background image

Zemna

Bardsley Michele

Tłumaczenie: aksela

background image

Prolog

Tysiąc lat temu, nieznany ląd

- Znani i nieznani, wszyscy zapłacicie – zaintonowała stara wiedźma, po 

zlustrowaniu   wzrokiem   trzech   mężczyzn   zgromadzonych   w   jej   jaskini. 
Trzymali   ciała   jej   córki   i  wnuczki.   Ich   zbroje   były   proste,   spływały   krwią 
bitwy, ale nie uchroniły ich przed gniewem potężnej staruchy.

Znali cenę, kiedy wynosili zwłoki Aliei i jej dziecka z płonącego domu, a 

mimo to ochoczo odbyli podróż ku pewnej śmierci.

Dake kochał swoją żonę i dopiero co narodzoną córkę. Zobaczenie ich nie 

tylko na wieczność martwych, ale również spalonych i pokrytych dymem, 
złamało mu serce i pozbawiło jego duszę współczucia.

- Jantra, wybacz nam.
- Ostrzegałam cię, Dake. Pojmałeś ją za żonę i miałeś ją chronić. Ona jest 

cenna. Cenna.

- Kocham Alieę. I kocham moją córkę – jego głos załamał się przy tych 

słowach i ukrył twarz w dłoniach.

- To wiem – odwróciła się do pozostałych. – Co z Delicią?
- Zniknęła, pani.
- Jest martwa?
- Nie wiemy.
  Westchnienie   zagrzechotało   w   jej   wątłym   ciele,   brzmiało   jak   patyki 

uderzające się o siebie nawzajem.

- Raede i Zemna… Wy też mnie zawiedliście?
- Wszyscy cię zawiedliśmy, Jantra – wyszeptał Zemna. – Nie wiemy, kto 

zaatakował wioskę. Nie wiemy, kto odebrał im życie – omiótł wzrokiem ciała, 
teraz owinięte w pachnące tkaniny, używane jedynie w przypadku śmierci.

- Czuję współczucie. Miłość do was wszystkich – Jantra chwyciła swoją 

ochronną laskę w starą rękę, następnie wskazała zakrzywionymi palcami na 
sponiewieranych   mężczyzn.   –   Aliea   i   Delicia   były   ostatnimi   ze   swojego 

background image

rodzaju. Ostatnimi z mojego. Z ich śmiercią, nie ma nas więcej. Moje córki… - 
Jej mlecznoniebieskie oczy odszukały Dake’a. – Istnieje tylko jeden sposób, 
aby zabezpieczyć nasze przetrwanie.

- Nie! – Serce Dake’a biło w przerażeniu. – Wszyscy dzieliliśmy naszą 

krew i nasze łoża z Alieą i Delicią. Zrobiliśmy wszystko o co nas prosiłaś, 
nawet znacznie więcej.

- Aliea wybrała cię jako swojego jedynego żywiciela. Zerwała z tradycją i 

pozwoliłam jej na to. Miłość, to czuła. Nie mogłam jej odmówić… - Jantra 
zacisnęła usta. – Ochraniałyśmy tę wioskę. Dałyśmy wam dobre zdrowie i 
obfite plony. Nauczyłyśmy was naszej magii. Zawarliśmy pakt, Dake, kiedy 
przybyłeś   na   tę   ziemię   i   zażądałeś   jej   dla   siebie.   Przyprowadź   tych 
mężczyzn… i każdy z was powie „tak”, kiedy będę wymagać zapłaty.

- Nie jesteśmy Spragnionymi Krwi. Nie jesteśmy tacy, jak ty i twoje córki. 

Jak możesz od nas wymagać…

- Zrzucicie swoje stare skóry, to zrobicie. Nowe imiona, to wam dam. 

Nowe życia – potrząsnęła kościstym palcem. – Odmówisz mi, Dake?

Ich życie na tej ziemi było proste, ale szczęśliwe. Mężczyźni mieli chętne i 

nienasycone,   piękne   kobiety,   zmysłowe   bliźniaczki   jako   kochanki,   pełne 
brzuchy i, z narodzeniem jego córki, nadzieję na potomstwo. Pracowali ciężko 
i wszystkiego, czego pragnęli, to spokojnego życia. Kiedy przybyli najeźdźcy, 
nie byli przygotowani. Zbroje, która przybyły wraz z nimi ze starej ojczyzny, 
były  zardzewiałe  i zniszczone,   ale  założyli je   i  użyli.  Zmusili do  odwrotu 
ciemnoskórych ludzi z pomalowanymi twarzami i dziwnymi głosami.

Zwycięstwo było krótkie.
Kiedy wrócili, domostwo Dake’a stało w płomieniach, a jego rodzina…
- Nie odmówię ci, Jantra – spojrzał na swoich towarzyszy - mężczyzn, 

którzy podążyli za nim przez ocean do tego miejsca z nietkniętym pięknem i 
dziką ziemią. Długo żyli bez rozlewu krwi. A teraz… Teraz już nigdy się od 
tego nie uwolnią. - Ofiarujemy ci nasze życia.

background image

-   Życia?   Tych   nie   wezmę.   Zamienię   je   na   wieczność.   Nauczę   was 

sposobów i zaklęć naszych ludzi, dzięki którym można przetrwać – zsunęła 
swój kaptur i odkryła długie, szare włosy. Jej wcześniej niebieskie oczy, teraz 
świeciły   ciemnością   mroczniejszą   nic   noc,   a   usta   otworzyły   się,   ukazując 
szpiczaste   kły.   –   Ale   wiedzcie   też,   że   nie   wybaczę   śmierci   moich   córek. 
Dlatego musicie zostać ukarani.

Bądź szczęśliwy, dopóki żyjesz, przez długi czas będziesz martwy.

Scottish Proverb

background image

Rozdział 1

Pierdolone gówno! Jestem popierdolona.

  Mia Simon patrzyła, jak metalowy 

pręt wystaje z jej brzucha. Prawdopodobnie jedna z tych zardzewiałych, które 
odpadły z rozpadającego się metalowego ogrodzenia.

Blisko północy, z niewielkim fragmentem księżyca i zawodzącą latarką, 

która ją prowadziła przez stary, zrujnowany cmentarz, potknęła się i poleciała 
do tyłu na pręt. Przebita, wijąc się jak przewrócony karaluch, nic nie wskórała. 
Jedynym, co osiągnęła, był mech, który znajdował się blisko nagrobka  i dostał 
się jej do ust. 

Cholera

.

Żwir   wbijający   się   jej   w   tyłek   był   niewiele   bardziej   wygodny   od 

szpikulca, który zdewastował jej narządy wewnętrzne, niezbędne do życia. 
Czy to naprawdę możliwe, że zakończy swoje życie w najbardziej żenujący 
sposób z możliwych?

Spędziła parę następnych sekund przy wypluwaniu mchu i myśleniu o 

swojej  siostrze bliźniaczce Carli, swoim oparciu, i o tym, jak wyśmiałaby jej 
dupę.

- Jak umarłaś? – Powiedziałaby. - Kochanie, kocham cię, ale jesteś über 

klutz.

1

  

- Co tu robisz, do diabła? 
Mia zamrugała oczami na widok wkurzonego mężczyzny wiszącego nad 

nią   w   powietrzu.   Nie   słyszała   kroków,   przekleństw,   ani   innych   śladów 
wstawania zmarłych z grobów. Zrobiła dość hałasu, aby obudzić zmarłego. 
Heh,   może   ten   gość   był   martwy.   Był   całkowicie   czarny.   Aj!   Te   oczy 
przyprawiały o gęsią skórkę.

- O, dzięki. Zawsze kończy się na byciu uważanym za przyprawiającego 

o gęsią skórkę  – powiedział, przyglądając się jej. – Jesteś ranna?

1

Ciamajda, niezdara

background image

- Nie całkiem. Wiesz, miałam nadzieję, że kiedy ugryzłam tego dużego, 

że to będzie szybkie i bezbolesne – przyjrzała się swojej ranie.   Jej ulubiony 
czerwony t-shirt   zniszczony, ale w górnej części można było zauważyć, jak 
spływa krew. Cholera! Jej zajebista i droga skórzana kurtka – zniszczona. 

- Martwisz się o ubrania? Masz większy problem.
-   Nie   pieprz.   FYI

2

  prawie   martwa   kobieta   nie   lubi   czytających   w   jej 

myślach wampirów – westchnęła. Kurwa. To boli. Bardzo. - Nie to, że teraz 
jest to istotne, ale zgaduję, że jesteś Zemna.

Jego brwi uniosły się. Był blady i niedbałość na jego twarzy sugerowała 

niedawną stratę wagi. Miał fajne blond włosy, trochę długie i rozczochrane, 
ale   w   sposób   Ashtona   Kutchera.   Czarny   t-shirt   opinał   się   na   umięśnionej 
klatce, a czarne dżinsy opinały uda. Jej wzrok powędrował do jego stóp. Były 
bose i czyste. Czy to była dziwna myśl umierającej kobiety, czy jego paznokcie 
wyglądały tak, jakby miał pedicure?

- Chcesz mojej pomocy czy nie?
Och, brzmiał na zniecierpliwionego. Jak gdyby mogła kontrolować, jak 

długo jej zejdzie umieranie z takim koszmarnym losem. Heh.

- Och, jasne. Ty masz posiłek, ja jestem martwa.
- Lub opcja B. Pomogę ci i uzdrowię twoje rany.
- I zrobisz mnie jedną z umarłych? Nie, dzięki.
- FYI – przedrzeźniał. – wampiry nie tworzą innych wampirów.
- Ktoś cię stworzył.
- W to było zaangażowane coś znacznie więcej niż przegryziona szyja i 

orgazm.

Zanim mogła wziąć kolejny oddech, Zemna pochylił się i podniósł ją. 

Zrobił to tak szybko, że ból nie ogarnął jej ciała przez pełnych dziesięć sekund. 

- Kurwa! To cholernie boli! Ty pieprzony popaprańcu!
Wtedy zemdlała.

2

 For Your Information – do wyłącznej wiadomości.

background image

*

W piwnicy kościoła, na luksusowym łóżku z baldachimem, w którym 

Azure   odmówiła   spania,   Zemna   ostrożnie   obłożył   rany   Mii   ziołowym 
okładem.   Spała   głęboko   dzięki   jego   mentalnemu   rozkazowi.   Z   rytualnym 
gestem,   wypowiedział   niezbędne   magiczne   słowa.   Nigdy   nie   rozumiał, 
dlaczego jego rodzaj mógł wyczarowywać obiekty i przelatywać z miejsca na 
miejsce, ale nie mógł leczyć ran lub przywracać martwych do życia.

Kiedy skończył skomplikowaną ceremonię leczenia, myśli o Azure znów 

go  nawiedziły.   Jego  jedyna  nadzieja  na  znalezienie tego  samego  szczęścia, 
którego doświadczyli jego bracia umarła wraz z nią. Jak zdoła odszukać inne 
bliźniaczki urodzone z linii Delicii? Dake był śmiertelnym, Raede przechodził 
transformację w człowieka. Zestarzeją się i umrą… A on przemierzać będzie 
ziemię samotnie.  

Chyba że też znajdzie sposób, aby umrzeć.
Głodzenie siebie nie skutkuje. Nie zabił nikogo i nie uprawiał seksu ani 

nie pił krwi od trzech miesięcy – odkąd Azure odebrała sobie życie, zamiast 
zaakceptować   go   jako   partnera.   Zabijając   jej   kochankę,   nieświadomie   wbił 
sztylet   w   jej   duszę.   Poczuła   do   niego   odrazę.   Jej   umysł   stał   się   mgłą 
poplątanych   wspomnień,   niewypowiedzianego   strachu   i   wszechobecnej 
nienawiści. 

Azure. Kochałbym cię na wieki, jeżeli tylko…

Jeżeli tylko… co? Pragnął połączenia z Azure tak bardzo, że odmawiał 

zaakceptowania faktu, że ona może nie być dla niego. Po tym, jak rzuciła się z 
klifu blisko ich górskiego ustronia, nie mógłby bez niej dalej żyć. Lub raczej, 
bez swojej partnerki życiowej. A jednak… Czy Azure była jego partnerką?

Nie.   Nie   mógł   słuchać   rozumowania   Dake’a   i   Raede’a   albo   pełnych 

współczucia przemówień Roji i Charron. Co oni wiedzieli? Mieli siebie. I za 
pięć miesięcy Dake ponownie będzie miał dziecko. Rodzinę.

Wściekłość i rozpacz skwierczały w nim, jakby był podłączony do prądu. 

background image

Gdzie jest teraz twoja wiara, święty człowieku?

Wzrok   Zemny   powędrował   wzdłuż   nagiego   ciała   Mii.   Rozebrał   ją   z 

poplamionych, rozdartych ubrań. Później wyczaruje jej więcej, wliczając w to 
czarną skórzaną kurtkę, podobną do tej, którą tak bardzo lubiła.

Synowie Jantry! Była jego niepożądanym, pięknym gościem.
Nawet   rozcięcie   na   jej   brzuchu   nie   mogło   popsuć   prawdziwej 

doskonałości formy. Była apetycznie zaokrąglona, wysoka i silna. Piersi były 
duże z otoczkami w kolorze brązowego cukru. Sutki, twarde od chłodnego 
powietrza w pokoju, były powiększone. Był zaskoczony, jak bardzo pragnął 
zasmakować   jej   piersi,   jak   bardzo   pragnął   ssać   te   duże   sutki,   dopóki   nie 
zaczęłaby jęczeć i wić się pod nim.

Jednym palcem otoczył jej przekłuty pępek i dotknął maleńkiej, złotej 

obręczy.   Pasowała   do   złotych   kółek   w   uszach.   Prześledził   linę   do   biodra, 
rysując zygzaki na jej prawym udzie. Schludna ozdoba cipki była dowodem 
na to, że Mia była prawdziwym rudzielcem. Ach. Jak łatwo byłby rozdzielić te 
loczki   i   zagłębić   się   w   niej,   jak   smakowicie   byłoby   odnaleźć   małą   perłę 
schowaną…

Fiut mu stwardniał, pożądanie w nim krzyczało. Zemna cofnął się od 

łóżka, pozostając w cieniu i patrzył, jak Mia śpi. Jej rude włosy rozsypały się 
na jedwabnej poduszce. Zamigotały w przygaszonym świetle, rzeka ognia z 
białymi brzegami. Jasność obalała piegowaty nos i wiedział, że jej oczy są 
koloru szmaragdów. Miała pyszne usta… Mignęła mu wizja jej ujeżdżającą 
jego fiuta.

Kurwa. 
Wypuścił   wstrzymywane   powietrze   i   spróbował   zebrać   porozrzucane 

myśli. Znała go. Przyszła do niego. Nie próbował kopać w jej myślach, aby 
znaleźć cel  wizyty, aby zdecydować czy powinna żyć czy umrzeć.

Zbyt zmęczony. Zbyt… głodny.
Tak, głód się obudził.  Potrzeba  się  obudziła. Ofiara przyszła do niego. 

Znała ryzyko, szukując go. Może go chciała. Chciała poczuć, jak plądruje ją, 

background image

chciała, aby okradł ją, pieprzył i pił z niej… I przez ten czas błagałaby o więcej, 
nalegałaby, aby pochłonął jej duszę.

Nie.  Nie!    Uratuje   jej   życie.   Nawet   teraz,   kiedy   pozwalał   sobie 

zastanawiać się, dlaczego ocalił człowieka, nie znał odpowiedzi.

- Zemna – wyszeptała.
Serce  zabiło,   kły  wydłużyły  się.  Zemna zbliżył się  wystarczająco,  aby 

usłyszeć   bicie   jej   serca.   Jej   oczy   nie   były   otwarte,   oddech   nie   zmienił   się, 
kończyny leżały bezwładnie.

Wciąż spała.
Ale wydawała się go świadoma.
Ukląkł   przed   łóżkiem,   odważył   się   trzymać   jej   ciepłą   rękę   w   swojej 

zimnej.

- Jestem tu.
- Śnij – wymamrotała. – Śnij ze mną.

background image

Rozdział 2

Zemna podążył za nieuchwytną Mią w dół plaży. Poczuł miękki, ziarnisty piasek  

pod  bosymi stopami, kiedy śpieszył się, aby dotrzymać kroku śmiejącej się kobiecie tuż  

przed nim. Słońce zachodziło, niebo było arrasem purpury i indyga. 

Poczuł   bogaty,   mocny   zapach   kwiatów…   Wiciokrzew?   Róża?   Jaśmin?   Inne  

zapachy przeszkadzały… Ciastowa woń pieczonego chleba i słaba świeżo zerwanych  

winogron. Nie powinno być możliwe zidentyfikowanie ich. To było, jakby odszedł…  

nie.

Mia rzuciła się w lewo, oddalając od brzegu. Gonił ją w górę stromej ścieżki,  

wodząc spojrzeniem za zwiewną, białą sukienką, która miała na sobie. Liście uderzały  

w jego prosty, wełniany strój przewiązany  paskiem.

Wioska była taka, jaką pamiętał. Cztery okrągłe jednoizbowe chaty i wewnątrz  

nich podstawowe narzędzia niezbędne do codziennego życia - wliczając w to ciepłe,  

grube futra, służące do spania. Z przodu było ognisko. Żar jeszcze się palił, zapach  

gotowanego mięsa wciąż można było wyczuć. Jantra zostawała w swojej jaskini na  

noc, jednak pracowała z córkami w ciągu dnia i pożywiała się z nimi wieczorem.

Mia weszła do ostatniej chaty, jego chaty, a on poszedł za nią, serce w piersi  

trzepotało mu niczym ptak złapany w pułapkę. Gdy podniósł klapę, sens powrotu do  

domu poruszył go. Po prawej stronie chaty, prowizoryczny stół z jego dziennikiem,  

prymitywną świecą i kwiatami. Delicia zawsze zrywała je i zostawiała dla niego. Na  

lewo, futra rzucone jak gruby, ciepły stos. Mia zrzuciła swoją sukienkę i wyciągnęła  

się naga na futrach, jej skóra błyszczała w migotliwym świetle świecy.

Pozbył się ubrań, przez cały czas świadomy przyglądającej mu się Mii, kiedy  

zdejmował togę. Jej spojrzenie było pełne pożądania. Uśmiechnęła się, kiedy zobaczyła  

złoty pierścień na fiucie – jedyna biżuteria, jaką kiedykolwiek nosił.

- Pamiętasz pierwszy raz, kiedy wziąłeś Alieę i Delicię?

- To jest sen.

- Sen? Czy wspomnienia?

background image

W tym dniu trzech mężczyzn stało w tej chacie i pierwszy raz kochało się z  

pięknymi bliźniaczkami: Delicią i Alieą. On, Dake i Raede… Tylko wtedy, przed  

błogosławieństwem Jantry, mieli inne imiona, inne życia. 

Szlag by to trafił!

W ciągu kilku sekund dosięgnął Mii i złapał, wyciągając z futer. Nie nosiła  

niczego poza sennym uśmiechem i kuszącym, przekłutym pępkiem. Owijając ramiona  

wokół jego szyi, przywarła do niego, bez najmniejszej oznaki lęku przed jego gniewem.

- Dlaczego tu? – Spytał, a jego głos był surowy. – Wiesz, że umknęliśmy z…

- Musicie być wikingami. Wróciliście, prawda?

- Pragnęliśmy prostego życia w pokoju, życia bez rozlewu krwi.

- Jaka ironia.

- Tak – Zemna wiedział, że zaciska jej ramiona zbyt mocno. Gniew wypełnił jego  

pierś, utrudniając oddychanie. Jej wzrok nie ujawniał ani grama strachu i nie chciał  

odszyfrować emocji rozświetlających jej oczy.   – W dniu, kiedy Jantra domagała się  

swojej kary, uklękliśmy i zaakceptowaliśmy to. Umarliśmy tego dnia. Staliśmy się  

mężczyznami, którymi byliśmy, tylko gorszymi. Nie mogliśmy uciec Przeznaczeniu,  

więc   przyjęliśmy   przemoc,   śmierć   i   rozkosz.   Opuściliśmy   ojczyznę.   A   mimo   to,  

zyskała swoją zemstę. 

Zemna pocałował Mię tak mocno i namiętnie, jak zasłużyła za przywrócenie mu  

domu.   W   ciągu   tysiąca   lat   nigdy   nie   wrócił.   Ich   osada   została   zniszczona,   teraz  

pochowana pod nadmorskimi miastami, zagubiona wiecznie od dnia, w którym ich  

kobiety upadły pod mieczami ciemnoskórych wojowników. 

Cholerna Mia! Nie chciał przeżywać ponownie swojego śmiertelnego życia.

Kiedy uwolnił jej usta, była wiotka i zdyszana. Nacisnął na jej ramiona i zmusił  

do klęknięcia. Za to, że tak chętnie doprowadziła go do wściekłości. Co było nie tak?  

Kuszenie go? Dręczenie go?

Wiśniowe usta, które tak podziwiał, ślizgały się na jego fiucie, przynosząc żar i  

rozkosz. Jej język bawił się z pierścieniem na jego kogucie przez długi czas… Wtedy  

zassała   jego   jaja,   kiedy   jej   palce   głaskały   penisa.   Jej   język   omiótł   fiuta   i   okrążył  

wrażliwą główkę. Chwyciła   za podstawę penisa i ścisnęła jego piłki i robiła tak w  

background image

kółko i w kółko. Ciężki zapach seksu kłócił się z wonią kwiatów jaśminu, które stały na  

blacie. 

Poczuł, że orgazm porusza się, wznosi… Nie mógł uwierzyć, że już był gotów,  

aby dojść.

Co ty mi robisz, Mia?

Cofnął się, potykając, z dala od jej utalentowanych ust.

- Pochyl się. Daj mi swój tyłek.

Zrobiła tak, jak rozkazał. Obracając się, zgięła w pasie, jej palce zawinęły się  

wokół kostek i zaoferowała mu jasne, okrągłe ciało pośladków. Przełknął gulę w gardle.  

Nie rozumiał jej. Dlaczego była tak chętna… Dlaczego nie czuła jego gniewu… Jego  

rozpaczy.

Pot pokrył skórę Mii. Jej tyłek był tak bliski doskonałości. Kurwa. Ona była  

doskonała. Zemna ustawił się za nią i złapał ją za biodra. Czubek jego penisa dotknął  

ściągniętą gwiazdkę jej odbytu. Drżąc ze wielkiej, sprawiającej ból potrzeby, wsunął  

czubek  penisa.  Kilkoma  szybkimi   ruchami  dłoni,  orgazm,  który  zagroził  mu kilka  

sekund temu, zalał Mię. Kiedy jego nasienie pulsowało w jej naprężonym wejściu,  

wślizgnął   się   głębiej,   wsparty   przez   naturalny   nawilżacz.   Kiedy   wniknął   w   nią  

całkowicie, delektował się odczuciem ciasnoty i ciepła, chwytając chrapliwie oddech,  

próbując odzyskać kontrolę. 

Chciał ukarać ją, pieprzyć, dopóki nie zaczęłaby żałować grzechu sprawienia, że  

przypomniał sobie o swojej śmiertelności. Wtedy zacisnęła się wokół jego penisa i  

kiedy krzyknął, domagając się, aby zrobiła to jeszcze raz, zrobiła.

Pomimo tego, że doszedł kilka sekund temu, wciąż był twardy. Nawet w snach  

był   Spragnionym   Krwi…   poszukiwaczem   rozkoszy.   Jego   erekcja   była   dłuższa   niż  

śmiertelnego,   stawał   się   bardziej   twardy   po   wytryśnięciu   nasienia   –   jednocześnie  

przekleństwo i błogosławieństwo.

Trzymając jej biodra, zagłębił się w dziewiczy tyłek, czerpiąc przyjemność z nią  

w sposób, w jaki czerpał od tak wielu innych kobiet.

- Nie jestem tylko jakąś tam kobietą – powiedziała Mia, jej głos był miękki z  

pożądania i zrozumienia.

background image

Więc dzieliła z nim myśli. Nie chciał słyszeć jej słów. Nie był gotowy, aby  

wybaczyć jej zabranie  go  do  tego  miejsca,  ukradnięcie wspomnień,  sprawienie, że  

przypomniał sobie, jak bardzo tęsknił za wioską.

- Pieprz mnie mocniej, wampirze – powiedziała. – Dalej. To jest to, czego chcesz,  

prawda? Ukarać mnie? Więc zrób to, mój kochany. Ukarz mnie.

Jej słowa nakazały mu. Pieprzył ją mocniej i szybciej, aż sapał z wysiłku. Pot  

spływał mu po plecach, kiedy uderzał w nią – dźwięk uderzeń jego bioder o jej ciało  

było erotyczną muzyką. Patrzył na swojego penisa, uciskanego przy podstawie przez  

złoty pierścień, który wchodził i wychodził z pięknego tyłka Mii. O bogowie!

Orgazm   wybuchnął,   niemal   nie   do   zniesienia   uczucie   rozkoszy,   który  

sparaliżowało go. Po długiej chwili, objął ramieniem Mię i pomógł jej się wyprostować.  

Jego fiut był wciąż w jej soczystym tyłku, wciąż pulsował z siłą niewiarygodnego  

uwolnienia.

- Nie jesteś tylko jakąś tam kobietą – powiedział niechętnie.

- Racja – powiedziała Mia. – Jestem twoją życiową partnerką.

background image

Rozdział 3

Mia obudziła się, aby znaleźć Zemnę pomiędzy jej nogami oglądającego 

cipkę, jak gdyby była czekoladą Godivy. 

-   Nie   jestem   pewna   czy   polubiłam   pieprzenie   tyłka   –   powiedziała   – 

Nawet w snach.

Spojrzał na nią i skrzywił się. Czy ten czerwony odcień na jego twarzy 

był… rumieńcem?

- Nie, to nie jest rumieniec – warknął. – Seks analny może być bardzo 

przyjemny. To, co zrobiłem… Pozwoliłaś. Ale przykro mi, że nie znalazłaś w 
tym tak wiele przyjemności jak ja. I ty nie jesteś moją partnerką życiową.

- Taa, dobra, obojętnie. Hej! Jesteś nagi – powiedziała. – Jestem też naga. I 

nie jestem martwa.

- Prawie wyzdrowiałaś. Przespałaś prawie trzy dni.
- Trzy dni? I nie mogłeś wrócić do moich snów i dać mi porządnego 

seksu?

Zemna obnażył zęby, jego oczy błysnęły, zarówno wyrzutami sumienia, 

jak i irytacją. Jego czarne spojrzenie różniło się od piwnych oczu, które miał 
we   śnie.   Gdy   zdał   sobie   sprawę,   że   mu   dokucza,   odprężył   się.   Ostrożnie 
zbudowała mentalną ścianę, aby nie mógł tak łatwo czytać jej w myślach. Nie 
było  powodu,   aby   biednego   ukochanego   denerwować.   Spojrzała   na  niego, 
głodna   jego   dotyku,   jego   słów,   jego   przebaczenia.   Cholera.   Nie   powinna 
zmuszać go do powrotu do wioski. Domyślała się, jak mógł się z tym czuć.

Głupi, głupi wampir. Nie wiesz, że cię kocham?

- Rozpoznam mentalne blokady, kiedy je wyczuję – skrzyżował ramiona i 

mięśnie   na   jego   barkach   zarysowały   się   ładnie.   Słodki   Jezu.   –   I   mogę   je 
przebić.

- Próbuj.
Z   warknięciem   ukląkł   między   jej   nogami   i   ucztował   na   cipce.   Żar 

zaiskrzył w jej brzuchu, kiedy Zemna zagłębił w niej swój język. Cholera! To 

background image

nie było łagodnie kochanie się, żadna próba przeprosin. Spróbowała odsunąć 
się, ale jego ręce owinęły się wokół jej nóg i przytrzymały na miejscu.

- Zemna?
Co?
Przemoc w jego tonie powinna ją przerazić, ale odkąd znała źródło jego 

gniewu, czuła jedynie łagodnie rozdrażnienie. Widziała jedynie czubek jego 
jasnej głowy i sporadyczne mignięcie twarzy, kiedy trącił nosem wewnętrzną 
część   jej   ud.   Opadła   na   poduszki,   jej   dłonie   chwyciły   nakrycie   i   czerpała 
przyjemność poniesiona ustami Zemny.

Smakował każdy cal jej opuchniętego ciała, dopóki nie zwijała się i nie 

błagała.   Torturował   jej   łechtaczkę   liźnięciami   i   ssaniem,   odmawiając 
uwolnienia ze zmysłowej męczarni. Próbował ją pożreć, cholera, i uwielbiała 
to.

Kiedy w końcu chwycił łechtaczkę pomiędzy swoimi wargami, zalał ją 

orgazm. Poczuła podwójne ukłucie, kiedy dochodziła, ślepa z intensywności, 
unosząc się, wspinając, opadając… I kiedy jej soki popłynęły wraz z krwią.

*

-  Dlaczego   mi  nie  powiesz,   skąd   wiesz   o  mnie  i  moim   pochodzeniu, 

dlaczego, kurwa, byłaś na cmentarzu i dlaczego, do diabła, myślisz, że jesteś 
moją życiową partnerką?

Mia, czując się leniwie, albo z powodu zdumiewającego orgazmu, albo z 

utraty krwi, uniosła dłoń i odliczyła na placach.

-  Jeden.   Dziennik   Delicii.   Dwa.   Próbowałam   cię  odnaleźć.   Trzy.   Moja 

siostra mi powiedziała.

Zemna zamrugał.
- Hę?
- Dziś jest nów, tak?
Zemna uniósł brwi.

background image

- Wróćmy do dziennika Delicii. Jak mogłaś go odczytać? Język jej ludzi 

jest martwy. Nawet ja nie pamiętam jak w nim mówić, a co dopiero pisać. 
Ona, Aliea i Jantra były ostatnie ze swojego rodzaju – zatrzymał się, usiadł i 
ukazła się jej więcej mięśni. Cholera, on był pyszny. Jego fiut był twardy i był 
duży. Boże, nie mogła się doczekać, aby naprawdę wziąć go do ust.

- Mia?
Zamrugała, odciągając wzrok od imponującego penisa.
- Zastanawiasz się, skąd wiem o Jantrze i jej córkach.
Czekał, jego wzrok ujawniał znacznie więcej, niż ciekawość. Był wciąż 

wściekły. Ał, paskudztwo. 

- Została zabrana przez Yuki. Z moich badań dowiedziałam się, że byli 

oni pierwszymi ludźmi, którzy osiedlili się na obszarze i byli jednymi z wielu 
północnych   kalifornijskich   plemion,   które   atakowały   inne.   Znali   Jantrę   i 
dziewczyny osiedlone blisko plaży i ponieważ były one jedynie kobietami, 
zignorowali je.

- Wtedy my przybyliśmy.
- Wojownik rozpozna wojownika.
- Byliśmy tam przez blisko dwa lata. Dlaczego czekali tak długo, skoro 

uważali nas za zagrożenie?

- Delicia również nie wiedziała lub nie napisała – Mia położyła ręce na 

brzuchu. Żadnych blizn. Żadnego śladu, nie licząc niewielkiego bólu, że jej 
ciało i organy były przebite zardzewiałym narzędziem. Ekstra. – Jej pamiętnik 
napisany był w łacinie.

-   Łacina   –   Zemna   wyglądał   na   zaskoczonego…   Nie,   wstrząśniętego. 

Natychmiast zrozumiała dlaczego.

- Uważasz, że były prymitywne?
- Nie. Jestem po prostu ogłuszony, że ty potrafisz czytać łacinę.
- Umiem również odczytywać grekę, mówić po francusku i hiszpańsku i 

wystarczająco znam karate, aby skopać twój żałosny tyłek.

background image

- Strasznie się boję – wymamrotał jakieś niezrozumiałe zwroty i odkryła, 

że jest w wygodnych dżinsach, czerwonym t-shircie, czerwonych skarpetkach 
i   naprawdę   fajnej   parze   białych   Sketchersów.   Nawet   pamiętał,   aby 
wyczarować czarną kurtkę, która była lepsza niż jej poprzednia. Słodko!

- Zgaduję, że to znaczy, że nie dostanę więcej bzykania? – Spojrzała na 

niego i zamrugała rzęsami.

- Bądź ostrożna z tym, co sobie zażyczysz.
Jej serce zajęczało. Och, kochanie, nie masz pojęcia, czego chcę. Powoli usiadła 

z jednym lub dwoma ukłuciami w mięśniach brzucha i stwierdziła, że będzie z 
nią dobrze. Zauważyła, że również się ubrał – wygląd pieprzonego wampira, 
który tak sobie upodobał. 

Spojrzał na nią, na co odpowiedziała spojrzeniem i uniosła brwi.
- Nigdy nie powiedziały nam, skąd są. Prawdę mówiąc, wiemy o nich 

bardzo niewiele – usiadł obok niej ze wzrokiem utkwionym w jej twarzy.

- Jak do diabła, dostaliście się do Kalifornii?
Wzruszył ramionami.
- Zrobiliśmy to, co robią najlepiej wikingowie. Żeglowaliśmy. Nie istnieje 

nic   podobnego   do   oceanu.   Jest   piękny,   nieprzewidywalny…   Ostatecznie 
wylądowaliśmy  na czymś,  co teraz   jest  Północną Kalifornią.  Odnaleźliśmy 
Alieę i Delicię na plaży, czyszczące ryby. I… Musisz znać resztę – jego twarz 
była bladą, beznamiętną maską, mimo to wyczuła, że Zemna wcale nie jest 
chłodny. Przeklęty albo nie, facet odczuwał wstrząs i ból… I jeśli twardość w 
jego dżinsach była jakąkolwiek oznaką, wciąż chciał ją pieprzyć. 

Kiedy   o   tym   pomyślała,   ożywiła   się.   Klepnęła   go   w   udo   i   wstała   z 

wygodnego łóżka.

- Idziemy, kochanie.
- Nigdzie nie idziemy. Usiądziesz i odpowiesz na moje pytania.
- Okay – usiadła.- Pozwól mi wypróbować to nastawienie wampa przez 

minutę – pochyliła się bliżej, jej usta były o oddech od jego warg i wyszeptała.

- Chcę pieprzyć twojego drągala. 

background image

Jego usta drgnęły. To nie był uśmiech, ale był prawdopodobnie bliski do 

uśmiechu, na jaki sobie pozwalał Zemna.

- Co to drągal?
- Drąg lub gość. Interpretuj, jak chcesz. Odwzajemnię przysługę, wiesz? – 

wsunęła dłoń pomiędzy jego nogi i przycisnęła dłoń do jego erekcji. Odnalazła 
krawędź   przez   jego   dżinsy   i   poczuła,   jak   fiut   szarpnął   się   pod   jej   lekkim 
dotknięciem. – Niestety,  nie wydaje  mi się, abyśmy mieli czas, aby zrobić 
użytek z tego w łóżku.

Czy  to   była  jej   wyobraźnia,   czy  Zemna  mniej  wyglądał   na  ożywiony 

posąg?   Może,   tylko   może,   zbliżył   się   do   niej,   rozszerzył   swoje   nogi   na 
milimetr, pozwolił swojemu spojrzeniu rozżarzyć  się w pożądaniu. Zemna 
położył dłoń na jej i zdjął ją ze swojego krocza. Westchnęła.

- Przynajmniej twój penis mnie lubi.
- Jeśli wiesz o mnie i o mojej klątwie, wiesz zatem co się stanie, jeśli 

poddam się żądzy krwi.

- Umrę jako szczęśliwa kobieta?
Przewrócił oczami.
- Jesteś samobójcą.
- Nie możesz zabić swojej partnerki życiowej.
- Nie jesteś moją partnerką życiową. Ona jest martwa.
Tym razem to była jej kolej, aby przewrócić oczami.
- Nie chcesz wiedzieć, dlaczego nie możemy użyć łóżka i sprawdzić, czy 

nią jestem?

- Czy to ma coś wspólnego z nowiem? 
- Czuwający Wampir dziś przybędzie. Chcą przebić cię kołkiem. Myślą, 

że jesteś słabszy podczas nowiu.

- Mylą mnie z wilkołakami.
-   Wilkołaki   mają   problemy   podczas   pełni.   Dziś   jest   nów   –   wstała   i 

wyciągnęła dłoń. – Trzy dni temu mieliśmy szansę ich wyprzedzić. Teraz, 
możemy jedynie mieć szczęście i wydostać się z cmentarza żywi.

background image

-   Przybyłaś   tu,   aby   mnie   uratować   -   jednocześnie   w   jego   głosie   było 

podejrzenie i zdumienie.

- Szkoda, że jej się nie udało.

background image

Rozdział 4

Zemna   patrzył   na   wysokiego,   chudego   człowieka,   opierającego   się   o 

drzwi. Myśliwy był ubrany od głowy do palców stóp na czarno, wliczając w to 
pół-maskę. Myślał, że kim jest? Zorro? 

Mia trzasnęła go w ramię.
- Co do diabła jest nie tak z twoimi wampirzymi zmysłami? Nie słyszałeś, 

jak te dupki schodziły po schodach?

- Kto mówi, że nie słyszałem?
- Hm. Ja.
Okay, nie zwrócił uwagi na odgłosy drapania, które jego wrażliwy słuch 

wychwycił kilka minut temu. Szczury i inne kreatury często  włóczyły się po 
popadającym   w   ruinę   kościele.   Mia   i   jej   zdumiewające   odkrycie   tak   go 
rozproszyły,   że   nie   zdawał   sobie   sprawy,   że   odgłosy   skrobania   były 
dźwiękami kroków po schodach.

- Mia – chudy człowiek przeszedł do przodu, dopóki nie stał jedynie 

stopę od nich.

Zemna przyglądał mu się w ten sam sposób, w jaki kot tropi ganiającą 

mysz. Od tego idioty poczuł triumf, nie strach. Arogancja zabarwiła również 
jego radość. Zemna zamarł. Czy on nie wie, że mogę odłamać jego głupią szyję?

- Zdradziłaś nas. Jestem rozczarowany.
- Jakby mnie to obchodziło – Mia odrzuciła swoje gęste, rude włosy z 

ramienia   i   stanęła   prosto,   ręce   oparte   na   biodrach.   Zemna   był   dziwnie… 
dumny z jej postawy.

- Okradłaś nas.
- Ty okradłeś mnie pierwszy. Więc pierdol się.
Wydał z siebie odgłos rozczarowania.
-   Nie   ukradłem   życia   twojej   siostry.   Można   uważać   jej   śmierć   za 

częściową zapłatę.

- Czy już wspominałam… Pierdol się.

background image

Mężczyzna zaśmiał się, dźwięk zbyt złowieszczy, aby był prawdziwym 

rozbawienie.

-   Carla   nie   miała   żadnych   problemów   z   wydawaniem   pieniędzy 

Czuwającego   Wampira   na   swoje   wykopaliska.   Wtedy   znalazła   to,   czego 
pragnęliśmy przez tysiąc lat i oszukała nas – mężczyzna wyciągnął dłoń i 
ośmielił   się   potrzeć   kciukiem   o   policzek   Mii.   Wyrwała   się   spod   jego 
dotknięcia, ale nie cofnęła się, odmawiając bycia zastraszoną.

Zemna   poczuł   mroczne,   nieznane   mu   źródło   w   swojej   piersi,   które 

zaczęło wznosić się i utkwiło mu w gardle. Niejasno nadał tej emocji imię: 
posiadanie. Czy chciał, czy nie chciał zatwierdzić Mii, nie miało to znaczenia. 
Ona   przyjęła   go   i  zatwierdziła   jako   partnera   na  swój   dziwny,   nielogiczny 
sposób.   To   wystarczyło   teraz,   aby   znaleźć   się   pod   jego   ochroną.   Niskie 
warknięcie zagrzmiało, kiedy jego kły wydłużyły się. Wszedł pomiędzy Mię i 
tego łowcę.

- Dotknij jej jeszcze raz, a cię zabiję.
- Och, oszczędź mi – powiedział mężczyzna. – Gdyby cię to interesowało, 

mam na imię Moran – stuknął w swoją czaszkę. – Nie możesz czytać mi w 
myślach, prawda?

-   I   nie   mam   zamiaru   tego   robić   –   powiedział   Zemna.   Wyczuł   silny 

paranormalny   blok,   ale   niewiele   go   to   obchodziło.   Rzadko   spotykał   tego 
rodzaju ludzi, z taką mocą. Zaledwie kilka razy w ciągu swojego tysiąca lat na 
Ziemi. I co z tego? Chciał jedynie zabrać od niego Mię.

- Mam pamiętnik, Mia – powiedział Moran. – Teraz chcę amuletu.
- Nie. Myślę, że go zatrzymam.
- Ufałem ci. Powinienem cię zabić za tę zdradę.
-   Ale   potrzebujesz   mnie,   prawda?   Potrzebujesz   amuletu   i   mnie   do 

zaklęcia.

- Bliźniaczka z linii Delicii – Moran westchnął. - Jaką kochaną idiotką 

jesteś. Myślałem, że umiesz odczytywać łacinę.

background image

Zemna   złapał   ramię   Mii,   przyciągnął   do   swojego   brzucha   i   trzymał 

mocno, dopóki się nie odprężyła.

- Och, c’mon, Zee. Nikt nie obraża mojego tłumaczenia łaciny!
Zee? Niemal uśmiechnął się na ten zuchwały przydomek i źródło gniewu 

Mii.   Była   ona   śmiała,   ukrywając   swój   strach   za   lekceważącymi   słowami   i 
wojowniczym nastawieniem. Ale słyszał bicie jej serca i był świadom chaosu 
w jej myślach. Moran przerażał ją i nie tylko dlatego, że zabił jej siostrę. Miał 
moce,   jakich   nigdy   wcześniej   nie   widziała   i   tylko   jedno   słowo   opisywało 
Morana. Diabeł. Cholera. Zemna musiał wiedzieć, co ona wie, co Carla jej 
powiedziała, co Delicia napisała w dzienniku… Musiał to wszystko wiedzieć.

-   Potrzebujemy   Poszukiwacza   Rozkoszy   –   powiedział   Moran.   – 

Przepowiednia mówi tylko, że bliźniaczka z linii Delicii zaprowadzi nas do 
jednego. I oto Zemna.  Szaman. Duchowy przywódca. Kapłan wampirów.

Nie pieprzysz jak kapłan.

Zemna prychnął na ten zuchwały telepatyczny komentarz Mii.
Nie jestem kapłanem. I nie pieprzyłem cię, jeszcze.

Obietnice, obietnice.

- Z

nudziłem się już tym nonsensem – powiedział Zemna.  Zebrał energię 

wokół Morana i wyobraził sobie łowcę młócącego powietrze nad Atlantykiem.

Nic się nie stało.
Moran uśmiechnął się, krzyżując ręce i kołysząc się na piętach.
- Coś nie tak, wampirze? Masz problem w pozbyciu się mnie?
Zemna spróbował jeszcze raz przenieść Morana w jakieś nieprzyjemne 

miejsce. I zawiódł. Alarm zjeżył mu włosy na karku. Moran nie był rzadkim 
człowiekiem   z   silnymi   barierami   mentalnymi.   Był   jedynym   człowiekiem 
zdolnym pokonać Poszukiwacza Rozkoszy.

Cała ta rozmowa o dziennikach, amuletach i rytuałach wprawiło w ruch 

myśli   Zemny.   Jantra   powiedziała   im   o  Desrai   Sa’ed.  Używając   zaklęcia, 
amuletu stworzonego z krwi Antycznych i Poszukiwacza Rozkoszy, osoba 
może nie tylko absorbować energię duszy wampira, ale również inne jego 

background image

moce. Rytuał został stworzony przez wrogów rasy Jantry. Ale ci wrogowie i 
linia Jantry umarli. Zemna był stworzony, nie zrodzony. On i jego bracia byli 
przeklęci przez krew Jantry i magię. Zyskali jedynie ułamek prawdziwych 
mocy czarownicy, które zdawały się onieśmielać większość ludzi, ale jednak 
to, co umieli, nie mogło równać się z tym, do czego była zdolna Jantra. Tak, tej 
lekcji   nauczyli   się   zbyt   dobrze   w   ciągu   tych   wczesnych   miesięcy   swojego 
treningu.

- Nie jesteś zdolny wykonać  Desrai Se’ed –  Zemna trzymał ramię Mii, 

przeciągając  drugie   wokół  siebie.   Jej  broda  oparła  się  o jego   ramię,  ciepły 
oddech połaskotał go w szyję.

- Delicia spłodziła trochę dzieci. Yuki wymienili ją do innego plemienia. 

Była   niewolnicą   tego   plemienia   i   następnego,   stąd   do   Meksyku.   Znalazła 
również drogę do łóżka Europejczyków. Zdumiewającego, prawda? Nikt nie 
wie,   jak   wielu   mężczyzn   ją   pieprzyło,   ale   wiemy,   że   miała   co   najmniej 
dziesięcioro   dzieci.   Sześciu   chłopców   i   cztery   dziewczynki.   Wszyscy   byli 
bliźniakami.   I   to   są   tylko   te,   o   których   wiemy   –  Moran   przechylił   głowę, 
zaciskając wargi. – Wszystkie skażonej krwi. Ale zgaduję, że jesteśmy pół-rasą, 
prawda?

Zemna naprężył się.
- Pochodzisz z linii Delicii.
-  Brawo,   Zemna!  Tak,   wywodzę   się   od  jednej   z  wielu  schadzek.   Mój 

bliźniak   umarł   jeszcze   w   macicy.   I   mam   mały   sekret.   Moja   matka   była   z 
Itumaniki.   To   śmiertelny   wrogowie   Utamaka.   Oczywiście,   nie   znasz   tych 
nazw, prawda? Byli jednym z plemion nomadzkich, które podróżowały po 
ziemi na długo przed tym, kiedy Egipcjanie pisali na piasku. Wtedy nastąpił 
rozłam pomiędzy trzema braćmi, którzy razem rządzili plemieniem. Trybunał 
rządzący. To urocze, ale ze skazą. Stare teksty nie mówią nam, dlaczego bracia 
walczyli, jedynie to, że plemię rozbiło się na trzy. Dwa plemienia przeżyły, 
jedno wyginęło.

- Historia – powiedział Zemna, czując zło w piersi.

background image

- Przepowiednia – powiedział Moran.
Było   tak   wiele   rzeczy,   których   nie   rozumiał.   Dlaczego   Jantra   nie 

opowiedziała   im   starych   legend?   Oczywiście   kobieta   wiedziała,   że   mogą 
pewnego dnia spotkać się z jej wrogami. Ale wtedy jej ludzie byli wymierającą 
rasą i tak wiele z historii zostało straconych. Nawet Jantra nie znała nazwy 
swoich   ludzi.   Więc   jak,   do   diabła,   Moran   dowiedział   się   o   Itumaniki   i 
Utamaka?

- Wyglądasz na zdezorientowanego – Moran rozprzestrzenił swoją moc i 

opuścił ramiona, rozdzielając  palce. – Informuję cię tylko dlatego, że chcę, 
abyś wiedział, dlaczego musisz umrzeć.

Zemna owinął swoje myśli wokół Mii i wysłał ją w jedno miejsce, które 

wiedział, że jest bezpieczne. Próbował podążyć, ale jego stopy zdawały się 
połączone z betonową podłogą. Moran podniósł swoje ręce, wnętrzami dłoni 
do Zemny i wystrzelił rozżarzone kule ognia w Zemnę.

Poczuł spalający go w głowie ból… Później nie było już nic.

background image

Rozdział 5

Mia wstała z podłogi z twardego drewna, jej ciało wciąż mrowiło od 

pośpiesznego   przetransportowana   Zemny,   a   umysł   zataczał   się   nagłego 
umysłowego odłączenia od jej partnera życiowego. Cholera! Cholera! Cholera!

Wówczas odkryła, że wpatrują się w nią cztery, zaskoczone spojrzenia 

ludzi siedzących na ogromnej, czarnej, skórzanej kanapie. Szybkie spojrzenie 
ponad ramieniem ujawniło ogromny telewizor ryczący rozbijającą muzyką i 
niepohamowaną walką. Dostrzegła film: Blade.

- Więc zapewne jesteście Raede i Dake. A te pisklęta to wasze partnerki 

życiowe?   –   Stanęła   z   rękoma   na   biodrach,   jej   głowa   była   przechylona   w 
sposób, który wiedziała, że rozwściecza facetów. Zobaczyła, że kobiety rzuciły 
na siebie okiem i zatrzymały mężczyzn, który próbowali wstać z obszernej 
kanapy.

 - Kim jesteś? Skąd znasz nasze imiona? Skąd, do diabła się tu pojawiłaś? 

– Jeden z niebieskimi oczami wyrzucił pytanie tak szybko, jak pistolet.

- Jezu. Jesteś jak Zee. Mam na imię Mia Simon. Nie mam wiele czasu na 

odpowiedzi „skąd wiesz” gówna. I Zemna, ten szczurzy bękart, odesłał mnie, 
aby Czuwający Wampir mnie nie dostał – rozejrzała się wokół, dostrzegając, 
że znajduje się w wielkim magazynie, w części salonu. Wszystko tu krzyczało 
drogie”, ale jednocześnie wydawało się swobodne i przytulne. Jedynej rzeczy, 
której nie widziała, były drzwi.

- Okay, więc  kto podrzuci  mnie z powrotem  do kościoła?  Moran ma 

Zemnę, ale nie ma amuletu. Nie może odprawić Desrai Sa’ed bez klejnotu.

Facet   z   brązowymi   włosami,   prawdopodobnie   Reade,   podniósł   się   z 

kanapy.

Desrai Sa’ed? Czuwający Wampir wie, jak zabrać duszę wampira i jego 

moce?

background image

-   To   długa   historia   –   powiedziała   Mia.   –   Moran   nie   może   wyśledzić 

amuletu. Jest na nim urok. Może być oddany jedynie przez posiadacza, inaczej 
się roztrzaska. Chce, żebym mu go dała. Ale on ma już dziennik.

Zemna? Gdzie jesteś?

 Mentalnie sięgnęła do niego, próbując się połączyć, 

ale napotkała jedynie dystans i ciszę. Jej serce zacisnęło się. Jeszcze się w niej 
nie zakochał. Ale wiedziała to, czego on nie wiedział i akceptowała to, czego 
on nie zaakceptował. Była jego życiową partnerką. Czarami, Carla zabrała Mię 
w  przeszłość  i  dała jej  prezent  w  postaci  Zemny.  Kilka  godzin  później jej 
siostra została zamordowana przez Morana, który był zbyt wkurwiony, aby 
zdawać sobie sprawę, że jego archeolog oddała amulet. 

- Jest potężny. Naprawdę potężny. Dlaczego potrzebuje Zemny i rytuału? 

-   przemierzała   przed   kanapą,   ignorując   teraz   pary   pogrążone   w   cichej, 
gorączkowej   dyskusji.   -   To  znaczy,   błagam,   nie   mówimy   o  dominacji  nad 
całym światem, nie? To nie kreskówka – zatrzymała się, chwytając oddech. - 
Jego magia jest pożyczona!

Jej wybuch zyskał uwagę innych.
- Co za dupek! Musiał latami śledzić potomków Delicii i wysysać z nich 

moce. Jednak oni nie byli wampirami. W ich żyłach była skażona krew, słaba 
krew.   Byli   zbyt   ludzcy.   Nie   potrzebował   rytuału,   aby   ich   zniszczyć.   Nie, 
posiadał historię, starożytne teksty. Zaklęcie by wystarczyło.

-  Madre de Dios! -  drobna, ciemnowłosa kobieta wyskoczyła z kanapy i 

podeszła do Mii, wskazując na nią palcem. - O czym ty mówisz? Gdzie jest 
Zemna?

Mia zamrugała na złośnicę, niewzruszona kobiecym gniewem. Jej myśli 

wirowały, kiedy kawałki łączyły się razem.

Delicia   była   ostatnia   czystej   krwi.   Kiedy   umarła,   cała   starożytna, 

prawdziwa moc i magia umarła wraz z nią. Jej potomkowie nie mieli dość 
trwałego   soku   dla   Morana.   Jedynie   najbliższe   czystej   krwi   jest   jedno   z 
przeklętych. I z nich, Zemna jest ostatni. Jest on jedyną szansą dla Morana, aby 
zdobyć prawdziwą, trwałą moc i stać się nieśmiertelnym.

background image

- Jeśli odprawi rytuał, Zemna umrze – Raede dołączył do swojej żony i 

chwycił ją za rękę.

- To będzie gorsze niż śmierć – powiedziała Mia, odczuwając porażający 

ból w gardle. - Jego dusza będzie Morana, złapana wiecznie w amulecie ze 
względu na jego energię, jego moce.

- Gdzie jest amulet? - Spytał Dake.
Mia   wpatrywała   się   w   Dake'a,   Raede'a   i   dwie   kobiety.   Rościła   sobie 

prawa   do   Zemny   i   robiąc   to,   również   zgłaszała   roszczenia   do   jego   wsi. 
Przeszłość odeszła i nawet jeśli to połączyło jej duszę z Zemną, wiedziała, że 
nie będą mogli ponownie przeżyć starego życia. Jedyną rzeczą, jaką mogła 
teraz   zrobić   dla   Zemny,   było   zaufanie   tym,   których   kochał.   Nabrała 
wzmacniającego oddechu.

- Zakopałam go na cmentarzu Zemny.

*

- Czy ten pieprzony samochód nie może jechać szybciej? - Spytała Mia.
- Jedziemy sto dziesięć – powiedział Dake. - To Beemer, nie odrzutowiec.
Reade   siedział   na   miejscu   pasażera   w   małym   czarnym   samochodzie, 

wyglądając przez okno, a jego szczęka była zaciśnięta. Wyraźnie on i Dake 
byli zbyt ludzcy, aby zrobić coś skutecznego, jak przeniesienie jej do Zemny. 
Dwie kobiety, Charron i Roja, zostały na poddaszu, przygotowując się do akcji 
ratunkowej,  ale Mia odmówiła powiedzenia mężczyznom, gdzie dokładnie 
jest amulet. Te osły nie zostawią jej za sobą niczym wojenną pannę młodą.

Silnik pracował płynnie, pomimo dużej prędkości. Sto dziesięć? Zdawało 

się, że zaledwie dwie mile na godzinę. Wrrr!

- Z czego ten przeklęty silnik jest zrobiony? Z dwóch myszoskoczków w 

kołowrotku? Szybciej!

- Przypomina mi Delicię – powiedział Raede.
Mia przewróciła oczami.

background image

- Jestem Delicią.
Głowa   Raede   odwróciła   się   gwałtownie,   jego   zwężone   oczy   błyskały 

gniewem. Dake nie zwolnił, ale wyczuła jego wrogość, prawie słyszała jego 
wrzask zaprzeczenia.

- Nie mów nam o naszej ukochanej – wysyczał Raede. - Delicia i Aliea 

należały do nas wszystkich... Do czasu, gdy Aliea wybrała Dake'a.

- A ja wybrałam Zemnę – powiedziała cicho. - Wiedział o moim wyborze, 

ale poprosił, że nawet jeśli nie mogę dzielić mojego serca, to mogę dzielić ciało 
z   tobą.   Kochał   cię,   Raede,   i   ja   również.   I   ponieważ   kochaliśmy   cię,   nie 
mogliśmy złamać ci serca.

- Aleia zaoferowała mi siebie wcześnie w zalotach do was – przypomniał 

sobie Dake. - Ani ty, ani Zemna nie rościliście sobie praw do niej.

-   Życzyliśmy   wam   jedynie   zdrowia   i   szczęścia   –   powiedział   Raede. 

Szczerość brzmiała w jego głosie, ale Mia wiedziała, że on nie czułby, nie, nie 
mógłby   czuć   tego   samego   względem   Zemny   i   Delici.   Spojrzał   na   Mię   z 
marsową miną, potwierdzając jej domysły. - Ty nie jesteś Delicią.

-   Wierz,   w   co   chcesz,   uparciuchu   –   uśmiechnęła   się,   nieskruszona. 

Odwrócił twarz  do przedniej  szyby.  - Ale jeśli pozwolisz Zemnie umrzeć, 
tylko dlatego, że mi nie ufasz, wypatroszę cię zardzewiałą łyżeczką.

- Ona z piekielną pewnością brzmi jak Delicia – wymamrotał Dake.
Mia uśmiechnęła się. Gdyby tylko wiedzieli...

*

- To bardziej, jak kawałki puzzli – wyjaśniła Mia, kiedy wykopała amulet. 

Kiedy czekała na śmierć z powodu idiotycznego przebicia, wyjęła amulet z 
kieszeni i zakopała go pod swoim tyłkiem. - Reinkarnacja to nie jest cała ta 
wędrówka duszy z jednego ciała do drugiego. To jest bardziej jak... dusza 
przenosi   oddzielne   kawałki   z   poprzedniego   życia   w   nowe   ciało.   Ludzie 

background image

zmieniają się każdego dnia. Doświadczenie zmienia nas wszystkich. I dusza 
nie może zostać niezmieniona z życia do życia.

- Więc jesteś Delicią. I nią nie jesteś.
- Mam duszę, którą miała Delicia. Teraz jestem Mia.
-Wiesz   –   powiedział   Raede,   kiedy   wyjął   ubrudzony   amulet   z 

triumfujących palców Mii. - To prawie ma sens.

- Oprócz tego jak ona może kochać Zemnę jako Mia, kiedy kochała go 

jako Delicia? - Zapytał Dake, biorąc jej rękę i podnosząc ją.

-   Ponieważ   Carla   pokazała   mi   przeszłość   i   przyszłość   –   powiedziała, 

prostując nogi.

- I twoja przyszłość tkwi przy Zemnie? - Raede uśmiechnął się szyderczo, 

ale nie wyczuła prawdziwego wstrętu. Wciąż miał zbyt wiele wampirzych 
zmysłów, zatem zdawał sobie sprawę, że mówi prawdę. Nawet bez pełnego 
zakresu jego dawnych mocy, podejrzewała, że Raede wiedziałby, gdyby była 
kłamcą.

Paskudztwo.

  Jej   dżinsy   był   poplamione   zimią,   co   jeszcze   bardziej   się 

pogorszyło, kiedy próbowała się tego pozbyć. Wtedy poczuła coś cierpkiego i 
zgniłego. Dobry Boże. Nie kopała tak głęboko, aby dotrzeć do zwłok w grobie, 
prawda?

- Co to za smród?
- Ofiara – powiedział Dake. - Czasami Zemna dostaje zabite przy drodze 

zwierzęta pod swoimi drzwiami w dziwnej ofierze od niektórych lokalnych 
mieszkańców, którzy wiedzą o tym miejscu.

- Fuj – Mia machnęła na swoje dżinsy i spróbowała pozbyć się brudu 

spod   paznokci.   Rozpaczliwie   potrzebowała   manikiuru.-   Więc   co   dalej, 
chłopcy?

- Potrzebujemy, abyś połączyła umysł z Zemną – powiedział Dake. - I 

sprawiła, aby powiedział nam, gdzie jest.

-   Taaa,   jakbym   nie   próbowała   tego,   odkąd   Zee   przerzucił   mnie   do 

twojego   miejsca.   -   Brwi   Dake'a   uniosły   się,   ponieważ   usłyszał 

background image

niewypowiedziane „jesteś idiotą”. Mia uśmiechnęła się niewinnie, trzepocząc 
rzęsami niczym flirtująca debiutantka. Wówczas wyciągnęła ramiona ponad 
głową, próbując pozbyć się napięcia w plecach. Zapach  rozkładu wydawał się 
teraz mocniejszy.

- Fuj, to tak, jakby ktoś wylał zsiadłe mleko, dodał popsutą fasolę i stare, 

gimnastyczne skarpety, aby sprawić, żeby śmierdziało bardziej.

- Uroczo – Raede zerknął ponad ramieniem Mii. Jego oczy rozszerzyły 

się, a szczęka opadła w dół. Zobaczyła, że Dake, zaskoczony reakcją Raede 
również spojrzał ponad jej ramieniem.

- Czy znaleźliśmy się na planie filmowym? - Zapytał.
-   Nie   –   Mia   odwróciła   się   i   dołączyła   do   Dake'a   i   Raede'a   w   ich 

niedowierzaniu.  Trzy rozkładające  się ciała sunęły w ich  kierunku  niczym 
postaci   z   bardzo,   bardzo   kiepskiego   filmu   o   zombie.   Mia   zamknęła   oczy, 
policzyła do pięciu i otworzyła je. 

- Pieprzenie przeraźliwe. Zombie.

Śmieszne – Raede podał Mii amulet, a ona wepchnęła bezcenny rubin w 

złotej   broszce   do   swojej   kieszeni.   Spojrzał   na   ich   nie-tak-szybkich 
przeciwników i zmarszczył nos. - Zombie nie istnieją.

- Tak jak wampiry żyjące tysiąc lat, tak?
- Jesteś bardzo denerwująca.
- Nie jesteś pierwszym, który to zauważył.
Mia   patrzyła   na   ożywione   zwłoki   z   zamieszaniem   i   niepokojem. 

Wiedziała z pierwszej ręki, że moce Morana były silne. Zabił Carlę jedynie 
wypowiedzeniem słowa i machnięciem ręki. Ognista kula spaliła jej siostrę. Jej 
żołądek zacisnął się z pamiętanego bólu i mdłości. Wiedziała teraz, dzięki 
swojej siostrze, że spotkałyby się jeszcze raz. To życie było nieśmiertelne, ale 
stale zmieniające się. Wciąż tęskniła za bliźniaczką z bólem, który odbierał jej 
oddech.

Moran,   głupi   sukinsyn,   miał   chore,   dziecinne   poczucie   humoru,   aby 

podnieść trzy rozpadające się ciała w próbie rozproszenia ich.  Co próbujesz 

background image

zrobić, ty, którym można podetrzeć sobie tyłek? 

Czy to znaczy, że był blisko? Może 

nigdy nie opuścił kościoła Zemny.

Mia patrzyła, jak zombie jęczały i poruszały się po porośniętym cierniem, 

zaśmieconym   cmentarzu.  Och,   pieprzyć   to.  Pobiegła   do   przodu,   złapała 
pierwszego za szyję, wyszarpnęła jego głowę i odrzuciła czaszkę tak daleko, 
jak tylko mogła. Dwa szybkie kopniaki zostawiły biedactwo bez nóg. Wydało 
to głuchy odgłos i pozostało bez ruchu.

Kopniakiem z obrotu zrzuciła drugiemu martwemu facetowi głowę, ciało 

przewróciło się i roztrzaskało. Trzecie zombie wyciągnęło do Mii ramiona, ale 
odepchnęła je, używając dwóch zeschniętych wyrostków jak podwójnego kija, 
zamachnęła się, posyłając czaszkę w ponurą, bezgwiezdną noc. Ciało opadło 
obok pozostałych.

Spojrzał   przez   ramię   na  Dake'a   i  Raede'a.   Uśmiechali   się  do   niej,   jak 

gdyby skopanie przez nią tyłków zombie nie zrobiło na nich wrażenia.

- Jesteście gotowi, ofermy?
- Masz rację, Dake – powiedział Raede, kiedy do niej dołączyli. - Nasza 

mała bohaterka brzmi dokładnie jak Delicia.

background image

Rozdział 6

- Dlaczego musisz iść polować?

- Aby wyżywić naszą wioskę, niemądra kobieto.

Delicia   wydęła   wargi,   jej   skóra   była   zaczerwieniona   i   pokryta   potem   po   ich  

niedawnym seksie. Rozciągnięta na zwierzęcych futrach wyglądała jak Freya, bogini  

matka. Och, Delicia mogła rozkazywać mu równie dobrze, jak jakiekolwiek bóstwo. Jej  

kaprysy mogłyby go zniszczyć, gdyby ich brzegi nie były stępione przez jej miłość.  

Uśmiechnął się, zastanawiając się, co bogini myśli o ich grach. Jej ciemne oczy skrzyły  

się psotami. Zemna nie mógł powstrzymać się od wplecenia swoich palców w jej gęste,  

brązowe włosy.

- Jesteś piękna – wymruczał.

- Więc weź mnie za żonę –wyszeptała, a w jej głosie był ból.

- Reade...

- Znajdziemy mu inną. Jesteśmy dla siebie, ukochany.

- Czy nie sprawia ci on przyjemności? - Zemna ukrył twarz w szyi Delicii, aby  

nie mogła zobaczyć zaborczości, która z pewnością błyszczała mu w oczach. Kiedy  

zazdrość wkradła się do jego serca? Czy nie życzył Dake'owi dobrze, kiedy ten zażądał  

Alieii tylko dla siebie? I Delicia nie cieszyła się, służąc jemu i Raede'owi, czasami  

spędzając długie noce pomiędzy nimi dwoma, akceptując wszystko i więcej niż mogli  

dać i brała to.

- Kiedy się zakochaliśmy? - Jego język ruszał się po jej mokrym, pachnącym ciele,  

szczypiąc ją w szyję. - Kocham cię, moja Delicio. Ale kocham też Raede'a. Jest moim  

bratem, jeśli nie z krwi...

- To z serca – obróciła się na bok i zwróciła twarzą do niego, głaszcząc brodę,  

która pokrywała mu policzki. - Ja również go kocham. Gdybym mogła wziąć cię za  

mojego męża, Zemna, zrobiłabym to.

- Więc pozwól nam na ceremonię – powiedział. - Tu, teraz.

Jej uśmiech złamał mu serce. Jak pragnął, aby nigdy więcej nie spojrzała na  

Raede'a z pożądaniem lub życzliwością. Może... Może znajdą kogoś innego dla jego  

przyjaciela.

background image

- Przyrzekam być twoim mężem, Delicio. Zachować cię w moim sercu na wieki.  

Będę chronił cię i hołubił, aż to mojego ostatniego tchnienia.

- Przyrzekam być twoją żoną, Zemna. Będę chroniła cię moim życiem i zawsze  

hołubiła  – chwyciła jego ręce i pocałowała knykcie, jej ciepłe i wilgotne wargi na jego  

skórze. - Przyrzekam kochać cię, dopóki moja dusza będzie istniała.

Pocałowali się, łagodna potrzeba rozwijała się między nimi. Jego palce znalazły  

jej uda i podążyły do ciemnych włosów, które wciąż nosiły ślady przeżytej wcześniej  

przyjemności. Wciąż była dla niego mokra i kiedy jeden palec wślizgnął się między  

wilgotne fałdki, nabranie przez nią powietrza rozpaliło go w pachwinie.

Mógł   zagłębić   się   w   niej,   już   teraz   i   eksplodować.   Ale   nie...   Jeszcze   nie.  

Odepchnął ją od siebie, przenosząc na drugą stronę, wtedy przyciągnął ją blisko...  

bliżej, dopóki jej pośladki oparły się o jego wpół stwardniałego kutasa. Łagodnymi  

rękami   podążał   po   jej   udach   i   brzuchu,   rysując   delikatnymi   dotknięciami   wzory,  

dopóki nie zadrżała, jej ramiona wyciągnęły się, aby chwycić kurczowo sploty w jego  

włosach.

- Będziesz mnie błagać? - Zapytał, a jego ręce pomału wędrowały ponad jej  

żebrami, aby drażnić spód  pełnych piersi. Jego słowa sprawiły, że wiła się bliżej niego,  

jej   tyłek   poruszał   się   na   twardym   fiucie,   jego   długość   ślizgała   się   pomiędzy   jej  

pośladkami.

- Delicia – powiedział ostro, zarówno, aby pobudzić ją do gry i powstrzymać się  

przed wsuwaniem fiuta pomiędzy jej nogi i przebijaniem ciepłej, jedwabistej doliny,  

która czekała. - Będziesz mnie błagać?

- Niczego ci nie odmówię, mężu.

Mężu. Przełknął węzeł w gardle na to czułe słowo. Takie proste słowo, ale więź  

została nazwana, nie mogła być przerwana przez czas, odległość... lub Raede'a.

- Czego pragniesz, moja żono?

- Proszę – dyszała. - Dotknij mnie.

- Gdzie? - Jego pytanie prawie przypominało warknięcie.

- Moje piersi. Pożądają twoich dłoni.

Przykrył jej piersi, ściskając je, aż krzyknęła, ocierając się o niego, głos miała  

wypełniony rozkoszną męczarnią.

background image

- Błagam...

- Błagasz... O co?

- Moje sutki. Chcę, abyś je uszczypnął. Skręcił je, tak jak ty... - Jej głowa wsunęła  

się   mu   pod   brodę   i   odwróciła   ją,   aby   ustami   dotknąć   szyi.   Jej   język   zebrał   pot  

spowodowany przez jego powściągliwość i naparł na nią,  fiut był twardy, pulsujący i  

potrzebujący.

Uszczypnął   sutki,   jej   krzyk   spowodował   szarpnięcie   w   penisie.   Nie   mógł  

zdecydować, czy uśmiechnąć się, czy wykrzywić, kiedy jego bardzo mądra kobieta  

sięgnęła pomiędzy ich ciała, aby zetrzeć kciukiem nasienie wypływające z jego fiuta. W  

nagrodę skręcił jej sutki, a ona ugryzła go w szyję, aby powstrzymać krzyk. Wówczas  

w odpowiedzi na jego przysługę owinęła delikatnymi palcami jego koguta i pogłaskała  

go.

- Czego chcesz, ukochana? – Zapytał, słowa wpadły w głęboką noc jej włosów.

- Ciebie. Tylko ciebie, Zemna – uniosła nogę i poprowadziła go do swojej cipki.  

Obydwoje zadrżeli, kiedy znalazł się w niej, jego fiut nabrzmiał w jej słodkim ciele,  

śliski od jej soków, spełniając jej potrzeby.

Jej   palce   zastąpiły   jego   na   sutkach.   Męskie   dłonie   opadły   na   jej   biodra   i  

zakotwiczyły ją, kiedy wszedł w  głęboko. Patrzył, jak Delicia pieści własne piersi, oczy  

zamknęły się, jej szaleńcze ruchy i jedna z jego dłoni wkradła się do jej kobiecości,  

rozdzielając   włosy   łonowe,   aż   kciuk   znalazł   łechtaczkę.   Poruszał   się   w   niej,  

przyglądając się, jak  długie palce pociągają i skręcają jej duże, okrągłe sutki.

-  Delicia!  -  Orgazm   pozostawił   go   nieprzytomnego,   zmuszonego   trzymać   ją  

kurczowo, kiedy jego nasienie wlewało się w nią, uczucie po uczuciu kradło jego słowa,  

myśli... Powoli, powoli jego oddech wracał ostrożnie do płuc.

Chwilę później, poruszając się o jego wciąż głaszczący kciuk, wygięła się w łuk i  

schyliła głowę, aby przyjąć pocałunek. Jej krzyki rozkoszy wypełniły mu usta, kiedy  

dowody jej przyjemności zmoczyły fiuta, jego palce i ich zaciśnięte uda.

Kiedy Zemna obudził się, był nagi, przymocowany do zimnej, betonowej 

płyty.   Coś   w   tej   scenie   wyglądało   znajomo.   Ach,   tak.   Pomieszczenie 
oświetlone   jedynie   świecami   wszystkich   kształtów,   zapachów   i  rozmiarów 

background image

wyglądało   jak   to,   które   Dake   i   Charron   opisali,   kiedy   Charron   została 
porwana przez Czuwającego Wampira. Nikogo z nim w tym pokoju nie było, 
ale domyślał się, że to się może wkrótce zmienić.

Stalowe kajdany, otaczające   nadgarstki i kostki, dwa kawałki łańcucha 

oplatające klatkę piersiową i uda. Rozpoznał zaklęcia, które wzmocniły metal. 
Nie mógłby uwolnić się samemu. Szlag.

Wspomnienie Delicii, wymierzone jako sen, dręczyło go. Widza, że była 

sprzedana   jako   niewolnik,   jako   seksualna   zabawka   dla   wielu   mężczyzn... 
Niech   wszystko   szlag   trafi.   Że   żyła   na   długo   po   tym,   jak   przerwał 
poszukiwanie jej. Na długo po tym jak przestał wierzyć w dobro, w Boga. Ja? 
Święty? To nawet nie było bliskie. Zaakceptował karę Jantry nie dla Alieii. Nie 
dla Dake'a. Nawet nie dla dziecka, które ci kochankowie stworzyli. Ale dla 
Delicii. Jego żony. 

Łzy napłynęły mu do oczu i zamknął je. Tysiąc lat to kawał czasu. Jak 

łatwo można pochować wspomnienia, udać zapomnienie. Kiedy jego uczucia 
przeminęły i  głód krwi, seksualnego podboju zastąpił jego człowieczeństwo... 
Czy   to   nie   strata   Delicii   doprowadziła   go   do   życia,   które   wybrał   wraz   z 
braćmi? Jak głupi, jak samolubni, jak przeklęcie tępi byli wszyscy. Będę kochać 
cię, dopóki moja dusza będzie istniała.

Zapamiętane śluby, szeptane tak czule tego dnia, kiedy ją stracił, rozbiły 

Zemnę.   Z   dźwiękiem,   jakim   jedynie   demon   mógłby   zrobić,   rozrywając 
łańcuchy w piekle, spalił stal i zaklęcia go krępujące. I kiedy popioły opadły z 
jego ciała, jedyna myśl rozbrzmiewała echem w jego umyśle...

Delicia. Wybacz mi!

background image

Rozdział 7

- Mam go! - Krzyknęła Mia. Byłe wampiry, przeszukujące opuszczony 

pokój Zemny spojrzały na nią zaskoczone. Cóż, ona również była zaskoczona. 
Nagłe połączenie trzeszczało w jej myślach niczym błyskawica. Cholera, Zee 
był wkurzony. Naprawdę wkurzony.

- Gdzie? - Domagał się Raede.
- Co ja jestem? GPS? - Ścisnęła zamknięte oczy i wpatrzyła się w pokój, 

gdzie Zemna był trzymany w niewoli. Serce pędziło w galopie ze strachu i 
lęku.   Jej   ukochany   był   w   strasznym   stanie,   chwycony   poczuciem   winy   i 
gniewem, a mimo to zdmuchnął każdą świeczkę, przypiekł łańcuchy i, ups, 
tam była betonowa płyta. Skruszyła się niczym ciasteczko moczone zbyt wiele 
razy w mleku. Szybko opisała pokój, a Dake zaniósł się kaszlem.

- Wiem, gdzie to jest! Te dupki nie mogą znaleźć nowego legowiska?
- Moran nie jest zazwyczaj tak przewidywalny – przyznała, oczy miała 

wciąż zamknięte, kiedy walczyła, aby utrzymać mentalne więzi z Zemną. 

- Święte miejsce – wymamrotał Raede. - Jeśli Czuwający Wampir znalazł 

portal energetyczny i w tym odprawił rytuały, zakwalifikuje to święte miejsce 
do odprawienia Desrai Sa'ed.

- Skąd wiesz? - Spytał Dake.
- Pamiętam  – wzruszył  ramionami na sceptyczne spojrzenie Dake'a. - 

Myślę,   że   spędziliśmy   tak   wiele   czasu,   tłumiąc   wspomnienia   dawnych 
czasów, że przekonaliśmy siebie do zapomnienia wszystkiego, oprócz naszej 
potrzeby krwi i seksu. Ale kiedy drzwi umysłu się otworzyły – jego wzrok 
przyszpilił Mię. - Cała ta miłość i smutek przyszła ze wspomnieniami.

- I z prawdą, uparciuchu?
- Delicia tak mnie nazywała – jego usta skrzywiły się. - Nie pamiętałem, 

aż to teraz.

background image

Kontakt z Zee zamierał, próbowała przyciągnąć go miłością i światłem, 

ale połączenie trzeszczało i wyłączyło się z taką samą brutalnością, z jaką się 
pojawiło. Otworzyła oczy.

- Jest wściekły. Oszalały. Musimy się spieszyć. 

*

Zemna stał w pomieszczeniu, jego wściekłość była żyjącą w nim bestią. 

Nigdy nie był berserkiem

3

, ale na wojnie był świadkiem tych bezwzględnych, 

oszalałych ludzi. Czuł się szalony i wściekły, ale chociaż złamał swoje więzy i 
zniszczył   pokój,   nie   mógł   go   opuścić.   Magia   Morana   była   silniejsza,   niż 
kiedykolwiek mógł przypuszczać. I trzymała go jako więźnia. Nie mógł ani 
przejść przez drzwi, ani przemieścić się gdzieś w bezpieczne miejsce.

Moran wszedł do pokoju, ubrany w czarne, skórzane spodnie, czarne 

buty i dziwną, czerwoną pelerynę z weluru. Nie miał na sobie żadnej koszuli, 
a   pierś   błyszczała,   jakby   była   naoliwiona.   Uniósł   brwi,   kiedy   oceniał 
zniszczenia. Pstryknięciem palców jeszcze raz zapalił świece, które ocalały z 
napadu   wściekłości   Zemny.   Nie   ocalał   żaden   z   uchwytów,   więc   jedynie 
podłoga   była   oświetlona,   zostawiając   większą   część   pomieszczenia   w 
ciemnościach.

-   Jesteś   bardzo   złym   chłopcem   –   powiedział   Moran.   Przeszedł   przez 

zniszczenia, aż stanął naprzeciw Zemny. - To wstyd, że złamałeś święty ołtarz. 
Importowaliśmy   go   z   Peru.   Wielu   silnych   mężczyzn   i   niewiernych   kobiet 
zginęło na tym kamieniu. Wieki temu ich bijące serca były wyrwane z piersi i 
ofiarowane bogom.

- Myślisz, że wyrwiesz mi serce?
- Nie, Zemna – Moran klepnął policzek Zemny, tak jak zrobiły to ojciec 

nieposłusznemu synowi. - Mam zamiar wyrwać ci duszę.

3

Berserk  według podań historycznych był nie znającym strachu wojownikiem nordyckim. Wikinga 

będącego berserkiem ogarniał szał walki, który dodawał mu nadludzkiej siły.

 

background image

*

Mia prowadziła Beemera, ignorując nadąsane miny jej pasażerów. Dake 

użył komórki, aby zadzwonić do Charron i Roji. Kobiety miały się z nimi 
spotkać   w   kryjówce   Czuwającego   Wampira.   Jak   tylko   Dake   zakończył 
rozmowę, na przemian trzymał się uchwytu i wpatrywał w prędkościomierz. 

- Założę się, że nie wiedziałeś, że mógł jechać sto osiemdziesiąt, nie?
- I chciałbym wciąż nie wiedzieć – powiedział przez zaciśnięte zęby. - 

Zabijesz nas.

Mia roześmiała się.
- Do chrzanu być śmiertelnym, nie?
- Jedynie teraz.
Kiedy przybyli do opuszczonej fabryki, światła Beemera objęły białego 

Lexusa,   zaparkowanego   niedaleko   zepsutych   drzwi.   Charron   i   Roja   stały 
niedaleko samochodu, każda trzymała torbę i broń. Mia zaparkowała obok 
nich i wyłączyła silnik. Wszyscy zebrali się obok drzwi.

- Czy ktoś jeszcze czuje się tak, jak w kreskówce o Scooby-Doo? - Spytał 

Raede.

- Ha, ha – rzuciła ironicznie Mia, ale uśmiechnęła się.
- Jaki jest plan? - Szepnęła Charron.
- Wchodzimy, skopiemy im tyłki i uwolnimy Zemnę – Mia otworzyła 

drzwi i weszła do odrażającego, mrocznego budynku.

Byłe wampiry i ich partnerki życiowe podążyli za nią.

background image

Rozdział 8

Zemna   klęczał   przed   Moranem,   miał   pochyloną   głowę   i   kipiał 

wściekłością. Sparaliżowany, był posągiem z ciała i kości. Furia wzbierała się 
w środku, tysiąc lat żalu i nienawiści do samego siebie gotowało się w nim i w 
żaden sposób nie można było zapobiec tej powodzi. 

Ze   swoim   ograniczonym   widzeniem,   Zemna   mógł   zobaczyć   podłogę, 

błyszczące czubki śmiesznych, czarnych butów Morana, roztrzaskane kawałki 
kamienia i woskowe odłamki zniszczonych świec. Ale jego uszy słyszały to, 
czego oczy nie mogły widzieć – Mia i jego przyjaciele przybyli. Odgłosy walki 
i   krzyków   odbijały   się   echem   po   pokoju.   Przedzierali   się   przez   durniów, 
pracujących dla Morana i Czuwającego Wampira z prędkością i brutalnością, 
która sprawiła Zemnie przyjemność.

- Będziesz patrzył na jej śmierć – powiedział Moran. Wściekłość drżała w 

jego głosie. - Będziesz przyglądał się śmierci ich wszystkich.

Zemna zrozumiał, że jakiekolwiek jego wróg miał plany względem niego, 

to względem Mii... Te plany nie wypalą. Mógł posmakować strachu Morana i 
słyszał   dzikie   uderzenia   jego   serca.   Ale   coś   silniejszego   osaczało   strach: 
chciwość. Moran zabił zbyt wielu i czekał zbyt długo, aby nie spełnić swojego 
marzenia o mocy i nieśmiertelności.

Zee! Jestem tu.

Wiem,   że   tu   jesteś,   ty   mała   idiotko.   Jesteś   szalona.   Dlaczego,   do   diabła,  

przyszłaś?

Wciąż wisisz mi to rżnięcie.

Gdyby mógł, roześmiałby się. W tym momencie Mia otworzyła swoje 

serca dla Zemny, pozwoliła mu poczuć swoją radość, ulgę i... swoją miłość.

Niemożliwe. Jak ona mogła go kochać?

Moran jest ze mną w pomieszczeniu. Jestem sparaliżowany. Jego magia jest zbyt  

silna. Nie mogę jej przełamać.

Próbuj mocniej, wampirze. Już prawie jesteśmy. Jakaś rada?

background image

Taaa. Nie daj się zabić.

Zemna   usłyszał,   jak   Mia   i   jej   oddział   wkroczył   do   pomieszczenia. 

Pomimo prób nadwyrężenia każdego miejsca w swoim ciele do ruchu – niech 

szlag to trafi, rusz się! - 

nie mógł szarpnąć nawet brwią. Wszystko, co miał, to 

swój słuch i połączenie z Mią, tyle tylko, że uniosła tarcze umysłu.

- Daj mi amulet! - Wrzasnął Moran.
- Och, pieprz się – powiedziała Mia.
Zemna usłyszał tępy dźwięk, gwałtowny wdech i odgłos, jak gdyby coś 

dużego i ciężkiego spadło na podłogę.

W tej chwili jego ciało zostało uwolnione. Skoczył na nogi, pięści były 

gotowe. Jego głowa uniosła się, aby znaleźć Mię, wpatrującą się w niego, z 
ręką na biodrze, uśmieszkiem na wargach.

- Trochę nie w klimacie, nie?
Moran   był   rozłożony   na   podłodze,   oczy   były   szeroko   otwarte   i 

niewidzące.   Z   klatki   sterczał   zardzewiały   żelazny   szpikulec,   który   przebił 
wcześniej Mię.

- Odpowiednio, prawda? - Spytała. - Liczyłam na to, że Moran zrozumie 

symbolikę, wiesz, jak to być przebi...

Usta Zemny przykryły jej, smakując słodkość ust, które tak często mówiły 

kpiące   słowa.   Nie   rozumiał   jej,   nie   rozumiał   też   swoich   uczuć   do   niej. 
Wiedział,   że   jego   przyjaciele   stoją   w   drzwiach,   patrząc   i   czekając...   I 
zastanawiając się.

Jesteś nagi, Zee.

Ty nie.

Łatwo to naprawić. Ale jeśli masz zamiar urządzić widowisko, może powinniśmy  

pobierać opłatę za wstęp.

Zemna owinął swoje ramiona wokół Mii.
Pstryk!
Zniknęli.

background image

*

Kiedy Mia otworzyła oczy, zobaczyła nocne niebo. Gwiazdy wyglądały 

jak szczypty cukru na czekoladowym torcie. Powolne uderzenia fal o brzeg i 
miękki piasek pod nagim tyłkiem  dał jej  wskazówkę  co do ich lokalizacji. 
Trochę. Cienie palm, uderzenia i trzepot owadów, ciepła bryza uderzająca o 
nagie ciało... Więc nieźle... Byli na tropikalnej wyspie leżącej Bóg-wie-gdzie.

Zemna leżał obok niej, bawiąc się złotym kółkiem w jej pępku. Odwróciła 

się do niego i wpatrzyła w jego czarne spojrzenie. Zobaczyła zmieszanie i 
nadzieję. Pogłaskała go po włosach.

- Jest tyle do powiedzenia.
- Później – powiedział, trącając nosem jej szyję.
- Udało ci się zdjąć ze mnie ubrania.
- Planuję sprawić, że dojdziesz.
- Wow, ale z ciebie romantyk – zaśmiała się, kiedy wturlał się na nią, 

warcząc, ale jej chichot zamienił się w jęki, kiedy Zemna wziął jeden z jej 
sutków do ust i przetoczył między ustami i językiem. - Święty Boże. Zrób to raz 
jeszcze.

Posłuchał.
Rozkosz przebiła jej brzuch. Ramionami otoczyła jego szyję, zachęcając 

do zachwycających tortur jej piersi. Dłońmi ślizgała  po mięśniach jego pleców 
i delektowała się każdym konturem, każdym zagłębieniem. Objęła go za tyłek 
– facet miał świetny tyłek – i pchnęła jego erekcję o swoją łechtaczkę. Och, tak.

Rozplątana nic pożądania wiła się i kręciła wokół niej, kiedy pompowała 

nawet tak nieznacznie o grubą główkę fiuta.

- Możesz sprawić, że dojdę – wyszeptała. - tylko robiąc to.
- Spróbujmy, dobrze?
Każde   liźnięcie   i   pociągnięcie   ust   Zemny   na   jej   piersiach   budziło 

namiętność. Każde niewielkie pchnięcie o  fiuta podsycało ogień. Ale jedynie 
kiedy   kły   Zemny   przekłuły   jej   pierś,   jednocześnie   ssąc   sutek,   orgazm 

background image

pochłonął ją i uniósł ją podczas przypływu dużo silniejszego niż ten, który 
lizał ich stopy.

- Więcej – błagała.
Zamknął   ranę   szybkimi   liźnięciami   języka.   Wtedy,   odwrócił   się   do 

drugiej piersi i zaczął bawić się sutkiem. Poczuła, jak kieł otarł się o niego, jego 
język omiótł go... Niech szlag to weźmie, więcej. Więcej!

Tak, moja kochana Mio. Dam ci więcej.

Nie   opadła   jeszcze   z   ostatniego,   najbardziej   zdumiewającego   uczucia, 

jakie kiedykolwiek czuła, innego niż jej miłość do Zemny, gdy odkryła, że 
zachłannie chce jeszcze raz znaleźć się na szczycie. Poczuła głód kochanka, 
jego walkę o kontrolę. Bał się, że ją zabije. Minęło zbyt wiele czasu, odkąd się 
pożywiał, odkąd się pieprzył.

- Zrób to! - Zażądała, szarpiąc go za włosy, przyciągając do swojej piersi. 
Uniósł głowę, jego spojrzenie było tak czarne, jak gdyby zaglądało się do 

piekła.

- Nie - sturlał się z niej, usiadł, jego pięści kurczowo chwytały piasek i 

wpatrywał się w ocean. - Nie zabiję cię.

- W tym masz rację – zanurkowała do niego, uczepiając się jego kolan. 

Chwycił ją kurczowo w tali, jak gdyby miał zamiar odrzucić ją daleko, ale nie 
mógł się do tego zmusić. I w tej sekundzie wahania, wślizgnęła się na jego 
fiuta i ścisnęła.

Jego kontrola złamała się. 
Owinęła nogi wokół jego pasa, nie dbając o to, że palcami podrapał jej 

ciało, kiedy penetrował ją, jego fiut wbijał się tak głęboko, że czuła drżenie 
swojej macicy.

Dopasowała się do jego płomiennych ruchów, wbijając pięty w piasek, 

rękami chwytała go za włosy, kiedy pchnęła jego twarz w kierunku swojej 
piersi.

- Proszę, Zemna. Weź ode mnie. Jestem twoja.

background image

Kły wbiły się w jej ciało, kiedy ssał sutek, jednocześnie pijąc z rany. Jego 

fiut pompował w nią, szybko i desperacko, kiedy przywiódł ją do orgazmu nie 
raz, lecz dwa razy. Sapiąc, dysząc, trzymała się go mocno ze wszystkich sił, jej 
serce waliło i skóra ślizgała się od potu, kiedy on wciąż ją pieprzył.

Wciąż pił z niej.
Wówczas podniósł głowę, jego usta były czerwone od krwi i dźwignął ją 

ze swoich kolan. Nim mogła zaprotestować, był za nią, szorstko ustawił jej 
biodra ze swoimi i wbił się w jej cipkę.

Nie   mogła   złapać   oddechu,   ale   niech   będzie   potępiona,   jeśli   nie 

uwielbiałaby   tej   jazdy.   Zmusił  ją   do  położenia  się  na  ziemi,   jej   łechtaczka 
pocierała o piasek z każdym uderzeniem jego fiuta. Kły wbiły się w jej ramię, 
jego jęki rozkoszy i potrzeby miękko brzmiały w jej uchu.

Z piaskiem ocierającym się o łechtaczkę i bolesnymi sutkami, poczuła, jak 

przyjemność niewiarygodnie narasta... Wtedy doszła. Krzyknęła, ujeżdżając 
falę, chwytając się piasku, kiedy jej soki wylały się na plażę.

Zemne uwolnił jej ramię i z jękiem, wysunął się z niej, oddalając  się. 

Wystraszony.   Wkurzając   ją,   próbował   znów   ją   ocalić...   Przewróciła   się   i 
przygotowała, aby ruszyć w pościg.

Był   na   kolanach,   wpatrywał   się   w   nią,   spojrzenie   drapieżnika 

obserwującego swoją ofiarę. Fiut wystawał z okolic bladych włosów między 
jego umięśnionymi nogami, mokry od jej soków, duży i soczysty.

Przyczołgała się do niego, nie dbając o to, że w każdej sekundzie może 

rzucić się na nią i rozerwać z głodu. Uklękła przed nim, czując mieszankę 
pragnienia i wyczerpania, miłości i strachu.

Wówczas pochyliła się nisko i wzięła jego fiuta do ust, wylizując swoje 

własne soki, całując i smakując każdy piękny cal. Jej palce złożyły hołd jego 
jądrom... Ciągnąc, obejmując, ugniatając.

Dłoń Zee zaplątała się w jej włosach i wzięła go w pełni, od czubka do 

podstawy,   wzmagając   tempo,   uwielbiając   słodkie   uczucie   jego   twardego 
penisa pomiędzy wargami, wsuwającego się do gardła.

background image

Jego   uda   zacisnęły   się...   Sapnął...   Jego   fiut   zadrżał...   I   zatrzymała   się, 

szarpiąc się z dala od jego uścisku.

- Jeszcze nie – powiedziała. - Nie, dopóki, nie znajdziesz się we mnie.
Opadając na plecy, otworzyła się dla niego, a on z zapałem wczołgał się 

na nią, całując ją, kiedy fiut ją wypełnił. 

- Pieprz mnie – domagała się. - Spraw, że będę twoja, Zemna. Na zawsze.
Zabrakło mu jedynie słowa, aby w końcu dojść, jego okrzyk odbił się 

echem w nocy, kiedy wylał w nią swoje nasienie. Gdy intensywny orgazm 
wstrząsnął nim, Mia objęła Zemnę, otaczając go ramionami i swoją miłością. 
Zadrżał   i   jęknął,   jego   ciało   chwycone   w   uniesieniu,   które   mógł   odczuwać 
jedynie Poszukiwacz Rozkoszy... Do czasu, gdy opadł na nią, zaspokojony.

background image

Epilog

Rok później

Spotkali się w magazynie Dake'a, kiedyś luksusowo wyposażonym, teraz 

wypełnionym zabawkami i innymi oznakami rodzicielstwa. Zapach zasypki 
dla niemowląt i owsianki pozostały – jako świadectwo porannych czynności. 
Dake  i Charron byli więcej niż zajęci przez swoją malutką córeczkę, Eleane.

Sześcioro ludzi okrążyło stół i wpatrzyło się w amulet ze złota i rubinu.
-   Jesteś   pewna?   -   Zapytała   Roja.   -   Jest   taki   piękny.   I   nikt   tu   nie   jest 

Poszukiwaczem Rozkoszy. Już nie.

- Jest niebezpieczny – powiedziała Mia.
- Mógł być niebezpieczny – zgodził się Raede. - Gdyby dziennik Delicii 

przetrwał w ogniu.

W   noc,   kiedy   Zemna   zaakceptował   Mię   jako   jego   partnerkę   życiową, 

która była kiedyś Delicią, reszta podłożyła ogień w opuszczonym budynku, 
aby ukryć ślady działalności Czuwającego Wampira i ich śmierci. Dziennik 
Delicii   był   tam   ukryty,   w   biurze   Morana   i   spłonął,   razem   z   wszystkimi 
sekretami Czuwającego Wampira... I Poszukiwaczy Rozkoszy.

- To wydaje się być złe – powiedziała Charron. - Zniszczenie ostatniej 

rzeczy, która należała do ludzi, którzy tak wiele cierpieli.

- Nie wiemy, czy to nie ma innych mocy – powiedział Dake. - Jedynym 

sposobem, aby upewnić się, że niebezpieczeństwo zniknęło, jest zniszczenie 
tego. Czy nie nauczyliśmy się wszyscy, że nie możemy żyć przeszłością?

Dake kiedyś zapytał Mię, czy Charron jest reinkarnacją duszy Aliei, ale 

Mia wyjaśniła, że nie każda dusza ponownie odwiedza ziemię. Dake kochał jej 
siostrę i ich córkę tak bardzo, że wybrali Światło. Jest tam wiele podróży dla 
tych dusz, które postanowiły ponownie nie zamieszkiwać śmiertelnego ciała.

Wpatrując się teraz w amulet, Mia położyła dłonie na swoim brzuchu.
- Może nie powinniśmy go niszczyć.

background image

Zemna stanął za nią i złączył swoje ręce z jej. Ich dziecko wyraziło ostry 

sprzeciw przy wtrącaniu się. Miękki chichot Mii owinął się wokół jego bardzo 
ludzkiego   serca.   Złożył   pocałunek   na   jej   włosach   i   odetchnął   głęboko 
zapachem  lawendowego szamponu.

- To wybór Mii – powiedział Zemna.  - Zapłaciła dużą cenę za ten skarb.
Mia przechyliła głowę, aby go pocałować, później zwróciła swoją uwagę 

na naszyjnik.

- Nie sądzę, że powinniśmy go zniszczyć – powiedziała. - Mam wrażenie, 

że on... Nie wiem... Ma niedokończone sprawy.

- Ale nie nasze.
-   Nie,   Zee.   Nie   nasze   –   Mia   podniosła   amulet.   Światło   słoneczne 

przenikające   przez   okna   błysnęło   na   dużym   rubinie.   Był   to   kolor   krwi, 
poświęcenia.   –   Zostanie   ukryty.   I   musimy   wierzyć,   że   ktokolwiek   go 
potrzebuje, znajdzie go.

- Wierzysz w przeznaczenie? - Zapytał Zemna.
Mia uśmiechnęła się do niego.
- Głupi mężczyzna. Wierzę w miłość.