background image

Poufne dane o Polakach trafią do superbazy

Fot. Jorge Pedro Barradas de CasaisS / Inne

W 2011 roku ma powstać superbaza danych o Polakach. Znajdą się w niej poufne 
informacje o każdym z nas: ile zarabiamy, jakie płacimy podatki, alimenty, rachunki, czy 
jesteśmy karani. "To praktyki rodem z Orwella!" - alarmuje prawnik i ekspert od 
administracji, profesor Michał Kulesza. 

Dane do bazy przekazywać będą ministerstwa i państwowe urzędy, a wszystko to będzie zapisywane pod 
numerem PESEL. "Może dojść do nadużycia władzy" - obawia się Adam Bodnar z Helsińskiej Fundacji Praw 
Człowieka.

Projekt przygotował Główny Urząd Statystyczny na zlecenie kancelarii premiera. Budowa bazy jest 
związana z nowym pomysłem na spis powszechny, który ma być przeprowadzony w 2011 r. GUS chce 
otrzymywać szczegółowe informacje o każdym Polaku od ministrów finansów, sprawiedliwości, spraw 
wewnętrznych, prezesów ZUS, KRUS, NFZ i Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych.

Samorządy mają ujawnić, kto mieszka na ich terenie, kto bierze zasiłek, płaci alimenty; urzędy pracy - kto jej nie 
ma i poszukuje. Nawet dostawcy energii i usług telekomunikacyjnych mają przekazać dane o swoich klientach. 
"Po raz pierwszy państwo w takim zakresie wykorzystuje dane z państwowych rejestrów, a nie bezpośrednio od 
ludności" - cieszy się rzecznik GUS Wiesław Łagodziński.

Eksperci nie podzielają tego entuzjazmu. Generalny inspektor ochrony danych osobowych Michał Serzycki od 
wielu miesięcy zgłasza zastrzeżenia. Podkreśla, że wykorzystanie danych z państwowych instytucji, które były 
zbierane do celów niezwiązanych ze statystyką, jest bezprawne.

To nie koniec kontrowersji. Po raz pierwszy rachmistrze będą mogli zapytać o wyznanie, związki partnerskie i 
plany prokreacyjne. Odpowiedź nie będzie obowiązkowa. Jednak samo zadawanie tak osobistych pytań budzi 
wątpliwości. "Pytanie o wyznanie może pogwałcić prawo gwarantowane w konstytucji. Mówi ona, że organy 
państwowe nie mogą zobowiązać nikogo do ujawniania swojego wyznania" - oburza się Bodnar. Z kolei 
odpowiedzi na inne pytania, takie jak o dojazdy do pracy, remonty czy numery telefonów i e-maile, będą 
obowiązkowe.

GUS zapewnia, że zgromadzone informacje będzie przetwarzał dla potrzeb statystycznych bez używania danych 
osobowych. Serzycki podkreśla jednak, że jeszcze nigdy tak wiele danych na temat obywateli nie było skupionych 
w jednych rękach. A to bezpieczne nie jest. "Każda taka megabaza jest zagrożona atakiem. A im jest większa, 
tym poważniejsze mogą być konsekwencje wycieku danych" - mówi Serzycki. I przypomina o podobnych 
przypadkach w Niemczech i w Polsce" - gdy wypłynęły poufne informacje z Pekao SA.

background image

Tomasz Arabski, szef kancelarii premiera, który zlecił GUS przygotowanie projektu, jest ostrożny. "Niedługo na 
Komitecie Europejskim Rady Ministrów będzie dyskusja na ten temat. Oczekujemy, że metodologia zbierania 
danych będzie prawidłowa, a proponowane rozwiązania zgodne z prawem" - mówi.

Izabela Leszczyńska: GUS proponuje, by instytucje państwowe przekazały mu wiele danych, także tych 
wrażliwych, na temat Polaków. Czy to jest dobry pomysł?
Prof. Michał Kulesza*: W samym zbieraniu danych nie ma nic złego, bo zadaniem GUS jest analiza danych. 
Pytanie, na ile w bazie GUS będzie możliwe odczytanie danych o konkretnej osobie. Czy na przykład z danych 
przesłanych przez NFZ będzie można wyczytać to, czy obywatel leczył chorobę weneryczną? Czy będzie 
dokładnie wiadomo, ile płaci podatku? Nie wiemy też, czy GUS zbierze te dane jednorazowo, dla 
przeprowadzenia tym trybem Narodowego Spisu Powszechnego, czy też zacznie się bawić w Wielkiego Brata.

Czy urząd ten powinien zbierać informacje połączone z numerem PESEL, jak przewiduje projekt ustawy?
Moim zdaniem do zadań GUS nie należy zbieranie i analizowanie danych spersonalizowanych za pomocą 
systemu PESEL. Ustawa o statystyce mówi, że ma on badać procesy. Wskazane instytucje mogą przesyłać dane 
zbiorcze, przygotowane wg wytycznych GUS, ale nie dane pozwalające na wnikanie w sferę prywatności 
indywidualnych osób.

Czy rachmistrzowie powinni mieć prawo pytać nas o źródła utrzymania, wyposażenie mieszkania, o to, 
czy pozostajemy w związkach partnerskich, o nasze wyznanie, a jednocześnie o nasz numer telefonu, e-
mail, REGON, NIP i PESEL?
Uważam, że to są zamiary i praktyki rodem z powieści Orwella! Ktoś zbiera pełną informację o każdym z nas. 
Dane spisowe powinny być anonimowe. Jest naturalne, że rachmistrz, który zbiera dane do spisu, ma listę 
adresową. Wchodząc do domu, wie, do kogo wchodzi. Ale żadna ankieta nie powinna być oznakowana imieniem 
i nazwiskiem, a tym bardziej numerem PESEL czy NIP. Nie powinna umożliwiać identyfikacji osoby, która 
udzieliła odpowiedzi. Wówczas można zadać nawet najbardziej intymne pytania. Gdy rachmistrz zamknie drzwi 
mieszkania, powinien zapomnieć, z kim rozmawiał.

GUS tłumaczy, że zbiera numery PESEL, by zweryfikować, czy instytucje mają aktualne dane i czy 
ankietowani mówią prawdę...
GUS nie powinien mieć prawa weryfikowania danych na poziomie personalnym. Wydaje się, że proponowane 
rozwiązania będą stwarzać poważne zagrożenie możliwością głębokiej inwigilacji obywateli. Prawdopodobnie 
ustawa naruszałaby konstytucję w znaczący sposób. Na pierwszy rzut oka wygląda, że stwarzałaby ryzyko 
wglądu przez nieuprawnione osoby do danych na temat konkretnego człowieka i rozległej, głębokiej ingerencji w 
sferę jego prywatności. To wszystko jest okropnie niebezpieczne. Ustawa zobowiązuje GUS do zapewnienia 
ochrony tych danych, ale zastanawiam się, czy faktycznie będą one skutecznie chronione.

Czy dane mogą pana zdaniem wyciec?
Jest ryzyko, że dane wyciekną albo zostaną bezprawnie wykorzystane. Tak kiedyś stało się bodaj z danymi 
pewnego zakładu ubezpieczeń, też przechowywanymi przez zewnętrzną prywatną firmę. Gdyby NFZ miał 
przekazywać dane np. na temat chorób, to różni pracodawcy mogliby się starać, oczywiście w sposób nielegalny, 
pozyskać dane na temat swoich pracowników.

Mówi się, że służby w działaniach operacyjnych mają obecnie dostęp do billingów, nie wiem, czy to 
prawda. Za chwilę może się okazać, że mają także dostęp do informacji na temat stanu zdrowia, 
podatków, zasiłków, stosunków małżeńskich i pozamałżeńskich, stanu majątkowego poszczególnych 
obywateli.
Nie można też wykluczyć, że ktoś przyjdzie do takiej prywatnej firmy i zaproponuje transakcję wiązaną: kolego, 
jak mi nie udzielisz informacji o tym czy o tamtym, to możesz stracić koncesję na obsługę bazy. To jest naprawdę 
Orwell.

*Prof. Michał Kulesza - prawnik, specjalista w dziedzinie prawa administracyjnego, partner w kancelarii Domański  
Zakrzewski Palinka

Izabela Leszczyńska
Źródło: Dziennik.pl

background image

Document Outline