background image

                           Kiedy nasza modlitwa jest zła?
       

Kiedy nasza modlitwa jest zła, kiedy należy ją poprawiać? Prawdziwej modlitwy uczy nas Boże 

Objawienie, uczy Jezus Chrystus. On na ziemi modlił się jako człowiek, rozmawiał z Ojcem. Dlatego 
patrzymy na Niego jak się modli i słuchamy, gdy uczy człowieka swojej modlitwy. Prosimy Go o to, by się 
do nas przybliżył i aby nas uczył. „A gdy Jezus przebywał w jakimś miejscu na modlitwie i ją ukończył, 
któryś z uczniów powiedział: Panie naucz nas modlić się tak, jak i Jan nauczył swoich uczniów. 
Odpowiedział im: Gdy się modlicie, mówcie: Ojcze, niech się święci Twoje Imię, niech przyjdzie Twoje 
Królestwo. Dawaj nam codziennie nasz chleb powszedni. Przebacz nam nasze grzechy, bo i my przebaczamy 
każdemu, kto wobec nas zawinił i nie dopuść, abyśmy ulegli pokusie" (Łk 11, 1-4). Św. Mateusz podaje 
obszerniejszą redakcję Modlitwy Pańskiej tą, którą my codziennie odmawiamy (Mt 6, 5-15). W modlitwie 
chrześcijańskiej zwracamy się przede wszystkim do Ojca, ponieważ jest modlitwą Jezusa Chrystusa. W Nim i 
przez Niego, przez Chrystusa mamy dostęp do życia Trójcy Świętej, a nasza modlitwa ma naśladować 
doskonałość modlitwy Chrystusa, którego spojrzenie jest zawsze skierowane na Ojca Niebieskiego. 
Warunkiem dobrej chrześcijańskiej modlitwy jest Duch Święty. On nas do niej pobudza. „Podobnie też Duch 
wspiera nas w naszej niemocy. Nie wiemy bowiem, o co i jak należy się modlić, ale sam Duch wstawia się 
za nami w błaganiach, których nie można wyrazić słowami. A Ten, który bada serca, wie, czym jest zamysł 
Ducha i że zgodnie z wolą Boga wstawia się On za świętymi" (Rz 8, 26-27). „Nikt też nie może powiedzieć: 
Jezus jest Panem, inaczej, jak tylko dzięki Duchowi Świętemu" (l Kor 12, 3). Głęboki sens chrześcijańskiej 
modlitwy odnajdujemy w Eucharystii. Pod koniec Wielkiej Modlitwy Eucharystycznej kapłan modli się z 
całym Kościołem: „przez Chrystusa, z Chrystusem i w Chrystusie - Tobie Boże Ojcze Wszechmogący w 
jedności Ducha Świętego wszelka cześć i chwała po wszystkie wieki wieków". W liturgii, kapłan przed 
czytaniami kończy modlitwę:Przez Pana naszego Jezusa Chrystusa", bo Chrystus jest tym, który nam otworzył 
drogę do tajemnicy Trójcy Świętej. Cały sens i treść chrześcijańskiej modlitwy zawiera się w krótkiej 
Modlitwie Pańskiej - Ojcze nasz. Bóg transcendentny, przewyższający wszelkie stworzenie, Bóg niedostępny, 
stał się nam bliski w Jezusie Chrystusie, Swoim Synu.

Mocą sprawczą dobrej modlitwy jest inicjatywa Boża.
Pragnienie kontaktu pochodzi od Pana Boga. Zbyt mocno tkwi w nas przekonanie, że modlitwa- to mowa 

człowieka skierowana do Pana Boga,  nasza prośba, dziękczynienie, wychwalanie Boga. Modlitwa nie jest 
łatwa.  Dlatego   nie   zawsze   może   być  wzlotem,   potrzebą  na   zawołanie,   czasem   może  być  jedynie 
westchnieniem. To bardzo trudne przetrwać momenty znużenia modlitwą. Do niej trzeba dojść lub otrzymać 
dar modlitwy. Kiedy jeden  z wybitnych fotografów miał  zrobić  Ojcu  świętemu zdjęcie, zaproponował: 
„proszę robić to, na co Wasza Świątobliwość ma ochotę". Papież odpowiedział: „Mam ochotę w tej chwili 
się modlić". I fotograf zrobił zdjęcie. Nie każdy ma ochotę w takim momencie na modlitwę. Na to trzeba 
rozmodlenia i dlatego musimy się  nieustannie uczyć  modlić. Trzeba sobie  uświadomić,  że modlitwa jest 
spotkaniem  z  Panem Bogiem.  Jest  przede  wszystkim otwarciem się  na słowo Boże. To On mówi do 
człowieka, a nie człowiek do Boga. W modlitwie jest niezmiernie ważna  świadomość,  że  Bóg mówi do 
mnie. Wszystko zaczyna się we mnie z Jego inicjatywy, my słuchamy i możemy tylko odpowiadać. To jest 
klucz do modlitwy chrześcijańskiej. Jako wierzący wiemy, że Bóg nie jest daleko w przestworzach, jest w 
tabernakulum, jest w drugim człowieku, a najważniejsze, jest w najgłębszych pokładach naszego ducha. Św. 
Paweł na Areopagu w Atenach, gdzie odnalazł ołtarz, na którym było napisane: „Nieznanemu Bogu", mówił 
Ateńczykom: „Otóż ja wam głoszę to, co czcicie, nie znając. Bóg, który stworzył świat i wszystko na nim, 
On, który jest Panem nieba i ziemi, nie mieszka w  świątyniach zbudowanych ręką  ludzką  ani nie jest 
uzależniony od posługi rąk ludzkich, jak gdyby czegoś potrzebował, bo sam daje wszystkim życie i oddech, i 
wszystko. On także z jednego człowieka powołał  do  istnienia wszystkich ludzi, aby zamieszkiwali całą 
powierzchnię ziemi. Określił właściwe czasy i granice ich zamieszkiwania, aby szukali Boga, czy to nawet 
dotknęli Go po omacku i znaleźli. W rzeczywistości bowiem jest On niedaleko od każdego z nas. W Nim 
przecież żyjemy, poruszamy się i jesteśmy" (Dz 17, 24-28).

Zrozumienie bliskości Boga jest konieczne, aby dostrzegać i zrozumieć Jego posłanie i Jego wezwanie. 

By usłyszeć to Boże wezwanie, trzeba się wyciszyć, trzeba zrozumieć i odczuć, że On daje światło, siłę, On 
kieruje umysł ku prawdzie, daje wrażliwość na piękno i On udziela nam również sił do przetrwania naszych 
codziennych trudów.

Modlić  się  to odpowiedzieć  Bogu całą  swoją  osobą, intelektem i słowem, * nade wszystko sercem. 

Człowiek   włączając   się  w  kontakt   z   Bogiem,powinien   przyjąć  Go   w   wydarzeniach   swojego  życia,   w 
natchnieniach wewnętrznych. Św. Paweł powie, że wiara rodzi się ze słuchania Bożego słowa. A odpowiedź 
mogę  wyrazić  różnie, nie tylko słowami. Bardzo często  stawiamy słowa na pierwszym miejscu w naszej 
modlitwie, a przecież swojego wnętrza nie potrafimy wyrazić słowami. Czasem pomagamy sobie gestem, 

background image

mimiką, ale często trzeba je wyrazić milczeniem. I dlatego słowa są dopiero początkiem kontaktu z Panem 
Bogiem.   Może   warto   też  zakosztować  ciszy   w   pustym   kościele.   Tę  formę  modlitwy   stosują  często 
niewierzący, którzy wchodzą do kościoła, żeby medytować bez słów. I co się okazuje? Jest podobnie, jak 
przy ognisku. Nie mówimy o tym, ale czujemy ciepło. I czujemy to ciepło później. Człowiek nieraz po czasie 
stwierdza, że nabył sił duchowych, nasycił się, stał się silniejszy. Jest to spotkanie z łaską Pana Boga.

Modlitwa wyraża życie chrześcijańskie. Wszystkie jej formy są dobre, to najbardziej osobisty kontakt z 

Panem. Szukamy sposobu dla siebie najlepszego. Modlitwa wcześniej czy później musi i powinna objąć całe 
człowieczeństwo. Włączyć w ten cudowny dialog całego człowieka, władze jego duszy i ciała.

Pismo św. potępia modlitwę  zewnętrzną, sformalizowaną. Ktoś  kto modli  się  tylko ustami, popada w 

rutynę. Zagraża to wszystkim i dlatego trzeba się od czasu do czasu zatrzymywać nad tekstami modlitwy. 
Powiada Bóg ustami proroka Izajasza: „... lud ten zbliża się do Mnie tylko w słowach, i sławi Mnie tylko 
wargami, podczas gdy serce jego jest z dala ode Mnie; ponieważ cześć jego jest dla Mnie tylko wyuczonym 
przez ludzi zwyczajem" (Iz 29, 13).

To jest skarga Pana Boga i tę skargę powtórzy w Ewangelii Jezus Chrystus: „Lud ten czci Mnie wargami, 

lecz swoim sercem daleko jest ode Mnie. Daremnie jednak cześć Mi oddają, ucząc zasad, które są wymysłem 
ludzi" (Mt 15,8-9). Ta mechaniczna forma modlitwy została przez Chrystusa i Stary Testament potępiona. W 
całym Starym Testamencie głównym zadaniem  proroków, była walka z formalizmem, a więc z rutyną, i 
przyzwyczajeniem  we wierze. Potępiali to prorocy i przestrzegali przed formalizmem. Jezus  sam będzie 
przypominał słowa proroków faryzeuszom. „Porzuciliście przykazanie Boga, a trzymacie się ludzkiej tradycji 
(Mk 7,8). Dalej Jezus zwrócił uwagę na wielosłowie: „Nie każdy, kto mówi do Mnie: „Panie, Panie, wejdzie 
do Królestwa Niebios, ale ten, kto spełnia wolę Mego Ojca, który jest w niebie" (Mt 7,21). Wyuczywszy się 
pacierza   w   dzieciństwie,   zapominamy  o   rozwoju   modlitwy,   o  medytacji,   rozważaniu   słowa   po  słowie 
pacierza, tekstów maryjnych, liturgicznych i innych. Tak przetrawione słowa, są już inaczej wypowiadanymi 
w modlitwie.

Zła jest modlitwa, która nas nie zmienia. Po niej człowiek staje się nawet gorszy. Niezbędne jest szukanie 

w konkrecie tego, czego Bóg chce od nas. Tylko w ten sposób człowiek dochodzi do zjednoczenia z Bogiem. 
To jest proces: najpierw usuńmy zło, oczyśćmy sumienie, przeprośmy. Na początku Mszy św., kapłan mówi: 
„Przeprośmy  Boga   za   nasze   winy",   uznajmy   je,   chciejmy   zrezygnować  ze   zła,   złych   przyzwyczajeń, 
przywiązań. Tak przygotowujemy miejsce na wprowadzenie tego, czego Pan chce od nas. Dlatego cechą 
chrześcijańskiej modlitwy będzie przemiana wewnętrzna człowieka. Złą  postać  modlitwy pokazał  Jezus w 
przypowieści o faryzeuszu i celniku. Faryzeusz źle się modlił. Przyszedł się chwalić, co dobrego dla Pana 
Boga zrobił: pościł, dawał jałmużnę i nie jest, jak ten celnik, który tam stoi pod chórem. „Natomiast celnik stał 
z daleka i nie śmiał nawet oczu podnieść ku niebu, ale bił się w piersi i mówił: Boże, okaż litość mnie, 
grzesznemu. Mówię wam: Ten odszedł do swego domu usprawiedliwiony, a nie tamten" (Łk 18, 13-14). Jezus 
odrzucił modlitwę faryzeusza, a celnika pochwalił.

Nie jest dobrą modlitwa egoistyczna. Przecież mówimy „Ojcze nasz", a nie „Ojcze mój". Za siebie też 

trzeba się modlić. Gdyby jednak ktoś zawsze chciał się tylko modlić za siebie i innych nie dostrzegał, nie 
będzie się modlił jak chrześcijanin.

Nie będzie także dobrą-modlitwa jedynie o sprawy materialne. O nie modlimy się warunkowo, godząc 

się  na to,  że ich spełnienie musi być  po  myśli Bożej. Kiedyś  niewierzący człowiek do swojej córki 
powiedział: modliłaś się o zabawki i Pan Bóg ciebie nie wysłuchał. Dziecko mądrze odpowiedziało, bo Pan 
Bóg powiedział „nie". Pan Bóg może nam powiedzieć „nie" wtedy, kiedy się źle modlimy. Dasz Panie Boże 
wtedy, kiedy  zechcesz, kiedy to będzie dla mnie i dla kogoś  dobre. Dlatego w sprawach  doczesnych, w 
sprawach materialnych, także naszego zdrowia modlimy się  warunkowo, prosimy o spełnienie naszych 
pragnień, jeżeli nie są one sprzeczne z wolą Pana Boga. Na pewno nie wolno modlić się przeciw drugiemu 
człowiekowi. Nie będzie też dobrą modlitwa pozbawiona wybaczenia bliźniemu. Będzie bowiem sprzeczna z 
Bożym  życzeniem. Chyba,  że  chodzi o sprawiedliwość, prawdę, ratowanie człowieczeństwa. Pan Bóg 
stawia warunki człowiekowi. Jeżeli chcesz się  modlić  dobrze, najpierw  pojednaj się  z przeciwnikiem, 
najpierw mu wybacz. Zrób tak, jak się modlisz: „i przebacz nam nasze winy, tak jak i my przebaczamy tym, 
którzy  przeciw nam zawinili". Nie chcę  przebaczać  to modlę  się  przeciwko sobie,  nie spełniam warunku, 
który Bóg postawił. Jeżeli jednak tkwi w nas uraz,  ale potrafimy się  za tego kogoś  modlić, możemy być 
spokojni, to jest prawdziwa, chrześcijańska modlitwa.

Modlitwa zespołowa jest potężniejsza. Chrystus mówi: „Jeśli dwaj spośród was na ziemi będą zgodnie o 

coś prosić, otrzymają to od Mojego Ojca, który jest w niebie. Gdzie bowiem dwóch albo trzech gromadzi się w 
Moje imię, tam jestem pośród nich" (Mt 18,19-20). Jeżeli gromadzimy się w imię Chrystusa, modlitwa będzie 
wysłuchana. Warto o tym warunku pamiętać.

Bóg chętnie chce dać, tylko żeby człowiek też dołożył swoją cząstkę. Chrystus potępia złą motywację 

background image

modlitwy. „Gdy się modlicie, nie naśladujcie obłudników, którzy lubią odprawiać modlitwy w synagogach i 
na  głównych ulicach, aby pokazać się ludziom. Zapewniam was, już otrzymują  swoją  nagrodę" (Mt 6, 5) 
dopowiada Jezus. „Ale ty, gdy się modlisz, wejdź do swojego pokoju, zamknij drzwi i módl się do swego 
Ojca, który jest w ukryciu, a twój Ojciec, który widzi także to, co ukryte, wynagrodzi  tobie" (Mt 6,6). I 
chociaż modlimy się też publicznie, głośno, jest potrzebna najpierw modlitwa w sercu. Zdarza się, że ktoś 
modli się publicznie, w zespole, ale nie potrafi modlić się sam.

Jezus sobą pokazuje drogę do modlitwy. Jak często, aby się modlić, chronił  się  na wzgórzach, wybierał 

noce, szukał odosobnienia. Odosobnienie odsuwa myśli o kłopotach. Zasmakowanie w milczeniu, to warunek 
dobrej  modlitwy.   Chrystus   potępia   wielomówność.  „W  swoich   modlitwach   nie   bądźcie   gadatliwi   jak 
poganie, którym wydaje się, że zostaną wysłuchani ze względu na swą wielomówność. Nie naśladujcie ich. 
Ojciec wasz bowiem wie, jakie macie potrzeby, jeszcze zanim Go poprosicie" (Mt 6, 7-8).

„Ojcze nasz, który jesteś w niebie, niech się święci Twoje imię. Niech przyjdzie Twoje Królestwo, niech 

się spełni Twoja wola jak w niebie, tak i na ziemi" (Mt 6, 9-10). To jest pierwsze i najważniejsze. Potem 
nasze ludzkie potrzeby: „Naszego chleba powszedniego daj nam dzisiaj" (Mt 6, 11). Albo inaczej. „Szukajcie 
więc najpierw Królestwa Boga i Jego sprawiedliwości, a wszystko inne będzie wam dodane" (Mt 6, 33).

Złą będzie modlitwa bez wytrwałości. Chrystus w wielu miejscach Nowego Testamentu kładł nacisk na 

wytrwałość. Czasem trzeba latami wołać, bo ta forma modlitwy - proszenia latami jest nam potrzebna, a nie 
Panu Bogu. Człowiek, który się o coś modli, to po jakimś czasie dostrzega, że się nauczył modlić. Bywa, że 
kiedy sprawa, o która prosił nie jest już aktualna, przestaje się modlić. Modlitwa gdzieś uleciała.

Chrystus pokazuje nam sobą, co jest w modlitwie najważniejsze. W Ogrójcu modli się: „Ojcze, jeśli 

chcesz, zabierz ode Mnie ten kielich, lecz nie Moja, ale Twoja wola niech się stanie" (Łk 22, 42). Jest to 
nauka modlitwy - prośby. Niech się to stanie, co Ty zaplanowałeś, a nie co ja chcę. I oto cud: modlitwa 
staje się Eucharystią, staje się czynem. Słowa Chrystusa stają się rzeczywistością. Słowa przemieniają chleb 
w Ciało Pańskie i wino w Krew Pańską. I oto w każdej prawdziwej modlitwie chodzi, by ona przybierała 
codziennie jakiś konkretny kształt. Niech to będzie coś bardzo minimalnego, ale niech będzie, niech się coś 
we mnie dokona dobrego. Modlitwa bowiem powinna nas przemieniać.

Po czym poznamy dobrą modlitwę chrześcijańską?
Po tym, że zwracamy się w niej do Boga jako naszego Ojca. Czujemy się Jego przybranymi dziećmi. 

Wiemy,  że On nas uczy modlitwy i pobudza do niej. Dzięki modlitwie przeżywamy miłość  do drugiego 
człowieka, chęć niesienia pomocy, życzliwość. Modlitwa chrześcijańska rodzi w nas dobrą nadprzyrodzoną 
radość. Kiedy tej radości doświadczamy, osiągamy modlitewny pokój, uciszenie. Czujemy, że coś się w nas 
dokonało.

Zły to znak, jeżeli pozostajemy po modlitwie nadal mściwi, kłótliwi, rozdrażnieni, agresywni. Modlitwa, 

jak już  powiedzieliśmy, powinna nas  doprowadzić  do  łagodności, wtedy człowiek rozluźnia zaciśnięte 
pieści, potrafi zobaczyć coś dobrego w bliźnim. Chrystus mówi, że tej modlitwy będziemy się uczyć od 
Niego:  „Weźcie na siebie Moje jarzmo i uczcie się  ode  Mnie,  że  jestem cichy i  pokornego  serca,  a 
znajdziecie  ukojenie   dla  waszych dusz" (Mt  11,39). Więcej, nauczymy się  dziękować  Bogu za każdy 
krzyżyk, każde trudne doświadczenie.

Dobra modlitwa będzie wyzwalać z egoizmu, człowiek upewni się, że wszystko ma od Boga i że to jest 

źródło radości. Dobra modlitwa umacnia naszą wierność, a z nią odzyskujemy godność.