służbie  obowiązku,  zaznał 

głodu, niedostatku i trudów, zaglądał w  oczy 

niebezpieczeństwu,  a  nadewszystko  —  co 

się  przywiązał  do  wielkiego  celu  i  gotów 

byłby  w  razie  potrzeby  głowę  zań  złożyć. 

Słusznie  ktoś  powiedział,  że  »ten,  co  nie 

wie  za  co  mógłby  umrzeć,  nie  wie  jak  ma 

żyć«,  a  ci  co  nie  wiedzą  jak  żyć  mają, 

giną nietylko  w  walce,  ale  bez  walki nawet, 

giną  bez  chwały  dla  siebie,  bez  pożytku 
dla  ogółu.  Niewolnicy  własnych  słabości 
nie  mogą  stać  się  panami  swego  losu,  nie 

dopiero  losów  narodu.

»Na  wojnie,  jak  mówi  aforyzm  żołnier­

ski,  zawsze  ci  sami  dają  się  zabijać«,  są 

to  ci,  co  stają  wobec  niebezpieczeństwa 
przekonani  z  góry,  że  mu  ulegną.  Na  czole 
już  mają  śmierć  wypisaną,  bo  noszą  ją 

w  sobie.  W  życiu  codziennem  mówimy
o  nich,  że  im  los  nie  sprzyja,  że  się  pod 
złą  urodzili  gwiazdą,  a  któż  wątpi,  że  los 

ten  i  ta  gwiazda  w  nich  samych  leżą.  Go­

towość  do  walki  zawiera  juz  w  sobie  wi­
doki  zwycięstwa.  »Aby  nastraszyć  kule, 
mawiał  jeden  z  generałów  napoleońskich, 
trzeba  biedź  na  nie«.  Dosadny  ten  wyraz

— 

95 

background image

odwagi  wojskowej  przestaje  być  retorycz­
nym  zwrotem  w  codziennej  walce  życio­
wej,  a  zwłaszcza  w  naszych  warunkach 
walki  o  prawa  narodu.  Występować  śmiało 

naprzeciw  niebezpieczeństwu,  gdy  jest  nie­
uniknione ,  umieć  brać  przeciwności  za 
bary,  jest  to  najpewniejsza  rękojmia  zwy­

cięstwa.

Mając  przed  oczami  wyraźnie  zaryso­

wany  typ  charakterów,  których  krajowi 
w  obecnych  warunkach  potrzeba,  zdając 
sobie  jasno  sprawę  z  tego,  jaką  etykę  obo­

wiązków  obywatelskich,  jaką  moralność 

praktyczną  wszczepiać należy w  serca  mło­

dego  pokolenia,  znajdziemy  w  naszych 

własnych  dziejach  dawne  i  świeższe  trą­

dy cye,  których  atmosferą  pokolenie  to  od­

dychać  powinno.  Jest  to  atmosfera  żela­

znych  charakterów,  woli  bezwzględnej,  żoł­

nierskiego  hartu,  narodowej  mocy.

Czujemy  jakieś  krzepiące  i  orzeźwia­

jące  wzruszenie,  gdy  wspominamy  szwa­

dron  Kozietulskiego, 

owych  czternastu 

z  oblężenia  Gdańska,  owych  rannych  z  la­

zaretu,  co  w  r.  1809  zdobyli  pozycyę  nie­

przyjacielską, ułanów Poniatowskiego, i  pod­
chorążych,  i  czwartaków.  Niech  wskrze­

— 

96

  —

background image

—  97 

szona  ich  tradycya  da  nam  raz  jeszcze  po* 

kolenie  o  takich  charakterach  i  takiej  za­
prawie,  dziś  ono  się  nie  zmarnuje,  nie  zo­
stawi  tylko  sławy  bohaterstwa  po  sobie, 

ale  dokona  rzeczy  wielkiej  i  ostatecznej!

background image

CHARAKTERY  A  ŻYCIE  POLITYCZNE.

Mało  zwraca  się  uwagi  na  to,  że  dobra 

polityka  sprowadza  się  w  znacznym  stop­
niu  do  charakteru,  a  jeżeli  weźmiemy  to 

ostatnie  pojęcie  nieco  szerzej  i  ściślej  — 
sprowadza  się  do  niego  w  zupełności.

Polityka  —  to  celowe  i  planowe,  panu­

jące  nad  sobą  i  nad  okolicznościami  dzia- 
łanie  nazewnątrz.  Czy  nie  tem  samem  jest 
charakter?  Moc,  konsekwencya,  stałość,  wy­
trwałość,  rozsądek,  prawość  są  wspólnemi 

cechami  zarówno  dzielnego  charakteru,  jak 

i  dobrej  polityki.  Zauważyć  jednak  należy, 

że  zarówno  przymioty  czysto  umysłowe, 
jak  i  czysto  moralne,  grają  tu  rolę  pocho­

dną,  wtórną.  Charakter  —  to  synteza  cało­

kształtu  władz  duchowych  człowieka:  czu- 

ciowości,  wrażliwości,  wyobraźni,  uczucio­
wości,  umysłowania,  woli,  władz  otamowu-

background image

jących,  wreszcie  zdolności  do  ruchów  ce­
lowych; wysoki  charakter  jest  syntezą  tych 

władz  całkowitą  i  harmonijną,  bez  braków 

i  nadmiarów,  bez  wahań  i  zboczeń.  Postę* 
powanie  rozumne  i  moralne  jest  następ­

stwem  i  nieodłączną  częścią  składową 
wyższego  charakteru,  ale  ten  ostatni  do 

żadnego  z  nich  sprowadzić  się  nie  da.  Tak 

samo  rozum  i  moralność  stanowią  czyn- 

niki  składowe  dobrej  polityki,  ale  zarówno 
wyłączny  kult  rozumu  jak  i  moralności 

w polityce,  z  uszczerbkiem  innych  jej  stron 

istotnych,  prowadzić  musi  do  zboczeń.

Sumienie  każdego  zdrowego  ogółu  daje 

pod tym  względem wskazówkę niewątpliwą. 

Nic  tak  nie  rodzi  wyrzutów  sumienia  i  nie­

zadowolenia z siebie jak postępek znamionu­
jący  brak  charakteru,  czy  to  w  życiu  je- 
dnostkowem,  czy  w  polityce.  Jaskrawym 
przykładem  służyć  tu  może  pamiętny  epi­
zod  warszawski  1897  r.  Czy  był  to  krok 
niemoralny?  bynajmniej,  ofiara  poniesiona 
dla  dobra  przyszłości  z  istoty  swej  podmio­
towo  niemoralną  być  nie  może;  czy  był  to 
czyn  jawnie  nierozumny?  —  tem  mniej, 
uzasadniano  go  właśnie  względami  rozumu 
politycznego; znamionował go jedynie  krań­

cowy  brak charakteru  i  to  wystarczyło,  aby

7

*

—  99 

background image

uczynić  zeń  wielki  błąd  polityczny  wobec 
przyszłości,  a  zarazem  przedmiot wyrzutów 

sumienia  we  wspomnieniach  przeszłości.

Podobne  cechy,  aczkolwiek  w  odmien­

nym  kierunku,  zawiera  w  sobie  wszelka 

polityka,  obliczona  na  targi  w  rzeczach  za­
sadniczych  a  wychodząca  z  zasady,  źe 
trzeba  żądać  więcej,  ażeby  osiągnąć  mniej; 
prowadzi  ona  zawsze  do  tego,  źe  od  zaję­
tego  stanowiska  trzeba  odstąpić,  i  to  od­

stąpić  pod  naciskiem, źe  linia  wytyczna  po­
stępowania  staje  się  chwiejną,  traci  moc 
swego  charakteru,  a  zarazem  cechy  dobrej 
polityki.

Charakter  nazwać  można  polityką  ży­

ciową  jednostki,  podobnie  jak  polityka  jest 

przejawem  charakteru  narodu  lub  stron­
nictwa  i  jest  złą  lub  dobrą,  w  perspekty­

wie  dłuższych  okresów  czasu,  zależnie  od 
tego,  jakiego  typu  i  jakiego  poziomu  cha­
rakter  w  niej  się  przejawia.

Jedna  się  tu  nastręczać  może  wątpli­

wość:  czy  kryteryum  użyteczności  i  celo­
wości, niewątpliwie  niewystarczające  w po­

lityce  stronnictwa,  nie  jest  dostateczne  dla 
określenia  dobrej  polityki  narodu?  Gdyby 

w przytoczonym  powyżej  przykładzie  ocze­
kiwane  skutki  mogły  były  nastąpić  i  na­

— 

100  —

background image

— 

10 1

stąpiły  rzeczywiście,  czy  krok  ten  zostałby 

uznany  w  oczach  potomności  za  przejaw 

zdrowej  polityki  narodowej?  Sądzę  że  nie, 

i  oto  dlaczego.  Aczkolwiek  nie  ulega  w ąt­

pliwości,  że  naród  walczący  o  elementarne 

podstawy  i  prawa  swego  istnienia  jest  bar­
dziej  usprawiedliwiony,  niż  wszelki  inny, 
jeżeli  prowadzi  politykę  czysto  utylitarny 
jest  to  postępowanie  obliczone  na  bardzo 

krótką  metę  i  nie  zapewnia  mu  bynajmniej 
trwałych  podstaw  przyszłości,  ta  ostatnia 
bowiem  nie  na  przemijających  powodze­

niach  i  zyskach,  ale  na  silnej  indywidual­
ności  narodu,  a  więc  na  jego  charakterze 

opierać  się  musi.

Nietylko  jednak  ze  względu  na  samego 

siebie  naród  podobnej  polityki  skutecznie 

trzymać  się  nie  może.  O  ile  bowiem  by­
łaby  ona  czysto  utylitarną,  o  tyle w danych 
stosunkach  nie  byłaby  właśnie  celową.  Nie 
można  dążyć  do  uniezależnienia  się  z  pod 
cudzej  przewagi  drogą  poddawania  się  jej 
dobrowolnego,  można  otrz37mać  tylko  coś 
w  rodzaju  gratyfikacyi,  stwierdzającej  wła­

ściwie  tę  zależność.  Walka  o  byt  narodu 

jest  wydobywaniem  się  na  wierzch  jego 

indywidualności,  otóż  przyznaniu  ze  strony 

przeciwnika  pewnych  ulg  nie  towarzyszy

background image

w  tym  wypadku  żadne  uznanie  tej  indy­

widualności,  a  więc  i  ulgi  same  równają 
się  być  może  zmniejszeniu  cierpień,  ale 

bynajmniej  nie  zbliżeniu  się  do  zamierzo­
nego  wyniku.  Celowość  osiągania  zysków 

natychmiastowych  nie  może  się  opłacać 

kosztem  celowości jedynie godnej  narodu — 

wzmacniania,  rozwijania  i  stwierdzania 
swej  indywidualności w szeregu  przejawów 
charakteru.  Dodajmy  —  indywidualności 
wysokiego  typu,  naród  bowiem,  nawet  naj­

silniejszy  i  najbardziej  niezależny,  gdy  roz­

mieni  swą  politykę  dziejową  na  drobną 

monetę  doraźnych  zysków,  jak  Prusy  dzi­
siejsze,  obniżyć  musi  fatalnie  typ  i  poziom 
swego  charakteru,  wprowadzi  bowiem  do 

własnej  duszy  nieposzanowanie  zasadni­

czych  podstaw  społecznego  bytu  i  stanie 

się  tem,  czem  się  stają  Niemcy  —  zniena­

widzonym  członkiem  społeczności  między­
narodowej,  któremu nikt nie dowierza i prze­

ciwko  któremu  wszyscy  sprzymierzyć  się 
gotowi.  Wielki  naród  jest  czemś  więcej  niż 

wielkiem  mocarstwem:  Rosya  współczesna 

świadczy  wymownie,  jak  łatwo  się  traci 
cechy  wielkiego  mocarstwa,  gdy  się  nie 

jest  dziejowym  typem  wielkiego  narodu.

Kryteryum  charakteru,  zastosowane  do

— 

1

02

 

—■

background image

polityki,  pozwala  z  góry  nakreślić  pewne 

wnioski,  dotyczące  z  jednej  strony  wpływu 

życia  politycznego  na charaktery  jednostek, 
z  drugiej  —  odbicia  charakteru  zbiorowo­
ści  w  prowadzonej  przez  tę  zbiorowość  po­

lityce.

Brak  życia  politycznego  musi  sprowa­

dzać obniżenie  poziomu charakterów w dzia­

łalności  publicznej.  Nie  ulega  wątpliwości, 
że  charaktery  wyrabiają  się  tylko  w  pracy 
twórczej,  w działaniu nazewnątrz,  w  walce, 
w  pokonywaniu  przeciwności.  Życie  zam­
knięte  w  sobie,  bierne,  pozbawione  pola 

działania,  sprzyjać  może  czasem  jedno­

stronnemu  rozwojowi  myśli  oderwanej  lub 
egzaltacyi  uczuć  moralnych,  ale  zawsze 

z  uszczerbkiem  harmonijnego  i  silnego  roz­

woju  indywidualności.  Wiadomo,  że  wię­

zienie  długotrwałe  obniża,  często  łamie 
charakter  jednostki,  rozkłada  go  niejako 
na  pierwiastki,  z  których  jedne  zanikają, 

drugie  rozrastają  się  niepomiernie,  a  indy­

widualność  staje  się  słabą,  niekompletnąi 
jednostronną  a  przez  to  wypaczoną.  Taki 
sam  los  jest  nieuniknionym  udziałem  spo­

łeczeństwa,  pozbawionego  życia  politycz­

nego.

Ostatnie  czterdziestolecie  pozostawiło

— 

103  —

background image

pod  tym  względem  głębokie  ślady  na  od­

łamie  naszego  narodu,  pozostającym  pod 
panowaniem  rosyjskiem,  a  końcowe  dwu- 
lecie  wrzenia  i  fermentu  wydobyło  na  jaw 

skutki  tego  stanu,  ujawniło  zastraszający 
wprost  brak  charakterów  wśród  szerokiego 

ogółu,  wywierający  swój  wpływ,  ukryty 
w  czasach  martwoty,  jawnie  rozkładający 
nasze  życie  publiczne  w  momencie  ruchu.

Nieliczne  tylko,  ale  za  to  silnie  na  w e­

wnątrz  zespolone  grupy,  czynne  w  tym 
okresie,  zdołały  sobie  wytworzyć  pewien 

surrogat  życia  politycznego,  te  stały  się 

też ośrodkami krystalizacyjnymi myśli i czy­
nu  w  chwili  kryzysu  i  pozwoliły  wyjść 

z  niego  społeczeństwu  obronną  względnie 
ręką.  Szerokie  koła  społeczeństwa  wege­
towały  równocześnie  w  bierności,  ulegały 
rozkładowi  charakterów  obywatelskich,  sta­
nowiąc  masę  żywiołów  t.  zw.  »bezpartyj­
nych «,  które  odegrały  w  tych  latach  rolę 
daleko  wydatniejszą,  niż  się  zazwyczaj  są­
dzi.  Poza  pewnym  zasobem  zdrowych  in­

stynktów  narodowych,  których  nie  zdołał 

zniweczyć  zastój  w  życiu  politycznem, 
rola  ta  była  nawskróś  ujemną,  była  rolą 
masy  niezespolonej  w  żadnem  zbiorowem 

działaniu,  zatomizowanego  tłumu  jednostek

background image

bez charakteru. Nadmierna wrażliwość, ubar­
wiona  politycznem  plotkarstwem,  nastrój 

ustawicznej  nerwowości,  skoki  od  nadmier­

nych  nadziei  do  zupełnego  zwątpienia,  za­

chwyty  i  uniesienia  nad  wszystkiem,  co 

miało  zewnętrzne  pozory  efektu,  obok  wy­

szydzania i obniżania  wszystkiego,  co  miało 

pozory  przeciwne,  brak  steru,  konsekwen- 

cyi  i  logiki  —  oto  cechy  charakteru,  wno­
szone  przez  masę  żywiołów  bezpartyjnych 
w  nasze  i  bez  tego  nadmiernie  trudne  po­

łożenie  polityczne.  Wynikiem  tego  była  ba- 

łamutność  opinii,  brak  wszelkiej  perspe­
ktywy  w  ocenie  zjawisk,  myślenie  fraze­

sami,  najdziwaczniejsze  i  najbardziej  nieo­

bliczalne  wyskoki  sądów,  znajdujące  swój 
wyraz  w  prasie  nawet  ze  strony  umysłów 

skądinąd  wybitnych.  Każdy czyn polityczny 

wymaga  silnego  poparcia  opinii,  aby  sam 
nabrał  mocy, tymczasem  *bezpartyjna«  opi­
nia  gotowa  była  bądź  popierać  czyny  naj- 
zupełniej  politycznie  ze  sobą  sprzeczne 

i  wykluczające  się  nawzajem,  bądź  zamiast 

poparcia  w  chwilach  najważniejszych  wy­
stąpić  z  szeregiem  zarzutów,  dotyczących 

błahych,  akcesoryalnych  szczegółów.

Polityka  wymaga  raczej  charakterów 

niż  umysłów,  a  nawzajem  charaktery  wy­

— 

io5 

background image

io

6  —

rabiać  się  mogą  tylko  w  ogniu  intensyw­

nego  życia  publicznego,  a  zwłaszcza  poli­

tycznego.  Życie  prywatne  lub  ograniczone 

do  sfer  towarzyskich  może  w  najlepszym 

razie wydawać  tylko charaktery  połowiczne, 
niekompletne,  kalekie,  jeżeli  nie  rozcieńcza 
zupełnie  ich  krwi  limfą  filisterstwa,  sobko- 
stwa i poziomej  małostkowości.  Kto  wie,  czy 
nie  z  tego  właśnie  powodu  tak  mało  spo­

tyka  się  wśród  kobiet  charakterów  całko­
witych,  zdolnych  wytrzymać  próbę  sytua- 
cyi  bardziej  złożonej  lub  powikłań  szer­

szego  pokroju.

Życie  prywatno  - towarzyskie  zawiera 

w  sobie  najw)'źej  kilka  czynników  stereo­

typowych ,  których  możliwe  kombinacye 

wyczerpała  już  dawno  praktyka  pokoleń

i  uregulował  ustalony  kodeks  współżycia. 

Nawet  typ}^  bardzo  słabe  i  ułomne  mogą 
poprawnie  przebyć  ich  próby.  Ale  indywi­

dualnościom ,  obracającym  się  wyłącznie 

w  tej  dziedzinie,  brak  będzie  zawsze  tej 

najsilniejszej  podstawy  charakteru,  którą 

daje  zbiorowość  ścisła,  jej  dusza,  posiada­

jąca  własny  żywot  i  własne  postępowanie, 
co  więcej  —  brak  im  tej  najwyższej  in- 

stancyi,  kierującej  czynami  jednostki  w  ob­

szernej  dziedzinie  życia,  do  której  nie  się­

background image

— 

107

gają  ani  przepisy  religii,  ani  reguły  moral­
ności  towarzyskiej.  Czy  tą  instancyą  będzie 
naród,  czy  inna  idea  ogólna,  zawsze  ona 
daje  dopiero  prawdziwy  kręgosłup  charak­
terowi  jednostki.  Ten  ostatni porównać  mo­
żna  do  masztu,  przytwierdzonego na pokła­
dzie  okrętu:  im  więcej  łańcuchów  i  lin 

wiąże  go  z  podstawą  stałą,  tem  pewniej 
ostoi  się  śród  wichrów, tem mniej  narażony 
będzie  na  wahania,  pęknięcia  i  upadek.

W  szerokiem  życiu  publicznem,  w  poli­

tyce,  występują najdrobniejsze wady i uster­
ki  charakteru  jednostek,  a  występując  — 

szkodzą,  a  szkodząc  —-  są  tłumione,  ucie­
rają  się  i  pierwej  czy  później  ulegają  ota- 
mowaniu.  Polityka  jest  szkołą  charakterów 
zarówno  jednostkowych  jak  zbiorowych, 

jak  i  charakteru  narodu.

Jeżeli  w  dobie  ostatniego kryzysu  mogło 

się  chwilami  wydawać,  że  niema  społe­
czeństwa,  że —  mówiąc  słowami  Wyspiań­
skiego  —  »naród  się  zgubił*,  objaw  ten, 
przełożony  na  język  ścisły,  znaczy  nie  co 
innego  jeno  to,  że  społeczeństwo  w  pew­
nych  chwilach  wykazało  brak  charakteru, 

że  indywidualność  narodu  w  swych  prze­

jawach  nie  sprostała  zadaniom  położenia, 

że  się  zatarła  w  nieskoordynowanych  od­

background image

ruchach.  W  sytuacyi  wyjątkowej  i  złożo­
nej  tylko  słaba  indywidualność  się  gubi, 

tylko nikły  charakter zaciera się w bierności, 

wahaniach, nawrotach i niekonsekwencyach.

Gdy  na podstawie szeregu  czynów i w y­

głaszanych  poglądów  urobimy  sobie  poję­
cie  o  charakterze  pewnej  zbiorowości,  zdo­
będziemy  zarazem  wierną i  ścisłą podstawę 
do  oceny  jej  polityki.  Wartość  tej  ostatniej 
mierzyć  się  będzie  wartością  charakteru.

Zauważyłem  już,  że  ta  właśnie  miarka 

wydać  musi  nieodwołalny  wyrok  potępie­

nia  na  epizod  1897  r.  Bardziej  jeszcze  su­

rowo  —  nietylko  ze  względu  na  sprowa­

dzone  skutki,  ale  w  ocenie  zjawisk  samych 

w  sobie  —  osądzić  musi  korowód  epizo­

dów  1905—6  roku,  zwanych  u  nas  per 
extensionem  »rewolucyą«.  Oceniamy,  pow­

tarzam,  zjawiska  same  w  sobie,  z  własnego 

niejako  punktu  widzenia  ich  autorów.

Ruch  wszczyna  się  pod  hasłami  pow- 

stańczemi  w  imię  niepodległości  na  to,  aby 

pójść  potem  pod  bezwzględną  komendę 
stronnictw  obcych,  i  to  tego  właśnie  na­

rodu,  od  wpływów  którego  miał  kraj  uwol­
nić:  »rewolucya«  polska  przedzierzga  się 

bez  zająknienia  w  »rewolucyę«  rosyjską. 

Kampania  strejkowa  powstaje  pod  hasłami

 

1 0 8

 

background image

podniesienia  dobrobytu  robotników,  ale  nie 

zadawalnia  się  bynajmniej  osiągniętemi zdo­

byczami,  tylko  trwa  dalej  aż  do  wyczer­
pania  sil  zarówno  robotników  jak  i  prze­

mysłu,  aż  do  ruiny  ekonomicznej  kraju

i  idącej  za  nią  nędzy  ludu  pracującego. 

»Rewolucya«  liczy  początkowo  na  poparcie 

armii,  nawet  policyi,  zużywa  wiele  sił  na 

prowadzenie  propagandy  wśród  żołnierzy 
obu  kategoryj,  ale  wkrótce  potem,  bez  ża­
dnego  niemal  przejścia,  rozpoczyna  formal­
ne  na  nich  polowanie  i  zabija  dziesiątkami 
po  ulicach  za  to  tylko,  źe  są  żołnierzami 
patrolującymi  lub  stójkowymi,  pełniącymi 
służbę.  Przeciwko  udziałowi  w  pierwszej 

Dumie  prowadzi  zażartą  kampanię,  popar­

tą  bombami,  rzucanemi  na  zebrania  przed 
wyborcze,  na  to,  aby  przyjąć  udział  w  w y­
borach  do  drugiej,  odbywających  się 
w  znacznie  gorszych  warunkach  konstytu 
cyjnych.  Domaga  się  początkowo  jak  naj­

szerszych  swobód  obywatelskich,  a  kończy 
na  mordowaniu  przeciwników  politycznych 
za  to  tylko,  źe  do  wrogiego  obozu  należą, 
a  wreszcie  na  terroryzowaniu  wszystkich. 

Poczyna od  wielkich haseł odrodzenia  przez 
proletaryat,  a  werbuje  do  swych  szeregów 
prostych  opryszków,  którzy  potem  uzupeł­

— 

109  —

background image

niają  rozbijanie  kas  publicznych  przez  par- 

tye  zwyczajnymi  rabunkami  i  morderstwa­
mi  w  celach  zysku  osobistego.

Co  za  charakter  posiada  owa  zbioro 

wość,  prowadząca  podobną  politykę?  Niech 
da  odpowiedź  obraz  pojedynczego  czło­
wieka, któryby  w  nader  krótkim  czasie  wy­
kazał  takie  zwroty  postępowania,  takie 

sprzeczności  i  taki  upadek  moralny.  To 
więcej  niż  zboczenia  charakteru,  to  brak 

wszelkiej  indywidualności,  rozkład  zupełny 

duszy,  w  której  odruchy,  rozumowania,  po­
pędy,  zakorzenione  dogmaty,  namiętności

i  instynkty  występują  naprzemian,  bez 

współdziałania  i  porządku,  tworząc  nieda- 

jący  się  rozgmatwać  chaos.  Jeżeli  charak­
terem  nazywamy  stałość  i  równowagę  dą­

żeń,  wytrwałość  w  rozumnie  obranej  dro­
dze,  konsekwencyę  działań,  wierność  zasa­
dom,  niezawodność  postępowania,  otamo- 

wywanie  odruchów,  zdolność  do  wytrzy­

mania  wszelkich  prób  trudnych  i  złożo­
nych,  to  żywioły  »rewolucyjne*  wykazały 

brak  zupełny  wszystkich  tych  cech  zasad­

niczych.

Dusza  rozłożona,  utworzona  zresztą  na­

prędce  w  chwili  entuzyazmu  i  bezgranicz­
nie  rozbudzonych  nadziei,  miała  już  od  po­

 

J

1 0

 

background image

I I I  

czątku  rozłożone  ciało,  zlepek  formalny 
części  obcych  sobie,  niezdolnych  do  orga­

nicznego  działania,  z  których  to  jedne  to 

drugie  brały  przewagę  nad  resztą.  Tem 

tylko  wytłumaczyć  się  daje  ta  dziwna,  na­

wet  dla  patologa,  psychika  ruchu.  Indywi­
dualność  jego  była  rozbita  nawewnątrz 
a  krańcowo  jednostronna  i  wyłączna  naze- 

wnątrz  —  dwie  cechy  kardynalne,  wyklu­
czające  całkowitość  charakteru.  W  stosun­
ku  do  indywidualności  narodu  wystawiała 
ona  ją  na  tem  cięższą  próbę,  że  jednem 
swem  skrzydłem  łączyła  się  z  nią  organi­

cznie  i  znajdowała  poparcie  śród  wielu  ży­

wiołów  biernych,  drugiem  wsiąkała  w  in­

dywidualności  obce,  często  pierwszej  wro­
gie.  Jeżeli  chwilami  »naród  się  gubił«,  to 

dlatego,  że  nie  był  dość  wyosobniony 

w  swem  ciele,  ani  dość  jednolity  i  mocny 

w  swej  duszy.

Ciężkie  przejścia  życia  politycznego  na­

rodu  wydobywają  na jaw  słabe  strony  jego 

charakteru,  ale  zarazem  są  szkołą  tego 
charakteru  na  przyszłość.