background image

Magazyn Sztuki: POSTmodernCYBERpunk/Donna Haraway, "Manifest Cyborga"

globalizacji obj

ęciach 

polityki

nowych 
technologiach

G

ŁÓWNA 

STRONA

ARCHIWUM 

NR 17/98: 

 

CYBERPUNK

 

 donna haraway: manifest cyborga [fragment]  

+ wstęp ewy franus 

 

 

Wstęp 

Ewa Franus

"Manifest Cyborga" Donny Haraway może się dziś wydać trywialny i 

oklepany. Co krok słychać tu echo czegoś, co już wielokrotnie obiło się 

nam o uszy, jest aż zanadto dobrze znane i za często powtarzane. Ale 

losy zjawisk są paradoksalne: echo potrafi czasem wyprzedzić wołanie. 

Przypomnijmy: tekst opublikowano po raz pierwszy w połowie lat 80., w 

czasach, gdy wiedziliśmy już dobrze, że oprócz organicznych tkanek 

składamy się z cliche, dyskursów, tekstów i obrazów, ale jeszcze nie 

bardzo świadomi byliśmy tego, jak głęboko maszyny wtargnęły nie tylko 

w nasze życie, ale i w nas samych. Postmodernizm jeszcze nie przybrał 

posthumanistycznego grymasu, a w każdym razie nie ten jego aspekt 

najbardziej wszystkich zastanawiał, jak dzieje się to dzisiaj. Nawet jeżeli 

czasem uderzała kogoś siła zacieśniającej się więzi z technologią, 

wzbudzało to tylko obojętność, choć może też niechęć, może lęk. Tekst 

Haraway należy do klasyki. Jego wartość nie polega tylko na tym, że 

uświadomił po raz kolejny w XX wieku znaczenie technologii, lecz na tym, 

że u jego schyłku jako jeden z pierwszych, wskazał na rozmiary obecności 

background image

Magazyn Sztuki: POSTmodernCYBERpunk/Donna Haraway, "Manifest Cyborga"

w naszym życiu czegoś, co wydawało się bezpiecznie spoczywać na 

kartkach science fiction. "Oryginalność Haraway tkwi w tym [...], że 

zdołała stworzyć utopię, wchodząc w sam środek dystopii....". Jej cyborg - 

optymistyczna wizja racjonalości - wyłania się z gąszcza instrumentalnego 

racjopostępu, rosnącego szaleństwa technologii. 

W czasach, gdzie wszystkie granice zdają się rozpływać, rozmazuje się 

możliwość dychotomicznych wyborów. Przed technologią nie możemy ani 

uciec, ani wpaść w bezkrytyczną euforię, raczej -jak sugeruje Haraway - z 

optymizmem, radością i kreatywnością trzeba Meduzie spojrzeć w twarz i 

wymyślić jakieś całkowicie nowe sposoby współżycia z monstrum, którym 

staliśmy się my sami. "Manifest Cyborga -powiedziała Haraway - to w 

pewnym sensie dowcip, ale całkiem serio opowiedziany".

Z długiego eseju wybraliśmy jedynie niewielki fragment. Pozostałe części 

tekstu mają trochę inny charakter, są mniej szalone. Autorka sięga po 

konwencję socjologicznej analizy, szkicując informatyczną wersję 

foucaultowskiej wizji rozproszonej, organizującej się w niehierarchiczne 

wzorce dominacji. Proces przeobrażeń dotknął, jej zdaniem, wszystkie 

przejawy i zakresy władzy, a w tym także domenę płci, która u feministek 

ciągle zachowuje swoje bipolarne, hierarchiczne i naturalistyczne kształty. 

Sporo uwagi poświęca Haraway w tym tekście dyskusji z feministycznymi 

dogmatami i fobiami (technologia jako wynalazek mężczyzn, dążących 

przy jej pomocy do przejęcia kobiecych zdolności rozrodczych). Nic 

dziwnego, że "Manifest" stal się w latach 90. dla feminizmu jednym z 

najważniejszych i najbardziej inspirujących tekstów. Donna Haraway jest 

biologiem i historykiem nauki, pracuje na uniwersytecie w Santa Cruz, 

gdzie prowadzi badania nad życiem małp.

Haraway Donna, Cyborgs Manifestu, Socialist Review, 1985, t. 80, 65-

108. Reprint; Routledge, New York 1991.

background image

Manifest Cyborga 

Donna Haraway

Nauka, technologia i lewicowy feminizm w końcu dwudziestego wieku 

czyli ironiczne marzenia o porozumieniu kobiet z mikroprocesorów

(...) 

Cyborg to cybernetyczny organizm, hybryda powstająca ze skrzyżowania 

maszyny i organizmu. To postać fikcyjna, a jednocześnie wytwór 

społecznej rzeczywistości. Na rzeczywistość tę składają się realnie 

istniejące w życiu związki, nasza najważniejsza konstrukcja polityczna, 

fikcja, która potrafi wstrząsnąć światem. Międzynarodowy ruch 

feministyczny stworzył pojęcie "kobiecego doświadczenia", z jednej strony 

wydobywając na światło dzienne wszystko to, co pozwala połączyć 

kobiety we wspólnotę, a z drugiej demaskując ukrytą za tym pojęciem 

niesprawiedliwość i zniewolenie. Kobiece doświadczenie jest jednoczenie 

faktem i fikcją na wskroś przesyconą politycznymi znaczeniami, 

Wyzwolenie możliwe jest tylko wtedy, gdy uświadomimy sobie 

(zrozumiemy imaginacyjnie), na czym polega zniewolenie i gdy zdołamy 

wyobrazić sobie jakieś inne możliwości i wybory. Tkankę cyborga tworzy 

fikcja i życiowe doświadczenie i to on modyfikuje wszystko, co zalicza się 

w końcu dwudziestego wieku do sfery kobiecego doświadczenia. A jest to 

walka na śmierć i życie, z tym że granica między science fiction a 

społeczną rzeczywistością jest optyczną iluzją.

We współczesnej science fiction roi się od cyborgów - mieszańców 

zwierząt z maszynami, które zaludniają dwuznacze światy, jednocześnie 

naturalne i sztucznie sfabrykowane. Również wiele cyborgów spotykamy 

we współczesnej medycynie, gdzie połączone pary organizmu i maszyny 

traktowane jako zakodowane przyrządy, łączą intymne związki o sile nie 

znanej w historii seksu. Płeć cyborga przywodzi na myśl cudowną 

powtarzalność barokowych form paproci i bezkręgowców. (Czy nie jest to 

wyśmienity, całkowicie naturalny środek zapobiegawczy przed 

background image

heteroseksizmem?) Sposób, w jaki cyborgi się powielają, nie ma wiele 

wspólnego z rozmnażaniem się organizmów. Współczesne metody 

produkcji wydają się spełnieniem 

wyśnionego przez cyborgi marzenia 

o kolonizacji pracy, przy której 

koszmar tayloryzmu wydaje się być 

słodką idyllą. Współczesna wojna to 

orgia cyborgów. To zakodowany w 

symbolu C3I (command-control-

communication-intelligence) 

podpunkt w budżecie amerykańskiej 

obrony, opiewający w 1984 roku na 

84 biliony dolarów. Dla mnie 

natomiast cyborg stanowi fikcję, 

która uosabia społeczną i cielesną 

rzeczywistość, lecz jednocześnie jest 

on źródłem wyobraźni, z którego 

można czerpać wiele niezwykle 

inspirujących pomysłów i skojarzeń. 

Biopolityka Michela Foucault była 

tylko nieśmiałą zapowiedzią polityki 

cyborga, obszaru szeroko otwartych 

możliwości.

Nasze czasy, koniec XX wieku, 

sprawiają wrażenie mitologicznej epoki: wszyscy jesteśmy chimerami, 

steoretyzowanymi i sfabrykowanymi hybrydami, gdzie krzyżują się 

maszyny z organizmami. Jesteśmy, innymi słowy - cyborgami.  

A skoro cyborgi tworzą naszą ontologię, to stąd również musi wynikać 

nasza polityka. Cyborg to silnie zagęszczony symbol, składający się w 

równym stopniu z wyobrażeniowych fantazmatów i materialnej 

rzeczywistości. Dwóch połączonych ze sobą osi, które pomagają 

wyznaczyć struktury historycznej przemiany. W tradycji "zachodniej" 

nauki i polityki - tradycji rasistowskiego, zdominowanego przez mężczyzn 

kapitalizmu, tradycji postępu i przywłaszczenia natury jako środka 

służącego do tworzenia kultury, tradycji reprodukcji własnego "ja" przez 

jego lustrzane odbicie w Innym - relacje między organizmem a maszyną 

określała wojna o linie podziału. Stawką tego przygranicznego konfliktu 

były obszary produkcji, rozmnażania i wyobraźni.

Tekst mój mówi o przyjemności odczuwanej przy wiadomym znoszeniu 

granic i o odpowiedzialności, którą bierzemy na siebie za ich 

konstruowanie. Odwołując się do postmodernistycznego i 

nienaturalistycznego stylu myślenia, chcę w ten sposób wzbogacić 

dorobek lewicowego feminizmu. Esej ten należy odczytywać w świetle 

tradycji utopijnej fantazji o świecie bez płci. Może brakuje w nim genesis -

początku - ale z pewnością jest to również świat bez apokalipsy, czyli 

końca. Inkarnacji cyborga nie towarzyszy obietnica ocalenia od potępienia 

background image

wiecznego. Jego biografia nie przebiega zgodnie z edy-palnym 

schematem, w którym utopia o oralnej symbiozie lub wizja postedypalnej 

apokalipsy usiłuje zaleczyć głębokie rany płci. Jak stwierdza Zoe Sofoulis 

w nie opublikowanym manuskrypcie o Jacqu-es Lacan, Melanie Klein i 

kulturze broni nuklearnej - Lacklein, najstraszliwsze (ale też być może 

najbardziej obiecujące) potwory uosabiają w świecie cyborga opowieści o 

antyedypalnej narracji, której logika nie ma wiele wspólnego z 

mechanizmem wyparcia. Aby przetrwać, musimy tę logikę zrozumieć. 

Cyborg pochodzi ze świata postpłci, stąd nie zdradza skłonności 

biseksualnych. Nie pociąga go preedypalna symbioza ani wolna od 

alienacji praca. Nie ulega też innym pokusom, którymi czarują 

najróżniejsze konfiguracje naturalnej pełni, wyłaniającej się z przejęcia 

energii poszczególnych części przez wyższe całości. Historia cyborga jest 

poniekąd pozbawiona początku (w zachodnim znaczeniu tego słowa), to 

szczyt ironii, bo przecież cyborg to także przerażająco apokaliptyczny 

telos nasilającej się w zachodniej kulturze potęgi abstrakcyjnego 

indywiduum, to ostateczne wcielenie "ja" nareszcie wyzwolonego z 

jakichkolwiek zależności, to człowiek swobodnie poruszający się w 

przestrzeni. Historia o początku - historia pochodzenia - w 

humanistycznym sensie powiązana jest z mitem o pierwotnej jedności, 

pełni, błogostanie i przerażeniu. Mit ten reprezentuje falliczna matka, od 

której wszystkie istoty ludzkie muszą się odłączyć, zgodnie z nakazem 

rozwoju, tak w wymiarze indywidualnym, jak i historycznym. Te dwa 

bliźniacze mity o potężnej żywotności znalazły najmocniejszy wyraz w 

psychoanalizie i marksizmie. Hilary Klein pokazała, że zarówno 

marksistowskie pojęcie pracy, jak i psychoanalityczne koncepcje rozwoju 

indywiduum i dojrzewania płciowego opierają się na wizji pierwotnej 

jedności, z której następnie wyłaniają się różnice werbowane do dramatu 

wzrastającego panowania nad kobietą/naturą. Cyborg pomija ten etap 

początkowej jedności, nie ma pojęcia, na czym polega identyfikacja z 

naturą. W tym tkwi jego piracka obietnica i dzięki temu zdolny jest być 

może do podważenia własnej teleologii, uosobionej w wojnach 

gwiezdnych.

Cyborg z uporem i śmiałością poddaje się fragmentaryzacji, lubi ironię, 

pozwala sobie na intymność i perwersję. Pociągają go sprzeczne 

stanowiska oraz utopie, a poza tym nie grzeszy w jakimkolwiek sensie 

naiwnością. Biegunowe przeciwstawienie życia prywatnego domenie 

publicznej nie wyznacza jego wewnętrznej struktury, ponieważ definiuje 

go technologiczne polis, oparte po części na rewolucji stosunków 

społecznych w oikos - domu. Zmienia te dotychczasowe układy między 

naturą a kulturą; bo przecież pierwsza nie może ciągle służyć drugiej jako 

źródło przywłaszczanych i wcielanych dóbr. Relacje, gdzie całości 

kształtują się z poszczególnych części, włączając w to polaryzację i 

hierarchiczną dominację, są w świecie cyborga kwestią dyskusyjną i 

dyskutowaną. Inaczej niż łudzący się nadziejami potwór Frankensteina, 

cyborg nie oczekuje od ojca ratunku. Nie szuka drogi do raju, innymi 

słowy nie pragnie, żeby ojciec sfabrykował dla niego heteroseksualną 

background image

towarzyszkę, aby w ten sposób dopełniony, mógł stać się częścią 

zamkniętej całości, miasta i kosmosu. Nie marzy on o wspólnocie opartej 

na modelu organicznej rodziny, nawet gdyby obyła się ona bez 

edypalnego scenariusza. Cyborg nie rozpoznałby nawet Rajskich 

Ogrodów. Nie jest ulepiony z gliny, dlatego nie może nawet marzyć o 

tym, aby z powrotem obrócić się w prochy. Pewnie dlatego chciałabym 

dowiedzieć się, czy cyborgi potrafią przeciwstawić się apokalipsie rozpadu 

w nuklearny popiół, konsekwencję maniakalnego dążenia do znalezienia 

Wroga. Czołobitny szacunek obcy jest cyborgom: nie pamiętają kosmosu, 

nie są jego częścią. Wystrzegają się holizmu, ale pragną więzi - wydają 

się posiadać naturalną skłonność do nawiązywania politycznych 

przymierzy, na których czele nie stoi jednak partia przewodnia. 

Zasadniczy kłopot z cyborgami polega na tym, że są one bezprawnymi 

potomkami militaryzmu i patriarchalnego kapitalizmu, nie wspominając 

nawet o państwowym socjalizmie. Ale bękarci nie są zazwyczaj wierni 

swoim przodkom. Przecież ich ojcowie nigdy tak naprawdę się nie liczą.

W ostatniej części tekstu wrócę jeszcze do science fiction o cyborgach, 

teraz chciałabym zająć się sprawą rozpadu trzech kluczowych granic, 

dzięki którym mogła powstać moja polityczno-fantastyczna (polityczno-

naukowa) analiza. W końcu XX wieku zawaliła się w amerykańskiej nauce 

granica oddzielająca człowieka od zwierzęcia. Ostatnie filary ludzkiej 

unikatowości, takie jak język, stosowanie narzędzi, zachowania 

społeczne, czynności umysłowe, zostały sprofanowane albo przynajmniej 

zamienione w parki masowych niedzielnych rozrywek. Nie mamy 

właściwie nic, co pozwoliłoby nam w przekonywający sposób ustalić 

różnicę między człowiekiem a zwierzęciem. Dodatkowo, wielu ludzi nie 

odczuwa wcale potrzeby takiego podziału. Wystarczająco dużo 

feministycznych ugrupowań podkreśla, na przykład, rolę związku 

człowieka z innymi żyjącymi istotami. Ruch praw zwierząt nie 

reprezentuje bynajmniej irracjonalnego odrzucenia idei o unikalności 

człowieka, lecz raczej dostrzega z przenikliwą ostrością linie biegnące w 

poprzek zdyskredytowanego podziału między kulturą a naturą. Biologia i 

teoria ewolucji zajmowały się przez dwa ostatnie stulecia konstruowaniem 

współczesnych organizmów, traktując je jako przedmioty poznania. 

Skutkiem było rozmycie się do ledwo dostrzegalnego śladu różnicy między 

człowiekiem i zwierzęciem, śladu raz po raz rozrysowywanego od nowa w 

ideologicznej walce lub profesjonalnej debacie nauk przyrodniczych ze 

społecznymi. Jeśli popatrzymy w tym świetle na obowiązek nauczania w 

dzisiejszych szkołach idei Stworzenia w duchu chrześcijańskim, to całą 

sprawę należy uznać za formę molestowania dzieci.

Kierunek biologicznego determinizmu jest tylko jednym z wielu 

ideologicznych stanowisk, przechodzących do porządku dziennego nad 

sprawą ludzkiej zwierzęcości. Radykalne środowiska polityczne 

skorzystają również z innych inspiracji, kwestionując przyjęte znaczenia 

zanikającej granicy między rodzajami. Współczesny mit o cyborgu 

powstaje dokładnie tam, gdzie rozmywa się linia dzieląca człowieka i 

background image

zwierzę. Zamiast wznosić mur odgradzający człowieka od innych żywych 

istot, cyborgi zaświadczają o istnieniu niepokojącej i przyjemnej wizji. 

Bestializm zasługuje w tym kontekście na zdecydowanie większą uwagę.

Druga nieszczelna granica rozciąga się między zwierzęco-ludzkim 

organizmem a maszyną. Precyber-netyczne maszyny zawsze sprawiały 

wrażenie opętanych przez duchy, tak jakby w maszynerii tkwiło jakieś 

upiorne widmo. Spory między materializmem i idealizmem toczyły się w 

oparciu o ten spirytu-alno-maszynistyczny dualizm. Rozwiązania 

dostarczyła dopiero dialektyka, scheda po dualizmie. W zależności od 

upodobań nazywana albo duchem, albo historią. Niemniej dawne 

maszyny nie potrafiły się samodzielnie poruszać, nie umiały też same 

siebie projektować - nie były autonomiczne. Nie mogły spełnić marzeń 

człowieka, były drwiną z jego snów. Innymi słowy, maszyna nie była 

człowiekiem, twórcą siebie samego, a tylko karykaturą maskulinistycznej 

fantazji o kreacji. Uznanie jej za coś innego równało się paranoi. Dzisiaj 

nie jest to już takie pewne. Maszyny z końca XX wieku sprawiły, że 

różnica między naturalnym a sztucznym, umysłem a ciałem, 

samorozwojem a konstrukcją stała się na wskroś dwuznaczna. To samo 

dotyczy wielu innych rozróżnień, które zwykło się stosować wobec 

organizmów i maszyn. Nasze maszyny są niepokojąco żywotne, a my 

sami jesteśmy przerażająco bezwładni.

Koncepcje technologicznej determinacji stanowią jednakże tylko jeden z 

wielu ideologicznych obszarów otwartych dzięki pojęciowej przemianie 

maszyn i organizmów w zakodowane teksty, przy pomocy których 

włączamy się w grę opisywania i interpretowania świata. Feministki o 

marksistowskich i socjalistycznych koligacjach przeklinają 

"tekstualizację", która w poststrukturalistycznej i postmodernistycznej 

teorii zdaje się obejmować cały świat, leżąc u podstaw "gry" arbitralnej 

interpretacji. To jej prawie utopijny brak zainteresowania rzeczywistą 

niesprawiedliwością codziennego życia wzbudza feministyczne 

wątpliwości. Czemu zresztą nie można odmówić racji. Postmodernistyczne 

tendencje, tak jak mój mit o cyborgu, kwestionują niezliczone wcielenia 

konfiguracji pojęcia naturalnej całości (na przykład: poemat, prymitywna 

kultura, biologiczny organizm). Krótko mówiąc, stwierdzają, że pewność, 

z jaką uznaje się coś za naturalne - jako źródło poznania i obietnica 

niewinności - rozmyła się, a nawet bezpowrotnie przepadła. Utraciliśmy 

transcendentalną autoryzację interpretacji, a wraz z nią ontologię leżącą u 

podstaw "zachodniej" epistemologii. Alternatywą nie jest w tym wypadku 

ani cynizm, ani utrata wiary. Jakaś forma abstrakcyjnej egzystencji 

spotykana na przykład w rozprawach z kręgu technologicznego 

determinizmu (zagłada "człowieka" przez "maszynę") lub w pełnych 

spekulacji wywodach o zniszczeniu "skutecznej działalności politycznej" 

przez tekst. Kto stanie się cyborgiem? To zasadnicze pytanie - odpowiedź 

na nie jest kwestią przeżycia. Zarówno szympansy, jak sztuczne 

przedmioty posiadają swoją politykę, dlaczego my cyborgi, nie 

 

background image

miałybyśmy jej stworzyć?

Trzeci rozpadający się podział jest wypadkową drugiego: granica między 

fizycznym i niefizycznym straciła swoją precyzyjność. Popularne książki 

dotyczące fizyki na temat teorii kwantowej i zasady nieokreśloności są 

czymś w rodzaju naukowego odpowiednika romansów Harlequina, oznaki 

daleko idących przemian w seksualności białych Amerykanów. Nie bardzo 

rozumieją, o co chodzi, ale poruszają właściwy temat. Współczesne 

maszyny to w istocie mikroelektroniczne układy - wszechobecne i 

niewidzialne wzorce. Współczesna maszyneria wydaje się być bezczelnym 

bożkiem lekceważąco szydzącym z wszechobecności i spirytualnej 

sublimacji Ojca. Silikonowy mikroprocesor stanowi powierzchnię 

przeznaczoną do pisania, którą graweruje się w molekularnej skali, czemu 

przeszkadza tylko hałas atomów, roztrzygająca interferencja w 

osiągnięciu nuklearnych sukcesów. Pismo, władza i technologia to starzy 

wspólnicy w zachodnich historiach o pochodzeniu cywilizacji, jednak 

miniaturyzacja zmienia nasze doznanie łączącego ich związku. W 

minaturyzacji chodzi o władzę. Małe jest nie tyle bardzo piękne co 

wyjątkowo groźne (szczególnie w wypadku cruise missile). Porównaj na 

przykład aparaty telewizyjne z lat 50. czy kamery z lat 70. z 

reklamowanymi teraz kamerami wideo wielkości ludzkiej głowy i taśmami 

do nagrywania jak przegub dłoni. Nasze najlepsze maszyny powstały z 

promieni słońca. Wydają się doskonale czyste i lekkie, bo nie są niczym 

innym, jak sygnałami elektromagnetycznych fal, częścią świetlnego 

spektrum. Maszyny te można swobodnie przenosić, są one innymi słowy 

ruchome, (powód potwornego fizycznego bólu wykonujących je 

robotników w Detroit i Singapurze). Zbudowani z materii, nieprzezroczyści 

ludzie nigdy nie osiągną tak płynnej szybkości. Cyborgi to eter i 

kwintesencja.

Ale wszechobecność i niewidzialność cyborgów jest także przyczyną 

przerażającej śmiertelności maszyn z blasku słonecznego świata. Ciężko 

je dostrzec zarówno w sensie fizycznym, jak i politycznym. Są kwestią 

wiadomości lub jej symulacji. To strumień znaczących - pustych znaków - 

przemieszczanych w bylejakich ciężarówkach po całej Europie. 

Czarodziejskie sztuczki, pozwalające pozbawionej domu kobiecie z 

Greenham przejrzeć pajęczą sieć władzy cyborga, potrafił strumień ten 

skuteczniej zablokować niż wysiłek działaczy starej, maskulinistycznej 

polityki, którzy muszą gwarantować miejsca pracy w wojsku, aby 

zapewnić sobie zaplecze wyborcze. Okazuje się, że "najtwardsza" z nauk 

działa w domenie największego przygranicznego zamieszania, dziedzinie 

czystej liczby, czystego ducha. C31, kryptografia i jej zadania polega na 

utrzymaniu w tajemnicy straszliwych sekretów. Nowe maszyny są czyste i 

jasne. Ich inżynierowie to wyznawcy soca, zwiastujący nową naukową 

rewolucję, wyłaniającą się z nocnego snu postindustrialnego 

społeczeństwa. Choroby, które wywołują tak sterylne przyrządy, nie są 

niczym więcej jak tylko niewielką zmianą w kodzie antygenu systemu 

immunologicznego, "niczym więcej niż" doznanie stresu. Zwinne palce 

 

 

 

background image

"orientalnej" kobiety, stara fascynacja domkami dla lalek u wiktoriańskich 

dziewczynek, wdrażana kobietom wyczulona uwaga na najmniejsze 

szczegóły nabiera w tym świecie nowych wymiarów. Może żyje gdzieś 

cyborg, Alicja, która potrafi znaleźć do nich drogę. Jak na ironię, może to 

właśnie układy konstruowane przez nienaturalnie małe kobiety-cyborgi, 

wykonujące mikroprocesory w Azji i wirujące tancerki z więzienia w Santa 

Rita, wytyczą i pokierują skutecznymi strategiami opozycji.

Mój mit o cyborgu mówi o przekraczaniu granic, o dokonywaniu 

potężnych fuzji i związanych z tym niebezpieczeństwach, o tym, co 

radykalne środowiska powinny lepiej poznać i następnie uznać za 

konieczny składnik ich politycznej działalności. W moich rozważaniach 

wychodzę przede wszystkim z założenia, że większość amerykańskiej 

lewicy, a w tym feministek, ciągle rozprawia o postępującym pogłębianiu 

się starego dualizmu umysłu i ciała, zwierzęcia i maszyny, idealizmu i 

materializmu w życiu społecznym, w symbolicznych formach i fizycznych 

artefaktach będących przejawem "rozwiniętej technologii" i współczesnej 

nauki. Od czasu Człowieka jednowymiarowego (Marcuse, 1964) i Śmierci 

Natury (Merchant, 1980) narzędzia analityczne wypracowywane w 

radykalnych środowiskach, opierały się na postulacie konieczności 

opanowania techniki, a w celu wzmocnienia naszej woli oporu 

przywoływały fantazmat naturalnego ciała. Poza tym zakładam również, 

że konieczność zebrania się nigdy dotąd nie była aż tak nagląca, aby 

stawić opór nasilającemu się w oszałamiającym tempie na całym świecie 

wzrostowi władzy. Przy czym nieco perwersyjne przesunięcie perspektywy 

widzenia mogłoby, moim zdaniem, stworzyć lepsze szanse na 

zakwestionowanie obowiązujących aktualnie norm, a także ułatwić walkę 

o inne formy władzy i przyjemności w społeczeństwach, gdzie technologia 

określa życie. Patrząc z jednej strony na świat cyborga widzimy, że chodzi 

tu o definitywne narzucenie siatki kontroli na całej planecie, o ostateczne 

urzeczywistnienie procesu abstrahowania w apokalipsie wojen gwiezdnych 

(przygotowywanych, rzecz oczywista, w imię pokoju), o zawładnięcie 

ciałem kobiety w ma-skulinistycznej orgii wojennej. Podczas przyglądania 

się temu światu z drugiej strony okazuje się, że jest to społeczna i 

cielesna rzeczywistość dzisiejszego życia, gdzie ludzie nie boją się swoich 

związków (kinship) ze zwierzętami i maszynami, nie lękają się 

nieustannej niepewności granic tożsamości oraz sprzeczności postaw. 

Sztuka politycznej walki polega na zdolności spoglądania z obydwu 

perspektyw naraz, ponieważ każda z nich może ujawnić nieznane formy 

władzy oraz nowe opcje wolności, niewyobrażalne z innych punktów 

widzenia. Pojedyncze widzenie wytwarza gorsze złudzenia niż widzenie 

podwójne lub wielogłowe monstrum. Cyborg to monstrum i pozbawiony 

praw ojcowskich bękart; ale czy w dzisiejszej sytuacji politycznej możemy 

robić sobie nadzieje na bardziej skuteczne mity pobudzające z jednej 

strony wyobraźnię, a z drugiej - wolę kontestacji. Lubię czasem 

wyobrażać sobie coś w rodzaju klubów cyborgów. Na przykład mogłyby 

one podjąć próbę zreformowania laboratoriów, wymiotując nieustannie 

narzędziami technologicznej apokalipsy, dążąc w ten sposób prostą drogą 

 

 

 

background image

do jej urzeczywistnienia, a także mogłyby zająć się wypracowaniem 

politycznych form, które naprawdę byłyby zdolne do zebrania w jedną 

gromadę tak różnych kreatur jak wiedźmy, inżynierowie, starcy, perwerci, 

chrześcijanie, matki i leniniści - zebrania na tak długo, aby można było 

unieszkodliwić i rozbroić państwo. Mój ulubiony klub nazwałam Fission 

Impossible. (Przynależność do niego to kwestia związku z wyboru a nie 

pokrewieństwa krwi, pełnej chciwości siły przyciągania jednej chemicznej 

grupy nuklearnej przez drugą).

Tłumaczenie: Ewa Franus

 

 

 

 


Document Outline