background image

 

Niedziela, 12 październik, Dormitorium 7-rocznych Dziewcząt 

Spostrzegawcza Lily: Dzień 27 

Suma Obserwacji: 165 

Jest poważnie, okropnie i niemożliwie niesprawiedliwe, że ktoś czujący się tak okropnie 

jak ja dzisiejszego poranka ma tak wielką trudność z zaśnięciem.  

No  bo  naprawdę,  co  z  tym  jest?  Dlaczego,  nawet  jak  leżę  sobie  tutaj  w  łóżku, 

przekonując się do zaśnięcia, nie mogę? Czy nie dosyć się nacierpiałam przez ostatnią dobę? 
Czy losy wszechświata nie są jeszcze usatysfakcjonowane niszczycielskim  bałaganem,  który 
ze mnie zrobiły? Z dobrą czy złą karmą, dziewczyna naprawdę ma limit tego na co zasługuje. 
Czy nie mogę dostać pieprzonej przerwy? 

Merlinie,  moja  twarz  jest  cała  opuchnięta,  pokryta  plamami,  piecze,  jest  obolała  i 

nienawidzę mojego życia. A na szczycie  tego  wszystkiego, jestem kompletnie zawstydzona, 
przypominając  sobie  siebie  z  zeszłej  nocy.  Naprawdę  czasami  jestem  zbyt  niewiarygodnie 
dramatyczna. Nie miałam żadnego przekonywującego powodu, żeby tak się załamywać. Nikt 
nie  umarł,  na  litość  Merlina,  choć  nikt  by  o  tym  nie  wiedział,  patrząc  na  to  jak  się 
zachowywałam.  Emma  musiała  sobie  pomyśleć,  że  oszalałam.  Tak,  to  była  ogromna  ilość 
wiedzy do ogarnięcia jednocześnie i tak, byłam przez te ostatnie miesiące podatna na płacz z 
najbłahszych  powodów  (a  o  co  z  tym  chodzi?),  ale  jednak.  Wiem,  że  wygląda  to  na  wielki 
bałagan, ale jestem pewna, że jak usiądę i wszystko to logicznie posortuję, to nie będzie tak 
okropnie. 

Tak, logiczne myślenie. O to chodzi. 

I pewnie sen, chociaż wygląda na to, że z tego nic nie będzie. 

Och,  niech  to  wszystko  szlag.  Mam  dosyć  tego  zamknij-oczy-i-czekaj-na-rozkoszną-

drzemkę-chociaż-nigdy-nie-nadejdzie-ponieważ-nie-można-zanurzyć-się-w-rozkoszną-
drzemkę-kiedy-twój-mózg-kręci-się-tak-szybko-jak-ziemia-na-której-żyjemy. 

Najwyraźniej 

dzisiaj NIE dostanę żadnego snu. 

Chyba  wyjdę  na dwór.  Pójdę  się przejść  czy  co.  Obejrzę  wschód  słońca.  Naprawdę  nie 

widzę lepszego miejsca na poważne logiczne myślenie. 

Tak, dobry plan. 

 

Później, Spacerując (Skradając?) Na Zewnątrz 

Spostrzegawcza Lily: Dzień 27 

Suma Obserwacji: 166 

background image

 

Nie jest wbrew zasadom przebywanie na zewnątrz o tej porze rano, prawda? Filch nie 

wyskoczy z cieni i nie da mi szlabanu ani nic, racja? To byłaby wisienka na bananie z lodami i 
bitą śmietaną najbardziej schrzanionego dnia. 

Wiecie co? 

Nie obchodzi mnie to. 

Już mnie to cholernie nie obchodzi. 

Szlabanie, jestem twoja. Chodź i mnie znajdź! 

 

Jeszcze  Później  (Choć  Nadal  Technicznie  Bardzo  Wcześnie),  Przy  Wielkim  Jeziorze 

(Widocznie Niezłapana Przez Filcha) 

Spostrzegawcza Lily: Dzień 27 

Suma Obserwacji: 166 

Logiczne Myśli Lily Evans o Szalonych Wydarzeniach Zeszłej Nocy 

(Znane Również Jako: Zaakceptowanie Jej Katastroficznego Życia) 

Problem #1) James Potter nadal się we mnie durzy. (Nie wspominając faktu, że INNI 

LUDZIE  WYDAWALI  SIĘ  O  TYM  WIEDZIEĆ,  A  JEDNAK  NIE  PRZYSZŁO  IM  DO  GŁOWY  MI  O 
TYM POWIEDZIEĆ) 

Żadna wielka sprawa. 

Mam na myśli – tak, w porządku, to jest tak jakby wielka sprawa, biorąc pod uwagę fakt, 

że  przez  ostatnie dwa  miesiące  –  lub  być  może  dwa  lata,  teraz  jak  o tym  pomyślę.  Czy  on 
kiedykolwiek przestał czy była to ciągła rzecz od piątego roku, chociaż praktycznie ignorował 
mnie  przez  cały  zeszły  rok  i  po  prostu  udawał,  że  chce  być  w  tym  roku  przyjaciółmi?  Czy 
kiedykolwiek  istniała  przerwa  w  tych  uczuciach?  Nie  wiem.  Nikt  nie  pomyślał,  żeby  mi 
powiedzieć. Ale musiała być. Co z Elisabeth Saunders? Co to było? Jeżeli naprawdę zależało 
mu na mnie, to dlaczego by się z nią umawiał, nawet jeśli w tamtym czasie nie byłam jego 
największą  fanką?  Nie,  żebym  oczekiwała  od  niego  czekania  na  mnie  czy  coś,  ale  tylko 
mówię. Musiała być tam gdzieś przerwa, jeżeli z nią chodził.  Chyba że to była taktyka, aby 
wzbudzić moją zazdrość czy coś. Jeśli chodziło o to, to zdecydowanie nie zadziałało (jednak 
wyjaśniłoby  to  kilka  rzeczy.  Na  przykład  jak,  w  imię  Lucy  i  Ethel,  ten  chłopak  kiedykolwiek 
uważał  ją  za  choćby  trochę  atrakcyjną).  To  znaczy  teraz  to  działa,  ale  to  zupełnie  inna 
historia. Poza tym, on już z nią nawet nie chodzi – na to mogę powiedzieć tylko, dzięki Bogu, 
ponieważ nie sądzę, że mogłabym to znieść na szczycie wszystkiego innego. Ale tak, on z nią 

background image

 

nie chodzi, bo durzy się we mnie. Niestety. Albo stety. Sama nie wiem. Nie, zdecydowanie 
niestety. Przecież nie chcę, żeby on się we mnie durzył. Nie chcę. Po prostu… 

Och, szlag by to. 

O czym ja mówiłam? 

A, tak. Jak spowodowałam temu chłopakowi niepotrzebne cierpienie. 

Ale nic z tego nie było moją winą! 

Gdyby ktoś wysilił się, żeby, wiecie, uprzejmie poklepać mnie po ramieniu i powiedzieć 

„A  tak  w  ogóle,  Lily,  ten  twój  przyjaciel?  James  Potter?  Nadal  mu  się  podobasz.  Ta. 
Pomyślałem, że  ci powiem”,  to  nie  zrobiłabym ani  nie  powiedziała  nic, co  spowodowałoby 
jego  napięcie  emocjonalne!  Nie  gadałabym  o  mojej  miłości  do  Amosa  Diggory’ego,  nie 
powiedziałabym jego eks, że się umawiamy, nie płakałabym na jego wygodnych koszulkach 
ani  nie  dałabym  mu  krówek,  ponieważ  droga  do  serca  mężczyzny  prowadzi  przez  jego 
żołądek,  choć  najwyraźniej  znajdowałam  się  już  w  jego  sercu  zanim  wpłynęłam  na  jego 
żołądek. Nie wiem co zrobiłabym innego, ale… 

Merlinie, dlaczego on mnie teraz nie nienawidzi? 

Nie  winiłabym  go,  gdyby  mnie  nienawidził.  Zasłużyłabym  na  to,  przez  to  jak  go 

traktowałam, chociaż nie byłam świadoma efektów moich czynów. 

Ponieważ chodzi o to, że… powinnam była wiedzieć. 

Przecież się z tym zbytnio nie krył. Naturalnie temu zaprzeczał, zapewniał, że wolałby być 

martwy niż się ze mną umawiać, udawał radość z powodu mojej randki z Amosem, ale serio… 
przecież jaki facet pozwala ci płakać na jego swetrze? DWA RAZY? No jaki? Żaden normalny 
facet,  jakiego  znam.  Dopóki  twoje  zdenerwowanie  nie  ma  dla  niego  jakiegoś  znaczenia,  to 
bardzo  wątpię,  że  jakiś  facet  chętnie  trzymałby  się  w  pobliżu  dla  takich  dramatów.  Nawet 
najmilsi robią się nerwowi i skrępowani przy rozemocjonowanych kobietach. Ale James nie. 
Pozwolił  mi  płakać  na  swojej  koszulce,  pocierał  mnie  po  plecach,  szeptał  wszystkie  te 
pocieszające rzeczy i… i… 

JAKI FACET TAK ROBI, JEŚLI SIĘ W TOBIE NIE DURZY? 

DLACZEGO JESTEM TAK CHOLERNIE ŚLEPA? 

Przecież  Grace  praktycznie  mi  powiedziała!  Położyła  to  jak  na  dłoni,  zmusiła  mnie  do 

myślenia,  ale  z  jakiegoś  przeklętego  powodu  robiłam  wszystko,  co  w  mojej  mocy,  by 
przekonać się, że to nieprawda. Tamten głupi test miał tyle dziur, ale tak bardzo cieszyłam 
się, że James nie krzyczał, a Amos zaprosił mnie na randkę, że nawet nie pomyślałam o tym, 
iż  zły  humor  James  następnego  dnia  mógł  mieć  coś  wspólnego  z  faktem,  że  właśnie 
zdeptałam biedne serce chłopaka. Powiedział, że to był zły dzień, a ja to zaakceptowałam. A 

background image

 

przez  cały  ten  czas  prawdopodobnie  umierał  wewnątrz,  wszystko  to  dlatego,  że  jestem 
kompletnie nieświadoma i nie zauważyłam jego wyraźnie-nie-platonicznych uczuć. 

Merlinie, jestem taka głupia. Dla kogoś, kto szczyci się posiadaniem więcej mocy mózgu 

niż  przeciętna  Sally-Sue,  naprawdę  byłam  w  tej  sprawie  kompletną  kretynką.  Czy 
kiedykolwiek myślałam o tym czemu facet znosił te wszystkie moje niekończące się brednie? 
Czy  kiedykolwiek  myślałam  o  tym  czemu  tak  bardzo  się  wściekał,  gdy  byłam  dla  niego 
wredna?  Czy  kiedykolwiek  myślałam  o  tym  czemu  mnie  komplementował,  nazywał  mnie 
Nieomylną,  obejmował  mnie  ramieniem  w  ten  to-może-być-uważany-za-platoniczny-ale-
może-być-także-uważany-za-intymny sposób? 

Nie. 

Oczywiście, że nie. 

Myślałam tylko „O, James. Co za miły przyjaciel”. 

Psh. 

Cholera. 

To taki bałagan, co nie? 

I nie mogę uwierzyć, że nikt mi nie powiedział! Przez cały ten czas, gdy zachowywałam 

się jak kompletna idiotka, nikt nie powiedział przeklętego słowa! Emma wyraźnie wiedziała 
zeszłej nocy i wiem, że Grace wie przez ten raz, kiedy  tak jakby mi powiedziała (ale potem 
temu  zaprzeczyła,  więc  to  nie  bardzo  się  liczy).  No  i  co,  jeśli  James  nie  chciał,  żebym 
wiedziała? NO I CO? Nie tylko on był tutaj zaangażowany! Czy ktoś zechciał pamiętać, że ja 
również  miałam  małą  część  w  całym  tym  wydarzeniu?  Zwłaszcza  potem,  kiedy  ja…  to 
znaczy… kiedy zaczęłam… 

Nie. 

Z tym poradzę sobie później. 

Jeden kryzys na raz. 

Jeden na cholerny raz. 

Przecież  mogli  przynajmniej  napomknąć  o  tym,  podczas  gdy  zachowywałam  się  jak 

przeklęta  kretynka.  Taka  była  ich  praca  –  ba,  ich  obowiązek  –  żeby  powiedzieć  mi,  co 
wyprawiałam! Dlaczego nie mogli tego zrobić? Nigdy bym nie pomyślała, że rozmyślnie mogą 
zrobić coś tak tępego. Myślałam, że przynajmniej  popchną  mnie w odpowiednim kierunku. 
Chyba że… 

…chyba że to zrobili? 

background image

 

Nie. Nie, nie mogli. Nie mogę być aż tak ślepa, prawda? Jednakże… 

O Merlinie. 

Zaczyna boleć mnie głowa. 

Po prostu… co ja mam teraz zrobić? Merlin jeden wie czy James będzie w ogóle pamiętał 

całowanie mnie zeszłej nocy. Nie sądzę, że ktokolwiek widział – byliśmy przecież schowani w 
klatce schodowej i każdy był pochłonięty własnymi zajęciami –  ale co jeśli ktoś widział? Co 
jeśli ktoś widział jak się całowaliśmy, a potem zapytają o to Jamesa? Wtedy będzie wiedział 
na pewno, że to się stało, nawet jeśli jest to tylko rozmazana wizja w jego umyśle. A co jeżeli 
sam to pamięta? Co jeśli nie był tak pijany, na jakiego wyglądał albo może ma bardzo dobrą 
pijacką pamięć? Co wtedy będzie? Jak powinnam się zachowywać? 

Nie  mogę…  nie  mogę  go  ignorować,  prawda?  Jego  uczuć,  o  to  mi  chodzi?  Jeżeli  on 

pamięta, to bardzo wątpię, że James będzie siedział bezczynnie i będzie czekał, aż rozgryzę 
całą tę sytuację. Powie coś. Skonfrontuje się z problemem. Zapyta mnie co myślę o tym, że 
mu  się  podobam,  że  mnie  całował,  a  ja  stałam  tam  na  schodach,  niemal-tak-jakby-
technicznie odwzajemniając jego pocałunek? Co wtedy powiem? Co ZROBIĘ? Bo nie chcę go 
zranić. Myślę, że już wystarczająco go zraniłam i nie zniosłabym zrobienia tego znowu, tym 
razem świadomie. Lecz nie wiem jak go NIE zranić. Nie mogłabym powiedzieć mu tego, czego 
chciałby usłyszeć. To oznaczałoby… 

Chwila. 

Jedną przeklętą chwileczkę… czy ja w ogóle wiem, co on chciałby usłyszeć? 

Naprawdę, czy ja w ogóle to cholernie wiem? Nie wiem co się dzieje w tej jego szalonej 

głowie.  Nie  znam  jego  nadziei,  marzeń,  pragnień.  Do  zeszłej  nocy  nawet  cholernie  nie 
wiedziałam, że mogłam być częścią nich. Z tego co wiem, to Jamesowi poważnie mogłoby na 
tym nie zależeć. Może jego durzenie się we mnie jest tylko małą, nieznaczną niedogodnością, 
która  wymknęła  się  lekko  spod  kontroli,  gdy  był  pijany,  a  wtedy  przypadkowo  mnie 
pocałował. Może nigdy nie zamierzał robić z tego czegoś więcej niż było – małego durzenia 
się. Może on nie chce słyszeć, że oczywiście chcę go/kocham go/wyjdę za niego/będę miała 
jego  dzieci/wprowadzę  się  do  jego  domu/umrę  z  nim  na  starość/itd.  czy  coś  w  tym  stylu. 
Może  dzieciak  potrzebował  po  prostu  pocałunku.  To  znaczy  tak,  okres  tego  tak  zwanego 
„durzenia się” (nadal nic pewnego, oczywiście) i jego wcześniejszych czynów może podważać 
ten  wniosek,  lecz  co  ja  wiem  o  męskiej  psychologii?  Nic!  Nie  wiem  NIC  o  wewnętrznych 
działaniach męskiego umysłu, ale z tego co słyszałam, jest to raczej zboczone miejsce. Więc 
może  cała  ta  sytuacja  ma  mniej  wspólnego  z  kruchymi  wzlotami  i  upadkami  delikatnego 
serca Jamesa Pottera, a więcej wspólnego ze sprośnymi wzlotami i upadkami hormonalnego 
systemu Jamesa Pottera. 

Sama nie wiem. 

background image

 

Po prostu CHOLERNIE NIE WIEM. 

Istotą  sprawy  jest  to,  że  nie  dowiem  się,  dopóki  nie  zobaczę  Jamesa.  Nie  mogę 

zaplanować tego, co zrobić czy jak się zachowywać, ponieważ nie wiem, co zrobi on, jak on 
się  zachowa.  Nie  wiem  nawet  czy  on  pamięta!  I  wiem,  że  to  kompletne  brednie  i 
pozostawienie  spraw  losowi  nie  jest  moim  idealnym  sposobem  na  rozwiązywanie 
problemów, biorąc pod uwagę, jak zwykle traktuje mnie los, ale nie mam tutaj zbyt wielkiego 
wyboru.  Choć  bardzo  mi  się  to  nie  podoba,  ruch  należy  teraz  do  Jamesa.  Nie  mogę 
zareagować, dopóki on nie zareaguje i mogę tylko modlić się o szansę, że chłopak nachlał się 
do śpiączki, a teraz będzie to odsypiał parę lat. Jednakże przy szansie, że to się nie wydarzyło, 
muszę przeczekać i zobaczyć. Zobaczyć, co on zrobi. Zobaczyć, jak się zachowa. Zobaczyć czy 
w ogóle pamięta.  

Lecz do tego momentu muszę być Całkowitym Wzorem Normalności. Wiecie co – jeszcze 

zanim go zobaczę będę zachowywać się jak CWN, ponieważ jeśli wpadnę na niego i zacznę 
zachowywać  się  skrępowanie,  niepokojąco  i  całkowicie  irracjonalnie,  to  James  i  ja  nie 
będziemy mieli szansy na ŻADEN typ związku – platonicznego czy innego – po tym wszystkim. 
A  chociaż  może  wydawać  się  to  niemożliwe,  James  naprawdę  stał  się  zasadniczą  częścią 
mojego  życia  w  tych  paru  krótkich  tygodniach.  I  nie  chodzi  mi  o  to,  że  zawalałabym 
transmutację  bez  niego  –  chociaż  tak  by  było  –  chodzi  o  więcej.  Mogę…  mogę  z  nim 
porozmawiać,  wiecie?  O  wszystkim.  Nie  tak  jak  z  Amosem,  gdzie  mój  język  robi  się  cały 
splątany  i  mówię  głupie  rzeczy  albo  zachowuję  się  jak  nie  ja,  żeby  mu  zaimponować,  albo 
kiedy rozmawiam z innym facetem i muszę panować nad swoimi ustami, żeby nie palnąć nic 
szalonego.  Jamesa  nie  obchodzi  czy  zachowuję  się  jak  oszalała  –  on  wie,  że  jestem 
zbzikowana.  Jemu  to  nie  przeszkadza.  On  jest  jak…  nie  jest  jak  Grace  i  Emma,  ale 
zdecydowanie  im  dorównuje.  I  nie  mogę…  nie  mogę  tego  stracić.  Nie  teraz.  A  żeby  coś 
takiego  się  nie  wydarzyło  muszę  zachowywać  się,  jakby  wszystko  było  totalnie  normalne. 
Nawet jeśli pamięta. Nawet jeśli nie pamięta. Zachowywać się normalnie. CWN. Normalnie. 

Sądzę, że to moja jedyna nadzieja. 

Problem #2) Niespodziewanie odkryłam, że chyba – jakkolwiek tylko trochę – podoba 

mi się James Potter. 

Nie powinnam być tym zaskoczona, ale jestem. 

Patrząc na to z perspektywy czasu, przypuszczam, że było to absurdalnie nieuniknione. 

Czy  szczerze  myślałam,  że  nie  ulegnę?  Czy  szczerze  wierzyłam,  że  miałam  jakąś  szansę? 
Istnieje powód dlaczego tak wiele dziewczyn bazgrze jego imię w swoich książkach, na brodę 
Merlina, i nie tylko dlatego, że często przyjemnie jest na niego patrzeć. Za opowieściami o 
jego doskonałości jest fakt. I tak, kiedy naturalnie ma swoje wady – kilka, jeśli mogę dodać – 
to nie są to okropne wady. O wiele mniej od moich, w każdym bądź razie. A on… chodzi o to… 

Naprawdę nie widziałam, jak to nadchodzi. 

background image

 

Powinnam była i starałam się to ignorować, kiedy W KOŃCU to rozpoznałam, ale… och, 

szlag. 

Wszystko to jest beznadziejne. Ja jestem beznadziejna. 

Nie sądzę, żeby bardzo mi się podobał. Bardzo mocno staram się zbytnio nie panikować. 

Naprawdę,  jeśli  te  durzenie  się  jest  tak  małe  i  nieznaczące  jak  myślę,  to  może  stopniowo 
zniknie.  Mówię  poważnie.  Tak  po  prostu.  Jest  jednego  dnia,  znika  drugiego.  Więc  jeżeli 
spędzę  cały  czas  siedząc  sobie  tutaj,  panikując  nad  faktem,  że  być  może  durzę  się  w 
chłopaku,  który  durzy  się  we  mnie,  tymczasem  JUŻ  durząc  się  w  INNYM  chłopaku,  który 
RÓWNIEŻ durzy się we mnie… cóż, jest to ból głowy, którego raczej sobie oszczędzę. Wiecie, 
biorąc  pod  uwagę,  że  to  wszystko  prawdopodobnie  i  tak  zniknie.  Prawdopodobnie.  A 
przynajmniej tak myślę. 

Ponieważ chodzi o to, że to… to jest James. 

Przypuszczam, że gdy zdecydowanie nie jest to rzadkością dla kogokolwiek, żeby się w 

nim durzyć… jest to rzadkością dla mnie. Przed tym rokiem nawet go nie lubiłam, na brodę 
Merlina!  Przed  tym  semestrem,  nawet  na  początku  tego  semestru,  szczerze  myślałam,  że 
chłopak nie jest lepszy od brudu przyczepiającego się do twojego buta. Taka była moja opinia 
o  nim.  I  chociaż  tak,  ostatnio  zdałam  sobie  sprawę,  że  jestem  okropną  znawczynią  ludzi, 
wyraźnie – choć on naprawdę był kompletnym dupkiem w piątym roku, ostatnim razem jak 
zwracałam uwagę na jego istnienie – pomiędzy tamtym okresem, a teraźniejszością zmienił 
się  w  całkiem  porządnego  faceta  –  lepiej  niż  porządnego,  serio,  ponieważ  nie  całuję  się  z 
tylko-porządnymi facetami. Całuję najlepszych z najlepszych. Nawet jeśli technicznie, to nie 
ja  wczoraj  całowałam  –  cóż,  w  każdym  razie  nie  zaczęłam  tego.  Ale  również  się  nie 
odsunęłam, co chyba sprawia, że także jestem odpowiedzialna. Możliwe, że pod koniec tak 
jakby uczestniczyłam. Ale tylko dlatego, że wtedy miałam trochę pomieszane w głowie. Albo, 
wiecie,  byłam  zdezorientowana  czy  coś.  Ponieważ  James  Potter  bardzo  dobrze  całuje. 
Nawet, kiedy jest mocno pijany i wyraźnie nie w swojej szczytowej formie. Co skłania mnie 
do myślenia jak by się z nim całowało, gdy nie jest pijany. Ale nie o to chodzi. Chociaż jestem 
pewna, że jest znakomity. W całowaniu, o to mi chodzi. Ale raz jeszcze, nie o to chodzi. 

Och, do cholernego diabła, teraz myślę o jego umiejętnościach w całowaniu. 

Niedobrze. 

Ani trochę. 

Ale jest to również jedna rzecz, którą rozpaczliwie się martwię… co jeśli to nie odejdzie? 

Chodzi  mi  o  te  całe  durzenie  się,  nie  prostą  fascynację  jego  umiejętności  w  całowaniu.  Co 
jeśli to zostanie? Co jeśli, pomimo faktu, że jestem niemal pewna, że tak się stanie, to to nie 
zniknie?  Co  jeśli  James  tak  mocno  splamił  mnie  jego  pijanymi  pocałunkami,  że  odmówię 
zapomnienia o całej sprawie? Co jeśli te durzenie jest czymś więcej niż myślę? 

background image

 

Powinnam sama to wiedzieć. Powinnam potrafić określić jak bardzo podoba mi się facet, 

ale  z  jakiegoś  powodu  po  prostu  z  Jamesem  tego  nie  wiem.  Mam  na  myśli…  nie  jest  to 
normalne  durzenie.  Nigdy  wcześniej  nie  durzyłam  się  w  jednym  z  moich  przyjaciół  –  tak 
naprawdę  to  nigdy  nie  miałam  tylu  męskich  przyjaciół,  żebym  miała  w  ogóle  taką  okazję. 
Michael  Davis  –  on  był  moim  ostatnim  chłopakiem,  w  czwartym  roku  –  nie  byliśmy 
przyjaciółmi  przed  umawianiem  się.  Właściwie  to  ledwo  co  rozmawialiśmy.  Był  dwa  lata 
starszy  ode  mnie,  więc  nigdy  nie  mieliśmy  takiej  okazji.  Nie  wiem  nawet  dlaczego  zaprosił 
mnie  na  randkę.  Ale  zrobił  to  i  poszliśmy,  a  ja  powoli  zaczęłam  się  w  nim  podkochiwać.  A 
potem z Amosem… cóż, to była jedna z tych sytuacji gdzie kocha się z daleka. To znaczy z nim 
przynajmniej czasami gadałam, w klasie, na spotkaniach prefektów i tym podobnych, ale tak 
naprawdę nie znam go. Nie tak, jak znam Jamesa. James ma jego własną kategorię. 

Więc skąd mam wiedzieć gdzie jest narysowana linia? Skąd mam wiedzieć gdzie kończą 

się uczucia platoniczne, a zaczynają uczucia romantyczne? Chodzi o to, że najwyraźniej żywię 
do  niego  jakieś  romantyczne  uczucia,  bo  nie  śniłabym  o  nim,  nie  myślałabym  o  nim 
niestosownie i zdecydowanie przeszkadzałoby mi te całe całowanie, ale… ugh. 

Ugh. Ugh. UGH.  

Emocje są do bani. 

Problem  #3)  Za  tydzień  mam  randkę  z  Amosem  Diggorym…  a  ja  podkochuję  się  w 

innych facetach i ich całuję. 

O Merlinie, mam nadzieję, że Amos nie dowie się o tym wszystkim. 

Serio  umarłabym,  gdyby  ktoś  mu  powiedział  –  gdyby  ktoś  w  ogóle  zobaczył,  o  to  mi 

chodzi. Nie wiem czy nikt nie widział. Ale nie o to chodzi. Nawet jeśli nikt nie widział, nawet 
jeśli  nikt  mu  nie  powie…  czuję  się  tak  cholernie  winna  z  powodu  tej  sytuacji.  Chociaż  nie 
całkiem zdradziłam Amosa czy coś – ku mojemu wielkiemu niepokojowi, nie mamy do siebie 
żadnych ekskluzywnych praw – to nadal nie jest w porządku umawiać się na randkę z jednym 
facetem, a potem całować drugiego. Ale to nie moja  wina. Przecież nie mogę  kontrolować 
tych  uczuć.  Próbowałam.  Próbowałam  tak  mocno  zignorować  jakiekolwiek  przeczucie,  że 
podoba mi się ktoś inny od Amosa, ale… no cóż… 

To nieważne. Przynajmniej tak sądzę. Moje małe durzenie się w Jamesie Potterze nie ma 

wpływu  na  wielką  ilość  miłości,  którą  żywię  do  Amosa.  Nic  jej  nie  odejmuje.  To  są  dwa 
bardzo różne poziomy durzenia. Muszą być. Amos… durzę się w Amosie od lat. Durzę się w 
Jamesie od paru dni, jak już! Jak może być to porównywane? Nie może. Totalnie nie może. 

Ale, wiecie… to po prostu… cóż… 

Czuję się trochę, jakby moja miłość do Amosa słabła. 

background image

 

A może nie ma to nic wspólnego z Jamesem, może wszystko jest z nim wspólnego, nie 

jestem pewna. Może jestem po prostu szalona i moje mocne zamroczenie przez całowanie 
zeszłej  nocy  czyni  mnie  nerwową,  a  teraz  wątpię  w  moje  uczucia,  a  choć  James  jest  tak 
niegrzeczny względem wszystkiego, co tyczy się Amosa Diggory’ego… uważałam to trochę za 
zabawne, kiedy go okłamałam. I wybrałam odejście z Jamesem po meczu, choć Amos był w 
wyraźnej  potrzebie  pocieszenia.  Pomimo  faktu,  że  Najznakomitsza  Randka  W  Historii  ma 
mieć  miejsce  za  siedem  dni…  nie  czuję  ekscytacji.  I  może  to  w  porządku  –  czy  ktokolwiek 
byłby podekscytowany po takiej nocy, jaką miałam ja? – ale ja tylko… ja nie… 

Cholera. 

Nie wiem już  co  czuję. Nadal uwielbiam Amosa –  wiem, że tak – ale cała ta sytuacja z 

Jamesem…  w  tej  chwili  mi  nie  pomaga.  Tak  właściwie,  to  przyprawia  mnie  o  ogromny, 
nieznośny  ból  głowy.  I  bez  względu  na  to  jak  wiele  razy  wmawiam  sobie,  że  to  nie  ma 
znaczenia… 

Och, szlag by to. 

To ma znaczenia. 

Naprawdę, szczerze ma. 

Problem #4) Logiczne Myślenie jest GÓWNIANE. 

Nienawidzę mojego życia. 

 

Później Później, Pokój Wspólny Gryffindoru 

Spostrzegawcza Lily: Dzień 27 

Suma Obserwacji: 167 

Rozczarowanie,  jak  ostatnio  się  dowiedziałam,  jest  niezwykle  skomplikowanym 

uczuciem. 

Ktoś  pomyślałby,  że  można  zdać  sobie  sprawę,  że  będzie  się  czymś  rozczarowanym. 

Przecież jest to rzecz, którą osoba powinna wiedzieć, co ją uszczęśliwi, a co nie. Ale ostatnio 
odkryłam,  iż  rozczarowanie  najwyraźniej  jest  o  wiele  bardziej  skomplikowane.  Bo  chociaż 
możesz myśleć, że czegoś chcesz – jesteś praktycznie tego pewien, niemal się o to modlisz… 
cóż,  możesz  się  mylić.  Możesz  naprawdę  się  mylić.  I  zanim  się  zorientujesz,  siedzisz  sobie 
tam,  obserwując  coś,  co  myślałeś,  że  chciałeś,  by  się  wydarzyło  i  nagle  czujesz  uścisk  w 
brzuchu,  twoje  dłonie  robią  się  lepkie,  a  serce  bije  w  taki  sposób,  iż  wiesz,  że  nie  jesteś 
podekscytowany, choć powinieneś, a raczej zdruzgotany w najokropniejszy i najkłopotliwszy 
sposób. 

background image

10 

 

A to, moi przyjaciele, jest rozczarowaniem. 

On nie pamięta. 

Po wszystkim – po tym zamartwianiu, całym planowaniu, całym logicznym myśleniu – to 

nawet nie ma znaczenia. 

Ponieważ on cholernie nie pamięta. 

A  chociaż  powinnam  czuć  się  teraz  uszczęśliwiona,  powinnam  skakać  z  radości, 

organizować  imprezę  i  radośnie  tańczyć  po  korytarzu…  nie  robię tego. Nie  robię  nic  z tych 
rzeczy  czy  nawet  trochę  podobnego,  bo  z  jakiegoś  szalonego  powodu,  którego  nie  mogę 
zmienić ani zrozumieć… jestem rozczarowana. 

CO DO JASNEGO DIABŁA JEST ZE MNĄ NIE TAK?? 

Musiałam  być  na  zewnątrz  dłużej  niż  zdawałam  sobie  sprawę,  bo  słońce  już  wzeszło  i 

zamek zaczynał się budzić, jak poczułam się na tyle spokojna, żeby wrócić do środka i stawić 
czoła światu. Nie mogę powiedzieć, że czułam się stuprocentowo pewna co do mojej obecnej 
sytuacji, ale już nie hiperwentylowałam, nie płakałam ani nie brałam pod uwagę utopienia 
się w Wielkim Jeziorze, więc wszystko to przyjęłam jako dobre znaki i postanowiłam iść dalej. 
Widzicie, uśpiłam swoją czujność, tam przy jeziorze. Myślałam, że miałam czas zanim będę 
musiała  skonfrontować  się  z  problemem.  Czego  sobie  nie  uświadomiłam,  oczywiście,  że 
kiedy  ja  byłam  na  zewnątrz,  pobudzając  do  życia  moje  małe  załamanie  nerwowe  przez 
logiczne  myślenie,  reszta  świata  zachowywała  się  jak  zazwyczaj.  Nikt  nie  zechciał 
przypomnieć  mi  o  tym  fakcie.  Dlatego  właśnie  poczułam  ogromny  szok,  kiedy  weszłam  do 
Wielkiej  Sali  –  spokojna,  opanowana  i  wierząca,  że  gotowa  byłam  kontynuować  życie  – 
znajdując normalnych wczesnych ptaszków na nogach, jak zwykle i zawołał do mnie kolejny 
znajomy głos. 

- Lily! Hej, Lily! 

Obróciłam  głowę  na  dźwięk  mojego  imienia,  dość  zaskoczona  jego  usłyszeniem,  jak 

nadal trawiłam fakt, że ludzie byli na nogach, poruszali się i byli normalni. Zobaczyłam Marley 
siedzącą  przy  stole  Gryffonów,  machając  do  mnie  rękoma,  jakby  mnie  przywołując,  co  jak 
przypuszczam sparowane z jej wykrzykiwaniem mojego imienia oznaczało, że chciała abym 
podeszła. I podczas gdy samo to w sobie nie było wielką sprawą, trudno było przegapić fakt, 
że siedzący tuż naprzeciwko niej, głowę opierając dość nierówno o jego ramiona i wyglądając 
jakby spał na stole, siedział James.  

Co, wiecie, było wielką sprawą, biorąc wszystko pod uwagę. 

Wtedy również weszła do gry świadomość, że oczywiście-reszta-świata-nadal-żyje-kiedy-

ty-masz-załamanie-nerwowe-ty-idiotko. 

Co, wiecie, również było do bani. 

background image

11 

 

Bardzo. 

Nie  bardzo  pamiętam  jak  zdołałam  przenieść  stopy  z  punktu  A  do  punktu  B  (punkt  A 

znajdował  się  przed  drzwiami  Sali  Wejściowej,  daleko  od  Jamesa;  punkt  B  znajdował  się 
przed  stołem  Gryffonów,  bardzo  blisko  Jamesa),  ale  moje  stopy  musiały  otrzymać 
wiadomość,  że  powinny  się  ruszyć,  więc  to  zrobiły,  także  byłam  tutaj,  ku  wielkiej  rozpaczy 
reszty mojego ciała. 

Nie chciałam na niego patrzeć – a raczej nie chciałam patrzeć na tył jego głowy, co tylko 

mogłam zobaczyć, przez jego spanie-na-stole. Myliłam się. Nie byłam na niego gotowa. Nie 
byłam  w  najmniejszym  stopniu  samourzeczywistniona,  gotowa  z  nim  porozmawiać  ani 
choćby  go  widzieć.  Nadal  powinnam  stać  na  dworze  pod  drzewem,  robiąc  listy  i  mieć 
załamanie  nerwowe.  Dlaczego  pomyślałam,  że  byłam  gotowa  na  powrót  do  środka? 
DLACZEGO?  Dlaczego  myślałam,  że  jego  tutaj  nie  będzie,  tutaj,  gdzie  zawsze  jest  każdego 
poranka, czekając na mnie? Dlaczego o tym nie pomyślałam? Nie  powinno mnie tutaj być. 
Nie  powinno.  Ale  nawet  jak  histeria  zaczęła  narastać,  zorientowałam  się,  że  i  tak  głupio 
rzucam mu ukradkowe spojrzenia i zaczęłam wewnątrz panikować. 

Co on zrobi? Co ja zrobię? Nie zamierzał wspominać tej rzeczy przy Marley, prawda? To 

jest między nami. Nie ma potrzeby angażować do tego innych! A jak się o tym pomyśli, to nie 
jest to również śniadaniowa rozmowa. Przecież nie może powiedzieć „Więc… pocałowałem 
cię zeszłej nocy, Lil. Co ty na to? O, możesz mi podać sól?”. Po prostu nie może. 

O Merlinie, on na pewno to zrobi. 

Na pewno to zrobi, pomiędzy kęsami jajecznicy. 

Kurde. 

Starałam  się  patrzeć  tylko  na  Marley  z  wyraźnie  fałszywym  i  zbyt  promiennym 

uśmiechem przyklejonym do twarzy, udając, że byłam Całkowitym Wzorem Normalności, a 
nie  hiperwentylowałam  wewnątrz,  chociaż  bardzo  szybko  biło  mi  serce,  mój  żołądek 
ściśnięty  był  w  węzłach  i  w  głowie  rozwijała  się  klisza  filmowa  tego  jak  James  przepytuje 
mnie o moje uczucia pomiędzy łykami soku dyniowego. 

O tak. 

Całkiem normalne. 

Psh. 

-  Hej  –  przywitała  mnie  Marley,  naturalnie  bardzo  normalnie,  nie  mając  pojęcia,  że 

otaczała ją atmosfera nierozwiązanego napięcia. – Gdzie byłaś? Na zewnątrz? 

background image

12 

 

Trudno jest sobie wyobrazić, że tył czyjejś głowy może być uważany za coś ekstremalnie 

atrakcyjnego  oraz  kuszącego,  ale  jestem  pewna,  że  większość  ludzi  nie  miało  okazji,  by 
patrzeć na tył głowy Jamesa Pottera. 

Pożądałam tył jego głowy. 

O Boże. 

- Em… tak – odpowiedziałam powoli, próbując zignorować zboczone myśli o tyle głowy 

głupiego faceta – jego głowy, na brodę Merlina! A nawet tak bardzo mi się ten chłopak nie 
podoba! – Na zewnątrz. Wyszłam trochę na zewnątrz. 

Ponieważ jestem szalona, głupia i powoli rośnie moja obsesja tyłem głowy ludzi! 

Wciąż stałam, bo nie wydawało mi się, że mogłabym usiąść, biorąc pod uwagę, że jedyne 

miejsce, na którym mogłabym usiąść znajdowało się tuż obok Jamesa, a to wyraźnie byłoby 
niekorzystne dla mojego zdrowia psychicznego. Chyba że obeszłabym cały stół, żeby usiąść 
obok Marley czy coś, ale to byłoby całkowitym przeciwieństwem mojego już podupadającego 
planu CWN. Nie, że on by to zauważył. James, mam na myśli. Wiecie, patrząc na to, iż wciąż 
ukrywał twarz w stole i w ogóle, przypuszczalnie dlatego, że nie mógł znieść mojego widoku, 
chociaż prawdopodobnie nie był świadomy, że podczas tej taktyki niechęci, zaczął kusić mnie 
tył jego głowy. Ale jednak. 

- Dlaczego u licha tam byłaś? – zapytała ze zdziwieniem, wgryzając się w kawałek grzanki 

i  natychmiast  odciągając  mnie  od  szalonych  myśli.  Przerzuciła  następną  kartkę  Proroka  i 
rzuciła mi spojrzenie. – Na dworze jest lodowato. Tak w ogóle, masz liścia we włosach. 

-  Och.  Dzięki.  –  Wyjęłam  liścia  z  włosów,  wdzięczna  za  chwilową  dystrakcję.  W  głowie 

mówiłam  sobie,  żeby  przestać  na  niego  patrzeć,  ale  jak  to  bywa,  to  czego  pragnie  moja 
głowa, a czego pragnie moje ciało to dwie różne rzeczy, więc nadal posyłałam mu spojrzenia, 
jak  nareszcie  znalazłam  na  tyle  odwagi,  by  usiąść.  W  uszach  słyszałam  moje  walące  serce. 
Głośno.  Próbowałam je zignorować.  –  Która  godzina?  – zapytałam, zauważalnie  ochrypłym 
głosem. 

-  Prawie  siódma  –  odparła  Marley,  patrząc  na  mnie  trochę  dziwnie  (ale  kto  mógłby  ją 

winić?). – Ale co robiłaś na dworze? – zapytała znowu. – Nie powiedziałaś. 

Myślałam logicznie. 

Hiperwentylowałam. 

Rozważałam śmierć przez Olbrzymią Kałamarnicę. 

-  Nie  mogłam  spać  –  odpowiedziałam,  co  nie  było  kłamstwem.  Zajęłam  moje 

niespokojne  dłonie  nałożeniem  kilku  gofrów  na  mój  pusty  talerz,  chociaż  nieszczególnie 
byłam głodna. – Ale nie jest aż tak zimno. To znaczy nie jest ciepło, ale nie przeszkadza mi… 

background image

13 

 

- Ugh… przestańcie… GADAĆ! 

Opuściłam widelec, zaskoczona tym nagłym wybuchem. Odbił się o mój talerz z głośnym 

brzdękiem i nie jestem pewna, ale sądzę, że usłyszałam warknięcie Jamesa. 

O, szlag. 

-  Ignoruj  go  –  powiedziała  Marley  i  prawie  że  roześmiałam  się  na  tę  sugestię.  James 

wydał kolejny mało radosny odgłos, nadal nie podnosząc głowy ze stołu, a Marley posłała mi 
wymowny  uśmieszek.  –  Nasz  przyjaciel  jest  dziś  rano  trochę  zrzędliwy  –  powiedziała, 
uśmiechając  się  teraz  do  Jamesa.  –  Zeszłej  nocy  miałeś  trochę  zbyt  dużo  zabawy, 
nieprawdaż, kapitanie? 

Zabawy? 

Ona naprawdę nie miała pojęcia. 

-  Zamknij  się  –  burknął  bardzo  głośno  James,  uszczypliwa  prośba  była  znacznie 

stłumiona, bo nadal nie podnosił głowy ze stołu. – Nienawidzę mojego życia. Nienawidzę was 
wszystkich. 

Nienawidził mnie? 

Cóż, szczerze miałam nadzieję, że nie. 

Dopiero  co  nareszcie  zaakceptowałam  fakt,  że  on  postanowił  się  we  mnie  durzyć,  nie 

szalejmy i nie zmieniajmy tego teraz. 

Marley  roześmiała  się  z  wygłupów  Jamesa,  ale  ja  nie  potrafiłam  do  niej  dołączyć.  Bo 

kiedy Marley mogła to wszystko uważać za żartobliwe brednie bardzo skacowanego faceta, 
James i ja oboje wiedzieliśmy, że mogło stać solidna argumentacja za jego decyzją szczerego 
mnie nienawidzenia. Czy to była tylko humorystyczna tyrada faceta z olbrzymim bólem głowy 
czy niespodziewanie odkrył prawdę po tragicznych wydarzeniach ostatniej nocy? 

On tak naprawdę mnie nie nienawidził… prawda? 

Kurde. 

Podwójne cholerne pieprzone kurde. 

Byłam tak pochłonięta moimi rozpaczliwymi myślami o świadomości, że to mogłaby być 

prawda – choć dlaczego to powinno być tak rozpaczliwe, to nie wiem, ponieważ ten chłopak 
nawet tak bardzo mi się nie podoba! – że nie dostrzegłam, kiedy James w końcu postanowił 
podnieść głowę ze stołu, dopóki nie usłyszałam jego głosu. 

- Bardzo się cieszę, że uważasz to za zabawne – warknął, piorunując wzrokiem Marley. 

Potem odwrócił się do mnie. Jego oczy były lekko zaczerwienione i jego włosy wystawały z 

background image

14 

 

przodu, gdzie przyciśnięte były do jego ramienia na stole, i ledwie wyglądał na szczęśliwego, 
jak powinien wyglądać facet, gdy ostatnio całował dziewczynę, która mu się podoba. I jakimś 
cudem, poprzez to wszystko, nadal myślałam o tym, że on jest całkiem przystojny. Psh! – A 
ty? – zapytał z grymasem niezadowolenia na twarzy. – Nie uważasz, że moje nieszczęście jest 
zabawne? 

Otworzyłam  usta,  zamierzając  coś  powiedzieć,  choć  tak  mocno  byłam  zszokowana  i 

skonsternowana, że nie powiedział jeszcze nic o całowaniu – co to znaczyło? – iż nie byłam 
pewna  co  powiem.  Ale  zanim  mogłabym  to  rozgryźć,  oczy  Jamesa  nagle  się  rozszerzyły  i 
jęknął głośno. – O Merlinie – krzyknął, patrząc na mnie z marnie skrywanym przerażeniem. – 
Nie zamierzasz na mnie nakrzyczeć, co nie? 

Em… za pocałowanie mnie? 

Um, nie. 

Nie planowałam tego. 

- Co? – wydusiłam. James znowu jęknął. 

- Przepraszam – wyjęczał, opuszczając głowę z powrotem na stół. – Przepraszam. Jestem 

gównianym  Prefektem  Naczelnym,  dobra?  Rozumiem.  Obiecałem,  że  nie  będzie  pijanych 
głupków, a potem ja stałem się pijanym głupkiem. Nie mam kontroli nad moimi przyjaciółmi 
ani nad sobą i teraz czuję się jak gówno – jestem gównem. Proszę, tylko nie krzycz. 

O rany. 

O  ile  mi  wiadomo  jedyną  gównianą  rzeczą,  o  której  ja  mogę  powiedzieć,  jest  jego 

przeklęta pamięć! 

Co się dzieje? 

- Nie zamierzałam na ciebie krzyczeć – odparłam cicho, bardziej ze skonsternowania, niż 

szacunku  do  Jamesa  i  jego  kaca.  Moje  serce  nagle  zaczęło  obijać  się  gorączkowo  o  moją 
klatkę piersiową. – Ja nie… to znaczy, zeszłej nocy ty… 

James szybko uniósł głowę. – Nie zrobiłem nic głupiego, prawda? – spytał rozpaczliwie, 

jego  twarz  wyglądała  dość  nieszczęśliwie.  –  Syriusz  mówi,  że  śpiewałem.  Nie  pamiętam 
śpiewania,  ale  z  drugiej  strony  niczego  zbytnio  nie  pamiętam.  Ale  również  nie  pamiętam, 
żeby Syriusz kiedykolwiek mówił prawdę, więc… proszę, powiedz mi, że nie zrobiłem z siebie 
kompletnego dupka. 

Moje walące serce niespodziewanie stanęło. 

O. Mój. Boże. 

O MÓJ BOŻE. 

background image

15 

 

- Ty… ty nie pamiętasz? – szepnęłam. – Niczego? Z zeszłej nocy? 

- Niewyraźne plamy – mruknął James. – Pamiętam kosmyki kolorowych,  niewyraźnych 

plam. 

Do cholernego, pieprzonego diabła. 

On nie pamięta. 

ON NIE PAMIĘTA. 

Byłam oszołomiona. Nie powinnam była – cały czas wiedziałam, że to jest możliwością – 

ale nawet kiedy wiedziałam, że to może się zdarzyć, to nigdy tak naprawdę nie brałam tego 
pod  uwagę.  To  znaczy…  całowaliśmy  się.  On  pocałował  mnie.  Nie  niewinnym,  prostym, 
krótkim, ale długim, rozwiniętym (jeśli trochę pijanym) pocałunkiem. Jak mógł o tym ot tak 
zapomnieć?  Szczególnie  biorąc  pod  uwagę,  że  facet  powinien  się  we  mnie  durzyć! 
Powinieneś pamiętać pierwszy raz, jak całujesz dziewczynę, która ci się podoba! Więcej niż 
go  pamiętać,  serio!  Powinieneś  się  nim  rozkoszować!  Powinieneś  ciągle  o  nim  myśleć  i 
powtarzać  go  w  głowie  sekunda  po  cudownej  sekundzie,  starając  się  zasnąć  tej  nocy,  tak 
jak… 

Cóż… jak… tak jak ja. 

Ale nie w tym tkwi sedno. 

Sedno w tym, że nie powinieneś o tym zapomnieć. 

Jak on mógł zapomnieć? 

Wtedy właśnie sobie to uświadomiłam: 

Byłam rozczarowana. 

- Lily? 

Ale  jak?  Jak  do  licha  mogłam  być  tym  rozczarowana?  Czy  nie  tego  właśnie  chciałam? 

Przecież gdyby James pamiętał, to co to by dla mnie oznaczało? 

Katastrofę. Oznaczałoby katastrofę. 

Teraz mogę o tym zapomnieć. Mogę kontynuować moje życie, udawać, że to się nigdy 

nie  wydarzyło,  kochać/umawiać  się/poślubić  Amosa  Diggory’ego  dokładnie  tak,  jak  zawsze 
planowałam  i  po  prostu  czekać,  aż  te  małe,  nieznaczące  zadurzenie  w  Jamesie  Potterze 
potoczy się swoim biegiem i zniknie. 

Czy nie tego właśnie chciałam? 

- Lily? 

background image

16 

 

Oczywiście, tego chciałam. 

Chciałam. 

Chciałam… ale najwyraźniej już nie chcę? 

Kurde. 

- Lily! 

Poskoczyłam, obracając głowę w stronę Jamesa. 

Wyglądał na wręcz przerażonego. 

- Co ja do diabła zrobiłem? – szepnął. 

O Merlinie. 

-  Nic!  –  odpowiedziałam  szybko,  ale  mój  głos  brzmiał  na  spięty,  nawet  dla  moich 

własnych uszu. Czułam się, jakby balon powoli nadmuchiwał się wewnątrz mojej piersi. – Nic 
nie zrobiłeś! Ja… zatraciłam się we własnych myślach. Sorki. Nie śpiewałeś – a przynajmniej z 
tego, co ja wiem. Nic nie zrobiłeś – cóż, to znaczy tak jakby połamałeś stolik, ale poza tym… - 
urwałam, starając się przełknąć panikę, która we mnie narastała. – Nic nie zrobiłeś. 

Poza zapomnieniem. 

James wyglądał na rozluźnionego, ale również podejrzliwego. – Jesteś pewna? – spytał 

znowu. 

Od razu potaknęłam. – Całkowicie. 

- Wszystko w porządku, Lily? – odezwała się Marley, która siedziała cicho przez cały ten 

czas,  ale  w  końcu  postanowiła  przemówić.  Przeniosłam  na  nią  spojrzenie.  –  Wyglądasz 
troszeczkę blado. Nie zemdlejesz chyba, co? 

- Co takiego? Nie. Nie, oczywiście, że nie zemdleję. 

Ale musiałam się stąd wydostać. 

-  Właściwie  –  powiedziałam,  podnosząc  się  szybko  na  nogi  –  nie  jestem  taka  głodna.  I 

zeszłej  nocy  nie  spałam  za  wiele.  Może  dlatego…  tak,  cóż,  lepiej  pójdę  na  górę.  Do 
zobaczenia później, tak? Tak. W porządku. Pa. 

Potem uciekłam stamtąd tak szybko, jak mogły ponieść mnie stopy. 

Obserwacja  #166)  Muszę  być  cholernie  najgłupszą,  najbardziej  szaloną,  najbardziej 

idiotyczną kobietą, która kiedykolwiek zdobiła tę ziemię. 

Obserwacja #167) Co się stało z planem Guam? 

background image

17 

 

 

Jeszcze Później, Biblioteka 

Spostrzegawcza Lily: Dzień 27 

Suma Obserwacji: 169 

Obserwacja  #168)  Kiedy  czujesz  się dość  kiepsko,  bo  zdołałeś  splamić  swoje  całe  życie 

twoimi  niepohamowanymi,  niewytłumaczalnymi  uczuciami  i  nie  rozumiesz  dlaczego  nie 
możesz czuć emocji, które mają sens, to pewnie dobrym pomysłem  będzie pójście odrobić 
twoje zadanie domowe, ponieważ, serio, sprawy nie mogą się pogorszyć, prawda? 

Obserwacja  #169)  Kiedy  wykorzystujesz  zadanie  domowe  jako  wymówkę  i  bibliotekę 

jako  ucieczkę,  ponieważ  nie  chcesz  iść  do  twojego  pokoju  i  stawić  czoła  twoim  najlepszym 
przyjaciółkom,  które  z  pewnością  od  razu  zobaczą,  że  jesteś  zdumiewająco  zdruzgotany,  a 
naprawdę nie chcesz im mówić dlaczego, to sięgnąłeś nowego poziomu żałosności. 

Bah, lipa. 

Nienawidzę mojego życia. 

 

Jeszcze Jeszcze Później, Biblioteka 

Spostrzegawcza Lily: Dzień 27 

Suma Obserwacji: 169 

Czasami chciałabym być bardziej jak Madame Pince. 

Poważnie.  Kiedy  się  usiądzie  i  o  tym  pomyśli,  to  ta  kobieta  naprawdę  ma  zero 

problemów  –  mniej  niż  zero  problemów.  Jest  praktycznie  ich  przeciwieństwem!  To  znaczy 
tak, przypuszczam, że nie jest ona najprzyjaźniejszą z kobiet i wrzeszczy oraz krzyczy więcej 
niż  powinna  jedna  osoba  (pewnie  z  powodu  ekstremalnej  ilości  tłumionej  frustracji 
seksualnej, której, jako zgorzkniała francuska bibliotekarka, nie jest w stanie uwolnić) ale to 
mi  pasuje,  ponieważ  ona  i  ja  nie  jesteśmy  w  tym  takie  różne.  Także  nie  jestem 
najprzyjaźniejszą z kobiet i Merlin wie, że sama też dość dużo wrzeszczałam i krzyczałam. 

Widzicie, w bardzo ważnych obszarach Madame Pince i ja się różnimy. Jak na przykład 

fakt,  że  Madame  Pince  nigdy  nie  miałaby  żadnego  problemu  z  facetami.  Prawdopodobnie 
dlatego,  że  facet  musiałby  być  zbzikowany,  żeby  się  z  nią  migdalić,  przez  całe  to  bycie 
zgorzkniałą francuską bibliotekarką. Wcześniej może czułabym się przez to trochę źle, nawet 
współczułabym  biednej  Madame  Pince  za  bycie  tak  gburowatą  i  dlatego  tak  seksualnie 
sfrustrowaną,  ale  teraz  sądzę,  że  ona  ma  właściwą  ideę.  Chodzi  mi  o  to,  że  obecnie  mam 
dwóch  facetów,  którzy  żywią  do  mnie  przyzwoitą  ilość  sympatii  i  spójrzcie  gdzie  mnie  to 

background image

18 

 

doprowadziło – ukrywam się w bibliotece, porównując się do bibliotekarki. Co to wam mówi, 
hm? 

Druga  sprawa  jest  taka,  że  gdyby  Madame  Pince  kiedykolwiek  znalazła  się  w  mojej 

sytuacji, to szczerze nie sądzę, że byłaby tak przeklęcie zdezorientowana, jak ja. Wiedziałaby 
jak bardzo podoba jej się James, dlaczego nie była podekscytowana  co do Amosa, co by ją 
rozczarowało  i  dlaczego,  itd.,  itd.  Nie  byłaby  zmuszona  do  przesiadywania  w  bibliotece, 
udając, że odrabia zadanie domowe, podczas gdy tak naprawdę wszystko by to rozważała, bo 
nie  musiałaby.  Gdyby  niespodziewanie odkryła, że  James  nie  pamięta  całowania  jej  zeszłej 
nocy,  nie  skłamałaby  i  nie  powiedziałaby,  że  nic  się  nie  wydarzyło.  Zamiast  tego  Madame 
Pince siedziałaby dalej przy tamtym stole, powiedziała „Pocałowałeś mnie, ty głupi palancie!” 
tym  samym  tonem,  którego  używa,  gdy  mówi  mi  „To  jest  biblioteka!”  i  dopiero  potem 
odeszłaby, żeby pozostawić go z tym do rozmyślania. 

Ona jest właśnie tak bardzo sprytna i dowcipna. 

Ponadto,  gdyby  Madame  Pince  kiedykolwiek  znalazła  się  w  mojej  sytuacji  (co,  tak  na 

marginesie, nigdy się nie zdarzy, bo ona jest na to zbyt inteligentna), to nie potrzebowałaby 
również  ukrywać  się  przed  jej  przyjaciółmi  w  bibliotece.  Może  przez  to,  iż  ona  nie  ma 
żadnych  przyjaciół,  ale  lubię  myśleć,  że  nawet  gdyby  miała  stado  najlepszych  przyjaciół  do 
swojej  dyspozycji,  to  nadal  stawiłaby  im  czoła  i  nie  dałaby  im  poznać  po  sobie,  że  właśnie 
otrzymała  najbardziej  niepokojące  wiadomości.  Może  dlatego,  iż  twarz  Madame  Pince  ma 
trwały gniewny grymas i zdecydowanie karcące spojrzenie, więc jej przyjaciele nie poznaliby 
różnicy, ale lubię myśleć, że po prostu jest bardzo dobrą aktorką, którą ja zdecydowanie nie 
jestem.  Kiedy  jestem  zdenerwowana,  to  zobaczycie  to.  Tak  nie  jest  w  przypadku  Madame 
Pince. 

Ona naprawdę ma to wszystko, ta szalona bibliotekarka. 

Wszystko, czego pragnęłaby mieć kobieta. 

I nawet jeśli… 

Och, szlag. 

Zostałam odnaleziona. 

 

Wciąż Później, Wciąż w Bibliotece 

Spostrzegawcza Lily: Dzień 27 

Suma Obserwacji: 170 

To jest biblioteka. Nie można rozmawiać w bibliotece. –LE 

background image

19 

 

Nie rozmawiamy. Piszemy liściki. –GR 

Jestem mocno zajęta. Nie widzicie jak ekstremalnie zajęta jestem? 

Nie jesteś. Nic nie napisałaś. –EV 

Zabierałam się do tego. 

Nie wyglądasz zbyt dobrze. 

Dziękuję ci, Gracie. Bardzo miło z twojej strony, że zauważyłaś. 

Wszystko w porządku, Lil? 

Powie, że tak, chociaż wyraźnie nie jest. 

Właściwie,  dla  waszej  informacji,  zamierzałam  powiedzieć,  że  nie  jest  wszystko  w 

porządku,  że  faktycznie  czuję  się  całkiem  zdruzgotana,  zdenerwowana,  rozgniewana  i 
zmartwiona, itd. itd. A TO WSZYSTKO TWOJA WINA. 

Jej wina czy moja wina? 

WASZA. 

Co zrobiłyśmy? 

Zrujnowałyście mi życie. 

Sorki. 

Nie zostało ci wybaczone. 

Czy jest jakaś szansa, że ma to coś wspólnego z zeszłą nocą? I Jamesem? 

Skąd ty o tym wiesz?! 

Emma mi powiedziała. 

Emma! Powiedziałam ci, żebyś nie mówiła! 

Przepraszam, ale martwiłam się! Byłaś w histerii! Nie mogłam zatrzymać tego dla siebie! 

Poza tym, nawet nie wiem co naprawdę się stało. Powiedziałam tylko, że coś wydarzyło się 
wczoraj między waszą dwójką i byłaś przez to bardzo zdenerwowana. 

Zapomniałaś o części, gdzie zdałam sobie sprawę, że James nadal się we mnie durzy, A 

WY WIEDZIAŁYŚCIE CAŁY CZAS I NIE ZECHCIAŁYŚCIE MI O TYM WSPOMNIEĆ. 

A tak. O tym też jej powiedziałam. 

I? 

background image

20 

 

I co? 

Co masz na myśli „i co”?? NIE POWIEDZIAŁYŚCIE MI! 

Oczywiście, że ci nie powiedziałyśmy. James kazał nam przyrzec. Poza tym, bez urazy, 

Lil,  ale  przecież  nie  był  to  jakoś  wielce  skrywany  sekret.  Ten  chłopak  zapraszał  cię  na 
randkę od piątego roku. Myślałaś, że co to znaczyło? 

MYŚLAŁAM, ŻE ŻARTOWAŁ!! 

Nie żartował. 

Och, dzięki. TERAZ mi mówisz. 

Wiesz, że nie mogłyśmy ci powiedzieć, Lily. Teraz, co się wydarzyło? Dlaczego byłaś tak 

zdenerwowana? 

Nie chcę o tym gadać. 

Tak, chcesz. Praktycznie pękasz w szwach. Jest to wypisane na całej twojej twarzy. 

Miałam bardzo trudną noc i jeszcze gorszy poranek. 

Co stało się dziś rano? 

Zapomniał. 

Kto? 

James. 

Zapomniał co? 

Całowanie mnie. 

Cholera jasna. 

Ta. 

Pocałował cię? 

Zeszłej nocy. A potem o tym zapomniał. 

Wydajesz się bardzo zmartwiona tym faktem, Lil. 

Jestem rozczarowana. 

Rozczarowana? 

Tak. 

background image

21 

 

Lily… ty nie…? 

Tak.  

O Merlinie, Lily! 

Łazienka prefektów. Już. 

 

Później Później, Dormitorium 7-rocznych Dziewcząt 

Spostrzegawcza Lily: Dzień 27 

Suma Obserwacji: 170 

- Wiem, że prawem kobiety jest zmienianie zdania i w ogóle,  ale serio, Lily, czy musisz 

robić to tak cholernie często? 

Mimo moich wszystkich prób pozostania tam gdzie byłam (zamierzałam zaprezentować 

na moim tyłku miły Czar Przyklejający, ale Grace zaczęła robić duże zamieszanie i mój nowy 
wzór  do  naśladowania  –  naprawdę,  jak  ona  mogła?  –  wykopał  nas,  więc  zostałam 
pozostawiona  z  małym  wyborem  w  tej  sprawie),  wkrótce  po  tym  zostałam  zaciągnięta 
wbrew mojej woli na piąte piętro. Siedziałyśmy w łazience prefektów (radośnie poinformuję, 
że  nie  w  wannie,  jak  przy  poprzednich  okazjach,  ponieważ  Em  i  ja  szybko  zabiłyśmy  ten 
pomysł  w  zarodku  przy  wejściu,  ale  na  dużej,  wygodnej  kanapie  naprzeciwko  pryszniców, 
gdzie  wszystkie  inteligentne  rozmowy  łazienkowe  tak  naprawdę  powinny  mieć  miejsce), 
kiedy  Grace  to  powiedziała,  rzucając  mi  spojrzenie.  Spiorunowałabym  ją  wzrokiem,  lecz 
chyba  nie  miałam  energii  i/lub  bodźca  i/lub  prawa,  żeby  zrobić  taką  rzecz,  gdy  wyraźnie 
miała wiele racji. 

Jestem żałosna. Szalenie, okropnie, niezdecydowanie żałosna. 

-  Przepraszam  –  mruknęłam  nieszczęśliwie,  brzmiąc  tak  żałośnie,  jaka  jestem.  –  Nie 

wiem jak to się stało. Próbowałam to powstrzymać, ale… 

Grace prychnęła. – Nie przepraszaj – wtrąciła, robiąc minę. – Nie chodziło mi o to, że nie 

jestem  zadowolona,  że  to  się  stało.  Mówię  tylko,  że  byłoby  lepiej,  gdybyś  postanowiła 
zmienić  zdanie  trzy  tygodnie  temu,  kiedy  myślałam,  że  to  zrobiłaś,  więc  nie  zrobiłabym  z 
siebie takiej idiotki. 

Zadowolona, że to się stało? 

ZADOWOLONA, ŻE TO SIĘ STAŁO?! 

Tym  razem  miałam  energię/bodziec/prawo  do  przeszycia  jej  wzrokiem.  I  zrobiłam  to 

dość mocno. 

background image

22 

 

- Co masz na myśli, że jesteś „zadowolona, że to się stało”? – wybuchłam, patrząc na nią 

gniewnie.  –  Nie  orientujesz  się,  co  to  znaczy?  Czy  masz  jakiekolwiek  pojęcie?  Czekałam 
latami, żeby zauważył mnie Amos Diggory, a kiedy w końcu to zrobił, to ja całuję się z innym 
facetem! 

Ponieważ najwyraźniej jestem chorą, chorą masochistką. 

- Czekaj, ty pocałowałaś jego? – spytała Emma, wytrzeszczając oczy. – Myślałam, że on… 

ty pocałowałaś jego? 

Skrzyżowałam ramiona na piersi i znowu spojrzałam gniewnie, powoli mając dosyć tego 

towarzystwa.  –  Nie  –  odparłam  gniewnie.  –  On  pocałował  mnie.  Ale  wcale  się  temu  nie 
sprzeciwiałam, co jest równie złe, jak się o tym pomyśli. 

-  Cóż,  czemu  tego  nie  zrobiłaś?  –  zapytała  Grace,  nie  wyglądając  na  ani  trochę 

współczującą, właściwie to na niepokojąco podekscytowaną. – Bo chciałaś, żeby cię całował? 

Moją  pierwszą  impulsywną  odpowiedzią  było  natychmiastowe  powiedzenie,  że  nie 

(oczywiście  po  impulsywnym  przywaleniu  Gracie  za  nie  bycie  bardziej  stosownie 
zdruzgotaną)  ale  powstrzymałam  się  i  uświadomiłam  sobie,  że  tak  prosta  właśnie  była 
odpowiedź – impulsem. Nie prawdą. A podczas gdy okłamywanie samej siebie i innych jest w 
moim  stylu,  po  raz  pierwszy  w  moim  bardzo  smutnym  życiu  chciałam  wypróbować  trochę 
szczerości.  Czy  chciałam,  żeby  James  mnie  całował?  Wtedy  nie  sądzę,  że  chciałam,  ale 
przypuszczam… 

Tak. 

Tak, myślę, że tak. 

Schowałam twarz w dłoniach i jęknęłam. – Nie wiem, czego chcę. 

A chociaż już to wiedziałam, to na głoś brzmiało to bardziej nieszczęśliwie. 

Poczułam na barku pocieszającą dłoń, jak Emma poprosiła łagodnie. – Powiedz nam, co 

się wydarzyło. Możemy razem rozgryźć, czego chcesz. 

Psh. 

Ta, w porządku. 

Więc  chociaż byłam  stosunkowo  pewna,  że  jeśli  ja  nie  potrafiłam rozgryźć  tego,  czego 

chciałam,  to  ich  dwójka  zdecydowanie  nie  będzie  wielką  pomocą,  zrobiłam  o  co  prosiła 
Emma  i  opowiedziałam  im  wszystko  o  zeszłej  nocy  i  dzisiejszym  poranku,  choćby  tylko  dla 
mojego  własnego  zdrowia  psychicznego.  Dobrze  było  wszystko  to  wypowiedzieć  na  głos, 
aczkolwiek trochę bolesne było przeżywanie tego ponownie, a dla ich kredytu, żadna z nich 
nie zrobiła niestosownych komentarzy ani dźwięków, po prostu pozwoliły mi mówić w mojej 

background image

23 

 

rozbrzmiewającej żałosnej chwale. Prawdopodobnie mogłabym paplać przez wiele godzin o 
parodii  tego  wszystkiego,  lecz  opowiedziałam  prosto  i  informacyjnie,  szybko  męcząc  się 
ponownym opowiadaniem. 

- I oto jestem tutaj – skończyłam, patrząc na nie obie z trochę bezradnym wzruszeniem 

ramion  po  opowiedzeniu  mojej  krótkiej  rozmowy  z  Jamesem  tego  poranka.  –  Wiem,  że  to 
głupie i wiem, że zapewne powinnam uświadomić sobie wieki temu, że mu się podobam, a 
teraz kiedy zapomniał, że mi powiedział… 

- Cóż, właściwie to ci nie powiedział – zauważyła Grace. – Przecież tylko cię pocałował. 

- Ale jednak – odparłam. – To praktycznie wstęp. Nikt nie całuje tak po pijaku. On mnie 

naprawdę pocałował. 

- Wiemy – roześmiała się Emma. – Powiedziałaś nam. 

- Nie mów tego w taki sposób. – Pociągnęłam nosem, posyłając jej spojrzenie. 

- W jaki sposób? 

- Takim… takim och-on-tak-bardzo-ci-się-podoba tonem. Nie podoba mi się tak bardzo. 

Tylko  troszeczkę  –  zapewniłam  cierpko,  bo  nie.  Skrzyżowałam  ramiona  na  piersiach  i 
fuknęłam cicho. – A nawet gdyby tak było, to nie miałoby to znaczenia, bo on zapomniał, że 
mnie pocałował! 

-  Zawsze  możesz  mu  przypomnieć  –  zasugerowała  Grace,  wzruszając  ramionami.  – 

Potem  posłała  mi  szelmowski  uśmiech.  –  Jestem  stosunkowo  pewna,  że  nie  miałby  nic 
przeciwko. 

- Przestań. 

- Ty przestań. 

- Nic nie robię! 

-  Jesteś  w  zaprzeczeniu!  –  zawołała  Grace,  wyrzucając  dłonie  w  powietrze.  Rzuciła  mi 

jedno  z  tych  spojrzeń  posłuchaj-siostro-bo-zamierzam-powiedzieć-to-tylko-raz.  –  Lily  – 
powiedziała,  biorąc  jedną  z  moich  rąk.  –  Bardzo  cię  kocham,  ale  czasami  jesteś  absolutnie 
nieświadoma! Durzysz się w Jamesie – Nie! – powiedziała, przerywając mi, jak zamierzałam 
się wtrącić. – Durzysz się w nim. A z tego co widzę, całkiem mocno. Dlaczego ciągle mówisz, 
że tak nie jest? 

-  Nie  powiedziałam,  że  tak  nie  jest  –  odparowałam,  piorunując  ją  wzrokiem.  –  Mówię 

tylko, że to jest tylko malutkie – takie właśnie jest! Podoba mi się Amos, Gracie! Wiesz o tym! 
Ja to wiem! Połowa cholernego Hogwartu o tym wie! 

- Więc dlaczego brzmisz jakbyś próbowała się o tym przekonać? 

background image

24 

 

- Wcale nie! 

Ale tak było. 

Tak bardzo wyraźnie i oczywiście. 

- Nie krzycz na nią, Grace – powiedziała Emma, nagle wyglądając na bardzo zmęczoną. 

Chwyciła mnie za dłoń, którą Grace niedawno puściła w swojej frustracji i spojrzała na mnie 
poważnie. – Nie mówisz nic mówić Jamesowi, jeśli nie chcesz – powiedziała. 

-  Nie zamierzam –  zapewniłam  uparcie,  rzucając  Grace  spojrzenie.  Wywróciła  do  mnie 

oczami. Spojrzałam na nią wściekle. 

- Ale – dodała dobitnie Emma, odrywając moją uwagę od Grace, która bardzo dojrzale 

przeszła  do  pokazywania  mi  języka  –  na  poważnie  zastanowiłabym  się  nad  tą  sytuacją  z 
Amosem-Jamesem.  Wiem,  że  lubisz  Amosa,  Lily  –  wiem…  ale  czy  to  możliwe,  że  tak  samo 
mocno lubisz Jamesa? Chociaż dopiero co odkryłaś, że się w nim durzysz? 

Tak. 

-  Nie  –  skłamałam  początkowo.  Potem,  wstydliwie  na  zirytowane  spojrzenie  Emmy.  – 

Dobra. Może. 

Totalnie do kitu jest mieć przyjaciół, którzy tak dobrze cię znają. 

- Idź na swoją randkę – radziła dalej Emma. – Zobacz gdzie zajdzie to coś z Amosem, jeśli 

naprawdę tego chcesz. Ale rzecz w tym, że… 

-  James  nie  będzie  czekał  wiecznie  –  wtrąciła  Grace,  nareszcie  brzmiąc  na  bardziej 

współczującą  niż  sfrustrowaną,  jak  właściwa  przyjaciółka.  –  To  znaczy  wiem,  że  może 
wyglądać na to, że tak, ponieważ Merlin wie, iż ten idiota trzymał się tak długo, ale myślę, że 
jest na końcu sznurka. Przynajmniej tak mi to brzmiało. 

- Mówił ci coś? – zapytałam zaskoczona. – O mnie? 

- Dużo o tobie mówi – odparła Grace z uśmiechem. 

Nie  powinnam  brać  z  tego  przyjemności  –  faktu,  że  mówi  o  mnie  dużo  Grace  czy 

komukolwiek innemu – ale poczułam w brzuchu mały przypływ czegoś, kiedy to powiedziała i 
nawet jak starałam się to zignorować, to to narastało. 

Niech to szlag. 

- Co… powiedział? – wydusiłam, niepewna czy było to w moim najlepszym psychicznym 

interesie,  by  usłyszeć  cokolwiek  James  miał  o  mnie  do  powiedzenia,  ale  nie  mogłam  się 
powstrzymać od zapytania. Grace zawahała się przed odpowiedzią. 

background image

25 

 

-  Tylko…  pewne  rzeczy  –  zaczęła  powoli.  –  Dzień  po  tym  jak  powiedziałaś  ‘tak’ 

Amosowi… i później. 

- Jakie rzeczy? – naciskałam. – I kiedy? 

Grace wyglądała na speszoną. – Nie mogę… jestem także przyjaciółką Jamesa, Lil, wiesz? 

– Skrzywiła się lekko. – Przecież nie chcesz, żebym mówiła mu wszystko, co ty mi powiesz, 
racja? Idzie to w obie strony. Sorki. 

Och, do kitu. 

-  Nie… rozumiem –  odparłam,  ale nie rozumiałam  i  naprawdę  chciałam  wiedzieć,  co u 

licha James Potter o mnie mówił. Ale nawet jak mówiłam sobie, żeby węszyć jeszcze dalej, to 
nie  mogłam  powstrzymać  się  od  żałosnego  pytania.  –  Czy  naprawdę  sądzisz,  że  ze  mnie 
zrezygnuje? 

Grace wzruszyła ramionami w odpowiedzi, co wcale nie było pocieszające. – Myślę, że 

może tak być – odparła, znowu wzruszając ramionami. – Ale z drugiej strony to samo mówił 
w piątym roku i spójrz jak dobrze to wyszło. 

Hm. 

Prawda. 

-  I  pocałował  cię,  nawet  jeśli  był  pijany  i  tego  nie  pamięta  –  wtrąciła  słusznie  Emma, 

kiwając mi wspomagająco głową. – To musi coś mówić. 

- Ta – mruknęłam. – Tak przypuszczam. 

Ale nie mogłam nic poradzić na to, że czułam się jakoś oszukana. 

Zamierzał ze mnie zrezygnować? Teraz? Kiedy niespodziewanie zdałam sobie sprawę, że 

trochę się w nim durzę? Nie zamierzał dać nam nawet szansy? Ale przypuszczam, że nie jest 
to  sprawiedliwe  –  przecież  to  nie  on  jest  przeszkodą  w  tym  związku.  To  ja  wciąż  jestem 
zakochana w Amosie Diggorym. To ja odmawiam przypomnienia mu, że mnie pocałował. To 
ja nie jestem pewna głębi swoich uczuć. 

Ja jestem przeszkodą. 

Ale  czy  chcę  być  przeszkodą?  Czy  szczerze  obchodzi  mnie,  że  James  myśli  o 

zrezygnowaniu ze mnie? Rozwiązałoby to wiele moich problemów, to na pewno. Mogłabym 
pójść w sobotę na moją randkę z Amosem, a potem kolejną i kolejną, i nigdy już nie martwić 
się zranieniem kogoś innego. Sprawy mogłyby toczyć się tak jak wcześniej, gdzie James i ja 
będziemy  bardzo  dobrymi  przyjaciółmi,  tak  jak  zawsze.  Życie  będzie  toczyć  się  normalnie. 
Tak jak zawsze. Tak jak powinno. 

…czy na pewno? 

background image

26 

 

- Chyba w tej części mówicie mi, czego chcę – wymamrotałam do Grace i Emmy, patrząc 

na nie z bezradnym westchnięciem. Grace prychnęła. Emma tylko potrząsnęła głową. 

- Chciałybyśmy, Lil – odparła, uśmiechając się do mnie lekko. – Ale tylko ty wiesz, czego 

chcesz. 

Um, tak naprawdę to nie. 

Nie mam pojęcia, czego chcę. 

- Mogłabym cię przytulić – zaoferowała Grace. – Czy poczujesz się przez to lepiej? 

A chociaż nie była to odpowiedź na moje problemy, to zgodziłam się, ponieważ czasami 

uścisk  od  twojej  najlepszej  przyjaciółki  może  być  tak  samo  dobry  jak  odpowiedzi  na 
najcięższe pytania w życiu, jeśli tylko na chwilę. 

Kurde. 

 

Jeszcze Później, Dormitorium 7-rocznych Dziewcząt 

Spostrzegawcza Lily: Dzień 27 

Suma Obserwacji: 171 

Nie sądzę, że kiedykolwiek opuszczę ten pokój. 

Nikt mnie do tego nie zmusi. Nikt. 

Mam pracę do zrobienia, wiecie. 

Wiele, wiele pracy. 

Teraz zabieram się do pracy. 

Naprawdę. 

Nie myślę o osobistych problemach. 

Praca, praca, praca. 

 

Później Później Później, Dormitorium 7-rocznych Dziewcząt 

Spostrzegawcza Lily: Dzień 27 

Suma Obserwacji: 171 

Zadanie Domowe do Zrobienia: 

background image

27 

 

1] Eliksiry – wypracowanie na temat Serum Prawdy, jego własności i wykorzystaniu. 

2] Historia – pytania o Bunt Skrzatów z 843 

3] Transmutacja – skopiować od Grace 

4] Zaklęcia – pytania o ruch różdżki i efekty uboczne Zaklęć Pamięciowych 

5] Wróżbiarstwo - …naprawdę powinno mnie obchodzić, że on ze mnie rezygnuje. Jeśli w 

ogóle to robi. Pocałował mnie. Co to mówi, co? To mówi, że on jeszcze się nie poddał. Nawet 
jeśli był pijany. Ale nawet jeśli zadecydował, żeby ze mnie zrezygnować, to nie obchodzi mnie 
to, bo mam Amosa. 

 

Bardzo Późno, Dormitorium 7-rocznych Dziewcząt 

Spostrzegawcza Lily: Dzień 27 

Suma Obserwacji: 171 

1] Omów powody poprzedzające Bunt Skrzatów z 843. 

Bunt  Skrzatów  z  843  tak  naprawdę  zaczął  się  w  839,  kiedy  Frenlin  Wielki,  tamtejszy 

nieoficjalny  przywódca  Skrzatów,  został  znaleziony  martwy  blisko  starego  miasteczka 
Brichley,  gdzie  wybrał  się  na  spotkanie  z  kilkoma  wspólnikami.  Przestępstwo  czarodziei 
podejrzanych o śmierć wydawało się absolutnie nieprzypadkowe. Nastąpiło duże oburzenie. 
Ale  jeszcze  bardziej  niż  śmierć,  większe  oburzenie  mogło  pojawić  się  przez  coś  innego  – 
całowanie.  Tak,  całowanie  potrafiło  wznieść  większe  oburzenie.  Zwłaszcza,  kiedy  nie 
spodziewasz się pocałunku. Ludzie NIE powinni mieć zezwolenia na podchodzenie do innych 
ludzi,  mówienie  im  „chodź  tutaj”  głupim,  pijanym  głosem,  a  potem  CAŁOWANIE  ich  bez 
zgody, ponieważ dla takich rzeczy są KONSEKWENCJE. Wielkie konsekwencje. I nie zawsze są 
dobre.  Bo  po  takich  rzeczach  następuje  ZMIESZANIE.  No  bo  jak  teraz  mam  do  diabła 
wiedzieć, kto mi się podoba? Jak do diabła mam to wiedzieć? I po prostu… 

O kurde. 

Niech to szlag. 

Niech po prostu to wszystko weźmie szlag. 

Idę spać. 

Mam dość życia. 

 

Poniedziałek, 13 październik, Dormitorium 7-rocznych Dziewcząt 

background image

28 

 

Spostrzegawcza Lily: Dzień 28 

Suma Obserwacji: 172 

Jestem bardzo, bardzo spóźniona. 

Jest teraz 9:17. Zaklęcia zaczęły się o 9. 

Przypomnienie by zabić wszystkich, którzy mnie nie obudzili. 

Przypomnienie by zabić siebie za zaspanie. 

Brak czasu na zabijanie. Muszę wyjść. 

Ahhhhhhhh! 

 

Później, Zaklęcia 

Spostrzegawcza Lily: Dzień 28 

Suma Obserwacji: 172 

Czy kiedykolwiek wspomniałam jak bardzo uwielbiam profesora Flitwicka? 

Nie mówię nawet o całym tym tak-wszyscy-jesteśmy-zaklęciowymi-nudziarzami-i-razem-

musimy-się-tym-rozkoszować, chociaż to jest wielka prawda i Flitwick i ja jesteśmy połączeni 
na  wieczność  w  świecie  entuzjastów  Zaklęć.  On  jest  po  prostu  przeuroczym  człowiekiem. 
Absolutnie idealnym, cudownym, ratującym życie małym człowieczkiem. Serio. Gdyby moje 
życie było kiedykolwiek zagrożone i istoty z góry powiedziałyby mi, że muszę wybrać jedną 
osobę, która postara się mnie uratować, to wybiorę Flitwicka. Naprawdę. Nie będzie nawet 
chwili zawahania. To znaczy tak, może wezmę pod uwagę Grace albo Emmę, ale jak do tego 
dojdzie,  to  wybiorę  Flitwicka.  Powiem  „Istoty  z  góry,  dajcie  mi  Filiusa  Flitwicka,  proszę”, 
ponieważ on jest tak cudowny. 

Dzięki  Merlinowi,  że  dziś  rano  pierwsze  miałam  Zaklęcia.  Nawet  nie  chcę  myśleć,  co 

mogłoby  się  wydarzyć,  gdybym  miała  inną  lekcję.  Abbott  prawdopodobnie  by  mnie 
zamordowała, McGonagall pewnie wywaliłaby mnie z klasy (a potrzebuję każdej sekundy tej 
klasy), Crandy zapewne by się roześmiała, potem posłała urok w moją stronę, a Freeman… 
cóż, ona pewnie przeczytałaby moje fusy z herbaty czy coś, ale jednak. Flitwicka ani trochę 
nie  obchodziło,  że  się  spóźniłam!  Szczerze!  Ten  mały,  uroczy  człowieczek  tylko  podniósł 
wzrok,  powiedział  „Ach,  Lily.  Idź  zajmij  miejsce”,  jakbym  nie  wleciała  do  klasy  dwadzieścia 
minut  spóźniona,  wyglądając  jakbym  ostatnio  została  podeptana  przez  stado  szalejących 
hipogryfów  i  kontynuował  swój  wykład  o  zaawansowanych  Zaklęciach  Pamięciowych  (co 
oboje wiedzieliśmy, że ja już znałam). 

background image

29 

 

Chyba jestem zakochana. 

Powinnam zacząć umawiać się z Flitwickiem. To rozwiązałoby wiele moich problemów, 

prawda? 

Tak, sądzę, że to zrobię. 

 

Wciąż Później, Wciąż na Zaklęciach 

Spostrzegawcza Lily: Dzień 28 

Suma Obserwacji: 172 

Gdzieś ty była, u licha? –EV 

Nadal SPAŁAM, bo PEWNYM LUDZIOM nie pasowało OBUDZENIE MNIE tego poranka! –

LE 

Wciąż byłaś w dormitorium? Serio? –GR 

Nie,  po  prostu  POSTANOWIŁAM  pokazać  się  w  klasie  dwadzieścia  minut  spóźniona  w 

piątkowym, brudnym, pogniecionym mundurku z włosami w nieładzie, nieumytymi zębami i 
stopami  obolałymi  po  moim  CZTERDZIESTO  KILOMETROWYM  BIEGU  Z  WIEŻY 
GRYFFINDORU!! 

Em… wybacz. 

Nosiłaś to w piątek? Fu, Lil. 

Mogę cię zabić, Gracie. 

Wierzę ci, ty brudna dziewczyno. 

NIENAWIDZĘ CIĘ. 

Uspokój się, Lily. Nie wyglądasz tak strasznie. Trochę na zdezorientowaną, tak, ale to nic 

takiego. 

Może nic takiego dla ciebie. Myślę, że śmierdzę. Czy ja śmierdzę? 

Nie bardziej niż zazwyczaj. 

Przynajmniej to coś. 

Chyba że powiem ci, iż zazwyczaj niesiesz pewien odrażający zapach. 

Co? 

background image

30 

 

Nie  sądzę,  że  to  poranek  na  drażnienie  się  z  nią,  Gracie.  Nie  tylko  musi  radzić  sobie  z 

późnym wstaniem, ale także musi stawić czoła Jamesowi i Amosowi. 

O kuźwa. 

Ha. Wyglądasz jakbyś miała wymiotować, Lily. 

Jesteś najgorszą przyjaciółką na świecie. 

Kocham cię. 

Chcę umrzeć. 

Jesteś taka dramatyczna, Lil. 

CHCĘ UMRZEĆ. 

Hurra! 

 

Później Później, Historia Magii 

Spostrzegawcza Lily: Dzień 28 

Suma Obserwacji: 174 

Znacie  te  przysłowie  „teraz  wszystko  może  się  już  tylko  polepszać”?  Kiedy  ludzie  to 

insynuują, ponieważ twoje życie obecnie sięgnęło najniższego dołu, że sprawy mogą się tylko 
polepszać, bo nie ma nic gorszego? 

Cóż, kiedy obudziłaś się późno, pokazałaś się w klasie dwadzieścia minut po jej zaczęciu, 

nosisz brudne piątkowe pranie (bo naturalnie, w pośpiechu, żeby dostać się do wspomnianej 
klasy,  wzięłaś  pierwszy  mundurek,  jaki  zobaczyłaś,  któremu  zdarzyło  się  być  tym,  który 
przypadkowo wkopałaś w piątek pod łóżko) i nie umyłaś zębów, nie uczesałaś włosów ani nie 
umyłaś swojej persony, ktoś mógłby naprawdę pomyśleć, że to stanowi właśnie ten punkt? 
Wiecie, ten skąd wszystko może się już tylko polepszać. 

Dlaczego ja zawsze się mylę? 

Bystro zaplanowałam, że wystrzelę z sali jak tylko rozbrzmi dzwonek kończący Zaklęcia, 

zdeterminowana  pobiec  do  łazienki  dziewczyn,  żeby  spróbować  naprawić  się  do  jakiegoś 
stanu  reprezentacyjności  w  ciągu  tej  małej  ilości  czasu,  jaką  miałam  zanim  będę  musiała 
znaleźć  się  na  Historii.  Grace  i  Emma,  kiedy  już  zostało  im  wybaczone  bycie  kretynkami, 
uparły  się,  że  pójdą  ze  mną,  ale  kazałam  im  się  nie  kłopotać.  Przecież  bezsensu  by  było, 
gdybyś  wszystkie  były  spóźnione,  gdy  tylko  ja  potrzebowałam  pójść.  Więc  siedząc  na 
Zaklęciach,  brudna  i  nieszczęśliwa,  lecz  wciąż  mając  nadzieję,  że  wszystko  zacznie  się 

background image

31 

 

poprawiać  –  ponieważ,  mimo  wszystko,  nie  bardzo  mogły  się  pogorszyć  –  czekałam  z 
niepokojem na wymowny dzwonek. 

-  Przy  Izbie  Pamięci  jest  łazienka,  co  nie?  –  mruknęłam  cicho,  niecierpliwie  poruszając 

stopami w oczekiwaniu na szaleńczy bieg. Grace wzruszyła ramionami. 

- Czy jest? – zapytała, rozważając to. – Nie wiem. Nigdy tam nie byłam. Oczywiście, jeśli 

jesteś naprawdę zdesperowana, to zawsze możesz iść do łazienki Marty… 

- Nie jestem tak zdesperowana. 

Emma  wywróciła  oczami.  –  Najpierw  sprawdź  przy  Izbie  Pamięci.  Jeśli  tam  nie  będzie, 

pobiegnij  do  łazienki  na  pierwszym  piętrze przy  klasie  Obrony.  Znajduje  się  praktycznie po 
przeciwnej stronie zamku od Historii, ale to twoja najlepsza szansa, jeśli tutaj jej nie będzie. 

Potaknęłam, rysując w głowie plan. – Jasne – powiedziałam, nadal wytyczając moją trasę 

w  głowie.  –  Tak,  to  brzmi  dobrze.  –  Moje  stopy  poruszały  się  w  ciszy  coraz  szybciej  po 
podłodze.  –  Dlaczego  dzwonek  nie  dzwoni?  –  mruknęłam.  –  Co  jest  do  diabła  nie  tak? 
Dlaczego nie może… 

Zadzwonił. 

I, dość niecierpliwie, ruszyłam. 

…albo tak zamierzałam, w każdym razie. 

Ale jak się okazuje, podczas gdy ja mogłam być gotowa do ruszenia i wyjścia z klasy tak 

szybko, jak poniosą mnie nogi, to reszta klasy… tak, nie bardzo. 

Do jasnego diabła. 

Nigdy nie widziałam grupki dzieciaków poruszających się jeszcze wolniej w całym moim 

siedemnastoletnim  życiu.  To  było  jak  Żółw  i  Zając,  oni  wszyscy  byli  żółwiami,  a  ja  byłam 
zającem,  tyle  że  nie  mogłam  iść  super  szybko,  a  potem  zdrzemnąć  się  i  przegrać  wyścig, 
ponieważ  przeklęte  żółwie  były  na  mojej  cholernej  drodze!  Próbowałam  się  przepychać  i 
szturchać,  ale  tak  jakbym  pchała  solidną  ścianę  przez  całe  te  wolne  poruszanie  się  tych 
bezczelnych  dupków.  Brakowało  mi  dwóch  sekund  do  wykrzyknięcia  „POŻAR!”,  żeby  ich 
cholerne  tyłki  zaczęły  się  ruszać,  kiedy  nagle  zostałam  chwycona  za  ramię  i  wyciągnięta  z 
grupy powolnych ciał przez niezidentyfikowane źródło za mną. 

Jak myślicie, kto tam stał, szczerząc się jak dziecko w Boże Narodzenie i trzymając moje 

przedramię w dość mocnym uścisku? 

Ta. 

„Teraz wszystko może się już tylko polepszać”, gówno prawda. 

background image

32 

 

Psh. 

- Co ty do diabła wyprawiasz, Nieomylna? 

Patrzył na mnie, jakbym kompletnie oszalała, a przy tych okolicznościach sądzę, że tak 

było.  Stał  tam  ze  swoimi  przyjaciółmi,  wyglądając  ładnie,  idealnie,  męsko  i  atrakcyjnie  z 
jeszcze  lepszym  przodem  głowy  niż  tyłem  głowy  i  tylko  patrząc  na  niego  –  niego  z  jego 
potarganymi, lecz  idealnymi  włosami, wymytymi zębami i atrakcyjnie zaniedbanym, jednak 
czystym mundurku – a potem na mnie – mnie z moim gniazdem na głowie w postaci włosów, 
złym oddechem, powoli gnijącymi zębami i brudnymi ciuchami… 

Chciałam umrzeć. 

Naprawdę, poważnie chciałam umrzeć. 

A jeszcze gorszy od mojego kompletnego braku czystości i porządku był fakt, że chociaż 

minęła  ponad  doba  od  tamtej  cholernej  sceny  z  całowaniem,  to  nadal  czułam,  że 
czerwienieję się na sam jego widok. Wyczuwałam jak moja twarz robi się gorąca, jak na niego 
patrzyłam  i  myślałam  tylko  o  naszej  parze  w  tamtej  klatce  schodowej,  jego  ciele 
przyciskającym się do mojego, jego ustach na moich i… po prostu… bardzo zawstydzających 
rzeczach. 

Niedobrze dla stabilności psychicznej. 

Lub hormonów. 

Nie, zdecydowanie nie dla hormonów. 

Ale zamiast być upokorzoną i biec do najbliższego okna, bym mogła z niego wyskoczyć, 

bo wyglądam okropnie, śmierdzę okropnie, najwyraźniej nie jestem pamiętnym pocałunkiem 
i właśnie zostałam dostrzeżona, jak próbowałam przedrzeć się przez tłum… cóż, skupiłam się 
na innej emocji. 

Ponieważ ja nie zapomniałam, że on zapomniał o tamtej scenie z całowaniem. 

I widocznie wciąż jestem z tego powodu bardzo, bardzo, bardzo zdenerwowana. 

Widocznie. 

O Boże. 

- Puść mnie w tej chwili! – warknęłam, nie dając mu wiele wyboru, jak wyrwałam ramię z 

jego uścisku. James cofnął się o krok, rozszerzając oczy. Nie mógł zrozumieć, że jakakolwiek 
część  jego  ciała  dotykająca  jakiejkolwiek  części  mojego  ciała  poruszyła  rzeczy,  o  których 
naprawdę nie chciałam myśleć. – Potrzebuję – powiedziałam przez ściśnięte zęby, wskazując 
poprzez tłum ludzi wciąż niespieszących się do drzwi – wydostać się stąd. 

background image

33 

 

- Lily ma troszkę zły poranek – powiedziała cicho Emma, stając przy mnie i rzucając mi 

szybkie spojrzenie, zanim odwróciła się do Jamesa i jego przyjaciół. 

Syriusz prychnął głośno, lustrując mnie wzrokiem. – Serio? 

Uderzyłabym go, ale nie mogłam dosięgnąć. 

- Ej, ej! – odezwał się James, znowu kładąc rękę na moim ramieniu, być może, żeby mnie 

powstrzymać,  gdy  wyraźnie  rozważałam  zagłębienie  najbliższego  przedmiotu  w  szyję 
Syriusza Blacka. James spojrzał na mnie z góry ze swoim małym bocznym uśmiechem i choć 
nadal byłam na niego bardzo zła za zapomnienie o całowaniu mnie, to byłam jeszcze bardziej 
zdenerwowana moim obecnym stanem brudu. Usychałam z upokorzenia i rozpaczy pod jego 
rozbawionym spojrzeniem. 

Było to naprawdę żałosne. 

- Jestem taka brudna – biadoliłam nieszczęśliwie, wybierając dąsanie od wrzasku. – Chcę 

tylko umyć zęby i poprawić włosy. Czy naprawdę proszę o tak wiele? 

-  Ani  trochę  –  przyznał  James,  wciąż  się  uśmiechając.  Uniósł  brwi.  –  Ale  czy  poważnie 

sądzisz, że przewrócenie całej klasy jest sposobem na osiągnięcie tej rzeczy? 

Psh. 

Tak. 

- Stali na mojej drodze – wymamrotałam. 

- Jestem pewien, że im wszystkim jest z tego powodu bardzo przykro. 

- Najwyraźniej nie na tyle przykro, żeby się ruszać. 

- Cóż, teraz wszyscy zniknęli – zauważył James, wskazując na  stosunkowo puste drzwi. 

Nie trzeba było mówić mi dwa razy. Zaklaskałam w myślach i pobiegłam. 

-  Merlinie,  nareszcie!  –  Wybiegłam  przez  drzwi,  teraz  bardziej  dlatego,  że  chciałam 

oddalić  się  od  Jamesa  niż  dlatego,  że  chciałam  pobiec  do  łazienki.  Nie  lubiłam  być  blisko 
niego.  I  może  jest  to  trochę  dziwne,  biorąc  pod  uwagę,  że  powinnam  durzyć  się  w  tym 
facecie i w ogóle, ale nie podobało mi się to jak się przy nim czułam. To było zbyt nowe, zbyt 
dziwne. A teraz gdy wiedziałam, że on durzył się we mnie… wszystko było inne. Było inne i 
nie podobało mi się to. 

Czy kiedykolwiek wspominałam jak bardzo nie lubię zmian? 

- Nie zdołasz przejść całą drogę do Wieży Gryffindoru i z powrotem przed rozpoczęciem 

Historii  –  usłyszałam  za  sobą,  pędząc  korytarzem.  Odwróciłam  się,  znajdując  podążającego 
obok  mnie  Jamesa.  Spojrzałam  dalej  w  tył,  żeby  zobaczyć  czy  dostrzegę  Grace  i  Emmę,  bo 

background image

34 

 

naprawdę  nie  chciałam  być  z  nim  sama,  ale  razem  z  resztą  Huncwotów  skręciły  w  drugą 
stronę, w kierunku schodów. 

Cholerne zdrajczynie. 

A tak w ogóle to co, do cholernego diabła, robił tutaj James? 

-  Nie  idę  do  Wieży  Gryffindoru  –  powiedziałam,  rozmyślnie  robiąc  krok  w  lewo, 

stwarzając  między  nami  trochę  przestrzeni.  Przyspieszyłam  mój  żwawy  krok  do  bardziej 
sprintowego, ale on dotrzymywał mi tempa z pełną gracji łatwością. – Idę tylko do łazienki. 

- Tam pewnie też nie dotrzesz – odparł z uśmiechem. – Spóźnisz się na lekcję. 

- Nie obchodzi mnie to – powiedziałam, chcąc, żeby po prostu sobie poszedł. Co, serio 

musiałam od niego uciekać? – Poza tym, dzisiejszego poranka wydaje się to być moją rzeczą. 
–  Dlaczego  on  tutaj  był?  Dlaczego  nie  odchodził?  –  Czy  ty  też  nie  musisz  iść  na  lekcję?  – 
zapytałam, nie tak subtelnie. 

James  wzruszył  ramionami,  wyraźnie  tego  nie  kumając.  Po  czym  złapał  mnie  za  rękę, 

zatrzymując mnie. – Chodź tutaj – powiedział. 

Zamarłam. 

Chodź tutaj. 

CHODŹ TUTAJ. 

Nagle byłam znowu tam na schodach, przyciągnięta do niego, słuchająca  jego pijanych 

rozkazów, a potem całowałam go, jakbym była do tego stworzona. 

O Merlinie. 

OMerlinieOMerlinieOMerlinieOMerlinie. 

- Lily? 

-  Co?  –  wychrypiałam,  podnosząc  na  niego  wzrok,  a  potem  go  odwracając,  kiedy  nie 

mogłam  znieść  pytającego  wyrazu,  który  tam  dostrzegłam.  Moje  serce  obijało  się 
gorączkowo  w  mojej  piersi  i  wyczuwałam,  że  nadchodzi  nieuchronny  atak  serca.  Wciąż 
trzymał  mnie  za  rękę,  choć  ona  bezwładnie  leżała  w  jego.  Skupiłam  na  niej  spojrzenie, 
następnie na podłodze. 

-  Co  się  z  tobą  dzieje?  –  zapytał,  ciągnąc  mnie  za  dłoń,  przybliżając  mnie  do  niego. 

Oddech  stanął  mi  w  gardle.  Zatrzymał  się  i  praktycznie  słyszałam  jak  marszczy  brwi.  – 
Dlaczego nie chcesz na mnie spojrzeć? 

- Chyba mam załamanie nerwowe – mruknęłam cicho, w końcu na niego patrząc. Nasze 

twarze były blisko. Nie blisko na całowanie, ale wystarczająco blisko. Jednak nie potrafiłam 

background image

35 

 

zgadnąć  o  czym  myślał.  Jego  twarz  była  nieczytelna.  –  Mam  załamanie  nerwowe  – 
powtórzyłam durnie. 

James  rzucił  mi  pytający  uśmieszek.  –  Załamanie  nerwowe?  –  zapytał,  drapiąc  się  po 

potylicy ręką, która nie trzymała mojej dłoni. – Jakiś szczególny powód? 

- Tak. 

- Chciałabyś o nim porozmawiać? 

- Nie. 

James uniósł brwi. – Naprawdę? – spytał. 

Naprawdę. 

Chyba że chce usłyszeć jak bardzo go nienawidzę/kocham. 

-  Mam  załamanie  nerwowe  –  odpowiedziałam  zamiast  tego.  James  wyglądał  na 

rozdartego między śmiechem a zmartwieniem. Nie doceniałam tego. – Muszę iść do łazienki 
– powiedziałam ostatecznie, chcąc się po prostu zamknąć. – Jestem taka brudna. Nie myłam 
zębów. I nosiłam to w piątek. Wiedziałeś o tym? 

UstaZamknijcieSięUstaZamknijcieSięUSTAZAMKNIJCIESIĘ! 

- Naprawdę masz załamanie nerwowe, co? – roześmiał się James,  potrząsając na mnie 

głową. Nie uważałam tego za choć trochę zabawne. 

- Bycie mną jest okropne – mruknęłam, piorunując go spojrzeniem. – Nawet nie wiesz. 

Nie  rozumiesz.  Muszę  iść  do  łazienki.  Spóźnię  się  na  Historię.  Kurde.  Cholerne  pieprzone 
kurde. Jebane… 

- Uspokój się, Lily! – Teraz otwarcie się śmiał, posyłając mi te spojrzenie serio-powinnaś-

zostać-wsadzona-do-kaftanu-bezpieczeństwa-co?.  –  Jesteś  absolutnie  szalona,  wiedziałaś  o 
tym?  –  Moja  dłoń  nadal  znajdowała  się  w  jego  ręce  i  zaczął  ciągnąć  mnie  korytarzem.  – 
Chodźmy – powiedział. – Mogę zaprowadzić cię do łazienki. Szybko. 

- Nie, nie możesz – odpowiedziałam, nie tylko dlatego, że na pewno nie chciałam nigdzie 

z nim iść w moim kruchym stanie umysłowym, ale dlatego, że wyraźnie nie mógł zaprowadzić 
mnie  tam,  gdzie  potrzebowałam  iść,  biorąc  pod  uwagę,  że  potrzebowałam  łazienki 
dziewczyn, a on jest chłopakiem. No przecież. – Potrzebuję łazienki dziewczyn, James. Skąd 
mógłbyś wiedzieć gdzie one są? W tej chwili tylko mnie spowalniasz. Powinieneś iść do klasy 
zanim ty też się spóźnisz. 

- Uciszysz się na moment? – mruknął, rzucając mi spojrzenie i całkowicie ignorując moją 

nie tak subtelną aluzję, że powinien odejść. – Staram się myśleć. Teraz, gdzie do diabła… ach! 
Racja. 

background image

36 

 

Po czym pociągnął mnie prosto w ścianę. 

Tak. 

Prosto w ścianę. 

Dobra, okej, technicznie to pociągnął mnie prosto przez ścianę, ale nie wiedziałam, że to 

się właśnie zdarzy. 

On mnie pewnego dnia zabije. 

Po prostu to wiem. 

-  Co…  jak…  czy  my  właśnie  przeszliśmy  przez  ścianę?  –  wyjąkałam,  wpatrując  się  w 

pozornie  betonową  ścianę  za  nami,  z  której  jakimś  cudem  wyszliśmy.  Odwróciłam  się  z 
niedowierzeniem do Jamesa. Uśmiechnął się tylko jak szaleniec, którym był. 

-  Jeezu,  Nieomylna,  jesteś  tutaj  z  mistrzem  –  chełpił  się,  uśmiechając  z 

samozadowoleniem. Pociągnął mnie za rękę, przyciągając bliżej. – Czy nie powiedziałem ci, 
że szybko zaprowadzę cię do łazienki? Okłamałbym cię? 

Wiem, że to zrobiłeś. 

Albo może zdanie „mógłbym faktycznie z tobą chodzić” nic mu nie przypomina?  

Psh. 

- Tak, sądzę, że mógłbyś. 

- To boli, Lil. 

- Dopiero co przeciągnąłeś mnie przez ścianę, James. 

- Może tak – uśmiechnął się szeroko – ale nigdy nie powiedziałem, że tego nie zrobię, 

więc nie skłamałem, prawda? 

On jest taki frustrujący. 

- Gdzie w ogóle prowadzi to coś? – spytałam gniewnie, spoglądając na słabo oświetlony 

korytarz, do którego zostałam zaciągnięta – zostałam zaciągnięta przez ścianę, żeby tutaj się 
dostać, na brodę Merlina! Co do cholernego diabła robi ten chłopak w  wolnym czasie? – I 
gdzie dokładnie jest ta łazienka, do której bardzo szybko mnie zaprowadzisz? 

-  Prowadzi  prosto  do  pierwszego  piętra  –  odpowiedział  James,  prowadząc  mnie  już 

korytarzem. – Wychodzi przy klasie Obrony. A jeśli się nie mylę, to sądzę, że jest tam łazienka 
dziewczyn. 

- Czy chcę w ogóle wiedzieć, czemu o tym wiesz? 

background image

37 

 

James wyszczerzył się. – Powiedzmy po prostu, że kiedyś miałem niefortunne starcie z 

Filchem. Reszty wolę nie zdradzać. 

On jest czasami takim cymbałem. 

Choć pomysłowym cymbałem. 

-  Nie  musimy  przechodzić  przez  więcej  ścian,  prawda?  –  zapytałam,  jak  James  dalej 

prowadził drogę korytarzem. Było tutaj chłodniej niż w normalnych korytarzach. Prawie tak 
jak w lochach, tyle że wyraźnie nie były to lochy. James pokręcił głową na moje pytanie. 

- Żadnych więcej ścian – odparł. Potem posłał mi szelmowski uśmiech. – Ale wyskoczymy 

zza gobelinu. Dobre, nie? 

Wywróciłam oczami. – O tak. Znakomite. 

Więc  podążaliśmy  razem  przez  pełen  przeciągów,  ciemny  korytarz,  który  byłam 

stosunkowo  pewna,  iż  był  używany  raz  na  trzy  tysiące  lat  i  byłam  również  stosunkowo 
pewna,  że  tylko  James  i  jego  przyjaciele  (i  teraz  ja,  oczywiście)  wiedzieli,  że  on  istniał.  A 
chociaż  byłam z  nim  sama  i  cały  czas  trzymał mnie  za  rękę  (rezygnuje  ze  mnie,  co?  Raczej 
nie!),  nie  zwariowałam  tak  jak  sądziłam,  że  się  stanie,  kiedy  skupiałam  się  na  misji,  nie  na 
Jamesie.  I  chociaż  kilka  razy  zagapiałam  się  na  jego  potylicę,  to  w  porządku,  ponieważ 
czasami dziewczyna po prostu musi sobie pozwolić. 

Poza tym, przecież nie widział jak to robię.  

Psh. 

- To najdłuższy korytarz jaki kiedykolwiek widziałam – wymamrotałam po spacerze, który 

wydawał się trwać wieczność, ale prawdopodobnie trwał tylko jakąś  minutę. Czas zdaje się 
zatrzymywać, kiedy starasz się nie skupiać na trzymającej twoją dłoń ręce, znajdującym się 
przed tobą tyle głowy i tym jak zapewne nadal śmierdzisz czymś potwornym. James zerknął 
na mnie i wywrócił oczami. 

-  Jesteś  najmniej  wdzięczną  dziewczyną,  jakąś  kiedykolwiek  spotkałem,  Nieomylna  – 

powiedział,  rzucając  mi  spojrzenie.  –  Poza  tym  to  już  przed  nami.  –  Posłał  mi  łobuzerski 
uśmiech,  który  dość  dobrze  znałam.  –  Gotowa  wystraszyć  kilku  pierwszorocznych,  jak 
wyskoczymy zza gobelinu? 

O rany. 

Zachowuje się jak cholerny siedmiolatek. 

- Um, nie. Nie róbmy tego, okej? 

- Ze wszystkiego zabierasz zabawę. 

background image

38 

 

- Staram się. 

Lecz  nie  miało  znaczenia  czy  zabierałam  ze  wszystkiego  zabawę,  ponieważ  kiedy 

nareszcie dotarliśmy do wyjścia tunelu (albo jednego z wyjść, w każdym razie. Korytarz wciąż 
się  ciągnął,  a  kiedy  zapytałam  Jamesa  dokąd,  powiedział  tylko  „Hmm…  może  kiedyś  ci 
powiem”, co jest poważnie irytujące oraz elitarystyczne z jego strony, jeśli mnie zapytacie), 
wszyscy  byli  już  w  klasie.  Tak  jak  powiedział  James,  wyskoczyliśmy  zza  gobelinu  –  tego 
Darbinusza  Odważnego.  Kto  by  pomyślał?  –  i  tak  jak  jeszcze  powiedział,  niedaleko 
znajdowały się drzwi do łazienki dziewczyn. 

Dzięki Merlinie. 

-  Oficjalnie  jesteś  moją  ulubioną  osobą  –  wymamrotałam,  kierując  się  już  korytarzem. 

James  zaśmiał  się  za  mną.  –  Poważnie  –  powiedziałam.  –  Chcesz  moją  duszę?  Możesz  ją 
mieć. 

-  Zatrzymaj  duszę –  zachichotał  James,  wciąż podążając  za  mną.  –  Pewnie  będziesz  jej 

potrzebować w jednym z takich dni. 

Tak bardzo skupiona byłam na dojściu do łazienki, że nie zdawałam sobie nawet sprawy, 

iż James naprawdę powinien iść w przeciwnym kierunku na Historię, a nie iść za mną, dopóki 
nie  miałam  właśnie  otworzyć  drzwi  łazienki  i  dostrzegłam,  że  wciąż  stał  tuż  za  mną. 
Zatrzymałam się z do połowy otwartymi drzwiami i zmrużyłam na niego oczy. 

- Co ty robisz? – zapytałam. James uśmiechnął się szeroko. 

- Wchodzę – odparł. Otworzyłam usta i zamierzałam zaprotestować, kiedy szybko dodał. 

– Pamiętaj, jestem twoim alibi. 

Alibi? 

Co on do cholernego diabła teraz kombinował? 

-  Moim  alibi?  –  powtórzyłam  powątpiewająco,  rzucając  mu  bardzo  sceptyczne 

spojrzenie. – Jamesie Potterze, co ty wygadujesz? 

- Na Historię – wyjaśnił i zanim w ogóle mogłabym coś powiedzieć, wepchnął mnie do 

łazienki i szybko wszedł za mną. Drzwi się zamknęły i obróciłam się do niego z piorunującym 
spojrzeniem.  Uśmiechnął  się  tylko.  –  Mówię  poważnie!  –  krzyknął,  podnosząc  dłonie  w 
sposób mówiący popatrz-jestem-naprawdę-niewinny-nie-patrz-tak-na-mnie. – Co zamierzasz 
powiedzieć, kiedy wejdziesz spóźniona na Historię, hm? – spytał, unosząc brwi. – Nie chcę ci 
tego mówić, Lil, ale Binns nie je ci z dłoni, tak jak Flitwick. 

-  Po  pierwsze  –  odparowałam  –  nikt  nie  je  z  żadnej  mojej  dłoni.  –  (Jest  to  wyraźne 

kłamstwo,  ale  nie  zamierzałam  mu  tego  mówić).  –  Po  drugie,  w  klasie  Binnsa  mógłby 
wybuchnąć ładunek wybuchowy i zaledwie rzuciłby na to okiem, ale nawet jeśliby z jakiegoś 

background image

39 

 

zadziwiającego powodu zauważył, że weszłam kilka minut spóźniona, to wymyśliłabym jakąś 
wymówkę. I ostatnie – dokończyłam, kończąc moją tyradę – jaka byłaby różnica czy będziesz 
ze mną, czy nie? Co mógłbyś takiego zrobić, co zwolniłoby mnie z podejrzeń? 

- Spokojnie – odpowiedział James, wpychając mnie głębiej do łazienki. – Powiemy mu po 

prostu, że  mieliśmy  ekstremalnie  ważny,  super  tajny,  ratujący  szkołę  obowiązek  Prefektów 
Naczelnych.  

O rany. 

-  To  –  powiedziałam  wielce  dezaprobującym  tonem  –  jest  wyraźne  nadużycie  władzy, 

Jamesie Potterze! 

James uśmiechnął się ironicznie. – Tak – odparł. – Jest. 

Naprawdę, jak można było kłócić się z taką logiką? 

Psh. 

Wydawałam odgłos zdegustowania i odwróciłam się do niego plecami, lekceważąc jego 

śmiech, jak skierowałam się dalej do łazienki i prosto do luster na końcu pomieszczenia. Choć 
jego  rozumowanie  było  głupie  i  jego  bycie  tutaj  łamało  nie  tylko  szkolne  zasady,  ale  same 
zasady  natury,  musiałam  przyznać,  że  jego  wymówka  była  dobra.  To  znaczy  pewnie 
mogłabym  uciec  się  do  wymówki  „O  tak,  miałam  bardzo  ważny  obowiązek  Prefekt 
Naczelnej”, gdybym była sama, ale z Jamesem przy moim boku nie było mowy, by ktoś wątpił 
w nasze wytłumaczenie. Było to całkiem dogodne. 

Byłam  zadowolona  przez  sekundę  lub  dwie,  dopóki  nie  podeszłam  do  łazienkowych 

luster. 

- O Merlinie – sapnęłam przerażona, kiedy się zobaczyłam. Nigdy nie widziałam bardziej 

przerażającego widoku od tego, które widziałam w lustrze. Moje włosy, które tego poranka 
spięłam  w  najgorszym  koku,  po  części  wysunęły  się  z  węzła  i  były  straszliwie  zawiłe.  Moja 
twarz  była  bledsza  niż  zazwyczaj  i  całkowicie  pozbawiona  makijażu,  nie  wspominając,  że 
miała  ten  wyraźny  zmęczony  właśnie-wyszłam-z-łóżka  wyraz,  który  można  było  dobrze 
wyczytać w moich oczach. Moje ciuchy były zmiętym bałaganem i wyglądały, jakbym w nich 
spała. Obróciłam się do Jamesa opierającego się swobodnie o ścianę obok mnie i rąbnęłam 
go mocno w ramię. 

- Ej! – powiedział, podnosząc obronnie ręce. – Za co to było, do diabła? 

- Nie mogę uwierzyć, że nie powiedziałeś mi jak wyglądam! – wykrzyknęłam, niemal zbyt 

zrozpaczona, żeby spojrzeć znowu w lustro. Zakryłam twarz, jęcząc w dłonie. – Jak możesz w 
ogóle na mnie patrzeć? Wyglądam, jakbym właśnie wyszła z łóżka! 

- Myślałem, że to zrobiłaś. 

background image

40 

 

- Tak! – krzyknęłam. – Ale nie powinnam tak wyglądać! 

-  Uspokoisz  się?  –  spytał  James,  śmiejąc  się  i  kręcąc  na  mnie  głową,  wyraźnie  nie 

rozumiejąc,  że  to  było  ekstremalnie  poważne.  –  Jesteś  tak  cholernie  dramatyczna.  Nie 
wyglądasz tak źle, na brodę Merlina. Spójrz – powiedział, stając obok mnie przed lustrem – 
jestem na nogach od piątej rano i wyglądam na prawie tak zmiętego, jak ty. 

-  Wcale  nie  –  mruknęłam,  krzyżując  ramiona  na  piersiach.  –  Wyglądasz  absolutnie 

cudownie i wiesz o tym, ty zarozumiały draniu. 

Niemal  zakryłam  ręką  usta,  ale  powstrzymałam  się  w  ostatniej  chwili  i  zamiast  tego 

kopnęłam się bardzo mocno w myślach. 

Absolutnie cudownie? 

ABSOLUTNIE CUDOWNIE? 

Może po prostu cholernie mu POWIEM, że on mi się podoba, hm? 

Na Merlina, czasami jestem taką idiotką. 

Ale  dzięki  niebiosom  James  nie  wydawał  się  zauważyć,  że  właśnie  praktycznie 

powiedziałam  mu,  że  żywię  do  niego  trochę  bardziej  niż  platoniczne  uczucia  lub  faktu,  że 
nazwałam  go  również  zarozumiałym  draniem,  ponieważ  zbyt  zajęty  był  teraz 
przypatrywaniem się jego własnemu odbiciu. Schylił się bliżej lustra i wyglądał jakby uważnie 
badał swoje włosy. Potem podniósł rękę do głowy i poczochrał już roztrzepane pasemka. 

-  Co  robisz?  –  zapytałam,  nie  będąc  w  stanie  powstrzymać  cichego  śmiechu,  jak  dalej 

mierzwił włosy ręką. 

-  Ogarniam  nieład  –  odpowiedział,  rzucając  mi  uśmiech  i  odsunął  się  od  lustra.  – 

Poddałem  się  próbie  zapanowania  nad  tą  czupryną  w  wieku  dwunastu  lat.  Jeśli  ma  być 
bałaganem, to przynajmniej moim bałaganem, wiesz? 

Prychnęłam  i  wywróciłam  oczami.  –  Taka  jest  twoja  logika.  –  Odkręcając  wodę, 

rozejrzałam  się,  szukając  czegoś  do  zmienienia  w  szczoteczkę  do  zębów.  Jedyną  rzeczą  w 
pobliżu  była  kostka  mydła,  więc  wzięłam  ją  i  rzuciłam  Jamesowi.  –  Bądź  przydatny,  co?  – 
Wskazałam na mydło, które łatwo złapał i odwróciłam się do umywalki. – Przekształć to w 
szczoteczkę do zębów. 

-  Ty  powinnaś  to  zrobić  –  mruknął  znacząco  James,  ale  szybko  zrobił,  o  co  prosiłam. 

Wymamrotał coś cicho pod nosem i na szczoteczce pojawiła się pasta. Potem mi ją podał. 

- Czemu mam to robić, kiedy mam ciebie? – spytałam, uśmiechając się do niego słodko, 

wzięłam szczoteczkę i od razu wsadziłam ją do buzi. – Taaak – prawie zawołałam w ekstazie, 
gorączkowo myjąc zęby. – To jessszzz takie dooobre. 

background image

41 

 

- Och, to atrakcyjne – powiedział James, przeciągając samogłoski. 

Warknęłabym  coś  do  niego,  ale  zbyt  zajęta  byłam  myciem.  Zamiast  tego  posłałam  mu 

tylko gniewne spojrzenie, a potem go ignorowałam. Jak zawsze jedyną odpowiedzią Jamesa 
był śmiech. 

- Proszę – powiedział, gdy nareszcie skończyłam mycie, podając mi szczotkę do włosów, 

którą musiał z czegoś przemienić, choć nie jestem pewna czego. Błysnęłam mu uśmiechem i 
zabrałam szczotkę, wyciągając już włosy z niechlujnego kucyka, w którego były spięte. Zajęło 
to  kilka  minut  i  parę  silnych  oraz  zdeterminowanych  pociągnięć,  ale  w  końcu  zdołałam 
rozczesać  większość  supłów.  Próbowałam  wymyślić,  co  z  nimi  zrobię,  kiedy  odezwał  się 
James. – Nie rób tego – powiedział. 

Obróciłam się do niego, rzucając mu pytające spojrzenie. – Co takiego? 

- Dlaczego nie nosisz rozpuszczonych włosów? – zapytał, wyciągając z mojej ręki gumkę 

do  włosów.  Schował  ją  w  kieszeni.  –  Raz  to  zrobiłaś  –  ciągnął,  lekceważąc  gniewne 
spojrzenie,  które  posłałam  mu  za  zabranie  mojej  gumki.  –  Kiedy  Syriusz  powiedział  ci,  że 
jesteś  pruderyjna,  pamiętasz?  A  potem  nosiłaś  je  rozpuszczone?  Dlaczego  już  tego  nie 
robisz? 

Otworzyłam szeroko usta. 

- Powiedział ci o tym? – krzyknęłam, ledwie skrywając moje przerażenie. 

- Peter powiedział – odpowiedział James, wzruszając ramionami, jakby to nie była wielka 

sprawa, chociaż wyraźnie była. Po czym dalej gadał o moich włosach. – Myślę, że powinnaś 
częściej je rozpuszczać. 

- Nie obchodzi mnie, co myślisz. I nie mogę uwierzyć, że Peter ci o tym powiedział! To 

była prywatna rozmowa, ma brodę Merlina! I oddaj mi moją gumkę! 

James rzucił mi spojrzenie. – Jeżeli była taka prywatna, to nie powinnaś była następnego 

dnia puszyć  się  w  swoim  dziwacznym  stroju, niemal  przyprawiając  mnie  o  zawał.  I  nie, nie 
dostaniesz jej. 

- W niczym się nie puszyłam. Co masz na myśli, że nie? Jest moja! Chcę ją z powrotem! 

- Nie. 

- Tak! – zawołałam, posyłając mu jeden z moich najgorszych przeszywających spojrzeń. – 

W każdej chwili staną się wstrętne i nie zostawię ich rozpuszczonych! 

-  Zawrę  z  tobą  umowę  –  powiedział,  krzyżując  ramiona  na  torsie  w  ten  zdajesz-sobie-

sprawę-że-bez-względu-na-to-jaką-zamierzam-zaoferować-ci-ofertę-to-nadal-wygram 

background image

42 

 

sposób.  –  Jeśli  zaczną  robić  się  wstrętne,  to  ci  ją  oddam,  dobra?  Ale  do  tej  pory  będziesz 
mieć je rozpuszczone. Zgoda? 

Um, nie. 

- Zachowujesz się absurdalnie, James. 

- Tak jak ty. Po prostu miej je rozpuszczone. 

- Nie. 

- Tak. 

- James… 

-  Wyglądasz  ładnie,  jak  masz  je  rozpuszczone.  Dlaczego  nie  możesz  po  prostu  tak  ich 

nosić? 

To efektownie mnie uciszyło. 

Ładnie?  Myślał,  że  wyglądałam  ładnie  w  rozpuszczonych  włosach?  Myślał,  że  ja 

wyglądałam ładnie? 

Sądzę, że miałoby to sens, iż myślał, że jestem trochę ładna. Wiecie, ponieważ durzy się 

we  mnie  i  w  ogóle.  Chyba  że  jest  jednym  z  tych  patrzmy-tylko-na-wnętrze-nie-wygląd 
facetów, ale nie jestem pewna jak wielu takich pozostało na ziemi. Może dwóch, wliczając 
mojego  wuja  Davy’ego,  który  nawet  się  nie  liczy,  bo  jest  zbyt  często  pijany,  by  w  ogóle 
wiedzieć jak wyglądają dziewczęta, więc tylko osobowość zazwyczaj  mu wystarcza. A drugi 
facet  to  prawdopodobnie  ślepy  mężczyzna  w  Nepalu  czy  coś,  który  nie  może  osądzać  po 
wyglądzie z wiadomych powodów. Jednak… 

Nie powinnam chcieć wyglądać dla niego ładnie. Nie, kiedy wciąż tkwię w samym środku 

emocjonalnej  walki  między  nim  a  Amosem.  Nie  mogę  sobie  pozwolić  na  karmienie  jego 
uczuć. Ale jakoś, nawet jak wiedziałam, że nie powinnam się zgadzać, stwierdziłam, że i tak 
zgadzam się na głupią prośbę Jamesa. Z każdym skinieniem głowy, mentalnie dawałam sobie 
mocnego kopniaka w tyłek. 

A potem zastanawiam się dlaczego moje życie robi się takie skomplikowane? 

Psh. 

- Dobrze – powiedział James, uśmiechając się na moją niechętną zgodę. Zlustrował mnie 

szybko  wzrokiem,  po  czym  wygiął  pytająco  brew.  –  Więc?  –  zapytał.  –  Gotowa?  Czysta  i 
zorganizowana? 

- Um, ta – mruknęłam, wciąż plując sobie w brodę za bycie tak  przeklętą, uległą babą, 

tylko  dlatego,  że  facet  nazwał  mnie  ładną.  Pomimo  faktu,  że  byłam  z  nim  sama  od  ponad 

background image

43 

 

dziesięciu  minut,  jeden  głupi,  nieznaczący  komentarz  James  znowu  doprowadził  mnie  na 
skraj  emocji.  Nagle  przestępowałam  niezręcznie  z  nogi  na  nogę  i  nie  chciałam  na  niego 
spojrzeć. Żeby czymś się zająć, chwyciłam moją różdżkę i zaczęłam rzucać na moje ubrania 
zaklęcia  czyszczenia  oraz  prasowania.  Gdy  nareszcie  zebrałam  na  tyle  odwagi,  by  na  niego 
spojrzeć, James spoglądał na swój zegarek. 

- Nie powinniśmy dużo się spóźnić – powiedział, rzucając mi szybkie spojrzenie i złapał 

mnie za rękę. Wcześniej ten czyn mi nie przeszkadzał, ale niespodziewanie wydawało się to 
bardzo  zaborcze,  bardzo  romantyczne  i  całe  mnóstwo  innych  rzeczy,  które  nie  były 
przyzwoite.  Zabrałabym  rękę,  gdyby  nie  było  to  tak  strasznie  widoczne,  ale  gdybym  to 
zrobiła,  James  wiedziałby,  że  coś  jest  nie  tak.  Zamiast  tego  byłam  zmuszona  do  zniesienia 
tego przez cały czas. – Gotowa iść? – zapytał. 

Potaknęłam, słowa w tej chwili były daleko poza moją kontrolą. 

Właśnie wychodziliśmy z łazienki, kiedy nagle James stanął jak wryty. Uderzyłam w jego 

plecy, posyłając mu pytające spojrzenie. – James, co ty… 

I wtedy ją zobaczyłam. 

Carrie Lloyd. 

Carrie  Lloyd  stała  tuż  przed  nami,  gapiąc  się  na  naszą  parę,  jakbyśmy  byli  tańczącymi 

niedźwiedziami w spódniczkach, wychodząc tanecznym krokiem z łazienki dziewczyn. 

Kurde. 

Podwójne cholerne pieprzone kurde. 

To musiał być ten punkt. 

Ten, skąd wszystko mogło już tylko się polepszać. 

To musiało być to. 

Szlag. 

-  Cześć,  Car  –  powiedział  James,  tak  swobodnie  jak  potrafił.  Gdybym  nie  stała  obok, 

będąc świadkiem tej sytuacji, to pomyślałabym, że po prostu witał się w pustym korytarzu, a 
nie  przy  drzwiach  łazienki  dziewczyn  na  pierwszym  piętrze  –  łazience  dziewczyn,  na  brodę 
Merlina! – trzymając mnie za rękę. 

Carrie była oniemiała. Stała tam z oczami wytrzeszczonymi w jej głupie główce, jej usta 

szeroko otwarte, a potem zamknięte, aż nareszcie wydusiła bez tchu. – James. Lily. 

- Hej, Carrie – zdołałam powiedzieć, nie tak swobodnie jak James, ale zdecydowanie nie 

tak  zduszenie  jak  Carrie.  By  powiększyć  kompletne  szaleństwo,  rzuciłam  jej  jeden  z  moich 

background image

44 

 

najlepszych 

uśmiechów 

to-jest-nic-to-jest-całkowicie-niewinne-pomimo-tego-jak-to-

wygląda. Staliśmy tam przez kilka sekund, James i ja uśmiechaliśmy się, a Carrie się gapiła, 
dopóki James nie dostał znakomitego pomysłu, żeby nas stamtąd zabrać. 

James bywa użyteczny. 

Odchrząkując cicho, posłał Carrie jeszcze jeden uśmiech i powiedział. – Cóż… musimy iść 

na Historię! Na razie, Car! – Po czym pociągnął mnie za rękę, którą wciąż mocno trzymał i 
zaczął  ciągnąć  mnie  korytarzem.  Gdy  dotarliśmy  do  końca  korytarza,  pozostawiając  Carrie 
daleko za nami, James w końcu stanął i obrócił się do mnie z małym uśmiechem na twarzy. 

- No cóż – powiedział, wywracając lekko oczami – to zdecydowanie będzie interesująca 

historia, prawda? 

A tego, widzicie, okropnie się boję. 

Obserwacja  #173)  Kiedy  sądzisz,  że  sięgnęłaś  najniższego  możliwego  dołu  w  twoim 

życiu… proszę, pomyśl o tym jeszcze raz. Możesz być w błędzie. 

Obserwacja #174) DLACZEGO NIE PRZEPROWADZIŁAM SIĘ JESZCZE DO GUAM?? 

 

Później, Eliksiry 

Spostrzegawcza Lily: Dzień 28 

Suma Obserwacji: 174 

Może ona nic nikomu nie powie. 

Carrie, mam na myśli. Nie mogłaby. Tak, prawdopodobnie powie Elisabeth Saunders, ale 

Saunders  na  pewno  nie  będzie  chciała,  aby  szkole  chodziła  plotka,  że  jej  były-chłopak-
którego-rzekomo-nadal-pragnie-jako-jej-chłopaka został przyłapany w łazience dziewczyn na 
pierwszy  piętrze  z  dziewczyną,  której  nie  cierpi,  racja?  A  Carrie,  zgodnie  z  życzeniami  jej 
najlepszej przyjaciółki, zgodzi się na to. Więc nikomu nie powie. Nie zrobi tego. 

Ale  co  jeśli  zemsta  Saunders  przeciwko  mnie  przewyższa  jej  uczucia  do  Jamesa  i  nie 

obchodzi ją co plotki mogą oznaczać dla ich związku, tylko mojego? 

CO WTEDY BĘDZIE? 

Powie Amosowi. 

POWIE AMOSOWI! 

Powie mu, a on został już narażony na wystarczające bzdury związane z Jamesem i mną, 

żeby wystarczało mu to na całe życie. CO WTEDY BĘDZIE? 

background image

45 

 

O Merlinie. 

OMerlinieOMerlinieOMerlinie. 

Kurde. 

Kurde. Kurde. Kurde. Kurde. 

Chyba zemdleję. 

 

Później Później, Wciąż na Eliksirach 

Spostrzegawcza Lily: Dzień 28 

Suma Obserwacji: 174 

Czy Elisabeth piorunuje mnie wzrokiem? Szlag, sądzę, że tak. 

Ona wie. 

ONA WIE. 

Moje życie dobiegło końca. 

 

Później Później Później, Wciąż Wciąż na Eliksirach 

Spostrzegawcza Lily: Dzień 28 

Suma Obserwacji: 174 

O czym ja gadam? Ona zawsze piorunuje mnie wzrokiem. O niczym nie wie, do cholery. 

Nic cholernie nie wie o mnie, Jamesie lub jakiejś łazience dziewczyn. 

Ona nie wie. 

…czy na pewno? 

Szlag. 

Jak do cholernego diabła mam móc to stwierdzić? 

 

Później (x4), Wciąż (x3) na Eliksirach 

Spostrzegawcza Lily: Dzień 28 

background image

46 

 

Suma Obserwacji: 174 

James  będzie  musiał  się  tym  zająć.  Serio,  będzie  musiał.  Ona  przecież  go  posłucha. 

Totalnie.  On  ją  posadzi,  zadziała  na  nią  swoją  jestem-cudownym-i-inteligentnym-facetem-
napawajmy-się-moją-dowcipnością-oraz-urokiem  magią  i  ona  będzie  zmuszona  do  nie 
powiedzenia  nikomu  o  całej  sytuacji  Lily-i-James-wychodzący-razem-z-łazienki-dziewczyn. 
Wiem,  że  ona  go  posłucha.  Wiem  to.  A  potem  nikt  na  całym  świecie  –  zwłaszcza  Amos  – 
nigdy  nie  dowie  się  o  tym  małym,  nieznaczącym,  bardzo  niewłaściwie  odebranym 
incydencie. 

Tak. 

Taki jest plan. 

Muszę przekonać Jamesa, żeby z nią pogadał. 

 

Później (x5), Wciąż (x4) na Eliksirach 

Spostrzegawcza Lily: Dzień 28 

Suma Obserwacji: 174 

Co ja sobie myślałam? 

OCZYWIŚCIE, ŻE JAMES Z NIĄ NIE POROZMAWIA! 

Czy tak szybko zapomniałam, że ten chłopak DURZY SIĘ WE MNIE? To jest jego szansa! 

Jeśli Amos dowie się o naszym małym łazienkowym przyjęciu, to wyrzuci mnie na tyłek I DLA 
KOGO BĘDZIE DOSTĘPNY TEN TYŁEK?? 

JAMESA, DLA NIEGO WŁAŚNIE. 

O Merlinie. 

OMerlinieOMerlinieOMerlinieOMerlinie. 

Nic dziwnego, że był tak cholernie spokojny, kiedy zauważyła nas Carrie! Nic dziwnego! 

Przez  cały  czas  myślałam,  że  tylko  udawał,  by  Carrie  nie  myślała,  że  działo  się  coś 
niestosownego,  gdy  tak  naprawdę  w  głowie  pewnie  wykonywał  radosny  taniec! 
PRAWDOPODOBNIE CELEBROWAŁ MÓJ UPADEK. 

Ten głupi, przegłupi, zgniły drań. 

Nienawidzę go. 

NIENAWIDZĘ GO TAK MOCNO I JUŻ SIĘ W NIM NIE DURZĘ, NAWET JEŚLI BYŁA TO MAŁA, 

NIEZNACZĄCA  ILOŚĆ,  BO  NIE  DURZĘ  SIĘ  W FACETACH,  KTÓRZY  ROBIĄ  TAKĄ  RZECZ.  DURZĘ 

background image

47 

 

SIĘ  W  MIŁYCH  FACETACH,  KTÓRZY  NIE  PRÓBUJĄ  SABOTOWAĆ  SZANS  INNYCH  FACETÓW  Z 
DZIEWCZYNĄ,  W  KTÓRYCH  SIĘ  W  PODKOCHUJĄ,  NAWET  JEŚLI  TEN  FACET  MOŻE  RÓWNIEŻ 
SIĘ W NIEJ PODKOCHIWAĆ. NIE AKCEPTUJĘ TAKIEGO ZACHOWANIA. 

HMPH! 

 

Później (x6), Nareszcie po Eliksirach, Dormitorium 7-rocznych Dziewcząt 

Spostrzegawcza Lily: Dzień 28 

Suma Obserwacji: 175 

Będę musiała wziąć tę sprawę w swoje ręce. 

Choć  bardzo  tego  nienawidzę,  choć  bardzo  się  tego  boję,  to  musze  być  ja.  Ja  będę 

musiała porozmawiać z Carrie – albo Carrie i Elisabeth, jeżeli cholerna dziewczyna otworzyła 
już  swoją  durną  gębę.  Ale  nie  sądzę,  że  to  zrobiła.  Widząc,  że  jeszcze  nie  wycierpiałam 
jakichkolwiek ataków na moje życie, co wierzę, iż wydarzyłoby się, gdyby Saunders usłyszała, 
że figlowałam z Jamesem w łazience dziewczyn. Carrie nie mogła powiedzieć. No chyba że, 
wiecie, w drodze by mnie zabić Saunders utknęła w podstępnym schodku czy coś. Ale takie 
szanse są zerowe. 

Mogę pogadać z Carrie. 

Mogę. 

Szczerze mówiąc, przecież i tak nie mam żadnego wyboru. Widocznie nie mogę liczyć na 

Jamesa, żeby był jakąkolwiek pomocą w tej sytuacji, biorąc pod uwagę, że prawdopodobnie 
się  nią  rozkoszuje.  I  mimo  wszystko  przysłowie  głosi,  że  jeśli  chcesz  zrobić  coś  dobrze,  to 
musisz to zrobić sam. 

A ja muszę zrobić to dobrze. 

Więc to muszę być ja. 

Muszę z nią pogadać. 

Szlag. 

 

Później (x7), Wciąż w Dormitorium 7-rocznych Dziewcząt 

Spostrzegawcza Lily: Dzień 28 

Suma Obserwacji: 176 

background image

48 

 

Lista Lily Evans Rzeczy Do Zrobienia Przed Skonfrontowaniem Się Z Carrie Lloyd Alias 

Podglądaczką Łazienki Dziewczyn Która Zamierza Wyjawić Mój Sekret Całemu Światu 

1] Muszę znaleźć Carrie. Gdzie do cholery ta dziewczyna ciągle się szwęda? 

2] Muszę znaleźć Carrie bez Saunders czy jakiejś innej diabelskiej władczyni, której może 

podlegać. Obawiam się, iż to może być jeszcze cięższe od znalezienia samej Carrie. 

3]  Odnaleźć  wystarczająco  mojej  dobrze  skrywanej  odwagi  Gryffońskiej,  żebym  miała 

zdrowy rozsądek do rozmawiania z Carrie, nawet jeśli zdołam ją znaleźć, i ponadto, znaleźć ją 
samą. 

4]  Pomyśleć  nad  wiarygodnym  usprawiedliwieniem  dlaczego  Carrie  nie  powinna 

rozpowiadać tego soczystego kawałku plotki, nawet jeśli jej Diabelska Władczyni #1 Elisabeth 
Saunders tak jej rozkaże. 

5] Przygotować się na płaszczenie, jeśli to konieczne. 

6]  Zebrać  asortyment  narzędzi  łapówkarskich,  jeśli  możliwe.  Choć  wątpię,  że 

czekoladowe  krówki  mamy  zdoła  zamienić  Carrie  w  milutką,  naiwną  osobę,  jak  robi  to  z 
Jamesem. Ona jest przecież kobietą i nie myśli żołądkiem. Może alkohol zadziała lepiej. 

To może zająć całą noc. 

 

Później (x8), Kolacja w Wielkiej Sali 

Spostrzegawcza Lily: Dzień 28 

Suma Obserwacji: 176 

Właśnie dostrzegłam Elisabeth Saunders i nie próbowałam mnie zabić. 

Hm. 

Interesujące. 

To znaczy piorunowała mnie wzrokiem i w ogóle, ale nie bardziej niż zazwyczaj (chociaż 

przestała  to  robić  na  jakiś  czas,  gdy  unikała  mnie  po  sytuacji  James-i-ja-umawiamy-się. 
Szkoda,  że  ostatnio  do  tego  wróciła.  Miałabym  wtedy  znak!).  Być  może  nie  było  czasu,  by 
próbować mnie zabić? Tak naprawdę to było szybkie dostrzeżenie po drugiej stronie Wielkiej 
Sali.  Przechodziła  z  June  Mackey  obok  stołu  Ślizgonów  i  zdarzyło  jej  się  złapać  mój  wzrok. 
Mogłaby  podejść,  powiedzieć  coś,  zrobić  coś…  to  znaczy  mogłaby  jeszcze  mocniej 
piorunować wzrokiem, gdyby naprawdę była zdenerwowana… ale nie zrobiła tego. 

Co to oznacza? 

background image

49 

 

Może Carrie nie miała jeszcze okazji, żeby z nią pogadać. Albo może – i być może to tylko 

bardzo pobożne życzenie z mojej strony – ale może Carrie nie zamierza powiedzieć Saunders. 
Albo  do  diabła,  może  dziewczyna  zapomniała.  Nie  całkiem  jest  najostrzejszą  kredką  w 
pudełko, jeśli wiecie o co mi chodzi. A zapominanie ostatnio z pewnością lata w atmosferze. 

Hm. 

Hm. Hm. Hm. 

Cóż, tak czy inaczej, jeszcze nie jestem martwa. 

I Amos również jeszcze ze mną nie zerwał. 

Powiedziałabym, że mam się całkiem dobrze. 

 

Później (x9), Wciąż na Kolacji w Wielkiej Sali 

Spostrzegawcza Lily: Dzień 28 

Suma Obserwacji: 176 

CHYBA ŻE ZATRUŁA MOJE JEDZENIE!! 

O Merlinie. 

Umieram. 

Totalnie i całkowicie umieram. 

Żegnaj, przeokrutny świecie. 

 

Później (x10), Dormitorium 7-rocznych Dziewcząt 

Spostrzegawcza Lily: Dzień 28 

Suma Obserwacji: 177 

Ponieważ  trucizna  widocznie  jeszcze  nie  zadziałała,  mam  teraz  czas,  żeby  zadać  mojej 

najlepszej przyjaciółce bardzo ważne pytanie. Cieszę się, że mam tę okazję, zwłaszcza, iż mój 
upadek jest tak blisko. 

Ja: Gracie? 

Gracie: Tak, Lily? 

background image

50 

 

J: Hipotetycznie mówiąc, jeżeli zobaczyłabyś jak przystojny facet i dziewczyna wychodzą 

razem z łazienki dziewczyn – hipotetycznie z łazienki na pierwszym piętrze, przy sali Obrony – 
jaka myśl pierwsza przyszłaby ci do głowy? 

G (jęczy): O Merlinie, Lily, co do cholernego diabła teraz zrobiłaś? 

J: To jest hipotetyczne, Gracie. Teraz, proszę, odpowiedz na moje pytanie. 

G: Bzykali się. 

J: Bzykali? 

G: Tak, zdecydowanie się bzykali. 

J: Wcale nie. 

G: Myślałam, że to było hipotetyczne? 

J: Jest. Bardzo. Jednakże, hipotetycznie, dla twojej informacji, oni się nie bzykali. 

G:  Cóż,  gdybym  spostrzegła  ich  wychodzących  razem  z  łazienki  dziewczyn,  to 

pomyślałabym, że to właśnie robili. 

J:  Czy  to  jest  opinia  Grace-czytającej-gówniane-romanse  czy  opinia  Grace-normalnie-

logicznej-nie-skupionej-na-bzykaniu? 

G: Nie jestem pewna czy potrafię je oddzielić. 

J: Proszę, spróbuj. 

G: Cóż… sądzę, że to opinia Grace-normalnie-logicznej-nie-skupionej-na-bzykaniu. 

J: Kurde. 

G: Coś zrobiła, Lily? 

J:  Nic.  Teraz  powiedzmy,  że  zobaczyłaś  tych  dwoje  ludzi  wychodzących  z  łazienki 

dziewczyn  i  jeden  z  nich  jest  byłym  chłopakiem  twojej  najlepszej  przyjaciółki,  a  drugi 
dziewczyną, której twoja najlepsza przyjaciółka nie cierpi intensywnością tysiąca słońc, to co 
wtedy myślisz? Powiedziałabyś swojej najlepszej przyjaciółce o tym incydencie? 

G:  Carrie  Lloyd  widziała  jak  ty  i  James  wyszliście  razem  z  łazienki  dziewczyn?  Co  do 

cholery James robił z tobą w łazience, Lily? 

J: TO JEST HIPOTETYCZNE, GRACIE. 

G: Mówię hipotetycznie, oczywiście. 

background image

51 

 

J:  Dobrze, hipotetycznie,  gdyby  coś  takiego  się wydarzyło,  wyobrażam  sobie, że  James 

byłby  tam  prawdopodobnie  dlatego,  że  jest  despotycznym,  twardogłowym,  cholernym 
idiotą,  który  odmówił  wyjścia,  bo  twierdził,  iż  jest  moim  alibi,  kiedy  byłam  spóźniona  na 
lekcję Historii i dlatego nie dał mi możliwości na dyskusję. Dodatkowo wykorzystywałam go 
dla jego talentów transmutacyjnych. Hipotetycznie. 

G:  A  potem  Carrie  Lloyd  zauważyła  was  i  boisz  się,  że  powie  Saunders  –  albo 

komukolwiek  innemu  –  a  to  dotrze  do  Amosa,  twojej  jedynej,  prawdziwej  miłości,  który, 
mamy  powód  do  takiego  osądu,  jest  już  tobą  nie  zadowolony,  przez  fakt,  że  często  go 
okłamujesz i całujesz oraz durzysz się w innych facetach. 

J: Hipotetycznie. A Amos nie wie, że całowałam albo durzę się w Jamesie. 

G: Ta, jeszcze. 

J: Więc? 

G: Więc co? 

J: Więc myślisz, że Carrie powie? 

G: Em… 

J: O MÓJ BOŻE, ONA POWIE. 

G: Naprawdę musisz przestać wpakowywać się w te absurdalne sytuacje, Lily. 

J: Pracuję nad tym. 

 

Później (x11), Dormitorium 7-rocznych Dziewcząt 

Spostrzegawcza Lily: Dzień 28 

Suma Obserwacji: 177 

Teraz  idę  spać.  Prawdopodobnie  jutro  się  nie  obudzę.  Wiecie,  zważając  na  fakt,  iż 

zostałam otruta i w ogóle. 

Nie jestem pewna czy umieranie jest taką złą rzeczą. 

Może lepiej będzie mi po śmierci. 

NOTATKA:  Proszę  odnieść  się  do  „OSTATNIEJ  WOLI  I  TESTAMENTU  LILY  CHRISTINE 

EVANS” (8 Października 1977) dla odpowiedniego podziału mojego majątku. TYLKO PROSZĘ 
OPUŚCIĆ  CZĘŚĆ,  GDZIE  DAJĘ  COKOLWIEK  JAMESOWI  POTTEROWI  ALBO  MÓWIĘ  MU 
COKOLWIEK O PISANIU MU LISTÓW, PONIEWAŻ JUŻ SIĘ W NIM NIE DURZĘ ANI NAWET TAK 
BARDZO GO NIE LUBIĘ, BO JEST PALANTEM. Dziękuję. 

background image

52 

 

 

Wtorek, 14 październik, Dormitorium 7-rocznych Dziewcząt 

Spostrzegawcza Lily: Dzień 29 

Suma Obserwacji: 178 

Więc… wygląda na to, że przeżyłam noc. 

Interesujące. 

Bardzo interesujące. 

To może znaczyć jedną z kilku rzeczy: 

a]  Być  może  mój  układ  immunologiczny  jest  tak  silny,  że  zwalczył  jakąkolwiek  mocną 

truciznę, jaką Elisabeth Saunders postanowiła umieść w moim jedzeniu. 

b] Być może wystarczająco szybko przestałam jeść i dlatego nie DOTARŁAM do trucizny 

(byłam  mocno  podejrzliwa  tego  smacznie  wyglądającego  truskawkowego  kruchego  ciasta, 
który podali na deser. Bardzo się cieszę, że go nie próbowałam, pomimo mojej praktycznie 
śliniącej się buzi). 

c] Być może moje jedzenie nie zostało otrute, ale może być w przyszłości. 

d]  Być  może  moje  jedzenie  nie  zostało  otrute  i  nie  ma  zamiaru  być  w  przyszłości. 

Saunders woli znacznie krwawszą, bardziej upublicznioną śmierć. 

e]  Być  może  nie  ma  żadnego  rozplanowanego  albo  rozrysowanego  planu  śmierci… 

jeszcze. 

f]  Być  może  nie  ma  żadnego  rozplanowanego  albo  rozrysowanego  planu  śmierci…  w 

ogóle. 

g] Być może Carrie nie powiedziała jeszcze Elisabeth o łazienkowej scenie i dlatego moje 

życie – psychicznie, emocjonalnie, duchowo, socjalnie i romantycznie – jeszcze nie dobiegło 
końca. 

Chyba skłaniam się bliżej litery D, nie? 

PRZYPOMNIENIE:  Sprawdzić  śniadanie  w  poszukiwaniu  trucizny,  przed  jedzeniem!! 

BARDZO, BARDZO WAŻNE!! 

 

Później, Śniadanie w Wielkiej Sali 

Spostrzegawcza Lily: Dzień 29 

background image

53 

 

Suma Obserwacji: 178 

To wszystko jest bardzo ciekawe. 

Nikt nie szepcze na mój temat. 

Mówię serio. Jest zupełnie cicho. Wielka Sala dzisiejszego wczesnego poranka jest dość 

zatłoczona, a jednak nikt o mnie nie gada. Nikt nie robi tego porozmawiajmy-dosyć-głośno-
ale-ukrywajmy-nasze-usta-za-dłońmi-i-udawajmy-że-ona-nas-nie-słyszy-haha-szeptanie-jest-
takie-fajne. Nawet tutaj nie patrzą. A JAMES SIEDZI TUŻ PRZEDE MNĄ. 

Co to wszystko znaczy? Nie rozumiem. Powinni teraz totalnie szeptać. Powinni szeptać 

TAK  DUŻO,  ponieważ  nie  każdego  dnia  Prefekt  Naczelny  i  Naczelna  –  którzy  ze  sobą  NIE 
chodzą – są znalezieni, opuszczając razem łazienkę dziewczyn. Nie każdego dnia znajdujesz 
JAKĄKOLWIEK parę chłopak/dziewczyna opuszczającą razem łazienkę, na brodę Merlina! To 
świetna plotka! Wielka, okazała, piękna, jedna-na-wieczność plotka! 

ALE CZEMU ONI NIE SZEPCZĄ? 

Może  moje  największe  marzenie  spełniło  się  i  Carrie  nikomu  jeszcze  nie  powiedziała. 

Albo  może powiedziała Saunders  (choć  fakt,  że nadal żyję,  nadal  oddycham  i  nadal  jestem 
umówiona z Amosem w sobotę trochę przeczy temu faktowi) i Saunders postanowiła, że w 
jej najlepszym interesie będzie nie puszczenie pary z ust o całym incydencie, a Carrie, zawsze 
posłuszny poplecznik, zgodziła się na ten plan. Lub może to wszystko jest pobożne myślenie, 
sama nie wiem. NIE WIEM. 

Chcę  zapytać  o  to  Jamesa,  ale  nie  jestem  pewna  czy  to  najznakomitszy  pomysł.  Po 

pierwsze, Marley siedzi obok. A choć mocno kocham Marley i ona naprawdę jest najsłodszą 
dziewczyną…  cóż,  potrzeba  tylko  jednej  osoby  mówiącej  innej  osobie,  żeby  rozpoczął  się 
system plotek Hogwartu. A tego, niestety, nie mogę mieć. Dodatkowo James zapyta pewnie 
dlaczego w ogóle przejmuję się czy Carrie coś komuś powiedziała, a wtedy będę musiała mu 
powiedzieć, że to przez Amosa i to prawdopodobnie złamie serce biednego chłopaka, a za to 
nie chcę być odpowiedzialna. Chodzi mi o to, że mogę trochę bardziej durzyć się w Amosie, 
ale to nie oznacza, że chcę w jakikolwiek sposób skrzywdzić Jamesa. Przecież w nim też się 
durzę,  nawet  jeśli  to  jest  bardzo  malutka,  nieznacząca  ilość  (i  pomimo  tego,  co  inni  mogą 
sądzić, to jest bardzo mała ilość. Nie duża. Ani trochę. Właściwie, to jest jeszcze mniejsza niż 
wczoraj z powodu sprawy zmuszanie-Lily-do-zajęcia-się-Saunders-i-Lloyd). 

Nie podoba mi się to. 

Wcale mi się to nie podoba. 

Carrie Lloyd, co ty mi robisz?? 

 

background image

54 

 

Później Później, Antyczne Runy 

Spostrzegawcza Lily: Dzień 29 

Suma Obserwacji: 178 

Ten dzień robi się coraz dziwniejszy. 

Nie w szczególnie zły sposób, jak przypuszczam – cóż, jeszcze nie, w każdym razie – ale 

bardzo  dziwny  na działający  na  nerwy  sposób.  Bo  gdybym  nie  wiedziała lepiej  –  ale  wiem, 
więc to nie ma znaczenia – to powiedziałabym, że mam teraz dość dobry poranek. Ale to nie 
może  być  prawdziwe.  Wcale.  Więc  teraz  jestem  tutaj  pozostawiona,  całkowicie 
zdezorientowana i nie wiedząc czy się cieszyć… czy panikować. 

Hmph. 

Hmph. Hmph. Hmph. Hmph. 

Wracałam  z  Wieży  Gryffindoru  (gdzie  pobiegłam,  by  powiedzieć  Grace  i  Emmie  w 

bardzo-nie-Hogwarckim-ale-prawdziwym-słusznym-szepcie,  że  nadal  żyję  i  Carrie  Lloyd 
wyraźnie próbowała namieszać mi w głowie, tak jakby się zastanawiały) do sali Antycznych 
Run,  bardzo  zagubiona  we  własnych  myślach,  jak  przechadzałam  się  korytarzem,  myśląc  o 
moim obecnie kłopotliwym położeniu. 

Nie  miałam  pewności  w  jaką  obecnie  grę  pogrywała  Carrie  i/lub  Elisabeth,  ale  nie 

podobała mi się ona. Świadomość, że w każdej chwili cała ta rzecz mogłaby zwalić mi się na 
ramiona, nie działała dobrze na moje już bardzo słabe życie, pomimo faktu, że dość często 
wydaję się mieć takie kłopoty gotowe się na mnie zwalić… lecz nie o to chodzi. Chodzi o to, 
że miałam już dosyć wątpliwości o to, czego chcę, nie potrzebowałam plotek (no dobra, tak 
jakby prawdziwych plotek, chociaż przywiązana do nich sugestia jest absolutnie nieprawdą) 
robiących  z  tego  wszystkiego  jeszcze  większy  bałagan.  Nie  miałam  pojęcia,  gdzie  obecnie 
stałam z  Amosem,  biorąc  pod uwagę  fakt,  że  on  powinien  być/możliwie  jest  całkowicie  na 
mnie  zły,  ponieważ  tak  jakby  pozwoliłam  jego  drużynie  Quidditcha  przegrać,  karmiąc  ich 
fałszywą informacją i również wydaję się lubić flirtować z Jamesem (i całować oraz durzyć się 
w  nim,  choć  o  tym  Amos  nie  wie,  dzięki  Bogu)  w  obecności  Amosa,  a  naprawdę  nie 
potrzebuję, żeby jego uszu dosięgło więcej obciążających plotek. A wierzę, że Carrie Lloyd i 
Elisabeth Saunders o tym wiedzą. 

Wszystko to jest bardzo nieznośne. 

Także 

przechadzałam 

się, 

tak 

pochłonięta 

własnymi 

problemami 

oraz 

zdezorientowaniem, bo są tak ogromne, pochłaniające i okropnie druzgocące, że nie można 
nic  poradzić  na  lekkie  zatracenie  się  w  nich,  że  kiedy  nagle  poczułam  na  barkach  ramię, 
niemal wyskoczyłam z butów z zaskoczenia. A gdy obróciłam się, żeby zobaczyć kto mnie tak 
przeraził, byłam dość zdumiona tym kto tam stał. 

background image

55 

 

Ponieważ myślałam oczywiście, że to był James. 

Nie  żebym  podświadomie  chciała,  żeby  to  był  on  czy  coś  i  dlatego  miałam  takie 

automatyczne  przypuszczenie  z  niepohamowanego,  ukrytego  psychologicznego  pragnienia, 
by  go  zobaczyć.  Po  prostu  ma  on  silną  skłonność  do  zarzucania  na  mnie  swoich  kończyn. 
Tylko on tak naprawdę to robi. Więc dlaczego nie byłby to on, zwłaszcza biorąc pod uwagę 
fakt,  że  James  obecnie  miał  Numerologię  w  klasie,  którą  minęłam  w  drodze  na  Antyczne 
Runy (nie że znam cały jego plan czy coś takiego. Wiem to dlatego, bo jest w tej samej klasie 
co  Emma.  I  przez  ten  raz  jak  był  na  mnie  bardzo  zły  i  próbował  mnie  zabić  bardzo  szybko 
otwierając drzwi Numerologii, przewracając mnie na tyłek i wrzeszcząc na mnie bez dobrego 
powodu.  Ale  wiecie,  dwa  dni  później  już  nie  był  na  mnie  zły  czy  coś.  Nieważne.  On  i  jego 
wahania nastroju. Nigdy tego nie rozgryzę)? 

Ale tak, totalnie myślałam, że to był James.   

Ale nie był. 

To był Amos. 

Ta. 

Amos. 

Nie  było  to  rozczarowujące,  że  go  tam  znalazłam,  idącego  obok  mnie  i  obejmującego 

mnie  ramieniem  zamiast  Jamesa,  ale  było  to  raczej  szokujące.  Nie  tylko  był  to  jeden  z 
pierwszych znaków swobodnej sympatii, którą otrzymałam od Amosa, ale czy on nie miał być 
na  mnie  zły?  Jest,  prawda?  Powinien  być.  Pomiędzy  plotkami  James-i-ja-ze-sobą-chodzimy, 
które  zaczęłam,  całym  kłamstwem  ofensywa-obrona  z  Quidditcha,  Hufflepuffem 
przegrywającym mecz (może nawet przez moje kłamstwo, choć nie sądzę) i teraz tą sprawą z 
łazienką dziewczyn… jedynym powodem dla którego kładłby ramiona w pobliżu mojej szyi, to 
gdyby brał pod uwagę uduszenie mnie. 

Ale tego nie robił. 

Bardzo ciekawie tego nie robił. 

-  Amos!  –  krzyknęłam,  orientując  się,  że  prawdopodobnie  brzmiałam  jak  największy 

cymbał,  ponieważ  wywrzaskiwałam  jego  imię  w  ten  Merlinie-co-ty-tutaj-robisz  sposób,  co, 
wyraźnie,  nie  jest  swobodną  reakcją  na  faceta,  z  którym  się  umawia  –  wiecie,  jeśli  przez 
umawianie rozumie się jedno zaplanowane wyjście do Hogsmeade za sześć dni – i naprawdę, 
jak bardzo jest to żenujące? – Em, kierujesz się na lekcję? 

- Moją ulubioną – odparł Amos, rzucając mi ten duży i olśniewający uśmiech, który robił 

nienaturalne rzeczy z moim brzuchem. Jednak co oznaczał ten uśmiech? Czy on był na mnie 
zły? Przeszło mu? Co z Quidditchem? Co z Jamesem? CO? – Skończyłaś te zadanie, które dał 

background image

56 

 

nam  Lundi?  –  zapytał,  dalej  idąc  obok  mnie  swobodnie.  –  Merlinie,  było  ciężkie.  Nie 
potrafiłem nawet zrobić ostatniej pary. Wymyśliłem parę własnych tłumaczeń, wiesz? 

Runy? 

On na serio gadał teraz o Runach? 

-  Em,  tak  –  odpowiedziałam  durnie,  kiwając  głową,  chociaż  zaczęłam  i  skończyłam  te 

zadanie dzisiaj na śniadaniu i ani trochę nie uważałam je za trudne. DLACZEGO ON NIE JEST 
NA  MNIE  ZŁY?  –  Bardzo  ciężka  sprawa.  Sama  też  kilka  wymyśliłam.  Bardzo,  bardzo  ciężka 
sprawa. 

Byłam stosunkowo pewna, że brzmiałam jak kompletna kretynka. 

Ale czy można mnie winić? On miał być zły! A zachowywał się, jakby NIE BYŁ. 

-  Powinnaś  poprosić  Lundiego,  żeby  wyluzował  –  zasugerował  Amos  z  kolejnym 

uśmiechem. Poczułam, że roztapiam się w Amosową kałużę (i poważnie brałam pod uwagę, 
że moje uczucia się zmniejszają? Psh! Proszę!). – On cię wysłucha. 

-  Może  –  roześmiałam  się,  brzmiąc  jakbym  miała  jakąś  mentalną  niezdolność 

najnieszczęśliwszego  rodzaju.  Ale  nic  nie  mogłam  na  to  poradzić.  Mówił  o  Runach  i 
profesorze  Lundim,  obejmując  mnie  ramieniem,  kiedy  powinien  wrzeszczeć,  krzyczeć  i 
odwoływać naszą randkę, bo jestem głupią, durną, kłamliwą, amoralną babą. – Więc słuchaj 
–  wyjąkałam  w  końcu,  nie  będąc  w  stanie  już  dłużej  kontrolować  moją  ciekawość.  –  Nie 
zdołałam  zobaczyć  się  z  tobą  po  meczu,  ale  naprawdę  znakomicie  ci  poszło.  To  znaczy, 
bardzo dobrze. Chociaż… em, tak, bardzo znakomicie. 

Trochę przesadzałam, myślicie? 

Może. Ale byłam zdesperowana. 

- O, dzięki – odpowiedział Amos, jego uśmiech po raz pierwszy osłabł. Spojrzał na mnie z 

góry,  mrużąc  nieznacznie  oczy.  Czekałam  ze  wstrzymanym  oddechem,  aż  powie  coś  o 
kłamstwie  w  sprawie  ofensywy-obrony  albo  fakcie,  że  odeszłam  z  Jamesem,  kiedy  on 
wyraźnie  był  w  potrzebie  pocieszenia.  Czekałam  na  to,  sekunda  po  okropnej  sekundzie. 
Zamierzał  ze  mną  zerwać.  Wiedziałam  to.  Mogłam  to  wyczuć.  –  Wiesz  co  –  zaczął  powoli, 
brzmiąc  trochę  dziwnie.  Nagle  zachciało  mi  się  ryczeć.  To  był  koniec.  To  był  koniec.  –  Po 
prostu – ciągnął – to… cóż, mecz nie był zbyt sprawiedliwy, co? 

O Merlinie. 

Zamierzał to powiedzieć. 

Zamierzał to powiedzieć! 

- Nie był sprawiedliwy, bo MNIE OKŁAMAŁAŚ. 

background image

57 

 

- Z NAMI KONIEC. 

- TY GŁUPIA, KŁAMLIWA BABO, TY! 

Podwójne cholerne pieprzone kurde! 

- Em, co? – mruknęłam głupio, próbując ukryć moją rozpacz. 

-  Mecz  –  powiedział  znowu  Amos  i  teraz  w  jego  spojrzeniu  tkwiło  trochę  gniewu.  – 

Naprawdę nie był sprawiedliwy. Po pierwsze to Potter nie powinien grać z tą swoją ręką. A 
potem  za  każdym  razem  jak  zaczęliśmy  nabierać  jakiegoś  rozmachu,  Hooch  coś  nam 
zarzucała. Zauważyłaś to? Ja tak. Potter owinął ją sobie wokół przeklętego palca. Wcale nie 
był sprawiedliwy. Nie sądzisz? 

Uch. 

Hm. 

Niesprawiedliwy? 

Być może. 

Ale nie z tych powodów. 

- Em… - zaczęłam pusto, mrugając na niego tępo w kompletnym skonsternowaniu. – Ja… 

to znaczy, pewnie. Tak. Tak przypuszczam. Nie bardzo znam Quidditch… 

-  I  jeszcze  to  jak  ciebie  wykorzystał!  –  krzyknął  Amos,  teraz  dość  rozentuzjazmowany. 

Uniosłam brwi. – Pamiętasz jak powiedziałaś nam, że planują skupić się na naszej obronie? – 
zapytał  i  moje  serce  stanęło.  –  Nie  zrobili  tego!  –  wrzasnął  niespodziewanie,  jego  krzyk 
poniósł  się  echem  po  korytarzu.  –  Wcale!  Potter  musiał  wiedzieć,  że  coś  mi  powiesz  i 
nakarmił cię fałszywą informacją, ten łajdak. Możesz w to uwierzyć? 

… 

Um, nie. 

Nie, nie mogę. 

Ale na pewno pozwolę tobie w to uwierzyć, kochany Amosie. 

- Ten łajdak – odparłam, starając się ukryć zarówno wesołość i rozradowanie wnioskami, 

które ten głupiutki, idealny, cudowny chłopak wyniósł na mój temat (widocznie jest tak mną 
zauroczony,  że  jeszcze  nie  zauważył,  iż  jestem  patologicznym  kłamcą)  i  faktem,  że  jakimś 
cudem  udało  mi  się  tutaj  uniknąć  podejrzeń!  –  Wiesz,  on  ma  w  sobie  całkiem  mściwe 
usposobienie – wymamrotałam w bardzo refleksyjny sposób, tylko dla dodatkowego efektu. 
Amos potakiwał, zachęcony moją zgodą. 

background image

58 

 

- Smutne, że musiał zniżyć się do takich poziomów, nie uważasz? 

- Niezwykle. 

- Po prostu nie mógł zagrać sprawiedliwie. 

- Ta czelność. 

-  Jest żałosny  – powiedział  ostatecznie  i uśmiech  powrócił  na  jego twarz.  –  Całkowicie 

żałosny. Ale wiesz co, Lily… 

- Hm? – odparłam, w tym momencie całkiem podekscytowana. 

-  Kiedy  rozmawiamy  już  o  Potterze,  jest  coś  co  usłyszałem…  -  ciągnął  powoli  i  moje 

podekscytowanie  wydawało  się  tysięcznie  opaść.  O  kurde.  O  kuźwa.  Kompletnie 
zapomniałam  o  drugim  powodzie,  żeby  Amos  mnie  nienawidził.  –  Chodzi  o  Hogsmeade  w 
sobotę – powiedział i westchnął ciężko. 

Kurde. 

Kurde, kurde, kurde, kurde!! 

ProszęnieodwołujProszęnieodwołujProszęnieodwołuj. 

- Bo chodzi o to – kontynuował i teraz serio chciało mi się ryczeć. – Czy ty… no, czy masz 

z nim obchody? Po Hogsmeade, mam na myśli? 

… 

Um, co takiego? 

- Co? – zapytałam bezbarwnie. 

-  Obchody  –  powtórzył  Amos,  nareszcie  się  zatrzymując,  jak  dotarliśmy  do  klasy 

Antycznych Run. Zdjął ramię z moich barków i pewnie rozpaczałabym na jego stratą, gdybym 
nie była tak zdezorientowana o co mu chodziło, do jasnej cholery, i dlaczego jeszcze ze mną 
nie  zerwał.  –  Jesteście  Naczelnymi  –  przypomniał  mi,  jakbym  mogła  zapomnieć  –  i  czy 
Naczelni uczniowie nie muszą mieć obchodów po Hogsmeade? Myślę, że to w porządku, jeśli 
musisz, ale nie chcę, żeby ten łajdak przeszkadzał naszej randce. 

Ale nie chcę, żeby ten łajdak przeszkadzał naszej randce. 

Naszej randce. 

Nadal mieliśmy randkę. 

NADAL MIELIŚMY RANDKĘ.  

ON ZE MNĄ NIE ZRYWA!! ON ZE MNĄ NIE ZRYWA!! 

background image

59 

 

TAKKKKKKKKKKKKKKKKK!! 

-  Um,  nie  –  odpowiedziałam  szybko,  kiedy  już  otrząsnęłam  się  z  szoku  i  zmusiłam  do 

odpowiedzi.  –  Nie,  nie  musimy  mieć  obchodów  –  powiedziałam.  –  Inni  prefekci  to  robią. 
Piątoroczni. My będziemy mieć w noc Halloween. 

Amos uśmiechnął się. – Dobrze – odparł. – Cieszę się. Więcej czasu razem. 

Więcej czasu razem. 

O Merlinie, chyba się roztopię. 

-  Tak  –  wydyszałam,  nareszcie  będąc  w  stanie  dać  mu  własny  prawdziwy  uśmiech.  – 

Więcej czasu. 

-  Świetnie  –  powiedział  Amos.  Po  czym  pocałował  mnie  w  policzek  (!!)  i  wkroczył  do 

klasy. Głupio, durnie podążyłam za nim. 

Nadal mamy randkę. 

Nie usłyszał o Jamesie i łazience. 

NIE USŁYSZAŁ!! 

A  podczas  gdy  TO  jest  rozkoszne,  cudowne  i  jestem  tak  cudownie  szczęśliwa,  iż  to 

irytujące… cóż… chodzi o to… dlaczego? 

Dlaczego on jeszcze nie usłyszał? 

Dlaczego Elisabeth mu nie powiedziała? Albo dlaczego Carrie nie powiedziała Elisabeth, 

tym  samym  uniemożliwiając  jej  powiedzenie  jemu?  Lub  dlaczego  Carrie  po  prostu  mu  nie 
powie? 

Nie wiem. 

Zrobią to? 

Czy kiedykolwiek mu powiedzą? 

Jeśli to nie jest pytanie za milion galeonów, to nie wiem jakie jest.  

 

Wciąż Później, Zaklęcia 

Spostrzegawcza Lily: Dzień 29 

Suma Obserwacji: 178 

Będę musiała pogadać z Carrie. 

background image

60 

 

Cały  czas  to  odkładam,  a  to  głupie,  ponieważ  wiem,  że  nie  ma  żadnego  możliwego 

sposobu,  bym  mogła  żyć  kolejny  dzień  z  przepływającą  przeze  mnie  taką  paniką.  Muszę 
wiedzieć  czy  powiedziała  Elisabeth  i  czy  ona  i/lub  Saunders  planują  zrobić  cokolwiek  z  tą 
informacją.  Nie  mogę  siedzieć  bezczynnie,  martwiąc  się  tym  czy  Amos  będzie  żałował 
umówienia się ze mną, żałował powiedzenia mi, iż cieszy się, że będziemy mieć więcej czasu 
razem, żałował nawet widzenia mnie czy poznania… nie mogę. 

Muszę z nią pogadać. 

Muszę znaleźć ją samą i pogadać z nią. 

Ale jak do diabła mam to zrobić? 

 

Wciąż Wciąż Później, Wróżbiarstwo 

Spostrzegawcza Lily: Dzień 29 

Suma Obserwacji: 179 

Muszę znaleźć samą Carrie Lloyd. Czy to możliwe? –LE 

Co? Dlaczego musisz znaleźć ją samą? –EV 

Chodzi o tę hipotetyczną rzecz z Jamesem-i-łazienką? –GR 

Tak. Nie słyszałyście, żeby ktoś o tym gadał, prawda? Żadnych plotek? 

Żadnych nowych. I żadnych o tobie i Jamesie bzykających się w łazience dziewczyn. 

NIE BZYKALIŚMY SIĘ!! 

Wiemy to. Ale reszta Hogwartu nie będzie tak tego widziała. 

Wiem. 

Nie bądź taka zrozpaczona, Lil. Istnieją gorsze rzeczy. Sama mówiłaś, że Amos wydawał 

się nic o tym nie wiedzieć, racja? To dobrze. 

Jeszcze  nic  o  tym  nie  wie.  Ale  jak  widzicie,  nikt  inny  tego  nie  wie.  I  DLATEGO  muszę 

pogadać  z  Carrie.  Żeby  zobaczyć,  czy  komuś  powiedziała.  Albo  czy  planuje  komukolwiek 
powiedzieć. 

Może zapomniała, że była tego świadkiem. 

Ona jest dość roztrzepana. 

Czy WY zapomniałybyście o czymś takim? 

background image

61 

 

Gdyby ktoś wystarczająco mi zapłacił. 

Myślicie, że powinnam jej zapłacić? 

NIE. 

Masz w ogóle jakieś pieniądze, żeby jej zapłacić? 

Jak wiele mogłaby być warta? Nigdy o tym nie myślałam. Może powinnam… 

Nikomu nie będziesz płacić, Lily! Po prosto POROZMAWIAJ z Carrie. Może nie zamierza 

nikomu nic mówić. Pamiętasz, jak narzekała, że ma dzisiaj obchody z Remusem? Możesz ją 
złapać, zanim pójdzie. Po prostu z nią pogadaj. 

…a jeśli to nie zadziała, na wszelki wypadek zabierz ze sobą trochę galeonów. 

Spoko. 

Obie jesteście kretynkami. 

 

Jeszcze Później, Dormitorium 7-rocznych Dziewcząt 

Spostrzegawcza Lily: Dzień 29 

Suma Obserwacji: 180 

Znakomity Plan Lily Evans na Niezawodną i Efektowną (Nie Wspominając, że Udaną) 

Konwersację z Carrie Lloyd ALIAS Podglądaczką Łazienki Dziewczyn Która Może Wyjawić 

Mój Sekret Całemu Światu, Ale Co Ciekawe, Jeszcze Tego Nie Zrobiła 

Krok #1) Dowiedzieć się kiedy i gdzie Carrie i Remus spotkają się dzisiaj na obchód. 

Chyba będę musiała wytropić Remusa i go o to zapytać, choć znalezienie go samego bez 

jednego  z  menażerii  będzie  prawdopodobnie  tak  ciężkie  jak  odnalezienie  Carrie  samej. 
Jednak, jeśli chcę tego dokonać, to jest to konieczne. Przecież nie mogę zapytać o to Carrie, 
prawda?  A  Remus  jest  dość  miłym  facetem,  który  wie  kiedy  nie  puszczać  pary  z ust.  Jeżeli 
swobodnie do niego podejdę, uprzejmie poproszę o prywatną rozmowę (przypuszczając, że 
będzie ze swoimi przyjaciółmi i dlatego będzie trzeba odsunąć go na bok), a potem delikatnie 
wypytam  go  o  jego  plany  o  wieczór,  to  naprawdę  nie  sądzę,  że  odmówi  mi  informacji.  To 
znaczy  tak,  może  być  trochę  skonsternowany  dlaczego  pytam,  lecz  sądzę,  że  jeśli  zacznie 
zadawać za dużo pytań, to mogę twierdzić, iż jest to niezwykle ważna, tajna, ratująca szkołę 
sprawa  Prefekt  Naczelnej  (jak  określiłby  to  James),  po  czym  oddalę  się  zanim  będzie  mógł 
zadać więcej pytań. Wszystko to jest w najlepszej wierze, naprawdę. Podziała. 

Krok #2) Zaczepić Carrie w poprzednio zyskanym czasie i lokalizacji zanim zdoła uciec. 

background image

62 

 

Tutaj  plan  może  mieć  mały  problem.  To  znaczy  dowiedzenie  się,  gdzie  i  kiedy  będzie 

Carrie  nie  jest  ciężką  częścią  –  jak  zostało  stwierdzone  w  Kroku  #1,  z  łatwością  zdobędę 
informacje od Remusa – ale przekonanie jej do pozostania i wysłuchania mnie, jak już dojdę 
do tego kiedy i gdzie… cóż, to jest nieco bardziej skomplikowane. Ponieważ prawda jest taka, 
że widzę jak te zaczepienie pójdzie na jeden z dwóch sposobów: 

1] Carrie widzi mnie, zauważa mój zamiar porozmawia z nią i natychmiast zaczyna swoje 

jestem-klonem-Saunders-i-dlatego-muszę-być-złośliwa-i-absurdalnie-okrutna,  i  albo  mnie 
obrazi  oraz  wcale  nie  wysłucha  tego,  co  mam  do  powiedzenia,  albo  odejdzie  tylko  bez 
żadnego słowa. 

2]  Tak  bardzo  zszokowana  widząc  mnie  tam,  szukającej  jej  i  mając  zamiar  z  nią 

porozmawiać,  Carrie  jest  oniemiała  i  całkowicie  zapomina,  że  powinna  być  diabelskim 
poplecznikiem,  zamiast  tego  postanawiając  wysłuchać  mnie  i  moich  żałosnych  próśb  oraz 
zmartwień. 

Opierając  się  na  tym  jak  zmęczona  i/czy  łagodna  i/czy  roztargniona  i/czy  pijana  jest 

Carrie,  te  dwie  bardzo  różne  reakcje  są  bardzo  możliwe.  Dlatego  moim  obowiązkiem  jest 
zmuszenie  Carrie  do  pozostania  i  porozmawiania  ze  mną,  jeśli  konfrontacja  rzeczywiście 
stanie  się  paskudna.  To,  jak  wspomniałam  wcześniej,  może  być  małym  problemem,  ale 
wierzę  w  moją  umiejętność  perswazji  (a  jeszcze  bardziej  wierzę  w  moje  Impedimento)  i 
sądzę, że mogę dokonać tę robotę. 

Krok #3) Odkryć czy Carrie przypomina sobie nasze lekko kontrowersyjne spotkanie przy 

łazience dziewczyn. 

Choć  wiem,  że  zobaczenie  Jamesa  Pottera  i  Lily  Evans  wychodzących  razem  z  łazienki 

dziewczyn nie jest czymś, co normalna osoba może ot tak zapomnieć, to jednak mówimy o 
Carrie  Lloyd.  Ta  dziewczyna,  niestety,  nie  często  jest  znana  z  jej  bystrości  (przez  co  myślę 
właśnie  o tym  jak,  do  cholery  jasnej, została  ona  wybrana  na  naszą  siódmoroczną prefekt. 
Szczerze,  co  Dumbledore  sobie  myślał?  Podejrzewam,  że  pieniądze  zmieniły  właściciela). 
Bardzo prawdopodobnie całe te zdarzenie mogło wypaść jej z głowy. 

Dziwne, tak, ale byłam świadkiem dziwniejszych rzeczy. 

Krok #4) Odkryć czy Carrie powiedziała już komuś o tej konfrontacji. 

Krótkie tłumaczenie: CZY POWIEDZIAŁA JUŻ O TYM ELISABETH SAUNDERS CZY NIE? 

Krok #5) Ustalić czy ona i/lub ktokolwiek z (szczęśliwie) kilku wybranych przez nią osób, 

które wtajemniczyła w tę informację, planując cokolwiek z nią zrobić.  

Krótkie tłumaczenie: CZY TY I TWOJA BANDA ZDZIROWATYCH BAB ZAMIERZACIE SYPNĄĆ 

MNIE AMOSOWI? 

background image

63 

 

Krok  #6)  Po  zdobyciu  wszystkich  potrzebnych  informacji,  wyjść  tak  SZYBKO,  ale  tak 

UPRZEJMIE, jak to możliwe. 

Chyba  że  oczywiście  Carrie  uprze  się,  że  zamierza  zrujnować  mi  życie,  a  w  takim 

wypadku  jestem  pewna,  że  nikt  nie  będzie  mnie  obwiniał,  jeśli  odrzucę  kawałek  o 
uprzejmości i zdecyduję zostawić ją szybko po gładkim kopniaku w jej piszczel. 

Obserwacja #179) Z tak niezawodnym planem, jak ten, jak mogłoby mi się nie udać? 

Obserwacja #180) MUSZĘ ODNALEŹĆ REMUSA!! 

 

Jeszcze Później, Pokój Wspólny Gryffindoru 

Spostrzegawcza Lily: Dzień 29 

Suma Obserwacji: 180 

Wykorzystując  moje  znakomite  umiejętności  spostrzegawcze,  szybko  i  efektownie 

zauważyłam  Remusa  wśród  szaleństwa  Pokoju  Wspólnego  Gryffindoru.  Obecnie  siedzi  w 
kącie  z  Syriuszem,  wciągnięty  w  chyba  dość  intensywną  sesję  nauki  (zauważcie  jak  mówię 
CHYBA, ponieważ nie sądzę, że Syriusz Black wie jak się uczyć. To znaczy Remus może robi 
coś  edukacyjnego,  lecz  Syriusz  pewnie  studiuje  nieprzyzwoite  czasopisma  czy  coś  równie 
niemądrego).  

Powinnam teraz po niego iść? Będzie miał coś przeciwko? 

Och, nie ma znaczenia czy będzie miał coś przeciwko, czy nie. Jest już siódma i jeśli za 

niedługo  z  nim  nie  pomówię,  to  zniknie  już  z  Carrie,  a  wtedy  nigdy  nie  wyprostuję  tej 
sytuacji. Muszę iść teraz z nim pogadać. Teraz. Tak, pójdę teraz. 

Pójdę. 

W tej chwili. 

 

Jeszcze Jeszcze Później, Wciąż w Pokoju Wspólnym Gryffindoru 

Spostrzegawcza Lily: Dzień 29 

Suma Obserwacji: 181 

Znakomity Plan Lily Evans na Niezawodną i Efektowną  (Nie Wspominając, że Udaną) 

Konwersację  z  Carrie  Lloyd  ALIAS  Podglądaczką  Łazienki  Dziewczyn  Która  Może  Wyjawić 
Mój Sekret Całemu Światu, Ale Co Ciekawe, Jeszcze Tego Nie Zrobiła: KROK #1) Zrobiony. 

Nie wiem dlaczego tak bardzo denerwowałam się rozmową z Remusem. 

background image

64 

 

Szczerze  mówiąc,  ze  wszystkich  rzeczy,  którymi  muszę  ostatnio  się  poważnie  martwić, 

rozmawianie  z  Remusem  powinno  być  na  samym  dole  mojej  listy.  Merlin  jeden  wie,  że  w 
towarzystwie  naszych  szalonych  Gryffońskich  chłopców,  Remus  jest  jak  na  razie  jednym  z 
tych najzdrowszych psychicznie, ale z jakiegoś powodu przez bardzo długi czas odkładałam 
rozmowę  podejście  do  niego.  Sądzę,  że  być  może  dlatego,  iż  miałam  ten  smutny  i  żałosny 
obraz  Jamesa  wyskakującego  zza  zasłony,  żądając  powodu  dlaczego  chciałam  pogadać  z 
Remusem, a potem patrzenie jak jego biedne serce się łamie, jak zdaje sobie sprawę, że to 
przez  Carrie  i  co  więcej,  Amosa.  Ale  oczywiście  tylko  tym  było.  Smutnym  i  żałosnym 
obrazkiem,  mam  na  myśli.  Ponieważ  James  tak  naprawdę  nie  miał  wyskoczyć  zza  zasłony. 
Nigdzie go tutaj nie było w pobliżu i wiedziałam o tym. 

Poza tym i tak nie sądzę, że mógłby się za nimi zmieścić. 

Nie było to wiarygodne. 

Wcale a wcale. 

Kiedy  byłam  już  w  stanie  namówić  się  do  tego  (wspomnę,  że  z  mnóstwem  logicznego 

myślenia  oraz  paroma  szybkimi,  skrępowanymi  rozciągnięciami,  żeby  zajrzeć  za  zasłony), 
zaśmiałam się cicho z siebie i mojej żałosności, a potem podeszłam do miejsca, gdzie siedzieli 
Remus i Syriusz, czując przywróconą pewność siebie. Nadal byli dość pochłonięci własnymi 
sprawami  i  tak  jakby  podkradłam  się  od  tyłu,  więc  nikt  mnie  nie  dostrzegł,  jak  do  nich 
podeszłam. 

- Na Merlina, spójrz na to, Lunatyku! – mówił Syriusz, pochylając się na tym, co wcześniej 

„studiował”, kiedy po raz pierwszy dostrzegłam parę. W kółko dźgał palcem cienką książkę. – 
Chyba to wezmę. Co myślisz? 

-  To  samo  co  myślałem  o  ostatnich  siedmiu  –  odpowiedział  sucho  Remus,  nawet  nie 

podnosząc wzroku ze swojej pracy. – To głupi pomysł i wszystkie są brzydkie, dupku. 

Ach, przyjaźń. 

Tyle miłości. 

Syriusz  nachmurzył  się.  –  Przestaniesz  z  tym  już?  To  nie  jest  głupi  pomysł  i  nie  są 

brzydkie.  Teraz  mógłbyś  przez  sekundę…  -  przerwał,  nareszcie  dostrzegając  mnie  nad 
ramieniem  Remusa.  –  Evans!  –  krzyknął,  a  na  jego  twarzy  pojawił  się  wielki,  nienaturalny 
uśmiech,  jak  wydawał  się  całkowicie  zapomnieć  o  Remusie.  –  Dziewczyna,  którą  właśnie 
chciałem zobaczyć! 

O panie. 

- Jestem pewna – mruknęłam, wywracając oczami. 

background image

65 

 

-  Naprawdę!  –  zapewniał  Syriusz,  z  obłąkanym  uśmiechem  wciąż  tkwiącym  na  jego 

twarzy. Nogą wysunął krzesło obok niego i pokazał mi, żebym usiadła. – Dołącz. – Poklepał 
puste krzesło dłonią. – Usiądź i pomóż mi wybrać jedno z tych. 

- Wybrać jedno z czego? – zapytałam ostrożnie, nie całkiem pewna czemu go słuchałam i 

siadałam,  kiedy  wiedziałam,  że  cokolwiek,  co  wybierał  Syriusz  Black  prawdopodobnie  nie 
było  czymś,  czym  byłam  zainteresowana  i  prawdopodobnie  nielegalne.  Ale  i  tak  zajęłam 
miejsce i pochyliłam się w jego stronę, patrząc na otwarte czasopismo (bo teraz widziałam, 
że to właśnie było to. Nawet nie książka) które miał przed sobą. 

- Co myślisz? – spytał, gdy spostrzegłam co chciał wybrać. Opanowałam impuls jęku. 

Motocykle. 

Syriusz zamierzał kupić mugolski motocykl. 

Kochany Merlinie. 

- Co, u licha, zamierzasz robić z motocyklem, Black? – zapytałam, rzucając mu spojrzenie. 

Czułam,  że  moim  obowiązkiem  jako  zdrowo  psychicznego  człowieka  jest  postaranie  się 
powstrzymać te szaleństwo zanim ktoś zostanie zabity. 

Ponieważ jakoś stwierdziłam, że tą osobą będę pewnie ja. 

Syriusz wywrócił oczami na moje pytanie. – Jak myślisz co zamierzam z nim robić, Evans? 

– Uśmiechnął się durnie. – Zamierzam nim jeździć! 

- Czy ty wiesz jak jeździć? 

- Czy ty musisz zabierać ze wszystkiego zabawę? 

- Motocykle to nie żart, Syriusz – powiedziałam, teraz patrząc na niego trochę gniewnie, 

ponieważ,  szczerze,  jak  na  kogoś  tak  rzekomo  inteligentnego,  on  naprawdę  ma  wspaniale 
durne  momenty.  –  Możesz  zrobić  sobie  poważną  krzywdę  na  takim  czymś.  Możesz  zrobić 
krzywdę innym ludziom. To nie są zabawki. 

-  Dziękuję  –  wykrzyknął  Remus,  odzywając  się  po  raz  pierwszy.  Posłała  Syriuszowi 

wściekłe spojrzenie, po czym odwrócił się do mnie. – Starałem się powiedzieć mu to przez 
ostatnie trzy tygodnie, dokąd dostał tego wspaniałego pomysłu, żeby kupić tę rzecz. 

-  Oboje  jesteście  cholernymi  nudziarzami  –  prychnął  Syriusz,  patrząc  na  nas  gniewnie. 

Przewrócił następną stronę czasopisma, po czym fuknął. – James sądzi, że to dobry pomysł. 

Zapewne. 

Głupi, wyskakujący-zza-zasłon James. 

- A James wie o nich tyle samo co ty! – odparł Remus. – Nic! 

background image

66 

 

- Wiesz co, Lunatyku… 

- Zamknij się, Łapa. To głupi pomysł i wiesz o tym. 

- To jest dość głupie – wtrąciłam, tylko dlatego że pomyślałam, iż powinnam ostatni raz 

dodać dwa knuty. Syriusz dalej był nachmurzony. 

- Ta – powiedział, odwracając się do mnie – a kto pytał ciebie? 

- Um, ty. 

- Chwilowy błąd zdrowia psychicznego – powiedział, przerzucając kolejną kartkę. Posłał 

mi  spojrzenie  kątem  oka.  –  Tak  w  ogóle  to  czego  chcesz?  –  zapytał,  patrząc  znowu  na 
czasopismo. – Nie ma tutaj Jamesa, żebyś go dręczyła. 

- Chciałam pogadać z Remusem – odparłam. Potem spiorunowałam go wzrokiem. – I nie 

dręczę Jamesa. 

Syriusz prychnął, nic nie mówiąc. 

Głupi kretyn. 

Cholernie głupi kretyn. 

-  O  czym  chciałaś  ze  mną  pogadać?  –  zapytał  Remus,  wkładając  do  swojej  książki 

zakładkę  i  zamykając  ją.  Zamierzałam  powiedzieć,  iż  liczyłam  na  prywatną  rozmowę,  ale 
wiedziałam,  że  gdybym  coś  takiego  powiedziała,  to  Syriusz  zachowałby  się  jak  dupek  i 
upierałby się, że i tak chce usłyszeć, co mam do powiedzenia, więc mniejszym problemem 
będzie zapytanie tutaj Remusa o Carrie. Nie wydaje mi się, że Syriusz coś komuś powie. Może 
być kretynem, ale nie sądzę, że rozmyślnie rozpowiadałby coś takiego. 

A przynajmniej mam taką nadzieję. 

- Um, właściwie to chodzi o twój dzisiejszy obchód – zaczęłam, pocierając się po potylicy, 

trochę zdenerwowana, kiedy nadeszła chwila prawdy. 

- Co z nim? – spytał Remus, marszcząc brwi. – Potrzebujesz, żebym się zamienił czy coś? 

James nic nie mówił. I nie mam pewności czy będę mógł go robić w przyszłym tygodniu… 

- Nie – odpowiedziałam szybko, potrząsając głową. – Nie potrzebuję, żebyś się zamieniał. 

Po prostu… - urwałam, biorąc głęboki wdech. Mogłam to zrobić. Nic wielkiego. To Remus. Nic 
go  to  nie  będzie  obchodzić.  Nie  będzie  mnie  osądzał.  Nie  będzie.  –  Po  prostu  muszę 
porozmawiać z Carrie Lloyd – wydukałam prędko, wyrzucając to z siebie zanim straciłabym 
odwagę. – Muszę porozmawiać z nią sam na sam i jedyną porą, kiedy prawdopodobnie będę 
mogła to zrobić, jest wtedy kiedy macie obchód, więc zastanawiałam się… 

background image

67 

 

-  Poczekaj  chwilkę  –  wtrącił  Syriusz,  po  raz  pierwszy  podnosząc  wzrok  ze  swoich 

motocykli.  Jego  oczy  były  przymrużone.  –  Dlaczego  musisz  porozmawiać  z  Carrie  sam  na 
sam? 

Ponieważ rujnuje mi życie. 

- Bo muszę – odparłam sztywno. 

Syriusz  wygiął  brew.  –  To  nie  ma  nic  wspólnego  z  tobą  i  Jamesem  w  łazience,  co?  – 

spytał. 

Niemal opadła mi szczęka. 

Zabiję go. 

ZABIJĘ GO! 

- Powiedział ci o tym?! – krzyknęłam, kompletnie zawstydzona w każdym tego możliwym 

słowie. Syriusz wyszczerzył się, wzruszając ramionami. 

-  Jasne.  –  Jęknęłam  głośno  i  posłał  mi  szelmowski  uśmiech.  –  No  co?  –  zapytał,  jego 

uśmiech sięgał ekstremalnych rozmiarów. – Myślałaś, że James nie wtajemniczy nas w wasze 
nieprzyzwoite łazienkowe przygody? 

- TO NIE BYŁY NIEPRZYZWOITE ŁAZIENKOWE PRZYGODY!! 

-  Wiemy  –  wtrącił  Remus,  rzucając  Syriuszowi  nieprzyjemne  spojrzenie,  jak  omawiany 

głupek śmiał się sam do siebie. Chciałam umrzeć. Chciałam skulić się i umrzeć z kompletnego 
wstydu.  Jak  James  mógł  powiedzieć?  JAK  MÓGŁ  POWIEDZIEĆ?  Co  on  starał  się  mi  zrobić? 
Dlaczego to robił? Pewnie zaczęłam płakać, przez to jak emocjonalnym bałaganem byłam i w 
ogóle, lecz Remus przerwał moją rozpacz, szybko mnie zapewniając. – Wiemy, że wcale tak 
nie było. – Rzucił Syriuszowi kolejne spojrzenie. – Ktoś jest po prostu dupkiem. 

- Ktoś ma coś w swoim tyłku – zaśpiewał Syriusz. 

Czy kiedykolwiek wspomniałam jak bardzo nienawidzę Syriusza Blacka? 

I Jamesa Pottera. 

Głupiego, skretyniałego, PAPLAJĄCEGO Jamesa Pottera. 

- Nie bzykaliśmy się. – Czułam potrzebę do dalszego wyjaśnienia, starając się skryć moje 

jawne nieszczęście. – Nie robiliśmy tego. 

-  Oczywiście,  że  nie  –  odpowiedział  Syriusz  z  resztami  śmiechu  w  głosie.  Jego  oczy 

iskrzyły się. – Za jakiego faceta uważasz Jamesa? On nie bzyka dziewczyn w łazienkach. Jakie 
to z twojej strony wulgarne, Evans. 

background image

68 

 

- Przysięgam na Merlina, Syriuszu Black… 

-  Carrie  dopiero  co  tutaj  była  –  wtrącił  szybko  Remus,  może  dlatego,  iż  zdał  sobie 

sprawę,  że  zamierzałam  zamordować  jego  najlepszego  przyjaciela  i  pomyślał,  że  najlepiej 
będzie  odwrócić  moją  uwagę.  –  Kierowała  się  do  sowiarnii  i  mieliśmy  się  potem  spotkać. 
Myślę, że szła sama. Przypuszczam, że możesz ją tam złapać, jeśli naprawdę potrzebujesz. 

-  Dzięki  –  powiedziałam,  zapominając  o  morderstwie  (chociaż  mocno  przeszyłam 

wzrokiem Syriusza) i uśmiechnęłam się do niego wdzięcznie, nawet jak moje serce zapadło 
się trochę w mojej piersi na myśl, że teraz faktycznie będę musiała iść pogadać z Carrie. Co 
jeśli ona nie będzie tam sama? Co jeśli nie posłucha? Co jeśli już powiedziała całej szkole i nic 
nie  mogę  na  to  poradzić?  Starałam  się  nie  myśleć  o  wszystkich  możliwościach,  ale  było  to 
dość ciężkie gdy latały przede mną jak potencjalne sztylety gotowe ubić moją duszę. 

Zdecydowanie nie przyjemny obrazek, prawda? 

Miałam już stamtąd wypaść (pomimo faktu, że choć wiedziałam, iż nie miałam żadnego 

wyboru, to naprawdę nie chciałam gadać z Carrie) kiedy nagle, jak tylko wstałam do wyjścia, 
Syriusz Wielki Gruby Kretyn musiał mnie zatrzymać, mówiąc. – Hej, Evans… czy James wie, że 
idziesz porozmawiać z Carrie o waszych sekskapadach? 

Kurde. 

Kurde, kurde, kurde. 

- To nie były sekskapady – mruknęłam od razu, ale nawet to brzmiało słabo i głupio dla 

mych własnych uszu i wiedziałam, że Syriusz również to wyczuł. Uniósł brwi. 

- Nie? – Wydawał się to rozważać. Jego twarz pociemniała. – Interesujące. 

- Zamknij się. 

- Czemu? 

- Po prostu się zamknij. 

-  Dotknąłem  tutaj  słabego  punktu,  Evans?  –  zapytał,  ale  teraz  miał  jakąś  pogardę  w 

głosie i patrzył na mnie z otwartą wrogością. – Widzę jak to jest – powiedział. 

- Nie wiesz o czym gadasz, Black – warknęłam i nie wiedziałam dlaczego nagle był taki 

wściekły czy dlaczego nagle ja byłam taka wściekła, tylko tyle, że jakoś dotarliśmy do tematu 
Jamesa,  a  mnie  nie  było  ostatnio  zbyt  komfortowo  z  tym  tematem  i  niespodziewanie 
wszystko się posypało. 

Niech to szlag. 

background image

69 

 

-  Zostaw  ją  w  spokoju,  Syriuszu  –  mruknął  Remus,  patrząc  na  nas  z  dziwnym 

spojrzeniem.  Nie  mogę  być  pewna,  ale  on  też  zdawał  się  być  lekko  zdenerwowany.  Nie 
wiedziałam jednak na kogo. – Zostaw to w spokoju. 

-  Pieprz  się  –  odgryzł  się  Syriusz,  ale  nie  byłam  pewna  do  kogo  to  było  skierowane, 

Remusa  czy  mnie,  i  kiedy  schował  twarz  w  swoim  czasopiśmie,  nie  wyglądało  na  to,  że 
Syriusz zamierza nam powiedzieć. 

Więc odeszłam, zastanawiając się co się przed chwilą wydarzyło, do diabła. 

 

Niezwykle Późno, Dormitorium 7-rocznych Dziewcząt 

Spostrzegawcza Lily: Dzień 29 

Suma Obserwacji: 181 

Droga do  sowiarnii nie była  całkiem fajna.  Nie  tylko  przez  świadomość, że  kierowałam 

się na spotkanie z Carrie Lloyd, Podglądaczką Łazienki Dziewczyn, ale nie mogłam wyrzucić z 
głowy cierpkiego zakończenia rozmowy z Syriuszem i chociaż nie powinnam się przejmować 
–  on  nie  jest  moim  przyjacielem,  na  brodę  Merlina.  Poza  tym  wszyscy  wiedzą,  że  jest 
kompletnie szalony i królewsko pochrzaniony. Co on do diabła wie? – to przejmowałam. 

Czasami naprawdę się nienawidzę. 

Ale szczerze, o co mu chodziło? Nie jego miejscem jest osądzanie mnie i tego, co robię. 

Nie ma prawa. Jeśli chcę pogadać z Carrie Lloyd o czymś, co wydarzyło się wczoraj, to mam 
do tego każde prawo. James nie ma z tym nic wspólnego – no dobra, ma, ale rozmowa nie 
musi obejmować jego. I zdecydowanie nie musi obejmować Syriusza Blacka. Nie musiał być w 
tym  temacie  tak  bezgłośnie  krytyczny.  NIE  MA  NIC  ZŁEGO  w  mojej  chęci  porozmawiania  z 
Carrie  Lloyd,  żeby  upewnić  się,  iż  nic  nikomu  nie  powie.  NIE  MA NIC  ZŁEGO  w  tym,  że  nie 
chcę aby Amos usłyszał o Jamesie i moich eskapadach, tak niewinnych jak były. 

NIE MA NIC W TYM ZŁEGO. 

A Syriusz nie ma ŻADNEGO prawa, żeby wywoływać we mnie takie uczucie. 

Wiem, że James jest jego najlepszym przyjacielem, a ja jestem głupia i nie zawsze byłam 

dla niego najmilsza, ale to że wiem, iż James się we mnie durzy i to że ja też mogę się w nim 
troszeczkę durzyć NIE OZNACZA że powinnam odrzucić moją miłość do Amosa i pozwolić tym 
plotkom błądzić, pozwolić wszystkim myśleć, że bzykam się z Jamesem, a potem NAPRAWDĘ 
bzykać się z Jamesem czy coś i… i… 

…i nie wiem. 

Po prostu nie wiem. 

background image

70 

 

Ale Syriusz także nie wie. 

I tu leży moje sedno. 

Że Syriusz nie ma prawa gadać. 

Żadnego. 

A chociaż nienawidziłam, że był taki arogancki, wredny i nieprzyjemny, wszystko dlatego, 

że  nie  chcę  durzyć  się  w  jego  najlepszym  przyjacielu  bardziej  niż  durzę  się  w  innym 
mężczyźnie,  chyba  byłam  Syriuszowi  trochę  wdzięczna.  Nie  przez  to  co  insynuował  (czy 
raczej… tak naprawdę nie insynuował, jak sądzę… ale tak jakby pokazał… jeśli w ogóle to miał 
na  myśli…  ale  musiał  mieć  to  na  myśli…  prawda?),  ale  dlatego  że  byłam  tak  na  niego 
wściekła, iż całkowicie zapomniałam gdzie zmierzałam i co robiłam, stąd nie miałam czasu na 
stresowanie  się nadchodzącą  rozmową z PŁD.  Co  było  dość  świetne,  biorąc  pod  uwagę, że 
prawdopodobnie  tak  bym  się  zestresowała,  że  pewnie  dostałabym  ataku  serca  i  umarła, 
właśnie  tutaj  w  zachodniej  wieży,  nie  rozmawiając  nawet  z  Carrie.  Ale  tego  nie  zrobiłam. 
Ponieważ o tym nie myślałam. Myślałam o Syriuszu. 

Nadal byłam nachmurzona, jak wdrapałam się po schodach do sowiarnii. I nie wiem, ale 

może to także była dobra rzecz, ponieważ kiedy dotarłam nareszcie do drzwi, otworzyłam je i 
dostrzegłam  Carrie  Lloyd  stojącą  tuż  po  mojej  prawej,  przywiązującą  liścik  do  jednej  ze 
szkolnych  sów,  nie  byłam  zdenerwowana  i  zestresowana.  Bo  jak  się  okazuje,  rozgniewani 
ludzie  mają  wrogi  rozum,  który  nie  pozwala  im  na  denerwowanie  i  stresowanie,  nawet 
podczas konfrontowania się z Podglądaczką Łazienki Dziewczyn. 

Co było w sumie całkiem wspaniałe. 

Więc dziękuję ci, Syriuszu Black. 

Chociaż jesteś dupkiem. 

- Carrie Lloyd, muszę z tobą pogadać. 

Mój  głos  poniósł  się  echem  po  pełnej  przeciągów  wieży,  rozbrzmiewając  w 

pomieszczeniu  i  tak  bardzo  strasząc  Carrie,  że  podskoczyła  i  upuściła  list.  Obróciła  się,  jej 
duże oczy znalazły mnie i rozszerzyły się jeszcze bardziej. Wyglądała na oszołomioną, widząc 
mnie.  

To mi całkiem pasowało. Chciałam, żeby była na skraju emocji. 

- Co tutaj robisz, Evans? – zapytała Carrie, otrząsając się z początkowego szoku i szybko 

pochyliła się, by podnieść upuszczony list. Rzuciła mi spojrzenie. – Czego chcesz? 

background image

71 

 

- Pogadać z tobą – odpowiedziałam, rozmyślnie do niej podchodząc. Nie było mowy, że 

mi ucieknie i sądzę, że o tym wiedziała. Przypuszczam, że mogła odmówić rozmowy, ale ten 
pomysł wydawał się do niej nie dotrzeć, jak tam stała, patrząc na mnie pytająco. 

- O czym? – spytała sceptycznie. 

- O wczoraj – odparłam. 

Carrie uniosła brwi. – O wczoraj? – zapytała. – O co chodzi z wczoraj? 

Nie mogłam zdecydować czy pogrywała ze mną… czy serio nie pamiętała. 

Istniała taka opcja. 

-  Wiesz  o  czym  mówię  –  oskarżyłam  ją  niejednoznacznie,  nie  chcąc  przypominać  jej  o 

spotkaniu,  jeśli  rzeczywiście  zapomniała.  Carrie  zmrużyła  oczy,  po  czym  niespodziewanie 
otworzyła je ze świadomością. 

- Och – powiedziała. – To. Ty i James. 

Bingo, idiotko. 

- Tak – odparłam. – To. 

Carrie przyjrzała mi się sceptycznie. – Więc… co z tym? – zapytała, nareszcie odwracając 

się,  żeby  przywiązać  jej  wcześniej  upuszczony  list  do  szkolnej  sowy.  Jej  palce  szybko  się 
poruszały. Teraz to była moja kolej na zmrużenie oczu. 

Co z tym? 

Co z tym? 

Co nie z tym? 

Gdybym była normalną sobą, a nie napędzaną-złością-dlatego-wrogą-i-odważną mną, to 

pewnie  niezręcznie  krążyłabym  wokół  tego  pytania.  Mruczałabym,  mamrotałabym  i 
potykałabym się w słowach jak mrukliwa idiotka, nie wiedząc co powiedzieć, jak zareaguje 
Carrie  czy  jak  wyciągnąć  z  niej  właściwe  odpowiedzi.  Ale  biorąc  pod  uwagę,  że  nie  byłam 
normalną  mną,  lecz  tą  mieszanką  wściekłości  oraz  odwagi,  która  w  tej  chwili  była  bardzo 
dogodna, mocno spiorunowałam wzrokiem Podglądaczkę, która zagrażała mojej egzystencji i 
wszystko z siebie wyrzuciłam. 

Czasami bycie rozgniewaną jest przeznakomite. 

- Dlaczego jeszcze nikomu nie powiedziałaś? – zażądałam, podchodząc prosto do Carrie i 

stając tuż przed jej twarzą. – Dlaczego nic nie powiedziałaś? Miałaś okazję – dwa dni warte 
okazji – ale nie powiedziałaś słowa. Albo jeśli to zrobiłaś, to ty i ktokolwiek z kim podzieliłaś 

background image

72 

 

się całą sprawą postanowiliście nic nie mówić. I chcę wiedzieć czemu, Carrie. Chcę wiedzieć 
czemu! 

- Lily… 

- Powiedziałaś Saunders? – ciągnęłam, całkowicie ignorując próby Carrie na podanie mi 

teraz  odpowiedzi. –  Powiedziałaś  jej?  Czy ona kazała  ci nic  nie  mówić,  bo  chce  Jamesa dla 
siebie?  Powiedziałaś  komuś  innemu?  I  co  oni  zamierzają  zrobić  z  tą  informacją?  Nie  masz 
pojęcia, co może się stać, Carrie. Nie wiesz. I powiem ci w tej chwili, że przysięgam… 

-  Evans!  Przestań!  –  Carrie  uniosła  dłonie,  wołając  głośniej  ode  mnie  –  dobry  wyczyn, 

muszę  powiedzieć  –  żeby  przykuć  moją  uwagę.  W  końcu  się  zamknęłam,  ale  oddychałam 
ciężko  od  tłumionej frustracji,  nie  tylko na  Carrie,  ale  całą  sytuację.  Carrie  wyglądała  jakby 
odczuła więcej niż ulgę, kiedy moje usta pozostały zamknięte. – Dobrze – powiedziała, sama 
szybko  wypuszczając  powietrze.  Potem  spojrzała  na  mnie  poważnie.  –  Nikomu  nie 
powiedziałam – rzekła. 

Nikomu nie powiedziała? 

Nikomu nie… 

Co? 

-  Co?  –  mruknęłam  bezbarwnie,  mrużąc  podejrzliwie  oczy.  Carrie  westchnęła  ze 

zirytowaniem. 

- Nikomu nie powiedziałam! – krzyknęła znowu, wywracając oczami. – O tobie, Jamesie i 

łazience. I nie planuję. 

Nie planuje… 

Nie planowała? 

Posiadała  tę  idealną  amunicję,  ten  kończący-życie  kawałek  prawdziwej  plotki…  i  nie 

planowała nikomu o nim mówić? 

Co? 

- Czemu nie? – zapytałam, teraz całkowicie ostrożna. Co ta dziewczyna kombinowała? – 

Dlaczego nikomu nie powiesz? Czemu? Przecież Saunders… 

-  …absolutnie  oszalałaby  –  dokończyła  Carrie,  patrząc  na  mnie  jakbym  była  najgłupszą 

dziewczyną  w  historii,  a  jej  rozumowanie  było  kompletnie  oczywiste.  –  Masz  jakiekolwiek 
pojęcie  jaka  by  była,  gdyby  o  tym  usłyszała?  Myślisz,  że  była  zła  po  tamtej  scenie  w 
dormitorium… - urwała, potrząsając głową i znowu wywracając oczami. – Nie zamierzam jej 
mówić – powtórzyła. – Ani nikomu innemu. 

background image

73 

 

Otworzyłam usta, by coś powiedzieć, ale nic nie chciało z nich wyjść. 

Co miała na myśli, że nie zamierzała jej mówić ani nikomu innemu? Czemu? Czemu? Czy 

ona nie zdawała sobie sprawy, co zrobiłoby to z moim życiem? Czy nie zdawała sobie sprawy, 
że  mogłaby  je  zrujnować  tą  małą  ploteczką?  Bo  mogła.  Implikacje  objęte  w  tej  sytuacji 
mogłyby  wystarczyć  Amosowi  na  rzucenie  mnie,  a  to  byłby  koniec  mojego  życia.  Więc 
dlaczego tego nie robiła? Nie rozumiałam. To nie miało sensu. To znaczy… 

Czy Carrie Lloyd… ma serce? 

-  Dlaczego  to  robisz?  –  zapytałam,  już  nie  sceptyczna,  ale  dość  zszokowana. 

Skrzyżowałam ramiona na piersiach, chroniąc się przed chłodnym wiatrem przepływającym 
przez wieżę. – Dlaczego nie zamierzasz powiedzieć? 

-  Bo  nie  jestem  okropną  osobą,  Evans  –  powiedziała  Carrie,  rzucając  mi  nieprzyjemne 

spojrzenie. Ona również założyła ramiona na piersiach i oparła się o brudną ścianę wieży. – 
Wiem, że Diggory zwariuje, jeśli o tym usłyszy, co nie? A tego nie chcesz, prawda? 

- No nie, ale… 

-  Nie  mogę  powiedzieć,  że  rozumiem  co  robisz  z  tą  dwójką  –  ciągnęła,  dłubiąc  w 

paznokciach. – Jamesem i Diggorym, mam na myśli. Ale cokolwiek to jest, to jest kompletnie 
popieprzone. – Podniosła na mnie wzrok znad jej paznokci. A wtedy – i  to była najbardziej 
szalona rzecz, ale się zdarzyła – Carrie Lloyd, Podglądaczka Łazienki Dziewczyn, uśmiechnęła 
się do mnie. – Ale wiem, że chociaż słyszę, iż nadal idziesz do Hogsmeade z Diggorym, to na 
pewno  nie  wałęsasz  się  z  nim  po  żadnych  łazienkach.  I  nie  waż  się  mówić  Liz,  że  to 
powiedziałam, ale… - Jej uśmiech się powiększył. – Sądzę, że ty i James naprawdę jesteście 
najsłodszą parą. 

Sądzę, że ty i James naprawdę jesteście najsłodszą parą. 

O Merlinie. 

OMerlinieOMerlinieOMerlinie. 

- Uch, Carrie… 

- Serio – mówiła dalej, odpychając się od ściany i ruszyła do drzwi. Nie mogłam za nią iść. 

Wydawałam się być przyklejona do podłogi. – Cały czas tak myślałam. Zawsze myślałam, że 
to smutne, kiedy bywałaś dla niego taka wredna, ale… - Odwróciła się do mnie, wzruszając 
ramionami. – Chyba w końcu wszystko się ułożyło. 

Um, nie. 

Ani trochę. 

Ani trochę, Carrie Lloyd. 

background image

74 

 

Próbowałam jej powiedzieć, próbowałam wytłumaczyć. – Carrie, posłuchaj. James i ja… 

- Trzymacie to w sekrecie czy coś, racja? – dokończyła, niespecjalnie potrzebując mojej 

zgody  (lub  poprawki,  czym  naprawdę by  to było),  jak  przekraczała  wieżę.  Dotarła  do  drzwi 
prowadzących  w  dół  zamku,  zatrzymała  się  i  spojrzała  na  mnie  ostatni  raz.  –  Nieważne. 
Myślę,  że  powinnaś  rzucić  Diggory’ego,  choć  on  też  jest  atrakcyjny.  Ale  James  jest  o  wiele 
lepszy. Och, i pamiętaj, nie mów Liz, że ci to wszystko powiedziałam. – Przerwała i po chwili 
prychnęła. – Zapomnij – dodała, uśmiechając się lekko do siebie. – I tak by ci nie uwierzyła. 

Następnie odwróciła się i zniknęła mi z oczu. 

 

Najpóźniej, Dormitorium 7-rocznych Dziewcząt 

Spostrzegawcza Lily: Dzień 29 

Suma Obserwacji: 182 

Carrie Lloyd to największa dziwaczka. 

Największa, najbardziej bezmózga, najgłupsza dziwaczka w całym Hogwarcie. 

Ale jestem jej nieco wdzięczna, na mój własny sposób. 

Chociaż wszystko pomyliła. 

James i ja… słodcy. 

Skąd ona bierze te rzeczy? 

Psh! 

 

Naprawdę Najpóźniej, Dormitorium 7-rocznych Dziewcząt 

Spostrzegawcza Lily: Dzień 29 

Suma Obserwacji: 182 

Cóż… sądzę, że moglibyśmy być, w jakiś dziwny sposób. 

Gdyby  Amos  umarł  czy  coś  i  nie  mogłabym  z  nim  chodzić/kochać  go/poślubić  go/itd. 

Wtedy James i ja może moglibyśmy być słodcy. Nawet naprawdę słodcy, jak sądzę, kiedy się 
tym mocno pomyśli, czego naturalnie nikt nigdy nie zrobi, bo po co. Ale moglibyśmy być, jak 
sądzę. 

Biorąc pod uwagę, jak oboje jesteśmy tacy fantastyczni, cudowni i w ogóle. 

background image

75 

 

I on jest tak przystojny, a ja mam swoje dni. 

I oboje jesteśmy tak znakomicie inteligentni. 

I jesteśmy Prefektem Naczelnym i Prefekt Naczelną. 

I rozśmieszamy się nawzajem naszym szaleństwem. 

I… 

Em. 

Inne rzeczy. 

Gdyby Amos był martwy oczywiście. 

Naprawdę  martwy.  Marty  od  wielu  lat  i  pochowany,  nie  będąc  duchem  czy  coś. 

Ponieważ  naturalnie  tylko  wtedy  miałabym  okazję,  żeby  w  ogóle  rozważać  taki  związek 
między mną i Jamesem, patrząc na to, że w Amosie o wiele mocniej się durzę. A w Jamesie 
tylko  malutko.  Pomimo opinii  Carrie  Lloyd.  I  opinii  Gracie.  Lecz  Gracie  jest  uprzedzona,  bo 
gdyby nie byli takimi dobrymi przyjaciółmi, to pewnie sama umawiałaby się z Jamesem. Choć 
teraz  tego  nie  zrobi.  To  znaczy,  wiedząc,  że  ja  się  w  nim  durzę.  Nawet  jeśli  troszeczkę. 
Przyjaciółki  nie  umawiają  się  z  facetami,  w  których  durzą  się  ich  inne  przyjaciółki,  bez 
względu  na  to  jak  wielkie  czy  małe  jest  te  zauroczenie.  Bez  względu  na  to  czy  tamta 
przyjaciółka tak jakby technicznie umawia się z kimś innym. Po prostu taka jest zasada. 

Tak. 

Zasada. 

 

Środa, 15 październik, Dormitorium 7-rocznych Dziewcząt 

Spostrzegawcza Lily: Dzień 30 

Suma Obserwacji: 182 

Dziś rano nie jestem głodna. 

Naprawdę nie jestem zbyt głodna i dlatego nie idę na śniadanie. 

To  absolutnie  nie  ma  nic  wspólnego  z  faktem,  iż  zeszłej  nocy  spędziłam  większość 

mojego procesu-zasypiania leżąc w łóżku, rozważając czy James i ja bylibyśmy na jakikolwiek 
sposób, kształcie czy formie uważani za trochę-bardziej-niż-interesującą parę – nie żeby taka 
rzecz  mogła  się  wydarzyć,  oczywiście,  biorąc  pod  uwagę,  iż  Amos  jest  młody,  zdrowy  i 
obecny, a to czyni go potencjalnie lepszą połówkę, nie Jamesa – chociaż tak właśnie było. Ale 
o  wszystko  to  obwiniam  Carrie  Lloyd.  Naprawdę  jest  to  jej  wina.  Oczywiście  nie  były  to 

background image

76 

 

poważne  rozmyślania,  tylko  zaciekawione  rozmyślania,  bo  to  ona  poruszyła  ten  temat  i 
pomyślałam, że to tak szalone, iż nie mogłam nie myśleć o tym i tego szaleństwie. Zatem o 
tym myślałam. Przez jakiś czas. Ale nie ma to absolutnie nic wspólnego z faktem, że obecnie 
nie jestem na śniadaniu. Nie uważam, że byłoby niezręcznie czy coś. Wcale o to nie chodzi. 

Po prostu nie jestem głodna. 

Po prostu wcale nie jestem głodna. 

 

Później, Dormitorium 7-rocznych Dziewcząt 

Spostrzegawcza Lily: Dzień 30 

Suma Obserwacji: 182 

Na Merlina, umieram z głodu. 

Zjem mojego własnego buta. 

JESTEM TAKA GŁODNA, ŻE ZJEM MOJEGO WŁASNEGO BUTA. 

Ale nie mogę zejść na dół, ponieważ James jest na dole i to oznacza, że ja nie mogę tam 

być.  Bo  czy  decydujesz  się  okłamywać  samą  siebie  czy  nie,  nie  spędzasz  całej  nocy 
rozmyślając  o  związku  z  facetem,  a  potem  WIDZISZ  GO  NASTĘPNEGO  PORANKA  I 
ZACHOWUJESZ SIĘ CAŁKIEM NORMALNIE. Nawet kiedy tam gdzie jest on, jest dużo jedzenia. 
Po prostu nie. 

Przejrzę kufer Grace. Sądzę, że ma gdzieś tam kociołkowe ciastka czy coś. 

Ughhhh. 

 

Później, Eliksiry 

Spostrzegawcza Lily: Dzień 30 

Suma Obserwacji: 182 

Droga Profesor Abbott, 

Normalnie  byłabym  absolutnie  podekscytowana  stworzeniem  Eliksiru  Bryptin  dla  pani 

(również  zrobiłabym  go  dobrze,  ponieważ  zdarza  mi  się  wiedzieć  jak  stworzyć  znakomity 
Eliksir  Bryptin)  ale  dziś  obawiam  się,  że  nie  jestem.  Właściwie  to  mogła  pani  zauważyć,  że 
nieszczególnie jestem dziś rano gotowa do robienia czegokolwiek. To przez serię powodów, 
które teraz pani spiszę: 

background image

77 

 

a] Jestem tak niewiarygodnie głodna, iż wierzę, że mój żołądek zaczął sam siebie zjadać 

w ekstremalnym proteście na jego ekstremalną pustkę. 

b]  Jestem  bardzo  zmęczona,  ponieważ  zeszłej  nocy  byłam  męczona  nieprzyzwoitymi 

myślami. 

c] Sam obiekt moich nieprzyzwoitych myśli siedzi tuż za mną, rzucając czymś w Severusa 

Snape’a i generalnie zachowuje się ze swoimi przyjaciółmi jak ogromny czterolatek.  

d] Nawet, kiedy zachowuje się jak czterolatek, wciąż mnie pociąga. 

e]  Mojej  prawdziwej  miłości  –  który  nie  jest  wyżej  wymienionym  atrakcyjnym 

czterolatkiem – nie ma w tej klasie i dlatego nie ma go w moim umyśle, i dlatego powoli go 
pozostawia, i nie wiem dlaczego to się dzieje ani w jaki sposób, zwłaszcza biorąc pod uwagę, 
że kochałam go od wielu lat, miesięcy i lat, i właściwie to mam z nim w sobotę randkę. 

f]  Chociaż  nie  są  wystarczająco  dobrymi  przyjaciółkami,  żeby  przynieść  mi  jedzenie,  to 

zdarza  mi  się  mieć  dwie  znakomite  najlepsze  przyjaciółki  chętne  zrobić  ten  Eliksir  Bryptin, 
kiedy powiedziałam im, że mam załamanie nerwowe i przez to nie mogę go zrobić. 

g] Obecnie patrzy pani  na Christę Forester i jej smutną próbę  pokrojenia w  kostkę nóg 

pająka, dlatego praktycznie pozwala mi pani nic nie robić. 

Więc,  na  zakończenie,  pani  profesor,  kochana,  dzisiaj  nie  będę  uczestniczyć  w  lekcji. 

Proszę zignorować mnie i moje nieszczęście. 

Pozdrawiam, 

Lily Evans 

P.S. – Um, czy właśnie nie poprosiłam, żeby pani mnie zignorowała? O co chodzi z tym 

„Nie wiedziałam, że te zadanie wymaga pisania, panno Evans”? Tak bardzo niegrzeczne, pani 
profesor. Tak bardzo niegrzeczne. 

P.S.S – I nie ma znaczenia, że nigdy nie przeczyta pani tego listu, ponieważ nigdy go pani 

nie dam. Powinna pani po prostu to rozumieć. Telepatycznie. Wysyłam pani moją wiadomość 
przez falę mózgową. No przecież. 

P.S.S.S – DOBRY BOŻE, KOBIETO, PRZESTANĘ!! Przestań krzyczeć!! Jeeezu!  

 

Jeszcze Później, Zaklęcia 

Spostrzegawcza Lily: Dzień 30 

Suma Obserwacji: 182 

background image

78 

 

Najdroższy Filiusie, 

Jestem tak zrozpaczona, Fil. 

Mogę ci to powiedzieć i wiem, że utrzymasz to w sekrecie, ponieważ nasza Zaklęciowa 

więź  pozwala  nam  na  wyjątkową,  osobistą  relację,  tak  myślę.  Poza  tym  Grace  i  Emma 
powiedziały mi, że mają dość mojego marudzenia. Więc teraz jestem zrozpaczona sama. Na 
lekcji  Zaklęć!  Wiem!  Szalone,  prawda?  A  ty  opowiadasz  o  zaawansowanych  zaklęciach 
obronnych  i  w  ogóle.  Zaawansowane  zaklęcia  obronne  to  moje  ulubione.  Jakim  cudem  nie 
jestem podekscytowana? 

Prawda jest taka, że moje życie jest teraz dość gówniane, Fil. Naprawdę. Wszyscy robią 

doprowadzające  do  szału  rzeczy,  mówiąc  doprowadzające  do  szału  rzeczy  i  sprawiają,  że 
kwestionuję  moje  poprzednie  niezachwiane  przekonania  o  życiu.  W  tej  perspektywie 
chciałabym,  żeby  życie  było  bardziej  jak  Zaklęcia.  Przecież  Zaklęcia  się  nie  zmieniają.  Jest 
jeden  prawidłowy  sposób  na  ich  wykonanie,  jeden  prawidłowy  sposób  na  wymówienie 
formułki, poruszenie różdżką i to tyle. Zaklęcia niespodziewanie cię nie pocałują i nie sprawią, 
że  zdasz  sobie  sprawę,  iż  się  w  tobie  durzą,  a  ty  również  durzysz  się  w  nich.  Zaklęcia  nie 
zaproszą cię na randkę w tę sobotę, na którą o dziwo nie jesteś podekscytowany. Zaklęcia nie 
dowiedzą  się  o  kuszącym  i  obciążającym  kawałku  plotki  o  tobie,  a  potem  nagle  nie 
zadecydują,  całkowicie  nietypowo,  żeby  nikomu  o  nim  nie  mówić,  ponieważ  ich  najlepsza 
przyjaciółka będzie nieznośna i ponieważ sądzą, że tworzycie słodką parę. Zaklęcia… są tylko 
Zaklęciami.  Może  dlatego  tak  bardzo  je  kocham.  One  są  niezawodne,  wiesz?  Bardzo 
niezawodne. 

Dlatego właśnie nie odpowiadam na twoje pytania, Fil, choć znam wszystkie odpowiedzi 

i wszyscy inni są bardzo głupi oraz cisi, a ty spoglądasz na mnie dość wyczekująco. Po prostu 
nie mogę. Bo moje życie jest gówniane. I jestem głodna. I James Potter to dupek. Bardzo duży 
dupek. W którym trochę się durzę. 

Naprawdę mogłabym teraz użyć zaklęcia rozweselającego, Fil. Naprawdę mogłabym. 

Wieczne Pozdrowienia z Ziemi Chorobliwe Zrozpaczonej, 

Lily 

 

Później Później, Wróżbiarstwo 

Spostrzegawcza Lily: Dzień 30 

Suma Obserwacji: 182 

Profesor Freedman- 

background image

79 

 

Przepraszam, że próbowałam wypić herbatę, którą wykorzystywałaś dla fusów. Szczerze 

mówiąc,  nie  sądziłam,  że  to  będzie  taki  wielki  kłopot.  Nie  wiedziałam,  że  zrujnuje  to 
wszechświat lub spowoduje rozdźwięk w czasoprzestrzeni albo cokolwiek innego, o czym pani 
mamrotała. Po prostu mój brzuch dość głośno burczał i myślałam, że przestanie, jeżeli wleję 
do niego trochę dobrej herbaty. Teraz wiem, że nie był to zbyt dobry pomysł. 

Sorki. 

Przepraszająco, 

Lily Evans 

 

Później Później Później, Korytarz 

Spostrzegawcza Lily: Dzień 30 

Suma Obserwacji: 183 

PORA NA OBIAD, PORA NA OBIAD, PORA NA OBIAD!! 

NARESZCIE!! 

HURRA!! 

 

Później Później Później, Transmutacja 

Spostrzegawcza Lily: Dzień 30 

Suma Obserwacji: 184 

Obserwacja  #184)  Nigdy  nie  nie  doceniaj  mocy  niewygodnej  nocy  spędzonej  na 

rozważaniu  nieprzyzwoitych  myśli  i  nierozwiązanego  gniewu.  Może  cię  to  wpędzić  w 
poważne tarapaty. 

Nie czekałam na Emmę czy Grace, jak  wypadłam z Północnej Wieży do Wielkiej Sali w 

rekordowym  czasie,  jak  sądzę.  Mój  brzuch  burczał  wstrętnie  przez  ostatnią  godzinę, 
sprawiając, upubliczniając moje ciche problemy z głodem, intensywnością jego ryków, więc 
przypuszczam,  że  raczej  łatwo  jest  zrozumieć  czemu  nagle  zdecydowałam  zmienić  się  w 
maratończyka.  Próbowałam  powstrzymać  burczenie,  ale  nie  poszło  to  zbyt  dobrze,  bo 
profesor  Freedman  powiedziała  mi,  że  zniszczyłam  moją  własną  przyszłość  próbując  wypić 
herbatę  (przecież  nawet  nie  potrzebujesz  herbaty  do  przeczytania  fusów.  Starałam  się  to 
powiedzieć Freedman, ale zbyt zajęta była opowiadaniem mi o moim niebezpiecznie-bliskim-
końcu życiu) i w ogóle. 

background image

80 

 

To naprawdę przygnębiające. 

Ale mam większe problemy na głowie. 

Takie jak szybkie stanie się kanibalistycznym żołądkiem. 

Ta. 

Niedobrze. 

Rzecz jasna dostałam się do Wielkiej Sali tak szybko, jak fizycznie możliwe. 

Nie lubię myśleć, że jadłam jak dzikus, jak tylko posadziłam tyłek przy stole Gryffindoru, 

lecz  jestem  wystarczająco  ze  sobą  odprężona,  by  przyznać,  że  zdecydowanie  miałam 
uprzejmiejsze momenty posiłku. Ale szczerze, czego się spodziewać po dziewczynie, która nic 
nie  jadła  od  dziobania  na  kolacji  zeszłego  wieczora?  Czego  można  się  tak  naprawdę 
spodziewać?  I  po  tym  ciężkim  czasie,  który  ostatnio  mam?  Życie  nie  zawsze  może  być 
wspaniałe, wiecie. 

Albo raczej nigdy wspaniałe, jak często jest w moim wypadku. 

Więc  siedziałam  przy  stole,  wsadzając  kolejny  obsceniczny  kęs  ryżu  (tak,  mieli  ryż  na 

obiedzie!  Zwycięstwo!)  do  mojej  przepełnionej  gęby,  kiedy  przyszedł  James  i  zajął  miejsce 
naprzeciwko mnie, swobodnie jak nigdy. Zbyt zaabsorbowana byłam moim posiłkiem, żeby 
go dostrzec dopóki nie znalazł się tuż przede mną, więc przypuszczam, iż można powiedzieć, 
że  lekkim  szokiem  było  nagłe  go  zobaczenie.  I  chociaż  powinnam  być  przyzwyczajona  do 
faktu, że teraz ilekroć go widzę, mój żołądek się przekręca, w głowie mi się kręci i czuję się 
trochę  zamroczona,  to  najwyraźniej  nie  jestem,  ponieważ  ani  trochę  się  tego  nie 
spodziewałam. I może był to fakt, że jeszcze nie byłam do tego przyzwyczajona lub fakt, iż w 
ogóle coś takiego tam było, ale cokolwiek to było, zaczęłam być zdecydowanie rozdrażniona. 

Bardzo, bardzo klasyczne, naprawdę. 

Psh. 

- Głodna? – zapytał sucho James, unosząc brwi i patrząc na moją okropnie pełną buzię i 

przepełniający  się  talerz.  Poczułam  jak  czerwienię  się  śmiesznie,  ale  potaknęłam  i  upiłam 
soku dyniowego, starając się tego nie pokazywać. James zaśmiał się i zaczął napełniać własny 
talerz znacznie mniejszą ilością jedzenia ode mnie. – Gdzie byłaś dziś rano? – zapytał, biorąc 
trochę  ryżu  (czego  nie  uważałam  za  atrakcyjne,  tak  na  marginesie)  i  dodając  do  swojego 
talerza.  –  Przypuszczam,  że  te  nowo  odkryte  obżarstwo  bierze  się  z  braku  wartości 
odżywczych tego poranka, tak? 

-  Spałam –  skłamałam  pomiędzy  wielkimi  kęsami  jedzenia,  marszcząc  na  niego  brwi.  – 

Czasami lubię robić takie rzeczy. 

background image

81 

 

Gdzieś  w  mojej  szalonej  podświadomości  zastanawiałam  się  co  by  zrobił,  gdybym 

wyznała mu prawdziwy powód, dlaczego nie zeszłam dzisiaj na śniadanie. Gdybym siedziała 
sobie  między  kęsami  ryżu  i  spokojnie  poinformowała  go,  że  spędziłam  większość  czasu 
próbując  przekonać  samą  siebie,  iż  byliśmy  najbardziej  niedopasowaną  parą  na  całym 
świecie…  i  poniosłam  porażkę.  Zastanawiałam  się,  co  by  zrobił,  gdybym  powiedziała 
„Myślałam o tym, jak mnie całujesz. Pamiętasz jak to zrobiłeś? Pocałowałeś mnie?”, a potem 
wzięłabym kolejny łyk soku dyniowego. 

Prawdopodobnie dostałby ataku serca. Albo co najmniej by się zadławił. 

Nie. 

Wiecie, co tak naprawdę by pewnie zrobił? 

Znowu mnie pocałował. 

Ta. 

Totalnie by mnie znowu pocałował. 

James wygiął brew. – Wszystko w porządku? Wyglądasz trochę dziwnie. 

Całowaniecałowaniecałowaniecałowaniecałowanie. 

Kurde. 

- Pamiętasz te załamanie nerwowe, o którym mówiłam ci tamtego dnia? – mruknęłam 

durnie, nagle czując się bardzo gorąco, bez tchu i wcale niedobrze. – Myślę, że powraca. Tak, 
zdecydowanie powraca. 

Niedobrze. 

Wcale niedobrze. 

Szlag by to. 

-  Opowiedz  mi  więcej  o  tym  załamaniu  nerwowym  –  powiedział  James,  przygryzając 

swoją kanapkę i naprawdę nie mając pojęcia o co prosił. – Wcześniej mówiłaś o nim bardzo 
ogólnikowo. 

Opowiedzieć ci o nim więcej? 

Um. 

Ty jesteś jego przyczyną. 

- Jest okropne. 

- Dlaczego? 

background image

82 

 

- Bo tak. 

- Dziś jesteś bardzo gadatliwa, hm?  

- Zamknij się – wymamrotałam, ponuro wgryzając się we własną kanapkę, marząc, żeby 

on  po prostu  sobie  poszedł.  –  Po prostu  się  zamknij,  okej?  Bo  wiesz  co…  to  taka…  to taka 
dziewczęca rzecz, dobra? Nie mógłbyś zrozumieć. Nigdy nie zrozumiesz. 

Tyle że zrozumiałby i to doprowadza mnie do szału. 

- Wypróbuj mnie – zasugerował James. 

Ale  ja  nie  chciałam  go  wypróbowywać  i  nie  chciałam  o  tym  gadać,  bo  im  więcej 

ogólnikowo  o  tym  gadałam,  tym  więcej  myślałam  o tym  i  fakcie, że te doprowadzające  do 
szału,  pozornie  małe  zauroczenie  powoli  wzrastało  zarówno  w  irytacji,  jak  i  proporcji, 
zabierając  ze  sobą  moje  zdezorientowanie.  A  kiedy  powinno  być  to  rozczarowujące,  być 
może w najgorszym wypadku zniechęcające, jakimś cudem mnie to rozgniewało. Naprawdę 
rozgniewało.  Zgaduję,  że  nie  jest  to  dziwne,  przez  moją  dość  częstą  skłonność  do  takiego 
stanu, ale naprawdę wzrósł on w zaskakująco szybkim tempie. 

I na kogo lepszym wyładować ten gniew niż na tym, kto go nieumyślnie spowodował? 

Czasami nie myślę przed robieniem. 

-  Zostaw  mnie  po  prostu  w  spokoju!  –  Niespodziewanie  warknęłam  na  Jamesa, 

praktycznie  czując  ostrzenie  się  mojego  języka,  jak  zaczęłam  patrzeć  na  niego  spode  łba, 
gniew  szybko  wykipiał.  –  Mógłbyś  cholernie  zostawić  mnie  w  spokoju  na  parę  sekund? 
Merlinie! 

James uniósł brwi. – Jeezu – mruknął, rzucając mi spojrzenie. – Nie musisz krzyczeć. 

- Nie krzyczę! 

- Em… 

- Zamknij się! 

Nie wiedziałam dlaczego tak nagle zaczęłam zachowywać się jak  wariatka – i wyraźnie 

nieprzyjazna – i wiedziałam, że James zaczynał widzieć moją złośliwość jako nie wynik żartu, 
lecz irytacji, kiedy spojrzał na mnie przymrużonymi oczami. Jednak wyczuwałam, że robię się 
coraz bardziej rozgniewana, ta silna emocja wydobywała się pozornie znikąd.  

Bo naprawdę jakie on miał prawo? 

Jakie miał prawo do takiej nagłej zmiany? 

Jakie miał prawdo do durzenia się we mnie? 

background image

83 

 

Jakie miał prawo do sprawienia, że ja durzyłam się w nim? 

Jakie miał prawo do całowania mnie, a potem zapomnienia? 

Wiem,  że  to  nie  jego  wina.  Wiem,  że  nie  mógł  kontrolować  tych  spraw  bardziej  ode 

mnie. Zmienił się, bo dorósł. Durzył się we mnie, bo… cóż, z  jakiegokolwiek powodu, który 
sobie  wybrał.  To  ja  postanowiłam  durzyć  się  w  nim;  na  to  nic  nie  mógł  poradzić.  Nie  jego 
winą  było,  że  się  upił  i nie  pamiętał  całowania mnie.  Nie  jego  winą  było,  że  Amos  zaprosił 
mnie na randkę i nie byłam już tym podekscytowana. Nie jego winą było, że pasowaliśmy do 
siebie na tyle dziwnych sposobów, zaczynając od naszej sympatii do bycia trochę szalonymi, 
kończąc na naszych nieco różniących się wzrostach, i że leżałam sobie zeszłej nocy i myślałam 
o nich wszystkich. Nie jego winą było, że jestem taka sprzeczna. 

To nikogo wina. 

Ale nadal go winiłam. 

Bo tak chyba było łatwiej. 

-  Co  się  z  tobą  dzieje,  do  diabła?  –  zażądał,  oczy  mrużąc  jeszcze  bardziej,  kiedy  nie 

przestawałam  piorunować  go  wzrokiem.  Może  to  było  głupie,  ale  robiłam  się  coraz 
wścieklejsza im dłużej tam siedział. 

- Nic – odwarknęłam, choć wyraźnie tak  nie  było. – Możesz to zostawić w spokoju, do 

cholery? Merlinie. Jesteś takim… 

- Czy chodzi o Diggory’ego? 

Moje serce stanęło. 

- Co? 

-  Chodzi  o  pieprzonego  Diggory’ego,  prawda?  –  powtórzył  James,  praktycznie 

wypluwając  te  słowa.  Jego  twarz  pociemniała.  –  Zrobił  coś,  a  teraz  wyżywasz  się  na  mnie, 
tak? Co zrobił ten cholerny dupek? Nie odwołał niczego, co? 

Pękłam. 

Nie wiem dlaczego, nie wiem jak, ale pękłam. 

I niestety James został pokrojony przez wszystkie rozbite kawałki. 

- Dlaczego musi chodzić o Amosa? – krzyknęłam, podnosząc się z miejsca i przeszywając 

go mocniej wzrokiem niż kiedykolwiek. Poczułam jak rumieni mi się twarz i gniew burzy się 
wewnątrz  mnie.  Nawet  jak  próbowałam  namówić  się  do  bycia  racjonalną,  tama  została 
przerwana i nagle gorzkie słowa wypłynęły z moich ust w szybkim tempie. – Dlaczego zawsze 
musisz próbować tak go upokarzać? Lubię go, James i nic mnie cholernie nie obchodzi co o 

background image

84 

 

tym sądzisz, więc zamknij głupią gębę. Dlaczego nie możesz po prostu zaakceptować, że on 
nie jest dupkiem, podobam mu się i tyle? 

- Bo on jest dupkiem! – krzyknął James. 

- Ty jesteś dupkiem! – odparowałam. 

-  Co  się  z  tobą  dzisiaj  dzieje,  do  cholery  jasnej?  –  zapytał  po  raz  drugi  James,  teraz 

również wstając. Przewyższał mnie, sztyletując mnie wzrokiem. Czułam, że spojrzenia zaczęły 
odwracać się w naszym kierunku i jeszcze bardziej się wściekłam. James jednak wydawał się 
tego  nie  zauważyć,  kontynuując.  –  Nie  wyładowuj  na  mnie  swoich  cholernych  frustracji, 
Evans.  To  nie  moja  cholerna  wina,  że  masz  coś  w  tyłku.  Nie  jestem  twoim  cholernym 
problemem. 

- Tak, jesteś! To wszystko twoja wina! 

W  chwili,  kiedy  te  słowa  opuściły  moje  usta  zrobiłabym  wszystko,  żeby  je  cofnąć. 

Sprzedałabym  własną  duszę,  by  cofnąć  się  w  czasie,  żeby  jakoś  zmienić  moment 
kompletnego  obłędu,  gdy  wydawało  się,  że  to  prawidłowa  rzecz  do  powiedzenia.  Ale  nie 
mogłam, a one wisiały w powietrzu i nawet kiedy pertraktowałam mentalnie z diabłem, to 
widziałam  zmianę  wyrazu  twarzy  Jamesa  na  zdezorientowanie  i  wiedziałam,  że  właśnie 
głęboko się zakopałam. 

Czy ja oszalałam? Czy ja absolutnie cholernie oszalałam? 

Równie  dobrze  mogłabym  mu  cholernie  wszystko  powiedzieć!  Każdy  kompletnie 

sprzeczny, całkowicie żenujący szczegół! 

Czy ja oszalałam?? 

- Wychodzę – warknęłam, teraz bardziej wściekła na siebie niż na Jamesa, ale wciąż tak 

samo  wściekła.  James  podążał  zmrużonym  spojrzeniem  za  moimi  szybkimi  działaniami, 
skonsternowany wyraz nie opuszczał jego twarzy. Próbowałam go ignorować, nie chciałam 
się z tym mierzyć. On jednak nie zamierzał pozwolić mi odejść bez walki. 

- O co ci chodzi? – zapytał, jego oczy i głos nadal ostre. – Jak do cholernego diabła to jest 

moja wina? 

-  Wychodzę  –  powtórzyłam  i  tym  razem  mówiłam  serio.  Wyglądał  jakby  zamierzał 

powiedzieć  coś  jeszcze,  pewnie  zażądałby  wyjaśnienia,  ale  nie  dałam  mu  szansy.  Rzuciłam 
mu tylko najnieprzyjemniejsze spojrzenie, jakie mogłam, wzięłam moje książki i wybiegłam z 
Wielkiej Sali, mój apetyt oraz godność całkowicie zniknęły. 

A James, będąc bystrym facetem, nie poszedł za mną. 

background image

85 

 

Wiem, że to nie jest jego wina. Po wściekaniu się przez całą Historię i racjonalizowanie 

oraz katarktyczne zapisywanie tego teraz na Transmutacji, wiem że nic z tego nie jest winą 
Jamesa.  I  może  wtedy  również  to  wiedziałam.  On  nie  może  kontrolować  zapomnienia  o 
całowaniu  mnie  bardziej  niż  ja  mogę  kontrolować  moje  drażniące  uczucia,  a  nawet  gdyby 
mógł, to nie wiem nawet czy chciałabym tego od niego i dlatego właśnie zachowywałam się 
jak dupek. I być może dobrze było to wszystko z siebie wyrzucić, chociaż on nie ma pojęcia o 
dramatyzmie  sytuacji  i  nigdy  mieć  nie  będzie,  jeżeli  mam  w  tym  coś  do  powiedzenia,  ale 
nadal tego żałuję. Nadal wszystkiego żałuję. 

A teraz siedzi dwa rzędy przede mną i wiem, że także jest wściekły. Jego plecy są napięte 

i  nie  sądzę,  że  skupia  najmniejszą  uwagę,  ani  na  McGonagall,  która  rozprawia  się  o 
animagach,  ani  na  Syriusza,  który  ciągle  szturcha  go  w  bok.  Nie  próbował  również  ze  mną 
porozmawiać,  ani  razu.  I  może  tak  jest  lepiej.  Może  potrzebuję  jeszcze  paru  godzin  na 
wściekanie  się  i  może  on  także.  Ale  będę  widzieć  się  z  nim  dzisiaj  na  korepetycjach  i  to 
sprawia, że sytuacja jest o wiele bardziej niezręczna. 

Co jeśli on się nie pojawi? 

Co jeśli tak bardzo go rozgniewałam, że już nie chce mieć ze mną nic wspólnego? 

Co jeśli sprawiłam, że przestał się we mnie durzyć? 

Dlaczego coś takiego zawsze przydarza się mnie?? 

Nienawidzę mojego życia. 

 

Później, Dormitorium 7-rocznych Dziewcząt 

Spostrzegawcza Lily: Dzień 30 

Suma Obserwacji: 184 

- Co z tobą, Lily? 

- Nie mów do mnie, Gracie. Jestem bardzo nieszczęśliwą osobą. 

- Chodzi o tę kłótnię z Jamesem na obiedzie? 

- Nie wymawiaj jego imienia. 

- Och, dajże spokój, Lil. 

- Po prostu daj mi umrzeć w spokoju. 

 

Jeszcze Później, Nadal w Dormitorium 7-rocznych Dziewcząt 

background image

86 

 

Spostrzegawcza Lily: Dzień 30 

Suma Obserwacji: 185 

- Co się dzieje z Lily, Grace? 

- Jest nieszczęśliwa i najwyraźniej umiera. 

- Dlaczego? 

- James. 

- O, dobry panie. Dlaczego pozwalasz, żeby to cię dręczyło, Lily? 

- Bo jestem okropną, rozgniewaną osobą, Em. 

- Och. Miło. 

 

Jeszcze Jeszcze Później, Nadal w Dormitorium 7-rocznych Dziewcząt 

Spostrzegawcza Lily: Dzień 30 

Suma Obserwacji: 185 

Nie chcę iść na korepetycje. 

NIE CHCĘ IŚĆ NA KOREPETYCJE. 

Chyba się rozryczę. 

 

Ekstremalnie Późno, Dormitorium 7-rocznych Dziewcząt 

Spostrzegawcza Lily: Dzień 30 

Suma Obserwacji: 185 

Dlaczego życie musi być tak cholernie skomplikowane? 

Poważnie.  Dlaczego  życie  musi  być  takim  bagnem?  Dlaczego,  kiedy  jedna  sprawa  jest 

rozwiązana  i  zakończona  i  wszystko  jest  minimalnie  szczęśliwe,  coś  kolejnego  musi  się 
schrzanić? Co jest z tą ciągłą dramą? Czy wszyscy nie możemy żyć w spokoju? 

Jeezu. 

Byłam kompletnie nieszczęśliwa do czasu jak zebrałam dość siły, by wyjść z łóżka i zacząć 

przygotowywać  się  na  korepetycje  z  MJ’em.  Bycie  tak  nieszczęśliwą  było  głupie,  jak 
przypuszczam, ale po prostu byłam na siebie taka wściekła za  wyładowywanie frustracji na 

background image

87 

 

Jamesie, że nic nie mogłam na to poradzić. Nie była to nawet duża kłótnia w historii naszych 
okropnych zatargów, ale nie była ona sprawiedliwa. Niesprawiedliwe było, że wyładowałam 
na  Jamesie  to,  o  co  byłam  zła  na  samą  siebie.  Tak,  pocałował  mnie.  Tak,  w  rezultacie 
odkryłam, że się we mnie durzy. Tak, nieumyślnie sprawił, że zdałam sobie sprawę, iż ja także 
się w nim durzę. Tak, jestem tym wszystkim zdezorientowana i najwyraźniej jeszcze tego nie 
zaakceptowałam, ale… wrzeszczenie na Jamesa nie jest na to odpowiedzią. 

Naprawdę muszę znaleźć alternatywne ujście dla mojej frustracji. 

Psh. 

Wzięłam książki z Zaklęć i podręcznik Transmutacji – jeśli James w ogóle się pokaże, a nie 

będę  go  winić,  jeśli  tak  nie  będzie,  prawdopodobnie  będę  tego  potrzebowała  –  i 
przygotowałam  się  do  opuszczenia  pokoju.  Emma  siedziała  na  swoim  łóżku,  pracując  nad 
zadaniem z Numerologii i podniosła wzrok, jak ospale przysuwałam się do drzwi. 

- Gdzie idziesz? – zapytała. 

- Korepetycje – wymamrotałam, entuzjazm po prostu promieniał z mojego głosu. Emma 

pokręciła głową. 

- Usiądź z tyłu, dobrze? – poprosiła sucho, nawet nie odwracając wzroku od jej zadania. 

– Nikt prócz biednego Maurice’a nie powinien mierzyć się dziś z twoim nastrojem. 

-  MJ  to  silny,  cichy  typ  –  odparłam  w  odpowiedzi,  choć  byłam  zbyt  nieszczęśliwa  by 

wydobyć  z  siebie  prawdziwe  i  zjadliwe  poczucie  humoru.  –  Możemy  być  silny,  cisi  i 
nieszczęśliwi razem. 

-  Rozchmurz  się!  –  Było  ostatnią  pożegnalną  radą  Emmy  i  zamknęłam  drzwi  na  jej 

śmiejącym się uśmiechu. 

Rozchmurz się. 

Psh. 

Nie-cholernie-prawdopodobne. 

Pozostałam  w  nieprzyjemnym  nastroju,  jak  wlokłam  się  korytarzami  na  czwarte  piętro 

do  biblioteki,  ale  wiedziałam  że  bez  względu  na  to  jak  czułam  się  wewnątrz,  to  naprawdę 
potrzebowałam  wziąć do siebie radę Emmy i trochę się rozchmurzyć. Nie mogłam przecież 
oczekiwać od MJ’a, że wytrzyma z moim humorem przez całą godzinę. Nie byłoby to wobec 
niego sprawiedliwe, ani trochę. On nie zrobił nic złego. To byłam tylko ja i moja głupota. MJ 
nie  powinien  ponosić  ceny  za  moje  wykroczenia.  Więc  chociaż  nadal  byłam  dosyć 
zrozpaczona,  to  zmusiłam  się  do  pokazania  uśmiechu  (czy  raczej  usunięcia  gniewnego 
grymasu) jak tylko dotarłam na czwarte piętro. Nikt nie musiał wiedzieć o moim wiecznym 
nieszczęściu. Sama musiałam sobie z nią radzić. 

background image

88 

 

Kiedy przybyłam wreszcie do biblioteki od razu dostrzegłam czekającego na mnie MJ’a 

przy  stoliku,  który  zajmowaliśmy  w  zeszłym  tygodniu  (co  oznaczało,  że  pomimo  prośby 
Emmy, nie będę odizolowana, jak pewnie być powinno). Siedział dość niewinnie na miejscu, 
które ostatnio okupował, nos zakopany miał w jakiejś ogromnej książce, cichy i poważny jak 
zwykle. Wzięłam głęboki wdech, przypominając sobie, żeby nie być dupkiem i z rozmysłem 
ruszyłam do przodu. 

-  Cześć,  MJ  –  przywitałam  go  z  najlepszą  sztuczną  wesołością,  rzucając  mu  uśmiech  i 

zajęłam miejsce naprzeciw niego. MJ podniósł wzrok znad książki, mrugając oczyma. 

- Przy marszczeniu brwi działa więcej mięśni niż przy uśmiechaniu – poinformował mnie 

beznamiętnie, oczami nadal mrugając tępo. – Wiedziałaś o tym? – A potem, niemal od razu. 
– Co się dzieje? 

Jest  to  naprawdę  smutna  i  żałosna  rzecz,  jeżeli  nie  możesz  nawet  ukryć  swojego 

nieszczęścia przed towarzysko-opóźnionym trzynastolatkiem. 

Psh. 

-  Em,  dlaczego  miałoby  się  coś  dziać?  –  spytałam  niewinnie,  starając  się  mocno 

zachowywać się jak najswobodniej. – Nic mi nie jest. Wszystko jest w porządku. Nic się nie 
dzieje. 

- Wyglądasz na smutną – odpowiedział MJ ze spostrzegawczością, której teraz naprawdę 

nie potrzebowałam. – I zmęczoną. Tak jakby. – Wzruszył ramionami, spuścił wzrok na jego 
książkę. – Ale może nic ci nie jest. 

Nic? 

O, dobry panie, chciałabym. 

-  Nie,  masz  rację  –  odpowiedziałam  z  westchnięciem,  nie  kłopocząc  się  już  nawet  ze 

sztuczną wesołością albo pseudouśmiechami. MJ spojrzał pytająco. Wzruszyłam ramionami. 
– To był długi dzień – ciągnęłam. – Jestem trochę skołowana. Nie chciałam być taka… 

- Muszę z tobą porozmawiać, Lily. 

Podniosłam  gwałtownie  głowę  i  moje  serce  stanęło  na  znajomy  głos  rozbrzmiewający 

przede  mną.  Zaschło  mi  w  ustach  i  otworzyłam  je  bardzo  nieatrakcyjnie,  patrząc  się  pusto 
przed siebie. 

Co on tutaj robił? 

Czego chciał? 

Dlaczego on mi to robił?? 

background image

89 

 

- James. – Jego imię stoczyło się sztywno i niewygodnie z mojego języka. – Co ty tutaj 

robisz? 

Stał  beztrosko  za  MJ’em,  nadal  mając  na  sobie  szkolne  szaty,  choć  były  trochę 

zaniedbane  i  wyglądały,  jakby  leżał  w  nich  w  łóżku.  Ręce  miał  schowane  głęboko  w 
kieszeniach i przestępował z nogi na nogę, a gdyby nie jego zdeterminowany wyraz twarzy, 
to mogłabym nawet nie zwrócić na niego uwagi. Ale tylko na niego patrząc wiedziałam od 
razu, że to się nie wydarzy. Czegokolwiek chciał James, to tego dostanie, bez względu na to, 
co będzie musiał zrobić. 

Co jest dość niepokojącą myślą, kiedy się nad tym zastanowi. 

- Muszę z tobą porozmawiać – powtórzył ponaglająco, robiąc krok do przodu, jego przód 

zbliżył się do oparcia krzesła MJ’a. – To ważne. 

- Nie może poczekać? – zapytałam, chociaż teraz kiedy stał tuż przede mną, tak bardzo 

chciałam przeprosić za bycie takim dupkiem, że aż mnie bolało. Przeniosłam wzrok na MJ’a, 
który siedziało obojętnie na krześle, jego wzrok przyklejony był do książki, a na twarzy miał 
najdziwniejszy wyraz. – Tak jakby jestem w czegoś trakcie – kontynuowałam, przypominając 
sobie niemal tak bardzo jak Jamesowi, o tym fakcie. Zasznurowałam usta. – Zobaczymy się za 
godzinę. Nie możemy po prostu… 

- Nie – upierał się James, kręcąc głową. – Musi być teraz. 

- Ale… 

- No chodź. 

Lubię myśleć, że gdybym była w dobrym stanie umysłowym – znaczy, że gdybym nie była 

nim  nieprzyzwoicie  zauroczona,  kompletnie  zrozpaczona,  bo  jestem  kretynką  i  generalnie 
trochę  bardziej  niż  zbzikowana  –  i  gdybym  w  tej  chwili  tak  bardzo  nie  chciałam  z  nim 
porozmawiać, to wykrzesałabym z siebie trochę więcej walki,  kiedy on teleportował się po 
mojej  drugiej  stronie  stołu,  chwycił  mnie  za  nadgarstek  i  podniósł  mnie  na  nogi.  Ale  kiedy 
byłam  obecnie  umysłowo  niestabilna  i  bardzo  chciałam  z  nim  porozmawiać,  to  mogłam 
wydobyć tylko szybkie – Zaraz wrócę! – do MJ’a zanim zostałam zaciągnięta na drugą stronę 
biblioteki i w niekończące się rzędy regałów, zgubiona w przepaści książek, jak James brnął 
dalej. 

Nareszcie zatrzymał się gdzieś na tyle sekcji Obrony, gdzie było bardzo mało ludzkiego 

kontaktu, z wyjątkiem niewielkiego światła i dźwięku dobiegającego z dalekiej lewej strony, 
pomiędzy  półkami.  Krzyżując  ramiona  na  piersiach,  bardziej  z  powodu  niepokoju  o  to  co 
zamierzał powiedzieć i tego, co chciałam powiedzieć niż czegokolwiek innego, czekałam, aż 
James  odwróci  się  do  mnie.  Gdy  w  końcu  to  zrobił,  wyglądało  na  to,  że  nie  do  końca  był 
pewny  co  chciał  powiedzieć  albo  może  chodziło  o  to,  że  nie  wiedział  jak  to  powiedzieć.  A 
chociaż  do  tego  momentu  byłam  pochłonięta  wzięciem  go  na  bok,  żeby  go  przeprosić,  to 

background image

90 

 

wtedy zdałam sobie sprawę, że może faktycznie coś się stało. Przecież James powiedział, że 
to  pilne,  prawda?  Powiedział,  że  nie  może  to  poczekać  godziny,  aż  będziemy  mieli  razem 
korepetycje. Co to oznaczało? Co się stało? Czy ktoś był zraniony? Coś było nie w porządku? 
Nagle miałam na głowie o wiele więcej niż proste przeprosiny. 

O Merlinie, kto to był? 

Co to było? 

O Boże. 

-  Co  się  stało?  –  zażądałam  szybko,  kiedy  James  nie  wydawał  się  o  wiele  bliższy 

uformowania  spójnego  zdania  niż  wtedy,  kiedy  mnie  tu  przywlekł.  Moja  panika  zaczęła 
wzrastać  w  szybkim  tempie.  –  Czy  wszystko  w  porządku?  Co  jest?  Nikomu  nie  stała  się 
krzywda, prawda? Przecież usłyszałabym, gdyby komuś coś się stało, chyba że… 

-  Nie,  nie.  Nikomu  nic  nie  jest  –  wtrącił  prędko  James,  potrząsając  głową  i  nareszcie 

odnajdując słowa. Westchnęłam z ulgą, wdzięczna, że przynajmniej nie był to taki typ ważnej 
rozmowy,  ale  nadal  niespokojna  na  usłyszenie  jakim  typem  ważności  ona  była.  Do  głowy 
wleciały  mi  wszystkie  szalone  sytuacje,  gdy  James  powoli  wyjaśniał.  –  To  nic  takiego  – 
ciągnął, przeciągając  napięcie  i  mój  niepokój.  – Nikt  nie  jest  w żadnym niebezpieczeństwie 
czy czymś takim. Ja… chodzi o to… po prostu… 

- Po prostu co? 

- Musiałem po prostu przeprosić. 

… 

Co? 

-  Ty…  musiałeś  przeprosić?  –  wymamrotałam  powoli,  patrząc  w  zdumieniu,  jak  ręka 

Jamesa natychmiast powędrowała, by nastroszyć jego włosy i potaknął niepewnie. Wzięłam 
głęboki wdech. – To były te twoje ważne wiadomości, które nie mogły poczekać? Że musiałeś 
przeprosić? 

- No tak, bo… 

Uderzyłam go. 

Uderzyłam go bardzo, bardzo mocno. 

-  Merlinie!  –  krzyknął,  odskakując  od  mojej  wściekłej  napaści.  –  Lil…  uważaj!  Co  jest  z 

tobą nie tak, do diabła?! 

background image

91 

 

-  Myślałam…  że…  coś…  było…  bardzo…  nie  tak…  ty…  cholernie…  głupi…  palancie!  – 

syczałam  przez  zaciśnięte  zęby,  waląc  go  mocno  w  jakąkolwiek  część  ciała,  jakiej  mogłam 
sięgnąć z każdym nowym słowem. – Nie… mogę… ci… uwierzyć… 

-  Ej,  ej.  PRZESTAŃ!  –  wykrzyknął  w  końcu  James,  łapiąc  moje  nadgarstki  i  przerywając 

choć na moment moje bezwzględne ataki. – Możesz się uspokoić? – zapytał, kręcąc głową. – 
Przepraszam, że cię zmartwiłem. Nie chciałem. Przyszedłem tylko po to, żeby… 

- …przeprosić! – dokończyłam za niego, piorunując gwałtownie wzrokiem. – Wiem! Tyle 

powiedziałeś!  A  tak  na  marginesie  –  dodałam,  niezbyt  przyjemnie  –  możesz  zrobić  mi 
przysługę i powiedzieć mi za co ty masz przepraszać, do jasnej cholery? 

James wyglądał na zaskoczonego. – Co? – mruknął bezbarwnie. 

- Słyszałeś, co powiedziałam! – mówiłam, wyrywając nadgarstki z jego uścisku i znowu 

zaciskając stanowczo ramiona na piersi. – Za co w ogóle ty masz przepraszać, co? Albo może 
nie  zorientowałeś  się,  że  to  ja  skakałam  ci  do  gardła  bez  żadnego  powodu?  Jeśli  już,  to  ja 
powinnam  cię  przerazić  wyciągając  cię  z  sesji  korepetycji,  z  pozornie  złowieszczymi 
wiadomościami, nie na odwrót! 

- Em, ale Lily… 

- I przepraszam – zdołałam w końcu wydusić, tracąc większość wściekłości, jak dotarła do 

mnie  świadomość,  że  próbowałam  szczerze  przeprosić.  Wzięłam  kolejny  głęboki  wdech  i 
potrząsnęłam  głową.  –  Przepraszam  –  powtórzyłam  cicho,  patrząc  prosto  na  Jamesa.  – 
Złapałeś  mnie  w  absolutnie  okropnym  nastroju,  nie  spałam  przez  większość  nocy,  nic  nie 
jadałam i… są też te inne rzeczy… 

-  Takie  jak  twoje  załamanie  nerwowe?  –  zasugerował  pomocnie  James  z  lekkim 

uśmiechem.  Roześmiałam  się  lekko,  marząc,  bym  mogła  –  ale  wiedząc,  że  nie  mogłam  – 
opowiedzieć mu o moim głupim załamaniu nerwowym i jak nieumyślnie był jego przyczyną. 
Zamiast tego skinęłam jedynie głową i przełknęłam słowa, które chciały się wydostać. 

- Ta – mruknęłam, wzdychając ciężko. – Zwłaszcza moje załamanie nerwowe. 

Załamania  nerwowe,  jak  zaczynam  się  uczyć,  są  niebezpieczniejsze  niż  wcześniej 

oczekiwano. 

Psh. 

- Przeprosiny przyjęte – odpowiedział od razu James, ale sposób w jakim to powiedział, 

wiedziałam, że myślał o czymś innym. Nie musiałam długo na to czekać. – Ale chodzi o to… 

- Hm? 

background image

92 

 

-  Powiedziałaś…  powiedziałaś,  że  to  moja  wina  –  przypomniał  mi  wolno,  znowu 

mierzwiąc  dłonią  włosy.  –  I  może  to  tylko  byłaś  wściekła  ty  –  ciągnął  szybko,  wzruszając 
ramionami. – Nie wiem. Ale chodzi o to… że od jakiegoś czasu byłaś wobec mnie jakaś inna. 
Tych parę ostatnich dni… zachowywałaś się tak dziwnie. I pomyślałem, że może zrobiłem coś 
głupiego i jesteś na to wściekła, a ja jakoś to wszystko pogarszałem. I wiem, że głupie było 
obwinianie o to wszystko Diggory’ego i w ogóle, ale… nie zamierzam kłamać i udawać, że go 
lubię, Nieomylna. Naprawdę myślę, że ten kretyn to dupek, ale to nie znaczy, że ty masz tak 
myśleć i to nie znaczy, że on coś spieprzy tak, jak jakoś spieprzyłem ja… 

- Nic nie… nic nie namieszałeś – zapewniłam go cicho, czując się bardzo pruderyjnie i nie 

chcąc nagle przeklinać. Złapałam dłoń, która mierzwiła jego włosy i zniżyłam ją do jego boku. 
Rozpraszało mnie to. – Nic nie namieszałeś – powtórzyłam. – To ja. To zawsze ja. A ty… 

Urwałam,  nie  wiedząc  co  powiedzieć.  Po  części  bardzo  chciałam  wszystko  mu 

powiedzieć, powiedzieć, że pocałował mnie i o tym zapomniał, że wiedziałam, iż się we mnie 
durzył  i  ja  durzyłam  się  w  nim,  i  gadałabym  o  całym  tym  pomieszanym  wydarzeniu, 
pozwalając mu mierzyć się z całym tym ciężarem, ale wiedziałam, że nigdy nie będę w stanie 
tego zrobić. Choć okropnie chciałam wszystko to z siebie wyrzucić, dać Jamesowi mierzyć się 
z moimi problemami, to wiedziałam, że powiedzenie Jamesowi o jakiejkolwiek z tych rzeczy 
spowodowałoby  tylko  więcej  problemów.  Bo  kiedy  się  dowie…  cóż,  wyobrażam  sobie,  że 
będzie  dość  uporczywy.  Kiedy  będzie  myślał,  że  ma  jakąś  szansę  i  w  ogóle.  A  ja  serio  nie 
mogę  się  z  tym  mierzyć,  ponieważ  nawet  nie  wiem  czy  on  ma  jakąś  prawdziwą  szansę.  A 
dopóki nie rozgryzę co do cholery zamierzam zrobić z Amosem, moimi uczuciami do niego, 
Jamesem i moimi uczuciami do niego… no będzie to bardzo prywatna sprawa. Musi być. Nie 
mam innego wyboru. 

Ale trzymanie tego w sekrecie nie robiło się przez to wcale łatwiejsze. 

-  Czy  to  chodzi  o  Carrie?  –  zapytał  niespodziewanie  James,  wyciągając  mnie  z  czarnej 

dziury moich nieszczęśliwych myśli. – Dlatego jesteś na mnie taka wściekła? Przepraszam, że 
poszedłem  z  tobą  do  łazienki,  dobra?  To  było  durne.  Ale  ona  nic  nikomu  nie  powiedziała, 
prawda? A ty z nią gadałaś. Mówiła, że zamierza komuś powiedzieć? 

- Skąd wiesz, że z nią gadałam? – spytałam, mrużąc lekko oczy. 

- Syriusz mi powiedział – odparł James. Niemal jęknęłam. 

- Przysięgam na Merlina – mruknęłam z rozdrażnieniem, przyciskając rękę do pulsującej 

teraz głowy – wasza czwórka jest jak grupa gadatliwych staruszek!  Co, spędzacie wieczory 
odtwarzając  wasze  codziennie  rozmowy  czy  coś?  Nie  trzymacie  przed  sobą  niczego  w 
tajemnicy? 

background image

93 

 

-  Zazwyczaj  nie  –  odpowiedział  James,  znowu  wzruszając  ramionami.  –  Ale  czy  to  ma 

znaczenie?  –  zapytał.  –  Dlaczego  przejmujesz  się,  jeśli  Syriusz  powiedział  mi,  że  gadałaś  z 
Carrie? 

Bo nie chciałam złamać ci serca, ty głupi kretynie!! 

-  Och,  nieważne  –  mruknęła,  walcząc  z  chęcią  wywrócenia  oczami.  –  Nie  ma  to  już 

znaczenia. Nie  jestem na  ciebie  wściekła  za  Carrie.  To nie  była twoja  wina.  A  ona  i tak  nie 
zamierza nic o tym powiedzieć. 

- Więc dlaczego byłaś na mnie zła? – spytał James ze skonsternowaniem słyszalnym w 

jego głosie. – Dlaczego byłaś wobec mnie ostatnio taka inna? 

Um, może dlatego, że mnie pocałowałeś? 

Bo się w tobie durzę? 

Psh. 

-  To…  nie  byłam  na  ciebie  zła  –  odpowiedziałam  powoli,  próbując  znaleźć  właściwe 

słowa.  James  posłał  mi  niedowierzające  spojrzenie.  –  Naprawdę  –  zapewniłam.  –  Nie 
okłamuję cię. Nie byłam zła. Po prostu… jest coś takiego… 

- Co takiego? – krzyknął James. – Co to jest? 

-  Nie  mogę  ci  powiedzieć  –  wyrzuciłam  z  siebie  w  końcu,  najbardziej  niezadowalającą 

odpowiedź  na  świecie.  –  A  przynajmniej  –  dodałam  szybko,  kiedy  James  uniósł  brwi  –  nie 
mogę ci powiedzieć tego teraz. I wiem, że może to brzmieć niesamowicie dziwnie… 

- …no tak… 

-  …ale  proszę,  pozwól  mi  być  niejednoznaczną  przez  jakiś  czas,  dobra?  –  poprosiłam, 

rzucając  mu  zdesperowane  spojrzenie.  –  Po  prostu…  muszę  najpierw  rozgryźć  kilka  rzeczy 
zanim… em… powiem ci o innych rzeczach, jak sądzę… i wiem, że to nadal nie ma sensu, ale 
chyba  widzisz  teraz  dlaczego  ostatnio nie byłam  najstabilniejsza,  ponieważ  mierzyłam  się z 
tą… rzeczą… i doprowadza mnie ona do szału, więc… 

Nie  wiedziałam,  co  dalej  powiedzieć.  Tak  w  ogóle  to  nie  wiedziałam  o  czym  teraz 

mamrotałam, więc nic dziwnego, że nie wiedziałam co dalej, ale spojrzałam rozpaczliwie na 
całkowicie skonsternowaną twarz Jamesa i modliłam się do każdego typu sił wyższych, żeby 
zrozumiał niezrozumiałe. 

Po prostu nie mogłam jeszcze mu powiedzieć. Nie mogłam. 

-  Więc…  ta…  rzecz  –  zaczął  powoli  James,  zdezorientowanie  na  jego  twarzy  ostrożnie 

zmieniło się w cichy zamysł. – Przez nią ostatnio tak dziwnie się wobec mnie zachowywałaś? 
To jest powód? 

background image

94 

 

Potaknęłam, nie ufając ustom, że w tej chwili wszystkiego nie wygadają. James również 

skinął głową. 

-  Dobra  –  powiedział,  wydając  się  przyjąć  tę  informację  do  wiadomości.  –  A  czy  ja…  - 

ciągnął, marszcząc lekko brwi. – To znaczy, czy ja… zrobiłem tę rzecz? Czy to moja wina? 

-  Nie  całkiem  –  odpowiedziałam,  ani  trochę  pewna  jak  na  to  odpowiedzieć.  –  To… 

skomplikowane. 

Skomplikowane. 

O tak. 

Zdecydowanie skomplikowane. 

-  Skomplikowane  –  powtórzył  James,  również  wypróbowując  te  słowo.  Zdawał  się 

myśleć nad nim przez kilkanaście sekund. Jeszcze mocniej zmarszczył brwi. Milczał przez parę 
sekund, wpatrując się uważnie w podłogę, drapiąc się po potylicy. Po czym nagle podniósł na 
mnie wzrok. – Ale powiesz mi, co to za rzecz, prawda? – spytał, opuszczając rękę po boku. – 
Nie teraz, ale ostatecznie mi powiesz? 

- Jak ja już ją rozgryzę – odparłam sucho, potakując głową. 

- Już nie będziesz zachowywała się do mnie dziwnie? – pytał, unosząc brwi. – Skończyłaś 

z dziwnymi rozmowami i nagłymi wybuchamy gniewu, tak? 

- Tak sądzę – odparłam, prychając i mając wielką nadzieję, że tak właśnie było. – Ale jeśli 

nie – dodałam szybko, posyłając mu leciutki uśmiech – to wiesz, że to nie ty, tylko ja i dlatego 
natychmiast mi wybaczysz, racja?? 

James  również  prychnął.  –  O  tak  –  powiedział,  wywracając  oczami.  –  Natychmiastowa 

pokuta. 

- Cudownie! – ogłosiłam z kolejnym uśmiechem. 

- Hej, Lil? 

- Hm? 

- Jesteś pewna, że już teraz nie chcesz mi powiedzieć o tej rzeczy? 

Nie. 

A teraz, proszę, przestań mnie kusić, ty głupi, głupiutki chłopcze! 

- Tak, jestem pewna – odpowiedziałam z westchnieniem i myślę, że nawet James wyczuł 

niechęć i niezdecydowanie w moim głosie. Otrząsnęłam się, po czym skinęłam mu stanowczo 

background image

95 

 

głową, licząc, że zostawi to w spokoju. – Jestem pewna – powtórzyłam, tym razem z o wiele 
większym przekonaniem. – Później ci o tym powiem. Obiecuję. 

- Dobra – odpowiedział James, wzruszając ramionami. – Jeśli tylko jesteś pewna. 

- Jestem – powiedziałam. 

Choć nie byłam. 

Staliśmy  sami  w  tym  samotnym  dziale  Obrony  jeszcze  przez  parę  sekund,  oboje 

zagubieni  we  własnych  myślach  i  przetrawialiśmy  ostatnią  rozmowę.  Nie  mam  pojęcia  co 
działo  się  w  głowie  Jamesa,  ale  bardzo  wątpiłam,  że  mogło  być  to  zmieszanie,  które 
wzrastało  teraz  w  mojej  głowie.  Nie  po  raz  pierwszy  żałowałam,  że  James  cholernie  nie 
pamiętał  tego  głupiego  pocałunku,  niech  szlag  weźmie  okropne  konsekwencje,  ponieważ 
serio  nie  mogłam  pomyśleć  o  niczym  okropniejszym  od  jego  niezręcznego  i  okropnego 
niezdecydowania, przez które obecnie cierpiałam ja. 

Nie jest to fajne. 

Wcale a wcale. 

Pewnie  mogłabym  tam  stać  wieczność,  rozważając  nad  moim  życiem  i  jego  ogromną 

niesprawiedliwością, ale coś, nie jestem pewna co to było, nagle przypomniało mi o fakcie, 
że niedawno porzuciłam ucznia oczekującego na mnie w głównym punkcie biblioteki. Miałam 
nadzieję, że MJ nie będzie na mnie strasznie zły za porzucenie go na tak długo. 

- Naprawdę muszę wracać – powiedziałam szybko, już odwracając się na pięcie. – MJ na 

mnie czeka. 

- A tak. Jasne – zgodził się James, idąc za mną, jak kierowałam się z powrotem poprzez 

morze regałów. – Nie będę ci więc przeszkadzał. Zobaczymy się… 

- Czeka! – krzyknęłam, niespodziewanie przypominając coś sobie, gdy złapałam Jamesa 

za rękę, jak zamierzał uciec przez inny rząd regałów. – Chodź ze mną na chwilkę. 

- Co? Czemu? Lily...? 

Ale  zignorowałam  Jamesa,  kiedy  rzucał  za  mną  pytającymi  komentarzami,  moje 

nowoodkryte zadowolenie po pogodzeniu z nim pozwalało mi na kolejne wykorzystanie go, 
jak ciągnęłam go za sobą. Niedługo potem przedarliśmy się przez ciemne regały i wróciliśmy 
do  głównego  okręgu  stolików.  Dostrzegłam  MJ’a  tam  gdzie  go  zostawiłam,  raz  jeszcze 
zaabsorbowanego  jego  książką.  W  końcu  orientując  się  gdzie  zmierzaliśmy  i  co  robiliśmy, 
James wreszcie zaczął się trochę stawiać. 

- Lily, nie zamierzam… 

background image

96 

 

- Powiedziałeś, że go poznasz – przypomniałam, rzucając mu  spojrzenie przez ramię. – 

Pamiętasz? Obiecałeś, iż powiesz mi, że nie jestem szalona, kiedy uświadomisz sobie, że to 
tylko  normalny,  młody  chłopiec,  a  nie  adwokat  diabła,  jakiego  wszyscy  z  niego  robią. 
Obiecałeś – przypomniałam mu raz jeszcze, tym razem bardziej stanowczo. James wydał za 
mną odgłos. 

- Wiem, ale Lily… 

Ale  nie  dałam  mu  czasu  na  dalsze  protesty.  Już  dotarliśmy  do  stolika,  przy  którym 

siedział MJ. 

-  Cześć,  MJ!  –  przywitałam  się  z  uśmiechem,  tym  razem  całkowicie  uzasadnionym  i 

niewymuszonym.  MJ uniósł  wzrok  na moje przywitanie,  spostrzegł  Jamesa  nadal  stojącego 
obok mnie, po czym opuścił spojrzenie. Zmarszczyłam brwi, zastanawiając się o co chodziło. 
– Przepraszam za to. James miał mi do powiedzenia coś bardzo ważnego. 

-  W  porządku  –  wymamrotał  MJ,  nadal  wpatrując  się  w  książkę.  Nie  powiedział  nic 

więcej. Jednakże James próbował. 

- Lily, naprawdę muszę iść… 

- Właściwie – wtrąciłam szybko, głośność i stanowczość mojego głosu spowodowały, że 

obaj  chłopcy  na  mnie  spojrzeli.  –  Chciałam  was  sobie  przedstawić.  Stwierdziłam,  że  skoro 
mamy korepetycje jeden po drugim, to mogą nakładać się na siebie pewne chwile, prawda? 
Więc James, to jest… 

- …nie musisz tego robić, Lily… 

- …MJ. I MJ, to jest… 

-  On  wie,  kim  jestem,  Lily!  –  wykrzyknął  nagle  James,  bardzo  głośnym  głosem  i 

ekstremalnie sfrustrowanym, pozornie bez powodu. Spojrzałam na niego, dość zszokowana 
widząc, że patrzy na mnie wściekle. Odwzajemniłam to spojrzenie. 

- No to jest z twojej strony dość zarozumiałe – warknęłam, piorunując go wzrokiem. – 

Nie wszyscy wiedzą, kim jesteś, James. 

- Nie miałem tak tego na myśli – wyrzucił James, zaciskając zęby. – Nie rozumiesz. To nie 

jest… 

- Nie rozumiem czego? – krzyknęłam, sama robiąc się bardzo rozgniewana. Dlaczego on 

to  robił?  Wcześniej  powiedział,  że  pozna  MJ’a.  Na  brodę  Merlina,  to  był  tylko  jeden 
trzynastoletni  chłopiec!  Czy  o  tak  wiele  prosiłam,  żeby  po  prostu  wymienić  się  paroma 
uprzejmościami?  –  Czemu  nie  możesz  mi  nawet  pozwolić  na  przedstawienie  cię  komuś? 
Dlaczego jesteś kompletnie irracjonalny i nieuprzejmy? Więc  proszę, James, wyjaśnij mi to, 
dobrze? Bo masz rację. Nie rozumiem. 

background image

97 

 

James  wyglądał,  jakby  zamierzał  zagotować  się  ze  złości  i  rzucić  coś  prawdopodobnie 

bardzo  niegrzecznego  i  ani  trochę  wytłumaczalnego,  ale  nie  miał  na  to  szansy.  Nie 
rozumiałam, jak do diabła zmienił się w zaledwie parę minut z ekstremalnie przyjemnego do 
ekstremalnie  wściekłego  oraz  praktycznie  ekstremalnie  morderczego,  aż  niespodziewanie 
MJ, który milczał do tej chwili, w końcu się odezwał. 

-  On  ma  rację,  Lily  –  poinformował  mnie  cicho,  po  raz  pierwszy  unosząc  oczy  znad 

książki. Wyglądał na pokonanego. – Nie musisz nas sobie przedstawiać. 

Zmarszczyłam brwi, zarówno na jego słowa jak i dziwną minę. – MJ, co… 

- On jest moim kuzynem. 

… 

On… 

Co? 

- On jest twoim CZYM? 

- Nie nazywaj mnie tak! 

James  i  ja  odezwaliśmy  się  niemal  równocześnie,  równie  głośno,  choć  zdecydowanie  z 

innymi emocjami. Ja byłam zdumiona. James był wściekły. Od razu go zaatakowałam. 

- Nigdy mi nie powiedziałeś, że jesteście kuzynami! – krzyknęłam, oburzenie ciężkie było 

w moim głosie. – Ty nigdy… przez cały ten czas… 

-  Nie  jesteśmy  kuzynami!  –  powiedział  gniewnie  i  zajadle  James,  trzęsąc  się  z  furii. 

Odwrócił się do MJ’a. – Nie jesteśmy kuzynami! – warknął. 

-  Dobra  –  mruknął  MJ,  chowając  głowę  w  swojej  książce,  nagle  cały  pobladły.  – 

Przepraszam. 

- Nie! – krzyknęłam, teraz zdeterminowana, żeby dotrzeć do tego sedna. Kuzyni? Jakim 

cudem  mogli  być  kuzynami?  I  dlaczego  nikt  wcześniej  o  tym  nie  powiedział?  –  Nie  jest 
dobrze. I nie przepraszaj go, MJ! Zachowuje się jak głupia bestia! Teraz niech ktoś mi to w tej 
chwili wyjaśni albo przysięgam, że rzucę na was urok w najgorszy możliwy sposób! 

Być  może  była  to  trochę  ekstremalna  groźba,  ale  jeśli  istnieje  jedna  rzecz,  której 

nienawidzę,  to  bycie  niedoinformowaną,  a  ta  dwójka  najwyraźniej  była  zdeterminowana, 
żeby nic mi nie mówić. 

Psh. 

Zobaczymy. 

background image

98 

 

Żadnemu z nich nie wydawało się spieszyć go gadania. MJ zdawał się zdeterminowany 

do  chowania  się  za  jego  książką,  podczas  gdy  James  wyglądał  jakby  miał  w  każdej  chwili 
wybuchnąć,  choć  nie  pożytecznymi  wiadomościami.  Zamierzałam  właśnie  rzucić  w  nich 
jeszcze paroma  gniewnymi  komentarzami,  żeby któreś  z  nich  się  odezwało,  kiedy nagle  mi 
przeszkodzono,  choć  nie  zrobiła  tego  żadna  z  dwójki  ludzi,  którą  chciałam,  by  mi 
przeszkodziła.  

Urocza  kobieta,  naprawdę,  ale  czemu  na  Boga,  Pince  musiała  przyjść  w  takim 

nieodpowiednim momencie?? 

- To jest biblioteka! – wrzasnęła, jej twarz poczerwieniała, a akcent ciężki, jak kierowała 

się  do  nas,  wymachując  różdżką  ze  złymi  zamiarami.  –  Albo  nie  będziecie  podnosić  głosu, 
albo wychodzicie wszyscy w tej chwili, zrozumiano?  

-  I  tak  wychodzę  –  fuknął  James,  nawet  nie  zatrzymując  się,  żeby  się  pożegnać  albo 

cokolwiek nam powiedzieć. Jego jedynym zwróceniem na nas uwagi było wściekłe spojrzenie 
skierowane w moim kierunku, kiedy wyszedł jak burza z biblioteki. 

I oto znowu się zaczęło, pełne koło. 

Wściekły James o poranku, Wściekły James wieczorem. 

Kurde. 

-  Bardzo  przepraszam,  Madame  Pince  –  przeprosiłam  prędko,  rzucając  zgorzkniałej 

bibliotekarce  mój  najbardziej  niewinny  uśmiech.  –  Od  tej  chwili  nic  już  pani  od  nas  nie 
usłyszy. Obiecuję. 

- Pft – prychnęła Madame Pince, rzucając mi spojrzenie. – Oby nie! 

Po czym odmaszerowała do Ziemi Zgorzkniałych i Seksualnie Sfrustrowanych. Gdy tylko 

zniknęła z pola widzenia, chwyciłam krzesło, rzuciłam się na nie i obróciłam do MJ’a. Nadal 
chował twarz w książce. 

- Więc? – powiedziałam, nie potrafiąc ukryć w głosie cichej  nuty frustracji. – Chciałbyś 

wytłumaczyć? 

MJ  powoli  odsunął  książkę  od  twarzy,  jego  niebieskie  oczy  duże,  okrągłe  i  jasne,  jak 

patrzył na mnie z niepokojem, wciąż blady na twarzy. 

-  Przepraszam,  że  przeze  mnie  on  się  na  ciebie  wściekł  –  powiedział  od  razu,  lekko 

drżącym głosem. – 87% ludzi codziennie mówi coś, czego nie chcieli mówić. Nie chciałem ci 
mówić. To był wypadek. Nie wiedziałem, że tak się zdenerwuje. 

background image

99 

 

-  W  porządku  –  odpowiedziałam,  mój  głos  stracił  większość  zniecierpliwienia,  jak 

patrzyłam  na  poważną,  przepraszającą  minę  MJ’a.  –  To  nie  twoja  wina.  James  potrafi 
czasami być kompletnym dupkiem. Dość często się wścieka, zapewniam cię. 

-  Nie  jesteś  na  mnie  zła?  –  zapytał  MJ.  Wyglądał  na  zdezorientowanego.  –  Za  to,  że 

przeze mnie jest na ciebie wściekły? 

- Właśnie powiedziałam, że nie – powiedziałam, rzucając mu spojrzenie. – MJ, dlaczego 

sądzisz, że będę tak bardzo się martwić, jeśli James jest na mnie wściekły? To nic takiego. 

-  Ale  ty…  -  zaczął  MJ,  po  czym  urwał  i  opuścił  wzrok  na  stolik.  Jego  twarz  przybrała 

znajomy  odcień  zawstydzonej  czerwieni,  który  normalnie  próbowałam  złagodzić,  ale  teraz 
byłam zbyt zaciekawiona. 

-  Ale  ja…?  –  zachęciłam  go  delikatnie.  MJ  wziął  głęboki  wdech.  Potem  podniósł 

spojrzenie. 

- Ale ty go pocałowałaś – powiedział. 

Serce zamarło mi w piersi. 

- Co takiego? – szepnęłam. 

- Ty… ty go pocałowałaś – powtórzył MJ bardzo cichym głosem, jego twarz była jasna i 

zdradliwie czerwona. Poczułam jak otwierają mi się usta. Zaczęłam rozdziawiać się jak ryba 
wyciągnięta  z  wody,  kiedy  MJ  gorączkowo  mówił  dalej.  –  Przepraszam  –  przeprosił 
natychmiast, głosem szybkim, a kolorem nadal miał jasny. – Nie zamierzałem tego widzieć. 
To była na imprezie, a on do ciebie przyszedł, więc pomyślałem, że powinienem odejść, ale 
zostawiłem moją książkę, a kiedy wróciłem, ty… wy oboje… - Zrobił niezręczny, zderzający się 
ruch rękami. – Przepraszam! – krzyknął znowu. – Nie chciałem… nie patrzyłem… 

- Wszystko w porządku – mruknęłam w końcu ochryple, choć w głowie kręciło mi się tak 

szybko, że nie wiedziałam jak zdołałam cokolwiek powiedzieć. – To… w porządku. Nic się nie 
stało. Nic się… nie stało. 

Ale nawet jak próbowałam, to nie potrafiłam myśleć o niczym innym. 

MJ widział, jak James mnie całował. 

Ktoś widział. 

Poczułam  jak  czerwienieję,  pewnie  jeszcze  bardziej  niż  MJ,  na  samą  myśl  o  tym. 

Wiedziałam, że taka mogła być możliwość. Dość dobrze byliśmy ukryci na klatce schodowej, 
ale wiedziałam, że zawsze istnieje możliwość, iż ktoś nas zobaczył. I tym kimś był MJ. I może 
także  inni,  sama  nie  wiem.  Ale  jeśli  inni  widzieli,  to  nikomu  o  tym  nie  powiedzieli,  to  na 
pewno. Coś takiego zdecydowanie krążyłoby już po szkole, gdyby tak było. Tak szybko kręciło 

background image

100 

 

mi  się  w  głowie,  że  zaczynało  być  mi  niedobrze,  ale  starałam  się  pozostać  spokojna,  gdy 
przetrawiałam te nowe zrządzenie losu. 

To nie musiało być czymś wielkim. Naprawdę nie musiało. Jeżeli zobaczył ktoś inny niż 

MJ, to najwyraźniej nie zamierzał mówić temu nikomu innemu albo już by to zrobił. A MJ nie 
powie nic, jeśli go o to poproszę – a przynajmniej mam taką szczerą nadzieję. Będzie dobrze. 
Nikt o niczym się nie dowie. Nikt o niczym się nie dowie i nikt nie powie Jamesowi. To ja mu 
powiem, kiedy nadejdzie czas. Ja, nikt inny. Nikt inny. 

Ale o Merlinie, on widział!! 

I może było to z mojej strony kompletnie głupie, żeby tak się czuć i może to naprawdę 

mówi  coś  o  moim  ekstremalnie  kruchym  stanie  umysłowym,  ale  na  wiele  sposobów 
cieszyłam się, że MJ był świadkiem tego pocałunku. Cieszyłam się, ponieważ to znaczyło, że 
to było  prawdziwe. Nie było to tylko wspomnieniem, które ukrywałam przed Jamesem czy 
historyjką, którą opowiedziałam Grace i Emmie. To było prawdziwe. MJ był tam. Widział to. I 
nawet, jak wiedziałam, że zamierzam kazać mu przysiąc dochowanie tajemnicy do końca jego 
życia, to nadal cieszyłam się, że muszę to zrobić. 

To było prawdziwe. 

Prawdziwe. 

Hm. 

- Posłuchaj mnie, MJ – zdołałam nareszcie powiedzieć, bardzo cichym głosem i niemal 

tak  drżącym  jak  wcześniej,  ale  nadal  składnym,  a  chyba  tylko  to  się  liczyło  –  nie  możesz 
powiedzieć nikomu, że to widziałeś, dobrze? Nie możesz powiedzieć nikomu. 

-  Nie  powiem!  –  obiecał  od  razu MJ,  szybko  kiwając  głową.  –  Nikomu  nie  powiem.  To 

będzie tajemnica. Ty, James i ja… 

- Nie! – krzyknęłam z sercem gorączkowo bijącym w piersi. – O to właśnie chodzi, MJ – 

ciągnęłam  powoli.  Poczułam  jak  twarz  zaczerwieniła  mi  się  teraz  do  ekstremalności.  –  Nie 
możesz… James nie wie. Nie możesz nic powiedzieć Jamesowi.  

MJ zmarszczył brwi. – Jak to on nie wie? 

- Był pijany – przypomniałam mu beznamiętnie. – Nie pamięta. 

- A ty mu nie powiedziałaś? 

- Nie. I nie zamierzam. 

- Ja… okej – mruknął MJ, wydając się próbować to wszystko ogarnąć. – Okej. 

background image

101 

 

-  Nie  możesz  powiedzieć  mu  ani  słowa  –  przypomniałam  mu  znowu,  wbijając  w  niego 

wzroku. – Ani słowa. 

- On mnie nienawidzi – odpowiedział sucho MJ. – Nie mógłbym mu powiedzieć, nawet 

gdybym chciał. 

- Niemniej – powiedziałam, biorąc pierwszy wdech, kiedy zdałam sobie sprawę prawdę 

w jego stwierdzeniu. – To jest nasz sekret, dobrze? Naprawdę… James nie może się o tym 
teraz dowiedzieć. To… skomplikowane. 

- W porządku – zgodził się od razu MJ. – Nasz sekret. Nic nie powiem. 

Westchnęłam z ulgą i nareszcie przestało kręcić mi się w głowie. 

Wszystko będzie dobrze. On nikomu nie powie. Mój sekret wciąż był bezpieczny. 

A przynajmniej jak na razie. 

-  Hej,  MJ?  –  zapytałam  ostrożnie  kilka  sekund  później.  –  Co  to  nienawidzącego  cię 

Jamesa… 

-  Nie  chcę  o  tym  rozmawiać  –  powiedział  natychmiast,  jego  twarz  stała  się  pusta. 

Uniosłam brwi i została wzbudzona moja ciekawość na jego szybką odmowę. Wziął książkę, 
podniósł  ją,  żeby  zakryć  twarz.  –  Możemy  przerobić  znowu  zaklęcia  rozweselające?  Chyba 
trochę zapomniałem od ostatniego razu. 

-  Em,  tak,  jasne  – zgodziłam  się  szybko,  chociaż  tak  naprawdę  to  chciałam  dowiedzieć 

się,  o  co,  u  licha,  chodziło  z  tą  rodzinną  sprawą.  Czy  oni  naprawdę  byli  kuzynami  czy  nie? 
Jeżeli nie, to dlaczego MJ powiedziałby, że tak? A jeśli tak, to dlaczego James powiedziałby 
tak stanowczo, że nie? Stała za tym historia, wielka historia i byłam zdezorientowana, czemu 
nikt nie chciał mi o niej powiedzieć – dlaczego jeszcze nikt mi o tym nie powiedział. 

Wścibskość we mnie odezwała się ponownie. 

A człowiek wścibski nie kocha niczego bardziej jak pomieszanych spraw rodzinnych. 

Hm. 

Hm. Hm. Hm. 

Korepetycje potem poszły raczej spokojniej, a MJ i ja spędziliśmy to co pozostało z naszej 

sesji  na  przerabianiu  zaklęć  rozweselających,  później  popracowaliśmy  razem  nad  jego 
wypracowaniem. Umierałam, żeby zadać mu więcej pytań, ale nie chciałam naciskać na moje 
szczęście,  zwłaszcza  kiedy  niepotrzebne  zagłębianie  się  w  jego  sekrety  mogło  poprowadzić 
jego  ujawnienia  moich  sekretów,  co  byłoby  katastroficzne,  a  jest  to  dość  oczywiste.  Czas 
szybko  zleciał  i  gdybym  nie  wiedziała  lepiej,  to  pomyślałabym,  że  MJ  odliczał  sekundy  do 
chwili,  jak  mógł  wyjść,  bo  tak  szybko  podniósł  się  z  siedzenia  w  chwili,  gdy  zegar  wybił 

background image

102 

 

godzinę  ósmą.  Może  powinnam  być  urażona,  ale  chyba  rozumiałam.  I  miałam  wyraźne 
odczucie,  iż  jego  szybka  ucieczka  miała  mniej  wspólnego  z  ucieczką  ode  mnie,  a  więcej  z 
ucieczką przed Jamesem. 

Cóż, jeżeli to było jego zmartwieniem, to zdecydowanie pustym. 

Czekałam  dziesięć  minut,  aż  James  pojawi  się  na  naszą  sesję,  lecz  potem 

zaakceptowałam, iż prawdopodobnie nie zamierzał przyjść i nie mogłam go winić po tym jak 
tak bardzo go rozwścieczyłam i opuściłam bibliotekę. A może pojawiłby się, gdybym została 
trochę dłużej,  ale  nie jestem  pewna  czy  chciałam  stawić  czoła  jego  gniewowi.  Jednak  dość 
rozpaczliwe było powrócenie z biblioteki w tym samym stanie, w jakim do niej poszłam. Gdy 
wróciłam  do  dormitorium,  nikt  nie  pytał  o  mój  cierpki  nastrój  i  może  to  dobrze,  bo  mam 
wiele do przetrawienia zanim wszystko to z siebie wyrzucę. 

Po prostu chciałabym zrozumieć czemu James tak się rozzłościł. 

Nienawidzę, kiedy jest na mnie zły. 

Szczególnie, kiedy nie jestem całkiem pewna, co takiego zrobiłam. 

Ale nawet jak jestem pewna, to tego nienawidzę. 

A co to wam mówi? 

Och, lipa. 

Kto potrzebuje pomieszanych spraw rodzinnych, kiedy ma się już własne wystarczająco 

pomieszane romantyczne sprawy? 

Psh. 

Psh. Psh. Psh. 

Tym razem mówię poważnie. Kupuję bilet do Guam. 

 

Ekstremalnie Ekstremalnie Późno, Dormitorium 7-rocznych Dziewcząt 

Spostrzegawcza Lily: Dzień 30 (31?) 

Suma Obserwacji: 186 

Mamo- 

Bardzo  przepraszam  za  bardzo  szybką  notatkę.  Kocham  ostatni  list.  Napisze  lepszą  i 

odpowiedniejszą  odpowiedź  w  późniejszym  terminie.  Jednakże  jest  bardzo  późno,  ale  mam 
teraz bardzo zdesperowaną prośbę do ciebie: 

background image

103 

 

PROSZĘ, WYŚLIJ WIĘCEJ KRÓWEK, TAK SZYBKO JAK TO LUDZKO MOŻLIWE. 

Dziękuję. Kocham cię. Całusy. 

Lily