background image

Diaboł z konopi 

Anonim, 7. luty 2003 - 10:29  

• 

ayahuasca

 

• 

lulek

 

• 

grzyby

 

• 

kaktusy

 

• 

MAOi

 

• 

muchomory

 

• 

tytoń

 

Powiązane artykuły 

• 

Próba Kwasu W Elektrycznej Oranżadzie

 

• 

Psychofarmakologia

 

• 

Okowy okowity

 

• 

Wspomóż erowid.org!

 

• 

Polsat: ''Modny'' lek na kaszel

 

background image

 

 

Grzyby 

Opowieści mówiące o pochodzeniu grzybów wyjaśniają ich mediacyjny charakter 
(

MEDIACJA

), ale także i przypisanie do sfery demonicznej: szansa na znalezienie się w 

zaświatach, których symbolicznym odpowiednikiem jest np. las (PUSTKOWIE), wiąże się 
wszak z ryzykiem destrukcji, chaosu, nieczystości. Nie tylko miejsca, w jakich rosną grzyby, 
ale także i ich rozwój utożsamia je ze sferą ŚMIERCI. Do swego wzrostu grzyb wymaga 
wilgoci, a jego zapach często kojarzy się z gniciem, rozpadem, a więc tym, co wiąże się ze 
sferą NOCY (jeszcze współcześnie panuje powszechne mniemanie, że grzyby rosną tylko 
nocą), KSIĘŻYCEM i biologicznością, destrukcją i rodzeniem, tzn. kobiecością, i ogólniej - 
wszelkim pierwiastkiem żeńskim we Wszechświecie. 
 
Opowieści ajtiologiczne wiążą powstanie grzybów z oszustwem, kłamstwem i chciwością, a 
więc działaniami reprezentującymi zaświatowy chaos i w dodatku związanymi z 
przeciwnikiem niebiańskiego boga. Należą do porządku chtonicznego, do mrocznego świata 
podziemnego, a więc do sfery śmierci. 

background image

 
Jedno ze znanych nie tylko w polskim folklorze podań apokryficznych mówi o tym, jak Pan 
Jezus i św. Piotr przyszli do młynarza, który poczęstował ich plackiem. Pan Jezus daru nie 
przyjął, Piotr natomiast placek wziął. Potem, gdy szli przez las, Piotr chciał w ukryciu placek 
zjeść, ale gdy tylko brał jego kawałek do ust, idący przed nim Chrystus, oglądał się i wtedy 
święty zmuszony był wyrzucać pieczywo. Zapytany o to, co robi, odrzekł, że sieje grzyby, 
które rzeczywiście zaczęły rosnąć [St, 220]. Inna wersja opowieści zawierała więcej 
elementów wiążących grzyby ze śmiercią i zaświatami. Święty chciał zjeść w skrytości chleb, 
nie chcąc dzielić się nim z Jezusem. Ten jednak zadawał mu pytania dokładnie wtedy, gdy 
Piotr gryzł chleb; aby odpowiedzieć, musiał więc go wypluć. Z tych właśnie wyplutych 
kawałków -z pieczywa zmieszanego ze ŚLINĄ - powstać miały grzyby [LL95/2, 38]. 
 
Halucynogenne i trujące grzyby mogą być wykorzystywane jako osobliwe "wehikuły" 
umożliwiające znalezienie się w innej części Wszechświata, w krainie zmarłych. 
Intoksykacja, prowadząc do osiągnięcia stanów ekstatycznych, znosi radykalną odmienność 
taksonomicznie uporządkowanego świata żywych i chaosu sacrum (DYM, 

MAK

). Grzyb jako 

mediator reprezentuje więc wszystko to, co związane jest z niepokojącym sensem sacrum: 
otwiera drogę ku bóstwom, ale także może sprowadzić destrukcję i śmierć. Jeszcze niedawno 
na pewnych terenach (m.in. Niemcy) lud nie chciał zauważać użytkowej wartości grzybów, 
traktując je wszystkie jako szkodliwe i niejadalne, uważając, że są wstrętne, a nawet jadowite 
[Mo2, 69]. 
 
Pojawienie się grzybów jako obowiązkowych składników pokarmów spożywanych w 
pewnych okolicznościach wynika stąd, że rośliny te mają współtworzyć specjalne warunki 
zamiany zwykłej biesiady w ucztę spożywaną z duchami. Chodzi o symboliczne 
przekształcenie świata śmiertelników w krainę zaświatową. Mak, suszone (a więc martwe) 
grzyby, owoce, nasiona grochu itd. należały do Tamtego Świata. Wierzono, że przynosząc 
grzyby z lasu wnosi się z nimi do domu także i specyfikę zaświatową obszaru, z którego one 
pochodzą. Przygotowując więc potrawy postne na Wigilię (a także np. na obiatę, stypę, w 
święta zmarłych) dbano przede wszystkim o to, by w biesiadzie mogli wziąć udział goście z 
Innego Świata (OBCY). I żywi, i duchy zmarłych znajdują się w niezwykłej przestrzeni 
świątecznej, odmiennej od codziennej rzeczywistości [Żądl, 60]. 
 
Aktualizowana przez obecność grzybów zaświatowość znajduje także potwierdzenie w 
uznaniu ich za AFRODYZJAK. Aktywność seksualna przypisana jest do nocy, ulokowana w 
obszarze chaosu i nieczystości (jest bowiem radykalną manifestacją koniunkcji seksu i 
umierania). Takie zastosowania wielu gatunków grzybów znane są i współcześnie. Już 
starożytni Grecy i Rzymianie wskazywali na pobudzające oddziaływanie samego tylko 
zapachu grzybów [War, 58]. Autor XVIII-wiecznego zielnika pisał: że "bedłka kulkowa [...] 
zdaniem lekarzów podnieca ogień nieczysty [...] zażycie jej bardzo pobudza do sprawy 
małżeńskiej" [KuOb, 284]. Dzisiaj mówi się o niezwykłych właściwościach smardzy [War, 
58]. 
 
Grzyby traktowano też jako omen zapowiadający nadejście innego od codzienności czasu. W 
Małopolsce zanotowano wierzenie, że pojawienie się pewnego gatunku grzybów jest 
sygnałem do rozpoczęcia siewów [Mo2,168]. Częściej jednak pojawienie się grzybów, 
zwłaszcza ich wielkiej obfitości, zapowiadało zbliżający się chaos śmierci. Według XIX-
wiecznych opinii zwiastunami pustoszącej ludzki świat zarazy było 

  Namnożenie się 

robactwa, gadziny z ogonami jak u raków [...] niezwykła obfitość żab, szczurów, komarów, 
motyli i much, które się z gniłości, nie z nasienia rodzą, biegunki, czerwonki, wrzody i plamy, 

background image

[...] mnogość grzybów" [Szna, 25]. 
 
Wędrujący do świata bogów herosi i śmiertelnicy, ale także i sarni bogowie spożywali 
specjalne napoje
, które miały wprowadzać ich w stan ekstazy i w ostateczności dawać 
nieśmiertelność. Zgodnie z dawnymi wierzeniami irańskimi takie właściwości miały m.in. 
soma, ale i boskie pokarmy, jak podają mity europejskie, choćby grecka ambrozja. Zawierały 
one wyciąg z halucynogenów, m.in. z muchomora sromotnikowego [Rou, 357]. 
 
Halucynogenne właściwości grzybów wykorzystywano w praktykach szamańskich. Chodziło 
o intoksykację wprowadzającą szamana (KAPŁAN) w narkotyczny trans. W kulturach, gdzie 
występują wierzenia szamańskie, słowo "grzyb", znaczy też "konopie" (i one mają 
właściwości halucynogenne) i "upojenie" [ESza, 397]. Szaman przed wyruszeniem w wielką 
podróż na drugą stronę granicy składał ofiary, a po całodziennym POŚCIE, wieczornej kąpieli 
zjadał trzy albo siedem grzybów i głęboko zasypiał. Budził się nagle po kilku godzinach i 
przekazywał swoim słuchaczom bądź proszącym go o pomoc wiedzę, którą otrzymał od 
opiekuńczego ducha
 [ESza, 224]. Szamanom azjatyckim, aby sprowadzić wizje, podawano 
wywar z muchomora [Ind, 159]. Indianie posługiwali się w tym celu kaktusem, peyotlem (i 
preparowaną z niego meskaliną), nazywając go jednak "boskim grzybem". Niezwykły stan, w 
jakim znaleźć się może człowiek po jego spożyciu, nie tylko ułatwiał szamanowi przeprawę 
do świata duchów, ale pomagał też w rozwiązywaniu problemów na co dzień, które także w 
kulturach magicznych wymagają zaświatowej wiedzy, przy prowadzeniu śledztwa (wykrycie 
złodzieja), był też środkiem znieczulającym przy operacjach (

MANDRAGORA

) [Ind, 79]. 

 
Opinie na temat warunków i okoliczności zbierania grzybów wynikają z ich ulokowania w 
obcej przestrzeni lasu i związania go z zaświatowymi ciemnościami i księżycem. Wynika stąd 
przeświadczenie, że najlepiej zbierać grzyby podczas "przybierania księżyca lub w pełni" 
[LiP, 33]. Wyruszając na grzybobranie nie powinno się myć [WaT, 235], ponieważ brud, 
śmieci jako znaki przestrzeni zaświatowej reprezentują porządek, który jest właściwy dla 
innego świata (wszak brud, śmieci to tyle, co rzeczy nie na swoim miejscu, wprowadzające 
chaos, niestosowność hic et nunc). Grzyby zbierać należy tylko o świcie: graniczny charakter 
tej pory dnia jest właściwy dla poszukiwań tego, co ma mediacyjny charakter, i samo do 
graniczności należy. Ponieważ zobaczenie grzyba natychmiast wstrzymuje jego wzrost, 
grzybiarz powinien go zaraz wyrwać. Spojrzenie (OKO) bowiem wydobywa go z chaosu 
otoczenia i nadaje mu definicję, wyodrębnia, co w pewnym sensie przerywa jego związek z 
nieokreśloną, pozbawioną właściwości sferą lasu. 
 
Na grzyby nie powinna się wybierać kobieta w fazie nieczystości (MENSTRUACJA) ani tym 
bardziej ciężarna (CIĄŻA). Chodzi o to, że otwarcie na zaświaty, inicjalność, w jakiej 
znajduje się kobieta, nie może się nałożyć na podobne właściwości grzybów oraz czasu i 
miejsca ich zbierania. Taka sytuacja zwielokrotnionej mediacyjności oraz ujawnionej 
biologiczności istnienia człowieka może się bowiem skończyć tragicznie dla samej kobiety i 
dziecka [Żądl, 60]. 
 
Lecznicze zastosowanie grzybów nie jest zbyt wielkie - zielarze znają ich właściwości 
znieczulające i trujące, stąd oczywistość stosowania ich do walki z muchami. Wierzono np., 
że muchomory mogą pomagać w usuwaniu dolegliwości reumatycznych: w tym celu 
stosowano nacieranie ciała wymoczonym w denaturacie grzybem. Skuteczność leczenia 
podnosić miały inne czynności: wrzucano grzyby do butelki z moczem końskim (gdy chorym 
był mężczyzna) lub kobylim (dla kobiet), zakopywano na dziewięć dni w końskie łajno, 
potem miksturę tę podawano chorym [LiP, 33]. Odwoływano się też do magicznego 

background image

przekonania, według którego CHOROBĘ można zwalczać posługując się czymś, co jest 
podobne do samego schorzenia, np. wszelkie wyniosłości na skórze (wypryski, wrzody) 
można zlikwidować przykładając do nich coś o podobnym kształcie. Przy wrzodach i 
czyrakach naciągniętych ropą przykładano więc ciepłe kapelusze borowików [PaS, 215]. 

MAK 

Występuje w licznych odmianach w wielu rejonach świata. Należy do niezwykle ważnych 
roślin obrzędowych ze względu na swe właściwości usypiające i uśmierzające ból; wywołuje 
ponadto halucynacje. Sprowadzając sen czy wizje mak ogranicza zdolność człowieka do 
funkcjonowania w praktycznym świecie. W planie symbolicznym uwalnia więc od 
ograniczeń ludzkiej kondycji, a to oznacza, że pomaga przekroczyć GRANICĘ oddzielającą 
krainę śmiertelników od zaświatów. 
 
W kulturze tradycyjnej maku nie używano na co dzień. Uprawiano go tylko na niewielkich 
poletkach i przeznaczano do celów rytualnych i leczniczych (CHOROBA, 
OCZYSZCZENIE). 
 
Mak uznany za środek mediacyjny (

MEDIACJA

) jest osobliwym "katalizatorem", który 

umożliwia przekraczanie granic zaświatów i wyzbywanie się wielu ograniczeń, jakim 
podporządkowani są śmiertelnicy w swoim codziennym życiu i w zwyczajnej materialnej 
rzeczywistości. Spożywanie maku (a zwłaszcza jego preparatów) zmniejsza dystans między 
rzeczywistością żywych a skrajnie odmiennym od niej światem sacrum. Wywołane przez mak 
senność i oszołomienie, a więc doświadczenie inności istnienia, oznaczają przeniesienie w 
zaświaty, obszar pełni, niezróżnicowania i braku opozycji. Przejście na drugą stronę znosi 
skutki podlegania czasowi i wynikających stąd zróżnicowań (z podstawową koniunkcją seksu 
i umierania) [Cam, 87]. Jako mediator mak należy do przestrzeni po obu stronach granicy. 
Spożywane w czasie świąt (np. wigilia Bożego Narodzenia) potrawy z maku są więc w istocie 
poczęstunkiem dla przebywających w krainie ŚMIERCI [Żądl, 59]. Przykładem mogą być 
słowiańskie pokarmy: kutia, makówki, kluski z makiem, pieróg z makiem, strucla i wiele 
innych potraw spożywanych w czasie świątecznych biesiad, zarówno tych związanych z 
cyklem rocznym, jak i świętami życia jednostki (np. śląski kołacz posypywany makiem 
podawany m.in. z okazji dożynek, jak i wesel; kutia była obowiązkowym pokarmem w czasie 
ruskiej stypy [Usp, 195]). 
 
Pośredniczące właściwości maku czynią zeń roślinę o dwuznacznym charakterze. Ilustruje to 
średniowieczna legenda apokryficzna opowiadająca, że za dumę i próżność kwiat został 
przeklęty przez Boga, który nakazał szatanowi, aby dotknął kwiatu, stąd wzięły się czarne 
ślady wciąż widoczne na wewnętrznej stronie płatków. 
 
Mak jest rośliną śmierci, atrybutem Morfeusza, brata bliźniaka boga śmierci - Tanatosa. W tej 
usypiającej funkcji pojawia się wielokrotnie w klasycznej mitologii (służyć mógł nawet 
uśpieniu bogów, np. greckiej Demeter). Grecy twierdzili, iż nad brzegami Lete, RZEKI 
zapomnienia, która oddzielała świat żywych i umarłych, rosły maki, wyznaczając tym samym 
granicę, po której przekroczeniu zbędna jest pamięć i wiedza pożyteczna w krainie żywych. 
 
Sen, który jest jedną z metonimii śmierci, nazywano także "małą śmiercią", o czym, 
przywołując starożytny topos, pisał J. Kochanowski: "Śnie, który uczysz umierać człowieka / 
I ukazujesz smak przyszłego wieka" (Do snu). 
 

background image

Związek maku ze śmiercią widoczny jest również w powiedzeniu znanym z różnych kultur: 
"cisza jak makiem zasiał". Oznacza ono śmiertelną grozę i przerażający spokój, co wynika 
zarówno ze znaczenia maku, jak i CISZY, jako przeciwieństwa gwaru, ruchu, 
zorganizowanych dźwięków, a więc życia. To wyjaśnia także, dlaczego w rzeźbie cmentarnej 
pojawia się często motyw główek maku. 
 
Ajtiologiczne wyjaśnienia pochodzenia rośliny również odwołują się do jej powiązań ze 
śmiercią. Już w starożytnych tradycjach znaleźć można opinię, że maki rosną z krwi zabitych 
wojowników bądź pokonanego smoka. Legendy chrześcijańskie opowiadały, iż kwiaty 
wyrosły z KRWI ukrzyżowanego Chrystusa - stały się więc odtąd symbolem niewinnej 
śmierci [MNM2, 90], która wiedzie do nowego życia, do odrodzenia w nowej postaci. 
 
W kontekście tych zaświatowych powiązań rośliny łatwo już zrozumieć, dlaczego jeszcze 
współcześnie uważa się, że można sprowadzić nieszczęście przynosząc do domu kwitnące 
maki. Oznacza to bowiem wprowadzenie do przestrzeni domowej przedmiotów mediacyjnych 
i przypisanych do strefy graniczności, co z kolei może prowadzić do niepożądanego 
przywołania hic et nunc porządku sacrum. 
 
Jak w wielu podobnych przypadkach roślina tak blisko związana ze strefą śmierci 
jednocześnie odgrywa ważną rolę w wierzeniach związanych z płodnością. Dokumentuje to 
podkreślana w myśleniu magicznym komple-mentarność życia i śmierci. Zarówno moce 
destrukcji, jak i siły uzdrowicielskie i rozrodcze odnaleźć można w krainie, w której nie ma 
już destrukcyjnego czasu, starzenia się, chorób, śmierci [LibM, 124]. Obfitość nasion 
wypełniających makówki dostarczała praktycznych uzasadnień dla wiązania maku z 
płodnością i urodzajem. Plenność maku, który z jednego nasienia wydaje tysiące nowych 
ziaren, wykorzystuje się, aby wzbudzić taką samą płodność wszystkiego, co dopiero ma się 
urodzić. Fakt ten zapewne jest dodatkowym uzasadnieniem obecności maku w obrzędach 
wigilijnych (potrawach i gestach, np. rozrzucanie maku po izbie [Kiś, 274]) i noworocznych 
[Mo2, 334]. 
 
Mak, który rośnie na pszenicznych polach, był rośliną Cerery, rzymskiej bogini urodzajów. 
Bogini nie chciała przerwać poszukiwań Proserpiny i odpocząć, więc bogowie sprawili, iż 
gdzie tylko postawiła nogę, tam wyrastały kwiaty. Cerera idąc przez pszeniczne pola zbierała 
je i dzięki temu usnęła. W ten sposób połączone - pszenica dająca pokarm, i mak 
sprowadzający "małą śmierć", odzwierciedlają jedność życia i śmierci. Równie ważnym 
powodem wiązania maku z płodnością, było więc przywołanie obrazu śmierci, która 
poprzedza wszelkie narodziny. To dlatego właśnie makówki składano w ofierze Demeter, 
greckiej bogini urodzaju; mak był też atrybutem innych bóstw opiekujących się kobietami, 
położnicami i matkami (np. Hery). 
 
Także i w innych wątkach tradycyjnej mitologii pojawia się związek maku z płodnością. 
Afrodyta, której jednym z atrybutów był mak, piła napój makowy na swoim weselu. 
Upodobanie bogini miłości do maku z pewnością wynika z symboliki płodności i 
przypisywanych mu właściwości mediacyjnych, które łącznie kazały widzieć w nim 
skuteczny AFRODYZJAK. 
 
W świecie muzułmańskim znaleźć można także praktyczne wskazanie pozwalające pokonać 
bezpłodność - w tym celu kobiety afgańskie wprowadzały do pochwy trzy ziarna białego 
(KOLOR) maku [PG, 123]. 
 

background image

Każdy środek mediacyjny może być użyteczny w zabiegach wróżebnych: odurzenie pozwala 
bowiem zobaczyć to, co dopiero ma się wydarzyć, a o czym wiedzą ci, którzy żyją poza 
czasem, w zaświatach. 
 
Od dawnych wieków przypisywano makowi zdolność sprowadzania stanów profetycznych. Z 
tego powodu był często w rozmaitych procedurach stosowany przez tych, którzy próbują 
przepowiadać przyszłość. Liczenie ziaren maku może przynieść odpowiedź o uczuciach i 
szansach na zamążpójście (wróżba polegać może zarówno na wyliczaniu: 

  kocha-lubi-

szanuje", jak i opozycji parzyste-nieparzyste (LICZBA). W wielu kulturach mak znajduje 
zastosowanie apotropeiczne. Wytłumaczenia skuteczności tego APOTROPEIONU są 
wielorakie, zawsze jednak przywołują związek rośliny ze śmiercią. Jedno z nich odwołuje się 
do wyobrażenia duchów jako ptaków. Obfitość drobnych ziarenek staje się wtedy dla nich 
trudną do ominięcia przeszkodą - ptaki bowiem, zanim zbliżą się do żywych muszą je 
wcześniej wyzbierać [Mo2, 331]. Bez wątpienia jednak ważniejsze jest bezpośrednie 
powiązanie maku z zaświatami: mediator sprowadzający sen i śmierć powinien mieć zdolność 
do utrzymywania na dystans wszelkich demonów. 
 
Według słowiańskich tradycji, tworząc magiczną ochronę przed zarazą, można było obsiać 
wieś wąskim pasem maku lub siemienia lnianego. Powinien to robić chłopak, i w dodatku 
jedynak (DZIECKO) [Szna, 38]. Płatkami kwiatów i makiem obsypywano chleb 
(PIECZYWO), domy, a także mogiły tych, których podejrzewano, że opuszczają je nocą 
[MNM2, 90]. Jak mówiły wierzenia ruskie do kieszeni zmarłego podejrzanego o wampiryzm 
należało wsypać piasek lub mak. Przeliczanie ziaren miało zająć mu czas i tym samym 
odwrócić uwagę od żywych [LL94/2, 50]. Również na Śląsku pieczone świąteczne kołacze 
posypywano makiem [Kiś, 63]: magia płodności łączy się z działaniami zabezpieczającymi, 
które trzeba podjąć zwłaszcza w momentach 

  przejścia", przechodzenia procesu zmiany 

statusu. Ochraniając siebie i zwierzynę przed odwiedzinami dusz zmarłych (samobójców i 
podejrzanych o wampiryzm), w Dzień Św. Łucji i w wigilię Bożego Narodzenia wysypywano 
w obejściu mak poświęcony wcześniej w dniu Matki Boskiej Zielnej [Paś, 61]. Na Ukrainie, 
aby oszukać demony i odwrócić uroczne oczy, obok położnicy kładziono owinięty 
pieluszkami wałek do tarcia maku, samo dziecko zaś umieszczano w innym bezpiecznym 
miejscu [Mo2, 276]. 
 
Zastosowanie lecznicze maku wynika przede wszystkim z przypisanego mu znaczenia 
mediacyjnego. 
 
Sprawą istotną dla procedur leczniczych są rozmaite powiązania ze wzrokiem i postrzeganiem 
świata (OKO). Środek usypiający i halucynogenny umożliwia "jasnowidzenie", otwarcie się 
na inny świat, musi też mieć związek ze zwyczajnym patrzeniem. Stąd jeszcze niedawno 
uważano, że kto wpatruje się w środek makowego ziarenka, ten stracić może wzrok, podobny 
efekt ma wywołać rzucenie nim w oczy. Z kolei moc przywracania wzroku (i ogólniej 
leczenia wszelkich chorób oczu) przypisuje się glistnikowi, jednej z odmian roślin 
makowatych. Liście jaskółczego ziela, jak się nazywa tę roślinę JASKÓŁKA kładzie podobno 
na oczach swoich małych, co powinno uleczyć ich ślepotę, jako że wykluwają się z jajek 
zupełnie ślepe. 
 
Najczęstsze zastosowanie maku wiąże się z jego działaniem nasennym. I tak np. odwar z 
makówek (bądź samego maku) gotowanych na wodzie lub z mlekiem podaje się 
cierpiącym na bezsenność dzieciom
 [Pół, 88] albo też wkłada się dziecku do ust smoczek ze 
szmatki wypełnionej makiem. Pomocne ma też być położenie kilku makówek pod poduszkę 

background image

[Paś, 97]. 
 
Według tradycji polskich Żydów okadzanie DYMEM z maku miało szybko uśmierzać ból 
zębów [Bi, 160]. Można było się też odwołać do magicznego działania dymu makowego przy 
zwalczaniu febry [Paś, 97]. 
 
Wśród zaleceń medycyny ludowej znaleźć można przekonanie, że wciśnięcie do rany maku 
przeżutego uprzednio przez starą babę (STARCY) ma przyspieszyć proces gojenia się [St, 
194]. Sok z żółtego glistnika miał usuwać brodawki, zgrubienia skóry i odciski. Zgodnie z 
tradycją ten sam kwiat należało stosować przy leczeniu "pomoru", puchliny wodnej i 
żółtaczki - trzeba go było wówczas nosić w bucie bez skarpetki lub pończochy. 

Mandragora 

Roślina z rodziny psiankowatych (podobnie jak ziemniaki i pomidor), wraz z licznymi 
odmianami, występuje w obszarze śródziemnomorskim, Himalajach, Turkmenii. Na terenach 
północnej i wschodniej Europy rośnie (

pokrzyk wilcza jagoda

, belladona), z tej samej rodziny 

i o podobnych właściwościach, stąd też wierzenia z nimi związane wykazują ogromne 
podobieństwo. To zaś pozwala w wielu praktykach magicznych posługiwać się nimi 
zastępczo. 
 
Podstawą przypisywanych im znaczeń są dwie cechy, które wydają się nie mieć bliższych 
związków. Chodzi o obecną w liściach i korzeniu atropinę, 

alkaloid, który bywa 

wykorzystywany w celach leczniczych

 (m.in. jako środek uśmierzający ból) oraz o osobliwy 

kształt korzenia przywodzący na myśl sylwetkę człowieka. Korzeniowi rośliny 
przedstawianej na wielu rycinach nadawano właśnie kształt małego ludzika, którego włosami 
było obfite uliścienie. 
 
Z uwagi na obecność atropiny lub innych alkaloidów 

mandragorę

 w dawnych czasach 

stosowano do uśmierzania bólu i sprowadzania snu. 
 
Rzymski historyk, Pliniusz, opisywał, jak to chorzy, poddawani rozmaitym bolesnym 
operacjom, aby nieco osłabić ból, żuli kawałek korzenia mandragory. Sposób ten zalecali 
jeszcze zielarze staropolscy: skuteczne miało być wino z korzeniem madragory. Nowożytna 
medycyna ludowa też zna takie zastosowanie madragory i pokrzyku. Dawano je do gryzienia, 
"gdyby się kto miał dać rzezać (przez balwierza) albo przepalać żelazem gorącym (środek 
leczniczy), aby nie poczuł bólu" [BiU, 482]. Podawano ją również w konwulsjach, przy 
dolegliwościach reumatycznych, bólach zębów i jako środek przeciwko melancholii. W 
większych dawkach wywoływać miała delirium, a nawet doprowadzać do SZALEŃSTWA; 
XVI-wieczny zielarz angielski, W. Turner, twierdził, że ten, kto powącha "jabłko 
mandragory" (w rzeczywistości są to jagody), ten szybko zaśnie. Kiedy wącha się zbyt długo, 
to według Turnera, można nawet oniemieć (CISZA/HAŁAS). Józef, żydowski kronikarz (I w. 
n.e.), utrzymywał, że mandragorę stosowano pierwotnie, aby wypędzić demony z ludzi 
chorych, którzy w czasie opętania nie byli w stanie odczuć jej zapachu. Mandragora (bądź 
pokrzyk), 

lulek czarny

, psianka, jak ustalił pewien angielski medyk w XVI w., 

były 

składnikami "maści czarnoksięskiej", którą czarownice nacierały się przed wyruszeniem na 
sabat

. Współczesne badania pokazały, że 

atropina

 zawarta m.in. w mandragorze łatwo 

przenikając przez skórę działa halucynogennie. Takie jej właściwości wykorzystywali w 
swoich obrzędach Indianie. Efektem zastosowania takiej maści są więc sen oraz wizje 
szaleńczej jazdy, dzikich tańców itp. [Ha, 209]. 

background image

 
Starożytni uznawali pachnące jagody madragory za skuteczny środek 

pobudzający potencję i 

zapewniający płodność

 [BiU, 481]. 

 
W Starym Testamencie [PS Rdz 30, 14] opowiada się o tym, jak Lea posłużyła się 
mandragorą, aby nakłonić Jakuba, by z nią spał, po czym poczęła Issachara Wiąże się to z 
przypisywaniem jej 

właściwości AFRODYZJAKU

. Zgodnie z wierzeniami (np arabskimi) 

mandragora ma pomagać na niepłodność kobiety W Anglii pomarańczowe owoce 
mandragory zwano "jabłkiem miłości", ale określenie to później przeniesiono na pomidora. 
Halucynacje, jakie wywołuje jej spożycie, przyczyniały się zapewne do zwiększenia 

skali 

odczuć erotycznych

, choć należało się liczyć z jej właściwościami toksycznymi jako źródłem 

śmiertelnych zatruć Do dziś utrzymuje się przekonanie, ze samo noszenie przy sobie kawałka 
korzenia mandragory 

zapewnia płodność i zapobiega impotencji

 [War, 78]. W ludowej wersji, 

przybranej w schrystyjanizowany kostium, pojawia się podobna idea gdy korzeniem, 
podobnym do rączki Chrystusowej, dotknąć 

nagiego ciała młodzieńca

, to z pewnością 

pozostanie wierny na całe życie [BiU, 231]. 
 
Te szczególne właściwości: praktyczna zdolność uśmierzania bólu i sprowadzania snu, a więc 
stanu, który jest metonimią śmierci, a także budząca lęk antropomorficzna postać korzenia 
każą traktować tę roślinę ze szczególną atencją. Powiązanie ze strefą śmierci, z mocami 
demonicznymi i bóstwami chtonicznymi widoczne jest w znanych od średniowiecza 
legendach na temat pochodzenia mandragory-pokrzyku. 
 
Opowiadano m in, ze powstaje ona z nasienia powieszonego mężczyzny, szukano jej więc 
zwłaszcza pod SZUBIENICĄ Według wierzeń słowiańskich z jej korzenia zaś miały się 
wywodzić 

karłowate demony

 [SSS1, 336]. 

 
W tradycji europejskiej przechowało się wiele szczegółowych zaleceń na temat sposobów 
zdobywania tej magicznej rośliny. Bardzo rozpowszechnione było przekonanie, że człowiek, 
który bez stosownych zabezpieczeń wyrwie korzeń mandragory, wkrótce umrze. Jej korzeń 
bowiem ma krzyczeć i jęczeć, kiedy wyciąga się go z ziemi, i każdy, kto usłyszy te głosy 
pochodzące z nieludzkiego świata podziemnego, skona bądź popadnie w obłęd. 
 
Każdy zaś, kto spojrzy na mandragorę, ryzykuje, ze wkrótce oślepnie Zielarz, który chce 
zdobyć mandragorę, powinien o północy (POŁUDNIE /PÓŁNOC) i przy pełni KSIĘŻYCA 
stanąć plecami pod wiatr, wokół rośliny narysować nożem trzy koncentryczne koła (KOŁO), 
polać winem i potem obracając się w stronę zachodnią (KIERUNEK) wykopać roślinę nożem 
Złamanie zaleceń może spowodować skutki tragiczne, ze śmiercią włącznie Zęby uniknąć 
zagrożeń, jakie stwarza krzyk mandragory zielarz po rozgarnięciu wokół niej ziemi powinien 
przewiązać roślinę sznurkiem, którego drugi koniec uwiązany jest do PSA, potem zatkać uszy 
i nakazać zwierzęciu wyciągnąć mandragorę. Utrzymywano, ze zwierzę będzie musiało 
zginąć [War, 78]. Mówiono tez, ze zielarz powinien wystrzegać się przeciwnego wiatru 
inaczej może usłyszeć krzyk mandragory, wydobywający się z ziemi, a wówczas dotknie go 
to samo co i zwierzę przeznaczenie Inna tradyqa mówi, ze jeśli ktoś me będzie przestrzegał 
dokładnie zaleceń, to może oślepnąć albo oszaleć rażony PIORUNEM Ormianie 
wykorzystywali przy wyrywaniu pokrzyku koźlę (KOZIOŁ) lub KOGUTA, aby "gniew" 
skrzywdzonej rośliny odwrócić na te ofiary [Mo2, 337]. Dobór zwierząt nie jest z pewnością 
przypadkowy - wszystkim przypisuje się 

znaczenia demoniczne i związki z mroczną krainą 

zaświatową

 

background image

Tradycja wymaga, aby wszystkie zielone liście mandragory zostały obcięte, korzeń zaś 
powinno się położyć w "łożu" z czerwonej (KOLOR) ziemi. Pomarańczową lub czerwoną 
jagodę pokrzyku-mandragory kładzie się tak, aby imitowała usta, a dwa owoce jałowca - 
oczy. Zaleca się, aby wykonywać to wszystko w szklanym słoju, który należy wystawić na 
słońce, i stale przemywać roślinę ludzką krwią. Wierzono, ze po trzech dniach mandragora 
ożyje, a po czterech zacznie mówić i będzie mogła przepowiadać przyszłość. Wysuszony 
korzeń mandragory powinno się włożyć do trumny albo sekretnej szafki, albo nosić w małym 
woreczku zawieszonym na szyi. Na Podolu korzeń pokrzyku obmywano czerwonym winem, 

pielęgnowano i ubierano w koszulki

 [Mo2, 336; 668]. 

 
W średniowieczu rozpowszechnione było przekonanie, że dopóki korzenie będą przez ich 
posiadaczy "pięknie w zacne materie jedwabne lub lniane owinięte, oni sami nigdy przez całe 
życie nie będą ubodzy". Takie 

praktyki magiczne, zwalczane przez Kościół

, musiały jednak 

cieszyć się popularnością, skoro kaznodzieje wielokrotnie powracali do tego tematu, piętnując 
zachowania zabobonne [Def, 130]. 
 
Sądzono też, że mandragora ma zdolność przywracania zdrowia, otwierania drzwi i zamków, 
zdradzania miejsc, w których znajdują się 

ukryte skarby

. Przynosić miała szczęście i 

pomyślność, a wprowadzając w stan uśpienia pozwalała poznać tajemnice przyszłości [BiU, 
482]. Figurka z korzenia mandragory, zwana alrunikiem, była tak cenionym i 

ściganym przez 

Kościół talizmanem

, że przechowywano ją ze szczególną troską i przekazywano z ojca na 

syna. 
 
W średniowieczu samo posiadanie mandragory mogło spowodować oskarżenie o 
czarownictwo. Inkwizycyjni sędziowie chcieli 

zmusić Joannę d'Arc

, aby przyznała się do 

posiadania alruniku, "na co ona odrzekła, że w jej wsi na łące rosła taka roślina, ale ona nie 
wierzy w jej działanie" [Def, 131]. Liście mandragory mają świecić w ciemności; kto próbuje 
zerwać je w momencie przełomowym roku czy dnia, w chwili otwarcia kontaktu z sacrum
ten może nawet dostać skrzydeł. Korzenie obwijano w gałganki ("ubierano"), 
przechowywano w domu, co miało przynosić bogactwo, szczęście i odkrywać przed 
posiadaczem rzeczy tajemne. Jeśli roślina zwana przestępem wyrosła w zagrodzie, wówczas 
nie wyrywano jej, lecz otaczano opieką, ogradzano płotkiem i podlewano mlekiem [Mo2, 
337]. 
 
Medycyna ludowa widziała w mandragorze i pokrzyku środek pomocny przy spędzaniu 
płodu: 

  gdy 

korzeń pokrzyku do macicy wetkniesz

, zastanowienie rzeczy niewieścich 

przepuszcza [tj. uwalnia krew miesięczną], płód umarły wyciąga" [BiU, 482]. 
 
Korzeń mandragory dopóki tkwił w ziemi, napawał lękiem, po wyrwaniu jednak stawał się 
użyteczny człowiekowi, choć można go było stosować zarówno do osiągnięcia celów 
dobrych, jak i złych. Według wierzeń ruskich wykopywaniu korzenia musiało jednak od razu 
towarzyszyć stosowne do celu nazywanie (NAZWA); tylko odpowiednie miano mogło 
zagwarantować, że działać będzie zgodnie z intencjami posiadacza [Sw, 45]. W Polsce 
funkcje mandragory pełnił także przestęp (roślina z rodziny dyniowatych). Gdy jego 
korzeniem potrze się lufę strzelby, to spowoduje się, że 

odzyska ona niezwykłą celność na 

łowach

 [Sw, 151]. 

Mediacja 

background image

Mediacja oznacza wszelkie przekraczanie granic (GRANICA); chodzi zarówno o granice 
między fragmentami przestrzeni, jak i odcinkami czasu czy sekwencjami życia ludzkiego. Są 
one w głębokim sensie izomorficzne, łączy je też wzajemna przekładalność kategorii 
czasowych i przestrzennych [BK, 144]. Mediacja wymaga działań pośredniczących i środków 
niwelujących napięcie, jakie się wiąże z przemieszczeniem do fragmentu przestrzeni o 
zupełnie innych właściwościach. W tym celu należy określić miejsce i czas szczególnie 
dogodne dla mediacji: takie są wszelkie punkty przełomowe (graniczne) w świecie 
codzienności (POŁUDNIE/PÓŁNOC, świt, zmrok, NOC, cmentarz, MENSTRUACJA, 
DROGA/DROGI ROZSTAJNE, DRZWI, OKNO, MOST itd.); trzeba znać pośredników, 
którzy mają większe doświadczenie bądź mają szczególne właściwości (DZIECKO, 
KAPŁAN, KAT, STARCY). Istotną rolę odgrywają także pewne środki pomocnicze. Mogą to 
być rozmaite halucynogeny (np. 

GRZYB

MAK

MANDRAGORA

TYTOŃ

), instrumenty 

muzyczne, elementy kostiumów (np. pióra, skrzydła) itp. 
 
Podstawowa i wzorcowa jest graniczność ulokowana w czasoprzestrzeni mitycznej, jako że 
wszystko to, co działo się wówczas, ma bezpośrednie konsekwencje dla porządku świata 
człowieka i jego losu. Chodzi więc o przedział między mitycznym czasem początku 
(właściwie przedczasu, chaosu, poprzedzającego Kosmos) a ludzkim światem zanurzonym w 
czas [Cam, 87]. Równie ważne dla zrozumienia tradycyjnego imago mundi są granice między 
ludzką ekumeną a obszarem sacrum, na który składają się zarówno świat niebiański, jak i 
mroczne zaświaty. Znajduje to rozwinięcie w kolejnych podziałach: między wnętrzem ciała a 
światem zewnętrznym, orbis interior a orbis exterior danej społeczności, między fazami w 
cyklu rocznym a etapami w rozwoju człowieka. Najważniejszym i wzorcowym miejscem, w 
którym odbywa się przekraczanie granic między czasoprzestrzenią śmiertelników a sacrum, 
jest środek świata (CENTRUM). Przebiegająca przezeń oś świata jest również najprostszą 
drogą prowadzącą zarówno do nieba, jak i świata podziemnego (DRZEWO, GÓRA). Idea 
centralnego otwarcia znajduje dokumentację we wszystkich kulturach świata. 
 
Babilońska mapa świata przedstawia kolistą Ziemię otoczoną bezmiernym oceanem. 
Pośrodku leży stolica, Babilon, której nazwa znaczy "brama bogów" [LuPs, 153]. Podążać do 
bogów można było zmierzając do środka, do stolicy, świętej góry, sanktuarium. 
Koncentryczna organizacja Wszechświata znajdowała bowiem przełożenie na kategorie 
Mikrokosmosu - swoje miejsce święte, swoje centrum ma kraj, plemię, wieś, każde domostwo 
(DOM). 
 
Mity indiańskie opowiadając o powodach przerwania łączności nieba i ziemi winą obarczają 
pewną zachłanną kobietę. Przodkowie jednego z plemion żyli w niebie, skąd często po 
bawełnianym sznurze schodzili na ziemię. Pewnego razu jedna z kobiet, zbyt gruba, utknęła 
w otworze prowadzącym do nieba i zatarasowała przejście pozostałym ludziom, którzy tym 
samym zostali na zawsze na ziemi [Noc, 118]. 
 
Mediatory są szczególnie potrzebne przy przekraczaniu granicy między światami, a więc przy 
wszelkich kontaktach ze śmiercią i odpowiadającym jej chaosem, strefą nieuporządkowaną i 
niezróżnicowaną. Funkcję pośredniczenia spełniają np. 

wszelkie środki halucynogenne i 

odurzające

, używane w wielu kulturach. I tak dla Indian może to być peyotl (zwłaszcza 

zawarty w nim alkaloid - meskalina). Szaman, aby uzyskać informacje niezbędne dla chorego 
czy wiedzę potrzebną całemu plemieniu, dzięki halucynogennemu działaniu odpowiednio 

preparowanych kaktusów

 może wyjść ze swojego ciała i odbyć wielką podróż w zaświaty, 

gdzie bogowie udzielą mu potrzebnych wiadomości. Halucynogenne grzyby i kaktusy stają 
się więc szczególnymi 

  katalizatorami" pozwalającymi pokonywać ograniczenia będące 

background image

udziałem zwykłych ludzi [Dr, 95]. 
 
Wierzenia ludów syberyjskich zawierają inne wyobrażenie, dobrze charakteryzujące istotę 
działań mediacyjnych. Otóż wejście do świata podziemnego strzeżone jest przez dwie 
ogromne ryby (tajmenie). Ich ogony stykają się ze sobą, głowy zaś skierowane są w 
przeciwne strony. To właśnie przez otwór, jaki powstaje w miejscu, w którym stykają się 
ogony, szaman może dostać się do krainy duchów, aby tam poznać interesujące go tajemnice 
(np dotyczące płodnośa, urodzaju, chorób) [Ań, 257]. 
 

Indianie z Południowej Ameryki

, pragnąc uzyskać wstawiennictwo duchów opiekuńczych, 

stawiają pośrodku wioski trzymetrowy słup Tańcząc wokół mego czarownik wygłasza 
zaklęcia Duchy schodzą wtedy na ziemię i po spełnieniu próśb wracają do swych siedzib 
[Noc, 97]. 
 
Podobne funkcje mediacyjne miał 

ALKOHOL

 spożywany w czasie 

obrzędów pogrzebowych

 

i podczas świąt. Miał on ułatwiać zacieranie granicy między światem duchów a żywych. 
Wprowadzając tych ostatnich w stan oszołomienia, doprowadzał ich do doświadczania 
świata, w którym nie ma normalnego ładu, zwyczajnych praw. Tym samym w doświadczeniu 
mistycznym znajdowali się oni w przestrzeni obcości, odmienności, a więc po stronie duchów 
(OBCY). Bardzo często temu samemu efektowi służyły różne 

zabiegi wykorzystujące DYM

Przechodząc do Tamtego Świata wieszczący mógł przepowiadać przyszłość. 
 
W starożytnych wyroczniach wróż oszołomiony dymem ze świętych ziół mógł znaleźć się w 
Innym Świecie i stamtąd przynieść pytającemu odpowiedź na temat przyszłości Z kolei 
mediatorem, który spełnia dużą rolę w słowiańskich obrzędach dorocznych i rodzinnych, jest 

MAK

. Jego halucynogenne właściwości znane są od dawna potrawy wigilijne [Żądl, 59] i 

pogrzebowe, które go zawierają, są związane z magią płodności, przede wszystkim jednak 
służyć mają ułatwieniom przekraczania granicy światów [Usp, 195] Podobnie tłumaczy się 
obecność w czasie świątecznym grzybów, pochodzą one z lasu (PUSTKOWIE) [Żądl, 60], 
mają więc nacechowanie świata obcego, utożsamianego z chaosem śmierci (tak łatwo o 
pobłądzenie), pewne gatunki, świadomie wykorzystywane nawet przez ludy europejskie, 
miały właściwości trujące (muchomor), odpowiednio zaś spreparowane - odurzające. 
 
W tradycyjnych kulturach magicznych, których relikty tkwią jeszcze w kulturze współczesnej 
[Buch, 29], przechodzenie granicy obwarowane jest wieloma regułami. Ich przestrzeganie ma 
chronić mieszkańców krain po obu stronach granicy przed niebezpieczeństwami, jakie wiążą 
się z przypadkowymi kontaktami sacrum i profanum. Przejście wymaga przygotowań i 
odpowiednich okoliczności. Zdarzają się jednak próby nieuprawnionej mediacji, np. 
nieodpowiedni ludzie usiłują sforsować granice między światami czy też człowiek usiłuje 
połączyć rzeczy, które zostały rozdzielone itd. 

Działania takie są zawsze brzemienne w 

daleko idące skutki i powodują rozmaite nieszczęścia

 
Mitycznym przykładem, który wyjaśnia samą zasadę mediacyjności, jest biblijna wieża Babel 
[PS Rdz 11] Człowiek wznosząc wieżę sięgającą do nieba, podjął próbę połączenia stref, 
które muszą pozostać rozłączone wolne od wszelkich zróżnicowań statyczne i harmonijne 
niebo i poddany destrukcyjnemu działaniu czasu zróżnicowany i podzielony świat ludzki. 
Nieuprawniona mediacja, gdyby do niej doszło, naruszyłaby ład taksonomiczny, tj zasadę, 
według której urządzony jest świat. Kara, jaka spotyka ród ludzki, jest wielce znamienna - 
pomieszanie języków jest wykładnikiem ryzyka utraty wszelkiej mediacyjności, budowania 
połączeń, komunikacji nawet w ramach jednej tylko strefy Kosmosu. 

background image

 
Mediacji dokonuje się w sytuacjach, kiedy z różnych powodów otwiera się droga 
umożliwiająca nawiązanie bezpośredniego kontaktu z zaświatami. Dzieje się tak podczas 
świąt, w przełomowych momentach roku, w cyklu dobowym, ale także w przypadku śmierci i 
narodzin. Pojawiająca się wtedy łatwość przenikania mocy z Tamtego Świata do żywych i 
otwarta droga, którą mogą wypływać dobra z ludzkiej ekumeny, 

każe pilnie strzec wszelkich 

przejść oraz przedmiotów mogących ułatwiać takie procesy

Piołun i bylica 

Spośród występujących w wielu rejonach świata bylic, koszyczkowatych roślin o drobnych 
kwiatach, najbardziej znany jest piołun. Ważne dla budowania znaczeń cechy łączą go z 
bylicą zwaną bożym drzewkiem i bylicą pospolitą; charakteryzują się one silnym aromatem 
(NOS) i gorzkim smakiem. Poza tym wszystkie one zawierają w różnym stopniu absyntol, 
którego właściwości halucynogenne i pobudzające znajdowały zastosowanie 

w popularnej 

niegdyś i niebezpiecznej wódce (ALKOHOL) zwanej absyntem

 (od greckiej nazwy piołunu: 

apsinthion). 
 
Gorycz piołunu, intensywny aromat, a przede wszystkim właściwości halucynogenne 
absyntolu czynią z niego roślinę wiązaną ze sferą śmierci. Chodzi o to, że wszystko, co może 
wprowadzać w stan ekstatyczny, uwalniać od ograniczeń ludzkiej kondycji, traktowane jest 
jako mediator (MEDIACJA), wprowadzający do innej rzeczywistości (stąd od dawna był 
uważany za środek przeciwbólowy [War, 90]). Poza tym gorycz, odstręczająca od myśli o 
jedzeniu, kojarzy się nie tylko z cierpieniem, ale także z jałowością, bezużytecznością, co 
również przywołuje obrazy krainy śmierci. 
 
W Piśmie Świętym piołun pojawia się zawsze w zestawieniu 

z obrazem śmierci i kary

Naród 

trzeba oczyścić, by nie było w nim korzenia "wydającego truciznę lub piołun"

 [PS Pwt 

29,17]. 

Bóg grożąc zniszczeniem zapowiada

, że da "za pokarm piołun i za napój wodę 

zatrutą" [PS Jr 9, 14]. Gdy zaś dopełnić się ma czas, w apokaliptycznej wizji pojawia się 
także piołun: "A imię gwiazdy zowie się Piołun. I trzecia część wód stała się piołunem, i 
wielu ludzi zmarło od wód, bo stały się gorzkie" [PS Ap 8, 11]. 
 
Wizja 

śmierci i końca świata

, przedstawiana z wykorzystaniem piołunu, znajduje przełożenie 

na te czynności człowieka, które związane są z jego kontaktem ze śmiercią. Ma ją ułatwiać, 
likwidując - jako mediator - radykalną odmienność światów żywych i zmarłych i 
jednocześnie chronić przed złymi mocami. 
 
Zgodnie z wierzeniami słowiańskimi do trumny dobrze jest między innymi włożyć bylicę 
[BiWe, 442]; najczęściq jest to poświęcony wianek lub gałązka ze święconego bukietu [PaŚ, 
21]. Piołun wsadzano pod głowę zmarłego albo wykładano nim dno trumny, zwłaszcza gdy 
nie była ona poświęcona [PaŚ, 53]. 
 
Pośredniczące właściwości mediatora czynią z bylicy środek używany wtedy, gdy chodzi o 
uruchomienie przemiany, o 

otwarcie tego, co blokuje normalny ruch

, a więc także o 

doświadczenie symboliczne] śmierci i narodzin (MAGIA ALKMENY). 
 
Włożona do łoza małżeńskiego byhca miała odganiać uroki, czary i wiedźmy, a więc powinna 
była umożliwić miłosne spełnienie i płodzenie dzieci (tzn zapobiegać szkodzącemu 
zamykaniu) [PaŚ, 53]. 

background image

 
Bylica znajdowała tez zastosowanie przy PORODZIE, kiedy należało ułatwić przejście 
między krainą śmierci a światem śmiertelników Najczęściej okadzano położnicę, ponieważ 
"dymiona mocą rzecz przyrodzoną mocne pobudza i dziecię umarłe wypędza, oddala tez 
diabel-stwo, gdy będziesz mą kadziła dom" [BiU, 465] Czeszki, aby ułatwić poród, okadzały 
kobietę parą z wrzącej wody, do której wrzucały byhcę [Bi, 31] Roślina była tez pomocna 
krowom przy cieleniu i owcom przy koceniu [BiU, 466]. 
 
Przy zakłóceniu rytmu miesięcznego (MENSTRUACJA) dawni uzdrowiciele zalecali picie 
naparu z bylicy, co imało otworzyć ciało kobiety i wypuścić z mej zatrzymaną KREW [BiU, 
465]. 
 
Mediator jest też niezbędnym elementem wszelkich rytów przejścia. W przypadku bylicy 
wiąże się to również z uznaniem jej za środek pobudzający i wzmagający potencję 
(AFRODYZJAK). 
 
W wianki z bylicy strojono niegdyś PANNĘ MŁODĄ, a Anglicy jeszcze współcześnie 
nazywają ją "chłopięcą miłością" lub "ruiną panieństwa" [War, 41]. 
 

Zwana zielem świętojańskim bylica

 uważana była za magiczny środek, który doprowadzał 

ludzi do stanów ekstatycznych, do rozpasama i wyzwolenia chuci, co zdarzało się szczególnie 
w Sobótkę, w tak granicznym punkcie cyklu rocznego, jak letnie przesilenie. W kulturze 
staropolskiej uznawano ją za roślinę pogańską "Wszyscy na rozpust, jako wyuzdani, / Idą 
bylicą w poły przepasani" [KuOb, 408]. 
 
Pojawienie się bylicy wśród magicznych przedmiotów używanych w Sobótkę należy też 
tłumaczyć inaczej - mediator o silnym aromacie i intensywnym smaku wydawał się 
szczególnie skutecznym środkiem do budowania magicznej ochrony przed mocami 
demonicznymi (APOTROPEION). Niekiedy w sytuacjach zagrożonych stycznością z mocami 
demonicznymi czy tez czarownicami rzucającymi uroki wystarczyło samo posiadanie ziela 
bądź zatknięcie go w miejscach otwartych na niebezpieczny kontakt. 
 
Trzymana w domu bylica miała oddalać z niego "diabelstwo" [BiU, 334] Zebraną w wigilię 
Św Jana byhcę polscy chłopi zatykali najczęściej na czterech węgłach domu, pod strzechą, 
pod PROGIEM, nad DRZWIAMI i OKNEM [Roz, 177], co miało uniemożliwić wciśnięcie 
się do środka CHOROBY i stwarzać zaporę wszelkim nieczystościom [BiU, 465]. Wetknięta 
w strzechę miała chronić od wielkiej choroby (padaczki) i zarazy morowej [BiWe, 442]. Na 
Rusi w chwilach niebezpieczeństwa gospodarz pękiem bylicy okładał niewidzialnego demona 
domowego, biegając za nim po wszystkich kątach podwórka [Mo2, 604]. 
 
Świeże gałązki piołunu odstraszać miały z domostwa insekty i szkodniki Używano ich 
również do odganiania gryzoni niszczących zapasy (MYSZ)[PaŚ, 20]. Niekiedy me 
wystarczało samo podkładanie bylicy, należało jeszcze przemyć ściany wodą, w której 
wygotowano ziele [PaŚ, 21]. Do walki z pchłami używano zaś świeżo pociętego piołunu 
[Mo2, 610]. 
 
Skuteczność magicznego zabezpieczenia można zwiększyć wzmacniając GRANICE przez 
symboliczne związywanie (ZWIĄZYWANIE/ROZWIĄZYWANIE) albo splatanie 
ochronnych wianków (WIENIEC). 
 

background image

Podczas palenia ognisk (OGIEŃ) świętojańskich należało zabezpieczać się przed niezwykłą 
aktywnością demonów i czarownic. Wykonanie apotropeicznych gestów prowadziło także do 
uwolnienia się od wielu dolegliwości, które często pojmowano jako wynik szkodzących 
działań sił nieczystych. Według rozpowszechnionych wierzeń ludowych opasanie bylicą 
chronić miało od bólów krzyża i głowy [BiWe, 442], niekiedy uważano, że pewniejsze jest w 
tym celu noszenie na głowie bylicowego wieńca. Dziewczętom zalecano, by o świcie w Dniu 
Sw. Jana wybiegły do sadu, aby tam przepasać się zielem sobótkowym, co chronić je będzie 
od bólu "w sobie" przez cały rok [BiU, 465]. 
 
Wianki z bylic (w tym także z piołunu) i zawierające je bukiety ziół święcono na Sw. Jana, w 
oktawę Bożego Ciała, a także w 

święto Matki Boskiej Zielnej

 [PaŚ, 21] i przechowywano 

przez cały rok: były środkiem ochronnym, zwłaszcza przeciw piorunom. Kładziono je też pod 
fundamenty domostw i pod pierwszy wzniesiony strop [KuOb, 408]. Często uzupełniano je 
wiecznie zielonym barwinkiem [PaŚ, 53]. 
 
DYM z rośliny, której przyznawano właściwości antydemoniczne, działać miał również 
ochronnie i oczyszczające. Można było w ten sposób zapobiec pewnym zjawiskom 
przyrodniczym i odegnać wywołujące je demony, ale także i odgrodzić się od szalejącej 
wokół zarazy. 
 
Wierzenia słowiańskie nakazywały okadzanie bylicą dzieci, by zachować je w zdrowiu i 
zabezpieczyć od uroków [BiU, 334]. Kadzeniem chroniono domostwo od piorunów 
(PIORUN), jako że aromatyczny dym odpędzać miał złe duchy, które odpowiedzialne były za 
burzę [BiU, 465]. Morowe powietrze jeszcze w ubiegłym wieku odganiano za pomocą 
gęstych, gryzących dymów, zwłaszcza z takich roślin, które z innych powodów uważano za 
apotropeiony (CIERŃ, GŁÓG, POKRZYWA). Bylice (przede wszystkim piołun) palono więc 
wraz z siarką, prochem, JAŁOWCEM, liśćmi laurowymi (WAWRZYN), cyprysami, bukami, 
aloesem, liśćmi cytrynowymi i pomarańczowymi, liśćmi DĘBU, miętą, ROZMARYNEM, 
tymiankiem, zieloną RUTA, opium, witkami brzozowymi (BRZOZA), czerwoną mirrą, 
szałwią, lawendą, majerankiem, kamforą [Szna, 73]. Gdy przegoniono bydło przez płonący 
jałowiec, dziewannę, macierzankę i bylicę, uważano, że ochroni je to przed pomorem 
dziesiątkującym stada [Bi, 302]. 
 
W razie stwierdzenia uroku ludowi odczyniacze zalecali bądź obwiązywanie ludzi 
zauroczonych [LiP, 143], bądź też okadzanie bożym drzewkiem, piołunem albo lubczykiem, 
co skutecznie miało odżegnać urok [Bi, 250]. 
 
Według wierzeń ludowych bylicą zerwana o północy w wigilię Św. Jana, jako roślina o 
cechach magicznych, miała przynieść szczęście temu, kto ją będzie przy sobie nosił, 
zwłaszcza hazardzistom [BiU, 466]. 
 
Sobótkowa roślina była również wykorzystywana w słowiańskich praktykach wróżebnych. 
 
W celu poznania przyszłości zalecano, aby dziewczyna w samo południe wigilii Św. Jana 
wyrwała bylicę i dokładnie sprawdziła, co się pod nią znajduje: jeśli był to węgielek, mogła 
się spodziewać zamążpójścia, jeśli zaś robak, musiała się lękać o swój wianek [BiWe, 295]. 
Uważano też, iż kierunek, w jaki zwrócony jest główny korzeń rośliny, wskaże stronę, z 
której przybędzie przyszły mąż. Złamany w Sobótkę czubek bylicy musiał się podnieść w 
ciągu trzech dni, by dziewczyna mogła uwierzyć w swoje rychłe zamążpójśtie [BiWe, 442]. 
 

background image

Lecznicze wykorzystanie bylicy wiązano z jej podstawowymi właściwościami. Intensywny 
aromat i przykry, gorzki smak dawały nadzieję, że za jej pomocą uda się odgonić CHOROBĘ, 
uważaną często za demona czy robaka. Sądzono, że przykry dla człowieka zapach powinien 
być równie przykry dla sprawcy dolegliwości. 
 

Czesi

 okadzając bolące zęby dymem z bylicy lub ruty, bzu lub czarciego łajna liczyli, ze 

wypędzą z nich powodujące cierpienia robaki [Bi, 160]. 
 
W myśl ludowych wskazań ukraińskich lecząc padaczkę, należało do nowego garnka włożyć 
bylicę i zalać ją "wodą nienapoczętą, nabraną o wschodzie słońca" Właściwości dziewiczej 
wody, pochodzącej ze sfery granicznej (między nocą a dniem), gotowanej w dziewiczym 
naczyniu, dopełniały niezwykłe cechy rośliny Po obmyciu chorego odwarem garnek należało 
rozbić, unicestwiając wraz z rum chorobę [Bi, 205]. 
 
Kąpanie dzieci w wodzie z bylicą miało przywrócić im apetyt [LiP, 143] i, ogólniej, zapewnić 
zdrowie [BiU, 465]. 
 
Okłady z bylicy miały zapobiegać zmęczeniu nóg w podróży [BiU, 466], tak jak włożenie 
gałązki do butów - według opinii znanych w folklorze niemieckim - usunąć znużenie [BiWe, 
416]. 

Ruta 

W Czechach notowano zwyczaj, iż chłopcy puszczali na wodę gałązki rozmarynu, kiedy 
dziewczęta prały bieliznę. Która z nich gałązkę wyłowiła, wkrótce miała wyjść za mąż za 
tego, kto gałązkę rzucił [Mo2, 396]. Samo wąchanie rozmarynu, co w języku pieśni ma już 
erotyczne znaczenie, miało sprowadzić miłość. Znany z folkloru obraz dziewczyny siejącej 
rozmaryn jest więc symbolicznym przedstawieniem zabiegów, których celem było zdobycie 
mężczyzny. W przekazach XIX-wiecznych znaleźć można opinię, że "jeśli się uda dziewce 
gałązkę rozmarynu włożyć chłopcu w suknię na piersiach noszoną, wówczas tenże 
najgorętszą pokocha ją miłością, a nawet wić się będzie na kształt umęczonego psa u jej nóg" 
[DWOK15, 67]. W wierzeniach romańskich istniało zaś przekonanie, że roślina może też 
przynieść ulgę w miłosnych zawodach. Świeży rozmaryn przyłożony do zbolałego serca ukoi 
cierpienie [BiWe, 82]. 
 
W XVII-wiecznym polskim dziele inkwizycyjnym, Czarownicy powołanej, przedstawiono 
inne działanie rozmarynu - miał on być skutecznym sposobem leczenia obłąkania, w którym 
widzi się skutek opętania przez szatana (SZALEŃSTWO). W tym celu w czasie kąpieli 
chorego "ułożonego w wannie smagają rozmarynową albo majeranową różdżką wszędzie po 
ciele, twierdząc, że to flagellatio demonum" [Bi, 210]. Do antydemonicznych właściwości 
rozmarynu odwoływano się też w sytuacjach zagrożenia przez zarazę. Aby wygonić 
odpowiedzialne za jej powstanie demony i oczyścić swoją ziemię, często okadzano domostwa 
lub palono wielkie, dymiące stosy, na których kładziono rośliny i substancje, dające dużo 
silnie pachnącego dymu. Obok rozmarynu używano do tego siarki, prochu, strzelniczego 
JAŁOWCA, WAWRZYNU, pinii, buku, aloesu, liści cytrynowych i pomarańczowych, liści 
DĘBU, bylicy, 

PIOŁUNU

ruty

, majeranku, 

szałwii

, lawendy itp. [Szna, 73]. 

 
Kąpiele z dodatkiem rozmarynu miały służyć przywracaniu młodości, a samo wąchanie 
szkatułki wykonanej z takiej rośliny miało zapewniać urodę i młodzieńczy wigor [Kop, 264]. 
 

background image

Zastosowanie lecznicze rozmarynu nie jest zbyt wielkie. Obok barwinka stosowany bywał on 
przeciw 

kołtunowi

, często spotykanej na dawnej wsi dolegliwości [Bi, 262]. Notowano także 

przekonanie, że może być przydatny przy wypadaniu włosów. Uważano go też za skuteczny 
lek w chorobach mózgu, a zwłaszcza przy obłąkaniu [SLSJ, 201]. 
 
Roślinie sprowadzającej namiętne uczucia i jednocześnie kojącej miłosne cierpienia 
przypisywano też zdolności zapobiegania upiciu się (ALKOHOL), a więc znalezieniu się w 
stanie, który oznacza utratę orientacji w świecie śmiertelników. Aby osiągnąć ten cel, 
zalecano pokruszony rozmaryn wrzucić do baryłki piwa czy wina. 
 
Szarozielona roślina o drobnych, pachnących żółtozielonych kwiatach ma podobne znaczenie 
jak ROZMARYN. Przede wszystkim ważna jest jej wieczna zieleń: "jej listki zachowują pod 
śniegiem przez całą zimę piękną zieloność" [Cz, 165]. Nie podlegającą zmianom zgodnym z 
rytmem pór roku rutę łączy się z ideą nieśmiertelności oraz wiecznego odradzania się 
przyrody. Podobnie jak w przypadku BLUSZCZU, PAPROCI czy rozmarynu kojarzy się ją 
ze światem podziemnym i wegetacją. Analogicznie do rozmarynu, którym w wielu obrzędach 
bywa zastępowana, ruta uchodziła za roślinę dziewiczą [BiWe, 82]. 
 
Przekonanie o powiązaniu ruty ze światem podziemnym dobrze ilustruje zanotowana przez 
Arystotelesa opinia, iż stanowi ona pożywienie znajdującej się w zagrożeniu ŁASICY. Otóż 
"gdy łasica walczy z wężem, je rutę, bo jej zapachu nie mogą znieść żmije" [Ar, 377]. Aromat 
odstręczać miał jedno z ważniejszych zwierząt lunarnych, jakim jest 

  > WĄŻ, związanych 

ze ŚMIERCIĄ i chaosem NOCY. 
 
Rutę wiązano 

z miłością, seksem i płodnością

. Korzystano z niej w MAGII miłosnej (w 

średniowieczu uważana była za skuteczny 

AFRODYZJAK

). Wyplatano z niej wieńce 

weselne oraz małe obrączki, którymi posługiwano się jeszcze przed wprowadzeniem obrączek 
metalowych. Gałązek ruty używano 

do ślubnej dekoracji

 i do upinania przy stroju 

zaproszonych gości. Roślinie przypisywano właściwości mediacyjne (MEDIACJA), zdolność 
pomagania osobom znajdującym się w czasie zmiany statusu, w 

przekraczaniu GRANICY 

oddzielającej świat śmiertelników od krainy duchów

. Z tego powodu rutę wkładano do 

trumny młodo zmarłej panny, a więc osoby, która umierając nie posiadała jeszcze wyraźnie 
określonego statusu, po śmierci zaś byłaby narażona na szczególną zjadliwość demonów. 
Rutę uważano też za symbol smutku i skruchy (przede wszystkim z powodu goryczy); 
tradycyjnie rzucano ją w twarz zdrajcy. 
 
Podstawowe wykorzystanie magiczne ruty, rośliny dziewiczej i mediacyjnej, wiąże się z 
magią miłosną, której celem jest rozbudzenie namiętności w ukochanej osobie. Stąd też o 
starych pannach (STARCY) mówiono, że "sieją rutkę", co złośliwie kwitowało 
bezskuteczność podejmowanych przez nie wysiłków zmierzających do odmiany losu. 
 
W celu osiągnięcia pożądanego efektu na Słowiańszczyźnie zalecano posłużenie się 
"trójzielem": do wiadra z wodą dziewczęta wrzucały wieniec upleciony z ruty, "terłyczu" i 
rzepaku. Następnie obmywały się nią, intensywnie myśląc o ukochanym, co miało wywołać 
gwałtowny rozwój namiętnego uczucia [SLSJ, 112]. 
 
Rutę stosowano też przeciw rozmaitym demonom. Jej znaczenie apotropeiczne 
(APOTROPEION) wynikało z faktu, że jest ona jedną z roślin, których liście nie tracą zieleni, 
mają gorzkie owoce i silny aromat. 
 

background image

Od średniowiecza znana jest opinia, że samo noszenie ruty 

chronić ma przed czarownicami i 

urokami

. Pstrokate kwiaty miały odwracać uroczny wzrok, co wyjaśniało, dlaczego 

dziewczęta przystrajały włosy kwiatami nagietka, piwonii lub ruty [Mo2, 325]. W 
Wielkopolsce jeszcze niedawno dziewczęta nosiły na rękach bransolety z owoców ruty, co 
miało im zapewnić ochronę przed urokami. Na Litwie wianuszek z ruty, przybranie głowy 
PANNY MŁODEJ był talizmanem, przechowywanym skrzętnie przez całe życie [BiWe, 
114]. Na Wileńszczyźnie korowaj przybierano rutą i jagodami kaliny albo wiśniami [KuCh, 
71], co miało nie tylko odstręczać złe moce, ale spełniać też funkcje w magii płodności. Ruty, 
wespół z 

innymi ziołami antydemonicznymi

, używano przeciw demonom (rusałkom, 

czartom), które ukazywać się miały pod postacią WIATRU [Mo2, 329]. Całoroczną ochronę 
bydła przed demonami miało zapewnić dodanie poświęconej ruty i opłatka do wigilijnego 
pokarmu [Paś, 110]. Chronić je miało także okadzanie aromatycznym DYMEM palonych 
gałązek ruty. Zabieg ten, znany w wielu kulturach [Bi, 31], stosowano profilaktycznie w 
sytuacjach, kiedy złe moce wykazywały szczególną aktywność (chodzi zwłaszcza o święta 
przejścia związane ze zmianami cyklu słonecznego). 

W Tyrolu okadzano

 domostwa w trzy 

ostatnie dni kwietnia, by w ten sposób nie dopuścić do siebie demonów panoszących się na 
świecie w Noc Walpurgi [Fr2, 224]. Dymem ze spalanych roślin, zwłaszcza dzikiej ruty, 
odganiano złe duchy w Środkowej Azji [PG, 91]. W przypadku grożącej zarazy płonące 
ogniska i obfite dymy miały przegnać demony CHOROBY i oczyścić świat. Palono wtedy 
rośliny i substancje dostarczające szczególnie intensywnego pachnącego dymu [Szna, 73]. 
 
W lecznictwie mediacyjne właściwości rośliny wzmacniano jeszcze tym, że zbierało się ją 
przed wschodem słońca, przy porannej ROSIE, a więc na granicy nocy i dnia [Bi, 26]. 
 
Aby uczynić z ruty lek nasercowy należało ją nosić, świeżo zerwaną, w woreczku 
zawieszonym na piersi [PaS, 110]. Zjedzenie czterech gałązek ruty z dodatkiem figi, orzecha, 
odrobiny SOLI i dziewięciu jagód JAŁOWCA, powinno było uodpornić człowieka przeciw 
dokuczającemu mu przez cały dzień bólowi. Zagryzana i noszona przy sobie ruta (np. w 
postaci obrączki włożonej na palec) miała wypędzać truciznę i przeciwdziałać zarazie [Cz, 
165]. 
 
Ruta miała leczyć zawroty głowy i dolegliwości oczne: słaby wzrok wzmocnić miało 
smarowanie chorych oczu jajkiem ugotowanym z rutą [Bi, 143]. Na zmętnienie wzroku 
zalecano niegdyś przemywanie oczu sokiem ruty zmieszanej z kobiecym mlekiem [Bi, 153]. 
Zgodnie z angielską recepturą JASKÓŁKA ugotowana w nalewce z ruty miała leczyć 
epilepsję [Bi, 202]. 

Tytoń 

Alkaloid (nikotyna) zawarty w liściach tytoniu jest źródłem jego zastosowań i 
przypisywanych mu znaczeń. W małych dawkach nikotyna może działać pobudzająco, w 
większych narkotycznie, zbyt duże jej ilości stają się silną trucizną (do dziś roztwór wodny 
nikotyny stosowany jest jako środek owadobójczy, a gospodynie umieszczają go w szafach z 
nadzieją na odpędzenie moli). Zdolność do pobudzenia, wprowadzania w trans narkotyczny i 
powodowanie śmierci pozwalają widzieć w tytoniu mediatora (

MEDIACJA

), pośrednika 

między ludzkim światem a zaświatami. Z tych samych powodów DYMOWI z wysuszonych 
liści tytoniu przypisywano właściwości oczyszczające (OCZYSZCZENIE) i lecznicze. 
 
Unoszący się ku niebu dym ze względu na swą 

  powietrzną" naturę oraz KIERUNEK ruchu 

uznawany był za pożądaną formę ofiar składanych bóstwom. Gęsty dym, niczym mgła 

background image

spowijający świat, utrudniając widzenie (OKO) otaczającej rzeczywistości uniemożliwiał 
orientację, zacierał kształty, stawał się źródłem niepokojącego bezładu. W ten sposób do 
ludzkiej ekumeny wprowadzać miał niezróżnicowany chaos sacrum. W dodatku jeszcze 
oszołomienie, jakie wywołuje zawarta w tytoniu nikotyna, pozbawia człowieka możliwości 
sprawnego funkcjonowania. W narkotycznym śnie można błądzić, tak samo jak wędruje się 
przez bezdroża zaświatów. 
 
Indianie, aby nawiązać kontakt z duchami przodków, palili tytoń w fajkach bądź w pochwach 
liściowych kolb kukurydzy [Pos, 107]. 
 
Tytoń, użyty na rozmaite sposoby, mógł wprowadzić człowieka w stan transu i tym samym 
ułatwić przekroczenie GRANICY między światem codziennym a krainą bogów czy duchów. 
Aby osiągnąć ten efekt można tytoń żuć lub pić sporządzony z niego wywar [Ind, 77]. 
Indianie z Gujany, gdy przychodziło im przeprawiać się przez niebezpieczną, nawiedzaną 
przez duchy okolicę, nacierali sobie oczy sokiem z czerwonego pieprzu lub tytoniem. W 
konsekwencji doprowadzało to do chwilowej utraty wzroku. Człowiek znajdował się wtedy 
wśród ciemności (NOC), ta zaś jest metonimią ŚMIERCI i odwzorowaniem Tamtego Świata. 
Zabieg ten wprowadzał więc w zachowania człowieka elementy innego porządku [B-S, 425]. 
 
Najczęściej stosowaną metodą osiągnięcia stanu odurzenia tytoniem jest jego palenie. Palono 
więc tytoń w wielu obrzędowych sytuacjach (np. rytualna "fajka pokoju"), podczas 
uroczystości kultowych czy praktyk magicznych i uzdrowicielskich. 
 
W kulturach szamańskich tytoń uważano za roślinę świętą, bo otwierającą drogę do krainy 
duchów. Kiedy szaman (KAPŁAN) wyruszał w wielką podróż w zaświaty (np. po moce 
uzdrowicielskie, w celu poznania przyszłości lub ułagodzenia obrażonych duchów), najpierw 
poddawał się długotrwałej głodówce (POST). W ten sposób oczyszczony i symbolicznie 
wkraczający w strefę śmierci zapalał wielkie cygaro z mocnego tytoniu. Trans, w jaki 
popadał, sprowadzał wizje, a właściwie przenosił jego duszę do krainy przodków. Wracając 
do żywych po uprzednim oczyszczeniu szaman znał już tajemnice i mógł leczyć bądź 
przepowiadać przyszłość [Dr, 89]. 
 
Kontakt z Tamtym Światem, z którego pochodzą moce witalne, uzdrawiające i rozrodcze, 
dawał szansę wpływania na dalszy bieg zdarzeń w świecie człowieka. 
 
Specjalne tytoniowe rytuały miały według wierzeń indiańskich zapewniać wzrost traw, co z 
kolei obiecywało obfitość zwierzyny łownej, zwłaszcza bizonów [Pos, 107]. Dobre zbiory 
wymagały obfitości opadów, co również według tradycji znanych ludom europejskim oraz 
zamieszkującym antypody można było osiągnąć za pomocą dymu tytoniowego (chmury 
bowiem powstają z dymu) [Mo2, 52]. 
 
Wprowadzający człowieka w stan oszołomienia mediator traktowany był jak przedmiot o 
walorach magicznych. Gryzący, gęsty dym palącego się tytoniu wykorzystywano w celu 
ochrony przed demonami i złym losem. Jako APOTROPEION i ofiarę umieszczano tytoń w 
fundamentach domów. Mówiono, że chroni to przed żmijami i odpędza zło od dziecięcej 
kołyski. Palenie tytoniu miało zaś odstraszać chorobę i wszelkie zarazy [Bi, 303]. Lecznicze 
zastosowania tytoniu opierają się na wykorzystaniu właściwości obecnego w nim alkaloidu; 
działając odurzająco może również uśmierzać ból. 
 
Jeszcze i dziś twierdzi się, że dym tytoniowy trzymany w ustach złagodzi ból zęba. Dawniej 

background image

do tego celu zalecano raczej "sok tytuniowy", którym trzeba było zalać dziurę w zębie. Miało 
to doprowadzić do zabicia robaczka, który był źródłem cierpienia. W wielu regionach Europy 
za skuteczne uważano zapychanie dziurawych zębów substancjami o ostrym i drażniącym 
zapachu: obok tytoniu mógł to być np. czosnek, korzeń goździka, cebula, pieprz, wódka (

  > 

ALKOHOL). Wszystkim tym substancjom przypisywano także właściwości mediacyjne i 
apotropeiczne [Bi, 161]. 

• 

Odpowiedz

 

 
Czytaj więcej na: 

http://hyperreal.info/node/2346#ixzz1ISmyoKdl

 

  

http://hyperreal.info/node/2346#axzz1IST5Zer6

 z dnia 03.04.2011.