background image

Genealogia - hobby dla ambitnych

niedziela, 27 luty 2011 (05:51) 

Tomek znalazł wśród swoich przodków... bigamistę, Marita - siedemnastoletnią wdowę i... 
powstańca listopadowego. O swojej pasji mówią, że to wciągająca i zaskakująca gra z czasem. 
A ta pasja to genealogia.

Genealogia to wciągająca i zaskakująca gra z czasem 

/© Panthermedia

Rodowody, herby, drzewa genealogiczne - większości pewnie kojarzą się z lekcją historii. 
Niektórym zaś ze "snobami" poszukującymi swych szlacheckich przodków. Okazuje się jednak, 
że coraz więcej jest genealogów-amatorów zainteresowanych losami własnej 

rodziny

- Genealogia jest jedną z kilku nauk pomocniczych historii, które ze sobą wzajemnie 
współpracują. Dzisiaj badania genealogiczne stają się bardzo popularne. My widzimy tendencję 
wzrostową także na przykładzie Piotrkowa Trybunalskiego, gdzie kiedyś podstawową grupą 
naszych 

użytkowników

 byli przede wszystkim pracownicy naukowi bądź studenci. Dziś liczba 

osób prowadzących poszukiwania zwiększyła się i są to różni ludzie, w różnym 

wieku

 - wyjaśnia 

doktor Tomasz Matuszak, dyrektora Archiwum Państwowego w Piotrkowie.

Gdzie i jak należy szukać?

- Polecam zacząć od "Poradnika genealoga amatora" Rafała Prinke. Zawiera on dziesięć 
punktów, które należy spełnić. Po pierwsze musimy odpowiedzieć sobie na pytanie: po co 
szukamy? Jeżeli chcemy odtworzyć dzieje swojej rodziny, to musimy pamiętać, że im bardziej 
jest to rodzina rozgałęziona bądź wielonarodowa, tym kwerenda będzie mocniej skomplikowana. 
- Następnie musimy przejrzeć "archiwa domowe", czyli świadectwa chrztu, bierzmowania, metryki 
szkolne, świadectwa pracy, inne dokumenty potwierdzające kwalifikacje zawodowe oraz 
książeczki wojskowe. Warto tutaj pamiętać, że źródło informacji im bliższe nam - tym pewniejsze. 

1

background image

- Pierwszeństwo należy dać także dokumentom, które - kiedy były tworzone - miały mieć 
charakter urzędowy. Są one najpewniejszymi informacjami potwierdzonymi w oparciu o inne 
dokumenty, które być może już dzisiaj nie istnieją. Najmniejszą wagę należy przywiązywać do 
tradycji rodzinnych w formie podań czy legend - podpowiada dr Tomasz Matuszak.

Cytat

Jeśli ktoś jest leniwy, to daleko w badaniach nie zajdzie. Trzeba poświęcić wiele czasu (często na 
podróże) i sporo własnych chęci.
Kiedy już poznamy nazwiska, warto pamiętać, że wiele z nich jest popularnych. Wtedy 
wyróżnikiem spośród innych osób będzie imię ojca i najczęściej roczna data urodzenia. Po 
"przebadaniu" naszych "domowych" archiwów trzeba zastanowić się, na jakim 

terenie

 żyli 

przodkowie. W tym wypadku udajemy się w kierunku trzech instytucji: do Archiwum 
Państwowego, parafii oraz Urzędu Stanu Cywilnego. 

Jak wyjaśnia dr Matuszak - wszystkich osób, które urodziły się do 100 lat wstecz, należy szukać 
w dokumentach znajdujących się w USC. Kiedy już ustalimy stopnie powinowactwa i 
pokrewieństwa zachodzące między poszczególnymi członkami rodziny, możemy tworzyć drzewo 
genealogiczne.

Genealogia - hobby dla ambitnych

Genealogia, mimo że jest dziedziną naukową, może stać się także pasją i hobby. Cóż - trzeba 
jednak powiedzieć wprost, że jeśli ktoś jest leniwy, to daleko w badaniach nie zajdzie. Trzeba 
poświęcić wiele czasu (często na podróże) i sporo własnych chęci.
- Ktoś ogląda seriale, ktoś łowi ryby, a mnie pasjonuje genealogia. Jest to hobby, które ma 
dodatkowy plus - dotyczy mojej rodziny, czyli mojej genetyki, krwi, ludzi, dzięki którym jestem na 
świecie. I w tym właśnie tkwi istota takich badań. Mój stryj jako młodzieniec rozmawiał ze swoimi 
babciami, czyli moimi prababciami. Na podstawie tych rozmów sporządził notatki, które po latach 
"ubrał" w formę drzewa genealogicznego i rozdał nam. Ja stwierdziłem, że można poszukać dalej 
- mówi Tomek, który genealogią zajmuje się od ponad sześciu lat, a najstarszych przodków 
odnalazł w pierwszej połowie XVIII wieku.
Inną pasjonatką poszukiwania własnych korzeni jest Marita Kafar, która już jako uczennica szkoły 
podstawowej interesowała się życiem kulturalnym i społecznym mieszkańców swojego regionu 
na przełomie XIX/XX wieku. 
- Stąd był już tylko krok do zainteresowania szczegółową historią mojej rodziny. Swój pierwszy 
zeszyt genealogiczny, w którym spisywałam dane dotyczące mych dziadków, pradziadków i ich 
rodzeństwa, założyłam mniej więcej dziesięć lat temu. Od tej pory sukcesywnie staram się 
pogłębiać wiedzę na ten temat. Najstarszym przodkiem, którego rok urodzenia znam, jest 
Gaspard Richard, który przyszedł na świat w 1692 roku, zaś jego rodzicami byli Nicolas i Barbe 
zd. Masson, którzy ówcześnie mieszkali na terytorium dzisiejszej Francji - podaje Marita.

Bardzo czasochłonne hobby

Dziewczyna dodaje, że wbrew pozorom poszukiwanie przodków nie jest ani tak trudne, ani 
żmudne, jakby mogło się z początku wydawać. Wszystko zależy jednak, jakie stawiamy wobec 
siebie oczekiwania i w jakim czasie planujemy je zrealizować. 
- Należy wiedzieć, iż to hobby jest bardzo czasochłonne. Niejedną godzinę spędzimy w pracowni 
naukowej, przeglądając księgi czy mikrofilmy. Niejednokrotnie będziemy zmuszeni do korzystania 
ze słowników, czasami jeszcze tych z czasów zaborów, gdyż słownictwo znacznie się zmienia. 
Niekiedy zaś, by rozwikłać frapujące nas zagadki, potrzebna będzie pomoc innych osób. 
- Nie ukrywam, że podczas poszukiwań musimy posiadać choćby rozeznanie w przynależności, 
na przestrzeni wieków, poszczególnych miejscowości do parafii czy gmin, a jeśli już posiadamy 
taką wiedzę, musimy odnaleźć, w którym archiwum państwowym lub diecezjalnym te akta się 
znajdują - mówi Marita.

2

background image

Zdarzyć się może, że szukana miejscowość już nie istnieje. Jednak - jak dodaje Marita - nie 
jesteśmy wtedy na straconej pozycji, gdyż w Skorowidzu Królestwa Polskiego z 1877 roku, który 
jest ogólnodostępny w internecie, znajdziemy poszukiwaną miejscowość. Dzięki tej pozycji 
możemy łatwo odnaleźć parafię, do której przynależała ona w XIX wieku.

Efekty mogą zaskoczyć

- Czasami łatwiej jest wyprowadzić jedną linię przodków do XVI wieku, niż znaleźć wszystkich 
naszych antenatów do początku XIX wieku - wyjaśnia z kolei Waldemar Fronczak, 
najwybitniejszy polski genealog-amator, zajmujący się badaniami od około 40 lat. 
- Niektóre moje linie kończą się w XVIII wieku, inne sięgają początków XVII wieku. Swoich 
przodków notuję także w XVI wieku w Dmosinie i Piątku. Gdy badamy rodziny arystokratyczne, to 
ten wehikuł czasu przenosi nas w naprawdę odległe lata, a to za sprawą koligacji z rodami 
monarszymi, których genealogie są doskonale znane i udokumentowane, a niektóre nitki 
prowadzą do cesarzy Bizancjum. 
- Tak było w przypadku Beaty Tyszkiewicz. Z terenów najbliższych Piotrkowa Trybunalskiego 
udało mi się rozwiązać problem tajemnicy herbów z kościoła w Będkowie, co opisałem w roczniku 
"Gens". Wspomnę także, że dużą pomoc przy gromadzeniu materiałów uzyskałem od Zygmunta 
Błaszczyka, piotrkowskiego konserwatora zabytków - dodaje Waldemar Fronczak.

Niespodziewane odkrycia

Każdy genealog, nawet amator, staje się pewnego rodzaju odkrywcą. Badania nad ustaleniem 
własnych przodków są kopalnią ogromnej wiedzy, nie tylko z zakresu genealogii. Śledząc dzieje 
krewnych, możemy odkryć masę rzeczy związanych na przykład z relacjami między 
przedstawicielami poszczególnych warstw społecznych, kulturą, obyczajami, itd.
Jak podaje Waldemar Fronczak, w każdej badanej rodzinie napotkał coś, co genealodzy 
nazywają "trupem w szafie". Jeżeli chodzi o Piotrków, trudno mówić o jakichś spektakularnych 
odkryciach. Dla historyków rozwiązanie problemu heraldycznego z będkowskiego kościoła jest 
sporym sukcesem. 
- Mówiąc bardziej precyzyjnie, jest to próba rozwiązania tego problemu oparta o mocne 
przesłanki, ale tak to w tej dziedzinie wygląda. Prowadzę badania nad rodami szlacheckimi herbu 
Wilczekosy gnieżdżącymi się w okolicach Piotrkowa. Być może uda mi się dołożyć cegiełkę do 
historii tego herbu - mówi pan Waldemar.

Trzeba się naszukać

Dodaje także, że swego czasu, przeglądając kartoteki Wojewódzkiej Biblioteki w Łodzi, znalazł 
kilkanaście ksiąg metrykalnych z różnych okresów i różnych miejscowości. Wśród nich była także 
piotrkowska księga chrztów z początku XVIII wieku.
- Obejmowała ona lata, których nie posiadało ani archiwum państwowe, ani kościelne. To 
naprawdę duże wydarzenie. Obejmuje ona lata 1701 - 1721 i zawiera 2490 wpisów łacińskich, 
które odczytał i zindeksował Henryk Mastalerz z Sieradza. Nasze środowisko genealogów 
amatorów od ponad roku indeksuje zapisy z tych ksiąg i przekazuje gotowe opracowania do 
biblioteki. Najdłużej trwa praca przy zapisach łacińskich. W niedalekiej przyszłości indeksy ukażą 
się na stronach biblioteki, co umożliwi szczegółowe zapoznanie się z ich treścią bez potrzeby 
przyjazdu na miejsce - wyjaśnia Waldemar Fronczak.

Czasem jest śmiesznie, czasem zaskakująco

Ciekawe w genealogicznych poszukiwania wydaje się też to, że można odkryć dużo zarówno 
kontrowersyjnych, śmiesznych, co zaskakujących czy przygnębiających faktów, których nie niosą 
ze sobą opowiadania babć i dziadków. Wielu takich odkryć dokonali także Tomek i Marita.

3

background image

Jak mówi Tomek, ostatnio dowiedział się pewnej rzeczy o jednym ze swoich przodków. 
Mężczyzna ów, żyjący na początku XX wieku w Polsce, mający żonę i dziecko, wyjechał do 
Argentyny i do końca życia pisał, że zajmuje się tylko pracą. Odkryciem Tomka jest fakt, iż pan 
ten był... bigamistą. Bez rozwodu z Polką miał w Argentynie żonę i czworo dzieci.
- Genealogia polegająca tylko na szukaniu dat urodzin, ślubów i zgonów, jest tylko osnową, na 
której tkamy historię rodziny. Żeby jak najpełniej zanurzyć się w życie naszych przodków, musimy 
zacząć interesować się też etnografią, architekturą, ekonomią i mnóstwem innych pokrewnych 
nauk. To jest tak, że ciągle dowiadujemy się czegoś nowego. Czasem są to rzeczy nieprzyjemne 
i wstydliwe, a czasem miłe i zaskakujące - mówi Tomek.

17-letnia wdowa, ślub niedługo po pogrzebie

Marita przez lata swoich poszukiwań również poznała wiele historii, zarówno zabawnych, jak i 
intrygujących. Jak sama mówi, większość z nich ukazywała po prostu surową i czasami okrutną 
stronę życia, niejednokrotnie bardzo różniącą się od realiów dzisiaj nam znanych. 
- Na początku poszukiwań bardzo nieprzyjemnie zaskoczona byłam faktem, iż niespełna sto lat 
temu żałoba po zmarłym małżonku czy małżonce trwała czasami tylko kilka miesięcy, a w 
niektórych przypadkach tygodni. Natknęłam się na przypadek, gdy wdowiec niecały miesiąc po 
śmierci swej pierwszej żony ponownie się ożenił, zaś dziecko z tego związku, przyszło na świat 
raptem po kilku miesiącach. 
- Widziałam również akt ślubu, w którym siedemnastoletnia wybranka była już wdową. Zdarzały 
się również związki, gdzie kobieta liczyła sobie sześćdziesiąt pięć lat, a pan młody jedynie 
trzydzieści siedem. Jednakże podczas poszukiwań możemy natknąć się także na bardziej dumne 
i chwalebne czyny naszych przodków. Dla przykładu, miło zaskoczona byłam, gdy z aktu zgonu 
mojego pradziada dowiedziałam się, iż brał on czynny udział w powstaniu listopadowym, czy też 
inna część rodziny fundowała renowację kilku zabytków w okolicy - opowiada Marita.

Utrudnienia na drodze poszukiwań

Jak mówi dr Tomasz Matuszak, podczas badań może pojawić się problem z datacją. - W 
księgach zgonu swego czasu wpisywano dwie daty: albo datę śmierci, albo datę pogrzebu. W 
przypadku urodzeń zaś - datę urodzenia bądź chrztu, przy czym do chrztu stawiano się z 
dzieckiem czasami po dwóch latach. 
Jeszcze większy problem jest z ludnością żydowską, która w okresie carskim, chcąc uchronić 
chłopców przed 20-letnią służbą wojskową, rejestrowała ich jako dziewczynki.
W Archiwum Państwowym również możemy napotkać kilka przeszkód. Jedną z nich może być to, 
że dokumenty powstałe po 1868 roku były sporządzane w języku rosyjskim. Pracownicy 
archiwum nie mają obowiązku ani uprawnień do tłumaczenia dokumentów, jednak życzliwie w 
tym pomagają. Trzeba pamiętać, że będą też występowały pisma w języku niemieckim czy 
łacińskim.
- Czasem poszukiwania są stosunkowo proste. Jeśli jakaś rodzina od setek lat zamieszkiwała 
niewielki obszar i pracowała na roli, to z odszukaniem przodków nie będzie specjalnych 
problemów. O wiele więcej wysiłku trzeba poświęcić tym, którzy kiedyś z racji wykonywanego 
zawodu musieli się przemieszczać z miejsca na miejsce. 
- W takiej sytuacji byli na przykład owczarze. Zawierali kontrakty dotyczące wypasu owiec na rok 
czy dwa, a później zmieniali miejsce pobytu. Przenosili się do innego folwarku, oddalonego 
nieraz o kilkadziesiąt kilometrów. "Tropienie" takich rodzin, wymaga naprawdę dużej ilości czasu i 
sporego samozaparcia - wyjaśnia Tomek.

Ciekawa i wciągająca gra z czasem

Marita przyznaje, że miała dużo szczęścia w swoich poszukiwaniach, mimo że rozpoczęła je 
niestety już po odejściu zdecydowanej większości krewnych, którzy mogliby jej pomóc w 
uszeregowaniu i umiejscowieniu podstawowych informacji. 
- Z tego powodu przez kilka lat przeszukiwałam księgi ludnościowe w poszukiwaniu rodziny mojej 
prababci, którą w końcu odnalazłam w zupełnie innej parafii, niż początkowo zakładałam. 

4

background image

Doświadczenie to nauczyło mnie, iż nie należy zrażać się napotkanymi przeciwnościami losu, 
lecz uzbroić się w dużą dozę cierpliwości i wytrwale oraz sumiennie, niczym Sherlock Holmes, 
dążyć do satysfakcjonującego rozwiązania zagadki - przekonuje dziewczyna.
Okazuje się, że genealogia amatorska nie ogranicza się tylko do suchych danych dotyczących 
dat urodzeń i zgonów. Rozbudza w każdym miłośniku tego hobby naturalne pragnienie poznania 
życia codziennego jego przodków. Człowiek jest ciekawy już z natury, a genealogia to wciągająca 
i zaskakująca gra z czasem.
Warto poznawać swoje korzenie, warto odkrywać przodków, o których nikt od lat w rodzinie nie 
wspominał. Cena za to nie jest wygórowana - głównie nasz czas. A satysfakcja ogromna.

Magdalena Waga

5


Document Outline