background image

Pam Binder

Swatka

1

background image

Swatka. Kathleen MacKenzie nie miała dzisiaj ochoty na jej 

odwiedziny.

Romantyczne dźwięki kobzy przepływały przez ulice Edynburga, jakby 

chciały przypomnieć Kathleen, że nie powinna przejmować się takimi 

sprawami. Usiadła na wyłożonym miękkim pledem parapecie i 

wyjrzała na ulicę. Do cukierni zbliżała się Harriet Maclaren, miejscowa 

swatka. Kathleen głęboko westchnęła. Ta miła staruszka ciągle się jej 

naprzykrzała. Gdy Kathleen znowu wyjrzała przez okno, zobaczyła, że 

poranne słońce oblało ciepłym światłem wiekowe miasto, które 

potrafiło zmierzyć się z przyszłością, nie wypierając się przeszłości. 

Właśnie tradycja swatania ludzi należała do licznych starodawnych 

zwyczajów, które zachowały się w Edynburgu, a za które Kathleen

Tak kochała to miasto.

W jej cukierni roznosił się zapach cynamonu, czekolady

1

2

background image

i palonego cukru. Kathleen uśmiechnęła się. Wszystko jest już gotowe. 

Piekła od brzasku i teraz pozostałojej tylko czekać na klientów. 

Pierwsza będzie Harriet, ale to dobrze. Kathleen zazwyczaj udawało 

się zbyć staruszkę i przewidywała, że tym razem też szybko się jej 

pozbędzie.

W końcu musi zajmować się cukiernia, i nie ma czasu na nic innego.

Ojciec Kathleen zginaj w katastrofie lotniczej, a po śmierci matki 

osierocona dziewczyna sama zajęła się prowadzeniem rodzinnego 

interesu, który istniał juz od czasów królowej szkockiej, Marii. Kathleen 

położyła na kolanach książkę. Powieść zatytułowana Na zawsze Am-ber, 

napisana przez Kathleen Winsor, była ulubioną lekturą  matki Kathleen, 

więc i ona czytała ją na okrągło; dzięki temu czuła się mniej samotna. 

Obydwie z matką uwielbiały powieści historyczne. Matka zmarła przed 

trzema laty, niecały tydzień po tym, jak Kathleen ukończyła studia na 

edynburskim uniwersytecie. W oczach Kathleen zebrały się łzy. Nikt nie 

był zdziwiony, ze matka czekała, aż córka ukończy studia. Znajomi 

mówili, że wszystko, co robiła, było sporo wcześniej zaplanowane, i 

dodawali, że teraz pewnością przeprowadza reorganizację w niebie. 

Kathleen otarła łzy spojrzała na czarną tablicę i spisaną kredą listę rzeczy 

do zrobienia. Uśmiechnęła się. Sporządzanie takich list to następna cecha 

łącząca ją z matką. Kathleen odziedziczyła też kilka cech po ojcu. Na 

przykład zielone oczy i lekki szkocki akcent. Lubiła tę kombinację.

Zerknęła na stary zegar stojący dumnie u wejścia do cukierni. Zbliżała 

się dziewiąta. Czas się parapetu i poszła odstawić książkę na półkę. 

3

background image

Wyprostowała długą do kostek wzorzystą spódnicę, obciągnęła bluzeczkę. 

Ich styl pasował do trochę osobliwego wnętrza cukierni. Kathleen ubierała się 

w ten sposób z przyzwyczajenia, ale ostatnio także ze względu na swój 

nastrój.

Otrząsnęła się z dziwacznego przeczucia, że Edynburg, to pradawne miasto, 

coraz bardziej zaraza ją swoją atmosferą. Przeszła do drzwi wejściowych i 

otworzyła je. Cukiernia nazywała się Kathleen, na cześć kobiet, które w tej 

rodzinie od pokoleń nosiły to imię. Powietrze wpływające przez uchylone 

okno wydymało lekko koronkowe firanki. Śnieżnobiałe, tak jak 

wykrochmalone obrusy pokrywające stoliki. Cukiernia znajdowała się 

nieopodal pałacu Holyrood, letniej rezydencji królowej i popularnej atrakcji 

turystycznej. Zegar biciem obwieścił pełną 

godzinę. W tym samym 

momencie rozległ się aksamitny dźwięk dzwoneczka. Drzwi otworzyły się i 

Kathleen uśmiechem powitała wiosenny dzień i swoją pierwszą klientkę.

- Dzień dobry, Harriet. 

Dobry, dobry, dziewczyno. - Staruszka przyciskała do obfitego 

biustu płócienną torbę. Uśmiech wyrzeźbił wokół jej oczu siateczkę 

zmarszczek.- Przyniosłam zdjęcia nowych kandydatów i chcę ci je 

pokazać - Sama je zrobiłam. To o wiele lepsze niż opowiadanie, jak je 

zrobiłam. To o wiele lepsze niż opowiadanie, jak wyglądają. Zresztą 

wszyscy są przystojni i odpowiedzialni. Niektórzy nawet bardzo 

przyjemni dla oka- Mrugnęła. - Jeśli rozumiesz, co mam na myśli. 

Kathleen przeszła za sięgający pasa kontuar, gdzie za szklaną taflą 

leżały placuszki z owocowym nadzieniem. -Tak, tak, Harriet, wiem 

doskonale, o co ci chodzi, ale moja odpowiedź brzmi tak samo jak ta, 

którą dałam ci podczas twojej ostatniej wizyty. Od śmierci matki. Sama 

4

background image

muszę prowadzić cukiernię. Jest szczyt sezonu turystycznego, i nie 

mam czasu na myślenie o romansach. A ty pewnego dnia natkniesz się na 

kogoś, komu nie spodoba się, że robisz mu zdjęcia.

Harriet potrząsnęła głową.

- Nigdy do tego nie dojdzie, dziewczyno. Interesują mnie tylko 

mężczyźni wyglądający sympatycznie  ale ty jak zawsze zmieniłaś temat.

Harriet przeszła do pobliskiego stolika stojącego przy oknie. Usiadła, 

torbę postawiła obok siebie i zaczęła w niej szperać. Wreszcie 

wyciągnęła stosik zdjęć.

- Jak dawno sięgnę pamięcią, powtarzasz to samo. Twoja matka też tak 

mówiła. - Staruszka uniosła brwi. - Dopóki nie znalazłam jej partnera.

Kathleen roześmiała się. Harriet lubiła przypisywać sobie połączenie 

wszystkich dobrych małżeństw w Edynburgu. A przecież matka 

opowiadała Kathleen, że poznała ojca przypadkowo. Ale też nigdy nie 

spierała się o to z Harriet, a Kathleen tym bardziej nie zamierzała tego 

czynić. Uśmiechnęła się, po czym wróciła do rzeczywistości.

Harriet   pomachała   jakimś   zdjęciem.   -   Chłopak   nazywa   się   Liam 

Campbell.   Przystojny   i   solidny.   Kathleen   obwiązała   pas 

koronkowym fartuchem. Czekała, aż staruszka  powie, że Liam jest 

łagodny jak baranek, więc jest dla niej wspaniałą partią. Otrząsnęła się z tej 

myśli. Sama nie wiedziała, jakiego typu mężczyznę by chciała, wiec skąd 

miałaby to wiedzieć Harriet?

Dzwoneczki przy drzwiach odezwały się ponownie Kathleen spojrzała w 

tamtą stronę. To był jej Amerykanin. Wytarła dłonie w fartuch, czując, ze 

nagle jej serce zaczyna bić nieco szybciej. Dobrze się prezentował. 

Zresztą jak zawsze.

5

background image

Miał na sobie czarną skórzaną kurtkę lotniczą, sprane dżinsy, a pod pachą 

niósł długą, wąską paczkę. Jak zazwyczaj, rozmawiał przez telefon 

komórkowy i wydawało się, że nie widzi nikogo i niczego dookoła. Raz 

podsłuchała, jak mówił, że zatrzymał się w hotelu Balmoral. To jeden z 

najelegantszych i najdroższych hoteli w Edynburgu. Wprawdzie Amerykanin 

nosił sprane dżinsy, ale przeczucie mówiło Kathleen, że ma on w portfelu złote 

karty kredytowe.

Przez ostatnie dwa tygodnie nieznajomy codziennie  przychodził do jej 

cukierni zaraz po otwarciu i zamawiał zawsze to samo: kubek czarnej kawy i 

zwykły placuszek bez nadzienia. Kawę lubił pić z papierowego kubka, który J 

mógł zabrać ze sobą, jeśli się spieszył. Placek podawała  mu na talerzyku.

Kathleen sięgnęła po dzbanek, po czym nalała gorącą kawę do kubka. 

Placek położyła na porcelanowym talerzu, ręcznie malowanym w żółte 

różyczki. Czekała. Przycisnęła dłonie do brzucha, starając się zignorować 

niezrozumiały ucisk. Bardzo ją denerwował ten jej niewytłumaczalny 

niepokój. Dobrze, że Amerykanin wkrótce wyjeżdża, pomyślała.

Zatrzymał się przy ladzie i sięgnął do kieszeni kurtki po portfel. 

-   Hej,   Bob,   zaczekaj   chwile.   -   Odłożył   telefon   na   blat   i   wyjął 

pieniądze  Funty. Uśmiechnął się.  -  Tym  razem  pamiętałem. Kathleen 

roześmiała się, przypominając sobie ich wczorajszą rozmowę.

- Nie przeszkadza mi wymienianie waszych amerykańskich dolarów.

Mężczyzna zniżył głos.

- Wiem, ale pani zawsze pamięta, co zamawiam, więc ja mogłem 

przynajmniej przynieść odpowiednią walutę.

Położył portfel na kontuarze i podał jej pieniądze. Musnął przy tym 

6

background image

delikatnie palcami jej dłoń. Kathleen lekko zadrżała. Amerykanin pachniał tak, 

jakby właśnie wyszedł spod prysznica. Serce jej zabiło. Nieomal przestała 

oddychać.

Głos w telefonie przeszył powietrze.

- Hej, Duncan, jesteś tam?

Amerykanin wyprostował się i podniósł telefon.

- Jestem, jestem. Podaj mi jeszcze raz wszystkie szczegóły. Położył 

talerzyk na papierowym kubku i przeszedł do stolika stojącego w odległym 

rogu cukierni.

Kathleen wolno wypuściła powietrze. Przyglądała się  jak mężczyzna 

rozrywa placek i wkłada kęs do ust.

Słysząc trzask aparatu fotograficznego, drgnęła i spojrzała w kierunku 

Harriet, która właśnie z uśmiechem odkładała aparat skinięciem ręki dała 

znać Kathleen, żeby do niej podeszła. 

Kathleen usiadła naprzeciwko staruszki, mówiąc sobie w duchu, że nie 

grzeszy ona subtelnością. Ta tymczasem schowała aparat do torby.

- Kim jest ten wysoki, ciemnowłosy, przystojny chłopak?

Kathleen uciszyła ją syknięciem.

- Usłyszy cię.

Harriet potrząsnęła głową.

- Raczej niemożliwe, skoro tak bardzo zajęty jest rozmową przez 

telefon. - Mrugnęła. - Ale ten chłopak na ciebie patrzy. I nic dziwnego. 

Jesteś tak samo chuda jak twoja matka, niech spoczywa w pokoju.

Kathleen złożyła dłonie i oparła na kolanach, zmieszana wątpliwym 

komplementem, lecz mimo to zadowolona, że jeszcze coś łączy ją z 

matką.

7

background image

- Dziękuję, ale to chyba nieprawda, że on się mną interesuje. Wszedł i 

usiadł przy stoliku. Prawie nie rozmawialiśmy. I tak jest codziennie. 

Przychodzi tylko na kawę z plackiem, dodała w duchu.

Harriet schowała zdjęcia do torby i znowu zaczęła w niej grzebać.

- No nie wiem. Przez lata nabyłam w tych sprawach pewnej intuicji, ale 

teraz młodzi są zawsze zajęci. Wiesz, co mówią starzy ludzie? Jeśli nie 

znajdziesz czasu na miłość, ona znajdzie go za ciebie.

Poszperała w torbie i w końcu wyciągnęła z niej złotą broszkę z dużym 

czerwonym kamieniem.

- Nazywa się Ogień Smoka i należała do pewnego feudalnego lorda. Kazał 

ją zrobić w prezencie dla kobiety, która nigdy nie miała być jego. Ten 

klejnot nie jest przeznaczony dla ciebie, będzie za to idealny dla 

dziewczyny mieszkającej niedaleko stąd. — Schowała broszkę z 

powrotem do torby, jednak nadal czegoś w niej szukała.

Kathleen pochyliła się i zajrzała do torby. Leżało w niej mnóstwo 

biżuterii pomieszanej z fotografiami kobiet i mężczyzn.

Harriet uśmiechnęła się.

-

O, jest. - Wyciągnęła długi złoty łańcuszek z wisiorem w kształcie 

herbu. Wybijany był szafirami, brylantami i rubinami. Uniosła go do 

światła.

-

To jest kopia klejnotu, który lord Darnley podarował Marii, królowej 

szkockiej, z okazji ich ślubu. To się zdarzyło około pięćset 

sześćdziesiątego piątego roku. - Harriet spojrzała w stronę pałacu 

Holyrood. - Ostatnio dzieją się tam dziwne rzeczy. Ta nowa winda 

zainstalowana dla rodziny królewskiej cały czas zatrzymuje się 

między piętrami. - Westchnęła. - Nieważne. - Podała Kathleen 

8

background image

łańcuszek. - Niech to będzie spóźniony prezent urodzinowy ode mnie.

-Harriet, nic mogę go przyjąć. Jest za drogi.

-Nonsens, dziewczyno, to tylko kopia.

Kamienie pobłyskiwały w słońcu, zdając się przeczyć stwierdzeniu 

staruszki.

Zatrzeszczały nogi odsuwanego krzesła. Kathleen obejrzała się i 

zobaczyła, że Amerykanin wychodzi.

Wstał i przeszedł do kuchni za ladą, żeby odstawić pusty talerz do 

zlewu. To właśnie ten prosty gest Amerykanina zwrócił uwagę Kathleen, 

kiedy po raz pierwszy się u niej zjawił. Nie wymagała, aby klienci 

sprzątali po sobie, jednak ta niewymuszona pomoc nieznajomego zrobiła 

na niej duże wrażenie. Różnił się tym od innych jej klientów.

Wychodząc, posłał jej uśmiech. Na ulicy skręcił w strunę pałacu.

Kathleen odetchnęła głęboko, starając się ukryć uczucie zawodu.

- Nie wiem, skąd ten pomysł, że on się mną interesuje. Jak już 

powiedziałam, przychodzi tu tylko na kawę.

Harriet odchyliła lekko firankę i wyjrzała przez okno.

- To, dlaczego wyrzucił ją właśnie do kosza na śmieci? Kathleen popatrzyła 

za okno. Rzeczywiście, Amerykanin wyrzucił kubek.

-To niczego nie dowodzi. Może już wypił.

-

Hm a może ma inny powód, aby odwiedzać twoją cukiernię.

-Bzdura.

Kathleen chciała dodać, że Amerykanin w żądnym wypadku nie jest partią 

dla niej. W najlepszym razie nadawał się na idealny temat marzenia sennego. 

Zawahała się. No, może dwóch albo trzech snów.

Zawiesiła łańcuszek na szyi i przeszła za ladę. Zamarła. Amerykanin 

9

background image

zostawił portfel. Podniosła go i ruszyła do drzwi,

Harriet skinęła głową.

- No, no, co my tam mamy? -Jej głos był całkowicie pozbawiony emocji, 

ale oczy pobłyskiwały sprytem. - Będziesz musiała go zwrócić chłopakowi. I 

pamiętaj, to tak jak z klejnotem Darnleya, wszystko na tym świecie

ma swoją parę.

Kathleen wsunęła portfel do kieszeni spódnicy. - A co z klientami?

Staruszka rozejrzała się po ciastkarni.

-Nikogo tu nie ma, dziewczyno. Idź, idź szybo, zanim będzie za późno. I 

nie martw się o nic. - Zamilkła. 

- Zaczekaj, dziewczyno. Prawie bym zapomniała. - Sięgnęła do torby i 

wyciągnęła pęczek wrzosów. Podała go Kathleen. - Daj to Callumowi w 

pałacu. Lubi przypinać go do kurtki.

-Harriet, czyżbyś była zainteresowana Callumem?

-

Nie bajdurz mi tu. Zadajesz za dużo pytań. A teraz już leć.

Kathleen uśmiechnęła się i energicznym krokiem opuściła cukiernię.

- Nie spiesz się, Kathleen MacKenzie! - Zawołała za nią Harriet. - 

Pamiętaj, jeśli nie znajdziesz czasu na miłość, ona znajdzie go dla ciebie.,

Duncan MacGreggor wyrzucił kubek do śmietnika. Nie pozwolił sobie 

na ostatnie spojrzenie w stronę ciastkarni. Jej właścicielka ostatnio zbyt często 

zaprzątała mu myśli. Słyszał, jak jeden z klientów zwrócił się do niej po 

imieniu. Kathleen, doskonale do niej pasuje. Przywodziło mu na myśl zamki i 

rycerskie turnieje. Jej wygląd tylko dopełniał te fantazje. Miała zielone oczy i 

lśniące krucze włosy. I na dodatek mówiła z miękkim szkockim akcentem, 

więc miał ochotę słuchać jej przez cały dzień. Podejrzewał, że byłby 

10

background image

zauroczony, nawet gdyby czytała mu słownik.

Nie po raz pierwszy żałował, że musi już wyjeżdżać. Kilka lat temu nie 

byt taki refleksyjny, ale ostatnio ciągle mu czegoś brakowało. Poza tym 

nie miał czasu nikogo poznać. Przynajmniej nie w ten sposób, w jaki 

chciał poznać Kathleen.

Przeczesał ręką włosy, jakby pragnął usunąć z głowy wizerunek 

kobiety. Zatrzymał się przed wystawa sklepu na Royal Mile leżącej po 

drodze do pałacu Holyrood. Na wystawie zobaczył replikę szkockiego 

miecza. Takiego samego, jaki niósł właśnie pod pachą. Tyle, że jego był 

prawdziwy. Kosztował fortunę, ale był wart każdego centa.

Jako nastolatek Duncan często uciekał ze szkoły i jechał rowerem na 

pseudośredniowieczny jarmark w Carnation w stanie Washington. Już 

jako dziesięciolatek był silnie zbudowany, toteż zazwyczaj udawało mu 

się namówić któregoś z uczestników jarmarku, żeby pozwolił mu 

poćwiczyć walkę mieczem.

Dobrze pamiętał swoją pierwszą turniejową potyczkę i okrzyki 

tłumów. Piękna dama załamywała dłonie, błagając go, by ją uratował. 

Wtedy naprawdę pragnął żyć w średniowieczu, gdzie, by zyskać miano 

bohatera, wystarczyło tylko ratować damy z opresji.

Może właśnie z tego powodu wymyślił dla swojej firmy Vision Quest 

tyle gier opartych na mitach arturiańskich. Pogrążał się w świecie, w 

którym dobro zwyciężało zło. Ostatnio jednak jego inwencja mocno 

przygasła.

Rozejrzał się wokół. Szare budynki wydawały się stapiać z niebem. 

Początek dnia był pogodny, ale teraz deszczowe chmury zaczynały 

11

background image

przysłaniać słońce. Przypomniał sobie, że między Seattle i Edynburgiem w 

Szkocji jest osiem godzin różnicy. A więc teraz w Seattle mija 

siedemnasta, obliczył i wystukał na telefonie bezpośredni numer do 

kierownika działu fuzji i zakupów w Vision Quest.

-

Tu John Forseith - usłyszał.

Duncan uśmiechnął się do siebie. Ten facet zawsze mówi tak, jakby 

usta miał pełne galaretki.

-

John, przekazałem Bobowi szczegóły, a teraz idę na spotkanie z 

Robertsonem. Uparł się, że podpisanie kontraktu musi nastąpić w pałacu. Na 

otarcie łez niosę mu jeden z moich mieczy.

Duncan spokojnie wysłuchał gratulacji. Po chwili John krzyknął coś do 

ludzi znajdujących się obok niego i Duncan usłyszał wiwaty radości. 

Chciałby czuć takie samo zadowolenie, ale dla niego kontrakt był tylko 

jeszcze jednym przejęciem następnej upadającej firmy. Tak naprawdę to 

tęsknił za tworzeniem nowych postaci i wymyślaniem gier, lecz już dawno 

nie wpadł mu do głowy żaden ciekawy pomysł. Może jego wyobraźnia już 

się wyczerpała.

John wrócił do słuchawki.

-

No, znowu ci się udało. Co się czuje na sekundę przed przejęciem? 

Kiedy to dotrze na Street, twoje akcje znowu podskoczą.

-

Wspaniale. Odezwę się po podpisaniu umowy. Odlot mam 

zarezerwowany na jutro. Zadzwonię po przyjeździe.

Duncan zakończył rozmowę i schował telefon do kieszeni kurtki. Minął 

żelazną bramę i przeszedł przez opuszczony dziedziniec pałacu. Było 

jeszcze za wczesnie na turystów. Jednak za jakąś godzinę dziedziniec 

12

background image

będzie huczał od ludzi. Duncan żałował, że umówił się tak wcześnie. 

Lubił być otoczony tłumem.

Drzwi otworzył mu odźwierny ubrany w zielony plisowany kilt i 

granatowy blezer.

-

...dobry, panie MacGreggor. Miło znowu pana widzieć.

-

Dzień dobry, Callum. Czy pan Robertson jest u siebie?

-

Taa... Kazał mi przysłać pana na górę, gdy tylko się pan zjawi. Niestety, 

schody   są   zatarasowane.   W   nocy  oderwała   się   część   sufitu. 

Otrzymałem  specjalne   pozwolenie, aby  mógł pan użyć królewskiej 

windy.

-

Dzięki -  Duncan wystarczająco długo przebywał w Edynburgu, by 

zdawać sobie sprawę, że uzyskanie takiego pozwolenia nie było łatwe. 

Doceniał wysiłek Calluma, Ale Szkoci już tacy są, a Duncan od chwili 

przyjazdu czuł się w ich ojczyźnie jak w domu.

Poszedł za Callumem do pokoju, który został zamieniony na windę. Nie 

zdziwiło go to, bo w starych domach małe pokoje i wnęki często przerabiano 

na łazienki lub windy.

Callum wcisnął guzik w ścianie. Rozległ się nieprzyjemny zgrzyt i drzwi 

windy rozsunęły się. Odźwierny  potrząsnął z dezaprobatą patrząsnął 

głową.

- Skrzypi ostatnio jak szkocka zjawa. No, ale nie ma się czego obawiać. 

Zawiezie pana tam, dokąd chce pan dotrzeć.

Duncan zrobił krok w stronę obitego ciemnymi panelami wnętrza.

Callum wciąż trzymał drzwi otwarte. Duncan oparł miecz o tylną ścianę.

-Na co czekasz, Callum?

-

Na kogoś jeszcze. - Odźwierny zerknął w stronę wejścia do pałacu. - 

13

background image

Ach, jest. - Na jego twarzy zakwitł uśmiech. - Dzień dobry, Kathleen 

MacKenzie.

Dziewczyna była zaczerwieniona z pośpiechu. Włosy miała w nieładzie, 

kilka kosmyków wymknęło się z końskiego ogona, w który zawsze się 

czesała. Duncan pomyślał, że jeśli to w ogóle możliwe, Kathleen wygląda 

jeszcze piękniej niż przed chwilą w cukierni.

Zatrzymała się i podała Callumowi bukiecik wrzosu.

- Harriet prosiła, żebym ci to dała. 

Odźwierny uniósł wiązankę do nosa.

- Ach, najsłodszy zapach na świecie. – Uśmiechnął się. - Kathleen, czy 

poznałaś Duncana MacGreggora? Przybył do nas z bardzo daleka, bo aż z 

Ameryki.

Kathleen   skinęła   głową.  Formalnie   nie,   ale   to   z   jego   powodu   tak 

naprawdę się tu znalazłam.

Minęła Calluma, weszła do windy i podała Amerykaninowi portfel.

-Zapomniał go pan.

-

Dziękuję. Musiałem myśleć o czymś innym. - Odbierając portfel, 

musnął lekko palcami dłoń dziewczyny. Winda zadrżała, ale zamiast 

ruszyć w górę, zdawała się posuwać w dół, do piwnicy, jeśli takowa w 

ogóle istniała w pałacu Holyrood.

Światła zamigotały i nagle winda nabrała tempa. Duncan oparł się o 

ścianę. 

- Co się dzieje?

Miecz osunął się na podłogę, a Kathleen, straciwszy równowagę, runęła 

do przodu. Duncan pochwycił ją i przycisnął do siebie. Miał wrażenie, że 

14

background image

winda znowu przyspiesza i że on także zaraz straci równowagę. Rozstawił 

więc szeroko nogi, myśląc tylko o tym by Kathleen nie zrobiła sobie krzywdy 

przy ewentualnym upadku.

Winda zatrzymała się nagle i w tym samym momencie zgasło światło. 

Kathleen leżała na Duncanie, który dochodził w duchu do wniosku, że 

nawet jeśli śni, to wcale nie chce się obudzić. Czuł na sobie ciało 

Kathleen i zapach jej włosów, przypominający łąkę po letnim deszczu.

Przełknął ciężko ślinę i położył dłoń na jej karku. Pragnął tej kobiety 

od chwili, gdy uśmiechnęła się do niego w cukierni przed dwoma 

tygodniami. Zapytała, czy chce filiżankę kawy. Nigdy za bardzo nie 

przepadał za tym napojem, ale tego dnia z chęcią wypiłby nawet cały 

dzbanek.

Jej pierś unosiła się i opadała. Była tak, blisko, że jej ciepły oddech 

pieścił jego twarz. Zapragnął ja pocałować. Miał wrażenie, że nagle między 

nimi pojawiła się tajemnicza i niewidzialna nić. Uniósł lekko głowę i 

delikatnie musnął wargi dziewczyny. Cały zadrżał, jakby rażony prądem. 

Ten krótki pocałunek był niczym pierwszy w jego życiu. Kathleen rozchyliła 

usta, więc pocałował ją jeszcze raz, już namiętniej. Nagle oderwała się od 

niego.

- Nie wiem, dlaczego ja... - Nabrała powietrza, po czym powoli je 

15

background image

wypuściła. - Sądzisz, że niebezpieczeństwo już minęło?

Usiadł. Miał zamiar powiedzieć, że, jego zdaniem, to dopiero początek. 

Ciszę przerwały głośne okrzyki. Kathleen wstała.

 - Co to było?

Duncan też się podniósł. Rad był, że może oderwać myśli od Kathleen 

i jej ust.

-

Może ktoś zobaczył ducha. Czy w tym zamku straszy?

-

Oczywiście. Ale obawiam się, że to nie duchy, tylko coś innego.

Hałas docierał do nich zza drzwi windy. Krzyk kogoś zagniewanego 

mieszał się z łkaniem kobiety błagającej o litość.

W głosie Kathleen zabrzmiał niepokój.

- Ktoś powinien pomóc tej biednej kobiecie.

Duncanem wstrząsnął nieprzyjemny dreszcz. Sama awaria windy to nic 

wielkiego, ale biorąc pod uwagę brak światła i kobiece krzyki, sytuacja zaczynała 

wyglądać podejrzanie.

Przypomniał   sobie,   że   kiedy   przed   dwoma   tygodniami  przyleciał   na 

Heathrow, poinformowano go, że ekspres do Londynu nie odjedzie, ponieważ 

istnieje podejrzenie, że podłożono w nim bombę. Przeczesał dłonią włosy. - 

Może   pałac   został   zaatakowany?   To   niemożliwe   -   obruszyła   się 

Kathleen.   -To   letnia   rezydencja   królowej   i   ma   doskonałą   ochronę. 

Tutejsza straż należy do najlepszych. Poza tym mamy maj, a królewska 

rodzina zjeżdża do Edynburga dopiero w lipcu. Sugerujesz, że terroryści 

będą czekali do ich przyjazdu?

-

Słusznie. Ale w takim razie jak wyjaśnisz to, co się stało z windą, no 

i te krzyki?

16

background image

-

Nie umiem tego wytłumaczyć - odparta cicho Kathleen.

Duncan chciał się podnieść, ale przez panujące ciemności zupełnie 

stracił orientację; nie wiedział, w którą stronę jest odwrócony i gdzie 

znajdują się drzwi windy.

- Musimy się stąd jakoś wydostać. Zaczniemy szukać

w przeciwnych kierunkach.

Było tak ciemno, że nie widział nawet zarysu postaci Kathleen. 

Martwił się, że jeśli do windy nie dochodzi światło, powietrze także może 

mieć do niej utrudniony dostęp.

Kathleen podniosła głos.

- Zdaje się, że znalazłam drzwi.

Ruszył w jej kierunku, zatrzymujcie się tuż za nią. Poczuł, że 

odwróciła głowę w jego stronę. Teraz powinien myśleć przede wszystkim 

o wyswobodzeniu się, tymczasem pragnął przyciągnąć Kathleen do siebie i 

pocałować bardzo mocno. Postanowił jednak zachować zdrowy rozsądek, 

wiedząc, że w tym małym pomieszczeniu nie wytrzymają długo bez 

powietrza.

Wyciągnął rękę w stronę ściany. Napotkał dłoń Kathleen i już razem 

wiedli rękami po obrysie drzwi, aż natknęli się na cienką szczelinę. 

Dobrze im się pracowało] w zespole. Nie musiał nic mówić, a mimo to 

Kathleen jakby wyczuwała, czego od niej oczekuje.

Wetknął palce w szczelinę. Był wysportowany, bo dużo ćwiczył na 

siłowni, jednak obawiał się, że nie starczy mu sił, by rozepchnąć drzwi. 

Zebrał się w sobie i pchał podwoje w przeciwnych kierunkach. 

Otworzyły się z hukiem. Wyszedł na zewnątrz, ale coś się nie zgadzało. 

17

background image

Nie miał jednak czasu zastanawiać się nad swoim odczuciem, bo widok, 

który go powitał, zaparł mu dech w piersi.

Pokój obity ciemną boazerią oświetlały tylko świece stojące w 

świecznikach. Trzy kobiety tuliły się do siebie. Siedziały na wyściełanej 

złoto-purpurowym pluszem sofie. Poszedł za ich spojrzeniem. Pół tuzina 

mężczyzn dźgało sztyletami pozbawione życia ciało przewieszone przez 

stół. Krew ściekała na podłogę; pryskając na potłuczone naczynia i 

rozsypane resztki jedzenia.

-

Cholera jasna - wyszeptał. Czuł, że stojąca za nim Kathleen drży 

coraz mocniej.

-

To nie może się dziać naprawdę -wydusiła wreszcie. Jednak scena, którą 

oglądali, sprawiała wrażenie jak najbardziej rzeczywistej. -Czy widzisz, 

jak oni są ubrani? W stroje z szesnastego wieku.

Duncan wyczuł, że podobnie jak i on Kathleen nie uważa, żeby to, 

co widzą, było przedstawieniem. Pospiesznie rozpakował miecz, który 

przyniósł ze sobą jako prezent dla Robertsona. Upominek miał osłodzić 

nieco cios wywołany utratą firmy, teraz jednak musiał unurzać go we 

krwi.

- Nie wiem, co się dzieje, ale nie wygląda to na grę. Krew wydaje się 

prawdziwa. Zostań tu.

Istniało przynajmniej tysiąc powodów, dla których sam powinien był 

posłuchać własnej rady, ale wiedział też, że nic go nie powstrzyma. 

Ktoś znalazł się w tarapatach to wystarczyło, nawet jeśli w grę 

wchodziło ryzyko utraty zdrowia, a nawet życia.

Runął do środka izby. Chwycił za ramię mężczyznę, który ponownie 

zamierzał ugodzić ciało sztyletem, zacisnął pięść i walnął go w 

18

background image

szczękę. Przeciwnik padł na podłogę. Duncanowi nagle zaświtała 

myśl, że ma przeciwko sobie zbyt wielu wrogów, zignorował jednak 

podszepty rozsądku. Ponownie ruszył do ataku, choć nie miał 

żadnego planu działania. Pozostali mężczyźni znieruchomieli. 

Duncan ucieszył się, że wreszcie zwrócili na niego uwagę.

 Osobnik ubrany w krótki czarny paltocik i obcisłe spodnie wepchnął 

zakrwawiony sztylet za pas.

- Nauczę cie nie wtrącać się w sprawy, które ciebie nie dotyczą. 

Wyciągnął miecz i rzucił się na przybysza.

Duncan zasłonił się mieczem. Uszy wypełnił mu zgrzyt ostrzy. 

Ramię zadrżało od uderzenia. To się dzieje naprawdę, zrozumiał. To 

nie jest żadne przedstawienie. Walczył, by się utrzymać na nogach, 

by nie stracić pozycji. Próbował nie myśleć o niesamowitości 

sytuacji, chcąc zachować jasność umysłu.

Usłyszał, że Kathleen wykrzykuje jego imię.

Następny osobnik dołączył do towarzysza i zamachnął się mieczem. 

Na szczęście Duncan zdążył odskoczyć i uniknąć ciosu.

Z korytarza dobiegły go głośne okrzyki i tupanie. Mężczyzna, z 

którym walczył, odskoczył i pobiegł do towarzyszy. Wpadając jeden na 

drugiego, wycofali się do krańca pokoju i znikli na wąskiej klatce scho-

dowej.

Zapadła cisza.

Duncan schował miecz i ukucnął przy zakrwawionym ciele. Szukał 

pulsu, lecz go nie znalazł.

Najwyższa z kobiet podbiegła do zabitego. Miała na sobie długą 

19

background image

złotą suknię i sznur pereł na szyi. I była w zaawansowanej ciąży. Jej 

dwie towarzyszki stały za nią i załamywały dłonie, cicho popłakując. 

Ciężarna kobieta uniosła głowę zmarłego, a po jej policzkach popłynęły 

łzy. Nie zwracała uwagi na to, że krew plami jej suknię i rozlewa się 

kałużą po ciemnej posadzce.

Duncan zdusił wzbierające mdłości. Wiedział, że leżący i przed nim 

mężczyzna został brutalnie zamordowany, lecz nic z tego wszystkiego nie 

rozumiał. Wyprostował się, Kathleen? Gdzie ona jest?

Odwrócił się i zobaczył, że stoi w drzwiach pomieszczenia, które 

wcześniej uważał za windę. Jej twarz była biała niczym kreda.

Duncan podszedł do niej i sięgnął po jej rękę.

- Musimy się stąd wydostać.

Złapała go za ramię,

- Tu się dzieje coś bardzo dziwnego. Nie umiem tego wyjaśnić. -Zniżyła 

głos. - Wzory na ścianach są jakieś inne, choć skądś znajome. I coś 

jeszcze. - Drżały jej ręce, jakby była w gorączce. - Portrety przedstawiające 

niektóre z obecnych tu osób wiszą w pałacowej galerii. To zabrzmi jak 

szaleństwo, ale zdaje się, że byliśmy właśnie świadkami zabójstwa 

Riccia. Przyjaźnił się z Marią, królową szkocką. Jej mąż, lord Darnley, 

był zazdrosny o ich przyjaźń, więc wraz z kompanami zamordował Riccia 

na oczach żony. - Masz rację- To rzeczywiście brzmi jak szaleństwo. A 

teraz chodźmy stąd.

W tym momencie do pokoju wpadli jacyś mężczyźni ubrani w 

ciemnogranatowe i niebieskie kilty. Podbiegli do Duncana i otoczyli go, 

mierząc mu w pierś czubkami mieczy.

Pierwszy, mężczyzna o płomieniście rudej brodzie, odezwał się, a raczej 

20

background image

zaryczał..

- Kim jesteście?

Duncan   podczas   swojej   wizyty   w   Edynburgu   nie   słyszał  jeszcze   tak 

mocnego akcentu. Przykucnięta kobieta uniosła głowę.

- Lordzie Hepburn, proszę go tak nie traktować. To on nas uratował. Nie 

traćcie czasu na przepytywanie go to tamtych trzeba ścigać i ukarać- - Znowu 

przycisnęła do piersi głowę zamordowanego. - Wiem, kto kryje się za

tym zdradliwym występkiem i ta osoba mi zapłaci.

Mężczyzna, do którego zwracała się mianem lorda, pokłonił się nisko.

- Tak, wasza wysokość - Wyciągnął dłoń i pomógł jej wstać. Odwrócił się 

do Duncana. - Ja i tak się dowiem, w jaki sposób znalazłeś się w prywatnych 

pokojach jej wysokości. Kathleen dotknęła ramienia Duncana, jakby chciała 

powstrzymać go przed udzielaniem odpowiedzi.

Teraz ona nisko się pokłoniła. Mówiła z wyraźniejszym niż zazwyczaj 

akcentem.

-

Zabłądziliśmy, milordzie. Duncan odwrócił się do

niej.

-Wcale nie...

Przerwała mu i dała znak, żeby także się pokłonił.

- Tak, tak, mężu, naprawdę zabłądziliśmy. I dlatego upraszamy waszą 

wysokość o wybaczenie.

Duncan w zdumieniu uniósł brwi.

- O czym ty mówisz?

Kathleen zignorowała go zwróciła się do lorda Hepburna:

- Jesteśmy nowymi kucharzami. Musieliśmy gdzieś źle skręcić.

21

background image

Lord Hepburn schował miecz.

- Nie przypominam sobie, żebyśmy przyjmowali nową służbę.

Królowa Maria położyła dłoń na brzuchu.

- Jesteś zbyt podejrzliwy, milordzie.

Pokłonił się jej.

- To dlatego, pani, że ponad wszystko stawiam wasze bezpieczeństwo.

Przez twarz kobiety przemknął lekki uśmiech.

-Wierzymy, że tak jest. A teraz dopilnujcie, aby ci dwoje znaleźli ciepły 

kąt do spania i jakieś odpowiednie odzienie, bo to, które mają na sobie, nie 

nadaje   się.  W   zachodnim   skrzydle   znajdziecie   mnóstwo   pustych

komnat.   Godzina   jest   późna.   Jutro   będzie   wystarczająco

dużo czasu, żeby zapoznać ich z kuchnią.  - Tak jest, wasza wysokość. 

Stanie się wedle twojej woli.

Królowa wstała i powoli odeszła do przyległego pokoju. Jej dwie 

towarzyszki skinęły głowami i podążyły za nią. Kiedy zniknęły, lord 

Hepburn odwrócił się do Kathleen i Duncana.

- Królowa może sobie wierzyć w waszą bajeczkę, ale ja wam nie wierzę. 

Niemniej uczynię tak, jak prosiła. Wiedzcie wszak jedno: będę was 

obserwował. – Gestem dłoni kazał im iść za sobą po oświetlonym 

pochodniami korytarzu.

Duncan jedną ręką chwycił miecz, drugą objął Kathleen w pasie. Pochylił się 

do niej.

-Co się dzieje?

-

Musimy zaczekać, aż zostaniemy sami — odpowiedziała, zniżając głos.

Przyciągnął ją bliżej do siebie. Pomyślał, że podobnie jak on musiała się 

czuć bohaterka Alicji w krainie czarów, kiedy ześliznęła się do króliczej 

22

background image

nory.

Kathleen zadrżała, gdy lord Hepburn otworzył drzwi do ciemnego i 

zimnego pomieszczenia, pokazując, że mają do niego wejść. Sam 

skierował się do kominka i rzucił drwa na żar, przywracając gasnący ogień 

do życia. W dalekim rogu komnaty stało łóżko, a na jej środku wielki stół. 

Na nim stał porcelanowy dzban i wielka misa.

- To będzie wasza sypialnia - wycedził przez zęby lord Hepburn. 

Kathleen przyglądała się Duncanowi, który podszedł do łoża, aby je 

przetestować. Uniósł koce i materac. Zamiast sprężyn ujrzał sieć lin. Spojrzał 

na lorda Hepburna i uśmiechnął się.

- Wygodne.

Hepburn   mruknął   coś   gniewnie   pod   nosem,   po   czyni  wyszedł, 

trzaskając za sobą drzwiami. Kathleen stała nieruchomo.

-

Nie powinieneś go prowokować.  Duncan odłożył miecz 

na stół.

-

Wybacz, siła przyzwyczajenia. Zacisnęła spuszczone dłonie w 

pięści,

- A więc postaraj się. Chcę ci zwrócić uwagę, jeśli jeszcze tego nie 

zauważyłeś, że nie znajdujemy się w Kansas.

Roześmiał się.

- Przed chwilą porównywałem tę sytuację do położenia bohaterki Alicji w 

kramie czarów, ale może być też Dorotka w krainie Oz.

Kathleen nie uśmiechnęła się. Sytuacja była poważna. 

- Jak ci się udaje zachować spokój?

23

background image

Wzruszył ramionami.

-  Mam   porywczą   naturę,   ale   reaguję   tylko   wtedy,   gdy   mnie   ktoś 

prowokuje.

To   by   tłumaczyło   twoją   próbę   uratowania   Riccia,   a   irytowało   ją,   że 

Duncan jest taki spokojny, ale w jakiś sposób jego postawa podtrzymywała ją 

na duchu, - To nie dzieje się naprawdę. Wyszłam przecież tylko na kilka minut. 

Zostawiłam sklep pod opieką Harriet. Pewnie zastanawia się, gdzie jestem. 

- No właśnie, sam się nad tym zastanawiam. Masz jakiś pomysł?

Skrzyżowała ręce na piersi.

- Ty naprawdę nie masz pojęcia, gdzie się znajdujemy, co?

-

W strefie cienia? - Skinęła głową.

-Bardzo blisko.

Jego nieustanne żarty odpędzały nieco ciemne chmury, które opadły na 

nią, gdy zdała sobie sprawę, co im się przytrafiło. Postanowiła mówić 

otwarcie, bez owijania w bawełnę.

Wyprostowała się.

- Pewnego lata oprowadzałam po pałacu wycieczki. Do najbardziej 

popularnych należał okres rządów królowej szkockiej, Marii. Dowiedziałam się 

wtedy wielu ciekawych rzeczy, których nie znajdzie się w podręcznikach

szkolnych. Jakie potrawy lubiła i że lord Hepburn się w niej kochał. Tamte 

czasy były bardzo niebezpieczne dla kobiet, nawet dla królowej. - Kathleen 

zamilkła. - Duncan, cofnęliśmy się do epoki, w której kobiety się

nie liczą. Dlatego właśnie przedstawiłam cię jako swojego

męża.

Podszedł i objął ją.

- Dobrze zrobiłaś.

24

background image

Odsunęła się, żeby spojrzeć mu w oczy. Widniała w nich ukryta moc i 

czułość. Dotyk jego ramion sprawiał, że mniej się bała.

Uśmiechnęła się.

- Wierzysz mi?

Uniósł brew.

-

Raczej niePodróże w czasie są możliwe tylko W teorii i filmach.

-

W takim razie, w jaki sposób, sir, wytłumaczysz naszą tutaj

obecność?

Powoli pokiwał głową.

-Racja. Masz jakiś pomysł na powrót?

-Nie.

Ogień zaskrzypiał i wypluł z siebie mały kawałek, tlącego się drewienka, 

które przez chwilę migotało złotym blaskiem, a potem zgasło. Duncan 

wpatrywał się w nie, po czym podszedł i podniósł. Ukląkł i wrzucił je z po-

wrotem do ognia.

- W jednej z moich pierwszych gier umieściłem pewną postać o imieniu 

Sebaston. Sebaston utknął w równorzędnym wszechświecie. Zadanie było 

proste. Należało zniszczyć za pomocą ognia ścianę oddzielającą go

od jego świata. Ogień znajdował się na pierwszym poziomie, a ściana na 

dziesiątym. Sebaston musiał umieścić ogień w pojemniku i zanieść go na 

dziesiąty poziom.

Kathleen nabrała powietrza.

- To rzeczywiście dość proste zadanie. – Zastanawiała się, dlaczego 

opowiada jej o grze w momencie, gdy ich życie zostało wywrócone do góry 

nogami. - Mów dalej.

25

background image

Dorzucił drew do ognia.

- Każdy poziom był tak pomyślany, że ogień gasł, jeśli Sebaston nie wybrał 

odpowiedniego pojemnika. 

Sięgnął po żelazny pogrzebacz stojący obok paleniska i wzruszył nim żar. - 

Chcę wierzyć, że sprowadził nas tu jakiś logiczny mechanizm. My musimy 

tylko znaleźć klucz. Mamy podobny problem, przed którym stal Sebaston.

Wstał i otrzepał dłonieSpojrzał w stronę okna i prze-czesał ręką włosy.

- Jakby tego wszystkiego było mało, wygląda na to, ze straciliśmy także 

większość dnia. Na zewnątrz jest ciemno. Chodźmy spać a rozwiązaniem 

zagadki zajmiemy się z rana. Położę się na podłodze.

Kathleen odetchnęła ciężko.

-

Nie bądź śmieszny. Podzielimy się łóżkiem. Wygiął brew.

-Zgodzisz się?

Skinęła głową, pragnąc szybko zmienić temat.

- Czy w naszym świecie zostawiłeś jakieś osoby,które będą za tobą 

tęskniły, jeśli nie wrócisz?

Odsunął z jej twarzy kosmyk włosów i skrzywił się.

- Akcjonariuszy. Jeśli okaże się, że zaginałem, ceny

moich akcji spadną.

Kathleen nie mogła uwierzyć, że znajomi Duncana będą martwili się 

tylko o jego akcje. Jakby nie cenili go za nic innego, tylko za zyski, jakich 

może im przysporzyć

Ona, zwłaszcza po scenie, w której tak rycersko bronił Riccia, czuła do 

niego wiele sympatii. Chyba Harriet miała rację. Ciemnooki Amerykanin 

rzeczywiście bardzo się jej podobał. I to uczucie się pogłębiało.

26

background image

Odchrząknęła.  Może   mi   wyjaśnisz,   gdzie   nauczyłeś   się   posługiwać 

mieczem?

Wzruszył ramionami. - Na średniowiecznych festynach 

organizowanych w okolicy, w której mieszkałem. Lepsze to niż szkoła.

-To znaczy, ze szkoła cię nudziła?

-

Zgadza się. Tak jak gry komputerowe. Były za mało interaktywne. W 

liceum sytuacja nieco się poprawiła. Wybierałem tylko zajęcia tych 

nauczycieli, którzy interesowali się wyłącznie egzaminami końcowymi. 

Teraz twoja kolej. Opowiedz coś o sobie.

-

Nie mam wiele do powiedzenia. Studiowałam na uniwersytecie w 

Edynburgu, a potem, po śmierci mamy, przejęłam prowadzenie 

ciastkarni.

-Czy chciałaś kiedykolwiek robić coś innego?

-

Masz na myśli coś w stylu zdobycia Everestu lub skakanie na 

spadochronie?

-Pytam poważnie.

-Ja też mówię poważnie. Bardzo chciałabym zajmować się różnymi 

rzeczami, ale najpierw muszę spłacić rachunki.

Duncan ściągnął kurtkę i rzucił ja, na podłogę, po czym padł na łóżko.

-Zamierzasz ją tak zostawić?

-

Jasne, dlaczego nie? -Przymknął oczy i splótł dłonie na piersi. 

Podkoszulek mocno opinał jego atletyczna klatkę piersiową. Otworzył 

oczy. Kathleen przypomniała sobie, że zadał jej pytania, a ona jeszcze 

na nie nieodpowiedziała.

27

background image

Znowu odchrząknęła. Chciała o czymś rozmawiać nawet o bzdurach, 

żeby rozjaśnić umysł i uspokoić nerwy.

- Jeśli mamy żyć razem, nawet przez krótki czas, musimy Ustalić 

jakieś zasady. Nie chcę potykać  się o  twoje ubrania za każdym razem, 

kiedy wejdę do pokoju. Uśmiechnął się.

- Nigdy nie byłem bardzo zorganizowany, za to ty chyba tak. Niech 

no zgadnę, używasz oznakowanych kolorami wieszaków.

Ogień zaskrzypiał wesoło i rozświetlił się ciepłym blaskiem. Kathleen, 

patrząc na leżącego Duncana, od którego biła siła i pewność, czuła dziwny 

niepokój. Nic potrafiąc pohamować fantazji, wyobrażała sobie siebie 

leżącą obok niego.

- A co złego widzisz w systematyczności? Może tobie też by się 

przydała. - Wiedziała, że jej wypowiedź za brzmiała zbyt ostro, ale nie 

potrafiła się opanować.

Potrząsnął głową.

- Mnie? W czym? To pewnie ty zaczynasz dzień od spisania planu.

Aż zatupała ze złości, w ostatniej chwili połykając okrzyk, że wcale nie 

robi planów z rana, tylko poprzedniego dnia. To duża różnica.

- Nie pozwolę, żebyś budził we mnie poczucie winy za to, że jestem 

osobą zorganizowaną. Właśnie dzięki temu moja cukiernia dobrze 

prosperuje.

Duncan zsunął się na brzeg łóżka i usiadł.

- Masz rację. W biznesie talent organizatorski Jest niczym skarb. 

Właśnie dlatego wynajmuję ludzi takich jak ty.

-   Co   masz   na   myśli,   mówiąc:   ludzi   takich   jak   ja?  No   wiesz, 

28

background image

zorganizowanych,   ostrożnych,   metodycznych.  —   Jeśli   dodasz,   że   też 

nudnych, przebiję cię twoim własnym mieczem. Poza tym znam mężczyzn 

takich jak ty. Nieodpowiedzialnych ryzykantów. Pewnie należysz  do tego 

typu osób, co to skaczą ze skarpy, nie sprawdzając nawet wcześniej, czy w 

dole   znajduje   się   woda.   -   Ostatnie  słowa   prawie   wykrzyczała,   czując 

zarazem, że robi jej się gorąco. Za gorąco. Duncan nic przestawał się do 

niej uśmiechać.  - Znasz mnie lepiej, niż myślałem. Czy wiesz także,  po 

której stronie lubie spać? - W duchu przyznał Kathleen rację. Kiedyś, w czasie 

pobytu na Hawajach, rzeczywiście  zdarzyło mu się skoczyć ze skarpy i 

dopiero po skoku ulgą stwierdził, że ma pod sobą głębokie wody laguny. 

To doświadczenie powinno było go obudzić, tak się jednak nie stało. No, 

ale przecież przeżył.

-

Nie śpimy razem. Podrapał się po szyi.

-W porządku, skorzystam z podłogi.

- Nie bądź śmieszny - Możemy zwinąć koce i położyć je miedzy nas.

Spojrzał na nią wymownie, jakby chciał powiedzieć, że nawet betonowa 

ściana nie powstrzymałaby go od myślenia o niej, ale uznał, że nie jest to 

najlepsza pora na tego typu wynurzenia. Powinien się kontrolować. 

Widział, że Kathleen jest na niego zła. Zapewne był ostatnią osobą, z która 

chciałaby utknąć w tym miejscu. Jej twarz lśniła w blasku ognia. Przełknął 

ślinę. Czekała go najdłuższa noc w życiu.

29

background image

Kathleen przerzuciła rękę przez pierś mężczyzny i przysunęła się 

bliżej. Czuła pod palcami jego serce, bijące w tym samym rytmie, co jej. 

Leżała na miękkim łóżku, otulona szczelnie kocami, i marzyła, żeby nigdy 

się nie obudzić.

Jednak coś w jej śnie ją niepokoiło. Zaczął się od tego, że za pomocą 

windy została wraz z Amerykaninem przeniesiona do szesnastego wieku. 

Jakież to dziwne, Zawsze myślała, że najpiękniejsze sny to te, których 

akcja toczy się na jakiejś tropikalnej wyspie, gdzie kochankowie, owiewani 

aromatyczną bryzą, wylegują się na plaży spleceni w miłosnych 

uściskach.

Odgłos stukotu końskich kopyt o kocie łby w jednej sekundzie 

przywrócił jej pamięć i wyrwał z marzeń. Puls zabił mocniej. Spojrzała na 

przeciwległą ścianę obitą materiałem. Przez drewniane okiennice do 

pokoju wsączało się światło słoneczne. To nie sen. Uniosła się na łokciu i 

z niedowierzaniem stwierdziła, że leży obok Duncana MacGreggora.

Serce Kathleen zabiło tak mocno, jakby chciało wyrwać się z klatki 

piersiowej.

Duncan, nadal pogrążony we śnie, najpierw podrapał się, a potem 

sięgnął po nią. Przyciągnął do siebie i pogładził po szyi. Kathleen 

zapragnęła wtulić się w niego mocno i jeszcze raz poczuć dotyk jego ust,

Odsunęła się. Co się z nią dzieje? Nigdy przedtem nie myślała tak wiele 

o żadnym mężczyźnie. To pewnie przez tę sytuację. Musi się skupić. Musi 

znaleźć drogę powrotną do ich czasów. Coś jej jednak mówiło, że jest to 

zadanie o wiele trudniejsze niż wydostanie się z bezludnej wyspy.

Potrząsnęła lekko Duncanem.

30

background image

- Duncan, proszę, obudź się. - Podniosła głos. - Duncanie MacGreggor.

Przekręcił się na plecy, potarł oczy, po czym bardzo wolno je otworzył. 

Zerknął na nią, wciągnął powietrze i natychmiast usiadł.

- Kto?- Jeszcze raz przetarł oczy i rozejrzał się.

Szerzej otworzył oczy. - Do diaska, to nie był sen.

Potrząsnęła głową.

- Nie, nie był.

- Jaka szkoda. Jego część była bardzo przyjemna. Nie chciałem się 

obudzić.

Kathleen ogarnał niepokój. Czyżby w nocy zaszło coś, czego nie 

pamięta?

-Duncan, co masz na myśli?

Dotknął lekko jej twarzy.

Nie martw się, nic się nie stało. Westchnęła. Nie wiedziała, czy z 

ulgi, czy z żalu.

- Zdaje się, że wczoraj zrobiliśmy między nami barierę

Odrzucił koc i opuścił stopy na podłogę.

- Zgadza   się,   ale   ogień   zgasł   i   w   pokoju   zrobiło   się

tak   lodowato   jak   na   morzu   arktyczny   m.   Drżałaś   z   zimna

zresztą   ja   także.   Okryłem   nas   kocami,   zakładając,   że   mi

to   wybaczysz,   ponieważ   uratowałem   nas   przed   zamarznięciem.   - 

Uśmiechnął się. - Czy wiesz, że kiedy jest zimno, sinieją ci usta?

Kathleen też się uśmiechnęła.

- To   był   znak   dla   mojej   mamy,   że   powinnam   wracać

z   dworu   do   domu.   Kiedy   marzłam,   moje   usta   przybierały

31

background image

barwę wiosennego nieba.

Odwrócił się i spojrzał na nią.

- Hm, zawsze lubiłem niebieski kolor.

Ta uwaga była miła, ale Kathleen wiedziała, że Duncan żartuje, pragnąc 

sprawić, by ich sytuacja nie wydawała się tak bardzo przygnębiająca.

Wstał i stęknął, w ostatniej chwili połykając siarczyste przekleństwo.

- Podłoga   jest   jak   lód.   Rozpalę   ogień.   Lepiej   myślę

kiedy   jest   mi   ciepło.   Musimy   znaleźć   sposób,   żeby   się

stąd   wydostać.   Może   powinniśmy,   nie   zwracając   niczyjej

uwagi, obejść cały zamek.

Potarł ramię, podbiegł do paleniska i zaczął dmuchać na ledwo tlący 

się żar. W twarz poleciała mu chmura kurzu.

Kathleen zakryła dłonią usta, zduszając śmiech.

Ocierając twarz z sadzy, Duncan powoli się odwrócił.

-To nie jest śmieszne. Zagryzła usta, by nie powiedzieć głośno, że 

powinien dmuchać trochę słabiej, przecież i tak nie posłuchałby

jej rady.

-

Pomóc ci? Uśmiechnął się kwaśno.

-Proszę.

Ześliznęła się z łóżka. Aż podkurczyła stopy, kiedy  dotknęła nimi 

posadzki.   Duncan   miał   rację.   Podłoga   była  jak   bryła   lodu.   Kathleen 

podbiegła do paleniska i przykucnęła obok towarzysza.

Urwał kawałek koszuli i przyłożył do żarzącego się węgla.

Dziewczyna   pochyliła   się   i   dmuchnęła   delikatnie   na  gasnący żar. 

Zabłysł bursztynową czerwienią, Iskrą zajęła materiał.

32

background image

Duncan dodał suchych gałązek, które leżały obok paleniska, po czym 

urwał jeszcze jeden kawałek koszuli.

Ogień zaskrzypiał i powrócił do życia.

Duncan oparł się na piętach.

- Tworzymy zgraną drużynę.

Skinęła głową i podążyła za jego spojrzeniem. Rzeczywiście tak było. 

Mały  ognik oblizywał kawałek drewna  i   stawał   się   coraz   silniejszy. 

Wyciągnęła ręce do ciepłą.

Jej towarzysz wstał i wytarł dłonie o dżinsy.

- Możesz popilnować ognia? Muszę odszukać pomieszczenię, które w 

tym wieku uchodzi za łazienkę. Zostaniesz tu sama na chwilę?

Uśmiechnęła się.

- Chyba dam sobie radę.

Odpowiedział jej ciepłym spojrzeniem.  - Zdaje się, że dasz sobie 

radę prawie ze wszystkim. W naszej sytuacji większość ludzi dawno by 

już oszalała.

-

Gdybym pozwoliła sobie na panikę, sam musiałbyś  odnaleźć drogę 

powrotną do naszych czasów.

-

Podoba mi się tok twojego myślenia. - Zniżył głos.-Nie martw się, 

wydostaniemy się stąd.

Jego słowa mimo wszystkich obaw napełniły ją nadzieją.

Duncan podszedł do drzwi i otworzył je. W przedsionku stała pulchna 

kobieta ubrana w czerwono-żółtą spódnicę i lnianą bluzkę. Przez ramię 

miała przewieszone jakieś ubrania.

Kathleen z wolna się podniosła. Udało im się wywieść w pole królową 

33

background image

Marię   i   lorda   Hepburna,   ale   ten   test  będzie trudniejszy. Patrząc na 

odzienie kobiety, domyśliła się, że to pałacowa służąca. Ludzie pracy są 

bardzo spostrzegawczy. Niewiele uchodzi ich uwagi.

Kobieta skłoniła się przed Duncanem.

-Dzień dobry. Pańska żona... Czy już się obudziła?

-

Tak. Czy coś się stało? Kobieta zakaszlała.

-

Nie, chłopcze. Kazano mi wprowadzić pana i pana  żonę w życie 

pałacowe.

-

OK, zdaje się, że to dobrze. - Duncan skinął głową  i obszedłszy 

kobietę, zniknął na korytarzu.

Służąca weszła do środka i położyła ubrania na łóżku.

-  Mam na imię Marta. Pani małżonek jest bardzo opiekuńczy. Chyba 

nie   chciał   mnie   tu   wpuścić.   Podobają  mi   się   tacy   mężczyźni.   - 

Zamilkła na chwilę. - Tylko  jakoś tak dziwnie mówi, jeśli pani nie 

urażam. Skąd pochodzi?

Kathleen zdawała sobie sprawę, że kobieta ją testuje. Uśmiechała się 

wprawdzie, ale jej intencje były oczywiste. Chciała dowiedzieć się czegoś 

o obcych, którzy poprzedniego wieczoru wpadli do komnaty królowej. 

Kathleen zastanawiała się nad miejscem, którego służąca mogłaby nie 

znać.

W końcu podała nazwę pierwszego egzotycznego kraju, jaki przyszedł 

jej na myśl, modląc się, aby nie okazało się, że Marta tam była.

- Egipt. Mój mąż pochodzi z Egiptu.

Kobieta powoli pokręciła głową.

34

background image

- Słyszałam   o   takiej   krajnie,   ale   nigdy   nie   opuszczałam

Szkocji.   Mówiono   mi,   że   Egipt   to   dziwne   miejsce.   Pełno

tam   pięknych   przedmiotów.   Daleko   stąd.   Nic   dziwnego,

że   pani   mąż   mówi   z   akcentem,   którego   nie   poznaję.

Rozejrzała się po komnacie. 

- Zrobiliście dobre wrażenie na jej wysokości i kazała wam przydzielić 

piękną komnatę. Słyszałam, co zrobił wasz małżonek. Cały zamek aż

wrze.   Czy   nadal   pragniecie   pracować   w   kuchni,   a   może  

teraz mierzycie wyżej?

.

Kathleen doskonale wiedziała, co Marta ma na myśli i o co toczy się 

gra, ale ona i Duncan byli sami w szesnastym wieku i nie potrzebowali 

wrogów. Jeśli Marta pomyśli, że chcą wykorzystać sytuację, wieść o tym 

zaraz się rozniesie. Lepiej już zjednać sobie służącą, niż liczyć na 

niepewne poparcie królowej. Poza tym Kathleen nie wiedziała, jak długo 

tu zostaną, a była pewna, że Maria wkrótce po urodzeniu syna znajdzie 

się w Tower. Tak, o wiele bezpieczniej będzie postawić na ciężką, 

prace i trzymać głowę nisko, dopóki nie znajdą drogi powrotu. Wstała.

- Nie pragnę być nikim innym, niż jestem. To znaczy kucharką. Na 

twarz Marty wypłynął szeroki uśmiech.

-

O, to dobrze. Przyda nam się wasza pomoc. Królowa i jej dwór dużo 

jedzą. - Wskazała na odzież na łóżku. -  Przyniosłam wam bardziej 

odpowiednie odzienie. Pewnie wam zimno w tej waszej sukni. Tu jest 

tak wilgotno.

-

Dziękuję. Chciałam zapytać o coś jeszcze. Czy  macie...? - Kathleen 

chodziło o łazienkę, a nie pamiętała,  jak ją nazywano w szesnastym 

wieku. Zaczęła od nowa. - Potrzebuję sobie ulżyć.

35

background image

Marta skinęła głową.

- Oczywiście.   Macie   szczęście,   bo   garderoba   znajduje

się zaraz za kotarą, w tej komnacie.

Kathleen uśmiechnęła się do siebie. Duncan szuka łazienki, która jest 

tuż pod nosem. Podeszła do ściany wskazanej przez służącą i rozsunęła 

poły kotary. Wstrzymała oddech, bojąc się zbyt głęboko oddychać.

„Garderoba"   była,   najprościej   ujmując,   dziurą   w   podwyższeniu, 

stojącym na środku alkowy. W średniowieczu, o czym Kathleen wiedziała, 

hydraulika znajdowała się  jeszcze, co  najmniej w powijakach, choć 

niektóre pałace i domostwa były lepiej wyposażone od innych. To zależało 

od tego, jak bardzo światowi byli architekci danej budowli, Co do tej, nie 

ulegało   wątpliwości,   że   projektant   poprzestał  na   najprostszym 

rozwiązaniu.

Przysłuchując się zachwytom kucharki nad garderobą i faktem, że goście 

dostali   komnatę   wyposażoną   w   takie   dobrodziejstwo,   Kathleen 

postanowiła, że jeśli uda jej się wrócić do własnych czasów, już nigdy nie 

będzie narzekała na swoją łazienkę. Ani na to, że jest za mała, ani na 

ciśnienie wody w prysznicu, często trudne do przewidzenia. W szesnastym 

wieku za prysznic posłużyć mogłoby jedynie wiadro pełne wody, no i ktoś 

do polewania.  Pomyślała   o   Duncanie   w  tej   roli  i  zaczerwieniła   się. 

Zaczęła splatać włosy w warkocz. Nie rozumiała, co się  z nią działo. 

Kiedy  tylko Duncan przychodził jej na myśl,  wyobraźnia   natychmiast 

wymykała się jej spod kontroli.

Kathleen wyprostowała spódnicę, starając się zarazem  wziąć głęboki 

36

background image

wdech. W ściśle zasznurowanym staniku czuła się jak w pułapce, ale i tak 

była wdzięczna losowi. Nie należąc do klasy uprzywilejowanej, nie musiała 

nosić gorsetu. Stanik wystarczająco ją ściskał.

Przyspieszyła, aby dotrzymać kroku Marcie.

-Czy wiesz, co zatrzymało mojego męża?

-

Och, lord Hepburn poprosił go do siebie na słówko Kathleen nie 

ucieszyła się z nowiny. Nie było okazji opowiedzieć Duncanowi o 

zwyczajach obowiązujących w tej epoce. Miała nadzieję, że jakoś 

sobie poradzi.

Szła za służącą przez oświetlone pochodniami korytarze i przez komnaty, w 

których królowa przyjmowała wizytujących ją dygnitarzy, Uśmiechnęła 

się do siebie. Tę  sarną drogę pokonywały wycieczki oprowadzane przez 

przewodnika.   Żałowała   teraz,   że   kiedy   sama   była   przewodnikiem;   nie 

zwracała większej uwagi na wyposażenie wnętrz. Niemniej dostrzegała 

wyraźne   różnice.   Meble  lśniły   nowością.   Materiały,   którymi  obito 

ściany, miały  żywe kolory. Zerknęła w stronę okna. Ogród wyglądał 

prawie tak jak w jej czasach.

Zatrzymała sięNa zewnętrz dostrzegła Duncana, rozmawiającego z 

lordem Hepbufnem.

Marta złapała ją za ramię i pociągnęła za sobą.

- Chodź, dziewczyno. Czeka nas huk roboty.

Kathleen wskazała okno.

-Czy wiesz, czego lord Hepburn może chcieć do mojego...męża?

-

Nic, ale ciesz się, że jesteś żoną chłopca, który, co  było wczoraj 

wyraźnie widać, tak wspaniale radzi sobie z mieczem. - Dalej mówiła 

37

background image

szeptem.   -   Wszyscy   wiedzą,   że   lord   Hepburn   bardzo   dba   o 

bezpieczeństwo, zwłaszcza dam dworu. Ostatnio jednak na krok. nie 

opuszcza królowej. - Marta znowu pociągnęła Kathleen za ramię. 

-Nie przejmuj się. Być może poprosił twojego męża, aby wstąpił do 

straży. To byłby zaszczyt.

Kathleen obejrzała się przez ramię. Duncan wraz z lordem Hepburnem 

znikneli jej z widoku. Musi ostrzec Duncana, żeby w nic się nie wdawał. 

Jest Amerykaninem i zapewne słabo zna angielską i szkocką historię.

Na razie podążała schodami za Martą. Gdy znalazły się w kuchni o 

pobielonych ścianach, okazało się, że praca wrze tu już na dobre. 

Powietrze było gorące i przesycone zapachem pieczonego chleba. Przy 

palenisku siedział chłopiec. Mógł mieć jakieś dziesięć, jedenaście lat. 

Powoli okręcał różnona którym piekł się świniakTłuszcz z sykiem 

kapał na ogień. Z dębowych belek zwieszały się sznury suszonego 

czosnku oraz wiązanki kopru i rozmarynu. Marta od razu przeszła do 

długiego stołu pokrytego mąką.

- Nasza   królowa   uwielbia   słodycze,   i   to   wykwintne.

Zdaje   się.   Że   ostatnio   nawet   bardziej   niż   kiedykolwiek.

Nieustannie   wspomina   francuską   kuchnię.   Może   ty   po-

trafisz upiec ciasto, które by jej zasmakowało,

Kathleen zakasała rękawy. To było zadanie dla niej. Wprawdzie od 

jej epoki oddzielało ją czterysta lat, ale  przecież składniki ciast nie 

zmieniły się przez ten okres. Poza tym wiedziała, jakie ciasta królowa 

lubi   najbardziej.  Rozejrzała   się   dokoła.   Postanowiła   przeszukać 

spiżarnię  i   sprawdzić,   czy   znajdzie   w   niej   potrzebne   składniki. 

38

background image

Wspaniale. Wzięła mąkę, cukier i misę, po czym wróciła  do stołu i 

zabrała się do rozrabiania ciasta.

Nagłe otworzyły się drzwi i wszedł ubrany w czerwono-czarny kilt 

Duncan z naręczem drewna. Służba kuchenna natychmiast oderwała się 

od swoich zajęć. Oczy wszystkich spoczęły na przybyszu.

Marta pochyliła się do Kathleen i szepnęła;

- Zdaje   się,   że   twój   mąż   nie   zgodził   się   na   dołączenie

do   straży.   Został   parobkiem.   Ale   nie   martw   się.   -   Puściła

oko do Kathleen. - Jeszcze nie widziałam mężczyzny,  któremu tak 

dobrze w kilcie.

Kathleen oparła się o stół. Jej nogi przypominały rozgotowane spaghetti. 

Żyła w Szkocji i widok mężczyzn w stroju narodowym nie był dla niej 

nowością. Jej reakcja z pewnością miała związek z gorącem panującym 

w kuchni. Odepchnęła się od stołu i postanowiła szybko czymś się zająć. 

Odkroiła kawałek ciepłego chleba i ignorując spojrzenia  kuchcików, 

podeszła   do   Duncana.   Wydawał   się   w   ogóle  nie   dostrzegać 

zainteresowania, jakie wzbudziło jego wejście. Podała mu chleb.

Odłożył drwa i sięgnął po niego, a potem nadgryzł,

-

Bardzo dobry. Ty go upiekłaś? Potrząsnęła 

przecząco głową.

-

Marta, z samego rana. Mnie kazała zająć się deserem. Uśmiechnął 

się.

- Dobry wybór.

Kathleen   zareagowała   na   pochwałę   jak   uczennica.   Zarumieniła 

się.

39

background image

- Kto ci dał kilt?

Duncan najpierw pochylił się do niej, co natychmiast odnotowało 

jej serce, a potem oparł się o ścianę.

- Lord   Hepburn.   Dobrze   się   stało,   że   jako   dziecko

brałem   udział   w   tych   średniowiecznych   turniejach.   Inaczej

nigdy   bym   się   nie   domyślił,   jak   coś   takiego   się   wkłada.   -

Wyprostował   się   i   poprawił   spódniczkę.   —   To   cholerstwo

jest   drapiące,   zwłaszcza,   gdy   nie   ma   się   nic   pod   spodem.

Co   gorsza,   Hepburn   bardzo   długo   nie   mógł   znaleźć   butów

pasujących na moje olbrzymie stopy.

Kathleen   znowu   się   zaczerwieniła,   dziękując   losowi,  że   może 

swoje zmieszanie zrzucić na gorąco bijące z pobliskiego pieca. A tak 

naprawdę   zakłopotała   się,  ponieważ   przypomniała   sobie   rozmowę 

starszych   kobiet  porównujących   wielkość   stóp   mężczyzny   do 

wielkości jego.- Przełknęła ślinę, próbując pomyśleć o czymś innym.

Powinna skupić się tylko na powrocie, a nie marzyć o dyrdymałach, 

nawet jeśli stoi przed nią tak pociągająco wyglądający mężczyzna jak 

Duncan, Była realistką. Szesnasty wiek to niebezpieczne czasy, 

nawet, jeśli się w nich żyło od urodzenia i znało zasady. Dla nich | 

jednak pobyt w tej epoce oznaczał śmiertelne zagrożenie.

Ona   także   oparła   się   o   ścianę,   bp   nagle   odniosła  wrażenie,   że 

posadzka pod jej stopami zaczyna wirować.

- Dobrze się czujesz? - wyrwał ją z rozmyślań Duncan.

Skinęła głową.

-

Musimy szukać drogi powrotu. Nie jesteśmy tu bezpieczni.

40

background image

-

Słusznie mówisz. Hepburnowi nie podoba się mój  akcent. Coś tam 

mruczał   pod   nosem   na   temat   tego,   co  Szkoci   robią   z   angielskimi 

szpiegami. - Wzdrygnął się. -Nie było to przyjemne.

Drzwi otworzyły się z lekkim skrzypieniem, wpuszczając do środka 

promień słońca. Do kuchni weszły dwie  dziewczyny i zabrały  się do 

obierania jabłek do placka. Zrobiło się tłoczno. Kathleen nie chciała, by 

ich podsłuchano.

Gestem dała znak, by Duncan poszedł za nią na drugą stronę pieca.

- Marta   była   zdziwiona,   że   nie   dołączyłeś   do   straży

Hepburna,

Duncan skończył jeść i zabrał się do układania drewna obok ceglanego 

pieca.

-  Proponował mi to, ale odmówiłem. Pomyślałem, że pod jego czujnym 

okiem nie będę miał okazji się rozejrzeć. - Uśmiechnął się. - Zdaje się, że 

rzadko, kto mu odmawia. Porządnie się wkurzył. - Wzruszył ramiona-

mi. - Ale ja tak zawsze działam na ludzi.

- Sam to powiedziałeś - Pragnęła dodać, że w niej wzbudza 

zupełnie inne emocje.

Rozmowy dokoła jakby ucichły. Kathleen podejrzewała, że służba 

nastawiła uszu, bo dosłyszała, że rozmawiają o lordzie Hepburme. 

Dotknęła ramienia Duncana.

-   Może   powinniśmy   odłożyć   tę   rozmowę   na   później 

-zaproponowała.   -   Tymczasem   staraj   się   schodzić   Hepburnowi   z 

drogi. To niebezpieczny człowiek.

Duncan wyciągnął dłoń do jej włosów i przesunął za ucho jeden 

41

background image

niesforny kosmyk. Zadrżała, walcząc z chęcią przytulenia się do 

niego. Uśmiechnął się.

- Pewnie   nie   mylisz   się   co   do   wpływów   Hepburna.

Ty   tu   jesteś   ekspertem.   Ale   lepiej   będzie,   jeśli   się   dowiesz

czegoś   na   mój   temat   Trzymanie   się   z   daleka   od   kłopotów

nigdy   nie   należało   do   moich   mocnych   stron.   Ojciec

twierdził,   że   otworzyłem   własną   firmę   tylko   dlatego,   że

nie potrafię się nikomu podporządkować.

Kathleen   nagle   wyobraziła   sobie   dwunastoletniego   chłopca 

siedzącego pod gabinetem dyrektora szkoły.  Szkoda, że go wtedy 

nie znała. Uśmiechnęła się.

- A czy twój ojciec nie miał racji?

Skinął głową.

- Tak,   raczej   tak.   To   jasne,   że   sprawiałem   mu   mnóstwo

kłopotów,   a   przecież   sam   mnie   wychowywał,   po   tym   jak

matka umarła na raka.

Kathleen usłyszała w jego głosie nutkę tęsknoty. Wiedziała,   co   się 

czuje, kiedy traci się kogoś, kogo się Kochało. Sięgnęła po jego dłoń.

-

Bardzo ci współczuję. Lekko uścisnął jej palce.

-Dziękuję.

Ktoś   nagle   upuścił   coś   na   ziemię   -   rozległ   się   huk  i   głośne 

wyrzekanie Marty. Kathleen odwróciła się do Duncana.

-Lepiej wrócę dc pracy.

-

W porządku. Spotkamy się wieczorem. Odwrócił się, po czym, 

omijając stół i kręcącą się

42

background image

wszędzie służbę, przeszedł do drzwi. Kathleen uśmiechnęła się do siebie. 

Ona była wzorową studentką i nigdy  nie opierała się zwierzchnikom. 

Kiedyś nawet pewna nauczycielka z liceum napisała jej w dzienniczku, że 

powinna przeżyć w czasie wakacji jakąś niezwykłą przygodę, zrobić coś 

niebywałego. Kathleen, pragnąc zadowolić nauczycielkę, zapytała matkę, 

co to powinno być. Mimo różnic w ich charakterach, potrafiła jednak 

wyobrazić sobie Duncana w młodości. Zapewne  było mu trudno bez 

matczynej   ciepłej  opieki.   Może,   dlatego  regularnie   wysiadywał   pod 

gabinetem dyrektora szkoły.

Zobaczyła,   że   zatrzymał   się   i   uśmiechnął   do   chłopca  kręcącego, 

rożnem. Pochylił się i coś do niego szepnął,  Potem wyprostował się i 

przeszedł do drzwi. Zanim wyszedł, odwrócił się i pomachał do niej, po 

czym Zniknął na schodach prowadzących na podwórze.

Kiedy drzwi się za nim zamknęły, wróciła do spiżarni. Próbowała 

przypomnieć sobie, co robiła przed przyjściem Duncana, ale w głowie 

miała pustkę. Nagle pamięć jej wróciła. Przygotowywała przecież 

deser dla królowej.

Podeszła do niej Marta z tacą suszonego łososia.  Odstawiła ją i 

wskazała na chłopca przy rożnie.

-   Twój   mąż   zrobił   duże   wrażenie   na   moim   wnuku.  Ludzie 

zazwyczaj traktują go tak, jakby był muchą na  ścianie. Z Duncana 

kiedyś będzie dobry ojciec. Masz szczęście.

Kathleen wsadziła dłonie w lepkie ciasto, przełożyła je z misy na 

posypany mąka stół i zaczęła je wyrabiać.

- Co cię martwi, dziewczyno?

Kathleen   nie   przestawała   ugniatać   ciasta,   starając   się  zarazem 

43

background image

przestać myśleć o szorstkim kilcie Duncana. Potrząsnęła głową.

- Wszystko   jest   dobrze,   Marto.   Po   prostu   uważam,

żeby nic nie pomieszać.

Starsza kobieta poklepała ją po ramieniu.

- Nie   martw   się,   dziewczyno.   Wystarczy,   że   twój  deser   będzie 

słodki, a królowej na pewno będzie smakował.

Kathleen skinęła głową i rozwałkowała ciasto na cienki placek. Nie 

miała na myśli deseru. 

Zapadał już wieczór, a w kuchni bielone piece nadal buchały gorącem. 

44

background image

Nad paleniskiem postawiono świece, które rzucały na ściany podłużne 

cienię. Kathleen splątała  ostatnie chatki, a Marta, podśpiewując, kończyła 

wycierać talerze i odstawiać je do kredensu.

Posiłek okazał się sukcesem. Królowa oświadczyła, że nigdy jeszcze nie 

jadła tak smacznego deseru. Kathleen uśmiechała się tajemniczo, bo 

tylko ona wiedziała, że sekret tkwił w znalezionej w spiżarni czekoladzie, 

którą nadziała ciasto.

Marta wytarła ręce w fartuch i spojrzała w stronę okna, Sapnęła, po czym 

machnięciem ręki przywołała Kathleen do siebie.

Pokazała palcem na podwórze.

- To mój wnuk, Jeremy, i twój mąż.

Kathleen wyjrzała przez okno. Duncan siedział na kamiennej ławce, a 

nad nim paliła się pochodnia osadzona w ścianie. Wziął jeremy’ego na 

kolana   i   zamaszystymi   ruchami   rysował   coś   na   pergaminie.   Oczy 

przyglądającego mu się chłopca były okrągłe jak spodki. Kathleen zgadła, że 

Duncan szkicuje konia.

Po   chwili   podał   Jeremy’emu   kawałek   węgla   i   wskazał   na   papier, 

zachęcający   chłopca   do   wypróbowania   swoich   sił.   Mały   wybuchnął 

śmiechem.

Marta odsunęła się od okna i rogiem fartucha wytarła kącik oka.

 - Po raz pierwszy od śmierci matki słyszałam jego śmiech. Bardzo cierpiał 

po jej stracie.

Kathleen przyglądała się Jeremy’emu, który pochylił się nad pergaminem i 

mozolił   przy   rysunku.   Uśmiechnęła   się.   Pomyślała,   że   akcjonariusze 

Duncana z pewnością nie mają pojęcia o jego stosunku do dzieci.

Marta, pociągając nosem, poklepała ją po dłoni.

45

background image

 - Pilnuj tego swojego męża. Jest w nim coś, czego nie widzi się na samym 

początku.

 - Tak, sama zaczynam to dostrzegać.

  To dobrze. Czasami ludzie nie doceniają się nawzajem. – Kucharka 

wetknęła pod czepeczek pasmo siwych włosów i podeszła do drzwi, ale 

jeszcze się odwróciła. – Dobrze się dzisiaj spisałaś; królowa była bardzo 

zadowolona. Teraz jak najszybciej połóż się spać. Jutro znów zaczynamy z 

samego rana.

Kathleen skinęła głową na zgodę, po czym podeszła do długiego stołu i 

przykryła leżące na nim ciasto wilgotną ściereczką.

 - Resztę bochenków przygotuję jutro, ale przed wyjściem posprzątam 

jeszcze kuchnię.

 Marta uśmiechnęła się.

- Jesteś   dobrą   kucharką.   Dobraliście   się   z   mężem,   To

szczęście,   że   zawitaliście   do   naszego   pałacu.   Dziękuję

za to losowi.

Odwróciła się i zniknęła na schodach, jej ostatnie słowa wzbudziły w 

Kathleen   niepokój.   Czyżby   Marta  czegoś   się   domyślała.   Nie,   to 

niemożliwe. Przecież, nawet oni nie wiedzą, w jaki sposób przenieśli się 

w czasie.

Wyprostowała   się.   Chyba   po   prostu   jest   zmęczona.  Była 

przyzwyczajona do spędzania w kuchni długich  godzin, ale u siebie 

mogła przynajmniej nastawić stoper  i napić się w spokoju herbaty. W 

szesnastym   wieku   nie   wolno   jej   było   opuścić   stanowiska,   dopóki 

wszyscy nie  zostali nakarmieni. A w olbrzymim pałacu trwało to cały 

46

background image

dzień.

Postanowiła uformować jeszcze kilka bochenków chleba. Rozmarzyła się 

i ugniotła ciasto, nadając mu kształt serca. Odsunęła się i uśmiechnęła 

sama do siebie,

- Hm, nieźle.

Na  kamiennych  schodach  rozległ  się   odgłos   kroków.  Spojrzała   w 

tamtym kierunku. To był Duncan.

Pospiesznie zebrała ciasto i zbiła je w kulę.

Uśmiechała się, kiedy wchodząc, pochylił się, by  uniknąć uderzenia 

głową w niską powałę.

- Miałem nadzieję, że cię tu znajdę.

Na te słowa serce Kathleen zabiło mocniej.

- Przygotowuję się do jutrzejszego dnia.

Duncan podszedł do niej i usiadł na brzegu stołu.  Urwał kawałek 

ciasta i wsadził do ust. 

- Niezłe.

 - Będzie lepsze po upieczeniu. Wzruszył ramionami i sięgnął po 

następny kawałek.

- Teraz też jest smaczne.

Kathleen z uwagą podzieliła ciasto na trzy części Uformowała z 

nich długie paski.

- Miło twojej strony, że zainteresowałeś się chłopcem.

Wzruszył ramionami.

- Tak   naprawdę   to   chciałem   go   czymś   zająć,   bo  pakował   się   w 

kłopoty.  Kiedy  rozmawialiśmy,  wydało  mi się, że zamierza zepchnąć 

świniaka do ognia. Świniak  by się zmarnował, a on straciłby pracę i 

47

background image

dostał karę.

- Jesteś bardzo spostrzegawczy. - Kathleen zlepiła  końce ciasta ze 

sobą. Tym razem kształt bochenków nie  był   już   tak   fantazyjny   jak 

poprzednio.

-

Dzięki. - Urwał następny kawałek z lepkiej kuli. Uderzyła go po 

dłoni.

-

Nie powinieneś jeść surowego ciasta. To niezdrowe. Uśmiechnął się i 

pochylił do niej.

-

Lubię niebezpieczeństwo, chyba już zauważyłaś? Kathleen odłożyła 

na bok skończony już bochenek

i sięgnęła po pozostałe w misie ciasto.

-

Nie rozumiem tylko, skąd to podejrzenie, że Jeremy  chce   zrzucić 

świniaka.

Bo sam bym tego próbował. - Uśmiechnął się. - I z tym samym 

rezultatem. Na całe szczęście mój opiekun w szkole zauważył u mnie trzy 

rzeczy. Po pierwsze, zrozumiał, że się nudzę; po drugie, dowiedział się, 

że lubię komputery, a po trzecie, że umiem rysować. Potem 

wykorzystałem to wszystko w swojej firmie. Czasami wystarczy, że 

obok znajdzie się ktoś, kto uświadomi ci stojące przed tobą możliwości. 

To właśnie starałem się pokazać Jeremy'emu. – Mało, komu chciałoby 

się tak wysilać.

- O   mnie   nie   zapomniano,   więc   uznałem,   że   mam

dług  do  spłacenia  i  kiedy   tylko   się   da,   powinienem

oddawać przysługę.

Kathleen położyła uformowane bochenki na drewnianej łopacie. Duncan, 

48

background image

nie   proszony,   otworzył   przed   nią   piec.   Kiedy   układała   ciasto   na 

żeliwnych   półkach,   owiało   ją  gorące   powietrze.   Przy   zamykaniu 

drzwiczek pieca otarła się niechcący o ramię Duncana. Zadrżała.

Nie mogła już dłużej się oszukiwać. Amerykanin ją pociągał, i to od 

chwili, gdy pierwszy raz pojawił się w jej ciastkarni. To mężczyzna, o 

którym marzą kobiety;  wysoki, ciemnowłosy, muskularny. Ale jest w 

nim coś więcej niż tylko fizyczna atrakcyjność. Co chwila odkrywał przed 

nią nową cechę swojej osobowości i każda była bardziej interesująca od 

poprzedniej.  Zdała sobie  sprawę, że pragnie dobrze go poznać.

Odwróciła się.

- Opowiedz mi więcej o swojej pracy.

Podrapał   się   po   karku.   Vision   Quest   była   początkowo  firmą 

komputerową   produkującą   gry   przyjazne   dzieciom.  Jednak   z   czasem 

zmieniła się w krwiożerczą korporację.  Duncan wolałby opowiedzieć 

Kathleen,   że,   na   przykład,  brał   udział   w   ratowaniu   zagrożonych 

unicestwieniem części globu lub, że odkrył lekarstwo na raka. Wprawdzie 

w przeszłości nie obchodziło go, co ludzie myślą na temat jego pracy, ale 

to   się   zmieniło,   odkąd   spotkał   Kathleen.  Podszedł   do   paleniska   i 

dorzucił drew do ognia. Wpatrywał się w polana, aż przybrały kolor 

bursztynowo-krwistej czerwiem.

Otrzepał   ręce.   Postanowił   powiedzieć   prawdę,   nawet  za   cenę 

zawodu w oczach Kathleen. Może nawet tak będzie lepiej.

- Skupuję   firmy,   które   mają   kłopoty   finansowe,   na

 czym zyskuje moja firma. Vision Quest - Wsiał i resztę wyrzucił już z 

siebie   bez   zająknięcia.   -   Dokonujemy  reorganizacji,   co   zazwyczaj 

wiąże się ze zwalnianiem, co najmniej części starych pracowników.

49

background image

- Odnoszę   wrażenie,   że   nie   traktujesz   tej   działalności

jako czegoś, co jest godne pochwały.

Spojrzał na nią. Nie oceniała go jak większość ludzi.  Pytała tylko, 

czy tym właśnie chce się zajmować w życiu. Kilka kosmyków wyrwało 

się jej warkocza, a na nosie miała mąkę. Wyglądała przeuroczo.

Uśmiechnęła się.

- To zresztą nie moja sprawa - mruknęła.

Duncan, przyglądając się jej, uzmysłowił sobie, że Kathleen posiada 

dar rozświetlania pomieszczenia, w którym się znajduje. Chciał, żeby 

jego sprawy były także jej sprawami. Ogarnęło go silne pragnienie 

wzięcia jej w ramiona i pocałowania.

Potrząsnął głową i odchrząknął.

- Część mojej pracy nadal mnie ekscytuje, a przynajmniej tak było 

kiedy wymyślałem gry. Nie lubię zwalniać ludzi, ale prawda jest taka, 

że muszę zdobywać inne firmy, jeśli chcę, żeby moja przetrwała. 

Kiedyś potrafiłem zainspirować programistów nowymi pomysłami. 

Jednak straciłem ten dar. Tak, więc nie pozostaje mi nic innego tylko 

robić to, co jeszcze mi się udaje.

-

Gdybyś nadal wpadał na nowe pomysły, nie musiałbyś  wykupywać 

innych firm ani podkupywać ich programistów.

-

Zgadza się. - Oparł się o ścianę. - W tym cały problem. Nie umiem 

nic nowego wymyślić.

- To mi trochę przypomina utratę weny u pisarza. Skinął głową.

- Dobre porównanie. Wygląda na to, że wyczerpałem już zasoby 

wyobraźni. Miałem cichą nadzieję, że może podróż do Szkocji, krainy 

50

background image

będącej kopalnią  legend, jakoś mi pomoże, jak na razie nic się nie

zmieniło.

Kathleen uśmiechnęła się.

- Mam wrażenie, że za bardzo się starasz. Przypominasz mi mnie samą, 

kiedy uparłam się, że muszę  wprowadzić do cukierni nowy produkt. Im 

bardziej   próbowałam,   tym   mniej   miałam   ochotę   cokolwiek   piec.

Najlepsze   przepisy   wymyślam   wtedy,   gdy   jestem   zajęta

czymś   zupełnie   niezwiązanym   z   wypiekami.   Próbowałeś

chyba   mojej   ostatniej   nowości,   którą   wprowadziłam

kilka dni temu?

Duncan oderwał się od ściany. Doskonale rozumiał, co Kathleen chce 

osiągnąć. Stara się go rozweselić i wzbudzić w nim natchnienie. Nieraz 

próbowano mu w życiu juz radzić i to na różne sposoby. Umiał je 

rozpoznawać i często złościł się, że ktoś stara się nim manipulować 

Tym razem jednak nic chciał uronić ani jednego słowa. Podszedł do 

Kathleen. Było mu miło, że tak się nim przejęła, tym bardziej te do tej 

pory rzadko, kto poświęcał mu tyle uwagi.

Spojrzał na jej umazany mąką nos. Miał wielką ochotę go wytrzeć, 

jednak wolał kontynuować rozmowę.

-Który to był placek?

-

Ten z cynamonem, posypany cukrem pudrem. Uśmiechnął się.

-Był wspaniały. Zdaje się, że wróciłem po drugi. Oczy Kathleen 

zamigotały radością.

- Dziękuję.   Tak,   rzeczywiście   wróciłeś.   Pomysł   na   te

placki   przyszedł   mi   do   głowy   podczas   przeglądania

51

background image

starych   zdjęć,   które   zrobiła   mi   mama,   kiedy   bawiłam   się

na   śniegu.   Miałam   wtedy   trzy   albo   cztery   lata.   Podniosłam

głowę   do   nieba.   Miałam   otwarte   usta   i   zamknięte   oczy.

Łapałam   płatki   śniegu.   Wyglądały   jak   cukier   puder.

Właśnie wtedy wpadł mi do głowy ten pomysł; cynamonowe placki z 

płatków śniegu.

- Jesteś niesamowita. Muszę spróbować twojego sposobu. - Pochylił 

się. - A na nosie masz trochę mąki. Roześmiała się.

- To   mi   się   często   zdarza.   -   Wytarła   nos   wierzchem

dłoni. Jednak zamiast pozbyć się białego proszku, rozmazała go na 

reszcie twarzy.

Duncan   zaśmiał   się,   pochwycił   garść   mąki   i   podrzucił   ją  

powietrze. Opadała niczym śnieg, klejąc się do  włosów i ramion 

Kathleen.

- Co robisz? - zapytała zdziwiona, ale też rozbawiona.

- Szukam inspiracji. - Potrząsnął głową. - Nie, jeszcze nic - Chyba 

potrzebujemy więcej maki. - Jesteś szalony, Duncanie MacGreggor.

Skinął głową,

- Nazywano mnie już gorzej.

Uśmiechnęła się.

- Dlaczego   tylko   ty   masz   mieć   zabawę?-   Sięgnęła

po   mąkę   i   rzuciła   nią   w   niego.   Uchylił   się,   ale   jednak

biały proszek osiadł mu na włosach.

Otworzył szeroko oczy.

-

A więc tak ma być? - Porwał nową garść mąki i wypuścił całą na 

52

background image

jej   głowę.   Potem   wziął   Kathleen  w ramiona. -  Zawsze chciałem 

sprawdzić, czy smakujesz tak samo jak twoje placuszki.

-Ja też zawsze chciałam coś zrobić.

Nagle położyła mu ręce na ramionach i sama go pocałowała.

Jej odwaga spodobała mu się. Pochylił się i przycisnął usta do jej warg. 

Miała smak maki, cukru i kobiety. Wtuliła się w niego.

Ale nagle się oderwała.

-

Czujesz, coś? Pieścił ustami jej wargi.

-

Palącą namiętność. Odsunęła się i pobiegła do pieca.

-

Mój chleb.

Sięgnęła po ścierkę i otworzyła drzwiczki pieca. Z wnętrza buchnęło 

czarnym dymem.

-

Spaliły się, - Tak jak moje ego.

-

O czym ty mówisz? Wzruszył ramionami.

Gdybym całował cię wystarczająco namiętnie, nie zwróciłabyś uwagi na 

nic, nawet na pędzący na ciebie pociąg, a co dopiero mówić o 

przypalonym chlebie.

Obejrzała się przez ramię.

- Nie wygłupiaj się i podaj mi łopatę. Muszę sprawdzić, co da się 

jeszcze uratować.

Mnie lepiej by zrobiło wiadro zimnej wody. - Podał jej łopatę.

Roześmiała się, a wtedy bochenki zsunęły się z łopaty  na ziemię. 

Jeden potoczył się pod stół.

Duncan ukląkł.

- Znalazłem go. - Podniósł chleb i otrzepał. – Dobry jak nowy.

53

background image

Kathleen zsunęła resztę bochenków na stół.

- Ten   się   nie   nadaje.   -   Popatrzyła   po   innych.   -   No,   nie   są

przypalone. Może w piecu było coś jeszcze i to się spaliło.

Pochylił się.

-

A może miałem rację i to myśmy się palili. Uśmiechnęła się.

-

Czy ty zawsze myślisz tylko o jednym? Położył dłoń na 

sercu.

-

To jedna z moich największych zalet. - Wyciągnął do niej ramiona. 

- A więc, na czym skończyliśmy? - Przyciągnął ją do siebie, ale go 

odepchnęła.

-Duncan, ktoś nas zobaczy.

-Jest środek nocy.

-

I w tym rzecz. Marta będzie tu z samego rana, bardzo  wcześnie. 

Musimy   posprzątać   kuchnię   przed   jej   przyjściem.   Straszny   tu 

bałagan.

Skinął głową i potarł nosem o jej szyję. Tak pięknie pachniała. 

Jęknęła.

-Duncan, co z kuchnią?

-

Ty pierwsza zaczęłaś mnie całować, pamiętasz? Ja  tylko kontynuuję 

twoje dzieło.

Roześmiała się, wyrywając mu się z objęć. - Naprawdę musimy 

posprzątać. Skinął głową i sięgnął po ścierkę przewieszoną przez 

krzesło.

- Masz   rację.   Mąka   jest   wszędzie.   Nawet   na   twoim

54

background image

ubraniu. - Otrzepał przód sukni, muskając palcami jej piersi.

Kathleen uniosła głowę i pocałowała go. Duncanowi nagle zrobiło się 

straszliwie gorąco.

-

Ty też cały jesteś w mące - szepnęła słodko.

Powoli czubkami palców otarła mu twarz. Potem otrzepała jego ramiona, 

koszulę, przód kiltu.

- Duncan.

Jęknął. Uwielbiał, kiedy wymawiała jego imię.

-Tak, Kathleen.

-

Jak sądzisz, długo będziemy tu sprzątali? Uśmiechnął się.

Jestem gotów ustanowić światowy rekord szybkości, nie zwróciłabyś 

uwagi na nic, nawet na pędzący na ciebie pociąg, a co dopiero 

mówić o przypalonym chlebie. Kuchnia lśniła czystością. Po bitwie na 

mąkę nie było już Śladu, nie licząc białych plam pozostałych na ich 

ubraniach. Kathleen patrzyła na Duncana odstawiającego szczotki pod 

ścianę. Uśmiechnęła się, przypomniawszy sobie wyraz rozbawienia w 

jego oczach i to, jak czuła się wolna, posypując mu głowę mąką. Sprawił, 

te poczuła się pożądana i swawolna.

Teraz, gdy się do niej zbliżał, jej serce biło jak oszalałe. Była szczęśliwa 

tylko z tego powodu, że ma go przy sobie.

-

Duncan, zaimponowałeś mi. Potrafisz ciężko pracować, a kuchnia aż 

błyszczy od czystości. - Przysunął się do niej i położył rękę na jej 

karku.

-Czy zasłużyłem na nagrodę?

Roześmiała się, pozwalając mu wyprowadzić się z kuchni po schodach 

55

background image

prowadzących do ich pokoju. Chwile, które spędzali w swoim 

towarzystwie, wydawały się zaczarowane. Kathleen jeszcze nigdy nie 

miała wrażenia takiej wolności ani takiej swobody w wypowiadaniu lub 

robieniu tego, co akurat przyszło jej na myśl, Duncan postrzegał życie 

jako przygodę i potrafił się nim cieszyć.

Patrząc wstecz na miniony dzień, Kathleen uznała, że był cudowny. 

Momentami nawet zapominała, że ona i Duncan nie żyją w czasach, 

w których się znaleźli. Zerknęła na niego. Ciekawa była, o czym myśli 

i czy szuka drogi powrotu. Na razie jeszcze nic na ten temat nie 

wspominał. Bardzo chciała wracać, jednak w chwilach, gdy trzymał ją w 

objęciach, najchętniej nie zmieniałaby niczego. Nawet epoki.

Dotarli do korytarza. Przez okno wlewały się do niego i kładły na 

posadzkę jasnymi smugami promienie księżyca, zupełnie jakby 

wskazywały im drogę. Duncan dotknął jej ramienia, a potem 

przyciągnął ją do siebie. Na twarzy miał jeszcze resztki mąki.

Otarła mu policzek.

Nadal jesteś brudny - wyszeptała.

Kiedy się do niej pochylał, światło księżyca odbijało   mu  się w 

oczach.

- Ty też, ale mam słabość do wszystkiego, co smakuje jak placki.

Uśmiechnęła się.

- A więc to tylko moje wypieki zwabiły cię do ciastkarni?

-

Nie do końca. - Zawahał się. - Kathleen, nie rozmawialiśmy o 

wydostaniu się stąd.

-

Wiem. Powinniśmy szukać drogi powrotu - powiedziała cicho.

56

background image

Skinął głową. - Zajmowałem się tym dzisiaj. Zaniosłem drewno do 

pokoju królowej. W ramach odwdzięczenia się za to, że próbowałem 

uratować Riccia, udzieliła mi specjalnego pozwolenia, tak wiec mogę 

swobodnie wchodzić na jej pokoje. A ponieważ wszyscy mają mnie za 

zwykłego służącego, nikt prawie nie zwracał na mnie uwagi.- Uniósł 

brew. - Byłem zdziwiony, że tak bardzo mi to przeszkadzało. Nikt nigdy 

mnie nie ignorował. Nawet nauczyciele nie zostawiali mnie bez nadzoru, 

bojąc się, że wykręcę jakiś numer. No a moi podwładni to już inna

para kaloszy. Spijają, mi z ust każde słowo.

Życie Kathleen wyglądało zupełnie inaczej. W przeciwieństwie do 

Duncana dużo czasu spędzała sama. Uznała jednak, że nie należy 

zazdrościć takiej przeszłości ani jej, ani jemu. Ścisnęła mu rękę.

- Co zobaczyłeś w komnacie królowej?

Potrząsnął głową, jakby chciał odświeżyć pamięć.

- Wszedłem do windy i rozejrzałem się. Jej ściany są pokryte 

ciemnymi panelami. Na każdym wyryty jest herb jakiejś rodziny. To ta 

sama winda, którą przyjechaliśmy, ale nigdzie nie znalazłem kontrolki z 

przyciskami ani żadnej dźwigni. Zdaje się, że wracamy do punktu wyjścia.

Kathleen słuchała go, zastanawiając się zarazem, jaki efekt na bieg 

historii może wywrzeć ich obecność w tym miejscu. Nie chciała być 

odpowiedzialna za ewentualne zmiany.

Nabrała głęboko powietrza.

- Masz jakieś inne pomysły?

Na drewnianej posadzce zabrzmiały czyjeś kroki.

Duncan wyprostował się. - Strażnik obchodzi swój posterunek - powiedział 

57

background image

szeptem. - Podsłuchałem, jak mówili, że wolą, żeby o tej godzinie cała 

służba znajdowała się już w swoich pokojach. Tu wszyscy są tacy 

podejrzliwi. Jeśli ktoś znajduje się nie tam, gdzie być powinien, 

natychmiast rozpętuje się prawdziwe piekło. Lepiej się ukryjmy.

Pociągnął Kathleen za jedną z kotar zwisających ze ścian. Przytulona do 

niego, czuła ruch jego klatki piersiowej. Powinna być zawiedziona na 

wieść, że nie udało mu, się odnaleźć drogi powrotu, ale nie chciała 

jeszcze wracać.

Ktoś przeszedł obok nich. Odgłos kroków stopniowo się oddalał. W 

końcu zapałała taka ciszaże Kathleen mogła usłyszeć bicie własnego serca. 

Wyjrzała zza kotary. Nigdzie nie dostrzegła strażnika. Mogli wyjść.

Poszła za Duncanem do ich komnaty.

Panowały w niej ciemności i było lodowato zimno. Na kominku paliła się 

jedna świeca. Ogień wygasi w ciągu dnia i tylko kilka polan lekko się 

jeszcze jarzyło. Drewniane okiennice były szeroko otwartewpuszczając 

do środka chłodne nocne powietrze.

Duncan pospiesznie je zamknął. Potem zajął się ogniem. Kathleen, 

przyglądając mu się, rozcierała zgrabiałe dłonie. Podobało jej się, że tak się 

stara o przytulność w ich małej izbie. Uśmiechnęła się. Było tu i tak 

przyjemnie i nie miało to nic wspólnego z temperaturą otoczenia. Matka 

powiedziała jej kiedyś, że dopiero gdy jest się z właściwą osobą, dom 

staje się prawdziwym domem. Kathleen nigdy dotąd nie potrafiła 

zrozumieć jej słów.

Podeszła do komody stojącej przy oknie i zaczęła szukać świec. 

Przyszło jej na myśl, że jeśli zapali ich dużo wytworzą tyle ciepła, że 

ogień nie będzie już potrzebny. Wyciągnęła jedną z szuflad komody. 

58

background image

Były w niej świece. Wzięła je ze sobą i wróciła do kominka. 

Duncanowi udało się bardziej wzniecić ogień. Buzował wesoło i 

zaczynał emanować ciepłem Kathleen czuła je, a może to bliskość 

Duncana tak ją rozgrzewała? Uśmiechnęła się.

Ukucnęła i zapaliła świece. Kilka ustawiła na okapie nad paleniskiem,

resztę na stole obok łóżka i na parapecie okna. Ich blask w połączeniu z 

ogniem napełnił pomieszczenie romantycznym bursztynowym Światłem. 

Rozejrzała się po pokoju, który wyglądał teraz jak komnata z baśni.

- To piękne.

Duncan wstał i podszedł do niej.

- Tak, piękniejsze niż cokolwiek. - Wziął ją w ramiona

i wyszeptał jej imię: - Kathleen.

Zamknęła oczy. Jego głos był dla niej pieszczotą. Przypomniała sobie 

dzień, w którym po raz pierwszy zjawił się w jej cukierni i zamówił 

kawę. Zastanawiała się wtedy, jak by to było znaleźć się w jego 

ramionach.

Ujął jej twarz.

- Kathleen, pragnę się z tobą kochać. Wiem, że nie

znamy się długo...

Położyła mu palec na ustach.

- Ja też tego pragnę.

Przyciągnął ją bliżej i pocałował, budząc w niej dreszcz. Potem wziął na 

ręce, jakby była piórkiem. Objęła go za szyje, a on niósł ją do łóżka. 

Położył ja na nim delikatnie. Jego pocałunki stały się bardziej namiętne.

Zawahał się, a potem zerwał z siebie koszulę i rzucił ją na podłogę.

59

background image

Kathleen roześmiała się, próbując skoncentrować się na ciemnych 

oczach Duncana, a nie na jego opalone gołej piersi.

-

Zniszczyłeś koszulę. Skrzywił się.

-

Nigdy   za  bardzo  nie  lubiłem ubrań. A  ty?  Uśmiechnęła   się 

nerwowo.

-

Zgadzam się. Ostatnio wyszły z mody. Roześmiał się ciepło. Nagle 

ona także zapragnęła

pozbyć się odzienia.

Usiadła na brzegu łóżka i odwiązała rękawy sukni. Potem zdjęła 

kamizelkę. Duncan wykorzystał okazję i pocałował odsłonięte ciało 

nad piersiami. To ją tak rozkojażało, ze plątały jej się palce. Gdy 

pocałował ją w kark, na chwilę wstrzymała oddech. Miała na sobie zbyt 

dużo ubrań, stanowczo za dużo. Próbowała odsznurować stanik. Duncan 

nie pomagał, a tylko przeszkadzał.

Całował ją po brodzie, piersiach, tak, że przechodziły ją gorące 

dreszcze. Z trudem oddychała. Sznurówki stanika były zbyt mocno 

związane, Im silniej za nie pociągała, tym bardziej się zaciskały.

-

Poczekaj,   zacięły   się.  Duncan   nabrał   powietrza   i 

uśmiechnął się.

-Marzenie każdego mężczyzny.

-

Sprytnie. - Zagryzła usta, żeby się nie roześmiać na

głos, i oparła się o niego. Udał, że traci równowagę, i upadł na 

podłogę na stos ubrań. Odwinął z pasa tartan i wyciągnął do niej ramiona.

- Chodź tu. Tu jest więcej miejsca.

Niech to, był goły i... gotowy. Skoncentrowała się na rozsupłaniu 

60

background image

węzła. Uspokój się, powtarzała sobie w duchu. Widziałaś już nagich 

mężczyzn. No, może nie tak wielu, ale przecież to nie nowość. Wszyscy 

mają to samo. Zerknęła na Duncana i natychmiast się zaczerwieniła. 

No, może niektórzy mają trochę więcej od innych.

Odchrząknęła.

- Nie mogę rozwiązać stanika.

Ukląkł przy niej.

- Pomogę ci. - Pogładził ją po piersiach, aż jej zaparło

dech. Pochylił się, złapał końce sznurówek w usta i przegryzł je zębami.

Westchnęła.

-Udało ci się mnie uwolnić.

-

Jeszcze nie, ale wkrótce mi się uda - rzekł, puszczając do niej oko.

Pomógł jej pozbyć się stanika, potem zsunął z ramion lniane 

ramiączka koszuli. Całował jej gołą skórę, a ona gładziła go po karku.

Powoli przełożył koszulę przez głowę Kathleen, wciągnął powietrze, a 

potem wyszeptał:

- Ho, ho, ja śnię i nie chcę się obudzić.

W kominku polana zajęły się już na dobre. Biło od nich gorąco. 

Kathleen zapragnęła, by ta urzekająca chwila nigdy się nie kończyła.

Kiedy Duncan znowu pocałował Kathleen, poczuła się tak, jakby 

wzbijała się na niewidzialnych falach ciepłego powietrza. Nigdy nie 

zaznała takiego stanu. Nikt nigdy nie wzniósł jej na takie wyżyny.

Duncan objął ją w pasie i przyciągnął do siebie.

Wstrzymała oddech, czując dotyk jego nagiego ciała. Wtuliła się w nie. 

Lekko gładziła silne ramiona słysząc, ze Duncan z jękiem wypowiada jej 

imię.

61

background image

Pocałował ją. Był delikatny i nie spieszył się, jakby noc miała trwać całą 

wieczność. Pieścił ją powolnymi ruchami, łagodnie muskając dłonią jej 

piersi.

Kathleen miała wrażenie, że za chwilę spłonie. Wbiła się w jego usta z 

pożądaniem.

Otoczona ramionami Duncana, czująć jego siłę i namiętność, odpływała 

w zaczarowaną krainę. Kiedy znalazł się w niej, przestała w ogóle myśleć. 

Istniała tylko ta chwila i oni, razem na zawsze.

 6 

Kathleen siedziała na brzegu łóżka i drżącymi rękami wciągała 

przez głowę lnianą, koszulę. Miękki materiał przypomniał jej dotyk 

dłoni Duncana.

Obejrzała się przez ramię. Spał głęboko, oddychając równomiernie. 

Jej oddech nie był tak spokojny. Nie mogła zasnąć, bo rozpierała ją 

energia. Wstała i podeszła do okna. Długa świeca stojąca nad 

kominkiem oświetlała jej drogę.

Kathleen objęła się rękami w pasie. Wszystko zdarzyło się tak szybko. 

62

background image

Znowu spojrzała na Duncana. Tak jak powiedziała Harriet, miło jest na 

niego popatrzeć. I rzeczywiście, początkowo Kathleen widziała w nim 

przede wszystkim przystojnego mężczyznę, lecz teraz jej uczucia nie 

opierały się tylko na fizycznym zauroczeniu.

Pragnęła dowiedzieć się o nim wszystkiego. Z przyjemnością 

wysłuchała opowieści o jego dzieciństwie, o tym, jak dorastał i jaki 

wtedy był. Ciekawiło ją, jakie lubi potrawy, kolory. Wspaniale 

potraktował Jeremy'ego ale czy pragnie mieć własne dzieci? Zatrzymała 

się przy kamiennym parapecie i chwyciła się go. Jej marzenia wkraczały 

na niebezpieczne tory. Może lepiej byłoby, gdyby czuła do Duncana 

tylko ślepe pożądanie.

Przełknęła ślinę i otworzyła drewniane okiennice. Bezchmurne niebo 

zasypane było gwiazdami. Wiosenna bryza przyniosła zapach wrzosu. 

Chłodne powietrze mile owiewało jej rozgrzane ciało. Musi szybko 

wracać do domu albo na zawsze straci serce.

Usłyszała za sobą ciche kroki. Duncan stanął za nią i położył ręce na 

jej ramionach, a potem odwrócił ją do siebie.

- Nie możesz spać? 

Potrząsnęła głową.

-

Myślałam. Jutro musimy na poważnie zająć się szukaniem drogi 

powrotu. Wspominałeś o tej postaci z twojej pierwszej gry. Jak się 

nazywała?

-Sebaston.

-

Aha, Sebaston. A więc Sebaston musiał znaleźć coś, co pomogłoby 

mu przekroczyć granicę oddzielająca go od jego świata. Może my też 

63

background image

czegoś takiego potrzebujemy?

Duncan ziewnął i potarł oczy,

- To brzmi logicznie. Założyłbym się o połowę wartości mojej firmy, że 

odpowiedź znajduje się w windzie. - Przeczesał dłonią włosy. - Ale lepiej 

mi się myśli, kiedy nie jestem zaspany. Może zajmiemy się rym 

problemem

z rana?

Kathleen skinęła głową i przywołała na usta uśmiech. Zdała sobie 

sprawę, że zależy jej na Duncanie, a powrót do ich czasów może 

oznaczać, że go utraci. Jeśli im się uda wrócić, ten uroczy moment 

skończy się, a ona powróci do monotonii swojej dotychczasowej 

egzystencji.

Duncan   wróci   do   swojego   życia,   ona   do   swojego.   Może   jednak 

powinna przestać tak czarno myśleć

i   zacząć   postrzegać   świat   tak,   jak   robi   to   Duncan.   Żyć  chwilą. 

Powinna   cieszyć   się   czasem,   który   mają   jeszcze  ze   sobą   spędzić. 

Pocałowała go i szepnęła:

-Wracajmy do spania.

 Uśmiechnął się.

-

Tak naprawdę to nie w głowie mi teraz sen. Przyciągnął ją do 

siebie i pocałował. Przez koszulę czuła jego ciepłą skórę. Pachnące 

powietrze i zaczarowana chwila owiały ja i już po chwili nie

pamiętała o zmartwieniach.

Przez otwarte okno do pokoju wpadały słoneczne promienie. 

64

background image

Kathleen przeciągnęła się i spojrzała na Duncana.

Miał otwarte oczy i uśmiechał się do niej.

-

Mówiłaś przez sen - powiedział cicho. Roześmiała się.

-Nieprawda.

Oparł się na łokciu i wzruszył ramionami. - W porządku. 

Żartowałem, tylko powiedz, kto to jest ten Fred? Przekręciła się na 

bok. Nie pamiętała swoich wczorajszych czarnych myśli. W tej chwili, 

leżąc obok Duncana, czuła ciepło i spokój. Domyślała się po błysku w 

jego oczach, że się wygłupia. Nietrudno było sobie wyobrazićjak ciężkie 

zadanie mieli jego rodzice i nauczyciele, próbując go upilnować. 

Pociągnęła za włosy porastające jego pierś.

- Nie   znam   żadnego   Freda.   Zmyślasz,   a   poza   tym   ja

nie mówię przez sen.

Uniósł brwi.

-

No to może powiedziałaś John.

-

Nie, wiem, że mnie podpuszczasz. Nie znam żadnego Freda ani Johna.

Wyciągnął rękę do wisiorka zwisającego miedzy jej piersiami. Uśmiech 

zniknął z jego twarzy.

- Kathleen, czy w twoim życiu istnieje jakiś Fred albo John?

Przysunęła się i delikatnie cmoknęła go w usta.

- Nie umawiałam się na  randki w czasie studiów, ale i

po śmierci matki i odkąd prowadzę cukiernię, nie mam 

na to czasu.

Zostawił medalion i ujął jej twarz.

- Wiem, że zabrzmi to egoistycznie, ale cieszę się, że nie ma faceta, który 

czeka   niecierpliwie   na   twój   powrót.   -  Zmrużył   oczy   w   uśmiechu. 

65

background image

-Musiałbym wyzwać go na pojedynek.

Roześmiała się.

-

A   co   z   tobą?   Gdybyś   mówił   przez   sen,   jakie   imiona  

byś   wymieniał?   -   Pytanie   zadała   lekkim   tonem,   ale   oczekiwanie  na 

odpowiedź wydawało jej się trwać wieczność. Miała nadzieję, że w życiu 

Duncana nie ma nikogo specjalnego.

- Usłyszałabyś tylko swoje imię. - Pocałował ją, a potem rozłożył 

się na łóżku. - Nikt na mnie nie czeka Kathleen. Mówiłem prawdę, 

kiedy powiedziałem, że tęsknić za mną będą tylko moi 

akcjonariusze. Myślę, że kobiety, z którymi się umawiałem, widziały 

na moim czole napis: Ten facet nie jest godny zaufania.

Zdziwiła się, bo ona w głębi duszy wiedziała, że jeśli Duncan 

postanowi oddać komuś serce, to na całe życie. To odczucie było tak 

silne, że aż zadrżała. Odsunęła mu włosy z czoła.

- Nie widzę żadnego napisu.

Pocałował jej dłoń.

- Bo może go tam nie ma. Masz na mnie dziwny

wpływ, Kathleen MacKenzie. - Pocałował ja, w czubek nosa. - A teraz 

opowiedz mi o tym medalionie. Wygląda jak klejnot rodzinny. Chcę 

się dowiedzieć o tobie wszystkiego. Dotknęła wisiorka.

- Tak naprawdę dostałam go tego dnia, gdy przenieśliśmy się w 

czasie.

Duncan wygiął brew.

-Tak, od kogo?

-Od Harriet, swatki.

-Od kogo?

66

background image

-

No cóż, tak ją nazywają w Edynburgu. Zdaje się, że uważa, iż jej 

obowiązkiem jest każdemu wyszukać partnera.

Ho, ho, nie wiedziałem, że takie osoby jeszcze istnieją. - Roześmiał 

się. - Niektórzy moi koledzy nigdy nie pojawiliby się w Szkocji, 

wiedząc, ze taka Harriet tu mieszka. Dobra jest?

Kathleen   zawahała   się   i   popatrzyła   na   niego.  To   dziwne.   Wiesz, 

wcześniej o tym nie pomyślałam.  Ale każda para, którą skojarzyła, 

nadal jest tak samo szczęśliwa i zakochana jak na początku związku.

Duncan sięgnął do włosów Kathleen i założył za ucho jeden 

kosmyk.

- Od jak dawna się tym zajmuje?

Uśmiechnęła się, szczęśliwa, że czuje jego dotyk.

-

Pamiętam ją jeszcze z czasów, jak by tam dzieckiem. Przychodziła do 

ciastkarni i siadała z kimś przy stoliku, a potem wyciągała stos 

zdjęć.

-Wspomniałaś o swojej mamie. A co z tatą?

-

Zmarł kilka lat przed mamą. Był pilotem. Wracając, wpadł w trąbę 

powietrzną i zboczył z kursu. - Poczuła,  zbierające się w oczach 

łzy. Ojciec zawsze się śmiał, Potrafił zobaczyć promyk nadziei w 

najczarniejszej sytuacji. Nabrała głęboko powietrza. - Jego samolot 

spadł do Morza Północnego.

Duncan kciukiem otarł łzy spływające jej po policzkach.

-Przykro mi. Żałuję, że go nie znałem.

-

Szkoda. Myślę, że byś go polubił. - Odchrząknęła. - To był dla nas 

cios. Po jego śmierci mama już nigdy nie była taka jak wcześniej. 

67

background image

Po ukończeniu studiów przeprowadziłam się do niej. Nad cukiernią 

jest mieszkanie, Pewnego dnia znalazłam ją martwą na krześle 

stojącym przy oknie. Lekarze powiedzieli, że miała zawał, Myślę, że 

tak rzeczywiście było. Za bardzo tęskniła za tatą, żeby móc bez 

niego żyć.

   Na policzki spłynęły świeże łzy. Otarła je.

  - Och, nie wiem, co mnie naszło. Nigdy dotąd przed nikim tak się nie 

rozklejałam.

Przycisnął ją do siebie.

  - Cieszę się, że wybrałaś mnie. Chcesz dalej rozmawiać o rodzicach?

Pokręciła głową.

  - Może kiedy indziej.

Skinął głową.

  - Mogę poczekać. Opowiedz mi coś więcej tej swatce. Zdaje się, że to 

kobieta z charakterem.

Kathleen otarła oczy.

  - Właśnie Harriet dała mi ten wisiorek. To kopia broszki zrobionej na 

cześć małżeństwa lorda Darneya z Marią Szkocką. Kiedy Harriet mi 

go dawała, powiedziała, że jak ten klejnot. Tak wszystko na świecie 

ma swoją parę.

  Duncan wyprostował się.

  - Interesujące. Nie sądzisz, że to dziwne? Podarowała ci coś, co ma 

związek z królową Marią i Darnleyem, a potem my, ni stąd, ni zowąd, 

znajdujemy się w ich świecie?

  Kathleen popatrzyła na niego.

  - No teraz, kiedy to zauważyłeś, ja też widzę wyraźny zbieg 

68

background image

okoliczności. Coś w tym musi być. Kiedy ktoś znajduje sobie partnera, 

nie czuje się już samotny. Może ten klejnot, aby stać się całością, 

potrzebuje innego?

  Duncan skinął głową. - Albo powinien wrócić na swoje miejsce. - 

Zamilkł.

 

   - Musimy odnaleźć oryginał broszy,

- Wydaje mi się, ze najbardziej prawdopodobne miejsce, w którym 

powinniśmy szukać, to sypialnia królowej. Ale ona jest dobrze 

strzeżona. Nikt nie może tam wejść bez zgody Marii.

Pod oknem rozległo się pianie koguta. Kathleen drgnęła. - Lepiej się

pospieszę. Marta pewnie już czeka na mnie w kuchni. Nie chcę, żeby 

zaczęła   coś   podejrzewać.   Musimy   zajmować   się   naszymi 

obowiązkami,   jakby   nic  się   nie   działo.   Ty   zgłoś   się   do   lorda 

Hepburna.

Skinął głową i pocałował ją.

- Wolałbym zostać z tobą w łóżku, ale zdaje się, że tutejsza służba 

nic ma prawa prosić o dzień wolny:

Roześmiała się.

- Szybko się uczysz. 

Nagle spoważniał.

- Im więcej myślę o tym klejnocie Darnleya, tym bardziej mi się 

wydaje, że może być kluczem do naszej zagadki. Dzisiaj wieczorem, 

kiedy wszyscy pójdą spać, zakradniemy się do sypialni królowej.

- Chyba żartujesz.

- Jestem śmiertelnie poważny. 

69

background image

Ścisnęła mu dłoń.

- Lord Hepburn bardzo strzeże Marii. I nie tylko dlatego, że jest 

jego królową. On ją potajemnie kocha. Nie podobało mu się, że tak 

nagle pojawiliśmy się w jej jadalni. Nie wiem, co by zrobił, gdyby 

przyłapał nas w sypialni. To zbyt niebezpieczne.

-

Duncan pocałował ją lekko. Niebezpieczeństwo to moje drugie imię,

-

Może powinieneś je zmienić. Roześmiał się.

-Bardzo śmieszne.

-

Mówię poważnie. Uśmiechnął się.

-Nie martw się. Kontroluję sytuację.

Kathleen przyglądała się, jak przeciąga przez głowę podartą koszulę i 

wkłada kilt. Wiedziała, że stara się ją uspokoić, lecz tym razem zdołał 

tylko zwiększyć jej obawy.

- Może   powinniśmy   jeszcze   raz   przemyśleć   nasz   plan.

Pocałował ją w ucho.

-

Później.   Teraz   mam   na   głowie   ważniejsze   sprawy.

Pochylił się do jej ust Zatopiony w namiętnym pocałunku, zapomniał o 

medalionie i swatce. 

7

70

background image

W pałacu panowała cisza tak idealną, że Kathleen zdawało się, że 

zaraz usłyszy myśli Duncana. Szła za nim po ciemnym korytarzu do 

komnat królowej, zastanawiając się, czy nadal uważa, że poszukiwanie 

klejnotu Darnleya to rzeczywiście dobry pomysł. Miała, co do tego 

wątpliwości, ale z drugiej strony nie widziała, jakim innym tropem 

mogliby pójść. Jeżeli wisior, który podarowała jej Harriet, jest podobny 

do klejnotu Darnleya, to ten klejnot musi być kluczem, dzięki któremu 

zdołają wrócić do swoich czasów.

Wszystko to prawda, ale jeśli lord Hepburn znowu ich przyłapie, to już 

się nie wywiną. Tego była pewna. W tym momencie dotarli do celu i 

zatrzymali się.

Duncan zapytał szeptem:

- Jesteś   pewna,   że   nie   ma   tu   strażników?

Skinęła głową.

-

Wszyscy   są   z   królową   w   sali   audiencyjnej.   Przybyli

jacyś dygnitarze z dworu Elżbiety.  Pchnął drzwi, które otworzyły 

się ze skrzypieniem.

- Zastanawiałem się, czy powinniśmy ją ostrzec, że jej przyrodnia 

siostra pewnego dnia umieści ją w Tower. - Nie wolno nam zmieniać 

biega historii. Pewnych wydarzeń zresztą nie da się zmienić. Tak 

przynajmniej brzmi teoria jednego z moich profesorów z uniwer-

sytetu.

Duncan przeszedł do paleniska i wziął świeczkę stojącą nad 

kominkiem. Gdy ją zapalił, po koronacie rozlało się światło.

- Masz rację. Ja też coś takiego słyszałem. Prawdopodobnie nie 

moglibyśmy zmienić historii, nawet, gdy byśmy tego chcieli.

71

background image

Jego słowa podtrzymały ją na duchu. Historia obfitowała w tragiczne 

wydarzenia  i Kathleen  bardzo  pragnęłaby   je   zmienić,   ale   nie   była 

pewna, czy ta zmiana wyszłaby światu na lepsze, czy na gorsze. Może 

ludzie  uczyli się na popełnionych błędach i przez to stawali się  lepsi. 

Przynajmniej miała nadzieję, że tak jest.  Rozejrzała sięW świetle

gwiazd pokój sprawiał takie wrażenie, jakby był zaklęty. Bogate,

przetykane złotymi nićmi draperie pokrywały całe ściany; wokół łoża

zwisały pluszowe królowej czerwone zasłony.

- Jakie to piękne. Zawsze marzyłam, żeby spędzić noc

w tej komnacie, ale nie wpuszczano do niej nikogo, a poza tym 

wszystko wydawało się takie stare i kruche, że aż strach było 

czegokolwiek dotknąć.

Duncan podszedł i objął Kathleen.

- Mam pomysł. - Wziął ją za rękę. - Wypróbujmy to łóżko. Może 

tym razem nie spadniemy na podłogę. Kathleen uśmiechnęła się na 

wspomnienie ich wczorajszej namiętnej nocy. Rzeczywiście

wylądowali na podłodze, spleceni w uściskach i roześmiani.

-

Nic wolno nam. Nie mamy na to czasu. Uniósł brwi.

-

Mogę się pospieszyć Wzięła się pod boki.

-Duncan, nie to miałam na myśli.

- No dobrze, pewnie masz rację. Ale naprawdę czasami powinnaś 

poddać się impulsowi. - Pocałował ją w czubek nosa. - W Balmore mam 

ogromne łóżko. Tam wystarczy nam miejsca- - Mrugnął do niej. - I jest 

też obsługa pokojowa.

Zmusiła się do uśmiechu. Mówił z takim przekonaniem o tym, że 

72

background image

czeka ich wspólna przyszłość. Ona jednak przypuszczała, że nie będzie 

jej łatwo dopasować się do jego stylu życia. Duncan lubi iść tam, 

dokąd droga go prowadzi, natomiast ona nigdy nie rusza się z miejsca, 

jeśli wcześniej nie przestudiuje dokładnie mapy.

Otrząsnęła się z ponurych myśli i skoncentrowała na ich zadaniu. 

Przeszła do ręcznie rzeźbionej komody i zaczęła ją przeszukiwać. W 

środku znalazła jedwabne wstążki i bieliznę. Nic więcej.

Duncan zajrzał za draperie,

- Czy obiło ci się kiedykolwiek o uszy, że w sypialni

królowej znajdowała się ukryta komnata?

- Nie jestem pewna. Myślisz, że właśnie w takim miejscu trzyma 

medalion od Darnleya? Wzruszył ramionami.

- Jeśli jest tak drogocenny, jak mówisz, ja z pewnością nakryłbym go w 

miejscu w którym mógłbym go oglądać, kiedy tylko przyjdzie mi na to 

ochota. Szukam takiego pomieszczenia. Daj mi znać, jeśli ty coś 

znajdziesz.

Kathleen podeszła do szafy stojącej w rogu pokojuWisiały w niej 

satynowe i welwetowe suknie. Szukała w środka ukrytego guzika, 

dźwigni. Nagle dotknęła jakiejś gałki i podekscytowana nacisnęła na 

nią mocniej. Wyskoczyła tajemna szuflada.

Wyściełał ją niebieski aksamit, na którym leżała różnorodna 

biżuteria: kolczyki, bransolety, naszyjniki. Pobłyskiwały w świetle 

świecy. Rubiny, szafiry, brylanty. Wszystko, czego mogłaby pragnąć 

cudownie ubrana królowa. Wszystko, lecz nie klejnot Darnleya.

Kathleen z wyrazem zawodu na twarzy wsunęła szufladę na miejsce. 

Gdzie jeszcze królowa mogła ukryć wisior?

73

background image

Spojrzała w stronę loża. Czy Maria wsadziłaby drogi  klejnot pod 

materac? Kathleen przypomniała sobie baśń o księżniczce na ziarnku 

grochu. Uśmiechnęła się. To  tylko baśń, ale cóż, warto spróbować.

- Duncan,   sprawdzę   pod   materacem.   Przydałaby   mi

się pomoc.

Podszedł z drugiej strony łóżka. Kathleen wsunęła rękę  pod   miękki 

materac. Duncan zajrzał pod łóżko i kichnął;.

- Czy   w   tych   czasach   nikt   nie   dba   o   ścieranie   kurzu?

Kathleen spojrzała na niego z naganą.

- Ciszej,   bo   ktoś   nas   usłyszy.   -   Uśmiechnęła   się.   -

A odpowiadając na twoje pytanie, to sądzę, że nie.

Wstał. 

    -  Niczego nie znalazłem. A ty? -  Pokręciła głową.

-

Nic, tylko kłęby kurzu. Roześmiał się.

- Wracam do szukania za draperiami.

Skinęła głową, patrząc, jak odchodzi w róg pokoju. Wyczuwała, że choć 

stara się żartować, to podobnie jak ona martwi się, że nie znajda, klejnotu.

Wytarta ręce w fartuch i skoncentrowała się, Musieli coś przeoczyć. 

Matka Kathleen często nosiła ozdobne spinki i zazwyczaj zapominała 

odpiąć je od ubrania. Szukała ich potem w szkatułce z biżuterią, po czym 

przypominała sobie, ze nadal są przy bluzce lub żakiecieCzyżby 

odpowiedź była aż tak prosta?

Może służki królowej także zapomniały zdjąć wisior z sukni swojej pani. 

Trudno w to uwierzyć, ale warto spróbować.

Kathleen wróciła do szafy i znowu otworzyła drzwi Przejrzała po 

74

background image

kolei każdą suknię.

Duncan wyszedł zza draperii i podszedł do niej.

-

Znalazłaś coś? Bo ja znalazłem za kotarą alkowę. Służy prawdopodobnie 

do podsłuchiwania. Ale poza tym żadnego tajemnego przejścia czy 

miejsca, w którym można by coś ukryć.

Ja też nie miałam więcej szczęścia, - Mówiąc to,  dotknęła palcami 

jakiegoś metalowego przedmiotu. Pochyliła się  nad nim i  zobaczyła 

migoczące w świetlej  świecy kolorowe klejnoty  zatopione w złotej 

broszy.  Odpięła ją i podniosła do światła. Ściągnęła z szyi wisior  i 

porównała z tym, który zdjęła sukni.  Duncan zagwizdał i pokręcił 

głową.

- Różnią się tylko rozmiarem, a poza tym są identyczne. Musi 

istnieć między nimi jakiś związek.

Kathleen uśmiechnęła się.

-Zdaje się, że się nie mylisz. Zastanawiam się, jak mamy ich użyć.

-Sprawdzimy to później. A teraz uciekajmy stąd.

Z korytarza doszły ich czyjeś głosy. Kathleen pospiesznie zawiesiła 

wisior na szyi, a broszkę zacisnęła w dłoni. Głosy stawały się coraz 

wyraźniejsze. Ona i Duncan znaleźli się w pułapce.

Pchnął ją pospiesznie za kotarę przy oknie.

- Schowaj się tu. Odciągnę ich uwagę, a kiedy wyjdą

wymkniesz się. Spotkamy się w windzie.

Potrząsnęła głową.

- Razem stawimy im czoło. Jak przedtem.

Duncan położył dłoń na jej ramieniu.

75

background image

- Kathleen, proszę. Lord Hepburn wypuścił nas za pierwszym 

razem; po raz drugi nie będzie taki wielkoduszny. Zrób to dla mnie.

-Duncan, nie podoba mi się twój plan. Poza tym nawet nie wiemy, 

czy to właśnie klejnot Darnleya jest tym, czego szukaliśmy.

Pocałował ją w usta.

- Musi   być.   Tylko   to   ma   sens.   -   Zasunął   kotarę.

Kathleen otoczyła ciemność. Zacisnęła dłonie w pięści, żeby nie drżały, i 

usłyszała, że drzwi się otwierają. Przez komnatę przeleciały zdławione 

okrzyki. Między innymi  rozpoznała głos lorda Hepburna. Domyślała 

się,   że   towarzyszy   mu,   co   najmniej   trzech   strażników.  -Duncanie 

MacGreggor,

 

znowu

 

się

 

zgubiłeś?

 

Na

 

całe

szczęście   dostrzegliśmy   światło   dochodzące

 z

 komnaty

królowej, inaczej dalej bez przeszkód byś tu myszkował.

Duncan odpowiedział nienaturalnie głośno. Kathleen domyśliła się, 

że chce, żeby go słyszała.

-

Sprawdzałem, czy w komnacie jej królewskiej mości nie zabrakło 

drewna, do ognia.

-

Ktoś przeszukiwał garderobę królowej! - krzyknął jeden ze 

strażników do Hepburna. - Zostawił otwarte drzwi.

Rozległ się głos innego mężczyzny. - Poruszona jest 

też pościel na łożu.

- To jasne. MacGreggor próbował okraść jej wysokość'. - Wrzasnął 

Hepburn. Duncan mu przerwał.

-To nieprawda. Po co miałbym...

-

Cisza.   Nie   będę   tolerował   złodzieja   w   pałacu!   -Lord   Hepburn 

wyszczekiwał   rozkazy.   -   Pojmać   go.   Zamkniemy   go   w   celi   pod 

76

background image

kuchnią, A jutro zawiezie się go do lochów w Edynburgu, Może to 

go nauczy, że okradanie królowej to wielka zbrodnia.

Kathleen usłyszała, że Duncan przeklina pod nosem. Przewróciło 

się krzesło lub stół, rozległ się dźwięk tłuczonego szkła. Odgłosy 

świadczyły o tym, że toczy się walka.

Zacisnęła   dłoń   na   klejnocie,   którego   ostry   róg   przeciął  jej   skórę. 

Duncan miał rację. Ona teraz jest jego ostatnią  deską ratunku. Oparła 

się o ścianę, bo naglę zmiękły jej nogi. Rozległ się hałas, jakby kogoś 

ciągnięto po podłodze. Powoli osunęła się na ziemię, a po policzkach 

spływały jej łzy. Dowie się, dokąd go zabrali. Musi tylko poczekać, aż 

straż   opuści   pokój,   a   potem   pójdzie   za   nimi   tom,   dokąd  zabierają 

Duncana.

Usłyszawszy trzask zamykanych drzwi, natychmiast  się podniosła. 

Wetknęła klejnot za stanik. Następny odgłos zmroził jej krew.

Ktoś od zewnątrz zamykał drzwi na klucz. Znalazła się w pułapce. 

Rozsunęła kotarę.

Musi  być  jakaś   inna   droga   wyjścia.   Może   jednak  powinna  była 

pozostać przy Duncanie. Przynajmniej teraz byliby razem. Potrząsnęła 

głową. To nieprawda. Nie trzyma się kobiety i mężczyzny w jednej celi. 

Nigdy  więcej by go nie zobaczyła. Nie może do tego dopuścić.  Musi 

znaleźć drogę ucieczki.

Podbiegła do okna. Od kamiennego podwórza dzieliły ją trzy piętra. W 

najlepszym razie połamałaby nogi. Odwróciła się od okna i zaczęła 

nerwowo krążyć po komnacie.

Nagle przystanęła. Oczywiście. Musi związać ze sobą prześcieradła i 

77

background image

zejść po nich jak po Unie. Widziała to na filmach. Bohaterom zawsze się 

udawało. No, prawie zawsze. Tylko żeby jakiś strażnik jej nie zobaczył.

Podeszła do łóżka i podniosła wierzchnią narzutę. W tej samej chwili 

zaskrzypiał zamek u drzwi, Kathleen zamarła. Czując, że serce ma w 

gardle, wsunęła się pod łóżko. Leżące tam kłęby kurzu natychmiast 

znalazły się w jej ustach. Duncan miał rację. W szesnastym wieku nikt 

specjalnie nie przejmował się czystością. Zakryła usta ręką, żeby nie 

kichnąć. Gdy drzwi otworzyły się, wstrzymała oddech. Sekundy mijały. 

Wreszcie na drewnianej posadzce rozległy się kroki. Młody męski głos 

wypowiedział jej imię.

- Kathleen,   to   ja,   Jeremy   MacDougal.   Widziałem,   jak

tu wchodziłaś z Duncanem.

Kathleen   wypuściła   powietrze   i   wygrzebała   się   spod  łóżka. Nigdy 

jeszcze nie była taka szczęśliwa na czyjś widok. Podbiegła do chłopca i 

przytuliła go do siebie.

- Jeremy, dzięki Bogu. - Ukucnęła i złapała go zaramiona. - Lord 

Hepburn zabrał Duncana. Czy wiesz dokąd?

Jeremy   uśmiechnął   się   przebiegle,   pokazując   pustkę  pozostałą   po 

dwóch przednich zębach.

— Tak

,

 sprawdziłem, zanim, tu przyszedłem. Sprytnie, prawda?

Skinęła głową.

- Bardzo sprytnie. Musimy ratować Duncana. Pomożesz mi?

Chłopiec zachmurzył się-

- Pilnuje go wielu strażników. Masz jakiś plan?

Kathleen powoli się podniosła.

- Nie, jeszcze nie, ale chodźmy stąd, zanim pojawi się tu królowa albo 

78

background image

lord Hepburn, Nie pomożemy Duncanowi, jeśli nas też złapią.

Zamknęła za sobą drzwi. Potrzebowała pewnego planu ucieczki. Jednak 

układanie takich planów nie leżało w jej naturze. Tylko raz próbowała uciec 

lekcji i oczywiście od razu ją przyłapano. Z pewnością nie miała w 

tej dziedzinie doświadczenia. Patrzyła na Jeremy'ego idącego przed nią 

bez słowa.  Spojrzał na nią przez ramię i uśmiechnął się, Ten uśmiech 

sprawił,   te   nagle   cała   sytuacja   przestała   wydawać   się   taka   ponura. 

Kathleen wiedziała, że nie może zapytać  o radę Duncana - siedział w 

celi - ale miała Jeremy'ego. Mogła się założyć, że ten młody człowiek, tak 

jak Duncan, dokładnie wie, jak zaplanować ucieczkę.

W każdym razie miała nadzieję, że się nie myli.

 8 

K.athleen weszła do kuchni za Jeremym, po czym  zatrzymała się, 

żeby przyzwyczaić wzrok do nagiego światła. Po drodze odrzuciła wiele 

planów uratowania Duncana. Na koniec została przy tym, który, zdaniem 

Jeremy'ego, mógł się powieść.

Przy zimnym piecu siedziała Marta i zaciskała nerwowo  dłonie. Kiedy 

79

background image

weszli, natychmiast wstała.

- Martwiłam  się   o   was.  Jeremy  przyniósł  wiadomość,   że   lord 

Hepburn zabrał Duncana. Dlaczego lord to zrobił?

Jeremy podszedł do drewnianej beczki, stojącej przy ścianie, podniósł 

wieko i wyciągnął czerwone jabłko.

 -Lord  Hepburn twierdzi, że Duncan jest złodziejem. Przyłapał go w 

sypialni królowej.

-

O mój Boże! To bardzo źle. Lord Hepburn pilnie strzeże królowej. Co 

teraz zrobimy?

Kathleen podeszła do kobiety i położyła dłoń na jej ramieniu, starając 

się w ten sposób trochę ją uspokoić. Nie chciała, żeby Marta wpadła 

w histerię, bo nic było na to teraz czasu. Muszą myśleć jasno. 

Odchrząknęła.

- Marto, ułożyłam pewien plan wyswobodzenia Duncana, ale będę 

potrzebowała twojej pomocy.

Oczy kucharki zaokrągliły się.

-

To szaleństwo. Duncan jest doskonale strzeżony. Kathleen 

westchnęła.

-

Wiem, ale i tak musimy spróbować. Jeremy odezwał

się z pełnymi ustami.

- Słyszałem,   jak   strażnicy   rozmawiali   ze   sobą   -   Lord

Hepburn   planuje   większość   z   nich   wysłać   do   zamku.

Jeśli   chcecie   uwolnić   Duncana,   najlepiej   zrobić   to

teraz.

Marta złożyła ręce na piersi.

- Dlaczego   lord   Hepburn   chce   zostawić   pałac   bez

80

background image

ochrony?   To   nie   ma   sensu.   I   kto   będzie   strzegł   królowej,

jeśli jego ludzie pojadą na drugą stronę miasta?

Jeremy skończył jabłko, a potem wyrzucił ogryzek do paleniska.

- Mówili   coś   o   tym,   że   na   królową   już   czas.   Nic   z   tego

nie rozumiem.

Kathleen Ścisnęła rękę kucharki.

- Może królowa zaczęła rodzić?

Marta powoli pokiwała głową.

- Trochę   za   wcześnie,   ale   to   możliwe   po   tym   zamieszaniu   z 

Ricciem.

Kathleen chodziła tam i z powrotem wzdłuż długiego kuchennego 

stołu. Ta informacja nie mogła się pojawić w bardziej odpowiednim 

momencie. To oznaczało, że jej plan miał szansę powodzenia. 

Odwróciła się do Marty.

- Nie   mamy   wiele   czasu,   ale   jeśli   się   postaramy,   może

się   nam   udać.   Najpierw   musimy   rozpalić   ogień.   Także

w piecach. Następnie…

Marta jej przerwała.

- Zwolnij,   dziewczyno.   Jeremy   i   ja   z   chęcią   pomożemy

ci   uwolnić   tego   twojego   chłopa.   Był   miły   dla   mojego

wnuka,   choć   wszyscy   inni   go   ignorują.   Ale   najpierw

musisz   wziąć   głęboki   wdech   i   wyjaśnić   nam,   na   czym

polega twój plan.

Kathleen spojrzała w stronę otwartego okna. Do świtu  zostało tylko 

kilka godzin. Miała nadzieję, że to im wystarczy. Usiadła na ławce koło 

81

background image

Marty   1   Jeremy'ego.  Wiedziała,   że   pomagając   jej,   narażą   się   na 

niebezpieczeństwo, postanowiła więc, że kiedy już przekaże im szcze-

góły, pozostawi im możliwość wyboru. Zrozumie, jeśli nie będą chcieli 

ryzykować życia dla ludzi, których dopiero co poznali.

Kathleen krążyła po kuchni oblanej siwym światłem wpadającym 

przez okno. Jeremy spał koło paleniska,  Marta szykowała strawę dla 

strażników.

Na podwórzu odezwał się kogut. Kathleen przestraszyła się i tak drgnęła, że 

aż musiała przytrzymać się rogu stołu. Przez całą noc starała się ulepszyć 

plan ratowania Duncana. Przebrała się w ubranie, w którym zjawiła się w 

szesnastym wieku, i nakazała Marcie schować odzież Duncana, żeby już 

na niego czekała.

Mocniej zacisnęła dłoń na rogu stołu. Nawet nie wiedziała, czy Duncan 

jeszcze żyje. W bardzo krótkim czasie  stał się dla mej ważniejszy od 

wszystkich innych spraw, nawet od własnego powrotu do dawnego życia. 

Przed świtem postanowiła, że bez niego nie wróci,

Marta zdjęła z rożna bażanta i położyła go na cynowej tacy. Powietrze 

przesiąkło silnym aromatem.

- Nie martw się, dziewczyno.

Kathleen czuła się tak, jakby w gardle miała wielką, grudę, która zaraz 

ją udusi.

-Duncan może już nie żyć.

-

Nie, takie wieści rozniosłyby się tak szybko jak  zaraza po ulicach 

Londynu. Doprowadzimy nasz plan do samego końca. Wszystko jest już 

82

background image

gotowe.

Kathleen wsunęła dłoń w fałdy długiej sukienki. Gdzieś kiedyś usłyszała, 

że lepszy słaby plan niż żaden. Miała nadzieję, że taka jest prawda, bo ich 

pomysł na ratowanie Duncana miał tyle dziur co sito.

Jeremy przeciągnął się i usiadł.

- Która godzina?

Marta podeszła do wnuka i poczochrała go po włosach.

- Jeszcze nie, chłopcze, ale wkrótce.

Kathleen pochwyciła drewnianą łopatę i wyciągnęła z pieca bochenki 

chleba. Odwróciła się i zsunęła je na stół.

-

Nadal   żałuję,   że   musimy   wykorzystać   Jeremy'ego.  To   zbyt 

niebezpieczne.

Ja też, dziewczyno, ale przyda nam się jego zręczność. - Słyszę,   że 

mówicie   o   mnie   za   moimi   plecami.   Jestem

tak   samo   odważny   jak   każdy   mężczyzna.   I   jestem   wam

potrzebny.

Marta powoli pokiwała głową.

- Chłopak mówi prawdę. Nic mamy nikogo innego.

Jeremy wspiął się na stołek o trzech nogach,

- Uważam,   że   powinienem   przebić   strażnika   mieczem

Duncana.

Kathleen spojrzała na niego. Nie miał jeszcze skończonych dziesięciu 

lat   a   miecz,   o   którym   mówił,   był  dłuższy   od   niego.   A   jednak 

podejrzewała, że chłopiec i tak porwałby się na to zadanie. Duncan okazał 

mu   serce  i   tym   zdobył   sobie   jego   lojalność.   Nie   chciała   osłabiać 

83

background image

determinacji chłopca, bo był kluczową postacią w ich planie, ale bardzo ją 

martwiło, że zmuszona jest narażać go na niebezpieczeństwo. Modliła się, 

żeby Marta po wszystkim zdołała ukryć wnuka.

Uśmiechnęła się.

- Nie   potrzebujesz   miecza   Duncana.   Twoje   zadanie

jest o wiele ważniejsze.

Skinął głową i wyprostował się.

Kathleen sięgnęła po nóż, chcąc pokroić świeżo upieczony chleb. Był 

miękki, więc ciężko się go kroiło, ale nie miała czasu czekać, aż wystygnie. 

Jeśli chcą pomyślnie zrealizować plan, muszą wprowadzić go w życie przed 

powrotem królowej. Wtedy też pojawi się towarzyszący jej lord Hepburn, 

który zajmie się wymierzeniem kary Duncanowi.

Kathleen zadrżała. Teraz żałowała, że w czasie studiów zwiedziła komnatę 

tortur w edynburskim zamku. Dokładnie ją pamiętała i pamiętała narzędzia 

tortur.   Więźniowie  tara   przebywający  zazwyczaj  umierali  

wycieńczenia,  a jeśli nawet któremuś udało się przeżyć, to do końca 

życia pozostawał kaleka,.

Spojrzała na Martę. Drżącymi rękami układała posypane pietruszką 

parujące ziemniaki wokół gorącego bażanta. Pomimo jej wcześniejszych 

odważnych wypowiedzi, ona także doskonale rozumiała, co im grozi. 

Uwolnienie  Duncana  stanowiło   tylko  niewielka   część  planu.   Chodziło 

przede   wszystkim  o   to,   by   zrobić   to   tak,   aby   nikt   nie  łączył   z   tą 

ucieczką ani jej, ani jej wnuka. Mieli wiele do stracenia.

Przez okno do kuchni wpłynęło zimne powietrze,  a wraz z nim 

światło poranka. Kathleen żałowała, że jej nastrój nie może zmienić się 

84

background image

tak szybko, jak szybko zmienił się wygląd kuchni. Mieszkańcy pałacu 

wkrótce się obudzą, a więc mieli coraz mniej czasu.

Podeszła do Marty.

-Czy dobrze ukryłaś miecz Duncana?

-

Tak jak ustaliłyśmy. - A jego ubranie?

Marta poklepała Kathleen po ramieniu.

- Tyle   razy   powtarzaliśmy   poszczególne   kroki,   że

chyba   będę   je   recytowała   nawet   we   śnie.   Teraz   trzeba

czekać końca. - Staruszka uścisnęła dziewczynę. - Uważaj na siebie.

Kathleen ucałowała ją 

W

  policzek.

- Dziękuję ci. Nigdy nie zapomnę twojej dobroci.

Kucharka odchrząknęła.

- Bzdura. Mówisz tak, jakbyśmy się miały więcej nie zobaczyć. A teraz 

idź już, bo stracę nad sobą panowanie. Jeremy cię nie zawiedzie. 

Talenty, które zdobył, zanim go do siebie przyjęłam, dzisiaj  mu  się 

przydadzą.

Kathleen przełknęła łzy. Podniosła tacę z parującą strawą i wąskimi 

schodami zeszła do pomieszczeń położonych pod kuchnią. Tam właśnie 

trzymano   więźniów  przed   przetransportowaniem   ich   do   lochów 

edynburskiego zamku.

Kamienne ściany były wilgotne i zimne. Kathleen miała wrażenie, że 

zaraz  na nią  spadną.  Powietrze  przesiąkło nieprzyjemnym zapachem 

zgnilizny. Po jej stopach  przemknęło jakieś zwierzę. Zadrżała, mocniej 

zaciskając  dłonie   na   tacy.   W   słabym   świetle   pochodni   zobaczyła 

wpatrujące się w nią czerwone oczy.

85

background image

Szczur.

Drżąc, ruszyła dalej korytarzem. Śmierdziało tu nie-miłosiernie, ale 

wiedziała, że to podziemie jest sto razy lepsze od lochów w zamku.

Wychudzony strażnik wstał, widząc, że się zbliża. Z paska zwisał mu 

pęk kluczy. Miał rzadką brodę i wąskie, błyszące oczka przypominające 

ślepia szczura. To porównanie wprawiło Kathleen w niepokój.

Odezwał się, a raczej warknął, jakby miał pełne usta.

- Co przyniosłaś?

Miała ochotę rzucić tacę prosto w paskudną twarz  strażnika, gdyż 

jego  wygląd   i   sposób   mówienia   potwierdziły   jej   najgorsze   obawy. 

Jednak,   zamiast   poddać   się  uczuciu   lęku,   poczuła   przypływ 

determinacji.   Duncan  musi   zostać   uwolniony   przed   powrotem   lorda 

Hepburna.  Kiedy się odezwała, jej głos drżał. To była pierwsza  część 

planu i to ta najbardziej krytyczna.

- Przygotowałam   posiłek   dla   męża.   Chyba   nie   za

bronisz mi go nakarmić.

Twarz strażnika spochmurniała.

- To   żarcie   jest   za   dobre   dla   kogoś   takiego   jak   on.

Nawet jeśli miałby to być jego ostatni posiłek - sarknął. - A słyszałem, że na 

to   się   zanosi.   -   Wyciągnął   rękę   do  tacy.   -   Dopilnuję,   żeby   się   nie 

zmarnowało.

Postawił tacę na drewnianym stole obok krzesła. Usiadł i oderwał udo 

bażanta. Kiedy je nadgryzł, po ręce spłynął mu tłuszcz.

- Będziesz tak stała i patrzyła, jak jem?

Kathleen złożyła ręce z nadzieją, że wygląda dostatecznie   żałośnie. 

86

background image

Prawie nie musiała udawać.

- Proszę, pozwól mi zobaczyć się z mężem.

Wzruszył ramionami i machnął głową.

- Możesz go zobaczyć przez kraty. Pogadaj z nim jeśli chcesz. 

Chodzi przez cały czas tam i z powrotem. Pewnie już wydeptał ścieżkę w 

kamieniu.

Wbrew słowom strażnika w celi panowała cisza. Żadnych odgłosów 

kroków.   Może   Duncan   usłyszał   ich   rozmowę.   Kathleen   poszła   w 

kierunku, który wskazał strażnik. Stanęła przed drzwiami, w których 

znajdował się  mały okratowany otwór, lecz nie mogła w ciemności 

dostrzec twarzy Duncana.

Plan musi się udać. To jest ostatnia szansa.

Duncan wyszeptał coś i pochwycił kraty.

- Co ty tutaj robisz? Masz klejnot Darnleya. Powinnaś już być w domu. 

Dotknęła jego ręki.

-Nie ruszę się stąd bez ciebie.

-

Kathleen, błagam, musisz się ratować. Coś wymyśliłem.

-Tak, co?

Nie dostrzegła jego uśmiechu.

- Jeszcze nad tym pracuję.

Strażnik głośno beknął, po czym krzyknął do Kathleen:

- Pospiesz   się,   kobieto!   -   Sięgnął   po   wino   i   wypił

potężny łyk.

- Duncan, przygotuj się na wszystko- wyszeptała i pocałowała go w 

usta. Oddał jej pospiesznie pocałunek, jakby czuł, ze to ostatni w życiu. 

87

background image

Kathleen przełknęła gorące łzy cisnące się jej do gardła.

Nagle podziemia wypełnił przeraźliwy wrzask. Kathleen rozpoznała 

głos Jeremy'ego. Rozpoczynała się następna część planu, Na 

kamiennych schodach rozległy się kroki, a potem jakieś krzyki.

Strażnik wstał i wytarł zatłuszczone usta.

- Kto tam idzie?

W ciemnym korytarzu, jak wystrzelony z procy, pojawił się Jeremy. Miał 

szeroko otwarte oczy i machał w powietrzu  rękami. Biegł prosto na 

strażnika. Zanim ten zdążyć cokolwiek zrobić, chłopak wpadł na niego, 

Strażnik stracił równowagę i cofnął się. Próbował pozbyć się  natręta, 

ale Jeremy przywarł do niego jak plaster miodu. Zaczęli się okręcać w 

dzikim tańcu.

- Co się dzieje? - szeptem zapytał Duncan.

-   Zaczyna   się.   -   Kathleen   ruszyła   w   stronę   strażnika  i krzyczącego 

chłopca. Zatrzymała się w pewnej od nich  odległości   i   czekała.  W 

pewnej chwili Jeremy otarł się  o nią i wcisnął jej w ręce pęk kluczy. 

Naprawdę miał talent.  Mimo że przyglądała się scenie uważnie, nic 

widziała,  kiedy   chłopak   zdołał   wyciągnąć   klucze   zza   pasa   strażnika. 

Wróciła do drzwi celi. Zabawa w kotka i myszkę w końcu rozzłościła 

strażnika.   Wrzasnął   do   chłopaka,   żeby   stanął   w   miejscu.   Kathleen 

wiedziała, że Jeremy się nie uspokoi, dopóki ona nie zrobi swojego.

Wsadziła klucz do dziurki i przekręciła go powoli. Zamek zazgrzytał. 

Zamarła, przerażona, że strażnik mógł  to usłyszeć. Odetchnęła z ulgą. 

Był zbyt zajęty odrywaniem od siebie chłopca.

Gestem kazała Duncanowi czekać i odeszła w stronę Jeremy'ego. 

88

background image

Zgodnie z planem klucze musiały trafić z powrotem do strażnika, żeby 

myślał, że przez cały czas miał je przy sobie. Kathleen nic chciała, by za 

ucieczkę obwiniono Jeremy'ego. Jeszcze raz na schodach rozległy się 

kroki. Pojawiła się Marta. Miała poczerwieniałą od biegu twarz i 

wywijała nad głową drewnianą łyżką. Potrząsnęła nią przed nosem 

strażnika.

- Znalazłeś   chłopaka?   No   to   ja   mu   teraz   dam,   co   mu

się   należy!   Zjadł   wszystkie   moje   ciastka   z   jagodami.

Dobrze, że przyłapaliście tego złodziejaszka.

Strażnik mocno zaciskał ręce na ramionach chłopca.

- Trzymaj go ode mnie z daleka, bo sam złoję mu skórę.

Jeremy wyrwał się z uścisku i pobiegł do Kathleen,

która szybko wsadziła mu klucze w rękę. Chłopak złapał je i znowu 

ruszył do strażnika, a ten zamachnął się, chcąc go pochwycić. Jeremy 

umknął przed nim.

- Nie   złapiesz   mnie.   -   Przebiegł   obok   strażnika,   ale

odbił   w   bok,   bo   zobaczył   Martę   podnoszącą,   groźnie

łyżkęPochwycił z tacy bażanta i runął na schody.

Strażnik zawył.

-

Złodziej! Ukradł mi posiłek! Marta zaczęła 

szlochać.

-

Sir, musi mi pan pomóc go złapać.

- Nie   dam   się   wystrychnąć   na   dudka!   -   odkrzyknął

strażnik i ruszył wraz z Martą za złodziejem.

Kathleen czekała, aż znikną jej z widoku, Jeremy  i Marta dobrze 

89

background image

odegrali swoje role. Na podwórzu czekał  na chłopca koń, który miał go 

zawieźć do rodziny Marthy. Tam będzie bezpieczny i otoczony najlepszą 

opieką.

Odwróciła się do Duncana i otworzyła drzwi.

- Marny mało czasu,

Złapał ją w ramiona.

- Jesteś   niesamowita,   ale   przecież   mówiłem   ci   żebyś

się ratowała i nie czekała na mnie.

-

No więc nie posłuchałam cię. Uśmiechnął się.

-Dobrze wiedzieć, że potrafisz być taka nieposłuszna.

Pomimo grożącego im nadal niebezpieczeństwa, Kathleen odczuła ulgę. 

Uśmiechnęła się do Duncana i pochwyciła jego dłoń.

- Z   tyłu   są   schody,   które   prowadzą   do  korytarza   za

jadalnią   królowej.   Te,   którymi   uciekł   lord   Darnley   z   kom

panami po zamordowaniu Riccia.

Duncan ujął jej twarz i spojrzał z powagą prosto w oczy.

- Kiedy odkryją, że uciekłem, rozpoczną poszukiwania. Zabiją nas oboje. 

Jeremy też jest w niebezpieczeństwie.

Potrząsnęła głową.

-   Nie   jest.   Później   ci   wszystko   wyjaśnię,   ale   teraz  musimy   się 

spieszyć.

Odwróciła   się   i   ruszyła   w   stronę   schodów.   Starała   się  zwalczyć 

ogarniającą  ją  falę   strachu.   Duncan   miał  rację.  Kiedy   okaże   się,   ze 

więzień uciekł, lord Hepburn każe  ich pojmać, a nawet od razu zabić. 

Zadrżała, ale otworzyła drzwi prowadzące na schody. Nie może teraz o 

90

background image

tym myśleć; mają jeszcze wiele do zrobienia, zanim powrócą do swoich 

czasów.

9

Duncan złapał dłoń Kathleen i wysuwając się na przód, pierwszy stanął 

na nierównych kamiennych schodach. Drogę oświetlał sobie pochodnią. 

Jeśli czekało ich niebezpieczeństwo, chciał pierwszy stawić mu czoło.

Delikatnie uścisnął ciepłą dłoń dziewczyny i ogarnęła go fala czułości. 

Nigdy jeszcze nie czuł nic podobnego  do żadnej kobiety. Nigdy też nie 

pozwalał, by któraś stała się mu tak bliska. Obawiał się, że jeśli się do 

jakiejś  zbliży,  będzie   próbowała   ograniczać   jego   wolność.   Jednak  przy 

Kathleen czuł się bardziej wolny niż kiedykolwiek dotąd. Miał wrażenie, 

że mógłby walczyć nawet z ziejącym ogniem smokiem.

91

background image

Kiedy znaleźli się na piętrze, pchnął lekko drzwi. Przed nimi rozpostarł 

się ciemny korytarz.

Kathleen minęła Duncana.

Wyciągnął do niej rękę, ale była szybsza.

- Dokąd idziesz? - zapytał szeptem. Obejrzała się przez ramię.

- Po twoje ubranie i miecz.

Pobiegła   do   alkowy.  Okna   zasłaniały   ciężkie   długie  kotary. Gdy 

dziewczyna rozsunęła je, Duncan zobaczył dużą dębową skrzynię.

Kathleen odsunęła skobel i podniosła wieko.

- Nie   jestem   pewna,   ale   żeby   wrócić   do   naszego

wieku,   musimy   chyba   mieć   na   sobie   nasze   ubrania.

Widziałam   kiedyś   film,   w   którym   grał   Christopher   Reeve.

Nosił   tytuł  Zgubieni   w   czasie.  Główny   bohater   wraz   ze

swoją   ukochaną   zagubił   się   w   przeszłości.   Udało   mu   się

powrócić   dopiero   wtedy,   gdy   znalazł   monetę   ze   swoich

czasów.

Rzuciła Duncanowi jego ubranie.

-

Nie był jednak z tego powodu szczęśliwy, ponieważ  w przeszłości 

została jego ukochana. Do końca życia próbował do niej powrócić. To 

tylko wymyślona historia, ale warto spróbować.

-Spróbuję wszystkiego.

Gdy Duncan się przebierał, Kathleen sięgnęła do skrzyni i wyjęła jego 

miecz.

- Ale ciężki.

Zapiął spodnie i wyciągnął dłoń po broń. Oparł miecz o ścianę, po 

czym włożył podkoszulek i skórzaną kurtkę-

92

background image

W tym momencie od schodów dobiegły ich czyjeś okrzyki.

Do alkowy wpadło dwóch strażników, którzy od razu rzucili się na 

parę uciekinierów. Duncan pchnął Kathleen za siebie i chwycił miecz.

Idź do windy. Zaraz do ciebie dołączę. -

Nie   -   odpowiedziała 

stanowczo. - Odejdziemy razem albo wcale.

Zacisnął dłoń na rękojeści.

W takim razie, moja damo, zabieram się do walki.

Strażnicy biegli w jego stronę z oczami pałającymi wściekłością. Nie 

ulegało wątpliwości, że zamierzają zabić i jego, i Kathleen. Ale Duncan 

nie przestraszył się. Postanowił  nie   pozbawiać   ich   życia...   chyba  że 

będzie zmuszony,

Szybszy   z   mężczyzn   wydał   z   siebie   wojenny   okrzyk,  po   czym 

podniósł miecz. Duncan zablokował atak. Powietrze   przeszył  zgrzyt 

stali uderzającej o stal. Duncan  okręcił się, widząc, że szarżuje na 

niego drugi strażnik. Słyszał, że nadbiegają następni wartownicy.

Ugodził pierwszego z atakujących bokiem miecza. Mężczyzna 

odsunął się. Drugi krzyknął. Duncan rzucił się do przodu i ugodził go 

w ramię. Z rany trysnęła krew. Mężczyzną stanął, nie wiedząc, co robić. 

Duncan wykorzystał okazję i zadał mu cios pięścią w szczękę. 

Przeciwnik padł na podłogę jak kłoda.

Duncan pochwycił Kathleen za rękę.

- Uciekajmy!

Biegli do jadalni królowej, mijając miejsce, w którym zginął Riccio. 

- To tam! - krzyknęła Kathleen. Mały pokój wydawał się zapraszać 

ich do siebie.

93

background image

- Pokaż mi klejnot Darnleya! - zawołał Duncan.

Kathleen wyciągnęła medalion z kieszeni i podała mu go.

Zdziwił się, czując, że jest zimny. Nie wiadomo dlaczego sądził, że 

będzie promieniował ciepłem. - W   grach,   które   wymyślałem, 

odpowiedź zawsze kryła się w czymś najbardziej oczywistym.

Rozejrzał   się   po   wyłożonym   drewnianą   boazerią   pokoju.   Na 

drewnianych panelach widniały rzeźbione herby największych klanów 

Szkocji. Nie miał pojęcia, czego  powinien szukać. Odwrócił się do 

Kathleen, która wodziła dłońmi po panelach.

Potrząsnął głową.

- Musi   istnieć   jakiś   związek   miedzy   medalionem

a   tym   pokojem.   Myślę,   że   jesteśmy   blisko,   ale   zdaje

się, że brakuje nam jednej części do zakończenia układanki.

Kathleen zatrzymała się. - Wiem.

- Jeśli   uda   nam   się   wrócić,   chcę,   żebyś   pojechała   ze

mną   do   Stanów.   Będzie   ci   się   tam   podobało.   Mam   dom

nad jeziorem Washington, łódź...

Dotknęła jego ramienia.

- Mój   dom   i   moja   ciastkarnia   są   tutaj,   w   Szkocji.   Ta

ciastkarnia   należy   do   naszej   rodziny   od   pokoleń.   Nie

umiałabym   jej   sprzedać.   Ale   nie   zobaczymy   naszych

domów, jeśli nie znajdziemy drogi powrotu.

Z niechęcią powrócił do poszukiwań. Czuł się tak, jakby miedzy nimi 

nagle wyrosła niewidzialna bariera. Nigdy nie przyszło mu nawet do 

głowy, że Kathleen mogłaby nie chcieć opuścić Szkocji. W końcu był w 

94

background image

stanie zaoferować jej wszystko, co można kupić za pieniądze. 

Otrząsnął się z ponurych myśli. Kathleen ma rację. Najpierw muszą 

wrócić. Palcami dotknął wgłębienia w panelu, którego Wzór 

przypominał kształt klejnotu. Wgłębienie znajdowało się pośrodku 

herbu królowej.

Serce   zaczęło   mu   szybciej   bić.  Wetknął   klejnot   we  wgłębienie. 

Pasował doskonałe.

Odsunął się od ściany i zerknął w stronę Kathleen.

- A   teraz   co?   Może   powinniśmy   wypowiedzieć   jakieś

zaklęcie?

Uśmiechnęła się.

- Nie   znam   żadnych.   Zaklęcia   to   pewnie   domena   Harriet

Ta   kobieta   jest   kimś   innym,   niż   wszyscy   sądzą.   Pierwsze,   co

zrobię   po   powrocie,   to   zapylam   ją,   w   jaki   sposób   cofnęła   nas

w   czasie.   Mnie   przychodzi   do   głowy   tylko   powiedzonko

z dzieciństwa: czary-mary, hokus-pokus...

Winda drgnęła i nagle drzwi do niej zamknęły się. Duncan wziął 

Kathleen w ramiona.

-Może to było to.

-A może cofniemy się jeszcze dalej.

Odwrócił ją twarzą do siebie i lekko pocałował w usta. - Nie obchodzi 

mnie, gdzie jestem, póki mam cię przy sobie.

Winda ruszyła z miejsca. Duncan mocno przytulił Kathleen.

Drzwi do windy otwierały się powoli. Do małego pomieszczenia 

nagle wlało się światło. Błysk z flesza aparatu fotograficznego oślepił 

95

background image

Duncana.

Wrócili do swoich czasów.

Obejrzał się na Kathleen. Jest obok niego i tylko to się liczy. Callum 

wyciągnął do nich rękę.

- Wyglądacie   zupełnie   nieźle.   No,   ale   przecież   tkwicie

w   tej   windzie   dopiero   od   wczoraj.   -   Pochylił   się   i   podniósł

z  podłogi   klejnot   Darnleya,   po   czym   wsunął   go   do

kieszeni.   Puścił   do   nich   oczko.   -   Dopilnuję,   żeby   trafił

na swoje miejsce.

Kathleen wstała i otrzepała spódnicę. Szeroko otworzyła oczy.

- Od   wczoraj?   Ależ   to   niemożliwe.   To   trwało   dłużej.

Jestem pewna.

Callum uniósł brwi.

- Czas   często   płata   nam   figle.   Rządzi   się   własnymi

zasadami.   To   przynajmniej   zawsze   powtarza   mi   Harriet,

ta swatką,

Duncan objął Kathleen w pasie i razem opuścili windę. Uśmiechnął 

się.

- Callum,   nie   uwierzysz,   gdzie   byliśmy.   To   była

najbardziej ekscytująca...

Callum położył palec na ustach, tak jakby chciał go uciszyć.

- O   tak,   chłopcze,   uwierzyłbym.   -   Skinął   głową   w   stro

nę   dziennikarzy.   -   Ale   czy   na   pewno   chcesz   się   dzielić

swoimi   rewelacjami   z   nimi?   Ściągnęła   ich   tu   wieść,   że

bogaty   Amerykanin   utknął   w   windzie   na   całą   dobę.   To

96

background image

wszystko.

Duncan poczuł się tak, jakby ściany pałacu zamykały się nad nim.

- A wiec ty wiesz?

- Tak.

Błysnął flesz, ponownie oślepiając Duncana, Może to tylko sen. Może 

uderzył się w głową. Tak, to pewnie to. Ale w takim razie, dlaczego 

Callum tak dziwnie się zachowuje i skąd pochodzi klejnot Darnleya?

Ludzie tłoczyli się wokół niego, oddzielając go od Kathleen.

-Poczekaj. Dokąd idziesz?! - krzyknął za nią.

-Muszę sprawdzić, co z cukiernią.

-Zadzwonię do ciebie.

Pożałował tych słów zaraz po ich  wypowiedzeniu.  Zabrzmiały jak 

próba wymigania się. Wyraz twarzy  Kathleen świadczył o tym, że tak 

właśnie je odebrała.  Do diaska, nie to miał na myśli. Patrzył, jak się od 

niego odwraca, ale nie wiedział, jak ją zatrzymać.

Callum, przekrzykując szum rozmów, zawołał:

- Zebraliście   już   państwo   informacje!   A   teraz   żegnam,

bo za chwilę zabraknie nam tu powietrza!

Duncan odwrócił się do niego.

-

Dzięki, czułem się jak w potrzasku. Odźwierny uśmiechnął się.

-

Teraz możesz już iść za twoją dziewczyną, chłopcze. Duncan nie 

odpowiedziała Nie było sensu tłumaczyć Callumowi, jakie obowiązki 

ciążą na nim i na Kathleen w związku z ich firmami. Można się 

domyślać, że stary Szkot jest zdania, ii miłość pokona wszystkie 

przeciwności. Tak może i było w minionych wiekach, ale obecnie rzeczy 

mają się inaczej. Ludzie się zmienili. Callum pacnął go w ramię.

97

background image

- Muszę wyprowadzić reporterów, żeby się nie pogubili. Przemyśl to, 

co powiedziałem.

Do Duncana podszedł mężczyzna ubrany w pomięty bawełniany garnitur. 

Był to pan Robertson, z którym miał się spotkać poprzedniego dnia. 

Robertson zmarszczył czoło.

- Jak   wyście   to   przetrwali?   Zamknięci   w   windzie

przez   tyle   czasu?   Masz   podartą   koszulę,   ale   poza   tym

wyglądasz   dobrze.   Chyba   odpowiadało   ci   towarzystwo

tej szczupłej dziewczyny.

Robertson   nie   czekał  na  odpowiedź.   Słowa  wypadały  mu   z   ust, 

jakby po prostu uwielbiał dźwięk własnego

głosu. Wskazał na miecz leżący na podłodze windy.

- Widzę,   że   przyniosłeś   jeden   okaz   ze   swojej   kolekcji.

Wygląda   na   autentyczny.   Jest   na   nim   nawet   sztuczna

krew. Interesujące.

Duncan spojrzał na miecz. W tej chwili pojął, ze nic z tego, co 

przeżył, nie było snem.

- To   nie   jest   kopia.   Został   zrobiony   w   szesnastym

wieku. A krew jest prawdziwa.

Robertson odchrząknął.

- Interesujące.   -   Podrapał   się   po   karku.   -   Ludzie

z   twojego   biura   dzwonili   do   mnie   co   pół   godziny   od

chwili,   kiedy   stwierdziliśmy,   że   utknąłeś   w   tej   przeklętej

windzie.

Jakby na potwierdzenie odezwała się komórka Duncana.

Sięgnął po nią do kieszeni na piersiach. Telefon znowu działał, jakby 

98

background image

chciał przypomnieć, ze jego właściciel wrócił do prawdziwego życia. 

Głos po drugiej stronie należał do Johna Forseitha.

Robertson machnął głową,

- Może odbierzesz na górze? Tam jest bardziej kąmeralnie, a poza tym 

będziemy mogli wreszcie dobić naszego targu. - Roześmiał się. - Ale tym 

razem pójdziemy schodami.

Duncan skinął głową, jednak zanim się poruszył, spojrzał w stronę drzwi, 

za którymi kilka minut temu zniknęła Kathleen. Zniknęła z jego życia tak 

samo nagle, jak się w nim pojawiła. Może tak jest lepiej. W końcu maja. 

swoje firmy i muszą o nich pamiętać,

- Robertson, poczekaj. Zapomniałem zabrać miecz.

Wrócił do windy. Kiedy zaciskał dłoń na rękojeści,  przyszło mu do 

głowy,   że   w   szesnastym   wieku   było  dokładnie   tak,   jak   sobie   to 

wyobrażał, gdy w młodości  brał udział w rycerskich turniejach. Same 

intrygi i sensacje. Znalazł nawet damę swego serca. Szkoda tylko, ze ta 

bajka musi się już skończyć.

Usłyszał jakiś zgrzyt, jakby ktoś włączył windę. Popatrzył na panel 

kontrolny. Świeciły się wszystkie przyciski. Podłoga zatrzęsła się i drzwi 

się zatrzasnęły.

Kathleen spojrzała przez ramię. Od Duncana oddzielali ją dziennikarze 

i zaciekawieni turyści. Ponad rozmowami i licznymi pytaniami usłyszała 

sygnał telefonu, jego telefonu.

Widziała, że wyjmuje go z kieszeni kurtki i odpowiada. Poczuła się tak, 

jakby świat rozpadał się na dwoje.  Szybko wrócił do swojego życia. 

99

background image

Teraz czas na nią. Ona  też musi wracać do siebie.  Odwróciła się i 

wyszła na osnute mgłą uliczki Edynburga. Gdzieś z oddali dochodziły 

dźwięki   kobzy,   turyści  tłoczyli   się   przed   pałacem   w   kolejce   za 

biletami do  wejścia. Jeszcze raz obejrzała się przez ramię. Nie zo-

baczyła   już   Duncana.   Prawdopodobnie   kończy   ubijać  interes,   w 

związku z którym zjawił się w Edynburgu. Wszystko znowu jest 

takie, jak było wcześniej.

Nie,   nie   do   końca.   Ona   się   zmieniła.   Przeżyła   najbardziej 

fantastyczną   przygodę   swego   życia   i   zakochała   się   w 

ciemnowłosym księciu. I nawet gdyby wcześniej wiedziała, ze ów 

książę   złamie   jej   serce,  nie   zawahałaby   się   ponownie   wsiąść   do 

windy, W końcu szczęśliwe zakończenia zdarzają się tylko w ba-

śniach.

Callum wykrzyknął jej imię. Odwróciła się i zobaczyła, że biegnie w 

jej stronę.

Zatrzymał   się   przed   nią   zdyszany,   z   poczerwieniałą   od  biegu 

twarzą.

- Kathleen,   zdarzyło   się   coś   strasznego.   Próbowałem

do tego nie dopuścić, ale wszystko działo się tak szybko.

Kathleen położyła mu dłoń na ramieniu.

-Odetchnij i uspokój się. O co chodzi?

-Ten Duncan. On wrócił.

Kathleen   poczuła,   że   brakuje   jej   tchu.   Nie   przypuszczała,   że 

Duncan postanowi wyjechać tak szybko. Pewnie  złapał taksówkę na 

lotnisko. Mógł się przynajmniej przedtem pożegnać.

Przełknęła łzy.

100

background image

- Pewnie spieszył się do firmy.

Callum potrząsnął głową.

-

Nie,   dziewczyno.   Nie   mówię   o   Stanach.   -   Callum

zniżył głos, - Duncan wrócił do szesnastego wieku.  Kathleen miała 

wrażenie, że ziemia pod jej stopami robi się miękka. Musiała pochwycić się 

ramienia Calluma, żeby nie upaść. To niemożliwe. Wzięta głęboki oddech, 

by zmusić się do rozsądnego myślenia.

-   Przez   chwilę   myślałam,   że   powiedziałeś,   że   Duncan  powrócił   do 

szesnastego wieku. Ale to przecież niemożliwe.

Callum energicznie kiwał głową.

- Dokładnie to powiedziałem, dziewczyno. 

10 

101

background image

Przez następne kilka dni Kathleen żyła jak w goryczce. Nikt nie mógł 

odnaleźć   Harriet;   jakby   zapadła   się   pod  powierzchnie   ziemi.   Ekipa 

remontowa zdołała otworzyć  drzwi windy, ale nie znaleziono w niej 

Duncana.

Kathleen,   walcząc   z   niepokojem,   chodziła   tam   i   z   powrotem   po 

zatłoczonej cukierni. Gdzie on jest?

Przez   firankę   przedarło   się   do   wewnątrz   poranne   słońce,  oblewając 

cukiernię ciepłą łuną. Szum rozmów mieszał się ze stukaniem łyżeczek o 

spodki. Kiedy rozniosła się wieść, że Kathleen spędziła noc w windzie z 

przystojnym Amerykaninem, jej cukiernia stała się nagle nadzwyczaj

popularna. Jednak Kathleen po raz pierwszy w życiu nie  cieszyła się z 

napływu klienteli. Pragnęła tylko szukać  Duncana. Ale jak to słusznie 

zauważył Callum, nie można  szukać   kogoś,   kto   utknął  w   szesnastym 

wieku.

Kathleen zamknęła dłoń na wisiorku od Harriet. Jeśli Duncan wrócił do 

szesnastego   wieku,   nie   ulega   wątpliwości,   ze   spotkał   się   tam   z 

czekającym na niego  lordem Hepburnem. Zamknęła oczy, starając  się 

odegnać od siebie wizję Duncana osadzonego w lochach. Dlaczego wrócił 

do windy?

Musiała oderwać się od tych czarnych myśli. Callum przyrzekł, że da 

jej znać, kiedy tylko natknie się na Harriet... albo Duncana.

Sięgnęła po glinianą misę i wymieszała w niej mleko z  mąką. Może 

zdoła przetrwać dzień, jeśli zajmie się wymyślaniem nowych przepisów. 

Trzymając misę jedną ręką, drugą energicznie mieszała ciasto. Po chwili 

kręcenia   uszczknęła   kawałek   masy.   Była   bez   smaku.   Czegoś  jej 

102

background image

brakowało. Dosypała sporą porcję czekoladowych wiórków.

Rozejrzała się po cukierni. Przy stolikach siedziały pary popijające 

kawę lub herbatę i zajadające ciasteczka. Tego dnia utarg był wyśmienity. 

Szczyt sezonu turystycznego, no i ta plotka o niej i Amerykaninie. 

Odniosła sukces, ale w ogóle jej to nie obchodziło.

Usłyszała dzwoneczki przy drzwiach.  Spojrzała w ich, stronę z nadzieją, 

że to Callum, jednak weszła parą ubrana w śmieszne spodnie, obładowana 

torbami na zakupy.

Kathleen wsypała wiórki do ciasta i odstawiła misę bo para podeszła 

do lady. Przyjęła od niech zamówienie, placki z jeżynami dwie filiżanki 

gorącej kawy, po czym przyglądała się, jak dwójka klientów odchodzi do 

stojącego w rogu stolika. Wróciła do ucierania ciasta.

Dzwoneczki przy drzwiach odezwały się ponownie.

To była Harriet.

Kathleen   upuściła   misę,   która   uderzając   o   podłogę  rozbiła   się   na 

tysiące kawałków. Ignorując klejącą się  maź i zaciekawione spojrzenia 

klientów. Kathleen rzuciła się w stronę staruszki.

-

Gdzie byłaś? Szukaliśmy cię razem z Callumem. Słyszałaś? Duncan 

zaginął.

-

Uspokój  się, dziewczyno. Jestem strasznie zmęczona i muszę trochę 

odpocząć.

Harriet minęła Kathleen i usiadła przy oknie. Zabrzęczała zawartość 

torby, którą rzuciła na stolik. Staruszka westchnęła.

- Przykro   mi,   że   nie   mogłam   was   przywitać   po   waszym

powrocie,   ale   ciężko   pracowałam.   Ostatnia   para,   którą

kojarzyłam,   bardzo   się   opierała.   Chyba   jestem   już   za   stara

103

background image

do   tej   roboty.   Jeszcze   z   nimi   nie   skończyłam.   Możesz

sobie   wyobrazić,   że   tamta   panna   nie   chce   przyjąć   ode

mnie broszki?

Kathleen usiadła naprzeciwko staruszki, która trajkotała tak jak zawsze. 

Ale dziewczyna nie dała się zwieść. Musi odnaleźć Duncana.

Pochyliła się.

- Nie   słyszałaś   mnie?   Duncan   zaginął.   Nie   wrócił   ze

mną.   -   Zamilkła   na   chwilę.   -   No,   wrócił,   ale   potem

znowu odjechał. Co zrobimy?

Odezwał się telefon wiszący na ścianie, Kathleen zignorowała go. Nic 

się nie Uczy, tylko odnalezienie  Duncana. Miała nadzieję, że jeszcze 

żyje.

Harriet położyła rękę na jej dłoni.

- Nie odbierzesz, dziewczyno?

- Jeśli to coś ważnego, zadzwonią jeszcze raz. Widząc, że Harriet w 

ogóle   nie   przejęła   się   wieścią  o   Duncanie,  Kathleen   postanowiła 

mocniej nacisnąć na staruszkę. Chciała dowiedzieć się od niej, w jaki 

sposób winda przenosi ludzi w przeszłość. Może wtedy będzie mogła 

pomóc Duncanowi.

- Są   rzeczy   ważniejsze   niż   odpowiadanie   na   telefon   -

rzuciła   szeptem.   -   Muszę   się   dowiedzieć,   w   jaki   sposób

wysłaliście nas do szesnastego wieku.

Harriet potarła czoło.

- Ojej,   ale   to   pokolenie   jest   kłopotliwe.   Kiedyś   ludzie

po   prostu   cieszyli   się,   że   się   spotkali.   -   Uniosła   brwi.   —

104

background image

Ale   nie   wy.   Wy   chcecie   wiedzieć   jak   i   dlaczego.   Twoja

matka nie zadawala mi takich pytań:.

Kathleen zacisnęła dłonie, żeby nie udusić staruszki.  Zastanawiała 

się, czy umyślnie unika odpowiedzi na jej pytanie.

- Nie chcę rozmawiać o moich rodzicach; proszę, powiedz mi, jak 

cofnęłaś mnie i Duncana w czasie?

Harriet zamrugała.

-

Tajemnica zawodowa, dziewczyno. Tajemnica. A teraz powiedz mi, 

dlaczego po powrocie nie zostałaś z Duncanem?

-Skąd...

Harriet potrząsnęła głową.

- To nieważne, odpowiedz mi na pytanie.

Marnowały cenny czas, ale tylko Harriet mogła pomóc

Kathleen   odnaleźć   Duncana.   Dziewczyna   postanowiła  zachować 

spokój.

- To skomplikowane. Było tam mnóstwo ludzi. Duncan musiał załatwić 

swoje sprawy, a ja chciałam sprawdzić, co z cukiernią. Harriet 

zmarszczyła czoło.

- Nic   nie   jest   ważniejsze   od   miłości.   -   Odchyliła

się   na   krześle.   -   Powiedz   mi,   dziewczyno,   czy   gdybym

odnalazła   Duncana,   nadal   stawiałabyś   swoją   cukiernie

przed nim?

Kathleen poczuła łzy w oczach. Potrząsnęła głową,

- Nie,   oczywiście,   że   nie.   Proszę,   Harriet,   pomóż   mi

go uratować. Boję się, że lord Hepburn go uwięził i że go...

105

background image

Staruszka poklepała ją po dłoni.

-

W porządku, dziewczyno. Twój Amerykanin zaraz wróci.

-O czym ty mówisz?

Odezwały   się   dzwoneczki   przy   drzwiach.   Stał   w   nich  Duncan. 

Wydawał się jakiś większy, niż gdy go widziała ostatnio. Oczywiście 

rozmawiał przez komórkę.

Harriet zakaszlała, pochwyciła torbę ze zdjęciami i wstała.

- No,   no,   zrobiłam   dla   tej   pary   tyle,   ile   mogłam.   Teraz

już pójdę. Mam dużo pracy, bardzo dużo.

Odeszła do drzwi, ale zatrzymała się przy Duncanie. Poklepała go 

po ramieniu zanim znikła, szepnęła mu coś do ucha.

Kathleen chrząknięciem przeczyściła gardło. Nie miała  pojęcia, co 

Harriet powiedziała do Duncana, ale cokolwiek to było, wywołało 

uśmiech na jego twarzy. Wydawało się, że zbliża się do Kathleen w 

zwolnionym tempie. Patrzyła mu w oczy starając się zachować równy 

oddech. Żyje.

Dotarł do stolika i wsadził komórkę do kieszeni kurtki.

Uśmiechnął się. - Cześć.

Wstała tak gwałtownie, że przewróciła krzesło,

- Co znaczy to cześć? Gdzie byłeś? Callum i ja odchodziliśmy od 

zmysłów. Myślałam, że nie żyjesz, żelord Hepburn cię zabił. Wzruszył 

ramionami.

- Próbował,   ale   jakoś   w   końcu   się   porozumieliśmy.

Opowiem ci o wszystkim przy obiedzie.

Kathleen  czuła  każdy nerw.  Nie  wiedziała, czy ma się  Duncanowi 

rzucić na szyje, czy raczej walnąć filiżanką  w  głowę. Oparta ręce na 

106

background image

biodrach.

- Martwiłam   się   o   ciebie.   Nie   spałam   przez   trzy   dni

i   przypalałam   wszystko,   czego   tylko   się   dotknęłam.   A  ty

spokojnie   tu   sobie   stoisz   i   opowiadasz,   że   doszliście

z   lordem   Hepburnem   do   porozumienia?   Straszliwie   się

o   ciebie   bałam.   A   w   ogóle,   jak   do   tego   doszło,   że   znowu

cofnąłeś się w czasie?

Potarł kark.

- Harriet   wspominała   coś   o   moich   priorytetach   i   o   tym,  

że się nad nimi nie zastanowiłem.

-

To ona cię odesłała? Skinął głową.

-To szaleństwo,

-

Ale pasuje do Harriet.

Wpatrywał się w nią tak intensywnie, że zaczynało jej brakować tchu. 

Przez ostatnie dni przekonała się, ze go kocha. Wiedziała, że to 

bezsensowne. Nie znają się zbyt długo. Przeżywała jeszcze raz każdą 

chwilę, którą ze sobą spędzili. Przecież, miłość potrzebuje czasu, by 

wzrastać, tłumaczyła sobie. Jak może się decydować na budowanie z kimś 

życia po tak krótkiej znajomości? Ale mimo tych obaw znała 

odpowiedź. Musiała tylko usłyszeć ją od niego. Najpierw jednak 

chciała coś zrobić. Podniosła głos, tak żeby przekrzyczeć szum 

rozmów.

- Bardzo   państwa   przepraszam,   ale   muszę   zamknąć

cukiernię, więc proszę, abyście wszyscy wyszli.

Patrzyła, jak klienci, poszeptując coś do siebie, zbierają swoje rzeczy i 

przechodzą do drzwi. Nie ulegało wątpliwości, ze uznali, iż właścicielka 

107

background image

cukierni   straciła   rozum.  W   rzeczywistości   było   całkiem   odwrotnie. 

Kathleen wreszcie zrozumiała, co w jej życiu jest najważniejsze.

Po   wyjściu   ostatniego   klienta   przeszła   do   lady.   Wiedziała,   że 

Duncan za nią pójdzie. Sięgnęła po dzbanek z kawą i odwróciła się 

do niego.

- Kawy?

Potrząsnął głową.

- Nie lubię.

Poczuła przyspieszenie pulsu.

- W   takim   razie,   dlaczego   zamawiałeś   ją   za   każdym

razem, kiedy tu przychodziłeś?

- Chyba to oczywiste.

Starała się zignorować walenie w piersiach. W myślach  nakazywała 

sobie   zachować   spokój.   Duncan   nie   wypowiedział   jeszcze 

odpowiednich słów. Sięgnęła do lady z plackami.

-A może placuszka?

-

Za mało słodki. - Zamilkł. - Kathleen, to ciebie pragnę.

A więc już prawie powiedział.

Odezwała się jego komórka. Wyjął ją z kieszeni, podniósł przykrywkę 

dzbanka

 

i

 

wrzucił

 

telefon

 

do

 

kawy.

Uśmiechnął się.

— Nigdy   jej   nie   lubiłem.   Zawsze   dzwoni   w   najmniej

odpowiednich momentach, tak jak teraz.

Serce Kathleen biło już jak oszalałe. Na to właśnie czekała; aż powie, że 

jest ważniejsza od jego firmy.

W oczach Duncana widziała miłość; tę samą, która przepełniała i jej 

108

background image

serce. Znała już prawdę, ale chciała ją usłyszeć. Uśmiechnęła się.

- Dlaczego to zrobiłeś? Mógł dzwonić ktoś ważny.

Sięgnął po jej dłoń.

- Wczoraj   po   powrocie   postanowiłem   sprzedać   firmę.

Kiedy   tylko   podjąłem   tę   decyzję,   do   głowy   zaczęły   mi

przychodzić   pomysły   na   nowe   gry,   ale   nawet   wtedy

przede wszystkim myślałem o tobie. Dzwoniłem do  ciebie,  lecz   nie 

odbierałaś.

Obszedł ladę i wziął Kathleen w ramiona,

- Kocham   cię,   Kathleen.   Myślę,   że   zakochałem   się

w   tobie   już   wtedy,   kiedy   po   raz   pierwszy   cię   zobaczyłem,

tylko   sobie   tego   nie   uświadamiałem.   To   ty   jesteś   ważna.

Wszystko   inne   to   iluzja.   Postanowiłem   zacząć   od   początkuj

i  tym   razem  zrobić   to   dobrze,   -   Zamilkł.   -   Z   tobą.   Co

o tym myślisz?

Pocałowała  go  lekko  w  usta  i szepnęła:  Kocham, cię, Duncanie 

MacGreggor, i podoba mi się twój plan. Jak powiedziałaby Harriet, mamy po 

swojej stronie cały świat.

109

background image

110

background image

111

background image

112

background image

113

background image

 

114

background image

115

background image

116

background image

117

background image

118

background image

119

background image

120