background image

 Wiadomość wydrukowana ze stron: 

finanse.wp.pl

Górą pracodawcy czy pracownicy?

2006-11-27 (04:50)

Rynek pracy w Polsce mocno się zmienia. Szybki rozwój gospodarki prowadzi do 
wzrostu zatrudnienia i spadku bezrobocia. Ciągle jednak oficjalna stopa bezrobocia jest 
wysoka (teraz 14,9%). Mimo to pracodawcy coraz częściej muszą iść na rękę 
pracownikom, żeby ich zatrzymać przy sobie: by nie dopuścić do wyjazdu za granicę 
czy odejścia na lepiej płatną posadę u konkurencji - pisze "Gazeta Wyborcza". 

To może oznaczać, że zbliżają się większe podwyżki płac. Zdaniem ekonomistów w 
statystykach jeszcze nie widać tej presji płacowej - w przedsiębiorstwach pensje rosną 
średnio w tempie 4,7% rocznie, czyli dużo wolniej niż wydajność pracy w przemyśle (ta 
rośnie w tempie 10,2%). 

Są jednak sektory, w których pensje już rosną szybko: w produkcji samochodów około 
10% rocznie, a w budownictwie nawet 11,4%. Gdy pensje rosną szybciej niż wydajność 
pracy w danym sektorze, robi się niebezpiecznie, bo koszty firm rosną wtedy szybciej 
niż wzrost produkcji. 

Wygląda na to, że na razie sytuacja jest pod kontrolą, ale pewien niepokój mogą 
wzbudzać wyniki sondażu wśród firm przeprowadzanego przez Polską Konfederację 
Pracodawców Prywatnych "Lewiatan". Ze wstępnego opracowania danych widać, że aż 
75% ankietowanych przedsiębiorców poszukuje pracowników i ma problemy z ich 
znalezieniem. 

Przeciętnie poszukiwanie trwa cztery miesiące, a aż 60% badanych powiedziało, że 
aby pozyskać pracownika, musiało dać przeciętnie o 10-20% wyższe wynagrodzenia 

mówi Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek, ekspert Polskiej Konfederacji 
Pracodawców Prywatnych "Lewiatan". 

Pierwsze sygnały o niedoborach pracowników zaczęły się tuż po wstąpieniu Polski do 
Unii Europejskiej i otwarciu rynków pracy w niektórych krajach. Już w czerwcu 2004 r. 
usłyszałam o braku pracowników w hotelarstwie i gastronomii. Pracodawcy już wtedy 
narzekali na odpływ kucharzy, cukierników czy rzeźników głównie na rynek niemiecki
 - 
mówi Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek. 

Z czasem problemy pojawiały się w innych zawodach - m.in. brakowało budowlańców 

background image

czy informatyków. Z naszych badań wynika, że brakuje także elektryków, mechaników, 
dźwigowych, inżynierów projektantów, księgowych oraz finansistów
 - wylicza ekspert 
Lewiatana. 

Ekonomiści zastanawiają się, jak to możliwe, by przy blisko 15-proc. stopie bezrobocia 
firmy miały kłopoty ze znalezieniem pracowników. Pojawiają się sygnały od firm o 
niedoborze pracowników niewykwalifikowanych 
- alarmuje Małgorzata Starczewska-
Krzysztoszek. 

Zdaniem niektórych specjalistów tak wysoki wskaźnik bezrobocia to fikcja. Problem w 
tym, że część osób pracuje, choć są zarejestrowane jako bezrobotni 
- mówi Witold 
Orłowski, główny doradca PriceWaterhouseCoopers. Zdaniem Małgorzaty 
Starczewskiej-Krzysztoszek polski system zabezpieczeń socjalnych deprawuje ludzi w 
wieku produkcyjnym. Część z nich woli pobierać zasiłek lub dla ubezpieczenia 
rejestrować się jako bezrobotny, a jednocześnie pracować w szarej strefie. 

Wątpliwości co do rzeczywistej stopy bezrobocia może rozwiać badanie aktywności 
ekonomicznej ludności BAEL, w którym liczbę osób bezrobotnych szacuje się na 
podstawie ankiet przeprowadzanych w gospodarstwach domowych, a nie danych z 
urzędów pracy. Według BAEL stopa bezrobocia w Polsce jest znacznie niższa i wynosi 
13%. 

Zdaniem Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, aby polska gospodarka mogła się 
swobodnie rozwijać, trzeba lepiej dostosować system edukacyjny do potrzeb rynku oraz 
otworzyć rynek pracy dla pracowników z innych krajów. Jeśli tego nie zrobimy, może się 
okazać, że nie będziemy w stanie wykorzystać wszystkich funduszy unijnych, które 
Polska ma dostać w kolejnych latach. (PAP) 

Więcej: 

Gazeta Wyborcza - Pracodawcy nie mogą znaleźć chętnych do pracy

 

 

(PAP)