background image

www.teozofia.org

 – Teozofia w Polsce 

 

 

 

 

 

 

 

 

BO YIN RA 

 

 

 

 

 

  

Ksi ga Sztuki Królewskiej 

 

 

 

 

 

podr cznik białej magii 

 

 

 

 

 

 

 

przeło ył 

 

 

 

 

        Marceli Tarnowski 

 

 

 

 

 

Łód  - Katowice - Warszawa 1923 

 

 

 

 

 

 

 

 

     Tre . 

 

Do Poszukuj cego 

niwo 

Niesko czenie wielokrotna jedno  

Poznaj samego siebie! 

Droga ucznia 

Zako czenie 

Z Krainy  wiec cych

 

Próg 

Pytanie króla 

W drówka 

Poł czenie 

Wola rado ci 

Do wszystkich, którzy d

 do  wiatła 

Nauka 

Posłowie 

 

 

 

 

 

---------------------- 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Do Poszukuj cego 

 

 

Chc  prawi  ci o drodze, po której ja sam ongi  kroczyłem! 

 

Chc  ci ukaza  drog , na któr  wkroczy  mo e ten jedynie, kto sam si  staje „drog ”! 

 

 

W drowcem byłem na tej drodze i d yłem do  wiatła, a  wreszcie tak si  zbli yłem do 

sło ca, a e si  w niem pogr ył w drowiec i droga. 

 

Zanim si  opatrzyłem, stałem si  sam sobie „drog ” i pomkn łem, jak strzała do celu, w 

płomienne sło ce. 

background image

www.teozofia.org

 – Teozofia w Polsce 

 

 

 

I tak oto ja sam zjednoczyłem si  ze sło cem, a wszystko, czem byłem przedtem, 

spłon ło w  arze. 

 

Siebie samego trawi  w ogniu jego  wiatła - jak ebym miał nie pragn , aby wszystko, 

co d y do  wiatła, do sło ca, stało si   wiatłem i ogniem płomiennym! 

 

 

Wszystkie „sło ca” gorej  w tem samem  wietle! 

 

Kto zapłon ł jako „sło ce”, jest ze wszystkiemi sło cami w sobie samym zjednoczony. 

 

Nie wiesz, jakiego sło ca  wiatło przy wieca ci w mojem  wietle. 

 

Nie narzucaj granic samowoli! 

 

W  wietle znikaj  wszelkie granice. 

 

Szukaj  wiatła w sło cach, a sło c w ich  wietle! 

 

Kochaj  wiatło we wszystkiem, co  wieci, o Poszukuj cy! 

 

Je li chcesz zbli y  si  do  wiatła, tedy zaniechaj oporu! 

 

Wszystko w tobie jest jeszcze oporem! 

 

Wszystko w tobie jest jeszcze mow , dlatego nie „słyszysz” nic! 

Wszystko w tobie jest jeszcze spojrzeniem, dlatego nie „widzisz” nic! 

 

Naka  sobie samemu milczenie i przymknij oczy swe, a eby wielka cisza dotrze  mogła 

do ciebie! 

 

Tylko w ród ciszy nauczysz si  wreszcie „widzie ”. 

 

Tylko w bezsłownej ciszy przemawia wieczyste „słowo”

 

„Pocz tek” płodzi „słowo” - „słowo” płodzi „ wiatło”, i  wiatło  wieci w „słowie”, w 

najgł bszej ciszy wieczno ci, która jest dzi , jak była po wsze czasy

 

Nauka, któr  tu otrzymujesz, nie wyl gła si  w mózgach człowieczych. 

 

Jest ona nauk  wieczno ci i nic nie ma wspólnego z owemi gmachami my li, przez które 

człowiek ziemi pragnie osi gn  niebo. 

 

Nauka, któr  tu otrzymujesz, jest sama - słowem „słowa”... 

 

Wszyscy, którzy mog  da  ci t  nauk , s  w „słowie” zjednoczeni wiedz  i 

wiadomo ci . 

 

Gdy nauczaj , nauczaj  rozpoznawania siebie samego w „słowie”, a przez „słowo” 

tworz  ład w chaosie złud i omamów, tłocz cych si  w wiecznym ruchu tego, co zwie si  

„materj ”. 

 

Lecz w tobie jest jeszcze tysi c sprzeciwów, walcz cych z tysi cem innych. 

 

Jeszcze nie jeste  wolny

 

Jeszcze nie posiadasz bezwolnej woli d enia za mn  po  cie ce do  wiatła. 

 

 

Je eli d ysz do  wiatła, musisz si  nauczy  „wierzy ”

 

„Wierzy ” znaczy to: kształtowa  sił , aby zbudzi  sił  wy sz . 

 

Same ju  słowa wiary mog  by  siłami, ale nie chc , aby  „wierzył” samemi słowami

 

„Wiara” jest „wol ”

 

Jaka jest „wiara” twoja, takie s  twoje siły! 

 

Jaka jest „wiara” twoja, tak b dzie ci si  działo... 

 

Tylko własna twa siła wyzwala owe wy sze, pomocne siły. 

background image

www.teozofia.org

 – Teozofia w Polsce 

 

 

 

 

Je li pragniesz si  „modli ”, tedy pro  w sobie o „skrzydła”! 

 

Słysz, istniej  skrzydła, co wy ej nios , ni eli orle lotki! 

 

Istniej  skrzydła, co ponios  ci  ponad wszystkie gwiazdy. 

 

O takie skrzydła pro , je li pragniesz si  „modli ”! 

 

Ka da inna „modlitwa” jest blu nierstwem. 

 

Kto prosi o te skrzydła, b d  mu dane. 

 

Kto chce lata , temu wyrosn  lotki. 

 

Ju  podczas „modlitwy” b dzie „wzniesiony”... 

 

 

A teraz, o Poszukuj cy, zburz bo ki fałszywe, je li chcesz zbli y  si  do wieczno ci w 

swym Bogu  ywym! 

 

Szukaj w sobie swego Boga! W tobie samym tylko mo e si  on jako twój Bóg narodzi . 

 

Nie b dziesz słu ył innemu Bogu! 

 

Słuchaj prastarych, bł dnie tłumaczonych słów! 

 

Słuchaj ich w nowem rozumieniu!  

 

Słuchaj z dr cym sercem: 

 

Jam jest twój pan!” powiada Bóg twój... 

 

„Nie b dziesz szukał innych bogów!” 

 

„Nie b dziesz tworzył sobie obrazów, czyni c z nich Boga swego!” 

 

Tutaj, o Poszukuj cy, odnajdziesz w sobie pocz tek i koniec prawdy! 

 

Kto poj ł tu, co poj  nale ało, ten si  na drodze swej wi cej nie potknie. 

 

Lecz słowo człowiecze mo e tu jeno bł d i pomieszanie stworzy , i dlatego ko cz  sw  

mow ! 

 

Gdy kiedy  odnajdziesz sam w sobie to, czego dzi  napró no szukasz w zewn trzno ci

wówczas dopiero zrozumiesz, co chciały ci obwie ci  słowa zamierzchłej przeszło ci. 

 

 

 

 

 

 

 

      ----------------------- 

 
 

 

 

 

 

             

niwo 

 

 

Rzu my zasłon  na wszystkie słowa, które w nowym  wiecie słu  nam do 

wypowiadania si . 

 

Tak b dzie lepiej... 

 

Wiele jest jeszcze rzeczy, które oszcz dzi  nam nale y, a które musieliby my wypieli , 

gdyby my chcieli w ród „słów m drców” oddzieli  fałszywe od prawdziwych. 

 

„Młodsi” bracia nasi, którzy z tej czy innej wie ci zasłyszeli o nas, licz  mniejszemi 

okresami czasu, ni eli my. 

 

I w dobrej wierze uwa aj  si  za powołanych do pomagania w dziele, które my czyni  

musimy, bowiem dla nich powstawanie jego zbyt jest przewlekłe. 

 

Jak eby im si  w ich gwałtowno ci nie podobało tempo naszego działania, gdyby si  

mogli domy le ,  e zaledwie zacz li my to, co im wydaje si  ju  zdawna dokonanem! 

background image

www.teozofia.org

 – Teozofia w Polsce 

 

 

 

Siejemy tylko ziarno na zaoran  rol . 

 

Od was zale y, czy zakiełkuje ziarno... 

 

Baczcie, aby cie bronili łakomemu ptactwu po era  ziarenka, zanim wzrosn  korzenie i 

d bła

 

Strze cie tego, co wam powierzono! 

 

 

Wielu przesiadywa  musi w ciemno ci, wielu musi mieszka  w cieniu, bowiem dni s  

ciemne - po eraj   wiatło. 

 

Ale tym, co i w nocy czuwaj , za wieci „sło ce” na niebie północnem. 

 

Do tych przyjd  biało odziani „pasterze” i  wi t  gr  na fletni ich trzody zbior ... 

 

A wówczas ka dy, kto pragnie przewodu, znajdzie przewodnika, a przewodnik 

powiedzie ich przez „wrota  pi owe” i przez „drog  pustynn ” na wy e „ wi tych gór”, na 

wy e Himavatu

 

Tam zaton ło „sło ce” w  wietle, a „ziemia” utraciła swój ci ar

 

Tam jest „niebo” wieczn  głowni  ognist , a „gwiazdy” płon  w jego  wietle. 

 

Wszystko, co dojrzało do zapłoni cia, w ogniu tym staje si  ogniem i wieczystem 

wiatłem

 

Ale wiele jeszcze jest zielone i nasi kłe wod  - nadmiarem my li

 

I tak oto opiera si  płomieniowi, wi dnie i gnije... 

 

 

Spokojnie wyczekuj  wieczni Ojcowie „mistrzów na ziemi” po ywienia dla ognia. 

 

I zapalaj  roje gwiazd od wiecznego  aru. 

 

 

Słysz! - Spłon , roz arzy  si ,  wieci  lub te  zgni  - jedno albo drugie jest twem 

przeznaczeniem! 

 

Je li chcesz mu si  umkn , tedy zwodzi ci  własna głupota. 

 

Tylko wybór spoczywa w twem r ku! 

 

 

Kto własne swe mniemanie powa a stawia  narówni z wieczyst  m dro ci  bosk , ten 

staje na drodze czynu, który mamy do spełnienia na ziemi. 

 

Blu ni on duchowi, o wietlaj cemu ziemi , je li my li swe, zrodzone z prochu, stawia na 

miejscu „słowa”! 

 

 

Zanim powstały  wiaty, było „słowo”, i w niem  wieci poznanie „słowa”! 

 

Nie przez my lenie osi gn  mo e człowiek to poznanie, bowiem my l jest najlichszym 

ze sług „słowa”. 

 

Kto chce zawsze otrzymywa   wietlany dar pana, niechaj naka e słudze milczenie! 

 

Czynimy dzieło dalekiego „Wschodu”, dzieło  wiec cego dnia wieczno ci! 

 

Otwiera  mamy dusze dla  ywego  wiatła. 

 

Kto szuka „przewodu”, który nikogo nie wiedzie na manowce, niechaj zachowa słowa 

nasze w sercu. 

 

My za  b dziemy mu po wszystkie czasy bliscy duchem! 

background image

www.teozofia.org

 – Teozofia w Polsce 

 

 

 

Na ziemi tej zrodzili my si  na czynnych Braci „Synów  wiatła”. 

 

Przez nas ma si   wiatło wieczno ci sta  poznawalnem dla człowieka ziemi tej, nie 

o lepiaj c oczu jego. 

 

Podobnie wam  yjemy ciele nie, ale zarazem prze ywamy  ycie wieczno ci...  

 

Kto prowadzony jest poprzez w sk   cie k , wiod c  do naszego „królestwa” w duchu, 

ten kroczy naprzeciw własnemu  yciu wieczno ci

 

Powiedziemy go do „gwiazd” wieczno ci, które - zrodzone z prawdziwego  wiatła - s  

jednem z nami, powiedziemy go w  wietle, które istnieje od prapocz tku i nigdy zagasn  nie 

mo e. 

 

 

Niewielu bardzo jest nas, którzy przez wol  sw  zdobywamy i zachowujemy na ziemi t  

jedno   wiatła duchowego

 

Lecz wielu jest nas razem z owymico przed nami nosili to „brzemi ”, z owymico po 

nas nosi  je b d . 

 

Nie dzieli nas „rasa” ani „narodowo ”, mowa ani granice geograficzneoddalenie w 

czasie ani przestrzeni. 

 

W sobie samych uwielbiamy to, co chce si  przez nas objawi ... 

 

Wyrzekli my si  pragnienia, aby by  czem innem, jak objawieniem w  wiecie 

widzialno ci. 

 

Nie przymuszali my siebie, aby si  „sta ” tem, czem jeste my

 

Ka dy z nas z trwog  wspomina ów dzie , co przyniósł mu wiedz  i jarzmo, które musi 

d wiga ... 

 

 

Gdzie tylko  yje jeden z nas, tam posiada „Bractwo na ziemi”  wi tyni  ducha. 

 

aden z nas nie daje w swych słowach własnej nauki. 

 

W słowach ka dego z czyni cych mówi  wszyscy czyni cy Pra wiatła w wieczno ci.  

 

Napró no b dziecie usiłowali odró ni  jednego z nas od jego Braci! 

 

adnego z nas nie mo na tu „zabi ”, niszcz c jego ciało, bowiem w królestwie ducha 

yjemy wszyscy wzajem w sobieprzenikaj c jeden drugiego, zjednoczeni jeden ze wszystkimi, 

bez wzgl du na to, czy korzystamy jeszcze z ciała ziemskiego, czy te  opu cili my je ju . 

 

Jeste my ponad my leniem i patrzeniem, bowiem znale li my królestwo najprostszego 

poznawania, krain  Rzeczywisto ci

 

Tam „ yjemy” i stamt d działamy, nawet gdy ciała nasze dziel  tysi ce mil. 

 

Kto znalazł dost p duchowy do kogo  z naszego kr gu, ten wkroczył na ziemi do 

wi tyni ducha

 

Chcemy dosi gn  serc ludzi, a eby serca ludzi odnalazły  cie k  do ducha

 

Wyborem za  kieruje prawo, które jest ponad wszelk  samowol . 

 

I  aden z nas nie mo e dowoli przyjmowa  do  wi tyni ka dego, kto do niej dotrze. 

 

 

Strumie  musi by  bliski morza, aby mógł d wiga  na sobie morskie okr ty

 

background image

www.teozofia.org

 – Teozofia w Polsce 

 

 

 

Ka dy, kto przychodzi do nas, dozna  mo e pomocy i przewodu - atoli „ wi cenia” 

otrzyma  mo e ten tylko, kogo prawo do tego przeznaczyło. 

 

 

 

 

 

 

 

------------------- 

 
 

 

 

 

Niesko czenie wielokrotna Jedno  

 

 

Dalecy jeste my od tego, aby odsłania  zbo n  m dro , której kapłanami jeste my, 

po dliwym oczom czelnej ciekawo ci. 

 

Dajemy wszystko, co wolno nam dawa . - Dzisiaj jest to wi cej, ni  wolno było dawa  

naszym Braciom w przeszło ci! 

 

Ale w pokorze chylimy czoła przed prawem ducha

 

Wał ochronny milczenia rozci gni ty został przed ostateczn  tajemnic , bowiem prawo 

chce tak - a nie, i  my tak chcemy. 

 

I tak oto musimy sami zaciera  w umysłach to, co w ró nych czasach podst pnie zdobyli 

niepowołani, i zmuszeni jeste my wówczas wznosi  mur milczenia wy ej jeszcze. 

 

 

Dano wam wiele, co nie nale ało do tych, którzy wam to dawali... 

 

Budz c si , poznawajcie, jak umie prawo ducha niszczy  takie dary! 

 

 

Tylko to, co przez nas jest dane, uznaje prawo ducha za swe dzieło! 

 

Nie wierzcie, aby cie na Wschodzie, bodaj nawet na stokach Himavatu - tam gdzie 

„łab dzie” naj wi tszych stawów  wi tyni pobudowały swe gniazda - mogli si  zbli y  do 

zbo nej m dro ci duchowego „Wschodu”! 

 

Nie wszystko, co pochodzi ze Wschodu, jest  wiatłem ze  wiatła „Wschodu”. 

 

Wieje te  ze Wschodu suchy wicher jałowej spekulacji i wiatr gor czkowy pustego 

zabobonu... 

 

Najwi ksza głupota i najwy sza m dro  znajduj  si  na Wschodzie. 

 

Atoli  wiatło z dalekiego „Wschodu” ducha jest wieczyst , kosmiczn  m dro ci ! 

 

Potrafi ono dosi gn  ka dego, kto mo e je przyj , bez wzgl du na to, z jakiego 

pochodzi narodu. 

 

Szukajcie, a - znajdziecie! - Ale nie szukajcie w  wiecie zewn trznym! Strze cie  wiatła, 

które oto na nowo zapalamy w sercach Krainy Zachodu - bowiem ono jest:  wiatłem z 

dalekiego „Wschodu” ducha! 

 

 

wiatło, które wiecznie było i wiecznie b dzie,  wieci wprawdzie dla wszystkich w 

ciemno ciach, ale  ni cy w mroku nie poznaj  go

 

Bacz, oto ty sam jeste  jeszcze - swym snem - ty, który masz sam siebie w „Pra wietle” 

jako  wiatło pozna ! 

 

Nigdy nie byłe  istotnie w ciemno ci, bowiem to, co mógłby  był tak nazywa , nie ma 

bytu w prawdzie twego ducha. 

 

Byłe   wiatłem od prapocz tku, który nigdy nie „był”, lecz wiecznie „jest”! 

background image

www.teozofia.org

 – Teozofia w Polsce 

 

 

 

wieci  masz w sobie samym, i by  poznał pełni  swego  wiatła, i zbudzi  si  masz ze 

snu ciemno ci! 

 

Dzi  jeste  jeszcze niewolnikiem snu. 

 

Mo e jutro ju  zbudzisz si , a dzie  twój b dzie wieczny... 

 

I „noc” nie ograbi ci  ju  z pełni twego  wiatła. 

 

 

Z wyboru własnej woli - przez swoj  wiar  w „noc” - stałe  si  snem ciemno ci! 

 

Oto masz mrok rozja ni  swem  wiatłem, i by si  dzie  stał w tobie, a sen twój dobiegł 

ko ca. 

 

 

Strze  si  przed snami swemi, albowiem duchy twego snu s  despotyczne i  dne 

władzy! 

Łatwo si  mo e sta , i  przetrzymaj  ci  one we  nie dłu ej, a wówczas prze pisz 

dzie  swój i czeka  b dziesz musiał nowego dnia.  

 

Szukasz jeszcze we  nie, w pustej nico ci, nad chmurami Jedynego, który tylko w wielu 

si  objawia. 

 

Bacz, mieszka on ju  w tobie i powiada: 

 

„Jestem po rodku was, ale wy słowa mego nie słyszycie, albowiem głos mój cichy jest, 

niby daleki ptaków zew!” 

  

 

 

Naucz si  odró nia   wiat wyobra e  od rzeczywisto ci w  wiecie! 

 

Wyobra enie trzeba ci przezwyci y , a nie rzeczywisto ! 

 

Zbud  w sobie prostot  dziecka, je li chcesz znale  to, co duchowe! 

 

Unikaj wszelkiej my lowej „m dro ci”! 

 

Uciekaj od  wiata, opartego jedynie na my leniu! 

 

Porzu   wiat, który  yje jeno głow ! 

 

Oto jest „wielkie wyrzeczenie si ”! 

 

Oto pocz tek kroczenia po  cie ce, na której w drowiec sam staje si  rzeczywisto ci  w 

prawdzie! 

 

 

W  wi tym porz dku włada prawo! 

 

Je li  wiatło wieczno ci dosi gn  ma kiedy  serc ludzi, tedy musi pierwej przyj  

barw  ziemi... 

 

Dlatego tylko jeste my  wiec cymi  wiatła,  e  wiatło przysposobiło nas do tego, aby 

nabierało w nas barwy ziemi.   

 

Zawierzaj zawsze „ wiec cemu”, który ci si  stanie „przewodnikiem”, lecz miłuj w nim 

tylko  wiatło, które, przenikaj c go, zbli y  si  chce do ciebie! 

 

Uwolnij dusz  sw  od wszelkiego obrazu form  miertelnych, je li chcesz znale  

Jedynego, który si  w niesko czonej wielokrotno ci objawia! 

 

To, co działa  chce w tobie, to nie człowiek, przez którego poznawalnemi si  staj  dla 

ciebie promienie  wiatła. 

 

Je eli zwiesz go „mistrzem”, tedy wiedz, i  jest on tylko mistrzem jasnego  wiecenia, ale 

nie „ wiatłem” samem! 

background image

www.teozofia.org

 – Teozofia w Polsce 

 

 

 

Kto macaj c w ciemno ciach po da przewodu, niechaj szuka w sobie nade wszystko 

tego jedynego, co „mistrza” ka dego czyni dopiero „mistrzem” - złocistej iskry wieczno ci... 

 

Znale  j  mo e jedynie, szukaj c w sobie samym

 

Jeste my tem, czem jeste my, poto jeno, aby wam pomaga 

 

Niczego innego nie  da od nas prawo

 

Zbudzi  w was mamy siły, które wyrw  serca wasze z ciemno ci. 

 

Wie  was mamy do was samych... 

 

Zapali  mamy w was boski płomie , wieczy cie  wiec cy. 

 

Rozbudzi  mamy w was „słowo”. 

 

- Ale  w ten sposób pomaga  mo emy jeno temu, kto pragnie naszej pomocy... 

 

Bezsilni jeste my, ilekro  nie wierzycie niezachwianie, i  taka pomoc od nas jest 

mo liwa. 

 

Poza tem jeste my lud mi ziemi, nie wolnymi od „bł dów”. 

 

Działamy jako ludzie ziemi, którzy ju  w  yciu ziemskim znale li królestwo ducha i 

umiej  z niego działa . 

 

W pokorze wiemy - a wiedza ta oparta jest na pewno ci - i  jedna tylko istnieje 

„doskonało ”, do której d y wszelkie  ycie - a to, co nazywamy „ yciem”, jest tylko tem 

d eniem. 

 

Gdyby „doskonało ” była osi galna, tedy przy osi gni ciu jej ko czy  musiałoby si  

wszelkie „ ycie”, a tylko jej nieosi galno  stwarza po wszystkie wieki coraz now , wieczn  

podstaw   ycia. 

 

„Doskonał ” jest tylko owa niesko czenie wielokrotna Jedno , która si  w 

niezliczonych ukształtowaniach wieczy cie na nowo jako siebie sam  prze- ywa... 

 

 

 

 

 

 

 

------------------- 

 
 

 

 

 

 

 

Poznaj samego siebie! 

 

 

Nie wierz bł dnym marzycielom, kiedy ci powiadaj : - Ka dy, kto potrafi, mo e si  

kiedy  sta  „mistrzem”! 

 

„Mistrz” rodzi si  ju  na t  ziemi  jako mistrz, a kto si  mistrzem nie zrodził, ten nigdy 

mistrzem „sta  si ” nie mo e. 

 

Wielu jest ludzi, co ch tnie wierz  ka dej obiecance, je li tylko głaszcze ich pró no . 

 

Atoli nie osi gn  oni wi cej, jeno zburzenie własnej kolei  ycia. 

 

Nie szukajcie tego, co samo was nie szuka! 

 

Na drodze do ducha po wsze czasy nakazana jest ka demu w drowcowi najwi ksza 

ostro no . 

 

Ludzie, którym natura zdradzi  chce swe tajemnice, s  tak rzadcy, i  najbutniejsza tylko 

zarozumiało   ywi  mo e przekonanie, i  si  nale y do tej znikomo małej garstki. 

 

 

Wysocy „Ojcowie” Pra wiatła wiedz , komu mog  zaufa  i komu maj  przez „guru” 

oddawa  swe siły. 

background image

www.teozofia.org

 – Teozofia w Polsce 

 

 

 

Kto istotnie nale y do tej nielicznej garstki, wie o tem wówczas dopiero, gdy dane mu s  

moce jego działania. 

 

Nigdy nie wymarzył sobie sam swego zadania. 

 

W duchu był on dojrzały, zanim si  narodził, a gdy osi gn ł „swój czas”, odnale li go 

„Ojcowie” w Pra wietle, jako  rzały owoc. 

 

Mo e szukał ju  przedtem m dro ci, a nie chciał posi

 „magji”. 

 

Mo e szukał w pokorze przewodnika, ale nie pragn ł z pewno ci  „ wi cenia”, które si  

stało jego udziałem. 

 

I tak oto „stał si ” tem, czem był od urodzenia, nie przeczuwaj c tego... 

 

Władza nad siłami okultywnemi nie jest nigdy zewn trzn  oznak  „mistrza”. 

 

Słyszeli cie, i  istniej   rodki i drogi do osi gni cia takich sił? 

 

Zaiste, lepiejby było, aby cie nic o takich rzeczach nie wiedzieli. 

 

Dla wi kszo ci ludzi, którzy d yli do tego, stały si  moce owe haczykiem u w dki. I 

wiele sił utraci  musieli w tych sidłach. 

 

Kto ma nad mocami temi jako powołany panowa , tego przez długie lata przygotowa  

naucza powołany panowania nad niemi. 

 

A i wówczas jeszcze mog  mu si  one sta  przyczyn  zguby. 

 

Kto posiada moc panowania nad temi siłami okultywnemi, ten obowi zany jest stale 

pot gi swej u ywa , a moc ta m ci si  straszliwie, je li wola raz cho by zawiedzie... 

 

Jedna chwila zwłoki lub zw tpienia we własn  moc, a wszystkie te siły, które pot ga twa 

umie skierowa  ku dobremu, odwróci  si  mog  na złe, poci gaj c nieobliczalne skutki. 

 

Szale stwo i  mier  tajemnicza nie s  jeszcze najstraszliwemi nast pstwami, które z tego 

mog  wynikn . 

 

Wina za  spada na tego, kto oddał moc tak  w r ce, nie stworzone do władania ni . 

 

Prawdziwy „mistrz” nie obarczy si  tak  win . 

 

 

 

Gdy kiedykolwiek „mistrz” jaki staje „guru” człowieka  yj cego na ziemi, a ten jego 

„Synem” duchowym, tedy musi to by  człowiek, który przedtem ju  „umarł” był dla woli 

ziemi, a  yje jeno dla woli ducha, w której si  na nowo „narodził”. 

 

I jedyne, co mo e wówczas „mistrz” czyni , to, i  kieruje on z ducha człowiekiem, 

nakazuj c mu dokonywa  woli ducha

 

Ziemia jest wówczas dla „Syna” duchowego polem pracy, a jedynie królestwo woli 

duchowej uznaje on za sw  praw  ojczyzn 

 

Atoli siła woli duchowej jest niesko czenie wy sz  od wszelkich sztuk „okultywnych”. 

 

Kto d y jeszcze do sił „okultywnych” przez zewn trzne „ wiczenie”, popada w 

mroczn  krain  zgubnych pragnie ... 

 

„Magja” w najwy szym sensie, „Sztuka Królewska” prawdziwych „wtajemniczonych” 

wszech czasów, z krain  t  nic nie ma wspólnego. 

 

Prawdziwa moc cudowna „Sztuki Królewskiej” jest tylko wiecznie niezwyci on  sił  

woli ducha. 

 

Atoli człowiek mo e w sobie samym posi

 t  wol  wiecznego ducha, gdy tylko 

wyrzeknie si  nieodwołalnie woli ziemi

background image

10 

www.teozofia.org

 – Teozofia w Polsce 

 

 

 

 

Kto chce si  wyzby  w sobie „woli ziemi”, niechaj nie s dzi, i by musiał na to wyrzec 

si  ziemi. 

 

„Zaprzeczenie  wiata” jest głupot ! 

 

„Zaprzeczenie  wiata” jest narkotykiem słabych dusz. 

 

Wła nie przez „zaprzeczenie  wiata” b dziesz najcz ciej skuty z „wol  ziemi” bowiem 

to, co ka e ci „zaprzecza ”  wiat, to zawsze niezaspokojona „wola ziemi”, a nie zwyci sko 

pot na wola ducha, której wszystko musi słu y  i której nic przeciwstawi  si  nie zdoła. 

 

Równie głupimi s  wszyscy wzgardziciele JA, bowiem nie wiedz  oni, czem gardz . 

 

Je li powiadaj  do ciebie: „Pokonaj w sobie swe JA!” - radz  ci  le. Zga  JA, a wszystko 

zga nie, gdy  wszelki byt i wszelkie zjawisko dostrzegalne jest tylko przez JA, dla JA. 

 

Nie mo esz zgasi  swojego JA, nawet gdy d ysz ze wszystkich sił do nie-JA, popadaj c 

w złudzenie, i  wyrzekasz si  swego JA. 

 

Wieczne jest owo pra-Ja, które ci  wiecznie ze siebie jako JA płodzi! 

 

Powiedz tym, co twierdz , i  JA jest w nich zgaszone: - „Nie wy stali cie si  nie-JA, ale 

głupota wasza wierzy w ten fałsz waszego złudzenia!” 

 

Uciskacie wprawdzie to, co jest w was JA, ale nie mo ecie JA zabi !” 

 

„Bł dnie pojeli cie słowa m drca, bowiem m drzec jest do gł bi swem JA!” 

 

„Wszystko w nim podwładne jest jego JA”. 

 

„Za  wyrzec si  macie jedynie naleciało ci!” 

 

prawieczno ci jeste  JA, o Poszukuj cy, nawet je li nie rozpoznajesz jeszcze swej 

identyczno ci w biegu okr nym wieczystej spirali. 

 

Wszystko, prócz JA, jest przemijaj c  „naleciało ci ”. 

 

Bronisz jeszcze „naleciało ci”, jak gdyby była to twa własno . 

 

Ale wszystko, co jest naleciało ci , znów od ciebie odleci i niezliczone ju  razy 

odlatywało od ciebie - lecz ty nie dostrzegałe  tego! 

 

Własne twe ciało jest tylko naleciało ci  w tym  wiecie naleciało ci. 

 

Atoli ty jeste  JA - za  JA jest jednorakie, wieczyste i niezniszczalne w ka dej emanacji! 

 

JA jest niewyja nione, bowiem JA jest „ wiatłem w sobie” i doskonał  jasno ci . 

 

JA płodzone jest wiecznie jako pra-JA! 

 

Nie inaczej poznawany jest, nie inaczej kochany „guru”, „Ojciec”, nie inaczej 

„Pra wiatło”, jeno przez JA... 

 

Atoli tem jeste  i ty, o Poszukuj cy - ty zawsze jedyne JA, je li chcesz tylko wyzby  si  

wszystkiego, co jest w tobie naleciało ci ! 

 

Nie szukaj „nazewn trz”, Poszukuj cy, tego, co  yje we wn trzu! 

 

Nigdy nie znajdziesz zewn trz siebie tego, czego nie znalazłe  we „wn trzu”, w sobie

 

Zachowaj sw  trze wo  duchow ! 

 

W trze wej wierze, bez „marzycielstwa” i „mistycyzmu”, najrychlej znajdziesz pewno  

ostateczn . 

 

Im bardziej wzrasta  b dzie twa pewno , tem ja niej odczuwa  b dziesz w sobie wol  

ducha. 

 

 

 

 

 

 

---------------------- 

background image

11 

www.teozofia.org

 – Teozofia w Polsce 

 

 

 
 

 

 

 

 

 

Droga ucznia. 

 

 

Stoisz oto przed  wi t  furt  i umiesz ju  „puka ”. 

 

Atoli kto „zapuka”, b dzie mu otworzone, je eli poda „prawdziwe znaki”. 

 

Lecz jak e masz znale  wysok  Społeczno , nie szukaj c „nazewn trz”? 

 

O Poszukuj cy! - Ta duchowa gromada przewodników bardzo jest blisko ciebie - ale  

twoje czucie nie jest jeszcze rozbudzone... 

 

Działa ona w tobie, w sobie jeste  z ni  zwi zany nie przeczuwaj c nawet  ladu tego 

zwi zku. 

 

Wie o niej ka dy, kto si  pogr y we własn  najwewn trzniejsz  gł bi . 

 

 

Mógłby  długie dni i noce sp dzi  w jednym domu z „mistrzem”, a jednak trudno ci 

b dzie rozpozna  go jako „mistrza”, albowiem jedyny Mistrz, którego „pochodniami” s  jeno 

wszyscy „mistrze” tej ziemi, dobrze poukrywał znaki, któreby ich czyniły poznawalnymi. 

 

Nie ukrywaj  oni przed wami tego, czem s  wistocie. 

 

działaj  oni istotnie, poznacie, w druj c po drogach, które wam oni ukazuj . 

 

Je li patrz c zbli y  si  chcesz do tej wysokiej Społeczno ci, tedy bacz, aby osi gn  

sobie samym ten stan, w którym  yj  ci mistrze o „jednakiem oku”. 

 

Nie wcze niej przejmiesz w sobie ich wie , jak w owym dniu, w którym osi gniesz po 

raz pierwszy najwewn trzniejsz , bezwoln  cisz , pełn  pewno ci, pełn  ufnej beztrwogi. 

 

Atoli wypróbuj siebie samego, aby  nie przyj ł złud swoich snów za prawd  i 

rzeczywisto ! 

 

 

Na pocz tku niełatwo jest odró ni , co pochodzi z własnych marze , a co jest głosem 

duchowego przyjaciela. 

 

Ale wnet nauczysz si  odczuwa  t  ró nic , je li istotnie prawdziwy „guru” naucza  ci  

b dzie duchowo. 

 

Z wpływu jego promieniuje wówczas czysto  i wolno , jakiej nigdy nie mogłoby ci da  

własne twe marzenie. 

 

Ale strze  si  pró nych pyta ! „Guru” nie jest „wyroczni ”! 

 

Rzadko posiada on wiedz  ziemsk , a nigdy nie b dzie ci jej w nadzmysłowy sposób 

udzielał. 

 

Chce on tylko da  ci duchow  pewno  w sprawach ducha, a dusz  tw  uwolni  z kajdan 

ciemno ci. 

 

To mo e on uczyni , bowiem zna „kanały”, ł cz ce wszystko duchowe. 

 

Ze swego ducha posyła on twemu duchowi ukształtowane siły, które nios  ci  wiatło i 

jasno . 

 

Usiłuje on dopomóc ci - w odkryciu siebie samego. 

 

Cisza musi by  w tobie i nadsłuchiwa  musisz do wn trza, je li chcesz si  nauczy  

poznawa  „guru”, który mo e usiłuje przewodzi  ci. 

 

Atoli sam tylko spokój zewn trzny mało ci b dzie przydatny. 

background image

12 

www.teozofia.org

 – Teozofia w Polsce 

 

 

 

Dusza twa musi by  niby staw, chroniony od wichru; wolna od najl ejszej nawet fali. 

 

I musisz czu  si  tak, jak gdyby  słuchał najzaufa szego przyjaciela! 

 

Mo e przywykłe  ju  do wyobra enia, i  „mistrze”, których zwie si  „lwami ciszy”, s  

bezczynnymi marzycielami, yogami w tpliwego pokroju, jakich si  widuje na rynkach? 

 

Wierzysz mo e, i  ci jasnoocy s  kapłanami tajemnych kultów w woniej cych 

kadzidłami, tajemniczych kryptach? 

 

Gdy, o Poszukuj cy, wpadniesz na trop prawdy, nie daj si  zwie  kuglarskim 

sztuczkom swej wybujałej wyobra ni! 

 

Wiedz, i  po ród „mistrzów” s  mistrze miecza! 

 

Wiedz, i  inni kieruj  losami wielkich krajów! 

 

Jedni kultywuj  wysokie sztuki, inni wysokie nauki, a jeszcze inni stroni  od wszelkiej 

uczono ci i wszelkiej sztuki. 

 

Jedni  yj  w ogromnych miastach, po rodku rozgwaru  wiata, inni mieszkaj  w dalekiej, 

niedost pnej samotno ci. 

 

Lecz wszyscy słuchaj  tego samego wołania, które ich „powołało”. 

 

 

Niewiele mo e odpowiadałoby twym wyobra eniom o mistrzach siedmiu wrót, gdyby  

mógł kogo  z nich rozpozna  pod jego ziemsk  zasłon . 

 

Ale „zewn trzne” jest dla m drca pozorem, a wszelki pozór jest złudny. 

 

Czego naucza „mistrz” z zewn trz, co mówi i pisze, mo e si  sta  wprawdzie dla ciebie 

bod cem do powa nego poszukiwania prawdy, ale duchowej m dro ci, któr  ma on do 

oddania, „ wiatła z Himavatu”, inaczej si  naucza... 

 

wiatło wieczno ci jest zaprawd  gł biej ugruntowane, ni  po ludzku przemijaj ce, 

zmienne nauki m dro ci i ich szkoły. 

 

Nie mo esz pierwej przebywa  w gł binach swego wn trza z „kamieniami wielkiego 

muru”, a  przywykniesz oddycha  z łatwo ci  i swobod  powietrzem tego muru, wysoko 

ponad dziełami  wiata i m dro ci  dnia powszedniego. 

 

A wszelako nie wolno ci zapomina ,  e i „mistrze” tej ziemi s  zwykłymi lud mi - 

lud mi, co wprawdzie dobrze zdaj  sobie spraw  ze swego stanowiska we wszech wiecie 

duchowym, ale tem niemniej wiedz , i  s  tylko lud mi - którzy chc  wiecznie lud mi pozosta  

w ród wiecznych ludzi

 

Nie wcze niej poznasz ich duchowo i nauczysz si  ich pojmowa , a  sam w sobie 

odczujesz podobny stan. 

 

Atoli, jako ton harfy współd wi czy ze wszystkiemi harfami na sali, gdy dło  artysty 

dotknie struny jednej tylko harfy, tak i  wi te d wi ki brzmi  jasno dla ka dego, kto został 

„przyj ty”, je li tylko osi gn ł on w sobie samym „strój” harf ze  wi tych gór. 

 

Twój stan wewn trzny jest „kluczem”, który otworzy ci furt  do tajemnego zboru. 

 

Nic nie mo e by  przed tob  przemilczane, nic nie b dzie ukryte dla ciebie, kiedy 

posi dziesz tego rodzaju „klucz”. 

 

Ale nie usiłuj słysze  w sobie d wi ków, widzie  obrazów, przejmowa  słów tak, jak 

gdyby mówione one były do ciebie z zewn trz

background image

13 

www.teozofia.org

 – Teozofia w Polsce 

 

 

 

Wielu ludzi wierzyło, i  znajduj  si  z „mistrzami” w takim zwi zku, jak z wiernymi 

gnomami, i sami tworzyli sobie jeno swoich mistrzów. 

 

Podobnie „materjalizacja” postaci fakira przez działaj ce na jawie „medjum” 

spirytystyczne nie jest „mistrzem”, a to, co takie „medjum” pisze, nie jest nigdy inspirowane 

przez „mistrza”. 

 

Wszystko to jest w najwy szym stopniu złudne i oddala ci  od prawdy! 

 

wiec cy Pra wiatła nigdy si  takemi  rodkami nie posiłkuj . 

 

 

Nie szukaj niczego prócz stanu najgł bszej, bezwolnie ufnej ciszy! 

 

W tym samym stopniu, w jakim zbli ysz si  do tego stanu, zbli ysz si  do tych, co wraz 

z tob  prowadzeni s  po drodze do prawdy. 

 

Nie szukaj w duchowym zmroku marze  dnia przeczuwanych towarzyszów! 

 

Mo esz tylko mie  udział w ich sile, ich samych natomiast zna tylko ten, czyimi 

uczniami s  oni, podobnie jak ty. 

 

Nie „szperaj” i b d  stale  wiadom rzetelnego napi cia wszystkich swych 

wewn trznych zdolno ci! 

 

Ani na chwil  nie wolno ci traci  siebie samego z oka duszy! 

 

Mógłby  bowiem zboczy  ze swej „drogi” i po długim czasie dopiero przekonałby  si , 

i  nie jeste  ju  na drodze... 

 

Je li za  istotnie nale e  masz do tych, dla których dzi  ju  bliski jest dzie  promiennego 

poznania, tedy pod przewodem „guru” nauczysz si  wnet unika  wszelkich niebezpiecze stw. 

 

B dziesz wówczas wkrótce sam sobie w pełnej jasno ci  wiecił. 

 

 

Ale dzisiaj niechaj twa troska nie kieruje si  na ów dzie . 

 

Nie wiesz, kiedy jest on ci przeznaczony, i nikt nie wie tego! 

 

Jeste  sam swoim „czasem” i musisz „czas” swój dopełni ! 

 

Niechaj ci wystarcza słowo „guru”: 

 

„Kiedy si  czas dopełni, nadejdzie dla ci  dokonanie!” 

 

Wszelka niecierpliwo  szkodzi tylko twemu dziełu i odwleka je. 

 

Wieczny jeste  i twoj  jest wieczno ! 

 

Czekaj cierpliwie! 

 

Wyzb d  si  „naleciało ci”! 

 

Twoim obowi zkiem jest tylko dobrze niemi rz dzi nie jest to twoja „własno ”. 

 

D  co dnia, co godzina do wysokiego stanu wewn trznej ciszy, pełnej wierz cego 

zaufania, i zawsze wolnej od wszelakiej trwogi. 

 

Tak osi gniesz niechybnie pewno  wewn trzn . 

 

A je li jeste  istotnie jednym z tych, co mog  si  sta  uczniami „mistrza”, tedy tylko w 

ten sposób znajdziesz w sobie samym „mistrza”, który uczyni ci  swym „Synem”. 

 

Tak tedy ujrzysz po raz pierwszy wysok  Społeczno , o której tyle legend prawi ci pod 

zasłon  - tak tedy dotrzesz wówczas jako „Syn” swego „Ojca”, swego „guru”, do siebie 

samego w swym Bogu! 

background image

14 

www.teozofia.org

 – Teozofia w Polsce 

 

 

 

Lecz je li nic si  nie zdarzy, coby ci bezsprzecznie za wiadczyło, i  masz si  sta  

„uczniem” mistrza - tedy wiedz, i  nie nakazano ci nosi  brzemienia, które zreszt  w ka dym 

wieku bardzo tylko nieliczni d wigaj . 

 

Twoja droga do Boga b dzie ci wówczas nierównie dost pniejsz , ni  gdyby  musiał 

wspina  si  na strome cyple, gdzie stoi  wi tynia w której otrzymuje  wi cenia ucze  mistrza... 

 

 

 

 

 

 

 

----------------------- 

 
 

 

 

 

 

 

   

Zako czenie. 

 

 

Ale strze  si , o Poszukuj cy, własnej niestało ci

 

Strze  si  cierniska zw tpienia! 

 

Mo e przeczuwasz ju  okolice  wiatła, podobnie jak w drowiec nocny poprzez mgły 

poranne przeczuwa okolice, gdzie  wiatło dnia wnet wzejdzie? 

 

Atoli pomi dzy tob  a t  okolic  wyrasta ciernisko coraz to odnawiaj cego si , 

bolesnego zw tpienia

 

Ilekolwiek by  cierni wyplenił, tyle  odro nie na nowo. 

 

Nie tra  czasu na głupie czyny! 

 

Nigdy - nawet w wieczno ci - nie pójdziesz naprzód, je li b dziesz s dził, i  wystarczy 

przerzedza  jeno t  g stw  cierniow  zw tpienia. 

 

Tylko twa wytrwała stało  mo e ci tu dopomóc. 

 

Silnie i pewnie krocz po drodze swej, cho by twe stopy krwawi  si  miały od tysi ca ran 

pró no ci - pró no ci, która nie chce znosi  tego, i  nigdy nie mo esz wypleni  cierniska 

ci głego zw tpienia. 

 

Stopa twa musi by  czysta, je li ma wkroczy  kiedy  na owe jasne, kryształowe 

„stopnie”, które wiod  do hal najwewn trzniejszej  wi to ci w duchu twoim. 

 

„Czysta” b dzie twa stopa wówczas dopiero, kiedy umyta b dzie w twej własnej krwi... 

 

Tysi ce ludzi szukało drogi do  wiatła i zawi li ostatecznie na cierniach zw tpienia

bowiem pró no  ich nie zniosła tego, aby kroczy  naprzód, nie mog c usun  z drogi 

cierniska. 

 

Ty, o Poszukuj cy, nie b d  im podobien! 

 

Bezpieczny b dziesz, je li zaufasz wiecznemu „sło cu”, którego promie  ci przy wieca. 

 

Nieczuły na wszystko, co odwodzi ci  poza siebie, wyci gnij r ce ku owej dłoni 

pomocnej, któr  widzisz przed sob ! 

 

milczeniu id  za przewodnikiem, który mo e o sobie powiedzie : 

 

„Ja nie szukam wi cej  wiatła, bowiem sam stałem si  blaskiem  wiatła!” 

 

„Ja nie szukam pokoju, bowiem sam stałem si  sobie pokojem!” 

 

„Ja nie szukam wiedzy, bowiem sam stałem si  sobie pewn  wiedz !” 

 

...Milcze  musi si  dusza twoja nauczy , je li zbli y  si  ma do niej  wiatło. 

 

...Milczenie b dzie zawsze najgł bszem wołaniem twej duszy o  wiatło . 

 

...Milcz c odnajdzie kiedy  twa dusza na wieki  wiatło wieczyste! 

 

background image

15 

www.teozofia.org

 – Teozofia w Polsce 

 

 

 

Oby  wiatło wieczno ci, które uczy ci  poznawa  t  ksi g  jako gwiazd  przewodni , 

dosi gło rychło twego serca, nie b d c przedtem zaciemnione w umy le i zniszczone przez 

chmury my lenia! 

 

Oby rozwiało ono mgł  głupoty, która chce ukry  przed okiem twej duszy nas, 

wiec cych Pra wiatła! 

 

Błogosławie stwo i nowa moc niechaj spłyn  na ciebie ze słów tej ksi gi! 

 

 

 

 

 

 

 

------------------------- 

 
 

 

 

 

 

       

Z krainy  wiec cych. 

 

 

W duszy twej jest male ka furtka, mniejsza, ni  pyłek słoneczny. Kto przejdzie przez 

ni , w drowa  b dzie mógł w dalekie krainy, nie wyruszaj c z domu swego... 

 

najdawniejsze czasy b dzie mógł dzisiaj prze ywa . 

 

 

 

 

 

 

 

-------------------------- 

 
 

 

 

 

 

 

 

Próg. 

 

 

Przybywszy do owej  wi tyni, gdzie miał otrzyma   wi cenia, zapytał ucze  swego 

mistrza: 

 

„Powiedz e mi wreszcie tutaj, o Pewny, kim jeste  wistocie - ty, który umiesz nad 

wszystkiem w sobie panowa  i który przez nic nie jeste  opanowany?!” 

 

Wówczas rzekł mistrz: 

 

„Jestem jak ty, człowiekiem, atoli tem, czem byłemzanim si  stałem człowiekiem, tem 

stałem si  dopiero, kiedym jako człowiek przezwyci ył sen ludzi

 

Wówczas dopiero stałem si  mistrzem swych sił, kiedym pokonał sen, który w uwi zi 

trzyma ludzi tej ziemi. 

 

Pytasz, kim jestem, tedy ci powiadam: 

 

Ja jestem - JA sam!” 

 

„Ty sam?” - zapytał tedy ucze  - „ty sam? - jak e mam to sobie tłumaczy !” 

 

„O mój chela” - odparł „guru”, bowiem znajdowali si  oni w gł bokich Indjach, gdzie 

ucznia nazywa si  „chela”, a mistrza „guru” lub „ojcem” - „jak e wiele musz  przed tob  na 

zawsze zamilcze , je li sam tego nie odnajdziesz, i jak e wiele mam ci jednak e tutaj do 

powiedzenia! 

 

Jestem panem swych sił, bowiem stałem si  sobie samo-sił  tych sił.” 

 

„Tedy prosz  ci , ojcze, powiedz mi co  o siłach, których samo-sił  si  stałe ” - rzekł 

ucze . 

 

A mistrz odparł: 

 

„Słuchaj, umiłowany w  wietle, i pojmij dobrze w swem sercu: 

background image

16 

www.teozofia.org

 – Teozofia w Polsce 

 

 

 

Kiedy wy ludzie mówicie: widzimy  wiat ten okiem naszem, czujemy i dotykamy go, 

zwiastuje nam go nasze ucho - wówczas mówicie o male kiej cz stce  wiata. 

 

Atoli ja znam cały  wiat! 

 

Ja „widz ”, „słysz ” i „czuj ” wi cej ni  wy! 

 

Ja  yj  w całym  wiecie, który stworzony jest ze „ wiatów”, podobnych waszemu, i 

wszystkie „ wiaty” w sobie zawiera. 

 

Splecione wzajem ze sob  - wzajem si  przenikaj c, znajduj  si  wszystkie te  wiaty 

jednem miejscu. 

 

Ukryty w waszym  wiecie - pokryty jego formami - znajduje si   wiat owych sił 

duchowych, których ja jestem „samo-sił ”. 

 

Pratwórczo i burz c przez tworzenie działaj  owe siły. 

 

Bezsilne s  one same przez si , ale „samo-siła” jednego jedynego, kto sam si  ni  stał, 

napełnia je  yciem i przez niego staj  si  one wysokiemi mocami

 

Pot g  tych mocy odczuwaj  wszyscy  yj cy na tej ziemi - królowie i  ebracy - ale 

wszyscy oni nie przeczuwaj sk d dosi ga ich pot ga ta... 

 

Nie wiedz  tego, bowiem  pi , a sen otula ich g sto. 

 

Lecz słuchaj dalej, ty, który chcesz si  sta  czuwaj cem uchem i widz cem okiem 

wiatów! 

 

Spleciony i pogr ony w  wiecie, który wydaje si  wam jedynym „ wiatem”, i podobnie 

spleciony ze  wiatem tych „sił ognia”, znajduje si   wiat czystego  wiatła, który płodz c 

przenika wszystko

 

Te za  trzy  wiaty piastuje w sobie, przenikaj c przez nie i wszystkie w sobie 

rozpoznaj c, tworz c, zachowuj c i gwoli ci głego przekształcenia burz c, jedyny Pot ny

który sam tylko zna swoje „imi ”... 

 

Nie nazywamy go  adnem słowem naszych j zyków, bowiem  adne słowo ziemi tej nie 

mogłoby go obj . 

 

Nam objawia si  on jeno w milczeniu. Z niego i w nim  yje człowiek, który si  stał 

„okiem  wiatów”. 

 

Przez niego jest samosiła pani  „sił ognia” i wszelkiej mocy, zawartej w siłach tych. 

 

Mo esz go nazwa  równie  „Pot n ”, bowiem w tem, co słowa moje z trudem odda  

usiłuj , zawarty jest od prawieków m czyzna i kobieta

 

W prapocz tku istot, zw cych si  „lud mi”, powstawał „człowiek” w wieczystem 

płodzeniu z „m czyzny i kobiety” w duchu, władcy „samosiły”, pana wszelkich mocy. 

 

Atoli gdy owe siły ognia, płon cego bez płomienia, ukazały człowiekowi jego moc, jego 

niesłychan  wielko  i pot g , zapomniał on o swem wysokiem władztwie i ul kł si  własnej 

mocy. 

 

„Trwoga” jest „grzechem” człowieka! 

 

trwogi przed siłami, których był panem„upadł” człowiek z jasnych wy y!! 

 

Bacz, oto poznałe  przyczyn  wszelkiego zła na tej ziemi, bowiem nietylko człowiek, 

lecz cała przyroda podległa jego upadkowi i jest teraz jako trzoda bez pasterza. 

background image

17 

www.teozofia.org

 – Teozofia w Polsce 

 

 

 

„Porz dek”, istniej cy w niej, jest porz dkiem, nie uznaj cym wi cej „ducha” za pana, 

jest tylko pozostało ci  owego porz dku, który ongi  „duch” powierzył „człowiekowi”, gdy 

jeszcze człowiek nie był „upadł”. 

 

Zdumiony stajesz dzisiaj przed „cudami natury” i nie domy lasz si  nawet,  e wszystko, 

co widzisz, pochodzi z twojej utraconej teraz „woli ducha” i  e byłoby to daleko jeszcze 

„cudowniejsze”, gdyby „natura” mogła ci  dzi  jeszcze uzna  za pana

 

A oto musi ona działa  dalej, jak mechanizm, który nakr cono. 

 

Ty jedynie mo esz j  kiedy  „wyzwoli ” z tego, cho by to miało trwa  jeszcze miljony 

lat. 

 

Lecz nie s d , i  ta male ka planeta, na której  yjesz, sama tylko ponosi skutki twego 

upadku! 

 

Cały fizycznie dostrzegalny obszar  wiatów ze wszystkiemi jego sło cami i planetami ty 

jeden skazałe  na  ycie bez „Boga”, bowiem owo Prapot ne i Jedyne, o którym mówiłem 

pierwej, powierzyło niegdy  tobie jednemu - „człowiekowi”, cał  moc rz dzenia w m dro ci 

wszystkiem, co  yje w postaci „materji”. 

 

e za  wszystko pochodzi z „Prapot nego”, tedy mimo twego upadku nie mo e ono 

zniszcze  w chaosie i zachowuje ów porz dek, który mu dało „Wszechpot ne”, by 

„człowiek” z tego porz dku przez wol  ducha mógł znowu wzwy  i  w tworzeniu. 

 

Przez całe „stworzenie” idzie „rysa”, której  aden „Bóg” naprawi  nie zdoła, bowiem 

tylko „człowiek” od prawieków posiada moc odbudowywania tego, co sam zburzył. 

 

 

A słuchaj dalej o losie „człowieka”, o owym losie, który nie mógłby by  powstrzymany, 

gdyby nawet jeden tylko z ludzi duchowych niegdy  mu był podpadł, jak obwieszczaj  

symbolicznie ksi gi  wi te. 

 

Los ten idzie z pokolenia w pokolenie, zwi ksza trwog  i umacnia „win ” w ka dem 

nowem pokoleniu. 

 

Tak oto upadł „człowiek” z wysoko ci swej mocy i wieczystej wielko ci i zwi zał si  - 

ze zwierz ciem, które jest tylko ska onym obrazem jego istoty. 

 

To, co nazywacie „pralud mi”, były to owe „zwierz ta”, z któremi zjednoczył si  „pan 

ziemi”, gdy z trwogi odpadł od wysokich sło c. 

 

Atoli siła wy y niezupełnie go opu ciła. 

 

yj c sam z siebie, przenikaj c ciało zwierz cia, ukryty przed samym sob  w zwierz ciu, 

przeczuwa jednak e sw  „samosił ”, jako obc , wy sz  istot . 

 

Zwierz  stało si  ucieczk  upadłego, kiedy si  bł kał bez ojczyzny; bowiem ojczyzna nie 

znała go wi cej, a ciało zwierz cia stało si  dla  tak e jaskini  odkupienia. 

 

Gdy tylko  wieci  w nim poczyna „samosiła”, triumfuje on w zwierz ciu, a cała chu  

zwierz ca ciemnieje dla  w tem  wietle. 

 

Dlatego po da w zwierz ciu gwałtownie tego  wiatła, a z ka dym nowym promieniem 

ro nie te  jego po danie  wiatła. 

 

Niektóre z tych istot, które si  dzisiaj zw  „lud mi”, kiedy ich duch wzmocniony został 

przez długotrwał  m k  zwierz co ci, póty d yły naprzeciw  wiatłu, a   wiatło mogło ich 

znowu na trwałe o wieci , a przez to stała si  „samosiła” na nowo ich udziałem. 

background image

18 

www.teozofia.org

 – Teozofia w Polsce 

 

 

 

Stali si  oni pierwszymi pomocnikami swych braci,  pi cych w zwierz ciu. 

 

Stali si  znowu na ziemi „wiedz cemi oczyma  wiatów”. 

 

Opanowali znowu z płomiennym zapałem „siły ognia”, które im słu yły. 

 

Jednym z tych jestem i ja!” 

 

„Czy wiesz tedy teraz, kim jestem?!” - zapytał po tych słowach mistrz. 

 

„Tak, panie!” - rzekł chela, jakby budz c si  ze snu - „zdaje si , i  domy lam si  ju , kim 

jeste , ale wyja nij mi - czy to twój ojciec dał ci w dziedzictwie tak  sił  ducha, czy te  ciało 

matki obdarzyło ci  takiem poznaniem? 

 

Wybacz mi! 

 

Wiesz, i  kłoni  si  przed tob  we czci, lecz oko moje nie mo e zapomnie , i  widzi 

przed sob  li tylko człowieka, człowieka podobnego do innych ludzi we wszystkiem, co 

poznawalne jest zewn trznie. 

 

„Głupcze!” odparł mistrz - „s dziłem,  e pytasz o mnie,  e chcesz wiedzie , kim ja 

jestem - a ty pytałe  pewnie o zwierz , które mi tu słu y jeszcze za pokarm i po erane jest 

przeze mnie!!... 

 

Sk d mam to, co dały ci słowa moje, o tem powiedziałem ci, ale ty nic z tego nie 

zrozumiałe , bowiem le ysz jeszcze w  nie gł bokim. 

 

Wiedz, i  słowa moje dały ci wiedz  w Pra wietle, a tylko ten, kto posiada w sobie 

„samosił ” osi gn  mo e „wiedz  w Pra wietle”! 

 

Lecz teraz - teraz powiedz mi tykim ty jeste ? - albowiem prawo wymaga, bym zadał ci 

to samo pytanie, które ty mnie w tem  wi tem miejscu zadałe . 

 

Kim jeste  ty - którym wiele jeszcze włada, a który nad niewiele czem umie panowa ?!” 

 

„Mistrzu, pytasz mi  twardemi słowy o to, co ty jeno mógłby  mi powiedzie . 

 

Ja - nie wiem tego jeszcze!” 

 

Atoli mistrz rzekł: 

 

„ aden człowiek nie był tak czelny jak ty! 

 

Jak e mogłe  wkroczy  do tej  wi tyni - do tej  wi tyni, która nie wypuszcza nikogo, kto 

nie znajdzie na moje pytanie odpowiedzi?! 

 

O ty nieszcz sne nic!! 

 

Je li nie jeste  do  m dry, aby da  odpowied , tedy niechaj pytanie moje zbudzi twój 

rozum, aby te mury nie ogl dały twej zguby!” 

 

 

Zaledwie panuj c nad swym głosem ze wzburzenia i dr c na całym ciele odparł chela: 

 

Ty, który kochasz wszystko, co  yje - jak eby  mógł kaza  zabi  swego ucznia, je li 

musi ci on tu pozosta  dłu nym odpowiedzi? 

 

Mo e naprawd  jestem - „niczem”, jak powiedziałe , mo e twe słowo zawiera w sobie 

ukryty sens”. 

 

 

„O chela mój”, rzekł na to mistrz głosem zimnym i z gorzk  drwin  - jeste  „niczem” 

nietylko w tajemnem rozumieniu, ale i w zwykłym sensie słowa! 

 

Nie widz  niczego, czemubym mógł da  wysokie  wi cenia, dopóki ty sam nie wiesz, 

kim jeste ... 

background image

19 

www.teozofia.org

 – Teozofia w Polsce 

 

 

 

Przedtem stał tu jeszcze mój chela; teraz nie widz  „niczego” i mówi  do „niczego”. 

 

Tedy zawołał ucze  jak w gor czce: 

 

„Mistrzu!... Guru!... drwisz z chela swego!! Chcesz mi  zgubi !! 

 

Mówisz, jak nigdy dot d nie mówiłe ! 

 

Wiesz, kto stoi przed tob !! Wiesz o tem lepiej, ni  ja! 

 

Wiesz, i  to wy przywołali cie mi , inaczej nie stałbym w tem miejscu!” 

 

„Któ  to jest, kto l y mi  tutaj?” - odparł wzgardliwie mistrz. 

 

A ucze  zawołał tak gło no,  e głos jego niby chór demonów odbił si  przera liwie od 

sklepie : 

 

„Ja jestem, którego nie chcesz poznawa  wi cej! Ja, twój Chela!! 

 

Kim e innym mam by , jak nie tym, kim jestem!!! 

 

Ja sam mog  przecie  by  tylko sob  samym!!!” 

 

 

Gdy ucze  wykrzykn ł ochrypłym głosem te słowa, opu ciły go nagle zmysły i padł jak 

martwy na ziemi . 

 

Wreszcie - po długim i gł bokim  nie, zbudził si . 

 

U ło a jego, na które przeniesiono go omdlałego, stał mistrz. 

 

Ucze  rozejrzał si  wokół siebie, nie poznaj c miejsca, w którem si  znajdował, bowiem 

była to jedna z tajemnych komnat  wi tyni. 

 

Spostrzegł mistrza i ujrzał, i  oblicze jego promieniowało wewn trzn  rado ci . 

 

„Wsta ”, rzekł mistrz głosem pełnym miło ci, „wsta  i wkrocz teraz na pierwszy z 

siedmiu stopni, które ci  powiod  do sanktuarjum  wi tyni! Tam zdob dziesz sił , której 

posłuszne musz  by  wszystkie siły ognia. Wytrzymałe  oto dzielnie prób  progu, bowiem po 

raz pierwszy stało si  ka de włókno twego ciała - słowem! 

 

Przedtem  ywa była tylko głowa i serce. 

 

Teraz oto, w krzyku twej trwogi  miertelnej zbudziło si  wreszcie całe twe ciało do 

prawdziwego  ycia

 

Teraz oto osi gn ł „człowiek” w zwierz ciu - siebie samego, i ju  wiesz, kim jeste !” 

 

Ucze  słuchał tych słów, nie wiedz c, co si  z nim dzieje. 

 

Na wpół w tpi c jeszcze pochwycił dło  mistrza i rzekł: 

 

„O guru! Jak e wielkie jest jednak twe serce! Co mam czyni , aby ci okaza  sw  

wdzi czno ?” 

 

Atoli mistrz potrz sn ł głow  i rzekł w zupełnym spokoju: 

 

„Wejd  na stopnie! A kiedy znajdziesz to, czego wielu szukało, a co nieliczni tylko w 

ka dym okresie znajduj  - wówczas - spotkamy si  znowu... 

 

Kto dojrzał do znalezienia, ten tutaj znajdzie. 

 

Je li natomiast siły duszy z zamierzchłej przeszło ci, które si  w tobie zjednoczyły, nie 

wykazuj  jeszcze kosmicznej „liczby”, która jest wymagana, tedy i teraz jeszcze nie ujdziesz z 

tych murów, które z tak  pewno ci  zwyci stwa przekroczyłe . 

 

Opuszczam ci  oto! Mo e - ujrzysz mi  znowu! Jeste  jeszcze przed ostatni  prób ...” 

 

Poczem w milczeniu powiódł go mistrz przez długie i kr te, ciemne przej cia, i w 

milczeniu opu cił go, gdy dotarli do w skiej hali siedmiu stopni

background image

20 

www.teozofia.org

 – Teozofia w Polsce 

 

 

 

Sam musiał teraz ucze  próbowa  wchodzi  na stopnie... 

 

Z moc , w skupieniu, z wol   elazn  udało mu si  dosi gn  wy y pierwszego stopnia. 

 

Na ka dy dalszy stopie  trudniej było dotrze , ni  na poprzedni. 

 

Cz sto groziło mu, i  siły go opuszcz . 

 

Za  najwy szy ze stopni wymagał ode  rzeczy prawie niemo liwej

 

Stopie  ten był - tak wysoki, jak on sam ze wzniesionymi r koma... 

 

Ostatni  sił  musiał go zdoby , aby si  ostrze enie mistrza nie stało prawd . 

 

Nareszcie - cel został mimo wszelkich trudno ci osi gni ty. 

 

 

Dotarłszy do sanktuarjum  wi tyni, znalazł si  ucze  w wysokiej sali, wypełnionej 

blaskiem złocisto-białych promieni  wiatła. 

 

Tutaj wyszli mu naprzeciw wszyscy, co przed nim szli t  drog , a po rodku nich 

dostrzegł mistrza, którego był uczniem

 

Kiedy go poznał, chciał z wdzi czno ci  ucałowa  dło  jego, bowiem czuł w sobie teraz 

ow  sił , któr  mu mistrz przyobiecał po osi gni ciu celu ostatecznego. 

 

Ale najstarszy z zebranych tu powstrzymał go i rzekł: 

 

„Komu chcesz jeszcze dzi kowa , czyli  temu, przez „imi ” czyje stałe  si  „słowem”?! 

 

Bacz, my wszyscy jeste my jednym w jednym! 

 

W tobie było to, co wołało nas do ciebie... 

 

W tobie było to, co chciało osi gn  samo siebie... 

 

W tobie było to, co si  w tobie dokonało... 

 

Teraz oto ty  yjesz w nas i my w tobie... 

 

Atoli my - wszyscy jeden -  yjemy w tym, który nas jednoczy. 

 

Poznaj c jego, uwielbiamy go w nas samych!” 

 

 

 

 

 

 

 

-------------------------- 

 
 

 

 

 

 

 

Pytanie króla. 

 

 

„Wyja nij mi, o nie miertelny”, rozpocz ł król, „czemu m dro  ka dego m drca jest 

inna? 

 

Jeden jak i drugi nazywa sw  nauk  prawd , a jednak nauki ich s  odmienne.” 

 

 

„Wszyscy nauczaj  tego samego”, rzekł ów, o którym mówiono, i  osi gn ł wielkie 

zjednoczenie. 

 

„Wybacz, wielki nauczycielu,  e musz  ci zaprzeczy ”, odparł król. 

 

„Przetrawiłem nauki wielu m drców, a ka da była inna. Jeden uznawał wiele narodzin w 

wielu kolejno na ziemi  przychodz cych ciałach; inny natomiast mówił o wielu narodzinach w 

jednem ciele, podczas jednego  ycia na ziemi. 

 

Który z nich ma tedy racj ?! 

 

Dla jednego bogowie byli s dziami; inny natomiast stawiał przebudzonego człowieka - 

ponad bogami, a prawdziwy yogi - jak mi powiadano - mo e nawet bogom rozkazywa . 

background image

21 

www.teozofia.org

 – Teozofia w Polsce 

 

 

 

Jak e to wszystko pogodzisz?” 

 

 

„We wszystkich tych naukach mowa jest o jednej prawdzie”, rzekł m drzec. 

 

„Jak e mog  wszystkie te nauki rozmaite rzeczy obwieszcza , je li kryj  w sobie jedn  

tylko prawd ?” zapytał król. 

 

A yogi odparł: „Wielki królu, posłuchaj mej przypowie ci! 

 

Pewnego promiennego dnia siedział mistrz wraz ze swymi uczniami na brzegu morza. 

 

Najmniejsza fala nie m ciła bezbrze nej tafli, a kopuła nieba błyszczała jak wielki turkus 

w skarbcu. 

 

Tedy prosili uczniowie mistrza, by siadł z nimi do łodzi, a oni ujm  wiosła w swe dłonie, 

aby siebie i jego zawie  na otwarte morze. 

 

Mistrz wsiadł do łodzi, a uczniowie pchn li wiosła. Wkrótce l d znikł z ich oczu. 

 

Kiedy si  zatrzymali pod naci gni tym  aglem, rzekł mistrz: 

 

„Pragn  was wypróbowa , czy widzicie to, co ja widz . 

 

Powiedzcie mi wi c, co widzicie!” 

 

Tedy ujrzał jeden obraz swój na gładkiem zwierciadle morza i dziwił si , jak wiernie i 

bez skazy odbija go ono. 

 

Drugi spojrzał na wod  i znalazł kres jej tam, gdzie stykało si  z ni  sklepienie nieba. 

Zachwycony był tedy dal  morza i w zachwyceniu słowami pełnemi czci sławił jego 

bezgraniczno . 

 

Gdy za  trzeci miał mówi , opowiadał o gromadzie ryb, otaczaj cych łód , i z miło ci  

opisywał ich kształty i wielobarwne szaty. 

 

Tak tedy mówili o ró nych rzeczach, znajduj c si  jednak na jednem miejscu. 

 

Kiedy za  czwarty opowiedział o  wietle, które opromienia wszystko, i gło no, w 

ozdobnych słowach wie cił chwał  kopuły gwiezdnej, spojrzeli uczniowie w oczekiwaniu na 

mistrza... 

 

Atoli mistrz rzekł: 

 

„Widz  sło ce i widz   wiatło. Widz  dal i widz   yj tka morskie, otaczaj ce łód  

nasz . - Widz  te  siebie samego w zwierciadlanej tafli - ale... widz  wi cej! 

 

Powiedz nam, co widzisz, o guru!” prosili uczniowie. A mistrz rzekł: 

 

„Czy  nie do  mówiłem wam o tem? Od wielu miesi cy mówi  wam, co widz , a wy 

nie wiecie tego jeszcze?” 

 

Tedy zawołali wszyscy: 

 

„Nigdy jeszcze, mistrzu, nie wyje d ali my społem na morze, a ty twierdzisz, i  mówiłe  

nam o niem?” 

 

„Czy  powiedziałem,  e mówiłem o morzu, czy te  mówiłem o tem, co widz ?” - odparł 

mistrz. 

 

I tak oto mówił dalej: 

 

„Zawie li cie mi  na morze, bowiem mniemali cie, i  b d  wam oto o morzu mówił... 

 

Atoli morze opowiada samo o sobie, i gdyby było wokół mnie tysi c uczniów, tedy uszy 

moje usłyszałyby tysi c opowie ci morza w mowie ust człowieczych. 

 

Ale czy w lesie palmowym jest inaczej? 

background image

22 

www.teozofia.org

 – Teozofia w Polsce 

 

 

 

Albo na lodowatych szczytach dzikich gór Himavatu? 

 

Las i góry tako  opowiadaj  same o sobie, i nie trzeba mi pyta  was, je li chc  usłysze  

ich „opowie ci”... 

 

Atoli od was chciałem usłysze  to, co widz  na ka dem miejscuo ka dym czasie, a co 

jednak e jest poza czasem i przestrzeni 

 

Kto to widzi, ten zapomina przy tem „opowie ci” nieba i morza, gór i lasów - i tako  

opowie ci człowieka na tej ziemi... 

 

Szukacie jeszcze nazewn trz, bowiem wasze wewn trzne królestwo nie ma jeszcze 

„sło ca” i dlatego jest ciemne. 

 

Gdy si  jednak kiedy  staniecie królami swych królestw, wówczas wszystko, co le y 

„zewn trz”, b dzie wam winne haracz i przyj  b dzie musiało do was, gdy tego za dacie. 

 

Czekajcie tedy, a  si  staniecie panami, bowiem je li jako  ebracy wyruszacie w  wiat, 

daje wam ka dy tylko to, co chce da !” 

 

 

Kiedy uczniowie usłyszeli te słowa, zamilkli zawstydzeni. 

 

e za  i wieczór ju  si  zbli ał, tedy silnemi uderzeniami wioseł zd ali co najszybciej 

do brzegu.” - Na tem zako czył m drzec. 

 

 

„Wedle tego”, rzekł król, „wedle tego mógłbym przypuszcza , i  rozmaito  nauki ma 

miejsce u tych, co s  jeszcze „nazewn trz?” 

 

„Tak te  jest, o królu”, rzekł m drzec, „ale nie zapominaj,  e i ci, co wieszcz  ze swego 

wn trza, mówi  mog  jedynie swoim j zykiem i  e dlatego ta sama prawda nawet u nich 

cz sto ró ne nosi szaty

 

Je li chcesz pozna  prawd , jaka ona jest, bez zasłony, musisz jej szuka  w sobie samym 

i czeka  cierpliwie, a  si  tobie samemu odsłoni ta uka e!” 

 

 

A  e król nie pytał go wi cej, podniósł si  yogi i udał do pobliskiego gaju, gdzie stał 

namiot jego. 

 

Atoli król naradzał si  w sobie, czy mo e si  sam sta  widz cym prawd 

 

Po chwili przerwał swe rozmy lania i rzekł do siebie samego: 

 

„Kto wie, czy mnie prawda ukazałaby si  odsłoni ta? Mam tylu m drców w swoich 

krajach, a w lasach swych mog  ka dej chwili pyta  yoginów i „ wi tych”. 

 

Mnie, królowi, musz  wyjawi  swe najczystsze poznanie, a ja mog  je ocenia  wedle 

swego uznania. 

 

Pocó  mam sam ogl da  prawd  naocznie? 

 

Mo e wówczas moja prawda wydałaby si  mnie samemu niepewn , a kogó  mógłbym 

zapyta , czy to jest prawda?” 

 

I nakazał odjazd, dosiadł ulubionego słonia i radował si  my l  o muzykantach i 

tancerkach, którzy go oczekiwali w pałacu. 

 

 

 

 

 

 

 

 ---------------------------- 

 

background image

23 

www.teozofia.org

 – Teozofia w Polsce 

 

 

 

 

 

 

 

 

      

W drówka. 

 

 

Ucze , którego ojczyzna była w Krainie Zachodu, daleko od wielkich gór, na stokach 

których mieszkał mistrz, zapytał wła nie o wielkiego Nauczyciela z Nazaretu i prosił mistrza o 

pouczenie. 

 

„W kraju mym”, mówił ucze , „wielu jest słynnych nauczycieli, którzy nie wierz , i  był 

on prawdziwym człowiekiem i wysokim mistrzem, a s dz , i  podanie tylko stworzyło jego 

rysy. 

 

Ty jednak, o wielki, mówiłe  do mnie cz sto słowami, które celowo zapo yczyłe  z 

ksi g, traktuj cych o  yciu i nauce owego m a. 

 

Pełen byłe  czci, wypowiadaj c jego imi , a je li ci  dobrze zrozumiałem, cenisz 

wielko  jego duszy wy ej ni eli wszystkich, którzy kiedykolwiek kroczyli po drodze 

zjednoczenia... 

 

Dlaczego jednak nie widz  ciebie po ród tych, co si  jego imieniem nazywaj ? 

 

Dlaczego nie jeste  chrze cijaninem?!” 

 

 

Tak pytał ucze , bowiem nie wiedział jeszcze, czem jest prawdziwy „mistrz” tej ziemi. 

 

 

Ale mistrz za miał si  i nie odparł nic. 

 

Tedy zapytał ucze , który oto popadł w zw tpienie, o co innego, - jakby chc c si  z 

pierwszego pytania usprawiedliwi . 

 

„Słusznie czynisz zapewne, ty, władca sił, o których nauczyciele moi na Zachodzie nic 

nie mog  powiedzie ,  e wy miałe  me pytanie! 

 

Jakie  współczucie musisz mie  dla nas, dzieci Zachodu! A jednak prosz  ci , aby  

przynajmniej na to pytanie odpowiedział: Czy nie byłoby lepiej dla nas, synów Zachodu, 

gdyby my pu cili w niepami  nauk  owego m a, jako wie , która nie ma nam ju  nic do 

powiedzenia? 

 

Przy tych słowach zatrzymał si  mistrz w milczeniu. 

 

W drowcy przybyli teraz na gór , która oddzielała wody jednej rzeki od innych. 

 

Wysoka, pot na kolumna, w stylu powszechnym w  wi tyniach tybeta skich, wykuta 

ongi  z jednego głazu, oznaczała miejscowo . 

 

W pi mie, wydaj cem si  dziwnem a jednak pi knem dla oka człowieka Zachodu, nosiła 

ona  wi te słowa: 

 

Om! Mani padme hum! 

 

To znaczy: „Zaiste! W kwiecie Lotosu  yje tajemnica!” 

 

Pod tym napisem znak wskazywał obcemu pielgrzymowi drog  do bliskiej  wi tyni. 

 

„Czy nie s dzisz, i  byłoby lepiej”, zacz ł mistrz, „aby ta stara kolumna znikła st d? 

 

U ludów twojej rasy widziałem co  innego

 

Niechaj pielgrzymi poznaj , i  mnisi w tej samotni, mimo swego wyrzeczenia si   wiata, 

potrafi  i  jednak z pr dem czasu. 

 

Zamierzam wpłyn  na przeło onego klasztoru, aby zburzono t  kolumn . Mo naby 

natomiast sprowadzi  z jakiego  miasta południowego pi kny, nowy drogowskaz, jakie wy na 

background image

24 

www.teozofia.org

 – Teozofia w Polsce 

 

 

Zachodzie umiecie odlewa  z  elaza, zdobiony bogato i barwnie malowany. Z pewno ci  

bardziej si  to wszystkim spodoba. 

 

Có  bowiem ma nam jeszcze do powiedzenia ten głaz skalny w dzisiejszych czasach?” 

 

 

„Nie mówisz chyba powa nie, mistrzu?” odparł ucze  przera ony. 

 

„Czy te  istotnie dotyla pozbawiony jeste  zrozumienia sztuki, i  przy całej swej 

m dro ci nie widzisz,  e na tem miejscu stosowne jest tylko to stare dzieło pobo nych r k!? 

 

Czy  nie widzisz jej prostej wielko ci i pi kna? - Zaiste, godna jest nosi   wi te zgłoski! 

 

Jak eby  mógł te znaki kaza  wymalowa  na  elaznym drogowskazie? 

 

Przytem na tej wysoko ci drogowskaz  elazny nie b dzie trwały. 

 

Natomiast kolumna, któr  wzniosły niegdy  zdolne dłonie, stoi tu ju  ponad tysi c lat i 

wytrwa  mo e jeszcze lat tysi ce. 

 

Bosko , któr  ona wie ci, znalazła w niej najdostojniejszego nosiciela, a wszystkim 

pielgrzymom, co w tem pustkowiu szukaj   wi tyni, a w niej spokoju, mo e ona z daleka ju  

wskazywa  drog . 

 

Z pewno ci  nie mówisz powa nie, gdy  nigdy nie mógłbym zrozumie ,  e ty nie 

odczuwasz wszystkiego...” 

 

Tedy za miał si  mistrz raz jeszcze i milczał znowu, jak milczał był przedtem wobec 

pytania ucznia... 

 

Poczem ruszyli dalej. 

 

W milczeniu szli ku dolinie, ku rozległym budynkom klasztoru lamy, gdzie widoczna si  

wnet stała  wi tynia. 

 

Atoli ucze  my lał nad tem - dlaczego mistrz umiał go zawsze zmusi , aby na ka de 

pytanie sam dawał odpowied , bowiem widział jasno,  e we wszystkiem, co mówił o  wi tej 

kolumnie, dawał tylko sobie samemu odpowied  na swe pierwsze pytanie o wysokim Mistrzu z 

Nazaretu. 

 

 

 

 

 

 

---------------------- 

 
 

 

 

 

 

 

   

Poł czenie. 

 

 

Kiedy przybyłem przed dom m drców  wiatła, pocz łem puka  u furty, ale nikogo nie 

było, kto by mi otworzył. 

 

Tedy smutek opadł m  dusz  i znu ony usn łem pod progiem. 

 

Gdy po bezładnych, przera liwych snach zbudziłem si  wreszcie znowu, stał przede mn  

m  w odzieniu tuziemczem, który wiódł ze sob  zwierz  juczne, a zwierz  obładowane było 

koszami, pełnemi  wie ego chleba. 

 

„Czego chcesz tu, cudzoziemcze”, spytał, - „czy  nie wiesz,  e ta furta nie rozewrze si  

przed nikim, kto przedtem nie wyszedł zza niej?” 

 

Atoli ja odparłem: 

 

„Biada mi, je li te słowa mówi  prawd , bowiem id  z daleka, jako  e mistrz rozkazał mi 

i  do tych, co mieszkaj  w tym domu, aby by  przyj tym do koła ich Społeczno ci. 

 

Tedy rzekł do mnie ów m : 

background image

25 

www.teozofia.org

 – Teozofia w Polsce 

 

 

 

„Bacz, i ja nale  do tych, co tu mieszkaj , a pragnienie twe znane jest memu duchowi, 

ale powiadam ci jeszcze raz: progu tego nie przekroczył jeszcze nikt, kto pierwej nie umarł! 

 

Ci jednak, co s  wewn trz, bez przeszkód wchodz  i wychodz ... 

 

Je li tedy chcesz umrze , przeniesie ci  to zwierz  jako martwego przez próg!” 

 

„Jak ebym miał nie chcie  umrze ”, brzmiała odpowied  moja, „je li nie mog  inaczej 

dosta  si  do Społeczno ci waszej?! 

 

Zabij mi , abym w ten sposób przeszedł przez próg, albowiem wiem, i  po tamtej stronie 

furty  mier  moja si  sko czy! 

 

Czy  i ty nie zmarłe  był niegdy , zanim przebyłe  furt , a czy  nie stoisz oto  yw 

przede mn ?!” 

 

„Niechaj si  dzieje wedle woli twojej”, odparł m , i w tej e chwili uczułem, jak z ciała 

mego uchodzi  ycie, jak  wiadomo  moja zadr ała o mnie... 

 

Ale zanim jeszcze zrozumiałem,  e opu ciłem ju  zupełnie swe ciało, poznałem nagle 

siebie jako - jeden z owych chlebów, które le ały w koszach na grzbiecie jucznego zwierz cia. 

 

Chciałem woła , ale nie mogłem. 

 

Chciałem uciec, ale ciało stało si  chlebem i nie poruszało si 

 

Tedy zm tniała  wiadomo  moja, i tak musiano mi  zapewne przenie  do domu i 

poło y  na stole, gdzie - jak wnet oprzytomniawszy ujrzałem - le ałem obok innych potraw 

przed misk  najstarszego z m drców. 

 

Nie długo tak le ałem - jak w ci kim, ponurym  nie - gdy usłyszałem głos najstarszego 

z m drców, który mówił: 

 

„ wi ty i błogosławiony niechaj b dzie ninie chleb ten, który si  chce sta  po ywieniem 

dla ducha wieczno ci! 

 

Od tej chwili po wieki wieków niechaj b dzie po ywieniem mego ukrytego Boga!” 

 

Z temi słowy przełamał chleb, którym si  ja sam stałem, na dwoje, i uczułem szczerb  w 

swem ciele, jakby to moje ludzkie ciało zostało rozerwane. 

 

Dr c z bólu oczekiwałem zupełnego swego zniszczenia, ale nie mogłem ju  uciec przed 

przemoc , której si  z wolnej woli poddałem... 

 

Moja  wiadomo  siebie przy miła si  znowu... 

 

Ale nie długo trwa  miało to przy mienie; bowiem wnet powstała wokół mnie jasno , 

jakiej nie znałem, jakkolwiek jasnem było owo  wiatło, w którem mi niegdy  mistrz ukazywał 

rzeczy trzech  wiatów. 

 

Tako  stało si , i  znalazłem si  znowu w ludzkiem ciele i nie byłem wi cej „potraw ”... 

 

I oto: - przemówiłem! A to, co mówiłem, były to słowa najstarszego z m drców. 

 

Jego ciało stało si  mojem, a duch mój nieoddzielnym od jego ducha. 

 

Kiedy za  m drcy, Bracia jego, ujrzeli to, rzekli: 

 

„Rado  jest w kole naszem, bowiem nowy Brat narodził si  nam, a ty, o Najstarszy, 

który kujesz ła cuch wieczystej m dro ci - ty młotem swoim zamkn łe  otwarty pier cie !” 

 

 

„Wy to powiadacie! - Te słowa wasze obwieszczaj  przybycie moje!” 

 

Tak oto mówiłem przez usta najstarszego z m drców. 

 

„Jako potrawa przybyłem do was, aby si  w duchu waszym narodzi ! 

background image

26 

www.teozofia.org

 – Teozofia w Polsce 

 

 

 

Ale teraz oddajcie mi moj  szat , abym nie bawił po ród was w szatach innego, podczas 

gdy ten inny ukrywa si !” 

 

Na te słowa opu cili m drcy swe miejsca przy stołach i wiedzeni przez najstarszego, z 

którem duchem mój duch si  poł czył, wyszli przed furt . 

 

Tam jednak le ało moje ciało ziemskie, bez  ycia, st ałe... 

 

A najstarszy pochylił si  nad niem i raczej wytchn ł ani eli wypowiedział te słowa: 

 

„Ty jeste  mn ! W tem swojem ciele ziemskiem słu  mnie w sobie i sobie we mnie! 

Wiedz, i  narodziłe  si  z po ywienia,  ycia  wiatła, które wszystko  ywi i od wszystkiego 

bierze po ywienie!”  

 

 

Kiedy wyrzekł te słowa, uczułem, jak  wiadomo  moja wyszła z jego ciała, gdy duch 

mój pozostał z jego duchem poł czony... 

 

Ale wnet i duch mój w równej mierze jak moja  wiadomo  poczuł si  w starem ciele

jednak nie było to to ciało, co pierwej - co  si  w niem zmieniło, i potrafiłem teraz we wn trzu 

swego ciała widzie , jak pierw tylko zewn trz widziałem. 

 

Kiedym si  teraz podniósł, przyj li mi  m drcy z niezmiern  rado ci , jak kogo , kogo 

si  długo oczekiwało. 

 

A gdy wiedli nowopowstałego przez furt  do wn trzanajstarszy z m drców, upojony 

Bosko ci ,  piewa  pocz ł pie , której słowa takie oto były: 

„ yj dla miło ci, 

wieczniku  wiatła, 

Ucz c rozja niaj, 

Pochodnio  wiata!” 

 

A chór Braci moich pochwycił jego  piew: 

„Naucz si  siebie rozpoznawa  w  wietle! 

Nauczycielu miło ci, gotuj swoje dzieło!...” 

 

Ja za  ujrzałem, i  podobnie jak Bracia moi nosz  biały turban „Wiedz cych” na głowie i 

otulony jestem białym burnusem „ wiec cych”. 

 

Atoli w duszy mojej było poznanie duchowe wszystkich tych, co zebrani byli wokół mnie

tych, co przed nami mieszkali w domu m drców i tych, co po nas mieszka  w nim b d . 

 

Czułem ich wszystkich w sobie samym zjednoczonych, a ja sam byłem w ka dym z nich. 

 

Tako stałem si  tem, czem jestem! 

 

 

 

 

 

 

 

-------------------------- 

 
 

 

 

 

 

 

Wola rado ci. 

 

 

„Bóg”  ywie w rado ci, 

 

a nie w cierpieniu! 

 

Niewolnicy cierpienia stworzyli 

 

„cierpi cego” Boga... 

 

Moc, która ci si  

background image

27 

www.teozofia.org

 – Teozofia w Polsce 

 

 

 

jako cierpienie objawia, 

 

pro ci  ma tylko drogi 

 

twojej rado ci. 

 

 

 

 

 

 

-------------------------- 

 
 

 

 

 

Do wszystkich, którzy d

 do  wiatła. 

 

 

Nie pytaj wi cej: „Co to jest Bóg?” 

 

Pozostawmy to pytanie „bezbo nym”, „bałwochwalcom”, którzy sobie „Boga” swego 

wymy laj . 

 

Mamy dane na to, aby w tpi , czy „Bóg” „wysłucha” poszukuj cego, który go sobie 

chce wymy li . 

 

Wiemy, i  „Bóg” nie odpowie nikomu, kto pyta o „Boga”... 

 

Wiemy, i  „Bogu  ywemu” wstr tna jest zgiełkliwo  pyta . 

 

Ale pojmiecie swego „Boga” wnet, gdy tylko nauczycie si  słysze  jego mow ... 

 

Nato za  trzeba ciszy! 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Wszystko tworz ce trwa w ciszy. 

 

W sobie samym zgotuj siedzib  dla ciszy, aby ci si  twój „Bóg  ywy” mógł sta  

przyjacielem i domownikiem! 

 

Słowa te chc  dusz  tw  powie  do wielkiej ciszy

 

 

 

 

 

 

 

 

 

B dziemy tu przez chwil  mówili ci o człowieku

 

Od człowieka dotrze  musisz do „Boga”, je li „Bóg” nie ma dla ciebie pozosta  na wieki 

obcym! 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nie szukaj „Boga” w „utrapieniu swego serca”, je li chcesz naprawd  znale  w sobie 

swego „Boga  ywego” - albowiem spłodziła ci  wola rado ci twego „Boga”... 

 

Nie staraj si  pozna  swego „Boga” przez pytania, bowiem w najcichszem pytaniu woła 

rozgło nie zw tpienie... 

 

Znajdziesz swego „Boga” li tylko w najgł bszej ciszy - umacniany przez cierpienie, 

które przezwyci yłe  - w woli rado ci! 

 

 

 

 

 

 

 

 

wiadom  wol  odwracaj si  od tych, co na bł dnych  cie kach z trwogi serc swoich 

wołaj  o Bosko ! - Bowiem nigdy nie mógłby  znale  w sobie gł bokiej ciszy. 

 

Je li chcesz spotka  „Boga” w sobie, tedy musisz by  sam z człowiekiem, którym 

jeste ... 

 

W najgł bszej swej ciszy staniesz si  sam sobie pytaniem, i ty sam b dziesz te  sobie 

odpowiedzi . 

 

Ze sob  samym tylko mo esz i  w wielk  cisz ... 

background image

28 

www.teozofia.org

 – Teozofia w Polsce 

 

 

 

Sam tylko mo esz znale  siebie tam, gdzie twój „Bóg  ywy” stanie si  w tobie 

słyszalny! 

 

 

 

 

 

 

 

------------------------- 

 
 

 

 

 

 

 

 

Nauka. 

 

 

Na brzegu morza widziałem matk , siedz c  ze swem dzieckiem. 

 

Dziecko bawiło si  w piasku muszelkami i barwnemi kamykami. 

 

Atoli cała jego zabawa było to: wybieranie i odrzucanie... 

 

 

Czy  i my sami nie jeste my tylko dzie mi, bawi cemi si  w ten sposób?! 

 

Wybieramy i odrzucamy, i tak czynimy przez lata i dziesi tki lat, a  do ko ca naszego. 

 

Czy  pobudk  nie jest nam ten sam bodziec, co ka e dziecku bawi  si  muszelkami i 

kamykami? 

 

 

Tu pragn  zatrzyma  si  z tob ! W tem miejscu ujrzymy wschód sło ca. Pocó  mamy 

w ród nocy obje d a  ziemi , goni c za sło cem? 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Oto znale li my ju  człowieka, który sam jest sobie pytaniem i odpowiedzi 

 

Wybieranie i odrzucanie - oto jego dzieło. 

 

Nigdy nie spotkasz człowieka przy czem innem! 

 

 

Co prawda pó niej wska e ci on wielkie przyczyny, kiedy go zapytasz, czemu co  czyni. 

 

Atoli człowiek nigdy si  tak bardzo nie okłamuje, jak kiedy chce własne czyny 

wyja nia ... 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Ta sama gł bia jest  ródłem pop dów do zabawy dziecka i do wszelkiego czynu. 

 

Tu jak i tam jako najgł bsz  przyczyn  odnajdziesz wol  rado ci... 

 

Jest ona ostatecznem rozwi zaniem dla wielu „zagadek”. Sam byt człowieka zrodzony 

jest z niej. 

 

 

 

 

 

 

 

 

Wszystkie twe my li i czyny s  dla ci  „muszelkami” i „barwnemi kamykami”. 

 

Wedle swej własnej warto ci wybiera  b dziesz i odrzuca 

 

Poznasz wnet, i  wiele trzeba odrzuci , bowiem nie mo e słu y  do trwałej rado ci. 

 

...Wiele „barwnych kamyków” gromadzisz w domu, a oko twe raduje si  niemi na krótki 

czas. 

 

Lecz potem nu y ci  zabawa. 

 

Uczysz si  odró nia  warto . 

background image

29 

www.teozofia.org

 – Teozofia w Polsce 

 

 

 

Drogocenne kamienie chciałby  znajdowa  i perły prawdziwe, a nie tylko puste muszele 

i barwne krzemienie... 

 

 

 

 

 

 

 

 

Pocz tkowo opuszcza ci  odwaga, bowiem widzisz, jak pierwsza twa rado  umiera z 

tem poznaniem. 

 

Ponuro  lizga si  oko twe po piasku... ale oto: - co  błyszczy tam po ród krzemieni!... 

 

piesznie odrzucasz precz barwne kamienie, aby podnie  to, co tak błyszczy: - 

znalazłe  swój pierwszy kamie  drogocenny! 

 

...Od tego dnia stałe  si  m dry! Nie dadz  ci ju  rado ci krzemienie, które tylko 

błyszcz , póki je morze zwil a. 

 

Od tego dnia poczniesz odrzuca  wiele, co oku twemu błyszczy czarownie, i szuka  

b dziesz owych rzadkich kamieni, co wiecznie  wiec ... 

 

Tego  da wola rado ci. 

 

Rado ci bez rozczarowa ! 

 

Rado ci bez przerwy! 

 

Rado ci bez ko ca! 

 

 

 

 

 

 

 

 

Zapytasz oto: 

 

„Je li nauka ta głosi prawd  ostateczn  - tedy nacó  jeszcze cierpienie?!” 

 

Bacz: 

 

Cierpienie jest warunkiem i r kojmi  wszelkiej rado ci! 

 

...Wszystko we wszech wiecie  yje z biegunowych przeciwie stw. 

 

Wy  i nizina, wielko  i mało , cierpienie i rado , prawda i fałsz - z tego  yje wszelkie 

ycie. 

 

 

Bez cierpienia nie byłaby rado  sob , bowiem wszelka rozł ka i wszelki podział tworz  

cierpienie - za  rozł ka i podział s  konieczne, a eby rado  mogła okaza  swe niesko czenie 

rozmaite działanie. 

 

Atoli twa wola rado ci niechaj widzi w cierpieniu kłamstwo i tak oto niechaj ci czyni 

cierpienie bezwarto ciowem. 

 

Cierpienie i rado  zwalczaj  si  wzajem. 

 

Cierpienie i rado  posi

 chc  tw  sił . 

 

Cierpienie i rado  chc  by  przez ciebie cenione. 

 

Ile dajesz rado ci, o tyle umykasz si  cierpieniu - a e si  ono kiedy  stanie niewolnikiem 

i ch tnym sług  rado ci twojej. 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nie radz  ci oczywi cie ucieka  tchórzliwie przed wszelkimi trudno ciami! 

 

Twa wola rado ci chce ci  wie  cz sto przez ponure w wozy losu drog  krótsz  do 

wietlanych wy y... 

 

 

Zwyci stwo wymaga walki. 

 

Walka znaczy to: otrzymywanie ran i zadawanie ran. 

background image

30 

www.teozofia.org

 – Teozofia w Polsce 

 

 

 

Strze  si  rado ci z ran, które musisz zadawa ! - Nienawi  jest odcieniem niemocy... 

 

Wola rado ci nauczy ci  miło ci zwyci zcy. 

 

Okuwaj cierpienie swe w kajdany, ilekro  zadaje ci ono ból bezu ytecznie - gdy 

cierpienie pcha ci  do walki, wywalczaj zwyci stwo. 

 

 

Cierpienie jest kłamstwem! 

 

Cierpienie jest twoim wrogiem i przeciwnikiem! 

 

Cierpienie musisz sp ta  albo pokona  w walce, a eby rado  mogła by  wolna i 

panowa ! 

 

 

 

 

 

 

 

 

woli rado ci wszystko stanie ci si  łatwem. 

 

Najwy sz  moc  ycia masz po swej stronie. 

 

Moc, która najwi kszemu nawet cierpieniu umie rozkazywa ... 

 

...Nawet ów, co tworzy przyrost cierpienia, d y tajemnie do rado ci. 

 

Jego wola rado ci jest wprawdzie sp tana, a jednak zawdzi cza on jej jedynie cał  sił . 

 

Wola rado ci rodzi wszelki czyn. 

 

Wola rado ci utrzymuje wszelkie  ycie. 

 

Wybieraj sam, czy chcesz, jako pokonany szermierz, słu y  cierpieniu, czy, jako 

zwyci zca, przemóc je pragniesz. 

 

Je li oka esz trwog  przed cierpieniem, mo esz by  tylko pokonany. 

 

Atoli wola rado ci uczyni  ci  chce zwyci zc . 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

We wszelkim bycie znajdziesz wol  rado ci przy pracy. 

 

...Kształtu i miary chce wola rado ci, aby si  rado  mogła narodzi  z miło ci. 

 

Miło  jest d eniem do jedno ci wszystkiego, co „rozdwojone” 

 

Miło  tylko zmusza nienawi  do usług. 

 

Miło  jednoczy wszelkie przeciwie stwa. 

 

...Z miło ci tylko mo e wola rado ci spłodzi  rado . 

 

 

Wola rado ci jest m sk  wol ... 

 

Potrzeba jej rodzicielki: miło ci

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Bez miło ci byłaby wola rado ci jak udr czony pot pieniec. 

 

Miło  daje jej cel i pewny kierunek. 

 

Miło  jest to: wyrównanie biegunów przeciwnych. 

 

Miło  rozpuszcza wszystko małe w wielkiem, wszystko połowiczne w całem

 

Miło  ł czy warto  z bezwarto ciowo ci  wedle praw kosmicznych w wy sz  jedno 

 

Wszelka „bezwarto ciowo ” miła jej jest gwoli warto ci, której musi słu y ... Nie 

istniej  izolowane „warto ci” i „bezwarto ciowo ci” prócz my li twoich. 

 

„Warto ” i „bezwarto ciowo ”, acz nierównego stopnia, wymagaj  si  wzajem. 

background image

31 

www.teozofia.org

 – Teozofia w Polsce 

 

 

 

Wszelki wzrost  da zjednoczenia nierównych cz ci w „miło ci”. 

 

Tak dopiero powstaje to, co - trwa! 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Ale oto widzisz, jak ludzie umieraj , i pytasz: 

 

„Gdzie jest tu to, co trwa?” 

 

Pytaj raczej: 

 

„Gdzie jest tu to, co przemija?!” 

 

...Widziałem  mier  najukocha szych ludzi, a nic przemijaj cego nie znalazłem. 

 

Widziałem jeno nowe poł czenie „cz ci”, jak daleko si gał wzrok mego 

„zewn trznego” oka. 

 

Któ  ci poka e tam, gdzie twoje oko zewn trzne nie si ga, co  przemijaj cego? 

 

Tam, gdzie nie si ga ono, nie si gało i wówczas, gdy dostrzegalni jeszcze byli dla 

zmysłów ci ludzie, którzy teraz znikn li dla zmysłów twoich. 

 

Zmysły objawiły ci tylko,  e istnieje co , o czem mówiło ci jedynie działanie w  wiecie 

zmysłów. 

 

Je li s dzisz, i  to, czego istnienie widziałe , gdy jeszcze działało w sposób dostrzegalny 

dla zmysłów, teraz zniszczało - tedy, zaiste jeste  tylko niewolnikiem swych zmysłów

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Podobnie  ałoba po zmarłych pochodzi tylko z woli rado ci

 

Zwodnicz  jest ta  ałoba, je li odj  ci chce wiar  w istnienie tych, których twe oko 

zewn trzne ju  dostrzec nie mo e. 

 

Siebie samego opłakuj, i  tak długo podlegałe  złudzeniu! 

 

Wiedz tak e, i  rado  ze zmysłowego w człowieku ró na jest od rado ci z człowieka 

samego. 

 

Mo esz ju  teraz poj , i  cała widzialno  sama przez si  nic nie oznacza -  e jest ona 

jedynie  wiadectwem warto ci niewidzialnych. 

 

Wszystkie najwy sze warto ci le  w Niewidzialnem! 

 

Je li chcesz znale  najwy sz  warto  „człowieka”, tedy szuka  musisz w 

Niewidzialnem przez swoje „Niewidzialne”, o ile szuka  nie chcesz napró no! 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Widzialno ci wierzy  musisz wiele, ale nie wszystko! 

 

Musisz si  nauczy  uznawa  widzialno , jako biegun przeciwny swej prawdy! 

 

...Nie byliby my tu na ziemi tem, czem jeste my, nie osi gn liby my tego bytu bez 

ni szej cz ci woli, która tworzy siebie jako „widzialno ”. 

 

Niewidzialnie tworz ca i widzialnie tworzona wola zjednoczona jest w nas samych. 

 

Jeszcze nie zbli amy si  tu do wymaganego kosmicznie stosunku trwałego zjednoczenia 

tych sił woli. 

 

Wyzwolenie od „nadmiaru”, 

 

uzupełnienie „niedomiaru” - oto zmiana, wymagaj ca „ mierci” ciała ziemskiego. 

background image

32 

www.teozofia.org

 – Teozofia w Polsce 

 

 

 

 

Nie kr powani wi cej przez kształty, które si  tylko zewn trznemu oku zdaj  

rzeczywistemi, pozostaniemy jednak e w „widzialno ci”, ka dy jako cało  i siebie samego 

wiadom wreszcie w cało ci. 

 

 

Ale do tego daleka jest jeszcze droga, a owa „zmiana” nie nast pi w tej e godzinie, gdy 

si  „widzialno ” oddzieli od twego „niewidzialnego”. 

 

Je li chcesz „wiecznie” zachowa  siebie w sobie, tedy i wówczas jeszcze musisz działa  

w dalszym ci gu, a  wola twa osi gnie ow  równowag , której wymagaj  prawa kosmiczne. 

 

Pozostaniesz dla siebie widzialny przez owo „oko”, któremu twe oko zewn trzne 

zawdzi cza cał  „zdolno  widzenia”, ale b dziesz co innego i inaczej widział, ni eli umiałe  

tutaj widzie . 

 

Twa wola widzialno ci kierowa  si  b dzie musiała na inne cele, a  z twoj  wiecznie 

niewidzialn  wol  osi gnie równowag , jakiej wymaga wieczyste prawo. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nie znajdujesz drogi do tych, których zwiesz „zmarłymi”, bowiem ich „zewn trze” stało 

si  „wewn trznem”, twoje za  „wewn trzne” nazbyt jest jeszcze uwi zione w „zewn trznem”... 

 

Istnieje do nich droga, ale niezwykle rzadcy s  ci, co potrafi  na ni  wkroczy . 

 

Kto wkracza na ni , musi sam drog  sw  o wietla  - inaczej zbł dzi i zajdzie nie tam, 

gdzie chce. 

 

Noc i zamieszanie otoczyłyby go, a eby si  wreszcie sam pogr y  musiał w nocy. 

 

Ci za , co bezpiecznie mog  wkracza  na t  drog , po wiadcz  prawd  moich słów... 

 

Tylko ta jedyna droga mo e da  człowiekowi, który  yje jeszcze tu, w swem widzialnem 

ukształtowaniu, bezwzgl dn  pewno   wiadomego do wiadczenia

 

Wolny od „ekstazy” i z cał  jasno ci   wiadom samego siebie, mo e on jednocze nie 

rozpoznawa  przedmioty tego  wiata zewn trznego oraz  y  z tymi, którzy dawno ju  porzucili 

ciała ziemskie. 

 

Kto nie jest do „sztuki” tej zrodzony, nigdy si  jej na ziemi tej nie „nauczy”. 

 

Pragnienie ujrzenia  yj cych w  mierci bez tej sztuki naprowadziło człowieka na drogi, 

ukazuj ce złud  za złud 

 

W dusznych komnatach przywołuj  ludzie moce, które ch tnie zjawiaj  si  na zew i 

graj  „rol ” wyznaczon  im niem  wol  wzywaj cych. 

 

Co prawda, podobnie jak sami wzywaj cy działaj  w  lepej niewiedzy, mog  te  i istotnie 

„zmarli” ludzie z ni szych sfer popa   lepo w bł dne koło tych mocy i posłu y  ich ch ci 

zwodzenia, ale to, co na tej drodze mo na osi gn , gorsze jest jeszcze, ni  wszelka 

w tpliwo , za  najcz ciej działaj  owe siły same. 

 

Nie w ten sposób staraj si  posi

 wiar  w  ycie swych „zmarłych!” 

 

...Zaledwie potrafisz siebie samego w swem wn trzu rozpozna , jak e si  wi c mo esz 

spodziewa , i  usłyszysz delikatne głosy tych, co odeszli?! 

 

Napró no szuka  b dziesz nazewn trz „dowodów” na to, co tylko w 

najwewn trzniejszej gł bi natury i tylko dla nielicznych dost pne. 

background image

33 

www.teozofia.org

 – Teozofia w Polsce 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Wieczne  ycie jest spoczynkiem i czynem. 

 

Spoczynek i czyn s  w wiecznej odmianie, jak przypływ i odpływ, w wieczystem morzu 

stawania si  wewn trznego. 

 

Wieczny spoczynek byłby prawdziw   mierci ! 

 

Atoli wieczny czyn byłby prawdziwem pot pieniem! 

 

Spoczynek i czyn, w miło ci zł czone - oto dopiero najwy sze  ycie duchowe. 

 

...Bł dnie tłumaczysz swoj  t sknot , je li mniemasz, i  pragniesz „wiecznego 

spoczynku”. 

 

T sknota twa pragnie wieczystej rado ci w spoczynku i czynie. 

 

 

 

Rado  jest ludzkiem odczuwaniem boskiej doskonało ci. Dlatego zgadza  si  masz z 

wol  rado ci! 

 

Nie mo esz pragn  „nadmiaru” rado ci. 

 

To, co jest ci ju  teraz spełnieniem w trwałej rado ci, nigdy nie mo e ci by  odj te. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Wsz dy rozstawia przyroda swe drogowskazy. Atoli ludzie szalej  obok nich, jak 

igraj ce dzieci... 

 

Musicie si  nauczy  baczniejsz  uwag  zwraca  na drogowskazy! 

 

D ycie jeszcze do rozkoszy i dajecie si  po era  chuciom, podczas gdy tylko rado  

wiedzie do trwałego  ycia. 

 

 

 

Bóg  yje w rado ci! 

 

„Rado ” jest jasnym  wiatłem! 

 

„Rado ” i „chuci” s  - wzbieraj c  po og ! 

 

„Wola rado ci” jest - wol  Boga! 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

...Poznaj samego siebie! 

 

pi ca była twa wola, zanim jeden biegun twej istoty wdarł si  w widzialno ... 

 

Teraz jeszcze  ni wola twoja... 

 

Ale  coraz bardziej i bardziej budzi  si  b dzie twa wola, a  kiedy  w rado ci i  wietle - 

wszystko posi dziesz wol !... 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Wszystkie tablice praw ustanowiła wola rado ci. 

 

Sam jeste  „wol  rado ci”, musisz by  posłuszny własnym prawom. 

 

Tak tylko dotrze  mo na do siebie samego w swym Bogu  ywym! 

 

Wszystko, co mo e zapewni  trwał  rado , słu y  ci b dzie. 

 

Wszystko, co nie słu y trwałej rado ci, musi ci szkodzi . 

background image

34 

www.teozofia.org

 – Teozofia w Polsce 

 

 

 

Atoli ty sam jeste  swym „s dzi ”! Sam mo esz si  na długi czas „pot pi ” i sam mo esz 

podnie  si  do najwy szej „błogo ci”. 

 

Ale - jakkolwiek długo miałby  bł dzi  - kiedy  b dziesz musiał jednak e pój  za sob  

samym... 

 

Gdy tylko rozpoznasz wówczas siebie samego po raz pierwszy, odnajdziesz siebie w 

Bosko ci... 

 

...Jeszcze d ysz „nazewn trz” w pust  nico ! Jeszcze szukasz tysi cy celów 

„nazewn trz”! 

 

Lecz kiedy  musisz jednak e zrozumie ,  e tylko - ty sam mo esz si  sobie sta  „celem”! 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

We własnej dłoni dzier ysz moc „wi zania” i „rozwi zywania”! 

 

Jeszcze nie jeste  w sobie  wiadom swej mocy! 

 

Oczekujesz jeszcze z „zewn trz” tego, co tylko we „wn trzu” sta  si  mo e. 

 

Ale „zewn trz” i „wewn trz” sta  ci si  musz  jednem, kiedy rozpoznasz wreszcie siebie 

samego w swem wn trzu, jako „wol  rado ci”. 

 

Długo uczono ci , i  tylko „udr czenie serca” i „skrucha” zbli y  ci  mog  do Bosko ci. 

 

Nazbyt zawierzyłe  tym naukom i teraz oto l kasz si  drogi do siebie samego! 

 

 

 

 

 

 

 

Nie l kaj si ! 

 

 

Niechaj ci  nie przera a jasno  słoneczna, co le y ponad nakazan  ci drog  niebiesk ! 

 

Oko twe, które dot d w mroku s dziło tylko,  e widzi, b dzie si  musiało nasamprzód 

przyzwyczai  do sło ca, a z pewno ci  nauczy si  te  widzie  w  wietle. 

 

Kroczy  b dziesz w mocy rado ci, gdy tylko znajdziesz siebie samego w woli rado ci. 

 

W woli rado ci  y  b dziesz nowem  yciem! 

 

W woli rado ci prze ywa  b dziesz siebie samego w swym wieczystym Bogu  ywym!  

 

 

 

 

 

 

 

----------------------- 

 
 

 

 

 

 

     

wiatło z Himavatu 

 

Je eli szukasz  wiatła, 

tedy wiedz, i  droga twa 

strze ona jest przez 

Mistrzów dnia! 

 

------------------------- 

 

 

 

 

 

 

 

     Posłowie. 

 

background image

35 

www.teozofia.org

 – Teozofia w Polsce 

 

 

 

W ukrytym namiocie pasterskim, wysoko ponad bł kitnem morzem Południa napisana 

została niegdy  znaczna cz

 tej ksi ki. 

 

Gdym wówczas, przed laty ogłosił urywki jej w czterech małych rozprawach, s dziłem, 

i  tylko w specjalnie przygotowanem kole oczekiwa  mog  dla nich zrozumienia. 

 

Atoli do wiadczenie wykazało, i  rozprawki te znalazły licznych czcicieli daleko poza 

owym ciasnym kr giem. 

 

Tak wi c odtworzyłem tu na nowo w pierwotnej postaci rozdział „ wiatło z Himavatu”, 

który niegdy  ogłosiłem w dwóch wyci gach pod ró nemi tytułami, skre liwszy ze  tylko to, 

co dodałem wówczas w celu zbli enia do sposobu pojmowania owego cia niejszego kr gu. 

 

„Z krainy  wiec cych” i „Wola rado ci” pozostały naogół niezmienione, aczkolwiek i te 

rozdziały, podobnie jak „ wiatło z Himavatu”, zostały nieco rozszerzone, aby si  stały dla 

ogólnego zrozumienia dost pniejsze. 

 

Nauki te, których jestem wyrazicielem i po rednikiem, zwracaj  si  do wszystkich ludzi, 

którym cicha t sknota pozwala przeczuwa  krain  nad wiata, wsz dy duchowo czynn  i 

przenikaj c  ten  wiat ziemski w niewidzialnych falach. 

 

W naturze rzeczy, o których jest mowa w ksi eczce niniejszej, le y, i  mog  si  one 

ukazywa  jedynie pod zasłon  symbolów. 

 

Starałem si  uczyni  zasłon  do  przezroczyst , aby prawda stała si  pod ni  widoczna. 

 

Ponadto wiele rzeczy pozosta  musi niewypowiedzianych, bowiem nie daj  si  one 

wyrazi  słowami. 

 

Ksi ka ta nastroi  ma tylko struny na harfie. 

 

Atoli dusza, która si  jej przewodowi powierzy, je li chce, aby wieczna pie  w niej 

zabrzmiała, b dzie musiała sama sw  własn  pie  na harfie tej zagra . 

 

Czerwic 1920 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Bo Yin Ra 

 

 

 

 

 

----------------------------------------------