Lucyna Słup
Józef Augustyn SJ
Jak zgadzać się
na własne Ŝycie?
SPIS TREŚCI
WSTĘP
Cz. I - PRZEJAWY NIEZGODY
CZY LUBISZ SAMEGO SIEBIE? ...... L. Słup - J. Augustyn SJ
SKĄD SIĘ TO BIERZE? ........... L. Słup
CZY MOśNA ZGODZIĆ SIĘ NA śYCIE? L. Słup - J. Augustyn SJ
Cz. II - KU PEŁNEJ ZGODZIE NA śYCIE
PRZYJĘCIE MIŁOŚCI .............. L. Słup
DROGA .......................... L. Słup
"TRZECI POKÓJ" ................. L. Słup - J. Augustyn SJ
PRZYJĄĆ CAŁE śYCIE ............. L. Słup - J. Augustyn SJ
ZGODA NA CIERPIENIE............. L. Słup
SPOTYKAJĄC DRUGIEGO .............L. Słup
IĆŚ, CIĄGLE IĆŚ ................ L. Słup
OTWARCIE NA DUCHA ŚWIETEGO...... L. Słup
ZAMIAST ZAKOŃCZENIA............. J. Augustyn SJ
WSTĘP
Jak zgadzać się na własne Ŝycie?
Czy jest na to jakaś recepta? I czy na takie pytanie moŜe
odpowiedzieć ksiąŜka? Chyba nie. Nie moŜna podać przepisu,
spreparować recepty, która pomogłaby nam zgodzić się na Ŝycie -
zwłaszcza jeśli to nasze Ŝycie jest trudne, pełne bólu i
cierpienia.
Odpowiedzi na pytanie o zgodę na swoje Ŝycie szuka się
zawsze w głębi własnego serca, stając przed sobą samym i przed
Bogiem ze swoimi wątpliwościami, nadziejami, obawami,
pragnieniami... W tych poszukiwaniach mogą być jednak pomocne
rozwaŜania innych, tych, którzy szukali, znaleźli ...i szukają
nadal. A wyrazem takich poszukiwań jest właśnie ta ksiąŜeczka.
Inspiracją dla napisania tej ksiąŜeczki były z jednej strony
skupienia rekolekcyjne pod hasłem "Jak zgadzać się na swoje
Ŝycie?" prowadzone przez Ks. Józefa Augustyna, z drugiej zaś
wieloletnia współpraca środkowiska miesięcznika "List" oraz
Wydawnictwa "M" z Domem Rekolekcyjnym KsięŜy Jezuitów w
Częstochowie.
KsiąŜka ta składa się z dwu części. Pierwsza ukazuje
przejawy niezgody na Ŝycie i źródła tej postawy. ChociaŜ ksiąŜka
nie ma charakteru pozycji z dziedziny psychologii, to jednak w
omawianiu tego zagadnienia odwołanie do psychologii stało się
konieczne. Człowiek jest jednością psychofizyczną i trudno mówić
o jego egzystencjalnych poszukiwaniach bez pewnej podstawowej
znajomości procesów psycho
logicznych, które się w nim dokonują.
Druga część ksiąŜki przedstawia proces zgody na Ŝycie, który w
najgłębszej swej istocie jest zawsze zgodą na przyjęcie BoŜej
miłości. Ta zgoda nie przychodzi łatwo i nie dokonuje się
automatycznie, nie znaczy to jednak, Ŝe nie jest moŜliwa.
Integralną częścią prezentowanych w tej ksiąŜeczce treści
są "Pytania do refleksji", wszystkie autorstwa Lucyny Słup. Ta
ksiąŜeczka bowiem w swojej istocie nie jest ksiąŜką do czytania
(na temat akceptacji Ŝycia ukazały się opracowania o wiele
wnikliwsze i celniejsze) ale do "przećwiczenia". Gorąco zachęcamy
do tego, aby odpowiedzieć sobie szczerze na zadane pytania. Nie
słuŜą one sprawdzaniu kogokolwiek, mają tylko pobudzić czytelnika
do refleksji nad własną postawą.
Podobny charakter mają zawarte w drugiej części ,,Ćwiczenia
na czas modlitwy''. To takŜe pytania. Jeszcze wyraźniej niŜ w
pierwszej części zachęcamy jednak do tego, by stawiać je sobie
w obecności Boga, by Jemu powierzać owoce własnych przemyśleń i
Jego prosić o radę. Jemu naprawdę na nas zaleŜy!
Redakcja
Cz. I
PRZEJAWY NIEZGODY
Lucyna Słup
Józef Augustyn SJ
CZY LUBISZ SAMEGO SIEBIE?
,,Gdyby ludzie szczerze kochali siebie zamiast
nienawidzieć, gdyby nie gardzili swoją słabością,
a zechcieli pokochać ją w swoim wnętrzu,
mielibyśmy o połowę mniej pracy.''
Payne Whitneya
Początkiem zgody na swoje Ŝycie jest zgoda na siebie samego.
A zgoda na siebie płynie z poznania siebie i z uznania własnej,
niepowtarzalnej wartości, z prawdy o naszym Ŝyciu. Potrzeba
szacunku dla siebie i docenienia swojej własnej osoby jest
podstawową potrzebą człowieka. Jest ona tak podstawowa i
zasadnicza, iŜ jeśli ona zostanie zaspokojona, to reszta
(potrzeb) na pewno zharmonizuje się w ogólne poczucie szczęścia
(John Powell SJ).
Szczęśliwe Ŝycie człowieka, który uznaje swoją wartość nie
jest oczywiście równoznaczne z egoistyczną pogonią za własną
przyjemnością i dąŜeniem do sukcesu. I chociaŜ taki właśnie model
egzystencji pozbawionej troski i wysiłku przedstawia się często
jako prawdziwe szczęście, to jednak nie o takie rozumienie
szczęścia chodzi w poniŜszych rozwaŜaniach. śycie szczęśliwe to
Ŝycie dla innych. Tylko... czy moŜna oddać się Drugiemu, Bogu i
człowiekowi, "nie mając" swojego Ŝycia "we własnych rękach"? Czy
moŜna kochać Ŝycie innych, jeŜeli nie kocha się własnego?
Gdy ból zęba bardzo nam dokucza, tylko z wielką trudnością
moŜemy skupić się na czymś innym. JeŜeli ktoś w tym właśnie
momencie prosi nas o pomoc, najczęściej usprawiedliwiamy
grzecznie naszą odmowę, poniewaŜ zajmowanie się jego sprawami
jest wtedy dla nas ponad siły. Zupełnie tak samo dzieje się, gdy
ciągle "boli nas" nasze Ŝycie. Nasza niezgoda na siebie odziałuje
na innych, dotyka ich i mniej lub bardziej rani.
1. PRZEJAWY NIEZGODY
Ojciec John Powell SJ, amerykański psycholog, autor wielu
publikacji poświęconych samoakceptacji, w ksiąŜce "Jak kochać i
być kochanym" przedstawia historię, jaka przydarzyła się dr
Williamowi Glasserowi - pracującemu w szpitalu psychiatrycznym.
W. Glasser leczył kiedyś pewnego człowieka, który od lat nie miał
praktycznie Ŝadnego kontaktu z rzeczywistością. śył w swoim
urojonym świecie. Któregoś dnia podczas porannego obchodu
człowiek ten podniósł głowę i najnormalniej w świecie oznajmił,
Ŝe zachorował na zapalenie płuc. Przeprowadzone badania
potwierdziły tę chorobę. W trakcie leczenia zniknęły u niego
wszelkie objawy obłędu. Po całkowitym wyleczeniu z zapalenia płuc
zaczęły stopniowo powracać objawy choroby psychicznej. W dniu,
w którym pacjent wyzdrowiał fizycznie z powrotem pogrąŜył się w
chorobę umysłową. Interpretując tę historię doktor Glasser
twierdzi, Ŝe obłęd stanowi pewnego rodzaju "wybór", Ŝe jest
"sposobem" uśmierzenia wewnętrznego bólu płynącego z poczucia
bezwartościowości własnej egzystencji.
KaŜdy człowiek pragnie potwierdzenia swojej własnej
wartości. Przekonanie o tym, Ŝe tej wartości nie posiada rodzi
w nim ogromny wewnętrzny ból, niechęć i nienawiść do siebie.
Chcąc się pozbyć bólu człowiek szuka róŜnego rodzaju sposobów
ucieczki od niego. Choroba psychiczna jest właśnie jednym z
takich sposobów. Pojawia się ona wtedy, gdy wszelkie poszukiwania
własnej wartości w świecie realnym zawodzą. Zrozpaczony człowiek
tworzy sobie wówczas nierealny świat własnego wnętrza i chroni
się w nim. Zachowuje się więc tak jak dziecko, które w chwilach
zawodu i rozczarowania ucieka w świat własnych marzeń.
Innym o wiele częściej stosowanym sposobem ucieczki od Ŝycia
jest - według doktora Glassera - choroba organiczna, w której ból
psychiczny odzwierciedla się w dolegliwościach fizycznych.
Nieakceptacja siebie i swojego Ŝycia przejawia się szczególnie
w chorobach wrzodowych, nadciśnieniu, zawałach serca. Wpływa
nawet na zachorowania się organizmu w chorobach wirusowych;
frustracja spowodowana niezadowoleniem z siebie sprawia, Ŝe
odporność organizmu słabnie. Pacjent doktora Glassera który
rozchorował się na zapalenie płuc, "przeszedł" z jednej formy
tłumienia bólu wewnętrznego w drugi. Gdy jego organizm uporał się
juŜ ze stanem zapalnym, pacjent ten wrócił z powrotem do obłędu.
Innym powszechnie niemal stosowanym sposobem ucieczki od
cierpienia związanego z Ŝyciem jest nerwica. Victor E. Frankl
określa ją jako przejaw nieodpowiedzialności za Ŝycie. Człowiek
przyjmujący nerwicowe rozwiązanie próbuje nie tylko uciec od
odpowiedzialności, ale takŜe przerzucić cięŜar Ŝycia na innych.
Przejawem takiej postawy bywają wszelkiego typu zachowania
agresywne lub depresyjne połączone zwykle z "szukaniem" winnych
swojego własnego nieszczęścia.
Carl G. Jung w swojej ksiąŜce "Wspomnienia, sny, myśli"
opowiada o pewnej arystokratce, która leczyła się u niego z
nerwicy natręctw. Kobieta ta miała zwyczaj bicia po twarzy swych
oficjalistów, włącznie z lekarzami. "Zjawiła się u mnie" -
wspomina Jung. "Zachęliśmy miłą konwersację. Dobrze się nam
rozmawiało. Wreszcie nadszedł moment, gdy musiałem jej powiedzieć
coś wielce niemiłego. Zerwała się wściekła groŜąc, Ŝe mnie
uderzy. Ale ja teŜ się poderwałem. ŃDobrzeŃ - powiedziałem. ŃPani
jest damą, niech pani wali pierwsza. Potem moja kolejŃ. Zaraz
opadła na krzesło i jakby okłapła. ŃJeszcze nikt tak do mnie nie
mówiłŃ - rzekła tonem skargi. Od tej chwili terapia zachęła
przynosić rezultaty."
Kiedy nie chcemy sobie uświadomić naszej ucieczki w nerwice,
kiedy nie chcemy leczyć się z niej i ponosić jej konsekwencji,
to wówczas stosujemy zwykle z jednej strony metodę "szukanie
winnych" naszego cierpienia, z drugiej zaś szukania "ofiar", na
które moglibyśmy zrzucić cięŜar Ŝycia.
Wszyscy doświadczyliśmy totalitarnego systemu politycznego,
jakim był komunizm. KaŜdy system totalitarny jest chorym -
powiedzielibyśmy "nerwicowym" - rozwiązaniem polityczno-
społecznym. Obserwując uwaŜnie to, co działo się na naszych
oczach przez dziesiątki lat w dziedzinie politycznej w wymiarze
"macro", stosunkowo łatwo moglibyśmy dostrzec to samo w wymiarze
osobowym, indywidualnym "micro". Jest to ten sam system
"nerwicy". W komunizmie cały potencjał polityczny, ekonomiczny,
kulturalny był nastawiony wyłącznie na obronę systemu oraz
sprawujących w nim władzę. W razie jakiegokolwiek "problemu" (w
kaŜdej dziedzinie Ŝycia), zasadniczym rozwiązaniem było zawsze
znalezienie "winnych", osądzenie ich i ukaranie. Był to system
niereformowalny. MoŜna go było jedynie odrzucić. Nie dało się go
naprawić. Podobnie jest z nerwicą w wymiarze osobistym. Ona jest
takŜe nieroformowalna. MoŜna ją tylko przekroczyć -
transcendować.
Bardzo wielu z nas zdarzają się "reakcje nerwicowe":
irytacja, wybuch złości, odruchy zemsty, obraŜanie się, zamykanie
się w sobie. Nierzadko są to reakcje całkowicie nieproporcjonalne
do bodźców. W takich sytuacjach nasze niedojrzałe reagowanie
usprawiedliwiamy najczęściej szukaniem wyłącznie zewnętrznych
przyczyn: "On mnie zdenerwował, to jego wina, on zaczął
pierwszy". Drugi człowiek nie powoduje jednak mojego agresywnego
zachowania, ale wydobywa jedynie na światło dzienne "moją
samoobronną nerwicową strukturę". Zródłem kaŜdej agresji wobec
innych jest agresja wobec siebie samego, podobnie jak miłość
siebie staje się źródłem miłości innych. JeŜeli niechęć czy wręcz
nienawiść do siebie nie jest skierowana na zewnątrz, wówczas
wyraźniej i szybciej obraca się przeciwko sobie samemu.
Przechodzi w stan depresji.
Depresja zastępuje cierpienie lub teŜ jest jego "mniejszą"
formą. Ratuje ona człowieka od agonii z bólu, broni go przed
całkowitym rozsypaniem się. JeŜeli Ŝycie nadmiernie mi dokucza,
mogę się z niego czasowo "wyłączyć". śycie płynie wówczas obok
mnie, a ja jestem zwolniony z wpływania na jego bieg, z
podejmowania decyzji, z odpowiedzialności, z relacji z innymi.
Szczególnym symptomem depresji jest wyłączenie się z
jakiekokolwiek kontaktu z innymi, całkowita bierność z relacji,
traktowanie innych jak powietrza. Niekiedy okresy depresyjnego
otępienia i bierności mogą oczywiście przeplatać się z okresami
wzmoŜonej aktywności.
Nierzadko zarówno w stanach agresji jak i depresji pomagamy
sobie równieŜ róŜnymi środkami "odurzającymi", których zaŜywanie
stopniowo staje się nieraz nałogiem: zaŜywanie narkotyków,
naduŜywanie alkoholu, środków audiowizualnych, naduŜycia
sekusalne. TakŜe "przejadanie się", "nałóg pracy" słuŜą nieraz
do zabicia bólu egzystencjalnego. U podłoŜa wielu sukcesów
odnoszonych w pracy zawodowej tkwi nieraz wielkie niezadowolenie
z siebie, ze swojego Ŝycia.
2. SAMOBÓJSTWO
Do wszystkich tych sposobów ucieczki od Ŝycia moŜna z
pewnością dodać jeszcze jeden będący ich swoistą kulminacją. Jest
nim samobójstwo. Kiedy człowiek nie ma juŜ sił zgadzać się na
swoje Ŝycie podejmuje próby rozstania się z Ŝyciem. Samobójstwo
jest rozwiązaniem skrajnym, jest totalnym buntem przeciwko Ŝyciu,
w którym mówimy "NIE" nie tylko jednemu przejawowi Ŝycia, ale
samemu faktowi istnienia.
Samobójstwo wynika zawsze z jakiejś rozpaczy, która jest nie
tylko wielką chorobą "emocjonalną", ale przede wszystkim chorobą
duchową. Rozpacz jest próbą ucieczki od Ŝycia. Kiedy nie mamy juŜ
sił udawać zgody na Ŝycia, wówczas wpadamy w rozpacz. Rozpacz i
samozniszczenie z niej wynikające jest zazwyczaj nie tyle
świadomym i bezpośrednim wyborem człowieka (choć w pewnych
wypadkach tego do końca nie moŜna wykluczyć), ile raczej
kompulsywną ucieczką przed cierpieniem. W rozpacz jesteśmy zwykle
wpychani przez wydarzenia, konflikty wewnętrzne, nastroje
depresyjne, poczucie winy.
Rozpacz i samobójstwo nie jest rozwiązaniem stosowanym
często. Otwarty autodestrukcyjny bunt jest przeciwny ludzkiej
naturze. Pragnienie Ŝycia jest głęboko wpisane w naturę
człowieka. Samobójstwo jako forma rozwiązania problemu niezgody
na Ŝycie jest powszechnie potępiane. Nawet w obozach
koncentracyjnych, gdzie systematycznie mordowano ludzi,
społeczność obozowa przyjmowała samobójczą śmierć z dezaprobatą,
a kaci obozowi nierzadko wykorzystywali ją przeciwko więźniom,
np. dla upokorzenia więźniów tej samej narodowości.
W człowieku istnieje jakieś głębokie wewnętrzne przekonanie,
iŜ nic nie moŜe usprawiedliwić samobójczej ucieczki od Ŝycia.
śycie jest darem. Otrzymaliśmy je w darze i sam Dawca moŜe nam
je zabrać. Ale przecieŜ w krytycznych momentach naszego Ŝycia
wielu z nas przychodzą myśli i odczucia, iŜ lepiej byłoby "w tej
chwili" nie istnieć, lepiej byłoby "zapaść się pod ziemię". Kiedy
dochodzimy do kresu wytrzymałości ludzkiej, do granic naszych
moŜliwości takie odczucia wydają się być naturalne, choć łatwo
mogą powodować w nas poczucie winy. Takich "myśli" nie trzeba się
jednak obawiać. W sytuacjach granicznych wyostrza się widzenie
człowieka. Kiedy dochodzimy do jednego brzegu rzeki, dostrzegamy
się "drugi brzeg". Osiągnięcie "drugiego brzegu" jest wpisane w
naszą ludzką naturę - w nasze ziemskie Ŝycie.
3. POZORNA ZGODA I PRZYSTOSOWANIE
Niezgoda na siebie a w konsekwencji i na własne Ŝycie moŜe
takŜe przybrać inną, bardziej zawoalowaną postać. Nie podejmujemy
wówczas prób samobójczych, nie upijamy się, nie zaŜywamy
narkotyków, nie lądujemy w szpitalu psychiatrycznym. śyjemy
normalnie: prowadzimy dom, chodzimy do pracy, posiadamy
przyjaciół, rodzinę, ale mimo wszystko gdzieś w na dnie serca
nosimy w sobie głębokie niezadowolenie z Ŝycia. Niekiedy dopada
nas jakieś dziwne odczucie, iŜ to Ŝycie jest jakieś
"nieprawdziwe".
Zgadzamy się na siebie, lecz jest to zgoda pozorna. Nie
chcemy zgodzić się jednak na nasze Ŝycie do końca, poniewaŜ
przeczuwamy, iŜ to domagałoby się od nas uznanie naszych braków
i ograniczeń. A poniewaŜ nienawidzimy swoich słabości, nie
chcemy, aby one się ujawniły. Obawiamy się, iŜ odkrycie naszych
słabości i ograniczeń spowoduje odrzucenie nas przez innych.
Dlatego teŜ, tracąc całe mnóstwo energii, próbujemy ukryć sami
przed sobą a takŜe przez innymi bolesne przeczucie, iŜ tak
naprawdę nie zasługujemy na miłość. W tej bolesnej dla nas
sytuacji nie szukamy prawdy o nas samych, uzdrowienia
wewnętrznego, prawdy o otaczającej nas rzeczywistości, ale
usiłujemy przystosować się do naszego pojmowania rzeczywistości.
Precyzyjnie choć nieświadomie konstruujemy róŜnego rodzaju
"mechanizmy obronne" chroniące nasze nerwicowe, a więc sprzeczne
mniemania o sobie. Raz bowiem wydaje nam się, iŜ "wszystko się
nam naleŜy", innym razem natomiast jesteśmy wewnętrznie
przekonania, iŜ "wszyscy mają prawo nas odrzucić i przekreślić".
Takich "przystosowawczych" opartych na nerwicowych
mechanizmach obronnych zachowań jest bardzo wiele. Przejawiają
się one z róŜną intensywnością: od form najbardziej skrajnych aŜ
do najbardziej łagodnych. Nie występują w stanie czystym, ale są
wymieszane. Zasadniczo moŜna je podzielić na dwie grupy. Jedne
zmierzają do zaskarbienia sobie cudzej miłości i szacunku, drugie
do zminimalizowania bólu płynącego z przekonania o własnej
bezwartościowości. Przyjrzyjmy się niektórym z nich:
a. Bojaźliwość. Przejawia się ona w niechęci do podejmowania
jakiegokolwiek ryzyka, przedsięwzięć, planów. Przewidując w
kaŜdej sytuacji zagroŜenia i niepowodzenia Ŝyciowe, człowiek
bojaźliwy rezygnuje z góry z jakiejkolwiek próby znaczących
dokonań. PoniewaŜ obawia się, iŜ mógłby się pomylić, doznać
poraŜki, nie podejmuje decyzji, ale czeka. W takiej sytuacji
"samo Ŝycie" siłą upływającego czasu "podejmuje decyzje". A
poniewaŜ brak w nich osobowego zaangaŜowania i wolności
człowieka, są one zwykle fatalne dla jego Ŝycia.
b. Chełpliwość i przechwałki. Chełpliwość to schlebianie
samemu sobie po to, by zyskać na wartości we własnych i cudzych
oczach. Chełpliwy nieustannie "reklamuje" swoje, przez siebie
wykreowane, zalety, cnoty, osiągnięcia, aby być przez innych
zauwaŜonym, docenionym, uznanym. Ale nawet najbardziej prymitywny
"chwalipięta" posiada pewną intuicję, stąd teŜ stosunkowo łatwo
wyczuwa sztuczność w swoich postawach i zachowaniach.
c. Nieśmiałość. Człowiek nieśmiały Ŝyje w ciągłym lęku przed
ludźmi. Z jednej strony nieustannie obawia się odepchnięcia ze
strony innych, z drugiej zaś swoim zachowaniem sam prowokuj to
odrzucenie. Jest przekonany, Ŝe inni akceptują go tylko pod
pewnymi warunkami, które zwykle sam na nich projektuje.
d. Gniew. Osoba dotknięta poczuciem niskiej wartości i
pogardy do siebie na początku nienawidzi tylko własnej
nieudolności. Z czasem zaczyna nienawidzieć całe swoje Ŝycie.
Szybko wówczas staje się przygnębiony, smutny. Swój gniew,
zgorzknienie wyładowuje naprzeniennie: raz na sobie, innym razem
na bliźnich. Jednym z waŜnych przejawów gniewu na siebie i innych
jest krytykanctwo. Krytykant przenosi zwykle swoje negatywne
odczucia na innych. OskarŜając czy wręcz oczerniając innych,
zawsze poniŜa najpierw samego siebie, choć nie zdaje sobie z tego
sprawy.
e. Maski. Noszenie masek, granie ról, przywdziewanie się w
"waŜne funkcje" jest związane z odczuciem swojej niskiej wartości
i braku poczucia godności. Maski, funkcje, role pozwalają ukryć
nie tylko przed innymi, ale takŜe przed sobą samym niską ocenę
czy wręcz pogardę do siebie samego. Grając "przedstawienie o
sobie" w razie potrzeby zawsze moŜna zmienić rolę, maskę i
dostosować się do zmieniających się ciągle ludzkich oczekiwań
oraz własnych lęków.
f. Dewocja. Postawa to rodzi się najczęściej jako próba
wykorzystania praktyk religijnych dla lepszego własnego
samopoczucia emocjonalnego przez poprawienie swojego obrazu
siebie w swoich własnych i cudzych oczach. Osoba uprawiająca
dewocję nie wchodzi w rzeczywiste doświadczenie duchowe, ale
próbuje budować swoją "wielkość i świętość" poprzez zewnętrzne
tylko wykonywanie licznych praktyk. W dewocji Ŝycie codziennie,
w szczególności zaś relacje z bliźnimi, są w jawnej sprzeczności
z wykonywanymi praktykami. W dewocji nie ma rzeczywistego dąŜenia
do Boga i Jego chwały. Jest to bowiem próba manipulowania religią
dla swoich własnych ludzkich celów.
g. "Mieć bardziej niŜ być". Ta postawa płynie z przekonania,
Ŝe to, co posiadamy i to, co zrobimy, jest decydujące o naszej
wartości i godności. Kusi nas więc Ŝądza wspaniałych czynów,
wielkiego bogactwa, które mają przyciągnąć ku nam podziw i miłość
innych. Wspaniałe osiągnięcia, wielkie pieniądze słuŜą nam
najpierw dla obrony przed poczuciem własnej bezsilności,
bezradności czy teŜ lekcewaŜeniem innych.
h. Naśladownictwo. Człowiek, który nie zna siebie, nie ceni
swojej osoby, ma skłonność do całkowitego utoŜsamiania się z
kimś, kogo podziwia i adoruje. Jest to pewna forma "małpowania"
innych, która polega na odrzuceniu swojego Ŝycia, aby móc stać
się "jak drugi". Osoby takie często marzą, aby "być na miejscu"
osoby podziwianej. Zewnętrzne utoŜsamianie się z innym
człowiekiem, "materialne" naśladowania jego zachowań, gestów,
czynów jest zawsze szkodliwe niezaleŜenie od tego czy dotyczy to
jakiegoś "świeckiego" gwiazdora, czy teŜ "wybranego świętego",
zawsze bowiem łączy się z rezygnacją z odpowiedzialności za
własne Ŝycie i z bycia sobą.
i. Ślepe posłuszeństwo. Człowiek niepewny siebie, zagubiony
moŜe szukać pewności i oparcia dla swego Ŝycia w drobiazgowym i
zewnętrznym przestrzeganiu zasad, praw, przepisów. Dostosowanie
się do litery będzie zasadniczą cechą jego postępowania. PoniewaŜ
jednak człowiek ślepo posłuszny nie posiada w sobie ducha
przepisów i zasad, wówczas "prawo" stanowi dla niego pewną
"protezę", która pozwala mu jakoś Ŝyć. Wszelkie konflikty
międzyludzkie bywają wówczas rozwiązywane przy pomocy "prawa".
Materialna i zewnętrzna uległość prawu sprawia, iŜ staje się ono
takŜe bronią przeciwko innym.
j. Perfekcjonizm. śycie perfekcjonisty jest nieustannym
egzaminem, jaki sam sobie robi. Jest teŜ ciągłym szukaniem
uspokojenia chorego poczucia winy poprzez "doskonałe"
realizowanie stworzonych przez siebie i dla siebie ideałów.
Perfekcjonista wszystko robi z drobiazgową dokładnością, choć
często jego działanie nikomu i niczemu nie słuŜy, ale nie jest
on w stanie przyznać się do tego. Swoją wartość uzaleŜnia bowiem
od realizacji "własnych ideałów" i spełniania cudzych oczekiwań.
Jest to równieŜ forma nieustannego kupowania miłości do siebie
u siebie samego i u innych.
k. Ucieczka w samotność. Człowiek z wielkimi kompleksami
niŜszości i jednoczesnym lękiem przed ludźmi obawia się zwykle
spotkań z innymi, poniewaŜ one mogłyby zakwestionować
dotychczasowy jego sposób oceny i działania. Aby nie doznać bólu
odrzucenia "samotnik" zwykle sam ucieka od innych. Nie zawsze
musi to być samotność w dosłownym znaczeniu tego słowa. Czasami
"samotnicy" posiadają nawet wiele zewnętrznych kontaktów.
Wszystkie one są jednak zwykle nacechowane taką nieufnością i
zamknięciem, iŜ ludzie ci pomimo wielu spotkań z innymi pozostają
wewnętrznie głęboko osamotnieni.
l. Racjonalizacja. Człowiek, który nie akceptuje i nie kocha
siebie, boi się dostrzec prawdę o sobie i swoim Ŝyciu. Wszystkie
swoje negatywne odczucia, wyobraŜenia, myśli, które w jakiś
sposób odsłaniają prawdę o nim samym, dławi lub "wyjaśnia
racjonalnie" - racjonalizuje. Najgorsze wady, słabości i błędy
potrafi "przemalować" na piękne cnoty i zwycięstwa. I tak
kompleksy niŜszości mogą być nazywane - pokorą, przepychanie się
łokciami - wolą walki, lękowe zachowania perfekcjonisty -
doskonałości i świętością itp. Dla człowieka posługującego się
racjonalizacją przyznanie się do błędu i pomyłki byłoby
równoznaczne z przekreśleniem siebie i utraty wartości we
własnych i w cudzych oczach.
Są to jedynie pewne przykłady postaw przystosowawczych i
obronnych. Moglibyśmy wymieniać jeszcze inne. Podane tutaj mają
jedynie słuŜyć jako pewna pomoc, dzięki której łatwiej będzie nam
wykryć nasze osobiste mechanizmy obronne. JeŜeli szukać jakichś
wspólnych cech wszystkich przedstawionych powyŜej sposobów
"ucieczki" i "przystosowania", to będą nimi: "odwrót od
rzeczywistości", lęk przed pełną odpowiedzialnością za Ŝycie,
koncentracja na sobie, interesowność, agresja lub teŜ
przynajmniej obojętność na bliźnich. Wszystkie sposoby
przystosowania są zawsze "jakoś" nieprawdziwe, są pewną namiastką
Ŝycia, iluzją Ŝyciową. Iluzje, namiastki Ŝycia wcześniej czy
później zawsze obracają się przeciwko człowiekowi. I chociaŜ na
krótko uspokajają człowieka, to jednak w końcu rodzą cierpienie.
Jest to bowiem w sumie rozwiązania nerwicowe. I choć "jakoś"
pozwalają one Ŝyć człowiekowi, to jednak są one zbyt kosztowne.
Niemal wszystkie siły tracimy wówczas na udawadnianie sobie i
innym, iŜ nasze Ŝycie ma wartość i sens.
Zgoda na Ŝycie wymaga wielkiej świadomości siebie, wymaga
uczciwości, wymaga prawdy, wymaga ofiary. Jak kaŜde leczenie
choroby jest zwykle bolesne, tak samo leczenie z naszych buntów
wobec Ŝycia jest takŜe procesem bolesnym, wymagającym wyrzeczeń.
Zgoda na Ŝycie domaga się najpierw wyrzeczenia się
oszukiwania siebie, domaga się zdemaskowania fałszu. WyraŜenie
zgody na własne Ŝycie domaga się prawdy o naszym Ŝyciu. Człowiek
winien dobrze wiedzieć, na co ma się zgodzić. KaŜdemu z nas grozi
nie tyle jakiś totalny autodestrukcyjny bunt wobec Ŝycia, ile
raczej Ŝycie w iluzji, bunt zamaskowany, bunt ukryty za pozorami
Ŝycia.
Pytania do refleksji
1. Czy kiedykolwiek nawiedzały Cię myśli samobójcze (,,lepiej
byłoby nie Ŝyć'', ,,ja się na świat nie prosiłem'', ,,nienawidzę
Ŝycia'', ,,skończę ze sobą'')? Co było ich przyczyną?
2. Przypomnij sobie ( konkretnie, z uwzględnieniem miejsca i
czasu) najtrudniejsze momenty z historii Twojego Ŝycia. Jakie
uczucia Ci w nich towarzyszyły - lęk, smutek, depresja,
zniechęcenie? Spróbuj odczytać rodzaj niezgody, która kryła się
za tymi uczuciami. Na kogo, na co się nie zgadzałeś? Czy
przeczuwasz, Ŝe Twoją podstawową niezgodą jest niezgoda na Twoje
Ŝycie?
3. Przypomnij sobie jakąś szczególnie trudną sytuację z
ostatniego tygodnia. Jak ją przeŜywałeś? Jakie uczucia
towarzyszyły Ci w tej sytuacji? Jak wpłynęły na Twoje zachowanie?
4. Zastanów się jaki jest Twój zwykły sposób reagowania w
kontaktach z innymi ludźmi? Jak zachowujesz się w momentach
zagroŜenia?
5.Czy potrafiłbyś nazwać swoje mechanizmy obronne? Który z
przedstawionych powyŜej sposobów zachowania, Ŝycia Ŝyciem
pozornym jest Ci najbliŜszy?
6. Czy spostrzegasz, Ŝe swoim zachowaniem chcesz ,,zasłuŜyć'' na
miłość innych? W
jaki sposób?
7. Czy przeczuwasz, Ŝe Ŝyjesz ,,Ŝyciem pozornym''? Co to dla
Ciebie znaczy?
8. Jakie są powody Twojego buntu przeciw Ŝyciu?
Lucyna Słup
SKĄD SIĘ TO BIERZE?
"Wszystko ma swoją przyczynę" - brzmi konkluzja znanej
rysunkowej historyjki, w której szef krzyczy w pracy na męŜa, mąŜ
po powrocie do domu na Ŝonę, Ŝona na dziecko, a dziecko bije psa,
który z kolei "w odwecie" gryzie kota. Nasz brak miłości do
siebie posiada swoje określone źródło. Najogólniej mówiąc, jeśli
nie lubimy i nie szanujemy siebie, to dzieje się tak dlatego, Ŝe
nie byliśmy kochani i szanowani. Miłości do siebie moŜna nauczyć
się tylko przyjmując miłość innych.
"All you need is love" - "Wszystkim czego potrzebujesz jest
miłość" - śpiewali kiedyś Beatlesi. I chociaŜ z pojęciem miłości
proponowanym przez ten zespół moŜna dyskutować, nie zmienia to
jednak faktu, Ŝe słowa tej piosenki wyraŜają najgłębszą i
najbardziej podstawową potrzebę ludzkiego serca: potrzebę
bezwarunkowej miłości. Wszystkim, czego potrzebujemy, jest
miłość.
NaduŜywając alkoholu, zaŜywając narkotyki, uprawiając "zimny
seks", szukając sławy, pieniędzy, ludzkiego uznania - tak
naprawdę szukamy zawsze miłości. Nawet "pijak w rowie szuka
miłości" - powiedział kiedyś Clive S. Lewis. Miłość jest jedynym
celem, ku któremu człowiek zmierza. Jej wszystko poświęca. Bez
miłości wszystko w Ŝyciu ludzkim traci sens. Pięknie wyraŜa tę
prawdę hymn św. Pawła o miłości (1 Kor 13 nn).
Słowo "miłość" w językach nowoŜytnych jest pojęciem
wieloznacznym, nieprecyzyjnym. WyraŜa się nim zarówno największe
doświadczenia duchowe mistyków jak równieŜ naduŜycia seksualne.
Nam chodzi o "miłość-agape", miłość bezwarunkową, która przyjmuje
nas nie ze względu na to, co mamy lub co robimy, ale ze względu
na samo nasze istnienie. Chodzi nam o miłość, która akceptuje nas
wraz z naszymi brakami i słabościami. Kiedy jesteśmy kochani w
ten sposób, wówczas czujemy się szczęśliwi, bezpieczni i nie mamy
ochoty udawać kogoś, kim w istocie nie jesteśmy.
Miłość sprawia, iŜ nasze maski same spadają z naszych
twarzy. Nie musimy bowiem przed ludźmi zabezpieczać się, bronić,
udawać. MoŜemy pozwolić sobie na bycie sobą. Rezygnujemy z
ukrywania naszych wad, z zabiegania o ludzką sympatię, uznanie,
pochwały, poniewaŜ w miłości bezinteresownej wszystko posiadamy.
Czujemy się kochani niezaleŜnie od tego jacy jesteśmy. Czując się
zaś kochani w ten sposób odkrywamy własną niepowtarzalną wartość.
To miłość daje nam takŜe poczucie naszej godności.
Taka bezwarunkowa miłość wśród ludzi jest jednak bardziej
marzeniem niŜ rzeczywistością. Wszyscy nosiliśmy lub teŜ nosimy
gdzieś głęboko ukryte w nas rozczarowanie do tej miłości, której
doświadczyliśmy. Mieliśmy lub mamy jeszcze uraz spowodowany
miłością ograniczoną i warunkową; nieraz bardzo ograniczoną i
bardzo uwarunkowaną. Miłość uwarunkowana jest zawsze
doświadczeniem bolesnym. Poczucie bycia przez innych odrzuconym
czy "źle kochanym" kładzie się nieraz cieniem na całe nasze
dorosłe Ŝycie. Rzutuje ona na późniejsze małŜeństwo, przyjaźnie,
pracę, Ŝycie religijne. Próbując odkryć przyczyny niezgody na
siebie nie moŜna lekcewaŜyć atmosfery własnego domu rodzinnego,
naszych więzi z ojcem, z matką.
U początków Ŝycia, w niemowlęctwie całą wiedzę o sobie i
wartości swojego Ŝycia człowiek czerpie przede wszystkim od
rodziców, szczególnie zaś od swojej matki. JuŜ w jej łonie
dziecko mocno reaguje na wszystkie jej przeŜycia zarówno
pozytywne jak i negatywne. JuŜ wtedy czuje się chciane, kochane,
przyjęte czy teŜ przeciwnie: odrzucone, niechciane, niekochane.
John Powell pisze, iŜ niemowlę jeszcze nie wie kim ono jest.
Wkracza w świat niczym Ŝywe pytanie poszukujące odpowiedzi: Kim
jestem? Co jestem wart? Na czym polega Ŝycie? Tę odpowiedź
przyjmuje od swoich rodziców, głównie od matki. Dobrze jest,
jeŜeli odpowiedź ta jest pełna miłości: Jak dobrze, Ŝe jesteś z
nami! Kochamy cię! Taka odpowiedź - niekoniecznie wyraŜona
werbalnie, bardziej za pomocą czułych gestów, pieszczot i
pocałunków - zasiewa w jego sercu przekonanie: Jestem kochany.
Jestem cenny, nipowtarzalny. Jestem godzien miłości.
Z czasem do informacji przekazywanych przez kontakt
niewerbalny dołączają się takŜe słowa. A one mogą nieść wiarę w
wielką wartość małego człowieka albo uzaleŜnienie tej wartości
od określonych, spełnianych przez niego warunków. W pierwszym
przypadku dziecko "dowiaduje się", iŜ jest kochane za to, kim
jest, w drugim "otrzymuje informacje", Ŝe na miłość rodziców musi
sobie zasłuŜyć: dobrym zachowaniem, sukcesami, wyglądem,
uległością, posłuszeństwem. "Dowiaduje się" więc, Ŝe jest
kochane, poniewaŜ jest grzeczne, ciche, posłuszne, itp. Na całe
jego nieszczęście, w miarę upływu czasu rodzice kodują w nim
coraz to nowe warunki rodzicielskiej miłości: "JeŜeli mi
pomoŜesz, jeŜeli mnie nie urazisz, jeŜeli będziesz się miał dobre
oceny w szkole, jeŜeli nie będziesz przynosił mi wstydu" - to
"będziesz kochany". Jednak jednym z bardziej okrutnych warunków
rodzicielskiej miłości jest całkowieta rezygnacja dziecka w
jakiejkolwiek wolności i podporządkowanie się ich woli. Rodzice
na ogół nie zdają sobie sprawy z tego, Ŝe stawiając takie
wymagania i uzaleŜniając od spełnienia tych wymagań przyjęcie lub
odrzucenie dziecka, w istocie odmawiają mu akceptacji.
Nierzadkim warunkiem miłości do dziecka jest zaspokajanie
nadmiernych potrzeb uczuciowych (nie zrealizowanych w związku
małŜeńskim) jednego z rodziców (częściej matki). Dziecko jest
wówczas obdarzane nadmiarem czułości, prezentów, ale za cenę
całkowitego związanie emocjonalnego, czy wręcz uczuciowego
zniewolenia. Zachłanna matka bywa wówczas zazdrosna o relacje
emocjonalne z płcią przeciwną.
Oczywiście warunkowa miłość rodziców - jako przeciwieństwo
miłości bezwarunkowej, moŜe wyraŜać się w bardzo subtelny sposób.
śądania pod adresem dziecka nie muszą być werbalnie formułowane,
ale wyraŜać się w pewnych postawach i gestach. Dziecko zachowanie
rodziców odbiera jako karę lub nagrodę i np. moŜe chcieć swoimi
sukcesami, których nikt od niego słowami nie wymaga, zasłuŜyć na
czułość, troskliwość, uwagę rodziców.
Dziecko które jest kochane miłością warunkową, ,,za coś'',
stopniowo nabiera przekonania, Ŝe jest niewiele warte. PoniewaŜ
rodzice nie dostrzegają w nim wartości i ono nie moŜe jej
dostrzec. Zaczyna siebie nie lubić. Dochodzi do wniosku, Ŝe nie
moŜe być przyjmowane dla wartości, którą jest samo w sobie ale
Ŝe jego wartość tkwi w istocie poza nim: w rzeczach, które
zdobywa , w wymaganiach, które spełnia. Utwierdza się w
przekonaniu, Ŝe moŜna je kochać jedynie ,,za coś''- za
posłuszeństwo, sukcesy, w nauce, urodę, przynoszenie dumy
rodzicom itd. A poniewaŜ na tym, Ŝeby być kochanym zaleŜy mu
najbardziej - rozwija w sobie postawę ,,zasługiwania na miłość".
Ta właśnie postawa sprowokuje go w przyszłości do szukania za
wszelką cenę potwierdzenia swojej wartości a gdy to się nie
powiedzie i Ŝycie okaŜe się zbyt bolesne - do ucieczki od niego.
Ta prawidłowość z wielką siłą przejawiła się w Ŝyciu Marylin
Monroe, słynnej amerykańskiej gwiazdy filmowej. Sława, liczne
małŜeństwa i niemniej liczni kochankowie nie zdołali zaspokoić
jej pragnienia akceptacji. Nie doświadczyła jej w domu rodzinnym,
którego nie miała - nie znała swojego ojca a matka większość
czasu spędzała w szpitalach psychiatrycznych. Marylin będąc
dzieckiem błąkała się więc po przytułkach i rodzinach
zastępczych. Nie doświadczywszy Ŝycia rodzinnego nie potrafiła
go zbudować. W jednym ze swych ostatnich filmów ,,Skłóceni z
Ŝyciem'' grała jakby samą siebie - nieszczęśliwą, nie pogodzoną
z Ŝyciem, uciekającą od niego...Nie trzeba było długo czekać aby
uciekła ostatecznie - w lipcu 1963 roku Monroe zaŜyła śmiertelną
dawkę środków usypiających. Kreowana jako ,,symbol seksu''
pozostała w pamięci wielu jako tragiczna ofiara show - bussinesu
a przede wszystkim wielkiego, niezaspokojonego pragnienia
miłości.
Historia Marylin - to historia odrzucenia, przekreślenia
siebie będącego odpowiedzią na odrzucenie.,,Byłam pomyłką. Moja
matka nigdy mnie nie chciała'' - wyznała aktorka w jednym z
wywiadów będąc u szczytu swej kariery. JeŜeli nieakceptacja
siebie jest problemem tylu ludzi wywodzących się z tzw.
,,porządnych rodzin'', to w znacznie większym stopniu dotyczy
dzieci wychowujących się w rodzinach rozbitych, dzieci
niechcianych, porzuconych, nadmiernie uzaleŜnionych od rodziców,
bitych, przeklinanych, zniewaŜonych, gwałconych. Przeciętna
,,warunkowa'' miłość rodzicielska podwaŜa w dziecku poczucie jego
własnej wartości, ale miłość wypaczona czy jej zupełny brak
całkowicie rujnuje w dziecku poczucie własnej wartości.
Poniewieranym na róŜne sposoby dzieciom juŜ jako ludziom dorosłym
wyjątkowo trudno jest zgodzić się na siebie i i na swoje Ŝycie.
Przeszkadza im w tym wielkie poczucie winy. Dziecko chce widzieć
w swoim ojcu czy matce kogoś idealnego. Tylko takiej osobie moŜe
zaufać a zaufanie i poczucie bezpieczeństwa jest konieczne dla
jego rozwoju. JeŜeli spotyka się z ich strony ze złem, z krzywdą
- podświadomie dąŜy do usprawiedliwienia rodziców a obwinienia
siebie. Dzieje się tak nawet wtedy, gdy dorośnie. Chcąc zadowolić
ojca, czy matkę juŜ jako człowiek dorosły posuwa się do czynów
absurdalnych.
Susan Forward, amerykańska psychoterapeutka, która zetknęła
się z wieloma przypadkami zachowań rodziców określanych przez nią
jako ,,toksyczne''opisuje przypadek czterdziestodwuletniego
oficera policji imieniem Jason, który w czasie wykonywania swej
pracy konsekwentnie stawiał się w sytuacjach zagraŜających
Ŝyciu.(6). ChociaŜ jego czyny mogły wydawać się heroiczne ( np.
samotne usiłowanie rozbicia gangu) były w istocie lekkomyślne.
Policyjny psycholog doszedł do wniosku, Ŝe człowiek ten jest
potencjalnym samobójcą i nalegał na jego hospitalizację.
W czasie sesji psychoterapeutycznych okazało się, Ŝe matka
Jasona, osoba o bardzo gwałtownym usposobieniu w dzieciństwie
wielokrotnie powtarzała mu z nienawiścią : ,,ałuję, Ŝe się w
ogóle urodziłeś.Chciałabym abyś juŜ nie Ŝył, tak samo jak
chciałabym aby twój ojciec nie Ŝył.'' Ojciec Jasona opuścił
rodzinę, czym jakby poparł tezę, Ŝe Ŝycie jego syna nie
przedstawia dla kaŜdego z rodziców Ŝadnej wartości. Będąc juŜ
człowiekiem dorosłym i podejmując niebezpieczne akcje policyjne,
Jason podświadomie usiłował nadal być posłusznym synem. Chciał
w sposób zawoalowany popełnić samobójstwo aby tym samym spełnić
Ŝyczenie matki i sprawić jej przyjemność...
ChociaŜ miłość warunkowa przejawiała się w naszym Ŝyciu z
róŜną intensywnością, to jednak tak naprawdę doświadczył jej
kaŜdy. Nasi rodzice nie mogli nam zapewnić pełnej, bezwarunkowej
miłości, chociaŜ być moŜe bardzo się o to starali. aden człowiek
nie moŜe kochać miłością pełną, bezwarunkową. Kochać taką
miłością mógłby tylko ktoś, kogo nigdy nie skrzywdzono a to
przecieŜ jest niemoŜliwe.
Rodzice nawet najbardziej kochający swoje dziecko mogą tylko
bardziej lub mniej zbliŜać się do ideału miłości bezwarunkowej.
Na pewno czymś, co sprzyja takiemu zbliŜeniu jest ich harmonijna
małŜeńska więź - nieporozumienia między rodzicami dziecko zawsze
odbiera jako brak miłości. Ta więź rodzi się oczywiście z
uporania się - przynajmniej w podstawowym stopniu - z własnymi
wewnętrznymi problemami. Trudno oczekiwać, Ŝeby rodzic
wewnętrznie rozbity, nie akceptujący siebie, uciekający od Ŝycia
i starający się przypodobać innym mógł rozwinąć w swoim dziecku
poczucie własnej wartości i przekazać mu jasną i spójną wizję
rzeczywistości. W sposób naturalny, nawet się o to specjalnie nie
starając przekaŜe mu własne lęki, frustracje i uzaleŜnienia.
Właśnie w skrzywdzeniu, w odrzuceniu tkwi źródło wielu naszych
słabości, takŜe słabości moralnych. ZauwaŜmy, Ŝe w dziedzinie
moralnej niezgoda na siebie wyraŜa się przede wszystkim w tzw.
,,chorym poczuciu winy''. Chore poczucie winy polega na tym, Ŝe
człowiek bierze na siebie całą odpowiedzialność za popełnione zło
podczas gdy jego odpowiedzialność jest tylko cząstkowa.
Krzywdzenie drugich jest wtórne, pierwsze jest zawsze bycie
krzywdzonym. Niezgoda na własną historię Ŝycia, w której było się
krzywdzonym zawsze owocuje niezgodą na własne słabości moralne.
Nie pogodzony ze swoją historią Ŝycia człowiek usiłuje zbawiać
siebie o własnych siłach ale te próby (przybierające np. kształt
mocnych postanowień ,,nigdy więcej'' rodzą coraz głębszą niezgodę
na siebie, coraz większą nieakceptację własnych słabości. I chcąc
pokonać te słabości, trzeba je po pierwsze dostrzec i nazwać a
po drugie, zaakceptować, uleczyć historię Ŝycia będącą źródłem
tych słabości.
Podsumowując: uznanie swojej wartości i zgoda na siebie
rodzi się w dzieciństwie. Ich źródłem jest miłość naszych
rodziców. Istotne są takŜe późniejsze doświadczenia bycia
odtrąconym, niekochanym.
Większy lub mniejszy brak miłości, odrzucenie, którego
doświadczyliśmy w domu rodzinnym i nie tylko sprawia, Ŝe nie
umiemy kochać prawdziwie samych siebie i buntujemy się przeciw
swojemu Ŝyciu. On teŜ rozwija w nas róŜne formy egoizmu będącego
wynaturzoną miłością własną. JeŜeli egoizm jest tak powszechnym
problemem, jeŜeli wszyscy jesteśmy egoistami w mniejszym lub
większym stopniu to tylko dlatego, Ŝe wszyscy byliśmy kochani w
mniej lub bardziej niewłaściwy sposób. Nie doświadczywszy
prawdziwej miłości nie umiemy przekazać jej innym.
Pytania do refleksji
1.Jak wspominasz Twój rodzinny dom? (Odpowiadając na to pytanie
przypomnij sobie zachowanie Twojego ojca, Twojej matki, atmosferę
domu rodzinnego, relacje z rodzeństwem). Jakie uczucia budzą się
w Tobie pod wpływem tych wspomnień? Czy rozmawiałeś z kimś na
temat Twojego domu rodzinnego? Czy byłbyś w stanie porozmawiać
na ten temat z własnymi rodzicami?
2. W jaki sposób Twoja niezgoda na Ŝycie odbija się na Twoich
najbliŜszych - na Ŝonie, męŜu, dzieciach, teściowej, synowej,
przełoŜonym, podwładnym? Kiedy Ŝądałeś rzeczy, których ten drugi
człowiek nie był Ci w stanie dać? Czy dostrzegasz fakt, Ŝe Twoja
niezgoda na Ŝycie promieniowała większą lub mniejszą nienawiścią,
kierowaną ku drugiemu człowiekowi? W jaki sposób?
3. Przypomnij sobie jakąś konkretną krzywdę, którą wyrządziłeś
drugiemu człowiekowi w ciągu ostatniego dnia, tygodnia, miesiąca,
roku...Jak sądzisz, jakie Twoje skrzywdzenia były jej przyczyną?
4. W jaki sposób Twoja nieakceptacja siebie przejawia się w
nieakceptacji drugich? Spróbuj dostrzec konkretne sytuacje.
Lucyna Słup - Józef Augustyn SJ
CZY MOśNA ZGODZIĆ SIĘ NA śYCIE?
"Do kobiety która skarŜyła się na swe
przeznaczenie Mistrz powiedział:
- PrzecieŜ ty sama wykuwasz swój los!
- Ale z pewnością nie ja jestem winna, Ŝe
urodziłam się kobietą, czyŜ nie tak?
- Narodzić się kobietą to nie przeznaczenie. To
los. Przeznaczenie polega na tym, w jaki sposób
przyjmiesz swą kobiecość i co z nią zrobisz."
(Anthony de Mello SJ).
1. Jesteśmy odpowiedzialni za swoje Ŝycie, za swoje
"przeznaczenie". Poznając jednak naszą ludzką słabość, głębię
naszych Ŝyciowych zranień (szczególnie zaś zranień w miłości)
oraz wynikające z nich zagubienie Ŝyciowe, wydaje się nam nieraz
mało prawdopodobne, abyśmy mogli sprostać temu Ŝyciowemu zadaniu.
Parafrazując słowa A. de Mello moŜemy powiedzieć: "To, iŜ nie
byłem kochany tak, jak tego potrzebowałem i pragnąłem, to nie
jest moje przeznaczenie. To mój los. A moje przeznaczenie polega
na tym, Ŝe przyjmę swoją przeszłość, aby na niej zbudować moją
przyszłości.
Nie jesteśmy odpowiedzialni za nasze zranienia w miłości z
najmłodszych lat oraz za jakiekolwiek skrzywdzenia, których
doznaliśmy od innych. Jesteśmy jednak odpowiedzialni za nasze
obecne dorosłe Ŝycie. I choć nasza przeszłość wywiera na nas
pewien wpływ, to jednak ona nas nie determinuje. MoŜemy nauczyć
się kochać siebie i kochać innych z naszą przeszłością. MoŜemy
w pełni pogodzić się ze swoim Ŝyciem. MoŜemy przeŜyć je w sposób
twórczy.
Zranienia w miłości, szczególnie te wyniesione z wczesnego
okresu naszego Ŝycia, stają nam nieraz jako pewna przeszkoda na
drodze do pełnej akceptacji naszego Ŝycia, ale tylko w pierwszym
jej etapie. PrzezwycięŜone i uleczone zranienia stają się
miejscem wraŜliwości wewnętrznej, twórczości, pełniejszego
zrozumienia innych.
Zranienie w ludzkiej miłości, to tylko jedno z wielu
moŜliwych zranień. śycie niesie z sobą takŜe inne "skrzywdzenia,
zranienia, niesprawiedliwości, słabości i ludzkie ułomności.
Stają się one dla nas Ŝyciowym zadaniem wymagającym od nas trudu
i ofiary. Nie wykluczają one jednak bynajmiej piękna, szczęścia
ludzkiego Ŝycia. MoŜna nawet powiedzieć, Ŝe dobro i piękno
ludzkiego Ŝycia przychodzi zawsze przez trud i cierpienie. Dobro
musi być zawsze w jakiś sposób okupione ofiarą.
Wyrazistym tego przykładem są postacie Joni Eareckson czy
Denise Legrix. Pierwsza, Szwedka, która w wieku kilkunastu lat
została sparaliŜowana na skutek wypadku, po cięŜkiej depresji
odzyskała radość Ŝycia: została cenioną malarką (nauczyła się
malować trzymająć pędzel w ustach), pokochała człowieka za
którego wyszła za mąŜ. Druga, Francuzka, urodziła się bez rąk i
nóg. Wygrała walkę z bezsensem swojego Ŝycia. Mimo swego kalectwa
zaangaŜowała się w obronę Ŝycia dzieci poczętych oraz w pomoc
dzieciom upośledzonym i ich rodzicom. W swojej ksiąŜce "Tak
urodzona", która stała się bestsellerem, daje piękne świadectwo
zmagania się z własną ułomnością nie tylko fizyczną, ale takŜe
z rodzącym się buntem przeciwko Ŝyciu.
2. Dlaczego trzeba nam dąŜyć do zgody na nasze Ŝycie?
Mówiąc prosto, poniewaŜ innego wyjścia nie mamy. Albo
zgodzimy się na Ŝycie i odkryjemy jego sens, smak i radość (takŜe
pośród trudu Ŝycia), albo będziemy trwać w tępym buncie
przeklinacjąc nasze Ŝycie. Buntem tym będziemy krzywdzić nie
tylko siebie, ale takŜe naszych najbliŜszych. Trzeciego wyjścia
nie ma.
Podstawowe oszustwo, jakiemu często podlegamy, to szukanie
jakiejś "trzeciego wyjścia, trzeciej drogi". Pan Jezus mówi
bardzo wyraźnie: "Wasza mowa niech będzie: tak - tak, nie - nie".
Nie mówi: raz - tak, raz - nie. Zgoda na Ŝycie domaga się "tak"
we wszystkich wymiarach. JeŜeli na pewną formę Ŝycia mówimy -
tak, a na inną - nie, to rodzi się niespójność, która jest
źródłem nerwicowego rozbijania się.
Mówiąc potocznie, zgoda na Ŝycie bardzo się "opłaca".
Dopiero bowiem pełna akceptacja Ŝycia odsłania nam, jak niezwykłe
istnieją w nas energie emocjonalne, intelektualne, duchowe,
dzięki którym moŜemy nasze Ŝycie uczynić twórczym i ciekawym.
Buntując się zaś przeciwko Ŝyciu tracimy wiele sił na budowanie
pozorów Ŝycia, na Ŝyciowe iluzje.
Dlaczego moŜna zgodzić się na Ŝycie?
PoniewaŜ intuicyjnie czujemy, Ŝe jesteśmy do tego zdolni.
Owszem, bywają w naszym Ŝyciu chwile zwątpienia, rozpaczy,
zamknięcia w sobie, ale są to tylko "chwilowe zaćmienia słońca".
Pragnienie Ŝycia, pełnia Ŝycia jest głębokim pragnieniem kaŜdego
z nas. Nosimy w nas nieświadome nieraz, ale głębokie przekonanie,
iŜ nasze Ŝycie - choć bywa trudne i bolesne - jest ono sensowne
i celowe. Właśnie z tego przekonania rodzi się świadomość, iŜ
moŜemy przyjąć nasze Ŝycie takim, jakim ono jest. Zagubienia,
zranienia Ŝyciowe i słabości nie mogą stać się powodem do
odrzucenia, ale winny być przyjęte jako miejsca naszej Ŝyciowej
odpowiedzialności.
Akceptacja siebie i swojego Ŝycia jest konieczna takŜe ze
względu na naszych bliskich, przez których czujemy się kochani
i których chcemy kochać. Niezgoda na własne Ŝycie niezaleŜnie od
tego, jaką formę przybiera, jest skierowana nie tylko przeciwko
własnemu Ŝyciu, ale takŜe przeciwko Ŝyciu innym. Nikt z nas nie
jest samotną wyspą. Ludzkie Ŝycie moglibyśmy porównać do wspólnej
wspinaczki alpejskiej, w czasie której jesteśmy wszyscy powiązani
linami. Z niektórymi osobami bywamy powiązani grubymi linami, z
innymi zaś cienkimi sznurkami. Jeśli ktoś odrywa się od skały i
spada w przepaść rozpaczy, agresji, nałogów, samobójstwa, pociąga
tym samym za sobą innych.
W psychologii znane jest pojęcie choroby koalkoholizmu. W
rodzinie pije tylko jedna osoba, ale emocjonalne objawy "choroby
alkoholowej" posiadają w mniejszym czy większym stopniu wszyscy
inni członkowie rodziny. Mają oni te same kompleksy niŜszości,
poczucie winy, wstyd, nizgodę na siebie. Wszyscy oni oddychają
i zatruwają się chorą "atmosferą emocjonalną", którą alkoholik
wytwarza wokół siebie. Człowiek nie pogodzony z sobą i ze swoim
Ŝyciem zawsze będzie krzywdził innych.
=
3. Czego domaga się od nas zgoda na Ŝycie?
a) Po pierwsze szukania celu i sensu Ŝycia. Jest to
podstawowy warunek pełnej akceptacji Ŝycia. Nie moŜna przecieŜ
zgodzić się na Ŝycie "byle jakie", pozbawione sensu, celu.
Szukając zgody na Ŝycie zmuszenie jesteśmy pytać, na jakie Ŝycie
mam się zgodzić?
ZauwaŜmy jednak, iŜ ostatecznym celem i sensem naszego Ŝycia
nie moŜe stać się tylko rozwijanie jeden z licznych przejawów
ludzkiego Ŝycia: biologiczny, emocjonalny, intelektualny,
seksualny.
NajwyŜszym przejawem Ŝycia jest Ŝycie duchowe, które integruje
wszystkie formy ludzkiego Ŝycia. Rozbicie Ŝyciowe polega właśnie
na braku płaszczyzny scalającej te wszystkie przejawy Ŝycia. Nie
moŜna częściowo zgadzać się na Ŝycie. Niezgoda na jedną z tych
płaszczyzn Ŝycia jest automatyczną niezgodą na wszystkie
pozostałe. Ta najgłębsza niezgoda przejawia się w bardziej
powierzchownej. Nie zaprzeczmy tutaj doniosłości poszczególnych
przejawów ludzkiego Ŝycia. Jest jednak rzeczą waŜną, aby
dostrzec, Ŝe istota Ŝycia nie jest mieszanką poszczególnych
przejawów Ŝycia. Nie otrzyma się recepty na Ŝycie rozdzielając
nasze energię Ŝyciową dla poszczególnych płaszczyzn Ŝycia: np.
20% na sferę biologiczną, 30% - na sferę psychiczną, 30% - na
estetyczną, itd.
Aby zgodzić się na Ŝycie trzeba odkryć jego istotę, obecną
we wszystkich sferach: Ŝycie duchowe. Istota Ŝycia nie wchodzi
w konflikt z Ŝadnym z przejawów Ŝycia, ale jednocześnie wszystkie
je przekracza i wszystkie je scala.
b) Zgoda na Ŝycie domaga się takŜe nieraz niezwykłej
determinacji emocjonalnej i duchowej. WyraŜa sie ono poprzez
odwagę, wytrwałość, wierność. Na swoje Ŝycie moŜe zgodzić się
tylko człowiek, któremu na tym naprawdę zaleŜy, człowiek, który
nie boi zerwać maski "Ŝycia pozornego". PoniewaŜ tej odwagi i
determinacji nam nieraz brak, stąd teŜ winniśmy często prosić
Dawcę Ŝycia, abyśmy mogli jej doświadczyć i ją odczuć.
c) Zgoda na Ŝycie domaga się twórczej postawy wobec Ŝycia.
Chodzi zarówno o twórczość duchową, emcjonalną, intelektualną.
W prawdziwej zgodzie na Ŝycie nie ma rezygnacji, ucieczki,
wycofywania się z Ŝycia. Takie postawy są zawsze przejawem buntu
wobec Ŝycia. śycie kaŜdego z nas posiada niepowtarzalny
charakter, stąd teŜ nie moŜe być ono jedynie powielaniem cudzych
wzorów. ChociaŜ w szukaniu zgody na Ŝycie moŜemy zachęciać się
do ofiarności i wysiłku poprzez "przyglądanie się" czy wręcz
kontemplowaniem Ŝycia świętych, to jednak, to jednak zgoda na
Ŝycie nie moŜe być nigdy odtwarzaniem "cudzego" Ŝycia w moim
Ŝyciu, ale jest szukaniem sposobu realizacji MOJEGO Ŝycia.
Odpowiedzi na to pytanie nie moŜemy znaleźć poza sobą, na
zewnątrz naszego Ŝycia: w mądrych ksiąŜkach, w poradach "wielkich
mistrzów". Aby ją odnaleźć, trzeba nawiązać dialog z własnym
Ŝyciem, z historią swego Ŝycia. Bóg działa bowiem w naszym sercu
w ciągu całej historii naszego Ŝycia.
d) Zgoda na Ŝycie domaga się transcendencji siebie,
przekraczania swoich ograniczeń. MoŜna powiedzieć, Ŝe jest
związana z umieraniem. Umieranie zawsze jest trudne. Nie moŜe nas
w jakiś sposób nie dotykać fakt przemijania naszego Ŝycie. O ile
doświadczanie dorastania, wchodzenie w Ŝycie jest radosne, o tyle
przemijanie Ŝycia, umieranie jest trudne i bolesne.
e) Zgoda na Ŝycie to takŜe zgoda na śmierć. Choćby całe
Ŝycie było pasmem sukcesów i przyjemności to przecieŜ przyjdzie
moment, kiedy wszystko trzeba będzie opuścić. Jeśli człowiek nie
wprowadził Boga w swoje Ŝycie, musi buntować się przeciwko
opuszczeniu tego, co uwaŜał, za istotę, rdzeń Ŝycia. Zgodzić się
na Ŝycie moŜna tylko wprowadzając w to Ŝycie Boga.
W pełnej zgodzie na Ŝycie nie ma zatrzymywania się na sobie.
Kiedy do końca zgadzamy się na swoje Ŝycie, zapominamy o nim i
to właśnie jest najwyŜszą formą naszej zgody na Ŝycie.
f) Zgoda na Ŝycie domaga się takŜe obecności drugiego
człowieka. Zamknięcie w sobie, uciekanie od ludzi jest przejawem
ucieczki od Ŝycia. Bywają w Ŝyciu takie sytuacje które bardzo
trudno przyjąć bez obecności drugiego człowieka. Ale z drugiej
strony zgoda na Ŝycie domaga się takŜe samotności przyjętej z
pełną wolnością, samotności, która nie jest ucieczką, ale
szukaniem warunków dla wewnętrznego milczenia i pogłębionej
refleksji nad sobą.
Oczywiście, Ŝe tak rozumiana zgoda na Ŝycie przekracza nasze
ludzkie tylko siły, stąd teŜ wymaga ona pomocy Dawcy Ŝycia -
samego Boga. Zgoda na Ŝycie domaga się obecności Pana Boga.
g) Aby zgodzić się na Ŝycie nie wystarczy wykonać jakieś
ćwiczenia, treningi, nie wystarczy zrobić jakiś kurs, poddać się
psychoanalizie. Zgoda na Ŝycie jest to proces trwający przez całe
Ŝycie. NajwyŜszą formą tej zgody jest zgoda na własną śmierć,
kiedy zgadzamy się nie tylko na Ŝycie wegetatywne, które kończy
się w momencie śmierci, ale zgadzamy się na całe Ŝycie, równieŜ
na to, które przekracza progi śmierci. Jest to najwyŜsza forma
zgody na Ŝycie. Nie jest to ucieczka od istoty Ŝycia, ale
zmierzanie do jego centrum.
Jest to teŜ zgoda na tajemnicę, gdyŜ jako chrześcijanie nie
tylko wierzymy w osobowego Boga, przyjmujemy takŜe tajemnicę
wcielenia Boga - wierzymy w Jezusa Chrystusa. W przypadku
tajemnicy, łatwiej powiedzieć, czym ona nie jest, niŜ określić,
czym ona jest.
Pytania do refleksji:
1. Przypomnij sobie te wszystkie momenty, w których Ŝycie
wydawało Ci się piękne. Z czym się one wiązały?
2. Wypisz (spontanicznie i odruchowo) wszystko to, co jest dla
Ciebie waŜne: osoby, sprawy, rzeczy a następnie ,,ponumeruj je
'' od najwaŜniejszych aŜ do najmniej waŜnych. Która z tych
wartości zajmuje w Twoim Ŝyciu pierwsze miejsce?
3. Co nadaje sens Twojemu Ŝyciu?
4. Przyjrzyj się swoim pragnieniom. Jakie one są, czego dotyczą?
Czego oczekujesz od Ŝycia? Na czym Ci naprawdę w Ŝyciu zaleŜy?
Cz. II
KU PEŁNEJ ZGODZIE NA śYCIE
Lucyna Słup
PRZYJĘCIE MIŁOŚCI
,,Nasze Ŝycie bywa bogate lub ubogie
zaleŜnie od tego, co w nie wkładamy,
a nie od tego, co zeń czerpiemy.''
Lucy Maud Montgomerry.
W ksiąŜce "Toksyczni rodzice" Susan Forward opisuje
przypadek kobiety imieniem Patty, która jako mała dziewczynka
została zgwałcona przez swojego ojca. Po zakończeniu leczenia
Patty na kilka lat zerwała kontakt z ojcem. Po tym czasie
nieoczekiwanie napisała do niego list. Donosiła w nim o tym, jak
ułoŜyło się jej Ŝycie, Ŝe dzięki wysiłkom Susan stała się
normalną, zdrową psychicznie kobietą, szczęśliwą Ŝoną i matką
trojga dzieci. "Dziękuję Ci za Twoją miłość. Zawdzięczam Ci moje
Ŝycie" - napisała Patty swojemu ojcu.
Niezgoda na siebie, a w konsekwencji na swoje Ŝycie jest
wynikiem tego, Ŝe nie doświadczyliśmy miłości, która
potwierdziłaby naszą wewnętrzną wartość. Jedynie bowiem
doświadczenie prawdziwej miłości moŜe nas przekonać o wartości
Ŝycia, moŜe nas obdarzyć siłą potrzebną do tego, aby przyjąć całe
nasze Ŝycie.
Proces przywracania nam naszej wewnętrznej wartości zakłada
więc niejako dwa etapy. Po pierwsze musimy znaleźć się ktoś, kto
pokocha nas mimo wszystkich naszych ograniczeń, słabości, zranień
i okaŜe nam "trochę" miłości, takiej, na jaką go stać. To
"trochę" często wystarcza, aby nas przekonać, iŜ Ŝyć warto. To
"trochę" ludzkiej miłości naprowadza nas zawsze na nieskończoną
miłość Dawcy samego Ŝycia. Po drugie musimy to "trochę" miłości
przyjąć z zaufaniem, nie próbując jednak odpłacać się i
wywdzięczać. Przyjęcie swojego Ŝycia jest niemoŜliwe bez
doświadczenia miłości ze strony kogoś prawdziwie nas kochająceg.
Z pewnością niełatwo jest spotkać człowieka, który nas
pokocha. Człowiek moŜe tylko zbliŜać się do ideału miłości
bezwarunkowej. Nawet w związku najbardziej kochających się a nie
,,pielęgnujących'' swojej miłości ludzi, dochodzi z czasem do
głosu pustka, która moŜe doprowadzić do jego ruiny.
Nosimy w sercu nienasycone pragnienie akceptacji i miłości.
Jest ono bardzo często nieuświadomione, przytłumione a więc
dające o sobie znać innymi pragnieniami. Instynktownie niejako
tęsknimy za jakimś niewyczerpanym źródłem miłości, z którego
moglibyśmy pić bez końca...Przeczuwamy, Ŝe źródłem takiej miłości
nie moŜe być człowiek, Ŝe człowiek moŜe być tylko rzeką, która
ów strumień miłości przenosi coraz dalej i dalej...W głębi serca
czujemy, Ŝe musi gdzieś istnieć Ktoś, kto przyjmie nas bez
zastrzeŜeń i zaspokoi nasze ogromne pragnienie bycia kochanym.
I tak jest w istocie. Tym Kimś jest Bóg. Tylko On kocha nas
prawdziwie i do końca. On jest tym ródłem miłości za którym
tęsknimy.
Pismo Święte wiele razy przedstawia nam obraz Boga darzącego
człowieka najczulszą, najgłębszą miłością:
,, Pociągnąłem ich ludzkimi więzami'
a były to więzy miłości.
Byłem dla nich jak ten, co podnosi
do swego policzka niemowlę -
schyliłem się ku niemu i nakarmiłem go. "( Oz, 11,4)
Miłość Boga ,,zawiera''w sobie wszystkie rodzaje miłości
ziemskiej. Jest ojcowska i macierzyńska, oblubieńcza -
narzeczeńska i małŜeńska, przyjacielska. Przekracza ona
równocześnie wszelkie ludzkie rozumienie miłości, jest większa
niŜ miłość jakiejkolwiek istoty na ziemi:
,,CzyŜ moŜe niewiasta zapomnieć o swym niemowlęciu,
ta, która kocha syna swego łona?
A nawet, gdyby ona zapomniała,
Ja nie zapomnę o tobie.''( Iz, 49, 16)
Jest to miłość ,,ogromna''( Iz, 54,7, Za, 1,14), ,,zazdrosna''(
Pnp, 8,6). Byliśmy obdarzeni nią na długo przed naszym urodzeniem
i będziemy nią kochani zawsze:
,,Ukochałem cię odwieczną miłością,
dlatego teŜ zachowałem dla ciebie łaskawość''( Jr 31,3)
Ta miłość przyjmuje nas bez zastrzeŜeń i nie stawia nam Ŝadnych
warunków. Nasza niedoskonałość czy niegodność nie ma na nią
Ŝadnego wpływu poniewaŜ jest ona bezinteresownym darem Boga. Nic
nie jest w stanie nią zachwiać:
,,Bo góry mogą ustąpić
i pagórki się zachwiać,
ale miłość moja nie odstąpi od ciebie.''(Iz, 54,10)
Taki - miłujący i czuły jest Bóg Starego Testamentu czyli
ksiąg, o których często mówi się, Ŝe przedstawiają Boga jako
Sprawiedliwego, Mocnego, Prawodawcę i Sędziego. I choć
niewątpliwie Bóg jest i mocny i sprawiedliwy to jednak jest
przede wszystkim Miłością i przede wszystkim swoją miłość ujawnia
w całych dziejach Narodu Wybranego opisanych w Starym
Testamencie.
Jeszcze pełniej obraz Boga, który kocha kaŜdego objawia
Jezus: przez swoje nauczanie, przez uzdrowienia, przez
współczucie okazywane wszystkim bez wyjątku a głównie chorym,
cierpiącym, prostytutkom, celnikom i wszystkim Ŝyjącym na
marginesie ówczesnej społeczności. Objawia ją przez całe swoje
Ŝycie a takŜe przez swoją śmierć poniesioną dobrowolnie za
kaŜdego z nas, przez swoje zmartwychwstanie, posłanie Ducha
Świętego i ustanowienie Kościoła.
O miłości Boga skierowanej do kaŜdego z nas bardzo pięknie
mówią mistycy wszystkich czasów: ,,ZłóŜ na Mnie swoją głowę i
odczuj jak Ja cię kocham. Ja jestem Twoim Niebieskim Ojcem i
błogosławię cię. Ja jestem Jahwe i nie pozwolę nikomu uczynić ci
krzywdy''(2).
PoniewaŜ tylko przez Boga jesteśmy kochani pełną i
bezwarunkową miłością dlatego tylko przez otwarcie się na Jego
miłość i przyjęcie jej moŜliwa jest nasza pełna zgoda na siebie
i na swoje Ŝycie. Nasze Ŝyciowe doświadczenie pokazuje nam
jednak, Ŝe uwierzyć w tę miłość, nie abstrakcyjnie lecz
konkretnie, zaufać jej i w oparciu o nią budować swoje Ŝycie jest
bardzo trudno.
Niejako z zasady nie ufamy nikomu - nie tylko Bogu, ludziom
teŜ. Dlaczego? Bo nosimy w sercu doświadczenie miłości warunkowej
i trudno nam uwierzyć, Ŝe moŜemy być kochani ,,za darmo''.
Jesteśmy przekonani, Ŝe na miłość, sympatię, uznanie trzeba sobie
,,zasłuŜyć''. Zostaliśmy wielokrotnie zranieni w miłości i
podwaŜone zostało nasze zaufanie do ludzi. Dochodzimy do wniosku,
Ŝe nie moŜemy być ,,łatwowierni'', ,,naiwni'', ,,głupi'', nie
chcemy juŜ ,,dać się nabrać''. W nadmiarze koniecznej zresztą
ostroŜności i rozsądku (bo nie o to chodzi by być naiwnym) ginie
gdzieś nasz prosty, dziecięcy stosunek do świata...
Z podobnym trudem jak zapewnienia o miłości ze strony
człowieka, przyjmujemy zapewnienia miłości ze strony Boga. Nie
wierzymy Mu i nie potrafimy zaufać temu, Ŝe On kocha osobiście
kaŜdego z nas. Nawet jeŜeli zgadzamy się z katechizmowym
twierdzeniem ,,Bóg jest miłością'' odnosimy tę miłość do ludzi
w ogóle, do ,,ludzkości'', do tych, którzy są wyjątkowo poboŜni
itp. Nie wierzymy, Ŝe Jego miłość dotyczy nas, Ŝe On przejmuje
się naszym losem i to nie tylko (bardziej czy mniej mgliście
rozumianym) Ŝyciem wiecznym ale naszymi codziennymi sprawami.
Trudno nam sobie wyobrazić, Ŝe interesują Go nasze problemy w
małŜeństwie, kłopoty w pracy, brak pieniędzy i mieszkania. Nie
wierzymy w to, Ŝe On pragnie naszego szczęścia.
NajpowaŜniejszą przeszkodą w naszym zaufaniu Bogu jest to,
Ŝe stworzyliśmy sobie taki Jego obraz, który niezmiernie daleko
odbiega od obrazu biblijnego. Bóg jest dla nas kimś obojętnym,
kogo w ogóle nie interesuje nasz los, Policjantem czyhającym na
nasze najdrobniejsze wykroczenia, surowym Sędzią z drobiazgową
dokładnością egzekwującym przestrzeganie prawa i karzącym
natychmiast za kaŜde przewinienie, bezsilnym Starcem, który z
rozpaczą patrzy jak stworzony przez niego świat pogrąŜa się w
chaosie, czasem wręcz okrutnym, napawającym się naszym
cierpieniem i dyszącym zemstą Potworem. Nie zawsze uświadamiamy
sobie to, Ŝe postrzegamy Boga jako Policjanta i Sędziego ale
całym swoim, pełnym lęku lub lekcewaŜenia Boga postępowaniem
dajemy wyraz takiemu głęboko w nas zakorzenionemu obrazowi Boga.
Trudno zaufać tak postrzeganemu Bogu i nie ma nic dziwnego w tym,
Ŝe Mu nie ufamy.
Przyczyną kreacji takiego właśnie fałszywego obrazu Boga
jest to, Ŝe przenosimy na Niego doświadczenia ludzkiej
ograniczonej miłości, którą byliśmy kochani, Ŝe czynimy Go
odpowiedzialnym za wszystkie nieszczęścia, urazy i skrzywdzenia,
których doznaliśmy do innych. W sposób szczególny przenosimy na
Niego wizerunek naszych rodziców. JeŜeli matka nie nawiązała z
nami uczuciowego kontaktu- Bóg będzie odległy i daleki, jeŜeli
ojciec był porywczy i gwałtowny - łatwo uczynimy Boga okrutnym
Sędzią, jeŜeli rodzice we wszystkim nam pobłaŜali, będziemy mieć
tendencję do manipulowania Nim. Biblijne słowo ,,Ojciec'', którym
określa się Boga bardzo często zderza się w naszym Ŝyciu z
doświadczeniem braku miłości ze strony naszego ziemskiego ojca.
Jak moŜe z uczuciem i zaufaniem powiedzieć do Boga ,,Ojcze''
ktoś, kto miał ojca pijaka albo ktoś, kto był przez ojca
obrzucany obelgami?
Wyniesione z dzieciństwa doświadczenie miłości warunkowej
wpływa takŜe na kolejną trudność w naszym zaufaniu Bogu i
przyjęciu Jego miłości - buduje w nas przekonanie, Ŝe na miłość
trzeba sobie ,,zasłuŜyć''. PoniewaŜ w mniejszym lub większym
stopniu byliśmy kochani ,,za coś'', nie potrafimy sobie
wyobrazić, Ŝe moŜemy być kochani ,,za darmo''. Jesteśmy
przekonani, Ŝe na miłość Boga (tak jak i na miłość ludzi) naleŜy
,,zasłuŜyć'' - spełnianiem dobrych uczynków, przestrzeganiem
przykazań, poboŜnym Ŝyciem, doskonałością itp. Tymczasem na
miłość się nie zasługuje, miłość jest darem. Jesteśmy kochani
niezaleŜnie od naszej doskonałości. Przestrzeganie przykazań,
spełnianie uczynków i poboŜne Ŝycie powinny być odpowiedzią na
miłość Boga a nie sposobem ,,zasługiwania''na nią.
Mówiąc inaczej podstawową przeszkodą w naszym zaufaniu Bogu
jest pycha, przekonanie o własnej samowystarczalności. Jest ona
owocem zranienia w miłości, odtrącenia przez tych od których tej
miłości oczekiwaliśmy. Stanowi odwrotność prostoty serca i
postawy dziecka, którą Jezus uczynił warunkiem wstępu do
Królestwa Niebieskiego.
Taką prostotą serca obdarzona była Teresa Martin - św.
Teresa od Dzieciątka Jezus. Swoją ,,małą drogą'' - drogą zaufania
miłości Boga otwarła przed wieloma ludźmi nowe horyzonty Ŝycia
duchowego: ,,Spodobało się Jezusowi wskazać mi jedyną drogę,
która wiedzie w sam Boski Ŝar; tą drogą jest zaufanie małego
dziecka, które bez obawy zasypia w ramionach swego Ojca..."-
pisała pod koniec swego krótkiego Ŝycia
Św. Teresa tak bardzo doświadczyła, Ŝe jest kochana przez
Boga, Ŝe całe swoje Ŝycie uczyniła ofiarą Miłości.Czytających jej
biografię musi jednak uderzyć pewien fakt: św. Teresa wyrosła w
wyjątkowo kochającej się rodzinie. Na pewno pozytywne
doświadczenia dzieciństwa w duŜej mierze pomogły jej odkryć
ojcowską miłość Boga i ukazać innym drogę BoŜego dziecięctwa.
Zaufanie Bogu i przyjęcie Jego miłości sprawia, Ŝe nawiązujemy
z Nim osobową relację, Ŝe Go ,,spotykamy''. Jego działanie
sprawia, Ŝe dokonuje się nasze wewnętrzne uzdrowienie. Jego obraz
zostaje w nas ,,wyprostowany'', Bóg objawia się nam jako Bóg
miłości.
Prawdziwe Ŝycie duchowe i religijne - to osobowa relacja z
Bogiem, spotkanie i dialog z Nim, które rzeczywiście nas
przemieniają, oczyszczają, uzdrawiają Jego obraz . Nie ma ono nic
wspólnego z cierpiętniczym ,,oddaniem się'' Panu Bogu, w którym
nie ma miejsca na radość i prostotę natomiast wiele w nim lęku
przed BoŜą karą. Otwarcie się na miłość nie jest takŜe tylko
intelektualnym zrozumieniem faktu, Ŝe jestem kochany- miłość
przyjmuje się otwierając nie rozum lecz serce. Otwarcie się na
miłość Boga nie jest równieŜ czysto ludzkim ,,zabezpieczeniem
się" Panem Bogiem typu ,,Odmawiaj przez tyle i tyle dni takie a
takie modlitwy a otrzymasz to, co zechcesz." Taka postawa
zmierzająca do tego, aby zapewnić sobie bezpieczeństwo przede
wszystkim tu, na ziemi jest czysto ludzka i nie ma nic wspólnego
z rzeczywistą poboŜnością, jest przejawem magicznego myślenia i
- często - manipulacją Panem Bogiem.
Przyjęcie miłości Boga, zaufanie Mu nie moŜe być oczywiście
jednorazowym aktem ale postawą Ŝyciową. Musi być wciąŜ ponawiane.
Tej postawy nie moŜemy sobie ,,wypracować'' a raczej ją wyprosić.
Chcąc się z Nim spotkać trzeba Go o to prosić. Ta prośba musi być
jednak bardzo szczera, wyraŜająca rzeczywiste pragnienie serca,
otwarcie mówiąca o trudnościach, które nie pozwalają zaufać.
Trwanie z taką prośbą przed Bogiem z pewnością przyniesie owoc.
Jezus powiedział ,,Proście a będzie wam dane'', a więc dotrzyma
swojego słowa. Na swoisty paradoks zakrawa fakt, Ŝe im boleśniej
byliśmy skrzywdzeni, tym większym darem ufności moŜemy być
obdarzeni, bo ,,tam, gdzie wzmógł się grzech, tam tym obficiej
rozlała się łaska.''
Bóg czeka na nas w kaŜdym momencie naszego Ŝycia. On chce
nam pomóc, chce być blisko nas, chce nas obdarzyć Swoją miłością.
Aby przyjąć tę miłość trzeba jednak uznać własną
niewystarczalność i ograniczoność a później z głębi serca prosić
Jezusa aby wszedł w nasze Ŝycie.
,,Ty bowiem mówisz: ,,Jestem bogaty'' i ,,wzbogaciłem się '' i
,,niczego mi nie potrzeba'',
a nie wiesz, Ŝe to ty jesteś nieszczęsny i godzien litości,
i biedny i ślepy i nagi. (...)
Oto stoję u drzwi i kołaczę:
jeśli kto posłyszy mój głos i drzwi otworzy,
wejdę do niego i będę z nim wieczerzał,
a on ze mną.''( Ap. 3, 17 i 20)
Ćwiczenia na czas modlitwy
1. Jaki jest Twój stosunek do ludzi? Czy ufasz im, czy teŜ
przeciwnie - łatwo ich podejrzewasz? Czy dostrzegasz podobieństwo
między swoim stosunkiem do ludzi a stosunkiem do Boga?
2. Jaki jest Twój obraz Boga? Czy wierzysz, Ŝe On kocha Cię bez
względu na to, co zrobisz, czy teŜ przeciwnie - czujesz, Ŝe na
Jego miłość musisz zasłuŜyć swoimi ,,dobrymi uczynkami''? Jak
myślisz, jakie konkretne Ŝyciowe doświadczenia miały wpływ na
Twój obraz Boga?
3. Czy zaufanie Bogu przychodzi Ci z trudem? Dlaczego?
4. Czy kiedykolwiek doświadczałeś własnej niewystarczalności,
ograniczoności?. Jak się wtedy zachowywałeś? Czy przeczuwasz, Ŝe
Twoje poczucie bezradności moŜe doprowadzić Cię do spotkania z
Bogiem?
5. Przeczytaj fragment Apokalipsy 3,20.
Czy czujesz, Ŝe wołanie Jezusa moŜe być skierowane teraz, w tym
momencie do Ciebie? Czy chcesz na nie odpowiedzieć? Jeśli tak,
pomódl się spontanicznie własnymi słowami ,,zapraszając'' Jezusa
do swojego Ŝycia.
A moŜe kiedyś modliłeś się juŜ w ten sposób? Kiedy to było? Czy
chciałbyś modlić się w ten sposób jeszcze raz oddając Jezusowi
nowe obszary, nowe dziedziny swojego Ŝycia?
Lucyna Słup
DROGA
"Powierz Panu swoją drogę i zaufaj Mu: On sam
będzie działał" (Ps 37, 5).
Porównanie Ŝycia do drogi nieodparcie nasuwa się na myśl,
gdy chcemy określić istotę , ,,rdzeń Ŝycia" - Ŝycie jest drogą,
ruchem, procesem dokonującym się w czasie...Starzejemy się z
kaŜdym dniem niezaleŜnie od tego czy się nam to podoba czy nie.
Nie da się zatrzymać czasu, ,,unieruchomić Ŝycia''...I albo
wejdziemy w ten proces i podejmiemy z nim świadome
współdziałanie, albo Ŝycie nas minie niby pociąg mijający
samotnego podróŜnego, który nie zdąŜył na czas dobiec do
stacji...
PoniewaŜ Ŝycie jest procesem takŜe i zgoda na nie jest
procesem. Nie moŜna zgodzić się na Ŝycie tylko raz, choć z
pewnością ta pierwotna decyzja ma znaczenie fundamentalne. Zgodę
na Ŝycie trzeba nieustannie podejmować, poniewaŜ wciąŜ stajemy
w nowych, nie przewidzianych sytuacjach, które domagają się
odpowiedzi. Początkiem akceptacji Ŝycia jest akceptacja siebie
dokonująca się w odpowiedzi na przyjęcie miłości Boga ( takŜe tej
okazywanej nam przez ludzi), pełna zgoda na Ŝycie wyraŜa się w
poddaniu się Jego prowadzeniu, w ciągłym uzgadnianiu naszej woli
z Jego wolą.
Tak rozumiana akceptacja Ŝycia jest równoznaczna z głębokim
nawróceniem dokonującym się we wszystkich płaszczyznach Ŝycia.
Słowo ,, nawrócenie''bywa obciąŜone pewnym zabarwieniem
negatywnym, kojarzy się z ,,worem pokutnym'' i ,,włosienicą''
tymczasem jest ono przede wszystkim ciągłym zwracaniem się ku
Jezusowi podejmowanym w odpowiedzi na Jego miłość. Owocuje ono
postępującą harmonią wewnętrzną człowieka. Wkroczenie na tak
rozumianą drogę akceptacji Ŝycia sprawia, Ŝe stajemy się coraz
bardziej ,,zjednoczeni wewnętrznie'', coraz bardziej
zintegrowani. Przestają nami miotać uczucia gniewu, agresji,
przestają nami rządzić tłumione kompleksy. Pokój i harmonia
zaczynają się przejawiać w naszym działaniu. JuŜ nie chwytamy się
na oślep ,,byle czego'', powoli uczymy się odróŜniać rzeczy waŜne
od mniej waŜnych i wykonywać dokładnie to, co naleŜy do nas - ani
więcej ani mniej.
Głęboka akceptacja Ŝycia wiąŜe się niewątpliwie z trudem,
ale jest to trud twórczy, trud budowania ,,wewnętrznego
człowieka'' uczącego się przyjmować miłość i Ŝyjącego miłością.
Zrozumiałe, Ŝe taka zgoda na Ŝycie jest bardziej ideałem niŜ
stanem faktycznym ale... czy nie warto do niej dąŜyć? ,,Kto nie
dąŜy do rzeczy niemoŜliwych nigdy ich nie osiągnie'' - mówi znana
maksyma. MoŜna dodać ,,...a na pewno nigdy się do nich nie
zbliŜy''.
Wspomnieliśmy juŜ o tym, Ŝe zgoda na własne Ŝycie wymaga
pewnej określonej postawy, którą najtrafniej moŜna chyba określić
słowami św Ignacego Loyoli: ,,chcę i pragnę". Swoje Ŝycie moŜna
przyjąć tylko wtedy, jeśli się tego naprawdę chce, tzn. chce się
poznać prawdę o sobie, chce się wyzwolić z Ŝyciowych iluzji i
jest się gotowym na trud z którym się to wiąŜe. Jeśli w
przyjmowaniu Ŝycia nie ma pewnego rodzaju determinacji, nie
będziemy się cieszyć szczęściem w najgłębszym rozumieniu tego
słowa a najwyŜej jego namiastką.
Zgoda na Ŝycie domaga się wiary rozumianej jako
,,zawierzenie Bogu'' i będącej nie jednorazowym aktem ale Ŝyciową
postawą. Ta wiara wyraŜa się w modlitwie, przede wszystkim w
modlitwie błagalnej: upartej nieraz i natrętnej jak prośba
natrętnego przyjaciela z Ewangelii ( por. Łk. 11, 5 - 8). Wiele
rzeczy nie moŜe zaistnieć w naszym Ŝyciu tylko dlatego, Ŝe nie
mamy dość wiary, odwagi, wytrwałości i cierpliwości aby o nie
prosić. Św. Jan od KrzyŜa mówi, Ŝe od Boga otrzymamy tyle, ile
się od Niego spodziewamy. Jeśli niewiele się spodziewamy,
niewiele teŜ otrzymamy.
Nie sposób powiedzieć o wszystkim, z czym wiąŜe się zgoda
na Ŝycie.Zresztą nie ma chyba człowieka, który mógłby podać jakąś
uniwersalną receptę- przecieŜ Ŝycie przed kaŜdym z nas stawia
inne zadania. MoŜna jednak pokusić się o podkreślenie kilku
charakterystycznych momentów - o zaznaczenie kilku punktów na
szlaku wiodącym ku pełnej akceptacji Ŝycia.
Ćwiczenia na czas modlitwy
1. Bóg przywiązuje wielką wagę do naszych pragnień. Przeczytaj
fragmenty Pisma Świętego, które o tym mówią (np. Ps.10,17;
Iz.55,1; J 7,37; Ap. 22,17; Ap.21,6 ). Jakie są Twoje największe,
Ŝyciowe pragnienia? Wypisz je. Co chciałbyś o nich powiedzieć
Panu Bogu? O co Go prosić?
2. Przeczytaj fragmenty Ewangelii mówiące o modlitwie błagalnej
(np. Mt,7,7 - 11; Łk, 11,5 - 13; Mk,6,24 - 30; Mk,11,20 - 26).
Czy modliłeś się kiedyś o coś z wiarą? Jaka jest Twoja modlitwa
prośby? Czy spełnia warunki ukazane przez Jezusa ( wiara,
pojednanie z bliźnimi, wytrwałość, cierpliwość)? Co chciałbyś o
niej powiedzieć Panu Bogu?
Lucyna Słup - Józef Augustyn SJ
"TRZECI POKÓJ"
,,Jesteśmy jak beczki bez dna tak długo, póki nie
zrozumiemy, Ŝe mamy dno"- pisała Simone Weil (3).
Niełatwo zrozumieć, Ŝe mamy dno. Jeszcze trudniej przyznać się
do tego. Tymczasem - jeŜeli zdecydujemy się na powaŜne
potraktowanie swojego Ŝycia i podjęcie go w postawie zaufania
Bogu, nasze ,,dno'' ujawnia się o wiele szybciej niŜ gdybyśmy
tego nie zrobili. Zaczynamy dostrzegać prawdę o sobie. Wychodzą
na jaw nasze grzechy, słabości, ograniczenia i lęki. Prędzej czy
później okazuje się teŜ, Ŝe istnieją w nas takie rzeczy, których
wcale nie chcemy dotykać. Odkrywamy w sobie wiele zranień
będących przyczyną naszych lęków i słabości. Do tych słabości nie
chcemy się przyznawać nie tylko przed drugimi a przede wszystkim
przed sobą samym. Dopiero próba otwarcia (chociaŜby przed drugim
człowiekiem w rozmowie) pokazuje jak bardzo jesteśmy zamknięci,
ile w nas wewnętrznych oporów i barier.
,,Zawartość'' naszego wnętrza jest więc bolesna. Buntujemy
się przeciwko niej. Zgoda na Ŝycie domaga się więc dostrzeŜenia
tego, przeciwko czemu się buntujemy, domaga się odpowiedzi na
pytanie:
- przeciwko czemu naprawdę się buntuję?
- co mnie boli?
- gdzie jestem zraniony?
- jak głęboko jestem zraniony?
Aby móc dotrzeć do tego, co mnie najbardziej boli, gdzie
jestem najgłębiej zraniony trzeba odkryć to, co umownie moŜemy
nazwać ,,trzecim pomieszczeniem'', ,,trzecim pokojem''.
Z pewnym uproszczeniem moŜna powiedzieć, Ŝe nasze wnętrze
składa się jakby z trzech pomieszczeń. Pierwsze pomieszczenie-
to cała nasza sfera fizyczna, której doświadczamy dzięki zmysłom.
Drugie - to świadomość, nie tylko rozum ale i cała sfera doznań
uczuciowych. Trzecie pomieszczenie, trzeci pokój jest tym,co w
nas nieświadome. Tam właśnie dokonuje się wiele procesów, do
których nie mamy bezpośredniego dostępu przy pomocy naszej
świadomości i woli. Jest to więc nasza podświadomość rozumiana
w sensie bardzo szerokim, gdzie kształtują się i skąd wypływają
nasze największe duchowe pragnienia a równocześnie największe
duchowe zagroŜenia. Jest to miejsce kształtowania się naszych
wewnętrznych postaw wywierających ogromny wpływ na nasze
zachowania.
W ciągu Ŝycia "trzeci pokój" staje się śmietnikiem, do
którego ,,wrzucamy'' to wszystko, co przeŜywamy jako przykre,
wstydliwe, złe, brzydkie, wszystko to, co nas demaskuje, co
przynosi nam rozczarowanie. JeŜeli skrzywdziliśmy kogoś, jeŜeli
odtrącił nas ktoś, na którego miłości nam zaleŜało, jeŜeli
zostaliśmy ośmieszeni i upokorzeni - to podświadomie nie chcemy
o tym pamiętać. Pragniemy to ,,wymazać'' z pamięci przyjmując
często postawę ,,to w ogóle nie miało miejsca''.
Głęboko zakorzeniony nawyk tłumienia tego, co dla nas bolesne,
nawyk wrzucania do "trzeciego pokoju" tego, co nas boli, co złe
i wstydliwe wiąŜe się z wpojonym nam w dzieciństwie mechanizmem
represji (tłumienia).
Wielu rodziców i wychowawców pojmuje wychowanie dzieci
przede wszystkim jako wpajanie represji uczuciowej. Głównym
narzędziem takiego wychowania jest system nakazów i zakazów.
Dziecko wychowywane w systemie nakazów i zakazów nie odkrywa
sensu własnych postaw - odkrywa jedynie karę i nagrodę, a
najlepszymi metodami wychowawczymi stają się "kij i marchweki".
Mechanizm ten przypomina po części tresurę psa (czasami zresztą
nie po części ale całkowicie) - ,,postąpisz źle - jesteś bity
kijem, zrobisz coś dobrego - dostajesz marchwekę''.
Metoda "kija i marchewki" odwołuje się do tego, co w
człowieku pierwotne - a więc do lęku przed brakiem miłości, przed
odrzuceniem. Dziecko wychowywane tą metodą od najwcześniejszych
lat słyszy zakazy "Tego ci nie wolno" poparte groźbami "JeŜeli
to zrobisz, zostaniesz odrzucone". Oczywiście groźba nie jest
formułowana w ten sposób, czasem przybiera kształt
"nieszkodliwych" stwierdzeń "Przyjdzie smok, (Baba Jaga) i cię
zje!". Dla matki i ojca takie słowa są śmieszne, ale nikt nie
wie, co przeŜywa słabe i bezbronne niemowlę, w którym bardzo
łatwo wzbudzić lęk przed odrzuceniem.
Kara jest w wychowaniu dziecka rzeczą waŜną, ale tylko
wtedy, gdy ukazuje pewne negatywne skutki zachowań dziecka a nie
wyraŜa emocjonalnego przyjęcia go lub odrzucenia przez rodziców
( wychowawców). Stawianie granic, nakazy, zakazy - to wszystko
jest konieczne, nie wolno jednak dopuścić, by główną motywacją
zachowania dziecka stało się jego przyjęcie lub odrzucenie."Jeśli
zrobisz to - zostaniesz przyjęty", "Jeśli nie zrobisz -
zostaniesz odrzucony".
Człowiek, którego nauczono w dzieciństwie tłumienia uczuć,
całymi latami, ba! dziesiątkami lat, wrzuca do "trzeciego pokoju"
wiele bolesnych i wstydliwych doświadczeń. Głównym uczuciem,
które najczęściej dławimy jest ból odrzucenia - rozczarowanie
brakiem miłości a pierwszym owocem takiej represji emocjonalnej
jest nieuświadamiana postawa wrogości i nienawiści najpierw wobec
siebie samego.
Tłumimy pewne uczucia, poniewaŜ one ukazują nam, Ŝe nie
zasługujemy na miłość. Chyba najbardziej boimy się prawdy o
naszej słabości. Gdzieś w środku Ŝywimy przekonanie, Ŝe jeŜeli
drugi człowiek pozna mnie takim, jakim jestem naprawdę - odrzuci
mnie. Tłumimy więc wszystko to, co rani, co sprawia ból, Ŝeby
drugim (a przede wszystkim samemu sobie) wydać się lepszym,
piękniejszym. Zatrzaskujemy drzwi do "trzeciego pokoju". W razie
wizyty przyjmujemy gości w dwóch pierwszych - posprzątanych,
pięknie przybranych. Drzwi do trzeciego pokoju zamykamy na klucz,
a na drzwiach wieszamy piękny plakat z napisem "Miłość",
"Oddanie", "Wierność obowiązkom", czasem wręcz z wizerunkiem Pana
Jezusa - i z hasłem "Po co grzebać w przeszłości - zaufałem
przecieŜ Panu Bogu". Drugiemu człowiekowi (i sobie) pokazujemy
wciąŜ te piękniejsze, jaśniejsze strony naszego wnętrza. Podobnie
zachowujemy się takŜe w stosunku do Boga, choć być moŜe na
modlitwie czujemy, Ŝe On bardzo pragnąłby wejść do tego
"trzeciego pokoju"...
Z uporem maniaka bronimy tam wstępu. Istnienie "trzeciego
pokoju" - a mówiąc dokładnie nasz opór przed otwarciem drzwi i
przyznaniem się do tego Ŝyciowego śmietnika - ujawnia się jednak
na zewnątrz w róŜnych formach nienawiści do siebie, do drugiego
człowieka, do Boga. Smutek, agresja, depresja, nerwice,
rozpacz... to bardzo częste przejawy stłumionych "pogrzebanych
Ŝywcem", negatywnych emocji. Niemal wszystkimi krokami człowieka
zdławionego emocjonalnie kieruje poczucie niŜszości, poczucie
winy, lęku, ciągłe zagroŜenie będące w istocie obawą, Ŝe kolejny
raz zostanę odrzucony, nie przyjęty.
Aby naprawdę zgodzić się na Ŝycie musimy uznać, Ŝe ten
"trzeci pokój istnieje", pokonać opór i otworzyć do niego drzwi.
Inaczej mówiąc: musimy odrzucić złudzenia dotyczące siebie -
swojej wyjątkowości, nadzwyczajności, posłannictwa itd.
Aby się zgodzić na swoje Ŝycie trzeba sobie w pewnej chwili
powiedzieć: ,,Skończ z udawaniem. Nie jesteś wyjątkowy i
oryginalny. Jesteś chory, poraniony, zaleŜny, ubogi, jesteś
wariatem''. "Ty bowiem mówisz: ,,Jestem bogaty'' i ,,wzbogaciłem
się''i ,,niczego mi nie potrzeba'', a nie wiesz, Ŝe to ty jesteś
nieszczęsny i godzien litości i biedny, i ślepy, i nagi." (Ap
3,17). Zgoda na swoje Ŝycie rozpoczyna się wtedy, gdy mówimy:
"Jestem ubogi, poraniony, jestem wariatem. To jest prawda o mnie
i tej prawdzie nie mogę zaprzeczyć."
Gdy zaczynamy dostrzegać swój wewnętrzny śmietnik,
najczęściej chcemy zanegować jego istnienie lub usunąć go "Jak
się tego pozbyć, co zrobić, Ŝeby tego nie było." Tymczasem...w
psychice niczego nie da się zniszczyć, wszystko moŜna natomiast
uzdrawiać i porządkować. Dlatego zgoda na Ŝycie wymaga rezygnacji
z kreowania rzeczywistości emocjonalnej człowieka, ze stwarzania
własnej psychiki.
Na pewno myli się kaŜdy, kto chce być ,,nowym człowiekiem''
nie licząc się z własną historią Ŝycia i głębią własnych zranień.
Prawdziwa zgoda na Ŝycie domaga się przyjęcia głębi własnych
zranień i zgody na własne zranienia. JeŜeli się na nie nie
zgodzimy i nie przyjmiemy ich, nigdy nie zostaniemy uzdrowieni.
Pokonanie oporu, otwarcie drzwi do "trzeciego pokoju"
zobaczenie tego, co w nas naprawdę tkwi - to wszystko jest bardzo
bolesne. I bywa, Ŝe jeśli się na to zdecydujemy, naszym pierwszym
odruchem jest przeraŜenie a nawet wstręt. Nagromadzone latami
śmieci strasznie cuchną... Bolą nas wspomnienia, skrzywdzenia,
rany, które zadaliśmy innym, boli nas rzeczywistość własnej
nędzy. Jednak otwarcie "trzeciego pokoju", czyli mówiąc inaczej
"dostrzeŜenie prawdy o sobie" jest konieczne, bo właśnie ta
prawda stanowi fundament naszej zgody na Ŝycie.
Sami nie jesteśmy zdolni przyjąć prawdy o sobie. W podróŜy
do naszego wnętrza musi nam ktoś towarzyszyć - ktoś, kto
delikatnie podprowadza pod nasze zamknięcia, pomaga nam otworzyć
drzwi do "trzeciego pokoju", a wtedy, gdy jesteśmy przeraŜeni
widokiem własnego wnętrza - mówi: słowem, a przede wszystkim
swoją obecnością, Ŝe jesteśmy kochani i przyjmowani, Ŝe -
paradoksalnie - jesteśmy kochani i przyjmowani właśnie dlatego,
Ŝe jesteśmy tak bardzo poranieni. Ten ktoś dodaje nam odwagi,
otuchy, wiary w to, Ŝe uzdrowienie naszych uczuć jest moŜliwe.
Tym kimś jest sam Jezus prawdziwie i "do końca" nas kochający
(który bardzo często towarzyszy nam poprzez przyjaciela,
współmałŜonka, spowiednika, kierownika duchowego). To światło
Jego miłości prowadzi nas do odkrycia "trzeciego pokoju" -
wszystkich złych, bolesnych, wstydliwych spraw, które
zepchnęliśmy w podświadomość. To dzięki Jego mocy moŜemy tam
wejść. To On - gdy odkrywamy nasze największe słabości zapewnia
nas, Ŝe właśnie z powodu tych słabości jesteśmy szczególnie
kochani. Nasz "trzeci pokój" przyciąga Go w sposób paradoksalny
- "im kto jest słabszy i nędzniejszy, tym lepiej poddaje się
działaniu tej Miłości wyniszczającej i przeobraŜającej" - pisze
św. Teresa od Dzieciątka Jezus w jednym z listów do swej siostry
Marii (4).
Dopiero wtedy, gdy odsłaniamy się do końca i dotykamy
naszych najbardziej bolących miejsc, moŜliwe jest uzdrowienie.
Rzecz ma się podobnie jak na przykład z powaŜnym złamaniem nogi.
Jeśli noga ma się zrosnąć prawidłowo konieczna jest bolesna
operacja, nie wystarczy przyklejenie plasterka na ranę.
Odsłonięcie i uzdrowienie najbardziej bolących obszarów naszego
,,ja'' jest moŜliwe tylko wtedy, gdy przyjmiemy prawdę o miłości
Jezusa, która w sposób szczególny skierowana jest ku wszystkim
,,źle się mającym''. Jezus nie przyszedł w pierwszym rzędzie do
zdrowych i silnych a juŜ na pewno nie do tych, którzy wystarczają
sami sobie, ale do tych, którzy są "spragnieni i utrudzeni". On
przyszedł szukać i zbawiać to, co zginęło. Jego misją było "
wziąć na siebie nasze słabości i nosić nasze choroby.'' (por. Iz.
53,4).
Ćwiczenia na czas modlitwy
1. Zastanów się, czy rzeczywiście chcesz poznać siebie, to co w
Tobie chore, nie uzdrowione. Jeśli tak, wyraź Bogu szczerze swoje
pragnienie. Jeśli nie jesteś jeszcze do tego gotowy, teŜ Mu o tym
powiedz. Jak sądzisz, co przeszkadza Ci w poznaniu prawdy o samym
sobie?
2. Przypomnij sobie konkretną sytuację, w której Twoje słabości
wyszły na jaw wobec innych ludzi. Jak się wtedy zachowywałeś? Czy
moŜesz dostrzec tę zajadłą walkę, Ŝeby wypaść lepiej niŜ
wypadłeś, Ŝeby udowodnić innym: ,,Ja taki nie jestem. Mylicie
się. ''?
3. Jedyna droga do akceptacji siebie wiedzie przez uznanie i
akceptację swoich słabości. Jaka jest twoja postawa względem
twoich własnych słabości? Której z nich nie akceptujesz?
Przeczytaj fragment z Ewangelii (Mt, 9,12 - 13). Jezus objawia
się tu jako Ten, który kocha słabość i bezbronność człowieka. Czy
przeczuwasz, Ŝe nieakceptacja Twoich słabości jest przejawem
pychy?
3. Wyobraź sobie, Ŝe rozmawiasz z kimś drugim i dzielisz się z
nim swoim doświadczeniem. Ten człowiek mówi Ci o sobie wszystko.
Co najtrudniej byłoby Ci mu o sobie powiedzieć? Czego byś się
najbardziej obawiał?
Oczywiście desperackie otwieranie się przed drugim nie jest
rzeczą dobrą. Jeśli ktoś powiedział coś o sobie drugiej osobie
a później tego Ŝałuje ( ,,jak ja mu teraz w oczy spojrzę'' ) z
pewnością jest to wyraźny znak, Ŝe nie powienien mówić. Takie
pełne determinacji otwieranie się przed drugim jest takŜe pewną
formą niezgody na swoje zamknięcie.
4. Znajdź kilka osób, które Cię draŜnią. Zastanów się czy
przyczyną Twojego stosunku do nich nie jest fakt, Ŝe przenosisz
na nie swoje cechy charakteru, postawy, zranienia. Jakie?
Lucyna Słup - Józef Augustyn SJ
PRZYJĄĆ CAŁE śYCIE
W jednym z dramatów MroŜka występuje dwóch uczonych zoologów
- Ŝyrafologów. Jeden jest specjalistą od uszu Ŝyrafy, drugi od
jej kopytek. KaŜdy z nich zna najdrobniejsze szczegóły swojego
przedmiotu badań, potrafi określić wygląd, skład chemiczny,
funkcje Ŝyciowe...Niestety, tylko uszu i kopytek. Gdzieś w tym
wszystkim ginie cała Ŝyrafa...
Zgadzając się na Ŝycie nie moŜna zgodzić się tylko na część
Ŝycia, na ,,uszy i kopytka''. Trzeba przyjąć je całe - w jego
złoŜoności i bogactwie. A ono składa się z wielu ,,poziomów"-
Ŝycie biologiczne, uczuciowe,intelektualne, duchowe...Ŝycie
małŜeńskie, rodzinne, zawodowe itd, itd...Te wszystkie ,,poziomy"
Ŝycia są ze sobą w sposób organiczny powiązane. Niezgoda w jednym
wymiarze Ŝycia przejawia się w innym. Niezgoda (lub częściowa
zgoda) na swój wygląd szybko ujawni się w sferze psychiki,
niezgoda na własny poziom intelektualny będzie rzutować na Ŝycie
zawodowe itd, itd. Nieakceptacja jakiegokolwiek wymiaru Ŝycia
narusza zawsze naszą wewnętrzną równowagę. JeŜeli zasklepimy się
w jednym z ,,poziomów " Ŝycia, nie pogodzeni ,,zafiksujemy się
" na którymś z nich (ciele, psychice, intelekcie, seksie)
koncentrujemy wtedy w tym punkcie całą naszą energię. Mówiąc
językiem MroŜka widzimy tylko ,,uszy i kopytka " na dodatek
często sądząc, Ŝe to ,,cała Ŝyrafa''.
Niezgoda na jeden przejaw Ŝycia staje się automatyczną
niezgodą na całe Ŝycie. Aby zgodzić się na Ŝycie, trzeba więc
zgodzić się na siebie: na swoje ciało, na swoje uczucia, na swój
poziom umysłowy , na swoją ,,historię Ŝycia"...Trzeba równieŜ
zgodzić się na swoje wielorakie ograniczenia: fizyczne(choroby
, śmierć), intelektualne, emocjonalne,takŜe na swoje granice
moralne. Na te ograniczenia najtrudniej się nam zgodzić,
tymczasem zgoda na swoje Ŝycie - to przede wszystkim zgoda na
własne słabości.
Zgodzić się na Ŝycie, to zgodzić się z ograniczeniami.
Ograniczenia fizyczne są wpisane w nasze Ŝycie. To, czy się z
nimi zgadzamy odsłania się dopiero wtedy, gdy odkryjemy jakieś
trwałe dolegliwości, kiedy dotyka nas choroba. Jesteśmy takŜe
ograniczeni, jeśli chodzi o nasze emocje. Nie potrafimy sami z
siebie dawać drugiemu ciepła, miłości. ądamy od drugich
nieograniczonej, Boskiej miłości, podczas gdy ten drugi moŜe nas
kochać tylko miłością ograniczoną, taką na jaką go stać.
Trzeba zgodzić się równieŜ na swoje granice duchowe,które
wyraŜają się chociaŜby w tym, Ŝe Bóg nie objawia się nam na
rozkaz, tak jak byśmy chcieli, Ŝe On nie jest Bogiem naszych
wyobraŜeń. ,,Gdzieś był, gdy zakładałem ziemię? Powiedz jeŜeli
znasz mądrość.'' - odpowiada Bóg Hiobowi, który usiłuje
przeniknąć zagadkę swojego cierpienia i tajemniczych BoŜych
planów (Hiob 38,4).
Poznanie i uznanie naszych wielorakich ograniczeń jest
bardzo waŜne, gdyŜ w przeciwnym razie wciąŜ będziemy usiłowali
je przekroczyć. Uczeń,którego stać tylko na trójki będzie uwaŜał,
Ŝe nauczyciele traktują go niesprawiedliwie, rodzice, którzy nie
zaakceptowali swoich ograniczeń intelektualnych i społecznych
będą Ŝądali od dziecka,Ŝeby było wyjątkowe, matka, której nie
powiodła się kariera artystyczna będzie na siłę robiła artystkę
ze swojej córki itp.
JeŜeli nie przyjmiemy naszych granic emocjonalnych, będziemy
Ŝądali od innych akceptacji takiej, której nigdy nie będą nam w
stanie dać. Jeśli nie zgodzimy się na swoje granice duchowe,
,,przykleimy się" do swojego doświadczenia Boga i nie będziemy
zdolni rozstać się z nim. Postępimy dokładnie odwrotnie niŜ mówił
wielki mistyk, św. Jan od KrzyŜa: ,,do Boga trzeba starać się iść
przez to czego się nie zna''(5).Staniemy w miejscu i zatrzymamy
proces dojrzewania relacji z Bogiem.
Zgodzić się na całe Ŝycie - to takŜe uznać jego dramatyzm,
rozdarcie człowieka między dobrem a złem, uznać w opozycji do
lansowanych obecnie sposobów zafałszowania tego rozdarcia.
Pierwszym z nich jest nurt ,,totalnego pesymizmu"odsłaniający
wizję całkowitej zagłady, wielkiego zagroŜenia człowieka,
poniekąd uzasadniona, bo dysponujemy dziś moŜliwością zupełnego
zniszczenia Ŝycia na ziemi o czym świadczy chociaŜby Oświęcim,
Hiroszima, Czarnobyl. Drugim - cały nurt ,,humanizmu", który
próbuje przekonać człowieka,Ŝe Ŝycie juŜ jest piękne a człowiek
bardzo, bardzo dobry i nie trzeba się wiele wysilać, by na ziemi
być szczęśliwym. Wystarczy tylko chcieć. Najbardziej jaskrawym
przejawem tego nurtu jest obecnie New Age.
Zgodzić się na całe Ŝycie to takŜe zgodzić się na swoją
śmierć. Nie tylko wtedy, gdy ma się 70 lat, takŜe wtedy,gdy ma
się lat ,,naście''. Jeśli ktoś nie umie myśleć o śmierci, nie
umie teŜ myśleć o Ŝyciu. Matka, która boi się śmierci nie wychowa
dziecka do Ŝycia, poniewaŜ fakt śmierci jest elementem ludzkiego
Ŝycia. Współczesne społeczeństwa konsumpcyjne dąŜą do wymazania
faktu śmierci z codzienności, tymczasem akceptacja faktu śmierci
stanowi podstawę społecznego ładu: ,,Szansa na utrzymanie
trwałego pokoju kryje się w tym,w jaki sposób podchodzą do
śmierci przywódcy róŜnych narodów, ludzie podejmujący ostateczne
decyzje dotyczące wojny i pokoju między narodami.Gdybyśmy wszyscy
uczynili zdecydowany wysiłek, Ŝeby przemyśleć własną śmierć,
rozpraszając w ten sposób nasze obawy związane z pojęciem śmierci
i pomagając innym, by oswoili się z tymi myślami, moŜe byłoby
wokół nas mniej zniszczenia''- pisze Elisabeth Kubler- Ross
lekarka amerykańska, która na podstawie rozmów z ludźmi
nieuleczalnie chorymi przedstawiła pięć etapów przez jakie musi
przejść człowiek dowiadujący się,Ŝe wkrótce umrze (6).
Zgodzić się na całe Ŝycie to takŜe zgodzić się na Boga,
który daje nam takie kruche, ograniczone, pełne konfliktów
istnienie. Jedynie zgoda na Niego, więcej- na Jego pierwszeństwo
w naszym Ŝyciu sprawi, Ŝe to Ŝycie ma szansę stać się (a raczej
wciąŜ stawać się) harmonijną całością. ,,Gdy Bóg jest na
pierwszym miejscu, wszystko inne jest na swoim miejscu '' - mówi
św. Augustyn. JeŜeli przyznamy Bogu pierwsze miejsce w naszym
Ŝyciu i pozwolimy Mu na to, aby nas oczyszczał, nasze Ŝycie
będzie się stawać coraz bardziej uporządkowane. JeŜeli na Jego
miejscu postawimy kogokolwiek lub cokolwiek innego, jeŜeli
będziemy starać się budować Ŝycie wokół innej niŜ Bóg nadrzędnej
wartości - poniesiemy klęskę. Własnym wysiłkiem nie zdołamy
zintegrować wszystkich ,,poziomów Ŝycia ". i zawsze będziemy
skazani na to,Ŝe - jeszcze raz przywołując MroŜka - ,,uszy i
kopytka" nieodwołalnie przesłonią nam ,,całą Ŝyrafę".
Zgoda na Ŝycie przejawia się w postawie wdzięczności, o
której Maria Braun- Gałkowska pisze, Ŝe w przeciwieństwie do
rewanŜu ,,niczego nie zamyka ale otwiera i wzbogaca"(7) -
wdzięcznością ludziom i wdzięcznością Bogu. Codzienna, konkretna
modlitwa dziękczynna stanowi najkrótszą i najprostszą drogę do
zgody na swoje Ŝycie.
Ćwiczenia na czas modlitwy:
1. Co jest Ci najtrudniej w sobie zaakceptować ( weź pod uwagę
wygląd zewnętrzny, cechy charakteru, zdolności, pochodzenie itp)?
Na jakie przejawy Twojego Ŝycia jest Ci się najtrudniej zgodzić?
2. Spróbuj wyobrazić sobie moment własnej śmierci. Jakie uczucia
budzą się w Tobie w związku z tym obrazem? Czy boisz się czegoś?
Czego? Co chciałbyś o swoim stosunku do śmierci powiedzieć
Jezusowi?
3. Przypomnij sobie jakąś trudną sytuacje ze swojego Ŝycia.
Zechciej dostrzec, Ŝe powodem Twoich trudności było to, Ŝe w taki
czy inny sposób ,,zafiksowałeś'' się na swoim zdaniu, poglądzie
na sprawę, osobę itp. Proś Boga o łaskę elastyczności i otwarcia.
4. Kto lub co zajmuje pierwsze miejsce w twoim Ŝyciu?
5. Jakie miejsce w Twojej modlitwie zajmuje modlitwa
dziękczynienia? Czy dostrzegasz związek między swoją postawą
nieakceptacji Ŝycia a brakiem takiej modlitwy?
5. Za co w dzisiejszym dniu chciałbyś podziękować Panu Bogu
(uwaga: nie za co ,,powinieneś'' ale za co chciałbyś podziękować
- to wielka róŜnica). Które z wydarzeń dzisiejszego dnia
wzbudziło w Twoim sercu odczucie wdzięczności? Czy potrafisz juŜ
dziękować za rzeczy trudne?
Lucyna Słup
ZGODA NA CIERPIENIE
,, Wiara chrześcijańska uczy,Ŝe jeŜeli w pewnej mierze
podzielamy pokorę i cierpienie Chrystusa, będziemy mieli udział
w Jego zwycięstwie nad śmiercią, a po śmierci posiądziemy nowe
Ŝycie, w którym będziemy doskonałymi i najzupełniej szczęśliwymi
istotami."- pisał wielki apologeta chrześcijaństwa angielski
pisarz i filozof Clive Staples Lewis (8).
Te teoretyczne rozwaŜania Lewisa zilustrowało
nieoczekiwanie samo Ŝycie. W wieku sześćdziesięciu lat oŜenił się
kobietą, którą bardzo kochał. Wkrótce po ślubie jego ukochana
Ŝona zmarła na raka. Przed śmiercią bardzo wiele cierpiała. W
momencie jej śmierci wiara Lewisa rozpadła się jak domek z kart.
Przedtem nie wątpił w miłość Boga, w oczyszczającą wartość
cierpienia, w Ŝycie wieczne. W chwili, gdy cierpienie dotknęło
jego samego, stracił tę pewność. ,,Czy Bóg jest miłującym ojcem
dokonującym wiwisekcji?"- zapisał w swoim dzienniku.
Nawet jeśli teoretycznie jesteśmy przekonani o wartości
cierpienia, w praktyce najczęściej od niego uciekamy. I to
niezaleŜnie od tego czy jest ono przez nas zawinione czy teŜ nie.
Z pewnym uproszczeniem moŜna powiedzieć, Ŝe w Ŝyciu istnieją dwa
rodzaje cierpienia. Pierwszy rodzaj - to cierpienie, które w taki
czy inny sposób stanowi konsekwencję naszego postępowania. Choć
w tym wypadku związek między naszymi decyzjami a późniejszymi
bolesnymi skutkami wydaje się jasny, to jednak niełatwo nam
przyznać się do błędu. Ktoś, kto cierpi w nieszczęśliwym
małŜeństwie na ogół zapomina, Ŝe wyboru współmałŜonka dokonał
sam. Palacz zapadający na raka płuc takŜe często nie chce uznać
związku między swym nałogiem a chorobą. Jesteśmy odpowiedzialni
za swoje postępowanie i nikt ani nic z nas tej odpowiedzialności
nie zdejmie. Przyznanie się do błędu i przyjęcie cierpienia,
będącego konsekwencją swych czynów moŜe stanowić rodzaj pokuty
(we właściwym sensie tego słowa) tzn. stać się podstawą przemiany
własnej postawy a w konsekwencji często takŜe przemiany bolesnych
sytuacji.
Bywa jednak w Ŝyciu takie cierpienie, którego sensu zupełnie
nie rozumiemy. Co moŜna powiedzieć komuś, kto na skutek czyjejś
nieuwagi lub bezmyślności ulega cięŜkiemu wypadkowi? Jak mówić
o zgodzie na Ŝycie dzieciom osieroconym przez rodziców?
Człowiekowi, którego bezpodstawnie usunięto z pracy odbierając
tym samym jedyne źródło utrzymania nie tylko jemu ale i jego
rodzinie?
Aby zgodzić się na Ŝycie trzeba przyjąć takŜe i takie
pozornie bezsensowne cierpienie. Nie da się jednak tego uczynić
bez Chrystusa. Gdy zawodzi racjonalne rozumowanie jedyną rzeczą
do której moŜna się odwołać, jest przykład Jego Ŝycia.
Stary Testament wychowuje człowieka przede wszystkim do
zrozumienia ogromnej siły Boga Jahwe panującego nad światem:
,,Pan króluje oblókł się w majestat,
Pan przywdział potęgę i nią się przepasał:
tak utwierdził świat, Ŝe się nie zachwieje''.( Ps. 93)
Moc Boga Starego Testamentu skierowana jest przeciwko złu. Bóg
- źródło wszelkiego dobra nie toleruje zła, nienawidzi go z całej
swojej mocy. W obliczu zła moc BoŜa staje się gniewem BoŜym i nie
ma pokoju między Bogiem a złem. Zło musi zostać zniszczone przez
Boga:
,, Pan po Twojej prawicy
Zetrze królów w dniu swego gniewu.
Będzie sądził narody,
wzniesie stosy trupów,
zetrze głowy
jak ziemia szeroka.'' ( Ps. 110)
Jezus Chrystus takŜe objawia moc Boga. Jego Słowo niesie z
sobą ogromną potęgę: zawiesza prawa natury, wiąŜe złe duchy,
skłania ludzi do pozostawienia wszystkiego i pójścia za Nim. Moc
BoŜa objawia się w cudach czynionych przez Jezusa, który ucisza
burzę na morzu, chodzi po falach jeziora, rozmnaŜa chleb,
uzdrawia chorych i wskrzesza umarłych. Obserwujący Go zaskoczeni
ludzie pytają: ,, Skąd On ma tę moc? CzyŜ nie jest to cieśla z
Nazaretu - syn Maryi i Józefa?''(por. Mk. 6,1).
Potęga działania Chrystusa sprawia, Ŝe tłumy nie dają Mu
chwili wytchnienia: ,,Znowu zaczął nauczać nad jeziorem i bardzo
wielki tłum ludzi zebrał się przy Nim. Dlatego wszedł do łodzi
i usiadł w niej (pozostając) na jeziorze, a cały lud stał na
brzegu jeziora.''(Mk, 4,1)
Moc Jezusa podobnie jak moc BoŜa w Starym Testamencie jest
równieŜ skierowana przeciwko złu: Jezus wyrzuca złe duchy, leczy
z chorób, które są same z siebie złe ( w Nowym Testamencie
podobnie jak i w Starym choroba jest ściśle związana ze skutkami
grzechu i działaniem szatana). Jezus nie chce jednak aby Jego
czyny były rozgłaszane: ukrywa się, ucieka, objawia się jako
łagodny , cichy , nie narzucający się, który ,,trzciny nadłamanej
nie złamie i nie zgasi knota o nikłym płomyku.'' Jeszcze bardziej
dziwne jest to, Ŝe posługując się tak wielką mocą , nie chce uŜyć
jej we własnej obronie. Walczy ze złem, które uderza w innych ale
nie broni się przed tym złem, które uderza w Niego samego.
Pozwala się pojmać i zabrania uczniom występować czynnie w swojej
obronie. Pozwala się lŜyć, biczować i ukrzyŜować: Pozbawia się
BoŜej mocy do tego stopnia, Ŝe w chwili śmierci rezygnuje z tego
jedynego pocieszenia, którym mogłoby być doświadczenie obecności
Ojca: ,,BoŜe mój, BoŜe mój czemuś Mnie opuścił!''(Mk. 15,34).
W Jezusie Chrystusie odkrywamy tę cechę Boga o której Stary
Testament nie mówił wyraźnie - Jego słabość. Słabość wynikającą
z miłości do człowieka, z poszanowania ludzkiej wolności. W
przeciwieństwie do Boga Starego Testamentu, który zawsze niszczy
zło, Jezus zgadza się na to, aby zło w niego uderzyło, pozostaje
wobec niego słaby i bezbronny. ,,Innych wybawiał a sam siebie
wybawić nie moŜe"- drwią z Niego przechodzący obok krzyŜa
(por.Mk 15,30- 31)
Zgoda na własne Ŝycie jest zgodą na cierpienie, na to, Ŝe
zło moŜe uderzyć w nas, Ŝe inni mogą nas zniszczyć. Nie moŜna
zabezpieczyć się przed tym, Ŝe nie zostanę skrzywdzony, Ŝe zło
mnie nie dotknie. JeŜeli potrafimy obronić się przed nim w jednej
sytuacji,w następnej juŜ nie potrafimy. JeŜeli zaś zdołamy bronić
się przed złem przez całe Ŝycie - na pewno nie obronimy się przed
tym ostatecznym atakiem zła, którym jest śmierć. Śmierć jest
jakby symbolem tego zła, które uderza w nas przez całe Ŝycie.
Taka zgoda jest niemoŜliwa bez zjednoczenia z Chrystusem
cierpiącym, dlatego najwyŜszą szkołę zgadzania się na własne
Ŝycie stanowi kontemplacja męki i śmierci Jezusa. W swej istocie
zgoda na Ŝycie - w rozumieniu chrześcijańskim - jest zgodą na to,
aby się dać ukrzyŜować. Bunt przeciwko Ŝyciu jest w najgłębszym
sensie niezgodą na krzyŜ.
Jezus dał się ukrzyŜować, bo nie chciał przekazać dalej zła,
którego doświadczył, pozwolił mu zatrzymać się na sobie.
Cierpienie, które dotyka nas w Ŝyciu jest często skutkiem grzechu
innych ale w naszych skrzywdzeniach zawarte jest równocześnie
nasze powołanie do ich przyjęcia i podjęcia. Jesteśmy wezwani do
tego, aby nie przekazywać dalej krzywd, których doświadczyliśmy,
aby zatrzymać na sobie łańcuch zła. Zawsze będzie się to wiązało
z bólem a często z taką bezsilnością, Ŝe pozostaje tylko w
milczeniu adorować krzyŜ.
Cierpienie przeŜyte z Jezusem zawsze jest
Ŝyciodajne:,,JeŜeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie
obumrze, zostanie tylko samo,ale jeŜeli obumrze przynosi plon
obfity"(J,12 - 24). Przekonał się o tym Clive Stapples Lewis.
Doświadczenie śmierci ukochanej Ŝony ukazało mu fakt, Ŝe tak
naprawdę o Bogu, o Jego drogach, którymi nas prowadzi nie moŜna
nic powiedzieć. W ten właśnie sposób doszedł do prawdziwej wiary.
Ćwiczenia na czas modlitwy
1. Jaki jest Twój obraz mocy Boga? Czy nie oczekujesz, Ŝe w
sytuacji konfliktowej Bóg stanie po Twojej stronie przeciwko
drugiemu człowiekowi? Czy nie oczekujesz, Ŝe On pozwoli Ci
zwycięŜyć tych, którzy Cię niszczą?
2.Czy nie poddajesz się zwątpieniu, kiedy Bóg pozornie przegrywa
na Twoich oczach, kiedy dostrzegasz triumf zła, które urąga Bogu?
Czy nie gorszysz się, kiedy dostrzegasz słabość ludzi Kościoła?
3. Przypomnij sobie jakąś sytuację, w której potraktowano Cię
niesprawiedliwie. Jaka była wówczas Twoja reakcja? ZauwaŜ Twoje
podnoszenie głosu, spieranie się, Ŝeby obronić rzeczy nieraz
wątpliwej wartości. To bronienie się bardzo zaciekłe, agresywne
jest niezgodą na to, Ŝe zło moŜe Cię dotknąć.
4. Przeanalizuj swoją postawę wobec słabych. PoniewaŜ nie
przyjmujemy zła, które nas dotyka przekazujemy go innym,
odpłacamy złem za zło. Próba dominowania nad innymi i pokazywanie
im swojej wyŜszości jest to odreagowanie zła, którego nie
przyjęliśmy, na które tak naprawdę nie zgodziliśmy się.
Lucyna Słup
SPOTYKAJĄC DRUGIEGO
,,Nie jest dobrze, aby człowiek był sam - powiedział w raju
Bóg - uczynię mu zatem odpowiednią dla niego pomoc.''(por. Rdz.
2, 18). Zostaliśmy stworzeni do Ŝycia w relacji z drugimi, we
wspólnocie. Nic więc dziwnego, Ŝe takŜe i w naszej zgodzie na
Ŝycie przejawia się ów relacyjny ,,wspólnotowy'' wymiar.
To w oczach drugiego, kochającego nas człowieka odczytujemy
potwierdzenie własnej wartości. Dzięki drugiemu takŜe moŜemy
odkryć prawdę o nas samych. Nieraz bywa to oczywiście bardzo
bolesne - nie tylko ze względu na samą prawdę, takŜe ze względu
na sposób w jaki ktoś mi tę prawdę ukazuje.
Moja zgoda na Ŝycie, która dokonuje się w duŜej mierze
dzięki drugiemu człowiekowi, na niego teŜ wywiera wpływ. Gdy nie
ma miłości do swojego Ŝycia , wówczas wszystko, co najświętsze
moŜna wykorzystać przeciwko drugiemu człowiekowi. MoŜna cytować
Pismo Święte, reguły zakonne, Ŝeby upokorzyć drugiego. Na tym
właśnie polega moralizowanie - na mówieniu prawdy bez miłości.
Zgoda na swoje Ŝycie jest ,,warunkiem wstępnym'' kochania
drugich. Rację miał Jezus, gdy miarą miłości bliźniego uczynił
miłość siebie. ,,Miłuj bliźniego swego jak siebie samego...'' -
nie więcej, nie mniej ale tak jak siebie. JeŜeli będziemy chcieć
kochać z pominięciem tej zasady, ten drugi stanie się pewnego
rodzaju ,,podpórką" - kimś, kogo obciąŜamy naszymi niezdrowymi
pragnieniami uznania, akceptacji, podziwu lub ,,śmietnikiem'',
do którego wrzucamy nasze Ŝale, agresje i frustracje.
Czymś, co odgrywa ogromną rolę w naszych relacjach z drugimi
są uczucia- zarówno pozytywne jak i negatywne. Zwróćmy uwagę jak
często mówimy o kimś ,,On jest sympatyczny" albo: ,,On jest
denerwujący". W rzeczywistości ten ktoś nie jest ani sympatyczny
ani denerwujący, tylko my odbieramy jego osobę pozytywnie lub
negatywnie. To w nas istnieją emocje, które spotkanie z drugim
tylko wyzwoliło. To, Ŝe ich sobie nie uświadamialiśmy o niczym
nie świadczy. Naszymi emocjami rządzi ,,zasada góry lodowej".
JeŜeli góra lodowa płynie po oceanie, widać tylko jej
wierzchołek. Reszta jest ukryta pod wodą. Podobnie jest z
ludzkimi uczuciami. Jesteśmy świadomi tylko ich niewielkiej
części - reszta jest głęboko ukryta w ,,trzecim pokoju", w
podświadomości.
Sytuacje, w których dochodzi do wyzwolenia uczuć
negatywnych, stanowią naszą wielką szansę. Dzięki nim nie tylko
zdajemy sobie sprawę z istnienia tych uczuć ale moŜemy uczyć się
panować nad nimi - nie tłumić lecz kontrolować je. Aby tak się
stało trzeba nam najpierw zaakceptować swoje negatywne emocje,
przyznać się do tego, Ŝe one istnieją i przyjąć je bez poczucia
winy, poniewaŜ uczucia same w sobie nie są ani dobre ani złe. W
konkretnej sytuacji trzeba więc uświadomić sobie ,,Jestem
rozŜalony ", ,,Jestem zdenerwowany" - i, co bardzo waŜne, ,,Te
uczucia ,,rodzą się'' ze mnie a nie z kogoś drugiego''. JeŜeli
ten drugi ,,działa mi na nerwy'' to znaczy, Ŝe we mnie jest coś,
co wywołuje taką reakcję. Trzeba więc spróbowac nabrać dystansu
do tego, co przeŜywam (uczucia nie są mną! ), a równocześnie
pytać, co jest prawdziwym źródłem tego, Ŝe jestem rozŜalony,
zdenerwowany, rozczarowany... Próba sięgnięcia do źródeł z całą
pewnością odkryje zranienia powstałe na skutek braku miłości.
Jeśli więc chcemy ,,wychować'' nasze uczucia nie wystarczy tylko
(choć to bardzo waŜne) ,,nawiązać z nimi kontakt" - trzeba rany,
z których te uczucia wypływają poddać pod uzdrowienie Jezusowi.
PrzecieŜ jeśli chorujemy na zapalenie płuc, nie moŜemy poprzestać
na zbijaniu gorączki, musimy leczyć chore płuca!
Agresja, frustracje, Ŝale najczęściej dochodzą do głosu w
sytuacjach konfliktowych. W potocznym rozumieniu takie sytuacje
są rzeczą złą. ,,I Ŝeby nigdy nie było między wami konfliktów"-
Ŝyczymy czasem młodym parom. Takie Ŝyczenia są nierealne -
konflikty naleŜą do rzeczywistości, są nieuniknione. Mogą
doprowadzić do zniszczenia relacji albo do jej pogłębienia. Same
w sobie nie są ani dobre ani złe. Zła moŜe być kłótnia, która im
towarzyszy (czyli niekontrolowany wybuch uczuć negatywnych),
będąca najczęstszym sposobem ,,rozwiązywania" konfliktów.
Pierwszym krokiem prowadzącym do rzeczywistego rozwiązania
konfliktu jest dostrzeŜenie go, nazwanie i przyjęcie - przez obie
zaangaŜowane w konflikt strony. Drugim - uświadomienie sobie
własnego stanu uczuciowego bez obciąŜania zań winą kogokolwiek
(a więc to nie twoja wina, Ŝe ja jestem zdenerwowany, rozŜalony
itd) Trzecim - nazwanie dąŜeń jednej i drugiej strony przy
załoŜeniu, Ŝe zarówno ja jak i ty mam swoje racje ( inaczej
mówiąc do rozmowy przystępuję z nastawieniem ,,Z pewnością nie
całkiem się mylę ale na pewno nie mam całkowitej racji").
Nazwanie dąŜeń powinno być w miarę precyzyjne, bez ,,owijania w
bawełnę" - a więc ,,O co ci naprawdę chodzi, kiedy się na mnie
złościsz, unikasz mnie, czepiasz się rzeczy drugorzędnych?''.
Dopiero po przejściu tych wstępnych etapów moŜna wspólnie szukać
rozwiązania (a raczej wielu moŜliwych rozwiązań), wybrać z nich
jedno i wcielić je w Ŝycie na próbę. Jeśli się nie sprawdziło,
warto wrócić do punktu, w którym szuka się nowego rozwiązania i
znowu przyjąć je na próbę (9).
W rozwiązywaniu konfliktów wielką rolę odgrywa modlitwa.
Jest ona szczególnie waŜna w przygotowaniu gruntu pod rozwiązanie
konfliktu tzn. w uświadomieniu go sobie, a takŜe w rozeznaniu
tego, co przeŜywamy, a przede wszystkim w pracy nad przemianą
siebie. Niestety, gdy znajdziemy się w trudnej sytuacji
najczęściej myślimy o tym, Ŝe to nie my, ale inni powinni się
zmienić:
,,Sufi Bayazid opowiada o sobie samym:
Za młodu byłem rewolucjonistą i moja modlitwa
wyglądała tak: ,,Panie, daj mi siły,
Ŝeby zmienić świat".
W miarę jak stawałem się dorosły i uświadomiłem
sobie, Ŝe minęło mi pół Ŝycia, a nie zdołałem
zmienić ani jednego człowieka, zmieniłem moją
modlitwę i zacząłem mówić:
,,Panie, udziel mi łaski,
by przemienić tych,
którzy się ze mną kontaktują.
Choćby tylko moją rodzinę
i moich przyjaciół.
Tym się zadowolę".
Teraz, kiedy jestem stary i moje dni są policzone,
zacząłem rozumieć, jaki byłem głupi.
I moja jedyna modlitwa jest taka:
,,Panie, udziel mi łaski,
bym sam się zmienił".
Gdybym tak się modlił od początku,
nie zmarnowałbym Ŝycia. (10)
Rozwiązanie konfliktu rodzi się zawsze w dialogu, ,,pośrodku
drogi" między jedną a drugą racją. Dialog zawsze przemienia tych,
którzy w nim uczestniczą ale nie zawsze w jednakowym stopniu.
Mówiąc inaczej: zawsze moŜna się ,,dogadać" ale nie zawsze jest
to prawdziwe, głębokie porozumienie. Ono jest moŜliwe tylko
wówczas, gdy kaŜda ze stron na tyle na ile ją stać, otworzy się
na Boga. Im mniej w nas wewnętrznych bloków i barier, tym łatwiej
moŜemy ,,wykorzystać" łaskę, którą On daje. Nieprzypadkowo Jezus
dając ,,nowe przykazanie" na pierwszym miejscu, przed miłością
siebie i bliźniego, postawił miłość Boga. Prawdziwie spotkać
moŜna się tylko w Nim. Miłości koniecznej do dialogu nie da się
,,wykrzesać" z siebie na siłę. MoŜna ją tylko otrzymać w darze.
Ćwiczenia na czas modlitwy:
1. Jak zachowujesz się w momentach, gdy drugi człowiek mówi ci
o tobie coś mało przyjemnego? Przyjrzyj się swoim mechanizmom
obronnym, które ujawniają się w takich sytuacjach. Czy zdarza ci
się zastanowić ,,A moŜe on miał choć odrobinę racji?''
2. Przypomnij sobie Twój ostatni konflikt z kimś. Jak go
rozwiązałeś? Czego przez ten konflikt nauczyłeś się o sobie? Co
chciałbyś o swoim podejściu do konfliktów powiedzieć Panu Bogu?
Lucyna Słup
IĆŚ, CIĄGLE IĆŚ
"Iść, ciągle iś w stronę słońca, aŜ po horyzontu kres...''
- śpiewał kiedyś zespół ,,2+1''. Droga ku akceptacji własnego
Ŝycia jest niewątpliwie drogą długą i prowadzącą ku wolności
wewnętrznej - ,,w stronę słońca...'' Myliłby się jednak ktoś, kto
sądzi,Ŝe ma ona kształt linii prostej - wystarczy na nią wejść,
a dalej wszystko toczy się samo.Droga prowadząca do zgody na
własne Ŝycie rozwija się ruchem spiralnym. Idąc nią napotykamy
na ,,słoneczne polany" ale takŜe i na ,,ciemne lasy ", które
wydają się nie mieć końca, na sytuacje pozornie bez wyjścia.
Mimo, Ŝe najchętniej byśmy je ominęli, to właśnie dzięki tym
trudnym, kryzysowym sytuacjom dokonuje się w naszym Ŝyciu
najwięcej.
Kryzysy spotykające nas w Ŝyciu są rzeczą normalną i pełna
zgoda na Ŝycie jest niemoŜliwa bez akceptacji tego faktu. Mimo
potocznego, negatywnego zabarwienia słowa ,,kryzys", są one
doświadczeniami pozytywnymi prowadzącymi do otwarcia nowych,
Ŝyciowych horyzontów. Inaczej mówiąc kryzysy mogą stać się naszą
wielką szansą na bardziej pogłębioną i pełniejszą zgodę na Ŝycie
- pod warunkiem, Ŝe zostaną przyjęte i właściwie podjęte.
KaŜdy kryzys- niezaleŜnie od tego, jakich wartości, czy jakiej
dziedziny Ŝycia dotyczy - charakteryzuje się pewną dynamiką (11).
Rozpoczyna się w momencie gdy z ,,jasnej polany" - wkraczamy w
,,ciemny las'', gdy ,,wali się nam świat'', gdy to, co dotychczas
znane staje się obce. Jesteśmy zaskoczeni, często przeraŜeni nową
sytuacją, nie umiemy się w niej odnaleźć. Zawodzą nasze
sprawdzone metody, sposoby reagowania - czujemy się jak w
pułapce.
JuŜ w tym momencie stajemy przed wyborem. MoŜemy - odwołując
się do utrwalonych sposobów reagowania próbować cofnąć się do
sytuacji sprzed kryzysu albo zaakceptować fakt zupełnych
ciemności i starać się wytrwać. Tylko drugi sposób zachowania się
gwarantuje nam przejście przez tę fazę kryzysu, tzw. fazę
zagubienia.
JeŜeli go wybierzemy, wkrótce okaŜe się, Ŝe ciemność staje
się jeszcze większa.W tej następnej fazie kryzysu - fazie
dezorientacji negujemy dotychczasowe wartości i sposoby
postępowania,gdyŜ boleśnie doświadczamy, Ŝe one się nie
sprawdziły. Często kwestionujemy wszystko, czym Ŝyliśmy do tej
pory. Tu takŜe moŜemy się cofnąć lub... przeczekać akceptując
dezorientację w czujny, ,,nasłuchujący''sposób i starać się
odnaleźć drogę, która z ciemności wyprowadzi nas ku światłu.W ten
sposób wchodzimy w fazę trzecią,gdzie najwaŜniejsze staje się
odczytanie, rozeznanie tego,co mamy czynić.
Rozeznanie i wybór odpowiedniego sposobu zachowania się w
sytuacji kryzysowej wiąŜe się zawsze z walką wewnętrzną, z
trudem, z cierpieniem. Poznawanie prawdy o sobie, zrywanie z
dotychczasowym sposobem myślenia i reagowania, szukanie nowej
drogi - to wszystko nas bardzo boli. Na kaŜdym etapie kryzysu
mamy ochotę się wycofać, ale tylko przejście przez wszystkie jego
fazy pozwoli nam w procesie akceptacji Ŝycia posunąć się o krok
dalej.
Jaden kryzys nie jest przegrany, jeŜeli podejmujemy go z
Chrystusem, który nas umacnia i pomaga wybrać właściwą drogę.
Zaufanie Jego prowadzeniu na kaŜdym etapie kryzysu, odczytywanie
tego, czego On od nas oczekuje sprawia, Ŝe nasze Ŝycie staje się
coraz bardziej zgodne z Jego wolą. Na podstawie przyjmowania
sytuacji kryzysowych widać wyraźnie, Ŝe zgoda na własne Ŝycie nie
ma nic wspólnego z biernością i cierpiętnictwem ale jest twórczym
szukaniem Prawdy.
Odnalezienie właściwej drogi i wejście na nią sprawi, Ŝe
ciemność zacznie się przerzedzać. Wyjdziemy znowu na ,,słoneczną
polanę''. Otworzą się przed nami nowe perspektywy, nowe
moŜliwości działania. Podejmiemy Ŝycie na nowo w nowej sytuacji.
Będziemy czuć się dobrze, swojsko, bezpiecznie- aŜ do następnego
kryzysu...
Droga akceptacji Ŝycia nigdy się nie kończy i prawdziwym
nieszczęściem byłoby stwierdzenie, Ŝe juŜ doszliśmy do celu.
Wprawdzie z biegiem lat ,,słoneczne polany" kuszą nas coraz
bardziej ale tym mocniejsze powinno być nasze wewnętrzne
pragnienie, aby iść dalej, aby nie ustawać w dąŜeniu, w wysiłku,
w trudzie... W trudzie poznawania siebie,przemiany swoich postaw
i w trudzie ufania na nowo w kaŜdej sytuacji, w trudzie
poddawania się BoŜemu prowadzeniu. I właściwie nie jest waŜne,
czy coś osiągnęliśmy. ,,Naszym powołaniem jest nie tyle
doskonałość, co rozwój'' - pisze John Powell (12).
Faust, bohater słynnego poematu Goethego na pewno nie był
człowiekiem poboŜnym w potocznym rozumieniu tego słowa. Nie
prowadził cnotliwego Ŝycia - uwiódł i porzucił zakochaną w nim
Małgorzatę. Nie mówiąc o tym,Ŝe zawarł pakt z piekłem chcąc
przeŜyć Ŝycie jeszcze raz.
Tym,co go oŜywiało było dąŜenie do prawdy. Ono skłoniło go
do tego, by oddać swą duszę za eliksir młodości...Ono wreszcie
pozwoliło mu odnaleźć sens Ŝycia w czynieniu dobra. Dlatego w
chwili śmierci Faust zostaje uratowany. egnając się z Ŝyciem
słyszy słowa aniołów:
,,Kto wiecznie dąŜąc trudzi się,
tego wybawić moŜem"(13)
Ćwiczenia na czas modlitwy:
1. Jak zachowujesz się w sytuacjach kryzysowych? Czy czujesz w
sobie powiew nadziei czy ogarnia Cię beznadziejność? Jakie Twoje
reakcje o tym świadczą?
2. Przypomnij sobie jakąś sytuację kryzysową ze swojego Ŝycia.
Jak się w niej zachowywałeś? Przypomnij sobie swoje sposoby
reagowania w poszczególnych ,,fazach kryzysu''. Które z nich Cię
wewnętrznie zamykały, które prowadziły ku większej wolności? Co
chciałbyś o przeŜytym kryzysie powiedzieć Panu Bogu?
3. Czy sytuacja kryzysowa była przedmiotem Twojej modlitwy,
Twojej walki wewnętrznej? Czy podjąłeś ją w rozmowie ze
spowiednikiem, na rekolekcjach?
4.Opis ,,pełnej zbroi BoŜej'' ( por. Ef. 6,10 - 19) ukazuje
niezbędne ,,wyposaŜenie'' chrześcijanina na czas kryzysu. Jak w
Twoim Ŝyciu wygląda to wyposaŜenie? Czego Ci brak? Co chciałbyś
o swojej ,,zbroi'' powiedzieć Panu Bogu.
Lucyna Słup
OTWARCIE NA DUCHA ŚWIETEGO
W cytowanej kilkakrotnie ksiąŜce ,,Jak kochać i być
kochanym", John Powell pisze: ,,Niemal wszystkie podziały i
ludziom przypinane etykietki nie mają sensu. Przypuszczam, iŜ
tylko jeden podział jest zasadny: na ludzi ,,rozwijających się
" i ,,trwających w zastoju".Jest to więc podział na ,,otwartych''
i zamkniętych". Pierwsi korzystają z pedagogiki bólu i wykazują
chęć wewnętrznych zmian...Ci drudzy...po prostu nie przyjmują
tych lekcji bólu. Szukają spokojnej, narkotycznej egzystencji i
bezuŜytecznego spokoju...Umrą nie przeŜywszy Ŝycia
naprawdę.''(14).
JeŜeli szukać jakiegoś wyraŜenia pozwalającego w najbardziej
skondensowanej formie zamknąć wszystkie warunki konieczne do
tego, aby wciąŜ na nowo podejmować proces zgody na siebie i swoje
Ŝycie, to wyraŜeniem tym byłaby proponowana przez Powella
,,otwartość".Własne Ŝycie przyjmie naprawdę człowiek otwarty
albo,inaczej mówiąc, twórczy.
Twórczość człowieka wyraŜa się w róŜnych dziedzinach Ŝycia:
w literaturze, sztuce, muzyce, polityce, gospodarce...Jednak
wielka twórczość zewnętrzna ma tak naprawdę sens o tyle, o ile
wyraŜa twórczość wewnętrzną- w przeciwnym wypadku staje się
pustym aktywizmem, ucieczką od własnych problemów. NajwaŜniejszym
polem twórczości człowieka jest zawsze jego własne Ŝycie. To w
twórczej postawie wobec Ŝycia zamyka się to, co na wstępie
określiliśmy jako warunki jego pełnej akceptacji: wielkie
pragnienie, odwaga w przełamywaniu schematów, energia,
wytrwałość, roztropność...
Świadome podjęcie Ŝycia domaga się od nas postawy twórczej
realizowanej przede wszystkim w dziedzinie duchowej. Prawdą jest,
Ŝe ludzie są bardziej i mniej twórczy z natury ale droga twórczej
akceptacji swojego Ŝycia stoi otworem przed kaŜdym. Trafnie
ilustruje to biblijna przypowieść o talentach ( Mt, 25, 14 - 30).
Wybierający się w drogę pan zwołuje swoje sługi i przekazuje im
swój majątek. KaŜdego ze sług obdarza według swego upodobania -
jednemu daje pięć talentów, drugiemu dwa, trzeciemu jeden. Po
powrocie rozlicza się z nimi. I okazuje się, Ŝe jego uznanie
zyskuje zarówno ten sługa, który otrzymał pięć talentów jak i
ten, który otrzymał dwa talenty gdyŜ obaj ,,puścili je w obieg''
i podwoili otrzymaną sumę. Obaj zostają jednakowo wynagrodzeni.
Kara spotyka trzeciego sługę, który ,,poszedł i rozkopawszy
ziemię ukrył pieniądze swego pana''( charakterystyczne, Ŝe
uczynił to ze strachu przed nim!). ,,KaŜdemu bowiem, kto ma,
będzie dodane, tak Ŝe nadmiar mieć będzie. Temu zaś, kto nie ma
zabiorą nawet to, co ma.'' - kończy przypowieść Ewangelista
ilustrując tym samym zasadę współpracy z Bogiem do której
jesteśmy wzywani wszyscy, niezaleŜnie od liczby i rodzaju
talentów, które otrzymaliśmy.
Tymi, którzy najbardziej twórczo podjęli swoje Ŝycie byli
święci.Potrafili ,,wykorzystać "wszystkie swoje ,,talenty"-
zdolności lub ich brak, wysokie i niskie urodzenie, majątek i
biedę, zdrowie i chorobę.
Francuska mistyczka i stygmatyczka Marta Robin, której
proces beatyfikacyjny został niedawno rozpoczęty, od młodości
była całkowicie sparaliŜowana, później takŜe niewidoma. Przez
wiele lat nie jadła i nie piła Ŝyjąc tylko Eucharystią. Nigdy nie
opuszczała swojego pokoju a stała się załoŜycielką licznych
wspólnot (,,ognisk miłości"). Była prostą, niewykształconą
kobietą a cała Francja udawała się do niej po kierownictwo
duchowe.
Siłą Marty była twórcza akceptacja cierpienia przeŜywanego
w wielkim zjednoczeniu z Jezusem. W kaŜdym tygodniu uczestniczyła
w sposób mistyczny w Męce Pańskiej: ,,Cała moja istota przyjmuje
cierpienie - wyznawała Marta - z jeszcze większym poświęceniem,
z coraz to większą miłością, z o wiele większym zaufaniem,
większą BoŜą obojętnością, większym wyrzeczeniem w stosunku do
wszystkiego...Być chorym oznacza być skazanym na upokorzenia, na
umartwienia, na niedolę; jednakŜe te upokorzenia, umartwienia i
niedole zamienione są w płonące lampy dla duszy, która chce
kochać Boga...''(15) Twórcza postawa wobec swojego Ŝycia jest
darem BoŜym. Płynie ze zjednoczenia z Chrystusem, jest owocem
działania Ducha Świętego w sercach ludzkich. Nieprzypadkowo
,,twórczość'' została w naszych rozwaŜaniach skojarzona z postawą
,,otwartości''. Im bardziej otwieramy się na Ducha Świętego, tym
jesteśmy bardziej twórczy. To Duch Święty daje nam siłę do
ciągłego szukania woli Boga, wlewa w nasze serca zapał i siłę,
wyzwala nas z naszych ograniczeń. Poddając się Jemu uzyskujemy
coraz większą prostotę serca.
Szczególnym źródłem twórczej mocy jest Eucharystia, w której
jednoczymy się z całą Trójcą Świętą. Jednak owoc Eucharystii -
przemiana naszego Ŝycia w kierunku stawania się ,,Eucharystią''
czyli ofiarą dla innych - niemoŜliwy jest bez naszego
wewnętrznego zaangaŜowania zmierzającego do Ŝycia Eucharystią na
co dzień.
Ćwiczenia na czas modlitwy:
1. Przywołując na myśl jakąś konkretną sytuację z Ŝycia
rodzinnego lub z pracy spróbuj dostrzec schematyzm w Twoim
sposobie myślenia o sytuacjach, o innych ludziach. Czy
dostrzegasz, Ŝe wpływa on na Twój sposób reagowania, na Twoje
sądy o innych ludziach i kontakty z nimi? Skonfrontuj swoją
postawę ze słowami św. Pawła ,,Odnawiajcie się Duchem w waszym
myśleniu...''(Ef 4,23).
2. Jakie miejsce w Twojej poboŜności zajmuje Duch Święty?
3. Przeczytaj fragment Biblii ,,Ŝycie według Ducha''(Rz, 8,1).
Czy chciałbyś być prowadzonym przez Ducha Świętego w swoim Ŝyciu?
Jeśli tak, proś Go o to teraz. Ponawiaj swoją prośbę kaŜdego
dnia.
4. Jakie miejsce w Twoim Ŝyciu zajmuje Eucharystia? Czy
traktujesz ją tylko jako obrzęd czy jako źródło siły w
podejmowaniu Twoich Ŝyciowych zadań?
Józef Augustyn SJ
ZAMIAST ZAKOŃCZENIA
Zamiast podsumowania proponujemy modlitewne rozwaŜenie
sceny Zwiastowania. Nie została ona wybrana przypadkowo. W
postawie Maryi jak w soczewce skupiają się wszystkie elementy
twórczej zgody na Ŝycie: przyjęcie miłości Boga i zaufanie Mu,
poddanie się Duchowi Świętemu, zgoda na cierpienie oraz twórcze
szukanie odpowiedzi na pytania, które Ŝycie z sobą niesie.
W szóstym miesiącu posłał Bóg anioła Gabriela do miasta w
Galilei, zwanego Nazaret, do Dziewicy poślubionej męŜowi,
imieniem Józef, z rodu Dawida; a Dziewicy było na imię Maryja.
Anioł wszedł do Niej i rzekł: "Bądź pozdrowiona, pełna łaski, Pan
z Tobą, błogosławiona jesteś między niewiastami."Ona zmieszała
się na te słowa i rozwaŜała, co miałoby znaczyć to pozrowienie
lecz anioł rzekł do Niej: " Nie bój się Maryjo, znalazłaś bowiem
łaskę u Boga. Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię
Jezus. Będzie On wielki i będzie nazwany Synem NajwyŜszego, a Pan
Bóg da Mu tron Jego ojca Dawida. Będzie panował nad domem Jakuba
na wieki, a Jego panowaniu nie będzie końca". Na to Maryja rzekła
do anioła: "JakŜe się to stanie skoro nie znam poŜycia z męŜem?"
Anioł Jej odpowiedział: "Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc
NajwyŜszego osłoni Cię. Dlatego teŜ Święte, które się narodzi,
będzie nazwane Synem BoŜym. A oto równieŜ krewna Twoja, ElŜbieta,
poczęła w swej starości syna i jest juŜ w szóstym miesiącu ta,
która uchodzi za niepłodną. Dla Boga bowiem nie ma nic
niemoŜliwego." Na to rzekła Maryja: "Oto Ja słuŜebnica Pańska,
niech mi się stanie według twego słowa". Wtedy odszedł od Niej
anioł (Łk 1, 26-38).
1. Bądź pozdrowiona łaski pełna, Pan z Tobą. Błogosławiona
jesteś między niewiastami. Pozdrowienie przekazane Maryi przez
Anioła wskazuje na wyraźną i jednocześnie bardzo mocną podstawę
zgody na nasze Ŝycie: Bóg jest Ŝyczliwy człowiekowi; Bóg darzy
człowieka swoim pokojem, Bóg darzy go swoim dobrem. KaŜde
działanie Boga w Ŝyciu człowieka jest dzieleniem się Stwórcy
swoim własnym szczęściem ze swoim stworzeniem. Nasza wiara w
Ŝyczliwość Boga jest fundamentem zgody na nasze Ŝycie. Bóg jest
mi przychylny, Bóg jest po mojej stronie i właśnie dlatego mogę
przyjąć moje Ŝycie.
JeŜeli buntujemy się przeciwko Ŝyciu, to właśnie dlatego,
iŜ nasz obraz Boga jest zafałszowany. W buncie przeciwko własnemu
Ŝyciu jest zawsze ukryta wielka podejrzliwość wobec Boga.
Buntując się posądzamy Boga, iŜ jest przeciwko nam. Bardzo często
wolę Pana Boga odbieramy jako nieuchornne fatum, jako tragiczny
los, którego celem jest utrudnić, czy wręcz zniszczyć ludzkie
szczęście na ziemi. Pojęcie woli BoŜej kojarzy się nam
najczęściej wyłącznie ze zgodą na kataklizmy, cierpienia, ból,
śmierć. Pozdrowienie Maryji przekonuje nas, iŜ wolą Boga dla nas
jest Jego łaskawość, Ŝyczliwość, Jego miłość.
Bądź pozdrowiona pełna łaski, Pan z Tobą - taką Dobrą Nowiną
Pan Bóg obdarza nie tylko Maryję, ale kaŜdego człowieka, który
pojawia się na ziemi, niezaleŜnie od jego osobistego
doświadczenia miłości ludzkiej. Zranienie w ludzkiej miłości,
choć moŜe być doświadczane boleśnie i moŜe (szczególnie na
początku doświadczenia duchowego) utrudniać pełne otwarcie się
na miłość Boga, to jednak nie przekreśla przyjęcia tej miłości,
a tym samym pełnej zgody na własne Ŝycie.
Znamienne jest, iŜ Maryja słysząc pozdrowienie anioła
zmieszała się na te słowa. Dla Maryi Dobra Nowina o nieskończonej
Ŝyczliwości Boga człowiekowi była doświadczeniem zaskakującym,
budzącym zdziwienie i zmieszanie. JeŜeli człowiek przestaje się
dziwić miłości Boga, Jego nieskończonej Ŝyczliwości, znaczy to,
iŜ jej jeszcze w pełni nie rozumie. Zdziwienie, zaskoczenie, a
nawet "zaszokowanie" miłością Boga naleŜy do istoty naszej wiary.
JeŜeli uwaŜamy, Ŝe miłość Boga jest "rzeczywistością oczywistą",
która nam się naleŜy, znaczy to, iŜ jeszcze jej w pełni nie
doświadczyliśmy i tak naprawdę jeszcze nie wiemy, co to znaczy
kochać Boga i co oznacza być przez Niego kochanym.
2. Ewangelista Łukasz wspomina, iŜ Maryja rozwaŜała, co
miałoby znaczyć to pozdrowienie. Innym razem stwierdzi, iŜ nosiła
w sercu słowa Jezusa, takŜe wówczas (a moŜe szczególnie wówczas),
kiedy ich nie rozumiała. Doświadczenie miłości Boga, Jego
Ŝyczliwości domaga się od człowieka rozwaŜania, "noszenia jej w
sercu". Przeczucie głębi, niezwykłości Dobrej Nowiny wymaga od
nas wielkiego modlitewnego zaangaŜowania.
Zgoda na własne Ŝycie domaga się przedłuŜonej, wytrwałej
modlitwy, domaga się medytacji. JeŜeli buntujemy się przeciwko
Ŝyciu, to takŜe dlatego, Ŝe nie wsłuchujemy się w działanie Boga
w historii naszego Ŝycia, w Jego "błogosławieństwa", ale jedynie
w nasze Ŝyciowe "przekleństwa".
KaŜdy z nas staje się tym, co kontempluje.
JeŜeli rozwaŜamy, "kontemplujemy" wyłącznie Ŝyciowe
niepowodzenia, klęski, upadki, skrzywdzenia, to nasze Ŝycie staje
się gorzkie, czarne i smutne. Nie chce nam się Ŝyć. Zachowujemy
w sercu nasze przekleństwa, jako największe Ŝyciowe "skarby".
Ewangelia zawsze przekracza człowieka i jego moŜliwości
rozumienia. JeŜeli dla Maryji z jej czystym i niepokalanym sercem
nie było od razu jasne i oczywiste pozdrowienie anielskie, to
o ileŜ trudnej nam jest odkryć jego sens z całym naszym
uwikłaniem w namiętności zaciemniające nam widzenie. Ale w naszej
niemoŜności pojmowania Tajemnicy Boga zostajemy uspokojeni.
Słyszymy bowiem: Nie bój się Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u
Boga.
3. Pozdrowienie anielskie, Ŝyczliwość Boga budzi nie tylko
zachwyt i fascynację, ale takŜe przestrach i lęk. Swoim
wezwaniem: Nie bój się Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga,
Maryja zostaje najpierw wezwana, aby dostrzegła swój niepokój
oraz pokusę pójścia za nim. Człowiek moŜe przezwycięŜyć lęk tylko
wówczas, kiedy go najpierw zauwaŜy i zaakceptuje. Nieraz całe
Ŝycie jesteśmy pogrąŜeni w lęku tylko dlatego, iŜ nie chcemy się
do niego przyznać. Trzeba nieraz odwagi, aby dostrzec swoje
zalęknienie, odkryć jego wielkość i uznać swoją bezradność wobec
niego. Kiedy trwamy w parliŜującym nas lęku, spokojny "trzeźwy"
dialog z Bogiem, przyjęcie "Zwiastowania" jest nie moŜliwe.
ZauwaŜmy, iŜ Świat współczesny Ŝyje w ciągłym zagroŜeniu i
lęku. Jakie wielkie poruszenie zrobiły słowa Jezusa przypomniane
przez Jana Pawła II w dniu inauguracji jego pontyfikatu: Nie
lękajcie się. Potrzebujemy takich słów, które mogłyby wlać
nadzieję i odwagę w nasze struchlałe umysły i serca. Jest w nas
wiele lęku.
Unikamy odwaŜnego spojrzenia na nasze Ŝycie, poniewaŜ
obawiamy się, iŜ ocena naszego Ŝycia moŜe wypaść blado i marnie.
Spokojne dostrzeŜenie naszych lęków jest jednak moŜliwe,
poniewaŜ znaleźliśmy łaskę u Boga. Łaską Boga daje nam niezwykłą
odwagę i światło dla rozeznania w prawdzie naszej lękowej
sytuacji.
Zgoda na własne Ŝycie wymaga bowiem zgody na własny lęk. Im
jaśniej i odwaŜniej widzimy nasze zastraszenie, tym mniej jest
ono groźne. Niebezpiecznym jest zawsze lęk ukryty, zamaskowany,
najczęściej pod pozorem "odwaŜnej agresji". Działanie w lęku,
którego nie jest się świadomym, jest zwykle pełne okrucieństwa,
zarówno wobec siebie samego, jak równieŜ wobec innych. Lęk bowiem
zawsze wiąŜe się z nienawiścią siebie samego i innych. Wszelkie
zło pochodzi ze strachu i kaŜdy gwał z niego się bierze. Osoba
pozbawiona agresji jest osobą, która nie ma w sobie strachu. Gdy
obawiasz się czegoś, stajesz się zły (Anthony de Mello SJ).
Właśnie dlatego słyszymy wezwanie: nie bój się, znalezłaś(eś)
łaskę u Boga.
Boimy się nie tylko jednak siebie samych, ale boimy się
takŜe Boga. Zabrzmi to moŜe nieprawdopodobnie, ale najbardziej
boimy się bezinteresownej miłości Boga. Jesteśmy nieraz tak
głęboko poranieni, skrzywdzeni, iŜ samo słuchanie o miłości
(jakiejkolwiek miłości) moŜe nam sprawiać ból. Czujemy się
znacznie "lepiej", kiedy doświadczamy odruchów ludzkich niechęci
czy wręcz nienawiść. To juŜ dobrze znamy i z tym czujemy się
"bezpieczenie". JeŜeli przyjmemy słowa skierowane do Maryji i do
kaŜdego z nas: Nie bój się, znlazłaś(eś) łaskę u Boga, mogą one
dokonać w nas cudu: moŜemy otworzyć się na Jego miłość wbrew
najgorszym naszym zaranieniom i doświadczeniom Ŝyciowym.
Mówimy niekiedy: miłość jest moŜliwa. To stwierdzenie jest
zbyt lękliwe, małoduszne. Trzeba raczej powiedzeć: Miłość jest
faktem. Trzeba ją jedynie przyjąć i "juŜ od zaraz", od "teraz"
będzie ona naszym udziałem.
4. Z miłością wiąŜe się zaufanie i pełne oddanie siebie. Im
większa miłość, tym większe zaufanie i oddanie. Miłość Boga do
Maryji jest nieskończona, stąd teŜ jego zaufanie i oddanie jest
równieŜ bezgraniczne: Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu
nadasz imię Jezus. Będzie On wielki i będzie nazwany Synem
NajwyŜszego, a Pan Bóg da Mu tron Jego praojca Dawida.
Niezwykłość zaufanie Jahwe Maryji, prostej kobiecie z Nazaretu,
wyraŜa się w tym, iŜ powierza jej swojego Syna.
Maryja nie zawiodła zaufania Boga. Ale nie jest typowa
sytuacja dla kaŜego człowieka. Niezwykłość miłości Boga wyraŜa
się jednak w tym, Ŝe On dalej ufa człowiekowi wbrew jego zdradom
i niewiernościom, wbrew temu, iŜ nie przyjmuje on Jego miłości
w tak prosty i pokorny sposób jak Maryja. Bóg jakby "wbrew sobie"
ufa człowiekowi, iŜ przyjmie on w końcu Jego Syna.
O bezgranicznym zaufania Boga człowiekowi wbrew jego
niewierności bardzo pięknie opowiada nam przypowieść o
przewrotnych rolnikach. Pewien człowiek załoŜył winnicę, oddał
ją w dzierŜawę rolnikom i wyjechał na dłuŜszy czas. W
odpowiedniej porze wysłał sługę do rolników, aby mu oddali jego
część plonu. Lecz rolnicy obili go i odesłali z niczym. Ponownie
posłał drugiego sługę. Lecz i tego obili, zniewaŜyli i odesłali
z niczym Posłał jeszcze trzeciego: tego równieŜ pobili do krwi
i wyrzucili. Wówczas rzekł pan winnicy: co mam poczęć,. Poślę
mojego syna ukochanego, chyba go uszanują. Lecz rolicy (...)
wyrzuciwszy go z winnicy zabili" (Łk 20,9-15).
Bóg ufa człowiekowi "wbrew wszelkiej ludzkiej logice". Na
coraz większą zuchwałość rolników (pierwszego sługę tylko obili,
drugiego obili i zniewaŜyli, trzeciego pobili juŜ do krwi)
właściciel winnicy odpowiada coraz większym zaufaniem. W końcu
posyła swego ukochanego syna.
Bóg w swej nieskończonej miłości nie moŜe zrezygnować z
zaufania człowiekowi. Raczej pozwoli się zabić, ale swego
zaufania nie odwoła. Jest to "logika nieskończonej miłości".
Bóg widzi dalej i głębiej od człowieka. Ludzkie naduŜycia
zaufania BoŜego stają się często przełomem w relacji człowieka
z Bogiem. Dopiero bowiem wówczas, kiedy człowiek zrobi "coś
potwornego", kiedy zejdzie na samo dno, kiedy głęboko pokrzywdzi
siebie i innych, słowem - kiedy ukrzyŜuje Syna BoŜego, dopiero
wówczas zaczyna rozumieć, iŜ bunt jest bezsensowny i Ŝe jest
piekłem dla niego samego i dla jego najbliŜszych. Jak na krzyŜu
Jezusa "klęska Boga" stała się największym zwycięstwem, tak
równieŜ i "nasze klęski" związane z naduŜywaniem zaufania BoŜego
i z naduŜywaniem naszej wolności bywają nierzadko początkiem
naszego zmartwychwstania.
Dotychczasowy bunt, szemranie przeciwko Bogu moŜe nas
nauczyć, iŜ piekło nie jest dziełem Boga, ale jest naszym własnym
tworem. Człowiek sam sobie stwarza piekło swoim buntem.
Bezgraniczne zaufanie Boga, które jest sednem Ewangelii,
jest naszą wielką pociechą i nadzieją w naszym zbuntowaniu wobec
Ŝycia. JeŜeli bowiem buntowaliśmy się przeciw własnemu Ŝyciu,
jeŜeli ulegliśmy depresji, agresji, jeŜeli dotykaliśmy dna
rozpaczy, to równieŜ to bolesne doświadczenie moŜe być dla nas
momentem przełomowym. Dla Boga bowiem nie ma nic niemoŜliwego.
Podobnie jak do zbuntowanych rolników, Bóg wbrew wszystkiemu
pośle Swojego Syna, powierzy Go nam podobnie jak powierzył
Maryji.
Słowa Zwiastowania: Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu
nadasz imię Jezus. Będzie On wielki ukazują nie tylko cel Ŝycia
Maryji, ale takŜe kaŜdego z nas. RównieŜ naszym celem i sensem
naszego Ŝycia jest zrodzenie Jezusa i uczynienie go Wielkim.
5. "Mój Chrystus", którego ofiaruje mi Ojciec, ma we mnie
rosnąć. Maryja, jako Matka Jezusa, najlepiej rozumie to nasze
Ŝyciowe zadanie. Trzeba nam więc z odwagą rozmawiać z Nią, pytać
jej: JakŜe się to stanie (...), jak to jest moŜliwe. Ona nauczy
nas szukać odpowiedzi u Jej Syna. KaŜdy z nas w naszych
wielorakich Ŝyciowych powołaniach ma prawo pytać, szukać, domagać
się światła, zrozumienia.
Pod wpływem lęku i niezrozumienia wkładamy bowiem nieraz na
siebie, a nierzadko takŜe i na innych cięŜary nie do uniesienia.
"Szlachetność" wielu naszych deklaracji i zapewnień zrodzonych
w naszym zalęknieniu zostaje jednak szybko zdemaskowana przez
owoce naszego codziennego Ŝycia. Oddanie, miłość, słuŜba nie mogą
być trwałe, jeŜeli są budowane na lęku. W miłości nie ma lęku,
lecz doskonała miłość usuwa lęk, poniewaŜ lęk kojarzy się z karą
(1 J 4, 18). Nie moŜemy być wierni Bogu, ludziom i sobie
opierając się na chorym poczuciu winy, lęku przed odrzuceniem,
lęku przed karą itp.
Wyjaśnianie wątpliwości, zadawanie pytań, obiektywizowanie
naszych zmiennych uczuć i reakcji słuŜy oczyszczeniu naszej
motywacji z lęku.
Bóg wyjaśniając Maryji jej trudność, w jaki sposób moŜe Ona
urodzić urodzi Syna bez pomocy męŜczyzny, nie odwołuje się do
refleksji intelektualnej nad prawami natury czy teŜ do analizy
emocjonalnej, ale wyłącznie do Swojej Boskiej mocy. Wyjaśnienie,
które Jej daje zaprzecza wszelkim naturalnym prawom i ludzkiej
logice: Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc NajwyŜszego osłoni
Cię.
Próba wyjaśnienia wątpliwości duchowych: sensu Ŝycia,
śmierci, sensu wiary - wyłącznie przez odwołanie się do studium
intelektualnego lub analizy emocjonalnej jest wchodzeniem w ślepy
zaułek. śycia i śmierci ludzkiej nie da się wyjaśnić i zrozumieć
przez odwołanie się do rozumu i uczuć. Ostatecznym lekarstwem na
wszelkie ludzkie wątpliwości, obawy, lęki, bunty jest odwołanie
się do mocy Boga i wiara w nią. W mocy BoŜej znajdują swoje
wyjaśnienie i uspokojenie zarówno ludzkie serce jak i ludzki
umysł. Wszelkie tłumaczenia, wyjaśnienia, jakie Bóg daje
człowiekowi, nie są więc uśmierzaniem najpierw niepokojów
emocjonalnych i intelektualnych, ale są przede wszystkim
pełniejszym wezwaniem do powierzenia się mocy BoŜej.
6. Maryja pyta, szuka, ale się nie buntuje. Z całym
zaufaniem mówi do anioła: Oto ja SłuŜebnica Pańska, niech mi się
stanie według Twego słowa. Zgoda na własne Ŝycie jest w swej
istocie zgodą na wolę Pana Boga, jest zgodą na bycie prowadzonym
przez Niego.
Zgoda na wolę Boga wprowadza jednak w nasze Ŝycie stan
oczekiwania, pewnego "duchowego napięcia". Pan Bóg wzywając
Maryję, aby stała się Matkę Syna BoŜego, nie odsłonił jej bowiem
od razu całej jej historii Ŝycia. Zapewnił ją jednak, iŜ będzie
jej wiernie towarzyszył. Odtąd, za przyzwoleniem Maryji, Bóg
wkracza w jej Ŝycie i często wzywa ją do zadań, których ona
najczęściej nie będzie rozumiała do końca (por. Łk 2, 50). Brak
zrozumienia nie jest jednak przyszkodą do zaufania. Wręcz
przeciwnie, jest wezwaniem do niego.
Zgodzić się na własne Ŝycie to nie znaczy zrozumieć je, czy
teŜ chcieć przewidzieć dokładnie wszystko, co w naszym Ŝyciu nas
czeka. Zgoda na własne Ŝycie domaga się otwarcia się na wielkie
"niespodzianki Pana Boga". W nich bowiem jest zawsze ukryta Jego
Ŝyczliwość, miłość. Najtrudniejsze niespodzianki kryją Jego
nieskończoną Miłość. Maryja nosi w sercu tę pewność Ŝyczliwości
Boga i dlatego mówi z odwagą: Oto ja SłuŜebnica Pańska, niech mi
się stanie według twego słowa. Tę pewność nieskończonej
Ŝyczliwości Boga Maryja miała nie tylko w chwili Zwiastowania,
ale takŜe wówczas, gdy szukała przez trzy dni swojego
dwunastoletniego Syna lub teŜ gdy towarzyszyła mu w Jego męce i
śmierci.
Aby zgodzić się na własne Ŝycie nie trzeba chcieć
wszystkiego zrozumieć. W pewnym sensie trzeba nawet zrezygnować
ze rozumienia. Zgoda na własne Ŝycie zaczyna się wtedy, gdy rodzi
się w nas zaufanie do Ŝycia jako takiego, zaufanie budowane na
wielkim zaufaniu do Boga, Dawcy Ŝycia. śycie ma sens dlatego, iŜ
otrzymaliśmy je od Boga. Odkrycie Boga - Dawcy Ŝycia jest
jednoczesnym odkryciem sensu i celu naszego Ŝycia.
Zgoda na wolę Boga w naszym Ŝyciu, to nie tylko zgoda na
cierpienie, o czym mówiliśmy w naszych rozwaŜaniach. Zgoda na
Ŝycie to takŜe zgoda na piękno i radość Ŝycia. Maryja nie tylko
cierpiała w swoim Ŝyciu. Doświadczyła takŜe wielu pięknych i
wszruszających chwil: urodzenie Syna, macierzyństwo, Ŝycie
rodzinne w Nazaret, wychowywanie Jezusa, towarzyszenie Synowi w
Jego Ŝyciu publiczny, radość ze zmartwychwstania. W Ŝyciu Maryi
emocjonalne doświadczenie radość nie było jednak celem samym w
sobie, ale darem Jej Ŝycia powierzonego Bogu. Maryja nie szuka
radości dla niej samej, ale przyjmuje ją jako dar.
Część I
(1). John Powell SJ, Jak kochać i być kochanym. Przeł. Tomasz
Smiatacz.
WydawnictwoDiecezjalne. Pelplin 1990. s.17.
(2). tamŜe, s.48.
(3). zob. tamŜe. s 28 - 34.
(4). (cyt za : ) J. Powell, Jak kochać...s.52.
(5). John Powell, dz. cyt.,s. 25.
(6). Susan Forward, Toksyczni rodzice,
(7). Anthony de Mello, Minuta mądrości,
Część II
(1). Susan Forward, Toksyczni...
(2).
(3). Simone Weil, Myśli,
(4). Św. Teresa od Dzieciątka Jezus, Dzieła, t.I., s. 701, (cyt.
za:)
(5). Św. Jan KrzyŜa, Droga na Górę Karmel, s. 283
(6). Eliza Kubler - Ross, Rozmowy o śmierci i umieraniu. Przeł.
Irena DoleŜal - Nowicka. IW PAX 1979, s. 21.
(7). Maria Braun - Gałkowska, Psychologia domowa, s. 206.
(8). Clive Stapples Lewis, O wierze i moralności, s. 82.
(9). Schemat rozwiązania konflitu podaje ElŜbieta Sujak, Pośrodku
drogi, LIST, 1/93.
(10). Anthony de Mello, Śpiew ptaka. Przeł. Henryk Pietras SJ.
(11). Fazy kryzysu przedstawiono na podstawie konferencji O.
Adama Schulza SJ.
( 12). J.W. Goethe, Faust,
( 13). John Powell, Jak kochać i być kochym, s.
( 14). Jean Guitton, Marta Robin, Mistyczka, wizjonerka,
stygmatyczka. Przeł. Częstochowa 1990, s. 86, 87.,
Lucyna Słup
CWICZENIE KOŃCOWE
Na zakończenie naszych rozwaŜań proponuję refleksję-zabawę.
Spróbuj szczerze, przypominając sobie konkretne sytuacje
odpowiedzieć na poniŜsze pytania:
1. Czy łatwo ulegasz zniechęceniu, przygnębieniu, depresji?
2. Czy inni często Cię denerwują?
3. Czy uwaŜasz, Ŝe naleŜy Ŝyć w zgodzie ze wszystkimi niezaleŜnie
od tego ile by Cię to kosztowało? Czy chcesz być miły dla
wszystkich?
4. Czy marzysz o osiągnięciu czegoś wielkiego, wspaniałego?
5. Czy w ogóle często marzysz?
6. Czy masz jakieś nałogi, z którymi bezskutecznie walczysz ( nie
tylko alkohol czy papierosy ale takŜe jedzenie, oglądanie TV
itp.)
7. Czy jesteś nieśmiały? Łatwowierny, naiwny?
8. Czy uwaŜasz, Ŝe inni Cię prześladują, Ŝe się na Ciebie
,,uwzięli''?
9. Czy masz tzw. ,,swoje zdanie''? Czy duŜo Cię kosztuje, Ŝeby
z niego zrezygnować?
10. Czy często uwaŜasz za swoje to, co inni uwaŜają?
11. Czy lubisz rządzić? Czy cieszysz się, gdy inni spełniają
Twoje polecenia?
Czy masz tendencje do narzucania innym swojej woli?
12. Czy krytykujesz innych? Czy czujesz, Ŝe zrobiłbyś o wiele
lepiej to, co oni robią?
13. Czy często czujesz się niedoceniony? Czy chciałbyś aby inni
bardziej dostrzegali Twoje
osiągnięcia?
14. Czy lubisz mówić o sobie - nie tylko o swoich sukcesach ale
takŜe np. o swoich
chorobach, cierpieniach itp.
15. Czy boisz się nowych sytuacji, zadań? Czy boisz się ludzi?
16. Czy jesteś podejrzliwy?
17. Czy trudno znosisz samotność? Czy musisz mieć zawsze
towarzystwo?
18. Czy wszystko co robisz, lubisz robić doskonale?
19. Czy lubisz pokpiwać z innych?
20. Czy samotność wydaje Ci się najpewniejszym schronieniem przed
brutalnym światem?
21. Czy zabiegasz o sukcesy w pracy zawodowej?
22. Czy nie przywiązujesz nadmiernej wagi do pieniędzy i tzw.
,,standartu Ŝyciowego''?
Jeśli na większość tych pytań z całym przekonaniem
odpowiedziałeś "tak" znaczy to, Ŝe nie lubisz siebie albo lubisz
w niewystarczającym stopniu, ale zawsze masz przed sobą szanę na
lepsze Ŝycie.