background image

Andrzej Chmielecki

ONTOLOGICZNY I EPISTEMOLOGICZNY STATUS SUBIEKTYWNYCH PRZEŻYĆ

Przeżycia jako emergentne zjawiska towarzyszące procesom mentalnym

 

Twierdzę,  że  subiektywne  przeżycia  -  potocznie  rozumiane    jakości  fenomenalne  takie  jak 

doznawane  barwy,  zapachy,  dźwięki,    radość,  smutek,  przyjemność  -  ani  nie  są  związane  z  istotą 
stanów psychicznych, ani też nie stanowią ich natury, resp. czynników realizacji.  To nie przeżycia są 
na przykład  korelowane, porównywane, kojarzone, transmitowane itd, lecz informacje i zbudowane z 
nich reprezentacje. Jeśli nie zmienia się sama informacja sensoryczna zbierana z receptorów, przeżycia 
również pozostają zasadniczo  niezmienione, podczas gdy w tym samym czasie wewnątrzsystemowe 
reprezentacje sensoryczne znajdują się  w ciągłym ruchu, docierają do różnych struktur układu sterującego: 
z informacją kinestetyczną korelowane są w zwojach podstawy, z tła zostają wyabstrahowywane w 
korze skroniowej, oceniane popędowo przez ciało migdałowate, kojarzone z innymi informacjami i 
zapamiętywane    przy  udziale    hipokampa,  itd. To  jest  właściwa  psychika  in  actu,  przeżycia  zaś  to 
zaledwie  jej blady odblask.  Opis działania psychiki w kategoriach przeżyć byłby opisem pozoru, a nie 
istoty rzeczy

1

.

 

Niemniej, przeżycia są czymś określonym i w właściwy dla siebie - irrealny - sposób  istnieją, 

niezależnie od przekonań na ich temat. A ponieważ ich istnienie nie zależy od postawy i przekonań 
podmiotu, są wręcz czymś obiektywnie istniejącym. Krótko mówiąc, przeżycia tworzą dziedzinę bytową  
pewnego rodzaju. Są autentyczną emergencją, jedną z niewielu wartą tego miana. Wiele tak zwanych  
emergencji  okazuje  się  jedynie  nową  organizacją  już  istniejących  elementów,  mają  one  więc  swoje 
tworzywo i antecedensy w czymś już istniejącym, dają się opisać i zrozumieć jako relacje pomiędzy 
bardziej „swoiskimi” elementami.  I choć nie można ich przewidzieć z góry, to dają się przynajmniej 
wyjaśnić post factum. Nie da się tego powiedzieć o przeżyciach. To właśnie ta ich właściwość, brana 
za wyróżnik czy wręcz naturę psychiczności, rzutuje na traktowanie bytu psychicznego jako czegoś 
zasadniczo obcego strukturom materialnym. 

*

 

Fakt, iż przeżycia  towarzyszą zdarzeniom psychicznym i duchowym, że są z nimi skorelowane,  

można próbować interpretować dwojako: bądź w kategoriach związku przyczynowo-skutkowego, bądź 
w kategoriach zjawiska (sposobu przejawiania się). Ponieważ przy tym mogą istnieć procesy mentalne 
w nieobecności przeżyć ale nie odwrotnie, mogłoby jedynie być bądź tak, że przeżycie jest skutkiem 
tego co mentalne, bądź zjawiskiem tego co mentalne, nie zaś odwrotnie. 
 

Pierwszą możliwość musimy z góry wykluczyć, gdyż wszelkiego typu struktury informacyjne - 

a więc w szczególności reprezentacje, znaczenia i sensy -  składające się na to co psychiczne i duchowe,  
są tworami irrealnymi, nie mogą więc działać. Pozostaje tedy do rozważenia możliwość druga - przeżycia 
jako zjawisko,  sposób przejawiania się  stanów i procesów umysłowych. 
 

Z reguły przez zjawisko rozumie się coś co się przejawia (prezentuje) jakiemuś podmiotowi, 

co  więc  ujęte  jest  w  kategoriach  specyficznych  dla  gatunku  do  którego  on  należy.  Jest  to  zjawisko 
w  sensie  subiektywnym,  epistemicznym. Ale  kategoria  zjawiska  ma  też  sens  obiektywny,  ontyczny 
-  jest  to  zjawisko  czegoś    rozważane  w  abstrakcji  od  tego,  że  może  być  ono  także  dane  jakiemuś 
podmiotowi. Ontycznie „zjawisko” może  oznaczać bądź faktyczne zrealizowanie się (egzemplifikację, 

background image

konkretyzację) jakiegoś związku istotowego (na przykład spadanie jabłka z jabłoni jako przejaw prawa 
powszechnego  ciążenia),  bądź  zaistnienie    pewnych  skutków  ubocznych  realizacji  takiego  związku 
istotowego (na przykład wychylenie igły magnetycznej  jako przejaw pola magnetycznego powstającego 
przy przepływie prądu przez przewodnik). Zjawiskiem w pierwszym sensie ontycznym jest na przykład 
burza jako ciąg wyładowań elektrycznych w atmosferze,  powstających gdy różnica potencjału pomiędzy 
zjonizowanymi chmurami przekracza pewną wielkość krytyczną, wskutek czego powietrze przestaje 
być izolatorem i następuje przepływ ładunku elektrycznego („piorun”). Natomiast grzmot i błyskawica 
(tj. odpowiednie fizyczne zjawiska optyczne i akustyczne) są  zjawiskami w drugim z wyróżnionych 
sensów ontycznych (czynnikami towarzyszącymi) nagłego wyładowania elektrycznego w atmosferze. 
Zjawiska te mają miejsce  niezależnie od tego czy obserwuje je jakiś podmiot posiadający  wzrok i 
słuch. I w tym sensie fizyka doświadczalna bada konkretne jednostkowe zjawiska, podczas gdy fizyka 
teoretyczna stara się uchwycić ogólne prawa czy związki istotowe.
 

  Otóż  według  mnie  przeżycia  są  zjawiskiem  w  sensie  ontycznym  -  tj.  ubocznym  skutkiem,   

czynnikiem  towarzyszącym  -  powstającym  w  pewnych  warunkach  jako  efekt  działania  czynników 
realizacji tego  co  mentalne,  tj.  jako  efekt  uboczny  energetycznego  zasilania  mózgowia  przez  układ 
siatkowaty pnia mózgu (stan przytomności) i  procesów kodowania informacji, które mają charakter 
realny,  mogą  więc  wywoływać  zmiany.  Czy  jednak  w  ten  sposób  nie  powracamy  do  odrzuconej 
wcześniej  idei związku przyczynowo-skutkowego? I tak, i nie. Tak, gdyż  wywoływanie  skutków 
ubocznych jest oddziaływaniem typu przyczynowego. Nie, gdyż nie twierdzę bynajmniej, że skutki te 
wywołuje to co mentalne jako takie.
  Przeżycia jako epifenomeny

 

W powyższych rozważaniach starałem się wyeksplikować tezę, iż przeżycia są jedynie zjawiskiem 

tego co mentalne. Tezę tę chciałbym teraz jeszcze bardziej wzmocnić. Twierdzę mianowicie, że przeżycia 
są  epi
fenomenem,  czyli  takim  czynnikiem  towarzyszącym,  który  ze  swej  strony  pozbawiony  jest   
mocy sprawczej, który więc w szczególności nie może wywierać żadnego wpływu na to, czego jest 
przejawem, czyli na stany i procesy psychiczne. W stosunku do właściwych zdarzeń psychicznych i 
duchowych przeżycia są tym, czym obraz na ekranie telewizora jest w stosunku do sygnału odbieranego  
z anteny przez magnetowid - telewizor można wyłączyć, a taśma wideokasety w dalszym ciągu będzie 
rejestrować obraz zakodowany w sygnale antenowym. Przeżycia są niczym marionetki w teatrze lalek 
-  wydaje  się  nam,  że  to  one  grają  swoje  role,  mimo  że  wszystkie  ich  „zachowania”  są  animowane 
przez niewidocznych aktorów. Słowem, przeżycia mają charakter irrealny - są jedynie skutkami, nie 
mogą natomiast być przyczyną niczego. A skoro tak, to zarówno anima jak i duch  funkcjonowałyby 
praktycznie tak samo, gdyby wymiaru przeżywania w ogóle nie było. Słowem, bylibyśmy czymś w 
rodzaju  zombie. Trudno  to  sobie  wyobrazić,  a  jeszcze  trudniej  zaakceptować,  gdyż  pogląd  taki  nie 
dość że zdaje się zrównywać człowieka z bezdusznymi automatami, to jeszcze  przeczy czemuś co 
traktujemy jako oczywiste i niepodważalne. Czyż bowiem nie jest tak, że duchowa aktywność człowieka 
przynajmniej po części zależy od jego świadomości? Czy, po wtóre, nie jest oczywiste, że tym co sobie 
uświadamiamy są właśnie przeżycia? A skoro tak, to aktywność ta musi po części przynajmniej zależeć 
od przeżyć - od doznawanych jakości zmysłowych, stanów uczuciowych, odczuwanych potrzeb... Ergo, 
przeżycia nie mogą być epifenomenami. 
 

Cóż,  logika  uczy,  że  wniosek  jest  tylko  tyle  wart,  ile  warte  są  przesłanki.  Ja  zaś  właśnie 

kwestionuję  jedną  z  wyżej  wymienionych. W  poniższych  rozważaniach  będę  mianowicie  próbował 

background image

wesprzeć  wspomnianą  już  ontologiczną  tezę,  iż    przeżycia    mają  status  nie  pociągającego  żadnych 
następstw  epifenomenu,  epistemologiczną  tezą,  iż    przeżycia    w  ogóle  nie  są  we  własnej  postaci 
dostępne  podmiotowi, tj. nie mogą być przezeń uświadomione.   Będzie to zadanie dość karkołomne  - 
przypominające nieco usiłowanie barona Munhchausena wydostania się z topieli za pomocą ciągnięcia 
się za włosy...
 

Stanowisko swoje postaram się wstępnie uzasadnić rozważając przypadek osób, u których w 

celach terapeutycznych  dokonano komisurotomii - rozdzielenia półkul mózgowych poprzez  przecięcie 
łaczących  je  włókien  nerwowych.  Otóż  pooperacyjna  obserwacja  i  pomysłowo  zaaranżowane 
eksperymenty z pacjentami u których dokonano komisurotomii, doprowadziły do dwóch zaskakujących 
wniosków.  Po  pierwsze,  okazało  się,  że  obie  półkule  mogą  spełniać  rozmaite  funkcje  umysłowe 
niezależnie od siebie. Po drugie, okazało się też, że aktywność umysłowa urzeczywistniana przez prawą 
(niedominującą) półkulę jest przez pacjentów w ogóle nieuświadamiana

2

. Poinstruowani, wykonują oni 

na przykład nakazane czynności lewą dłonią (której ruchami steruje prawa półkula), ukrytą przed ich 
wzrokiem, ale zapytani zarazem żywo zaprzeczają jakoby lewa ręka cokolwiek robiła

3

. Ten zadziwiający 

fakt starano się wyjaśnić wskazując, że prawa półkula jest „niema” (wszyscy operowani pacjenci mieli 
obszary  językowe  zlokalizowane  w  lewej  półkuli),  więc  nie  może    werbalnie  zdać  sprawy  ze  swej 
własnej aktywności, informując o tym osoby trzecie. Ponieważ zaś lewa półkula wskutek przecięcia 
ciała modzelowatego nie otrzymuje informacji o tym, co dzieje się w prawej, również i ona nie może w 
konsekwencji nic o aktywności prawej półkuli wiedzieć ani powiedzieć. 
 

Jest to wyjaśnienie powierzchowne, nie dotykające istoty sprawy, nadto zaś niekonsekwentne. 

Po pierwsze, jeśli tym co uświadamiamy sobie byłyby przeżycia, to brak połączeń neuronalnych między 
półkulami  nie  miałby  tu    nic  do  rzeczy.  Przecież  przeżycia,  w  przeciwieństwie  do  zakodowanych 
informacji,    nie  są  przewodzone  przez  włókna  nerwowe  -  gdyby  były,  byłyby  czymś  materialno-
energetycznym, przestrzennie zlokalizowanym, a z definicji takimi nie są.  Nie widać zatem powodu, 
aby  przeżycia  towarzyszące  aktywności  prawej  półkuli  nie  mogły  być  dostępne  duchowemu  Ja. A 
ponieważ w omawianej sytuacji nie są, stąd wniosek, że to nie przeżycia sobie uświadamiamy. 
 

Być może jednak dlatego są niedostępne - powie ktoś - że w ogóle w rozważanej sytuacji z 

jakichś  nieznanych  powodów  się  nie  pojawiają.  Cóż,  gdyby  tak  było,  oznaczałoby  to  tylko,  że  dla 
biegu procesów umysłowych fakt istnienia przeżyć jest bez znaczenia - wszak  mimo ich braku prawa 
półkula spełnia funkcje umysłowe. Ergo, przeżycia są epifenomenami nie odgrywającymi żadnej roli 
w funkcjonowaniu umysłu. Liczą się tylko zakodowane neuronalnie reprezentacje i relacje pomiędzy 
nimi, które w rozważanym przypadku, wskutek przecięcia przewodzących je włókien nerwowych, nie 
są półkuli kontrlateralnej dostępne. 
 

Analiza  rozważanego  przypadku  pozwala  na  wyciągnięcie  jeszcze  jednego  wniosku.  Kiedy 

pacjenci po komisurotomii stwierdzają, że nie mają świadomości tego, co dzieje się za sprawą prawej 
półkuli,  nie  chodzi  tylko  o  brak  odnośnych  przeżyć,  lecz  również  o  brak  zdawania  sobie  sprawy  z 
odpowiednich stanów informacyjnych. Stąd wniosek, że ta część duchowego układu sterującego, której 
anatomicznym podłożem jest prawa półkula, nie jest zdolna do zdawania sobie sprawy, że forma „Ja” 
przysługuje  tylko  aktywności  lewej  półkuli,  a  ściślej,  aktywności  duchowego  centrum  sterującego 
usytuowanego  anatomicznie  w  tej  półkuli.    W  świetle  wewnątrzsystemowego  sensu  kategorii  „Ja” 
jest to zrozumiałe. Jest to wszak synonim najwyższego - a więc dominującego - centrum sterującego, 
tymczasem prawa półkula we wszystkich badanych przypadkach była półkulą podporządkowaną.  

background image

 Transcendentny charakter przeżyć

 

 Subiektywne przeżycia nie tylko nie muszą być uświadamiane, lecz wręcz nie mogą jako takie 

stanowić bezpośrednich danych świadomości. Strumień przeżyć nie ma charakteru fenomenologicznego 
datum. 
  

Zdaję sobie sprawę, że wypowiadam tu herezję idącą pod prąd wszystkich prawie orientacji 

epistemologicznych. (Kartezjusz, Locke, Kant, James, Bergson,  Husserl), nie wspominając już o tzw. 
zdrowym  rozsądku.  Zważmy  jednak  co  następuje.  Zgodnie  z  poglądami  wymienionych  myślicieli   
jakości  psychiczne  („qualia”)  winny  być  bytami  nieprzestrzennymi,  a  więc  czymś  co  nie  daje  się 
przestrzennie zlokalizować. Tymczasem barwy sytuujemy przecież na widzianych przedmiotach, ból 
odczuwamy na przykład  w nodze, głód w żołądku, dźwięki dochodzą do nas z pewnego kieunku i 
pewnej odległości, itp. Świadczy  to, że dla podmiotu świadomości jakości psychiczne nie występują 
jako subiektywne przeżycia, lecz jako własności świata przedmiotowego

4

. I dopiero krytyczny namysł 

-  a  zatem  refleksja  typu  epistemologicznego,  a  nie  bezpośrednia  świadomość  -  prowadzi,  wbrew 
narzucającej się spontanicznie oczywistości, do wniosku,  że tym co bezpośrednio dane nie mogą być 
same rzeczy i ich własności, lecz „idee”, jakości psychiczne.
 

Tę zdobycz krytycznej myśli tracimy jednak  utożsamiając jakości psychiczne z subiektywnymi 

przeżyciami.
 

W potocznym pojmowaniu epistemologicznego statusu subiektywnych przeżyć i przypisywanych 

im  charakterystyk zawarte są pewne mistyfikacje i złudzenia, niesłychanie trudne do uchwycenia i 
nazwania, gdyż i w samym tym nazywaniu wciąż padamy ofiarą tejże mistyfikacji. Wbrew temu co się 
potocznie na ten temat myśli, charakterystyki takie odnoszą się nie do przeżyć, lecz do czegoś czego 
przeżycia są co najwyżej izomorficznym odpowiednikiem

5

.  

 

Izomorfizm  to  w  języku  matematyki  odwzorowanie  (przekształcenie,  przyporządkowanie) 

wzajemnie jednoznaczne. Istnieje ono na przykład pomiędzy zbiorem wszystkich liczb rzeczywistych 
i wszystkich punktów prostej na której ustalono pewien punkt będący odpowiednikiem liczby zero - 
każdej liczbie odpowiada wówczas jeden punkt na prostej i odwrotnie. Istotną własnością izomorfizmu 
jest to, że choć w ogólnym przypadku natura obu wchodzących w grę zbiorów obiektów może być różna 
(tak jest właśnie w naszym przykładzie - liczby są wszak  innymi obiektami niż punkty geometryczne), 
to relacje istniejące pomiędzy elementami jednego zbioru mają swe odpowiedniki w drugim zbiorze i 
odwrotnie. W języku matematyki fakt ten wysławia się mówiąc, że izomorfizm jest przekształceniem 
zachowującym relacje. Nie chodzi o to, że relacje w obu zbiorach są takie same -  ze zmianą natury 
obiektów  najczęściej  zmieniają  się  również  łączące  je  relacje  -  lecz,  że  każdej  relacji  pomiędzy 
dowolnymi dwoma elementami jednego zbioru odpowiada relacja pomiędzy obrazami tych elementów. 
Relacji „bycia większym od”, występującej pomiędzy jakimiś dwoma liczbami, odpowiada na przykład 
relacja  „bycia  położonym    na  prawo  od”  zachodząca  pomiędzy  obrazami  tych  liczb  na  prostej.  W   
matematyce wszystkie twierdzenia prawdziwe w jakiejś dziedzinie mają swe prawdziwe odpowiedniki 
w odniesieniu do dziedzin z nią izomorficznych, to jest takich, że pomiędzy ich elementami istnieje 
wzajemnie  jednoznaczne  przyporządkowanie.  Dziedziny  takie  są  więc  z  matematycznego  punktu 
widzenia, abstrahującego od natury elementów, równoważne, choć oczywiście nie są równoznaczne. 
 

Otóż coś podobnego zachodzi według mnie w odniesieniu do rzekomych charakterystyk przeżyć. 

Relacji bycia tym co dane podmiotowi duchowemu, który jest bytem funkcjonującym w abstrakcyjnej 
przestrzeni stanów informacyjnych, odpowiada mianowicie relacja pomiędzy ich obrazami w dziedzinie 

background image

subiektywnych przeżyć - fenomenalnemu obrazowi aktywności Ja odpowiada fenomenalny obraz tego 
co temu Ja dane. Aktywny jest oczywiście sam podmiot duchowy, a nie jego fenomenalny obraz, który 
jest  bytem  irrealnym,  swego  rodzaju  „cieniem”  duchowego  Ja.  Rzecz  w  tym  jednak,  że  to  właśnie 
owo  fenomenalne,  przeżyciowe  Ja  jest  wyraźne  (na  tym  właśnie  polegają  subiektywne  przeżycia). 
Dlatego też wydaje nam się (vide Hume), że jako istoty czujące jesteśmy zespołem przeżyć i niczym 
więcej. Oznacza to, że za „świadome Ja” podstawiamy „świadomość Ja”. Tymczasem  duchowe Ja 
ma - epistemologicznie - charakter transcendentalny, nie może więc być tym co dane, stanowić treści 
świadomości. Podmiot świadomości jest równie nieuchwytny dla świadomości, jak oko dla widzenia. 
Podmiot  świadomości  jest  tym,  kto  sobie  zdaje  sprawę  z  czegoś,  nie  jest  on  identyczny  z  treścią 
świadomości. 
 

Kiedy zatem w dziedzinie tego co uświadomione wydaje nam się (sądzimy, jesteśmy przekonani), 

że mówimy o przeżyciach  - na przykład kiedy sądzimy, że tym co bezpośrednio dane są te przeżycia - to 
w istocie mówimy o czymś przeżyciom równoważnym, z czym przeżycia są co najwyżej izomorficzne, 
ale nie tożsame. Nasze sądy o przeżyciach nie mogą być więc rozumiane literalnie, są one  prawdziwe 
co najwyżej z dokładnością  do jakiegoś  morfizmu.
 

Rozpatrzmy dla ilustracji tej tezy przypadek dźwięków powstających przy uderzeniu klawiszy 

fortepianu. Wszystkie cechy poszczególnych dźwięków takie jak wysokość tonu, głośność czy  barwa, 
są  odpowiednikiem  pewnych  fizycznych  charakterystyk  -  częstotliwości  podstawowych  i  wyższych 
składowych  harmonicznych  (alikwot),  amplitud,  faz  -    fal  akustycznych  wywołanych  uderzeniem 
odpowiednich  klawiszy.    Innymi  słowy,  przy  założeniu,  że  mamy  dobry  słuch,  informacja  (układ 
zarejestrowanych  różnic)  zawarta  w  odpowiednim  doznaniu  słuchowym  jest  taka  sama,  jak  układ 
różnic zawarty w docierającej do ucha, wypadkowej fali akustycznej - odpowiednie kolekcje różnic 
są izomorficzne.  Można w związku z tym stwierdzić, że kiedy mówimy, iż jakiś dźwięk  jest soczysty
delikatny,  wibrujący, itp, to  z dokładnością do izomorfizmu odnosi się to do  odpowiednich fizycznych 
charakterystyk fali akustycznej. 
 

Aby powstały wrażenia słuchowe fala akustyczna musi być wcześniej przekształcona na pewne 

procesy fizjologiczne w korze słuchowej mózgu, w której powstaje neuronalna reprezentacja tej fali. 
Skoro  zatem  zachodzi  izomorfizm  pomiędzy  własnościami  jakości  słuchowych  i  własnościami  fali 
akustycznej, musi on tym bardziej zachodzić również pomiędzy  jakościami słuchowymi i reprezentacją 
korową  fali  akustycznej.  Kiedy  zatem  mówimy  o  własnościach  doznań  słuchowych,  tym  samym 
z  dokładnością  do  izomorfizmu  mówimy  też  o  własnościach  pewnych  reprezentacji  psychicznych 
powstających w mózgu. Ponieważ zaś izomorfizm jest odwzorowaniem wzajemnie jednoznacznym, 
przeto teza powyższa obowiązuje też w drugą stronę.
 

Pomimo  tych  izomorfizmów  wydaje  nam  się,  że  nie  sposób  pomylić  ze  sobą  odpowiednich 

klas własności. Tymczasem właśnie nie jest jasne, czy używane przez nas charakterystyki odnoszą się 
do  jakości psychicznych, czy do czegoś przedmiotowego. Jako zieloną bądź lśniącą określamy wszak 
pewną powierzchnię, a nie swe subiektywne doznania - barwne bądź lśniące mogą być rzeczy, a nie 
przeżycia. Z drugiej strony jednak wiemy też, że realna powierzchnia nie może mieć barwy, że barwa 
jedynie odpowiada jakimś charakterystykom fizykalnym tej powierzchni.
 

Z podobnym systematycznym  przemieszczeniem mamy do czynienia w potocznym  pojmowaniu  

takich wyrażeń jak  doznanie bólu czy uczucie zmęczenia, kiedy nie mamy już żadnych wątpliwości, 
że  chodzi  o  nasze  stany  wewnętrzne.  Wydaje  nam  się,  że  tym  co  one  oznaczają  są    subiektywne 
przeżycia. Ale przecież wrażenie bólu czy zmęczenia - podobnie jak wrażenia wizualne i dźwiękowe 

background image

- też powstają w wyniku pobudzenia pewnych receptorów.  Skoro zatem jesteśmy skłonni uznać, że 
mówiąc  np.  o  dudnieniu    nie  mówimy  o  subiektywnym  przeżyciu,  lecz  charakteryzujemy  rodzaju 
dźwięku wydobywającego się z kolumny głośnikowej, winniśmy również uznać, że mówiąc o bólu 
czy zmęczeniu nie mówimy o swych odczuciach, lecz o stanach swego organizmu. Nie są to jednak 
stany  fizyczne  -  fizykalny  charakter  ma  na  przykład  powstawanie  kwasu  mlekowego  w  mięśniach, 
co odczuwamy jako zmęczenie, ale nie neuronalna reprezentacja tego zakwaszenia, będąca zbiorem 
irrealnych informacji.   
 

Jak widać kwestia semantyki predykatów dotyczących jakości psychicznych jest sprawą wielce 

niejednoznaczną. Możemy je zidentyfikować jedynie z dokładnością do pewnego morfizmu. Praktycznie 
nie ma to większego znaczenia, gdyż pomiędzy wchodzącymi w grę dziedzinami istnieje odpowiedniość, 
dzięki której zróżnicowaniu (układowi różnic) jednej odpowiada analogiczne zróżnicowanie drugiej. 
Z  punktu  widzenia  ontologii  jednak  jest  to  różnica  zasadnicza,  gdyż  są  to  dziedziny  o  odmiennej 
naturze.
 

Mógłby ktoś powiedzieć, że niejednoznaczność polega tu na czym innym - tym co bezpośrednio 

dane  podmiotowi  są  przeżycia,  natomiast  one,  jako  reprezentacje  czegoś,  wymagają  interpretacji 
przedmiotowej,  w  czym  możemy  się  mylić.  Niejasność  dotyczyłaby  więc  wyłącznie  pojmowania 
przedmiotu  reprezentacji  (jej  desygnatu  jako  pewnego  znaku),  a  nie  tego,  co  znaczą  terminy  takie 
jak „doznanie zieleni” czy „odczuwanie bólu”. Zgoda, mistyfikacja pojawia się również na poziomie 
przedmiotowej interpretacji tego co dane; ale nie tylko, dotyczy ona także pojmowania tego co w istocie 
jest dane podmiotowi (czym jest to co dane), oraz tego komu jest dane (czym jest sam podmiot). Siebie 
jako działający podmiot również bowiem pojmujemy jedynie z dokładnością do pewnego morfizmu. 
 

Sądzę, że źródłem tej dezinterpretacji jest żywiołowo zajmowana przez nas w życiu codziennym 

postawa naiwnego realizmu, utożsamiającego zjawiska z obiektywną rzeczywistością. W  potocznym 
pojmowaniu rzeczywistości zewnętrznej to, co jest de facto sposobem przejawiania się rzeczy pewnemu 
podmiotowi, zostaje uznane za własności samej tej rzeczy - śnieg jest biały, trawa zielona, słońce jasne, 
cukier słodki, itp.  Postawa ta  ma z kolei, jak sądzę,  swe źródło w tym, że  duża część aktywności animy i 
centrum  duchowego pozostaje nieuświadomiona, a nieuświadamianą aktywność własną traktujemy jako 
brak aktywności W szczególności, w swej bezpośredniej świadomości nie jesteśmy w stanie stwierdzić 
żadnego wewnątrzsystemowego kreowania barwy i rzutowania jej na świat zewnętrzny.  . Dlatego też 
wydaje się nam, że świat jest taki jakim go postrzegamy - przecież żeby zobaczyć, że trawa jest zielona, 
nie  czynimy  nic  więcej  niż  skierowanie  na  nią  wzroku,  nieprawdaż?  Pod  naciskiem  argumentacji 
realizmu krytycznego wycofujemy się z tej mylnej postawy,  ale połowicznie i niekonsekwentnie, to 
jest  nie  przezwyciężając  bynajmniej  zasadniczej  tezy  realizmu  naiwnego  w  całym  jej  zasięgu,  lecz 
zastępując jedną jego  formę drugą -  realizmem naiwnym w odniesieniu do rzeczywistości wewnętrznej. 
Identyfikujemy  mianowicie  to,  co  nam  dostępne  w  introspekcji  („spostrzeżeniu  wewnętrznym”)  z 
subiektywnymi przeżyciami.  Godzimy się uznać, że barwy są jakościami psychicznymi bezwiednie 
rzutowanymi na rzeczy, a nie własnościami samych rzeczy, bólem jednak wciąż nazywamy fenomenalne 
odczuwanie pewnego rodzaju, a nie (na przykład) neuronalną reprezentację dysfunkcjonalnego stanu 
organizmu  związanego  z  ponadprogowym  pobudzeniem  receptorów  nocyceptywnych,  których 
zadaniem jest sygnalizowanie obecności procesów zagrażających zdrowiu lub życiu

6

. Tymczasem obie 

postawy oparte są na tej samej fałszywej podstawie, bazują na tej samej, narzucającej się jako oczywista 
(dez)interpretacji biorącej za rzeczywistość coś co jest tylko jej przejawem. Ból jako stan psychiczny 
powstaje  wszak  wskutek  pobudzenia  odpowiednich  receptorów,  podobnie  jak  to  ma  miejsce  przy 

background image

widzeniu czy słyszeniu. Zatem podobnie jak np. zieleń przypisywana liściom jest  jedynie sposobem 
przejawiania się czegoś innego (neuronalnej reprezentacji powierzchni liści uzyskanej za pośrednictwem 
odbitego  od  nich  światła),    tak  i  uczucie  bólu    jest  jedynie  przejawem  czego  innego,  mianowicie 
neuronalnej reprezentacji pewnych dysfunkcjonalnych stanów organizmu - w przeciwnym razie trudno 
byłoby zrozumieć, dlaczego dla zwalczenia bólu oddziaływuje się farmakologicznie na układ nerwowy. 
W konsekwencji, uświadomienie sobie bólu to nie uświadomienie sobie subiektywnego przeżycia bólu, 
lecz tego, czego to przeżycie jest przejawem, mianowicie pewnego stanu informacyjnego.  

*

 

Skoro przeżycia jako takie nie mogą być tym co duchowemu Ja dane, to powstają natychmiast 

dwa pytania. Po pierwsze,  co jest mu w istocie dane, czego izomorficznym odpowiednikiem są przeżycia, 
do czego odnoszą się odpowiednie predykaty? I po drugie: jak to duchowe Ja może wytworzyć sobie 
jakiekolwiek przekonania na temat przeżyć? 
 

Ponieważ przeżycia (wrażenia barw, dźwięków, zapachów, uczucia bólu, głodu, przyjemności, 

etc) są kolekcjami jakości, zatem aby wspomniany wcześniej izomorfizm był zachowany, działającemu 
centrum duchowemu  muszą być dane jakieś odpowiedniki jakości.  Tym co mu dane są stany pamięci 
operacyjnej. Ślad pamięciowy może co najwyżej zawierać taką samą informację co jego oryginał, nie 
spełnia  natomiast  jego  funkcji  -  wspomnienie  bólu  nie  jest  wszak  bólem,  a  przywołanie  z  pamięci 
uprzednio widzianego obiektu nie jest widzeniem. Dlatego też to, co dostępne centrum duchowemu, to 
nie stany psyche we własnej postaci (tj. reprezentacje psychiczne wraz z właściwą im funkcją systemową, 
np. rolą kauzalną), lecz jedynie abstrakcyjna, wyrwana ze swojego kontekstu funkcjonalnego informacja 
o nich, mianowicie wtórna informacja jakościowa

7

. Duchowe Ja niczego nie doznaje, zostaje jedynie 

poinformowane o tym,  co doznaje anima. 

*

 

Postacią pod jaką dla  rzeczywistego - to jest działającego, a nie fenomenalnego - Ja istnieje 

(przejawia mu się) byt psychiczny, nie jest więc ani oryginalna reprezentacja psychiczna z poziomu 
animalnego,  ani  przeżycie  towarzyszące  tej  reprezentacji,    lecz  informacja  jakościowa  zawarta  w 
śladach  pamięciowych  dostępnych  centrum  duchowemu  (na  przykład  informacja  pojawiająca  się 
kiedy  przypominamy sobie przed chwilą doznany zapach czy ból). Wszystkie rzekome charakterystyki 
przeżyć psychicznych  odnoszą się de facto  do kolekcji informacji jakościowych dostępnych centrum 
duchowemu.  Rzekome  związki  pomiędzy  poszczególnymi  przeżyciami  odzwierciedlają  jedynie 
powiązania mające miejsce na poziomie umysłowym - ponieważ zarówno wyrazowej aktywności Ja, 
jak i dostępnym mu reprezentacjom odpowiadają epifenomenalne przeżycia, powstaje złudzenie, że 
przeżyciowo określonemu podmiotowi  dane są inne przeżycia. Duchowemu Ja nie mogą być dane ani 
stany fizjologiczne, ani przeżycia, lecz jedynie inne stany należące do tego samego co i on porządku. 
Przedmiotem swego myślenia może ono natomiast uczynić zdarzenia z dowolnego porządku  (oraz, 
oczywiście, spoza tych porządków, bo nie wyczerpują one wszak dziedziny tego co rzeczywiste, ani 
tym bardziej tego co możliwe).  Dotyczy to w szczególności przeżyć. Kiedy w trybie teoretycznego 
myślenia przeżycia zostaną już pośrednio nazwane, mogą stać się dla myślącego podmiotu przedmiotem 
rozważań i sądów jak każdy inny możliwy przedmiot myśli (np. liczby, flogiston, Absolut, itp). Choć 
zatem  wydają  nam  się  one  rzeczami  najlepiej  znanymi  pod  Słońcem  -  fenomenami,  jest  to  swego 
rozdaju mistyfikacja, mogą być one bowiem jedynie noumenami.  Przeżycia psychiczne mogą tedy co 
najwyżej być przedmiotem czynnie poznającej myśli, a nie przedmiotem doświadczenia, tj. pasywnej, 
rejestrującej jedynie świadomości. Chcąc uchwycić przeżycia wprost znajdowalibyśmy się w sytuacji 

background image

psa goniącego w kółko swój własny ogon. Jest to równie niemożliwe, jak zobaczenie własnych pleców 
- możemy je zobaczyć tylko w lustrze, tyle że wówczas tym co dane nie są plecy, lecz ich obraz, coś z 
nimi jedynie izomorficznego

8

 

„To nie jest fajka”, chciałoby się powiedzieć za Rene Magrittem, który tak właśnie podpisał 

obraz  fajki    wrysowany  w  inny  obraz,    przedstawiający  niby-rzeczywistą  fajkę;  de  facto  obie  były 
jedynie obrazami. Inny z malarzy celujących w wizualizacji podobnych paradoksów, M.C. Escher, jest 
autorem litografii zatytułowanej Drawing hands, na której widnieją dwie realistycznie oddane dłonie, z 
których każda rysuje drugą, przy czym każda  po części wykracza poza ramy obrazu, co sugeruje, że to 
ona właśnie jest tą dłonią rzeczywistą, a nie rysowaną, podczas gdy faktyczny autor tych rysowanych czy 
rzekomo-rysujących dłoni w ogóle nie znajduje się na obrazie, lecz pozostaje niewidoczny

9

. Podobnie 

jest z przeżyciami, one też są tylko obrazem, którego autor pozostaje niewidoczny. Wydaje nam się, że 
my - istoty świadome - doświadczamy swych przeżyć psychicznych, podczas gdy zarówno rzeczywiste, 
podmiotowe Ja, jak i przeżycia są względem treści świadomości zewnętrzne, pierwsze transcendentalne 
względem nich, drugie  - transcendentne.

*

 

Skoro przeżycia są unikalnym zjawiskiem towarzyszącym ubocznemu skutkowi fizjologicznej 

realizacji procesów informacyjnych  przez pewne ośrodki mózgu, nie odgrywając jako takie  żadnej roli 
w zasadach funkcjonowaniu ani umysłu, ani mózgu, to wszelkie „przeżyciowe” wykładnie procesów 
mentalnych - na przykład kartezjanizm i fenomenologia - są mistyfikacją,  „świadomością fałszywą”. 
Moje  własne  ujęcie  można  określić  jako  fenomenologię  a  rebours:  jeśli  chcemy  zrozumieć  zasady 
funkcjonowania umysłu (w tym umysłu świadomego), to miast redukować wszystko do subiektywnych   
przeżyć, same te przeżycia musimy wziąć w nawias. 

Nie oznacza to bynajmniej ustępstwa na rzecz behawioryzmu. Behawioryzm  pomija cały porządek 

determinacji tego co umysłowe, redukując rzeczywistość mentalną do jej fizjologicznych fundamentów 
bytowych i zewnętrznych uwarunkowań. Dla behawiorysty anima i duch to tylko czarna skrzynka o 
nieistotnym wnętrzu, a rzecz cała sprowadza się do korelacji stanów na wejściu i na wyjściu. Trudno 
w  ogóle  behawioryzm    jako  ogólną  teo
rię  psychologiczną  traktować  poważnie,  gdyż    będąc  teorią 
właśnie,  obala  on sam siebie - teoria jest wszak pewnym uargumentowanym dyskursem, zakładającym 
rozumienie, które jest czymś toto coelo różnym od kauzalnych   reakcji na bodźce.
 

Z drugiej strony, stanowisko moje traktujące przeżycia jako zjawisko unikalne, przeciwstawia 

się  stanowisku  funkcjonalistów,  którzy  twierdzą,  iż  przeżycia  powstałyby  w  dowolnym  układzie 
funkcjonalnie równoważnym mózgowi, to jest wykazującym takie same kompetencje behawioralne jak  
istota posiadająca mózg

10

. Przeżycia nie są własnością systemową, tj. taką którą posiada każdy układ o 

odpowiedniej strukturze i funkcjach. Związane są one właśnie z tym, co według funkcjonalistów jest 
bez znaczenia, mianowicie z czynnikami realizacji procesów umysłowych.

 *

Jak  wskazywałem  wcześniej,  rzekome  przekonania  na  temat  przeżyć  dotyczą  w  istocie  nie 

samych przeżyć, lecz czegoś z nimi co najwyżej izomorficznego. Słowem, przekonania te są, kiedy 
traktować  je  literalnie,    fałszywe.  Przekonanie  fałszywe  jest  jednak  tak  samo  stanem  umysłu,  jak 
przekonanie prawdziwe. W konsekwencji, choć jako epifenomeny przeżycia  nie odgrywają jako takie  
i bezpośrednio żadnej roli w funkcjonowaniu umysłu, to odgrywają one pewną rolę w funkcjonowaniu 
osoby.  Osoba  funkcjonuje  bowiem  na  podstawie  swych  przekonań,  w  szczególności  na  podstawie 
dokonywanych przez się interpretacji tego co dane.  Jeśli zatem  stany psychiczne czy duchowe zostaną 

background image

przez kogoś zinterpretowane  jako przeżycia, wówczas  wchodzą one w grę niejako per procura, pod 
postacią myśli o nich

11

.  Dla istot duchowych przeżycia istnieją więc w tym sensie, że swoje stany 

psychiczne i duchowe myślowo (pojęciowo) interpretujemy sobie w kategoriach  przeżyć. Dlatego też, 
mimo  iż  są  one  jedynie  czymś  towarzyszącym  zjawiskom    psychicznym  i  duchowym,    mogą  mieć 
pośredni wpływ na przebieg tych  procesów myślowych, których są przedmiotem

12

(Endnotes)

1

Na  poziomie  refleksji  teoretycznej  utrzymywanie  się  poglądu  traktującego  subiektywne  przeżycia 

jako właściwe stany psychiczne umożliwione jest przez brak sensownej i przekonującej alternatywy 

teoretycznej.  Alternatywy  takiej  nie  stanowi  bowiem  fizykalizm,  traktujący  stany  psychiczne  jako 

fizyczne stany mózgu (na przykład jako pewne rozkłady pobudzeń określonej populacji neuronów). 

Przy takiej alternatywie nietrudno w istocie o wniosek, że treść przeżycia (na przykład spostrzeżenie 

czerwonego  jabłka  na  stole)  jest  bardziej  „podobna”  do  odpowiedniego  fragmentu  obiektywnej 

rzeczywistości - bardziej do niej „przystaje” - niż jakikolwiek stan mózgu.  

2

”Doniosłym  odkryciem  poczynionym  podczas  badania  pacjentów  po  komisurotomii  był  fakt  wyłączności  dominującej 

półkuli posiadania świadomych przeżyć. Przedoperacyjne poczucie jedności i tożsamości osobowej tych pacjentów zostaje 

zachowane, ale za cenę nieświadomości wszystkich zdarzeń zachodzących w podporządkowanej, prawej półkuli”  - J. Eccles, 

w: K.Popper, J. Eccles, The Self and Its Brain, Springer International 1977, s.311.

3

Na przykład po wyświetleniu nazwy jakiegoś obiektu w tej połowie pola widzenia, z której informacje docierają wyłącznie 

do prawej półkuli, pacjent taki wybierał następnie nieomylnie lewą ręką  właściwy obiekt kierując się zmysłem dotyku, ale 

zapytany co robiła jego lewa ręka stwierdzał, że nic.

4

W znanej mi literaturze przedmiotu jedynie Zenon Pylyshyn stawia sprawę w podobny sposób, choć ściśle rzecz biorąc nie 

mówi on o świadomości lecz o introspekcji, i nie o subiektywnych przeżyciach, lecz o tym co psychiczne, resp. mentalne: 

„Poważnie  oszukujemy  samych  siebie,  myśląc,  że  introspekcja  daje  nam  wgląd  w  procesy  psychiczne  lub  właściwości 

reprezentacji mentalnych. To, do czego mamy dostęp, to treść naszych stanów mentalnych, czyli o czym są nasze stany. 

Introspekcja może nam powiedzieć, że myślimy o stołach, krzesłach, pokojach pełnych ludzi, o żaglówkach i nagrodach 

Nobla. Nic z tego nie jest samo w sobie stanem mentalnym... Błędem jest mówić o tych treściach, że są one dosłownie w 

umyśle lub w głowie, ponieważ są tam tylko ich reprezentacje... Problem polega więc na tym, że nasze stany mentalne są o 

rzeczach, a my mamy dostęp tylko do treści naszych stanów mentalnych” (Z. Pylyshyn, „Cóż takiego jest w umyśle”, w: Z. 

Chlewiński (red), Modele umysłu, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 1999, s. 76-77.

5

 

5

 Pojecie odwzorowania izomorficznego jest bardzo silne; istnieja tez odwzorowania slabsze, takie jak homomorfizm, 

monomorfizm, epimorfizm, endomorfizm, itp.  Jesli przez morfizm rozumiec dowolna relacje odwzorowania zachowujaca jakies 

relacje, mozna powiedziec, ze izomorfizm jest najsilniejsza postacia morfizmu. Stad zwrot “co najwyzej”.

6

Zwierzę  z  całkowicie  usuniętymi  półkulami  mózgowymi  reaguje  adekwatnie  na  bodźce  nocyceptywne,  oraz  wyraża 

behawioralnie strach i wściekłość (Eccles, op. cit., s. 440). Podobnie, dziecko urodzone bez półkul mózgowych mlaska, 

kiedy zwilżać mu język wacikiem nasyconym cukrem, a gdy wacik ma smak gorzki - natychmiast wypluwa go (Ditfurth).  

A przecież w takich warunkach o istnieniu przeżyć nie ma mowy.

7

Na  poziomie  stanów  dostępnych  centrum  duchowemu  informacja  jakościowa  stanowi    wtórną  jakość  psychiczną,  w 

odróżnieniu od jakości pierwotnych, z których zbudowane są źródłowe reprezentacje psychiczne.

8

Niekiedy filmowcy stosują następującą sztuczkę. Widzimy oto na przykład na ekranie zwróconego do 

nas twarzą aktora,  zawiązującego sobie krawat. Po czym w następnym ujęciu kamera cofa się do tyłu 

ujawniając, że w rzeczywistości aktor stoi do nas tyłem,  zawiązując sobie krawat przed lustrem. Innymi 

słowy, to co widzieliśmy poprzednio było jedynie lustrzanym odbiciem rzeczywistości. Otóż traktowanie 

przeżyć jako właściwej aktywności psychicznej  to iluzja analogiczna do traktowania odbicia w lustrze 

jako realnie rozgrywającej się na planie filmowym akcji. Tyle, że my nie możemy zmienić położenia  

„kamery” względem nas samych, bo jest nią nasze własne Ja. Możemy jednak to zrozumieć.

9

Nota bene, świadomie dwuznaczny jest również sam tytuł tego dzieła, który może znaczyć zarówno Rysujące ręce, jak i 

Rysując ręce.

10

David Chalmers na przykład pisze: „Będę argumentował na rzecz zasady organizacyjnej inwariantności, według której jeśli 

jakiś układ posiada subiektywne przeżycia, to każdy inny układ mający tę samą organizację funkcjonalną będzie posiadał 

jakościowo identyczne przeżycia. Zgodnie z tą zasadą świadomość (przez którą Autor rozumie tu właśnie subiektywne 

przeżycia - A.Ch.) jest własnością niezmienniczą we wszystkich układach funkcjonalnie izomorficznych. Czy organizacja 

takiego układu jest realizowana za pomocą krzemowych chipów, czy populacji Chińczyków, czy puszek po piwie i piłeczek 

pingpongowych,  jest  bez  znaczenia”  (D.  Chalmers,  The  Conscious  Mind.  In  Search  of  a  Fundamental  Theory,  Oxford 

University Press, 1996, s.248-249.

background image

11

Podobnie jest z każdym przedmiotem przekonania. Życie pozagrobowe może na przykład w rzeczywistości nie istnieć, a 

mimo to odgrywa - pod postacią odpowiedniej idei -  istotną rolę w życiu osób w nie wierzących.

12

W takim właśnie charakterze - to jest jako  przedmiot myśli, a  nie bezpośrednich danych  świadomości - przeżycia są 

omawiane w tym tekście.