background image

 

Fragmenty książek udostępnione zostały przez wydawnictwo PROMETEUSZ. Wszystkie mogą być legalnie przetwarzane 

(prometeusz.wydawnictwo@wp.pl) 

POLSCY SERYJNI MORDERCY

 (wyd. 2009) 

 

Spis treści 

Wstęp 
 
Wprowadzenie 
Dzieciństwo seryjnych morderców 
Elementy psychopatologii sprawców 
Motywacja seryjnych morderców 
 
Studia przypadków 
Tadeusz Ołdak (IV-V 1950) 
Władysław Mazurkiewicz (1943-1955) 
Władysław Baczyński (1946-1957) 
Stefan Rachubiński (1965-1966) 
Karol Kot (1964-1966) 
Bogdan Arnold (1966-1967) 
Stanisław Modzelewski (1952-1967) 
Zdzisław Marchwicki (1953-1970) 
Wiesław Cieszkowski (1976-1978) 
Joachim Knychała (1974-1982) 
Paweł Tuchlin (1975-1983) 
Mariusz Trynkiewicz (1988) 
Leszek Pękalski (1984 - 1992) 
 
Doniesienia 
Jan Małek (>1886) 
Rutschuc (>1926) 
Józef Cyppek (>1957) 
Stefan Boryczko (1957-1965) 
Lucjan Staniak (1964-1967) 
Józef Ożóg (1964-1971) 
Józef Pluta (1979) 
Henryk Dębski (1980-1981) 
Julian Kołtun (1980-1981) 
Grzegorz Tyklewicz (>1982) 
Mieczysław Zub (1977-1983) 
Edmund Kolanowski (>1970-1983) 
Waldemar Szczepiński (1983-1984) 
Sławomir Połeć (>1988<) 
Henryk Moruś (1986-1992) 
Tadeusz K. (1991-1992) 
Henryk Rytka (1992-1993) 
Robert Warecki (1993) 
Mariusz Sowiński (1994-1997) 
Wiesław Wiszniewski (1998-1999) 
Tomasz Włodarek (1997-2000) 
Krzysztof Gawlik (2001) 
Daniel Szymanowski (2002) 
Piotr Stasiurka (2002-2004) 
Daniel Wojtukiewicz (2004) 
Adam Zachwieja (2007) 

 

 

background image

 

 

 

Elementy psychopatologii sprawców (fragment) 
     W narcyzmie złośliwym  superego jest  w największym  stopniu zdefektowane. Pierwotnie, istniejące  w nim prymitywne impulsy, 
nie zostały skonfrontowane z obiektami dobrymi, wspierającymi (mówiąc po ludzku, z kochającymi rodzicami), których cechy zosta-
łyby  zaintrojektowane  przez  dziecko  i  stanowiłyby  przeciwwagę  dla  impulsów  prześladowczych  i  agresywnych.  Jest  to  pierwszy 
element,  który  wskazuje  w  rozwoju  psychopatii  na  brak  opieki  i  zaspokajania  potrzeb  małego  dziecka.  Każdy  psychopata  był  od 
pierwszego miesiąca życia zaniedbywany. Jego potrzeby niezaspokajane. W kształtującym się w takich warunkach superego (nośnik 
kultury, sumienie, ja idealne) małego dziecka, nie wykształcają się warstwy dostatecznie hamujące te prymitywne impulsy, są więc 
one projektowane na otoczenie, które w oczach dziecka staje się zagrażające, niezaspakajające, złe, prześladujące, wrogie. Utrwalenie 
się takiej struktury może prowadzić do paranoidalności (lęk będący skutkiem projekcji) i zgeneralizowanej agresywności (otoczenie 
jest wrogie, może tylko krzywdzić etc.). 
     Superego tego rodzaju pozbawione jest również zdolności do samoregulacji etycznej, do empatii, a nawet do określania tożsamości 
indywidualnej.  Poza  superego  istnieje  jeszcze  jednak  kształtujące  się  cały  czas  „ja”  (indywidualność,  obraz  własnej  osoby  -  ego).  
W zrozumieniu tej całej patologii należy skupić się na tym, że u osób doświadczających skrajnych przejawów frustracji (od zaniedba-
nia  do  przemocy)  w  dzieciństwie,  z  uformowanym  przez  to  surowym  superego,  rzeczywisty  świat  zewnętrzny  staje  się  podrzędny 
względem ich wyobrażeń na jego temat, które perceptowane są przez pryzmat tych doświadczeń, a w rezultacie, ukształtowanych już 
struktur psychicznych. Zatem świat nie jest odbierany obiektywnie, lecz oceniany jest wysoce subiektywnie, a ocena ta jest zdomino-
wana przez wątki agresywne (lękowe). W tym miejscu łatwiej odpowiedzieć sobie na pytanie, czemu psychopata, atakuje innych bez 
wyrzutów sumienia i czemu ten schemat powiela. Jest tak, bo on żyje w „innym świecie”, w takim, w którym każdy człowiek może 
mu zrobić to, co robi innym on sam. Tylko tego oczekuje po innych ludziach (co otrzymał od rodziców) i tylko na tego typu sygnały 
zwraca uwagę – sygnały zagrożenia. Nie potrafi kochać i przyjmować  miłości. Jest nastawiony roszczeniowo (wielkościowość), lę-
kowo – ostrożny (paranoidalność), agresywnie (sadyzm) i zawistnie (nienawiść). Ale jeszcze nie jest to seryjny morderca.  
 
Bogdan Arnold 
Katowice (1966-1967) 
     Bogdan Arnold urodził się w 1933 roku, w Kaliszu. Pochodził z zamożnej rodziny inteligenckiej. Mając niespełna 18 lat, zawarł 
pierwszy związek małżeński (nieco więcej danych o młodości Arnolda zawiera przedstawiona dalej opinia biegłych). Rozpadł się on 
z powództwa małżonki. Przyczyną było nadużywanie alkoholu przez Arnolda i znęcanie się nad żoną. Wówczas, Bogdan przez jakiś 
czas żył w konkubinacie. Partnerka urodziła mu dziecko. Związek rozpadł się z tych samych powodów, co małżeństwo. Dwa kolejne 
związki małżeńskie, spotkał ten sam los. Przyczyna zawsze ta sama – brutalność. 
     Od  1960  roku  zamieszkał  w  Katowicach.  Cieszył  się  tam  stosunkowo  dobrą  opinią,  pochodzący  z  tzw.  dobrej  rodziny,  rozwie-
dziony i samotny. W pracy nie sprawdzał się, choć był dobrym fachowcem. Często przychodził do niej w stanie nietrzeźwym i lekce-
ważył swoje obowiązki. Tym samym, często musiał zmieniać pracę. Raz był karany za kradzież. Został skazany na karę więzienia w 
zawieszeniu. Kilka razy karany był również za uchylanie się od płacenia alimentów (miał troje dzieci).  
     Istotne  tutaj  wydarzenia  z  życia  Arnolda,  odtworzono  8  czerwca  1967  roku  po  doniesieniu  na  milicję,  następującej  treści:  „Zza 
drzwi mieszkania nr 9 wydobywa się trudny do wytrzymania fetor. Szyby oklejone są papierem, a okna po zewnętrznej stronie obsia-
dły roje much
”. Na miejsce udał się patrol milicji. Wezwano również straż pożarną. Nie chcąc wyłamywać drzwi, jeden ze strażaków 
wszedł na dach, a stamtąd, opuszczając się po linie, odblokował toporkiem okno. Po odkryciu przyczyny fetoru, wycofał się. Do wnę-
trza mieszkania wkroczyła milicja: 
     „Pod parapetem leżały ludzkie zwłoki w stanie daleko posuniętego rozkładu. W łazience stała duża drewniana skrzynia murarska 
obita cynkową blachą. W jej wnętrzu ujawniono kilka ciał. Nie mogliśmy określić płci, ani nawet liczby zwłok. W cuchnącej, rozkłada-
jącej się ludzkiej tkance ruszały się tysiące larw, poczwarek, owadów. Spod wanny wystawało owinięte w gazetę podudzie. Weszliśmy 
do kuchni. Na piecu stał garnek. Wiedzieliśmy już, co będzie w środku…
 na powierzchni gara pływała rozgotowana ludzka głowa. Na 
stole tykał budzik. Obok niego leżał mokry pędzel do golenia. Nie mieliśmy wątpliwości, że tutaj cały czas ktoś mieszkał
”.  
     W schowku znaleziono drewnianą skrzynię obitą blachą. Była ona przykryta szczelnie ceratą i dodatkowo stała na niej skrzynia od 
tapczanu. Jak się można domyślić, wewnątrz była również odrażająca masa i części ludzkich szkieletów. Znaleziono także dwie cza-
szki. Obok wanny leżały zawinięte w gazetę dwie kości lewego podudzia, zaś w kotle do prania bielizny znaleziono następną głowę. 
Po mieszkaniu porozrzucana była także duża ilość damskiej bielizny, ubrań i torebek. 
     Ustalono, kim był najemca. Sprawa była o tyle łatwa, iż milicja wiedziała, kogo szukać. Zresztą Bogdan Arnold tylko początkowo 
ukrywał się. Później, sam się ujawnił. 14 czerwca zgłosił się do portierni Zakładów Cynkowych informując, kim jest. Po chwili został 
aresztowany. 
     8 czerwca, kiedy milicja dokonywała rewizji mieszkania, stał pod kamienicą wśród tłumu. Wracał wtedy z pracy i gdy zobaczył, 
ż

e odkryto zwłoki, zbiegł. Kupił kilka win i pojechał na hałdy węglowe do Wełnowca. Chciał popełnić samobójstwo lecz, jak później 

zeznał  w  śledztwie,  zerwał  się  sznur.  Przyznał  się  zamordowania  czterech  kobiet,  których  ciała  znaleziono  w  mieszkaniu  i  jeszcze 
jednego usiłowania zabójstwa. W tym miejscu, należy odtworzyć przebieg wydarzeń. 

1.

 

Maria B. (ok. 30 lat). Pierwszego morderstwa dokonał 12 października 1966 roku. W barze „Kujawiak”, w Katowicach przy 
ul. 27 Stycznia poznał Marię B., nigdzie nie pracującą, trudniącą się prostytucją i sutenerstwem. Pili razem, a potem Bogdan 
zaprosił ją do mieszkania, bo jak wyznała, nie miała gdzie spać. W trakcie spożywania kolacji, jak wynika z zeznań Arnolda, 
kobieta prowokowała go odsłaniając piersi i uda. Odebrał to jako propozycję odbycia stosunku płciowego. Kiedy próbował 
ją pocałować, zażądała 500 złotych. Arnold zdenerwował się i kazał jej wyjść. Powiedział, że nigdy nie płacił i płacić nie bę-
dzie za seks, ale Maria B. podarła na sobie odzież, zadrapała się w policzek i powiedziała, że narobi mu burdy i zabierze go 
milicja, po czym chciała wyjść:  

background image

 

     „Nie chcąc dopuścić do skandalu podszedłem do niej, kopnąłem w okolicę zginania się kolan, wskutek czego B. zachwiała 
się. Ja chwyciłem ją przedramieniem od tyłu za szyję i rękę tę zacząłem zaciskać. Ponieważ B. broniąc się zadrapała mnie  
w okolicę nadgarstka, pod wpływem bólu chwyciłem leżący na kuchence młotek murarski, którym uderzyłem ją dwa lub trzy 
razy w głowę i poczułem, że jej ciało wiotczeje. Położyłem ją na tapczanie i spostrzegłem, że nie żyje. Byłem tak zdezorien-
towany, że nie wiedziałem co robić i postanowiłem wyjść na miasto. Obawiając się jednak, że ktoś odkryje zwłoki, schowa-
łem je do tapczanu.  
     Przez trzy dni chodziłem pijany, a po trzech dniach, postanowiłem zrobić z tym porządek. W tym celu zabrałem z zakładu 
pracy  gumowe  rękawice  i  pyłochronną  maseczkę.  Początkowo  chciałem  palić  części  zwłok,  ale  nie  miałem  węgla,  a  przy 
drzewie  to  nie  szło.  Otworzyłem  więc  przy  pomocy  noża  kuchennego  jamę  brzuszną,  skąd  wyjąłem  wszystkie  wnętrzności, 
które  krajałem  na  kawałki  i  spuszczałem  otworem  kanalizacyjnym  znajdującym  się  w  moim  mieszkaniu,  zaś  same  zwłoki 
umieściłem  w  skrzyni  drewnianej  obitej  od  wewnątrz  blachą.  Dla przyśpieszenia  rozkładu  zwłok  chciałem  kupić  sodę  kau-
styczną, ale nie mogłem jej nigdzie dostać, wobec czego kupiłem około dziesięciu paczek chloru. Rozpuściłem go i zalałem 
gorącą wodą. W ten sposób zapobiegłem  dalszemu rozkładaniu się zwłok i tak leżały one w tej  skrzyni, aż do następnego 
morderstwa… Obciętą głowę włożyłem do garnka z ciepłą wodą. Nie mogłem znieść tego widoku, dlatego poszedłem się na-
pić do baru. Kiedy wróciłem, postawiłem kociołek na elektryczny grzejnik. Zasnąłem. Po obudzeniu stwierdziłem, że zawar-
tość kociołka zagotowała się
”. 

2.

 

Ludmiła G. (…). Był 22 październik 1966 roku. Zaledwie kilkanaście dni wcześniej zginęła pierwsza ofiara. Kolejnej, udało 
się uciec. Ludmiła wybiegła z klatki schodowej kamienicy przy ul. Dąbrowskiego 14 wprost na ulicę. Miała podarte ubranie, 
a ręce związane drutem. Z jej zeznań wynikało, że najpierw sprawca dusił ją ręcznikiem, potem podarł ubranie, związał dło-
nie i zgwałcił. Ponieważ ofiara była prostytutką, milicja zlekceważyła sprawę. 

3.

 

Kobieta (ok. 40 lat). Morderstwo miało miejsce 12 marca 1967 roku. Ofiarę Arnold poznał w barze „Mazur”. Wypili razem 
większą ilość wódki. Kobieta zgodziła się spędzić z nim noc. Arnold wobec tego zakupił litr wódki i zakąskę. W domu, pija-
na kobieta szybko zasnęła: 
     „Aby po przebudzeniu się tej kobiety nie było jakichś komplikacji, postanowiłem ją związać i sam zasnąłem obok niej. Na 
drugi dzień rano, w trakcie odbywania stosunku, kobieta będąc ciągle związana, usłyszawszy, że ktoś idzie po strychu, chcia-
ła krzyknąć, ale ja nacisnąłem ręką na jej krtań i to spowodowało śmierć. 
     Po wyjściu tego kogoś ze strychu zrobiłem z tą kobietą to samo, co z poprzednią, po czym poszedłem do kolegi i razem po-
jechaliśmy do Halemby. Później poszliśmy do nocnego lokalu, gdzie spotkaliśmy innych kolegów i popiliśmy tak, że do Ka-
towic dojechałem ostatnim autobusem. Następnego dnia nie poszedłem do pracy i aby mieć jakieś usprawiedliwienie, posta-
nowiłem złamać sobie palec. W tym celu owinąłem rękę szmatą i uderzyłem młotkiem. Doznałem pęknięcia kości palca. Nie 
zgodziłem się, aby mi palec dać do gipsu i po trzech dniach pojechałem do pracy
”.  
     Tożsamości ofiary nie udało się nigdy ustalić. Arnold znęcał się nad nią, bił batem i pięściami, aż do utraty sił. Dokony-
wał wymuszonych, perwersyjnych stosunków seksualnych. Zmuszał ją, by zachowywała się, jak chciał. Zwłoki poćwiarto-
wał: odciął głowę i wszystkie kończyny. Podobnie, jak poprzednio, wnętrzności ofiary kroił na desce i wrzucał do rury kana-
lizacyjnej. Podobnie potraktował piersi i pośladki. Uprzednio jednak, miękkie części ciała zmielił w maszynce do mięsa. Tu-
łów umieścił w wannie, a głowę w garnku z gorącą wodą. Garderobę ofiary spalił w piecu. 

4.

 

Stefania M. (35-40 lat). Morderstwo miało miejsce 21 kwietnia 1967 roku. Ofiarą była upośledzona umysłowo prostytutka. 
Sprawca poznał ją w pobliżu restauracji „Hungaria”. Już wtedy była bardzo pijana. Zaproponował jej pójście do domu: 
     „Spałem w nocy czujnie, by ona przypadkiem nie natknęła się na zwłoki tamtych dwóch ofiar. Rano postanowiłem tę ko-
bietę obezwładnić i w tym celu posunąłem się do fortelu twierdząc, że muszę iść do pracy, wobec czego i ona musi wstać. 
Oświadczyła, że jest śpiąca i prosiła, aby jej nie wyrzucać, abym ja zamknął, a gdy wrócę, to ją wypuszczę. Powiedziałem na 
to, że mam obawy, bo już raz zostałem w ten sposób okradziony, owszem, mogę ją zostawić, ale żeby się zabezpieczyć przed 
jakąś niespodzianką z jej strony, zwiążę jej ręce. Wyraziła na to zgodę. Związałem jej ręce z tyłu i oczywiście już do pracy nie 
poszedłem, tylko się rozebrałem i zaczęły się orgie trwające przez cały dzień i noc, aż do południa dnia następnego
 (musiała 
tańczyć nago i prosić o odbycie stosunku seksualnego; płacz był karany uderzeniami grubego pręta; Arnold kopał ją również 
prądem, dotykając nóg kablem pod napięciem  -  w czasie  przesłuchań twierdził, że podłączenie do prądu  wyzwala  większą 
ochotę seksualną). Około czternastej doszedłem do wniosku, że trzeba zawiadomić zakład, dlaczego nie przychodzę do pracy, 
a ponieważ trudno mi było zostawić tę kobietę w mieszkaniu, spowodowałem jej śmierć przez zaciśnięcie przewodu igielito-
wego na szyi
”.      
     Ciało ofiary, podobnie jak poprzednich, spoczęło w wannie, bez głowy (była w kotle do prania bielizny) i nóg (lewe pod-
udzie było w pakunku, a prawe leżało na dnie wanny). 

5.

 

Helga Erika S. (ok. 30 lat). Ofiara zginęła o godzinie 11:30 przed południem, 22 maja 1967 roku. Podobnie jak poprzednia, 
była upośledzoną umysłowo prostytutką. Tym razem Arnold zaczepił ją na ulicy, koło dworca PKP. Zmarzniętą, zaprosił do 
domu, by się ogrzała: 
     „W mieszkaniu dałem jej coś przegryźć, postawiłem ćwiartkę i położyliśmy się spać. Pomyślałem sobie wówczas, że już za 
dużo tego wszystkiego i powiedziałem jej, że muszę się udać do kolegi w celu załatwienia delegacji. Odpowiedziała, że można 
to przecież zrobić i rano. Upierałem się jednak przy swoim, a chodziło mi głównie o to, by doprowadzić do związania jej rąk. 
W rezultacie pozwoliła na to i oczywiście już nigdzie wtedy nie poszedłem.  
     Odbywałem z nią orgie jak z poprzednimi ofiarami i trwało to przez niedzielę, aż do poniedziałku
 (kiedy nie miała już si-
ły, Arnold używał wykonanego przez siebie transformatora, by ją „rozbudzić”). Kiedy miałem iść do pracy, postanowiłem z 
nią skończyć i w tym celu udusiłem ją jej własną pończochą… Miałem możność usunięcia tak pierwszych, jak i następnych 
zwłok, ale ogarnęła mnie jakaś apatia i zaniechałem tego
”. 
     Zwłoki Helgi nie zmieściły się już w wannie. Dlatego sprawca zostawił je koło okna. W czasie przesłuchania zeznał, że 
cieszyła  go  perspektywa  kolejnego  mordu.  Żądza  krwi  wzrosła,  kiedy  okazało  się,  że  ofiara  jest  rodowitą  Ślązaczką:  „Zo-
rientowałem się po akcencie
”. Po dokonaniu tego morderstwa, Arnold zdał sobie sprawę z tego, że odwrotu już nie ma. Wie-

background image

 

dział,  że  w  mieszkaniu  cuchnęło  tak,  iż  nie  da  się  tego  ukryć.  Do  mieszkania  przychodził  tylko  po  to,  by  je  przewietrzyć. 
Mieszkał na dworcu lub w pijackich melinach. 

     Bogdan Arnold działał (wyszukiwał ofiary) w jednym mieście. Wobec miejsca zbrodni należy uznać, że było wąskie-zmienne. W 
większości dusił ofiary. Sposób jego działania i traktowania zwłok wskazuje na pewną dychotomię. Z jednej strony, w sposób zorga-
nizowany wybierał ofiary (utrwalony sposób działania nie wzbudzający podejrzeń, w dodatku do samego końca – skrępowania ofiary 
– był ostrożny wobec niej samej), z drugiej, w sposób całkowicie niezorganizowany próbował pozbywać się zwłok (biorąc pod uwagę 
efekt końcowy – zapytany w trakcie przesłuchań, jak zamierzał w sposób dyskretny i nie zwracający uwagi innych, pozbyć się zwłok 
z mieszkania, nie potrafił udzielić odpowiedzi). W międzyczasie, w wyrachowany sposób znęcał się nad ofiarami. Trudno tu, wobec 
powyższego, sklasyfikować jego zachowanie. Model zorganizowany v. niezorganizowany, nie wydaje się być doskonały. Jakkolwiek 
można uznać, wobec oceny całości modus operandi, że Arnold był mordercą zorganizowanym, a sposób traktowania zwłok był nieja-
ko konsekwencją jego specyficznego stanu emocjonalnego, tj. suicydalnego (patrz dalej).  
     Wobec jego  motywacji  należy  wysunąć  wniosek,  iż  była  seksualno-sadystyczna.  Jednak  Arnold  nie  był  mordercą  sadystycznym 
(nie dokonywał zbrodni z lubieżności w klasycznym jej ujęciu). Nie był też ani sadystą czystym, ani sadystą „bez wyboru” w ujęciu 
psychopatologii - sadyzm jaki prezentował, nie był warunkiem uzyskania przyjemności seksualnej. Arnold zatem torturował kobiety, 
bo  ich  nienawidził,  w  przerwach  zaś  gwałcił  je  i  z  tego  czerpał  satysfakcję  seksualną,  oczywiście  z  upodlenia  kobiet  również,  lecz 
przyjemność innego rodzaju. Tym samym, oczywiście sadystą seksualnym był (kontekst), jednak jego znęcanie się nie było koniecz-
ne, by się zaspokoił (wyłania się tutaj mimochodem czynnik nienawiści do kobiet, który jest niezwykle istotny w sadyzmie seksual-
nym; istnieją tym samym dwie najważniejsze grupy sprawców - 1. Ci, z właściwą patologią seksualno-sadystyczną, dla których znę-
canie się jest źródłem przyjemności seksualnej – tutaj za substytut stosunku czasem można uznać zadane rany, jednocześnie, czasem 
nie są w stanie podjąć normalnego życia płciowego; 2. Ci, którzy torturują ofiary, jednak nie zyskują przy tym wzwodu czy ejakula-
cji, najzwyklej nienawidzą kobiet – często mają rodziny, jak np. Joachim Knychała). Arnold należy do tej drugiej kategorii. Jak się 
tutaj  uznaje,  zabijał  tylko  w  jednym  celu,  by  pozbyć  się  „świadka”  tortur  i  gwałtów.  Był  zatem  sadystą-gwałcicielem  i  „mordercą 
pragmatycznym”.     
     Nieco więcej światła na sylwetkę Arnolda rzucają jego dalsze zeznania: 
     „Do chwili dokonywania morderstw, perwersje uprawiałem za zgodą partnerek. Przyszłe ofiary zwracały się do mnie z prośbą o 
odwiązanie rąk, a ja mówiłem, że zrobię to wtedy, kiedy uznam za stosowne. Potem biłem te kobiety i zastraszałem, przez co dopro-
wadzałem je do całkowitej apatii, po czym były mi powolne. Innego nacisku nie stosowałem. Kazałem tym swoim trzecim i czwartym 
ofiarom tańczyć już wówczas, gdy widziałem, że były zmęczone, a gdy prosiły i broniły się twierdząc, że nie mają siły, mówiłem: ,Czy 
mam cię uczyć?’ Budziłem je w nocy i robiłem z nimi co chciałem, w różnych pozycjach… 
     Prostytutek znałem dużo. Poznawałem je w lokalach: Wojko, Hungaria, Dworcowa, Kujawiak, Mazur… 
     Z czwartą ofiarą było tak samo jak z trzecią, z tym, że tych zwłok nie mogłem już zmieścić w kalfasie i położyłem  je pod oknem 
przykrywając płaszczem. Gdy po paru dniach przyszedłem do domu, zobaczyłem dużo much i postanowiłem już nic nie robić. Zakle-
iłem okno gazetami i zdecydowałem więcej do domu nie wracać… 
     Gdyby piąta, niedoszła ofiara była osobą młodszą, to też zrobiłbym z nią to, co z poprzednimi. Nie zastanawiałem się nad tym, czy 
tę kobietę przyprowadziłem po to, by odbyć z nią stosunek, czy po to, aby ją zamordować. Cel miałem zawsze ten sam – wyżyć się i 
mordować, ale co do tej piątej kobiety, to mi odeszło, bo była stara. 
     … Zwłoki również  włożyłem do koryta, a głowę zostawiłem obok koryta i o tym zupełnie zapomniałem. Dopiero gdy szedłem do 
komórki po młotek, aby stłuc sobie palec, zobaczyłem tę głowę i nie mogłem sobie przypomnieć, skąd ona się tam wzięła. Chciałem ją 
włożyć również do koryta i w tym celu chwyciłem za włosy, ale w ręce został mi jakby skalp, tak że samą czaszkę włożyłem do Kalfa-
sa
”.  
     W czasie procesu przesłuchano kilkudziesięciu świadków, wśród nich byłe żony i konkubiny Arnolda. Władysława Arnold, zezna-
ła: „Wyzywał mnie od najgorszych. Wiązał ręce i nogi drutem, a do pochwy wkładał butelki po wódce. Dopiero kiedy mnie upokorzył, 
osiągał  satysfakcję  seksualną.  Bił  mnie,  katował,  a  później  przytulał  i  przepraszał.  Wtedy  osiągał  orgazm
”.  Cecylia  K.,  konkubina 
oskarżonego: „Uprawiał ze  mną od 2 do 5 stosunków seksualnych dziennie. Pewnego razu, gdy przyszedł do domu pijany, w ciągu 
nocy  zgwałcił  mnie  osiem  razy.  Kazał  się  gryźć  po  plecach  i  piersiach
”.  Prostytutki,  z  których  usług  często  korzystał  (dopiero  gdy 
zaczął  zabijać),  potwierdzały  te  informacje.  Jedna  z  nich  zeznała,  że  po  sprowadzeniu  do  mieszkania,  Arnold  dusił  ją  ręcznikiem, 
podarł na niej odzież, związał ręce i nogi drutem, i dopiero wtedy odbywał z nią stosunki seksualne. 
     Motywem  jego  działania,  jak  sam  twierdził,  była  nienawiść  kobiet.  Przekonany  był  wewnętrznie,  że  to  żony  wytworzyły  ten 
„uraz”. Wobec siebie był mało krytyczny. W rozmowach nie okazywał żalu i wyrzutów sumienia z powodu zbrodni (co jest zupełnie 
naturalne u seryjnych morderców, bo działają tu zbyt prymitywne mechanizmy obronne i deficyty w osobowości) – oczekiwania żalu 
i skruchy są tu wręcz nie na miejscu i nie należy się ich spodziewać. Jakkolwiek poczuwał się do winy – w sensie świadomego dzia-
łania (fragment wyznań): 
     „Do winy poczuwam się i zdaję sobie sprawę z tego, co zrobiłem, co robię, co mówię. Proszę nie uważać, że chcę się przedstawiać 
za niepoczytalnego. Pragnę jedynie, aby świadkowie mówili tak, jak było naprawdę. Na moje zachowanie miało wpływ szereg oko-
liczności, począwszy od mojego pierwszego, nieudanego małżeństwa. Potem to wszystko narastało, aż znalazło swoje odzwierciedle-
nie w październiku 1966, kiedy to dopuściłem się pierwszego morderstwa
”. 
     Jego rzekomy uraz do żony zweryfikowano w toku śledztwa. Jak twierdził, żona porzuciła go, co wpłynęło na narastającą awersję 
do  kobiet.  Ustalono  jednak,  że  to  on  porzucił  żonę  z  chwilą,  gdy  dowiedział  się,  że  wbrew  swoim  wcześniejszym  oczekiwaniom, 
rodzice żony są ludźmi ubogimi i nie mogą córce zapewnić dużego posagu. Czynnik ten podkreślali biegli w swojej opinii.  
     Badania  i  obserwację,  przeprowadzono  na  przestrzeni  6  miesięcy  w  szpitalu  psychiatrycznym,  w  Grodzisku  Mazowieckim.  W 
trakcie  badań  i  dowozu  na  nie  oskarżonego,  pojawiło  się  kilka  ciekawych  aspektów.  W  czasie  konwojowania,  Arnold  straszył,  że 
będzie dusił kobiety w szpitalu. Generalnie, twierdził, że jego sprawa jest „czysta”, że ma odwagę przyznać się do wszystkiego. Nie 
rozumiał zatem celu zaleconej diagnostyki. Przypuszczał, że skierowano go na badania, bo dokonał czynów świadomie, a to wydaje 
się prowadzącym śledztwo nienormalne. 

background image

 

     W  czasie  pierwszych  dwóch  miesięcy  zachowywał  się  poprawnie.  Później  zaczęły  pojawiać  się  epizody  werbalnej  agresji.  Był 
nakłaniany przez lekarzy do zgody na zabieg odmy czaszkowej (wprowadzenie powietrza do komór mózgu – zabieg niebezpieczny 
dla pacjenta i bolesny, ponadto służył głównie do diagnostyki onkologicznej – obecności guzów w mózgu i diagnostyki budowy ko-
mór). Na oddziale stawiał się za przykład dla innych pacjentów. Swoich pogróżek nie realizował. Ocena psychiatryczna i psycholo-
giczna brzmiała następująco (fragment): 
     „W  toku  aktualnych  badań,  obserwacji  i  w  zebranej  dokumentacji  dodatkowej  nie  dostrzeżono  objawów  mogących  świadczyć  o 
istnieniu  procesu  psychotycznego.  Pacjent  przeczył  omamom,  jego  wypowiedzi  nie  nosiły  cech  urojeniowych,  zachowanie  w  życiu 
codziennym nie nasuwało podejrzenia, by je dysymulował. Sugerowana przez niego nienawiść do kobiet, mająca być motywem zarzu-
canych mu czynów, co mogłoby nasuwać podejrzenie zaburzeń psychicznych, nie znajduje potwierdzenia.  
     Jak wynika z zeznań świadków, wyjaśnień jego samego i wypowiedzi w toku badań, w tym samym czasie utrzymywał on kontakty 
seksualne z wieloma kobietami. W miejscu pracy, jego stosunek do kobiet tamże pracujących był poprawny. Dlatego obecnie poda-
waną nienawiść należy uznać za wtórną racjonalizację, nieznajdującą potwierdzenia w zebranym materiale.  
     Dane dotyczące przeszłości Arnolda, a i obecna obserwacja, wykazały szereg odchyleń od normy, typowych dla psychopatii. Bar-
dzo  wcześnie  zerwał  z  rodziną.  Mając  17  lat  wyprowadził  się  z  domu  do  swojej  pierwszej  żony,  z  którą  zawarł  związek  małżeński 
wbrew woli ojca. Wykazał tym tendencję do wczesnego usamodzielnienia się. W przeszłości Arnolda, daje się dostrzec swoisty brak 
wglądu i możliwości korzystania z okoliczności życiowych, typowe dla psychopatów. Wprawdzie twierdzi, że ukończył szkołę średnią 
zdając maturę, jednakże brak jest na to dowodów, a ojciec jego wręcz temu zaprzecza. 
     Arnold podaje, że jest elektrykiem, nie zdobył jednak tego zawodu poprzez naukę w odpowiedniej szkole zawodowej. Brak dyplomy 
ś

wiadczy o niewykorzystaniu przez niego możliwości intelektualnych. Jak wynika z akt sprawy, bardzo często zmieniał pracę, lekce-

ważył swoje obowiązki, często bumelował, uzyskując zwolnienia z pracy wprowadzając w błąd lekarzy, lub podając kłamliwą moty-
wację absencji. 
     Nie potrafił zorganizować sobie właściwego życia rodzinnego. Jak wynika z aktualnych akt, akt poprzednich spraw i danych, które 
podał w czasie obserwacji, w niedługim czasie po ślubie nastąpiły nieporozumienia pomiędzy nim, a pierwszą żoną J. Nieporozumie-
nia te doprowadziły do rozkładu małżeństwa. Z drugą żoną zawarł związek małżeński, wprowadzając zarówno ją, jak i jej rodzinę w 
błąd, gdyż nie podał prawdziwych danych ze swej przeszłości. Stało się to przyczyną rozpadu drugiego małżeństwa.  
     Po ożenieniu się po raz trzeci, wkrótce po ślubie zaczął w niewłaściwy sposób traktować żonę. Znęcał się nad nią tak, że bała się z 
nim zamieszkać i to też, doprowadziło do ich rozejścia się. W międzyczasie miał konkubinę, z którą zerwał znajomość, gdy była z nim 
w ciąży. Później odnowił tę znajomość, w czasie odbywania kary więzienia, gdy potrzebował jej pomocy materialnej. Zarówno częste 
zmiany pracy, jak i nietrwałe związki małżeńskie, są wyrazem słabo wykształconych u Arnolda mechanizmów przystosowania się do 
podstawowych norm współżycia. 
     W życiu jego, obserwuje się liczne przykłady niedostatecznego poczucia odpowiedzialności moralnej, za czyny, jakich dokonywał. 
Wiadomo, że miał on szereg spraw o uchylanie się od płacenia alimentów, nie interesował się obu synami, był oskarżony o dokonanie 
kradzieży… 
     Był zawsze nieprawdomówny i nieszczery. Nigdy nie wyrażał żalu i nie dostrzegano u niego wyrzutów sumienia za czyny, jakich 
dokonał. Wszystko to wskazuje na psychopatyczne, niedostateczne wykształcenie uczuciowości wyższej. 
     Arnold stosunkowo wcześnie rozpoczął pełne życie seksualne i jak wynika z tego, co on podaje, był osobnikiem pobudliwym seksu-
alnie.  Około  dwudziestego  roku  życia  daje  się  dostrzec  u  niego  trywialność  życia  seksualnego.  Nie  wystarcza  mu  już  życie  
z żoną, miewa w tym czasie stosunki z przygodnie poznanymi kobietami i prostytutkami. Z czasem występuje u niego perwersja seksu-
alna,  nie  znajduje  zadowolenia  w  stosunkach  normalnych  i  szuka  możliwości  wyżycia  się  w  stosunkach  perwersyjnych.  Później,  w 
czasie stosunków seksualnych, pojawiły się u niego elementy zadawania bólu partnerce. Z zeznań jego trzeciej żony, tego, co podała 
ona w wywiadzie wynika, że znęcał się nad nią w różny sposób… Dają się też dostrzec u niego cechy masochistyczne.  
     Wiadomo, że od 1952 roku nadużywał alkoholu, zwłaszcza w ostatnim okresie. Nie można wykluczyć możliwości, że alkohol wpły-
nął w pewnym stopniu na pogłębienie się cech psychopatycznych osobowości. Zarówno z akt sprawy, jak i aktualnych badań brak jest 
danych  aby  uznać,  iż  nadużywanie  alkoholu  spowodowało  u  niego  istnienie  alkoholizmu  przewlekłego.  Brak  jest  typowych  zmian 
somatycznych. Dlatego, naszym zdaniem, należy oskarżonego ocenić jako osobnika psychopatycznego, nadużywającego alkoholu. 
     Jak wynika z jego wyjaśnień, jedynie pierwszego zabójstwa dokonał w tym samym dniu, w którym doprowadził ofiarę do domu i 
znajdował  się  wówczas  w  nietrzeźwym  stanie.  Podany  przez  Arnolda  dokładny  opis,  jak  doszło  do  poznania  ofiary,  w  jaki  sposób 
zaprowadził  ja  do  mieszkania  przeczy,  by  znajdował  się  wówczas  w  stanie  upojenia  alkoholowego  atypowego,  lub  doznał  innego 
rodzaju zaburzeń psychicznych. Trzech pozostałych morderstw dokonał po dłuższym czasie pobytu denatek w jego domu. W okresie 
tym, znęcał się nad nimi i wyżywał seksualnie. Zabójstw dokonywał już po wyżyciu się. Przebieg tych czynów opisał również dokład-
nie i brak jest danych aby stwierdzić, że w okresach tych występowały u niego zaburzenia psychiczne. Z zeznań świadków kontaktują-
cych się z nim w okresie zarzucanych mu czynów nie wynika, aby wówczas takie zaburzenia u niego występowały. Istniejąca u Bogda-
na  Arnolda  psychopatia  nie  powodowała  zniesienia  ani  też  ograniczenia  w  znacznym  stopniu  jego  zdolności  rozumienia  znaczenia 
dokonywanych czynów i kierowania swoim postępowaniem
”. 
     W przypadku Arnolda, diagnoza jego stanu psychicznego i motywacji, wydaje się być zupełnie klarowna. Psychopatia niewątpli-
wie  miała  miejsce, a motywacja była  wyraźnie seksualno-sadystyczna, który to  wątek już rozwinięto. Nie dowiedziono czynów  ne-
krofilnych  (pojawiały  się  głosy  o…  kolekcjonowaniu  zwłok).  Można  by  było  zatem  przejść  do  zamknięcia  analizy  jego  sylwetki, 
gdyby  nie  pewne  subtelne  elementy  atypowe  dla  seryjnych  morderców.  Należą  do  nich:  sposób  traktowania  zwłok  oraz  stan  psy-
chiczny sprawcy i jego próba samobójcza (bardzo rzadko ma miejsce).  
     To, co Arnold robił z ciałami ofiar, kojarzy się ewidentnie z upośledzeniem umysłowych sprawcy, a przecież go nie wykazano i 
nie  wynika  ono  z  wypowiedzi  mordercy,  a  tym  bardziej  z  „forteli”,  jakie  stosował  wobec  ofiar,  by  je  związać.  Wielu  sprawców  z 
całego świata również pozbywało się zwłok w swoich domach, lecz czynili to w sposób konsekwentny (ostateczny): rozkawałkowy-
wali  zwłoki  i  wywozili  je  z  domu,  zamurowywali,  palili,  zakopywali  itd.  Ich  celem  zawsze  było  pozbycie  się  wszelkich  śladów 
zbrodni. Arnold natomiast zabijał, by pozbyć się „dowodów” tortur i gwałtów, lecz dalej, już sobie nie radził. Podjął nieudolną próbę 
spalenia i rozpuszczenia części ciała, a następnie zaprzestał działań  w tym  kierunku.  Co  więcej, sprowadził do domu nowe ofiary  i 

background image

 

postąpił  podobnie.  Doprowadziło  to  z  czasem  i  z  oczywistych  powodów  do  niechęci,  do  przebywania  w  mieszkaniu  (mieszkał  
w  kawalerce)  –  tutaj  wykluczyć  można  motyw  nekrofilny,  niechęć  do  zwłok  była  wyraźna.  To  dlatego  zaczął  spać  na  melinach, 
dworcu itd. Świadczy to dobitnie o tym, że Bogdan Arnold nie był w stanie zorganizować się na tym etapie zbrodni, bo jego osobo-
wość  była  w  dużym  stopniu  zdegradowana.  Narzuca  się  tutaj  zaawansowany  alkoholizm,  jako  główna  tego  przyczyna.  Od  czasu 
pierwszego morderstwa zaczął więcej pić i być może zachodziła tu jakaś korelacja. Wydaje się jednak, że towarzyszyły mu jeszcze 
stany depresyjne i suicydalne, a to jest dla seryjnego mordercy niezwykłe, choć w alkoholizmie typowe (autor przypuszcza, że Arnold 
był jednak uzależniony). Ten właśnie, czynnik autodestruktywny, był bodajże w największym stopniu odpowiedzialny, za dziwaczne 
zachowanie Arnolda po zbrodni. 
     Bogdan Arnold reagował na niepowodzenia całkowitą rezygnacją. Zamiast podejmować jakiekolwiek wyzwanie rezygnował, gdy 
pojawiła się najmniejsza przeciwność. W tym właśnie momencie nałóg brał górę. Pił coraz więcej, m.in. „z powodu” obecności zwłok 
w mieszkaniu (bardziej lub mniej świadomie antycypował fakt - jak to wszystko się skończy). Naprzemiennie wpadał w stany depre-
syjne  i  agresywne  (nienawistne  fantazje  o  kobietach).  Gdyby  spróbować  wczuć  się  w  jego  sposób  myślenia  to  można  założyć,  że 
kolejne ofiary ginęły, bo zginęła pierwsza, tak jakby chciał powiedzieć – zobaczcie co mi zrobiłyście, musiałem zabić choć nie chcia-
łem, teraz zabiję za to, że zostałem do tego zmuszony wcześniej (Maria B., jak stwierdzili psycholodzy, była jedyną ofiarą, której na 
początku znajomości nie chciał zabić – nie planował tego). Można jednak podejrzewać, że pił „z powodu” wyrzutów sumienia, bo jak 
się tutaj podejrzewa, miał je (były tłumione i wyzwalały depresyjne stany, wpływały na wzrost nadużycia alkoholu, a tym samym też 
na odhamowanie impulsów  i kolejne zbrodnie – tworzyło się błędne koło). Podejrzenie to jest związane z  faktem zaistnienia próby 
samobójczej i całościowym spojrzeniem na sylwetkę sprawcy, które pozwala intuicyjnie zauważył w jego działaniach, wyraźne ele-
menty autodestrukcyjne. Bogdan Arnold był od dawna na drodze ku samozniszczeniu. Dokonane morderstwa sprawiły, że przyśpie-
szył własną zagładę. Być może, nieświadomie, chciał być ujęty i chciał dostać wyrok śmierci.  
     W tym miejscu można dodać, iż rzekoma nekrofilia, o którą podejrzewano Arnolda, wzięła się prawdopodobnie z jego prób kopa-
nia zwłok prądem – innymi słowy z fantazji dziennikarzy, bo być może, co niektórzy pomyśleli, że podobnie jak Frankenstein, chciał 
je ożywić: „Po trzech dniach spania na tapczanie, w którym były zwłoki B., wyjąłem je z tapczanu i rozebrałem. Ponieważ były sztyw-
ne, podłączyłem do nich przewód elektryczny, aby spowodować zmiękczenie, ale w miejscu zetknięcia z przewodem nastąpiło zasma-
ż

enie i wtedy przewód ten odrzuciłem. Zwłoki te były już w procesie gnilnym”. Kontekst i związek czasowy tej wypowiedzi w stosun-

ku do wydarzeń świadczy o tym, że Arnold chciał je zmiękczyć, by łatwiej nimi „operować”, podczas przenoszenia i rozkawałkowy-
wania.    
     Obrona  zażądała  powtórnych  badań,  uznając  za  stany  chorobowe  cechujące  Arnolda:  oglądactwo,  ekshibicjonizm,  masochizm, 
skłonność do samogwałtu i sadyzm posunięty aż do nekrofilii (opinia nieuzasadniona). Sąd odrzucił wniosek i nie dopatrując się żad-
nych okoliczności łagodzących, skazał Bogdana Arnolda na śmierć. Jego ostatnim życzeniem była prośba o zgodę na wypalenie pa-
pierosa. 
     Wyrok zapadł 9 stycznia 1968 roku. Wykonano go 16 grudnia 1968 roku, o godz. 18:40. Kobiety śląskie odetchnęły z ulgą. „Dzię-
ki sprawności milicji i obywatelskiej postawie społeczeństwa Bogdan A. nie wyruszył już na kolejne, piąte łowy” 
 - pisała wówczas 
prasa. 
 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

background image

 

SERYJNI MORDERCY (wyd. 2001, 2009) 

 

Spis treści 

CZĘŚĆ PIERWSZA 
 
Zabójstwo, morderstwo, sprawcy 
FBI a seryjni mordercy 
 

Dzieciństwo seryjnych morderców 

 

Typologia i sposób działania seryjnych morderców 

Zaburzenia osobowości i zachowania oraz choroby psychiczne występująca wśród seryjnych morderców 
 

Psychopatia 

 

Sadyzm 

 

Schizofrenia paranoidalna 

 
CZĘŚĆ DRUGA 

 

Ogólna charakterystyka seryjnych morderców i ich ofiar 
 

Motywacja i płeć morderców 

 

Wiek sprawców morderstw 

 

Wykształcenie i wykonywana praca 

 

Stan cywilny 

 

Orientacja seksualna 

 

Stan psychiczny 

 

Dzieciństwo i relacje z rodzicami 

 

Konflikty z prawem 

 

Teren działania 

 

Miejsce zbrodni 

 

Narzędzie zbrodni 

 

Sposób traktowania ofiary w trakcie i po dokonaniu morderstwa 

 

Relacja z ofiarą 

 

Wybór ofiary 

 

Czasookres działania 

Oblicza seryjnych morderców 
 

Mordercy seksualni 

 

Mordercy sadystyczni 

 

Mordercy chorzy psychicznie 

 

Mordercy motywowani rabunki 

 

Pary morderców 

 

Seryjne morderczynie 

 
Podsumowanie 
 
Mity i fakty 
 
CZĘŚĆ TRZECIA 

 

Kronika seryjnych morderców (200 opisów) 
 
Literatura cytowana 

 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

Sadyzm (fragment) 
     Kolejną cechą sadysty jest to, iż podniecają go jedynie bezbronni, nigdy ci, którzy  są silni. Nie  ma  mowy o przyjemności sady-
stycznej, uzyskanej na przykład dzięki zranieniu  uzbrojonego, równego sobie przeciwnika, ponieważ  w takiej sytuacji zadanie rany 
nie jest wyrazem kontroli. Dla charakteru sadystycznego istnieje tylko jedna godna podziwu właściwość, a jest nią władza. Podziwia, 
kocha i podporządkowuje się tym, którzy mają władzę, pogardza zaś i pragnie kontrolować tych, którzy są bezradni i nie potrafią się 
bronić. 
     Charakter sadystyczny jest zazwyczaj ksenofobiczny i neofobiczny – każdy, kto jest obcy, oznacza coś nowego, a nowe wzbudza 
strach, podejrzliwość i niechęć, ponieważ wymaga spontanicznej, żywej i niezrutynizowanej reakcji. Kolejnym elementem syndromu 
wymienianym przez Fromma  jest podporządkowanie i tchórzostwo sadysty. Sadysta robi to, co robi, ponieważ czuje się pogrążony  
w niemożności, nieżywy i bezbronny. Próbuje skompensować sobie te braki poprzez zdobywanie władzy nad innymi, poprzez prze-
mianę  z  robaka,  którym  się  czuje,  w  boga.  Potrzebuje  innych  istot,  aby  „dopełnić”  siebie.  Sadysta  czyni  inną  istotę  rozszerzeniem 
siebie.  Sadystyczne  morderstwo  jest  więc  ekstremalnym,  ale  logicznym  następstwem  starań  poznania  drugiej  osoby  aż  do  głębi  jej 
egzystencji (Kernberg, 1998). Taki człowiek poszukuje symbiotycznego związku, ponieważ nie ma w sobie centrum (własnej osobo-
wości). Chociaż wydaje się, że sadysta jest wolny względem swej ofiary, potrzebuje jej na swój perwersyjny sposób. Posiadając real-
ną władzę, cierpi jednak z powodu swej ludzkiej niemocy. Może zabijać i torturować, ale pozostanie pozbawionym miłości, odizolo-
wanym, przerażonym człowiek, której z kolei sam może się podporządkować. 
     W seksuologii  sadyzm rozumiany jest podobnie, choć sprowadzany jest  wyłącznie do seksualności człowieka, a przez to pozba-
wiony jest swego egzystencjalnego wymiaru. Oznacza odczuwanie rozkoszy seksualnej, w sytuacji seksualnej związanej z dominacją 
i  bezwzględnym  podporządkowaniem  partnera  (Imieliński,  1986).  Autor  zwraca  uwagę  na  nieuzasadnione  kojarzenie  sadyzmu  
z rozkoszą seksualną płynącą  wyłącznie z zadawania bólu, agresją i okrucieństwem. Sadysta bowiem, by podniecić się zadawanym 
komuś cierpieniem, musi mieć i czuć pełną władzę nad swą ofiarą. Bez umiejscowienia czyjegoś cierpienia w sadystycznym kontek-
ś

cie władzy nad nim, osoba sadystyczna nie odczuwa pełnej rozkoszy. 

     Specyficzną odmianą sadyzmu  skojarzonego z fetyszyzmem jest  wampiryzm seksualny. Rolę  fetysza pełni  w  nim  krew partnera 
seksualnego. Rozkosz seksualną sprawia drapanie lub gryzienie czyjegoś ciała oraz widok lub smak jego krwi. W skrajnych przypad-
kach wampiryzm może przejawiać się w morderstwie z lubieżności, rozkawałkowywaniem ciała, piciu krwi lub pożeraniu ciała part-
nera (kanibalizm). W kryminologii (Volta – Riva, 1961, za: Imieliński, 1986) wampirami oznacza się  morderców, którzy piją krew 
swych ofiar lub lubią patrzeć na płynącą krew, oraz przestępców bezczeszczących zwłoki na cmentarzu (nekrofilów). 

 

Earl Leonard Nelson (22+) 
„Goryl” 
     Earl Nelson urodził się 12 maja 1987 roku w USA i został bardzo wcześnie osierocony. Gdy był zaledwie 9 – miesięcznym dziec-
kiem, jego 20 – letnia matka zmarła na chorobę weneryczną. Ojciec chłopaka był nieznany. Sierotą zaopiekowała się ciotka – Lilian 
Fabian. Wspominała ona później, że już od najmłodszych lat Earle był dziwnym dzieckiem. Można było też zauważyć w jego zacho-
waniu objawy niedorozwoju umysłowego. Fotografia 3 – letniego Earle’a przedstawia chłopca o wyraźnie zdegenerowanych rysach, 
półotwartych  ustach  i  bezmyślnym  wyrazie  twarzy.  Ciotka  opowiadała,  że  był  cichym  i  spokojnym,  choć  chorowitym  dzieckiem.  
W  wieku 10 lat został potrącony przez tramwaj – doznał  wstrząsu  mózgu i był  nieprzytomny przez 6 dni. Skutkiem  tego  wypadku 
były  silne  bóle  i  zawroty  głowy,  na  które  cierpiał  przez  całe  życie.  Zamknięty  w  sobie,  od  czasu  wypadku  stał  się  jeszcze  bardziej 
ponury i niekomunikatywny. 
     Lilian Fabian, wymieniając ulubione zajęcia siostrzeńca podkreśliła, że najbardziej lubił chodzenie na rękach, podnoszenie krzeseł 
zębami  i  ukrywanie  się  w  piwnicy.  Ta  ulubiona  kryjówka  przysporzyła  mu  pierwszych  kłopotów.  Zwabił  tam  małą  dziewczynkę, 
która stała się jego pierwszą ofiarą. Gdy go ujęto, okazało się, że ma 21 lat i został zwolniony ze służby wojskowej z powodu niedo-
rozwoju  umysłowego.  Chyba  tylko  to  uratowało  go  od  stryczka  –  sąd  wydał  nakaz  umieszczenia  Earle’a  w  zamkniętym  zakładzie 
psychiatrycznym. Nie bardzo mu się tam jednak podobało, bo kilka razy usiłował uciec. Udało mu się to wreszcie po 6 miesiącach. 
Na wolności przebywał 2,5 roku. Co dziwniejsze, zdążył się w tym czasie nawet ożenić, choć szczegóły tego związku nigdy nie zo-
stały wyjaśnione. Wiadomo tylko, że nie trwał on długo. Ponowne umieszczenie w zakładzie usunęło go z szeregów reszty społeczeń-
stwa. Jednak i tym razem uciekł stamtąd w 1923 roku. Kilka następnych lat życia Nelsona to otwarty rozdział. Nie ustalono, co wów-
czas robił. 
     Jego zbrodnicza historia zaczyna się w lutym 1926 roku i trwa do czerwca roku następnego, w którym to czasie Earle Nelson zdą-
ż

ył zamordować co najmniej 22 osoby. Pierwszą ofiarą mordercy była 60 – letnia Clara Newman, mieszkanka San Francisco. Znale-

ziono  ją  na  strychu  domu,  w  którym  mieszkała  i  wynajmowała  pokoje  przygodnym  lokatorom.  Policyjni  specjaliści  stwierdzili,  że 
kobieta została uduszona, a następnie zgwałcona. 
     2 marca niemal w identycznych okolicznościach – tyle tylko, że w San Jose, w domu z tabliczką „Pokoje do wynajęcia” – znale-
ziono zwłoki, również 60 – letniej Laury E. Beale. Sprawa dość szybko nabrała rozgłosu, a dziennikarze ochrzcili nieznanego spraw-
cę mianem „Mrocznego dusiciela”. 
     Tymczasem, ten nadal prowadził swoją makabryczną działalność. Podobny scenariusz powtórzył się jeszcze trzykrotnie. Kolejne 
ofiary,  kobiety  w  podeszłym  wieku,  mieszkały  w  San  Francisco,  Santa  Barbara  i  Oakland.  W  październiku  miały  miejsce  następne 
trzy zabójstwa – tym razem w Portland, w stanie Oregon. Tylko opieszałości policji należy zawdzięczać to, że początkowo nie powią-
zano ze sobą tych zbrodni. Otóż, gdy znaleziono zwłoki rozwódki w sporym kufrze, policja uznała to za samobójstwo. 10 dni później 
ciało 59 – letniej właścicielki pensjonatu wydobyto z pieca – koroner stwierdził zgon z przyczyn naturalnych. Dopiero trzecia zbrod-
nia, zabójstwo Mable Fleku, żyjącej z wynajmowania pokoi, której zwłoki odkryto dzień później, zmusiła funkcjonariuszy porządku 
do  uznania,  że  zostało  popełnione  morderstwo.  Tymczasem  Nelson  zdążył  już  wrócić  do  San  Francisco,  gdzie  18  listopada  udusił  
i  zgwałcił  kolejną  kobietę.  W  ciągu  następnych  dwóch  tygodni  złożył  mordercze  wizyty  w  Seattle  i  Oregon  City.  Wszystkie  ofiar  
z racji prowadzonej działalności – wynajmowania pokoi – były dość zamożne, więc niejako „przy okazji” Nelson zasilał swoją kasę, 
kradnąc  biżuterię.  Był  to  ślad,  który  skwapliwie  wykorzystała  policja,  krytykowana  już  przez  prasę,  z  której  pierwszych  stron  nie 
schodził „Mroczny dusiciel”. W Portland wyznaczono nawet nagrodę – 2500 dolarów – za pomoc w schwytaniu „postrachu miasta”. 

background image

 

Nelson  był  jednak  już  bardzo  daleko,  bo  w  Iowa.  Tam,  tuż  przed  świętami  Bożego  Narodzenia  i  podczas  ich  trwania,  zamordował 
trzy kobiety i jedno 8 – miesięczne niemowlę. Po tym okresie zniknął na 4 miesiące. Niestety powrócił, by ze zdwojoną siłą popełniać 
kolejne  zbrodnie.  Atakował  znienacka,  w  różnych  miastach:  27  kwietnia  udusił  w  Filadelfii  60  –  letnią  Mary  McConnel,  30  maja  
w  Buffalo  jego  ofiarą  padła  35  –  letnia  Jenny  Randolph,  2  dni  później  w  Detroit  zginęły  aż  dwie  kobiety:  53  –  letnia  właścicielka 
małego pensjonatu Minnie May, oraz jej sublokatorka, pani Atorthy. Po następnych dwóch dniach Nelson był już w Chicago, gdzie 
zgwałcił (jedyny przypadek, gdy dokonał gwałtu na żywej kobiecie) i zamordował 27 – letnią Mary Sietsem.  
     Po ostatnim zabójstwie wyjechał do Kanady. Okazało się, że wydał na siebie wyrok. Niestety, zanim kanadyjska policja go ujęła, 
zdołał pozbawić życia jeszcze kilka kobiet.  
     Na  początku  Nelson  zatrzymał  się  w  Winnipeg,  wmawiając  gospodyni  pensjonatu,  że  potrzebuje  cichego  pokoju  do  medytacji 
religijnej. Tam, w sklepie z używaną odzieżą zmienił ubranie. Ciekawe, że odtąd czynił to w każdym nowym mieście, sądząc chyba, 
ż

e zmiana stroju pozwoli mu pozostać nierozpoznanym. I długo okazało się to prawdą. 

     Już pierwszego wieczoru pobytu w pensjonacie zamordował 14 – letnią córkę swych sąsiadów, której zmasakrowane zwłoki od-
kryto  dopiero  po  kilku  dniach,  w  niezamieszkałej  części  pensjonatu.  Była  to  jego  najpotworniejsza  zbrodnia.  Po  wydobyciu  zwłok 
dziecka  spod  łóżka,  (Earl  miał  w  zwyczaju  wkładać  pod  nie  swoje  ofiary  zanim  udał  się  spać)  nigdy  nie  ujawniono,  w  jakim  były 
stanie.  Nelson  jednak,  zanim  wyjechał  z  Winnipeg,  pozostawił  tam  jeszcze  jedną  ofiarę  –  młodą  żonę  i  matkę  dwójki  dzieci,  Ann 
Patterson,  którą  zmasakrował  młotkiem,  zgwałcił  i  wepchnął  pod  łóżko.  Zanim  jednak  dotarł  do  kresu  swej  podróży,  zatrzymał  się 
jeszcze w kilku miejscach. Wreszcie, rozpoznany przez urzędnika pocztowego na podstawie rysopisu z listów gończych, został ujęty 
przez policję 12 czerwca w miejscowości Boissevain. 
     Earle Nelson stanął przed sądem 1 listopada 1927 roku oskarżony o zabójstwo pani Patterson. Proces trwał 4 dni. Obrona powołała 
tylko dwóch świadków: ciotkę Nelsona, panią Fabian i jego żonę. Ich zeznania dowodziły choroby umysłowej oskarżonego, jednak 
sąd nie widział podstaw do orzeczenia niepoczytalności mordercy. Uznano go winnym i stracono 13 stycznia 1928 roku. Prawdopo-
dobnie, wymienione tu 22 morderstwa to niepełna lista dokonań „Goryla”. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

10 

 

SZKOLNI STRZELCY (2011) 

 

 

 

SPIS TREŚCI

 

  

Część Pierwsza 
 
Wstęp 
Definicja zjawiska 
Przewidywanie i zapobieganie morderstwom w literaturze naukowej i w praktyce 
  
Część Druga 
  
Analiza statystyczna 
Wiek 
Płeć 
Relacje z rówieśnikami 
Status rodzinny 
Patologia rodziców 
Psychopatologia szkolnych strzelców 
Relacje z ofiarami i ich wybór 
Charakter czynu 
Miejsce zbrodni 
Podsumowanie 
  
Analiza kryminologiczna 
Podstawowe wskazówki premordercze 
Bezpośrednie wskazówki werbalne 
Pośrednie wskazówki werbalne 
Wskazówki niewerbalne (behawioralne i mentalne 
Dopełniające wskazówki premordercze 
 
Synteza 
 
Literatura cytowana 
  
Część Trzecia 
  
Billy Ray Prevatte (15 lat 
Robert Benjamin Smith (18 lat 
Anthony F. Barbaro (17 lat 
Robert Poulin (17 lat 
Michael Slobodian (16 lat 
Brenda Spencer (16 lat 
James William Wilson (19 lat 
Wayne Lo (18 lat 
Eric Borel (16 lat 
Barry Loukaitis (14 lat 
Evan Ramsey (16 lat 
Michael Carneal (14 lat 
Luke Woodham (16 lat 
Mitchell Johnson (13 lat) i Andrew Golden (11 lat 
Andrew Wurst (14 lat 
Kipland Kinkel (15 lat 
Eric Harris (18 lat) i Dylan Klebold (17 lat 
Seth Trickey (13 lat 
Charles Andrew Williams (15 lat 
Robert Steinhäuser (19 lat 
Jeffrey Weise (16 lat 
Alvaro Rafael Castillo (19 lat 
Sebastian Bosse (18 lat 

background image

11 

 

Pekka-Eric Auvinen (18 lat 
Asa H. Coon (14 lat 
Tim Kretschmer (17 lat 
  
Ciekawostka 
 

Przewidywanie i zapobieganie morderstwom w literaturze naukowej i w praktyce (fragment) 
….. 
   W literaturze przedmiotu, nazywa się je zazwyczaj czynnikami, które - opisują zachowania dzieci i młodzieży, mającej skłonność 
czy  tendencję  do  stosowania  przemocy.  Nie  służą  więc  one  sensu  stricto  do  prognozowania  zagrożenia,  lecz  prezentują  spektrum 
cech, które towarzyszą agresywnym dzieciom i na podstawie ich dużego nagromadzenia (gdy tworzą syndrom) można podejrzewać, 
ż

e określone dziecko lub adolescent agresywny być nie przestanie. W tabeli 1 za-prezentowano wnioski w tym zakresie, pochodzące  

z różnych badań (wybrano 4 źródła, które zawierają wszystkie cechy prezentowane w innych, niecytowanych tutaj badaniach). 

 

                                               

Tabela 1. Charakterystyka dzieci skłonnych do stosowania przemocy 

Wczesne sygnały ostrzegawcze prognozujące tendencję do stosowania przemocy 

1.

 

Posiada  historię  napadów  złości  i  niekontrolowanej  agresji  oraz  stoso-
wania przemocy. 

2.

 

Stosuje niecenzuralny język: przekleństwa, wyzwiska etc. 

3.

 

Stosuje groźby (im bardziej są one specyficzne i sprecyzowane, tym za-
grożenie jest większe). 

4.

 

W przeszłości przynosił broń do szkoły. 

5.

 

Przejawia zaburzenia zachowania w szkole (oceniane na podstawie ocen 
z zachowania) i w miejscu zamieszkania. 

6.

 

Nadużywa lub jest uzależniony od narkotyków i/lub alkoholu. 

7.

 

Znajduje się na marginesie grupy rówieśniczej i nie ma bliskich przyja-
ciół. 

8.

 

Ma poczucie bycia odrzuconym (poczucie krzywdy - uwaga autora). 

9.

 

Czuje się prześladowany. 

10.

 

Jest obeznany z bronią, materiałami wybuchowymi etc. 

11.

 

Ma dostęp do broni palnej i może jej używać. 

12.

 

Wagaruje,  był  zawieszany  w  obowiązkach  ucznia  lub  wydalany  z  róż-
nych szkół. 

13.

 

Nie przejawia zainteresowania szkołą i osiąga słabe wyniki w nauce. 

14.

 

Znęca się nad zwierzętami. 

15.

 

Jest zaniedbywany wychowawczo, nie ma wsparcia u opiekunów. 

16.

 

Był/jest świadkiem i/lub ofiarą przemocy domowej. 

17.

 

Podlega bullyingowi lub jest jego sprawcą. 

18.

 

Przejawia tendencję do winienia innych za swoje porażki i problemy. 

19.

 

Jest  wysoce zainteresowany:  programami,  filmami i  muzyką - zawiera-
jącymi ładunek przemocy.  

20.

 

Preferuje czytanie treści pełnych przemocy, rytuałów i agresji. 

21.

 

Jego szkolne wypracowania i rysunki są pełne przemocy i agresji. 

22.

 

Należy do gangu lub sekty. 

23.

 

Utracił przyjaciela/przyjaciółkę. 

24.

 

Potrzebuje uwagi i szacunku (w nadmiernym stopniu, jako komponenta 
narcyzmu). 

25.

 

Posiada niskie poczucie własnej wartości. 

26.

 

Jest zafascynowany ogniem i jego podkładaniem. 

27.

 

Ma obsesję na punkcie broni. 

28.

 

Nie  toleruje  odmienności  i  przejawia  wobec  niej  represyjną  postawę 
(dotyczy  najczęściej:  rasy,  pochodzenia,  religii,  języka,  płci,  orientacji 
seksualnej, zdolności i wyglądu). 

 

Ź

ródła:  

Dwyer, Osher i Warger (1998); Friedman (2011); Garrett (2001); Page i Page (2003).  

 
   We wszystkich pracach cytowanych w tabeli, a także wielu innych, podkreśla się, że żaden pojedynczy czynnik nigdy nie jest dia-
gnostyczny  względem przewidywania przyszłego zachowania agresywnego i przemocy. Musi  więc, o czym już  wspomniano  wcze-
ś

niej, wystąpić ich co najmniej kilka, tworząc syndrom. Podkreślane również przez autorów jest to, że czynniki te stanowią „wczesne 

wskaźniki zagrożenia”, lecz nie pisze się o nich wprost, iż służą do przewidywania przemocy, a mogą jedynie stanowić sygnały, które 
nie powinny być bagatelizowane przez otoczenie. Aczkolwiek ich znaczenie prognostyczne jest wyraźne. 
   Są one jednak wysoce niespecyficzne. Po pierwsze, nie wiadomo, w jakiej ilości muszą się ujawnić, by przybrały charakter zwia-
stunu.  Po  drugie,  nie  wiadomo  zupełnie,  jakiego  rodzaju  przemoc  prognozują,  gdy  już  tworzą  syndrom.  Po  trzecie,  nie  wiadomo, 
które z nich są ważniejsze, a które mniej istotne, dla przewidywania agresywnych zachowań, a także, jaki ich układ jest w najwięk-
szym stopniu użyteczny, w opisywanym względzie. Zatem stanowią one cenne źródło informacji, lecz ich użyteczność ogranicza się 

background image

12 

 

właściwie do wytypowania dzieci i młodzieży, która wymaga udzielenia specjalistycznej pomocy psychologicznej, często też, rozpo-
znania ich sytuacji rodzinnej przez opiekę społeczną. 

 

18. Eric Harris (18 lat) i 19. Dylan Klebold (17 lat)  
20.04.1999, Jefferson County (USA), 13. ofiar śmiertelnych, 25. rannych 
   Eric  Harris  urodził  się  9  kwietnia  1981  roku.  Miał  starszego  brata.  Jego  matka  zajmowała  się  cateringiem.  Ojciec  był  pilotem  sił 
powietrznych  USA,  co  było  powodem  częstych  przeprowadzek  rodziny.  W  Littleton  zamieszkali  w  1993  roku,  gdy  Wayne  Harris 
przeszedł na emeryturę. Wówczas Eric poznał Dylana. 
   Dylan  Klebold  urodził  się  11  września  1981  roku.  Również  miał  brata,  starszego  o  3  lata.  Chłopcy  wychowywani  byli  w  wierze 
luterańskiej,  uczęszczali  do  takowej  szkoły.  Jego  ojciec  z  zawodu  był  geofizykiem  i  prowadził  własny  biznes.  Matka  pracowała  
w administracji stanowej, zajmując się osobami niepełnosprawnymi. 
   Obaj chłopcy nie chorowali przewlekle w dzieciństwie, Psychomotorycznie rozwijali się prawidłowo. Jedynie u Erica stwierdzono 
lejkowatą klatkę piersiową (pectus excavatum), co nie ma żadnego wpływu na rozwój psychiczny dziecka. 
  Zarówno Eric, jak i Dylan, byli bardzo dobrymi uczniami. Klebold do tego stopnia, że w podstawówce został objęty programem dla 
dzieci wysoce uzdolnionych. Żaden z nich nie był odludkiem, aczkolwiek Klebold nie był tak towarzyski (był wstydliwy, nie umawiał 
się z dziewczynami), jak Harris (ten swojego czasu był z 23-letnią kobietą, która zerwała z nim w kwietniu 1998). Łączyło ich jednak 
to, że nie byli popularni wśród rówieśników (aczkolwiek byli lubiani) - bezpośrednio po zamachu pojawiały się również opinie o tym, 
ż

e obaj byli ofiarami bullyingu, co ostatecznie, po 10 latach, uznano za nieprawdę. Obaj nie chcieli zabić kogoś konkretnego w akcie 

zemsty za doznane krzywdy, oni chcieli zabić… wszystkich. 
   W  ich  historii  odnotowano  jedno  przestępstwo  włamania  do  samochodu  i  kradzieży  sprzętu  elektronicznego,  którego  dokonali 
wspólnie 30 stycznia 1998 roku. Zostali za to skazani i zobowiązani do uczestnictwa w programie resocjalizacyjnym. Obejmował on: 
zapłacenie grzywny, pracę społeczną, uczestnictwo w różnych zajęciach korekcyjnych (Klebold - m.in. etyka, Harris - psychoterapia), 
uczęszczanie  na  terapię  radzenia  sobie  ze  złością  oraz  napisanie  listu  z  przeprosinami.  Dzięki  wzorowemu  wypełnianiu  wszystkich 
tych wymagań uzyskali wcześniejsze zwolnienie z programu.  
   Zapiski Harrisa w prowadzonym przez niego dzienniku, odnoszące się do tych wydarzeń, ujawniają jednak nieprawidłowy proces 
„rodzinnej  socjalizacji”  -  tzw.  psychopatię  (tym  bardziej,  względem  jego  empatycznych,  pełnych  skruchy  przeprosin,  napisanych  
w liście do właściciela samochodu): „Czy Ameryka nie miała być krajem wolnych ludzi? Jak to możliwe, że skoro jestem wolny, nie 
mogę  pozbawić  głupiego,  pieprzonego  idioty  jego  własności,  którą  zostawił  leżącą  na  przednim  siedzeniu,  na  widoku,  i  w  środku 
pieprzonego  niczego...  Selekcja  naturalna.  Pieprzeńca  powinno  się  zastrzelić”.  
Nie  zdiagnozowano  jednak  zaburzeń  osobowości,  
a zaburzenia obsesyjno-kompulsywne. W związku z tym zalecono psychoterapię. Zlecono również farmakoterapię antydepresantem 
Luvox (fluwoksamina). 
   Powyższy,  przytoczony  fragment  wskazuje  na  nieprawidłową  konstrukcję  osobowości,  a  inne  potwierdzają  go,  ujawniając  narcy-
styczne podłoże jego problemów (psychopatia jest tu niejako jedynie objawem - jest to tzw. kernbergowski narcyzm złośliwy): „Nikt 
nie jest gówna warty, chyba że ja powiem, że jest. Czuję się jak Bóg i chciałbym mieć wszystkich, oficjalnie, poniżej mnie. Już wiem, 
ż

e jestem wyżej niż prawie wszyscy na tym pieprzonym Welt, w kategoriach uniwersalnej inteligencji”. 

   Klebold również prowadził pamiętnik. Z pozostawionych w nim zapisów wynika, że często przeżywał huśtawkę nastrojów, z domi-
nującym jego obniżeniem - pojawiały się często myśli samobójcze. Uzupełniające te informacje, relacje jego rodziców, którzy twier-
dzili, że Dylan był nieśmiały i cichy, nigdy nie okazywał agresji (z relacji rówieśników wynikało, że był impulsywny - co wiąże się 
często z tłumieniem emocji), oraz nie fascynował się bronią, sugerują, że mógł on mieć trudności w wyrażaniu złości, że był zależny, 
lękliwy, a nawet paranoidalny: „Zawsze byłem nienawidzony, przez wszystkich i wszystko” (fragment pamiętnika).  
   W jego pamiętniku, już w 1997 roku, pojawiły się również zapiski mówiące o chęci strzelania do ludzi, czemu nie należy się zbyt-
nio dziwić. Charakterystyczne jest dla samobójców (za jakiego się go tu uznaje), iż ich agresywne fantazje nie do końca ukierunko-
wane  są,  przynajmniej  nie  na  każdym  etapie  procesu  suicydalnego,  jedynie  na  wyrządzenie  krzywdy  sobie.  Zawsze  pojawiają  się 
fantazje o zrobieniu krzywdy innym, bo prawie zawsze, częściowo lub w całości, inni winieni są za przeżywane cierpienie. W zależ-
ności  od  osobowości  samobójcy,  przeżywa  on  wówczas  poczucie  krzywdy,  a  agresja  ukierunkowuje  się  na  obiekcie  zewnętrznym 
(zabija  innych  i  siebie)  lub  poczucie  winy,  które  nierzadko  jest  konsekwencją  odczuwania  agresywnych  impulsów  wobec  innych, 
które są tłumione, a nawet mogą być racjonalizowane i wzmacniają poczucie bezwartościowości (zabija tylko siebie).   
   Z  powyższego,  intuicyjnie,  można  wysnuć  przypuszczenie,  że  to  agresywny,  makiawelistyczny,  narcystyczny  Harris  (poczucie 
wyższości), był prowodyrem i pomysłodawcą zamachu, a podatny na wpływ, niepewny siebie, tłumiący agresję, suicydalny i również 
narcystyczny Klebold (poczucie niższości - inny rodzaj narcyzmu), kompensował sobie przy nim wszelkie, odczuwane subiektywnie 
deficyty i podnosił własne poczucie wartości poprzez obecność Harrisa, dewaluującego względem siebie wartość innych ludzi, wyno-
szącego się ponad nich. Obaj nawiązali symbiotyczną relację, w której Harris miał „wyznawcę”, a Klebold był „pierwszy po bogu”. 
Jednakże u podstaw - chęci przekonywania siebie nawzajem o swojej wyjątkowości - leżało, jak zawsze, poczucie bycia niedocenio-
nym, niezauważanym, zwykłym etc. - co jest charakterystyczne dla opisywanych zaburzeń osobowości. 
   Zamach planowali wspólnie przez około rok. Wobec tego, wymieni się wskazówki premordercze łącznie dla obu sprawców. Miało 
miejsce: 

 

nakłanianie do zakupu broni palnej - obaj próbowali przekonywać znajomych, by kupowali im broń; jedna z koleżanek, jako 
ż

e była pełnoletnia, pomogła im w tym kupując dwie strzelby i karabinek; nieco później, kolega z pizzerii umożliwił im za-

kup pistoletu szturmowego, 

 

posiadanie materiałów wybuchowych - skonstruowali ok. 100 bomb rurowych (chwalili się tym na swojej stronie interneto-
wej, zamieścili na niej również rezultaty z próbnych eksplozji ładunków wybuchowych), 

 

kolekcjonowanie  broni  -  czynnik  ten  miał  tu  szczególne  znaczenie,  bowiem  zbieranie  -  występowało  w  tym  przypadku,  
w większym stopniu niż kolekcjonowanie - broni było wyrazem tendencji morderczej (realizowania planu zamachu), 

background image

13 

 

 

zainteresowanie destrukcją, zamachami bombowymi, a szczególnie sprawcą jednego z nich - Timothym McVeigh - ewident-
nie wskazują na to zapiski w dzienniku (obaj), a próba wysadzenia szkoły i ilość zgromadzonych materiałów wybuchowych 
sugerują pewne naśladownictwo oraz piromaniakalne tendencje, jak też chęć masowego mordowania, 

 

fascynacja  bronią  i/lub  materiałami  wybuchowymi  (punkt  związany  z  poprzednim)  -  ewidentnie  skojarzone  z  tendencjami 
sprawców i zgro-madzonym arsenałem (w przypadku Harrisa, informację tę potwierdził jego ojciec,  

 

personifikacja broni palnej - jednej z nich Harris nadał imię Arlene, 

 

dokumentalne: 

 

wpisy w internecie o posiadanym arsenale, „raporty” z prób detonacji oraz groźby karalne (patrz dalej),  

 

wpisy w prowadzonych pamiętnikach, rysunki planu szkoły w kontekście planowanego ataku, niepokojące, agresywne 
wątki poruszane w wypracowaniach szkolnych etc., a także „zapowiedzi zabicia innych i snucie planów na ten temat” - 
również miały charakter tendencji (przygotowań do zamachu), dotyczyły konkretnego miejsca (szkoły), osób (uczniów  
i nauczycieli), aczkolwiek sprawcy nie werbalizowali swoich planów bezpośrednio, w rozmowie z kimkolwiek, 

 

komunikowanie chęci zabijania - Harris i jego wpisy w dzienniku: „… powinno się go zabić, powinno się ich zabić” etc.; 
Klebold natomiast pisał m.in. o tym, że „Nie ma zabawy bez odrobiny śmierci”, 

 

filmy ukazujące kolekcję broni i materiałów wybuchowych oraz rozmowy o planowanym zamachu i np. nadziei zabicia 
250 osób, a także spekulacje dotyczące tego, jakie będą skutki ataku i czy obaj staną się sławni (pierwsze nagrania po-
chodziły z marca 1999, ostatnie zostało nakręcone na pół godziny przed zamachem - nagrania nie pozostawiają żadnej 
wątpliwości co do tego, iż sprawcy zamierzali pozbawić się życia, po odebraniu go jak największej ilości osób),  

 

karalność  -  wspólnie dokonane przestępstwo, ponadto Harris często dokonywał aktów  wandalizmu skierowanych na domy 
sąsiadów, a także raz podłożył pod jeden z domów ogień, co doprowadziło do wezwania straży pożarnej (za te czyny nie zo-
stał ukarany), 

 

fantazje o przemocy i zabijaniu - pełne nienawiści wpisy w Internecie i dzienniku (obaj sprawcy), Harris na rok przed zama-
chem zwierzył się swojemu kuratorowi, iż nawiedzają go myśli o samobójstwie i zabójstwie; ponadto zanim zaczął planować 
z Kleboldem zamach na szkołę, planował porwanie samolotu i rozbicie go z pasażerami o jakiś wieżowiec; fantazjował rów-
nież o gwałceniu rówieśniczek - wyobrażał sobie, że sprowadza je do swojej sypialni, rozdziera ubranie i wykorzystuje sek-
sualnie, 

 

inscenizacja ataku na szkołę - niezwykle istotna i bardzo specyficzna wskazówka, którą stanowił film semestralny nakręcony 
przez Harrisa i Dylana, w którym obaj przechadzają się po szkole i zabijają każdego ucznia, który wejdzie im w drogę (na-
uczyciel nie zgodził się na jego projekcję w klasie), 

 

wzbudzanie poczucia zagrożenia u innych (pośrednie) - po zamachu wyszło na jaw, że miesiąc przed nim, jedna z nauczycie-
lek informowała rodziców obu chłopców o swoim niepokoju związanym z ich „gwałtowną, agresywną naturą” - niepokój ten 
związany był z pracami pisemnymi Harrisa i Klebolda, pełnymi przemocy, broni i zabijania. 

   Między sprawcami występowały oczywiście pewne różnice, a dodatkowe wskazówki premordercze dawały temu wyraz: 

 

tendencje suicydalne - Klebold (z dziennika wynika, iż wierzył, że po śmierci przeniesie się do lepszego świata), Harris na-
tomiast doznawał sporadycznych myśli suicydalnych, o czym już wspomniano - z czego zwierzył się raz kuratorowi, 

 

niewerbalne  groźby  karalne  -  na  swojej  stronie  internetowej,  Harris  zagroził  jednemu  z  uczniów,  Brooksowi  Brownowi, 
ś

miercią;  po  interwencji  państwa  Brown,  prowadzący  śledztwo  w  tej  sprawie  Michael  Guera  złożył  wniosek  o  rewizję  

w domu Harrisa, która z niewiadomych przyczyn nigdy nie została przeprowadzona, 

 

historia  leczenia  psychiatrycznego  -  wymienione  dla  formalności,  bowiem  stwierdzone  u  Harrisa  zaburzenia  obsesyjno-
kompulsywne nie miały znaczenia dla przebiegu zdarzeń, natomiast wyraźne były cechy antysocjalne (opinia autora), 

 

swastyki  w  dzienniku,  które  rysował  Harris,  sugerują  fascynację  nazizmem,  aczkolwiek  przedmiotowe  -  chodziło  raczej  
o „mordercze dokonania” Niemców, niż ich samych, czy ich ideologię, 

 

ojciec Harrisa był wojskowym, on sam również miał aspiracje wojskowe, lecz jego kandydatura została odrzucona na krótko 
przed dokonanym zamachem - powodem była historia leczenia Luvoxem (innymi słowy rzekome zaburzenia psychiczne). 

   20 kwietnia 1999 roku, po godzinie 11:00, Harris i Klebold weszli do szkoły. Dokładny przebieg wydarzeń jest nieistotny dla ni-
niejszej pracy, a jego obszerność wykraczałaby poza jej ramy. Nakręcono kilka filmów na temat tej tragedii oraz jest ona do dzisiaj 
szeroko opisywana. Dla przeprowadzanej tu analizy istotne jest to, iż sprawcy zastrzelili 13 osób (2 nauczycieli i 11 uczniów) i zranili 
25, po czym popełnili samobójstwo. 
   Zanim otworzyli ogień do uczniów, próbowali zdetonować ładunki wybuchowe. Z jakichś powodów plan ten się nie powiódł. Po-
czątkowo zaatakowali stołówkę, następnie strzelali na korytarzach szkoły, by w końcu udać się do biblioteki. Tam nastąpiła kulmina-
cja wydarzeń. 
   Wiadomo, że właśnie w bibliotece wypowiedzieli pierwsze słowa. Wchodząc do pomieszczenia krzyknęli: „Wstawać!”. Do jednej  
z  ofiar,  która  ukrywała  się  pod  burkiem,  podszedł  Harris,  uderzył  w  jego  blat  i  krzyknął:  „A  kuku”.  Nastepnie  pozbawił  ją  życia. 
Chwilę później, padło kolejne pytanie, skierowane do chowającej się uczennicy: „Czy chcesz umrzeć?”. Jeszcze inną spytał, czy wie-
rzy w boga.  
  Jednego z ukrytych uczniów Harris zapytał o nazwisko. Był to kolega Klebolda, John Savage, który spytał go, co robi. 
   – Po prostu zabijam ludzi. – odrzekł Klebold. 
   John  był  jedyną  osobą,  która  wystawiona  na  strzały  nie  została  ranna.  Kiedy  zapytał  Klebolda,  czy  jego  też  zamierza  zabić,  ten 
pozwolił mu uciec z biblioteki.  
   Około 11:35 sprawcy opuścili pomieszczenie i udali się do południowej części szkoły, atakując po drodze kilka klas (nikt już nie 
ucierpiał). Kiedy dotarli do stołówki była godzina 11:44. Tam, częściowo, zdetonowali jedną z bomb. Do godziny 12:00 chodzili po 
korytarzu strzelając na oślep. Punktualnie w południe ostrzelali z okien policjantów. Kilka minut później, strzelając sobie w głowę, 
obaj popełnili samobójstwo.  

Ź

ródła: 

background image

14 

 

Burgess, A.W., Roberts A R. i Regehr, C. (2009). Victimology: Theories and Applications. Sudbury: Jones & Bartlett Learning. 
Informacje na temat sprawców pochodzące z biura szeryfa Jefferson County, Colorado. Dostępne: 
http://www.cnn.com/SPECIALS/2000/columbine.cd/Pages/SUSPECTS_TEXT.htm 
Langman, P. (2009). Expanding the sample: Five school shooters. (artykuł opublikowany na www.schoolshooters.info). 
Larkin, R.W. (2007). Comprehending Columbine. Philadelphia: Temple University Press. 
New York Times (23.04.1999). Terror in Littleton: The suspects; sketch of killers: Contradictions and confusion. By J. Wilgoren i D. 
Johnson. 
New York Times (11.05.1999). Teacher of Colorado gunmen alerted parents. By J. Brooke. 
Robbers, M.L.P. (2007). Harris Eric and Dylan Klebold. W: L.L. Finley (red.). Encyclopedia of juvenile violence. Westport: Green-
wood Press. 
Rocky Mountain News (1999). Fatal Friendship. How two suburban boys traded baseball and bowling for murder and madness. By L. 
Bartels i C. Crowder. Dostępne: http://denver.rockymountainnews.com/shooting/0822fata1.shtml 
Termination Report Juvenile Deversion (3-25-98). Raport z przebiegu odbywania kary za włamanie.  
The Vindicator (06.10.2002). Killer admitted violent thoughts. By AP.  
Time (20.12.1999). The Columbine tapes: The Columbine tapes. By N. Gibbs, T. Roche, A. Goldstein, M. Harrington i R. Woodbury.  
USA Today (14.04.2009). 10 years later, the real story behind Columbine. By G. Toppo. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

background image

15 

 

MASOWI MORDERCY (2009) 

 

 

 

Spis treści 

CZĘŚĆ PIERWSZA 

Wstęp 
Wprowadzenie 
Definicja masowego morderstwa 
Nowa kategoria sprawcy: Seryjny-masowy morderca 

CZĘŚĆ DRUGA 

Analiza statystyczna 
Wiek 
Rasa i płeć 
Stan cywilny 
Czynniki demograficzno-socjalne 
Miejsce zbrodni 
Relacja z ofiarami 
Charakter czynu 
Narzędzie zbrodni 
Czas trwania aktu zbrodni 
Kontakt z bronią palną i stosunek do niej 
Stan psychiczny sprawców 
Dzieciństwo masowych morderców 
Zakończenie aktu zbrodni 
Liczba ofiar 
 
Analiza suicydologiczno 

Analiza kryminologiczna 
Syndrom premorderczy 
Wskazówki premordercze 
 
Podsumowanie 
CZĘŚĆ TRZECIA 
 
Masowi mordercy 
Ernst August Wagner 
Andrew Kehoe 
Stanley Graham 
Howard Unruh 
Tore Hedin 
Charles Joseph Whitman 
Olga Hepnarová 
John Emil List 
James Ruppert 
Edward Charles Allaway 
Frederick William Cowan 
Priscilla Joyce Ford 
Woo Bum-kon 
George Banks 
Denis Lortie 
James Oliver Huberty 
Sylvia Seegrist 
Campo Elías Delgado 
Patrick Henry Sherrill 
David Burke 
Michael Robert Ryan 

background image

16 

 

William Bryan Cruse 
Frank Vitkovic 
Laurie Dann – Wasserman 
Patrick Edward Purdy 
Marc Lépine  
Joseph Thomas Wesbecker   
David Gray  
Gang Lu 
George Jo Hennard 
Wade Frankum 
Gian Luigi Ferri 
Colin Ferguson 
Thomas Watt Hamilton 
Martin John Bryant 
Mark Orrin Barton 
Larry Gene Ashbrook 
Byran Uyesugi 
Michael Morgan McDermott  
Nikolay Soltys 
Mamoru Takuma       
Richard Durn 
Terry Ratzmann 
Kyle Aaron Huff 
Jennifer San Marco 
Charles Carl Roberts IV 
Cho Seung-hui 
Steven Kazmierczak 
 
Seryjni-masowi mordercy 
Mordercy masowi pominięci w analizie 
Mordercy wykluczeni z analizy 

 

Podsumowanie (fragment) 
     Analiza statystyczna jest o tyle istotna, że pozwala opisać przeciętną jakość każdego zjawiska i przedmiotu badania. W przypadku 
masowych morderców, dzięki jej wykonaniu, można zaprezentować sylwetkę typowego sprawcy autogennego i jego sposobu działa-
nia. Najczęściej, masowy morderca jest (w chwili czynu): 

 

w zdecydowanej większości mężczyzną (89,5%) – gdyby jednak wziąć pod uwagę 61 sprawców pominiętych w analizie, to 
stosunek mężczyzn do kobiet wyniósłby 95% v. 5%, 

 

najczęściej rasy białej, 

 

o średniej wieku 36 lat (największa ilość sprawców mieści się w przedziale wieku 20-29 lat),  

 

w ponad połowie przypadków jest samotny (59,5%), samotna (10,5%), 

 

najczęściej bezrobotny (62%), a zatrudniony w 38% przypadków, 

 

posiada miejsce stałego zamieszkania (98%) i częściej mieszka w mieście (89%), względem wsi (11%), 

 

zbrodni  zazwyczaj  dokonuje  w  miejscach  publicznych,  tym  samym  na  obcych  ludziach  (51%  przypadków),  względem  in-
nych miejsc: uczelni/szkół (23%), swojego miejsca pracy (13%), własnego domu (11%) i przestrzeni powietrznej (2%), 

 

ofiarami są zazwyczaj osoby obce (43%), znane (23%), tylko bliskie (6%) oraz bliskie i obce (28%), 

 

zamachy  są planowane (87%), rzadziej impulsywne (13%)  – odsetek ten  w dużej  mierze  wynika z braku danych  na temat 
funkcjonowania psychicznego sprawców, 

 

dominuje wybór broni palnej (72%), względem białej (4%), ich zamiennego stosowania (9%) i innych metod (15%), 

 

akt zbrodni trwa w większości przypadków nie dłużej niż 30 minut; nie prezentuje się tu danych procentowych, bowiem jak 
już podkreślano, wiele zbrodni trwających kilka minut sklasyfikowano do przedziału 76-96 minut, ze względu na brak do-
kładnych danych, 

 

kolekcjonowanie broni palnej lub obsesyjny stosunek do niej charakteryzuje 21% sprawców, 

 

większość z nich posiada zaburzenia osobowości (75%), lub zaburzenia psychotyczne (21%), odnotowano jeden przypadek 
upośledzenia umysłowego (2%) i uzależnienia od substancji psychoaktywnych (2%), 

 

w dzieciństwie, zamachowcy doświadczali: przemocy domowej (23%), zaburzeń zachowania (9%), historii leczenia psychia-
trycznego (13%) oraz nadopiekuńczości ze strony rodziców (9%), która jak się wydaje, bezpośrednio wpływała na ich trud-
ności adaptacyjne,  

 

masowe morderstwo najczęściej zostaje zakończone przez samobójstwo sprawcy (55%), jego aresztowanie (36%) lub zabicie 
go przez policję (9%), 

 

w analizowanej grupie, największą ilość ludzi zabili sprawcy suicydalni, względem homicidalnych: aresztowanych i zastrze-
lonych przez policję. 

     Powyższe dane uwidaczniają, że masowi mordercy w większości, nie mają więcej niż 40 lat. Kobiety stanowią wśród nich wyjątki 
i wszystkie są chore psychicznie. Obecnie, masowe morderstwa nie mają miejsca na wsiach. Pięć analizowanych przypadków dotyczy 
spraw  z  pierwszej  połowy  XX  wieku.  Sprawcy  w  większości  są  bezrobotni,  często  świeżo  po  utracie  pracy.  Nie  mają  też  wsparcia 
bliskiej osoby. Prawie wszyscy mają ustabilizowaną sytuację mieszkaniową. 

Howard Unruh 
Camden, 1949, USA: 13 ofiar śmiertelnych, 3 ranne  
     Howard Unruh urodził się 21 stycznia 1921 roku, jako pierworodny. Matka, Freda Unruh zajmowała się domem, a ojciec Samuel 
Unruh, bagrował łodzie w porcie. Dzieciństwo chłopca było zwykłe, pozbawione większych wzruszeń czy niepokojów. Doniesienia 

background image

17 

 

mówią  jedynie  o  tym,  że  bywał  kapryśny,  ale  też  bardzo  spokojny,  jakby  nieco  wycofany.  Ponadto,  cechowało  go  pewne  ogólne 
opóźnienie  względem  innych  dzieci:  nieco  wolniej  się  uczył,  zaczął  chodzić  i  mówić.  W  szkole  spostrzegany  był  jako  przeciętny 
uczeń, grzeczny i powściągliwy. W wolnych chwilach wolał czytać swoją biblię (wychowany w luteranizmie), niż bawić się z kole-
gami. Nie odpowiadał na ich zaczepki, próby wspólnej zabawy. Tym samym zaczął wzbudzać obojętność. Można powiedzieć, że był 
introwertywny. Cecha ta nasiliła się w trakcie separacji rodziców, w 1930 roku. Howard wraz z młodszym bratem Jamesem, pozostali 
z matką. Obaj byli do niej silniej przywiązani, niż do ojca. 
     Gdy  był  nastolatkiem,  stał  się  jeszcze  bardziej  zamknięty  w  sobie.  Unikał  kontaktów  z  innymi.  Preferował  zajęcia,  które  mógł 
wykonywać samodzielnie i samotnie. Większość czasu poświęcał w tamtym okresie na zbieranie znaczków. Kolejne hobby stanowiły 
modele pociągów, które składał w domu. Jakkolwiek nigdy się nimi nie bawił, nawet nie próbował, ani wtedy, ani później. Jeśli moż-
na w Howardzie odnaleźć jakąś pasję, to było nią zamiłowanie do mechanizmów i inżynierii. Budował więc modele pociągów, ale nie 
była to dla niego rozrywka czy zabawa, było to – zadanie do wykonania, w którym najważniejsza była dokładność i precyzja, a jedy-
nym efektem jaki go interesował, była kraksa dwóch wagonów na torach. 
     Za stosunkowo dobrze rozwiniętymi funkcjami poznawczymi, zupełnie nie nadążały emocje. W tej sferze istniało wiele konflik-
tów i deficytów. W negatywny dla chłopca sposób, potęgowały one uczucia i zachowania w obszarach życia, na które miały wpływ: 
na kontakty towarzyskie, seksualność oraz wiarę w boga. Howard zatem izolował się w coraz większym stopniu. Tym samym, coraz 
częściej zwracał się ku bogu. Jednocześnie, jak w każdym nastolatku, budziły się w nim seksualne zainteresowania i popęd, które nie 
miały szansy na prawidłowe zaspokojenie i rozładowanie. Wszystko to wpływało na rozwój wielu zahamowań, poczucia winy, fru-
stracji i nieprawidłowego ukierunkowania seksualnych fantazji. Po ujęciu, Unruh często powracał myślami do tamtego okresu udręki: 
Miałem doznania erotyczne w penisie, które skojarzone były w erotycznymi myślami i uczuciami na temat uprawiania seksu z moją 
matką... Zacząłem fantazjować na ten temat... Rzeczy nie były takie, jakie powinny być... Jestem stale spięty i niespokojny, ludzie mo-
gą mnie skrzywdzić, ukarać, bo nie akceptują takich rzeczy… istnieje konflikt w mojej potrzebie uprawiania seksu z matką
 ”. 
     Pożądanie  do  matki,  związane  było  z  brakiem  zainteresowania  dziewczętami.  Zgodnie  z  twierdzeniem  jednego  z  psychiatrów, 
Unruha cechowało: „Nieuchwytne, częściowo uświadomione uczucie strachu, lęku i wstrętu, jakie żywił wobec swoich rówieśniczek”.  
     James podejrzewał brata o to, że jest homoseksualistą. Wyznał dziennikarzom, że gdy kiedyś spali razem, Howard dobierał się do 
niego. Do tego wszystkiego dochodziły problemy natury religijnej. Unruh, głęboko wierzący, praktykujący i zagorzały czytelnik bi-
blii, zastanawiał się, co o tym wszystkim sądzi bóg i usilnie próbował przekonać samego siebie, że jego seksualne potrzeby satysfak-
cjonują Pana. Można zaryzykować twierdzenie, że represja i zaprzeczenie pozwoliły mu przetrwać, przynajmniej całą młodość. 
     To dzięki mechanizmom obronnym, spostrzegany był przez sąsiadów jako: cichy, przeciętny, młody mężczyzna, który prowadził 
spokojne, niczym nie wyróżniające się życie. Każdej niedzieli uczęszczał wraz z matką na mszę w kościele ewangelickim St. Pauls. 
Każdy  poniedziałkowy  wieczór  spędzał  w  przykościelnej  klasie  czytania  biblii,  gdzie  uważany  był  za  zaawansowanego  słuchacza  
i znawcę pisma świętego. 
     W 1939 roku, Howard ukończył Woodrow Wilson High School i dostał pierwszą pracę, w bazie marynarki wojennej, w Philadel-
phii. Co więcej, zaczął umawiać się na randki z dziewczyną poznaną w kościele. Ujął ją grzecznością i szacunkiem, jaki mu okazy-
wano.  Sama  więc  zaczęła  wychodzić  z  inicjatywą.  Dla  Howarda  jednak,  relacja  ta  nie  była  jednoznacznie  przyjemna.  Pocałunki, 
trzymanie  się  za  ręce,  przyjmował  raczej  jak  składaną  ofiarę,  niż  spełnienie  pragnień.  Bliskość  naruszała  jego  wewnętrzny  spokój, 
poczucie bezpieczeństwa, wzbudzała silne napięcie, bo konfrontowała ze wszystkim tym, czego unikał izolując się od innych. Pytany 
później o relację z dziewczyną, odpowiadał z całkowitą obojętnością: 
     - Czy jej pocałunki wzbudzały w Tobie namiętność? 
     - Nie, 
     - Czy kiedykolwiek pociągała Cię seksualnie? 
     - Nie, ale ja ją tak, 
     - Czy odbyłeś z nią stosunek seksualny? 
     - Nie, 
     - Czy kiedykolwiek odbyłeś stosunek seksualny z inną kobietą? 
     - Nie. 
     W tamtym czasie, Unruh znacznie bardziej niż czymkolwiek innym, zainteresowany był wojną w Europie. W 1942 roku zaciągnął 
się do armii. Szybko odkrył,  że jest utalentowanym strzelcem  wyborowym. Taką też,  wraz z karabinem, otrzymał funkcję. Howard 
był  wniebowzięty.  Koledzy  nie  potrafili  określić,  co  było  jego  największą  miłością:  biblia,  którą  zagorzale  studiował,  czy  karabin, 
który często rozbierał i czyścił z religijnym namaszczeniem. Broń określała teraz jego wartość. Wcześniej dla nikogo nic nie znaczył. 
Teraz życie innych zależało od niego.  
     Zaczął więc prowadzić dokładny pamiętnik. Opisywał w nim każdego zabitego Niemca: godzinę, datę, miejsce oraz z detalami to, 
jak wyglądało ciało po śmierci. W służbie trwającej 3 lata, w 342 batalionie artylerii, zwiedził większość krajów, w których toczyła 
się wojna. Po jej zakończeniu, w 1945 roku, z honorami został zwolniony ze służby. Przeszmuglował ze sobą z Europy broń i wiele 
pamiątek wojennych. Udekorował nimi swój pokój. Na ścianach od tej pory wisiały bagnety, pistolety, meczety i fotografie artylerii 
w czasie ataku. Nawet popielniczki zostały zrobione z dna łusek dużego kalibru. 
     Nastał czas powrotu do życia sprzed  wojny. Howard  miał obecnie 24 lata, jednak dla  większości sąsiadów był zupełnie tym sa-
mym  młodym  mężczyzną,  który  3  lata  temu  wyjechał  na  wojnę.  Ponownie  zaczął  uprawiać  poprzednie  rytuały:  niedzielne  wizyty  
z matką w kościele, poniedziałkowe lekcje czytania biblii, lecz był coraz bardziej rozgoryczony. Czegoś mu brakowało. 
     Sytuacja finansowa w domu była trudna. Utrzymywała go matka ze skromnych dochodów, jakie otrzymywała w  fabryce mydła. 
Howard nie mógł znaleźć pracy. Coraz rzadziej wychodził z domu. Zbudował w tym czasie kilka modeli pociągów, które sprzedał, 
lecz to nie zmieniło sytuacji. 
     Ponadto, „konfrontował się” coraz częściej z tym, że inni mają go za nic. Był przecież cichy, pospolity, nieszkodliwy. Był zatem 
„łatwą” ofiarą. Wydawało mu się, że sąsiedzi ośmieszali go i spiskowali przeciw niemu. Po ujęciu wyznał: „Robili uwłaczające uwagi 
o moim charakterze
”. Odczuwał to  wszystko boleśniej niż  wcześniej, bowiem jego samoocena podczas służby  wojskowej znacznie 

background image

18 

 

wzrosła. Po raz pierwszy w życiu chciał, by się z nim liczono. Chciał, a nawet był „kimś”, lecz inni o tym nie wiedzieli. Jak mogli go 
szykanować? Czy morderca Niemców jest nikim? Czy nie zasługuje na odrobinę szacunku? Poważania? 
     - Hej Ty, możesz być ciszej z tą bramą? – żona farmaceuty, Rose Cohen, krzyczała na niego. 
     Bardzo dotknęło go wtedy, owo – „Hej Ty”. Ludzie nigdy nie zwracali się do niego po imieniu, choć je znali. Nie mieli w sobie 
choć odrobinę przyzwoitości. To nie było w porządku i Howard tego nie rozumiał. Obserwował sąsiada Johna Pilarchik i nie widział 
między nim a sobą żadnej różnicy. Obaj byli w podobnym wieku, walczyli na froncie, jednak Pilarchik był szanowany wśród sąsia-
dów, miał swój biznes, przyjaciół. Howard nie widział powodu, dla którego sam na to nie zasługiwał. 
     W porywie opisywanych emocji postanowił zmienić swój los. Przez trzy miesiące brał udział w kursie farmaceutycznym na Uni-
wersytecie Temple w Philadelphii. Można powiedzieć, że identyfikował się z „prześladowcą”, Panią Rose Cohen. Chciał znaleźć się 
po drugiej stronie, po tej, w której mówi się, a nie słyszy – „Hej Ty”. Świadczy o tym fakt, iż po 3 miesiącach nauki zrezygnował. 
Farmacja nie była przedmiotem jego zainteresowania. Gdy poznał ją lepiej stwierdził, że zupełnie go nie interesuje.   
     Tymczasem,  wzrastała  nienawiść  Howarda  do  wszystkich  wokół.  Jednocześnie  rosło  wewnętrzne  przekonanie,  że  on  sam  i  jego 
broń są więcej warci, niż wszystkie osoby, które tak go traktują. Ich zachowanie wyrażało to, jacy w rzeczywistości są: źli, pogardli-
wi, obojętni, obcy. Brak szacunku i wszystkie zniewagi jakich doznawał z ich strony, wzbudzały wściekłość. Czuł się niedoceniany  
i upokarzany. Lista krzywd, jakich wewnętrznie doświadczał była długa i szczegółowa (fragment pamiętnika): 
     „Miałem problem z fryzjerem Rozkopywał swoją piwnicę obok nas i bezmyślnie wyrzucał ziemię sprawiając, że woda spływająca  
z niej zalewała naszą piwnicę….. Był tam też szewc, który nie tylko spalał góry śmieci na podwórku, blisko naszego mieszkania, lecz 
często je tam po prostu wyrzucał….. Manager sklepu spożywczego, był dla mnie zawsze miły, do czasu aż popadłem w drobny konflikt 
z zatrudnionym tam ekspedientem. Od tamtej pory manager już nigdy nie był miły….. Farmaceuta, Maurice Cohen, aż pięć razy wy-
dał mi za mało reszty, a jego żona Rose, wiecznie była wobec mnie napastliwa i wydawało się, że czerpie przyjemność z publicznego 
ubliżania mi
”.  
     Jak już pisano, Howard prowadził pamiętnik, w którym opisywał swoje wojenne ofiary. Już w domu, zaczął opisywać w nim rów-
nież swoje żale wobec sąsiadów. Rzucało się w oczy obsesyjne nadużywanie słowa odwet. Znalazło się ono w zapiskach ponad 200 
razy. Pamiętnik zawierał też inne, ciekawe fakty, które ujawniły się pierwszy raz przypadkowo, podczas przesłuchań po ujęciu. Otóż 
pytany,  czy  kiedykolwiek  chorował  przewlekle  lub  przebywał  dłużej  w  szpitalu  odpowiedział,  że  owszem.  Leczony  był  z  powodu 
rzeżączki.  Pamiętając  wcześniejsze  zeznania  Unruha  o  tym,  że  nigdy  nie  spał  z  kobietą,  prokurator  Mitchell  Cohen  zapytał,  w  jaki 
sposób mógł się zarazić. Wyszło na jaw, że od 1946 roku, czynnie uprawiał stosunki homoseksualne.  
     Pierwszy  kontakt  nastąpił  w  kinie,  z  mężczyzną  którego  nigdy  wcześniej  nie  widział,  a  który  masturbował  go  podczas  seansu. 
Ukierunkowało  to  kolejne  kontakty  seksualne.  Howard  intensywnie  zaczął  nadrabiać  seksualne  zaległości  minionych  lat.  Uprawiał 
seks bardzo często, z wieloma mężczyznami. Pieczołowicie, z właściwą sobie dokładnością, opisywał to wszystko w swoim pamięt-
niku, łącznie z imionami kochanków, datami, miejscami.  
     W celu intymnych  spotkań  wyjeżdżał do Philadelphii i  wynajmował pokój  w  motelu. Dbał o dyskrecję, bo obawiał się tego, by 
jego skłonności nie zostały rozpoznane przez najbliższe otoczenie. Jakkolwiek, podobnie jak Wagner, wewnętrznie przekonany był, 
ż

e wszyscy znają jego sekret: „Krawiec… rozpowszechniał pogłoskę, jakoby raz widział mnie z ,kimś’, schodzącego w dół alei”. Prze-

chodząc obok ludzi na ulicy, słyszał różne, ciche szepty, np.: „Możesz z nim zostać całą noc”. Wyznał też, że słyszał, jak inni knuli 
przeciw niemu: „Jednego razu słyszałem jak mówili, że szykują grupę przeciwko mnie”. Innym razem mówili: „Dajmy mu szansę na 
użycie  tej  jego  broni
”.  Urojenia  i  omamy  przeplatały  się  z  rzeczywistością.  Howard  stale  obawiał  się  fizycznego  napaści  ze  strony 
sąsiadów. Z tego powodu nosił przy sobie broń. Również dlatego, zaopatrywał się w jej nowe egzemplarze. W 1947 roku, nabył ko-
lejny pistolet, niemieckiego Lugera (9mm). Nieco później kupił maczetę. Fantazjował o tym, jak ucina nią głowy Cohensów.     
     Już wtedy, jego zachowanie ulegało stopniowym zmianom. Wiosną 1948 roku przestał chodzić z matką do kościoła. Zaczął opusz-
czać poniedziałkowe lekcje czytania biblii. Całe lata jej studiowania oraz to, co psychiatra Harold Magee określił, jako: „Obsesyjne 
ruminacje skoncentrowane na relacji z bogiem i jego odpowiedzialności za to co złe i dobre
”, nic nie dały. Pozwoliły jedynie na zbu-
dowanie ideologicznego zaplecza dla planowanego masowego morderstwa – „misji”, którą Unruh kojarzył z apokalipsą.  
     W poniedziałek, 5 września 1949 roku, Howard pojechał do kina w Philadelphii. Wrócił do domu autobusem następnego dnia nad 
ranem, około godziny 3:00. Po powrocie zobaczył, że ktoś ukradł nową bramę  wejściową z ogrodzenia przy domu. Nastał czas ze-
msty. Dzieliło go od niej zaledwie kilka godzin. 
     Postanowił, że odpowiednią porą będzie 9:30, kiedy już wszystkie sklepiki będą otwarte. Poinstruował matkę w liście pozostawio-
nym na kuchennym stole, by obudziła go o 8 rano. Po podjęciu decyzji o przerwaniu wieloletniej udręki, pierwszy raz od dawna spo-
kojnie zasnął. 
     19 września 1949 roku, Time Magazine tak opisywał to, co stało się później (informacje zmieniono i uzupełniono): 
     „To był wielki dzień. Po pobudce Howard wziął prysznic. Następnie ubrał swój najlepszy, czarny garnitur, białą koszulę i krawat. 
W ciągu kolejnej godziny zjadł obfite śniadanie, spędził kilkanaście minut w piwnicy, po czym wrócił do salonu i włączył radio. Było 
piętnaście po dziewiątej.  
     Do bawialni weszła matka. Zobaczyła syna krążącego po pokoju, odświętnie ubranego, z dużym kluczem francuskim w ręce. Czuła, 
ż

e stanie się coś złego. Howard był jakiś inny. Zupełnie bez wyrazu, ,nieczytelny’, zimny. Przestraszona, uciekła do sąsiadki Caroline 

Pinner. Kilka minut później usłyszała pierwsze strzały.  
     Wszystko trwało zaledwie 13 minut. Był to najkrótszy masowy mord wśród wszystkich, dotąd znanych….. ,Strzelałem im w pierś, 
następnie w głowę’….. W taki sposób, jako pierwszy zginął 27 letni szewc, John Pilarchik. Zaraz po otwarciu sklepu zjawił się w nim 
Howard. Oddał dwa śmiertelne strzały i szybko wyszedł. Ulica była jeszcze spokojna. Nikt nie zwrócił uwagi na hałas. 
     Nikt również nie zwracał uwagi na Unruha idącego ulicą, z bronią gotową do strzału. Szedł w stronę zakładu fryzjerskiego Clarka 
Hoovera. Wewnątrz, na krześle, w fartuchu na szyi siedział 6 letni Orris Smith. Stojący naprzeciwko fryzjer obcinał mu włosy. 
     - Mam coś dla Ciebie Clarky – powiedział Unruh. 
     Pierwsze zginęło dziecko. Następnie fryzjer. Oniemiała matka Orrisa przyglądała się, jak dobrze ubrany młody człowiek zabija jej 
syna oraz fryzjera i opuszcza zakład. Gdy morderca był już na ulicy i kierował się w stronę zakładu krawieckiego, krzyk matki chłopca 
zakłócił poranną ciszę. 

background image

19 

 

     Miejscowy krawiec, Thomas Zegrino przebywał poza zakładem, lecz na zapleczu była jego żona Helga: ,Spojrzała na mnie i zaczę-
ła mówić ,Oh nie, nie’ i strzeliłem do niej więcej niż raz’ – zeznawał później Unruh. 
     Przyszła kolej na aptekę. W drzwiach Howard natknął się na Jamesa Huttona, agenta ubezpieczeniowego, który zresztą świadczył 
usługi również jemu. Znali się od dawna. 
     - Przepraszam Pana – powiedział Hutton, próbując szybko wyjść z apteki.  
     Unruh przemówił po raz pierwszy. 
     - Przepraszam Pana – zripostował. 
     Agent ubezpieczeniowy nie ustąpił miejsca. Stał niewzruszony. Padły strzały. Najpierw w głowę, potem w korpus. Howard później 
powiedział detektywom: ,Mężczyzna nie reagował zbyt szybko. Powinien był zejść mi z drogi’. 
     Schodami w górę, udał się do apartamentów Cohenów. Rose Cohen ukryła się w schowku gospodarczym. Unruh strzelił dwa razy 
w zamek i wszedł do środka. Oddał jeden strzał w jej głowę. W pokoju obok zastał 63 letnią matkę farmaceuty, podczas próby połą-
czenia się z policją. Podszedł do niej, przyłożył pistolet do twarzy i pociągnął za spust. Cohena znalazł na dachu. Spotkał go podobny 
los. Śmierci uniknął 12 letni syn Cohenów Charles. Ukrywał się w drugim schowku na narzędzia. 
     Howard wyszedł na ulicę. W oknie jednego z domów zobaczył Thomasa Hamiltona, dwuletniego chłopca. Przeładował, wystrzelił, 
trafił prosto w głowę. W samochodzie stojącym na czerwonym świetle siedzieli: Helen Wilson, jej 9 letni syn i jej matka, Emma Ma-
tlack. Kobiety zginęły na miejscu. Chłopiec zmarł 8 godzin później w szpitalu. Podobny los spotkał na ulicy Alvina Daya, który przy-
padkowo znalazł się w tamtejszej okolicy.  Rany odniosły dwie inne osoby, kierowca piekarni i spacerujący ulicą nastolatek. 
     W pewnym momencie Unruh sam został ranny. Frank Engel, właściciel pobliskiej tawerny, postrzelił go w udo. Howard wycofał 
się  w  dół  ulicy,  w  kierunku  restauracji  Dominika  Latela,  gdzie  oddał  kilka  kolejnych  strzałów,  kopał  szyby  wystawowe,  jednak  nie 
udało mu się dostać do środka. W międzyczasie, Frank Engel wspiął się po schodach na półpiętro, by mieć lepszy widok i namierzyć  
z broni mordercę. Strzelił i trafił po raz kolejny. Howard jednak poruszał się jakby nigdy nic. Nawet nie wiedział, że jest ranny. Engel 
przerwał  ogień:  ,Mogłem  go  wtedy  zabić.  Mogłem  wypróżnić  pół  magazynku.  Nie  wiem  czemu  tego  nie  zrobiłem’  –  mówił  później 
dziennikarzom.   
     Po 10 minutach ulica opustoszała. Pozostali przy życiu sklepikarze zabarykadowali drzwi. Unruh próbował dostać się do sklepu 
spożywczego, naprzeciwko apteki. Bez rezultatu, drzwi były zamknięte. Earl Horner, sprzedawca, który wcześniej stracił łaski u Ho-
warda, ukrywał się wewnątrz wraz z klientami. Padło kilka strzałów do wnętrza sklepu, lecz nikt nie został ranny. Unruh wycofał się 
w kierunku swojego domu. Po drodze odnalazł otwarte drzwi. Mieszkanie należało do Madeline Harrie. W kuchni odnalazł gospody-
nię i jej 16 letniego syna. Oboje zastrzelił. 
     Wybiła 9.30. Wokół słychać było policyjne syreny. Howard nie miał amunicji, udał się więc do swojego domu. Gdy policja była na 
ulicy z domu wyszedł Charlie Cohen krzycząc: ,On chce mnie zabić. On zabije nas wszystkich!’. Otwarto ogień w kierunku mieszkania 
Howarda. Ten, jakimś cudem uniknął zranienia. W międzyczasie, lokalny dziennikarz Philip Buxton, zadzwonił do domu Unruha: 
     - Czy to Howard? 
     - Tak, z tej strony Howard, ale o jakie nazwisko chodzi? 
     - Unruh. 
     - Kim jesteś i czego chcesz? 
     - Jestem przyjacielem i chcę wiedzieć, co oni Ci robią? 
     - Więc, jeszcze nic mi nie zrobili, ale ja im zrobiłem wiele. 
     - Ilu zabiłeś? 
     - Jeszcze nie wiem, nie liczyłem, ale wygląda to na dobry wynik. 
     - Czemu zabijasz ludzi? 
     - Nie wiem. Nie potrafię teraz odpowiedzieć. Jestem zbyt zajęty. 
     W tym momencie do pokoju wpadły puszki z gazem łzawiącym. Howard krzyknął: ,Ok., Poddaję się. Schodzę na dół. Nie strzelaj-
cie’. Chwilę później nastąpiło aresztowanie
.  
     Dwanaście osób zabitych na miejscu, cztery ranne, z których jedna zmarła później na skutek odniesionych ran. Taki jest tragiczny 
bilans 13 minut. Wielu innych ocalił brak celności sprawcy. Gdyby trafił każdego do kogo strzelał, odebrałby życie 26 ludziom. 
     Ze względu na to, że był ranny, Unruh trafił do miejscowego szpitala. Kuli nie udało się usunąć, jednak nie zagrażała jego życiu. 
Tam też,  wstępnie, badało go dwóch psychiatrów, H.E. Yaskin i James  Ryan. Wiadomo było  wtedy, że Howard nigdy  nie pił i  nie 
nadużywał innych środków psychoaktywnych, nie był też nigdy leczony psychiatrycznie. Jedynym zaburzeniem na jakie cierpiał był 
homoseksualizm, wtedy uznawany za chorobę. Według rocznika statystycznego The Woodrow Wilson High School z 1939 roku, był 
on nieśmiały a jego ambicje wskazywały na to, że stanie się pracownikiem rządowym. Nie istniała żadna ocena intelektu, a poziom 
trzeźwości umysłowej określono jako średni. 
     Lekarze zauważyli jednak objawy choroby psychicznej. Pacjent wymagał dalszej obserwacji. Ze szpitala Coopera przewieziono go 
do  kliniki  psychiatrycznej  w  New  Jersey.  Po  obserwacji,  stwierdzono  u  Howarda  demencję  praecox  mieszanego  typu,  z  wyraźnym 
zabarwieniem katatonicznym i paranoidalnym. W sądzie uznano go za niepoczytalnego. 
     Opisana diagnoza w gruncie rzeczy nic nie oznacza. Obecnie, owa jednostka chorobowa już nie istnieje. Również wtedy, gdy ją 
stwierdzono u Unruha, stanowiła jedynie potwierdzenie choroby psychicznej, lecz w żaden sposób nie określała jej rodzaju. Ówcze-
sny rozwój psychiatrii na to nie pozwalał. Pozwalała na to jedynie psychoanaliza, która nie stanowiła (również obecnie) standardowej 
części  wykształcenia  lekarzy  czy  psychologów.  Pojawiały  się  zatem  trudności  diagnostyczne,  lecz  możliwe  było,  czego  dokonano, 
odróżnienie normy psychicznej od patologii. 
     Z dzisiejszej perspektywy wydaje się, że chorobą, na którą cierpiał Unruh była schizofrenia. Nie jest to jednak do końca pewne. 
Niektóre  głębokie  zaburzenia  osobowości,  takie  jak  borderline  czy  narcystyczne,  cechuje  podobne  odrealnienie,  mieszanie  się  rze-
czywistości z fantazjami itd., jakie cechowało Howarda. W schizofrenii ponadto, istnieje cała gama objawów negatywnych, które jak 
się  wydaje  są  dla  niej  bardziej  charakterystyczne  niż  objawy  wytwórcze  –  urojenia  i  omamy,  występujące  w  bardzo  wielu  innych 
zaburzeniach psychicznych, stanach intoksykacji substancjami psychoaktywnymi, czy w chorobach neurologicznych. Objawy nega-
tywne nie występowały u Unruha, a o katatonicznych w ogóle nie może być mowy – była to najzwyczajniej błędna diagnoza. Ponadto 

background image

20 

 

był  on  zbyt  koherentny  i  stabilny,  co  oznacza,  że  z  jednej  strony,  stale  przejawiał  ten  sam  stan  umysłu  (w  schizofrenii  następują 
znaczne wahania), a z drugiej, że cechujące go „odrealnienie” częściowo odnajdywało uzasadnienie w traktowaniu go przez innych. 
Całokształt wskazuje na to, że Howard cierpiał raczej na patologię osobowości, niż psychozę. Psychiatria nie była wtedy gotowa na 
stawianie  podobnych  diagnoz,  ale  nawet  dzisiaj,  każdy  lekarz  jest  w  większym  stopniu  skłonny  stwierdzić  chorobę,  niż  zaburzenie 
osobowości, bo tylko tę pierwszą leczy się farmakologicznie. Jakkolwiek by nie było, Howard Unruh nie był osobą w pełni poczytal-
ną. Motywacja jego czynu, w większym stopniu uwarunkowana była splotem wewnętrznych wyobrażeń i zniekształconej interpretacji 
rzeczywistości, niż jej realnym odbiciem. 
 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

background image

21 

 

CHARLES WHITMAN (2010) 

 

 

 

Spis treści 

Wstęp 
Dzieciństwo i adolescencja 
Wiek dorosły 
Zabójstwo matki i żony 
Masowe morderstwo 
Raport dla Gubernatora Teksasu  
Raport z autopsji zwłok  
Wnioski  
O autorze  
Ź

ródła  

Materiały oryginalne 
Materiały uzupełniające  

 

Dzieciństwo i adolescencja 
     Generalnie, wszystko wyglądało pięknie, „na zewnątrz”. W domu już nie było sielankowo. Ojciec był despotą i tyranem. Od wcze-
snego dzieciństwa, wszystkich chłopców poddawał surowej dyscyplinie. Nie znosił u nich żadnej słabości. Podobnie traktował żonę: 
Często biłem żonę, ale kochałem ją…”. Chłopcy nie mieli więc lekko. Często okładani byli pasem i pięściami. Przy tym wszystkim 
jednak, zarówno ojciec, jak i matka, starali się zaspokajać potrzeby dzieci. Na swój sposób, ale jednak. Charles i bracia często byli 
przez nich obrzucani prezentami. W tym względzie byli wręcz rozpieszczani. 
     Do  tych  danych,  kilka  szczegółów  wnoszą  informacje  dostarczone  15  sierpnia  1966  roku  przez  księdza  Leduc,  znającego  całą 
rodzinę Whitmanów. Zgodnie z jego utajnionymi wyznaniami, zebranymi przez FBI (fragment, zmieniono formę):  
     „… Ojciec Charlesa był bardzo wymagający w wychowaniu synów. Nie był przy tym, zgodnie z wiedzą księdza Leduc, osobą wie-
rzącą. Pomimo tego, obiekt (Charles) wraz z braćmi służył jako ministrant. To matka chłopców dbała o ich wychowanie w wierze, w 
boga… 
     Obiekt Whitman, zgodnie z wyznaniem księdza Leduc, już wtedy, będąc w skautach, był bardzo agresywny. Dotyczyło to jego rangi 
w skautach i pozycji w grupie… Ksiądz Leduc wie, że ojciec Charlesa naciskał go, by zdobył rangę ,Orła’ w skautach… Wydawało 
się, że agresywne odreagowania chłopca były skutkiem nacisków ojca… 
     Ojciec Leduc stwierdził, że obiekt, gdy dorósł, stał się nerwowy i impulsywny. Podejmował decyzje pod wpływem bodźców. Jak-
kolwiek, ostatecznie stał się człowiekiem o wysokiej moralności. 
     Zgodnie  z  wiedzą  księdza  Leduc,  ojciec  Charlesa  uwielbiał  broń  palną  i  od  wczesnych  lat  uczył  synów  strzelania  z  niej.  Obiekt 
złapał bakcyla i wcześnie stał się strzelcem wyborowym. Często, w młodym wieku, bywał zabierany przez ojca na polowania… 
     Zdawało się, że obiekt od zawsze czuł uraz do ojca, spowodowany narzucaną mu dyscypliną. Ojciec Whitmana był bardzo rygory-
styczny w wychowaniu dzieci i wymagał od nich perfekcji
”.   
     W 1959 roku, przed swoimi 18 urodzinami, Charles przyszedł do domu pijany. Ojciec ciężko go pobił i wrzucił do basenu, nie-
malże topiąc. Młody Whitman nie wytrzymał. Kiedy doszedł do siebie po pobiciu, zaciągnął się do marynarki wojennej - przed ukoń-
czeniem 18 roku życia nie mógł podjąć tej decyzji bez zgody rodziców (z informacji dostarczonych przez ojca Leduc wynika, że 
planował to wcześniej, wielokrotnie - zwierzał się księdzu, że chce uwolnić się spod dyktatury ojca).  
6 lipca 1959 roku, opuścił dom rodzinny i udał się do Guantanamo na Kubie. Tam odbywał pierwszą część szkolenia. 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

22 

 

TOKSYCZNA PSYCHOLOGIA I PSYCHIATRIA (2010) 

 

 

 

Spis treści 

Wstęp 
Czym jest choroba psychiczna? 
Czy samobójca jest chory psychicznie? 
Mity na temat samobójstwa funkcjonujące wśród psychiatrów i psychologów  
Depresja a cierpienie  
Depresja a zaburzenie  
Rzekome antydepresanty  
Skutki uboczne leków z grupy „S”  
Choroby somatyczne z „depresją” w przebiegu  
Ciężka „depresja” i terapia elektrowstrząsowa  
System  
„Depresja” a samobójstwo  
Przyszłość  
Literatura cytowana  
Zapowiedzi  

 

System (fragment) 
     Żeby zrozumieć fałszywą konieczność leczenia „depresji” oraz równie irracjonalny i spreparowany fakt, iż stanowi ona epidemię, 
należy przyjrzeć się systemowi, który manipuluje zarówno psychologami, psychiatrami, jak i całym społeczeństwem. W owym sys-
temie, już nie sposób odnaleźć winnego temu zakłamaniu, nie sposób nawet stwierdzić, kiedy większość ludzi straciła zdolność zdro-
wego  osądu  i  zaczęła  przyjmować  za  prawdę  wszystko,  co  jej  się  wmówi.  Oczywiście,  psychiatrzy  i  psychologowie  stanowią  inte-
gralną część tego systemu, bo to oni „informują” społeczeństwo o zagrożeniach nie leczonej depresji i jej nagłym wzroście w społe-
czeństwie, który nie jest niczym innym, jak konsekwencją informowania o zagrożeniach nie leczonej depresji i jej wzroście w społe-
czeństwie - co oczywiście skutkuje większą ilością wizyt w gabinetach tych specjalistów. Nie wiadomo, gdzie to błędne koło ma swój 
początek, a gdzie koniec. 
     Pomimo tego, nie psycholodzy i psychiatrzy „pociągają tu za sznurki”, bo oni wierzą w to, co mówią. Tylko nieliczni zdają sobie 
sprawę z tego, w czym mimowolnie uczestniczą, lecz milczą. Boją się wykluczenia ze środowiska, a czasem nawet realnych gróźb ze 
strony firm farmaceutycznych. Wydaje się jednak, że nie są pozbawieni osobistej motywacji do milczenia. 
     Co bowiem zrobiłby psychiatra, gdyby ludzie racjonalnie stwierdzili, że dotąd ich okłamywano, manipulowano nimi i wyłudzano 
od nich pieniądze zalecając leki, które stanowią mistyfikację leczącą równie fikcyjne schorzenie? Co zrobiłby psycholog, który cho-
ciażby dzięki istnieniu lekkiej i umiarkowanej depresji w końcu nie musi zachęcać pacjenta do wizyt, nie musi go przekonywać, że 
nie powinien się wstydzić przez to, co mu dolega, że nomen omen - to naturalne - co przeżywa, bo miliony innych ludzi też „to mają”. 
Specjaliści  ci  mieliby  pustki  pod  drzwiami  gabinetu,  bo  rzeczywiście  chorych  psychicznie  jest  w  społeczeństwie  zaledwie  garstka. 
Szerzą więc, mniej lub bardziej świadomie, prochorobową propagandę i czerpią z tego zyski. Mało tego, wielu z nich wypowiadając 
się  w  mediach  twierdzi,  że  „nadal”,  tylko  połowa  chorych  na  depresję  szuka  i  otrzymuje  profesjonalną  pomoc  (pojawia  się  więc  
w psychiatrii i psychologii również jasnowidzenie). Publicznie i bezwstydnie nawołują do gabinetów, a raczej do wypełnienia swoich 
portfeli. Być może, niejeden ekonomista powiedziałby - należy korzystać z polskiego „produktu”, bo gospodarka się rozwija - ale czy 
za wszelka cenę? 
     O ile jeszcze psycholodzy są w tym względzie nieco bardziej uprawnieni (choć znacznie mniej świadomi), bo cały czas jest tutaj 
mowa o naturalnym cierpieniu, a więc stanie kwalifikującym się do udzielenia pomocy psychologicznej, to psychiatrzy „chcą” w tym 
samym przypadku, ludzi zdrowych, chemicznie wpływać na ich mózg. 
     Częściowo, można to nawet zrozumieć. Gdyby z klasyfikacji zaburzeń psychicznych wyłączyć stany, które ewidentnie nie są cho-
robami psychicznymi, a w wielu przypadkach nawet zaburzeniami (Tabela 1), to pozostałoby w niej zaledwie kilka chorób. Mogłoby 
się przez to okazać, że psychiatria właściwie nie jest potrzebna, bo pozostałe w ICD - 10 choroby przejąć może neurologia, tym bar-
dziej, że prawie połowa z nich ma organiczne podłoże. 
     Aczkolwiek,  istnieją  konsekwencje  opisywanego  stanu  rzeczy,  wśród  których  należy  wymienić  m.in.,  zagrożenie  samobójstwa 
wykraczające poza skutki uboczne fałszywych leków przepisywanych na fałszywe zaburzenie. Znane są przypadki samobójstw spo-
wodowanych „samym istnieniem depresji”, którą wmawia się ludziom zdrowym. Nie zabijają tu ani leki, ani objawy rzekomego za-

background image

23 

 

burzenia, lecz sama propaganda i stosunek zindoktrynizowanego społeczeństwa do kłamstw, jakie słyszy. Poniższy, tragiczny przy-
kład jest tego odzwierciedleniem. 
     „Dziesiątego listopada 2009 roku, znany bramkarz niemiecki Robert Enke, rzucił się pod pociąg. Na skutek niepowodzeń w foot-
bolu, w naturalny sposób cierpiał. Nałożyła się na to śmierć córki w 2006 roku. Prawdopodobnie, na skutek problemów zawodowych, 
ż

ałoba przybrała nieprawidłowy przebieg. Oczywiście psychiatra zdiagnozował depresję i leczył ją farmakologicznie. W liście poże-

gnalnym Robert napisał, że ukrywał trwającą stale depresję bo bał się, iż jak wyjdzie na jaw, że nadal choruje, to odbiorą mu adopto-
waną córkę”. 
     Można przypuszczać, że Enke nigdy nie miał depresji, jednak propaganda prodepresyjna tak silnie wpłynęła już na społeczeństwo 
(którego Robert oczywiście był częścią), że człowieka „zabił strach” przed uznaniem go przez nie za chorego (co jest konsekwencją 
umieszczenia cierpienia w klasyfikacji zaburzeń), podczas gdy był zupełnie zdrowy. Był w żałobie i stresie, i dlatego też leki mu nie 
pomogły, gdyż na linii przyczynowo - skutkowej nie miały z jego stanem nic wspólnego. 
     Wracając jednak do właściwego tematu, bardzo istotnym elementem opisywanego systemu jest „epidemia” depresji, z którą jak się 
twierdzi,  mamy do czynienia  od jakiegoś czasu. Można by pomyśleć, że skoro jest tak  powszechna, to być  może  w  rzeczywistości 
istnieje. Tylko czemu tak bardzo się rozprzestrzenia?   
     Należy  przyjrzeć  się  bliżej  źródłu  tej  epidemii  bo  zakładając,  że  „depresja”  jest  ściśle  związana  z  jakością  życia,  powinna  ona 
raczej  zanikać  we  współczesnym  społeczeństwie,  które  znacznie  pełniej  niż  dawniej  zaspokaja  potrzeby  wszystkich  ludzi.  Czemu 
więc, coraz większa ich ilość miałaby być nieszczęśliwa? Natomiast, jeśli jest związana z pierwotnymi zmianami w chemii mózgu, to 
czemu one nie następowały stopniowo?  
     Opisane  powyżej  czynniki  prodepresyjnej  propagandy,  są  wtórne  wobec  wczesnych  założeń  systemu.  Stanowią  konsekwencję 
edukacji psychiatrów i psychologów, którym od jakiegoś czasu robi się pranie mózgu. 
     We wczesnych latach 80 XX wieku jeszcze nie mówiło się powszechnie o epidemii depresji. Były tylko nowe, nie wprowadzone 
do sprzedaży „antydepresanty” (leki z grupy „S”). Wtedy też, istniała tylko ciężka depresja, stan, w którym chorzy wymagali opieki 
lekarza (bo temu, że w ciężkiej depresji pacjent wymaga konsultacji lekarskiej, w niniejszej pracy nie zaprzecza się).  
     Wraz z podjętymi badaniami nad nowymi „antydepresantami” i wykluczeniu ich roli w wyprowadzaniu pacjentów z ciężkich sta-
nów np. osłupienia depresyjnego oraz generalnie, niskiej skuteczności w depresji ciężkiej (należy pamiętać, że istniała tylko ona), na 
ś

wiat przyszły lekka i umiarkowana depresja. Było to konieczne względem sprzedaży nowych leków, bo istniejąca już wiedza doty-

cząca tego, że leki z grupy „S” nie działają w ciężkiej depresji uniemożliwiała ich wypisywanie. Pozostawał również do rozwiązania 
problem finansowania leczenia owymi lekami (oczywiście nie były to problemy lekarzy, lecz firm farmaceutycznych). Skoro nieuza-
sadnione było ich podawanie w stanach ciężkich, należało stworzyć ich lekką postać. Fakty te już opisano - w 1992 roku ukazała się 
klasyfikacja ICD - 10 z nowymi jednostkami lekkiej i umiarkowanej depresji.  
     Należy wyjaśnić, czemu pisze się tutaj o firmach farmaceutycznych, a nie medycynie. Jest tak, bo większość ośrodków naukowych 
jest skorumpowana przez te firmy. Dochodzi nawet do tego, że decydują one o tym, kogo przyjąć do pracy. Informują dla przykładu, 
ż

e określona osoba nie może zostać przyjęta, a uczelnia postępuje zgodnie z tym „życzeniem”, bo jeśli nie dostosuje się straci ogrom-

ne dotacje (nakręcono na ten temat i pokrewne kilka filmów dokumentalnych: „Psychiatry: an industry of death”, „Chemiczny spo-
kój”  i  inne;  problematyka  ta  jest  poruszana  również  w  raportach  dotyczących  korupcji  Transparency  International).  Chociaż  są  to 
fakty ważne, to jednak nieistotne wobec wątków poruszanych w tej pracy. Nie zostaną więc rozwinięte. 
     Zatem, wraz z pojawieniem się w klasyfikacji zaburzeń psychicznych lekkiej i umiarkowanej depresji, firmy farmaceutyczne roz-
poczęły wielką, trwającą do dzisiaj kampanię reklamową. Obrała ona sobie dwa główne cele: lekarzy i społeczeństwo. Społeczeństwo 
należało przekonać, że cierpienie to choroba i powinno się ją leczyć. Lekarzy, że powinni przekonać społeczeństwo, iż jest „chore”. 
     W międzyczasie, pojawiało się coraz więcej leków z grupy „S”, wytwarzanych przez różnych producentów. Jak to bywa w handlu, 
każda  firma  chce  sprzedać  swój  towar.  Firmy  farmaceutyczne  nie  mogły  jednak  reklamować  leków  bezpośrednio  zwracając  się  do 
pacjentów.  Musiały  więc  robić  to  poprzez  lekarzy.  Tym  samym,  lekarze  stali  się  przedstawicielami  handlowymi  tych  firm,  niejako 
automatycznie. Mieli oni zadanie rozpowszechniania wiedzy o depresji w mediach, w czasopismach naukowych prowadząc badania 
(które  były  finansowane  przez  te  firmy,  a  często,  dla  wielu  naukowców,  były  warunkiem  kariery  zawodowej),  w  końcu,  w  swoich 
gabinetach (na co miały wpływ jeszcze inne czynniki, opisywane nieco dalej).  
     Generalnie,  w  relacji  firma  farmaceutyczna  -  psychiatra,  istniały  i  istnieją  dwie  linie  korupcji.  Jedna  z  nich,  skierowana  jest  na 
profesorów, którzy decydują o edukacji przyszłych lekarzy oraz o społecznym wizerunku zaburzeń i ich leczenia. Druga, dociera do 
praktyków przyjmujących pacjentów. Jakiego rodzaju jest to korupcja, przedstawiono w poniższych podpunktach (wymieniono wy-
brane, nie wszystkie jej aspekty): 

1.

 

Drobne prezenty -  w Poradni Zdrowia Psychicznego,  w  której pracował autor, przedstawiciele  medyczni pojawiali się  nie-
malże codziennie, a czasem kilku w ciągu dnia. Każdy z nich przywoził czekolady, kawę, gadgety firmowe, próbki leków, 
książki i wiele innych prezentów. 

2.

 

„Czyste” łapówki - by oczywiście „budować pozytywny wizerunek firmy” czasem trzeba dać coś więcej, niż tylko czekola-
dę. Istnieje pewna forma legalnej płatności, która ukryta jest pod fikcyjnymi działaniami lekarza - wystawia się mu np. ra-
chunek  (najczęściej  na  500  -  1000zł),  za  uczestniczenie  w  jakiejś  akcji  np.,  „zapobiegania  depresji”  w  określonym  dniu,  
w miejscu pracy lekarza, podczas gdy ów lekarz nie robi nic ponadto, że przychodzi jak zwykle do gabinetu, a żadna akcja 
nie ma miejsca. 

3.

 

Programy lojalnościowe - chociaż mają podobną formę do poprzednich działań, tym razem lekarz zobowiązuje się do czegoś 
- np. znalezienia kilku nowych pacjentów na określony lek lub kontrolowania przebiegu leczenia i zapisywania jego wyni-
ków  w  specjalnym  zeszycie  (oczywiście  firmy  farmaceutycznej  nie  interesują  te  zapiski,  ona  wie  jakie  są  skutki  leczenia, 
chodzi tu jedynie o psychologiczną manipulację, która polega na zaangażowaniu lekarza w tego typu działania, co niesie ze 
sobą  wiele  skutków,  a  najważniejszym  z  nich  jest  pozytywne  {przez  wzgląd  na  gratyfikację}  kojarzenie  określonego  leku  
z depresją i częstsze wypisywanie go).  

background image

24 

 

     W trakcie trwania programu lojalnościowego mają miejsce działania z punktów 1, 2 i wzmacniają cały proces. Dzięki tym 
programom  można  zdobyć  wiele  cennych  prezentów,  począwszy  od  wycieczek  za  granicę,  aż  po  samochody,  czy  domy 
(szczególnie za oceanem - informacja osobista od pracowniczki firmy farmaceutycznej mieszczącej się w Kanadzie). 
     W  psychiatrii,  w  przeciwieństwie  do  pozostałych  dziedzin  medycyny  oraz  w  kontekście  „depresji”,  wyszukiwanie  no-
wych pacjentów właściwie nie ma miejsca, bo „depresję” zdiagnozować można prawie u każdego pacjenta, a następnie po-
dać mu odpowiednie leki z grupy  „S”. Ten element  fałszywie podnosi statystyki, bo firmy  farmaceutyczne chcą, by w do-
starczonych przez nie zeszytach opisywać wyniki leczenia pacjentów z diagnozą depresji. 

4.

 

Wartościowe prezenty - o ile poprzednie punkty dotyczyły działań podejmowanych wobec lekarzy praktyków (oczywiście, 
ocena  ich  wartości  jest  względna),  to  wartościowe  prezenty  częściej  trafiają  do  pracowników  naukowych.  Jest  to  swoista 
symbioza, bowiem często tak bywa, że pracownik naukowy nie może zrealizować badań bez odpowiednich finansów. Wtedy 
nadchodzi pomoc z zewnątrz, jednak stawiane są wobec tych badań pewne oczekiwania (oczywiście jest to przykład, bo in-
stytuty naukowe zazwyczaj na stałe „współpracują” z firmami farmaceutycznymi). Dochodzi więc do tego, że autorowi ba-
dań może zależeć na spełnieniu tych oczekiwań. Jakkolwiek, mowa tu o karierze naukowej, która bez pieniędzy firm farma-
ceutycznych  często  nie  byłaby  możliwa.  Właściwie  jednak,  przez  sformatowany  charakter  ICD  -  10  względem  „depresji”, 
nie można już mówić o rozbieżnościach między oczekiwaniami naukowców, a firm farmaceutycznych. 
     Oczywiście, współpraca ta jest w różny sposób nagradzana. Znikomym jej przejawem jest finansowanie przez firmy far-
maceutyczne  wyjazdów  profesorów  na  konferencje  medyczne  (autor  niniejszej  pracy  od  jednej  z  firm  farmaceutycznych 
otrzymał e-mailem, przez pomyłkę, rezerwację i elektroniczny bilet lotniczy do Acapulco w Meksyku, przeznaczony dla jed-
nego ze znanych profesorów). 

     Pytanie, jakie można zadać wobec powyższego brzmi: „Kto chciałby zrezygnować z tego wszystkiego?”. Odpowiedź jest jedno-
znaczna. Zatem, „depresja” stanowi centralny element intratnego biznesu, który przynosi korzyści wręcz wszystkim. Opisane powy-
ż

ej  prodepresyjne  elementy  korupcji  wzmacniane  są  przez  pracę  pracowników  naukowych,  którzy  kształtują  myślenie  studentów  

i praktyków.  
     Istotne dla kreowania fikcyjnej epidemii „depresji” są m.in., jeszcze dodatkowe elementy: 

1.

 

Uświadamianie  stygmatyzującego  charakteru  diagnozy  psychiatrycznej  -  fakt  ten  ma  niewątpliwie  znaczenie  dla  chętnego 
wyboru  diagnozy  „depresji”  względem  innych  „zaburzeń”,  które  prezentuje  pacjent  -  np.  zaburzeń  osobowości.  Kiedy  pa-
cjent pojawia się w gabinecie i właściwie cierpi na co dzień z powodu tego, jak jest wewnętrznie ukształtowany, współcze-
sny psychiatra zdecydowanie chętniej zdiagnozuje „depresję” niż zwróci uwagę na jej przyczynę - osobowość. Tym bardziej, 
ż

e na tę pierwszą ma leki, a osobowości farmakologicznie nie leczy się, aczkolwiek w każdym zaburzeniu osobowości moż-

na je podać (grupa „S”). Ważne jest tutaj to, że podczas tworzenia rocznej statystyki zaburzeń Polaków, przetwarzana będzie 
wpisana  do  karty  pacjenta  diagnoza  „depresji”,  podczas  gdy  był  to  jedynie  stan  emocjonalny  pacjenta  wyzwolony  jakimiś 
istotnymi, nie branymi pod uwagę czynnikami. 

2.

 

Konstrukcja  ICD  -  10  -  fakt,  iż  depresję  można  zdiagnozować  w  każdej  chorobie  psychicznej  i  fizycznej,  jako  zaburzenie 
współistniejące, jest tutaj znaczący i często podkreślany. Bardzo wielu pacjentów leczących się na inne niż depresyjne zabu-
rzenia, przychodząc do psychiatry przejawia stan depresyjny - to wystarczy, by w karcie wpisać epizod depresji lub depresję 
nawracającą i wypisać antydepresanty. Za wypisaniem leków z grupy „S” idzie jednak konieczność wpisania epizodu depre-
sji do karty pacjenta, bez względu na wiodące zaburzenie, na które cierpi. Efekty tego działania są takie same, jak opisane  
w poprzednim punkcie. 
     Kolejnym i jak się wydaje najważniejszym elementem, jest szeroko opisywany w niniejszej pracy fakt, iż kryteria diagno-
styczne depresji pozwalają każde, naturalne cierpienie uznać za jednostkę chorobową. 

3.

 

Tworzenie nowych rodzajów „depresji” - w ostatnich latach tworzy się coraz to nowsze postacie „depresji”, np.: powakacyj-
nej,  pooperacyjnej,  sezonowej  itd.  Jest  to  element  propagandy  uzasadniającej  wizytę  u  specjalisty  właściwie  bez  powodu. 
Wszystkie te stany kwalifikują się (zgodnie z ICD - 10) do „leczenia” lekami z grupy „S”. Ich wpływ na zawyżenie statystyk 
zachorowań na „depresję” jest jednoznaczny, poprzez „ściąganie” do poradni nowych pacjentów. 

4.

 

Zniżki na leki antydepresyjne - jest to element systemu, który na dłuższej przestrzeni czasu generuje wzrost fałszywych dia-
gnoz  „depresji”,  a  dotyczy  refundacji  leków.  Bardzo  często  pacjenci  są  ubodzy.  Natomiast  cokolwiek  im  nie  dolega,  jeśli 
pomóc  mogą  im  „antydepresanty”,  to  zawsze  recepcie  ze  zniżką  musi  towarzyszyć  wpis  diagnozy  „depresji”  nawracającej  
w karcie pacjenta. 

5.

 

Chęć niesienia pomocy przez lekarza - jedyny, nie jatropatogenny czynnik spośród tutaj wymienionych, chociaż prowadzi do 
tych  samych  patologicznych  skutków  -  fabrykowania  statystyk.  Z  racji  swojego  wykształcenia  psychiatra  nie  może  zrobić 
nic  więcej ponad  wypisanie pacjentowi  leku. Wobec tego,  że  większość, jeśli  nie  wszyscy pacjenci psychiatryczni cierpią,  
u wszystkich można zdiagnozować „depresję”. Natomiast każdy psychiatra chce pacjentowi pomóc.  
     Propaganda firm farmaceutycznych, która ukrywa skutki uboczne leków z grupy „S”, informuje, że one nie uzależniają, 
ż

e  nie  zwiększają  ryzyka  samobójstwa  etc.,  oraz  fakt,  iż  przeciętny  lekarz  nie  różnicuje  depresji  od  cierpienia,  a  jego wy-

kształcenie pozwala mu spostrzegać je tylko w kategoriach choroby sprawia, że uznaje on wypisanie leków z grupy „S” nie 
tylko za uzasadnione, bezpieczne i właściwe, lecz również za najskuteczniejszą formę pomocy.  

6.

 

Utrzymanie się w pracy - fakt ten łączy się z poprzednim. Jedną z konsekwencji nagłaśniania epidemii fałszywej depresji jest 
to,  że  pacjenci  „depresyjni”  stanowią  dominującą  populację  Poradni  Zdrowia  Psychicznego.  Lekarze  bardzo  często, w  po-
czuciu właściwego wykonywania swoich obowiązków, przepisują im leki choć nie są one potrzebne. Poradnie te bowiem są 
prywatne i jeśli pacjent nie otrzyma pomocy na jaką liczy, można podejrzewać, że pójdzie do innego lekarza. Zatem, ulga ja-
ką  musi odczuć jak najszybciej jest zdecydowanie  ważniejsza, niż długoterminowe konsekwencje pobierania leków, z któ-
rymi w przypadku „antydepresantów” psychiatra się nie liczy lub nie zdaje sobie z nich sprawy. 

7.

 

Oczekiwania pacjentów - ten punkt również łączy się z poprzednim. Niestety, w dobie stale przyśpieszającego świata, wielu 
pacjentów  nie  ma  ochoty  na  leczenie  przyczynowe  i  szukają  szybkiej  pomocy,  jaką  zapewniają  leki.  Wpisują  się  więc  oni  
w powyżej opisane praktyki. Nawet jeśli znają ich skutki uboczne są zdecydowani je brać. Dlatego też, nie uważa się tutaj 

background image

25 

 

leków z grupy „S” za destruktywny element współczesnego świata i nie postuluje się ich usunięcia. Ludzie mają prawo do 
wyboru. To, co podkreśla się w niniejszej pracy, to uczciwe informowanie ich o charakterze praktyk medycznych, bez oszu-
kiwania i wmawiania chorób tam, gdzie ich nie ma, tym bardziej, że sami lekarze nie wiedzą na jakich zasadach odbywa się 
terapia lekami z grupy „S”, czy terapia elektrowstrząsowa.  

       ……………………. 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

26 

 

DIAGNOZA RYZYKA SAMOBÓJSTWA (2008) 

 
 

 

 

SPIS TREŚCI 

 

Wstęp 
Historia suicydologii, definicja samobójstwa i kilka innych uwag 
Epidemiologia samobójstw 
 
CZĘŚĆ PIERWSZA 
 
Nieswoiste czynniki ryzyka samobójstwa 
 
Podstawowe czynniki ryzyka suicydalnego: stany kliniczne i kryzysy 
F00-F09 Organiczne zaburzenia psychiczne włącznie z zespołami objawowymi  
Otępienie w chorobie Alzheimera (F00) 
F02.0-8 Otępienie w innych chorobach klasyfikowanych gdzie indziej  
Otępienie w chorobie Huntingtona (F02.2) 
F07.0-9 Zaburzenia osobowości i zachowania spowodowane chorobą, uszkodzeniem lub dysfunkcją mózgu  
Zespół po wstrząśnieniu mózgu (F07.2) 
F10-19 Zaburzenia psychiczne i zaburzenia zachowania spowodowane używaniem substancji psychoaktywnych  
Zaburzenia psychiczne i zaburzenia zachowania spowodowane używaniem alkoholu (F10) 
Zaburzenia psychiczne i zaburzenia zachowania spowodowane używaniem opiatów (F11) 
Zaburzenia psychiczne i zaburzenia zachowania spowodowane używaniem kanabinoli (F12) 
Zaburzenia psychiczne i zaburzenia zachowania spowodowane używaniem leków uspokajających i nasennych (F13) 
Zaburzenia psychiczne i zaburzenia zachowania spowodowane używaniem kokainy (F14) 
Zaburzenia psychiczne i zaburzenia zachowania spowodowane używaniem innych substancji stymulujących w tym kofeiny (F15) 
Zaburzenia psychiczne i zaburzenia zachowania spowodowane używaniem substancji halucynogennych (F16) 
Zaburzenia psychiczne i zaburzenia zachowania spowodowane używaniem paleniem tytoniu (F17) 
Zaburzenia psychiczne i zaburzenia zachowania spowodowane używaniem lotnych rozpuszczalników (F18) 
Zaburzenia psychiczne i zaburzenia zachowania spowodowane używaniem kilku substancji lub używaniem innych substancji psychoaktywnych (F19) 
F20-F29 Schizofrenia, zaburzenia typu schizofrenii (schizotypowe) i urojeniowe  
Schizofrenia (F20) 
Zaburzenia typu schizofrenii (schizotypowe) (F21) 
F22.0-9 Uporczywe (utrwalone) zaburzenia urojeniowe 
Inne uporczywe (utrwalone) zaburzenia urojeniowe (F22.8) 
Ostre i przemijające zaburzenia psychotyczne (F23) 
Indukowana psychoza urojeniowa (F24) 
Zaburzenia schizoafektywne (F25) 
F30-F39 Zaburzenia nastroju (afektywne) 
Epizod maniakalny (F30) 
Zaburzenia afektywne dwubiegunowe (F31) 
F32-33 Epizod depresyjny i zaburzenia depresyjne nawracające  
Zaburzenia depresyjne lekkie i umiarkowane (F32-33) 
Zaburzenia depresyjne ciężkie wraz z psychotycznymi (F32-33) 
F34.0-9 Uporczywe (utrwalone) zaburzenia nastroju  
Dystymia (F34.1) 
F40-F48 Zaburzenia nerwicowe, związane ze stresem i pod postacią somatyczną (somatoform)  
F40.0-9 Zaburzenia lękowe w postaci fobii  
Agorafobia (F40.0) 
Fobie społeczne (F40.1) 
Specyficzne (izolowane) postacie fobii (F40.2) 
F41.0-9 Inne zaburzenia lękowe 
Zaburzenia lękowe z napadami lęku (F 41.0) 
Zaburzenia lękowe uogólnione (F 41.1) 
Zaburzenia depresyjne i lękowe mieszane (F41.2) 
F42 Zaburzenia obsesyjno-kompulsywne (nerwica natręctw)  
F43.0-9  Reakcja na ciężki stres i zaburzenia adaptacyjne 
Ostra reakcja na stres (F43.0) 
Zaburzenia stresowe pourazowe (F43.1) 

background image

27 

 

Zaburzenia adaptacyjne (F43.2) 
Rozbicie rodziny w wyniku separacji lub rozwodu (F43Z63.5) 
Przemoc w małżeństwie (F43Y07) 
Przemoc wobec dziecka (F43Z61,Z62) 
Mobbing (F43Z60.5) 
Ból i choroba somatyczna (F43Z87a) 
Nowotwór i stan terminalny pacjenta (F43C-D) 
Uraz fizyczny i niepełnosprawność (F43Z87b) 
HIV/AIDS (F43B20-24) 
Ż

ałoba (F43.21-25Z63.4) 

F44.0-9 Zaburzenia dysocjacyjne (konwersyjne) 
Amnezja dysocjacyjna (F44.0) 
Fuga dysocjacyjna (F44.1) 
F44.4-7 Dysocjacyjne zaburzenia ruchu i czucia (zaburzenia konwersyjne)  
F44.80-81 Inne zaburzenia dysocjacyjne 
Zespół Gansera (F44.80) 
Osobowość mnoga (F44.81) 
F45.0-9 Zaburzenia występujące pod postacią somatyczną (somatoform disorders) 
Zaburzenia somatyzacyjne (z somatyzacją) (F45.0) 
Zaburzenia hipochondryczne (F45.2) 
Zaburzenia (dysfunkcje) autonomiczne występujące pod postacią somatyczną (F45.3) 
Inne zaburzenia występujące pod postacią somatyczną (F45.8) 
F48.0-9 Inne zaburzenia nerwicowe 
Zespół depersonalizacji-derealizacji (F48.1) 
Zespół Briqueta (F48.8) 
Zespół psychasteniczny (F48.8) 
F50-F59 Zespoły behawioralne związane z zaburzeniami fizjologicznymi i czynnikami fizycznymi  
F50.0-9 Zaburzenia odżywiania się 
Jadłowstręt psychiczny (anorexia nervosa) (F50.0)  
Ż

arłoczność psychiczna (bulimia nervosa) (F50.2) 

Przejadanie się związane z innymi czynnikami psychologicznymi (F50.4) 
F51.0-9 Nieorganiczne zaburzenia snu 
Bezsenność nieorganiczna (F51.0) 
Koszmary senne (F51.5) 
F53.0-9 Zaburzenia psychiczne związane z połogiem, niesklasyfikowane gdzie indziej 
Zaburzenia psychiczne związane z połogiem (F 53.0-1) 
Zespół napięcia przedmiesiączkowego (N94.3) 
F60-F69 Zaburzenia osobowości i zachowania dorosłych 
F60.0-9 Specyficzne zaburzenia osobowości 
Osobowość schizoidalna (F60.1) 
Osobowość dyssocjalna (F60.2) 
Osobowość chwiejna emocjonalnie (F60.3) 
Osobowość histrioniczna (F60.4) 
Osobowość zależna (F60.7) 
Osobowość narcystyczna (F60.8) 
F63.0-9 Zaburzenia nawyków i popędów 
Patologiczny hazard (F63.0) 
Patologiczne podpalanie (F63.1) 
Patologiczne kradzieże (F63.2) 
Trichotillomania (F63.3) 
F64.0-9 Zaburzenie identyfikacji płciowej 
Transseksualizm (F64.0)  
F65.0-9 Zaburzenia preferencji seksualnych 
Ekshibicjonizm (F65.2 
F66.0-9 Zaburzenia psychologiczne i zaburzenia zachowania związane z rozwojem i orientacją seksualną  
F68.0-8 Inne zaburzenia osobowości i zachowania u dorosłych 
Zespół Műnchhausena (F68.1) 
F70-F79 Upośledzenie umysłowe 
F90-F98 Zaburzenia zachowania i emocji rozpoczynające się zwykle w dzieciństwie i w wieku młodzieńczym  
F90.0-9 Zaburzenia hiperkinetyczne (zespoły nadpobudliwości ruchowej) 
F91.0-9 Zaburzenia zachowania 
 F93.0-9 Zaburzenia emocjonalne rozpoczynające się zwykle w dzieciństwie 
Lęk przed separacją w dzieciństwie (F93.0) 
 
Dopełniające czynniki ryzyka samobójstwa: biologiczne, psychologiczne i psychospołeczne 
Wiek 
Płeć 
Rasa 
Miejsce zamieszkania 
Wykształcenie 
Zawód 
Sytuacja materialna 
Bezrobocie 
Klasa społeczna 
Przejście na emeryturę 
Bezdomność 
Klimat, warunki i zjawiska atmosferyczne 
Sezonowość 
Religijność i wyznanie 
Stan cywilny, samotność i wyizolowanie społeczne 
Czynniki związane z ruchliwością społeczno-zawodową 

background image

28 

 

Izolacja więzienna 
Służba wojskowa 
Cechy i skupienia osobowości 
Introwersja - ekstrawersja 
Locus of control 
Aleksytymia 
Neurotyzm 
Perfekcjonizm 
Impulsywność 
Agresywność 
Mechanizmy obronne 
Temperament 
Otwartość na doświadczenia 
Zdolności rozwiązywania problemów 
Samokrytycyzm 
Samoocena  
Stany umysłu i czynniki specyficzne 
Stres 
Adopcja 
Satysfakcja z życia 
Nieplanowana ciąża, aborcja i poronienie  
Modyfikacje ciała: operacje plastyczne, piercing i tatuaże 
  
CZĘŚĆ DRUGA 
 
Swoiste czynniki ryzyka samobójstwa 
Rodzinna tradycja suicydalna 
Historia poprzednich prób samobójczych 
Hierarchia myśli i zachowań samobójczych  
Wskazówki suicydalne 
Ambiwalencja suicydalna 
Syndrom presuicydalny 
   
CZĘŚĆ TRZECIA 
 
Diagnoza ryzyka samobójstwa 
 
Podsumowanie czynników nieswoistych dla ryzyka samobójstwa 
Czynniki kliniczne 
Czynniki biologiczne, psychologiczne i psychospołeczne 
Czynniki osobowościowe 
Czynniki specyficzne i stany umysłu  
Podsumowanie czynników swoistych dla ryzyka samobójstwa  
Synteza 
Czynniki zmniejszające ryzyko samobójstwa (ochronne) 
Zakończenie 

 

Osobowość chwiejna emocjonalnie (F60.3) – przykładowy rozdział 
     W ICD-10 wprowadzono kategorię osobowości chwiejnej emocjonalnie, która zawiera typ impulsywny (osobowość eksplozywna  
i agresywna) oraz typ borderline.W poniższym rozdziale zostaną opisane jedynie zaburzenia z pogranicza. Dla zaburzeń typu impul-
sywnego nie odnaleziono danych wiążących je z ryzykiem samobójstwa, chociaż informacje zawarte w rozdziałach o impulsywności  
i agresywności mogą byćz nimi związane. 
     W DSM-IV, do najważniejszych cech zaburzeń z pogranicza zalicza się: niestabilność w postrzeganiu własnej osoby, niestabilność 
związków interpersonalnych i niestabilność nastroju (Scully, 1998). Zarówno w ICD-10 jak i w DSM-IV, jedną z kategorii diagno-
stycznych borderline są nawracające zachowania samobójcze, groźby lub próby samobójcze oraz dokonywanie samouszkodzeń. Poza 
dużą depresją jest to jedyne zaburzenie, w którym zachowania suicydalne są diagnostyczne. Zaburzenie to występuje prawdopodobnie 
u  1-2%  populacji.  Niemal  wszystkie  teorie  etiologiczne  zwracają  uwagę  na  problemy  w  dzieciństwie,  szczególnie  doświadczenia 
urazowe, takie jak różnego rodzaju przemoc. U osób z granicznym zaburzeniem osobowości występują również deficyty neurokogni-
tywne oraz obniżenie stężenia serotoniny. Zaburzenie występuje częściej u kobiet. 
     Osobowość typu borderline cechuje defekt ego przejawiany poprzez: prymitywne mechanizmy obronne, patologię zinternalizowa-
nych związków z obiektem i tendencji do pierwotnego procesu myślenia (Kernberg, 1976). Defekt ego ujawnia się w braku kontroli 
nad impulsami, w słabej tolerancji lęku i w braku zdolności do sublimacji. Najbardziej charakterystyczne i istotne z punktu widzenia 
diagnozy  są  prymitywne  mechanizmy  obronne:  rozszczepienie,  identyfikacja  projekcyjna,  zaprzeczenie.  Pozwalają  one  pełniej  zro-
zumieć brak spójności self, problemy z regulacją afektu, poziom testowania rzeczywistości etc. Odwołując się do teorii psychoanali-
tycznej, w polskiej literaturze, opisuje je Walewska (1992b). 

 

Rozszczepienie (spliting) – pojawienie się rozszczepienia osadzone jest zgodnie z teorią Klein w pierwszym półroczu życia 
dziecka i jest prymitywną obroną przed lękiem. Towarzyszący mu rozszczep ego na „dobre” i „złe” części, utrzymujący się  
u dorosłej osobowości borderline. Wynika z tego postrzeganie albo  wyłącznie dobrej albo  wyłącznie złej strony siebie lub 
innej  osoby.  Konsekwencją  rozszczepienia  jest  również  niezdolność  do  jednoczesnego  przeżywania  sprzecznych  stanów 
uczuciowych. Rozszczepienie prowadząc do niemożności przeżywania ambiwalencji, wspomagane jest przez procesy prymi-
tywnej  idealizacji  i  dewaluacji.  Rozszczepione  obiekty,  uznane  przez  pacjenta  za  dobre  stają  się  w  jego  odczuciu  idealne  
i pełne nadzwyczajnej mocy. Takie omnipotentne obdarowanie pozwala osobowości z pogranicza przeżycie własnej omnipo-
tencji w relacji z dobrym i silnym obiektem. Zdaniem Melanie Klein idealizacja ta łatwo załamuje się i może prowadzić do 
tego, że obiekt miłości musi być często zmieniony na inny, gdyż żaden człowiek nie jest w stanie sprostać omnipotentnym 

background image

29 

 

wymaganiom. Osoba wcześniej idealizowana jest potem często odczuwana jako prześladowcza. Dewaluowanie jej jest więc 
naturalną konsekwencją idealizacji – niezaspokojenia potrzeb i wyprojektowanej zawiści do obiektu (piersi), która zachowu-
je dla siebie wstrzymywane zaspokojenie. 

 

Zaprzeczenie  –  chroni  przed  dostrzeżeniem  własnej  ambiwalencji  wobec  obiektu.  Towarzyszy  idealizacji  i  dewaluacji;  nie 
dopuszcza do świadomości  uczuć  nienawiści do idealizowanego obiektu  i odwrotnie,  nie pozwala  na  uświadomienie  sobie 
pozytywnych  uczuć  wobec  obiektu  dewaluowanego.  Melanie  Klein  uważa,  że  zaprzeczenie  chroni  przed  poczuciem  winy  
i daje przyzwolenie na agresywność,  wzmacnia uczucie triumfu zamiast depresyjnego upokorzenia zawiścią oraz zamienia 
zależność w poczucie kontroli. 

 

Identyfikacja projekcyjna – jest kombinacją identyfikacji i projekcji. Od projekcji odróżnia ją fakt, że odnosi się ona do kon-
kretnego obiektu  i jest  sposobem radzenia sobie z  wrogimi impulsami oraz z  używaniem drugiej osoby  w  celu obronnym. 
Kiedy w pacjencie pojawia się stan, którego on w sobie nie toleruje, to przerzuca go na obiekt zewnętrzny, dokonując pro-
jekcji. Słabość granic ego powoduje, że borderline łatwo identyfikuje się z obiektem, a również z tym, co sam wcześniej wy-
projektował. W ten sposób wyrzucony efekt powraca do pacjenta. 

     U dorosłych osób zaburzenia typu borderline współwystępują z zaburzeniami narcystycznymi (Kernberg, 2003b). Pacjenci o naj-
głębszej patologii narcystycznej wykazują wyraźnie zaznaczone cechy borderline w społecznych interakcjach, niezależnie od funkcji 
obronnych rozwijanych przez ich  wielkościowe  self: brak  kontroli impulsów, nietolerowanie lęku, poważne upośledzenie zdolności 
do sublimacji i dyspozycję do reagowania eksplozjami złości lub zaburzeniami paranoidalnymi (Kernberg, 2003a). Tak więc narcyzm 
także niesie ze sobą ryzyko targnięcia się na własne życie. Autor wyróżnia – istotny z punktu widzenia ryzyka samobójstwa – złośli-
wy narcyzm, który charakteryzuje się ego-syntoniczną agresją skierowaną na siebie i innych. Warto dodać, że Kernberg uważa nar-
cyzm za fundamentalną cechę właściwej osobowości antyspołecznej.  
      Jak  już  pisano,  w  zaburzeniach  osobowości  z  pogranicza  dokonywanie  samouszkodzeń,  groźby  lub  próby  samobójcze,  mające 
nawracający charakter, stanowią czynnik diagnostyczny. Typowe jest również nadużywanie substancji psychoaktywnych (Goldstein, 
2003; Hertzman, 1996; Sokolik, 1995). Zamachy  samobójcze  wynikają z poczucia pustki, związanego z niespójnym ego i zaburzo-
nym poczuciem self (Bohomolec, 1992), naruszenia poczucia własnej wartości (Goldstein, 2003), braku granic tożsamości, myślenia 
magicznego  w  powiązaniu  z  przeżywaniem  zawodu  miłosnego  (Sokolik,  1995).  Próby  samobójcze  mogą  mieć  charakter  manipula-
cyjny (nieintencjonalny i nieświadomy), dzięki czemu pacjent próbuje zapewnić sobie całkowitą kontrolę nad obiektem symbiotycz-
nym. Taką motywacją posługuje się często, grożąc zamachem samobójczym w przypadku niespełnienia jego żądań. 
     Zaburzenia osobowości z pogranicza oraz osobowość nieprawidłowa obejmuje rozpoznanie około 10% ludzi, którzy odebrali sobie 
ż

ycie (Kaplan i Sadock, 1995). Jeden na dziesięciu (10%) pacjentów borderline ginie od śmierci samobójczej a blisko 3\4 dokonuje 

prób  samobójczych  (Black,  Blum,  Pfohl  i  Hale,  2004;  Gunderson,  2001;  Paris,  2002;  Paris,  2004;  Soloff,  Fabio,  Kelly,  Malone  
i Mann, 2005). Dramatyczny wzrost zachowań suicydalnych (samookaleczeń i prób samobójczych) obserwuje się w przedziale wieku 
18-24 lat oraz 50-59 lat (Sansone, Gaither i Songer, 2002) – nasuwa się skojarzenie, iż oba wymienione przedziały wiekowe odpo-
wiadają ważnym przemianom życiowym, w pierwszym wypadku jest to nawiązywanie pierwszych relacji partnerskich (dla obu płci), 
w drugim okres przekwitania. Kobiety znacząco częściej niż mężczyźni dokonują zamachów. Z częstszymi zachowaniami suicydal-
nymi  skorelowane  jest  mieszkanie  samemu  i  poza  istotnością  statystyczną,  niski  status  socjo-ekonomiczny.  Interesujące  jest  to,  że 
pisanie listów pożegnalnych wydaje się być czynnikiem chroniącym w zaburzeniach borderline (Cailhol, Marclay, Burnand, Lazignac 
i Andreoli, 2007). 
     Soloff ze współpracownikami (2005) wykazali, że ze zwiększonym ryzykiem  wysoce letalnych zamachów wiążą się następujące 
cechy: starszy wiek, posiadanie dzieci, niski stopień wykształcenia (wbrew innym badaniom) i pochodzenie z niższej klasy społecz-
nej. Ryzyko dodatkowo zwiększa współistnienie zaburzeń antysocjalnych, dużej depresji i historia uzależnień w rodzinie. Najsilniej-
szym predykatorem wysoce letalnych prób samobójczych była następująca wiązka: osobowość nieprawidłowa, niska klasa społeczna, 
historia intensywnego leczenia i silne intencje śmierci.  
     W innych badaniach, za czynniki zwiększające ryzyko zachowań suicydalnych oraz samookaleczeń, uznano przemoc seksualną ze 
strony  rodziców  i  zaniedbanie  emocjonalne  (Dubo,  Zanarini,  Lewis  i  Williams,  1997).  Pacjenci  wykorzystywani  seksualnie 
w  dzieciństwie,  ponad  10-krotnie  częściej  dokonują  zamachów  samobójczych  w  przeciwieństwie  do  cierpiących  na  zaburzenia  
z pogranicza osób, które nie posiadają takich doświadczeń (Soloff, Lynch i Kelly, 2002).  
     Pacjenci,  którzy  dokonali  samobójstwa,  w  przeciwieństwie  do  zamachowców,  posiadali  w  historii  większą  ilość  prób  samobój-
czych i więcej pobytów w szpitalu (Kullgren, 1988). Ryzyko samobójstwa dokonanego można więc uznać za zwiększone u osób ze 
znacznym nasileniem zaburzeń, czego wyrazem jest większa ilość dekompensacjii konieczności leczenia zamkniętego. Paris, Nowlis  
i Brown (1989) również wskazują na to, że najsilniejszym predykatorem samobójstwa dokonanego są poprzednie zamachy dodając, iż 
duże znaczenie  ma także  wyższe  wykształcenie. Wzbogacają te dane Kjelsberg, Eikeseth i Dahl (1991), którzy donoszą, że z ryzy-
kiem samobójstwa dokonanego wiążą się: znaczące i częste utraty w dzieciństwie, późne rozpoczęcie leczenia, dłuższy okres hospita-
lizacji i częste wypisy ze szpitala z powodu niestosowania się do przyjętych zasad leczenia. 
     Z powyższymi badaniami niezgodne są wnioski innych naukowców. McGirr, Paris, Lesage, Renaud i Turecki (2007) stwierdzili, 
ż

e pacjenci którzy dokonali samobójstwa posiadali mniejszą ilość hospitalizacji oraz mniejszą ilość poprzednich prób. Niezgodność ta 

jest jednak pozorna. Większa determinacja i stosowanie letalnych metod prowadzi do udanego samobójstwa wcześniej, w przebiegu 
ż

ycia, co tym samym prowadzi do mniejszej ilości hospitalizacji i ilości prób na jego linii. Nie umniejsza to zatem faktu, znaczącego 

zagrożenia samobójstwa wśród osób, które dokonują wielokrotnych zamachów, bowiem zaburzenie z pogranicza na przestrzeni cza-
su, nie leczone, nie tylko nie ulega złagodzeniu, lecz stale nawarstwiają się na nim życiowe porażki i pogłębia się stan rezygnacji oraz 
brak wiary w jakąkolwiek zmianę.  
     Zaburzenia osobowości z pogranicza występują często wśród młodych ludzi (15-29 lat), którzy dokonują skutecznego zamachu na 
ż

ycie  (33%).  Nierzadki  jest  pośród  nich  współtowarzyszący  głównemu  zaburzeniu,  komponent  antysocjalny  i  uzależnienie  od  sub-

stancji. Z dokonanym samobójstwem skorelowane są także: wczesna separacja od rodziców, uzależnienia od substancji w domu ro-
dzinnym,  problemy  finansowe  i  zawodowe,  brak  stałego  miejsca  zamieszkania  oraz  karalność  (Runeson  i  Beskow,  1991).  Wśród 

background image

30 

 

suicydalnych  adolescentów  z  zaburzeniami  borderline,  z  próbami  samobójczymi  skojarzone  są:  reakcja  na  utratę,  słaba  kontrola 
gniewu i szczególnie trudna do opanowania dla nastolatka impulsywność (Crumley, 1981).  
     Wśród czynników ryzyka zamachów samobójczych stwierdzono, że suicydalni pacjenci w przeciwieństwie do niesuicydalnych są 
znacząco, w większości starsi, bardziej impulsywni, posiadają współistniejące zaburzenia antysocjalne i przeżywają stany depresyjne 
- McGirr et al. (2007) dodają, iż ze zwiększonym ryzykiem związane jest współistnienie innych zaburzeń wiązki „B”. Ciekawe jest 
jednak to, że stan depresyjny u pacjentów, którzy dokonali próby samobójczej niedawno lub w ostatnim roku, jest mniej nasilony niż 
u tych, którzy dokonywali zamachów w dalszej przeszłości. W cytowanych badaniach duża depresja, uzależnienie od alkoholu i nar-
kotyków  nie  różnicowała  niedoszłych  samobójców  od  pozostałych  pacjentów  borderline.  Czynniki  te  były  zatem  nieistotne.  Ze 
zwiększonym  zagrożeniem  samobójstwa  wiązało  się  obniżenie  nastroju,  lecz  nie  współistnienie  wymienionej  depresji  i  uzależnień 
(Soloff,  Lis,  Kelly,  Cornelius  i  Ulrich,  1994).  Wnioski  te  potwierdzają  również  inne  badania.  Yen  ze  współpracownikami  (2004) 
wykazali, że duża depresja nie jest znaczącym statystycznie predykatorem samobójstwa w zaburzeniach borderline. Autorzy doszli do 
wniosku, że jest nim jedynie charakterystyczna niestabilność afektu i historia przemocy seksualnejw dzieciństwie. 
     Wracając  do  badań  Soloffa  i  kolegów,  w  największym  stopniu  obie  grupy  różnicowała  ilość  poprzednich  prób  samobójczych, 
które uznano za najsilniejszy predyktor kolejnych zamachów. Ilość uprzednich prób samobójczych i subiektywnie przeżywana depre-
sja stanowiły predykator znacznego wzrostu intencji samobójczych, podczas gdy współistniejący z borderline komponent osobowości 
schizotypowej oraz nastawieniei myśli paranoidalne, redukowały chęć zabicia się. Poważnie zagrażające życiu zamachy samobójcze 
skojarzone były z: dużą ilością poprzednich prób, starszym wiekiem i histeryczną dysforią, natomiast nieletalne zamachy skorelowane 
były z wysokim poziomem złości czy gniewu – czynnik chroniący. 
     Szczególnie ciekawe są wnioski z powyżej cytowanych badań, mówiące o tym, że nieletalne zamachy skorelowane są ze zwięk-
szonym  poziomem  ogólnie  pojętej  wrogości.  van  den  Bosch,  Verheul  i  van  den  Brink  (2001)  przeprowadzili  badania,  które  mogą 
częściowo wyjaśniać tą zależność. Autorzy stwierdzili, że uzależnienie od substancji psychoaktywnych obniża u pacjentów borderline 
poziom wrogości, podejrzliwości i złości, lecz nasila lęk i ilość prób samobójczych. Uznając, zgodnie z cytowanymi wcześniej bada-
niami, nasiloną złość, gniew czy wrogość za czynnik ochronny, bowiem stany te skorelowane są z niską letalnością zamachów, moż-
na  założyć,  że  spożywanie  substancji  zwiększa  zagrożenie  śmierci  właśnie  poprzez  niwelowanie  wpływu  opisywanego  czynnika 
ochronnego. Chociaż jest to tylko hipoteza wymagająca weryfikacji, to bazuje ona na teorii hydraulicznej Freuda, mówiącej o wybu-
chu emocji po ich nagromadzeniu się, gdy są tłumione. Pacjenci w zachowaniu wrodzy czy gniewni, częściej wyrzucają z siebie nega-
tywne  emocje,  tym  samym  ich  zamachy  samobójcze,  niekoniecznie  rzadsze,  pozbawione  są  ogromnego  ładunku  skondensowanej 
agresji.  Ekspresja  negatywnych  emocji  w  przypadku  pacjentów  borderline  może  przybierać  formę  samookaleczania  się.  Powyższe 
dane i przypuszczenia potwierdzają mimowoli Horesh, Orbach, Gothelf, Efrati i Apter (2003) pisząc, iż impulsywność i agresywność 
są pozytywnie skorelowane z próbami samobójczymi, lecz w literaturze nie ma danych mówiących o tym, by tak było w stosunku do 
samobójstwa dokonanego, poza informacjami odnoszącymi się do nastolatków. 
     Istotne jest tutaj, jak się wydaje, odróżnienie impulsywności jako cechy, charakterystycznej dla borderline, a impulsywności jako 
stanu, wzbudzanego przez np., spożycie alkoholu. Stan, w stosunku do cechy, wydaje się nie mieć statusu podporządkowania. Dlate-
go  wzbudzana  przez  alkohol  impulsywność,  będącą  w  uzależnieniu  czynnikiem  ryzyka  samobójstwa,  u  pacjentów  borderline  może 
jednocześnie nasilać impulsywne reakcje poprzez kumulację, ale jednocześnie redukować wrogość czy agresywność. Przyjmując, że 
alkohol  może  nasilać  impulsywność  eskalując  rozładowania  emocjonalne  (rozładowując  agresywność),  chronić  on  będzie  przed  sa-
mobójstwem  dokonanym  (letalnymi  próbami),  lecz  nie  przed  ilością  prób  samobójczych  w  ogóle,  czy  też  przed  ilością  zachowań 
samokrzywdzących. Opisywany jest tu swoisty paradoks. Może być tak, że alkohol zapobiega samobójstwom dokonanym w zaburze-
niach z pogranicza redukując poziom agresywności, chociaż wymaga to dalszych badań, lecz jednocześnie, zdecydowanie zwiększa 
ryzyko  nieletalnych prób samobójczych. Paradoks  wynika stąd, iż ilość poprzednich prób samobójczych jest najsilniejszym czynni-
kiem ryzyka samobójstwa dokonanego. 
     Fyer, Frances, Sullivan, Hurt i Clarkin (1988) piszą, iż współistniejące zaburzenia depresyjne i uzależnienie od substancji psycho-
aktywnych znacząco eskaluje ryzyko samobójstwa wśród osób z diagnozą borderline. Wyniki te pozostają w częściowej niezgodzie  
z  cytowanymi  wcześniej  badaniami  Soloffa  i  współpracowników  (1994).  Jak  można  podejrzewać,  z  podobnych  powodów  autorzy 
postanowili  bliżej  przyjrzeć  się  zaburzeniom  depresyjnym  i  borderline.  W  kolejnych  badaniach  jakie  wykonali  okazało  się,  że  nie 
istnieją różnice w zakresie charakteru zamachów samobójczych, pomiędzy pacjentami borderline a cierpiącymi na epizody depresji, 
jakkolwiek  pacjenci  z  diagnozą  wiązaną  prezentują  silniejsze  tendencje  suicydalne  i  większą  ilość  zamachów  samobójczych.  Oba 
zaburzenia  posiadają  charakterystyczną  dymensję,  która  znacząco  wpływa  na  zwiększenie  ryzyka.  W  depresji  jest  to  brak  nadziei,  
w borderline impulsywna agresja. Ich połączenie, odpowiedzialne jest zdaniem autorów za eskalację ryzyka samobójstwa w podwój-
nej  diagnozie,  mają  one  jednak  inne  znaczenie.  Brak  nadziei  związany  jest  z  nasileniem  tendencji  suicydalnych  (planowaniem)  
a impulsywna agresja ze zwiększoną ilością zamachów. Należy dodać, że podobnie jak w powyżej cytowanych badaniach, również  
i tutaj, Soloff, Lynch, Kelly, Malone i Mann (2000), doszli do wniosku mówiącego, iż wysoki stopień letalności prób samobójczych 
w największym stopniu zależy od ilości poprzednich zamachów. 
     W  kolejnych  badaniach,  ta  sama  grupa  naukowców  wykazała,  że  pacjenci  z  diagnozą  borderline  oraz  łączoną  (borderline  wraz  
z  depresją)  częściej  dokonują  prób  samobójczych  w  przeciwieństwie  do  chorych  na  ciężką  depresję  (Kelly,  Soloff,  Lynch,  Haas 
i Mann, 2000). O ile oczywiste jest zwiększone zagrożenie w diagnozie wiązanej, o tyle zwraca uwagę fakt, iż samodzielne zaburze-
nie  borderline  jest  również  silniej  skojarzone  z  zamachami  niż  duża  depresja.  Prawdopodobnie  wynika  to  z  charakterystycznej  dla 
zaburzeń granicznych impulsywności, w przeciwieństwie do depresji, w której zamachy mają w większym stopniu planowany charak-
ter. Jak piszą autorzy, aktualna sytuacja życiowa nie ma żadnego, predyktywnego znaczenia dla zwiększenia zagrożenia. Natomiast 
istotne  jest  słabe  przystosowanie  (kompetencje)  społeczne  chorego.  Pacjenci  borderline,  słabo  zaadaptowani  społecznie,  16-krotnie 
częściej, niż chorzy na dużą depresję, dokonują zamachów samobójczych. Wynika stąd wniosek, iż wydarzenia życiowe mogą u pa-
cjentów  wzbudzać  reakcje  suicydalne  tym  bardziej,  im  słabiej  są  oni  przystosowani.  Podobnie,  dobra  adaptacja  społeczna  redukuje 
ryzyko suicydalne spowodowane zewnętrznymi stresorami. Jej poziom może być wzmacniany podczas psychoterapii. 
     Clarkin, Foelsch, Levy, Hull, Delaney i Kernberg (2001) wykazali znaczącą statystycznie skuteczność psychoterapii psychodyna-
micznej  w redukowaniu ilości zamachów samobójczych  u  pacjentów borderline. Spadła również liczba hospitalizacji pacjentów, co 

background image

31 

 

może świadczyć o poprawie ogólnego funkcjonowania. Istnieją też dane wskazujące na to, że terapia podtrzymująca redukuje zacho-
wania  samobójcze  (Aviram,  Hellerstein,  Gerson  i  Stanley,  2004).  Natomiast  pozytywne  prognozy  związane  sąz  najmłodszą  formą 
psychoterapii, jaką jest dialektyczna terapia behawioralna (w przeciwieństwie do pozostałych z tej grupy, długoterminowa). W bada-
niach wykazano jej skuteczność w redukowaniu ryzyka kolejnych prób samobójczych nawet w połowie przypadków (Linehan et al., 
2006). 
     Psychoterapia psychodynamiczna ukierunkowana jest na poprawę ogólnego funkcjonowania pacjenta i metodą leczenia przyczyn 
zaburzeń. Wobec terapii behawioralnej (objawowej) powinna więc zajmować naczelne miejsce, jakkolwiek idealnym rozwiązaniem 
jest stosowanie obu technik w zapobieganiu samobójstwom u pacjentów z pogranicza nerwicy i psychozy, i nie tylko. Wobec braku 
dowodów na to, że hospitalizacja pacjentów jest czynnikiem chroniącym przed samobójstwem, a nawet pozostawia negatywny efekt 
(Paris, 2002; 2004), powinni oni pozostawać w terapii prowadzonej ambulatoryjnie. Podczas pobytu w szpitalu, ze względu na skró-
cony czas i określony cel oraz szybsze efekty, zalecana jest terapia behawioralna, po wypisie wskazane jest rozpoczęcie psychoterapii 
psychodynamicznej  i\lub  wspierającej.  Jakkolwiek,  kontynuowanie  obu  metod  leczenia  psychoterapią  dialektyczną  i  psychodyna-
miczną,  przez  dwóch  różnych  psychoterapeutów  również  nie  jest  wykluczone,  a  może  nawet  wskazane,  chociaż  nieznane  są  jego 
efekty. Z psychodynamicznego punktu widzenia, może to generować rozszczepienie u pacjenta i znacząco zakłócać leczącą, przenie-
sieniową relację w terapii. Idealnym rozwiązaniem jest zatem łączenie tych metod przez jednego terapeutę. 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

32 

 

KONTROWERSJE WOKÓŁ SERYJNYCH MORDERCÓW  

NA PRZYKŁDZIE ZDZISŁAWA MARCHWICKIEGO (2010) 

 

 

 

SPIS TREŚCI 

 

Rozdział I 
Charakterystyka seryjnych morderców 
 
Definicja   
Charakterystyka seryjnych morderców 
     Cechy psychologiczne seryjnych zabójców 
Typologia seryjnych morderców 
Przestępstwa seksualne 

 

Podziały zabójstw seksualnych 
Cechy zabójstwa z lubieżności 
Rodzaje zabójców seksualnych 
Charakter i temperament zabójców 
     Osobowość seryjnych zabójców 
     Osobowość dorosłych sprawców przestępstw seksualnych 
Charakterystyka zabójców 
     Charakterystyka sprawców zabójstw z lubieżności 
Specyfika śledztwa 
Odpowiedzialność karna 
 
Rozdział II 
Seryjni mordercy w badaniach 
 
Analiza biomedyczna 
     Podejście ewolucyjne 
     Podejście neurologiczne 
     Podejście biochemiczne 
     Podejście genetyczne 
Analiza psychologiczna 
Analiza psychiatryczna 
     Dewiacje seksualne 
     Dysocjacja 
     Psychopatie 
     Psychozy 
     Rozszczepienie osobowości   
     Schizofrenia 

 

     Uzależnienia 

 

     Zaburzenia neurotyczne 

 

Analiza socjologiczna 

 

 
Rozdział III 
Profilowanie seryjnych zabójców 
 
Rola profilowania w ściganiu sprawców 
     Schemat typowania 

 

     Proces profilowania 

 

     Psychologiczne podstawy procesu profilowania 

 

 
Rozdział IV 
Zdzisław Marchwicki 
 
Informacje o sprawcy 
Ofiary 
Irena W. i inne prawdopodobne ofiary 
Ś

ledztwo i proces wykrywania 

Wykrycie sprawcy 

background image

33 

 

Badanie identyfikacyjne narzędzi 
Zatrzymanie 
Prokuratorska analiza sprawy 
Pozostali oskarżeni 
     Henryk Marchwicki 

 

     Jan Marchwicki 
     Józef Klimczak 

 

     Halina Flak 
     Zdzisław Flak 
Akt oskarżenia i proces 

 

Wyrok Sądu Wojewódzkiego 

 

Pamiętnik   
Wyrok Sądu Najwyższego 

 

Wykonanie kary śmierci 

 

Wątpliwości po wykonaniu wyroku 
Inni podejrzani 

 

Sprawa Zdzisława Marchwickiego - obecnie 
Dodatkowe informacje o sprawie „Wampira z Zagłębia”  
     Przebieg czynów i śledztwa   
     Osobowość sprawcy 

 

 
Rozdział V 
Opinie znanych osób o seryjnych mordercach 
 
prof. dr hab. Józef Krzysztof Gierowski 
mecenas Bolesław Andrysiak - obrońca Zdzisława Marchwickiego 

 

dr Józef Gurgul - oskarżyciel Zdzisława Marchwickiego 

 

prof. dr hab. Piotr Hofmański 

 

prof. dr hab. Tadeusz Hanausek 
Wojciech Tomczyk - scenarzysta i dramaturg 
prof. dr hab. Jan Woleński 
mgr Zbigniew Ziobro - były Minister Sprawiedliwości 
prof. dr hab. Andrzej Zoll - były Rzecznik Praw Obywatelskich 
 
Wnioski dotyczące seryjnych zabójców 
Słowniczek pojęć 

 

Lista zachowań określanych w publikacjach seksuologicznych jako dewiacyjne 

 

Bibliografia 

 

Czasopisma 

 

Wykaz użytych stron internetowych 

 

 

Ś

ledztwo i proces wykrywania 

   Początkowo, sprawy były prowadzone oddzielnie. Do wykrycia zabójcy Anny M. i Lidii N. powołano dwie odrębne grupy opera-
cyjno - śledcze w Katowicach i Będzinie. Usiłowanie zabójstwa Ireny Sz. z początku potraktowano jako zgwałcenie. Nie spowodowa-
ło ono żadnych zmian w organizacji pracy Komendy Miasta MO w Będzinie. Dopiero zabójstwo Jadwigi Z. i usiłowanie zabójstwa 
Eleonory G. sprawiły, że utworzono wspólną dla wszystkich przestępstw grupę operacyjno - śledczą Komendy Wojewódzkiej MO w 
Katowicach  z  siedzibą  najpierw  w  Sosnowcu,  a  później  (po  usiłowaniu  zabójstwa  Zofii  W.)  w  Będzinie.  W  grupie  uczestniczyło 
wówczas  ośmiu  funkcjonariuszy  z  komend  miejskich  w  Sosnowcu,  Będzinie  i  Katowicach.  Kierownikiem  grupy  został  kierownik 
sekcji  wydziału  dochodzeniowo  -  śledczego  w  Katowicach  -  kpt.  Witold  Gołębiowski.  Grupa  ta  zajmowała  się  czynnościami  typo-
wymi dla postępowań wszczętych w wypadkach tego rodzaju, szczególnie - „Na ustaleniu okoliczności zbrodni, typowaniu podejrza-
nych  z  kartotek  na  postawie  modus  operandi  i  sprawdzaniu  ich  alibi,  opracowaniu  planu  działań  wykrywczych  z  włączeniem  sił  
i środków miejscowych jednostek MO
”.  
   Kiedy zostało popełnione kolejne przestępstwo, w dniu 15 sierpnia 1965 roku,  kierownikiem grupy operacyjnej wybrano zastępcę 
naczelnika  wydziału  kryminalnego  KWMO  -  kpt.  Jerzego  Grubę.  Oprócz  tego,  do  pracy  w  grupie  powołanych  zostało  również  20 
milicjantów ze służb operacyjnych i śledczych z województwa katowickiego. Zabójstwo Genowefy Ł. w dniu 25 sierpnia 1965 spo-
wodowało, że do grupy delegowano dodatkowych 40 funkcjonariuszy ze służb prewencji, którzy mieli rozwinąć działania zasadzko-
we.  Milicjanci  wykonywali  służbę  w  ubraniach  cywilnych:  „Duży  przyrost  sił  i  środków,  a  także  odpowiednio  zwiększony  zakres 
zadań  spowodował  konieczność  wypracowania  nowej  struktury  wewnętrznej  grupy  operacyjnej,  co  nastąpiło  w  końcowych  dniach 
września  1965  r.  Kierownik  grupy  pracował  bezpośrednio  z  dwoma  swoimi  zastępcami,  z  których  jeden  organizował  i  nadzorował 
początkowo całokształt pracy operacyjno - śledczej, a drugi wszystkie operacje milicyjne, jak nazwano działania prewencyjno - za-
bezpieczające, zasadzkowe, pościgi i inne
”. 
   Od października 1965 roku, grupa operacyjno - śledcza przyjęła kryptonim „ANNA”, od imienia pierwszej ofiary zbrodni. Nadzór 
prokuratorski objęła Prokuratura Generalna PRL. Przedstawiciel Prokuratury Generalnej - prokurator Józef Gurgul - pracował przy tej 
sprawie od tego momentu, aż do czasu prawomocnego skazania Zdzisława Machwickiego w Sądzie Najwyższym.  
   W  sprawę  bezpośrednio  zaangażował  się  zastępca  komendanta  głównego  MO  płk  mgr.  Franciszek  Jóźwiak.  Przygotowywał  on 
najważniejsze  dokumenty  organizacyjne  (m.in.  dotyczące  sylwetki  psychofizycznej  sprawcy,  plany  działań  operacyjnych).  Została 
nawiązana  współpraca z najwybitniejszymi  naukowcami,  których zapoznano ze  sposobami działania sprawcy. Kierownikiem  grupy 
operacyjnej „ANNA” przez cały czas był kpt. Jerzy Gruba. Najlepsi funkcjonariusze operacyjno - dochodzeniowi i ze służby milicyj-
nej pracowali przy tej sprawie. 
   Od 25 sierpnia 1965 w skład grupy, która dokonywała oględzin wchodzili zawsze: 

 

wiceprokuratorzy Prokuratury Wojewódzkiej w Katowicach: mgr Zygmunt Olszewski, a następnie mgr Leszek Polański, 

 

mjr  Z.  Kalisz,  zastępca  kierownika  grupy  operacyjno  -  śledczej  (później  naczelnik  wydziału  dochodzeniowo  -  śledczego 
KWMO w Katowicach), 

background image

34 

 

 

mjr Zygmunt Stelmach, naczelnik wydziału kryminalistyki KWMO w Katowicach, 

 

doc.  dr  hab.  Władysław  Nasiłowski  (pracownik  naukowy  Zakładu  Medycyny  Sądowej  Śląskiej  Akademii  Medycznej  
w Zabrzu). 

   „Z  reguły,  grupa  oględzinowa  przybywała  na  miejsce  zdarzenia  30-50  minut  po  pogotowiu  operacyjnym.  Decydował  charakter 
zdarzenia. Sygnałem alarmowym było podejrzenie podobieństwa zdarzenia do przestępstw objętych sprawą krypt. ANNA, stwierdzone 
przez kierownika zmiany pogotowia. Zasadą było przeprowadzanie oględzin przy świetle dziennym. Dlatego w wypadku, gdy ofiary 
zostały  ujawnione  w  godzinach  wieczornych  i  nocnych,  oględziny  ograniczano  do  zabezpieczenia  widocznych  śladów  i  dowodów, 
wstępnego ustalenia przyczyn zgonu (jeśli ofiara nie żyła) i identyfikacji zwłok. Dalszy ciąg oględzin odbywał się od świtu
”. 
   Wynajęto  mnóstwo  radiowozów,  sprzętu  noktowizyjnego,  różnego  rodzaju  sprzętu  łącznościowego.  Zaangażowano  gigantyczne 
ś

rodki techniczne. Wykorzystano wszystkie dostępne zdobycze nauki. Ustalono pewien schemat postępowania sprawcy. Sprawa zo-

stała wysunięta na plan pierwszy jako najważniejsza ze względu na rozmiary zbrodni i znaczenie w społeczeństwie. 
   Wobec  braku  sukcesów,  zorganizowano  specjalne  wystawy  i  spotkania  ze  społeczeństwem,  które  były  połączone  z  akcją  ostrze-
gawczą.  Wyznaczona  została  nagroda  pieniężna  za  pomoc  w  ujęciu  sprawcy  -  jeden  milion  złotych!  -  i  nadal  sprawca  pozostawał 
nieuchwytny…  
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

35 

 

PORWANIA W CELU WYMUSZENIA OKUPU 

STUDIUM KRYMINALISTYCZNE (2010) 

 

 

 

Spis treści 

 

Uprowadzenie i przetrzymywanie zakładników w celu wymuszenia okupu  
jako zjawisko społeczne przełomu  XX i XXI wieku 

 

 
Typologia uprowadzeń i przetrzymywania zakładników 

 

Analiza stanu zagrożenia przestępczością polegającą na uprowadzeniu i przetrzymywaniu zakładnika w celu wymuszenia okupu w Polsce 

 

Rodzaje źródeł danych statystycznych dotyczących porwań dla okupu 

 

Oficjalna statystyka dotycząca porwań okupowych w Polsce 

 

Regiony Polski szczególnie zagrożone przestępczością polegającą na porwaniu w celu wymuszenia okupu 

 

Skutki materialne i niematerialne porwań dla okupu 

 

Materialne skutki porwań dla okupu 

 

Niematerialne skutki porwań dla okupu 

 

 
II Charakterystyka prawna przestępstwa polegającego na braniu zakładników,  
ich uprowadzeniu i przetrzymywaniu 

 

 
Przestępstwo brania i przetrzymywania zakładników w prawie międzynarodowym 

 

Porwanie zakładnika jako akt o charakterze terrorystycznym 

 

Porwanie zakładnika jako przestępstwo o charakterze kryminalnym 

 

Konstrukcja prawna przestępstwa polegającego na braniu zakładników i pozbawieniu ich wolności w celu uzyskania okupu  w polskim systemie prawnym 

 

Znamiona strony przedmiotowej przestępstwa brania i przetrzymywania zakładników w celu zmuszenia do określonego zachowania  
Uprowadzenie i pozbawienie wolności w celu wymuszenia okupu - strona podmiotowa przestępstwa 

 

Cząstkowe cele działania sprawcy uprowadzenia zakładnika  dla okupu w ocenie prawnokarnej 

 

Znamiona strony przedmiotowej i podmiotowej przestępstwa wymuszenia rozbójniczego (art. 282 K.k.) 

 

Przestępstwo uprowadzenia małoletniego mającego poniżej lat 15  albo osoby nieporadnej ze względu na jej stan psychiczny lub fizyczny 

 

Kwalifikowane postacie przetrzymywania zakładnika w celu wymuszenia okupu 

 

Ś

mierć lub ciężki uszczerbek na zdrowiu zakładnika   

Przestępstwa satelitarne i współwystępujące przy braniu zakładnika  w celu wymuszenia okupu 

 

Szczególne udręczenie zakładnika lub pozbawienie wolności trwające dłużej niż 7 dni jako znamię kwalifikowanego przestępstwa  (art. 189 § 2 K.k.) 

 

Zakresy znaczeniowe pojęć: szczególne okrucieństwo i szczególne udręczenie jako znamion czynu zabronionego 

 

Skutki karnoprocesowe odstąpienia od popełnienia przestępstwa i zwolnienie zakładnika 

 

Odstąpienie od wymuszenia okupu i zwolnienie zakładnika 

 

Ujawnienie okoliczności porwania w celu wymuszenia okupu przez świadka koronnego i tzw. „małego świadka koronnego” 

 

 
III Sposoby i okoliczności popełnienia przestępstwa uprowadzenia osoby w celu  
wymuszenia okupu w świetle przeprowadzonych badań 

 

 
Charakterystyka działań poprzedzających porwanie dla okupu 

 

Planowanie przestępstwa 

 

Stopień przygotowania sprawców do popełniania przestępstwa 

 

Zakres i formy przygotowania się sprawców do przestępstwa porwania i wykorzystane do tego środki techniczne 

 

Zachowanie sprawców przed dokonaniem przestępstwa porwania  dla okupu  
Uprowadzenie ofiary przestępstwa 

 

Czas i miejsce porwania 

 

Wykorzystanie przez sprawców środków technicznych i broni palnej do przełamania oporu ofiary   
Sposób przemieszczenia ofiary z miejsca porwania do miejsca jej przetrzymywania 

 

Spostrzeżenie przez inne osoby faktu uprowadzenia 

 

Zachowanie osoby uprowadzonej i sprawców w czasie przestępstwa 

 

Czynności ofiary przestępstwa podjęte w celu udaremnienia porwania 

 

Miejsce i sposób przetrzymywania zakładnika 

 

Działania przestępcze popełniane na szkodę osoby uprowadzonej   
Analiza interakcji personalnych zachodzących pomiędzy osobą uprowadzoną a sprawcami przestępstwa 

 

Żą

danie okupu 

 

Rodzaje okupów w badanych sprawach 

 

Sposób powiadomienia przez sprawców osób zmuszanych  do uiszczenia okupu o uprowadzeniu   
Ś

rodki i częstotliwość kontaktów sprawców uprowadzenia z osobami mającymi zapłacić okup 

 

background image

36 

 

Pertraktacje sprawców przestępstwa dotyczące wysokości okupu  i sposobu jego przekazania 

 

Podjęcie okupu 

 

Czas i miejsce podjęcia okupu   
Metody kontroli realizacji żądania zapłacenia okupu 

 

Podjęcie okupu i uwolnienie zakładnika 

 

 
IV Sprawcy i ofiary porwań dla okupu 

 

 
Charakterystyka sprawców porwań okupowych 

 

Charakterystyka środowiska społecznego sprawców 

 

Płeć, wiek i zajęcie sprawców 

 

Przeszłość kryminalna sprawców 

 

Charakterystyka ofiar - zakładników i osób zmuszanych  do zapłacenia okupu 

 

Płeć, wiek i zajęcie uprowadzonych 

 

Płeć, wiek i zajęcie osób zmuszanych do zapłacenia okupu 

 

Socjalno-środowiskowa charakterystyka zakładników i osób zmuszanych do zapłacenia okupu 

 

Związki ofiary i jej rodziny ze sprawcami przestępstwa 

 

 
V Działania wykrywcze organów ścigania   
 
Zawiadomienie organów ścigania o przestępstwie i jego formy 

 

Znaczenie pierwszych czynności śledczych   
Podmiot zawiadamiający o przestępstwie oraz zakres informacji przekazanych w zawiadomieniu 
Sposób i szybkość zawiadomienia o przestępstwie 

 

Jednostki organizacyjne Policji i Prokuratury przyjmujące zawiadomienie o przestępstwie oraz prowadzące postępowanie przygotowawcze 

 

Czynności procesowe podejmowane po otrzymaniu zawiadomienia  o przestępstwie i sposób ich dokumentowania 

 

Wykorzystanie osobowych źródeł informacji 

 

Zakres i formy podejmowanych czynności procesowych 
Czynności dowodowe na miejscu uprowadzenia lub w miejscu przetrzymywania zakładnika 

 

Pozaprocesowe czynności zmierzające do ustalenia sprawców przestępstwa i miejsca  
przetrzymywania osoby uprowadzonej 

 

Czynności operacyjno-rozpoznawcze i ich formy 

 

Wykorzystanie czynności operacyjno-rozpoznawczych  
Charakter i formy czynności poszukiwawczych w badanych sprawach 

 

Procesowe badanie miejsca popełnienia przestępstwa w badanych sprawach   
Udział biegłych w procesie wykrywczym   
Czynności dowodowe z udziałem podejrzanych 

 

Realizacja czynności policyjnych związanych z uwolnieniem zakładnika 
 
VI. Ocena skuteczności kryminalistycznych działań wykrywczych w sprawach dotyczących porwań okupowych i postulaty dotyczące optymalizacji zwalczania tego 
typu przestępstw 

 

 
Ocena skuteczności kryminalistycznych działań wykrywczych 
Rodzaje niepowodzeń śledczych w badanej kategorii przestępstw 
Skuteczność działań wykrywczych w zakresie ustalenia miejsca przetrzymywania zakładnika i jego uwolnienia 
Skuteczność działań wykrywczych w zakresie czynności zmierzających do odzyskania okupu 
Ocena skuteczności działań wykrywczych w aspekcie procesowym 
Sposoby zakończenia postępowania przygotowawczego 
Prawomocne skazania i sądowy wymiar kary 

 

Przyczyny niepowodzeń śledczych 
Klasyfikacja źródeł niepowodzeń śledczych 
Charakterystyka źródeł niepowodzeń śledczych  w aspekcie kryminalistycznym 
Czynniki ułatwiające popełnianie porwań okupowych oraz postulaty dotyczące optymalizacji algorytmu postępowania organów ścigania w tych sprawach 
Okoliczności ułatwiające dokonywanie porwań okupowych 

 

Algorytm postępowania organów ścigania w sprawach dotyczących porwań dla okupu 
 
Wnioski 
Bibliografia 

 
Sposób powiadomienia przez sprawców  
osób zmuszanych do uiszczenia okupu o uprowadzeniu 
   W analizowanych porwaniach, aż w 79,2% przypadkach sprawcy, w celu zgłoszenia żądania zapłacenia okupu w zamian za uwol-
nienie zakładnika, posłużyli się telefonem. W powszechnym użyciu jest aktualnie telefon komórkowy. Z tego też powodu, w 58,5% 
zbadanych indywidualnych spraw, sprawcy nawiązali kontakt z osobą wyznaczoną do zapłacenia okupu właśnie przez telefon komór-
kowy. Telefon stacjonarny użyty był w co piątym zbadanym przypadku (20,7%), przy czym i tutaj trzeba zastrzec, że jedynie część,  
z  reguły,  początkowych  rozmów  w  sprawie  okupu,  odbywała  się  przez  telefon  stacjonarny,  a  reszta  była  prowadzona  przez  telefon 
komórkowy. 
   Sprawcy preferują telefon komórkowy dlatego, że pozwala im, w zależności od potrzeb, na stały kontakt z osobą zmuszaną przez 
nich do uiszczenia okupu oraz na swobodne przemieszczanie się tej osoby, tak aby mogła ona zgromadzić żądaną przez nich kwotę 
okupu  w  możliwie  najkrótszym  czasie.  Nadto,  z  uwagi  na  łatwość  wymiany  aparatów  i  kart  telefonicznych,  korzystanie  z  telefonu 
komórkowego  zapewnia  sprawcom  maksimum  bezpieczeństwa.  Oczywiście  jest  to  pogląd  jak  najbardziej  błędny,  gdyż  możliwości 
techniczne, jakimi dysonują operatorzy telefonii komórkowej, umożliwiają bardzo szybką lokalizację dokładnego miejsca położenia 
telefonu,  nawet  nieużywanego  do  prowadzenia  rozmów  telefonicznych,  ale  zalogowanego  w  danej  sieci.  Inną  zaś  kwestą  jest,  że 
współpraca organów ścigania z operatorami telefonii komórkowej, w imię źle pojętych interesów klientów, nie zawsze układa się na 
zadowalającym poziomie, o czym przestępcy bardzo dobrze wiedzą. Możliwości lokalizacji aparatu telefonicznego obrazuje kolejny 
przykład. 

background image

37 

 

Przykład  28.  W  listopadzie  2002  roku,  w  dużym  mieście  wojewódzkim,  została  uprowadzona  współwłaścicielka  kancelarii 
prawniczej.  Przez  okres  co  najmniej  kilku  dni  poprzedzających  porwanie,  była  ona  obserwowana  przez  sprawców,  którzy 
zwrócili na nią uwagę w czasie, gdy robiła zakupy w jednym z ekskluzywnych sklepów.  
   Prowadzona  przez  sprawców  obserwacja  potencjalnej  ofiary  służyła  przygotowaniu  planu  porwania  okupowego,  który 
później został zrealizowany. Fakt „bycia” obserwowaną spostrzegła pokrzywdzona, jednak całkowicie go zbagatelizowała. 
   Uprowadzenie pokrzywdzonej dokonane zostało na parkingu samochodowym, po czym sprawcy przewieźli ją do wcześniej 
przygotowanej kryjówki, mieszczącej się w domu położonym na peryferiach miasta. 
   Pokrzywdzona była przetrzymywana w łazience, przy czym miała kajdankami przykutą rękę do znajdującej się tam rury. Na 
polecenie porywaczy pokrzywdzona skontaktowała się, używając do tego celu swojego telefonu komórkowego, z siostrą. Jej 
przekazała,  iż  została  porwana,  a  sprawcy  żądają  za  jej  uwolnienie  okupu  w  kwocie  50000  euro.  Jednocześnie  porywacze 
oświadczyli osobie zmuszanej do zapłacenia okupu, że jeżeli nie otrzymają pieniędzy w zakreślonym przez nich terminie, to 
sprzedadzą narządy wewnętrzne zakładnika, a w szczególności nerki. 
   Pokrzywdzona po porwaniu jeszcze kilkakrotnie kontaktowała się telefonicznie ze swoją siostrą, a także z innymi osobami, 
które informowała, iż została porwana, a porywacze żądają okupu za jej uwolnienie. 
   Okup  faktycznie  został  porywaczom  przekazany,  ale  po  jego  zapłaceniu  nie  nastąpiło  uwolnienie  zakładnika.  Z  tego  też 
powodu, po kilku godzinach od przekazania okupu, Policja zdecydowała się na podjęcie działań mających na celu jej uwol-
nienie.  „Namierzony”  telefon  pokrzywdzonej  wskazywał  jednak  jedynie  na  pewien  obszar,  na  terenie  którego  mogła  ona 
przebywać, a nie konkretny lokal. 
   Policja podjęła decyzję o przeszukaniu całego terenu, na którym miała przebywać pokrzywdzona. Kiedy przystąpiono do 
realizacji przeszukania, powstały wówczas hałas zaalarmował jednego z porywaczy, który pilnował zakładniczki. W związku 
z tym, sprawca przyłożył pokrzywdzonej pistolet do głowy i zasłonił się nią, gdy do pomieszczenia wchodziła Policja. Dopie-
ro po krótkich negocjacjach porywacz odłożył broń i uwolnił zakładniczkę. Posiadany przez niego pistolet okazał się pistole-
tem startowym

   Sprawcy, w opisanej wyżej sytuacji, a także w wielu innych, nie zdawali sobie dokładnie sprawy z możliwości, jakie daje współcze-
sna technika. Jedynie w dwóch sprawach posłużyli się tradycyjną formą pisemnego żądania zapłacenia okupu, tzw. listu okupowego. 
W obu wypadkach, list był sporządzony przez zakładnika, który napisał jego treść pod dyktando sprawców. Dostarczenie listu z żąda-
niem okupu, w jednym przypadku odbyło się za pośrednictwem innej, przypadkowej osoby. W drugim przypadku, list został podrzu-
cony do skrzynki pocztowej. Wyniki badań, dotyczące wybieranych przez sprawców sposobów powiadamiania osób zmuszanych do 
zapłacenia okupu o porwaniu, ilustruje tabela 3.23. 
………………. 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

38 

 

UWAGI O WYKRYWALNOŚCI I CZYNNOŚCIACH ŚLEDCZYCH 

W SPRAWACH O ZABÓJSTWA (2010) 

 

 

 

Spis treści 

 

WSTĘP 
STATYSTYKA ZABÓJSTW  
Ś

LEDZTWA O ZABÓJSTWA  

Oględziny śledcze miejsca  
Oględziny zwłok na miejscu znalezienia  
Sekcja zwłok i ocena opinii biegłych  
Oględziny ciała podejrzanego  
Szybkość postępowania - koncentracja czynności  
Planowanie wersji zdarzeń i śledztwa  
Przecenianie przyznania się podejrzanego do winy jako dowodu w sprawie  
Nadzór prokuratorski  
REKAPITULACJA  

 

FRAGMENT 

     Przemawia za tym np. sprawa Eryka R. tymczasowo aresztowanego 5 września 1968 roku, podejrzanego początkowo o zgwałcenie 
68-letnej Elżbiety K., na leśnej drodze do G., a następnie także o dokonanie  w pobliskim lesie, z motywów seksualnych, zabójstwa 
25-letniej Hildegardy P., dnia 24 grudnia 1951 roku, i 50-letniej Anieli P. dnia 30 grudnia 1953 roku. 
     Przejeżdżającą rowerem przez las Hildegardę P., która stawiała mu zacięty opór, pobił do utraty przytomności, po czym przemie-
ś

cił  ją  od  drogi  w  głąb  zarośli,  częściowo  obnażył,  zgwałcił  i  zadławił.  Zwłoki  denatki  odnaleziono  w  4  dni  później.  Analogiczne 

okoliczności  towarzyszyły  zabójstwu  Anieli  P.  z  tym  zastrzeżeniem,  że  jej  ciało  zostało  odnalezione  dopiero  15  marca  1954  roku. 
Ś

ledztwa dotyczące obu zabójstw umorzono we właściwym czasie z powodu niewykrycia sprawcy. 

     W telefonogramie od KPMO do KWMO, dotyczącym tej sprawy, podano, że w dniu 4 września 1968 r. ustalono „w drodze czyn-
ności operacyjnych”, że sprawcą dokonanego gwałtu na osobie Elżbiety K. jest Eryk R. Tymczasem został on rozpoznany przez samą 
pokrzywdzoną  Elżbietę  K.,  która  znała  go  już  wcześniej,  ponieważ  mieszkała  w  pobliżu  podejrzanego.  Ponadto  został  on  również 
rozpoznany  przez  świadka,  którego  zainteresowana  wskazała  organom  MO.  Nie  od  rzeczy  będzie  wspomnieć,  że  sprawca  sam  się 
zgłosił  do  KPMO,  gdzie  go  zatrzymano.  Ujęcie  Eryka  R.  nie  wymagało  przeto  podejmowania  żadnych  czynności  operacyjnych,  
o czym dobitnie świadczy notatka służbowa funkcjonariusza MO z dnia 2 września 1968 roku, stanowiąca kartę 1 akt śledztwa. Po-
krzywdzona oświadczyła, iż zgwałcił ją wspomniany Eryk R., znany również świadkowi Z., zamieszkałemu w X. Przesłuchany tego 
samego dnia, wskazany przez pokrzywdzoną świadek, w zupełności potwierdził jej relację, co do osoby sprawcy czynu. 
     Przypadek  Eryka  R.  stanowi  zatem  niepodważalny  argument,  że  liczba  sprawców  przestępstw  wskazanych  przez  składającego 
zameldowanie  o  zaistniałym  zdarzeniu,  jest  faktycznie  większa  od  statystycznie  wykazanych.  Jeśliby  nawet  anonsowany  incydent 
należał - jak można sądzić - do sporadycznych lub wyjątkowych, w niczym nie uszczupla to wartości przedstawionego stwierdzenia.