PLANETA
PLANETA
PLANETA
PLANETA
Ś
MIERCI
MIERCI
MIERCI
MIERCI
Pulpit sterowniczy rozbłysł kolorami migoczących kontrolek. Ogłuszający pisk
alarmowy obudził majora Kenneta, i w pewien sposób przywołał go na mostek. Był juŜ
tam jego zastępca, kapitan Relins. W rozpiętym mundurze, pochylał się nad konsoletą i
próbował rozmawiać z kimś przez radio. Z kimś ze statku, poniewaŜ kontakt z bazą
utracili dobre dwa lata temu, a teraz „zwiedzali” wszechświat. Za pięć lat mieli powrócić
z wyprawy badawczej.
- Co się dzieje kapitanie? – Zapytał swojego podwładnego.
- Chwileczkę, majorze. – Rzucił przez ramię oficer. – Co...?! Nic nie rozumiem! –
Krzyknął do mikrofonu. Radio zatrzeszczało, dało się słyszeć przez chwilę czyjś głos,
lecz tak zniekształcony przez trzaski, Ŝe praktycznie nie dało się rozróŜnić słow.
- A moŜe tak przełączyć na wewnętrzne nadawanie? – Zapytał Kennet.
Zdziwiony kapitan spojrzał przez ramię na swego podwładnego. Kennet zobaczył, Ŝe i
jego alarm musiał obudzić. Świadczyły o tym podkrąŜone oczy, rozczochrana fryzura, a
takŜe chrapliwy głos.
- A, tak. Dziękuję, majorze. – Relins nacisnął przycisk na panelu kontrolnym.
Przycisk rozbłysł zielonym światłem. Głos dobiegający z głośnika od razu stał się
wyraźniejszy. Jakiś męŜczyzna wołał:
- ...czy jest tam Kennet? Czy jest tam major Kennet?! – A po chwili, jakby gdzieś
z boku. – Synu, zostaw tą dźwignię!
- Tu major Kennet. Słucham? – Powiedział dowódca do mikrofonu.
- Majorze, natknęliśmy się na coś ciekawego. Bardzo ciekawego. Proszę
spojrzeć na ekran.
Kennet spojrzał. Ekran migotał. Po chwili dało się na nim zauwaŜyć zielono-
niebieskawą planetę, wokół której krąŜyła mniejsza, prawdopodobnie księŜyc.
- Czy sprawdziliście, co to za planeta? – Zapytał major.
- Tak. – Padła krótka odpowiedź z głośnika. Milczenie przedłuŜało się. Kapitan
Relins nie wytrzymał.
- I co? S k l a s y f i k o w a n a? – Zapytał z nadzieją w głosie.
- Nie. – Ta krótka odpowiedź starczyła za całą przemowę.
Kennet zastanawiał się, jakie korzyści wypłyną z tego faktu. Znaleźli, po dwóch
latach poszukiwań, niesklasyfikowaną planetę!
3
Od lat Rasa poszukiwała w całym kosmosie planet gotowych do zasiedlenia.
Bogatych w surowce, których brakowało na ich wyjałowionej latami, wiekami wręcz,
planecie. A teraz po tak długim okresie znaleźli planetę! Planetę, która nie widniała
jeszcze w Rejestrze Rasy! Ale co z tego, jeśli z tego faktu nie wynikną Ŝadne korzyści?
- Gdzie się znajdujemy? – Zapytał Kennet nawigatora siedzącego na mostku.
- Jak to, gdzie? – MęŜczyzna z początku nie zrozumiał pytania. – Na statku, na
„Zwiadowcy” naleŜącym do Rasy.
„Zwiadowca” – tak nazwał swój statek major Kennet. Wtedy jeszcze porucznik
Kennet. Dwadzieścia trzy lata temu, kiedy Rada powierzyła mu dowodzenie na
lądowniku był pijany ze szczęścia. Przez dwadzieścia trzy lata próbował odwdzięczyć
się Radzie za zaufanie, którym go obdarzono i przez ten okres czasu nie miał
sposobności, by to zrobić. AŜ do dziś. Jeśli tylko okaŜe się, iŜ ta planeta...! Ach!
- Jaki układ słoneczny? – Sprostował pytanie. Nawigator milczał przez chwilę.
- Obawiam się, iŜ jest to gdzieś na końcu wszechświata.
Relins spojrzał na majora. Jego wzrok wyraŜał nieme pytanie: „Gdzieś ty nas
sprowadził, majorze Kennet?” Dowódca sam zadał to pytanie, lecz na głos:
- Gdzie my u licha jesteśmy? - Ale odpowiedziała mu tylko cisza.
- Majorze! – Krzyknął po chwili nawigator. – Coś się do nas zbliŜa.
- CzyŜby statek kosmiczny? O b c y?
- Obawiam się, Ŝe nie wiem. Raczej nie. Wygląda to na sztucznego satelitę.
Na ekranie znów zamigotał obraz. Planeta znikła im z oczu. Jej miejsce zajął walcowaty
przedmiot z dwoma ramionami, pokrytymi jakimś połyskliwym metalem.
- Co to jest? – Zapytał major.
- Sprawdzam. – Padła krótka odpowiedź. Głos nie naleŜał ani do nawigatora, ani
do kapitana Relinsa. Major obejrzał się za siebie. Za nim z komputerem w dłoniach stał
historyk I-szego stopnia. Po chwili milczenia odezwał się bezbarwnym tonem. – To
niemoŜliwe...
- Co to u licha jest? Mów, bo się zbliŜa.
- He...! – Zaśmiał się krótko historyk. – Wygląda to na satelitę.
Meteorologicznego.
- Co to znaczy? – Głupio zapytał Kennet.
4
- Albo jest to „nasz” satelita, który zabłąkał się trzysta lat temu, kiedy jeszcze
takich uŜywaliśmy, albo mamy do czynienia z obcą formą Ŝycia. Inteligentną na
dodatek. – Historyk podniósł wzrok i spojrzał w zdziwione oczy dowódcy.
- Czy... Czy jesteśmy na kolizyjnym? – Padło kolejne głupie pytanie, tym razem
ze strony kapitana Relinsa.
- A jakie to ma znaczenie? – Odpowiedział major. – Jeśli nawet, to ten satelita
musi być wielkości kontrolki przy tobie. Nawet jeśli, to nic nam się nie stanie.
„Zwiadowca” to dobry okręt. Zbudowany z wytrzymałych materiałów. Plastostal jest
bardzo cięŜko zniszczyć. Gdyby „Zwiadowca” był zbudowany z czegoś słabszego, to z
pewnością nazywałby się „Wrak: kosmiczna poraŜka Rasy”. – Ten niewinny Ŝart
wywołał salwę śmiechu u nawigatora i historyka. Relins zaczerwienił się lekko.
- Dobra. Zebrać techników, biologów i kogo tam jeszcze trzeba. – Powiedział
spokojnie Kennet. – Wejdziemy na orbitę i poobserwujemy sobie obiekt.
„Zwiadowca” krąŜył po orbicie juŜ trzeci „lokalny” cykl słoneczny. Ustalono, iŜ na
planecie znajduje się odpowiednia mieszanina tlenu i azotu, pozwalająca na poruszanie
się po niej bez skafandra. Planeta zaklasyfikowana została jako odpowiednia do
zasiedlenia. Ale to były tylko wstępne analizy. Miną miesiące, zanim do końca będziemy
pewni, czy na planecie X27BZ73S da się Ŝyć. Dalej wielką niewiadomą pozostawało
pytanie: „Czy na X27BZ73S istnieje Ŝycie?”
Kennet zastanawiał się, skąd u licha na orbicie X27BZ73S satelita
meteorologiczny Rasy? Trzystuletni satelita Rasy! Kennet zbadał dokładnie historię
Rasy, juŜ jako nastoletni chłopiec, i nie było w niej mowy o Ŝadnym zaginionym
satelicie! Jeśli był to satelita zwiadowczy, to czemu komputer „Zwiadowcy” nie
odnotował sklasyfikowania strefy ani układu słonecznego w jakim się znajdowali?
- Majorze, grupa badawcza dopytuje się, czy moŜe zejść na powierzchnię?
- Hm...? – Mruknął Kennet.
- Grupa zwiadowcza. Są juŜ gotowi.
- I?
- Znajdujemy się na orbicie X27BZ73S juŜ tydzień.
- UwaŜasz, kapitanie, Ŝe to wystarczająco duŜo? A co my tak naprawdę wiemy
na temat X27BZ73S?
5
- śe jest to planeta znajdująca się w układzie słonecznym wraz z ośmioma
innymi. Posiada trzy księŜyce. MoŜliwe, iŜ zamieszkała przez istoty inteligentne.
Dookoła planety znajduje się naturalna powłoka zbudowana głównie z ozonu.
- Tydzień... Dobrze zejdziemy juto. Iloodobowa grupa badawcza idzie?
- Siedmio.
- Kto?
- Ja, historycy, I-szego i II-go poziomu, dwóch biochemików, astrofizyk,
matematyk i psychoneurotyk.
- Osiem.
- Siedem, dwóch...
- Osiem, kapitanie. – Przerwał mu major. – Idę jeszcze ja. Pan zostaje. Pod moją
nieobecność będzie pan dowodził „Zwiadowcą”.
- AleŜ majorze...
- Milcz Relins. Wiem, daje to dalej o jedną osobę za mało do pełnej ósemki. Z
grupą zwiadowczą pójdzie jeszcze... XV-2.
- Android...?
- I owszem, ale i lekarz. O włączeniu lekarza do grupy badawczej pan nie
pomyślał, między innymi dlatego pan zostaje, kapitanie.
Dumny buc! Myślał Relins wychodząc z pokoju dowódcy. Swe kroki skierował na
mostek, gdzie grupa naukowców obserwowała planetę.
- Interesujące... – Mruknął jeden z nich, lecz kiedy tylko zauwaŜył kapitana,
zamilkł.
- Co jest interesujące? – Zapytał Relins.
- Ten, tego... Nic? – Speszył się klimatolog.
- Co jest interesujące? – Zapytał raz jeszcze, tym razem tonem nieznoszącym
odmowy.
- Tego... Zwykłe... Cyrkulacje powietrza... Ruchy mas wody... W powietrzu, nic
interesującego.
Cholera, nawet oni! Nawet załoga coś przede mną ukrywa.
6
Prom kosmiczny „Zwiadowca 1” bez problemu pomieściłby na swym pokładzie
całą liczącą ponad stu osobową załogę, lecz w porównaniu do swego pierwowzoru, do
„Zwiadowcy”, był niczym innym tylko małym stateczkiem.
Prom mogący pomieścić w swych trzewiach ponad sto osób, miał pomieścić ich
ledwo piętnaście. Nieoczekiwany wzrost liczby personelu biorącego udział w
ekspedycji, zawdzięczany był Kapitanowi Relinsowi. To on zwrócił słuszną uwagę na
nie pozostawianie promu bez opieki i na zaopatrzenie się w ochronę. I tak promy na
planecie X27BZ73S miało pilnować dwóch ludzi, zdolnych w kaŜdym momencie na
ucieczkę z nieprzyjaznej planety, jak i na sterowanie licznym zewnętrznym uzbrojeniem
promu.
Trzy osoby stanowiły „straŜ” ekspedycji. Był to tylko i wyłącznie wymóg
regulaminu, gdyŜ kaŜdy naukowiec, czy badacz starający się o stopień „poszukiwacza”
musiał przejść specjalne szkolenie, mające w swym programie: umiejętność
posługiwania się lancą laserową, samoobronę i udzielanie pomocy rannym.
Do dnia dzisiejszego takie kursy sprawdziły się tylko kilkakrotnie w historii Rasy,
podczas podboju dwóch innych, słabszych.
Prom wystartował z cichym szumem silnika. MoŜliwe było całkowite wyciszenie
pracy promu, lecz wszyscy zgodnie stwierdzili, Ŝe wolą aby to nie nastąpiło. To dawało
im swoiste poczucie bezpieczeństwa. Wiedzieli, Ŝe wszystko jest pod kontrolą.
Nie bali się tego co zastaną na owej planecie, nazwanej przez majora Kenneta
X27BZ73S, w sektorze X27. Dzięki psychoneurotykom strach jako-taki został
wyeliminowany z ich podświadomości.
Prom z cichym szumem wylądował. Właz został otwarty.
To co ujrzeli zaraz po wyjściu przerosło ich oczekiwania. Skąpana w porannym
słońcu równina w niczym nie przypominała ich ojczystej planety Louga. Resztki
jakiejkolwiek fauny, przedstawiały się mizernie. Karłowate krzaki, i nic poza tym.
Wszędzie piasek, słońce i krzaki.
Przedarli się na wzniesienie. Z tej lokacji ujrzeli wielkie fortyfikacje wznoszące się
pod samo niebo. I ani śladu jakiegokolwiek Ŝycia. Tylko piasek, słońce, miasto i wiatr.
- Sformować szyk obronny. – Zarządził major Kennet, ustawiając się na czele
kolumny. Ustawił poziom mocy w lancy na ogłuszenie. Taki sam rozkaz wydał swoim
podwładnym.
7
Kiedy weszli na teren pierwszych zabudowań powitała ich grobowa cisza. W
mieście nie było ani śladu Ŝycia. Budynki, pojazdy, rzeczy pozostawione były jakby w
pośpiechu. Porozbijane wehikuły stały tu i tam, lekko zasypane piaskiem naniesionym
przez wiatr.
- Co to za dziwne pojazdy? – Zapytał jeden z biochemików, patrząc na wehikuł.
Wehikuł miał cztery koła i duŜą osadzoną na nich kabinę. Posiadał on równieŜ cztery
włazy wejściowe, pozbawione plastostalowych wizjerów. Posiadał dziury po wizjerach.
Kabina wyglądała dość dziwnie. Dwa fotele z przodu, wykonane z nieznanego
pochodzenia materiału, kółko, zapewne słuŜące do sterowania i trzy dziwne wajchy na
podłodze.
- Jak tym moŜna się poruszać? – Dziwił się jeden z wartowników, usadziwszy się
w kokpicie pojazdu. Rękami próbował sięgnąć w dół aby dotknąć którejś z wajch.
Wyglądało to dość komicznie, jednak nikomu z nich nie chciało się śmiać.
Jeden z historyków podszedł do wielkiej dziury w budynku. Na jej obrzeŜach ujrzał
dziwną, przeźroczystą substancję. Lekko dotknął jej opatrzonymi w skafandrowe
rękawice palcami. Substancja okazała się być bardzo krucha.
- Ty – Zwrócił się do najbliŜej stojącego biochemika. – Pobierz próbkę substancji.
Uwaga! – Powiedział do ogółu. – Przejrzymy jeszcze tylko ten budynek i wracajmy do
promu.
- Majorze. Mam jakiś dziwny odczyt na liczniku. – Powiedział drugi z
biochemików. – Proszę na to spojrzeć.
Major spojrzał na licznik. Wskaźnik wariował. Pokazywał jakieś niedorzeczne
odczyty.
- Pobierz próbkę podłoŜa. Ruszać się! – Krzyknął do reszty. Sam z trzema
wartownikami obserwował okolicę. Chwilę później wracali juŜ „Zwiadowcą 1” na
lądownik.
Lądownik „Zwiadowca” znajdował się na orbicie około planetarnej juŜ ponad
miesiąc, a prace na temat poznania planety posuwały się mozolnie do przodu.
Naukowcy pobrali próbki ziemi, i doszli do wniosku, Ŝe gleba jest zanieczyszczona
przez jakieś radioaktywne specyfiki. Ku uciesze majora Kenneta, okazało się, iŜ owe
promieniowanie oddziałuje i owszem na nich, lecz badania na powierzchni mogą być
dalej prowadzone w skafandrach ochronnych „Zwiadowcy”.
8
- Majorze, znaleźliśmy coś ciekawego. – Zabrzęczał głos Relinsa w głośniku. –
Proszę przyjść do laboratorium.
- JuŜ tam idę. – Odpowiedział major, i ruszył w kierunku sali.
Kiedy automatyczne drzwi z cichym szumem otworzyły się, Kennet znalazł się w
jasno oświetlonym pomieszczeniu. Na wielkim stole leŜał obcy. Był martwy. Kilka
monitorów pokazywało strukturę cząsteczkową istoty, a kilka innych budowę.
- Proszę spojrzeć, majorze. – Powiedział wysoki biochemik, trzymający dziwną
substancję, znalezioną podczas pierwszego lotu na X27BZ73S. – Powłoka ochronna
obcego jest dziwnie nietrwała. – Mówiąc to przyłoŜył koniec krystalicznej substancji do
powłoki i lekkim ruchem naciął ją. Kennet przypomniał sobie, iŜ kiedyś i Rasa uŜywała
takiego materiału. Nazywali go wtedy szkłem. Ale było to ponad trzysta lat temu!
- Czemu nie zostałem o tym wcześniej poinformowany? – Zapytał Kennet,
wpatrując się w obcego. Powłoka skórna obcego była dziwna. ZaróŜowiona, a nie
zielona jak u Rasy. Obcy miał dziwny kształt; walcowaty korpus, od którego u dołu
odchodziły dwie macki?, Odnogi?. Górna część korpusu opatrzona była w mniejszą
walcowatą część, na której spoczywała głowa. TuŜ obok szyi obcego, na skraju korpusu
wyrastały kolejne dwie odnogi ciała.
- Dopiero dziś udało nam się stwierdzić, iŜ szkło jest bardziej wytrzymałym
materiałem, niŜ powłoka „obiektu X”.
- Chodziło mi o to, skąd i kiedy, na „Zwiadowcy” wziął się „obiekt X”.
- Skąd...? Z planety X27BZ73S. Wczoraj, kiedy wróciła grupa badawcza, pod
wodzą kapitana Relinsa. – Odpowiedział biochemik. – Istota jest dziwnie zbudowana.
Dolne kończyny, słuŜyły zapewnię jako środek lokomocji, górne... yyy... Jako kończyny
chwytne. – Streścił po krótce wynik swych jednodniowych badań biochemik.
- Dobrze. Kontynuujcie badania, sierŜancie. – Laborant spojrzał na dowódcę.
Pierwszy raz słyszał, Ŝeby major zwrócił się doń inaczej, niŜ biochemiku, czy inŜynierze.
Kennet opuścił laboratorium i udał się na mostek. Jak zwykle, przy aparaturze siedziało
trzech nawigatorów. Relinsa nie było.
- Gdzie jest kapitan Relins? – Zapytał najbliŜej siedzącego podwładnego.
- Jak to...? – Zdziwił się tamten. – Poleciał na X27BZ73S, aby zbadać czy na
planecie nie ma Ŝywych form Ŝycia. Bo podobno wczoraj na „Zwiadowcę” trafił martwy
obiekt.
- Racja. Z czyjego rozkazu kapitan Relins wyruszył? – Zapytał wściekły dowódca.
9
- Podobno z pańskiego... – Padła niepewna odpowiedź.
- Proszę nawiązać kontakt radiowy z kapitanem. Na połączenie zaczekam w
swoim pokoju.
- Tak jest, sir. – Powiedział radiooperator, przysłuchujący się rozmowie, i zaczął
wywoływać Relinsa przez radio.
Kiedy Kennet powrócił do swej kajuty, na wideofonie widniała informacja, iŜ
połączenie nie moŜe zostać zrealizowane, gdyŜ warunki atmosferyczne X27BZ73S
uniemoŜliwiają połączenie.
Wściekły na swego podwładnego, dowódca „Zwiadowcy” udał się do
laboratorium.
- W jakich okolicznościach nastąpił zgon, i gdzie odnaleziono obiekt? – Zapytał
bez ogródek.
- Z tego, co mi wiadomo - powiedział ten sam biochemik, z którym major
rozmawiał wcześniej - w jakimś budynku podziemnym, zbudowanym z grubej warstwy
budulca, zwanego potocznie „betonem”.
- „Beton”, skąd ta nazwa? Pierwszy raz ją słyszę.
- Na X27BZ73S znajdowało się wiele pisanych dzieł, pozwalających na
osiągnięcie doskonałości w wybranej dziedzinie Ŝycia. Nasi lingwiści rozpracowali
system językowy obcych.
- Znaleźli coś ciekawego?
- Ta... Wiele wojen, kilku monarchów, i to, iŜ cywilizacja zwała się ludzką. –
InŜynier „przekroił” korpus obcego noŜem laserowym. – Najśmieszniejsze jest to, iŜ na
X27BZ73S panował dziwny podział władzy. Było kilkuset władców naraz, a kaŜdy
sprawował władzę nad swym sektorem. Władcy często wojowali, chcąc pozyskać choć
częściową władzę nad słabszymi od siebie sektorami.
- Interesujące. Kontynuuj...
- Okazało się, iŜ cywilizacja, jeśli tak moŜna ich nazwać, zatrzymała się kilka lat
temu na poziomie komputerów i pierwszych podróŜy kosmicznych.
- Zaraz, zaraz. Jeśli posiadamy wszystkie te informacje, to czemu do jasnej
cholery tkwimy na orbicie X27BZ73S, zamiast wracać do domu?
- PoniewaŜ X27BZ73S jest inna, niŜ w opisanych księgach znajdujących się na
planecie.
- I...? – Nie zrozumiał Kennet.
10
- I to, Ŝe w ostatnich informacjach podane było, iŜ władca największej strefy,
zwanej Stanami Zjednoczonymi, dokonał testu nuklearnego. W wyniku czego na
planecie przestało istnieć Ŝycie. Pod jakąkolwiek formą. Owe rośliny, o których pan
wspominał w swym raporcie, majorze, to skamieliny. Resztki skał, dokładniej mówiąc,
wyrzeźbione przez wiatr.
- Jeśli wierzyć prognozom - ciągnął dalej inŜynier - planetę da się skolonizować,
ale tylko w wybranych strefach klimatycznych.
- Czy to znaczy, iŜ na X27BZ73S nie ma stałego klimatu? – Zapytał z
niedowierzaniem Kennet. Na ich ojczystej planecie była tylko jedna pora klimatyczna;
co drugi dzień padał deszcz, a temperatura wynosiła około 3 stopnie.
- Tutaj, na X27BZ73S rozróŜniamy jakby dwie pory klimatyczne. Upalną i Zimną.
W strefie Upalnej, która analogicznie następuje po strefie Zimnej, X27BZ73S
rozbudzała się do Ŝycia. Temperatura wzrastała do poziomu od 1 do 5 stopni. W
zaleŜności, na której części globu. Były i takie strefy, gdzie przez całą strefę Upalną
temperatura nie przekraczała 0 stopni. A w strefie zimnej spadała do minus 5 stopni!
- Cholera! – Zaklął pod nosem major. – Czekamy na przylot grupy ekspedycyjnej
i postanowimy, co dalej.
Relins posłusznie przysłuchiwał się naganie od dowódcy „Zwiadowcy”.
Niesubordynacja, kradzieŜ promu, zlekcewaŜenie dowódcy... Ale Kennet postanowił
pozostawić Relinsa na obecnym stanowisku.
Planeta X27BZ73S, myślał major. Tak bliska naszej, a tak daleka... Takie
moŜliwości... Ach! Gdyby nie konflikty władców, Rasa zyskałaby nowych niewolników, a
on, major Kennet, moŜe zostałby pełnoprawnym dowódcą eskadry badawczej! A teraz...
Wyjałowiona gleba, skaŜenie, które zagraŜa wszystkim, którzy nie załoŜą
kombinezonów ochronnych.
I ta dziwna wiadomość z laboratorium medycznego... Kapitan Relins, dzieje się z
nim coś dziwnego. I z członkami jego pięciu ostatnich wypraw. Dwadzieścia siedem
osób chorych. Na chorobę, której oni, neurochirurdzy nie znają. „Najdziwniejsze jest to,
- pisał w jednym ze swych raportów o stanie zdrowia pacjentów jeden z neurochirurgów,
- iŜ w ciele kapitana Relinsa, ani w ciałach innych badaczy nie odkryto Ŝadnych śladów
wirusów, ani obcych bakterii.”
11
Sprawa wyjaśniła się po kilku dniach, kiedy zmarły pierwsze trzy osoby. W tym
kapitan Relins. Badacze przyznali się, iŜ odbywali podróŜe na X27BZ73S bez
skafandrów ochronnych. O skaŜeniu wiedzieli tylko biochemicy i on, major Kennet. A
teraz płacił za to, iŜ nie uprzedził o tym swojego niekompetentnego zastępcy.
- Majorze, jeden z historyków II-go stopnia coś odkrył.
- Przyprowadźcie go do mojej kajuty.
Po dłuŜszej chwili do kabiny wszedł niski, siwiejący juŜ męŜczyzna. Kennet
powitał go milczeniem.
- Majorze, przejrzałem stare podboje Rasy, i odkryłem, iŜ Rasa nie pierwszy raz
jest w tym rejonie. Niedaleko tego układu słonecznego znajduje się „zasysacz”, czyli
czarna dziura. Statek „Postiraes” zbadał dokładnie ten rejon trzydzieści lat temu.
Znalazłem raporty na temat obcych, ich sposobu Ŝycia, i rozwoju cywilizacyjnego. Byli
wtedy na poziomie „epoki kamienia łupanego”.
- NiemoŜliwe! – Oburzył się Kennet. NiemoŜliwe aby obcy rozwijali się w tak
straszliwie szybkim tempie. – A co się stało z „Postiraesem”
- Wpadli do „zasysacza”. Ale przed tym zdarzeniem wysłali ostatni komunikat.
Stąd Rasa posiada ich raporty.
- Dziękuję, historyku. MoŜesz odejść.
- Majorze, jeśli wolno, chciałbym dodać jedną uwagę.
- Słucham.
- Dowódca „Postiraesa” napisał w raporcie, iŜ planeta nadaje się do podboju, ale
za kilka lat. A teraz przybyliśmy my, i okazuje się Ŝe na planecie czyha śmierć. MoŜe
powinniśmy wysłać raport do Rady z zapytaniem co mamy robić?
- Słuszna uwaga. – Historyk wyszedł, a Kennet zabrał się za pisanie raportu.
Trzy dni później okazało się, Ŝe dwudziestu czterech badaczy Relinsa równieŜ
nie Ŝyje. Objawy choroby pojawiły się u kolejnych pięciu.
Do podgwiezdnego portu przydryfował lądownik Rasy. Lądownik był stary,
zniszczony i zaniedbany. Kapitan portu obiecał sobie, Ŝe bez względu na rangę oficer,
zbeszta go za to, jak dba o swój statek. Ale ku jego ogromnemu zdziwieniu, statek
został zidentyfikowany jako „Zwiadowca”, majora Kenneta.
12
Ekipa naprawczo-cumująca wysłana aby naprowadzić statek na odpowiedni dok,
wróciła szybciej, niŜ było to moŜliwe.
- Kapitanie, tam panuje jakaś zaraza!
- Co ty pleciesz Rusdia?
- Naprawdę. Ze statku przynieśliśmy to. – Wyciągnął przed siebie płytę z
holodyskiem.
Kiedy Rada odtworzyła holodysk, ich oczom ukazał się major Kennet. Jego
zielona na co dzień skóra, teraz pokryta był róŜowo-zielonymi bąblami. Major nie
wyglądał najlepiej. Kilka dni temu Rada dostała raport Kenneta z zapytaniami, co robić,
odpowiedzi jeszcze nie ustalono, aŜ tu nagle zjawia się „Zwiadowca”.
Hologram majora Kenneta informował, iŜ on i jego załoga zginęli zabici przez
niekompetencję kapitana Relinsa, oraz Ŝe X27BZ73S przyniosła śmierć, pomimo tego,
iŜ na planecie nie istnieje Ŝycie.
Po zebraniu rady, jeden ze Starszych podszedł do Imperatora Rasy.
- Imperatorze, informuję iŜ „Zwiadowca” powrócił ze swej wyprawy.
- I co?
- Tak jak oczekiwaliśmy. Wszyscy nie Ŝyją.
- Doskonale.
- Czy mamy zniszczyć X27BZ73S?
- Nie, a po co? Myślisz, Ŝe mało mamy zdrajców wśród ludu Rasy? – Imperator
milczał przez chwilę, po czym dodał. – Przypomnij mi, abym odznaczył cię, za pomysł
przekształcenia X27BZ73S w planetę śmierci.
Tak, to była prawda. Było ich duŜo. Najczęściej pochodzili oni z odległych kolonii
Rasy. A X27BZ73S nadawała się świetnie do eliminacji zdrajców. Jeśli nawet nie zabije
ich sama planeta, to kawałek dalej znajduje się czarna dziura... A to juŜ na pewno ich
zabije!