background image

BENTE PEDERSEN 

BEZ KORZENI 

background image

Byli  w  drodze  od  dawna,  lecz  nie  zaszli  daleko.  Raija,  wyczerpana  torturami  w 

twierdzy Vardohus, opadała z sił po paru godzinach marszu. 

Otwarte rany na ciele dziewczyny zrazu pokryły się twardą skorupą, która pękała przy 

nagłym ruchu, by wraz z upływem czasu znowu się zabliźnić. Mimo to wciąż posuwali się w 

ż

ółwim  tempie.  Noga  Mikkala  nie  chciała  się  goić.  Wyglądało  na  to,  że  na  zawsze  już 

zostanie sztywna. 

Starannie omijali ten temat w rozmowach. 

Oboje  wiedzieli,  gdzie  się  znajdują.  Krajobraz,  monotonny  dla  niewprawnego  oka, 

budził w nich wspomnienia. Drogie, lecz nie chciane wspomnienia. 

Od tygodni nie spotkali żywej duszy. 

Byli sami, złączeni dręczącym oczekiwaniem na coś nieokreślonego. 

Obawa, by się nie spłoszyć zbytnią natarczywością, kazała im trzymać się na dystans. 

Fizycznie blisko siebie, żyli w oddaleniu. Co za ironia! Kiedy rozdzielały tych dwoje rozległe 

północne płaskowyże, niewidzialna nić zdawała się łączyć ich mocniej. 

Wędrowali, jedli wspólnie posiłek, kładli się razem na spoczynek. Mimo to nic ich nie 

łączyło.  Uciekając  przed  karzącą  ręką  sprawiedliwości,  jednocześnie  oddalali  się  od  siebie, 

skrywali głęboko uczucia. 

Kolejny  poranek  nie  różnił  się  niczym  od  poprzednich.  Był  ciepły,  skąpany  w 

promieniach  słońca.  Powietrze  rozbrzmiewało  bzyczeniem  owadów.  Co  raz  jakiś  ptak 

wyciągał dziób ku niebu i oznajmiał, że bierze w panowanie swój skrawek głuszy. 

Raija zwlekała z ruszeniem w drogę. Jeszcze nie była gotowa na spotkanie z tym, co 

leżało o jeden dzień marszu od ich obozowiska. 

Czy Mikkal uwierzy w wymówkę, którą sobie obmyśliła? 

Czy zechce uwierzyć? 

Czy równie mocno jak ona pragnie odwlec czas? 

Raija odwróciła się plecami do Mikkala i zlustrowała blizny po oparzeniach na udach. 

Mikkal widział je jeden raz, wtedy gdy razem z Reijo opatrywali dziewczynę. 

Od  tamtej  chwili  Raija  skrywała  je  przed  wzrokiem  ukochanego  mężczyzny.  Wszak 

pamiętał doskonałość jej ciała. 

Nie była nawet w stanie znieść myśli o tym, jak by zareagował na ten widok. 

Współczucia nie potrzebowała. Wszystkiego, tylko nie współczucia. 

background image

-  Boli?  -  W  głosie  Mikkala  pobrzmiewała  troska.  -  Może  przeznaczymy  dzisiejszy 

dzień na odpoczynek? 

Raija  wstrzymała  oddech.  Odnosiła  wrażenie,  że  w  pytaniu  Mikkala  czai  się  jakiś 

podtekst. 

-  Czemu  nie?  -  Usiłowała  nadać  odpowiedzi  ton  niefrasobliwy,  ale  bez  powodzenia. 

Mikkal zapewne to dostrzegł. 

Opuściła  skraj  sukni  i  odwróciła  się  w  jego  stronę.  Mikkal  spojrzał  na  nią,  a  serce 

dziewczyny przepełniło to samo uczucie jak tamtego dnia, kiedy zrozumiała, że ją kocha. W 

Skibotn całą wieczność temu. 

Mikkal poklepał się po chorej nodze. 

-  Mnie  też  przyda  się  chwila  wytchnienia  -  uśmiechnął  się  krzywo.  -  Dużo  wody 

upłynęło od czasów, kiedy mogłem biegać z tobą w zawody po wrzosowiskach, Raiju... 

Zajrzeli sobie w oczy. 

Oboje wiedzieli o nieszczerości własnych słów i zachowań. Mieli ostatnią szansę, by 

zbliżyć się do siebie. 

-  Chodzi  o  coś  więcej?  -  Mikkal  wyciągnął  nóż  zza  pasa  i  zaczął  dłubać  w  szczapie 

drewna, którą wydobył z ogniska. Raiji przypomniało się, jak tym samym nożem wycinał dla 

niej ptaszka w kawałku kości. 

Ona pasła wtedy reny. I od tamtej chwili minęły całe wieki. 

- Tak, Mikkal - odrzekła. - Jest coś więcej. Oboje się boimy. 

Przerwał na chwilę zajęcie i skinął głową. Potem jego smukłe palce podjęły pracę. 

Zawsze lubiła mu się przyglądać, podziwiać precyzję ruchów. 

- Wiesz, gdzie jesteśmy? Raija potwierdziła. 

- Niedaleko stąd cięłam turzycę. 

- Pamiętasz kościanego ptaszka? - Mikkal zdawał się czytać w myślach ukochanej. 

- Sądzisz, że zapomniałabym chwile, które znaczą dla mnie tak wiele, Mikkal? 

-  Wielkie  nieba,  już  wtedy  kochałem  cię  nieprzytomnie.  -  Uśmiechnął  się  do 

wspomnień. - I czułem się nieprzyzwoicie, wszak byłaś jeszcze dzieckiem... 

- A teraz? 

-  Wątpisz?  -  zdziwił  się.  -  Nie  jesteś  pewna  moich  uczuć?  Czy  dałem  ci  powody  do 

zwątpienia? 

- Dałeś - odrzekła. - Oboje dawaliśmy... Mikkal opuścił wzrok i westchnął. 

-  Znów  masz  rację.  Nic  to  jednak  nie  znaczy  wobec  przyszłości.  Co  z  nami  będzie, 

Raiju? 

background image

Przed tym pytaniem nie mogli uciec. 

- Zawsze potrafiłeś snuć dalekosiężne plany, Mikkal. Czyżbyś utracił tę umiejętność? 

- Nie drwij ze mnie - odrzekł rozczarowany. Raija splotła palce. 

-  Nie  drwię.  Bronię  się.  Czuję  pustkę  wokół  siebie,  nie  mam  już  nic.  Ty  masz 

wszystko, rodzinę, do której możesz wrócić... 

- Nie wszystko... 

-  Ona  czeka  na  ciebie,  prawda?  Twoja  kobieta?  Mikkal  wytrzymał  pytający  wzrok 

Raiji. 

-  Tak,  czeka.  Tylko  że  nic  nas  od  dawna  nie  łączy,  nie  dopuściłem  się  podłości  ani 

zdrady  wobec  ciebie.  Nie  obiecywaliśmy  sobie  takiej  wierności,  czyż  nie,  dziecino? 

Postępowałaś  podobnie,  Raiju,  Kalle  i  Reijo  to  dwie  strony  tego  samego  medalu.  Nie 

wspominając o tym potworze, którego wzięłaś za męża... Nie pojmuję jedynie, co cię wiązało 

z rosyjskim marynarzem. I co wznieciło ogień pożądania między tobą a Petrim... 

- Więc dostrzegłeś i to? 

- Ty umiesz się maskować - uśmiechnął się Mikkal. - On nie potrafi. 

- Nadeszła chwila szczerości? 

-  Potrzebujemy  jej  oboje,  nie  sądzisz?  -  spytał  Mikkal.  Słaby  uśmiech  wciąż  błądził 

mu po wargach. 

-  Aleksiej  był  odbiciem  mej  duszy  -  zaczęła  Raija.  -  Nie  tak  jak  ty,  Mikkal.  My  nie 

jesteśmy podobni do siebie, przynajmniej nie w taki sposób. Aleksiej rozumiał jak ja, czuł jak 

ja, przeżywał tak jak ja. Zupełnie jakbym zajrzała w głąb własnego serca. 

- I to nazywasz miłością? - zdziwił się. 

- Tak - odrzekła. - To szczególny rodzaj miłości... 

Mikkal  odwrócił  wzrok  i  zaczął  grzebać  w  palenisku.  Z  trudem  opanował  drżenie 

warg,  nie  chciał  wybuchem  złości  przerwać  cienkiej  nici  porozumienia,  którą  zdołali 

nawiązać. 

- Mówisz o tylu rodzajach miłości, Raiju. Czy i nas łączy jakaś miłość? 

-  Nie  jakaś,  Mikkal,  dobrze  wiesz,  co  nas  łączy.  Nie  wiem,  jak  nazwać  tę  miłość. 

Wiem  za  to,  co  noszę  w  sercu.  To  jedyne  uczucie,  przed  którym  nie  zdołam  uciec.  Którego 

nie zdołam zapomnieć... 

-  Ja  zawsze  nazywałem  je  miłością  -  Mikkal  poczuł  się  lekko  urażony.  -  Może  nie 

potrafię dobierać słów jak ty... - Wstrzymał oddech i dodał z drżeniem: - A Petri? 

Raija  odgarnęła  włosy  z  czoła.  Długa  grzywka  była  jedynym  wspomnieniem  ich 

dawnej urody. 

background image

-  Gdyby  nie  ty,  zostałabym  z  Petrim  do  końca  życia.  Mikkal  przełknął  ślinę.  Słowa 

Raiji sprawiły mu ból. Wolałby usłyszeć, że Petriemu oddala ciało i nic więcej. Ubrał tę myśl 

w słowa. 

- Wiem - przyznała Raija - ale żądałeś szczerości. Brnijmy więc dalej... - zaczerpnęła 

tchu: - Aleksanteri miał tylko moje ciało. 

- On też? 

- Cóż to zmienia? Mikkal jęknął bezsilnie. 

- Chyba nie jestem aż tak wyrozumiały. Cierpię na myśl o tym, że ktoś inny trzymał 

cię w ramionach. Choćby chodziło o Reijo, mojego serdecznego druha... 

-  A  ty?  -  zdziwiła  się.  -  Masz  czyste  sumienie?  Sigga  nie  była  jedyna.  Znam  cię 

dobrze, nie udawaj cnotliwego. 

-  Tak,  Sigga  nie  była  jedyna.  -  Mikkal  wbił  nóż  w  kępki  mchu  pod  stopami.  -  Ale 

pamiętam  tylko  twarz  Ingi.  Pozostałe  nic  nie  znaczyły.  Krótkie  spotkania,  parę  chwil  w 

ciemności,  by  zaspokoić  potrzeby  ciała.  A  później  pustka,  dotkliwsza  po  kolejnej  ulotnej 

miłostce.  Porzucałem  je,  czując,  jak  wzbiera  we  mnie  samotność.  Jesteś  dla  mnie  jak  krew, 

Raiju. Tamte mogą obdarować mnie jedynie ciałem. A wiem, że istnieje  coś więcej, coś, co 

daje  mi  pełnię  szczęścia.  -  Spojrzał  smutno  na  dziewczynę.  -  Nie  mam  czystego  sumienia. 

Może niektóre z nich robiły sobie jakieś nadzieje. Nie wiem. Nie pamiętam ich twarzy. Może 

szeptały mi swoje imiona, ale ja nie pamiętam żadnych imion. Miałem więcej przygód niż ty, 

moja  miła,  lecz  znaczyły  dla  mnie  znacznie  mniej.  Kochałaś  Kallego  i  Reijo.  Kochałaś 

Rosjanina, Petriego... 

-  Nie  czułabym  takiej  odrazy,  gdybyś  darzył  tamte  dziewczęta  uczuciem  -  syknęła 

Raija z pobladłą twarzą. 

- Co masz na myśli? Nie rozumiem cię, Raiju. 

-  Trzymałeś  je  w  ramionach,  dawałeś  im  cząstkę  siebie,  Mikkal.  Zrozumiałabym  to, 

gdyby  znaczyły  dla  ciebie  cokolwiek.  Moje  uczucia  dla  innych  nie  umniejszają  miłości  do 

ciebie. Mierzi mnie myśl, że znajdujesz zaspokojenie u pierwszej lepszej... 

-  Może  bardziej  niż  ty  tęskniłem?  -  przerwał  jej, nie  podnosząc  wzroku.  -  Twój  dom 

jest  tam  gdzie  ty,  ja  tak  nie  potrafię.  Nie  mam  twej  woli  przetrwania.  Nie  umiem  żyć 

marzeniami. 

-  Ja  żyłam  na  przekór  marzeniom  -  poprawiła  go  cichym  głosem.  -  Żyłam,  na  swój 

sposób  szczęśliwa,  wbrew  marzeniom.  Wbrew  pewności,  że  gdzieś  jesteś.  Nie  mogę  karmić 

się samą tęsknotą, zadowalam się tym, co odrobinę gorsze. To też jest szczęście, to też rodzaj 

miłości. Nie kocham cię przez to mniej. Nie pojmujesz tej prostej prawdy? 

background image

Mikkal potrząsnął głową. 

- Nie. Zawsze czułem się skalany, będąc z inną kobietą. Myślę, że robiłem to, by się 

upodlić, by samego siebie ukarać. By się wstydzić... Tego pewnie ty nie potrafisz pojąć. 

Tym razem Raija pokręciła przecząco głową. 

- A Inga? - zapytała. Twarz Mikkala ściągnęła się. 

- Żal mi jej - westchnął. - Ona mnie kocha. 

- I wie o mnie? Potwierdził. 

- Nic, co powiem lub uczynię, nie budzi w niej złości. Nie potrafi mnie znienawidzić, 

trwa przy mnie... 

- A ty nie masz serca jej odtrącić? - spytała Raija z czułością w glosie. 

- Nie. 

- Sprawiasz jej większą przykrość obelgami i drwinami... 

- Więc sądzisz, że tak się zachowuję wobec niej? 

- Wiem, że tak jest. 

- I ja wiem. - Niecierpliwym ruchem wbił nóż w ziemię. - Myślisz, że nie zdaję sobie 

sprawy z własnej podłości? Myślisz, że jestem dumny z moich postępków? Wiem jednak, że 

Inga mnie nie opuści, nawet jeśli poproszę ją o to. Zostanie, chwytając się strzępków nadziei. 

Jej błagalny wzrok doprowadza mnie do szaleństwa. 

- Co będzie, gdy zobaczy nas razem? Mikkal zamknął oczy. 

-  Nie  wiem,  Raiju.  Dlatego  opóźniam  marsz.  To  zależy  ode  mnie.  I  od  ciebie...  - 

Zaczerpnął tchu i wyrzucił: - Od tego, co postanowimy. Wiesz, o czym mówię? 

- Ja nie mam domu - Raija rozłożyła ramiona. - Nie mam nic, Mikkal. Tylko ciebie i 

to, co do ciebie należy. Dla mnie sprawa jest prosta. 

- Możesz sama wybrać chwilę, kiedy dotrzemy do obozowiska. Możemy zawrócić do 

osady.  Możemy  zamieszkać  razem  lub  osobno.  Uszanuję  każdy  twój  wybór,  przecież  nie 

potrafiłbym nagiąć twej woli. Jeśli wybierzesz samotne życie, będę pomagać ci ze wszystkich 

sil. Nie przyjmę innej kobiety do mojej jurty. Pozostanę twoim przyjacielem. Zawsze będę cię 

kochać, ale nie zmuszę, byś przyjęła mą miłość, jeśli nie jesteś gotowa... 

- Chyba nigdy nie będę mogła wrócić na fińskie i norweskie trakty... 

-  Może  nie  -  odrzekł  z  powagą.  -  Oskarżono  cię  o  ciężkie  przewinienia.  Ucieczką 

ośmieszyłaś oprawców. Z pewnością nigdy nie zaprzestaną pościgu. 

- Więc mówimy o całym przyszłym życiu. O naszej przyszłości. 

Mikkal skinął głową. 

background image

- Tak. Myślałem o tym. To, co powiem, nie dotyczy jutra czy przyszłego lata. Dotyczy 

całego życia. 

- Bez błogosławieństwa... 

- Czy ma to jakieś znaczenie? Ściągnęła usta. 

- Nie dla mnie. Nie dla nas. Dzieci... 

- Poślemy po nie, kiedy sprawa twojej ucieczki przycichnie. 

Raija skinęła głową. To było możliwe. 

- Wciąż się wahasz, bo szkoda ci tamtego życia? Tego,  co może dać ci Reijo? Tego, 

czego  ja  ci  dać  nie  mogę,  bo  jestem  Lapończykiem  i  żyję  inaczej  niż  Norwegowie  i  wy, 

Finowie? 

Roześmiała się cicho. 

- Tęskniłam za waszym światem od chwili, kiedy go opuściłam. Teraz jednak myśl o 

powrocie mnie przeraża. Zwłaszcza myśl o powrocie na całe życie. 

-  Nie  masz  wyboru,  miła  -  stwierdził  Mikkal  ze  smutkiem  w  oczach.  -  Musisz  tu 

zostać.  Zdecyduj  tylko,  czy  masz  dość  odwagi,  by  dzielić  życie  ze  mną,  czy  wolisz  czekać 

samotnie, aż miłość przyjdzie z innej strony... 

Wzdrygnęła się na te słowa. 

- Kopiesz leżącego, Mikkal. 

- Bo się boję - bronił się Mikkal. - Śmiertelnie się boję, że mnie odtrącisz. 

-  A  ja  się  lękam,  że  nie  damy  rady.  Przez  hardość  i  upór  zaprzepaściliśmy  już  tyle 

pięknych chwil. 

- Teraz będzie inaczej - zapewnił ukochaną. - Mieliśmy dla siebie tylko krótkie chwile 

i  korzystaliśmy  z  nich  zbyt  łapczywie.  Łatwo  pobłądzić,  jeśli  chcesz  odnaleźć  raj  w  jeden 

dzień. 

- Najczęściej trafialiśmy do piekła - zasmuciła się. - Raniliśmy się, Mikkal... 

- Zapomnijmy o tym. 

- Potrafisz? Milczał dłuższą chwilę, zanim odrzekł stanowczo: 

- Tak sądzę. Bardzo pragnę zapomnieć, Mały Kruku. 

- Potrafisz zapanować nad gniewem, zazdrością...? 

- Może. - Uśmiechnął się. Przez dym z ogniska niewyraźnie widziała jego twarz. - Nie 

odmienisz  mnie.  Stałem  się  mężczyzną,  żyjąc  bez  ciebie.  Niełatwo  wychować  od  nowa 

dojrzałego człowieka. Uczynię jednak wszystko, by cię uszczęśliwić, Raiju. Daj mi szansę. 

-  Życie  nauczyło  mnie  ostrożności.  Nie  mogę  sobie  pozwolić  na  kolejne 

rozczarowanie, Mikkal. A już najmniej na to, byś ty stał się jego źródłem. 

background image

- Dlaczego? 

-  Dlatego,  że  zawsze  byłeś  moim  marzeniem  -  odrzekła  z  zamglonym  wzrokiem.  - 

Bohaterem  ze  snów,  który  dodawał  mi  sił  w  najgorszych  chwilach  życia.  Wiedziałam,  że 

istnieje mężczyzna, który mnie rozumie, kocha i nigdy nie zawiedzie. Jeślibym teraz doznała 

zawodu, straciłabym nawet marzenia. A bez marzeń nie mogłabym żyć. 

- Powinnaś staranniej dobierać sobie bohaterów - uśmiechnął się blado. 

- Nie dręczą cię wątpliwości? - zdziwiła się. Mikkal potrząsnął stanowczo głową. 

- Dlaczego miałbym zwątpić w ciebie? 

- Byli inni... 

- Oni nie przywiodą mnie do zwątpienia. Wzbudzają zazdrość, przyznaję, moją duszę 

przenika zazdrość o nich, ale nie zwątpiłem. Nie odeszłaś z żadnym z nich. Mogłaś ruszyć z 

Petrim.  W  Finlandii  nie  dopadliby  cię  urzędnicy  królewscy,  nawet  na  myśl  by  im  nie 

przyszło, by was tam szukać. W gruncie rzeczy tutaj grozi ci większe niebezpieczeństwo. 

-  Petri  jest  żonaty  -  uśmiechnęła  się  Raija.  Mikkal  zbladł,  ale  uznał  wnet,  że  Raija 

ż

artuje, i odetchnął z ulgą. 

- Nie strasz mnie! 

- Nie mogłam żyć z nikim innym, Mikkal. Może z Reijo, ale dla niego jestem kulą u 

nogi. Reijo potrzebuje innej kobiety. Takiej, którą mógłby obdarzyć prawdziwą miłością. 

- Znalazł ją... 

-  Reijo  nie  jest  taki  jak  ty  -  powiedziała  stanowczo.  -  Znajdzie  inną.  Nikt  w  świecie 

bardziej nie zasługuje na szczęście niż Reijo. 

- A ja? - Mikkal poczuł się urażony. - A ty? 

- My? Zasługujemy na siebie nawzajem. I tyle dostaniemy. 

- To cała odpowiedź? Skinęła lekko głową. 

- Innej nie mam, Mikkal. Zaryzykujmy. Przecież za tą chwilą tęskniliśmy całe życie? 

Mikkal wyprostował się powoli, nie do końca świadomy tego, co się dzieje. 

Nawet  nie  zauważył,  że  upuścił  nóż.  Patrzył  na  Raiję.  Dziewczyna  podniosła  się  z 

takim  samym  ociąganiem.  Obserwował,  jak  na  jej  twarzy  rozkwita  uśmiech,  zaczyna  się  od 

lekkiego drżenia w kącikach ust, by rozlać się po całej twarzy. 

Przedtem dzieliło ich tysiące mil, wieki całe. Teraz parę kroków. 

Tak niewiele trzeba, by je zrobić, a jednak zwlekali całymi tygodniami. 

Stracili niewybaczalnie dużo czasu. 

Najpierw  spotkały  się  dłonie,  splotły  palce.  Unieśli  twarze  ku  niebu  i  zaśmiali  się, 

wypełniając przestrzeń wokół siebie radością. 

background image

Potem  ich  dłonie  rozłączyły  się,  by  opleść  ukochane  ramiona,  szyję.  Przywarli  do 

siebie, dając upust długo tłumionym uczuciom. Przestali udawać. 

Raija wtuliła policzek w zagłębienie na szyi Mikkala, pożądliwie chłonąc zapach jego 

ciała, zapach mężczyzny i dzikiej natury, włosów i rozgrzanej skóry. Tego wszystkiego, czym 

był.  Do  czego  tęskniła  w  każdej  świadomej  sekundzie  życia,  do  czego  biegła  w  wyobraźni 

podczas nie kończących się dni w lochu czarownic. 

Mikkal. 

Jej miłość. 

Wędrowali  przez  tyle  tygodni,  uciekając  przed  wyrokami  prawa  i  oddalając  się  od 

siebie. 

Teraz się wszystko odmieni. 

Nigdy więcej. 

Nigdy więcej nie będą dławić uczuć w sobie. 

Suchymi  wargami  dotknęła  pulsującej  skóry  na  szyi  Mikkala.  Pocałunkami  budziła 

długo  uśpiony  ogień,  po  brzegi  napełniała  serce  rozkoszą.  Czuł  tę  rozkosz  po  same  czubki 

palców, które dotykały miękkiej krągłości ramion dziewczyny, kreśliły tajemne znaki miłości 

na jej biodrach. 

A ich miłość rosła, nie było w niej nic niszczącego. Rosła i piękniała... 

- Wielkie nieba - szepnął jej łagodnie do ucha - jak ty to robisz, kobieto? Nic innego 

się nie liczy, póki trzymasz mnie w ramionach.  Nawet to, że nie mogę biegać i przez resztę 

ż

ycia  będę  wlókł  za  sobą  niesprawną  nogę.  Jeśli  tylko  mnie  kochasz,  całujesz...  Czegóż 

więcej mogę pragnąć? 

Raija uśmiechnęła się ze zrozumieniem. Ją też przepełniała zmysłowa rozkosz. 

-  Kocham  cię  -  powiedziała  z  prostotą,  wodząc  palcem  wskazującym  po  obrysie 

twarzy  Mikkala.  -  Tęsknię  i  żałuję,  iż  wcześniej  tego  nie  dostrzegłam.  Nie  uciekniemy  od 

siebie. Zmarnowaliśmy tyle czasu, mój miły. 

-  Mały  Kruku,  Raiju,  najdroższa  moja  -  wychrypiał.  W  jego  wzroku  kryło  się  morze 

czułości  i  ciepła.  Twarz  rozjaśniła  się  w  uśmiechu,  rysy  złagodniały.  Na  powrót  był 

Mikkalem sprzed lat, który wierzył, że miłość wypełni mu całe życie. 

Ż

e blask bijący od tej dziewczyny opromieni codzienność. 

Wiara powróciła. 

Przytulił Raiję do siebie. Słyszał bicie serc zespolonych w równym rytmie. 

- Pamiętasz ten pierwszy raz? - spytał cicho. - Pamiętasz zawstydzenie? Niezdarność i 

strach, że będzie nie tak? 

background image

- Ty się bałeś - poprawiła go. - Ja pragnęłam. Chciałam, byś to był ty. 

-  Teraz  czuję  się  podobnie  -  przyznał,  odsuwając  Raiję  na  wyciągnięcie  ramion.  - 

Niedoświadczony  i  głupi...  -  Schylił  kark.  -  Boję  się,  że  nie  wytrzymam  porównania  z 

tamtymi... 

Delikatna dłoń ujęła go za podbródek i zmusiła, by uniósł głowę. Para ciemnych oczu 

przyglądała się mu badawczo. 

- Nikt nie jest taki jak ty, Mikkal. Z nikim nie może być tak dobrze jak z tobą. To nie 

płomień, który rozpala się na ulotną chwilę. To prawdziwe i trwałe uczucie... - Uśmiechnęła 

się słabo. - Chcę cię prosić o coś... 

- O co? 

-  Przytul  mnie  -  odrzekła.  -  Przytul  mocno!  I  kochaj  mnie,  Mikkal!  Trzeba  mi  tego 

bardziej, niż możesz sobie wyobrazić! 

background image

Mikkal płakał. 

Pożądał jej, tęsknił za fizycznym spełnieniem miłości. 

Ciało Raiji nie było już ciałem młodziutkiej dziewczyny o jedwabistej skórze. 

Nie tym samym ciałem, które kiedyś tulił i pieścił. 

-  Jak  zdołałaś  wytrzymać  to  wszystko?  -  pytał  wzburzony.  Wargami  dotknął 

stwardniałej blizny po oparzeniu. - Ile siły tkwi jeszcze w tobie, moja miła? 

- Niewiele, Mikkal - szepnęła. - Nie dość, by przetrwać, jeśli mnie teraz odtrącisz... 

Mikkal podniósł głowę i spojrzał ze zdziwieniem na dziewczynę. W oczach ukochanej 

wyczytał  bezbronność,  jej  czerwone  wargi  drżały.  Zrozumiał,  że  jego  łzy  wyzwoliły  strach, 

który drzemał w niej od dawna. 

Raija  też  się  rozpłakała.  Nie  na  wspomnienie  strasznych  cierpień,  raczej  z  lęku,  że 

rany wzbudzą w nim odrazę. 

Mikkal  położył  ciepłą  dłoń  na  zapłakanym  policzku  Raiji.  Dziewczyna  chwyciła  ją 

pożądliwie i przycisnęła do twarzy. 

-  Więc  sądzisz,  że  jestem  małostkowy?  -  zdumiał  się  i  zasmucił.  -  Nie  znasz  wagi 

moich słów, Mały Kruku? Myślisz, że kilka blizn oszpeci cię w mych oczach? 

Nic nie odpowiedziała. Łzy płynęły strumieniami. 

-  Przestałaś  mnie  kochać,  ujrzawszy,  że  kuleję?  Potrząsnęła  głową  i  uśmiechnęła  się 

przez łzy. Jakby promyk słońca przedarł się przez ścianę deszczu. 

-  Nie  sądzisz,  że  darzę  cię  równie  wielką  miłością,  Raiju?  Myślisz,  że  kocham 

oczami?  -  Nie  dał  jej  czasu  na  odpowiedź.  -  Kochałbym  cię,  gdybyś  chodziła  przygięta  do 

ziemi i miała pryszcze na twarzy. Kochałbym cię pomimo zmarszczek, nawet gdybyś straciła 

wzrok, słuch i zdolność chodzenia. Kochałbym cię nie za przymioty ciała. 

Chłodna dłoń łagodnie wytarła łzy płynące po policzkach Mikkala. 

- Więc skąd się biorą? - spytała Raija. - Dlaczego nie przestają płynąć? 

Mikkal  ucałował  ją  w  oba  policzki.  Przytknął  wargi  do  blizny  na  obnażonej  piersi 

Raiji. 

-  Dlatego  -  odrzekł  ze  ściśniętym  gardłem  -  że  przypominają  o  piekle,  przez  które 

przeszłaś. I o mojej bezsilności. 

-  Będę  musiała  żyć  z  nimi  -  westchnęła.  Przypominała  teraz  tę  małą  dziewczynkę, 

która  trzynaście  lat  wcześniej  wpatrywała  się  bezradnie  w  plecy  odchodzącego  ojca.  -  Nie 

background image

pozbędę  się  blizn,  Mikkal,  nie  wystarczy  zamknąć  powieki.  Wspomnienia  zblakną  za  jakiś 

czas.  Oszalałabym,  gdybym  musiała  wciąż  spoglądać  wstecz.  Trzeba  żyć.  -  Zgięła  szyję  i 

oparła  głowę  o  czoło  ukochanego.  -  Jeśli  mnie  pragniesz,  musisz  mnie  wziąć  z  bliznami  i 

całym bagażem wspomnień... 

-  Nie  potrafię  żyć  bez  ciebie  -  wyszeptał  -  lecz  jeszcze  nie  raz  uronię  łzę  na  widok 

twoich ran. 

-  Od  bólu  można  uciec.  -  Wzrok  Raiji  był  poważny,  ale  dziewczyna  nie  patrzyła  na 

Mikkala. Jej spojrzenie uleciało z wiatrem, tam gdzie nikt nie mógł go wyśledzić. 

I mówiła dalej, tonem głuchym i bezbarwnym, jakby bała się tchnąć uczucia w słowa. 

Jakby bała się ich siły. 

- Możesz wyzwolić ciało z władzy zmysłów. I żyć marzeniami... 

- Nie umiem uciec od twego bólu - zaprzeczył.  - Ja się nie liczę. Wytrzymam sporo, 

zacisnę zęby. Lecz nie mogę znieść myśli o twoim cierpieniu. Najdroższa moja, to, że inni cię 

ranili, przywodzi mnie do obłędu... 

-  Zapomnij.  -  Raija  potrząsnęła  głową.  Mikkal  uśmiechnął  się  mimo  smutku.  Nie 

zdążył jeszcze przywyknąć do widoku jej twarzy nie okolonej bujnymi lokami. 

W  trakcie  wędrówki  poprawiła  fryzurę.  Ujrzawszy  swe  odbicie  w  spokojnej  toni 

jakiegoś  jeziorka,  wyrwała  Mikkalowi  nóż  zza  pasa  i  wyrównała  krzywo  obcięte  kosmyki. 

Upłynie jeszcze sporo czasu, zanim włosy spłyną długimi kaskadami. 

- Nie myśl o tym, Mikkal! Bądź ze mną! Nie proszę o nic więcej. Kochaj mnie! 

Głos Raiji brzmiał żałośnie i bezradnie. Jej oczy pociemniały, drżały usta. 

Położyła  dłonie  na  ramionach  Mikkala  i  spojrzała  nań  wzrokiem  osieroconego 

dziecka, wydanego na pastwę nieznanego losu. 

Poruszyła wargami, formowała słowa. 

- Nie każ mi błagać, Mikkal. 

Mikkal  nigdy  nie  potrafił  się  oprzeć  temu  spojrzeniu,  mieściło  bowiem  wszystko,  co 

uznawał za święte, czego pragnął, czego nie dostał. 

Powiedziała „błagać”...? 

Dobry Boże, to on gotów był paść na kolana i błagać o jej względy! 

Przełknął  łzy  i  przyciągnął  dziewczynę  do  siebie.  Czas  nie  zagoi  wszystkich  ran,  nie 

usunie blizn. Lecz kiedy trzymał ją w ramionach tak blisko, że mógł słyszeć bicie jej serca w 

takt własnego oszalałego pulsu, liczyli się tylko oni i nieskończone niebo ponad głowami. 

-  Nie  musisz  błagać,  kochana  -  powiedział  głosem  dławionym  przez  wzruszenie.  - 

Całe życie napełniałem serce miłością do ciebie. Wystarczy czerpać z niej... 

background image

- Więc czerp! - szepnęła, gorącym tchnieniem omiatając jego policzek. 

Mikkal  całował  rany  Raiji.  Oczy  wciąż  zachodziły  mu  łzami  na  widok 

sponiewieranego ciała ukochanej, ale tym razem były to łzy miłości. 

Mikkal zamknął ją w ramionach i pociągnął na wrzosy i mchy. Płaskowyż sięgał aż po 

horyzont i nic nie mogło skryć ich przed wzrokiem innych ludzi, ale na mile wokół nie było 

ż

ywej duszy. Niebo ich nie potępiało. Siewka, krzycząca gdzieś w pobliżu, ich nie potępiała. 

Wiatr nie chłostał, tylko pieścił życzliwie. Przyroda stała po stronie kochanków. 

Mikkal  zrzucił  kurtę  i  wyzwolił  Raiję  z  sukni,  nie  bez  pomocy  chętnych  dłoni 

dziewczyny. 

Roześmieli się, kiedy jednocześnie sięgnęli do jego paska. 

-  Niecierpliwiłem  się  -  uśmiechnął  się  wesoło,  pozwalając  jej  dokończyć  dzieła  -  ale 

nie sądziłem, że i ty nie możesz się doczekać. 

Raija  zdarła  z  niego  spodnie  i  buty.  Nago  klęczeli  wśród  porozrzucanych  części 

garderoby, tak blisko, że mogli się dotknąć. Lecz nie uczynili tego. 

Pieścili się wzrokiem. 

Samotne chwile poszły w niepamięć, wspomnienia zblakły. Żyli chwilą. 

Raija  bała  się  oddychać,  zakłócić  uroczystą  ciszę.  Pragnęła  na  całą  wieczność 

zachować ten moment nabrzmiały uczuciami, którym mieli dać upust. 

A jednocześnie chciała krzyczeć z radości. 

By  niebiosa  usłyszały,  że  zwyciężyła,  nie  dała  się  ukorzyć.  Że  miłość  Mikkala  nie 

wygasła i że ona kocha go równie gorąco. 

Ż

e jest szczęśliwa. 

Bezgranicznie szczęśliwa. 

Położyła się na piersi ukochanego, utonęła w jego silnych objęciach. Oparła policzek 

na  muskularnym  ramieniu  mężczyzny,  wtuliła  wargi  w  pulsującą  skórę  na  szyi  i  nie  mogła 

powstrzymać łez. Tak bezradna i tak szczęśliwa. 

Tylko z nim czuła się wolna i radosna, tylko przed nim mogła w pełni obnażyć duszę, 

nie lękając się, iż straci coś z •własnej godności. 

Mikkal rozumiał łzy, rozumiał pocałunki, którymi gwałtownie obsypała jego policzki, 

i odpowiedział tym samym. 

- Zawsze się spieszyliśmy - mruknęła, niechętnie odrywając wargi od warg kochanka. 

Chciała  czuć  go  każdym  porem  skóry,  niczego  nie  pominąć,  by  znów  gorzko  nie  żałować, 

jeśli los miałby ich rozłączyć. - Zawsze się spieszyliśmy, Mikkal. Kradliśmy czas na krótkie 

chwile miłości... nie mogliśmy się napawać kochaniem. 

background image

Odsunął  się  odrobinę,  tyle  tylko  by  wargami  musnąć  policzki  i  czoło  dziewczyny. 

Pieszczotliwie odsunął kosmyki włosów z twarzy ukochanej. 

Jego miodowe oczy były samą łagodnością, kiedy powiedział: 

-  Tym  razem  mamy  mnóstwo  czasu,  Mały  Kruku.  Dość,  by  w  każdą  sekundę  tchnąć 

uczucia.  Nie  musimy  kraść.  To  nasz  czas.  Zasłużyliśmy  nań  za  wszystkie  cierpienia  i 

tęsknoty, za chwile zwątpienia, że tak może być. Za brak wiary, iż życie się odmieni. Zasłu-

ż

yliśmy na każdą sekundę szczęścia. 

Raija  zamrugała  powiekami,  by  odgonić  łzy,  a  Mikkal  uczynił  to  samo.  Jego  głos 

przenikało  wzruszenie.  W  tym  twardym,  zgorzkniałym  mężczyźnie  kryły  się  niezwykłe 

pokłady  czułości.  Kochała  go  nad  życie,  niecierpliwymi  dłońmi  przyciągnęła  jego  twarz  ku 

sobie. 

-  Nic  nie  mów,  Mikkal  -  mruknęła  niezrozumiale.  -  Daj  mi  to,  na  co  zasłużyliśmy.  I 

mnie pozwól dawać... 

Ręce  przesuwały  się  w  badawczym  pląsie,  pożądliwe  dłonie  wprawiały  w  drżenie 

każdy  skrawek  skóry.  Oboje  pragnęli  ofiarować  sobie  nawzajem  jak  najwięcej,  utopić  się  w 

morzu pieszczot. 

Mieli przed sobą tyle czasu, a skończyli seans miłości, zanim się zaczął na dobre. 

Tłumiona  tęsknota  okazała  się  zbyt  silna.  Bali  się  poruszyć,  by  nie  zmyła  ich  fala 

pożądania. 

Mieli smakować każdą chwilę, a na jednej się skończyło. 

Na jednej chwili pod niebieskim niebem. 

Odnaleźli  się  i  stali  jednym  ciałem.  Ramiona  Raiji  zacisnęły  się  na  szyi  Mikkala,  on 

objął mocno jej talię. 

Pocałunek trwał jeszcze, kiedy nadeszło spełnienie. 

Raija  poczuła,  jak  ciało  kochanka  wyprężyło  się,  drżąc.  Nie  zamknęła  oczu.  Nie 

chciała skryć tego wspomnienia w cieniu przysłoniętych powiek. 

Odbierała  go  każdą  cząstką  swego  ciała,  ale  pragnęła  więcej.  Chciała  zapamiętać 

emocje,  dźwięki,  zapachy,  wyraz  twarzy  Mikkala.  Chciała  zachować  na  zawsze  widok  jego 

poszerzonych,  pociemniałych  źrenic,  kiedy  rozkosz  pozbawiła  go  tchu.  Zmarszczki  wokół 

oczu.  Ściągnięte  brwi,  kiedy  przymknął  powieki  i  dał  się  ponieść  cudownej,  zmysłowej  fali 

spełnienia, którą znajdował tylko u niej. 

Chciała zapamiętać kąciki ust kochanka, które uniosły się w uśmiechu, kiedy zabrakło 

im sił do pocałunków. 

background image

Grzywkę,  która  przykleiła  się  do  szerokiego,  kanciastego  czoła,  czarniejszą  niż 

zwykle, bo zroszoną kropelkami potu. 

Raija chciała pamiętać. 

Wszystko. 

Ostatnie  pchnięcie  w  głąb  jej  ciała,  kiedy  stali  się  jednością.  Wyraz  szczęścia 

wypisany w rysach kochanej twarzy... 

I  falę  uniesienia,  która  odpływała.  Wolno,  jak  drapieżny  ptak  na  rozpostartych 

skrzydłach, szukający nowej ofiary. Nie dlatego, że jest głodny, lecz że ma taką naturę. 

Zamknęła  oczy  dopiero  wtedy,  kiedy  skryła  głowę  na  ramieniu  Mikkala.  Wsłuchała 

się w ciszę, czując, jak leniwa ociężałość ogarnia ciało. 

Zapomniała  o  własnej  rozkoszy.  Przeżyła  ją,  ale  nie  dała  się  jej  ponieść,  zbyt  zajęta 

obserwowaniem przeżyć ukochanego. 

Taka  szczodrość  nie  leżała  w  naturze  Raiji.  Przestraszyła  się  trochę,  nie  zwykła 

usuwać się w cień. 

Nie żałowała jednak ani sekundy... 

-  Co  się  stało?  -  Mikkal  zsunął  się  w  bok,  nie  puszczając  jej  z  objęć.  Leżeli  ciasno 

spleceni.  -  Byłaś  ze  mną,  ale  jakby  w  oddaleniu  -  dodał  rozczarowany.  Szorstkim  palcem 

gładził  ledwie  widoczną  zmarszczkę  na  czole  Raiji.  W  jego  oczach  niezwykłej  barwy 

dostrzegła  cień  smutku.  -  Miało  być  tak  pięknie,  Raiju.  Mieliśmy  się  dzielić.  Okazałem  się 

samolubny. Oddałaś mi się, Raiju, zapominając o sobie... 

Raija wsparła się na łokciu i odwróciła twarz ku niemu z promiennym uśmiechem. 

- To było piękne, Mikkal. 

-  Nie  okłamuj  mnie  -  przerwał  jej  z  powagą.  -  Przecież  umówiliśmy  się,  że  nie 

będziemy się okłamywać. 

Skinęła głową. Szukała słów wyjaśnienia. 

Jakie to trudne! 

W myślach potrafiła wytłumaczyć mu wszystko. Za młodu rozumieli się bez słów, w 

fantazjach zawsze zwracała się do Mikkala z dawnych lat. W rzeczywistości jednak nie mieli 

czasu na rozmowy, na to, by się nauczyć czytać z uczynków i niedopowiedzeń. 

-  Chciałam...  chciałam  dać  ci  to,  co  najlepsze  -  zaczęła  niezdarnie.  -  Chciałam  ci  się 

przyglądać, Mikkal. Żeby poznać i tę stronę twojej natury... 

Położył  się  na  wrzosach.  Odsunął  się  nieco  od  dziewczyny,  tylko  jedną  dłonią 

obejmując ją za kark i ramię. Wpatrywał się w niebo. 

background image

- Na to przyjdzie czas - wyrzekł ciężko. - Miało być pięknie. Na dobry początek. Nie 

wierzysz w trwałość naszego związku? Wciąż się spieszysz? 

Znów to znienawidzone słowo. 

Raija pojęła, że jej tłumaczenia na nic się nie zdały. 

Mikkal  nic  nie  zrozumiał.  Zawiodła  go,  zraniła,  lecz  w  głębi  duszy  poczuła  ukłucie 

ż

alu. Nie tak miało być. Mikkal ze snów i marzeń zachowywał się inaczej. 

Zmierzali w złym kierunku. 

-  Okaż  cierpliwość  -  westchnęła  i  odwróciła  od  niego  twarz,  nie  dbając,  co  o  tym 

pomyśli. Opadło ją zwątpienie. 

Nie miała siły walczyć z Mikkalem, ze sobą, nie miała sił wciąż się tłumaczyć. 

-  Powiedziałeś,  że  trzeba  ci  czasu,  by  przyzwyczaić  się  do  widoku  moich  blizn...  - 

Nabrała  oddechu  i  zamknęła  oczy.  -  I  ja  potrzebuję  czasu.  Mnie  też  to  przerasta,  jestem 

okaleczona  na  ciele  i  na  duszy.  -  Westchnęła  gwałtownie  i  zadrżała.  -  Nie  mówmy  o  tym, 

Mikkal. Tyle powinno ci wystarczyć. Nie zmuszaj mnie do wyznań, dobrze? 

Kątem  oka  dostrzegła,  jak  Mikkal  poruszył  nerwowo  ustami.  Był  wrażliwym 

człowiekiem, pod maską twardości skrywał morze uczuć, o które nikt by go nie podejrzewał. 

Raija znała prawdziwą naturę Mikkala... 

-  Nie  będę  wymagał  od  ciebie  więcej,  niż  możesz  ofiarować  -  wydusił  po  dłuższym 

milczeniu. Raija poczuła, jak napinają się mięśnie na jego przedramieniu. - Może zaczęliśmy 

zbyt gwałtownie. Może powinniśmy dołączyć do moich, zanim rozerwiemy się na strzępy... 

Raija usiadła. Nie była pewna, czy się z nim zgadza. Teraz nie miała ochoty na miłość. 

Ani z Mikkalem, ani z nikim innym. 

Ale wiedziała, że przyjdzie czas, że znów go będzie potrzebować. 

I to wkrótce. 

Jako  kochanka,  nie  tylko  najlepszego  przyjaciela.  Nie  mogła  traktować  Mikkala 

wyłącznie jako przyjaciela. 

Potrafił  zaspokoić  wszystkie  potrzeby,  których  zaspokojenia  kobieta  szuka  u 

mężczyzny. 

I musiał dzielić się z nią każdą cząstką swego istnienia! 

Raija pomyślała tak, ale nie powiedziała ani słowa. 

Mikkal wstał i przeciągnął się, nie okazując zażenowania. Raija pochłaniała wzrokiem 

każdy skrawek jego pięknie zbudowanego ciała. 

Ubierał się odwrócony bokiem do dziewczyny. 

Nie wiedziała, czy dlatego, by nie patrzeć na nią, czy może by ukryć rozczarowanie. 

background image

- Nie będę cię naciskał, Raiju - powiedział, jakby zapominając, że błagała go o to, by 

ją kochał. 

To ona uczyniła pierwszy krok... 

-  Zaczekam  -  dodał  łagodnie.  -  Mnie  też  się  to  przyda.  Dojrzeję...  -  Wzruszył 

ramionami  w  geście  zagubienia.  -  Tak  długo  czekaliśmy,  tęskniliśmy...  Dzień  w  tę,  dzień  w 

tamtą stronę... I tak jesteśmy ze sobą... 

Nie dokończył. 

Raija chciała krzyknąć, ale nie zrobiła tego. 

Przerzuciła koszulkę przez głowę, ze złością wciągnęła spodnie i zacisnęła je mocno w 

talii. Zbyt mocno, ale nie popuściła. 

Za pierwszą próbą krzywo zapięła bluzkę. Spódnicę założyła odwrotnie... 

Wykonała te czynności dumnie wyprostowana. 

- Więc dobrze - powiedziała spokojnym, bezbarwnym tonem. 

Mikkal spojrzał na nią, nic nie rozumiejąc. Między jego brwiami pojawiła się pionowa 

zmarszczka. 

Kapryśne dziewczę... 

Nie sposób ganić kogoś, kto przeszedł przez piekło. Nie można otwierać ran dopiero 

co zagojonych. 

Położył ostrożnie dłoń na ramieniu Raiji. Spodziewał się, że odtrąci ją gniewnie. 

Nic takiego nie nastąpiło. 

Nie poruszyła się, jakby nie poczuła, że jej dotyka. 

Obrócił ją ku sobie. Jego wzrok wyrażał zaniepokojenie. 

- Co takiego uczyniłem? - spytał cicho, usiłując wyczytać odpowiedź z wyrazu twarzy 

Raiji. - Powiedziałem coś niestosownego? 

Spojrzeli na siebie przeciągle. 

Nie dzieliła ich przepaść. 

Raiji też zdarzało się mylić. 

Na szczęście. 

Złapała jego dłonie i przycisnęła je do piersi. 

-  Nie  lekceważ  mnie,  Mikkal!  Nie  pozwalam!  Nie  chcę  żyć  z  tobą,  jeśli  nie  masz 

ochoty wziąć mnie w ramiona. Wolę odejść. 

Położył obie dłonie na jej policzkach. 

- Miałem być troskliwy - westchnął. - Stawiamy sobie cele ponad siły... 

- To nic, Mikkal. Skończmy z głupimi obietnicami. 

background image

Mikkal zgodził się całym sercem. Nie przyznał się jednak, że jest skonsternowany. 

-  Nie  za  każdym  razem  można  znaleźć  się  w  niebie  -  usiłowała  przemówić  mu  do 

rozsądku.  -  Ustaliliśmy,  że  trzeba  nam  czasu,  zanim  jeszcze  doświadczyliśmy,  jak  silna 

tęsknota w nas drzemie... 

-  Nie  szukam  nieba  -  odrzekł,  uśmiechając  się  niewyraźnie.  Tulił  ją  lekko, 

zdecydowany nie popełnić kolejnego błędu. - Wystarczą mi drobne radości, jeśli tylko mogę 

dzielić je z tobą. Jeśli tylko nie będziemy mieć przed sobą tajemnic. 

Raija  skinęła  głową.  Dzień  znów  nabrał  urody.  Wszystko  zmieniało  się  tak  szybko. 

Może  to  przez  dni  spędzone  w  tym  strasznym  lochu?  Tortury?  Odmieniły  ją,  taka  przedtem 

nie była... 

- Chcę dzielić z tobą tę chwilę - powiedział i pocałował ją. Delikatnie... 

Potem odpiął guziki bluzki, ale nie po to, by dopełnić pieszczoty. Zapiął je ponownie, 

tyle że we właściwy sposób. 

- O takie drobne uczynki mi chodzi - uśmiechnął się. - Pragnę dzielić z tobą normalne 

ż

ycie, Raiju. Nie tylko niebo i marzenia... 

background image

Nie  sposób  było  dłużej  skracać  dziennych  przemarszów,  by  odsunąć  chwilę,  której 

oboje się bali. Znaleźli się tak blisko namiotów, że mogli ujrzeć je lada chwila. I sami zostać 

zauważeni. 

Mikkal  zrzucił  zawiniątko  z  własnymi  rzeczami  i  rzeczami  Raiji  pod  stopy.  Minęło 

wiele dni od chwili, kiedy ofiarował się nieść tobołek dziewczyny pod pretekstem, by ulżyć 

jej  w  cierpieniach.  Jakby  chciał  odzyskać  tę  cząstkę  godności,  którą  utracił,  odkąd  stał  się 

kaleką. 

Zatrzymali  się  na  wzgórzu  ponad  obozowiskiem.  Jak  zwykle  mieściło  się  w 

zagłębieniu doliny, które chroniło jurty przed uderzeniami porywistego wiatru hulającego nad 

płaskowyżem. 

Mikkal chwycił dłoń Raiji i ścisnął ją. Zrozumiał bez słów, że dziewczyna potrzebuje 

wsparcia. 

Dzielił się z nią swą siłą. 

Raija czuła się słaba i bezradna. 

Stąd ją kiedyś odesłano. Po raz drugi w życiu ktoś zdecydował wbrew jej woli. 

Przysunęła się bliżej Mikkala, oparła głowę na jego ramieniu. Byli razem. 

Raija  Alatalo  nie  ruszała  samotnie  na  spotkanie  wrogiego  świata.  Mikkal  stal  u  jej 

boku. 

-  Nie  sądziłam,  że  znów  ujrzę  to  miejsce  -  powiedziała  cichym,  drżącym  głosem. 

Mokrymi  od  łez  oczyma  spojrzała  ku  horyzontowi.  -  Myślałam  o  nim,  fantazjowałam. 

Marzyłam o nim, o tobie, o nas. Lecz nie myślałam, że zobaczę je ponownie. 

Mikkal  otoczył  ją  ramieniem,  puszczając  kij.  Nie  potrzebował  go.  Byli  ze  sobą, 

wspierali się nawzajem. 

Tworzyli wspólnotę, do której tęsknił przez te wszystkie trudne lata. 

-  Boisz  się  zejść  do  nich,  Mały  Kruku?  -  spytał  łagodnie  z  ustami  wtulonymi  w  jej 

włosy. Dłonie splótł wokół talii dziewczyny i oparł podbródek na jej skroni. 

Raija potrząsnęła głową. 

-  Nie.  Nikt  z  nich  nie  wyrządził  mi  krzywdy.  Poza  twoim  ojcem.  Gdyby  żył,  nie 

stalibyśmy tutaj. 

Mikkal nie odpowiedział. Raija znów miała rację. Jego ojciec przekreślił szanse na ich 

szczęście. Teraz nie mógł już stanąć im na drodze. Umarli nie mogą rozdzielić żywych. 

background image

- Co ona powie? - Raija odwróciła ku niemu twarz. 

- Inga? - Mikkal zadrżał i schylił głowę. - Nie wiem. 

-  Nie  chcesz  o  tym  myśleć?  -  Raija  nie  spodziewała  się  odpowiedzi,  znała  ją. 

Pogłaskała  go  po  policzku  jak  matka,  która  próbuje  dodać  otuchy  dziecku.  -  Mikkal,  mój 

mały! Tak bardzo nie chcesz krzywdzić innych ludzi, że w swej niezdarności to właśnie czy-

nisz. Nie masz pojęcia, jakimi drogami biegną myśli kobiety! 

-  Skąd  miałbym  wiedzieć?  -  spytał  z  lekkim  rozdrażnieniem.  -  Przez  większą  część 

ż

ycia mogłem jedynie marzyć o tobie. Nie było  cię u mego boku, by mnie uczyć. Sigga nie 

wtajemniczała  mnie  w  swoje  sprawy.  Jesteś  jedyną  kobietą,  która  się  mi  zwierzała,  ale  spo-

tykaliśmy się jedynie na krótkie chwile. Sama wiesz najlepiej. - Nabrał powietrza i dorzucił: - 

Może stąd bierze się moje niezrozumienie kobiecej natury. 

Raija  ze  śmiechem  poczochrała  mu  włosy,  palcem  wskazującym  wygładziła 

zmarszczki, które pojawiły się na jego czole. 

-  O  nic  cię  nie  oskarżam,  Mikkal  -  odrzekła  z  zadziwiającym  u  niej  spokojem  i 

cierpliwością. 

Mikkal też się roześmiał i przyłożył policzek do jej policzka. 

- Musisz okazać mi wiele wyrozumiałości - powiedział pokornie. - Nie jestem już tym 

młodzieńcem, którego stawiałaś sobie za wzór. Nie jestem ani taki miły, ani taki cierpliwy jak 

kiedyś.  Zmieniłem  się,  może  wbrew  własnej  woli,  nieświadomie,  ale  tak  się  właśnie  stało. 

Teraz nie pragnę niczego innego, jak tylko sprostać twoim oczekiwaniom, Raiju. 

Na  ułamek  sekundy  zesztywniała  w  jego  ramionach.  Mikkal  dostrzegł  tę  ledwie 

uchwytną zmianę w zachowaniu dziewczyny, ale nie nadał jej żadnego znaczenia. 

Raija miała na czubku języka ciętą uwagę, ale się powstrzymała. Mikkal formułował 

słowa pod wpływem chwili, spontanicznie. Mikkal z marzeń i snów był silny i rozsądny. 

Rzeczywistość raz jeszcze okazała się zdradliwa. 

-  To  ciebie  kocham  -  oznajmiła  Raija,  tak  rozkładając  akcenty,  by  pojął,  ale  Mikkal 

nie  zauważył  podtekstu.  -  Nie  chcę  cię  zmieniać.  Pragnę  stać  się  cząstką  twego  życia,  nie 

odmieniając  go  za  bardzo.  Nie  musisz  się  zmieniać,  by  mnie  zadowolić.  Wtedy  staniesz  się 

obcy. 

- A ja wolałbym nie obnażać duszy przed tobą - mruknął zażenowany. -  Bałbym się, 

ż

e mną wzgardzisz, a tego bym nie zniósł. Nie mógłbym spojrzeć ci w oczy... 

Raija popatrzyła nań z powagą. 

- Sądzisz, że zdolna byłabym tobą wzgardzić? Wzruszył ramionami. 

background image

-  Być  może  zdołałbyś  wzbudzić  we  mnie  nienawiść  -  ciągnęła  -  choć  musiałbyś  się 

bardzo  starać,  mój  miły,  ale  nigdy  nie  zasłużysz  na  wzgardę.  Miłość  łatwo  zmienić  w 

nienawiść, znacznie trudniej obrócić w pogardę. Chyba nie rozumiesz, co do ciebie czuję? 

- Staram się. - Mikkal przytulił ją mocniej. - Wciąż to sobie powtarzam. Wszystko jest 

takie nowe, takie inne. Jesteśmy razem, razem kładziemy się spać, budzimy się obok siebie... 

Wciąż  nie  mogę  uwierzyć,  że  to  szczęście  trwać  będzie  wiecznie.  Że  to  nie  sen.  Ja  też 

marzyłem, Raiju. 

- Boisz się zejść do nich? - Raija wskazała jurty ruchem głowy. Słupy dymu wznosiły 

się ku niebu. Dzień miał się ku wieczorowi. Byli tak niedaleko, że Raija rozróżniała sylwetki 

ludzi. 

Widzieli ich i zostali dostrzeżeni. 

- Boisz się tak bardzo jak ja - stwierdziła. - Może bardziej. To twój lud, twoja rodzina. 

Ailo pewnie przywiązał się do Ingi. Sądzisz, że mają ci za złe, iż odszedłeś z Reijo? 

-  Nie  potrzebowali  mnie  -  odrzekł  gorzko  Mikkal.  Raija  nie  lubiła,  kiedy  przybierał 

ten  ton.  -  Kaleka  nie  na  wiele  się  zda...  -  Miał  inne  argumenty,  ale  wiedział,  że  Raija  i  tak 

przejrzy  go  na  wylot.  -  Tak  -  przyznał  niechętnie.  -  Boję  się.  Zawiodłem  ich.  Gnębią  mnie 

wyrzuty sumienia wobec Ailo. Chłopak pewnie nie pamięta własnego ojca. Nie wiem też, jak 

to  wytłumaczyć  Indze.  Nie  obiecywałem  jej  niczego,  ale  przecież  brałem,  nie  dając  nic  w 

zamian. Czuję się podle, bo zrzuciłem wiele obowiązków na ich barki. Wykorzystałem ich na 

tyle sposobów. Nie powiedzą tego głośno... ale starczy, że pomyślą. 

- To nie tylko twoja wina, Mikkal. Zawsze musiałeś wybierać między nimi a mną... - 

Raija  westchnęła.  Nie  skończyła,  ale  oboje  wiedzieli,  co  chciała  powiedzieć.  Mikkal  dawno 

już  podjął  decyzję.  Trudną,  to  prawda,  lecz  od  tamtej  tragicznej  pomyłki,  kiedy  to  poślubił 

Siggę, nie myślał o innej kobiecie, tylko o Raiji. Zawsze była najważniejsza. 

Wcale nie musiał wybierać. 

- Nikt nie będzie cię o nic oskarżać. - Mikkal uśmiechnął się i pogłaskał dziewczynę 

po włosach. - Zresztą nie ma o co. Odpowiadam za własne czyny. 

Podniósł kij i tobołki. 

- Nie damy po sobie poznać, że się boimy, prawda? - skrzywił się i ruszył w dół. 

Raija  odrzuciła  głowę.  Wiatr  pogłaskał  ją  po  policzkach,  potargał  krótkie  kosmyki. 

Wyglądała teraz naprawdę jak nieopierzony mały kruk, który jeszcze nie rozwinął skrzydeł do 

lotu. 

A mimo to ją kochał. Była jego Małym Krukiem. 

Nie można nienawidzić kogoś, kogo kocha się ponad życie. 

background image

Jakaś  tajemna  siła,  z  której  istnienia  Inga  nie  zdawała  sobie  dotąd  sprawy,  kazała  jej 

skierować wzrok na wzgórze. Dostrzegła dwoje ludzi złączonych uściskiem. 

Od razu rozpoznała Mikkala. Kij i nierówny chód wyróżniały go spośród wędrowców, 

zresztą Inga poznałaby go w każdych okolicznościach. 

Opuścił ich bez słowa pożegnania. Nie poprosił jej, by została, nie obiecał, że wróci. 

Inga wiedziała, dlaczego odszedł i czego szukał. 

A właściwie kogo... 

Znalazł ją. 

Inga  z  trudem  powstrzymała  łzy,  widok  tych  dwojga  sprawił  jej  ból.  Rozróżniała 

postaci, wciąż jeszcze nie widziała twarzy. Na całe szczęście. 

Wystarczyło zobaczyć, z jaką troską obejmował tę drobną dziewczynę. 

Poruszał się inaczej. To nie był ten Mikkal, którego znała. 

Ona go odmieniła. 

Raija... 

Byli pochłonięci rozmową. 

Inga nie mogła oderwać od nich wzroku. 

Cierpiała, kaleczyła własną duszę, ale nie mogła oderwać od nich wzroku. 

Jego ręce kreśliły miękkie łuki w powietrzu. Pieściły. Pamiętała, z jaką brutalnością te 

same dłonie traktowały jej ciało. 

Jak mocno mogłaby pokochać tego mężczyznę!  Tę stronę jego natury. Tyle że nigdy 

jej nie odsłonił. 

Reijo miał rację. Związku Mikkala z Raiją nie rozerwie żadna ludzka siła. 

Nawet z tej odległości Inga dostrzegała, że tamtych dwoje łączy magia. 

Wciąż trzymali się w objęciach. 

Inga odwróciła się, łykając łzy. 

Została z własnej woli. Wiedziała, że nie walczy z cieniem. 

Otworzyła się przed nim, obnażyła, nie ukrywała uczuć. 

Im  pewniejszy  był  jej  miłości,  tym  mniej  dla  niego  znaczyła.  Może  dała  mu  zbyt 

wiele? 

Inga  odrzuciła  tę  myśl.  Wcale  nie  zamierzała  się  unicestwić,  ale  kochała  do 

szaleństwa. 

W takim stanie trudno się opanować. 

Mikkal o nic nie prosił. 

Sama chciała, w swej naiwności wierząc, że przywiąże go do siebie. 

background image

A w istocie odpychała go gwałtownością uczucia. 

Teraz wszystko się skończyło. 

Ujrzała tę prawdę w całej jasności. 

Nie zamierzała czepiać się wspomnień. 

Raz po raz Mikkal poświęcał wszystko, by ruszyć na pomoc Raiji, gotów był dla niej 

skoczyć w ogień. 

Nawet Ailo odsuwał na drugi plan. 

Związek  tych  dwojga  opierał  się  na  żarliwości,  której  Inga  nigdy  nie  zdołałaby 

zrozumieć. 

Nie mogła stanąć im na drodze. 

To było niebezpieczne. 

Oczy  piekły  ją  od  łez,  kiedy  szybko  spakowała  swoje  rzeczy  i  wyniosła  z  jurty 

Mikkala,  w  której  mieszkała  podczas  nieobecności  mężczyzny.  Opiekowała  się  Ailo  jak 

matka. 

Mikkal nigdy jej o to nie prosił, ale  Inga lubiła  chłopca. Nie miała dzieci. No a  Ailo 

był synem Mikkala. 

Ravna zdumiała się, kiedy Inga weszła do jej namiotu z całym swym dobytkiem. 

-  Co  to  znaczy?  -  spytała  na  swój  zrównoważony  sposób.  Inga  nigdy  nie  zwątpiła  w 

przywiązanie tej starej kobiety. Ravna powiedziała nawet kiedyś, że Mikkal powinien zostać 

z nią. Że byłaby dla niego dobrą żoną. 

Inga  dobrze  to  zapamiętała.  Wtedy  słowa  Ravny  rozgrzały  jej  serce  i  nadal  niosły 

pociechę. 

Mikkal  kochał  Raiję  do  szaleństwa,  ale  nawet  jego  matka  uważała,  że  w  Indze 

znalazłby lepszą towarzyszkę życia. 

-  Twój  syn  wrócił  -  powiedziała  Inga,  nie  patrząc  na  Ravnę.  Bała  się,  że  od  wzroku 

kobiety pęknie ta wątła tama, którą postawiła uczuciom. 

Chciała zachować chociaż godność. 

- Mikkal wrócił i nie jest sam - ciągnęła. - Z nią. 

- Z Raiją? 

Ravna puściła kawałek skóry, nad którym pracowała. 

- Przyprowadził Raiję? - powtórzyła niedowierzająco. 

Inga  skinęła  głową,  wciąż  nie  patrząc  na  Ravnę.  Pamiętała,  że  Ravna  darzy  tę 

czarnowłosą dziewczynę uczuciem. Nie chciała zobaczyć błysku radości w oczach kobiety. 

Wolała traktować ją jak sojuszniczkę. 

background image

- Czy ten chłopak oszalał? 

Inga nie odpowiedziała. Usłyszała, że Ravna wstaje i wychodzi z namiotu. 

I usłyszała, jak wraca po chwili. 

-  Masz  rację,  to  oni  -  rzekła  Ravna.  -  Bóg  jeden  wie,  gdzie  ją  znalazł.  Tak  nie  może 

być, Ingo. Oni zawsze wracają do siebie. Nie wiem, dlaczego, ale się boję! 

Zamilkły i usiadły, ukrywając się w półmroku namiotu. 

Obie miały sporo do przemyślenia, obie przywołały wspomnienia z przeszłości. 

Czekały. 

Zbliżając  się  do  obozowiska,  Raija  coraz  wolniej  stawiała  kroki,  jakby 

powstrzymywała ją jakaś niewidzialna siła. 

Gdyby mogła, ruszyłaby w dalszą wędrówkę z Mikkalem. Tylko we dwoje, unikając 

towarzystwa ludzi, które zawsze oznaczało kłopoty. 

Rozsądek podpowiadał jej jednak, że takie życie nie byłoby pełne. 

- Znienawidzą mnie - mruknęła, ponaglana przez Mikkala. 

Mikkal też poruszał się wolniej, ale w przeciwieństwie do dziewczyny coś ciągnęło go 

ku namiotom. Tam była jego rodzina. Jego lud. 

-  Nikt  nie  darzy  cię  nienawiścią  -  powiedział  z  pełnym  przekonaniem.  Nie  można 

nienawidzić Raiji, jeśli poznało się ją bliżej. - Matka się ucieszy - dodał. - Ailo z pewnością 

cię polubi. 

Słowa Mikkala nie dodały Raiji otuchy, ale zmusiła się, by w nie uwierzyć. 

A życie pewnie znów da jej po głowie. 

Mikkal  bez  trudu  odnalazł  drogę  do  namiotu  matki.  Odrzucił  płachtę  ruchem  ręki  i 

wskazał Raiji drogę do środka. 

Raija stanęła. Pobladłe wargi dziewczyny zacisnęły się w wąską kreseczkę. Zajrzała w 

półmrok namiotu i dostrzegła, że Ravna nie jest sama. 

Powoli potrząsnęła głową, napotkawszy pytający wzrok Mikkala. 

Nie pomyślał. 

On wracał do swoich. 

W pojęciu Mikkala Raija zawsze należała do jego ludu. Ona jednak dawno już utraciła 

poczucie przynależności do Lapończyków. 

Dla nich też była obca. 

Mikkal  zrozumiał  swój  błąd  i  jego  twarz  ściągnęła  się.  Nie  miał  zamiaru  jej 

zawstydzać. Wzrokiem poprosił ją o wybaczenie, nie było czasu na słowa. 

background image

Raija  skinęła  lekko  głową  i  uśmiechnęła  się.  Pojął,  że  odpuszcza  mu  jego 

bezmyślność. 

Wszedł pierwszy do namiotu. 

Nie było go długo. Za długo. Tę prawdę wyczytał od razu z twarzy Ravny. Matka nie 

przyzna się do tego, ale syn zrozumiał wszystko bez słów. 

Nie odważył się spojrzeć na  Ingę, choć domyślał się, że ukrywa się gdzieś w mroku. 

Zobaczył jej cień, przekroczywszy próg jurty. 

Ailo poszukał schronienia u Ravny. 

Ramiona babki były najbezpieczniejszym miejscem na ziemi. To, że wrócił ojciec, nie 

miało wielkiego znaczenia. 

Długo nie wracał, Ailo przestał wierzyć, że ujrzy go ponownie, i płakał. 

Nikt o tym nie wiedział, że płakał. Ojciec też się nigdy nie dowie. 

Gotów by powiedzieć, że nigdy nie zostanie mężczyzną. Płaczą tylko baby. 

Tata  też  raz  płakał,  ale  wtedy  bardzo  cierpiał.  Po  tym,  jak  dopadł  go  ten  straszny 

niedźwiedź, o którym Ailo nawet bał się pomyśleć. Wyrzucił go z pamięci, potwór pojawiał 

się tylko czasami w snach chłopca. 

Poza tym tata nigdy nie lał łez. 

Może z jego winy wyjechał? Może Ailo uczynił coś złego? 

Nie chciał znów popełnić błędu, nie chciał ponownie stracić ojca. 

Dlatego siedział cichutko na kolanach babki i nie przeszkadzał. 

Może teraz tata zostanie. 

Patrzcie,  Inga  uczyniła  dokładnie  to  samo.  Stała  nieruchomo,  nie  patrząc  na  tatę. 

Pewnie bała się, że tata przez nią ich opuścił. 

Ailo chciał powiedzieć Indze, by się nie bała. To wszystko jego wina... 

Ale Inga gapiła się tylko na tę dziwną panią, którą przyprowadził tata. 

Ailo nie był pewien, czy ta pani mu się podoba. 

Babka ją znała. 

Powiedziała do niej „Raiju, dziecko moje”. Choć ta pani była całkiem dorosła. 

Ailo wydawało się, że ta pani jest chora. I zrobiło się mu jej żal. Ale tylko troszkę. 

Nie podobało mu się, że tato stoi tak blisko niej, jakby chciał ją przed czymś obronić. 

Jakby zupełnie zapomniał o Ailo. Jakby tylko ją otaczał opieką. 

Nawet objął ją ramieniem. 

Ailo dostrzegł, że to nie spodobało się Indze, jemu więc też nie. Inga jest miła. 

Cichym głosem Mikkal opowiedział o przeżyciach Raiji w twierdzy Vardohus. 

background image

Nie używał wielkich słów, ale wzbudził współczucie u obu kobiet. Nawet u Ingi. 

Nie sądziła, że stać ją na współczucie wobec rywalki, ale nie mogła się opanować. 

Wszak była człowiekiem. 

Mikkal opowiedział o ucieczce. 

- Nie mieliśmy wyboru - zakończył, szukając wzroku matki. - Musieliśmy tu przyjść. 

To dla Raiji jedyna szansa ocalenia. 

Ravna westchnęła. 

Przepełniała  ją  litość  dla  Raiji.  Nie  pochwalała  związku  syna  z  dziewczyną  z 

Tornedalen,  ale  lubiła  Raiję.  Była  dla  niej  jak  córka,  a  przecież  kocha  się  własne  dzieci 

niezależnie od tego, jak postępują. 

-  Biedaczko  -  zaczęła  łagodnie  -  jakżeś  się  w  to  wplątała?  Nie  dość  ci  zwykłych 

kłopotów? Jaka to siła ściąga na ciebie wszystkie nieszczęścia tego świata? 

Raija  siedziała  skulona  u  boku  Mikkala.  Przechyliła  na  bok  głowę  i  bez  wahania 

spojrzała Ravnie prosto w oczy. 

- Nie wiem, matko - westchnęła szczerze. - Nie wiem. Po prostu tak się dzieje. 

- Jak Mikkal cię odnalazł? 

-  Tak  wyszło  -  powtórzyła,  rzucając  Mikkalowi  ukradkowe  spojrzenie  i  dając 

kobietom  do  zrozumienia,  co  ją  z  nim  łączy.  -  Jest  między  nami  jakaś  więź.  Pomimo 

wszystko. 

Ravna zrezygnowała. Nie sposób walczyć z tą tajemną mocą. 

Pehr próbował, na próżno. 

Wtedy pragnęła ich związku, teraz nie była już taka pewna. 

Nie potrafiłaby jednak ich rozdzielić. 

- Minie sporo czasu, zanim będziesz mogła wrócić do swoich - powiedziała poważnie. 

- Obawiam się, że tu też nie jesteś całkiem bezpieczna. 

-  Bardziej  niż  gdziekolwiek  indziej  -  odrzekła  Raija.  -  Będę  wdzięczna,  jeśli 

pozwolicie mi zostać. 

A więc nie była tego pewna, pomyślała Ravna i poczuła ukłucie żalu. 

Dziewczyna wciąż nosiła zadrę w sercu, ale nikt nie mógł zarzucić jej braku dobrego 

wychowania. 

- Chcę wrócić - dokończyła Raija. - Mam do czego wrócić. 

Ravna domyśliła się. 

- Dzieci zostały z Reijo? Raija skinęła głową. 

background image

- Powiedział, że tak będzie najlepiej. Ravna musiała przyznać Reijo rację. Nie wolno 

narażać dzieci bez potrzeby. 

U Reijo jest im jak u Pana Boga za piecem. To dobry chłopak. 

Przeniosła wzrok na Mikkala. Musiała powiedzieć najważniejsze, a nie chciała zranić 

nikogo. 

-  Rozumiesz  chyba,  że  Inga  zostanie?  Mikkal  przełknął  ślinę.  Dopiero  teraz  odważył 

się spojrzeć na dziewczynę, która cały czas pozostawała w cieniu. 

- Inga wiele dla mnie znaczy - ciągnęła Ravna. - Zostanie z nami. 

- Nawet mi na myśl nie przyszło, by ją... oddalić - wychrypiał Mikkal. 

Głos Raiji zabrzmiał piskliwe, ale zdołała nad nim zapanować: 

- Mam nadzieję, że mnie nie znienawidzisz, Ingo. - Nie prosiłam, by czuć to, co czuję. 

Tak po prostu jest. 

Inga schyliła głowę. 

Nie mogła nic przeciwstawić tej kobiecie. 

Nawet nienawiści. 

background image

Raija wyniosła wszystkie skóry z jurty Mikkala i przetrzepała je solidnie. 

W ten sposób dała ujście uczuciom. 

Nikt nie okazał jej niechęci, ale Raija czuła, że coś wisi w powietrzu. 

Inga  stała  się  jedną  z  nich,  traktowali  ją  niemal  jak  krewną  w  nadziei,  że  Mikkal 

połączy z nią swój los. 

Raija zniszczyła wszystko. 

Historia zatoczyła koło. 

Niewielu  pamiętało,  że  fińska  dziewczyna  żyła  kiedyś  wśród  nich.  Minęło  sporo  lat, 

była  wtedy  jeszcze  dzieckiem.  Nikomu,  oprócz  Mikkala,  nie  zapadła  w  pamięć.  Nie  mogli 

pojąć, dlaczego tych dwoje połączyła taka silna więź. 

Nie odtrącili jej, ale też nie przygarnęli do serca. 

Znów była obca. 

Nawet w Ravnie nie znalazła oparcia. 

Został jej tylko Mikkal. 

Kazała mu wrócić do namiotu matki. 

Wtedy razem go opuścili. 

Sami. 

Kiedy  Mikkal  chciał  wziąć  Ailo  na  ręce,  chłopiec  ukrył  twarz  w  fałdach  babcinej 

sukni i zaprotestował krzykiem. 

To  musiało  zaboleć.  Mikkal  nic  nie  powiedział,  ale  Raija  widziała  wyraźnie,  że 

zachowanie chłopca raniło mu serce. Znała to uczucie. 

Zdążyła poznać jego gorzki smak, Maja odtrącała ją wszak tyle razy... 

Maja... 

Knut. Elise. Ida... 

Raija zamknęła oczy na dłuższą chwilę. 

Boże, czy musi tak cierpieć? 

Czy  tęsknota  nie  może  przybrać  łagodniejszej  formy?  Czy  zawsze  musi  być  tak 

bezgraniczna, otwierać się w niej przepastną głębią, w której toną wspomnienia o ukochanych 

osobach? 

Usta jej zadrżały, zagryzła dolną wargę tak mocno, że poczuła smak krwi. 

Ale nie rozpłakała się. 

background image

Jeszcze raz opanowała łzy. 

Nie zawsze tak było. Czasami musiała zgiąć kark i oddać się łkaniu i wspomnieniom, 

nieskończonemu strumieniowi obrazków z życia jej dzieci. 

Takie  chwile  zdarzały  się  jednak  coraz  rzadziej.  Nauczyła  się  regulować  oddech, 

napełniać płuca czystym powietrzem, a rozum przywoływać do rzeczywistości. 

Wiedziała, które myśli stłumić, by obrazy się nie pojawiały. 

Wiedziała,  jak  mocno  wbić  paznokcie  w  skórę  dłoni,  jak  silnie  zagryźć  wargę,  by 

bólem fizycznym zagłuszyć wspomnienia. 

Raija czyniła postępy. 

Kiedyś być może nauczy się, jak z tym żyć. 

Kończyła pracę, kiedy zjawił się Mikkal. Z uśmiechem rozbawienia wskazał na stertę 

skór. 

-  Wielkie  porządki?  Gdybym  nie  znał  cię  tak  dobrze,  uznałbym,  że  wybrałaś  dziwny 

moment na sprzątanie... 

- Lubię kłaść się na czystym posłaniu - oświadczyła stanowczo. 

-  Wyniosłaś  wszystkie  derki.  Niemiła  ci  chyba  myśl,  iż  spała  kiedyś  na  nich  inna 

kobieta... 

Raija  nie  odpowiedziała,  tylko  z  większą  zaciętością  biła  w  skóry.  Mikkal  zawsze 

potrafił dostrzec w niej to, co starała się ukryć. 

-  Wytrzepiesz  z  nich  najmniejszy  ślad  i  zapach  Ingi  -  dodał.  Zbliżył  się, 

zdecydowanym ruchem odebrał Raiji skórę renifera i chwycił dziewczynę za ramiona. - Inga 

wyniosła się z tej jurty - szepnął. - I nie wróci. Nic tutaj do niej nie należy. 

-  Nie  lubię  przejmować  po  obcych.  Słowa  Raiji  potoczyły  się  jak  kamienie.  Mikkal 

odsunął  ją  na  odległość  ramion.  Przyjrzał  się  badawczo  ukochanej,  wciąż  uśmiechając  się 

kącikiem ust, ale z powagą we wzroku. 

-  Wiesz,  że  te  słowa  świadczą  o  pewnym  podłym  uczuciu,  które  i  mnie  czasami 

prześladuje? - spytał łagodnie. - Nazywasz je zazdrością i twierdzisz, że nigdy nie dałaś mu 

przystępu... 

Raija spuściła oczy. Poczuła się niewypowiedzianie głupio. 

Mikkal miał rację. Usiłowała zatrzeć ślady po Indze. 

-  Nie  jestem  przyzwyczajona  do  tego  -  powiedziała  cicho  -  by  zajmować  miejsce  po 

innej kobiecie... 

- Przecież dzieliłaś mnie z Siggą - zdziwił się. Raija podniosła wzrok. 

background image

- Jej do tego nie mieszaj. Wtedy było inaczej, oboje żyliśmy w związku. Mieliśmy dla 

siebie krótkie chwile. Nie mogliśmy wybrzydzać. 

Mikkal roześmiał się. 

- Potrafisz tak ubarwić rzeczywistość, że dla ciebie staje się piękna, Raiju. 

- Czuję się tylko taka bezbronna - tłumaczyła się. - Inga żyje obok mnie. Patrzę na nią 

co  dzień,  kobietę  z  krwi  i  kości,  i  widzę,  że  jest  dobra.  Rozumiem,  że  mogłeś  się  z  nią 

związać,  a  jednocześnie  nie  rozumiem.  Zastanawiam  się,  co  myślisz  na  jej  widok.  O  czym 

rozmawiacie. Czy w głębi duszy porównujesz nas ze sobą... 

Mikkal spoważniał. 

-  Czy  twe  słowa  nie  brzmią  znajomo?  -  zapytał  z  napięciem.  -  Zastanów  się,  Mały 

Kruku. Nie słyszałaś ich wcześniej? 

Spojrzała nań ze zdumieniem. 

-  Tak  właśnie  się  czułem  -  ciągnął.  -  Byłem  równie  bezbronny,  zaglądając  w  twarze 

mężczyzn,  bo  wiedziałem,  że  zbyt  wielu  z  nich  cię  posiadło.  Przez  głowę  przebiegały  mi  te 

same myśli. Jednego z tych mężczyzn uważam za mojego najlepszego przyjaciela. 

Raija zarzuciła Mikkalowi ramiona na szyję i ukryła twarz na jego piersi. 

Nigdy dotąd nie myślała w ten sposób. 

-  A  więc  to  zazdrość?  -  Pociągnęła  nosem,  nie  wycierając  łez.  -  Byłam  dumna  i 

wyrozumiała,  tak  uważałam  -  dodała  samokrytycznie.  -  Wszystko  pojmowałam,  potrafiłam 

wybaczać.  Tyle  że  wyrozumiałość  miałam  jedynie  dla  własnych  uczuć.  Tego,  kogo  kocham 

najbardziej, obdarzałam zazdrością. Otarła oczy skrawkiem jego kaftana. 

-  Wybaczysz?  -  spytała,  unosząc  lekko  głowę.  -  Czy  kiedyś  mi  wybaczysz,  Mikkal? 

Zrozumiałam swój błąd. Takie myśli niszczą. 

Mikkal ucałował zaczerwienione powieki dziewczyny. 

-  Wybaczam  -  odrzekł  pogodnie.  -  Cóż  byłby  ze  mnie  za  mężczyzna,  gdybym  nie 

potrafił wybaczyć ukochanej? - Roześmiał się i dodał: - Poza tym to mi pochlebia. Bałem się 

kiedyś,  że  nie  kochasz  mnie  równie  mocno  jak  ja  ciebie,  skoro  nie  odczuwasz  zazdrości. 

Byłaś zbyt pobłażliwa, mimo wdzięczności dla ciebie cierpiałem... 

Raija skinęła głową. 

Zrozumiała. 

Wreszcie zrozumiała. 

Przełknęła  łzy,  osuszyła  policzki,  oswajając  się  z  tym  nowym  uczuciem.  Dopiero 

wtedy zajrzała mu w oczy. 

background image

Mikkal  nie  patrzył  na  nią  z  wyrzutem.  Kochał  ją,  nic  innego  nie  wyczytała  z  jego 

twarzy. 

- Czy Ailo nie chciał rozmawiać z tobą? - spytała. - Wracasz sam. 

Mikkal  puścił  dziewczynę,  podniósł  kilka  skór  i  kulejąc,  ruszył  z  nimi  do  namiotu. 

Odpowiedział, kiedy wrócił po następne: 

-  Chciał  zostać  z  matką.  Z  matką  i  z  Ingą.  Raija  położyła  mu  obie  dłonie  na 

policzkach. Zauważyła, że szybko poruszył powiekami, by odgonić łzy. 

Nikt nie wiedział lepiej niż ona, jak bardzo Mikkal cieszył się na spotkanie z synem. 

Nie był może zbyt troskliwym ojcem, ale kochał Ailo bezgranicznie. 

I chciał się do niego zbliżyć. 

A  Raija  pragnęła  pomóc  mu  w  nauce  ojcostwa.  Jeśli  potrafię,  pomyślała  gorzko. 

Mikkal nie był najlepszym z ojców, ale ona też nie zasługiwała na miano idealnej matki. 

Mógłby znaleźć lepszą nauczycielkę. 

- Jesteś jego ojcem, Mikkal. Ailo zwątpił w twój powrót. Teraz chce cię ukarać, choć 

wcale  nie  pragnie  wyrządzić  ci  krzywdy.  Dzieci  kierują  się  odmiennym  poczuciem 

sprawiedliwości. Potrafią ranić, jeśli czują się skrzywdzone. 

-  Mam  więc  go  przyprowadzić?  Raija  skinęła  głową  i  opuściła  ręce.  Mikkal  zawahał 

się. Miał wrażenie, że stąpa po kruchym lodzie, a Raija każe mu iść dalej. 

-  Przecież  nie  przyciągnę  go  siłą.  -  Nabrał  powietrza  w  płuca.  -  Poza  tym  dajmy  mu 

trochę czasu. Nie zna ciebie. Trudno mu będzie przyzwyczaić się do nowej mamy... 

Raija dała mu kuksańca w ramię. 

- Dlatego właśnie musisz go przyprowadzić - powiedziała stanowczo. - Chłopiec mnie 

nie zna, więc nie wie, jak się zachować. Z Ravną i Ingą czuje się bezpiecznie. Jeśli zostanie z 

nimi,  nabierze  pewności,  że  to  ja  trzymam  cię  od  niego  z  daleka.  Pomyśli,  że  kochasz mnie 

bardziej niż jego. 

-  Tak  jest  na  pewien  sposób  -  jęknął  Mikkal,  rozkładając  bezradnie  ramiona.  -  Nie 

można porównywać uczuć do dziecka i miłości do dorosłej osoby. 

- Wiem. Ty też. Ale Ailo nie wie, jest jeszcze dzieckiem. Musisz pokazać, że zależy ci 

na nim i dlatego chcesz sprowadzić go do domu. 

- Namiot matki to też jego dom. 

- Ale musi wiedzieć, że należy do ciebie. Że w tobie ma oparcie. 

Mikkal wciąż się wahał. 

- Nie mogę go przyprowadzić. Raija użyła ostatecznych argumentów. 

background image

-  Chcę,  żeby  zamieszkał  z  nami,  ale  przecież  nie  mogę  sama  po  niego  pójść.  Musi 

zrozumieć, że czynisz to z własnej woli. 

- Sprzeciwi mi się. 

Raija uśmiechnęła się. Na jej policzki wrócił rumieniec, w oczach zamigotały iskierki. 

-  Jest  podobny  do  ojca  -  stwierdziła,  unosząc  kąciki  ust.  -  Przyprowadź  go,  Mikkal. 

Nie  wiem,  jak  długo  trwać  będzie  moja  rozłąka  z  dziećmi,  więc  nie  krzywdź  choć  chłopca. 

Należycie do siebie, a ja chciałabym zyskać zaufanie was obu. - Podniosła resztę skór. - Jeśli 

mam  coś  znaczyć  dla  ciebie,  muszę  przekonać  do  siebie  Ailo.  W  przeciwnym  razie  znów 

przegramy. 

Mikkal  westchnął.  Pieścił  Raiję  wzrokiem,  zauważył  tę  zmarszczkę,  oznakę 

stanowczości,  która  pojawiła  się  między  brwiami  dziewczyny.  Zabawne,  wcześniej  jej  nie 

dostrzegał. 

Wcześniej nie musiała go tak strofować. 

- Chciałem pierwszą noc w naszym namiocie spędzić tylko z tobą. 

- Zadowolę się myślą, że tego pragnąłeś. Jesteśmy dorośli, Mikkal, i jakoś zniesiemy 

to,  że  nie  wszystko  układa  się  zgodnie  z  naszymi  oczekiwaniami.  Ailo  natomiast  jest  mały, 

będzie rozczarowany, smutny i nieszczęśliwy. 

Mikkal skinął głową. 

Słowa Raiji trafiły mu do przekonania. 

-  Pójdę  po  syna  -  postanowił  nagle  przekonany,  że  postępuje  właściwie  i 

sprawiedliwie wobec siebie i Ailo. 

To przekonanie potwierdziło się, kiedy ponownie przekroczył próg namiotu Ravny. 

Ailo  bawił  się,  udając,  że  nie  widzi  ojca.  Mikkal  wiedział  jednak,  że  chłopiec  śledzi 

ukradkiem każdy jego ruch. 

- Wróciłeś? - spytała Ravna, unosząc brew. Inga podniosła oczy. 

Mikkal wykrzywił się, zadowolony, że pod pokryciem namiotu panuje półmrok. 

- Przychodzę po Ailo. 

Chłopiec przerwał zabawę. 

Nie spojrzał na ojca, ale wyprostował się jak struna. Ani jedno słowo, ani jeden  gest 

Mikkala nie uszły jego uwagi. 

Mikkal był tego świadomy. 

Tego  między  innymi  nauczyła  go  Raija.  Ze  dzieci  rozumieją  więcej,  niż  się  wydaje 

dorosłym. 

background image

-  Myślałam,  że  już  ustaliliśmy  -  powiedziała  Ravna.  -  Miałeś  z  tym  zaczekać.  - 

Nabrała tchu i dodała gwałtownie: - Chłopak potrzebuje oparcia. Jeśli weźmiesz go ze sobą, 

przejmiesz  pieczę  nad  nim.  Teraz  i  na  zawsze.  Nie  licz  na  mnie  ani  na  Ingę,  jeśli  znów 

przyjdzie ci ochota wyjechać. 

Była śmiertelnie poważna. Od dawna układała w głowie tę przemowę. 

Mikkal skinął głową, choć słowa matki dały mu do myślenia. Dotąd Ailo nie zaprzątał 

jego uwagi. Nie był prawdziwym ojcem. 

- Rozumiem - odrzekł. - Ailo to mój syn, jego miejsce jest w moim namiocie. Pojąłem 

wreszcie,  że  ponoszę  za  niego  odpowiedzialność.  Wyrażam  wdzięczność  za  to,  co 

uczyniłyście dla niego i dla mnie. Odtąd o nic już nie poproszę. Jestem dorosły. 

Ravna  obrzuciła  go  długim,  badawczym  spojrzeniem.  Uwierzyła  w  szczerość  syna. 

Nigdy  dotąd  nie  zachowywał  się  tak  dojrzale.  Więc  Raija  musiała  mieć  na  niego  wielki 

wpływ. 

Choć  może  wcale  tak  nie  było.  Rozsądek  i  dojrzałość  to  ostatnie  cechy,  które  Ravna 

przypisałaby tej fińskiej dziewczynie. 

Powaga  Mikkala  nie  uszła  uwagi  Ingi.  Wstała  i  bez  słowa  zaczęła  pakować  rzeczy 

Ailo. 

Czyniła to z ciężkim sercem. 

Przywiązała  Ailo  do  siebie.  Posłużyła  się  chłopcem,  by  zbliżyć  się  do  Mikkala. 

Popełniła straszny błąd! 

I  tylko  ona  na  tym  straciła.  Była  pusta,  odarta  ze  wszystkiego,  niezdolna  nawet  do 

nienawiści. 

- Jest nie tylko piękna, ale i mądra - powiedziała, wręczając Mikkalowi zawiniątko z 

rzeczami chłopca. 

Mikkal  spróbował  się  uśmiechnąć.  Nie  był  mu  miły  widok  tych  jasnych  oczu,  które 

patrzyły nań z wyrzutem i cierpieniem, lecz bez śladu nienawiści. 

Inga  zawsze  okazywała  mu  bezinteresowną  dobroć,  tyle  że  Mikkal  nie  potrafił  jej 

przyjąć. 

Tak  ubogie  prowadził  życie.  Uważał,  że  nie  musi  za  każdy  przejaw  uczucia  kobiety 

płacić tym samym. Związek z Siggą oparł na tej zasadzie i machinalnie przeniósł tę zasadę na 

kontakty z Ingą. 

Teraz żałował, zdał sobie sprawę, jak bardzo ją ranił. 

Inga kochała i dawała. 

On prowadził szczególną buchalterie, nigdy nie dawał więcej, niż sam chciał dać. 

background image

Za późno, by się przyznać do tego objawienia. Teraz nie mógł już Indze nic ofiarować. 

-  Jesteś  za  dobra,  Ingo  -  powiedział,  odbierając  zawiniątko.  Ich  oczy  spotkały  się  na 

ułamek sekundy. 

Skinęła głową. 

- Chyba tak, Mikkal.  I odwróciła się do niego plecami. Przygarbiła się nieco, Mikkal 

wiedział, że to z jego przyczyny. 

Inga  uklękła  i  objęła  ramionami  czarnowłosego  syna  Mikkala.  Każdy  jej  ruch 

ś

wiadczył, jak wielkim uczuciem darzy chłopca. 

- Byłeś ze mną i babcią, kiedy tato wędrował - zaczęła mówić. - Tata szukał kogoś, za 

kim  bardzo  tęsknił.  Musiał  cię  opuścić,  chociaż  cię  bardzo,  bardzo  kocha.  Myślał  o  tobie 

codziennie,  ale  był  tak  daleko,  że  nawet  nie  mógł  cię  odwiedzić.  Teraz  wrócił,  więc  nie 

musisz już mieszkać z nami. Możesz nas odwiedzać, ale twój dom jest u taty i Raiji. 

Ailo wysunął dolną wargę w geście bezradności. 

Spojrzał z ukosa na ojca, po czym objął Ingę za szyję. 

To, co szepnął jej na ucho, miało na zawsze pozostać tajemnicą tych dwojga. 

Mikkal niczego nie dosłyszał. 

Ze  wzruszeniem  obserwował  spokojne  poczynania  Ingi.  Słuchał  słów,  które  sam 

chętnie by wypowiedział. Słów o przywiązaniu, rodzinie, miłości. 

Często  myślał  w  ten  sposób,  ale  nigdy  głośno  tego  nie  mówił.  Te  sprawy  załatwiały 

one, kobiety jego życia. Te silne istoty, których zawsze się trzymał. Inga też miała w sobie tę 

moc, większą nawet, niż dotąd sądził. 

Inga puściła Ailo. Chłopiec potruchtał ku ojcu ze zwieszoną głową. 

Nie  sięgał  mu  nawet  do  pasa.  Przechylił  głowę  i  spojrzał  na  Mikkala.  Tym  ruchem 

bardzo  przypominał  matkę.  Mikkalowi  ciarki  przebiegły  po  plecach.  Pozdrowienie  z 

zaświatów. 

- Chcesz mnie? - spytał mały z dziecięcą bezpośredniością. 

Mikkal skinął głową. Wzruszenie dławiło mu gardło. 

Drobna rączka wyciągnęła się w jego kierunku i Mikkal zamknął ją w swojej dłoni. 

Powieki nabrzmiały mu łzami. 

Nie  pamiętał  już,  ile  radości  daje  uścisk  dłoni  dziecka.  Jak  napełnia  serce  ciepłem  i 

wzbogaca. 

Wszystkim zwilgotniały oczy, kiedy Ailo się żegnał: 

- Do widzenia, babciu. Do widzenia, Ingo. Przenoszę się do taty, ale przyjdę znów w 

odwiedziny. Nie płaczcie, że mnie nie ma. 

background image

Na widok Mikkala prowadzącego chłopca za rękę Raija pokraśniała ze szczęścia. 

Przez ułamek sekundy nawet mu zazdrościła. Ona wciąż musiała karmić się tęsknotą. 

Zdusiła to gorzkie uczucie w zarodku. Powinna się cieszyć, nie psuć radości Mikkala. 

I nie robić min, które Ailo mógłby pojąć opacznie. 

To śliczne dziecko było przyrodnim bratem Mai, a przecież znała kapryśną i zmienną 

naturę córki. 

Znała niechęć dziewczynki do wszystkich, którzy rywalizowali z nią o względy matki. 

Drugie dziecko Mikkala mogło przejawiać podobne skłonności. 

Musiała się strzec, by nie odtrącić chłopca nieprzemyślanym zachowaniem. Wszak nie 

chciała utracić Mikkala. 

Trzymała się na uboczu, była jedynie tłem dla ojca i syna. Tylko w taki sposób mogła 

przełamać  nieufność  małego.  Zżyć  się  z  nim,  dać  mu  do  zrozumienia,  że  nie  stanowi  dlań 

zagrożenia. 

Chłopcu nie wolno pomyśleć, że Raija staje pomiędzy nim a ojcem. 

Dopiero  kiedy  Ailo  zasnął,  zmęczony  wydarzeniami  długiego  dnia,  odważyła  się 

zbliżyć do Mikkala. 

Z radością patrzyła w błyszczące oczy ukochanego, na jego uśmiech, złagodniałe rysy 

twarzy. 

Usiedli przy palenisku, rozkoszując się ciszą i wzajemną bliskością. 

- Jesteś szczęśliwy, prawda? 

Mikkal skinął głową. Przelotny uśmiech rozświetlił mu oblicze. 

- To wspaniałe dziecko, czyż nie? 

Odwrócił  się  i  spojrzał  na  syna.  Głos  pobrzmiewał  mu  dumą.  Dotąd  nie doświadczał 

podobnych uczuć. 

-  Nie  wiem  wiele  o  dzieciach,  Raiju.  Ailo  spał  słodko,  oddychając  równomiernie. 

Lekki uśmiech błąkał się po jego wargach. 

-  Przez  te  pierwsze  lata  ledwie  zdawałem  sobie  sprawę  z  jego  istnienia.  -  Mikkal 

rozłożył  ręce.  -  Sigga  nie  dopuszczała  mnie  do  niego,  a  ja  nie  miałem  nic  przeciwko  temu. 

Dzieci  to  była  sprawa  kobiet.  Nie  takich  silnych  mężczyzn  jak  ja...  -  Skrzywił  się.  -  Teraz 

wiem, co straciłem. I żałuję tych lat. Jest taki otwarty, taki ufny. Taki dobry... 

Mikkal  nie  potrafił  znaleźć  właściwych  słów.  -  Jest  wspaniały  -  dopowiedziała  cicho 

Raija. W jej głosie była nutka żalu, ale Mikkal tego nie dostrzegł. I całe szczęście. Nie chciała 

psuć ojcowskiej radości. 

background image

- Nie można cofnąć  czasu. Możesz jednak ofiarować sobie i jemu piękną przyszłość. 

To  ważniejsze,  niż  zamartwiać  się  przeszłością.  Co  się  stało,  to  się  nie  odstanie.  Poza  tym 

Sigga buntowała chłopca przeciw tobie. 

Mikkal uchwycił dłoń dziewczyny. Spletli palce. Raija oparła mu głowę na ramieniu. 

Siedzieli tak długo, nie poruszając się, jak wyciosani z jednego kawałka drewna, pełni 

nadziei na jasne wspólne dni. Na normalne życie, zwykłą codzienność. 

Niebo  poczerwieniało  na  wschodzie,  jakby  wstydząc  się,  że  los  znów  zażąda  zapłaty 

za chwile szczęścia. 

Miało  jeszcze  minąć  wiele  ranków  i  wieczorów,  zanim  okrutny  świat  upomni  się  o 

dwoje kochanków. 

Zdążą uwierzyć w zwyczajność losu, nieomal zapomnieć o przeszłości. 

Dopiero  pewien  Fin,  jeden  z  wielu  wędrowców  przemierzających  płaskowyż,  znów 

wlał niepokój w ich serca. 

Zjawił  się  popołudniem  i  dołączył  do  mężczyzn  siedzących  wokół  ognia  na  środku 

obozowiska. 

Przyjął poczęstunek i odpłacił opowieściami o świecie, w którym przebywał. 

Mikkal nie słuchał uważnie, dopóki do jego uszu nie dotarły następujące słowa: 

-  ...królewscy  rozbierają  lapońskie  dziewczęta  na  całym  płaskowyżu.  Z  każdej 

czarnowłosej  piękności  zdzierają  kaftan.  Nie  miałbym  nic  przeciwko  temu,  by  wstąpić  do 

nich na służbę. Mówią, że jakaś czarownica uciekła im ze stosu... 

background image

Raija  pomagała  Ravnie  i  Indze  przygotować  buty  na  zimę.  Wraz  z  upływem  lat  nie 

zyskała  wprawdzie  biegłości  w  domowych  zajęciach,  ale  nie  chciała  przerzucać  wszystkich 

obowiązków na barki innych kobiet. 

Pomagała tam, gdzie starczało jej umiejętności. 

O przyjaźni z Ingą nie mogło być mowy, ale nie stanowiło to wielkiej przeszkody. 

Wspólna praca to coś innego. Nie musiały rozmawiać. Łączyło je jedynie zajęcie. 

Krępowało to Ravnę, ale stara kobieta dobrze skrywała uczucia. 

Wszystkie trzy schyliły się nad robotą. 

Tylko  Ailo  nie  zważał  na  nic.  Chłopiec  bawił  się  w  pobliżu,  paplał  do  siebie  i  do 

kobiet,  przerywał  ciszę  radosnym  szczebiotem.  Być  może  z  biegiem  czasu  śmiech  dziecka 

wymazałby różnice, napełnił dzielącą je przepaść. Może. 

Tyle że los chciał inaczej. 

Zjawił się Mikkal i usiadł między nimi. Twarz miał poszarzałą, niecierpliwym ruchem 

odtrącił synka, który usiłował wdrapać się na jego kolana. 

- Poszukaj Andersa - polecił, usiłując nadać głosowi łagodne brzmienie. 

Ailo przyjrzał się mu tak, jak miał w zwyczaju, badawczo i poważnie, po czym włożył 

nie całkiem czysty kciuk do buzi i obrócił się bezradnie do kobiet. 

Ravna nie poruszyła się. Inga skinęła lekko głową, nie odrywając wzroku od Mikkala. 

Przez  te  dni  spędzone  razem  Raija  stała  się  na  tyle  ważna  dla  Ailo,  że  chłopiec  dla 

pewności spojrzał i na nią. 

Dopiero  kiedy  Raija  spokojnie  powtórzyła  słowa  ojca,  chłopczyk  podreptał  ku 

wyjściu. 

Uczynił to z wielką niechęcią, kopiąc gniewnie każdą kępkę wrzosu, która znalazła się 

na jego drodze. Mruczał coś niedosłyszalnie pod nosem. 

Mikkal przysunął się do Raiji. Jego wzrok był pełen lęku i troski o dziewczynę. 

- Już nie jesteśmy tutaj bezpieczni - powiedział ciężko i objął jej wątłe ramiona. 

Raija  zesztywniała.  Oczyma  pociemniałymi  ze  zdumienia  spojrzała  na  Mikkala.  Inga 

zadrżała na dźwięk słowa „my”. Oznaczało to wszystko, czego pragnęła od Mikkala. 

Wspólnotę. 

Jedność i miłość. 

background image

-  Szukają  cię,  Raiju.  -  Mikkal  zwracał  się  tylko  do  niej,  lekceważąc  pozostałe  dwie 

kobiety.  Zawęził świat do siebie i ukochanej, trzymał ją w objęciach i tylko na nią kierował 

wzrok. Całą moc swych uczuć przelewał na Raiję, aby znów nie zawładnęły nią osamotnienie 

i bezradność. Jakby pragnął ją zapewnić, że tym razem nie zawiedzie. 

-  Pekka  opowiada,  że  królewscy  węszą  wśród  Lapończyków.  -  Ruchem  głowy 

skierował  uwagę  kobiet  na  starszawego  mężczyznę,  który  wciąż  zabawiał  swoimi 

opowieściami  ludzi  przy  ognisku.  Nawet  Ailo  nie  zawędrował  daleko,  zatrzymał  się 

wsłuchany w głos przybysza. 

Raija zamknęła oczy, zacisnęła pięści. Po jej twarzy przemknął grymas bólu. 

O bliznach zdążyła zapomnieć, lecz rany na duszy wciąż były świeże. 

Prześladowały ją wspomnienia z lochu czarownic. 

Wciąż żywa była pamięć fizycznych cierpień. 

Pamiętała każde słowo oskarżeń, ton, jakim je wypowiedziano. 

Czyżby przeszłość miała się o nią upomnieć? 

Głos Mikkala wyrwał ją z odrętwienia. 

- Dowiedzieli się o mnie? - spytał z niepokojem. - A może coś stało się Reijo? 

Raija wciągnęła z trudem powietrze. 

- Nie - odrzekła. - Nie trwóż się o Reijo. Oni myślą, że jestem Laponką. 

Przerwała. 

Pytające spojrzenia domagały się wyjaśnienia. 

- Zapomniałam o tym - ciągnęła ze szczerym żalem w głosie. - Nie sądziłam, że to ma 

znaczenie. Chciałam zapomnieć. 

Wyprostowała  się  i  wbiła  wzrok  w  jakiś  punkt  przed  sobą,  jakby  ujrzała  coś 

niewyobrażalnie przerażającego. Na sam widok twarzy dziewczyny obecni wzdrygnęli się. 

-  On  -  powiedziała  nieswoim  głosem  -  kapitan  Feldt  sądził  cały  czas,  że  jestem 

Laponką. 

Zapadła długa cisza. 

- Nie zaprzeczałam. 

- A więc mamy wytłumaczenie - mruknął Mikkal. - To ich jedyny trop. 

Raija odwróciła się do niego i ścisnęła za przedramię z taką siłą, że jej palce odcisnęły 

białe plamy na ciemnej skórze mężczyzny. 

-  Ale  i  tak  grozi  nam  niebezpieczeństwo,  Mikkal!  Nie  chcę  tam  wrócić!  Raczej 

odbiorę sobie życie! Hans Fredrik Feldt już nie wypuści mnie z łap! 

background image

Mówiła  z  taką  żarliwością,  że  Mikkalowi  ciarki  przebiegły  po  plecach.  Nawet  Inga 

opuściła głowę i samotna łza spłynęła po jej szerokim policzku. 

Raija miała Mikkala, ale i mnóstwo kłopotów. 

W tej chwili Inga nie zamieniłaby się z nią miejscami. 

Nawet za cenę miłości Mikkala. 

Mikkal pokiwał głową. Szybko i niezdarnie pogłaskał Raiję po krótkich włosach. 

Bóg jeden wie, kiedy dziewczyna zapomni o strasznych przeżyciach w twierdzy. 

-  Wiem,  że  nie  jesteśmy  bezpieczni  -  wyrzekł  ze  smutkiem.  -  Nie  możemy  liczyć  na 

to, że ludzie zarządcy ominą nasz obóz. Ciało cię zdradza. Wystarczy im jedno spojrzenie, by 

zakończyć poszukiwania. 

Raija pochyliła głowę. 

-  Więc  trzeba  znów  ruszyć  w  drogę?  -  spytała  żałośnie.  -  Więc  nie  jest  nam  pisane 

zwyczajne życie tutaj... 

Ich  spojrzenia  się  spotkały.  Jeszcze  tak  niedawno  pełne  nadziei,  teraz  smutne, 

zmartwiałe. 

- Chyba nie, miła. 

- Dokąd pójdziemy? 

Mikkal instynktownie spojrzał ku horyzontowi. 

-  Nie  mamy  wielkiego  wyboru  -  rzucił  ponuro.  -  Ruszymy  na  południowy  wschód. 

Tam gdzie kończy się władza króla. 

- Suomi. - Wargi Raiji ułożyły się w jedno słowo. Mikkal skinął głową. 

- Tak, do Finlandii. Raija westchnęła. 

Smutno,  ale  i  z  nutką  wiary  i  oczekiwania.  Chciała  zostać  na  dłużej,  nieustanne 

zmiany źle na nią wpływały, zaczęła tracić grunt pod nogami. 

Tu na płaskowyżu był jej dom. Marzenia nie sięgały dalej. 

I  nagle  otwarła  się  przed  Raiją  kraina  na  południowym  wschodzie.  Uciekając  przed 

oskarżeniami, wracała do punktu wyjścia. 

Do Finlandii. 

Do ojczyzny, do swojego ludu. 

Tęsknota zdusiła obawy. Bolesna tęsknota. 

Znów więc zobaczy swój kraj, będzie stąpać po ojczystej ziemi. 

I w głowie zadźwięczała jej nazwa łąk dzieciństwa. 

Zadźwięczała  na  nutę  słodką  i  gorzką,  rzewną  i  wesołą.  Pieśnią  o  rozłogach  i 

niebieskim  niebie,  soczyście  zielonych  lasach  świerkowych,  które  skrywały  tysiącletnie 

background image

tajemnice  i  w  jesienne  wieczory  budziły  najdziwniejsze  obrazy  w  rozpalonej  wyobraźni 

dziecka. 

O małych, szarych chatach z bali, w których rozbrzmiewały znajome głosy. O rękach 

niosących dobroć i pociechę. 

O  zimowych  wieczorach  pod  rozgwieżdżonym  niebem,  którego  próżno  szukać  w 

innym miejscu na ziemi. 

Pieśnią  o  skutych  lodem  wodach,  których  nikt  nie  odważył  się  przekroczyć.  I  o 

opuszczonym  dziecku,  które  wiosennym  rankiem  stało  po  kolana  w  topniejącym  śniegu  i 

suszyło załzawione policzki na wietrze. 

To była pieśń o Raiji, samotnej na tym świecie. 

I o krajobrazie wyrytym w duszy dziewczyny po kres dni. 

Tego krajobrazu Ruija nie mogła zastąpić. 

Przedziwnej mieszanki lekkości i jasnych barw, śmiechu i humoru, ale i melancholii, 

smutku, porywczości nawet. 

Ziemia dzieciństwa, cząstka duszy. Tornedalen. 

- Nie dałeś nic poznać po sobie? - spytała spokojnie Ravna. - Nie uczyniłeś nic, co by 

mogło  wzbudzić  podejrzliwość  Pekki?  Wiemy,  że  nie  można  mu  ufać.  Wciąż  papla  o 

bogactwach, które pragnie odnaleźć. Sprzedałby matkę za garść miedziaków... 

Mikkal potrząsnął głową powoli. 

- Pozwoliłem mu się wygadać, zanim odszedłem. Nie zwrócił na mnie uwagi. 

Raija spoważniała. 

-  Miejmy  nadzieję  -  powiedziała  -  choć  Pekka  jest  zapewne  spostrzegawczym 

człowiekiem  i  ma  dobrą  pamięć,  inaczej  skąd  by  znał  tyle  opowieści?  Ludzie  zarządcy 

chętnie posłuchają, co ma do powiedzenia... 

- Wyprawimy  go stąd jeszcze dzisiaj - stwierdził stanowczo Mikkal. - Sami ruszymy 

w nocy. 

- Co z Ailo? - spytała Ravna. Mikkal sapnął z irytacją. 

-  Już  to  uzgodniliśmy,  prawda?  -  Wyprostował  się.  -  Ailo  jest  moim  synem, 

odpowiadam za niego. Nie rozdzielę się z nim, aż dorośnie i wybierze własną drogę. 

Ravna  skinęła  głową.  Nie  sposób  było  poznać  po  niej,  czy  odpowiedź  Mikkala  ją 

zadowoliła. 

Raiji  zdawało  się,  że  widzi  cień  uśmiechu  na  ustach  przybranej  matki.  Dziwne, 

sytuacja nie skłaniała do śmiechu... 

background image

- Potrzebujecie jucznych reniferów. - Matka Mikkala wstała. Było coś władczego w jej 

drobnej postaci. - Załatwię to po cichu. Pekka nie zorientuje się, że ktoś wybiera się w drogę. 

Musicie mieć jedzenie, tym też się zajmę. 

- Z resztą sobie poradzimy - przerwał jej Mikkal. Nie chciał przyjmować za dużo. To 

była ich sprawa, jego i Raiji. 

Inga chrząknęła i odłożyła robótkę. 

-  Ja  też  się  przydam.  Może  uda  mi  się  wyprawić  stąd  Pekkę...  -  Wygładziła  suknie, 

przerzucając wzrok z Mikkala na Raiję. - Pragnę wam pomóc. To niewiele, ale chcę poczuć 

się użyteczna. Żeby zło znów nie dosięgło Raiji. 

Raija wyślizgnęła się z opiekuńczych objęć Mikkala. Zamrugała powiekami i położyła 

dłonie na ramionach Ingi. 

- Dziękuję - powiedziała. - Szkoda, że nie mogłyśmy się bliżej poznać. Kto wie, może 

mamy więcej wspólnego, niż się to wszystkim zdaje. 

Inga uśmiechnęła się boleśnie. 

- Kto wie - powtórzyła bez przekonania. 

Ravna  skierowała  kroki  ku  namiotom  na  skraju  obozowiska,  nie  zwracając  niczyjej 

uwagi. 

Mikkal i Raija przechodzili koło ogniska. Ku zdumieniu Mikkala Raija przykucnęła w 

kręgu  słuchaczy.  Kiedy  Pekka  zaczerpnął  oddechu,  wtrąciła  parę  słów  po  fińsku.  Zapytała 

mężczyznę o wieści z ojczyzny. 

Pomarszczona twarz Pekki rozjaśniła się w uśmiechu. 

- Fiński kwiatuszek! - wykrzyknął i wykonał ruch, jakby chciał przytulić i pocałować 

dziewczynę. Powstrzymał się na widok groźnej miny Mikkala. 

-  Twoja  kobieta?  -  spytał  go.  Mikkal  skinął  głową  bez  słowa.  Pekka  uśmiechnął  się 

szerzej i poklepał Lapończyka jowialnie po ramieniu. 

- Masz dobre oko! 

I odwrócił się od niego, poświęcając całą uwagę Raiji. 

Długi  czas  rozmawiali  z  ożywieniem,  aż  Mikkal  zaczął  się  niecierpliwić.  Raija 

całkowicie  oczarowała  Pekkę.  Na  koniec  kazała  mu  pozdrowić  wszystkich,  jeśli  zdarzy  mu 

się  znów  wrócić  w  rodzime  strony.  Wymieniła  wiele  nazwisk,  nie  zapomniała  o  Petrim  ani 

Aleksanterim. Pekka powtórzył nazwiska i przyrzekł solennie, że przekaże miłe słowa. 

Kiedy Raija odeszła, Inga zajęła jej miejsce. Usiadła obok Pekki, kierując rozmowę na 

inne tory. 

background image

Ailo  bawił  się  beztrosko.  Jeszcze  nic  nie  wiedział.  I  nie  miał  się  dowiedzieć  o 

prawdziwej przyczynie wędrówki. 

Raija  pakowała  się,  płacząc.  Brała  tylko  najniezbędniejsze  rzeczy,  wydarzenia 

ostatnich miesięcy sprawiły, że opanowała umiejętność pakowania do perfekcji. Zaczynała się 

przyzwyczajać do nagłych odmian losu. 

Mikkal  czynił  niezdarne  próby,  by  ją  pocieszyć.  Położył  dłonie  na  mokrych  od  łez 

policzkach ukochanej. 

- Nie bądź smutna - poprosił, ale w jego głosie pobrzmiewało zwątpienie. - To nie jest 

koniec. To początek czegoś nowego. 

- Płaczę ze złości. - Raija wpychała z pasją jakieś rzeczy do skórzanego worka, który 

odziedziczyła po Karlu. Wciąż go miała, choć narysowana na nim mapa nie doprowadziła jej 

do bogactw, które obiecywał pierwszy mąż. 

Teraz przynajmniej się na coś przyda! 

- Złoszczę się, bo nie mogę decydować o własnym życiu - warknęła. - Zawsze robi to 

ktoś inny, rodzice, przybrany ojciec, mężczyźni, urzędnicy... Walczę, ale nie mam nic, by się 

im przeciwstawić. To właśnie doprowadza mnie do szaleństwa! 

Mikkal rozumiał, ale nic nie mógł na to poradzić. Też nie kierował się własną wolą. 

-  Tym  razem  musimy  ustąpić  -  westchnął.  -  Tutaj  zrobiło  się  zbyt  niebezpiecznie. 

Moglibyśmy, rzecz jasna, ruszyć na wschód... 

- Do Rosji? - Raija potrząsnęła głową. - Oboje mamy dość Rosji na jakiś czas. - Wbiła 

wzrok  w  płachtę  namiotu.  -  Finlandia  trochę  mnie  pociąga,  Mikkal,  nigdy  nie  przestałam 

tęsknić. Ale też i nigdy nie sądziłam, że dane mi będzie tam wrócić. 

-  Kiedyś  rozmawialiśmy  o  tym  -  przypomniał  jej.  To  było  dawno,  wtedy  snuli 

marzenia,  bawili  się  tą  myślą.  Teraz  Mikkal  też  zaglądał  w  przeszłość,  oczami  wyobraźni 

widział Tornedalen. 

- Obiecałem ci, że kiedyś ruszymy tam oboje. Mieliśmy odszukać twoją rodzinę, a ja 

chciałem zapewnić twego ojca, że dobrze się opiekowałem jego córką w Ruiji... - Zaśmiał się 

ponuro. - Nie byłbym zupełnie w zgodzie z prawdą, ale moglibyśmy udawać. Powiedzieć, że 

Ailo to nasze dziecko... 

-  Nie  potrafiłabym  kłamać  -  odrzekła  poważnie  Raija.  -  Może  wobec  mamy,  ale  nie 

wobec ojca. Jesteśmy do siebie tak podobni. Teraz mogłabym mu powiedzieć, że nie chowam 

już urazy. Zrobiłam to samo, a i przyczyna była podobna. Wreszcie go zrozumiałam, Mikkal. 

- Chcesz wrócić? - spytał cicho. - Do domu? Do Tornedalen? 

background image

Raija  odsunęła  się  odrobinę,  na  tyle,  że  mógł  ujrzeć  jej  wzrok,  twarz  ściągniętą  w 

nienaturalnym uśmiechu. 

- Nie wiem - odpowiedziała drżąco. - Nie wiem, czy znajdę w sobie dość odwagi. Nie 

każ mi teraz podejmować decyzji. Najpierw muszę znaleźć się w Finlandii, odetchnąć tamtym 

powietrzem. Może wtedy odnajdę pewność. 

- Jesteś dziwna - uśmiechnął się i potargał dziewczynę po włosach. Znajdywał w tym 

coraz większą przyjemność. Kiedyś lubił bawić się ciężkimi lokami Raiji. Teraz, kiedy po ich 

dawnej świetności został nikły ślad, z rosnącą radością dotykał jedwabistych kosmyków. 

Nazywał to miłością. 

Przygotowania  do  wymarszu  nie  zabrały  im  wiele  czasu.  Opowiedzieli  Ailo  o 

przygodzie, która go czeka, i chłopiec bez trudu dał się przekonać. Zwłaszcza kiedy usłyszał, 

ż

e niebawem powrócą i znów ujrzy Ravnę i Ingę. 

- Muszę się nimi opiekować, jak przyjdzie zima - wyrzekł z powagą. - Nie dadzą sobie 

rady beze mnie, tato. 

I Mikkal obiecał solennie, że wrócą przed zimą. Ailo zadowolił się tą obietnicą. 

- Do tego czasu zagrożenie minie! - dodała Raija z nadzieją w głosie. 

Wtedy  zjawiła  się  Ravna.  Chwyciła  Mikkala  za  ramiona  i  powiedziała  drżącymi 

wargami: 

- Wiesz, co się dzieje? Czy zdajesz sobie sprawę, jakie ofiary inni składają za ciebie? 

Mikkal ujął dłonie matki i uwolnił się łagodnie z uchwytu. 

- O czym mówisz? Ravna mimowolnie podniosła ręce do twarzy. 

-  Inga  -  rzuciła.  -  Porozmawiaj  z  Ingą,  Mikkal.  Nie  pozwól  jej  zrobić  tego,  co 

zamierza! Słyszysz? 

-  Gdzie  jest  Inga?  -  spytał,  uznając,  że  od  dziewczyny  dowie  się  więcej.  Nie  widział 

matki równie roztrzęsionej od czasu, kiedy umarła Laila. Tamtej zimy, gdy Raija przybyła do 

Ruiji. 

Ravna pociągnęła syna za sobą. 

Znaleźli Ingę zajętą pakowaniem. Ravna wycofała się bez słowa, upewniwszy się, że 

Mikkal zamierza rozpocząć rozmowę. 

- Nie musisz nas opuszczać. Inga uśmiechnęła się gorzko. 

- Nie muszę, lecz powinnam. Dla spokoju własnej duszy. Dla ciebie i dla Raiji. 

-  Matka  cię  potrzebuje.  Inga  złagodniała  na  twarzy.  Lubiła  Ravnę,  ale  teraz  musiała 

zająć się swoim życiem. 

background image

- Ravna powinna wreszcie przestać myśleć o innych, całe życie jej na tym zeszło. Za 

to ze sobą nie może sobie dać rady. Opiekowałam się Ravną całą zimę. To nie jest dobre dla 

twojej matki, to ją rozleniwia. Czas, by zajęła się wyłącznie sobą, by nauczyła się samotności. 

Mikkal  cofnął  się  pod  ścianę  namiotu.  Nie  mógł  się  o  nią  mocno  oprzeć,  ale 

przynajmniej zdołał ustać. 

- Dokąd pójdziesz? 

- Po co ci to wiedzieć? Wzruszył ramionami. 

-  Nigdy  nie  chciałem  twojej  krzywdy.  Co  się  stało,  to  się  już  nie  odstanie,  ale  nigdy 

nie chciałem cię zranić. 

Inga nie podniosła wzroku. 

- Już dawno zrozumiałam - odrzekła cicho. - Nic na to nie mogłeś poradzić, prawda? 

Raija przyćmiła nas wszystkie. Wiesz, nawet zaczynam ją lubić. To mnie przeraża, nigdy nie 

spotkałam kogoś takiego jak ona. Musi mieć wszystko albo nic... 

- Więc zrozumiałaś. Dokąd wyruszasz? Tym razem Inga wzruszyła ramionami. 

-  Nie  wiem,  Mikkal,  naprawdę.  Poprosiłam  Pekkę,  by  mi  pozwolił  iść  z  sobą. 

Przekonałam go, by jeszcze dziś ruszyć w drogę. Pekka jest jak wiatr... 

-  Nie  możesz  iść  z  nim.  -  Mikkal  pojął  wreszcie  wzburzenie  Ravny  i  zareagował 

równie  gwałtownie  jak  matka.  -  To  stary  człowiek,  Ingo!  Nie  weźmie  cię  ze  sobą  z  czystej 

sympatii. Zażąda zapłaty. 

-  Wiem  -  odrzekła  Inga  ze  zmęczeniem  -  nie  jestem  dzieckiem.  Żyję  na  tym  świecie 

równie długo jak ty i też niejedno widziałam. Dawno utraciłam niewinność. 

- Więc dlaczego? 

-  Bo  w  ten  sposób  zdobędę  nad  nim  niewielką  przewagę.  Będę  wiedzieć,  co  mówi, 

skieruję  jego  myśli  na  inne  sprawy.  -  Uśmiechnęła  się  smutno.  -  Kto  wie,  może  Pekka 

znajdzie  skarby,  o  których  nieustannie  gada.  Nie  miałabym  nic  przeciw  temu,  by  się 

wzbogacić. Nie uważasz, że zasłużyłam sobie na to? 

Mikkal skinął głową. Zrobił kilka kroków w kierunku Ingi, ale dziewczyna zatrzymała 

go ruchem dłoni, po czym położyła zwiniętą pięść na piersiach. 

- Nie dotykaj mnie, Mikkal! - powiedziała z powagą. - Nie dotykaj mnie! Jestem tylko 

człowiekiem i podjęłam decyzję, która przyniesie więcej dobrego innym niż mnie. Nic mnie 

tu  już  nie  trzyma.  Zajęliście  się  mną,  daliście  więcej  niż  dach  nad  głową,  kiedy  najbardziej 

potrzebowałam opieki. Odchodzę bogatsza - uśmiechnęła się - o miłość. Nie oddam jej za nic 

na świecie. Możesz się śmiać, Mikkal, ale jesteś moją Raiją. 

Mikkal nie znalazł słów. Ogrom uczuć Ingi go przerastał. 

background image

-  Odejdź.  Powiedz  matce,  że  mnie  nie  powstrzyma,  nikt  nie  jest  w  stanie  mnie 

powstrzymać.  Mam  nadzieję,  że  los  się  do  was  uśmiechnie.  Do  ciebie  i  do  Ailo.  Nigdy  nie 

widziałam  cię  równie  szczęśliwym,  Mikkal,  równie  spokojnym.  Ailo  potrzebuje  ojca...  i 

matki. 

Mikkal odszedł. 

Nie  powstrzymali  Ingi,  dziewczyna  była  głucha  na  prośby  Ravny.  Mikkal  milczał. 

Raija  walczyła  z  wyrzutami  sumienia,  czuła,  że  wina  znów  leży  po  jej  stronie.  Inga 

poświęcała się dla nich. 

Ailo popłakiwał, ale Inga obiecała mu, że wróci. 

-  Pomyśl,  jak  wiele  będziemy  mieli  sobie  do  powiedzenia  -  mówiła  z  ożywieniem.  - 

Przeżyjesz  wiele  przygód  w  Finlandii,  a  ja  zobaczę  nowe  strony.  Dnia  nam  nie  starczy  na 

opowieści. Rozglądaj się dobrze wokół, by wszystko zapamiętać. 

Ailo obiecał solennie, że tak uczyni. 

Zapadła noc, powietrze ochłodziło się i owady przestały dokuczać. 

Dla  wędrowców  przygotowano  dwa  juczne  renifery  i  niezbędny  ekwipunek.  Namiot, 

trochę mniejszy niż używano w stałych obozowiskach, skóry i derki do spania, odzież, sprzęt 

do gotowania, połowu ryb i zwierząt. 

I mnóstwo jedzenia. 

- Inga nic nie chciała - powiedziała szorstko Ravna. - Wy nie odmawiajcie. Macie ze 

sobą małe dziecko. 

Raija trzymała Ailo w nosidłach na plecach. Chłopiec ciążył jej, ale nie przyznała się 

do tego. Nie chciała, by Mikkal nadwerężał nogę. 

Ubrali się w odzienie odpowiednie do podróży, lekkie skórzane bluzy, które chłodzą w 

upale, trzymają ciepło w chłodzie i chronią przed ukąszeniami owadów. 

Ravna przytuliła syna, jakby żegnała się z nim na zawsze. 

Pogłaskała wnuka po okrągłych policzkach wnuka, światło jej oczu, i objęła Raiję. 

- Nigdy nie sądziłam, że spotka cię taki los - powiedziała. - Mogę się już tylko modlić. 

- Uczyń to! - Raija odwzajemniła uścisk. - Potrzebujemy twych modlitw. 

Opuścili letnie leże. Znów uciekali. 

Mężczyzna, kobieta i dziecko ruszali w wędrówkę ku nieznanym horyzontom. 

background image

Pierwsza  noc  nie  dała  się  wędrowcom  we  znaki,  następne  dwie  minęły 

niezauważalnie. 

Dopiero kiedy zmierzchy i poranki zlały się w jeden ciąg, trudy wyprawy zaczęły im 

doskwierać. 

-  Sądziłam,  że  będzie  inaczej  -  wyrzuciła  z  siebie  Raija,  kiedy  późną  porą  rozbijali 

obóz pod otwartym niebem. 

Ognisko  strzelało  iskrami  pomiędzy  dziewczyną  a  Mikkalem,  renifery  pasły  się 

spokojnie na mchach i wrzosach, które z wolna okrywały się płomiennymi barwami jesieni. 

Ailo  spał  zawinięty  w  dwie  skóry.  Mijał  kolejny  wieczór.  Przed  zaśnięciem  pełen 

wrażeń chłopiec po raz kolejny zapytał ich, kiedy dotrą do celu. 

Raija i Mikkal myśleli o tym samym, ale żadne nie postawiło głośno tego pytania. 

Woleli milczeć. 

Dla siebie nawzajem. 

Dla Ailo. 

- Więc to jest Finlandia - westchnęła Raija z rezygnacją. Rozłożyła ramiona, ale w tym 

geście  nie  było  czułości  dla  kraju,  o  którym  marzyła  przez  długie  lata.  -  Suomi,  moja 

Finlandia - dodała gorzko. - Niczym się nie różni od twojego płaskowyżu. 

- Lapońskie wyżyny są do siebie podobne po obu stronach granicy - odrzekł rzeczowo 

Mikkal. Wiedział o tym od dawna, ale nie spodziewał się, że Raiję to rozczaruje. - Tornedalen 

wygląda inaczej, ale płaskowyż ma właśnie takie oblicze. 

-  Nie  zdawałam  sobie  sprawy,  że  jest  tak  rozległy  -  westchnęła.  -  Myślałam,  że 

przekroczymy go w parę dni, a dookoła wciąż pustkowie. 

- Ludzie tu nie mieszkają. 

Skinęła głową, zdążyła już to pojąć. Dotąd Finnmark wydawał się jej ogromną krainą, 

ale teraz skurczył się gwałtownie. 

- Dlaczego nie moglibyśmy tu zostać? - spytała. 

- Aż minie niebezpieczeństwo? Potwierdziła. 

- Moglibyśmy - odrzekł Mikkal - tyle że nie byłoby to zbyt rozsądne. Trzeba jedzenia, 

zapasów, ludzkiego towarzystwa. Lato szybko minie, a zimy tutaj zdają się wiecznością. Noc 

polarna dałaby się nam we znaki. 

Zrozumiała. 

background image

- Więc trzeba iść dalej? Bez celu, bez niczego. 

-  Mamy  siebie  -  odrzekł  urażony.  -  Poza  tym  sądziłem,  że  wybieramy  się  do 

Tornedalen. Przecież nigdy nie przestałaś o niej myśleć, prawda? 

-  Nie  wiem,  czy  starczy  mi  odwagi  -  przyznała.  -  Chcę  i  nie  chcę  jednocześnie. 

Miotam się między dwoma skrajnościami. Zdążamy na południowy wschód, to na razie mój 

jedyny cel. - Zamilkła na chwilę i dodała: - Wkrótce zasłużę na miano jatkęJuż tak się czuję. 

Wyobcowana, pozbawiona domu i oparcia... 

- Jak drwal? - przetłumaczył dosłownie Mikkal. - Cóż masz wspólnego z drwalem? 

-  W  Vardo  używali  tego  słowa  w  innym  znaczeniu  -  wyjaśniła  Raija.  -  Gardzili 

przybyszami, włóczęgami z Finlandii. To ich nazywali jatkę

Ż

al  w  głosie  Raiji  tłumaczył  wszystko.  Życie  w  drodze  musiało  jej  bardzo  ciążyć, 

wciąż karmiła się nadzieją i marzeniami. Mikkal  rozumiał ukochaną,  ale jej cichy żal, który 

przesłaniał  oczy  dziewczyny  ciemną  chmurą,  go  niepokoił.  Zamykała  się,  budowała  mur 

wokół siebie. Nawet on nie potrafił go przebić. 

Mikkal potarł oczy grzbietem przybrudzonej dłoni. 

Wiedział, co to oznacza, znał ten stan. 

Jako dziecko Raija często odgradzała się od ludzi tą niewidzialną zasłoną, zwłaszcza 

wtedy, gdy zmuszano ją do czegoś wbrew jej woli, traktowano niesprawiedliwie... W obliczu 

zagrożenia Raija zamykała się w sobie. 

Wtedy  jednak  zostawiała  dla  niego  furtki.  Razem  spędzali  czas  w  świecie  marzeń  i 

zabawy, do którego nikt inny nie miał dostępu. 

Mikkal otworzył oczy i poprzez palce spojrzał z lękiem na dziewczynę. 

Wzrok Raiji nie wyrażał nic, przebijał go, jakby był powietrzem. 

Strach jak zimny głaz przytłoczył mu serce, wyciskał zeń dobre i ciepłe uczucia, które 

chował dla Raiji. Jakby chciał powiedzieć: Pozbądź się jej. 

Ona cię już nie dostrzega. 

Czyżby  było  za  późno?  Czyżby  zasłona  we  wzroku  dziewczyny  miała  na  zawsze 

odgrodzić ich od siebie? 

Mikkal nie zamierzał do tego dopuścić. Życie straciłoby wtedy wszelką wartość. 

Wszedł wprost w ognisko, poczuł żar pod kumagami. 

Raija  zasłoniła  się  instynktownie  przed  snopem  iskier.  Czy  Mikkal  oszalał?  Zerwała 

się  na  równe  nogi.  Gdyby  została  na  miejscu,  zaplątałby  się  w  fałdy  jej  sukni  i  niechybnie 

podpalił oboje. 

background image

-  Rozum  ci  odjęło!  -  krzyknęła  z  wściekłością,  odpychając  wyciągnięte  ramiona 

Mikkala. - Po co to zrobiłeś? - prychnęła, usuwając się na bok. Popatrzyła nań, by sprawdzić, 

czy nie doznał uszczerbku. - Nikt rozsądny nie skacze w ogień bez przyczyny! 

Mikkal złożył ręce i podniósł twarz ku niebu. Noc była klarowna jak kryształ, gdyby 

tylko  dość  wpatrywać  się  w  przejrzysty  firmament,  ujrzeć  można  by  było  całą  wieczność. 

Chmury nie przesłaniały horyzontu, żaden nocny drapieżnik nie przecinał nieboskłonu. 

- Dziękuję - wyrzekł w wieczność - dziękuję za to, że wciąż nie broni mi przystępu do 

siebie, Panie! 

-  Skończ  przedstawienie,  Mikkal  -  warknęła  Raija.  -  Jesteś  takim  samym 

bezbożnikiem jak ja. 

- Zastanawiam się czasami, co to oznacza - odrzekł tajemniczo. 

Raija nic nie powiedziała. 

Zarzucił jej ramiona na szyję i przyciągnął do siebie, nie dbając o to, że stawia lekki 

opór. W ostrych słowach domagała się wyjaśnień. 

- Odgrodziłaś się ode mnie - powiedział, wspierając się na ramionach dziewczyny. W 

ten sposób łatwiej mu było utrzymać się w pozycji stojącej. Ćwiczył gorliwie zdrową nogę i 

starał się mimo bólu używać chorej kończyny. Panował nad swoim ciałem, dotąd nigdy go nie 

zawiodło.  Po  wypadku  jednak  zgnuśniał,  zaczaj  rozczulać  się  nad  samym  sobą.  I  został 

kaleką, w równym stopniu z powodu nogi, co przez chmurne myśli. Został kaleką na duszy aż 

do chwili, kiedy odzyskał Raiję. 

- Zatopiłaś się w rozmyślaniach - szepnął, nie odrywając wzroku od dziewczyny. - Nie 

dostrzegałaś mnie. Nie mogłem pozwolić, by ci to weszło w nawyk. Musiałem cię obudzić. 

Uniosła  głowę,  patrząc  z  upodobaniem,  jak  wargi  Mikkala  układają  się  w  słowa. 

Nigdy przedtem nie zwracała na to uwagi. 

- Myślałam - przyznała, nawet nie próbując się bronić. - Nawet nie pamiętam o czym. 

To bez znaczenia. 

Mikkal potrząsnął głową. Jego włosy były czarniejsze od nocy. Trochę za długie, lecz 

Raija lubiła go takim. 

-  Dla  mnie  ma  znaczenie,  Raiju.  Nie  dopuszczałaś  mnie  do  siebie.  Bardzo  mnie  to 

zraniło. 

Raija położyła dłonie na wychudłych policzkach  ukochanego. Palcami wskazującymi 

muskała  jego  wargi,  jakby  chciała  nimi  zapamiętać  jego  oddech,  ruchy  ust,  głos.  Choć 

przecież nie było to możliwe. 

Wobec Mikkala Raija nigdy nie kierowała się zasadami rozsądku. 

background image

Czasami  wydawało  się  jej,  że  szczęście,  które  od  niego  otrzymywała,  jest  nie  z  tego 

ś

wiata. Czarowne uczucie, z którego zbudzi się pewnego ranka. 

Jeszcze nie teraz. 

- Nie chciałam cię zranić - zapewniła go. Czubki palców przyłożyła do skroni Mikkala 

wzdłuż  pulsującej  tętnicy,  napełniając  całe  ciało  biciem  jego  serca.  -  Dałam  się  ponieść 

uczuciu rezygnacji. Wciąż wędrujemy, nie ma dla nas przyszłości. Niebiosa jedynie wiedzą, 

czy dane nam będzie wrócić do Ruiji. Może trzeba czekać, aż zmieni się komendant twierdzy 

i pojawi nowy zarządca... Znienawidzimy się, przemierzając nieustannie ten płaskowyż jak... 

jatkę

Mikkal pocałował ją w czoło. 

- Nigdy się nie znienawidzimy - rzekł z przekonaniem. - To niemożliwe. We wszystko 

gotów jestem uwierzyć, tylko nie w to. 

Jeszcze raz ją pocałował, zsunął dłonie na miękką krągłość jej bioder. 

Uwielbiał  jej  dotykać.  Nie  tylko  dlatego,  że  bliskość  ciała  Raiji  budziła  w  nim 

podniecenie. Także dlatego, że napełniała go nieziemskim spokojem. 

Krew  zawrzała  mu  w  żyłach,  czuł,  jak  pożądanie  budzi  do  życia  zmęczone  marszem 

ciało. 

Nie spali ze sobą od wielu nocy. Mikkal tęsknił, ale tylko trochę. 

Noc stała się mniej ważną częścią doby. Wędrowali, jedli, kładli się na spoczynek. 

Blisko siebie, czasami spleceni ramionami, czasami tuląc Ailo. 

Odmawiając sobie cielesnego spełnienia. 

To było groźne. Oddalali się od siebie, musieli znaleźć drogę powrotną, zanim stanie 

się za późno. 

Raija  pociągnęła  Mikkala  za  włosy,  nie  za  mocno,  by  nie  sprawić  mu  bólu,  lecz  by 

podsycić rosnące pożądanie. 

Mikkal jęknął z zachwytu. Czubkiem języka muskał szyję dziewczyny za uchem, czuł 

lekką słoność i ten niepowtarzalny smak ciała ukochanej. 

- Nie nadwerężaj nogi - mruknęła i pociągnęła go na skóry. Jedną ręką rozpostarła je 

na ziemi, drugą coraz mocniej obejmowała go za kark. 

Mikkal nie protestował. 

Nie  mógł,  nie  umiał.  Poddawał  się  jej  woli,  nie  czując  poniżenia.  W  ich  słowniku 

miłości  nie  było  takiego  pojęcia,  przeogromne,  niepojęte  uczucie  nie  potrzebowało  ofiary. 

Naciągnęli na siebie derki, choć rozum podpowiadał, że to niepotrzebne. 

Kochankom niebo wystarczy za przykrycie. 

background image

Mikkal  obsypał  ciało  dziewczyny  pocałunkami,  jakby  nie  miał  go  dość.  Upojony, 

oszołomiony, szalony z tęsknoty... 

- Nie tak mocno! - wydusiła z siebie Raija. Sama miała ognisty temperament, ale tym 

razem Mikkal ją prześcignął. 

Podniósł  głowę  lekko  zaskoczony,  musiał  zamrugać,  by  ujrzeć  ją  wyraźnie,  ale  i  tak 

nie  uwolnił  się  od  tej  cudownej  ociężałości  zmysłów  i  ciała,  bezgranicznego,  upajającego 

szczęścia. 

- Zbyt długo zwlekaliśmy - wyszeptał, zdumiony, że potrafił wyrzec tyle słów, na tak 

długo oderwać się od jej policzków, szyi, warg... 

Zatonął  wzrokiem  w  ustach  dziewczyny,  podobnych  do  kwiatu  na  letniej  łące, 

przyciągających go z taką siłą, że nie mógł pojąć, dlaczego opierał im się tak nieludzko długo. 

- Wiem, Mikkal - szepnęła w odpowiedzi, a jej oczy błyszczały z niewypowiedzianej 

tęsknoty. - Tylko nie kochaj mnie z zaciśniętymi pięściami, jakbyś mnie nienawidził. Przyjdź 

do mnie z rozwartymi dłońmi. 

Ujęła  mały  palec  ukochanego,  uniosła  go  do  warg  i  pocałowała  ze  zmysłową 

lekkością, która przyprawiła Mikkala o drżenie. 

I dopiero teraz ze zdumieniem zauważył, że kurczowo zaciskał dłonie. 

-  Będziemy  kochać  się  łagodnie  -  rzekła,  dotykając  kącików  jego  ust  wargami  tak 

delikatnie,  że  ledwie  je  czuł.  -  Tak  jak  kiedyś.  Nie  będzie  między  nami  zła,  jedynie  czysta, 

dobra miłość. 

Mikkal  zgadzał  się  z  tym,  co  powiedziała.  Sam  tego  pragnął,  tyle  że  nie  potrafił 

znaleźć odpowiednich słów ani równie zręcznie ich wyrazić. 

Ręka  Raiji  zbłądziła  pod  jego  odzienie,  zanim  zdążył  zdjąć  dłonie  z  jej  ramion, 

wsunęła  się  zręcznym  ruchem  za  pasek  spodni  i  spoczęła  na  płaskim  brzuchu.  Dziewczyna 

przylgnęła doń bezwstydnie i zmysłowo ocierała o jego ciało. 

- Wciąż przerażają cię blizny? - spytała między jednym gorącym oddechem a drugim. 

- Mam zostać w ubraniu? 

Poczuł  ukłucie  bólu  mimo  pożądania.  Tyle  gotowa  była  dać  i  zadowolić  się  ledwie 

namiastką miłości. 

- Chcę cię widzieć - ciągnęła drżąco - ale jeśli moje rany cię odpychają, nie musisz ich 

oglądać! 

W  odpowiedzi  zadarł  jej  koszulę  nad  ramiona,  ledwie  się  opanowując,  kiedy  dwa 

guziki  stawiły  opór.  Zaczął  je  odpinać  niezdarnymi  palcami,  odpychając  pomocną  dłoń 

dziewczyny. 

background image

- Połóż ją tam, gdzie przedtem. Dam sobie radę - wychrypiał. 

Dotknął  ustami  wgłębienia  między  piersiami  Raiji.  Oporny  guzik  odskoczył.  Mikkal 

odsłonił  mlecznobiałe  piersi  o  sutkach  nabrzmiewających  od  najlżejszego  dotknięcia, 

słodszych od dojrzałych malin, i blizny... 

Stwardniałe  skrawki  skóry,  szorstkie  pod  dotykiem  jego  dłoni,  o  ciemniejszym 

zabarwieniu. Pamiątka niesprawiedliwości, której rozum ludzki nie jest w stanie objąć. 

Kiedyś  zapłakał  na  ich  widok.  Budziły  wspomnienie  prześladowań,  nie  budziły 

pożądania. 

Oddaliły ich od siebie, choć wszak nie przestał jej kochać. 

Teraz mógł całować i blizny. 

Dotykać ich wargami i pieścić równie zmysłowo, bez chwili wahania. 

Wreszcie  pojął,  że  zawsze  znajdzie  je  pod  palcami.  I  że  przecież  z  tego  powodu  nie 

przerwie pieszczoty. 

Nie przestanie jej kochać. 

Pożądać. 

Jęknął,  kiedy  rozpięła  mu  spodnie.  Nie  zdziwił  się,  że  to  uczyniła,  ale  znów 

zaskoczyła go intensywność doznań. 

Wciąż nie mógł zrozumieć, jak to robi. Każdy kolejny akt miłosny przeżywał silniej i 

to napawało go oczekiwaniem i strachem. 

Przecież tak nie może być wiecznie. Przecież kiedyś się to skończy, nie można wciąż 

wspinać się po drabinie rozkoszy. Kiedyś trzeba dojść na szczyt. 

Nie tym razem. 

Raija ściągnęła mu spodnie do łydek, ale nie poradziła sobie ze sznurowaniem butów. 

Rzuciła  się  więc  na  skórzany  kaftan  Mikkala  i  zdjęła  mu  go  przez  głowę,  zanim  zdążył 

pomyśleć o tym, by jej pomóc. 

Raija nie potrzebowała pomocy. 

- Zrobię to sama - powiedziała zdecydowanie. - Tak chcę. 

I  zabrała  się  za  sznurowadła,  które  napęczniały  wilgocią  podczas  marszu  i  zacisnęły 

się w twardy supeł. Złamała dwa paznokcie, zanim dała sobie radę z pierwszym rzemykiem. 

Drugi  kosztował  ją  utratę  kolejnych  paznokci,  ale  powetowała  to  sobie,  przeklinając  siar-

czyście. Odzienie Mikkala wylądowało poza skórami, a Raija z zachwytem wślizgnęła się na 

jego silne ciało. 

Dłoń dziewczyny zatrzymała się dłużej na udzie, zaznaczonym długim, chropowatym 

wgłębieniem. 

background image

Za pierwszym razem serce ścisnęło się jej na widok blizny Mikkala, ale tylko dlatego, 

ż

e wyobraziła sobie, jak cierpiał. I jak niewiele brakowało, by go utraciła. 

Teraz  to  był  po  prostu  skrawek  jego  ciała  i  dotykała  go  z  równą  przyjemnością. 

Wobec Mikkala nie mogłaby czuć odrazy. 

-  Grzeczne  dziewczynki  zamykają  oczy  i  stają  się  ulegle  -  uśmiechnął  się  Mikkal. 

Znów  poczuł  rosnące  pożądanie,  które  osłabło  nieco,  kiedy  Raija  toczyła  walkę  ze 

sznurowadłami. 

Pragnął jej każdym nerwem ciała, ale w ich grze miłosnej znalazło się miejsce na żart. 

Raija uniosła zachwyconą twarz. Dłonie szukały nowych punktów na ciele kochanka, 

znalazły muskularne ramiona i podążyły aż do czubków palców, wsunęły pod pachy ruchem 

lekkim  jak  tchnienie  wiatru,  by  wreszcie  spocząć  na  piersi  unoszącej  się  w  takt  dzikiego 

łomotu serca. 

-  Grzeczne  dziewczynki  nie  uciekają  przed  zarządcą  królewskim  -  odrzekła  Raija  z 

filuternym  błyskiem  w  ciemnych  oczach.  -  Grzeczne  dziewczynki  nie  muszą  uciekać  z 

niezwykle pociągającym mężczyzną... 

Obsypała  jego  pierś  lekkimi  pocałunkami,  przesunęła  usta  na  płaski  brzuch,  skubiąc 

pasemko włosów. I uśmiechając się, pieściła ustami i dłońmi najczulsze miejsca na jego ciele. 

-  Grzeczne  dziewczynki  nie  robią  takich  rzeczy,  mój  Mikkalu  -  droczyła  się  z  nim, 

kiedy znów znalazła się w jego objęciach. 

- Komu potrzebne są grzeczne dziewczynki? - spytał głosem ochrypłym z pożądania. - 

Po co one, skoro można mieć ciebie? 

Musiał  powściągnąć  siłę  swych  mięśni,  kiedy  odwrócił  ją  na  bok  i  przykrywając 

ciałem, pozbawił sukni i bielizny. Raija pomagała mu gwałtownymi kopnięciami. Oboje byli 

teraz głodni miłości, rozpaleni i równie spragnieni, by znów odkryć tę dzikość i rozkosz, jaką 

potrafili obdarzać się nawzajem. 

Mikkal  podłożył  silną  dłoń  pod  kark  Raiji,  drugą  wsunął  pod  łagodne  wygięcie  jej 

pleców w miejscu, gdzie biodra zaokrąglają się miękkim łukiem. 

Kolanem rozchylił nogi dziewczyny. Raija otarła się pożądliwie udem o jego udo, aż 

jęknął głucho. Wiedziała, że doprowadza go do szaleństwa. 

Uśmiechnęła się. Znała swą władzę nad nim. 

Mikkal przykrył uśmiech dziewczyny pocałunkiem. Języki kochanków złączyły się w 

szalonym tańcu. 

Szum w uszach stłumił wszelkie odgłosy przyrody. W tej chwili nie usłyszeliby nawet 

grzmotu nadciągającej burzy. 

background image

Mikkal nie wiedział już, gdzie kończy się jego ciało, a gdzie zaczyna ciało kochanki. 

I wtedy odkrył, że zbliża się do szczytu, a Raija poczuła to samo. Nie odrywając warg 

od ust Mikkala, wypchnęła biodra, wygięła się w łuk i pomogła mu znaleźć drogę. Mikkal z 

jękiem odsunął się od gorących warg dziewczyny, by w nagłym porywie zacząć całować całe 

jej ciało, smakować ją całą. Jego usta obiegły kark, zatonęły w miękkim zagłębieniu na szyi, 

chłonęły zapach ciepłej, drżącej skóry. Opadał w nią i wznosił się, chwytał rytm ciała, które 

poruszało się pod nim jak morska fala. On jak morski wicher wybiegł jej na spotkanie. 

I jak morze, równie nagle i cudownie, opadli z sił. 

Leniwymi ruchami zakopali się w skóry, rozgrzani, pachnący miłością. Zasnęli objęci. 

Szczęśliwi. 

Tej  nocy  wyrzucili  zło  ze  swego  świata.  Nie  wiedzieli  nawet,  że  istnieje.  Nie 

wiedzieli, że chciało wtargnąć w ich życie i wędrówkę. 

Nie wiedzieli, że było blisko. 

Nawet sny mieli szczęśliwe. 

Lecz po nocy wstaje świt. 

background image

Kraina pomiędzy morzem a rzekami Tornio

 i Kemi była ziemią niczyją. 

Wrota  do  Finlandii  należały  do  wszystkich  i  do  nikogo.  W  stolicach  państw 

ościennych odkurzano czasem stare mapy, ale nie znajdywano na tych obszarach naturalnych 

linii podziału. 

Między Norwegią a Szwecją przebiegają góry Kjolen, co do tego wszyscy byli zgodni, 

choć i tam spierano się o własność spłachetków ziemi. 

Dalej  na  północ  konflikty  graniczne  wybuchały  z  pełną  mocą.  Trzy  królestwa 

dochodziły swych praw, powołując się na dawne traktaty. Każde z nich na własne. 

Kraina rozciągała się ku północy jednostajnym krajobrazem, w którym nie wprawione 

oko rozeznać się nie mogło, by urwać się na koniec kamienistym wybrzeżem. 

Pogranicze, lapoński płaskowyż, czapa północy... 

Ź

ródło bogactw poborców podatkowych. 

Raj dla wyrzutków społeczeństwa, którzy tutaj mogli zerwać więzi z przeszłością. 

Bezpieczna przystań dla takich jak Raija. 

I dla takich jak Kalevi. 

Raiję oskarżono niesłusznie. 

Kalevi  zrobił  to,  co  mu  zarzucano.  Miał  zresztą  znacznie  więcej  na  sumieniu,  ale 

potrafił trzymać język za zębami. 

Nie należał do ludzi, którzy sami sobie kręcą stryczek na szyję. 

Nogami  mógł  poruszać  w  ograniczonym  zakresie,  na  tyle  na  ile  pozwalały  solidne 

łańcuchy. Kajdany, którymi skuto mu ręce, przymocowane były do wiekowej ściany z bali i 

choć wściekłość zwielokrotniała jego siły, nie potrafiłby się uwolnić. Siedział w niewygodnej 

pozycji,  dłonie  bowiem  spętano  mu  wysoko  nad  głową.  Cały  czas  wyprężał  tułów,  by 

odciążyć nadgarstki. 

Bał się o dłonie, nie chciał stracić w nich władzy. 

Bez pomocy z zewnątrz nie ucieknie. Pozostawało czekać cierpliwie, czekać, aż będą 

go przewozić. To był ich słaby punkt. Z pewnością nadarzy się sposobność, by wykorzystać 

chwilę nieuwagi strażników. 

Czekać. 

                                                 

 

Na terenie Szwecji rzeka ta nosi nazwę 

Tome

 (przyp. red.)

 

background image

To  jedyna  szansa,  by  ujść  przeznaczeniu.  Jeśli  zdoła  wyprowadzić  w  pole  swoich 

prześladowców,  nikt  go  nie  znajdzie.  Na  północy  rozciągały  się  lapońskie  płaskowyże, 

idealne schronienie. 

Nie  zamierzał  pozwolić  zaciągnąć  się  do  Sztokholmu.  Nie  podda  się  decyzji  obcego 

sądu. 

Szwedzki sędzia nie odczyta mu wyroku śmierci. 

Kalevi był Finem. 

I mordercą, ale to akurat napawało go dumą. 

Był silnym mężczyzną. Zabijał w słusznej sprawie. 

Za każdym razem. 

No, może nie za każdym razem. Nie zawsze walczył z jednym przeciwnikiem. 

Te dwie dziewczyny... 

Kalevi skrzywił się. Głupie gęsi, same sobie winne. Nie żądał od nich więcej ponad to, 

co należy się mężczyźnie. Mogły się zgodzić, same by miały trochę uciechy.  Kobiety wcale 

nie są takie oporne, to tylko gra. Kalevi je przejrzał, dlatego zaczęły się dąsać. 

I tak dostał, czego chciał. Potem wściekłość przyćmiła mu zmysły. 

Nic go to nie kosztowało. Objąć rękami szczupłą szyję i poczuć własną siłę. 

O tych morderstwach nie wiedzieli. 

Przynajmniej nie wspomnieli o nich ani jednym słowem. 

Poza  tym  sprawili  się  nieźle,  znali  pozostałe  sprawki  Kaleviego.  Tyle  że  w  ich 

relacjach brakowało najważniejszych szczegółów. Nic nie pojmowali. Nie wiedzieli, dlaczego 

to robił. 

Tylko  go  oskarżali,  krzyczeli,  by  się  przyznał.  Przyznać  się?  A  po  co?  Brali  go  za 

skruszonego grzesznika. O, święta naiwności! 

Nawet  pastora  sprowadzili.  Biedak  musiał  o  nim  słyszeć,  bo  stanął  na  progu  i  nie 

odważył  się  wejść  do  środka.  Drepcząc  w  miejscu,  usiłował  go  nawrócić  i  uchronić  przed 

wiecznym potępieniem i ogniami piekielnymi. 

Kalevi nie zaszczycił duchownego rozmową, za to jego strach bardzo go rozbawił. 

Ciarki zadowolenia przeszły mu po plecach. Sława jego czynów wzbudzała lęk. 

To oznaczało uznanie. 

Zdawało mu się, że czuje zapach potu klechy, i to jeszcze bardziej go rozśmieszyło. 

Mógł wiele wytrzymać, karmiąc się tym wspomnieniem. 

Byleby tylko wydostać się z tego przeklętego lochu! 

background image

Nazywał  się  Kalevi  Moutka  i  urodził  się  w  okolicach  jeziora  Mieko.  Jego  dom 

rodzinny  znajdował  się  przy  małej  zatoce  w  środku  świerkowego  lasu  na  wschód  od  rzeki 

Tornio. 

Dzieciństwa nie pamiętał. 

Nie chciał pamiętać. 

Ż

ycie zaczęło się, kiedy skończył osiemnaście lat. 

I zabił po raz pierwszy. 

Teraz  dobiegał  trzydziestki,  zresztą  stracił  dawno  rachubę  czasu.  Datę  urodzin 

zapisano w księgach kościelnych miasta Tornio, ale niewiele go to obchodziło. Wiek nie miał 

ż

adnego znaczenia. 

Po prostu żył. 

I jak tylko uwolni się z tych przeklętych łańcuchów, a klął się na Boga, że to uczyni, 

to znów będzie żył. 

Nie  nudno  i  przyzwoicie  jak  mieszczuchy,  tylko  dziko,  bez zahamowań,  jak  przystoi 

prawdziwemu mężczyźnie. Jak drapieżne zwierzę. 

Z nożem u gardła, w nieustannym zagrożeniu, od którego drży każdy nerw ciała. 

Był nieostrożny, dlatego go pojmali. 

Ubzdurał sobie, że jest mądrzejszy od nich wszystkich, i los go pokarał. 

Napadał  bez  celu,  bez  planu,  popisywał  się,  droczył.  I  w  końcu  zapłacił  za  własne 

zadufanie. 

Tę  starą  babę  zabił  przez  przypadek.  Nie  był  wcale  w  nastroju,  by  odbierać  komuś 

ż

ycie. Zwłaszcza jej. Ten jeden postępek nie napawał Kaleviego zadowoleniem. 

Morderstwo  nie  sprawiło  mu  nawet  satysfakcji  i  było  zupełnie  niepotrzebne.  W  tym 

jednym  Kalevi  przyznawał  rację  ludziom  lensmana,  poza  tym  nie  przejmował  się  ich 

gadaniem. 

Wykazał się nieostrożnością, zaczaj chlapać językiem. 

Stróże prawa wszędzie mają uszy. Kalevi sam był sobie winny, że wylądował w lochu. 

Jak  wyjdzie,  będzie  ostrożniejszy.  Nigdy  jednak  nie  przestanie  szukać 

niebezpieczeństw, to one bowiem sprawiają, że krew szybciej krąży w żyłach. 

Musiał  odpoczywać,  szykować  się  na  właściwy  moment.  Podniósł  się  na  kolana  i 

oparł  o  chłodną  ścianę.  Zapach  drewna  wciąż  był  intensywny,  przez  szpary  dochodziły 

odgłosy z zewnątrz i wiało zimne powietrze. 

Kalevi zamknął oczy. Żelastwo wpijało się w nadgarstki, ale chłód metalu koił ból. 

Nie przejmował się bólem. Umiał znieść wiele, zagryźć zęby. 

background image

Zapadł  w  sen,  który  uniósł  go  wąskimi,  zarośniętymi  ścieżkami  ku  lapońskim 

płaskowyżom. 

Obudzili się tak, jak zasnęli. Nadzy, wtuleni w siebie, rozgrzani. 

O tym właśnie śnili. O tym, co wydawało się niemożliwe. 

O tym, co Raija w myślach nazywała szczęściem. 

Tylko w myślach. Nie chciała wyzywać losu. 

-  Jesteś  piękna  o  poranku  -  uśmiechnął  się  Mikkal,  całując  ją  lekko.  -  Będę  ci  to 

powtarzał codziennie do końca życia. 

Raija nie odpowiedziała. To była cudowna, lecz niebezpieczna obietnica. Żadne z nich 

nie wiedziało, czy resztę życia spędzą razem. Nic już nie było pewne. 

- Prześliczny poranek na dalszą wędrówkę - odrzekła. - Do Tornedalen. 

Mikkal zacisnął pasek i spojrzał badawczo na dziewczynę. Zastanawiał się, co kazało 

jej podjąć decyzję, skoro poprzedniego wieczora się wahała. 

- Mówię poważnie - zapewniła. - Muszę się dowiedzieć, jak im się wiedzie, a jeszcze 

nigdy nie byłam tak blisko. Boję się, ale już się nie cofnę. Nie wybaczyłabym sobie. Chcę ich 

zapewnić, że mimo wszystko jest mi dobrze. Że jakoś żyję... 

Mikkal nie mógł się oprzeć, by jej nie dotknąć, nie przytulić. 

- Więc jest ci dobrze? - spytał smutno, całując skroń dziewczyny. - Potrafisz zmienić 

noc  w  dzień.  Tak  ci  dobrze,  że  uciekasz  z  Ruiji  przed  stosem.  Masz  męża,  którego  nie 

kochasz  i  który  ciebie  nie  kocha.  Małe  dzieci,  których  może  nigdy  już  nie  zobaczysz...  - 

Westchnął głęboko i przytulił ją mocniej. - Dobry Boże, co z tobą będzie? Co będzie z nami? 

- W ogóle o tym nie myślę - szepnęła. - Po prostu żyję. 

Długo  stali  przytuleni,  mimo  chmurnych  myśli,  dając  sobie  nawzajem  odwagę  i  siłę, 

by stawić czoło kolejnemu dniu, dalszej wędrówce. By śmiać się razem z Ailo i zapomnieć o 

troskach. 

Mieli cel. 

Tornedalen. Na północ od Ylitornio, gdzie krajobraz otwiera się szeroko, gdzie rosną 

nieprzebyte  bory.  Gdzie  rzeka  Tornio  toczy  się  strugą  błękitniejszą  od  nieba.  Niedaleko 

jeziora Mieko, największej wody, jaką widziały oczy Raiji, zanim wyruszyła na północ. 

Teraz mogła już wypowiedzieć te słowa. 

- Wracam do domu. 

Ludzie  wiedzieli,  gdzie  go  przetrzymują,  a  zła  sława  jego  uczynków  rozniosła  się  aż 

do Kaliksu. 

background image

Kalevi  widział  grupki  ludzi  gromadzące  się  pod  więzieniem  o  każdej  niemal  porze 

dnia. 

Czasami  przystawali  na  tyle  blisko,  że  przyłożywszy  ucho  do  drewnianej  ściany, 

słyszał strzępy rozmów. Głosy, w których pobrzmiewała bojaźń. 

Napawał  się  nimi.  Napawał  się  przesyconą  lękiem  ciszą,  która  zapadała,  kiedy 

wymienili się opowieściami. 

To mu starczało. Kiedy głosy podnosiły się w ekscytacji, dzwonił łańcuchami, drapał 

podeszwą buta o nierówności podłogi, odsuwał się od ściany. Nucił jakąś sprośną piosenkę... 

Umiał śpiewać. Nikt mu tego nigdy nie mówił, ale wiedział, że ma dobry głos. 

Rozmowy  już  nie  milkły.  Ludzie  nabrali  odwagi,  ufni  w  bezsilność  więźnia.  Był 

przykuty do ściany, nie mógł ich skrzywdzić. 

Do samosądu jednak nie doszło. 

Kalevi  był  mordercą,  złodziejem,  zadawał  gwałt  i  kłamał...  Trudno  by  znaleźć 

przestępstwo, którego się nie dopuścił. 

Czuli  odrazę  do  człowieka  i  postępków,  ale  jego  obecność  dodawała  smaczku  ich 

monotonnemu życiu. 

Tyle  że  była  tymczasowa.  Trzymano  go  w  więzieniu  w  oczekiwaniu  na  odpowiedni 

ś

rodek transportu. 

Bano  się  wieźć  go  w  odkrytym  wozie,  czekano  na  solidną  budę  pozbawioną  okien  i 

wyposażoną w mocne zamki. 

Mimo  wzburzenia  miejscowej  ludności  stróże  prawa  nie  zdecydowali  się  skazać 

Kaleviego na miejscu. Miało się to dokonać w stolicy. Dopóki tkwił w lochu, mógł czuć się 

bezpieczny. 

Bezpieczeństwo  było  jednakże  dla  niego  pojęciem  nieznanym.  Nienawidził  tego 

słowa, bo równało się słabości, a Kalevi nie okazywał tak niskich uczuć. 

Był silny i samotny. 

Samotny... 

W  tym  tkwiła  siła  Kaleviego,  w  samotności  i  chorobliwej  wręcz  podejrzliwości. 

Gdyby  jednak  miał  choć  jednego  sojusznika  za  kratami...  Wyprowadziłby  w  pole  tych 

zadufanych w sobie strażników. Choć jedną bratnią i lojalną duszę... 

Słyszał szum lasu, czuł zapach łąk leżących na północ od Kaliksu... 

Do diabła z tym! 

Przecież się nie rozklei tylko dlatego, że może nigdy już nie ujrzeć wód jeziora Mieko. 

background image

Będzie żyć! Ucieknie, a jego prześladowcy trząść będą portkami. Wszyscy, strażnicy i 

klecha, lensman i ten żądny sensacji tłumek! 

Będą ogryzać paznokcie i oglądać się ze strachem, czy nie nadchodzi Kalevi Moutka! 

Oparł się o ścianę i wbił wzrok w powałę. Ujrzał bezmiar płaskowyżu, wyśniony raj. 

Wróci tam. 

Choćby miał znów zabić. 

Okazja nadarzyła się szybciej, niż przypuszczał. Tego samego wieczora w celi zjawiło 

się dwóch strażników. 

Mieli na sobie odzież podróżną. 

W  twarzy  Kaleviego  nie  drgnął  żaden  mięsień.  Strażnicy  byli  wprawdzie  uzbrojeni, 

ale nie uznał tego za fakt szczególnie godny uwagi. 

-  No,  bestio  -  warknął  jeden  z  przybyłych,  wkładając  klucz  do  zamka,  który  spinał 

kajdany ze ścianą. - Nie zestarzałeś się w tej dziurze, ale nie żal nam, że z niej znikniesz. 

Postawili  Kaleviego  brutalnie  na  nogi  i  rzuciwszy  na  ścianę,  jeszcze  raz  starannie 

przeszukali jego ubranie. 

Zrobili to już, wtrącając  Fina do lochu, i choć wiedzieli, że nikt od tamtej chwili nie 

miał przystępu do więźnia, powtórzyli rewizję z niekłamaną przyjemnością. 

-  Nie  zapytasz,  dokąd  cię  zabieramy?  -  spytał  drugi  strażnik,  pchając  Kaleviego  ku 

drzwiom. 

Morderca wzruszył ramionami z obojętnością. 

- A po co? - odrzekł znudzonym tonem. - Przecież wiem. 

Mężczyznom zdało się,  że nie ma na myśli stolicy i stryczka.  Niepojęte, skąd brał tę 

niezachwianą pewność siebie. 

- Do piekła - zarechotał drugi strażnik, wzbudzając rozbawienie kompana. 

Kalevi poczłapał między nimi drobnymi kroczkami, łańcuchy u nóg bowiem znacznie 

ograniczały swobodę ruchu. 

Mimo że zapadał zmierzch, przed więzieniem zebrał się tłumek gapiów. 

Kiedy  Kaleviego  prowadzono  do  lochu,  jego  kroki  śledzili  wszyscy  mieszkańcy 

Kaliksu,  widać  jednak  nie  mieli  dość.  Rzadko  zdarza  się  okazja,  by  zobaczyć  mordercę  z 

bliska, niemal otrzeć się o niego. Będzie co opowiadać wnukom. 

Kalevi spoglądał wrogo ku ciżbie, nie rozróżniając twarzy. 

Zimne,  pozbawione  uczuć  spojrzenie  budziło  w  duszach  naiwnych  i  romantycznych 

uczucia zgoła niespodziewane. 

Kalevi czuł na sobie wzrok kobiet i uśmiechał się kpiąco. 

background image

Wiedział, co myślą. 

Kiedy mijał  grupkę młodych dziewcząt, które odważnie ustawiły  się bliżej niż reszta 

gapiów, poczuł na sobie dotyk płochliwych dłoni. 

Obejrzał się i popatrzył na dziewczęta, przybierając dostojną, królewską nieomal pozę, 

po czym odwrócił wzrok. 

Dobiegły go podniecone szepty. 

- Spojrzał na mnie! Widziałaś te oczy? 

- Jest taki przystojny! I taki straszny! 

- Zgadłabyś, że to morderca? 

Marzenia  dziewcząt  długo  miały  krążyć  wokół  Kaleviego.  Zabójcy  o  niebieskich, 

wąskich, lekko skośnych oczach i ładnie rzeźbionych rysach twarzy. 

Brud i kilkudniowy zarost dodawały mu tragicznego uroku. 

Taki piękniś nie mógł być zły do szpiku kości, myślała niejedna z panien, przekonana, 

ż

e zdołałaby ocalić skazaną na zatracenie duszę przestępcy. 

Kalevi znał te marzenia. 

Kobiety go nie interesowały. 

Kobiety to dla silnego mężczyzny niepotrzebny ciężar. 

Nadawały się tylko do jednego. 

Poza tym nie miały znaczenia. 

Słuchał  kiedyś  słów  o  miłości  i  uczuciu.  Słuchał  tylko  po  to,  by  skwitować  je 

szyderczym śmiechem. 

Dziewczyny miały pusto w głowie. Wierzyły w słowa i obietnice, dawały się omamić 

ładnym wyglądem. Nie było dla nich miejsca w życiu Kaleviego. Gardził kobietami. 

Czekali na niego z otwartym wozem. 

Serce Kaleviego podskoczyło z radości. 

-  Jedziesz  do  Tóre  -  poinformował  jeden  ze  strażników.  -  Stolica  się  niecierpliwi. 

Wóz, który wysłali po ciebie, zajedzie jutro do Tóre... 

Kalevi nie wyrzekł ani jednego słowa. 

Tym razem okazał większą roztropność. Gdyby nie te przeklęte kajdany u nóg! 

Miał jeden wieczór na działanie. 

Coś się wydarzy. 

Czuł to. 

Dojeżdżali na miejsce, kiedy modlitwy Kaleviego zostały wysłuchane. 

Pękła oś wozu. 

background image

Strażnicy  z  trudem  powściągnęli  konie.  Tył  wozu  wydrapał  długą  bruzdę  w  ziemi. 

Kalevi wstrzymał oddech. 

Zmysły miał napięte do granic ostateczności. 

Nadeszła sposobność, której wyglądał. 

- Złaź z wozu! - ryknął jeden ze strażników. - I bez ciebie jest diabelnie ciężki! 

Kalevi  przerzucił  nogi  przez  bok  wozu  i  wyskoczył.  Szurając  nogami,  usunął  się  z 

drogi  strażnikom,  którzy  w  pocie  czoła  usiłowali  połączyć  złamane  części  ośki.  Wyraźnie 

mieli nadzieję, że uda im się naprawić uszkodzenie. 

Rzut oka wystarczył Kaleviemu, by stwierdzić, że sprawa jest beznadziejna. Nawet do 

głowy  mu  nie  przyszło,  by  pomóc  stróżom  prawa.  Zwłaszcza  że  ci  sami  stróże  prawa  z 

lubością patrzyliby, jak dynda na stryczku. 

Rozejrzał  się  wokół  i  uznał,  że  wypadek  nie  mógł  się  zdarzyć  w  odpowiedniejszym 

miejscu. 

Ż

adnych zabudowań w  pobliżu, ani śladu ludzi. Krajobraz w sam raz nadawał się do 

ucieczki, otaczały ich pagórki, pokryte lasem wzgórza, strumyki i niewielkie jeziora. 

Tylko pęta u nóg stanowiły przeszkodę. 

- Gdzie łazisz? - Jeden ze strażników zawrócił go na drogę i kazał oprzeć się plecami o 

uszkodzony  wóz.  Kalevi  nie  posłuchałby,  gdyby  tamten  nie  poparł  rozkazu,  przytykając  mu 

lufę do brzucha. 

Kalevi  wiedział,  że  strażnik  się  go  boi.  Przestraszeni  ludzie  nie  powinni  trzymać  tak 

niebezpiecznej broni. 

Kalevi potrafiłby wykorzystać siłę i przewagę, jaką daje strzelba. Jeśliby strzelił, to w 

jasno określonym celu. By zabić. Nigdy jednak nie posiadał strzelby. 

Strażnik zaś gotów jest pociągnąć za spust ze strachu. 

Bandyta  oparł  się  o  wóz  i  spod  przymkniętych  powiek  przyglądał  się  niezdarnym 

poczynaniom obu mężczyzn. 

Wyprzęgli konie. 

Wymieniali nerwowe uwagi, niepewni, jak się zachować. Obaj, nawykli do słuchania, 

nie potrafili podejmować decyzji. 

I  żaden  z  nich  nie  chciał  wziąć  na  siebie  odpowiedzialności.  Nie  tutaj.  Za  to  z 

rozkoszą przyznaliby sobie zasługę doprowadzenia więźnia do celu. 

Kalevi uznał, że ich szanse zmalały nieomal do zera. 

Zamknął oczy i czekał. 

background image

-  Poluźnimy  ci  łańcuchy  -  zdecydował  starszy.  Jego  znacznie  młodszy  i  znacznie 

bardziej przestraszony kolega dobrowolnie zrzekł się przywództwa. 

- Nie boicie się? - zakpił Kalevi. 

- Za co się uważasz? Za wysłannika piekieł? Potrafimy nauczyć cię moresu. Mrugnij 

tylko, a zastrzelimy cię na miejscu. Wszystko nam jedno, czy zdechniesz tu czy w stolicy. 

Wciąż wierzyli, że mają nad nim przewagę. 

To dobrze. 

Zdjęli mu kajdany z kostek. Kalevi z trudem powstrzymał okrzyk radości. 

Zaprowadzili  go  do  koni  i  wybrali  tego,  który  wydał  im  się  najcięższy  i 

najpowolniejszy. 

W ogóle nie znali się na koniach, Kalevi zaś wzrastał ze zwierzętami. 

Poczuł skurcz w żołądku na to wspomnienie z dzieciństwa, ale zdusił je w sobie. 

Musiał zachować klarowność myśli. 

-  Mam  go  dosiąść?  -  spytał,  udając,  że  boi  się  koni.  Strażnicy  zaśmiali  się  złośliwie. 

Kalevi nie zareagował, dobrze wiedział, kto będzie śmiać się ostatni. 

- Chyba że chcesz biec za nim aż do Tóre. Z pętlą na szyi. Przynajmniej zaoszczędzisz 

sobie podróży na południe. 

Kalevi  stawiał  opór,  kiedy  ładowali  go  na  grzbiet  zwierzęcia.  Konie  nie  były 

osiodłane, więc musiał chwycić się grzywy. Kajdanki u rąk trochę go uwierały, ale wiedział, 

ż

e da sobie radę. Poklepał zwierzę uspokajająco, cały czas obserwując strażników... 

Oni zaś nie zwracali na niego uwagi, zajęci dosiadaniem wierzchowców. 

Kalevi  wbił  obcasy  butów  w  boki  konia,  pochylił  się  nad  jego  karkiem  i  w  ułamku 

sekundy odsądził się od zdumionych mężczyzn. 

Nagłość, z jaką to uczynił, dała mu przewagę. 

Chwilę jeszcze słyszał głosy strażników za sobą, dobiegały go trzaśnięcia bicza, które 

z wolna cichły w oddali. 

Tylko wiatr szumiał tajemniczo pośród melancholijnych świerków. 

Wtedy dopiero przyhamował wierzchowca. 

Roześmiał się w noc, upojony wolnością. 

I zaczął śpiewać piosenkę, jedną z tych, która treścią urąga prawu i sprawiedliwości. 

Na własny rachunek dodał parę zwrotek. 

Był wolny. 

Zdążał na północ, ku lapońskiemu pograniczu. 

Najpierw jednak pragnął raz jeszcze ujrzeć wody jeziora Mieko. 

background image

- Zbliżamy się. - Mikkal spojrzał z ukosa na Raiję. - Poznajesz okolicę? 

Na twarzy Raiji pojawił się wyraz napięcia. 

Ailo siedział na grzbiecie renifera. Był zmęczony, kaprysił, tego dnia bowiem przebyli 

znacznie dłuższy niż poprzednio odcinek drogi. Bliskość celu sprawiła, że nie zatrzymali się 

na  wieczorny  odpoczynek.  Rozglądali  się  wokół,  szukając  czegoś,  co  obudziłoby 

wspomnienia. 

- Minęło trzynaście lat - powiedziała wolno i ostrożnie. Dotąd nie wątpiła, że pamięć 

jej  nie  zawiedzie.  -  Wszystko  wygląda  inaczej.  -  Nie  ukrywała  rozczarowania.  Zmarszczyła 

brwi i zatrzymała się. Krajobraz zdawał się jej obcy. 

Jeziora po obu stronach... Płaski, żyzny teren. Lasy. To miejsce niczym nie różniło się 

od tych, które mijali w ostatnich dniach. 

Lasy, jeziora, pola... 

Raija  doznała  nawet  lekkiego  zawodu,  że  jej  wzrok  nie  może  spocząć  choćby  na 

niewielkim wzgórzu. 

Ona,  która  szczerą  nienawiścią  darzyła  strome,  straszne  skały  w  Ruiji  opadające 

wprost do morza. 

Miała wtedy osiem lat... 

Oglądała świat z innej perspektywy. We wspomnieniach była to kraina słońca, ciepła i 

dobrej pogody. 

Teraz  w  powietrzu  leżała  gęsta  mgła,  wisiała  nad  nimi  lepka  i  mokra,  wymazując 

znaki rozpoznawcze w krajobrazie. Zniekształcała okolicę nie do poznania. 

Raija wytężyła myśli i wydobyła z mroków pamięci na wpół zapomniane nazwy. 

Półwysep Iso - Vietonen. Jezioro Raanu... Kształt się zgadzał. Długi cypel wrzynający 

się w toń wody. Minęli inne jezioro tej samej wielkości. Raanu. 

A więc z prawej strony leżało Mieko! 

Serce zabiło jej gwałtownym rytmem. Mogłaby upaść na kolana w objęcia wody, ale 

nie  ruszyła  się  z  miejsca,  przepełniona  cichym  szczęściem,  oczekiwaniem,  dręczącą 

niepewnością. 

Zsadziła Ailo z renifera i przytuliła chłopca, który objął ją ufnie za szyję. 

-  Dalej  już  dziś  nie  pójdziemy  -  pocieszyła  malca  i  podnosząc  twarz,  napotkała 

pytające spojrzenie Mikkala. 

background image

- Tak - potwierdziła. - Jesteśmy prawie u celu. To jezioro Mieko. 

Mikkal przypuszczał od pewnego czasu, że dotarli do rodzinnych stron Raiji. Bywał tu 

kilkakrotnie. Czekał jednak, aż sama mu to powie. 

- Już niedaleko - dodała. - Potrzebuję czasu. To... - zawahała się, szukając właściwych 

słów, ale żadne nie odpowiadały temu, co czuła - ...silne przeżycie - dokończyła banalnie. 

Mikkal rozjuczył renifery  i spętał je. Nie musiał  karmić zwierząt, wokół  ciągnęły się 

bujne,  zielone  pastwiska.  Patrząc  po  okolicy,  nie  sposób  było  uwierzyć,  że  osiadłym  tu 

ludziom głód kiedykolwiek zaglądał w oczy. 

A jednak los Raiji stanowił żywe przypomnienie o latach nędzy i nieurodzaju. 

Mikkal przygotowywał obozowisko, w nagłym odruchu postanowił rozstawić namiot. 

Może  zrobił  tak  ze  względu  na  mgłę,  spoczynek  w  chłodnym,  wilgotnym  powietrzu  nie 

należałby do przyjemności. 

A może uczynił tak z innego powodu, którego nawet nie potrafił nazwać. Miał dziwne 

przeczucie. 

Nie przyznał się do niczego wobec Raiji, ale zauważył, że dziewczyna też rozgląda się 

wokół. 

Nie miał odwagi zapytać, czy coś ją niepokoi. Może po prostu przypatruje się okolicy. 

Nie chciał jej straszyć. Jeśli coś ją gryzie, nie omieszka o tym powiedzieć. 

Raija nie odezwała się. 

Przygotowała  posiłek,  zajęła  się  Ailo.  Mówiła  do  chłopca,  trzymała  go  za  rękę,  póki 

nie zasnął wtulony w skórzane derki. 

Mikkal  odtrącił  złe  myśli  od  siebie.  Musiał  mieć  przywidzenia.  Wszak  Raija  była 

znacznie wrażliwsza od niego, a niczego nie zauważyła. 

Ognisko  wygasało  z  wolna.  Nie  podsycali  ognia,  w  okolicy  nie  kręciła  się  dzika 

zwierzyna, a w namiocie panowało przyjemne ciepło. Mieli siebie i derki. 

Raija  leżała  w  ramionach  Mikkala.  Sen  nie  przychodził,  zbyt  wiele  myśli  kłębiło  się 

jej w głowie, zbyt wiele wrażeń. 

- Miła moja... - Głos Mikkala zabrzmiał lekko jak tchnienie wiatru. - Podziel się tym, 

co czujesz. 

Bliskość była ważna, ważne było to, że mogli patrzeć na siebie. Mówili do siebie nie 

tylko słowami, ale i wyrazem twarzy, z których potrafili wychwycić niejedną ulotną myśl. 

Raija i Mikkal rozmawiali wieloma językami. 

-  Przeżywam  to  od  nowa  -  szepnęła  drżąco.  -  Znów  mam  osiem  lat,  czuję  się 

zdradzona  i  opuszczona.  Dorosła  Raija  wie,  że  uczynili  to  w  dobrej  wierze,  ale  nie  potrafię 

background image

myśleć inaczej. Znów mam osiem lat. Wiatr pieści moje policzki. Mam mokre stopy, och, ta 

przeklęta mgła! I tylko ciebie na tym świecie. 

Mikkal  słuchał  w  milczeniu,  głaszcząc  ukochaną  po  głowie.  Widział,  że  tak  samo 

postępowała z Ailo, kiedy chłopiec się smucił. Głaskała go po głowie i słuchała. 

Teraz równie chętnie poddawała się podobnym zabiegom. 

-  Wiem,  co  chcę  im  przekazać,  nie  wiem  tylko,  czy  się  odważę.  Boję  się,  że  kiedy 

stanę z nimi twarzą w twarz, znów poczuję się jak to opuszczone dziecko. I nie będę umiała 

im powiedzieć, że zrozumiałam... 

Uspokoiła się. Dłonie Mikkala działały kojąco, łagodnie masowały kark dziewczyny, 

przesuwały się po ramionach, po włosach. Pieściły bez ukrytego zamiaru, bez pożądliwości. 

Mikkal  mówił  jej  poprzez  dotyk,  że  jest  obok  niej.  Że  nie  musi  samotnie  zmagać  się  z 

przeszłością. 

Pieszczoty to jeszcze jeden język, równie bogaty jak ten złożony ze słów. 

Na końcu wyjawiła, czego obawiała się najbardziej. 

- Co będzie, jeśli nie żyją, Mikkal? 

- Czy to ma aż takie znaczenie? - spytał. - By wiedzieli, że zrozumiałaś? 

Raija pokiwała głową. 

-  Ogromne.  -  I  leżała  długo  w  milczeniu,  zanim  dokończyła  myśl.  -  Nie  chcę  być 

niczyim wyrzutem sumienia. Muszą wiedzieć, że nie chowam urazy. Że dałam sobie radę. 

Mikkal pomodlił się w duchu za rodziców Raiji. Tak bardzo pragnęła znów ich ujrzeć, 

odnaleźć  własne  korzenie  i  miejsce  na  ziemi.  Miejsce,  które  zwie  się  domem.  Nadmorska 

kraina ofiarowała jej wiele, ale nigdy nie stała się prawdziwą przystanią. 

Mikkal myślał o tym z ciężkim sercem. Sam też nie potrafił stworzyć jej domu. 

Choć uśmiechała się i mówiła, że jej dom jest tam, gdzie on, dobrze wiedział, iż szuka 

czegoś stałego. Pokojów, w których mogłaby się krzątać, wnętrz, które mogłaby przyozdobić. 

Mikkal  miał  niespokojną  duszę  wędrowcy,  która  zwiędłaby  zamknięta  w  czterech 

ś

cianach domostwa. Jego życie wiodło ścieżkami reniferów. 

Bolał z tego powodu, bo gotów był ofiarować jej wszystko. Wszystko, tylko nie to. 

Kochał  włóczęgę,  niepewność,  nieprzewidywalność  losu.  Nie  potrafił  żyć  inaczej. 

Niebo i namiot były mu dachem. Nie mógł dać jej więcej. Oboje rozumieli to bez słów. 

- Jutro ich poszukamy - obiecał i przyciągnął ją do siebie. - Nie spoczniemy, póki ich 

nie odnajdziemy. Pamiętam dobrze twoje rodzinne strony, choć wtedy leżał śnieg. 

- Ja też pamiętam - odrzekła Raija. Ułożyła się wygodnie i skryła twarz w zagłębieniu 

na szyi Mikkala. Tam czuła się bezpiecznie i dobrze. 

background image

Potrzebowała ciepła jego ciała. Drżała, choć noc nie była chłodna. 

- Kocham cię, Raiju - szepnął Mikkal. - Od samego początku byłaś mi bliska, ale któż 

mógł wiedzieć, że staniesz się moim przeznaczeniem? Że ta obdarta dziewczynka przemieni 

się w najpiękniejszą istotę, jaką nosiła ziemia? Kto mógł przewidzieć, że tamta ośmiolatka w 

za dużej chuście na głowie stanie się jedyną kobietą, którą obdarzę miłością? 

Ciepła dłoń zacisnęła się na ręce Mikkala. 

-  Dziękuję  za  te  słowa,  mój  miły!  -  wyrzekła  cicho.  -  Zawsze  wiesz,  kiedy  ich 

potrzebuję najbardziej. Raija Alatalo miałaby smutne życie,  gdybyś nie istniał. Wtedy nigdy 

nie odnalazłaby miłości. Tej prawdziwej i jedynej. Największego i najdziwniejszego uczucia 

ze wszystkich. 

Mina rakastan sin ua - zakończyła. - Mon rakastan do. Kocham cię, Mikkal. 

Kalevi dostrzegł ich, zanim stanęli na popas. Coś kazało mu się zatrzymać i przyjrzeć 

rozwojowi wydarzeń. 

Lapończycy,  sądząc  po  odzieniu  i  reniferach.  Kalevi  nie  znał  bliżej  tego  ludu. 

Widywał  ich  na  spędach  reniferów  i  targowiskach,  ich  wolny  i  niczym  nie  skrępowany 

sposób życia budził w nim zazdrość i uznanie. 

Nie dlatego, że chciałby być jednym z nich! Prychnął na samą myśl. Wiedzieli jednak, 

jak  przetrwać  na  pustkowiu,  a  on  wkrótce  będzie  musiał  opuścić  utarte  szlaki.  Ziemia  paliła 

się mu pod stopami. 

Wiedział,  że  go  szukają,  tylko  nie  tam,  gdzie  trzeba.  Nie  przeliczył  się,  nie 

spodziewali się, iż podąży ku rodzinnym stronom, gdzie wszyscy znali jego twarz. 

Wszystko poszło jak z płatka. 

Ruszył  najpierw  na  zachód  wzdłuż  rzeki,  przekraczając  ją  kilkakrotnie  na  wypadek, 

gdyby użyli psów. Kiedy koń zaczął powłóczyć nogami, pozostawił go na pastwę losu. Kalevi 

niewiele dbał o czworonożne stworzenia. 

Kajdanki  stanowiły  powód  do  niepokoju,  z  nimi  nie  mógł  pokazać  się  wśród  ludzi, 

poza tym przeszkadzały w zdobywaniu pożywienia. 

Oddaliwszy się na wschód od rzeki, natknął się na leżącą na uboczu zagrodę. W nocy 

zajrzał  do  wszystkich  pomieszczeń  i  ku  swemu  zadowoleniu  w  jednym  z  nich  znalazł 

prymitywną kuźnię. 

Kolejny  uśmiech  losu,  w  zagrodzie  mieszkał  samotny  mężczyzna.  Kalevi  zbudził 

chłopa i zmusił go, by rozpiłował żelazne obręcze. 

background image

Mężczyzna  uczynił  to  bez  słów,  a  na  jego  twarzy  nie  było  znać  strachu.  Kaleviego 

korciło,  by  wyznać  mu  swoje  imię,  ale  się  powstrzymał.  Starzec  i  tak  nie  będzie  miał  się 

komu pochwalić. 

Ogłuszył  go  jego  własnym  młotem,  potem  zaniósł  na  łódź  i  odpłynął  nią  od  brzegu. 

Nawet  się  nie  zmęczył,  staruszek  był  wątłej  postury,  a  Kalevi  odznaczał  się  nadzwyczajną 

siłą. 

Nie czuł nic, kiedy spuścił ciało do wody i przyglądał się, jak niknie w głębinie. Potem 

wyrzucił jedno wiosło, skoczył w toń i popłynął do brzegu. 

Lato  dobiegało  końca  i  woda  zdążyła  się  już  ochłodzić,  ale  Kalevi  nie  zważał  na  to. 

Nocna  kąpiel  orzeźwiła  go  i  przywołała  wspomnienia.  Nie  widział  okolicy,  ale  czuł,  że  jest 

blisko domu. 

Został w zagrodzie do rana, by osuszyć rzeczy i najeść się. Rozpalił ogień i grzał się 

przy nim aż do świtu. 

Domu nie splądrował, choć ledwie oparł się pokusie. 

Tym razem słuchał głosu rozsądku. 

Mieli  sądzić,  że  stary  się  utopił.  Łańcuchy  leżały  na  dnie  jeziora  razem  z  ciałem 

chłopa.  Kalevi  skrzętnie  usunął  wszelkie  ślady  swego  pobytu  w  izbie.  Tym  razem  nie 

wpadnie przez chciwość. 

To miał być jeden z tych złych postępków, których nikt mu nie przypisze. 

Potem  ruszył  na  wschód,  ku  rodzinnym  stronom,  i  bez  trudu  dotarł  na  miejsce. 

Przebywał  tu  już  od  tygodnia  i  codziennie  budził  się  z  myślą,  że  czas  odejść.  Na  lapońskie 

pogranicze, gdzie czeka prawdziwa wolność. I codziennie zwlekał z decyzją. 

Wtedy  zjawiła  się  ta  para.  Kobieta  była  piękna.  Właściwie  nie  miało  to  żadnego 

znaczenia. Kobiety nadawały się do jednego. 

Raz  obróciła  się  w  jego  kierunku.  Stanęła  nieruchomo.  Kalevi  wstrzymał  oddech, 

pewny, że go dostrzegła skrytego w rzadkich brzozowych zaroślach. 

Jednak nie. Co innego zwróciło jej uwagę. 

Kalevi  poczuł  niepokój.  Sprawiły  to  oczy  dziewczyny,  ciemne,  przejrzyste,  mądre 

oczy. 

Ich spojrzenie przywoływało coś z odległej przeszłości, jakieś dręczące wspomnienie. 

Poczuł ból w sercu i cicho się oddalił. Wiedział już, że następnego ranka też nie ruszy 

na północ. 

Zostanie  tak  długo,  jak  długo  będzie  tu  ta  kobieta.  Nie  chciał  przypomnieć  sobie, 

dlaczego przejął go jej widok, a jednocześnie nie potrafił zapomnieć. 

background image

Zjedli  posiłek  i  spakowali  rzeczy.  Raija  zajęła  się  swoim  wyglądem.  Mimo  że  ranek 

był  chłodny,  a  powietrze  wciąż  wilgotne,  wykąpała  się  w  zimnej  wodzie  jeziora.  Mikkal 

obserwował jej starania. Wyjęła jedyną ładną bluzkę, jaką miała ze sobą, i najlepszą spódnicę. 

Lapoński  kaftan,  którego  używała  w  podróży,  zwinęła  starannie  i  schowała.  Nie  uczyniła 

tego, by zranić Mikkala. Chciała się pokazać w tym, co najlepiej podkreślało jej urodę. 

Raija  uważała,  że  najlepiej  wygląda  w  norweskim  stroju.  Bo  przypominał  ubiór 

fińskich kobiet. 

Bardzo uradowała jego serce, kiedy wyjęła broszę z zawiniątka i przypięła do bluzki. 

Raija nie zdradziła żadnej ze swoich ojczyzn. 

- Wyglądasz pięknie - stwierdził, zanim zdążyła zapytać. Naprawdę tak myślał. 

Była  piękna.  Miała  lekko  zaróżowione  z  emocji  policzki.  Włosy  zdążyły  trochę 

odrosnąć,  przykryły  uszy  i  skręcały  się  w  krótkie  loki  na  karku,  dodając  jej  dziewczęcego 

uroku.  Bluzkę  o  bufiastych  rękawach  zapięła  pod  samą  szyję.  Czarna  spódnica  z  przedniej 

wełny, wąska na biodrach, opadała w dół szerokimi fałdami. 

Uroczysty strój i srebrna ozdoba na piersi uwydatniały jej kobiecość. 

- Spodobasz się im! - Mikkal zakręcił Raiją, by nacieszyć oczy. 

Pęczniał z dumy. Sam też zadbał o wygląd, choć wcześniej nie miał takiego zamiaru. 

W żadnym stroju nie ukryłby pochodzenia, ale też nie chciał tego czynić. Był Lapończykiem, 

nie wstydził się swego ludu. 

Nie  wykąpał  się  wprawdzie,  ale  się  przebrał.  Założył  strój  z  miękkiego  brązowego 

zamszu, łydki obwiązał misternie tkanymi onucami o żywych barwach. Zacisnął klamrę pasa 

na wąskich biodrach, a na szyi zawiązał jedwabną chustę. 

Potem wystroili Ailo. Wyglądał jak miniaturka swego ojca. 

Byli gotowi na spotkanie z rodziną Raiji. 

Mikkal nie miał pojęcia, czy to wystarczy, by zareagowali przychylnością. Bał się, że 

go odtrącą. Nie ze względu na siebie czy na Ailo, chodziło o Raiję. 

Raija drżała, strach ścisnął jej serce i nie chciał odstąpić. 

Mogli się jej wyrzec... 

Mogli okazać rozczarowanie. 

Mogli otworzyć im drzwi. 

Kiedy  w  jakiś  czas  potem  okrążyli  południowy  kraniec  jeziora  Mieko,  Raija 

rozpoznała okolicę. Wiedziała już, którą drogę wybrać. 

Przypominała sobie nazwiska właścicieli zagród, które mijali. 

background image

Wiele z nich wyglądało na opuszczone. Nie zwiezione siano żółkło na polach, których 

dawno już nikt nie obsiewał. 

Tyle się zmieniło. 

Pobudowano  nowe  domy,  niektóre  miały  smołowane  dachy  i  szyby  w  oknach.  W 

innych  gospodarstwach  przybyło  zabudowań.  Raija  pamiętała  twarze  przyjaciół  z 

dzieciństwa, którzy tam mieszkali, wciąż dźwięczał jej w uszach ich śmiech. 

A  więc  zostali  na  ojcowiźnie.  Najstarszy  syn  przejmował  majątek,  młodsi  dostawali 

po  kawałku  roli.  Taki  porządek  obowiązywał  od  pokoleń  i  zwiastował  nadejście  trudnych 

czasów. Jeszcze nie brakowało ziemi uprawnej, ale kiedyś nie będzie czego dzielić. 

Rodzinną zagrodę przejmie Matti. Raija myślała o tym z zadumą. Śliczny chłopczyk, 

którego ucałowała na pożegnanie, skończył już trzynaście lat. Niedługo wejdzie w dorosłość, 

a ona nawet nie widziała, jak wzrasta. 

Tyle straciła! 

Ź

le  ocenili  odległość.  Równiny  i  pola  rozciągały  się  dalej,  niż  oko  mogło  sięgnąć. 

Maszerowali już cały dzień, z wolna tracąc nadzieję, że dotrą na miejsce przed wieczorem. 

Raija  była  bliska  płaczu.  Tak  szykowała  się  na  to  spotkanie,  podekscytowana  jego 

bliskością. Teraz czuła się zmęczona i spocona, nie wyglądała już tak świeżo. 

- Już niedaleko - syknęła przez zęby bardziej do siebie niż do Mikkala. 

Mikkal  nie  odzywał  się  od  dłuższego  czasu.  Raija  podejrzewała,  że  rozgląda  się  za 

miejscem odpowiednim na nocleg. 

Niedoczekanie! 

Była tak blisko domu! 

Mikkal wcale nie miał takiego zamiaru. Zgadzał się z Raiją, byli niemal u celu. 

Kolejny  zakręt  ścieżki  wydał  się  Raiji  znajomy.  Nogi  same  ją  poniosły,  zostawiła 

Mikkala  i  Ailo  daleko  w  tyle.  Wbiła  wzrok  w  drogę,  która  wiła  się  przed  nią,  oddalając  od 

innych domów ku szarym zabudowaniom, które pamiętała tak dobrze. 

Obiegła kamienny murek i zatrzymała się. 

Ukazał się widok bliski jej sercu, który przez lata pobytu w Ruiji wyparła z pamięci. 

Podwórko rodzinnej zagrody. 

Rozejrzała  się  wokół  ze  zdumieniem.  Nagle  przypomniała  sobie  wszystko,  jedynie 

skala się zmieniła. We wspomnieniach dom znajdował się blisko rzeki, w rzeczywistości leżał 

z dala od niej, u podnóża lesistego pagórka, skąd otwierała się panorama na całą osadę. 

Ojciec opowiadał, że wykarczował ten kawałek ziemi własnymi rękami. Płot powstał 

z kamieni, które wykopał. 

background image

-  To  tutaj.  -  Mikkal  zjawił  się  u  boku  Raiji  i  położył  rękę  na  jej  ramieniu.  Dławiony 

wzruszeniem więcej nie zdołał wykrztusić. 

Wróciła do domu po trzynastu latach. 

Z ośmioletniej dziewczynki przerodziła się w dwudziestojednoletnią kobietę. 

Musiała silnie to przeżywać. 

Radość, że odnalazła miejsce. I rozczarowanie. 

Mikkal  zobaczył  więcej  niż  Raija.  Zaślepiona  szczęściem  dziewczyna  nie  przyjrzała 

się dokładnie zabudowaniom, które pogrążały się w zapadającym zmierzchu. 

To on musiał powiedzieć jej prawdę. Wciąż trzymając dłoń na ramieniu ukochanej, by 

dodać jej siły. 

- Odnalazłaś dom, Raiju, ale nie znajdziesz w nim swojej rodziny. 

Zwróciła na niego zdumiony wzrok, potem odwróciła się ku zabudowaniom i pojęła, 

co ma na myśli. 

Dom był opuszczony. Od dawna nikt w nim nie mieszkał. 

Kalevi  podążał  za  wędrowcami,  starannie  kryjąc  się  przed  ich  wzrokiem.  Oczy 

kobiety wciąż go prześladowały. 

Usiłował sobie przypomnieć dlaczego, ale nie potrafił. 

Dopiero kiedy zrozumiał, dokąd zdążali, doznał olśnienia. 

Oczywiście. 

Tamte oczy. 

Tamta dziewczynka. 

Stał na skraju zabudowań, ukryty za ścianą stodoły. 

Wiedział  już,  kim  jest  dziewczyna.  Wiedział,  gdzie  jej  szukać.  Jeszcze  nie  może 

wyjechać. 

Kalevi miał pewien dług do spłacenia. 

background image

Drzwi do zabudowań stały otworem, w środku nie było nic cennego. Puste ściany. 

Mikkal wziął Ailo na ręce i razem z Raiją obeszli wszystkie pomieszczenia. Nie mieli 

wprawdzie światła, ale zmrok jeszcze nie zapadł. 

Raija  zatrzymała  się  w  izbie,  która  służyła  kiedyś  za  kuchnię.  Stanęła  na  środku  i 

złożyła ramiona na piersiach, jakby broniła się przed wspomnieniami. 

-  Tu  był  stół  -  powiedziała.  -  W  kącie  koło  paleniska  stał  kołowrotek.  Kołyska 

Mattiego blisko stołu... 

Mikkal  ujrzał  tę  scenę  oczyma  wyobraźni.  Szczęśliwa  rodzina  przy  posiłku.  Zanim 

przyszedł nieurodzaj. Zanim Erkki Alatalo utonął w długach. 

- Rodzice spali w kuchni, mnie zostawiali izbę. Ojciec mówił, że potrzebuję własnego 

kąta. Nazywał mnie swoją księżniczką, a małe księżniczki muszą mieć osobną komnatę. Tak 

mówił, Mikkal, komnatę... - Raija rozpłakała się. 

Mikkal objął ją wolnym ramieniem. Kij upadł na ziemię, ale wsparł ją i bez niego. 

Ailb też pocieszał Raiję. Naśladując ojca, klepał ją po ramionach i włosach. 

- Nie płacz, Raiju. Znajdziemy ładniejszy dom. 

Raija uśmiechnęła się przez łzy i uścisnęła malca. Pociągając nosem, ucałowała go w 

oba  policzki.  Potem  musnęła  policzek  Mikkala.  Tak  na  wszelki  wypadek,  by  nie  poczuł  się 

pokrzywdzony. 

Ailo  nie  rozumiał  zbyt  wiele,  więc  nie  przejął  się  zbytnio  wydarzeniami  wieczoru. 

Wiedział, że uśmiech rozjaśnia najczarniejszą noc. 

-  Popytamy  ludzi  -  zdecydował  Mikkal.  -  Jutro,  teraz  już  na  to  za  późno.  Ktoś  musi 

wiedzieć, co się z nimi stało. 

Raija kiwnęła głową, ale nie wykrztusiła ni słowa. Nie teraz. Ktoś musi wiedzieć. 

- Zostaniemy tu na spoczynek? Tym razem, ku zdumieniu Mikkala, potrząsnęła głową. 

-  To  już  nie  jest  mój  dom  -  stwierdziła  i  przygarbiwszy  się  nieco,  ruszyła  do  drzwi. 

Znalazł ją za progiem, stała na schodach i wpatrywała się w szarzejący horyzont. Wydawało 

się, że przygląda się okolicy, ale nie było to możliwe. Najbliższe zabudowania leżały na tyle 

daleko, że gubiły się w zapadających ciemnościach. 

Dobiegał ich jedynie cichy szum rzeki Tornio. Wsłuchiwała się w jej pieśń? 

- Postawimy namiot koło kamiennego płotu. Tam na dole - wskazała palcem, a Mikkal 

bardziej  wyczuł,  niż  dostrzegł  łukowate  zakole  muru.  -  To  była  moja  samotnia  -  mówiła, 

background image

kiedy szli przez porośnięte zeszłoroczną trawą podwórze. - Dojrzewające późnym latem żyto 

skrywało  mnie  przed  wzrokiem  dorosłych.  Zaszywałam  się  tam  po  skończeniu  zajęć  i 

oddawałam  marzeniom.  Ty  i  Reijo  nazwalibyście  je  fantazjami.  Dla  mnie  to  była  zabawa. 

Siadywałam cichutko, słuchałam szumu rzeki, wiatru hulającego w zbożu, śpiewu ptaków... 

Mikkalowi  stanął  przed  oczyma  obraz  małej  dziewczynki,  wspartej  plecami  o  płot, 

który jej ojciec zbudował własnymi rękami. 

Wzruszenie  rozlało  się  mu  po  sercu  ciepłą  falą.  Nabrał  nieprzepartej  ochoty,  by 

przytulić ją do siebie, odegnać precz wszystkie smutki i zmartwienia. Nie potrafił. Był tylko 

człowiekiem. 

Ustawili namiot tak, by część samotni Raiji znalazła się pod dachem. Mikkal wpadł na 

ten pomysł. Nie uszło jego uwagi, że sprawił tym dziewczynie przyjemność. 

Raija  tłumiła  lęk  i  niepokój,  dopóki  Ailo  nie  zasnął  wtulony  w  derki  i  rozgrzany 

opowieścią  na  dobranoc.  Wtedy  dopiero  przygarbiła  się,  kąciki  jej  ust  opadły,  a  szeroko 

rozwarte oczy wypełniły smutkiem. 

Tego się nie spodziewała. Tej ewentualności nie brała pod uwagę. 

Zdjęła  odświętny  strój  i  złożyła  starannie,  jakby  nie  zamierzała  go  używać  przez 

dłuższy czas. 

Mikkal  zapłakałby  nad  jej  losem,  ale  nie  uczynił  tego.  Wiedział,  że  Raija  nie 

potrzebuje współczucia. 

Ś

ciągnął  buty  i  skórzany  kaftan,  zostawił  spodnie.  W  obcych  stronach  należało  mieć 

się  na  baczności.  Nóż  położył  po  prawej  stronie  posłania,  na  wysokości  piersi.  Mikkal  był 

ostrożnym człowiekiem. 

Zanim wyruszyli w tę podróż, sprawił Raiji nóż. Niewielki i poręczny, o dość ciężkim 

trzonku i krótszej niż zwykle klindze, na tyle długiej jednak, by Raija mogła się nim posłużyć 

w  pracy  i  obronić  w  razie  niebezpieczeństwa.  Dziewczyna  przyjęła  go  dość  niechętnie,  ale 

Mikkal  uparcie  obstawał  przy  swoim  i  zmusił,  by  nosiła  go  na  rzemyku  przywiązanym  pod 

podszewką sukni. Nikt by się nie domyślił, że kobieta taka jak ona ma broń. 

Mikkal  poczuł  się  pewniej,  choć  nie  potrafił  sobie  wyobrazić,  że  Raija  może  kogoś 

skrzywdzić. 

Usiadł plecami do skórzanej ściany namiotu, czując chropowatość kamiennego murku 

z drugiej strony. Raija przywarła do niego. 

Mikkal objął ukochaną ramionami. Raija położyła mu głowę na piersi. 

background image

-  Jak  myślisz,  co  się  z  nimi  stało?  -  spytała  cienkim  głosem,  w  którym  czuło  się 

bezradność.  -  Pomarli?  -  Wypowiedziała  głośno  słowo,  którego  bała  się  najbardziej.  - 

Wszyscy pomarli? 

Jeśli przyszedł kolejny nieurodzaj... 

- Mogli się przenieść w inne miejsce - odrzekł niepewnie. 

-  Tatko  miał  długi.  -  Raija  uczepiła  się  tej  myśli  z  nadzieją.  -  W  najgorszym  razie 

zabraliby  mu  ziemię...  -  I  sama  odrzuciła  tę  ewentualność.  -  Tylko  że  wtedy  ktoś  by  tutaj 

mieszkał.  Ziemia  jest  cenna.  Dlaczego  nikt  jej  nie  przejął?  Tak  być  nie  może!  -  krzyknęła  z 

pasją i uderzyła się pięściami w kolana. Zaciskała dłonie aż do bólu. Bardziej ją to dotknęło, 

niż  Mikkal  się  obawiał.  -  Wszystko  na  próżno.  Chcę  ich  zobaczyć,  tatę,  mamę  i  małego 

Mattiego! 

-  Widzisz  świat  w  czarnych  barwach.  Zaczekaj  do  jutra.  Popytamy  o  nich.  -  Mikkal 

nie potrafił znaleźć lepszej pociechy. 

Raija  straciła  nadzieję.  Mikkal  przekonał  się  o  tym  rankiem,  kiedy  dziewczyna 

wdziała swój codzienny strój. Nic nie powiedział, ale bardzo się zasmucił. 

Wstali  wcześnie,  ale  nie  byli  pierwsi  na  nogach.  Jakiś  potężny  mężczyzna  wielkimi 

krokami zdążał w ich kierunku. Wyraźnie nie po to, by się przywitać. 

-  To  prywatna  własność  -  odezwał  się  szorstko,  podchodząc  bliżej.  Dłonie  wsparł  na 

biodrach. - Nie trzeba nam tu włóczęgów - dodał i spojrzał na nich podejrzliwie. 

Raija westchnęła, rozdziawiła usta i podeszła kilka kroków. Powoli, ostrożnie. 

To  był  prawdziwy  kolos.  Miał  ogromne  ramiona,  szeroką  klatkę  piersiową,  ręce  jak 

bochny  chleba,  trochę  przykrótkie  nogi  jak  na  tak  potężny  korpus.  Wyłysiał,  ale  Raija 

pamiętała jasnowłosą czuprynę i sumiasty wąs, którego  resztki wciąż okrywały  górną wargę 

mężczyzny.  I  łagodne  niebieskie  oczy,  teraz  lekko  spłowiałe  jak  dzwonki,  z  których  jesień 

wycisnęła soki. 

Mężczyzna poczuł siłę jej wzroku i zmarszczył brwi. 

Pamięć podsuwała mu obrazy, z których nie rozumiał zbyt wiele. 

Te oczy... te niezwykłe oczy. To poważne spojrzenie. 

- Pentti? - Głos Raiji drżał. Jeszcze nie wierzyła, jeszcze się bała. - Wujek Pentti? 

Krzaczaste brwi mężczyzny ściągnęły się mocniej. Wspomnienia nabrały jasności, ale 

nie wydały się przez to bardziej prawdopodobne. 

Silne  ramiona  rozpostarły  się.  Objął  dziewczynę,  zanim  uświadomił  sobie  całą 

prawdę. 

background image

Raija  śmiała  się  i  płakała  na  przemian  w  niedźwiedzim  uścisku  Penttiego.  Pentti  nie 

był  członkiem  rodziny,  ale  najbliższym  przyjacielem  ojca  i  najmilszym  człowiekiem  pod 

słońcem. Nie mogła zrozumieć, dlaczego nie pomyślała o nim poprzedniego wieczora. 

Rozczarowanie  widokiem  opustoszałego  domostwa  sprawiło,  że  przestała  myśleć 

rozsądnie. 

Pentti  odsunął  dziewczynę  na  wyciągnięcie  ramion.  Na  jego  zdumionym  obliczu 

rozlał się szeroki uśmiech. 

-  Raija  -  powiedział  z  nabożeństwem.  -  Córka  Erkkiego!  Dobry  Boże,  dziewczyno! 

Gdzie się podziewałaś? Skąd przybywasz? 

- Przyszliśmy wczoraj - odrzekła cicho Raija. Uśmiechnęła się do Mikkala i stanęła u 

jego boku, pokazując, że są razem, że należą do siebie. 

-  Twój  mąż?  -  spytał  Pentti  z  chłopską  nieufnością  wobec  nomady,  wobec 

Lapończyka. 

Raija  skinęła  głową,  nie  usiłując  nawet  tłumaczyć  Penttiemu  kolei  swych  losów. 

Przedstawiła obu mężczyzn sobie. Mikkal przywitał się serdecznie, Pentti z ociąganiem. Nie 

da się wymazać uprzedzeń całego pokolenia w jeden niedzielny letni ranek. 

-  Chcieliśmy  ich  odnaleźć...  -  Raija  skinęła  ku  zabudowaniom,  unikając 

bezpośredniego  zapytania.  Podejrzenia  dziewczyny  potwierdziły  się,  kiedy  twarz  Penttiego 

pociemniała i ściągnęła się. 

- Biedna mała Raiju - przemówił do niej jak do dziecka - masz za sobą ciężką noc! 

Oparł  łokcie  o  kamienny  plot  Erkkiego  i  spojrzał  poza  rzekę,  która  oddzielała 

Tornedalen  od  Szwecji.  Finlandia  należała  wprawdzie  do  korony  szwedzkiej,  ale  starzejący 

się mężczyzna nigdy nie uważał się za Szweda. W głębi duszy zawsze czuł się Finem. 

-  Nie  powinni  byli  cię  odsyłać  -  wyrzekł  cicho.  -  Ojciec  gorzko  żałował,  nigdy  się  z 

tym nie pogodził. Mój najcięższy grzech, mawiał. Nie zapomniał o tobie, Raiju. 

-  Co  się  z  nimi  stało?  -  spytał  Mikkal.  Wiedział,  że  Raija  chce  znać  prawdę.  - 

Dlaczego opuścili dom? Dlaczego ziemia leży odłogiem? 

- Erkki zginął w lesie - odrzekł Pentti. - Wiele lat temu. Drzewo go przygniotło. 

Raija  pobladła.  Zachwiała  się,  Mikkal  ją  podtrzymał.  Nic  jednak  nie  rzekła,  tylko 

twarz jej stężała, wzrok pociemniał odrobinę. To wszystko. 

- A mama? Matti? 

- Pomagaliśmy jej, ale nie dawała sobie rady z pracą na roli. To wątła, słaba kobieta, 

Raiju. Póki żył twój ojciec, harował za dwóch. Ta ziemia nigdy nie była zbyt żyzna, dawała 

owoce  tylko  dzięki  uporowi  Erkkiego.  Samotna  kobieta  nie  może  unieść  takiego  ciężaru.  - 

background image

Wbił  wzrok  w  Raiję.  -  Wyszła  za  mąż  jakiś  czas  temu.  Ma  gospodarstwo,  prawdziwe 

gospodarstwo,  nie  taką  nędzną  zagrodę  jak  ta.  Smalił  do  niej  cholewki  za  młodu,  ale  wtedy 

Erkki go ubiegł. 

- Gdzie? 

- W Ylitornio. 

- O kogo pytać? - powiedziała Raija martwym głosem. - Jak się teraz nazywa? 

- Mar ja Kivijarvi. 

Pentti nie poruszył się, nie wiedział, co powiedzieć, co uczynić. 

-  Wybieramy  się  do  kościoła  -  stwierdził  w  końcu.  -  Do  Ylitornio...  -  Nie  znalazł 

ś

wiatła  w  twarzy  Raiji.  -  Jedźcie  z  nami,  miejsca  na  wozie  jest  dość.  -  Zamilkł  i  dodał  po 

chwili: - Tam znajdziesz grób ojca. 

Raija  skinęła  głową  z  roztargnieniem.  Wyraz  jej  twarzy  przestraszył  Mikkala.  Była 

zbyt spokojna, znał ją na tyle, by wiedzieć, że wiadomość o śmierci ojca bardzo ją poruszyła. 

O  nim  zawsze  wyrażała  się  najcieplej,  jemu  pragnęła  wybaczyć,  jemu  zwierzyć  się  ze 

wszystkiego... 

O matce Mikkal wiedział niewiele. Większość córek wiąże się najsilniej z matką, ale 

Raija  nie  była  zwykłym  dzieckiem.  Życie  statecznej  gospodyni  nigdy  jej  nie  pociągało. 

Bardziej przypominała Erkkiego niż Marję. 

- Matti ma się dobrze? - spytała beznamiętnym głosem. 

Pentti skinął głową. 

- Aki nie traktuje go źle, ale Matti nie jest jego synem... - Przerwał, by dokończyć po 

chwili: - Mar ja i Aki doczekali się potomka zeszłej zimy, dziedzica majątku. Dali mu na imię 

Kari. Masz brata, Raiju. 

Raija  wyciągnęła  odświętny  strój,  ale  tym  razem  nie  towarzyszyła  temu  atmosfera 

radosnego  oczekiwania.  Mikkal  usiłował  pocieszyć  Raiję,  ale  nie  zwracała  nań  uwagi,  więc 

wycofał się urażony. Raija zamknęła się w sobie. 

To  opuszczone  miejsce,  zaniedbane  izby,  małżeństwo  matki,  dziecko  -  wszystko  to 

wstrząsnęło nią do głębi. 

Ponownie pozbawiono ją domu. 

Pentti  nie  miał  dzieci.  Jego  żona,  Liisa,  była  silnie  zbudowaną,  pełną  wigoru  i 

serdeczności kobietą. 

Łzy płynęły jej ciurkiem po policzkach, kiedy witała się z Raiją. Przytuliła Mikkala i 

Ailo, jakby znała ich całe życie. 

background image

Potem  długo  pociągała  nosem,  nawet  kiedy  znaleźli  się  już  na  wozie,  który  dwie 

leniwe szkapy ciągnęły drogą wiodącą do kościoła. 

- Że też twój ojciec nie doczekał - powtarzała raz po raz. - Uradowałabyś jego serce! 

Wróciłaś z mężem i pięknym synkiem! 

Raija nie sprostowała. 

-  Erkki  mówił  o  tobie  bez  przerwy  -  ciągnęła  Liisa.  -  Codziennie.  Nigdy  o  tobie  nie 

zapomnieli,  ani  on,  ani  matka.  Samotnej  kobiecie  niełatwo  żyć,  a  Aki  to  dobry  człowiek. 

Trochę surowy, ale dobry. 

-  Niech  dziewczyna  sama  oceni,  żono  -  burknął  Pentti.  -  Po  co  strzępić  język  po 

próżnicy. - Chrząknął i dodał: - Nie spotkaliście nikogo po drodze? 

-  Kilku  wędrowców  z  mego  ludu  -  odrzekł  Mikkal.  -  Płaskowyż  jest  ogromny. 

Dlaczego pytasz? 

Pentti wahał się przez chwilę, a po chwili zwrócił się do Raiji. 

- Pamiętasz najmłodszego z rodziny Moutka? Kalevi, był w twoim wieku. 

Raija z najwyższym trudem oderwała się od własnych myśli. 

- Moutka? - zapytała. - Nie pamiętam... 

- Mieszkali nad jeziorem Mieko - ciągnął Pentti twardym głosem - niedaleko od was. 

Gromadka dzieci, matka wcześnie im odumarła. Ojciec został sam, miał ośmiu czy dziesięciu 

synów  i  jedną  córkę...  -  Przerwał  na  moment.  -  Ponura  historia,  przydarzyła  się  po  tym,  jak 

nas opuściłaś. 

Raija pamiętała jak przez mgłę. Dzieciaki o jasnych czuprynach, bose, licho odziane. 

W jej wieku. 

Tak, chłopak o ciemnoniebieskich oczach, prawie czarnych, ale w inny sposób niż jej. 

Też miał jasne włosy jak jego bracia. Siostry nie mogła sobie przypomnieć. 

- Kalevi. Tak, chyba go pamiętam. Czemu pytasz? 

-  Zszedł  na  psy.  Jeden  się  ostał  z  całej  rodziny,  teraz  szukają  go  w  całej  prowincji. 

Sądzą, że zapuścił się w te strony... - Pentti wzruszył ramionami. - Myślę, że się mylą. Po co 

miałby wracać? Zaszył się pewnie gdzieś w jakiejś dziurze. 

- Dlaczego? - W twarzy Raiji pojawił się wyraz zaciekawienia. 

- Wieźli go do Sztokholmu, kiedy uciekł. W stolicy czekał na niego kat. 

- Co uczynił? 

- Mordował - wycedził Pentti. - Zaczął od ojca i dwóch braci, jak miał osiemnaście lat. 

Raija wzdrygnęła się. Przez ułamek sekundy przypomniała sobie tamten wieczór nad 

jeziorem... Jakieś przeczucie, lodowaty powiew... 

background image

Znów ta skłonność do fantazjowania! 

- Nie dziwota, że chłopak się zmarnował - mruknęła Liisa. - Ojciec i najstarsi zasłużyli 

na  swój  los,  jeśliby  się  mnie  kto  pytał.  Szkoda  tylko,  że  padli  z  ręki  Kaleviego.  Był  z  nich 

najdelikatniejszy, nie licząc siostry, biednej duszyczki. 

- Co się z nią stało? - spytała Raija. Pentti zesztywniał. 

- Nie godzi się o tym mówić w drodze do kościoła - mruknął zażenowany. 

-  Dojdzie  to  do  waszych  uszu  -  dodała  szybko  Liisa.  -  Wszyscy  gadają  o  starych 

sprawkach.  Mam  nadzieję,  że  go  złapią  i  powieszą!  Co  to  za  życie,  wciąż  zabijać...  -  Raija 

odniosła wrażenie, że Liisa nie potępia w czambuł mordercy, choć wie, jakich niegodziwości 

się dopuścił. Dziwne. 

Zajechali pod kościół na długo przed nabożeństwem. 

Pentti wskazał ostrożnie palcem na parę starszych ludzi pod drzwiami świątyni. Chciał 

pociągnąć Raiję za sobą, ale dziewczyna zesztywniała na ich widok. 

- Nie dam rady - szepnęła. - Nie od razu. Poczekamy, aż skończy się nabożeństwo... 

Pentti ustąpił pod ostrym wzrokiem żony. 

Raija stanęła blisko Mikkala i z całych sil ścisnęła jego dłoń. 

Nie  mogła  wzroku  oderwać  od  tamtej  pary.  Nie  dowierzała  własnym  oczom.  Marja 

Erkkiego  była  chuda,  miała  zapadnięte  policzki.  Zawsze  ubrana  schludnie,  lecz  prosto.  I 

piękna. 

Urody nie straciła, mimo że skończyła już czterdzieści jeden lat. Przytyła, zaokrągliła 

się w biodrach. Czarna suknia z króciutkim serdakiem i białym kołnierzykiem była ładniejsza 

niż wszystkie matczyne stroje, które Raija miała w pamięci. Włosy schowała pod chustą, ale 

Raija dostrzegła, że pokryły się siwizną. Matka zaczesała je starannie po obu stronach twarzy 

i upięła w kok na karku, jak przystoi zamężnej kobiecie. 

Policzki  Marji  wypełniły  się.  Raija  pomyślała,  że  tak  właśnie  będzie  wyglądać  za 

dwadzieścia  lat.  Dotąd  nie  uważała,  że  wyglądem  przypomina  matkę.  Teraz  musiała 

przyznać, że po ojcu odziedziczyła jedynie karnację i kolor włosów. 

Mężczyzna u jej boku miał na sobie równie dostojny i elegancki ubiór. Stali pogrążeni 

w rozmowie z pastorem. Towarzysz matki zdjął kapelusz, jego włosy też były przyprószone 

siwizną. 

Raija nie widziała wyraźnie jego twarzy, ale sądząc po ruchach i zachowaniu, nie miał 

wiele wspólnego z Mar ją. 

Marja zawsze podejmowała trudne decyzje, poza tą jedną o odesłaniu córki, ale nigdy 

nie odznaczała się surowością. Była miła. Silna, lecz mila. 

background image

Aki  Kivijarvi  wydał  się  Raiji  oschły,  choć  nie  wiedziała,  skąd  bierze  to 

przypuszczenie. 

Powiodła wzrokiem w prawo i jej serce przestało bić. 

Jasna czupryna. Zwisające, jakby za długie ręce, zgarbione ramiona. Długie ciało, już 

wyrośnięte, musiało nabrać mięśni, by chłopiec przemienił się w mężczyznę. 

Raija  podniosła  wzrok  i  ujrzała  brata.  Obrócił  się  w  tej  samej  chwili  i  ich  spojrzenia 

zetknęły  się  na  ułamek  sekundy.  Zmarszczył  brwi,  zaskoczony  intensywnością  wejrzenia 

dziewczyny, ale przecież nie znał jej, więc odwrócił oczy. 

- Boże - mruknęła. - Wygląda zupełnie jak tata! Brak mu tylko czarnej grzywki. 

Pentti uśmiechnął się szeroko. 

- Nieodrodny syn Erkkiego... 

Raija przyznała mu rację. Na widok brata serce ścisnęło się jej z żalu. Tak by chciała 

znać go bliżej, chłopca, którego ucałowała na pożegnanie trzynaście lat wcześniej. Wtedy nie 

wiedziała, że minie tyle czasu, zanim ujrzy go ponownie. 

Nie  ochłonęła  jeszcze  z  szoku,  kiedy  zadzwoniono  na  nabożeństwo.  Raija  i  Mikkal 

znaleźli sobie miejsce z tyłu kościoła. I tak ściągali zbyt wiele ciekawskich spojrzeń. Trudno 

się  dziwić.  Wszędzie  zwracaliby  uwagę.  Byli  młodzi  i  piękni.  Mikkal  nie  ukrywał 

lapońskiego pochodzenia. 

Wystarczy, by znaleźć się pod ostrzałem oczu. 

Pastor  należał  do  tego  gatunku  osób  duchownych,  który  uwielbia  wsłuchiwać  się  w 

brzmienie  własnego  głosu  i  syci  się  rzucaniem  klątw.  Widok  pobladłych  twarzy  parafian 

przerażonych wizjami potępienia sprawiał mu wyraźną satysfakcję. 

Raija  w  całym  swoim  życiu  nie  słyszała  tylu  słów  o  siarce,  ogniu  piekielnym,  siłach 

nieczystych i wiecznej karze. 

Budził  się  w  niej  cichy  gniew  na  tego  zadufanego  człowieka,  który  z  mocy,  jaką 

dawały mu czarna szata i biała kryza, wpędzał ludzi w lęk przed Bogiem, zamiast uczyć ich 

wiary w Najwyższego. 

Nienawidziła pychy, ale potrafiła powściągnąć złość. 

Miała  spotkać  się  z  matką,  a  to  był  jej  świat.  Nie  mogła  zawstydzać  jej  swoim 

zachowaniem. 

Raija odwróciła uwagę od pastora i przyjrzała się jego owieczkom. 

Stroje wiernych mówiły  jej, że w Tornedalen dobrze się działo. Większość obecnych 

w  kościele  nosiło  odświętne  niedzielne  odzienie  z  dobrego  sukna.  W  Ruiji  należało  to  do 

rzadkości. 

background image

Matka i jej mąż mieli się jeszcze lepiej. 

Siedzieli  z  przodu,  w  ławce,  która  wyraźnie  była  im  przeznaczona,  ubrani  równie 

dostojnie jak duchowny. Niewielu chłopców miało równie szykowne niebieskie wdzianko jak 

Matti. 

Marja zasłużyła na swój los. Całe życie ciężko harowała na gospodarstwie najmity, a 

przecież była włościańską córką, wyszła za mąż za kogoś z niższego stanu. Raija zastanawiała 

się, czy matka jest szczęśliwa. 

Powiodła wzrokiem po ławkach i zesztywniała. 

Dobry  Boże,  te  ramiona.  Silny  kark...  wzrostem  górował  nad  pozostałymi  ludźmi 

siedzącymi w tej samej ławce. Włosy czarniejsze od jej włosów... 

Raija zamknęła oczy i szybko znów je otworzyła. 

Wciąż tam siedział. Nie zniknął... 

Powiedział, że mieszka nad Zatoką Botnicką... 

Z  perspektywy  Vardo  Ylitornio  leżało  prawie  nad  Zatoką  Botnicką.  Ogromne 

odległości północnej krainy przyćmiewały wszystko. 

Jasna czupryna kobiety u jego boku sięgała mu ledwie do ramienia. Kobieta nie nosiła 

chusty jak inne żony. Raija zdziwiła się, zawsze uważała Eiję za wzorzec tradycyjności. 

Taką ją przedstawiał. 

Mikkal  zauważył  nienaturalne  zachowanie  Raiji.  Nie  patrzyła  na  matkę,  tylko  w 

zupełnie innym kierunku. 

Podążył za jej wzrokiem. 

I poczuł, jak serce zamienia się mu w kamień. 

Petri! 

Następna myśl była zła. 

Wiedziała, że tu mieszka? Dlatego...? 

background image

10 

Po  skończonym  nabożeństwie  Raija  pierwsza  pospieszyła  do  wyjścia.  To  jej  dawało 

psychiczną przewagę, a bardzo jej teraz potrzebowała. 

Czekające ją spotkanie z rodziną było wystarczająco trudnym wyzwaniem. Obecność 

Petriego wzburzyła ją i przestraszyła. 

-  Widziałaś  go?  -  W  tonie  Mikkala  krył  się  cień  podejrzliwości,  ale  Raija  nie  miała 

ochoty  na  rozmowę.  Skinęła  jedynie  głową.  Niech  sobie  myśli,  co  chce.  Wcale  nie  chciała 

spotkać się z Petrim. Wtedy na płaskowyżu pożegnali się ostatecznie. 

Wypatrując  matki,  starała  się  nie  rzucać  w  oczy,  by  jej  nie  spostrzegł.  Z  pewnością 

wyjdą na końcu, utną jeszcze jedną pogawędkę z pastorem. Raija pamiętała z dzieciństwa, że 

tak właśnie robili zamożni chłopi, a przecież czasy nie zmieniły się aż tak bardzo. 

Petri dostrzegł ją i stanął jak wryty. 

Nie mógł uwierzyć własnym oczom. 

A  potem  ku  zdumieniu  obserwujących  go  sąsiadów  zostawił  Eiję  i  rzucił  się  ku  tej 

niewielkiej  wzrostem  dziewczynie,  która  może  wyróżniała  się  urodą,  ale  z  pewnością  nie 

ubiorem. Widzieli, jak zatrzymuje się przed nieznajomą, kładzie jej dłonie na biodrach i unosi 

w górę, po czym bierze w ramiona i nieomal wyśpiewuje jej imię: 

- Raija! Na Boga, Raija! Co porabiasz w Tornedalen? 

- Twojej żonie się to nie spodoba - szepnęła Raija, paląc się ze wstydu. 

Petri opamiętał się. Puścił Raiję i śmiechem usiłował pokryć zmieszanie. 

Kiedy zbliżyła się Eija, nadąsana i obrażona, przedstawił Raiję jako „naszą kucharkę z 

północy” i nazwał ją „wspaniałym kompanem”, po czym jednym tchem dodał, że Mikkal jest 

jej mężem. Eija nie wyglądała na przekonaną. Mikkal rozumiał zachowanie Petriego, ale cała 

sytuacja wprawiła go w rozdrażnienie. Ten człowiek miał przecież zniknąć z życia Raiji! 

Ktoś zatrzymał się na schodach kościoła i był świadkiem całego zdarzenia. Ktoś, kto 

ujrzał, jak Petri Aalto traci rozsądek i wystawia siebie i swoją żonę na pośmiewisko. Ktoś, kto 

usłyszał,  jak  Petri  z  nabożeństwem  wypowiada  imię,  które  łączy  się  z  najboleśniejszym 

wspomnieniem. 

Kiedy młoda kobieta uśmiechnęła się do Petriego, prysły ostatnie wątpliwości. 

Matka nie zapomina twarzy swego dziecka. 

Marja poruszała się jak we śnie. Nie słyszała napomnień męża, nie zwracała uwagi na 

syna, ruszyła przez tłumek parafian nieprzytomnie, potrącając przygodne osoby. 

background image

Widziała  tylko  tę  niezwykłą  twarz,  ciemne  oczy,  doskonałe  łuki  brwi,  usta,  które 

potrafiły  ułożyć  się  w  najpiękniejszy  uśmiech,  zgrabną,  drobną  sylwetkę.  Postawa,  ruchy 

ramion,  wszystko  się  zgadzało.  Tylko  nie  włosy.  Była  krótko  ostrzyżona,  przypominała 

bardziej dorastającą panienkę niż dojrzałą kobietę. 

To nie może być prawda! To niemożliwe! 

To musi być prawda! 

Marja dotarła na miejsce zdyszana, z rumieńcem podniecenia na policzkach. Jej oczy 

przybrały wyraz niemej prośby, by obraz, który widziały, nie zniknął. 

Petri pierwszy ją dostrzegł. Otworzył usta, ale nie powiedział ani słowa i cofnął się o 

parę kroków. Przez tłum przeszedł szmer zaciekawienia. 

Dwie  kobiety  stanęły  twarzą  w  twarz.  Jedna  po  czterdziestce,  druga  skończyła 

dwadzieścia wiosen. 

Podobieństwo było uderzające. Te same rysy twarzy, tylko inna karnacja. 

Raija  uśmiechnęła  się  niepewnie.  Psychiczna  przewaga  zniknęła,  była  równie 

bezbronna jak matka. Równie przestraszona i równie szczęśliwa. 

- Dzień dobry, mamo - powiedziała, nie odrywając od niej wzroku. 

- Raija? - Wciąż ze znakiem zapytania,  wciąż niepewnie. A potem już tylko radość i 

ś

miech  przez  łzy.  Marja  przytuliła  dziewczynę  do  piersi,  śmiała  się  i  płakała  na  przemian, 

całując  jej  policzki.  Położyła  dłonie  na  twarzy  córki,  wciąż  nie  dowierzając  własnemu 

szczęściu. Powtarzała ukochane imię w nieskończoność, jakby chciała odzyskać stracone lata. 

Raija  miała  suche  oczy.  Potrafiła  płakać  nad  zranionym  ptaszkiem,  lecz  trzymając 

matkę w kurczowym uścisku, nie umiała zdobyć się na łzy. 

Ktoś wyrwał Marję z objęć dziewczyny. Powolny głos spytał z podejrzliwością: 

-  Co  z  tobą,  kobieto?  Cała  wioska  ci  się  przygląda.  Chcesz,  by  wzięli  nas  na  języki? 

Kim jest ta lapońska dziewczyna? 

Dopiero  teraz  Marja  zauważyła  Mikkala.  Przyciągnął  opiekuńczo  Raiję  do  siebie  i 

posłał Akiemu Kivijarvi gniewne spojrzenie, gotowy skoczyć mu do oczu. 

Marji  spodobało  się  to,  co  zobaczyła,  choć  mężczyzna  niewątpliwie  był 

Lapończykiem. 

Odwróciła się do męża. 

- To moja córka, Aki. Raija. 

Aki  spojrzał  na  Raiję.  Świdrował  ją  wzrokiem,  wyglądał  jak  łupacz  wyciągnięty  z 

głębiny. 

background image

Były podobne jak dwie krople wody. Aki zamrugał, miał wrażenie, że czas cofnął się 

o dwadzieścia lat. 

A mimo to zareagował opryskliwie. Strach, który nie miał racjonalnego uzasadnienia, 

kazał mu prychnąć z pogardą i potraktować słowa żony jak kiepski dowcip. 

-  Twoja  córka,  Marjo?  Nie  mów  głupstw.  Myślisz  o  niej  tak  często,  że  już  masz 

zwidy. Wszyscy widzą, że ta tutaj to nie twoja córka. Ty... 

Pentti  nie  wytrzymał.  Aki  był  twardym  człowiekiem  i  wszystko  to,  co  łączyło  się  z 

Erkkim, dręczyło go niepomiernie, ale przecież mściwość też ma swoje granice. 

-  Nie  nadymaj  się,  Aki  -  powiedział,  klepiąc  tamtego  po  plecach.  -  To  córka  Marji. 

Widzisz to samo, co my. Znam dziewczynę od kołyski. Przyjmij ją jak swoją. 

Aki spojrzał z ukosa na Raiję. Mikkala i Ailo nie zaszczycił ani jednym spojrzeniem. 

W  końcu  wzruszył  ramionami,  w  obecności  mieszkańców  wioski  nie  mógł  postąpić  inaczej. 

Ale też nie okazał zbytniej ustępliwości. 

Ta  wyprostowana  dumnie  dziewczyna,  która  patrzyła  na  niego  oczami  Erkkiego 

Alatalo, nie pokona go na oczach sąsiadów, z którymi żył i żyć będzie do końca swoich dni. 

Dla takich jak ona stałość nie ma żadnego znaczenia. Lapońskie powsinogi! 

- Zabierz ją ze sobą - rzucił hardo przez ramię. - Zabierz ich ze sobą! 

I długimi krokami ruszył do wozu. 

Mar  ja  uśmiechnęła  się.  Zdawała  sobie  sprawę,  że  mąż  zachował  się  głupio,  i  nie 

wiedziała, czy podążyć za nim czy zostać z córką. 

Została. Chwyciła dłoń Raiji i ścisnęła ją. Na jej wargach znów wykwitł uśmiech, tak 

dobrze znany dziewczynie. 

- Tacy są mężczyźni, Raiju, czuli na punkcie własnego honoru. Ale to dobry człowiek. 

Raija  skrzywiła  się.  Miała  pewność,  że  nigdy  nie  polubi  Akiego.  Reprezentował  to, 

czego nienawidziła u płci przeciwnej: próżność, upór, krótkowzroczność, zazdrość... 

Lista nie była zamknięta. 

- To nic - powiedziała. - Jestem ulepiona z solidnej gliny, prawda, matko? 

Matti wdrapał się na wóz, zanim jeszcze matka i Aki wdali się w rozmowę z pastorem. 

Nie  znosił  słuchać  tego  obłudnika,  Akiego  zresztą  też  nie.  Teraz  cieszył  się,  że  uniknął 

zamieszania. Co też matce przyszło do głowy? Zachowywać się tak na oczach ludzi? 

Matti nie wiedział, co myśleć. 

Ta  dziewczyna...  Właściwie  już  nie  dziewczyna.  Miała  ponad  dwadzieścia  lat,  a  dla 

trzynastolatka taka różnica to przepaść. 

background image

Przypominała  mu  kogoś.  A  może  nie...  Te  oczy,  bał  się  spojrzeć  jej  w  oczy.  Czuł 

wtedy dziwny ucisk w gardle. 

Matti się pogubił. 

Wtedy wtrącił się Aki, a chłopiec zacisnął dłonie ze złości. W domu Aki był panem i 

nieraz pokazywał Marji, gdzie jej miejsce. Nie odznaczał się większą brutalnością niż inni. 

Ale tu na oczach mieszkańców wsi nie powinien jej poniżać. 

Nie powinien tak traktować jego matki! 

Kiedy dorośnie... 

Matti  nie  mógł  jeszcze  obrócić  się  przeciw  Akiemu,  choć  często  tego  pragnął.  Po 

stokroć jednak obiecywał sobie, że wszystko zmieni się, jak dorośnie.  Kiedy  uniezależni się 

od ojczyma. Zerwie z nim... 

Teraz mógł jedynie patrzeć, zagryzać zęby i marzyć o przyszłej zemście. 

Aki zbliżał się do wozu wielkimi krokami. 

Ależ był zły! Matti instynktownie skulił się w sobie, jakby chciał nie drażnić ojczyma 

swoim widokiem. 

Aki  nie  zauważył  go.  Usiadł  na  koźle  i  drżącymi  z  wściekłości  dłońmi  wyjął  laskę 

tytoniu.  Odgryzł  potężny  kawałek  i  przez  przypadek  połknął  odrobinę.  Ledwie  się 

powstrzymał,  by  nie  zwymiotować,  a  jego  kark  pokrył  się  intensywną  czerwienią.  Matti  z 

jeszcze większym trudem walczył, by nie wybuchnąć śmiechem. 

Ojczym  niecierpliwie  bębnił  palcami  w  deskę.  Nie  oglądał  się  za  żoną,  za  to  rzucił 

Mattiemu obojętne spojrzenie i powiedział, przeciągając sylaby: 

-  Nie  przywitasz  się  z  siostrą?  Zbłąkaną  owieczką  -  dodał  złośliwie,  nawiązując  do 

Biblii.  -  Co  za  związek.  Więzy  krwi  widać  silniejsze  od  wody.  Mam  nadzieję,  że  nie  mają 

wszy. 

Z siostrą? 

Niewiele się namyślając, Matti zeskoczył z wozu. 

- I niech się spieszą - rzucił za nim Aki - inaczej będą musieli iść pieszo. Marji też to 

dotyczy. 

Matti nie słuchał. 

Te oczy! Zupełnie jak oczy ojca. Że też od razu tego nie dostrzegł. Tyle o niej słyszał. 

O  starszej  siostrze,  Raiji  z  nadmorskiej  krainy.  W  końcu  wydała  mu  się  postacią  z  bajki,  a 

teraz zjawia się. Istota z krwi i kości. Na dodatek ma takie oczy jak ojciec! 

Trzynastoletni  chłopcy  nie  przytulają  się.  Uciekają  przed  matczynymi  wyrazami 

miłości, wstydzą się dotykać i nie chcą być dotykani. 

background image

Pod tym względem Matti nie różnił się od rówieśników. 

Coś  ciągnęło  go  do  tej  nieznanej  dziewczyny,  która  była  jego  siostrą,  ale  bał  się,  że 

obejmie go ramionami, tak jak uczyniła z matką. Wokół wciąż stało sporo ludzi... 

Raija puściła dłoń matki i wyszła chłopcu na powitanie. 

Stanęli naprzeciw siebie na odległość wyciągniętego ramienia. 

Brat i siostra. 

Obcy, a jednocześnie nierozerwalnie związani ze sobą. 

-  Matti  -  powiedziała  miękko  i  ciepło,  a  jej  głos  od  razu  wzbudził  sympatię  chłopca. 

Spodobała  mu  się  szczera,  przyjazna  twarz  i  ciemne  oczy  jak  u  ojca.  Poczuł,  że  jej  mógłby 

zawierzyć i spotkać się ze zrozumieniem. 

Nie zawstydziła go wobec ludzi. Nie objęła, nie wystawiła na pośmiewisko uściskami 

i pocałunkami. Później mógł ją przytulić. Nie ma nic złego w przytulaniu siostry. 

Tylko nie wtedy, kiedy inni patrzą. 

- Siostro... - Chciał nadać swoim słowom ton dorosłości i powagi, ale głos załamał mu 

się  chłopięcym  dyszkantem.  Oblał  się  rumieńcem,  ale  Raija  uratowała  sytuację.  Ledwie 

dostrzegalnym  ruchem  dotknęła  policzka  Mattiego.  Uśmiechnęła  się,  a  potem  uszczęśliwiła 

słowami, które przydały mu powagi: - Ale wyrosłeś. Wyglądasz na mojego starszego brata! 

Marja  znalazła  się  między  rodzeństwem,  położyła  dłoń  na  ramieniu  Raiji.  Matti 

przezornie usunął się na bok. Nie chciał, by traktowała go jak młokosa. 

Trudno. Życie Marji znów osiągnęło pełnię. Rodzina połączyła się. 

Marja  zerknęła  ku  niebu,  na  niebieski  prostokąt,  który  otwierał  się  pośród  płynących 

obłoków, jakby ktoś celowo rozsunął je na bok... Że też Erkki nie doczekał! 

Byłby szczęśliwy, widząc ich razem. Nigdy nie wybaczył sobie tamtej decyzji. Klepali 

biedę przez wiele lat, ale strach, który kazał mu odesłać córkę, miał zbyt wielkie oczy. 

Erkki Alatalo zszedł do grobu w poczuciu winy i niepewności o los córki. 

Marja poczerwieniała. Aki nie powinien dowiedzieć się, jakim torem biegną jej myśli. 

Nie powinien zobaczyć, że spogląda ku niebu. 

Nie lubił, kiedy wracała pamięcią do dawnych czasów. 

Przez ostatnie lata nie mogła nawet pielęgnować grobu męża i przelała ten obowiązek 

na syna. 

Aki nie pozwalał, twierdził, że teraz należy do niego. Jego małostkowość, zazdrość o 

zmarłego  napawała  Marję  smutkiem,  ale  Aki  nie  ustąpił.  Poza  tym  był  dobry  dla  nich, 

zapewnił im dach nad głową, wikt i opierunek. Nie musieli martwić się o urodzaj. 

Uczynił ich życie łatwiejszym i dostatniejszym. 

background image

Erkki  zrozumiałby.  Marja  znajdowała  w  tej  pewności  pociechę  w  ciężkich  chwilach. 

A teraz, obejmując ramieniem córkę, odmłodniała o wiele lat. 

- Masz jeszcze jednego brata, Raiju - powiedziała i zrobiło się jej ciepło na sercu. Kari 

był jak promyk słońca. Rodziła go z niepokojem, tyle czasu upłynęło od chwili, kiedy dawała 

ż

ycie Mattiemu. 

A  przecież  nie  była  jedyną  kobietą,  która  decydowała  się  na  dziecko  w  wieku 

dojrzałym.  Kari  odjął  jej  lat,  związał  mocniej  z  mężem.  Aki  miał  wreszcie  syna,  o  którym 

marzył  całe  życie.  Zapewniła  mu  ciągłość  rodu  i  nazwiska,  a  sobie  pociechę  na  stare  lata. 

Małą istotę, dla której warto żyć... 

- Słyszałam o Karim - uśmiechnęła się Raija. - Cieszę się, że go zobaczę. 

Mar ja spojrzała na Ailo, który dreptał u boku Mikkala. 

- I pomyśleć, że zostałam babcią - rzuciła z zachwytem. 

Raija  nie  odrzekła  nic.  Walczyła  ze  sobą.  Miała  wybór:  mogła  opowiedzieć  matce  o 

wszystkim  i  rozczarować  ją  lub  milczeć.  Kłamać.  Pozwolić,  by  uwierzyła,  że  Ailo  jest  jej 

wnukiem. Żadna z tych ewentualności nie przypadła jej do gustu. 

Musi najpierw porozmawiać z Mikkalem. Mają czas. Raija zdawała sobie sprawę, że 

mąż Marji nie okaże im nadzwyczajnej gościnności, ale zdecydowała już nie wyjeżdżać, póki 

sama nie uzna tego za właściwe. 

Aki  przyglądał  się  im  spod  zmarszczonych  brwi,  kiedy  ładowali  się  na  tył  wozu. 

Marja zajęła miejsce u boku męża na koźle. Była ożywiona, miała zaczerwienione policzki. 

Aki nie odezwał się ani słowem. 

Raija  przytuliła  się  do  Mikkala.  Drżała  w  środku,  potrzebowała  jego  spokoju,  by 

opanować tę kaskadę uczuć. Mikkal wsparł ją, był dumny, cieszył się jej radością. 

-  Dobrze  poszło,  skarbie  -  zapewnił  ją  po  lapońsku.  -  Kochają  cię  wszyscy  z 

wyjątkiem jednej osoby. I nic nie możesz na to poradzić, bo on kocha wyłącznie siebie. 

Raija  skrzywiła  się.  Kątem  oka  obserwowała,  jak  Ailo  przymila  się  do  Mattiego. 

Chłopczyk  ulokował  się  obok  młodszego  brata  Raiji  i  wspinając  na  paluszki,  wychylał  za 

krawędź  wozu.  Przewracałby  się  za  każdym  razem,  gdyby  nie  chwytały  go  silne  dłonie 

trzynastolatka. Okrągła twarzyczka malca rozjaśniała się raz po raz w promiennym uśmiechu, 

od  którego  miękło  serce  Mattiego.  Matti  nie  lubił  dzieci.  Nie  lubił  tego  krzykliwego 

niemowlaka, którego zostawili w domu. 

Z tym małym urwisem było inaczej. 

Kto wie, może to miłe uczucie zostać wujkiem... 

background image

Dom  był  wspaniały  i  zamożny.  Ziemia  otaczająca  gospodarstwo  ciągnęła  się  aż  po 

horyzont. Raija nie mogła dostrzec sąsiednich zagród. Cała okolica należała do ojczyma. 

O, nie, tak nigdy nie będzie go nazywać! 

Nie miała z nim nic wspólnego. 

Zeszli  z  wozu.  Aki  złagodniał  nieco,  widząc  niemy  podziw  na  twarzy  Raiji.  Nie 

udawała.  Obejście  świadczyło  o  zamożności  gospodarza.  Dom  mieszkalny  starannie 

wysmołowano,  torfowy  dach  pokrył  się  świeżą  zielenią.  Dom  był  obszerny,  za  duży  na  po-

trzeby tak małej rodziny. Raija domyślała się, że wiele pomieszczeń świeciło pustką. 

Kiedy  na  progu  pojawiła  się  pulchna  kobieta  z  krzyczącym  niemowlęciem  na  ręku, 

dziewczyna doznała kolejnego zaskoczenia. 

Mieli służbę! 

Matka,  która  całe  życie  urabiała  sobie  ręce  po  łokcie,  rozporządzała  służbą  we 

własnym domu. 

Zasłużyła na taki los. Cicha skarga rozbrzmiewała jednak w sercu Raiji jedną żałosną 

nutą... 

Ojciec. 

Aki  wziął  potomka  na  ręce.  Raija  mogła  przysiąc,  że  zajmowanie  się  dziećmi  leżało 

poniżej jego godności, ale jedynak z pewnością stanowił wyjątek. 

Marja zamierzała przejąć dziecko i z dumą pokazać najmłodszego córce. 

Mężczyzna poczerwieniał na twarzy i wbił ostry wzrok w Marję. 

- Chcesz, by oblazło go robactwo? 

I  ruszył  dostojnie  do  domu,  całym  ciąłem  zasłaniając  syna  przed  domniemanymi 

niebezpieczeństwami, które groziły mu ze strony Mikkala, Raiji i Ailo. 

Marja bezskutecznie usiłowała ukryć łzy. Raija dotknęła ramienia matki. 

- To nic - powiedziała trochę sztucznie i bez przekonania. - Zrozumie w końcu, że źle 

nas ocenia. Puszczam jego słowa mimo uszu, a twój chłopiec i tak jeszcze nic nie pojmuje. 

Marja pociągnęła nosem i otarła oczy. Nie mogła pozwolić sobie na słabość na oczach 

służby. Aki skarciłby ją za to. 

Matti  zacisnął  pięści.  Do  wszystkich  krzywd  dołączył  jeszcze  niesprawiedliwość 

wobec siostry. Aki nie może jej tak traktować. Nie jest zawszoną dziewką. 

To Raija. 

Siostra Mattiego. 

Córka Erkkiego Alatalo. 

Pewnego dnia Aki będzie musiał przyjąć to do wiadomości. 

background image

Aki Kivijarvi nie miał zamiaru zaakceptować córki Marji. Gotów był wpuścić ją i tego 

dzikusa do domu, ale nie oznaczało to wcale, że otoczy ich opieką. 

Przystanie na rozmowę Marji z córką, jeśli żona nie zapomni o innych obowiązkach. 

Miała małe dziecko, które potrzebowało jej bardziej niż Raija. Dziewczyna dawała sobie radę 

sama przez tyle lat. Aki nie rozumiał, skąd brała się radość Marji z jej powrotu. W dodatku w 

towarzystwie zapchlonego Lapończyka. 

Całe  życie  spędziła  wśród  tych  włóczęgów,  nic  ponad  to  nie  osiągnęła.  Na  dodatek 

jednego sobie przygruchała. Aki mógł się tylko śmiać. 

Marja nie widziała w tym nic śmiesznego. 

- Nic nie wiemy o jej życiu - powiedziała tonem ostrzejszym niż zazwyczaj. - To moja 

córka. Nie możesz wyrzucić jej z domu. 

Aki  odwrócił  się  do  żony.  Oczy  zwęziły  mu  się  w  dwie  szparki.  Nie  lubił,  gdy  ktoś 

mówił mu, co ma robić. Zwłaszcza Marja. 

- Doprawdy? - wycedził zimno. - Znikną stąd, zanim minie połowa tygodnia. Nie daję 

schronienia  śmieciom  i  nie  dbam  o  to,  czyje  to  dzieci.  Śmieć  to  śmieć,  choćby  jego  rodzice 

podcierali się jedwabną chustką. 

Marja zmilczała. Znała dobrze Akiego, zanim poszła z nim do ołtarza. Nie zmienił się 

wcale od czasów młodości, kiedy odrzuciła jego względy. 

Erkki  nie  miał  nic,  tylko  dwie  spracowane  dłonie,  ale  za  to  najpiękniejszą  duszę  i 

najłagodniejszą naturę pod słońcem. 

Zdjęła sztywny odświętny strój i włożyła coś prostszego. Aki dbał o to, by wyglądała 

stosownie do swej pozycji, ale nie lubił rozrzutności. W domu nosili się inaczej, niż kiedy szli 

do ludzi. 

Szkoda  marnować  czas  na  mrzonki  i  wspomnienia.  Trzeba  żyć  dniem  dzisiejszym  i 

przyszłością. Oby jak najdłuższą i dostatnią. Tylko Aki mógł jej to zapewnić. 

Mężczyzn  takich  jak  Erkki  szukać  ze  świecą.  Należał  do  tego  rzadkiego  gatunku, 

który kobieta spotyka tylko raz w życiu. Lub wcale. I tak mogła mówić o szczęściu. 

Coś jej szeptało, że mąż Raiji, choć Lapończyk, miał w sobie podobne przymioty. 

Taką przynajmniej żywiła nadzieję. Przez wzgląd na Raiję. 

Najpierw zajmie się Karim. I wybije mężowi te głupie myśli o pchłach. 

Potem  porozmawia  z  Raiją.  W  komorze,  rzecz  jasna,  Aki  nie  pozwoliłby  wpuścić 

Raiji do paradnej izby. 

Raija zrozumie. 

background image

Widać  było,  że  córka  otrzymała  właściwe  wychowanie.  Marja  poczuła  ukłucie  w 

sercu. Nawet nie wiedziała, komu to zawdzięcza. 

Matti  wskazał  Raiji  i  Mikkalowi  drogę  do  maleńkiego  pomieszczenia  na  samym 

końcu skrzydła domu, tuż obok pokoiku, który sam zajmował. 

-  Potomka  rodziny  Alatalo  trzeba  trzymać  z  dala  od  dziedzica  rodu  Kivijarvi  - 

skomentował ironicznie. 

-  Nie  lubisz  go?  Matti  potrząsnął  głową.  Wobec  siostry  mógł  sobie  pozwolić  na 

szczerość. 

- Przecież dobrze się wam tu żyje - powiedziała Raija, choć rozumiała niechęć brata. 

Coraz bardziej utwierdzała się w przekonaniu, że mają identyczne usposobienie. - Po śmierci 

taty pewnie się wam nie przelewało... 

Matti oparł się o framugę drzwi. 

-  Przymieraliśmy  głodem  -  odrzekł  szczerze.  -  Harowaliśmy.  Ale  lepiej  mi  było  tam 

niż tu. 

- Jesteś prawie dorosły - uśmiechnęła się Raija. - Niedługo będziesz mógł odejść, sam 

zadbać o swój los. 

Myślał  już  o  tym,  widziała  to  po  jego  twarzy.  Wciąż  jednak  miał  za  mało  lat. 

Trzynaście wiosen to niewiele w świecie, który foruje ludzi silnych i twardych. 

- Ty miałaś ledwie osiem - zaprotestował Matti. Tym razem on odczytał odpowiedź w 

oczach siostry, zanim ją jeszcze ubrała w słowa. 

-  Nie  byłam  sama.  -  Raija  ścisnęła  dłoń  Mikkala.  -  Nigdy  nie  byłam  sama.  Rodzina 

Mikkala zajmowała się mną przez pięć lat, to oni zabrali mnie na północ. Później różnie się 

działo. Nie zawsze świeciło słońce... 

- Porozmawiasz o tym z mamą? Będę mógł posłuchać? 

Raija uśmiechnęła się i nie mogła oprzeć się pokusie, by nie pogłaskać brata po płowej 

czuprynie.  Odsunął  się,  ale  tylko  troszeczkę.  Z  Raiją  mógł  sobie  pozwolić  na  drobną 

pieszczotę. 

- Jak się jej żyje? - Raija spoważniała. - Aki dobrze ją traktuje? 

Twarz chłopca spochmurniała. 

- Dlaczego pytasz? Nie widzisz? Raija schyliła głowę. 

- Tego się obawiałam - szepnęła. - W takim razie nie powiem jej prawdy. 

Oczy Mattiego, dokładna kopia oczu siostry, rozszerzyły się z ciekawości. 

-  Nie  mogę  przysparzać  matce  zmartwień  -  ciągnęła.  -  Nie  zasłużyła  na  to.  Upiększę 

moją  opowieść,  ofiaruję  jej  coś,  czym  będzie  mogła  się  radować.  Gdyby,  nie  daj  Boże, 

background image

prawda  doszła  do  uszu  Akiego,  wykorzystałby  ją  przeciw  Marji.  Zadałby  jej  większy  ból,  a 

tego nie pragnę. To moja matka. 

-  Tak  będzie  najlepiej,  Raiju  -  przyznał  Mikkal.  -  Szczerość  za  wszelką  cenę  nie 

popłaca. Jest tyle rodzajów kłamstw, daj jej to najlepsze. Dość się wycierpiała. 

Matti zrozumiał, że siostra skrywa jakieś tajemnice. 

- Mnie też okłamiesz? - spytał lekko urażony. 

- A jesteś wystarczająco dorosły, by dochować sekretu? 

Skinął głową. 

-  Więc  cię  nie  okłamię.  Tylko  że  to  długa  i  niezbyt  piękna  historia.  Kłopoty  lgną  do 

mnie jak muchy do miodu. 

Matti wykrzywił twarz. 

- Tata tak mówił - przypomniał sobie. - O rodzinie mamy. Powiadał, że kobiety z tego 

rodu są tak piękne, że mężczyźni i kłopoty lgną do nich jak muchy do miodu. 

- Miał rację. Szkoda, że nie spotkałam go, nim umarł. 

- Możemy tam pójść  - ożywił się Matti. - Możemy pójść na jego  grób.  Opowiesz mi 

wszystko po drodze. 

- Dobrze - zgodziła się. - Opowiem na miejscu. Będzie tak, jakbym mówiła do niego. 

Matti zaczerwienił się z dumy. Więc dobrze to wymyślił. Wcale z niego nie drwiła! 

Zanim wyszedł, uśmiechnął się krzywo i powiedział: 

- Założę się, że Aki nie wpuści was do paradnej izby. 

Nie wpuścił. 

Kiedy  Raija  siedziała  z  matką  i  z  okruchów  przeżyć  składała  wiarygodną  mozaikę 

ż

ycia,  ktoś  inny,  równie  bezdomny  i  pozbawiony  korzeni,  wpatrywał  się  w  toń  jeziora. 

Widział ją pod kościołem, śledził każdy jej krok. 

Wzbudziła  sensację.  Nie  pomylił  się  co  do  niej.  Ekscytował  się  tym  i  dyszał  z 

wściekłości jednocześnie. 

Nie lubił kobiet, które wyróżniały się z tłumu. 

Pamiętał upokorzenie. Ogromne oczy i upokorzenie. 

Może mylił te oczy z oczami siostry. Też były ciemne i duże. Szeroko rozwarte, kiedy 

wyciągali ją z wody. 

Wbite w jeden punkt martwe oczy kobiety. 

Prześladowały go całe życie. 

Musiał ją śledzić, chodzić za nią krok w krok. Zastanawiał się, czy ludzie opowiedzieli 

jej o nim. Zastanawiał się, czy dziewczyna się boi. 

background image

To była podniecająca myśl. 

Powinna się bać. 

Musi się ukorzyć. 

I już nigdy nie patrzeć na niego w taki sposób. 

Nikt nie miał prawa patrzeć na niego takim wzrokiem. 

Najprościej zgasić ich blask. 

Kalevi był spokojny i opanowany. Wiedział już, co musi uczynić. 

Potem ruszy na północ. 

Zasnął. 

Ś

nił o ciemnych oczach i upokorzeniu. 

background image

11 

Mieli łóżko dla siebie i osobne dla Ailo. Dla chłopca było to tak niezwykłe przeżycie, 

ż

e  nie  mógł  zasnąć  przez  kilka  godzin.  Bez  przerwy  siadał  na  posłaniu  i  spuszczał  nóżki  w 

dół. Perlisty śmiech malca brzmiał jak najpiękniejsza muzyka w uszach Raiji, choć cały czas 

spoglądała z niepokojem na drzwi. Żeby tylko nie usłyszał go Aki! 

Nie  pamiętała,  by  oglądanie  własnych  stóp  z  wysokości  łóżka  sprawiało  jej 

kiedykolwiek  taką  przyjemność.  Tyle  że  Ailo  całe  swoje  krótkie  życie  przemieszkał  w 

namiocie. 

W końcu zasnął zmęczony zabawą. 

- Nie wszystko odbyło się tak, jak się spodziewałaś - powiedział Mikkal. Leżał u boku 

dziewczyny z ręką podłożoną pod jej kark. 

Raija skuliła się, podciągnęła w górę kolana. Musiała przyznać mu rację. 

-  Jedynie  z  Mattim  czuję  się  związana.  Z  matką  nigdy  nie  łączyła  mnie  wielka 

zażyłość. Liczył się tylko ojciec... 

Mikkal uśmiechnął się blado. 

- Aki przyprawia mnie o dreszcze - rzekł. - Gdyby mógł, wyrzuciłby nas. 

-  I  myślę,  że  to  samo  chciałby  uczynić  z  Mattim  -  szepnęła.  -  Matti  nie  jest  tutaj 

szczęśliwy. 

Mikkal miał wrażenie, że i Marja nie jest szczęśliwa, ale nie powiedział tego głośno. 

- Zabrałabym go ze sobą - rozmarzyła się Raija. 

- Dokąd? 

- No właśnie - posmutniała. - Nie mam nic. Jestem biedniejsza od niego. 

- Powiesz mu całą prawdę? 

- Czemu nie? 

- To jeszcze dziecko. 

-  Pokochałeś  mnie,  kiedy  miałam  trzynaście  lat  -  przypomniała.  -  Nie  dlatego,  że 

byłam czarującym dzieckiem. 

Przytulił ją, ucałował kąciki jej ust. 

- To zupełnie inna historia, Mały Kruku. Ty musiałaś szybko stać się dorosła. 

- Matti też... Zostaniesz tutaj? - spytała. - Chcę sama pojechać z Mattim na cmentarz. 

Mikkalowi myśl ta wydała się niemiła. Marja okazywała mu sympatię, choć wcale nie 

miała  Lapończyków  w  wielkim  poważaniu.  Aki  nie  zamienił  z  nim  ani  jednego  słowa. 

background image

Poczerwieniał,  kiedy  Marja,  zapewne  wbrew  jego  zaleceniom,  pozwoliła  potrzymać  Raiji 

niemowlę.  Po  kilku  sekundach  wyrwał  nieomal  syna  z  ramion  dziewczyny.  Tego  wieczora 

więcej już się nie pokazał. 

- Damy sobie z Ailo radę - powiedział. - Polubiłaś brata, prawda? 

Skinęła głową, zadowolona, że to dostrzegł. 

-  Żal  będzie  odjeżdżać  od  niego.  Nie  wiem,  czy  kiedyś  znów  się  spotkamy.  Dni  są 

krótkie, a Aki wyrzuci nas, jak tylko nadarzy się okazja. 

- Mam krewnych na południe stąd - mruknął Mikkal. - Moglibyśmy pojechać do nich i 

wstąpić tu w drodze powrotnej. 

- Możemy jechać - odrzekła - ale już nigdy tu nie wrócimy. To nie jest mój dom. 

- Twoja matka chce dobrze. 

- Ale niewiele ma do powiedzenia! Wyciągnęła się na łóżku i przysunęła do niego. 

A potem powiedziała coś, co sprawiło Mikkalowi niesłychaną radość: 

-  Nawet  nie  wiesz,  jak  bardzo  się  cieszę,  że  nigdy  nie  będziemy  tak  mieszkać.  - 

Wzdrygnęła  się  na  samą  myśl.  -  Ściany,  dachy,  drzwi  odgradzają  ludzi  od  siebie...  To  mnie 

przeraża, Mikkal. Żyjemy lepiej. Jesteśmy razem, nasz dom jest tam, gdzie my. Troszczymy 

się o siebie. Zrozumiałam nareszcie, że tak ma wyglądać nasze życie... 

Objęła  Mikkala  za  szyję  i  przytuliła  się  spontanicznie.  Mikkal  chwycił  ją  mocniej, 

nasunął na siebie, całował z uśmiechem. 

- Kiedy ostatni raz leżeliśmy razem w łóżku? - spytał. - Chyba wtedy na targu. Kiedy 

wymyśliłaś tę niestworzoną historyjkę, a ja zjawiłem się w samym środku zamieszania... 

Raija  wsparła  się  łokciami  o  jego  pierś  i  uśmiechnęła  do  wspomnień.  Wiedziała, 

dokąd zmierza. 

- Uważasz, że powinniśmy to wykorzystać? 

- Bez dwóch zdań. - Położył ciemne dłonie na ramionach dziewczyny i przyciągnął ją 

do  siebie.  Nie  miała  nic  przeciwko  temu,  by  być  całowana.  Prawdę  mówiąc,  szybko  sama 

przejmowała  inicjatywę.  Tym  razem  Mikkal  przytrzymał  Raiję  za  nadgarstki,  kiedy  chciała 

zająć się jego ciałem. 

- Myślałam, że to lubisz - drażniła się. - Myślałam, że lubisz, jak cię dotykam. 

-  Wszystko  w  swoim  czasie  -  szepnął  chrapliwie.  Wargami  śledził  linię  podbródka, 

miał  gorący  oddech.  W  pokoju  zrobiło  się  w  jednej  chwili  duszno.  -  Tym  razem  tego  nie 

potrzebuję, Raiju. Chcę cię mieć jak najszybciej. Rozumiesz? 

Skinęła głową. 

background image

Pocałunek  nie  był  prawdziwym  pocałunkiem.  Ledwie  musnęła  jego  usta,  ale  to 

starczyło,  by  w  obojgu  wzbudzić  płomień  rozkoszy.  Raija  uwolniła  ręce.  Bez  trudu  pozbyła 

się części garderoby, które oddzielały ich od siebie, i wcisnęła je pod kołdrę. O, tak, spali pod 

prawdziwą kołdrą, nie pod skórzaną derką jak większość ludzi. 

Mikkal  nawet  nie  rozpiął  jej  koszuli.  Położył  ręce  na  piersiach  dziewczyny  i  przez 

delikatną tkaninę poczuł, jak budzą się pod jego dotykiem. 

Uwolniła go ze spodni, wiedziała, że jest bardzo podniecony. Mikkal jęknął i zacisnął 

dłonie  na  biodrach  ukochanej,  kiedy  ta  uniosła  się  nad  nim,  rozchyliła  nogi  i  pozwoliła  mu 

zanurzyć  się  w  jej  ciele...  A  potem  tonęła,  póki  nie  znalazła  rytmu,  który  wyznaczał 

poruszeniami, kreśląc łuki w powietrzu. 

Ręce Mikkala przesunęły się na plecy Raiji, zatrzymały taniec ciał na długą chwilę, by 

mogli rozkoszować się wzajemną bliskością. 

Potem  wygiął  się  w  górę,  aż  przeszył  ją  dreszcz  rozkoszy,  który  z  jednego  małego 

punktu  rozlał  się  po  całym  ciele.  Zadygotała,  stłumiła  krzyk,  opierając  się  o  ramię 

ukochanego. Chyba go ugryzła. Nie zdawała sobie z tego sprawy, ale później dostrzegła ślady 

swych zębów. 

I kiedy odpływała na ostatniej, najpotężniejszej fali, Mikkal wyprężył się gwałtownie, 

zatopił  palce  w  jej  skórze  i  wykrzywił  twarz,  jak  ona  tłumiąc  jęk.  Westchnął  tylko  przez 

drżące wargi. 

Znów  leżeli  w  bezruchu,  przytuleni,  wciąż  złączeni,  w  dzikim  nieładzie  ubrań.  Raija 

położyła twarz na spoconej piersi Mikkala. 

Ż

adne  z  nich  nie  powiedziało  ani  jednego  słowa.  Czuli,  jak  spokój  ogarnia  ich  ciała, 

przyjemne znużenie rozlewa się po wszystkich członkach. Wsłuchiwali się w trzepot serc, nie 

pojmując, dlaczego nie biją do taktu. Wszystko inne robili tak zgodnie. 

Mogli zamknąć oczy i zapaść w sen. Mogli, lecz nie chcieli. 

Przeżyli razem tyle wyczerpujących tygodni, nerwowych dni w próżnej nadziei, że da 

się cofnąć czas. 

Mikkal pierwszy złamał ciszę. 

Poruszył biodrami, drażniąc się z nią. 

- Gdybym nie był taki stary, znów bym  cię uwiódł - powiedział z błyskiem w oku. - 

Zupełnie jednak opadłem z sił, a może to ty straciłaś dawny czar? 

-  Co?  -  Otworzyła  oczy  i  wdzięcznie  otarła  się  o  niego,  po  czym  rozluźniła  zapięcie 

koszuli i rozchyliła ją na spotkanie ochoczych dłoni kochanka. 

background image

Tego  się  spodziewał,  tego  pragnął.  Nie  przyznał  się  jednak,  tylko  obsypał  ją 

pocałunkami. Słowa przyniosłyby odwrotny efekt. Raija nie lubiła, by ktoś nią kierował. 

Przewrócił dziewczynę na plecy, zamknął pomiędzy łokciami. 

Pożądanie  wróciło.  Ręka  Mikkala  przemknęła  po  białej  koszulce  Raiji.  Widok  skóry 

prześwitującej  przez  delikatną  tkaninę  wystarczył,  by  zapragnął  nowej  wyprawy  na  szczyt 

rozkoszy. 

Poruszała się powoli, jej oczy skryły się za mgłą. Usta prosiły o pocałunki, ale Mikkal 

zdradził je dla pełnych, nabrzmiałych piersi. 

Złożyła  ręce  pomiędzy  nimi,  doprowadzała  go  do  szaleństwa.  Kołdra  unosiła  się  nad 

nimi jak morze. 

Nie spieszyli się. 

Mieli mnóstwo czasu. 

Kochali się dłońmi i ustami, zmieniali rytm, bawili ruchem, szukali nowych doznań. 

I przyszło spełnienie, które intensywnością przewyższyło wszystkie poprzednie. 

Minęło wiele minut, zanim wyrównali oddech. Przewrócili się na bok, leżeli twarzami 

do siebie, lekko dotykając się koniuszkami nosów. 

Skąpani w pocie, potargani i piękni. Ludzie pięknieją od miłości. 

- Zmęczona? - spytał z uśmiechem. 

-  Czy  może  być  jeszcze  lepiej?  -  odrzekła.  Nie  odpowiedział,  tylko  znów  się 

uśmiechnął. 

- Spijmy już, Raiju. Nie mam sił, teraz mówię poważnie. Trzeba wypocząć. 

Spletli  palce.  Zakochani,  tak  szaleńczo  w  sobie  zakochani,  że  nie  mogli  dotykać  się, 

nie czując drżenia. Złączeni więzią, której moc czasami napawała ich strachem. 

Raija nie wiedziała, czy potrafiłaby żyć bez Mikkala, bez jego miłości i siły... Gdyby 

przestał ją kochać, umarłaby. 

Wtedy nie miałaby już nic. 

- Kocham cię - powiedziała. Dlatego, że lubiła te słowa. Dlatego, że mówiła prawdę. I 

dlatego, że chciała zobaczyć twarz Mikkala, kiedy ten je usłyszy. 

A  rysy  jego  twarzy  wygładzały  się,  jakby  spal.  Wyglądał  jak  tamten  młodzieniec 

sprzed  lat.  Miłość  też  młodniała  i  nabierała  świeżości.  Raiji  zdawało  się,  że  mają  całą 

wieczność przed sobą. 

I musiał odwzajemnić się jej tym samym. 

Zobaczyła, jak wargi mężczyzny rozchylają się, odsłaniając białe zęby, i układają w te 

same słowa, jakby składały się do pocałunku. 

background image

- Ja też cię kocham, Raiju. Mógłbym umrzeć dla ciebie. 

Ta wizja wydała się jej zbyt ponura. 

-  Nie  masz  dla  mnie  umierać,  Mikkalu.  Masz  żyć  dla  mnie.  Ze  mną.  -  Bawiła  się 

rzemykiem,  na  którym  wisiał  jego  amulet.  Paznokciem  kreśliła  delikatne  kółka  na  jego 

skórze. 

Pamiętała, że skórzany woreczek jest znakiem więzi, która ich połączyła. Od ośmiu lat 

nosił w nim pukiel jej włosów. 

- Oczywiście - odrzekł. - Dla kogo innego miałbym żyć? 

Ich wargi spotkały się na sekundę. Dłonie pozostały splecione. 

Lecz  zanim  Raija  zapadła  w  sen,  ścisnęła  mocniej  rękę  Mikkala.  Dziwne  przeczucie 

jak chłodny wiatr przemknęło przez jej serce. Coś ulotnego jak pierwsze letnie motyle. 

- Wyjedziemy stąd, Mikkal - powiedziała. - Odwiedzę z Mattim grób ojca, a później 

wyjedziemy. To nie jest mój dom. 

Lęk, jaki krył się w tych słowach, kazał Mikkalowi przytulić ją mocniej. Zrobiłby dla 

niej wszystko. Obiecał, że sprowadzi renifery. 

Uspokoiła  się  i  zasnęła  wsparta  o  jego  ramię.  Mikkal  zaś  leżał  długo  z  rozwartymi 

oczyma  i  zastanawiał  się,  czy  Raiję  przeraził  sen,  czy  może  znów  odezwała  się  w  niej  ta 

magiczna umiejętność przewidywania przyszłości. 

Nie chciał zasypiać z ciężkim sercem. Nie chciał, by  cienie położyły się na świeżym 

wspomnieniu upojnej miłości, ale nie potrafił odegnać strachu z własnej nocy. 

Gospodarz pożyczył Mikkalowi konia i wóz. Raija i Mikkal zdziwili się niepomiernie. 

Aki promieniał życzliwością. 

-  Mikkal  nie  będzie  musiał  maszerować.  Ciężko  mu  się  poruszać,  a  jeszcze  bierze 

chłopca ze sobą. Możesz wszak przywiązać zwierzęta do wozu? 

Mikkal zapewnił go, że tak. Mrugnął porozumiewawczo do Raiji i ruszył z malcem w 

drogę. 

Renifery  zostały  w  zagrodzie  Penttiego.  Mikkal  ochoczo  oddalał  się  od  dusznej 

atmosfery w gospodarstwie Kivijarvi. 

Matti  i  Raija  skierowali  się  do  Ylitornio,  na  grób  ojca.  Chłopak  miał  własne 

wytłumaczenie niespodziewanej przychylności ojczyma. 

- Zaciera ręce, robi wszystko, żeby się was pozbyć. Chciałbym, żebyście zostali! 

Raija miała ochotę wziąć go za rękę, ale wiedziała, że trzynastolatkowi nie przypadnie 

to do gustu. 

background image

- Nie możemy - odrzekła spokojnie. Droga była długa i prosta, dzień zaledwie wstał. 

Słońce  świeciło  spomiędzy  obłoków.  Spośród  innych  dźwięków  Raija  łowiła  szum  rzeki, 

rzeki dzieciństwa. - Nie mogę zostawać długo w jednym miejscu. Uciekam, Matti. 

-  Uciekasz?  -  spytał  niedowierzająco.  -  A  co  zrobiłaś?  Kalevi  Moutka  ucieka,  ale  on 

przecież jest mordercą. Ludzie mówią, że nie ma piątej klepki. Tylko tacy uciekają. 

-  Uważają  mnie  za  czarownicę  -  odrzekła  i  odchyliwszy  skrawek  koszuli,  pokazała 

bratu bliznę. - To ślad po torturach, Matti. Siedziałam w lochu. Mieli spalić mnie na stosie... 

Chłopiec zatrzymał się raptownie i położył dłonie na uszach. Nie chciał słuchać. Raija 

stanowczo rozsunęła ręce brata. 

- Będziesz słuchał - powiedziała - niczego nie zmyślam. Sprowadziłam na siebie wiele 

kłopotów,  ale  miałam  też  chwile  szczęścia.  Teraz  kilka  zaledwie  chmur  przesłania  moje 

niebo,  razem  z  Mikkalem  gotowa  jestem  stawić  czoło  przeciwnościom.  Kiedyś  spotkasz 

dziewczynę,  która  obudzi  w  tobie  właściwą  strunę  i  zagra  tę  jedną,  najpiękniejszą  melodię, 

która życiu nadaje sens... - Przerwała. - Wyrażam się zbyt górnolotnie. Powinnam trzymać się 

tematu. 

Włożyła dłonie do kieszeni kaftana. 

A  potem  opowiedziała  mu  wszystko,  niczego  nie  pominęła,  nie  ubarwiła.  Był  jej 

bratem.  Skończyła  opowieść  przed  bramą  cmentarza.  Przeszłość  Raiji  nie  kryła  już  dla 

Mattiego żadnych tajemnic. A przyszłości wydrzeć tajemnic nie sposób. 

-  Co  poczniecie?  -  spytał  Matti  po  dłuższej  chwili.  Barwność  i  niezwykłość  losów 

siostry  przytłoczyły  go.  Była  osiem  lat  starsza  od  niego,  a  doświadczeniem  i  przeżyciami 

górowała nad nim o całe pokolenie. U jej boku czuł się jak smarkacz. - Jak długo będą was 

szukać? 

Raija wzruszyła ramionami. 

- Nie mam pojęcia, nikt tego nie wie. W końcu sprawa przyschnie. Musimy przedostać 

się do Ruiji, posłuchać, co ludzie gadają. 

- Więc nawet nie wiesz, gdzie przebywa twój mąż? 

Matti nie mógł pojąć, że Mikkal nie jest prawowitym małżonkiem Raiji. Wpojono mu, 

gdzie przebiega granica między grzechem i dobrym uczynkiem, a teraz siostra zasiała w nim 

zwątpienie. Raija żyła w grzechu, ale ani ona, ani Mikkal zdawali się na to nie zważać. 

-  Odnajdziemy  się  -  stwierdziła  z  niezachwianą  pewnością.  -  Boleję,  że  rozdzielono 

mnie  z  dziećmi.  To  właśnie  te  czarne  chmury  na  moim  niebie.  Reijo  wie  jednak,  gdzie 

odnaleźć pobratymców Mikkala. Przywiezie dzieci, kiedy czas dojrzeje. 

Matti tego też nie rozumiał. Widać dorosłość to nie taka prosta sprawa. 

background image

- Reijo jest moim najlepszym przyjacielem - wyjaśniła. - Mikkal to moje życie, Reijo 

to przyjaźń. 

-  Dobrze,  że  nie  powiedziałaś  nic  -  mamie  -  rzekł  Matti.  Nawet  nie  potrafił  sobie 

wyobrazić, jak by zareagowała. 

Prowadził siostrę między  grobami, aż zatrzymali się przy prostym krzyżu, na którym 

własnoręcznie wyżłobił imię ojca. 

„Erkki Alatalo”. 

I daty. 1686 - 1727. 

Raija upadła na kolana przed krzyżem. Półokrąg z otoczaków zniesionych znad rzeki 

okalał  morze  polnych  kwiatów  we  wszystkich  kolorach  tęczy.  Stokrotki,  dzwonki, 

wierzbówki, jaskry, koniczyny, krwawniki... 

Po policzkach dziewczyny spłynęły gorące łzy. Złożyła dłonie, zagryzła kostki, by nie 

krzyknąć z żalu za tym wspaniałym człowiekiem, który spoczywał pod prostym krzyżem. 

-  O  cztery  lata  za  późno,  Matti.  Tylko  cztery  lata.  Nie  odczułam,  że  zmarł.  Nie 

dopuszczałam do siebie takiej myśli. 

Matti nie miał pojęcia, co powiedzieć. Już wypłakał swój żal. Grób ojca stanowił dla 

niego  najpiękniejsze  miejsce  na  ziemi.  Tutaj  czuł  się  wolny.  Tutaj  przychodził,  by 

porozmawiać ze sobą samym. Czasami zwracał się do Erkkiego, zupełnie jakby ojciec wciąż 

ż

ył i mógł udzielić mu rady. 

- To ty doglądasz grobu? - pociągnęła nosem Raija. 

Skinął głową. 

- Jest piękny. Tego właśnie tata by sobie życzył. Kochał przyrodę, ubóstwiał kwiaty... 

Matti pamiętał. Uważał zresztą ojcowską miłość do kwiatów za rzecz niemęską. Erkki 

schylał się z uwielbieniem i zachwytem nad najdrobniejszą roślinką. 

Erkki Alatalo był jednak mężczyzną w każdym calu, a ta jedna słabość w niczym nie 

ujmowała mu męskości. 

Wręcz przeciwnie. 

Kwiaty,  którymi  Matti  obsiał  grób,  były  dowodem  szacunku  dla  ojca,  znakiem,  że 

spoczywał  tu  człowiek,  którego  nie  da  się  zastąpić.  Jedyny  i  wyjątkowy,  jak  wyjątkowe  są 

kwiaty. 

- Tak za nim tęsknię - szepnęła Raija. - A ty? Matti pokiwał głową. 

- Nie mam już nikogo - zwierzył się siostrze. - Kiedy mama wyszła za mąż, zostałem 

sam. Ona ma Akiego i dziecko. Przychodzę tutaj, by nabrać sił, ale nie mogę przecież spędzić 

reszty życia nad grobem. 

background image

- Masz mnie, braciszku. Uśmiechnął się krzywo. 

- Wyjedziesz. Będę wiedział o twoim istnieniu, ale zostanę sam. 

Raija westchnęła i spojrzała Mattiemu prosto w oczy. Tak bardzo przypominał ojca. 

-  Żywiłeś  nadzieję,  że  pojedziesz  z  nami,  prawda?  Pochylił  głowę,  grzywka 

przesłoniła mu pół twarzy. 

-  Rozumiesz  teraz,  że  to  niemożliwe?  -  spytała  żałośnie.  -  Zabrałabym  cię  ze  sobą  z 

największą  radością,  mnie  także  nachodzi  poczucie  osamotnienia.  Brak  mi  rodziny,  kogoś, 

kto wygląda jak ja, myśli jak ja... 

- Nie boję się niebezpieczeństw. 

- Nie mogłabym cię narażać - potrząsnęła głową. - To moje życie, moje kłopoty. Nie 

chcę cię w nie wciągać. Zasługujesz na lepszy los. 

-  Jeśli  stanie  się  wola  Akiego,  nic  dobrego  mnie  nie  czeka  -  odrzekł  ponuro.  - 

Nienawidzi mnie, bo jestem podobny do ojca. Tata zwyciężył, kiedy obaj za młodu stawali w 

konkury do matki. 

To wyjaśniało wszystko. 

Siedzieli nad grobem, rozmawiając. Brat z siostrą. Gotowali się na kolejne rozstanie, 

być może ostateczne. 

Ż

adne z nich nie dostrzegło mężczyzny, który stal na kościelnej drodze. Nie poczuło 

jego wzroku. 

Nie wiedzieli, że czeka na nich. 

background image

12 

Nie  rozumiał,  o  czym  można  rozmawiać  na  cmentarzu.  Zawsze  unikał  tego  miejsca, 

był  na  nim  tylko  raz,  kiedy  zmarła  matka.  Potem  przez  wiele  nocy  nawiedzał  go  koszmar, 

ś

niła mu się dziura w ziemi, w której znika drewniana trumna z ciałem matki. 

Wtedy jeszcze ją kochał, nie znal całej prawdy. 

Zanim okrył się hańbą, a życie dobre i uczciwe straciło wszelki sens. 

Grzech  śmiertelny  wisiał  nad  nim  jak  topór  kata.  Nic,  co  by  uczynił  dla  ludzi,  nie 

mogło uchronić go od wiecznego potępienia. 

Skąd brały się te myśli? 

Długo tam będą siedzieć? 

Mur  cmentarny  stanowił  dla  niego  granicę,  nigdy  nie  przekroczyłby  bramy.  Na 

cmentarzu  złożono  szczątki  jego  ojca  i  czterech  braci.  Siostra  utopiła  się, a  samobójców  nie 

chowano w poświęconej ziemi. 

Nie wiedział, co zrobiono z jej ciałem. 

Niewiele go to obchodziło. 

Była tylko kobietą. 

Kościół wraz z przyległym cmentarzem leżał w środku wsi. Nie czuł się tu całkowicie 

bezpieczny,  ale  dłużej  nie  mógł  się  opanować.  Druga  okazja  może  się  nie  nadarzyć.  Teraz 

dziewczyna była sama. 

Chłopcem się nie przejmował. Zwykły niedorostek. 

Bardziej obawiał się Lapończyka. Wprawdzie towarzysz dziewczyny kulał, ale mimo 

niewielkiego wzrostu sprawiał wrażenie silnego fizycznie. Zresztą z Lapończykami nigdy nic 

nie wiadomo. 

Powiadano, że mają nadludzkie zdolności... 

Wzdrygnął  się,  takie  sprawy  przekraczały  zdolność  pojmowania.  Najbardziej  bał  się 

myśli, że ktoś mógłby sterować jego wolą... 

Teraz była sama. 

Drobna, bezbronna kobieta. 

Drobna kobieta przepełniona współczuciem. 

Zacisnął pięści, żeby powstrzymać drżenie. Tak się zawsze zaczynało, pierwszy znak 

tego, co miało nastąpić. 

Czasami potrafił się opanować. 

background image

Póki nie zrozumiał, że to nie ma sensu. 

I tak tkwił w tym po uszy i skończyć mógł tylko w jeden sposób. Ale go nie dostaną! 

A nawet jeśli - to cóż z tego? 

Teraz czuł się mocny, spokojny i opanowany. Gotowy na to, co musiało się stać. 

Gotowy, by wykorzystać moment zaskoczenia. 

Okna kościoła były zamknięte. Nie pomyślał o tym wcześniej. 

Teraz powinien czekać. 

Nieważne. Miał przewagę. Nic nie mogło pokrzyżować jego planów. 

Pozostawało uzbroić się w cierpliwość, kiedyś wreszcie skończą. 

Wzdrygał  się  na  sam  widok.  Siedzieć  przy  grobie...  Rozmawiać  pośród  zmarłych. 

Kalevi nie mógł tego pojąć. 

Opowieść  Raiji  zrobiła  ogromne  wrażenie  na  Mattim.  W  ciągu  tych  trzynastu  lat 

dziewczyna przeżyła więcej niż niejeden człowiek przez całe życie. 

Własne losy nie wydawały się Mattiemu zbyt dramatyczne. Poza tym że stracił ojca, a 

matka znalazła sobie drugiego męża. 

Przyjazd Raiji był ze wszystkich zdarzeń najbardziej ekscytujący. 

Nie zamieniłby się z siostrą, ale życzyłby sobie jakiejś odmiany w szarej codzienności, 

by móc pokazać, na co go stać. 

- Dobrze byłoby mieć  cię u swego boku - powiedziała smutno Raija. - Czasami brak 

mi rodziny, kogoś, z kim wiążą mnie więzy krwi. Przyjaźń tego nie zastąpi, rozumiesz? 

Matti  skinął  głową.  Siostra  mówiła  o  poważnych  sprawach,  ale  pojmował  sens  jej 

słów. Nigdy nie poruszał takich kwestii w rozmowach z rówieśnikami, ale z Raiją wszystko 

wyglądało inaczej. 

-  Czasami  tak  właśnie  myślę  -  przyznał  się.  -  Kiedy  dorosnę,  pojadę  do  Ruiji.  Nic 

mnie tu nie trzyma. Kari odziedziczy gospodarstwo ojca, a ja nic od Akiego nie chcę. Wiesz, 

ż

e kupił naszą ziemię? 

Raija zaprzeczyła. 

-  Od  tego  czasu  nikt  jej  nie  uprawia.  Myślę,  że  to  rodzaj  zemsty,  z  zazdrości  o  tatę. 

Aki twierdzi, że ziemia będzie należeć do mnie, lecz ja wiem swoje. 

On rozkoszuje się tym, że zagroda ojca niszczeje. 

Raija musiała przyznać w duchu, że Matti jest niezwykle dojrzały jak na swój wiek. 

- Ta rozmowa dobrze mi zrobiła - powiedziała z uśmiechem i podniosła się. Strzepnęła 

kurz  z  kaftana  i  rzuciła  ostatnie  spojrzenie  na  krzyż.  Zegnała  się  z  ojcem,  zamykała  ten 

rozdział w życiu. 

background image

- Był taki dobry - szepnęła - a ty bardzo go przypominasz. 

Pokiwał głową. 

- Aki stale to mówi, ale w twoich ustach te słowa brzmią inaczej. 

- Mam pewność, że byłby z ciebie dumny. 

-  Zawsze  opowiadał  mi  o  tobie  -  dodał  Matti  -  tak  jakby  opowiadał  bajki.  Siostra  i 

Ruija, kraina na północy, były moimi bajkami. 

Raija wzruszyła się. 

Więc nie zapomnieli o niej. 

Łatwiej było teraz pogodzić się z samotnym życiem, skoro wiedziała, że odesłali ją z 

miłości. Ze tęsknili równie mocno jak ona. 

Wiele by dała, by móc powiedzieć to tacie... 

- Ruszajmy powoli z powrotem - rzekła. Nie dodała „do domu”, bo to słowo nie miało 

nic wspólnego z gospodarstwem Akiego. Nie było tam dla niej miejsca. Obca pośród swoich. 

- Niedługo Mikkal przyprowadzi wóz i renifery, nie będziemy musieli przebyć całej drogi na 

piechotę. 

- Więc moja siostra jest leniuchem? - roześmiał się. 

- Nie jestem leniwa, tylko stara - wyznała, sama bliska śmiechu. 

-  Więc  ścigajmy  się  do  drogi.  -  Matti  spojrzał  na  Raiję  i  mrugnął.  -  Dam  ci  pięć 

kroków przewagi! 

Dziewczyna podwinęła suknię i przyjęła wyzwanie. Nie zamierzała poddawać się bez 

walki. 

- Wystarczą mi trzy! 

Matti wzruszył ramionami i cofnął się o pięć kroków. Siostra miała ponad dwadzieścia 

lat, toż to staruszka nieomal, choć niewątpliwie trzymała się dobrze. Kobiety w jej typie długo 

zachowują urodę, pomyślał z wyżyn swego młodzieńczego doświadczenia. 

Raija lubiła biegać. Za młodu stawała często z wiatrem w zawody, lecz wiatr zawsze 

wygrywał. 

Nie miała brata, z którym mogłaby się ścigać. To było nowe, mile doświadczenie. 

Nawet gdyby Matti wygrał. Pewnie nie zdawał sobie sprawy, ile ta rodzinna potyczka 

znaczyła dla Raiji. 

A może wiedział? 

Sam wychowywał się bez rodzeństwa. Młodszy o przeszło dziesięć lat przyrodni brat 

nie mógł wzbudzić w chłopcu żadnego zainteresowania. 

Czuła oddech Mattiego na plecach. Wiedział, że zwycięży, i śmiał się głośno. 

background image

Raija  nie  miała  zamiaru  podarować  bratu  łatwego  zwycięstwa.  Na  ostatnim  odcinku 

koło kościoła wytężyła resztkę sił. 

Jakiś głos wypowiedział jej imię. 

Matti? 

Rozejrzała  się  wokół.  Matti  przemknął  obok  niej,  a  w  tej  samej  chwili  jakieś  ramię 

zacisnęło się żelaznym uściskiem wokół talii dziewczyny, jakaś dłoń przycisnęła jej usta. 

Rozległ się brzęk tłuczonej szyby, kiedy napastnik wciągnął Raiję pod ścianę kościoła. 

Nie widziała jego twarzy, ale domyśliła się, kto to. 

Morderca, postrach chłopów z Tornedalen. 

Kalevi Moutka. 

Nie zobaczyła go także wtedy, kiedy uniósł ją jak piórko i wrzucił do kościoła. Serce 

Raiji skurczyło się ze strachu, że pokaleczy się o odpryski szyby tkwiące w ramie okiennej, 

ale tak się nie stało. 

Kalevi znał swój fach. 

Dobiegł ją głos Mattiego: 

- Raija, to Kalevi! Zostaw ją, słyszysz? Zostaw moją siostrę! 

Głos chłopca łamał się z przerażenia. 

Raija cofnęła się na widok ciemnej dłoni, która uchwyciła się ościeżnicy. Dziewczyna 

rozejrzała się wokół w poszukiwaniu czegoś, co mogłoby posłużyć jej do obrony. 

Ś

wieczniki na ołtarzu wyglądały na solidne, ale znajdowały się za daleko. Nie zdąży. 

Mężczyzna zwinnie przesadził parapet i lekceważąc Raiję, krzyknął do chłopca: 

- Słyszysz mnie, smarkaczu? Wiesz, kim jestem, więc nie udawaj bohatera, bo twoja 

siostra zginie. To moja gra, ja ustanawiam w niej reguły. Możesz sprowadzić kogo chcesz, ale 

nie próbuj wywieść mnie w pole! Zabiję ją, uduszę albo potraktuję nożem. 

Wyciągnął długą klingę i pokazał ją Mattiemu. 

- Mówię poważnie. Kalevi Moutka nigdy nie żartuje na temat śmierci. 

Raija wzdrygnęła się i opadła bezsilnie na ławkę. 

Pod spódnicą miała nóż, który dał jej Mikkal. Bandyta o tym nie wiedział i to dawało 

dziewczynie niewielką psychiczną przewagę. Jeśli miałaby go użyć, musiałaby to zrobić raz a 

dobrze. Nie dostałaby drugiej szansy. 

- Tu nie możesz siedzieć. - Tak brzmiały pierwsze słowa, które skierował do niej. - Za 

dużo okien, mogą mnie zaskoczyć. 

Raija wstała. 

background image

Posłuszeństwo  mogło  się  opłacić.  Musiała  trzymać  go  na  dystans,  by  nie  wykrył 

ukrytej broni. 

-  Więc  gdzie?  -  spytała  głucho.  Bała  się,  ale  po  przeżyciach  w  twierdzy  potrafiła 

utrzymać  strach  na  wodzy.  Kalevi  o  tym  nie  wiedział,  więc  w  jego  oczach  zachowanie 

dziewczyny wyglądało na przejaw niezwykłego opanowania. 

- Na dzwonnicę - odrzekł krótko i pokazał na wąskie, strome schody wiodące na górę. 

Ponaglił ją nożem. 

Niepotrzebnie. 

Raija rozumiała powagę chwili i bez zastanowienia zaczęła wspinać się w górę. Kalevi 

ruszył  za  nią.  Gdyby  uniósł  wzrok,  mógłby  dostrzec  nóż  kołyszący  się  pod  spódnicą 

dziewczyny. 

Coś  jej  jednak  mówiło,  że  nie  należy  do  tego  typu  mężczyzn.  Nie  wiedziała  o  nim 

wiele, nie znała szczegółów dramatu, o którym opowiadali ludzie w okolicy. 

Był  mordercą,  bił  od  niego  chłód.  Ani  Ole  Edvard,  ani  kapitan  Feldt  z  twierdzy  nie 

mieli tak lodowatego spojrzenia. 

Był  groźny,  bardzo  groźny,  ale  nie  należał  do  mężczyzn,  którzy  zaglądają  kobiecie 

pod  spódnicę.  Pchnął  Raiję  tak,  że  potknęła  się  i  upadła  na  kolana.  Zaniósł  się  pustym 

ś

miechem, w którym jednak nie było złośliwości. 

Raija  podczołgała  się  pod  ścianę.  Nad  nią  na  wysokości  piersi  znajdowała  się  klapa, 

którą  otwierano,  by  wezwać  wiernych  na  nabożeństwo.  W  środku  pomieszczenia  wisiał 

dzwon  tak  duży,  że  zajmował  niemal  całe  wnętrze.  Można  go  było  obejść,  choć  z  trudem, 

dach dzwonnicy bowiem opadał ukośnie. 

W  środku  panował  półmrok,  słaby  snop  światła  sączył  się  jedynie  przez  otwór  w 

podłodze, przez który dostali się do środka. Kalevi usiadł tak, by odciąć dziewczynie jedyną 

drogę ucieczki. 

-  Co  chcesz  osiągnąć?  -  spytała.  Bandyta  nie  wyglądał  na  rozmownego,  ale  Raija 

musiała poznać przyczynę, dla której ją pojmał. 

Głos mężczyzny miał zaskakująco miłe brzmienie. Zimny, wyrachowany ton, którym 

zwracał się do Mattiego, zniknął. Kalevi wyraźnie się odprężył i uspokoił. 

-  Doskonale  wiem,  co  chcę  osiągnąć.  Mam  wobec  ciebie  szczególne  plany,  Raiju 

Alatalo. 

-  Znasz  moje  nazwisko?  -  Raija  nie  ukrywała  zdumienia.  Imię  mógł  posłyszeć  gdzie 

bądź. To, że znał nazwisko, spotęgowało jej strach. 

background image

-  Dawno  stąd  wyjechałem  -  uśmiechnął  się  -  ale  mam  dobrą  pamięć.  Może  i  ty 

wygrzebiesz coś ze wspomnień, jeśli ci pomogę... 

Raija nie mogła oprzeć się wrażeniu, że mężczyzna myśli o konkretnym wydarzeniu, 

ale  nie  naprowadził  jej  na  trop.  Wiedziała,  kim  jest,  ale  nigdy  nie  znała  go  zbyt  dobrze.  Ich 

ojcowie wymieniali się pozdrowieniami. Dzieci kąpały się w tym samym jeziorze i bawiły w 

tych samych miejscach. Tylko tyle pamiętała, miała zaledwie siedem lat, kiedy widziała go po 

raz ostatni. 

- Znam twoje imię - powiedziała, usiłując odnaleźć punkt zaczepienia. - Pamiętam cię 

jako dziecko. Byłeś szczupły, niski i miałeś ogromne błękitne oczy. Zawsze się śmiałeś. 

-  Wtedy  tak,  teraz  nie  mam  już  się  z  czego  śmiać.  Chyba  że  poddasz  mi  jakiś  dobry 

powód. 

Raija nie pojmowała, dokąd Kalevi zmierza. 

- Jak mnie znalazłeś? Założył ogromne dłonie na kolana. Kąciki jego ust uniosły się w 

szyderczym grymasie. 

-  Wcale  cię  nie  szukałem  -  zapewnił  z  mocą.  -  Nie  liczysz  się.  Wróciłem  zobaczyć 

ziemię  dzieciństwa.  Nie  chciałem  z  nikim  rozmawiać,  ale  wdarliście  się  w  mój  świat...  - 

Wzruszył  ramionami.  Nie  przyznał  się,  że  w  pierwszej  chwili  jej  nie  poznał.  Zwodził  ją,  by 

zmiękła, by straciła tę pewność siebie, pozorną obojętność... 

By okazała strach. 

Nazywał się Kalevi Moutka i miał na sumieniu więcej ludzi niż Raija palców. Wszak 

musi o tym wiedzieć. 

Powinna się go bać. 

Nie  powinna  rozmawiać  tak  spokojnie!  Zadawać  pytania,  udawać  troskę.  Stwarzać 

pozory, że ma coś w głowie. Kobiety nic nie mają w głowie. Mają coś, ale w zupełnie innym 

miejscu. 

Powinna stosować się do reguł gry. 

- A więc przypadek - westchnęła. - Śledziłeś nas? 

- Po co? - zbył ją. - Wiedziałem, kim jesteś i gdzie się spotkamy. 

Raija  pojęła  tok  myśli  mężczyzny,  ale  nadal  błądziła  we  mgle.  Musiała  za  wszelką 

cenę podtrzymać rozmowę. 

- Wyjeżdżam - wyjaśniła. - W niczym ci nie zagrażam, zniknę stąd jeszcze dziś. 

- Nie byłbym tego taki pewien. - Oczy Kaleviego zwęziły się. - A więc dopadłem cię 

w ostatniej chwili? 

background image

Zadra,  którą  do  niej  czuł,  musiała  tkwić  głęboko.  Nie  pamiętała,  czym  go  uraziła. 

Czyżby była aż tak złośliwym dzieckiem? 

Cóż mogła uczynić siedmioletnia dziewczynka, by zostawić ślad w pamięci dorosłego 

mężczyzny? 

Po  prawdzie,  dość  nietypowego  mężczyzny,  który  miał  oddać  głowę,  bo  nie  okazał 

należytego szacunku ludzkiemu życiu. 

Był mordercą. 

Raija musiała pamiętać o tym nieustannie. 

Trudno  liczyć  na  to,  że  morderca  zachowa  się  w  przewidywalny  sposób.  Trzeba 

uważać na słowa, czytać z jego ust i gestów. 

Czuła ucisk w gardle, tętnienie w skroniach. Nieznośny ból napiętych mięśni kazał jej 

zmienić pozycję, ale Raija bała się poruszyć. 

Opanowała  przyspieszony  oddech,  starając  się  myśleć  jasno,  nie  okazać  strachu. 

Wyraźnie dawał jej do zrozumienia, że jest gotów na wszystko. 

Raija o tym wiedziała, ale nie zdradziła się ani jednym drgnieniem twarzy. 

Miała większe szanse, by przeżyć, niż ktokolwiek inny na jej miejscu. 

Co za ironia! Kto mógł przypuścić, że doświadczenia z norweskiej twierdzy przydadzą 

się jej tak szybko. Rzeczywiście potrafiła ściągać nieszczęścia na własną głowę... 

Mikkal spieszył się, ale Pentti poprosił go do środka na poczęstunek. Tytoniu też nie 

zbrakło.  Stary  przyjaciel  Erkkiego  Alatalo  z  błyskiem  w  oku  stwierdził,  że  znajdzie  się  i 

szklaneczka,  mimo  że  był  poranek  po  dniu  świątecznym.  Patrząc  na  to  z  innej  strony, 

perorował, do następnej niedzieli zostało dość czasu, by wzbudzić żal za tak drobny grzech. 

Mikkal polubił go serdecznie. Ailo przejęty był gościnnością gospodarzy. 

Nikt nie patrzył na nich krzywym okiem. 

Pentti prosił, by został dłużej. 

Raija i Matti mają tyle spraw do omówienia. Nad grobem ojca nie godzi się spieszyć. 

Mikkal  nie  mógł  usiedzieć  na  miejscu.  Niewytłumaczalny  niepokój  mącił  mu  umysł. 

Strach chwycił go w swoje kleszcze i nie puszczał. 

Nie  po  raz  pierwszy  nawiedzało  go  to  dziwne  uczucie.  Zerwał  się  do  wyjścia,  nie 

podając  gospodarzom  przyczyny.  Nawet  nie  usiłował  tłumaczyć,  bo  nie  spodziewał  się 

znaleźć  u  nich  zrozumienia.  Tylko  z  Raiją  wiązała  go  ta  niezwykła  więź,  której  nawet  nie 

potrafił określić słowami. 

Raija  nazywała  ją  miłością,  niewidzialną  nicią,  która  łączyła  dwie  bliźniacze  dusze. 

Kiedy  jedno  z  nich  znajdowało  się  w  niebezpieczeństwie,  drugie  czuło  je  mimo  oddalenia, 

background image

byli  bowiem  dwoma  kawałkami  nierozerwalnej  całości.  Nazywała  ją  pomostem  utkanym  z 

zorzy  polarnej.  Mówiła,  że  zorza  splotła  dla  nich  nitki  ze  świetlistych  promieni  i  połączyła 

nimi dwoje kochanków. 

Pięknie  powiedziane.  Mikkal  nie  był  jednak  pewien,  czy  nici  z  zorzy  polarnej 

pozwoliłyby mu czuć ból Raiji. 

To właśnie czul. 

Strach. 

Bal się. 

Raija się bala. 

Co mogło zajść na cmentarzu? Mieli tylko odwiedzić grób ojca! 

Poganiał konie, które opieszale reagowały na jego polecenia. Nie pojmował, co chłopi 

widzą w tych zwierzętach... 

Zimą pokazałby im stworzenia, które potrafią służyć człowiekowi. Stworzenia piękne 

i szybkie jak wiatr. 

Ż

adna czworonożna istota nie mogła mierzyć się z reniferem. 

Mikkal rozpoznał Mattiego, kiedy chłopiec był jeszcze małą kropką na horyzoncie. 

Nie miał najmniejszych wątpliwość, że to brat Raiji. 

Przeczucie  stało  się  pewnością.  Jeszcze  raz  Mikkal  i  Raija,  w  sposób  niepojęty  dla 

ludzkiego umysłu, porozumieli się na odległość. 

Matti zawisł w ramionach Mikkala. Miał przerażenie w oczach, bieg wyczerpał go do 

granic możliwości, nie mógł złapać tchu. 

Dopiero po kilkudziesięciu sekundach chaotycznie zdał relację z wydarzeń. 

Mikkal zmartwiał. 

A więc wtedy nad jeziorem Mieko przeczucie go nie myliło. Ktoś ich obserwował. 

Gdyby  wówczas  zachował  się  inaczej,  może  uniknęliby  tego,  co  się  stało.  Szaleniec 

porwał Raiję, ukochanego Małego Kruka. Szukano go nad całą Zatoką Botnicką, a on zamiast 

uciec na bezdroża północy, porwał dziewczynę Mikkala. 

-  Niepotrzebnie  się  z  nią  ścigałem  -  wyrzucał  sobie  Matti.  -  Zeszlibyśmy  spokojnie 

polami, omijając kościół. 

- Obserwował was - przerwał mu Mikkal. - Zaatakowałby prędzej czy później. 

- Złapał pierwszą dziewczynę, która wpadła mu w ręce - upierał się Matti. - Minąłem 

go i nic mi się nie stało. 

background image

Mikkal  odczuwał  strach,  swój  własny,  nie  Raiji.  Od  czasu  pobytu  w  twierdzy  Raija 

opanowała  umiejętność  skrywania  lęków  i  obaw  wobec  otoczenia.  Nawet  wobec  niego. 

Sprawiło mu to zawód, uznał bowiem, że broni mu dostępu do jakiejś cząstki swej duszy. 

-  Wydostaniemy  ją  stamtąd  -  rzucił  z  zaciętością.  -  Wyciągniemy  ją  całą  i  zdrową, 

Matti. 

Brat Raiji wciąż wątpił. 

-  On  ma  nóż.  Ja  się  na  wiele  nie  przydam,  a  ty  kulejesz.  Kalevi  jest  silny  i  ma  nad 

nami przewagę. No i nie możemy narażać Ailo. 

Mikkal skrzywił twarz w grymasie. 

-  Zabiję  go,  niech  tylko  wpadnie  mi  w  ręce.  Matti  uwierzył.  W  oczach  mężczyzny, 

który kochał Raiję, pojawił się niebezpieczny błysk. 

Kochanie,  to  słowo  dla  chłopca  miało  ckliwy  posmak.  Jeśli  jednak  miłość  każe 

mężczyźnie mówić takie słowa, to może nie jest tylko ckliwością. 

Podjechali pod kościół. Wokół panowała cisza, jedynie zbite okno świadczyło, że ktoś 

zakłócił powagę świątyni. 

Jednak Matti i Mikkal wiedzieli, co kryją solidne ściany. 

- Znasz człowieka o nazwisku Petri Aalto? - spytał Mikkal. 

Matti  skinął  głową.  Nie  wiedział,  co  Mikkal  zamierza,  ale  nagle  przypomniał  sobie 

epizod  na  wzgórzu  kościelnym  i  zaczerwienił  się.  Aalto  zapomniał  wtedy  o  wszelkich 

zasadach i na oczach wszystkich wziął Raiję w ramiona. 

Raija wspominała, że go zna. Wiele nie powiedziała, ale Matti zaczął się domyślać. 

- Wiesz, że on jest żonaty? Mikkal potwierdził. 

- Trudno. Masz rację, Matti, we dwóch nie damy rady. Jeśli będzie nas więcej, może 

znajdziemy  sposób,  by  go  przechytrzyć.  Potrzebujemy  pomocy  Petriego.  Myślisz,  że  czynię 

to z przyjemnością? Muszę. Tam, gdzie chodzi o życie Raiji, kończy się moja duma. 

Otworzyła  im  Eija.  Nawet  nie  usiłowała  ukryć  niechęci  na  widok  Mikkala,  tylko 

obecność Mattiego powstrzymała ją przed trzaśnięciem drzwiami. 

- Muszę pomówić z Petrim - oświadczył Mikkal. 

-  Niedoczekanie!  -  odszczeknęła.  -  Petri  nie  ma  tobie  nic  do  powiedzenia!  Ani  tej 

twojej dziwce! Wynoś się! 

Mikkal wstawił zdrową nogę w szczelinę między drzwiami a futryną. 

- Chcę to usłyszeć z jego ust - oznajmił z niezwykłym spokojem. - Gdzie go znajdę? 

Petri pojawił się przy drzwiach. Dotarły do niego odgłosy zamieszania i usłyszał głos 

Mikkala. Wszystkich mógłby się spodziewać, tylko nie jego. 

background image

Z twarzy Lapończyka wyczytał niepokój. 

- Czy coś stało się Raiji? - spytał, nie zważając na obecność żony. 

Od wizyty w kościele setki razy pytała go o Raiję. I choć zaprzeczał, nie uwierzyła, że 

nie był jej kochankiem. 

-  Kalevi  Moutka  zamknął  się  z  nią  w  kościele  -  wyjaśnił  ponurym  głosem  Mikkal.  - 

Wydostanę  ją  stamtąd  żywą  i  zabiję  go.  -  Zaczerpnął  tchu  i  dodał:  -  Ale  potrzebuję  twojej 

pomocy. 

Eija rzuciła się na Petriego, kiedy ten zaczął naciągać buty i kurtkę. 

- Nie wolno ci! - krzyknęła. - Nie możesz mi tego robić, Petri! On jest niebezpieczny, 

zabije cię. To szaleniec. Nie zrobisz tego, nie dla tej dziwki! 

Petri  uwolnił  się  zdecydowanie  z  objęć  żony.  Spojrzał  na  nią  przez  ułamek  sekundy, 

który wydał się wiecznością. 

- Zrobię to - odrzekł. - Dla niej, dla Raiji. Miałaś rację, Eiju. Łączyło nas coś więcej 

niż przyjaźń. 

Ruszył za Mikkalem. Dwóch mężczyzn gotowych oddać życie za ukochaną kobietę. 

background image

13 

Matti zrelacjonował Petriemu przebieg wydarzeń. Był zażenowany tym, co usłyszał z 

ust mężczyzny. Petri otwarcie przyznał się wobec żony do swoich uczuć, a przecież wybuchy 

zazdrości Eiji obrosły legendą w całej wiosce. 

Matti nie rozumiał Raiji. Jak mogła? Przecież kochała Mikkala... 

I była zamężna... 

Mężczyźni mieli wiele kobiet, to mieściło się w granicach przyzwoitości. Ale kobiety? 

Tylko... ladacznice zadawały się z kilkoma naraz. Raija nie jest ladacznicą... 

Matti nie chciał stracić szacunku dla siostry. 

Nie  rozumiał  też  Mikkala.  Ani  Petriego.  Obaj  wiedzieli  o  sobie  nawzajem,  a  jednak 

wciąż troszczyli się o nią. Obaj byli gotowi na spotkanie z mordercą, gotowi poświęcić życie 

dla dziewczyny. 

Czy można aż tak bardzo kochać? 

Matti nie poznał jeszcze mocy tego uczucia. Zaczął oglądać się za dziewczynami, lecz 

ich obojętność nie zakłócała mu jeszcze nocnego snu. 

Nie pojmował, co takiego mężczyźni widzą w jego siostrze. 

Nie rozumiał Kaleviego. Czyżby porwał Raiję z miłości? 

- Jesteś pewien, że wypowiedział jej imię? - dopytywał się Petri. 

Matti skinął głową. 

-  Dlatego  się  zatrzymała.  Wtedy  ją  złapał  i  wrzucił  do  kościoła  przez  okno  z  wybitą 

szybą.  Raija  była  tak  zaskoczona,  że  nie  stawiła  oporu.  Potem  sam  skoczył  do  środka, 

wszystko  nie  trwało  minuty.  Wrzasnął  do  mnie,  bym  nie  próbował  bawić  się  w  bohatera.  - 

Matti  wzdrygnął  się  na  wspomnienie  klingi  i  zimnego  głosu  bandyty.  -  Mówił  poważnie. 

Powiedział, że ją zadławi lub użyje noża. 

Petri podrapał się po czole. 

- Z pewnością nie żartował - westchnął ciężko. - Ten człowiek nie odróżnia dobra od 

zła.  Gnębi  mnie  jedno.  Znał  Raiję,  ale  czego  od  niej  chce?  Ile  miała  lat,  kiedy  opuściła 

dolinę? 

- Osiem - odrzekł Mikkal. 

-  W  takim  razie  nic  nie  mogła  mu  uczynić  -  powiedział  z  rezygnacją  Petri.  -  Od 

tamtego czasu już się nie spotkali. Kalevi ruszył w świat, kiedy miał osiemnaście lat, ale nie 

przypuszczam, by kiedykolwiek zawędrował tak daleko na północ. 

background image

Mikkal potrząsnął głową. 

- Opowiadano nam o nim, ale Raija ledwie go pamiętała... - Zamilkł na chwilę i dodał 

gorzko: - Sądzę, że znam wszystkich jej... przyjaciół. Nic przede mną nie tai, ale o Kalevim 

nie wspomniała ani jednym słowem. 

Petri napotkał spokojne, niezwykłe spojrzenie Lapończyka i opuścił głowę. 

-  Kto  by  tam  zrozumiał  szaleńca  -  mruknął.  -  Może  Santeri...  -  ożywił  się.  - 

Aleksanteri  znał  Kaleviego,  choć  wiele  wody  upłynęło  od  tamtych  dni.  Jeszcze  zanim... 

Kalevi się odmienił. 

- Jest tutaj? - Mikkal nie skłamał, tłumacząc Mattiemu, że zapomina o dumie, jeśli w 

grę wchodzi życie Raiji. 

- Widziałem go wczoraj - odrzekł Petri. - Chciał się zobaczyć z moją córką. Twierdzi, 

ż

e się z nią ożeni. Eija nie jest mu przychylna, więc nic nie uzyskał. Mówił, że idzie się upić... 

- Znajdziesz go? Petri wzruszył ramionami. 

- Wiem, gdzie chodzi zalewać robaka. Znaleźli Aleksanteriego za czwartą próbą. Matti 

bliski  już  był  rezygnacji,  zupełnie  nie  rozumiał,  dlaczego  ważna  była  obecność  tamtego 

człowieka.  Zamiast  pomóc  siostrze,  kręcili  się  po  wiosce  w  poszukiwaniu  nieznajomego 

mężczyzny, który zapewne odsypiał gdzieś pijaństwo z poprzedniego dnia. 

Aki  złoiłby  mu  skórę,  gdyby  się  dowiedział.  Mąż  Marji  miał  jedno  określenie  na 

miejsce, w którym znaleźli Aleksanteriego. Sodoma i Gomora. 

W obskurnej chacie mieszkały dwie kobiety, które nie splamiły się żadną pracą. Cały 

tydzień spędzały na zabawach, przyjmując każdego, kto przychodził z pieniędzmi i wódką. 

Aleksanteri  był  blady  i  zmęczony.  Wyszedł  im  na  spotkanie,  niezdarnie  naciągając 

kaftan, w czapce krzywo nasuniętej na głowę. 

- Po co ten pośpiech, Petri? - spytał i zdumiał się na widok Mikkala. - A on co tutaj 

robi? Coś się stało Raiji? 

Petri nie wspomniał, że Raija jest w dolinie, ale Aleksanteri instynktownie pomyślał o 

dziewczynie. 

Tylko ona mogła połączyć tych dwóch mężczyzn. 

Wytrzeźwiał momentalnie. 

- Coś się stało z Raiją! Nie żyje? 

Matti z niechęcią przyglądał się jasnowłosemu obdartusowi.  Z pewnością nie należał 

do lepszego towarzystwa, ale widocznie łączył go z Raiją podobny związek. 

Matt i nawet nie chciał o tym myśleć. Nie chciał umieścić siostry w jednym szeregu z 

kobietami w chacie, w której znaleźli Aleksanteriego. 

background image

-  Kalevi  Moutka  ją  porwał  -  wyjaśnił  ponuro  Petri.  -  Zamknął  się  z  nią  w  kościele  i 

grozi dziewczynie śmiercią, gdyby ktoś usiłował ją odbić. Zna ją z dzieciństwa. 

-  Dobry  Boże!  -  Aleksanteri  pobladł.  Jego  roześmiane  oczy  przesłonił  cień  lęku.  - 

Kalevi nienawidzi kobiet. 

-  Raija  opuściła  dolinę,  będąc  dzieckiem  -  tłumaczył  Mikkal.  -  Kalevi  nie  może 

chować do niej żadnej urazy. Nie sposób nienawidzić ośmioletniej dziewczynki. Sam nie był 

wtedy dużo starszy... 

- Ma teraz dwadzieścia  dwa lata  - przerwał mu  Aleksanteri. - To, że pamięta Raiję z 

dzieciństwa, pogarsza sprawę. Tylko wtedy Kalevi naprawdę był szczęśliwy. Dlatego pragnie 

zapomnieć, nie potrafi żyć z tymi wspomnieniami... 

- Skąd o tym wiesz? 

Aleksanteri masował się po policzkach, by pobudzić przytępiony pijaństwem umysł. 

- Znałem go kiedyś. Czasami nachodziła go ochota do zwierzeń... - Zaczerpnął tchu. - 

Zresztą  później  też  się  spotkaliśmy.  Nie  widziałem  powodu,  by  go  wydać.  Ojciec  i  bracia 

zasłużyli na swój los. Szkoda, że Kalevi sam z sobą nie skończył. Myślał o tym, ale zabrakło 

mu odwagi. 

- Co się za tym kryje? - spytał Mikkal. - Słyszałem same plotki. Chcę wiedzieć, o co 

chodzi człowiekowi, który porwał Raiję. Chcę wiedzieć, dlaczego to zrobił. 

Aleksanteri skrzywił się. 

- Porządni ludzi nie gadają o takich sprawach, Mikkal. Ja nie jestem porządny. Matka 

Kaleviego  zmarła  młodo,  miała  tyle  lat  co  Raija,  zresztą  nie  pamiętam  dokładnie,  a  Kalevi 

dawno  się  jej  wyparł.  Ojciec  został  z  dziewięciorgiem  potomstwa,  ośmioma  synami  i  jedną 

córką.  Był  trochę  starszy,  niż  Kalevi  jest  teraz.  Przez  długi  czas  ludzie  uważali,  że  z  god-

nością znosi żałobę. Nie szukał nowej kobiety, ani do domu, ani do łoża. Chłopcy też nikomu 

za  skórę  nie  zaleźli.  Mieszkali  w  domu  na  uboczu,  nad  jeziorem  Mieko.  Nie  domyślano  się 

niczego do chwili, kiedy dziewczyna weszła do jeziora i się utopiła. Wieśniacy znaleźli ciało 

topielczyni.  Była  w  ciąży.  I  wtedy  pomału  rozniosła  się  wieść  o  okropnościach.  Któryś  z 

synów wygadał się przy wódce. Powiedział, że ojciec i bracia nie muszą szukać tego, co mają 

w  domu.  Wykorzystywali  siostrę,  jak  dawno  mógł  sięgnąć  pamięcią.  Zanim  zamknęli  mu 

usta, zdążył opowiedzieć najohydniejsze szczegóły. Przyznał się, że Kalevi odmówił udziału 

w tym okropieństwie, ale i jego przymusili, by pohańbił siostrę... 

Aleksanteri przerwał. Petri pociągnął dalej jego opowieść: 

- Pobili go. Był środek zimy, wyrzucili go z domu zbitego jak psa, sponiewieranego. 

Niedługo  potem  Kalevi  zamordował  ojca  i  dwóch  braci.  Kolejny  zginął  w  jakiejś  bójce, 

background image

następny sam dźgnął się nożem. Jeszcze jeden zmarł stratowany przez konia, którego ukradł. 

Któryś nie wrócił z polowania, spadł, może skoczył, ze skały... Został on, Kalevi. 

- Teraz już rozumiesz - dodał z bólem Aleksanteri. - Kalevi nie odróżnia dobra od zła. 

Działa pod wpływem impulsu. 

-  Raija  potrafi  rozmawiać.  -  Mikkal  bez  przekonania  usiłował  dodać  sobie  otuchy. 

Jego  ukochana  była  w  rękach  szaleńca.  Krasomówczymi  popisami  się z  nich  nie  uwolni.  -  I 

ma nóż - dodał, choć nie bardzo wiedział, co to zmienia. 

- On też - wtrącił się Matti. - I przypuszczam, że lepiej nim włada niż Raija. 

Mikkal  posłał  mu  dziwne  spojrzenie.  Zastanawiał  się,  czy  Raija  opowiedziała  bratu 

wszystko. I doszedł do przekonania, że parę szczegółów pominęła. 

- Nie bądź tego taki pewien - rzucił krótko. - Raija niejedno potrafi. 

- Porozmawiam z nim - zaofiarował się Aleksanteri. - Może zdołam go przekonać, by 

puścił Raiję... 

- przerwał, przenosząc wzrok z Petriego na Mikkala. 

- Zapomnimy o wszystkim? - spytał. - Jeśli ją uwolni? Pozwolimy mu odejść? 

Zapadła cisza. 

Mikkal  zacisnął  pięści.  Rozum  mu  odjęło?  Chciał  zwrócić  wolność  szaleńcowi? 

Mordercy? Będą współwinni, jeśli znów zacznie zabijać... 

- Musimy mu coś zaproponować - przekonywał, nienawidząc siebie za te słowa. - Jest 

inne wyjście? 

Nie odpowiedzieli. 

-  Pozwolimy  mu  odejść,  jeśli  uwolni  Raiję  -  zdecydował  Aleksanteri.  -  Nie  możemy 

więc  zwracać  na  siebie  uwagi.  Jeśli  ludzie  się  dowiedzą,  zbiegną  się  pod  kościół.  Czy  Eija 

wie, dokąd wyszedłeś? - spytał Petriego. 

- Nie - odrzekł zapytany. - Tylko tyle, że coś przytrafiło się Raiji. Nie wie, gdzie i co. 

Aleksanteri miał wyraźnie ochotę wygłosić jakiś komentarz, ale się powstrzymał. 

- Co zrobisz z małym? - Petri zwrócił się do Mikkala. 

- Niech śpi na wozie. Nie mam go gdzie odwieźć, zresztą brak na to czasu. 

-  Zostawmy  wóz  przy  cmentarzu  -  zasugerował  Aleksanteri  -  żeby  nie  ściągał 

ciekawskich pod kościół. Jeśli któreś z okien jest otwarte, wejdziemy do środka. 

- Wtedy Kalevi zabije Raiję! Aleksanteri odwrócił się do Mattiego, który wykrzyknął 

te słowa. 

- A ty kim jesteś? Za młodyś, by należeć do licznego grona wielbicieli Raiji. 

background image

- To jej brat - wyjaśnił sucho Mikkal. Aleksanteri nie przejął się swoją gafą. Przyjrzał 

się  chłopakowi  spod  przymrużonych  powiek,  dostrzegł  podobieństwo  i  zaakceptował 

wyjaśnienie. 

-  Kalevi  nie  jest  głupi  -  oznajmił.  -  Szalony,  ale  nie  głupi.  Zostalibyście  z 

zakładnikiem w kościele? 

Nawet  Mani  pokręcił  przecząco  głową.  Odpowiedź  na  pytanie  Aleksanteriego  była 

oczywista. Okna. 

-  Założę  się,  że  wciągnął  ją  na  dzwonnicę  -  mówił  dalej  Aleksanteri,  a  klarowność 

jego  wywodu  kazała  zapomnieć,  że  mężczyzna  spędził  poprzednią  noc  na  pijackiej  orgii.  - 

Stamtąd Kalevi nie będzie w stanie śledzić naszych ruchów,  rzecz jasna, jeśli nie dowie się, 

ilu nas jest. 

- Domyśla się, że Matti sprowadzi Mikkala. 

- Porozmawiam z nim. Jeśli zdołam wzbudzić jego zaufanie, wpuści mnie do środka. 

Przez klapę w podłodze łatwiej prowadzić rozmowę. Nie musi jednak wiedzieć, że jest z nami 

Petri. Jeśli Petri wślizgnie się niepostrzeżenie do kościoła, zdobędziemy niewielką przewagę. 

Kalevi  wciąż  rozdaje  karty,  póki  siedzi  na  wieży,  niewiele  możemy  zdziałać,  nie  ryzykując 

ż

ycia Raiji. No, ale sytuacja nie będzie już taka beznadziejna. 

Zaczęli mu wierzyć. Chcieli wierzyć. 

Kościół  leżał  przed  nimi.  Nic  w  jego  otoczeniu  nie  wskazywało  na  dramat,  który 

rozgrywał się wewnątrz. 

Okno, które zbił Kalevi, kryło się w cieniu na tyłach budowli. 

Gdyby Matti nie był świadkiem zdarzenia, nikt nie szukałby Raiji w kościele. Kościół 

to nie miejsce, które kojarzy się z przestępstwem. 

Takie rzeczy nie zdarzają się w domu bożym. 

Kalevi nie miał żadnych skrupułów. Dla niego był to budynek jak każdy inny. 

Okiennica na wieży rozwarła się. Kilka chwil wcześniej Petri zeskoczył z wozu i ukrył 

się w cieniu kościelnej ściany tuż koło wybitego okna. 

Mikkal  skierował  konie  na  cmentarz.  Ailo  spał.  Ojciec  zdjął  kaftan  i  przykrył  syna. 

Miał nadzieję, że chłopczyk nie obudzi się, póki nie będzie po wszystkim. 

Aleksanteri  zeskoczył  z  wozu  i  wielkimi  krokami  ruszył  do  kościoła.  Okiennica  na 

wieży nie zamknęła się. Matti nie potrafił zapanować nad emocjami i ruszył za Aleksanterim. 

Każdy ruch chłopca zdradzał napięcie i strach. 

background image

Mikkal  też  nie  mógł  usiedzieć  spokojnie.  Chwycił  kij  i  kuśtykając,  podążył  tą  samą 

drogą.  Chciał  znaleźć  się  jak  najbliżej  Raiji.  Może  go  zobaczy,  może  on  swym  widokiem 

doda jej otuchy. 

Zaczęło się. 

Głos  Aleksanteriego  przerwał  ciszę.  Nie  krzyczał,  ale  jego  dobitne,  wyraźne  słowa 

musiały zostać usłyszane na dzwonnicy. 

-  Wiem,  że  tam  jesteś,  Kalevi.  To  ja,  Aleksanteri,  znasz  mnie.  Możesz  mi  wierzyć, 

przecież jesteśmy kumplami. Nie wydałem cię i teraz też tego nie zrobię... 

Cisza. 

-  Wiem,  że  Raija  jest  z  tobą.  Puść  ją.  Nic  ci  po  niej.  Czekali,  wstrzymując  oddech. 

Ż

adnej odpowiedzi. W otworze na wieży nikt się nie poruszył. 

- Zabił ją - szepnął Mikkal, choć wiedział, że to nieprawda. Strach podpowiadał mu te 

słowa. 

Wyczułby śmierć dziewczyny. Pękłaby istniejąca między nimi więź. 

Kalevi  dawno  ich  dostrzegł.  Wyostrzonymi  zmysłami  zarejestrował  ruch  wozu, 

otworzył okiennicę, by śledzić ruchy przybyłych. Nie da się podejść. 

Chłopak sprowadził Lapończyka. 

Tego się właśnie spodziewał. 

Widok rudawej czupryny Aleksanteriego zaskoczył go. 

Czego, do diabła, chce ten Aleksanteri? 

Sam ma niejedno za uszami. 

Ś

ciskał  nóż  w  garści,  dając  Raiji  do  zrozumienia,  że  w  każdej  chwili  gotowy  jest  do 

działania. 

Widział,  że  zostawili  wóz  w  pobliżu  cmentarza. Dostrzegł  śpiące  na  wozie  dziecko  i 

skrzywił się z obrzydzeniem. 

Ż

ywych trzeba oddzielać od zmarłych. Nie godzi się, by dziecko spało w towarzystwie 

nieboszczyków. 

Ludzie w ogóle nie myślą! 

Kiedy  zbliżyli  się,  wbijając  wzrok  w  czarny  otwór  na  dzwonnicy,  Kalevi  cofnął  się, 

chwycił Raiję i zmusił ją, by wstała. 

Ujął  ją  mocno  w  talii,  przyciągnął  do  siebie,  czując,  jak  miękkie  biodro  dziewczyny 

dotyka  napiętych  mięśni  na  jego  udzie.  Dotyk  sprawił  mu  przyjemność,  lecz  tylko  przez 

chwilę. 

To, co działo się na zewnątrz, było ważniejsze. 

background image

Przytknął nóż do piersi Raiji. 

Gardło  to  pewniejsze  miejsce  dla  klingi,  ale  ten  gest  wystarczy,  by  trzymać 

dziewczynę w szachu. 

By ją przerazić. 

- Znasz kogoś o nazwisku Kilpi? - szepnął. - Aleksanteri Kilpi? 

- Santeri? - zapytała głośno. 

- Ciszej, do diaska! - Przysunął ostrze do szyi Raiji. Doprawdy, pozwala sobie na zbyt 

wiele. - Mów ciszej. A więc znasz Aleksanteriego... - Zaśmiał się. - Z nim też się puszczałaś? 

No  tak,  to  pies  na  kobiety,  nie  spodziewałem  się  jednak,  że  wstawi  się  za  tobą.  Już  raczej 

oczekiwałem, że ten twój Japoński włóczęga ukorzy się i będzie błagać o życie ukochanej. 

- Aleksanteri czeka na zewnątrz? - zdążyła spytać, zanim dobiegł ją jego glos. 

-  Kalevi,  wiem,  że  jesteś  w  środku.  Znasz  mnie,  możesz  mi  zaufać.  Jesteśmy 

kamratami. Nie wydałem cię wcześniej, teraz też cię nie wydam... 

Kalevi wykrzywił twarz w ordynarnym uśmiechu. 

-  Co  też  słyszę  z  ust  Aleksanteriego?  -  szepnął.  -  Wiele  dla  niego  znaczysz,  co? 

Aleksanteri  zmienia  panny  jak  rękawiczki,  ale  ty  musiałaś  zrobić  na  nim  piorunujące 

wrażenie. 

Raija nie odpowiedziała. 

Znów zabrzmiał głos Aleksanteriego, równie donośnie i równie przyjaźnie. 

- Kalevi, wiem, że masz Raiję. Puść ją. Nic ci po niej. 

- W kółko to samo - mruknął Kalevi i spojrzał na twarz dziewczyny. 

Była piękna, niezwykle piękna. 

Pewnie dlatego Aleksanteri tak się stara. 

Nie  mógł  pojąć,  dlaczego  się  tak  ośmiesza.  Cenił  Santeriego  za  jego  bezczelny  i 

bezwstydny egoizm. 

Nawet  się  zaprzyjaźnili.  Nie  pamiętał,  o  czym  rozmawiali,  ale  z  pewnością 

Aleksanteri Kilpi poznał więcej jego tajemnic niż ktokolwiek inny na tej ziemi. 

Traktował kobiety tak podle, że Kalevi uznał, iż odnalazł w nim bratnią duszę. 

Nareszcie ktoś, kto przejrzał kobiety na wylot! 

Ktoś, kto znał ich prawdziwą wartość! 

Nigdy by nie przypuszczał, że dawny kompan wstawi się za dziewczyną. 

Aleksanteri nie odezwał się więcej. 

Kalevi czekał. Czekał na jeszcze jedną błagalną prośbę. Ciekaw był, jak daleko tamten 

się posunie. 

background image

Jak bardzo się poniży dla tej dziewki. 

Na dziedzińcu kościelnym panowała cisza. 

Chyba nie sądzą, że są w stanie go przechytrzyć? 

Ż

e  zdołają  dostać  się  do  kościoła?  Aleksanteri  zdolny  był  do  najbardziej  szalonych 

posunięć. 

- Pokażemy się - syknął przez zęby. Podciągnął dziewczynę do okiennicy, zorientował 

się, że jest zbyt niska, by dosięgnąć do parapetu, i zaklął szpetnie. 

Podniósł ją i oparł o ścianę. 

-  Pomóż  mi,  diablico!  Nie  chcesz  pokazać  się  swoim  kochankom?  Nie  pragniesz 

zobaczyć ich przed śmiercią? 

Raija postawiła stopę na zgiętym kolanie Kaleviego i podciągnęła się w górę. Bliskość 

bandyty, dotyk jego rąk wzbudziły w niej obrzydzenie. Bała się, że przesunie dłonie i odkryje 

nóż ukryty w fałdach sukni. 

Wyjrzała na zewnątrz. 

Mikkal, Matti, Aleksanteri... 

Skąd tu się wziął Aleksanteri? 

Jego  obecność  była  jej  miła,  ale  nie  pojmowała,  kto  ściągnął  go  pod  kościół. 

Spodziewała się raczej ujrzeć Petriego... 

Petri jest żonaty. Mikkal znowu okazał takt... 

-  Żyjesz,  Bogu  dzięki!  -  krzyknął  Matti.  Mikkal  nie  odezwał  się,  ale  nie  odrywał 

wzroku  od  dziewczyny.  Spojrzeniem  dodawał  jej  otuchy.  Wiedział,  że  Raija  żyje.  Więź 

pozostała nienaruszona. 

- Czy Kalevi nie chce ze mną gadać? - krzyknął Aleksanteri. - Ja mam ochotę, ale nie 

z głową zadartą do góry. Zaraz zleci się tu cała wieś. Kalevi wolałby tego uniknąć... 

- Nie jestem pewna... - zdążyła odpowiedzieć, zanim Kalevi ściągnął ją w dół. 

W ciemnym otworze pojawiła się nowa postać. 

Po raz pierwszy Mikkal ujrzał mężczyznę, który porwał jego ukochaną. 

Miał włosy jaśniejsze niż łany zbóż, które mijali. Nie obcinał ich,  ale widać było, że 

starannie je pielęgnuje. Już tym wyróżniał się spośród innych mężczyzn. 

W smagłej twarzy o rysach ładnych i regularnych tkwiła para ciemnych oczu. 

Glos  Kaleviego  brzmiał  miło.  Przynajmniej  nie  tak  Mikkal  wyobrażał  sobie  głos 

mordercy. 

background image

-  Mogę  z  tobą  porozmawiać,  Aleksanteri  -  powiedział  hardo  -  ale  nie  sądź, że  to  coś 

da. Nie wpuszczę cię do środka i nie dbam o to, że rozbolał cię kark Nie obchodzi mnie też, 

czy zbiegną się ludzie. Zabiję ją, jeśli zmusicie mnie do tego kroku. 

-  Raija  nic  dla  ciebie  nie  znaczy  -  odrzekł  Aleksanteri.  -  Wypuść  ją,  weź  mnie. 

Będziesz mieć swojego zakładnika. 

Ś

miech z wieży był złowieszczy. 

- Nie zastąpisz jej, Aleksanteri, nawet o tym nie myśl. Zastanawiam się, czy rzuciła na 

ciebie czar. Była lepsza w łóżku niż inne? Może i ja spróbuję? 

-  Zostaw  Raiję  w  spokoju!  To  Matti.  Lapończyk  się  nie  odezwał.  Stał  bliżej,  nie 

odrywał wzroku od Raiji. 

Kalevi  poczuł  się  nieswojo.  Przypomniał  sobie  opowieści  o  magicznych 

umiejętnościach Lapończyków. 

Nie chciał ich pamiętać. 

Nie chciał w nie wierzyć. 

Może tamten usiłował odbić ją czarodziejską sztuczką? 

Dlatego Aleksanteri go zagadywał? Dlatego udawał, że zależy mu na dziewczynie? 

-  Puść  ją!  -  poprosił  Aleksanteri  raz  jeszcze.  -  Znałeś  ją,  jak  była  dzieckiem.  Nic  dla 

ciebie nie znaczy. 

Twarz Kaleviego ściągnęła się w kamienną maskę. 

- Skończyłem - powiedział. - I ostrzegam, zabiję ją, jeśli któryś z was spróbuje dostać 

się do środka! To nie jest czcza pogróżka. - Przerwał na ułamek sekundy i dodał: - Poza tym 

mylisz się, Kilpi. Ona coś dla mnie znaczy. 

background image

14 

- Co, do diabła, miał na  myśli? - dziwił się Mikkal. Matti i Aleksanteri wyglądali na 

równie zaskoczonych. 

Okiennica na wieży została zamknięta. 

- Chciał nam powiedzieć, że nie przypadkiem więzi Raiję. - Aleksanteri zacisnął zęby. 

Kiwnął  ostrzegawczo  do  Petriego,  który  słyszał  wymianę  zdań.  -  Ma  plan.  Nie  wiem  tylko, 

czy powstał w szalonej czy rozsądnej części jego umysłu.. 

-  Pozostaje  nadzieja,  że  Raija  rozumie  -  mruknął  Mikkal.  -  Może  skłoni  go  do 

wyznań...  Może  sama  sobie  przypomni.  Nie  pojmuję  jednak,  co  jako  dziecko  mogła  mu 

uczynić... 

Raija też nic nie rozumiała. 

Kalevi rzucił ją w kąt. Nie zauważył noża. 

Raija uczepiła się tej myśli. Nóż był ostatnią nadzieją na ocalenie. 

Nie  użyje  go,  póki  nie  wyczerpie  innych  możliwości.  Spojrzała  na  Kaleviego.  Stał 

oparty  o  ścianę,  swój  nóż  schował  do  pochwy.  Czy  zdawał  sobie  sprawę,  że  bałaby  się  go, 

nawet gdyby nie był uzbrojony? 

Miała  wrażenie,  że  cały  czas  bada  jej  reakcje,  dawkuje  groźby,  straszy  na  różne 

sposoby, by wymusić określone zachowanie. 

I że wciąż nie jest zadowolony z tego, co osiągnął. 

A  więc  bolesne  doświadczenia  z  twierdzy  na  coś  się  przydały.  Trzymając  strach  w 

ryzach, pozbawiała Kaleviego złośliwej satysfakcji. 

Ż

eby tylko jeszcze potrafiła zmusić go do mówienia. 

Twierdził, że coś dla niego znaczy. 

Co miał na myśli? 

Szukała we wspomnieniach, usiłowała wywołać  sceny, w  których Kalevi brał udział, 

ale dzieciństwo skrywało się za mgłą niepamięci. 

Przez tyle lat starała się zapomnieć, zapomnieć wszystko poza twarzami matki, ojca i 

brata. Resztę spychała w głąb i teraz nie miała wiele, najmniejszego punktu zaczepienia, który 

mógł naprowadzić ją na trop. 

Nie pamiętała. 

- Powiesz mi, dlaczego mnie więzisz? - spytała, podciągając kolana pod brodę. 

background image

Spojrzał  na  nią  zimnym,  pogardliwym  wzrokiem  i  nagle  uśmiechnął  się,  obnażając 

białe zęby jak drapieżne zwierzę. 

-  Chcę,  żebyś  sama  sobie  przypomniała  -  odrzekł.  -  Uznam  to  za  okoliczność 

łagodzącą. 

Nie  mogła  nic  wyczytać  z  jego  twarzy.  Górował  nad  nią,  w  ciemności  zdawał  się 

potężniejszy. Widziała jedynie zarys postaci, blask oczu, błysk zębów... 

Równie niewyraźny w rzeczywistości jak we wspomnieniach. Bawił się przeszłością i 

dniem dzisiejszym, a ta zabawa sprawiała mu satysfakcję. 

- A miałeś liczne rodzeństwo - powiedziała z namysłem. - To pamiętam. Twoja matka 

już nie żyła. Nie potwierdził, ale i nie zaprzeczył

- Co się z nimi stało? 

- Zginęli - odrzekł szybko i twardo. - Sam zabiłem dwóch. Zadowolona? 

To się zgadzało, Kalevi zamordował ojca i dwóch braci. Dlaczego? Bała się zapytać. 

-  Nie  chcesz  wiedzieć,  za  co?  -  spytał  zjadliwie.  -  Zżera  cię  ciekawość,  ale  udajesz 

delikatną. Powiem ci, nic mnie to nie kosztuje. Zabiłem ich, bo na to zasługiwali. Łajdaczyli 

się z moją siostrą. 

Raija zamknęła oczy. Więc o to chodziło. 

-  Wszyscy  to  robiliśmy  -  ciągnął.  -  Ośmiu  braci  i  ojciec.  Szczęśliwa  rodzinka  - 

zarechotał. 

-  Ty  przynajmniej  wiedziałeś,  że  źle  postępujesz  -  wydusiła,  szukając  jasnych 

punktów w jego życiu. - Musiałeś wiedzieć, inaczej byś ich nie zabił. 

- Zła odpowiedź! - syknął. - Obłudnica! Nic się nie zmieniłaś! 

Milczała,  więc  zasypał  ją  gradem  przekleństw,  kilkakrotnie  powtórzył,  że  zawsze 

uważała  się  za  lepszą  od  innych.  Więc  to  go  gryzło?  Wciąż  nie  odnajdywała  w  pamięci 

wydarzenia, które mogło wzbudzić w nim takie myśli. 

Nie widywali się często. 

Małe dziecko nie zważa na słowa. 

Po czternastu latach miała zdać z nich rachunek? 

Kalevi przerwał potok oskarżeń. Na kilka minut zapadła cisza. 

Raija nie wiedziała, co zamierzają Mikkal i Aleksanteri. Wolała nie myśleć o tym.  Z 

pewnością nie uczynią nic, by ją narazić, ale też nie będą siedzieć z założonymi rękoma. 

- Spodziewała się dziecka - rzucił nagle bez żadnych wstępów. - Moja siostra. Ojcem 

mógł  być  każdy  z  nich,  ja  miałem  ją  ledwie  kilka  razy.  To  mógł  być  każdy  z  nich.  Chcieli 

pozbyć się dziecka. Ona też go nie pragnęła, ale nie dała się tknąć. Zaczęli pić, grali o to, kto 

background image

będzie  ją  trzymać,  kto...  -  Był  roztrzęsiony,  ale  nie  przerwał:  -  Wyszła.  Nawet  nie  zwrócili-

ś

my na to uwagi. Ludzie znaleźli jej ciało. Głupia dziewka, rzuciła się do wody! 

- Kochałeś ją - szepnęła Raija. 

-  Co  też,  do  diabła,  sobie  wyobrażasz?  -  ryknął  wściekły.  -  Kochałem? Była  dziwką, 

nie  rozumiesz?  Jak  można  kochać  dziwkę?  -  Zaczerpnął  tchu,  by  się  uspokoić.  - 

Nienawidziłem jej, pojmujesz? Była taka sama jak wszystkie. Nienawidziłem jej. 

- Dobrze, wierzę ci - powiedziała. - Dlaczego więc zabiłeś ojca i braci? 

Wzruszył ramionami. 

-  Zasłużyli  na  śmierć.  Pili,  rozmawiali  o  wstrętnych  rzeczach.  Nie  mogłem  tego 

słuchać, robiło mi się niedobrze od ich gadania. Musiałem ich powstrzymać i zrobiłem to. 

Raija nie zapytała, czy rozmawiali o siostrze. I tak by się nie przyznał. 

Powinna  pamiętać,  że  sama  znalazła  się  w  niebezpiecznej  sytuacji.  Przez  chwilę 

historia Kaleviego zafascynowała ją do tego stopnia, że zapomniała o bożym świecie. 

- Nie bałeś się? 

-  Bać  się?  -  prychnął.  -  Strach  dobry  jest  dla  małych  dzieci.  Niczego  się  nie  boję. 

Czego miałem się obawiać? 

- Że cię złapią - rzuciła, trąc podbródkiem o podkurczone kolana. - Wciąż cię szukają, 

prawda? Teraz masz więcej na sumieniu, ale tamte trzy morderstwa wystarczyłyby, by wydać 

cię katu. Nie bałeś się? 

- Nie. 

- A teraz się boisz? - Nie. 

- Śmierć cię nie przeraża? - zdziwiła się, znów bardziej przejęta losem Kaleviego niż 

swoim położeniem. 

- Dlaczego miałbym lękać się śmierci? - Był nie mniej zdziwiony niż Raija. - Przecież 

wszyscy kiedyś umrzemy. Prędzej czy później... - Zamyślił się i dodał: - Nie chcę zginąć od 

sznura  lub  od  kuli,  nie  chcę,  by  mi  odcięli  głowę.  Pragnę  umrzeć  wolny,  reszta  nie  ma 

ż

adnego znaczenia. 

- Wierzysz w życie po śmierci? 

- Czy wierzę? Wiem, że istnieje, ale nie myślę o nim. 

- Dlaczego? Cierpliwość Kaleviego się wyczerpała. 

- Za dużo pytasz. 

- Ile razy mnie widziałeś? - zmieniła szybko temat. - Wtedy, kiedy byliśmy dziećmi. 

-  Osiem,  może  dziewięć.  -  Nie  był  pewien.  Pamiętał  jednak  tę  jedną  chwilę,  której 

Raija nie potrafiła wydobyć z pamięci. 

background image

-  Umiałeś  pływać  -  powiedziała.  -  Umiałeś  pływać,  a  ja  nie.  Zazdrościłam  ci,  ojciec 

pocieszał mnie przez całą drogę powrotną do domu. Tłumaczył mi, że w końcu się nauczę... 

- I nauczyłaś się, prawda? - spytał oschle. - Szybko się uczyłaś. Ja miałem przewagę, 

mieszkaliśmy nad wodą. Ty przychodziłaś tylko od czasu do czasu. 

- Nie pozwalano mi kąpać się w rzece - przypomniała sobie. - Mama mówiła, że to za 

daleko i że dziewczynki nie muszą umieć pływać. Twierdziła, że zachowuję się jak chłopak, 

wyglądam jak chłopak. 

- Nieprawda - odrzekł, nie odrywając wzroku od Raiji. - Teraz też wyglądasz kobieco. 

Ton  głosu  Kaleviego  nie  pozostawiał  wątpliwości,  że  to  marny  komplement. 

Naprawdę nienawidził kobiet. 

Tragedia siostry nie mogła być jedynym tego powodem. 

- Siostra miała brązowe oczy - mruknął, wpatrzony w twarz Raiji. Dopiero po chwili 

zorientował się, że popełnił błąd. 

Raija zmarszczyła brwi. 

Nie  mogła  uwierzyć  własnym  uszom.  Czyżby  ujrzał  w  niej  odbicie  tamtej 

dziewczyny? 

Bezskutecznie  wytężała  pamięć.  Nie  potrafiła  sobie  przypomnieć  siostry  Kaleviego. 

Chyba nigdy się z nią nie spotkała. 

Zdawało  jej  się  jednak,  że  coś  jeszcze  poza  rodzinną  tragedią  ukształtowało  nędzny 

los tego człowieka. 

Między  roześmianym,  rozbawionym  dzieckiem  a  tym  zimnym  mężczyzną  otwierała 

się bezdenna przepaść. 

- Ilu ludzi zabiłeś? 

- Nie liczyłem. 

- Więcej niż dziesięciu? 

- Z pewnością. 

- Żałujesz? 

- Zasłużyli na śmierć. 

Raiję przeszył zimny dreszcz. Kalevi był przekonany o własnej niewinności. 

- Wiedzieli? - spytała ostrożnie, bojąc się, że przekroczy tę cienką linię, granicę jego 

cierpliwości. Nie mogła zbytnio go naciskać. - Wiedzieli, dlaczego mają umrzeć? 

- Na pewno - odrzekł z tym samym niezachwianym przekonaniem o słuszności swych 

postępków. 

- Nie powiesz mi, dlaczego zapadłam ci w pamięć? 

background image

- Wciąż się nie domyślasz? - Znów był jak kot, który bawi się ze swoją ofiarą. 

- Nie możesz trzymać mnie tutaj całą wieczność - westchnęła. - Potrzebujesz jedzenia, 

wody... W końcu będziesz musiał dać za wygraną. Nie, nie domyślam się. - Wyciągnęła nogi i 

oparła dłonie o chłodną podłogę. - Nie pamiętam. 

- Pomyśl! Żeby zapewnić go o swojej życzliwości i chęci współpracy, zaczęła myśleć 

głośno. 

-  Chyba  ostatni  raz  widzieliśmy  się  latem,  kiedy  skończyłam  ósmy  rok  życia.  Nad 

jezioro  Mieko  chodziliśmy  wyłącznie  w  ciepłe  dni.  Byłam  z  ojcem,  mama  spodziewała  się 

Mattiego. Nie lubiła rodziny ojca, kochała go, ale uważała, że pochodzi z godniejszego rodu. 

Zawsze  wynajdywała  tysiące  powodów,  by  nie  iść  z  nami.  Tata  smucił  się  z  tego  powodu, 

choć  starał  się  tego  nie  okazywać.  Lubiłam  spędzać  z  nim  takie  dni,  pozwalał  mi  na  wiele, 

miał  łagodniejsze  usposobienie  niż  matka...  -  Raija  przerwała.  Zdała  sobie  sprawę,  że  mówi 

bardziej  o  sobie.  -  Nauczyłam  się  pływać  -  podjęła  opowieść  innym,  nie  tak  osobistym, 

tonem. 

-  Ty  bawiłeś  się  w  wodzie  z  braćmi,  pozwoliliście  mi  przyłączyć  się  do  zabawy. 

Ś

cigaliśmy  się do lilii wodnych. Pamiętam, że najbardziej oddalony kwiat był żółty.  Bardzo 

chciałam go zerwać, ale nie potrafiłam wypłynąć tak daleko. - Raija uśmiechnęła się raptow-

nie  i  spojrzała  na  Kaleviego.  Mężczyzna  zmarszczył  brwi.  To,  co  dla  Raiji  było  miłym 

wspomnieniem, w nim budziło złość. - Przyniosłeś mi ten kwiat, teraz pamiętam. Bałam się, 

ż

e chwyci cię kurcz, bo woda była chłodna, a musiałeś wypłynąć daleko. Przypominam sobie, 

jak walczyłeś, by zerwać oporną łodygę. 

-  Nie  spodobał  ci  się,  kiedy  ci  go  dałem  -  powiedział  szorstko.  Tak  było,  pewnie 

dlatego zapomniała o lilii. 

-  Nie  wyglądał  już  jak  prawdziwy  kwiat  -  odrzekła,  wstydząc  się  za  tę  małą 

dziewczynkę,  która  odtrąciła  podarek.  -  Śliska  łodyga,  brzydkie  płatki.  W  mojej  dłoni 

przedstawiał  się  żałośnie,  nie  tak  jak  na  wodzie.  -  Spojrzała  na  Kaleviego.  -  Więc  dlatego 

mnie więzisz? Bo odrzuciłam twój dar? 

- Co mnie to obchodzi? - prychnął pogardliwie. 

-  Potem  jedliśmy  -  ciągnęła.  -  Mama  przygotowała  nam  ogromny  kosz  z  jedzeniem, 

wtedy  jeszcze  na  niczym  nam  nie  zbywało.  Nie  byłam  głodna,  tata  też  nie  chciał  jeść,  więc 

podzieliliśmy się z wami. 

Kalevi otworzył usta ze zdumienia. 

-  Podzieliliście?  Więc  tak  to  widzisz?  Doprawdy,  pamięć  masz  szczególną!  To  była 

jałmużna, Raiju Alatalo! Wyraźnie dałaś nam do zrozumienia! 

background image

- Więc chodzi o kosz z jedzeniem? - Raija chciała mieć pewność. 

- Tak ci było żal tych brudnych, biednych łachmaniarzy - syknął. - Ty, córka najmity, 

uważałaś  się  za  lepszą,  za  bogatszą  od  nas.  Podzieliłaś  się  resztkami  z  nędzarzami,  którzy 

mieszkali  w  rozpadającym  się,  zapuszczonym  domu.  Mieli  tylko  ojca,  brakowało  im  matki, 

która mogłaby przygotować coś do jedzenia. 

- Nieprawda - zaprotestowała z przerażeniem. A więc nawet pomagając innym, trzeba 

wykazać  się  roztropnością.  Miała  wtedy  siedem  lat,  nie  kierowała  się  uprzedzeniami.  - 

Lubiłam  was,  lubiłam  ciebie,  Kalevi.  Chętnie  dzieliłam  się  jedzeniem,  musiałam  tylko 

przekonać  ojca,  że  nie  warto  zabierać  pełnego  kosza  w  powrotną  drogę.  Chciałam,  byście 

spróbowali maminych przysmaków. Ona dobrze gotowała. I było mi was żal, bo nie mieliście 

matki. Nigdy ci jej nie brak? 

- Nie. 

Raija nie pojmowała. 

-  Nie  wierzysz  mi?  -  zapytała.  -  Uczyniłam  to  bez  cienia  złośliwości.  Chciałam  się 

podzielić z wami. To nie była jałmużna, nie uważałam się za lepszą od was. 

- Jesteś taka jak wszystkie - mruknął. - Zakłamana. Potrafisz żonglować słowami. 

- Poznałeś chyba tylko jeden typ kobiet. 

-  Jest  tylko  jeden  typ.  Był  oschły  i  odpychający,  nie  przyjmował  tłumaczeń 

dziewczyny. Nie chciał już z nią rozmawiać, nie lubił jej. 

-  Przejąłeś  się  losem  siostry  -  dodała  Raija.  -  I  matki.  Z  całej  siły  uderzył  pięścią  w 

ś

cianę. Raija wstrzymała oddech. Posunęła się za daleko? 

Przemieściła ostrożnie prawą dłoń. Jeśli Kalevi rzuci się na nią, będzie zmuszona użyć 

noża. 

- Nie dbałem o nie! Nic mnie nie obchodziły te dziwki! Słyszysz? Dziwki! 

Raija nie odważyła się odezwać. 

-  Moja  siostra  nie  nadawała  się  do  niczego  -  wyrzekł  twardo  -  a  matka  była 

spokrewniona  z  ojcem.  Zrodzony  plugawo,  żyłem  plugawo.  Przejrzałem  kobiety.  Nie 

opowiadaj, że są inne, znam je wszystkie. 

Raija pobladła. 

Wielki Boże, wstrętny los przypadł Kaleviemu w udziale. Nie dziwota, że nie potrafił 

ż

yć inaczej. 

-  Przez  kobiety  ciąży  na  mnie  grzech  śmiertelny  -  ciągnął.  -  Nic  nie  odmieni  mego 

przeznaczenia i nie uratuje duszy.  I tak trafię do piekła. Nie boję się. I nie boję się zabijać - 

dodał. - Jedno istnienie mniej czy więcej nie znaczy wiele. Rozumiesz? 

background image

Raija  zrozumiała  i  przeraziła  się  niepomiernie.  Kalevi  mówił  poważnie.  Wierzył  w 

grzech. 

Nic nie mogło go powstrzymać. 

Może  Mikkal  i  Aleksanteri  ułożyli  jakiś  plan.  Może  przyjdą  jej  z  pomocą.  Przestała 

ufać we własne siły. Kalevi zamknął się w świecie, do którego nie miała przystępu. 

Muszą jej pomóc albo zginie. 

A chciała żyć. Tak bardzo pragnęła żyć! 

Trzymali się w cieniu, nie ściągając na siebie uwagi ludzi z wioski. 

Czas  dłużył  się  niemiłosiernie.  Tarcza  słoneczna  zdawała  się  tkwić  nieruchomo  na 

niebie. 

-  Musimy  podjąć  jeszcze  jedną  próbę  -  stwierdził  Mikkal.  Instynktownie  czuł,  że 

strach dziewczyny uległ spotęgowaniu. 

- Mogę tylko z nim porozmawiać - odrzekł Aleksanteri - ale nie wiem, jak to przyjmie. 

Skąd możemy wiedzieć, co zamierza. 

- Usłyszelibyśmy, gdyby rzucił się na nią - powiedział Petri. - Trzeba liczyć na to, że 

Raija zdoła przemówić mu do rozsądku. 

- Nikt nie potrafi robić tego lepiej od Raiji - przyznał Mikkal z pozorną obojętnością. - 

Tym razem jednak nie ma szans. 

- Zabronił mi wchodzić na górę... - zamyślił się Aleksanteri. 

- Co nie oznacza, że wpuści cię do środka - zaprotestował Mikkal, który pojął zamiar 

Aleksanteriego. 

- Nie będę prosić o pozwolenie - odrzekł Aleksanteri. - Najpierw Petri wślizgnie się do 

kościoła,  cicho  jak  ryś  na  polowaniu,  ja  natomiast  narobię  mnóstwo  hałasu.  To  pozwoli 

Petriemu  znaleźć  jakąś  kryjówkę.  Był  nieraz  w  świątyni,  więc  przyjdzie  mu  to  bez  trudu. 

Może uda się nam zaskoczyć Kaleviego... 

- Albo Kalevi zabije Raiję - skomentował sucho Matti. 

- Mamy inne rozwiązanie? - spytał bezradnie Aleksanteri. - Będziemy stać i czekać, aż 

zrzuci jej martwe ciało? 

- Wchodzicie do środka - zdecydował Mikkal. On kochał Raiję, on był jej najbliższy. 

Wyciągnął nóż z pochwy i wręczył go Petriemu. 

- Weź go i użyj, jeśli nadarzy się sposobność. Zrób to, co ja bym zrobił! 

Petri milcząco skinął głową. Był gotowy. 

Gotowy zabić. 

Dla Raiji uczyniłby wszystko. 

background image

Aleksanteri  podniósł  się  i  dokładnie  obejrzał  ramę  okienną,  po  czym  powyjmował 

okruchy szkła, które mogłyby utrudnić Petriemu bezszelestne dostanie się do wnętrza. 

-  Nie  ma  co  zwlekać.  Kalevi  nie  uśnie  ze  zmęczenia.  Byłem  kiedyś  świadkiem,  jak 

dwie doby wytrzymał bez snu. - Stanął na czworakach pod oknem. - Dalej, Petri! Pokaż nam, 

ż

e w starym ciele wciąż mieszka młody duch! 

Petri  uśmiechnął  się  i  przeciągnął  kułakiem  po  czarnych  włosach.  W  drugiej  dłoni 

zacisnął  nóż.  Postawił  stopę  na  plecach  Aleksanteriego,  drugą  na  parapecie  okiennym  i 

podciągnął  się,  łapiąc  ręką  za  futrynę.  Skaleczył  się  przy  tym  w  kciuk,  zaczepiwszy  o 

niewielki kawałek szkła, który Aleksanteri przeoczył, ale nie miało to wielkiego znaczenia. 

Cicho zsunął się do wnętrza, rozejrzał wokół i natychmiast wybrał najodpowiedniejsze 

miejsce. Pod schodami prowadzącymi do wieży. 

Schody wspinały się stromo, niemal jak drabina, ale z tyłu obito je deskami. Kryjówka 

była idealna. Aleksanteri podniósł się i kopnął z całej siły w ścianę. Mikkal i Matti pomogli 

mu wspiąć się na okno, lecz mężczyzna czynił przy tym tyle hałasu, jakby musiał radzić sobie 

sam. 

Właśnie przekładał nogi przez parapet, kiedy otwarła się klapa u szczytu schodów i w 

otworze pojawiła się twarz Kaleviego. 

-  Wchodzę!  -  wrzasnął  Aleksanteri  zupełnie  niepotrzebnie.  Widać  było,  jaki  ma 

zamiar. 

Hałas zaskoczył oboje. Rozmowa uśpiła nieco czujność Kaleviego. 

Raija wstrzymała oddech. Bandyta uczynił dokładnie to, o co się modliła. 

Przeklinając, podniósł klapę w podłodze i nachylił się nad nią. 

Raija  nie  ruszyła  się  z  miejsca.  Wciągnęła  brzuch  i  wsunęła  dłoń  pod  spódnicę, 

Natrafiwszy na rękojeść noża, odzyskała zimną krew. 

- Wchodzę! - Usłyszała głos Aleksanteriego. 

- Nie, do wszystkich diabłów! - Kalevi dyszał wściekłością. - Zabroniłem ci. 

-  Powiedziałeś,  że  nie  mam  wchodzić  na  górę  -  krzyknął  Aleksanteri.  -  Nie 

zamierzam, nie jestem głupi. Będzie nam łatwiej rozmawiać, kiedy znajdę się w środku. 

Raija pojęła zdenerwowanie Kaleviego. Tej ewentualności nie przewidział. 

Uklękła. Od bandyty oddzielał ją niecały metr podłogi. 

Nie  mogła  wstać  z  obawy,  że  trzeszczenie  desek  zdradzi  jej  ruch.  Usłyszałby,  miał 

niezwykle wyczulone zmysły. Została jedna szansa. Ta, na którą czekała. 

- Nie będę z tobą gadać, Aleksanteri! - ryknął Kalevi, dygocząc z gniewu. - Ani teraz, 

ani... 

background image

Raija wykorzystała moment, kiedy Kalevi słyszał tylko swój własny głos. 

Z klęczek rzuciła się do przodu, kierując nóż w punkt na karku bandyty. 

Wsparła  cios  całym  ciężarem  ciała.  Trafiła  dokładnie  tam,  gdzie  zamierzała,  i 

zamknęła oczy. 

Kalevi urwał w pół zdania. 

Aleksanteri zobaczył jakiś cień, zanim przebrzmiały słowa. Nie wiedział jeszcze, co to 

było,  kiedy  na  twarzy  Kaleviego  odmalował  się  wyraz  zdumienia,  źrenice  rozszerzyły... 

Usiłował chwycić się jedną ręką, a drugą, uzbrojoną w nóż, machnął w tył, broniąc się przed 

nieoczekiwanym napastnikiem. 

Aleksanteri nie zdążył ostrzec Petriego. Nie zdążył właściwie nic uczynić, kiedy ciało 

Kaleviego zsunęło się przez krawędź otworu, rąbnęło o schody i poleciało w dół. Spadło na 

plecy. Nóż wbił się głębiej. 

Petri i Aleksanteri znaleźli się przy Kalevim w okamgnieniu. Był martwy. 

Z wieży spoglądała na nich blada Raija. 

- Musiałam go zabić - powiedziała. - Albo on, albo ja. 

background image

15 

Wszyscy traktowali Raiję jak bohaterkę. Wszyscy oprócz Akiego i żony Petriego. 

Aki pomstował, że jego nazwisko wiązano z wydarzeniami. W końcu chodziło o córkę 

Marji. 

Winą  obarczał  Raiję.  To,  że  została  porwana  przez  przestępcę,  nie  miało  dla  niego 

ż

adnego znaczenia. 

Raija zakłuła człowieka, na dodatek w kościele. 

Eija nie nazywała Raiji inaczej, jak suką i ladacznicą. Petri przyznał się do związku z 

dziewczyną. Eija nie zapomniała, nie zamierzała wybaczyć ani mężowi, ani jego nałożnicy. 

W głębi duszy skrywała nadzieję, że Kalevi Moutka zabierze Raiję ze sobą do grobu. 

W końcu tyle miał istnień na sumieniu... 

Wbrew woli Raiji i Mikkala trzeba było odłożyć wyjazd. Aki złościł się najbardziej, to 

on zapewniał im dach nad głową. 

Nie  owijając  w  bawełnę,  Raija  powiedziała  mu,  że  wobec  tego  znajdą  sobie  inne 

schronienie, na co Aki z miejsca spotulniał. 

Ludzie gadaliby, że wygnał córkę Marji jak psa. Ludzie zaś traktowali Raiję nieomal 

jak boginię. 

Aki wyrzekał na upadek chrześcijańskich obyczajów. Jak można otaczać czcią kogoś, 

kto zabił? Na dodatek kobietę? 

Trzymał  Kariego  z  daleka  od  Raiji.  Nie  mógł  pozwolić,  by  splamione  krwią  ręce 

dotykały chłopca. 

Uważał,  że  nie  można  się  obmyć  z  przelanej  krwi.  Zarzucił  dziewczynę  cytatami  z 

Biblii, wyraźnie rozkoszując się rolą sędziego. 

Mówiono  we  wsi,  że  ujdzie  jej  to  płazem.  Co  więcej,  spodziewano  się,  że  Raiji 

przypadnie nagroda wyznaczona za głowę Kaleviego. 

To przerastało zdolność pojmowania Akiego. Mieli jej płacić za to, że zabiła? 

Ś

wiat zmierza ku przepaści, był tego bardziej niż pewny. Prawo i porządek przestały 

obowiązywać. 

Ludzie  lensmana  przesłuchali  Raiję  i  puścili  ją  wolno.  Nie  mieli  innego  wyjścia,  ta 

drobna i piękna istota w pojedynkę dokonała rzeczy, nad którą czas jakiś głowili się wszyscy 

okoliczni stróże prawa. 

background image

Poza  tym  dziewczyna  zauroczyła  ich.  Nie  rozumieli,  jak  taki  delikatny  kwiatuszek 

zdołał przechytrzyć mordercę, ale to tylko potęgowało ich podziw. 

-  Urządzimy  zabawę  na  twoją  cześć  -  zapewnili  Raiję.  -  Dostaniesz  nagrodę.  Niezłą 

sumkę, jego głowa była sporo warta. 

Nie  zwrócili  uwagi  na  grymas  niechęci  na  twarzy  Raiji.  Pomysł  zabawy  i  nagrody 

wcale nie przypadł jej do gustu. 

Ludzie w wiosce zaś zapalili się do tego projektu. Należało uczcić dziewczynę, która 

zdjęła z nich brzemię strachu. 

Nadszedł  wieczór  przed  uroczystością.  W  tajemnicy  przed  Akim  Marja 

przygotowywała  odświętne  stroje  dla  Raiji  i  Mikkala.  Nie  przyznała  się  mężowi,  że  jest 

dumna z córki. 

Zdawała  sobie  sprawę,  że  Aki  nie  pozwoli  jej  na  udział  w  zabawie,  chciała  się  więc 

choć w taki sposób przysłużyć Raiji. 

Dowiedziała  się  po  wszystkim,  więc  oszczędzono  jej  strachu.  Słuchając  opowieści 

Raiji, nie rozumiała, skąd córka wzięła siłę, by przetrwać. Skąd wzięła odwagę, by użyć noża. 

Spodziewała się zastać Raiję w izbie. Zapewne kładła Ailo spać. 

Raija  najchętniej  przebywała  w  pomieszczeniu,  które  wyznaczył  im  gospodarz.  Jak 

ognia unikała spotkania z Akim. Marja myślała o tym z bólem, ale nie potrafiła przeciwstawić 

się woli męża. Wspierała córkę za jego plecami. 

Zapukała  delikatnie  do  drzwi  i  weszła  do  środka,  usłyszawszy  przyzwalający  glos. 

Raija  siedziała  na  krawędzi  łóżka  Ailo  i  trzymała  chłopca  za  rączkę.  Dziecko  spało, 

zaciskając dłoń wokół dwóch palców Raiji. Pieszczotliwy gest dziecka sprawiał dziewczynie 

wyraźną przyjemność. 

Była  dobrą  matką.  Marji  podobał  się  sposób,  w  jaki  chowała  chłopca.  Żałowała,  że 

córka  nie  wyszła  za  mąż  za  któregoś  z  chłopskich  synów.  Widywałyby  się  codziennie. 

Mogłaby często trzymać wnuka w ramionach... 

Położyła ubranie na drugim łóżku i przycupnęła na skraju. 

-  Przygotowałam  to  dla  was  -  powiedziała  cicho  -  na  jutrzejszą  uroczystość.  Musicie 

wziąć w niej udział, choć wiem, że Aki jest temu przeciwny. 

Raija nie odpowiedziała. 

- Wszyscy są z was dumni - dodała Marja, rumieniąc się. - Ja też. Wiem, że nielekko 

ci na sercu, w końcu zabiłaś człowieka. On jednak uczynił wiele zła, uwolniłaś nas od groźby, 

która wisiała nad naszymi głowami. 

Poklepała stroje, które złożyła na pościeli. 

background image

-  Nie  są  tak  piękne,  jak  chciałam.  Miałam  niewiele  czasu.  -  Opuściła  głowę.  -  I 

musiałam szyć w tajemnicy przed Akim... 

- Jesteś szczęśliwa, mamo? - spytała raptownie Raija. Marja skuliła się pod wzrokiem 

córki. Przypominał jej wzrok Erkkiego, przeszywał ją na wylot. 

-  Za  stara  jestem  na  szczęście  -  odrzekła  i  wstała  pospiesznie.  Nie  chciała  o  tym 

mówić, nie mogła przyznać się do myśli, które kłębiły się jej w głowie. Do wyborów, których 

dokonała. 

Szeleszcząc sukniami, ruszyła do drzwi. Słowa córki kazały się jej zatrzymać. 

-  Kocham  cię,  mamo.  Nie  zapominaj  o  tym.  Nie  żywię  do  was  nienawiści  za  to,  że 

odesłaliście mnie do obcych ludzi. 

Marja odwróciła się. Po chwili trzymała córkę w ramionach. Rozpłakały się obie. 

Raija odważyła się poruszyć temat, którego dotąd starannie unikały. 

-  Dawniej  nienawidziłam  was  -  przyznała  dziewczyna.  -  Nienawidziłam  Mattiego  za 

to, że zatrzymaliście go przy sobie. Sądziłam, że bardziej go kochacie, że dlatego odsuwacie 

mnie od siebie. Długo uważałam, że potraktowaliście go lepiej, bo jest chłopcem. Łzy płynęły 

strugami po policzkach Marji. 

-  Więc  kiedy  zrozumiałaś?  -  pociągnęła  nosem,  otwierając  przed  córką  możliwość 

wyznania prawdy. 

- Dojrzałam - przyznała Raija. - Urodziłam dzieci. Spostrzegłam, że człowiek odsuwa 

własne dobro i uczucia na plan dalszy. I zrozumiałam... 

Marja otarła oczy. 

-  Dziękuję  za  te  słowa  -  powiedziała,  uśmiechając  się.  -  Sama  chciałam  spytać,  lecz 

nie miałam odwagi. 

- Cieszę się, że zdobyłam się na to - odrzekła Raija. - Szkoda, że tata nie doczekał. 

Marja połknęła łzy. Raija przypominała Erkkiego we wszystkim. Otwierała starą ranę, 

której Marja dawno już pozwoliła się zabliźnić. 

- Erkki wiedział, że kiedyś zrozumiesz. Zostaliście wszak ulepieni z jednej gliny. Miał 

pewność, że wybaczysz mu, jak dorośniesz. I się nie pomylił. 

- Raduję się, że byliście moimi rodzicami - zakończyła Raija. 

Mikkal znalazł Raiję zajętą pakowaniem. 

- Nie wybierasz się na uroczystość? Potrząsnęła głową. 

- Sądziłeś, że pójdę? 

- Nie. Nie wiedziałem jednak, kiedy zamierzasz ruszyć w drogę. 

- Dzisiejsza noc jest równie dobra jak inne. Mikkal przytaknął. 

background image

- Nikomu nie powiesz? 

-  Nie.  Nie  lubię  pożegnań.  -  Uśmiechnęła  się  lekko.  -  Rozmawiałam  z  matką. 

Wyznałam  jej  to,  o  czym  myślałam  od  dawna.  Zbliżyłyśmy  się  do  siebie  bardziej  niż 

kiedykolwiek. Kiedyś zrozumie, że w ten sposób żegnałam się z nią. 

- Co z Mattim? Nie sądzisz, że ma prawo wiedzieć? 

Mikkal dotknął czułej struny. Raija nie chciała rozstawać się z bratem. 

- Polubiłeś Mattiego? Mikkal skinął głową. 

-  Życzyłbym  sobie,  byśmy  mogli  zabrać  go  ze  sobą.  Ma  miłe  usposobienie,  jest 

dojrzały i rozsądny. Trudno nie lubić tego chłopca. 

- Możemy zabrać go ze sobą? - spytała, choć z góry znała odpowiedź. 

Mikkal zamilkł. 

- A dokąd ruszamy? - zapytał po chwili. - Jakie masz plany? 

- Może do twoich krewnych? - zaproponowała niepewnie. 

- A później? 

- Do Laponii. 

-  Na  jak  długo?  Raija  domyślała  się,  do  czego  zmierza.  Marzenie,  by  mieć  brata  u 

swego boku, przesłoniło jej rzeczywistość. 

Jak  w  dzieciństwie,  kiedy  mieszała  fantazje  ze  światem  realnym,  nie  odróżniając  w 

końcu jednego od drugiego. 

-  Masz  rację  -  westchnęła.  -  Zawsze  masz  rację.  Ta  twoja  cecha  drażni  mnie 

najbardziej, ty jesteś rozsądny, ja kieruję się kaprysami... 

- Słodka kapryśnica z ciebie. - Mikkal pogłaskał ukochaną po włosach. 

- Nie mamy wiele rzeczy - uśmiechnęła się. - Mama uszyła dla nas stroje na jutrzejszą 

zabawę. Zabiorę je ze sobą, zrobiła je wszak dla nas. Gdybyśmy je zostawili, znalazłby je Aki 

i zrobił Marji awanturę. Wszystko już spakowałam. Renifery gotowe do drogi? 

Skinął głową. 

- A co z jedzeniem? 

-  Splądrowałam  spiżarnię.  -  Raija  uśmiechnęła  się  szeroko.  -  Aki  oszaleje  ze  złości. 

Nie dość że morduję, to jeszcze kradnę! 

- Czekamy więc, aż zapadnie zmierzch? 

- Tak. Nie budźmy Ailo. Niech chłopiec wyśpi się przed podróżą. 

Mikkal  odchylił  kołdrę  i  usiadł  na  brzegu  łóżka.  W  jego  oczach  zamigotały  iskierki, 

które Raija dobrze znała. 

background image

-  Minie  sporo  czasu,  zanim  znów  położymy  się  na  spoczynek  w  prawdziwym  łożu  - 

powiedział,  przeciągając  sylaby.  Odnalazł  dłoń  Raiji,  pogładził  kciukiem  jej  skórę.  -  Nie 

sądzisz, że powinniśmy skorzystać z ostatniej okazji, Mały Kruku? 

Przewróciła niewinnie oczami, udając, że nie rozumie. 

- Skorzystać z okazji, Mikkal? Jesteś śpiący? Roześmiał się ciepło, objął ją ramionami 

i pociągnął w miękką pościel. 

Wargami śledził linię szyi Raiji, sięgnął dłonią do guzików koszuli. 

- Nie lubię tych twoich zbytkownych strojów - mruknął, ale zdołał rozpiąć guziki bez 

pomocy dziewczyny. Potem z mozołem zabrał się za haftki i wstążki. 

- Jesteś szalony - zaśmiała się. 

-  Dlatego  tak  mnie  kochasz  -  droczył  się.  Pocałował  ją  w  koniuszek  nosa,  a  potem 

zsunął twarz pomiędzy rozchylone poły koszuli i znalazł ustami piersi dziewczyny, po czym, 

nie przerywając pocałunków, wsunął dłonie pod spódnicę i zdjął z Raiji bieliznę. 

Tym razem poszło mu nieźle. Zaczynał nabierać wprawy. 

Zresztą Raija nie stawiała oporu. Wręcz przeciwnie, pomagała mu zręcznymi ruchami 

ciała, odpowiadała na pieszczoty z równą pasją i zachwytem. 

Dłonie Mikkala rozpoczęły wędrówkę wzdłuż uda dziewczyny. 

- Nie wiedziałem, że tak łatwo cię rozbudzić - szepnął jej do ucha i uszczypnął w sam 

koniuszek. 

Raija zamknęła ukochanego w ramionach, przylgnęła do niego, wygięła w luk. Wstyd 

nie miał do nich przystępu. 

- A ciebie? - uśmiechnęła się, czując, jak rośnie w nim pożądanie. 

Nie  odpowiedział  bezpośrednio  na  pytanie,  zbyt  przejęty  doznaniami,  jakie  mu 

ofiarowała. 

- To był mój pomysł - mruknął pomiędzy pocałunkami. Z niepojętą rozkoszą utonął w 

jej  ustach,  dłońmi  penetrując  najskrytsze  zakamarki  ciała  dziewczyny.  Raija  odpowiadała 

pieszczotami. - To był mój pomysł, ja decyduję. 

Odwrócił ją tyłem do siebie i całował miękkie zagłębienie, w którym szyja przechodzi 

w smukłe ramię. Zamknął dłonie na jej piersiach, po czym opuścił ręce w dół i przesunął po 

jedwabistej  gładzi  brzucha.  Niecierpliwym  gestem  podwinął  suknie  ukochanej  i  rozpiął 

spodnie, wreszcie poczuł jej rozpaloną skórę na swojej. Odnalazł wspólny rytm z ruchem bio-

der kochanki i wtedy jego dłonie mogły zająć się czymś innym. 

Jedna  wsunęła  się  pod  koszulę,  druga  odszukała  tajemne  centrum  rozkoszy.  Ruszyli 

ku gwiazdom w coraz szybszym, oszalałym pędzie. 

background image

Raija  odrzuciła  głowę  w  tył  i  zagryzła  wargi.  Odtrąciła  pożądliwą  dłoń  Mikkala,  by 

odwlec ten moment i razem dotrzeć na szczyt. Potem przechyliła głowę i znalazła jego usta. 

Całowali się niesieni falą spełnienia. 

- Cały ty! - powiedziała Raija, oporządziwszy się nieco. 

- I nawzajem! Roześmiał się. 

We wszystkim tworzyli wspólnotę. W słowach, ruchach, w każdym spojrzeniu. 

Raija uklękła w nogach łóżka. Rozpalona, potargana. Młoda i bezbronna. 

-  Wiesz,  Mikkal  -  zaczęła  -  choć  musimy  uciekać,  choć  zdarzyło  się  tyle  złego,  jest 

dobrze. Bo jesteś ze mną. Czuję się taka szczęśliwa i taka spełniona. Kocham cię! I wiem, że 

z wzajemnością. 

Mikkal wyciągnął dłoń. Raija uścisnęła ją. 

-  Byłem  zazdrosny  -  odrzekł.  -  Myślałem,  że  padnę  trupem,  kiedy  Petri  objął  cię  na 

kościelnym dziedzińcu. Niełatwo było prosić go o pomoc, ale moja duma i próżność kończą 

się  tam,  gdzie  zaczyna  troska  o  ciebie.  Odkryłem,  że  mogę  rozmawiać  z  Petrim  i 

Aleksanterim, wiem bowiem, kogo obdarzyłaś miłością. Wiele się nauczyłem. 

Nigdy  dotąd  nie  znaleźli  się  tak  blisko  siebie.  Dojrzałość  nie  osłabia  uczuć,  raczej  je 

wzmacnia. 

-  Pójdę  pożegnać  się  z  Mattim.  -  Raija  przeczesała  włosy  palcami.  -  Dobrze 

wyglądam? 

- Trzynastolatek nie pozna, że przed chwilą szalałaś w pościeli... - Wyszczerzył zęby 

w uśmiechu. 

Rzuciła w niego poduszką i zamknęła za sobą drzwi. 

Ś

miech Mikkala gonił ją aż do izby Mattiego. 

Chłopak siedział przed oknem i wpatrywał się marzycielsko w zapadający zmierzch. 

Raiji  zrobiło  się  ciepło  na  sercu.  Miała  ochotę  powiedzieć  mu,  jak  bardzo  go  kocha, 

ale się powstrzymała. 

Chłopcy w tym wieku nie lubią rozprawiać o uczuciach. 

Wzdrygnął się, kiedy cicho zamknęła drzwi za sobą. 

- Nie słyszałem, jak wchodzisz. 

-  Mogę  usiąść?  Milcząco  wskazał  na  łóżko.  Raija  usiadła.  Miała  wrażenie,  że  Matti 

wie, z czym przyszła. 

Dlatego nie wiedziała, jak zacząć. Źle jest żyć bez korzeni, równie źle odrywać się od 

nich. 

background image

-  Wyjeżdżacie?  Twarz  chłopca  pociemniała.  Erkki  miał  takie  same  oczy,  kiedy  się 

smucił. 

-  Nie  wybieram  się  na  zabawę  -  przyznała  szczerze.  -  Uważam,  że  nie  przystoi,  w 

końcu  on  też  był  człowiekiem.  Zszedł  na  złą  drogę,  ale  nie  bez  przyczyny.  -  Tylko 

mężczyznom,  którzy  przyszli  jej  na  ratunek,  powtórzyła  słowa  Kaleviego.  Nikt  inny  nie 

musiał  znać  całej  prawdy.  -  Nie  chcę  nagrody  za  jego  śmierć.  Zamierzałam  go  tylko  zranić, 

choć  może  lepiej  dla  niego,  że  tak  się  skończyło.  Powiesiliby  go,  a  marzył,  by  umrzeć 

wolny... 

- Zacząłem wierzyć, że zostaniecie tutaj na zawsze - uśmiechnął się Matti. - Było nam 

dobrze, ale dobre dni nie trwają wiecznie, prawda? 

- Nie w moim przypadku - odrzekła smutno. Więc przyjdzie czas, gdy straci Mikkala? 

- Nie mogę zostać, prędzej czy później i tak ruszyłabym na północ, do dzieci. Nie chcę się z 

nimi rozłączyć na zawsze. W końcu przestaną mnie ścigać. Wtedy znajdę bezpieczne miejsce 

dla  całej  mojej  rodziny.  Nie  wiem  gdzie,  ale  nie  ma  to  większego  znaczenia.  Mój  dom  jest 

tam, gdzie Mikkal. Niech tylko Maja, Knut, Ida i Elise się tam znajdą... 

Przerwała,  usiłując  zapanować  nad  łzami.  Matti  spojrzał  na  siostrę  i  dokończył  jej 

myśl. 

-  A  dla  mnie  znajdzie  się  tam  miejsce?  Raija  otoczyła  ramionami  jego  szyję  i 

przytuliła go. 

-  Niczego  bardziej  nie  pragnę!  Po  czym  zarzuciła  Mattiego  siostrzanymi  napo-

mnieniami. Przyjmował je ze śmiechem. 

- Powiedz mamie, że to było najlepsze rozwiązanie - powtórzyła wielokrotnie. - Ona 

wie, że ją kocham. 

Matti przyrzekł, że to uczyni. 

- Kiedy ruszacie? - spytał. - W jakim kierunku? Choć tyle powiedz bratu. 

Poczochrała go po włosach. 

- Jak się ściemni. Na południe. Zadowolony? Skinął głową. 

- Do zobaczenia, starsza siostro - powiedział i zrobił rzecz niebywałą jak na chłopca w 

tym wieku. 

Pocałował Raiję w policzek. 

Opuścili  dom  Akiego  nie  zauważeni  przez  nikogo.  Ailo  uznał,  że  skradanie  się  to 

znakomita  zabawa.  Kiedy  oddalili  się  od  zabudowań,  roześmiał  się  na  cały  głos  z 

zadowolenia. 

Wtedy nikt już nie mógł go usłyszeć. 

background image

Odnaleźli  renifery  tam,  gdzie  zostawił  je  Mikkal.  Sprawnie  i  szybko  objuczyli  je 

ładunkiem i wsadzili chłopca na grzbiet jednego ze zwierząt. 

I znów ruszyli w drogę. Na południe. Tym razem nie szukali korzeni. 

Ujechali spory kawałek, kiedy dostrzegli jakiś cień u skraju drogi. 

Raija nabrała złych przeczuć. 

-  Nie  możesz  jechać  z  nami,  Matti  -  krzyknęła.  -  Wiesz,  co  nas  czeka.  Masz  ledwie 

trzynaście lat! 

- Wystarczy, by decydować o sobie - odpowiedział. 

- Co z mamą? Będzie się zamartwiać. Matti potrząsnął głową. 

- Napisałem długi list do niej. Aki w ogóle nie zauważy mej nieobecności. To nie jest 

mój dom. Mówiłaś, że zależy ci na mnie. 

Raija i Mikkal spojrzeli po sobie i z westchnieniem równocześnie rozłożyli ramiona. 

- Jeśli naprawdę chcesz - zaczęła powoli - to możesz iść z nami. Pamiętaj jednak, że to 

nie zabawa. 

-  Pragnę  jedynie  być  razem  z  wami  -  oznajmił.  -  Znaleźć  coś  więcej,  niż  Tornedalen 

może mi zaofiarować. Nic mnie tam nie trzyma. 

Raija chwyciła dłoń brata. 

- Więc ruszajmy, my bez korzeni, w drogę. Bóg jeden wie, dokąd nas ona zaprowadzi. 

Niepewna jutra, Raija w tej chwili była szczęśliwa.