background image

1

KIEDY MAŁŻEŃSTWO JEST NIEWAŻNE

Autor Paolo Bianchi

Spis treści

KIEDY MAŁŻEŃSTWO JEST NIEWAŻNE ........................................................................... 1

Autor Paolo Bianchi ............................................................................................................... 1

WSTĘP ....................................................................................................................................... 4
GDY PO MIŁOŚCI NIE MA JUŻ ŚLADU............................................................................... 4

1. OPIS ZJAWISKA............................................................................................................... 4
2. PEWNOŚĆ ROZPADU ..................................................................................................... 4
3. POSZUKIWANIA STABILIZACJI DUCHOWEJ ........................................................... 4
4. PRÓBA ROZEZNANIA SYTUACJI ................................................................................ 5
5. PROCES KANONICZNY.................................................................................................. 7
6. KONSEKWENCJE PROCESU ......................................................................................... 9

I. WPROWADZENIE I UWAGI WSTĘPNE.......................................................................... 11

1. NORMY KONFERENCJI EPISKOPATU WŁOCH ...................................................... 11
2. POMOC DLA PROBOSZCZÓW I KSIĘŻY MAJĄCYCH DO CZYNIENIA Z
MAŁŻONKAMI, KTÓRYCH ZWIĄZEK PRZEŻYWA POWAŻNY KRYZYS ............. 14
3. OGÓLNE UWAGI DOTYCZĄCE BADANIA PRZEPROWADZANEGO W RAMACH
WSTĘPNYCH KONSULTACJI MAJĄCYCH NA CELU USTALENIE EWENTUALNEJ
PRZYCZYNY NIEWAŻNOŚCI MAŁŻEŃSTWA............................................................. 16

1. WADY WOLNOŚCI ZGODY MAŁŻEŃSKIEJ......................................................... 18
2. NIEZDOLNOŚĆ OSOBY............................................................................................ 18
3. WADY ZGODY MAŁŻEŃSKIEJ ZALEŻNE OD WOLI PODMIOTU ................... 18

II. NARUSZENIE SWOBODY ZGODY MAŁŻEŃSKIEJ .................................................... 20

1. ELEMENTY PRAWA MATERIALNEGO..................................................................... 20
2. WSKAZÓWKI DLA KONSULTANTA ......................................................................... 22
3. PRZYKŁADY .................................................................................................................. 25

1. PRZYKŁAD PIERWSZY ............................................................................................ 25
2. PRZYKŁAD DRUGI ................................................................................................... 26
3. PRZYKŁAD TRZECI .................................................................................................. 27
4. PRZYKŁAD CZWARTY ............................................................................................ 28

III. BŁĄD FAKTYCZNY: CO DO OSOBY, CO DO PRZYMIOTU OSOBY, W WYPADKU,
KIEDY JEST ON BEZPOŚREDNIO I ZASADNICZO ZAMIERZONY, CO DO
PRZYMIOTU OSOBY BĘDĄCEGO PRZEDMIOTEM OSZUSTWA ................................. 30

1. ELEMENTY PRAWA MATERIALNEGO..................................................................... 31

1. KODEKS Z 1917 ROKU I PROBLEMY JEGO WYKŁADNI .................................. 31
2. KODEKS Z 1983.......................................................................................................... 37

2. WSKAZÓWKI DLA KONSULTANTA ......................................................................... 42

1. BŁĄD CO DO PRZYMIOTU OSOBY BEZPOŚREDNIO I ZASADNICZO
ZAMIERZONEGO........................................................................................................... 42
2. BŁĄD CO DO PRZYMIOTU SPOWODOWANY PODSTĘPEM ............................ 44

3. PRZYKŁADY .................................................................................................................. 46

1. PRZYKŁAD PIERWSZY ............................................................................................ 47
2. PRZYKŁAD DRUGI ................................................................................................... 48
3. PRZYKŁAD TRZECI .................................................................................................. 49
4. PRZYKŁAD CZWARTY ............................................................................................ 50
5. PRZYKŁAD PIĄTY .................................................................................................... 52

background image

2

IV. SYMULACJA ZGODY MAŁŻEŃSKIEJ. POJĘCIA OGÓLNE...................................... 53

ELEMENTY PRAWA MATERIALNEGO......................................................................... 54

V. WYKLUCZENIE POTOMSTWA ...................................................................................... 63

1. ELEMENTY PRAWA MATERIALNEGO..................................................................... 63
2. WSKAZÓWKI DLA KONSULTANTA ......................................................................... 67
3. PRZYKŁADY .................................................................................................................. 69

1. PRZYKŁAD PIERWSZY ............................................................................................ 69
2. PRZYKŁAD DRUGI ................................................................................................... 70
3. PRZYKŁAD TRZECI .................................................................................................. 71
4. PRZYKŁAD CZWARTY ............................................................................................ 72
5. PRZYKŁAD PIĄTY .................................................................................................... 73

VI. WYKLUCZENIE NIEROZERWALNOŚCI WĘZŁA MAŁŻEŃSKIEGO...................... 75

1. ELEMENTY PRAWA MATERIALNEGO..................................................................... 75
2. WSKAZÓWKI DLA KONSULTANTA ......................................................................... 81
3. PRZYKŁADY .................................................................................................................. 84

1. PRZYKŁAD PIERWSZY ............................................................................................ 84
2. PRZYKŁAD DRUGI ................................................................................................... 86
3. PRZYKŁAD TRZECI .................................................................................................. 87
4. PRZYKŁAD CZWARTY ............................................................................................ 88

VII. WYKLUCZENIE WIERNOŚCI ...................................................................................... 89

1. ELEMENTY PRAWA MATERIALNEGO..................................................................... 89
2. WSKAZÓWKI DLA KONSULTANTA ......................................................................... 96
3. PRZYKŁADY .................................................................................................................. 97

1. PRZYKŁAD PIERWSZY ............................................................................................ 97
2. PRZYKŁAD DRUGI ................................................................................................... 99
3. PRZYKŁAD TRZECI ................................................................................................ 100
4. PRZYKŁAD CZWARTY .......................................................................................... 101

VIII. PEŁNA SYMULACJA KONSENSU ........................................................................... 102

1. ELEMENTY PRAWA MATERIALNEGO................................................................... 102
2. WSKAZÓWKI DLA KONSULTANTA ....................................................................... 108
3. PRZYKŁADY ................................................................................................................ 109

1. PRZYKŁAD PIERWSZY .......................................................................................... 109
2. PRZYKŁAD DRUGI ................................................................................................. 110
3. PRZYKŁAD TRZECI ................................................................................................ 112
4. PRZYKŁAD CZWARTY .......................................................................................... 113

IX. PRZESZKODA IMPOTENCJI........................................................................................ 114

1. ELEMENTY PRAWA MATERIALNEGO................................................................... 115

1. POJĘCIE PRZESZKODY MAŁŻEŃSKIEJ.............................................................. 115
2. NIEMOC PŁCIOWA ................................................................................................. 118

2. WSKAZÓWKI DLA KONSULTANTA ....................................................................... 123
3. PRZYKŁADY ................................................................................................................ 124

1. PRZYKŁAD PIERWSZY .......................................................................................... 124
2. PRZYKŁAD DRUGI ................................................................................................. 126
3. PRZYKŁAD TRZECI ................................................................................................ 128
4. PRZYKŁAD CZWARTY .......................................................................................... 129
5. PRZYKŁAD PIĄTY .................................................................................................. 130

X. NIEZDOLNOŚĆ KONSENSUALNA DO ZAWARCIA MAŁŻEŃSTWA (KAN. 1095 § 1
i § 2) ........................................................................................................................................ 132

1. ELEMENTY PRAWA MATERIALNEGO................................................................... 132
2. WSKAZÓWKI DLA KONSULTANTA ....................................................................... 141

background image

3

3. PRZYKŁADY ................................................................................................................ 143

1. PRZYKŁAD PIERWSZY .......................................................................................... 143
2. PRZYKŁAD DRUGI ................................................................................................. 144
3. PRZYKŁAD TRZECI ................................................................................................ 145

XI. NIEZDOLNOŚĆ PODJĘCIA PODSTAWOWYCH OBOWIĄZKÓW MAŁŻEŃSKICH
(KAN. 1095 § 3) ..................................................................................................................... 147

1. ELEMENTY PRAWA MATERIALNEGO................................................................... 147
2. WSKAZÓWKI DLA KONSULTANTA ....................................................................... 160
3. PRZYKŁADY ................................................................................................................ 161

1. PRZYKŁAD PIERWSZY .......................................................................................... 161
2. PRZYKŁAD DRUGI ................................................................................................. 163
3. PRZYKŁAD TRZECI ................................................................................................ 164
4. PRZYKŁAD CZWARTY .......................................................................................... 166

XII. KONSENS WARUNKOWY.......................................................................................... 168

1. ELEMENTY PRAWA MATERIALNEGO................................................................... 168
2. WSKAZÓWKI DLA KONSULTANTA ....................................................................... 183
3. PRZYKŁADY ................................................................................................................ 184

1. PRZYKŁAD PIERWSZY .......................................................................................... 184
2. PRZYKŁAD DRUGI ................................................................................................. 187
3. PRZYKŁAD TRZECI ................................................................................................ 188

XIII. KONWALIDACJA (UWAŻNIENIE) MAŁŻEŃSTWA NIEWAŻNEGO.................. 191

1. ELEMENTY PRAWA MATERIALNEGO................................................................... 193
2. WSKAZÓWKI DLA KONSULTANTA ....................................................................... 201
3. PRZYKŁADY ................................................................................................................ 202

1. PRZYKŁAD PIERWSZY .......................................................................................... 202
2. PRZYKŁAD DRUGI ................................................................................................. 204
3. PRZYKŁAD TRZECI ................................................................................................ 205
4. PRZYKŁAD CZWARTY .......................................................................................... 207

XIV. DYSPENSA PAPIESKA OD MAŁŻEŃSTWA ZAWARTEGO A
NIEDOPEŁNIONEGO........................................................................................................... 209

1. ELEMENTY PRAWA MATERIALNEGO................................................................... 209
2. WSKAZÓWKI DLA KONSULTANTA ....................................................................... 221
3. PRZYKŁADY ................................................................................................................ 224

1. PRZYKŁAD PIERWSZY .......................................................................................... 224
2. PRZYKŁAD DRUGI ................................................................................................. 226
3. PRZYKŁAD TRZECI ................................................................................................ 228
4. PRZYKŁAD CZWARTY .......................................................................................... 229

ADRESY SĄDÓW BISKUPICH W POLSCE ...................................................................... 231

background image

4

WSTĘP

GDY PO MIŁOŚCI NIE MA JUŻ ŚLADU

1. OPIS ZJAWISKA

Małżeństwo dwojga katolików nie jest teatrem. Życie męża i żony nie jest prezentacją
swych  umiejętności,  popisem  zdolności  albo  spektaklem  dla  rodziny.  Jest  wspaniałą
przygodą  miłości,  która  uporządkowana  i  umocniona  w  Bogu  może  prowadzić  do
wzajemnego  rozwoju.  Wspólne  szczęście  jest  dla  chrześcijańskich  małżonków
nieutracalnym  skarbem.  I  tak może  być  mimo  upływu  lat,  a  nawet  cierpienia  czy
pewnych  porażek.  Małżeństwo  staje  się  wówczas  fascynującym  kluczem  do
zrozumienia siebie i drugiego człowieka. Bywa jednak, że niektóre małżeństwa ulegają
rozpadowi.  Zawsze  jest  to  osobista  klęska  męża  i  żony.  Dwoje  ludzi  cierpi.  Sytuacja
taka przynosi ból tym większy, im bardziej osoba czuje się niewinna czy oszukana.

Rozmawiać,  słuchać  siebie,  usiłować  odnaleźć  płaszczyznę  porozumienia - te

działania wydają się podstawowe, gdy nad małżeństwem gromadzą się czarne chmury.
Zmagać się z własnym zniechęceniem czy żalem. Walczyć razem o wspólne dobro, a
nie  walczyć  ze  sobą,  próbować  przemienić  siebie  i  tę  drugą  ukochaną  osobę - oto
zadanie  minimum,  gdy  małżeństwo  przeżywa  poważny  kryzys.  Zaangażować
przyjaciół, życzliwych członków rodziny, udać się do poradni rodzinnych - te działania
jawią się jako kolejne ważne kroki czynione celem ratowania związku małżeńskiego i
rodziny.

2. PEWNOŚĆ ROZPADU

Kiedy okazuje się, że przelotny kryzys wcale nie był przelotny, związek pogrąża się w
wzajemnych  żalach  i  niezrozumieniu.  Pękają  więzy,  sypią  się

fundamenty.

Małżonkowie  rozstali  się  trwale,  nie  mieszkają  razem,  dzieci  powędrowały  do  mamy
(zazwyczaj), złożony został pozew o rozwód. Po jakimś czasie zostaje on orzeczony.
Gdy  po  ludzku  nie  ma  już  żadnych  szans  na  powrót,  wtedy  opadają  złe  emocje,
przychodzi czas wyrzutów sumienia. Można je zabić odsuwając się od Boga i Kościoła,
można je przeżywać bardzo intensywnie,  gdy  wiara i sakramenty  są komuś dźwignią
życia.

3. POSZUKIWANIA STABILIZACJI DUCHOWEJ

background image

5

Bardzo często rozwiedziony wierzący małżonek pragnie odnowić swoje życie. Jeśli żyje
w wierności przysiędze małżeńskiej i nie łączy się z innym człowiekiem jak z mężem
czy żoną, czyli nie nawiązuje relacji oblubieńczej z kimś innym, nie mieszka z tą osobą,
nie okazuje czułości czy bliskości zmysłowej na sposób małżeński, może przystępować
do sakramentów świętych.
Wobec Kościoła nadal jest przecież mężem tamtej kobiety, żoną tamtego mężczyzny.
Nikt  nie  zwolnił  rozwiedzionych  małżonków  z  odpowiedzialności  za  zbawienie
wieczne  współmałżonka.  Bóg  jest  większy  niż  sąd  cywilny.  Prawa  i  obowiązki
dotyczące współmałżonka zostały przekazane w małżeńskim przymierzu wobec Boga.
Nadal są ważne. Istnieje wszakże pragnienie, by na nowo połączyć się z kimś trwale i
wyłącznie. Mówiąc wyraźniej: bezpiecznie i wiernie. By tym razem miłość okazała się
dojrzała.  Rodzą  się  przeto  pytania:  jak  to  pragnienie  pogodzić  ze  swoim  położeniem
człowieka  rozwiedzionego?  Czy  osoba  rozwiedziona  jest  „skazana"  na  dozgonną
samotność? Czy  małżeństwo będzie odtąd jedynie bolesnym  wspomnieniem? Pytania
mnożą się, jeśli ze związku narodziły się dzieci: czy one pozostaną w takim przykrym
rozziewie między miłością do ukochanej mamy i ukochanego taty, którzy już dziś się
nie  kochają?  Jeżeli  jeden  z  rodziców  okazał  całkowity  brak  odpowiedzialności  za
współmałżonka  i  dzieci,  czy  oni  będą  już  zawsze  ułomną,  osieroconą  emocjonalnie
wspólnotą?

Chrześcijanin rozwiedziony nosi w sobie często pragnienie, by życie uporządkować.

Chce  je  na  nowo  uczynić  darem.  Wie  przecież,  że  nie  może  daru  odebrać,  gdy
prawdziwie  został  już  w  całości  ofiarowany  komuś  w  sakramentalnym  przymierzu
małżeńskim.  Niekiedy  bywa  jednak  tak,  że  małżeństwo,  które  się  rozpadło  wcale  nie
musiało być ważnie zawarte, choć na zewnątrz, w sakramentalnej celebracji urzędowy
świadek ogłosił je powagą Kościoła za związek zawarty ważnie.

Jak to rozumieć?

Najważniejsze w małżeństwie jest szczere, wzajemne oddanie się męża i żony. Jeśli

tego  braknie  lub  będzie  dotknięte  poważną  wadą,  wówczas  może  się  okazać,  że
małżeństwo  tak  naprawdę  nigdy  nie  było  sakramentem,  czyli  znakiem  wzajemnego
uświęcenia  małżonków.  Zewnętrzna  forma  niekoniecznie  musiała  odpowiadać
wewnętrznej treści. Liturgiczne znaki mogły być jedynie pozorami sakramentu, gdyż z
jakiejś przyczyny Chrystus nie mógł w mocy Ducha Świętego połączyć danego związku
mężczyzny i kobiety nierozerwalnym, duchowym węzłem małżeńskim. Kapłan, rodzina
i wspólnota przyjmowali tę przysięgę małżeńską z całą powagą i radością, lecz z takich
czy innych przyczyn  sakrament  mógł nie zaistnieć, węzeł sakramentalny  nie powstał.
Małżeństwo mogło być nieważne.

4. PRÓBA ROZEZNANIA SYTUACJI

Jak zatem odnaleźć się w tym trudnym położeniu? Warto porozmawiać z osobami

kompetentnymi, tj. znającymi nieco lepiej prawo Kościoła o sakramencie małżeństwa.
Dla jasności sprawy trzeba zaznaczyć, że nie każdy ksiądz, siostra zakonna, czy świecki

background image

6

teolog  dysponuje  na  bieżąco  solidną  wiedzą  w  tym  zakresie.  Wydaje  się  bardzo
wskazane,  by  starać  się  nawiązać kontakt  z  osobami  zatrudnionymi  w  kościelnym
sądownictwie - kapłanami czy świeckimi prawnikami, którym Kościół wydał licencję
na  udzielanie  kanonistycznych  porad  prawnych.  Praktyka  pokazuje,  że  osoby
korzystające  z  pomocy  samozwańczych  kanonistów  lub  studentów  prawa  świeckiego
często padają ofiarą ich niewiedzy, a czasem nawet oszustwa. Zwykle epizody te kończą
się stratą niemałych pieniędzy, żądanych za usługę porady prawnej i napisania skargi
procesowej.  Niektóre  reklamy  porad  kanonistycznych  w  internecie  zamiast  pomóc,
wprowadzają  zamieszanie.  Rozsądnym  krokiem  jest  znalezienie  adresu  do  sądu
biskupiego  diecezji,  w  której  osoba  mieszka  i  odbycie  rozmowy  z  pracownikiem
trybunału  lub  świeckim  konsultantem  kanonistycznym,  wskazanym  przez  konkretny
sąd  biskupi.  Rozmowa  powinna  pomóc  w  rozeznaniu  czy  ewentualnie  istnieją  fakty,
wydarzenia,  wypowiedzi  z  życia  narzeczeńskiego  i  małżeńskiego,  które  mogłyby
stanowić argumenty dla znalezienia takiego czy innego tytułu nieważności małżeństwa
(książka P. Bianchi zawiera szczegółową analizę kanonicznych przyczyn nieważności
przymierza małżeńskiego). W telegraficznym skrócie wypada je tu uszeregować w trzy
źródła nieważności:
I. Przeszkody zrywające
II. Wady zgody małżeńskiej
III. Wady formy kanonicznej

Pierwsze  są  obiektywnymi  przyczynami  nieważności  małżeństwa,  czyli  pewnymi

zewnętrznymi okolicznościami, które sprawiają, że człowiek rozumny i wolny nie może
ważnie zawrzeć małżeństwa. Jest ich dwanaście:

Wiek

Pokrewieństwo
Powinowactwo
Różna wiara
Impotencja

Święcenia

Wieczysty ślub czystości
Małżonkobójstwo
Uprowadzenie
Węzeł małżeński
Przyzwoitość publiczna
Pokrewieństwo  prawne  Druga  grupa  przyczyn  nieważności  jest  związana  z

zaburzeniami zdolności myślenia albo wyboru człowieka lub z brakiem szczerości
małżeńskiego oddania. Wady zgody małżeńskiej mogą mieć następujące formy:

Brak dostatecznego używania rozumu
Brak  rozeznania  oceniającego  co  do  istotnych  praw  i  obowiązków

małżeńskich wzajemnie przekazywanych

Niezdolność  do  przyjęcia  istotnych  obowiązków  małżeńskich  z  przyczyn  natury

psychicznej

Błąd co do osoby lub jej przymiotów

background image

7

Symulacja, czyli zgoda pozorna
Wykluczenie potomstwa, wierności lub nierozerwalności związku
Zgoda warunkowa
Przymus i bojaźń
Podstępne wprowadzenie w błąd,

Trzecią, najrzadziej  spotykaną  grupę  stanowią  wady  formy  kanonicznej,  czyli

najczęściej brak uprawnień kapłana asystującego przy zawieraniu małżeństwa.

5. PROCES KANONICZNY

Jeśli  istnieją  poważne  przesłanki,  że  małżeństwo  mogło  być  zawarte  nieważnie,
wówczas  osoba  zainteresowana  sporządza  skargę  powodową.  Jest  to  pismo  do  sądu
biskupiego,  w  którym  osoba  przedkłada  swą  prośbę  o  stwierdzenie  nieważności
swojego  małżeństwa  oraz  jej  uzasadnienie.  Zwykle  wzorzec  pisania  skargi  można
otrzymać  w  sądzie  biskupim.  Osoba  składająca  skargę  powodową  określana  jest  jako
powód. Na niej też spoczywa ciężar finansowy procesu, czyli ona opłaca jego koszty.
Należy więc napisać dlaczego się uważa, że małżeństwo zostało zawarte nieważnie, nie
należy  wszakże  podejmować  się  oceny  człowieka,  np.  pozwany  był  złośliwy,  głupi,
wulgarny. Te osądy nie są żadnym uzasadnieniem, a jedynie wylaniem żalu. Z punktu
widzenia  procesu  nie  mają  znaczenia.  W  skardze  powinny  się  znaleźć  konkretne
przykłady takich czy innych poważnych nieprawidłowości, zaburzeń, oszustw, pomyłek
czy  warunków,  które  miały  miejsce  w  okresie  narzeczeństwa,  tj.  fakty  i  ewentualnie
słowa  z  życia  narzeczonych,  w  których  dało  się  zauważyć,  że  dana  osoba  swym
zachowaniem  budzi  niepokój  co  do  przyszłości  mającego  powstać  małżeństwa.
Wydarzenia i słowa sprzed ślubu mają w procesie kluczowe znaczenie. Nie znaczy to,
że nie należy opisywać tego, co działo się po ślubie, a było przejawami rozkładu więzi
małżeńskich. Słuszne i ważne jest opisanie tego, co stanowiło niepokonalne trudności
związku małżeńskiego. Jednak zdecydowanie ważniejsze dla procesu jest wydobycie z
pamięci  ewentualnych  zdarzeń,  faktów,  słów,  które  już  przed  ślubem  wskazywały  na
istnienie jakiegoś bardzo poważnego problemu. Jeśli bowiem istniał on przed ślubem, to
istniał  także  w  chwili  zawierania  małżeństwa,  co  mogło  spowodować  jego
sakramentalną nieważność.

Skarga nie powinna przekraczać 5 stron. Ma ona charakter prawny, nie powinna być

zatem  scenariuszem  melodramatu,  choć  nie  jest  wyłącznie  rejestrem  osób,  zdarzeń,
miejsc  i  dat.  Dlatego  zalecana  jest  duża  wstrzemięźliwość  w  stosowaniu  określeń
emocjonalnych czy oceniających. Do skargi trzeba dodać listę świadków, którzy znali
strony  procesowe  przed  ślubem  i  mogą  złożyć  zeznania  w  sądzie  biskupim  o  tym
małżeństwie. Obok skargi w sądzie należy złożyć także wyciąg z księgi ślubów (można
go uzyskać w parafii, w której ślub był zawierany), metrykę chrztu strony powodowej i
strony pozwanej (te dokumenty można otrzymać w parafii chrztu, chociaż - w razie
ewentualnych  trudności  spowodowanych  dużymi  odległościami - warto  w  parafii
zawarcia  małżeństwa  poprosić  o  kserokopię  metryki  własnej  lub  strony  pozwanej).

background image

8

Materiałem dowodowym w procesie mogą być także listy, pisma urzędowe, dokumenty
medyczne, niekiedy (rzadko) zdjęcia, pamiętniki.

Napisaną skargę wraz z zebranymi dokumentami należy złożyć w sądzie biskupim.

Można  to  uczynić  osobiście  lub  drogą  pocztową  (przesyłka  polecona).  Osobiste
spotkanie z notariuszem daje znacznie większe możliwości korekty skargi lub uzyskania
odpowiedzi na liczne pomocnicze pytania (niekiedy zdarza się, że skarga jest napisana
źle, trzeba ją koniecznie poprawić).

Skarga zostaje przyjęta do procesu lub odrzucona. W przypadku odrzucenia, osoba

wnosząca o nieważność małżeństwa otrzymuje pisemne uzasadnienie odmowy. Może
wówczas  złożyć  odwołanie,  kierując  swą skargę  do  apelacyjnego  sądu  biskupiego.
Bywa, że skarga nie zostaje ani przyjęta, ani odrzucona, lecz osoba zostaje wezwana do
sądu  biskupiego,  aby  złożyć  pewne  wyjaśnienia  i  uściślenia.  Po  takim  uzupełnieniu
skarga może być przyjęta do procesu.

Proces  o stwierdzenie  nieważności  małżeństwa  nie  jest  „rozwodem  kościelnym",

gdyż  Chrystus  Pan  ustanowił  małżeństwo  między  ochrzczonymi  jako  nierozerwalny
sakrament. Proces nie jest też „unieważnieniem" małżeństwa, gdyż unieważnić można
jedynie coś, co jest prawnie ważne, natomiast w procesie bada się czy małżeństwo było
(i  pozostaje)  sakramentem,  czy  było  i  jest  ważne  aż  do  śmierci  jednego  ze
współmałżonków, czy też było od początku nieważne, czyli nosi zewnętrzne znamiona
ważności,  choć  faktycznie  w  ogóle  nie  było sakramentem.  Proces  może  stwierdzić
nieważność małżeństwa, a wyrok nazywany jest wówczas pozytywnym. Proces może
nie  stwierdzić  nieważności  (wyrok  negatywny),  co  nie  jest  równoznaczne  z
potwierdzeniem, że małżeństwo było ważnie zawarte, gdyż faktycznie mogło być ono
zawarte  nieważnie,  lecz  z  innej  przyczyny  (tytułu)  nieważności.  Wszakże  wyrok
negatywny,  póki  co,  potwierdza,  że  dane  małżeństwo,  które  się  rozpadło,  nadal  jest
uważane  w  Kościele  za  sakramentalnie  ważne,  póki  ewentualnie  nie  udowodni  się
czegoś przeciwnego. Sensem procesu jest danie odpowiedzi na zasadnicze pytanie:

Czy  małżeństwo  X- Y  zostało  nieważnie  zawarte  z  tytułu  np.  wykluczenia

nierozerwalności małżeńskiej po stronie pozwanego?

Trzeba zaznaczyć, że domniemanie przemawia za ważnością małżeństwa, a ten, kto

twierdzi,  że  jest  inaczej  (strona  wnosząca  skargę),  musi  nieważność  przed  sądem
udowodnić. To on musi przekonać sąd, że jego małżeństwo jest nieważne. Druga strona
w  procesie  ma  pełne  prawo  do  obrony  ważności  tego  małżeństwa  i  dostarczania
dowodów  przeciwnych.  W  procesie  bierze  udział  także  tzw.  obrońca  węzła
małżeńskiego, czyli pracownik sądu, którego zadaniem jest odnajdywanie w faktach z
życia narzeczeńskiego i małżeńskiego stron wszystkiego, co przemawia za ważnością
małżeństwa.  Jego rola  może  zostać  niekiedy  mylnie  odebrana, jako  osoby złośliwie
robiącej  trudności  w uzyskaniu  stwierdzenia  nieważności.  Nie  jest  tak,  gdyż  obrońca
węzła  małżeńskiego  swoim  argumentami  równoważy  proces,  czyniąc  go  bardziej
sprawiedliwym i wiarygodnym.

Badanie kanoniczne ma prowadzić sędziów do jak najbliższego podejścia do prawdy

o tym małżeństwie, do uzyskania tzw. moralnej pewności, że ten związek był zawarty
nieważnie.  Jeśli  tej  pewności  wewnętrznej  nie  uzyskają  w  oparciu  o  weryfikowane

background image

9

fakty, nie mogą wyrokować pozytywnie, czyli stwierdzić nieważność małżeństwa. Sam
proces składa się z kilku etapów, które jedynie skrótowo zostaną zaznaczone:

1. Przyjęcie skargi (przewodniczący  kolegium  sędziowskiego  po rozeznaniu pisma

uznaje, że istnieją podstawy do wszczęcia procesu)

2. Ustalenie przedmiotu sporu (sformułowanie zapytania, np. czy małżeństwo X - Y

zostało  nieważnie  zawarte  z  tytułu  np.  wykluczenia  nierozerwalności  małżeńskiej  po
stronie pozwanego?)

3. Instrukcja,  czyli  etap  zbierania  materiałów  dowodowych  (przesłuchanie  stron,

świadków, opinia biegłych, zapoznanie się stron z aktami - strony [i tylko one!] mogą
zapoznać się z całością akt, ewentualnie dodać jakieś swoje pismo)

4. Sesja trybunału

5. Powiadomienie  stron  o  wyroku  wraz  z  uzasadnieniem  (w  postaci  pisemnej)
Proces ma charakter pisemny i nie jest jawny. Nie ma zatem - jak w sądach

cywilnych - publicznych rozpraw, konfrontacji obojga stron wobec zespołu sędziów i
widowni. Zeznanie stron i świadków jest składane w obecności audytora i notariusza
(niekiedy  samego  audytora).  Strony  składają  zasadniczo  jedno  zeznanie,  o  przebiegu
procesu  mogą  być  powiadamiane  na  bieżąco,  jeśli  zgłaszają  się  osobiście  lub  przez
pełnomocnika do sądu biskupiego. Listem poleconym są wzywane na złożenie zeznań,
przeglądanie akt, jak również są informowane, że zapadł wyroku w sprawie.

Powyższe wiadomości oddają pewien zarys procesu kanonicznego, którego przebieg

jest  określony  prawem  kanonicznym.  Sądy  biskupie  zachowując  zasadniczy  rdzeń
procesu  mają  jednak  zawsze  pewne  drobne  różnice,  które  wynikają  z  odmiennych
stylów sądów. Trzeba dodać, że różne są opłaty za proces w różnych sądach biskupich w
Polsce  (w  I  instancji:  od  kilkuset  złotych  do  około  1000  zł,  może nieco  więcej;  w  II
instancji: 400-500 zł). Rzekome opowieści o kosztach rzędu 5 000 zł należy uznać za
niepoważne,  niekiedy  prefabrykowane  przez  samozwańczych  „znawców  tematu",
którzy, jak się zdaje, chcą takimi cenami usprawiedliwić swoją chciwość (zdarzyło się,
że  jakiś  nieuprawniony  prawnik  pobierał  4000  zł  za  napisanie  skargi,  na  dodatek
fatalnej!).

6. KONSEKWENCJE PROCESU

Gdy  w  I  instancji  zostanie  orzeczony  wyrok  w  sprawie  o  stwierdzenie  nieważności
małżeństwa, sprawa automatycznie kierowana jest do II instancji.
Dlaczego  tak?  Aby  nowy,  niezależny  zespół  sędziowski  (kolegium  sędziów  stanowią
trzy osoby) mógł jeszcze raz zbadać sprawę. Rzecz dotyczy bowiem sakramentu, czyli
znaku uświęcenia, Bożego daru dla ludzkiego zbawienia. Dlatego sędziowie II instancji
podejmują  się  badania  sprawy  orzeczonej  w  I  instancji.  Ten  proces  jest  jednak
uproszczony, zwykle nie przeprowadza się drugiej instrukcji, czyli zbierania materiału
dowodowego,  lecz  po  przeanalizowaniu  akt  na  sesji  trybunału  dekretem  zatwierdza
wyrok I instancji. Gdy jednak sprawa jest skomplikowana, sentencja wyroku i instancji
oparta na słabych i nielicznych dowodach, trybunał apelacyjny może sprawę skierować

background image

10

na  tzw.  drogę  zwykłego  postępowania,  czyli  uzupełnić  materiał  o  zeznanie  nowych
świadków,  czasem  stron,  o  nową  opinię  biegłej  psycholog  etc.  Jeśli  kolegium  II
instancji,  czyli  trzech  nowych  sędziów  z  sądu  apelacyjnego,  potwierdzi wyrok  I
instancji, wówczas wyrok jest prawomocny i wykonalny. Gdy w pierwszym trybunale
zapadnie wyrok pozytywny i w drugim taki sam, wówczas Kościół z moralną pewnością
może powiedzieć, że dane małżeństwo nie było zawarte ważnie. Jeśli zaś w pierwszym
sądzie  biskupim  wyrok  jest  negatywny,  stronom  przysługuje  prawo  apelacji  od  tego
wyroku do trybunału II instancji. Jeśli kolejny wyrok, czyli ten w II instancji, również
będzie negatywny, wówczas w uzasadnionym przypadku można jeszcze prosić Stolicę
Świętą o tzw. nowe przedłożenie sprawy. Istnieje też trzecia możliwość: w I instancji
wyrok będzie pozytywny, w II instancji negatywny albo odwrotnie, tj. w I negatywny, a
w II pozytywny. Wówczas strona ma prawo apelować do Trybunału Roty Rzymskiej o
rozstrzygnięcie sporu na poziomie III instancji.

Wiele  osób  przeżywa  wstrząs,  gdy  w  trakcie  procesu  muszą  jeszcze  raz

emocjonalnie powrócić do dramatu nieudanego małżeństwa. Boją się także, że jeśli sąd
orzeknie  nieważność  z  tytułu  przeszkody  czy  wady  zgody  po  ich  stronie  to  będzie
piętnem  ich  winy.  Tymczasem  sąd  nie  orzeka  o  winie  strony,  lecz  o  nieważności
małżeństwa. Nie da się ukryć, że w zeznaniach często osoby muszą wyznać także swoje
winy  odsłaniając  ciemne  strony  swego  życia.  Nie  znaczy  to  jednak,  że  wyrok  będzie
miał charakter moralny, czyli orzeknie o godziwości życia stron. Orzeczenie sądu ma
charakter kanoniczny, czyli wskazuje na wynik rozeznania sędziów co do nieważności
małżeństwa.

Trzeba  jeszcze  zaznaczyć,  że  w  szczególnym  przypadku  braku  dopełnienia

małżeństwa, czyli braku stosunku seksualnego stron po ich ślubie, można zwrócić się do
Ojca Świętego z prośbą o rozwiązanie takiego niedopełnionego małżeństwa. Jest to akt
łaski, a nie akt sprawiedliwości papieża związany z jego władzą kluczy, którą przekazał
św. Piotrowi Chrystus Pan. Następca św. Piotra ma moc rozwiązać małżeństwo, które
zostało  związane  z  tzw.  nierozerwalnością  względną  poprzez  słowa  przysięgi
małżeńskiej, lecz wskutek braku współżycia seksualnego po ślubie, ich małżeństwo nie
nabyło tzw. nierozerwalności absolutnej.

Gdy  osoby  otrzymają  potwierdzenie  z  sądu  II  instancji  o  zapadnięciu  sentencji

wyroku,  strona  pozwana  otrzymuje listem  poleconym  to  orzeczenie sądowe,  a  strona
pozwana  informację,  że  może  się  po  duplikat  orzeczenia  zgłosić  do  sądu.  Trybunał
powiadamia proboszczów parafii chrztu i parafii zawarcia małżeństwa, którzy zapiszą w
księgach parafialnych adnotację o stwierdzeniu nieważności małżeństwa. Czasami, gdy
przyczyną nieważności małżeństwa była choroba psychiczna, zaburzenia osobowości,
impotencja  lub  zła  wola  którejś  ze  stron,  sąd  może  zakazać  takiej  osobie  zawarcia
małżeństwa  w  przyszłości,  by  uchronić  innego  potencjalnego  współmałżonka  przed
kolejnym nieważnym związkiem. Jeśli osoba jest wolna od przeszkód i pragnie zawrzeć
związek  małżeński  w  Kościele,  droga  stoi  otworem.  Może  podjąć  radosny  trud
małżeństwa. Tym razem - ufajmy - naprawdę ważnego.

ks. Mirosław Czapla

background image

11

I. WPROWADZENIE I UWAGI WSTĘPNE

1. NORMY KONFERENCJI EPISKOPATU WŁOCH

Artykuł  56  dekretu  Konferencji  Episkopatu  Włoch  (CEI - dekretu,  mającego  dla
Kościoła  włoskiego  moc  ustawy  (por.  kan.  29),  ogłoszonego  5  listopada  1990,  jaki
wszedł w życie 17 lutego 1991 - przewiduje, iż wśród rozmaitych formy pomocy, jaka
ma być udzielana przez wspólnotę kościelną małżonkom, których związek znajduje się
w „poważnych trudnościach", powinna się znaleźć również weryfikacja „ewentualnego
istnienia  przesłanek,  jakie  Kościół  uznaje  za  istotne  dla  stwierdzenia  nieważności
zawartego związku małżeńskiego" (art. 56, ust. 1).

Przepisy te ustalają również, na jakich podmiotach ciąży zagwarantowanie tej formy

pomocy małżonkom, których związek znalazł się w poważnych trudnościach: z tekstu
ustawy  wynika  bowiem,  iż  Konferencja  Biskupów  obciążyła  tym  obowiązkiem -
przynajmniej  w  początkowej  fazie  dochodzenia -proboszczów:  „Pierwsza  pomoc,  jak
chodzi  o  wspomnianą  weryfikację,  powinna  zostać  zapewniona,  wraz  z  dyskretną  i
gorliwą  dyspozycyjnością  duszpasterską,  przez  proboszczów  korzystających,  w  razie
potrzeby, ze współpracy poradnictw działających w zgodzie z duchem chrześcijańskim"
(art.  56,  ust.  2).  Tak  więc  obowiązek  ten  ciąży  bezpośrednio  na  proboszczach
(ewentualnie  wspieranych  przez  instytucje,  które  mają  na  celu  opiekę  i  pomoc
rodzinom: przez poradnictwa o inspiracji chrześcijańskiej), i polega on na pomaganiu
małżonkom,  których  związek  znajduje  się  w  poważnych  trudnościach,  w  weryfikacji
ewentualnej nieważności ich sakramentalnego związku małżeńskiego.

Na  tym  etapie  kształtowania  sumień  wierzących  jedynie  w  wypadku  spraw

szczególnie  trudnych  przewidziana  została  interwencja  bardziej  specjalistycznych
organizmów eklezjalnych, takich jak kurie diecezjalne czy trybunały regionalne, które,
jak wiadomo, są (we Włoszech) organami kompetentnymi do rozpatrywania wniosków
o stwierdzenie nieważności małżeństwa. Kościelne prawo włoskie stanowi bowiem: „W
każdym  wypadku  wskazanym  jest,  aby  przy  kuriach  diecezjalnych  czy  trybunałach
regionalnych  rozpatrujących  sprawy  o  stwierdzenie  nieważności  małżeństwa
powoływane  były  do  istnienia  wykwalifikowane  służby  poradnictwa,  do  jakich,
zwłaszcza w sprawach szczególnie złożonych, mogliby z własnej inicjatywy czy też za
radą swego proboszcza, zwracać się zainteresowani wierni" (art. 56 ust. 3). Z normy tej
jasno wynika, że tworzenie wspomnianych organizmów poradnictwa, mimo iż zalecane
nie  jest  jednak  obowiązkowe  (w  odróżnieniu  od  zadań  ciążących  na  proboszczach)  i
stanowi raczej opcjonalną możliwość pomocy „zwłaszcza w sprawach czy przypadkach
szczególnie złożonych".

Można  by  zadać  tu  pytanie  o  powody,  dla  których  Konferencja  Biskupów

postanowiła bezpośrednio (oraz głównie) obciążyć proboszczów (wspomaganych przez
poradnictwa  o  inspiracji  chrześcijańskiej)  obowiązkiem  weryfikacji  możliwości
wszczęcia  sprawy  kanonicznej  o  stwierdzenie  nieważności  małżeństwa  w  przypadku

background image

12

wiernych  mających  poważne  trudności  małżeńskie,  a  nie  zleciła  natomiast  takiej
weryfikacji  bardziej  wyspecjalizowanym  instancjom,  jak  kurie  diecezjalne  czy
trybunały. Przypuszczalnie Konferencja Episkopatu Włoch, uznając, że w wypadkach
takich  bardzo  ważnym  jest  wyjaśnienie  wiernym  motywów  ewentualnego  wdrożenia
procedury  kanonicznej  oraz  uświadomienie  im  wagi  osądu  kościelnego  w  konkretnej
sprawie  małżeńskiej  (zwłaszcza  co  do  efektywnego  istnienia  obowiązków
wynikających  z  węzła  małżeńskiego),  pragnęła  dać pierwszeństwo  elementowi
„duszpasterskiemu" takiego rozeznania: w takich wypadkach proboszczowie zdają się
bowiem rzeczywiście być osobami, które najlepiej mogą zagwarantować odpowiednią
troskę duszpasterską.

Z doświadczenia Autora - również i osobistego - wynika, że nie jest rzeczą właściwą

obciążanie  trybunałów,  bezpośrednią  i  masową,  wstępną  konsultacją  dotyczącą
możliwości  przeprowadzenia  sprawy  o  stwierdzenie  nieważności  małżeństwa.  Choć
prawdą jest, że mogłyby one zaoferować swe kompetencje i swą praktykę w tego typu
sprawach,  to  jednak -z  powodu  niedoborów  wykwalifikowanych  kadr  specjalistów
(zwłaszcza  wikariuszów  sądowych  oraz  pomocniczych  wikariuszów  sądowych) -
konsultacje  udzielane  przez  sędziów  mogłyby  wywołać  trudności  w  skompletowaniu
Kolegiów sądzących. Jakkolwiek, mimo iż prawdą jest, że fakt udzielenia konsultacji
nie  stanowi  prawnej  przyczyny  powstrzymania  się  od  orzekania  ani  też  nie  daje
podstawy  do  wyłączenia  sędziego  (por.  kan.  1448  i  1449),  logicznym  wydaje  się,  że
sugeruje on - zwłaszcza w wypadku, gdy konsultacje przeprowadzone były w sposób
dogłębny  i  szczegółowy  i  zakończyły  się  udzieleniem  odpowiedzialnej  rady,  a  nie
odesłaniem  do  innego  specjalisty - iż  wskazanym  byłoby  powstrzymanie  się  od
orzekania w danej sprawie, tak aby zapewnić spokój duchowy zarówno sędziemu, jak i
stronie,  która  uprzednio  zwróciła  się  do niego,  prosząc  o konsultacje  (na  przykład,
mogłaby czuć się zakłopotaną, gdyby w jej sprawie orzekała osoba, która odradzała jej
wstępowanie na drogę sądową).

W celu rozwiązania wynikających stąd trudności niektóre trybunały już w ubiegłych

latach  przewidziały - zgodnie  z  możliwością,  jaką  daje  kan.  1490  Kodeksu  Prawa
Kanonicznego - powołanie  stałego  konsultanta-obrońcy,  któremu  zostały  powierzone
między innymi zadania wstępnych konsultacji; inne zawarły z adwokatami wpisanymi
na  ich  listę  umowy,  w  jakich  zobowiązują  się  oni  publicznie  (na  przykład  składając
deklarację  w  odpowiednich  gazetach  diecezjalnych)  do  udzielania  bezpłatnych
konsultacji  wiernym  mającym  problemy  małżeńskie,  umożliwiając  im  ustalenie,  czy
dana  sprawa  może  stanowić  przedmiot  procesu  kanonicznego  o  stwierdzenie
nieważności  małżeństwa.  Obecnie  wszystkie  regionalne  trybunały  włoskie,  zgodnie  z
art. 6 normatywy Konferencji Episkopatu Włoch, ogłoszonej dekretem z 18 marca 1997
roku  (opublikowanym  26  marca  1997),  jaka  reguluje  niektóre  aspekty  zarządu
administracyjnego trybunałów oraz działalność działających przy nich obrońców, mają
obowiązek wyłonienia ze swych kadr przynajmniej dwóch takich stałych konsultantów.
Jednym  z  ich  zadań  jest  właśnie  oferowanie  zainteresowanym  wiernym
wykwalifikowanej kanonicznej konsultacji odnośnie do możliwości wystąpienia przez
nich  ze  sprawą  o  stwierdzenie  nieważności  małżeństwa,  konsultacji,  która  mogłaby

background image

13

następnie 

przerodzić 

się 

podjęcie 

się 

przez 

wspomnianego 

stałego

konsultanta-obrońcę  reprezentowania  takiej  strony  w  przyszłym,  ewentualnym
procesie.

Należy  jednak  podkreślić,  że  nawet  ustanowienie,  na  terytorium  całego  państwa,

takich  stałych  konsultantów-obrońców  bynajmniej nie  eliminuje  konieczności
udzielania  duszpasterskiej  pomocy  i  potrzeby  utworzenia  wstępnego  „filtru"  dla
udzielanych  przez  nich  konsultacji,  które  powinny  funkcjonować  na  szczeblu
parafialnym  oraz  na  szczeblu  poradnictw  o  inspiracji  katolickiej:  wskazanym  jest
bowiem,  aby  do  stałych  konsultantów-obrońców  nie  trafiały  sprawy  kompletnie
nieuzasadnione z punktu widzenia procesowego prawa kanonicznego, ale jedynie takie,
które  na  bazie  realnie  istniejących  przesłanek  dawałyby,  w  opinii  stałego
konsultanta-obrońcy, możliwość nadania im dalszego biegu. W przeciwnym wypadku
istnieje ryzyko,  że obrońcy ci zostaną zasypani olbrzymią ilością spraw  małżeńskich,
jakie  wymagają  pomocy  duszpasterskiej,  zupełnie  innej  niż  ta,  która  może  być
zagwarantowana  w  momencie  wnoszenia  sprawy  o  stwierdzenie  nieważności
małżeństwa do trybunału kościelnego.

Po wyszczególnieniu podmiotów zobowiązanych do udzielania wspomnianych

usług konsultacyjnych dla wiernych normy Konferencji Episkopatu Włoch z 1990
przewidują dwa środki ostrości, dwa szczególne elementy, zgodnie z którymi mają
odbywać się te konsultacje.

W  pierwszym  rzędzie  dekret  generalny  stwierdza,  że  weryfikacja  możliwości

ewentualnego  zaskarżenia  ważności  węzła  małżeńskiego  musi  być  przeprowadzona
wówczas  „kiedy  pojawiają  się uzasadnione  przesłanki"  co  do możliwej  nieważności
(art.  56  ust.  1) - to  znaczy,  kiedy  odnotowuje  się  obecność  elementów,  jakie  czynią
wskazanym pogłębienie takiej kwestii, choćby nie reprezentowały one jeszcze pełnych
dowodów  nieważności,  która  może  być zaskarżona  przed  trybunałem.  Jest  rzeczą
ewidentną, że norma ta pozostawia osobom wyznaczonym do przeprowadzania takich
weryfikacji  pewną  uznaniowość  odnośnie  dokonywania  konkretnych  weryfikacji,
ponieważ się może zdarzyć, iż nie zawsze „uzasadnione przesłanki" są ewidentne czy
już wcześniej znane samemu konsultantowi-obrońcy. Może to być jedną z przyczyn, dla
których  wioska  norma  kanoniczna  zarządziła,  aby  to  właśnie  proboszcz  był  tym
podmiotem,  na  którym  bezpośrednio  i  w  pierwszej  kolejności  spoczywa  obowiązek
prowadzenia  takich  konsultacji:  istnieje  bowiem  duże  prawdopodobieństwo,  iż  te
„uzasadnione przesłanki" (czyli przesłanki uzasadniające pogłębione zbadanie sprawy
w  perspektywie  możliwości  zadeklarowania  nieważności  związku  małżeńskiego)
wyłonią  się właśnie  w  sposób  nieformalny  podczas  rozmów  duszpasterskich,
zwyczajowo  przeprowadzanych  z  wiernymi,  i  że  w  ten  sposób  to  właśnie  proboszcz,
postępując  ze  szczególną  ostrożnością  i  rozwagą,  może  nieformalnie  ustalić  ich
istnienie jeszcze przed postawieniem hipotezy o istnieniu przesłanek do wystąpienia z
żądaniem  o  stwierdzenie  nieważności  związku  małżeńskiego.  Oczywiste,  że  oprócz
celowości uprzedniego dysponowania „uzasadnionymi przesłankami", zaproponowanie
weryfikacji  odnośnie  do  możliwości  zaistnienia nieważności  danego  związku
małżeńskiego będzie tym łatwiejsze, im bardziej nieuleczalny stał się w międzyczasie

background image

14

rozkład  małżeństwa,  innymi  słowy,  im  bardziej  utrwaliła  się  sytuacja  pozostająca  w
obiektywnej  sprzeczności  z  możliwością  przetrwania  małżeństwa,  co  do  którego
ewentualnej  nieważności  jest  proponowane  dokonanie  weryfikacji  (jak  na  przykład
zawarcie nowego małżeństwa cywilnego po rozwodzie).

Drugim środkiem ostrożności przewidzianym przez Konferencję Episkopatu Włoch

jest  wymóg,  aby  „badania  mające na  celu  weryfikację  ewentualnych  motywów
nieważności  małżeństwa  prowadzone  były  zawsze  w  sposób  kompetentny,  ostrożny  i
rozważny, z troską o uniknięcie wysuwania pochopnych konkluzji (art. 56 ust. 4). Takie
pochopne  konkluzje  mogą  bowiem  z  jednej  strony  wytwarzać  szkodliwe  iluzje,  na
przykład  przedstawiając  jako  możliwą  i  uzasadnioną  sprawę  o  stwierdzenie
nieważności  związku  (w  rzeczywistości  bezpodstawną),  skłaniając  w  ten  sposób
zainteresowanego  do  podjęcia  inicjatyw  procesowych,  w  których  czeka  go  porażka  i
rozczarowanie;  czy  też,  z  drugiej  strony,  mogą  zniechęcić  (powierzchownymi  i
pochopnymi  odpowiedziami)  osobę,  która  zwróciła  się  z  prośbą  o  konsultację,
uniemożliwiając  jej - jak  wyraża  się  wspomniany  dekret  generalny - „uzyskanie
wyjaśnień  cennych  dla  ustalenia,  iż  pozostaje  ona  w  stanie  wolnym,  a  tym  samym
cennych dla pokoju jej sumienia" (art. 56 ust. 4).

2.  POMOC  DLA  PROBOSZCZÓW I  KSIĘŻY MAJĄCYCH  DO  CZYNIENIA  Z

MAŁŻONKAMI, KTÓRYCH ZWIĄZEK PRZEŻYWA POWAŻNY KRYZYS

Zważywszy,  że  Konferencja  Episkopatu  Włoch  (w  art.  56  swego  Dekretu

generalnego z 1990 r., dotyczącego sakramentalnych związków małżeńskich) powierza
zadanie udzielania wiernym, których związek znajduje się w stanie głębokiego kryzysu,
wstępnych  konsultacji  odnośnie  do  możliwości  występowania  o  stwierdzenie
nieważności  małżeństwa,  nie  tyle  specjalistom  w  dziedzinie  prawa,  ile  kapłanom,  a
zwłaszcza proboszczom, wymagając od nich tak rozwagi, jak i kompetencji i zalecając
im  unikanie  wysuwania  pochopnych  konkluzji  oraz  zachęcając  do  ustalenia  istnienia
ewentualnych przesłanek takiej nieważności, czasopismo „Zeszyty prawa kościelnego"
zaproponowało  udzielenie  pomocy - możliwie  jak  najbardziej  praktycznej -
zainteresowanym  księżom,  mającej  na  celu  wspieranie  ich  w  wypełnianiu  zadań
odnoszących  się  do  wstępnych  konsultacji,  jakie  nałożyła  na  nich  krajowa  ustawa
kanoniczna.

Stąd też w serii artykułów, które zostały zebrane w tej książce, przedstawiono uwagi

i sugestie, jakie wydają się przydatne podczas prowadzenia kolokwiów odbywanych w
ramach wspomnianych wstępnych konsultacji, mając nadzieję, że naświetlą one, choć
tylko w ograniczonym zakresie, zagadnienie (niewątpliwie zasługujące na pogłębione
badania) „ewentualnego istnienia przyczyn, jakie Kościół uznaje za istotne, jak chodzi o
uznanie  nieważności  sakramentalnego  związku  małżeńskiego"  (art.  56  st.  1  dekretu
generalnego z listopada 1990).

background image

15

Należy tu więc szczególnie podkreślić praktyczne i dydaktyczne cele przyświecające

tej  pracy:  cele,  jakie  uwidaczniają  się  również  w  samej  strukturze  opracowań,  które
zaprezentowano w cytowanym czasopiśmie, a które tu zebrano na pożytek czytelników.
Mówiąc  bardziej  konkretnie - po  Wprowadzeniu  zawierającym  uwagi  ogólne  co  do
ducha,  w  jakim  powinny  być  prowadzone  wspomniane  kolokwia  oraz  odnośnie  do
sposobu  traktowania  jego  uczestników - w  każdym  rozdziale  tej  pracy  będą
proponowane refleksje co do wymogów dowodowych, przewidzianych przez przepisy
prawa  kanonicznego,  dotyczących  niektórych,  najczęściej  występujących,  przyczyn
nieważności,  uznając,  że  może  pomóc  to  kapłanom,  na  których  (zgodnie  z  dekretem
Konferencji Episkopatu Włoch) spoczywa obowiązek udzielania wstępnych konsultacji
wiernym  znajdującym  się  w  szczególnie  trudnej  sytuacji  małżeńskiej,  w  lepszym
zindywidualizowaniu, przynajmniej prawdopodobnego, istnienia podstaw nieważności
oraz konieczności dalszego pogłębionego badania kwestii.

Pozostaje  jeszcze  tylko  sprecyzować,  że  praca  ta  będzie  się  ograniczać,  jak  już

powiedziano,  jedynie  do  niektórych,  najczęściej  pojawiających  się  „przyczyn
nieważności",  zajmując  się  tymi,  jakie,  statystycznie,  są  najczęściej  przedstawiane
przed  trybunałami  i  których  zindywidualizowanie  wymaga  z  tego powodu  większej
uwagi  oraz  głębszej  analizy  ze  strony  konsultanta.  Jest  oczywiste,  iż  niektóre,
przewidziane  przez  przepisy,  przyczyny  nieważności  są,  ze  względu  na  swą  naturę,
statystycznie 

rzadsze 

równocześnie, 

merytorycznie, 

łatwiejsze 

do

zindywidualizowania. Mowa tu na przykład o przeszkodach małżeńskich wynikających
z faktu otrzymania święceń (kan. 1087) czy związania wieczystym ślubem publicznym
czystości  w  instytucie  zakonnym  (kan.  1086).  Na  zakończenie  książki  przedstawiony
również  zostanie  rozdział  poświęcony  zagadnieniu  dyspensy  od  małżeństwa  ważnie
zawartego, lecz niedopełnionego oraz rozdział dotyczący konwalidacji czyli uważnienia
małżeństwa, a więc instytucji prawnych, jakie mogą stanowić propozycję duszpasterską
dla małżeństwa, co do którego istnieją motywy pozwalające na uznanie go za nieważne.

Innymi słowy, praktyczny cel tej pracy sprawia, że stanowi ona nie tyle kompletne

opracowanie  dotyczące  kanonicznego  prawa  małżeńskiego - tak  materialnego,  jak  i
procesowego - lecz  jedynie  zwykły  podręcznik  przeznaczony  do  użytku  dla
duszpasterzy oraz konsultantów wiernych, borykających się z poważnymi trudnościami
małżeńskimi. Kolejne artykuły, jakie ukażą się w przyszłości w czasopiśmie „Zeszyty
Prawa Kościelnego", czy ewentualne następne wydania tej książki będą mogły naprawić
występujące  w  niej  braki  oraz  uwzględnić  ewentualne  sugestie  dotyczące  tego
pierwszego wydania.

background image

16

3.  OGÓLNE  UWAGI  DOTYCZĄCE  BADANIA PRZEPROWADZANEGO  W
RAMACH  WSTĘPNYCH KONSULTACJI  MAJĄCYCH  NA  CELU  USTALENIE

EWENTUALNEJ PRZYCZYNY NIEWAŻNOŚCI MAŁŻEŃSTWA

Na wstępie należy zwrócić uwagę na pewne elementy, jakie mogą być szczególnie

pomocne w ustaleniu istnienia ewentualnych motywów nieważności małżeństwa, które
znajduje się w fazie ciężkiego i nieuleczalnego kryzysu.

Stąd też należy pamiętać o pewnych zasadach.

1) Bardzo wskazanym, zwłaszcza na początku prac weryfikacyjnych, prowadzonych

na wniosek zainteresowanego (czasami zdarza się, że to nie on prosi o weryfikację, ale
sam  proboszcz  po  wysłuchaniu  tego,  co  mówi  on  o  swym  małżeństwie,  dostrzega
konieczność podjęcia takiej weryfikacji), jest zwrócenie mu uwagi na to, że weryfikacja
opiera  się  na  założeniu  maksymalnej  szczerości  ze  strony  zainteresowanego
konsultacją.

Jest  tak  z  dwóch  powodów.  Po  pierwsze,  ponieważ  ewentualna  deklaracja

nieważności małżeństwa jest problemem dotykającym sumień zainteresowanych osób
(także  na  forum  wewnętrznym),  dotyczy  prawa,  które  nie  zależy  od  wolnej  woli
małżonków,  a  którym  jest  węzeł  małżeński  powstały  na  skutek  ważnie  zawartego
związku. Nie chodzi tu bowiem o zwykłe sformalizowanie konkretnej sytuacji osobistej,
ale  o  fakt,  jaki  dotyczy  bezpośrednio  również  i  samego  sumienia,  z  punktu  widzenia
którego  ewentualny  wyrok  orzekający  nieważność  małżeństwa,  opierający  się  na
świadomie  sfałszowanych  lub  „naciąganych"  motywacjach,  nie  przedstawia  żadnej
wartości.

Po  drugie,  ponieważ  wstępne  konsultacje,  chociaż  zajmują  się  problemem

możliwości  dowiedzenia  ewentualnych,  sugerowanych  motywów  nieważności,  nie
pociągają konieczności przedłożenia samych dowodów: zadaniem tych konsultacji jest
bowiem  ocena  sytuacji  dokonywana  na  bazie  elementów  pochodzących  zazwyczaj
jedynie z relacji zainteresowanego  małżonka  bądź,  maksymalnie,  obojga  małżonków.
W  razie  potrzeby  bardzo  ważnym  jest  więc  danie  do  zrozumienia  stronie,  że
jakakolwiek przesada w przedstawianiu faktów, czy też „naciągane" argumenty mogą,
być  może,  oszukać  konsultanta,  ale  o  wiele  trudniej  będzie,  aby  zostały  one
zaakceptowane przez trybunał, który będzie musiał zbadać i skonfrontować twierdzenia
stron.

2)  Osoby,  które  mają  pomagać  zainteresowanemu  w  ustaleniu  ewentualnej

nieważności  zawartego  przez  niego  związku  małżeńskiego,  muszą  mieć  zawsze  na
uwadze  cele  wynikające  z  samej  istoty  takiej  weryfikacji,  jakimi  są:  po  pierwsze,
ustalenie,  czy  przypadek  przedstawiony  przez  danego  wiernego  spełnia  przesłanki
nieważności związku małżeńskiego przewidziane przez przepisy prawa kanonicznego;
po  drugie,  stwierdzenie,  czy  jest  możliwe,  choćby  tylko  w  zarysie  ogólnym,
dowiedzenie istnienia ewentualnych przyczyn nieważności.

background image

17

Jest  to  istotne,  dlatego  iż  zdarza  się  często,  że  wierni  opisujący  swe  historie  mają

tendencję  do  odchodzenia  od  tematu:  do  opowiadania  o  faktach,  które  nie  dotyczą
bezpośrednio samego przedmiotu konsultacji czy też do wyrażania i opisywania swych
uczuć,  tak  przeszłych,  jak  i  teraźniejszych.  Nie  ulega  wątpliwości,  że  konsultant  nie
powinien  przesłuchiwać  zainteresowanego  w  sposób  biurokratyczny,  nic  też  stoi  na
przeszkodzie, aby podzielał jego uczucia, odczuwał ludzką sympatię czy też dzielił jego
ból  wywołany  tragicznymi  przejściami;  nie  powinien  on  jednak  zapominać  o
konkretnych  celach  pomocy,  jakiej  ma  udzielić  tej  osobie,  ale  cierpliwie  starać  się
dopomóc  jej  w  skoncentrowaniu  się  na  faktach,  które  mają  realne  znaczenie  dla
prowadzonych konsultacji, nie może on też pozwolić, aby wyrażana przez niego opinia
podlegała  emocjonalnym  czy  uczuciowym  wpływom.  Takie  wpływy  często,  jak
ostrzega  zresztą  normatywa  Konferencji  episkopalnej  (art.  56  ust.  4),  powodują
wytworzenie się u wiernego „szkodliwych iluzji", skłaniając go do uwierzenia w to, że
może  on  rozwiązać  swą  trudną  sytuację  poprzez  uzyskanie  orzeczenia  o  nieważności
jego  poprzedniego  związku  małżeńskiego,  na  bazie  osądu  zafałszowanego  poprzez
ustalenia niezwiązane bezpośrednio z tematem, jak na przykład, że chodzi tu o porządną
osobę, o praktykującego katolika; że zainteresowany nie jest odpowiedzialny za rozpad
kwestionowanego  małżeństwa;  że  dużo  on  wycierpiał  z  powodu  tego  rozpadu;  że
gorąco on pragnie móc przystępować do sakramentów, co jednak uniemożliwia mu jego
nieuregulowana  z  katolickiego  punktu  widzenia  sytuacja...  I  choć, oczywiście,
konsultant musi brać pod uwagę również i te okoliczności, to jednak nie może on tracić
z oczu rzeczywistego celu opinii, jaką ma przedstawić zainteresowanemu.

3) W  celu  uniknięcia  niebezpieczeństwa,  o  jakim  mowa  w  poprzednim  punkcie,

osoby udzielające tego typu konsultacji muszą zawsze pamiętać, że weryfikacja, jakiej
dokonują,  odnosi  się  do  ściśle  określonego  momentu,  którym  jest  chwila  zawarcia
związku  małżeńskiego.  To  właśnie  w  odniesieniu  do  tego  momentu  musi  być
udowodnione istnienie ewentualnej przyczyny nieważności. Wszelkie fakty, również i
te bardzo poważne (jak na przykład choroba, niewierność, itp.), jakie zaistniały już po
zawarciu  małżeństwa,  nie mają znaczenia z punktu widzenia orzeczenia nieważności,
chyba  że  wskazują  one  na  istniejącą  już  w  momencie  wyrażenia  zgody  małżeńskiej
nieważność  tego  związku.  Jest  tak  na  przykład  w  wypadku,  jaki  będzie  opisany  w
dalszej  części  tej  książki:  kontynuowanie,  od  razu  po  ślubie,  cudzołożnej  relacji,
istniejącej  jeszcze  przed  zawarciem  małżeństwa,  jest  faktem,  jaki  w  pewnych
okolicznościach może mieć znaczenie dowodowe wskazując na wyłączenie wierności
małżeńskiej.

4) Choć kolokwium konsultacyjne może przybierać rozmaite formy - na przykład w

zależności  od  emocjonalnych  uwarunkowań  jego  podmiotów,  jak  też  od  tego,  czy
konsultacja ta odbywa się w związku z konkretnie wyrażonym życzeniem strony, czy
też w sposób w pełni nieformalny, dokonywana przez proboszcza niejako przy okazji
innych, spełnianych przez niego czynności (na przykład spowiedzi, w związku z ogólną
prośbą o radę czy też z kierownictwem duchowym) - w każdym wypadku dobrze jest,
gdy  konsultant  ma  na  uwadze  schemat  głównych  przyczyn  nieważności  związku
małżeńskiego,  pozwalający  mu  dokonać  odpowiedniej  weryfikacji  w  sposób

background image

18

kompletny,  nie

zaniedbując  żadnego  z  aspektów  ewentualnej  nieważności.

Wspomniany  schemat  ma  charakter  czysto  praktyczny,  nie  odzwierciedla  on  też
bynajmniej tego, co mogłoby być uznane za najbardziej logiczne usystematyzowanie tej
materii,  jakie  powinno  wychodzić  od  weryfikacji  wad  zgody  niezależnych  od  woli
strony (na przykład niezdolność psychiczna) oraz wad zgody (na przykład symulacja),
poprzez ustalenie ewentualnych wad samej zgody (na przykład błędów co do faktu) oraz
zbadanie jej skuteczności prawnej (na przykład w wypadku podmiotu niezdolnego do
wypełniania  jakiegoś  z  istotnych  obowiązków  małżeńskich,  na  przykład  dokonania
stosunku małżeńskiego).

Schemat,  jaki  powinien  być  uwzględniany  przez  konsultantów,  umożliwiając  im

kompletność  prowadzonych  przez  nich  weryfikacji,  opiera  się  więc  na  trzech
następujących  pojęciach:  wolności  osoby,  jej  zdolności,  uczciwości  jej  intencji.  Tym
samym może on być przedstawiony w sposób następujący:

1. WADY WOLNOŚCI ZGODY MAŁŻEŃSKIEJ

- Przymus fizyczny lub psychiczny.
- Obecność  błędów:  co  do  osoby  lub  co  do  jej  przymiotu,  jeśli  przymiot  ten  był

bezpośrednio i zasadniczo zamierzony lub jeśli błądzący był celowo wprowadzony w
błąd.

- Zawarcie małżeństwa pod warunkiem.

Jasne jest więc, że tak jak przymus bezpośrednio narusza wolność zgody małżeńskiej,
tak,  pośrednio,  naruszają  ją  również  błędy  natury  faktycznej  (jako  że,  ograniczając
istotnie  znajomość  osoby  współmałżonka,  niewątpliwie  wpływają  na  wolność
zaakceptowania go takim, jaki jest on w rzeczywistości) oraz warunki, jakie czynią tę
zgodę mniej swobodną, mniej czystą.

2. NIEZDOLNOŚĆ OSOBY

- Impotencja, czyli niezdolność do odbycia stosunku małżeńskiego.
- Niezdolność do wyrażenia zgody z powodu niewystarczającego używania rozumu

lub z powodu braku rozeznania oceniającego (brak minimalnego osądu krytycznego i
zdolności do samookreślenia).

- Niezdolność  do  podjęcia  istotnych  obowiązków  małżeńskich  z

przyczyn natury psychicznej.

3. WADY ZGODY MAŁŻEŃSKIEJ ZALEŻNE OD WOLI PODMIOTU

- Symulacja małżeństwa.
- Wykluczenie  jakiegoś  istotnego  przymiotu  małżeństwa  (jedności,  wierności,

nierozerwalności) lub jego istotnego elementu (nakierowanie na posiadanie potomstwa
czy na dobro małżonków).

background image

19

Taki - lub analogiczny - schemat (w dalszej części książki zanalizujemy dokładniej

przewidziane przez niego poszczególne hipotezy nieważności) wydaje się użyteczny dla
przesłuchania  osoby  zainteresowanej  w  sposób  systematyczny  oraz  dla  dodatkowego
uzupełnienia  faktów,  jakie  sama  przedstawiła.  Statystycznie  najrzadsze  przyczyny
nieważności  (jak  na  przykład  wspomniane  już  przeszkody  wynikające  ze  złożonych
ślubów  lub  otrzymanych  święceń  czy  też,  na  przykład,  z  uprowadzenia  czy
pokrewieństwa)  wyłaniają  się

zazwyczaj  spontanicznie  już  z  samej  relacji

zainteresowanego.

Przed  wydaniem  opinii - również  i  wstępnej  (czasami  bowiem  jest  konieczne

odbycie  wielu  kolokwiów,  może  się  też  okazać  wskazane  wysłuchanie  drugiego  ze
współmałżonków) - należy  uzyskać  pewność, że  spontaniczna  relacja  samego
zainteresowanego, a także jego odpowiedzi na pytania zadawane mu przez konsultanta,
pozwoliły na poruszenie wszystkich istotnych punktów prowadzonej konsultacji: stąd
też opieranie prowadzonych badań konsultacyjnych na wspomnianym schemacie może
ułatwić i uczynić bardziej skuteczną pracę konsultanta.

O ile tylko jest to  możliwe (również w wypadku wstępnych konsultacji), do opinii

przedstawianej  na  ich  zakończenie  należy  zawsze  dołączać  jej  uzasadnienie,  a  to
zarówno  ze  względu na  szacunek  dla  osoby,  jaka  o  nią  poprosiła,  jak  i  ze  względów
edukacyjnych:  orzeczenie  o  nieważności  związku  małżeńskiego  nie  jest  bowiem  ani
przysługą, ani osądem  arbitralnym, lecz jest ono rezultatem poszukiwania efektywnej
prawdy co do stanu rzeczy w świetle dyscypliny prawa kościelnego. Takie uzasadnienie
sprzyja  ponadto  lepszemu  zrozumieniu  udzielonej  opinii,  pozwala  ono  też  na
ewentualne  dalsze  pogłębienie  i  lepsze  wyjaśnienie  zagadnień,  jakie  do  tej  pory  nie
wyszły  na  światło  dzienne.  Mówiąc  konkretniej,  uzasadnienie  udzielonej  odpowiedzi
może  polegać  na  zapoznaniu  zainteresowanego  z  podstawowymi  przyczynami
nieważności  małżeństwa  (na  przykład  w  postaci  schematu,  o  jakim  była  mowa
powyżej), pomagając mu w samodzielnym zastosowaniu obowiązujących norm do jego
konkretnego  przypadku.  I  choć  może  być  to  zadaniem  niełatwym  i  wymagającym
sporego wysiłku, to jednak jest to zawsze wysiłek owocny, przynajmniej jeśli chodzi o
umożliwienie zrozumienia odpowiedzi udzielonej przez konsultanta, również i wtedy,
kiedy odpowiedź ta jest negatywna z punktu widzenia możliwości wniesienia sprawy o
nieważność małżeństwa.

Po  przedstawieniu  tu  powyższych  uwag  generalnych,  zawierających  wskazówki,

istotne  z  punktu  widzenia  pomocy  udzielanej  wiernym  mającym  poważne  problemy
małżeńskie,  które  mają  umożliwić  im  ustalenie  ewentualnego  istnienia  przesłanek
nieważności  ich  związku  małżeńskiego.  Mając  na  uwadze  przykładowy  schemat
zaprezentowany w punkcie 4), możemy teraz przejść do zasygnalizowania niektórych
zagadnień,  jakie  powinni  brać  pod  uwagę  proboszczowie  czy  kapłani  zainteresowani
udzielaniem  pomocy  duszpasterskiej,  o  jakiej  mowa  w  art.  56  dekretu  włoskiej
Konferencji  Episkopatu  z  5  listopada  1990  roku,  a  jakie  dotyczą  poszczególnych,
głównych przesłanek nieważności związku małżeńskiego.

background image

20

II. NARUSZENIE SWOBODY ZGODY MAŁŻEŃSKIEJ

1. ELEMENTY PRAWA MATERIALNEGO

Swoboda zgody małżeńskiej - która w małżeńskim prawie kanonicznym jest „przyczyną
sprawczą"  związku  małżeńskiego,  rzeczywisty  czynnik  powołujący  do  życia
małżeństwo,  tak  w  znaczeniu  aktu  prawnego,  jak  i  stanu  życia - może  zostać
bezpośrednio naruszona na skutek przymusu fizycznego lub bojaźni, jak stanowi to kan.
1103.

Przymus fizyczny jest działaniem osoby, która zmusza inną do uczynienia czegoś,

czego  ta  nie  chce,  powodując  w  ten  sposób  naruszenie  jej  wolności  woli, a  więc
kompletną  wadę  wyrażonej  zgody,  a  tym  samym  jej  bezwzględną  nieważność,  jeśli
poddana przymusowi osoba nie ma żadnej możliwości oparcia się mu (por. kan. 125 § 1
dot. aktów prawnych). Należy tu jednak zauważyć, że w przypadku małżeństwa mamy
do  czynienia  z  przyczyną  nieważności  tego  typu  stosunkowo  rzadko,  jako  że
koniecznym  byłoby  tu  równoczesne  wywarcie  przymusu  na  drugiego  ze
współmałżonków  (bądź  też  jego  współudział  w  przemocy),  na  kapłana asystującego
przy zawieraniu małżeństwa, na świadków oraz na osoby obecne podczas ślubu.

O wiele częstsza jest natomiast bojaźń będąca konsekwencją tak zwanego przymusu

moralnego, wywieranego przez osobę trzecią, pod której wpływem nupturient czuje się
zmuszony  do  dokonania  aktu  (na  przykład  udzielenia  zgody  małżeńskiej),  jakiego  w
innym wypadku nie dokonałby. W takim przypadku, mimo że podmiot dokonujący aktu
wyraża  swą  wolę  zawarcia  związku,  na  skutek  działania  przymusu  jest  ona  dotknięta
nieważnością.  Dlatego  też  jeśli  przymus  był  poważny  (zważywszy  na  osobiste  i
społeczne  znaczenie  instytucji  małżeństwa),  ustawodawstwo  kanoniczne,  chroniąc
wolność  jednostki  do  wyboru  stanu  życia  (wolność  ta  jest  zresztą  wymieniona  w
katalogu praw wszystkich wiernych, por. kan. 219), uznaje zgodę wyrażoną na skutek
bojaźni jako od początku nieważną.

„Przymus  moralny"  w  sprawach  małżeńskich  może  być  uskuteczniany  poprzez

groźbę  wyrządzenia  szkody  fizycznej  (pobicia,  wyrzucenia  z  domu)  lub  moralnej
(zniesławienia,  utraty  dobrych  stosunków  z  grożącym:  tak  zwana  bojaźń  z  szacunku)
albo  też  poprzez  samo  nadużywanie  autorytetu  (jest  to  przykład  rodzica,  który  nawet
bez uciekania się do groźby narzuciłby córce małżeństwo z określoną osobą, uznając to
małżeństwo za wskazane ze względów, na przykład, majątkowych czy społecznych).

Przymus  tego  typu,  zgodnie  z  prawem,  musi  pochodzić ab extrínseco., czyli  być

wynikiem zewnętrznego działania. Mówiąc jaśniej: musi on pochodzić od osoby i być
wynikiem  jej  działania,  jakkolwiek  nie  bezpośrednio  (ani  też  z  taką  intencją),
nakierowanym na wymuszenie zgody małżeńskiej. Co więcej, zachowanie zwyczajowo
dyrektywne, despotyczne czy agresywne danej osoby, może zostać zaliczone w poczet
okoliczności określanej mianem suspicio metus (czyli podejrzenie albo inaczej - „bojaźń
bojaźni"), jaka według doktryny, zgodnie z tradycyjnym aksjomatem suspicio metus pro
metu sufficit 
(„podejrzenie bojaźni równe jest bojaźni"), jest zrównana z samą bojaźnią.
Jednak  również  i  w  tym  przypadku  punktem  wyjściowym  dla  ustalenia  istnienia

background image

21

subiektywnej obawy podmiotu musi być fakt obiektywny, odnoszący się do zachowania
określonego podmiotu czy podmiotów, różnych od podmiotu, który padł ofiarą bojaźni.
Z punktu widzenia stwierdzenia nieważności małżeństwa nie ma więc wartości prawnej
bojaźń wyłącznie subiektywna (tak zwana bojaźń ab intrínseco), a więc będąca owocem
własnego  przekonania  jednostki  o  konieczności  zawarcia  małżeństwa,  w  sytuacji,  w
jakiej nie istnieją wpływy ze strony osób trzecich, mogące zagrażać jej wolności w tej
dziedzinie.  Przykład chłopaka,  który  na  skutek  wyrzutów  sumienia  czy  z  powodu
tradycji kulturowej przychylnej „małżeństwu dla ratowania honoru", zdecydowałby się,
bez determinującego wpływu osób trzecich, na zawarcie związku z dziewczyną, która
zaszła z nim w ciążę, nie podpada pod przesłankę normy kan. 1103.

Jak  zostanie  to  dokładniej  omówione  w  dalszej  części  książki,  poważny  brak

zdolności  autodeterminacji - jeśli  może  być  on  sprowadzony  do  istotnej  wady  woli -
stanowi  wadę  zgody  małżeńskiej,  czyli  jej  nieważność  już  z  samej  natury  (por.  kan.
1095, §2): jest on więc przyczyną nieważności, jeszcze bardziej gruntowną niż dzieje się
to w wypadku bojaźni. Tutaj mamy jednak do czynienia z niezdolnością do wyrażenia
zgody: przypadek ten nie może być więc mylony z przypadkiem przymusu, jakim się
obecnie zajmujemy. Różnica polega na tym, że w wypadku przymusu podmiot jest sam
w sobie zdolny do wyrażenia zgody, natomiast we wspomnianym przypadku poważnej
wadliwości autodeterminacji jest on do tego zasadniczo niezdolny. Z tego względu obie
te hipotezy nieważności muszą być ściśle rozróżnione, a, co więcej, mogą one być brane
pod  uwagę  jedynie  z  uwzględnieniem  pewnej  subordynacji,  mianowicie:  można
rozważać  ewentualne  zaistnienie  przymusu  jedynie  w  wypadku  wcześniejszego
wykluczenia  tego,  że  podmiot  sam  w  sobie  jest  niezdolny  do  wyrażenia  zgody.
Oczywiście, obie te hipotezy nie mogą być uznane za zamienne, czyli ekwiwalentne ani
nakładające się na siebie.

Bojaźń, o jakiej mowa w kan. 1103, aby mogła spowodować wadę zgody musi być,

tak  jak  ustala  to  prawo  kanoniczne,  „ciężka"  (nie  jest  nią  więc  umiarkowana,
posuwająca  się  do  gróźb,  perswazja  rodzica  usiłującego  przekonać  swoje  dziecko  do
zawarcia  konkretnego  związku  małżeńskiego).  W  celu  ustalenia,  czy  bojaźń  jest
rzeczywiście  ciężka,  orzecznictwo  posługuje  się  obecnie  miarą,  jaką  można  określić
mianem subiektywnej: bojaźń jest uznawana za ciężką, jeśli w konkretnym przypadku
była  ona  rzeczywistą  przyczyną  zawarcia  przez  daną  osobę  niechcianego  przez  nią
małżeństwa. Przy tej ocenie, którą nazwaliśmy „subiektywną", są brane więc pod uwagę
czynniki środowiskowe (jak np. kultura) oraz osobowe protagonistów danej sprawy (np.
charakter  osoby  grożącej  i  tej,  której  grozi,  ich  wzajemne  stosunki,  realne
prawdopodobieństwo realizacji  groźby),  a  zwłaszcza,  zgodnie  z  logiką  tego,  kto
utrzymuje,  że  działał  pod  wpływem  groźby.  Podsumowując,  możemy  stwierdzić,  że
„ciężkość"  (bojaźni)  sprowadza  się  do  zdolności  groźby  do  stania  się  rzeczywistą
przyczyną wyrażenia zgody, do przeważenia nad spontaniczną wolą osoby zmuszanej.
Stąd  też  jest  zrozumiałe,  że  prawo  obecnie  obowiązujące  nie  wymaga  już,  aby
wzbudzona  bojaźń  była  „niesłuszna"  (zarówno  jeśli  chodzi  o  jej  treść,  jak  i  o  środki,
przy użyciu których została ona wzbudzona): w rzeczywistości bowiem - w dziedzinie

background image

22

takiej jak ta dotycząca wyboru stanu życia - jakakolwiek bojaźń istotnie determinująca
wyrażenie zgody małżeńskiej musi być uznana za „niesłuszną" i to w każdym aspekcie.

W  aspekcie  dowodowym  bezpośrednim  przedmiotem  postępowania  dowodowego

jest  fakt  wywarcia  przymusu. Może  on  zostać  udowodniony  przy użyciu  wszelkich
środków  dowodowych,  chociaż  zazwyczaj  przeważają  tu  ustne  środki  dowodowe,
bazujące  na  odpowiednich  zeznaniach  świadków  lub  też  podmiotu,  który  wywarł
przymus.

Biorąc  pod  uwagę,  że  bojaźń - oczywiście  w  zakresie  przymusu  „moralnego",  nie

fizycznego - jest odczuciem subiektywnym  oraz zważywszy na to, iż często w takich
sytuacjach przymus jest wywierany w  odizolowanym środowisku  murów domowych,
dużą wagę przywiązuje się w takich wypadkach do oświadczeń tego, kto deklaruje, że
działał  pod  wpływem  groźby  (ze  skutkami,  o  których  mowa  w  kan.  1536  §  2  i  kan.
1679),  oświadczeń,  których  znaczenie  jako  ewentualnego  dowodu  nieważności
małżeństwa  naświetlone  zostało  w  „Zeszytach  prawa  kościelnego"  (1990,  n.3,
s.394-410).

Udowodnienie  zaistnienia  przymusu  może  nastąpić  również  w  sposób  „pośredni",

czyli w trybie poszlakowym. W naszym przypadku podstawową poszlaką jest tak zwana
awersja  (niechęć).  To  właśnie awersja  jest  logiczną  i  psychologiczną  przesłanką
przymusu: można być bowiem zmuszonym jedynie do czegoś, czego się nie chce, nie do
tego, czego się pragnie z własnej woli. Wspomniana awersja osoby powołującej się na
bycie ofiarą przymusu musi tu dotyczyć małżeństwa i osoby, z którą ma ona je zawrzeć,
nie ma natomiast znaczenia to, iż osoba ta może być jej pod innymi względami obojętna,
a nawet darzona przez nią sympatią jako przyjaciel czy też kochanek (kochanka). Jest
więc  jasne,  że  awersja  stanowi  istotny  element  dowodu  poszlakowego:  im  silniejsza
udowodniona  awersja  danej  osoby  co  do  konkretnego  związku  małżeńskiego,  tym
bardziej prawdopodobne jest to, iż mogło ono zostać zawarte przez nią pod przymusem.

2. WSKAZÓWKI DLA KONSULTANTA

W świetle tego krótkiego zarysu prawa materialnego dotyczącego zagadnień przymusu i
bojaźni  jako  możliwych  przyczyn  nieważności  małżeństwa  pojawiają  się  następujące
kwestie, które muszą być wzięte pod uwagę przy okazji udzielania konsultacji, o jakich
mowa w art. 6 Dekretu generalnego CEI dotyczącego zagadnień małżeńskich.

1)  Należy  przede  wszystkim  zbadać,  czy  w  danym  przypadku  istniała

rzeczywista awersja do małżeństwa. W tym celu należałoby ustalić:

- Czy  osoba,  która  twierdzi,  że  zawarła  małżeństwo  pod  przymusem,  była

rzeczywiście przeciwna temu  małżeństwu, czy  też była ona jedynie niepewna, nie do
końca przekonana lub nie bardzo nim usatysfakcjonowana.

- W tym celu przydatne jest ustalenie ewentualnych przyczyn awersji tej osoby do jej

małżeństwa:  im  bardziej  są  uzasadnione  przyczyny  awersji,  tym  bardziej  jest
wiarygodna sama awersja, która, jak już wspomniano, stanowi konieczną podstawę do
bycia poddanym przymusowi.

background image

23

- Ponieważ  rzekoma  awersja  będzie  następnie  musiała  być  udowodniona  w

postępowaniu  sądowym,  jest  wskazane  zbadanie,  w  jaki  sposób,  kiedy  i  ile  razy
ujawniła się ona oraz jak może być udowodniona. Na przykład, czy istnieją osoby, które
mogłyby poświadczyć  ewentualne  istnienie  jej  przejawów  w  okresie  narzeczeństwa
(zerwania, usiłowanie niekontaktowania się z osobą, do której odczuwało się niechęć),
przejawów,  jakie  udowadniałyby  istnienie  wspomnianej  awersji;  albo  też  czy  istnieją
wiarygodni  świadkowie,  którzy  mogliby  poświadczyć,  że  osoba  powołująca  się  na
przymus deklarowała w okresie przedmałżeńskim swoją awersję do zawarcia związku
małżeńskiego z tą konkretną osobą.

2) Następnie trzeba będzie ustalić, czy rzeczywiście osoba ta przymuszona była do

zawarcia małżeństwa. W tym celu należy przede wszystkim sprawdzić:

- Z  jakiego  powodu  osoba,  która  była  przeciwna  konkretnemu  małżeństwu  w

rezultacie zdecydowała się na nie, a w szczególności, czy - oprócz deklarowanej przez
nią  groźby - były  też  i  inne  racje  czy  motywy,  które  mogłyby  pomniejszać  ciężar
przymusu, na jaki się  ona powołuje (na przykład, że strona,  która twierdzi, iż została
przymuszona  do  zawarcia  małżeństwa,  mimo  że  nie  pociągał  ją  jej  przyszły
współmałżonek,  chciała  wykorzystać  jego  pozycję  majątkową  czy  społeczną,  co  też
doradzali jej, popychając ją do tego związku, jej krewni, równie jak i ona interesowni).

- Czy przymus, na który się powołuje pochodził od konkretnej osoby bądź osób: jak

wiadomo, obowiązujące przepisy prawa kanonicznego wymagają bowiem, aby przymus
pochodził z zewnątrz, to znaczy od jednej bądź wielu osób.

- Po  ustaleniu  osoby  lub  osób,  które  miałyby  wywrzeć  przymus,  istotne  jest

ustalenie, jakie stosunki panowały pomiędzy grożącym a tym, któremu grożono, a także
określenie  typu  ich  osobowości.  Nawet  intuicyjnie  wydaje  się  bowiem  mało
prawdopodobne  twierdzenie,  iż  małżeństwo  narzucone  zostało  krnąbrnemu  i  zwykle
niewiele  liczącemu  się  z  rodzicielskimi  nakazami  dziecku,  przez  zwykły  nakaz  jego
słabych  rodziców;  podczas  gdy  zupełnie  prawdopodobną  może  być  teza  o  nadużyciu
rodzicielskiego autorytetu w stosunku do bojaźliwej córki przyzwyczajonej do ślepego i
pełnego posłuszeństwa wobec swego autorytatywnego rodzica.

- Konsultant  musi  również  starać  się  ustalić,  czy  wystosowana  groźba  bądź  nakaz

były rzeczywiście skuteczne, czyli że były one efektywną przyczyną małżeństwa, które
w przeciwnym razie nie zostałoby zawarte. W tym celu istotne jest ustalenie, z jakiego
typu groźbą miał do czynienia zainteresowany, czy rzeczywiście jej realizacja była dla
niego  prawdopodobna  oraz  czy  była  ona  wystarczająca  do  popchnięcia  go  do
zaakceptowania  niechcianego  przez  niego  związku  małżeńskiego.  I  tak,  na  przykład,
groźba  wyrzucenia  z  domu  (jeśli  jest  ona  prawdopodobna),  może  być  skuteczna  w
stosunku do młodej dziewczyny bez własnych dochodów czy alternatywnego miejsca
zamieszkania;  trudno  natomiast  wierzyć  w  jej  skuteczność  w  stosunku  do
czterdziestoletniego,  dobrze  zarabiającego  profesjonalisty,  którego  możliwości
zawodowe i ekonomiczne pozwalają na samodzielne mieszkanie.

background image

24

- Konsultant  musi  ponadto  (w  celu  dokonania  oceny  możliwości  zwrócenia  się  do

sądu  ze  sprawą  o  stwierdzenie  nieważności  małżeństwa),  również  w  wypadku
bezpośredniej rekonstrukcji zaszłego przymusu, choćby pobieżnie zbadać, czy istnieją
możliwości  udowodnienia,  że  miał  on  miejsce:  na  przykład,  czy  istnieją  osoby,  które
wiedziały o wystosowanej groźbie lub przymusie oraz skłonne do potwierdzenia tego
lub  przynajmniej  takie,  które  mogą  naświetlić  stosunki  pomiędzy  grożącym  i  osobą,
której  grożono,  a  także  ich  charaktery.  Nie  można  bowiem  zapominać,  że  dowody  w
postępowaniu  sądowym  są  zbierane  przy  kompleksowym  udziale  wielu  elementów  i
świadectw:  nie  jest  tak,  że  każdy  świadek  zna  wszystkie  sprawy,  ale  każdy  może
przyczynić  się  do  naświetlenia  jakiegoś  jej  aspektu,  który  wraz  z  innymi  aspektami
pozwala uzyskać ostateczną pewność odnośnie do tego co ma się udowodnić.

3)  Trzeba  też  ustalić,  czy  faktycznie  istnieją  okoliczności  potwierdzające  tezę  o

poddaniu  przymusowi.  Pewne  okoliczności  mogą  bowiem  stanowić  elementy
poszlakowe  pozwalające  na  udowodnienie  przymusu  wobec  podmiotu  naprawdę
odczuwającego  awersję  w  stosunku  do  konkretnego  związku  małżeńskiego
(niechętnemu konkretnemu małżeństwu). Przy rozpatrywaniu tego typu poszlak należy
wziąć pod uwagę następujące okoliczności:

- W jaki sposób dana osoba starała się przeciwstawić przymusowi. Czy trwała ona w

swym sprzeciwie i przede wszystkim, czy (uwzględniając jej rzeczywiste możliwości)
wykorzystała ona wszelkie racjonalne  metody poszukiwania pomocy w uchyleniu się
przed  zawarciem  niechcianego  małżeństwa.  Jeśli  natomiast  osoba  twierdząca,  ze
działała pod przymusem, dysponowała środkami pozwalającymi jej na uchylenie się od
groźby lub przymusu i nie wykorzystała ich (na przykład miała możliwość oddalenia się
z zasięgu działania osoby, która jej groziła; miała możliwość uzyskania pomocy osób,
które ochroniłyby ją przed przemocą; miała możliwość doniesienia o presji, jakiej była
poddana  osobie  mogącej  zawiesić  zawarcie  związku),  można  powątpiewać  w
prawdziwość  deklarowanej  przez  nią  awersji,  a  w  konsekwencji  w  rzeczywistą
skuteczność przymusu, któremu, zgodnie z jej oświadczeniami, była poddana.

- Należy  też  zainteresować  się,  czy  istnieje  możliwość  zrekonstruowania

zachowywania  się  osoby  powołującej  się  na  przymus  podczas  przygotowań  do  ślubu
oraz  w  dniu  jego  zawarcia.  Odmowa  uczestniczenia  w  przygotowaniach  czy  też
uczestniczenie w nich z wyraźną niechęcią, a także okazywanie smutku, niechęci czy
obojętności w stosunku do współmałżonka podczas ślubu czy wesela mogą służyć jako
poszlaki  pozwalające  na  udowodnienie  przynajmniej  awersji  w  stosunku  do  tego
konkretnego związku małżeńskiego.

- Ważne jest też ustalenie, w jaki sposób osoba twierdząca, że została przymuszona

do zawarcia małżeństwa, zachowywała się w życiu małżeńskim. Czy uchylała się ona
od życia rodzinnego? Nie spełniała swych obowiązków małżeńskich? Narzekała przed
innymi na swój związek? I choć zachowanie podczas trwania małżeństwa nie może być,
oczywiście,  uznawane  za  wiążący  element  dowodowy  (jako  że  często  osoba,  która
podporządkowuje się cudzej

background image

25

woli  przymuszającej  ją  do  małżeństwa,  podporządkowuje  się  również  konieczności
spełniania obowiązków życia małżeńskiego, uważając, że po zawarciu związku jest już
do  tego  bezwarunkowo  zobowiązana),  to  jednak  zapoznanie  się  z  rzeczywistym
przebiegiem życia małżeńskiego (czas jego trwania, fakt posiadania dzieci, przyczyna
separacji itp.) jest tu niewątpliwie bardzo istotne.

3. PRZYKŁADY

Wychodząc  z  założenia,  że  dla  lepszej  czytelności  i  zrozumiałości  przesłanek
nieważności  małżeństwa  niezbędne  są  przykłady,  będą  one  za  każdym  razem
prezentowane  przy  ich  omawianiu.  Powinno  to  umożliwić  dodatkowe  zwiększenie
praktyczności  niniejszego  opracowania,  czyniąc  go  w  ten  sposób  przydatnym  dla
konsultantów  w  kanonicznych  sprawach  małżeńskich,  którzy  będą  mogli  zaznajomić
się  (choćby  tylko  w  sposób  sumaryczny)  z  rozumowaniem  sądu  rozpatrującego
konkretne  sprawy.  Taka  znajomość  pomaga  w  lepszym  badaniu  i  analizowaniu
konkretnych przypadków, również i na etapie wstępnych konsultacji dokonywanych w
interesie  wiernych,  których  małżeństwo  znajduje  się  w  fazie  poważnego  kryzysu.
Obecnie  zostaną  tu  więc  przedstawione  przykłady  obrazujące  niektóre  okoliczności
spraw, w których ważność małżeństwa została zaskarżona przez stronę powołującą się
na przymus, jakiemu została ona poddana w celu zawarcia tego związku.

1. PRZYKŁAD PIERWSZY

W  latach  50.  Anna  zakochała  się  w  Janku,  który  w  tym  czasie  odbywał  zasadniczą
służbę wojskową. Siedemnastolatka uległa fascynacji wojskowego munduru.

Oboje pochodzili z Południa Włoch i wyemigrowali na Północ: Anna wraz z liczną

rodziną, Janek sam. Początkowo rodzice Anny byli przeciwni uczuciom córki, potem
jednak ulegli: przez kilka lat gościli oni w swym domu Janka, zapraszali go na posiłki, a
także udzielili mu noclegu, sypiał on w pomieszczeniu przylegającym do warsztatu, w
którym pracował jej ojciec.

Podczas  tych  lat  miłość  Anny  słabła,  aż  w  końcu  zupełnie  wygasła.  Wtedy

niespodziewanie jej ojciec z własnej inicjatywy zadecydował o połączeniu ich ślubu ze
ślubami swych pozostałych trojga dzieci (również ze względów finansowych), które w
tym  czasie  postanowiły  wstąpić  w  związki  małżeńskie.  Anna  nie  kochała  już  Janka  i
starała się wytłumaczyć to swym rodzicom: jednak jej ojciec, osoba despotyczna, a przy
tym  wkładająca  wiele  wysiłku  w  zapewnienie  przyzwoitego  bytu  swej  rodzinie,  z
trudem wiążąca koniec z końcem, usiłując jak najlepiej ustawić swe dzieci, nie zechciał
nawet wysłuchać córki, uciszył ją już na wstępie i  narzucił jej  wyjście za  mąż. Anna
podporządkowała się nakazowi, choć wielokrotnie, tak przed, jak i po zawarciu

background image

26

małżeństwa,  żaliła  się  przed  rozmaitymi  osobami,  że  została  do  niego  przymuszona.
Potem zaszła w ciążę i przez wiele lat pozostawała w tym związku, pomimo że cierpiała
z  tego  powodu,  co  w  końcu  wywołało  u  niej  rozmaite  zaburzenia  o  charakterze
psychosomatycznym.

Dowiedzenie  nieważności  tego  małżeństwa  nie  było  bynajmniej  sprawą  łatwą:  z

jednej strony istniały przeciwdowody, takie jak: początkowe zaangażowanie uczuciowe
Anny, długi okres pożycia małżeńskiego, a także fakt, że nie wszystkie osoby bliskie
Annie  zauważyły  zmianę  jej  uczuć  w  stosunku  do  Janka  ani  też  wiedziały  o  nakazie
ojca. Z drugiej strony, on sam przyznał się, przynajmniej w pewnej mierze, do wywarcia
przymusu na córkę; fakt ten znany było również (w drodze poufnej) kilku świadkom,
jakim  zwierzyły  się  wówczas  tak  Anna,  jak  i  jej,  już  nieżyjąca,  matka.  Zebrane
świadectwa  ukazały  despotyczną  władzę  ojca  w  rodzinie  Anny  i  brak  praktycznych
możliwości (w sytuacji, w jakiej się ona wówczas znajdowała) sprzeciwienia się mu czy
też oparcia jego nakazom.

Rozpatrując  ten  przykład,  należy  zwrócić  szczególną  uwagę  na  dwa  konkretne

zagadnienia  tej  skomplikowanej  sprawy:  po  pierwsze:  również  i  nakaz,  któremu  nie
towarzyszy  żadna  konkretna  groźba,  nawet  jeśli  został  wyrażony  wyłącznie  przy  tej
jednej, konkretnej okazji (po pierwszym, nieśmiałym wyrażeniu przez nią niechęci do
planowanego  ślubu  ojciec  Anny  nie  chciał  jej  już  bowiem  więcej  słuchać  w  temacie
małżeństwa),  może  stanowić  przymus  w  zawarciu  małżeństwa;  po  drugie,  że  należy
zawsze  ze  szczególną  uwagą  i  ostrożnością  dokonywać,  często  niezwykle  trudnego,
rozróżnienia  pomiędzy  rzeczywistym  przymuszeniem  do  zawarcia  konkretnego
małżeństwa a zwykłym, choćby niechętnym i bez pełnego przekonania, dostosowaniem
się do woli rodzica.

2. PRZYKŁAD DRUGI

Marcin,  chłopak  przyzwyczajony  do  wygodnego  i  libertyńskiego  życia,  również  w
dziedzinie  uczuć,  poznał  Klaudię,  z  którą  rozpoczął  relację.  Klaudia  zaszła  w  ciążę  i
młodzi  pobrali  się.  Po  krótkim  czasie  małżeństwo  rozpada  się,  a  Marcin  wystąpił  z
wnioskiem o stwierdzenie nieważności tego związku, twierdząc, że zawarł go, będąc do
tego  przymuszonym  przez  Klaudię,  która  groziła  mu,  iż  jeśli  by  się  z nią  nie  ożenił
uniemożliwiłaby mu uznanie dziecka oraz kontakty z nim. Dla wzmocnienia swej wersji
Marcin  zadeklarował,  że  w  tamtym  czasie  był  zakochany  w  innej  dziewczynie,  w
Laurze,  z  którą  spotykał  się  również  w  okresie  bezpośrednio  poprzedzającym  ślub.
Przypadek wydaje się bardzo prosty, jednak szereg przeprowadzonych przy tej okazji
badań ukazuje jego absolutną nieprawdziwość.

W toku sprawy Klaudia z mocą zaprzeczała twierdzeniom Marcina, który zresztą nie

dostarczył przekonujących dowodów mogących potwierdzić groźby, jakim rzekomo był
on poddany; również i ich wspólni znajomi dementowali

background image

27

jego poglądy, potwierdzając natomiast tezę jego żony, według której ciąża była przez
nich  wspólnie  planowana,  po  to,  aby  postawić  rodziców  Marcina  przed  faktem
dokonanym i łatwiej przekonać ich do małżeństwa. Również i opowiadanie Marcina o
Laurze, która rzekomo miała być jego prawdziwą miłością, okazuje się nieprawdziwe:
dziewczyna co prawda istniała i była zakochana w Marcinie, ale była dla niego jedynie
mało  znaczącą  przygodą  (jak  zresztą  sam  deklarował  wobec  swych  przyjaciół).  1
rzeczywiście,  po  swym  ślubie  z  Klaudią  nigdy  nie  usiłował  się  z  nią  skontaktować,
uczynił to dopiero po wielu latach, aby skłonić ją do złożenia zeznań w jego sprawie,
zresztą, znów nikczemnieją oszukując: dał jej do zrozumienia, że w razie pozytywnego
rozstrzygnięcia jego sprawy, będą się mogli pobrać, podczas gdy w tym czasie był już
zaangażowany w znajomość z trzecią kobietą, Joanną.

Nie tylko więc nie została potwierdzona awersja Marcina do małżeństwa z Klaudią,

ale  nie  zostały  nawet  dowiedzione  jej  rzekome  groźby  (choć  teoretycznie  mogły  one
były  być  uznane  za  realizowalne,  a  więc  mogące  wywołać  skutek  w  postaci
rzeczywistego  przestraszenia  kogoś).  Liczne  świadectwa  przeczące  twierdzeniom,  na
jakich opierała się sprawa Marcina, podważyły jego wiarygodność, która, jak wiadomo,
stanowi niezwykle istotny element dowodowy w sprawach o stwierdzenie nieważności
małżeństwa z powodu przymusu.

Celem niniejszego przykładu było właśnie zaakcentowanie tego elementu: z jednej

strony,  jest  prawdą,  że  deklaracje  osoby  podającej  się  za  ofiarę  przymusu  odgrywają
niezwykle ważną rolę podczas rozpatrywania jej sprawy (bojaźń musi być „szacowana"
w  odniesieniu  do  konkretnego  podmiotu),  z  drugiej  jednak  strony,  trybunał,  a  więc
również  i  konsultanci  małżonków,  mających  trudności,  muszą - choć  z  różną
szczegółowością - zweryfikować  wartość  i  wiarygodność  świadectwa  osoby
twierdzącej, że zawarła małżeństwo pod przymusem.

3. PRZYKŁAD TRZECI

Celina i Marian pochodzili z niezamożnych rodzin mieszkających w ubogiej dzielnicy.
Już  od  bardzo  wczesnych  lat  młodości  zaczęli  czasami  spotykać  się  i  spędzać  razem
czas  w  towarzystwie  przyjaciół,  przez  co  automatycznie  zostali  uznani  za
narzeczonych; z biegiem lat rozpoczęły się, przy udziale ich rodzin, przygotowania do
ich ślubu.

Kilka  miesięcy  przed  ślubem  Celina  poznała  w  fabryce  robotnika  imieniem  Filip,

kolegę z pracy, w którym się zakochała. Powiedziała o tym swemu narzeczonemu, a ten
opowiedział to swoim oraz jej rodzicom; została ona przez nich surowo napomniana i
skrzyczana  oraz nazwana  mało  poważną dziewczyną, zdecydowanie nakazano jej też
kontynuowanie  dotychczasowego  związku,  podczas  gdy  Filip  przy  różnych  okazjach
był zastraszany przez jej krewnych. Celina, przestraszona reakcją swej rodziny i

background image

28

obawiając się o ukochanego (a więc działając pod wpływem silnej presji wywieranej
na nią samą oraz pod wpływem groźby wyrządzenia krzywdy Filipowi), zdecydowała
się na zawarcie niechcianego związku, demonstrując ewidentny smutek w dniu ślubu
oraz brak entuzjazmu podczas pierwszych miesięcy życia małżeńskiego. W tym czasie
widywała  się  z  Filipem,  którego  uważała  za  swą  prawdziwą  miłość,  od  której
niesłusznie  została  odseparowana,  aż  wreszcie,  kosztem  zerwania  stosunków  z
rodziną, opuściła męża.

Udowodnienie  zaistniałego  przymusu,  nie  było - wbrew  pozorom - proste:  tak

Marian,  jak  i  rodzina  Celiny  zanegowali  jej  twierdzenia  i  swą  jakąkolwiek
odpowiedzialność. Prawdziwość wersji wydarzeń przedstawionej przez Celinę została
jednak  zrekonstruowana  na  podstawie  zeznań  przyjaciół  oraz  kolegów  z  fabryki,
którzy śledzili rozwój wypadków lub też byli o nim informowani przez Celinę i Filipa.
Świadectwa  tych  osób, których  powaga  i  wiarygodność  została  potwierdzona,
pozwoliły  na  udowodnienie  faktu  zakochania  się,  jeszcze  przed  ślubem,  Celiny  w
Filipie; potwierdziły też jej wolę zerwania narzeczeństwa z Marianem, a także reakcje
jej  krewnych,  w  szczególności  jedną  z zasadzek  urządzonych  przez  nich  w  celu
zastraszenia Filipa.

Przykład  ten  służy  do  unaocznienia  faktu,  że  choć  przyznanie  się  osoby,  która

wywarła  przymus  w  celu  skłonienia  kogoś  do  małżeństwa,  jest  bardzo  ważnym
elementem,  ułatwiającym  udowodnienie  przymusu,  to  brak  takiej  współpracy  z  jej
strony  bynajmniej  nie  uniemożliwia  przeprowadzenia  takiego  dowodu.  Przed
wyrażeniem opinii, konsultant musi ustalić, czy osoba, która wywarła przymus (na jaki
powołuje  się  strona  sprawy  o  stwierdzenie  nieważności  małżeństwa),  może  i  będzie
chciała  potwierdzić  go  przed  sądem,  rozważając  też,  w  przeciwnym  wypadku,
możliwość dowiedzenia tego faktu w inny sposób.

4. PRZYKŁAD CZWARTY

W wieku 15 lat Mariella uległa czarowi obietnic swego adoratora, który uwiódł ją, a po
tym,  jak  zaszła  z  nim  w  ciążę,  porzucił.  Ponieważ  dziewczyna  postanowiła  urodzić
dziecko,  była  zmuszona  szukać  oparcia  w  swej  rodzinie,  która,  choć  udzieliła  jej
pomocy, nieustannie wypominała jej „hańbę", jaką okryła swą rodzinę. Żyjąc w małej,
tradycjonalnej  miejscowości  rodzina  ograniczyła  swobodę  ruchów  dziewczyny
uznając, że im mniej będzie się ona i dziecko pokazywać ludziom, tym lepiej. Cała ta
sytuacja ciążyła bardzo Marielli, powodując, że w pewnym momencie targnęła się na
swe życie.

Kiedy Mariella miała około 19 lat w jej życiu pojawił się Piotr, chłopak z tej samej

co ona miejscowości, który zadeklarował jej swe uczucia oraz gotowość do poślubienia
jej,  zaakceptowania  nieślubnego  dziecka,  utrzymywania  go  i  zajęcia  się jego
wychowaniem. Mariella jednak nie odwzajemniała jego uczuć, nie podobał jej się i nie
miała  zamiaru  zaakceptować  jego  propozycji.  Wtedy  do  akcji  wkroczyła  rodzina
Marielli, wywierając na nią silną presję w celu

background image

29

przekonania  jej  do  tego  związku:  naciski  na  nią  trwały  przez  długi  czas,  do  tego
wzbudzano w niej silne poczucie winy za błąd, jaki kiedyś popełniła. Nie posunięto się
do gróźb, ale wywierano na nią nieustanną presję bazującą na szantażu psychicznym,
dając  jej  dotkliwie  odczuć  błędy  jej  wczesnej  młodości,  przykrości,  jaką  wyrządziła
swym  rodzicom,  pomocy,  jakiej  udzielili  jej  w  związku  z  ciążą,  a  potem  z
wychowaniem  dziecka.  W  efekcie  Mariella  ugięła  się  pod  takim  naciskiem  i  zawarła
niechciany związek małżeński z niekochanym przez siebie człowiekiem. Małżeństwo to
nie trwało długo i było nacechowane konsekwentnym odrzucaniem osoby Piotra (który
od  samego  początku  dobrze  wiedział  ojej  niechęci  do  zawarcia  tego  małżeństwa),
manifestującym się między innymi unikaniem przez Mariellę współżycia małżeńskiego
i odmawiania mu potomstwa, którego pragnął.

Przykład  ten  po  pierwsze,  szczególnie  uwypukla  fakt,  iż  presja,  nakłanianie  czy

natarczywe  prośby  osób  cieszących  się  autorytetem  (z  powodów  uczuciowych  czy  z
przyczyn wdzięczności) u nakłanianego - również i wówczas, gdy nie uciekają się one
do  gróźb  pod  jego  adresem - mogą  okazać  się  narzędziem  zdatnym  do  wywarcia  na
niego  przymusu  psychicznego  i  skłonienia  go  do  zawarcia  niechcianego  małżeństwa.
Perswazje tego typu muszą być uznane za nadużycie ze względu na ich natarczywość
oraz  przystrajanie  się  w  pseudomoralne  szaty,  nie  można  też  zapominać,  że  zawsze
kryją  one  w  sobie  zalążek  groźby  w  stosunku  do  nakłanianego,  który  nie  chciałby
zaakceptować  tego  typu  natarczywych  „rad".  W  opisywanym  tu  przypadku  rodzina
Marielli  wyszła  z  założenia,  że  dziewczyna,  a  wraz  z  nią  i  jej  krewni,  odzyskaliby
utracony honor, akceptując złożoną jej przez Piotra propozycję zawarcia małżeństwa,
gdyby  więc  odrzuciła  ona  to  małżeństwo,  musiałaby  dalej  mieszkać  z  rodziną,  gdzie
atmosfera,  już  ciężka  od  momentu  urodzenia  przez  nią  nieślubnego  dziecka,
prawdopodobnie dodatkowo pogorszyłaby się.

W drugim rzędzie, przykład ten zwraca uwagę na to, iż czasami presja wywierana w

celu  skłonienia  do  zawarcia  niechcianego  małżeństwa  wywołuje  u  nakłanianej  osoby
swoisty  bunt  i  sprawia,  że  wyklucza  ona  rzeczywiste  zaangażowanie  się  w  takie
małżeństwo, uznane przez nią za niesłusznie na niej wymuszone. I tak, na przykład, w
opisywanym tu przypadku, reakcją Marielli na zmuszenie jej do  małżeńsiwa stała się
odmowa posiadania dzieci ze swym mężem (również i na skutek obawy, że mógłby on
preferować własne potomstwo ze szkodą dla jej nieślubnego dziecka). Wspominamy o
tym  bynajmniej  nie  ze  względów  o  charakterze  formalnym,  wynikających  z  logiki
prawniczej, tzn. nie tyle dla ustalenia, czy sprawa Marielli powinna być potraktowana
jako  przypadek  przymusu  wywartego  w  celu  zawarcia  małżeństwa,  czy  też  jako
wykluczenie  posiadania  potomstwa  (ustalenie  takie  jest  bowiem  zadaniem  sądu  i
adwokatów), ile po to, aby przypomnieć kapłanom, którzy zajmują się poradnictwem w
sprawach  małżeńskich,  iż  zawsze  niezbędny  jest  pełen  ogląd  sytuacji.  W  tym
konkretnym przypadku zbadanie reakcji Marielli na wywartą na nią przez jej rodzinę
presję pozwoliło na

background image

30

zindywidualizowanie  (kolejnej)  możliwej  przyczyny  nieważności  jej
małżeństwa.

III. BŁĄD  FAKTYCZNY:  CO  DO  OSOBY,  CO  DO  PRZYMIOTU  OSOBY,  W
WYPADKU, KIEDY JEST ON BEZPOŚREDNIO I ZASADNICZO ZAMIERZONY,
CO DO PRZYMIOTU OSOBY BĘDĄCEGO PRZEDMIOTEM OSZUSTWA

Zajmiemy  się  teraz  kolejną  wadą  zgody  małżeńskiej,  którą  stanowi  tak  zwany  błąd
faktyczny.  Jest  to  błąd,  który  dotyczy  nie  tyle  samej  instytucji  małżeńskiej  i  jej
podstawowych cech prawnych (błąd tego typu jest określany błędem co do prawa i jest
regulowany  przez  kan.  1096  i  1099),  ile  konkretnej  osoby,  z  którą  jest  zawierany
związek małżeński. Należy tu ustalić, jakie okoliczności pozwalają na uznanie tego typu
błędu za istotny dla ważności zgody małżeńskiej, jako że ograniczający swobodę woli
strony: już bowiem intuicyjnie postrzega się, iż poważny błąd co do samej osoby bądź
co do jakiegoś istotnego przymiotu jej osobowości może być uznany za ograniczenie
wolności  wyboru,  która  jest  funkcją  prawidłowego  poznania  przedmiotu  umowy
małżeńskiej,  przedmiotu  wzajemnego  oddania  się  małżeńskiego.  Jak  wiadomo,
przedmiotem  umowy  małżeńskiej  są  właśnie  osoby  zawierające  małżeństwo,  które
wiążą  się  formalnym  węzłem,  przyjmując  na  siebie  prawa  i  obowiązki  stanu
małżeńskiego: mówi to wyraźnie kan. 1057 § 2.

Mając  na  uwadze  praktyczne  i  dydaktyczne  cele,  jakie  stawia  sobie  niniejsze

opracowanie,  nie  będziemy  się  tu  zajmować  ściśle  teoretycznymi  rozważaniami  z
dziedziny  systematyki  formalno-prawnej:  jak  na  przykład,  czy  wszystkie  błędy
faktyczne  są  wadami  zgody  małżeńskiej,  czy  też  niektóre  z  nich  (błąd  co  do  osoby)
przesądzają  w  rzeczywistości  o  braku  takowej;  albo  też  jakie  są  efektywne  podstawy
odpowiednich przepisów Kodeksu.

Nie będziemy też proponować ani nawet dyskutować nad pewnymi innowacyjnymi

wykładniami  norm  praw  kanonicznego  (tak  doktryny,  jak  i  przede  wszystkim
orzecznictwa), niezbyt jeszcze rozpowszechnionymi, postaramy się jedynie zilustrować
normy, które są stosowane w sprawach małżeńskich, w których wierni powołują się na
błąd co do osoby bądź co do przymiotów swego małżonka oraz ich rozpowszechnioną
wykładnię.  Jak  zostanie  to  poniżej  przedstawione,  w  ciągu  ostatnich  lat  nastąpiła
znaczna ewolucja, zarówno normatywna, jak i doktrynalna oraz orzecznictwa, przez co
często nie jest rzeczą łatwą sama aktualna wykładnia.

background image

31

Zgodnie z przyjętym tu schematem w każdym rozdziale książki po zaprezentowaniu

podstawowych  informacji  z  dziedziny  prawa  materialnego  zostaną  przedstawione
wskazówki dotyczące pytań, jakie konsultant powinien zaproponować wiernemu w celu
dogłębnego zbadania jego sprawy, a następnie konkretne przykłady, które mogą pomóc
w lepszym naświetleniu tego zagadnienia.

1. ELEMENTY PRAWA MATERIALNEGO

W  celu  lepszego  zrozumienia  przepisów  obowiązujących  w  dziedzinie  błędu

faktycznego jest wskazane przedstawienie (choć tylko w ujęciu syntetycznym) regulacji
Kodeksu  kanonicznego  z  1917  roku,  zresztą  nadal  stosowanego  w  sprawach
małżeńskich  związków  zawartych  w  czasie  jego  obowiązywania,  a  więc  aż  do  26
listopada 1983 roku.

1. KODEKS Z 1917 ROKU I PROBLEMY JEGO WYKŁADNI

Kodeks z 1917 roku, przewidując stosowanie w sprawach małżeńskich ogólnych reguł
dotyczących błędu (zawartych w kan. 104) stanowił, w kan. 1083, że błąd co do osoby
czyni małżeństwo nieważnym (§ 1); inaczej było natomiast w przypadku błędu co do
przymiotu  osoby,  nawet  wtedy,  gdy  był  on  przyczyną  zawarcia  małżeństwa,  z
wyjątkiem dwóch wypadków: pierwszy to ten, że wspomniany błąd „obracał się" w błąd
co  do  osoby  (§  2  ust.  1);  drugi  natomiast  sprowadzał  się  do  tego,  że  jedna  z  osób
zawierających małżeństwo była uznana przez drugą za stanu wolnego, podczas gdy w
rzeczywistości  była  ona  niewolnikiem  czy  chłopem  (chłopką)  pańszczyźnianym  (§  2
ust. 2). Komentarze tej normy wydają się być zbędne.

Nietrudno sprecyzować, na czym polega błąd co do osoby: jest to błąd zasadniczy,

który powoduje, iż osoba pozostająca w błędzie zawiera małżeństwo z osobą fizyczną
odmienną od tej, z którą zamierzała zawrzeć przymierze małżeńskie dające wyłączne i
dożywotnie prawo do aktów zdolnych do zrodzenia potomstwa. Przykładem błędu co do
osoby, chętnie cytowanym przez kanonistów, jest przypadek patriarchy  Jakuba, który
zamierzał poślubić ukochaną Rachelę (a więc konkretną, znaną mu osobę, którą wybrał
z  powodu  jej  konkretnej  indywidualności)  i  który  zorientował  się,  że  ożenił  się  z
niechcianą  przez  niego  kobietą  o  imieniu  Lea.  Przypadek  tego  typu  jest  i  był
niewątpliwie  szczególnie  rzadki,  ponieważ  może  on  mieć  miejsce  jedynie  w
wyjątkowych okolicznościach (jak na przykład małżeństwo per procura): w normalnej
sytuacji nie jest bowiem możliwe zastąpienie jednej osoby drugą podczas celebrowania
małżeństwa.

Jak już wspomniano, § 2 kan. 1083 obowiązującego poprzednio Kodeksu zajmował

się błędem co do przymiotu osoby zawierającej małżeństwo, ustalając regułę generalną,
zgodnie z którą błąd taki nie powoduje nieważności zgody

background image

32

małżeńskiej  nawet  wówczas,  gdy  „stanowi  on  przyczynę  kontraktu".  Co  oznacza
„stanowić  przyczynę  kontraktu"?  Oznacza  to  bycie  przyczyną  lub  jedną  z  przyczyn,
jakie  skłaniają  wolę  nupturienta  do  zawarcia  małżeństwa  z  określoną  osobą.  Na
przykład:  chcę  poślubić  Mariana,  ponieważ  jest  on  bogaty;  ożenię  się  z  Karoliną,
ponieważ  z  tego,  co  wiem,  jest  ona  porządną  dziewczyną.  Dlaczego  więc  błąd  co  do
przymiotu  osoby,  jaki  stanowi  przyczynę  kontraktu,  nie  może  być  uznawany  za  błąd
powodujący  nieważność  małżeństwa?  Dlatego,  że  choć  poprzedza  on  lub  towarzyszy
aktowi woli, jakim jest zgoda małżeńska, będąc elementem uwarunkowującym ją, nie
narusza  jednak  jej  zasadniczej  struktury,  która  sprowadza  się  do  wyboru  określonej
osoby, z którą  zamierza się stworzyć  wspólnotę życia  małżeńskiego. Błąd  co prawda
uwarunkował zgodę, był jej przesłanką, skłonił stronę do jej wyrażenia, jednak zgoda ta
sama w sobie była pełna i kompletna, wywołała więc swe skutki prawne. Tak właśnie
przedstawiają  się  zasady  ogólne  w  dziedzinie  błędu  odnośnie  do  przymiotu  osoby
małżonka, ustanowione przez Kodeks z 1917 roku.

Jak już wspominaliśmy, Kodeks z 1917 roku przewidywał jednak dwa wyjątki od tej

reguły.  Zajmiemy  się  najpierw drugim  z  nich,  nieistniejącym  już  w  bieżących
przepisach, jako łatwiejszym do zilustrowania. § 2 ust. 2 kan. 1083 stanowił, iż błąd co
do  stanu  wolnego  osoby  małżonka,  w  rzeczywistości  będącego  niewolnikiem,  jest
błędem  powodującym  nieważność  małżeństwa.  Jaki  jest  powód  takiej  regulacji?  Jest
nim  fakt,  że  niewolnik,  w  prawdziwym  znaczeniu  tego  słowa,  nie  może,  z  punktu
widzenia  prawa,  swobodnie  dysponować  swą  osobą,  w  konsekwencji  nie  może  więc
podejmować zobowiązania stanowiącego przedmiot zgody małżeńskiej. Za pomocą tej
normy  Ustawodawca  z  1917  roku  pragnął  chronić  osobę,  która  na  skutek  błędu
zawarłaby  małżeństwo  z  osobą  nie  dysponującą  samą  sobą,  a  więc  nie  mogącą
zagwarantować  jej  rzeczywistego  uznania  podstawowego  prawa  małżeńskiego.
Ponieważ w obecnych czasach nie występują już (przynajmniej formalnie) sytuacje tego
typu  (zważywszy  na  zniknięcie  ze  współczesnych  systemów  prawnych  instytucji
niewolnictwa), nowe ustawodawstwo bezzwłocznie uchyliło tę normę.

Natomiast pierwszy wyjątek od wspomnianej reguły generalnej był zawarty w ust. 1

§ 2  kan. 1083 Kodeksu z  1917 roku, który  stanowił, że  błąd  co  do przymiotu  osoby,
który obraca się w błąd co do osoby, stanowi przyczynę nieważności małżeństwa. Co
jednak oznacza określenie „obraca się"? Przez wieki tradycja kanoniczna interpretowała
je  w  następujący  sposób:  w  błąd  co  do  osoby  obraca  się  błąd  co  do  takiego  jej
przymiotu, który umożliwia jej wyodrębnienie jako konkretnej osoby fizycznej, kiedy
osoba  ta  znana  jest  pozostającemu  w  błędzie  właśnie  poprzez  ten przymiot.  I  tak,  na
przykład  (odwołujemy  się  tu  po  raz  kolejny  do  przykładów  klasycznych),  ten,  kto
twierdziłby:  „zamierzam  poślubić  córkę  króla  Francji"  lub  „zamierzam  poślubić
pierworodną córkę pana Piotra", a potem zorientowałby się, że poślubił córkę,

background image

33

ale  nie  króla  albo  też  drugą  czy  trzecią  córkę  pana  Piotra,  byłby  w  błędzie  co  do
przymiotu obracającym się w błąd co do osoby.

Jak  łatwo  można  się  domyślić,  zilustrowana  tu  wykładnia  pojęcia  błędu  co  do

przymiotu  obracającego  się w  błąd  co  do  osoby  stwarzała  (z  punktu  widzenia
formalnego) w ciągu wieków rozmaite problemy oraz wzbudzała wątpliwości tak wśród
doktryny,  jak  i  orzecznictwa.  Już  św.  Alfons  Maria  Liguori,  wielki  moralista  XVIII
wieku, usiłował dokładniej sprecyzować wspomniane pojęcie, twierdząc, że o błędzie
takim  można  mówić  w  trzech  przypadkach.  Przytoczenie  ich  tu  może  być  użyteczne,
zważywszy  na  fakt,  że  jedna  z  zasad  interpretacyjnych  św.  Alfonsa  legła  u  podstaw
obowiązującego obecnie Kodeksu Prawa Kanonicznego z 1983 roku. I tak, według św.
Alfonsa, błąd co do przymiotu osoby obraca się w błąd co do osoby, kiedy:
- Określony przymiot stanowi przedmiot warunku: na przykład „ożenię się z tobą, ale
pod  warunkiem,  że  jesteś  na  prawdę  córką  króla  Francji";  „ożenię  się z  tobą  pod
warunkiem, że jesteś naprawdę bogata" itp.
- Przymiot taki jest  właściwy tylko  tej określonej osobie, nie będąc  przymiotem,  jaki
dzieli  ona  wspólnie  z  innymi  osobami;  jest  więc  on  przymiotem  wyodrębniającym  ją
wśród innych osób: na przykład „Chcę poślubić córkę króla Francji i poślubiam kobietę,
jaka zostaje mi przedstawiona właśnie jako córka króla Francji, bo co do takiej wyrażam
swą zgodę małżeńską".
- Określony  przymiot  jest  bezpośrednio  i  zasadniczo  zamierzony:  „Chcę  poślubić
bogacza, bo to właśnie bogactwo jest tym, czego przede wszystkim pragnę, poślubiam
więc Mariana, gdyż jestem przekonana, iż jest on bogaty".

Jak  można  zauważyć,  druga  reguła  św.  Alfonsa  nie  jest  niczym  innym  jak  tylko

ponownym przedstawieniem opisanej powyżej, tradycyjnej wykładni pojęcia błędu co
do  przymiotu  obracającego  się  w  błąd  co  do  osoby:  błąd  ten  odnosi  się  więc  do
przymiotu,  jaki  pozwala  na  zindywidualizowanie  osoby  jako  konkretnej  osoby
fizycznej, znanej ofierze błędu właśnie poprzez ten przymiot.

Pierwsza  oraz  trzecia  reguła  przewidują  natomiast,  że  przymiot,  o  którym  mowa,

musi  być  przymiotem  zamierzonym  przez  pozostającego  w  błędzie,  który  stawia  go
jako warunek sine qua non swej zgody małżeńskiej (tak w aspekcie pozytywnym - czyli
występowania  danej  cechy u  współmałżonka;  jak  i  negatywnym - a  więc
niewystępowania  u  niego  danych  cech  negatywnych);  bądź  też,  który  w  „pierwszym
rzędzie"  poszukuje  tego  przymiotu  (stawiając  go  niejako  ponad  samą  osobę),  a  samą
osobę wybiera jedynie na bazie swego przekonania, że reprezentuje ona określoną cechę
(lub jest od nich wolna).

Można powiedzieć, że podczas obowiązywania Kodeksu z 1917 roku było możliwe

posługiwanie  się  wszystkimi  trzema  wykładniami  pojęcia  błędu  co  do  przymiotu
„obracającego  się"  w  błąd  co  do  osoby,  autorstwa  św.  Alfonsa:  pierwsza  z  nich
sprowadzała się bowiem do normy ogólnej dotyczącej obecności warunku sine qua non
w  czynności  prawnej  (por.  kan.  104  i  1092,  4);  druga  do  tradycjonalnej  wykładni
skodyfikowanej w sposób domyślny w

background image

34

kodeksie  (por.  kan.  6  wspomnianego  kodeksu);  trzecia  była  używana  natomiast  przez
orzecznictwo  Roty  (która  podjęła  swą  działalność  w  1908  roku  po  przerwie,  jaka
nastąpiła  na  skutek  wydarzeń  rzymskich  w  1870  roku),  choć  nie  wszyscy  Autorzy
doktryny byli co do tego zgodni.

Chcąc przedstawić w sposób kompletny problematykę związaną z pojęciem błędu co

do  przymiotu  „obracającego  się"  w  błąd  co  do  osoby,  nie  można  tu  pominąć
innowacyjnego nurtu interpretacyjnego wzbudzonego po II Soborze Watykańskim.

Zważywszy, że Sobór - zwłaszcza w duszpasterskiej konstytucji Caudium et spes „o

Kościele  w  Świecie  Współczesnym" - przedstawił  bardziej  zintegrowaną  i  kompletną
wizję  osoby,  uwzględniając  także  wymiar  etyczny,  religijny,  psychologiczny  i
socjologiczny  jej  tożsamości, wspomniany  nurt  interpretacyjny  proponuje,  aby  brane
były  pod  uwagę  również  i  te  jej  cechy,  jako  tak  ściśle  związane  z  osobą,  iż  mogące
powodować  nawet  modyfikację  jej  tożsamości.  Można  by  więc  w  pewnym  sensie
powiedzieć,  że  proponuje  się  przeniesienie  zainteresowania  z  koncepcji  „osoby"  jako
indywidualności  fizycznej  na  koncepcję  „osobowości",  w  jakiej  jednostka  jest
charakteryzowana  (w  sposób  pozytywny  bądź  negatywny)  także  przez  jej  cechy
etyczne, religijne i socjalne.

W ramach przykładu możemy przypomnieć wyrok Roty, jaki zapoczątkował ten nurt

w orzecznictwie: chodzi tu o decyzję z 21 kwietnia 1970 roku, w której sędzia trybunału
Roty, Canals, obok interpretacji pojęcia błędu co do przymiotu obracającego się w błąd
co do osoby, zwanej przez niego „ścisłą" (przymiot jako jedyna cecha pozwalająca na
zindywidualizowanie  danego  podmiotu)  oraz  interpretacji,  którą  określał  mianem
„mniej ścisłej" (przymiot pojmowany jako pierwszoplanowy w stosunku do osoby - por.
trzecia  reguła  św.  Alfonsa)  zaproponował  uwzględnienie  trzeciej  koncepcji,  według
której błąd co do przymiotu obracający się w błąd co do osoby miałby miejsce również
wówczas,  gdy  przymiot - obiekt  pomyłki - jest  przymiotem  moralnym,  prawnym,
społecznym, tak ściśle związanym z daną osobą fizyczną, że bez niego osoba ta musi
być uznana za nie tę samą (za inną osobę).

Co  można  powiedzieć  na  temat  tego  innowacyjnego  prądu  interpretacyjnego

orzecznictwa?  I,  przede  wszystkim,  czy  może  mieć  on  zastosowanie  w  kanonicznych
sprawach  o  stwierdzenie  nieważności  małżeństwa?  Autor  niniejszej  książki,  z  całym
szacunkiem  dla  osób  mających  przeciwne  poglądy,  jest  zmuszony  wyrazić  swą
negatywną  opinię  odnośnie  do  dopuszczalności  stosowania  w  takich  sprawach  tej
rozszerzającej interpretacji koncepcji osoby, a to z podanych niżej przyczyn.

Z jednej strony oczywista wydaje się przyczyna, która legła u podstaw takiej właśnie

rozszerzającej  interpretacji:  chodziło  tu  o  umożliwienie  rozpatrywania  ewentualnych
spraw małżeństw, które rozpadły się z powodu bardzo poważnych, negatywnych cech
osobowych  jednego  z  małżonków - cech,  jakie  przed  ślubem  nie  były  znane  jego
współmałżonkowi - a  które  nie  mogły  być  zaliczone  do  tradycyjnych  przesłanek
nieważności małżeństwa. Do takich

background image

35

przypadków  można  zaliczyć  wspomniany  już  wyrok  Coram  Canals  w  sprawie
nieważności małżeństwa osoby, która ukryła, że pozostawała poprzednio w cywilnym
związku małżeńskim, nieważnym co prawda z punktu widzenia prawa kanonicznego,
ale w sposób istotny  charakteryzującym jej osobowość. I  choć chwalebne wydają się
intencje  tej  interpretacji,  jaką  określiliśmy  mianem  rozszerzającej,  czyli - aby  być
dobrze zrozumianym - takiej interpretacji, która rozciąga koncepcję osoby - przedmiotu
błędu faktycznego w sprawach małżeńskich - na koncepcję osobowości. Należy jednak
stwierdzić, że taki typ interpretacji wywołuje problemy jeszcze większe od tych, jakie
pragnęła ona rozwiązywać.

Pierwszym problemem są jej podstawy: historyczne, soborowe, systemowe. I tak, z

punktu widzenia historycznego, interpretacja koncepcji osoby w dosłownym tego słowa
znaczeniu, czyli jako osoby fizycznej, pozostaje w prawie kanonicznym interpretacją w
pełni  tradycjonalistyczną;  stanowisko  takie  zajmuje  też  papież,  który  w  swej  mowie
skierowanej w 1993 roku do Roty rzymskiej wezwał ją do nie przypisywania słowom
ustawy,  i  to  właśnie  w  dziedzinie  błędu  faktycznego  znaczącego  w  sprawach
małżeńskich, znaczeń niespójnych z tradycją kanoniczną (por. AAS 85 [1993] 1259).

Z punktu widzenia soborowego nie jest bynajmniej rzeczą ewidentną, że konstytucja

Gaudium  et  spes zamierzała  sformalizować  nową  koncepcję  osoby,  a  zwłaszcza  w
znaczeniu  prawnym:  wiadomo  bowiem,  iż  konstytucja  ta  (określona  zresztą  mianem
duszpasterskiej, a nie dogmatycznej czy definiującej) pragnęła po prostu zaprezentować
światu, pośród wielu rozmaitych zagadnień, również i chrześcijańską wizję osoby, i to
jako propozycję, a nie dokonać transformacji treści antropologii chrześcijańskiej.

Z punktu widzenia systemowego nie wiadomo, dla jakich racji pojęcie „osoba" (w

odniesieniu  do  osób  fizycznych)  miałoby,  w  tym  samym  systemie  prawnym  i
normatywnym,  w  kontekście  błędu  w  sprawach  małżeńskich,  mieć  odmienne  niż  w
innych kontekstach znaczenie.

Kolejnym  problemem  jest  samo  teoretyczne  zrównanie  pojęcia  osoby  z  pojęciem

osobowości.  Nie  negujemy,  oczywiście,  faktu,  iż  cechy  o  znacznej  doniosłości
moralnej,  prawnej  czy  społecznej  są  ważnymi  przymiotami  charakteryzującymi  daną
osobę, w związku z czym błędy ich dotyczące powinny znaleźć odpowiednią ochronę
prawną. Jednak jeśli pojęcia osoby i osobowości miałyby być pojęciami zamiennymi, a
więc  jeśli  jakaś  cecha,  nawet  o  dużej  doniosłości,  miałaby  być  uznawana  za  cechę
charakteryzującą  osobę  w  sposób  zasadniczy,  zostałaby  wyeliminowana  możliwość
ustalenia jednoznacznej tożsamości osoby w trakcie zmiennych kolei jej życia. Inaczej
mówiąc: osoba zawsze pozostaje ta sama, choćby w pewnym momencie swego życia
została dotknięta chorobą bądź popełniła jakiś czyn (np. ciężką zbrodnię) nieodwołalnie
naznaczający jej dalszą egzystencję. Nie byłoby tak natomiast w sytuacji, gdyby cechy
osobowości uznano za cechy definiujące osobę w sposób „zasadniczy".

background image

36

Trzeci problem wiąże się z tym, iż wspomniana innowacyjna interpretacja pojęcia

osoby  w  zakresie  błędu  faktycznego  w  dziedzinie  spraw  małżeńskich  nie  została
przyjęta  przez  całą  doktrynę  ani  też  nie  stała  się  wspólną  linią  orzecznictwa  Roty.
Pojawiły  się,  oczywiście,  orzeczenia  uwzględniające,  a  nawet  wprowadzające
wspomniane pojęcie osoby, określane jako bardziej integralne i kompletne, ale było też
wiele  takich,  również  i  w  ostatnim  okresie,  które  je  odrzucały,  szczegółowo  to
motywując (por. np. decyzja Dziekana Roty z 6 lutego 1992, w ARRT Dec. LXXX1V,
49-62). W każdym wypadku nigdy nie stało się powszechne, czy też wspólne dla całej
Roty  kryterium  orzekania  w  sprawach  o  stwierdzeniu  nieważności  małżeństwa
bazujących na błędzie co do przymiotu osoby. Tak więc - ponieważ w systemie prawa
kanonicznego  poszczególne  precedensy  ani  też  nawet  pewna  ilość  podobnych
rozstrzygnięć nie mają wartości orientacyjnej, gdyż ma ją tylko orzecznictwo cechujące
się stałością rozstrzygnięć - nieuprawnione byłoby stwierdzenie, że taka innowacyjna
interpretacja została usankcjonowana przez trybunał Roty, którego jedną z funkcji jest
przyczynianie się  do  ujednolicania  orzecznictwa  kanonicznego  (por.  konstytucja
apostolska Pastor  Bonus, art.  126).  Ponadto,  gdyby  cierpliwie  przestudiować  decyzje
Roty  wydane  po  1970  roku,  można  by  zauważyć,  że - jakkolwiek  dopuściły  one
omawianą  tu  innowacyjną  interpretację

- wiele  z  nich  oscyluje  pomiędzy

„przedmiotową"  interpretacją  przymiotu,  odpowiadającą  nowej,  integralnej  koncepcji
osoby, a „podmiotową", która w zasadzie sprowadza tę kwestię do pierwszej i trzeciej
reguły  św.  Alfonsa  (Czego  tak  naprawdę  szukał  zawierający  małżeństwo?  Jaką  wagę
przywiązywał  do  danego  przymiotu?  Czy  przymiot  ten  uwarunkował  jego  wybór
współmałżonka? Czy miała miejsce instrumentalizacja drugiej osoby w celu osiągnięcia
tego przymiotu?). Konkludując, należy więc stwierdzić, że nawet ten nurt orzecznictwa,
jaki  przyjął  tę,  określaną  tu  mianem  innowacyjnej,  koncepcję  błędu  co  do  przymiotu
osoby, nie aplikował jej następnie w sposób spójny i jednolity.

Czwarty  problem  dotyczy  aspektu,  jaki  może  być  określony  mianem  „polityki

legislacyjnej".  Czy  należy  więc  uznać,  że  interpretacja  rozszerzająca  pojęcie  „osoba"
stwarza praktyczne trudności dużo większe od interpretacji tradycyjnej: kiedy przymiot
konsoliduje koncepcję osoby? Czyli, inaczej mówiąc, kiedy jest on tak bardzo istotny,
że  jego  brak  czy  też  istnienie  przesądza  o  obiektywnym  istnieniu  indywiduum
odmiennego  od  tego,  jaki  wyróżnia  się  daną  cechą?  Innymi  stówy,  łatwo  można
zauważyć,  że  zindywidualizowanie  przymiotu,  który  przesądzałby  o  rzeczywistej
odmienności osoby, nie jest bynajmniej łatwe, stwarza ono natomiast okazję do nadużyć
i  dyskusyjnych  interpretacji.  I  choć  co  bardziej  poważna  doktryna  starała  się
wypracować kryteria  mające umożliwić rozróżnianie  przymiotów  naprawdę istotnych
od tych drugorzędnych, to jednak z całą pewnością nie można powiedzieć, iżby - czy to
na płaszczyźnie orzecznictwa, czy to na płaszczyźnie

background image

37

doktrynalnej - osiągnięto  jakiekolwiek  porozumienie  albo  wypracowano  wspólne
stanowisko.

Przytoczone tu powody sprawiają, że - również w opinii piszącego te słowa -nie jest

możliwym  przyjęcie  rozszerzającej  interpretacji  dotyczącej  błędu  co  do  osoby,  a
wypracowanej  przez  pewną  część  orzecznictwa  i  doktryny  po  1970  roku.  Być  może
więc w takim świetle powinna być widziana decyzja Ustawodawcy z 1983 roku, który
w  nowych  unormowaniach  dotyczących  błędu  co  do  przymiotów  osoby  małżonka
odszedł  od  koncepcji  błędu  co  do  przymiotu  „obracającego  się"  („przemieniającego
się") w błąd co do osoby, a więc od koncepcji, która w pewnym sensie stała się źródłem
problemów interpretacyjnych. Możliwe jest też, aczkolwiek nie wynika to bezpośrednio
z przebiegu prac nad rewizją Kodeksu, że Ustawodawca, odchodząc od tej koncepcji,
pragnął  położyć  kres  spekulacjom,  jakie  zostały  przez  nią  wywołane,  dokonując
ponownej systematyzacji całej materii tak, aby nie miały one już dłużej racji bytu ani też
okazji do rozwijania się (poczynając od pojęć trudnych do określenia, takich jak właśnie
np.  pojęcie  błędu  „obracającego  się  (w  inny  błąd)".  Ustawodawca  postąpił  podobnie
również i w innych punktach ustawodawstwa w sprawach małżeńskich, a mianowicie
na  przykład  co  do  pojęcia  „celów"  małżeństwa  czy  też  przymiotów  „głównych"  i
„drugorzędnych", jakie były
używane  w  poprzedniej  kodyfikacji,  a  które,  dla  uniknięcia  problemów
interpretacyjnych, zostały wyeliminowane w obecnej.

2. KODEKS Z 1983

Znowelizowany  kodeks,  w  kan.  1097  i  kan.  1098,  reguluje  zagadnienie  błędu  natury
faktycznej  w  dziedzinie  spraw  małżeńskich.  Przedstawione  powyżej  omówienie  tego
zagadnienia  w  świetle  poprzedniej  normy  ułatwi  nam  pełniejsze  naświetlenie
wspomnianej  problematyki  w  aspekcie  aktualnych  rozwiązań  kodeksowych  oraz
pozwoli na skrócenie dalszej części wykładu.

W kan. 1097 § 1 uregulowane zostały przesłanki pozwalające na uznanie tego typu

błędu za istotny dla ważności małżeństwa. Kwestia ta przedstawiona już została przy
okazji  omawiania  poprzedniej  regulacji  prawnej.  Można  tylko  dodać,  że  niektórzy
Autorzy,  opierając  się  na  dokonanej  (mimo  iż  oficjalnie  nieumotywowanej)  zmianie
terminologii - Kodeks  z  1917  roku  mówił  o  błędzie circa  personam, podczas  gdy
obecny o błędzie in persona - występują z hipotezą, iż w paragrafie tym jest zawarty nie
tylko  błąd  co  do  fizycznej  tożsamości  osoby,  ale  i  błąd  co  do  przymiotu  osoby
„obracający się"  w  błąd  co  do  osoby,  uznając,  iż  „osoba"  powinna  być  rozumiana  w
sposób  jak  najbardziej  szeroki  i  kompletny,  jak  proponował  to  innowacyjny  nurt
orzecznictwa zrodzony w latach 70.

W obliczu przedstawionych do tej pory argumentów należy raz jeszcze podkreślić,

że racjonalnym i roztropnym wydaje się więc oparcie na klasycznej

background image

38

interpretacji wspomnianego 1 § kan. 1097 i traktowanie błędu in persona jako błędu co
do  jej  tożsamości  fizycznej.  Nie  przekonuje  też  inny  argument,  przytaczany przez
zwolenników  rozszerzającej  interpretacji  normy,  a  mianowicie  ten,  że  w  wypadku
stosowania  interpretacji  tradycyjnej  norma  ta  byłaby  używana  niezmiernie  rzadko.
Argument ten dodatkowo traci swą siłę perswazji, jeśli uświadomić sobie prosty fakt, iż
nieważność  aktu  prawnego  jest  zawsze  wyjątkiem,  nigdy  regułą,  a  ponadto  fakt,  że
prawodawca  przewidział  również  inne  normy  dotyczące  ważności  małżeństwa,  które
również  są  stosowane  niezmiernie  rzadko,  jak  na  przykład  kan.  1089  o  przeszkodzie
uprowadzenia i przetrzymywania kobiety z zamiarem zawarcia z nią małżeństwa czy też
kan. 1090 o przeszkodzie zabójstwa współmałżonka.

Kan.  1097  §  2  regulujący  zagadnienie  błędu  co  do  przymiotu  osoby  potwierdza

przede wszystkim ogólną regułę, zgodnie z którą błąd co do przymiotu osoby - nawet
jeśli  stanowił  przyczynę  umowy  małżeńskiej -zazwyczaj  nie  powoduje  nieważności
małżeństwa.  W  poprzedniej  części  naszych  rozważań  wyjaśniliśmy  już,  co  należy
rozumieć przez określenie „stanowić przyczynę kontraktu".

Obecne unormowania, podobnie jak poprzednie, przewidują jednak dwa wyjątki od

powyższej  reguły.  Nie  dotyczą  one  już  stanu  niewolnictwa  ani  też  tzw.  błędu  co  do
przymiotu osoby, jaki „obraca się" w błąd co do osoby. Mają one odmienną zawartość i
regulowane są przez kan. 1097 § 2 i kan. 1098.

Pierwszy  wyjątek  zawarty  jest  w  kan.  1097  §  2:  za  istotny  z  punk-tu  widzenia

ważności zgody małżeńskiej został uznany błąd co do przymiotu osoby, jeśli przymiot
ten  był  bezpośrednio  i  zasadniczo  zamierzony.  Z  łatwością  możemy  spostrzec,  że w
normie  tej  została  zawarta  trzecia  z  reguł,  opracowanych  przez  św.  Alfonsa  Marię
Liguori  w  celu  zilustrowania  koncepcji  błędu  co  do  przymiotu  „obracającego  się"  w
błąd co do osoby.

Co jednak konkretnie oznacza „bezpośrednie i zasadnicze zamierzenie przymiotu"?
Oznacza  to,  że  w  takim  przypadku  to  właśnie  przymiot  osoby  jest  bezpośrednim

przedmiotem woli, podczas gdy sama osoba staje się niejako drugoplanowa, ponieważ
traktowana  jest  tylko  jako  swoisty  „nośnik  osobowy"  pożądanego  przymiotu.  Nie
wystarcza  więc,  aby  osoba  intensywnie  pragnęła  jakiegoś  przymiotu;  czy  też,  aby
jednym  z  motywów,  jaki  skłonił  ją  do  małżeństwa,  był  fakt,  że  dostrzegała  ona  w
partnerze  tę  właśnie  cechę:  w  takim  wypadku  mamy  bowiem  do  czynienia  tylko  z
przymiotem stanowiącym przyczynę kontraktu. Trzeba będzie natomiast udowodnić, że
osoba  poszukiwała  przede  wszystkim  tego  konkretnego  przymiotu  („pragnę  poślubić
bogacza",  „pragnę  poślubić  Mediolańczyka  takiego  jak  ja",  „pragnę  poślubić  osobę,
która nie jest narkomanem, ponieważ mój poprzedni narzeczony nim był i przysporzyło
mi  to  wiele  cierpień")  i  że  motywem  determinującym  jej  decyzję  zawarcia  związku
małżeńskiego był właśnie fakt, iż uważała, że kandydat na

background image

39

współmałżonka posiada (bądź, w wypadku cechy negatywnej, nie posiada) tę cechę.

Tylko  taki  sposób  pojmowania  tej  normy  pozwala  bowiem  pozostać  wiernym

normie  prawa  kanonicznego,  a  także  realizować  w  praktyce ratio wspomnianej
dyspozycji  normatywnej.  Zgoda  małżeńska  wyrażona  w  takich  okolicznościach  jest
nieważna, jako że sama osoba potraktowana tu została „instrumentalnie" w stosunku do
określonego  przymiotu,  który,  w  tym  przypadku,  staje  się  właśnie  bezpośrednim  i
zasadniczym przedmiotem woli osoby pozostającej w błędzie. Tym samym, ponieważ
nie istnieje zasadniczy przedmiot woli, nie istnieje też i sama zgoda. Inaczej mówiąc,
błąd co do przymiotu czyni zgodę małżeńską wadliwą, ponieważ przymiot odgrywa w
tym  przypadku  rolę  „patologiczną",  a  nie  „fizjologiczną"  (jak  jest  to w  wypadku
przymiotu  „stanowiącego  przyczynę"  kontraktu).  Nieważność  aktu  prawnego  jest
bowiem  konsekwencją  tak  skrajnie  negatywną,  iż  musi  wiązać  się  z  jakimś
„patologicznym", anormalnym aspektem ludzkiego działania.

Natomiast rozszerzająca interpretacja pojęcia przymiotu „bezpośrednio i zasadniczo

zamierzonego" - nadając  wagę  okolicznościom  na  przykład  typu:  „wyszłam  za  mąż,
ponieważ  bardzo  pragnęłam  mieć  dzieci,  a  tymczasem  odkrywam,  że  mój  mąż  jest
bezpłodny";  „ożeniłem  się,  myśląc,  że  moja  żona  jest  osobą  uczciwą,  a  teraz
zorientowałem się, iż jest ona osobą o niskim morale" itp. - oznaczałaby (pozornie) co
prawda  znalezienie  rozwiązania  dla  nieudanych  małżeństw,  ale  czyniłaby  to  za  cenę
naciągania  dyspozycji  obowiązującej  normy  prawa  kanonicznego,  która  w
rzeczywistości  wymaga  nie  tyle  zaistnienia  określonej  przesłanki,  ile  rzeczywistego
aktu  woli  nakierowanego  na  przymiot;  wymaga  więc  ona  pozytywnego  aktu  woli,
niewątpliwie  cechującego  się  tym,  iż  przymiot,  o  którym  była  mowa,  musi  być
„zamierzony", również bezpośrednio i zasadniczo w stosunku do osoby.

Dlatego więc, z punktu widzenia procesu dowodowego, często trudno przedstawić

dowody pokazujące, że pożądane zwykle przymioty były zamierzone „bezpośrednio i
zasadniczo". Zazwyczaj bowiem każdy pragnie poślubić osobę uczciwą, szczerą, zdolną
współprzyczyniać  się  do  utrzymania  rodziny,  zdolną  do  spłodzenia  potomstwa,  co
bynajmniej nie oznacza, że przymioty te stanowią bezpośredni i zasadniczy przedmiot
jej aktu woli. Nie chcę twierdzić, że jakiś przymiot tego typu nie może być bezpośrednio
i  zasadniczo  zamierzonym;  twierdzę  jedynie,  że  przymioty  te  są  zazwyczaj  przez
wszystkich  poszukiwane  u  partnera,  nie  będąc  bynajmniej  przedmiotem  konkretnego
aktu woli ani też przyczyną determinującą wybór określonej osoby na współmałżonka.
Można by więc zastanowić się nad zakresem zastosowaniem tej znowelizowanej normy
dotyczącej błędu co do przymiotu osoby. Zakres ten, według ścisłej interpretacji normy,
musi być znacznie zawężony, z pewnością bardziej zawężony niż ten, na jaki pozwalała
koncepcja błędu co do przymiotu „obracającego się" w błąd co do osoby, wypracowana
przez innowacyjny prąd interpretacyjny zrodzony w latach 70. Zdali sobie z tego sprawę
również i

background image

40

niektórzy  sędziowie  Roty  (np.  sentencja  Sędziego,  a  obecnego  Dziekana  Roty,  M.F.
Pompedda z 22 lipca 1985). Obowiązująca norma jest jednak właśnie taka, a nie inna.
Aby  umożliwić  jej  szersze  zastosowanie,  wspomniana  tu  sentencja  stawia  hipotezę
dopuszczenia  uznania  za  domyślne - choćby  i  nie  było  ono  dokonane  w  sposób
podmiotowy  przez  osobę - bezpośrednie  i  zasadnicze  zamierzenie  odnośnie  do
przymiotów,  jakie  w  określonym  kontekście  czasowoprzestrzennym  są  szczególnie
cenione  jako  zalety  przyszłego  małżonka  (jak  np.  dziewictwo  kobiety  w  pewnych
kulturach): ta sama decyzja dostrzega jednak, iż taka interpretacja obowiązującej normy
jest  obiektywnie  „naciągana"  i  że  może  być  ona  stosowana  jedynie  w  wypadku
występowania pewnych szczególnych okoliczności kulturowych i osobistych.

Drugi  wyjątek  od  generalnej  zasady,  zgodnie  z  którą  błąd  co  do  przymiotu  osoby

współmałżonka nie powoduje nieważności małżeństwa, jest zawarty w kan.1098, który
reguluje przypadek błędu co do przymiotu jednej ze stron, wywołanego przez nią przy
pomocy podstępu, w celu uzyskania zgody małżeńskiej drugiej strony.

Mamy  tu  do  czynienia  z  prawdziwą  innowacją  normatywną,  jako  że  hipoteza

oszustwa  w  dziedzinie  spraw  małżeńskich  nie  występowała  w  poprzednim
ustawodawstwie  pomimo  pojawiających  się  od  kilku  dziesięcioleci  sugestii ze  strony
doktryny,  która  proponowała  wprowadzenie  jej  do  kanonicznej  regulacji  systemu
małżeńskiego.

Stąd też, zważywszy, że norma kan. 1098 - choć opierająca się na regułach prawa

naturalnego,  czyli  na  swobodzie  zgody  małżeńskiej  (zgody  dotkniętej,  na  skutek
podstępu, wadą) - jest w efekcie przepisem prawa pozytywnego (zważywszy, iż ustawa
drobiazgowo określa okoliczności występowania tego typu błędu), uznana została przez
przeważającą  część,  tak  doktryny,  jak  i  orzecznictwa,  za  możliwą  do  stosowania
wyłącznie  w  przypadku  małżeństw  zawartych  po  wejściu  w  życie  nowego  Kodeksu
(czyli  po  27  listopada  1983),  zgodnie  z  zasadą  nieretroaktywności  przepisów  prawa
pozytywnego (por. kan.
9).

Norma  kan.  1098  jest  bardzo  szczegółowa  i  złożona,  a  jej  zawartość  może  być

zilustrowana w następujący sposób:

a) Jedna  z  dwu  stron  zawierających  związek  małżeński  musi  pozostawać  w

momencie  wyrażania  zgody  małżeńskiej  w  błędzie,  to  znaczy  mieć  fałszywy  osąd
dotyczący  pewnej  określonej  rzeczywistości.  Natomiast  co  najmniej  dyskusyjny  jest
fakt, że byłaby tu też wystarczająca również zwykła niewiedza, jaka nie niesie ze sobą
żadnego  osądu.  Pewne  jest  natomiast,  że  chodzi  tu  o  błąd  stanowiący  podstawę
wyrażenia  zgody,  czyli  o  błąd,  który  był  decydujący  dla  jej  wyrażenia.  W  innym
bowiem wypadku nie miałoby się do czynienia z wadą.

b) Rzeczywistość, co do której strona pozostaje w błędzie, musi stanowić przymiot

drugiej  strony,  a  więc  być  jej  stałą  cechą,  a  nie  jakąś  okolicznością  jej  dotyczącą
(przymiotem  w  rozumieniu  kanonu  jest  np.  chroniczna  choroba  osoby;  podczas  gdy
okolicznością jest np. fakt, iż w danym momencie pozostaje

background image

41

ona bez pracy). Przymiot taki musi ponadto dotyczyć bezpośrednio drugiej strony, nie
osób  trzecich  (takim  przymiotem  może  być  np. fakt,  iż  dana  osoba  uznana  jest  za
notorycznego przestępcę, a nie, że ma ona brata pozostającego w więzieniu z powodu
popełnienia  poważnego  przestępstwa:  w  takim  wypadku  przestępczość  dotyczy
bowiem osoby brata, a nie osoby zawierającej małżeństwo).

c) Przymiot, co do którego pozostaje się w błędzie, musi ze swej natury potencjalnie

poważnie  zakłócać  wspólnotę  życia  małżeńskiego.  Nie  jest  jednak  łatwo  określić,  o
jakie  przymioty  tu  chodzi.  Jednak  biorąc  pod  uwagę,  że  małżeństwo  jest  wspólnotą
życia cechującą się dozgonnością i wyłącznością skierowaną ku dobru małżonków oraz
ku  zrodzeniu  i  wychowaniu  potomstwa,  można  wysunąć  hipotezę,  że  przymioty
mogące poważnie zakłócać wspólnotę życia małżeńskiego to cechy, które sprawiają, iż
podmiot  postępuje  w  sposób  nieliczący  się  z  jednością-wiernością  związku  (np.
moralnie niepohamowana skłonność do niewierności), jego trwałością w czasie (choć
trudniej  tu  o  konkretne  przykłady),  nakierowaniu  na  dobro  potomstwa  (zarówno  w
aspekcie fizycznym - np. umyślnie ukryta bezpłodność, por. kan. 1084 § 3; rozrzutność
czy  skłonność  do  gier  hazardowych,  które  narażają  na  ciągłe  niebezpieczeństwo
możliwość  utrzymania  potomstwa;  jak  i  w  aspekcie  moralnym:  np.  skłonność  do
poważnych nałogów, które czynią osobę zdecydowanie nienadającą się, jeśli nie wręcz
niezdolną  do  pełnienia  funkcji  wychowawcy  własnego  potomstwa);  skierowaniu  ku
dobru  małżonków  (np.  choroby  zakaźne,  uzależnienie  od  narkotyków,  AIDS,  które
niszczą  istniejący  pomiędzy  małżonkami  stosunek  oparty  na  zaufaniu  bądź  też  w
sposób bardzo niekorzystny odbijają się na ich wzajemnych relacjach, np. o charakterze
seksualnym).  Trzeba  tu  zauważyć,  że  nie  tyle  wymagane  jest  rzeczywiste  istnienie
zakłóceń  wspólnoty  małżeńskiej,  ile  raczej,  że  przymiot  będący  przedmiotem  błędu
wywołanego podstępem może być uznany za potencjalnie mogący je spowodować.

d) Wprowadzenie  w  błąd  musi  być  uczynione  podstępnie,  to  znaczy  z  wolą

zwiedzenia drugiej strony i ze świadomością faktycznego znaczenia swych działań: nie
może  być  więc  ono  uczynione  przez  podmiot  niezdolny  (choćby  tylko  w  danym
momencie)  do  świadomego  aktu  woli.  Trzeba  też  zwrócić  uwagę  na  to,  że  ponieważ
norma  nie  precyzuje,  iż  wspomniane  oszukańcze  działanie  koniecznie  musi  być
działaniem jednego z małżonków na szkodę drugiego, generalnie można by uznać, iż
może  być  ono  również  działaniem  osoby  trzeciej,  mimo  że  trudno  sobie  wyobrazić
sytuację,  w  której  zainteresowany  małżonek  byłby  nieświadomy  oszustwa,  jakie  (w
jego interesie) dokonane zostało na szkodę drugiego.

e) Wspomniane oszukańcze działanie  musi być  dokonane w celu uzyskania zgody

małżeńskiej od współmałżonka, a nie w jakimś innym celu. Innymi słowy, musi zostać
wykazane istnienie konkretnego podstępu.

Jak łatwo można zauważyć, również i drugi wyjątek od generalnej zasady, zgodnie z

którą błąd co do przymiotu osoby współmałżonka nie powoduje

background image

42

nieważności  małżeństwa,  nie  jest  łatwy  do  zaaplikowania.  I  to  zarówno  z  punktu
widzenia  formalnych  wymogów  ustawowych,  jakie  można  by  określić  mianem
obiektywnych, a więc mających za zadanie ustalenie, iż określona cecha osobowa może
poważnie  zakłócić  wspólnotę  życia  małżeńskiego,  jak  i  z  punktu  widzenia  ustalenia
występowania  przymiotów  subiektywnych:  nawet  jeśli  rzeczywiście - według
obowiązującej  reguły - zaistniały  błąd  powstałby  na  skutek  podstępu  (tzn.  na  skutek
woli oszukania drugiej strony), to i tak nie jest łatwo ustalić, że celem tego działania
oszukańczego było uzyskanie zgody małżeńskiej; ponieważ nawet i przyznanie się do
tego przez stronę, która posłużyła się podstępem, generalnie nie zwalnia od dokonania
należytej  weryfikacji  zaistniałych  faktów.  Dlatego  też  duszpasterz-konsultant,  zanim
wystąpi z hipotezą błędu wywołanego podstępem i zanim zasugeruje wiernemu, którego
małżeństwo  przeżywa  poważne  trudności,  możliwość  stwierdzenia  nieważności
małżeństwa  na  podstawie  kan.  1098,  musi  dogłębnie  i  bardzo  ostrożnie  zanalizować
całą sytuację.

2. WSKAZÓWKI DLA KONSULTANTA

W  świetle  dość  skomplikowanej  doktryny,  przedstawionej  w  poprzednim  punkcie,
wyraźnie  widać  trudności  pojawiające  się  przy  okazji  doboru  kwestii,  jakie  powinny
być brane pod uwagę przez konsultantów przy okazji udzielania przez nich porady w
konkretnych sprawach małżeńskich. Chcąc uprościć to zadanie, nie będziemy tu brali
pod uwagę przypadku błędu co do osoby w ścisłym tego słowa znaczeniu, jako że w tym
wypadku można bez trudu zindywidualizować przedmiot postępowania dowodowego, a
mianowicie fakt, iż osoba A chciała poślubić osobę B, a tymczasem poślubiła osobę C.
Nie będziemy się też zajmować błędem co do przymiotu „obracającym się" w błąd co
do osoby, rozumianej w sposób „kompletny i zintegrowany": jak już wspominaliśmy,
interpretacja  unormowań  dotyczących  tego  typu  błędu  jest  bowiem  akceptowana
jedynie  przez  część  doktryny.  Zajmiemy  się  natomiast  przedstawieniem  dwóch
przypadków  przewidzianych  przez  obowiązujące  przepisy  kodeksowe,  a  mianowicie
przypadkiem  błędu  co  do  przymiotu  osoby  bezpośrednio  i  zasadniczo  zamierzonego
oraz  błędu  co  przymiotu  współmałżonka  wywołanego  podstępem.  Pierwszy  z
przypadków - z  rozmaitych  względów  formalnych - ma  zastosowanie  do  związków
małżeńskich  zawartych  nie  tylko  pod  rządami  obecnego  Kodeksu,  ale  również  i
poprzedniego:  jest  on  bezpośrednio  uregulowany  w  Kodeksie  z  1983  roku  jako
przypadek  nieważności;  w  okresie  obowiązywania  Kodeksu  z  1917  roku  był  on
natomiast powszechnie dopuszczony przez doktrynę w związku z koncepcją błędu co
do przymiotu „obracającego się" w błąd co do osoby.

1. BŁĄD CO DO PRZYMIOTU OSOBY BEZPOŚREDNIO I ZASADNICZO ZAMIERZONEGO

background image

43

Na początek przypomnimy w skrócie rozważania dotyczące wspomnianej przesłanki:
jedna  z  osób  zawierających  związek  małżeński  pragnie  poślubić  osobę  obdarzoną
określoną (lub określonymi) cechą i wybiera daną osobę na współmałżonka  właśnie,
dlatego iż uważa, że odpowiada ona tym konkretnym jej wymaganiom; innymi słowy:
uważają  za  „personifikację"  pożądanej  przez  siebie  cechy,  cechy  która  jest  właśnie
podstawą wyboru danej osoby na małżonka. Po czym jest zmuszona stwierdzić, że jej
osąd był błędny.

Aby  ustalić,  czy  rzeczywiście  miały  miejsce  tego  typu  okoliczności,  należy

przeanalizować następujące zagadnienia:

1) Jaki typ przymiotu miała na uwadze osoba twierdząca, że działała pod wpływem

błędu? Czy był to jeden przymiot, czy też grupa ściśle określonych przymiotów? Jeżeli
ktoś nie  ma bowiem sprecyzowanych idei nie może niczego zamierzać, tym bardziej
„bezpośrednio i zasadniczo".

2) Jaką wagę przywiązywała osoba do tego przymiotu? Chodzi tu

o  tzw.

criterium  aestimationis,

stanowiące  probierz  ważności  subiektywnie

przypisywanej  danemu  przedmiotowi:  logiczne  jest,  że  im  ważniejszy  jest  dany
przymiot w opinii konkretnej osoby, tym większą rolę przy wyborze małżonka będzie
odgrywać  jego  posiadanie  (bądź  brak)  u  kandydata  na  małżonka.  W  celu  lepszego
zgłębienia  tego  zagadnienia  można  by  na  przykład  zbadać,  czy  podmiot  często
wspominał  o  tej  określonej  cesze;  czy  ewentualnie  zerwał  on  swe  poprzednie
narzeczeństwo,  ponieważ  wybrana  przez  niego  osoba  była  jej  pozbawiona;  czy
kiedykolwiek  stwierdził  na  przykład,  iż  nigdy  nie  poślubiłby  osoby  pozbawionej  tej
cechy itp.

3) Należy też ustalić, czy podmiot rzeczywiście pozostawał pod wpływem błędu, to

znaczy  dokonał  fałszywego  osądu  odnośnie  do  określonego  przymiotu.  Powinno  się
więc zbadać na przykład to, czy zainteresowany starał się ustalić występowanie tego
określonego  przymiotu  u  swego  partnera  lub  też  żądał  jakiś  dowodów,  jakie
zapewniałyby jego istnienie. Na przykład w wypadku dziewczyny z biedniej rodziny,
która chciałaby poślubić bogacza w przekonaniu, że doprowadziłoby to do definitywnej
poprawy jej warunków życia, logiczne jest, iż powinna ona zgodzić się na małżeństwo
wyłącznie dopiero po zweryfikowaniu stanu zamożności swego przyszłego męża. Tak
jak jest logiczne, iż mężczyzna chcący poślubić kobietę, która zapewni mu potomstwo,
powinien  uzyskać  informacje  na  temat  stanu  zdrowia  swej  narzeczonej,  na  przykład
proponując  jej  poddanie  się  badaniom,  które  dostarczyłyby  mu  odpowiedniego
potwierdzenia  odnośnie  do  jej  płodności.  Brak  tego  typu  działań  nie  tylko  podaje  w
wątpliwość  fakt  pozostawania  w  błędzie,  ale  i  skłania  do  powątpiewania  co  do
efektywnej  ważności  tego  przymiotu  dla  wyboru  współmałżonka  dokonanego  przez
podmiot.  Trzeba  wiedzieć,  iż  przypadek  realnego  uznania  drugorzędności  osoby
współmałżonka w stosunku do posiadania przez niego określonego (pożądanego przez
podmiot)  przymiotu  jest  przypadkiem  niezwykle  rzadkim:  stąd  też  zachowanie
podmiotu

background image

44

musi  być  proporcjonalne  do  „niecodzienności"  normatywnej  hipotezy,  jaką  chce  się
udowodnić.

4) Należy  następnie  sprawdzić,  czy  to,  co  było  przedmiotem  pożądanym  przez

podmiot,  jest  rzeczywiście  przymiotem  osoby,  to  znaczy  trwałą  cechą  przynależną
bezpośrednio  osobie:  i  tak  nawiązując  do  przytoczonych  tu  powyżej  przykładów,
bogactwo czy  zdolność  do  macierzyństwa  mogą  być  rzeczywiście  uznane  za
przymioty; nie mogą natomiast być za takowe uznane, na przykład posiadanie domu,
pracy czy niepozostawanie w danym momencie w stosunkach uczuciowych z innymi
osobami. Odmienna sytuacja zachodziłaby wówczas, gdyby fakty te były przedmiotem
oficjalnego  warunku,  ale  wówczas  jako  przyczynę  ewentualnej  nieważności
małżeństwa należałoby brać pod uwagę właśnie warunek, a nie błąd co do przymiotu
osoby.

5) Powinna  też  być  przeanalizowana  rola,  jaką  w  decyzji  podjętej  przez  podmiot

odegrała obecność określonego przymiotu. Logiczne jest, że w przypadku przymiotu
bezpośrednio  i  zasadniczo  zamierzonego,  przymiot  ten  musi  stanowić  główny  (choć
niewyłączny) motyw decyzji; musi on być więc motywem, który decydująco wpłynął
na wolę podmiotu. I tak, osoba, która stwierdza: „poślubię Marcina, którego kocham i z
którym  pragnę  mieć  dzieci"  nie  zamierzałaby  bezpośrednio  i  zasadniczo  płodności
współmałżonka; natomiast osoba, która stwierdziłaby: „pragnę mieć dziecko i to zaraz"
(np. ze względu na wiek czy  problemy  ze zdrowiem) i „poślubię Marcina, ponieważ
wydaje  mi się zdolnym do  spłodzenia potomstwa i gotowym  do  obdarzenia  mnie od
razu  dzieckiem",  zamierzałaby  bezpośrednio  i  zasadniczo  (między  innymi
przymiotami) również i jego płodność.

6) Należałoby  też,  oczywiście,  ustalić,  iż  osąd,  jakiego  dokonał  podmiot,  jest

fałszywy, czyli innymi słowy, że pożądany przymiot,
o  którego  istnieniu  był  on  przekonany,  w  rzeczywistości  nie  istnieje:  na  przykład,
odwołując się po raz kolejny do wyżej przytoczonych przykładów: małżonka, który w
rzeczywistości nie był bogaty czy że Marcin, który był bezpłodny.

7) Na  koniec  musi  być  też  zbadana  reakcja  osoby,  która  odkryła,  że  pozostaje  w

błędzie.  Jest  to  klasyczne criterium  reactionis: z  intensywności  reakcji,  w  sposób
poszlakowy, można wywnioskować ważność, jaką dla podmiotu miała określona cecha
oraz  wydedukować,  jaką  rolę  odegrała  ta  cecha  w  wyborze  osoby  współmałżonka.  I
tak, na przykład  mężczyzna, który odkryłby, że jego żona jest bezpłodna, a  mimo to
nadal  żyłby  z  nią  w  związku  małżeńskim  bez  kontestacji  dotyczących  popełnionego
błędu,  zaprzeczyłby,  poprzez  fakty,  temu,  iż  pragnął - stawiając  go  na  pierwszym
miejscu przed osobą - przymiotu w postaci płodności współmałżonki.

2. BŁĄD CO DO PRZYMIOTU SPOWODOWANY PODSTĘPEM

background image

45

Również  i  w  tym  przypadku  na  początku  przypomnimy  ogólnikowo  przesłanki
uprawniające  do  mówienia  o  tego  typu  błędzie.  Otóż  jedna  ze  stron  zawierających
związek  małżeński  zostaje  celowo  wprowadzona  w  błąd  odnośnie  do  jakiegoś
przymiotu  drugiej  strony,  przymiotu,  który  ze  swej  natury  może  poważnie  zakłócić
wspólnotę życia małżeńskiego, a uczynione to zostaje w celu uzyskania podstępem od
ofiary oszustwa zgody małżeńskiej.

Oczywiste  jest,  że  w  tym  wypadku  wymogi  dowodowe  są  odmienne  od  tych  z

poprzedniego  przypadku;  powodują  one  konieczność  ustalenia  następujących
okoliczności:

1) Faktu, że podmiot, z punktu widzenia subiektywnego, pozostaje w błędzie: czyli

że  źle  ocenił  on  istnienie  określonego  przymiotu  (np.  wyższe  wykształcenie
współmałżonka) bądź jego nieistnienie (w przypadku przymiotu negatywnego - jak np.
narkomanii).  Dowiedzenie  tego  będzie  tym  łatwiejsze,  im  bardziej  czynnie  podmiot
pożądał  określonej  cechy  i im  bardziej  starał  się  zweryfikować  jej  istnienie.  W
przypadku podstępu polegającego na zaniechaniu (czyli zatajeniu negatywnych cech)
trudno jest niekiedy  w pełni odróżnić błąd  od nieświadomości, to znaczy od zwykłej
nieznajomości faktu. W każdym razie konsultant musi się starać ustalić co, w momencie
zawierania małżeństwa, w rzeczywistości wiedziała osoba pozostająca w błędzie co do
przymiotów  współmałżonka  i  jakie  ewentualne  kroki  podjęła  ona  w  celu
zweryfikowania  tych  swoich  wiadomości.  Na  przykład,  czy  mając  podejrzenia  co  do
bezpłodności narzeczonego, zaproponowałby mu poddanie się odpowiednim badaniom
medycznym itp. Kolejnym dowodem może być też to, w jaki sposób zareagowała ona
na wykryty błąd - również i ten aspekt sprawy musi zostać zbadany przez konsultanta.

2) Należy też ustalić, że podmiot pozostaje w błędzie również i z punktu widzenia

obiektywnego. Innymi słowy, trzeba będzie dowieść, że osąd podmiotu faktycznie nie
odpowiada rzeczywistości: to jest na przykład nie tylko, że osoba A wierzyła, że osoba
B jest lekarzem, ale i że w rzeczywistości B nim nie jest.

3) Konsultant  musi  też  starać  się  zrozumieć,  czy  błąd  podmiotu  rzeczywiście

dotyczył przymiotu personalnego drugiej strony. Odsyłamy tu do naszych poprzednich
rozważań, w których usiłowaliśmy dokonać rozróżnienia pomiędzy przymiotem osoby
a  okolicznościami  ubocznymi.  I  tak  na  przykład  fakt  zażywania  od  czasu  do  czasu
narkotyków  czy  też  okazjonalnych  relacji  homoseksualnych  nie  może  być  uznany  za
przymiot personalny danej osoby; może nim być natomiast stan narkomanii czy stała
tendencja do zachowań homoseksualnych.

4) Konsultant musi też zbadać, czy określony przymiot rzeczywiście mógł poważnie

zakłócić  wspólnotę  życia  małżeńskiego.  O  kryteriach,  na  jakich  powinna  się  opierać
taka  ocena,  była  już  mowa  powyżej,  przy  okazji  omawiania  elementów  prawa
materialnego. Przypomnimy tu tylko, że bynajmniej nie wystarcza ani też wcale nie jest
niezbędne rzeczywiste zakłócenie konkretnej

background image

46

wspólnoty małżeńskiej, ważne jest natomiast, że przymiot z samej swojej natury jest na
tyle  istotny,  że  może  zakłócić  wspólnotę  życia  małżeńskiego.  Jest  to  więc  ocena
obiektywna o charakterze ogólnym, choć niewątpliwie często można też znaleźć się w
obliczu  rzeczywistych  zakłóceń  stosunku  zaufania  i  harmonii  małżeńskiej,  będącej
skutkiem oszustwa co do jakiegoś istotnego aspektu osobowości jednego z małżonków.

5) Trzeba będzie też dowieść, że osoba działająca pod wpływem błędu znalazła się

pod  jego  wpływem  na  skutek  działania  osoby  (zazwyczaj małżonka,  ewentualnie
również  osoby  trzeciej),  która  coś  ukrywała  (np.  bycie  homoseksualistą).  Należy  tu
więc  przeanalizować  zachowania  osoby,  która  wprowadziła  drugą  stronę  w  błąd:  co
sama o sobie mówiła, co odpowiadała na pytania jej dotyczące, jak zachowywała się w
obecności przyszłego małżonka (np. dając sposobność do błędnego osądu).

6) Kolejnym krokiem będzie ustalenie, czy oszustwo to było celowe. Aspekt ten jest

szczególnie  trudny  do  udowodnienia  również  dlatego,  że  najczęściej  do  konsultanta
(oraz do  trybunału)  zwraca  się  strona  oszukana,  a  nie  ta  która  wprowadziła  w  błąd.
Zazwyczaj - na bazie zasady odpowiedzialności każdego za własne czyny - zakłada się,
że  stwierdzenie  istnienia  oszustwa  pociąga  za  sobą  konieczność  uznania  istnienia
również woli jego dokonania. Wola ta może być w każdym razie wydedukowana także
z poszlak: taką poszlaką mogą być na przykład starania, jakich strona wprowadzająca w
błąd  dołożyła  w  celu  uniemożliwienia  osobie  wprowadzanej  w  błąd  nawiązania
kontaktu z osobami, jakie mogłyby jej pomóc odkryć oszustwo.

7) Trzeba też uzyskać pewność, iż celem oszustwa było zawarcie małżeństwa, czyli,

ściślej  ujmując,  uzyskanie  zgody  małżeńskiej  oszukanego.  Również  i  ten  aspekt  jest
trudny  do  udowodnienia  z  powodów,  o  jakich  wspominaliśmy już  w  poprzednim
punkcie: często trudno jest uzyskać w tej sprawie wyznanie od osoby, jaka posłużyła się
oszustwem,  na  przykład  ponieważ  nie  interesuje  się  ona  procesem  bądź  też  nie  chce
przyznać  się  do  odpowiedzialności.  Zresztą,  nawet  w  wypadku  uzyskania  takiego
wyznania, trzeba zwrócić uwagę na to - nie osądzając nikogo a priori - iż wiarygodność
osoby, która już raz oszukała, i to w sprawie tak poważnej jak małżeństwo, nie jest zbyt
duża. Podobnie jednak jak w przypadku omówionym w poprzednim punkcie, również i
w  tym  wypadku  możliwe  jest  przeprowadzenie  dowodu  poszlakowego:  na  przykład
ujawniając fakt jak bardzo osobie oszukującej zależało na zawarciu małżeństwa czy też
badając, czy oprócz małżeństwa mogła ona mieć na celu inne pobudki mogące wyjaśnić
fakt,  iż  uciekła  się  do  oszustwa.  Im  silniejsze  było  bowiem  pragnienie  zawarcia
małżeństwa  występujące  po  stronie  oszukującego,  z  tym  większą  pewnością  można
dowieść poszlakowo, że celem jego oszustwa było uzyskanie zgody małżeńskiej.

3. PRZYKŁADY

background image

47

W  celu  lepszego  zobrazowania  dotychczasowych  rozważań  przedstawimy  kilka
przykładów:  trzy  pierwsze  dotyczą  przypadku  błędu  co  do  przymiotu  osoby
bezpośrednio i zasadniczo zamierzonego; dwa ostatnie błędu wywołanego podstępem.

1. PRZYKŁAD PIERWSZY

Katarzyna  utrzymywała,  iż  wyszła  za  mąż  za  Klaudiusza  bezpośrednio  i  zasadniczo
zamierzając - z racji swego wielkiego pragnienia posiadania dzieci -płodność męża. Na
dowód przytaczała fakt, że ich wspólne życie weszło w fazę kryzysu, kiedy to po trzech
latach bezskutecznych prób zajścia w ciążę, badania medyczne, przeprowadzone w celu
wyjaśnienia  przyczyn  bezdzietności,  ujawniły  bezpłodność  Klaudiusza,  będącą
skutkiem wady polegającej na retencji jąder w podbrzuszu. Podkreślała ona również, że
kiedy, po ośmiu latach małżeństwa, odseparowała się od męża, urodziła dwoje dzieci
mężczyźnie, z którym się wówczas związała.

Dochodzenie  przeprowadzone  przez  trybunał  wykryło  jednak  fakty  wykazujące

bezzasadność jej pozwu o stwierdzenie nieważności małżeństwa.

Po  pierwsze,  zarówno  przed  ślubem,  jak  i  zaraz  po  jego  zawarciu  Katarzyna  nie

wspominała  zbyt  często  o  dzieciach,  jakkolwiek  bez  wątpienia  okazywała  ogólne
pragnienie  ich  posiadania. Criterium  aestimationis nie  było  więc  w  tym  przypadku
szczególnie rozwinięte.

Po  drugie,  dochodzenie  wykazało,  iż  nie  jest  prawdą,  że  bezpłodność  Klaudiusza

wyszła na jaw po trzech latach małżeństwa i to w kontekście badań mających wyjaśnić
sprawę bezdzietności. Jak zaświadczył lekarz - została ona wykryta kilka miesięcy po
ślubie  przy  okazji  innych  problemów  ze  zdrowiem,  które  miał  wtedy  Klaudiusz.
Pomijając fakt szczerości zeznań stron (również i Klaudiusz potwierdził w sądzie wersję
Katarzyny  co  do  momentu  i  okoliczności  wykrycia  jego  bezpłodności),  po  tym
przypadkowym wykryciu faktu bezpłodności nie nastąpiła bynajmniej żadna szczególna
reakcja  z  jej  strony;  nie  zostały  też  podjęte  żadne  konkretne  działania,  które
potwierdziły  by  to,  deklarowane  przez  nią,  szczególnie  silne  pragnienie  posiadania
potomstwa.

Po trzecie, dochodzenie wykazało, iż nie tylko po wykryciu tego faktu współżycie

małżonków trwało jeszcze prawie siedem lat, ale i że w całym tym okresie nie zostały
przeprowadzone  praktycznie  żadne  dodatkowe  badania  dotyczące  bezpłodności
Klaudiusza ani też, co więcej, nie podjęto żadnych prób kuracji; obie strony natychmiast
pogodziły  się z  postawioną  przez  lekarza,  przytoczoną  powyżej,  diagnozą:  tak  więc
również i criterium reactionis jest tu zdecydowanie słabe.

Wśród  innych  elementów  dowodowych  o  charakterze  poszlak  szczególną  wagę  w

procesie  odegrały  zwłaszcza  dwa  z  nich.  Pierwszy  to  okoliczność  dotycząca  okresu
przedmałżeńskiego.  Katarzyna,  która  miała  w  tym  okresie  stosunki  płciowe  z
Klaudiuszem, zauważyła ten jego defekt anatomiczny, ale nie

background image

48

przejęła  się  tym  ani  też  nie  zainteresowała  się  weryfikacją  jego  płodności.  W  świetle
tego  jest  bardzo  mało  prawdopodobne,  iż  płodność  męża  była  dla  niej  przymiotem
bezpośrednio i zasadniczo zamierzonym. Drugi element to okoliczność z okresu już po
zawarciu  związku  małżeńskiego:  to  nie  fakt  bezpłodności  spowodował  rozpad  ich
związku, ale ich wzajemna niewierność, która pojawiła się w kilka lat po ślubie.

Przytoczony tu przykład pokazuje, iż konsultant - choć oczywiście nie musi ani nie

może przewidywać wyników dochodzeniowej fazy procesu - w żadnym wypadku nie
powinien  biernie

przyjmować  tego,  co  zostaje  mu  opowiedziane  przez

zainteresowanych.  W  świetle  przedstawionych  powyżej  kryteriów  dowodowych
powinien on dokonać ogólnej weryfikacji faktów w celu upewnienia się, czy nie przeczą
one  dostarczonej  mu  przez  strony  rekonstrukcji wydarzeń.  Ponadto  musi  uprzedzić
samych zainteresowanych, że ich ewentualna nieszczerość, oprócz tego, że stanowi ona
materialną wadę procesu kanonicznego, mogłaby zostać wykryta w trakcie procesu, co
miałoby ciężkie konsekwencje w kwestii wiarygodności przedstawianej przez nich tezy.

2. PRZYKŁAD DRUGI

Wbrew  pozorom  jest  on  tylko  częściowo  podobny  do  pierwszego.  Unaocznia  on -
zakładając wiarygodność przytoczonych tu faktów trudności w ustalaniu rzeczywistego
istnienia woli nakierowanej zasadniczo i bezpośrednio na jakiś przymiot, a nie na osobę
małżonka:  potwierdza  to  też  fakt,  że  sądy  rozpatrujące  omawianą  w  tym  przykładzie
sprawę  w  różnych  instancjach  zajęły  rozmaite  stanowiska:  w  pierwszej  i  trzeciej
instancji  sprawa  ta  została  rozstrzygnięta  w  sposób  negatywny,  w  drugiej  natomiast
pozytywny.  Anna  w  wieku  19  lat  poślubiła  Marka,  bardzo  pragnąc  mieć  dzieci.  Już
miesiąc po ślubie udała się do ginekologa zaniepokojona, że jeszcze nie jest w ciąży.
Ginekolog zważywszy na jej wiek oraz na to, że była ona mężatką dopiero od miesiąca,
wyśmiał obawy dziewczyny. Ale dla Anny sprawa była tak poważna, że obraziła się i
zmieniła ginekologa. Poddała się rozmaitym badaniom, w których ustalono, że nie ma
ona żadnych problemów z płodnością; w końcu, po kilku latach małżeństwa zdołała ona
też przekonać Marka, aby i on poddał się odpowiednim badaniom. Badania te wykazały,
że  jest  on  prawie  całkowicie  bezpłodny  i  to  w  sposób  nieuleczalny.  Dla  Anny  był  to
bardzo  ciężki  cios;  mimo  to  pozostała  ona  jeszcze  przez  kilka  lat  w  tej  wspólnocie
małżeńskiej, choć od tamtej pory jej małżeństwo znacznie się pogorszyło. Poprosiła ona
też swą rodzinę, aby nie podejmowała już więcej sprawy braku dzieci, również po to,
aby nie przysparzać Markowi dodatkowego bólu, ponieważ był on bardzo rozgoryczony
z powodu wykrycia u niego bezpłodności.

Jak  widać,  przypadek  ten  nie  jest  łatwy  do  zinterpretowania:  dowiedzione  zostało

silne pragnienie Anny posiadania dzieci (czyli criterium aestimationis), które popchnęło
ją do gorączkowego usiłowania zajścia w ciążę już od

background image

49

pierwszych  tygodni  małżeństwa,  chociaż  prawdą  jest  też,  że  jeszcze  jako  narzeczona
nie starała się uzyskać od Marka żadnych gwarancji co do jego płodności. Z mniejszą
natomiast oczywistością manifestuje się tu criterium reactionis, który to fakt stanowi
dowód  poszlakowy  przeczący  twierdzeniu,  że  wybrała  ona  na  męża  Marka  w
pierwszym rzędzie jako zdolnego do dania jej potomstwa, a nie jako męża w ogólnym i
pełnym znaczeniu. Również fakt, że poprosiła ona rodzinę o nie zadawanie pytań na
temat potomstwa (aby dodatkowo nie dręczyć Marka) wydaje się wskazywać, iż Anna
darzyła  uczuciem  przede  wszystkim  jego  samego,  abstrahując  od  jego  zdolności  do
stania się ojcem.

Te właśnie trudności spowodowały, że sprawa ta została odmiennie rozstrzygnięta

przez  sądy  rozmaitych  instancji.  I  tak  sąd,  który  przychylił  się  do  wniosku  o
stwierdzenie  nieważności  małżeństwa  uznał,  że  bezpośrednim  i  zasadniczym
zamierzeniem Anny była płodność męża, co jednoznacznie wynika z jej gorączkowych
usiłowań  zajścia  w  ciążę  już  od  samego  początku  małżeństwa.  Rozstrzygnięcia
pozostałych  dwóch  instancji  podkreślały  natomiast,  iż  w  okresie  przedmałżeńskim
bynajmniej nie starała się ona o uzyskanie gwarancji płodności swego przyszłego męża
oraz  słabego criterium  reactionis, a  także  brak  bezpośredniego  dowodu,  iż  fakt
posiadania dzieci był dla Anny ważniejszy niż osoba Marka: krótko mówiąc, sędziowie
pierwszej i trzeciej instancji uznali, że przytoczone dowody wskazują jedynie, że Anna
bardzo pragnęła mieć potomstwo, natomiast ryzykownym byłoby twierdzenie, że z tego
jej pragnienia miałoby wynikać nakierowanie jej woli „zasadniczo" na płodność Marka,
a nie na połączenie się z nim w małżeństwie.

Przykład  Anny  i  Marka  jest  bardzo  pouczający  dla  konsultantów,  jako  że  z  całą

wyrazistością unaocznia trudności, jakie pojawiają się przy próbach ustalenia, co było
zasadniczym przedmiotem woli danej osoby. Stąd też każda opinia czy osąd muszą być
wyrażane  z  maksymalną  ostrożnością.  Nie  oznacza to  bynajmniej,  iż  konsultant  ma
powstrzymywać  się  od  ich  formułowania,  ale  że  musi  je  traktować  i  przedstawiać
jedynie  jako  opinie  wstępne,  które  będą  pogłębione  w  perspektywie  ewentualnego,
definitywnego  osądu  profesjonalistów,  będących  ekspertami  w  tej dziedzinie;  nie
można  zapominać,  iż  w  każdym  wypadku  pogłębienie  takie  wymaga  bardzo
dokładnego rozważenia wszystkich aspektów danej sprawy.

3. PRZYKŁAD TRZECI

Aldo dwa razy zerwał swoje zaręczyny, ponieważ obie jego narzeczone miały poważne
problemy ze zdrowiem, które mogły zagrażać również i ich płodności. Gdy poznał on
Karolinę,  zdecydował  się  ją  poślubić,  ale  zażądał  gwarancji  co  do  jej  stanu  zdrowia.
Taką  gwarancję  uzyskał  od  jej  krewnych,  wśród  których  byli  również  i  lekarze.
Dziewczyna niewątpliwie podobała mu się i żywił do niej uczucia, ale podstawowym
czynnikiem, jaki skłonił go do poślubienia Karoliny,

background image

50

był  pozytywny  osąd  co  do  stanu  jej  zdrowia,  który  wyrobi!  sobie  na  podstawie
uzyskanych informacji. To prawda, że chciał się ożenić, ale ze zdrową kobietą. Wybrał
Karolinę,  dlatego  że  zebrał  informacje,  z  których  wynikało,  że  cieszy  się  ona
doskonałym zdrowiem. Jego pragnienie określonego przymiotu było nie tylko ogólne
(każdy  chciałby  poślubić  osobę zdrową),  ale  i  konkretne  oraz  pozytywne  (jak  już
wspominaliśmy,  zerwał  on  dwa  razy  swoje  zaręczyny  oraz  zażądał  wspomnianych
gwarancji odnośnie do stanu zdrowia Karoliny).

Po  ślubie  wyszła  na  jaw  skłonność  Karoliny  do  zaburzeń  na  tle  nerwowym  o

pochodzeniu dziedzicznym, które zamanifestowały się u dziewczyny jeszcze w okresie
poprzedzającym jej znajomość z Aldo. Stwierdzenie tego faktu spowodowało, że Aldo
wystąpił o separację: nie tylko czuł się oszukany przez krewnych Karoliny, ale uważał
też,  że  jego  zgoda  małżeńska  pozbawiona  była  jakiejkolwiek  wartości,  jako  że
zwrócona  została  ku  osobie,  która  w  rzeczywistości  nie  odpowiadała  przymiotowi
zasadniczo przez niego zamierzonemu. Gdyby przed ślubem dowiedział się o tych jej
problemach  ze  zdrowiem,  byłby  zerwał  również  te  zaręczyny,  tak  jak  dwa  razy  już
zerwał poprzednie. Jego pragnienie tego konkretnego przymiotu oraz reakcja na jego
brak są w tym wypadku ewidentne.

Przykład ten ma pokazać, że również przymiot, jaki jest normalnie pożądany przez

wszystkich, którzy wstępują w związek małżeński, może być przymiotem bezpośrednio
i  zasadniczo  zamierzonym,  chociaż  do  udowodnienia  tego  jest  niezbędne  zaistnienie
specyficznych  okoliczności,  które  wskazują,  że  przymiot  taki  był  prawdziwym
przedmiotem aktu woli osoby zawierającej małżeństwo (podczas gdy zazwyczaj jest on
tylko  zwykłą  przesłanką).  W  opisanym  tu  przypadku  zostało  dowiedzione,  i  to  bez
żadnych  wątpliwości,  istnienie  ze  strony  Aldo  specyficznego  zamierzenia  co  do
dobrego  stanu  zdrowia  Karoliny  (niewątpliwie  podmiotowa  pobudka  kierująca  jego
wyborem  żony  była  bardzo  silna,  zważywszy  na  zerwanie  dwóch  poprzednich
zaręczyn);  z  równą  pewnością  został  też  dowiedziony  błąd,  w  jakim  pozostawał -
istniała bowiem dokumentacja medyczna potwierdzająca wspomniany zły stan zdrowia
psychicznego  Karoliny  z  okresu  poprzedzającego  zawarcie  małżeństwa.  Należy
zwrócić  uwagę,  jak  istotny  jest  nie  tylko  udowodnienie  faktu,  iż  konkretny  przymiot
przyszłego małżonka był zamierzony przez daną osobę jako zasadniczy, ale również i
to,  że  podmiot  ten  pozostawał  w  błędzie,  czyli  że  rzeczywistość  była  zasadniczo
odmienna od tej, jak sobie on ją wyobrażał.

4. PRZYKŁAD CZWARTY

Franciszka  poznała  Marka,  byłego  narkomana,  kiedy  przebywał  w  ośrodku
resocjalizacyjnym dla  nałogowców. Oficjalnie był już wyleczony, a nawet pełnił tam
funkcję wychowawcy-animatora. Ponieważ zaszła z nim w ciążę, zgodnie zdecydowali
się  na  zawarcie  związku  małżeńskiego.  Po  podjęciu  tej  decyzji  Marek  odszedł  z
ośrodka, nie chciał też, aby Franciszka utrzymywała

background image

51

jakiekolwiek  kontakty  z  poznanymi  tam  osobami;  stąd  też  nikt  z  ośrodka  nie  został
zaproszony  na  ślub.  Marek  wytłumaczył  Franciszce,  że  jego  odejście  z  ośrodka
spowodowane było tym, że został z niego wydalony w ramach sankcji za to, że był on
sprawcą  przedmałżeńskiej  ciąży  swej  narzeczonej,  zapewnił  ją  też,  że  nie  chodzi  tu
bynajmniej  o  jego  powrót  do  narkotyków.  Franciszka  uwierzyła  mu  i  zawarła  z  nim
ślub.  Jedenaście  dni  po  ślubie,  ponieważ  zepsuł  jej  się  samochód,  wzięła  samochód
Marka, żeby pojechać po zakupy. W momencie gdy brała ostry zakręt, ze schowka, w
którym  trzyma  się  dokumenty,  wypadły  typowe  przyrządy  do  wstrzykiwania
narkotyków. Gdy  zarzuciła Markowi, że się  narkotyzuje, przyznał  się jej, że w ciągu
ostatnich kilku miesięcy pobytu w ośrodku ponownie zaczął brać narkotyki (to właśnie
było prawdziwą przyczyną wydalenia go z ośrodka) oraz że nie przyznał się jej do tego,
bo nie chciał zrezygnować z małżeństwa z nią, licząc, że uda mu się zerwać z nałogiem
już po ślubie. Nie zdołał jednak tego uczynić i musiał wyznać żonie, że w ciągu dwóch
tygodni po ślubie przepuścił na narkotyki wszystkie pieniądze, jakie dali im w prezencie
ślubnym krewni i przyjaciele. Franciszka znalazła Markowi miejsce w innym ośrodku
odwykowym,  uprzedzając  go,  iż  wpuści  go  do  domu  dopiero  wtedy,  gdy  otrzyma
dowody jego rzeczywistego wyleczenia: jednak w kilka lat po tym, kiedy zwróciła się o
stwierdzenie nieważności małżeństwa, wyleczenie to jeszcze nie nastąpiło.

W opisanym tu wypadku istnieją elementy stanowiące według kan. 1098 znamiona

błędu  wywołanego  przy  pomocy  oszustwa.  Franciszka  przed  ślubem  została
wprowadzona w błąd przez zapewnienia Marka, mające na celu ukrycie przed nią, że
był  on  nadal  uzależniony  od  narkotyków.  Wprowadzenie  w  błąd  było  celowe,  czyli
umyślne, jako że nie wynika, iż byłby on niezdolny do zrozumienia znaczenia swych
działań i jako że mamy do czynienia z całą serią poszlak, które dowodzą, iż czyny jego
były  zaplanowane  i  dobrze  obmyślane  (np.  dołożenie  z jego  strony  wszelkich  starań,
aby Franciszka nie miała już więcej kontaktów z osobami ze wspólnoty, z której został
wydalony).  Podstęp,  z  jakim  działał  Marek,  był  dokonany  w  określonym  celu,  a
mianowicie  w  celu  poślubienia  Franciszki,  jak  zresztą  on  sam  wyznał  w  sądzie
(wiedział  bowiem,  że  gdyby  prawda  wyszła  na  jaw,  narzeczona  zostawiłaby  go,  a  w
każdym  razie  nie  doszłoby  póki  co  do  ślubu);  nie  istniały  też  zresztą  po  jego  stronie
żadne  inne  przyczyny,  dla  jakich  miałby  ukrywać  przed  nią  prawdę.  Przedmiot
oszustwa,  tzn.  uzależnienie  od  narkotyków,  może  być  uznany  za  przymiot  osoby,
ponieważ  jest  on  stanem,  jaki  przez  długi  okres  charakteryzuje  całość  jej  życia.
Rzeczywisty nałóg - jak w przypadku Marka - jest też przymiotem, który ze swej natury
może poważnie zakłócić wspólnotę życia małżeńskiego i to zarówno z punktu widzenia
dobra małżonków (wystarczy pomyśleć o zagrożeniach chorobami i to tak poważnymi
jak  np.  AIDS  w  wypadku  utrzymywania  przez  małżonka  współżycia  płciowego  z
narkomanem),  jak  i  z  punktu  widzenia  dobra  potomstwa,  w  aspekcie  możliwości
zapewnienia im utrzymania oraz należnego wychowania, zważywszy, że każda osoba
będąca

background image

52

nałogowym  narkomanem  nie  jest  w  stanie  uniknąć  zachowań,  które  mogą  w  sposób
bardzo negatywny wpływać na wychowanie dzieci.

W  przypadkach  tego  typu,  zarówno  gdy  ma  się  do  czynienia  z  umyślnym

ukrywaniem  istniejącego  stanu  rzeczy,  jak  i  z  symulacją  w  rzeczywistości
nieistniejącego  przymiotu,  konsultant,  zanim  zaproponuje  zainteresowanym  stronom
wystąpienie o stwierdzenie nieważności ich małżeństwa, musi się starać ustalić, czy w
danym  przypadku  istnieje  przynajmniej  prawdopodobieństwo  występowania
wszystkich elementów przewidzianych przez kan. 1098, jakie składają się na błąd co do
przymiotu spowodowany podstępem.

5. PRZYKŁAD PIĄTY

Barbara to dziewiętnastoletnia dziewczyna, żyjąca w patologicznej rodzinie: jej ojciec
był nałogowym alkoholikiem, natomiast  matka, dotknięta ciężką  chorobą psychiczną,
zmuszającą  ją  do  okresowych,  długich  pobytów  w  specjalistycznych  ośrodkach.  W
domu  brakowało  więc  harmonii  a  nawet  odrobiny  pogodnej  atmosfery,  brakowało
również  pieniędzy.  Barbara  żyła  w  ubóstwie,  nieustannie  zmuszana  do  wszelakich
wyrzeczeń.

W  takiej  sytuacji  poznała  Salwatora,  trzydziestoletniego  lekarza,  który

demonstracyjnie obnosił się ze swymi sukcesami i zamożnością, wzbudzając zazdrość
sąsiadów luksusowym samochodem. Ponieważ Barbara była bardzo ładną dziewczyną,
wpadła w oko Salwatorowi, który zaczął się do niej zalecać. Barbara w gruncie rzeczy
nie była nim jakoś szczególnie zafascynowana, był on o wiele od niej starszy i o wiele
mniej niż ona atrakcyjny fizycznie; jednak po pewnym czasie przywiązała się do niego i
zdecydowała  się  go  poślubić -również  i  dlatego,  że  jawił  się  jako  człowiek  sukcesu,
zdolny lekarz u początków swej kariery zawodowej; stwarzał więc nadzieję na poprawę
jej warunków życiowych, także w aspekcie ekonomicznym. Barbara otwierając przed
nim  serce,  zwierzała  mu  się  ze  smutnych  warunków,  również  finansowych,  w  jakich
żyła  jej  rodzina - narzeczony  uspakajał  ją,  rozbudzając  nadzieję  na  bardziej  pogodną
przyszłość.

Po ślubie rzeczywistość okazała się kompletnie odmienna od tej, którą wyobrażała

sobie  Barbara.  Już  wkrótce  zostali  zmuszeni  do  zrezygnowania  z  wynajętego
mieszkania, nie będąc w stanie opłacić czynszu i innych płatności oraz do zamieszkania
z rodzicami Salwatora. Okazało się, że luksusowy samochód był wzięty na raty, których
Salwator  nie  miał  z  czego  spłacać;  również  i  jego  praca  w  charakterze  chirurga
wydawała się nie przynosić żadnych dochodów. W pewnym momencie Barbara, coraz
bardziej  podejrzliwa,  udała  się  do  swojej  dawnej  znajomej,  o  której  wiedziała,  że
pracuje  jako  pielęgniarka  w  szpitalu,  w  którym  rzekomo  miał  operować  Salwator  i
poprosiła  ją  o  zorientowanie  się  w  sytuacji.  Wynikiem  tego  dochodzenia  było
stwierdzenie  faktu,  że  w  całym  szpitalu  nikt  nie  zna  doktora  Salwatora.  Przyciśnięty
przez żonę do muru, Salwator zmuszony by! wyznać, że w

background image

53

rzeczywistości nie jest on lekarzem, a tylko studentem medycyny i że do ukończenia
studiów brakuje mu jeszcze kilku egzaminów, a na razie - jak wyjaśni! - znalazł pracę u
swego  przyjaciela  w  charakterze  pomocnika  dentysty.  Barbara  poczuła  się  okpiona  i
dogłębnie  zawiedziona  w  swych  oczekiwaniach  (pogodnego,  również  pod  względem
ekonomicznym, życia), jakie wiązała ze swym małżeństwem i podjęła decyzję odejścia
od  Salwatora  oraz  wystąpienia  o  stwierdzenie  nieważności  małżeństwa  z  powodu
błędu, w jaki została wprowadzona podstępem.

Dochodzenie  przeprowadzone  w  procesie  kanonicznym  wykazało  (na  podstawie

zeznań  świadków),  że  faktycznie  dla  Barbary  istotnym  elementem,  jaki  wpłyną!  na
podjęcie  przez  nią  decyzji  o  poślubieniu  Salwatora  było  przekonanie,  iż  jest  on
lekarzem.  Zeznania  świadków, dokumenty  (zostało  wykazane,  że  zatrzyma!  się  on
praktycznie na samym początku studiów uniwersyteckich), a także zeznania same-go
Salwatora umożliwiły udowodnienie nie tylko faktu, iż nie by! on nigdy lekarzem, ale i
tego,  że  przez  dwa  lata  narzeczeństwa na  codzień  oszukiwał  Barbarę  co  do  swego
zawodu i swej pracy, a czynił to w ściśle określonym celu, a mianowicie po to, aby jej
nie stracić. Doskonale bowiem zdawał sobie sprawę zarówno z tego, iż jest to dla niej
bardzo  ważne,  jak  i  z  tego,  że  poza  tym  nie  ma  jej  wiele  do  zaoferowania.  Trybunał
uzna!,  że  oszustwo  tego  typu  może  być  uznane  za,  ze  swej  natury,  poważnie
zakłócające  wspólnotę  życia  małżeńskiego,  co  zresztą  w  tym  konkretnym  wypadku
faktycznie miało miejsce.

Przykład ten unaocznia, iż przymiot będący przedmiotem oszustwa musi odgrywać

istotne  znaczenie  w  wyborze  małżonka,  czyli  że  musi  on  być  przyczyną  udzielenia
zgody małżeńskiej: tylko w tego typu wypadku błąd co do niego może być uznany za
wadę  takiej  zgody  wpływając  na  jej ważność.  Z  punktu  widzenia  dowodowego
przykład  wyraźnie  pokazuje  to,  jak  rozmaite  dane  i  okoliczności  (np.  osobiste  czy
rodzinne)  mogą  przyczyniać  się  do  bardziej  precyzyjnego  zakwalifikowania  danej
sytuacji faktycznej.

IV. SYMULACJA ZGODY MAŁŻEŃSKIEJ. POJĘCIA OGÓLNE

Przesłuchując  świadków  w  procesie  o  nieważność  małżeństwa,  często  można  się

spotkać z następującym pytaniem: Dlaczego orzeka się nieważność małżeństwa osoby,
która  obecnie  przeczy  wszystkiemu  temu,  co  swego  czasu  zadeklarowała  uroczyście
podczas przygotowań do małżeństwa, a także podczas samego obrządku ślubu? Czyż
nie  ryzykuje  się  w  ten  sposób  premiowania  tego,  kto  zmienia  swe  deklaracje  w
zależności od tego, co wydaje się mu bardziej dla siebie korzystne? Czyż nie stwarza się
w ten sposób zagrożeń dla stabilności

background image

54

instytucji  małżeństwa?  I  jaki  sens  ma  praca  proboszczów  zajmujących  się
dopuszczeniem  kandydatów  do  zawarcia  małżeństwa,  jeśli  potem  orzeczenia
trybunałów negują ich ustalenia?

Są  to  bardzo  ważne  pytania,  które  skłaniają  do  pogłębienia  niezwykle

skomplikowanej  dziedziny  kanonicznego  prawa  małżeńskiego  (materialnego  i
procesowego), a mianowicie dziedziny tzw. symulacji zgody małżeńskiej.

Zanim jednak zajmiemy się tym trudnym zagadnieniem, parę słów tytułem wstępu.
Niniejsze,  zresztą  bardzo  proste  opracowanie,  zgodnie  ze  swym  tytułem Kiedy

małżeństwo jest nieważne? Poradnik dla duszpasterzy, konsultantów oraz wiernych ma
za  zadanie  wesprzeć  duszpasterzy  (a  także  zainteresowanych  świeckich),  oferujących
swą  pomoc  parom,  których  związki  znajdują  się  w  poważnym  kryzysie,  we  wstępnej
weryfikacji mającej umożliwić im ustalenie, czy dana sprawa może stanowić przedmiot
procesu kanonicznego o stwierdzenie nieważności małżeństwa. Stąd też troska Autora o
przedstawienie  tego  tematu  w  sposób  prosty  i  pozbawiony  zbędnych  szczegółów
„technicznych",  ograniczający  się  do  powszechnie  przyjętej  wykładni  prawa
małżeńskiego  oraz  powszechnie  akceptowanego  orzecznictwa  i  rezygnacja  z
odwoływania  się  do  wykładni  dyskusyjnych,  jakie  nie  są,  przynajmniej  na  razie,
powszechnie  podzielane  przez  doktrynę.  Istnieje  cały  szereg  publikacji,  które
przedstawiają badania w dziedzinie doktryny i najnowszego orzecznictwa, stanowiące
doskonały  materiał  dla  tych  wszystkich,  którzy  są  zainteresowani  jakąś  szczegółową
problematyką  z  tej  dziedziny,  oraz  tych,  którzy  chcieliby  prześledzić  ewolucję
orzecznictwa czy też perspektywy de iure condendo.

Ze względów praktycznych przy omawianiu zjawiska symulacji zgody małżeńskiej

zamiast  przedstawić  najpierw  temat  tzw.  symulacji  „totalnej" - po  krótkim
wprowadzeniu dotyczącym ogólnie fenomenu symulacji - zostanie przedstawiony jeden
z  najczęściej  występujących  (przynajmniej  we  Włoszech  i  ogólnie  w  Europie
Zachodniej)  przypadków  takiej  symulacji,  a  mianowicie  przypadek  wykluczenia
potomstwa.

ELEMENTY PRAWA MATERIALNEGO

1)  Należy  przytoczyć  przede  wszystkim  jedną  z  podstawowych  zasad  systemu

małżeństwa kanonicznego: zasadę wywodzącą się z systemu prawa rzymskiego, jaka na
dobre  utrwaliła  się w  prawie  kanonicznym  w  XII  i  XIII  wieku,  a  zgodnie  z  którą
małżeństwo powstaje wskutek zgody stron. W myśl tradycji kanonicznej i teologicznej
zgoda  małżeńska  stanowi  „przyczynę  sprawczą"  małżeństwa.  Zasada  ta  powtórzona
została  również  w  obecnie  obowiązującym  kodeksie  prawa  kanonicznego,  w  którym
kan. 1057 § 1 stanowi matrimoniumfacit partium consensus, czyli „małżeństwo stwarza
zgoda stron". Trzeba podkreślić, że mamy do czynienia nie tylko z teoretyczną zasadą
prawną, ale z zasadą mającą szereg głębokich konsekwencji teologicznych, a także, o ile
tak można

background image

55

to określić, konsekwencji duchowych: wystarczy przypomnieć, że leży ona u podstaw
powszechnie przyjętej w teologii opinii, według której to sami małżonkowie „udzielają
sobie nawzajem sakramentu małżeństwa". Z faktu, iż są oni protagonistami „kontraktu"
małżeńskiego - którego  przyczyną  sprawczą  jest  właśnie  ich  zgoda  małżeńska - i  że
małżeństwo zawierane między osobami ochrzczonymi zostało podniesione przez Pana
Jezusa do godności sakramentu, wynika bowiem, iż będąc szafarzami kontraktu są oni
również i szafarzami sakramentu.

Czym więc w rzeczywistości jest zgoda małżeńska? Na pytanie to odpowiada sam

Kodeks, który w kan. 1057 § 2 podaje jej definicję: zgoda małżeńska jest aktem woli,
którym mężczyzna i kobieta wzajemnie się sobie oddają w celu stworzenia małżeństwa.
Jak widać, definicja ta jest bogata w treść, pociąga ona za sobą rozmaite konsekwencje,
jakie zostaną tu w skrócie naświetlone.

Definiując konsens małżeński jako akt woli, Kodeks stanowi przede wszystkim, iż

system  prawa  kanonicznego  wymaga  do  zawarcia  małżeństwa  dokonania  aktu
ludzkiego (actus  humanus), a  więc  aktu  opierającego  się  na  dostatecznym
funkcjonowaniu  naturalnych  zdolności  człowieka,  takich  jak  wola  i  inteligencja.  Aby
zawrzeć związek  małżeński potrzebne jest więc, gdy  chodzi o intelekt, wystarczające
używanie rozumu (kan. 1095 § 1), minimum wiadomości co do istoty małżeństwa (kan.
1096), a także wystarczająca zdolność rozeznania co do obowiązków małżeńskich (kan.
1095  §2).  Natomiast  jeśli  chodzi  o  wolę,  jest  potrzebna  wystarczająca  wolność,  tak
wewnętrzna (raz jeszcze kan. 1095 § 2), jak i zewnętrzna (kan. 1103).

Na  co  jednak  nakierowana  jest  wola  małżonków?  Czyli,  co  jest  przedmiotem

konsensu  małżeńskiego?  Prawo  kanoniczne  w  sposób  bardzo  jasny  stanowi,  że
bezpośrednim przedmiotem zgody małżeńskiej jest dar z samego siebie. Osoby, które
zawierają związek małżeński, zgodnie z ustawą sese mutuo tradunt et accipiunt (kan.
1057  §  2),  czyli  wzajemnie  się sobie  oddają  i  przyjmują.  Sformułowanie  to  zostało
świadomie wybrane przez prawodawcę w celu oddania, dogłębnie personalistycznego,
znaczenia  małżeństwa  oraz  konsensu  małżeńskiego.  Jest  to  wyrażenie,  z  punktu
widzenia prawniczego, być może niezbyt łatwe do opisania, ukazuje ono jednak jasno
nowe  tendencje  i  nową  politykę  w  dziedzinie  małżeńskiej,  przyjęte  przez  nowe
ustawodawstwo. Widać to wyraźnie w porównaniu z definicją zgody małżeńskiej, jaką
przewidywało poprzednie ustawodawstwo, a ściślej rzecz biorąc kan. 1081 § 2 Kodeksu
Prawa Kanonicznego z 1917 roku: również i w nim, z punktu widzenia podmiotowego,
konsens definiowany był jako akt woli; natomiast z punktu widzenia przedmiotowego
był  on  przedstawiony  jako  nakierowany  na  wymianę  pomiędzy  małżonkami  (czy,
poprawniej,  na  ustanowienie)  „wyłącznego  i  trwałego

prawa  do  ciała

w

ukierunkowaniu na akty przez się zdolne do zrodzenia potomstwa".

Błędnym  byłoby  jednak  interpretować  tę  normę  w  sposób  zawężający,  uznając  na

przykład,  że  była  ona  nakierowana  wyłącznie  na  akty  prokreacji  (w  rzeczywistości
tworzy ona ściśle określone i ograniczone co do zakresu swego

background image

56

wykonywania  prawo);  czy  też  twierdząc,  że  stanowi  ona  dowód  na  lansowanie
biologicznej koncepcji małżeństwa - oznaczałoby to bowiem wyjęcie jej z kontekstu i
tradycji prawa kanonicznego. Jeszcze bardziej nieprawidłowym byłoby przedstawianie
powyższej definicji przedmiotu zgody małżeńskiej w opcji zerwania - a nie kontynuacji
- z linią wytyczanej przez definicję obecnie obowiązującą, jako że „prawo do ciała" (ius
in corpus), 
istniejące w aspekcie wyłączności i trwałości aktów przez się zdolnych do
zrodzenia potomstwa,  a więc to, o którym  mowa w Kodeksie z 1917 roku, w świetle
analizy  jurydycznej,  wchodzi  niewątpliwie  w  zakres  pojęcia  „daru  z  samego  siebie",
występującego w aktualnie obowiązującym ustawodawstwie. Pewne jest natomiast, iż
prawodawca  z  1983  roku,  decydując  się  na  niepowtarzanie  w  sposób  automatyczny
sformułowania  zawartego  w  poprzedniej  kodyfikacji,  pragnął  uwypuklić  aspekt
interpersonalny przedmiotu zgody małżeńskiej, w którego zakres wchodzi także dar z
własnej osoby w aspekcie fizycznym.

Analiza  przedmiotu  konsensu  małżeńskiego  nie  może  jednak  poprzestać  na

przedmiocie, by tak rzec, materialnym (co jest darem = osoby współmałżonków); ale
musi  też  wziąć  pod  uwagę  jego  przedmiot  formalny  (czyli  to,  w  jakim  celu  jest
dokonywany ten dar). Norma prawa kanonicznego stanowi, iż celem interpersonalnego
daru małżeńskiego jest stworzenie małżeństwa: zgodnie ze stwierdzeniem zawartym w
kan.  1057  §  2  strony  kontraktu  wzajemnie  się  sobie  oddają  w  celu  stworzenia
małżeństwa {ad  constituendum  matrimonium). Jest  to  niezwykle  istotny  przepis
odnoszący  się  do  przedmiotu  zgody  małżeńskiej:  stanowiąc,  iż  wola  małżeńska  musi
być  nakierowana  na stworzenie  małżeństwa,  sprawia  on - przynajmniej  w  zakresie
prawa  kanonicznego - że  istotne  elementy  tej  instytucji  nie  mogą  różnić  się  od
elementów przewidzianych przez normy tego systemu. Tak więc akt woli stron, które
zamierzają doprowadzić do powstania małżeństwa kanonicznego, musi zaakceptować,
przynajmniej w sposób domniemany (a w każdym razie nie może ich odrzucić), zasady
koncepcji  małżeństwa  takie,  jakie  zdefiniowane  zostały  przez  system  prawa
kanonicznego,  a  mianowicie  to,  iż  jest  ono:  utworzeniem  wspólnoty  całego  życia,
wyłącznej i trwałej, nakierowanej na dobro małżonków oraz na zrodzenie i wychowanie
potomstwa, mającej dla ochrzczonych godność sakramentu (por kan. 1055 i kan. 1056).

2)  Kolejna  podstawowa  zasada  kanonicznego  systemu  prawa  małżeńskiego  jest

zawarta w kan. 1101 § 1.

Kanon  ten  ustala  regułę  ogólną,  która  staje  się  podstawą  wykładni  przepisów

regulujących  instytucję  małżeństwa  oraz  równocześnie  ważną  gwarancją  pewności
stosunków  prawnych.  Jest  to  zasada,  zgodnie  z  którą  to  wszystko, co  dana  osoba
deklaruje jako zgodne ze swą wolą, jest takim w rzeczywistości. A konkretniej: kiedy
osoba  deklaruje,  że  chce  zawrzeć  kościelny  związek  małżeński,  poddaje  się
odpowiedniej  weryfikacji  i  bierze  ślub  kościelny,  należy  uznać,  że  rzeczywiście  chce
ona zawrzeć taki związek oraz że akceptuje

background image

57

(przynamniej  w  sposób  domniemany)  wszystkie  istotne  elementy  i  cechy
charakteryzujące małżeństwo w rozumieniu systemu prawa kanonicznego.

To  domniemanie  zgodności  między  wolą  wyrażoną  a  wolą  wewnętrzną  podmiotu

(wolą rzeczywistą) może być łatwiej zrozumiałe, jeśli pozna się jej dogłębne racje. Jest
ono  nie  tylko  przejawem  logiki  wynikającej  z  doświadczenia  odnoszącego  się  do
stosunków  międzyludzkich  („muszę  uznać,  że  osoba  X  rzeczywiście  chce  tego,  o  co
mnie prosi"); nie jest ono też jedynie regułą prawną gwarantującą pewność stosunków
prawnych  we  wspólnocie  ludzkiej  („uznaję  za  rzeczywiście  ożenionych  tych,  którzy
wzięli  ślub");  jest  ono  natomiast,  jeśli  nie  przede  wszystkim,  potwierdzeniem i
konkretyzacją  szacunku  i  zaufania,  jakie  Kościół  żywi  dla  osoby  ludzkiej,  zwłaszcza
wówczas,  gdy  dysponuje  ona  sobą  w  sposób  uroczysty,  podejmując  wybory  życiowe
decydujące dla całej jej egzystencji, jak na przykład wybór powołania małżeńskiego i
uświęcenie go w kościelnym obrządku ślubnym.

3)  Należy  też  pamiętać,  iż  Kościół  w  pierwszym  rzędzie  jest  zainteresowany  (co

uwidacznia się też w jego systemie prawnym) zagwarantowaniem jednostkom oraz całej
wspólnocie  możliwości  kierowania  się  ku  celom  nadprzyrodzonym,  stawiając
człowieka  w  obliczu  jego  własnej  odpowiedzialności  i  obiektywnej  prawdy  o  nim
samym.  Pozwala  to  na  lepsze  zobrazowanie  zawartości  kan.  1101  §  2:  uczynienie
domniemania  zawartego  w  §  1  tego  kanonu  (czyli  tego,  zgodnie  z  którym  wola
zadeklarowana  jest  uznawana  za  odpowiadającą  woli  rzeczywistej)  bezwzględnie
obowiązującym,  oznaczałoby  stworzenie  czysto  formalnej  pewności  stosunków
prawnych,  co  pociągałoby  za  sobą  nieodwołalną  konieczność  uznania  za  ważne
małżeństw,  które  w  rzeczywistości  nimi  nie  są.  Obiektywna  rzeczywistość  musi
przeważać  nad  czysto  formalną  pewnością.  Stąd  też  ustawodawstwo  przewiduje,  iż
domniemanie  zawarte  w  kan.  1101  §  1  musi  być  uznane  za  domniemanie  usuwalne,
czyli takie, które dopuszcza przeciwdowód.

I  tak,  kan.  1101 §  2  stanowi,  iż  możliwe  jest  dowiedzenie,  że  strona  zawierająca

związek  małżeński - pomimo  składanego  przez  siebie  w  momencie  zawierania
małżeństwa  oświadczenia - w  tym  samym  momencie  pozytywnym  aktem  woli
wykluczała  samo  małżeństwo  albo  jakiś  istotny  element  małżeństwa  (skierowanie  na
dobro  małżonków  i  na  zrodzenie  i  wychowanie  potomstwa),  albo  jakiś  istotny  jego
przymiot (jedność-wierność, nierozerwalność, sakramentalność).

W  takim  wypadku,  czyli  kiedy  pozytywny  akt  woli  byłby  skierowany  przeciwko

takim  podstawowym  aspektom  instytucji  małżeństwa,  przymierze  małżeńskie  byłoby
nieważne jako nieopierające się na autentycznej zgodzie małżeńskiej: akt taki nie byłby
bowiem  skierowany  na  stworzenie  małżeństwa  w  rozumieniu  systemu  prawa
kanonicznego  (należy  przypomnieć  dokonane  powyżej  omówienie  kan.  1057  §  2,  a
zwłaszcza  kwestii  dotyczącej  „materialnego"  i  „formalnego"  przedmiotu  przymierza
małżeńskiego), ale na coś zupełnie od niego odmiennego.

background image

58

4) Ewentualna przyczyna nieważności małżeństwa tego typu, skrótowo tu opisana,

jest powszechnie nazywana, nie tyle przez prawo, ile przez praktykę, symulacją. Nazwa
ta  niekoniecznie  wskazuje  na  fakt  zaistnienia  „złej  wiary"  osoby,  która  swym  aktem
woli czyni małżeństwo nieważnym (w tego typu sytuacjach nie zawsze bowiem mamy
do  czynienia  z  działaniem  w  złej  wierze:  strona  mogłaby  na  przykład  działać  pod
wpływem błędu niemożliwego do uniknięcia, anulującego winę moralną), ile raczej na
fakt obiektywnej i zasadniczej rozbieżności pomiędzy tym, co zostaje uzewnętrznione
poprzez  deklarację  (akceptacja  małżeństwa  kanonicznego)  a  rzeczywistą  wolą
podmiotu,  którą,  w  tym  wypadku,  odrzuca  on  to  małżeństwo  albo  w  sposób  totalny,
albo też w odniesieniu co do niektórych jego podstawowych elementów.

Stąd też, z punktu widzenia systematyki, symulacje zostały umieszczone wśród wad

konsensu  małżeńskiego.  Tego  typu  pseudokonsens  jest  nie  tylko  dotknięty  wadą  na
skutek zaistnienia faktu w stosunku do niego, można by tak rzec, „zewnętrznego" (jak
na przykład w omówionym już poprzednio przypadku bojaźni), ale oczywiście sam w
sobie jest on niewystarczający do stworzenia małżeństwa.

Przy  tej  okazji  należy  podkreślić,  że  norma  prawa  kanonicznego  stanowi,  iż  dla

zaistnienia  symulacji  konsensu  niezbędny  jest  pozytywny  akt  woli.  Co  to  oznacza?
Znaczy  to,  że  akt  symulacji  musi  być  prawdziwą  decyzją,  inaczej  mówiąc,
„kontrakonsensem", czyli aktem woli o tej samej sile co konsens. Jedynie bowiem w
tym  wypadku  może  on  przeciwstawić  się  konsensowi  i  niejako „sparaliżować"  jego
skuteczność.  Również  papież  Jan  Paweł  II,  w  jednym  ze  swoich  przemówień
skierowanych do apostolskiego trybunału  Roty  Rzymskiej (przemowa  ma wartość co
najmniej  ogólnej  wskazówki,  zważywszy,  iż  rolą  Roty,  zgodnie  z  art.  126
obowiązującej  konstytucji  Kurii  rzymskiej,  jest  przyczynianie  się  do  ujednolicania
orzecznictwa kanonicznego) potwierdził, iż aby w danym wypadku można było mówić
o symulacji konsensu małżeńskiego, koniecznym jest występowanie pozytywnego aktu
woli (por. AAS 85 /1993 /1259).

W celu lepszego wyjaśnienia tej koncepcji posłużymy się tu kilkoma przykładami.

Zawartość  przepisu  normy  może  być  przedstawiona  w  następujący  sposób:  za
pozytywny  akt  woli  nie  może  być  uznany  zwykły  brak  woli  czy  akt  woli  czysto
negatywny, jak na przykład akt, w którym stwierdza się: „nie chcę się żenić, żenię się
niechętnie, nie zamierzam mieć dzieci...". Akt pozytywny woli musi być raczej intencją,
jaka  może  być  wyrażona  mniej  więcej  w  następujący  sposób:  „chcę  nie  zawrzeć
związku  małżeńskiego  (pomimo  uczestniczenia  w  ceremonii),  chcę  nie  mieć  dzieci
(pomimo  składanej  deklaracji  o  ich  przyjęciu)"  itp.  Oczywiście,  w  praktyce  często
trudno jest dokonać rozróżnienia pomiędzy rozmaitymi stopniami intensywności woli,
jednak  w  aspekcie  ogólnym  intencje  omawianej  normy  kanonicznej  wydają  się
wystarczająco jasne.

background image

59

Kolejną możliwością precyzyjniejszego zobrazowania pozytywnego aktu woli jest

odróżnienie go od czynników, jakie przynależą do innych płaszczyzn osobowości, jak
na  przykład  inteligencja:  a  więc  czynników  takich  jak:  błędy  (np.:  „myślę,  że
małżeństwo  jest  rozwiązywalne"),  albo  przewidywania  („obawiam  się,  że  nasze
małżeństwo może być nieudane i skończy się tak, iż się rozstaniemy") albo też uczucia
czy stany ducha („Zawieram małżeństwo bez wielkich uczuć", „zawieram małżeństwo
z niepewnością"); wszystkie te czynniki bez wątpienia mogą, ale wcale nie muszą mieć
wpływu  na  wolę  osoby.  Oczywiście  to,  co  zostało  tu  powiedziane,  nie  ma  na  celu
negowania zasady antropologicznej jedności osoby ludzkiej, czyli znanej wszystkim z
doświadczenia reguły,  zgodnie z którą działamy  zazwyczaj na bazie naszych  myśli i
uczuć; tym niemniej wydaje się możliwym a czasami, jak w tym wypadku, przydatnym
i  należnym - dokonanie  odróżnienia  pomiędzy  rozmaitymi  aspektami  i  funkcjami
ludzkiego  działania  i  przypisanie  tego,  tak  ważnego,  zjawiska,  jakim  jest  symulacja
zgody  małżeńskiej,  sferze  pełnej  odpowiedzialności  prawnej  i  moralnej  czyli  sferze
woli.

5) Po dokonaniu uważnej analizy tekstu kan. 1101 § 2 rodzi się pytanie dotyczące

rodzaju  form  symulacji.  Norma  wskazuje  bowiem,  choć  czyni  to  w  sposób  jedynie
ogólnikowy, na istnienie rozmaitych możliwych przedmiotów symulującego aktu woli.

Aktualny  tekst  ustawy  podkreśla  przede  wszystkim  istnienie  możliwości

wykluczenia  samego  małżeństwa (matrimonium  ipsum). Ten  typ  symulacji  bywa
powszechnie określany, w doktrynie i w orzecznictwie, mianem symulacji całkowitej.
Formą  tą - choć  ze  swej  natury  jest  ona  najbardziej  radykalną  formą  symulacji -
zważywszy, iż jest ona statystycznie najrzadziej występującą, zajmiemy się w dalszej
części  naszej  książki.  Orzecznictwo  przytacza  rozmaite  formy,  w  jakich  może
występować  taka  symulacja:  w  tym  momencie  ograniczymy  się  jedynie  do
stwierdzenia,  iż  najczęściej  realizuje  się  ona w  woli  wykluczenia  zawarcia
prawdziwego  związku  małżeńskiego,  wykluczając  akceptację  drugiej  osoby  jako
współmałżonka  oraz  wyłączając  wynikające  z  zawarcia  małżeństwa  obowiązki
wiążące na płaszczyźnie moralnej i prawnej.

Norma przewiduje także możliwość wykluczenia aktem woli „istotnego elementu"

lub  „istotnego  przymiotu"  małżeństwa:  przypadki  takie  noszą  nazwę  symulacji
częściowej. Są to przypadki, gdzie osoba może nawet mieć wolę zawarcia małżeństwa,
ale  nie  akceptuje  ona,  w  całej  pełni,  kanonicznej  koncepcji  małżeństwa,  a  co  więcej
wyklucza jakiś jego aspekt, jakąś część. Stąd też taka symulacja jest określana mianem
częściowej.

Wspominaliśmy  już  powyżej,  co  należy  rozumieć  przez  podstawowe  cechy

małżeństwa: nierozerwalność, jedność-wierność (chyba że chce się traktować wierność
jako przynależną do sfery „dobra małżonków"), sakramentalność małżeństwa (chyba,
że  chce  się  ją  zakwalifikować  do  dziedziny  symulacji  tzw.  totalnej).  Problematyka
wykluczenia  godności  sakramentalnej  małżeństwa  oraz  zagadnienia  jej systemowej
kwalifikacji zostały dokładnie przeanalizowane w

background image

60

innym  naszym  opracowaniu,  stąd  też  kwestia  ta  zostanie  tu  potraktowana  w  sposób
skrajnie skrótowy.

Wspominaliśmy  już  też,  co  należy  rozumieć  przez  podstawowe  elementy

małżeństwa: jego ukierunkowanie na zrodzenie i wychowanie potomstwa oraz na dobro
małżonków.  To  ostatnie  pojęcie  zostało  wprowadzone  do  przepisów  prawa
kanonicznego dopiero niedawno, stąd też jest jeszcze nadal w toku refleksja dotycząca
jego  treści,  a  zwłaszcza  jego  prawnej  wymagalności:  wydaje  się  raczej  pewne,  że
sprowadzają  się  do  niego  tzw.  cele  drugorzędne  istniejące  w  poprzednim
ustawodawstwie  (por.  kan.  1013  §  1  Kodeksu  z  1917),  a  zatem  wzajemna  pomoc  i
remedium  na  pożądliwość.  W  tym  ostatnim  pojęciu  mogłaby  się  mieścić  możliwość
prowadzenia  uporządkowanego  i  zgodnego  z  naturą  oraz  moralnością  życia
seksualnego, jakie, w opinii części doktryny, prowadziłoby do przynajmniej minimalnej
integracji  psychoseksualnej.  Co  do  innych  możliwych  treści  zawartych  w  koncepcji
dobra małżonków („podstawowe relacje międzyludzkie", „prawo do wspólnoty życia")
debata pozostaje nadal otwarta i nie widać, jak na razie, jej końcowych rezultatów.

Jeśli  chodzi  o  rozmaite  formy  symulacji  konsensu  małżeńskiego,  należy  jeszcze

wspomnieć, że niektórzy teoretycy i praktycy prawa opierając się na fakcie, iż skutkiem
każdej  symulacji  jest  uczynienie  konsensu  nieskutecznym,  a  przez  to  małżeństwa
nieważnym,  negują  celowość  (czy  przynajmniej  użyteczność)  rozróżniania  między
symulacją  częściową  a  całkowitą.  Niemniej  tradycja  oraz  względy  o  charakterze
praktycznym  sprawiają,  iż  przeważa  opinia  o  konieczności  przyjęcia  i  stosowania
takiego rozróżnienia. Jako przykład wystarczy przypomnieć, iż w wypadku symulacji
całkowitej  osoba  symulująca,  siłą  rzeczy,  zdaje  sobie  sprawę  ze  swej  intencji
niezawarcia  małżeństwa,  a  więc  nieważności  zawieranego  przez  się  związku  (choć
bynajmniej nie musi to być refleksja operująca terminami prawniczymi), podczas gdy w
przypadku  symulacji  częściowej  wola  wykluczenia  jakiegoś  istotnego  elementu  czy
przymiotu  małżeństwa  (np.  posiadania  dzieci)  może  iść  w  parze  z  wolą  zawarcia
małżeństwa,  jako  że  osoba  zainteresowana  może  nie  orientować  się  co  do  braku
skuteczności  swej  wadliwej  zgody  małżeńskiej.  Są  to  jednak  zagadnienia  czysto
teoretyczne,  niemające  wielkiego  znaczenia  dla  duszpasterskiego  profilu,  jakie
nadaliśmy refleksjom zawartym w tym naszym opracowaniu.

6)  Przed  przystąpieniem  do  analizy  najczęściej  występujących  typów  symulacji

konsensu  małżeńskiego  celowym  jest  zobrazowanie  problemu  możliwości
przeprowadzenia dowodu sądowego w tym zakresie.

Jest  to  problem  delikatny,  który  dotyczy  generalnie  wszystkich  możliwych  form

symulacji, dlatego też zostanie tu omówiony w odniesieniu do każdej z nich.

Jego  delikatność  wynika  już  z  samej  koncepcji  symulacji,  która  jest,  jak  już

wspomniano,  pozytywnym  aktem  woli  przeciwstawiającym  się  albo  samemu
małżeństwu, albo też jakiemuś z jego istotnych elementów lub istotnych przymiotów.
Taki akt woli jest jednak, z wyboru, aktem wewnętrznym, znanym

background image

61

bezpośrednio i w całej pełni jedynie samemu zainteresowanemu oraz Panu Bogu. Tak
więc  przedmiotem  dowodu  w  wypadku  symulacji  konsensu  małżeńskiego  jest  co
prawda  fakt  realny,  lecz  wewnętrzny,  jaki  ze swej  natury  wymyka  się  percepcji  osób
trzecich, również i tych, które mają wydać swój osąd w tej sprawie.

Lecz  choć  tak  jest,  to  pamiętać  należy,  że  prawdą  jest  również  to,  że  wola  ludzka

często  manifestuje  się  zewnętrznie.  Zazwyczaj  odbywa  się  to  na  dwa sposoby:  albo
przez  słowa,  poprzez  które  osoba  wyraża  swe  intencje,  to  czego  chce;  albo  też  przez
czyny, które, jak naucza w swej mądrości jurysprudencja, są często bardziej elokwentne
niż same słowa (verbis eloquentiora).

To właśnie w tych dwóch aspektach może odbywać się przeprowadzenie dowodu: na

drodze zwanej powszechnie bezpośrednią oraz drugiej, zwanej pośrednią.

Dowód  bezpośredni  to  ten,  jaki  rekonstruuje  wolę  zainteresowanego  z  momentu

zawarcia  małżeństwa,  poszukując  jej  przejawów  werbalnych.  Osoba mogła  bowiem
wspomnieć  o  swych  decyzjach,  dotyczących  na  przykład  posiadania  dzieci  czy
wierności  małżeńskiej  innym  osobom,  które  mogą  złożyć  odpowiednie  zeznania
podczas postępowania dowodowego w sądzie. Oczywiste jest, że zeznania takie muszą
być  oceniane  w  powiązaniu  z  innymi  parametrami,  jak  na  przykład:  czas,  w  którym
uzyskały one informacje tego typu (im bliżej ślubu były uzyskane, tym większą mają
one  wartość);  typ  dyskusji,  do  jakich  się  odnoszą  (czym  innym  jest,  jeśli  dane  osoby
słyszały tylko jakieś fragmenty wypowiedzi zainteresowanego czy  np. przechwałki, a
czym innym, jeśli przeprowadziły z nim gruntowne dyskusje); możliwość konfrontacji z
innymi  osobami,  które  też  były  świadkami  tych  dyskusji  i  mogą  je  potwierdzić;
wiarygodność konkretnego świadka, który  może być na przykład osobą dobrze znaną
księżom czy zakonnikom i mogą oni ją potwierdzić.

Dowód pośredni polega natomiast na rekonstrukcji woli osoby zainteresowanej na

drodze  rozumowania  logicznego,  wyprowadzając  wnioski  na  podstawie  faktów  i
okoliczności  o  charakterze  poszlak.  Trzeba  pamiętać,  że  zgodnie  z  ustawą  (por.  kan.
1586),  dowody  poszlakowe  muszą  się  opierać  na  faktach  pewnych  i  określonych,
pozostających w bezpośrednim związku z przedmiotem dowodzenia: innymi słowy, aby
dana  rzecz  mogła  być  uznana  za  udowodnioną,  a  zatem,  aby  mogła  ona  stanowić
podstawę  dla  konstrukcji  domniemań  sądowych,  nie  wystarczy,  iż  jedna  ze  stron  czy
świadek stwierdzają jakiś fakt: rzecz ta musi być naprawdę pewna, szczegółowo opisana
oraz związana z wolą zainteresowanego, będącą przedmiotem rekonstrukcji. Jakie więc
fakty mogą mieć wartość poszlaki?

W  przypadkach  symulacji  szczególną  wartość  odgrywa  tzw. causa  simulandi

(przyczyna symulacji), to znaczy powód, dla którego określona osoba postąpiła w ten
określony sposób. Innymi słowy, szczególną wartość dowodową ma obecność logicznej
pobudki  postępowania,  jakie  zamierza  się  udowodnić.  Im  silniejsza  jest  ta  pobudka,
nawet tylko subiektywnie, tym bardziej jest

background image

62

prawdopodobne, że symulacja ta rzeczywiście miała miejsce. I tak na przykład: osoba,
która  wiedziałaby,  że  jest  obciążona  poważnym  schorzeniem  genetycznym,  miałaby
silną,  konkretną  i  wiarygodną  pobudkę  do  tego,  aby  nie  chcieć  mieć  dzieci.  Trzeba
jednak  podkreślić,  iż  istnienie  pobudki  samo  w  sobie  daje  jedynie  możliwość,  a  nie
dowód  występowania  symulacji,  w  przeciwnym  razie  promowałoby  się
deterministyczną  i  mechanistyczną  wizję  ludzkiego  działania,  jaka  neguje
odpowiedzialność  osobistą  za  swe  czyny.  Byłoby  tak,  gdyby  trybunał - przy  braku
innych,  prawdziwych  potwierdzeń  faktów -rozumował  na  przykład  w  następujący
sposób: „Dowiedzione jest, że X był egoistą, osobą nieodpowiedzialną, mającą trudne
dzieciństwo  i  nieczułych  rodziców,  a  zatem...  nie  mógł  chcieć  mieć  dzieci,  a  więc
wykluczył posiadanie potomstwa". Nasuwa się tu trochę żartobliwy, ale, uważam, celny
komentarz:  nawet  w  kryminałach  nie  zawsze  ten,  kto  miał  najsilniejsze  pobudki,
okazuje się winnym.

W  skład  poszlak  zazwyczaj  zalicza  się  też  tzw. causa  contrahendi (przyczynę

zawarcia małżeństwa),  czyli  powód,  dla  którego  osoba,  symulująca  konsens,  zawarła
małżeństwo:  im  bowiem  „mniej  wartościowa"  (z  punktu  widzenia  moralnego  i
chrześcijańskiego)  była  przyczyna,  dla  jakiej  osoba  ta  wstąpiła  w  związek  małżeński
(interes,  naciski  osób  trzecich  czy  środowiska,  „zadośćuczynienie"...),  tym  bardziej
prawdopodobna  jawi  się  możliwość  symulacji.  Im  bardziej  natomiast  autentyczne  i
szczere  były  pobudki  zawarcia  małżeństwa  (np.  wzajemna  miłość,  jednak  nie  w
znaczeniu  czystego  przyciągania  uczuciowego),  tym  mniej  prawdopodobna  staje  się
symulacja.

Szczególną rolę odgrywają też okoliczności, zarówno poprzedzające ślub, jak i te z

nim związane, a także okoliczności dotyczące późniejszego życia małżeńskiego w jego
konkretnym wymiarze. I tak, na przykład, jeśli w okresie narzeczeństwa miały miejsce
kłótnie  między  narzeczonymi,  ich  zerwania,  ostre  dyskusje,  wątpliwości,  bardziej
prawdopodobne będzie istnienie zastrzeżenia co do nierozwiązalności małżeństwa, niż
miałoby  to  miejsce,  gdyby  narzeczeństwo  to  było  sielankowe.  Lub  też  jeśli  w  dzień
ślubu  jedno  z  małżonków  okazywało  smutek  czy  niechęć,  będzie  to  mogło  stanowić
logiczną poszlakę (choć ze swej natury bardzo ogólną) jego miłości do innej osoby (w
zakresie 

ewentualnego 

dowodu 

wykluczenia 

wierności). 

Podobnie 

fakt

systematycznego  stosowania  w  okresie  małżeństwa  środków  antykoncepcyjnych  czy
dokonywania przerywania ciąży będą logicznymi przesłankami odrzucenia posiadania
potomstwa.

Przypomnieć  tu  należy,  gwoli  lepszego  sprecyzowania,  iż  obie  wskazane  drogi

dowodowe - bezpośrednia i pośrednia - są normalnie realizowane w sposób łączny, w
tym  sensie,  iż  Sędzia  zazwyczaj  wyrabia  sobie  opinię  na  temat  sprawy,  w  jakiej  ma
orzekać,  zarówno  studiując  zeznania  świadków,  jak  i  analizując  poszlaki  oraz
okoliczności.

Dobrze jest też pamiętać, iż przedstawiony schemat postępowania dowodowego ma

jedynie  pomóc  Sędziemu.  Nie  jest  schematem  do  mechanicznego  i  przymusowego
stosowania, jako że każdy ludzki przypadek, a

background image

63

więc także każdy przypadek  małżeński, jest  wyjątkowy  i specyficzny. Dlatego też w
konkretnych  postępowaniach  dowodowych  mogą  występować  rozmaite  proporcje
pomiędzy  poszczególnymi  elementami  ich  tradycyjnego  schematu:  w  niektórych
sprawach  wystarczające  będą  zeznania  nielicznych  świadków (jeśli  są  oni  dobrze
poinformowani i pewni), w innych potrzeba ich będzie wiele (ponieważ, np., znają oni
tylko  pewne  szczegóły,  a  więc  żeby  zrekonstruować  sprawę,  potrzebne  będzie
współdziałanie wielu świadków); w niektórych przypadkach okoliczności będą jawić
się  jako  jednoznaczne,  w  innych  natomiast,  mimo  obecności  elementów
przemawiających za nieważnością małżeństwa, jako niejasne itd.

Na koniec należy jeszcze przypomnieć, iż obecnie obowiązujący kanoniczny system

procesowy,  w  celu  możliwie  jak  najpełniejszego  dostosowania  „prawdy  procesowej"
do  „prawdy  efektywnej",  zezwala  na  zastosowanie  we  wszystkich  sprawach  tzw.
moralnego środka dowodowego, wyprowadzonego z kan. 1536 § 2 i kan. 1679. Opiera
się on na wiarygodności samych stron oraz odnalezieniu poszlak i okoliczności, jakie w
sposób niepodważalny potwierdziłyby w całej pełni (omnino) oświadczenia złożone w
postępowaniu  sądowym.  Również  i  ten  temat  został  dokładnie  omówiony  w
oddzielnym opracowaniu.

V. WYKLUCZENIE POTOMSTWA

1. ELEMENTY PRAWA MATERIALNEGO

Obecnie  zajmiemy  się  formami  symulacji,  według  statystyk,  najczęściej
występującymi  w  naszym  społeczeństwie.  Rozpoczniemy  więc  nasze  rozważania  od
omówienia problematyki wykluczenia potomstwa. Kulturowym i socjalnym tłem tego
problemu  jest,  odnotowywany  już  od  wielu  lat,  ujemny  przyrost  naturalny  włoskiej
populacji.

Doktryna  katolicka  uznaje,  iż  małżeństwo,  według  norm  prawa  naturalnego,  jest

nakierowane  na  prokreację:  opinia  ta  została  potwierdzona  zarówno  przez
ustawodawstwo  kanoniczne  (kan.  1055  §  1),  jak  i  przez  najbardziej  autorytatywne
opinie  Magisterium  ostatnich  dziesięcioleci,  wśród  których  można  wymienić
konstytucję  duszpasterską Gaudium  et  Spes Soboru  Watykańskiego  II  (przede
wszystkim n. 50 i 51), czy list apostolski Jana Pawła II Familiaris consortio dotyczący
zadań rodziny we współczesnym świecie.

Powyższy,  stały  element  nauczania  Kościoła,  został  przeszczepiony  na  grunt

regulacji  prawnej, i tak, kan. 1013 § 1 Kodeks z  1917 roku ustalił, iż podstawowym
celem  małżeństwa  jest  prokreacja  i  wychowanie  potomstwa;  kan.  1081  §  2  uznał,  iż
przedmiotem  zgody  małżeńskiej  jest  wyłączne  i  dozgonne  prawo  do  ciała  w
odniesieniu do aktów przez się zdolnych do zrodzenia potomstwa; natomiast kan. 1086
§ 2 stanowi, iż nieważnym jest małżeństwo

background image

64

osoby, która pozytywnym aktem woli wyklucza omne ius ad coniugalem actum, czyli w
pełni  neguje  prawo  współmałżonka  do  takiego  sposobu  realizowania daru  z  własnej
osoby.

Ta 

rygorystyczna, 

koherentna 

regulacja 

normatywna 

obowiązywała 

w

ustawodawstwie  kanonicznym  w  materii  wykluczenia  potomstwa  przez  wiele
dziesięcioleci.  Jej  praktyczna  aplikacja  oraz  związana  z  nią  refleksja  doktryny
uwidoczniły  jednak szereg  problemów  związanych  z  jej  wykładnią.  Przypomnimy  tu
jeden z ważniejszych.

Jest nim pytanie o zakres takiej symulacji. Norma, jaka bezpośrednio regulowała to

zagadnienie (wspomniany już kan. 1086 § 2) wyrażała się w sposób bardzo precyzyjny:
ten,  kto  wyklucza  całkowicie  prawo  do  aktów  małżeńskich,  zawiera  małżeństwo
nieważnie. Nasuwała się tu jednak bardzo istotna wątpliwość: czy zawiera małżeństwo
nieważnie również i taka osoba, która - choć nie odmawiając współmałżonkowi prawa
do  aktów  nakierowanych  na  prokreację - zastrzega  sobie,  iż  przy  pomocy  środków
antykoncepcyjnych  uczyni  je  nieskutecznymi?  A  osoba,  która  zastrzega  sobie
możliwość zdecydowania się, w razie czego, na aborcję? A taka, która sobie obiecuje, że
po ewentualnych narodzinach pozwoli umrzeć potomstwu - nie interesując się nim?

Pewna  część  doktryny  i  orzecznictwa  usiłowała  rozwiązać  ten  problem,  budując

teorię  o  dwoistej  podstawie  normatywnej  nieważności  małżeństwa  na  skutek
wykluczenia  potomstwa:  pierwsza  z  nich  została  przewidziana przez,  wspomniany
dopiero, kan. 1086 § 2, który uznaje za przyczynę nieważności małżeństwa odmówienie
współmałżonkowi prawa do aktów przez się zdolnych do zrodzenia potomstwa; druga
natomiast daje się wywnioskować z kan. 1013 § 1, który nakłada sankcję nieważności
na  każdy  (w  jakkolwiek  sposób  byłby  on  realizowany)  przypadek  negacji  zasady
prokreacyjnego  celu  małżeństwa.  Teoria  ta  była  jednak  przedmiotem  licznych
kontestacji, a to z wielu przyczyn: jedną z nich było to, iż zakładała ona istnienie sankcji
unieważniającej,  mimo  iż  ta  nie  była  w  sposób  wyraźny  przewidziana  przez  normy
prawa pozytywnego (sankcji wywnioskowanej na podstawie kan. 1013 § 1, mówiącego
o  prokreacyjnym  celu  małżeństwa);  dlatego  też,  jak  zobaczymy  już  wkrótce,
znowelizowany  Kodeks  operuje  pojęciami,  które  umożliwiają  przezwyciężenie
wspomnianych trudności interpretacyjnych.

Kodeks  z  1983  roku,  kształtując  prawną  strukturę  instytucji  małżeństwa,  porzucił

bowiem terminologię „celu" małżeństwa: w tematyce dotyczącej potomstwa stwierdza
on jedynie, że instytucja małżeństwa ze swej natury ( i n d o l e sua naturali) skierowana
jest  ku  zrodzeniu  i  wychowaniu  potomstwa  (por.  kan.  1055  §  1).  Odmienna  od
poprzedniej  regulacji  kodeksowej  jest  również  regulacja  przedmiotu  konsensu
małżeńskiego:  przedmiotem  tym  nie  jest  już  wyłączne  i  dozgonne  prawo  do  ciała  w
odniesieniu  do  aktów  przez  się  zdolnych  do  zrodzenia  potomstwa,  ale  jak  już
wspominaliśmy,  komentując  kan.  1057  §  2,  dar  z  samego  siebie  w  celu  stworzenia
małżeństwa.  Odmienne  jest  też  sformułowanie dotyczące  ewentualnej  symulacji
odnoszącej się do materii

background image

65

potomstwa: nie wspomina się już o negacji prawa do aktów małżeńskich (omne
ius ad coniugalem actum), 
ale przewiduje się,
o wiele bardziej generalne i zrozumiałe, wykluczenie „istotnego elementu" małżeństwa.

Powyższe  sformułowania  kodeksowe  skłaniają  nas  do  stwierdzenia,  iż  w

omawianym  przez  nas  przypadku  to  właśnie  naturalne  nakierowanie  małżeństwa  na
prokreację,  owa  „strukturalna  płodność"  wpisana  w  samą  naturę  małżeństwa  i
seksualności musi być uznawana za podstawowy przedmiot symulacji, niezależnie od
tego,  w  jaki  sposób  byłaby  ona  udaremniana:  czy  to  przez  odmowę  spełniania  aktów
intymnych; czy to przez spełnianie aktów intymnych, lecz nie małżeńskich, ponieważ
programowo  zapobiegających  ciąży;  przez  postanowienie  dokonania  przerwania
ewentualnej ciąży; czy też przez zadanie śmierci narodzonym dzieciom, pozostawiając
je własnemu losowi.

Jak więc widać, bynajmniej nie wszystkie nadużycia w sferze seksualnej ani też nie

wszystkie  czyny  skierowane  przeciwko  życiu  poczętemu,  czy  też  już  narodzonemu
powodują  nieważność  małżeństwa.  Przyczyną  takiej  nieważności  jest  bowiem  tylko
wykluczenie zasady strukturalnej płodności małżeństwa oraz prawa współmałżonka do
aktów  umożliwiających  jej  realizację.  Tak  jak  twierdzili  też  klasycy  myśli
chrześcijańskiej (jak np. św. Tomasz z Akwinu), istotnym dla nieważności małżeństwa
jest jedynie takie wykluczenie potomstwa, które odnosi się do intentio prolis, czyli do
wewnętrznej  otwartości,  dyspozycyjności  co  do  posiadania  potomstwa,  czyli  takie,
które odnosi się do samej zasady posiadania potomstwa (in suis principiis).

Pamiętać trzeba, iż nawet takie wykluczenie (a więc wykluczenie potomstwa co do

samej zasady oraz odmawianie współmałżonkowi aktów zdolnych do jego zrodzenia)
samo  w  sobie  nie  przesądza  o  nieważności  małżeństwa;  aby  rzeczywiście  było  ono
przyczyną  nieważności  małżeństwa,  musi  bowiem,  przynajmniej  w  sposób  wirtualny
(tzn. pod postacią faktycznie powziętej i nieodwołanej decyzji), funkcjonować w woli
podmiotu w momencie zawierania ślubu. Natomiast wszelkie decyzje powzięte już po
zawarciu małżeństwa, nawet jeśli realnie wykluczałyby one potomstwo (jak np. decyzje
typu: „nasze małżeństwo się nie układa, nie chcę więc mieć dzieci, aby nie cierpiały w
razie jego rozpadu"; „mój mąż jest ciężko chory, wykluczam więc zajście z nim w ciążę,
aby  nie  powoływać  na  świat  dzieci,  które  w  bliskiej  już  perspektywie  zostałyby
sierotami"), nie mają znaczenia dla ważności małżeństwa, jako że nie wpływają one na
zgodę małżeńską, prawidłowo i integralnie udzieloną w momencie zawierania ślubu.

Przedstawione tu, w zarysie, zagadnienie może pomóc w rozstrzyganiu niektórych

przypadków, przy okazji których pojawiają się rozmaite trudności interpretacyjne oraz
problemy w dziedzinie stosowania norm. Uwzględniając cele niniejszego opracowania,
zostaną tu one naszkicowane syntetycznie, w sposób jak najprostszy.

background image

66

Trudności  mogą  zrodzić  się  na  tle  konieczności  rozróżnienia  pomiędzy  zwykłym

odroczeniem  posiadania  potomstwa  a  jego  rzeczywistym,  czasowym  wykluczeniem.
Osoba, która odracza posiadanie potomstwa, odkłada je jedynie na  jakiś czas (np. na
pierwsze  dwa  czy  trzy  lata  po  ślubie),  nie  jest  jednak  przeciwna  jego  posiadaniu  i
zaakceptuje  je, gdyby  okazało się, że jednak  jest ono  w drodze; w ten sposób, co do
zasady,  nie  neguje  ona  prokreacyjności  małżeństwa  ani  w  aspekcie  celu,  ani  też
środków.  Ten  natomiast,  kto  wyklucza  potomstwo,  choćby  tylko  czasowo,  neguje  w
tym czasie możliwość prokreacji i nie uznaje prawa współmałżonka do aktów przez się
zdolnych do zrodzenia potomstwa; w praktyce ucieka się on na przykład do stosowania
środków  antykoncepcyjnych  o  wysokim  wskaźniku  pewności  (abstrahując  od  ich
moralnej dopuszczalności), a czasami nie wyklucza też możliwości przerwania ciąży,
gdyby przypadkiem miała ona miejsce. W praktyce niekiedy trudno rozróżnić te dwie
postawy, choć niewątpliwie występują pomiędzy nimi obiektywne różnice i to zarówno
na płaszczyźnie logicznej, jak i prawnej.

Podobnie  też  często  nie  jest  łatwo  rozróżnić  odroczenie  prokreacji  od  jej  tzw.

warunkowym wykluczeniem.  W uproszczeniu: ten, kto jedynie odracza na jakiś czas
posiadanie potomstwa, ogranicza się do podjęcia decyzji typu: „chcę mieć dzieci, ale
uważam,  że  nie  jest  to odpowiedni  moment",  wybierając  w  tym  celu  środki
dopuszczalne  z  moralnego  punktu  widzenia;  kto  natomiast  warunkowo  wyklucza
posiadanie  potomstwa,  postanawia:  „teraz  nie  chcę  mieć  dzieci;  zastrzegam  sobie
jednak możliwość zmiany decyzji w razie zaistnienia konkretnych okoliczności, jakie
stanowią dla mnie warunek otwarcia się na prokreację"; warunkiem takim może być na
przykład  osiągnięcie  pewnej  pozycji  ekonomicznej,  upewnienie  się,  że  małżeństwo
dobrze  się  układa,  czy  też  zerwanie  przez  współmałżonka  z  pewnymi  zwyczajami
uznanymi  za  szkodliwe  dla  ewentualnego  potomstwa.  Ogólnie  rzecz  biorąc,  widać
wyraźnie  różnicę  między  tymi  dwoma  postawami:  w  pierwszej  z  nich  przeważa
akceptacja  prokreacji  i  gotowość  respektowania  struktury  małżeństwa  oraz  aktu
małżeńskiego,  choć  występuje  tu  też  pragnienie  odroczenia  poczęcia;  natomiast  w
warunkowym  wykluczeniu  potomstwa  przeważa  (przynajmniej  doraźna)  negacja
nakierowania  małżeństwa  na  płodność  często  realizowana  przy  użyciu  niemoralnych
środków (często również w sposób jednostronny, lekceważąc prawa współmałżonka),
ma  tu  też  miejsce  podporządkowanie  swej  gotowości  do  zmiany  takiej  postawy
własnym,  arbitralnym  osądom.  Należy  też  zwrócić  uwagę  na  to,  że  warunkowe
wykluczenie  potomstwa, mimo iż pozornie czasowe (niewątpliwie,  realnie  może ono
być  i  takie),  potencjalnie  jest  zawsze  bezterminowe,  jako  że  podmiot  warunkowo
wykluczający potomstwo przewiduje (w sposób domyślny) możliwość uczynienia swej
decyzji o wykluczeniu potomstwa definitywną i trwałą, jeśli - według jego arbitralnej
oceny - nie zostanie zrealizowany warunek, jaki miał skłonić go do prokreacji.

I  kolejne  zagadnienie:  odmienna  jest  pozycja  osoby,  która  wyklucza  (w  sposób

absolutny, czasowy czy warunkowy) posiadanie potomstwa a tej, która

background image

67

przybiera  postawę  tzw.  odpowiedzialnego  rodzicielstwa:  ta  ostatnia  postawa  zakłada
bowiem  akceptację  strukturalnej  płodności  małżeństwa  i  aktów  małżeńskich  (nie
uciekając  się  do  zawieszenia  jej  choćby  tylko  czasowo  bądź  warunkowo)  oraz
posługiwanie się tylko takimi środkami regulacji poczęć, które nauczanie Kościoła, w
świetle  aktualnej  wiedzy,  definiuje  jako  respektujące  antropologiczne  i  moralne
wartości związane z tą dziedziną. Ujmując rzecz jeszcze prościej: postawa ta zakłada
przede  wszystkim  akceptację  ojcostwa  czy  macierzyństwa,  które  stanowią  istotę
koncepcji  „odpowiedzialnego  rodzicielstwa".  Przymiot  „odpowiedzialne"  odnosi  się
więc  do  sposobu  realizowania  tej  fundamentalnej  akceptacji,  która,  co  prawda,  może
być regulowana, ale tylko zgodnie z zasadami moralnymi.

Przytoczone  przykłady  to  oczywiście  tylko  niektóre  z  problematycznych

przypadków, pojawiających się w związku z potencjalną symulacją zgody małżeńskiej
w  dziedzinie  wykluczenia  potomstwa  (wystarczy  wspomnieć  np.  skomplikowaną
problematykę  związaną  z  nowymi  biotechnikami);  niemniej  wydaje  się,  że
przedstawione wskazówki mogą stanowić wystarczającą podstawę dla konsultantów w
sprawach małżeńskich, stykających się w swej działalności z takimi zagadnieniami.

2. WSKAZÓWKI DLA KONSULTANTA

Duszpasterz,  poproszony  przez  strony,  których  małżeństwo  znajduje  się  w  fazie
poważnego kryzysu, o pomoc w sprawie ustalenia ewentualnej możliwości stwierdzenie
nieważności  tego  małżeństwa  na  podstawie  wykluczenia  potomstwa,  powinien  zatem
zwrócić szczególną uwagę na następujące zagadnienia:

1) Czy  osoba  zainteresowana  wypowiadała  się  kiedykolwiek  na  tematy  dotyczące

rodziny, a w szczególności prokreacji i obecności dzieci w rodzinie? Wypowiedzi takie
mogą  bowiem  pomóc  w  zorientowaniu  się  co  do  jej  mentalności  i  kultury,  a  więc
elementów, jakie niekiedy mogą stanowić ewentualną pobudkę symulacji.

2) Czy  osoba  ta  zajęła  kiedykolwiek  konkretne  stanowisko  w  sprawie  posiadania

dzieci  we  własnym  małżeństwie:  kiedy  o  tym  wspominała,  w  jaki  sposób  i  w  jakim
kontekście (czy w poważnej dyskusji czy w żartobliwej), czy są osoby, które mogłyby
pamiętać te dyskusje i potwierdzić jej wypowiedzi?

3) Należy  też  ustalić,  czy  dana  osoba  jest  gotowa  potwierdzić  przed  sądem  to,  że

symulowała  i  wskazać  też,  dla  potwierdzenia,  innych  świadków.  Brak  takiej
dyspozycyjności - zwłaszcza w wypadku nieistnienia świadków, którzy mogliby złożyć
odpowiednie zeznania może stanowić poważną trudność dla ewentualnego wniesienia
sprawy. Jest to bardzo ważny, z punktu widzenia praktycznego, element, który należy
uświadomić stronie przy udzielaniu jej porady.

background image

68

4) Trzeba  podkreślić,  że  musi  być  szczegółowo  zbadane  to,  czy  zainteresowany

wspominał  o  całkowitym,  definitywnym  odrzuceniu  potomstwa,  czy  też  jedynie  o
odrzuceniu  czasowym,  uzależnionym  od  jakiś  okoliczności;  jest  to  konieczne  do
ustalenia,  czy  ma  się  do  czynienia  z  rzeczywistym  wykluczeniem  potomstwa  (nawet
jeśli tylko czasowym czy warunkowym),
czy też ze zwykłym odroczeniem w czasie jego posiadania. Jak już wspominaliśmy, nie
jest łatwo dokonać rekonstrukcji rzeczywistej woli podmiotu, hipotetycznie będącego
osobą  symulującą  zgodę  małżeńską;  nie  zwalnia  to  jednak  konsultanta  (a  potem
sędziego) z obowiązku dołożenia maksymalnych starań w ustaleniu stanu faktycznego.

5) Należy  też  naświetlić,  przynajmniej  w  sposób  ogólny,  konkretne  powody,  dla

których  nastąpiło  wykluczenie  potomstwa.  Taka  „przyczyna"  symulacji,  jakkolwiek
sama w sobie nie stanowi pełnego dowodu zaistniałej symulacji, jest bowiem bardzo
ważnym elementem mogącym świadczyć ojej wiarygodności: orzecznictwo określają
często mianem regina probationum („królowa dowodów"), wskazując w ten sposób na
jej duży ciężar dowodowy.

6) Trzeba  ustalić  z  jakiego  powodu  podmiot  symulujący  zgodę  małżeńską,  choć

wykluczał posiadanie potomstwa, zdecydował się na zawarcie małżeństwa kościelnego.
Czy  był  on  praktykujący?  Czy  zdawał  on  sobie  sprawę  z  tego,  że  wykluczenie
potomstwa nie jest akceptowane przez Kościół i że stanowi ono przyczynę nieważności
małżeństwa?  Życie  z  dala  od  zasad  chrześcijańskich  i  brak  „chrześcijańskiego"
zaangażowania w zawierany związek (powierzchowna i czysto emocjonalna miłość do
partnera;  możliwość  prowadzenia  bardziej  swobodnego  trybu  życia  niż  we  własnej
rodzinie itp.) są okolicznościami faktycznymi, generalnie kompatybilnymi z symulacją.
Inaczej  jest  natomiast  w  odwrotnym  przypadku,  czyli  w  wypadku  udowodnienia,  iż
dana  osoba  prowadziła  życie  prawdziwie  chrześcijańskie  i  podzielała  chrześcijańską
wizję małżeństwa.

7) Należy ustalić, czy wspólne życie małżeńskie zaowocowało posiadaniem dzieci.

Choć wiadomo, że ciąża może mieć miejsce również pomimo tego, iż jest niechcianą
przez jednego z partnerów (a czasem i przez obojga), to jednak narodziny jednego czy
więcej dzieci zazwyczaj przeczą tezie o symulacji. W każdym wypadku należy ustalić,
w jaki sposób osoba będąca domniemanym symulatorem zareagowała na wiadomość o
niechcianej  ciąży:  czy  na  przykład  proponowała  przerwanie  takiej  ciąży,  czy  była
zadowolona z narodzin dziecka, czy zajmowała się nim z zaangażowaniem i uczuciem,
czy też wręcz odwrotnie.

8) Z pełną dyskrecją i szacunkiem należy też ustalić, czy podczas wspólnego życia

małżonkowie odbywali potencjalnie płodne stosunki, czy uciekali się oni do środków
antykoncepcyjnych: do jakich i z czyjej woli. Należy też sprawdzić, czy możliwe jest
udowodnienie  ich  stosowania,  na  przykład  poprzez  udokumentowane  dyspozycje
lekarskie  aplikacji  technik  antykoncepcyjnych  wymagających  specjalistycznej
interwencji medycznej.

background image

69

9) Z  równą  dyskrecją  należy  też  zbadać,  czy  podczas  pozostawania  w

związku  małżeńskim  były  praktykowane  aborcje.  Przerwanie  ciąży,  które  w
każdym  wypadku  pozostaje  faktem  absolutnie  negatywnym,  tak  z  moralnego,
jak  i  kanonicznego  punktu  widzenia,  ma  bowiem  szczególną  poszlakową  moc
dowodową,  zwłaszcza  jeśli  może  być  powiązane  z  pierwotną  (a  więc  obecną  już
w  momencie zawarcia  małżeństwa)  wolą  podmiotu  przeciwną  prokreacji.  Jasne
jest,  że  również  ten  fakt  musi  być  odpowiednio  udokumentowany,  co  w
wypadku 

aborcji 

dokonanej 

sanitarnych 

strukturach 

publicznych 

nie

przysparza zazwyczaj większych trudności.

10) Bardzo  ważnym  jest  także  ustalenie,  czy  w  okresie  trwania  małżeństwa

podejmowane  były  dyskusje  na  temat  posiadania  potomstwa.  Czy  miały  miejsce
wyraźne  żądania  posiadania  potomstwa  ze  strony  jednego  z  partnerów  i  jakie  były
reakcje na to drugiej strony. Czy dochodziło na tym tle do dyskusji i sprzeczek. A przede
wszystkim,  na  ile  te  ewentualne  konflikty  na  tle  posiadania  potomstwa  zaważyły  na
rozpadzie  związku  małżeńskiego:  jeśli  były  one  determinujące  stanowi,  to  niezwykle
silną  poszlakę  przemawiającą  za  istnieniem zdecydowanej  woli  wykluczenia
potomstwa przynajmniej w okresie poprzedzającym  separację. Trzeba też ustalić, czy
analogiczna wola istniała również w czasie zawierania małżeństwa.

11) Jakąś  wartość  dowodową  będzie  miało  również  stwierdzenie  czy  osoba,  którą

uznaje się za wykluczającą posiadanie potomstwa, miała dzieci w ewentualnych innych
związkach niż ten, który jest przedmiotem konsultacji. Okoliczność taka, mimo iż nie
stanowi  przeciwdowodu,  musi  być  bowiem  racjonalnie  wyjaśniona  przed  sądem,
zwłaszcza wówczas, jeśli przyczyna domniemanej symulacji miała charakter ogólny, to
znaczy  niezwiązany  z  osobą  współmałżonka,  tak  jak  na  przykład  egoizm,  pragnienie
niczym nieskrępowanej wolności, lęk przed przekazaniem choroby, na jaką cierpi osoba
symulująca itp.

3. PRZYKŁADY

1. PRZYKŁAD PIERWSZY

Narzeczeństwo  Laury  i  Pawła  trwało  około  trzech  lat.  Paweł był  i  pozostał  szczerze
zakochany w Laurze, ona natomiast o wiele mniej; co więcej, w okresie bezpośrednio
poprzedzającym małżeństwo miała ona bardzo poważne wątpliwości co do stanu swych
uczuć, a więc i co do sensu zawarcia tego małżeństwa. Zwierzyła się z tego swej matce
oraz swemu proboszczowi, którzy jednak zachęcili ją do kontynuowania tego związku;
przedstawiła  swe  wątpliwości  również  swojemu  narzeczonemu,  który  z  wielkim
rozgoryczeniem przyjął je do wiadomości.

Nie  wiedząc,  jak  postąpić,  Laura  postanowiła  jednak  wstąpić  na  próbę  w  ten

związek:  to  znaczy  zawrzeć  małżeństwo  z  Pawłem,  ale  zastrzegając  sobie,  że  jeśli
„próba" ta okaże się nieudana, rozstanie się z nim już definitywnie,

background image

70

odzyskując  swą  wolność.  W  konsekwencji  nie  zamierzała  mieć  z  nim  dzieci,
przynajmniej  do  momentu,  w  którym  sama  będzie  mogła  stwierdzić,  że  „próba"
małżeństwa zakończyła się powodzeniem. Dlatego też na około miesiąc przed ślubem
kazała sobie zapisać przez ginekologa tabletki antykoncepcyjne.

Życie  małżeńskie  trwało  tylko  kilka  miesięcy,  podczas  których  Laura  nadal

wykazywała  ten  sam  brak  przekonania  co  do  tego  związku,  jaki  miała  przed  jego
zawarciem:  nie  przeniosła  swych  rzeczy  do  wspólnego  mieszkania,  odmawiała  też
Pawłowi  uczuć  czy  dialogu.  Przez  cały  czas,  nieprzerwanie,  przyjmowała  tabletki
antykoncepcyjne.

W sądzie możliwe było do udowodnienia (przyznane też i przez samego Pawła oraz

proboszcza,  u  którego  zasięgała  ona  rady)  istnienie  przedmałżeńskich  wątpliwości
Laury,  a  także  jej  woli  zawarcia  małżeństwa  „na  próbę"  oraz  woli  wykluczenia
potomstwa  przynajmniej  do  momentu  pozytywnego  zakończenia  „próby",  jako  że
jeszcze  przed  zawarciem  małżeństwa  otwarcie  wspominała  ona  o  swych  zamiarach
rozmaitym  osobom.  Dzięki  zaświadczeniu  lekarza,  który  zapisał

jej  środki

antykoncepcyjne,  możliwe  też  było  do  udowodnienia  ich  stosowanie.  Wszystkie  te
dowody  umożliwiły  wydanie  orzeczenia  stwierdzającego  nieważność  małżeństwa
Laury i Pawła.

Przykład ten służy podkreśleniu, jak bardzo ważne jest ustalenie przyczyny, pobudki

symulacji zgody małżeńskiej, nawet jeśli ma ona charakter czysto podmiotowy (jak w
opisywanym  tu  przypadku,  gdzie  była  nią  świadomość  braku  prawdziwej  miłości
małżeńskiej do konkretnej osoby). Pokazuje też, że wykluczenie posiadania potomstwa
może niekiedy  występować  łącznie  z  innymi  przyczynami  nieważności  małżeństwa
kanonicznego,  a  zwłaszcza  z  wykluczeniem  nierozerwalności  małżeństwa,  jak  w
opisanym przypadku Laury, która nie będąc przekonana co do swych uczuć, wykluczyła
trwałe zaangażowanie się w ten związek z Pawłem.

2. PRZYKŁAD DRUGI

W  wieku  czternastu  lat,  w  ciągu  zaledwie  kilku  miesięcy,  Klara  straciła  obydwoje
rodziców i została sama wraz z dwoma sporo od niej młodszymi braćmi. Chcąc uniknąć
rozdzielenia  rodzeństwa,  które  miałoby  miejsce  w  razie  oddania  ich  do  rozmaitych
sierocińców,  Klara  przekonała  swego  wuja,  który  mieszkał  w  tym  samym  co  oni
miasteczku,  aby  przyjął  na  siebie  obowiązki  ich  prawnego  opiekuna.  W  ten  sposób
mogliby oni nadal mieszkać w domu swych rodziców pod opieką wuja i jego żony.

Klara  czynnie  zajęła  się  swym  młodszym  rodzeństwem,  poszła  też  do  pracy,  aby

móc  zarobić  na  ich  utrzymanie.  Gdy  miała  około  osiemnastu  lat  poznała  Alfreda,
chłopca z tego samego miasteczka, który z wytrwałością okazywał jej swe uczucia, był
jej  bardzo  oddany  i  serdecznie  odnosił  się  do  jej  braci.  Był  on  zakochany  w
dziewczynie, która - pomimo iż nie była nim szczególnie

background image

71

zafascynowała  i  choć  żywiła  obawy  przed  życiem  seksualnym  i  rozrodczością
-zdecydowała się wyjść za niego za mąż, tym bardziej że wyraził on gotowość przyjęcia
do swej nowej rodziny również braci swej ukochanej.

Klara jednak, z powodu lęków, o jakich wspomnieliśmy, przez kilka lat nie była w

stanie  w  pełni  oddać  się  mężowi,  toteż ich  małżeństwo  pozostało  nieskonsumowane.
Jednak  po  kilku  latach  Klara  uległa  innemu  mężczyźnie,  z  którym  miała  kilka
intymnych  spotkań.  Skruszona,  wyznała  to  wkrótce  Alfredowi,  który  jej  wybaczył.
Chcąc  zmazać  swą  winę  z  powodu  zdrady,  której  się  dopuściła,  zmusiła  się  do
rozpoczęcia  życia  płciowego  z  mężem,  okupując  to  jednak  głębokim  cierpieniem
fizycznym  i  psychicznym.  Kiedy  Klara  zorientowała  się,  że  jest  w  ciąży  ze  strachu
przed porodem oraz z powodu braku pewności co do faktycznego ojcostwa poczętego
dziecka  (zważywszy  na  bliskość  w  czasie  stosunków  z  mężem  oraz  kochankiem)
usunęła  ciążę.  Wkrótce  potem  jej  małżeństwo  zakończyło  się  separacją,  a  potem
rozwodem.  Po  kilku  latach  Klara  zawarła  nowy  związek  cywilny.  Rozwiązały  się  jej
problemy  z  braćmi,  którzy,  będąc  już  pełnoletnimi,  usamodzielnili  się,  pozostał
natomiast problem jej lęku przed urodzeniem dziecka. Kiedy po raz kolejny zaszła w
ciążę i zdecydowała się doprowadzić ją do końca, okazało się, że potrzebuje pomocy
psychologa, a nawet psychiatry.

Podczas  postępowania  sądowego,  mimo  braku  dowodów  bezpośrednich  (a  więc

zeznań świadków, którzy  znaliby  intencje dotyczące potomstwa, jakie  miała  Klara  w
momencie  zawierania  małżeństwa)  było  możliwe  przeprowadzenie  dowodu
pośredniego,  opierającego  się  na przytoczonych  powyżej  faktach,  takich  jak:
nieszczęśliwa historia rodzinna Klary, jej troska o małych jeszcze wówczas braci, jej lęk
przed  macierzyństwem,  okoliczności,  w  których  zdecydowała  się  ona  na  stosunki  z
mężem, dokonana przez nią aborcja, sposób, w jaki zdołała doprowadzić do końca ciążę
pochodzącą  z  jej  drugiego  związku  (małżeństwa  cywilnego),  który  zawarła  po
rozwodzie z Alfredem. Wszystkie te fakty uczyniły wiarygodnymi zeznania stron oraz
nielicznych świadków. W tym przypadku lęk wobec perspektywy porodu sięgnął granic
psychopatologii.

Przykład  ten  podkreśla,  jak  wielkie  znaczenie  w  sprawach  o  stwierdzenie

nieważności  małżeństwa  z  powodu  symulacji  zgody  małżeńskiej  ma  precyzyjna
rekonstrukcja  wszystkich  okoliczności  sprawy,  które  mogą  skutecznie  przyczynić  się
do uzyskania przez sędziego moralnej pewności co do słuszności orzeczenia uznającego
małżeństwo  za  nieważne.  Tylko  bowiem  kompleksowa  i  zintegrowana  ocena
wszystkich  elementów  dowodowych  (w  tym  zeznań  stron)  pozwala  mu  na  wydanie
prawidłowej decyzji w danej sprawie.

3. PRZYKŁAD TRZECI

Teodor był prostym, uczciwym i pracowitym chłopcem. To właśnie jeżdżąc do pracy
poznał Karolinę, w której się zakochał. Karolina miała już jednak

background image

72

kilkuletniego synka, Ludwika, narodzonego z jej związku z żonatym mężczyzną, który
nie uznał dziecka. Teodor przywiązał się do Karoliny oraz jej synka i zaproponował jej
małżeństwo, oznajmiając również swój zamiar uznania Ludwika za syna, deklarując go
(fałszywie) jako własne dziecko.

Namawiana przez własną matkę Karolina zaakceptowała propozycję Teodora. Akt

uznania Ludwika odbył się równocześnie ze ślubem. Jednak zaraz po ślubie Karolina
zaczęła prowadzić rozwiązłe życie (prawdopodobnie - choć nie zostało to udowodnione
z całą pewnością - nadal spotykała się z prawdziwym ojcem Ludwika), a już po kilku
tygodniach życia małżeńskiego wyprowadziła się z domu; kiedy Teodor zadenuncjował
jej  odejście,  bezpodstawnie  oskarżyła  go  o  znęcanie  się  nad  nią;  przyznała  też,  że
usunęła  ciążę,  w  jaką  zaszła  podczas  jednego  z  nielicznych  stosunków  płciowych  z
Teodorem.

Sprawa  ta,  wbrew  pozorom,  była  bardzo  trudna  do  rozstrzygnięcia.  Karolina

bowiem  nie  miała  najmniejszego  zamiaru  współpracować  z  sądem  w  celu  ustalenia
prawdy  co  do  swych  intencji  odnośnie  do  dzieci  poczętych  w  małżeństwie.
Odnaleziono jednak świadków, z którymi rozmawiała przed i po ślubie, w każdym razie
w  czasie,  kiedy  nie  było  jeszcze  mowy  o  stwierdzeniu  nieważności  małżeństwa,  a
którym  wyraźnie  oznajmiła  o  swej  woli wykluczenia  posiadania  dzieci  z  obawy,  że
uczucia  Teodora  wobec  Ludwika  mogłyby  ulec  zmianie.  Świadkowie  potwierdzili
także  zmianę  jej  zachowania  w  stosunku  do  Teodora  zaraz  po  tym,  jak  uznał  on
Ludwika za własne dziecko, a także fakt dokonania przez nią aborcji (przez nią samą
deklarowany), niemożliwy do udowodnienia w inny sposób, jako że dokonany jeszcze
przed wejściem w życie ustawy dopuszczającej aborcję, a więc w sposób nielegalny. Na
bazie wspomnianych dowodów sąd wydał orzeczenie o nieważności tego małżeństwa.

Opisany przypadek każe zwrócić uwagę konsultantów w sprawach małżeńskich na

to,  że  brak  współpracy  przy  ustalaniu  prawdy  osoby  symulującej  zgodę  małżeńską
może stanowić bardzo poważne utrudnienie procesu dowodowego. Niemniej trudności,
które  ona  stwarza  nie  są  bynajmniej  nie  do  przezwyciężenia,  zwłaszcza  w  wypadku,
gdy  istnieją  inne  środki  dowodowe  pozwalające  na  ustalenie  jej  intencji  co  do
posiadania  potomstwa,  jak  na  przykład  zeznania  świadków  czy  rekonstrukcja
okoliczności towarzyszących zawieraniu związku małżeńskiego.

4. PRZYKŁAD CZWARTY

Odmienny  był  przypadek  Marii,  osoby  skądinąd  wiarygodnej  i  zasługującej  na
szacunek.  Twierdziła  ona  przed  sądem,  iż  jej  mąż,  Ryszard,  wykluczył  posiadanie
potomstwa; nie była jednak w stanie dostarczyć na to dowodów, z wyjątkiem dwóch
elementów,  które  jednak  w  opinii  sądu  były  absolutnie  niewystarczające  do  wydania
orzeczenia o nieważności tego związku.

background image

73

Przed ślubem, Ryszard, chwaląc się przed jednym ze wspólnych znajomych swym

nowym sportowym samochodem - kiedy ten, również mający wkrótce zawrzeć związek
małżeński,  opowiadał  o  swoich  poważnych  zamiarach  i  zaangażowaniu  w  życie
rodzinne - odpowiedział mu z przekonaniem, że on sam nad rodzinę przedkłada wyścigi
samochodowe.      Po  dwóch  latach  małżeństwa,  znajdując  się  w  stanie  ostrego
„wyczerpania  nerwowego",  Ryszard  oznajmił  wielu  osobom,  że  poczeka  kilka  lat,
zanim zdecyduje się na dziecko.

Cały „bezpośredni" dowód jego domniemanej woli wykluczenia posiadania dzieci

opierał się właśnie na tych dwóch faktach; zważywszy na okoliczności, w jakich miały
miejsce wspomniane wyżej deklaracje, ich moc dowodowa została oceniona przez sąd
jako  niezwykle  znikoma:  w  pierwszym  wypadku  uznano  je  za  zwykłą  młodzieńczą
fanfaronadę,  w  drugim,  za  słowa  człowieka  zaburzonego  psychicznie  (choć  tylko
przejściowo). Ponadto sama Maria przyznała szczerze, że przed ślubem Ryszard nigdy
nie  krytykował  przy  niej  projektu  założenia  normalnej  rodziny  oraz  że  po  ślubie,
przynajmniej w początkowym okresie, mieli oni stosunki płciowe potencjalnie płodne,
co stanowiło poważną poszlakę przemawiającą przeciwko tezie o rzeczywistej intencji
wykluczenia potomstwa.

Również  i  sam  Ryszard  zaprzeczył  w  sądzie  tezie,  jakoby  wykluczył  on  był

posiadanie  potomstwa  oraz  dostarczył  czterech  świadków,  którzy  potwierdzili  jego
dyspozycyjność  co  do  posiadania  dzieci,  jaką  wyrażał  jeszcze  przed  zawarciem
związku. Nie udało się podważyć wiarygodności tych świadectw ani też znaleźć innych
poszlak czy okoliczności, które mogłyby zanegować prawdziwość zeznań Ryszarda.

Przykład  ten  unaocznia,  jak  bardzo  delikatny  jest  dowód  na  symulację  zgody

małżeńskiej oraz zwraca uwagę na to, że przed doradzeniem stronie zwrócenia się do
sądu o stwierdzenie nieważności małżeństwa zawsze należy upewnić się co do istnienia
elementów  dowodowych,  które  racjonalnie  pozwalają  spodziewać  się  pozytywnego
rozstrzygnięcia w razie wniesienia przez nią takiej sprawy. Orzeczenie o nieważności
małżeństwa zależy bowiem od możliwości obiektywnego ustalenia faktów, a nie tylko
od  wiarygodności  czy  przymiotów  moralnych  (jak  w  opisanym  tu  przypadku  Marii)
osoby zwracającej się do sądu.

5. PRZYKŁAD PIĄTY

Łukasz był synem rolników. Po uzyskaniu odpowiedniego wykształcenia zdołał znaleźć
pracę  jako  urzędnik  bankowy.  Zaczął  wówczas  obracać  się  w  bogatym  towarzystwie
prowadzącym lekki tryb życia, zajmującym się grami hazardowymi oraz bałamuceniem
dziewcząt. Poznał Różę, córkę drobnych przemysłowców, która zakochała się w nim.
Łukasz widząc  interes  w  zawarciu  tego  małżeństwa,  był  zawsze  bardzo  miły  dla
dziewczyny,  dotkniętej  zresztą  defektem  fizycznym,  a  kiedy  zdarzało  jej  się
powątpiewać w szczerość jego intencji, za każdym razem dokładał masę starań, żeby
przekonać ją, iż się myli,

background image

74

przysięgając jej, że jego miłość jest jak najbardziej szczera. Wreszcie zdołał skłonić ją
do poślubienia go.

Zaraz po ślubie Łukasz ukazał swe prawdziwe oblicze: cały wolny czas spędzał poza

domem, oddając się grom hazardowym i romansom z innymi kobietami, nie ukrywając
tego bynajmniej przed żoną, do której zaczął się bardzo źle odnosić, również dlatego, że
jej  rodzice,  osoby  ostrożne  i  rozsądne,  wcale  nie  zamierzali  utrzymywać  zięcia.
Pomogli  oni  co  prawda  młodym  małżonkom  przy  zakupie  mieszkania,  ale  uznali,  że
ponieważ  obydwoje  mają  dobrze  płatną  pracę,  spokojnie  mogą  radzić  sobie  sami.
Prysnął  więc  mit  Łukasza  o  bogatych  teściach,  którzy  dostarczaliby  mu  funduszy
niezbędnych na gry hazardowe i przygody z kobietami.

Róża,  bardzo  cierpiąca  z  powodu  takiego  zachowania  męża,  zmuszona  do

pozostawania wciąż sama w domu, przez cały czas wytrwale nalegała, aby mieli dzieci,
na  które  mogłaby  przelać  swą  miłość,  którą  jej  mąż  w  sposób  ewidentny  odrzucił.
Jednak  Łukasz  kategorycznie  odmawiał  jej  prośbom,  przy  okazji  szydząc  z  niej  i
urągając z powodu jej defektu fizycznego. Uporczywie odmawiał też współżycia z nią,
a  ich  nieliczne  stosunki  płciowe  były  (na  jego  żądanie)  stosunkami  niemogącymi
prowadzić do zapłodnienia.

Proces o stwierdzenie nieważności tego małżeństwa miał duże szanse na pomyślne

zakończenie,  jako  że  Łukasz  (jak  sam  deklarował)  pod  wpływem  nowej  znajomości,
którą  nawiązał  po  separacji  z  żoną  i  pozytywnego  wpływu  swej  nowej  partnerki,
opamiętał  się  i  wyraził  skruchę  z  powodu  swego  postępowania  przyznał  się  też  do
nieuczciwych intencji, jakie miał podczas trwania małżeństwa w stosunku do Róży oraz
że traktował ją wyłącznie instrumentalnie, licząc, że małżeństwo z nią przysporzy mu
korzyści materialnych i że nie miał zamiaru na serio zaangażować się w ten związek, a
więc, na przykład, mieć z nią dzieci. Wspólni znajomi oraz przyjaciele Łukasza, których
powołał na świadków, zeznali, że jeszcze przed zawarciem małżeństwa deklarował on
swą awersję do posiadania potomstwa.

Przykład ten naświetla pewną szczególną problematykę: na pierwszy rzut oka może

bowiem wydać się dziwne, iż Trybunał kościelny daje wiarę zeznaniom indywiduum
takiego jak Łukasz, a więc osobie, która w przeszłości w tak okrutny sposób oszukała
narzeczoną i zadrwiła z sakramentu małżeństwa. Należy jednak pamiętać, iż w takich
wypadkach  Trybunał  prowadzi  postępowanie  z  wielką  ostrożnością,  podając
obiektywnej weryfikacji zarówno zeznania osoby takiej jak Łukasz, jak i wiarygodność
wskazanych  przez  nią  świadków.  Ponadto  nie można  zapominać,  iż  w  wypadkach
takich  jak  powyższy,  wydając  orzeczenie  stwierdzające  nieważność  małżeństwa,
Trybunał  nakłada  na  osobę  odpowiedzialną  za  symulację  (w  tym  wypadku  Łukasz),
sankcję  administracyjną  polegającą  na  zakazie  zawarcia  kolejnego  małżeństwa.  W
takim wypadku Ordynariusz miejsca, w którym taka osoba zamierzałaby zawrzeć nowy
ślub kościelny, może na to zezwolić dopiero po przeprowadzeniu dogłębnej weryfikacji
co do efektywnej przemiany jej intencji oraz upewnieniu

background image

75

się  co  do  tego,  że  osoba  mająca  wstąpić  w  z  nim  taki  związek  została  dokładnie
poinformowana  co  do  losów  poprzedniego  małżeństwa  osoby  symulującej  zgodę
małżeńską. W ten sposób Kościół troszczy się nie tylko o skłonienie do rzeczywistego
nawrócenia osoby, która pobłądziła, ale i o ochronę osób trzecich, zainteresowanych
zawarciem z nią małżeństwa, przed ewentualnym kolejnym oszustwem. Chroni także
swoje  organy  sądowe  przed  nadużyciami  ze  strony  osób  nie  mających  czystych
intencji.  Stawiając  utrudnienia  przed  zawarciem  nowego  małżeństwa  osobie,  której
została  udowodniona  symulacja  zgody  małżeńskiej,  Kościół  stawia  ją  wobec
odpowiedzialności za ciężkie przewinienia, jakich się w przeszłości dopuściła, także w
perspektywie  jej  przyszłych  decyzji,  a  to  wszystko  zgodnie  z  celem  prawa
kanonicznego,  jakim  jest  stworzenie  warunków  umożliwiających  jednostkom salus
animarum, 
zbawienie własnej duszy.

VI. WYKLUCZENIE NIEROZERWALNOŚCI WĘZŁA MAŁŻEŃSKIEGO

Po  rozważaniach  na  temat  wykluczenia  prokreacyjnego  celu  związku  małżeńskiego
zajmiemy się teraz problematyką kolejnej formy symulacji zgody małżeńskiej, niestety
bardzo  rozpowszechnionej  w  naszym  kraju,  a  mianowicie  wykluczeniem
nierozerwalności związku małżeńskiego.

1. ELEMENTY PRAWA MATERIALNEGO

System  prawa  kanonicznego  uznaje  małżeństwo  za  instytucję  „prawa  naturalnego",
czyli  za  instytucję  prawną  oraz  stan  życia  wpisany  przez  Boga  w  naturę  rzeczy  i
zgodny  z  samą  strukturą  osoby  ludzkiej,  mający  umożliwić  jej  prawidłowe  i
uporządkowane  rozwijanie  jej  naturalnych  skłonności  do  pozostawania  w
interpersonalnym  związku,  w  jakim  następuje  jej  wzajemne,  psychiczne  i  seksualne
uzupełnianie się z osobą odmiennej płci.

Instytucja  ta,  małżeństwo, w  najpełniejszy  bowiem  sposób  spełnia  wymogi

autentycznej miłości: stąd też nie zamyka się ono samo w sobie, ale jest płodne; dlatego
nie jest ono podzielne między wiele osób, lecz obejmuje jedynie małżonków; nie jest
ograniczone w czasie  czy  też podporządkowane ewolucji uczuć tworzących je osób,
lecz jest nierozerwalne.

Już na wstępie należy podkreślić, iż - w takiej perspektywie -nierozerwalność węzła

małżeńskiego  nie  jest  bynajmniej  czystym  obowiązkiem  prawnym  narzuconym  z
zewnątrz przez wolę Ustawodawcy. Odpowiada ona natomiast najgłębszym wymogom
autentycznej miłości, która nie może być

background image

76

niczym innym jak tylko całkowitym, a więc i „bezterminowym" darem z samego siebie.

Stąd  też  nieporozumieniem  jest  przeciwstawianie  wymogów  miłości  wymogom

prawnej  instytucji  małżeństwa,  opozycja  taka  jest  bowiem  czymś  ewidentnie
sztucznym  i  z  gruntu  fałszywym.  Nie  zmienia  to  faktu,  że  jest  ona,  niestety,  szeroko
rozpowszechniona w kulturze naszej, zachodniej cywilizacji.

Trzeba  też  pamiętać,  iż  zważywszy  na  to,  że  ma  ono  swe  źródło  w  prawie

naturalnym,  nierozerwalność  jest  cechą  nie  tylko  małżeństwa  sakramentalnego,  lecz
każdego ważnie zawartego małżeństwa. Kościół, bowiem, szanując wolę Boga, którą
uznaje za wpisaną w naturalną instytucję małżeństwa, uznaje w konsekwencji trwałość
małżeństwa za cechę charakterystyczną każdego prawdziwego związku małżeńskiego.

Posługując  się  terminologią  prawa  kanonicznego,  można  stwierdzić,  że  (jak

formułuje to kan. 1056 KPK) nierozerwalność jest „istotnym przymiotem" małżeństwa;
przymiotem,  który  będąc  cechą  każdego  ważnego  związku  małżeńskiego,  właśnie  w
małżeństwie  sakramentalnym  nabiera  szczególnej  mocy  w  aspekcie  symbolicznego
znaczenia,  odnoszącego  się  do  związku  łączącego  Chrystusa  z  Jego  Kościołem,
znaczenia, jakim  obdarzone  jest  małżeństwo  chrześcijańskie.  Innymi  słowy,
sakramentalność  małżeństwa  nie  tyle  ustanawia  obowiązek  szanowania  jego
nierozerwalności, ile go wzmacnia.

Co  jednak  oznacza  wyrażenie  „istotny  przymiot"?  Wskazuje  ono,  iż mamy  do

czynienia nie tyle z istotą małżeństwa (istotą małżeństwa jako umowy jest, jak stanowi
kan. 1057 § 1, zgoda małżeńska; natomiast istotą małżeństwa jako stanu życia jest, jak
określa  to  kan.  1055  §  1,  „wspólnota"  całego  życia),  ile  z  jego  „przymiotem",  czyli
właściwością  małżeństwa  jako  węzła  prawnego.  Innymi  słowy,  trwałość  małżeństwa
wynika już z samej jego natury. Jakie są jednak konsekwencje tego, iż właściwość ta
jest określona jako istotna? Oznacza to, iż cecha ta, choć nie stanowi istoty małżeństwa,
jest  mu  jednak  na  tyle  przynależna,  iż  (z  zasady)  nie  może  ono  bez  niej  istnieć.
Małżeństwo jest więc z zasady nierozerwalne i choć w rzeczywistości może niekiedy
zabraknąć wiążącego małżonków uczucia, a nawet może ustać ich wspólne życie, nigdy
nie może ustać stosunek prawny wiążący ich właśnie jako małżonków w specyficzny
sposób.

Wynika stąd, iż akceptacja nierozerwalności węzła musi być co najmniej domyślna i

zawarta w konsensie, czyli w woli małżeńskiej: akceptacja ta nie jest bowiem niczym
innym jak tylko  jednym  z aspektów woli zawarcia prawdziwego  małżeństwa. Gdyby
natomiast  przymiot  ten  w  odniesieniu  do  własnego  małżeństwa  został  zanegowany,
odrzucony co do zasady rzeczywistym aktem woli, konsens taki byłby wadliwy, jako że
nakierowany  na  przedmiot,  który  nie  jest  „prawdziwym"  małżeństwem,  czyli
małżeństwem w rozumieniu systemu prawa kanonicznego (por. kan. 1101 § 2).

Potrzebne są jednak dodatkowe wyjaśnienia.

background image

77

Nie będziemy zajmować się obecnie koncepcją „pozytywnego aktu woli", jako że

została  już  ona  szeroko  omówiona  przy  okazji  przedstawienia  zagadnienia  symulacji
konsensu  małżeńskiego.  Przypomnimy  tylko,  że  negacja  taka  musi  być  rzeczywistą
decyzję podmiotu. Nie jest taką na przykład zwykła prognoza („obawiam się, iż moje
małżeństwo źle się skończy, boję się, że zakończy się ono rozwodem") czy też błędna
opinia  dotycząca  instytucji  małżeństwa  („według  mnie  słuszne  jest  umożliwienie
rozwodu osobom, które nie żyją ze sobą w zgodzie"), jako że stany mentalne tego typu
funkcjonują na płaszczyźnie intelektualnej i niekoniecznie na płaszczyźnie woli.

Drugi  z  dopiero  co  przytoczonych  tu  przykładów  (a  dotyczący  błędnej  opinii

odnośnie do możliwości rozwiązania małżeństwa w pewnych okolicznościach) skłania
do  natychmiastowego  zajęcia  się  tu  bardzo  delikatnym  zagadnieniem  dotyczącym
podmiotowego  aspektu  symulacji,  a  mianowicie  zagadnieniem  doniosłości  błędu  dla
woli  małżeńskiej.  Za  „błąd"  uznaje  się  obiektywnie  błędną  (oczywiście  z  punktu
widzenia systemu prawa kanonicznego) koncepcję dotyczącą instytucji małżeństwa, jak
na przykład tę, według której dopuszczalnym (a nawet wskazanym) jest rozwiązywanie
węzła małżeńskiego poprzez rozwód cywilny czy nawet poprzez własną, autonomiczną
i wcale niekoniecznie sformalizowaną decyzję.

System prawa  kanonicznego,  opierający  się  na  rozróżnieniu  pomiędzy  wolą  a

intelektem,  a  przede  wszystkim  na  zasadzie,  że  to  konsens  jako  akt  woli  stanowi
przyczynę  sprawczą  małżeństwa,  stoi  na  pozycji,  iż  błąd  jest  stanem  intelektu,
fałszywym osądem, jaki przynależy do sfery poznania i inteligencji. Stąd też, jako taki,
wcale niekoniecznie wpływa na wolę i dopóki tego nie czyni, jest on prawnie nieistotny.
Dodatkowo w naszym wypadku odnosi się on nie do istoty, ale do przymiotu instytucji
prawnej.  Potwierdza  to  zresztą  kan.  1099  Kodeksu,  który  ustanawia  brak  doniosłości
prawnej błędu co do przymiotu małżeństwa -co do jedności i nierozerwalności lub jego
sakramentalnej godności. Jest to tzw. błąd co do prawa.

Czas  teraz  na  konkretny  przykład:  Marek,  jeśli  chodzi  o zasadę,  może  być

przekonany o słuszności rozwiązywania nieudanych małżeństw, nie oznacza to jednak,
iż automatycznie można uznać, że jego wolą jest uczynienie rozwiązywalnym również
jego własnego małżeństwa z Moniką, ukochaną przez niego kobietą, z którą pragnął się
związać jako małżonką na całe życie.

Stojąc  na  tych  tradycyjnych  pozycjach,  kanoniczna  doktryna  i  orzecznictwo  nie

zapominają jednak ani o jedności osoby ludzkiej (możliwe jest rozróżnienie pomiędzy
„funkcjami" jej duchowej aktywności, na przykład pomiędzy wolą i intelektem, ale nie
sztywne ich rozdzielenie), ani też o konkretnej dynamice psychologicznej jej osobistych
decyzji,  w  ramach  której  osoba  ludzka  jest  zazwyczaj  skłonna  decydować  zgodnie  z
własnymi,  choćby  błędnymi,  przekonaniami.  Dlatego  też  kan.  1099  przewiduje
możliwość zdeterminowania woli przez błąd, który jest wtedy efektywny, czyli stanowi
bazę decyzji oraz

background image

78

działania  podmiotu  dokonującego  wyborów  oraz  działa  zgodnie  z  własnymi
przekonaniami.

Jasne  jest,  że  przyczyną  ewentualnej  nieważności  małżeństwa  pozostaje  wola,

decyzja  podmiotu  i  że  błąd  reprezentuje,  jeśli  można  tak  powiedzieć,  ideologiczną
podstawę  dla  określonej  realizacji  woli.  Równocześnie  jednak  prawdą  jest,  że -
używając terminologii rozpowszechnionej tak w doktrynie, jak i w orzecznictwie - im
bardziej  gruntowny  i  głęboki  jest  błąd,  tym  bardziej  prawdopodobny  jego  wpływ  na
wolę oraz decyzje podmiotu. Co więcej, udowodnienie występowania błędu tego typu
stało się powszechnie uznaną przesłanką wskazującą na symulację zgody małżeńskiej.
Błąd  taki  stanowi  okoliczność,  którą  można  określić,  posługując  się  terminologią
prawniczą, jako pobudkę, przyczynę symulacji.

Chcąc jeszcze lepiej naświetlić to zagadnienie, posłużymy się kolejnym przykładem:

osoba o bardzo liberalnych poglądach, będąca zagorzałym zwolennikiem rozwodów, na
przykład  czynnie  zaangażowana  w  referendum  o  dopuszczalności  rozwodów,  ma
bardzo silną pobudkę, aby odrzucić ideę nierozerwalności małżeństwa. Pobudka taka,
podstawa kulturowa i ideologiczna tego typu, będzie natomiast o wiele słabsza u osoby
ideologicznie  niezaangażowanej,  która  (pasywnie  ulegając  powszechnej  mentalności)
uznaje  rozwody  za  powszechnie  występujący  fakt  i  deklaruje  się  jako  ich  zwolennik
jedynie dla mody lub aby nie wydawać się zacofaną. Ciężar gatunkowy jego błędnych
przekonań  jest  więc  o  wiele  mniejszy  niż  w  wypadku  pierwszej  osoby  i  jako  taki  w
mniejszym stopniu wpływa na nadanie jego woli określonego kierunku.

Wola  sprzeciwiająca  się  nierozerwalności  węzła  małżeńskiego  może  przybierać

rozmaite  formy:  może  być  wyraźna  bądź  domyślna;  absolutna  lub  uwarunkowana,
ewentualna. Wyjaśnimy te pojęcia.

Wola  wyraźna  to  taka,  której  bezpośrednim  przedmiotem  jest  odrzucenie

nierozerwalności  małżeństwa:  „odrzucam  dozgonny  związek  z tą  osobą";  wola
domyślna  ma  miejsce  w  wypadku,  kiedy  odrzucenie  nierozerwalności  małżeństwa
wynika  z  decyzji  pozostającej  w  logicznej  sprzeczności  z  akceptacją  takiej
nierozerwalności: „jeśli małżeństwo z tą osobą nie będzie układać się tak, jak powinno,
uznam  się  za  zwolnionego  z  wszelkich  wobec  niej  zobowiązań,  czyli  będę  w  pełni
wolny w ponownym ułożeniu sobie życia uczuciowego i rodzinnego".

Wola jest absolutna, kiedy - głównie z powodów ideologicznych czy kulturowych,

takich  jak  te,  o  których  dopiero  co  była  mowa - dana  osoba,  z  samej  zasady,  jest
przeciwna nierozerwalności małżeństwa: „nigdy nie zaakceptuję dozgonnej więzi, gdyż
według mnie jest to rzecz nie do pomyślenia i nie można jej wymagać od ludzi". Jest ona
natomiast  ewentualna,  uwarunkowana,  kiedy  dana  osoba,  choć  z  zasady  nie  jest
przeciwnikiem  nierozerwalności  małżeństwa,  to  żywiąc  obawy  co  do  powodzenia
własnego  związku,  chce  pozostawić  sobie  drogę  wyjścia:  „jeśli  nasze  małżeństwo
będzie

background image

79

się  źle  układać, to  rozwiążemy  je  i  każde  z  nas  będzie  wolne  w  ponownym  ułożeniu
sobie  życia".  Ta  ostatnia,  czyli  warunkowa,  forma  wykluczenia  nierozerwalności
małżeństwa  jest  właśnie  jedną  z  najbardziej  rozpowszechnionych:  jak  podkreśla
bowiem orzecznictwo, ten, kto wyklucza nierozerwalność małżeństwa, nie pragnie jego
rozpadu, ale zamierza „zabezpieczyć się" na taką ewentualność.

Zajmiemy 

się 

teraz 

pokrótce 

przedmiotowym 

aspektem 

wykluczenia

nierozerwalności węzła małżeńskiego.

Przedmiotem tym jest właśnie cecha charakterystyczna nierozerwalności węzła, to

znaczy  fakt,  iż  węzeł  taki  nie  może  być  rozwiązany:  ani  przez  jedną  ze  stron  (tzw.
nierozerwalność  wewnętrzna),  ani  też  przez  żadną  władzę  ludzką:  świecką  czy
duchowną  (tzw.  nierozerwalność  zewnętrzna).  Wiadomo  bowiem,  że  jedyne  dwa
przypadki  rozwiązania  małżeństwa,  jakie  można  przypisać  działaniu  władzy
zewnętrznej  w  stosunku  do  małżonków,  a  więc  rozwiązanie  małżeństwa
nieskonsumowanego  oraz  małżeństwa  niesakramentalnego - są  zarezerwowane  dla
władzy papieża, i to nie jako głowy Kościoła, biskupa Rzymu czy następcy św. Piotra,
ale  jako  „Namiestnika  Chrystusowego",  a  więc  władzy  będącej  czymś  więcej  niż
władzą ziemską.

Tak  więc  to  właśnie  wola  ewentualnego  rozwiązania  węzła  małżeńskiego  stanowi

konkretną treść wykluczenia nierozerwalności małżeństwa. Uświadomienie sobie tego
faktu  jest  rzeczą  niezmiernie  ważną  i  to  zarówno  dla  przeprowadzenia  prawidłowego
procesu dowodowego, jak i dla ustalenia okoliczności, które stanowiłyby wykluczenie
rzeczywiście  unieważniające  małżeństwo:  choć  bowiem  nie  od  wszystkich  można
oczekiwać  prawniczego  przedstawienia  własnych  intencji  małżeńskich,  będzie
zadaniem  Sędziego  (a  jeszcze  wcześniej  ewentualnego  konsultanta  w  sprawach
małżeńskich)  ustalenie,  na  podstawie  słów  i  koncepcji  wygłoszonych przez  strony  i
świadków,  jaki  był  faktyczny  zamiar  osoby,  która  jest  oskarżona  (lub  też  sama  się
oskarża)  o  symulowanie  zgody  małżeńskiej  poprzez  wykluczenie  nierozerwalności
związku.

Przykładem mogą być następujące sytuacje: osoba stwierdzająca w czasie procesu:

„nie  myślałam  o  nierozerwalności  małżeństwa"  czy  też:  „nie  wierzyłem  w
nierozerwalność  małżeństwa";  czy  też:  „w  razie,  gdyby  nasze  małżeństwo  było
nieudane, rozstalibyśmy się" - wyraziłaby koncepcje zbyt ogólne, aby mogły być one
potraktowane  jako dowód  symulacji.  Ten  bowiem,  kto  nie  myśli  o  czymś,  nie  może
określić  się  jako  jej  przeciwny;  kto  nie  wierzy  w  nierozerwalność,  pozostaje  na
płaszczyźnie czystego błędu; ten kto myśli o rozstaniu, separacji, nie przesądza jeszcze
o losach węzła małżeńskiego.

W każdym  wypadku należy oczywiście pogłębić zagadnienie, nie ograniczając się

jedynie  do  tego  typu  deklaracji.  Deklaracje,  choćby  były  zbyt  ogólne,  mogą  jednak
pomóc  w  ustaleniu,  że  w  konkretnym  przypadku  nie  ma  się  do  czynienia  z
rzeczywistym  wykluczeniem  nierozerwalności  małżeństwa,  ale  jedynie  z  intencjami,
jakie je przypominają, lecz faktycznie nimi nie są. Stąd też

background image

80

to właśnie Sędzia będzie musiał starać się ustalić - żądając od strony należnych uściśleń
- jakie były jej rzeczywiste intencje.  W ten sam sposób również i stwierdzenia,  które
mogłyby  sugerować  wykluczenie  nierozerwalności  małżeństwa,  typu:  ,jak  nie  będzie
się układać, zerwę z tym wszystkim", „każde z nas pójdzie swoją drogą", „będziemy
znów  wolni  jak  przed  ślubem", „poszukam  nowego  małżonka"  i  tym  podobne
wymagają ostrożnej i dogłębnej analizy oraz dokładniejszego sprecyzowania.

Z tego, co zostało tu powiedziane, wynika, iż tym, co urzeczywistnia wykluczenie

nierozerwalności  węzła  małżeńskiego  nie  są  środki,  jakie  się  ewentualnie  przewiduje
dla jego zerwania, lecz samo przekonanie o możliwości rozwiązania małżeństwa. Tak
więc fakt, że osoba zainteresowana miała świadomość istnienia prawnych możliwości
rozwiązania  małżeństwa,  wspominając  na  przykład  o  ewentualnym  rozwodzie
cywilnym, nie stanowi istoty symulacji, lecz jest jedynie poszlaką, czyli okolicznością
przemawiającą  za  jej  rzeczywistym  istnieniem.  To  właśnie  wola  rozwiązania  węzła
małżeńskiego,  czyli  wola  nieangażowania  się  w  związek  dożywotnio,  stanowi
wykluczenie  nierozerwalności,  choćby  nawet  podmiot  nie  planował  żadnego
rozwiązania prawnego na taką ewentualność, a jedynie zamierzał faktycznie zerwać swe
małżeństwo.  Podobnie  ma  się  rzecz  z  tzw.  paktem  przeciw  nierozerwalności,  czyli
ugodą pomiędzy osobami zawierającymi małżeństwo, w której ustalają one, iż nie będą
wiązać się na zawsze rezerwując sobie możliwość rozwiązania ich związku - z punktu
widzenia  prawa  kanonicznego  pakt  ten  jest  jedynie  okolicznością,  która  ułatwia
przeprowadzenie  dowodu,  nie  jest  on  jednak  istotą  symulacji.  Zajmiemy  się  teraz
zagadnieniem  przeprowadzenia  dowodu  zaistnienia  wykluczenia  nierozerwalności
węzła małżeńskiego.

Jak  już  wspominaliśmy  przy  okazji  uwag  ogólnych  na  temat  zjawiska  symulacji,

praktyka opracowała tradycyjny schemat przeprowadzania dowodów, który uwzględnia
werbalne  i  pozawerbalne  przejawy  woli,  jakie  muszą  zostać  zrekonstruowane  w  celu
ustalenia,  czy  rzeczywiście  miał  miejsce - przynajmniej  w  momencie  zawierania
związku - sprzeciw woli wobec nierozerwalności małżeństwa.

Rekonstrukcja  woli  w  drodze  bezpośredniej  opiera  się  na  deklaracjach  stron  oraz

świadków,  którzy  mogą  zreferować  ich  werbalne  deklaracje.  Oprócz  stosowania
generalnych  reguł  pozwalających  na  ocenę  tego  typu  deklaracji  (jak  na  przykład
wiarygodność  świadków,  typ  źródeł,  z  jakich  czerpią  oni  informacje,  upływ  czasu),
trzeba  pamiętać  o  koniecznej  w  tych  przypadkach  drobiazgowej  i  precyzyjnej
rekonstrukcji zwrotów oraz słów używanych przez zainteresowanych oraz głoszonych
przez  nich  koncepcji,  tak  aby  można było  ustalić,  czy  ma  się  do  czynienia  z
rzeczywistym  wykluczeniem  nierozerwalności  małżeństwa,  czy  tylko  z  czymś,  co  je
przypomina, ale formalnie nim nie jest (a więc na przykład z błędem, obawami co do
szans powodzenia własnego związku, przechwałkami, zabobonnymi „zaklęciami" itp.).

background image

81

Wśród rozmaitych elementów umożliwiających bezpośrednią rekonstrukcję woli, w

przypadku  domniemanego  wykluczenia  nierozerwalności  węzła  małżeńskiego,
szczególny ciężar dowodowy mogą mieć następujące okoliczności.

Poglądy i przekonania religijne osoby, która rzekomo wykluczyła nierozerwalność

węzła  małżeńskiego:  im  silniejsze  i  im  bardziej  zbliżone  są  one  do  poglądów
katolickich, tym mniej prawdopodobne, iż odrzuciła ona jedną z podstawowych cech
chrześcijańskiego małżeństwa i odwrotnie. Jak bowiem zostało to już powiedziane, to
raczej błędne przekonania odnośnie do religii czy samego małżeństwa mogą stanowić
pobudkę, daleką przesłankę symulacji.

Ponadto - z  wyjątkiem  wypadków,  w  których  ma  się  do  czynienia ze  szczególnie

silną  pobudką  związaną  z  kulturą  czy  przekonaniami  jednostki -należy  dokładnie
zbadać  wszystkie  okoliczności  pozostające  w  bezpośredniej  bliskości  z  konkretnym
małżeństwem,  jak  na  przykład  ewentualne  wątpliwości,  niepewność,  wahania  przed
zawarciem  związku  czy  też  kłótnie,  zerwania  narzeczeństwa,  a  więc  te  okoliczności,
które mogą czynić prawdopodobnym fakt, iż strona zawierająca małżeństwo pragnęła
zabezpieczyć  się  przed  przewidywanym  niepowodzeniem  tego  związku.  Podobnie
również  mogą  wpływać  na  wolę  stron  ewentualne  nieudane  związki  ich  rodziców,
rodzeństwa czy przyjaciół, które mogą się przyczyniać do symulacji konsensu poprzez
wykluczenie nierozerwalności małżeństwa.

Znaczenie  dowodowe  przedstawia  też  ewentualny  opór  strony  przed  zawarciem

małżeństwa  sakramentalnego  czy  wystosowana  przez  nią  propozycja  zawarcia
małżeństwa  wyłącznie  cywilnego,  a  to  zarówno  dlatego,  iż  nierozerwalność  (choć
opierająca  się - jak  już  była  o  tym  mowa - na  prawie  naturalnym)  jest  przymiotem
małżeństwa,  jaki  dla swej  akceptacji  wymaga  motywacji  religijnej  podmiotu,  której
istnienie w sposób obiektywny wyrażane jest poprzez zawarcie przez niego małżeństwa
sakramentalnego; jak i dlatego, iż wybór zawarcia jedynie związku cywilnego wskazuje
(przynajmniej  co  do  zasady)  otwartość  na  związek  małżeński  instytucjonalnie
rozwiązywalny.

Kolejnym elementem mającym w takich przypadkach znaczną wartość dowodową

jest  sposób,  w  jaki  osoba  zainteresowana  zareagowała  wobec  trudności,  w  których
znalazł się związek, a zwłaszcza wówczas, gdy zdała sobie sprawę z niemożności ich
przezwyciężenia i bezużyteczności jakichkolwiek starań o jego naprawę. Postawa, jaką
zajmuje  w  takich  wypadkach  zainteresowana  osoba,  często  bardzo  dobrze  naświetla
rzeczywiste  intencje,  które  miała  ona  w  momencie  zawierania  małżeństwa,
potwierdzając lub przecząc zeznaniom złożonym podczas procesu przez nią samą bądź
przez świadków.

2. WSKAZÓWKI DLA KONSULTANTA

background image

82

Uwzględniając  to,  co  zostało  powyżej  powiedziane,  duszpasterz  bądź  doradca  osób,
których  małżeństwo  znajduje  się w  poważnym  kryzysie,  starający  się  zbadać,  czy
rzeczywiście  w  danym  wypadku  miało  miejsce  wykluczenie  nierozerwalności  węzła
małżeńskiego, powinien przeanalizować następujące elementy:

1) Religijne  przekonania  osoby,  która  rzekomo  wykluczyła  nierozerwalność

małżeństwa:  jak  już  bowiem  wspomniano,  jest  bardziej  prawdopodobne,  iż  osoba
niewierząca  symulowała  zgodę  małżeńską,  niż  że  uczyniła  to  osoba  będąca
praktykującym katolikiem.

2) Poglądy na małżeństwo takiej osoby: czy była ona zwolennikiem rozwodów, czy

komentowała jakieś problemy małżeńskie przyjaciół, rodziny, znajomych, ewentualnie
aprobując ich separacje czy rozwody, czy sympatyzowała z ruchami politycznymi lub
grupami  wyznającymi  pogląd,  iż  każdy  ma  prawo  do  rozwodu  i  że  jest  ono  oznaką
cywilizacji.  Ewentualne,  zakorzenione  przekonania  jednostki,  sprzeczne  z  doktryną
katolicką  mogą,  bowiem,  stanowić  pobudkę  leżącą  u  podłoża  symulacji,  a  niekiedy
nawet być jej zasadniczą przyczyną.

3) Jak  wyglądał  związek  stron  przed  małżeństwem:  a  w  szczególności, czy  miało

miejsce ewentualne zerwanie narzeczeństwa, czy były tam kłótnie, trudności itp.; czy
występowały  one  też  bezpośrednio  przed  ślubem,  czy  też -przynajmniej  w  opinii
małżonków - zostały one przezwyciężone już wcześniej.

4) Czy  strony,  a  przynajmniej  jedna  z  nich,  miały  w  związku  z  tym  obawy,

wątpliwości lub też powody do niepokoju. Jeśli takie konflikty byłyby bowiem silne i
nie  zostały  rozwiązane  w  okresie  poprzedzającym  ślub,  mogłyby  być  potencjalną
przyczyną symulacji. Intensywność lęków czy wątpliwości tego typu musi być zawsze
oceniana  w  sposób  podmiotowy,  to  znaczy  w  odniesieniu  do  podmiotu  i  jego  cech
charakterystycznych,  takich  jak:  temperament  oraz  kontekst  rodzinny  i  społeczny,  w
jakim  się  on  znajdował.  Jakkolwiek  byłoby  oczywiście  przesadą wnioskowanie  o
symulacji  na  podstawie  cech  osobowości  zainteresowanych,  to  należy  pamiętać,  iż
cechy  charakterologiczne,  a  także  elementy  kulturowe  i  rodzinne  mogą  dostarczyć
cennych  wskazówek  umożliwiających  potwierdzenie  (lub  zaprzeczenie)  istnienia
domniemanej symulacji.

5) Należy też ustalić, w jakim stopniu osoba rzekomo symulująca przyznaje się do

tej  symulacji  i  czy  jest  gotowa  wyznać  ją  przed  Sądem.  Podczas  przeprowadzanych
konsultacji, przed zachęceniem stron do skierowania sprawy na drogę sądową powinno
się możliwie jak najdokładniej ustalić, jakie były rzeczywiste intencje strony dotyczące
nierozerwalności  jej  małżeństwa:  zdarza  się  bowiem  często,  iż  przy  dokładniejszym
zbadaniu  sprawy  okazuje  się,  że  jest  ona  pozbawiona  jakiejkolwiek  podstawy,
ponieważ  albo  podmiot  wcale  nie  zamierzał  w  rzeczywistości  zerwać  swego
małżeństwa,  albo  też  co  prawda  zamierzał,  ale  dopiero  po  ślubie,  w  momencie
faktycznego pojawienia się kryzysu małżeństwa.

background image

83

6) Należy  też  zweryfikować,  czy  dla  potwierdzenia  (lub  ewentualnie  w  jego

zastępstwie)  wyznania  przed  Sądem  symulacji,  możliwe  jest  uzyskanie  dodatkowych
informacji  co  do  istnienia  wspomnianej  woli  wykluczenia  nierozerwalności
małżeństwa: czy na przykład współmałżonek lub świadkowie wiedzieli o tej woli i są
gotowi to potwierdzić. Jak wiadomo, nie tyle ważna jest ilość świadectw, co ich jakość.
Zależy ona od czasu, jaki upłynął od powziętych przez świadka informacji; od źródeł, z
jakich  je  zaczerpnął;  od  potwierdzenia  jego  zeznań,  jakie  mogą  dać  obiektywne
okoliczności lub inni świadkowie, od generalnej wiarygodności samego świadka.

7) Należy też ustalić, z jakiego powodu podmiot - zakładając, że rzeczywiście miało

miejsce  wykluczenie  przez  niego  istotnego  przymiotu  małżeństwa  (czyli
nierozerwalności) - zawarł jednak ślub kościelny; czy uczynił to z własnej woli, czy pod
naciskiem;  czy  ewentualnie  proponował  drugiej  stronie  zawarcie  jedynie  ślubu
cywilnego  bądź  konkubinat,  co  mogłoby  wskazywać  na  jego  wolę  związania  się
węzłem  mniej  ścisłym niż  ma  to  miejsce  w  wypadku  małżeństwa  kanonicznego,
zakładającego nierozerwalność małżeńskiego węzła.

8) W  tej  ostatniej  sprawie  niejednokrotnie  wypowiadało  się  orzecznictwo,  starając

się przezwyciężyć trudności pojawiające  się  przy okazji sytuacji, w których zawarcie
małżeństwa  kanonicznego,  mimo  domniemanego  wykluczenia  jego  nierozerwalności,
jest  tłumaczony  miłością  do  współmałżonka.  Miłość  taka  czasami  jest  przedstawiana
jako przeszkoda w wykluczeniu nierozerwalności; rozumowanie jest w tym  wypadku
następujące:  ten,  kto  kocha  drugą  osobę,  pragnie  z  nią  być  na  zawsze,  nie  jest  więc
wiarygodne, że wyklucza on nierozerwalność łączącego go z nią węzła małżeńskiego.
Rozumowanie to jest jednak prawdziwe tylko częściowo i nie może stanowić zasady:
stojąc  na pozycji  racjonalistycznej,  orzecznictwo  zachęca  do  ustalenia,  jaki  to  typ
miłości skłonił podmiot do zawarcia małżeństwa. Na przykład czysty pociąg erotyczny i
uczuciowy,  choćby  był  intensywny,  jest  przejściowy,  nie  może  więc  być  uznany  za
przeszkodę  uniemożliwiającą  istnienie  wykluczenia  nierozerwalności  małżeństwa;  o
wiele bardziej może nią być miłość chrześcijańska rozumiana jako dar z samego siebie,
która  stara  się  o  dobro  współmałżonka  i  potomstwa  nawet  w  złych  okresach,  nawet,
kiedy  uczucie  wydaje  się zanikać.  Stąd  też  tak  ważne  jest  ustalenie,  z  jakim  typem
miłości  ma  się  do  czynienia  w  konkretnym  małżeństwie,  będącym  przedmiotem
konsultacji.

9) Wśród  okoliczności,  które  miały  miejsce  już  po  zawarciu  małżeństwa,  duże

znaczenie ma to, czy z takiego związku zostało zrodzone potomstwo. Mimo iż prawdą
jest,  że  stosunki  pomiędzy  rodzicami  i  dziećmi  oraz  stosunki  małżeńskie  są  dwiema
różnymi, formalnie odrębnymi rzeczywistościami (przynajmniej na płaszczyźnie ściśle
prawnej) oraz że rozwiązanie  małżeństwa nie oznacza rozwiązania  ani prawnych, ani
uczuciowych  stosunków  z  dziećmi,  jest  również  prawdą,  że  zazwyczaj  posiadanie
dzieci  oznacza  wzmocnienie  i  zaciśnięcie  więzi  z  partnerem.  Dlatego  też  posiadanie
dzieci,  urodzonych  niekiedy  w  znacznym  odstępie  czasowym,  jest  elementem
wskazującym na nakierowanie

background image

84

związku  na  przyszłość,  a  więc  elementem,  jaki  generalnie  przeczy  istnieniu
wykluczenia nierozerwalności związku.

10)  Użyteczne  jest  również  zbadanie,  w  jaki  sposób  osoba  będąca  domniemanym

symulantem  zgody  zachowywała  się  w  obliczu  pojawiających  się  trudności
małżeńskich.  Jej  brak  zaangażowania  w  poszukiwanie  pozytywnych  rozwiązań  oraz
wybór „łatwiejszej drogi" w postaci separacji (czy to faktycznej, czy prawnej) stanowi
przesłankę mogącą potwierdzać symulację, zwłaszcza jeśli taki brak zaangażowania w
ratowanie związku jest wyłącznie jednostronny i pozostaje w sprzeczności z postawą
współmałżonka  wykazującego  dobrą  wolę,  który  stara  się  przezwyciężyć  kryzys  i
ocalić związek. Trzeba jednak pamiętać, że nawet podjęcie prób ratowania małżeństwa
i  kontynuowanie  pożycia  nie  są  same  w  sobie  przesłanką  absolutnie  sprzeczną  z
symulacją.  Orzecznictwo  jest  bowiem  zgodne  co  do  tego,  iż  wykluczenie
nierozerwalności małżeństwa bardzo często ma miejsce nie z powodu pragnienia jego
rzeczywistego  rozpadu,  ale  jedynie  jako  „zabezpieczenie"  na  wypadek  rozpadu
(jakiego strona się obawia) małżeństwa, które chciałoby się, żeby było „na całe życie".
Wykluczenie to realizowane jest więc nie jako casus desiderium (pragnienie rozkładu
małżeństwa), 
lecz jako casus cautio (zabezpieczenie na wypadek jego rozkładu).

3. PRZYKŁADY

1. PRZYKŁAD PIERWSZY

Piotr  był  chłopcem  pochodzącym  z  bardzo  dobrej  rodziny,  starannie  wychowanym  i
wykształconym, o delikatnym i może nieco słabym charakterze; przez wiele lat - kiedy
jeszcze był w liceum, a potem na studiach - był związany z Martą, koleżanką ze szkoły
i studiów, towarzyszką wyjazdów wakacyjnych, również pochodzącą z bardzo dobrej
rodziny, inteligentną i obdarzoną niezwykle silną wolą. Znajomość ta, trwająca około
dziesięciu łat, w sposób naturalny doprowadziła do małżeństwa, które zawarli tuż po
ukończeniu  studiów.  Ich  pożycie  trwało  ponad  dwadzieścia  lat,  mieli  dwoje  dzieci,
którym  poświęcili  się,  dając  dowody  prawdziwej  miłości.  Po  dwudziestu  czterech
latach wspólnego życia, Piotr, który związał się z inną kobietą, jednostronną decyzją
postanowił położyć kres temu małżeństwu.

Chcąc zalegalizować swój nowy związek, sam oskarżył się o to, iż wyrażając zgodę

małżeńską,  wykluczył  nierozerwalność  węzła  małżeńskiego;  twierdził,  że  zrobił  to
dlatego,  iż  jeszcze  przed  ślubem  zdał  sobie  sprawę  z  bardzo  silnego  i  dominującego
charakteru  Marty  i,  obawiając  się,  że  związek  z  nią  może  być  nieudany,  pragnął
pozostawić sobie jakąś „drogę wyjścia".

Piotr dostarczył też dwóch świadków, którzy potwierdzili, że taka rzeczywiście była

jego wola oraz innych, którzy poświadczyli, że Marta jeszcze przed ślubem (nawet nie
zdając sobie z tego sprawy) faktycznie traktowała go

background image

85

często  w  sposób  szorstki  i  że  było  to  dla  niego  przykre.  Dowody,  jakie
przedstawił  Piotr,  zostały  jednak  ocenione  jako  niewystarczające  z
następujących powodów.

Sędziom  wydało  się  co  najmniej  dziwne,  iż  dwaj  świadkowie  tak  dobrze

poinformowani  co  do  wykluczenia  nierozwiązalności  małżeństwa  przez  Piotra  byli
osobami, z którymi utrzymywał on bardzo rzadkie kontakty, nic natomiast na ten temat
nie wiedzieli liczni przyjaciele i znajomi, którzy zeznawali w tym procesie, a z którymi
zarówno  Piotr,  jak  i  Marta  utrzymywali  bardzo  bliskie  stosunki.  Nie  wnikając  w
istnienie czy też brak dobrej woli, tak ze strony Piotra, jak i powołanych przez niego
świadków,  Sędziowie  uznali  te  ich  deklaracje  za  okazjonalne  i  uczynione  w  ściśle
określonym  kontekście  oraz  stwierdzili,  że  nie  dowodzą  one  bynajmniej,  aby  Piotr
rzeczywiście podjął decyzję o wykluczeniu nierozerwalności małżeństwa. Dodatkowo
ustalono  też,  że  jeden  z  tych  dwóch  świadków  sam  przechodził  w  tamtym  czasie
poważne  trudności  małżeńskie,  o  których  rozmawiał  z  Piotrem,  wpływając
prawdopodobnie na jego opinię w sprawie nierozerwalności małżeństwa. Jeśli chodzi
natomiast o deklaracje złożone przez Piotra drugiemu świadkowi, to on sam już o nich
nie  pamiętał,  co  dowodzi,  że  wyrażały  one  jedynie  jego  chwilowe  obawy  co  do
przyszłości  swego  małżeństwa,  a  nie  rzeczywistą  decyzję do  nieangażowania  się  w
związek „na całe życie".

Oprócz  tego  Marta,  która  stanowczo  oparła  się  stwierdzeniu  nieważności

małżeństwa,  zdołała  zdecydowanie  pomniejszyć  ciężar  dowodowy  zeznań  mających
wykazać  wahania  i  obawy,  jakie  rzekomo  dręczyły  jej  męża  jeszcze  przed  ślubem.
Świadkowie, którzy zeznawali na temat jej władczego sposobu bycia i przykrości, które
miały być wyrządzone Piotrowi, okazali się osobami, z którymi miał on bardzo krótko
kontakty i to jeszcze na długo przed zawarciem związku. Nic natomiast na temat jego
obaw  ani  niezadowolenia  z  charakteru  Marty  nie  wiedzieli  ich  bliscy  znajomi  ze
studiów i wakacji.

Do  tego  jeszcze,  pomimo  iż  sam  Piotr  twierdził,  że  charakter  Marty  pozostał  cały

czas  taki  sam - to  znaczy  twardy  i  despotyczny - przez  ponad  dwadzieścia  lat
kontynuował on ten związek; zdecydował się też na potomstwo i to wcale nie od razu po
zawarciu małżeństwa. Rozpad jego małżeństwa nastąpił nie tyle na skutek skorzystania
przez  niego  z  zastrzeżonej  sobie  (jak  twierdził)  możliwości  „wycofania  się"  z
nieudanego
(z  powodu  charakteru  Marty)  związku,  ile  z  powodu  romansu,  jaki  nawiązał  z  inną
kobietą. Wszystkie te okoliczności uznane zostały przez Sąd za pozostające w jawnej
sprzeczności z deklarowaną przez niego symulacją zgody małżeńskiej, stąd też Sąd nie
dał wiary ani jego zeznaniom, ani też potwierdzającym je zeznaniom świadków.

Przykład ten, po raz kolejny, zwraca uwagę na konieczność wnikliwego rozpatrzenia

wszystkich okoliczności przypadku. Nigdy nie można bowiem zadowolić się rzekomym
istnieniem jednego z elementów dowodowych (jak np. w opisanym tu przypadku Piotra
dowodu bezpośredniego): należy zawsze

background image

86

ocenić  efektywny  ciężar  gatunkowy  tego  typu  elementów,  a  także  ich  spójność  z
całokształtem  danej  sprawy.  Jasne  jest,  że  ocena  tego  typu  jest  możliwa  dopiero  po
zakończeniu  postępowania  dowodowego,  pamiętać  jednak  trzeba,  że  prawidłowo
przeprowadzone konsultacje mogą ukazać ewentualne istnienie elementów sprzecznych
czy  wątpliwych,  skłaniając  w  konsekwencji  zainteresowane  strony  do  lepszego  i
głębszego  zastanowienia  się  nad  ich  sprawą  i  w  ten  sposób  pozwalając  im  uniknąć
ewentualnego  niepotrzebnego  procesu,  który  zwiększyłby  tylko  ich  cierpienia
spowodowane rozkładem małżeństwa.

2. PRZYKŁAD DRUGI

Filip  i  Katarzyna  byli  narzeczonymi  przez  kilka  lat.  Filip  był  człowiekiem  bardzo
pragmatycznym,  zainteresowanym  przede  wszystkim  konkretnymi  i  materialnymi
aspektami życia, Katarzyna natomiast osobą o bardzo dobrym charakterze i szczerze w
nim zakochaną, akceptowała go takim, jakim był, i pragnęła wyjść za niego za mąż.

Filip nie przejawiał żadnego entuzjazmu co do tego małżeństwa i wyglądało na to, że

raczej  dał  się  zaciągnąć  do  ołtarza,  niż  że  miał na  nie  chęć,  również,  dlatego  że  po
zmianie  miejsca  pracy  znalazł  się  w  dużej  fabryce  (poprzednio  pracował  w  małym
warsztacie), gdzie wyraźnie interesował się swymi koleżankami. Zainteresowanie takie
żywił zwłaszcza w stosunku do jednej z nich, z którą zaczął się regularnie spotykać pod
pretekstem wspólnej działalności związkowej.

Pragmatyczny  Filip  nie  ukrywał  swego  braku  entuzjazmu  co  do  małżeństwa  z

Katarzyną, demonstrując go tak czynami, jak i słownie: bez żenady deklarował, że jeśli
tylko spotkałby dziewczynę, która naprawdę „zawróciłaby mu w głowie", nie wahałby
się zostawić dla niej Katarzyny. Liczni, wiarygodni świadkowie potwierdzili w sądzie te
jego oświadczenia.

W  trakcie  małżeństwa  Filip  jeszcze  wyraźniej  zaczął  okazywać  swój  brak

zainteresowania Katarzyną: nie okazywał jej żadnych uczuć, rzadko bywał w domu, w
dziedzinie seksu stawiał egoistyczne wymagania. Już po pierwszych pięciu miesiącach,
bez  żadnego  konkretnego  powodu,  kierowany  jedynie  niechęcią  do  choćby
minimalnych  obowiązków,  jakie  niesie  za  sobą  każde  małżeństwo,  jednostronną
decyzją porzucił Katarzynę. Przy tej okazji okazał swe absolutne lekceważenie zarówno
więzi małżeńskich jak i jej osoby: uczynił to bowiem w momencie, kiedy wracała ona
ze szpitala po tym jak, na skutek naturalnego poronienia, straciła dziecko - Filip zresztą
nigdy nie pragnął mieć z nią dzieci ani nie interesował się jej ciążą. Tak więc również i
przy tej okazji poszedł za swym instynktem i choć bardzo kochająca go i wyrozumiała
żona nie stawiała mu prawie żadnych ograniczeń, postanowił zaspokoić swe pragnienie
absolutnej wolności.

background image

87

Przykład  ten  dobrze  ukazuje  jak  ważne  jest,  podczas  prowadzenia  sprawy,

uwzględnienie  osobowości  podmiotu,  co  do  którego  sądzi  się,  że  symulował  zgodę
małżeńską, jako że to właśnie w jego charakterze czy mentalności (w tym wypadku w
pragmatycznym  egoizmie  Filipa)  może  leżeć  podstawowy  powód  wykluczenia
nierozerwalności małżeństwa. Bardzo istotne jest też ustalenie, w jaki sposób podmiot
ten zachowywał się po ślubie, a zwłaszcza jak traktował więzi małżeńskie. Ewidentne
ich  lekceważenie  już  w  kilka  miesięcy  po  ślubie  (i  to  przy  braku  ciężkiej  winy  za
rozkład pożycia, która mogłaby być przypisana drugiej stronie - jak w opisywanym tu
przypadku)  jest  wyraźną  poszlaką  wskazującą  na  odrzucenie  przez  podmiot
nierozerwalności małżeństwa.

3. PRZYKŁAD TRZECI

Janusz  byt  młodym  sędzią,  człowiekiem  o  zdecydowanie  laickiej  mentalności,
prowadzącym działalność polityczną w partii lewicowej.

Pracował w mieście odległym od swego miejsca zamieszkania, gdzie poznał Laurę,

osobę  bardzo  religijną;  szanował  jej  przekonania,  ale  ich  nie  podzielał,  ponieważ  nie
odpowiadały one jego mentalności ani też poglądom.

Po  jakimś  czasie,  z  inicjatywy  Laury,  postanowili  zawrzeć  ślub  kościelny.  Janusz

zgodził  się  na  takie  małżeństwo,  aby  zrobić  przyjemność  narzeczonej,  ale  był
zdecydowany  zaakceptować  jedynie  te  jego  aspekty,  jakie  odpowiadały  jego
przekonaniom.

Należy zwrócić tu uwagę na to, iż zawarli oni ślub w 1970 roku, a więc wtedy, kiedy

było już pewne, że zostanie uchwalona ustawa wprowadzająca we Włoszech możliwość
rozwodu, również w wypadku tzw. małżeństw konkordatowych. Janusz doskonale znał
to zagadnienie i otwarcie opowiadał się za wprowadzeniem rozwodów, nie tylko jako
instytucji prawnej, którą uważał za zdecydowanie pozytywną, jeśli chodzi o jej skutki
społeczne,  ale  również  jako  możliwość  i  ewentualność  dla  własnego  związku.
Rozmawiał o tym niejednokrotnie ze swymi kolegami podczas dyskusji na temat swego
przyszłego małżeństwa.

Janusz  swoje  poglądy  na  temat  rozwodu,  które  otwarcie  wyrażał  jeszcze  przed

ślubem,  wprowadził  w  czyn,  mimo  iż  jego  żona  ze  wszystkich  sił  starała  się  go
zadowolić, dostosowując się do wszystkich jego wymagań - zgodziła się na przykład na
przeniesienie  się  wraz  z  nim  w  jego  rodzinne  strony,  gdzie  pragnął  powrócić.  Janusz
natomiast nie miał najmniejszego zamiaru dostosować się w czymkolwiek do wymagań
czy potrzeb żony - sprzeciwił się nawet jej pragnieniu posiadania potomstwa - i już po
kilku latach wspólnego życia zaczął wywierać na nią nacisk, przekonując ją, że powinna
zgodzić się na separację. Natychmiast po zakończeniu wymaganego przez prawo okresu
separacji wystąpił o rozwód, po którym zaraz zawarł nowy, cywilny ślub z inną kobietą.

background image

88

Podczas  wniesionej  przez  Laurę  sprawy  o  stwierdzenie  nieważności  małżeństwa

przyznał, że zamierzał nadać swemu małżeństwu określony kształt. Jego oświadczenie
uznane zostało przez Sąd za wiarygodne nie tylko dlatego, że potwierdzały je zeznania
bezpośrednich świadków, ale również ze względu na to, że było ono w pełni spójne z
zawsze  wyrażanymi  przez  niego  otwarcie  poglądami  na  sprawy  małżeństwa.  Jego
laicka  wizja  życia,  fakt,  iż  był  zagorzałym  zwolennikiem  wprowadzenia  ustawy
rozwodowej, jego znajomość zagadnienia z punktu widzenia prawnego, zostały uznane
za okoliczności umożliwiające dowiedzenie, iż pozostawał on w błędzie co do instytucji
małżeństwa,  na  skutek  którego  wolą  jego  było  zaakceptowanie  jedynie  niektórych
(pozostających w zgodzie z jego przekonaniami) elementów małżeństwa, wykluczając
z nich nierozerwalność węzła małżeńskiego.

Przykład ten ukazuje moc, jaką (przynajmniej w niektórych wypadkach) może mieć

ukształtowana i ugruntowana mentalność sprzeciwiająca się zasadzie nierozerwalności
małżeństwa;  Taka  mentalność  może  stać  się  czynnikiem  kształtującym  wolę
wykluczenia tego, co nie jest zgodne z własnymi przekonaniami. Błąd taki - aby mógł
stanowić  ważną  przyczynę  wykluczenia  nierozerwalności  małżeństwa - musi  być
dowiedziony jako pewny z moralnego punktu widzenia. W przypadku Janusza został on
uznany za realny i ugruntowany.

Tak  więc  zadaniem  konsultanta  jest  ustalenie,  czy  w  danej  sprawie  ma  się  do

czynienia  z  błędem  tego  typu,  czy  też  jedynie  z  przejawami  próżności,
powierzchowności lub konformizmu.

4. PRZYKŁAD CZWARTY

Ostatni  przykład  po  raz  kolejny  ukazuje  zasadniczą  rolę,  którą  odgrywa  w  procesie
dowodowym  pobudka  symulacji,  jaka  niekiedy  może  zespalać  w  sobie  elementy,  o
których  była  mowa  w  drugim  i  trzecim  przykładzie:  a  więc  z  jednej  strony
powierzchowność i egoizm, a z drugiej - motywacje o charakterze ideologicznym.

Łukasz  i  Anna  należeli  do  pokolenia,  które  w  1968  roku  zdecydowanie

kontestowało  „mieszczańskie"  wartości,  konwencje  i  instytucje.  Pochodzili  oni  z
zamożnych rodzin, które ich utrzymywały, ich wzajemna relacja przebiegała w pełnej
„wolności",  nie  tylko  regularnie  współżyli  ze  sobą,  ale  dodatkowo,  za  wzajemnym
przyzwoleniem,  nie  stronili  od  „doświadczeń"  uczuciowych  i  seksualnych  z  osobami
trzecimi.

Ich ideałem było kontynuowanie tego typu związku, wykluczali nawet ewentualne

zawarcie ślubu cywilnego jako sprzeczne z ich mentalnością i ideałami wolnej miłości.

Chcąc  jednak  żyć  bezkonfliktowo  ze  swymi  rodzinami  wyznającymi  tradycyjne

poglądy,  a  przede  wszystkim  chcąc  korzystać  z  ich  pomocy  ekonomicznej,  Łukasz  i
Anna zdecydowali się na ślub kościelny, nie tając przed

background image

89

nikim  (niestety  z  wyjątkiem  proboszcza,  który  miał  władzę  dopuścić  ich  do  tego
sakramentu),  że  taki  ślub  jest  dla  nich  jedynie  czystą  formalnością  i  że  nie  mają
najmniejszego zamiaru zmienić swej mentalności ani też stylu życia.

Zostało  to  dowiedzione  nie  tylko  na  podstawie  głoszonych  przez  nich  otwarcie

poglądów, ale przede wszystkim na podstawie sposobu, w jaki budowali swe wspólne
życie  już  po  ślubie,  utrzymując  swobodnie  związki  z  innymi  osobami,  co  wkrótce
doprowadziło  do  rozpadu  ich  małżeństwa  i  do  związania  się  z  nowymi  partnerami.
Zespół  dowodów  będących  w  posiadaniu  sądu  umożliwił  stwierdzenie,  że  swą  wolą
wykluczyli oni tak istotny przymiot małżeństwa, jakim jest jego nierozerwalność, choć
prawdopodobnie nie brakowało też innych wad ich konsensu.

VII. WYKLUCZENIE WIERNOŚCI

1. ELEMENTY PRAWA MATERIALNEGO

Odpowiedź  na  pytanie,  co  jest  rzeczywistym  przedmiotem  kolejnej,  możliwej  formy
symulacji konsensu małżeńskiego, nie jest bynajmniej tak prosta, jak na pierwszy rzut
oka  mogłoby  się  to  wydawać.  Przedmiot  ten  tradycyjnie  bywa  określany  terminem
bonum fidei pochodzącym z refleksji św. Augustyna na temat małżeństwa. Co jednak
należy rozumieć przez to określenie?

Współczesna  doktryna  prawa  kanonicznego  przez  długi  czas  utrzymywała,  że

pomiędzy  koncepcją bonum  fidei a  jednością  małżeństwa  będącą  „istotnym
przymiotem" instytucji małżeństwa zachodzi zbieżność. Na temat jedności małżeństwa
wypowiadał  się  kan.  1013  §  2 Kodeksu  z  1917  roku,  a  obecnie  kan.  1056  aktualnie
obowiązującego  Kodeksu.  Konsekwencją  uznania  jedności  za  istotny  przymiot
małżeństwa  jest  to,  iż  dana  osoba  nie  może  być  równocześnie  związana  więcej  niż
jednym  węzłem  małżeńskim.  Następstwem  teorii,  która  utożsamiała bonum  fidei z
jednością  małżeństwa,  było  to,  że  za  nieważne  uznawano  wyłącznie  małżeństwo,  w
którym  nastąpiło  wykluczenie  jego  jedności  poprzez  zamiar  ustanowienia  stosunku
małżeńskiego z osobą niebędącą małżonkiem.

Teoria taka znajdowała oparcie również w wykładni kan. 1081 § 2 CIC 1917, według

której przedmiotem konsensu małżeńskiego miało być „dozgonne i wyłączne prawo do
ciała (ius in corpus) jako prawo do aktów przez się zdolnych do zrodzenia potomstwa".
Opierając się na tej tak jasnej definicji prawnej, wysnuwano wniosek, iż narusza dobro
wierności  małżeńskiej  ten,  kto  obiecuje  innej  niż  współmałżonek  osobie  prawo  do
takich, nakierowanych na prokreację, aktów.

background image

90

Zgodnie  z  taką  interpretacją  pojęcia bonum  fidei, zamiar złamania  wierności

małżeńskiej poprzez stosunki płciowe z innymi osobami (zarówno te nakierowane, jak i
nienakierowane - jak  w  wypadku  stosunków  homoseksualnych - na  prokreację),  z
punktu  widzenia  nieważności  konsensu  małżeńskiego  pozbawiony  był  doniosłości
prawnej, jako że nie stanowił on udzielenia osobie trzeciej prawa do aktów płciowych
nakierowanych na prokreację, ale jedynie czyste nadużycie tego prawa (udzielonego w
rzeczywistości współmałżonkowi). Innymi słowy, pozytywna wola złamania wierności
nie stanowiła przyczyny nieważności małżeństwa.

Taka  interpretacja  zaczęła  być  podważana  już  w  pierwszej  połowie  lat  60.  W

niektórych orzeczeniach Roty podkreślano, iż z praktycznego punktu widzenia ten, kto
wyklucza bonum  fidei, z  reguły  nie  czyni  tego  po  to,  aby  nałożyć  na  siebie  nowe
obowiązki (a więc w tym wypadku, aby zobowiązać się w stosunku do osoby odmiennej
od  współmałżonka  do  realizowania  z  nim  stosunków  płciowych  nakierowanych  na
prokreację), lecz, wręcz przeciwnie, czyni to po to, aby uwolnić się od obowiązku bycia
wiernym  współmałżonkowi  i  móc  w  sposób  nieuporządkowany  zaspokajać  swe
potrzeby seksualne. Poddana też została dyskusji wykładnia § 2 kan. 1081 Kodeksu z
1917  roku,  z  której  wnioskowano,  iż  możliwym  przedmiotem  symulacji  skierowanej
przeciwko bonum fidei byłoby samo udzielenie osobom trzecim prawa do aktów przez
się zdolnych do zrodzenia potomstwa. Prawo takie, jak zaczęto podkreślać, określone
było przez normę jako dozgonne i wyłączne. Naruszenie tej wyłączności mogłoby być
więc  obdarzone  doniosłością  prawną,  w  szczególności  tam,  gdzie  mogłoby  być
interpretowane nie jako czyste nadużycie prawa (w drodze faktów), lecz jako negacja
(co  do  zasady)  cechy  wyłączności  tego  prawa.  Tak  więc  wierność - czyli  obowiązek
powstrzymania  się  od  stosunków  płciowych  z  osobami  innymi  niż  współmałżonek -
mogłaby  być  przedmiotem  symulacji  konsensu  małżeńskiego  powodującą  (jeśli
wierność ta byłaby negowana co do zasady) nieważność małżeństwa, czyli inaczej, jeśli
poprzez planowane naruszenie wierności następowałaby negacja wyłączności prawa do
aktów nakierowanych na prokreację (jakie przynależy się jedynie współmałżonkowi).

W  ciągu  ostatnich  dwóch  dziesięcioleci  orzecznictwo  Roty  wypracowało  w  tej

kwestii następujące wspólne stanowisko: symuluje konsens małżeński nie tylko ten, kto
zamierza udzielić innym prawa do aktów przez się zdolnych do zrodzenia potomstwa,
ale również i ten, kto wyklucza wyłączność tego prawa, zastrzegając sobie możliwość
utrzymywania  stosunków  płciowych  z  osobami  trzecimi,  odmiennymi  od
współmałżonka.

Jako przykład można przytoczyć fragment orzeczenia Roty Rzymskiej, w którym po

przypomnieniu  nauczania  soborowego,  według  którego  zarówno  intymny  związek
małżonków  (będący  wyrazem  daru  samego  z  siebie  składanego  sobie  przez  nich
wzajemnie), jak i dobro potomstwa wymagają ich pełnej wzajemnej wierności (LG 48),
stwierdza się: „W czasach obecnych

background image

91

wyraźnie  uwidacznia  się  rozróżnienie  pomiędzy  wykluczeniem bonum  fidei a
wykluczeniem  jedności:  pierwsze  z  nich  zakłada  negację wyłączności  prawa
współmałżonka do aktów małżeńskich, natomiast poprzez drugie zamierza się udzielić
go rozmaitym osobom" (coram Colagiovanni 2 lutego 1988, w ARRT Dec. LXXX, 61).

Taka  interpretacja  jest  możliwa  również  w  świetle  obecnie  obowiązującego

Kodeksu  Prawa  Kanonicznego.  Prawdą  jest,  iż  przedmiot  konsensu  został  w  nim
sformułowany odmiennie niż w Kodeksie z 1917 roku - określony jest on obecnie jako
dar  z  samego  siebie,  jaki  współmałżonkowie  składają  sobie  w  celu  stworzenia  węzła
małżeńskiego (por. kan. 1057 § 2), ale prawdą jest też, że dozgonne i wyłączne prawo
do  aktów  nakierowanych  przez  się  na  prokreację  musi  być  uznane  jako  zawarte  w
zasadniczym przedmiocie konsensu, będąc techniczno-prawną realizacją małżeńskiego
daru  z  samego  siebie.  Mówiąc prościej:  w  jaki  sposób  wyraża  się,  właściwy  dla
małżonków, dar z samego siebie? Realizuje się on poprzez (a przynajmniej również i
poprzez)  zobowiązanie  się  do  oddania  się  do  wyłącznej  dyspozycji  współmałżonka,
jeśli chodzi o spełnianie aktów, które są przez się zdolne do zrodzenia potomstwa. Tak
więc, zarówno ten, kto chce zobowiązać się do oddania się (w aspekcie tych aktów) do
wyłącznej i dozgonnej dyspozycji trzeciej osoby (wykluczając „jedność" małżeństwa),
jak i ten, kto zastrzega sobie możliwość nierespektowania obowiązku wynikającego z
wyłączności  tego  prawa  (wykluczając  „wierność"  małżeńską),  nie  udziela
rzeczywistego konsensu małżeńskiego, lecz konsensu wadliwego i stąd też nie zawiera
on żadnego węzła.

Po  tym  krótkim  przedstawieniu  ewolucji  orzecznictwa,  które  niewątpliwie

przyczyniło  się  do  pełniejszego  naświetlenia  koncepcji  jedności  małżeństwa  i
obowiązku  wierności  małżeńskiej,  musimy  zasygnalizować  pewne  problemy,  które
nadal jeszcze pozostają otwarte.

Po pierwsze, jeśli chodzi o używaną w tych wypadkach terminologię: kiedy mówi

się o bonum fidei, należy ściśle rozróżniać, do czego ma się odnosić to określenie - czy
do jedności małżeństwa, czy też do obowiązku przestrzegania przyrzeczenia wierności
małżeńskiej.  Przytoczone  tu  przed  chwilą  orzeczenie  Roty  wydaje  się  sprowadzać
pojęcie bonum fidei do wierności, nie ma jednak jeszcze co do tego w pełni jednolitego
stanowiska orzecznictwa.

Po  drugie,  należy  przypomnieć,  iż  zgodnie  z  dotychczasową  tradycją,  obecnie

obowiązujący Kodeks zastrzega dla jedności miano „istotnego przymiotu" małżeństwa
(por. kan. 1056). Wykluczenie pozytywnym aktem woli istotnego przymiotu powoduje
wadliwość konsensu a, co za tym idzie, nieważność małżeństwa (por. kan. 1101 § 2).
Czy również obowiązek wierności może być uznany za „istotny przymiot" małżeństwa?
Problem  ten  nie  został  jeszcze  dogłębnie  zanalizowany,  jako  że  nie  posiada  on
większego  znaczenia  praktycznego.  Orzecznictwo,  w  swych  zasadniczych  liniach,
wydaje się uznawać jedność i wierność za dwa aspekty pojęcia bonum fidei.

background image

92

Problematyka  ta  została  zasygnalizowana  po  to,  aby  wspomnieć  o  interesującej

sugestii, a  mianowicie  o propozycji uznania obowiązku wierności  małżeńskiej nie za
„istotny przymiot" małżeństwa, lecz za jego „istotny element" - którego wykluczenie,
zgodnie  z  dyspozycją  kan.  1101  §  2,  powoduje  nieważność  małżeństwa - rozumiany
jako prawny obowiązek mający odniesienie do szerszej koncepcji „dobra małżonków",
o  której  mowa  w  kan.  1055  §  1.  Propozycja  ta  jest  niewątpliwie  korzystna  z  dwóch
powodów:  pozwala  ona  na  lepsze  rozróżnienie  merytoryczne  (o  którym  była  mowa
powyżej)  pomiędzy  pojęciem  „jedności"  małżeństwa,  a  więc  jego  istotnym
przymiotem, a obowiązkiem wierności, który to obowiązek, przynajmniej częściowo,
napełnia  treścią pojęcie  „dobro  małżonków" - termin,  którego  aspekty  prawne  nie
zostały dotychczas jednoznacznie i w sposób satysfakcjonujący naświetlone ani przez
doktrynę,  ani  też  przez  orzecznictwo.  Nie  wydaje  się  zresztą,  aby  istniały  jakieś
ewidentne teoretyczne przeciwwskazania w uznaniu obowiązku wierności małżeńskiej
za  „istotny  element"  małżeństwa  w  aspekcie  obowiązku  prawnego.  Trzeba  jednak
zaznaczyć, że propozycja ta nie jest jeszcze na razie zbyt popularna i musi być dopiero
wzięta  na  serio  pod  uwagę  przez  orzecznictwo  i  doktrynę.  Z  praktycznego  punktu
widzenia - jak już zresztą zostało to powiedziane - umieszczenie prawnego obowiązku
wierności małżeńskiej wśród istotnych elementów czy przymiotów małżeństwa nie stoi
na  przeszkodzie  prawidłowego  orzekania  w  sprawach  o  stwierdzenie  nieważności
małżeństwa.

Należy  też  stawić  czoła  trzeciemu  i  poważniejszemu  problemowi:  co  trzeba

dokładnie rozumieć przez określenie „wierność małżeńska"? A także: kiedy ma się do
czynienia z doniosłym, z punktu widzenia prawnego, pogwałceniem wyłączności prawa
współmałżonka?  Jak  łatwo  można  zauważyć,  jest  to  problem  o  podstawowym
znaczeniu.  Posłużmy  się  tu  przykładami:  abstrahując  od  zagadnienia  „jedności"
małżeństwa  (zakładając,  że  podmiot  nie  zamierza  udzielić  innym  prawa  do  aktów
zdolnych  przez  się  do  zrodzenia  potomstwa,  czyli,  w  praktyce,  związać  się
równocześnie  więcej  niż  jednym  węzłem  małżeńskim),  wyklucza  wierność  tylko  i
wyłącznie ten, kto zastrzegłby sobie prawo cło stosunków heteroseksualnych przez się
zdolnych do zrodzenia potomstwa? A ten, kto chciałby mieć stosunki heteroseksualne,
ale wykluczyłby ich nakierowanie na prokreację? A ten, kto zastrzegłby sobie prawo do
stosunków  homoseksualnych?  Łatwo  można  zauważyć,  że  są  to  kwestie  bardzo
delikatne i skomplikowane, niewątpliwie o bardzo dużym znaczeniu praktycznym.

Chcąc  znaleźć  jakieś  rozwiązanie  dla  tego  problemu,  należy  odwołać  się  do

aktualnego,  wspomnianego  powyżej,  prawnego  określenia  przedmiotu  konsensu
małżeńskiego.  Kan.  1057  §  2  definiuje  go  jako  dar  z  samego  siebie  składany  w  celu
stworzenia małżeństwa. Niewątpliwie - jak już wspominaliśmy - taki przedmiot zawiera
w sobie (jako istotny element) dozgonne i wyłączne prawo do aktów przez się zdolnych
do  zrodzenia  potomstwa.  Jeśli  jednak  Ustawodawca  zdecydował  się  na  określenie
przedmiotu konsensu w inny

background image

93

sposób,  należy  uznać,  że - choć  nie  zamierzając  zanegować  poprzedniej  definicji -
chciał on (również w nawiązaniu do nauczania soborowego) przedstawić ten przedmiot
w  sposób  bardziej  kompletny.  Stąd  też  orzecznictwo  i  doktryna  uznały  za  możliwe
określenie przedmiotu konsensu małżeńskiego jako „dozgonnego i wyłącznego prawa
do  małżeńskiej  wspólnoty  życia".  Na  wspólnotę  taką  składa  się  również  aspekt
seksualny, rozumiany jako złożenie daru z samego siebie poprzez dozgonne i wyłączne
darowanie współmałżonkowi swej płciowości, która oczywiście ma być realizowana w
sposób zgodny z naturą i moralnością.

Zastrzeżenie  sobie  możliwości  naruszenia  tej  wyłączności - tak  poprzez  akty

heteroseksualne  (również  i  te  nienakierowane  na  prokreację),  jak  i  poprzez  akty
homoseksualne - pozostawałoby w sprzeczności z przedmiotem zgody małżeńskiej, a
więc powodowałoby wadliwość tej zgody (oczywiście, jeśli takie zastrzeżenie byłoby
uczynione  pozytywnym  aktem  woli).  Czy  zatem, wspomniane  dopiero  co,  sytuacje
mogą być sprowadzone do kwestii naruszenia wierności małżeńskiej? Wydaje się, że
pozytywnej  odpowiedzi  na  to  pytanie  łatwiej  jest  udzielić  w  wypadku  pierwszej
hipotezy  (tam,  gdzie  ma  się  do  czynienia  z  wolą  zastrzeżenia  sobie  możliwości
odbywania  stosunków  heteroseksualnych,  również  tych  nienakierowanych  na
prokreację), jako że orzecznictwo nie wnika w rozróżnienie, jaki typ stosunków z inną
(bądź  innymi)  osobami  zamierza  mieć  podmiot  wykluczający  wierność  małżeńską.
Trudniejsze wydaje się być natomiast rozstrzygnięcie drugiego przypadku (w którym
pojawia 

się 

wola 

zastrzeżenia 

sobie 

możliwości 

odbywania 

stosunków

homoseksualnych),  jako  że  hipoteza  ta  nie  pozostaje  w  bezpośredniej  sprzeczności  z
darem  małżeńskiej  płciowości,  z samej  swej  natury  heteroseksualnej.  Przypadek  taki
mógłby więc być raczej sklasyfikowany jako wykluczający „dobro małżonków", które
to  dobro  wymaga  przynajmniej  minimalnego  szacunku  dla  osoby  współmałżonka
(wspomniane tu zastrzeżenie byłoby oczywiście z nim sprzeczne); jeśli wręcz niejako
przypadek psychicznej niezdolności do małżeństwa - tak w aspekcie samego konsensu
małżeńskiego  (kan.  1095  §  2),  jak  i  w  aspekcie  zdolności  do  podjęcia  istotnych
obowiązków małżeńskich (kan. 1095 § 3). Należy bowiem wziąć pod uwagę również
to,  że  osoba,  która  pomimo  zawarcia  małżeństwa  zastrzegałaby  sobie  możliwość
kontynuowania  swych  praktyk  homoseksualnych,  może  być  osobą  dotkniętą  tak
poważnymi zaburzeniami osobowości (czy zaburzeniami w dziedzinie płciowości), ze
w świetle prawa kanonicznego spełnia kryteria wspomnianej niezdolności.

Po  raz  kolejny  musimy  też  przypomnieć  że,  omawiana  tu  ewentualna  symulacja

(podobnie  zresztą  jak  każda  inna  forma  symulacji  konsensu  w  systemie  prawa
kanonicznego)  wykluczająca  jedność/  wierność  małżeńską,  aby  rzeczywiście  miała
miejsce, musi być dokonana za pomocą pozytywnego aktu woli. Ponieważ zagadnienie
to zostało już omówione przy okazji analizy zjawiska symulacji, przypomnimy tylko,
że akt woli symulującej zgodę

background image

94

małżeńską  może  być  aktem  wyraźnym - czyli  skierowanym  bezpośrednio  przeciwko
zasadom  jedności  czy  wierności  małżeńskiej  (jak  na  przykład:  „nie  zamierzam
akceptować 

ograniczeń 

dla 

mej 

wolności 

dziedzinie 

związków

uczuciowo-seksualnych i uznaję się za osobę wolną w nawiązaniu ich z inną osobą czy
innymi  osobami");  bądź  aktem  domyślnym,  który  logicznie  powoduje  odrzucenie
zaangażowania  się  wyłącznie  w  związek  ze  współmałżonkiem  (np.:  „poślubiam
Marzenę,  ale  nie  zamierzam  zrezygnować  z  mojego  związku  z  Krystyną,  wręcz
przeciwnie, zamierzam go kontynuować pomimo mego ślubu z Marzeną").

Natomiast  gdy  chodzi  o  udowodnienie  wykluczenia bonum  fidei (w  dwu

przytoczonych  powyżej  znaczeniach),  należy  posłużyć  się  tradycyjnym  schematem,
jaki  już  przedstawialiśmy.  Główny  przedmiot  dowodu - a  więc  akt  woli  sprzeczny  z
konkretnym  obowiązkiem  małżeńskim - może  być  zrekonstruowany  bezpośrednio -
poprzez  oświadczenia  składane  przez  zainteresowanego  podczas  procesu,  ale  przede
wszystkim  poza  procesem,  w  okresie  możliwie  bliskim  zawarcia  przez  niego  ślubu;
poprzez  zeznania  wiarygodnych  świadków;  może  on  też  być  zrekonstruowany
pośrednio -poprzez  poszlaki  i  okoliczności,  jakie  logicznie  pozwalają  uznać  za
prawdopodobne  istnienie  takiego  aktu  woli  zainteresowanego  (aktu  symulującego
konsens).  Co  do  wspomnianych  tu  poszlak  i  okoliczności,  wskazana  wydaje  się  ich
nieco  szersza  analiza,  która  może  się  okazać  przydatna  również  dla  konsultantów  w
sprawach małżeńskich.

Zgodnie z przepisami prawa kanonicznego dowodem w toczącym się procesie mogą

być  jedynie  domniemania  wysunięte  na  podstawie  faktu  pewnego  i  określonego,
pozostającego w bezpośrednim związku z daną sprawą (por. kan. 1586). Można z tego
wywnioskować, iż - podczas procesu - należy się zawsze starać o potwierdzenie zeznań
stron oraz  świadków.  I  tak,  na  przykład,  ogólne  stwierdzenie,  że  dana  osoba  często
zdradzała  współmałżonka,  jeśli  nie  jest  poparte  przytoczeniem  konkretnych  faktów,
takich  jak:  imiona,  miejsca,  czas,  w  którym  takie  zdrady  miały  miejsce,  a  więc
okoliczności  pozwalających  sędziemu  na  dokonanie  odpowiednich  weryfikacji,  musi
być  uznane  za  oświadczenie  pozbawione  znaczenia  prawnego  z  punktu  widzenia
dowodowego. Podobnie jest też z oświadczeniami typu: „wszyscy wiedzieli, że miał on
inne kobiety" czy też z nieumotywowanymi (pozbawionymi faktycznego uzasadnienia)
opiniami,  jak  na  przykład:  „według  mnie  nie  miał  on  najmniejszego  zamiaru
dochowywać  wierności  małżeńskiej".  Dlatego  też  konsultant  (aby  uniknąć
ewentualnego  wniesienia  sprawy  skazanej  na  niepowodzenie  z  powodu  braku
dowodów),  zdając  sobie  sprawę  z  tego,  iż  podczas  procesu  Sąd  będzie  żądał  od
zainteresowanych dostarczenia dowodów potwierdzających ich oświadczenia, w swym
dochodzeniu  poprzedzającym  wniesienie  sprawy  do  Sądu  musi  ocenić  czy  istnieje
realna możliwość ich dostarczenia.

background image

95

Zajmiemy  się  teraz  pokrótce  dwoma  typami  sytuacji,  których  wartość  dowodowa

bywa  często  dyskutowana:  niewiernością  wielokrotną  i  okazjonalną  oraz  trwałym
związkiem z inną osobą.

Niewierność  okazjonalną,  choćby  nawet  wielokrotną,  orzecznictwo  jest  skłonne

traktować  zazwyczaj  nie  tyle  jako  przesłankę  dowodzącą  dokonanego  wykluczenia
jedności  czy  wierności  małżeńskiej,  ale  jedynie  jako  faktyczne  nadużycie  prawa
udzielonego  współmałżonkowi.  Dokonując  rozróżnienia  pomiędzy  prawem  a  jego
wykonywaniem,  orzecznictwo  przeprowadza  następujące  rozumowanie:  ten,  kto
okazjonalnie łamie wierność małżeńską, zazwyczaj uznaje jedność swego małżeństwa,
a  także - jako  zasadę - obowiązek  dochowywania  wierności;  i  choć  faktycznie  nie
respektuje  on  tego  obowiązku,  czyni  to  jedynie  na  skutek  swych  słabości,  złego
wychowania,  fatalnego  wpływu  kultury  czy  złego  towarzystwa.  Narusza  więc
obowiązek,  którego  istnienia  jest  świadomy  i  jakim  czuje  się  związany.  Jest  to
rozumowanie  niewątpliwie rozsądne  i  podyktowane  doświadczeniem.  Nie  można
jednak zapominać, że domniemanie, o którym tu mowa, jest domniemaniem „prostym",
wypracowanym przez orzecznictwo. Dopuszcza ono więc przeciwdowód: czyli dowód,
że osoba taka, łamiąc  wierność, rzeczywiście chciała  wykluczyć obowiązek jedności/
wierności. Trzeba też pamiętać, że - pomimo iż rozróżnienie pomiędzy prawem i jego
wykonywaniem,  istniejące  w  tradycji  orzecznictwa,  jest  logiczne  i  nie  powinno  być
negowane - trudno  wyobrazić  sobie  prawo  udzielone,  ale równocześnie  trwale
pozbawione  możliwości  swego  rzeczywistego  wykonywania.  Inaczej  mówiąc:  mogą
istnieć  tak  liczne  nadużycia  obowiązku  wierności,  że  stanowią  one  podstawę  do
wysunięcia domniemania wykluczenia prawnego obowiązku jej przestrzegania.

Kontrowersyjna jest natomiast w orzecznictwie kwestia wartości dowodowej, jaka

mogłaby być przypisana obecności stałej relacji w momencie konsensu małżeńskiego:
jest  to  na  przykład  sytuacja,  o  jakiej  już  wspominaliśmy,  a  którą  można
scharakteryzować  następującymi słowami:  „Poślubiam  Marzenę,  ale  pragnę  nadal
kontynuować i rzeczywiście kontynuuję mój związek, również intymny, z Krystyną". W
opinii  części  orzecznictwa  stanowi  ona  przesłankę  decydującą,  prawie  kompletny
dowód na istnienie woli w sposób domyślny wykluczającej wierność, a nawet jedność
małżeństwa;  inna  jego  część  uznaje  ją  natomiast  za  przesłankę  bardzo  dwuznaczną,
która  powinna  być  zawsze  analizowana  ze  szczególną  ostrożnością.  Cóż  więc  można
powiedzieć  na  ten  temat?  Zważywszy,  że  okoliczność  taka  postrzegana  była -
przynajmniej  przez  doktrynę - w  kontekście  teorii,  która  sprowadzała bonum  fidei
jedynie do istotnego przymiotu małżeństwa, jakim jest jego „jedność", oraz biorąc pod
uwagę to, że we wspomnianej sytuacji osoba współmałżonka oraz kochanka mogłyby
znajdować się na tej samej płaszczyźnie, gdy chodzi o przyznanie im prawa do aktów
przez się zdolnych do prokreacji, należy zawsze rozpatrywać odrębnie każdy z takich
przypadków.  Nie  jest  możliwe  stwierdzenie,  że  każdy,  kto  w  epoce  zawierania
małżeństwa miał kochankę i pragnął kontynuować ten

background image

96

związek,  symuluje  konsens,  występując  przeciwko bonum  fidei; tak  więc,  choć
niewątpliwie  okoliczność  taka  jest  znacząca  z  punktu  widzenia  dowodowego  jako
przesłanka  wykluczenia  (co  najmniej)  wierności  małżeńskiej,  czyli,  inaczej  mówiąc,
fakt ten wzbudza poważne podejrzenia co do takiego wykluczenia, należy starać się o
dodatkowe  dowody.  Na  pewno  jednak  nie  potrzeba  tak  silnych  dowodów  jak  w
przypadku,  w  którym  osoba  co  prawda  deklaruje,  że  wykluczyła  wierność,  ale  nie
istnieją na potwierdzenie tego fakty tak znaczące jak utrzymywanie  i kontynuowanie
związku z inną osobą pomimo zawarcia małżeństwa.

2. WSKAZÓWKI DLA KONSULTANTA

Duszpasterz  bądź  doradca  osób,  których  małżeństwo  znajduje  się  w  poważnym
kryzysie,  jak  i  w  perspektywie  ewentualnego  wniesienia  przez  nie  sprawy  o
stwierdzenie  nieważności  małżeństwa,  staje  wobec  konieczności  zanalizowania
hipotezy o nieważności związanej z bonum fidei, powinien zbadać następujące aspekty
takiej sprawy:

1) Jaki  był  styl  życia  zainteresowanego:  czy  była  to  osoba  skłonna  do  łatwych

znajomości lub przygód miłosnych? Tego typu cechy mogą bowiem rzucać światło na
całą sprawę.

2) Jakie były jej poglądy na małżeństwo: czy akceptowała jedność małżeństwa, a w

konsekwencji  obowiązek  wierności?  Jakie  były  ewentualne  przyczyny  wyznawania
przez  nią  poglądów  niemożliwych  do  zaakceptowania  z  chrześcijańskiego  punktu
widzenia i czy istnieją ewentualne dowody na poparcie ich istnienia (np. zeznania osób,
przed którymi je demonstrowała)?

3) Czy  osoba  ta  była  wierna  w  okresie  narzeczeństwa?  Jeśli  nie,  to  jakie  to  były

relacje  (przelotne  przygody,  trwałe  związki)?  Jakie  są  możliwości  zdobycia  na  to
dowodów:  na  przykład  wyznanie  tego  przez  zainteresowanego  lub  inne  osoby  w  to
wmieszane;  świadkowie  i  fakty  (imiona,  miejsca,  czas),  listy  czy  inne  użyteczne
dokumenty?

4) Jakie  byty,  w  momencie  zbliżania  się  daty  ślubu,  zamiary  zainteresowanego

odnośnie  do  tych  przygód,  a  przede  wszystkim  odnośnie  do  związków?  W  takim
przypadku  szczególnie  ważne  jest  poznanie,  jaka  była  jego  ewentualna  umowa  z
kochanką: czy w związku ze ślubem miało nastąpić zerwanie ich związku, czy, wręcz
przeciwnie,  pomimo  ślubu  związek  miał  być  kontynuowany.  Zawsze,  oczywiście,
należy  się  starać  o  dowody  w  postaci  świadków,  dokumentów,  faktów  0  charakterze
poszlak, jakie mogłyby być wykorzystane podczas procesu.

5) Trzeba też ustalić, z jakiego powodu zainteresowany zdecydował się na zawarcie

ślubu  i  to  ślubu  kościelnego,  czyli  jaka  była  przyczyna  zawarcia  przez  niego
małżeństwa. Doświadczenie wskazuje bowiem, że im mniej znacząca jest ta przyczyna
(z  punktu  widzenia  religijnego  i  moralnego:  jak  np.  w  przypadku  małżeństwa  dla
interesu lub zawartego pod naciskiem osób trzecich), tym

background image

97

bardziej prawdopodobne jest odrzucenie obowiązku wierności małżeńskiej i odwrotnie.

6) Ważne jest również zasięgnięcie informacji odnośnie do tego, co zainteresowany,

jeszcze przed ślubem, deklarował w odniesieniu do własnego małżeństwa: czy czuł się
poprzez nie związany jedynie i wyłącznie z własnym współmałżonkiem (również jeśli
chodzi  o  współżycie  seksualne);  czy też  czuł  się  „wolny" - a  w  takim  wypadku,  czy
istnieją świadkowie mogący potwierdzić jego ewentualne poważne deklaracje (nie żarty
lub przechwałki) w tej dziedzinie.

7) Kolejną istotną sprawą jest ustalenie, czy zainteresowany dochowywał wierności

małżonkowi, czy też nie. Czy złamał on wierność nawiązując relację z osobą, z którą był
związany jeszcze przed ślubem, czy może nawiązał nowe relacje, czy były to związki
trwałe, czy okazjonalne, w jaki czas po ślubie miały one miejsce, jak częste były zdrady
itp. Wszystkie te okoliczności muszą być ustalone w sposób pewny (por. wspomniany
już kan. 1586), a więc opierając się na pewnych źródłach, przytaczając nazwiska, fakty,
czas. Jak łatwo się domyślić, są to bowiem okoliczności, które w zależności od stopnia,
w  jaki  zostały  zrekonstruowane  i  udokumentowane,  mogą  mieć  różny  ciężar
dowodowy. Na przykład: inną wartość jako poszlaka będzie mieć związek trwający z tą
samą osobą, nieprzerwany przez zawarcie małżeństwa, a inną związek nawiązany kilka
lat po ślubie, być może wtedy, kiedy małżeństwo wchodziło już w fazę kryzysu.

8) Ważne jest również zbadanie, w jaki sposób zainteresowany usprawiedliwiał swe

zdrady  przed  współmałżonkiem  bądź  innymi  osobami:  czy  arogancko,  twierdząc,  że
miał do tego prawo, czy też z poczuciem winy, wyrażając skruchę i obiecując poprawę.
Te dwie odmienne postawy wskazują bowiem na odmienną wolę zainteresowanego w
przedmiocie obowiązku wierności małżeńskiej.

9) Przydatne  będzie  również  ustalenie,  w  jaki  sposób  podmiot  traktował  inne

obowiązki małżeńskie: na przykład jak traktował współmałżonka, czy zdecydował się
na  posiadanie  potomstwa  i  jakim  był  później  rodzicem;  czy  przyczyniał  się  do
utrzymania  rodziny,  czy  był  w  niej  obecny.  Choć  bowiem  teoretycznie  można
wyobrazić sobie  małżonków  „idealnych"  we  wszystkich  dziedzinach,  z  wyjątkiem
wierności,  to  w  praktyce,  ten,  kto  nie  dochowuje  wierności,  a  więc  łamie  swe
zobowiązania w tak niezwykle ważnej dziedzinie, również i w innych będzie przejawiał
swój brak miłości w stosunku do współmałżonka i rodziny. W każdym wypadku ważne
jest też ustalenie, kiedy i dlaczego zaczął się tego typu rozkład małżeństwa.

3. PRZYKŁADY

1. PRZYKŁAD PIERWSZY
Grzegorz  był  świeżo  upieczonym  magistrem,  który  właśnie  rozpoczął  swą  pracę  w
administracji  publicznej,  kiedy,  po  długim  okresie  narzeczeństwa,  poślubił  swą
koleżankę  ze  studiów,  Annę.  Podczas  ich  dwudziestoletniego  małżeństwa,  z  którego
narodziło się dwoje dzieci, Anna była zawsze przy mężu, wspierając go również w jego
karierze  politycznej.  Ich  małżeństwo  rozpadło  się,  kiedy  Grzegorz  zakochał  się  w
niejakiej Patrycji, poznanej wiele lat po ślubie z Anną, i odszedł do niej. Chcąc uzyskać
stwierdzenie nieważności swego małżeństwa i móc poślubić Patrycję, Grzegorz wyznał

background image

98

podczas procesu, że trzy razy zdradził swą żonę, zarówno w okresie narzeczeństwa, jak i
małżeństwa, mając stałe związki z innymi kobietami.
W  szczególności  zdradzał  ją  z  młodziutką  w  tamtym  czasie  Klaudią:  wyznał  między
innymi, że w przeddzień swego ślubu z Anną zabrał Klaudię do słynnego, zabytkowego
kościoła, gdzie podarował jej obrączkę i przyrzekł, że będzie ona zawsze kobietą jego
życia  oraz  że  najwcześniej  jak  tylko  będzie  to  możliwe,  uwolni  się  od  Anny,  swej
przyszłej  małżonki.  Wynajął  też  dla  niej  mieszkanie  w  pobliskiej  miejscowości  (w
której  często  przebywał  z  przyczyn  związanych  z  pracą),  gdzie  przez  całe  lata
kontynuowali swe spotkania.

Pozornie  sytuacja  ta  wydawała  się  więc  bardzo  jasna.  Zważywszy,  że,  zgodnie  z

wersją Grzegorza, obiecał on Klaudii uznawanie jej za swą prawdziwą żonę (przyznając
jej więc taką samą - o ile nie wręcz uprzywilejowaną - pozycję w stosunku do pozycji
samej Anny), towarzyszące sprawie okoliczności skłaniały do uznania, że miało w tym
wypadku  miejsce  wykluczenie  jedności  małżeństwa.  Grzegorz  twierdził  bowiem,  że
zobowiązał się w stosunku do Klaudii do aktów przez się zdolnych do prokreacji i do
uznania  jej  za  rzeczywistą  kobietę  swego  życia,  kontynuując  z  nią  związek  pomimo
swego ślubu z Anną.

Sąd odrzucił jednak wniosek Grzegorza, ponieważ ten, w rezultacie, nie przedstawił

żadnego rzeczywistego dowodu na poparcie swej tezy.

Nie  udowodnił  istnienia  żadnej  ewentualnej  przyczyny,  dla  której  miałby  poślubić

Annę wbrew swej woli. Nie dostarczył żadnych dowodów na istnienie innych kobiet, z
którymi rzekomo  zdradzał on swą narzeczoną a potem żonę. Jeśli chodzi natomiast o
Klaudię,  to,  co  prawda,  świadczyła  ona  w  sądzie,  potwierdzając  jego  opowiadanie  o
obrączce  i  złożonej  przez  niego  obietnicy,  ale  jej  wersja  zawierała  wiele  ważnych
elementów pozostających w sprzeczności z wersją Grzegorza. Ponadto przeprowadzone
przez  Sąd  dochodzenie  zasadniczo  zredukowało  wagę  (przedstawiany  przez
zainteresowanego)  relacji  Grzegorza  i  Klaudii:  nie  tylko  brakowało  konkretnych
dowodów na ich potwierdzenie (np. poświadczających obecność Klaudii w mieście, w
którym  jakoby  przez  wiele  lat  spotykali  się), ale  także  postępowanie  Grzegorza  w
rzeczywistości zadawało kłam obietnicom złożonym przez niego Klaudii: nie tylko, że
miał on z żoną dwoje dzieci, przez dwadzieścia lat nie robiąc niczego, aby się od niej
uwolnić, jak to obiecywał swej kochance, ale usiłował też ukryć przed nią posiadanie
potomstwa, łudząc ją ogólnikowymi obietnicami. Ponadto wiele wiarygodnych

background image

99

osób,  wśród  których  byli  na  przykład  wzorowi  kapłani,  mogło  potwierdzić,
bezpośrednio znając fakty, miłość, jaką Grzegorz darzył swą żonę i rodzinę.

Stąd też Sąd nie dał wiary zeznaniom Grzegorza, oceniając je jako, w większości,

pozbawione  dowodów  oraz  uznając,  iż  zanegowane  zostały  przez  obiektywne,
sprzeczne z nimi, fakty. Jeśli chodzi o jego związek z Klaudią, to Sąd ocenił go jedynie
jako  nadużycie  prawa,  udzielonego  przez  niego  Annie.  Klaudia  nie  była  bynajmniej
kobietą  jego  życia,  ale  naiwną  i  romantyczną  dziewczyną,  potraktowaną  przez  niego
instrumentalnie,  osobą,  której  rola  sprowadzała  się  do  bycia  jego  nałożnicą,
utrzymywaną  dla  wygody  (na  ile,  oczywiście,  podane  fakty  można  uznać  za
prawdziwe).

Przykład  pokazuje  więc,  iż  konsultant  (choć  rolą  jego  nie  jest  przeprowadzenie

kompletnego  dochodzenia)  nie  może  ulegać  wpływom,  pozornie  jednoznacznych,
deklaracji  stron,  ale że  zawsze  musi  przypominać  zainteresowanym  o  konieczności
trzymania  się  prawdy,  ponieważ  Sąd  z  całą  powagą  zweryfikuje  ich  zeznania.  Po
uczynieniu tego może przedstawić on swą opinię w danej sprawie, przypominając, że
jest  uzależniona  od  prawdziwości  przedstawionych  mu  faktów.  Jeśli  byłyby  one
natomiast  nieprawdziwe,  Sąd  po  ich  zweryfikowaniu  podczas  procesu,  z  wszelkim
prawdopodobieństwem, odrzuci wniosek o stwierdzenie nieważności małżeństwa.

2. PRZYKŁAD DRUGI

Ryszard i Ewa byli urzędnikami, narzeczonymi od kilku lat. Ryszard, był człowiekiem
o  silnej  woli,  pracowitym  i  zdecydowanym,  szczerze  kochającym  Ewę,  dziewczynę
nieco powierzchowną, o słabej woli i bez inicjatywy.

Po  kilku  latach  narzeczeństwa  pobrali  się  i  pojechali  w  podróż  poślubną,  która

minęła  w  bardzo  dobrej  atmosferze,  tak  jak  pierwszy,  krótki  okres  ich  małżeństwa.
Jednak już po niecałym miesiącu po ślubie Ryszard znalazł przypadkiem zapiski, jakie
nieuważna  Ewa pozostawiła w  domu.  Był to  rodzaj pamiętnika, w którym opisywała
uczucia,  żywione  do  swego  przełożonego  z  pracy,  a  także  (z  detalami)  stosunki
seksualne,  jakie  miała  z  nim  od  kilku  miesięcy  w  hotelach,  biurze  i  innych
przypadkowych miejscach. Ryszard był tym wstrząśnięty; zażądał od niej wyjaśnień i
postawił ją  przed  koniecznością  wyboru.  Jej  zachowanie  było  jednak  bardzo
dwuznaczne:  z  jednej  strony  ogólnikowe  obietnice  zerwania  tego  związku,  z  drugiej
nadal spotkania ze swym przełożonym. Ryszard, nie widząc jej dobrej woli ani zamiaru
przestrzegania podstawowego obowiązku małżeńskiego, zdecydował się odejść.

Była to bardzo trudna, z punktu widzenia postępowania dowodowego, sprawa, jako

że relacja Ewy z jej przełożonym była dobrze ukryta (pracowali oni tylko w dwójkę w
małym  biurze),  nie  było  też  żadnych  świadectw  bezpośrednich  co  do  jej  intencji
(zwłaszcza  z  okresu  przedmałżeńskiego)  odnośnie  do  obowiązku  wierności.  Ewa
potwierdziła jednak prawdziwość zapisków w odkrytym przez męża pamiętniku. Dało
to możliwość stwierdzenia,

background image

100

że  pomimo  zbliżającego  się  ślubu,  nie  miała  zamiaru  zerwać  związku  ze  swym
przełożonym, do którego czuła nieprzezwyciężony pociąg fizyczny i choć obawiała się,
że  wcześniej  czy  później  związek  ten  się  rozpadnie,  to  ze  swej  strony  miała  zamiar
zrobić  dla  niego  wszystko,  co  tylko  możliwe.  Faktycznie,  również  podczas  podróży
poślubnej  dzwoniła  i  pisała  do  swego  kochanka,  a  tuż  po  powrocie  podjęła  z  nim
intymne  stosunki.  Pomimo  ogólnikowych  obietnic  zerwania  tego  związku  oraz
zapewnień o uczuciach w stosunku do męża, Ewa, po tym, jak jej niewierność została
przez  niego  wykryta,  nie  dokonała  zdecydowanego  wyboru  w  duchu  poszanowania
wyłączności  prawa  małżonka  do  daru  z  same-go  siebie  i  własnej  seksualności,
demonstrując, poprzez fakty, swój brak woli w przestrzeganiu obowiązku wierności.

Przykład ten pokazuje, że niekiedy, nawet przy braku bezpośrednich dowodów, czyli

zeznań  świadków,  istnieją  elementy  dowodowe  w  postaci  dokumentów  (jak  w  tym
wypadku  niewątpliwie  autentyczny  pamiętnik)  i  okoliczności  potwierdzających
istnienie  cudzołożnego  związku  (w  tym  przypadku  zawieszonego  wyłącznie  na  czas
podróży  ślubnej  i  to  jedynie  na  skutek  fizycznego  oddalenia  pomiędzy  Ewą  i  jej
kochankiem),  które  pozwalają  na  moralnie  pewną  rekonstrukcję  woli  małżeńskiej
strony  w  kwestii  wykluczenia przez  nią  jednego  z  obowiązków  małżeńskich  (w  tym
wypadku wierności jako wyłącznego prawa współmałżonka do aktów płciowych).

3. PRZYKŁAD TRZECI

Grażyna  była dobrą, prostą, trochę  naiwną dziewczyną. Poznała i po krótkim okresie
narzeczeństwa poślubiła Jacka, niespokojnego ducha, który przede wszystkim myślał o
tym,  jak  spędzić  mile  czas  w  towarzystwie  przyjaciół  obojga  płci.  Małżeństwo  było
nieudane, jako że on bardzo często przebywał poza domem, przedkładając towarzystwo
swych przyjaciół nad rodzinę, wykazywał w stosunku do żony obojętność, był nieczuły
na jej potrzeby, również na jej gorące pragnienie posiadania potomstwa. Po kilku latach
małżeństwo  się  rozpadło,  a  Katarzyna,  która  zawarła  nowy  ślub  cywilny,  pragnąc
uregulować  swą  sytuację,  wniosła  sprawę  o  stwierdzenie  nieważności  małżeństwa  na
podstawie wykluczenia przez Jacka wierności małżeńskiej.

Sąd,  niestety,  zmuszony  był  odrzucić  ten  wniosek:  dowody  bezpośrednie  były

absolutnie  niewystarczające:  przyjaciele  Jacka  nie  wnieśli  nic  w  sprawie  jego
ewentualnych deklaracji odnośnie do wierności małżeńskiej, ale przedstawiali jedynie
swoje,  bardzo  ogólne  i  nieumotywowane  faktami  opinie.  Z  drugiej  strony,  również
dowody pośrednie (a więc poszlakowe), były zbyt ogólne, a wręcz sprzeczne. Ogólne,
ponieważ  świadkowie  wyrażali  jedynie  opinie  typu:  „lubił  kobiety...,  był  zawsze
otoczony  kobietami",  ale  nie  podawali  żadnych  konkretnych  faktów.  Sprzeczne,
ponieważ  tam,  gdzie  wydawało  się,  że  istnieją  konkretne  fakty,  okazywało  się,  że
istnieją tak duże sprzeczności w dotyczących ich zeznaniach, iż nie można ustalić, jak w
rzeczywistości one

background image

101

wyglądały.  Na  przykład  jedna  z  kobiet-świadków  zeznała,  że  jeszcze  przed  ślubem
Jacka byli ze sobą związani, jednak z dalszych jej zeznań wynikało, że związek ten w
żaden  sposób  nie  przemawia  za  tezą  o  wykluczeniu  wierności.  Kobieta  ta  zeznała
bowiem, że ich stosunki zostały zerwane już sporo wcześniej przed zawarciem przez
niego małżeństwa z Grażyną, a zostały wznowione (i trwały bardzo krótko), na skutek
ich  przypadkowego  spotkania,  w  rok  po  tym  ślubie.  Tak  więc  nie  tylko,  że
przedstawione  przez  nią  fakty  nie  dowodziły  praktycznie  niczego  w  kwestii
ewentualnej  symulacji  zgody  małżeńskiej,  ale  dodatkowo,  zeznania  Jacka,  który
upierał się, że poznał ją dopiero po swym ślubie z Grażyną, jeszcze bardziej zaciemniły
obraz. Żaden ze świadków nie był w stanie rozstrzygnąć tej kwestii, co w rezultacie
uniemożliwiło stwierdzenie, które z nich mówi prawdę.

Przykład ten pokazuje, że przed zaproponowaniem stronom skierowania sprawy na

drogę  sądową  konsultant  powinien  się  upewnić,  że  istnieje,  choćby  minimalna,
możliwość  przedstawienia  dowodów  na  to,  iż  podmiot  oskarżony  o  symulację
konsensu  małżeńskiego  aktem  woli  rzeczywiście  dokonał  wykluczenia  wierności
małżeńskiej; tak więc musi przynajmniej istnieć możliwość takiego zrekonstruowania
faktów, które pozwoliłoby  Sądowi na uznanie ich za pewne i determinujące w danej
sprawie.  W  przedstawionym  powyżej  przykładzie  rekonstrukcja  taka  okazała  się
niemożliwa, a zeznania stron i świadków zbyt ogólne, aby mogły stanowić dowody w
sprawie.

4. PRZYKŁAD CZWARTY

Laura,  bardzo  dobra  i  przyzwoita  dziewczyna,  była  cenioną  w  miejscu  pracy
nauczycielką,  działała  też  w  organizacjach charytatywnych.  Tam  właśnie  poznała
Pawła,  w  którym  się  zakochała.  Po  niedługim  okresie  narzeczeństwa  oboje
zdecydowali się na ślub. Według Laury, wszystko przebiegało normalnie, choć na kilka
tygodni  przed  ślubem  zauważyła  mniejsze  zaangażowanie  i  mniejszy  entuzjazm  ze
strony Pawła. W ciągu kilku pierwszych miesięcy po ślubie Paweł coraz bardziej zaczął
się od niej odsuwać, nie chciał podjąć żadnego dialogu, zachowywał się w stosunku do
niej niegrzecznie, zaczął coraz częściej przybywać poza domem, aż wreszcie ją opuścił.

Będąc już w separacji z Pawłem, Laura dowiedziała się od wspólnych znajomych,

że w ciągu kilku ostatnich miesięcy przed ślubem Paweł ponownie zaczął spotykać się
z niejaką Bożeną, z którą kilka lat wcześniej miał syna. Związek rozpadł się, ale potem,
w  okresie  bezpośrednio  poprzedzającym  ślub  Pawła  z  Laurą,  ponownie  zaczęli  się
spotykać.  Relacja  ta,  pomimo  ślubu  Pawła  z  Laurą,  trwała  nadal,  a  kiedy  w  kilka
miesięcy po ślubie odszedł on od swej żony, Bożena oczekiwała już jego następnego
dziecka. Paweł uznał formalnie to dziecko za swoje, uznał też wówczas swojego syna,
którego miał z nią kilka lat wcześniej, a który do tej pory nie został przez niego uznany.

background image

102

W czasie toczącej się przed sądem sprawy o stwierdzenie nieważności małżeństwa

tak Paweł, jak i Bożena przyznali, że ich związek został odnowiony na kilka miesięcy
przed  ślubem  Pawła  i  że  zdecydowani  kontynuować  go  pomimo  jego  planowanego
małżeństwa  z  Anną.  Zostało  to  również  potwierdzone  przez  jego  kilku  przyjaciół,
którzy  wiedzieli  o  wszystkim  i  którzy  starali  mu  się  to  wyperswadować,  choć  nie
zdobyli się na odwagę poinformowania o wszystkim jego narzeczonej. Paweł, który w
procesie okazał się słabą osobowością, zdominowaną przez silną osobowość Bożeny,
nie  miał  odwagi  wyznać  prawdy  narzeczonej  i  anulować  planowanego  ślubu.  Podjął
jednak  decyzję  (którą  potem  faktycznie  zrealizował)  o  kontynuowaniu  związku  z
Bożeną,  w  który  coraz  bardziej  się  angażował  i  który  zaowocował  jej  kolejną  ciążą.
Ojcostwo  Pawła  oraz  uznanie przez  niego  ich  pierwszego  dziecka  zostało
udokumentowane  w  sposób  niebudzący  wątpliwości.  Jego  przyjaciele,  będący
świadkami  w  tej  sprawie,  potwierdzili  wspomniane  fakty,  potwierdzili  też  zamiar
Pawła  o  kontynuowaniu  związku  z  Bożeną,  związku  ewidentnie naruszającego,
powstający na skutek zawartego małżeństwa, obowiązek traktowania Laury jako osoby
mającej  wyłączne  prawo  do  jego  daru  z  samego  siebie,  realizowanego  przez  akty
zdolne przez się do prokreacji.

Przykład ten zwraca uwagę konsultantów na to, że przypadek ten, choć sam w sobie

dość  jasny,  mógłby  przysporzyć  poważnych  trudności  w  sferze  dowodowej,  gdyby
Paweł, Bożena oraz ich przyjaciele nie zdecydowali się na współpracę z sądem przy
rekonstrukcji  faktów.  Laura  bowiem  dowiedziała  się  o  wszystkim  dopiero  podczas
separacji i to od osób trzecich, związanych z Pawłem więzami przyjaźni. Konsultant,
oceniając  możliwość  skierowania  sprawy  do  Sądu,  musi  więc  zawsze  pamiętać,  że
samo  jej  teoretyczne  umotywowanie  nie  jest  wystarczającym,  ale  że  konieczne  jest
istnienie konkretnych dowodów, umożliwiających rekonstrukcję faktów, służących za
podstawę orzeczenia.

VIII. PEŁNA SYMULACJA KONSENSU

Po  przedstawionych  tu  przypadkach  tzw.  symulacji  częściowej  konsensu
małżeńskiego,  zajmiemy  się  obecnie  przypadkami  nieważności  małżeństwa
spowodowanego symulacją, określaną przez doktrynę i orzecznictwo (choć nie przez
Kodeks) mianem symulacji pełnej.

1. ELEMENTY PRAWA MATERIALNEGO

background image

103

Jak  już  wspominaliśmy,  niezbędne  jest  rozróżnienie  symulacji  pełnej  oraz  symulacji
zwanej  częściową,  o  której  już  była  mowa  powyżej.  Jakie  są  jednak  racje  takiego
rozróżnienia? Odpowiedź na to pytanie może przyczynić się do lepszego naświetlenia
zasad i elementów prawa materialnego regulującego to zagadnienie.

Symulacja tzw. częściowa to taka, w której, co prawda, mamy do czynienia z wolą

małżeńską,  ale  jest  ona  wewnętrznie  sprzeczna;  czy  też,  jak  formułuje  to  (w  sposób
może  mniej  adekwatny)  część  Autorów,  w  symulacji  totalnej  obok  woli  małżeńskiej
miałaby występować inna wola, która ją anuluje, będąc z zasady sprzeczną z jakimś z
elementów  czy  z  istotnych  przymiotów  małżeństwa.  Tak  byłoby  na  przykład  w
przypadku  osoby,  która  chciałaby  zawrzeć  małżeństwo,  ale  jednocześnie  byłaby
przeciwna 

nakierowaniu 

instytucji 

małżeństwa 

na 

prokreację 

albo 

jego

nierozerwalności,  albo  też  jego  jedności  i  prawnemu  obowiązkowi  wierności
małżeńskiej - są  to  przypadki,  jakimi  dopiero  się  zajmowaliśmy.  Tego  typu
(„podwójna",  jeśli  zaakceptuje  się  to  sformułowanie)  wola  musi  być  uznana  za
wewnętrznie  wadliwą:  jest  to  wola,  która  jakkolwiek  akceptuje  małżeństwo,  to
równocześnie  odrzuca  jakiś  jego  element  czy  istotny  przymiot,  bez  których,  z  samej
zasady, małżeństwo nie może istnieć.

Symulacja pełna charakteryzuje się natomiast tym, iż wola symulująca (czyli realna

wola  podmiotu  różniąca  się  od  woli  przez  niego  deklarowanej)  odnosi  się  do  samej
istoty  małżeństwa,  czyli  do  wspólnoty  całego  życia oraz  do  pełnienia  (prawnej)  roli
małżonka.

Mówiąc  prościej: tak  jak w wypadku symulacji częściowej podmiot chce zawrzeć

małżeństwo,  ale  „niezupełne",  czyli  pozbawione  jakiegoś  przymiotu,  uznanego  przez
prawo kanoniczne za jego nieodzowną cechę, tak w wypadku symulacji pełnej podmiot,
pozytywnym aktem woli, odrzuca samo małżeństwo; nie chce on - wbrew pozorom -
zawrzeć małżeństwa ani przyjąć na siebie praw i obowiązków małżeńskich.

Pomimo iż niektórzy Autorzy, opierając się przede wszystkim na wspólnym dla obu

typów  symulacji  skutku  prawnym  w  postaci  nieważności  małżeństwa,  postulują
zniesienie rozróżniania symulacji na pełną i częściową, przeważająca część doktryny i
orzecznictwa  uznaje  jednak  ten  podział  za  słuszny,  głównie  ze  względu  na  różnicę -
mogącą być określoną mianem psychologicznej, która występuje po stronie podmiotu
symulującego.

Ten bowiem, kto symuluje „częściowo" może mieć wolę oraz przekonanie zawarcia

prawdziwego małżeństwa (zakładając, że nie wie on czy też nie sądzi, że jego wola, jako
wykluczająca  jakiś  element  czy  istotny  przymiot  małżeństwa,  jest  wewnętrznie
sprzeczna), ten natomiast, kto symuluje w „pełni" bez wątpienia jest świadomy tego, iż
nie  zawiera  prawdziwego  małżeństwa,  jako  że  jego  wola,  już  z  samej  definicji,  jest
sprzeczna  z  samą  istotą  prawnej  instytucji  małżeństwa  oraz  z  całokształtem
wynikających z niego obowiązków prawnych i moralnych.

background image

104

Prawo kanoniczne, tak w Kodeksie z 1917 roku (kan. 1086 § 2), jak i w Kodeksie z

1983  roku  (kan.  1101  §  2),  określa  symulację  „pełną"  mianem  wykluczenia  samego
małżeństwa (matrimonium  ipsum), wskazując  tym  samym,  iż  tego  typu  wola
symulująca uderza w samą istotę tej instytucji: zarówno gdy chodzi o jej ustanowienie,
jak i o projekcję, w postaci określonego stanu życia, jaki się z niej wywodzi. Tak więc
symuluje  w  „pełni"  konsens  małżeński  ten,  kto  nie  chce  zawrzeć  żadnej  umowy
małżeńskiej (por. kan. 1055 § 1) i w konsekwencji nie chce utworzyć żadnej „wspólnoty
całego życia" z drugą stroną (por. kan.1055 § 1 i kan. 1057 §2).

Przepisy  prawa  kanonicznego  stanowią,  że  wola  w  pełni  symulująca  konsens

(podobnie  zresztą  jak  jest  to  w  wypadku  każdej  symulacji)  musi  być  aktem
„pozytywnym".  Innymi  słowy,  musi  więc  być  ona  owocem  prawdziwej  decyzji,
rzeczywistą wolą wewnętrzną sprzeciwiającą się wyrażonej woli zewnętrznej; nie może
więc być to jedynie brak woli ani też wola mało spontaniczna, wyrażona bez zapału czy
bez przekonania. W celu lepszego naświetlenia tego aspektu, orzecznictwo i doktryna
stwierdzają,  że  dokonuje  pełnej symulacji  konsensu  małżeńskiego  ten,  kto  „chce  nie
zawrzeć  małżeństwa",  czyli  chce,  aby  zawierany  przez  niego  ślub  nie  powodował
żadnej modyfikacji jego stanu ani żadnego obowiązku o charakterze małżeńskim. Nie
dokonuje  jej  natomiast  ten,  kto  jedynie  „nie chciałby  zawrzeć  małżeństwa"  czy  też
zawiera  je  niechętnie,  bez  wielkiego  przekonania,  w  jakimś  stopniu  uwarunkowany
przez chęć uzyskania korzyści czy skłoniony przez osoby trzecie. Aby więc można było
mówić  o  rzeczywistej  „pełnej"  symulacji,  nie  wystarcza - jak  precyzuje  to  klasyczna
doktryna - aby podmiot symulujący nie chciał..., lecz konieczne jest, aby chciał nie...

Rozróżnienie  to  jest  bardzo  ważne,  ponieważ  pomaga  w  poprawnej  interpretacji

konkretnych przypadków, w aspekcie spełniania przez nich kryteriów pozwalających na
zakwalifikowanie ich jako „pełnej" symulacji.

Symulacja  „pełna",  jak  stanowi  to  norma  prawa  kanonicznego,  jest  więc

wykluczeniem  samego  małżeństwa (matrimonium  ipsum). Kiedy  jednak  mamy  do
czynienia z wykluczeniem tego typu? Jak jest możliwe, aby osoba, która decyduje się na
zawarcie ślubu, odrzucała równocześnie fakt stania się małżonkiem drugiej strony oraz
związane z tym prawa i obowiązki?

Orzecznictwo  sprecyzowało  niektóre  konkretne  „postaci"  pełnej  symulacji,  czyli

przypadki,  które  z  logicznego  punktu  widzenia  wskazują,  że  rzeczywiście  miała  ona
miejsce; są to bez wątpienia „patologiczne" przypadki konsensusu małżeńskiego, przy
analizie  których  trudno  jest  się  uwolnić  od  wrażenia,  iż  są  one  „anormalne",  a  więc
zasadniczo różniące się od tego, co w takich wypadkach „być powinno".

Mając na uwadze cel tej książki - którym jest dostarczenie praktycznych wskazówek

i  pomocy  duszpasterzom  i  innym  osobom  zajmującym  się  udzielaniem  konsultacji  w
sprawach  o  stwierdzenie  nieważności  małżeństwa -przedstawione  tu  zostaną  tylko
niektóre, najbardziej typowe formy pełnej

background image

105

symulacji,  które  dostarczają  kryteriów  interpretacyjnych  przyjętych  już  przez
orzecznictwo,  pominięte  natomiast  będą  te  jej  „postacie",  które  jak  dotychczas,  są
jedynie przedmiotem czystych spekulacji doktrynalnych.

Należy  pamiętać - zważywszy,  iż  dotyczy  to  nie  tylko  dowodu  symulacji,  ale  i

logicznej możliwości jej wystąpienia - że po to, aby można było wystąpić z hipotezą, iż
miał miejsce fakt tak bardzo negatywny, jak jest to zawsze w wypadku pełnej symulacji
konsensu małżeńskiego, trzeba znaleźć jakąś, równie poważną (przynajmniej z punktu
widzenia  podmiotowego),  motywację,  która  z  punktu  widzenia  logicznego  mogłaby
taką symulację wyjaśniać (chodzi o wspominaną już wielokrotnie przyczynę symulacji
causa  simulandi, element  dowodowy  o  bardzo  dużym  znaczeniu).  W  przeciwnym
bowiem  razie  trudno  będzie  wytłumaczyć  istnienie  tak  poważnego  faktu,  jakim  jest
zewnętrzny akt woli udzielający zgody małżeńskiej, któremu towarzyszy wewnętrzna
wola rzeczywistego nieudzielenia tej zgody.

Stąd  też  mamy  do  czynienia  z  pełną  symulacją  konsensu  małżeńskiego  w

następujących przypadkach:

a) W  razie,  gdy  pozytywnym  aktem  woli  odrzuca  się  drugą  stronę  jako  swego

małżonka.  Symulacja  tego  typu,  opierająca  się  na  żywionej  wobec  swego  partnera
awersji,  może  mieć  miejsce  na  przykład  w  wypadku  zawierania  małżeństwa  pod
przymusem. Możliwe jest zarówno to, że osoba zmuszona do poślubienia niechcianego
partnera  biernie  się  na  to  godzi  (a  jej  zgoda  małżeńska  podpada  ewentualnie  pod
hipotezę normy kan. 1103), jak i to, że choć nie czując się na siłach przeciwstawić się
groźbie  lub  użyciu  siły,  przez  którą  zmusza  się  ją  do  małżeństwa,  równocześnie
decyduje  się  na  nie  udzielenie  swej  wewnętrznej zgody  małżeńskiej,  odrzucając
obowiązki,  które  normalnie  powstają  na  skutek  zawarcia  małżeństwa  (w  tym
konkretnym wypadku postrzeganego przez nią za wymuszone).

b) W razie, gdy wolą osoby jest nieudzielenie zgody małżeńskiej, ponieważ nie ma

ona  zamiaru zawarcia  małżeństwa,  a  jej  uczestnictwo  w  celebracji  związku
małżeńskiego jest tylko zewnętrznym, pustym gestem, „komedią". Przypadek taki może
mieć miejsce zarówno w sytuacji analogicznej, jak powyżej opisana (a więc zmuszenia
do  zawarcia  małżeństwa);  ale także  wtedy,  gdy  strona  uparcie  odrzuca  instytucje
eklezjalne,  nie  uznając  żadnych  obowiązków  z  wyjątkiem  tych,  które  sama  sobie
arbitralnie  ustala  i  które  wywodzą  się  z  jej  własnej  woli  pozostawania  w  związku
małżeńskim  bądź  też  nie  (jest  to  przypadek  osób  kontestujących  reguły  ustanowione
przez Kościół czy społeczeństwo, jak np. hippisi, anarchiści, osoby związane z ruchem
z 1968 roku itp.)

c) Z pełną symulacją ma się do czynienia również wtedy, gdy stanowczą wolą osoby

jest  odrzucenie  elementów,  uznawanych  przez  prawo  kanoniczne  za  decydujące  o
powstaniu  małżeństwa;  czyli  kiedy  odrzuca  ona  utworzenie  wspólnoty  całego  życia
nakierowanej na dobro małżonków oraz na zrodzenie i  wychowanie  potomstwa (por.
kan. 1055 § 1 i kan. 1096). W takim przypadku

background image

106

miałoby się bowiem do czynienia z zasadniczą rozbieżnością pomiędzy wolą podmiotu
a  podstawową,  w  rozumieniu  prawa  kanonicznego,  funkcją  (określaną  też  mianem
podstawy prawnej umowy małżeńskiej) umowy małżeńskiej. Może to mieć miejsce na
przykład w wypadku, kiedy dana osoba zawiera związek małżeński w celu otrzymania
w życiu codziennym pomocy materialnej od swego współmałżonka (co stanowi jeden z
aspektów  wspólnoty  małżeńskiej),  ale  jednocześnie  wyklucza  ona  jakiekolwiek  swe
zaangażowanie  w  stosunku  do  drugiej  strony,  czyli  udzielanie  jej  materialnego  i
moralnego wsparcia lub też, właściwe dla życia małżeńskiego, choćby minimalne z nią
zespolenie psychoafektywne i seksualne. Bez wątpienia są to wypadki skrajne (jest to
zresztą logiczne w wypadku tak poważnego faktu, jakim jest pełna symulacja konsensu
małżeńskiego), które niekiedy mogą zbliżać się do innych form symulacji; skierowanej
na  przykład  przeciw  „dobru  małżonków"  (jak  w  wypadku  negacji  jakiejkolwiek
wzajemnej  pomocy)  czy  przeciw  dobru  potomstwa  (jak  w  wypadku  odrzucenia
jakiejkolwiek wspólnoty na płaszczyźnie psycho-seksualnej).

d)  Pełna  symulacja  małżeństwa  ma  miejsce  również  wtedy,  gdy  podmiot  traktuje

zawarcie  związku  małżeńskiego  w  sposób  instrumentalny,  mając  na  uwadze  cele
kompletnie odmienne od ustanowienia węzła małżeńskiego oraz wynikających z niego
praw i obowiązków, których nie ma on zamiaru respektować. Przykładem może być na
przykład  osoba,  która  zawiera  małżeństwo  jedynie  po  to,  aby  korzystać  z  bogactw
drugiej  osoby;  czy  też  osoba,  która  traktuje  małżeństwo  wyłącznie  jako  okoliczność
prawną pozwalającą jej na wyemigrowanie i uzyskanie obywatelstwa w kraju, w którym
pragnie żyć. Należy jednak podkreślić, że aby można było mówić o pełnej symulacji,
musi  nastąpić  zbieg następujących  elementów:  cel,  jaki  zamierza  się  osiągnąć,  jest
zewnętrzny  w  stosunku  do  typowych  aspektów  małżeństwa;  jest  on  wyłączny  w
stosunku  do  ustanowienia  węzła  małżeńskiego;  wolą  podmiotu  jest  nierespektowanie
obowiązków  małżeńskich  i  odpowiadających  im  praw  drugiej  strony.  Jest  to  bardzo
ważne,  ponieważ  pozwala  na  uniknięcie  nieporozumień  wynikających  ze  złej
interpretacji okoliczności, jakie mogą być zwykłymi motywami skłaniającymi podmiot
do zawarcia związku, nie spełniając jednak przesłanek pełnej symulacji.

Bardzo  prostym  przykładem  dla  zilustrowania  tego  zagadnienia  może  tu  być

następująca sytuacja: w pełni symuluje małżeństwo kobieta pochodząca z ubogiego czy
nękanego wojną kraju, która poślubia na przykład Amerykanina po to tylko, aby móc
wyjechać  i  zamieszkać  w  Stanach  Zjednoczonych.  Nie  chce  go  jednak  za  męża,  nie
zamierza  spełniać  żadnych  obowiązków  małżeńskich  i  kończy  tę  fikcję  tuż  po
osiągnięciu  zamierzonego  przez  siebie  celu.  Nie  symuluje  natomiast  ta  sama  kobieta
zakochana w Amerykaninie, która poślubia go, chcąc zostać jego żoną, choć dodatkowo
motywowana perspektywą wyjazdu do kraju dobrobytu.

background image

107

I tak, nie symuluje małżeństwa ten, kto żeni się - choćby niechętnie - ze względu na

to, że jego partnerka spodziewa się jego dziecka; ani też ten, kto zawiera małżeństwo,
chcąc uniezależnić się od swej rodziny, z którą jest w konflikcie. Pomijając fakt, że cele
takie  (zapewnienie  dziecku  narodzenia  się  w  legalnym  związku,  założenie  własnej,
autonomicznej  rodziny)  nie są  w  pełni  zewnętrzne  w  stosunku  do  celów  małżeństwa,
często są one jedynie motywami, które skłaniają do zawarcia go (choćby mniej chętnie
czy też zbyt pospiesznie niż byłoby to w „normalnych" sytuacjach), nie pociągając za
sobą  woli  rzeczywistego  niezawarcia  związku  czy  nierespektowania  obowiązków
małżeńskich. Brak rozróżnienia pomiędzy motywami, które jedynie skłaniają podmiot
do  zawarcia  małżeństwa,  a  wolą  pełnego  podporządkowania  zawieranego  związku
celowi  zewnętrznemu  w  stosunku  do  celów  małżeństwa  wraz  z  równoczesnym
wykluczeniem respektowania obowiązków małżeńskich może doprowadzić do zamętu i
do  niesłusznej  (jako  że  opierającej  się  na  błędnym  i  powierzchownym  stosowaniu
prawa) praktyki sądowej.

e) Część  doktryny  i  orzecznictwa  wyznaje  pogląd,  iż  z  pełną  symulacją  konsensu

małżeńskiego  ma  się  do  czynienia  również  wtedy,  gdy  nastąpiło  wykluczenie,
pozytywnym aktem woli, godności sakramentalnej małżeństwa. W uzasadnieniu opiera
się ona  na występującej w „doktrynie katolickiej" identyczności-nierozdzielności (dla
osób ochrzczonych) ważnej umowy małżeńskiej i sakramentu (por. kan. 1055 §2). W
konsekwencji uznaje się, że ten, kto pozytywnym aktem woli, odrzuciłby sakrament, w
sposób domyślny odrzuca również i samą umowę małżeńską.

f) Z dużą uwagą należy traktować przypadki, w których ślub jest zawierany jedynie

pro  forma, po  to  tylko,  aby  spełnić  życzenie  drugiej  strony  czy  rodziny  albo,  aby
dostosować  się  do  konwenansów  społecznych,  zwłaszcza  w  wypadku  osób
ochrzczonych,  lecz  niepraktykujących.  W  takich  przypadkach  należy  zachować
szczególną  ostrożność,  ponieważ  jak  twierdzi  orzecznictwo,  występująca  w  takich
wypadkach  wola  dokonania  jedynie  „formalnego"  aktu,  nie  zawsze  i  nie  koniecznie
zawiera odrzucenie obowiązków z niego wynikających. Ślub zawierany pro forma może
zawierać w sobie jedynie błędne przekonanie o bezużyteczności samego aktu (np. jako
zawieranego w kościele, przed księdzem) a nie natomiast rzeczywistą wolę odrzucenia
jego konsekwencji. Mówiąc prościej: Adam  może być  przekonany  o bezużyteczności
ślubu kościelnego, który jest dla niego tylko  „czystą formalnością", ale równocześnie
chce  zostać  mężem  Ewy,  akceptując  prawa  i  obowiązki  wynikające  ze  stanu
małżeńskiego.

g) Nie  wchodzą  natomiast  w  zakres  powszechnie  uznanych  „postaci"  pełnej

symulacji  konsensu  małżeńskiego:  równoczesne  wykluczenie  tzw.  trzech  dóbr
małżeńskich  (potomstwa,  jedności  i  nierozerwalności  małżeństwa),  które  muszą  być
raczej uznane za ewentualny przedmiot tzw. symulacji częściowej; lub też wykluczenie
jakiegoś  elementu  integralnego  (lecz  nie  zasadniczego)  małżeństwa  (jak  np.
efektywnego i stałego wspólnego życia). Podobnie nie jest symulacją

background image

108

brak miłości małżeńskiej, choć w rzeczywistości może on być powodem symulacji (np.
„Poślubiam daną osobę choć jej nie kocham, wyłącznie dla jej majątku, nie chcąc być w
rzeczywistości  jej  małżonkiem  i  nie  zamierzając  respektować  obowiązków
wynikających z zawarcia małżeństwa").

Gdy  chodzi  natomiast  o  dowody  ewentualnej  pełniej  symulacji  konsensu

małżeńskiego,  to  należy  tu  w  skrócie  przypomnieć  ogólne  reguły,  o  jakich  była  już
mowa przy okazji omawiania innych form symulacji.

Dowód  ten,  którego  przedmiotem  jest  konkretny  akt  woli,  zmierza  do  jego

bezpośredniej  rekonstrukcji,  wykorzystując  do  tego  świadectwa  osób,  które  miały
okazje zapoznać się z werbalnym przejawem woli osoby przypuszczalnie symulującej
konsens małżeński, a także do rekonstrukcji pośredniej, przy wykorzystaniu przesłanek
i okoliczności danej sprawy.

Należy też przypomnieć, że aby fakty będące przesłankami miały znaczenie prawne,

muszą  być  one  pewne  i  określone  oraz  pozostawać  w  bezpośrednim  związku  z
przedmiotem  sprawy  (por.  kan.  1586);  szczególne  znaczenie  ma  tu  tzw. causa
simulandi, 
czyli  powód,  który  sprawia,  że  podmiot  dokonuje symulacji  konsensu
małżeńskiego.  Jak  już  bowiem  wspominaliśmy  brak  ważnego  powodu  sprawia,  że
domniemana  symulacja  konsensu  małżeńskiego  (zwłaszcza  symulacja  pełna)  jest
niezrozumiała i trudna do udowodnienia.

2. WSKAZÓWKI DLA KONSULTANTA

Duszpasterz  bądź  konsultant  osób,  których  małżeństwo  znalazło  się  w  kryzysie,
przypuszczający, że w przedstawionej mu sprawie mogła mieć miejsce pełna symulacja
konsensu, powinien zbadać ją dogłębnie, w szczególności starając się ustalić:

1) Jakie były teoretyczne przekonania - religijne, polityczne, społeczne -osoby, którą

posądza 

się 

symulację 

zgody 

małżeńskiej. 

Poglądy 

antykościelne 

i

antyinstytucjonalne  mogą  bowiem  stanowić  (choćby  bardzo  odległą)  przesłankę
odmowy związania się formalną umową małżeńską?

2) Należy  też  sprawdzić,  czy  podmiot  posądzany  o  symulowanie  konsensu  swym

zachowaniem zdradzał, iż ma jakiś podwójny cel w zawarciu małżeństwa, że zawiera je
dla  interesu.  Użyteczne  może  być  zbadanie,  czy  przejawiał  on  jakieś  szczególne
zainteresowanie  pewnymi,  ubocznymi  aspektami  małżeństwa,  jak  na  przykład
(nawiązując do przykładów, jakie powyżej przytaczaliśmy) stanem majątku przyszłego
współmałżonka, prawnymi skutkami małżeństwa (jak np. prawo do pobytu, zdobycie
obywatelstwa) itp.

3) Na ile tylko jest to możliwe, powinien zostać ustalony podstawowy powód, dla

którego  podmiot  zawarł  związek  małżeński.  Należy  zwrócić  szczególną  uwagę  na
ewentualny  zbieg  rozmaitych  powodów,  uwzględniając,  iż  nawet  mało  spontaniczne
czy  też  pozostawiające  sporo  do  życzenia  powody  (jak  np.  chęć  dania  poczętemu
dziecku możliwości urodzenia się w legalnym związku),

background image

109

niekoniecznie  oznaczają  wolę  całkowitego  odrzucenia  małżeństwa (in  toto) oraz
wynikających z niego obowiązków.

4) Należy  się  też  upewnić,  czy  osoba  posądzana  o  symulację  konsensu

małżeńskiego,  jest  gotowa  wyjaśnić,  również  przed  Sądem,  jaka  była  jej
rzeczywista wola odnośnie do zawarcia przez nią małżeństwa. Trzeba też ustalić,
czy  ewentualnie  przejawiła  ona  swą  wolę  (zwłaszcza  w  okresie  zbliżonym  do
zawartego przez nią małżeństwa) wobec innych osób, wiarygodnych i gotowych to
potwierdzić w Sądzie.

5) Bardzo  ważne  jest  też  ustalenie,  w  jaki  sposób  w  okresie  trwania  małżeństwa

osoba ta spełniała wynikające z niego obowiązki. Choć bowiem -jak podkreślaliśmy -
pełna symulacja jest czymś więcej niż tylko arytmetyczną sumą symulacji częściowych,
a więc wykluczeń poszczególnych istotnych praw i obowiązków małżeńskich, to jednak
ich  respektowanie  może  stanowić  istotny  element  dowodowy.  Ważne  będzie  więc
ustalenie,  jak  długo  trwało  to  małżeństwo  i  z  czyjej  woli  się  zakończyło;  czy  strony
współżyły  ze  sobą  i  czy  ich  współżycie  otwarte  było  na  prokreację;  czy  i  kiedy  ze
związku tego zrodziło  się potomstwo; czy dochowywana była wierność małżeńska, a
jeżeli, nie, to w jakim zakresie. Masowe naruszanie praw i obowiązków małżeńskich,
choć  samo  w  sobie  nie  przesądza  o  symulacji,  to  jednak  jest przesłanką  o  sporej
doniosłości prawnej: ustalenie bowiem, że istniała wola nierespektowania obowiązków
wynikających z zawartego małżeństwa każe podejrzewać, iż mogła mieć miejsce wola
symulacji konsensu.

6) W  razie  podejrzenia,  iż  ma się  do  czynienia  z  pełną  symulacją,  polegającą  na

całkowitym  podporządkowaniu  zawarcia  małżeństwa  celom  odmiennym  od
rzeczywistych celów  małżeństwa, należy sprawdzić, w jaki sposób osoba symulująca
konsens zachowała się w kontekście osiągniętych korzyści; czy też w wypadku, kiedy
okazało się, że nie odniesie ona korzyści, jakich się spodziewała lub że korzyści te nie
spełniają jej oczekiwań. Odwołując się do przytoczonych już poprzednio przykładów:
ważne jest ustalenie, w jaki sposób traktowała swego męża oraz małżeństwo kobieta,
która chciała przeprowadzić się do kraju swego małżonka, kiedy już tam zamieszkała
czy dostała jego obywatelstwo. Albo, w jaki sposób zachował się podmiot, który ożenił
się bez miłości, jedynie dla majątku, kiedy odkrył, że majątek ten nie istnieje.

3. PRZYKŁADY

1. PRZYKŁAD PIERWSZY

Filip był porządnym mężczyzną, pochodzącym ze skromnej rodziny, który dzięki swej
pracowitości stal się dobrze sytuowanym przedsiębiorcą, zdobywając solidną pozycję
ekonomiczną. W młodym wieku, zanim jeszcze zdobył majątek, ożenił się z Moniką z
powodu deklarowanej przez nią ciąży, która zresztą zakończyła się poronieniem jeszcze
przed ślubem. Monika

background image

110

twierdziła, że było to poronienie naturalne, podczas gdy Filipowi cała historia wydawała
się dość dziwna (do tego stopnia, że powątpiewał on, czy w ogóle była z nim w ciąży).

Po  wielu  latach  wspólnego  życia,  kiedy  na  skutek  niewierności  Moniki  doszło  do

separacji,  Filip  stwierdził,  że  w  pełni  symulował  małżeństwo,  jako  że  zawarł  je
niechętnie, tak z powodu niezbyt udanego narzeczeństwa, jak i z powodu wątpliwości,
które  żywił  co  do  niejasnej  historii  ciąży  Moniki  (która  to  ciąża  była  właśnie
bezpośrednim powodem zawarcia przez niego związku).

W  Sądzie  Filip  okazywał  szczerość  i  chęć  współpracy,  podczas  gdy  Monika  była

bardzo  powściągliwa,  zwłaszcza  co  do  swej  niewierności.  Sąd  zmuszony  był  jednak
odrzucić wniosek o stwierdzenie nieważności małżeństwa.

Filip  nie  zdołał  bowiem

dostarczyć  żadnego  dowodu  bezpośredniego

potwierdzającego  dokonaną  przez  niego  symulację,  czyli  żadnego  świadka,  jaki
słyszałby  jego  oświadczenia,  że  nie  zamierza  on  zawrzeć  rzeczywistego  związku
małżeńskiego,  nie  będąc  już  przekonanym  co  do  swej  narzeczonej  i  nie  ufając  jej
prawdomówności.  Co  więcej,  sam  Filip  złożył  w  sądzie  oświadczenie  pozostające  w
sprzeczności  z  deklarowanym  przez  niego  faktem  symulacji.  Zeznał  bowiem  między
innymi, że „tak", złożone przez niego podczas zawieranego ślubu, było czysto formalne,
ale - jak sam stwierdził - „zawsze starał się wiernie wypełniać zobowiązania zaciągnięte
przed ołtarzem w wyniku przysięgi małżeńskiej". Już z samej tej deklaracji wynika, że
w rzeczywistości zdawał on sobie sprawę i zamierzał realizować obowiązki wynikające
z faktu zawarcia małżeństwa.

Również  i  fakty,  o  wiele  bardziej  znaczące  niż  słowa,  ukazują,  że  przez  blisko

dwadzieścia  lat  respektował  on  te  obowiązki,  mając  z  Moniką  dwoje  dzieci,  ciężko
pracując dla zapewnienia swej rodzinie dobrobytu, dochowując żonie wierności, nawet
wobec jej zdrady, dla dobra dzieci sprzeciwiając się separacji. Wszystkie te okoliczności
są ewidentnie sprzeczne z tezą o czystej formalności (czyli o odrzuceniu pozytywnym
aktem woli) małżeńskiej zgody złożonej przez Filipa podczas zawieranego ślubu.

Również,  gdy  chodzi  o  weryfikację  pobudki  domniemanej  symulacji,  zostało

ustalone  jedynie  to,  że  narzeczeństwo  Filipa  i  Moniki  było  rzeczywiście  burzliwe,  że
posprzeczali  się  oni  również  w  przeddzień  ślubu  i  że  Filip  udając  się  do  kościoła,  w
którym miała odbyć się ceremonia, powiedział przyjacielowi, że nie chce się już żenić,
ale  zaraz  po  tym  uspokoił  się  i,  zachęcony  przez  przyjaciela,  przystąpił  do  zawarcia
związku.

Przykład ten ukazuje, iż subiektywne przekonanie o dokonanej symulacji konsensu -

jak w przypadku Filipa - nie zawsze odpowiada rzeczywistości. Stąd też konsultant, w
celu zapobieżenia wykształceniu się u strony szkodliwych iluzji, powinien, dokonując
kompleksowej weryfikacji danego przypadku, pomóc jej w bardziej realistycznej ocenie
jej historii.

2. PRZYKŁAD DRUGI

background image

111

Decyzja Kazimierza i Barbary o zawarciu małżeństwa zapadła w związku z jej ciążą, z
której,  już  po  ślubie,  narodziło  się  dziecko.  Byli  oni  jeszcze  bardzo młodzi  i  musieli
dostosować  się  do  żądań  rodziców.  Kazimierz  jednak  uczynił  to  bardzo  niechętnie,
ponieważ nie miał on zamiaru się żenić, a co najwyżej żyć z Barbarą w konkubinacie.

Oprócz wspomnianego dziecka, para po ślubie nie miała już więcej potomstwa. Ich

małżeństwo  trwało  tylko  kilka  lat  i  rozpadło  się  na  skutek  braku  jakiegokolwiek
zainteresowania Kazimierza swoją rodziną. W kilka lat po rozwodzie Kazimierz, który
w  międzyczasie  się  nawrócił  i  stał  się  praktykującym  katolikiem,  postanowił
uregulować swe sprawy i wystąpił o stwierdzenie nieważności małżeństwa z Barbarą.

Oprócz  zeznań  złożonych  podczas  procesu,  w  których  deklarował,  że  zawarł  ten

związek,  naginając  się  do  woli  rodziny,  równocześnie  odrzucając  wewnętrznie  samo
małżeństwo  oraz  wynikające z  niego  obowiązki,  postrzegane  przez  niego  jako
wymuszone,  dostarczył  kilku  świadków.  Zeznania  ich  były  jednak  bardzo  ogólne
(dowodziły one jedynie jego awersję do zawarcia małżeństwa), przez co nie mogły one
stanowić bezpośredniego dowodu na dokonanie symulacji.
Kazimierz przytoczył jednak fakty - udowodnione w sposób niebudzący wątpliwości -
które  wystarczająco  i  jednoznacznie  potwierdziły  w  procesie  jego  tezę  o  symulacji
konsensu.  Po  pierwsze,  w  epoce  swego  ślubu  był  zagorzałym  zwolennikiem
marksizmu,  co  zaowocowało  jego  formalnym  wstąpieniem  (oraz  aktywną
działalnością) do Partii Komunistycznej i Komunistycznych Związków Zawodowych.

Po  drugie,  w  tamtym  okresie  był  zadeklarowanym  i  przekonanym  ateistą,  co

potwierdziły rozmaite świadectwa, w tym znajomego kapłana, który potem pomógł mu
w zbliżeniu się do Kościoła.

Po  trzecie,  jego  powtarzające  się  zachowania  sprzeczne  (i  to  zasadniczo)  z

obowiązkami  małżeńskimi.  Oprócz  jego  braku  zainteresowania  rodziną  zostało
udowodnione:  okresowe  spożywanie  przez niego  narkotyków,  erotyczne  przygody  z
kobietami  i  mężczyznami,  próby  wciągnięcia  swej  żony  w  doświadczenia  seksu
grupowego.
Przytoczone  tu  fakty,  którym  towarzyszą  dowody  na  to,  że  został  on  poddany  silnej
presji,  przeciw  której  się  buntował  (a  nie  pasywnie  ją  znosił),  czynią  wiarygodnymi
deklaracje  przedstawione  przez  niego  w  procesie,  choć  brak  zeznań  świadków
dotyczących jego aktu woli.

Przykład ten pokazuje, jak ważna jest, w tego typu sprawach, faktyczna obecność

wiarygodnej  przyczyny,  motywu  symulacji,  która  w  przypadku  Kazimierza  była
podwójna:  z  jednej  strony  pośrednia,  wywodząca  się  z  jego  ówczesnej  mentalności  i
przekonań religijnych oraz politycznych; z drugiej bezpośrednia, sprowadzająca się do
negatywnej reakcji na małżeństwo, postrzegane przez dziewiętnastoletniego wówczas
Kazimierza jako wymuszone.

background image

112

Również  i  ciężkie  naruszanie  przez  niego  obowiązków  małżeńskich,  a  zwłaszcza

próby wciągnięcia w nie również swej żony, pozwalają na uznanie, że rzeczywiście nie
traktował jej jako małżonki, nie szanując jej praw ani jako żony, ani osoby.

3. PRZYKŁAD TRZECI

Jan i Maria rozstali się po kilku latach małżeństwa. Nie mieli dzieci. Jan, młody lekarz,
był kandydatem szczególnie faworyzowanym przez rodziców Anny, drobnych kupców
z  małego  miasteczka,  którzy wspierali  go u  początków jego  działalności zawodowej,
oddali mu za darmo lokal przeznaczony na studio oraz dostarczali klientów. Po ślubie
pomagali ekonomicznie młodej parze, która dzięki temu mogła od razu pozwolić sobie
na luksusowe życie.

Anna,  wspierana  przez  Jana,  wniosła  sprawę  o  stwierdzenie  nieważności  ich

małżeństwa, twierdząc, że Jan w pełni symulował zgodę małżeńską. Po szczegółowym
zbadaniu  sprawy  Sąd  orzekł  jednak,  że  żadna  z  mających  miejsce, według  Anny,
„postaci" pełnej symulacji nie została udowodniona.

Po pierwsze, nie zostało dowiedzione to, jakoby Jan w pełni podporządkował swój

konsens  małżeński  celowi  odmiennemu  od  rzeczywistych  celów  małżeństwa,
odrzucając  równocześnie  wynikające  z  niego  zobowiązania.  Jakkolwiek  zostało
ustalone, że czerpał on korzyści materialne od rodziców Anny (dla których ślub córki z
lekarzem był sprawą prestiżu), ale nie, że poślubił Annę jedynie dla nich, odrzucając ją
jako małżonkę. Wręcz przeciwnie, zostało dowiedzione, że dopiero po kilku, w pełni
poprawnych latach małżeństwa, zaczął on zachowywać się w sposób, który zniechęcił
do  niego  jej  rodziców  i  sprawił,  że  zredukowali  swą  pomoc  materialną,  niezwykle
obfitą w latach, w których żywili w stosunku do swego zięcia prawdziwy entuzjazm.
Gdyby uznać za prawdziwą sugerowaną tu „postać" symulacji, będąc u początków swej
kariery, logicznie rzecz biorąc, powinien był nadal udawać.

Nie zostało udowodnione, że Jan zamierzał wykluczyć wspólnotę życia z Anną, co

więcej, okazało się, że był w niej zakochany  i chciał prowadzić z nią wspólne życie.
Prawdą jest, że biernie przystał na ślub kościelny, jako że był osobą niepraktykującą,
nie proponował jednak ewentualnej innej formy ich wspólnego życia, nie występowa!
też  przeciw  małżeństwu  sakramentalnemu,  a  co  najwyżej  przejawiał  swój  brak
zainteresowania  sakramentalnym  wymiarem  małżeństwa  (nie  podejmując  w  efekcie
żadnej decyzji sprzeciwiającej się „treści" związku małżeńskiego).

Nie  zostało  też  udowodnione  nic,  co  mogłoby  wskazywać  na  jego  negatywne

odnoszenie się do tzw. dóbr małżeńskich: nie jest pewne, iż nie chciał mieć dzieci, co
więcej  niektóre  jego  wypowiedzi  wskazywałyby  na  jego  pozytywny  stosunek  do
posiadania potomstwa. Jeżeli chodzi o wierność małżeńską, to złamał ją dopiero pod
koniec małżeństwa, a jego zdrada była zdradą okazjonalną; zadeklarował też podczas
procesu, że nie była to bynajmniej

background image

113

ewentualność,  brana  przez  niego  pod  uwagę  już  w  czasie  zawierania  związku.  Co  do
nierozerwalności  małżeństwa  to  zeznał  on  tylko,  że  jego  poglądy  w  tej  sprawie  były
poglądami  „laickimi",  nie  zdawał  sobie  jednak  sprawy  (np.  konfrontując  się  z
odmiennymi poglądami przyjaciół czy rodziny) z ich radykalizmu czy sprzeczności z
poglądami „kościelnymi".

Przykład ten  pokazuje,  jak  ważna  jest  ostrożność  w  ocenie  konkretnych

przypadków: w tym wypadku niezbędne jest udowodnienie nie tylko tego, że na skutek
zawarcia  małżeństwa  podmiot  otrzymał  korzyści  materialne,  ale  i  tego,  że  były  one
jedyną przyczyną zawarcia przez niego tego związku. Oprócz tego, z punktu widzenia
logiki,  zachowanie  podmiotu  powinno  być  koherentne  z  (postawioną  w  tej  sprawie)
hipotezą  o  symulacji  konsensu,  podczas  gdy  w  rzeczywistości  spowodowało  ono,  że
utracił on sympatię osób, będącą w tym wypadku źródłem korzyści materialnych, które
(zgodnie ze wspomnianą hipotezą) były jego wyłącznym celem.

4. PRZYKŁAD CZWARTY

Bożena i Marcin poznali się, gdy byli jeszcze w liceum. Oboje należeli do pokolenia,
które  w  1968  roku  kontestowało  obowiązujące  wówczas  systemy  wartości,  byli  też
aktywnymi  działaczami  „lewicy".  Po  ukończeniu  studiów  zdecydowali  się  na
zalegalizowanie  ich  już  wieloletniego  związku.  Ich  celem  był  konkubinat,  ale  aby
uniknąć dyskusji ze swymi rodzinami, postanowili zawrzeć ślub kościelny. Dla obojga
było  rzeczą  oczywistą,  że  taki  ślub  nie  może  narzucić  im  żadnych  obowiązków  poza
tymi,  na  które  się  zdecydowali  z  własnej  woli.  Marcin,  co  najwyżej,  gotowy  był  na
zaakceptowanie  instytucji  małżeństwa  w  formie  czysto  laickiej,  ustanowionej  przez
prawo cywilne.

Niektórzy z ich przyjaciół wiedzieli o ich przekonaniach, o tym, że - ich zdaniem -

treść  małżeństwa  miała  być  określona  wyłącznie  przez  indywidualną  wolę
zainteresowanych.  Wyznając  takie  poglądy,  Bożena  i  Marcin  zawarli  związek
małżeński.

Bożena była jednak już od jakiegoś czasu coraz mniej zainteresowana Marcinem, co

więcej, w ciągu ostatnich kilku miesięcy dzielących ją od ślubu zaczęła coraz bardziej
interesować się nowym kolegą z pracy. Kilka miesięcy po ślubie Bożena stwierdziła, że
jest  zakochana  w  swym  koledze  i  zakomunikowała  Marcinowi,  że  podjęła  decyzję  0
odejściu. Prawie od razu przeprowadziła się do swego nowego towarzysza, z którym w
ciągu kilku lat miała czwórkę dzieci.

W rozmowach z rozmaitymi osobami Bożena twierdziła, że mimo iż jest jej przykro

z  powodu  cierpienia,  jakie  zadała  Marcinowi,  czuje  się  absolutnie  w  porządku,
ponieważ postąpiła zgodnie z regułami, które oboje akceptowali jeszcze przed ślubem,
mając wspólny „ideał" małżeństwa.

Wszystko  to,  o  czym  była  tu  mowa,  potwierdziły  podczas  procesu  zeznania

świadków.  Na  podstawie  dowodów  Sąd  uznał  więc,  iż  Bożena,  zawierając  ślub
kościelny bez żadnego przekonania religijnego, nie będąc już uczuciowo

background image

114

związana  ze  swym  narzeczonym,  za  to  coraz  bardziej  zaangażowana  w  znajomość  z
innym mężczyzną, miała wiarygodny powód, aby zawierając ten związek z Marcinem,
zrealizować swe błędne przekonania co do instytucji małżeństwa. W efekcie odrzucała
stworzenie z nim wspólnoty całego życia, jedynej i skierowanej ku dobru małżonków,
odrzucając  również  jej  konsekwencje  w  postaci  dozgonnej  wierności.  Wręcz
przeciwnie,  uważała  ona  i  zadecydowała,  iż  reguły  wspólnego  życia  małżeńskiego  z
Marcinem podlegają tylko 1 wyłącznie jej woli i choć, ze względów oportunistycznych,
zawarta ślub kościelny, nie uznawała, że miały one podlegać normom, ustalanym dla
instytucji małżeństwa przez prawo kanoniczne.

Przykład  ten  pozwala  nam  naświetlić  kwestię  o  charakterze  ogólnym,  która  może

być interesująca dla konsultantów w sprawach o stwierdzenie nieważności małżeństwa.
W przypadku Bożeny i Marcina oprócz pełnej symulacji, było rozpatrywane przez Sąd
również wykluczenie przez Bożenę nierozerwalności małżeństwa.

Sąd uznał, iż odrzucenie przez Bożenę małżeństwa nie dotyczyło jednak tylko tego

jego jednego przymiotu, ale było o wiele bardziej złożone i globalne, i stwierdził, że
miała  tam  miejsce  symulacja  pełna.  W  takim  przypadku  hipoteza  nieważności  z
powodu odrzucenia przymiotu małżeństwa logicznie zostaje wchłonięta przez hipotezę
o zaistniałej pełnej symulacji.

Z punktu  widzenia  praktycznego  należałoby  tu  więc  zasugerować  konsultantom,

aby  w  swej  działalności  nie  zaniedbywali  logicznych  powiązań  pomiędzy
ewentualnymi  przyczynami  nieważności  małżeństwa,  koncentrując  się  na  analizie
jednego  z  nich  tylko  wówczas,  kiedy  wykluczone  już  zostały  inne,  które  (z  punktu
widzenia systematyki prawa kanonicznego) logicznie je poprzedzają.

IX. PRZESZKODA IMPOTENCJI

Duszpasterze oraz doradcy małżonków, którzy na skutek głębokiego kryzysu, w jakim
znalazł  się  ich  związek,  powątpiewają  o  jego  ważności,  spotykają  się  niekiedy  z
problemem przeszkody małżeńskiej w postaci impotencji. Taka przyczyna nieważności
małżeństwa, choć dość rzadka, musi być zawsze badana ze szczególną uwagą, nie tyle i
nie  tylko  ze  względu  na  tradycje  prawa  kanonicznego  w  tym  zakresie,  ile  w  celu
uniknięcia nieporozumień, które często pojawiają się przy tej okazji, a w konsekwencji
mogą utrudnić właściwą ocenę danej sytuacji małżeńskiej, a także stworzyć szkodliwe
iluzje co do możliwości stwierdzenia nieważności małżeństwa.

Oczywiste jest bowiem, że wysuwanie hipotezy o impotencji, w sytuacji, kiedy nie

dysponuje się odpowiednimi, wymaganymi przez prawo kanoniczne

background image

115

przesłankami, może wywołać negatywne reakcje osoby, która uważa się za niesłusznie,
i w sposób zbyt powierzchowny, sklasyfikowaną jako niezdolną w tak delikatnej sferze,
jaką  jest  sfera  seksualna;  może  to  też  przyczynić  się  do  błędnej  oceny  ważności
małżeństwa;  oceny,  która  nie  będzie  mogła  być  podzieloną  przez  Trybunał,  który  w
swym osądzie opiera się na powszechnie przyjętej interpretacji prawa kanonicznego.

Stąd  też  konieczne  jest  naświetlenie,  w  sposób  prosty,  ale  zarazem  precyzyjny,

opinii i interpretacji doktryny oraz orzecznictwa dotyczących przeszkody impotencji.

1. ELEMENTY PRAWA MATERIALNEGO

1. POJĘCIE PRZESZKODY MAŁŻEŃSKIEJ

Uważny  czytelnik  z  pewnością  spostrzegł,  że  po  raz  pierwszy  w  naszych  refleksjach
użyliśmy tu pojęcia „przeszkoda" - do tej pory bowiem zajmowaliśmy się tzw. wadami
(jak  np.  błąd  co  do  przymiotu  jednej  ze  stron  wywołany  przy  pomocy  podstępu  czy
przymus)  lub  też  defektami  (jak  np.  różne  formy  symulacji)  zgody  małżeńskiej  jako
aktu woli (por. kan. 1057 § 2), postrzeganego w aspekcie jego skuteczności.

Wspomniany akt woli, zgodnie z prawem kanonicznym (por. 1057 § 1), musi być

dokonywany przez osoby posiadające zdolność prawną, czyli przez takie osoby, które
system prawny uznaje za zdolne i uprawnione do dokonania tego specyficznego aktu.
Innymi słowy: mężczyzna i kobieta, którzy zamierzają wyrazić swoją zgodę małżeńską,
muszą być podmiotami uznanymi przez ustawodawstwo kanoniczne za osoby wolne od
wszelkich  negatywnych  cech  czy  też  okoliczności,  uznawanych  przez  prawo
kanoniczne za przeszkodę w utworzeniu ważnego związku małżeńskiego.

To  właśnie  brak  tej,  przewidzianej  przez  ustawę,  zdolności  określany  jest  w

dziedzinie kanonicznego prawa małżeńskiego mianem „przeszkoda".

Z punktu widzenia praktycznego przeszkoda (biorąc pod uwagę łącznie kan.1073 i

kan. 10) może być zdefiniowana jako przepis pozbawiający zdolności, czyli jako norma
prawa  pozytywnego,  która  czyni  (lub  deklaruje)  daną  osobę  niezdolną do  dokonania
określonej  czynności  prawnej,  a  konkretnie  do  zawarcia  małżeństwa;  i  która,  w
konsekwencji, w wypadku zawarcia małżeństwa (w doktrynie kanonicznej mówi się w
takich  wypadkach  o  „usiłowaniu"  jego  zawarcia),  mimo  występowania  takiej
przeszkody, przewiduje jego nieważność. Po zapoznaniu się z treścią kan. 1073 można
zauważyć, że ustawodawca posłużył się tu określeniem przeszkoda „zrywająca". Celem
takiego  określenia  jest  unaocznienie  faktu,  iż  przeszkody  przewidziane  przez  prawo
kanoniczne  nie  tylko  wzbraniają  zawarcia  małżeństwa,  ale  czyniąc  (jak  już
wspominano) daną osobę niezdolną do jego zawarcia, uniemożliwiają

background image

116

wyrażenie przez nią ważnej zgody małżeńskiej: tak więc „zrywają" one, czyli czynią
bezskuteczną, zgodę ewentualnie wyrażoną przez taką osobę.

Poprzedni  kodeks  przewidywał  również  i  drugą  kategorię  przeszkód:  tzw.

przeszkody „utrudniające" zawarcie małżeństwa, a więc przeszkody, które wzbraniały
zawarcia  jedynie  konkretnego  małżeństwa.  W  wypadku,  kiedy  zostało  ono zawarte,
choć  niedozwolone,  było  ono  jednak  ważne.  Aktualnie  obowiązujący  Kodeks
kanoniczny  /.  1983  roku  nie  wyeliminował  wszystkich  takich  „utrudniających"
przeszkód (por. np. kan. 1124), choć - czy to ze względów ekumenicznych, czy też po
to, aby nadać swym normom bardziej „duszpasterski" wydźwięk - przestał nazywać je
przeszkodami utrudniającymi.

Zważywszy  na  to,  że,  jak  już  wspominano,  przeszkody,  z  technicznego  punktu

widzenia,  są  normami  pozbawiającymi  podmiot  określonej  zdolności  (normy
uniezdalniająca),  zgodnie  z  kan.  18  podlegają  one  tzw.  ścisłej  interpretacji,  a  więc
interpretacji  wykluczającej  możliwość  rozciągnięcia  ich  zaleceń  na  inne,  choćby
podobne, przypadki.

Wspomniano  już,  iż  przeszkody  zrywające  czynią  lub  deklarują  daną  osobę  za

niezdolną do zawarcia małżeństwa. Takie zdefiniowanie przeszkody kieruje uwagę na
źródło,  czyli  inaczej  pochodzenie  konkretnych  przeszkód,  jako  że,  pomimo  tego  iż  z
prawnego  punktu  widzenia  każda  przeszkoda  zrywająca  jest  normą  pozbawiającą
zdolności,  nie  wszystkie mają  takie  samo  pochodzenie,  znajdując  swą  rację  bytu  w
wymogu chronienia dobra publicznego, które może być rozmaitej natury.

Posługując  się  językiem  klasycznej  doktryny  prawa  kanonicznego,  można

stwierdzić,  iż  istnieją  przeszkody  będące  bezpośrednim  wyrazem  „Bożego  prawa
naturalnego",  czyli  porządku  prawnego  wpisanego  przez  Stwórcę  w  samą  naturę
rzeczy, który człowiek poznaje dzięki swemu rozumowi i który w ten sposób staje się
dla niego źródłem prawnego i moralnego obowiązku. I tak, na przykład, impotencja jest
stanem faktycznym pozostającym w sprzeczności z samą naturą instytucji małżeństwa,
w którego to naturze leży możliwość seksualnego zespolenia małżonków.

Istnieją  też  przeszkody,  które  stanowią  wyraz  tzw.  Bożego  prawa  pozytywnego,

czyli  obowiązki  prawne,  które  wynikają  nie  tylko  z  praw  wpisanych  przez  Boga  w
naturę  rzeczy  (jak  w  poprzednio  przytoczonym  przypadku  „prawa  naturalnego"),  ale
które  znajdują  swe  źródło  w  samym  Objawieniu.  Jako  przykład  można  przytoczyć
przeszkodę przewidzianą przez kan. 1085 § 1, (określaną niekiedy mianem przeszkody
„węzła"); kanon ten, opierając się na interpretacji słów Jezusa zawartych w Ewangelii
Mateusza (19,1-12) i Marka (10,1-12), a więc na danych wynikających bezpośrednio z
nauczania Chrystusa, wyklucza możliwość równoczesnego istnienia więcej niż jednego
związku małżeńskiego (uniemożliwiając zawarcie małżeństwa przez osobę pozostającą
już w innym związku).

Oczywiste jest, iż te dwa typy przeszkód mogą być wyłącznie „zadeklarowanymi"

przez system prawa kanonicznego. Ustawodawca nie może

background image

117

bowiem tworzyć ich z własnej inicjatywy, ale jedynie rozpoznać je i proklamować; nie
może też usunąć ich z systemu prawa pozytywnego, gdyż w ten sposób sprzeciwiłby się
on  swemu  zadaniu  respektowania  szczególnej natury  samego  systemu  prawa
kanonicznego,  a  więc  organizowaniu  wspólnoty  eklezjalnej  na  podstawie  Słowa
Bożego, zgodnie z chrześcijańską wizją człowieka.

Inne  przeszkody  muszą  być  natomiast  uznane  za  mające  swe  źródło  w  „prawie

kościelnym",  czyli  za  pochodzące  z  celowego  wyboru  ludzkiego  ustawodawcy:  nie
oznacza  to  bynajmniej,  iż  opierają  się  one  jedynie  na  jego  swobodnym  uznaniu,
wynikającym  z  posiadanej  przez  niego  władzy,  z  pominięciem  racji  moralnych  i
eklezjalnych.

Zilustrować mogą to następujące przykłady: ustalenie granicy wieku, poniżej której

osoba  jest  uznana  za  niezdolną  do  zawarcia  małżeństwa  (por.  kan.  1083  §  1)  jest
działaniem  racjonalnym,  które  chroni  przede  wszystkim  samych  zainteresowanych,
przy  czym  ustalenie  konkretnego  wieku  może  się  opierać  na  swobodnym  uznaniu
Ustawodawcy.  I  tak  na  przykład  Kodeks  z  1917  roku  podniósł  wspomnianą  granicę
wieku  w  stosunku  do  poprzednio  obowiązującego  uregulowania - obecny  Kodeks,
biorąc  pod  uwagę  międzynarodowy  zakres  swego  obowiązywania,  utrzymał  te  jego
postanowienia w mocy.

Kolejny przykład: wymogi natury moralnej zabraniają „premiowania" małżeństwem

czynów o charakterze przestępczym. I tak na przykład ten, kto uniemożliwia kobiecie
dokonanie swobodnego wyboru małżonka (przeszkoda „uprowadzenia" przewidziana
przez  kan.  1089;  kan.  1397)  lub  też  na  przykład  pozbawia  życia  swego  lub  cudzego
współmałżonka, aby móc zawrzeć związek z określoną osobą, niezależnie czy jest ona
wspólnikiem  przestępstwa,  czy  też  nie  (przeszkoda  małżonkobójstwa  przewidziana
przez kan. 1090 § 1; por też kan. 1397), napotyka na przeszkodę ustawową, która czyni
go prawnie niezdolnym do zawarcia tego określonego związku.

Podobnie  jest  w  wypadku  dokonania  przez  podmiot  określonych  wyborów

życiowych,  takich  jak  na  przykład  przyjęcie  święceń  (kan.  1087)  lub  związanie  się
wieczystym  publicznym  ślubem  czystości  w  instytucie  zakonnym  (kan.  1088),  które
czynią go prawnie niezdolnym do zawarcia małżeństwa.

Na zakończenie należy zauważyć, iż przeszkody wynikające z prawa kościelnego,

bez  wątpienia  podporządkowane  (jak  wykazały  przytoczone  przykłady)  wymogom
duszpasterskim i wspólnotowym, nie są w sposób bezwzględny i oczywisty sprzeczne z
wolą  Bożą  co  do  małżeństwa;  wolą,  która  daje  się  poznać  poprzez  teologiczną  i
racjonalną  refleksję  co  do  instytucji  małżeństwa,  a  także  poprzez  Słowa  Chrystusa
zawarte  w  Nowym  Testamencie.  Stąd  też  przeszkody  prawa  kościelnego  mogą  być
przedmiotem  dyspensy,  czyli  zwolnienia  konkretnego  przypadku  z  obowiązku
ustawowego, udzielonego w słusznej przyczynie przez kompetentną władzę (por. kan.
85);  nie  podlegają  natomiast  dyspensie  przeszkody  „naturalnego"  ani  „pozytywnego
prawa boskiego".

background image

118

Po  tych  uwagach  o  charakterze  ogólnym  zajmiemy  się  teraz  analizą  prawnego

uregulowania przeszkody impotencji.

2. NIEMOC PŁCIOWA

Należy  od  razu  wyjaśnić,  iż  przy  omawianiu  tego  zagadnienia  zostanie  pominięta
szczegółowa  tematyka  medyczna,  zostaną  natomiast  poruszone  zagadnienia,  które
mogą  się  okazać  pożyteczne  w  pracy  konsultantów  i  duszpasterzy,  dokonujących
wstępnego  rozeznania  w  przypadku  związków  małżeńskich,  które  wydają  się  być
dotknięte problemem niemocy płciowej.

Norma  regulująca  tę  przeszkodę  zawarta  jest  w  kan.  1084  §1  obecnego  Kodeksu,

który stanowi, że uprzednia i trwała niezdolność dokonania stosunku małżeńskiego, czy
to ze strony mężczyzny czy kobiety, czy to absolutna czy względna, czyni małżeństwo
nieważnym z samej jego natury, jest więc przeszkodą zrywającą.

Chcąc  lepiej  zrozumieć  znaczenie  tej  normy,  w  pierwszym  rzędzie  należy

zanalizować definicję impotencji. Trzeba pamiętać, że obecnie obowiązujący Kodeks
prawa  kanonicznego - opierając  się  na  poprzednio  obowiązującym  unormowaniu
Kodeksu  z  1917  roku  (kan.  1068  §  1) - uznaje  za  przeszkodę  zrywającą  jedynie
impotencję  „kopulacyjną".  Innymi  słowy,  ustawodawstwo  kanoniczne  uznaje  za
niezdolne  do  zawarcia  małżeństwa  jedynie  te  osoby,  które  nie  są  w  stanie  dokonać
„stosunku  małżeńskiego".  Dlatego  też  aby  móc  zdefiniować,  czym  jest  impotencja,
należy wcześniej wyjaśnić, co rozumie się przez pojęcie „stosunek małżeński".

Pojęcie  to,  zwłaszcza  w  ostatnich  latach,  stało  się  przedmiotem  różnorodnych

refleksji wielu specjalistów prawa kanonicznego, usiłujących zmodyfikować tradycyjne
ujęcia  tego  zagadnienia.  Nie  zdołano  jednak doprowadzić  do  ukształtowania  się
jednolitego  prądu  doktryny,  który  w  sposób  wyraźny  zmieniałby  tradycyjne  pojęcia.
Nie uległo też zmianie samo pojęcie stosunku małżeńskiego, które jest precyzowane na
podstawie  tej  samej  ustawy  oraz  orzecznictwo  Roty.  Stąd też  nasze  opracowanie,
mające  konkretne  cele  praktyczno-duszpasterskie,  ograniczy  się  do  przedstawienia
tradycyjnego pojęcia stosunku małżeńskiego.

Obowiązujący  Kodeks  prawa  kanonicznego  dostarcza  nam  jasnej  wskazówki,

przydatnej do jego zdefiniowania. Kan 1061 § 1 zajmując się zagadnieniem konsumacji
małżeństwa, stwierdza, iż jest ono takim (czyli dopełnionym) jeśli małżonkowie podjęli
w sposób ludzki akt małżeński zdolny przez się do zrodzenia potomstwa.

Stosunek małżeński jest więc aktem fizycznego zespolenia małżonków, w wyniku

którego  zazwyczaj  może  nastąpić  poczęcie  potomstwa.  Uprawnienie  do  podjęcia
takiego  aktu  stanowi,  bez  wątpienia,  część  zasadniczego  przedmiotu  zgody
małżeńskiej.  Małżonkowie  nie  mają  bowiem  prawa  do  zrodzenia  potomstwa,  które
może nie nastąpić na skutek okoliczności niezależnych od ich

background image

119

woli,  lecz  tylko  prawo  do  wspomnianych  aktów,  z  których  normalnie  pochodzi
poczęcie.

Jak  już  wspomniano  przy  okazji  omawiania  kan.  1061,  takie  akty,  aby  móc

spowodować  dopełnienie  małżeństwa,  muszą  być  podjęte  w  „sposób  ludzki".  W
doktrynie  kontynuowana  jest  dyskusja  na  temat  tego,  co  oznacza  ten  zwrot.
Niewątpliwie  w  świetle  prac  nad  rewizją  Kodeksu,  a  także  miarodajnych  wskazań
ówczesnej  Kongregacji  do  spraw  sakramentów  (por. Litterae circulares z  20  grudnia
1986) - która jest resortem Stolicy Apostolskiej rozpatrującym wnioski o dyspensę od
małżeństwa  uznanego  za  „nieskonsumowane",  przed  skierowaniem  ich  do  papieża.
Można  wystąpić  z  wnioskiem,  że  do  uznania  ich  za  podjęte  „w sposób  ludzki"
wystarcza, aby akty te nie były owocem przemocy.

Jakie elementy składają się więc na stosunek małżeński? Elementy cechujące - jak

już  wspomniano - naturalny  akt  seksualny,  czyli:  penetracja  kobiecej  pochwy  przez
seksualny  członek  męski oraz, będąca tego konsekwencją, ejakulacja dokonana  w jej
wnętrzu.

Za  potencję  seksualną  wymaganą  do  małżeństwa  uznaje  się  więc  w  przypadku

mężczyzny  posiadanie  członka,  zdolnego  do  erekcji,  będącego  w  stanie  dokonać
penetracji  kobiecej  pochwy  (choćby  tylko  wstępnej)  i  ejakulacji  w  jej  wnętrzu.  W
wypadku  kobiety  wymagane  jest  natomiast  posiadanie  pochwy  zdolnej  do  przyjęcia
męskiego członka aż do momentu ejakulacji.

Zanim  przejdziemy  do  omawiania  niektórych  szczególnych  aspektów  pojęcia

impotencji  męskiej  i  kobiecej,  trzeba  podkreślić,  iż  z  punktu  widzenia  prawa
kanonicznego  stanowi  ona  przeszkodę  małżeńską  wówczas,  gdy  uniemożliwia
realizację jednego z zasadniczych elementów kopulacji: erekcję, penetrację i ejakulację
w  przypadku  mężczyzny;  możliwość  penetracji oraz  jej  tolerancję  aż  do  momentu
ejakulacji dokonanej przez męski członek - w przypadku kobiety.

Tak  sformułowane  pojęcie  impotencji - czyli  jedynie  impotencja coeundi -nie

obejmuje  więc  konsekwencji  prawidłowo  przeprowadzonego  aktu  kopulacji  ani  też
faktycznej  możliwości  osiągnięcia  celu,  któremu  jest  on  podporządkowany,  a  więc
zrodzenia  potomstwa.  Klasyczna  doktryna  kanoniczna  rozróżniała  w  tej  dziedzinie
actio  hominis (zdolność  małżonków  do  cielesnego  zespolenia  w  sposób  naturalny)  i
actio naturae (naturalny rozwój konsekwencji tego aktu), przydając znaczenie prawne
jedynie pierwszemu z nich.

Również obecnie - choć aktualne możliwości nauki na wpływanie na actio naturae

niewątpliwie  bardzo  wzrosły

-

ustawodawstwo  kanoniczne  ogranicza  swe

zainteresowania  (w  kontekście  przeszkody  w  postaci  impotencji)  do  zdolności
małżonków do podjęcia w sposób ludzki (jak była o tym mowa powyżej) naturalnego
aktu seksualnego.

Wynika stąd (tak jak zresztą zawsze utrzymywała to tradycja prawa kanonicznego i

jak  wyraźnie  potwierdza  to  obecna  ustawa),  iż  bezpłodność,  a  więc  faktyczna
bezowocność prawidłowo (czyli w sposób naturalny) odbytego

background image

120

stosunku  małżeńskiego  nie  ma  znaczenia  prawnego  w  aspekcie  zdolności  stron  do
zawarcia  małżeństwa  kanonicznego.  Zgodnie  z  postanowieniami  kan.  1084  §  3,
niepłodność  ani  nie  wzbrania  zawarcia  małżeństwa,  ani  też  nie  powoduje  jego
nieważności.  Norma  ta  jednak  (poprzez  odesłanie  do  kan.  1098)  wspomina  o
możliwości pośredniego wpływu bezpłodności na nieważność małżeństwa. Kanon ten -
analizowany już w naszym opracowaniu - przewiduje bowiem skutek prawny w postaci
nieważności,  wywołany  podstępem,  błędu  co  do  przymiotu  osoby  jednego  z
małżonków,  jaki  ze  swej  natury  może  poważnie  zakłócić  wspólnotę  życia
małżeńskiego. Przymiotem tym może być właśnie bezpłodność. Ewidentne jest jednak,
że wpływ bezpłodności na nieważność małżeństwa nie jest bezpośredni (innymi słowy,
to  nie  bezpłodność  sama  w  sobie  powoduje  nieważność), lecz  tylko  pośredni
(nieważność spowodowana jest bezpłodnością jako przymiotem osoby, co do którego
druga strona została podstępem wprowadzona w błąd, będąc przymiotem ze swej natury
mogącym poważnie zakłócić wspólnotę życia małżeńskiego).

Wracając  do  zagadnienia  impotencji coeundi, musimy  wziąć  pod  uwagę  pewne

rozróżnienia,  z  jednej  strony  dokonane  przez  samą  Ustawę,  a  z  drugiej  sugerowane
przez  praktykę.  Jak  już  wspomniano,  Kodeks  przewiduje  unieważniający  skutek
impotencji zarówno dotyczącej płci męskiej, jak i żeńskiej.

Zanim przejdziemy do dalszych rozważań należy wspomnieć, że u źródeł impotencji

kopulacyjnej  mogą  leżeć  przyczyny  o  charakterze  organicznym,  a  więc  związane  z
samą  strukturą  organów  płciowych  (jak  np.  ich  ewentualny  brak,  deformacja,
dysproporcja) lub o charakterze funkcjonalnym, czyli związane z ich nieprawidłowym
funkcjonowaniem, które może być wywołane zaburzeniami o charakterze nerwowym
lub  psychicznym.  Jeśli  zaburzenia  psychiczne  w  sposób  bezpośredni  oddziałują  na
procesy seksualne, impotencja psychiczna tego typu jest określana mianem pierwotnej;
jeśli  natomiast  jest  ona  tylko  jednym  z  symptomów  patologii  psychiatrycznej
obejmującej całą osobowość podmiotu, impotencja taka zwana jest wtórną.

Zgodnie  z  tym  co  zostało  już  powiedziane,  impotencja  męska  ma  więc  miejsce

wówczas, gdy jakaś przyczyna - tak o charakterze organicznym, jak i funkcjonalnym -
uniemożliwia  realizację  przedstawionych  poprzednio  faz  stosunku  płciowego,  a  więc
kiedy uniemożliwia ona penetrację pochwy i ejakulację w jej wnętrzu. A propos tego
ostatniego  aspektu,  należy  przypomnieć,  iż  aby  położyć  kres  długoletnim  sporom
doktrynalnym, Dekret Kongregacji Nauki Wiary z 13 maja 1977 orzekł, iż za potencję
seksualną  mężczyzny  uznaje  się  jego  zdolność  do  ejakulacji  wewnątrz  pochwy,  bez
względu  na  to,  czy  produkt  tej  ejakulacji  zawiera  plemniki.  Na  mocy  tego  dekretu
muszą być uznani za obdarzonych potencją również  mężczyźni pozbawieni jąder (na
skutek wrodzonego defektu czy też ich usunięcia) lub którzy są dotknięci niedrożnością
kanałów jądrowych, o ile tylko są oni w stanie

background image

121

ejakulować  wewnątrz  pochwy  spermę  (choćby  nawet  była  ona  zupełnie  pozbawiona
plemników).

Impotencja  kobieca  ma  natomiast  miejsce  wówczas,  gdy  kobieta  na  skutek  braku

pochwy lub zaburzeń, które nie pozwalają na przyjęcie w jej wnętrzu męskiego członka
aż do momentu ejakulacji, nie jest w stanie odbyć stosunku małżeńskiego. Wskazane
jest, aby konsultanci w sprawach małżeńskich oraz duszpasterze zdawali sobie sprawę z
istnienia  delikatnego  problemu  odnoszącego  się  do  impotencji  kobiecej.  Istnieje
bowiem  spór  doktrynalny  dotyczący  pojęcia  pochwy,  która,  według  niektórych
Autorów,  musi  koniecznie  posiadać  dwa  wyjścia:  jedno  związane  z  zewnętrznymi
organami  płciowymi,  a  drugie  z  macicą.  Z  takiego  sformułowania  wynikałoby,  iż
kobieta pozbawiona zewnętrznych organów płciowych lub taka, której usunięto macicę
(w całości bądź częściowo) albo też ta, której pochwa, na skutek deformacji macicy, nie
jest z jej strony otwarta, miałaby być uznana za dotkniętą impotencją. Interpretacja tego
typu pozostawia jednak wiele wątpliwości, zwłaszcza w świetle przytoczonej powyżej
decyzji  Kongregacji  Nauki  Wiary  dotyczącej  impotencji  męskiej.  Stąd  też,  na  mocy
kan.  14  i  kan.  1084  §  2,  małżeństwo  kobiety  dotkniętej  tym  defektem  nie  może  być
wzbronione czy też uznane za nieważne z powodu impotencji kopulacyjnej.

Przepisy  prawa  kanonicznego  dokonują  ponadto  rozróżnienia  impotencji  na

absolutną i relatywną. Za absolutną uważa się tę formę impotencji, która czyni osobę
niezdolną do dokonania stosunku małżeńskiego z jakąkolwiek osobą płci przeciwnej.
Taką  impotencją  dotknięty  jest  na  przykład  mężczyzna,  który  na  skutek  zaburzeń  o
charakterze 

neurologicznym 

mających 

wpływ 

na 

funkcjonowanie 

naczyń

krwionośnych,  nie  jest  zdolny  do  erekcji,  czy  też  kobieta,  która  na  skutek  wrodzonej
deformacji pozbawiona jest pochwy.

O impotencji relatywnej mówi się natomiast wówczas, gdy dana osoba, na przykład

w wyniku określonej sytuacji o charakterze psychologicznym jest niezdolna do odbycia
stosunku małżeńskiego z konkretną osobą, czyli ze swym małżonkiem.

Aktualnie  obowiązujący  Kodeks  Prawa  Kanonicznego  nie  zawiera  natomiast

kolejnego  rozróżnienia,  które  istniało  w  poprzednim  Kodeksie;  rozróżnienia,  które
dotyczyło  nie  tyle  impotencji  samej  w  sobie,  ile  świadomości  osób  zawierających
małżeństwo odnośnie jej występowania. I tak, poprzednio obowiązujący kan. 1068 § 1
stwierdzał,  że  niemoc  płciowa  danej  osoby  zrywa  małżeństwo  zarówno  w  wypadku,
gdy druga strona o niej wiedziała, jak i wówczas, gdy nie była jej świadoma. Milczenie
aktualnej  normy  w  tym  temacie  nie  może  jednak  prowadzić  do  konkluzji,  iż
Ustawodawca chciał dokonać modyfikacji skutków prawnych wspomnianej dyspozycji
normatywnej:  zarówno  dlatego,  iż „milczenie" obdarzone  jest  wątpliwą  wartością
metodologiczną,  jak  i  dlatego,  że  brak  rozróżnienia  dokonanego  przez  ustawę
zazwyczaj nie zezwala na dokonanie rozróżnień przez interpretatora; przede wszystkim
jednak dlatego, że powód unieważniającego skutku impotencji leży nie we względach o

background image

122

charakterze subiektywnym (co strony wiedziały czy czego chciały), lecz obiektywnym.
Wpisany jest on bowiem w naturę rzeczy (por. ipso naturae iure z Kodeksu z 1917, kan.
1068 § 1), a w każdym wypadku w naturę małżeństwa (por. ex ipsa eius [matrimonii]
natura 
z  Kodeksu  z  1983,  kan.  1084  §  1) -wyrażenia,  jakie  Komisja  opracowująca
projekt Kodeksu uważała za ekwiwalentne (por. „Communicationes" 9 z 1977).

Jak wynika z tekstu kan. 1084, impotencja kopulacyjna ma skutek unieważniający

małżeństwo  tylko  wówczas,  gdy  jest  ona  uprzednia  i  trwała.  Co  jednak  konkretnie
oznaczają dwie wspomniane tu cechy?

Uprzedniość oznacza, iż niemoc płciowa występująca po stronie danej osoby ma być

obecna  już  w  momencie  zawierania  przez  nią  małżeństwa.  Cecha  ta,  z  technicznego
punktu  widzenia,  jest  więc  mało  specyficzna  jako,  że  odnosi  się  ona  do  wszystkich
przypadków nieważności małżeństwa - przyczyny nieważności muszą bowiem istnieć
już w momencie zawierania związku. Może ona jednak dostarczać licznych problemów
praktycznych jak chodzi o przeprowadzenie dowodu, zwłaszcza wówczas, gdy ma się
do  czynienia  z  przypadkami  impotencji  funkcjonalnej  (na  bazie  psychogennej)  i
relatywnej  (pozostającej  w  ścisłym  związku  z  współmałżonkiem).  Przy  braku
elementów  faktycznych  z  okresu  przedmałżeńskiego,  orzecznictwo  odwołuje  się  do
domniemania antecedencji (uprzedniości) w wypadku impotencji, która pojawia się już
podczas  pierwszej  próby  podjęcia  współżycia  małżeńskiego,  a  której  „przyczyny"
możliwe są do odnalezienia już w okresie poprzedzającym małżeństwo. Dowód w tej
materii jest jednak zawsze bardzo delikatny.

Impotencja, która wywiera wpływ na ważność małżeństwa, musi być też obdarzona

cechą  trwałości,  nie  może  być  więc  jedynie  przejściowa;  przy  czym  trwałość  ta
rozumiana jest w sensie prawnym, a nie medycznym. Medyczna uleczalność impotencji
jest  jedynie  jednym  z  możliwych  kryteriów  determinujących  prawną  trwałość
impotencji. W przypadku niezdolności współżycia, która z punktu widzenia medycyny
byłaby  co  prawda  uleczalna,  ale  przy  użyciu  niemoralnych  środków  bądź  środków,
jakie  absolutnie  przekraczałyby  możliwości  danej  osoby  czy  też  przy  pomocy
niebezpiecznych  dla  życia  i  zdrowia  zabiegów  medycznych,  impotencja  taka,  z
prawnego punktu  widzenia,  musi  być  uznana za trwałą. Również  i  w tym  przypadku
postępowanie  dowodowe  mające  udowodnić  trwałość  impotencji,  napotyka  na  liczne
trudności,  zwłaszcza,  gdy  ma  się  do  czynienia  z  impotencją  funkcjonalną  o  podłożu
psychicznym.  Nie  podzielając  skrajnych  poglądów,  według  których  niemożliwe  jest
udowodnienie  trwałości,  zwłaszcza  psychogennej  impotencji  funkcjonalnej,  przyznać
należy, iż przeprowadzenie tego typu dowodu jest niezmiernie trudne. Niezbędne są do
tego  bardzo  szczegółowe  badania,  jakie  obejmują  zarówno  konkretne  okoliczności
danego  przypadku,  jak  i  rekonstrukcję  dynamiki  psychicznej,  która  może  leżeć  u
podłoża wspomnianych zaburzeń.

background image

123

Trzeba  dodać,  iż  wymóg  trwałości  impotencji - który  uzasadniany  jest  tym,  iż

jakkolwiek  prawo-obowiązek  małżonków  do  aktów  przez  się  zdolnych  do  zrodzenia
potomstwa jest zawsze dla nich wiążący, to jednak nie jest wiążący pro semper, czyli w
każdym momencie życia małżeńskiego - nie może być obchodzony przez sprowadzanie
przejściowej  impotencji  o  podłożu psychicznym  do  niezdolności,  o  której  wspomina
kan.  1095  §  3.  Tego  typu  operacja  prowadziłaby  bowiem  nie  tylko  do  konkluzji
pozostających  w  sprzeczności  z  tradycyjną  kościelną  regulacją  prawną  zagadnień
związanych z małżeńską potencją seksualną, ale powodowałaby również niespójność, w
postaci  uznania  za  powodującą  nieważność  małżeństwa  przejściową  impotencję  o
podłożu psychicznym (jako regulowaną przez kan. 1095 § 3), a nie ewentualną, również
przejściową, impotencję innej natury. Powodowałaby ona ponadto modyfikację samej
koncepcji obowiązku aktów przez się zdolnych do zrodzenia potomstwa, który  w ten
sposób byłby uznany za wiążący pro semper, czyli w każdym momencie, pociągając za
sobą  wyolbrzymienie  seksualnego  wymiaru  małżeństwa,  co  jest  zgodne  być  może z
aktualną  kulturą,  ale  na  pewno  nie  z  antropologią  chrześcijańską  ani  z  kościelną
koncepcją samego małżeństwa.

2. WSKAZÓWKI DLA KONSULTANTA

Jak już wspominano, duszpasterz bądź konsultant, mający do czynienia z przypadkiem,
który  wskazuje  na  impotencję  kopulacyjną,  w  swych  badaniach  musi  wykazywać
szczególną  delikatność,  pamiętając,  że  jego  ustalenia  mają  jedynie  wstępny  charakter
oraz uważając, aby nie naruszyć prawa osoby do ochrony własnej intymności (por. kan.
220).

Stając  w  obliczu  małżeńskich  problemów  seksualnych  osoby,  która  prosi  o

konsultację w tej sprawie, konsultant, w sposób dyskretny i z szacunkiem, powinien się
starać ustalić:

1) Czy  dane  małżeństwo  zostało  dopełnione,  czy  też  nie,  w  razie  potrzeby

wyjaśniając  zainteresowanej  stronie  kanoniczną  koncepcję  dopełnienia  małżeństwa
(tak, jak zostało to w sposób syntetyczny powyżej przedstawione). Jasne jest bowiem,
że  brak  dopełnienia  małżeństwa  może  stanowić  istotny  element  dowodzący  istnienie
niemocy płciowej, podczas gdy fakt skonsumowania małżeństwa wyklucza możliwość
przypadku rzeczywistej impotencji.

2) W przypadku stwierdzenia braku dopełnienia małżeństwa należy się starać ustalić

jego  przyczynę.  Jasne  jest,  iż  hipoteza  o  impotencji  może  być  postawiona  tylko
wówczas,  jeśli  przyczyna  ta  zdaje  się  wymykać  woli  małżonków,  a  może  przypisana
być  przeszkodom  natury  fizycznej  czy  funkcjonalnej,  niezwiązanym  z  wolą  czy
wyborem stron.

3) Podczas  swych  badań  konsultant  powinien  stwierdzić,  czy  zainteresowani

zwierzyli się już komuś z tego swego problemu. Nawet w tak delikatnej materii uznaje
się bowiem powszechnie, że również i samo oświadczenie stron

background image

124

odpowiadające wymogom przewidzianym przez ustawę (por. kan. 1536 § 2 i kan. 1679)
- ma  szczególny  ciężar  dowodowy,  a  świadectwa  wiarygodnych  osób  dotyczące
posiadanych  przez  nie  informacji  tego  typu,  zawsze  mogą  mieć  dużą  przydatność  w
postępowaniu dowodowym.

4) Niezbędne jest również ustalenie, kiedy pojawiła się wspomniana niemożliwość

odbycia  stosunku  płciowego:  na  przykład,  czy  strony  jeszcze  przed  zawarciem  ślubu
bez rezultatu usiłowały podjąć współżycie seksualne i czy miało to miejsce również po
ślubie. W  takim  wypadku  jest  jasne,  że  fakt  ten  (czyli  próby  podjęcia  współżycia
przedmałżeńskiego), choć naganny z moralnego punktu widzenia, może być użyteczny
dla potwierdzenia antecedencji niezdolności współżycia.

5) Należy  też  ustalić,  jaki  jest  i  był  stan  zdrowia  osoby  rzekomo  dotkniętej

impotencją seksualną,  tak przed ślubem, jak i po  jego zawarciu: czy cierpiała ona na
jakieś zaburzenia w tej sferze; czy rozwijała się w sposób prawidłowy; czy odbyła jakieś
wizyty specjalistyczne, terapie, operacje chirurgiczne itp.

6) Podobnie  też - zwłaszcza  w  przypadkach,  jakie  wskazują  na  występowanie

impotencji o podłożu psychogennym - należy się starać zbadać, choćby tylko wstępnie,
ewolucję zdrowia psychicznego takiej osoby.

7) Trzeba  też  pamiętać o  zbadaniu,  w  jaki  sposób  małżonkowie  starali  się  stawić

czoła swym problemom w dziedzinie seksualnej, czy np. usiłowali je rozwiązać przez
ponawiane  próby  podjęcia  współżycia  małżeńskiego;  czy  zwrócili  się  o  radę  do
zaprzyjaźnionych  osób,  czy  zwrócili  się  o  pomoc  do  specjalistów  i  czy  ewentualnie
podjęli  odpowiednią  kurację.  Należy  zwrócić  uwagę,  że  niepodjęcie  odpowiedniej
kuracji stanowi - z wyjątkiem rzadkich przypadków (jak np. brak organów płciowych) -
przesłankę dowodową negującą trwałość impotencji.

8) Dla celów obiektywnej rekonstrukcji faktów, o jakich mowa w punktach od 5-7,

należy  również  stwierdzić,  czy  osoba  o  rzekomej  impotencji  gotowa  jest  zwolnić  z
obowiązku przestrzegania tajemnicy zawodowej zajmujących się nią lekarzy i udzielić
zezwolenia na wykorzystanie w procesie dowodowym dokumentów związanych z jej
stanem zdrowia, ewentualnymi kuracjami lub zabiegami.

9) Podobnie  należy  też  ustalić,  czy  osoba  ta  wyraża  zgodę  na  poddanie  się

ewentualnym  badaniom  przez  biegłych  wyznaczonych  w  tym  celu  przez  sąd,
oczywiście, o ile nie byłoby to bezużyteczne (por. kan. 1680). Badania takie mogą być
szczególnie  cenne  zwłaszcza  w  wypadkach  funkcjonalnej  impotencji  o  podłożu
psychogennym,  mogą  bowiem  pozwolić  na  ustalenie  ewentualnych  przyczyn  takich
zaburzeń, ich „uprzedniości" (określając czas ich wystąpienia) oraz „trwałości" (dając
wskazówki o charakterze prognozy).

3. PRZYKŁADY

1. PRZYKŁAD PIERWSZY

background image

125

Genowefa, energiczna kobieta z wyższym wykształceniem, po okresie narzeczeństwa,
podczas 

którego 

młodzi 

dochowali 

czystości 

przedmałżeńskiej, 

poślubiła

średniozamożnego kupca Emila,  mężczyznę  młodszego od niej o kilka lat. Już przed
ślubem  pojawiły  się  wyraźnie  różnice  pomiędzy  ich  charakterami:  silnym  i
dominującym Genowefy oraz słabym i uległym Emila.

Po zawarciu małżeństwa, podczas nieudanej próby jego dopełnienia okazało się, że

Emil  ma  trudności  z  erekcją.  Genowefa  zareagowała  na  to  agresywnie,  lżąc  go  i
poniżając.  Od  tamtego  razu  ich  kolejne,  zresztą  niezbyt  liczne  próby  zespolenia
cielesnego, miały taki sam, negatywny rezultat.

Małżonkowie nie podjęli prawie żadnych starań w celu rozwiązania tego problemu

na  płaszczyźnie  medycznej  czy  psychologicznej,  a  na  zewnątrz  usilnie  starali  się
utrzymać  w  tajemnicy  swoje  trudności  w  tej  dziedzinie.  Po  około  dziesięciu  latach
wspólnego  życia,  podczas  których  nie  nastąpiła  żadna  poprawa  w  tej  sferze,  a  ich
stosunki  (w  sensie  ogólnym)  uległy  znacznemu  pogorszeniu,  zdecydowali  się  na
separację.

Genowefa  wystąpiła  o  uznanie  tego  małżeństwa  za  nieważne  z  powodu  niemocy

płciowej Emila, który w trakcie procesu w pełni współpracował z Trybunałem.

W  pierwszym  rzędzie  zostało  dowiedzione  niedopełnienie  małżeństwa.

Potwierdzało  to:  zachowane  dziewictwo  Genowefy,  zgodne  oświadczenia  stron,
których  wiarygodność  została  potwierdzona  oraz  zeznania  świadków,  którzy  (już  w
okresie rozpadu małżeństwa) zostali powiadomieni o ich problemach w tej dziedzinie.

Ustalone  zostało  ponadto,  iż  nie  zostały  praktycznie  podjęte  żadne  kroki  w  celu

ustalenia  przyczyn  seksualnych  problemów  Emila  i  ewentualnej  możliwości  kuracji:
odbyt  on  jedynie  kilka  wizyt  lekarskich, które  jednak  nie  wykazały  niczego
konkretnego  (nie  wykonano  też  żadnych  konkretnych  badań,  ani  nie  zapisano  żadnej
kuracji).

Trybunat  zarządził  poddanie  Emila  badaniom  przez  biegłego,  który  postawił

diagnozę o  jego  impotencji.  Jednak,  na  skutek  zastosowanej  przez  niego  procedury,
została ona uznana przez Sąd za nieprzekonującą: lekarz ten ograniczył się jedynie do
zewnętrznych oględzin Emila, podczas których nie stwierdził żadnych deformacji czy
wad anatomicznych, celowo unikając badań o charakterze funkcjonalnym, uznając je za
zbyt niemiłe dla pacjenta. Wysnuł wniosek o impotencji jedynie na podstawie prostego
faktu,  iż  przez  wiele  lat  nie  zrealizowane  zostało  współżycie  małżeńskie.  Jak  już
wspomniano,  diagnoza  biegłego  została  uznana  za  nieprzekonywującą  tak  z  powodu
niekompletności  przeprowadzonych  przez  niego  badań,  jak  i  błędnej  logiki
wysuniętych  wniosków:  Sąd  uznał  bowiem,  że  nie  dowiedziono  istnienia  impotencji
również  dlatego,  iż  nie  dostarczono  żadnych  wskazówek  co  do  jej  ewentualnych
przyczyn ani co do możliwości jej leczenia.

background image

126

Elementy te - w połączeniu z faktem, że w okresie małżeństwa nie podjęto żadnych

kroków mających na celu zbadanie i ewentualne wyeliminowanie przyczyn problemów
w  dziedzinie  współżycia,  a  także  z  tym,  że  istniała  przynajmniej  teoretyczna
możliwość,  iż  u  źródeł  wspomnianych  problemów  leżało  obraźliwe  zachowanie
Genowefy,  która  poniżyła  Emila  podczas  nieudanej  próby  odbycia  pierwszego
stosunku  płciowego - doprowadziły  do  konkluzji,  iż  impotencja  Emila  nie  została
udowodniona, a w każdym razie nie została udowodniona jej uprzedniość ani trwałość.

Przykład  ten  ilustruje  problemy,  na  jakie  napotyka  postępowanie  dowodowe  w

sprawach o stwierdzenie nieważności małżeństwa z powodu niezdolności współżycia i
pragnie  zwrócić  uwagę  konsultantów  na  konieczność  zachowania  szczególnej
ostrożności  przy  wysuwaniu  tego  typu  hipotez  (zwłaszcza  w  wypadkach,  w  których
problemy  w  dziedzinie  współżycia  nie  zostały  poddane  dogłębnej

analizie

diagnostycznej i terapeutycznej). W takich przypadkach konsultant powinien, w miarę
możliwości,  zachęcić  strony  do  uprzedniego  poddania  się  odpowiednim  badaniom  i
jedynie  na  podstawie  ich  wyników  stawiać  ewentualną  hipotezę  o  nieważności
małżeństwa spowodowaną impotencją kopulacyjną.

2. PRZYKŁAD DRUGI

Marta,  młoda  dziewczyna  z  prowincji,  poznała  około  dziesięć  lat  od  niej  starszego
Pawła,  który  w  całym  okresie  narzeczeństwa  wyrażał  zrozumienie  i  szacunek  dla  jej
decyzji zachowania czystości przedmałżeńskiej.

Po ślubie wyszły na jaw problemy Pawła, który okazał się kompletnie niezdolny do

erekcji,  niezbędnej  do  współżycia  małżeńskiego.  Po  długich  namowach  Marty
niechętnie  zdecydował  się  na  odbycie  badań.  Na  ich  podstawie  zdiagnozowano,  że
cierpi  on  na  poważne  zaburzenia  naczyniowe,  praktycznie  uniemożliwiające  erekcję.
Zajmujący się jego przypadkiem lekarz specjalista nie zdołał jednak ustalić przyczyn
tych  zaburzeń  ani  zapisać  ewentualnej  kuracji,  jako  że  wkrótce  po  pierwszych
badaniach Paweł odmówił poddania się kolejnym oraz nie zgodził się na kurację.

Po separacji małżonków Marta wystąpiła o stwierdzenie nieważności małżeństwa z

powodu  impotencji  męża.  Podczas  postępowania  dowodowego  zostało  dowiedzione
niedopełnienie  małżeństwa  potwierdzone  przez  zgodne  oświadczenia  stron  oraz
zeznania  świadków,  którzy  powiadomieni  byli  o  ich  problemach  w  tej  sferze.
Przesłuchany  też  został  lekarz,  który  (chociaż  już  kilka  lat  po  ślubie)  zajmował  się
przypadkiem Pawła. Zważywszy na odbycie jedynie wstępnych badań, nie zdecydował
się jednak na wypowiedzenie się na temat przyczyn impotencji Pawła ani możliwości
jego  leczenia.  Uznał  on  Pawła  za  bez  wątpienia  niezdolnego  do  odbycia  stosunku
małżeńskiego w okresie, kiedy był on jego pacjentem (około ośmiu lat po ślubie), ale
nie był w stanie określić z całą pewnością momentu, kiedy pojawiły się te zaburzenia,
ich przyczyn oraz

background image

127

ewentualnych  możliwości  leczenia.  Ponadto - pomimo  obietnicy  złożonej  podczas
procesu - Paweł  odmówił  poddania  się  badaniom  przez  biegłego  lekarza,
wyznaczonego przez Sąd, który miał kontynuować rozpoczęte już wcześniej badania.

Przewidując, iż Sąd uzna dowody impotencji Pawła za niewystarczające, adwokat

Laury  skorzystał z  możliwości przewidzianej przez ustawodawstwo kanoniczne (por.
kan. 1681 i Litterae circulares ówczesnej Kongregacji ds. Sakramentów, z 20 grudnia
1986),  a  więc  z  możliwości  wystąpienia  o  zawieszenie  sprawy  o  stwierdzenie
nieważności  małżeństwa  i  „przekształcenie"  jej  w  złożone  do  Stolicy  Apostolskiej
podanie  o  udzielenie  dyspensy  od  węzła  małżeńskiego  na  skutek  dowiedzionego
niedopełnienia  małżeństwa.  Sąd  przychylił  się  do  tego  wniosku  i  po  zakończeniu
postępowania dowodowego, właściwego dla wniosku o dyspensę (jak jeszcze będzie o
tym  mowa,  w  takim  przypadku  oprócz  udowodnienia  niedopełnienia  małżeństwa
wymagane  jest  ponadto  udowodnienie  istnienia  słusznej  przyczyny,  dla  jakiej
występuje się o dyspensę i braku szkodliwości dla osób trzecich np. w formie skandalu),
odesłał akta do Kongregacji ds. Sakramentów. Kongregacja ta po przeanalizowaniu akt
przez  swoich  ekspertów  przedstawiła  wniosek  Marty - uznając  jego  zasadność -Ojcu
Świętemu,  jako  jedynemu  kompetentnemu  do  udzielenia  takiej  dyspensy  (por.  kan.
1698 § 2), który przychylił się do tego wniosku.

Przykład  ten  ukazuje,  jak  dużą  przeszkodą  dla  przeprowadzenia  postępowania

dowodowego  jest  brak  współpracy  osoby,  której  domniemana  impotencja  jest
przedmiotem takiego postępowania. W tym konkretnym przypadku, w świetle faktu, iż
od  samego  początku  małżeństwa  wszystkie  próby  odbycia  stosunku  małżeńskiego
podejmowane  przez  Pawła  zakończyły  się  niepowodzeniem  oraz  tego,  że
przeprowadzone  badania  wykazały  poważne  zaburzenia  naczyniowe,  istniała
prawdopodobnie  szansa  na  udowodnienie  jego  impotencji,  a  także  jej  uprzedniości.
Niemożliwość  przeprowadzenia  bardziej  szczegółowych  badań,  które  mogłyby
wskazać na przyczynę tych jego zaburzeń (a więc czy miały one charakter anatomiczny,
neurologiczny czy psychiczny) i wynikająca stąd niemożliwość postawienia prognoz co
do  szans  ich  leczenia  oraz  ustalenia  ewentualnej  terapii  (co  stanowi  jeden,  choć  nie
jedyny, element pozwalający na ocenę trwałości impotencji) jest znaczną przeszkodą w
postępowaniu dowodowym. Stąd też zadaniem konsultanta jest również uwrażliwienie
stron, zainteresowanych wniesieniem sprawy o stwierdzenie nieważności małżeństwa,
na  konieczność  pełnej  współpracy  z  Trybunałem,  nawet  wówczas,  gdy  wymaga  ona
wysiłków  czy  wyrzeczeń  jak  na  przykład  w  wypadku  konieczności  poddania  się  nie
zawsze miłym badaniom lekarskim. Trybunał może bowiem wypowiadać się na temat
ewentualnej  nieważności  małżeństwa  jedynie  wówczas,  gdy  upewni  się  co  do
wszystkich okoliczności sprawy.

Ponadto przykład ten zwraca uwagę konsultantów na istnienie instytucji papieskiej

dyspensy od ważnego, lecz niedopełnionego małżeństwa. Procedura

background image

128

związana  z  taką  dyspensą  może  być  rozpoczęta  bezpośrednio  bądź  zastąpić -przy
spełnieniu  warunków  określonych  przez  Ustawę - rozpoczęte  już  wcześniej
postępowanie o stwierdzenie nieważności małżeństwa. Więcej szczegółów na temat tej
procedury podamy w dalszej części tego opracowania.

3. PRZYKŁAD TRZECI

Monika była narzeczoną Artura przez trzy lata: kochała go i podziwiała, ale nie czuła do
niego  pociągu  fizycznego,  co  więcej,  odczuwała  pewien  wstręt.  Nie  przykładając  do
tego należytej wagi, zdecydowała się na poślubienie go. Po ślubie okazało się, że ich
cielesne obcowanie jest absolutnie niemożliwe. W momencie, gdy Artur podejmował
próby zbliżenia, u Moniki pojawiały się silne bóle, reakcje odrzucenia oraz mimowolne
silne skurcze pochwy uniemożliwiające jej penetrację.

Kobieta poddała się rozmaitym specjalistycznym kuracjom, obejmującym również

zabiegi  chirurgiczne,  mającym  ułatwić  jej odbywanie  stosunków.  Pomimo  tego  jej
reakcje pozostały takie same. Podczas licznych (zważywszy na jej dobrą wolę), choć
nieudanych prób dopełnienia małżeństwa, Monika na skutek absorpcji nasienia męża,
którego wytrysk został dokonany na jej zewnętrznych organach płciowych, zaszła dwa
razy w ciążę. Dwie ciąże i dwa porody nie zmieniły jednak jej reakcji na próby odbycia
stosunku małżeńskiego z Arturem.

Zważywszy  na  jej  pełną  współpracę,  Trybunał  uzyskał  całkowity  dostęp  do

dokumentacji medycznej dotyczącej jej przypadku. Lekarze zajmujący się nią w ciągu
lat  byli  zgodni  co  do  diagnozy,  stwierdzając,  iż  cierpi  ona  na  „pierwotną"  (a  więc
niezwiązaną  z  reakcją  na  zaburzenia  o  charakterze  lokalnym)  pochwicę  o  podłożu
psychicznym,  jako  że  kuracja in  loco nie  przyniosła  żadnego  rezultatu.  Stwierdzono
również,  iż  przy  pierwszej  ciąży  okazało  się,  że  kobieta  miała  nienaruszoną  błonę
dziewiczą.

Monika poddała się także rozmaitym badaniom biegłych wyznaczonych przez Sąd,

którzy potwierdzili diagnozę o pochwicy pierwotnej, ustalili, że była ona uprzednia w
stosunku do zawarcia małżeństwa i uznali, że ma ona charakter trwały, jako że żadna z
odbytych przez nią kuracji nie przyniosła rezultatu. Poddano też analizie - związane z
osobą Artura - psychiczne podłoże tych jej zaburzeń.

Przykład  ten  po  raz  kolejny  ma  na  celu  podkreślić,  jak  bardzo  ważna  dla

postępowania dowodowego jest współpraca strony, której domniemana impotencja jest
jego  przedmiotem.  Dzięki  możliwości  rekonstrukcji  historii  klinicznej  Moniki  oraz
dzięki badaniom przeprowadzonym przez biegłych, możliwe było ustalenie, że jest to
rzeczywiście przypadek pochwicy, a nie tylko pewnych trudności w odbyciu stosunku
seksualnego,  związanych  z  bolesnością  penetracji  (czyli  tzw. dyspareunia). W
odróżnieniu od tej ostatniej, pochwica polega na bolesnych skurczach mięśni pochwy
absolutnie uniemożliwiających

background image

129

penetrację  (są  to  bowiem,  według  podręczników  medycyny,  „skurcze,  w  jakich
uczestniczą też mięśnie krocza, odbytu i grzbietu") i czyni kobietę faktycznie niezdolną
do odbywania stosunków małżeńskich.

Więcej  szczegółów  na  ten  temat  można  znaleźć  w  sentencji coram Bruno  z  3

kwietnia 1987 (ARRT Dec. LXXIX, 211-227).

4. PRZYKŁAD CZWARTY

Elżbieta  i  Marek  poznali  się  w  pracy,  wkrótce  zaczęli  ze  sobą  chodzić.  Zgodnie  z,
niestety, rozpowszechnionym obecnie zwyczajem zdecydowali się również na stosunki
seksualne;  co  więcej,  uważając  się  za  osoby  „nowoczesne"  i  „wyemancypowane"
postanowili  wziąć  udział  w  tzw.  seksie  grupowym.  W  rzeczywistości  był  to  pomysł
Marka, który przekonał do niego Elżbietę.

Doświadczenia  grupowego  seksu,  powtórzone  kilkakrotnie,  nie  wywarły  na  nim

żadnego wrażenia, natomiast u Elżbiety zaczęły powodować narastający wstręt, który
następnie przekształcił się w rodzaj głębokiej niechęci w stosunku do Marka. Odmówiła
ona dalszego uczestnictwa w tych orgiach i mając nadzieję, że zdoła odbudować swe
stosunki  z  narzeczonym  już  na  zdrowszych  podstawach,  ustaliła  (z  jego  zgodą),  że
powstrzymają  się  od  współżycia  seksualnego,  aż  do  momentu  zawarcia  ślubu
kościelnego. Po ślubie okazało się jednak, że mimo szczerych wysiłków, Elżbieta nie
zdołała  przezwyciężyć  swej  niechęci  do  Marka.  Co  więcej,  niechęć  ta  nasiliła  się  do
tego stopnia, że Elżbieta nie była w stanie odbyć z nim stosunku małżeńskiego. Kiedy
mężczyzna -łudząc  się,  że  wzbudzi  w  niej  zainteresowanie  sprawami  seksu -
zaproponował  jej  „bardziej  podniecające"  doświadczenia  i  ponowne  spotkanie  ze
„starymi przyjaciółmi", nastąpiło załamanie: Elżbieta nie chciała go już więcej widzieć i
natychmiast wystąpiła o separację.

Jak łatwo można zauważyć, przypadek ten jest bardzo skomplikowany, jako że żadna

ze stron - również Elżbieta - nie  może być  uznana za niezdolną do  odbycia stosunku
płciowego;  nie  była  ona  taką  również  przed  ślubem.  Dzięki  zeznaniom  świadków,  w
tym  także  lekarza  (przed  którymi  zwierzali  się  oni  po  ślubie  ze  swych  trudności),
możliwe  było  natomiast  udowodnienie,  że  Elżbieta,  na  skutek  bardzo  silnych,
negatywnych reakcji emocjonalnych, nie była w stanie odbyć stosunków małżeńskich z
Markiem.  Badania  psychiatryczne,  jakim  się  poddała,  jednoznacznie  wykazały,  iż
urazy, jakich nabawiła się na skutek udziału w okresie narzeczeństwa w wynaturzonych
doświadczeniach  seksualnych,  wyzwoliły  w  niej  mechanizm  nieprzezwyciężonej
niechęci  w  stosunku  do  Marka,  niechęci  obejmującej  głównie  sferę  seksualną.  W
praktyce,  Elżbieta - postrzegając  go  za  odpowiedzialnego  za  wciągnięcie  ją  w  te
budzące  w  niej  wstręt  doświadczenia - nie  była  w  stanie  odbyć  z  nim  stosunku
płciowego.  Zważywszy  na  tę  jej  niezwykle  silną,  negatywną  reakcję  psychologiczną,
niemożliwe  było  też  ustalenie,  czy  i  pod  jakimi  warunkami  nawet  ewentualna  długa
terapia psychologiczna odniesie zamierzony skutek i

background image

130

spowoduje  jej  uzdrowienie  w  tej sferze.  Jeśli  chodzi  o  skutki  w  dziedzinie  prawa
kanonicznego, Sędziowie orzekli, iż Elżbieta już w okresie narzeczeństwa (uprzedniość
impotencji)  stała  się  niezdolną  do  stosunków  małżeńskich  z  Markiem  (jest  to  więc
przypadek  impotencji  relatywnej)  i  niezdolność  ta  jest  trwała  (jak  wynika  to  z
przytoczonej powyżej negatywnej opinii biegłych na temat możliwości jej wyleczenia).

Przykład  ten  (nie  wchodząc  w  zagadnienia  o  charakterze  moralnym)  ilustruje  w

sposób  konkretny,  na  czym  polega  relatywna  impotencja  o  podłożu  psychicznym,  a
także ukazuje złożoność (nie tylko z punktu widzenia prawnego czy dowodowego, ale
również i osobowego) okoliczności towarzyszących tego typu przypadkom.

5. PRZYKŁAD PIĄTY

Katarzyna  i  Tadeusz  byli  emigrantami,  którzy  zamieszkali  we  Włoszech.  Czując  się
związani  wspólnymi  korzeniami  oraz  wykonywaną  pracą,  postanowili  się  pobrać.
Oboje  mieli  jednak  świadomość  poważnej  choroby  neurologicznej  Tadeusza,  której
jedną z typowych konsekwencji jest niemoc płciowa. Tadeusz, który został poddany we
Włoszech  delikatnej  operacji  chirurgicznej  mózgu,  cierpiał  na  te  dolegliwości  już  w
okresie poprzedzającym małżeństwo, co potwierdzała też dokumentacja medyczna.

Pomimo świadomości tych problemów, mając nadzieję, że stan zdrowia mężczyzny

może  ulec  poprawie,  Katarzyna  i  Tadeusz  zawarli  ślub,  nie  informując  jednak
proboszcza  o  wspomnianych  zaburzeniach.  Małżeństwo  to  trwało  kilka  lat,  podczas
których niemożliwe było pod-jęcie przez nich współżycia, jako że wspomniana choroba
neurologiczna  czyniła  Tadeusza  niezdolnym  do  odbycia  stosunku  małżeńskiego.  Na
początku  Katarzyna  okazywała  cierpliwość  i  wyrozumiałość  w  stosunku  do  męża,
jednak  z  biegiem  lat  zaczęła  być  coraz  bardziej  sfrustrowana  niemożliwością
normalnego  życia  małżeńskiego  i  brakiem  perspektyw  na  macierzyństwo.  Mimo  że
uznawała fakt, iż od samego początku ich znajomości miała świadomość jego zaburzeń
w  tej  dziedzinie,  stawała  się  w  stosunku  do  niego  coraz  bardziej  nietolerancyjna  i
odnosiła się do niego coraz bardziej negatywnie.

To właśnie z tego powodu Tadeusz, który był prawdziwie zakochany w Katarzynie i

obawiał się ją utracić, zdecydował się na operację chirurgiczną, która miała mu pomóc
rozwiązać  problem  impotencji seksualnej.  Zdecydował  się  na  dwa  poważne  zabiegi,
podczas  których  wszczepiono  mu  protezę  członka.  W  czasie  pierwszego
(przeprowadzonego  w  ramach  nieodpłatnych  świadczeń  medycznych)  wszczepiona
została  tzw.  sztywna  proteza,  podczas  drugiego  (bardzo  kosztownego,  odbytego  w
prywatnych  strukturach  sanitarnych)  proteza  tzw.  nadmuchiwana,  która  dzięki
wszczepionemu 

skomplikowanemu 

mechanizmowi 

hydraulicznemu 

bardziej

upodabniała się do naturalnego organu.

background image

131

Pomimo  tych,  w  efekcie  udanych  (z chirurgicznego  punktu  widzenia)  zabiegów,

sytuacja  pomiędzy  małżonkami  nie  uległa  zmianie.  Tadeusz,  być  może  na  skutek
wstydu  i  zakłopotania,  z  powodu  posiadania  tego  typu  protezy,  nie  zdołał  odbyć  z
Katarzyną  żadnego  stosunku  małżeńskiego.  Rozczarowanie  z powodu  kolejnych
porażek w tej dziedzinie doprowadziło do separacji małżonków.

W  sprawie  o  stwierdzenie  nieważności  małżeństwa,  wniesionej  przez  Katarzynę,

dzięki pełnej współpracy Tadeusza, było możliwe pełne zrekonstruowanie historii jego
choroby:  zanalizowana  została  dokumentacja  medyczna  pochodząca  z  okresu
poprzedzającego  małżeństwo,  a  także  dotycząca  operacji,  jakim  się  poddał.
Przesłuchano  leczących  go  specjalistów,  którzy  potwierdzili  brak  rezultatów  w
dziedzinie współżycia płciowego (również i po wszczepieniu protez) oraz jego trwałą
impotencję.

Przykład ten zwraca uwagę na kilka spraw. Po pierwsze, przypomina, iż impotencja

kopulacyjna  czyni  daną  osobę  obiektywnie  niezdolną  do  zawarcia  małżeństwa  (jak
wyraźnie  stanowił  to  poprzednio  obowiązujący  Kodeks  Prawa  Kanonicznego),
niezależnie  od  tego,  czy  współmałżonek  wiedział  o  tym  jego  zaburzeniu  i  czy
akceptował  je.  Impotencja  sprawia  bowiem,  iż  podmiot  nie  może  rozporządzać
elementem, jaki jest integralną częścią istotnego przedmiotu przymierza małżeńskiego,
czyli darem z samego siebie poprzez swą dyspozycyjność w sferze aktów właściwych
małżonkom  i  zdolnych  przez  się  do  zrodzenia  potomstwa.  Osoba,  która  nie  ma
możliwości  do  złożenia  takiego  daru  z  samej  siebie,  jest  więc  niezdolna  do  zawarcia
małżeństwa.

Po  drugie,  przykład  ten  zwraca  uwagę  na  to,  iż  „trwałość"  impotencji  mająca

znaczenie  prawne  dla  ważności  małżeństwa  nie  jest  pojęciem  medycznym,  lecz
prawnym: możliwość medyczna rozwiązania problemu leżącego u podstaw impotencji
jest bowiem wyłącznie przesłanką trwałości prawnej. Może ona mieć miejsce również
w  przypadkach,  w  których  z  medycznego  punktu  widzenia  są  modyfikowalne:  na
przykład ze względu na niemoralność potrzebnych kuracji czy ich niebezpieczeństwa
dla  podmiotu.  W  przypadku  Tadeusza  (abstrahując  od  faktu,  że  terapie  chirurgiczne,
jakim  się  poddał,  nie  przyniosły  spodziewanych  rezultatów)  pojawiają  się  bardzo
poważne wątpliwości co do tego, czy zabiegi, na jakie się on zdecydował (również i ten
pierwszy, wykonany  w strukturach  publicznej służby  zdrowia, a więc praktycznie  na
koszt  społeczeństwa)  mogą  być  uznane  za  środki,  którym  ma  obowiązek  poddać  się
małżonek (zważywszy na ich obiektywną złożoność oraz na skutki w sferze psychiki
podmiotu). Również w wypadku rezygnacji z nich nie uległaby zmianie (przynajmniej
według opinii piszącego te słowa) prawna kwalifikacja trwałości tej impotencji.

Z  punktu  widzenia  procesowego  przypadek  Tadeusza  i  Katarzyny  pozwala  na

zilustrowanie praktycznego zastosowania kan. 1680, który przewiduje, że w sprawach
niezdolności małżeńskiej spowodowanej chorobą psychiczną (aspekt ten zostanie lepiej
naświetlony w dalszych rozważaniach) bądź impotencją,

background image

132

sędzia  powinien  skorzystać  z  pomocy  jednego  lub  kilku  biegłych,  chyba  że z
okoliczności wyraźnie wynika, że jest to bezużyteczne. Sprawa Tadeusza i Katarzyny
jest  właśnie  jednym  z  tych  przypadków,  w  jakich  można  uznać  wyraźną
bezużyteczność odwołania się do opinii biegłych: obszerna i kompletna dokumentacja
medyczna choroby Tadeusza oddana do dyspozycji Sądu oraz możliwość przesłuchania
zajmujących się jego przypadkiem specjalistów, również i tych, którzy wszczepili mu
protezy  i  czuwali  nad  wynikiem  tej  operacji,  dały  Sądowi  możliwość  wystarczającej
rekonstrukcji przypadku oraz pewność co do stanu faktycznego tego przypadku.

X. NIEZDOLNOŚĆ  KONSENSUALNA  DO  ZAWARCIA MAŁŻEŃSTWA  (KAN.
1095 § 1 i § 2)

Kolejnym  zagadnieniem,  jakim  musimy  się  zająć  w  naszych  rozważaniach,  jest
delikatny, a zarazem bardzo aktualny problem psychicznej niezdolności do małżeństwa.
W ciągu ostatnich lat problematyka ta niezwykle często pojawiała się w orzecznictwie i
doktrynie  prawa  kanonicznego,  stała  się  ona  przedmiotem  licznych  decyzji  Roty,  a
także  książek,  opracowań,  artykułów,  akademickich  konferencji.  Co  więcej - w
niektórych krajach - niezdolność psychiczna jako przyczyna nieważności małżeństwa
stała  się  prawie  wyłącznym  parametrem  w  ocenie  ważności  małżeństwa,  praktycznie
eliminując wszelkie inne powody jego nieważności.

Chcąc  ułatwić  pracę  duszpasterzy  i  konsultantów  zajmujących  się  problemami

małżeństwa  w  stanie  głębokiego  kryzysu,  zostaną  przedstawione  powszechnie
podzielane poglądy orzecznictwa i doktryny w tej kwestii.

1. ELEMENTY PRAWA MATERIALNEGO

Małżeństwo od samego momentu swego powstania jest „przymierzem" (por. kan. 1055
§  1),  które  w  ustawodawstwie  kanonicznym określane  też  bywa  ekwiwalentnym
terminem „umowa" (por. kan. 1055 § 2). Używając takiego terminu, prawo kanoniczne
nie  zamierza  bynajmniej  umieszczać  tej,  tak  niezwykle  istotnej  instytucji,  jaką  jest
małżeństwo, na tej samej płaszczyźnie, co inne akty prawne o charakterze umownym,
na przykład o charakterze majątkowym (jak jest to w wypadku umowy w rozmaitych
systemach  prawa  cywilnego),  lecz  pragnie  zwrócić  uwagę  na.  to,  iż  przymierze
małżeńskie realizuje się poprzez zgodny akt woli dotyczącej tego samego przedmiotu.

W  sposób  jednoznaczny  więc  Kodeks  Prawa  Kanonicznego  stwierdza,  iż

małżeństwo stwarza zgoda stron (por. kan. 1057 § 1), która wywołuje skutek

background image

133

prawny  wówczas,  gdy  jest  wyrażona  zgodnie  z  prawem  przez  osoby  posiadające
zdolność  prawną,  czyli  uznane  przez  system  prawny  za  zdolne  i  uprawnione  do
dokonania  tego  specyficznego  aktu  (czyli  inaczej,  niepozbawione  tej  zdolności  na
skutek  tzw.  przeszkody  małżeńskiej).  Zgodnie  z  zasadą  łacińską: matrimonium  facit
patrium consensus, 
to zgoda stron stwarza małżeństwo.

Ustawa definiuje też samo pojęcie zgody małżeńskiej; według kan. 1057 § 1 zgoda

ta jest aktem woli, którym mężczyzna i kobieta wzajemnie się sobie oddają i przyjmują
w  celu  stworzenia  małżeństwa.  Uznanie - od  momentu  wyrażenia  konsensu -
właściwych stanowi małżeńskiemu praw drugiej strony oraz przyjęcie, wynikających z
tego stanu, obowiązków wobec drugiej strony (a także wobec ewentualnego potomstwa
i  społeczeństwa),  stanowią  realizację  charakterystycznego  dla  małżeństwa  daru z
samego siebie, nadając mu praktyczny wyraz prawny i etyczne uzasadnienie.

Z tego, co zostało do tej pory  powiedziane,  wynika jednoznacznie, iż konsens, w

aspekcie  podmiotowym,  musi  być  uznany  za  akt  woli.  Akt  taki,  właściwy  jedynie
istocie ludzkiej, zakłada, iż jest ona obdarzona inteligencją i wolnością. Wymaga on,
aby  osoba  przynajmniej  zdawała  sobie  wystarczająco  sprawę  z  jego  znaczenia  oraz
dysponowała niezbędną do jego wypełnienia wolnością.

Należy  pamiętać,  że  choć  wolność  człowieka  nie  jest  wolnością  absolutną  (czyli

wolną  od  wszelkich  uwarunkowań),  lecz  „historyczną",  to  chrześcijańska  wizja
człowieka  zawsze  uznawała  i  wyznawała  zasadę,  według  której  istota  ludzka  jest
zasadniczo wolna. Wolność jest funkcjonalna w stosunku do inteligencji i woli, czyli
do  zdolności  do  moralnej  odpowiedzialności.  Stąd  też,  ponieważ  konsens  małżeński
jest  to  akt  właściwy  człowiekowi,  a  więc  sam  w  sobie  (jako  akt  psychologiczny)
wystarczający  do  wywołania  skutków,  musi  się  on  odznaczać  określonymi
przymiotami,  które  charakteryzują  złożoną  operację,  którą  jest  ludzka  decyzja.
Konsens musi więc być przede wszystkim prawdziwy, inaczej wewnętrzny - z natury
rzeczy aktem woli nie może być jego zewnętrzne wyrażenie, któremu nie odpowiada
wewnętrzna  wola  zobowiązania  się  (mielibyśmy  wówczas  do  czynienia  z  symulacją
zgody  małżeńskiej).  Zezwolenie  małżeńskie  musi  być  też  swobodne,  czyli  w  pełni
świadome  i  dobrowolne,  wykluczające  jakiekolwiek  poważne  nieprawidłowości  w
funkcjonowaniu czynnika poznawczego lub wolitywnego.

Wspomnianym tu podmiotowym aspektem konsensu zajmuje się kan. 1095, stąd też

konieczne jest choćby jego krótkie omówienie.

W  pierwszej  kolejności  należy  zwrócić  uwagę  na  to,  iż  mimo  tego,  że  z  punktu

widzenia formalnego kanon ten stanowi nowość w dotychczasowym ustawodawstwie
kanonicznym, jest on wyrazem zasady bezpośrednio wynikającej z prawa naturalnego.
Stanowi więc normę bezpośrednio wypływającą z samej istoty rzeczy. Innymi słowy, z
punktu  widzenia  materialnego  kan.  1095  nie  jest  niczym  innym  jak  tylko wyrazem
zasady, zgodnie z którą konsens małżeński musi być sam w sobie skuteczny zarówno

background image

134

jako akt woli, który jest nakierowany na określony przedmiot (por. kan. 1095 § 1 i 2) jak
i  jako  akt  woli,  który  jest  nakierowany  na  przedmiot realnie  pozostający  w  zasięgu
kontrahenta  (por.  kan.  1095  §  3).  W  dwóch  pierwszych  przypadkach  spotykamy  się
więc z brakiem substancjalnej zgody małżeńskiej, w trzecim natomiast z niezdolnością
do wypełnienia przedmiotu konsensu.

Jak już wspomniano, ustawowe znamiona niezdolności konsensualnej do zawarcia

małżeństwa przewidziane w kan. 1095 § 1 i § 2 stanowią nowość jedynie z formalnego
punktu widzenia, jako że w praktyce wyrażają one permanentnie aktualną zasadę prawa
naturalnego.  Kodyfikując  zjawisko  niezdolności  konsensualnej  do  zawarcia
małżeństwa,  Ustawodawca  pragnął  udzielić  jasnej  odpowiedzi  na  pojawiające  się  w
związku  z  konsensem  małżeńskim  pytanie,  a  mianowicie:  jaką  zdolnością  powinna
cieszyć się osoba ludzka, aby wyrażona przez nią zgoda małżeńska była ważna? Kodeks
z  1917  roku  nie  zawierał  norm,  które  wprost  regulowałyby  te  zagadnienia,  tak  że  w
sprawach  dotyczących  wspomnianej  niezdolności,  stosowano  normy  wynikające  z
zawartej  w  kodeksie  definicji  konsensu  lub  też  zasady  ogólne  dotyczące  ważności
czynności  prawnych,  bądź  też,  przez  analogię,  normy  określające  możliwość
przypisania osobie kanonicznej odpowiedzialności karnej.

Stosując wspomniane normy, doktryna i orzecznictwo dokonały dogłębnej refleksji i

analizy  tego  problemu  oraz  sformułowały szereg  pojęć  (jak  np.  „rozeznanie
oceniające") oraz przesłanek (jak np. w temacie okresów „przebłysków świadomości" w
przerwach  pomiędzy  fazami  choroby  psychicznej),  do  których  zresztą  jeszcze
powrócimy.  Ich  wysiłki  w  tej  dziedzinie  wspomagane  były  przez  rozwój  niektórych
gałęzi  wiedzy,  wprawdzie  autonomicznych  w  stosunku  do  nauk  prawnych,  ale
równocześnie dla nich komplementarnych, takich jak np. studia nad ludzką psychiką i
jej  fenomenami,  tak  fizjologicznymi,  jak  i  patologicznymi;  badaniom  tym  sprzyjało
uwrażliwienie na pewne zagadnienia, w tym zwłaszcza na podmiotowe aspekty doznań
i reakcji ludzkich.

Dlatego  też  podczas  prac  nad  posoborową  reformą  ustawodawstwa  kanonicznego

uznano  za  stosowne  wykorzystać  te  poznawcze  elementy  dostarczone  przez
wspomniane  dziedziny  wiedzy,  a  także  zrodzone  z  refleksji  kanonistyki  i
jurysprudencji.

W ten sposób - na płaszczyźnie podmiotowej konsensu jako aktu woli -prawodawca

kościelny  wyróżnił  dwie  formy  psychicznej  niezdolności  do  zawarcia  małżeństwa,  a
mianowicie: niezdolność wynikającą z braku wystarczającego używania rozumu (por.
kan.  1095  §  1)  oraz  niezdolność  uwarunkowaną  poważnym  brakiem  rozeznania
oceniającego (por. kan. 1095 § 2). Co w rzeczywistości oznaczają te pojęcia?

Ich  zdefiniowanie,  a  przede  wszystkim  ścisłe  rozróżnienie,  nie  jest  bynajmniej

rzeczą  łatwą.  Dowodzi  tego  fakt,  że  do  tej  pory  nie  zostało  wypracowane  jednolite
stanowisko  doktryny  w  tej  dziedzinie,  i  tak,  na  przykład,  niektórzy  autorzy  wyznają
pogląd, iż kan. 1095 § 1 odwołuje się do zasady o

background image

135

charakterze ogólnym, obowiązującej dla wszystkich czynności prawnych. Wyjaśnienie
to  nie  jest  jednak  przekonujące,  a  to  dlatego,  że  po  pierwsze  zmusiłoby  nas  ono  do
uznania, iż ustawodawca umieścił przepis zawierający oczywiste i zbędne stwierdzenie,
a po drugie, iż wydaje się ono nie uwzględniać tego, że norma ta odnosi się do używania
rozumu, co określa ona mianem „wystarczającego". Nasuwa się tu od razu pytanie: do
czego  odnosi  się  pojęcie  „wystarczające"?  „Wystarczające"  w  stosunku  do  czego?
Niewątpliwie w stosunku do małżeństwa, a ściślej rzecz biorąc w stosunku do praw i
obowiązków, jakie z niego wynikają i jakie stanowią  przedmiot konsensu.  Kolejnym
problemem, który się tu nasuwa, jest dokonanie rozróżnienia pomiędzy tym pojęciem a
pojęciem „rozeznanie oceniające".

Rozróżnienie  powyższe  nie  może  być  dokonane  na  podstawie  odniesienia  do

konkretnych patologii czy anomalii psychicznych podmiotu (typu: psychozy powodują
wadę,  o  której  wspomina  §1;  zaburzenia  o  mniej  poważnym  charakterze,  jak  np.
niektóre nerwice, powodują wadę, o której mówi § 2), jako że stanowiłoby to obejście
formalno-prawnego  aspektu  tej  kwestii.  Podobnie  odrzucić  też  należy  rozwiązania,
jakie opierają się na klasycznych już koncepcjach rozróżniających amentia (całkowite
pozbawienie rozumu) oraz dementia (częściowe pozbawienie rozumu), jako że są one
czystymi hipotezami.

Bardziej  przekonujące  wydają  się  natomiast  koncepcje  bazujące  na  rozróżnieniu

pomiędzy  zdolnością  do  abstrakcyjnego  pojmowania  (§  1)  praw  i  obowiązków
małżeńskich  oraz  zdolnością  krytyczną  (§  2)  takiego  pojmowania;  czy  też  te,  które
uznają, iż koncepcja rozeznania oceniającego (§ 2) zawiera w sobie element wolitywny,
skoordynowany z inteligencją podmiotu, podczas gdy nie zawiera go § 1 kan. 1095; lub
też  koncepcje,  które - opierając  się  na  teoriach  jednolitości  decyzyjnego  procesu
ludzkiego

-

uznają  wystarczające  używanie  rozumu  za  konieczny  choć

niewystarczający czynnik (bardziej ogólnego) pojęcia rozeznania oceniającego, jaki to
pojęcie  stanowi  jakoby  bardziej  adekwatną  miarę  oceny  podmiotowej  zdolności  do
wyrażenia konsensu, jako aktu psychologicznego.

Rzeczywiście  zauważyć  można,  iż  przy  ocenie  skuteczności  konsensu

małżeńskiego,  orzecznictwo  posługuje  się  zazwyczaj  koncepcją  rozeznania
oceniającego. Trzeba więc odpowiedzieć sobie na pytanie, co rozumie się pod pojęciem
„rozeznanie oceniające"?

Odpowiadając  na  to  pytanie  można  oprzeć  się  na  dość  jednolitym  stanowisku

doktryny i orzecznictwa w tym temacie. „Rozeznanie oceniające" zasadniczo oznacza
dwie rzeczy.

Po  pierwsze,  iż  akt  konsensu  musi  opierać  się  nie  tylko  na  możliwości

abstrakcyjnego pojmowania praw i obowiązków małżeńskich lecz także na możliwości
ich krytycznej oceny (czyli na zdolności umiejętnego osądu zobowiązań na przyszłość
wypływających  z  zawieranego  małżeństwa).  Nie  wymaga  się  bynajmniej  oceny
wszystkich ewentualnych konsekwencji

background image

136

(z punktu widzenia praw i obowiązków) zawieranego związku, lecz realizację pewnego
minimum  w  aspekcie  krytycznej  oceny  zobowiązań, jakie  się  na  siebie  w  związku  z
małżeństwem przyjmuje. Nie należy bowiem zapominać, że choć zawarcie małżeństwa
jest  „naturalnym"  prawem  ludzkiej  osoby  (por.  kan.  1058),  to  ze  względu  na  jego
konsekwencje  moralne  i  egzystencjalne  jest  ono,  jak  formułują  to niektórzy  autorzy,
„kontraktem"  odmiennym  i  bardziej  zobowiązującym  niż  inne,  choćby  ważne,
czynności prawne, takie jak np. zakup nieruchomości.

Po  drugie,  „rozeznanie  oceniające"  oznacza  choćby  minimalną  wolność

wewnętrzną,  umożliwiającą  dokonanie  swobodnego  wyboru  w  odniesieniu  do  praw  i
obowiązków  małżeńskich,  inaczej  mówiąc,  jest  to  swobodne  działanie  woli
podejmującej  akt  zgody  małżeńskiej.  Nie  chodzi  o  brak  przymusu  ze  strony  innych
(zagadnienie to regulowane jest przez kan. 1103), ale o sytuacje, w których wewnętrzna
motywacja podmiotu jest na tyle „nienormalna", „patologiczna" (w sensie ogólnym, nie
tyle  i  nie  tylko  klinicznym),  że  zasadniczo  pozbawia  go  wolności,  powodując  np.,  że
dokonuje on ewidentnie irracjonalnych wyborów małżeńskich.

Pojawia  się  jednak  pytanie:  w  jakich  wypadkach  używanie  rozumu  nie  może  być

uznane  za  „wystarczające"?  Kiedy  mamy  do  czynienia  z  „poważnym"  brakiem
rozeznania oceniającego czy też z niezdolnością do autodeterminacji?

Odpowiedź  na  te  pytania  wymaga  uwzględnienia  tak aspektu  formalnego,  jak  i

praktycznego, które - jak wkrótce zobaczymy - są ze sobą ściśle powiązane.

Pierwszy  ze  wskazanych  aspektów  oznacza  sprecyzowanie  kryteriów  formalnych,

zasad  prawnych,  które  umożliwiałyby  dokonanie  prawidłowej  oceny  zdolności
psychicznej  nupturientów  do  zawarcia  małżeństwa.  W  sukurs  długoletnim  wysiłkom
doktryny i orzecznictwa, chcących wypracować jasne reguły w tej dziedzinie, przyszedł
sam  papież,  wspierając  je  swym  autorytetem  w  swych  przemówieniach  do  Koty
Rzymskiej (Allocutio ad Romanae Rotae Auditores) z 1987 i 1988 roku. Formułuje on
zasady kanoniczne w tej, tak szczególnie ważnej dziedzinie, zasady odnoszące się także
i do działalności samej kanonistyki (np. zwracając uwagę na konieczność poszanowania
przez  doktrynę  katolicką  nierozerwalności  węzła  małżeńskiego),  a  także  do  dobra
publicznego  całej  wspólnoty  (np.  w  aspekcie  pewności  prawnej  co  do  stanu  życia
wiernych).  W  przemówieniach  tych  zawarte  są  również  pewne  zasady  o  charakterze
merytorycznym,  niezwykle  istotne  dla  zdefiniowania  prawnych  kryteriów  o  cennych
kanonicznej  niezdolności  małżeńskiej.  Papież  wskazuje  m.in.  na  konieczność
rozróżnienia  pomiędzy  trudnością  a  rzeczywistą  niezdolnością,  stwierdzając,  iż
„jedynie  niezdolność,  a  nie  trudność  w  udzieleniu  zgody  małżeńskiej  czy  w
realizowaniu wspólnoty życia i miłości, czyni małżeństwo nieważnym".

Jak  jednak  dokonać  rozróżnienia  pomiędzy  trudnościami  a  niezdolnością?  Papież

dostarcza nam tu kolejnego kryterium, stwierdzając: „Hipoteza o istnieniu rzeczywistej
niezdolności może być stawiana jedynie w przypadku

background image

137

występowania  poważnej  anomalii,  która  jakimkolwiek  mianem  byłaby  określana,
zasadniczo wpływa na poczytalność nupturienta": tak w sferze konsensu jak i w sferze
rzeczywistej realizacji praw i obowiązków małżeńskich.

Innymi słowy, jedynie zasadnicze zakłócenie naturalnych zdolności osoby ludzkiej -

jej  woli  i  inteligencji - może  powodować  jej  niezdolność  do  zrealizowania  jej
„naturalnego" prawa do małżeństwa. Pozbawienie jej tego prawa w wypadku, w którym
zakłócenie takie nie ma miejsca, byłoby nadużyciem.

Aby  móc  lepiej  zrozumieć  sens  przedłożonego  przez  papieża  kryterium,  należy

uświadomić sobie jego wewnętrzne ratio.

Ratio to z całą pewnością wykracza poza płaszczyznę czysto praktyczną, do czego

często  było  sprowadzane,  na  przykład  w  rozmaitych  komentarzach  prasowych,
przedstawiających interwencję papieża jako spowodowaną koniecznością „ukrócenia"
(szeroko rozpowszechnionych w niektórych krajach) praktyk stosowania rozszerzającej
interpretacji  norm  regulujących  nieważność  małżeństwa  z  powodu  braku  zdolności
psychicznej  do  jego  zawarcia.  Musi  być  ono  natomiast  postrzegane  na  płaszczyźnie
chrześcijańskiej  wizji  osoby  ludzkiej:  wezwanej  do  realizacji  swych  ideałów  i
powołania  również  w  obecności  przeszkód  i  trudności  różnej  natury,  także
psychologicznej, wcale niekoniecznie w sposób istotny wpływających na jej wolność.
Jasnym  jest -wskazują  na  to  wspomniane  poprzednio  przemówienia  papieża  do  Roty
Rzymskiej  z  1987  i  1988  r. - iż  kryterium  pozwalające  na  ustalenie  psychicznej
niezdolności  do  małżeństwa  zaczerpnięte  zostało  z  chrześcijańskiej  wizji
antropologicznej  i - sprzeciwiając  się  koncepcjom  deterministycznym - służyć  ma
ochronie wolności i godności osoby ludzkiej (por. przemówienie z 1988, n.
5).

W  świetle  tego,  co  zostało  tu  powiedziane,  jasnym  jest,  iż  o  niezdolności  (w

znaczeniu, w jakim pojmuje ją kan. 1095) można mówić jedynie w wypadku istnienia
poważnych  „anomalii"  psychicznych.  Podobne  stanowisko  zajmuje  zresztą
jurysprudencja  Roty,  według  której  anomalia  taka  musi  wynikać  ze  stanu
„patologicznego" danego podmiotu (choć nie w ścisłym znaczeniu klinicznym), jako że
fakt jego niewystarczającego przygotowania do dorosłego życia, złe nawyki, negatywne
cechy  charakteru,  nieostrożność  w podejmowaniu  decyzji,  brak  jego  odpowiedniego
wykształcenia czy zły wpływ bądź przykład innych, nie są wystarczające do uczynienia
go niezdolnym do konsensu małżeńskiego.

Po powyższych uwagach możemy teraz przejść do omawiania kolejnego tematu, a

mianowicie  przypadków,  w  których  używanie  rozumu  przez  podmiot  nie  jest
„wystarczające"  lub  też  brak  jego  rozeznania  oceniającego  (co  do  istotnych  praw  i
obowiązków  małżeńskich)  jest  „poważny"  (nie  zapominając,  iż  kryterium  formalne
determinujące  niezdolność  psychiczną  podmiotu  odnosi  się  także,  jak  będzie  o  tym
mowa  w  dalszym  ciągu  opracowania,  do  niezdolności  do  podjęcia  istotnych
obowiązków małżeńskich, zgodnie z § 3 kan. 1 095),

background image

138

a więc sytuacji, w których stopień „patologii" zaburzeń występujących u podmiotu jest
na tyle wysoki, że istotnie wpływa na jego naturalne przymioty, takie jak inteligencja
i/lub wola.

O jakie patologiczne formy tu chodzi? Wieloletnie studia doktryny i jurysprudencji

poświęcone  temu  zagadnieniu  zaowocowały  wypracowaniem  pewnych  reguł,  które
obecnie, w skrócie, tu przedstawimy.

Ogólnie  rzecz  biorąc  stwierdzić  można,  iż  spełniają  kryteria  niezdolności

konsensualnej niektóre z ciężkich „patologicznych" syndromów w sferze psychicznej,
takie  jak  psychozy  (np.  typu  schizofrenicznego  czy  maniakalno-depresyjnego),  jeśli
osiągnęły  one  stan  „kwalifikowany",  czyli  zostały  uznane  za  chorobę.  Wspomnieć
należy,  iż  w  powyższym  wypadku  wypracowana  została  przez  orzecznictwo  jedna  z
nielicznych  przesłanek  prawnych  (może  wręcz  jedyna) o  charakterze  ogólnym  w
procesie  dowodowym  w  sprawach  o  stwierdzenie  nieważności  małżeństwa  z  powodu
niezdolności  konsensualnej:  ustalono  mianowicie,  iż  w  wypadku,  kiedy  stwierdzone
zostało, iż podmiot, jeszcze w okresie poprzedzającym zawarcie małżeństwa, dotknięty
był  psychozą  (zwłaszcza  o  charakterze  schizofrenicznym)  i  że  również  po  zawarciu
małżeństwa zdradzał on jej objawy, uznaje się, że był on niezdolny do wyrażenia zgody
małżeńskiej, nawet jeśli zgoda ta wyrażona została w stadium pozornej poprawy stanu
zdrowia, a więc w momentach tzw. „przebłysków świadomości". Należy bowiem uznać,
co potwierdzają też badania medyczne, iż w fazie takiej nie następuje powrót do zdrowia
psychicznego, ale tylko remisja zaostrzonych objawów chorobowych, trzymanych pod
kontrolą, np. dzięki odpowiedniej kuracji farmakologicznej. Natomiast we wszystkich
innych  przypadkach  obowiązuje  domniemanie  odwrotne,  a  mianowicie  takie,  iż  do
momentu  udowodnienia  dysocjacji  intrapsychicznej  podmiotu  na  skutek  zaburzeń  w
sferze  psychicznej  (choćby  jej  symptomy  nie  były  jeszcze  widoczne  dla  otoczenia),
musi być on uznany za zdolnego do wyrażenia konsensu małżeńskiego.

Również  i  patologie  o  mniejszej  skali  mogą  wpływać  na  zdolność  konsensualną,

zwłaszcza  w  sferze  rozeznania  oceniającego. I  tak  np.  niektóre  formy  neurozy,  o  ile
zaburzenia nimi wywołane są poważne i dotyczą sfer będących przedmiotem konsensu
(jak  np.  w  wypadku  nerwic  seksualnych),  muszą  być  poddane  starannej,  krytycznej
analizie.  Podobnie  jest  też  z  ciężkimi  neurozami,  przybierającymi  na  przykład  formę
obsesji,  które  mogą  ograniczać  wolność  wewnętrzną  podmiotu,  na  jakiej  bazuje
rozeznanie oceniające.

Również  w  przypadku  tzw.  zaburzeń  osobowości  istnieje  domniemanie  zdolności

konsensualnej podmiotu, niezdolność bowiem jest w takich wypadkach raczej rzadkim
wyjątkiem.  Ewentualność  taka  wiąże  się  z  przypadkami  ciężkich  zaburzeń
psychicznych podmiotu oraz ich relacji z prawami i obowiązkami małżeńskimi. I tak, na
przykład  osobowości  dotknięte  „syndromem  borderline",  charakteryzujące  się
nieprzewidywalnością zachowań, podejmowaniem irracjonalnych decyzji, możliwością
okresowej utraty kontaktu

background image

139

z rzeczywistością, mogą być dotknięte zaburzeniami w sferze zdolności wartościowania
oraz możliwości autodeterminacji.

Zdolność  konsensualna  podmiotu  może  zostać  zaburzona  również  przez

„patologiczne"  czynniki  zewnętrzne,  jak  na  przykład  zatrucia  alkoholem  czy
narkotykami  (ostre  bądź  chroniczne),  stany  nadmiernej  podatności  na  sugestie  z
zewnątrz, czy też (choć są to rzadkie przypadki) hipnoza, manipulacje medium itp.

Jeśli chodzi o ostre zatrucia alkoholem czy narkotykami, to oczywiste jest, że aby

móc  stwierdzić,  czy  miało  ono  wpływ  na  zdolność  konsensualną  podmiotu,  ustalić
należy w sposób precyzyjny, jakie substancje i w jakich ilościach wywołały to zatrucie,
w jakim okresie (w stosunku do  momentu celebracji  małżeństwa)  miało ono miejsce,
jaki miały wpływ na zachowanie podmiotu podczas zawierania małżeństwa itp.

Natomiast  w  wypadku  zatruć  chronicznych  należy  określić  stopień  ich  ciężkości

(istnieją  w  tej  dziedzinie  odpowiednie  parametry  medyczne  określające  fazy
uzależnienia  alkoholowego  czy  narkotykowego  oraz  ich  wpływ  na  wolę  i  intelekt
uzależnionego), a także faktyczne zachowanie uzależnionego w odniesieniu do praw i
obowiązków małżeńskich; ich ewentualne niespełnianie może bowiem stanowić cenną
wskazówkę  w  procesie  dowodowym  w  sprawach  o  stwierdzenie  nieważności
małżeństwa na skutek psychicznej niezdolności konsensualnej. Należy też pamiętać, że
zawsze trzeba  rozpatrywać  indywidualnie  każdy  przypadek,  a  rygorystyczne  opinie
części  orzecznictwa,  według  których  narkoman  musi  być  zawsze  uznawany  za
pozbawionego  zdolności  konsensualnej,  wydają  się  nie  do  końca  uzasadnione,
zwłaszcza  biorąc  pod  uwagę  przypadki  uzależnienia  od  tzw.  lekkich  narkotyków.
Niewątpliwie  jednak,  jak  dowodzą  tego  badania  medyczne,  alkoholizm  i  narkomania
destruktywnie  wpływają  na  ludzką  sferę  afektywną,  degenerując  ją,  stąd  też  ich
ewidentny wpływ na zdolność do podjęcia istotnych obowiązków małżeńskich.

Kilka uwag należy w tym miejscu poświęcić zagadnieniu tzw. niedojrzałości, jakie

w  ostatnich  latach  bardzo  często  pojawia  się  tak  w  wyrokach,  które  musiały
skonfrontować  się  z  tym  zagadnieniem,  jak  i  w  refleksjach  doktryny,  starającej  się
dostarczyć  teoretycznej  bazy  dla  odpowiedniego  naświetlenia  tego  problemu.
Zagadnienie to jest bowiem niezwykle skomplikowane, między innymi ze względu na
fakt,  iż  samo  pojęcie  niedojrzałości  jest  bardzo  trudne  do  sprecyzowania.  Z  jednej
strony,  oznacza ono  niezdolność  podmiotu  do  podjęcia  określonych  czynności  (w
naszym wypadku do wyrażenia konsensu małżeńskiego i/lub do realizacji wynikających
z niego obowiązków),  z drugiej zaś (może nawet częściej), sygnalizuje brak pełnego,
optymalnego  dysponowania  przez  podmiot  wszystkimi  swymi  zdolnościami
psychologicznymi, emocjonalnymi, moralnymi. Innymi słowy, można mówić nie tyle o
jego radykalnej niezdolności, lecz tylko o mniejszym przygotowaniu. Dochodzi do tego
fakt, iż pojęcie „niedojrzałość" w różnych dziedzinach wiedzy wydaje się oznaczać co
innego: na przykład w dziedzinie psychologii uznaje się

background image

140

(choć  nie  wszyscy  specjaliści  są  co  do  tego  zgodni),  iż  termin  ten  ma  określone
znaczenie naukowe, wskazuje on - w odniesieniu do końcowego stadium rozwoju, czyli
do idealnej mety w procesie dojrzewania podmiotu - jakikolwiek defekt, który go od niej
oddala.  W  dziedzinie  nauk  prawnych  (a  przynajmniej  w  powszechnym  użyciu  w
kanonicznym prawie małżeńskim) pojęcie „niedojrzałość" oznacza sytuację radykalnej
niezdolności podmiotu do wyrażenia zgody małżeńskiej lub do życia małżeńskiego. W
rzeczywistości o niedojrzałości mówi się w kontekście specyficznej sytuacji leżącej u
podstaw  ewentualnej  niezdolności  do  zawarcia  małżeństwa.  Kolejna  trudność  w
zdefiniowaniu  pojęcia  niedojrzałości  wynika  z  trudności  w  rozróżnianiu  pomiędzy
niedojrzałością  tzw.  psychologiczną  (jaka  dotyczy  w  zasadzie  logiczno-krytycznych
zdolności podmiotu) a niedojrzałością tzw. afektywną (jaka odnosi się do sfery uczuć
wpływając na motywacje decyzyjne i na koherencję w podejmowanych działaniach).

Przeważająca  część  jurysprudencji  Roty  jedynie  w  wyjątkowych  sytuacjach

dopuszcza możliwość uznania niedojrzałości jako przyczyny niezdolności do zawarcia
małżeństwa; ustala w kwestii zasadę, iż jedynie ta niedojrzałość, która spełnia formalne
wymogi poważnego braku rozeznania oceniającego co do istotnych praw i obowiązków
małżeńskich lub niezdolności do podjęcia istotnych obowiązków małżeńskich, wpływa
na konsensualną zdolność małżeńską. Innymi słowy, nie każda forma niedojrzałości, tak
psychologicznej,  jak  i  afektywnej,  powoduje  niezdolność  podmiotu  do  zawarcia
małżeństwa, lecz jedynie ta, która jest szczególnie poważną niedojrzałością.

Pojawia się tu jednak kolejny problem, a mianowicie problem zdefiniowania, kiedy

konkretna  anormalna  sytuacja  psychologiczna  w  tym  wypadku  określana  generalnym
mianem „niedojrzałość" - jest na tyle „poważna", że może stać się źródłem niezdolności
podmiotu,  tak  do  wyrażenia  konsensu  małżeńskiego,  jak  i  do podjęcia  istotnych
obowiązków  małżeńskich.  Zdefiniowanie  takie  nie  może  się  opierać  wyłącznie  na
„symptomach"  niedojrzałości,  obecnych  w  wyborach  oraz  zachowaniach  podmiotów,
ponieważ  jak  przypomina  papież  „nie  trudno  jest  zauważyć  w  zachowaniach
nupturientów elementy infantylne i konfliktogenne, które w takim przypadku stają się
niewątpliwie «dowodem» ich «anormalności», podczas gdy w rzeczywistości mogą to
być  osoby  jak  najbardziej  normalne,  borykające  się  z  trudnościami,  jakie  mogą  być
przezwyciężone" (por. Przemówienie papieża do Roty rzymskiej z 1988).

Kryteria pozwalające określić, w jakich wyjątkowych sytuacjach niedojrzałość może

powodować  niezdolność  do  zawarcia  małżeństwa,  nie  różnią  się  od  tych,  które  są
stosowane w przypadku wszelkich innych form wspomnianej niezdolności.

Na  potwierdzenie  można  przytoczyć  między  innymi  fakt,  że  „niedojrzałość"  w

orzecznictwie  Roty  stosunkowo  rzadko  uznawana  jest  za  przyczynę  niezdolności  do
zawarcia  małżeństwa,  a  także  to,  że  nawet  w  tych  rzadkich  wypadkach  ogólna
„diagnoza" co do niedojrzałości, w trakcie trwania sprawy,

background image

141

często  konkretyzuje  się,  przekształcając  w  bardziej  szczegółowe  kategorie
diagnostyczne, zwłaszcza w zakresie tzw. zaburzeń osobowości czy też ciężkich neuroz
pozostających w ścisłym związku z przedmiotem konsensu.

Na  zakończenie  tych  naszych  rozważań  kilka  uwag  należy  też  poświęcić

zagadnieniom dowodzenia w sprawach o nieważność małżeństwa z kan. 1095 § 1 i § 2.

Taki dowód może być przeprowadzany poprzez ustalenia odbywające się w trzech

fazach.  Faza  pierwsza  to  rekonstrukcja  faktów,  które  miały  wpływ  na  zachowanie
podmiotu, a zwłaszcza tych, jakie bezpośrednio wpłynęły na jego decyzję odnośnie do
zawarcia  małżeństwa.  Faza  druga  to  rekonstrukcja  jego  ewentualnej  „historii
klinicznej";  trzecia  to  ekspertyza  dotycząca  jego  stanu  psychiki  dokonana  przez
biegłych.  Są  to,  oczywiście,  fazy  umowne,  jako  że  każdy  przypadek  musi  być
rozpatrywany  indywidualnie.  Na  przykład  w  wypadku  osoby,  która  poddawana  była
kuracjom psychiatrycznym w okresie przed- i pomałżeńskim, determinująca w procesie
dowodowym będzie dokumentalna rekonstrukcja jej „historii klinicznej", podczas gdy
w  wypadku  stwierdzonego  ostrego  zatrucia  alkoholem,  niewielkie  znaczenie  będą
miały ekspertyzy biegłych dotyczące stanu jej psychiki.

Należy pamiętać, iż w sprawach o nieważność małżeństwa z kan. 1095 dowodzenie

zmierza zawsze do wykazania, że w chwili zawierania małżeństwa określona przyczyna
uniemożliwiała  kontrahentowi  bądź  wystarczające  używanie  rozumu,  bądź
wystarczające  rozeznanie  co  do  istotnych  praw  i  obowiązków  małżeńskich,  bądź
wreszcie  podjęcie  istotnych  obowiązków  małżeńskich.  Co  prawda  jakkolwiek  ocena
zdolności  konsensualnej  dotyczy  momentu,  w  którym  ma  miejsce  wyrażenie  zgody
małżeńskiej,  to  jednak  o  cenne  kryterium  prawne  (o  którym  była  już  mowa  w
poprzedniej części opracowania) zostaje odniesione do stanu dojrzałości, którą podmiot
posiada  w  sposób  habitualny,  i  jaki  jest  rezultatem  pewnego  procesu  dojrzewania
intelektualnego  oraz  wolitywnego,  a  także  samooceny  podmiotu  wyposażonego  w
pewną  stałość.  Stąd  też  konieczność  szczegółowego  odtworzenia  wszystkich
elementów składających się na wspomniane trzy fazy.

Na  koniec  przypomnieć  należy  konsultantom,  iż  niezwykle  ważne  jest  w  tym

wypadku  uwrażliwienie  stron  na  konieczność  pełnej  i  odpowiedzialnej  współpracy  z
Trybunałem.  Nie  należy  bowiem  stwarzać  iluzji,  że  odtworzenie  „historii  klinicznej"
podmiotu czy opinia biegłych dotycząca jego stanu zdrowia mogą być wystarczające
również  bez  szczerej  współpracy  osoby,  której  zdolność  do  wyrażenia  konsensu
małżeńskiego zostaje poddana weryfikacji w trakcie toczącej się sprawy.

2. WSKAZÓWKI DLA KONSULTANTA

background image

142

W  świetle  tego,  co  zostało  powiedziane,  przed  postawieniem  hipotezy  o  ewentualnej
niezdolności do zawarcia małżeństwa na skutek niewystarczającego używania rozumu
lub  poważnego  braku  rozeznania  oceniającego  co  do  istotnych  praw  i  obowiązków
małżeńskich  duszpasterz  bądź  konsultant  mający  do  czynienia  z  takim  przypadkiem
powinien się starać ustalić:

1) Jak  przebiegało  narzeczeństwo,  a  przede  wszystkim,  jakie  były  przyczyny

ewentualnych  konfliktów  czy  rozstań  narzeczonych?  Czy  byty  one  spowodowane
ewentualnymi  dziwactwami,  ekscentrycznością,  anomaliami  zachowań  osoby
podejrzewanej o niezdolność konsensualną i jakie konkretnie to byty anomalie?

2) Czy osoba taka  miała również trudności w innych, istotnych dziedzinach życia,

takich jak na przykład: stosunki z rodziną i innymi osobami; nauka lub praca; spełnianie
obowiązków  społecznych  (np.  służba  wojskowa,  poszanowanie  prawa  czy  reguł
cywilizowanego współżycia)?

3) Czy ma ona swoją „historię kliniczną" w dziedzinie neuropsychiatrycznej; czy i

jakim kuracjom medycznym była poddawana; jaka diagnoza została w takim przypadku
postawiona; czy leczenie to trwało również w okresie zawierania przez nią małżeństwa;
czy  przed  ślubem  pozostawała  może  w  leczeniu  szpitalnym:  kiedy,  gdzie,  przez  jaki
czas, jakie są możliwości zrekonstruowania odpowiedniej dokumentacji?

4) Co  mówiła  przed  zawarciem  ślubu  na  temat  małżeństwa  i  obowiązków

małżeńskich;  czy  przejawiała  ona  w  tej  dziedzinie  ekscentryczność  bądź  wyraźną
niedojrzałość; czy konfrontowała się w tej kwestii z innymi osobami; czy przejawiała
zdolność do rozumowania i autokrytycyzmu?

5) Czy  była  ona  przekonana  do  tego  małżeństwa,  czy  też  może  do  zawarcia  go

skłoniła ją jakaś inna przyczyna: na przykład ciąża, poważne skrupuły, namowy innych
osób?  Choć  bowiem  same  w  sobie  przyczyny  te  nie  powodują  wady  konsensu
wywołanej istotnym brakiem wolności wewnętrznej, to mogą one wywierać znaczący
wpływ na szczególnie łatwo ulegające sugestiom czy labilne osobowości.

6) Czy osoba ta była uzależniona od alkoholu lub narkotyków, od jakich, jak długo;

czy poddawana była odpowiedniemu leczeniu?

7) Jak  zachowywała  się  podczas  przygotowań  do  ślubu  oraz  w  dniu  jego

zawarcia:  czy  miały  miejsce  jakieś  jej  zachowania  nieadekwatne  do  takich
okoliczności?

8) W jaki sposób spełniała ona swe obowiązki małżeńskie; pamiętać trzeba, że choć,

jak  już  wspominano,  niezdolność  do  podjęcia  obowiązków  małżeńskich  stanowi
odrębną podstawę stwierdzenia nieważności małżeństwa (kan. 1095 §3), to jednak nie
jest  rzeczą  prawdopodobną,  że  osoba,  która  nie  jest  w  stanie  dokonać  odpowiedniej
oceny obowiązków wypływających z małżeństwa, może następnie spełniać je w sposób
perfekcyjny i to przez dłuższy czas - bardziej logicznym są zaniedbania w tym zakresie.

background image

143

9) Jaka  była  już  po  ślubie  jej  ewentualna  „historia  kliniczna";  choć  prawdą

jest,  iż  ocena  zdolności  konsensualnej  pozostaje  w  ścisłym  związku  z
momentem  wyrażenia  konsensu 

małżeńskiego, 

to  jednak  zbadanie  tego

zagadnienia 

jest 

niewątpliwie 

pomocne 

ustaleniu, 

jakim 

stanie

psychicznym znajdowała się ona w również w chwili zawierania małżeństwa.

10) Czy  jest  ona  skłonna  do  współpracy  z  Trybunałem,  na  przykład  poprzez

zwolnienie z obowiązku tajemnicy zawodowej leczących ją lekarzy?

3. PRZYKŁADY

1. PRZYKŁAD PIERWSZY

Julia  pochodziła  z  rodziny  niewierzącej,  nie  była  nawet  ochrzczona.  W  wieku
osiemnastu lat wyprowadziła się z domu i rozpoczęła samodzielne życie, nie znalazła
jednak  stałej  pracy  i  związała  się  z  niejakim  Grzegorzem,  była  jednak  przez  niego
bardzo źle traktowana i wkrótce od niego odeszła.

Obracając się w kręgach „artystów" (miała ona uzdolnienia plastyczne, które chciała

wykorzystać),  poznała  Jarka, który  właśnie  dopiero  co  zakończył  leczenie,  mające
pozwolić  mu  zerwać  z  narkomanią.  Nie  przyniosło  ono  jednak  pełnych  rezultatów,
ponieważ  mężczyzna  nie  zerwał  całkowicie  z  nałogiem,  a  do  tego  jeszcze  się
alkoholizował. Nie pracował i zamieszkał w małej wiejskiej chałupce, którą dali mu do
dyspozycji rodzice.

Julia zamieszkała z nim, ich współżycie przed ślubem trwało około trzech lat. Było

to dla niej bardzo tragiczne doświadczenie, Jarek nie interesował się nią, nie obchodziła
go  nawet  jako  partnerka  seksualna,  był  w  stosunku  do  niej  agresywny,  tak  że
niejednokrotnie była zmuszona od niego uciekać, zawsze jednak wracała. Ich sytuacja
ekonomiczna  była  bardzo  ciężka,  co  prawda  za  namową  dziewczyny  rozpoczęli
skromną  produkcję  z  dziedziny  rzemiosła  artystycznego,  ale  Jarek  pracował  tylko  od
czasu do czasu, większość swych dni spędzając na upijaniu się i paleniu marihuany. W
tym okresie Julia poznała księdza z miejscowej parafii, dzięki któremu zbliżyła się do
wiary  katolickiej.  Zaczęła  uczęszczać  na  lekcje  religii,  studiować  Pismo  Święte,  aż
wreszcie poprosiła o chrzest. Po tym chrzcie, będąc osobą uczciwą i rygorystyczną (o
sumieniu  skrupulanckim),  zaczęła  myśleć:  .jestem  chrześcijanką,  a  współżyję  bez
sakramentu  małżeństwa;  muszę  skończyć  z  tą  niemoralną  sytuacją  i  wziąć  ślub".
Pomimo rad kapłana, który przygotowywał ją do sakramentu chrztu, Julia nie chciała
uznać,  że  jedynym  rozsądnym  wyjściem  z  tej  sytuacji,  byłoby  przerwanie  tego  tak
nieudanego  związku,  ale  wykazując  olbrzymi  upór,  doprowadziła  do  małżeństwa  z
Jarkiem,  zupełnie  wobec  niego  obojętnym.  Ich  życie  małżeńskie  było  powtórką
przedślubnego  związku.  Prawdopodobnie  nie  zostało  nawet  skonsumowane  i
zakończyło  się  już  po  kilku  miesiącach  ucieczką  Julii  przed  narastającymi  aktami
przemocy ze strony Jarka.

background image

144

Kobieta  wystąpiła  ze  sprawą  o  stwierdzenie  nieważności  tego  związku  i  oprócz

podania przytoczonych tu faktów sama też zdecydowała się poddać badaniom biegłych.
Wykazały  one,  że  za  jej  uczciwością  i  rygoryzmem,  przeżywanymi  przez nią,  bez
wątpienia  w  dobrej  wierze,  w  rzeczywistości  ukrywało  się  głębokie  zaburzenie
osobowości  określane  mianem  „syndrom  borderline",  zbliżające  się  do  głębokiej
psychozy i do utraty kontaktu z rzeczywistością. Biorąc pod uwagę opinię biegłych, a
także analizując przebieg ich tak przed-, jak i poślubnego związku, Trybunał uznał, iż u
Julii  wystąpił  poważny  brak  rozeznania  oceniającego  nie  tyle  w  aspekcie  istotnych
praw  i  obowiązków  małżeńskich,  ile  w  aspekcie  braku  jej  wolności  wewnętrznej,
spowodowanego patologiczną  strukturą  jej  osobowości,  która  skłoniła  ją  do  wyboru
pozornie zgodnego z zasadami moralnymi, ale w rzeczywistości głęboko irracjonalnego
i niedokonanego w sposób naprawdę wolny.

Przykład  ten,  choć  niewymagający  żadnych  szczególnych  komentarzy,  zwraca

uwagę  na  fakt,  iż  niezdolność  konsensualna  może  współistnieć  z  dobrą  wiarą,
dotkniętego  nią  podmiotu  oraz  że  koherencja  występująca  pomiędzy  rekonstrukcją
faktów a ekspertyzą biegłych jest najlepszym kryterium pozwalającym na weryfikację
słuszności hipotezy o niezdolności małżeńskiej.

2. PRZYKŁAD DRUGI

Franciszka  poznała  Marka,  byłego  narkomana,  kiedy  przebywał  w  ośrodku
resocjalizacyjnym  dla  nałogowców,  oficjalnie  był  już  wyleczony,  a  nawet  pełnił  tam
funkcję wychowawcy-animatora.

Ponieważ  zaszła  z  nim  w  ciążę,  zgodnie  zdecydowali  się  na  zawarcie  związku

małżeńskiego.  Po  podjęciu  tej  decyzji  Marek  odszedł  z  ośrodka,  nie  chciał  też,  aby
Franciszka  utrzymywała  jakiekolwiek  kontakty  z  poznanymi  tam  osobami.  Nikt z
ośrodka nie został zaproszony na ślub. Marek wytłumaczył Franciszce, że jego odejścia
z ośrodka było spowodowane tym, że został z niego wydalony w ramach sankcji za to,
iż był sprawcą przedmałżeńskiej ciąży swej narzeczonej, dając jako wychowawca zły
przykład, zapewniając ją też, że nie chodzi tli bynajmniej o jego powrót do narkotyków.
Franciszka uwierzyła  mu i zawarła  z nim ślub.  W  dwa tygodnie po ślubie, ponieważ
zepsuł jej się samochód wzięła samochód Marka, żeby pojechać po zakupy, gdy brała
ostry zakręt, ze schowka, w którym trzyma się dokumenty, wypadły typowe narzędzia
do  wstrzykiwania  narkotyków.  Gdy  zarzuciła  Markowi,  że  się  narkotyzuje,  przyznał
się,  że  w  ciągu  ostatnich  kilku  miesięcy  pobytu  w  ośrodku  ponownie  zaczął  brać
narkotyki (to właśnie było prawdziwą przyczyną wydalenia go z ośrodka) oraz że nie
przyznał jej się do tego, bo nie chciał zrezygnować z małżeństwa z nią, licząc, że uda
mu się zerwać z nałogiem już po ślubie. Nie zdołał jednak tego uczynić i musiał wyznać
żonie, że w ciągu dwóch tygodni po ślubie przepuścił na narkotyki wszystkie pieniądze,
jakie dali im w prezencie ślubnym krewni i przyjaciele. Franciszka znalazła Markowi
miejsce w innym

background image

145

ośrodku  odwykowym,  uprzedzając  go,  iż  wpuści  go  do  domu  dopiero,  gdy  otrzyma
dowody jego rzeczywistego wyleczenia. Po jednodniowym pobycie w ośrodku Marek
opuścił go, po czym przez długi czas nie dawał znaku życia.

Franciszka  wystąpiła  o  stwierdzenie  nieważności  małżeństwa  z  powodu

niezdolności  konsensualnej  Marka,  sąd  odrzucił  jednak  ten  wniosek,  ponieważ  z
powodu  braku  współpracy  Marka  okazała  się  niemożliwa  rekonstrukcja  faktów  i
ustalenie, w jakim stopniu powrócił on do nałogu w okresie zawierania małżeństwa. Nie
zgodził  się  też  na  poddanie  analizie  przez  biegłych  struktury  jego  osobowości.  Dane
dotyczące  spożywania  przez  niego  narkotyków,  pochodzące  z  czasu  jego  pobytu  w
pierwszym  ośrodku  odwykowym,  dotyczyły  okresu  zbyt  odległego  w  stosunku  do
momentu  zawierania  przez  niego  małżeństwa.  W  drugim  ośrodku  przebywał  on
zaledwie jeden dzień. Ponadto, pomimo iż przyznał, że zaczął ponownie brać narkotyki
już  przed  ślubem,  nie  zdradzał  w  tym  okresie  żadnych  objawów,  które  mogłyby
zaniepokoić  Franciszkę.  Ona  sama  nie  zauważyła  niczego  dziwnego  aż  do  momentu
przypadkowego odkrycia narkotyków.

Stąd  też,  z  powodu  niemożliwości  ustalenia  stopnia  jego  uzależnienia

narkotykowego  (pomimo  przyznania  się  do  tego  samego  zainteresowanego,  a  także
licznych  zeznań  świadków)  oraz  niemożliwości  poddania  analizie  struktury  jego
osobowości,  nie było  też  możliwe  stwierdzenie  występowania  po  jego  stronie  braku
rozeznania oceniającego.

Można  było  natomiast  stwierdzić,  iż  w  opisanym  tu  wypadku  istnieją  elementy

stanowiące według kan. 1098 znamiona błędu wywołanego przy pomocy oszustwa. Ten
aspekt  sprawy  został  szczegółowo  omówiony  w  jednym  z  poprzednich  rozdziałów,
gdzie przytoczono ten sam przykład.

Przykład  ten,  przytoczony  tu  w  kontekście  psychicznej  niezdolności  do  zawarcia

małżeństwa, pokazuje, że niektóre, nawet pozornie proste przypadki, na skutek braku
odpowiedniej  dokumentacji  oraz  niemożliwości  przeprowadzenia  opinii  biegłych,
rodzą  tak  bardzo  poważne  trudności  dowodowe,  iż  niekiedy  pozostaje  jedynie
możliwość  ustalenia  nieważności  małżeństwa  na  podstawie  innych,  równocześnie
występujących przesłanek.

3. PRZYKŁAD TRZECI

Okres  narzeczeństwa  Magdy  i  Romana  był  zdecydowanie  burzliwy.  Roman  był
mężczyzną bardzo zazdrosnym i zadręczał narzeczoną swymi podejrzeniami. Oskarżał
ją, że interesuje się innymi i niedowierzał jej zapewnieniom, że tak nie jest. Było to dla
niej  na  tyle  uciążliwe,  że  postanowiła  zerwać  ten  związek,  ale  na  prośbę  byłego
narzeczonego  kontynuowała  z  nim  znajomość.  Ich  ponowne  zbliżenie  zaowocowało
ciążą  dziewczyny:  w  takiej  sytuacji  uznali,  że  jedynym  logicznym  rozwiązaniem  jest
ślub.

W  okresie  poprzedzającym  zawarcie  małżeństwa  zachowanie  Romana  nie  uległo

zmianie. Co więcej, jego zazdrość nasilała się coraz bardziej. Na kilka

background image

146

dni przed ślubem, tuż po odwiedzinach u krewnych, u których byli razem zanieść im
zaproszenie,  Roman,  patrząc  na  jej  zabłocone  buty  (była  brzydka  zimowa  pogoda),
urządził jej scenę zazdrości, zarzucając, że była na spotkaniu z kochankiem, choć cały
czas  byli  razem  u  wspomnianych  krewnych.  Mimo  iż  bardzo  ją to  zaniepokoiło,
zważywszy  na  okoliczności  (fakt  bycia  w  ciąży  oraz  bliski  termin  ślubu)  nie
zdecydowała się na zerwanie z Romanem.

Na  kilka  tygodni  przed  opisywaną  sytuacją,  Roman  znalazł  się  na  obserwacji  w

szpitalu  i  choć  był hospitalizowany  na  oddziale  ogólnym,  to  w  jego  kartotece  (która
została  wykorzystana  następnie  w  postępowaniu  dowodowym)  odnotowane  zostały
elementy  wskazujące  na  jego  zaburzenia  psychiczne:  uważał,  że  inni  „źle  na  niego
patrzą", podejrzewał, że naśmiewają się z niego i chcą mu zrobić jakiś złośliwy kawał.

Po ślubie sytuacja uległa bardzo szybkiemu pogorszeniu. Roman maltretował żonę,

również fizycznie, choć była w ciąży, wciąż występował z absurdalnymi oskarżeniami,
jak  na  przykład  że  ukrywa  ona  swoją  prawdziwą  tożsamość  i  po  kryjomu  pracuje  w
telewizji  jako  „soubrette",  czyli  frywolna  kobieta.  Jego  zaburzenia  uwidaczniały  się
także  w  pracy  zawodowej:  będąc  robotnikiem  w  małym  zakładzie  produkującym
żywność, zwrócił się na policję z serią donosów, w których twierdził, że w pracy są mu
podawane środki trujące w celu zaszkodzenia jego zdrowiu i „usmażenia mózgu", jak
sam  to  określał.  Spowodowało  to,  że  jego  pracodawca,  chroniąc  dobre  imię  firmy,
wytoczył  mu  proces  o  kalumnię.  Sąd  umorzył  postępowanie  na  podstawie  choroby
umysłowej Romana.

Ponieważ  w  dalszym  ciągu  znęcał  się  nad  żoną,  która  urodziła  dziecko,

kontynuował 

składanie 

absurdalnych 

donosów 

oraz 

bywał 

przymusowo

hospitalizowany,  zdecydowała  się  ona  na  separację.  Roman  jednak  nie  przestał
„prześladować" Magdy swoją zazdrością i nieuzasadnionymi podejrzeniami. Doszło do
tego,  że  zaczął  zamurowywać  przy  użyciu  cegieł  i  cementu  drzwi  jej  mieszkania  i
dopiero  interwencja  sąsiadów  spowodowała,  że  został  przymusowo  odwieziony  do
szpitala. Po tym epizodzie wielokrotnie przebywał w szpitalu, gdzie stawiane diagnozy
jednoznacznie  wskazywały  na  silne  zaburzenia  psychotyczne  o  charakterze
paranoidalnym.  W  czasie  trwającego  procesu  kanonicznego  zdradzał  objawy  coraz
bardziej postępującej choroby. Pojawił się w sądzie kilkakrotnie, nigdy w ustalonych
wcześniej  przez  siebie  godzinach,  składając  kolejne  donosy,  również  najbardziej
absurdalne  na  swoją  żonę.  Według  niego,  Magda  była  już  nie  tylko  „soubrette",  ale
również  tajnym  szefem  bandy  kryminalistów,  która  uprowadziła  go  i  przewiozła
helikopterem  do  tajemniczej  miejscowości,  gdzie  zajmowała  się  organizowaniem
międzynarodowych spisków z udziałem ocalałych hierarchów Trzeciej Rzeszy.

Pomimo, iż Roman odmówił poddania się badaniom przez biegłych, motywując to

swoją pracą chirurga w Stanach Zjednoczonych (z jego twierdzeń wynikało, że pracuje
w  tym  zawodzie  odkąd  ukończył  pięć  lat),  to  bogaty  materiał  kliniczny  (zarówno  z
okresu przed-, jak i pomałżeńskiego) pozwolił

background image

147

Sądowi  na  dogłębne  zapoznanie  się z  jego  przypadkiem.  Interesującym  materiałem
dowodowym  były  także  składane  przez  niego  donosy - wszystko  to  pozwoliło  na
stwierdzenie,  że  już  w  okresie  poprzedzającym  małżeństwo  dotknięty  był
zaawansowaną  psychozą  paranoidalną,  która  w  pełni  objawiła  się dopiero  z  biegiem
czasu.

Na bazie przedstawionych podczas procesu faktów oraz ustaleń biegłych, trybunał

uznał,  że  ze  strony  Romana  występował  poważny  brak  rozeznania  oceniającego,
przejawiający  się  między  innymi  w  niezdolności  do  właściwej  oceny  praw  i
obowiązków  małżeńskich,  na  przykład  odnoszących  się  do  fizycznej  i  psychicznej
integralności osoby małżonka.

Przykład ten po raz kolejny wskazuje na to, jak bardzo ważne w tego typu sprawach

jest  zebranie  możliwie  jak  najpełniejszej  dokumentacji  klinicznej.  Jeżeli-jak  w
przypadku  Romana-jest  ona  jasna,  kompletna  i  jednoznaczna,  może  stanowić
decydujący  element  dowodowy,  zastępujący  bezpośrednie  badanie  podmiotu  przez
biegłych.

XI. NIEZDOLNOŚĆ  PODJĘCIA  PODSTAWOWYCH  OBOWIĄZKÓW
MAŁŻEŃSKICH (KAN. 1095 § 3)

W  poprzednim  rozdziale  zajmowaliśmy  się  zagadnieniami  związanymi  z  psychiczną
niezdolnością do zawarcia małżeństwa kanonicznego uregulowaną w kan. 1095 § 1 i §
2. Dlatego też obecnie przy rozważaniach dotyczących kan. 1095 § 3 niejednokrotnie
będziemy  mogli  wykorzystać  nasze  poprzednie  refleksje.  Przystąpmy  więc  do
omawiania tego problemu.

Postępując  według  znanego  już  schematu,  możemy  wyszczególnić

następujące zagadnienia.

1. ELEMENTY PRAWA MATERIALNEGO

Zawarta w kan. 1095 § 3 norma, jest wyrazem bardzo jasnej i logicznej zasady. Stanowi
ona bowiem, iż są niezdolne do zawarcia małżeństwa te osoby, które nie są w stanie
podjąć istotnych obowiązków małżeńskich. Ta generalna zasada jest uzupełniona przez
wspomnianą  normę,  która  wymaga,  aby  niezdolność  ta  była  spowodowana
przyczynami natury psychicznej.

Pomimo  pozornej  oczywistości,  już  przy  jej  wstępnej  analizie  możemy  zauważyć

rozmaite  problemy  interpretacyjne.  W  odróżnieniu  od  norm  zawartych  w  §  1  i  §  2
cytowanego kanonu, norma ta odnosi się do przypadków niezdolności do wypełnienia
przedmiotu zgody małżeńskiej. Odmiennie niż w dwóch pierwszych punktach kanonu,
w § 3 wychodzi się poza sferę podmiotu i

background image

148

zwraca  się  uwagę  na  bezpośrednią  relację  kontrahenta  do  przedmiotu  zgody
małżeńskiej.
Przedmiot ten nie jest obiektem poznania i woli, lecz przeciwnie: jest rzeczywistością
do zrealizowania, jako treść prawna stosunku, który utrwala się definitywnie pomiędzy
wzajemnymi  obowiązkami,  odnośnie  do  których  ocenia  się  możliwość  kontrahenta
uczynienia ich skutecznymi oraz ich wypełnienia.

Już  samo  sformułowanie  wspomnianej  normy  zmusza  nas  do  sprecyzowania

zawartych w niej pojęć, a mianowicie do ustalenia, co oznacza sformułowanie „istotne
obowiązki małżeńskie", a także „przyczyny natury psychicznej", do jakich nawiązuje
jej tekst.

1)  W  pierwszym  rzędzie  musimy  się  jednak  zastanowić,  do  jakiego  typu

niezdolności odnosi się kan. 1095 § 3.

Jak  już  wyjaśnialiśmy  kan.  1095  §  1  i  §  2  reguluje  zagadnienie  niezdolności

małżeńskiej dotyczącej samego aktu konsensu jako aktu psychologicznego. Zajmuje się
on nieważnością tego aktu spowodowaną czynnikami o charakterze podmiotowym, a
więc  niewystarczającym  używaniem  rozumu,  brakiem  rozeznania  oceniającego  czy
wewnętrznej wolności podejmowania decyzji. Interesujący nas obecnie § 3 tego kanonu
reguluje natomiast przypadki, w których pomimo ewentualnej ważności konsensu jako
aktu  psychologicznego  (a  więc  jego  prawidłowości  w  aspekcie  podmiotowym),  z
punktu widzenia prawnego jest on nieważny, a to na skutek niemożliwości wypełnienia
przez podmiot zobowiązań, jakich się on podejmuje.

Innymi  słowy, §  1  i  §  2  kan.  1095  określają  przypadki,  w  których  podmiot  jest

niezdolny do powzięcia aktu zgody małżeńskiej, a więc aktu psychologicznego, przez
który strony wzajemnie przekazują i przyjmują siebie w celu ustanowienia małżeństwa.
Na  skutek  takiej  niezdolności  brakuje  możliwości  ukształtowania  konsensu
małżeńskiego  naturalnie  wystarczającego  do  ważnego  powstania  przymierza
małżeńskiego. Z kolei sytuacją, w której występuje niezdolność do podjęcia istotnych
obowiązków  małżeńskich,  a  której  może  towarzyszyć zdolność  kontrahenta  do
powzięcia konsensu małżeńskiego, zajmuje się § 3. Akt psychologiczny tego konsensu
może  bowiem  istnieć  także  wówczas,  gdy  nie  istnieje  lub  niemożliwy  jest  jego
przedmiot.

Niezdolność  do  podjęcia  istotnych  obowiązków  małżeńskich  znajduje  więc  swą

rację  i  moc  unieważniającą  małżeństwo  w  pierwotnej  niemożliwości  (niezdolności)
wypełnienia istotnych obowiązków na mocy zasady prawa naturalnego, pochodzącej z
prawa  rzymskiego: impossibilium  nulla  obligatio  est czy impossibilia  nemo  tenetur.
Zgodnie  z  zasadami  systemu  kanonicznego  prawa  małżeńskiego,  przedmiotem
przymierza  małżeńskiego  jest  dar  z  samego  siebie.  To  bardzo  ogólne  sformułowanie
znajduje  swoją  prawną  konkretyzację  przez  przyjęcie  na  siebie  przez  nupturientów
wzajemnych praw i obowiązków. Stąd też osoba, która nie jest w stanie zagwarantować
wypełniania praw i obowiązków (lub choćby któregokolwiek z nich), musi być uznana
za prawnie niezdolną do zawarcia małżeństwa. System prawa kanonicznego biorąc pod

background image

149

uwagę dogłębne zaangażowanie całej osoby, które ma miejsce w małżeństwie, traktuje
je  bowiem  nie  tylko  jako  pakt,  ale  również  jako  stan,  jako  wspólnotę  całego  życia.
Kontrahenci  wraz  z  aktem  zgody  małżeńskiej  nie  stwarzają  ani  nie  ustanawiają
istotnych  obowiązków  małżeństwa,  lecz  jedynie  je  akceptują,  bez  możliwości
wprowadzania  jakichkolwiek  ograniczeń,  i  to  pod  sankcją  nieważności.  Przyjmują
zatem zobowiązanie do wypełniania owych obowiązków w ramach wspólnoty życia i
miłości małżeńskiej. Sakrament małżeństwa nie wyczerpuje się wraz z aktem celebracji
ani wraz z jego dopełnieniem, lecz rozciąga na całe życie małżonków. Niemożliwość
dysponowania  istotnymi  obowiązkami  małżeńskimi  w  ramach  prywatnej  autonomii
kontrahentów  sprawia,  iż  wykluczenie  tych  obowiązków  ze  strony  choćby  tylko
jednego z kontrahentów, dokonane pozytywnym aktem woli (por. kan. 1101 § 2) albo
niezdolność  podjęcia  ich  z  przyczyn  natury  psychicznej  (por.  kan.  1095  §  3),  który
zachodzi przynajmniej u jednej ze stron w momencie zawierania małżeństwa, wywołuje
skutek unieważniający z samej swojej natury, czyli na mocy prawa naturalnego.

Powstaje jednak pytanie: czy chodzi tu ściśle o niezdolność do podjęcia, czy raczej o

niezdolność  do  wypełnienia  istotnych  obowiązków  małżeńskich.  Jakkolwiek  w
doktrynie  i  orzecznictwie  ratalnym  dają  się  zauważyć  różne  opinie  w  tej  sprawie,  to
jednak  wszyscy  są  zgodni  co  do  tego,  że  przypisują  znaczenie  jedynie  niezdolności
aktualnej  lub  uprzedniej  (do  podjęcia  istotnych  obowiązków  małżeńskich),  a  więc
występującej  w momencie  wyrażania  przez  strony  konsensu  małżeńskiego.  Wybór
przez  Ustawodawcę  zwrotu incapacitas assumendi (nie  zaś incapacitas adimplendi)
oznacza,  że  obydwu  nie  należy  mieszać,  tym  bardziej  że  zwrot  „podjąć  istotne
obowiązki  małżeńskie"  dotyczy  małżeństwa in  fieri, podczas  gdy  zwrot  „wypełnić
istotne  obowiązki  małżeńskie"  odnosi  się  do  małżeństwa in  facto  esse. Tymczasem
niezdolność  unieważniająca  małżeństwo  może  mieć  znaczenie  tylko  wówczas,  gdy
istnieje  w  momencie  wyrażania  przez  strony zgody  małżeńskiej,  nie zaś po zawarciu
paktu małżeńskiego. Użyty przez Ustawodawcę termin assumere akcentuje więc silniej
niż termin adimplere moment uprzedniej zdolności do realizacji istotnych obowiązków
małżeńskich.

Należy się teraz zastanowić, kiedy konkretna osoba może być uznana za niezdolną

do podjęcia, a więc i do wypełnienia istotnych obowiązków małżeńskich?

Odpowiadając  na  to  pytanie  należy  powrócić  do  naszych  poprzednich  rozważań

dotyczących niezdolności konsensualnej. I tak, o rzeczywistej niezdolności do podjęcia
istotnych  obowiązków  małżeńskich  będzie  można  mówić  tylko  wówczas,  gdy
zachowanie podmiotu (w tym wypadku niewypełnianie przez niego jakiegoś istotnego
obowiązku  małżeńskiego)  w  zasadniczy  sposób  wymyka  się  jego  naturalnym
zdolnościom,  takim  jak  inteligencja  i/lub  wola.  W  odmiennym  wypadku,  podmiot -
choćby nawet

background image

150

dotknięty  poważnymi  trudnościami  psychologicznymi - nie  może  być  uznany  za
rzeczywiście niezdolny do podjęcia istotnych obowiązków małżeńskich.

Nadmienić  tu  należy,  że  część  Autorów,  opierając  się  na  zasadach  tradycyjnej

teologii moralnej, w której magna difficultas zrównana jest z impossibilitates, uznaje, iż
niezdolność  (§  3  kan.  1095),  nie  jest  jedynie  fizyczną  niemożliwością  spełniania
określonego  obowiązku  małżeńskiego,  lecz  jest  ona  również  niemożliwością
„moralną",  zawartą  we  wspomnianej  tu  koncepcji  o  „poważnych  trudnościach".
Zgadzając się z takim poglądem, pamiętać trzeba, że i w takim wypadku konieczne jest
sformułowanie  kryterium  pozwalającego  na  obiektywne  dokonanie  rozróżnienia
pomiędzy  zdolnością  (choćby  w  obliczu  trudności)  i  niezdolnością,  czyli  inaczej
pomiędzy  „zwykłą"  trudnością  a  „poważną"  trudnością.  Takim  obiektywnym  i
racjonalnym kryterium może być to, o którym była już mowa powyżej, a mianowicie
występowanie  istotnego  (choć  niekoniecznie  kompletnego)  defektu  naturalnych
zdolności człowieka, jego woli i/lub inteligencji, a więc cech, na których prawidłowym
funkcjonowaniu  opiera  się  wolność  podmiotu  i  możliwość  przypisania  mu
odpowiedzialności (prawnej i moralnej) za jego czyny i zachowania.

2) Niezdolność małżeńska będąca przedmiotem naszych rozważań odnosi się, jak już

wspomniano, do „istotnych obowiązków małżeńskich", a więc - z formalnego punktu
widzenia - do tych zachowań (aktywnych i tych będących zaniechaniem), które z jednej
strony, będąc obowiązkiem o charakterze prawnym, są wymagalne, z drugiej natomiast,
odnoszą się do tego aspektu instytucji małżeńskiej, od którego zależy samo esse (byt,
istnienie), a nie tylko bene esse („dobry byt") małżeństwa.

Nasuwa się tu od razu pytanie, co konkretnie rozumiemy pod pojęciem „istotnych

obowiązków małżeńskich"? Czy można sporządzić ich listę?

W odpowiedzi na to pytanie stwierdzić trzeba, iż nie jest to możliwe. Ustawodawca

nie sformułował bowiem takiej listy, nie podał on też definicji istotnych obowiązków
małżeńskich. Nie istnieje również  wspólne stanowisko doktryny  i orzecznictwa w tej
sprawie.

Nie oznacza to jednak, iż definicja taka nie może być wypracowana na podstawie

obowiązującego  ustawodawstwa,  a  także  poglądów  orzecznictwa  i  doktryny.
Określenie istotnych obowiązków małżeńskich wynika już z samej „istoty" małżeństwa
jako stanu życia (in facto esse); z jego „istotnych" właściwości (o jakich jest mowa w
kan.  1056);  z  jego  instytucjonalnych  celów  (o  których  wspomina  kan.  1055  §  1).  W
myśl  współczesnej  doktryny  i  orzecznictwa,  istotne  obowiązki  małżeńskie  wynikają
więc  z  samej  natury  małżeństwa  jako  wspólnoty  całego  życia.  Chodzi  zatem  o
obowiązki  mieszczące  się  w  obrębie  dobra  małżonków,  dobra  potomstwa,  dobra
jedności  i  dobra  sakramentu.  Tak  więc  można  stwierdzić,  iż  istotne  obowiązki
małżeńskie  są  tymi  zachowaniami  (tak  aktywnymi,  jak  i  zaniechaniem),  jakie  są
niezbędne do stworzenia wspólnoty życia małżeńskiego oraz do potencjalnej realizacji
instytucjonalnych celów małżeństwa: zrodzenia i wychowania potomstwa, a

background image

151

także  do  ukierunkowania  samego  małżeństwa  ku  „dobru  małżonków".  Niektóre  z
zasygnalizowanych  tu  aspektów  zostały  już  pogłębione  przez  tradycję  prawa
kanonicznego,  choć zawsze,  również  i  w  tej  dziedzinie,  możliwe  są  dodatkowe
interpretacje  (jak  choćby  uwidoczniło  się  to  w  tematyce  dotyczącej  wierności
małżeńskiej  oraz  dyspozycyjności  do  prokreacji  w  aspekcie  ewolucji  technik  tzw.
sztucznego zapłodnienia). Inne natomiast jawią się jako jedynie hipotetyczny przedmiot
niezdolności, będąc prawdopodobnie nie tyle defektem woli czy intelektu podmiotu, ile
jego świadomym wyborem (jak np. w temacie nierozerwalności węzła małżeńskiego).
Tematy  zasługujące  na  głębszą  analizę  to  te  dotyczące  tworzenia  „wspólnoty  życia"
oraz nakierowania instytucji małżeństwa na dobro małżonków.

Pozostając  w  tej  tematyce,  należy  bardzo  uważać,  aby  dokonując  wstępnej  oceny

konkretnego  małżeństwa  pod  kątem  jego  ewentualnej  nieważności  w  aspekcie
niezdolności  do  podjęcia  istotnych  obowiązków  małżeńskich,  nie  skupić  się  i  nie
poprzestać  jedynie  na  potocznych  opiniach  oraz  „sloganach".  Należy  bowiem  być
wyczulonym zarówno na właściwy sens używanych pojęć, jak też na kontekst, w jakim
się  ich  używa  (w  tym  przypadku:  kontekst  prawa  kanonicznego),  aby  w  ten  sposób
uniknąć  dwuznaczności,  która  nie  tylko  mogłaby  obniżyć  rzeczywistą  wartość
prowadzonego  dyskursu,  ale  także - co  gorsze - negatywnie  wpłynąć  na  szacunek
wobec  prawdy  dotyczącej  osób,  których  stan  życia musi  zostać  zweryfikowany  na
podstawie przyjętych wniosków. Oto przykład, przynajmniej częściowo ilustrujący te
założenia.  Tam,  gdzie  chciałoby  się  użyć,  w  celu  zbadania  treści  pojęć  „wspólnota
życia" (consortium  vitae) i  „dobra  współmałżonków" (bonum  prolis), kolejnego
terminu  na  przykład  (nie)zdolności  do  tworzenia  „relacji  międzyosobowych",  nie
należy zapominać, że pojęcie to pochodzi z dziedziny psychologii, dlatego też musi być
ono  najpierw  prawidłowo  zrozumiane  w  swoim  oryginalnym  kontekście,  a  dopiero
potem  przeniesione  na  grunt  prawa  kanonicznego,  przy  uważnej  weryfikacji  jego
zgodności  z  zasadami  tego  prawa.  Jednak  w  przypadku,  w  którym  znaczenie  pojęcia
(nie)zdolności  do  relacji  międzyosobowych,  w  sensie  psychologicznym  (mając  na
uwadze,  niekiedy dosyć  wyraźne,  różnice  pomiędzy  szkołami  psychologicznymi,  do
których  badań  się  odwołuje),  nie  byłoby  jasno  zdefiniowane,  lecz  oparte  tylko  na
intuicyjnym  wyczuciu  jego  znaczenia,  i  w  przypadku,  gdy  kryteria  przeniesienia
danego  terminu  na  grunt  prawa  kanonicznego  nie  są  sprecyzowane  i  nie  jest
przeprowadzona  weryfikacja  zgodności  przyjętych  podstaw  psychologicznych  z
fundamentalnymi  zasadami  prawa  kanonicznego,  cała  operacja - pomijając  dobre  i
szczere intencje jej prowadzącego - przyniosłaby więcej szkody niż korzyści, zarówno
z naukowego punktu widzenia, jak też z punktu widzenia stosowania prawa.

Przeprowadzając 

rozważania 

pod 

kątem 

prawnym 

(jako 

że 

badania

interdyscyplinarne w tej dziedzinie, o których już wcześniej wspomniano, wydają się
zbyt skomplikowane), wydaje się, że można uznać, iż „wspólnota

background image

152

życia",  o  którym  mowa  w  kan.  1055  §  1,  konkretyzuje  się  w  swoim  aspekcie
małżeńskim  w  stosunku  do  swoich  celów  instytucjonalnych  i  „przymiotów",  które  je
charakteryzują. W tym kontekście, na szczególną uwagę - w celu zrozumienia aspektu
„międzyosobowego"  owego  „konsorcjum" - zasługuje  cel  instytucjonalny  „dobra
małżonków". Należy się zatem starać znaleźć jego możliwy i odpowiedni sens.

Trzeba  zaznaczyć,  iż  kanoniczny  system  prawa  małżeńskiego,  przyjmując  „dobro

małżonków"  jako  możliwy  cel  zdolności  podmiotu  do  małżeństwa,  nie  odnosi  się  do
faktycznego  osiągnięcia  tego  „dobra".  Zaistnienie  takiego  stanu  (tj.  nieosiągnięcia
owego „dobra") może w istocie nastąpić na skutek przyczyn od podmiotu niezależnych
oraz takich, które są sprzeczne z jego dobrą wolą i postawą. Zasadniczo przepis prawa
kanonicznego  mówi  o  zdolności,  którą  dany  podmiot  posiada  w  celu  zorientowania
swojego  małżeństwa  na  to  „dobro".  Można  wskazać  na  analogię  do  innego  celu
instytucjonalnego  małżeństwa  kanonicznego:  system  prawny  przy  ustalaniu  ważności
małżeństwa nie przywiązuje bezpośredniego znaczenia do faktycznego posiadania bądź
nie potomstwa, lecz kładzie nacisk na zdolność (czy też też na dobrą wolę) podmiotu do
danego  zachowania  (naturalnego  aktu  seksualnego),  który  normalnie  prowadzi  do
poczęcia.

Poczyniwszy takie założenie, należy zbadać naturę tego „dobra", które powinno być

przynajmniej  możliwe  do  osiągnięcia  przez  małżonków  w  ich  związku.  Jest  kwestią
bezdyskusyjną,  że  „dobro",  o  którym  mowa,  nie  może  być  powiązane  wyłącznie  z
czynnikami  natury  subiektywnej,  równając  się  w  praktyce  z  osobistą  satysfakcją
wypływającą  z  doświadczenia  małżeńskiego.  Gdyby  tak  było,  nie  byłoby  możliwe
przeprowadzenie  jakiejkolwiek  weryfikacji,  z  uwagi  na  ogromną  różnorodność
subiektywnych cech i preferencji jednostek, a także na możliwość wystąpienia sytuacji
paradoksalnych. Na przykład (wyprzedzając po części to, o czym będzie mowa poniżej)
dwie  osoby  o  niskich  standardach  moralnych, praktykujące  nadużycia  seksualne  i
łamiąc obowiązek wierności, powinny być uważane - będąc osobiście zadowolone ze
swoich  zachowań - za  realizujące  „dobro  współmałżonków"  w  ramach  ważnego
małżeństwa kanonicznego.

A  zatem,  rozwijając  to,  co  zostało  zawarte w  podanym  przykładzie,  „dobro"

małżonków  nie  może  być  rozumiane  w  sposób  ewidentnie  odbiegający  od
chrześcijańskiej (katolickiej) wizji człowieka i małżeństwa. Gdyby przyjąć, że „dobro"
małżonków wiąże się z możliwością osiągnięcia satysfakcjonującego porozumienia na
płaszczyźnie emocjonalnej, uczuciowej oraz w kwestii charakterów, podczas gdy brak
takiej  subiektywnej  zgody  i  satysfakcji  stanowiłby  podstawę  do  rozwiązania  lub
uznania za nieważne własne zobowiązanie małżeńskie, oznaczałoby to opieranie się na
założeniach,  które  trudno  nazwać  zgodnymi  z  fundamentalnymi  zasadami  systemu
wartości i myślenia, wewnątrz jakiego mieści się prawo kanoniczne.

background image

153

Rozwijając  rozumowanie  prawne,  mające  na  celu  unaocznienie  ciągłości  systemu

małżeństwa kanonicznego, choć zostało ono objaśnione i poszerzone dzięki wyostrzonej
wrażliwości  nauczania  soborowego  i  posoborowego  (jak  już  zostało  powiedziane,
wydaje  się  słuszne  odrzucenie  ogólnikowych  „haseł",  jak  to  dotyczące  „nowej"  wizji
małżeństwa,  wypływającej  z  soboru  bądź  „wyższości"  wizji  „personalnej"  nad
„prawną"  itp.),  należy  niewątpliwie  przyjąć  za  punkt  wyjścia  to,  co  prawo  wcześniej
obowiązujące,  w  kan.  1013  §  1,  ukazywało  jako  cele  międzyosobowe  instytucji
małżeństwa.  Owe  cele  zostały  przez  Kodeks z  1917  roku  zdefiniowane  jako
„drugorzędne" nie tyle - jak można czasem przeczytać w niektórych komentarzach - w
celu  ustalenia  hierarchii  wartości  i  ważności  celów  małżeństwa  (hierarchii
potwierdzonej w nauczaniu Piusa XII, która jednak nie została później podjęta ani przez
Sobór,  ani  nauczanie  papieskie,  ani  też  dyscyplinę  prawa  kanonicznego),  lecz  dla
wskazania  właśnie  na  międzyosobowy  aspekt  współżycia  seksualnego,  które
bezpośrednio (stąd mowa o celu „pierwszorzędnym") charakteryzuje połączenie kobiety
i mężczyzny w sensie małżeńskim. Natomiast „cele drugorzędne", jak wiadomo, zostały
nazwane mutuum adiutorium et remedium concupiscentiae.

Fakt, że ustawa z 1983 roku określała tzw. międzyosobowe cele małżeństwa (właśnie

w  ramach bonum  coniugum), używając  innej  i  szerszej  terminologii,  nie  oznacza  w
żadnym  razie,  że  cele  ustanowione  w  poprzedniej  ustawie  zostały  zniesione  czy
odrzucone.  Wręcz  przeciwnie,  muszą  one  zostać  włączone  pomiędzy  inne
międzyosobowe  cele  małżeństwa,  nie  tylko  z  nakazu  prawa  pozytywnego,  które
ustanawia ciągłość interpretacyjną między oboma łacińskimi ustawodawstwami prawa
kanonicznego  tego  stulecia  (por.  kan.  6  §  2),  lecz  także  z  przyczyn  o  charakterze
substancjalnym,  jako  że  wspomniane  konceptualizacje  z  pewnością  mogą  nadać
pożyteczne i cenne znaczenie bardzo szerokiemu pojęciu „dobra małżonków".
Jeżeli  to  pojęcie  wyraża  więcej  niż  obejmują  formuły  wzajemnej  pomocy  i
przeciwdziałania pożądliwości, należy się spodziewać, że sam Ustawodawca lub trwale
porozumienie  doktrynalne  i  prawne  wyjaśni  je.  Na  razie  jednak  jest  już  sporym
osiągnięciem  to,  iż  dzięki  wspomnianym  formułom  można  przypisać  konkretne
znaczenie  wyrażeniu  „dobro  małżonków",  które  będzie  mogło  być  uważane  za
zasadnicze dla ważnego utworzenia się małżeństwa, a które nie jest jeszcze objęte przez
pozostałe cele i przymioty istotne, które w tym związku muszą być uznane.

Oczywiście formuły, o których mowa muszą być rozumiane w sposób bezpośredni,

zwłaszcza w świetle tej szczególnej wrażliwości (nie jest to równoznaczne z diametralną
zmianą  doktryny!),  którą  Sobór  wniósł  także  do  tematyki  małżeństwa.  Dlatego  też
wyrażenie  „zaradzenie  pożądliwości"  należy  rozumieć  jako  możliwość  nie  tylko
współżycia  seksualnego  przy  poszanowaniu  celu  prokreatywnego  związku
małżeńskiego, ale także jako możliwość znalezienia we współmałżonku gotowości do
przynajmniej minimalnej integracji psychoafektywnej i psychoseksualnej, z pewnością
niemożliwej w

background image

154

przypadku,  gdy  seksualność  przeżywana  jest  jedynie  przy  udziale  przemocy  lub  w
sposób  całkowicie  niemoralny  albo  też,  gdy  częstotliwość  aktów  seksualnych  spada
znacznie  poniżej  przeciętnej  (jeśli  dzieje  się  to  na  skutek  powodów  innych  niż
dobrowolny, zgodny wybór obu małżonków). Niżej przedstawione przykłady zawierają
dokładniejszą ilustrację tego, co zostało powiedziane.

Poprzez wyrażenie „wzajemnej pomocy" należy więc rozumieć zdolność osoby do

niesienia  małżonkowi,  choćby  minimalnej,  pomocy - zarówno  moralnej,  jak  i
materialnej - w  zależności  od  sytuacji  życiowej,  zwłaszcza  w kwestiach  najbardziej
osobistych (np. solidarność moralna w przypadku choroby) lub tych, które ściśle wiążą
się z wspólnymi obowiązkami wypływającymi z małżeństwa (np. wspólny interes, przy
słusznym podziale obowiązków, w wychowywaniu potomstwa).

Ewidentne jest,  że  wymagania  wobec  osób,  w  dziedzinach  wpływających  na

ważność  małżeństwa,  mogą  się  ograniczać  tylko  do  pewnego  minimum.  Jest  rzeczą
oczywistą, iż to minimum jest zaledwie wystarczające do utworzenia ważnego związku
małżeńskiego,  a  nie  do  tego,  aby zapewnić  małżeństwu  dobry  wynik,  sprawiając,  iż
małżonkowie byliby lepiej przygotowani do przezwyciężenia nieuniknionych trudności
i  zmęczenia,  pojawiających  się  w  każdej  sytuacji  życiowej  i  powołaniu,  również
małżeńskim.  Jest  ponadto  oczywiste,  że  pomoc  duszpasterska,  bądź  na  etapie
przygotowań  do  ślubu,  bądź  w  czasie  trwania  małżeństwa,  musi  mieć  na  celu
wzbudzenie  i  podtrzymanie  na  najwyższym  poziomie  potencjału  obecnego  w
małżonkach (por. kan.  1063) w celu realizowania wspomnianego celu. Niemniej, bez
względu  na  to,  jak  bardzo  jest  on  stosowny  i  pożądany,  nie  można  go  przyjąć  jako
kryterium  zdolności  do  małżeństwa,  a  zatem  jego  ważności.  W  przeciwnym  razie
pojawia  się  sprzeczność  z  wizją  osoby  i  związku  małżeńskiego  w  systemie  prawnym
oraz  z  jego  jasno  określonymi  zasadami,  na  przykład  powszechnego  założenia  o
zdolności prawnej podmiotu do zawarcia związku małżeńskiego (por. kan. 1058).

3)  Numer  3  kan.  1095  mówi,  że  niezdolność  do  małżeństwa,  której  reglamentację

prawną  przedstawia,  powinna  mieć  „naturę  psychiczną".  Także  w  przypadku  tego
założenia normatywnego warto rozwinąć tu kilka podpunktów.

Na początku należy zauważyć, że wielu znanych i cenionych ekspertów odniosło się

krytycznie do rozporządzenia prawnego, o którym mowa. W skrócie ich rozumowanie
rozwija  się  następująco:  §  3  kan.  1095  przedstawia  przepis,  który  można  uważać  za
pochodzący  z  prawa  naturalnego.  Orzeka  on,  że  osoba  niebędąca  w  stanie  faktycznie
wypełnić  przedmiotu  obowiązku,  nie  może  również  zobowiązać  się  do  podjęcia  tego
obowiązku.  Innymi  słowy,  wola  zawarta  w  umowie  nie  wystarcza  w  przypadku
niemożności  rozporządzania  jej  przedmiotem.  Ma  to  miejsce - jak  zauważają
wspomniani  eksperci - bez  względu  na  przyczynę  tej  niedyspozycyjności.  Z  tego
powodu należy uważać z jednej strony, za zbędne, z drugiej, niesłusznie restrykcyjne
stwierdzenie, że

background image

155

kontrakt  małżeński  jest  nieważny,  gdy  niemożliwość  zaistnienia  jego
przedmiotu wynika z „przyczyn natury psychicznej".

Takie  rozumowanie  należy  niewątpliwie  uznać  za  słuszne, a  zasadę  „prawa

naturalnego", którą wyraża, za obowiązującą, nawet jeżeli nie została umieszczona w
kanonie  w  formie  konkretnego  rozporządzenia  prawa  pozytywnego,  dotyczącego
małżeństwa.  Pozostaje  wyjaśnić,  dlaczego  ustawa  wyodrębnia  przyczynę  „natury
psychicznej"  jako  podstawę  niezdolności  do  małżeństwa,  którą  reguluje  w  n.  3  kan.
1095.  W  toku  rozumowania  niebezpodstawna  wydaje  się  hipoteza,  że  wybór
Ustawodawcy  został  podyktowany  motywami  ściśle  związanymi  z  historią  redakcji
tekstu  normatywnego.  Zarówno dlatego,  że  powstał  on  zakładając  pewną  „niemoc
moralną",  wywodzącą  się  z  zaburzeń  psychicznych  lub  psychoseksualnych,  jak  też,
dlatego że norma, o której mowa, została osobno umieszczona w specyficznym kanonie
regulującym  zdolność  konsensualną  kontrahenta do  małżeństwa;  stąd  też  wydaje  się
jasne,  w  jaki  sposób  aspekt  „psychiczny"  był  tak  istotny.  W  końcu,  konieczność
podania takiego sformułowania, które znalazłoby największe możliwe poparcie wśród
członków  komisji  przygotowującej  tekst  prawa  sprawiło,  że  wskazana  przyczyna
nabierała stopniowo znaczenia coraz bardziej ogólnego i szerokiego: od początkowego
„zaburzenia 

psychoseksualnego" 

przeszło 

się 

do 

poważnego 

„zaburzenia

psychicznego",  a  zakończyło  na  bardzo  ogólnym  sformułowaniu  „przyczyna  natury
psychicznej".

Ponadto, należy też rozważyć, jakie są, w sensie ogólnym, owe „przyczyny natury

psychicznej",  do  których  norma  nieustannie  nawiązuje.  Jak  wiadomo,  przymiotnik
„psychiczny" ma bardzo rozległe pole znaczeniowe, wskazuje na wszystko to, co ma
związek z duchowym wymiarem człowieka. Może zatem odnosić się do problematyki
kulturalnej,  wychowawczej,  aż  po  moralną  (a  więc)  i  woluntarną.  Nie  można  jednak
zapomnieć,  że  bezpośrednim  kontekstem,  w  którym  występuje  odniesienie  do  sfery
psychicznej  człowieka  w  tej dziedzinie,  jest  kwestia  niezdolności  do  małżeństwa.
Zatem, za  przyczyny  natury psychicznej  należy  w tym  kontekście uważać te aspekty
dynamiki duchowej osoby, które czynią ją niezdolną do dokonania konkretnego aktu,
jakim  jest  konsens  małżeński;  i  są  jednocześnie  konkretnym  powodem,  dla  którego
człowiek  nie  jest  w  stanie  podjąć  niektórych  istotnych  obowiązków  małżeńskich.  W
tym  miejscu,  wydaje  się  jasne,  że  pod  uwagę  brany  jest  tylko  aspekt  „psychiczny",
który jest równoznaczny z właściwym kryterium niezdolności. O tym, jaki on jest, kilka
razy było już wspomniane. Oznacza on istotną niezdolność podmiotu do użycia rozumu
i/lub woli w celu ukierunkowania własnego postępowania w przypadku, gdy przynosi
ono szkodę niektórym istotnym obowiązkom małżeńskim.

W rezultacie „przyczyną natury psychicznej" w rozumieniu normy nie jest wszystko

to,  co  jest  pod  kontrolą  świadomej  woli  podmiotu;  całkowitą  (aspekt,  który  można
ewentualnie powiązać z przypadkiem konsensu symulowanego)

background image

156

bądź częściową, jako że postępowanie podmiotu jest w jakimś stopniu „uwarunkowane"
wpływami kulturalnymi, wychowawczymi i środowiskowymi. Te wpływy mogą więc
sprawić,  że  podmiot  wytworzy  skłonność  do  określonych  zachowań,  co  jednak  nie
oznacza  niezdolności  do  reagowania  w sposób  odmienny.  Dla  przykładu:  osoba
niewystarczająco uwrażliwiona w toku wychowania na kwestie moralne, przebywająca
w  środowisku  społecznym  i  kulturalnym  zdominowanym  najgorszą  odmianą
„maskulinizmu",  mogłaby  być  szczególnie  skłonna  do  pogwałcenia  istotnego
obowiązku, jakim jest wierność małżeńska, wykorzystując ku temu każdą nadającą się
okazję. Jednak stwierdzenie, że  jest ona niezdolna do zachowania  się w inny sposób,
oznaczałoby  zaprzeczenie  jednej  z  podstawowych  zasad  chrześcijańskiej  wizji
człowieka,  tzn.  tej  mówiącej  o  jego  wolności  i  odpowiedzialności  aż  do  momentu
udowodnienia jego prawdziwej niezdolności. Rozszerzenie jej zasięgu poprzez szeroką
interpretację pojęcia „psychiczny" w odniesieniu do przyczyn owej niezdolności wydaje
się  niezgodne  ze  sposobem,  w  jaki  ta  niezdolność  powinna  być  rozumiana  i,  przede
wszystkim, z fundamentalnymi zasadami prawa w kwestii małżeństwa. Poza tym - także
z punktu widzenia „duszpasterskiego" - interpretacje normy i procedury prawnej, które
w  rzeczywistości  zdejmują  odpowiedzialność  z  człowieka,  byłyby  powodem  do
dyskusji  na  polu  wychowania  i  dawania  świadectwa  wartości  chrześcijańskich,  które
powinno oferować również prawo kanoniczne.

Z  tego,  co  zostało  przedstawione,  można  by  wyciągnąć  wniosek,  że  przyczyna

natury  psychicznej,  także  w  kwestii  niezdolności  do  pod-jęcia  istotnych  obowiązków
małżeńskich, musi odpowiadać ogólnym kryterium niezdolności do małżeństwa. Stąd
też  o  przyczynie  natury  psychicznej  można  mówić  tylko  w  przypadku  obecności
pewnego rodzaju zaburzeń związanych z jakimś ważnym aspektem życia małżeńskiego,
bez  względu  na  to,  jak  byłoby  ono  ujęte  i  zaklasyfikowane  z  klinicznego  punktu
widzenia.

To  powiedziawszy,  można  przejść  do  kolejnej  kwestii,  tj.  do  sprecyzowania

rodzajów  zaburzeń,  które  są najczęściej  przez  prawo  uznawane  za  przyczyny  (natury
psychicznej) niezdolności podjęcia podstawowych obowiązków małżeńskich.

Jak  już  zostało  wcześniej  powiedziane  na  temat  niezdolności  konsensualnej  w  jej

właściwym znaczeniu, nie jest możliwe sporządzenie wyczerpującej i kompletnej listy
wszystkich  zaburzeń,  potencjalnych  przyczyn  niezdolności  podjęcia  istotnych
obowiązków  małżeńskich.  Spośród  tych,  pomijając  zdolności  konsensualne  ściśle
rozumiane,  które  są  najczęściej  przyczyną  niezdolności  do  podjęcia podstawowych
obowiązków małżeńskich, należy wspomnieć niektóre zaburzenia na tle seksualnym i
pewne tzw. zaburzenia osobowości.

Przyczyny  należące  do  pierwszej  grupy  mogą  w  rzeczywistości  sprawiać,  iż

niemożliwe będzie znalezienie w małżonku gotowości do choćby minimalnej integracji
psychoseksualnej  poprzez  współżycie  seksualne  realizowane  przy  poszanowaniu
drugiej osoby i zasad moralnych bądź też nieodbiegające w

background image

157

znacznym stopniu od statystycznej normy. W tej grupie znajdują się różne formy tzw.
hiperseksualizmu  (satyriasis  i  nimfomania),  niektóre  ciężkie  odmiany  sadyzmu  i
sadomasochizmu,  pewne  stopnie  homoseksualizmu,  sytuacje  wynikające  z
transseksualizmu  (włączając,  bądź  nie,  zmiany  chirurgiczne  w  obrębie  płci
anatomicznej) i inne poważne dysfunkcje seksualne.

Przyczyny należące do drugiej grupy mogą znacznie zmniejszyć możliwość choćby

minimalnej integracji psychoafektywnej, także w ramach wzajemnej pomocy, moralnej
i materialnej, jakiej każda osoba ma prawo spodziewać się od małżonka. Na przykład
osobowość obciążona poważną odmianą narcyzmu, który zmniejsza do minimalnego
poziomu możliwość zaistnienia miłości małżeńskiej rozumianej nie tylko jako uczucie,
ale także jako serdeczność wobec drugiej osoby, ponieważ osoba narcystyczna kocha
tylko  samą  siebie;  z  kolei  osobowość  antyspołeczna  lub  szczególnie  skłonna  do
używania przemocy, która zagraża integralności fizycznej małżonka i dzieci, stojąc też
na  przeszkodzie  wszelkiej  prawidłowej  funkcji  wychowawczej;  osoba  o  szczególnie
słabym charakterze, która w znacznym stopniu nadużywa substancji toksycznych, jak
alkohol czy narkotyki bądź też ma skłonność do marnotrawstwa, zagrażającego życiu
rodzinnemu, jak hazard, który może niszczyć środki utrzymania rodziny i narazić ją na
niebezpieczny kontakt z osobami źle się prowadzącymi czy ze światem przestępczym.

4) Jak zostało już wyżej wspomniane, rodzaj niezdolności małżeńskiej regulowanej

w  §  3.  kan.  1095  określany  był  początkowo  mianem  „niemoc  moralna".  Być  może
nawet  z  powodu  analogii  do  normy  dotyczącej  impotencji  seksualnej  (por.  aktualny
kan. 1084 § 1), wiele było i jest dyskusji w doktrynie na temat pewnych, typowych dla
niej znamion ustawowych, które według niektórych źródeł są następujące; uprzedniość,
trwałość, relatywność.

W  tej  kwestii - zachowując  jak  największą  przejrzystość,  która  powinna

charakteryzować naszą pracę - należy przede wszystkim zauważyć, że w odróżnieniu
od  tego,  co  ma  miejsce  w  przypadku  przepisu  związanego  z  impotencją  seksualną,
prawo kanoniczne nie wymaga wystąpienia owych cech, aby mogła zaistnieć ta forma
niezdolności, o której mowa w kan. 1095 § 3. Nawet jeżeli ten sposób interpretacji nie
może mieć definiującego i określającego charakteru w tej kwestii, to jednak na pewno
jest  niemałej  wagi  w  kwestii  interpretacji  normy.  Jeżeli  jednak  podda  się  dalszej
analizie  krytycznej  owe  trzy  wymienione  własności,  można  dojść  do  następujących
wniosków.

Jeżeli  chodzi  o  aspekt  tzw.  uprzedniości  niezdolności  podjęcia  podstawowych

obowiązków małżeńskich, uznać należy, iż zakłada ona, praktycznie, konieczność, aby
sytuacja  „czyniąca  osobę  niezdolną"  istniała  już  w  efekcie  w  momencie  konsensu,
choć, oczywiście, nie musi ona przejawiać się wraz z wszystkimi swymi symptomami.
Dotyczy  to  także  przypadku  tzw.  niezdolności  „latentnej",  czyli  ukrytej.  Latentnymi
mogą  być  tylko  symptomy  niezdolności,  a  nie  osobisty  stan,  który  jest  jej  źródłem.
Niektórzy Autorzy stwierdzili, że niezdolność musi być, w momencie ślubu, obecna in
actu primo

background image

158

proximo, tj. objawić  się  na poziomie  faktycznym  i  symptomatycznym  w  związku  z
konkretnym życiem małżeńskim. Takie założenie wydaje się do przyjęcia, nie zmienia
w znacznym stopniu ogólnych wymagań istnienia wystąpienia, w momencie konsensu,
sytuacji  osobistej,  leżącej  u  podstaw  niezdolności  do  podjęcia  któregoś  z  istotnych
obowiązków.  Przyjmując  tą  perspektywę,  okazuje  się,  że  w  gruncie  rzeczy  cecha
„uprzedniości" wynika już z samego pojęcia niezdolności małżeńskiej, w jej właściwym
znaczeniu  (dotyczy  samej  ważności  małżeństwa).  Niemniej - nie  tylko  w  przypadku
niezdolności, lecz także innych powodów nieważności małżeństwa - konieczne jest, aby
konkretne  okoliczności,  stanowiące  rzeczywistą  podstawę  empiryczną  sytuacji,  którą
prawo  nazywa  powodującą  niezdolność,  istniały  już  momencie zawierania  konsensu
małżeńskiego.  Z  tego  powodu,  nie  wydaje  się  istotne  skupianie  się  na  stanie
poprzedzającym  niezdolność:  wystarczy  wymóg,  aby  sama  niezdolność  wystąpiła  w
momencie zawierania umowy małżeńskiej.

Kwestia  tzw.  trwałości  niezdolności  podjęcia  obowiązków  jest  bardziej

skomplikowana.  Właściwie  poza  przytoczoną  już  informacją  normatywną,  która  nie
wymaga  wystąpienia  owej  własności  niezdolności,  warto  zwrócić  uwagę  na  kilka
aspektów tej sprawy.

Po pierwsze, mimo że mogą się wydawać obiektywnie powiązane, pojęcie trwałości

prawnej  nie  może  być  mylone  z  pojęciem  nieuleczalności  klinicznej  określonego
zaburzenia.  Podobnie  jest  także  w  przypadku  impotencji  seksualnej,  gdzie  analizując
pojęcie trwałości - w sensie ściśle prawnym, nie medycznym -rozważa się na przykład
aspekt  moralny i  rzeczywistą skutecznością środka, który  powinien  być użyty  w celu
usunięcia tego zaburzenia.

Po  drugie,  należy  wyróżnić  spośród  istotnych  obowiązków  małżeńskich  te,  które

wykonuje się semper et pro semper, tj. w każdej chwili, i te semper sed non pro semper,
których  wykonanie,  mimo  że  są  w  zasadzie  obowiązkami  stałymi,  może  zostać
zawieszone.  Przykładem  pierwszych,  nazywanych  także  negatywnymi  (ponieważ
wskazują na to, czego „nie robić"), jest obowiązek wierności małżeńskiej, który zostaje
pogwałcony  nawet  w  przypadku  jednego  zaniedbania;  przykładem  drugich,
nazywanych też pozytywnymi (wskazują na to, co „robić"), jest obowiązek wzajemnej
pomocy: chociaż jest to obowiązek stały, występują jednak realne sytuacje (np. choroba,
fizyczna  odległość),  w  których  podmiot  może  zostać  usprawiedliwiony  z
niewypełnienia go.

Biorąc  pod  uwagę  powyższe  uwagi,  można  wyciągnąć  następujące  wnioski.  Z

pewnością  mówiąc  o  obowiązkach  negatywnych,  które  są  wiążące semper  et  pro
semper, 
nie  byłby  uzasadniony  wymóg  „trwałości"  sytuacji  niezdolności,  ponieważ
nawet jednorazowe pogwałcenie obowiązku, w przypadku, gdy nie podlega świadomej
woli podmiotu, wystarczyłoby do stworzenia sytuacji niezdolności. Jednak wymóg ten
byłby uzasadniony w przypadku obowiązków pozytywnych, które zobowiązują semper
sed non pro semper, 
ponieważ należy między innymi zadać pytanie, czy tymczasowa
niedyspozycja podmiotu w stosunku do tego obowiązku mogłaby teoretycznie stworzyć
sytuację

background image

159

prawdziwej niezdolności. Wszystko to z teoretycznego punktu widzenia. W praktyce,
jednak,  biorąc  pod  uwagę  przede  wszystkim  wymagania  o  charakterze  dowodowym,
należy stwierdzić, że nieuleczalność kliniczna (lub trudny proces leczenia) określonego
stanu  subiektywnego, może  wskazywać  na  przypadek  „ciężki",  z  większym
prawdopodobieństwem powiązany z pojęciem niezdolności.

Podsumowując  ten  punkt,  należy  podkreślić,  w  jaki  sposób,  przy  uważnej  ocenie,

cecha „trwałości" niezdolności zawiera się w pojęciu jej „autentyczności".

Jeżeli chodzi natomiast o „relatywność" niezdolności, stajemy wobec dyskusji, która

jest z pewnością nadal otwarta. Na korzyść obu tez można wysunąć argumenty niemałej
wagi.

Przeciwko przyjęciu „relatywności" niezdolności, o której mowa w kan. 1095 § 3,

stanowią: milczenie prawa w tej kwestii; fakt, że przedmiotem, z którym wspomniana
niezdolność jest związana, są raczej istotne obowiązki małżeńskie niż osoba małżonka;
fakt,  że  kryterium  niezdolności  przedstawione  także  np.  w  dwóch  przemówieniach
papieża w  Rocie  Rzymskiej  (1987  i  1988),  wielokrotnie  przywoływanych,  skupia  się
dość wyraźnie na warunku czysto indywidualnym.

Za  przyjęciem  niezdolności  „relatywnej",  powiązanej  z  podjęciem  obowiązków,

przemawia  argument  zakładający,  że  skoro  prawdą  jest,  iż punktem  odniesienia  do
stwierdzenia niezdolności są istotne obowiązki małżeńskie, to również prawdą jest, że
obowiązki te nie są podejmowane w oderwaniu od konkretnej osoby, ale zawsze się z
nią wiążą.

Pierwsze stanowisko, zresztą częstsze w orzecznictwie Roty, a zarazem stanowiące

punkt  odniesienia  przy  stosowaniu  normy  prawnej,  wydaje  się  nieco  bardziej
przekonywające. W rzeczywistości daje ono większą gwarancję w aspekcie weryfikacji
konstytutywnych  elementów  pojęcia  niezdolności:  zarówno  w  odniesieniu do
subiektywnej  sytuacji  „anomalii",  faktycznego  podłoża  niezdolności  do  małżeństwa;
jak i w stosunku do rzeczywistego powiązania niezdolności z istotnymi obowiązkami
małżeńskimi,  w  odróżnieniu  od  niedopasowania  na  poziomie  charakterów,  którego
jednak nie obejmuje pojęcie niezdolności, które starano się powyżej zarysować.

Nie oznacza to jednak, że małżonek osoby oskarżonej o niezdolność, nie powinien

być  brany  pod  uwagę  w  ocenie  jego  sytuacji:  jednak  nie  jako  „przyczyna"  jego
niezdolności  ani  też  jako  element  pewnej  całości  czynników,  z  której  wynika
niezdolność dwóch osób indywidualnie zdolnych, lecz jako „okoliczność", która mogła
tylko  przyczynić  się  do  wystąpienia  symptomów  indywidualnej  sytuacji  niezdolności
danej osoby.

Podsumowując  kwestię  cech  charakterystycznych  niezdolności  do  podjęcia

istotnych  obowiązków  małżeńskich,  według  kan.  1095  §  3,  idąc  za  niektórymi  jasno
sformułowanymi  stanowiskami  doktrynalnymi,  można  stwierdzić,  że  sprawą
fundamentalną,  na  której  należy  się  skoncentrować,  jest  autentyczność  sytuacji
niezdolności w momencie konsensu. Zarówno uprzedniość, jak i

background image

160

trwałość  są  w  owej  „autentyczności"  zawarte;  kwestia  relatywności  natomiast  należy
bardziej do określenia samego pojęcia niezdolności małżeńskiej.

2. WSKAZÓWKI DLA KONSULTANTA

Konsultant par w nieusuwalnych trudnościach małżeńskich, który postawił hipotezę na
temat  niezdolności  do  podjęcia  istotnych  obowiązków,  choćby  tylko  jednego  z
małżonków,  może  się  odwołać  do  istoty  tego,  co  zostało  przedstawione  na  temat
niezdolności  konsensualnej.  (kan.  1095  §  1  i  §  2).  Uważne  przyjrzenie  się  trzem
przedstawionym  przypadkom  pozwala  bowiem  zauważyć  ich  elementy  wspólne:
zarówno  w  teorii,  jeżeli  chodzi  o  kryterium  niezdolności,  którym  jest  niewłaściwe
użycie  rozumu  i/lub  woli  przy  podejmowaniu  decyzji  (kan.  1095  §  1  i  §  2)  lub  przy
wcielaniu postanowień w życie (kan. 1095 § 3), jak i w praktyce, ponieważ ta dewiacja
może  nierzadko  powodować  więcej  niż  jedną  odmianę  niezdolności  spośród  tych
przewidzianych w normie kanonicznej.

Dlatego  też  należy  się  odwołać  do  dziesięciu  problemów  w  tej  kwestii,

przedstawionych w rozdziale X naszej pracy, poświęconym niezdolności do zgody. Z
góry  zastrzega  się,  że - w  związku  z  poświęceniem  większej  uwagi  ewentualnej
niezdolności  do  podjęcia  istotnych  obowiązków  małżeńskich -szczególnie  będzie
rozszerzony  problem  §  8,  mówiący  o  ewentualnym  pogwałceniu  specyficznego
obowiązku  stanu  małżeńskiego.  Innymi  słowy,  musi  jasno  wynikać,  jaki  bądź  jakie
istotne obowiązki małżeńskie zostały zaniedbane przez podmiot uznany za niezdolny.
Byłoby  bezpodstawne  uznać  daną  osobę  za  niezdolną  do  podjęcia  istotnych
obowiązków małżeńskich, jeżeli nie okazałoby się, że któryś z nich został pogwałcony.
Ponad
to, byłoby niesprawiedliwe i niezgodne z prawem do obrony stron w procesie orzec o jej
niezdolności  do  podjęcia  istotnych  obowiązków  małżeńskich,  bez  sprecyzowania,  do
jakiego obowiązku  dana  osoba  jest  niezdolna.  Z  tego  powodu,  nawet  we  wstępnym
rozeznaniu, należy zapytać, czy doszło do jakiegoś poważnego zaniedbania ze strony
jednego z zainteresowanych, zarówno jako małżonka, jak i jako rodzica. W przypadku
braku  takich  zaniedbań,  konsultant  powinien  się  powstrzymać  od  sugerowania
możliwości  skierowania  sprawy  do  sądu  w  celu  uzyskania  orzeczenia  nieważności
małżeństwa  z  przyczyny  niezdolności  psychicznej.  Powinien  on  raczej  przekazać  tę
sprawę do bardziej wykwalifikowanego w tej dziedzinie eksperta. Przede wszystkim,
doradca  nie  może  dać  się  zwieść  ogólnikowym  stwierdzeniom,  jak  na  przykład  „nie
byto  żadnego  dialogu...,  w  ogóle  o  mnie  nie  dbał(a)...,  myślał(a)  tylko  o  sobie...,  nie
kochał(a)  mnie  szczerze",  od  razu  wyrażając  swe opinie.  Należy  cierpliwie  prosić  o
przykłady ilustrujące powyższe stwierdzenia, w celu sprawdzenia, czy faktycznie kryje
się za nimi precyzyjna informacja, która może być istotna dla sprawy.

background image

161

3. PRZYKŁADY

Mamy  nadzieję,  że  niektóre  przykłady  pomogą,  w  ramach  wybranej  metodologii,  w
lepszym zrozumieniu tego, co zostało wyżej przedstawione.

1. PRZYKŁAD PIERWSZY

Jerzy  i  Lucja  byli  narzeczonymi  od  kilku  lat,  przygotowując  się  do  zaplanowanego
ślubu.  W  czasie  narzeczeństwa  nie  występowały  szczególne  problemy,  również  w
kwestii stosunków płciowych, do których między nimi doszło. Problemy pojawiły się
jednak  w  czasie  podróży  poślubnej:  Jerzy  wybrał  Amsterdam  jako  miejsce  podróży
poślubnej, gdzie, jak się okazało, szczególnie interesowały go dzielnice miasta cieszące
się  złą  sławą  z  powodu  ostentacyjnej  prostytucji,  zarówno  męskiej,  jak  i  żeńskiej.
Ponadto,  w  czasie  tego  pobytu,  Jerzy  przyznał  się  Łucji,  że  w  przeszłości  był  w
związkach  homoseksualnych,  z  których  przynajmniej  jeden  był  trwały.  Łucja  była
wstrząśnięta  tym  wyznaniem,  ale  ponieważ  go  kochała,  a  on  opowiedział jej  o
wszystkim ze smutkiem i cierpieniem, zdecydowała, że pozostanie z nim, wybaczając
spóźnione wyznanie.

Przez  kilka  lat  trwali  w  związku  małżeńskim,  ale  ich  życie  nie  było  szczęśliwe.

Małżeństwo  zostało  skonsumowane,  między  małżonkami  doszło  do  kilku  (niewielu)
stosunków  intymnych.  Najczęściej  Jerzy  nie  okazywał  zainteresowania  Łucją  albo
nawet  nie  był  w  stanie  z  nią  współżyć,  z  powodu  dolegliwości  natury  fizjologicznej
typowej dla mężczyzn związanej ze stosunkami małżeńskimi. Łucja, osoba dość prosta,
a jednocześnie zdystansowana, nie śmiała zwrócić się do nikogo o pomoc, zamykając
się w sobie z coraz większym uczuciem braku satysfakcji i smutku.

Chcąc zwiększyć swoje szanse kariery zawodowej przez skończenie studiów, Jerzy

zaczął  uczęszczać  do  szkoły  wieczorowej  i  często  zostawał  dłużej,  żeby  uczyć  się  z
niektórymi kolegami, zwłaszcza z jednym z nich. Poza tym, jego obecność w domu i
czas,  jaki  poświęcał  Łucji,  były  bardzo  ograniczone,  mimo  że  jego  czas  pracy  był
znacznie  krótszy  od  czasu,  który  Łucja  spędzała,  pracując,  w  firmie  handlowej.
Wkrótce okazało się, że Jerzy w wolnym czasie (którego w każdym razie nie spędzał z
rodziną) odwiedzał miejsca, znane w mieście jako punkty spotkania homoseksualistów.

Po  jakimś  czasie  Jerzy  opowiedział  Łucji  o  swoim nowym  doświadczeniu

homoseksualnym,  co  nasiliło  jeszcze  bardziej  narastające  poczucie  obcości  między
małżonkami. Zrobił to w sposób bardzo ogólnikowy, przedstawiając je jako przelotny
epizod. Liczne fakty przemawiały jednak za tym, że tak nie było świadczyła o tym w
szczególności  zmiana  stylu  życia  Jerzego,  który -opuszczony  przez  Łucję  po  tym
wyznaniu - zaczął otwarcie manifestować swój udział w związkach homoseksualnych,
co przysporzyło mu złej sławy w

background image

162

mieście,  w  którym  oboje  mieszkali.  Sam  Jerzy,  który  okazał  się  bardzo  szczery  i
pomocny w sprawie, potwierdził wszystkie te fakty.

Sprawa  w  sądzie,  wniesiona  także  z  powodu  niezdolności  Jerzego  do  podjęcia

istotnych obowiązków małżeńskich, była dość skomplikowana, zwłaszcza z prawnego
punktu  widzenia,  gdyż  nie  było  łatwo  zakwalifikować  pod  względem  prawnym  jego
sytuację.

Na  poziomie  faktycznym,  poza  rekonstrukcją  kolejnych  faktów,  pokrótce

przedstawionych powyżej, udało się dokonać ekspertyzy,  przy  szczerej i nienagannej
współpracy  Jerzego,  mimo  iż  nie  był  on  stroną  pozywającą  ani  szczególnie
zainteresowanym sprawą.

Jednak także w tym przypadku wystąpiły trudności. Pierwsza ekspertyza z urzędu

okazała  się  zupełnie  niewystarczająca.  Jednym  z  wielu  powodów  jej  niepoprawności
była  jej  ewidentna  niezgodność  z  zasadami  antropologii  chrześcijańskiej.  Biegły
podsumowywał  bowiem  swoją  powierzchowną  relację,  uznając  Jerzego  za  osobę
„biseksualną,  a  zatem  normalną".  Następna,  poważniejsza  ekspertyza  wykazała  u
Jerzego poważne zaburzenie osobowości, charakteryzujące się stanem niepewności co
do  swojej  tożsamości  seksualnej.  Nie  jest  on  zwykłym  homoseksualistą,  lecz  osobą
niezwykle wrażliwą, zagubioną w dewiacjach seksualnych, w których właśnie ukazuje
swoją słabość i poważny stan zaburzenia osobowości. Nie ma co do siebie pewności i
nie  jest  w  stanie  decydować  o  swojej  przyszłości,  nawet  w  kwestii  orientacji
psychoseksualnej. Także te prognozy ekspertów były dla Jerzego niekorzystne.

Sędziowie w sprawie - choć świadomi jej ogromnej delikatności - orzekli, że Jerzy,

mimo  iż  kilkakrotnie  udało  mu  się  fizycznie  dopełnić  małżeństwo,  nie  jest  w  stanie
zagwarantować małżonce minimalnej integracji psychoseksualnej ani też uszanowania
obowiązku  wierności.  Stwierdzono,  że  Jerzy - który  nie  jest  nawet  pewien  swojej
tożsamości  seksualnej  ani  tego,  jakich  wyborów  w  tej  kwestii  dokonać - nie  może
podjąć  obowiązku  pełnienia  roli  męża  wobec  kobiety,  której  miałby  zapewnić
możliwość  minimalnej integracji psychoafektywnej i psychoseksualnej. Co więcej, w
związku ze swoją osobistą słabością, przejawiającą się przede wszystkim w skłonności
do praktykowania perwersji seksualnych (głównie w charakterze homofilii), nie może
on zagwarantować drugiej stronie wyłączności prawa do stosunków seksualnych. W tej
kwestii Jerzy nie był zasadniczo w stanie zapewnić zorientowania instytucji małżeństwa
na „dobro małżonków".

Powyższy  przykład  pokazuje  jak - wbrew  pozorom - trudno  jest  zastosować

omawiany  przepis  do  rzeczywistego  przypadku,  poprzez  zidentyfikowanie  zarówno
rodzaju obowiązku  istotnego  dla  życia  małżeńskiego,  który  byłby  przedmiotem
konkretnej sprawy, jak i przez wyodrębnienie dewiacji tak ewidentnej, że powodującej
konieczność zastosowania kryteriów służących stwierdzeniu autentycznej niezdolności
do małżeństwa. Interesujący może być także fakt, że orzeczenie wydane w związku ze
sprawą zostało potwierdzone przez wyrok Roty Rzymskiej, która zajęła się sprawą w
procesie wyższej

background image

163

instancji (por. coram Funghini 19 grudnia 1994, w ARRT Dec. LXXXVI, 764783).

2. PRZYKŁAD DRUGI

Wilma została adoptowana przez bezdzietne małżeństwo, z którym żyło jej się bardzo
dobrze. Była wdzięczna za ich miłość, którą sama odwzajemniała; dlatego też często i
chętnie  zwracała  się  do  nich  po  radę,  nawet  w  sprawach  niewielkiej  wagi  i  było  jej
przykro, gdy wywoływała niezadowolenie swoich przybranych rodziców.

Wilma nie była szczególnie uzdolniona - choć dobra i uczuciowa - wiodła spokojne

życie  w  domu  i  szkole,  gdzie  zmieniła  profil  po  pierwszej klasie  szkoły  średniej
(liceum), która była dla niej za trudna (co skończyło się niezdaniem do następnej klasy).
W wieku około 18 lat Wilma poznała Filipa, pracującego w służbach publicznych. Filip
zaczął wytrwale zabiegać o względy Wilmy, która wreszcie zgodziła się utrzymywać z
nim stosunki seksualne i w rezultacie zaszła w ciążę. Opowiedziawszy o tym rodzicom
i przedyskutowawszy z nimi trudną sytuację, w jakiej się znalazła, doszła do wniosku,
że  ślub  będzie  najlepszym  rozwiązaniem.  Nikt  nie  zmuszał  Wilmy  do  małżeństwa.
Rodzice adopcyjni, choć nie byli tym pomysłem zachwyceni,  widząc słaby  charakter
Filipa,  wyrazili  gotowość  pomocy  młodym  zarówno  przy  ceremonii,  jak  i  w
późniejszym urządzeniu się, goszcząc ich tymczasowo w swoim dużym domu.

Po  ślubie  ich wspólne  życie  trwało  tylko  kilka  miesięcy,  a  gdy  Wilma  urodziła

dziecko, nie mieszkali już razem i podjęli kroki w celu uzyskania separacji prawnej. Zły
przebieg  wspólnego  życia  był  spowodowany  głównie  zachowaniem  Filipa,  który  po
ślubie (inaczej niż wcześniej) stal się nieuprzejmy wobec Wilmy i teściów, gwałtowny i
egoistyczny w stosunku do młodej ciężarnej żony, zainteresowany raczej jej majątkiem
niż  nią  samą.  To  właśnie  Filip  opuścił  dom  rodziców  Wilmy,  w  którym  oboje  byli
gośćmi,  po  tym,  jak  zrozumiał (zresztą  całkiem  słusznie),  że  ojciec  dziewczyny  nie
chciał  dać  mu  od  razu  pieniędzy  na  zmianę  samochodu  i  na  dość  ryzykowne
rozpoczęcie samodzielnej działalności gospodarczej.

Sprawa, która została wytoczona, opierała się na dokonaniu błędnego osądu przez

Wilmę i jej niezdolności do podjęcia istotnych obowiązków małżeńskich. Szczególnie
podkreślona 

została 

rzekoma 

niezdolność 

decyzyjna 

dziewczyny, 

silnie

uwarunkowanej  w  swych  decyzjach  przez  rodziców  adopcyjnych,  wyznających
tradycyjne wartości moralne.

Dwie  ekspertyzy,  jedna  na  wniosek  strony,  druga  z  urzędu,  potwierdziły  znaczną

niedojrzałość  dziewczyny.  Niemniej  sędziowie  nie  czuli  się  zobowiązani  do
wyciągnięcia wniosków na podstawie ekspertyz co do niezdolności Wilmy, ponieważ
nie  zostały  potwierdzone fakty,  które  wskazywałyby  na  tę  niezdolność  czy  też  na
nadmierną zależność Wilmy od

background image

164

członków rodziny. Natrafili oni bowiem tylko na zachowania normalne w kontekście
historii życia uczuciowej i oddanej swym rodzicom dziewczyny, która niespodziewanie
znalazła  się  w  ciężkiej  i  kłopotliwej  sytuacji.  Poza  tym,  nie  została  na  nią  wywarta
żadna  presja  z  zewnątrz,  która  ograniczałaby  jej  wolność,  wpływając  negatywnie  na
hipotetyczną, ograniczoną wolność wewnętrzną. Do wydania negatywnej opinii co do
zarzutu  błędnej  oceny  sytuacji  i  bezpośrednio  co  do  niezdolności  do  podjęcia
obowiązków  małżeńskich  przekonało  sędziów  ustalenie,  że  Wilmie  nie  można  było
niczego  zarzucić  w  kwestii  podjęcia  istotnych  obowiązków  małżeńskich.  W
rzeczywistości, w ciągu niewielu miesięcy wspólnego życia z Filipem, Wilma starała
się być dobrą żoną, znosić jego zmianę na gorsze, starając się nie dać rodzicom niczego
po  sobie  poznać,  aby  ich  nie  martwić  i  mając  nadzieję,  że  Filip  będzie  się  znów
zachowywał  w  stosunku  do  niej  tak,  jak  przed  ślubem.  Po  narodzinach  dziecka
poświęciła  się  z  dojrzałością  i  miłością  opiece  nad  nim  i  wychowaniu,  jak  zgodnie
potwierdziły  wszystkie  osoby  zeznające  w  sprawie.  Nie  mogąc  znaleźć  jakiegoś
zaniedbania ze strony Wilmy, zarówno jako żony, jak i matki, nie można mówić o jej
niezdolności do podjęcia istotnych obowiązków małżeńskich.

Powyższy  przykład  demonstruje:  po  pierwsze,  możliwe  współistnienie  hipotezy  o

niezdolności ściśle konsensualnej (tutaj: błędne dokonanie osądu) i o niezdolności do
podjęcia  obowiązków.  Mogą  one  zostać  rozważone  równolegle  lub  w  stosunku
zależnym, odnosząc się, ewentualnie, do nieskuteczności konsensu wskutek braku jego
przedmiotu  (kan.  1095  §  3),  jednak  dopiero  po  ustaleniu  ważności,  prawidłowego  w
swym wymiarze aktu psychologicznego, konsensu (kan. 1095 § 1 i § 2).

Po drugie, należy zauważyć, że przy analizie przypadku niezdolności trzeba wziąć

pod  uwagę  przede  wszystkim  konkretne  fakty,  oceniając  punkt  widzenia  ekspertów
także  na  podstawie  jego  zgodności  z  tymi  faktami.  W  szczególności,  w  przypadku
braku  konkretnych  zaniedbań  jakiegoś  istotnego  obowiązku  małżeńskiego,  nie
wystarczą  ogólne  stwierdzenia  o  niedojrzałości,  żeby  wydać  wyrok  z  powodu
niezdolności.  Nie  chodzi  o  zaprzeczenie  możliwości  zaistnienia - także w  przypadku
Wilmy - pewnego stopnia niedojrzałości i braku przygotowania do małżeństwa. Chodzi
tylko o stwierdzenie, że nie można uznać osoby, nawet cierpiącej na pewne zaburzenia
natury psychicznej, za niezdolną do podjęcia istotnych obowiązków małżeńskich, jeżeli
ich ona nie pogwałciła albo nawet podjęła, choć być może w warunkach trudnych.

3. PRZYKŁAD TRZECI

Patrycja pochodziła z dobrej, tradycyjnej rodziny, mającej duże możliwości finansowe.
Poznała  i  zakochała  się w  Januszu,  który  był  znany  w  mieście  i  okolicy  z
nieuporządkowanego  stylu  życia.  Janusz,  który  słabo  przykładał  się  w  pracy,  nie
skończył studiów, był porywczy i kapryśny, uzależniony od

background image

165

narkotyków, został źle przyjęty w rodzinie dziewczyny (a dokładniej jej związek z nim).
Niemniej  Patrycja - z  jednej  strony  fizycznie  i  emocjonalnie  zauroczona  Januszem,  z
drugiej zdecydowana przeciwstawić się zdaniu własnej rodziny -doprowadziła do ślubu.
Nakłonił  ją  do  tego  sam  Janusz,  dla  którego negatywna  postawa,  jaką  prezentowała
wobec niego rodzina Patrycji, stała się swoistym wyzwaniem.

Pożycie  małżeńskie  tej  pary  można  nazwać  prawdziwą  katastrofą  z  powodu

zachowań  Janusza,  całkowicie  niezgodnych  z  obowiązkami  małżonka.  Już  w  czasie
podróży  poślubnej  okazało  się,  że  jest  skłonny  do  niewierności.  Ponadto  starał  się
przekonać  żonę  do  podobnego  zachowania.  Gdy  pewnego  razu  poznali  pewną  parę
obcokrajowców, proponujących narkotyki i grupowe doświadczenia seksualne, Janusz
od razu na to przystał. Kiedy  Patrycja, zdając sobie sprawę z tego, czym to  może się
skończyć,  sprzeciwiła  mu  się,  Janusz  bardzo  żałował  straconej  okazji,  co  później
wielokrotnie jej wypominał. Wydawało mu się, że została mu wyrządzona krzywda, a
nie, że to on nie dopełnił jednego z obowiązków małżeńskich.

Po  powrocie  do  domu,  jego  zachowanie  pod  tym  względzie  nie  uległo  poprawie.

Wystąpiło  kilka  potwierdzonych  przypadków  niewierności  Janusza,  który  szybko
znudził się żoną, po tym, jak zwyciężył w swoim „pojedynku" z jej rodzicami. Także w
innych  kwestiach  jego  zachowanie  pozostawiało  wiele  do  życzenia.  Nigdy  nie
wykonywał regularnej pracy, często, z powodu absencji, nieróbstwa i niesubordynacji,
tracił  kolejne  stanowiska  pracy,  które  pomagali  mu  dostać  rodzice  i  krewni  Patrycji,
świadomi trudności młodej pary i chętni do pomocy. W związku z tym, że potrzebował
on środków, aby móc prowadzić dostatnie życie, najlepszym sposobem wydało mu się
przyłączenie do bandy okradającej mieszkania. Dom małżonków zamienił się w miejsce
spotkań  tych osób  i  ich  zleceniodawców,  którzy  kupowali  od  nich  skradziony  towar.
Gdy Patrycja - coraz rzadziej - próbowała protestować, Janusz miał na to tylko jeden
argument: bicie.

Potrzebował  pieniędzy  głównie  na  zakup  dziennej  dawki  narkotyków.  Wciągnął

nawet  Patrycję  do  nałogu.  Na  początku  robiła  to  przez  ciekawość  i  jako  wyzwanie
wobec tego, co zabronione, potem była to iluzoryczna ucieczka od trudnej sytuacji, w
którą  sama  dała  się  dobrowolnie  wciągnąć,  w  końcu  i  ona  stała  się  nałogową
narkomanką, co odbiło się na jej zdrowiu. To właśnie jej hospitalizacja z powodu tego
nałogu  przyczyniła  się  do  faktycznej  separacji,  ponieważ  Patrycja  znalazła  osoby
gotowe jej pomóc oddalić się od źródła swoich problemów. Okazało się, że Janusz nadal
prowadził dotychczasowy, nieuporządkowany styl życia, pewny siebie i niewzruszony
rozpadem swego małżeństwa, niechętny wobec Patrycji za to, że go zostawiła.

Po  wytoczeniu  sprawy  o  uznanie  nieważności  małżeństwa  z  powodu  niezdolności

Janusza  do  podjęcia  istotnych  obowiązków  małżeńskich,  został  on  poddany  analizie
eksperta.  Również  i  wówczas  Janusz  zachował  swój  styl  bycia,  prezentując  ubiór  i
zachowanie zupełnie niedostosowane do okoliczności.

background image

166

Ponieważ było gorąco, zjawi! się u biegłego z butami w rękach, po tym jak wszedł do
fontanny, żeby się ochłodzić. Potem, widząc kilka ładnych mebli w gabinecie lekarza
klinicznego, zaproponował mu zdobycie innych, oczywiście pochodzących z kradzieży.
Bezpośredni  kontakt,  pogłębiony  poprzez  dialog  psychodiagnostyczny  i  fakty
zrekonstruowane w sprawie, umożliwiły postawienie diagnozy poważnego zaburzenia
osobowości, nacechowanej postawami antyspołecznymi.

Na podstawie tych wyników, sąd orzekł niezdolność Janusza do zagwarantowania

zorientowania  małżeństwa  na  dobro  małżonków:  z jednej  strony  nieustanne
nieprzestrzeganie  przez  niego  wierności  i  namawianie  do  tego  samego  żony;
nadużywanie  narkotyków  i  związanie  się  z  grupami  zorganizowanej  przestępczości,
która  stała  się  sposobem  jego  życia;  narażenie  na  szwank  zdrowia  fizycznego żony,
poprzez nieuznawanie innych metod jak tylko bicie, maltretowanie i zastraszanie (żeby
nie wspomnieć innych konkretnych aspektów, które przyzwoitość każe ominąć); i - z
drugiej -potwierdzenie,  że  wszystko  to  było  wynikiem  i  przejawem  zaburzonej
struktury osobowości Janusza, rozpoznanej klinicznie i uznanej za przypadek poważny,
pozwalają  stwierdzić  jego  autentyczną  niezdolność  małżeńską.  Nie  ma  w  tej  sprawie
mowy  o  ogólnej  niedojrzałości,  niedopasowaniu  się  charakterów,  trudności  w
porozumieniu  się  pojawiających  się  lub  spotęgowanych  po  kilku  latach,  ale  o
konkretnym,  poważnym  i  ciągłym  braku  poszanowania  godności  drugiej  osoby,
przejawiającym  się  w  formie  ataków  na  nietykalność  fizyczną,  niedochowanie
wierności, brak źródła dochodów poza drogą nielegalną i dla nagannych celów, udział
w praktykach szkodzących zdrowiu i przebywanie z osobami o bardzo niskim morale.
Integracja  psychoseksualna  godna  małżeństwa  chrześcijańskiego  (np.  przy
poszanowaniu  wyłączności  oddania  siebie  w  akcie  seksualnym)  lub  perspektywa
przynajmniej  minimalnej wzajemnej pomocy, zarówno  moralnej, jak i  materialnej, w
ramach  potrzeb  życiowych  i  obowiązków  stanu  małżeńskiego,  przewyższały
możliwości Janusza.

Przykład ten ma zwrócić uwagę na fakt, że nawet w przypadkach pozornie bardziej

sensacyjnych należy ustalić, przynajmniej na etapie wstępnym, przed zasugerowaniem
wniesienia  sprawy  kanonicznej,  czy  istnieje  możliwość  sprowadzenia  konkretnych
faktów  do  jakiegoś  istotnego  obowiązku  stanu  małżeńskiego,  a  powodu  jego
niewypełnienia do przyczyny niezależnej od świadomej woli podmiotu.

4. PRZYKŁAD CZWARTY

Krystian  i  Maria  spotykali  się  od  jakiegoś  czasu.  Po  tym  jak,  zbyt  wcześnie  według
kanonów  moralnych,  rozpoczęli  stosunki  intymne,  Maria  zaszła  w  ciążę.  Stąd
postanowili  zawrzeć  małżeństwo,  o  którym  wcześniej  nie  myśleli.  Maria  okazała  się
niezbyt  troskliwą  i  wierną  żoną  i  po  kilku  latach  pożycia  małżeńskiego  zostawiła
Krystiana. On zaś, chcąc odzyskać wolność, aby móc

background image

167

poślubić inną dziewczynę, którą poznał po tym, jak opuściła go żona, wniósł sprawę o
stwierdzenie nieważności małżeństwa na podstawie symulacji ze strony Marii. Wstępna
analiza  nie  dostarczyła  prawie  żadnych  dowodów,  które  potwierdzałyby  tą  hipotezę.
Niektóre  testy  jednak,  mimo  ogólnego  określenia  Krystiana  jako  dobrego  chłopaka,
potwierdziły,  że  był  „niedojrzały"  i  „niegotowy  do  małżeństwa".  Na  podstawie  tych
ogólnych  spostrzeżeń  (niepotwierdzonych  przez  fakty  ani  wskazania  kryteriów,  na
podstawie  których  zostały  sformułowane),  poradzono  mu  wycofanie  wniosku  o
stwierdzenie nieważności, wysuniętego na początku sprawy, a sformułowanie tej samej
sprawy  na  podstawie  jego  własnej  niezdolności  do  podjęcia  istotnych  obowiązków
małżeńskich.

Sąd  zapoznał  się  ze  sprawą  poprzez  ekspertyzę,  która  okazała  się  pozbawiona

spójności.  W  czasie  rutynowego  badania  nie  zauważono  u  Krystiana  niczego
odbiegającego  od  normy;  niemniej  stwierdzono  u  niego  znaczną  niedojrzałość  na
podstawie  dwóch  faktów  przedstawionych  biegłemu:  obejrzenie  z  przyjaciółmi
wydarzenia sportowego w telewizji przed ceremonią ślubu, która miała miejsce późnym
popołudniem. Fakt, że Krystian, będąc umówiony z biegłym na konkretną godzinę, dwa
razy przyszedł około godzinę przed czasem i stał na pobliskim placu. Fakty te - wobec
braku  innych  danych  mających  znaczenie  kliniczne - mogą  być  jednak  przecież
wytłumaczone  następująco:  pierwsze - rozładowanie  napięcia  poprzez  obejrzenie
transmisji sportowej z kolegami; drugie - świadomość wagi tych spotkań dla Krystiana
sprawiała,  że  dojeżdżając  na  miejsce  z  odległej  miejscowości,  nie  mógł  wybrać
pociągu, który mógłby nie dojechać na czas, wolał więc przyjechać wcześniej, a potem
spokojnie poczekać na umówioną godzinę.

Po  opublikowaniu  akt - nieprzedstawiających,  jak  wspomniano,  faktów,  które

potwierdzałyby niezdolność Krystiana - oraz niezadowalającej ekspertyzy, nielogicznej
i  wysuwającej  błędne  wnioski  na  podstawie  mało  znaczących  faktów,  których
wyjaśnienie z psychopatologicznego punktu widzenia nie wydaje się konieczne, Maria -
aż do tego momentu nieobecna w procesie -zjawiła się w sądzie, żeby przeczytać akta
sprawy. Przy tej okazji sędzia poprosił ją o złożenie zeznań. Poważnie obciążyły one
Krystiana:  długi  związane  z  hazardem,  bicie  Marii  w  celu  uzyskania  pieniędzy,  brak
zainteresowania nią i córką w czasie ciężkiej  choroby i długiego leczenia w szpitalu.
Oczywiste jest, że powyższe informacje - jeżeli byłyby prawdziwe -mogłyby okazać się
ważnym dowodem na rzekomą niezdolność Krystiana i pewną podstawą (poza danymi
metodologicznymi) dla oceny eksperta. Fakty te musiały zostać sprawdzone, ponieważ
nie  można  było eo  ipso uznać  słów  Marii  za  udowodnione,  zwłaszcza,  że  wszystkie
dokumenty  w  sprawie  przedstawiały  Krystiana  jako  dobrego,  pełnego  szacunku,
pracowitego, pozbawionego poważnych wad,  niegwałtownego.  W rezultacie, okazało
się,  że  zeznanie  Marii  nie  było  prawdziwe,  lecz  podyktowane  uczuciem  żalu  wobec
Krystiana.

background image

168

Wyjawienie  tego  faktu  potwierdziło  brak  istnienia  podstaw  tej  sprawy,  co
spowodowało, że musiała się ona zakończyć decyzją negatywną.

Przytoczony przykład ma nakłonić doradców małżeństw znajdujących się w stanie

kryzysu,  żeby  postępowali  oni  z  dużą  rozwagą  w  sprawach  opierających  się  o
niezdolność  natury  psychicznej,  pamiętając,  że  musi  być  ona  udowodniona  na
podstawie faktów i kryteriów przedstawionych powyżej. Nie można dać się przekonać
ogólnikowym  stwierdzeniom  o  niedojrzałości  czy  nieprzygotowaniu,  ale  prosić  o
konkretne  przykłady.  Następnie  mając  precyzyjnie  przedstawione  fakty,  trzeba
pamiętać, że będą one musiały zostać poddane weryfikacji sądowej, ponieważ tylko na
podstawie potwierdzonych faktów może on wydać decyzję w sprawie.

Doradca  powinien  przede  wszystkim  pamiętać,  że  psychiczna  niezdolność  do

małżeństwa jest wyjątkiem, nie regułą, oraz to, że nie jest ona bynajmniej sposobem na
pozytywne  rozstrzygnięcie  nieuzasadnionych  spraw.  Nie  byłoby  dobrze,  gdyby
duszpasterz  stwarzał  stronom  iluzje,  które  sąd,  ze  swej  istoty  opierający  się  na
potwierdzonych  faktach  i  orzekający  na podstawie  powszechnych  kryteriów
interpretacji przepisu, musiałby później rozwiać, zawodząc ich nadzieje.

XII. KONSENS WARUNKOWY

W  tym rozdziale  zajmiemy  się  dość  złożoną  kwestią  związaną  z  nieważnością
małżeństwa, tj. sprawą konsensu, któremu jest postawiony pewien warunek. Złożoność
tego  problemu  skłania  do  odejścia  od  terminów  technicznych  i  rozważania
drugorzędnych  jego  aspektów  na  rzecz  jasnego  i  prostego  przedstawienia  tych
elementów  wiedzy  w  ramach  prawa  substancjalnego  i  zasad  postępowania
dowodowego - które  mogą  się  okazać  przydatne  w  rozważaniach  duszpasterzy,
mających  wrażenie,  że  stoją  wobec  kwestii  nieważności  małżeństwa  któregoś  ze
swoich wiernych zwracających się do nich po radę i kierownictwo duchowe. W celu
przedstawienia  tych  elementów  wiedzy  i  rozważań  będziemy  postępować  według
ustalonego wcześniej schematu.

1. ELEMENTY PRAWA MATERIALNEGO

1)  Na  początku  należy  od  razu  określić,  co  należy  rozumieć  pod  pojęciem

„warunek", przedstawiając jego definicję. Łatwo zauważyć, że w kontekście, w jakim
się znajduje,  pojęcie  to  musi  być  rozpatrywane  w  odniesieniu  do  konsensu
małżeńskiego,  który,  jak  wiadomo,  stanowi  istotę  albo  „przyczynę  wystarczającą"
umowy  małżeńskiej.  W  tym  sensie  przez  „warunek"  należy  rozumieć  powiązanie
konsensu z określoną okolicznością (przyszłą i niepewną),

background image

169

od której zaistnienia bądź nie osoba zawierająca konsens zamierza uzależnić jego moc
prawną.  Ma  on  na  celu  bądź  to  zawieszenie  jego  skuteczności  na  płaszczyźnie
stosunków  prawnych,  aż  do  potwierdzenia  wystąpienia  danej  okoliczności,  bądź  też
zamierza ją anulować w związku z potwierdzeniem wystąpienia owej okoliczności.

Wykorzystując - dla  dalszego  zilustrowania  pojęcie  warunku  w  dziedzinie

kanonicznego  prawa  małżeńskiego - ideę  zaczerpniętą  od  rozmaitych  autorów  z  ich
rozważań  nad  prawem  cywilnym,  zjawisko  warunku  można  by  opisać  następująco:
jako  wolę  podmiotu,  który  chcąc  zrealizować  konkretny  akt  prawny  (tu:  konsens
małżeński),  staje  w  obliczu  swoistego  konfliktu  interesów.  Z  jednej  strony,  podmiot
zamierza  zrealizować  ten  akt  i  chce,  żeby  przyniósł  on  skutki,  przypisane  mu  przez
system  prawny;  z  drugiej,  pragnie  to  uczynić  „tylko  jeżeli",  „pod  warunkiem,  że",
zaistnieją  określone  okoliczności,  nie  przewidziane  przez  prawo  jako  koniecznie
związane  z  tym  aktem,  ale  z  jego  punktu  widzenia  mające  ogromną  wagę  dla
uzasadnienia pozycji tego aktu oraz dla jego dokonania się w warunkach uważanych za
optymalne, maksymalnie korzystne. W przypadku, gdy te okoliczności czy warunki nie
zaistnieją,  podmiot  zamierza  pozbawić  zawarty  akt  mocy,  czyli  unieważnić  jego
rezultaty, które, podobnie jak system prawny, zgodził się mu przypisać.

Taki  sposób  pojmowania  warunku  (być  może  mniej  formalny  i  abstrakcyjny,  a

łatwiejszy  do  powiązania  z  konkretnymi  doświadczeniami  i  przypadkami  z  życia:
przykłady  w  trzeciej  części  tego  rozdziału  szczegółowo  to  powiązanie  zilustrują)
ułatwia  zarówno  unaocznienie  tego,  co  można  uważać  za  jego  właściwy  i  typowy
aspekt, jak też wyodrębnienie go spośród innych przypadków, które tylko pozornie są
do niego podobne, a które w celu uniknięcia niebezpiecznych pomyłek muszą zostać
wyraźnie od niego odróżnione.

Najbardziej  właściwym  i  typowym  elementem  warunku  jest  powiązanie,  jakie

wychodzi  od  podmiotu,  który  ustanawia  go  między  przedmiotem  samego  warunku
(określona  okoliczność,  która  jest  pożądana  bądź  nie)  i  konsensem  małżeńskim  w
aspekcie  jego  skuteczności.  Powiązanie  to  jest  na  tyle  ścisłe,  że  można  w  sensie
przenośnym powiedzieć, iż warunek „dotyka" konsensu, „wchodzi" do niego. Konsens
istnieje  jako akt  woli  podmiotu  i  jako  taki  nie  może  zostać  unieważniony  czy
anulowany (według słusznej klasycznej zasady,  na  mocy której factum infectum fieri
nequit), 
jednak podmiot zamierza w ten sposób „zablokować" jego moc, nie dopuścić
do  wystąpienie  skutków  właściwych  temu  aktowi,  czyli  „przeszkodzić"  ich
wystąpieniu  aż  do  momentu  zaistnienia  lub  nie  okoliczności,  która  została
„przyłączona" do konsensu w formie warunku.

Innymi słowy, podmiot zamierza uzależnić powstanie związku małżeńskiego (który

jest  właściwym rezultatem  konsensu,  w  efekcie  udzielonego),  a  więc  też  swoje
pozostawanie  związane  przez  ten  związek,  od  takiej  właśnie  okoliczności  będącej
przedmiotem warunku.

background image

170

Pozwala to, jak już zostało zasygnalizowane, na odróżnienie  właściwego warunku

od innych sytuacji spotykanych w rzeczywistości (stosunków międzyludzkich, a także
prawnych), które do tego warunku są tylko podobne. Podstawą do rozróżnienia jest ów
szczególny  związek  między  warunkiem  i  skutecznością  konsensu,  który  do  tej  pory
starano  się  zilustrować,  a  który  nie  występuje  w  przypadku  sytuacji  tylko
przypominających warunek.

W  ten  sposób,  na  przykład,  należy  odróżnić  od  warunku  tzw.  przesłankę  czy

„założenie". W tym wypadku, wola zrealizowania określonej okoliczności (którą może
być np. posiadanie pewnej cechy indywidualnej przez osobę wybraną na małżonka) nie
„wchodzi" do konsensu, wpływając na jego skuteczność, lecz jest tylko jego pobudką,
motywem jego udzielenia. Konsens zostaje więc udzielony bez utworzenia tak ścisłego
związku z tą okolicznością. Sytuację taką można zilustrować następującym przykładem.
Przypadek kobiety, która poślubia danego mężczyznę (również), dlatego że stwierdziła,
iż  podziela  on  jej  poglądy  religijne,  społeczne  i  polityczne  jest  przypadkiem  pobudki
(nie warunku). Taka ocena ze strony podmiotu stanowi jedynie przesłankę wyboru tego
mężczyzny  na  małżonka,  nie  powodując  konsekwencji  w  postaci  decyzji  podmiotu  o
uzależnieniu  skutków  swego  konsensu  małżeńskiego  od  rzeczywistego  podzielania
przez tego mężczyznę wspomnianych wartości.

Należy  zatem  odróżnić  warunek  od  „modusu"  czy  „zobowiązania",  czyli  od

obowiązku,  jaki  podmiot  uważa  za  podjęty  przez  drugą  stronę  równocześnie  z
udzieleniem konsensu małżeńskiego, które następuje jednak niezależnie (jeżeli chodzi o
jego skuteczność) od szczerości zobowiązania i od jego rzeczywistego wykonania. Tak
więc  Marek,  który  poślubiłby  Kaję,  uzgadniając,  że  będzie  mu  ona  pomagać  w
prowadzeniu  jego  działalności  gospodarczej,  zamierza  jedynie  zaproponować  drugiej
stronie  szczególny  obowiązek.  Propozycja  taka  (w  wypadku  niezrealizowania  takiej
ugody) nie powoduje więc, sama w sobie, negatywnych konsekwencji dla skuteczności
konsensu małżeńskiego, który ma zostać udzielony.

Oczywiste jest, iż rozróżnienia takie mają znaczenie nie tylko w teorii, ale także w

praktyce,  ponieważ  prawo  kanoniczne  wiąże  stwierdzenie  nieważności  małżeństwa
tylko z warunkiem.

2) Przedstawiwszy definicję samego pojęcia warunku, jak również jego odróżnienia

od innych przypadków do niego podobnych, należy teraz zilustrować pokrótce rozmaite
jego rodzaje. Jak będzie można zobaczyć, także prawo kanoniczne bierze pod uwagę te
możliwe rodzaje.

a) Po pierwsze, należy wspomnieć o warunku we właściwym znaczeniu, czyli o tzw.

warunku de  futuro, jako  że  przedmiotem warunku  jest  fakt  przyszły  i  niepewny.  Ten
rodzaj  warunku  zazwyczaj  powoduje  zawieszenie  skutków  konsensu.  Innymi  słowy,
podmiot  dokonuje  aktu  konsensu  małżeńskiego,  ale  zamierza  zawiesić  swoje
rzeczywiste zaangażowanie w związku  małżeńskim aż do  momentu zaistnienia faktu,
który stawia właśnie jako „warunek" swojego małżeństwa. Łatwo jest to zrozumieć oraz
wyobrazić sobie konkretną sytuację,

background image

171

w której fakt przyszły ma charakter wydarzenia pewnego. Na przykład, Tomasz mógłby
poślubić Kaję,  zakładając,  że  jego  rzeczywista  zgoda  małżeńska,  choć  już
uzewnętrzniona, stanie się efektywną dopiero w momencie śmierci jej ojca i otrzymania
przez nią w spadku dóbr, na których Tomaszowi zależy.

Natomiast  kiedy  przedmiotem  warunku  jest  fakt,  który  choć  mając  początek  w

pewnym  punkcie,  nieuchronnie  rozciąga  się  w  czasie,  zwłaszcza  kiedy  stanowi  on
sytuację,  nie  tyle  pożądaną,  ale  taką,  której  podmiot  stawiający  warunek  się  obawia,
warunek  przybiera  formę  tzw.  rozwiązującą  przyjęte  zobowiązanie  małżeńskie.  Tak
wyglądałby  przypadek Marka, który, poślubiając Annę, zerwałby  związek  małżeński,
gdyby do określonego czasu nie urodziłaby mu ona potomka.

W  związku  z  tym,  co  zostało  właśnie  powiedziane,  należy  dodać  dwa  ważne

wyjaśnienia.

Poprzez warunek w najbardziej właściwym znaczeniu należy rozumieć nie tylko ten

de  futuro, ale  jeszcze  ściślej  ten,  który  zawiesza  efekty  konsensu.  Jeżeli  się  dobrze
przyjrzeć,  warunek  nazwany  „rozwiązujący"  w  gruncie  rzeczy  wskazuje  tylko  na
symulację konsensu, polegającą w tym wypadku na zaprzeczeniu jego nieodwołalności i
wykluczeniu  nierozerwalności  utworzonego  węzła  małżeńskiego.  Do  materii  tej
powrócimy  jeszcze  w  dalszym  ciągu  naszego  wywodu,  omawiając  warunki,  które
Kodeks z 1917 roku nazwał przeciwnymi istocie małżeństwa.

Należy poświęcić też kilka słów warunkom de futuro, które doktryna i orzecznictwo

zwykły nazywać potestatywnymi. Dotyczą one wydarzenia przyszłego (zazwyczaj serii
wydarzeń,  w formie postaw czy  zachowań),  którego realizacja jest  niepewna,  jako że
opiera  się  ona  na  dyspozycyjności  ze  strony  podmiotu,  któremu  warunek  został
postawiony.  Na  przykład,  kontynuowanie  czynności,  której  rezultaty  są  dla  podmiotu
stawiającego warunek na tyle korzystne, że wiąże z nią swoje zobowiązanie małżeńskie
(„poślubię cię, pod warunkiem, że będziesz zawsze mieszkać w moim domu rodzinnym
i będziesz zajmować się moimi chorymi rodzicami, którzy są w podeszłym wieku") albo
powstrzymywanie  się  w  dłuższej  perspektywie  czasu  od  zachowania,  które  podmiot
stawiający warunek uważa za szkodliwe, zwłaszcza dla trwania pożycia małżeńskiego
(„poślubię cię, pod warunkiem, że nie sięgniesz znów po narkotyki; pod warunkiem, że
nie  wrócisz  do  hazardu").  Ten  warunek,  zwany  potestatywnym,  został  potraktowany
przez  doktrynę  i  orzecznictwo  w  sposób  szczególny,  który  wskazane  jest  tutaj
naświetlić.

Takie podejście ma swoje główne źródło w dostrzeżeniu problemów praktycznych i

moralnych,  wynikających  z  konieczności  uznania  konsensu  małżeńskiego  za
„zawieszony"  na  czas  nieokreślony  i  do  tego  w  zależności  od  zachowania  i  decyzji
innych  osób.  W  takim  wypadku  pojawiają  się  więc  poważne  niedogodności
wypływające z długotrwałej różnicy między sytuacją realną a sytuacją formalną danych
osób, w kwestii tak dużej wagi, jak stan ich życia, oraz wynikającym stąd problemem
moralnym związanym z

background image

172

nielegalnością stosunków małżeńskich, utrzymywanych przez strony, gdy konsens dla
jednej strony nie nabrał jeszcze ważności, czyli gdy osoby te nie są jeszcze małżonkami.
Dlatego też, doktryna i jurysprudencja przystąpiły do stworzenia fictio iuris, na mocy
której,  tzw.  oczyszczenie  warunku  (czyli  woli  podmiotu,  który  stawia  warunek,  aby
wystąpiły skutki zawartego konsensu) wiązało się nie z rzeczywistym postępowaniem
osoby,  w  której  „mocy"  było  wypełnienie  warunku  (np.  kontynuowanie  opieki  nad
rodzicami  małżonka  czy  powstrzymywanie  się  od  zażywania  narkotyków),  ale  ze
szczerością jego zobowiązania w momencie konsensu i zagwarantowania wypełnienia
postawionego warunku. Takie wyjście z pewnością rozwiązywało problemy, o których
wcześniej  była  mowa.  Miało  ono  na  celu  uniknięcie  sytuacji,  w  której  wystąpienie
skutków  konsensu  byłoby  zawieszone,  na  rzecz  natychmiastowego  wejścia  w  życie
związku  małżeńskiego.  Pozostawała  jednak  rozwiązaniem  w  dużym  stopniu
„sztucznym" (właśnie fictio iuris), często zbyt odległym od konkretnych przypadków.
Istotnie - wyjaśniając  nieco  ten  przykład - oczywiste  jest,  że  osobie  stawiającej
przyszłemu małżonkowi warunek zerwania z nałogiem narkotyków, nie chodzi tylko i
wyłącznie  o to,  żeby  druga  strona  była  szczera  w  momencie  składania  obietnicy,  iż
więcej tego nie zrobi,  lecz o to, żeby  małżonek rzeczywiście nie wrócił do nałogu  w
czasie trwania związku małżeńskiego. Należy jednak zwrócić uwagę, że jurysprudencja
zawsze  zdawała  sobie  sprawę  ze  sztuczności  tego  typu  rozwiązania,  przyznając,  że
zaproponowane  rozumowanie  musiałoby  ustąpić  w  obliczu  faktów  lub  w  obliczu
dowodu,  iż  założonym  przedmiotem  warunku  nie  była  szczera  intencja  ewentualnej
obietnicy  złożonej  w  momencie  zawarcia konsensu,  ale  rzeczywiste  wypełnienie
wymagań postawionych w warunku.

W  związku  z  poruszoną  problematyką,  należy  na  koniec  dodać,  że  reguły

ustanowione  przez  obowiązujące  kodyfikacje  (zarówno  łacińskie,  jak  i  orientalne)
pozwalają  na  przezwyciężenie  wspomnianych  problemów.  Reguły  te  przypisują  moc
unieważniającą konsens, każdemu warunkowi de futuro, niezależnie od jego rodzaju i
treści, a zatem także warunkowi nazywanemu potestatywnym.

b)  Prawo  kanoniczne  zajmuje  się  również  warunkami,  tradycyjnie  zwanymi

„niewłaściwe".  Nie  odnoszą  się  one  bowiem  do  faktu  przyszłego  i  niepewnego,
uzależniając moc konsensu od jego wystąpienia, ale odnoszą się do faktu uprzedniego
lub równoczesnego z momentem zawarcia konsensu (a więc do faktu już zaistniałego),
o jakim osoba stawiająca warunek nie wie.

Tradycyjnie, przypadki takie nazywane są warunkami de praeterito (kiedy odnoszą

się  do  przeszłego  wydarzenia)  i de  praesenti (gdy  odnoszą  się  do  wydarzenia
równoczesnego z momentem zawarcia konsensu).

W  związku  z  ich  specyfiką, wpływ  tego  rodzaju  warunków  na  moc  konsensu

małżeńskiego zmienia się diametralnie w porównaniu z warunkiem de futuro. Jasne jest
bowiem, że ważność konsensu małżeńskiego nie będzie mogła zostać zawieszona lub
ewentualnie wycofana. Wprost przeciwnie, natychmiast wejdzie

background image

173

w życie bądź nie, w zależności od zaistnienia faktu zawartego w warunku. Z tym, że ta
obiektywna rzeczywistość nie będzie przedmiotem wiedzy również samego podmiotu
stawiającego warunek, aż do momentu, w którym pojawi się potwierdzona wiadomość
o fakcie, który jest przedmiotem warunku.

Do  lepszego  naświetlenia  tego  zagadnienia  mogą  posłużyć  następujące  sytuacje.

Kobieta,  która  powiedziałaby  swojemu  narzeczonemu:  „Poślubię  cię,  ale  pod
warunkiem,  że  to  naprawdę  nie  ty  spowodowałeś  śmierć  mojego  ojca";  albo
mężczyzna, który powiedziałby swojej narzeczonej: „Poślubię cię, ale pod warunkiem,
że  dziecko,  którego  się  spodziewasz  jest  naprawdę  moje",  uzależniliby  swój  konsens
małżeński od warunku odpowiednio de praeterito de praesenti. Otóż bycie bądź nie
zabójcą ojca narzeczonej czy matką syna własnego narzeczonego to fakty same w sobie
pewne  i  obiektywne  w  momencie,  w  którym  warunek  do  nich  odnoszący  się  zostaje
postawiony. Zatem także moc, która ma zostać nadana własnemu konsensowi (a więc
także  i  ważność  bądź  nie  związku  małżeńskiego,  który  na  jego  mocy  powstaje)  są
faktami samymi w sobie pewnymi i obiektywnymi w tym w właśnie momencie. Są one
tylko  względnie  niepewne;  dokładniej  mówiąc,  uzależnione  od  wiedzy  osoby
stawiającej  warunek  i  zazwyczaj  osób  trzecich.  O  wiele  bardziej  skomplikowana
byłaby  kwestia - która  jednak  nie  zasługuje  w  tym  miejscu  na  dalsze  rozważanie -
dotycząca pewności co do wiedzy osoby, której warunek zostaje postawiony. W istocie
ta osoba mogłaby znaleźć się w sytuacji poważnej niepewności, zarówno jeżeli chodzi o
prawdziwość faktu założonego w warunku, jak i w kwestii następującej ważności bądź
nie,  związku  małżeńskiego.  Mogłaby  równie  dobrze  znaleźć  się  w  sytuacji  dużej
pewności, wiedząc na przykład, że jest owym zabójcą, albo wiedząc, że biologicznym
ojcem dziecka jest osoba trzecia, inna od przyszłego małżonka.

Powyższe  przykłady  z  pewnością  pomagają  zrozumieć  logiczną  strukturę

warunków zależnych od faktu przeszłego lub teraźniejszego. Małżeństwo, z którym są
one związane, jest ważne bądź nie, w zależności od zaistnienia lub nie faktu będącego
przedmiotem  warunku.  A  to,  rzecz  jasna,  od  momentu  zawarcia  konsensu.  Niemniej
wiedzę  o  ewentualnej  nieważności  (nie  należy  zapominać,  że  gdy  konsens  został  już
udzielony, małżeństwo należy uznać za ważne, a zatem to jego nieważność, a nie stan
przeciwny, musi zostać udowodniona) można mieć tylko wtedy, gdy z całą pewnością
moralną  zaistnieje  rzeczywista  sytuacja,  od  której  wstępne  unieważnienie  zostało
uzależnione.

3)  Należy  teraz  zastanowić  się,  dlaczego  prawo  kanoniczne  przypisuje  moc

unieważniającą  konsens  małżeński  warunkom,  które  zostały  mu  postawione.  Innymi
słowy, trzeba zapytać o podstawę, o ratio takiego założenia prawnego.

Takie pytanie nie jest z pewnością zbyteczne ani też czysto akademickie. W rzeczy

samej,  jeżeli  weźmiemy  pod  uwagę  fakt,  że  inne  systemy  prawne  (np.  włoski,  jak
wynika  z  art.  108  kodeksu  cywilnego)  nie  przyznają  takiej  mocy  warunkom
ewentualnie postawionym konsensowi małżeńskiemu, można łatwo

background image

174

zrozumieć,  w  jaki  sposób  ta  osobliwość  unormowania  dotyczącego  małżeństwa
kanonicznego przyczynia się do wyodrębnienia jej specyficznego aspektu.

Odwołując się w szczególności do łacińskiego prawa kanonicznego (ale dalej będzie

dokładnie  rozważana  także  wschodnia  dyscyplina  kanoniczna),  można  dojść  do
następujących  wniosków.  Przyznanie  mocy  unieważniającej  konsens  małżeński
zjawisku  warunku  należy  rozumieć  jako  wymaganie  logiczne  wynikające  z  natury
„kontraktualnej"  umowy  małżeńskiej.  Należy  dobrze  owo  stwierdzenie  zrozumieć  w
celu  uniknięcia  zbyt  daleko  posuniętych  uproszczeń,  jak  to  ma  czasem  miejsce  w
publicystyce.  Nie  ma  ono  z  pewnością  na  celu  umniejszenia  wartości  osobistych
aspektów  umowy  małżeńskiej,  zrównując  go,  na  przykład,  z  umową  o  charakterze
majątkowym;  lecz  w  świetle  tradycji  kanonicznej  podkreśla  ono  rolę  specyficznej
jedynej „przyczyny sprawczej", która musi być przypisana konsensowi, w aspekcie jego
funkcji tworzenia węzła małżeńskiego. Stąd też, pragnąc zapewnienie skuteczność woli
podmiotu,  prawo  kanoniczne  uznaje,  iż  nie  może  pominąć  ewentualnego  warunku
nałożonego  przez  podmiot  na  jego  konsens.  Innymi  słowy,  prawo  kanoniczne
stwierdzające, że małżeństwo powstaje na skutek konsensu stron, zainteresowane jest
zaakceptowaniem  tego,  czego  strony  faktycznie  chcą.  Jeżeli  jedna  ze  stron  związku
małżeńskiego  postanowiła  pozbawić  rzeczywistej  skuteczności  swój  zewnętrzny
konsens, uzależniając go od wystąpienia określonego faktu, prawo musi wziąć to pod
uwagę, nie może bowiem zignorować braku istotnej woli małżeńskiej.

Z  wyjaśnień  tych  wynika  jednoznacznie,  że  nadanie  mocy  (choćby  tej

unieważniającej)  warunkowi  postawionemu  konsensowi  nie  jest  podporządkowane
względom  natury  logicznej  czy techniki  prawnej,  ale  czerpie  ono  z  wyższych  zasad
natury moralnej, które kształtują samo prawo kanoniczne, a w nim także i dyscyplinę
prawa małżeńskiego. Ma to miejsce w dwóch aspektach.

Po pierwsze, w ramach poszanowania wolności kontrahenta w jego samookreśleniu

się, zwłaszcza, gdy chodzi o wybór stanu życia. Ta zasada jest zatwierdzona razem z
innymi  wspólnymi  prawami  wiernych  (por.  kan.  219)  i  znajduje  potwierdzenie  w
uznaniu,  w  ramach  woli  małżeńskiej,  tego,  czego  chce  każdy  z  kontrahentów,  nawet
poprzez uzależnienie skuteczności okazanej woli od warunku.

Po  drugie,  w  ramach  uwypuklenia  (i  po  części  usankcjonowania)  pewnego

dysonansu,  który  istnieje  pomiędzy  postawieniem  warunku  własnemu  konsensowi  i
„czystością" intencji, jaka powinna cechować składanie z siebie daru drugiej osobie w
małżeństwie.  Postawienie  warunku  (zawieszającego  rzeczywiste  utworzenie  się
małżeństwa  bądź  utrzymującego  możliwość  odwołania  konsensu  lub  też
uzależniającego jego moc od jakiegoś faktu przeszłego lub teraźniejszego), w istocie,
czyni  to  oddanie  się,  które  dokonuje  się  w  ramach  przymierza  małżeńskiego,  mniej
czystym, niepełnym.

background image

175

Należy na koniec zauważyć, że przedstawione dwa aspekty nie mogą być uważane

za pozostające w opozycji. Realizacja własnej wolności osobistej i jej uznanie musi się
wiązać  z  jednoczesnym  uznaniem  odpowiedzialności  jednostki  wobec  własnych
czynów i aktów woli, zwłaszcza, gdy dotykają one - w sprawach ogromnej wagi - osoby
trzecie, a nawet całą wspólnotę kościelną.

4)  Po  wyjaśnieniu  pojęcia  warunku  w  odniesieniu  do  konsensu  małżeńskiego  i

zilustrowaniu  jego  możliwej  „typologii"  przy  jednoczesnym  pozostawieniu  w  cieniu
„słuszności"  znaczenia,  jakie  nadaje  jej  prawo  dotyczące  małżeństwa  kanonicznego,
warto przejść teraz do przedstawienia dyscypliny pozytywnej, którą prawo kanoniczne
nakłada na konsens małżeński warunkowy. Pokrótce i w sposób bardzo prosty zostanie
tu rozważona: dyscyplina Kodeksu z 1917 roku, dyscyplina obowiązującego Kodeksu
łacińskiego, jak również wschodnich Kościołów katolickich.

a) Rozważenie dyscypliny ustanowionej w Kodeksie z 1917 roku w kwestii konsensu

małżeńskiego warunkowego jest nieodzowne zarówno dla lepszego zrozumienia treści
obecnej  dyscypliny  obowiązującego  Kodeksu  łacińskiego,  jak  i  dla  pokazania
zaistniałych  w  tym  zakresie  zmian  między  jednym  kodeksem  a  drugim.  Dyscyplina
wcześniej  obowiązująca  zawarta  jest  w  kan.  1092  tego  Kodeksu,  przepisie  dość
zawiłym.  Otwiera  go  przesłanka,  a  następnie  zajmuje  się  on  regulacją  skutków
prawnych różnego rodzaju warunków.

Przesłanka  tego  kanonu  wyraża  ważną,  również  dla  celów  dowodowych,  zasadę:

daje bowiem do zrozumienia, że skutki prawne, które zostaną w przyszłości ustalone,
powinny się odnosić do warunku, który został „postawiony i niewycofany"; a więc do
warunku,  który  postawiony  dobrowolnie  aktem  woli  w  określonym  momencie
poprzedzającym zawarcie konsensu (zatem niekoniecznie w tym momencie) ani przed,
ani po zawarciu konsensu nie został wycofany nowym aktem woli. Uważa się zatem, że
zarówno wola, uzależniająca konsens, raz wyrażona, utrzymuje się wirtualnie, chyba, że
pojawi się wola o charakterze przeciwnym, jak też (stąd też zasygnalizowanie wartości
dowodowej  owej  zasady),  że  po  postawieniu  warunku  jego  trwanie  powinno  mieć
charakter  ciągły,  a  jego  przeciwieństwo  nie  może  być  zakładane,  a  tylko  pozytywnie
przedstawione.

Po przedstawieniu tej przesłanki Kodeks rozważa skutki kilku typów warunków w

kwestii konsensu małżeńskiego, dzieląc to rozważanie na cztery części: pierwsze trzy
poświęcone są warunkom de futuro, czwarta - warunkom de praeterito de praesenti.

- W  numerze  1  rozważane  są  skutki  kilku  szczególnych  warunków de  futuro:

dokładniej  te,  które  nie  przecząc  „istocie"  małżeństwa  (ten  rodzaj  warunku  jest
przedstawiony w numerze 2 kanonu), należą do jednej z trzech następujących kategorii:
warunku koniecznego  (np. „Poślubię cię, pod warunkiem, że jutro  wzejdzie słońce");
warunku  niemożliwego  (np.  „Poślubię  cię,  pod  warunkiem,  że  jutro  nie  wzejdzie
słońce"); warunku niemoralnego (np. „Poślubię cię, pod warunkiem, że będziesz moją
wspólniczką w działalności przestępczej"). Tego

background image

176

rodzaju  warunkom,  KPK  z  1917  roku  decyduje  się  nie  przyznać  jakiegokolwiek
wpływu na moc konsensu małżeńskiego, tak jakby w ogóle nie zostały postawione (pro
non  adiecta  habeatur). 
Nietrudno  zrozumieć  powód  takiego  ustalenia  prawnego.  W
przypadku  pierwszych  dwóch  rodzajów  warunku,  „koniecznego"  i  „niemożliwego",
jest mowa o przyczynie logicznej. Trudno sobie wyobrazić, że ktoś chciałby naprawdę
uzależnić własne zobowiązanie od czegoś, co się urzeczywistni na pewno albo wcale.
W  tej  kwestii  nie  może  być  mowy  o  wątpliwościach  i  niepewności,  a  zatem,  z
logicznego  punktu  widzenia,  nie  ma  miejsca  na  poważne  postawienie  warunku.  W
przypadku  trzeciego  typu  warunku,  zwanego  niemoralnym,  rozumowanie
przedstawione w dyscyplinie, musi mieć charakter moralny. Nie do zaakceptowania jest
bowiem, żeby małżeństwo było równie ściśle powiązane z haniebnym układem między
dwoma  kontrahentami,  którzy  łączą  się  ze  sobą  także  w  celu  popełniania  czynów
niezgodnych z zasadami moralnymi i/lub prawem.

Takiemu rozporządzeniu KPK z 1917 roku - choć zrozumiałemu z punktu widzenia

logiki i wymagań moralnych, które ukazuje - nie zostaje oszczędzona krytyka, będąca
całkiem  prawdopodobnie  przyczyną jego  wycofania.  Zarzut,  według  którego  w
rozważanych przypadkach (choć uznanych za statystycznie rzadko występujące) prawo
pomijało  w  praktyce  zgodę  podmiotu,  nie  zważając  na  jego  rzeczywistą  wolę  i
pomijając  postawiony  przez  niego  warunek.  Takie  „pominięcie"  z  systematycznego
punktu  widzenia  stanowiło  niespójność  w  stosunku  do  podstawowej  zasady  prawa
dotyczącego  małżeństwa  kanonicznego:  o  unikalnej  przyczynowości  osobistej  zgody
kontrahentów w tworzeniu małżeństwa.

- W  §  2  kan.  1092,  KPK  z  1917  roku  rozważa  drugi  rodzaj  warunków de  futuro,

które,  jak  zasygnalizowano,  definiuje  jako  „przeciwne  istocie  małżeństwa" („contra
matrimonii  substantiam"). 
Należy  wyjaśnić,  na  czym  polega  niezgodność  z  istotą
małżeństwa. Przez „istotę" małżeństwa powinno się rozumieć zespół wartości, prawnie
powiązanych  i  chronionych,  które  odnoszą  się  do  tego,  co  w  języku  klasycznym
oznacza esencję, cel instytucjonalny i istotne właściwości małżeństwa.

Trzeba powiedzieć, przy założeniu odnoszącym się do normatywy z 1917 roku, że

esencją  małżeństwa  jest  wspólnota  życiowa  między  kobietą  i  mężczyzną,  której
moment  tworzenia  został  podniesiony  przez  Jezusa  Chrystusa  do  rangi  sakramentu.
Celem takiej wspólnoty życiowej jest zrodzenie, wychowanie potomstwa i wzajemne
doskonalenie  się  małżonków,  spełniające  się  poprzez  pomoc  moralną  i  materialną  w
sytuacjach życiowych i w wypełnianiu obowiązków małżeńskich. To przyczynia się do
stworzenia  nierozerwalnego  i  wyjątkowego  związku  między  małżonkami,  a  jego
unikalny  charakter  ma  swój  szczególny  wyraz  w  obowiązku  wierności  małżeńskiej.
Owe  aspekty  stanowią  (w  sposób  niewiele  odbiegający  od  praw  aktualnie
obowiązujących)  „istotę"  małżeństwa,  a  warunkowi  przeciwnemu  owej  „istocie"  czy
jakiemuś jej istotnemu przymiotowi Kodeks z 1917 roku przypisuje moc

background image

177

unieważniającą zawarty konsens. Nie mogłoby być inaczej, ponieważ taka wola byłaby
całkowicie lub częściowo sprzeczna z prawdziwą wizją małżeństwa chrześcijańskiego i
wewnętrznie niezgodna z tym, co powinno stanowić autentyczny konsens małżeński. W
istocie widać, że warunek contra matrimonii substantiam to nic innego, jak szczególny
przypadek (z charakterystyczną formą „warunkową") tzw. całkowitej bądź częściowej
symulacji  konsensu  małżeńskiego,  już  samej  w  sobie  powiązanej  z  celami ważności
małżeństwa.  Z  tego  powodu  można  uznać  za  niekonieczne  jej  samodzielne  (w
odniesieniu  do  symulacji)  uznanie  za  przyczynę  unieważnienia  konsensu.  Fakt  ten
powoduje, że - w połączeniu z wyborem nowej dyscypliny traktującej o warunkach de
futuro 
- w obecnie obowiązującym prawie warunki „sprzeczne z istotą małżeństwa" nie
są dalej rozważane.

- W  §  3  kan.  1092  KPK  z  1917  roku  rozważa  warunek de  futuro, który  nazywa

dopuszczalnym i ustanawia, że jego postawienie prowadzi  do zawieszenia „wartości"
małżeństwa

(valorem  matrimonii  suspendit).

Należy  przedstawić  następujące

wyjaśnienia.

Jak powinno się rozumieć warunek przyszły „dopuszczalny"? Po-jęcie to nie może

być analizowane w oderwaniu od innego rodzaju warunku de futuro, które zostało już
uregulowane.  Za  „legalny"  należy  uważać  taki  warunek,  który  nie  jest  konieczny,
niemożliwy, niemoralny, sprzeczny z istotą małżeństwa.

Co z kolei oznacza, że postawienie tego warunku „zawiesza wartość małżeństwa"? I

do  jakiego  momentu  ją  zawiesza?  To  wyrażenie  właściwie nie  oznacza,  że  konsens
małżeński lub małżeństwo są nieważne; oznacza za to, że konsens, choć przedstawiony,
jest jednak nieskuteczny i że małżeństwo nie zostaje zawarte, z woli osoby stawiającej
warunek, aż do momentu, w którym zaistnieje fakt zawarty w warunku. Już to proste
założenie  pokazuje,  jak  bardzo  złożona  i  trudna  jest  problematyka  związana  z
warunkami  tzw.  zawieszającymi,  przede  wszystkim  staje  się  ona  jeszcze  bardziej
skomplikowana w obecności szczególnych form warunków, zwanych potestatywnymi.
Warunki  zawieszające  są  źródłem  niepewności  w  kwestiach  prawnych,  ponieważ
wprowadzają rozbieżność między zewnętrznymi pozorami a rzeczywistą sytuacją osób;
wywołują  problemy  natury  moralnej,  związane  na  przykład  z  wykorzystaniem
małżeństwa do momentu tzw. oczyszczenia warunku, tj. do momentu zaistnienia faktu
zawartego  w  warunku.  Ukazawszy  już  sztuczność  rozwiązania  doktrynalnego  i
prawnego, po które sięgnięto w kwestii warunków „potestatywnych", nietrudno w tej
chwili  zrozumieć  wybór  Ustawodawcy  z  1983  roku  w  odniesieniu  do  wszystkich
możliwych  warunków de  futuro, czyli  przypisania  im - niezależnie  od  ich  rodzaju  i
skutków, które mogłyby mieć na konsens - mocy unieważniającej małżeństwo. W ten
sposób: w rzeczywistości zarówno uznaje się wolę do postawienia warunku ze strony
podmiotu, jak i zyskuje się, od momentu zawarcia konsensu, pewność co do stanu osób
i ważności bądź nie małżeństwa.

background image

178

- W  §  4  kan.  1092,  KPK  z  1917  roku  poświęca  w  tej  materii  uwagę  mocy

prawnej  warunków  tzw.  niewłaściwych,  czyli  warunków de  praeterito de
praesenti, 
ważności małżeństwa.

Założenie  normatywne  przypisuje  im  następujące  skutki:  małżeństwo  uzależnione

od tego typu warunków należy uważać za ważne lub nie w zależności od tego, czy to, co
zostało zawarte w warunku, zostało zrealizowane, czy też nie. Można wykorzystać już
przytoczone  przykłady:  w  przypadku  narzeczonej,  która  uzależnia  własną  zgodę  od
warunku, żeby jej narzeczony nie okazał się mordercą jej ojca (warunek de praeterito),
małżeństwo będzie nieważne, jeżeli narzeczony w rzeczywistości nim jest, albo ważne,
jeżeli  nie  był  on  sprawcą  morderstwa.  W  przypadku  narzeczonego,  który  swojemu
konsensowi stawia warunek, żeby narzeczona była naprawdę matką jego syna (warunek
de  praesenti), małżeństwo  okaże  się  nieważne,  jeżeli  ojcem  dziecka  był  inny
mężczyzna, ważne jednak, jeżeli był nim narzeczony stawiający warunek. Jak zostało
zasygnalizowane,  w  podobnych  przypadkach  nie  dochodzi  do  zawieszenia  ani  nie
istnieje możliwość odwołania konsensu. Małżeństwo natychmiast i nieodwołalnie staje
się  faktem  lub  nie,  w  zależności  od  wystąpienia  bądź  nie  przedmiotu  warunku.  Tak
wygląda kwestia w ujęciu obiektywnym i zasadniczym, jednak na poziomie faktycznym
- ściślej,  na  poziomie  wiedzy  (zarówno  osoby  stawiającej  warunek,  jak  i  wspólnoty)
ewentualnego  unieważnienia  małżeństwa - mogą  wystąpić  momenty  i  sytuacje
niepewne,  uzależnione  od  braku  informacji  na  temat  faktu  zawartego  w  warunku.
Ewentualny  proces  kanoniczny  w  tej  sprawie  jest  pomocą  zaoferowaną  przez  system
prawa pozwalającą na uzyskanie tej pewności.

b) Obowiązujący obecnie Kodeks łaciński (od 27 listopada 1983 roku), prezentuje w

tej kwestii w kan. 1102, dyscyplinę bardzo uproszczoną zarówno w formie, jak i treści.
Przyczyny, które doprowadziły do takiej modyfikacji, zostały już po części ukazane w
przedstawieniu  dyscypliny  wcześniej  obowiązującej.  Warto  w  tym  miejscu  rozwinąć
główne punkty tej dyscypliny.

Kan.  1102  nie  zawiera,  jak  to  miało  miejsce  w  KPK  z  1917  roku,  przesłanki,

rozwiniętej później w czterech punktach, ale trzy odrębne paragrafy. Znika przesłanka,
z której miałoby wpływać założenie o trwałości (jeżeli chodzi o istotę i dowód) warunku
postawionego i nieodwołanego nowym aktem woli. Nie należy tego jednak uważać za
rzeczywistą  zmianę  dyscyplinarną w  tej  materii,  ponieważ  ogłoszona  zasada  stanowi
wymóg  logiczny,  który  do  tego,  żeby  móc  działać,  nie  potrzebuje  zatwierdzenia
normatywnego.

Trzy paragrafy, z których składa się kan. 1102, są poświęcone: pierwszy warunkom

de  futuro, drugi  warunkom de  praeterito de  praesenti, jeśli  chodzi  o  ich  regulację
materialną,  trzeci  regułom,  które  dopuszczają  postawienie  konsensowi  warunku
związanego  z  przeszłością  lub  teraźniejszością.  Już  z  punktu  widzenia  czysto
ilościowego  można  zauważyć  istotne  uproszczenia,  zwłaszcza,  jeżeli  chodzi  o  ilość
miejsca poświęconego warunkom de futuro.

background image

179

Konieczne  jest  jednak  przejść  niezwłocznie  do  analizy  wspomnianej  dyscypliny
pozytywnej.

- § 1 kan. 1102, poświęcony jest warunkom „właściwym", czyli de futuro. Formułuje

on  założenie  zupełnie  jasne  i  proste:  „nie  jest  możliwe  zawarcie  małżeństwa
uzależnionego  od  warunku  odnoszącego  się  do  przyszłości" (matrimonium  sub
condicione de futuro valide contrahi nequit).

Wychodząc od tej bardzo prostej dyspozycji, należy stwierdzić, że od momentu jej

wejścia  w  życie  małżeństwo  (ewidentnie  podlegające  regułom  prawa  pozytywnego
kościelnego, por. kan. 11 i 1059), któremu postawiony jest warunek de futuro, jest z tego
tytułu  nieważne.  Innymi  słowy,  nieważność  małżeństwa  wypływa  z  samego  faktu
postawienia warunku de futuro, bez względu na jego treść i skutki, które podmiot chciał
mu przypisać.

Taka nowa reguła wydaje się całkowicie słuszna. Po pierwsze dlatego, że eliminuje

przeszkody  i  powody  do  krytyki,  którą  wywołało  prawo  wcześniej  obowiązujące:
niespójność  praktycznego  „zastąpienia"  skuteczności  konsensu  ze  strony  prawa  w
przypadku  warunków  koniecznych,  niemożliwych  i  niemoralnych;  brak  konieczności
przewidywania  skutku  unieważniającego  ze  strony  warunków contra matrimonii
substantiam 
- w  szczególności  warunków  tzw.  rozwiązujących - ponieważ  nie
przedstawiają  one  nic  innego  jak  tylko  symulację  konsensu;  złożony  charakter
problematyki prawnej i moralnej w kwestii „zawieszenia" mocy konsensu w przypadku
warunków  dopuszczalnych,  odnoszących  się  do  przyszłości,  a  jeszcze  bardziej
skomplikowanej w przypadku warunków tzw. potestatywnych.

Po drugie, nowa reguła wydaje się słuszna, jako że odpowiada motywacjom, z uwagi

na które prawo kanoniczne dopuszcza możliwość uzależnienia konsensu małżeńskiego
od  warunku,  przedstawiając  kilka  wymagań.  Z  jednej  strony,  prawo  uznaje  (a  nie
zastępuje) rzeczywistą wolę kontrahenta stawiającego warunek (tzn. że małżeństwo w
istocie  się  nie  tworzy,  jeżeli  nie  zaistnieje  ten  szczególny  fakt); z  drugiej  strony,
jednocześnie wymierza sankcję - uznając jego nieważność - istotnej sprzeczności, która
istnieje pomiędzy konsensem małżeńskim, mającym za przedmiot oddanie siebie, jakie
realizuje się poprzez podjęcie praw i obowiązków małżeńskich (por. kan. 1057 § 2) a
postawieniem  warunku,  który  to  osobiste  oddanie  się  czyni  mniej  czystym  i  mniej
całkowitym, mniej „bezwarunkowym".

- § 2 kan. 1102, reguluje skutki warunków zwanych niewłaściwymi, tj. de praeterito

de praesenti. W tej kwestii, tak naprawdę, nie powinna mieć miejsca żadna innowacja
czy  zmiana  prawna.  W  istocie,  w  całkowitej  zgodności  z  ustaleniami  poprzednio
obowiązujących reguł, Ustawodawca kanoniczny stanowi, że małżeństwo uzależnione
od  tego  rodzaju  warunków  może  być  uznane  za  ważne  bądź  nie,  w  zależności  od
wystąpienia bądź nie faktu, będącego  przedmiotem warunku. Tak  więc w tej kwestii,
należy odwołać się do tego, co zostało zaobserwowane w trakcie przedstawiania reguł
KPK z 1917 roku.

background image

180

-

§  3  kan.  1102  ustanawia  bowiem

-

wprowadzając  regułę  wcześniej

nieskodyfikowaną - że w celu dopuszczalnego postawienia warunku de praeterito lub
depraesenti potrzebne  jest  zezwolenie,  w  formie  pisemnej,  miejscowego  biskupa
ordynariusza.  Jakie  jest  uzasadnienie  owej  innowacji  dyscyplinarnej?  Wyrasta  ona  z
konieczności podkreślenia nadzwyczajności sytuacji, w której dochodzi do postawienia
warunku, pociągającej konieczność interwencji biskupa, który sprawującego kontrolę i
mogącego (przynajmniej pośrednio) zniechęcić stronę do podjęcia tego kroku. Biskup
mógłby także odmówić udzielenia takiego zezwolenia lub przyczynić się, poprzez swój
autorytet, do wyjaśnienia punktów niejasnych i wątpliwości, które leżą u podstaw woli
do  postawienia  warunku  do  własnego  konsensu.  Pośrednio,  takie  założenie  może
stanowić  istotny  element  dowodowy  w  przypadku  orzeczenia  sądowego  (np.  co  do
ważności  małżeństwa),  którego  przedmiotem  dowodowym  jest  (także)  postawienie
warunku.  Jasne  jest,  że  zezwolenie  napisane  przez  miejscowego  biskupa  musi  być
uważane za publiczny dokument kościelny (por. kan. 1540 § 1), który potwierdza to, co
jest  w  nim  napisane  w  sposób  bezpośredni  i  zasadniczy  (por.  kan.  1541)  w  tym
przypadku właśnie postawienia warunku i jego rodzaju.

c)  Jeżeli  wreszcie  chodzi  o  prawo  wschodnich Kościołów  katolickich,  należy

zasygnalizować,  że-w  związku  z  ich  nieprzerwaną  tradycją  normatywną  i  w  celu
wyjaśnienia  tego,  co  zostało  skodyfikowane  przez  Piusa  XII  w  kan.  83 motu  proprio
Crebrae allatae 
z 22 lutego 1949 roku
- kan. 926 KKKWsch stanowi, że małżeństwo nie może być zawarte jako ważne, jeżeli
zostaje  mu  postawiony  warunek (Matrimonium  sub  condicione valide celebran  non
potest).

Jak  jasno  wynika  ze  wspomnianej  dyspozycji  normatywnej,  dla  wschodnich

Kościołów katolickich nieważne jest małżeństwo, któremu postawiony jest jakikolwiek
warunek: zatem nie tylko te de futuro czynią małżeństwo eo ipso nieważnym (jak to ma
miejsce także w obowiązującej dyscyplinie łacińskiej), ale także te związane z
przeszłością

i

teraźniejszością,  niezależnie

od

wystąpienia  bądź

nie  faktu

przedstawionego  jako  przedmiot  warunku. Występuje  więc,  jeżeli chodzi  o  te  dwa
ostatnie  rodzaje  warunku (de  praeterito de  praesenti), rozbieżność  między  dwoma
przepisami  prawnymi  wspólnymi  dla  dwóch  wielkich  tradycji  jednego  Kościoła
Katolickiego.

Można by się zastanowić, czy ta rozbieżność nie stanowi także sprzeczności między

dwoma 

systemami 

normatywnymi, 

nie 

do 

pogodzenia 

pod 

kątem

logiczno-systematycznym, a uzasadnionej na podstawie przyczyny natury historycznej
tradycji normatywnej. Nie mając na celu pomniejszenia tej rozbieżności normatywnej,
można  jednak  stwierdzić,  że  wspomniane  dyspozycje  normatywne  nie  są  bynajmniej
sprzeczne.  Porównując  oba  systemy  normatywne  w  odniesieniu  do  uwarunkowanego
konsensu małżeńskiego, można dostrzec ich istotną spójność.

background image

181

W  żadnym  przypadku  owe  systemy  nie  zastępują  konsensu  kontrahenta,  nie

zważając  na  jego  wolę  co  do  małżeństwa,  która  może  być  ewentualnie  warunkowa.
Warunek,  w  jego  właściwym  znaczeniu  (tj. de  futuro), oba systemy  wiążą  z
natychmiastowym  unieważnieniem  małżeństwa.  Warunkami  w  sensie  niewłaściwym,
KKKWsch także wiąże unieważnienie małżeństwa; KPK, tylko w przypadku realności
faktu, z którym kontrahent wiąże ten skutek.

Można  założyć,  że  ta  rozbieżność  w  dyscyplinie  (poza  jej  głównymi  punktami:

niezastępowalność  konsensu,  a  w  konsekwencji  niemożność  uznania,  jakoby  wola
warunkowa  nie  została  postawiona),  wyraża  dwa  rodzaje  wrażliwości,  obecne  w  obu
systemach  normatywnych,  a  które  w  tej  materii  uzyskują  inne,  choć  nie  sprzeczne
akcenty.  W szczególności wschodni system normatywny w sposób skrajny  podkreśla
konieczność  „czystości"  konsensu  małżeńskiego,  unieważniając  każdy  konsens
uzależniony od warunku, także gdy zostaje on „oczyszczony" przez zaistnienie danego
faktu.  System  normatywny  zachodni  bądź  łaciński  dokonuje  natomiast  konkretnej
analizy  konsensu,  weryfikując,  przynajmniej  w  przypadku  warunków  niewłaściwych
(które  nie  dopuszczają  niepewności  co  do  zawieszenia  i  odwołania  konsensu),
powiązanie  (bądź  jego  brak)  woli  warunkowej  wyrażonej  przez  kontrahenta  z
rzeczywistością.  Zachowując  ostrożność  przy  doborze  słów  (na  podstawie  utartych
zwrotów i wyrażeń używanych w tym celu), można by powiedzieć, że pokazane różnice
są  związane  z  akcentem  bardziej  „duchowym"  (wschodni  system  normatywny)  i
bardziej „konkretno-historycznym" (zachodni) tego samego i istotnie spójnego systemu
dyscyplinarnego.

5)  Przechodząc  na  koniec  do  rozważania  niektórych  przewodnich  zasad

dotyczących  udowodnienia  konsensu  warunkowego,  należy  pamiętać,  że  postawienie
warunku konsensowi małżeńskiemu samo w sobie należy uważać za akt woli. Ponadto,
w  przedstawianiu  dowodów  można  skorzystać - z  odpowiednimi  rozróżnieniami  i
uogólnieniami - ze schematów dowodowych przygotowanych przez prawodawstwo w
celu  ułatwienia  i  poprowadzenia  przy  rekonstrukcji  aktu  woli,  który  ma  zostać
pokazany  w  orzeczeniu  sądowym.  Postawiwszy  takie  założenie,  można  rozwinąć
następujące sugestie przeprowadzenia dowodzenia.

a) W przypadku, gdy wystąpiły warunki de futuro w małżeństwie rozpatrywanym

pod  kątem  jego  ważności  według  prawa  łacińskiego  (kan.  1102  §  1)  lub  jakikolwiek
inny rodzaj warunku w przypadku małżeństwa osądzonego według prawa wschodniego
(kan.  826  KKKWsch),  jedynym  przedmiotem  dowodzenia  jest  fakt  postawienia
warunku,  z  niego  wypływa  unieważnienie  małżeństwa.  Według  wskazania,
przedstawionego  powyżej  w  przesłance,  do  potwierdzenia  tego  faktu  prowadzą  dwie
drogi, którymi należy podążać paralelnie.

- Postawienie  warunku  można  udowodnić  na  drodze  tzw.  bezpośredniej,

przedstawiając w sądzie oświadczenie osoby, która przyznaje się do jego postawienia
(przede wszystkim, jeżeli jest to osoba wiarygodna w kontekście

background image

182

kan.  1536  §  2  i  1679);  ale  głównie  poprzez  zebranie  świadectw,  potwierdzających
oświadczenie pozasądowe, w kwestii wspomnianego postawienia warunku, świadectw
tym  cenniejszych,  im  liczniejszych,  opisanych  i  spójnych,  zgodnych  z  innymi,
chronologicznie bliskimi momentu zawarcia konsensu.

- Ponadto,  postawienie  warunku  można  udowodnić na  drodze  tzw.  pośredniej  lub

poszlakowej  i  okolicznościowej.  Spośród  wskazówek,  które  pomagają  w  pośrednim
dowodzeniu  warunku,  dwie  zasługują  na  miano  szczególnie  ważnych:  ocena
(pozytywna lub negatywna), którą podmiot przypisuje faktowi zawartemu w warunku
(tzw. criterio  aestimationis). Reprezentuje  ona  motyw,  który  czyni  postawienie
warunku  wiarygodnym.  Jest  bowiem  bardziej  przekonywające,  że  warunek  co  do
określonego  faktu  stawia  osoba,  która  pragnie  (lub  odrzuca)  realizacji  tego  faktu,  niż
taka, dla której dany fakt jest obojętny. Innymi słowy, silny motyw czyni postawienie
prawdziwego warunku bardziej wiarygodnym.

Kolejnym  wskaźnikiem  szczególnej  wagi,  który  należy  liczyć  do  kategorii

motywów,  jest  wątpliwość  co  do  faktu  zawartego  w  warunku.  Postawienie  warunku
byłoby w rzeczywistości dość trudne - z psychologicznego, a zatem także dowodowego
punktu  widzenia - gdyby  podmiot  miał  pewność  (pozytywną  bądź  negatywną)  co  do
tego faktu. Gdyby Tomasz miał pewność, że pewien określony fakt ma miejsce lub nie,
jaki  sens  miałoby  wysunięcie  go  jako  warunku  własnego  konsensu?  Jest  to  już
informacja  sama  w  sobie  wiadoma  i  niewiele  sensu  miałoby  umieszczanie  jej  w
kontekście niepewności, który cechuje warunek. Zatem, im silniejszy będzie dowód co
do  wątpliwości  podmiotu,  tym  bardziej  prawdopodobny  fakt,  że  konsensowi
postawiono warunek prawdziwy,  co  ma  miejsce ewidentnie w ramach dowodu i przy
wychodzeniu  od  rozważania id  quod  plerumque  accidit w  psychologii  jednostki.
Wątpliwość  jednak  nie  jest  w  istocie  elementem  składowym  warunku  jako  pojęcia
prawnego i nie może ponadto być wymagana jako jego konieczna oznaka, nawet jeśli -
jak zostało powiedziane - będzie ważnym elementem poszlakowym.

Spośród okoliczności szczególną wagę będzie miało sprawdzenie, jak zachował się

(tzw. criterium  reactionis) podmiot,  któremu  przypisuje  się  postawienie  warunku  w
momencie potwierdzenia jego niespełnienia. Dokładniej mówiąc, gdy pożądany fakt nie
wystąpił  lub  wystąpił  ten  niepożądany.  Jasne  jest,  że  zachowanie  uległe  oraz
pozostawanie  w związku  małżeńskim  wskazuje  przeciwko  postawieniu  prawdziwego
warunku;  podczas  gdy  zachowanie,  które  cechuje  wysoka  reaktywność  i  irytacja  w
związku  z  sytuacją  małżeńską,  wskazuje  na  postawienie  prawdziwego  warunku,  od
którego rezultatu zależało w dużej mierze jego wstąpienie lub trwanie w małżeństwie.

b)  W  przypadku  orzekania  na  temat  ważności  małżeństw,  według  dyscypliny

łacińskiej  w  kwestii  warunków de  praeterito lub de  praesenti (por.  kan.  1102  §  2),
występują dwa przedmioty dowodzenia: zarówno postawienie warunku, jak

background image

183

realność bądź nie faktu zawartego w warunku. Nieważność  małżeństwa nie zależy w
istocie  od  samego  postawienia  warunku  co  do  konsensu,  ale  od  rozbieżności  między
postawionym warunkiem a rzeczywistym stanem tego, co jest jej przedmiotem.

Jeżeli  chodzi  o  udowodnienie  faktu  postawienia  warunku,  należy  odwołać  się  do

tego, co zostało dopiero powiedziane, dodając tylko, że ewentualne istnienie oryginału
lub kopii autentycznego pisemnego zezwolenia biskupa ordynariusza, o czym mowa w
kan. 1102 § 3, będzie pełnym dowodem na postawienie warunku.

Jeżeli  chodzi  o  udowodnienie  faktu  zawartego  w  warunku,  czyli  przedmiotu

warunku,  praktyczne  zasady  jego  dowodzenia  pochodzą  z  natury  tego  faktu.  W  ten
sposób  logiczno-założeniowa  analiza  świadectw,  dokumentów,  ekspertyz  może  się
łączyć  i  uzupełniać  w  zależności  od  natury  faktu.  Trzymając  się  wcześniej
przedstawionych  przykładów,  inne  będą  możliwości  udowodnienia  (przynajmniej
negatywnego,  poprzez  wykluczenie)  ojcostwa,  a  inne  związane  z  wykazaniem
odpowiedzialności za morderstwo.

2. WSKAZÓWKI DLA KONSULTANTA

Duszpasterz, który dowiedziawszy się o kłopotach małżeńskich wiernych, podejrzewa,
że  może  być  to  przypadek  małżeństwa  nieważnego  z  powodu  warunku,  mógłby
przeprowadzić rozeznanie według następujących wskazań.

1) Przede wszystkim, aby dobrze zrozumieć, co ma na myśli osoba, która do niego

przychodzi,  konsultant  musi  poprosić  ją  o  przypomnienie  sobie  i  wyrażenie  tego,  o
czym  myślała  lub  co  postanowiła  w  momencie  ślubu.  Łatwo  jest,  niestety,  choć  w
dobrej wierze, zrekonstruować a posteriori, nazwać „warunkiem" to, co tak naprawdę
jest  tylko  do  niego  podobne,  lecz  w  gruncie  rzeczy  od  niego  różne.  Podstawowym
elementem  do  wyjaśnienia  jest  to,  czy  podmiot  uzależnił  powstanie  własnego
małżeństwa lub jego trwanie (i swojego zobowiązania w stosunku do niego) od jakiegoś
szczególnego faktu bądź okoliczności.

2) Dobrze zrozumiawszy to, co ta osoba ma na myśli, doradca powinien dowiedzieć

się,  czy  było  to  dla  niej  jasne  już  w  chwili  ślubu  i  na  ile.  Jeżeli  tak  było,  powinien
następnie  zapytać  czy,  jak,  kiedy  i  przez  kogo  ta  myśl  (lepiej,  „ta  wola",  ponieważ
uzależnianie konsensu od warunku jest aktem woli) została wyrażona, jak również, czy
te  osoby  są  gotowe  i  chętne  zeznawać.  Jasne  jest,  że  celem  takiego  dochodzenia  jest
sprawdzenie możliwości bezpośredniego udowodnienia warunku.

3) W  ramach  dowodzenia  pośredniego  doradca  powinien  jednak  przede

wszystkim  dotrzeć  do  przyczyny,  dla  której  zrodziła  się  wola  uzależnienia
własnego  zobowiązania  małżeńskiego  od  warunku.  Jest  to,  innymi  słowy,
szukanie  motywu,  dowodu  wskazującego  na  postawienie  warunku.  W
szczególności, doradca powinien zapytać podmiot o jego ocenę wagi faktu

background image

184

zawartego  w  warunku,  pamiętając,  że  istnieje  bezpośrednie  powiązanie  między  tą
oceną  a  prawdopodobieństwem  postawienia  warunku.  Dodatkowo,  należy  zbadać
obecność i intensywność ewentualnej wątpliwości co do faktu zawartego w warunku,
ponieważ  także  między  intensywnością  wątpliwości  i  prawdopodobieństwem
postawienia warunku istnieje bezpośredni związek.

4) Również  niektóre  okoliczności  poprzedzające  ślub  (łatwe  do odróżnienia  od

motywów) mogłyby mieć pośrednią wartość dowodową. Dlatego konsultant powinien
zwrócić na nie uwagę. Może przykładowo zapytać, czy strona podjęła starania w celu
wyjaśnienia  wątpliwości,  będących  podstawą  warunku.  Albo  też,  czy  istniały
wcześniejsze  zaręczyny  lub  związki  zerwane  właśnie  z  powodu  faktu,  który  jest
przedmiotem  warunku.  Przykładowo,  jeżeli  dziewczyna  zmuszona  była  zerwać  z
poprzednim narzeczonym, ponieważ był on  uzależniony  od narkotyków, jest  wysoce
prawdopodobne, że chce ona - nawet pod warunkiem - poślubić mężczyznę, który nie
bierze narkotyków.

5) W  przypadku  okoliczności  tzw.  towarzyszących  ślubowi  doradca  powinien

ustalić,  czy  podczas  przygotowań  do  bliskiego  już  ślubu  były  widoczne  oznaki
ewentualnej  woli  postawienia  warunku,  zwłaszcza  w  okresie  egzaminu,  któremu  są
poddani narzeczeni czy wręcz w postaci pozwolenia biskupa, o którym mowa w kan.
1102 § 3, jeżeli warunki odnoszą się do przeszłości lub teraźniejszości.

6) Na koniec, w kwestii okoliczności, które nastąpiły po ślubie, jakie potencjalnie

mogą mieć wartość poszlaki w procesie dowodowym w sprawie postawienia warunku,
należy  uzyskać  informacje  na  temat  wysiłków  uczynionych  przez  osobę  stawiającą
warunek  w  celu  poznania  prawdy  w  tym  względzie  (w  przypadku  warunków de
praeterito 
de  praesenti) lub  w  celu  osiągnięcia  przedmiotu  pożądanego  bądź
uniknięcia tego niepożądanego (w przypadku warunków de futuro); jak również reakcji
podmiotu  w  momencie  odkrycia  prawdy,  tzn.  gdy  nie  dochodzi  do  ziszczenia  się
przedmiotu  pożądanego  lub  stoi  się  w  obliczu  tego,  którego  wystąpienia  osoba  się
obawiała.

Dopiero po dokładnym zbadaniu - choć tylko wstępnym - powyższych okoliczności

konsultant  (w  przypadku  niemożliwości  przezwyciężenia  kryzysu  małżeńskiego  czy
konwalidowania  małżeństwa)  mógłby  zaproponować  zweryfikowanie  ważności
takiego związku.

3. PRZYKŁADY

Chcąc  lepiej  zobrazować  powyższą  problematykę,  przedstawiamy  teraz  następujące
przykłady.

1. PRZYKŁAD PIERWSZY

Filip  był  podoficerem  w  wojsku,  pełnym  entuzjazmu  i  dobrej  woli,  ale  bardzo
zasadniczym, jeżeli chodzi o charakter i sposób myślenia. Przy okazji pewnej

background image

185

uroczystości,  w  której  biorą  udział  także  rodziny  wojskowych,  poznał  o  kilka  lat  od
siebie  starszą  Marię,  córkę  swojego  zwierzchnika - dziewczynę  bardzo  atrakcyjną  i
bardziej od niego doświadczoną emocjonalnie. Od razu poczuli do siebie silny pociąg i
wkrótce  ich  znajomość  stała  się  poważna  pod  każdym  względem.  Filip  był  mocno
zaangażowany, również dlatego, że było to dla niego pierwsze takie doświadczenie.

Niedługo  później  myśleli  o  ślubie.  Filip  jednak,  odwiedzając  dom  rodziców,  z

którymi  mieszkała  Maria,  zdał  sobie  sprawę  z  silnej  więzi  wiążącej  ją  z  rodzicami.
Rozmawiał  o  tym  z  dziewczyną,  ponieważ  niepokoiła  go  jej  propozycja,  aby  oboje
zamieszkali właśnie z nimi. Filip szanował rodziców Marii, ale obawiał się wspólnego
mieszkania z nimi, ponieważ mogło się to okazać kolejną trudnością w rodzącym się
małżeństwie,  chciał  też  uniknąć  krępującej  sytuacji  zamieszkania  w  domu  swojego
dowódcy.  Dyskusja  między  Filipem  i  Marią  na  ten  temat  prowadziła  do  poważnych
napięć.  Gdy  Filip  zamierzał  odłożyć  plany  małżeńskie,  Maria  oznajmiła,  że  może
zrezygnować z zamiaru dalszego mieszkania z rodzicami i że jest gotowa zamieszkać z
Filipem w osobnym domu.

Niemniej  Filip  jest  pełen  podejrzeń  i  wątpliwości  w  stosunku  do  Marii.  W  końcu

udał się wraz z nią do proboszcza z jej parafii, który rozpoczął już przygotowania do
mającego się wkrótce odbyć ślubu, prosząc go, aby kazał Marii przysiąc, że jest gotowa
z  nim  zamieszkać  według  dokonanych  uzgodnień.  Ksiądz  rozmawiał  osobno  także  z
dziewczyną;  nie  wymagał  od  niej  formalnej  przysięgi,  ale  rozmawiał  z  nią  o  tym
problemie, przedstawiając wątpliwości Filipa i wagę jego propozycji zamieszkania w
osobnym  domu,  niezależnie  od  rodziców  (wszystko  to  ksiądz  potwierdził  podczas
procesu).  Filip  (pewien  złożenia  przez  Marię  formalnej  przysięgi)  nadal  nie  był
przekonany  i  znalazłszy  dom  w  mieście  inny  od  tego,  w  którym  mieszkali  rodzice
Marii,  poprosił  dziewczynę - nauczycielkę  w  szkole  podstawowej - żeby  złożyła  w
pracy  wniosek  o  przeniesienie  do  miasta,  w  którym  mieliby  zamieszkać  po  ślubie.
Maria zapewniała, że wystąpiła z takim formalnym wnioskiem.

Zbliżał się dzień ślubu, ale Filip był niespokojny, ponieważ widział, że Maria nie

jest zainteresowana przygotowaniem nowego mieszkania, odkłada kupno mebli oraz że
do momentu samego ślubu, nabyła tylko kilka mało istotnych elementów wyposażenia.
W  tej sytuacji Filip postawił sprawę jasno: poślubi Marię, ale pod  warunkiem, że jej
zobowiązanie  do  odejścia  od  rodziców  i  rozpoczęcia  z  nim  życia  rodzinnego,
całkowicie  niezależnego  od  nich,  jest  szczere.  Maria  ponownie  zapewniła  Filipa  o
szczerości swojego zobowiązania. W kilka tygodni po ślubie małżeństwo się rozpadło.
Maria  nie  zdecydowała  się  na  rozpoczęcie  wspólnego  życia  z  Filipem,
usprawiedliwiając  się  na  różne  sposoby,  między  innymi  niekompletnym
umeblowaniem  domu,  czego  przecież  ona  sama  przed  ślubem  nie  dopilnowała,  nie
robiąc  nic,  żeby  je  skompletować.  Filip,  jeszcze  bardziej  podejrzliwy,  udał  się  do
Kuratorium, gdzie dowiedział

background image

186

się,  że  wniosek  o przeniesienie  został  w  istocie  przez  Marię  złożony,  ale  kilka  dni
później przez nią wycofany, bez jego wiedzy.

Dla  Filipa  oznaczało  to  koniec  małżeństwa,  nie  zgodził  się  nawet  spotykać  ani

widzieć Marii. Ona próbowała go przekonać, żeby jej wybaczył, także w sposób nieco
melodramatyczny, zjawiając się z walizką w koszarach, gdzie mieszka Filip, oznajmiła
swoją gotowość do rozpoczęcia wspólnego życia, ale Filip już jej nie ufał, nie chciał z
nią nawet rozmawiać. Dla niego wszystko było już skończone.

Małżeństwo  Filipa  i  Marii  (zawarte  na  mocy  Kodeksu  z  1917  roku  i  dlatego  jego

ważność musi być zweryfikowana na podstawie tej dyscypliny) jest jasnym przykładem
dopuszczalnego  warunku de  futuro i  warunku  „potestatywnego".  Należy  je  zatem
rozpatrywać  w  świetle  numeru  §  3  kan.  1092  KPK  z  1917  roku.  Filip  utrzymuje,  że
zawarł małżeństwo pod warunkiem, że Maria będzie naprawdę gotowa do rozpoczęcia z
nim  niezależnego  życia  małżeńskiego.  Jego  zgoda  byłaby  skuteczna  tylko  wobec
szczerego zobowiązania ze strony Marii. W tym przypadku, przedmiotem warunku jest
nie  tylko  rzeczywiste  wspólne  życie  z  żoną,  ale  sama  szczerość  z  jej  strony,  kiedy
przyrzeka  ona,  że  chce  z  nim  takie  życie  rozpocząć  (patrz:  nalegania  Filipa  wobec
księdza, aby nakłonił Marię do przysięgi i jej wniosek o zmianę miejsca zamieszkania,
złożony właśnie z powodu nalegań Filipa). Dlatego też, w tym konkretnym przypadku,
powiązanie  faktu  przyszłego  i  niepewnego  (rozpoczęcie  i  trwanie  niezależnego
wspólnego  pożycia  małżeńskiego)  ze  szczerością  złożonej  obietnicy  co  do  chęci
postąpienia w określony sposób staje się mniej skomplikowane niż w innych sytuacjach.

Uzyskanie przez sąd dowodów co do warunku postawionego przez Filipa nastąpiło

nie  tyle  na  drodze  bezpośredniej  (jako  że  niewiele  osób  słyszało,  jak  Filip mówił  o
„warunku" we właściwym tego słowa znaczeniu, a sama Maria niewiele w tej sprawie
ujawniła,  żeby  nie  pokazać  się  w  złym  świetle),  ile  w  drodze  pośredniej,  czyli  na
podstawie dowodu logicznego, opartego na poszlakach i okolicznościach przypadku. W
tym sensie decydujące okazały się: silny i zasadniczy charakter Filipa; pewny dowód
zarówno  siły  jego  woli  przed  ślubem,  co  do  niezamieszkania  z  rodzicami  Marii,  ale
wyłącznie z nią, jak też jego poważne wątpliwości w tej sprawie; natychmiastowość i
nieodwołalność jego reakcji, jak tylko zdał sobie sprawę z nieszczerości obietnicy Marii
i jej niechęci do rozpoczęcia autonomicznego wspólnego życia małżeńskiego, tak jak to
zostało ustalone przed ślubem.

Powyższy  przykład - poza  ilustracją  potestatywnego  warunku de  futuro -służy  do

podkreślenia wartości dowodowej elementów pośrednich postępowania dowodowego,
przede  wszystkim  motywu  (fakt  pragnienia  osiągnięcia  konkretnego  rezultatu  i
wątpliwości co do realnej możliwości jego uzyskania) i reakcji w obliczu niezaistnienia
faktu  zawartego  w  warunku  (szybkie  i  definitywne  zerwanie  zobowiązania
małżeńskiego).  Są  to  elementy,  których  wystąpienie  nadaje  wiarygodność  temu,  że
podmiot naprawdę chciał uczynić

background image

187

swój  konsens  skutecznym  (czyli  zastrzegał sobie  możliwość  jego  odwołaniem)  tylko
pod określonymi warunkami.

2. PRZYKŁAD DRUGI

Łucja to dobra dziewczyna mieszkającą na wsi. Zakochała się w Ryszardzie i planowała
małżeństwo. Kilka dni przed ślubem, proboszcz z parafii Łucji odebrał telefon od Anny,
która oświadczyła, że ma syna z Ryszardem. Proboszcz wezwał do siebie młodych w
celu  wyjaśnienia  tej  kwestii.  Łucja  i  Ryszard  pisemnie  oświadczyli,  że  odrzucili
wszelkie niepewności i wahania i są silnie przekonani, że chcą się pobrać.

To,  co  wydarzyło  się  w  tych  dniach,  nie  jest  jednak  do  końca  jasne,  zarówno  z

powodu  niestawienia  się  Ryszarda  w  procesie,  jak  i  z  powodu  licznych  sprzeczności
między  wersją  Łucji  a  wersjami  świadków,  których  ona  sama  wskazała.  Wydaje  się
jednak, że  Ryszard  zapewnił  narzeczoną,  że  był  od  jakiegoś  czasu  „prześladowany"
przez Annę, z którą wcześniej się spotykał w towarzystwie innych młodych ludzi i że z
tego  powodu  złożył  na  nią  doniesienie.  Faktycznie  wydaje  się  również  na  podstawie
zeznań świadków, że Łucja w pełni wierzyła narzeczonemu, nie zważając na rady swej
rodziny, która zalecała jej ostrożność.

Po zawarciu małżeństwa młodzi zaczęli wspólne życie. Łucja zrezygnowała z pracy i

pomagała w prowadzeniu firmy handlowej Ryszarda i jego rodziców. Jednak w związku
z tym, że zarówno wspólne życie, jak i praca nie spełniały jej oczekiwań - również na
skutek zbyt wygórowanych planów Ryszarda -dziewczyna zostawiła męża.

Łucja kwestionowała zawarte przez się małżeństwo twierdząc, między innymi, że jej

wstąpienie w związek małżeński miało nastąpić na podstawie warunku, że oskarżenia
Anny,  zdementowane  przez  Ryszarda,  byłyby  nieprawdziwe,  czyli  że  to  nie  on  był
ojcem  jej  dziecka.  Małżeństwo  zostało  zatem  zakwestionowane  z  powodu  warunku
niewłaściwego.  Nie  jest  łatwo  stwierdzić,  czy  powinno  się  go  uważać  za  warunek de
praeterito 
(że Ryszard nie miał w przeszłości syna z Anną) czy de praesenti (że Ryszard
nie jest ojcem dziecka Anny), niemniej, z praktycznego punktu widzenia sprawa ta nie
nastręcza większych trudności: zarówno dlatego, że należy zastosować ten sam przepis
prawny (obowiązujący kan. 1102 § 2, jako że małżeństwo zostało zawarte już w czasie
obowiązywania obecnego Kodeksu); jak i dlatego, że faktyczne okoliczności tej sprawy
są  jasne:  Łucja  utrzymuje,  że  chciała  udzielić  konsensu,  który  byłby  skuteczny  w
zależności od stwierdzenia bądź nie ojcostwa Ryszarda wobec syna Anny.

W  przypadku  tym  przedmiotem  postępowania  dowodowego  są  dwa  podstawowe

fakty:  że  Łucja  naprawdę  postawiła  wspomniany  warunek,  że Ryszard  naprawdę  jest
ojcem syna Anny. Dowody przedstawione przez Łucję w

background image

188

tej sprawie nie zdołały przekonać sądu: miały one bardzo małą wartość w pierwszym
aspekcie, a w drugim - w ogóle nie istniały.

Nie  zostało  udowodnione,  że  Łucja - której  świadectwo  nawet  co  do  ważnych

szczegółów  okazało  się  niezbyt  przekonywające - naprawdę  postawiła  warunek;  nie
wynika to ani z zeznań powołanych przez nią świadków, ani przede wszystkim z faktów.
Ślepo  ufała  ona  narzeczonemu  i  nie  zważała  na  wątpliwości,  które  próbowała  w  niej
wzbudzić  rodzina;  nie  wyciągnęła  żadnych  konsekwencji  z  rozmowy  z  proboszczem,
któremu  wręcz  pisemnie  oświadczyła,  że  jest  zdecydowana  na  ślub;  nie  poprosiła
Ryszarda o jakiekolwiek poważne potwierdzenie (np. w formie kopii złożonej skargi,
czy  testów  klinicznych,  które  mogłyby  zweryfikować  oświadczenie  Anny)  przed
ślubem ani też po nim, nie starała się dowiedzieć niczego więcej na ten temat. Dopiero
gdy w małżeństwie zaczęło źle się układać z innych powodów Łucja przywołała kwestię
ojcostwa dziecka Anny imputowanego Ryszardowi i wprowadza ją jako swój warunek
postawiony w tej sprawie.
Jak  zostało  jednak  wspomniane,  takie  postawienie  warunku  przez  Łucję  nie  zostało
przed sądem udowodnione, wręcz przeciwnie - wykazano jej całkowite przekonanie co
do prawdomówności Ryszarda bez względu na docierające do niej informacje.

To,  czy  Ryszard  naprawdę  był  ojcem  dziecka  Anny,  nie  zostało  w  ogóle

udowodnione. Łucja mówi, że w czasie separacji widziała chłopca i wydał się jej bardzo
podobny  do  męża,  ale  taka  informacja  oczywiście  nie  stanowi  dowodu.  W  swoich
zeznaniach Anna stwierdza, że dziecko jest z całą pewnością Ryszarda, ale nie jest w
stanie  dostarczyć  obiektywnych  dowodów  potwierdzających  to,  wręcz  zmuszona  jest
przyznać, że w czasie poczęcia utrzymywała stosunki intymne z innymi mężczyznami
(informacje  zgromadzone  przez  sąd  potwierdzają,  że  Anna  jest  raczej  „wolną"
dziewczyną).  Z  powodu  braku  innych  poważnych  dowodów - także  poszlakowych
-utrzymywanie, że Ryszard jest ojcem, byłoby zupełnie nieracjonalne i arbitralne.

Przykład ten służy jako ostrzeżenie dla konsultantów, aby zachowali ostrożność w

wysuwaniu  hipotezy  o  nieważności  małżeństwa  z  powodu  postawienia  warunku,
decydując się na jej postawienie dopiero po rozpoznaniu -choć, oczywiście, ogólnym -
możliwości  udowodnienia  podstawowych  faktów,  na  wypadek  ewentualnego
wniesienia  takiej  sprawy  do  sądu.  W  przeciwnym  razie,  sugerowanie  osobom
możliwości  uznania  małżeństwa  za  nieważne,  mogłoby  stać  się  dla  nich  nie  tyle
pomocą, ile przyczyną kolejnego smutnego rozczarowania.

3. PRZYKŁAD TRZECI

Waleria  była  bardzo  młodą  dziewczyną,  ale  miała  jasno  sprecyzowane  poglądy.
Studiowała  i  pomagała  rodzicom  w  rodzinnej  firmie  w  małym  miasteczku.  W  szkole
poznała Mirosława, chłopaka z pobliskiej miejscowości. Był nieśmiały,

background image

189

wrażliwy,  cierpiał  z  powodu  trudnej  sytuacji  rodzinnej:  rodzice  rozeszli  się,  a  matka
żarliwie poświęciła się działalności w sekcie „świadków Jehowy", gorliwie starając się
wciągnąć go do tej sekty.

Waleria i Mirosław spotkali się i zakochali w sobie, zaczynają też współżyć. Oboje

byli  jeszcze  dość  młodzi  i  niedoświadczeni,  Waleria  wkrótce  zaszła  w  ciążę.
Dziewczyna  nie  załamała  się,  ale  od  razu  myślała  o  ślubie  i  rozmawiała o  tym  z
rodzicami, którzy mimo iż nie byli tym wszystkim zachwyceni, nie robili jej wyrzutów i
wyrazili gotowość pomocy młodym, zapewniając im zarówno mieszkanie, jak i pewną
pracę  w  rodzinnej  firmie.  Także  Mirosław  wydawał  się  być  zadowolony  z  tej
perspektywy. Nastąpiły przygotowania do ślubu, a Waleria - jeszcze niepełnoletnia, ale
wystarczająco dojrzała - uzyskała od sądu dla nieletnich pozwolenie na wzięcie ślubu.

Jednak w trakcie przygotowań do ślubu  powstał pewien  problem: kilku przyjaciół

poinformowało  Walerię,  że  widzieli  jak  Mirosław  odwiedza  tzw.  Salę  królestwa,
miejsce spotkań „świadków Jehowy", a sama Waleria zaczęła spostrzegać, że chłopak
nie  mówi  jej  prawdy,  jeśli  chodzi  o  niektóre  przypadki  jego  nieobecności.  Waleria,
która, mimo swojego wieku i ciąży przed ślubem, była dziewczyną o ugruntowanych
poglądach i w miarę silnych uczuciach religijnych, kilkakrotnie, otwarcie, bardzo jasno
stawiała sprawę: mówiła narzeczonemu, że go kocha i cieszy się z planowanego ślubu,
ale  że  nie  zgodziłaby  się  poślubić  mężczyzny  innego  wyznania,  zarówno  dlatego,  że
chciałaby  móc  dzielić  ze  swym  mężem  te  same  doświadczenia  życia  i  wiary,  jak  i
wychować spodziewane potomstwo w wierze katolickiej. Pytała go wprost, czy jest lub
zamierza zostać „świadkiem Jehowy": w takim wypadku, zatrzymałaby dziecko, ale nie
zgodziłaby się na ślub.

Ilekroć Waleria poruszała tą kwestię, Mirosław zapewniał ją, że jest pod wpływem

prozelityzmu matki, ale nie ma zamiaru przyłączyć się do sekty „świadków Jehowy"; w
niedzielę chodził z Walerią do kościoła na mszę św. Nie stawiał też żadnych przeszkód,
jeśli  chodzi  o  religijne  przygotowania  do  ślubu,  którymi  zajął  się  już  miejscowy
proboszcz.  Waleria  jednak  w  dalszym  ciągu  nie  miała  pewności,  także  z  powodu
niepokojących  ją,  powtarzających się  informacji  od  znajomych.  Dlatego  też,  po  raz
kolejny, rozpoczęła rozmowę na wspomniany powyżej temat, tym razem w obecności
rodziny. W ostatnich dniach przed ślubem, a także w dzień go poprzedzający, Waleria
jasno  przedstawiała  Mirosławowi  swoje  poglądy:  „nie  chcę  poślubić  «świadka
Jehowy». Powiedz mi, czy jesteś nim albo chcesz nim zostać, jeżeli tak, zapomnijmy o
ślubie. Jeżeli potem, po ślubie, okaże się, że jesteś «świadkiem Jehowy» albo że chcesz
nim  zostać,  odejdę  od  Ciebie  i  zakończę  nasze  małżeństwo".  Mirosław  ponownie
przedstawiał jej swoje zapewnienia.

Jednak  już  w  trakcie  podróży  poślubnej  Mirosław  okazuje  się  mieć  przy  sobie

mnóstwo  publikacji  rozprowadzanych  przez  „świadków  Jehowy",  przy  czym
utrzymuje, że nie ma nic złego w czytaniu i stara się nawet nakłonić do tego Walerię. Po
narodzinach dziecka, (bez rezultatów) sprzeciwia się chrztowi

background image

katolickiemu, a kilka miesięcy później przyznaje się proboszczowi, do którego Waleria
zwróciła się o pomoc, że należy do sekty i chce jeszcze bardziej zaangażować się w jej
działalność.  W  tym  momencie,  z  przykrością,  aczkolwiek  z  olbrzymią  determinacją,
Waleria urzeczywistnia swoją groźbę i każe Mirosławowi się wyprowadzić, jako że jej
zobowiązanie małżeńskie nie jest już ważne, tak jak go ostrzegała.

Waleria  kwestionuje  zatem  ważność  swojego  małżeństwa.  Pośród  motywów

stwierdzenia nieważności, na które się powołała, wymienia także postawiony przez nią
warunek, aby Mirosław nie był i/lub nie chciał zostać „świadkiem Jehowy". Fakty są w
tej sprawie bardzo oczywiste, a także stanowisko Walerii jest potwierdzone: zarówno
przez osoby, jak i same fakty, które mówią więcej niż słowa: wątpliwości przed ślubem,
przedstawienie Mirosławowi swoich intencji, szybka i zdecydowana reakcja Walerii po
odkryciu  prawdziwych  zamiarów  chłopaka.  Trudniejsza  jest  jednak  kwalifikacja
prawna wspomnianych faktów. Czy mamy tu do czynienia z warunkiem de praesenti
(„jeżeli  jesteś  «świadkiem  Jehowy»,  moja  zgoda  jest  nieskuteczna")?  A  może  z
warunkiem de  futuro („jeżeli  zostaniesz  «świadkiem  Jehowy»,  moja  zgoda,
tymczasowo  zawieszona,  nie  będzie  ważna")  albo  typu  potestatywnego  („Jeżeli  już
teraz  masz  zamiar  nim  zostać  i  Twoja  obietnica  w  tej  sprawie  nie  jest  szczera,  moja
zgoda  nie  jest  ważna")?  A  może  oba  przypadki  występują  tu  jednocześnie?  Sądowi
wydało  się,  że  łatwiej  (na  podstawie  dowodów)  jest  uznać  warunek  postawiony
Mirosławowi  przez  Walerię  jako  warunek contra  matrimonii  substantiam, dokładniej
jako chęć rozwiązania związku w przypadku odkrycia, że jest on „świadkiem Jehowy"
lub  chce  nim  zostać.  Należy  pamiętać  słowa  samej  Walerii:  .jeżeli  potem,  po  ślubie
okaże się, że jesteś «świadkiem Jehowy» albo że chcesz nim zostać, odejdę od Ciebie i
zakończę nasze małżeństwo". W praktyce chodzi o warunek „rozwiązujący", który sam
w sobie jest warunkiem de futuro, który się realizuje poprzez wolę wykluczającą (także
ewentualnie  „warunkową")  nierozerwalność  związku  małżeńskiego.  Sam  sąd  wydał
oświadczenie  w  sprawie  właśnie  z  powodu  wykluczenia  nierozerwalności  związku
przez Walerię (także w toku analizowania głównych punktów sprawy), utrzymując, że
rozstrzygnął już zagadnienie warunku, w efekcie w nim zawartego.

Przykład  ten  ma  pokazać  zarówno  trudność  z  zaklasyfikowaniem  faktów,

związanych  z  przypadkiem  konsensu  warunkowego,  na  podstawie  schematów
normatywnych  (oczywiście  abstrakcyjnych  i  uogólnionych),  jak  też  konieczność
ostrożnego rozróżnienia warunku od innych przypadków do niego podobnych, choć w
rzeczywistości z nim niezwiązanych, zarówno tych, które nie mają wpływu na ważność
małżeństwa, jak i tych, które je mają, ale które powinny być raczej zaklasyfikowane na
równi  z  innymi  przypadkami  nieważności  małżeństwa  przewidzianymi  przez  prawo
kanoniczne.

background image

XIII. KONWALIDACJA (UWAŻNIENIE) MAŁŻEŃSTWA NIEWAŻNEGO

Może  wydawać  się  dziwne,  że  w  naszej  pracy  zajmujemy  się  możliwościami
konwalidacji - w ramach prawa kanoniczego - małżeństw, w sprawie których istnieją
podstawy do uznania je za nieważne.

W  rzeczywistości,  jeżeli  się  dobrze  przyjrzeć,  instytucja  konwalidacji  małżeństwa

(poniżej  będzie  powiedziane,  jakie  są  możliwości  dokonania  konwalidacji  według
obowiązującego  ustawodawstwa)  jest  jednym  z  możliwych  działań  duszpasterskich
Kościoła, stającego wobec małżeństwa, które jest nieważne. Logiczne jest, że Kościół
dysponuje  różnymi  formami  działania,  aby,  w  ramach  rozsądnej  elastyczności,  mógł
sprostać rozmaitym trudnym sytuacjom indywidualnym, stosując rozwiązania, które są
słuszne  i  skuteczne.  Również  i  w działalności  duszpasterskiej,  obowiązuje  bowiem
zasada,  że  sprawiedliwość  nie  oznacza  traktowania  wszystkich  jednakowo,  na
podstawie  sztywnych  i  ściśle  ustalonych  schematów,  ale  oznacza  „oddanie  każdemu
tego, co mu się należy", to jest tego, co dotyczy jego osobistej sytuacji, widzianej przez
pryzmat ogólnych zasad ustawodawstwa kościelnego.

W takim rozumieniu, możliwość konwalidacji małżeństwa nieważnego to nic innego

jak  dowód  na  „duszpasterski"  charakter  prawa  kanonicznego,  gdzie  przez
„duszpasterstwo"  rozumie  się  uważną  troskę  o  pomoc  w  znalezieniu  rozwiązań
(niekoniecznie  przyjemnych  i  sentymentalnych)  dla  trudnych  sytuacji  osobistych,
rozwiązań jak najściślej związanych z obiektywną rzeczywistością.

Dla  większej  jasności  tego,  co  zostało  dotąd  powiedziane,  wyodrębnimy  tu  cztery

rodzaje możliwych reakcji Kościoła wobec małżeństwa nieważnego:

1) Ukrycie - ze strony władz kościelnych - takiej sytuacji. Musi mieć ona miejsce w

przypadku, gdy oboje (nie w rzeczywistości) małżonkowie utrzymują dobre stosunki i
kiedy powiadomienie ich o nieważności ich związku mogłoby być bardzo niekorzystne,
zwłaszcza od strony duchowej. Jeżeli faktyczna sytuacja, będąca podstawą nieważności,
byłaby nieusuwalna, a nie byłoby uzasadnionego niebezpieczeństwa, że okoliczność ta
(a zatem również nieważność ich małżeństwa) wyszłaby na jaw, władza kościelna, która
się o tym dowiedziała, może ukrywać to, o czym wie, nie niepokojąc pseudomałżonków
pozostających w dobrej wierze. Jest to oczywiście przypadek rzadki (mamy na myśli np.
niedopuszczalne  pokrewieństwo  pewnego  stopnia,  co  okazuje  się,  po  tym  jak  obie
strony - np.  w  kraju  misyjnym  lub  w  społeczności  nękanej  wojnami  lub  o  wysokim
wskaźniku migracji - zawarły małżeństwo), ale którego nie można wykluczyć.

2) Tolerancja, ze strony władzy kościelnej, sytuacji małżeńskiej osób, które wiedzą

o  nieważności  kanonicznej  ich  związku,  której  przyczyny  Kościół  nie  jest  w  stanie
wyeliminować. W przypadku, gdy nie istnieje ryzyko rozgłoszenia

background image

tego  faktu  (a w  jego  następstwie  skandalu)  i  gdy  pseudomałżonkowie  szczerze
zobowiązują  się  powstrzymać  od  stosunków  ściśle  małżeńskich  (żyjąc,  jak  się
potocznie  mówi,  „jak  brat  z  siostrą"),  Kościół  może  tolerować  ich  dalsze  wspólne
mieszkanie.  Jest  to  rozwiązanie  podobne  do  stosowanego  w  przypadku  ponownego
małżeństwa - oczywiście  tylko  cywilnego - w  wypadku  rozwiedzionych  katolików,
związanych  uprzednio  ślubem  kościelnym.  Związek  taki  jest  nieważny  nie  tylko  z
powodu tego, że nie został on zawarty w formie ślubu kościelnego, ale również dlatego,
że w tym wypadku istnieje już uprzedni związek, który, jeżeli jest ważny, nie może być
przedmiotem  dyspozycji  ani  ze  strony  poszczególnych  zainteresowanych,  ani  też
Kościoła.  Przy  wystąpieniu  wspomnianych  warunków  oraz  innych  poważnych
przyczyn  (np.  posiadanie  potomstwa  w  drugim  związku,  które  wymaga  opieki
materialnej  i  moralnej  rodziców),  władza  kościelna  może  tolerować  dalsze  wspólne
mieszkanie, nie wymagając jego przerwania z powodu nieważności związku.

3) Oświadczenie  o  nieważności,  czyli  formalne  uznanie  przez  organ  do  tego

upoważniony  (sąd),  przy  zachowaniu  określonych  procedur  prawnych,  zaistniałej
nieważności 

związku 

małżeńskiego, 

którego 

materialna 

ważność 

została

zakwestionowana.  Oczywiste  jest,  że  takie  rozwiązanie  oznacza  koniec  pożycia
małżeńskiego zainteresowanych stron, nawet jeżeli nie zawsze przyczyna nieważności
małżeństwa jest zbieżna z powodem niezgody między małżonkami. Wynika też jasno,
że takie postępowanie powinno mieć miejsce zwłaszcza w przypadkach, w których nie
ma szans powrotu do wspólnego, pogodnego życia małżonków.

4) Konwalidacja  małżeństwa  jest  to  zastosowanie  takich  procedur,  które

umożliwiają przekształcenie nieważnego małżeństwa w związek ważny. Może to mieć
miejsce  pod  warunkiem  poszanowania prawdziwości  faktów  i  podstawowych  zasad
prawa  dotyczącego  małżeństwa  kanonicznego.  Celem  niniejszego  rozdziału  jest
ukazanie, w jaki sposób może to mieć miejsce. Konwalidacja małżeństwa jest reakcją
Kościoła  w  obliczu  nieważności  małżeństwa,  która  wydaje się  odpowiednia  w
przypadku, gdy są nadzieje (oparte na potwierdzonej woli lub zachowaniu małżonków),
że ich wspólne życie może być kontynuowane.

Prawo kanoniczne przywiązuje bowiem dużą wartość do możliwości konwalidacji

małżeństwa  nieważnego.  Należy  zwrócić  tu  uwagę  na  dwa  istotne  przepisy,  które
regulują  to  zagadnienie.  Ustalając  warunki  legitymacji  czynnej  Rzecznika
sprawiedliwości do zaskarżenia ważności małżeństwa, Kodeks stanowi, że uprawnienie
takie (dające w praktyce możliwość wdrożenia odpowiedniej procedury) nie występuje,
gdy  istnieje  techniczna  możliwość  oraz  stosowność  konwalidacji  małżeństwa  (kan.
1674 § 2). Definiując dalej specyficzne obowiązki Sędziego w sprawach dotyczących
nieważności małżeństwa, kodeks ustanawia ponadto, że jednym z nich jest obowiązek -
przed  przyjęciem  sprawy  do  rozpatrzenia  a,  także  w  jej  toku,  jeśli  pojawia  się
możliwość, że zakończy się ona pozytywnie - wykorzystania „środków

background image

pastoralnych" (rozmowy, namowy, odsyłanie do doradców ekspertów, którzy mogliby
pomóc),  mogących  doprowadzić  do  konwalidacji  małżeństwa  i  do  wznowienia  przez
małżonków wspólnego życia małżeńskiego (kan. 1676).

Konsultant  par  borykających  się  z  poważnymi  trudnościami  małżeńskimi  ma  do

dyspozycji  rozmaite  formy  działania,  nie  tylko  zaproponowanie  wniesienia  sprawy
kanonicznej  o stwierdzenie nieważności związku  małżeńskiego.  Nawet w przypadku,
gdy  nieważność  taka  jest  bowiem  teoretycznie  możliwa,  nie  może  on  pominąć
pozostałych rozwiązań, w tym konwalidacji małżeństwa, jeśli wydają się one bardziej
odpowiednie w konkretnej sytuacji zainteresowanych.

Na czym więc opiera się możliwość „konwalidacji" małżeństwa nieważnego? Na ile

jest ona zgodna z fundamentalnymi zasadami kanonicznego prawa małżeńskiego? Przy
analizie  tego  zagadnienia  posłużymy  się  wypróbowanym  już  schematem,
rozpoczynając od rozważenia elementów prawa substancjalnego.

1. ELEMENTY PRAWA MATERIALNEGO

1) Fundamentalna zasada, na której opiera się instytucja konwalidacji małżeństwa,

jest  jednocześnie  podstawową  zasadą  całej  dyscypliny  kanonicznej  dotyczącej
małżeństwa:  określa  ona  konsens  jako  przyczynę  początkową,  w  języku  klasycznym
„przyczynę sprawczą" małżeństwa.

Zasadę tę zatwierdza samo prawo kanoniczne, stanowiąc, że to zgoda stron tworzy

(facit) małżeństwo,  co  jasno  przedstawia  kan.  1057  §  1.  Ów  konsens,  który  prawo
uważa za akt bardzo osobisty i niezastępowalny, jest aktem woli, poprzez który strony
wzajemnie się sobie oddają w celu stworzenia małżeństwa (kan. 1057 § 2). Ten dar z
samego siebie dokonuje się, w szczególności, poprzez zobowiązanie się wobec drugiej
strony  do  wypełniania  obowiązków  małżeńskich  i  uznania  jej  praw  należących  się
legalnemu małżonkowi i tylko jemu samemu.

Akt woli - rozpatrując go z punktu widzenia analizy psychologicznej - jest sam w

sobie  prawidłowy,  jeżeli  jest  on  nakierowany  bezpośrednio  na  podmiot  mogący  być
celem woli małżeńskiej, nawet jeżeli w konkretnym wypadku podmiot ten nie zamierza
być  przedmiotem  tej  woli.  Można  to  zilustrować  bardzo  prostymi  przykładami,
odchodząc na moment od tematyki małżeństwa. Tomasz mógłby wykazać wolę (samą
w  sobie  prawidłowo  ukształtowaną)  kupna  samochodu,  który  według  niego  jest
własnością  Krzysztofa,  mimo  iż  ten  ostatni  nie  ma  w  rzeczywistości  żadnego
samochodu;  Sławomir  mógłby  wykazać  wolę  (samą  w  sobie  prawidłowo
ukształtowaną) zakupu Giocondy Leonarda da Vinci, mimo że to dzieło sztuki nie jest
na sprzedaż i nie może go nabyć osoba prywatna.

Przykłady  te  mogą  pomóc  zrozumieć  rozróżnienie,  które  można  wyrazić  poprzez

terminologię, której użycie stało się zwyczajem na polu kanonicznym, zaakceptowaną
także w prawie wcześniej obowiązującym. KPK z 1917 roku,

background image

traktując o instytucji konwalidacji, którą rozważamy, wprowadził rozróżnienie w kan.
1139  między  konsensem,  który  nazywał  „naturalnie  wystarczającym"  i  konsensem
„prawnie skutecznym".

Konsens  „naturalnie  wystarczający"  to  ten,  który  jest  prawidłowy  jako  akt

psychologiczny,  tj.  taki,  który  potencjalnie  może  się  stać  faktycznym  konsensem
małżeńskim;  na  przykład  nie  może  być  on  wadliwy  z  powodu  złych  intencji
(przypominamy rozważane przypadki symulacji) lub z powodu przyczyn zewnętrznych
(jak przymus lub błędy wcześniej rozważane). Natomiast konsens „prawnie skuteczny"
to akt, który w dziedzinie prawa faktycznie wywołuje swoje skutki: zarówno dlatego, że
odnosi  się  w  rzeczywistości  do  podmiotu,  który  może  zawrzeć  małżeństwo,  jak  też
dlatego, że jest wyrażony w formach, które prawo uważa za istotne dla jego zaistnienia.

Możemy  starać  się  jeszcze  lepiej  zrozumieć  te  pojęcia,  powracając

do

wspomnianego  już  przepisu  podstawowego,  tj.  pierwszego  paragrafu  kan.  1057.
Stwierdza on, że przyczyną sprawczą małżeństwa jest zgoda stron (konsens, który jest
sam w sobie prawidłowy lub „naturalnie wystarczający"), ale dodaje, że tym niemniej ta
zgoda przynosi efekty (jest innymi słowy „prawnie skuteczna") tylko, jeżeli wychodzi
od obu osób zdolnych pod względem prawnym i w sposób przewidziany przez prawo
kanoniczne.

Chcąc  rozważyć  ten  przepis  od  strony  negatywnej,  możemy  wywnioskować,  że

małżeństwo  mogłoby  być  nieważne  bądź  z  powodu  braku  konsensu  naturalnie
wystarczającego,  bądź - także  w  przypadku,  gdy  on  istnieje -z  powodu  niezdolności
prawnej przynamniej jednego z kontrahentów albo też z powodu przedstawienia tego
konsensu  w  sposób  niezgodny  z  prawem.  W  ostatnich  dwóch  przypadkach  konsens,
choć naturalnie wystarczający, byłby prawnie nieskuteczny.

Konwalidacja  małżeństwa  jest  więc - uznając  zawarty  ślub  za  nieważny

-możliwością  przypisania  wartości  prawnej  związkowi,  który  powinna  ona  była
stworzyć: doprowadzając do tego, że ewentualnie brakujący konsens małżonków (lub
jednego z nich) dochodzi do skutku lub też przydając skuteczność prawną konsensowi
samemu  w  sobie  naturalnie  wystarczającemu,  lecz  „sparaliżowanemu"  w  swej
skuteczności przez niezdolność osobistą lub wadliwość formalną.

2)  Jak  łatwo  można  zrozumieć  na  podstawie  tego,  co  zostało  do  tej  pory

powiedziane,  procedura  konwalidacji  małżeństwa  jest  stosowana  w  przypadku
małżeństwa  obiektywnie  nieważnego  lub  małżeństwa,  które  z  moralnego  punktu
widzenia można za takie uznać. Małżeństwo może być nieważne z trzech powodów.

a) Jak już wspomniano, najpoważniejszym powodem nieważności małżeństwa jest

naturalna  niewystarczalność  konsensu.  W  takim  przypadku  konwalidacja  nie  jest
niczym  innym,  jak  tylko odnowieniem  niewystarczającego  konsensu,  oczywiście  w
wypadku, kiedy warunki niezbędne dla jego skuteczności prawnej istnieją również w
momencie zatwierdzenia małżeństwa.

background image

A zatem, na przykład, jeżeli między zawarciem konsensu naturalnie niewystarczającego
i jego ponownym zawarciem, jedna ze stron wskazałaby na istnienie przeszkody nie do
ominięcia (np. impotencja seksualna), konwalidacja nie mogłaby mieć miejsca.

b) Po drugie, małżeństwo może być nieważne z powodu niezdolności prawnej obu

stron lub jednej z nich, jako dotkniętych jedną z „przeszkód", o których mowa w kan.
1083-1094.  Oczywiste  jest,  że  w  przypadku,  gdy  taka  przeszkoda  jest  nie  do
przezwyciężenia (ponieważ ma źródło w „pozytywizacji" nakazów prawa Bożego, tzw.
pozytywnego lub naturalnego), konwalidacja mogłaby mieć miejsce tylko wtedy, gdy
zniknie  przeszkoda.  Tak  dzieje  się  w  przypadku  przeszkody  w  postaci  istnienia
uprzedniego, dopełnionego związku małżeńskiego, która może zostać przezwyciężona
tylko w przypadku śmierci jednego z małżonków (por. kan. 1141 i 1085 § 1).

c) Małżeństwo może być też nieważne z powodu wady co do for-my wymaganej dla

jego ważności. Mówiąc w tym przypadku o motywie nieważności, który opiera się na
przepisach (por. definicję w kan. 10) natury czysto kościelnej, jasne jest, że teoretycznie
konwalidacja  małżeństwa  jest  wówczas  możliwa.  Kwestia  ta  nie  podlega  dyskusji,
jeżeli  chodzi  o  ewentualne  wady  formalne  małżeństwa  kanonicznego  (np.
niewystarczająca  liczba  świadków,  celebracja  małżeństwa  przez  proboszcza
zawieszonego  w  swoich  czynnościach  z  powodu  wyroku  sądowego  lub  dekretu
biskupa; przyczyna przedstawiona w czwartym z niżej przedstawionych przykładów).
Kwestią sporną jest natomiast przypadek takiego małżeństwa, którego zawarcie odbyło
się  bez  formy  kanonicznej,  ponieważ  osoby  zainteresowane  życzyły  sobie  formy
cywilnej  lub  formy  wspólnot  religijnych,  których  ceremonie  małżeństwa  Kościół
Katolicki  nie  uznaje  na  równi  z  własnymi  (w  praktyce  chodzi  o  obrzędy  akatolików
wschodnich: por. kan. 1127 § 1).

Jak  wiadomo - zwłaszcza  w  kontekście  duszpasterstwa  włoskiego -najczęściej

występujący  jest  przypadek  ślubu  cywilnego  zawieranego  przez  osoby,  z  których
przynajmniej  jedna  jest  zobowiązana  do  zachowania  formy  kanonicznej  wedle  kan.
1117.  Należy  między  innymi  pamiętać,  że  nie  jest  przewidziane,  aby  katolicy  byli
uprawnieni do zawarcia ślubu cywilnego (przy zwolnieniu z formy kanonicznej), chyba
że  występuje  zagrożenie  życia  (por.  AAS  77  [1985]  771).  Także  w  przypadku
małżeństwa mieszanego - przy zastosowaniu możliwości, o której mowa w kan. 1127 §
2 - dekret ogólny Konferencji Episkopatu Włoch obowiązujący od 17 lutego 1991 roku
zakłada,  że  ogólnie  rzecz  biorąc,  alternatywna  forma  uroczystości  powinna  mieć
charakter  religijny  (por.  art.  50).  Jedyny  wyjątek,  w  ramach  ewentualności,  do  której
tekst  się  odnosi,  stanowi  porozumienie  między  Konferencją  Episkopatu  i Tavola
valdese, 
które przewiduje możliwość, aby forma cywilna stanowiła alternatywę formy
kanonicznej.

W  doktrynie  rozważa  się,  czy  ślub  cywilny  osób  zobowiązanych  do  formy

kanonicznej może zostać konwalidowany. Debata doktrynalna, jak i procedura

background image

administracyjna  i  prawna  skłaniają  się  ku  odpowiedzi  twierdzącej.  Nie  jest  jednak
możliwa  w  tym  miejscu  analiza  argumentacji,  o  której  można  przeczytać  w
specjalistycznej literaturze.

3) Przedstawiwszy  tu  podstawy  konwalidacji  małżeństwa,  obecnie  zajmiemy  się

tym, jak w praktyce działa mechanizm przewidziany przez prawo pozytywne.

W ramach wprowadzenia, należy sprecyzować, że prawo kanoniczne przewiduje w

rzeczywistości  dwie  formy  konwalidacji  małżeństwa:  pierwsza,  to  tzw.  uważnienie
zwykłe; druga, uważnienie w zawiązku. Terminy te pochodzą z samego kodeksu.

Należy  od  razu  zaznaczyć,  że  prawo  kanoniczne  nie  przewiduje  formy  tzw.

automatycznej konwalidacji małżeństwa, która mogłaby mieć miejsce (jeśli byłoby to
przewidziane przez prawo), gdyby małżonkowie kontynuowali wspólne życie jakiś czas
po dowiedzeniu się o  nieważności ich związku, potwierdzając tym  samym, w sposób
dorozumiany,  poprzez  konsekwentne  mieszkanie  razem,  że  wolą  ich  jest  przydanie
skuteczności  swojemu  początkowemu  konsensowi  naturalnie  niewystarczającemu  lub
tylko nieskutecznemu. Wręcz przeciwnie, prawo kanoniczne wymaga do konwalidacji
specyficznych i pozytywnych zabiegów: ze strony bezpośrednio zainteresowanych lub
władzy kościelnej.

Przedstawiwszy  tu  przesłanki  konwalidacji,  możemy  przejść  teraz  do  konkretnej

analizy tej instytucji prawnej.

4) Elementem  charakterystycznym  i  istotnym  pierwszej  formy  konwalidacji

małżeństwa, tzw. uważnienia zwykłego, jest to, że dochodzi do niej poprzez ponowienie
konsensu. To ponowienie konsensu jest wymagane przez prawo pozytywne kościelne,
także  w  przypadku,  gdy  małżeństwo  jest  nieważne  nie  z  powodu  naturalnej
niewystarczalności samego konsensu, ale tylko z powodu jego nieskuteczności prawnej
(por.  kan.  1156  §  2).  Ponowienie  takie  jest  nowym  aktem  woli  skierowanym  na
utworzenie małżeństwa, o którym strona ponawiająca wie lub przypuszcza, że było od
początku nieważne (por. kan. 1157).

Sposoby  wyrażenia  tego  nowego  aktu  woli  mogą  być  różne  w  zależności  od

przyczyny nieważności małżeństwa i od stopnia jej upublicznienia. Są to elementy, o
których  będzie  mowa  w  dalszej  części  wykładu.  Wcześniej  jednak  zajmiemy  się
sprecyzowaniem  i podsumowaniem  podstawowych  aspektów  charakteryzujących
uważnienie zwykłe na drodze ponowienia konsensu.

Aby  móc  dokonać  takiego  uważnienia  małżeństwa,  potrzebna  jest,  w  pierwszej

kolejności,  wiedza  lub  przynajmniej  opinia,  że  własne  małżeństwo  jest  nieważne.  W
konsekwencji,  konieczna  jest  także  świadomość  co  do  udzielenia  nowego  konsensu.
Niewystarczające  do  zrealizowania  podstawowych  celów  konwalidacji  będzie  zatem
przekonanie,  że  chodzi  o  zwykłe  formalne  uregulowanie  konsensu  już  zawartego  lub
jego potwierdzenie czy umocnienie. Osoba zobowiązana do ponowienia konsensu musi
być jednak świadoma, że stoi

background image

w  obliczu  konieczności  autentycznego  ponowienia  swojego  konsensu
małżeńskiego,  którego  alternatywą  jest  trwanie  w  sytuacji  nieważności
(świadomej) swojego małżeństwa.

Po drugie, jest konieczne, aby w momencie ponawiania zawierany konsens posiadał

wszystkie wymagane przez prawo przymioty, żeby mógł się stać przyczyną sprawczą
związku  małżeńskiego.  Jeżeli  bowiem  byłby  on  istotnie  wadliwy lub  błędny,  nie
mógłby  doprowadzić  do  skutecznej  konwalidacji.  Tak  może  być  w  przypadku
małżonków,  którzy  konwalidują  związek,  z  jakiego  mają  czworo  dzieci  i  którzy,
zawierając  wznowiony  konsens,  chcieliby  z  góry  wykluczyć  posiadanie  kolejnych
dzieci. Ich nowy konsens były w znacznym stopniu błędny. Przykład ilustrujący błędne
ponowienie  konsensu,  przytoczony  poniżej  jako  pierwszy,  przedstawia  przypadek
świadomego błędu, który występuje w momencie ponowienia konsensu.

Konieczne jest także,  aby w  momencie konwalidacji  małżeństwa strony  posiadały

pełną,  wymaganą  przez  prawo  zdolność.  W  przeciwnym  bowiem  wypadku,  konsens,
choć ponowiony, nie byłby skuteczny.

Jak  zostało  wcześniej  zasygnalizowane,  sposób  ponowienia  konsensu  zależy  od

motywu  nieważności  małżeństwa,  które  ma  zostać  kownalidowane  i  od  stopnia  jego
upublicznienia. W ten sposób można wyróżnić następujące przypadki.

a) W  przypadku  małżeństwa  nieważnego  z  powodu  obecności  przeszkody

zrywającej, aby  móc przystąpić do  konwalidacji, konieczne jest, żeby ona „zniknęła"
lub  minęła  (np.  wiek,  wcześniejszy  związek)  lub  też  aby  została  usunięta,  jeżeli  to
możliwe,  na  drodze  dyspensy  (np.  pokrewieństwo,  ślub  czystości  osoby  duchownej),
jak stanowi kan. 1156 § 1. W tych przypadkach ponowienie konsensu jest wymogiem
prawa  pozytywnego  kościelnego,  ponieważ  nieważność  małżeństwa  wynika  z
nieskutecznego (z powodu przeszkody), ale samego w sobie naturalnie wystarczającego
konsensu.

Jeżeli chodzi o sposoby ponowienia konsensu - jeżeli przeszkoda, będąca przyczyną

unieważnienia  była  publiczna  (lub  możliwa  do  wykazania  w  zakresie  zewnętrznym,
por. kan. 1074 i 1158 § 1), konsens musi zostać ponowiony w formie kanonicznej; jeżeli
jednak owej przeszkody  nie  można wykazać  w zakresie zewnętrznym, konsens  może
zostać  ponowiony prywatnie  i  w  tajemnicy,  wyłącznie  przez  stronę  wiedzącą  o  jej
istnieniu, naturalnie pod warunkiem, że konsens drugiej strony trwa nadal. Jeżeli jednak
przeszkoda niemożliwa do wykazania jest wiadoma obu stronom, konsens musi zostać
przez te dwie osoby  ponowiony, nawet  w sposób prywatny i  tajny  albo też w formie
kanonicznej i w sposób innym niewiadomy (kan. 1158 § 2)

b) W przypadku małżeństwa nieważnego z powodu braku konsensu, konieczne jest,

według prawa naturalnego, jego ponowienie przez stronę, która go nie wyraziła. Jeżeli
chodzi o formę takiego ponowienia, może być ona prywatna i tajna, gdy braku konsensu
nie da się udowodnić i gdy trwa konsens

background image

drugiej  strony  (por.  kan.  1159  §§  1-2);  musi  być  ono  jednak  wyrażone  w  formie
kanonicznej, jeśli brak konsensu może zostać wykazany (por. kan. 1159 § 3).

c)  W  przypadku  małżeństwa  nieważnego  z  powodu  braku  formy  kanonicznej,

uważnienie  zwykle  może  się  dokonać  tylko  wraz  z  nowym  wyrażeniem  konsensu,
przestrzegającego wymaganej formy, jaka uprzednio była przez niego nieprzestrzegana.

5) Forma konwalidacji zwana „uważnienie w zawiązku" charakteryzuje się głównie

podkreśleniem trwałości konsensu jako aktu psychologicznego. Można ją stosować w
przypadku  małżeństw  nieważnych  z  powodu  zwykłej nieskuteczności  konsensu,
samego  w  sobie  naturalnie  wystarczającego,  który  stal  się  „nieskuteczny"  z  powodu
wystąpienia przeszkody lub wady w formie celebracji ślubu.

W tej szczególnej formie konwalidacji władza kościelna, opierając się na trwałości

konsensu 

naturalnie 

wystarczającego, 

usuwa 

przyczynę 

powodującą 

jego

nieskuteczność - udzielając  dyspensy  eliminującej  przeszkodę  lub  nieprzestrzeganie
formy - bez wymagania odnowienia samego konsensu. Jeżeli dobrze rozważyć definicję
uważnienia  w  zawiązku  („sanacji  u  podstawy"),  którą  podaje  kan.  1161  §  1,  można
wyodrębnić następujące elementy tej instytucji prawnej.

Jasne  jest,  że - opierając  się  na  trwałości  konsensu  jako  aktu  psychologicznego -

należy  zweryfikować  wystąpienie  takiej  przesłanki  w  celu  zastosowania  tego  środka
zaradczego  w  przypadku  małżeństwa  nieważnego.  Również  i  w  takim  wypadku
pamiętać  należy  o  ogólnych  zasadach  proceduralnych  i  niektórych  kryteriach
poszlakowych.

Zgodnie z ogólną zasadą, udzielony konsens małżeński musi być uważany za trwały.

Jego odwołanie jest faktem, a fakty należy udowodnić, nie tylko zakładać. Oczywiście
udowodnienie jakiegoś faktu może nastąpić poprzez dowód poszlakowy.  W tym celu
pomocne  są  kryteria,  o  których  niedawno  była  mowa.  Pamiętać  należy,  że  niezgoda
małżonków,  odmowa  przystąpienia  do  konwalidacji  własnego  małżeństwa  poprzez
ponowienie konsensu, separacja małżonków (faktyczna lub legalna), wniosek o rozwód
- wszystkie te okoliczności uważane są za poszlaki niewystarczające do udowodnienia
odwołania konsensu. Natomiast za poszlaki udowadniające takie odwołanie uważa się
rozwiązanie  małżeństwa  przez  papieża  z  powodu  niedopełnienia  lub  wyrok  o
stwierdzeniu  nieważności  małżeństwa.  Należy  jednak  pamiętać,  że  mowa  jest  o
kryteriach  poszlakowych,  które  stanowią  dowód  domniemany.  Rzeczywista  wola
małżonków  będzie  musiała  zostać  uważnie  przeanalizowana  i  będzie  się  mogło
ewentualnie  okazać,  że  nie  pokrywa  się  z  tym,  co  z  dużym  prawdopodobieństwem
wykazało kryterium poszlakowe.

Jeżeli  trwałość - równoczesna  i  aktualna - konsensu  stron  jest  warunkiem

koniecznym  dla  ważności  sanacji,  dla  jej  prawomocności,  muszą  istnieć  realne
przesłanki wskazujące, że konsens taki będzie trwał nadal, także w przyszłości, jako że
zainteresowani małżonkowie mają zamiar utrzymać życie małżeńskie

background image

(por.  kan.  1161  §  3).  Uważnienie  małżeństwa,  którego  rozpad  byłby  łatwy  do
przewidzenia, byłoby więc nierozważne.

Równoczesne  trwanie  konsensu  stron  jest  warunkiem  koniecznym  przy

dokonywaniu  uważnienia  w  zawiązku,  o  czym  przypomina  kan.  1162,  którego  drugi
paragraf  należy  dobrze  przeanalizować.  Podczas  gdy  pierwszy  jest  intuicyjnie
zrozumiały, a ogranicza się do przypomnienia, że sanacja nie może zostać zastosowana,
gdy brakuje konsensu - nawet tylko jednej ze stron - bądź od samego początku, bądź z
powodu  jego  odwołania  w  późniejszym  czasie,  paragraf  drugi  wskazuje,  że  jeżeli
chodzi o istotę i skutki sanacji (które później zanalizujemy), może ona mieć miejsce - w
przypadku konsensu początkowo brakującego, a potem złożonego - tylko w momencie
jego  wejścia  w  życie.  Postępowanie  przeciwne -jeżeli  chodzi  o  istotę  i  skutki  tej
instytucji - byłoby  sprzeciwieniem  się  podstawowej  zasadzie  dotyczącej  natury
przyczyny sprawczej konsensu w powiązaniu z małżeństwem.

Jak  zostało  wspominanie,  uważnienie  w  zawiązku,  następuje  zazwyczaj  poprzez

zwolnienie  od  przeszkody  lub  od  przestrzegania  formy  kanonicznej.  Po  otrzymaniu
takiego  zwolnienia  i  potwierdzeniu  trwałości  konsensu,  mamy  już  wszystkie  istotne
elementy potrzebne do sanacji (por. kan. 1163); w takim wypadku ocena możliwości jej
dokonania  zależy  od  władz  kościelnych.  Niemniej,  jak  wiadomo,  nie  od  wszystkich
przeszkód można zostać zwolnionym, jako że niektóre z nich (które zazwyczaj dotyczą
tzw.  prawa  naturalnego  czy  prawa Bożego  pozytywnego)  nie  mogą  zostać  usunięte
przez dyspensę władz kościelnych. W stosunku do tych ostatnich przeszkód, poprzedni
Ustawodawca,  wyrażając  szacunek  dla  prawa  naturalnego  i  boskiego  pozytywnego,
ustanawiał niemożność dokonania uważnienia także po zniknięciu tych przeszkód (por.
KPK z 1917, kan. 1139 § 2). Obecna Ustawa, nie umniejszając bynajmniej szacunku
względem prawa wpisanego przez Stwórcę w naturę rzeczy czy też potwierdzonego w
Objawieniu (nie jest możliwe zwolnienie z przeszkód, które tam występują), ale będąc
prawdopodobnie  ściślej  związaną  z  logiką  instytucji  sanacji,  która  traktuje  konsens
naturalnie wystarczający jako rzeczywisty akt psychologiczny (mogącej nastąpić - jak
wyżej zauważono - także przy chwilowej niedyspozycji faktycznej podmiotu), stanowi,
że  uważnienie  może  być  zastosowane  także  w  przypadku  małżeństw  nieważnych  z
powodu  przeszkód  wynikających  z  prawa  naturalnego  (impotencja  seksualna,
pokrewieństwo  w  linii  bezpośredniej,  być  może  pokrewieństwo  drugiego  stopnia  w
linii bocznej)  lub  z  prawa  Bożego  pozytywnego  (związek  małżeński),  jeżeli  tylko
wspomniane przeszkody ustaną (por. kan. 1163 § 2).

Opierając się na wartości konsensu stron naturalnie wystarczającego, który nabiera

mocy  wraz  z  wyeliminowaniem  (przez  dyspensę  lub ustanie)  przeszkody  lub
zwolnieniem (przez odpowiednią władzę) z formy kanonicznej, wydaje się oczywiste,
że uważnienie w zawiązku jest też dopuszczalne - choć

background image

jedynie  w  przypadku  wystąpienia  poważnej  przyczyny - także  bez  wiedzy  stron
zainteresowanych lub jednej z nich (por. kan. 1164).

6) Jakie  są  skutki  konwalidacji  małżeństwa?  Pod  tym  względem  obie  rozważane

formy  konwalidacji  mają  jednakowy  podstawowy  skutek -stworzenie  związku
małżeńskiego.  Wchodzi  on  w  życie  w  momencie  wznowienia  konsensu  w  przypadku
tzw.  uważnienia  zwykłego  i  w  momencie  zezwolenia  ze  strony  władzy  kościelnej  w
przypadku tzw. uważnienia w zawiązku. Jak zwykło się mówić, podstawowy skutek obu
form konwalidacji ma miejsce ex nunc.

W przypadku sanacji u podstawy, występuje dodatkowo skutek drugorzędny, który

odzwierciedla  się  w  przeszłości,  a  o  którym  mówi  się,  że  powoduje  skutek ex  tunc.
Dokładniej,  jest  mowa  o  działaniu  wstecznym  w  momencie  ślubu  tzw.  skutków
kanonicznych  małżeństwa  (np.  prawowitość  urodzenia  dzieci:  por.  kan.  1137-1138).
Bardzo jasno wyraża się kan. 1161
§  2,  rozróżniając  oba  skutki  sanacji  u  podstawy:  „Konwalidacja  następuje  od  chwili
udzielenia łaski; natomiast cofnięcie skutków kanonicznych małżeństwa odnosi się do
momentu zawarcia małżeństwa, chyba że co innego wyraźnie zastrzeżono".

Jakie mogą być i jak są uzasadnione te możliwe zastrzeżenia? Są one wymienione w

kan.  1162  §  2  i  kan.  1163  §  2  i  są  uzasadnione  w  związku  z  motywem  nieważności
małżeństwa, które ma podlegać sanacji.

7) Do kogo należy zwrócić się w przypadku, kiedy jest możliwe uważnienie zwykłe

lub uważnienie w zawiązku małżeństwa?

Istnieje  przypadek,  w  którym  nie  trzeba  zwracać  się  do  żadnego  organu.  Ma  to

miejsce  wtedy,  gdy  zachodzi  konieczność  uważnienia  zwykłego  małżeństwa,
nieważnego  z  powodu  przeszkody  albo  też  błędu  konsensu,  które  nie  mogą  zostać
udowodnione w zakresie stosunków publicznych wspólnoty (tzw. zakres zewnętrzny) -
w takim przypadku wystarczy, żeby strona lub strony wiedzące o nieważności odnowiły
konsens prywatnie (bez publicznych formalności) i w tajemnicy (bez świadków), por.
kann. 1158 § 2 i 1159 § 2.

Natomiast  w  przypadku,  gdy  należy  dokonać  uważnienia  zwykłego  małżeństwa

nieważnego  z  powodu  błędu  formalnego,  z  powodu  przeszkody  możliwej  do
udowodnienia lub też błędu w konsensie, który jest możliwy do udowodnienia, wydaje
się  wystarczające,  jeżeli  zainteresowani  zwrócą  się  do  kompetentnego  organu  o
udzielenie pomocy  w ich  małżeństwie, jak to przedstawia kan.  1115, a konkretnie do
proboszcza. To włażnie on będzie potem  musiał poprosić o zwolnienie z ewentualnej
przeszkody  (gdy  jest  ona  przyczyną  nieważności  małżeństwa)  władze,  które  mogą
udzielić takiej dyspensy, biskupa lub Stolicę Apostolską.

Na koniec, w przypadku uważnienia w zawiązku, nowy kodeks idąc za wskazaniami

soborowymi,  umacniając  zwyczajowe  uprawnienia  biskupów  diecezji - poszerzył
możliwości  tych  ostatnich  do  dokonania  takiego  uważnienia  w  przypadku  małżeństw
nieważnych. Czytając uważnie rozporządzenie kan.

background image

1165, można wyciągnąć wnioski, że Stolica Apostolska rezerwuje dla siebie udzielenie
uważnienia w zawiązku tylko w trzech przypadkach:

a) sanacji  ogólnych,  tj.  wszystkich  przypadków  połączonych  wspólną  przyczyną

nieważności (np. małżeństwa udzielone przez fałszywego duchownego);

b) małżeństwa  nieważnego  z  powodu  przeszkody,  od  której  zwolnić  może  tylko

Stolica  Apostolska  (śluby  kościelne  bądź  zakonne;  publiczne  zobowiązanie  do
zachowania czystości; przestępstwo);

c) małżeństwo  nieważne  z  powodu  przeszkody  ze  strony  prawa  Bożego

-naturalnego lub pozytywnego - która została wyeliminowana.

We  wszystkich  innych  przypadkach  zezwolenie  na  uważnienie  w  zawiązku  może

wydać biskup diecezji. W takich wypadkach można zastosować przez analogię przepis
kan. 1115 i wykorzystać kryteria, które są stosowane przy okazji zindywidualizowania
proboszcza  mającego  pomóc  małżeństwu  (a  więc  miejsce  zamieszkania,  miejsce
quasi-zamieszkania, miejsce  miesięcznego  pobytu  przynajmniej  jednego  z  dwojga
zainteresowanych); albo też można skierować się do biskupa miejsca, w którym zostało
zawarte  małżeństwo  mające  podlegać  sanacji,  pod  warunkiem,  że  zostało  zawarte  w
formie kanonicznej, choćby błędnej, jednak nie w przypadku całkowitego jej braku.

2. WSKAZÓWKI DLA KONSULTANTA

Przedstawimy  teraz  kilka  uwag,  które  mogą  się  okazać  przydatne  dla
konsultanta.

1) Po  pierwsze,  doradcy  muszą  zdawać  sobie  sprawę z  istnienia  możliwości

konwalidacji  nieważnego  małżeństwa,  przewidzianej  przez  prawo  kanoniczne.
Rozwiązaniem,  jakie  można  zaproponować  w  przypadku  małżeństwa,  które -jak  się
podejrzewa - może  być  nieważne,  nie  musi  być  koniecznie  i  wyłącznie  wniesienie
sprawy  o  stwierdzenie  nieważności.  Może  być  tak,  że  małżonkowie,  choć  osobiście
przekonani o tym, iż może istnieć powód dla stwierdzenia nieważności ich małżeństwa,
nie  mają  zamiaru  zakwestionowania  jego  ważności.  Również  w  przypadku,  gdy
mieliby oni taki zamiar, należy przedstawić im możliwość konwalidacji ich małżeństwa
po  to,  aby  podejmując  decyzję,  byli  jak  najlepiej  poinformowani  o  wszystkich
możliwych  sposobach  działania,  które  ustawodawstwo  Kościoła  w  tym  przypadku
oferuje.

2) Możliwość  konwalidacji małżeństwa  musi  zostać  przedstawiona  zwłaszcza  w

przypadku, gdy wspólne życie małżonków zostało wznowione po wycofaniu sprawy o
stwierdzenie  nieważności  małżeństwa.  Jak  pokaże  drugi  z  niżej  przytoczonych
przykładów,  może  zdarzyć  się,  że  w  trakcie  prowadzenia  sprawy  o  stwierdzenie
nieważności małżeństwa małżonkowie zdecydują się ponownie zacząć wspólne życie,
czy to dla dobra dzieci, czy to po przemyśleniu swojej decyzji i zdaniu sobie sprawy z
wiążących ich uczuć. Trwający w tym czasie proces mógł wykazać (także w przypadku,
gdy nie doszło jeszcze do

background image

przedstawienia wyroku) rzeczywistą możliwość udowodnienia na forum zewnętrznym
błędu w  konsensie  lub  istnienia  przeszkody.  W  takim  przypadku  nie można  pominąć
zaproponowania zainteresowanym konwalidacji ich małżeństwa.

3) Poza  tym,  co  zostało  do  tej  pory  powiedziane,  doradca  musi  rozsądnie  ocenić

sytuację,  aby  nie  poruszyć  zbyt  wcześnie  czy  nawet  bezpodstawnie  kwestii
konwalidacji  (prostej)  małżeństwa,  gdy  przewiduje,  że  (np.  w  obliczu prostoty
kulturalnej  zainteresowanych)  konieczność  ponowienia  konsensu  nie  zostałaby
zrozumiana czy wręcz byłaby ona odrzucona. W takim przypadku, jeżeli okoliczności
na  to  pozwalają  (tj.  gdy  nieważność  małżeństwa  zależy  od  przeszkody  lub  błędu
formalnego), doradca może się zwrócić do kompetentnych organów w celu uzyskania
sanacji u podstawy, ustalając, czy istnieje w tym wypadku możliwość zaproponowania
zainteresowanym przynajmniej tej szczególnej formy konwalidacji, nie niosącej ze sobą
konieczności ponowienia konsensu.

4) Także  w  przypadku,  gdy  zainteresowani  są  gotowi  do  konwalidacji  swojego

małżeństwa, doradca musi zasugerować im, aby nie spieszyli się (dotyczy to również
ich duszpasterzy) z konwalidacją. Pośród niżej przytoczonych przykładów znajduje się
przypadek (przykład pierwszy) konwalidacji, której powinno się było uniknąć (a która
w  rzeczywistości  niczego  nie  uważniła,  ponieważ  istniał  błąd  w  konsensie)  oraz
przypadek (przykład trzeci) konwalidacji nieważnej z powodu braku jej podstawowych
założeń.
W obu przypadkach okazał się niekorzystny pośpiech i nieuzasadniona niecierpliwość
„pasterska", żeby „uporządkować" sytuację małżeńską zainteresowanych.

3. PRZYKŁADY

1. PRZYKŁAD PIERWSZY

Klaudia  była  dobrą,  dość  prostą  dziewczyną,  miała  nieszczęśliwe  życie  rodzinne  z
powodu kłótni i niezgody między rodzicami. Odkąd została sama, zamieszkała z starszą
ciocią i pracowała jako nauczycielka. Poznała Roberta, skromnego urzędnika. Zaczęli
darzyć się sympatią i spotykać się, także w środowisku parafialnym, w którym Klaudia
prowadziła ożywioną działalność.

Robert  był  uprzejmy,  choć  nieco  zmanierowany,  mało  przedsiębiorczy  i

niemanifestujący otwarcie swoich uczuć wobec Klaudii. Ona z kolei, jak wspomniano,
dziewczyna prosta, szczera i pozytywnie nastawiona do życia, nie martwiła się tym i tak
mijały  lata,  z  niedzielnymi  popołudniami  spędzonymi  na  spotkaniach  parafialnych,
domowych partiach gier w karty, rozmowach z ciocią.

Po śmierci tej ostatniej, Klaudia została sama i młodzi zdecydowali się pobrać. Ku

ogromnemu  rozczarowaniu  Klaudii,  po  ślubie  Robert  nawet  nie  próbował  się  do  niej
zbliżyć w sensie małżeńskim, co więcej, wycofywał się i

background image

starał  się  uniknąć  jakichkolwiek,  nawet  nieśmiałych  prób,  zbliżenia  się  do  niego  ze
strony Klaudii. Po kilku miesiącach Klaudia, dla której małżeństwo było także nadzieją
na  spełnienie  się  pragnienia  posiadania  dzieci,  z  wielkim  bólem  stawia  sprawę  jasno
przed  Robertem,  który ze  łzami  w  oczach  wyznaje  jej,  że  już  kilka  lat  przed  ślubem
dowiedział się, że jest nosicielem wirusa HIV. Mówi, że zaraził się nim w czasie służby
wojskowej, że w chwili desperacji z powodu samotności przystał na propozycję dwóch
żołnierzy i zażył narkotyki. To był jedyny raz, kiedy po nie sięgnął, mimo to zaraził się,
ponieważ  wszyscy  trzej  użyli  tej  samej  strzykawki.  Robert  wyjaśnił  Klaudii,  że  nie
chciał  jej  o  tym  powiedzieć  przed  ślubem,  ponieważ  ją  kocha  i  bał  się,  że  może  ją
stracić.

Klaudia wstrząśnięta tym wyznaniem, zwróciła się o radę do księży ze swojej parafii,

którzy od dawna ją znali i darzyli sympatią. Dziewczyna była bardzo dotknięta, lecz jej
silne uczucia chrześcijańskie sprawiły, że nie przestała kochać Roberta i była gotowa
mu  przebaczyć.  Proboszcz  i  wikariusz  obawiali  się,  że  w  ten  sposób  zawarte
małżeństwo może być nieważne i zwrócili się o radę do Kurii. Jeden z jej pracowników,
któremu została przedstawiona cała sytuacja, z podkreśleniem możliwości nieważności
małżeństwa z powodu świadomego błędu, w jaki została wprowadzona Klaudia (o czym
mowa w kan. 1098), odradził konwalidację małżeństwa w związku z tym, że niewiele
czasu  upłynęło  od  odkrycia  oszustwa,  co  nie  pozwoliło  być  może  dobrze  ocenić
sytuacji, jak też trudności, z moralnego i ludzkiego punktu widzenia (chodzi o problem
związany  ze sposobem utrzymywania stosunków płciowych), związanych z życiem z
nosicielem  wirusa  HIV.  Konwalidacja  małżeństwa  została  zatem  odradzona,
przynamniej  w  najbliższym  czasie,  ale  nie  została  zabroniona.  Klaudia  i  Robert
natomiast  byli  na  nią  zdecydowani  i  przy  pomocy  proboszcza  oraz  w  obecności
świadków w osobach wikariusza i zaufanej przyjaciółki została dokonana konwalidacja
małżeństwa.

Ich  wspólne  życie  trwało  kilka  lat;  stan  zdrowia  Roberta  pozostawał  bez  zmian.

Niemniej zauważalna była zmiana na gorsze w jego zachowaniu. Wychodził z domu w
porach,  w  których  normalnie  się  nie  pracuje,  opowiadał  żonie  niezręczne  kłamstwa,
kilka osób widziało go w miejscach cieszących się złą sławą, dołączyło się do tego jego
niezrównoważone  zachowanie  w  domu,  dziwne  manie  i  przeświadczenie  o  byciu
prześladowanym przez współpracowników i sąsiadów. Stopniowo, także dzięki pomocy
lekarza rodzinnego i innych specjalistów, prawda wyszła na jaw. Robert już jako młody
chłopak 

miał 

doświadczenia 

homoseksualne, 

odwiedzał 

miejsca 

spotkań

homoseksualistów  i  utrzymywał  z  nimi  mniej  lub  bardziej  stałe  kontakty.  Nigdy  nie
zażywał narkotyków, a jego nosicielstwo było wynikiem stosunków homoseksualnych.
Także kilka miesięcy po ślubie zaczął znów odwiedzacie środowiska bez wiedzy żony.
Klaudia,  oszukana  w  momencie  ślubu  i  konwalidacji,  kiedy  to - podejmując
nierozważną decyzję, której być może inni nie odważyliby się podjąć - wznowiła swój
konsens wobec mężczyzny będącego nosicielem wirusa HIV, który już raz ją oszukał w
sposób bardzo poważny.

background image

Jasno  wynika,  że  konsens  Klaudii - zarówno  co  do  ślubu,  jak  i  konwalidacji -był

wadliwy z powodu błędu, w który świadomie wprowadził ją Robert co do cechy swojej
osoby  (faktu  bycia  nosicielem  i  homoseksualistą).  Doprowadziło  to  do  poważnego
zaburzenia konsorcjum życia, a wszystko to w celu uzyskania konsensu drugiej strony -
Klaudii.  Należy  zatem  uznać  małżeństwo  i  konwalidację  za  nieważne,  nie  można
bowiem  obciążyć  Klaudii  z powodu  jej  zbytniej  wyrozumiałości  i  łatwowierności,
jeżeli chodzi o historię Roberta i jego zarażenia się wirusem z powodu jednorazowego
zażycia narkotyków.

Jest jednak całkiem możliwe, i to właśnie ma ilustrować przytoczony przykład, że

większa rozwaga przy dopuszczeniu obojga do konwalidacji małżeństwa, opierając się
ich naleganiom i prośbom o jak najszybsze „uregulowanie" ich sytuacji, mogłaby się
przyczynić  do  lepszego  wyjaśnienia  sytuacji,  gdyby  podejść  bardziej  krytycznie  do
opowieści  Roberta  i  mając  więcej  czasu  na  zauważenie  jego  niezrównoważonego
zachowania, które szybko zaczął przejawiać po konwalidacji małżeństwa.

2. PRZYKŁAD DRUGI

Katarzyna  i  Marek  byli  młodymi,  pracującymi  ludźmi.  Ona  była  kasjerką,  on
robotnikiem.  Poznali  się,  zakochali  się  w  sobie  i  po  długim  narzeczeństwie  zaczęli
myśleć o ślubie.

W miarę zbliżania się daty ślubu Katarzyna zauważyła jednak, że Marek poświęca

jej mniej uwagi niż wcześniej. Spytała go, czy coś się zmieniło w jego uczuciach, ale
Marek zaprzeczał. Ślub został więc zawarty.

Wrażenie  Katarzyny  znalazło  jednak  swoje  potwierdzenie  w  życiu  małżeńskim,

Krzysztof  niechętnie  przebywał  w  domu,  unikał  sytuacji  intymnych,  wydawał  się
niezadowolony i rozkojarzony, „myślami gdzieś daleko".

Katarzyna  martwiła  się,  rozmawiała  o  tym  z  rodziną  i  wspólnymi  znajomymi,  od

których (a konkretnie od Juliana i Piotra) dowiedziała się prawdy, której Marek już nie
mógł  zaprzeczyć.  Przygotowując  dom,  w  którym  miał  zamieszkać  z  żoną,  Marek
jeszcze  jako  narzeczony  Katarzyny  poznał  sąsiadkę,  Dorotę,  bardzo  młodą,  ale  już
rozwiedzioną. Uległszy jej pokusom, związał się z nią. Gdy Julian i Piotr dowiedzieli
się o tym, przypomnieli mu o zbliżającym się ślubie, jednak Marek stwierdził, że nie
chce  wszystkiego  zaprzepaścić,  że  chce  potraktować  małżeństwo  z  Katarzyną  jako
próbę, nie przerywając związku z Dorotą. Gdyby ta „próba" się okazała nieudana lub
gdyby okazało się, że bardziej podobałaby mu się Dorota, zostawiłby Katarzynę i został
z  Dorotą.  Julian i  Piotr  ostro  skrytykowali  jego  zamiary,  rozmawiali  o  nich  z
przyjaciółmi (Andrzej i Marcin), jednak żaden z nich nie miał odwagi powiadomić o
tym Katarzyny jeszcze przed ślubem.

Gdy zaledwie w kilka miesięcy po ślubie prawda wyszła na jaw, między Katarzyną i

Markiem doszło do separacji. Katarzyna zasięgnęła rady w parafii i,

background image

zgodnie z sugestią proboszcza, po uprzedniej konsultacji z doświadczonym adwokatem
- wniosła sprawę o stwierdzenie nieważności małżeństwa na podstawie podwójnej wady
w  konsensie  Marka,  wykluczenie  nierozerwalności  małżeństwa  i  wykluczenie
wierności  z  jego  strony.  Przeprowadzone  dochodzenie  pozwoliło  na  zarysowanie
pełnego  obrazu  sytuacji.  Marek,  wyraziwszy  skruchę,  przyznał  się  do  winy;  Piotr  i
Julian  ukazali  jego przedślubne  intencje  jako  dowody  bezpośrednie  i  przedślubne,
Andrzej  i  Marcin  jako  dowody  przedślubne  i  pośrednie,  kilku  krewnych  zarówno  ze
strony  Marka,  jak  i  Katarzyny  przedstawili  uzasadnienie,  które  młodzi  podali  w
związku z separacją. Wszystkim tym osobom Marek powiedział wprost, jak wyglądała
sytuacja. Także Dorota, po skończonej przygodzie z Markiem, bez wahania przyznała
się  do  przedślubnego  związku  z  nim  i  do  zamiaru  kontynuowania  go  także  po  jego
ślubie, w zależności od tego, jak ułoży mu się w małżeństwie z Katarzyną.

Zostały  opublikowane  akta  w  sprawie,  które  potwierdzały  podwójną  wadę  w

konsensie  Marka.  W  tym  czasie  jednak  adwokat  pomagający  Katarzynie  prosił  ją  o
odroczenie procesu, potem po raz kolejny, a później oznajmił, że rezygnuje ze sprawy w
związku  z  tym,  że  Katarzyna  i  Marek  znów  zaczęli  się  spotykać,  pogodzili  się  i
rozpoczęli wspólne życie na nowo.

Jest  to,  oczywiście,  szczęśliwe  zakończenie.  Niemniej  jednak  wada  w  konsensie

Marka  jest  w  sprawie  nie  tylko  dowodem  możliwym,  ale  dowodem,  który  został  już
włączony do procesu sądowego, nawet jeśli nie doszło jeszcze do ogłoszenia wyroku.
Zalecona została zatem konwalidacja małżeństwa. Wikariusz sądowy napisał więc do
proboszcza,  który  wcześniej  wysłuchał  Katarzyny  i  doradził  jej  wniesienie  sprawy  o
stwierdzenie nieważności. Dobroduszny ksiądz wezwał do siebie ją i Marka, wyjaśnił
im  całą  kwestię,  a  sami  zainteresowani  zgodnie  zdecydowali  się  na  konwalidację
swojego  małżeństwa.  Proboszcz  dołączył  do  zatwierdzenia  coś  w  rodzaju  „egzaminu
narzeczonych",  w  którym  obszernie  opisał  odnowione  przez  nich  postanowienia,  i
wreszcie, w obecności dwóch zaufanych świadków, przyjął ich ponowienie konsensu.

Przykład ten pokazuje typowy przypadek, w którym należy zastosować uważnienie

zwykłe,  czyli  w  sytuacji,  gdy  nie  tylko  można  udowodnić  przyczynę  nieważności
małżeństwa,  ale - także  ze  względu  na  fakt  wniesienia  sprawy  do  sądu - całkiem
prawdopodobne jest, że nieważność małżeństwa mogła zostać ujawniona.

3. PRZYKŁAD TRZECI

Piotr i Martyna byli kuzynami tzw. drugiego stopnia; dokładniej - we-dług dyscypliny
KPK z 1917 roku, na podstawie której zostaje zawarte ich małżeństwo (por. kan. 96 § 3
i  1076  §  2) - byli  spokrewnieni  w  trzecim  stopniu  w  linii  jednostronnej.  A  jeszcze
dokładniej: mieli wspólnego pradziadka; ich

background image

babcie  były  siostrami,  matki  pierwszymi  kuzynkami.  W  tym  pokrewieństwie
przekazanym  w  linii  żeńskiej  nazwiska  obu  zainteresowanych  są  oczywiście  różne.
Ponadto,  podczas  gdy  Martyna  mieszkała zawsze  w  małej  górskiej  wsi,  miejscu
pochodzenia  rodziny,  Piotr  urodził  się  i  mieszkał  zawsze  w  dużym  mieście,  dość
odległym  od  tej  wsi,  gdzie  jego  babcia  przeprowadziła  się  po  ślubie  w  poszukiwaniu
pracy i szczęścia.

Oboje  poznali  się  na  wsi  z  okazji  zabawy,  w  której  Piotr  uczestniczył,  w  miejscu

dawnego pochodzenia. Wiedzą o swoim dalekim pokrewieństwie, jednak prawie nigdy
wcześniej się nie widzieli aż do momentu, w którym mieli 25 lat. Zakochali się w sobie
i zdecydowali się na ślub. Został on zawarty właśnie w wiosce Martyny; młodzi mieli,
wymagane w takich wypadkach, kontakty z proboszczem. Jak wspomniano, wiedzieli o
swoim pokrewieństwie, ale nie uważali tego za problem (według KPK z 1917 była to
przeszkoda  zrywająca)  i  dlatego  nie  wspomnieli  o  tym  proboszczowi.  On  sam -
wspaniały duszpasterz, ale z administracyjnego punktu widzenia „osoba mało zaradna"
przeprowadził  dość  powierzchowne  rozeznanie:  nazwiska  są  różne,  ona  pochodzi  ze
wsi,  on  z  dużego  miasta  i  przed  okresem  narzeczeństwa  nigdy  w  wiosce  nie  był...
Właściwie  nie  pytając  o  nic,  proboszcz  zamknął  postępowanie  przedmałżeńskie  i
pomagał przy ślubie, ku radości wszystkich.

W pierwszą sobotę po ślubie, proboszcz udał się na zabawę do sąsiedniej wsi, dokąd

wszyscy  miejscowi  księża  zostali  zaproszeni  na  uroczystą  procesję.  W  czasie
późniejszej kolacji pewien ksiądz, daleki krewny nowożeńców, spytał proboszcza „W
ubiegłą  sobotę  udzieliłeś  ślubu  moim  kuzynom:  pytałeś  o  zezwolenie?"  Proboszcza
ogarnęło przerażenie z powodu tego, co zrobił. Następnego dnia, po niedzielnej mszy
Św.,  zatrzymał  matkę  Martyny  i  mówi  jej,  że  ma  pilną  sprawę  do  omówienia  z
nowożeńcami. Udała się ona do miasta, w którym oboje zamieszkali, i przekazała im to,
co powiedział jej proboszcz: stawiając czoła niewygodom (jest to historia z przed wielu
lat), przyjeżdżają oni do wsi pod koniec następnego tygodnia i w piątkowy wieczór -
zaledwie  15  dni  po  zawarciu  małżeństwa - udają  się  do  proboszcza.  Można  sobie
wyobrazić ich zdziwienie i konsternację: proboszcz wymawia im, że nie powiadomili
go  o  dalekim  pokrewieństwie  (zapominając  o  swoim  powierzchownym  rozeznaniu),
mówi, że będzie trzeba zwrócić się do biskupa z ich przypadkiem oraz że małżeństwo
musi zostać ponownie zawarte. Wystraszeni młodzi nic nie rozumieją, myślą, że będą
musieli ponownie  zaprosić  gości  i  nie  zgadzają  się,  ponieważ  nie  mają  na  to  już
pieniędzy. Uspokajają się, gdy proboszcz mówi im, że wystarczą dwie osoby, siostra i
szwagier  dziewczyny,  i  każe  im  przyjść  ponownie  następnego  wieczoru  bez
rozgłaszania całej sprawy.

A  zatem  w  sobotę,  około  godziny  20.00,  Piotr,  Martyna,  jej  siostra  i  szwagier

przyszli do domu parafialnego. Proboszcz przyjął ich w swoim gabinecie i, po najwyżej
20 minutach i kolejnej „reprymendzie"..., jest już po wszystkim. Oboje zainteresowani
(a  także  dwaj  świadkowie)  nie  pamiętali  nawet,  czy  kazano  im  ponowić  konsens.
Faktem jest, że podpisali dokument, w którym oznajmiali, że

background image

to uczynili. Piotr i Martyna, jak ich dwaj towarzysze, nie przeczytali nawet dokumentu,
który  mieli  podpisać.  Okazując  uległość  proboszczowi,  który  robił  im  wyrzuty,  byli
zadowoleni,  że  rozwiązali  tę  kwestię  (która  zaczynała  dla  nich  nabierać  wymiarów
tragedii) bez problemów i nieprzewidzianych wydatków, i że wszystko zostało szybko
dopełnione, zaledwie dwa tygodnie po ślubie.

Piotr  i  Martyna  wrócili  więc  do  miasta  i  do  codziennej  pracy.  Mijały  lata,  z  ich

związku  zrodziło  się  dziecko,  ale  nie  układało  im  się  dobrze.  W  końcu  doszło  do
separacji,  Martyna  zdecydowała  się  wrócić  na  wieś.  Dawny  proboszcz  już  nie  żył  a
Martyna,  regularnie  odwiedzając  parafię,  poznała  jego  następcę  i  opowiedziała  mu
historię swojego małżeństwa. Nowy proboszcz nabrał podejrzeń, sprawdził w archiwum
i odkrył, że odnowienie konsensu małżonków (zakładając, że oni naprawdę go wyrazili
i byli świadomi tego, co się dokonywało) nastąpiło zaiste dwa tygodnie po ślubie, ale
prośba  o  zwolnienie  z  pokrewieństwa  została  przedłożona  i  otrzymana - przy
ogólnikowym opisie przypadku - później. Poprzedni proboszcz, chcąc jak najszybciej
„uporządkować" sprawę małżonków i mając świadomość popełnionego błędu, popełnił
następny błąd, tym razem jeszcze większy.

Sprawa  trafiła  do  sądu,  któremu  udaje  się  stwierdzić - na  podstawie  zeznań

bezpośrednio  zainteresowanych,  świadków  (wątpliwego)  odnowienia  konsensu,
jednego z krewnych, który wiedział o ponownej wizycie u proboszcza 15 dni po ślubie,
a także na podstawie dokumentów dyspensy udzielonej przez biskupa -że gdy młodzi
(przyznając się do wszystkiego) ponowili swój konsens, byli nadal prawnie niezdolni do
małżeństwa (z powodu pokrewieństwa, co do którego mogliby otrzymać dyspensę, ale
której  jeszcze  nie  otrzymali),  a  zatem  ich  konsens  był  co  najmniej  prawnie
nieskuteczny.

Przykład  ten  jasno  pokazuje,  jak  bardzo  nierozważne  jest  przystąpienie  (lub

sugerowanie)  do  uważnienia  zwykłego  małżeństwa,  z  nadmiernym  pośpiechem,  nie
mając dokładnego obrazu sytuacji, prawa i faktów. Ponadto, ma on zwrócić uwagę na
to, że prawdopodobnie można było zareagować w sposób bardziej rozważny: zamiast
proponowania uważnienia zwykłego małżeństwa osobom, które (z powodu ich poziomu
kulturowego oraz lęku) być może nie były w stanie zdać sobie sprawy z konieczności
ponowienia konsensu, można było otwarcie przedstawić popełniony błąd i zwrócić się
do biskupa z prośbą o uważnienie w zawiązku tego małżeństwa.

4. PRZYKŁAD CZWARTY

Przydarzyło  się  to  księdzu  Ryszardowi,  młodemu  wikaremu  w  średniej  wielkości
gminie, złożonej z kilku parafii. Po otrzymaniu święceń prezbiteriatu, ks. Ryszard został
przydzielony jako wikary do jednej z parafii tej gminy, parafii Santa Maria. Poświęcił
się pracy duszpasterskiej z młodymi ludźmi, przyciągając ich do siebie i zjednując sobie
ich sympatię dzięki swojemu entuzjazmowi i pozytywnym cechom.

background image

Chodzi o młodzież w różnym wieku, wśród nich o Mariusza i Krystynę, od kilku lat

narzeczonych  i  zamierzających  się  pobrać.  Oczywiście  proszą  ks.  Ryszarda  o
przygotowanie do małżeństwa i udzielenie ślubu. Wszystko zostaje zarządzone. Ksiądz
Ryszard  dba  o  przygotowanie duchowe  i  liturgiczne,  proboszcz  Santa  Maria -
kanoniczne. Do ślubu pozostaje już bardzo niewiele czasu. Jest lato i ks. Ryszard został
sam  w  parafii,  jako  że  na  zmianę  z  proboszczem  brał  udział  w  wakacyjnych
inicjatywach  dla  młodzieży  i  dorosłych.  Kilkanaście  dni  przed  ślubem - Mariusz  i
Krystyna  poprosili  o  skromną  i  kameralną  uroczystość,  z  kilkoma  tylko  krewnymi  i
przyjaciółmi.  Narzeczeni  spytali  ks.  Ryszarda:  „Będzie  nas  niewielu,  czy  nie
moglibyśmy wziąć ślubu w kaplicy św. Izydora, w pobliżu domu Krystyny? Sąsiadka,
która  ma  do  niej  klucze,  zgodziła  się.  Wszystkiego  dopilnujemy  sami:  przyniesiemy
kwiaty, posprzątamy i wszystko przygotujemy jak należy." Ksiądz Ryszard nie miał nic
przeciwko temu i cieszył się, że może spełnić prośbę młodych, którzy są mu tak bardzo
drodzy.  W  dniu  ślubu  udał  się  z  niewidoma  zaproszonymi  do  kaplicy  św.  Izydora  i
udzielił ślubu.

Jest jednak pewien problem. Ksiądz Ryszard, całkiem od niedawna w okolicy, nie

zdawał sobie sprawy z tego, że kaplica św. Izydora nie należy do parafii Santa Maria,
ale  do  parafii  San Giovanni. Nie  wiedząc  o  tym,  nie  przyszło  mu  na  myśl,  że
upoważnienie proboszcza Santa Maria do udzielenia ślubu Mariuszowi i Krystynie jest
ważne tylko na terenie parafii i że powinien poprosić o upoważnienie proboszcza San
Giovanni. Celebruje więc mszę i udziela ślubu dwojgu młodym.

Po powrocie proboszcza Santa Maria z wakacji z dorosłymi ks. Ryszard relacjonuje

mu swoje działania duszpasterskie, podjęte w czasie jego nieobecności. Z ogromnym
entuzjazmem opowiada mu o ślubie Mariusza i Krystyny. Proboszcz natychmiast zdaje
sobie sprawę z błędu popełnionego przez ks. Ryszarda. Ostrożnie i dokładnie wyjaśnia
mu  całą  sytuację  (przypominając  mu  elementy  prawa  kanonicznego,  którego  ks.
Ryszard nie studiował zbyt dokładnie w seminarium) i oboje udają się do Kurii po radę.
Wykluczona  zostaje  możliwość  wszczęcia  postępowania  sądowego  z  powodu  błędu
pospolitego (por. kan. 144 § 1), ponieważ wielu miejscowych wiernych wie, że kaplica
św. Izydora znajduje się na terenie parafii San Giovanni, w której ks. Ryszard nigdy nie
służył  i  zostaje  zaproponowana  możliwość  uważnienia  w  zawiązku,  przy  założeniu
trwałości  konsensu  Mariusza  i  Krystyny,  prawnie  nieskutecznego  jedynie  z  powodu
braku  uprawnienia  ks.  Ryszarda  do  przyjęcia  go.  W  rezultacie,  nie  tylko  trwa  nadal
zgoda Mariusza i Krystyny, ale także w ich małżeństwie dobrze się układa, a pomaga im
i prowadzi w chrześcijańskim życiu ks. Ryszard, któremu małżonkowie nie mają za złe
pomyłki z przeszłości.

Powyższy  przykład  ma  pokazać,  że uważnienie  związku  jest  rozwiązaniem

elastycznym  w  ramach  konwalidacji  małżeństwa  obiektywnie  nieważnego,  która
podkreśla wagę konsensu małżonków naturalnie wystarczającego i która

background image

pozwala pokonać - przy odpowiedniej ocenie sytuacji, jeżeli to konieczne -przeszkody
natury formalnej w jego skuteczności prawnej.

XIV. DYSPENSA  PAPIESKA  OD  MAŁŻEŃSTWA  ZAWARTEGO  A

NIEDOPEŁNIONEGO

Czasami  rozmawiając  ze  stronami  lub  świadkami  w  toku  prowadzonej  sprawy  o
stwierdzenie  nieważności  małżeństwa,  można  usłyszeć:  „Jak  to  możliwe,  żeby  to
małżeństwo  zostało  unieważnione?  Przecież  zostało  skonsumowane,  skoro  są  dzieci!"
Czasami - aczkolwiek  rzadko - zdarza  się,  że  ktoś  zjawia  się  w  sądzie  i  mówi:  „Mój
proboszcz kazał mi się tutaj zgłosić, ponieważ moje małżeństwo jest nieważne, jako że
nie  zostało  skonsumowane!".  Jak  zatem  widać,  w  temacie  tym  są  możliwe  pewne
pomyłki.  Dlatego  też  konieczne  jest,  aby  nasza  praca,  która  pragnie  być  pomocna  dla
osób  chcących  służyć  radą  kanoniczną  parom  w  ich  nieusuwalnych  trudnościach
małżeńskich,  naświetliła  także  kwestię  ewentualnego  niedopełnienia  małżeństwa  i
środków  prawnych  oferowanych  w  takim  wypadku  przez  dyscyplinę  kanoniczną.
Przedstawimy  tu  ten  temat  w  sposób  bardzo  prosty,  jako  że  nie  brakuje  tekstów
naukowych, które mogą pomóc lepiej poznać tę materię

1

. Jeżeli chodzi o pewne aspekty

związane z nierozerwalnością

1

Spośród licznych prac, które można wyszczególnić, ograniczymy się do następujących pozycji.

Po pierwsze, nie można pominąć podręcznika prawa małżeńskiego słynnego dominikanina

o. Antonio Abace, który jest dobrze zorientowany w doktrynie teologicznej, prawie materialnym
oraz procedurze w przypadkach możliwego rozwiązania małżeństwa w prawie kanonicznym i
przedstawia tę problematykę w sposób bardzo jasny. Cała druga część książki jest jej poświęcona.
Por A. M. Abace, II matrimonio nella nuova legislazione canonica, Paideia Editrice, Brescia 1985,

str. 207-349. Z bardziej proceduralnego punktu widzenia, ale nie bez koniecznych odwołań do doktryny,
cztery artykuły autorstwa Oscara Buttinelli, Raffaele Melli, Raymonda Leo Burkę, Settimio Carmignani
Caridi [w:] AA.W., Iprocedimenti speciali nel diritto canonico, Librería Editrice Vaticana,

Cittá del Vaticano 1992, s. 107-156.

W  tych  artykułach  procedura,  do  której  należy  się  odnieść  w  sprawach  o  dyspensę,  jest  krok  po  kroku

przedstawiona, począw-

małżeństwa  i  zdolnością  seksualną  wymaganą  do  samego  małżeństwa,
odsyłamy do tego, co już wcześniej zostało powiedziane

2

.

1. ELEMENTY PRAWA MATERIALNEGO

background image

1) Wspomniano powyżej o pewnej pomyłce popełnianej często przez wiernych co do

wagi dopełnienia małżeństwa dla jego ważności. W rzeczywistości, przynajmniej jeśli
chodzi  o  łacińskie  ustawodawstwo  małżeńskie,  kwestia  ta  częściowo  rozwiązana
została już w XII wieku.

Jak  być  może  wiadomo,  właśnie  wtedy  szczególną  uwagę  zaczęto  poświęcać

problematyce  związanej  z  momentem  zawarcia  małżeństwa  i  określeniem  jego
formalnego  elementu  składowego  lub,  w  języku  klasycznym,  jego  „przyczyny
sprawczej".  W  tym  też  czasie  dochodzi  do  konfrontacji  dwóch  tradycyjnych  nurtów
nauczania,  wywodzących  się  z  dwóch  najważniejszych  uniwersytetów  z  tego  okresu:
Bolonii  i  Paryża.  W  sposób  bardzo  uproszczony  można  powiedzieć,  że  w  pierwszej
szkole przeważa teoria (zrodzona pod wpływem prawa germańskiego), według której,
mimo uznania konsensu stron za konieczny, to właśnie cielesne obcowanie małżonków
powoływało  tak  naprawdę  małżeństwo  do  życia;  w  drugiej  natomiast  przeważa
doktryna  (pochodzenia  czysto,  romanistycznego),  według  której  momentem
konstytuującym  małżeństwo  jest  wzajemne  udzielenie  konsensu,  które  jest  konkretną
przyczyną sprawczą powstania związku małżeńskiego.

Wielcy  papieże  kanoniści  tamtego  okresu,  a  wśród  nich  przede  wszystkim

Aleksander  III,  stworzyli  doktrynę,  która  w  konsensie  stron  widzi  jedyną  przyczynę
sprawczą  małżeństwa.  Jest  to  podstawa,  na  której,  bez  wątpienia,  tworzył  się  cały
system prawny dotyczący małżeństwa kanonicznego.

szy  od  etapu  diecezjalnego  aż  do  Stolicy  Apostolskiej,  nie  bez  bliższego  przyjrzenia  się  rozporządzeniu

papieskiemu i analizie problemu traktowania stron w procesie, zwłaszcza jeżeli chodzi o tzw. prawo do obrony.

2

Odpowiednio w rozdziałach poświęconych wykluczeniu nierozerwalności małżeństwa i mówiących

0 przeszkodzie impotencji seksualnej.

Z tego, co zostało powiedziane, wynika, że dopełnienie małżeństwa, które dokonuje

się  przez  zjednoczenie  cielesne  i  dzięki  któremu  małżonkowie  stają  się  w  ujęciu
biblijnym jednym  ciałem, nie  może  być  uważane  za  kluczowy  element  do  powstania
małżeństwa,  wpływający  zatem  na  jego  ważność  z  prawnego  punktu  widzenia.
Przykładem,  na  jaki  powołuje  się  tu  doktryna  klasyczna,  jest  małżeństwo  Dziewicy
Maryi  i  św.  Józefa,  a  więc  małżeństwo,  które  jest  ważne  dzięki  konsensowi  obojga
małżonków,  mimo  jego  niedopełnienia  (według  tradycyjnej  interpretacji  dziewictwa
Maryi), nie tylko w odniesieniu do poczęcia
1urodzenia Jezusa, ale także do całego Jej życia.

Jeżeli  więc  ważność  małżeństwa  nie  zależy  od  jego  dopełnienia,  jakie  znaczenie

prawne może być przypisane temu faktowi? Doktryna, także kanoniczna, nie ma na celu
pomniejszenia jego istoty, jako że jest ono bardzo ważne z osobistego punktu widzenia
małżonków, przedstawia ono bowiem, w

background image

sposób  symboliczny,  ich  zjednoczenie,  podobne  do  związku  Chrystusa  i  Kościoła,
bardzo osobiste i płodne.

W  ciągu  wieków,  które  nastąpiły  po  objaśnieniu  doktrynalnym,  związanym  z

przyczyną  sprawczą  małżeństwa,  stopniowo  zaczęto  skłaniać  się  ku  przekonaniu,  że
niedopełnienie  małżeństwa  jest  okolicznością  pozwalającą  najwyższej  władzy
kościelnej na uchylenie nierozerwalności (tzw. zewnętrznej) małżeństwa, również i tego
prawidłowo zawartego, umożliwiając stronom zawarcie kolejnego związku.

Z  aspektem  tym  wiążą  się  pojęcia  nieco  złożone  i  problematyczne,  także

doktrynalne.  Postaramy  się  je  tu  wytłumaczyć,  nie  odchodząc  jednak  od  naszych
założeń co do prostoty naszego dyskursu.

2)  Wspomniano  na  początku  o  nierozerwalności  małżeństwa.  Jak  wiadomo,

doktryna  katolicka  utrzymuje,  że  jest  ona  tzw.  przymiotem  małżeństwa,  czyli  jego
szczególną cechą charakterystyczną. W ten sposób nierozerwalność zostaje odróżniona
od istoty małżeństwa, które w swoim momencie konstytuującym jest konsensem stron,
natomiast w czasie swego trwania jako stan życia jest konsorcjum życia, które tworzy
się  między  małżonkami.  Przymiot  ten  został  jednak  tradycyjnie  nazwany  „istotnym"
(por. kan. 1056) dla podkreślenia, że charakteryzuje on małżeństwo.

Uznaje  się,  iż  wspomniany  przymiot  małżeństwa  ma  swoje  fundamenty  w  prawie

naturalnym.  Oznacza  to,  że  doktryna  katolicka  uznaje  nierozerwalność  za  cechę
każdego  ważnego  małżeństwa,  bez  względu  na  to,  jak  i  przez kogo  udzielonego.
Małżeństwo  jest  bowiem  widziane  przez  doktrynę  katolicką  jako  instytucja  „prawa
naturalnego",  tj.  jako  „słuszny"  sposób  przeżywania  przez  mężczyznę  i  kobietę  ich
wspólnoty,  który  daje  im  możliwość  pełnej  integracji  psychoafektywnej  i
psychoseksualnej. Stąd też, w wypadku gdy małżeństwo w rzeczywistości trwa, muszą
istnieć  również  i  jego  istotne  cechy.  Zazwyczaj  rozróżnia  się  nierozerwalność
wewnętrzną  i  zewnętrzną.  Co  do  pierwszej  wykluczone  są  jakiekolwiek  wyjątki,
natomiast  w  przypadku drugiej  mogą  mieć  miejsce  pewne,  choć  bardzo  rzadkie,
derogacje.

Nierozerwalność  wewnętrzna  dotyczy  dwojga  kontrahentów,  którzy  poprzez  swój

konsens dali życie swojemu małżeństwu, a to oznacza, że po wyrażeniu swojej woli co
do  udzielenia  zgody  małżeńskiej tracą  oni  możliwości  dysponowania  stworzonym  na
skutek tego związkiem. Nie mogą jej oni w żaden sposób cofnąć, zrywając w ten sposób
wzajemne więzy, które ich łączą. Trwanie ich związku - z materialnego, a zatem także
prawnego punktu widzenia - jest więc całkowicie niezależne od woli małżonków.

Nierozerwalność  zewnętrzna  natomiast,  odnosi  się  do  władzy  nad  związkiem  ze

strony organów, różnych od samych małżonków, którzy go stworzyli. W tym miejscu
należy  od  razu  wspomnieć,  że  prawo  kanoniczne  Kościoła  Katolickiego  uznaje  w
papieżu  rzymskim  jedyny  autorytet,  który  posiada  moc  rozwiązania  związku
małżeńskiego. Oznacza to, że wszystkie inne organy władzy

background image

kanonicznej,  cywilnej  czy  religijnej,  w  świetle  prawa  kanonicznego,  nie  mają
kompetencji dokonania rozwiązania związku małżeńskiego.

3) Jaka jest podstawa takiej władzy papieskiej? Jakie są sfery jej użycia lub inaczej,

jakie  są  jej  ograniczenia?  Chodzi  o  argumentację  nadzwyczaj  skomplikowaną,  którą
spróbujemy tutaj uprościć.

Jeżeli chodzi o podstawę władzy papieskiej w tej dziedzinie, zazwyczaj odnosi się

do  tej  szczególnej  władzy  papieża,  którą  nazywa  się  „zastępczą",  ponieważ  jest  ona
sprawowana przez niego nie jako następcę św. Piotra i głowę Kościoła lub działającego
we  własnym  imieniu,  ale  właśnie  jako  „wikariusza  (zastępcę)  Chrystusa".
Rozumowanie,  które  stoi  za  takim  stwierdzeniem,  można  ogólnie  przedstawić
następująco - nierozerwalność  małżeństwa  jest  przepisem,  „prawem"  danym  przez
Boga  i  potwierdzonym  przez  Chrystusa.  A  zatem  przedstawiciel  władzy  niższej  od
Niego nie może go nie przestrzegać, chyba że w ramach specjalnej mocy, powziętej i
wykonywanej  właśnie  „w  zastępstwie"  Chrystusa.  Niemniej,  również  osoby
niekwestionujące  tej  władzy  papieża  nie  zawsze  chętnie  przyjmują  tego  rodzaju
wyjaśnienia. Dlatego czasami preferuje się teorię, która uznaje władzę papieską w tym
względzie  za  szczególny  aspekt  świętej  władzy  powierzonej  Kościołowi  przez
Chrystusa.  Zgodnie  z  tą  teorią  dlaczego  papież  byłby,  w  określonych  przypadkach,
upoważniony do zwalniania z przestrzegania boskiego prawa? Oznaczałoby to bardzo
specyficzny aspekt władzy świętej i odpowiedzialności Kościoła wobec prawa boskiego
(zarówno pozytywnego, opierającego się na Objawieniu; jak i naturalnego, wpisanego
w  naturę  rzeczy, możliwego  do  poznania  przy  pomocy  rozumu).  Ten  aspekt  świętej
władzy kościelnej - nie zamierzając w niczym umniejszać władzy, otrzymywanej przy
święceniach biskupich - jak chodzi o jej wykonywanie (a być może także w kwestii jej
posiadania),  zostaje  przypisany  wyłącznie  najwyższemu  dostojnikowi  Kościoła  (w
aspekcie  prymatu  jego  urzędu),  nie  ma  on  więc  możliwości  delegowania  tego  swego
uprawnienia.  Jeżeli  chodzi  o  granice  tej  władzy,  trzeba  powiedzieć,  że  są  one  ściśle
związane  z  naturą  sakramentalną  małżeństwa,  która - jak  wiadomo,  na  mocy  swego
symbolicznego odniesienia do związku Chrystusa z Kościołem - przydaje szczególnej
mocy naturalnemu nakazowi nierozerwalności małżeństwa (por. także rozporządzenie
kan.  1056).  Zatem,  podczas  gdy  małżeństwo  niesakramentalne  może  być  (choć  przy
wykazaniu  odpowiedniej  ostrożności)  zawsze  rozwiązane  w  przypadku  zaistnienia
rzeczywistych wskazań duszpasterskich, które mogą być sprowadzone do tzw. korzyści
dla  wiary;  małżeństwo  sakramentalne - czyli  zawarte  między  dwoma  osobami
ochrzczonymi i uznane za ważne - może zostać rozwiązane tylko wówczas, jeżeli obok
prawdziwej celowości „duszpasterskiej" wystąpi fakt niedopełnienia tego małżeństwa.
Fakt ten, zilustrowany przez wyrażenie jedno ciało stworzone przez małżonków, nadaje
zawartemu  związkowi  nierozerwalność  absolutną,  także  z  punktu  widzenia
zewnętrznego.

Przedstawione  tu  wskazówki  doktrynalne  wpłynęły  również  na  unormowania

ustawodawstwa kościelnego. W rozdziale IX kodeksu łacińskiego poświęconego

background image

małżeństwu, zatytułowanemu: „O separacji małżonków", znajduje się artykuł pierwszy
z  tytułem  „O  nierozerwalności  związku".  Pierwsze  dwa  kanony  tego  artykułu
przedstawiają dane doktrynalne do tej pory przedstawione, ustanawiając, że małżeństwo
„zawarte"  i  dopełnione  nie  może  zostać  rozwiązane  przez  żadną  władzę  ludzką  i  z
żadnego  powodu,  chyba  że  poprzez  śmierć.  Podczas  gdy  małżeństwo  ochrzczonych
(także  „zawarte",  czyli  sakramentalne,  ponieważ  zawarte  przez  dwoje  ochrzczonych)
może zostać rozwiązane przez papieża rzymskiego i z uzasadnionej przyczyny, jednak
tylko w przypadku, gdy nie zostało ono dopełnione. Są to zasady prawa materialnego,
oparte  na  powyżej  przedstawionej  doktrynie  i  stanowiące  jej  syntezę;  mają  one  swe
odpowiedniki w kan. 853 i 862 KKKWsch.

4)  W  tym  miejscu,  chcąc  lepiej  zrozumieć  elementy  przedstawianej  dyscypliny,

należy sprecyzować, co rozumie się przez „dopełnienie" małżeństwa oraz ustalić, w jaki
sposób może zostać udowodnione, że do dopełnienia takiego nie doszło.

Pozostając  na  poziomie  informacji  ogólnych,  które  charakteryzują  naszą  pracę,

należy  stwierdzić,  że  dopełnienie  małżeństwa  to  tego  rodzaju  fizyczne  zespolenie
płciowe,  które  jest  właściwe  dla  małżonków  i  które  przyczynia  się  do  nakierowania
małżeństwa  na  jego  cele instytucjonalne:  na  cel  międzyludzki,  tj.  dobro  małżonków,
którego  jednym  z  istotnych  aspektów  jest  integracja  psychoseksualna,  oraz  na  cel
społeczny, tj. dobro potomstwa.

Z  punktu  widzenia  fizycznego  i  fenomenologicznego,  dopełnienie  małżeństwa

realizuje się  w  przypadku,  w  którym  osoba  płci  męskiej  dokonuje  wprowadzenia
członka,  także  częściowego,  do  pochwy  swej  żony,  dokonując  w  niej  ejakulacji.  Z
fizycznego punktu widzenia nic więcej nie jest wymagane i to wystarcza do dopełnienia
małżeństwa.

Z punktu widzenia psychologicznego, wymagane jest,  aby do wspomnianego aktu

doszło w sposób ludzki, jak nakazuje kan. 1061 § 1. Takie sprecyzowanie, jakie pojawia
się w obowiązującym kodeksie, podobnie jak w tekście soborowym Gaudium et spes, §
49, może się stać przyczyną poważnego problemu interpretacji. Można stwierdzić, że
określenie to sprowadza się do następującego wymogu: wystarczającej dobrowolności,
przynajmniej  potencjalnej,  ze  strony  podmiotu,  której  niewątpliwie  przeciwstawia  się
przemoc  fizyczną.  Nie  jest pewne,  czy  inne  wymogi  intencjonalne  i  psychologiczne
powinny być wymagane do stworzenia „sposobu ludzkiego" dopełnienia małżeńskiego,
przynajmniej pod kątem prawnym, jako elementu konstytuującego sam ten fakt

3

.

W kontekście obecnego wyjaśnienia przypominamy, że w ostatnim czasie, niektórzy

autorzy  starali  się  zaproponować  nowe  pojęcie  dopełnienia  małżeństwa.  W
szczególności francuski uczony Jean Bernard, piszący dla czasopisma „Revue de droit
canonique", zaproponował  pojęcie  „dopełnienia  egzystencjalnego  i w  wierze",  które
miałoby miejsce w przypadku, gdy między małżonkami wytworzy się głęboki związek
osobisty i duchowy. W przypadku

background image

braku  tego  dopełnienia  egzystencjalnego  i  w  wierze  ich  małżeństwo  mogłoby  być
rozwiązane.  Widać  wyraźnie,  że  takie  założenie  ma  w  praktyce  pozbawić  znaczenia
aktualne  pojęcie  i  dyscyplinę  nierozerwalności  małżeństwa.  Mówimy  „w  praktyce",
ponieważ  nierozerwalność  związku  jest  formalnie  zatwierdzona,  ale  faktycznie  dość
osłabiona  z  powodu  szerokiego  zakresu  proponowanego  pojęcia  dopełnienia.  Nie
wydaje  się  jednak,  aby  ta  koncepcja  została  dobrze  przyjęta,  zarówno  z  powodu
błędnego  przypisania  temu  tradycyjnemu  pojęciu  nowego,  zasadniczo  różniącego  się
od niego znaczenia, i to bez wyraźnego ku temu powodu, jak

3

Także Litterae  circulares z  20  grudnia  1986  roku  wydane  przez  ówczesną  Kongregację  w  odniesieniu  do

sakramentów, do których poniżej się odwołamy, przypominają, że na zgromadzeniu plenarnym tej Kongregacji,
które odbyło się w kwietniu 1986 roku, wywnioskowane zostało, że „ad habendam consummationem matrimonii
oportet ut actus sit humanus ex utraque parte, sed sufficit ut sit virtualiter voluntarius, dummodo non violenter
exigitus.  Cetera elementapsychologica, quae  actum humanum  faciliorem  vel  amabiliorem reddunt,  non
attenduntur 
[w celu zajścia dopełnienia małżeństwa potrzeba, aby akt był ludzki z obu stron, ale wystarcza, żeby
był potencjalnie dobrowolny, pod warunkiem, że nie jest wymuszony gwałtem. Pozostałe elementy o charakterze
psychologicznym, które mogą ten akt ułatwić lub uczynić bardziej satysfakcjonującym, nie są brane pod uwagę]".

i z powodu ogólnikowości pojęcia „dopełnienia egzystencjalnego i w wierze", którego
użycie  doprowadziłoby  w  praktyce  jedynie  do  niepewności  co  do  istnienia  związku
małżeńskiego.  W  tej  pracy  będziemy  zatem  trzymać  się  tradycyjnego  pojęcia
dopełnienia małżeństwa, pojęcia, którego nie nakazują zmieniać ani poważne motywy
racjonalne, ani wskazania ustawy.

5)  W  związku  z  ostatnią  uwagą  czytelnik  mógłby  jednak  postawić  sobie pytanie:

„To  prawda,  że  nowe  pojęcie  dopełnienia  jest  między  innymi  bardzo  trudne  do
zweryfikowania. Jednak także i to tradycyjne nie wydaje się być proste do weryfikacji.
Jak można potwierdzić fakt (co więcej - negatywny), który zazwyczaj zachodzi (albo
lepiej - nie  zachodzi)  w  sytuacji,  w  której  małżonkowie  są  sami,  pod  nieobecność
innych  osób?".  To  uzasadnione  pytanie  czytelnika  skłania  nas  do  stawienia  czoła
delikatnemu problemowi dowodzenia dopełnienia małżeństwa.

Tradycja  kanoniczna,  w  toku  swojego  historycznego  rozwoju,  wyodrębniła  trzy

metody  dowodzenia,  które  pomagają  w  uzyskaniu  takich  dowodów.  Zostają  one
nazwane argumentami dowodowymi: fizycznym, moralnym i per coarctata tempora.

Rozpoczynamy od ostatniego, którego zobrazowanie jest stosunkowo łatwe. Dowód

per  coarctata  tempora, wyrażenie,  które  można  by  przetłumaczyć  „z  powodu  braku
wystarczającego czasu", występuje, gdy małżonkowie po ślubie nie mieszkają razem.
Kodeks w kan. 1061 § 2 wysuwa domniemanie proste dopełnienia małżeństwa, jeżeli
małżonkowie  zamieszkali  razem.  Jeżeli  jednak  nie  zdołali  zacząć  wspólnego  życia
małżeńskiego,  stanowi  to  dowód  poszlakowy  niedopełnienia  ich  małżeństwa.  Jest  to,
jak wiadomo, sytuacja raczej wyjątkowa, która może zajść, na przykład, w przypadku
małżeństwa z

background image

upoważnienia  lub  małżeństwa,  w  którym  jedna  ze  stron  przebywała  w  więzieniu,
odbywając  karę  pozbawienia  wolności.  Są  to  sytuacje  zachodzące  bardzo  rzadko,
niemniej  możliwe.  Faktem  jest,  że  tradycja  prawa  kanonicznego  wysunęła  dowód
domniemany  niedopełnienia  w  przypadku,  gdy  jest  pewne,  że  nigdy  i  w  żadnych
okolicznościach  nie  doszło  do  wspólnego  mieszkania  dwóch  osób  połączonych
związkiem małżeńskim.

Argument  dowodowy  zwany  „fizycznym"  jest  dowodem  o  charakterze  czysto

presumpcyjnym, ponieważ  niedopełnienie  małżeństwa  zostaje  w  tym  wypadku
wywnioskowane  na  podstawie  danych  faktycznych  co  do  stanu  fizycznego  osób
zainteresowanych.  Dane  faktyczne,  stanowiące  tzw.  dowód  fizyczny,  są  generalnie
dwóch  rodzajów:  po  pierwsze,  stan  nienaruszonej  błony  dziewiczej,  czyli  fizycznego
dziewictwa kobiety, który jest kluczowym wskaźnikiem niedopełnienia małżeństwa; po
drugie,  niewłaściwa  budowa  organów  płciowych  jednego  z  zainteresowanych  (lub
pewna  dysfunkcja,  tym  razem  przede  wszystkim  dotycząca  mężczyzny),  które
potwierdzają przypuszczenie, że jest lub było niemożliwe zrealizowanie aktu płciowego
i dopełnienie małżeństwa. Jak z tego wynika, argument dowodowy fizyczny dotyczący
niedopełnienia  małżeństwa  może  powodować  bardzo  skomplikowane  problemy  w
procesie  dowodzenia.  Może  chodzić  na  przykład  o  błonę  dziewiczą  o  szczególnej
elastyczności  lub  zawierającą  nacięcia,  które  mogłyby  nie  być  skutkiem  stosunku
płciowego. Mogą też wystąpić trudności w udowodnieniu niemożności ejakulacji (i to
trwającej przez cały okres trwania małżeństwa) ze strony podmiotu zdolnego jednak do
penetracji. Nie  możemy  jednak w tym  miejscu zagłębiać się w zagadnienia kliniczne
związane  z  argumentem  dowodowym  fizycznym  w  dowodzeniu  niedopełnienia
małżeństwa. Wystarczy, że zostało tu zasygnalizowane jego użycie w praktyce, jak też
możliwe  trudności  z  nim  związane.  W  specjalistycznych  pracach  o  charakterze
kanonicznym  a  także  medyczno-prawnym  można  znaleźć  więcej  wiadomości  na  ten
temat.

Wreszcie  tzw.  argument  dowodowy  moralny  oparty  jest  na  wyjaśnieniach

zainteresowanych, złożonych pod przysięgą, których wiarygodność jest potwierdzona
przez  odpowiednie  referencje  i  świadków,  którzy - w  czasie  niepodejrzanym - z
opowiadania  samych  zainteresowanych  (lub  tylko  jednego  z  nich)  dowiedzieli  się  o
niedopełnieniu  małżeństwa  lub  o  całkowitym  braku  stosunków  małżeńskich.  Jeżeli
chodzi  o  ten  rodzaj  dowodzenia,  należy  podkreślić  tu,  iż  stanowiło  ono - jeszcze  na
długo przed tym, jak obowiązujący kodeks wprowadził rozporządzenia kan. 1536 § 2 i
1679, odnoszące się do (wyjątkowo również pełnej) wartości dowodu w postaci zeznań
i deklaracji składanych przez strony podczas procesu - szczególną okazję do zwrócenia
uwagi  prawa  kanonicznego  na  wymogi  sprawiedliwości  materialnej.  Właśnie  zdając
sobie sprawę ze szczególnego charakteru materii stanowiącej przedmiot dowodzenia w
procesie  o  dyspensę  z  powodu  niedopełnienia  małżeństwa,  prawo  skłonne  było
przychylić się do wyjaśnień tych osób, które osobiście

background image

doświadczyły  faktów,  będących  bezpośrednim  przedmiotem  dochodzenia,  pod
warunkiem,  że  są  to  osoby  w  pełni  wiarygodne.  Aby  zagwarantować  tę  ostatnią
okoliczność, wymagane były świadectwa wiarygodności ze strony osób, które kodeks
poprzednio  obowiązujący  nazywał  świadkami septimae  manus, którzy  mogli  pod
przysięgą  potwierdzić  autentyczność  dowodów  małżonków  i  prawdziwość  ich
wyjaśnień  w  danej  sprawie  (por.  kan.  1975  KPK  z  1917).  Należy  przyznać,  że  w
obecnym  ustawodawstwie  został  przezwyciężony  wszelki  formalizm  w  ramach
dowodzenia  opartego  na  wiarygodności  stron  (np.  nie  ma  wyznaczonej  liczby
świadków do powołania), istnieje natomiast możliwość, ze strony osoby orzekającej w
sprawie,  oceny  prawdziwości  zeznań  zainteresowanych  na  podstawie  świadectw
wiarygodności i ich wartości, a także  wszelkich wskazówek  bądź okoliczności, które
mogą się okazać w tym celu pomocne. A zatem, na przykład, to nie liczba referencji
dotyczących  wiarygodności,  tylko  rzeczywista  wiarygodność  świadka,  jego  stopień
znajomości  z  zainteresowanym,  obiektywne  fakty,  na  których  opiera  się  jego  opinia,
będą  stanowić  o  wartości  tego  dowodu.  W  przypadku  świadków,  którzy  relacjonują
deklaracje zainteresowanych na temat niedopełnienia małżeństwa, szczególnie ważny
będzie  więc  czas,  w  którym  były  one  składane,  ich  dogłębność,  niezmienność  oraz
analityczność.

Podsumowując te krótkie uwagi na temat dowodzenia niedopełnienia małżeństwa,

pozostaje dodać, że bardzo często dowód fizyczny i psychiczny łączą się, występując
jednocześnie  w  tym  samym  przypadku  i,  nierzadko,  argument  dowodowy  moralny
umacnia słaby i niepewny dowód fizyczny

6)  W  tym  miejscu  naszej  pracy  czytelnik  mógłby  zadać  kolejne  pytanie:  „Czy

wystarczy sam dowód niedopełnienia małżeństwa do otrzymania dyspensy papieskiej?
I  czy - w  obliczu  wspomnianego  dowodu - papież  jest  zobowiązany  do  udzielenia
dyspensy?".

Można  jednocześnie  odpowiedzieć  na  oba  te  pytania,  odwołując  się  do  natury

analizowanego  rozporządzenia:  jest  ono,  jak  się  zazwyczaj  mówi,  dyspensą,  czyli
zwolnieniem w szczególnym przypadku nieprzestrzegania obowiązku wynikającego z
ustawy  (należy,  dla  porównania  rozpatrzyć  pojęcie  dyspensy  z  kan.  85  w  kontekście
praw  czysto  kościelnych).  W  celu  uzyskania  dyspensy  musi  zaistnieć  słuszna  i
usprawiedliwiona  przyczyna  uzasadniająca  zwolnienie  z  obowiązku.  Przy  osądzaniu
takiej sprawy władza ma dość szeroki margines uznaniowości, pamiętać też trzeba, że
pojęcie  „słusznej  przyczyny"  daje  szerokie  pole  interpretacji,  ponieważ  należy  z  nim
powiązać  każdą  okoliczność,  która  może  służyć salus  animarum. Dla  przykładu,
słusznym powodem do uzyskania dyspensy jest bliskie niebezpieczeństwo, że jedna z
zainteresowanych  stron  może  znaleźć  się  (albo  już  się  znalazła)  w  nieuregulowanej
sytuacji  małżeńskiej.  Nieuzasadnionym  powodem do  dyspensy  byłby  fakt,  że
małżeństwo nie zostało dopełnione w wyniku świadomej woli małżonków, niechcących
mieć potomstwa, która dokonuje się poprzez celowe

background image

powstrzymywanie  się  od  stosunków  intymnych  lub  przy  użyciu  środków
antykoncepcyjnych uniemożliwiających ejakulację.

Przy  uznaniowym  osądzie  władzy  kościelnej  w  przedmiocie  udzielenia  dyspensy

brane są także pod uwagę pewne wskazania, jak na przykład racjonalne przewidywanie,
że  rozporządzenie  mogłoby  zaszkodzić  osobom  trzecim.  Na  przykład  może  dojść  do
skandalu lub zamętu w sumieniach wiernych. Uzasadniona obawa w tym aspekcie może
stanowić  wystarczający  powód  do  nie  udzielenia  dyspensy  od  małżeństwa,  choć
oczywiście niedopełnionego, jako że nie może ustępstwo na rzecz pojedynczych osób
(można  by  powiedzieć  prywatnych)  działać  na  szkodę  wspólnoty.  Jest  to  pośrednie
potwierdzenie  charakteru  publicznego,  a  nie  prywatnego  materii  małżeństwa
kanonicznego, a zatem niemożliwości ograniczenia jej do obszaru wyłącznie bądź tylko
tendencyjnie, „prywatnego".

Na  koniec  należy  dodać,  że  do  uzyskania  dyspensy  nie  wystarczy  dowód  na

niedopełnienie  małżeństwa  i  że  nawet  w  obliczu  takiego  dowodu  papież  nie  jest
zobowiązany do jej udzielenia, ale że konieczne jest rozpatrzenie innych okoliczności, a
głównie istnienia słusznej przyczyny do jej udzielenia. Należy tu zwrócić uwagę na to,
iż  dyspensa  udzielona  na  skutek  błędu  co  do  istnienia  słusznej  przyczyny  byłaby
nieważna (por. także przez analogię kan. 90, regulujący zagadnienie dyspensy od praw
kościelnych pozytywnych).

Jest  bardzo  prawdopodobne,  że  właśnie  na  skutek  uznaniowości  takiej  decyzji

władzy 

kościelnej 

sama 

dyspensa 

jest 

definiowana 

jako 

rozporządzenie

„administracyjne", a nie ściśle prawne, zaś postępowanie w tym wypadku prowadzone
jest nazywane  „administracyjnym",  a  nie  sądowym.  Oczywiste  jest,  że  tak  określona
dyspensa  („administracyjna")  nie  oznacza  bynajmniej,  że  władza,  którą  sprawuje
Kościół w tej sprawie i sposoby, jakimi to czyni, powinny być rozumiane przez analogię
do  władzy  i  sposobu  działania  administracji  publicznej  państwa.  Takie  określenie
oznacza  tylko,  że  wspomniane  rozporządzenie  jest  aktem  duszpasterskiej  władzy
wykonawczej,  skierowanym  do  pojedynczych  osób  i  niemającym  charakteru  ściśle
sądowego,  nawet  jeśli  do  jego  wydania  dochodzi  na  drodze  skodyfikowanego
postępowania  i  następuje  ono  po  rozpatrzeniu  istoty  sprawy  i  wydaniu  przez  władzę
odpowiedniego postanowienia.

7)  W  tym  miejscu  należy  się  odwołać  do  Skrótowego  przedstawienia  procedury,

której  trzeba  przestrzegać  w sprawach  o  dyspensę  w  przypadku  małżeństw
niedopełnionych.  Procedura  ta  jest  dziś  regulowana  przez  kan. 16971706, które
stanowią  trzeci  rozdział  pierwszego  tytułu  („Procesy  małżeńskie")  części  trzeciej
(„Niektóre  procesy  specjalne")  siódmej  księgi  kodeksu.  Pamiętać  też  trzeba  o  kan.
1681. Do tych przepisów ściśle prawnych trzeba dodać Litterae circulares „Deprocessu
super  matrimionio  rato  et  non  consummato" 
wydane  20  grudnia  1986  roku  (PROT.
1400/86) przez Kongregację ds. Sakramentów (odtąd LC). Taki „okólnik" ma wartość
techniczną instrukcji (por. kan. 34),

background image

poprzez  którą  zostają  objaśnione  przepisy  prawne  oraz  zostają  określone  procedury,
którymi należy się kierować przy ich stosowaniu.

W ramach skrótowego przedstawienia tej procedury możemy wyróżnić dwa etapy:

etap dochodzeniowy, który zazwyczaj następuje na poziomie diecezji, i etap decyzyjny,
odbywający się w Stolicy Apostolskiej.

a)  Najważniejszym  celem  etapu  dochodzeniowego  jest  zebranie  danych

faktycznych, które potwierdzą istnienie wymogów niezbędnych do skierowania sprawy
o dyspensę pod osąd Stolicy Apostolskiej. Na tym etapie diecezjalnym szczególna rola
zostaje  przypisana  biskupowi  strony  proszącej  o  dyspensę,  który  ma  kompetencje  do
przyjęcia  wniosku,  wskazania  osoby  upoważnionej  do  zebrania  dowodów,
ewentualnego  zaproponowania  eksperta  prawnego,  który  mógłby  pomóc  stronom  i
wreszcie  do  wyrażenia  swojej  opinii  na  temat  uzasadnienia  prośby  i  możliwości
przedstawienia jej Stolicy Apostolskiej.

Nie wchodząc w szczegóły proceduralne, które mniej interesują odbiorców tej pracy

lub doradców par w nieusuwalnych trudnościach małżeńskich, dobrze jest na tym etapie
procesu wyszczególnić co następuje.

Jak  zostało  już  wspomniane,  prośba  o  dyspensę  musi  zostać  przedstawiona

biskupowi miejsca zamieszkania lub tymczasowego miejsca zamieszkania petenta (por.
kan.  1699  §  1).  To  od  niego  zależy  przyjęcie  sprawy  do  rozważenia,  oceniwszy
wcześniej istnienie możliwości pogodzenia stron (por. LC art. 4) i po zasięgnięciu rady
Kongregacji  kompetentnej  w  sprawach  szczególnie  trudnych,  jak  na  przykład
potwierdzona  niezdolność  ejakulacji  lub  poczęcia  potomstwa  w  próbach  dopełnienia
małżeństwa i urodzenia tego potomstwa (por. kan. 1699 § 2 i LC art. 2).

Biskup jednak nie prowadzi zazwyczaj osobiście postępowania w sprawie na etapie

dochodzeniowym,  ale  przekazuje  ją  trybunałowi  własnej  lub  nawet  innej  diecezji  (w
krajach  misyjnych  lub  w  których  organizacja  organów  sądowych  Kościoła  nie  jest
dobrze rozwinięta), albo też księdzu, który ma kompetencje do jej poprowadzenia (por.
kan. 1770 § 1). W przypadku (zgodnie z kan. 1681) przejścia od sprawy o stwierdzenie
nieważności małżeństwa do sprawy o dyspensę następuje ewentualne dochodzenie sądu
zajmującego  się  sprawą  o  stwierdzenie  nieważności  (por.  także  LC  art. 7).  W
przypadku, gdy w dwóch różnych sądach zostają wniesione: prośba o dyspensę i sprawa
o  stwierdzenie  nieważności  tego  samego  małżeństwa,  ich  prowadzenie  musi  zostać
powierzone sądowi, który zajmuje się sprawą nieważności (por. kan. 1700 § 2 i LC art.
5).

W  czasie  prowadzenia  dochodzenia  należy  przestrzegać  reguł  związanych  z

uzyskaniem  dowodów  w  zwyczajnym  procesie  spornym  i  w  sprawach  o  nieważność
małżeństwa, jeżeli tylko dają się one pogodzić z postępowaniem administracyjnym w
sprawie dyspensy (por. kan. 1702).

W  sprawie  dochodzenia  i  dowodów,  które  mają  być  uzyskane,  należy

zasygnalizować  dwie  kwestie:  po  pierwsze,  dowody  mogą  być  różnego  rodzaju,  pod
warunkiem, że są legalne i pomocne w ustaleniu faktów (por. LC art. 14),

background image

nawet  jeżeli  prawdopodobnie  istnieje  pewna  przewaga  dowodów  w  postaci  zeznań
świadków  i  sprawozdań  ekspertów,  w  odniesieniu  do  argumentów  dowodowych
moralnego  i  fizycznego,  które  zazwyczaj  występują  jednocześnie  przy  wykazaniu
niedopełnienia  małżeństwa.  LC przedstawiają  w  art.  8-20  szczegóły  tych  metod
dowodzenia.

Po drugie, należy podkreślić, że wspomniane dochodzenie, jak zresztą cały proces

administracyjny w sprawie o dyspensę, jest utrzymane w tajemnicy. Zwłaszcza, jeżeli
chodzi o dochodzenie, nie następuje publikacja akt sprawy, nawet jeśli jest możliwe -
zarówno  na  prośbę  stron,  jak  i  urzędu - przekazanie  stronom  niektórych  elementów
dowodowych, gdy niewiedza o nich mogłaby poważnie zaszkodzić wysuniętej prośbie
(por.  kan.  1703).  Pozostawiając  doktrynie  techniczną  analizę  tego  rozwiązania,
wystarczy,  aby  doradca  wiedział,  że  Ustawodawca  szukał  skutecznego  pogodzenia
dyskrecji i prawa do obrony ze strony zainteresowanych; a więc aby mógł on zapewnić
strony,  że  fakty  dotyczące  ich  życia  prywatnego,  poruszone  w  toku  procedury
kanonicznej, zostaną utrzymane w absolutnej tajemnicy.

Po  zakończeniu  gromadzenia  dowodów,  zostają  one  przedłożone  Obrońcy  węzła,

który musi zawsze brać udział w tego typu postępowaniu (por. kan. 1701 § 1) i którego
funkcją jest proponowanie tego, co racjonalnie zapobiega rozwiązaniu małżeństwa (por.
kan.  1432).  Po  uzyskaniu  opinii  Obrońcy  węzła,  urzędnik  odpowiedzialny  za
dochodzenie  musi  przedstawić  sprawozdanie,  które  zostanie  dołączone  do  akt,  jakie
przedstawione będą biskupowi diecezji, który na ich podstawie formułuje swą opinię,
zwaną pro rei veritate, w której ocenia istnienie wymaganych elementów koniecznych
do dyspensy i decyduje czy wysłać prośbę i akta do Stolicy Apostolskiej (por. kan. 1704
§  1).  To  w  szczególności  w  redakcji  tej  opinii  zostaje  wykorzystana  cala  mądrość
duszpasterska  biskupa,  który  musi  uważnie  ocenić  zebrane  dowody  w  celu  wydania
rozporządzenia dla dobra duchowego pojedynczych osób, przy poszanowaniu prawdy
faktycznej i interesów ogólnych wspólnoty mu powierzonej.

Wraz z głosem biskupa kończy się etap diecezjalny postępowania.
b) Jego etap decyzyjny odbywa się w Stolicy Apostolskiej, od której zależy wydanie

oświadczenia w sprawie niedopełnienia małżeństwa i istnienia uzasadnionego powodu
do dyspensy od związku małżeńskiego (por. kan. 1698 § 1). Natomiast sama dyspensa
jest osobistym aktem papieża (§ 2). W szczególności - jak jasno nakazuje konstytucja
apostolska  kurii  rzymskiej Pastor  bonus z  28  czerwca  1988  roku  w  art.  67 -
Kongregacja ds. Kultu i Dyscypliny Sakramentów ma kompetencje dokonania tej oceny
i ewentualnego przedłożenia sprawy papieżowi w celu uzyskania dyspensy.

Ocena  danego  przypadku  dokonywana  przez  ten  ważny  organ  Kurii  rzymskiej

odbywa  się  przy  użyciu  zróżnicowanej  procedury,  zależnej  od  stopnia  trudności
sprawy. Nie będziemy tu omawiać tych procedur, sygnalizujemy

background image

jedynie,  że  są  to  typowe  sposoby  orzekania  w  przypadkach,  które  trafiają  do
Kongregacji.

Po  przedstawieniu  Kongregacji  opinii  Obrońcy  węzła,  akty  sprawy  zostają

powierzone  organowi  złożonemu  z  trzech  członków,  wybieranych  spośród  doradców
tej Kongregacji i nazwanemu „Komisją". Członkowie Komisji studiują dany przypadek
i  zbierają  się  w  odpowiednim  terminie  w  celu  ustalenia,  czy  istnieją  podstawy  do
zasugerowania  najwyższemu  dostojnikowi  Kościoła  udzielenia  dyspensy  od
małżeństwa. Jeżeli wystąpią trzy opinie przychylne, sprawa przechodzi do ostatniego
etapu. Jeżeli tylko dwa głosy przemawiają na korzyść udzielenia dyspensy, prosi się o
opinię czwartego eksperta lub zarządzane jest dodatkowe dochodzenie. Przy dwóch lub
więcej  głosach  negatywnych  sprawa  zostaje  odrzucona.  Ostatnia  faza  spraw,  które
zostały  pozytywnie  rozpatrzone  przez  Komisję,  przewiduje  kolejne  przedstawienie
opinii Obrońcy węzła i redakcję sprawozdania z posiedzenia lub skrótowego formularza
zarówno  na  temat  sprawy,  jak  i  przeprowadzonego  postępowania,  do  przedłożenia
papieżowi.  Zawiadomienie  o  jego  decyzji  zostaje  przedstawione  zainteresowanym
poprzez biskupa diecezji (por. kan. 1706), który ma dopilnować, żeby zostały dokonane
odpowiednie  adnotacje  na  temat  zarządzenia  papieskiego  w  aktach  chrztu  i  ślubu
zainteresowanych.

Sygnalizuje  się  tylko - ponieważ  nie  należy  to,  przynajmniej  bezpośrednio,  do

zakresu zainteresowań doradcy - fakt, że do decyzji papieskiej mogą zostać dołączone
klauzule ograniczające możliwość zawarcia kolejnego ślubu, których zniesienie może
być zarezerwowane dla upoważnionego biskupa lub samej kongregacji. Takie zakazy
zostają dołączone, gdy okazuje się, że u podstawy brakującego dopełnienia małżeństwa,
w  sprawie  którego  została  udzielona  dyspensa,  leżała  przyczyna  o  charakterze
organicznym  lub  psychicznym  (lub  też  zaburzenia  umysłowe  uniemożliwiające
wypełnianie obowiązków małżeńskich), co do której istnieje obawa, że może pojawić
się również i w kolejnym związku małżeńskim. W pierwszym przypadku zakaz zostanie
wycofany  po  uzyskaniu  potwierdzonych  opinii  (medycznych  lub  psychologicznych),
według których istnieje pewność co do pokonania przyczyny, stojącej na przeszkodzie
życiu małżeńskiemu, także pod względem seksualnym.

8)  Pozostaje  jeszcze  zasygnalizować  kwestię,  o  której  doradca  powinien

poinformować zainteresowanych, jak tylko zorientuje się, że może chodzić o dyspensę.
W  wyniku  decyzji  włoskiego  Trybunału  Konstytucyjnego  z lutego  1982  roku,
państwowe  sądy  apelacyjne  przestały  „zatwierdzać"  (tj.  uznawać  skutki  cywilne)
rozporządzeń  papieskich  o  dyspensie  od  małżeństwa  niedopełnionego.  W  rewizji
konkordatu z 1984 roku - nie wprowadzając żadnych ustaleń w tej kwestii - przyjęto do
wiadomości tę nową sytuację prawną.

Refleksja dotycząca argumentacji Trybunału Konstytucyjnego i treści orzeczenia, w

którym  uznano  za  niezgodne  z  konstytucją  założenie  normatywne  o  zatwierdzalności
dyspens papieskich, nie wchodzi jednak w zakres niniejszego

background image

opracowania. Trzeba tu jednak zaznaczyć, że w obliczu zaistniałej sytuacji ewentualna
dyspensa  papieża  nie  będzie  mogła  spowodować  skutków  cywilnych.  Ponadto,  jeżeli
zainteresowani  zawarli  małżeństwo  konkordatowe  (tj.  kanoniczne  ze  skutkami
cywilnymi), muszą się ubiegać również o rozwiązanie małżeństwa cywilnego, wnosząc
pozew  o  usunięcie  skutków  cywilnych  zawartego  małżeństwa.  Logiczne  jest,  że  w
takim przypadku pozew o rozwód byłby moralnie uzasadniony, jako że wierni uciekają
się  do  niego,  ponieważ  państwo  włoskie  w  swoim  systemie  prawnym  nie  przyznaje
mocy  prawnej  rozwiązaniu  węzła  małżeńskiego  przez  papieża.  Dekret  ogólny
Konferencji Episkopatu Włoch na temat małżeństwa kanonicznego obowiązujący od 17
lutego 1991 roku wydał dla takiego przypadku rozporządzenia w art. 44, § 4 i 63-66.
Wskazane  jest  więc,  aby  doradca  powiadomił  o  tej  kwestii  osoby,  które  chciałyby
wnieść  sprawę  o  dyspensę  od  małżeństwa,  uznanego  za  niedopełnione.  Należy  także
pamiętać,  że fakt  niedopełnienia  małżeństwa  stanowi,  przewidzianą  przez  włoskie
prawo,  podstawę  do  orzeczenia  natychmiastowego  usunięcia  skutków  cywilnych
małżeństwa, bez potrzeby oczekiwania upływu trzech lat od rozprawy rozpoczynającej
postępowanie o separację osobistą stron.

2. WSKAZÓWKI DLA KONSULTANTA

Jak  zwykle  przedstawimy  teraz  kilka  sugestii  dotyczących  zagadnień,  na  jakie -z
należną rozwagą i największym szacunkiem - powinien zwrócić uwagę doradca par w
wypadku  nieusuwalnych  trudności  małżeńskich,  jeżeli  przypuszcza  on,  że  ma  do
czynienia z przypadkiem małżeństwa niedopełnionego.

1) Po pierwsze, powinien starać się zrozumieć najdokładniej, jak to możliwe, istotę

problemu.  Często  zdarza  się,  niestety,  że  ludzie,  czy  to  z  powodu  nieśmiałości  czy
błędnej informacji, wyrażają się w sposób niejednoznaczny: „Mój mąż nie zbliżał się do
mnie",  „Moja  żona  nigdy  nie  chciała  mieć  ze  mną  pełnych  stosunków",  „Nigdy  nie
zachowywaliśmy  się  jak  mąż  i  żona",  „Nasze  małżeństwo  pozostało  «białym
małżeństwem»", „Tylko próbowaliśmy mieć stosunki małżeńskie"... Są to wyrażenia,
które  często  się  słyszy,  ale  ich  treść,  jeśli  się  nad  tym  zastanowić,  jest  bardzo
niejednoznaczna.  Doradca  zatem,  mając  na  uwadze  przedstawioną  powyżej
(wypracowaną przez prawo kanoniczne) koncepcję dopełnienia małżeństwa powinien,
ostrożnie  i  z  szacunkiem,  poprosić  o  jak  najściślejsze  przedstawienie  mu  tego,  jak
wyglądały stosunki intymne zainteresowanych stron. Może wydawać to się krępujące,
ale  jeżeli  jasno  naświetli  się  cel  i  rodzaj  pytań,  które  zostaną  zadane,  i  jeżeli  z
cierpliwością śledzi się relację rozmówcy, można uzyskać już na tym poziomie istotne
informacje co do zaistniałej sytuacji.

Ważne jest - i należy od razu uświadomić to zainteresowanym że tylko w przypadku,

gdy małżeństwo rzeczywiście nie zostało dopełnione, można

background image

rozpocząć  sprawę  o  dyspensę.  W  przeciwnym  razie  sprawa  jest  od  razu  skazana  na
porażkę, a  co  więcej,  jeśli  zainteresowani  dostarczyli  nieprawdziwych  informacji,
będzie to poważnie obciążać sumienie zainteresowanych.

2) Może się zdarzyć, że w toku analizy, o której była mowa w poprzednim punkcie,

nie  będzie  możliwe  wydanie  osądu,  nawet  tylko wstępnego,  co  do  niedopełnienia
małżeństwa, czy to z powodu niewiedzy kobiety co do własnego stanu fizycznego albo
też  z  powodu  nieprawidłowej  budowy  organów,  których  nigdy  nie  zbadał  lekarz.  W
takim przypadku można zasugerować badanie ginekologa lub innego specjalisty, które
pomogłoby to wyjaśnić. Dobrze jest w takiej sytuacji skierować zainteresowaną osobę
do ekspertów, którzy są w stanie potraktować taki przypadek z należytą delikatnością i
wrażliwością moralną, jaką na przykład powinni reprezentować lekarze współpracujący
z katolickimi doradcami rodzinnymi lub biegli powoływani przez Trybunały kościelne.

3) W  przypadku,  gdy  doradca  jest  przekonany,  że  miało  miejsce  niedopełnienie

małżeństwa, powinien się postarać zrozumieć przyczyny takiego stanu rzeczy, a to w
trzech celach:

Po pierwsze: by móc ewentualnie zasugerować - jeżeli chcą tego zainteresowani -

osoby,  do  których  mogliby  się  oni  zwrócić,  aby  rozwiązać  swój  problem.  Zwłaszcza
bowiem w przypadku, gdy wspólne życie dopiero się zaczęło (natomiast, jeśli by minęło
już  kilka  lat,  w  czasie  których  nie  doszło  do  stosunku  płciowego,  stwierdza  się,  że
sytuacja ma charakter chroniczny i trudniej jest jej zaradzić), nie powinno się od razu i
wyłącznie brać pod uwagę sprawy o dyspensę.
Rozsądnie 

jest 

zaproponować 

zainteresowanym 

praktyczne 

możliwości

przezwyciężenia trudności i rozpoczęcia pełnego pożycia małżeńskiego.

Po  drugie:  w  celu  ustalenia,  czy  w  związku  z  niedopełnieniem  małżeństwa  nie

występuje  motyw  do  podejrzewania  jego  nieważności.  Przykłady  mogą  być  różne:
impotencja seksualna, fizyczna lub psychiczna; poważne zaburzenia na tle seksualnym,
jak  w  przypadku  homoseksualisty,  który  chce  ukryć  ten  fakt,  zawierając  związek
małżeński; decyzja, żeby nie mieć potomstwa, gdy podmiot cierpi na poważną chorobę
dziedziczną lub zaraźliwą. Z logicznego i systematycznego punktu widzenia sprawa o
nieważność ma bowiem przewagę nad sprawą o dyspensę.

Po  trzecie:  w  celu  ocenienia  możliwości  zwrócenia  się  z  prośbą  o  dyspensę.  Na

przykład:  gdy  niedopełnienie  małżeństwa  zostało  uzależnione  od  obustronnej  woli
nieposiadania  potomstwa,  podyktowanej  pobudkami  egoistycznymi  i  praktykowanej
przy  pomocy  środków  antykoncepcyjnych  zapobiegających  ejakulacji  w  pochwie,
byłoby  zupełnie  nieuzasadnione  przedstawienie  prośby  o  dyspensę,  ponieważ  nie
byłoby  powodów  do  jej  wysunięcia,  jako  że  nie  ma  ku  temu  słusznych  podstaw.
Dyspensa  w  tym  wypadku  „nagradzałaby"  postępowanie  świadomie  naruszające
obowiązki małżeństwa chrześcijańskiego, obowiązki, jakie przez wyrażenie konsensu
strony zobowiązały się wypełniać.

background image

4) Doradca  powinien  się  też  zająć  znalezieniem  ewentualnych  dowodów

niedopełnienia.  Szybko  i  łatwo  można  sprawdzić  na  przykład,  czy  małżonkowie
mieszkali razem.

5) Trudniej  jest  natomiast  dowiedzieć  się  więcej  na  temat  stanu  fizycznego

zainteresowanych (zazwyczaj chodzi o nienaruszoną błonę dziewiczą kobiety). Zostało
już powiedziane, że czasem osoba chcąca wnieść sprawę nie zna dobrze swojego stanu
fizycznego,  tak  że  wskazanym  jest  zaproponowanie  jej  poddania  się  odpowiednim
badaniom.

Może się też zdarzyć,  że osoba nie będzie chciała poddać się badaniu i będzie się

opierać dochodzeniu koniecznemu w tego typu sprawach. W takim przypadku należy
bardzo cierpliwie starać się przekonać tę osobę po to, aby móc dokonać wspomnianych
ustaleń.
W  przeciwnym  razie  nie  pozostaje  nic  innego,  jak  tylko  dokonanie  weryfikacji
dowodów moralnych.

6) W  celu  ocenienia  ich  wystarczalności  trzeba  dowiedzieć  się,  czy

małżonkowie są gotowi zeznawać pod przysięgą i czy ich wyjaśnienia są
(i  będą  w  sprawie)  zgodne,  jeżeli  chodzi  o  kwestię  niedopełnienia  małżeństwa.
Zwłaszcza w przypadku rozbieżności w wyjaśnieniach trzeba będzie koniecznie ustalić,
kto z dwojga zainteresowanych jest bardziej wiarygodny.

Dowodzenie  należy  przeprowadzić także  z  punktu  widzenia  „zewnętrznego",  na

przykład odwołując się do potwierdzenia wiarygodności przez osoby naprawdę pewne i
godne  zaufania  (proboszcz,  osoba  duchowna,  biskup,  osoba  niezainteresowana
wynikiem sprawy i będąca poza wszelkim podejrzeniem).

Wiarygodność jednak powinna być zbadana głównie z tzw. wewnętrznego punktu

widzenia, czyli dzięki wiarygodnym świadkom, którym zainteresowani zwierzyli się z
niedopełnienia  małżeństwa  lub  też  na  drodze  rekonstrukcji  okoliczności
potwierdzających  prawdopodobieństwo  niedopełnienia,  jak  na  przykład:  dokument
potwierdzający  dziewictwo  (na  długi  czas)  po  ślubie,  zeznania  lekarzy,  którzy
interweniowali  właśnie  z  powodu  problemów  na  tle  seksualnym,  udokumentowane
zabiegi, które wskazują na istnienie trudności przy dopełnieniu aktu intymnego, jak na
przykład chirurgiczne nacięcie błony dziewiczej lub zabieg fimozy (stulejki), któremu
mężczyzna poddał się po ślubie.

Zebrane w ten sposób dane - na podst. kan. 1536 § 2 i 1679 kodeksu mogą stanowić

pełne potwierdzenie wyjaśnień stron lub tylko jednej z nich, pozwalając na uzyskanie
moralnej pewności co do niedopełnienia małżeństwa.

7) Doradca  musi  się  ponadto  upewnić,  że  istnieje  słuszny  powód  do  rozpoczęcia

sprawy  o  udzielenie  dyspensy  lub  że  istnieją  warunki,  które  czynią  ją  wskazaną  z
punktu  widzenia salus  animarum. Na  przykład  fakt  znalezienia  się  (po  faktycznym
zakończeniu  małżeństwa,  które  uznaje  się  za  niedopełnione)  w  nowej  sytuacji
pseudomałżeńskiej, obiektywnie nieformalnej z kanonicznego punktu widzenia, a która
może zostać uregulowana po uzyskaniu dyspensy, może stanowić (choć nie jest to fakt
zasługujący na uznanie) motyw skłaniający

background image

władze  do  wydania  dyspensy.  Jeszcze  inny  przypadek:  niedopełnienie  małżeństwa  z
winy  drugiej  strony  przy  istniejącej  możliwości  założenia  nowej  rodziny,  co  bez
uzyskania dyspensy nie byłoby możliwe. Jak już zostało wcześniej wspomniane, przy
wystąpieniu  uzasadnionego  powodu  do  udzielenia  dyspensy  władza  kościelna  jest
zazwyczaj przychylna i skłonna do pomocy w trudnych sytuacjach osobistych.

8)  Konsultant  musi  ponadto  ustalić,  czy  mogą  zaistnieć  okoliczności  stojące  na

przeszkodzie - mimo  istnienia  dowodów  na  niedopełnienie  małżeństwa -uzyskaniu
dyspensy,  na  przykład  z  powodu  przewidywalnej  szkody  dla  osób trzecich  i/lub
wspólnoty.  Jest  to  przypadek,  jak  zobaczymy  wkrótce  w  jednym  z  przykładów,  w
którym narodzone z takiego małżeństwa potomstwo, cały czas mieszka w środowisku
wiejskim bardzo ograniczonym pod względem liczebnym i kulturalnym.

Tylko  po  uzyskaniu  pozytywnego  potwierdzenia,  choćby  ogólnego,  w  wyżej

przedstawionych kwestiach doradca zaproponuje osobom, które się do niego zwróciły,
wniesienie sprawy kanonicznej o dyspensę od związku małżeńskiego.

3. PRZYKŁADY

Wracając  do  dydaktycznego  i  ilustracyjnego  charakteru  naszej  pracy,
przechodzimy teraz do przedstawienia kilku przykładów.

1. PRZYKŁAD PIERWSZY

Rozpoczynając od przykładu, jaki już podawaliśmy, przedstawiamy przypadek Łucji i
Andrzeja,  którzy  jeszcze  jako  bardzo  młodzi  ludzie  poznali  się  w  środowisku
parafialnym.  Andrzej  już  jako  młody  chłopak  był  zakochany  w  Łucji  i  nigdy  nie
przestał  jej  kochać.  Łucja  wręcz  przeciwnie,  dziewczyna  dobra,  ale  nieco  nerwowa  i
nieprzystępna,  choć  darzyła  Andrzeja  uczuciem,  nigdy  nie  była  w  nim  naprawdę
zakochana. Mijały lata, młodzi planowali ślub przy niewielkim entuzjazmie Łucji. Gdy
zbliżała  się  data  ślubu,  przy  jakiejś  okazji  powiedziała  Andrzejowi  o  swojej
niepewności  co  do  tego  kroku  i  wspomniała  o  możliwości  zrezygnowania  z
zaplanowanego ślubu.

Dla  Andrzeja  było  to  nie  do  pomyślenia,  propozycja  Łucji  spowodowała  u  niego

wielki  smutek  i zniechęcenie,  wspomniał  nawet  wprost,  że  może  uciec  się  do
ekstremalnych  czynów.  Łucja  wstrząśnięta  i  przestraszona  reakcją  Andrzeja  zgodziła
się  zrealizować  planowane  małżeństwo;  bardzo  niechętnie,  lecz  szczerze  podjęła
obowiązki małżonki.

Jednak po ślubie, w momencie stosunku intymnego, Łucja mimo chęci poddania się

mężowi  nie  była  w  stanie  tolerować  jego  zbliżeń,  odpychała  Andrzeja,  mówiąc,  że
czuje  niesmak  i  ból.  On  na  początku  był  cierpliwy,  potem  zaczynał  coraz  bardziej
otwarcie manifestować swoje rozczarowanie, ale zachowanie Łucji nie ulegało zmianie.
Odmawiała zwrócenia się do lekarza czy

background image

doradcy,  mówiąc,  że  doskonale  zna  powód  swoich  reakcji:  nigdy  tak  naprawdę  nie
kochała Andrzeja jako męża i poślubiła go tylko z powodu jego nalegań.

Po  kilku  latach  wspólnego  życia,  przy  jednej  z  prób  współżycia,  Łucja  zaszła  w

ciążę. Chodzi o ciążę będącą wynikiem ejakulacji Andrzeja na zewnętrznych narządach
płciowych Łucji. Jest to częsty przypadek i dobrze znany ginekologom. Łucja  mimo
ciąży  pozostaje  dziewicą,  jak  pokazuje  także  dokumentacja  kliniczna  z  wizyt,  które
wtedy odbyła. Poród odbył się przez cesarskie cięcie, konieczne z powodu odłączenia
łożyska  i  w  celu  uratowania  życia  dziecka.  Po  porodzie  Łucja  pozostawała  dziewicą
także przez następne lata małżeństwa, które trwało jeszcze kilka lat po narodzinach ich
córki Kamili.

W  związku  z  ciągłym  brakiem  zgody,  także  w  kwestiach  intymnych,  Łucja

zdecydowała  się  na  separację.  Także  tym  razem  spotkała  się  z  kategorycznym
sprzeciwem Andrzeja, który mówił wprost o samobójstwie; wręcz podejmował kilka
prób  popełnienia  go.  Łucja  jednak  była  zdecydowana  i,  za  radą  pewnego  księdza,
wniosła  sprawę  kanoniczną  o  dyspensę,  jak  i  cywilną - o  rozwód  z  powodu
niedopełnienia.

Przeprowadzone w obu przypadkach ekspertyzy wykazały, że Łucja jest dziewicą.

W sprawie kanonicznej została dołączona wyżej wspomniana dokumentacja z jej wizyt
w czasie ciąży i zostało przesłuchanych  kilku świadków. Dowód  moralny okazał się
zbyt słaby, ponieważ świadkowie dość późno i ogólnikowo zapoznali się z sytuacją (z
wyjątkiem  dwóch  księży),  niemniej  wydawał  się  bardzo  silny  dowód  fizyczny  w
postaci nienaruszonej błony dziewiczej Łucji.

Sprawa została oddana w ręce Kongregacji, która - po dodatkowym dochodzeniu w

postaci  konfrontacji  stron  oraz  porównaniu  pewnych  rozbieżności  w  ich  wersjach -
odrzuciła  prośbę  o  dyspensę.  Należy  dodać,  że  pisemna  odpowiedź  nadesłana  w  tej
sprawie  nie  zawierała  umotywowania,  podała  tylko  odpowiedź  Kongregacji  lub
decyzję papieską.  Można  tylko  na  drodze  rozumowania  domyślić  się  przyczyn
nieudzielenia Łucji dyspensy.

Jest  wysoce  prawdopodobne,  że  nie  uznano  niedopełnienia  małżeństwa:  sytuacja

Łucji  z  ginekologicznego  punktu  widzenia  była  jasna,  także  w  świetle  wykonanych
ekspertyz  zarówno  w  sprawie  kanonicznej,  jak  i  cywilnej  dotyczącej  niedopełnienia
małżeństwa.  Można  utrzymywać,  że  odmówienie  przez  papieża  udzielenia  dyspensy
mogło być związane z następującymi okolicznościami: narodziny Kamili, po których
małżonkowie nadal mieszkali razem; mała i nieco zaściankowa miejscowość, w której
mieszkali  i  nadal  mieszkają;  pewne  obawy  proboszcza  co  do  wpływu  ewentualnej
dyspensy  na  małomiasteczkowe środowisko.  Jest całkiem  prawdopodobne, że z tych
powodów  dyspensa  nie  została  przyznana  w  tym  przypadku.  Przykład  ten  ma
podkreślić  fakt,  że  w  celu  uzyskania  dyspensy  nie  wystarcza  pewny  dowód  na
niedopełnienie  małżeństwa,  ale  potrzebny  jest  uzasadniony  powód  i  brak
przeciwwskazań do jej udzielenia. Biorąc udział w podobnej sprawie, doradca

background image

musi  zwrócić  uwagę  na  obecność  wszystkich  wymaganych  elementów  do  jej
rozpoczęcia.

2. PRZYKŁAD DRUGI

Pod  koniec  lat  40.  czterdziestoletni  Artur,  dobrze  zarabiający,  pochodzący  z  dużego
miasta,  poznał  Dorotę,  romantyczną  dziewiętnastolatkę.  Pojawiła  się  perspektywa
małżeństwa, upragnionego przez Artura, któremu dobrze wiodło się w pracy, a który
chciał  w  swoim  życiu  obecności  młodej  i  pięknej  żony.  Jeszcze  bardziej  niż  on
małżeństwa pragnęli rodzice Doroty. Ci ostatni, pochodzący z dobrej rodziny, z innego
dużego miasta, byli wówczas w dość trudnej sytuacji finansowej. Dlatego ślub córki z
osobą szanowaną, której dobrze się wiodło, byłby dla nich wielką satysfakcją. Jedyną
osobą,  która  nie  była  równie  zadowolona  z  perspektywy  małżeństwa,  była  biedna
Dorota. Musiałaby opuścić rodzinne miasto i zamieszkać w odległym, zupełnie nowym
środowisku, w towarzystwie mężczyzny, którego uważała za starego.

Dorota szczerze wyznała rodzicom, że Artur nie jest jej wymarzonym mężem, ale

ich  konsternacja  w  połączeniu  z  argumentami  na  temat  dobra  rodziny,  rodzeństwa,
które nie mogłoby kontynuować edukacji, gdyby nie zgodziła się na ślub... pokonały jej
opór.

Tak  więc  Dorota  wyszła  za  Artura  i  rozpoczęli  wspólne  życie.  Nie  miała

doświadczenia  ani  wiedzy  na  temat  życia  małżeńskiego,  niemniej  dość  wcześnie
zaczęła  podejrzewać,  że  coś  w  jej  nowym  życiu  jest  nie  tak.  Artur,  choć  uprzejmy  i
pełen szacunku w stosunku do niej, nie zachowywał się bowiem tak, jak według niej
powinien  się  zachowywać  mąż.  Tylko  jeden  raz  położył  on  delikatnie  dłoń  na  jej
narządach płciowych, mówiąc, że w ten sposób ją „posiadł" i że ich małżeństwo zostało
dopełnione. Od tamtej pory nic więcej się nie zdarzyło.

Mimo że wyczuwała intuicyjnie, że jej sytuacja nie jest normalna, Dorota, sama w

obcym  mieście,  przez  kilka  następnych  lat  wiodła  smutne  życie,  zachowując  się  jak
dobra  żona  i  idealna  gospodyni  domu.  Była  jednak  bardzo  zawiedziona  w  swoich
kobiecych marzeniach, a także pragnieniu macierzyństwa, które mogłoby przynajmniej
po  części  zrekompensować  uczucie,  którego  nie  otrzymywała  od  męża.  Także
rodzicom,  do  których  była  bardzo  przywiązana,  Dorota  nie  odważyła  się  wyznać
prawdy o swoim trudnym położeniu, obawiając się, że oskarżą ją o to, iż sama jest sobie
winna, ponieważ nie pragnęła ślubu.

Po kilkunastu latach życia małżeńskiego prowadzonego w sposób powyżej opisany,

Dorota miała już prawie trzydzieści lat, a jej pięćdziesięcioletni mąż, który, mimo że ją
szanował, nie traktował jej jak żony i żył tylko dla pracy i układów towarzyskich. Po
śmierci ojca, który najbardziej skłaniał ją do małżeństwa, Dorota zebrała się na odwagę
i wyznała wszystko matce oraz zaufanej przyjaciółce Klaudii. Z pomocą zwłaszcza tej
ostatniej, która zaprosiła

background image

ją  do  siebie  i  zaoferowała  pracę  w  jeszcze  innym  mieście,  Dorota  zdecydowała  się
zostawić  męża  i  przeprowadzić  się  do  niej.  Była  to  (u  progu  lat  60.)  decyzja  bardzo
trudna, która przysporzyła Dorocie dużo cierpienia, niemniej wolała zostawić wygodne,
ale  bardzo  smutne  życie  i  rozpocząć  nowe,  być  może  trudniejsze  i  bardziej  męczące
(nigdy wcześniej nie pracowała), ale z pewnością bardziej wolne i autentyczne.

Jak często się zdarza w podobnych przypadkach, w połowie lat 60. trzydziestoletnia

już Dorota poznała Waldemara, lekarza, nieżonatego i w podobnym w wieku, w którym
się zakochała z wzajemnością. Ponieważ formalnie była zamężna, nie pozostało im nic
innego  jak  żyć  w  konkubinacie;  w  międzyczasie,  pod  koniec  1970  roku,  został
wprowadzony  w  prawie  włoskim  rozwód.  Dorota  decyduje  się  więc  rozwieść  z
Arturem, żeby móc uzyskać ślub (oczywiście tylko cywilny) z Waldemarem.

Pomimo  tych  dyskusyjnych  z  moralnego  punktu  widzenia  decyzji  (jeżeli  chodzi  o

życie  w  konkubinacie  i  ślub  cywilny)  Dorota  i  Waldemar  są  w  pewnym  stopniu
wierzącymi  praktykującymi.  W  latach  80.  poznają  pewnego  zakonnika,  któremu
stopniowo przedstawili całą sytuację. On zapoznawszy się z nią, doradził im wniesienie
sprawy o stwierdzenie nieważności małżeństwa. Zasięgnąwszy rady ekspertów, sprawa
została wniesiona na początku lat 90. w sądzie, w miejscu zamieszkania Artura, który
nigdy  nie  wyprowadził  się  z  miasta.  Jako  motyw  sprawy  została  podana  impotencja
seksualna Artura.

Dochodzenie  w  sprawie  o  stwierdzenie  nieważności  okazało  się  niełatwe.  Dorota

przedstawiła swoje zeznanie, potwierdzone przez matkę i przyjaciółkę Klaudię, a także
przez Waldemara, który, dzięki temu, że był lekarzem, mógł potwierdzić, iż kiedy po
raz  pierwszy  doszło  do  zbliżenia,  Dorota  była  dziewicą.  Zaprzyjaźniony  zakonnik
potwierdził ich wiarygodność i religijność. Wbrew oczekiwaniom, osiemdziesięcioletni
już Artur zgodził się zeznawać: przyznał, że jego małżeństwo z Dorotą nie było nigdy
dopełnione, jednak bardzo ogólnikowo przedstawił swój stan zdrowia z tamtego okresu
i poinformował, że przeszedł ostatnio operacje chirurgiczne narządów płciowych, które
wprowadziły fizyczne zmiany.

Biorąc  pod  uwagę  ogólnikowy  opis  stanu  zdrowia  Artura,  jego  aktualny  wiek,

przebyte operacje, dowodzenie jego impotencji seksualnej z okresu małżeństwa okazało
się dość trudne. Po opublikowaniu akt sprawy bez zarządzenia ekspertyzy (w tej sytuacji
ewidentnie  niepotrzebnej:  por.  kan.  1680)  adwokat  wspierający  Dorotę  zasugerował
zakończenie  sprawy  o  stwierdzenie  nieważności  i  zwrócenie  się  z  prośbą  o  dyspensę
(dozwoloną  przez  kan.  1681)  z  powodu  niedopełnienia  małżeństwa.  Po  uzyskaniu
zgody  Artura  i  zakończeniu  dochodzenia  według  specyficznych  wymogów  nowego
postępowania sprawa została przedstawiona Stolicy Apostolskiej, a następnie udzielona
została dyspensa papieska.

Dowód  „moralny"  niedopełnienia  małżeństwa  został  uznany  za  wystarczający:

niejako przymuszenie Doroty do małżeństwa, „nieprawidłowe"

background image

życie  małżeńskie,  które  musiała  znosić  przez  dziesięć  lat,  sposobność  uregulowania
długiego już związku  z Waldemarem  zostały uznane za słuszne powody do wydania
dyspensy. Dystans czasowy i zmiana miejsca zamieszkania Doroty - już od trzydziestu
lat  mieszkającej  w  mieście,  w  którym  niewiedziano  o  jej  pierwszym  małżeństwie
stanowiły wystarczającą gwarancję, że nie dojdzie do skandalu.

Powyższy  przykład,  poza  przypomnieniem  możliwości  proceduralnej  dozwolonej

przez  kan.  1681,  ma  zwrócić  uwagę  na  to,  że  niekiedy  sam  tylko  dowód  moralny,
również  w  wypadku  dużego  dystansu  czasowego  od  zaistniałych  faktów,  może  być
wystarczający w przypadku, gdy jest on prawdziwy, wiarygodny i niezbyt obszerny.

3. PRZYKŁAD TRZECI

Marta  i  Jan  byli  od  kilku  lat  narzeczonymi  i  zdecydowali  się  na  ślub.  Marta  była
idealistką o bardzo delikatnej i nieco zaburzonej konstrukcji psychicznej. Od kilku lat
cierpiała na anoreksję i brak miesiączki; kilka razy nie zdała egzaminu dojrzałości tylko
z  powodu  kruchości  emocjonalnej,  a  była  pilną  uczennicą,  choć  mającą  liczne
kompleksy i lęki.

Jan mimo wszystko ją kochał i pragnął jej pomóc. Miał trudne życie rodzinne. Jego

ojciec był „kobieciarzem" i był gwałtowny, jeden z braci dostał długi wyrok za bardzo
poważne przestępstwa. Jan jednak był wrażliwym i dobrym chłopakiem, szanującym
innych i zaangażowanym religijnie.

Zatem w nadziei, że życie małżeńskie będzie dla nich źródłem większej radości niż

ta, której do tej pory zaznali, Jan i Marta wzięli ślub. Byli ze sobą przez piętnaście lat,
jednak nigdy nie mogli dopełnić małżeństwa. Ledwie Jan zbliżył się do Marii w celu
dokonania  aktu  seksualnego,  dziewczyna  kategorycznie  odmawiała.  Mimo  jego
cierpliwości  i  opieki  psychologicznej,  której  Marta  została  poddana,  sytuacja  nie
zmieniała się. Wystarczyło, że Jan dotknął ją, pragnąc jako kobietę, Marta zamykała się
w  sobie,  stając  się  oziębła,  źle  się  czuła,  także  fizycznie.  Również  jej  stosunek  do
jedzenia pozostawał zaburzony. Poza tym, nie czerpała satysfakcji z pracy, która nie
dorównuje  jej  możliwościom  i  aspiracjom;  dochodzi  też  do  kilku  przypadków
samookaleczenia z jej strony.

Po piętnastu latach cierpliwego czekania Jan ustąpił, zakochał się w innej kobiecie i

zaczął  z  nią  związek.  Dla  obojga  był  to  znak  poważnego  kryzysu  ich  małżeństwa,
kryzysu, który zawsze je charakteryzował. Zdecydowali się na separację.

Marta jednak, zawsze pełna skrupułów i niepokoju, nie czuła się z tym dobrze, chce

objaśnienia  swojej  sytuacji  także  z  religijnego  punktu  widzenia,  objaśnienia
potwierdzonego  również  przez  Kościół,  do  którego  nigdy  nie przestała  chodzić.  Na
szczęście  spotkała  panią  adwokat,  doświadczoną  także  w  sprawach  kanonicznych,
która udzieliła jej jak najlepszej rady. Na początek

background image

skierowała  ją  do  zaufanego  ginekologa,  który  po  dokładnym  i  kompletnym  badaniu
stwierdził  dziewictwo  Marty;  następnie  pomagała  jej  znaleźć  świadków,  którym  w
czasie  trwania  życia  małżeńskiego  zwierzyła  się,  że  jej  małżeństwo  nie  zostało
dopełnione i opowiedziała o swoich reakcjach na inicjatywy małżeńskie Jana. Marta, w
istocie  potrzebująca  wciąż  potwierdzeń,  zachęty  i  upewnień,  opowiedziała  wielu
osobom i w różnych okresach swoich piętnastu lat życia z Janem, jak się między nimi
układało pod kątem stosunków małżeńskich.

Po  dokładnym  przygotowaniu  sprawy,  została  ona  rozpoczęta:  także  i  Jan -poza

Martą  i  przyprowadzonymi  przez  nią  świadkami  potwierdził  to,  co  się  zdarzyło.
Ginekolog  pod  przysięgą  potwierdził  wyniki  wspomnianej  wizyty.  Sama  Marta
zgodziła  się,  przy  niemałym  wysiłku,  poddać  badaniu  innego  ginekologa,  nazwanego
biegłym  sądowym.  Także  i  on  potwierdził  z  naukową  pewnością  jej  dziewictwo.  Na
podstawie  wspomnianych  przesłanek  dowodowych,  co  do  nienaprawialnego  rozpadu
związku  między  Martą  i  Janem  (jak  wspomniano  związanego  z  inną  kobietą)  i  braku
ryzyka  co  do  powstania  skandalu  (oboje  zainteresowani  zawsze  żyli  w  odosobnieniu,
mając niewielu znajomych, głównie tych zeznających jako świadkowie ze strony Marty,
a zatem już znających ich sytuację), dyspensa została udzielona.

Poza  dowodem  fizycznym  i  moralnym  oraz  koniecznością  uprzedniego  uważnego

przygotowania  sprawy,  przy  dobrze  przeprowadzonym  i  kompletnym  doradztwie,
przykład zwraca uwagę na następujące rzeczy: można by przypuszczać, że małżeństwo
Jana  i  Marty  mogło  było  zostać  uznane  za  nieważne,  na przykład  z  powodu  jej
niezdolności psychicznej. Niemniej samo prawdopodobieństwo jej istnienia (nie od razu
dowodu fizycznie dostępnego w sprawie) oraz przypuszczenie, że rodzaj dowodzenia,
zwłaszcza ekspertyza, byłby zbyt obciążający dla bardzo wrażliwej Marty, skłoniły do
poszukania rozwiązania tego delikatnego przypadku na drodze najbardziej oszczędnej z
psychologicznego, proceduralnego i dowodowego punktu widzenia, czyli rozwiązania
w postaci dyspensy papieskiej.

4. PRZYKŁAD CZWARTY

Ryszard i Justyna, jak niestety wielu młodych w ich wieku, popełnili błąd, wchodząc ze
sobą w związek. Ledwie się poznali, uznając wzajemne zainteresowanie sobą za miłość,
rozpoczęli  intensywny  związek  uczuciowy,  dość  szybko  owocujący  pełnymi
stosunkami płciowymi. Zaczęli myśleć o małżeństwie, zwłaszcza z inicjatywy Justyny,
dziewczyny  o  bardzo  silnej  osobowości  i  w  tym  okresie  będącej  w  niezbyt  dobrych
stosunkach z rodziną. Perspektywa odejścia z domu była dla niej bardzo pociągająca.

Po  urządzeniu  mieszkania  i  ustaleniu  daty  ślubu  nastąpiła  nowa  sytuacja  między

Justyną  a  Ryszardem.  Początkowe  zauroczenie  ustąpiło  i  zaczęło  dochodzić  do  coraz
bardziej gwałtownych kłótni. Tym niemniej nie odstępują

background image

od  planowanego  małżeństwa.  Justyna  za  bardzo  chciała  odejść  z  domu  rodzinnego  i
była zbyt dumna, żeby przyznać się do błędu. Ryszard, o słabszym charakterze, łudził
się, że małżeństwo i większy spokój ze strony Justyny pomogą naprawić całą sytuację.

Ta  iluzja  trwała  jedynie  kilka  godzin  po  ślubie.  Już  w  drodze  z  kościoła  do

restauracji,  w  samej  restauracji,  a  potem  w  domu  małżonków,  kłótnie  przybierają  na
sile.  Podróż  poślubna,  rozpoczęta  następnego  dnia,  odbyła  się  tylko  częściowo,  a
wspólne  życie  trwa  zaledwie  kilka  tygodni.  Oboje  ani  razu  nie  śpią  razem,  przy
nielicznych  okazjach,  w  których  Ryszard,  chcąc  rozładować  napięcie,  stara  się  być
czuły  wobec  żony,  zostaje  przez  nią  gwałtownie  odepchnięty.  Justyna  zażądała,  aby
Ryszard zawsze spał na kanapie w salonie.

Ryszard był zagubiony: z powodu słabości charakteru poszedł wypłakać do trzech

starszych braci, rodziców swoich i Justyny, kilku kolegów z pracy, a także do swojego
proboszcza. Żadnej z tych osób nie udało się nawiązać kontaktu z dumną Justyną, tylko
żona  jednego  ze  wspomnianych  kolegów  odwiedziła  ją  pod  jakimś  pretekstem  i
znalazła  potwierdzenie  stanu  zupełnej  katastrofy,  także  pod  względem  stosunków
intymnych, zupełnie nieistniejących po ślubie.

Jak wspomniano, po niespełna dwóch miesiącach od ślubu, wspólne życie zostało

zakończone i od razu rozpoczęły się przygotowania do postępowania o separację i do
sprawy  kanonicznej  o  dyspensę  z  powodu  niedopełnienia  małżeństwa.  Wszystkie
wyżej  wspomniane  osoby  potwierdziły  wyjaśnienia  Ryszarda,  a  żona  jego  kolegi
również wersję Justyny. Proboszcz, który znał Ryszarda odkąd był małym chłopcem,
przedstawił obszerne potwierdzenie wiarygodności jego, jego rodziców i braci. Choć z
dużym  ociąganiem  i  trudnością,  także  Justyna  przedstawiła  wyjaśnienie  w  sprawie.
Była dziewczyną bardzo stanowczą, ale otwartą i szczerą i nie sprawiło jej trudności
potwierdzenie niedopełnienia małżeństwa.

Dowód „moralny" niedopełnienia wydawał się mieć bardzo silne podstawy: młody

wiek  obojga  i  ewidentna  niemożność  podjęcia  współżycia  stanowiły  uzasadnioną
przyczynę; fakt, że życie małżeńskie trwało zaledwie kilka tygodni, a młodzi zawsze
mieszkali w dzielnicy na obrzeżach miasta i nie znało ich wiele osób, dawało gwarancję
braku  ryzyka  wybuchu  skandalu  czy  innej  szkody  wobec  osób  trzecich.  Należy
przypuszczać, że właśnie z tych powodów dyspensa od obecnego małżeństwa została
udzielona.

Przykład ten, poza szczególną wagą dowodzenia moralnego kwestii niedopełnienia

(które  mogło  samo  wystarczyć  w  toku  całej  sprawy),  ma  uwydatnić  fakt,  że  za
dopełniające  małżeństwo  należy  uważać  stosunki  intymne  (w  rozumieniu  wcześniej
przedstawionym), do których doszło między zainteresowanymi po ślubie. Ewentualne
stosunki przedślubne - jak w przypadku Ryszarda i Justyny - pozostają faktem moralnie
nagannym, ale nie stanowią dopełnienia małżeństwa, które, z powodu braku wymiany

background image

konsensualnej  w  formie  przewidzianej  przez  prawo  kanoniczne,  z  definicji  nie
istnieje i jako takie nie może być nawet „dopełnione".

ADRESY SĄDÓW BISKUPICH W POLSCE

Sąd Metropolitalny Białostocki pl. Jana Pawia II 1 15-087
Białystok tel. (0-85) 732-64-84

Biuro  Sądu  Biskupiego  w  Bielsku-Białej  ul.  Żeromskiego  5-7  43-300
Bielsko-Biała tel. (0-33)81-90-615

Sąd Metropolitalny w Częstochowie ul. Św. Barbary 41 42-200
Częstochowa
tel. (0-34) 324-12-18

Sąd Biskupi w Drohiczynie ul. Kościelna 10 17-312
Drohiczyn
tel.: (0-85)  655-78-05  wew:  703  085/655-72-01;  Centrex  106
e-mail: tribunaldr@drohiczyn.opoka. org.pl

Sąd  Biskupi  w  Elblągu  ul.  Świętego  Ducha  11
82-300 Elbląg
tel. (0-555) 232-81-64

Sąd Biskupi Diecezji  Ełckiej ul. 3 Maja 10  19-300
Ełk
tel. (0-87) 621-69-87
Sad.Biskupi@diecezja.elk.pl

Gdański  Trybunał  Metropolitalny  ul.
Armii Krajowej 46 81-365 Gdynia
(siedziba Trybunału mieści się przy parafii NSPJ Gdynia)
tel. (0-58) 661-57-37
e-mail: trybunal@diecezja.gda.pl

Sąd Biskupi w Gliwicach

background image

Trybunałem  pierwszej  instancji  dla  diecezji  gliwickiej  jest:
Biskupi  Sąd  Duchowny  w  Opolu  ul.  Książąt  Opolskich  19
45-952 Opole
skr. poczt. 86 (kod skr. poczt. 45-951) tel. (0-77)
454-35-81;  fax  (0-77)  453-79-61

e-mail:

bsd@diecezia.opole.pl

Trybunał Metropolitalny w Gnieźnie
62-200 Gniezno
ul. Kanclerza Jana Łaskiego 7
tel. (0-61) 426-21-02, 426-21-03, 426-21-04
e-mail: trybunal-gn@gniezno.opoka.org.pl

Diecezja Kaliska:
NOTARIUSZ (sprawy małżeńskie)
ks.  Prałat  dr  Bolesław  Kawczyński;  urzęduje  w  Kurii  (starej)  we  wtorki, środy  i
czwartki, godz. 10°° -14°°;
tel. (0-62) 766-07-00
NOTARIUSZ  (sprawy  małżeńskie)  ks.  dr
Witold Szala
urzęduje w Kurii (starej) we wtorki i czwartki, godz.
10°°-14°°, tel. (0-62) 766-07-00

Sąd Metropolitalny w Katowicach ul.
Jordana  39  40-951  Katowice  Skr.
pocztowa 206
tel.  (0-32)  608-15-56;  (0-32)  608-15-52
s.metropolitalny@katowice.opoka.org.pl

Sąd Biskupi w Kielcach Ul. Jana Pawia II 1
25-013 Kielce
tel. (0-41) 344-29-59
sadkielce@kielce.opoka.org.pl

Sąd  Biskupi  Diecezji  Koszalińsko-Kolobrzeskiej  ul.  kard.  Stefana
Wyszyńskiego 25 75-062 Koszalin
tel. (0-94) 343-87-31

Sąd  Metropolitalny  w  Krakowie  ul.  Franciszkańska  3
31-004 Kraków

background image

tel. (0-12) 429-41-49, 62-88-155, 62-88-156, 62-88-157

Sąd  Biskupi  w  Legnicy  ul.  Jana  Pawia  II  1
59-220 Legnica
tel. (0-76) 724-41-60
sad koscielny@legnica.opoka.org.pl

Sąd  Metropolitalny  w  Lublinie  ul.  Prymasa  S.  Wyszyńskiego  2  20-950  Lublin
(wejście od ul. Misjonarskiej wzdłuż muru Seminarium Duchownego, wejście przez
bramę, budynek bezpośrednio za bramą po prawej stronie)
tel. (0-81) 532-36-33; 0-81/532-10-58 w. 308; fax 0-81/534-61-39 (w. 320) e-mail:
oficjal@kuria.lublin.pl

Sąd Biskupi w Łomży ul. Sądowa 1/1
18-400 Łomża
tel.  (0-86)  473-46-60  fax  (0-86)  473-46-62
e-mail: sadbiskupi@kuria.lomza.pl

Sąd Biskupi w Łowiczu Stary Rynek 19
99-400 Łowicz
tel. (0-46) 837-83-07 fax (0-46) 837-43-49

Trybunał  Metropolitalny  w  Łodzi  ul.  ks.  I.  Skorupki  3
90-458 Łódź
tel. (0-42) 66-48-748
e-mail: trybunal@archidiecezia.lodz.pl

Metropolitalny Sąd Archidiecezji Warmińskiej ul. Pieniężnego 22
10-006  Olsztyn  tel.
(0-89) 527-54-56

Sąd Biskupi w Opolu ul. Książąt Opolskich 19
45-952 Opole
tel. (0-77) 454-35-81

Sąd Biskupi Diecezji Pelplińskiej ul. ks. bp. K. Dominika 11 63-129
Pelplin
tel. (0-58) 536-12-21
e-mail: sad@pelplin. diecezi a.org

Sąd biskupi w Płocku ul. Tumska 3
09-402 Płock

background image

tel. (0-24) 262-70-93 (119); (0-24) 268-04-63 (144)

Metropolitalny Sąd Duchowny w Poznaniu ul. Ostrów Tumski 1
61-109 Poznań
tel. (0-61) 852-44-30
trybunal@archpoznan.org.pl

Sąd Metropolitalny w Przemyślu Plac Katedralny 4a 37-700 Przemyśl
tel. (0-16) 676-88-12
e-mail: ibar@przemysl.opoka.org.pl

Sąd Kościelny w Radomiu ul. Kościelna 3
26- 604 Radom
tel. (0-48) 365-60-42

Sąd Biskupi w Rzeszowie ul. Zamkowa 4 35-032
Rzeszów
tel. (0-17) 852-44-15, fax (0-17) 852-17-83

Sandomierski Sąd Biskupi ul. Katedralna 1
27- 600 Sandomierz
tel. (0-15) 832-23-04 w. 317

Sąd  Biskupi  w  Siedlcach  ul.  Bpa  I.  Świrskiego  57
08-100 Siedlce
tel. (0-25) 63-395-96.
e-mail: sadbiskupi@ks.internetdsl.pl

Sąd  Biskupi  w  Sosnowcu  ul.  Orla  19
41-205 Sosnowiec
tel. (0-32) 266-75-73

Sąd  Metropolitalny  Archidiecezji  Szczecińsko-Kamieńskiej  ul.
Królowej  Korony  Polskiej  28  E  70-485  Szczecin  tel.  (0-91)
42-26-523

Diecezja Świdnicka Świdnicka Kuria Biskupia pl. Jana Pawła II 1 58-100
Świdnica Śl.
tel. (0-74) 85-64-400

Sąd Diecezjalny w Tarnowie ul. Legionów 30 33-100
Tarnów

background image

tel. 

(0-14) 

631-73-10

sadbiskupi@diecezia.tarnow.pl

Sąd  Biskupi  w  Toruniu  ul.  Łazienna  18
87-100 Toruń
tel.  (0-56)  622-35-30  w.  25  i  26  fax  (0-56)  654-96-70 sad
sekretariat@diecezi a.torun.pl

Sąd Metropolitalny Warszawski ul. Nowogrodzka 49
00-695 Warszawa Skr. pocztowa 97
tel. (0-22) 628-53-06; fax (0-22) 629-07-51

Sąd Biskupi we Włocławku Plac Kopernika 3
87-800 Włocławek
tel. (0-54) 231-23-54, fax 231-28-31

Metropolitalny Sąd Duchowny we Wrocławiu ul. Katedralna 13
50-328 Wrocław
tel.  (0-71)  327-11-21  lub  (0-71)  327-11-23
e-mail: sad@archidiecezia.wroc.pl

Sąd  Diecezji  Zamojsko-Lubaczowskiei  ul.  Hetmana  Jana  Zamoyskiego  1  22-400
Zamość
tel. (0-84) 627-95-21

Sąd Biskupi Diecezji Zielonogórsko-Gorzowskiei ul. 30 stycznia 1
66-400  Gorzów  Wlkp.  Skr.  poczt.  42  tel.
(0-95) 720-48-20
tribunal@zgora-gorzow.opoka.org.pl

Archieparchia (archidiecezja) Kościoła Greko-katolickiego w Polsce Adres kurii
biskupiej ul. Basztowa 13
37-700 Przemyśl
tel./fax (0-16) 678-78-68
e-mail: kuriapw gr@przemyslgr.opoka.org.pl