background image

 
 

PLANETA 

PLANETA 

PLANETA 

PLANETA     

    

Ś

MIERCI

MIERCI

MIERCI

MIERCI    

 

background image

 

 

Pulpit  sterowniczy  rozbłysł  kolorami  migoczących  kontrolek.  Ogłuszający  pisk 

alarmowy obudził majora Kenneta, i w pewien sposób przywołał go na mostek. Był juŜ 

tam jego zastępca, kapitan Relins. W rozpiętym mundurze, pochylał się nad konsoletą i 

próbował  rozmawiać  z  kimś  przez  radio.  Z  kimś  ze  statku,  poniewaŜ  kontakt  z  bazą 

utracili dobre dwa lata temu, a teraz „zwiedzali” wszechświat. Za pięć lat mieli powrócić 

z wyprawy badawczej.  

- Co się dzieje kapitanie? – Zapytał swojego podwładnego. 

- Chwileczkę, majorze. – Rzucił przez ramię oficer. – Co...?! Nic nie rozumiem! – 

Krzyknął  do  mikrofonu.  Radio  zatrzeszczało,  dało  się  słyszeć  przez  chwilę  czyjś  głos, 

lecz tak zniekształcony przez trzaski, Ŝe praktycznie nie dało się rozróŜnić słow. 

-  A  moŜe  tak  przełączyć  na  wewnętrzne  nadawanie?  –  Zapytał  Kennet. 

Zdziwiony kapitan spojrzał przez  ramię na swego podwładnego. Kennet zobaczył,  Ŝe i 

jego alarm musiał obudzić. Świadczyły o tym podkrąŜone oczy, rozczochrana fryzura, a 

takŜe chrapliwy głos. 

-  A,  tak.  Dziękuję,  majorze.  –  Relins  nacisnął  przycisk  na  panelu  kontrolnym. 

Przycisk  rozbłysł  zielonym  światłem.  Głos  dobiegający  z  głośnika  od  razu  stał  się 

wyraźniejszy. Jakiś męŜczyzna wołał: 

- ...czy jest tam Kennet? Czy jest tam major Kennet?! – A po chwili, jakby gdzieś 

z boku. – Synu, zostaw tą dźwignię! 

- Tu major Kennet. Słucham? – Powiedział dowódca do mikrofonu. 

-  Majorze,  natknęliśmy  się  na  coś  ciekawego.  Bardzo  ciekawego.  Proszę 

spojrzeć na ekran. 

Kennet  spojrzał.  Ekran  migotał.  Po  chwili  dało  się  na  nim  zauwaŜyć  zielono-

niebieskawą planetę, wokół której krąŜyła mniejsza, prawdopodobnie księŜyc. 

- Czy sprawdziliście, co to za planeta? – Zapytał major. 

-  Tak.  –  Padła  krótka  odpowiedź  z  głośnika.  Milczenie  przedłuŜało  się.  Kapitan 

Relins nie wytrzymał. 

- I co? S k l a s y f i k o w a n a? – Zapytał z nadzieją w głosie. 

- Nie. – Ta krótka odpowiedź starczyła za całą przemowę. 

Kennet  zastanawiał  się,  jakie  korzyści  wypłyną  z  tego  faktu.  Znaleźli,  po  dwóch 

latach poszukiwań, niesklasyfikowaną planetę! 

background image

 

3

Od  lat  Rasa  poszukiwała  w  całym  kosmosie  planet  gotowych  do  zasiedlenia. 

Bogatych  w  surowce,  których  brakowało  na  ich  wyjałowionej  latami,  wiekami  wręcz, 

planecie.  A  teraz  po  tak  długim  okresie  znaleźli  planetę!  Planetę,  która  nie  widniała 

jeszcze w Rejestrze Rasy! Ale co z tego, jeśli z tego faktu nie wynikną Ŝadne korzyści? 

- Gdzie się znajdujemy? – Zapytał Kennet nawigatora siedzącego na mostku. 

- Jak to, gdzie? – MęŜczyzna z początku nie zrozumiał pytania. – Na statku, na 

„Zwiadowcy” naleŜącym do Rasy. 

 „Zwiadowca”  –  tak  nazwał  swój  statek  major  Kennet.  Wtedy  jeszcze  porucznik 

Kennet.  Dwadzieścia  trzy  lata  temu,  kiedy  Rada  powierzyła  mu  dowodzenie  na 

lądowniku  był  pijany  ze  szczęścia.  Przez  dwadzieścia  trzy  lata  próbował  odwdzięczyć 

się  Radzie  za  zaufanie,  którym  go  obdarzono  i  przez  ten  okres  czasu  nie  miał 

sposobności, by to zrobić. AŜ do dziś. Jeśli tylko okaŜe się, iŜ ta planeta...! Ach! 

- Jaki układ słoneczny? – Sprostował pytanie. Nawigator milczał przez chwilę. 

- Obawiam się, iŜ jest to gdzieś na końcu wszechświata. 

Relins  spojrzał  na  majora.  Jego  wzrok  wyraŜał  nieme  pytanie:  „Gdzieś  ty  nas 

sprowadził, majorze Kennet?” Dowódca sam zadał to pytanie, lecz na głos: 

- Gdzie my u licha jesteśmy? - Ale odpowiedziała mu tylko cisza. 

 

- Majorze! – Krzyknął po chwili nawigator. – Coś się do nas zbliŜa. 

- CzyŜby statek kosmiczny? O b c y? 

-  Obawiam  się,  Ŝe  nie  wiem.  Raczej  nie.  Wygląda  to  na  sztucznego  satelitę. 

Na ekranie znów zamigotał obraz. Planeta znikła im z oczu. Jej miejsce zajął walcowaty 

przedmiot z dwoma ramionami, pokrytymi jakimś połyskliwym metalem. 

- Co to jest? – Zapytał major. 

- Sprawdzam. – Padła krótka odpowiedź. Głos nie naleŜał ani do nawigatora, ani 

do kapitana Relinsa. Major obejrzał się za siebie. Za nim z komputerem w dłoniach stał 

historyk  I-szego  stopnia.  Po  chwili  milczenia  odezwał  się  bezbarwnym  tonem.  –  To 

niemoŜliwe... 

- Co to u licha jest? Mów, bo się zbliŜa. 

-  He...!  –  Zaśmiał  się  krótko  historyk.  –  Wygląda  to  na  satelitę. 

Meteorologicznego. 

- Co to znaczy? – Głupio zapytał Kennet. 

background image

 

4

-  Albo  jest  to  „nasz”  satelita,  który  zabłąkał  się  trzysta  lat  temu,  kiedy  jeszcze 

takich  uŜywaliśmy,  albo  mamy  do  czynienia  z  obcą  formą  Ŝycia.  Inteligentną  na 

dodatek. – Historyk podniósł wzrok i spojrzał w zdziwione oczy dowódcy. 

- Czy... Czy jesteśmy na kolizyjnym? – Padło kolejne głupie pytanie, tym razem 

ze strony kapitana Relinsa. 

-  A  jakie  to  ma  znaczenie?  –  Odpowiedział  major.  –  Jeśli  nawet,  to  ten  satelita 

musi  być  wielkości  kontrolki  przy  tobie.  Nawet  jeśli,  to  nic  nam  się  nie  stanie. 

„Zwiadowca”  to  dobry  okręt.  Zbudowany  z  wytrzymałych  materiałów.  Plastostal  jest 

bardzo cięŜko zniszczyć. Gdyby „Zwiadowca” był zbudowany z czegoś słabszego, to z 

pewnością  nazywałby  się  „Wrak:  kosmiczna  poraŜka  Rasy”.  –  Ten  niewinny  Ŝart 

wywołał salwę śmiechu u nawigatora i historyka. Relins zaczerwienił się lekko. 

-  Dobra.  Zebrać  techników,  biologów  i  kogo  tam  jeszcze  trzeba.  –  Powiedział 

spokojnie Kennet. – Wejdziemy na orbitę i poobserwujemy sobie obiekt. 

 

 „Zwiadowca” krąŜył po orbicie juŜ trzeci „lokalny” cykl słoneczny. Ustalono, iŜ na 

planecie znajduje się odpowiednia mieszanina tlenu i azotu, pozwalająca na poruszanie 

się  po  niej  bez  skafandra.  Planeta  zaklasyfikowana  została  jako  odpowiednia  do 

zasiedlenia. Ale to były tylko wstępne analizy. Miną miesiące, zanim do końca będziemy 

pewni,  czy  na  planecie  X27BZ73S  da  się  Ŝyć.  Dalej  wielką  niewiadomą  pozostawało 

pytanie: „Czy na X27BZ73S istnieje Ŝycie?” 

Kennet  zastanawiał  się,  skąd  u  licha  na  orbicie  X27BZ73S  satelita 

meteorologiczny  Rasy?  Trzystuletni  satelita  Rasy!  Kennet  zbadał  dokładnie  historię 

Rasy,  juŜ  jako  nastoletni  chłopiec,  i  nie  było  w  niej  mowy  o  Ŝadnym  zaginionym 

satelicie!  Jeśli  był  to  satelita  zwiadowczy,  to  czemu  komputer  „Zwiadowcy”  nie 

odnotował sklasyfikowania strefy ani układu słonecznego w jakim się znajdowali? 

 

- Majorze, grupa badawcza dopytuje się, czy moŜe zejść na powierzchnię? 

- Hm...? – Mruknął Kennet. 

- Grupa zwiadowcza. Są juŜ gotowi. 

- I? 

- Znajdujemy się na orbicie X27BZ73S juŜ tydzień. 

-  UwaŜasz,  kapitanie,  Ŝe  to  wystarczająco  duŜo?  A  co  my  tak  naprawdę  wiemy 

na temat X27BZ73S? 

background image

 

5

-  śe  jest  to  planeta  znajdująca  się  w  układzie  słonecznym  wraz  z  ośmioma 

innymi.  Posiada  trzy  księŜyce.  MoŜliwe,  iŜ  zamieszkała  przez  istoty  inteligentne. 

Dookoła planety znajduje się naturalna powłoka zbudowana głównie z ozonu. 

- Tydzień... Dobrze zejdziemy juto. Iloodobowa grupa badawcza idzie? 

- Siedmio. 

- Kto? 

-  Ja,  historycy,  I-szego  i  II-go  poziomu,  dwóch  biochemików,  astrofizyk, 

matematyk i psychoneurotyk. 

- Osiem. 

- Siedem, dwóch... 

- Osiem, kapitanie. – Przerwał mu major. – Idę jeszcze ja. Pan zostaje. Pod moją 

nieobecność będzie pan dowodził „Zwiadowcą”. 

- AleŜ majorze... 

-  Milcz  Relins.  Wiem,  daje  to  dalej  o  jedną  osobę  za  mało  do  pełnej  ósemki.  Z 

grupą zwiadowczą pójdzie jeszcze... XV-2. 

- Android...? 

-  I  owszem,  ale  i  lekarz.  O  włączeniu  lekarza  do  grupy  badawczej  pan  nie 

pomyślał, między innymi dlatego pan zostaje, kapitanie. 

 

Dumny buc! Myślał Relins wychodząc z pokoju dowódcy. Swe kroki skierował na 

mostek, gdzie grupa naukowców obserwowała planetę. 

-  Interesujące...  –  Mruknął  jeden  z  nich,  lecz  kiedy  tylko  zauwaŜył  kapitana, 

zamilkł. 

- Co jest interesujące? – Zapytał Relins. 

- Ten, tego... Nic? – Speszył się klimatolog. 

-  Co  jest  interesujące?  –  Zapytał  raz  jeszcze,  tym  razem  tonem  nieznoszącym 

odmowy. 

-  Tego...  Zwykłe...  Cyrkulacje  powietrza...  Ruchy  mas  wody...  W  powietrzu,  nic 

interesującego. 

Cholera, nawet oni! Nawet załoga coś przede mną ukrywa. 

 

background image

 

6

Prom  kosmiczny  „Zwiadowca  1”  bez  problemu  pomieściłby  na  swym  pokładzie 

całą liczącą ponad stu osobową załogę, lecz w porównaniu do swego pierwowzoru, do 

„Zwiadowcy”, był niczym innym tylko małym stateczkiem. 

Prom mogący pomieścić w swych trzewiach ponad sto osób, miał pomieścić ich 

ledwo  piętnaście.  Nieoczekiwany  wzrost  liczby  personelu  biorącego  udział  w 

ekspedycji,  zawdzięczany  był  Kapitanowi  Relinsowi.  To  on  zwrócił  słuszną  uwagę  na 

nie  pozostawianie  promu  bez  opieki  i  na  zaopatrzenie  się  w  ochronę.  I  tak  promy  na 

planecie  X27BZ73S  miało  pilnować  dwóch  ludzi,  zdolnych  w  kaŜdym  momencie  na 

ucieczkę z nieprzyjaznej planety, jak i na sterowanie licznym zewnętrznym uzbrojeniem 

promu. 

Trzy  osoby  stanowiły  „straŜ”  ekspedycji.  Był  to  tylko  i  wyłącznie  wymóg 

regulaminu, gdyŜ kaŜdy naukowiec, czy badacz starający się o stopień „poszukiwacza” 

musiał  przejść  specjalne  szkolenie,  mające  w  swym  programie:  umiejętność 

posługiwania się lancą laserową, samoobronę i udzielanie pomocy rannym. 

Do dnia dzisiejszego takie kursy sprawdziły się tylko kilkakrotnie w historii Rasy, 

podczas podboju dwóch innych, słabszych. 

Prom  wystartował  z  cichym  szumem  silnika.  MoŜliwe  było  całkowite  wyciszenie 

pracy promu, lecz wszyscy zgodnie stwierdzili, Ŝe wolą aby to nie nastąpiło. To dawało 

im  swoiste  poczucie  bezpieczeństwa.  Wiedzieli,  Ŝe  wszystko  jest  pod  kontrolą. 

Nie  bali  się  tego  co  zastaną  na  owej  planecie,  nazwanej  przez  majora  Kenneta 

X27BZ73S,  w  sektorze  X27.  Dzięki  psychoneurotykom  strach  jako-taki  został 

wyeliminowany z ich podświadomości. 

Prom z cichym szumem wylądował. Właz został otwarty. 

 

To  co  ujrzeli  zaraz  po  wyjściu  przerosło  ich  oczekiwania.  Skąpana  w  porannym 

słońcu  równina  w  niczym  nie  przypominała  ich  ojczystej  planety  Louga.  Resztki 

jakiejkolwiek  fauny,  przedstawiały  się  mizernie.  Karłowate  krzaki,  i  nic  poza  tym. 

Wszędzie piasek, słońce i krzaki. 

Przedarli się na wzniesienie. Z tej lokacji ujrzeli wielkie fortyfikacje wznoszące się 

pod samo niebo. I ani śladu jakiegokolwiek Ŝycia. Tylko piasek, słońce, miasto i wiatr. 

-  Sformować  szyk  obronny.  –  Zarządził  major  Kennet,  ustawiając  się  na  czele 

kolumny.  Ustawił  poziom  mocy  w  lancy  na  ogłuszenie.  Taki  sam  rozkaz  wydał  swoim 

podwładnym. 

background image

 

7

Kiedy  weszli  na  teren  pierwszych  zabudowań  powitała  ich  grobowa  cisza.  W 

mieście  nie  było  ani  śladu  Ŝycia.  Budynki,  pojazdy,  rzeczy  pozostawione  były  jakby  w 

pośpiechu.  Porozbijane  wehikuły  stały  tu  i  tam,  lekko  zasypane  piaskiem  naniesionym 

przez wiatr. 

- Co to za dziwne pojazdy? – Zapytał jeden z biochemików, patrząc na wehikuł. 

Wehikuł  miał  cztery  koła  i  duŜą  osadzoną  na  nich  kabinę.  Posiadał  on  równieŜ  cztery 

włazy  wejściowe,  pozbawione  plastostalowych  wizjerów.  Posiadał  dziury  po  wizjerach. 

Kabina  wyglądała  dość  dziwnie.  Dwa  fotele  z  przodu,  wykonane  z  nieznanego 

pochodzenia materiału, kółko, zapewne słuŜące do sterowania i trzy dziwne wajchy na 

podłodze. 

- Jak tym moŜna się poruszać? – Dziwił się jeden z wartowników, usadziwszy się 

w  kokpicie  pojazdu.  Rękami  próbował  sięgnąć  w  dół  aby  dotknąć  którejś  z  wajch. 

Wyglądało  to  dość  komicznie,  jednak  nikomu  z  nich  nie  chciało  się  śmiać. 

Jeden  z  historyków  podszedł  do  wielkiej  dziury  w  budynku.  Na  jej  obrzeŜach  ujrzał 

dziwną,  przeźroczystą  substancję.  Lekko  dotknął  jej  opatrzonymi  w  skafandrowe 

rękawice palcami. Substancja okazała się być bardzo krucha. 

- Ty – Zwrócił się do najbliŜej stojącego biochemika. – Pobierz próbkę substancji. 

Uwaga! – Powiedział  do ogółu. – Przejrzymy jeszcze  tylko ten budynek i wracajmy do 

promu. 

-  Majorze.  Mam  jakiś  dziwny  odczyt  na  liczniku.  –  Powiedział  drugi  z 

biochemików. – Proszę na to spojrzeć. 

Major  spojrzał  na  licznik.  Wskaźnik  wariował.  Pokazywał  jakieś  niedorzeczne 

odczyty. 

-  Pobierz  próbkę  podłoŜa.  Ruszać  się!  –  Krzyknął  do  reszty.  Sam  z  trzema 

wartownikami  obserwował  okolicę.  Chwilę  później  wracali  juŜ  „Zwiadowcą  1”  na 

lądownik. 

 

Lądownik  „Zwiadowca”  znajdował  się  na  orbicie  około  planetarnej  juŜ  ponad 

miesiąc,  a  prace  na  temat  poznania  planety  posuwały  się  mozolnie  do  przodu. 

Naukowcy  pobrali  próbki  ziemi,  i  doszli  do  wniosku,  Ŝe  gleba  jest  zanieczyszczona 

przez  jakieś  radioaktywne  specyfiki.  Ku  uciesze  majora  Kenneta,  okazało  się,  iŜ  owe 

promieniowanie  oddziałuje  i  owszem  na  nich,  lecz  badania  na  powierzchni  mogą  być 

dalej prowadzone w skafandrach ochronnych „Zwiadowcy”. 

background image

 

8

-  Majorze,  znaleźliśmy  coś  ciekawego.  –  Zabrzęczał  głos  Relinsa  w  głośniku.  – 

Proszę przyjść do laboratorium. 

- JuŜ tam idę. – Odpowiedział major, i ruszył w kierunku sali. 

Kiedy automatyczne drzwi z cichym szumem otworzyły się, Kennet znalazł się w 

jasno  oświetlonym  pomieszczeniu.  Na  wielkim  stole  leŜał  obcy.  Był  martwy.  Kilka 

monitorów pokazywało strukturę cząsteczkową istoty, a kilka innych budowę. 

-  Proszę  spojrzeć,  majorze.  –  Powiedział  wysoki  biochemik,  trzymający  dziwną 

substancję,  znalezioną  podczas  pierwszego  lotu  na  X27BZ73S.  –  Powłoka  ochronna 

obcego jest dziwnie nietrwała. – Mówiąc to przyłoŜył koniec krystalicznej substancji do 

powłoki i lekkim ruchem naciął ją. Kennet przypomniał sobie, iŜ kiedyś i Rasa uŜywała 

takiego materiału. Nazywali go wtedy szkłem. Ale było to ponad trzysta lat temu! 

-  Czemu  nie  zostałem  o  tym  wcześniej  poinformowany?  –  Zapytał  Kennet, 

wpatrując  się  w  obcego.  Powłoka  skórna  obcego  była  dziwna.  ZaróŜowiona,  a  nie 

zielona  jak  u  Rasy.  Obcy  miał  dziwny  kształt;  walcowaty  korpus,  od  którego  u  dołu 

odchodziły  dwie  macki?,  Odnogi?.  Górna  część  korpusu  opatrzona  była  w  mniejszą 

walcowatą część, na której spoczywała głowa. TuŜ obok szyi obcego, na skraju korpusu 

wyrastały kolejne dwie odnogi ciała. 

-  Dopiero  dziś  udało  nam  się  stwierdzić,  iŜ  szkło  jest  bardziej  wytrzymałym 

materiałem, niŜ powłoka „obiektu X”. 

- Chodziło mi o to, skąd i kiedy, na „Zwiadowcy” wziął się „obiekt X”. 

-  Skąd...?  Z  planety  X27BZ73S.  Wczoraj,  kiedy  wróciła  grupa  badawcza,  pod 

wodzą  kapitana  Relinsa.  –  Odpowiedział  biochemik.  –  Istota  jest  dziwnie  zbudowana. 

Dolne kończyny, słuŜyły zapewnię jako środek lokomocji, górne... yyy... Jako kończyny 

chwytne. – Streścił po krótce wynik swych jednodniowych badań biochemik. 

-  Dobrze.  Kontynuujcie  badania,  sierŜancie.  –  Laborant  spojrzał  na  dowódcę. 

Pierwszy raz słyszał, Ŝeby major zwrócił się doń inaczej, niŜ biochemiku, czy inŜynierze. 

Kennet opuścił laboratorium i udał się na mostek. Jak zwykle, przy aparaturze siedziało 

trzech nawigatorów. Relinsa nie było. 

- Gdzie jest kapitan Relins? – Zapytał najbliŜej siedzącego podwładnego. 

-  Jak  to...?  –  Zdziwił  się  tamten.  –  Poleciał  na  X27BZ73S,  aby  zbadać  czy  na 

planecie nie ma Ŝywych form Ŝycia. Bo podobno wczoraj na „Zwiadowcę” trafił martwy 

obiekt. 

- Racja. Z czyjego rozkazu kapitan Relins wyruszył? – Zapytał wściekły dowódca. 

background image

 

9

- Podobno z pańskiego... – Padła niepewna odpowiedź. 

-  Proszę  nawiązać  kontakt  radiowy  z  kapitanem.  Na  połączenie  zaczekam  w 

swoim pokoju. 

- Tak jest, sir. – Powiedział radiooperator, przysłuchujący się rozmowie, i zaczął 

wywoływać Relinsa przez radio. 

Kiedy  Kennet  powrócił  do  swej  kajuty,  na  wideofonie  widniała  informacja,  iŜ 

połączenie  nie  moŜe  zostać  zrealizowane,  gdyŜ  warunki  atmosferyczne  X27BZ73S 

uniemoŜliwiają połączenie. 

Wściekły  na  swego  podwładnego,  dowódca  „Zwiadowcy”  udał  się  do 

laboratorium. 

- W  jakich  okolicznościach  nastąpił  zgon,  i  gdzie  odnaleziono  obiekt?  –  Zapytał 

bez ogródek. 

-  Z  tego,  co  mi  wiadomo  -  powiedział  ten  sam  biochemik,  z  którym  major 

rozmawiał  wcześniej  -  w  jakimś  budynku  podziemnym,  zbudowanym  z  grubej  warstwy 

budulca, zwanego potocznie „betonem”. 

- „Beton”, skąd ta nazwa? Pierwszy raz ją słyszę. 

-  Na  X27BZ73S  znajdowało  się  wiele  pisanych  dzieł,  pozwalających  na 

osiągnięcie  doskonałości  w  wybranej  dziedzinie  Ŝycia.  Nasi  lingwiści  rozpracowali 

system językowy obcych. 

- Znaleźli coś ciekawego? 

-  Ta...  Wiele  wojen,  kilku  monarchów,  i  to,  iŜ  cywilizacja  zwała  się  ludzką.  – 

InŜynier „przekroił” korpus obcego noŜem laserowym. – Najśmieszniejsze jest to, iŜ na 

X27BZ73S  panował  dziwny  podział  władzy.  Było  kilkuset  władców  naraz,  a  kaŜdy 

sprawował władzę nad swym sektorem. Władcy często wojowali, chcąc pozyskać choć 

częściową władzę nad słabszymi od siebie sektorami. 

- Interesujące. Kontynuuj... 

- Okazało się, iŜ cywilizacja, jeśli tak moŜna ich nazwać, zatrzymała się kilka lat 

temu na poziomie komputerów i pierwszych podróŜy kosmicznych. 

-  Zaraz,  zaraz.  Jeśli  posiadamy  wszystkie  te  informacje,  to  czemu  do  jasnej 

cholery tkwimy na orbicie X27BZ73S, zamiast wracać do domu? 

-  PoniewaŜ  X27BZ73S  jest  inna,  niŜ  w  opisanych  księgach  znajdujących  się  na 

planecie. 

- I...? – Nie zrozumiał Kennet. 

background image

 

10

-  I  to,  Ŝe  w  ostatnich  informacjach  podane  było,  iŜ  władca  największej  strefy, 

zwanej  Stanami  Zjednoczonymi,  dokonał  testu  nuklearnego.  W  wyniku  czego  na 

planecie  przestało  istnieć  Ŝycie.  Pod  jakąkolwiek  formą.  Owe  rośliny,  o  których  pan 

wspominał  w  swym  raporcie,  majorze,  to  skamieliny.  Resztki  skał,  dokładniej  mówiąc, 

wyrzeźbione przez wiatr. 

- Jeśli wierzyć prognozom - ciągnął dalej inŜynier - planetę da się skolonizować, 

ale tylko w wybranych strefach klimatycznych. 

-  Czy  to  znaczy,  iŜ  na  X27BZ73S  nie  ma  stałego  klimatu?  –  Zapytał  z 

niedowierzaniem  Kennet.  Na  ich  ojczystej  planecie  była  tylko  jedna  pora  klimatyczna; 

co drugi dzień padał deszcz, a temperatura wynosiła około 3 stopnie. 

- Tutaj, na X27BZ73S rozróŜniamy jakby dwie pory klimatyczne. Upalną i Zimną. 

W  strefie  Upalnej,  która  analogicznie  następuje  po  strefie  Zimnej,  X27BZ73S 

rozbudzała  się  do  Ŝycia.  Temperatura  wzrastała  do  poziomu  od  1  do  5  stopni.  W 

zaleŜności,  na  której  części  globu.  Były  i  takie  strefy,  gdzie  przez  całą  strefę  Upalną 

temperatura nie przekraczała 0 stopni. A w strefie zimnej spadała do minus 5 stopni! 

- Cholera! – Zaklął pod nosem major. – Czekamy na przylot grupy ekspedycyjnej 

i postanowimy, co dalej. 

 

Relins  posłusznie  przysłuchiwał  się  naganie  od  dowódcy  „Zwiadowcy”. 

Niesubordynacja,  kradzieŜ  promu,  zlekcewaŜenie  dowódcy...  Ale  Kennet  postanowił 

pozostawić Relinsa na obecnym stanowisku. 

 

Planeta  X27BZ73S,  myślał  major.  Tak  bliska  naszej,  a  tak  daleka...  Takie 

moŜliwości... Ach! Gdyby nie konflikty władców, Rasa zyskałaby nowych niewolników, a 

on, major Kennet, moŜe zostałby pełnoprawnym dowódcą eskadry badawczej! A teraz... 

Wyjałowiona  gleba,  skaŜenie,  które  zagraŜa  wszystkim,  którzy  nie  załoŜą 

kombinezonów ochronnych. 

I ta dziwna wiadomość z laboratorium medycznego... Kapitan Relins, dzieje się z 

nim  coś  dziwnego.  I  z  członkami  jego  pięciu  ostatnich  wypraw.  Dwadzieścia  siedem 

osób chorych. Na chorobę, której oni, neurochirurdzy nie znają. „Najdziwniejsze jest to, 

- pisał w jednym ze swych raportów o stanie zdrowia pacjentów jeden z neurochirurgów, 

- iŜ w ciele kapitana Relinsa, ani w ciałach innych badaczy nie odkryto Ŝadnych śladów 

wirusów, ani obcych bakterii.” 

background image

 

11

Sprawa  wyjaśniła  się  po  kilku  dniach,  kiedy  zmarły  pierwsze  trzy  osoby. W  tym 

kapitan  Relins.  Badacze  przyznali  się,  iŜ  odbywali  podróŜe  na  X27BZ73S  bez 

skafandrów  ochronnych.  O  skaŜeniu  wiedzieli  tylko  biochemicy  i  on,  major  Kennet.  A 

teraz płacił za to, iŜ nie uprzedził o tym swojego niekompetentnego zastępcy. 

 

- Majorze, jeden z historyków II-go stopnia coś odkrył. 

- Przyprowadźcie go do mojej kajuty. 

Po  dłuŜszej  chwili  do  kabiny  wszedł  niski,  siwiejący  juŜ  męŜczyzna.  Kennet 

powitał go milczeniem. 

- Majorze, przejrzałem stare podboje Rasy, i odkryłem, iŜ Rasa nie pierwszy raz 

jest  w  tym  rejonie.  Niedaleko  tego  układu  słonecznego  znajduje  się  „zasysacz”,  czyli 

czarna  dziura.  Statek  „Postiraes”  zbadał  dokładnie  ten  rejon  trzydzieści  lat  temu. 

Znalazłem  raporty  na temat obcych,  ich  sposobu  Ŝycia,  i  rozwoju  cywilizacyjnego.  Byli 

wtedy na poziomie „epoki kamienia łupanego”. 

-  NiemoŜliwe!  –  Oburzył  się  Kennet.  NiemoŜliwe  aby  obcy  rozwijali  się  w  tak 

straszliwie szybkim tempie. – A co się stało z „Postiraesem” 

-  Wpadli  do  „zasysacza”.  Ale  przed  tym  zdarzeniem  wysłali  ostatni  komunikat. 

Stąd Rasa posiada ich raporty. 

- Dziękuję, historyku. MoŜesz odejść. 

- Majorze, jeśli wolno, chciałbym dodać jedną uwagę. 

- Słucham. 

- Dowódca „Postiraesa” napisał w raporcie, iŜ planeta nadaje się do podboju, ale 

za  kilka  lat.  A  teraz  przybyliśmy  my,  i  okazuje  się  Ŝe  na  planecie  czyha  śmierć.  MoŜe 

powinniśmy wysłać raport do Rady z zapytaniem co mamy robić? 

- Słuszna uwaga. – Historyk wyszedł, a Kennet zabrał się za pisanie raportu. 

 

Trzy  dni  później  okazało  się,  Ŝe  dwudziestu  czterech  badaczy  Relinsa  równieŜ 

nie Ŝyje. Objawy choroby pojawiły się u kolejnych pięciu. 

 

Do  podgwiezdnego  portu  przydryfował  lądownik  Rasy.  Lądownik  był  stary, 

zniszczony i zaniedbany. Kapitan portu obiecał sobie, Ŝe bez względu na rangę oficer, 

zbeszta  go  za  to,  jak  dba  o  swój  statek.  Ale  ku  jego  ogromnemu  zdziwieniu,  statek 

został zidentyfikowany jako „Zwiadowca”, majora Kenneta. 

background image

 

12

Ekipa naprawczo-cumująca wysłana aby naprowadzić statek na odpowiedni dok, 

wróciła szybciej, niŜ było to moŜliwe. 

- Kapitanie, tam panuje jakaś zaraza! 

- Co ty pleciesz Rusdia? 

-  Naprawdę.  Ze  statku  przynieśliśmy  to.  –  Wyciągnął  przed  siebie  płytę  z 

holodyskiem. 

Kiedy  Rada  odtworzyła  holodysk,  ich  oczom  ukazał  się  major  Kennet.  Jego 

zielona  na  co  dzień  skóra,  teraz  pokryta  był  róŜowo-zielonymi  bąblami.  Major  nie 

wyglądał najlepiej. Kilka dni temu Rada dostała raport Kenneta z zapytaniami, co robić, 

odpowiedzi  jeszcze  nie  ustalono,  aŜ  tu  nagle  zjawia  się  „Zwiadowca”. 

Hologram  majora  Kenneta  informował,  iŜ  on  i  jego  załoga  zginęli  zabici  przez 

niekompetencję kapitana Relinsa, oraz Ŝe X27BZ73S przyniosła śmierć, pomimo tego, 

iŜ na planecie nie istnieje Ŝycie. 

Po zebraniu rady, jeden ze Starszych podszedł do Imperatora Rasy. 

- Imperatorze, informuję iŜ „Zwiadowca” powrócił ze swej wyprawy. 

- I co? 

- Tak jak oczekiwaliśmy. Wszyscy nie Ŝyją. 

- Doskonale. 

- Czy mamy zniszczyć X27BZ73S? 

- Nie, a po co? Myślisz, Ŝe mało mamy zdrajców wśród ludu Rasy? – Imperator 

milczał przez chwilę, po czym dodał. – Przypomnij mi, abym odznaczył cię, za pomysł 

przekształcenia X27BZ73S w planetę śmierci. 

Tak, to była prawda. Było ich duŜo. Najczęściej pochodzili oni z odległych kolonii 

Rasy. A X27BZ73S nadawała się świetnie do eliminacji zdrajców. Jeśli nawet nie zabije 

ich sama planeta, to kawałek dalej znajduje się czarna dziura... A to juŜ na pewno ich 

zabije!