background image

 

Jacek Trznadel, Nad Leśmianem: wiersze i analizy. 

Objaśnienia Janiny Kamionkowej w: Poezja Młodej Polski BN I 125 Wrocław 1967. 

 

 

Ze zbioru SAD ROZSTAJNY 

 

Prolog

1

 

 

Dwa zwierciadła, czujące swych głębin powietrzność, 
Jedno przeciw drugiemu ustawiam z pośpiechem, 
I widzę szereg odbić, zasuniętych w wieczność, 
Każde jest zakrzepłym bliższego echem. 
 
Dwie świece płoną przy mnie, mrużąc złote oczy, 
Zapatrzone w lustrzanych otchłań wirydarzy: 
Tam aleja świec liśćmi złotymi się jarzy 
I rzeka nurt stężały obojętnie toczy. 
 
Widzę tunel lustrzany, wyżłobiony, zda się, 
W podziemiach moich marzeń, groźny i zaklęty, 
Samotny, stopą ludzką nigdy nie dotknięty, 
Nie znający pór roku, zamarły w bezczasie. 
 
Widzę baśń zwierciadlaną, kędy zamiast słońca, 
Nad zwłokami praistnień orszak gromnic czuwa, 
Baśń, co się sama z siebie bez końca wysnuwa 
Po to, aby się nigdy nie dosnuć do końca... 
 
Gdy umrę, bracia moi, ponieście mą trumnę 
Przez tunel pogrążony w zgróz tajemnych krasie, 
W jego oddal dziewiczą i głębie bezszumne, 
Nie znające pór roku, zamarłe w bezczasie. 
 
Gdy umrę, siostry moje, zagaście blask słońca, 
Idźcie za mną w baśń ową, gdzie chór gromnic czuwa, 
W baśń, co się sama z siebie bez końca wysnuwa 
Po to, aby się nigdy nie dosnuć do końca!... 

 

 

Wiersz  ten  został  opublikowany  po  raz  pierwszy  w  cyklu  Z  księgi  przeczuć,  

który  ukazał  się  w  roku  1902  w  Chimerze,  młodopolskim  czasopiśmie  wydawanym  przez 
Zenona  Przesmyckiego  Miriama.  Cały  ten  cykl  został  włączony  do  Sadu  rozstajnego 
Leśmiana,  opublikowanego  w  1912  r.,  choć  w  zbiorze  tym  zamieścił  Leśmian  niewiele 
swoich  wcześniejszych  wierszy.  Jeśli  poeta  zdecydował  sie  na  przedruk  tego  cyklu,  
to  zapewne  dlatego,  że  uważał  go  za  ważny.  Utwory  Sadu  rozstajnego  zapowiadały  już 

                                                           

1

 Z cyklu Z księgi przeczuć; pierwodruk w «Chimerze» 1902, t. V, z. 15, s. 384.  

background image

 

problemy całej twórczości autora. Były tam wątki antropologiczne, czyli określające sytuację 
człowieka  w  świecie,  wątki  mitu  kulturowego,  ze  szczególnym  uwzględnieniem  stosunku 
człowieka  do  natury  (cykl  Zielona  godzina),  ale  określały  Sad  rozstajny  także  pewne 
charakterystyczne i dla późniejszej twórczości cechy formalne: konstrukcja twórczości oparta 
na  przejrzyście  zbudowanej  sytuacji,  często  udramatyzowanej,  rozbudowanie  konkretu  
i  szczegółu  obok  sytuacji  symbolicznej  czy  alegorycznej.  Wszystkie  te  cechy  zyskają  w 
nastepnych zbiorach Leśmiana wyraz o wiele bardziej dojrzały i zaakcentowany. 

Prolog  wydaje  się  przy  pierwszej  lekturze  obrazem  rzeczywistości  całkowicie 

umownej,  brak  tu  odwołującego  się  do  rzeczywistości  konkretu,  zbudowany  jest  z 
rekwizytów  cynionych  przez  symbolistów,  jak  przede  wszystkim  motyw  zwierciadła  i  to 
jeszcze  w  formie  zwielokrotnionej.  Realia  odkrywają  rolę  umowną,  symboliczną  
i mielibyśmy do czynienia z typowym dla symbolizmu paysage mental, czyli pejzażem duszy, 
gdyby nie fakt, że poeta ukazuje nam tę sytuację jako rzeczywistość, co której nie możemy 
dotrzeć, ale którą poeta próbuje nam w ten sposób przybliżyć – lecz jako wytwór człowieka. 
Nie jest więc on odgadywaniem treści kryjących się za symbolami, lecz raczej sam jest tych 
symboli, mitów kulturowych, twórcą.  

Nie umiał tego tak zrozumieć wybitny krytyk i pisarz okresu Młodej Polski, Stanisław 

Brzozowski,  biorąc  utwór  Leśmiana  za  czczą  grę  wyobrażeń,  chłodne  odbijanie,  chłodne 
przybytki
kunsztowny popis. Jako pomyłkę tego krytyka określił to – już z perspektywy całej 
twórczości  Leśmiana  –  Adam  Szczerbowski,  autro  dwóch  książek  o  Leśmianie  
w dwudziestoleciu międzywojennym, określając utwór i jego alegorię jako zwierciadła życia  
i  sztuki,  emanujące  ze  siebie  nieskończoną  ilością  innych  bytów,  innych  rzeczywistości, 
realności  innych  niż  rzecziwistość  jawy  i  snu.
  W  myśl  tego  utworu  wyobrażenia  ludzkie,  
a więc, a więc i dzieła sztuki, mity, są przekazywane w czasie w nieskończonych odbiciach, 
tworząc jednak rzeczywistość jakby ponadczasową, w pewnym sensie nieśmiertelną. Dzieło 
sztuki wymyka się zabijającej kontroli czasu, istnieje poza nim. W inny sposób sformułował 
to  Leśmian  w  swoich  szkicach  na  temat  estetyki  i  filozofii  poezji,  mówiąc  o  roli  rytmu 
poetyckiego: to, co rytm ogarnął, nieśmiertelnieje i prawom ziemskim wymyka się bezwiednie. 
Przedmioty,  strumienistym  prądem  rytmu  porwane,  wiedzą  czym  jest  nagła  
i niespodziana nieśmiertelność
 (U źródeł rytmu, 1915). 

Jednak już w analizowanym utworze ukaże Leśmian podstawowe dla jego twórczości 

przeciwstawienie: życia, także życia kultury jako mitu – i śmierci. Śmierć, w Prologu niejako 
jeszcze  alegorycznie  oswojona,  wprzęgnięta  w  rytuał  mitu  kulturowego  (Gdy  umrę,  bracia 
moi, ponieście mą trumnę / Przez tunel
), stanie się w dalszej twórczości poety zasadniczym 
wyznacznikiem tragiczności, w przeciwstawieniu do życia i mitu kulturowego. 
 

 

 

 

 

 

 

background image

 

Metafizyka

2

 

 

Kraina, gdzie żyć łatwiej i konać mniej trudno —  
Gdzie wieczność już nie tajnie wystawa na straży  
Trosk doczesnych — gdzie bardziej jest bosko niż ludno —  
I gdzie każdy za wszystkich nie cierpi — lecz marzy!  
 
Są tu sady bez wyjścia i groble, nad szybą  
Owej rzeki wyśnione, co kiedyś wytryśnie —  

I niejeden tu pałac w zagąszczu ci błyśnie,  

Godny tego, by nie był niczyją siedzibą!  

 
Są tu w lasach mrowiska wzniesione nad drogą,  
Gdzie wre praca snów rojnych — odwieczna i bratnia —  
I jest tu owa cisza błękitna, ostatnia  

Z tych, co jeszcze na uśmiech zdobywać się mogą.  

 

Tylko czasem na polu jakiś krzyż skrzydlaty  
Wiatraka mielącego mgły marzeń i ciernie,  
Brakiem boga na sobie zlękniony niezmiernie,  

Szaleje i skrzydłami uderza w zaświaty!  

 

Bywalec tych uroczysk, powabnych swym tronem,  

Umie błysków najmniejszą wyśledzić nieznaczność  

I w szczelinie pomiędzy istnieniem a zgonem  
Dojrzeć gwiazdę niezgorszą, lub niezłą opatrzność...  
 
Lecz się nigdy nie strwoży, rozumnie zbłąkany,  
Bezkrólewiem w niebiosach lub własnego cienia  
Zgubą w jarach — lub zbytnią łatwością zamiany  
Jednych cudów na drugie... Niech cud się też zmienia!  
 

Jego tylko tu nęci nie zwiedzona grota  

Lub kwiat jeszcze nie znany, lub muszla co rzadsza —  

I na wszelki przypadek wtórego żywota  
Duszę swoją w te dziwy chętnie zaopatrzą...  
 
On tu przyszedł sam przez się, by własne szaleństwo  
Karmić strawą najlepszą na ziemi i niebie —  
I nad brzegiem przepaści wytańczyć dla siebie  
Jeden lęk drogocenny lub niebezpieczeństwo!... 

 

 

Porównanie  tego  utworu  z  wierszami  z  późniejszych  wbiorów  Leśmiana  pozwala 

zauważyć  wiele  różnic  postawy  twórczej,  stąd  wniosek,  że  poezja  ta,  narzucająca  wrażenie 
jedności,  podlegała  jednak  zmianom  w  czasie.  Jeśli  nawet  niewiele  zmienia  się  zasadniczy 
krąg problemów, zmieniał się ich wyraz, jak i wnioski z nich wyciągane. 

                                                           

2

 Z cyklu Oddaleńcy; pierwodruk w «Chimerze» 1907, t. X, z. 28/30, s. 259. 

background image

 

 

W  Metafizyce  mamy  do  czynienia  z  próbą  ukazania  psychiki  czy  duszy  człowieka, 

jako  krainy  różnych  psychicznych  i  intelektualnych  pejzaży.  Ich  obrazy  nie  odnoszą  się 
wprost  do  zewnętrznej  rzeczywistości,  będąc  alegoriami  pewnych  postaw  duchowych.  
Jak  mówi  poeta,  jest  to  uosobienie  różnych  możliwości  przebywania  w  krainie  metafizyki. 
Metafizyka to nauka o problemach wychodzących poza bezpośredni krąg doświadczeń lub – 
według Arystotelesa – poza działem opisującym fizyczne właściwości zjawisk. 
 

W  wierszu  jest  to  wyprawa  do  duchowej  krainy  zjawisk  intelektualnych  

i metafizycznych. Nie istniejeona na żadnej mapie, a poszczególne jej cechy można jedynie 
oddać  przez  stworzenie  pejzaży  nie  mających  nic  wspólnego  z  rzeczywistymi.  Owe  sady, 
groble, mrowiska, wiatraki i jary są jedynie umowny określeniem pewnych przeżyć i odkryć 
duchowych, dynamizują obrazowo problem intelektualnego przeżycia. Zarazem pejzaże te nie 
posiadają  jednak  waloru  symbolicznego,  nie  kryją  poza  sobą  innej  rzeczywistości, 
pozbawionej  dostępu,  zastąpionej  sugestią  czy  przeczuciem.  W  tym  sensie,  podobnie  jak  w 

Prologu,  nie  są  to  symboliczne  pejzaże  duszy  (paysage  mental),  lecz  pejzaże  intelektualne, 
alegorie  pewnych  postaw.  Ukazując  różnorodność  tej  krainy,  inwencja  poetycka  autora 
przedstawiała  wielość  możliwych  zjawisk  duchowych,  ich  swoiste  światopoglądowe  
i  uczuciowe  odcienie  (sady  bez  wyjścia,  rzeka,  co  dopiero  kiedyś  wytryśnie  itd.).  Zwraca 
również  uwagę  ogólniejsza  tonacja:  zrozumienia  przeżyć  i  badań  duchowych  jako  swoistej 
intelektualnej,  duchowej  przygody,  szaleństwa.  Ogólna  atmosfera  owej  intelektualnej 
„wycieczki”  zdaje  się  dość  pogodna  i  beztroska,  jest  to  po  prostu  podróż,  wojaż  w 
intelektualne strony, gdzie żyć łatwiej i konać mniej trudno

 

Tak  postawiona  problematyka  jest  może  także  pogłosem  filozofii  Fryderyka 

Nietzschego.  Nietzsche  –  zwłaszcza  w  słym  słynnym  dziele  Tako  rzecze  Zaratustra  – 
propagował kult pogody duchowej, narażenia się na intelektualne niebezpieczeństwo, łącząc 
to  jednocześnie z wykwintem i estetyzmem wewnętrznym, jako cechami nowego mocnego 
człowieka. Przeżywanie estetyczne problemów filozofii było wyrażane w dziele Nietzschego 
także jako kult tańca, tancerza (porównajmy u Leśmiana: i nad brzegiem przepaści wytańczyć 
dla  siebie  jeden  lęk  drogocenny  lub  niebezpieczeństwo
).  Nietzsche  propagował  świadome, 
skonstruowane przeżywanie świata. 
 

W  późniejszej  poezji  Leśmian  porzuci  koncepcję  życia  jako  przygody  duchowej, 

zauważy, że to nie my światu,  ale świat nam narzuca przeżycia, wywiera swój przemożny, 
konkretny  wpływ  swymi  tragicznymi  cechami.  Można  by  to  ująć  następująco:  nie  trzeba 
starać  się  o  lęki  i  niebezpieczeństwa,  przychodzą  one  same,  świat  wikła  nas  w  swoje 
sprzeczności,  a  wszystkie  mają  charakter  nie  wymyślony,  lecz  rzeczywisty.  Dalsza  poezja 
Leśmiana  będzie  próbą  odnalezienia  się  poety  wśród  tych  nieredukowalnych  i  groźnych 
antynomii:    człowieka  i  Boga,  życia  i  śmierci,  miłości  i  samotności.  Jednocześnie  bardzo 
zmieni się pejzaż Leśmianowskich wierszy: nie będzie ani w pełni symboliczny, ani w pełni 
alegoryczy, choć będzie powiązany z tymi postawami. Przede wszystkim o charakterze tych 
wierszy decyduje to,  co wybitny krytyk Młodej Polski  i XX-lecia międzywojennego, Ostap 
Ortwin,  określił  u  Leśmiana  jako  masywną  rzeczywistość.  Zobaczymy  to  w  dalszych 
analizach. 

 

background image

 

Ze zbioru ŁĄKA 

 

Topielec

3

 

 

W zwiewnych nurtach kostrzewy

4

, na leśnej polanie,  

Gdzie się las upodabnia łące niespodzianie,  
Leżą zwłoki wędrowca, zbędne sobie zwłoki.  
Przewędrował świat cały z obłoków w obłoki,  
Aż nagle w niecierpliwej zapragnął żałobie  
Zwiedzić duchem na przełaj zieleń samą w sobie.  
Wówczas demon zieleni wszechleśnym powiewem  
Ogarnął go, gdy w drodze przystanął pod drzewem,  
I wabił nieustannych rozkwitów pośpiechem,  
I nęcił ust zdyszanych tajemnym bezśmiechem

5

,  

I czarował zniszczotą

6

 wonnych niedowcieleń,  

I kusił coraz głębiej — w tę zieleń, w tę zieleń!  
A on biegł wybrzeżami coraz innych światów,  
Odczłowieczając duszę i oddech wśród kwiatów,  
Aż zabrnął w takich jagód rozdzwonione dzbany,  
W taką zamrocz paproci, w takich cisz kurhany,  
W taki bezświat zarośli, w taki bezbrzask

7

 głuchy,  

W takich szumów ostatnie kędyś zawieruchy,  
Że leży oto martwy w stu wiosen bezdeni,  
Cienisty, jak bór w borze - topielec zieleni. 

 

 

 

                                                           

3

 Z cyklu W zwiewnych nurtach kostrzewy, Warszawa 1920. 

4

 Kostrzewa (łac. Lestuca) – roślina trawiasta, trawa 

5

 Bezśmiech – neologizm; coś, co nie jest śmiechem 

6

 Zniszczota (gwar.) - zniszczenie 

7

  Bezbrzask  –  neologizm;  ciemność,  czas  bez  brzasku.  Tego  typu  złożenia  słowotwórcze,  wyrazy-antytezy, 

pełniły  u  Leśmiana  nie  tylko  funkcję  stylistyczną,  lecz  były  wyrazem  swoistej  filozoficznej  koncepcji  bytu. 
Eksperymentatorstwo  językowe  Leśmiana,  zestawiane  z  podobnymi  próbami  rosyjskiego  poety-nowatora 
Wiktora Chlebnikowa, wywołało swego czasu ożywioną dyskusję. Artur Sandauer w eseju Filozofia Leśmiana. 
Eksperyment  krytyczny
  („Odrodzenie”  1946,  nr  59,  przedr.  W:  Moje  odchylenia,  Kraków  1956,  s.  80-99) 
następująco  interpretował  sens  tych  zabiegów:  jego  postawa  słowotwórcza,  sobiepańsko  używająca 
najdowolniejszych  przyrostków  i  przedrostków  [...]  pragnie  wywołać  w  czytelniku  złudzenie,  jakoby  był  on 
umieszczony  u  tych  mitycznych  prakorzeni  mowy,  gdzie  stworzne  świeżo  wyrazy  przedzierały  się  przez  nie 
zbadany jeszcze gąszcz gramatyk i gdzie poeta był nie sługą, lecz panem i twórcą języka. [...] Bardziej [...] od 
cech  przedmiotów  pociągają  go  same  przedmioty,  bardziej  zaś  od  nich  samych  ich  wewnętrzna, 
samowystarczalna  „dziejba”,  to,  co  można  by  nazwać  dramatem  ich  definicji.  Odpowiednikiem  tej  tendencji 
(widocznej  w neologizmach typu stodolić, topolić itp.) jest  w dziedzinie  filozofii  –  fenomenologia. W warstwie 
formalnej  swoboda  językowa  ma  służyć  tworzeniu  wrażenia  „bylejakości”,  „wyrafinowanego  i  świadomego 
niedbalstwa”.
 Z tą ostatnią tezą polemizował J. Kwiatkowski (Szkice do portretów, Warszawa 1960, s. 46-66) 
wskazując  na  każdorazową  artystyczną  celowość  neologizmów  Leśmiana,  uzasadniającą  nazwanie  go 
„wirtuozem  językowej  ekspresji”.  Zwrócił  też  uwagę,  iż  obok  tworzenia  neologizmów  Leśmian  przywraca 
słowom znaczenia archaiczne i użycia gwarowe, tak, że pisząc o jego słownictwie należałoby za każdym razem 
wymieniać „dialektyzmy, neologizmy, archaizmy”
.  

background image

 

Topielec  to  pierwszy  wiersz  z  Łąki  (najważniejszego,  obok  Napoju  cienistego,  zboru 

poezji Leśmiana). Znajdziemy tu zasadnicze dla problematyki tomu treści światopoglądowe. 
Wiersz  ma  formę  jakby  małej  ballady

8

,  gdyż  –  jak  w  wielu  utworach  –  poeta  opowiada  

o  pewnym  zdarzeniu.  Jest  to  wydarzenie  alegoryczne.  Oto  wędrowiec,  zwiedziwszy  cały 
świat,  zapragnął  dotrzeć  do  samej  istoty  zieleni  (zieleni  samej  w  sobie),  zapuścił  się  w  nią,  
i wabiony przez demona zieleni zabrnął tak głęboko, że odczłowieczył się i – utonął w zieleni. 
 

Przygoda,  którą  opowiada  poeta,  została  przedstawiona  z  ogromną  barwnością. 

Przygoda  jest  filozoficzna,  ale  kuszące  wędrowca  uroki  natury,  zieleni  opisane  są  
z  urzekającą  wyrazistością  realiów.  Autor  bada  jakby  w  Topielcu  możliwość  powrotu 
człowieka do natury, z którą niegdyś stanowił jedność. Pisał o tym Leśmian również w swych 
esejach  filozoficznych.  Bo  zieleń  jest  tutaj  synonimem  natury  w  ogóle,  takiej  natury,  którą 
jako raj ziemski, złoty wiek, człowiek opuścił na zawsze. Ten mit „złotego wieku” znany jest 
od czasu mitologii pierwotnej i literatury starożytnej. W nowszej filozofii, na przykład Jana 
Jakuba  Rousseau,  postuluje  się  szczęśliwość  człowieka  poprzez  jego  powrót  do  natury, 
wierzy  się  niejako,  że  u  początków  istniał  raj  ziemski.  W  części  utworów  Łąki  Leśmian 
upatruje zbawcze dla człowieka wyzwolenie – właśnie w naturze. Tendencja ta widoczna jest 
zwłaszcza  w  obszernym  poemacie  tytułowym.  Opowiedziano  tam  inne  niż  w  Topielcu 
zdarzenie:  jak  bohater  ludowy  zaprosił  na  gody  łąkę  do  swojej  chaty.  Ten  miłosny  prawie 
stosunek,  nie  zagrażający  człowiekowi,  zdaje  się  być  sposobem  ocalenia  od  zgudnych 
niebezpieczeństw  cywilizacji.  Jednak  w  poemacie  Łąka  człowiek  i  natura  nie  zatracają  się  
w  sobie,  trwają  jako  podmioty  oddzielne,  w  weselu  i  święcie  nowej  wspólnoty.  Inaczej  w 
wierszu  o  Topielcu,  który  powracając  jakby  –  poprzez  zatracenie  się  w  zieleni  –  do  stanu 
przedludzkiego, odczłowiecza duszę i oddach wśród kwiatów. Poeta pragnie jakby sprawdzić, 
zapytać, czy powrót taki jest możliwy i co by oznaczał? 
 

Wiersz  udziela  na  to  właściwie  jednoznacznej  odpowiedzi.  Taki  pełny  powrót, 

zbliżenie się do istoty natury  czy zieleni  samej  w sobie (wg Kanta rzecz sama w sobie jest 
niepoznawalna)  oznaczałoby  zatracenie  istoty  człowieczeństwa.  Na  dnie  zieleni  –  Topielec 
leży martwy. Taka próba ma w sobie zapewne pogłosy innej jeszcze filozofii, którą Leśmian 
poznawał  przed  napisaniem  Łąki  –  filozofii  Henri  Bergsona,  który  zakładał  możliwość 
intuicyjnego wnikania w istotę rzeczy.  Być może  wiersz jest swoistą odpowiedzią poety na 
jego  wcześniejsze  urzeczenie  Bergsonem.  W  wierszu  jednak  przebycie  przez  intuicję  owej 
granicy między człowiekiem i  naturą jest ze swojej istoty niepoznawalne, gdyż topielec nie 
może  już  niczego  przekazać.  Pragnienie  przejścia  takiej  granicy  jest  zgubną  pokusą, 
poddawaną  przecież  przez  demona  zieleni.  Wydaje  się,  że  zbadanie  takiej  możliwości, 
otwierające  zbiór  Łąka,  było  poecie  potrzebne,  ,  by  w  zakończeniu  tego  zbioru  (poemat 
tytułowy)  ukazać  inny  wariant  stosunku  do  natury,  bliski,  serdeczny  i  miłosny,  
ale  zakładający  zachowanie  istoty  człowieczeństwa.  Stanowi  ją  właśnie  świadomość, 
oddzielona już od natury. Poza świadomością jest już przestrzeń śmierci. I choć świadomość 
skazuje nas  na klęski i cierpienia, wiedzę o tragicznj kondycji ludzkiego istnienia – człowiek 
musi tę świadomość przyjąć. 

                                                           

8

  Ballada  -  lit.  «wierszowany  utwór  epicko-liryczny,  niekiedy  udramatyzowany,  o  niezwykłej,  często 

fantastycznej tematyce, zaczerpniętej ze świata legend i podań ludowych» 

background image

 

 

W  Łące,  która  jest  w  pewnej  mierze  także  swoistą  próbą  optymizmu  Leśmiana, 

postuluje  się  bliskość  i  przyjaźń  człowieka  w  stosunku  do  natury.  Gdyby  zawędzić  bardzo 
problem,  powiedzielibyśmy  dzisiaj,  że  poeta  reazlizuje  głośny  współcześnie  światopogląd 
ekologiczny.  W  wielu  jednak  wierszach  tego  zbioru  Leśmian  ukazuje  naturę,  także  jako 
biologiczną stronę człowieka, jego zagrożenie (jak w Topielcu), prowadzące do nieuchronnej 
śmierci.  Poprzez  śmierć  człowiek  –  już  odczłowieczony,  powraca  do  natury,  z  której  się 
wyłonił. 
 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

background image

 

Ballada dziadowska 

 

Postukiwał dziadyga o ziem kulą drewnianą,  
Miał ci nogę obciętą aż po samo kolano.  
 
Szedł skądkolwiek gdziekolwiek — byle zażyć wywczasu,  
Nad brzegami strumienia stanął tyłem do lasu. 
 
Stał i patrzał tym białkiem, co w nim pełno czerwieni,  
Oj da-dana, da-dana! — jak się strumień strumieni! 

 
Wychynęła z głębiny rusałczana dziewczyca,  
Obryzgała mu ślepie, aż przymarszczył pół lica.  
 
Nie wiedziała, jak pieścić — nie wiedziała, jak nęcić?  
Jakim śmiechem pośmieszyć, jakim smutkiem posmęcić?  
 
Wytrzeszczyła nań oczy — szmaragdowe płoszydła —  
I objęła za nogi — pokuśnica obrzydła.  
 
Całowała uczenie, i łechtliwie i czule,  
Oj da-dana, da-dana! — tę drewnianą, tę kulę!  

 
Parskał śmiechem dziadyga w kark poklękłej ułudy,  
Aż przysiadał na trawie, jakby tańczył przysiudy.  
 
Aż mu trzęsła się broda i dwie wargi u gęby,  
Aż się kulą obijał o perłowe jej zęby!  
 
"Czemuż jeno całujesz moją kłodę stroskaną?  
Czemuż dziada pomijasz aż po samo kolano?  
 
Za wysokie snadź progi dla czarciego nasienia,  
Ty, wymoczku rusalny — ty, chorobo strumienia !  

 

Pieszczotami to drewno chcesz pokusić do grzechu?  

Oj da-dana, da-dana ! — umrę chyba ze śmiechu !" —  

 
Spowiła go ramieniem, okręciła, jak frygą!  
"Pójdźże ze mną, dziadoku — dziaduleńku-dziadygo !  
 
Będę ciebie niańczyła na zapiecku z korali,  
Będę ciebie tuczyła kromką żwiru spod fali.  
 
Będziesz w moim pałacu miał wywczasy niedzielne,  
Będziesz pijał z mej wargi pocałunki śmiertelne!"  
 
Pociągnęła za brodę i za torbę żebraczą  
Do tych nurtów pochłonnych, co się w słońcu inaczą.  
 
Nim się zdążył obejrzeć — już miał falę na grzbiecie — 
Nim się zdołał przeżegnać — już nie było go w świecie!  
 
Zakłębiły się nurty — wyrównała się woda,  
Znikła torba dziadowska i łysina i broda !  

background image

 

 

Jeno kloc ten chodziwy — owa kula drewniana  
Wypłynęła zwycięsko — oj da-dana, da-dana!  
 
Wypłynęła — niczyja, nie należna nikomu,  
Wyzwolona z kalectwa, wypłukana ze sromu!  
 
Brnęła tędy — owędy szukająca swej drogi,  
Niby szczątek okrętu, co się wyzbył załogi!  
 
Grzała gnaty na słońcu ku swobodzie, ku życiu,  
Zapląsała radośnie na swym własnym odbiciu!  
 
I we żwawych poskokach podyrdała przez fale.  
Oj da-dana. da-dana! — w te zaświaty — oddale!

 

 

 

 

W  tej  balladzie  można  odnaleźć  wiele  wątków  tematycznych  i  formalnych  poezji 

Leśmiana. Od razu narzuca się odwołanie poety do wzorów ludowych. Ludowy jes bohater, 
jedna z typowych postaci pieśni ludowej, ludowa jest forma dystychów, z których składa się 
ballada,  wraz  z  towarzyszącym  akcji  ballady  ludowym  refrenem  oj  da-dana,  da-dana
Odpowiada  także  atmosferze  pieśni  ludowej  miejsce  akcji:  pod  lasem  przy  strumieniu, 
miejsce  więc  dokładnie  nie  określone.  Bo  jak  mówi  tekst  ballady  –  dziadyga  szedł 
skądkolwiek gdziekolwiek
. Ludowa jest także wiara w zaludniające strumienie rusałki. 
 

Ta  ludowość  ma  także  pokrewieństwa  romantyczne.  Prowadzi  się  tu  pewną  grę  

z  motywami  romantycznymi.  Od  razu  przypomina  się  Świtezianka  Mickiewicza,  mówiąca  
o tym, jak to  rusałka wciągnęła młodzieńca w toń Świtezi, karząc go za złamanie przysięgi 
wierności.  Ale  straszna  rzecz,  która  spotyka  dziadygę  nie  jest  jakąś  karą  za  grzechy,  lecz 
wynika  jakby  z  normalnego  biegu  życia,  jego  pokus  i  niebezpieczeństw,  do  których  należy 
zapewne  i  starość  dziadygi.  Wiersz  nie  zawiera  moralistycznego  przesłania,  lecz  tak  jkaby 
diagnozę egzystencjalną. Ma ona charakter pesymistyczny. 
 

I u Mickiewicza, i u Leśmiana, rusałka wypowiada słowa pokusy i zachęty. Co więcej, 

wagi  ku  sobie  bryzgając  wodą  i  łechtając  nogi.  W  balladzie  Leśmiana  mamy  do  czynienia  
z rubasznym i groteskowym humorem, gdyż dziadyga ma przecież nogę odbciętą aż po samo 

kolano, zaś rusałka całuje i łechtliwie i czule kulę drewnianą dziada. Dochodzi więcj jeszcze 
jeden motyw: kalectwa  bytu  ludzkiego, o  czym  wyraźnie mówi  poeta także w cyklu  Pieśni 
kalekującycy
. I u Mickiewicza, i u Leśmiana rusałka wabi obietnicą: pobytu pod wodą:  pod 
namiotami  zwierciadeł  
(Mickiewicz),  w  pałacu  podwodnym  wywczasami  niedzielnymi 
(Leśmian).  Podobny  obraz  towarzyszy  zapowiedzi  groźnego  końca:  u  Mickiewicza  –  Oczy 
twe  żwirem  zagasną
;  u  Leśmiana  rusałka  wabi  obietnicą:  tuczenia  kromką  żwiru  spod  fali
Jeden  koniec  ma  spotkać  obydwu  kuszonych,  dziad  co  prawda  jest  bardziej  naiwny,  ale  – 
paradoksalnie  –  powinno  chronić  go  jego  kalectwo,  „kula  drewniana”.  Jednak  nie  chroni.  

Tak  jakby  XX-wieczny  poeta  pozbywał  się  złudzeń  romantycznych:  żadne  wyposażenie  
i  „zabezpieczenie”  nie  chroni  nas  przed  śmiercią.  Nawet  wtedy,  gdy  człowiek  nie  narusza 
ładu moralnego, gdyż naturą rządzi nie ład moralny (jak można domyślać się u Mickiewicza), 
lecz nieubłagane prawo życia i śmierci. To właśnie staje się najważniejszym tematem. 

background image

10 

 

 

Śmierć potrafi zaskoczyć człowieka i nastawać na niego za nic, za to, że idzie „byle 

zażyć wywczasu”, i zaskakuje go, nim ten „zdąży się obejrzeć”, nim „zdąży się przeżegnać”. 
Jest  jednak  jeszcze  różnica  formy  między  romantyzmem  Mickiewicza  i  Leśmianem, 
towarzysząca  tej  grozie  rzeczy  ostatecznych.  Ballada  Leśmiana  przeniknięta  jest  humorem,  
i  to  humorem  specjalnym.  Jest  to  humor  rubaszny,  ludowy,  ale  także  makabryczny, 
groteskowy. Dziadyga bowiem ginie nie jęcząc, nie krzycząc, lecz zanosząc się od śmiechu, 
zgoła  nie  zmysłowego,  łechtany  przez  drewno,  która  nie  wie,  że  łechce  –  drewno.  I  w  tym 
śmiechu  dziadyga  zostaje  wciągnięty  „przez  nurty  pochłonne”  wody  i  śmierci.  Na  dodatek 
jeszcze  (w  stopniowaniu  akcji  Leśmian  jest  niezwykłym  mistrzem)  wydarzeniu  towarzyszy 
niezwykły  epilog.  Oto  jednak  coś  z  dziada  ocala  się,  grzejąc  gnaty,  płynąc  ku  swobodzie,  
ku życiu
. Ocala się to jednak, co nigdy nim nie było – „owa kula drewniana”, co „wypłynęła 
zwycięsko” z topieli. Taki makabryczny, groteskowy humor zapowiada już w  Łące posępną 
atmosferę zbiorów następnych poetów: Napoju cienistego i pośmiertnej Dziejby leśnej
 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

background image

11 

 

Dusiołek 
 

Szedł po świecie Bajdała, 
Co go wiosna zagrzała — 

Oprócz siebie — wiódł szkapę, oprócz szkapy - wołu, 
Tyleż tędy, co wszędy, szedł z nimi pospołu. 
 

Zachciało się Bajdale, 
Przespać upał w upale, 

Wypatrzył zezem ściółkę ze mchu popod lasem, 
Czy dogodna dla karku - spróbował obcasem. 

 

Poległ cielska tobołem 
Między szkapą a wołem, 

Skrzywił gębę na bakier i jęzorem mlasnął 
I ziewnął wniebogłosy i splunął i zasnął. 

 

Nie wiadomo dziś wcale, 
Co się śniło Bajdale? 

Lecz wiadomo, że szpecąc przystojność przestworza, 
Wylazł z rowu Dusiołek, jak półbabek z łoża. 
 

Pysk miał z żabia ślimaczy — 
(Że też taki żyć raczy!) — 

A zad tyli, co kwoka, kiedy znosi jajo. 
Milcz gębo nieposłuszna, bo dziewki wyłają! 
 

Ogon miał ci z rzemyka, 
Podogonie zaś z łyka. 

Siadł Bajdale na piersi, jak ten kruk na snopie - 
Póty dusił i dusił, aż coś warkło w chłopie! 

 
Warkło, trzasło, spotniało! 
Coć się stało, Bajdało? 

Dmucha w wąsy ze zgrozy, jękiem złemu przeczy — 
Słuchajta, wszystkie wierzby, jak chłop przez sen beczy! 
 

Sterał we śnie Bajdała 
Pół duszy i pół ciała, 

Lecz po prawdzie niedługo ze zmorą marudził - 
Wyparskał ją nozdrzami, zmarszczył się i zbudził. 
 

Rzekł Bajdała do szkapy: 
Czemu zwieszasz swe chrapy? 

Trzebać było kopytem Dusiołka przetrącić, 
Zanim zdążył mój spokój w całym polu zmącić! 
 

Rzekł Bajdała do wołu: 
Czemuś skąpił mozołu? 

Trzebać było rogami Dusiołka postronić, 

background image

12 

 

Gdy chciał na mnie swej duszy paskudę wyłonić! 
 

Rzekł Bajdała do Boga: 
O, rety - olaboga! 

Nie dość ci, żeś potworzył mnie, szkapę i wołka, 
Jeszcześ musiał takiego zmajstrować Dusiołka? 

 

 

Pomysł ballady o Dusiołku został zapewne podsunięty poecie przez wierzenia ludowe. 

Istnieje  w  nich  przesąd  o  zmorze  duszącej  śpiącego  w  czasie  snu  (pisze  o  tym  
K. Moszczyński), stąd też – żartobliwa, ale i groźna nazwa poety dla tej zmory  – Dusiołek. 
Wierzono, że istnieje rada na taką zmorę – należało czym prędzej po przebudzeniu się przebić 
ją  czymś  ostrym  i  przytwierdzić  do  ziemi,  do  ściany.  Stąd  zrozumiała  staje  sie  pretensja 
chłopa  Bajdały  do  wołu,  że  nie  „postronił”  Dusiołka  ostrym  rogiem,  czy  do  szkapy,  że  nie 
przetrąciła  go kopytem.  Charakter ludowy bohatera omawianej  ballady nie nasuwa żadnych 
wątpliwości. Typowa jest sceneria, jak i towarzyszące Bajdale zwierzęta, nawet imię chłopa 
spotykamy w pieśni ludowej, skąpiącej tu różnorodności (najczęściej jest to jakiś Jaś). 

Charakterystyczne  jest  miejsce  akcji.  Wydarzenie  dzieje  się  „pod  lasem”,  

gdzie  Bajdała  wypatrzył  ściółkę  dogodną  dla  snu.  W  większości  ballad  Leśmiana  akcja  ich 
dzieje  się  w  typowych  dla  pieśni  ludowej,  dosyć  nieokreślonych  miejscach:  w  karczmie,  
w  polu,  na  cmentarzu,  w  sadzie,  pod  lasem.  Takie  nieokreślenie  pozwala  na  tym  silniejsze 
przeniesienie  znaczeń  w  sferę  światopoglądową,  zarysowanie  sytuacji  egzystencjalnej. 
Dlatego też w pierwszej strofie dowiadujemy się, że Bajdała szedł [...] Tyleż tędy – co wszędy
Przypomina  to  jedną  z  Klechd  polskich  Leśmiana  (Podlasiak).  Pisał  tam  o  wędrujących 
włóczęgach:  Obojętny  był  im  kierunek  zdybanej  drogi  i  obojętny  podział  świata  na  cztery 
dokładnie  oznaczone  strony  [...]  Szli  skądkolwiek  –  dokądkolwiek,  a  raczej  –  znikąd  – 
donikąd,  co  mimo  jednakiej  treści,  dzięki  rozłożystszym  w  swym  nieokreśleniu  sporszy  na 
pozór kęs zagarnia i uprzytamnia. Świat w ten sposób zagarniony i uprzytomniony, udzielał 
im wszystkim dróg na raz, a żadnej z osobna. 

Cały utwór nosi jakby charakter opowieści ludowego narratora. Wskazywałaby na to 

wtrącona uwaga w tekście: Milcz, gębo nieposłuszna, bo dziewki wyłają – zwracająca uwagę 
na  audytorium.  Może  sam  Bajdała  to  także  bajarz?  Podobnie  kreuje  poeta  ballady  Dwaj 

Macieje,  zaczynającej  się  od  słów  Pleć,  pleciugo!  Jest  to  stylizacja  jakby  na  narratora,  

a czasem na poetę zamierzchłego czasu, który opowiada nam swoje ballady i pieśni.  

 

Dusiołek  to  ballada  nasuwająca  refleksje  ogólne,  a  nawet  filozoficzne.  Kazimierz 

Wyka  sugerował,  że  chodzi  to  o  sugestię  symboliczną  filozoficznej  przyrody  na  temat  zła, 
które  jest  zaraźliwe,  sumienia,  które  przez  zło  bywa  zmącone  
(O  czytaniu  i  rozumieniu 
współczesnej  poezji
).  Wydaje  się,  że  chodzi  w  balladzie  o  zło  czyhających  zewsząd  klęsk 
życiowych , ciągłą ludzką niepewność doli, wobec ciemnych i niezbyt jasno rozumianych sił 
wewnętrznych i zewnętrznych, czasem tyleż niebezpiecznych co bezsensownych. W świecie 
roją się różne stwory nieprzyjazne człowiekowi, jak Dusiołki, Zmierzchuny, Zmory. Podobne 
zjawy  tworzyła  wyobraźnia  ludowa.  Występują  one  w  balladach  Leśmiana,  nie  tylko  dla 
ożywienia teatru zdarzeń, ale i dla przekazania znaczeń światopoglądowych. Świat staje się tu 

background image

13 

 

nie  tylko  dziwny,  ale  groźny.  Końcowe  słowa  Bajdały,  skierowane  do  Boga,  podważają 
naiwnie optymistyczną wizję kreacji świata. 

 

Pojawia  się  pytanie,  na  które  poeta  nie  daje  odpowiedzi,  jak  rozumieć  Boga,  jeśli 

byłby on także stwórcą Dusiołków, jak z niedowierzeniem i zgrozą stwierdza Bajdała. Trudno 
mu  przypuścić,  aby  wszystko,  co  istnieje,  zostało  stworzone  (czy  niekiedy  „spotworzone”) 
przez  Boga,  także  byty  absurdalne  i  groźne.  Podważają  one  jednak  przekonanie  o  dobru   
i  celowości  funkcjonowania  świata.  Bajdała  jakby  waha  się  między  przyjęciem  boskiego, 
dobrego  charakteru  świata,  a  wizją  manicheistyczną  zakładającą  istnienie  elementu  zła  w 
świecie. 
 

Zastanawiając  się  nad  znaczeniami,  jakie  pragnął  nam  przekazać  poeta  w  balladzie, 

musimy  uwzględnić  przenikający  utwór  humor.  Humor  i  komizm  występują  u  Leśmiana 
najsilniej  w  utworach  o  tonacji  ludowej,  szczególnie  właśnie  w  balladach.  Humor  ten  nie 
występuje  nigdy  w  formie  beztroskiego  śmiechu  czy  zwykłej  parodii,  lecz  pojawia  się  
zwłaszcza w momentach groźnych  i przerażających jak w Dusiołku, gdy śmieszy nas stwór, 
będący źródłem przerażeń i zasadniczych zwątpień Bajdały. 
 

Nasuwa  się  wniosek,  że  Leśmian  próbuje  w  ten  sposób  opanować  nieuniknione 

straszności i klęski życia, przeciwstawiać się im.  Jest to więc próba hierarchicznego trwania 
mimo  lęku  przed  grozą  życia  i  śmierci.  A  jednocześnie  także  próba  wyjścia  z  patosu  
pesymistycznej  liryki  młodopolskiej.  Dokonuje  się  to  przy  użyciu  estetyki  pieśni  ludowej,  
w  której  śmiech  jest  także  wyrazem  mądrości,  dążącej  do  opanowania  nieuniknionych 
sprzeczności  życia,  jak  w  prostej  piosence  o  Maćku,  który  choć  umarł,  „podskoczyłby 
jeszcze”, „gdyby mu zagrali”. 
 

Śmiech  Leśmiana  jest  próbą  wyjścia  poza  samotność,  gdyż  jak  stwierdzał  Henri 

Bergson  w  swej  rozprawie  o  komizmie,  humor  i  śmiech  są  zwsze  skierowane  na  kogoś,  
są możliwe tylko w określonym kręgu społecznym. Jest to więc u Leśmiana chęć przejścia od 
liryki samotniczej, do liryki podkreślającej współudział czytelnika.  

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

background image

14 

 

Dwoje ludzieńków 
 

Często w duszy mi dzwoni pieśń, wyłkana w żałobie, 
O tych dwojgu ludzieńkach, co kochali się w sobie. 
 
Lecz w ogrodzie szept pierwszy miłosnego wyznania 
Stał się dla nich przymusem do nagłego rozstania. 
 
Nie widzieli się długo z czyjejś woli i winy, 
A czas ciągle upływał — bezpowrotny, jedyny. 
 
A gdy zeszli się, dłonie wyciągając po kwiecie 
Zachorzeli tak bardzo, jak nikt dotąd na świecie! 
 

Pod jaworem — dwa łóżka, pod jaworem — dwa cienie, 

Pod jaworem ostatnie, beznadziejne spojrzenie. 

 

I pomarli oboje, bez pieszczoty, bez grzechu, 
Bez łzy szczęścia na oczach, bez jednego uśmiechu. 
 
Ust ich czerwień zagasła w zimnym śmierci fiolecie, 
I pobledli tak bardzo, jak nikt dotąd na świecie! 
 
Chcieli jeszcze się kochać poza własną mogiłą, 
Ale miłość umarła, już miłości nie było. 
 
I poklękli spóźnieni u niedoli swej proga, 
By się modlić o wszystko, lecz nie było już Boga. 
 
Więc sił resztą dotrwali aż do wiosny, do lata 
By powrócić na ziemię — lecz nie było już świata. 

 

 
Pisząc: Często w duszy mi dzwoni pieśń, wyłkana w  żałobie – poeta miał zapewne na myśli 
także odniesienie do tekstu pieśni ludowej, która posłużyła za motyw jego utworu. Widzimy 
raz jeszcze, jak wątki ludowe, przenikając do poezji Leśmiana, tworzą zupełnie nową jakość, 
nieporównywalną  z  ich  wzorem.  A  oto  jeden  ze  wzorów  Leśmiana,  zapisany  w  zbiorze 
Oskara Kolberga: 

 

Zakochali się, zakochali się, 

 

 

 

dwoje ludzieńków w sobie,  

 

 

a Pan Jezus wie, a Pan Jezus wie, 

 

 

 

czy na pociechę sobie. 

 

 

 

Zakochali się, zakochali się,  

 

 

 

dolę się nie widzieli, 

 

 

jak się ujrzeli, jak się ujrzeli, 

 

 

 

oboje zachorzeli. 

background image

15 

 

Inna zaś pieśń ludowa powiada: 
 

 

 

 

stoi jawor zielony, 

 

 

Pod jaworem łóżeńko, 

 

 

na łóżeńku Jasieńko 

leży, leży, choruje... 

 

Z  tych  dwóch  wątków  tworzy  Leśmian  atmosferę  miniaturowej  ballady,  nadając 

opowiedzianemu  zdarzeniu  treść  światopoglądową,  metafizyczną.  W  tym  utworze,  trochę 

podobnie  jak  w  balladzie  Dziewczyna,  mowa  jest  o  pragnieniach  daremnych.  Każde  z 
kolejnych  pragnień  zostaje  bowiem  uniemożliwione.  Miłość  przemienia  się  w  rozstanie, 
schadzka w chorobę, pragnienie miłości poza mogiłą przynosi śmierć miłości, modlitwa jest 
spóźniona,  gdyż  nie  ma  już  Boga,    powrót  na  ziemię  niemożliwy,  gdyż  nie  ma  już  świata. 
Widzimy  tu  stopniowanie  efektów,  kreacyjną  „przesadę”  –  tak  charakterystyczne  dla  poezji 
Leśmiana.  Jest  to  więc  niemożność  spełnienia  podniesienia  do  absurdu,  wręcz  prawie 
humorystyczna,  groteskowa.  W  groteskowym przedstawieniu literackim  mamy do czynienia  
z  deformacją  przedstawionego  obrazu  czy  akcji,  w  kierunku  ironicznej  grozy,  posępnego 
humoru  połączonego  z  parodią.  Bo  właśnie  dążenie  do  spełnienia  miłości  okazuje  się  tutaj 
wręcz  swoją  parodią.  Humor  staje  się  mniej  pogodny,    wręcz  groźny,  kryjący  poza  sobą 
powagę  rzeczy  ostatecznych.  Elementy  groteski  będą  wzrastać  w  wierszach  Leśmiana  
z ostatniego okresu. 

Interesujące w tej parodyjnej grotesce jest to, że poeta obdarza opisaną niemożliwość, 

cierpienie z tego powodu, ogromnym współczuciem. Współczucie dla człowieka i  jego losu 
jest  jednym  z  dominujących  akcentów  dojrzałej  twórczości  Leśmiana.  Widzimy  to  już  
w  Łące,  ale  szczególnie  ten  ton  narasta  w  Napoju  cienistym  i  pośmiertnej  Dziejbie  leśnej.  
Od dawna zniknął już mocarz duchowy, poszukujący przede wszystkim duchowej i życiowej 
przygody. Takie echa słyszymy jeszcze w debiutanckim Sadziej rozstajnym, jako pogłos może 

filozofii Fryderyka Nietzschego. W wierszu Ludzie Napoju cienistego poeta wręcz deklaruje 
miłość  swoją  do  ludzi  „biednych,  prostych”.  Jednocześnie  Leśmian  dystansuje  się  od 
programowego kultu wielu poetyk XX-lecia – ludzi przeciętnych, ludzi-masy. Mówił o tym w 
swoich  wypowiedziach  programowych.  Człowiek,  nad  którym  pochyla  się  poeta,  jest  kimś 
zwykłym,  ale nie przeciętnym. Dane jest mu  bowiem  odczuwanie ponad miarę swego losu, 
choćby  nawet  człowiek  taki  zdolny  był    tylko  do  skragi  „byle  jakiej”  (wiersz  Ludzie). 
Dlaczego więc poeta używa często form parodyjnych?  Gdyż – jak w obecnym wierszu -  oba 
te elementy, parodii i współczucia, oddziałują na siebie, wyolbrzymiają się tworząc tragiczny 
kontrast.  Wrażenie  jest  tym  silniejsze,  że  poeta    używa  form  prostych,  proste  sa  obrazy  

i forma poezji dystychowej, charakterystyczne dla utworów ludowych. 

 

 

 

 

 

 

background image

16 

 

Ze zbioru NAPÓJ CIENISTY 

 

Dziewczyna 

 

Władysławowi Jaroszewiczowi, 

Jego entuzjastycznym zapałom 

dla dzieł twórczych i szczerym 

wyczuciom czarów poetyckich 

 

Dwunastu braci, wierząc w sny, zbadało mur od marzeń strony, 
A poza murem płakał głos, dziewczęcy głos zaprzepaszczony. 
 
I pokochali głosu dźwięk i chętny domysł o Dziewczynie, 
I zgadywali kształty ust po tym, jak śpiew od żalu ginie... 
 
Mówili o niej: "Łka, więc jest!" — I nic innego nie mówili, 
I przeżegnali cały świat — i świat zadumał się w tej chwili... 
 
Porwali młoty w twardą dłoń i jęli w mury tłuc z łoskotem! 
I nie wiedziała ślepa noc, kto jest człowiekiem, a kto młotem? 
 
"O, prędzej skruszmy zimny głaz, nim śmierć Dziewczynę rdzą powlecze!" - 
Tak, waląc w mur, dwunasty brat do jedenastu innych rzecze. 
 
Ale daremny był ich trud, daremny ramion sprzęg i usił! 
Oddali ciała swe na strwon owemu snowi, co ich kusił! 
 
Łamią się piersi, trzeszczy kość, próchnieją dłonie, twarze bledną... 
I wszyscy w jednym zmarli dniu i noc wieczystą mieli jedną! 
 
Lecz cienie zmarłych — Boże mój! - nie wypuściły młotów z dłoni! 
I tylko inny płynie czas —  i tylko młot inaczej dzwoni... 
 
I dzwoni w przód! I dzwoni wspak! I wzwyż za każdym grzmi nawrotem! 
I nie wiedziała ślepa noc, kto tu jest cieniem, a kto młotem? 
 
"O, prędzej skruszmy zimny głaz, nim śmierć Dziewczynę rdzą powlecze!" — 
Tak, waląc w mur, dwunasty cień do jedenastu innych rzecze. 
 
Lecz cieniom zbrakło nagle sił, a cień się mrokom nie opiera! 
I powymarły jeszcze raz, bo nigdy dość się nie umiera... 
 
I nigdy dość, i nigdy tak, jak pragnie tego ów, co kona!... 
I znikła treść — i zginął ślad — i powieść o nich już skończona! 
 
Lecz dzielne młoty — Boże mój — mdłej nie poddały się żałobie! 
I same przez się biły w mur, huczały śpiżem same w sobie! 
 
Huczały w mrok, huczały w blask i ociekały ludzkim potem! 
I nie wiedziała ślepa noc, czym bywa młot, gdy nie jest młotem? 

background image

17 

 

 
"O, prędzej skruszmy zimny głaz, nim śmierć Dziewczynę rdzą powlecze!" - 
Tak, waląc w mur, dwunasty młot do jedenastu innych rzecze. 
 
I runął mur, tysiącem ech wstrząsając wzgórza i doliny! 
Lecz poza murem — nic i nic! Ni żywej duszy, ni Dziewczyny! 

 

Niczyich oczu ani ust! I niczyjego w kwiatach losu! 
Bo to był głos i tylko — głos, i nic nie było oprócz głosu! 
 

Nic — tylko płacz i żal i mrok i niewiadomość i zatrata! 
Takiż to świat! Niedobry świat! Czemuż innego nie ma świata? 
 
Wobec kłamliwych jawnie snów, wobec zmarniałych w nicość cudów, 
Potężne młoty legły w rząd, na znak spełnionych godnie trudów. 
 
I była zgroza nagłych cisz. I była próżnia w całym niebie! 
A ty z tej próżni czemu drwisz, kiedy ta próżnia nie drwi z ciebie? 

 

 

Kazimierz Wyka pisał, że Dziewczyna jest balladą filozoficzną. Stosuje się to nie tylko 

do  tego  utworu.  Ballady  z  Napoju  cienistego  mają  mniej  zaznaczony  charakter  ludowy,  w 
porównaniu  z  balladami  z  Łąki.  Ściszeniu  i  zmniejszeniu  ulega  w  związku  z  tym  również 
element  humoru,  zmienia  swój  charakter.  O  wiele  bardziej  dochodzi  do  głosu  element 
pesymizmu  w  ogólnej  wymowie  utworów,  pojawia  się  motyw  klęski,  rozczarowania 
życiowego,  lęku  i  przeczucia  śmierci.  W  związku  z  tym  poeta  stawia  zasadnicze  pytania 
tyczące sytuacji człowieka w życiu. Dzieje się tak i w omawianej balladzie. 
 

Rzecz  dotyczy  pewnych  ludzkich  postaw,  wysnucia  stąd  określonych  wskazań 

moralnych.  Sammotyw  ballady,  Dziewczyny,  której,    jak  się  okazało  -    w  ogóle  nie  było, 
kojarzy się z starofrancuskim poematem Roman de la Rose czyli Powieść o Róży – napisanym 
przez Guillaume’a de Lorris. W poemacie tym bohater poszukujący miłości staje się również 
przed  wysokim  murem,  za  którym  znajduje  się  Róża,  symbolizująca  przedmiot  pożądania. 
Bohater pragnie zyskać Różę, która pozostaje na boku, nie włącza się do akcji. Najważniejsze 
pozostają  same  wysiłki  bohatera.  Interesujące  jest  istnienie  podobnej  atmosfery  w  balladzie 
ludzkiego postępowania. Znów kierujemy się ku literaturze średniowieczne, która inspirowała 
np. motyw tańca śmierci u Leśmiana. 
 

Nie  tylko  sama  Dziewczyna  jest  u  Leśmiana  alegorią,  podobny  charakter  noszą 

wszelkie  wydarzenia  akcji,  nieprawdopodobnej  przecież  i  liczącej  się  jedynie  z  logiką 
artystyczną.  Wyka  zauważył:  „Fabuła  rozgrywa  się  wszędzie  i  nigdzie,  w  marzeniu  i  na 
jawie”.  Ale  problematyka  utworu  jest  mimo  to  jak  najbardziej  na  serio.  Czytamy  dalej  u 
Wyki: „Dziewczyna to utwór o drodze do celu i jej właściwościach, a nie o celu samym i jego 
treściach.  Z  wyjątkiem  tej  jednej  gorzkiej  prawdy:  cel  jest  nieosiągalny.  [...]  Wprawdzie za 
tajemniczym murem nie ma żadnej Dziewczyny i nie mamy gwarancji, by kiedykolwiek tam 
była, jednak nie sceptyczna rezygnacja stąd wynika, ale nakaz bezwzględny, nakaz bohaterski 

background image

18 

 

dążenia.  Motyw  sceptyczny  zostaje  nie  tylko  wyrównany,  ale  i  przeważony  położonym  na 
drugiej szali motywem stoickim” (O czytaniu i rozumieniu współczesnej poezji). 

 

Ten sąd Wyki nie uwzględniał jednak w pełni zakończenia utworu. Motyw heroiczny 

nie  unieważnia  bowiem  istniejących  w  Dziewczynie  co  najmniej  dwóch  sceptycyzmów:  
jednego,  wobec  wartości  dążenia  mimo  wszystko  do    wytkniętego  celu,  i  drugiego: 
sceptycyzmu wobec wartości wszelkich celów, skoro są nieosiągalne. Sceptycyzm przeradza 
się  tutaj  w  tragizm  i  grozę  sądów  o  bycie.  Jeśli  sceptycyzm  wobec  dążenia  do  celu  zostaje 
mimo  wszytsko  osłabiony  postulatem  działania,    to  pesymizm  sądu  poety  o  bycie  nie  jest 
zakwestionowany. Próba opanowania tragizmu poprzez ironię zakończenia utworu wykazuje 
swoją bezsilność: A ty z tej próżni czemu drwisz, kiedy ta próżnia nie drwi z ciebie? Śmiech 
tragiczny  nie  znajduje  tutaj  przedmiotu,  nie  ma  się  z  czego  śmiać.  Próżnia,  wielkie  Nic, 
nicość  otwierająca  się  poza  bytem  nie  może  być  przedmiotem  drwiny,  gdyż  nie  istnieje, 
istnieje tylko jako przeciwstawienie bytu. 

 

Niezależnie od wszelkiego dążenia, heroizmu i wysiłków, niezależnie od ich wyników 

w  rzeczywistym  świecie  –  koniec  końców  człowiek  staje  wobec  nicości,  wobec  śmierci. 
Widmo  śmierci  jest  wszechobecne  w  utworze.  Mamy    w  nim  bowiem  do  czynienia  ze 
śmiercią  wielokrotną:  braci,  ich  cieni  i  śmiercią  młotów.  Przez  to  zwielokrotnienie  śmierci 
osiąga  poeta  swój  cel  artystyczny,  ukazuje  przemożną  siłę  śmierci,  jej  absurdalną 
wszechobecność. Napisał przecież:  Bo nigdy dość sie nie umiera!  Ta wielokrotność śmierci 
jest także faktem psychologicznym – z świadomością śmierci  nie można się pogodzić, myśl o 
niej powraca wielokrotnie za życia, wraca po  śmierci człowieka w ludzkiej pamięci. Czytamy 
w wierszu Ubóstwo z Napoju cienistego

 
 

 

Dziś rysy waszych twarzy w pamięci mi  gasną 

 

 

Umieracie raz jeszcze śmiercią spoza świata. [...] 

 

 

Pochowani w mogile mrą wciąż za mogiłą... 

 

 

W  utworach  Leśmiana  z  ostatniego  okresu  jego  twórczości  ciągle  obecne  jest 

przeczucie  śmierci.  Nie  wyrównuje  go  żadna  pociecha.  Działać  i  żyć  pomimo  takiej 
perspektywy, oto stoicki i heroiczny program. 

 

Dziewczyna  nie  narzuca  silnych  skojarzeń  z  ludowością.  Jednak  motyw  braci 

pragnących  dokonać  bohaterskich  czynów,  baśń  o  zamurowanej  dziewczynie  istnieją  
w  opowieściach  baśniowych.  Także  ogólne  zasady  kompozycyjne:  typowa  dla  opowieści 
ludowych  liczba  bohaterów  –  dwunastu  (dwunastu  braci,  dwunastu  rozbójników),  liczba, 
która  została  zainspirowana  może  przez  Biblię  (dwunastu  apostołów);  także  podział 
trzyczęściowy  ballady:  działanie  braci,  ich  cieni,  wreszcie  młotów  –  jest  typowy  dla 
opowieści i pieśni ludowych. 
 

 

 

 

 

background image

19 

 

Trupięgi 

 

Kiedy nędzarz umiera, a śmierć swoje proso 
Sypie mu na przynętę, by w trumnę szedł boso, 
Rodzina z swej ofiarnej rozpaczy korzysta, 
By go obuć na wieczność, bo zbyt jest ciernista - 
I grosz trwoniąc ostatni dla nóg niedołęgi, 
Zdobywa buty z łyka, tak zwane trupięgi. 
A gdy już go wystroi w te zbytki żebracze, 
Wówczas dopiero widzi, że nędzarz — i płacze! 
Ja — poeta, co z nędzy chciałem się wymigać, 
Aby śpiewać bez troski i wieczność rozstrzygać, 
Gdy mnie w noc okradziono, drwię z ziemskiej mitręgi, 
Bo wiem, że tam — w zaświatach mam swoje trupięgi! 
Dar kochanki czy wrogów chytra zapomoga? — 
Wszystko jedno! W trupięgach pobiegnę do Boga! 
I będę się chełpliwie przechadzał w zaświecie, 
Właśnie tam i z powrotem po obłoków grzbiecie, 
I raz jeszcze — i nieraz — do trzeciego razu, 
Nie szczędząc oczom Boga moich stóp pokazu! 
A jeśli Bóg, cudaczną urażony pychą, 
Wzgardzi mną, jak nicością, obutą zbyt licho, 
Ja - gniewny, nim się duch mój z prochem utożsami,  
Będę tupał na Niego tymi trupięgami! 

 

 

 

Cóż  to  są  trupięgi?  Słowo  wymyślone,  czyli  neologizm  utworzony  przez  poetę? Jak 

sam pisze w wierszu: buty z łyka, czyli trupięgi. Była to w pewnych okolicach nazwa ludowa 
obuwia,  które  zakładano  zmarłemu  do  trumny.  Słowo  zresztą  bardzo  przypomina 
Leśmianowskie  neologizmy.  W  związku  z  tym  warto  przypomnieć,  że  Leśmian  nie  tylko 
tworzył  liczne  neologizmy,  ale  i  przyswajał  podobne  w  atmosferze  wyrazy  mało  znane, 
gwarowe,  wyrazy  zapomniane,  nadając  im  często  nowe  znaczenie,  czyli  tworząc  tzw. 
neosemantyzmy.  W  omawianym  wierszu  Leśmian  nie  ukrywa  ludowego  pochodzenia 
trupięgów  i  cała  pierwsza  część  utworu  to  opis  smutnej  ceremonii  pogrzebowej  w  ubogiej 
chłopskiej rodzinie. 
 

Ale  u  Leśmiana  opis  nie  bywa  zwykłym,  prostym  opisem.  Więc  i  tutaj  pojawia  się  

w  nim  drugie  dno,  zostają  przywołane  sprawy  ostateczne.  To  obraz  śmierci,  obsesyjny  
w ostatnich wierszach Leśmiana. Po zgodnie Leśmiana pisał Karol Irzykowski: Śmierć samą 
miał  lekką,  ale  można  powiedzieć  –  cierpiał  na  nią  długo  i  ciężko,  już  przedtem,  całym 
bogactwem swojej wyobraźni. 
Znów byt ziemski – najgorszy nawet, jaki by nie był – zostaje 
przeciwstawiony  smętnej  i  „ciernistej”  wieczności.  Po  ziemi  można  jeszcze  chodzić  boso,  
wieczność jednak wymaga trupięgów, gdyż jest „zbyt ciernista”. W przeciwstawieniu dwóch 
bytów:  ziemskiego  i  wiecznego,  znów  jesteśmy  tu  bliscy  problematyki  filozoficznej  Sörena 
Kierkegaarda. 

 

Druga  część  utworu  –  fantastyczna  alegoria  –  jest  jakby  próbą  walki  o  niezależność 

człowieka, postawionego wobec wobec zaświata i Boga. To poczucie „pretensji” do Stwórcy 

background image

20 

 

wyraża  się  tutaj  w  buncie  i  sprzeciwie.  To,  że  bunt  zostaje  wyrażony  w  trochę  śmieszny 
sposób – tupaniem zwykłego umarłego, i to w najnędzniejszych butach, obniża jakby rangę 
tego buntu, ale przecież także ją podwyższa. Wymaga to jakby dodatkowej odwagi. Ale i Bóg 
wyobrażony  jest  na  miarę  człowieka  obkutego  właśnie  w  trupięgi.  Element  humorystyczny  
i  groteskowy  działa  tutaj  jakby  w  obu  kierunkach.  Próbę  ostatecznego  buntu  przeciw  Bogu 
ukaże Leśmian w poemacie Eliasz. Prorok Eliasz unoszony na ognistym wozie dąży bowiem 
poza wszechświat, gdzie „Bóg jest niepotrzebny”. Nie wiadomo jednak czy ten pęd, w którym 
prorok zaczyna zanikać, jest jego zwycięstwem czy klęską. 
 

Stwórca  w  wierszu  Trupięgi    jest  jednocześnie  silny  i  groźny,  ale  i  podejrzewany  o 

pychę, jeśli mógłby nie docenić człowieka „obkutego zbyt licho”. Trupięgi jednak, choć taki 
liche,  mogą  służyć  do  tupania.  Ironia  ludowa  przytępia  tu  jednak  bluźniercze  ostrze,  
a  zarazem  paradoksalnie  przybliża  wyobrażenie  Boga,  chytrość  ludowej  przypowieści  łączy 
tu naiwność z wyrafinowaniem. 
 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

background image

21 

 

Sad rozstajny 

[w:] Jarosław Marek Rymkiewicz, Leśmian: encyklopedia. 

 

 
Rękopis  Sadu  rozstajnego  Leśmian  złożył  w  wydawnictwie  Jakuba  Mortkowicza  na 
przełomie listopada i  grudnia 1911 roku tuż przed swoją drugą podróżą do Francji. Miał  to 
być  debiut  książkowy  poety.  Leśmian  miał  wówczas  trzydzieści  pięć  lat,  a  kiedy  Sad  się 
ukazał  –  niemal  trzydzieści  sześć.  Dzięki  temu,  że  właśnie  wówczas,  gdy  decydowały  się 
sprawy związane z ostatecznym kształtem książki, Leśmian był w Paryżu, stosunkowo nieźle 
znane są okoliczności wydania tego tomiku. Leśmian korespondował bowiem w tej sprawie 
Zenonem Przesmyckim, prosząc go o opiekę nad książką, a nawet zdając się na jego decyzje 
w sprawie jej zawartości i układu. Poeta miał też prawdopodobnie nadzieję, że Mortkowicz, 
trochę  go  lekceważący,  będzie  się  liczył  ze  zdaniem  potężnego  i  wpływowego  Miriama. 
Dzięki  tej  korespondencji  wiadomo,  że  Sad,  gdy  został  wydany,  wyglądał  nieco  inaczej,  
niż  poeta  wcześniej  sobie  to  zamierzył.  Leśmian  chciał  bowiem,  żeby  była  to  duża  książka 
(„pierwszy  mój  zbiór  –  mówi  jeden  z  listów  –  więc  niechże  będzie  pakowany”),  Miriam 
natomiast,  idąc  w  tym  na  rękę  Mortkowiczowi,  który  chciał  tom  „uszczuplić”,  proponował 
skróty,  przeciw  czemu  poeta  trochę  się  bronił,  ale  dość  nieśmiało:  „doradzacie  skrócenie 
Aniołów,  a  ten  cykl  jest  nieskracalny”.  Cykl  Aniołowie  ostatecznie  w  Sadzie  pozostał,  

w jednym z listów mowa jest natomiast o dwóch innych cyklach – W pobliżu słońca oraz Pod 
strażą wieczorów
 –  które  Leśmian, prawdopodobnie usłuchawszy  rad Miriama, zdecydował 
się usunąć, a potem może zniszczył albo przerobił (wiersze pod takimi tytułami nie są znane). 

Przesmycki,  jak  można  się  domyślać,  zdecydował  też  o  usunięciu  z  książki  wielu  innych 

wierszy – w późniejszych listach mowa jest o również nieznanym obecnie cyklu pod tytułem 
Pieśni przelotne, który Leśmian napisał w Paryżu i wysłał do Mortkowicza („zdawało mi się, 
że są dobre i  stokroć mocniej rozszerzą zawartość tomu”). Przedmiotem korespondencyjnej 
dyskusji był również tytuł tomu. Leśmian długo nie mógł się zdecydować, jak książka ma się 
nazywać,  i  wymyślał  w  Paryżu  coraz  to  nowe  tytuły,  przedstawiające  je  Miriamowi  
i domagając się od niego decyzji w tej sprawie: „Wrótnia rozwarta albo Zasiew przydrożny

albo  Harfa  w  parowie,  albo  Sad  rozstajny,  albo  Znój  zwierciadła,  albo  Różana  zagroda,  

albo  Zagon  chabrowy,  albo  Kwiecień  spełniony,  albo  Poprzez  śpiew,  albo  Pożar  obłoków

albo  Kwiatów  zmartwychwstanie”.  Poeta  miał  jeszcze  kilka  innych  pomysłów  (wśród  nich 
jeden  świetny:  Kwiaty  widzące),  wreszcie  napisał  do  Miriama  :  „Wybieram  tedy  za  Waszą 
radą  Sad  rozstajny”.  Z  listów  do  Przesmyckiego  znane  jest  też  honorarium,  które  Leśmian 
otrzymał od Mortkowicza: wydawca, zapewne jeszcze w Warszawie, zapłacił poecie sto rubli 
(jak  uważał  Leśmian  –  „dla  opędzenia  się  od  autora”)  i  obiecał  następne  sto  po  sprzedaniu 
książki. Czy ta druga część honorarium została Leśmianowi wypłacona, nie wiadomo, ale nic 

na  to  nie  wskazuje.  Korespondencja  z  Miriamem  w  sprawie  Sadu  rozstajnego  kończy  się  w 
połowie czerwca 1912 roku listem, w którym jest informacja, że Leśmian w pensjonacie przy 

background image

22 

 

rue Vavin pod numerem 13 robi korektę książki: „już mam 10-y arkusz korekty, więc tom jest 
na  ukończeniu”.  Ukazanie  się  Sadu  rozstajnego  odnotowane  zostało  jednak  dopiero  w 
grudniowym  numerze  krakowskiego  „Przewodnika  Bibliograficznego”,  z  czego  można 
wnioskować, że tom ukazał się późną jesienią. „Przewodnik” informuje, że Sad drukowano w 
Krakowie (w drukarni Anczyca i Spółki) i że w księgarniach Królestwa książkę można było 
kupić za 1 rubel i 20 kopijek. Cena w „Przewodniku” została podana tylko w rublach i  może 
to świadczyć, że Sad w ogóle nie był sprzedawany w Galicji – „Przewodnik Bibliograficzny” 
z  zasady  podawał  bowiem  również  ceny  książek  w  koronach.  Na  temat  nakładu  tomu  oraz 
jego  sprzedaży  nie  ma  żadnych  wiadomości.  Przez  krytykę  ówczesną  debiut  książkowy 
Leśmiana został niemal przeoczony  – ukazały się prawdopodobnie (sprawa ta nie jest może 

dostatecznie  zbadana)  tylko  dwie  recenzje  Sadu,  obie  dość  zdawkowe.  Można  to  tłumaczyć 
tym,  że  czytającą  publiczność  koło  roku  1912  nudziły  już  nirwaniczne  uniesienia  młodych 
modernistów, a także ich „sztuka dla sztuki” – było już zapewne jasne, że w tej dziedzinie nie 
da  się  dokonać  niczego  ponad  to,  czego  dokonali  Tetmajer,  Przybyszewski  i  Kasprowicz. 
Leśmian  nie  wyróżniał  się  zresztą  (tak  przynajmniej  mogło  się  wówczas  wydawać)  niczym 
szczególnym  wśród  swoich  rówieśników  –  Stanisław  Wyrzykowski  czy  Zdzisław  Dębicki,  
a  z  pewnością  Stanisław  Korab  Brzozowski  (jego  pośmiertnie  wydany  tom  ukazał  się  dwa 
lata wcześniej – w roku 1910) byli wtedy nawet sprawniejszymi poetami niż autor Sadu. Nie 
było też w tym czasie (bo być nie mogło) nikogo takiego, kto potrafiłby dostrzec, że w Sadzie 

rozstajnym  są  wiersze  mówiące  o  czymś,  co  nirwanicznym  poetom  z  drugiego  pokolenia 
modernistów  w  ogóle  nie  przychodziło  do  głowy.  W  wierszach  tego  tomu  pojawiły  się  już 
bowiem  (choć  jeszcze  w  bardzo  niejasnych  ujęciach,  raczej  przeczuwane  niż  wyraźnie 
wypowiedziane)  niemal  wszystkie  tematy  późniejszej  poezji  Leśmiana  –  temat  nicości,  w 
której  coś  się  znajduje,  śmierci,  która  nie  jest  ostateczna  (później:  bo  nigdy  dość  się  nie 
umiera”),  zwłok,  które,  choćby  chciały,  nie  mogą  rozstać  się  z  życiem,  ale  nie  pragną  też 

zmartwychwstania,  oraz,  jak  w  Balladzie  o  dumnym  rycerzu,  miłości  umarłych,  także 
cielesnej, która ma tajemniczy dalszy ciąg – tajemniczo pośmiertny.