background image

studenci.pl

studenci.pl

 

Obraz obyczajów szlachty w „Złotej czaszce” Juliusza 

Słowackiego.

Sarmatyzm

1

 – nieustannie daje o sobie znać, raz po raz zmuszając pokolenia 

Polaków   do   zajęcia   określonego   stanowiska   wobec   twórców   owej   formacji 

kulturowej. Również teraz nie pozwala ona o sobie zapomnieć, wracając chociażby w 

postaci zabawnych snobizmów np.: napisów typu „Grawerujemy herby”. Ten swoisty 

renesans   kultury   XVII   wieku   zajmuje   Juliusza   Słowackiego   w   utworze   pt.   „Złota 

czaszka”. 

W   1866   roku,   w   pierwszym   wydaniu   „Pism   pośmiertnych”   Juliusza 

Słowackiego ukazała się m.in. „Złota czaszka”. Wydawca nazwał utwór – w sposób 

bardzo znamienny – „szczątkiem dramatu”

2

. Owszem, zda się zauważyć, iż jest to 

szczątek, samotna resztka większej całości. Akt pierwszy składa się z czterech scen, 

na dwunastu stronicach (ósemkowego formatu), oraz siedmiu scen aktu drugiego.  

Po słowach Agnieszki: 

„O nieszczęśliwa ja! Zanieście wy mnie na cmentarz”, 

urywa się tekst właściwy. Potem następują strofy pięknej parabazy: 

„Więc widzieliście chorągwie cechowe…”, 

jednakże   wiersze   te   są   urwane   w   środku   strofy   czwartej.   Badacze   literatury   nie 

zdołali wyjaśnić co stało się z dalszą częścią utworu. Istnieją trzy hipotezy: pierwsza, 

że to sam Słowacki zniszczył dalszy ciąg „Złotej czaszki”, gdyż był niezadowolony, 

w latach 1842 – 1849, z jej kształtu formalnego, czy też z treści; druga, bardziej 

prawdopodobna,  że zachowały  się  tylko  dwa  akty,   gdyż   były  jedyne,   które  poeta 

napisał;   oraz   trzecia,   która   donosi,   że   dalsze   części   zostały   zniszczone   przez 

nieuwagę wraz z innymi dokumentami Słowackiego, które wedle ostatniej jego woli 

musiały być spalone. W ramach inscenizacji dramatu pojawiały się subtelne i trochę 

nieudolne   próby   dokończenia   zachowanych   dwóch   aktów.   Niektórzy   są   zdania 

(również   ja)

3

,   że   próby   rekonstrukcyjne   nie   są   potrzebne.   Tu   tkwiący   paradoks 

1

 Słownik literatury polskiej XIX wieku.

2

 Wojciech Natanson: Fragment dramatyczny nie wymagający uzupełnień
W: Dramat polski XIX i XX wieku. Interpretacje i analizy. Red.: Lech Ludorowski. Lublin, UMC-S, 
1987.

3

 Uwaga autora.

1

background image

studenci.pl

studenci.pl

poetyckiego   geniuszu   polega   na   tym,   że   ów   „szczątek   dramatu”   zawiera 

zdumiewająco bogate i wystarczające treści. Nie obawiam się stwierdzić, iż fragment 

ten   daje   pełniejsze   i   bardziej   intensywne   wrażenia,   niż   niejeden   całkowicie 

wykończony utwór. 

W   „Złotej   czaszce”   czytelnik   zauważa   co   najmniej   dwa   plany,   ściśle 

przeplatające się  i powiązane ze sobą. Pierwszym, który zauważamy jest zarazem 

najważniejszym,   a   mianowicie   jest   to   obraz   zawiązującej   się   konfederacji 

tyszowieckiej   z   1655   roku

4

,   czyli   plan   historyczno-polityczny.   Faktem   jest,   że 

Słowacki   często   pisał   o   kataklizmie   historycznym   XVII   wieku.   Powracał   do   tego 

tematu, nie tylko pośrednio, dotykając sytuacji kraju za Jana Kazimierza, ale również 

bezpośrednio

5

. W niedokończonym również dramacie pt.: „Jan Kazimierz”, z którego 

pozostało też tylko scen kilka, akcja zaczyna się w 1655 roku od zatargu między 

podkanclerzym   Radziejowskim   a   jego   żoną   i   szwagrem   o   dom   na   Krakowskim 

Przedmieściu, który rodzeństwo zabiera przyszłemu sojusznikowi Szwedów. W tym 

epizodzie król ukazany jest jako obłudnik romansujący z żonami swych poddanych, 

proponujący  Radziejowskiemu  zapłatę  „za  rogi”

6

.  Za  takiego  właśnie  króla  mają,  

w napisanej wkrótce po tym „Złotej czaszce”, walczyć i ginąć uczestnicy konfederacji, 

zawiązanej uroczyście „na mogiłkach” w Krzemieńcu. Oczywiście zaznaczyć należy, 

że Słowacki przenosi historyczną konfederację, zawiązaną w imię Jana Kazimierza, 

z Tyszowic do rodzinnego Krzemieńca, w pobliże Góry Królowej Bony

7

. Podobnie 

(jak się domyślamy)

8

 „przenosi” też aluzyjnie całą sprawę konfederacką z wieku XVII 

w XIX, a pod walkę ze Szwedami podstawia myśl o insurekcji przeciw zaborcom 

współczesnym. Sięgając po następujący przykład: 

„Więc widzieliście w chorągwie cechowe 

Ubrany dworek starego szlachcica…”

zauważymy,   iż   owe   chorągwie   cechowe   jako   emocjonalny   symbol   ruchu 

patriotycznego   –   to   sprawa   zrozumiała   przede   wszystkim   dla   ludzi   XIX   stulecia, 

potomków rewolucji francuskiej czy uczestników Insurekcji Kościuszkowskiej

9

. Jeśli 

mieszczanie za Jana Kazimierza walczyli przeciwko Szwedom nie przybierali z tej 

4

 Alina Witkowska, Ryszard Przybylski: Romantyzm. Warszawa, PWN, 1997.

5

 Wojciech Natanson: Fragment dramatyczny nie wymagający uzupełnień. W: Dramat polski XIX i XX 
wieku. Interpretacje i analizy.
 Red.: Lech Ludorowski. Lublin, UMC-S, 1987.

6

 Tamże.

7

 Alina Kowalczykowa: Dramat i teatr romantyczny. Warszawa, IBL PAN, 1997.

8

 Uwaga autora.

9

 Janusz Tazbir: Szlaki kultury polskiej. Warszawa, PIW, 1986.

2

background image

studenci.pl

studenci.pl

okazji   starych   dworków   szlacheckich   w   chorągwie   cechowe,   szlachta   też   nie 

uznawała  takiej  dekoracji.  Słowacki   wiedział  o tym,  lecz  można wyczuć  w „Złotej 

czaszce”   wezwanie   do   walki   z   najeźdźcą,   ale   nie   walki   konfederacyjnej   lecz 

insurekcyjnej. Także samo miejsce zawiązania, jak już wspomniałam, (Tyszowice – 

Krzemieniec) jest dekoracją romantyczną, nie zaś staroszlachecką. 

Na   drugi   plan   składa   się   okrutne   projektowanie,   przez   Strażnika 

Krzemienieckiego, małżeństwa jego córki Agnieszki z bogatym szlachcicem, Gąską. 

Pojawia   się   tu   motyw   miłości   romantycznej,   rzecz   jasna   niespełnionej,   a   dobrze 

wychowana Gnusia bardzo długo broni się przed zamążpójściem: 

„Powiedz   Mama,   że   ja   nie   pójdę…   że   ja   chora,   że   ja   umarła…   że   ja   leżę   na 

cmentarzu zołobieckim pod śniegiem… że ja siebie zabiję i pana Gąskę otruję…”. 

Spotyka się po kryjomu z biednym żakiem o imieniu Jan – Kleofas. On sam o sobie 

mówi i porównuje się z zamożnym szlachcicem – Gąską: 

„…Ja jestem ubogi, … Pan regent jasnych atłasów naniesie (…) Moja biedna matka 

wdowa… jedna jest tylko u nas w domu krowa… I ta mleka nie daje… a ozdobą 

domu naszego jest bocian na dachu…”. 

Dramat nie rozwiązuje tego wątku, jednak profesor Juliusz Kleiner przypuszcza, że 

Jan uwiedzie Agnieszkę, że sprawa wyjdzie na jaw przez niedyskrecję zakochanego 

w ślicznej pannie kaleki – Skopka, i że na tym polega zapowiedziane w parabazie 

nieszczęście, co zapuka w ścianę cichego dworku

10

Najwymowniejszym fragmentem, który dowodzi, iż dwoje dzieci łączy miłość 

jest wymiana zdań Gnusi i Magdy, jej służki: 

„Agnieszka: A skąd ty wiesz, Magdo, dlaczego ja płaczę?

Magda: Z miłości płacze panienka; ja wiem, że z miłości…

Agnieszka: Otóż ja nie z miłości płaczę – ja tak płaczę…”

Cały   ten   wątek   (miłosny),   jakby   się   nie   rozwiązał   i   tak   świadczy   o   tym,   że   dla 

Słowackiego   jasność   cnót   staropolskich   bynajmniej   nie   wyklucza   tragicznego 

konfliktu.   Przeczytawszy   utwór   do   końca   mamy   świadomość   niezwykłego 

skondensowania przeżyć ludzkich wyrażonych w ostatnich słowach Agnieszki: 

„O nieszczęśliwa ja! Zanieście wy mnie na cmentarz!”. 

Pozwoliłam sobie przedstawić dwa główne wątki tego utworu ze względu na 

temat  mojej pracy,   gdyż  w  „zręcznej”  ręce  Słowackiego,  jakby  na  trzecim  planie, 

objawia   nam   się   obraz   obyczajów   szlacheckich.   To   właśnie   na   tle   konfederacji 

10

 Juliusz Kleiner: Juliusz Słowacki. Dzieje twórczości. Tom 3. Okres Beniowskiego. Warszawa 1923.

3

background image

studenci.pl

studenci.pl

tyszowieckiej   i   romantycznej   miłości   możemy   zauważyć   jak   bogate   życie   wiodła 

ówczesna szlachta i jakimi charakteryzowała się obyczajami. 

Oczywiście   w   „Złotej   czaszce”   przedstawiona   jest   szlachta   z   okresu 

Sarmatyzmu.   W   tle   wyżej   opisanych   wątków   najpełniej   i   w   sposób   wyrazisty 

sarmackość   szlachty   polskiej   wyrażała   się   w   jej   niezwykle   barwnej   i   bogatej 

obyczajowości, a więc w stylu życia, rozrywkach i zabawach, stroju i uzbrojeniu,  

a także w sposobie zachowań, mówienia i pisania. 

Podstawowym  znakiem rozpoznawczym  Sarmaty pozostawał oczywiście do 

końca   strój

11

,   o   którym   mówiło   się   zwykle   „suknia   polska”,   czyli   żupan,   strojny 

kontusz o rozszerzających się ku końcowi rękawach zarzucanych w razie potrzeby 

na   plecy,   bogaty   pas   słucki,   wypuszczony   na   buty   obfite   hajdawery,   przy   boku 

karabela lub lekka szabla, na głowie od pewnego czasu konfederatka, czupryna  

z tyłu wysoko podgolona, twarz zaś ozdobiona sumiastym wąsem, będącym nie tylko 

ważnym elementem męskiej urody, ale służącym również do wyrażania aktualnych 

nastrojów i uczuć właściciela. Podkręcanie lub szarpanie wąsa to była cała sztuka 

aktorska, za pomocą której szlachcic mógł wyrazić bardzo wiele, nie używając ani 

jednego   słowa.   To   typowy   obraz   Sarmaty,   zupełnie   takiego   jakim   byli   Strażnik 

Krzemieniecki i Gąska. A oto fragment opisu stroju pana Gąski, dla potwierdzenia 

powyższego opisu szlachcia:

„ Prędzej bym żywota mego odstąpił i duszę moją opuścił – niż wyrzekł 

się   złotej   dla   mnie   nadziei!   Ale   sądzę,   że   szablą,   ponieważ   się 

zdarzyła okazja, potrafię w oczach panny Strażnikówny przydać sobie 

waloru...”

„ ...bardzo rozsądny i stateczny. Widziałaś ty, jaką miał karmazynową 

sajetę   przy   żupanie?   Takiej   sam   król   nie   nosi...   Zielony   kontusz  

z tureckiej materyjki w kwiateczki, także dobrze dobrany.” 

Strój   Sarmaty   stał   się   bardzo   szybko   polskim   strojem   narodowym,  

a występowanie w jego obronie, podobnie jak w obronie wąsów, uważane było za 

dowód   patriotyzmu.   Są   to   sprawy   ogólnie   znane.   Najbardziej   charakterystyczną 

cechą sarmackiej obyczajowości, jak zresztą również mentalności, była skłonność do 

skrajności i ostentacji oraz wewnętrzne przeciwieństwa.  Brak umiaru w zepsuciu  

i pokucie, rozpuście i ascezie, rozrzutności i skąpstwie, w nadmiernej uniżoności i nie 

znającym miary pochlebstwie z jednej strony, a z drugiej w rogatej dumie rodowej  

11

 Jędrzej Kitowicz: Opis obyczajów za panowania Augusta III. Wrocław, Ossolineum, 1970.

4

background image

studenci.pl

studenci.pl

i świętym przekonaniu, że szlachcic na zagrodzie równy wojewodzie, w napuszonej 

retoryce   krasomówczych   wystąpień   i   prostactwie   oraz   rubasznym   stosunku   do 

otoczenia

12

Kontakty   z   Bliskim   Wschodem   i   Orientem   zaszczepiły   polskiej   szlachcie 

zamiłowania do zbytku, przepychu i wystawności, upodobanie w bogatym wystroju 

wnętrz, kosztownych strojach i orężu. Brak umiaru w staropolskiej gościnności był 

traktowany   jako   rzecz   całkowicie   naturalna,   co   więcej,   uważano   go   za   przejaw 

kawalerskiej fantazji i otwartości charakteru. Co potwierdza następujący przykład:

„Jutro, serce, będziemy mieli wiele gości... przygotuj się na to, serduniu! (...) zrobię 

jeden mazurek szafranowy i z cykaty wylepię na nim cyfrę Gnusi. Drugi mazurek 

biały   z   cyfrą   pana   Gąski...(...)   Gnusiu,   weź   spoza   zwierciadła   receptę   na 

marcepanowe ciasto i przynieś!”  

Szczyciła się też szlachta prostotą codziennego trybu życia oraz czystością 

swych obyczajów, rycerskością wobec kobiet, wysokim poczuciem honoru i osobistą 

odwagą,   sprawnością   fizyczną   i   biegłością   w   posługiwaniu   się   orężem   oraz 

mistrzowskim opanowaniem jazdy konnej. 

Sarmata u Słowackiego to natura pełna sprzeczności i dramatycznych napięć, 

osobnik   o   nieoczekiwanej   ambiwalencji   postaw,   dyspozycji   psychicznych  

i  charakterologicznych   oraz  mentalności,  których   wewnętrznych  przeciwieństw  nie 

jest w stanie przysłonić ani tradycyjny strój szlachecki i równie tradycyjne rekwizyty, 

takie jak nieodłączna szabla przy boku czy szkaplerz na piersi, ani nawet jak się 

okazuje   –   sukienka   duchowna.   Ta   dwoistość   duchowa   szlacheckiego   bohatera   – 

Sarmaty towarzyszy mu, gdy kreowany jest przez poetę jako postać realistyczna, 

właśnie w „Złotej czaszce”, gdy jest wytworem jego nie skrępowanej wyobraźni. 

Strażnik   Krzemieniecki   –   Złota   czaszka   –   na   mogiłce   syna,   nie   zwiastuje 

podwyższenia   tonu.   Odważny   stary   żołnierz   i   cnotliwy   patriota   ujawnia   w   swych 

działaniach  politycznych   zaledwie  zdrowy  rozsądek,   naiwną   dyplomację  drobnego 

szlachciury i rubaszną autorytatywność. (Cała historia Polaków – nie powiem wbrew 

ujemnym epizodom, ale właśnie poprzez nie, bo ludzie, którzy szkodzili narodowi, 

najczęściej   kierowali   się   bodźcem   wadliwie   pojętego   patriotyzmu   oraz   ulegali 

zanikowi zmysłu krytycznego – wykazuje, że Polacy szydzą, kpią, żartują, lecz są 

12

 Backvis Claude: O rodowodzie polskiej przekory. Twórczość 1978 nr 12.

5

background image

studenci.pl

studenci.pl

nadal   zdolni   do   obywatelskiego   poświęcenia).

13

  Oba   akty   wypełniają   przede 

wszystkim obrazy staroszlacheckiego życia domowego. Parabaza w nim także karze 

dopatrywać się szczególnych wartości. Dworek starego szlachcica miał:

„(…) w środku jasną cnotę gospodarza,

Dla nędzy także otworzone progi,

I obarzanek biały dla nędzarza;

I piękność chował dawnych szczerych rysów.

Napełniającą dom wonią narcysów…”

Idylliczność obrazu uzupełnia motyw „szabli i kądzieli”, stereotypowy symbol 

cnót szlacheckiej rodziny. Parabaza zbiera rozproszone rysy miasteczkowego życia 

w sposób ukazujący, że poeta przywiązuje do nich i wagę i wartość:

„I pokazałem wam… klasztorne życie;

I pokazałem studentów i żaków 

I pokazałem w przyszłości błękicie

Lud… co nazywał się ludem Polaków…”

Bogactwo   obrazu   staje   się   więc   wartością.   Krzemieniec   uzyska   rangę 

mikrokosmosu polskiego życia wtedy, gdy obserwator osiągnie widzenie mistyczne:

14

„Kto myślą sięgał w niebo lazurowe,

Widział jak dachy – i Boga rodzica, 

W promieniach zorzy trzymające głowę, 

A stopy dzierżąc na srebrze księżyca,

Na dom jasnością piorunową biła 

I sponad starych lip błogosławiła.”

Życie   codzienne   w   dramacie   nie   mogło   wystąpić   z   takim   bogactwem 

szczegółów,   lecz   ciągle   zaznacza   się   rysami   charakterystycznymi.   Poeta   nie 

zapomina   ani   o   kontuszu   pana   Strażnika   („najbojowszy   pan”,   „kochany   bardzo  

i między swemi i między żydków”, „ma złoty łeb – i dobry łeb – i stary łeb”), co mu go 

Josiel   trochę   za   ciasno   skroił,   ani   o   białym   korneciku   Agnieszki,   ani   o   barwach 

jaskrawych,   w   jakie   ustrojone   jest   pan   Gąska,   ani   o   starym   winie   węgierskim  

i o ulubionej sroce księdza Prowincjała, ani a recepcie na marcepanowe ciasto, którą 

13

 

Backvis Claude: O rodowodzie polskiej przekory. Twórczość 1978 nr 12.

14

 

Juliusz Kleiner: Juliusz Słowacki. Dzieje twórczości. Tom 3. Okres Beniowskiego. Warszawa 1923.

6

background image

studenci.pl

studenci.pl

pani   Strażnikowa   za   zwierciadło   chowa,   ani   o   karczmie   żydowskiej.   Wszystko   to 

zalicza się właśnie do tak nasyconej obyczajowości szlacheckiej.

Dom   szlachecki,   staropolski   odżywa   w   dramacie   i   zmienia   się   w   pewnym 

momencie   w   idyllę.   Mianowicie,   na   tle   występujących   głównych   bohaterów 

zarysowuje   się   wybrany   doskonale   moment   –   święto   podarków   wzajemnych  

i wspólnego śpiewu pobożnego. Kolęda, (którą jeszcze nie tak dawno można było 

obserwować   w   obecnych   czasach)

15

  z   uśmiechem   poetycznym   wyzyskuje 

makaronizmy i ulubione w dawnych pieśniach wyrazy zdrobniałe; śpiewano wówczas 

o tym jak to zwierzęta hołd i dary składają dzieciątku: 

„Przyleciały wróbelki 

Do Panny Zbawicielki 

Cantantes…

Przyleciały łańcuchy 

Łabędzi, srebrne puchy

Mutantes…”

Również   w   najnaturalniejszy   sposób   zaczyna   się   dzień   drugi   i   akt   drugi. 

Zaczyna się po fakcie, który zaciąży nad losami rodziny (po schadzce Agnieszki  

z Janem – Kleofasem). W szybkim tempie rozwija się dramat historyczny jednakże 

aby i tutaj nie zabrakło swoistej codzienności pojawia się osoba księdza Gwardiana 

czy   też   Prowincjała.   Przyziemność,   niezaradność   i   próżność   tej   okazałej 

reprezentatywnej persony, stosunek do sługi kościelnego, sposób w jaki pan Strażnik 

działać umie na księdza – to wszystko kapitalne okazy humoru i realizmu. Poeta nie 

zrezygnował   również   z   silnych   efektów  scenicznych,   które   są   także   zaliczane   do 

obyczajów   szlacheckich.   Gdy   na   rynku,   wśród   tłumu,   przy   dźwięku   trąb 

franciszkańskich,   rzekomy   pan   Gwint   –   który   z   Koniecpolskiego   zmienił   się  

w potężną osobistość – wjeżdża zbrojny i z hełmu tokaj wypiwszy, woła: „Jeremiasz 

książę   Wiśniowiecki   pije   za   zdrowie   pana   Strażnika   Złota   czaszka,   Marszałka 

Konfederacji na Krzemieńcu” – to pomysłu takiego nie powstydziłby się nawet Wiktor 

Hugo.

16

 Nie zdobyłby się on jednak na scenę następną: na cmentarzu ołtarz, ubrany 

w   złote   kwiaty,   ksiądz   z   monstrancją   pod   baldachimem,   mnóstwo   szlachty  

i studentów, pan Strażnik wstępuje na mogiłę i pod stopami mając zwłoki zmarłego 

przed   trzema   laty   synka   przemawia;   wzywa   do   utworzenia   konfederacji   pod 

15

 Uwaga autora.

16

 Juliusz Kleiner: Juliusz Słowacki. Dzieje twórczości. Tom 3. Okres Beniowskiego. Warszawa 1923.

7

background image

studenci.pl

studenci.pl

regimentarzem   Panny   Najświętszej.   Prostota   łączy   się   z   tokiem   wymowy 

staroszlacheckiej;   zapał   patriotyczny   i   religijny   nie   przeszkadza   trzeźwości,   która 

zjednywać   umie   zręcznym   słowem   serca   braci;   krótkość   żołnierska   dodaje   mocy 

słowu, co w duszę uderza prawdą. Poezja rycerskiego wieku skupia się w tym tęgim 

szlachcicu i blask bije z jego skromnej, prostej zaś mocnej niezłomnej postaci.

W   „Złotej   czaszce”   mamy   wszystko.   Sylwetki   kilkunastu   osób,   rozmowy 

zadziwiające   soczystością,   zawiązany   konflikt   tragiczny,   zarysowaną   sytuację 

społeczno – obyczajową, poezję miłosną, narastanie uczuć, ostrą i bezlitosną ironię, 

a nawet śmiałości językowe tak oprawione w dialog, że nie sposób zaprzeczyć ich 

artystyczności.   W   tym   wszystkim   tkwi   sekret   obyczajowości,   gdyż   bez   tej 

obyczajowości   nie   sposób   by   było   przedstawić   wszystkich   losów   Strażnika 

Krzemienieckiego, jego rodziny i perypetii z tym związanych.

Na   zakończenie   rozważań   na   temat   obyczajów   sarmackich   zacytuję   jakże 

trafną opinię Jana Lechonia, który przed laty pisał: „ Słowo sarmatyzm tak pokryło 

śmiesznością   Polskę   kontuszową,   że   myślimy   niemal,   że   wszystko,   co   chodziło  

w żółtych butach i goliło czupryny w XVIII wieku, było owym ciemnym sarmatyzmem. 

Ale przecież stary Horsztyński to jest właśnie owa Polska, i Pułaski, i konfederaci 

barscy, i Mohort, i ów Michał Strawiński z „Listopada”. Takim Polakiem był przede 

wszystkim   pan   Tadeusz   Rejtan,   poseł   nowogrodzki,   który   własnym   ciałem   chciał 

zagrodzić drogę hańbie polskiej...”

17

.    

17

  Piotr  Żbikowski:  Juliusz  Słowacki  wobec  Sarmatów   i  sarmatyzmu.  W:  Słowacki  współczesny. 

Red.:  Marek Troszyński. Warszawa, IBL PAN, 1999. 

8

background image

studenci.pl

studenci.pl

Bibliografia:

1. Backvis Claude: O rodowodzie polskiej przekory. Twórczość 1978 nr 12.

2. Jędrzej   Kitowicz:  Opis   obyczajów   za   panowania   Augusta   III.  Wrocław, 

Ossolineum, 1970.

3. Juliusz   Kleiner:  Juliusz   Słowacki.   Dzieje   twórczości.   Tom   3.   Okres  

Beniowskiego. Warszawa 1923.

4. Alina Kowalczykowa: Dramat i teatr romantyczny. Warszawa, IBL PAN, 1997.

5. Wojciech Natanson:  Fragment dramatyczny nie wymagający uzupełnień. W: 

Dramat polski XIX i XX wieku. Interpretacje i analizy. Red.: Lech Ludorowski. 

Lublin, UMC-S, 1987.

6. Dorota  Sawicka: Romantyzm 1822 – 1863. Warszawa, PWN, 2002.

7. Juliusz   Słowacki:  Złota   czaszka.   Dzieła   wszystkie.  Red.:   Juliusz   Kleiner. 

Wrocław 1957.

8. Słownik literatury polskiej XIX wieku.

9. Janusz   Tazbir:  Kultura   szlachecka   a   Polsce.   Rozkwit   –   upadek   –   relikty

Warszawa, Wiedza Powszechna, 1983.  

10. Janusz Tazbir: Szlaki kultury polskiej. Warszawa, PIW, 1986.

11. Alina Witkowska, Ryszard Przybylski: Romantyzm. Warszawa, PWN, 1997.

12. Piotr   Żbikowski:  Juliusz   Słowacki   wobec   Sarmatów   i   sarmatyzmu.  W: 

Słowacki współczesny. Red.: Marek Troszyński. Warszawa, IBL PAN, 1999. 

 

9