background image

PSYCHOLOGICZNE UWARUNKOWANIA 

CZYNNOŚCIOWYCH ZABURZEŃ KOBIECYCH*

 

W  ciągu  ostatnich  trzydziestu  czy  czterdziestu  lat  na  łamach  piśmiennictwa  ginekologicznego 

toczyła  się  żywa  dyskusja  na  temat  psychologicznych  uwarunkowań  zaburzeń  kobiecych.  Zakres 
wypowiadanych  opinii  jest  bardzo  szeroki.  Z  jednej  strony,  istnieje  tendencja  do  przypisywania  tym 
czynnikom  marginalnego  znaczenia  -  podkreśla  się  na  przykład,  że  oczywiście  czynniki  emocjonalne 
istnieją, ale uważa się je za pochodną uwarunkowań fizycznych: organicznych, hormonalnych i innych. Z 
drugiej  strony,  widać  tendencję  do  przypisywania  czynnikom  psychologicznym  bardzo  dużego  wpływu. 
Zwolennicy  tego  stanowiska  skłonni  są  nie  tylko  doszukiwać  się  tutaj  zasadniczego  źródła  mniej  lub 
bardziej  ewidentnych  zaburzeń  czynnościowych,  takich  jak  ciąża  urojona,  pochwica,  oziębłość, 
zaburzenia miesiączkowania, wymioty niepowściągliwe itd., lecz utrzymują, że podłoże psychiczne mają 
również schorzenia i zaburzenia na ogół o to nie posądzane, takie jak poród przedwczesny lub opóźniony, 
pewne formy zapalenia macicy, bezpłodność i niektóre formy upławów.   

 

 

 

  

Fakt,  że  zmiany  fizyczne  mogą  być  wywoływane  przez  bodźce  psychiczne,  nie  jest  już 

kwestionowany od czasu, gdy eksperymenty Pawłowa dostarczyły na to empirycznych dowodów. Wiemy, 
ż

e poprzez stymulowanie apetytu można wpłynąć na wydzielanie soków żołądkowych, że rytm bicia serca 

oraz  perystaltyka  jelit  mogą  ulec  przyśpieszeniu  pod  wpływem  strachu,  że  pewne  zmiany  naczyniowo-
ruchowe,  jak  na  przykład  rumienienie  się,  mogą  stanowić  objaw  reakcji  wstydu.  Wiemy  również  dość 
dokładnie,  jakimi  drogami  bodźce  te  przesyłane  są  z  ośrodkowego  układu  nerwowego  do  narządów 
obwodowych.   

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

  

Przejście  od  tych  dość  prostych  powiązań  do  kwestii,  czy  bolesne  miesiączkowanie  może  być 

powodowane  przez  konstrukty  psychiczne,  wydaje  się  przeskokiem  dość  gwałtownym.  Sądzę  jednak,  że 
zasadnicza różnica dotyczy tutaj nie samego procesu, ale podejścia metodologicznego. Można tak ustawić 
sytuację  eksperymentalną,  aby  stymulować  apetyt  danej  osoby  i  jednocześnie  móc  mierzyć  wydzielanie 
soków  żołądkowych.  Można  dokonywać  dokładnych  pomiarów  zmian  w  wydzielaniu,  które  następują, 
gdy wywoła się u danej osoby jakiś rodzaj reakcji lękowej, nie sposób jednak zaaranżować takiej sytuacji 
eksperymentalnej,  w  której  wywołałoby  się  bolesne  miesiączkowanie.  Procesy  emocjonalne  stanowiące 
podłoże  bolesnego  miesiączkowania  są  stanowczo  zbyt  skomplikowane,  aby  można  było  wywołać  je  w 
sytuacji eksperymentalnej; ale nawet gdyby można było podczas eksperymentu stworzyć dla danej osoby 
pewne  bardzo  skomplikowane  okoliczności  natury  emocjonalnej,  to  i  tak  trudno  byłoby  spodziewać  się 
jakichś konkretnych rezultatów, bowiem bolesne miesiączkowanie nie stanowi nigdy efektu jednego tylko 
konfliktu psychicznego, lecz zawsze implikuje cały szereg wstępnych uwarunkowań natury emocjonalnej, 
których podstawy kształtowały się w różnych okresach. 

 

 

 

 

 

 

  

Z tych właśnie powodów niemożliwe jest zbadanie tych problemów na drodze eksperymentalnej. 

Najwyraźniej  jedyną  metodą,  która  może  wyjawić  nam  powiązanie  pomiędzy  pewnymi  siłami  natury 
emocjonalnej  a  danym  symptomem,  takim  jak  na  przykład  bolesne  miesiączkowanie,  jest  metoda 
historyczna.  Musi  nam  ona  umożliwić,  poprzez  bardzo  szczegółowe  prześledzenie  historii  życia  danej 
osoby,  zrozumienie  jej  konkretnej  emocjonalnej  struktury  oraz  współzależności  pomiędzy  emocjami  i 
symptomem. 

*  Odczytane  18  listopada  l932  roku  na  spotkaniu  Chicagowskiego  Stowarzyszenia  Ginekologicznego.  Przedrukowane  z  czasopisma  „American 

Journal of Obstetrics and Gynecology" 25:694 (1933), wydawanego przez C. V. Mosby Company, St. Louis, Missouri.

 

background image

O  ile  wiem,  jest  tylko  jedna  szkoła  psychologii,  która  oferuje  tego  typu  zrozumienie,  a  mianowicie 

psychoanaliza. W psychoanalizie uzyskujemy obraz istoty, treści i dynamiki czynników psychicznych, tak 
jak funkcjonują one w rzeczywistym życiu - wiedzę, która jest niezbędna, jeśli chcemy w sposób naukowy 
omawiać kwestię możliwości wywoływania zaburzeń czynnościowych przez czynniki emocjonalne. 

Nie  będę  tutaj  zagłębiać  się  w  szczegóły  tej  metody,  przedstawię  tylko  w  bardzo  zwięzłej  formie 

niektóre  emocjonalne  czynniki,  których  znajomość  uważam  na  podstawie  swojej  pracy  analitycznej  za 
niezbędną do zrozumienia kobiecych zaburzeń czynnościowych. 

Zacznę  od  faktu,  który  przykuł  moją  uwagę  ze  względu  na  swoją  powszechność.  Moje  pacjentki 

przychodzą  na  analizę  z  najróżniejszych  powodów  natury  psychologicznej:  różnych  rodzajów  stanów 
lękowych,  nerwic  natręctw,  depresji,  zahamowań  związanych  z  pracą  i  kontaktami  z  ludźmi,  trudności 
charakterologicznych.  W  każdej  z  nerwic  zaburzone  było  ich  życie  psychoseksualne.  Ich  relacje  z 
mężczyznami albo z dziećmi, albo i z tymi, i z tymi, były w jakiś sposób poważnie zaburzone. Uderzyła 
mnie  rzecz  następująca:  pośród  tych  bardzo  różnych  typów  nerwic  nie  było  nawet  jednego  przypadku, 
który  nie  wiązałby  się  z  jakimś  czynnościowym  zaburzeniem  układu  płciowego  -  oziębłością  o  różnym 
stopniu nasilenia, pochwicą, wszelkiego rodzaju zaburzeniami miesiączkowania, świądem, bólami i upła-
wami nie mającymi żadnego podłoża organicznego i znikającymi po ujawnieniu pewnych nieświadomych 
konfliktów, różnymi lękami na tle hipochondrycznym, takimi jak obawa przed rakiem lub przed chorobą 
psychiczną,  oraz  niektórymi  nieprawidłowościami  w  przebiegu  ciąży  i  porodu,  które  zdawały  się  mieć 
podłoże psychiczne. 

Nasuwają się tutaj trzy pytania: 
(1) 

Ta  zbieżność  pomiędzy  zakłóceniami  w  życiu  psychoseksualnym  a  kobiecymi  zaburzeniami 
czynnościowymi zdaje się być bardzo uderzająca, ale czy ma ona charakter prawidłowości? 

Analityk ma tę przewagę, że dysponuje bardzo dogłębną znajomością pewnej liczby przypadków, lecz 
mimo  wszystko,  nawet  jeśli  ma  dużo  pracy,  spotyka  stosunkowo  niewielu  pacjentów.  Dlatego  nawet 
jeśli  okaże  się,  że  nasze  wyniki  znajdują  potwierdzenie  w  innych  obserwacjach,  jak  również  faktach 
etnologicznych,  ta  kwestia  dotycząca  powszechności  i  słuszności  naszych  spostrzeżeń  powinna  zostać 
kiedyś  w  przyszłości  rozstrzygnięta  przez  ginekologów*.  I  oczywiście,  aby  mogli  oni  prowadzić takie 
badania,  musieliby  dysponować  czasem  oraz  przejść  przeszkolenie  psychologiczne;  ale  gdyby 
przynajmniej  część  energii  wkładaną  w  pracę  laboratoryjną  wykorzystano  do  odbycia  przeszkolenia 
psychologicznego, z pewnością pomogłoby to w rozwiązaniu tego problemu. 
(2) 

Jeśli przyjmiemy, że ta zbieżność ma charakter prawidłowości, czy nie może być tak, że zarówno 
zaburzenia  psychoseksualne,  jak  i  czynnościowe  mają  wspólne  podłoże  o

 

charakterze 

organicznym lub hormonalnym? 

Nie  chcę  obecnie  szczegółowo  omawiać  tych  bardzo  skomplikowanych  problemów,  a  jedynie 
zaznaczyć,  że  według  moich  obserwacji  współwystępowanie  tych  czynników  funkcjonalnych  i 
zaburzeń  emocjonalnych  nie  jest  powszechną  regułą.  Są  na  przykład  oziębłe  kobiety  o  wyraźnej 
postawie  męskiej  i  silnie  zaznaczonej  niechęci  wobec  roli  kobiecej.  U  niektórych  kobiet  tego  typu 
drugorzędne cechy płciowe - głos, owłosienie, układ kostny — są zbliżone do męskich, ale większość z 
nich  charakteryzuje  się  całkowicie  kobiecą  budową  ciała.  W  obu  grupach  kobiet  —  tych  o  męskim 
wyglądzie i tych ewidentnie kobiecych - można dojść do tego, jakie konflikty stały się przyczyną zmian 
emocjonalnych; jednak tylko w pierwszej grupie konflikty te mogły miał podłoże organiczne. 

* Dr Horney sugeruje, że ginekolodzy byliby w stanie z większą precyzją ocenić wartość wyników swoich badań oraz uzyskać znaczące dane statystyczne 

ze względu na to, że mają kontakt ze znacznie większą liczbą pacjentów niż psychoanalitycy (przyp. wydawcy ang.).

 

background image

Mam wrażenie, że dopóki nie poszerzymy swojej wiedzy na temat czynników ustrojowych i ich 

konkretnego wpływu na późniejsze postawy, zakładanie zbyt ścisłego związku byłoby tutaj przejawem 
pseudonaukowej  ścisłości.  Co  więcej,  założenie  takie  może  prowadzić  do  bardzo  niebezpiecznych 
konsekwencji  terapeutycznych,  jeśli  zaniedba  się  czynniki  psychiczne.  Na  przykład  w  najnowszym 
niemieckim  podręczniku  ginekologii  pod  redakcją  Halbana  i  Seitza  jeden  z  autorów,  Matthes,  opisuje 
przypadek  dziewczyny  chcącej  wyleczyć  utrzymujące  się  od  półtora  roku  bolesne  miesiączkowanie. 
Powiedziała  mu,  że  przeziębiła  się  na  tańcach. Później dowiedział się, że rozpoczęła wówczas pożycie 
seksualne  z  mężczyzną.  Powiedziała  Matthesowi,  że  mężczyzna  ten  silnie  podniecał  ją  seksualnie,  ale 
jednocześnie  doprowadzał  do  wściekłości.  Ponieważ  reprezentowała  ona,  jak  określa  to  Matthes,  „typ 
interseksualny",  poradził  jej,  aby  rzuciła  tego  mężczyznę,  zgodnie  z  teorią,  że  stanowi  ona  typ  osoby, 
która nigdy nie będzie szczęśliwa w związku seksualnym. Próbowała zastosować się do jego rad i miała 
dwie  miesiączki  pozbawione  bólów.  Następnie  kontynuowała  swój  romans  i  bóle  pojawiły  się 
ponownie. 

Wydaje się to dość radykalnym wnioskiem terapeutycznym, wyciągniętym na podstawie bardzo 

nikłej wiedzy, i przypomina mi powiedzenie z Biblii: „A jeśli cię oko twoje gorszy, wyłup je". 

Z terapeutycznego punktu widzenia lepsze wydaje się szukanie w sferze psychicznej konfliktów, 

których  przyczyną  może  być  jakiś  czynnik  ustrojowy,  szczególnie  że  często  dostrzegamy  te  same 
konflikty bez obecności takiego czynnika. 

(3)  Chciałabym  teraz  omówić  trzecie  pytanie.  Precyzyjnie  sformułowane  brzmiałoby  ono 

następująco:  „Czy  istnieje  jakaś  konkretna  współzależność  pomiędzy  pewnymi  postawami 
psychicznymi  w  życiu  psychoseksualnym  a  pewnymi  czynnościowymi  zaburzeniami  genitalnymi?" 
Niestety,  natura  ludzka  nie  jest  prosta  i  wiedza,  którą  dysponujemy,  nie  jest  jeszcze  na  tyle  duża, 
abyśmy  mogli  formułować  bardzo  jasne  i  kategoryczne  tezy.  W  rzeczywistości  odnajdziemy  pewne 
podstawowe konflikty psychoseksualne u wszystkich tych pacjentek. Obecność tych konfliktów wynika 
z  faktu,  że  pewna  doza  oziębłości  występuje  u  każdej  z  pacjentek  —  przynajmniej  oziębłości  o 
charakterze  przejściowym;  niemniej  jeśli  chodzi  o  trwałe  powiązanie  z  pewnymi  symptomami 
czynnościowymi, niektóre konkretne emocje i czynniki odgrywają dominującą rolę. 

Gdy  główne  zaburzenie  stanowi  oziębłość,  nieodmiennie  odnajdujemy  następujące 

charakterystyczne postawy psychiczne: 

Po  pierwsze,  oziębłe  kobiety  mają  bardzo  ambiwalentny  stosunek  do  mężczyzn,  który  zawsze 

zawiera elementy podejrzliwości, wrogości i strachu. Elementy te bardzo rzadko są zupełnie jawne. Na 
przykład  jedna  z  pacjentek  żywiła  świadome  przekonanie,  że  wszyscy  mężczyźni  to  kryminaliści  i 
powinni  zostać  zabici.  To  przekonanie  stanowiło  naturalną  konsekwencję  jej  wyobrażenia  o  akcie 
płciowym  jako  o  czymś  krwawym  i  bolesnym.  Każdą  kobietę,  która  wyszła  za  mąż,  uważała  za 
bohaterkę. Na ogół antagonizm ten spotyka się w formie zamaskowanej i wgląd w prawdziwy stosunek 
pacjentki  do  mężczyzn  można  uzyskać  nie  z  jej  wypowiedzi,  lecz  z  zachowania.  Dziewczęta  mogą 
otwarcie  opowiadać  o  tym,  jak  zależy  im  na  mężczyznach,  jak  skłonne  są  ich  idealizować,  ale 
jednocześnie można zaobserwować, jak bardzo brutalnie i bez żadnego widocznego powodu zrywają ze 
swoimi  „chłopakami".  Podajmy  typowy  przykład.  Miałam  pacjentkę  X,  która  utrzymywała  dość 
przyjazne związki seksualne z mężczyznami. Nigdy nie trwały one dłużej niż rok. Za każdym razem po 
krótkim  okresie  mężczyzna  zaczynał  ją  coraz  bardziej  irytować,  aż  w  końcu  nie  mogła  go  już  znieść. 
Wtedy  znajdywała  jakiś  pretekst,  aby  z  nim  zerwać.  Jej  wrogie  odruchy  wobec  mężczyzn  stawały  się 
nawet tak silne, że obawiała się, iż mogłaby wyrządzić im krzywdę, i unikała ich. 

Czasami  pacjentki  będą  opowiadać,  jak  oddane  są  swoim  mężom,  ale  wnikliwsze  badanie 

wykazuje  obecność  wszystkich  tych  drobnych,  ale  bardzo  niepokojących  oznak  wrogości,  które 
wychodzą  na  jaw  w  codziennym  życiu,  takich  jak  zasadniczo  lekceważący  stosunek  wobec  męża, 
pomniejszanie  jego  zalet,  negatywny  stosunek  do  jego  zainteresowań  lub  przyjaciół,  zbyt  duże 
roszczenia finansowe albo cicha, lecz wytrwała walka o władzę. 

W  powyższych  przypadkach  można  nie  tylko  odnieść  mniej  lub  bardziej  wyraźne  wrażenie,  że 

oziębłość  stanowi  bezpośredni  przejaw  ukrytych  wrogich  impulsów,  ale  na  pewnych  zaawansowanych 
etapach  analizy  można  też  bardzo  dokładnie  prześledzić,  jak  ta  oziębłość  została  zainicjowana,  gdy 
ujawnione zostanie nowe wewnętrzne źródło niechęci wobec mężczyzny, i zauważyć, jak zanika, gdy te 
konflikty zostaną przezwyciężone. 

background image

Widać  tutaj  wyraźną  różnicę  pomiędzy  psychologią  kobiet  a  psychologią  mężczyzn.  Ogólnie 

rzecz  biorąc,  seksualność  u  kobiet  jest  znacznie  bardziej  niż  u  mężczyzn  powiązana  z  czułością,  z 
uczuciami, z miłością. Przeciętny mężczyzna nie będzie cierpiał na niemoc płciową nawet wtedy, gdy 
nie żywi wobec kobiety jakichś szczególnie ciepłych uczuć. Przeciwnie, bardzo często istnieje u niego 
rozdarcie  pomiędzy  sferą  seksualną  a  sferą  miłości,  tak  że  w  skrajnie  patologicznych  przypadkach 
mężczyzna  taki  jest  w  stanie  utrzymywać  kontakty  seksualne  tylko  z  kobietą,  której  nie  kocha, 
natomiast  nie  czuje  pociągu  płciowego,  a  nawet  cierpi  na  niemoc  płciową  wobec  kobiety,  na  której 
naprawdę mu zależy. 

U  większości  kobiet  widać  ściślejszy  związek  pomiędzy  uczuciami  seksualnymi  a  całym  ich 

ż

yciem  emocjonalnym,  prawdopodobnie  z  oczywistych  przyczyn  biologicznych.  Dlatego  skrycie 

wroga  postawa  będzie  bardzo  łatwo  znajdowała  wyraz  w  niemożności  dawania  i  brania  w  sferze 
seksualnej.  Ta  defensywna  postawa  wobec  mężczyzn  nie  musi  być  zakorzeniona  bardzo  głęboko.  W 
niektórych przypadkach mężczyźni, którzy potrafią obudzić w tych kobietach uczucia czułości, mogą 
z powodzeniem przezwyciężyć ich oziębłość; jednak w innej kategorii przypadków ta obronna i wroga 
postawa tkwi bardzo głęboko i jeśli kobieta ma się jej pozbyć, trzeba najpierw ujawnić jej źródła. 

W  tej  drugiej  kategorii  przypadków  przekonamy  się,  że  uczucia  wrogości  wobec  mężczyzn 

mają  swój  początek  we  wczesnym  dzieciństwie.  Aby  zrozumieć  dalekosiężne  konsekwencje 
wczesnych  doświadczeń  życiowych,  nie  trzeba  mieć  obszernej  znajomości  teorii  psychoanalitycznej, 
trzeba natomiast mieć jasność co do dwóch kwestii: że dzieci rodzą się z uczuciami seksualnymi i że 
są  zdolne  do  prawdziwych  namiętności,  prawdopodobnie  znacznie  bardziej  niż  my,  dorośli,  ze 
wszystkimi naszymi zahamowaniami. 

Badając historię życia tych kobiet, przypuszczalnie przekonamy się, że w ich wczesnym życiu 

miłosnym  zostawiły  swe  piętno  silne  rozczarowania:  ojciec  lub  brat,  którego  darzyły  uczuciem, 
sprawił im zawód albo brat był faworyzowany przez rodziców. Mogło też dojść do całkiem innej sy-
tuacji, jak w następującym przypadku: W wieku jedenastu lat pacjentka uwiodła młodszego brata. Parę 
lat  później  brat  zmarł  na  grypę,  co  wywołało  u  pacjentki  ogromne  poczucie  winy.  Nawet  po 
trzydziestu  latach,  gdy  przyszła  na  analizę,  była  przekonana,  że  to  ona  spowodowała  śmierć  brata. 
Uważała,  że  w  wyniku  uwiedzenia  brat  zaczął  się  masturbować  i  jego  śmierć  nastąpiła  z  powodu 
masturbacji.  To  poczucie  winy  sprawiało,  że  znienawidziła  ona  swoją  kobiecą  rolę.  Chciała  być 
mężczyzną,  dość  demonstracyjnie  zazdrościła  mężczyznom,  kiedy  tylko  mogła,  sprawiała  im  zawód, 
miała silne sny i fantazje o treści kastracyjnej i była całkowicie oziębła. 

Przypadek  ten,  nawiasem  mówiąc,  rzuca  nieco  światła  na  psychogenezę  pochwicy.  Pacjentka 

ta utraciła dziewictwo dopiero cztery tygodnie po ślubie, a defloracja została dokonana przez chirurga, 
mimo iż jej błona dziewicza była najzupełniej normalna, a jej mąż nie cierpiał na impotencje. Skurcz 
stanowił  po  części  wyraz  jej  silnej  niechęci  do  roli  kobiecej,  a  po  części  mechanizm  obronny 
przeciwko jej impulsom kastracyjnym wobec mężczyzny, któremu za zazdrościła. 

Ta awersja wobec roli kobiecej często wywiera duży wpływ, bez względu na to, jak powstała. 

W jednym z przypadków młodszy brat był faworyzowany przez rodziców. Zawiść, jaką żywiła wobec 
niego  pacjentka,  zatruła  całe  jej  życie,  a  szczególnie  jej  związki  z  mężczyznami.  Sama  chciała  być 
mężczyzną  i  odgrywała  tę  rolę  w  fantazjach  i  snach.  Podczas  stosunku  czasem  całkiem  świadomie 
pragnęła zamienić się z mężczyzną rolami płciowymi. 

U  tych  oziębłych  kobiet  spotkamy  się  z  jeszcze  jedną  sytuacją  konfliktową,  która  pod 

względem  dynamicznym  jest  jeszcze  ważniejsza  —  konflikt  z  matką  lub  ze  starszą  siostrą.  Na 
poziomie świadomym uczucia wobec matki mogą być inne. Czasami pacjentki te na początku leczenia 
przyznają się — nawet przed sobą - tylko do pozytywnych stron swojej relacji z matką. Możliwe, że 
już  uderzyło  je  spostrzeżenie,  iż  pomimo  wielkiego  pragnienia  zdobycia  miłości  matki,  w 
rzeczywistości  zawsze  robiły  dokładnie  coś  przeciwnego  do  tego,  czego  ona  od  nich  oczekiwała.  W 
innych przypadkach widoczna jest jawna nienawiść. Ale nawet jeśli zdają sobie one sprawę z istnienia 
jakiegoś  konfliktu  nie  znają  ani  jego  zasadniczego  źródła,  ani  wpływu,  ja  wywiera  on  na  ich  życie 
psychoseksualne.  Jedną  z  istotnych  cech  takiego  konfliktu  może  być  na  przykład  to,  że  matka  nadal 
reprezentuje  dla  tych  kobiet  instancję,  która  zakazuje  angażowania  się  w  życie  seksualne  i  czerpania 
zeń przyjemności. Pewien etnolog opisał ostatnio prymitywny obyczaj plemienny, który rzuca światło 
na  wszechobecność  tych  konfliktów.  Kiedy  umiera  ojciec,  córki  pozostają  w  domu  zmarłego,  ale 

background image

synowie  opuszczają  go,  obawiają  się  bowiem,  że  duch  zmarłego  ojca  mógłby  być  im  nieprzyjazny  i 
wyrządzić  im  jakąś  krzywdę.  Kiedy  umiera  matka,  synowie  pozostają  w  domu,  natomiast  córki 
opuszczają  go  w  obawie,  że  duch  matki  mógłby  je  zabić.  Ten  obyczaj  stanowi  przejaw  tego  samego 
antagonizmu i lęku przed zemstą, które spotyka się w analizie oziębłych kobiet. 

W  tym  miejscu  ktoś  nie  obeznany  z  procesem  analizy  mógłby  zapytać:  Jeśli  pacjentki  nie 

uświadamiają sobie tych konfliktów, to jak można być tak pewnym, że one rzeczywiście istnieją i że 
grają taką właśnie rolę? Istnieje odpowiedź na to pytanie, może ona być jednak trudna do zrozumienia 
dla kogoś nie posiadającego doświadczenia analitycznego. U pacjentki odżywają dawne, irracjonalne 
postawy,  które  zajmuje  ona  teraz  wobec  analityczki.  Na  przykład  pacjentka  X  na  poziomie 
ś

wiadomym  darzyła  mnie  uczuciem  przywiązania,  choć  zawsze  towarzyszyła  mu  pewna  doza  lęku. 

Jednak  w  okresie,  gdy  jej  dawna,  dziecięca  nienawiść  do  matki  zbliżyła  się  bardziej  do  progu 
ś

wiadomości,  kobieta  ta,  siedząc  w  poczekalni,  drżała  ze  strachu,  a  na  poziomie  emocjonalnym 

widziała we mnie coś w rodzaju bezlitosnego złego ducha. Stało się oczywiste, że w sytuacjach tych 
przenosiła  na  mnie  swój  dawny  lęk  przed  matką.  Jedno  konkretne  wydarzenie  pozwoliło  nam  do 
pewnego  stopnia  zrozumieć,  jak  ważną  rolę  odgrywała  w  jej  oziębłości  ta  obawa  przed  stawiającą 
zakazy matką. Na tym etapie analizy, kiedy jej zahamowania seksualne już osłabły, musiałam na dwa 
tygodnie  gdzieś  wyjechać.  Później  opowiedziała  mi,  że  pewnego  wieczoru  podczas  spotkania  z 
paroma  przyjaciółmi  wypiła  trochę  alkoholu  —  ale  nie  więcej,  niż  zwykle  potrafiła  wypić  -  i  nie 
pamięta, co działo się dalej. Jej partner powiedział jej jednak, że była wówczas bardzo podniecona, że 
chciała  odbyć  stosunek  i  miała  pełny  orgazm  (do  tamtej  chwili  była  całkiem  oziębła)  oraz  że 
wykrzyknęła parę razy z nutą triumfu w głosie: „Mam wakacje od Horney" (I have Horney holidays*). 
Ja, która występowałam w jej fantazji jako stawiająca zakazy matka, byłam nieobecna, i dlatego mogła 
ona bez żadnych obaw być kochającą kobietą. 

Inna  pacjentka,  cierpiąca  na  pochwicę,  a  później  również  na  oziębłość,  przeniosła  na  mnie 

dawny  lęk,  który  czuła  wobec  matki,  a  szczególnie  wobec  swojej  starszej  o  osiem  lat  siostry. 
Pacjentka  ta  kilkakrotnie  próbowała  związać  się  z  mężczyzną,  ale  jej  kompleksy  zawsze  jej  to 
uniemożliwiały.  W  takich  sytuacjach  zawsze  była  na  mnie  wściekła,  a  czasami  nawet  wypowiadała 
dość  paranoiczne  uwagi,  że  to  ja  nie  dopuszczałam  do  niej  mężczyzny.  Choć  na  poziomie 
intelektualnym zdawała sobie sprawę, że staram się jej pomóc, dawny lęk przed siostrą brał wówczas 
górę.  A  wkrótce  po  tym,  jak  miała  pierwsze  seksualne  doświadczenie  z  mężczyzną,  przyśnił  jej  się 
lękowy sen, w którym, goniła ją jej siostra. 

W  każdym  przypadku  oziębłości  działają  również  innej  czynniki  psychiczne,  z  których  kilka 

teraz  wymienię.  Nie  będę  jednak  omawiać  powiązań,  jakie  mają  one  z  oziębłością,  a  zwrócę  tylko 
uwagę na znaczenie, jakie może mieć ich wpływ na pewne inne zaburzenia czynnościowe. 

Przede wszystkim chodzi o wpływ, jaki mogą mieć lęki związane z masturbacją na nastawienie 

psychiczne,  jak  również  na  procesy  fizjologiczne.  Powszechnie  wiadomo,  że  biorąc  pod  uwagę  tego 
rodzaju lęki dotyczące masturbacji, prawie każde schorzenie można by uznać za ich rezultat. U kobiet 
często  lęki  te  przyjmują  konkretną  postać  obawy  o  to,  że  narządy  płciowe  ulegną  w  wyniku 
masturbacji  fizycznemu  uszkodzeniu.  Ta  obawa  jest  często  połączona  z  bardzo  fantastycznym 
wyobrażeniem,  że  kiedyś  wyglądały  jak  chłopiec  i  zostały  wykastrowane.  Taki  lęk  może  przejawiać 
się w różnych formach: 

1.  Jako niejasna, lecz głęboka obawa, że nie jest się „normalną". 
2.  Jako  hipochondryczne  lęki  i  symptomy,  takie  jak  bóle  i  upławy  nie  mające  podłoża 

organicznego,  skłaniające  kobiety  do  zasięgnięcia  porady  ginekologa.  Zostaną  one  wówczas 
poddane leczeniu poprzez sugestię albo zostaną pocieszone i uspokojone i poczują się lepiej, lecz 
naturalnie  lęk  pojawia  się  znowu  i  wracają  z  tymi  samymi  dolegliwościami.  Czasami  ten  lęk 
sprawia,  że  nalegają  na  przeprowadzenie  operacji.  Mają  poczucie,  że  ich  dolegliwości  mają 
charakter fizyczny i tylko stosując tak radykalny środek jak operacja, można położyć im kres. 

 
 

* Nieprzetłumaczalna gra słów: angielskie słowo „horny", wymawiane tak samo jak „Horney", oznacza „lubieżny, zmysłowy, pożądliwy", zatem 
powyższe zdanie można też rozumieć jako „Mam zmysłowe wakacje" przyp. tłum. pol.)

background image

 Obawy te mogą przybrać także następującą postać: „Ponieważ sama się uszkodziłam, nigdy nie 

będę  mogła  mieć  dziecka".  U  bardzo  małych  dziewczynek  tego  rodzaju  obawa  może  czasem  być 
przeżywana  bardzo  świadomie.  Ale  nawet  te  młode  pacjentki  zazwyczaj  najpierw  powiedzą,  że 
uważają posiadanie dzieci za coś obrzydliwego i że nie chcą nigdy ich mieć. Dopiero znacznie później 
dowiadujemy  się,  że  to  uczucie  obrzydzenia  stanowi  dla  nich  pewnego  rodzaju  racjonalizację  (nie 
warto  mieć  tego,  czego  mieć  nie  można),  będącą  reakcją  na  bardzo  silne  wcześniejsze  pragnienie 
posiadania wielu dzieci, i że wyżej wspomniany lęk sprawił, iż wyparły się swojego pragnienia. 

Może  istnieć  wiele  wzajemnie  sprzecznych  nieświadomych  tendencji  związanych  z 

pragnieniem,  aby  mieć  dziecko.  Naturalny  instynkt  macierzyński  może  być  neutralizowany  przez 
pewne nieświadome motywy. Nie mogę teraz zagłębiać się w szczegóły, więc wspomnę tylko o jednej 
możliwości:  dla  tych  kobiet,  u  których  w  jakiejś  części  ich  psychiki  tkwi  silne  pragnienie,  aby  być 
mężczyzną,  ciąża  i  macierzyństwo,  które  stanowią  kobiecy  odpowiednik  sukcesu,  mają  szczególnie 
duże znaczenie. 

Niestety  nigdy  nie  zetknęłam  się  z  przypadkiem  ciąży  urojonej,  ale  prawdopodobnie  ona 

również  wynika  z  nieświadomego  wzmocnienia  pragnienia  posiadania  dziecka.  Z  pewnością 
przejściowy brak miesiączki świadczyć będzie o pragnieniu posiadania dziecka za wszelką cenę. Każdy 
ginekolog  zna  kobiety,  które  są  niezwykle  nerwowe  i  przygnębione,  natomiast  są  najzupełniej 
szczęśliwe  i  zrównoważone,  jeśli  są  w  ciąży.  Dla  nich  również  ciąża  stanowi  szczególną  formę 
satysfakcji. 

W  przypadkach,  o  których  myślę,  wzmocnieniu  ulega  nie  tyle  pragnienie,  aby  mieć  dziecko, 

aby je karmić i pieścić, ile samo wyobrażenie o ciąży, o noszeniu dziecka we własnym ciele. Stan ciąży 
ma dla takich kobiet wysoką wartość narcystyczną. W dwóch tego rodzaju przypadkach nastąpił poród 
opóźniony.  Jest  jeszcze  za  wcześnie  na  to,  aby  wyciągać  jakieś  wnioski,  ale  zachowując  krytycyzm  i 
rozwagę,  można  przynajmniej  sformułować  hipotezę,  iż  świadome  pragnienie,  aby  trzymać  w  sobie 
dziecko,  może  stanowić  wyjaśnienie  niektórych  przypadków  porodu  opóźnionego,  których  nie  da  się 
wyjaśnić w żaden inny sposób. 

Inny czynnik, który czasami odgrywa pewną rolę, to silny lęk przed śmiercią podczas porodu. 

Sam  lęk  może  być  uświadomiony  lub  nie.  Natomiast  prawdziwe  źródło  tego  lęku  nigdy  nie  jest 
uświadomione.  Zgodnie  z  moimi  doi  świadczeniami  jednym  z  istotnych  elementów  tego  lęku  jest 
dawne uczucie wrogości wobec ciężarnej matki. Przychodzi mi na myśl pewna pacjentka, która bardzo 
się bała, że mogłaby umrzeć podczas porodu, i która przypomniała sobie, że jako dziecko przez wiele 
lat  z  niepokojem  obserwowała  swoją  matkę,  aby  przekonać  się,  czy  nie  jest  ona  znowu  w  ciąży.  Nie 
potrafiła przejść na ulicy obok ciężarnej kobiety, nie odczuwając impulsu, aby kopnąć ją w brzuch, co 
naturalnie prowadziło do lęku przed odwetem i poczucia, że coś równie strasznego może się przytrafić 
jej samej. 

Z  drugiej  strony,  uczuciom  macierzyńskim  mogą  przeciwstawiać  się  nieświadome  wrogie 

impulsy  skierowane  przeciw  dziecku.  Tutaj  bardzo  ciekawym  problemem  jest  możliwość 
oddziaływania  takich  impulsów  na  występowanie  wymiotów  niepowściągliwych,  porodu 
przedwczesnego i depresji poporodowej. 

Wróćmy ponownie do kwestii obaw związanych z masturbacją; wspominałam już, że mogą one 

wynikać z wyobrażenia pacjentki o tym, iż doznała ona fizycznego uszkodzenia ciała, i że lęk ten może 
prowadzić  do  pojawienia  się  objawów  hipochondrii.  Obawy  te  mogą  również  wyrażać  się  w  inny 
sposób:  w  stosunku  kobiety  do  miesiączkowania.  Wyobrażenie  o  uszkodzeniu  ciała  powoduje,  że 
kobieta  odnosi  się  z  niechęcią  do  swoich  narządów  płciowych,  traktując  je  jak  coś  w  rodzaju  rany,  a 
zatem  miesiączkowanie  stanowi  na  poziomie  emocjonalnym  potwierdzenie  słuszności  takiego 
nastawienia. Takim kobietom krwawienie miesięczne kojarzy się ściśle z raną. W związku z tym staje 
się zrozumiałe, że menstruacja nigdy nie będzie im się wydawać procesem naturalnym i będzie budzić 
w nich uczucie głębokiej odrazy. 

To  prowadzi  mnie  do  problemu  zbyt  obfitego  i  bolesnego  miesiączkowania.  Oczywiście  mowa  tu 

tylko o tych przypadkach, w których nie można doszukać się żadnej miejscowej lub innej organicznej 
przyczyny.  Podstawa  dla  zrozumienia  wszelkich  czynnościowych  zaburzeń  menstruacyjnych  jest 
następująca.  Psychicznym  odpowiednikiem  procesów  cielesnych  przebiegających  w  danym  okresie  w 
narządach  płciowych  jest  zwiększone  napięcie  libidinalne.  Kobieta,  której  rozwój  psychoseksualny 

background image

przebiega  w  sposób  zrównoważony,  poradzi  sobie  z  tym  bez  szczególnych  trudności.  Ale  jest  wiele 
kobiet, którym ledwo udaje się zachować jako taką równowagę psychiczną i dla których to zwiększone 
napięcie libidinalne stanowi przysłowiową kroplę, która dopełnia miary. 

W wyniku tego napięcia odżywają wszelkiego rodzaju dziecięce fantazje, szczególnie te mające jakiś 

związek z procesem krwawienia. Treścią tych fantazji jest, ogólnie rzecz biorąc, to, że akt płciowy jest 
okrutny,  krwawy  i  bolesny.  Przekonałam  się,  że  we  wszystkich  bez  wyjątku  przypadkach  pacjentek 
cierpiących  na  zbyt  obfite  i  bolesne  miesiączkowanie  tego  typu  fantazje  odgrywały  decydującą  rolę. 
Bolesne miesiączkowanie zazwyczaj rozpoczyna się, jeśli nie w okresie dojrzewania, to wówczas, gdy 
pacjentka zetknie się z problemami seksualnymi ludzi dorosłych. 

Spróbuję podać kilka przykładów. 

Jedna  z  moich  pacjentek,  u  której  myśli  o  stosunku  zawsze  wywoływały  obfite  krwawienie 

miesiączkowe, doświadczyła kiedyś wizji krwi. Podczas analizy odkryłyśmy, że pewne wspomnienia z 
dzieciństwa  zawierają  elementy  determinujące  pojawienie  się  tej  wizji,  która  powstała  w  pewnych 
określonych  okolicznościach.  Kobieta  ta  była  najstarsza  z  ośmiorga  rodzeństwa  i  jej  najstraszniejsze 
wspomnienia  wiązały  się  z  okresami,  kiedy  rodziły  się  kolejne  dzieci.  Słyszała,  jak  matka  krzyczy,  i 
widziała, że z jej pokoju wynoszone są miednice pełne krwi. Wczesne skojarzenia łączące poród, seks i 
krew  były  u  niej  tak  silne,  że  gdy  pewnej  nocy  jej  matka  doznała  krwotoku  z  płuc,  natychmiast 
skojarzyła  to  krwawienie  ze  stosunkami  małżeńskimi  pomiędzy  rodzicami.  Miesiączkowanie 
powodowało, że odżywały w jej pamięci te dawne dziecięce wrażenia i fantazje, iż pożycie seksualne 
jest bardzo krwawe. 

Pacjentka, o której właśnie mówiłam, cierpiała na dotkliwe bóle miesiączkowe. Sama była doskonale 

ś

wiadoma  tego,  że  jej  rzeczywiste  życie  seksualne  wiąże  się  z  najprzeróżniejszymi  fantazjami 

sadystycznymi.  Zawsze  gdy  słyszała  albo  czytała  o  jakichś  okrucieństwach,  odczuwała  pobudzenie 
seksualne.  O  swoich  bólach  miesiączkowych  mówiła,  że  czuje  się  wówczas  tak,  jakby  wyrywano  jej 
wnętrzności.  Ta  konkretna  forma  przejawiania  się  bólów  była  zdeterminowana  przez  jej  dziecięce 
fantazje.  Przypomniała  sobie,  że  jako  mała  dziewczynka  wyobrażała  sobie,  iż  podczas  stosunku 
mężczyzna wydziera coś z ciała kobiety. Bolesne miesiączkowanie stanowiło emocjonalne odtworzenie 
tych dawnych fantazji. 

Przypuszczam,  że  bardzo  wiele  z  moich  stwierdzeń  dotyczących  czynników  psychicznych  może 

brzmieć  najzupełniej  fantastycznie,  ale  może  to  wszystko  nie  jest  tak  naprawdę  fantastyczne,  a  jest 
tylko  obce  naszemu  potocznemu  medycznemu  myśleniu.  Jeśli  chcemy  uzyskać  coś  więcej  niż  tylko 
emocjonalną ocenę tych stwierdzeń, jest na to jeden właściwy z naukowego punktu widzenia sposób - 
analiza i sprawdzenie faktów. Pogląd, iż ujawnianie treści psychicznych wydobywa na światło dzienne 
ich konkretne źródła i że w trakcie tego procesu objawy znikają, nie stanowi żadnego dowodu na to, że 
właśnie  ten  proces  ujawniania  doprowadził  do  wyleczenia.  Każda  umiejętnie  podana  sugestia  może 
wywołać taki sam skutek. 

Naukowa  weryfikacja*  powinna  przebiegać  podobnie  jak  w  innych  dziedzinach  nauki:  należy 

stosować  psychoanalityczną  technikę  swobodnych  skojarzeń  i  obserwować,  czy  otrzymywane  wyniki 
są podobne. Ocena, która nie spełnia tego wymogu, nie ma wartości naukowej. 

 

• 

Inne ujęcie poglądów Horney może nieco bardziej rozjaśnić ich sens. Wymogi naukowej poprawności w tym kontekście byłyby następujące: 
znacząca liczba wyszkolonych psychoanalityków, korzystając w badaniu  szeregu pacjentek cierpiących na kobiece zaburzenia czynnościowe i 
nieprawidłowości psychoseksualne z metody wolnych skojarzeń, powinna odkryć podobne konfiguracje psychodynamiczne; w wyniku prowadzonej 
terapii psychoanalitycznej u pacjentek tych powinna nastąpić poprawa polegająca na ustępowaniu wcześniejszych objawów oraz przezwyciężaniu 
konkretnych ujawnionych konfliktów i obron; ponadto więcej analityków powinno dostarczyć, na podstawie dalszych podobnych przypadków, 
kolejnych dowodów potwierdzających te odkrycia (przyp. wydawcy ang.). 

 
 
 
 

background image

Wydaje  mi  się  jednak,  że  istnieje  jeszcze  jeden  sposób,  w  jaki  ginekolog  mógłby  przynajmniej 

częściowo  przekonać  się  o  specyficznej  współzależności  pomiędzy  pewnymi  czynnikami 
emocjonalnymi  a  pewnymi  nieprawidłowościami  czynnościowymi.  Gdyby  tylko  poświęcono 
pacjentkom trochę czasu i uwagi, przynajmniej część z nich bez żadnych trudności wyjawiłaby swoje 
wewnętrzne  konflikty.  Sądzę,  iż  taki  sposób  postępowania  może  nawet  mieć  pewną  bezpośrednią 
wartość terapeutyczną. Poprawna analiza może być wykonywana tylko przez lekarza, który przeszedł 
odpowiednie  przeszkolenie  psychoanalityczne.  Jest  to  procedura  nie  mniej  gruntowna  niż  operacja 
chirurgiczna.  Ale  oprócz  operacji  przeprowadza  się  również  drobniejsze  zabiegi  chirurgiczne. 
Psychoterapia doraźna polegałaby na zajmowaniu się stosunkowo świeżymi konfliktami oraz na ujaw-
nianiu  ich  związków  z  symptomami.  Wykonywana  już  na  tym  polu  praca  mogłaby  łatwo  zostać 
znacznie rozszerzona. 

W  związku  z  powyższym  istnieje  tylko  jedno  zastrzeżenie  i  ograniczenie,  z  którego  trzeba  sobie 

zdawać  sprawę:  musimy  dysponować  gruntowną  wiedzą  psychologiczną,  jeśli  chcemy  uniknąć 
błędów,  szczególnie  takich,  które mogłyby wzbudzić emocje, z którymi nie potrafilibyśmy sobie dać 
rady.