background image

 Przeznaczona śmierci 

 
Nocna Łowczyni 4 
 
Jeaniene Frost 
 
Tłumaczenie rainee (www.chomikuj.pl/rainee) 
 
 
ROZDZIAŁ PIERWSZY 
 
Jeśli  mnie  złapie,  zginę.  Biegłam  jak  mogłam  najszybciej,  pędząc  między  drzewami,  splątanymi 
konarami  i  skałami  w  pobliskim  lesie.  Potwór  warknął,  nie  przestając  mnie  gonić,  a  dźwięk  ten 
rozległ  się  bliżej  niż  poprzednio.  Nie  ucieknę  mu.  Potwór  biegł  coraz  szybciej,  a  ja  poczułam 
narastające  zmęczenie.  Las  przede  mną  rozrzedził  się,  ukazując  blond  wampira  stojącego  na 
wzgórzu nieco dalej. Natychmiast go rozpoznałam  i nabrałam  nadziei. Jeśli  tylko uda mi się do 
niego dobiec, nic mi się nie stanie. On mnie kocha. Ochroni mnie przed potworem. Wciąż jednak 
byłam od niego zbyt daleko. Pod wzgórze, na którym stał wampir, podpełzła gęsta mgła, przez 
co  wyglądał  jak  zjawa.  Krzyknęłam  jego  imię,  gdy  kroki  potwora  jeszcze  bardziej  się  do  mnie 

background image

zbliżyły.  Spanikowana  rzuciłam  się  naprzód,  o  włos  unikając  uchwytu  kościstych  dłoni,  które 
wciągnęły  by  mnie  do  grobu.  Zwiększyłam  wysiłki  i  popędziłam  w  stronę  wampira.  Pospieszał 
mnie,  warcząc  ostrzeżenia  w  kierunku  wciąż  goniącego  mnie  potwora.  -  Zostaw  mnie!  - 
krzyknęłam, kiedy nagle znalazłam się w żelaznym uścisku. - Nie! - Kotek! Okrzyk nie nadszedł ze 
strony  wampira  przede  mną.  Wydał  go  potwór,  przygniatając  mnie  do  ziemi.  Gwałtownie 
odwróciłam głowę w stronę wampira na wzgórzu. Jego postać jednak rozmyła się w nicość, gdy 
mgła ukryła go w swych oparach. Tuż przed tym jak zniknął, usłyszałam jego głos. - On nie jest 
twoim mężem, Catherine. Gorączkowe potrząsanie zmyło resztki snu i obudziłam się. Bones, mój 
wampirzy kochanek,  nachylał  się  nade mną.  - Co się  stało? Jesteś  ranna?  Pomyślałby kto,  że  to 
dziwne pytanie, skoro miałam zwyczajny koszmar. Lecz w połączeniu z mocą i magią, sny czasami 
okazywały się potężną bronią. Jakiś czas temu zostałam niemal zabita w jednym 2 
 
 
z  nich. Teraz  jednak  było  inaczej. Nieważne  jak  bardzo  był  żywy,  to  był  tylko  sen.  -  Nic  mi  nie 
będzie, jeśli tylko przestaniesz mną trząść. Bones opuścił dłonie i westchnął z ulgą. - Nie mogłaś 
się obudzić i rzucałaś się na łóżku. Przywołało to straszne wspomnienia. - Nic mi nie jest. To był... 
dziwny sen. W wampirze ze snu było coś, co nie dawało mi spokoju. Jakbym powinna wiedzieć, 
kim  jest. Jednak  to nie miało  sensu   był  przecież jedynie  wytworem mojej  wyobraźni.  -  Dziwne 
było  to,  że  nie  mogłem  nic  z  niego wychwycić    powiedział  Bones.   Zazwyczaj  twoje  sny są  dla 
mnie  jak  cicha  muzyka  rozbrzmiewająca  gdzieś  w  tle.  Bones  był  wampirem  wysokiej  rangi, 
potężniejszym niż większość tych, których kiedykolwiek spotkałam. Jedną z jego z dolności było 
czytanie  w  ludzkich  myślach.  Mimo,  że  byłam  w  połowie  wampirem,  zostało  we  mnie 
wystarczająco dużo człowieczeństwa,  by  Bones  mógł  słyszeć  moje myśli.  Dlatego  też musiałam 
poćwiczyć  blokowanie  go.  Wciąż  jednak  była  to  dla  mnie  nowość.  -  Słyszysz  moje  sny?  Boże, 
pewnie nie masz chwili spokoju. Na twoim miejscu strzeliłabym sobie w łeb. Co nie na wiele by 
się jednak zdało. Jedyną skuteczną metodą na zabicie wampira było ścięcie głowy lub przebicie 
serca  srebrnym  ostrzem.  Postrzał  w głowę  na  stałe  już  rozwiązałby  wiele  moich  kłopotów,  lecz 
Bonesowi przysporzyłby jedynie bólu głowy. Ponownie oparł się o poduszki. - Nie bój się, słonko. 
Powiedziałem, że przypomina to muzykę w tle, jest więc dla mnie raczej kojące. Co do ciszy  tutaj, 
na  wodzie    jest  tak  cicho  jak  wtedy,  gdy  niemal  zginąłem,  lecz  bez  obumierania  po  drodze. 
Położyłam się i poczułam, jak na wspomnienie jego bliskiej śmierci przeszedł mnie zimny dreszcz. 
Włosy Bonesa stały się wtedy całkiem białe, lecz teraz miały znów swój głęboki brązowy kolor. - 
Czy  właśnie  dlatego  dryfujemy  samotnie  na  Atlantyku?  Żebyś  miał  trochę  ciszy  i  spokoju?  - 
Chciałem spędzić z tobą trochę czasu, Kotek. Ostatnio mieliśmy go dla siebie naprawdę mało. Co 
za  niedopowiedzenie.  Chociaż  odeszłam  z  tajnej  jednostki  Departamentu  Bezpieczeństwa 
Narodowego, który tropił bandytów wśród wampirów i ghuli, życie nie było nudne. 3 
 
 
Najpierw musieliśmy poradzić sobie ze stratami, jakie w zeszłym roku ponieśliśmy podczas wojny 
z  innym  potężnym  wampirem.  Kilkoro  z  przyjaciół  Bonesa    i  Randy,  mąż  mojej  najlepszej 
przyjaciółki  zostali zamordowani. Potem nastąpiły miesiące tropienia pozostałych sprawców tej 
wojny,  żeby  nie  mogli  więcej  spiskować  przeciwko  nam.  Kolejno,  musiałam  wyszkolić  moją 
następczynię, by mój wuj Don miał kogoś innego do odgrywania roli przynęty, gdy jego agenci 
robili  obławę  na  przestępców  z  nieumarłego  świata.  Większość  wampirów  i  ghuli  nie  zabijało, 

background image

kiedy się żywili, lecz byli i tacy, którzy zabijali dla zabawy. Albo z głupoty. Mój wuj dbał o to, by 
zajęto  się  takimi  osobnikami  i  żeby  zwyczajni  obywatele  nie  dowiedzieli  się  o  nieumarłym 
świecie.  Kiedy  więc  Bones  powiedział  mi,  że  wypływamy  w  rejs  założyłam,  że  stoi  za  tym  jakiś 
zabójczy  powód.  Wyjazd  tylko  dla  relaksu,  cóż,  nigdy  nie  zdarzył  się  w  naszym  związku.  -  To 
weekend  tylko  dla  nas  dwojga?    spytałam,  nie  mogąc  ukryć  niedowierzania  w  głosie.  W 
odpowiedzi przesunął palcem po mojej dolnej wardze. - To nasze wakacje, Kotek. Ta wiadomość 
wprawiła mnie w wyraźne oszołomienie. - A co z moim kotem?  Zostawiłam mu jedzenie na kilka 
dni,  ale  nie  na  aż  tak  długo.  -  Nie  martw  się.  Wysłałem  kogoś  do  twojego  domu,  by  się  nim 
zaopiekował.  Możemy  popłynąć  w  każde  miejsce  na  ziemi  i  nie  spieszyć  się  z  dotarciem  tam. 
Powiedz  mi więc, dokąd  chcesz  płynąć?  -  Do  Paryża.  Sama  poczułam  zaskoczenie  na  te  słowa. 
Nigdy  przedtem  nie  czułam  jakiegoś  wielkiego  pragnienia,  by  tam  pojechać,  lecz  z  jakiegoś 
powodu teraz to się zmieniło. Być może dlatego, że Paryż jest niby miastem kochanków. Jednak 
jedno  spojrzenie  na  Bonesa  zazwyczaj  wystarczało,  by  wprawić  mnie  w  romantyczny  nastrój. 
Musiał  wyłapać  tę  myśl,  gdyż  uśmiechnął  się,  a  jego  twarz    moim  zdaniem    stała  się  jeszcze 
bardziej  zachwycająca.  Na  tle  granatowych  prześcieradeł  jego  skóra  wręcz  lśniła  alabastrową 
bladością zbyt doskonałą, by być ludzką. Narzuta skłębiona była na jego brzuchu, prezentując mi 
jego  doskonały,  umięśniony  tors.  Ciemnobrązowe  oczy  zaczęły  migotać  zielenią,  a  spod  warg 
wysunęły  się  kły.  Najwyraźniej  nie  tylko  mnie  nagle  zrobiło  się  gorąco.  -  W  takim  razie  Paryż   
szepnął i odrzucił prześcieradła. 4 
 
 
-  ...niedługo  dopłyniemy.  Tak,  ma  się  dobrze,  Mencheres.  Wierz  mi,  dzwoniłeś  niemal 
codziennie... W porządku, do zobaczenia w doku. Bones odłożył słuchawkę i potrząsnął głową. - 
Albo  mój  Pan  coś  ukrywa,  albo  dostał  niezdrowej  obsesji  na  punkcie  każdej  twojej  czynności. 
Wyciągnęłam się  na  hamaku  na pokładzie. - Następnym  razem  pozwól mi  z  nim porozmawiać. 
Powiem mu, że nigdy nie było mi lepiej. Ostatnie trzy tygodnie rzeczywiście były cudowne. Jeśli 
mnie  potrzebne  były wakacje,  to  Bonesowi  jeszcze  bardziej.  Jako  Pan  dużej  linii  i  współwładca 
jeszcze  większej,  zawsze  musiał  obserwować,  osądzać,  odpowiadać  na  wyzwania  oraz  chronić 
swoich  ludzi.  Cała  ta  odpowiedzialność zbierała  swoje  żniwo. Dopiero w  ostatnich  kilku dniach 
zrelaksował  się  na  tyle,  by  spać  więcej  niż  jego  zwyczajne  kilka  godzin.  Była  tylko  jedna  wada 
tego  wspaniałego  rejsu,  lecz  zatrzymałam  ją  dla  siebie.  Po  co  rujnować  nasz  wspólny  czas  i 
mówić Bonesowi, że miałam więcej tych głupich i pozbawionych znaczenia snów? Tym razem ich 
nie zauważył. Chyba  nie  miotałam się już we śnie. Po  przebudzeniu  nie  pamiętałam z  nich zbyt 
wiele.  Jedyne  co  wiedziałam,  to  że  były  o  tym  samym  blond  wampirze  bez  twarzy.  Tym,  który 
nazwał  mnie  moim  prawdziwym  imieniem,  Catherine,  i  znikał  mówiąc  tym  samym  grobowym 
napomnieniem    ,,To  nie  jest  twój  mąż".  Według  ludzkiego  prawa  Bones  nie  był  moim  mężem. 
Jednak  byliśmy  związani  krwią  i  poślubieni  zgodnie  z  wampirzym  prawem,  a  nieumarli  nie 
uznawali rozwodów. Naprawdę nie żartowali, jeśli chodzi o zwrot ,,Póki śmierć nas nie rozłączy". 
Może  moje  sny  ujawniały  moje  podświadome  pragnienie,  by  mieć  tradycyjny  ślub.  Ostatnim 
razem, gdy  tego  próbowaliśmy,  nasze  plany  pokrzyżowała  wojna  z  wampirem, który myślał,  że 
uwolnienie czarnej magii przeciw nam jest absolutnie w porządku. Mencheres spotkał się z nami 
w  bloku.  Mimo,  że  Bones  nazywał  go  Panem  -  Mencheres  był  Panem  wampira,  który  stworzył 
Bonesa - wyglądał równie młodo jak Bones. Prawdopodobnie byli w podobnym wieku, kiedy ich 
przemieniono. Mencheres był również niezwykle przystojny. Miał prawdziwie królewskie, egipskie 

background image

rysy  i  długie,  czarne  włosy  powiewające  teraz  na  wietrze.  Jednak  moją  uwagę  zwrócił  fakt,  że 
Mencheresa  otaczało  osiem wysokich  rangą  wampirów.  Jeszcze  zanim zeszłam z  pokładu  łodzi 
poczu5 
 
 
łam  falę  mocy,  która  iskrzyła  w  powietrzu  niczym  wyładowania  elektrostatyczne.  Pewnie, 
Mencheres  zazwyczaj  podróżował  w  towarzystwie,  lecz  ci  wyglądali  na  goryli,  nie  na  groupies. 
Bones podszedł do Mencheresa i krótko go uścisnął. - Witaj, Panie. Nie mogą być tylko na pokaz 
  głową  wskazał w  stronę  czekających wampirów   więc  zakładam,  że mamy  kłopoty.  Mencheres 
skinął głową. - Powinniśmy stąd odejść. Ten jacht jest wystarczającym znakiem naszej obecności. 
Na  całej  długości  łodzi  widniał  szkarłatny  napis  ,,Żniwiarz".  Nawiązywał  on  do  mojego 
przezwiska, Czerwony Żniwiarz, które nadano mi dzięki kolorowi włosów i wysokiej liczbie zwłok 
na koncie. Mencheres rzucił mi krótkie, acz grzeczne ,,Witam", po czym nie odezwał się do mnie 
więcej. Zeszliśmy z niewielkiej przystani i skierowaliśmy się do czarnego vana. Stał  tam również 
drugi,  identyczny  samochód,  do  którego  wsiadło  sześć  wampirów.  Kiedy  odjechaliśmy  i 
zaczęliśmy nabierać prędkości, auto trzymało się tuż za nami. - Opowiedz mi o swoich snach, Cat 
- powiedział Mencheres, gdy tylko ruszyliśmy. Wbiłam w niego wzrok. - Skąd o tym wiesz? Bones 
również wyglądał  na  zaskoczonego.  -  Ja  nic  o  tym  nie  mówiłem,  Kotek.  Mencheres  zignorował 
oba  nasze komentarze.  -  Co  było w  tym  śnie?  Bądź  bardzo  dokładna.  -  Są dziwne   zaczęłam  i 
dostrzegłam,  jak  Bones  uniósł brwi, słysząc liczbę  mnogą.   Jest w  nich zawsze  ten sam wampir. 
We  śnie  wiem  kim  jest.  Słyszę  nawet  siebie,  jak  mówię  jego  imię,  lecz  kiedy  się  budzę,  nie 
pamiętam  go.  Gdybym  nie  była  mądrzejsza,  powiedziałabym,  że  Mencheres  wyglądał  na 
zaniepokojonego.  Ale,  oczywiście,  jeśli  chodziło  o  niego,  nie  byłam  ekspertką.  Mencheres  miał 
ponad  cztery  tysiące  lat  i  był  geniuszem  w  ukrywaniu  swoich  emocji,  lecz  nieznacznie  zacisnął 
usta.  A  może  to  złudzenie  optyczne.  -  Ile  takich  snów  miałaś?  -  spytał  Bones.  Nie  był  zbyt 
szczęśliwy. Sposób, w jaki zacisnął wargi nie był żadnym przywidzeniem. - Cztery. I nie zaczynaj. 
Gdybym  ci  o  nich  powiedziała,  popłynąłbyś  do  najbliższej  fortecy,  po  czym  całymi  dniami  i 
nocami  wisiałbyś  mi  nad  głową.  Bardzo  przyjemnie  spędzaliśmy  czas,  więc  nic  o  nich  nie 
mówiłam. To nic takiego. 6 
 
 
Prychnął. - Ona mówi, że to nic takiego. Cóż, słonko, przekonajmy się o co tu właściwie chodzi. 
Przy odrobinie szczęścia nie skończy się to utratą twojego lekkomyślnego życia.  Odwrócił się do 
Mencheresa.    Wiedziałeś,  że  coś  się  dzieje. Dlaczego, do diabła,  nie  powiedziałeś  mi  o  tym  od 
razu?  Mencheres  pochylił  się  do  przodu.  -  Życie  Cat  nie  jest  w  niebezpieczeństwie.  Jednak 
mamy... problem. Miałem nadzieję, że nigdy nie będziemy musieli przeprowadzać tej rozmowy. - 
Czy  choć  raz  mógłbyś  wyrzucić  to  z  siebie,  nie  robiąc  przy  tym  wprowadzenia?  -  Mencheres 
słynął  z  owijania  w  bawełnę.  Chyba  będąc  tak  starym  jak  on,  nauczył  się  cierpliwości.  -  Czy 
kiedykolwiek  słyszałaś  o  wampirze,  który  nazywa  się  Gregor? Na moment moją  głowę  przeszył 
ból.  Minął  jednak  tak  szybko,  że  rozejrzałam  się,  by  zobaczyć  czy  ktoś  jeszcze  to  poczuł. 
Mencheres wpatrywał się we mnie, jakby chciał obejrzeć od środka tył mojej głowy. Obok mnie 
Bones  zaklął.  -  Znałem  kilku  Gregorów,  lecz  tylko  jednego  nazywano  przeklętym  Sennym 
Porywaczem.    Uderzył  pięścią  w  oparcie,  przez  co  pękło  i  rozpadło  się.    To  właśnie  nazywasz 
zadowalającymi  standardami  bezpieczeństwa  dla  mojej  żony?  -  Nie  jestem  twoją  żoną. 

background image

Gwałtownie zasłoniłam dłonią usta, a Bones spojrzał na mnie z niedowierzaniem. Skąd to się, do 
diabła, wzięło? - Coś ty powiedziała?  spytał Bones. Oszołomiona zaczęłam się jąkać. - M-miałam 
na myśli... Jedyną rzeczą, jaką pamiętam  ze  snów, to  jego  słowa: ,,On  nie  jest twoim mężem". I 
wiem, że ma na myśli ciebie, Bones. Tylko to chciałam powiedzieć. Bones wyglądał, jakbym wbiła 
w  niego  nóż,  a  Mencheres  przybrał  chłodny  wyraz  twarzy.  Nie  mogłam  nic  z  niej  wyczytać.  - 
Wiesz,  mam  wrażenie,  że  kiedy  sprawy  między  nami  zaczynają  układać  się  naprawdę  dobrze, 
zjawiasz się  ty  i zawsze  wszystko  psujesz!  napadłam  na  Mencheresa.  -  Ze  wszystkich miejsc  na 
ziemi wybrałaś akurat Paryż - odparł Mencheres. 
 

 
 
-  No  i  co?  Masz  coś  przeciwko  Francuzom?    Nagle  zalał  mnie  irracjonalny  gniew  na  niego  i 
poczułam, jak wzbiera we  mnie krzyk.  Dlaczego nie możecie  zostawić mnie w  spokoju?! Wtedy 
jednak  otrząsnęłam  się.  Co  się  ze  mną  działo?  Miałam  jakiś  zespół  napięcia 
przedmiesiączkowego  czy  co?  Mencheres  potarł  czoło.  Odwrócił  wzrok  i  zobaczyłam  jego 
doskonały profil. - Paryż to wspaniałe miasto. Cieszcie się pobytem. Zwiedźcie wszystko. Lecz nie 
chodźcie nigdzie bez obstawy. A jeśli jeszcze raz będziesz śniła o Gregorze, Cat, nie pozwól mu 
się dotknąć. Jeśli zobaczysz go we śnie  uciekaj. - Nie ma mowy, żebyś skończył tekstem w stylu 
,,Życzę  wam  miłego  dnia"  -  powiedziałam.    Kim  jest  Gregor?  Dlaczego  o  nim  śnię?  I  dlaczego 
nazywają  go  Sennym  Porywaczem?  -  Co  ważniejsze,  dlaczego  teraz  nagle  pojawił  się  i  chce  ją 
odnaleźć?  głos  Bonesa  był  zimny  jak  lód.    O  Gregorze  nikt  nie  słyszał  od  ponad  dekady. 
Myślałem  nawet,  że  nie  żyje.  -  On  żyje    powiedział  posępnie  Mencheres.    Tak  jak  ja,  Gregor 
potrafi przewidywać  przyszłość. Na  podstawie  jednej z wizji próbował zmienić przyszłość.  Kiedy 
się o tym dowiedziałem, uwięziłem go. To była jego kara. - A czego chce od mojej żony? - Bones 
podkreślił  ostatnie  słowo,  przy  czym  spojrzał  na  mnie  i  uniósł  brew,  jak  gdyby  chciał  mnie 
sprowokować. Nie zareagowałam. - W jednej z wizji zobaczył Cat i zdecydował, że chce ją mieć - 
odpowiedział  Mencheres  bez  emocji.    Wtedy  odkrył,  że  zwiążesz  się  z  nią  przez  krew.  Kiedy 
zbliżały się szesnaste urodziny Cat, Gregor miał zamiar ją odnaleźć i zabrać do siebie. Jego plan 
był  niezwykle  prosty    gdyby  nigdy  cię  nie  spotkała,  wtedy  byłaby  jego,  nie  twoja.  -  Parszywy, 
podstępny sukinsyn - warknął Bones, a ja otworzyłam ze zdumienia usta.  Pogratuluję mu sprytu, 
lecz  jednocześnie  wbiję  mu  srebrny  sztylet  w  serce.  -  Nie  lekceważcie  Gregora  -  powiedział 
Mencheres.  Miesiąc temu uciekł z mojego więzienia, choć do dziś nie wiem jak mu się to udało. 
Wydaje  się  być  bardziej  zainteresowany  Cat  niż  zemstą  na  mnie.  Wiem,  że  ona  jest  jedyną,  z 
którą od tamtego czasu skontaktował się we śnie. Dlaczego te szalone wampiry wciąż starały się 
mnie  zdobyć?  Bycie  jedynym  znanym  mieszańcem  przysparzało  mi  więcej  kłopotów  niż  to 
wszystko warte. Gregor nie był pierwszym, który pomyślał, że będzie 8 
 
 
fajnie mieć mnie przy sobie jako egzotyczną zabawkę, lecz on zdobył ekstra punkty, że stworzył 
w tym celu prawdziwą intrygę. - A ty zamknąłeś Gregora na dwanaście lat, by nie mógł wpłynąć 
na moją wspólną przyszłość z Bonesem?  spytałam z wyraźnym sceptycyzmem. - Dlaczego? Nie 
zrobiłeś zbyt wiele, by powstrzymać stwórcy Bonesa, Iana, kiedy próbował tego samego. Stalowe 
oczy  Mencheresa  przesunęły  się  na  Bonesa.  -  Były  ważniejsze  rzeczy    powiedział  w  końcu.   

background image

Gdybyś  nigdy  nie  spotkała  Bonesa,  mógłby  dłużej  pozostać  w  linii  Iana  i  nie  stać  się  Panem 
własnej  linii  i  współwładcą  mojej,  kiedy  go  potrzebowałem.  Nie  mogłem  tego  ryzykować.  Nie 
chodziło  więc  o  ochronę  prawdziwej  miłości.  Kto  by  pomyślał.  Wampiry  rzadko  robiły  coś  z 
czysto altruistycznych  pobudek. - Co się stanie,  jeśli Gregor dotknie mnie we  śnie? - spytałam.  
Co wtedy? Bones mi odpowiedział, a jego wzrok był tak żarliwy, że niemal poparzył mi twarz. - 
Jeśli Gregor pochwyci cię we śnie, to kiedy się obudzisz, będziesz tam, gdzie on. Właśnie dlatego 
nazywają go Sennym Porywaczem. Potrafi porwać ludzi we śnie. 
 

 
 
ROZDZIAŁ DRUGI 
 
Spierałam się, rzecz  jasna. Obaj jednak rzucili  mi spojrzenie,  które  jasno mówiło,  że  to głupie z 
mojej  strony  kłócić  się  o  coś,  co  wiedzieli  na  pewno.  Zdolności  Gregora  zazwyczaj  działały 
jedynie  na  ludzi,  gdyż  wampiry  i  ghule  posiadały  nadnaturalną  kontrolę  umysłu,  która 
zapobiegała  tego  typu  porwaniom.  Jednak  ponieważ  ja  byłam mieszańcem,  istniała  możliwość, 
że  ze  mną  mu  się  uda.  Poczekajcie,  aż  powiem  wujowi,  że  istnieje  wampir,  który  potrafi  takie 
rzeczy.  Z  wrażenia  chyba  narobi  w  gacie.  -  Gregor  spróbuje  zniewolić  cię  we  śnie    powiedział 
Mencheres. - Najlepiej by było, gdybyś zignorowała wszystko co mówi i obudziła się tak szybko, 
jak tylko to możliwe. - Możesz się założyć - mruknęłam.  A przy okazji, o co chodzi z Paryżem? 
Powiedziałeś, że wybraliśmy akurat Paryż, jakby to coś znaczyło. - Gregor jest Francuzem - odparł 
Mencheres.  Wybrałaś Paryż, który od ponad dziewięciuset lat jest jego domem. Wątpię, by był 
to  zbieg  okoliczności.  Zjeżyłam  się.  -  Cóż  takiego  sugerujesz?  -  To,  co  oczywiste  -  powiedział 
Bones,  niemal  szarpiąc  mnie  za  ramię,  gdy  zmierzaliśmy  do  malowniczego  domku,  częściowo 
ukrytego  w  pnączach  winorośli.  -  Gregor  kazał  ci  tu  przyjechać.  Powitała  nas  urocza  para 
wampirów,  którzy  wyszli  nam  na  spotkanie  i  powiedzieli  coś,  czego  nie  zrozumiałam.  Bones 
odpowiedział im w tym samym języku a jego akcent był niemal identyczny z ich. - Nie mówiłeś 
mi, że znasz francuski - mruknęłam. - Ty nie mówiłaś, że miałaś więcej snów  odparł. Wciąż był 
wściekły.  Westchnęłam.  Przynajmniej  spędziliśmy ze sobą kilka spokojnych  tygodni. Prezentacja 
odbyła  się po angielsku. Sonya  i  jej mąż, Noel,  byli  naszymi gospodarzami  podczas  pobytu we 
Francji. - Jesteście po ślubie?  spytałam zaskoczona i zarumieniłam się.  Nie chciałam zabrzmieć 
na  tak  zszokowaną,  lecz...  -  Jesteście  pierwszą  wampirzą  parą  małżeńską,  mes  amis    wtrącił 
gładko Bones.  Sądzę, że zaczęła myśleć, że ma monopol na ten status. 10 
 
 
Oboje  roześmiali  się  i  dziwna  chwila  minęła.  Sonya  nawet  nie  mrugnęła  na  widok  ponad 
dwunastu  wampirów  otaczających  teren  jej  domu.  Gospodarze  odprowadzili  nas  do  pokoju,  z 
którego okien roztaczał się widok na ogród. Sonya była ogrodniczką, a jej ogrody mogły służyć 
za szkice Edenu. - Pracowitość i morze cierpliwości, ma chérie  powiedziała, kiedy powiedziałam 
jej  komplement.    Wszystko  może  się  udać,  gdy  zastosuje  się  obie  rzeczy  w  odpowiedniej 
proporcji.  Znacząco  spojrzała  na  Bonesa, dając  mi  znać,  że  nie  przeoczyła  jego wcześniejszego 
komentarza. - Moja droga Sonyu, postaram się to zapamiętać  odparł sucho. - Pewnie chcecie się 
odświeżyć  i  rozpakować.  Cat,  znajdziesz  tu  owoce,  ser  i  schłodzone  wino.  Bones,  przysłać  ci 

background image

kogoś teraz czy później? - Później. Najpierw muszę porozmawiać z żoną. Ponownie w jego głosie 
pojawiło się wyzwanie, kiedy powiedział ostatnie dwa słowa. Sonya i Noel wyszli. Zanim ich kroki 
ucichły w korytarzu, Bones napadł na mnie. - Niech to cholera, Kotek. Myślałem, że mamy to już 
za sobą, a jednak znów bez rozmowy ze mną zdecydowałaś, co mogę znieść a czego nie. Słysząc 
jego  arogancki  ton  część  gnębiących  mnie  wyrzutów  zniknęła.  -  Myślałam,  że  to  nic  takiego. 
Dlatego  ci  nie  powiedziałam.  -  Nic  takiego?  To  ciekawy  sposób  opisania  tego,  że  wampir  bez 
przerwy chce  porwać cię we śnie. - Nie wiedziałam co się dzieje! - Wiedziałaś,  że dzieje się coś 
dziwnego, lecz nic mi nie powiedziałaś. Myślałem, że sześć lat temu nauczyłaś się, że ukrywanie 
rzeczy  przede  mną  jest  błędem.  To  był  cios  poniżej  pasa.  Kilka  miesięcy  po  tym,  jak  się 
poznaliśmy,  moje  nieludzkie  pochodzenie  wydało  się,  kiedy  zostałam  aresztowana  za 
zamordowanie  gubernatora  stanu  Ohio.  Don  był  agentem  FBI,  który  mnie  przesłuchiwał.  Nie 
wiedziałam jednak, że był bratem mojego nieumarłego ojca, który spłodził mnie tylko dlatego, że 
przespał się z moją matką zaledwie kilka dni po swojej przemianie. Nie miałam również pojęcia, 
że  Don  od  chwili  moich  urodzin  wiedział,  że  jestem  mieszańcem.  Myślałam  po  prostu,  że  był 
wysoko postawionym agentem FBI, który wiedział o wampirach... i który zabiłby Bonesa, gdybym 
nie zgodziła się przyłączyć do jego tajnej jednostki. Oszukałam więc Bonesa i odeszłam z Donem 
wierząc, że to jedyny sposób na ocalenie mu życia. 11 
 
 
Bones nie przyjął porzucenia zbyt dobrze. Zajęło  mu  to cztery  lata,  lecz znalazł mnie i pokazał, 
jak wielce się myliłam myśląc, że to niemożliwe, byśmy byli razem. Wciąż gnębiło mnie potworne 
poczucie  winy,  a  on  teraz  użył  ich  przeciwko  mnie.  -  Jak  długo  jeszcze  zamierzasz  mnie  za  to 
karać? Jeśli twój ostatni komentarz ma być jakąś wskazówką to domyślam się, że będzie to trwało 
latami. Gniew po części zniknął z jego twarzy. Przeczesał dłonią włosy, rzucając mi sfrustrowane  
lecz  mniej  potępiające   spojrzenie.  -  Wyobrażasz  sobie  przez  co  bym  przechodził,  budząc się  i 
widząc, że zniknęłaś bez śladu? Oszalałbym, Kotek. Głęboko zaczerpnęłam powietrza i powoli je 
wypuściłam. Gdy  pomyślałam, że  to Bones zniknąłby we  śnie,  z  nieznanych powodów  porwany 
przez  jakiegoś wampira,  również straciłabym wszelki zdrowy  rozsądek. Weź się w garść, Cat. To 
nie jest  czas,  byście wypominali sobie wszystko  i  mówili  rzeczy,  których żadne  z was naprawdę 
nie  myśli.  -  Dajmy  temu  spokój,  dobrze?  Powinnam  była  ci  powiedzieć  o  tych  snach.  Jeśli 
kiedykolwiek  jeszcze  mi  się  zdarzą,  powiem  ci  o  nich,  gdy  tylko  się  obudzę.  Słowo  harcerza. 
Podszedł  do  mnie  i  chwycił  mnie  za  ramiona.  -  Nie  zniósłbym  tego,  gdybym  stracił  cię  w  taki 
sposób. Nakryłam jego dłonie swoimi. - Nie stracisz. Obiecuję. Budynek opery Palais Garnier był 
w  każdym  calu  ekstrawagancki,  wybudowany  w  antycznym  stylu,  jakby  pochodził  z  tamtych 
czasów. Sonya i Noel poszli z nami, tak jak cała nasza ochrona. Bones nie zamierzał ryzykować, że 
Gregor  wpadnie  tu  i  zrujnuje  nam  zabawę.  To  była  moja  pierwsza  opera.  Zazwyczaj  nie 
zakładałam pięknej kiecki, jeśli nie musiałam kogoś zabijać, lecz dopóki przedstawienie nie okaże 
się dużo bardziej obrazowe niż było to opisane w programie, dzisiaj się to nie zdarzy. Po drodze 
do wejścia Bones otrzymał tyle pełnych podziwu spojrzeń od kobiet, że mimowolnie uścisnęłam 
mocniej  jego  dłoń.  Prawda,  wyglądał  zniewalająco  w  swoim  czarnym  smokingu  i  z  białym 
szalikiem  na  szyi,  lecz  czy  kobiety  naprawdę  musiały  się  na  niego  tak  gapić?  Przez  większość 
czasu musiałam się szczypać, nie bardzo wierząc w to, że ktoś tak oszałamiająco piękny może być 
mój. Czasami jednak pełne 12 
 

background image

 
pożądania  spojrzenia  sprawiały,  że  życzyłam  sobie,  by  nie  był  takim  cholernym  ciachem.  -  Nie 
patrzą się na mnie, skarbie - mruknął Bones.  Wpatrują się w ciebie. Tak jak ja. Uśmiechnęłam się 
na widok pożądliwego spojrzenia, jakim mnie obrzucił. - To tylko sukienka  drażniłam się.  Układa 
się  na  moim  ciele  w  taki  sposób,  że  mój  tyłek  i cycki wydają się większe.  Wieczorowa  suknia z 
cynobrowej  tafty  miała  kilka  dodatkowych  pasów  na  piersi,  ukrywających  lekkie  fiszbiny,  które 
podtrzymywały  ją  na  mnie.  Pasy  te  zbiegały  się  na  moich  biodrach,  po  czym  opadały  w  tren 
wzdłuż długiej, wąskiej spódnicy. Była to najbardziej szykowna rzecz, jaką kiedykolwiek na sobie 
miałam. Bones roześmiał się cicho. - Nie mogę przestać się zastanawiać w jaki sposób cię w niej 
wezmę.  Na  chwilę  obecną  zdecydowałem,  że  od tyłu,  lecz  do  końca  opery  to  się  może  jeszcze 
zmienić. - To po co tu przyszliśmy, skoro przez cały czas będziesz mnie w myślach molestował, a 
nie  oglądał  występ?  -  Ponieważ  to  samo  w  sobie  jest  niezłą  zabawą    odparł  z  szelmowskim 
uśmiechem.    Będę  wyobrażał  sobie  wszystkie  te  rzeczy,  które  z  tobą  zrobię,  gdy  będziemy  już 
sami.  -  Wtedy  spoważniał,  a  zadowolenie  zniknęło  z  jego  oczu.    Właściwie  to  myślałem,  że 
obejrzymy  operę,  zjemy  późną  kolację,  a  potem  rozprostujemy  nogi  i  pozwiedzamy  trochę 
miasto.  Mimo,  że wszędzie pójdzie  za nami eskorta, to  sądzę,  że nie będą musieli  siedzieć nam 
na  karkach. Chciałabyś?  Z  wrażenia aż  otworzyłam  usta.  Spacer  bez  wszystkich  moich  noży  i  w 
pełni  uzbrojonego  oddziału  przy  boku?  Po  prostu  zwiedzanie,  jak  robią  to  wszyscy  normalni 
ludzie?  -  Oui,  sí...  ,,Tak",  w  każdym  języku  tego  świata.  Proszę,  nie  mów  mi,  że  zaraz  powiesz 
,,głupia".  -  Nie,  nie  zamierzam.  Przedstawienie  zaraz  się  zacznie.  Znajdźmy  nasze  miejsca.  -  W 
porządku. - Coś bardzo jesteś dzisiaj zgodna, prawda?  W jego głosie ponownie pojawił się ten 
pełen zadowolenia ton.  Wykorzystam to później. 
 
13 
 
 
Kiedy kurtyna opadła, rozpoczynając antrakt1, wiedziałam trzy rzeczy: uwielbiałam operę, chciało 
mi się pić i musiałam siusiu. - Idę z tobą - ogłosił Bones, kiedy powiedziałam mu o konieczności 
skorzystania z łazienki. Przewróciłam oczami. - Co do tego obowiązują tu pewne zasady. - Muszę 
przypudrować  nos,  Cat.  Mogłabym  ci  towarzyszyć?    spytała  Sonya.    Bones,  przyniósłbyś  nam 
trochę szampana? Z chęcią  również bym się napiła.  Bar znajduje się zaraz przy pokoju dla pań, 
nie  będziesz  miał  więc  problemów  ze  znalezieniem  nas.  Tłumaczenie  było  jasne.  Bones  będzie 
blisko w razie jakichkolwiek kłopotów  bez względu na to czy byłby to jakiś niechciany adorator 
czy  upiór  z  opery  o  morderczych  zapędach    i  będę  miała  ochroniarza.  Skinął  głową.  - 
Odprowadzę  was.  To  nie  jest  nadopiekuńczość.  To  po  prostu  dobre  maniery.  -  Pewnie.    Moje 
wargi  drgnęły w  uśmiechu.   Cokolwiek  zechcesz. Do pokoju dla  pań ustawiła się długa  kolejka. 
Bones prychnął z rozbawieniem, gdy  zobaczył pełne  zastanowienia  spojrzenie,  jakie  rzuciłam w 
stronę pustego wejścia do męskiej toalety. - Co do tego obowiązują tu pewne zasady - zakpił. - 
Wiem, że  nie wszystkie te  laski czekają, by ulżyć swojemu  pęcherzowi. Powinni mieć tu  osobny 
pokój  do  makijażu,  żeby  reszta  z  nas  mogła  zrobić  siku    burknęłam  i  z  przepraszającym 
uśmiechem  odwróciłam  się  do  Sonyi.    Eee,  nie  miałam  na  myśli  ciebie.  Po  prostu  ignoruj 
wszystko co mówię, a będzie dobrze. Roześmiała się. - Wiem, co miałaś na myśli, chérie. Często 
sama o tym myślałam, odkąd latryny od dawna już nie były mi potrzebne. - Przynieś mi drinka, 

background image

Bones.  I  to  szybko,  żebym  zatkała  sobie  usta.  Pocałował  mnie  w  dłoń.  -  Zaraz  się  zobaczymy. 
Kiedy odszedł, nie byłam jedyną, która z podziwem odprowadzała go wzrokiem. - Mmm hmmm. 
 
1 Antrakt  przerwa podczas przedstawienia w teatrze 
 
14 
 
 
Ciche  westchnienie  doszło  ze  strony  brunetki  stojącej  dalej  w  kolejce.  Spojrzałam  na  nią  i 
uniosłam brew, po czym - dla lepszego efektu - pokazałam jej pierścionek zaręczynowy. - Zajęty, 
słonko.  Była  człowiekiem  i  tylko  dlatego  nie  rzuciłam  się  na  nią,  gdy  ponownie  z  pożądaniem 
spojrzała  na  Bonesa,  po  czym  wzruszyła  ramionami.  -  Nic  nie  trwa  wiecznie.  Zazgrzytałam 
zębami. - Poza śmiercią. Sonya powiedziała coś po francusku, przez co kobieta nadąsana wydęła 
wargi i odwróciła się z ostatnim komentarzem. - Jeśli nie możesz znieść, gdy podziwiają twojego 
mężczyznę,  to  lepiej  trzymaj  go  w  domu.  Przy  jej  silnym,  francuskim  akcencie  wszystkie 
bezdźwięczne spółgłoski wydawały się nieme. Nie możesz jej zabić tylko dlatego, że jest zdzirą, 
upomniałam się.  Nawet,  gdybyś dyskretnie pozbyła  się  jej ciała... - Pieprzy  się  jeszcze  lepiej niż 
wygląda  powiedziałam tylko. W naszą stronę odwróciło się kilka głów. Nie obchodziło mnie to  
byłam wściekła.   A  gdy  tylko wrócimy do domu, ta  piękna  twarz utknie między moimi nogami. 
Masz  na  to  moje  słowo.  Z  tłumu  przy  barze  doszedł  mnie  śmiech  Bonesa.  Sonya  również  się 
roześmiała. Kobieta rzuciła mi pełne jadu spojrzenie i wyszła z kolejki. - Bon, jedna osoba przed 
nami  mniej.  Skończymy  zanim  dostaniemy  drinki.  -  Sonya  przestała  się  śmiać  i  spojrzała  na 
kolejkę. - Jedna z głowy.  Zmierzyłam spojrzeniem kobiety, które z powodu tej małej sceny albo 
się uśmiechały, albo unikały mojego spojrzenia.  Zostało jeszcze jakieś dwanaście. Dziesięć minut 
później, gdy weszłyśmy do pomieszczenia, starałam się ze zniecierpliwienia nie skakać na jednej 
nodze.  Resztką  siły  woli  czekałam  na  swoją  kolej,  by  nie  zmuszać  Sonyi  do  użycia  hipnozy  i 
usunięcia  tych  wszystkich  kobiet  z  mojej  drogi.  To  jednak  nie  było  by  fair.  Kiedy  wyszłam  z 
toalety, Sonya chowała już szminkę do torebki. Dołączyłam do niej przy lustrze i umyłam dłonie. 
-  Jaki  ten  świat  mały    powiedział  ktoś  na  prawo  ode  mnie.  Odwróciłam  się  i  zobaczyłam 
wpatrującą się we mnie śliczną blondynkę. - Słucham? 15 
 
 
- Nie pamiętasz mnie?  Potrząsnęła głową.  Minęło trochę czasu. Nie byłam nawet pewna czy to 
ty, dopóki nie uciszyłaś tamtej kobiety. Jednak twoja kolorystyka cię wyróżnia. No i za pierwszym 
razem  też  byłaś  rozdrażniona.  Sądząc  po  jej  akcencie,  była  Amerykanką.  Nigdy  w  życiu  jej  nie 
widziałam.  -  Przykro  mi,  pomyliła  pani  osoby.    Jakby  nie  było,  miałam  dobrą  pamięć. 
Półwampirzą, a w dodatku połączoną z moją dawną pracą. - To było w Ritzu na Placu Vendôme, 
pamiętasz?  Ponownie  potrząsnęłam  głową.  Westchnęła.  -  Nic  się  nie  stało.  Przykro  mi,  że  nie 
wyszło  ci  z  tamtym  facetem,  lecz  zdaje  się,  że  trafił  ci  się  ktoś  lepszy.  I  dobrze.  -  Słucham? 
Zaczęłam  się  zastanawiać  czy  nie  zwariowała.  Sonya  przysunęła  się  bliżej  mnie.  Dziewczyna 
przypudrowała  sobie  nos,  po  czym  schowała  puderniczkę  do  torebki.  -  I  tak  wyglądałaś  zbyt 
młodo,  by  wychodzić  za  mąż,  więc  cię  nie  winię...  -  Co?    spytałam,  teraz  już  z  wyraźnym 
niedowierzaniem. Westchnęła. - Nieważne. Miło było znów cię zobaczyć. Wyszła z łazienki. Sonya 
chciała chwycić ją za ramię, lecz powstrzymałam ją. - Daj spokój  mruknęłam.  Po prostu pomyliła 

background image

mnie  z  kimś.  Poczułam nagły  ból  w głowie,  jakby  w mózg wbijały mi  się  tysiące  igieł.  Potarłam 
skronie. - Nic ci nie jest, chérie? - spytała Sonya. - Wszystko w porządku. Pomyliła mnie z kimś - 
powtórzyłam.  -  Przecież  to  moja  pierwsza  podróż  do  Paryża.  Szliśmy  wzdłuż  Rue  de  Clichy,  z 
ochroniarzami  podążającymi  kilka  metrów  za  nami.  Nie  chciałam  pełnej  kolacji  i  w  jednej  z 
ulicznych  kafejek  zamówiłam  sobie  rogalika  i  cappuccino.  Sonya  i  Noel  nie  dołączyli  do  nas, 
chcąc dać nam trochę pseudo prywatności. Pomijając naszą eskortę i setki przechodniów miałam 
jednak  poczucie  pewnej  intymności.  Byliśmy  po  prostu  jeszcze  jedną  parą,  jedną  z  wielu 
przechadzających się  po ulicach  Paryża.  Bones  opowiadał mi  o  budynkach,  ich architekturze...  i 
ich funkcji w przeszłości. Śmiałam się, gdy opowiadał przy tym o sobie, swoim 16 
 
 
najlepszym  przyjacielu  Spadzie  oraz  swoim  stwórcy,  Ianie.  Już  sobie  wyobrażałam  piekło,  jaki 
musieli  tu  zrobić.  Zatrzymaliśmy  się  na  końcu  jednej  długich  uliczek,  gdzie  budynki  stały 
wyjątkowo  blisko  siebie.  Bones  krzyknął  coś  po  francusku,  po  czym  poprowadził  mnie  w  głąb 
wąskiej alei. - Co takiego powiedziałeś? Uśmiechnął się. - Lepiej, żebyś nie wiedziała  powiedział. 
Nagle pocałował mnie i przyciągnął mnie do siebie. W następnej chwili poczułam, jak jego dłonie 
wsuwają  się  pod  moją  suknię  i  unoszą  ją  do  góry.  -  Oszalałeś?  W  pobliżu  jest  z  pół  tuzina 
wampirów...  -  Żaden  w  zasięgu  wzroku   roześmiał  się.    Jak  im  polecono.  -  Ale  wszystko  słyszą, 
Bones  protestowałam dalej. Nagle obrócił mnie i stanęłam twarzą do ściany. Nie przestawał się 
śmiać.  -  W  takim  razie  upewnij  się,  ze  mówisz  same  pochlebne  rzeczy.  Objął  mnie  w  talii 
ramieniem,  przyciskając  mnie  mocno do  swego  ciała.  Chciałam  się  uwolnić,  lecz  z  jego  dłońmi 
pod spódnicą, moja suknia zadarła się jeszcze wyżej. W pewnej chwili zamarłam, gdy poczułam 
jego kły zatapiające się w mojej szyi. Z jego gardła wydobył się głęboki pomruk zadowolenia. - 
Ach,  Kotek,  kochasz  to  niemal  tak  samo  jak  ja.  Utoń  we  mnie,  jak  ja  utonę  w  tobie.  Miałam 
wrażenie,  że  wypływająca  ze mnie  i wpływająca  w  jego  usta  krew  zmieniła  się  w  płynny  ogień. 
Bones miał rację  uwielbiałam, kiedy mnie gryzł. Moja skóra zdawała się płonąć, a serce zaczęło 
szybciej  bić.  Zaczęłam  ocierać  się  o  niego,  jęcząc  ze  zniecierpliwienia,  gdy  rozpinał  spodnie.  - 
Bones  udało mi się wykrztusić.  Tak... Ściana budynku uderzyła we mnie z taką siłą, że poczułam, 
jak pęka mi kość w policzku. Potem usłyszałam strzały. Dochodziły przerywanymi seriami gdzieś 
z  góry,  ze  wszystkich  stron...  oprócz  budynku,  przy  którym  staliśmy.  Bones  przyciskał  mnie  do 
ściany.  Zakrywał  mnie  własnym  ciałem,  drżąc  na  całym  ciele,  gdy  uderzył  w  mur  przed  nami. 
Starał  się  zrobić  w  nim  drzwi,  których  nie  było.  Właśnie  wtedy  zrozumiałam,  dlaczego  tak  się 
trząsł. Wszystkie kule trafiały w jego plecy. 17 
 
 
Z tego co słyszałam, nasza eskorta była w jeszcze gorszym położeniu. Ze sporadycznych przerw, 
kiedy Bones szarpał się  od trafiających w niego  pocisków, musieli stworzyć krąg wokół naszych 
skurczonych  ciał.  Kiedy  skoncentrowany  ogień  urwał  się  wraz  z  czyimś  krzykiem,  zaczęłam 
szarpać  się  w  panice.  Było  o  wiele  gorzej  niż  myślałam.  Kimkolwiek  byli  napastnicy,  strzelali 
srebrnymi  kulami.  -  Musimy  uciekać.  Boże,  to  cię  zabije!    krzyknęłam,  starając  się  uwolnić  z 
kłębka, w jaki zwinął mnie Bones. Ściskał mnie jednak z taką siłą, że jedynie wierzgałam nogami 
niczym przewrócony na grzbiet żółw. - Jeśli zaczniemy biec, mogliby cię zabić  wychrypiał niemal 
bezgłośnie w hałasie wystrzałów.  Jeden z naszych zadzwoni po wsparcie. Poczekamy. Mencheres 
przyjedzie.  -  Do  tego  czasu  będziesz  już  martwy  -  powiedziałam.  Ciężko  było  zabić  wampira  z 

background image

broni palnej, nawet mając w magazynku srebrne kule, gdyż zbyt długo trwało rozstrzelanie serca. 
Bones mnie tego nauczył. Żaden wampir nie będzie stał i dla ciebie pozował... tak powiedział do 
mnie  ponad  sześć  lat  temu,  odrzucając  broń  palną  z  grupy  tych  najbardziej  efektywnych.  A 
jednak sam  równie dobrze mógł  siedzieć  i dla  nich  pozować.  Wsparcie  przybędzie  zbyt  późno. 
Wiedział to  równie dobrze jak ja.  Po  raz  pierwszy  mi skłamał. Budynek zatrząsł się, gdy  uderzył 
pięścią  w  ścianę.  Ludzie  w  środku  krzyknęli  ze  strachu.  Mając  wystarczająco  wiele  czasu  Bones 
mógłby  przebić się przez  budowlę  i mielibyśmy schronienie  przed bezlitosnym ogniem.  Jednak 
uderzanie w mur jedną ręką, jednocześnie będąc napakowanym srebrem? Bones już poruszał się 
wolniej, a każdy jego cios przypominał uderzenie pijaka. Boże, on umrze skulony na ulicy, właśnie 
w tej chwili. Poczułam, jak obudziła się we mnie jakaś dzikość. W moim umyśle nie pojawiła się 
nawet  jedna  myśl,  która  wydałaby  ciału  jakiekolwiek  polecenie.  Jedyne  co  wiedziałam,  to  że 
Bones musiał wydostać się spod ostrzału na tyle długo, by móc się uleczyć. Z tym jednym celem 
w  głowie  udało  mi  się  tak  wymanewrować  ciałem,  że  zerwałam  się  na  nogi  i  wystrzeliłam  po 
schodach, oplatając go ramionami. Dotarliśmy na szczyt pięciopiętrowemu budynku, o który się 
opieraliśmy.  Kiedy  byliśmy  już  na  dachu,  przetoczyłam  się  po  ziemi  razem  z  nim,  jednak    co 
dziwne    nie  trafiła  w  nas  żadna  kula.  Nie  zawracałam  sobie  głowy  rozmyślaniami,  dlaczego 
strzelcy już w nas nie celowali. Nie wtedy, gdy zobaczyłam, jak pod Bonesem ugięły 18 
 
 
się  nogi  i  zwisł  bezwładnie  w  moim  uścisku.  Zalała  mnie  fala  strachu,  która  dodała  mi  sił. 
Przeskoczyłam z nim na dach sąsiedniego budynku, a potem na następny i jeszcze następny. Nie 
traciłam  nawet  czasu  na  zdumienie  tym,  co  właśnie  robiłam.  Kiedy  pozostałe  strzały  ucichły  w 
oddali, zatrzymałam  się. Po  tym,  co musiałam  zrobić,  z  pewnością padnę  jak zabita,  lecz Bones 
potrzebował  krwi.  Mnóstwa  krwi.  Nie  ścigali  nas  żadni  latający  zabójcy.  Może  nasza  obstawa 
wystarczająco  ich  powstrzymała,  lecz  to  może  nie  potrwać  długo.  Chwyciłam  bezwładną głowę 
Bonesa i przeciągnęłam jego kłem po nadgarstku, pozwalając, by moja krew wypełniła jego usta. 
Przez  jedną, pełną  przerażenia  chwilę nic się nie działo. Nie  przełknął, otworzył oczu czy  zrobił 
cokolwiek,  by  powstrzymać  wypływ  szkarłatnego  strumienia  z  jego  warg.  Oszalała  ze  strachu 
chwyciłam drugą dłonią jego szczękę i przechyliłam, sprawiając, że krew spływała wprost do jego 
gardła. Mój wzrok zamglił się od łez, gdyż każdy fragment jego ciała podziurawiony był od kul. 
Miał  rany  nawet  na  policzkach.  Och  Boże,  proszę,  nie  pozwól  mu  umrzeć...  W  końcu  przełknął. 
Nie  otworzył  oczu, lecz  zaczął ssać  z  mojego  nadgarstka. Ssał  coraz mocniej, a ulga, jaka  mnie 
ogarnęła,  przytłumiła otępienie, które nadeszło  po  chwili. Oszołomiona  patrzyłam,  jak dziury  w 
jego ciele zaczęły puchnąć, po czym rozbite srebrne pociski zaczęły wychodzić spod jego skóry. 
Uśmiechnęłam się, mimo że obraz rozmył mi się przed oczami i zapadłam w ciemność w chwili, 
gdy Bones otworzył oczy. 
 
19 
 
 
ROZDZIAŁ TRZECI 
 
- ...budzi się... - ...wkrótce wyjedzie, przybędzie jutro... Fragmenty rozmowy rozbrzmiewały gdzieś 
nad moją głową. Było mi ciepło. Cóż, może poza ramieniem. Poczułam na czole coś miękkiego i 

background image

chłodnego.  -  Obudziłaś  się,  Kotek?  Na  te  słowa  otworzyłam  gwałtownie  oczy,  budząc  się  z 
letargu. Chciałam usiąść, lecz powstrzymał mnie zdecydowany uścisk. - Nie ruszaj się. Daj mojej 
krwi chwilę, by zaczęła krążyć. Krwi? Mrugnęłam kilka razy i twarz Bonesa nabrała ostrości. Wciąż 
cały pokryty był czerwonymi smugami, lecz spojrzenie miał jasne. Uspokoiło mnie to na tyle, że 
ponownie  opadłam  na  poprzednie  miejsce,  co  okazało  się  być  jego  udami.  Obok  niego  leżały 
dwie  puste  torby  po  krwi,  igła  i  cewnik.  -  Gdzie  jesteśmy?  -  W  vanie,  w  drodze  do  Londynu  - 
odparł.    Pamiętasz  atak?  -  Pamiętam,  jak  wyłaziło  z  ciebie  wystarczająco  dużo  srebra,  by 
ufundować  komuś  studia    odpowiedziałam  i  rozejrzałam  się.  Razem  z  nami  był  Mencheres  i 
cztery inne wampiry.  Mogłeś zginąć. Nigdy więcej tego nie rób. Roześmiał się cicho. - I to mówi 
kobieta, która wtoczyła we mnie niemal całą swoją krew. - Miałeś w sobie zbyt wiele srebra, by 
się wyleczyć. Co miałam robić, rozsiąść się wygodnie i patrzeć, jak umierasz? - A ci strzelcy mogli 
odstrzelić  tobie głowę  odpowiedział spokojnie. -  Kim oni  byli?  Udało im  się  uciec? Dotknęłam 
swojego policzka. Nie czułam bólu. Krew,  którą  podał mi Bones  nie była  tylko  ludzka. Mogłam 
zdrowieć szybciej niż przeciętni ludzie, lecz tylko wampirza krew mogła w takim tempie wyleczyć 
złamane  kości.  -  Przepraszam, słonko   mruknął  Bones.    Przeze  mnie  niemal  zginęłaś,  kiedy  tak 
bezmyślnie wprowadziłem cię w tę ścieżkę zdrowia. - Ilu zginęło? 20 
 
 
- Trzech z sześciu. W jego głosie kryło się coś więcej niż samopotępienie i smutek. Nie potrafiłam 
jednak określić, co to. - Zaatakowały nas ghule. Były cholernie uzbrojone, jak wiesz. Zaraz po tym, 
jak  mnie  stamtąd  zabrałaś,  do  walki  dołączyło  około  ośmiu  wampirów.  -  Przynajmniej  pomoc 
nadeszła    uśmiechnęłam  się  do  Mencheresa.    Dziękuję.  Wargi  Bonesa  drgnęły.  -  To  nie  ludzie 
Mencheresa przyszli nam na pomoc. Jednak prawdopodobne jest, że gdyby Mencheres w końcu 
nie dotarł do nas ze wsparciem, za chwilę by nas zaatakowali. Być może nowa krew nie dotarła 
jeszcze do mojego mózgu, ponieważ nie rozumiałam jego słów. - Skoro nie byli naszymi ludźmi, 
to  czyimi?  -  Śledziły  nas  dwie  grupy  -  podsumował  Bones.    Te  ghule  oraz  ludzie  Gregora,  jak 
sądzę. Musiał zmęczyć się, starając dotrzeć do ciebie przez sny i zdecydował na bardziej fizyczną 
formę porwania. Nie uszło mojej uwadze, że Mencheres nie odezwał się nawet słowem. - A co ty 
o tym myślisz? Spojrzał na mnie. - Kiedy dotrzemy do Spade'a, będziemy mieć więcej swobody 
na przeprowadzenie tej rozmowy. - Teraz.  Jedno słowo Bonesa zabrzmiało, jakby wypowiedział 
ich tysiąc. - Crispin... - A teraz zwracasz się do mnie moim ludzkim imieniem, jak gdybym wciąż 
był człowiekiem  przerwał mu Bones.  Przez nasz sojusz jestem tobie równy i dlatego powiesz mi 
wszystko, co wiesz na temat Gregora. Bones rzucał Mencheresowi wyzwanie, by swoją odmową 
rozpoczął wojnę między nimi. Nie oczekiwałam, by w taki sposób ustalił granicę i praktycznie na 
nią nasikał, a sądząc po minie Mencheresa  on również. Wtedy jednak Mencheres uśmiechnął się 
lekko. - W porządku. Mówiłem wam, że uwięziłem Gregora za próbę wpłynięcia na przyszłość Cat 
w  taki  sposób,  by  nigdy  cię  nie  spotkała.  Czego  nie  powiedziałem,  to  że  zanim  to  zrobiłem, 
Gregor zdążył już ją porwać. 21 
 
 
Usiadłam  gwałtownie.  -  Nigdy  w  życiu  nie  spotkałam  Gregora!  -  Tak  pamiętasz    odparł 
Mencheres.   Czujesz  ból w głowie,  gdy mowa  o Gregorze,  prawda?  To  ukłucia  twoich  ukrytych 
wspomnień. Zanim znaleźliśmy was dwoje w Paryżu, spędziłaś z nim kilka tygodni. Do tego czasu 
udało mu się rozkochać cię w sobie i omotać cię kłamstwami. Wiedziałem, że muszę wpłynąć na 

background image

twoją  pamięć,  by  wszystko  naprawić.  Właśnie  dlatego  nie  masz  żadnych  wspomnień  z  tego 
czasu, który z nim  spędziłaś. - To nie... On nie może... - Poczułam  pulsowanie w głowie. On nie 
jest  twoim  mężem...  Przykro  mi, że  nie wyszło ci  z  tamtym  facetem...  To  było w  Ritzu  na  Placu 
Vendôme...  -  Ale  wampirza  hipnoza  na  mnie  nie  działa    wykrztusiłam  w  końcu.    Jestem 
mieszańcem    to  nigdy  nie  miało  na  mnie  wpływu!  -  Właśnie  dlatego  tylko  ja  mogłem  tego 
dokonać  powiedział cicho Mencheres.  Musiałem użyć całej mojej mocy i zaklęcia, by wymazać z 
twojej  pamięci  ten  czas.  Wampir  niższej  rangi  nie  zdołałby  tego  zrobić.  Bones  wydawał  się 
również ogłuszony. - Partir de la femme de mon maître - mruknął.  Właśnie to krzyknął do mnie 
jeden z wampirów, zanim uciekł. To dlatego Gregor ma na jej punkcie taką obsesję. Mencheres 
milczał. Bones spojrzał na niego, a potem na mnie. - Nie obchodzi mnie to  powiedział w końcu. 
- Gregor może wsadzić sobie swoje roszczenia w dupę. Wciąż nie byłam przekonana. - Ale zanim 
spotkałam  Bonesa  nienawidziłam  wampirów.  Nigdy  bym  nie  wyjechała  z  jednym  z  nich  na  tak 
długo.  - Nienawidziłaś  ich  przez wpływ  twojej  matki  -  powiedział  Mencheres.   Gregor  najpierw 
nią  się  zajął.  Zahipnotyzował  ją,  by  powiedziała  ci,  że  jest  jej  przyjacielem,  który  zapewni  ci 
ochronę. Bones warknął. - Jak bardzo rozeszły się roszczenia Gregora?  Mencheres  przyjrzał  mu 
się  przez  chwilę.  -  Nie  spytaliście  mnie  czy  to  w  ogóle  się  stało.  Poczułam  się,  jakby  mówił  w 
innym języku. - Co? - Nieważne. Dostanie ją dopiero po moim martwym i pomarszczonym trupie. 
22 
 
 
-  Co?!    Dla  podkreślenia  słów  wsadziłam  Bonesowi  łokieć  w  żebra.  -  Roszczenia  Gregora   
powiedział  zimno  Bones.    Teraz,  kiedy  jest  wolny,  mówi  ludziom,  że  gdzieś  w  ciągu  tych  paru 
tygodni  jakie  ze  sobą  spędziliście,  poślubił  cię.  Wbrew  powszechnej  opinii,  kilka  razy  w  życiu 
zdarzyły się sytuacje,  kiedy  oniemiałam.  Po  pierwsze,  w wieku  szesnastu  lat,  kiedy  moja  matka 
powiedziała  mi,  że  moje  zdolności  odziedziczyłam  po  ojcu    wampirze.  Kolejny  raz,  gdy  po 
czterech latach ponownie zobaczyłam Bonesa. To jednak przebijało wszystko. Przez kilka długich 
minut nie mogłam znaleźć wystarczająco gwałtownego zaprzeczenia. Nie tylko ja wytrzeszczyłam 
oczy na tę wieść. Nawet w tak wielkim oszołomieniu, w jakim byłam, dostrzegłam zdumienie na 
twarzach  towarzyszących  nam  wampirów,  które  natychmiast  zniknęło  po  tym,  jak  Bones 
poczęstował  ich  jednym  ze  swoich  spojrzeń.  Mencheres  wciąż  patrzył  na  nas  tym  samym, 
zdecydowanym  wzrokiem.  W  końcu  udało  mi  się  powiedzieć  coś  spójnego.  -  Nie.    To  jedno 
słowo poprawiło mi nastrój, powtórzyłam je więc głośniej.  Nie, to nieprawda. - A nawet jeśli, nie 
potrwa to dłużej niż do jego śmierci  obiecał Bones. Wskazałam na Mencheresa. - Byłeś tam, tak? 
Powiedz mu, że to się nie stało! Mencheres wzruszył ramionami. - Nie widziałem ceremonii krwi. 
Gregor twierdził, że stało się to tuż przed tym, jak przybyłem. Kilkoro jego ludzi powiedziało, że 
byli  jej świadkami,  lecz równie dobrze  mogli kłamać. A  uczciwość Gregora  pozostawia wiele do 
życzenia. - A co ja powiedziałam? Nagle poczułam strach. Czyżbym poślubiła nieznanego sobie 
wampira? Nie mogłam przecież, prawda? Mencheres wbił we mnie wzrok. - Wpadłaś w histerię. 
Gregor  manipulował  twoimi emocjami,  a właśnie  zabierano go,  by  poddać  go  nieznanej  karze. 
Powiedziałabyś  wszystko,  bez  względu  czy  była  to  prawda,  czy  nie,  byle  tylko  temu  zapobiec. 
Innymi  słowy...  -  Bones  swoje  zdanie  w  tej  kwestii  -  Mencheres  przesunął  spojrzeniem  po 
wszystkich w vanie.  Jako jego współwładca w pełni go popieram. Czy ktokolwiek z was ma inne 
zdanie? Na raz rozległy się zaprzeczenia. 23 
 

background image

 
-  W  takim  razie  wszystko  jasne.  Gregor  rozgłasza  bezpodstawne  roszczenia,  które  zostaną 
zignorowane.  Cat  nie  może  sama  potwierdzić,  że  to  prawda,  a  jest  jedyną,  która  mogłaby 
stwierdzić, że ceremonia miała miejsce. Bones? Na jego twarzy pojawił się nagle szeroki uśmiech, 
lecz był tak samo zimny, jak ja byłam w środku. - Zobaczmy jak długo pożyje ten, który będzie 
twierdził, że moja żona nie jest moją żoną. - Jak sobie życzysz. - Mencheres nie okazał żadnego 
poruszenia  na wieść  o ewentualnym  uszczupleniu linii.   Przed  świtem dotrzemy do Spade'a. Ja, 
choć raz, jestem zmęczony. W takim razie było nas dwoje. Jednak wątpiłam czy zasnę. Na myśl, 
że z mojej pamięci wymazano ponad miesiąc życia, poczułam się zbezczeszczona. Wbiłam wzrok 
w  Mencheresa.  Nic  dziwnego,  że  zawsze  miałam  z  tobą  problem.  Podświadomie  musiałam 
pamiętać,  że  zmanipulował  moją  pamięć,  nawet  jeśli  nie  miałam  żadnych  konkretnych 
wspomnień. A może miałam? - Dlaczego nie możesz zajrzeć w mój umysł i sam zobaczyć czy ten 
fakt  miał  miejsce?  Wymazałeś mi  pamięć.  Nie  możesz  jej  przywrócić?  -  Ukryłem  ją  poza  nawet 
moim  własnym  zasięgiem.  Chciałem  być  pewien,  że  zniknie  na  zawsze.  Świetnie.  Jeśli  wampir 
mega wysokiej rangi, jakim był Mencheres, nie mógł przywołać tych wspomnień, to rzeczywiście 
muszą być stracone. - Nie obchodzi mnie czy Gregor i pozostali w to wierzą  powiedział do mnie 
miękko  Bones.    Liczy  się  jedynie  to,  co  ty  o  tym  myślisz.  Co  ja  myślę?  Że  jestem  bardziej 
popieprzona niż sądziłam. Z usuniętą pamięcią o ponad miesiącu spędzonym z obcym, którego 
mogłam poślubić lub nie? Do diabła, od czego  miałam zacząć?  -  Chciałabym,  żeby  wszyscy po 
prostu  zostawili  nas  w  spokoju  -  powiedziałam.    Pamiętasz,  kiedy  byliśmy  tylko  we  dwoje  w 
twojej wielkiej, ciemnej jaskini? Kto  by  pomyślał, że  to  będzie  najmniej skomplikowany okres  w 
naszym życiu? 
 
24 
 
 
ROZDZIAŁ CZWARTY 
 
Baron Charles DeMortimer, który nadał sobie imię Spade, by nigdy nie zapomnieć, że niegdyś był 
więźniem kolonii karnej, do którego zwracano się jedynie po nazwie narzędzia swojej pracy, miał 
niezwykły  dom.  Był  to  rozległy  budynek  otoczony  nieskazitelnymi  trawnikami  i  wysokim 
żywopłotem. Zbudowany w osiemnastowiecznym stylu wyglądał, jakby wzniesiono go jeszcze w 
czasie,  kiedy  Spade  był  człowiekiem.  Wewnątrz  były  długie,  ogromne  korytarze,  a  ściany 
pokrywała piękna, rzeźbiona boazeria. Sufity zdobiły malowidła, a zwieszające się żyrandole były 
z czystego kryształu. Pokoje urządzone były antykami i ręcznie tkanymi gobelinami, a w salonie 
znajdował się kominek tak wielki, że można by urządzić w nim spotkanie. - Gdzie jest królowa?  
mruknęłam bez szacunku, kiedy odźwierny wpuścił nas do środka. - Nie w twoim guście, słonko?  
spytał Bones z wiele mówiącym spojrzeniem. To mało powiedziane. Wychowałam się w wiejskiej 
okolicy Ohio, gdzie moje najlepsze, niedzielne ubranie było szmatą w porównaniu do materiału 
na kanapie, którą właśnie minęliśmy. - Wszystko jest takie doskonałe. Gdybym na czymś usiadła, 
miałabym wrażenie, że to bezczeszczę. - W takim razie może nie rozkładaj się w swojej sypialni. 
Najpierw zobacz czy w stajniach znajdziesz coś bardziej odpowiadającego twoim gustom  rozległ 
się  kpiący  głos.  W  drzwiach  stanął  Spade.  Jego  czarne  włosy  były  wzburzone,  jakby  niedawno 
wstał  z  łóżka. Zapragnęłam  zapaść  się  pod  ziemię.  -  Masz  cudowny dom  - powiedziałam.   Nie 

background image

przejmuj  się  mną.  Nauczę  się  manier,  gdy  świnie  zaczną  latać.  Spade  na  powitanie  uścisnął 
Bonesa i Mencheresa, po czym  ku mojemu zdumieniu  ujął moja dłoń i pocałował ją. Zazwyczaj 
nie  był  tak  oficjalny.  -  Świnie  nie  latają.    Jego  usta  drgnęły.    Chociaż  słyszałem,  że dzisiaj  to  ty 
dostałaś skrzydeł. Sposób, w jaki to powiedział sprawił, że poczułam zażenowanie. 25 
 
 
-  Nie  latałam.  Po  prostu  skakałam  naprawdę  wysoko.  Nie  wiem  nawet,  jak  to  zrobiłam.  Bones 
rzucił  mi  spojrzenie,  którego  nie  potrafiłam  rozszyfrować.  Spade  otworzył  usta,  by  coś 
powiedzieć, lecz Mencheres podniósł dłoń. - Nie teraz. Spade poklepał Bonesa w plecy. - Racja. 
Już niemal świt. Pokażę wam wasz pokój. Blady jesteś, Crispin, więc zaraz kogoś do ciebie przyślę. 
- Jeśli jestem blady, to z pewnością nie z braku krwi - powiedział Bones matowym głosem.  Kiedy 
odzyskałem  przytomność,  wypiłem  z  niej  większość  krwi.  Gdyby  Mencheres  nie  przybył  z  tymi 
workami  z  plazmą,  mogłaby  ulec  przemianie  zanim  byłaby  na  to  gotowa.  Podążyliśmy  za 
Spadem na piętro. - Jej krew nie jest czysto ludzka, co dowiedziono naukowo, więc wciąż kogoś 
przyślę. - Mam na głowie inne rzeczy niż pożywianie się. Spade nie słyszał jeszcze o wisience na 
torcie  naszego  wieczoru.  Wiedział  tylko  o  ataku  ghuli.  Spade  otworzył  drzwi  do  pokoju,  za 
którymi  moim  oczom  ukazała  się  przestrzenna  sypialnia  urządzona  meblami  z  epoki.  Było  tam 
również łoże z baldachimem, w którym mógł spać sam Kopciuszek  oczywiście po tym, jak książę 
już  ją  wyniósł    i  kolejny  ogromny  kominek.  Ściana,  za  którą  znajdowała  się  łazienka  wykonana 
była całkowicie z ręcznie malowanego witraża. Kolejny  raz  uderzyła mnie  niechęć do dotykania 
czegokolwiek.  Nawet  wyszywane  jedwabnymi  nićmi  prześcieradła  na  łóżku  wydawały  się  zbyt 
piękne, by pod nimi spać. Bones nie podzielał żadnych z moich obaw. Zdjął marynarkę, ukazując 
podziurawioną koszulę i spodnie, które wciąż miał na sobie, kopnięciem zrzucił buty i opadł na 
najbliższe krzesło. - Wyglądasz jak kawałek szwajcarskiego sera - skomentował Spade. - Padam z 
nóg, lecz muszę ci o czymś powiedzieć. Spade przechylił głowę na bok. - Co? W kilku zwięzłych 
zdaniach  Bones  przekazał  rewelację  dotyczącą  tych  kilku  zapomnianych  tygodni,  gdy  miałam 
szesnaście lat... i roszczeń Gregora, według których byłam jego żoną, a nie Bonesa. Spade przez 
chwilę milczał. Zmarszczył brwi, by w końcu syknąć cicho. - Cholera, Crispin. 26 
 
 
-  Przepraszam    wymamrotałam,  odwracając  wzrok  od  Bonesa  i  wbijając  je  w  podziurawione  i 
podarte ubrania. Wszystko przez ciebie, zakpiło moje sumienie. - Nawet nie waż się przepraszać  
powiedział natychmiast Bones.  Nie prosiłaś, by się w taki sposób urodzić i nie prosiłaś Gregora, 
by tropił  cię w  tak  bezlitosny sposób. Nikomu nie jesteś  winna przeprosin. Nie wierzyłam w to, 
lecz  nie  spierałam  się.  Zabrało  by  to  więcej  energii  niż  miało  którekolwiek  z  nas. Zamiast  tego 
ukryłam moje myśli za psychicznym murem. Było to coś, czego nauczyłam się w zeszłym roku. - 
Spade ma rację. Przyda ci się więcej krwi. Wezmę prysznic, a ty możesz wypić z kogokolwiek, kto 
jest  w  ofercie  baru.  Spade  skinął  z  aprobatą.  -  W  takim  razie  ustalone.  Przyniesiono  tu  parę 
rzeczy,  które  chciałabyś  mieć,  Cat.  Dla  ciebie  też,  Crispin.  Mencheres,  pokażę  ci  twój  pokój. 
Potem  zajmiemy  się  resztą  tego  bajzlu.  Ścigała  mnie  śmierć.  Nieprzerwanie  prześlizgiwała  się 
wąskimi  ulicami  i  zaśmieconymi  alejkami,  którymi  biegłam.  Każdym  ciężkim  oddechem 
krzyczałam,  wzywając  pomocy,  lecz  z  przerażającą  jasnością  wiedziałam,  że  nie  ma  dla  mnie 
ucieczki.  W  tych  ulicach  było  coś  znajomego,  pomimo  tego,  że  były  tak  bardzo  opustoszałe. 
Gdzie  się  wszyscy  podziali?  Dlaczego  nikt  nie  chciał  mi  pomóc?  A  ta  mgła...  niech  będzie 

background image

przeklęta.  Przez  nią  potykałam  się  o  ukryte  przedmioty.  Wydawała  się  też  owijać  wokół  moich 
kostek,  gdy  z  trudem  się  przez  nią  przedzierałam.  - Tutaj...  Znałam  ten  głos.  Odwróciłam  się  w 
jego  kierunku  i  zdwoiłam  wysiłki,  by  do  niego dobiec.  Za  moimi  plecami  Śmierć  klęła,  również 
przyspieszając.  Od  czasu  do  czasu  jej  szpony  wbijały  mi  się  w  plecy,  przez  co  krzyczałam  ze 
strachu  i  bólu.  -  Jeszcze  tylko  trochę. Głos  ponaglał mnie do biegu w kierunku skrytej w cieniu 
postaci,  która  pojawiła  się  na  końcu  uliczki.  Gdy tylko  go  zobaczyłam,  Śmierć  pozostała  z  tyłu, 
tracąc  kilka  kroków.  Z  każdym  wydłużonym  krokiem  oddalających  mnie  od  niej  czułam 
ogarniającą mnie ulgę. Nie martw się, jesteś już niemal przy mnie... Mężczyzna wyszedł z cienia. 
Rysy jego twarzy stały się wyraźne, ukazując gęste brwi nad szarozielonymi oczami, zakrzywiony, 
arystokratyczny nos, pełne usta i ciemnoblond włosy. Od jednej z brwi do skroni 27 
 
 
biegła  poszarpana  blizna,  a  sięgające  ramion  włosy  powiewały  na  nocnym  wietrze.  - Chodź do 
mnie, chérie. W mojej głowie rozbłysło ostrzeżenie. W jednej chwili opustoszałe ulice wokół nas 
zniknęły.  Zostaliśmy  tylko  my  dwoje  i  morze  zapomnienia.  -  Kim  jesteś?  Wciąż  czułam,  że  coś 
było nie tak. Część mnie chciała pobiec w jego stronę, lecz reszta kazała się cofnąć. - Znasz mnie, 
Catherine. Ten  głos.  Znajomy,  a  jednocześnie  całkowicie  obcy. Catherine.  Nikt  mnie  tak  już  nie 
nazywał... - Gregor. Gdy tylko wypowiedziałam jego imię, moje oszołomienie zniknęło. To musiał 
być on, a to znaczyło, że śniłam. A skoro śniłam... Zatrzymałam się tuż przed jego wyciągniętymi 
w  moją  stronę  ramionami  i  zrobiłam  kilka  kroków w  tył.  Ja  pieprzę,  niemal  rzuciłam  mu się  na 
szyję.  Jego  twarz  wykrzywiła się  z  frustracji,  po  czym  powoli  ruszył  w  moją stronę.  -  Chodź do 
mnie,  moja  żono.  -  Mowy  nie  ma.  Wiem  co  chcesz  zrobić,  Porywaczu.  Mój  głos  był  znów 
zwyczajny. I ostry. Z  każdym słowem  cofałam  się jeszcze  bardziej, w myślach wołając do siebie, 
by się obudzić. Otwórz oczy, Cat! Pobudka kogutka! - Wiesz zaledwie to, co ci powiedzieli. Mówił 
z francuskim akcentem, co nie było dla mnie zaskoczeniem, a jego słowa rozchodziły się echem. 
Nawet we śnie wyczuwałam jego moc. O żesz, nie jesteś jakąś zwykłą halucynacją, co? Cofnij się, 
Cat. Ten szczeniak gryzie. - Wiem tyle, ile trzeba. Roześmiał się na moje wyzwanie. - Doprawdy, 
chérie? A czy powiedzieli ci, że wymazali mnie z twojej pamięci, bo był to jedyny sposób, by cię 
ode  mnie  oderwać?  Powiedzieli  ci,  że  wyrwali  cię  krzyczącą  z  moich  ramion?  Powiedzieli,  że 
błagałaś,  by  cię  zostawili?  Że  nie  chciałaś  mnie  opuścić?  Wciąż  podchodził  bliżej,  na  co  ja  nie 
przestawałam się cofać. Kto by pomyślał  we śnie nie byłam uzbrojona. - Coś w tym stylu. Ale nie 
jestem twoją żoną. 28 
 
 
Gregor  podszedł  jeszcze  bliżej.  Był  wysoki,  miał  ze  dwa  metry  wzrostu,  a  gdy  się  uśmiechnął 
brutalne  piękno  jego  rysów  stało  się  jeszcze  bardziej  wyraźne.  -  Nie  chciałabyś  sama  tego 
wiedzieć,  zamiast  tylko  słuchać  w  co  masz  wierzyć?  Przyjrzałam  mu  się  podejrzliwie.  -  Sorry, 
koleś, śmieci już dawno trafiły do śmietnika w mojej głowie. Mencheres nie potrafi podnieść jego 
pokrywy, by zobaczyć co jest w środku, a tylko ty twierdzisz, że jesteśmy małżeństwem. - Oni nie 
mogą  przywrócić  ci  wspomnień.  -  Gregor  ponownie  wyciągnął  do  mnie  ręce.    Ja  tak.  Gregor 
spróbuje pochwycić cię we śnie. W głowie rozbrzmiało mi ostrzeżenie Mencheresa. Nie mylił się. 
- Kłamca. Odwróciłam się gwałtownie,  rzucając  w  przeciwnym kierunku, lecz Gregor  pojawił się 
tuż  przede  mną,  jakby  się  teleportował.  -  Nie  kłamię.  Rozejrzałam  się,  lecz  wokół  była  tylko 
bezużyteczna  mgła.  Musiałam  się  obudzić.  Jeśli  ten  facet  mnie  dotknie,  mogę  obudzić  się  po 

background image

uszy  w  kłopotach.  -  Słuchaj,  Gregor.  Wiem,  że  Mencheres  zamknął  cię  gdzieś  na  bardzo  długi 
czas,  i  jesteś  o  to  wściekły...  ale  bądźmy  rozsądni.  Ceremonią  krwi  związałam  się  z  mężczyzną, 
którego kocham, a na mnie świat się nie kończy. Powiedzmy sobie adieu, a potem znajdź sobie 
jakąś inną dziewczynę do porwania we śnie. Potrząsnął swoją jasną głową ze smutkiem. - Wcale 
tak nie myślisz. Nie chciałaś być zabójcą i spędzić reszty życia oglądając się przez ramię. Mogę to 
cofnąć,  Catherine.  Miałaś  przedtem  wybór.  Wybrałaś  mnie.  Weź  mnie  za  rękę.  Zwrócę  ci 
wszystko,  co  straciłaś.  -  Nie.    Za  plecami  usłyszałam  jakiś  dźwięk,  jakby  warknięcie.  Po  moim 
kręgosłupie przebiegł dreszcz strachu. Śmierć ponownie po mnie przyszła. Gregor zacisnął dłonie 
w  pięści,  jakby  również to  usłyszał.  -  Teraz, Catherine, musisz przyjść do  mnie  teraz! Warczenie 
stało  się głośniejsze. Za  mną  była  Śmierć,  przede  mną  Gregor.  Musiałam  wybrać  któreś  z  nich. 
Dlaczego  nie  mogłam  się  obudzić?  Co  takiego  zbudziło  mnie  poprzednim  razem?  Wtedy  też 
uciekałam, goniona przez potwora... 29 
 
 
Obróciłam  się  do  tyłu,  ignorując  krzyk  Gregora,  i  pognałam  wprost  w  kierunku  czyhającej  na 
mnie  Śmierci.  Albo  to  podziała,  albo...  Poczułam  na  twarzy  uderzenie,  a  po  chwili  następne. 
Potrząsano mną tak bardzo, że niemal wyleciały mi zęby. Bones mówił coś do mnie, tak bardzo 
zajęty  trzęsieniem  mną,  że  dopiero  przy  moim  trzecim  okrzyku  zwrócił  uwagę,  że  nie  śpię.  - 
Przestań!  -  Kotek?  Chwycił  moją  twarz  w  dłonie,  a  jego  oczy  błyszczały  dziko,  całe  zielone. 
Nakryłam  jego  ręce  swoimi  i  zauważyłam,  że  jestem  mokra.  I  zimna.  I  obolała.  I  miałam 
publiczność.  -  Coś  ty  mi  zrobił?  Leżałam  na  podłodze.  Bones  siedział  przy  mnie,  a  sądząc  po 
mokrym  dywanie,  licznym  przedmiotach  rozrzuconych  wokół  oraz  zmartwionych  spojrzeniach 
zgromadzonych tu osób, byłam nieprzytomna dość długo. Spojrzałam na siebie i dostrzegłam to, 
czego  już  się  domyślałam.  Byłam  tak  samo  naga  jak  wtedy,  gdy  zasypaliśmy.  -  Boże,  Bones! 
dlaczego  po  prostu  nie  zaprosimy wszystkich do łóżka  następnym razem, gdy  będziemy chcieli 
się bzykać? W ten sposób nie będą musieli obchodzić się smakiem! Przynajmniej Spade nie był 
nagi,  jak  ostatnim  razem,  gdy  obudziłam  się  przy  ludziach  z  koszmaru.  Obok  niego  stał 
Mencheres i nieznana mi śmiertelniczka. - Jasna cholera. Jeśli jeszcze choć raz, nawet za tysiąc lat, 
przyjdzie mi przeżywać to ponownie, to będzie zbyt szybko  warknął Bones i przeciągnął dłonią 
po włosach.  Ten sen nie był taki, jak poprzednie, Mencheres. Co to oznacza? Bonesa wcale nie 
obchodził fakt, że był nagi. Wampiry nie miały nawet krzty skromności. Chwyciłam najbliższe mi 
przykrycie  którym okazała się kołdra  i wetknęłam mu ją w dłoń. - Znajdź sobie jakieś spodnie, a 
dla mnie szlafrok. Co...? Gdy tylko się poruszyłam, moje plecy przeszył ból, który zaraz przeszedł 
w  silne  pulsowanie.  W  ustach  poczułam  krew,  a  w  głowie  mi  huczało.  Mencheres  ukląkł  obok 
mnie. - Pamiętasz coś z tego snu, Cat? Ubranie. Teraz  pomyślałam do Bonesa. 
 
30 
 
 
- Kogo to obchodzi?  mruknął, lecz naciągnął na siebie parę spodni i rzucił mi szlafrok.  Trzymaj  
powiedział, po czym skaleczył się w dłoń i przytknął mi do warg.  Przełknij. Zlizałam jego krew i 
poczułam  natychmiastową  ulgę,  gdy  zniknął  ból  w  moim  ciele.  Podniosłam  się  z  podłogi  i 
usiadłam na łóżku, skąd dostrzegłam, co stało się z dywanem. - Co dokładnie żeście mi robili?  
spytałam  z  niedowierzaniem.  -  Staraliśmy  się  ciebie  obudzić  -  powiedział  Bones  zgryźliwie.   

background image

Kaleczyłem  cię,  oblałem  wodą,  uderzałem  po  twarzy  i  przypaliłem  ci  stopy  zapalniczką.  Tak  na 
przyszłość... Jak myślisz, który z tych środków podziałał? - Dobry Boże - syknęłam.  Nic dziwnego, 
że w moim śnie byłeś wcieleniem Śmierci. Właśnie dlatego na początku zaczęłam biec w stronę 
Gregora! - W takim razie pamiętasz ten sen - stwierdził Mencheres.  To źle wróży. Strach sprawił, 
że  moja  odpowiedź  była  ostra.  -  Hej,  Ty,  Który  Nosisz  Się  Jak  Egipcjanin2!  Może  choć  raz 
przestaniesz  być  tak  cholernie  oficjalny  i  zaczniesz  mówić  jak  ktoś,  kto  żyje  w  dwudziestym 
pierwszym  wieku?  -  Będzie  rozpierducha.  Zacznij  nawijać,  yo    odparł  natychmiast  Mencheres. 
Wbiłam  w  niego  wzrok,  po  czym  wybuchłam  śmiechem.  Zważywszy  na  jego  iście  grobowe 
ostrzeżenie, było to naprawdę niestosowne. - Nie wiem, co w tym śmiesznego - mruknął Bones. - 
Ja  też  nie, ale  to  wciąż  prześmieszne   udało  mi  się  wyksztusić.   Przepraszam  za  dywan,  Spade. 
Krew,  przypalanie,  woda...  Może  rzeczywiście  powinieneś  umieścić  nas  w  stajniach.  -  Jak  już 
mówiłem    podjął  znów  Mencheres    to  źle  wróży.  Spojrzał  na  mnie,  jakby  prowokując  do 
kolejnego komentarza.  Nie  odezwałam  się, chociaż  usta  wciąż mi  drgały.  -  Pamiętasz  sen  i  nie 
reagowałaś  na  żadne bodźce. To  oznacza,  że  Gregor  jest blisko.  Musicie  natychmiast  wyjechać. 
Bones spojrzał na Spade'a. - Mówiłeś komuś, że przyjeżdżamy? Spade potrząsnął głową. 
 
2  "Walk  Like  an  Egyptian"    hit  z  roku  1986,  śpiewany  przez  zespół  The  Bangles.  Pochodzi  z 
albumu "Different Light" 
 
31 
 
 
- Cholera, Crispin, sam dopiero co się o tym dowiedziałem. Jesteś moim najlepszym przyjacielem, 
a  nie  byliście  znów  tak  daleko  od  mojego  domu.  To  logiczne  założenie,  że  możecie  tu  być.  - 
Możliwe. - Bones nie brzmiał na przekonanego.  A może nie byliśmy wystarczająco ostrożni i nie 
zauważyliśmy,  że  ktoś  nas  śledzi.  -  Zaraz  każę  przyprowadzić  samochód.  -  Trzy  samochody.  - 
Bones spojrzał na mnie z uwagą.  Wszystkie ruszą w innych kierunkach, a w każdym z nich będzie 
człowiek  i  przynajmniej  dwa wampiry.  Niech  ktokolwiek,  kto  nas  obserwuje,  zgaduje, w  którym 
jest  Cat.  -  Żeby  to  naprawić  będziesz  potrzebował  czegoś  więcej  niż  jakiś wykręt.  Sarkastyczna 
część mnie wpadła na pomysł. Pozwólmy Gregorowi spędzić ze mną trochę czasu. To kompletnie 
wyleczy  go  z  chęci  posiadania  mnie  w  jego  życiu.  Kłopoty  podążały  za  mną  niczym  przykry 
zapach.  Jednak  uśmiechnęłam  się  tylko  z  udawaną  radością.  -  Spade,  uwielbiam  twój  dom. 
Mencheres...  pokazałeś  klasę.  Bones...    Zegar  wybił  dziewiątą  rano.  Spałam  zaledwie  dwie 
godziny,  lecz  niech  mnie  diabli,  jeśli  jeszcze  choć  na  chwilę  zmrużę  oko.    Jestem  gotowa.  - 
Wyjeżdżamy.   Rzucił  mi  jakieś ubrania  i  wciągnął  przez głowę  koszulę,  nie  patrząc  nawet  jaką.   
Gdy tylko się ubierzesz. 
 
32 
 
 
ROZDZIAŁ PIĄTY 
 
Samolot  wylądował  odbijając  się  kilka  razy  od  powierzchni  pasa. Nie  przeszkadzało  mi  to,  lecz 
zobaczyłam  jak Bones  zacisnął  usta.  Nie  lubił  latać.  Gdyby  nie  odległość,  sądzę,  że  starałby  się 

background image

namówić  mnie  na  prawdziwie  swobodny  lot.  Takim,  gdzie  byłabym  przyciśnięta  do  jego  piersi 
niczym mojego prywatnego samolotu. Wciąż jednak wszyscy mieli jakieś ograniczenia. Weszliśmy 
na  pokład  zaledwie  trzy  godziny  po  opuszczeniu  domu  Spade'a.  Mój  wuj,  Don,  po  moim 
telefonie  z  informacją,  że  natychmiast  wracamy do  Stanów, pociągnął za  kilka  sznurków. Nagle 
okazało  się, że  w pełni obsadzonym  locie  z  Londynu do  Ontario znalazły  się  cztery dodatkowe 
miejsca.  Posiadanie  członka  rodziny  z  powiązaniami  w  wysokich  kręgach  rządowych  czasami 
okazywało się przydatne. Mencheres i Spade zostali w Londynie, lecz dwa wampiry - Hopscotch i 
Band-Aid  polecieli z nami. Dla zabicia czasu zapytałam ich, jak wybrali swoje imiona3. Hopscotch 
-  Aborygen,  który  znał  Bonesa  od  ponad  dwustu  lat    powiedział,  że  była  to  ulubiona  gra  jego 
przybranego dziecka. Band-Aid uśmiechnął się szeroko i powiedział, że powodem było to, że nie 
czuł  bólu.  Nie  naciskałam,  by  podzielił  się  ze  mną  szczegółami.  Byliśmy  pierwszymi,  którzy 
wysiedli z samolotu, ponaglani przez asystentów pokładowych. Samolot jeszcze nawet nie zbliżył 
się  do  terminala.  Zamiast  tego  wyszliśmy  na  jedną  z  tych  wysokich  platform  transportowych, 
zazwyczaj  zarezerwowanych  dla  mechaników.  Niedaleko  zaparkowana  była  limuzyna.  Szyba  w 
jednym  z  jej  okien  obniżyła  się,  ukazując  twarz  mojego  wuja.  Nie  widziałam  go  ładnych  parę 
miesięcy. Kiedy jego poznaczona zmarszczkami twarz rozciągnęła się w uśmiechu uderzyło mnie, 
jak bardzo za nim tęskniłam. - Myślałem, że cię zaskoczę. - Bones rozejrzał się uważnie, po czym 
poprowadził  mnie  do  pojazdu.  Band-Aid  i  Hopscotch  obrócili  się  dookoła,  wąchając  powietrze 
niczym myśliwskie psy. Potem wsiedli za nami i usiedli na przeciwko nas. Impulsywnie uściskałam 
Dona, zaska- 
 
3 Hopscotch  gra w klasy; Band-Aid - plaster 
 
33 
 
 
kując  tym  nas  oboje.  Kiedy  go  puściłam,  z  przodu  samochodu  dobiegł  mnie  znajomy  głos.  - 
Querida,  nie  pocałujesz  swojego  hombre?  -  Juan?    roześmiałam  się.    Don  zatrudnił  cię  jako 
szofera?  -  Poprowadziłbym  nawet  traktor,  by  cię  zobaczyć.    Obrócił  się  do  mnie  i  uśmiechnął 
szeroko.  Tęskniłem za twoim uśmiechem, twoją twarzą i krągłym, ponętnym... - Prowadź, kolego  
przerwał  mu  Bones.    Spieszy  nam  się.  Don  wydawał  się  zaskoczony  jego  obcesowością. 
Normalnie  Bones  i  Juan  byli  względem  siebie  bardzo  przyjacielscy,  pomijając  oczywiście  całą 
hierarchię. W zeszłym roku Bones zmienił Juana w wampira i dlatego Juan należał do linii Bonesa. 
Sam Juan również wydawał się zdumiony komentarzem. Przecież zawsze ze mną flirtował  jak i z 
każdą kobietą w promieniu stu metrów - lecz teraz nic nie powiedział. Rzucił mi ostatni uśmiech i 
ruszył. - Prosiłem, żeby czekał na nas nierzucający się w oczy samochód, zaparkowany gdzieś w 
ukryciu - Bones napadł na mojego wuja.  Zamiast tego podjechałeś limuzyną pod sam samolot. 
Coś ty sobie myślał? Don zmarszczył brwi. - Poczekaj dwie minuty zanim zaczniesz krytykować. - 
Oboje jesteśmy zmęczeni  powiedziałam, po czym pomyślałam do Bonesa: Nikt nawet nie wie, że 
wróciliśmy  do  Stanów.  Przestań  odgryzać  ludziom  głowy.  Jednocześnie  uścisnęłam  jego  dłoń, 
obiecując  w  myślach,  że  po  przybyciu  na  miejsce  z  pewnością  poczujemy  się  lepiej.  -  Jestem 
trochę  przewrażliwiony,  Don.  Przepraszam,  że  tak  na  ciebie  warknąłem  -  powiedział  Bones, 
splatając  swoje  palce  z  moimi.    Ciebie  też,  Juan,  lecz  wyświadcz  mi  przysługę.  Ogranicz  swoje 
komplementy do minimum. Obawiam się, że w chwili obecnej to bardzo drażliwy temat. - Bueno, 

background image

pero  cuál  es  el  problema?  -  Po  angielsku  Juan  -  powiedziałam.  -  Chce  wiedzieć,  w  czym  jest 
problem. - Bones odchylił się i poklepał mnie po biodrze.  Zapnij pas. Jeszcze tego brakuje, żebyś 
została ranna w wypadku samochodowym. Zapięłam klamrę. - Zadowolony? Obok nas śmignęła 
czarna  limuzyna.  Potem  kolejna.  I  jeszcze  jedna.  Zdumiona  spojrzałam  przez  tylną  szybę  i 
zobaczyłam ponad tuzin takich samochodów na tej samej drodze, co my. 34 
 
 
- Obsada nowego filmu wytwórni Miramax właśnie dostała pozwolenie na opuszczenie lotniska  
powiedział Don i uniósł brew.  Biedni ludzie, zatrzymała ich ochrona. Czekali na was kilka ładnych 
godzin.  Bones zaczął się uśmiechnąć. - Zręczny, stary  pająk z ciebie, co? - Mam  lata  praktyki w 
ukrywaniu  jej,  pamiętasz?  Bones  prychnął  szyderczo.  -  Tak,  pamiętam  doskonale.  -  Bądźcie 
grzeczni  -  powiedziałam. Konkurs  miedzy  nimi,  kto  dalej  siknie,  był  ostatnią  rzeczą,  jakiej  teraz 
potrzebowaliśmy. Bones uścisnął  moje palce. - Nie  bój się, dawno minął  mi gniew  na niego.  W 
gruncie  rzeczy,  to  może  być  przydatny.  Powiedz  mi  więc,  staruszku,  czy  któryś  z  twoich 
stukniętych  naukowców  posiada pigułki,  które mogą  zapobiec  snom? Z ponurą fascynacją Don 
słuchał,  gdy  opowiadałam  mu  o  Gregorze,  mojej  możliwej  z  nim  przeszłości  i  powodach,  dla 
których  nazywano  go  Sennym  Porywaczem.  Kiedy  skończyłam  odpowiadać  na  wszystkie  jego 
pytania,  minęły  dwie  godziny,  a  mój  wuj  wyglądał  na  coraz  bardziej  chorego.  -  Juan,  skręć  na 
następnym zjeździe. Na stacji Shella czeka na nas inny transport - polecił Bones.  Kotek, będziesz 
miała zaledwie kilka minut, zanim ruszymy. - Zobaczę, co da się zrobić w sprawie tabletek dla Cat 
- powiedział Don, kiedy doszedł już do siebie.  Powinienem mieć coś, co jej pomoże. Juan zjechał 
z międzystanowej i zatrzymał się na pierwszej stacji metra, należącej do Shella. - Ach, jesteśmy na 
miejscu. Juan, vaya con dios. Don... - Bones wyciągnął dłoń.  Trzymaj się. Don potrząsnął dłonią 
Bonesa.  -  Każę  natychmiast  rozpocząć  pracę  nad  tymi  pigułkami.  Uścisnęłam  wuja  na 
pożegnanie,  chociaż  nigdy  nie  okazywaliśmy  sobie  uczuć.  Jednak  któż  to  wiedział,  kiedy 
ponownie go zobaczę? Poza moją matką, Don był moją jedyną rodziną. - Dzięki, że zabrałeś się 
na tę  przejażdżkę, Don.  Musiało to  piekielnie  namieszać w  twoim  kalendarzu. - Moje spotkania 
mogą poczekać - Don uścisnął moje ramię.  Bądź ostrożna, Cat. - Obiecuję. 35 
 
 
Hopscotch  i  Band-Aid  wysiedli  pierwsi. Szybko,  acz  dokładnie  przeszukali  teren  stacji,  po  czym 
uniesionymi kciukami dali znać, że wszystko w porządku. Bones podszedł do brązowo-czerwonej 
terenówki,  wymieniając  kilka  słów  z  kierowcą.  To  pewnie  nasz  transport.  Przesunęłam  się  na 
siedzenie  obok  kierowcy.  -  Nie  uściskasz  mnie?  Juan  zaparkował  samochód,  lecz  nie  wyłączał 
silnika,  i  przechylił  się,  by  uścisnąć  mnie  nie  chwytając,  jak  zwykle,  za  tyłek.  -  Hombre  jest  w 
podłym nastroju - mruknął. - Po prostu nie spał. Nic nam nie będzie. - Kotek. - Bones postukał 
nogą w ziemię. - Jesteśmy za bardzo na widoku. Lepiej nie opóźniajmy niczego. - Racja.  Po raz 
ostatni uśmiechnęłam się do Juana.  Trzymaj się z dala od kłopotów. - Ty też, querida. Ruszyłam 
w stronę drzwi z napisem ,,Panie", na zewnątrz budynku stacji. Przy okazji pomyślałam w stronę 
Bonesa, że nie musi pełnić straży przed toaletą. Wnętrze było ohydne, jednym słowem, lecz nie 
miałam  zbytnio  wyboru.  Gdybym  naprawdę  nie  chciała  więcej  odwiedzać  publicznych  toalet, 
przeszłabym  zmianę  w  wampira.  Ponieważ  jednak  postanowiłam  pozostać  w  połowie 
człowiekiem,  nie  mogłam  winić  nikogo  innego  za  towarzyszące  temu  niedogodności.  Zanim 
przejechaliśmy  przez  trzydziestokilometrowy  most  wiodący  do  Nowego  Orleanu,  ponownie 

background image

zapadł  wieczór. Nigdy  tu  nie  byłam,  gdyż  nie  wymagało  tego  stanowisko,  jakie  piastowałam  u 
Dona.  ,,Wielki  Relaks"4  może  i  miał  niski  wskaźnik  przestępczości,  lecz    co  dziwne    większość 
przestępstw była popełniana przez ludzi, a nie wampiry czy ghule. Bones nie chciał spać podczas 
pięciogodzinnej drogi  z  Tallahassee do  Nowego Orleanu. Zgadywałam,  że  bał  się,  że  kiedy  nie 
będzie mnie obserwował jak jastrząb, również przysnę. Hopscotch kierował, a Band-Aid siedział 
obok niego, na miejscu dla pasażera. Kiedy przejechaliśmy jednak przez most, w końcu spytałam 
się, dlaczego jedziemy akurat do tego miasta. 
 
4 Wielki Relaks (The Big Easy)  zwyczajowa nazwa Nowego Orleanu, nadana dzięki swobodnemu 
i pełnemu zabaw 
 
stylu życia, jaki prowadzą mieszkańcy miasta. 
 
36 
 
 
-  Muszę  porozmawiać  z  Królową  Orleanu    odparł  Bones.    Gdyby  sprawy  z  Gregorem  stały  się 
nieciekawe, byłaby potężnym sojusznikiem. Jednak nie lubi telefonów, kiedy ktoś chce poprosić 
ją o pomoc. - Kolejna królowa?  Europa miała mniej monarchii niż nieumarli. Spojrzał na mnie z 
ukosa.  -  Królową  Nowego  Orleanu  jest  Marie  Laveau,  chociaż  teraz  posługuje  się  imieniem 
Majestic.  Marie  należy  do  najpotężniejszych  ghuli  w  kraju.  Słyszałaś  o  voodoo?  To  wcale  nie 
plotki,  słonko.  Nie  podobało  mi  się  to.  Ostatnia  królowa,  jaką  poznałam,  a  która  posiadała 
magiczne  zdolności,  niemal  zabiła  nas  wszystkich.  Szczerze  wierzyłam  w  to,  że  kobiety  były 
bardziej  przerażające  od  mężczyzn.  -  Czy  bezpieczne  jest  spotykanie  się  z  nią,  skoro  para  się 
magią? - Marie postępuje według bardzo surowej etykiety. Jeśli zgodzi się na spotkanie z tobą, 
masz  zapewnione  bezpieczne  przybycie,  pobyt  i  powrót  z  tej  wizyty.  Może  ci  powiedzieć,  że 
zaszlachtuje cię  przy  pierwszej  nadarzającej  się  okazji,  lecz  pozwoli  ci  odejść  w spokoju.  Potem 
jednak bardzo mądre jest iść dalej. - Może być uprzejmą gospodynią, ale co z każdą inną osobą 
bez  tętna  w  mieście?  No  wiesz,  ,,Upss,  Majestic,  wykończyłem  kilku  turystów"?  Bones  prychnął 
ponuro.  -  Z  Marie  nie  ma  żadnych  ,,upss".  Jeśli  stanie  po  naszej  stronie,  nikt  nie  odważy  się 
zaatakować  nas  w  obrębie  Dzielnicy.  Nawet  Gregor.  -  Zatrzymamy  się  w  hotelu?  -  Mam  tutaj 
dom, ale rzadko już z niego korzystam. Mieszka tam moja stara przyjaciółka, która wszystkim się 
zajmuje.  Nie  jestem  pewien  jak  długo  tu  zostaniemy,  jako  że  jeszcze  nie  mam  ustalonego 
spotkania z Marie. Królowa woli, by ludzie byli już na miejscu, gdy postanowi się z nimi zobaczyć. 
Ulice  stawały  się  coraz  węższe.  Zanim  dotarliśmy  do  Francuskiej  Dzielnicy,  wszystkie  były  już 
jednokierunkowe.  Cegła  i  kamień  zastąpiły  tynk  i  gips,  a  miasto  zdawało  się  starzeć  w  oczach. 
Jednak  rzeczą najbardziej  rzucająca się w oczy wcale  nie  była  architektura.  -  Bones.  Zdumiona 
zaczęłam rozglądać się dookoła.  Mój Boże, spójrz na nich... Jego wargi drgnęły. - Stanowią niezły 
widok,  prawda?  Z  żadnym  z  nich  nie  zaczynaj  rozmowy    od  ich  gadania  odpadnie  ci  głowa. 
Duchy  były  wszędzie.  Wisiały  nad  dachami,  wałęsały  się  po  chodnikach,  siedziały  na  ławkach 
obok (lub na) niczego nie podejrzewających 37 
 
 

background image

turystów. Kiedy zatrzymaliśmy się na czerwonym świetle, staliśmy obok grupy ludzi na wyciecze, 
na temat  o ironio!  pełnej nawiedzeń historii Nowego Orleanu. Patrzyłam, jak trzy duchy spierały 
się o błędy w opowieści przewodnika. Jeden z nich był tak rozdrażniony, że wciąż przenikał przez 
ciało  przewodnika,  przez  co  nieszczęśnik  przez  cały czas  drgał. Biedny  frajer,  pewnie  myślał, że 
ma  niestrawność.  Co  jednak  miał,  to  wkurzonego  ducha  w  kiszkach.  Widziałam  już  wcześniej 
duchy, lecz nigdy w takiej liczbie. W jakiś sposób, razem z pulsowaniem, jakie dochodziło z tego 
miejsca  -  co  czułam  nawet  w  samochodzie    wydawały  się  tutaj  pasować.  -  Tu  jest  pięknie   
powiedziałam w końcu.  Naprawdę podoba mi się tu. Słysząc to Bones uśmiechnął się, a napięcie 
zniknęło  z  jego  twarzy.  -  Ach,  Kotek.  Tak  podejrzewałem.  Terenówka  zatrzymała  się  na 
skrzyżowaniu  tuż  za  najbardziej  ruchliwą  częścią  Dzielnicy.  Bones  wyskoczył  z  wozu  i  otworzył 
drzwi  po  mojej  stronie.  -  Jesteśmy  na  miejscu.  Rzędy,  które  okazały  się  miejskimi  kamienicami 
stały rozrzucone wzdłuż ulic, lecz zaledwie kilka z nich miało drzwi frontowe. - W taki sposób je 
zaprojektowano    odpowiedział  Bones  na  moje  milczące  pytanie,  gdy  Band-Aid  odjechał. 
Hopscotch został z nami. - Kreolskie rodziny sądziły, że to pretensjonalne. Wchodzi się bocznym 
wejściem.  Przeszedł  przez  bramę  wejściową  i  skierował  się  w  boczną  alejkę.  Po chwili  otworzył 
drzwi umieszczone w jednej ze ścian. Weszłam za nim do środka, zaskoczona bogatym wnętrzem 
w  porównaniu  z  niejako  obskurną elewacją.  -  Liza  -  zawołał  Bones.    Jesteśmy.  Obróciłam  się,  z 
uprzejmym uśmiechem na twarzy i zobaczyłam dziewczynę schodzącą po schodach. - Miło mi cię 
poznać, chčre  powitała mnie z lekkim akcentem. - Uhm... - Wyciągnęłam do niej dłoń, jąkając się 
przy odpowiedzi. Liza była ghulem  więc była pewnie sporo ode mnie starsza  lecz dobry Boże... 
Licząc  w  ludzkich  latach,  wyglądała  najwyżej  na  czternaście.  Jej  dłoń  była  szczupła  i  delikatna, 
podobnie jak cała ona. Miała metr pięćdziesiąt wzrostu, zaokrąglając, i ważyła około czterdziestu 
pięciu kilo. Czarne włosy, które wyglądały na zbyt ciężkie dla niej, kołysały się, gdy podeszła do 
Bonesa. 38 
 
 
- Mon cher... Wystarczyło jedno spojrzenie na jej twarz, gdy patrzyła na niego, bym domyśliła się 
natury łączącego ich niegdyś związku. Świnia z ciebie, Bones. Zawsze to podejrzewałam, ale teraz 
w  końcu  mam  dowód.  Bones  uściskał  ją.  Liza  praktycznie  zniknęła  w  jego  ramionach,  lecz 
zdążyłam zauważyć wyraz jej twarzy. Jej rysy rozświetlił błogi uśmiech. Ładna jest, uświadomiłam 
sobie  nagle. Na  początku  tego  nie  zauważyłam. Puścił  ją,  a  ona  cofnęła  się  i  zwróciła  na  mnie 
całą  swoją  uwagę.  -  Cat,  przygotowałam  dla  ciebie  jedzenie  i  kawę.  Domyślam  się,  że  masz 
ochotę na kofeinę? - Tak, na mnóstwo.  Gdybym nie była tak zmęczona, już uderzyłabym Bonesa. 
Nie  wyglądała  nawet  na  wystarczająco  dorosłą,  by  oglądać  filmy  dla  dorosłych.    Dziękuję. 
Powstrzymałam się od komentarza, by usiadła nim przewróci ją podmuch z klimatyzacji. Zamiast 
natychmiastowej  nienawiści,  jaką  czułam  do  kobiet,  z  którymi  spał  Bones,  do  Lizy  nabrałam 
bardziej  opiekuńczego  stosunku.  Wiem,  to  absurdalne.  Po  pierwsze,  była  martwa,  nie 
potrzebowała  więc  mojej  ochrony.  Po  drugie,  sądząc  po  spojrzeniach,  jakie  rzucała  w  stronę 
Bonesa, była w nim zakochana. Pedofil! - Lizo, mogłabyś łaskawie powiedzieć Cat, ile miałaś lat w 
momencie  przemiany?    poprosił  dziewczynę  Bones,  patrząc  na  mnie  znacząco.    Zaraz  zostanę 
pobity  na  podstawie  źle  wyciągniętych  wniosków.  Roześmiała  się  nieśmiało.  -  Miałam 
siedemnaście  lat.  Myślę.  Że  gdybym  była  człowiekiem,  można  by  mnie  określić  mianem 
,,dziewczyny  późnego  rozkwitu".  -  Och.    Przynajmniej  w  obecnych  czasach  nie  było  to 
przestępstwo.  Z  sygnałów,  jakie  wysyłała  Liza,  to  najwyraźniej  w  czasach,  kiedy  jeszcze  żyła, 

background image

również  nie.    W  takim  razie  dlaczego  nie  poczekałaś,  by  przejść  przemianę?  Na  twarzy  Lizy 
pojawił się smutek. - Nie mogłam. Zostałam otruta i byłam już martwa. Jestem tu tylko dlatego, 
że tego samego dnia wypiłam wampirzą krew. Moja rodzina wysłała moje ciało do domu, by je 
pochowano. Po tym, jak je przywieziono, Bones wykopał  mnie  z grobu  i wskrzesił  jako ghula. - 
Och!    Teraz  poczułam  się  jak  jeszcze  większa  zdzira.    Przykro  mi.  Ktokolwiek  to  zrobił,  mam 
nadzieję, że piekielnie się na nich zemścił. Uśmiechnęła się lekko, ze smutkiem. 39 
 
 
- To był wypadek. Doktor  podał  mi truciznę myśląc, że mnie wyleczy. Od 1831 roku medycyna 
przeszła długą drogę. - Mówiąc o medycynie, powinniśmy zadzwonić do Dona. Być może ma już 
coś dla mnie. - Jesteś chora? - spytała Liza z zaskoczeniem w głosie. - Nie jest  odpowiedział za 
mnie Bones.  Czy plotki o roszczeniach Gregora już tutaj dotarły? Liza zerknęła na mnie. - Tak. - 
No  dobrze.  -  Bones  brzmiał  na  jeszcze  bardziej  poważnego.    To  znaczy,  że  Marie  również  je 
słyszała.    Podszedł  do  telefonu  i  zaczął  wybierać  numer.  Po  sekundzie  zaczął  mówić  w  języku, 
który nie brzmiał jak francuski, lecz był mu bliski. Może po kreolsku? Oczywiście oznaczało to, że 
nie  rozumiałam  nawet  jednego  cholernego  słowa.  -  W  tej  chwili  przedstawia  się  i  mówi,  że 
chciałby odbyć naradę z Majestic  przetłumaczyła Liza, domyślając się mojej frustracji.  Mówi, że 
chciałby, by odbyła się jak najszybciej... Sądzę, że kazali mu czekać... - Miało to sens, gdyż Bones 
milczał.  Bębnił  palcami  o  nogę,  a  po  kilku  sekundach  znów  zaczął.  -  Tak...  tak...  Zgodził  się 
poczekać na telefon. Bones rozłączył się. - Nie ma sensu, bym wam wszystko powtarzać. Możesz 
teraz  zadzwonić  do  wuja,  słonko.  Zrób  to  jednak  z  komórki,  nie  chcę  zajmować  tej  linii.  Był 
niemal obcesowy. Przypomniałam sobie, że cierpi na jetlag5, brak snu i wcale nie taki mały stres. 
Podczas gdy Bones zapoznawał Lizę z detalami dotyczącymi Gregora, ja zadzwoniłam do Dona. 
Zanim  się  rozłączyłam,  Don  poinstruował  mnie  co  do  dawki  lekarstwa  i  obiecał  wysłać  mi  je 
niezwłocznie.  -  Don  przygotował  coś  dla  mnie    powiedziałam,  gdy  tylko  się  rozłączyłam.   
Podobno  te  tabletki  mają  zadziałać  tak,  że  z  fazy  świadomości  zapadnę  prosto  w  głęboki  sen, 
omijając  fazę  REM.  Działa  to  niestety  zaledwie  siedem  godzin,  będziesz  więc  musiał  wszystko 
dokładnie obliczać i budzić mnie swoją krwią. W ten sposób nie znajdę się w fazie REM, kiedy leki 
przestaną już działać. Na twarzy Bonesa pojawiła się ulga. 
 
5  Jetlag   nieprzystosowanie  organizmu po  znaczącej  zmianie strefy czasowej, objawia  się m. in. 
bezsennością, 
 
drażliwością. 
 
40 
 
 
-  Cieszę  się,  że  nie  zabiłem  staruszka  przy  pierwszym  spotkaniu,  tak  jak  tego  chciałem.  To 
wspaniałe wieści, Kotek. Nie sądziłem, że jeszcze pozwolę ci zasnąć, kiedy będę się zastanawiać 
czy  nie  znikniesz  mi  we  śnie  z  moich  własnych  ramion.  Uczucie  w  jego  głosie  zmyło  ze  mnie 
irytację,  jaką  czułam  do  niego  za  ten  poprzedni komentarz.  Gdyby  sytuacja  była  odwrotna  i  to 
Bones mógłby zniknąć, to tak... ja również obgryzałabym paznokcie. - Nie zniknę  powiedziałam, 
po czym podeszłam i zarzuciłam mu ręce na szyję. Wtedy zadzwonił telefon Lizy. 

background image

 
41 
 
 
ROZDZIAŁ SZÓSTY 
 
Wałęsałam  się  po  domu,  zdumiona  jego  rozmiarem.  Budynek  miał  piękne  wnętrza,  balkony  z 
kutego  żelaza  i  trzy  piętra.  Ściany  pomalowane  były  w  mocnych  odcieniach,  z  białymi  i 
ozdobnymi  gzymsami.  Wszystkie  łazienki,  jakie  znalazłam,  wykonane  były  z  marmuru.  Słowem, 
dom urządzony był bogato i ze smakiem, i nie bałam się usiąść na żadnym osiemnastowiecznym 
krześle. W kobiecym stylu dawał się zauważać wpływ Bonesa. Była tam kolekcja srebrnych noży. 
Kanapy, które stwarzały przytulne wrażenie, zamiast zaśmiecać wnętrze. Oczywiście miałam czas 
na  zauważenie  tych  rzeczy.  Poszedł  na  spotkanie  z  Marie  beze  mnie.  Słysząc  jego  decyzję,  że 
zostawia  mnie  w  domu  zaczęłam  protestować  z  taką  wściekłością,  że  Liza  szybko  zniknęła  z 
pokoju. Bones w milczeniu znosił mój gniew. Poczekał, aż skończę, po czym obojętnie odmówił 
zabrania  mnie  ze  sobą.  Powiedział,  że  moja  obecność  odwróciłaby  uwagę  Marie  od  tego,  co 
chciał jej powiedzieć, albo jakieś podobne bzdury. Nawet na moment mu nie uwierzyłam. Bones 
znów próbował mnie bronić. Skoro nie szłam z nim, bez względu na ,,bezpieczne przejście", jakie 
gwarantowała  królowa,  oznaczało  to,  że  spotkanie  z  nią  było  niebezpieczne.  Mogłam  albo 
fizycznie z nim walczyć, albo pozwolić mu iść z obietnicą srogiego odwetu. Zdecydowałam się na 
to  drugie.  Po  tym,  jak  już  zwiedziłam dom,  wzięłam  kąpiel w wannie  stojącej  na  lwich  nogach. 
Potem  ubrałam  koronkowy  szlafrok  i  ponownie  ruszyłam  w  podróż  po  domu,  szukając  pralki  i 
suszarki.  Nie  miałam  ze  sobą  zapasowych  rzeczy,  a  żadne  z  ubrań  Lizy  na  mnie  nie  pasowało. 
Było  też  zbyt  wcześnie,  by  cokolwiek  kupić.  Jedyne  miejsca,  które  były  otwarte  o  trzeciej  nad 
ranem,  to  bary.  Kiedy  Bones  wrócił,  niemal  już  świtało.  Wszedł  i  zatrzymał  się  w  drzwiach  na 
widok  Lizy  i  mnie.  Siedziałyśmy  na  podłodze,  a  ja  zaplatałam  jej  warkocze.  Podczas  jego 
nieobecności  zaczęłam  rozmawiać  z  dziewczyną.  Wydawała  się  prawdziwie  miłą  osobą  i 
zadziwiająco szybko ją polubiłam. Spojrzałam na niego krótko i z gniewem, mimo ogromnej ulgi, 
że jest bezpieczny i ponownie poświęciłam uwagę włosom Lizy. 42 
 
 
- Masz wspaniałe włosy. Są takie grube. Powinnaś je zapuszczać do chwili, aż zaczniesz się o nie 
potykać. - Widzę, że się dogadujecie - powiedział Bones z lekkim zdziwieniem.  Nie spytasz mnie, 
jak poszło, Kotek?  -  Wróciłeś  i spokojnie zszedłeś  po schodach - odparłam.   I nie warknąłeś na 
mnie,  bym wsiadała do samochodu.  Wnioskuję więc,  że Majestic nie powiedziała ci, że nastąpił 
sezon  polowań  na  nasze  tyłki.  Mylę  się?  Uśmiechnął  się  lekko.  -  Wciąż  jesteś  na  mnie  zła,  jak 
widzę. W  takim razie powinno cię to  ucieszyć  -  Marie chce cię poznać i nie chce, bym był przy 
tym obecny. Roześmiałam się z satysfakcją. - Boże, Bones, musiałeś się z nią spierać tak bardzo, 
że pewnie zrobiłeś się siny na twarzy. Do diabła, już ją lubię. - Tak myślałem, że spodoba ci się 
ten pomysł.  Wyraz jego twarzy powiedział mi, jak bardzo on sam się nie cieszył. - Mam zostawić 
cię z warkoczami i położyć się do łóżka? Wydaje się, że wolisz towarzystwo Lizy od mojego. - To 
naprawdę  wkurzające,  kiedy  musisz  siedzieć  na  tyłku  i  obgryzać  paznokcie,  kiedy  osoba,  którą 
kochasz, idzie w sam środek niebezpieczeństwa, prawda?  spytałam, wcale nie czując się winna. - 
Nie  podobała  mi  się myśl,  że  nie  ma cię  ze  mną  -  powiedział.   A  jednak  czekasz  na  najbliższą 

background image

szansę, by zrobić to samo mnie. Liza co raz odwracała głowę to na niego, to na mnie. Ponieważ 
jednak wciąż  trzymałam w dłoniach trzy warkocze,  przychodziło  jej  to z niejakim trudem.  -  Nie 
dbałeś  o  to,  co  czuję,  dopóki  zostałam  w  domu    wypaliłam,  a  napięcie  z  ostatnich  kilku  dni 
nareszcie znalazło ze mnie ujście.  Więc tak, bardzo cieszy mnie zemsta. Chyba jestem płytka. - 
Nie, jesteś złośliwą jędzą  rzucił Bones. Podszedł do mnie i nachylił się nade mną.  I co powiesz 
na to? Puściłam warkocze Lizy i wstałam. Cóż, nie bawiliśmy się w dyplomację, tak? - Przyganiał 
kocioł garnkowi. Co jest? Wściekasz się, że poszedłeś tam spacerkiem, pomachałeś fiutem przed 
Marie, przypominając  jej dawne czasy,  lecz nie spotkałeś  się  z oczekiwaną reakcją? - Dla twojej 
informacji,  nigdy  nie  spałem  z  Marie.  -  Bones  dosłownie  dźgnął  mnie  palcem  w  pierś.  Liza 
pospiesznie  odsunęła  się  od  nas.  Z  niedowierzaniem  spojrzałam  w  dół  na  jego  palec,  wciąż 
wciśnięty w moje ciało. 43 
 
 
- Zabieraj to  ze mnie  albo ci go  złamię. Uniósł  brew w wyraźnym wyzwaniu.  -  Spróbuj,  słonko. 
Sam  się  o  to  prosiłeś,  pomyślałam.  W  następnej  sekundzie  moja  pięść  wylądowała  na  jego 
twarzy. Bones zrobił unik, zanim trafiłam go po raz drugi, a jego oczy zalśniły zielenią. - Tylko na 
to cię stać? Marnie.  Ponownie dźgnął mnie palcem. Och, kochanie, przegiąłeś! Chwyciłam go za 
nadgarstek  i  szarpnęłam,  jednocześnie  kopiąc  go  w goleń,  by  pozbawić go  równowagi.  Jednak 
był  zbyt  szybki.  Przeskoczył  nad  moją  nogą  i  wykorzystał  ten  cios  przeciwko  mnie.  Popchnął 
mnie  lekko  w  plecy,  co  wystarczyło,  bym  opadła  na  kanapę.  Liza  pisnęła  przerażona.  -  Proszę, 
przestańcie!  Zignorowałam  ją.  Bones  również.  Zerwałam  się  na  równe  nogi,  a  mój  puls 
przyspieszył w oczekiwaniu na walkę. Możliwość wyżycia się w porządnej bójce była tym, na co 
właśnie  miałam  ochotę.  Sądząc  po  migotaniu  jego  oczu,  Bonesowi  również  się  to  podobało. 
Jednak musiałam się upewnić... - Jesteś pewien, że chcesz grać ostro?  spytałam, ukrywając przed 
nim  swoje  zamiary.  Przyciągnął  mnie  do  siebie  i  uśmiechnął  się  powoli,  z  zadowoleniem  i 
seksownie.  -  Dlaczego  nie?  Przecież  wygrywam.  Odpowiedziałam  uśmiechem...  i  wpakowałam 
mu pięść w brzuch. Wykorzystaj każdy brudny chwyt, nauczył mnie, kiedy trenował mnie kilka lat 
wcześniej. Kto powiedział, że nie uważałam? Jednak zamiast zachwiać się, jak tego oczekiwałam, 
wyrzucił mnie w górę. Huknęłam o sufit, a z płuc uciekło mi całe powietrze. Miałam tylko ułamek 
sekundy,  by  zsunąć  się  z  gzymsu,  lecz  zdążyłam.  Bones wyskoczył  w  powietrze  i  uderzył  już  w 
puste miejsce. Opadłam na podłogę i przetoczyłam się po dywanie. Gramoliłam się, chcąc uciec i 
po drodze przewróciłam ławę. W następnej chwili był już przy mnie. Przycisnął mnie do podłogi i 
uśmiechnął  się  z  triumfem.  Góra  mojego  szlafroka  rozchyliła  się,  przez  co  moja  naga  pierś 
ocierała się o jego koszulę, gdy próbowałam się spod niego uwolnić. Spojrzał w dół i przesunął 
językiem po wardze. - Poddajesz się? - spytał. 44 
 
 
Moje  serce  szalało  z  podniecenia,  mimo  że  jednocześnie  miałam  ochotę  zetrzeć  mu  z  ust  ten 
uśmieszek.  Nie  przytrzymał  moich  ramion, co  było  błędem.  -  Jeszcze  nie.   Sięgnęłam  do  tyłu  i 
chwyciłam  pierwszą  rzecz,  na  którą  natrafiły  moje  dłonie.  Potem  zamachnęłam  się  tym. 
Marmurowy stolik rozpadł się na kilka dużych kawałków, kiedy huknęłam nim w Bonesa. Trafiłam 
go  w  głowę,  oszałamiając  go  na  chwilę,  co  natychmiast  wykorzystałam.  Wydostałam  się  spod 
niego  i  właśnie  miałam  zacząć  świętować  zwycięstwo,  kiedy  poczułam  dwie  żelazne  obręcze 
zaciskające się wokół moich kostek. Starałam się uwolnić stopy, lecz on nie puszczał, strząsając z 

background image

siebie  resztki  marmuru.  Jedyną  rzeczą  w  moim  zasięgu  była  cynowa  taca.  Chwyciłam  ją  i 
zaczęłam wymachiwać nią, niczym bronią. - Zaraz jej użyję!  ostrzegłam go. Wciąż trzymając mnie 
za kostki, Bones mrugnął do mnie. Rozejrzałam się i dostrzegłam Lizę. Stała w najdalszym rogu 
pokoju,  z  przerażeniem  zakrywając  dłońmi  usta.  Hopscotch  i  Band-Aid  stali  przy  drzwiach, 
wyraźnie  nie  wiedząc,  co  zrobić.  Nagle  zaczęłam  się  śmiać.  Usta  Bonesa  również  drgnęły.  Liza 
wytrzeszczyła  oczy,  kiedy  się  roześmiał.  W  końcu  puścił  mnie  i  obydwoje  zaczęliśmy  się  śmiać. 
Bones, nie przestając chichotać, strząsnął z głowy pozostałości kamiennego stolika. - Do diabła, 
Kotek.  Nigdy  nie  myślałem,  że  zostanę  zaatakowany  własnymi  meblami.  Wiesz,  że  zobaczyłem 
cholerne gwiazdy, kiedy to na mnie rozbiłaś? Uklękłam obok niego i przeczesałam dłońmi jego 
włosy, wyłuskując  z nich  ostatnie  odłamki.  Jego  oczy  jarzyły  się  zielenią,  a  śmiech  zamarł  mi  w 
gardle,  gdy  przyciągnął  mnie  do  siebie  i  pocałował.  Jego  wargi  były  twarde  i  domagały  się 
odpowiedzi. Adrenalina we mnie zmieniła się w coś innego, gdy chwyciłam go i pocałowałam z 
równą  gwałtownością.  Usłyszałam  jeszcze,  jak  drzwi  zamykają  się  szybko  za  świadkami  naszej 
walki, po czym jego ciało ponownie przycisnęło mnie do podłogi. - Minęło trochę czasu, odkąd 
ćwiczyliśmy po  raz  ostatni   mruknął Bones, przesuwając usta na  moją szyję.   Zapomniałem  już, 
jak wielką  frajdę  mi  to  sprawiało.  Jego dłoń  pieszczotliwie  przesuwała się  w  górę  mojego  uda. 
Nie napotykała przy tym żadnych przeszkód, gdyż wciąż nie miałam nic pod 45 
 
 
szlafrokiem. Kiedy palcami musnął mnie między nogami, jęknęłam gardłowo. - Wygląda na to, że 
tobie  również  się  podobało  -  szepnął.  Wczepiłam  się  w  jego  koszulę  i  ignorując  porozrzucane 
wszędzie fragmenty stolika owinęłam nogi wokół jego talii. - Potrzebuję cię. Nie mówiłam tylko o 
tym, jak bardzo go pragnęłam. Nie cierpiałam dzielącej nas w ostatnich dniach odległości. W tej 
chwili  musiałam  poczuć  go  przy sobie.  Uwierzyć,  że wszystko  się  ułoży,  bez względu  na  to,  jak 
bardzo  skomplikują  się  sprawy.  Popchnął  mnie  na  kanapę,  szarpnięciem  zsuwając  z  siebie 
spodnie.  Jęknęłam,  czując  falę  różnych  doznań,  gdy  wtargnął  we  mnie.  Było  mi  tak  dobrze,  że 
musiałam wgryźć  się w  jego  ramię,  by  nie  zacząć  krzyczeć  z  rozkoszy.  Bones  przyciągnął  moją 
głowę bliżej, nie przestając się we mnie poruszać. - Mocniej  jęknął. Zatopiłam zęby w jego ciele i 
przełknęłam  jego  krew,  gdy  przecięły  jego  skórę.  Niewielka  rana  zaleczyła  się  natychmiast  po 
tym, jak odsunęłam od niej usta, by go pocałować. Nakrył moje usta swoimi, zapierając mi dech 
intensywnością  pocałunku.  -  Kocham,  jak  mnie  gryziesz    wychrypiał  Bones,  gdy  odsunęłam  od 
niego  twarz  i  zaczerpnęłam  powietrza.  Objęłam  go  jeszcze  ciaśniej  i  wbiłam  paznokcie  w  jego 
plecy. - Pokaż mi, jak bardzo. Roześmiał się cicho i zaczął poruszać jeszcze szybciej. - Właśnie taki 
mam  zamiar. Bones  obudził mnie, przynosząc mi  kilka  pączków  i kawę,  po czym  jeszcze trochę 
wylegiwaliśmy się w łóżku. Dzielący nas wcześniej gniew zniknął, przynajmniej na razie. Ponieważ 
moje  spotkanie  z  Marie  miało  być  dzisiaj,  wciąż  obowiązywała  nas  jej  zasada  bezpieczeństwa, 
jaką zapewniała. Dzięki temu mogliśmy swobodnie poruszać się po mieście. Wykorzystaliśmy ten 
fakt  i  zwiedziliśmy  Francuską  Dzielnicę.  Nie  potrzebowałam  kurtki,  gdyż  panował  sierpniowy 
upał,  lecz  nałożyłam  krem  z  filtrem.  Bones  poprowadził  mnie  od  Bourbon  Street  do  Jackson 
Square, potem do katedry Świętego Ludwika, która przypominała mi niektóre 46 
 
 
z kościołów, które widziałam w Paryżu. Na koniec  zatrzymaliśmy  się  kawiarni Lafitte  Blacksmith, 
mieszczącej się w jednym  z  najstarszych  budynków w Dzielnicy. Kiedy siedzieliśmy  przy  jednym 

background image

ze stolików  i  sączyliśmy gin  z  tonikiem, podniosłam wzrok  i  zobaczyłam pochylającego  się  nad 
nami  ducha.  -  Spadaj,  koleś    powiedział  do  niego  Bones.    Jak  już  mówiłem,  słonko,  podczas 
Wielkiego  Pożaru...  -  To  parszywa  niesprawiedliwość,  że  jedynie  wariaci  dbają  o  to,  by  się  do 
ciebie odezwać, kiedy jesteś martwy  mruknął duch.  Żaden wampir czy ghul nawet nie powie ci 
,,dzień dobry". Bones chrząknął  z  irytacją. - No dobra. Dzień dobry. A  teraz  spadaj. - Będzie się 
zastanawiać,  z  kim  rozmawiasz    powiedział duch,  wskazując  na  mnie  głową.    Pomyśli,  że  jesteś 
szalony.  Z  pewnością...  -  Widzę  cię    przerwałam  mu.  Jeśli  ktokolwiek  częściowo  przezroczysty 
mógł wyglądać na zdumionego, to był to on. Zmrużył oczy, które niegdyś mogły być niebieskie. - 
Nie wydajesz się dotknięta  powiedział z oskarżeniem w głosie. - Masz na myśli medium? Można 
powiedzieć o mnie wiele rzeczy, lecz nie to. Nie sądzisz jednak, że to nieco chamskie, tak wsadzić 
tu  swój  tyłek,  gdy  prowadzimy  rozmowę?  Nie  powiedziałeś  nawet  ,,przepraszam".  -  Kotek, 
ostrzegałem cię przed rozmawianiem z duchami  westchnął Bones. - Nie myślałem, że zaczniesz 
do mnie mówić  uśmiechnął się duch.  Nieumarli  skinął w stronę Bonesa  po prostu nas ignorują. 
Są  jednymi  z  nielicznych,  którzy  nas  widzą,  ale  nic  to  ich  nie  obchodzi!  -  Mówił  tak  smutnym 
głosem,  że  poklepałabym  go,  gdyby  tylko  miał  ciało.  Zamiast  tego  posłałam  mu  pełen 
współczucia  uśmiech.  -  Jak  masz  na  imię?  Ja  jestem  Cat.  Skłonił  się  tak  nisko,  że  jego  głowa 
przeniknęła przez stół. - Nazywam się Fabian du Brać. Urodziłem się w 1877, a zmarłem w 1922 
roku.  Bones  odchylił  się  na  oparcie  krzesła.  -  Fabian,  wspaniale  było  cię  poznać.  A  teraz,  jeśli 
pozwolisz, jesteśmy nieco zajęci... - To ty jesteś Bones  stwierdził duch.  Widziałem cię już. Zawsze 
jesteś  zbyt  zajęty,  by  z  nami  porozmawiać.  -  Do  diabła!  Masz  rację,  że  jestem,  ty  wścibskie 
widmo... 47 
 
 
- Bones.  Chwyciłam go za ramię.  On wie, kim jesteś! - Kotek, co to ma... Umilkł, kiedy dotarły do 
niego moje nieme  krzyki.  Wtedy  odwrócił  się do Fabiana i  uśmiechnął do niego.  - Cóż,  kolego. 
Coś sądzę,  że się nie mylisz. Czasami należy  przypomnieć mi o manierach,  niestety.  Mówisz, że 
urodziłeś się w 1877? Pamiętam ten  rok. Czasy  były wtedy  lepsze,  prawda? Bones miał rację co 
do  tego,  że  duchy  były  gadatliwe.  Fabian  zaczął  rzewnie  wspominać  dawno  minione  dni, 
zepsucie współczesnej kultury, ulubionych prezydentów oraz zmiany, jakie zaszły w Luizjanie. Był 
niczym chodząca encyklopedia. Zdumiewające, jak dużo zauważał duch. Jak na przykład przypływ 
licznej  ilości  ghuli,  jakie  pojawiły  się  ostatnio  w  Nowym  Orleanie.  Ich  tajemne  zgromadzenia. 
Podczas ich trwania wciąż pojawiało się imię Gregora, wraz z szeptami o zagrożeniu dla ghuli. - 
Gregor i ghule, co?  zachęcił go Bones.  I co mówili? Fabian spojrzał na niego przenikliwie. - Nie 
chcę być więcej zapomniany. - Oczywiście, że nie  zgodził się z nim Bones.  Mam bardzo dobrą 
pamięć. Zapamiętam cię na wieki. - Nie o to mu chodzi - ponownie odezwałam się, przerywając 
im  rozmowę.  Do  diabła,  może  i  nie  wymieniałam  się  opowieściami  o  życiu  na  początku 
dwudziestego wieku, smutku na widok samochodów zastępujących powozy konne lub o tym, jak 
powietrze  pachniało  zanim  wypełniły  je  spaliny.  Tę  część  jednak  zrozumiałam  bez  problemu.  - 
Fabian  pragnie  towarzystwa  -  wyjaśniłam.    Jest  samotny.  To  miałeś  na  myśli,  prawda?  -  Tak.   
Może to odbicie promieni słońca, lecz w jego oczach mogły zabłysnąć łzy.  Chcę mieć dom. Och, 
wiem,  że  nie  mogę  już mieć własnej  rodziny,  ale  chcę znów  do  kogoś  należeć.  Niektóre  rzeczy 
nigdy  się  nie  zmienią.  Potrzeba  towarzystwa  pokonuje  granice  śmierci.  Na  twarzy  Bonesa 
pojawiła  się  rezygnacja.  -  Przygarniasz  bezdomnych,  Kotek?  Ale  nie  bez  warunków.  Złamiesz 
którykolwiek  z  nich,  Fabianie,  a  zatrudnię  najlepszego  łowcę  duchów,  jakiego  znajdę,  żeby 

background image

przeprowadził  na  tobie  egzorcyzmy.  Rozumiesz?  -  Słucham.  -  Fabian  starał  się  wyglądać 
obojętnie, lecz nie mógł usiedzieć na miejscu. 48 
 
 
-  Po  pierwsze,  nie  będziesz  donosił  na  mnie,  moją  żonę  albo  moich  ludzi  nikomu  żywemu, 
martwemu,  nieumarłemu  lub  komukolwiek.  Rozumiesz?  Fabian  gwałtownie  pokiwał  głową.  - 
Zgoda.  -  Prywatność  masz  szanować  tak,  jakbyś był  rzeczywistym  człowiekiem.  Jeśli  sądzisz,  że 
bycie  duchem  usprawiedliwia  twoje  podglądactwo,  jesteś  w  błędzie.  Duch  prychnął  z 
oburzeniem.  -  Wybaczę  ci  błędną  ocenę  mojej  osoby  ze  względu  na  panującą  obecnie 
rozwiązłość. W dzisiejszych czasach jest ona naprawdę popularna wśród ludzi. - Czy to oznacza 
,,tak"?  spytałam ze śmiechem. - Tak. - Dobra. - Bones strzelił kłykciami.  Po trzecie, nie będziesz 
paplał  o  tej  umowie.  Nie  chcę,  żeby  wszędzie  łaziły  za  mną  duchy  pragnące  przygarnięcia. 
Nikomu ani jednego cholernego słowa. Zrozumiano?  - Doskonale. - W  takim razie  umowa stoi, 
Fabianie  du  Brac.  Twarz  ducha  rozświetlił  jeden  z  najszczęśliwszych  uśmiechów,  jakie 
kiedykolwiek  widziałam.  Bones  wstał  z  miejsca.  Wzięłam  ostatni  łyk  ze  szklanki  i  zrobiłam  to 
samo.  -  W  porządku,  Fabianie.  Jesteś  teraz  jednym  z  moich.  Nie  mogę  powiedzieć,  by  była  to 
najlepsza umowa, jaką zawarłeś, lecz obiecuję ci, że jeśli będziesz stosował się do jej warunków, 
nigdy  więcej  nie  stracisz domu.  Opuściliśmy  patio  kawiarni  i  skierowaliśmy  się  w  stronę domu. 
Duch szedł przy moim boku, trzymając rękę na moim ramieniu. 
 
49 
 
 
ROZDZIAŁ SIÓDMY 
 
Bones  polecił  mi  nałożyć  wysokie  buty.  Na  początku  myślałam,  że  mam  w  nich  schować  broń, 
lecz w moich nowych kozakach ze skóry nie zmieściło się nic oprócz moich nóg. Na pozostałe z 
moich  nowych  rzeczy  składały się  ciemnoniebieskie  spodnie  i  biała  bluzka.  Poza  pierścionkiem 
zaręczynowym  nie  miałam  na  sobie  żadnej  biżuterii.  Liza  chciała  ułożyć  mi  włosy,  lecz 
odmówiłam.  Nie  wybierałam  się  na  przyjęcie.  To  była  kurtuazyjna  wizyta.  Wyszliśmy  z  domu  i 
ruszyliśmy piechotą zaraz po tym, jak przybyła nasza eskorta. Miał na imię Jacques i był ghulem. 
Miał  skórę  czarną  jak  smoła  i  emanowała  z  niego  stłumiona,  lecz  wyraźna  moc.  Bones 
wynegocjował  wcześniej,  że  będzie  mógł  odprowadzić  mnie  do  pewnego  miejsca.  Po  tym,  jak 
mnie zostawi, Jacques miał wskazać mi drogę. Nie byłam uzbrojona, a przez co miałam wrażenie, 
że  jestem  w  połowie  naga.  Brakowało  mi  moich  noży.  Ich  znajomy  kształt  dawał  mi  poczucie 
bezpieczeństwa.  Zdaje  się,  że  robiło  to  ze  mnie  dziwadło.  Bones  szedł  tuż  przy  moim  boku, 
trzymając mnie za rękę. Stawiał kroki tak pewnie, że z pewnością wiedział dokąd szedł. Jacques 
nie odzywał się po drodze.  Ja również  nic  nie mówiłam,  nie chcąc, by ghul wykorzystał  później 
moje  słowa  przeciwko  mnie.  Zupełnie,  jakbym  była  aresztowana,  miałam  prawo  zachować 
milczenie.  Oczywiście  wystarczyło,  że  pomyślałam  wszystko,  co chciałam  powiedzieć  Bonesowi. 
W  sytuacjach  takich  jak  ta,  jego  umiejętność  czytania  ludzkich  myśli  okazywała  się  nader 
przydatna. Fabian  trzymał  się  jakieś  trzydzieści  metrów  od  nas.  Wyłaniał  się  i  znikał  w  różnych 
budynkach,  jakby  załatwiał  swoje  własne,  widmowe  sprawy.  Jacques  nawet  raz  na  niego  nie 
spojrzał. Zdumiewające, jak bardzo duchy były ignorowane przez tych, którzy je widzieli. Jednak 

background image

stare uprzedzenia między  nieumarłymi  i  duchami  działały teraz na naszą  korzyść. Bonesowi  nie 
wolno było towarzyszyć mi do miejsca spotkania, lecz Fabiana nie wiązała taka umowa. Liza była 
prawdziwie zdumiona, gdy przyprowadziliśmy go ze sobą do domu. Jej również nie przyszło do 
głowy zaprzyjaźnienie się z duchem. 
 
50 
 
 
Zatrzymaliśmy się przy wejściu na Pierwszy Cmentarz Świętego Ludwika. Bones puścił moją dłoń. 
Spojrzałam  na  zamknięty  teren  pochówku  i  uniosłam  brew. - Tutaj?  - Tutaj  znajduje  się  wejście 
do komnat Marie - odparł Bones, jak gdybyśmy czekali przed drzwiami jakiegoś domu.  Właśnie 
tutaj cię zostawiam, Kotek. Świetnie. Na cmentarzu. Jakie to pokrzepiające. - Czyli, że mam się z 
nią  spotkać  na  środku  cmentarza?  -  Niedokładnie.  -  Ton  Bonesa  był  jednocześnie  ironiczny  i 
pełen współczucia.  Pod  nim.  Jacques przekręcił klucz w  zamku  i zachęcił  mnie gestem.  - Tędy, 
Żniwiarzu. Jeśli  Marie Laveau chciała  zaniepokoić kogoś swoją wersją  przewagi  ze spotkania na 
własnym  terenie,  to  wejście  na  cmentarz,  zamykając  za  mną  bramę  i  prowadzenie  przez 
budzącego  grozę  ghula  zdecydowanie  było  na  to  sposobem.  -  No  to  w  porząsiu.  Prowadź, 
Jacques.  Krypta  Marie  Laveau  była  jedną  z  większych  na  cmentarzu.  Była  wysoka,  miała  około 
dwóch metrów, o szerokiej podstawie i węższym szczycie. Na jednej ze ścian wymalowano graffiti 
voodoo,  które  przypominało  rząd  czarnych  iksów.  Przed  mauzoleum,  w  miejscu,  gdzie  wyryte 
było  nazwisko  legendarnej  królowej  kultu,  leżały  świeże  i  zwiędłe  kwiaty.  Miałam  zaledwie 
sekundę, by to zauważyć, gdyż Jacques wskazał na ziemię przed grobowcem i powiedział coś po 
kreolsku. Po chwili  ziemia zaczęła się rozsuwać. Ze  zgrzytliwych dźwięków wywnioskowałam, że 
mechanizm  jest  sterowany  elektronicznie.  Wewnątrz  niewielkiej,  ogrodzonej  przestrzeni  wokół 
krypty pojawił się otwór w ziemi. Dochodził z niego odgłos kapiącej wody, przez co zaczęłam się 
zastanawiać  jak  cokolwiek  może  istnieć  w  podziemiach  Nowego  Orleanu  bez  całkowitego 
zalania. Jacques nie podzielał moich obaw. Po prostu wskoczył w otwór i powtórzył wskazówkę. - 
Tędy,  Żniwiarzu.  Zerknęłam  w  kompletną  ciemność  ziejącej  w  ziemi  dziury  i  zobaczyłam 
błyszczące  oczy  Jacquesa.  Znajdował  się  jakieś  sześć  metrów  poniżej.  W  myślach  wzruszyłam 
ramionami i zeskoczyłam w ciemność. Lądując usłyszałam pod nogami plusk. 51 
 
 
Jacques  wyciągnął  dłoń,  by  pomóc  mi  utrzymać  równowagę,  lecz  odtrąciłam  ją.  Nie  musiałam 
udawać  bezradnej  panny.  Otwór  nad  nami  zaczął  zamykać  się  nad  nami.  Rozległ  się  ten  sam, 
zgrzytliwy dźwięk, dodając do sytuacji jeszcze więcej grozy. Podłogę czegoś, co okazało się być 
podziemnym tunelem, pokrywała kilkucentymetrowa warstwa wody. Był tylko jeden kierunek, w 
którym  mogliśmy  iść,  a  drogi  nie  rozświetlały  żadne  światła.  Brodząc  przez  wodę  za  plecami 
Jacquesa  zrozumiałam,  dlaczego  Bones  nalegał  na  wysokie  buty.  Izolowały  mnie  one  od 
wszelkich  oślizgłych  stworzeń,  po  których  deptałam.  Powietrze  było  wilgotne  i  przepełnione 
zapachem pleśni. Kiedy wyciągnęłam dłoń, natrafiłam na ścianę, która również była mokra. Wciąż 
jednak szłam przed siebie. Byłam przy tym wdzięczna, że dzięki mojemu nieludzkiemu wzrokowi 
nie  błądziłam  w  kompletnych  ciemnościach.  -  Myślałam,  że  w  Nowym  Orleanie  nie  można  nic 
budować  pod  ziemią  powiedziałam.    Czy  tunelu  nie  zalewa?  Nie  zwalniając  tempa  Jacques 
odwrócił się i spojrzał na mnie. - Tunel zawsze jest zalany. Jeśli nikt nie jest zaproszony, puszcza 

background image

się  tędy  wodę.  No  cóż.  Najwyraźniej  Marie  używała  utonięcia  jako  środka  odstraszającego.  To 
jeden  ze  sposobów,  by  trzymać  z  dala  wścibskich  turystów.  -  To działa  jedynie  na  tych,  którzy 
muszą  oddychać.  A  co  z  resztą  społeczeństwa?  Jacques  nie  odpowiedział.  Jego  możliwości 
wypowiedzi i tak już pewnie wykroczyły poza wszelkie granice. Po kolejnych trzydziestu metrach 
dotarliśmy do metalowych drzwi. Otworzyły się bezgłośnie, zawieszone na dobrze naoliwionych 
zawiasach,  ukazując  oświetlone  pomieszczenie.  Jacques  odsunął  się  na  bok,  puszczając  mnie 
przodem,  a  gdy  go  mijałam,  dotknął  mojego  ramienia.  -  Patrz.  Rozległ  się  świst  i  nagle  tunel, 
który  właśnie  opuściliśmy, wypełniły  ostrza.  Wysunęły  się ze  ścian ze  wszystkich  kierunków,  jak 
gdybyśmy  weszli  wprost  w  usta  demona.  Gdybym  stała  kilka  kroków  wstecz,  natychmiast 
zmieniły  by  mnie  w  mizerię.  -  Sprytne    powiedziałam.    Potrafiłam  docenić  dobrą  pułapkę.    To 
srebro musiało kosztować fortunę. - To nie srebro. Kobiecy głos rozległ się ze szczytu schodów, 
przed którymi stałam. Był głęboki i jedwabisty, niczym krem brulee dla uszu. 52 
 
 
- To stalowe  ostrza - ciągnęła.   Celem  nie  jest zabicie niechcianych  intruzów. Chciałabym, żeby 
przyprowadzono  ich  do  mnie  żywych.  Zupełnie  jak  przed  skokiem  w  ciemną  czeluść,  teraz  też 
zebrałam  się  w  sobie  i  weszłam  po  schodach,  na  spotkanie  z  królową  voodoo.  Dokładnie  jak 
widniało na jej  nagrobku jakieś siedemdziesiąt metrów stąd,  Marie Laveau zmarła w  1881  roku. 
Poza  tym  wiedziałam  jedynie  o  tym,  że  jest  ghulem  i  posiada  ogromną  wiedzę  w  dziedzinie 
voodoo.  Bones  nie  chciał  wdawać  się  w  szczegóły  na  jej  własnym  podwórku,  jeśli  można  tak 
powiedzieć, a jego ostrożność w tym temacie mówiła bardzo wiele o osobie, do której się teraz 
zbliżałam. Z tego, co słyszałam na temat Marie, w jakiejś części oczekiwałam zobaczyć ją siedzącą 
na  tronie, w  turbanie  na głowie,  z  bezgłowym  kurczakiem  w  jednej  ręce  i  skurczoną czaszką  w 
drugiej.  Jednak  na  jej  widok  aż  zamrugałam.  Marie  siedziała  na  wygodnym,  skórzanym  fotelu, 
schylona nad zwyczajną robótką. Miała na sobie czarną suknię z narzuconym na ramiona, białym 
szalem,  a  na  stopach  eleganckie  szpilki,  które  określiłabym  jako  Pradę.  Z  jej  ciemnymi, 
sięgającymi  ramion  włosami,  kręcącymi  się  wokół  rozjaśnionej  lekkim  makijażem  twarzy, 
doznałam dziwnego skojarzenia z pewną sceną z filmu. Równie dobrze mogła pochylać się nad 
ciasteczkami, mówiąc: ,,Wspaniale pachną, prawda?", a ja mogłam rozbić wazon, którego nawet 
tam nie było. - Wyrocznia? Słowo wypadło z moich ust zanim zdążyłam ugryźć się w język. Nic 
dziwnego,  że  Bones  chciał  przyjść  ze  mną.  Wkurzę  ją  zanim  jeszcze  zdążę  się  przedstawić. 
Orzechowe, niezwykle czujne oczy, przyjrzały mi się od stop do głów. robótka i druty poruszyły 
się, gdy wskazała na mnie palcem. - Bingo. W jej głosie znów rozbrzmiał ten południowy, kreolski 
akcent, gdy przeciągała samogłoski. Gdyby uszy mogły trawić werbalne kalorie, tyłek urósłby mi 
od samego  słuchania  jej. A  tym jednym  słowem zacytowała dalszy fragment  sceny z ,,Matrixa", 
do którego nawiązałam. - Świetny film, prawda?  Nie siadałam, gdyż nie poprosiła mnie o to.  To 
jeden z moich ulubionych. Przynajmniej pierwsza część. Pozostałe dwie już nie tak bardzo. Wbiła 
we mnie swój uważny wzrok. - Myślisz, że jesteś tą Wybraną? Przyszłym liderem nas wszystkich? - 
Nie.  Podeszłam do niej i wyciągnęłam dłoń.  Jestem po prostu Cat. Miło mi cię poznać. 53 
 
 
Marie uścisnęła moją rękę. Na moment zacisnęła na niej palce, lecz nie boleśnie. Potem puściła ją 
i  skinieniem  głowy  wskazała  mi  miejsce  obok  siebie.  -  Usiądź,  proszę.  -  Dzięki.  Niewielkie 
pomieszczenie  pozbawione  było  jakichkolwiek  ozdób.  Jego  ściany  wykonane  były  z  betonu,  w 

background image

końcu suchego, a jedynymi  meblami  były  tu dwa  fotele.  Wszystko kojarzyło  mi się z więzienną 
celą. Nagą i ponurą. - Mam od razu przejść do rzeczy i powiedzieć, że Gregor pieprzy głupoty czy 
może  chcesz  najpierw  pogadać?  Bezsensowna  rozmowa  nie  wydawała  mi  się  sposobem  na 
produktywne  spędzenie  czasu.  Poza  tym,  gdybym  potrafiła  prowadzić  takie  gadki,  nie 
wkurzyłabym  tak  ogromnej  ilości  ludzi.  Pewnych zdolności  jednak  nie miałam.  No  dobra,  wielu 
zdolności. - Czego chcesz? - spytała Marie. Jej podobna do mojej bezpośredniość sprawiła, że się 
uśmiechnęłam. - Nie spałaś z Bonesem i nie owijasz w bawełnę. Gdybyś nie rozważała poparcia 
Gregora  zamiast  Bonesa,  natychmiast  bym  cię  polubiła.  Wzruszyła  ramionami  i  powróciła  do 
robótki.  -  To czy kogoś  lubię, czy nie,  nie ma nic  wspólnego z moją decyzją  czy go  zabić. Albo 
trzeba  to  zrobić,  albo  nie.  Słysząc  jej  słowa,  jęknęła.  -  Mówisz  jak  Vlad.  Śmigające  druty  nagle 
zamarły.  -  Kolejny  powód,  by  się  nad  tobą  zastanowić.  Vlad  Palownik  nie  nawiązuje  łatwo 
przyjaźni. Tak jak Porywacz nie zakochuje się w kimś do tego stopnia. Twoja lista podbojów jest 
prawdziwie imponująca, Żniwiarzu. Uniosłam brew. - Jeśli dokonujesz podboju, to znaczy, że o to 
walczyłaś. Nie znam Gregora, Vlad jest po prostu przyjacielem, a Bones jest jedynym mężczyzną, 
na którym mi zależy. To  tak po krótce. Roześmiała  się gardłowo. - Albo jesteś świetną aktorką, 
albo jesteś... naiwna. Gregor chce cię odzyskać, a na poparcie swoich roszczeń ma fakt związania 
się  z  tobą  ceremonią  krwi.  Vlad  Tepesh  mówi  o  tobie  ,,przyjaciółka".  A  Bones,  który  był 
notorycznie rozwiązły, ożenił się z tobą i rozpoczął dla ciebie dwie wojny. 54 
 
 
- Dwie? Wiadomo mi o jednej. - Gregor, co zrozumiałe, jest wściekły za to, że Mencheres uwięził 
go na ponad dekadę. Zaproponował jednak rezygnację z odwetu w zamian za to, że zostaniesz 
mu zwrócona. Bones odmówił, a to znaczy, że jako jego współwładca, mówił również w imieniu 
Mencheresa. Technicznie rzecz biorąc, to stawia go w stanie wojny z Gregorem. Świetnie. Bones 
jakoś  zapomniał  mi  o  tym  wspomnieć.  -  Gdyby  Gregor  nie  nawiedzał  moich  snów,  nie 
poznałabym  go  nawet  wtedy,  gdybym  potrąciła  go  samochodem    odparłam  spokojnie.  - 
Pamiętam zaś, że przecięłam swoją dłoń i przysięgłam przed setkami świadków, że to Bones jest 
moim  mężem.  Gdzie  są  świadkowie  Gregora?  Albo  dowody?  Jeśli  naprawdę  zadał  sobie  trud 
pojęcia  mnie  za  żonę,  można  by  sądzić,  że  zachował  sobie  jakąś  pamiątkę.  -  Sama  mogłabyś 
dowiedzieć  się  prawdy  -  rzekła  Marie.    Zastanawiam  się,  dlaczego  tego  nie  zrobiłaś. 
Wyprostowałam  się  w  fotelu.  -  Mencheres  powiedział  mi,  że  moich  wspomnień  nie  można 
odzyskać. - Czyżby? Użył dokładnie takich słów? Zabębniłam palcami w oparcie fotela. - Mniej-
więcej. - Mencheres nie potrafi przywrócić ci pamięci, lecz Gregor może to zrobić - powiedziała 
Marie  bez emocji.  -  Mencheres  o  tym  wie. Podobnie  jak  Bones.  Zamilkłam  na  minutę.  Królowa 
wpatrywała się we mnie, badając moją reakcję, po czym uśmiechnęła się. - Nie wiedziałaś o tym. 
Jakie  to  interesujące.  -  To  niczego  nie  dowodzi  -  powiedziałam,  ukrywając  zaskoczenie.    Nie 
znam  Gregora,  lecz  nie  wydaje  mi  się  typem,  który  przyszedłby,  zwrócił  mi  wspomnienia  i 
pomachał mi na pożegnanie, gdy udowodniono by, że się myli. - A co, jeśli się nie myli? Uważaj. 
Cholernie  uważaj.  -  Jak  już  mówiłam,  dlaczego  wszystkie  jego  roszczenia  opierają  się  na 
wspomnieniach? Równie dobrze może to być sztuczka, żebym znalazła się wystarczająco blisko, 
by  mnie  pochwycić.  Potem  mogła  by  to  być  walka,  w  której  szybszy  zwycięży.  Marie  odłożyła 
robótkę. Zdaje się, że zaczynałyśmy rozmawiać na poważnie. 55 
 
 

background image

-  W  tej  chwili  wierzę,  że  nie  masz  pojęcia  czy  związałaś  się  z  Gregorem.  Jeśli  jednak  zostanie 
udowodnione, że jesteś żoną jego, a nie Bonesa, to zgodnie z naszym prawem opowiem się po 
stronie Gregora. Taka jest moja odpowiedź w tej sprawie. - Marie, wcześniej spytałaś mnie, czego 
chcę.  Chcę  pojechać  z  Bonesem  do  domu  i  mieć  spokój  przez  przynajmniej  dziesięć  lat.  Nie 
pamiętam Gregora, lecz  nawet gdyby było inaczej, nie  zmieniło  by to  faktu, jakie uczucia  żywię 
do Bonesa. Jeśli jednak jest to walka, jakiej ty lub Gregor chcecie, zmuszając mnie do bycia z nim, 
to  możesz  być  pewna.  będziecie  ją  mieli.  Twarz  Marie  wydawała  się  bezczasowa.  Przechodząc 
przemianę mogła mieć dwadzieścia lat. Albo pięćdziesiąt. - Miałam kiedyś męża - powiedziała.  
Miał na imię Jacques. Pewnej nocy pobił mnie i wiedziałam, że podobało mu się to. Następnego 
ranka  podałam  mu  zatruty  napój,  po  czym  pogrzebałam  go  pod  werandą. Teraz,  kiedykolwiek 
nie  wezmę  sobie  kochanka,  nadaję  mu  imię  Jacques.  Przypomina  mi  to,  że  jeśli  będę  musiała, 
zabiję go. Marie przechyliła na bok głowę i spojrzała na mnie z wyzwaniem. - Masz ochotę na coś 
do  picia?  Nie  po  tej  historii.  Jednak  jeśli  myślała,  że  podwinę  pod  siebie  ogon,  to  srodze  się 
myliła. - Z chęcią.  Pokaż co potrafisz, Królowo Voodoo. - Jacques! Ghul stanął w drzwiach. - Tak, 
ukochana? Z trudem stłumiłam prychnięcie, pamiętając o powodzie, z jakiego nadano mu takie 
imię.  Taa,  lepiej  dobrze  się  podlizuj,  koleś.  Założę  się,  że  nie  zapominasz  o  rocznicach,  co?  - 
Przynieś mi wina, Jacques. Sądzę też, że znasz preferencje naszego gościa? Ghul szybko wrócił. Z 
ukłonem  podał  Marie  kieliszek  z  czerwonym  płynem,  a  mnie  wysoką  szklankę  z  czymś 
przezroczystym. W niemym toaście uniosłam ją w stronę gospodyni, po czym wypiłam wszystko 
duszkiem. Gin z  tonikiem,  bez dwóch zdań.  Marie obserwowała mnie, biorąc  zaledwie  mały łyk 
wina.  Kiedy  skończyłam  pić,  wyciągnęłam  rękę  w  stronę  Jacquesa.  -  Bardzo  dobre.  Poproszę 
jeszcze. Marie odstawiła kieliszek i skinęła na Jacquesa, który wziął ode mnie szklankę i wyszedł. 
56 
 
 
-  Twoje  pochodzenie  nie  robi  cię  odporną  na  wszystkie  substancje,  Żniwiarzu.  -  Rzeczywiście. 
Wciąż jednak, z tego co słyszałam, postępujesz według pewnych zasad, jeśli chodzi o spotkania. 
Dlatego  wypiję  choćby  beczkę  wszystkiego,  co  mi  podasz.  A  na  imię  mam  Cat.  -  Czy  masz 
jakikolwiek zamiar przejścia przemiany w ghula?  spytała Marie. Zrobiła to tak niespodziewanie, 
że milczałam chwilę, zanim jej odpowiedziałam. - Nie. Dlaczego pytasz? Marie spojrzała na mnie 
spod  rzęs.  -  Związałaś  się,  z  wampirem.  Twoje  życie  jest  w  ciągłym  niebezpieczeństwie,  a  jako 
mieszaniec  jesteś  słaba.  Jednak  nie  wybrałaś  przemiany  w  wampira.  Doszły  mnie  słuchy,  że 
zrobiłaś  tak  dlatego,  bo  chcesz  połączyć  swoje  zdolności  z  mocą  ghuli,  stając  się  pierwszą 
hybrydą wampira i ghula. Rany, co ona piła? - Taka rzecz nigdy nie przyszła mi na myśl. - Wampir 
nie  może  zmienić  się  w  ghula.  Może  zrobić  to  tylko  człowiek.  Tak  więc  ty,  jako  mieszaniec, 
mogłabyś  połączyć  zdolności  wampira  z  brakiem  awersji  do  srebra.  Mogłabyś  posiąść 
nieograniczoną  moc.  A  ty  nigdy  o  tym  nie  pomyślałaś?  W  jej  słowach  zabrzmiało  wyraźne 
wyzwanie.  Przypomniałam  sobie słowa  Fabiana,  gdy mówił,  że w Nowym Orleanie pojawiło  się 
mnóstwo ghuli, szepczących o nowym zagrożeniu dla ich gatunku. Czy o to chodziło? Czy ludzie 
naprawdę myśleli, że zrobiłabym to z czystej rządzy władzy? - Po tym, jak mój ojciec rozerwał mi 
gardło, Bones powiedział mi, że wskrzesiłby mnie jako ghula, gdyby jego krew nie zdążyła mnie 
uleczyć.  To  jedyny  raz,  kiedy  pomyślałam  o  zostaniu  ghulem.  Majestic,  gdybym  kiedykolwiek 
miała  przejść  przemianę,  to  będzie  ona  w  wampira.  Możesz  więc  powiedzieć  to  temu,  kto 
rozsiewa  plotki,  że  chcę  być  jeszcze  większym  dziwadłem  niż  jestem.  Jacques  wrócił  z  pełną 

background image

szklanką  dla  mnie,  lecz  Marie  ponownie  skinęła  na  niego  władczym  gestem.  -  Nasz  gość  nas 
opuszcza.  Wstałam,  a  przez  mój  umysł  przebiegło  tysiąc  różnych  reprymend.  Nieźle,  Cat. 
Wkurzyłaś  ją  w  niecałe dziesięć minut.  Zdaje się,  że  to  ty  będziesz  biec  po schodach,  krzycząc: 
,,Do wozu! Szybko!" - To zawsze przyjemność poznać słynną, historyczną postać. 57 
 
 
Marie  również  wstała.  Była  wysoka,  miała  jakieś metr  siedemdziesiąt,  a  w  tych  szpilkach  nawet 
dziesięć centymetrów  więcej.  Wyglądała  jak  posąg  i  promieniowała  dziwną mieszanką groźby  i 
matczyności. - Nie jesteś taka, jak myślałam. Wyciągnęła do mnie dłoń  miękką, w kolorze kawy. 
Uścisnęłam ją i musiałam się powstrzymać, by nie potrząsnąć swoją po tym, jak poczułam potęgę 
jej mocy. - Ty również. Byłam pewna co do tych bezgłowych kurczaków. Dlaczego miałabym tego 
nie  powiedzieć?  Kiedy  ktoś  chciał  cię  zabić,  nie  można  było  wkurzyć  go  jeszcze  bardziej. 
Uśmiechnęła się. - Ze wszystkich rzeczy, które mogłaś mi powiedzieć, cytat z mojego ulubionego 
filmu był ostatnią rzeczą, jakiej się spodziewałam. Idź w pokoju, Cat. Jacques otworzył dla mnie 
drogę do tunelu. Długie, zakrzywione ostrza z cichym sykiem na powrót schowały się w ścianach. 
Na końcu tunelu zauważyłam chwiejny błysk. Fabian pełnił wartę. Zanim Jacques stanął za mną, 
duch zniknął. Mój przewodnik nie odzywał się przed całą drogę. Kiedy doszliśmy do wejścia do 
krypty, pokrywa w górze odsunęła się z cichym zgrzytem. Jacques wyciągnął ręce, by mi pomóc, 
lecz odmówiłam. - Dzięki, ale nie kłopocz się. Sama to zrobię. Wystarczyło szybkie zgięcie kolan, 
błysk koncentracji i jednym skokiem pokonałam sześciometrową przestrzeń. Z moją zwiększoną 
umiejętnością  skoków,  przynajmniej  teraz  przypominałam  mojego  kociego  imiennika.  Gdybym 
zrezygnowała  z  posiadania  pulsu,  mogłabym  zrobić  o  wiele  więcej  niż  tylko  wysoko  skakać. 
Bones  czekał  na  mnie  przy  wrotach  cmentarza.  Kiedy  brama  stanęła  otworem,  uśmiechnął  się, 
opierając  o  ogrodzenie, a  ja nagle  nie  mogłam myśleć  o  niczym innym, jak kształt jego  ust. To 
gładkie  wygięcie  bladoróżowych  warg.  Silna  szczęka  i  wyrzeźbione  policzki.  Ciemnobrązowe 
oczy,  rozglądające  się  po  otoczeniu.  Chwycił  mnie  za  ręce,  promieniując  mocą  nie  mniej  niż 
Marie,  jednak  nie  poczułam  odrętwienia,  jak  w  jej  przypadku.  Czułam  się  bezpieczna.  - 
Moglibyśmy  wziąć  kilka  pączków  na  wynos  -  powiedziałam.  Uścisnął  moje  ręce.  -  Nie  bój  się. 
Podejrzewałem,  że  nie  przypadniecie  sobie  do  gustu.  Jesteśmy  już  spakowani,  a  Liza  czeka  w 
samochodzie. 58 
 
 
Gdy zbliżaliśmy się do Dzielnicy, samochody mijały nas błyskając białymi i czerwonymi światłami. 
To miasto zamiast spać, obudziło się o północy. Jacques został za nami, najwyraźniej nie mając 
zamiaru  odprowadzać  nas  do  domu  Bonesa.  -  Jakie  były  ostatnie  słowa,  jakie  powiedziała  do 
ciebie Marie?  spytał Bones, zanim nawet zdążyłam go o cokolwiek spytać. - ,,Idź w pokoju". Czy 
to ma jakieś znaczenie? Bones zatrzymał się na środku ulicy. Za nami rozległ się klakson. Bones 
pokazał  kierowcy  palcem  swoją  opinię,  po  czym  pociągnął  mnie  w  przeciwną  stronę.  -  Pewna 
jesteś, że tak powiedziała? - Nie jestem głucha.  Czyżby było aż tak źle? Jego uśmiech zmienił się 
w  ochrypły śmiech. - Co dokładnie  jej  powiedziałaś? Znam Marie dobre sto lat, a jedyne co od 
niej usłyszałem, to ,,Uważaj w drodze powrotnej", co jest eufemizmem na ,,Pilnuj własnego tyłka, 
koleś!".  ,,Idź  w  pokoju"  oznacza,  że  cię  popiera.  Byłaś  tam  zaledwie  pół  godziny.  O  czym,  do 
diabła,  rozmawiałyście?  Poczułam  falę  ulgi.  -  O  filmach.  Drinkach.  Bezgłowych  kurczakach.  No 
wiesz,  babskich rzeczach. Uniósł brwi. - Doprawdy?  Wyszliśmy  zza rogu. Od jego domu dzieliły 

background image

nas zaledwie cztery domy. - Dobrze, że jest fanką ,,Matrixa"... Mój głos zamarł i zatrzymałam się. 
Bones  również  stanął  i  spojrzał  na  mnie  ze  zmartwieniem,  po  czym  zesztywniał.  Musiał  go 
wyczuć,  mimo  że  jedynie  zerknęłam  na  mężczyznę  stojącego  trzy  bloki  przed  nami.  Nie 
poznałabym go, gdybym nawet potrąciła go samochodem... Ale poznałam Gregora. Od razu. I to 
nie był sen. 
 
59 
 
 
ROZDZIAŁ ÓSMY 
 
Oczy  Gregora  wydawały  się  płonąć,  gdy  wpatrywał  się  we  mnie.  Mimo,  że  z  tej  odległości  nie 
potrafiłam określić ich koloru, wiedziałam, że są szarozielone. W jego złotych włosach było kilka 
ciemniejszych pasm, nadających całości popielaty kolor. Wyglądało to tak, jakby Gregor był zbyt 
jasny  i  ktoś  posypał  go  popiołem,  by  go  nieco  przyciemnić.  -  Hopscotch,  Band-Aid.  Do  mnie, 
natychmiast. Bones nie podniósł głosu, więc dwa wampiry nie mogły być daleko. Wyłoniły się z 
tłumu  i  stanęły  po  obu  naszych  stronach.  Bones  gwałtownie  kiwnął  głową  w  kierunku 
nieruchomej postaci i zaklął cicho. - Parszywy sukinsyn jest niemal przed samym moim domem. 
Czyżby myślał, że zadzwoni po ciebie do cholernych drzwi? Zacisnął swoją dłoń na mojej. Zrobił 
to z taką siłą, że aż jęknęłam. Rozluźnił uścisk, lecz niezbyt mocno. Nawet stąd dostrzegłam, jak 
Gregor zmrużył oczy, które rozbłysły zielenią, po czym ruszył w naszą stronę. Bones puścił mnie. 
Przetoczył  głową  po  ramionach  i  strzelił  kłykciami,  ruszając  do  przodu.  W  każdym  jego  kroku 
czaiła  się  groźba.  Poszłabym  za  nim,  lecz  Hopscotch  i  Band-Aid  chwycili  mnie  za  ramiona.  - 
Bones! Zignorował mnie i szedł dalej. Gregor również nie zwalniał. Jasne było, że żaden z nich nie 
zamierzał rozmawiać. Poczułam falę mdlącego strachu i zaczęłam walczyć, usiłując uwolnić się z 
uścisku  dwóch  mężczyzn.  Złapali  mnie  jednak  naprawdę  porządnie,  gdy  nie  uważałam.  Kiedy 
Bones i Gregor znajdowali się jakieś pięć metrów od siebie, pojawił się między nimi Jacques. Ghul 
zatarasował im drogę i wyciągnął ramiona w ich stronę. - Obaj, ani kroku dalej. Zignorowali go. 
Prawdopodobnie odtrąciliby Jacquesa na bok, lecz wtedy w powietrzu rozległ się inny głos. - Nie 
będziecie  walczyć  w  moim  mieście!  Bones  zatrzymał  się.  Gregor  zwolnił  i  stanął  zaledwie  kilka 
centymetrów od  wyciągniętych  ramion Jacquesa. Marie nie tyle  podeszła, co wpłynęła na  ulicę. 
Bones rzucił je spojrzenie, które można nazwać jedynie sfrustrowanym. 60 
 
 
-  Rany Boskie,  Majestic!  Skoro  nie  chcesz,  byśmy  walczyli,  to  dlaczego  powiedziałaś  mu,  gdzie 
jesteśmy?  Wykorzystując  fakt,  że  skupili  się  na  tej  scenie,  wbiłam  łokieć  w  oko  Band-Aida  i 
wyśliznęłam  się  z  luźniejszego  uchwytu  Hopscotcha.  -  Nie  ważcie  się  zrobić  tego  więcej   
ostrzegłam ich i ruszyłam do przodu. - Nie powiedziałam mu  odparła Marie.  Ani nie zrobił tego 
żaden  z  moich  ludzi.  Na  twarzy  Gregora  mignęła  arogancja.  W  rzeczywistości  budził  jeszcze 
większy  respekt  niż  w  moich  snach.  Było  w  nim  coś,  co  wytrącało  mnie  z  równowagi,  chociaż 
wpatrywał  się we  mnie  bez  wrogości.  Jeżeli  coś  już  było  obecne w  jego wzroku,  to  pragnienie, 
przez  które  zatrzymałam się gwałtownie. W głowie  zaczęłam czuć  bolesne  ukłucia. ...Ja również 
wychowałem się na farmie. Było to na południu Francji, lecz nie znalazłabyś tam wiśni... Uniosłam 
dłonie  do  skroni.  Skrzydełka  nosa  Gregora  zadrżały  i  zaczerpnął  długi,  prowokujący  wdech.  - 

background image

Catherine. - Przestań gapić się na moją żonę. Bones warknął to z ledwie powstrzymywaną furią. 
Promieniująca  z  niego  moc  uderzyła  mnie  nawet  z  odległości  kilku  metrów.  Gregor  warknął 
równie  nienawistnie  i  zrobił  kolejny  krok.  -  To  na  moją  żonę  się  patrzę.  Gregor  pozwolił 
rozprzestrzenić  się  swojej  mocy,  niczym  paw  dumnie  prezentujący  swoje  piękne  pióra. 
Gwałtownie  nabrałam  powietrza.  W  moich  snach  czułam,  że  Gregor  jest  potężny,  lecz  musiała 
być  to  zaledwie  widmowa  wersja.  Energia,  jaka  promieniowała  z  niego  falami,  mogła  by 
zaspokoić wszelkie potrzeby elektryczne Francuskiej Dzielnicy. O żesz. Był przynajmniej tak silny, 
jak Bones. A może nawet silniejszy... W pobliżu nas zapiszczały hamulce, lecz żaden z mężczyzn 
nie odwrócił wzroku. Odwróciłam się i zobaczyłam, jak Liza otwiera okno w vanie. Wytrzeszczyła 
oczy  i  gwałtownie  przywołała  mnie  gestem.  -  Proszę  cię,  Cat,  wsiadaj.  -  Nie  bez  Bonesa. 
Powiedziałam  to  zarówno  do  niej,  jak  i  Gregora.  Nie  miało  znaczenia,  że  wspomnienie  głosu 
Gregora  przecinało  moje wspomnienia  niczym  nóż.  Nie  liczyło  się  również  to,  że  przez  ułamek 
sekundy, gdy wbijał we 61 
 
 
mnie  wzrok,  poczułam  ukłucie  tęsknoty.  Na  jawie  czy  we  śnie,  należałam  do  Bonesa.  I  nikogo 
innego. - Widzisz? Dokonała wyboru. Bones powiedział to z zajadłą nienawiścią obecną w każdej 
sylabie. Mimo, że stał odwrócony do mnie plecami, wyobrażałam sobie jego triumfujący uśmiech. 
Sądząc po wściekłej twarzy Gregora, nie myliłam się. - Ty podły synu dziwki. Mencheres wymazał 
z jej pamięci tego, którego wybrała. Odciągnął ją ode mnie siłą, krzyczącą, zaledwie godzinę po 
tym,  jak  się  związaliśmy  krwią!  -  Gówno  mnie  obchodzi  czy  Mencheres  ściągnął  ją  z  twojego 
pulsującego, parszywego fiuta - warknął Bones.  Idź sobie pofantazjuj, sukinsynu! Marie wkrótce 
nie będzie w stanie powstrzymać ich od walki. Poza śmiertelnym niebezpieczeństwem ze strony 
Bonesa, było tu zbyt wielu przypadkowych świadków. Ludzie by zginęli, gdyby ci dwaj rzucili się 
na  siebie.  Kątem  oka  zobaczyłam,  jak  Fabian  wsuwa  się  do  vana.  -  Bones.    Zmusiłam  się,  by 
powiedzieć to spokojnie. Nie należy straszyć rozwścieczonej bestii.  Skoro on wie, że tu jesteśmy, 
to inni też. Musimy jechać. - Jesteś w niebezpieczeństwie tylko i wyłącznie przez oślepiającą go 
ignorancję - powiedział Gregor.  Chodź do mnie, Catherine. Przy mnie będziesz bezpieczna. - Ty 
bezczelny  skurwielu  -  rzucił  Bones.    Nie  ma  nic  gorszego  od  faceta,  który  chce  ukraść  żonę 
innego,  zanim  go  jeszcze  poznała.  -  Bones,  odejdź.  -  Chociaż  Marie  nie  podniosła głosu,  w  jej 
głosie  czaiła  się  groźba.  -  Gregor,  zostaniesz  tu  do  następnego  świtu.  Przybyłeś  do  mojego 
miasta  bez  zaproszenia,  by  sprowokować  przemoc.  Bez  względu  na  łączącą  nas  historię, 
powinieneś  być  mądrzejszy.  -  Marie...  -  Znajdujesz  się  w  mojej  Dzielnicy    przerwała  mu.    Ze 
wszystkich  ludzi,  ty  powinieneś  wiedzieć  lepiej.  Gregor  zacisnął  dłonie  w  pięści.  Przez  chwilę 
miałam  wrażenie,  że  uderzy  Marie.  Nie  rób  tego,  koleś.  Jak  nic,  natychmiast  zakopie  cię  pod 
werandą!  -  Jak  sobie życzysz   powiedział w  końcu z napięciem w głosie.  Bones kiwnął głową  i   
wciąż obserwując Gregora  odezwał się do mnie. 62 
 
 
-  Wejdź  do  vana,  Kotek.  Hopscotch,  Band-Aid,  wy  też.  Majestic,  mam  nadzieję,  że  pełne 
ignorancji bredzenie Gregora nie zachwieje w przyszłości twoim osądem. Wspięłam się do wozu, 
unikając tego zamglonego, zielonego spojrzenia. - Żegnaj, Porywaczu - ciągnął Bones wsiadając 
do samochodu.   Mam  nadzieję,  że  podobało  ci  się  dzisiejsze spotkanie, gdyż więcej  jej  już  nie 
zobaczysz.  -  Catherine.    Nawet  nie  patrząc  na  Gregora  czułam  na  sobie  jego  wzrok.    Twoje 

background image

wspomnienia  są  uśpione  w  mojej  krwi.  Czekają  na  ciebie,  ma  bien-aimée,  a  ja  dotrzymam 
przysięgi... Trzask drzwi urwał resztę jego słów. Podobnie pisk opon, gdy Liza ruszyła gwałtownie 
wąską  ulicą,  niczym  pijany Tony Stewart. Zamknęłam  oczy, by  oprzeć  się  pokusie  spojrzenia  za 
siebie.  -  Jak  myślisz,  skąd  wiedział  jak  nas  znaleźć?  Zadałam  to  pytanie  dużo  później.  Mówiąc 
prawdę,  nie  miałam  ochoty  na  rozmowę  po  tym,  jak  zobaczyłam  Gregora.  Bones  również  nie, 
sądząc  po  jego  ponurym  spojrzeniu.  Słonce  już  wzeszło,  lecz  Liza  wciąż  prowadziła.  Ghule  nie 
odczuwały  tak  porannego  zmęczenia,  jak  wampiry.  Hopscotch  i  Band-Aid  spali,  a  ich  oczy 
przesłaniały okulary przeciwsłoneczne. W tej nowej terenówce było przynajmniej więcej miejsca 
niż  w  pozostałych  dwóch  wozach.  Na  wypadek,  gdyby  ktoś  nas  śledził,  dwa  razy  zmieniliśmy 
samochody.  Bones  zahipnotyzował  kierowców,  by  mu  się  poddali  i  oddali  swoje  pojazdy. 
Wszystko działo się tak szybko, że nasz ogon musiał by być dokładnie nad nami, by za wszystkim 
nadążyć.  Nigdzie  jeszcze  nie  było  śladu  Gregora,  a  byliśmy  już  niemal  w  Fort  Worth.  Bones 
burknął  coś  z  irytacją.  -  Jeśli  któryś  z  ludzi  Marie  nie  działał  za  jej  plecami    co  jest  mało 
prawdopodobne    albo  zrobił  to  któryś  z moich,  to  nie  mam  pojęcia.  Zaczął  bębnić  palcami  po 
nodze.  Być może Don maczał w tym palce. Jakiego nazwiska użył, wysyłając do mojego domu te 
tabletki?  -  Kathleen  Smith.    Skrzywiłam  się  na  myśl,  że  mój  wuj  byłby  na  tyle  głupi,  by  użyć 
mojego prawdziwego nazwiska.  A jeśli weźmiesz pod uwagę ramy czasowe, minął jedynie dzień 
od czasu,  kiedy powiedziałam mu, gdzie  jesteśmy. To więc nie pasuje. Wiemy,  że Gregor  był  w 
Paryżu i Londynie w czasie, kiedy my również tam przebywaliśmy, 63 
 
 
musiał  więc  wyruszyć  zaraz  po  nas,  żeby  zdążyć  się  tutaj  znaleźć.  To  wyklucza  Dona.  Bones 
spojrzał  na  mnie.  -  Masz  rację.  Tylko  Charles  wiedział  dokąd  jedziemy  po  tym,  jak  opuściliśmy 
jego  dom.  Nie  sądzę  jednak,  by  biegał  i  wszędzie  to  rozgłaszał.  Marie  dowiedziała  się  już  po 
naszym  przyjeździe.  To  pozostawia  zaledwie  kilka  osób,  które  mogły  powiadomić  Gregora,  a 
wszystkie  znajdują  się  w  tym  samochodzie.  Te  słowa  zbudziły  Band-Aida  i  Hopscotcha.  Liza 
otworzyła  szeroko  oczy  i  spojrzała  we  wsteczne  lusterko.  Zesztywniałam,  zastanawiając  się  czy 
któryś  z  siedzących  naprzeciw  nas  wampirów  nagle  zaatakuje.  Żaden  jednak  tego  nie  zrobił. 
Skierowali  wzrok  na  Bonesa,  a  on  odpowiedział  na  ich  spojrzenia  z  chłodem  na  twarzy.  Nie 
powiedział tego, lecz wiedziałam, że rozważał myśl zabicia ich. - Panie  zaczął Band-Aid. - Daruj 
sobie  przerwał mu krótko Bones.  Po tej sprawie z Rattlerem nie podejrzewam o zdradę jedynie 
trzech osób, a nie jesteście żadną z nich. Wciąż jednak, nie powinniśmy się spieszyć. Do póki nie 
znajdziemy  się  na miejscu, nie spuszczę  z  oczu  żadnego  z was.  Potem zostaniecie  odizolowani. 
Jeśli Gregor  znajdzie  nas mimo  tego,  będziemy  wiedzieć,  że  nie wy. Na  twarzy  każdego  z  nich 
pojawiło  się  zdumienie.  Hopscotch  jako  pierwszy  do  siebie  doszedł  i  skinął  głową.  -  Nie 
zdradziłbym  cię.  I  z  chęcią  skorzystam  z  każdej  możliwości,  by  to  udowodnić.  -  Ja  również   
powiedział za nim Band-Aid, rzucając ukradkowe spojrzenie w stronę Lizy. - Zrobię, cokolwiek mi 
każesz    powiedziała  miękko.  -  Do  niczego  cię  nie  zmuszę.  -  Bones  niemal  westchnął.    Lecz 
poproszę,  Lizo.  Uśmiechnęła  się  z  takim  smutkiem,  że  zrobiło  mi  się  jej  żal.  -  Poczujesz  się 
bezpieczniej  -  powiedziała.    To  naprawdę  niewiele,  co  mogę  dla  ciebie  zrobić.  Podejrzewanie 
najbliższych ci  osób  było do dupy.  Wielka, ciemna jaskinia. Brzmiało to  coraz lepiej.  -  Wiem, że 
dopiero  ja  poznałam,  ale  nie  sądzę,  żeby  to  była  Marie  -  powiedziałam.  Bones  uniósł  brew.  - 
Dlaczego nie? 64 
 

background image

 
- Cóż... Opowiedziała mi dziwną historię o tym, jak otruła swojego męża. Na początku myślałam, 
że zrobiła to po to, by mnie przestraszyć. Zrobiła to jednak po tym, jak stwierdziła, że jeśli jestem 
związana  z  Gregorem,  opowie  się  po  jego  stronie,  gdyż  wampiry  nie  uznają  rozwodów.  - 
Naprawdę?  -  Bones  zamyślił  się  na  moment.    To  interesujące.  Och,  wszyscy  wiedzą,  że  Marie 
zabiła  męża,  gdy  była  jeszcze  człowiekiem.  Czego  nie  wiedziałem,  to  jak  to  zrobiła.  -  Zawsze 
myślałam,  że  zabiła  go  toporem    odezwała  się  Liza.    Właśnie  taką  historię  mi  opowiedziano.  - 
Interesujące  -  odparł  Bones.   Dlaczego  myślisz,  że  stoi  po  naszej  stronie,  słonko?  Zdaje się,  że 
powiedziała już,  kogo  poprze. Wolałabym  tego  nie mówić.  Poruszyłam się na siedzeniu  żałując, 
że  nie  ugryzłam  się  w  język.  -  Blokujesz  mnie    powiedział,  a  jego  oczy  zalśniły  zielenią.  O  tak, 
broniłam  przed  nim  umysłu  wznosząc  wszelkie  bariery,  jakie  zdołałam  wypracować.  Ależ  mam 
długi  język.  Dlaczego  nie  potrafisz  odpuścić?  Nie  była  to  myśl  skierowana  do  niego    karciłam 
sama  siebie.  Było  kilka  rzeczy,  które  chciałam  omówić  z  Bonesem  na  osobności,  po  tym,  jak 
spotkałam się  z  Majestic.  Tego  otoczenia według  żadnych  standardów  nie  można  było  nazwać 
prywatnym.  -  Ustaliliśmy,  że  nie  będziemy  tego  robić  -  ciągnął  Bones.    Ukrywać  jakichkolwiek 
informacji  lub domysłów.  Cokolwiek  to  nie  jest,  Kotek,  powiedz  mi.  Odetchnęłam  głęboko.  Nie 
spodoba  mu  się  to.  -  Marie  powiedziała  mi,  że  Gregor  mógłby  przywrócić  mi  pamięć  i  że 
Mencheres  i  ty  wiedzieliście  o  tym.  Zastanawiała  się,  dlaczego  nie  chcesz,  żebym  sobie 
przypomniała. Na tamtej ulicy miała szansę, by tego zażądać. Byliśmy na jej terenie i miała nad 
nami  przewagę  liczebną    mogła  się  przy  tym  upierać.  A  jednak  puściła  nas  wolno.  Myślę,  że 
zrobiła to... ponieważ wierzy, że jestem związana z Gregorem i wie, że będzie musiała stanąć po 
jego stronie, gdyby okazało się to prawdą. Bones znieruchomiał. Blask w jego oczach jeszcze się 
wzmógł, aż miałam wrażenie, że wwierca się we mnie niczym dwa lasery. - Chcesz przypomnieć 
sobie  czas,  jaki  z  nim  spędziłaś?  Ponownie  odetchnęłam,  jeszcze  głębiej  niż  poprzednio.  - 
Niepokoi mnie, że nie pamiętam ponad miesiąca z mojego życia. Powinieneś był mi powiedzieć, 
Bones. Ty również obiecałeś, że niczego 65 
 
 
nie  będziesz  przede  mną  ukrywał,  a  jednak  musiałam  dowiedzieć  się  tego  od  Marie.  -  Nie 
powiedziałem  ci,  bo  nie  byłem  tego  pewien.  W  każdym  razie  nie  pozwolę,  żeby  ten  parszywy 
bydlak cię obłapiał, żebyś dotykała go ustami... - Jaja sobie robisz? - przerwałam.  Skąd przyszło 
ci  do  głowy,  że  go  pocałuję?  Bones  spojrzał  na  mnie  ostrym  wzrokiem.  -  Jak  powiedział,  moc 
przywrócenia  twoich  wspomnień  jest  w jego krwi. Musiałabyś go  ugryźć.  -  Nie miałam  pojęcia, 
jak to działa. - Dobrze. Ale zrobiłabyś to, gdybyś mogła - powiedział Bones z takim oskarżeniem 
w  glosie,  że  musiałam  zacisnąć  dłonie  w  pięści,  by  nim  nie  potrząsnąć.  -  Gdyby  ktoś  ukradł  ci 
pamięć  o  ponad  miesiącu  życia,  też  byś  chciał  wiedzieć,  co  zawiera    powiedziałam  spokojnie. 
Jestem niezła. - Nie, nie chciałbym.  W jego głosie nie było spokoju  przypominało to warknięcie. 
-  Gdyby  ktoś  usunął  mi  wspomnienia  o  wydarzeniu,  przez  które  można  by  rozwiązać  nasze 
małżeństwo,  w  żadnym  wypadku  nie  chciałbym  tego  pamiętać.  Jednak  być  może  nasze 
małżeństwo znaczy dla mnie więcej niż dla ciebie. No i już po moim Zen i chwili spokojnego chi. 
Zimna  furia,  alejka  piąta!  -  Jedyna  osoba,  która  mogłaby  rozwiązać  nasze  małżeństwo,  to  ty. 
Załóżmy,  że  dowiedziałam  się,  że  rzeczywiście  poślubiłam  Gregora.  Czy  to  oznacza,  że  myśl  o 
szansie  na to, że  mógłbyś  ponownie  być wolny,  jest dla ciebie taka  kusząca?  - Tylko ty  szukasz 
dziury w całym - odparł Bones z równie wielką wściekłością. - Chcesz poszukać Gregora? Może 

background image

masz  ochotę  pobzykać  się  z  nim  zamiast  ze  mną?  Czy  to  dlatego  chcesz  sobie  wszystko 
przypomnieć?  Poczułam  się  tak  obrażona,  że  wściekłam  się  jeszcze  bardziej.  -  Oszalałeś!   
Uderzyłam  go,  lecz  ani drgnął.    Krwawiłam  przy moim  pierwszym  razie  z Dannym. Rozumiesz? 
Czy  mam  ci  to  narysować?  W  normalnych  okolicznościach  nigdy  nie  powiedziałabym  czegoś 
takiego  przy  ludziach,  lecz gniew  to  śmieszna  rzecz.  Sprawia,  że  na  nic  nie  zwracasz  już  uwagi. 
Bones przysunął twarz do mojej. 66 
 
 
- Ten bydlak mógłby pieprzyć cię całą noc, a i tak byś później krwawiła przy Dannym. Wszystko, 
co musiałby zrobić Mencheres, to dać ci kroplę swojej krwi po tym, jak cię odnalazł. Nasza krew 
przecież leczy wszystkie rany, prawda? Jeśli zabraliby cię od Gregora niedługo po tym, jak wziął 
cię do łóżka, miałabyś jedynie niewielką ranę, którą można by z łatwością uleczyć. - To... - Byłam 
tak  osłupiała,  słysząc  to,  że  nie  wiedziałam co  powiedzieć.    To  brednie!   udało  mi  się  w końcu 
wykrztusić.  -  Czyżby?  -  Bones  przysunął  się  jeszcze  bliżej  mnie.    Chyba  jednak  wiem  lepiej.  W 
końcu  sam  to  robiłem.  Łagodny  sposób,  w  jaki  to  powiedział  sprawił,  że  słowa  te  były  jeszcze 
bardziej dobitne. Przez wściekłość, sprzeciw i zazdrość wyrzuciłam z siebie słowa, nim zdążyłam 
pomyśleć.  - Bądź  przeklęty,  ty dziwkarzu  bez  sumienia. Bones  nie  odrywał  ode mnie wzroku,  a 
jego głos nie był równie łagodny, co wcześniej. - Właśnie takiego mnie poślubiłaś. Dziwkarza bez 
sumienia. Ale jak sobie przypominasz, nigdy nie ukrywałem, że nim jestem. Tak, wiedziałam, że za 
życia był  żigolakiem, lecz  nie  to mnie zabolało.  Gdyby  tylko  jego rozpusta  nie  trwała ponad to, 
gdy  potrzebował  pieniędzy  na  przeżycie,  pomyślałam  gorzko.  Ale  nie.  Po  tym,  jak  przeszedł 
przemianę  w  wampira,  robił  to    jak  mi  z  chęcią  przypomniał    dla  zabawy.  Nie  chciałam,  żeby 
wiedział, że jego  przeszłość  wciąż potrafiła mnie nieźle zranić, otoczyłam więc  umysł barierami. 
Były  jedynym  sposobem  na  to,  by  go  ode  mnie  odciąć.  Wyjrzałam  za  okno.  W  tej  chwili  nie 
mogłam  znieść  widoku  tej  jego  pięknej  twarzy.  Bones  puścił  mnie  i  opadł  na  siedzenie.  Przez 
resztę podróży nie odzywaliśmy się. 
 
67 
 
 
ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY 
 
- Juu-huu! Słysząc ten okrzyk potrząsnęłam głową. Byłam w barze z wewnętrznym rodeo. Nie, nie 
żartowałam.  Był  tam  nawet  żywy,  prychający  byk.  Za  odpowiednią  cenę,  dowód  posiadanego 
doświadczenia,  kilka  egzemplarzy zrzeczenia się  roszczeń i  kompletny brak  zdrowego  rozsądku 
każdy mógł na nim pojeździć. Bones  i  ja ledwie się do siebie odzywaliśmy.  Powiedziałam  mu  o 
plotkach, według których zamierzam zostać ghulem, lecz poza tym niewiele rozmawialiśmy. Nic 
się  innego  się  również  nie  działo.  Kiedy  dotarliśmy  do  motelu  w  Fort  Worth,  natychmiast 
połknęłam  tabletki  od  Dona  i  zapadłam  w  sen.  Najbardziej  intymny  moment,  jaki  miałam  z 
Bonesem,  to  gdy  obudził  mnie  krwią  ze  swojego  nadgarstka.  Przełknęłam,  powiedziałam,  że 
potrzebuję prysznica i... to tyle. Kiedy skończyłam, w pełni ubrany czekał już na mnie i z chłodną 
rezerwą zaczął  omawiać  sprawy służbowe.  Moim zdaniem  niewidzialny  mur,  jaki wyrósł  między 
nami,  był  jeszcze gorszy niż fizyczna walka. Bones miał spotkać  się  tu z ghulem,  który był jego 
informatorem.  Nie  podobały  mu  się  plotki  krążące  o  mnie  i  mojej  przemianie  w  ghula  i  chciał 

background image

sprawdzić,  jak  poważnie  były  traktowane.  Spade  również  miał  się  tu  z  nami  spotkać,  gdyż 
Hopscotch, Band-Aid i Liza zostali odizolowani. Fabian okazał się bardzo przydatny. Sprawdził dla 
nas  bar  i  upewnił  się,  że  ghule  nie  zastawiły  na  nas  pułapki.  Mój  ponury  nastrój  rozjaśniały 
jedynie  dwie  rzeczy.  Moja  najlepsza  przyjaciółka,  Denise,  mieszkała  teraz  w Teksasie  i  miała się 
dzisiaj  pojawić.  Drugim  plusem  tego  wieczoru  był  Cooper,  mój  przyjaciel  i  członek  mojej  byłej 
jednostki,  który  również  przychodził.  Spade  miał  odebrać  ich  oboje.  Kiedy  zobaczyłam  ich 
wchodzących do baru ogarnęło mnie takie szczęście, że niemal łokciami przepchnęłam się przez 
tłum.  Denise  przytuliła  mnie,  choć  z  mniejszą  desperacją  niż  ja  ją,  a  Cooper  zdawał  się 
zaskoczony moim gorączkowym uściskiem. 
 
68 
 
 
Za ich plecami  pojawił się Spade. Przywitał się z nami,  jednocześnie rzucając w stronę Bonesa i 
mnie  badawcze  spojrzenie.  Bez  wątpienia  oceniał  w  myślach  wagę  naszego  konfliktu.  - 
Doprawdy,  Crispin,  wyglądałbyś  lepiej,  gdyby  przebili  cię  kołkiem  i  wsadzili  do  trumny   
powiedział  i  z  niesmakiem  rozejrzał  się  po  barze.    Bez  wątpienia  to  przez  tę  parszywą muzykę. 
Nie mam pojęcia, dlaczego muzycy country wciąż starają się zmienić depresję w melodię. Denise 
uśmiechnęła  się.  -  Moim  zdaniem  ten  kawałek  jest  świetny.  Czy  to  byk?  -  Jak  żywy.    Jak  na 
zawołanie,  byk  prychnął,  jakby  nieszczęśliwy.  Najwyraźniej  byliśmy  w  takim  samym  nastroju.  - 
Och, chciałabym  się  na nim  przejechać. Dobrze  było  widzieć  uśmiech  na  twarzy Denise. Tak po 
prawdzie, to ostatnio nie widziałam jej zbyt często  uśmiechniętej czy nie. Po tym, jak zabito jej 
męża,  Randy'ego,  Denise  przez  kilka  tygodni  mieszkała  ze  mną  i  Bonesem.  Potem  wróciła  do 
Virginii,  gdyż  chciała  odseparować  się  od  wszystkiego,  co  nadnaturalne.  Nie  winiłam  jej  za  to. 
Właśnie atak nadnaturalnych istot był przyczyną śmierci Randy'ego. Dlaczego miałaby nie chcieć 
oderwać się od wszystkiego, co jej o tym przypomina? Jakieś dwa miesiące temu przeniosła się 
do  Teksasu.  Twierdziła,  że  był  to  jedyny  sposób,  by  jej  matka  przestała  swatać  ją  z  innymi 
mężczyznami. Denise nie była jeszcze gotowa, by  wyjść z żałoby. Lecz za  to też nie mogłam jej 
obwiniać. - Cooper, przyjacielu. Dobrze, że z nami jesteś  powiedział Bones.  Zostań z paniami. Ja 
i Charles musimy zniknąć na chwilę. Jestem pewien, że Kotek chciałaby się dowiedzieć, co słychać 
w jej dawnym oddziale. Z tymi słowami odwrócił się i odszedł. Spade ruszył za nim, zostawiając 
nas na skraju wybiegu dla byka. Co za skurwiel. Nie, żebym nie chciała spędzić czasu z Denise i 
Cooperem,  lecz to  o moim  tyłku  mieli  rozmawiać  z  tym  ghulem. Jedyną  sprawiedliwą  rzeczą  w 
tym  momencie  było  by,  gdyby  wtajemniczono  mnie  w  szczegóły.  -  ...ponownie  urządził  salę 
ćwiczeń, żeby wstawić jeszcze... Słuchasz mnie, Dowódco? Dopiero wtedy dotarł do mnie potok 
słów Coopera. - Ach, przepraszam cię, Coop. Muszę się napić  powiedziałam i ruszyłam w stronę 
baru. 69 
 
 
Zamówiłam  gin  z  tonikiem  i  wypiłam  go,  zanim  szklanka  dotknęła  drewnianej  lady.  Barman 
spojrzał się na mnie dziwnie, gdy podstawiłam ją po kolejnego drinka. - Razem będzie dziewięć 
pięćdziesiąt, proszę pani. - Oczywiście  powiedziałam i sięgnęłam do kieszeni jeansów, po czym 
zamarłam  zażenowana.  Nie  miałam  przy  sobie  portfela.  Nie,  jedyną  walutą,  jaką  miałam  przy 
sobie, było pięć kilo srebrnych sztyletów przywiązanych do ramion i nóg. Boże, tego już za wiele. 

background image

Barman,  proszę  poczekać.  Muszę  znaleźć  Bonesa  i  wziąć  od  niego  kieszonkowe.  -  Proszę,  bez 
reszty.  I  nalej  jeszcze  dwa  takie.  Cooper  położył  pieniądze  na  ladzie.  Denise  otworzyła  szerzej 
oczy i usiadła obok mnie. - Cat, nic ci nie jest? Wyglądasz, jakbyś miała wybuchnąć. Barman nalał 
drinki  i  przesunął  je  w  naszą  stronę.  Wychyliłam  drugiego,  a  Cooper  natychmiast  podał  mi 
kolejnego.  -  Wszystko  w  porządku.  Nie  było  sensu  wspominać  o  tych  licznych  złych  rzeczach. 
Nieszczęście  może  i  lubiło chodzić  w  parach,  lecz  Denise  i  tak miała go ostatnio wystarczająco 
dużo, bym dokładała jej jeszcze swoich zmartwień. - Nie wyglądasz, jakby tak było. Nie chciałam 
się  w  to  zagłębiać,  ale  nie  mogłam  jej  tego  powiedzieć.  Zamiast  tego  westchnęłam  głośno.  - 
Patrz, wypuścili byka! Denise odwróciła wzrok na szalonego kowboja dosiadającego byka, przez 
co  udało  mi  się  uniknąć  jej  przesłuchania.  Po  drugiej  stronie  pomieszczenia  dostrzegłam,  jak 
Bones trącił Spade'a  i  obaj  odwrócili  się  w stronę  bardzo wysokiego,  bardzo  chudego i  bardzo 
martwego mężczyzny, który się do nich zbliżał. Pewnie to był ten informator. Wkrótce cała trójka 
wmieszała  się  w  tłum.  Westchnęłam.  Denise  odwróciła  się  do  mnie,  lecz  natychmiast  na  moją 
twarz  wypłynął  fałszywy  uśmiech.  -  To  jest  super!  Cat,  napijmy  się  jeszcze.  Może  sama  na 
następnego  wskoczysz.  Z  chęcią  wlałabym  w  siebie  więcej,  lecz  od  chwili,  gdy  Bones  i  Spade 
właśnie  poszli  gdzieś  z  tym  ghulem,  nie  mogłam  tak  po  prostu  pójść  do  niego  i  zabrać  mu 
portfel.  -  Denise,  ile  masz  przy  sobie  pieniędzy?  Zmarszczyła  brwi.  -  Och,  żesz.  Zostawiłam 
torebkę w samochodzie Spade'a. 70 
 
 
Cooper  ponownie  sięgnął  do  kieszeni.  -  Powinienem  był  zabrać  kartę  kredytową.  To  powinno 
wystarczyć na jakieś... - wyciągnął plik dwudziestek i przyjrzał mu się krytycznie ...dziesięć minut. 
Dobry,  stary  Coop.  Nie  mogłam  powiedzieć,  że  nie  wiedział,  jak  bardzo  pół-nieumarła  babka 
mogła tankować. - Zwrócę ci wszystko  powiedziałam, czując się jak biedny krewny. Cooper mylił 
się  w  swoich  przewidywaniach    minęło  niemal  pół  godziny,  zanim  skończyła  mu  się  gotówka. 
Oczywiście,  nie  liczyłam  siedzących  obok  nas  mężczyzn,  którzy  zaczęli  stawiać  Denise  i  mnie 
drinki. Ja odmawiałam, lecz Denise od każdego brała po jednym. Dziękowała im uprzejmie, lecz 
za  drugim  razem  mówiła  zdecydowane  ,,nie".  Większość  z  nich  przyjmowała  to  z  przyjaznym, 
lekko  kpiącym  rozczarowaniem,  lecz  postawnego  faceta  z  krzaczastymi  brwiami  trzeba  buło 
dodatkowo  przekonywać.  -  Ej, daj spokój,  kochanie  powiedział  do Denise.  Zatańczmy.  Położył 
dłoń na jej udzie. Widząc to, uniosłam wysoko brwi. Cooper zaczął już wstawać, gdy strząsnęłam 
rękę natręta. - Moja przyjaciółka tańczy tylko ze mną. Denise uśmiechnęła się. - Przykro mi. Facet 
rzucił  mi  wściekłe i pełne  obrzydzenia spojrzenie,  po  czym odszedł.  Za  nim ruszyło  trzech jego 
ludzi. Masz pecha, panie Krzaczasty, pomyślałam. - Sprytnie, Dowódco - skomentował Cooper. - 
Nie nazywaj mnie tak. Nie chciałam zabrzmieć tak ostro. Do Coopera nie docierało, że ten tytuł 
wciąż mi przypominał, że moja pozycja lidera na zawsze przepadła. W tej chwili, gdy siedziałam 
przy  barze  i  topiłam  swoje  smutki,  czułam  się  cholernie  bezużyteczna.  Denise  powiodła 
spojrzeniem  między  nami.  -  Sądzę,  że  już  czas,  byśmy  poszli  po  moją  torebkę.  Cooper  i  ja 
poszliśmy z Denise do samochodu Spade'a. Ku mojemu zaskoczeniu, wóz był otwarty. Kiedy o to 
spytałam, Denise wzruszyła ramionami i powiedziała, że według Spade'a zamki powstrzymywały 
jedynie  uczciwych  ludzi.  Jej  torebka  wciąż  leżała  pod  siedzeniem  pasażera,  gdzie  ją  zostawiła. 
Wyjęła ją i wetknęła sobie przez ramię, gdy zatrzymał ją przeciągający samogłoski głos. - No, no, 
chłopcy. Patrzcie, co tu mamy. 71 
 

background image

 
Słyszałam,  jak  się  zbliżają.  Ich  smród,  ciężkie  kroki  i  tętno  wyraźnie  sprawiały,  że  nie  byli 
niezauważalni, lecz skoro byli ludźmi, nie martwiłam się zbytnio. - Spadajcie, chłopaki. Krzaczasty 
z baru nie zatrzymał się. Nie zrobili tego też dwaj jego kumple, równie potężni jak on. - Właśnie 
mówiliśmy...  zaczął Krzaczasty mocno zaciągając, co wskazywało, jak bardzo był pijany - ...że to 
niesprawiedliwe, że takie dwie śliczne panny bawią się jedynie z tym czarnuchem. - Czarnuchem? 
Cooper  powtórzył  słowo z wyraźnym wyzwaniem  w głosie. Boże, trzech bigotów. Właśnie tego 
nie zalecał  mi lekarz. - Ja  się  tym zajmę  powiedziałam chłodno. Ci  kretyni  nie  mieli  pojęcia, że 
byłam  najbardziej  niebezpieczna  w  naszej  małej  grupie.  Wciąż  koncentrowali  się  na  Cooperze, 
widząc zagrożenie tylko w dobrze zbudowanym mężczyźnie. - Dam wam naprawdę dobrą radę: 
wynoście  się.  Mam dziś  naprawdę  parszywy  humor,  więc  zabierajcie dupy  w  trok,  zanim  stracę 
cierpliwość. Nie zadałam sobie  nawet trudu, żeby sięgnąć  po któryś sztylet. W  przypadku ludzi 
nie  potrzebowałam  używać  broni.  Spade  zaparkował  w  odległym  zakątku  parkingu.  Te  barany 
myślały,  że  trafiła  im  się  niezła  okazja.  Ale  mylili  się.  Jednak  poczułam  zaskoczenie,  kiedy 
Krzaczasty wyciągnął spod koszuli broń i wymierzył ją w Coopera. - Ty.  W jego głosie zabrzmiała 
odraza.    Usiądziesz  grzecznie  na  ziemi  i  popatrzysz,  jak  zabawiamy  się  z  paniami.  -  Cooper  - 
warknęłam.  Nie  zamierzałam  ryzykować,  że  postrzelą  go  albo  Denise.    Rób,  co  mówi.  Cooper 
przez długi czas wykonywał moje rozkazy. Syknął z wściekłością, lecz zrobił, co kazałam. Sądząc 
po sposobie, jak podał kumplowi broń, był usatysfakcjonowany. - To było naprawdę mądre, ruda. 
 Spojrzał na mnie z pożądaniem.  Poczekasz teraz z moimi towarzyszami, a ja na tylnym siedzeniu 
zabawię się z twoją przyjaciółką. Jak powiedział, podeszłam do jego kumpli. Jakby nie było, jeden 
z nich miał broń. Jeśli uda mi się po cichu ich pokonać, nie było by sceny... 72 
 
 
Krzaczasty  ledwie  dotknął  Denise,  gdy  usłyszałam  świst  powietrza.  Zesztywniałam  na  moment, 
zanim  dotarło  do  mnie,  kto  to.  W  następnej  sekundzie  rozległ  się  chorobliwy,  głuchy  odgłos. 
Albo,  mówiąc  dokładniej,  plaśnięcie.  Trudno  powiedzieć,  kto  miał  na  twarzy  wyraz  większego 
przerażenia    dwaj  mężczyźni,  których  Bones  trzymał  w  powietrzu  za  gardło,  czy  Denise,  która 
wpatrywała się w oderwaną głowę Krzaczastego. Spade stał obok niej, mamrocząc przekleństwa, 
po czym kopnął jego drgające ciało wystarczająco mocno, by odbiło się od jej samochodu. Cisnął 
mężczyzną  o  ziemię  z  taką  siłą,  że  jego  głowa  wyglądała,  jak  arbuz  zrzucony  z  pięciu  pięter.  - 
Denise, nic ci nie jest? - spytał Spade. - On.... On jest... - Denise nie mogła wydusić z siebie słowa. 
- Naprawdę i całkowicie  martwy  dokończyłam  zadowolona,  że dwa poruszające się  z  zawrotną 
szybkością wampiry nie przyciągnęły niczyjej uwagi. - Bones, puść ich. Zaraz ich udusisz. - O to 
właśnie chodzi  wycedził, nawet na chwilę nie zwalniając uścisku.  Z chęcią złamałbym im karki, 
jednak to było by zbyt szybko. Uderzali i wbijali paznokcie w jego nadgarstki, a spuchnięte języki 
zaczęły  wysuwać  się  z  ich  ust.  Denise  wyglądała,  jakby  miała  zaraz  zwymiotować.  -  Dlaczego 
musiałeś go zabić?  szepnęła do Spade'a. - Z powodu tego, co zamierzał zrobić - odparł Spade 
cichym  i  pełnym  wściekłości  głosem.    Po  czymś  takim  nikt  nie  zasługuje  na  życie.  Cooper 
obojętnie  spojrzał  na  zwłoki.  -  Musimy go  przenieść,  Dowódco.  Puściłam  ten  tytuł  mimo  uszu. 
Najpierw  najważniejsze.  -  Bones.  Spojrzał  na  mnie,  jakby  dwaj  mężczyźni  nie  umierali  w  jego 
uścisku.  Ich  kończyny  poruszały  się  coraz  wolniej.  Jeden  z  nich  zmoczył  się,  a  ciemna  plama 
odznaczała  się  na  jego  jeansach.  Najwyraźniej  Bones  nie  chciał  ich  tylko  przestraszyć.  - 
Przynajmniej  nie  rób  tego  tutaj.    Grałam  na  zwłokę.    Tutaj  jest  zbyt  duży  ruch,  a  w  dodatku 

background image

przerażasz  Denise.  Wrzuć  ich  do  bagażnika,  a  pokłócimy  się  o  to  w  drodze  powrotnej.  Jak 
wygrasz,  będziesz  mógł  zabić  ich  dwa  razy.  Uśmiechnął  się  lekko.  -  Wiem,  co  chcesz  zrobić, 
słonko. Lecz w tym przypadku masz rację. 73 
 
 
Upuścił  ich.  Upadli  na  ziemię,  niczym  bliźniacze  worki  z  gruzem.  Gdy  ponownie  zaczerpnęli 
oddechu, z ich gardeł dobył się chrapliwy, bulgoczący odgłos. Usłyszałam zbliżających się ludzi. 
Śmiali się, zatopieni w swoich własnych sprawach... i niemal weszli w sam środek krwawej sceny 
morderstwa i dwóch na wpół uduszonych mężczyzn. - Spade, weź nasz samochód i zabierz stąd 
Denise - powiedziałam.  Spotkamy się później. Cooper, otwórz bagażnik, pozbędziemy się go. - 
Niebieska Toyota,  kolego.  Stoi  po drugiej  stronie  parkingu   poinstruował  go Bones  i  rzucił  mu 
kluczyki.  Po  chwili  w  ten  sam  sposób  podał  mu kolejny komplet  kluczy  Spade'owi.   Zadzwonię 
rano. Spade odciągnął Denise, zatrzymując się tylko na tyle, by zahipnotyzować nadchodzących 
ludzi.  -  Wracajcie do  środka.  Postanowiliście  zostać  dłużej    nakazał  im.  Skinęli  głową,  odwrócili 
się w  tył i z powrotem weszli do  baru.  Biedni,  pewnie zostaną  tam do rana. - Cooper,  nie chcę, 
żebyś  został  ranny.  W  odróżnieniu  od  wampirów,  nie  możesz  nikogo  zahipnotyzować   
powiedziałam i dźwignęłam martwego mężczyznę do bagażnika.  Weź jednego z tamtych i wrzuć 
go  tu.  Cooper  posłuchał,  chwytając  najbliższego  faceta  i  wepchnął  go  do  bagażnika.  Bones 
podniósł  ostatniego  z  napastników  i  potrząsnął  nim.  -  Jeśli  którykolwiek  z  was  choćby  piśnie, 
uciszę  was  na  zawsze.  A  teraz,  zanim  zamknę  cię  z  kolegami,  gdzie  wasz  wóz?  -  Unngghh   
wychrypiał  facet.  -  Unngghh...  -  Uszkodziłeś  mu  tchawicę.  Nie  może  mówić    zauważyłam.  - 
Rzeczywiście. - Bones skaleczył opuszek palca o kieł, uśmiechnął się drapieżnie do przerażonego 
mężczyzny  i  wepchnął  mu  do  ust  swój  zakrwawiony  palec.    A  teraz  mi  odpowiedz.  Spokojnie. 
Albo  wyrwę  ci  język  i  spytam  tego  drugiego.  Mimo,  że  mężczyzna  przełknął  tylko  niewielką 
kroplę  krwi  Bonesa,  mógł  mówić,  chociaż  niezbyt  zrozumiale.  -  ...biała  ...rgonetka...  -  Biała 
furgonetka?  Z  konfederacką  flagą  na  przedzie?  -  spytał  Bones  i  ponownie  nim  potrząsnął.    To 
wszystko?  -  ...akkk...  -  Kto  ma  kluczyki?  Mężczyzną  wstrząsnął  atak  strasznego  kaszlu,  po  czym 
jęknął z bólem. - Kenny... szeń... biłeś go... 74 
 
 
-  W  kieszeni  tego  martwego  gościa?  -  Unngh.  -  Kotek,  mogłabyś?  Zaczęłam  grzebać  w 
kieszeniach  trupa.  Nie  znalazłam  nic  w  przednich  ani  tylnych.  Wtedy  poklepałam  kieszenie  na 
piersi. Bingo. - Mam. - Cooper, zabierz ich i zawieź na róg Dwudziestej Ósmej i Weber. Zaczekaj 
tam.  Zabierzemy  cię,  jak  tu  skończymy.  -  Trzymaj  komórkę  w  pogotowiu  -  dodałam,  nie 
komentując  ironii  w  tym,  że  czarny  prowadził  wóz  z  konfederacką  flagą  za  szybą.  -  No  dobra, 
koleś. - Bones wrzucił mężczyznę do bagażnika i zatrzasnął wieko.  Uważaj na głowę. 
 
75 
 
 
ROZDZIAŁ DZIESIĄTY 
 
Znak  przy Candleridge  Park  mówił,  że  mieściło  się  w  nim wiele  tarasów widokowych  i szlaków, 
lecz nie dlatego tu byliśmy. Byliśmy tu, by zakopać ciało. Miejmy nadzieję, że tylko jedno. Fabian 

background image

unosił  się  nad  drzewami,  bez  słowa  podczepiając  się  wcześniej do  samochodu Spade'a.  Musiał 
czegoś dotykać,  by móc podróżować na  większe odległości.  Jedynym wyjątkiem  były  linie ley6, 
których  wciąż  nie  rozumiałam.  Były  niby  energią  łączącą  miejsca,  która  działała  jak  duchowa 
autostrada.  Później  zapytam  go  o  to  bardziej  szczegółowo.  W  chwili  obecnej  kłóciłam  się  z 
Bonesem.  Znów.  -  To,  że  Spade  zadziałał  pod  wpływem  chwili,  lecz  jeśli  teraz  zabijesz  tych 
dwóch, to zrobisz to z zimną krwią, Bones. Powinni trafić do aresztu i dodatkowo mieć wyprane 
mózgi, by - jak tylko zostaną wypuszczeni - regularnie uczestniczyć w paradzie Przejmij Noc7, nie 
mówiąc już o obronie praw obywatelskich. Ale mają rodziny, które będą opłakiwać ich cholerne, 
żałosne tyłki. - Każdy ma kogoś, komu na nim zależy - odparł Bones bezlitośnie.  Nawet potwory. 
To niesprawiedliwe, lecz nie zmienia tej konieczności. - Broń nie była naładowana  powiedziałam, 
zmieniając taktykę.  Sprawdziłam. Poza tym nie jest tak, że coś by się stało. Miałam wszystko pod 
kontrolą... - Czy to coś, cholera, znaczy?  Bones, zirytowany, wyłączył silnik i odwrócił się do mnie. 
 Nie słyszysz ich myśli. Ja tak. Nie pierwszy raz zrobili coś takiego, a nawet jeśli byś ich pokonała i 
zmusiła  do  gorączkowych  przeprosin,  ich  zamiary  były  takie  same.  Gdyby  nie  byli  ludźmi, 
spierałabyś się ze mną o to czy ich zabić? Miał mnie. A sądząc po wyrazie jego oczu, również o 
tym  wiedział.  -  Wampiry  i  ghule  mają  swoje  własne  zasady    spróbowałam  ponownie.   
Wiedzieliby, co ich spotka, jeśli zrobiliby coś takiego. Te osiłki nie 
 
6  Linie  ley    przypuszczalne  linie  proste  łączące  miejsca  w  różnych  miejscach  świata,  takie  jak 
starożytne budowle i 
 
megality,  które  teoretycznie  mają  magiczną  moc.  Największe  skupisko  mistycznej  energii 
znajduje się na przecięciach tych linii. Jednym z przykładów może być Stonehenge. Teoria głosi, 
że dzięki  magicznej  mocy  wzdłuż  tych  linii  przetransportowano  megality  z  odległego  o  300km 
kamieniołomu). organizowany co roku przez Londyńskie Towarzystwo Feministyczne. 
 
7  Parada  Reclaim  the  Night    narodowy  marsz  kobiet  przeciwko  przemocy  seksualnej  oraz 
propagujący równość płci, 
 
76 
 
 
mają takiego regulaminu. Owszem, zasługują na więzienie, lecz nie na śmierć. Bones prychnął. - 
Dlaczego nie przyszło im do głowy, że jeśli zostaną złapani, zostaną na miejscu zabici? Nie moja 
wina,  że  wampiry  mają  bardziej  sprawiedliwy  system  kar  dla  gwałcicieli  niż  ludzie.  Przyłożyłam 
dłonie  do  skroni.  Pulsowały  bólem.  Pewnie,  bolała  mnie  o  wiele  mniej  niż  Krzaczastego,  gdy 
rąbnął głową o beton. Logicznie rzecz biorąc, Bones miał rację. A jednak wciąż miałam uczucie, 
że to złe. - Najwyraźniej podjąłeś już decyzję, cokolwiek nie zamierzasz zrobić. Jesteś zbyt silny, 
bym  zdołała  cię  powstrzymać.  Bones  spojrzał  na  mnie  dziwnie,  po  czym  wyszedł  z  wozu  i 
otworzył  bagażnik.  Słuchałam,  jak  polecił  dwóm  facetom  zanieść  ciało  ich  kumpla  do  lasu,  po 
czym  kazał  im  kopać  grób  rękami.  Zanim  skończyli  minęło  dobre  czterdzieści  minut.  Potem 
usłyszałam  coś  na  kształt  zrezygnowanego  westchnienia.  -  To  wbrew  mojemu  zdrowemu 
rozsądkowi,  Kotek...  Spójrzcie  na  mnie,  obaj.  Pójdziecie  na  najbliższy  posterunek  policji  i 
przyznacie  się  do  każdego  parszywego  przestępstwa,  jakie  popełniliście,  pomijając  jednak 

background image

dzisiejszy  wieczór.  Gdy  was  aresztują  odmówicie  adwokata,  a  jak  staniecie  przed  sądem, 
będziecie  się  zarzekać,  że  jesteście  winni.  Spędzicie  w  więzieniu  mnóstwo  czasu  świadomi,  że 
zasługujecie  na  każdą  jego  chwilę.  A  teraz  zabierajcie  stąd  swoje  bezwartościowe  tyłki.  Kiedy 
Bones  wrócił  do  samochodu,  wciąż  przecierałam  oczy.  Zamknął  drzwi  i  prychnął,  jakby  zły  na 
siebie.  -  Czy  ostatnio  było  naprawdę  tak  nędznie,  że  pozwolenie,  by  bandyci  uniknęli 
sprawiedliwej  kary  jest  najlepszym  momentem  w  naszym  związku?  Powiedział  to  żartobliwym 
tonem,  choć  wyraz  jego  twarzy  był  od  tego  bardzo  daleki.  Zanim  przyoblekł  obojętną  maskę, 
dostrzegłam  na niej  żal.  -  Właśnie dlatego to  pokazuje, że wciąż ci  zależy, nieważne  jak bardzo 
gówniane  stały się  ostatnio  sprawy. Na  jego  twarzy  ponownie  pojawił  się  smutek.  -  Naprawdę 
myślałaś, że przestało mi zależeć? Kotek, zależy mi tak bardzo, że mnie to niszczy. Rzuciłam się 
na  drugą  stronę  samochodu,  zaplotłam  mu  ramiona  na  szyi  i  poczułam  odrętwiającą 
przyjemność jego uścisku. 77 
 
 
- Nie wierzę, ze wcześniej byłam wściekła o to, ze jestem bezrobotna i nie mam ze sobą portfela  
powiedziałam zdając sobie sprawę, jak absurdalne to było w porównaniu z tym, co naprawdę się 
liczyło.  -  Co?  -  Nic.    Pocałowałam  go  głębokim,  namiętnym  pocałunkiem,  który  zatarł 
wyobcowanie paru ostatnich dni.  Jak szybko możesz dojechać do motelu? Jego oczy rozświetliły 
się  cudowną,  zgłodniałą  zielenią.  -  Bardzo  szybko.  -  To  dobrze    odparłam  niemal  jęcząc.   
Zadzwonię  do  Coopera  i  powiem  mu,  że  zobaczymy  się  rano.  Bones  otworzył  okno  po  swojej 
stronie. - Fabian  zawołał.  Wsadź swój widmowy tyłek z powrotem do samochodu. Wyjeżdżamy! 
Bones rzeczywiście nie grzebał się, jeśli chodzi o dojazd do zajazdu Red Roof. Nagle myśl o tych 
niewygodnych  materacach i cienkich  kocach stała się dla mnie bardzo pociągająca. Jednak gdy 
czekaliśmy na światłach jakieś półtora kilometra od motelu, poczułam przeszywający czaszkę ból. 
...Zrozum, on za nic  nie  przestanie.  Nigdy  nie  będziesz  bezpieczna...  -  Gregor   wykrztusiłam  tak 
cicho,  że  niemal  bezgłośnie.  -  Gdzie?  -  Bones  gwałtownie  rozejrzał  się  wokół.  ...zapewnię  ci 
bezpieczeństwo, lecz musisz mi zaufać, chérie... - Och, Jezu - szepnęłam. - Bones... Myślę, że on 
jest w hotelu! Bones zawrócił w kierunku, z którego jechaliśmy i wcisnął gaz do dechy. Rozległ się 
pisk  wielu  hamulców,  po  których  rozbrzmiał  chór  klaksonów.  Bones  nie  zadał  sobie  trudu,  by 
zaczekać  na  zielone.  -  Fabian    powiedział  napiętym  głosem.    Wróć  do  hotelu  i  sprawdź  to. 
Będziemy na granicy parku, z którego właśnie wyjechaliśmy. - Pospieszę się - obiecał Fabian, po 
czym zniknął. Nie musieliśmy nawet zwalniać. Bones wciąż dodawał gazu, bez przerwy wpatrując 
się we wsteczne lusterko. Po kilku kilometrach zatrzymał się na stacji benzynowej. - Choć, słonko. 
Czas  zmienić  samochód.  Wysiedliśmy.  Mężczyzna  tankujący  Hondę  obok  nas  zdążył  jedynie 
powiedzieć:  ,,Co  do...  ?",  zanim  Bones  zahipnotyzował  go  wzrokiem.  -  Teraz  to  jest  twój 
samochód  powiedział do niego.  A twój jest teraz mój. - Mój samochód  powtórzył mężczyzna 
ze szklanym wzrokiem. 78 
 
 
- Właśnie. Jedź do domu  i umyj go   jest strasznie brudny.  - Zaczekaj, aż  zacznie  od  bagażnika   
powiedziałam  wsiadając  do  wozu.  Tym  razem  Bones  prowadził  mniej  agresywnie,  lecz  wciąż 
przekraczał  dopuszczalną  prędkość.  Zamiast  obrać  bezpośrednią  trasę  do  parku,  pojechał 
bocznymi  drogami.  Gdy  dojechaliśmy  do  celu,  zatrzymał  się  pod  drzewem  i  wyłączył  silnik  i 
światła.  W  zapadłej  ciszy  mój  oddech  wydawał  się  niewiarygodnie  głośny.  -  Sądzisz...  Czy 

background image

sądzisz...?  -  Dlaczego wierzysz, że Gregor jest  w motelu?  Zadał pytanie  tak  swobodnym  tonem, 
jakby pytał: "papier czy plastik"? Nie nabrał mnie jednak. Zaciskał dłonie na kierownicy z taką siłą, 
że  aż  zbielały  mu  kłykcie.  Jak  miałam  to  wyjaśnić?  - Nagle  zaczęłam czuć w  głowie  te straszne 
ukłucia bólu i usłyszałam go, chociaż nie mówił do mnie teraz. Sądzę, że to wspomnienia tego, 
co powiedział do mnie w przeszłości. Ostatnim razem, kiedy tak się stało, był blisko nas, tamtej 
nocy na ulicy w Nowym Orleanie. Przez chwilę się nie odzywał. - Co powiedział?  spytał w końcu 
- Nie słyszałeś go? - To mnie zaskoczyło. - Nie.  Obojętność zniknęła z jego tonu.  Inaczej bym 
nie  pytał.  -  Eee,  no  dobrze.  Najpierw  był  to  krótki  fragment.  Coś  o  tym,  że  we  Francji  nie  ma 
wiśniowych sadów. Tym  razem  ostrzegał  mnie, że  ktoś  mnie ściga. Bones chrząknął.  - To  brzmi 
naprawdę na  teraźniejszy  czas,  prawda?  -  Rzeczywiście  zamyśliłam  się.   Jednak  w  jakiś  sposób 
wciąż myślę, że to wspomnienie. Fabian pojawił się na przedniej szybie. Zrobił to tak nagle, że aż 
podskoczyłam.  Z  pewnością  potrafił  się  zakradać.  -  Był  tam  złotowłosy  wampir  -  powiedział.   
Czekał na tyłach hotelu, wraz z sześcioma innymi. Nie sądzę, by mnie widzieli. Bones wpatrywał 
się we mnie. Jego wzrok przepełniało coś, czego nie mogłam nazwać. - Przepraszam  powiedział 
cicho. - Za co? - Za to. Jego pięść wystrzeliła ku mojej głowie. 79 
 
 
Gdy otworzyłam oczy, dostrzegłam jasne punkciki na krawędzi ciemności. Siedziałam, chociaż nie 
w  samochodzie.  Sądząc  po  dźwiękach,  byliśmy  w  samolocie. Natychmiast  sięgnęłam do  opaski 
na  oczach,  lecz  powstrzymały  mnie  czyjeś  dłonie.  -  Nie,  Kotek.  Odwróciłam  się  w  kierunku,  z 
którego dochodził głos. - Zdejmij to ze mnie. - Nie. Przestań się wściekać i posłuchaj. Zamarłam, 
gdy wróciła mi pamięć. - Znokautowałeś mnie. - Tak.  W jego głosie pojawiło się znużenie.  Nie 
będziesz  się  ruszać?  -  To  zależy.  Dlaczego  mnie  uderzyłeś?    Lepiej,  żeby  miał  cholernie  dobry 
powód.  -  Pamiętasz  jak  mówiłem,  że  jedyni,  którzy  mogli  powiadomić  Gregora  o  miejscu 
naszego  pobytu  znajdowali  się  w samochodzie? Liza,  Band-Aid  i Hopscotch  nie  wiedzieli  gdzie 
dokładnie  mieliśmy  się  zatrzymać  w  Fort  Worth,  a  nawet  gdyby  wiedzieli,  nie  mieli  żadnych 
środków komunikacji.  Denise  i  Spade  nie mieli  pojęcia, gdzie  będziemy. Fabian  przez  cały czas 
był  z  nami,  a  jeśli  nawet  byłby  zdrajcą,  powiedziałby,  że  Gregor  nie  czeka  na  nas  w  hotelu. 
Zostajesz więc ty i ja. Ja nie powiedziałem mu nic. Zostajesz więc... ty. Poczułam oszołomienie. - 
Myślisz,  że  za  twoimi  plecami  kontaktowałam  się  z  Gregorem?  -  Nie  celowo,  ale  w  taki  sam 
sposób, w jaki Gregor pokierował tobą, byśmy pojechali do Paryża i pojawiał się w twoich snach. 
Kto powiedział, że nie znalazł sposobu, by również podsłuchiwać? To tylko przypuszczenia, lecz 
jeśli się mylę, po prostu stracisz trochę czasu, gdy nie będziesz spać. Ale jeśli masz rację... - Jaki 
masz plan? Walniesz mnie na tyle mocno, bym zapadła w śpiączkę i wtedy sprawdzisz czy Gregor 
zniknie?    Myślałam,  że  nie  ma  nic  gorszego  niż  poczucie  bezradności,  lecz  bycie 
prawdopodobnym  przeciekiem?  To  jeszcze  gorsze.  -  Oczywiście,  że  nie.  Lecz  gdy  będziemy 
zmieniać  lokalizację,  chciałbym,  byś  brała  swoje  tabletki.  Jeśli  nie  będziesz  wiedziała  gdzie 
jesteśmy,  a  Gregor  wciąż  będzie  zdolny  cię  wytropić,  będziemy  wiedzieli,  że  to  nie  przez 
grzebanie w twojej głowie. 
 
80 
 
 

background image

Boże,  to  było  naprawdę  do  dupy.  Jakby  czekając,  by  sprawdzić  czy  królik cierpi  na wściekliznę, 
będę  poddawana  badaniom  i  kwarantannie.  -  W  takim  razie  po  co  w  ogóle  mnie  budziłeś? 
Jesteśmy  w  samolocie.  Słyszę  silniki.  Dlaczego  nie  poczekałeś,  aż  dotrzemy  na  miejsce?  - 
Powinnaś coś zjeść. Pomyślałem też, że chciałabyś się odświeżyć. Ponownie sięgnęłam do opaski 
i znów mnie powstrzymał. - Zostaw. - Dlaczego? I tak już wiem, że jesteśmy w samolocie, lecz nie 
potrafię  nawigować  w  chmurach!  -  Nie  wiesz  w  jakim  samolocie    odparł  Bones  uparcie.    Nie 
znasz produkcji, modelu, typu. Tych szczegółów mógłby użyć, by cię wytropić. To tylko na chwilę, 
Kotek.  ,,Tylko  na  chwilę"  okazało  się  błędem.  Ale  jak  długo  to  potrwa?  -  W  porządku.  Co 
najpierw: jedzenie czy mycie? Nie wiem czy otwierać usta, czy zdejmować ubranie. Przez chwilę 
nic  nie  mówił.  -  Przepraszam    powiedział  w  końcu.  -  Czy  to  znaczy,  że  znów  mnie  uderzysz? 
Ostatnim razem, gdy to usłyszałam, pięścią wgniotłeś mi czaszkę. Czepiałam się impertynencji, by 
nie wybuchnąć płaczem na myśl, że to ja zdradzałam wszystko Gregorowi. - Jak wolisz. I nie, nie 
uderzę  cię.  Żałowałam,  że  nie  widzę  jego  oczu.  Powiedziałyby  mi  o  wiele  więcej  o  tym,  co 
naprawdę myślał. Jednak wszystko, co miałam, to jego głos, a Bones bardzo go kontrolował. - W 
takim  razie  prowadź  do  łazienki.  Nawet  ja  czuję,  że  śmierdzę.  Na  jakkolwiek  długo  straciłam 
przytomność, nie była to krótka przerwa. Mój pęcherz niemal pękał, a w ustach czułam okropny 
smak.  Jakie  to  czarujące.  Zacisnął  palce  wokół  moich.  -  Chodź.  Nie  mając  innego  wyboru  niż 
potykanie  się,  pozwoliłam  Bonesowi  mnie  poprowadzić.  Umyłam  włosy  w  niewielkim  zlewie. 
Interesującym  doświadczeniem  było  robienie  tego  z  zamkniętymi  oczami,  gdyż  nalegałam  na 
usunięcie  opaski. Bones  przez cały  czas stał  w drzwiach,  podając mi cokolwiek  potrzebowałam. 
Sądząc po dźwiękach, w samolocie byli jeszcze inni. Pomimo, że żaden z nich by nie podglądał, 
przy otwartych drzwiach czułam się obnażona. Gdy skończyłam, dał mi czyste 81 
 
 
ubranie.  Potem  nakarmił  mnie.  Z  każdym  kęsem  czegoś,  co  smakowało  jak  kurczak,  moje 
poczucie rozpaczy rosło. Tyle by było po partnerstwie w naszym związku. Teraz nie mogłam być 
bardziej bezużyteczna. Kiedy Bones podał mi cztery tabletki, chętnie je połknęłam. Lepiej stracić 
przytomność  niż  to.  Bones  obudził  mnie  po  jakimś  czasie  i  wszystko  powtórzył.  Łagodne 
kołysanie  powiedziało  mi,  że  wciąż  jesteśmy  w  powietrzu,  lecz  równie dobrze  mogliśmy  być  w 
innym samolocie. Dźwięk silników był ostrzejszy. Ponownie połknęłam pigułki i popiłam je wodą, 
jednak  tym  razem  odmówiłam  karmienia.  Nie  zamierzałam  głodować,  lecz  najbardziej  zależało 
mi na nawodnieniu. Bones nie spierał się ze mną. Siedział przy mnie i głaskał mnie po włosach, 
gdy czekałam, aż lek zadziała. Ostatnie, co usłyszałam przed zaśnięciem to: - ...wkrótce lądujemy, 
Crispin.  To chyba Spade. Albo już śniłam. 
 
82 
 
 
ROZDZIAŁ JEDENASTY 
 
Uniosłam  powieki,  przez  chwilę  przystosowując  wzrok  do  jasnego  światła  w  pokoju.  W  ustach 
wciąż  czułam znajomy smak krwi Bonesa, gdy dotarło  do mnie,  że piłam  ją ze  szklanki,  a  nie z 
żyły.  -  Gdybym  to  ja  musiała  codziennie  pić  krew  tego  bydlaka,  z chęcią  zagłodziłabym się  na 
śmierć.  Och,  dobry  Boże.  Proszę  spraw,  żeby  to  był  tylko  sen!  -  Mama?  Zmarszczyła  brwi  z 

background image

dezaprobatą, po czym odstawiła szklankę na nocnej szafce. - Znów schudłaś. Czy ta kreatura nie 
może  dopilnować,  żebyś  jadła?  Nie,  nie  śniłam.  Miała  to  we  krwi.  -  Co  ty  tu  robisz? Gdzie  jest 
Bones?  Uniosła dłoń. - Gdzieś wyszedł. Nawet, gdybym wiedziała  gdzie, pewnie  nie  mogłabym 
tego  powiedzieć.  No  wiesz,  na  wypadek,  żeby  nie  dowiedziały  się  inne  wampiry.  Muszę 
powiedzieć, Catherine, że  masz  żałosny gust, jeśli  chodzi  o mężczyzn. Słodki  Jezu,  pomóż mi. - 
Możemy  sobie  darować  grę  pod  tytułem  ,,Opluwanie  Bonesa"?  Nie  jestem  w  zbyt  dobrym 
nastroju. - I nie powinnaś być  powiedziała bez współczucia. Jakie to typowe.  Poślubiłaś kocioł, a 
tu się okazuje, że może i również garnek. Co Bones sobie myślał, kiedy ją tu przywoził? Pewnie, 
niech moja matka spędzi ze mną trochę czasu. Po tym będę wręcz błagać, by podano mi tabletki. 
- Nawet nie wspominaj o Gregorze, albo... Zamilkłam, a matka uśmiechnęła się nieznacznie. - Co 
zrobisz,  Catherine?  No  właśnie,  co?  Była  moją  matką.  Nie  mogłam  zagrozić  jej,  że  dam  jej  po 
twarzy, wbiję w nią nóż, pobiję lub zwyzywam. Starałam się wymyśleć coś, co przeraziło by ją na 
tyle,  by  nigdy  więcej  nie  wspominała  o  moim  związku  z  Porywaczem.  -  Zostanę  ciotą  - 
powiedziałam.  Wytrzeszczyła  na  mnie  oczy.  Surowe  wychowanie  sprawiło,  że  była  bardzo 
negatywnie nastawiona do in83 
 
 
nych stylów życia.  -  Właśnie. Trójkąty, czworokąty  i  inne  orgie. Bones  zna z tysiąc lasek,  które z 
chęcią  wskoczyłyby  do  naszego  łóżka.  To  będzie  prawdziwa  perwersja.  Będziemy  się  pieprzyć 
jak... Niemal się zachłysnęła. - Catherine! Gdzieś pod nami usłyszałam kobiecy śmiech. Znajomy i 
równie niespodziewany. - Jak to wy, Amerykanie, mówicie? Piszę się pierwsza! Annette, pierwszy 
wampir,  jakiego  stworzył  Bones,  ponownie  się  roześmiała.  Był  to  cichy  śmiech  kogoś,  kto  nie 
żartował. Moja matka zerwała się na nogi. Drzwi do sypialni były otwarte i Annette odezwała się 
wystarczająco głośno, by usłyszała ją nawet moja matka. - Dzień po tym, jak skończy się nigdy, ty 
nienasycona  angielska  zdziro!  Mimo,  że  w  myślach  przyklasnęłam  tej  obeldze,  to  właśnie  ja 
wszystko zaczęłam. - Mamo, nie nazywam Annette zdzirą. To nie twój interes, z iloma się bzykała. 
No dobra, nie mogłam być tak do końca wspaniałomyślna. O czym Bones myślał, sprowadzając 
je obie pod jeden dach ze mną? Biorąc pod uwagę jego stuletni, obrazowy związek, jaki go z nią 
łączył,  nie  można  było  powiedzieć,  że  Annette  i  ja  dogadywałyśmy  się.  Pomimo  niedawnego 
złagodzenia swojego stosunku do nieumarłych  a jednego ghula w szczególności - między matką 
i  mną  wciąż  było  mnóstwo  sporów.  -  Mamo,  miło  cię  widzieć.  A  teraz  chciałabym  wziąć 
prawdziwą  kąpiel.  Wstała.  -  Wszyscy  w  domu  wiedzą,  że  mają  nie  mówić  o  miejscu  naszego 
pobytu,  więc  możesz  robić  wszystko  co  chcesz,  pod  warunkiem,  że  nie  wyjdziesz  na  zewnątrz. 
Przywiozłam  ci  trochę  ubrań  -  są w  szafie.  Och,  i  nie  włączaj  telewizji ani  radia.  Nie muszę  też 
mówić, że nie wolno ci używać telefonu. Z tą pomocną informacją wyszła z pokoju. Zamarłam na 
sekundę,  po  czym  zrzuciłam  nogi  z  łóżka.  Przynajmniej  będę  mogła  się  wykąpać  bez  żadnej 
asysty. Krok po kroczku, i tym podobne. Gdy się już porządnie umyłam, upiększyłam i ubrałam, 
zeszłam  na  dół,  skąd  dochodziły  głosy  innych.  Jeśli  chodziło  o  to,  bym  nie  wiedziała  gdzie 
jestem, to misja wykonana. Wszystko, czego się domyślałam to to, że dom był raczej stary, choć 
odnowiony w nowoczesny sposób, i znajdował się na wysokim klifie. Powiedział mi to widok za 
oknem.  Jak  okiem  sięgnąć,  wszędzie  rozciągały  się  zielone  wzgórza  i  skały,  a  i  powietrze 
pachniało 84 
 
 

background image

inaczej. Mogła to być północna część Gór Skalistych, lecz jakimś sposobem nie miałam wrażenia, 
jakbyśmy byli w Ameryce. Może w Kanadzie. A może nie. Zdecydowałam, że powinnam dać sobie 
spokój ze zgadywaniem. Jakby  nie  było,  przeczyło to  całemu celowi. Kiedy  weszłam do  kuchni, 
rozmowa urwała się nagle, co wydało mi się niemal komiczne. Pięć głów podniosło się z fałszywą 
obojętnością.  Poza  moją  matką  i  Annette,  był  tu  również  stwórca  Bonesa,  Ian,  jak  i  Spade  z 
Rodneyem. - Cześć wszystkim - powiedziałam.  Czy to już cała załoga? Czy w pobliżu czai się ktoś 
jeszcze?  -  Och,  jest  nas  więcej   odezwała  się  moja  matka,  po  czym  krzyknęła cicho.  -  Auu!  Kto 
mnie kopnął? Prychnęłam głośno, w stylu bardzo nieodpowiednim dla damy. - To pewnie Spade. 
To co, nie mogę nawet wiedzieć kto tu jest? Jakie to ma znaczenie? - Jest tu zaledwie kilkoro ze 
straży,  Cat  -  odparł  Spade  lekceważąco,  rzucając  mojej  matce  ostrzegawcze  spojrzenie.    Nic, 
czym  powinnaś  się  przejmować.  -  W  porządku.    Jeśli  zacznę  się  dopytywać,  znów  założą  mi 
opaskę. Ian siedział rozparty na krześle, z wyciągniętymi przed siebie nogami, które skrzyżował w 
kostkach.  Gdy  przesunął  wzrok  na  moją  matkę,  w  jego  oczach  pojawił  się  szelmowski  błysk.  - 
Brakowało  mi  ciebie  wczoraj,  gdy  przyjechałem.  Wspaniale  cię  znów  widzieć,  zwierzaczku  - 
powiedział, przeciągając słowa. Rodney spojrzał się na niego z takim samym ostrzeżeniem, jak ja, 
lecz z  innego powodu. Rodney  i moja  matka, Eee, umawiali się ze sobą. A  przynajmniej  jeszcze 
niedawno tak było. Rozmyślanie nad romantycznym życiem mojej matki napawało mnie odrazą, 
choć  nie  miało  to  nic  wspólnego  z  tym,  że  Rodney  był  ghulem.  -  Zostaw  ją  w  spokoju   
powiedziałam do Iana, patrząc się na niego z gniewem. Uśmiechnął się, całkowicie nieporuszony. 
Ian nie wiedziałby co to wstyd nawet, gdyby zależało od tego całe jego nieumarłe życie. Chociaż 
okazał się lojalnym przyjacielem Bonesa, łączyła go ze mną niełatwa historia. Lubił kolekcjonować 
wszystko, co  unikalne  i niespotykane, bez względu  na to  czy były  to przedmioty, czy ludzie. To 
upodobanie doprowadziło do tego, że kiedyś próbował szantażem zmusić mnie do związku typu 
,,przyjaźń  z  pewnymi  korzyściami",  zanim dowiedział  się  o  moim  związku  z  Bonesem.  Teraz  Ian 
nie próbował już nieczystych 85 
 
 
chwytów  względem  mnie,  lecz  wydawało  się,  że  czerpał  przyjemność  w  znajdywaniu  coraz  to 
nowych  sposobów  na  to,  by  mnie  wkurzyć.  Przykład:  Ian  rzucił  mojej  matce  pełne  pożądania 
spojrzenie    upewniając  się,  że  dostrzegłam,  jak  zatrzymał  je  na  pewnych  częściach  jej  ciała    i 
uśmiechnął się. - Naprawdę to prawdziwa przyjemność, Justino. Wszystko, na co mogłam liczyć, 
to  że  nienawiść  do  wampirów,  która  zmieniła  moje  dzieciństwo  w  piekło,  teraz  przysłuży  się 
mojej  matce.  Matka  nienawidziła  mojego  ojca,  Maxa,  gdyż  ją  uwiódł,  a  potem  powiedział,  że 
właśnie przespała się z demonem  wszystko to dlatego, że sądził, że to zabawne. Zaszła wtedy w 
ciążę  i  była  przekonana,  że  urodziła  pół-demona    mnie.  Całe  życie  płaciłam  za  pokręcone 
poczucie  humoru  ojca, dopóki  Bones  nie  pokazał  mi,  że  w  wampirach  jest  więcej  niż  tylko  kły. 
Sądząc po spojrzeniu, jakie matka rzuciła Ianowi, nie była jednak przekonana co do tego, że kły 
nie równały się czystemu złu. - Nie musisz przypadkiem być gdzieś indziej?  spytała nienawistnie. 
Uśmiech  Iana  stał  się  jeszcze  szerszy.  -  Oczywiście.  Podciągnij  spódnicę,  a  pokażę  ci  gdzie.  - 
Dość!  wrzasnęłam i rzuciłam się na Iana. W tym samym czasie Rodney odepchnął swoje krzesło i 
zrobił to samo. Oboje nas zaślepiała furia. Wszystko, co musiał zrobić Ian to odsunąć się, byśmy 
wpadli  na  siebie,  zamiast  na  niego.  -  Ian,  wystarczy    rzucił  Spade,  wkraczając  między  mnie  i 
Rodneya, kiedy zerwaliśmy się na nogi, by spróbować ponownie.  Cat, Rodney  Ian już skończył. 
Prawda? - Na razie. Byłam zamknięta w jednym domu z moją matką, jej wkurzonym chłopakiem, 

background image

byłą  kochanką  Bonesa,  jego  napalonym  stwórcą  oraz  najlepszym  przyjacielem.  Jakikolwiek 
apetyt, jaki miałam schodząc na dół, teraz zniknął. Jedyną rzeczą, na którą miałam teraz ochotę, 
to znaleźć się z dala od nich wszystkich. To jednak oznaczało zamknięcie się w swoim pokoju, a 
tego  również  miałam  dosyć.  Może  i  była  jedna  rzecz,  która  mogła  mi  pomóc.  Podeszłam  do 
szafek i z desperacją zaczęłam je przeszukiwać. - Czego szukasz, Catherine?  spytała moja matka. 
- Wódy. 
 
86 
 
 
Kiedy  przyjechał  Bones,  byłam  przy  trzeciej  butelce  Jacka  Danielsa.  Zapadał  już  zmierzch,  a 
gasnące promienie słońca nadały jego włosom rudawy odcień. Wystarczyło jedno spojrzenie na 
jego twardą, umięśnioną sylwetkę, bym zacisnęła dłoń na szklance. Boże, wyglądał tak wspaniale! 
Jednak musiałam zapanować nad swoim zboczonym umyśle i poszukać innych rzeczy, o których 
mogłam  myśleć.  Sprzęt  farmerski.  Rolnictwo.  Stan  ekonomii.  -  Cholera,  Kotek.  Czy  właśnie  to 
robiłaś cały dzień? Piłaś? Osądzający  ton, jakim  odezwał  się Bones momentalnie  ugasił płonący 
we mnie ogień. Nie, nie ma potrzeby zastanawiać się nad wysokością długu narodowego! - Masz 
niezły  rumieniec,  więc  kto  to  mówi  -  odparłam.    Czy  dlatego  cię  nie  było?  Smakowała  jakoś 
super?  Byłam  zazdrosna,  jakkolwiek  nieracjonalne  to  było  w  tej  chwili.  Bones  wybierał  kobiety 
jako  pożywienie  z  dwóch  powodów    z  jego  wyglądem  niezwykle  łatwo  było  wyciągnąć  je  na 
zewnątrz, a po drugie smakowały mu lepiej. Nie wierzyłam, że potrafił rozróżnić męską krew od 
kobiecej, dopóki sam mi tego nie udowodnił. Ten facet mógł określić według płci cały bank krwi. 
Kiedyś powiedział, że to może przez jego upodobanie estrogenu. - Z pewnością nie smakowała 
jak pięć litrów whiskey - odparował, podchodząc do mnie. Spojrzał na butelkę, którą ściskałam w 
dłoniach  i  uniósł  brew.    Czy  to  wszystko,  co  dzisiaj  wypiłaś?  -  Oczywiście,  Crispin    powiedział 
śpiewnie  Ian.    Piła  razem  z  bandą  Irlandczyków!  Poza  whiskey  nie  miałam  pod  ręką  nic,  czym 
mogłabym  w  niego  rzucić,  a  nie  zamierzałam  jej  poświęcać.  -  Ugryź  mnie  w  tyłek,  Ian!  Bones 
chwycił  za  butelkę,  ale  byłam  na  to  przygotowana.  Nie  puszczałam  jej  i  zaczęliśmy  walczyć 
niczym  w  przeciąganie  liny.  -  Zostaw  ją  -  warknął,  siłą  odrywając  moją  dłoń  od  butelki.  - 
Potrzebujesz  zjeść  coś  konkretnego,  Kotek,  i  wypić  ogromną  kegę  wody.  Cholera,  gdzie  twoja 
mama?  Czy  tej  kobiecie  nie  można  zaufać  nawet  na  tyle,  że  przypilnuje,  byś  coś  zjadła?  Jeśli 
próbował  mnie  wkurzyć,  nie  mógł  wybrać  lepszego  sposobu.  -  Och,  pewnie.  Każ  komuś  mnie 
karmić,  poić i założyć  mi smycz. Wiesz, co  powinieneś poślubić,  Bones?  Psa. Wtedy nie miałbyś 
tych wszystkich cholernych problemów, że czasami coś by zmalował. 87 
 
 
- Właśnie tego było mi teraz trzeba - warknął i przeczesał dłonią włosy.  Powrotu do domu, do 
pijanej harpii, która tylko czeka, by urwać mi głowę. Nie tego chciał? To mnie uderzono w głowę, 
odurzono  lekami  i  karmiono    a  wszystko  to  przez  szalonego  wampira,  który  porwał  mnie,  gdy 
miałam  szesnaście  lat  i teraz nie chciał przyjąć odmowy.  - Bycie ,,pijaną harpią" to  najjaśniejszy 
punkt w tym tygodniu. Więc wybacz, że nie czekam na ciebie przy drzwiach z wielkim ,,X" na szyi 
jako oznaczeniem miejsca, w którym możesz dorwać się do deseru. Część mnie była przerażona 
tym,  co  powiedziałam.  W  końcu  nie  byłam  zła  na  Bonesa,  lecz  na  okoliczności.  Lecz  w  jakiś 
sposób mój psychiczny filtr, który oddzielał to, czego nie miałam na myśli i to, co powiedziałam, 

background image

był  zepsuty.  Nie  mogłam  nawet  zrzucić  winy  na  alkohol.  Fakt,  że  byłam  w  połowie  wampirem 
wykluczał możliwość upicia się zwykłą wódą. - Powiedziałbym, że teraz właśnie tego ci potrzeba  
odparował  Bones.    O  to  chodzi?  Mam  cię  zawlec  do  łóżka  i  wygryźć  z  ciebie  trochę  tego  jadu 
osy?  Mimo,  że  wolałbym  wlać  ci  w  głowę  nieco  rozumu,  to  jako  wampir  wywiążę  się  z  tego 
zadania czy tego chcę, czy nie. Otworzyłam usta, a ręka aż zaswędziała mnie z chęci uderzenia go 
w  twarz.  Jednocześnie  poczułam  też  chęć,  by  się  rozpłakać.  To  wszystko  było  takie  złe. 
Rozklejałam się i byłam w tym sama, pomimo tylu ludzi wokół mnie. Coś z tego musiało pokazać 
się  na  mojej  twarzy,  bądź  usłyszał  to  w  chaotycznym  wirze  myśli  w  mojej  głowie.  Jego  rysy 
straciły  swój  lodowaty  wyraz i Bones  westchnął.  -  Kotek... - Nie.  Wykrztusiłam, dusząc w sobie 
płacz. Wydawało się, ze nie miałam kontroli nad tym, co czułam ani nad tym, co mówiłam, lepiej 
więc  było,  żebym  została  sama.  I  to  szybko,  żebym  nie  musiała  żałować  czegoś,  czego  nie 
miałam  na  myśli.    Jestem,  eee,  zmęczona.  Wspięłam  się  po  schodach,  zostawiając  za  sobą 
whiskey.  Nie  pomogła.  W  gruncie  rzeczy  wszystko,  co  udało  mi  się  dzisiaj  zrobić,  to  tylko 
wszystko pogorszyć. Wiedziałam, że to nie była wina Bonesa. Robił to tylko dlatego, by zapewnić 
wszystkim bezpieczeństwo. Również mnie. Jednak w jakiś sposób skończyło się na tym, że się na 
nim wyżyłam. Przynajmniej nieprzytomna nie pogorszę jeszcze bardziej spraw między nami. 88 
 
 
Zamknęłam za sobą drzwi. W sypialni nie było żadnych szklanek, więc poszłam do łazienki i wodą 
z kranu popiłam tabletki od Dona. Ich ilość zaczęła się zmniejszać. Będę musiała mu powiedzieć, 
żeby przesłał mi więcej  tylko, że nie miałam pojęcia, gdzie jesteśmy. Wkrótce poczułam, jakbym 
spadała, zapadając się w materac. Na moment ogarnęła mnie panika i zaczęłam szukać czegoś, 
czego  mogłam  się  chwycić.  Lecz  tak  jak  chciałam,  byłam  sama.  Później,  kiedy  poczułam  przy 
ustach chłodne ciało, ogarnęła mnie ulga. Wtedy przełknęłam kilka razy i zdałam sobie sprawę, 
że  to  nie  Bones.  Byłam  tego  pewna,  pomimo  wciąż  zamkniętych  oczu  i  dopiero  nadchodzącej 
przytomności. Krew smakowała inaczej. Przed moimi oczami pojawił się Spade. Zabrał rękę, lecz 
nie  wstał  z  łóżka.  Na  zewnątrz  wciąż  było  ciemno.  Niestety,  nie  zdołałam  przespać  całego 
cholernego dnia.  -  Gdzie jest  Bones? -  spytałam. - Na  zewnątrz.  Powinien niedługo  wrócić. Nie 
powiedziałam  nic,  lecz coś  z mojej  udręki,  że  Bones  nawet  nie  znalazł  czasu,  by  mnie  obudzić, 
musiało  pojawić  się  na  mojej  twarzy.  Spade  westchnął.  -  On  do  tego  nie  przywykł,  Cat,  i 
naprawdę źle to znosi. - Nie przywykł do czego?  Do małżeństwa z psychotyczną suką?, dodałam 
w  myślach.  - Do  strachu. - Spade zniżył  głos.   Crispin zawsze szczycił  się  swoim  opanowaniem, 
jednak  w  twoim  przypadku  nie  ma  żadnej  kontroli  nad  swoimi  emocjami.  Nigdy  przedtem  nie 
doświadczył  obawy,  że  ktoś,  kogo  kocha,  odejdzie  do  innego.  Och,  twój  przyjaciel  Tate  mógł 
wkurzać Crispina, lecz wie, że nie był on żadną realną groźbą. Gregor to co innego. Jest starszy 
od Crispina i potężniejszy. Ponadto nikt nie wie, jak bardzo mogło ci na nim zależeć Bałam się, że 
Spade nie docenił wagi sytuacji. - Nie sądzę, by o to chodziło. Bones i ja nie możemy nawet być 
w jednym pokoju, żebyśmy się nie kłócili. - Oboje macie parszywe nastroje, nie mając do roboty 
nic  innego  prócz  naskakiwania  na  siebie,  lecz  nie  zapominaj  o  priorytetach.  Czy  to  nie  o  niego 
walczyłaś?  Zagryzłam  wargi.  -  A  co,  jeśli  to  ja  zdradzam  miejsce  naszego  pobytu?  Co,  jeśli 
wszystko co wiem w jakiś sposób przekazuję we śnie Gregorowi? W takim wy89 
 
 

background image

padku  samym  budzeniem  się  narażałabym  wszystkich!  I  wydaje  się,  że  nie  mogę  wziąć  się  w 
garść. Mój głos załamał się. Pokój rozmazał mi się przed oczami, gdy napłynęły mi do nich łzy. 
Widzicie? Byłam emocjonalnym wrakiem - dokładnie tak, jak opisywałam. - Myślę, że powinnam 
pojechać  do  Dona    powiedziałam  w  końcu,  wycierając  oczy.    Ma  ośrodki,  o  których  nie  mam 
pojęcia,  a  które  zbudowane  są  tak,  by  wytrzymać  atak  bombowy.  Mogłabym  tam  zaczekać, do 
czasu  aż  wszystko  się  uspokoi.  Wtedy  nie  będę  nikogo  narażać...  -  Nigdzie  nie  jedziesz.  Za 
plecami Spade'a  pojawił  się  Bones.  Nie  słyszałam  nawet,  żeby  wchodził  po  schodach    poruszał 
się równie bezgłośnie, co Fabian. W jego oczach zamigotały zielone iskry, a na twarzy pojawił się 
kamienny wyraz.  -  Na  wypadek, gdybyś  nie  zrozumiała,  powtórzę.  Nigdzie  nie  jedziesz.  Ani do 
Dona,  ani do  nikogo  innego.  Jesteś  moja,  więc  nie  waż  się  jeszcze  raz wspominać  o wyjeździe. 
Nie  była  to czuła deklaracja  ,,Potrzebuję  cię  przy  mnie".  Nie,  to  było  beznamiętne  wygłoszenie 
,,Jesteś  moją  kulą  z  łańcuchem  i  to  do  mojej  nogi  jesteś  przykuta".  Bones  nie  powiedział  nic 
więcej,  tylko  odwrócił  się  i  odszedł.  Spade  uścisnął  moją  dłoń  i  ześlizgnął  się  z  łóżka.  Przed 
wyjściem rzucił mi współczujące spojrzenie. - Wszystko będzie dobrze. Nie spierałam się, lecz nie 
wierzyłam  w  to.  Bones  wychodząc  nie  dał  mi  nawet  możliwości,  żebym  przeprosiła  go  za 
wcześniejszy  wybuch.  Wszystko,  co  miało  dla  mnie  znaczenie    mój  związek  z  nim,  moja 
niezależność,  bycie  przy  przyjaciołach,  ściganie  morderców    wszystko  to  rozpadało  się.  W 
większości była to wina Gregora. Jednak po części również i moja. Przynajmniej ja mogłam coś z 
tym zrobić. Ale najpierw najważniejsze. Musiałam zapanować nad swoimi rozszalałymi emocjami, 
żebyśmy  potem, gdy spotkam się z Bonesem,  mogli spokojnie porozmawiać. Skoncentrowałam 
się na swoich psychicznych barierach  silnych tarczach, które stworzyłam jako dziecko, gdy nawet 
moja matka mnie odrzucała, a które potem umacniały się w latach, gdy opuściłam Bonesa. Były 
dla mnie jak druga skóra, a teraz stanowiły jedyną rzecz, która mogła trzymać mnie w kupie. Gdy 
poczułam  się  już  wystarczająco  spokojna,  zaczęłam  planować.  Najpierw  wezmę  długi,  gorący 
prysznic, a potem pójdę potrenować, by 90 
 
 
spuścić nieco pary. Jeśli będę miała szczęście, Ian zgodzi się ze mną zmierzyć. Pomysł rozerwania 
go na strzępy bardzo  mi się podobał,  a  i on prosił  się  o  rewanż od dnia, kiedy go pokonałam. 
Cóż, Ian, dzisiaj jest twój szczęśliwy dzień! Potem porozmawiam z Bonesem. Spróbuję załagodzić 
nieco sprawy między nami. 
 
91 
 
 
ROZDZIAŁ DWUNASTY 
 
Ian wpatrywał się we mnie.  - Gdyby świt nie był tak blisko, zmusiłbym cię,  byś  błagała o  litość. 
Siedziałam  na  nim,  z  kolanami  po  obu  stronach  jego  pasa.  W  innych  okolicznościach  pewnie 
byłby całkiem zadowolony. Teraz jednak, kiedy z piersi wystawał mu nóż, miał na głowie jednak 
zupełnie co innego. - Cienias  odparłam, po czym wyszarpnęłam z niego ostrze i zerwałam się na 
nogi.    Dalej.  Jeszcze  raz.  -  To  naprawdę  marny  substytut  seksu    powiedział  i  podniósł  się.  Na 
widok  rozerwanej  koszuli  zmarszczył  brwi.    Zniszczyłaś  ją.  -  Mówiłam  ci,  żebyś  ją  zdjął   
powiedziałam  wzruszając  ramionami.  Ian  uśmiechnął  się  do  mnie.  -  Myślałem,  że  po  prostu 

background image

chcesz mnie trochę pomacać. Bez ustanku rzucał w moją stronę potokiem dwuznaczności i aluzji, 
co  miało  mnie  rozproszyć.  Nie  brałam  ich  na  poważnie.  Wiedziałam,  że  po  prostu  taki  był.  - 
Gadaj dalej, pięknisiu. To tylko sprawia, że chwile, gdy milkniesz, są przyjemniejsze. Roześmiał się 
tylko.  Zaczęliśmy  krążyć  wokół  siebie,  a  oczy  Iana  lśniły  z  niecierpliwości.  Uwielbiał  podstępne 
bójki.  Była  to  jedna  z  tych  jego  cech,  które  w  nim  ceniłam.  -  Myślisz,  że  jestem  piękny?  Och, 
zawsze  o  tym wiedziałem. Cóż,  Żniwiarzu,  wspaniale  spędzilibyśmy  razem  czas,  ale  ty  musiałaś 
poślubić  Crispina.  Teraz  na  zawsze  już  jesteś  poza  moim  zasięgiem.  Ale  było  by  świetnie. 
Naprawdę świetnie. - Nigdy nie miałbyś szans, Ian. Ponownie się roześmiał i uchylił przed nożem, 
którym w niego rzuciłam. - Kiepski cel, słodziutka. Minął mnie o jakiś metr. Wciąż irytujesz się na 
myśl, jak łatwo mógłbym wziąć cię do łóżka, zanim Crispin na powrót pojawił się w twoim życiu? 
Czy  naprawdę myślisz, że długo byłabyś w stanie  opierać mi  się, gdybym  naprawdę  postanowił 
cię zdobyć? Arogancki buc. Rzuciłam się na niego, lecz w ostatniej chwili uchylił się przed moim 
ciosem.  Zbyt  późno  zdałam  sobie  sprawę,  że  popełniłam  błąd.  Jego  stopa  wystrzeliła  w  moją 
stronę, a po niej pięści, które 92 
 
 
gwałtownym  uderzeniem  pozbawiły  mnie  równowagi.  Poczułam  też,  jak  wbił  łokieć  w  moje 
plecy.  Cios  ten  zwalił  mnie  na  podłogę,  a  Ian  wylądował  na  moich  plecach.  Szarpnął  mnie  za 
ramiona,  wyginając  je  w  odwrotną  stronę,  i  przytknął  usta  do  mojej szyi.  -  Jeden  ruch kłami,  a 
rozerwałbym ci gardło  mruknął, po czym puścił mnie. Z gniewem na twarzy przewróciłam się na 
plecy  i  zobaczyłam,  że  wpatruje  się  we  mnie  z  triumfem  w  oczach.  -  Cóż  za  charakterek  - 
powiedział.    To  twoja  siła,  ale  i  słabość.  Z  mozołem  podniosłam  się  na  nogi.  Poruszałam  się 
powoli przez, jak  się  okazało,  połamane żebra. Palący ból promieniował również  z ekstremalnie 
rozciągniętych ścięgien moich ramion. - Udało ci się jeden z trzech razy, Ian. Na twoim miejscu 
nie spieszyłabym się z przechwałkami. - Wiedziałem, że cię w końcu pokonam - stwierdził.  Każdy 
z czasem popełni jakiś błąd. Usłyszałam zbliżające się kroki i po chwili do pomieszczenia weszła 
moja matka. Spojrzała na porozrzucane wokół meble, na mnie i w końcu na Iana. - Catherine, jak 
długo  zamierzasz  się  tu  rozbijać?  -  spytała.  -  Nie  przywitasz  się,  zwierzaczku?  Ian  celowo 
wymruczał  pytanie.  Odwróciłam  się  do  niego  i  bezgłośnie  puściłam  w  jego  kierunku  wiązkę 
gróźb. W odpowiedzi jedynie szeroko się do mnie uśmiechnął. Zignorowała go, nagle zauważając 
nierówny  oddech.  -  Nic  ci  nie  jest,  Catherine?  We  dwoje  mogliśmy  trochę  ją  rozdrażnić.  Dla 
lepszego  efektu  głośno  i  ze  świstem  zaczerpnęłam  powietrza.  -  Owszem,  jest.  Ian  połamał  mi 
żebra.  -  Skarżypyta    prychnął,  domyślając  się,  co  robię.  Matka  jednak,  zamiast  zacząć  się 
zamartwiać,  postukała  stopą  w  podłogę.  -  Nie  powinnaś  była  pozwolić  mu  podejść  tak  blisko. 
Być może przez to, że rzuciłaś pracę, zaczynasz tracić polot. Co za... Aż sapnęłam z gniewu, a Ian 
zdusił  śmiech.  W  tej  chwili  włączył  się  telewizor  upchnięty  w  rogu  pokoju.  Zdezorientowana 
rozejrzałam  się  wokół,  oczekując  pojawienia  się  kogoś  z  pilotem  w  ręku.  W  tej  chwili  jednak 
usłyszałam, Ian zaklął. - Cholera. - Co? 93 
 
 
Jedną  ręką  chwycił  mnie  za  ramię,  a  drugim  złapał  moją  matkę.  Mój  protest  zamarł,  kiedy 
usłyszałam  jego  mamrotanie.  -  Świt.  Dlaczego  ghule  zawsze  muszą  atakować  o  świcie?  Ian 
wywlókł  nas  z  pomieszczenia  i  pociągnął  za  sobą  w  górę  schodów  do  piwnicy.  Ze  wszystkich 
zakątków  domu  wyłaniali  się  ludzie,  a  w  pokojach  za  nimi  migały  włączone  telewizory.  Nie 

background image

powodowały  jednak  hałasu,  będąc  niemal  całkiem  wyciszone.  W  końcu dotarło  do  mnie,  czym 
był zsynchronizowany system włączania odbiorników. To alarm. I do tego bardzo subtelny. - Kto 
nas  atakuje?  -  Nie  mogę  zostać  i  o  tym  pogadać  -  burknął  Ian  mijając  następny  róg  i  niemal 
wpadając  na  Bonesa.  -  Ach, Crispin.  Jak  ufam, czujesz  ożywienie?  Wszystko  wskazuje  na  to,  że 
będziemy mieć pracowity  ranek. - Najwyraźniej  powiedział Bones, kładąc ciężką dłoń  na  moim 
ramieniu.  Pójdziesz ze mną, Kotek. Ian, zaprowadź jej mamę niżej. - Zaczekaj.  Złapałam jeden z 
kilku noży, jakie wisiały przy jego pasku. Może i atak nie był tak nieoczekiwany.  Mam połamane 
żebra  i  kilka  zerwanych  wiązadeł.  Będziesz  musiał  dać  mi  trochę  krwi,  żebym  nikogo  nie 
spowalniała. Ian cmoknął kpiąco. - Nie będę czekać, by usłyszeć resztę. - Nawet nie powinieneś - 
odparował  Bones.    Chodź,  Kotek.  Idziemy.  Zignorował  nóż,  który  miałam  w  dłoni  i  pociągnął 
mnie  na  trzeci  poziom  budynku.  Na  początku  myślałam,  że  ma  tam  dla  mnie  broń.  Albo 
rynsztunek ochronny - Bones miał fioła na punkcie tego, bym go nosiła. Lecz gdy weszliśmy do 
sypialni  i  wcisnął  ukryty  przycisk  w  szafie,  odsłaniając  niewielkie  pomieszczenie,  o  istnieniu 
którego  nie  miałam  pojęcia,  zrozumiałam.  I  wpadłam  we  wściekłość.  -  Chyba  oszalałeś,  jeśli 
myślisz,  że  dam  się  zamknąć  w  tej  puszce.  - Nie mam  czasu  na  sprzeczki   przerwał  mi  Bones  i 
wepchnął  mnie  do  środka.    Są  tu  monitory,  telefon,  twoja  komórka  oraz  kilka  innych  twoich 
rzeczy.  Atakują  nas  ghule.  Biorąc  pod  uwagę  krążące  plotki,  o  których  mówiła  Majestic,  jak 
myślisz,  kto  jest  ich  celem?  Ty  i  każdy,  kto  ciebie  pilnuje.  Jeśli  nie  będziesz  się  pokazywać, 
zwiększy  to  szanse  walczących.  Więc  na  rany  Chrystusa,  Kotek,  zostań  tu.  Jedno  spojrzenie  w 
płonące oczy Bonesa powiedziało mi, że przytomna czy nie, i tak zostanę w tym pomieszczeniu. 
 
94 
 
 
- Tu jest monitor, na którym widać wejście do twojego azylu  ciągnął i postukał palcem w jeden z 
ekranów.  Jeśli spróbuje się tu dostać ktokolwiek, kogo nie znasz, uderzasz w ten przycisk. A teraz 
wchodź.  Nie  czekając,  aż  go  posłucham,  wepchnął  mnie  do  pomieszczenia  i  uruchomił 
mechanizm  z  zewnątrz.  Drzwi  zamknęły  się  z  głuchym  odgłosem  wsuwających  się  na  miejsce 
zasuw.  Zaraz  jednak  wszystko  ucichło.  Byłam  zamknięta.  Coś  w  głębi  tego  pudełka  na  buty 
przyciągnęło  moją  uwagę.  Monitory.  Było  ich  sześć  i  wszystkie  ukazywały  obraz  z  innych 
punktów.  Zgodnie  z  tym,  co  powiedział  Bones,  jeden  z  nich  ukazywał  wejście  przez  szafę.  Na 
pozostałych  jednak  widać  było  teren  wokół  domu.  Zaskoczył  mnie  ten  widok,  gdyż  otoczenie 
budynku mówiło naprawdę wiele o naszej lokalizacji. Nic dziwnego, że nie pozwalano mi nawet 
wyjść  na spacer.  Sądząc  po  wyglądzie, znajdowałam się w  niewielkim  zamku. Nie mogłam tego 
stwierdzić  z  wnętrza,  gdyż  urządzone  było  bardzo  nowocześnie.  Nadchodził  świt.  Z  lekka 
pojaśniałe  niebo  pozwalało  dostrzec  poruszenie na  dworze,  gdyż  nie  wydawało  się,  by  kamery 
posiadały  funkcję  noktowizji.  Na  większości  ekranów  widniał  obraz  ścisłego  otoczenia  zamku, 
lecz  jeden skierowany  był  na  zbocze wzgórza  nieco dalej. Gwałtownie zaczerpnęłam powietrza. 
Było ich tak wielu. Po nierównym gruncie maszerowało ponad sto ghuli. Wszystkie poruszały się 
z  zabójczym  zdecydowaniem.  Każdy  też  był  uzbrojony.  Niektórzy  jednak  nieśli  nie  tylko 
standardową broń lub noże, ale i wyrzutnie rakiet. Ile osób było w zamku? Bones, Spade, Rodney, 
Ian...  i  kilku  strażników,  jak  powiedział  Spade.  Walcząc  przeciwko  takiej  armii,  to  będzie  jatka. 
Wpadłam we wściekłość. Dlaczego nie zaminowali trawnika? Dlaczego nie było tu więcej ludzi? I 
dlaczego  wszyscy  ustawili  się  przed  wejściem,  jak  jakieś  tarcze  strzelnicze,  zamiast 

background image

zabarykadować się za murami?! Ze zbliżających się szeregów wysunął się mężczyzna i zaczął iść 
w  stronę  zamku.  Był  średniego  wzrostu,  miał  szpakowate włosy  i  zachowywał  się  jak dowódca. 
Mówił  coś,  lecz  cholerne  monitory  nie  przekazywały  dźwięku.  Ściany  pokoju  były  zbyt  mocno 
zbrojone, bym mogła cokolwiek usłyszeć, byłam więc niczym głucha. Cokolwiek jednak to było, 
nie  spotkało  się  z  dobrym  przyjęciem.  Bones  stanowczo  pokazał  mu  palec,  a  nie  był  to  palec 
wskazujący. Facet splunął na ziemię, po czym odwrócił się i wrócił do swoich. 95 
 
 
Z lub bez dźwięku, było dla mnie jasne, że negocjacje się nie powiodły. Zobaczyłam, że zaczynają 
padać  pierwsze  strzały.  Jak  jeden,  wszystkie  wampiry  błyskawicznie  uniosły  się  w  powietrze,  a 
Rodney  zabrał  się  za  obsługę własnego  działka. Ulżyło  mi, gdy  zobaczyłam nieznajome  twarze 
ludzi wybiegających z zamku i dołączających do Bonesa i pozostałych. Wampiry na kilka sekund 
zniknęły z monitorów, po czym na powrót się pojawiły, bombardując ghuli niczym pociski. Potem 
odleciały z niesamowitą prędkością, a ziemia usiana była ciałami bezgłowych lub oszołomionych 
ghuli. To był niesamowity widok. Z moich szybkich wyliczeń wynikało, że zamku pilnowało około 
dwanaście  wampirów,  z  których  każdy  uderzał  z  siłą  tornada.  Okazało  się  jednak,  że  to  nie 
wystarczy.  Ghule,  które  przetrwały  atak  jeden  na  jednego,  nie  były  długo  oszołomione. 
Otrząsnęły się i wznowiły swój ponury marsz. Krok po kroku, coraz bardziej zbliżały się do zamku. 
Ich liczba była mniejsza, to prawda, lecz poruszały się z wyraźną determinacją. Bones i pozostali 
mogli  być  groźni,  lecz  matematyka  jest  matematyką.  Było  ich  zbyt  mało.  Po  około  dwudziestu 
minutach  ostrej  walki,  przedstawiciel  ghuli  wystrzelił  racę,  rozświetlając  wciąż  jeszcze  ciemne 
niebo. Zamarłam z dłonią przyciśniętą do ekranu, jak gdyby mogło to coś pomóc. Oczywiście, tak 
się nie stało. Zza wzgórza wyłoniły się kolejne zastępy wrogiej armii. Krzyknęłam i rzuciłam się na 
zamknięte drzwi  do  mojej  klatki.  Nawet  nie  drgnęły.  Zaczęłam  szukać dźwigni,  by  je  otworzyć. 
Musiał istnieć na to jakiś sposób. Moje serce waliło tak głośno, że wydawało się krzyczeć wraz ze 
mną. Zza wzniesienia wyłoniła się kolejna setka ghuli. Atakowali w dwóch falach, co było sprytne. 
Wybrali  też  świt,  kiedy  wampiry  są  najsłabsze.  Niech  zużyją  swoją  moc  na  pierwszej  grupie,  a 
potem  pozostaną  bezbronne.  Potem,  kiedy  będą  już  kompletnie  wyczerpane,  zabiją  je.  A  ja 
siedziałam tutaj, zamknięta w azylu, nie mogąc zrobić nic więcej, jak tylko patrzeć. Nagle rozległ 
się dzwonek telefonu. Przez ogarniającą mnie panikę poczekałam chwilę, zastanawiając się czy to 
sobie  wyobrażałam.  Dźwięk  rozległ  się  jednak  ponownie.  Zaczęłam  przebijać  się  przez  różne 
porozrzucane  rzeczy,  by  odnaleźć  jego  źródło.  Pod  warstwą  moich  ubrań  znalazłam  swoją 
komórkę. Chwyciłam ją gorączkowo, z płonną 96 
 
 
nadzieją,  że  to  Don.  Może  on  mógłby  pomóc.  Może  wysłałby  oddział,  chociaż  nie  miałam, 
cholera,  pojęcia,  gdzie  byliśmy.  -  Catherine.  Usłyszałam  ten  głos,  zanim  jeszcze  zdążyłam 
powiedzieć  ,,halo".  To  nie  był  mój  wuj.  -  Gregor.  Przez  połamane  żebra,  strach  przed  utratą 
Bonesa  i  bezowocne  poszukiwanie  wyjścia  mój  oddech  był  ciężki.  -  Nie  bój  się,  żono.  Mówił 
kojącym  tonem,  choć  w  jego  głosie  czaiło  się  coś  jeszcze.  Nie  wiedziałam  co,  a  może  i  nie 
obchodziło mnie to. - Nie mam na to czasu... - Po każdym słowie musiałam zaczerpnąć oddechu. 
  Muszę  się  stąd  wydostać...  -  Nie  grozi  ci  żadne  niebezpieczeństwo.  Słysząc  to,  prychnęłam 
śmiechem.  -  Koleś,  naprawdę  bardzo  się  mylisz.  -  Nie  skrzywdzą  cię,  Catherine.  Nagle 
zrozumiałam, co takiego kryło się w jego głosie i zacisnęłam dłoń na telefonie. Pewność siebie. - 

background image

To  twoje  ghule?  -  wykrztusiłam.  Na  ekranie  monitora  Bones  przegrupowywał  wampiry  stojące 
najbliżej  niego,  w  każdej  sekundzie  uchylając  się  przed  kulami.  Wcześniejsza  scena  w  końcu 
nabrała  dla  mnie  sensu.  Wysłannik  ghuli  wyszedł  naprzód  i  przedstawił  swoje  żądania,  którą 
Bones  odrzucił.  Nie  trzeba  było  być  geniuszem,  żeby  stwierdzić,  czego  żądał.  Właśnie  dlatego 
Bones mnie tu zamknął. Wiedział, że nie pozwoliłabym poświęcić kogokolwiek. - To nie musi się 
tak skończyć, ma chérie  powiedział Gregor.  Przyjdź do mnie, a przysięgam, że moi ludzie odejdą 
nie robiąc żadnej szkody waszym. - Nie wiesz  jednak, że  jestem  zamknięta w azylu - rzuciłam.   
Nawet, gdybym chciała, nie mogłabym nigdzie pójść. - Nie musisz nigdzie iść, by przyjść do mnie 
  niemal wymruczał. - Jestem Sennym Porywaczem. Złapię cię,  jeśli tylko zaśniesz. Zaśniesz?  Kto 
by w takiej sytuacji spał? Ściany wibrowały od odgłosów strzałów, a na widok tego, co działo się 
na  ekranach  miałam  ochotę  zwymiotować.  Będąc  bliska  walenia  głową  w  ścianę,  jakoś  nie 
widziałam możliwości, by zasnąć. 97 
 
 
-  Łatwiej  powiedzieć  niż  zrobić.  -  W  moim  głosie  zabrakło  tonu  desperacji.  Bones  z  uwagą 
wyposażył  ten  pokój.  Było  tu  kilka  książek,  przekąski,  napoje,  przybory  piśmiennicze  i    co 
najważniejsze  -  pigułki.  Przez  chwilę  rozważałam  tę  decyzję,  przenosząc  wzrok  z  tabletek  na 
dramatyczną scenerię ukazaną na monitorach. Mencheres powiedział, że Gregor nie chciał mnie 
skrzywdzić.  Wszystkie  środki  zapobiegawcze,  jakie  zastosował  Bones,  miały  uniemożliwić 
Gregorowi  znalezienie  mnie.  Nie  dlatego,  że  Gregor  chciał  mnie  zabić,  lecz  dlatego,  że  chciał, 
bym z nim była. Pójście do niego mogło być niebezpieczne, lecz Bones i moi przyjaciele byli teraz 
w  większym  niebezpieczeństwie  niż  ja  będę  z  Gregorem.  Nie  mogłam  tak  po  prostu  siedzieć  i 
mieć  nadzieję,  że  jakiś  cud  uratuje  ich  przed  zaszlachtowaniem.  -  Zrobię  to,  ale  mam  swoje 
warunki. Gregor prychnął z niedowierzaniem. - Chyba nie zdajesz sobie sprawy, jak poważna jest 
sytuacja. - Mam widok z lotu ptaka  odparowałam.  Ale i tak mam warunki. Ponownie się oburzył. 
- Nie skrzywdzę cię, Catherine. - To miłe, lecz nie tego chcę.  Boże, nowe oddziały ghuli zaczęły 
również strzelać, wspierając pierwszą grupę atakujących. Nie miałam zbyt dużo czasu.  W chwili, 
kiedy będę z tobą, ten atak ma ustać. Jesteś odpowiedzialny za to, by ich odwołać, i to za dobre. 
Chcesz,  żebym  przypomniała sobie, co między nami zaszło?  W porządku. Lecz  jeśli po tym, jak 
już to sobie przypomnę, wciąż będę chciała wrócić do Bonesa... pozwolisz mi odejść w spokoju. 
Natychmiast  i  bez  wahania.  To  ryzyko,  Porywaczu.  Jak  bardzo  pewny  siebie  jesteś?  Celowo 
zagrałam  na  jego  arogancji.  Nie  miałam  żadnych  wątpliwości,  że  czegokolwiek  bym  się  nie 
dowiedziała, nie zmieni to moich uczuć do Bonesa. Gregor o tym nie wiedział, oczywiście. Dyby 
odmówił, przy tak jawnym wyzwaniu okazałby się niepewny, a nie wydawało mi się, by taki był. - 
Gdyby  do  tego  doszło,  nie  oddałbym  cię  bez  ochrony.  Musiałbym  zobaczyć,  że  eskorta 
bezpiecznie  odprowadza  cię  na  miejsce    odparł  ostrożnie.    I  owszem,  jestem  wystarczająco 
pewny siebie, by zaryzykować. Twoje warunki są do zaakceptowania. Nie zamierzałam stawiać na 
jego słowo. - Przysięgnij na swoje życie, Gregor. Bo jeśli kłamiesz, z pewnością ci je odbiorę. 98 
 
 
- Grozisz mi?  Brzmiał na rozbawionego.  W porządku. Przysięgam na swoje życie. Westchnęłam 
głęboko. Tak naprawdę nie wierzyłam Gregorowi, lecz musiałam podjąć to ryzyko. Gdybym tego 
nie zrobiła, a wszyscy tutaj by zginęli, nigdy bym sobie nie wybaczyła. Panie, niech Gregor mówi 
prawdę  i  błagam...  błagam  spraw,  by  Bones  zrozumiał.  -  No  dobra.  Przygotuj  się  do  swoich 

background image

czarów,  bo  oto  nadchodzę.  Zatrzasnęłam  klapkę  telefonu  i  chwyciłam  butelkę  z  tabletkami. 
Bones zostawił  je tu  na wypadek, gdybym musiała trzymać Gregora  z dala  od  swojego umysłu. 
Nie  przewidział  jednak,  że  mogłam  ich  użyć,  by  wpuścić  do  niego  Gregora.  Don  bardzo 
dokładnie określił dawkę. Cztery tabletki na raz. Gdybym wzięła mniej, zapadłabym w normalny 
sen. Odkręciłam pokrywkę i włożyłam do ust dwie, popijając je wodą z butelki. Potem chwyciłam 
za długopis leżący obok książek. Tabletki szybko uległy rozpuszczeniu  już teraz czułam zawroty 
głowy.  Nie  było  tu  żadnego  papieru,  wydarłam  więc  kartkę  z  jednej  z  książek  i  nagryzmoliłam 
kilka  słów  na  niewielkiej  ilości  pustego  miejsca.  Wracam  tam...  Słowa  rozmyły  mi  się  przed 
oczami,  zanim  jeszcze  skończyłam  je  pisać.  Ostatkiem  sił  umieściłam  je  na  kartce.  Wtedy 
ogarnęła mnie ciemność. Biegłam, lecz - choć raz  nikt mnie nie gonił. - Podejdź bliżej, Catherine. 
Podążyłam za jego głosem i wkrótce go zobaczyłam. Gregor uśmiechał się chłodno i triumfująco. 
Na ten widok zwolniłam. - Pamiętaj o naszej umowie  ostrzegłam go, czując niewidzialne macki 
jego mocy sięgające w moim kierunku. Oczy Gregora zaiskrzyły.  -  Chodź do mnie. Na sekundę 
zawahałam się  i obejrzałam do  tyłu, mając nadzieję, że  jakimś  cudem  pojawi  się  za mną Bones. 
Oczywiście, tak się nie stało. Walczył o swoje życie oraz tych, którzy stali po naszej stronie. Cóż, 
przynajmniej teraz mogłam im pomóc. Pokonałam dzielącą nas odległość i pozwoliłam, by objął 
mnie ramionami. Poczułam na szyi coś, co mogło być muśnięciem jego ust, lecz poza tym... 99 
 
 
- Nic się nie dzieje   powiedziałam w  jego  pierś. Był  tak cholernie wysoki. To  niewyraźne, senne 
uczucie  wcale  nie  zniknęło,  chociaż  powietrze  wokół  nas  zdawało  się  iskrzyć.  -  Nie  rozumiem   
powiedział  w  końcu.  -  Ze  wszystkich  możliwych  sytuacji  akurat  teraz  zachciało  ci  się  mieć 
problemy z wykonaniem sztuczek?  syknęłam, coraz bardziej wściekła z niewiedzy, co się dzieje z 
Bonesem.    No  dalej,  Gregor.  Włącz  tryb  Porywania.  Mocniej  przycisnął  mnie  do  siebie.  -  To 
pewnie  przez  ciebie  -  szepnął.    Blokujesz  mnie.  O  żesz.  Opuszczenie  obronnych  tarcz  było  dla 
mnie  najtrudniejszą rzeczą,  szczególnie w  przypadku  obcego, któremu nie  ufałam.  -  Staram się 
tego nie robić. Jego oczy zalśniły. - Twoje opóźnienie może okazać się bardzo kosztowne. Niech 
go szlag, miał rację. Musiałam to zrobić. I to szybko. Oplotłam jego szyję ramionami i nachyliłam 
do siebie jego głowę. Kiedy jego usta opadły na moje, pocałowałam go. Poczułam zaskoczenie, 
gdy  doznałam  wrażenia,  jakbym  już  kiedyś  to  robiła.  Całował  mnie  agresywnie,  jakby 
wygłodniały. Rozproszyło  mnie  to na tyle,  że  poczułam, jak moje  tarcze powoli znikają.  Pozwól 
mu,  Cat.  Po  prostu  wyluzuj  i  zrelaksuj  się...  Przez  moje  ciało  przelała  się  fala  potwornego  bólu. 
Miałam wrażenie, jakby ktoś wywracał mnie na lewą stronę. Pośród hałasu w tle i oszołomienia 
chciałam  krzyknąć,  lecz  nie  miałam  ani  gardła,  ani  ciała,  ani  duszy.  Poczułam  nieopisane 
przerażenie,  że  wyrwano  mnie  z  własnego  ciała  i  rzucono  w  pustkę.  Najgorsze  było  uczucie 
spadania, jakby z ponaddźwiękową prędkością. Gdy doszła do punktu kulminującego, ponownie 
połączyłam się z własnym ciałem. A raczej zostałam w nie wtłoczona. Poczucie, że znów składam 
się z krwi i kości sparaliżowało mnie, a dźwięk mojego bijącego serca wydał mi się najsłodszym 
dźwiękiem,  jaki  kiedykolwiek  słyszałam.  - Catherine.  Dopiero w  tym  momencie  obudziła  się we 
mnie  reszta  zmysłów.  Zdaje  się,  że  teleportacja  zwaliłaby  z  nóg  każdego,  kto  miałby  na  tyle 
wielkiego  pecha,  by  go  doświadczyć.  Zdałam  sobie  sprawę,  że  już  nie  stałam,  chociaż  wciąż 
znajdowałam się w ramionach Gregora. Powoli mój mózg zaczął inwentaryzację. Dwie ręce, dwie 
nogi - są. 100 
 

background image

 
Palce  u  rąk  i  nóg   ruszają  się. Żebra    wciąż  bolały.  To  dobrze.  Serce   w  porządku, wciąż waliło 
niczym  młot  pneumatyczny.  Jednak  czegoś  brakowało.  Duże  dłonie  przesunęły  się  po  moich 
plecach. Gregor, konkretny i bardzo nie-senny, miał na ustach triumfujący uśmiech. I  tak jak ja  
oprócz niego nie miał na sobie nic więcej. 
 
101 
 
 
ROZDZIAŁ TRZYNASTY 
 
-  Gdzie  jest  moje  ubranie?    spytałam  cicho  i  z  wściekłością.  W  odpowiedzi  Gregor  zmarszczył 
ganiąco brwi. - Nie warcz tak, Catherine. Jestem w stanie transportować jedynie organizmy żywe. 
Może i była to prawda, jednak nie tłumaczyło to, dlaczego był w stroju Adama. Wątpiłam, by był 
to przypadek. Z całą pewnością przypadkiem nie było to, że czule pieścił moje ciało. - Zabieraj ze 
mnie łapska, Gregor. I odwołaj swoich ludzi, jak obiecałeś. Natychmiast. W moim głosie nie było 
już gniewu. Nie, teraz przepełniało go zimne i twarde żądanie. Popatrzyła na mnie w taki sposób, 
że miałam wrażenie, iż odmówi. Wtedy jednak, z celową powolnością w ruchach, odsunął się ode 
mnie.  -  Nie  próbuj  jeszcze wstawać.  Potrzebujesz  czasu,  by  odzyskać  siły.  Byłam  w  łóżku. Och, 
pewnie,  jakby  tego  też  nie  zaplanował.  -  Nic  mi  nie  będzie.  Przynajmniej  tak  długo,  jak 
dotrzymasz słowa. Nie odpowiedział, tylko ruszył do drzwi i otworzył je szarpnięciem. Pozostało 
mi  tyle  instynktownej  skromności, że  przewróciłam  się  na  brzuch.  Wciąż  jednak  czułam  w ciele 
sztywność.  Zaraz  za  drzwiami  ktoś  stał, a Gregor cofnął się,  by wpuścić go do  środka. -  Lucius, 
przypatrz  się.  Lucius,  wysoki  blondyn  o  prawdopodobnie  nordyckich  korzeniach,  rzeczywiście 
obserwował.  Przyjrzał  mi  się  od  stów  do  głów,  na  co  spojrzałam  na  nich  obu  z  wściekłością.  - 
Mam  już  moją  żonę.  Przyszła  do  mnie  z  własnej  woli,  możesz  więc  poinformować  Simona,  by 
wycofał swoje oddziały. - Najpierw muszę się dowiedzieć czy rzeczywiście jestem twoją żoną. A 
przyszłam do ciebie, bo mnie szantażowałeś  odparłam, wzrokiem dając mu do zrozumienia, że 
nie  spodobała  mi  się  jego  gra  słów.  -  Upewnij  się,  by  Simon  znał  jej  dokładne  położenie,  gdy 
będzie zdawał raport - powiedział Gregor, ignorując mnie.  I upewnij się, że pozna również moje. 
102 
 
 
Boże  w  niebiosach,  Bones  po  prostu  zwariuje.  Poczułam  falę  ogarniającego  mnie  niepokoju. 
Może powinnam była lepiej to przemyśleć. - Oui, monsieur. Lucius wyszedł, nie patrząc na mnie 
więcej, a  Gregor  zamknął  drzwi. Nie dbałam o to,  jako  że wciąż  pozostał w pokoju.  - Zadzwoni 
do tego Simona? Jak blisko tamtego miejsca jesteśmy?  spytałam, chwyciłam koc i owinęłam się 
nim. - Zadzwoni.  W jego oczach pojawił się blask.  Jesteśmy jednak daleko od Bawarii, Catherine. 
- Bawarii?  Rany, nic dziwnego, że to miejsce wydawało mi się odległe.  A gdzie jesteśmy teraz? 
Czy,  jak  podejrzewam,  nie  zamierzasz  mi  powiedzieć?  Dziwnie  mi  było  rozmawiać  z  nagim 
nieznajomym. Gregor  ze swojej  strony  nie  zrobił nic,  by  się okryć. Nie przypatrywałam się,  lecz 
nie byłam też ślepa.  Był  zbudowany  niczym  futbolista   jego ciało  było niezwykle umięśnione, a 
skórę  znaczyło  kilka  blizn.  -  Powiem  ci.  Nie  jestem  jak  ten  bydlak,  który  woził  cię  w  tę  i  z 
powrotem  ślepą  i  bezsilną.  Ostatnie  zdanie  powiedziało  mi  wszystko.  Od  samego  początku 

background image

chodziło mu  o  mnie. Spojrzałam  na  niego  z  namysłem.  -  Może  już  o  tobie  nie śnię,  lecz  wciąż 
grzebiesz  mi  w  głowie.  Musiałeś  siedzieć  w  niej  całkiem  długo,  skoro  znasz  takie  szczegóły. 
Gregor  usiadł  na  brzegu  łóżka  i  wyciągnął  rękę,  bym  się  nie  odsunęła.  Przeraził  mnie  brak 
synchronizacji moich ruchów. Chciałam wyskoczyć z łóżka, a jedyne, co byłam w stanie zrobić, to 
zadrżeć. - Wiem to, co ty - powiedział, przesuwając dłonią po moim ramieniu.  Nie mogę nikogo 
przenieść lub wniknąć w czyjś umysł, jeśli wcześniej nie piłem jego krwi. Mimo, że było to wiele 
lat  temu,  twoja  krew  wciąż  we  mnie  krąży,  Catherine.  Kolejna  ciekawostka,  o  której  nikt  mi 
wcześniej  nie  wspomniał.  -  Skoro  wiesz  to  samo,  co  ja,  to  wiesz  również,  że  kocham  Bonesa  - 
odparłam. - Tylko myślisz, że tak jest.  Przesunął dłoń niżej, do krawędzi koca, po czym wsunął ją 
pod niego. Dotyk jego palców na mojej łydce nie podniecił mnie. Wręcz przeciwnie  wpadłam w 
furię. - Jaki kawał gnoja dobierałby się do kobiety, która nie jest w stanie go powstrzymać? 103 
 
 
Jego  dłoń  zamarła  na  mojej  nodze.  Udało  mi  się  ponownie  obrócić  i  usiąść.  Drżącymi  rękoma 
przytrzymałam  na  sobie  koc.  Teraz  przynajmniej  mogłam  spojrzeć  mu  prosto  w  oczy  bez 
wykręcania  sobie  karku.  -  Jedyny  powód,  dla  którego  zgodziłem  się  wycofać  swoich  ludzi  w 
zamian za twoją uległość, to fakt, że Bones kilka razy uratował ci życie  burknął Gregor.  Od tej 
pory jednak nie ma co liczyć na moją łaskę. - Czy właśnie tak nazywasz niezamordowanie jego, 
mojej matki i naszych przyjaciół w podłej zasadzce o świcie? Łaską? Poza tym, jak nas znalazłeś? 
Tym  razem  nie  dowiedziałeś  się  tego  ode  mnie.  Gregor  zacisnął  zęby.  -  Znalazłem  cię  przez 
głupotę Bonesa. A gdyby to on zaatakował mnie w podobnych okolicznościach, działałby z takim 
samym  okrucieństwem.  Otworzyłam  usta,  by  mu  odpowiedzieć,  gdy  rozległo  się  gorączkowe 
pukanie do drzwi. - Powiedziałem, by mi nie przeszkadzano  warknął Gregor, ruszając do drzwi i 
otwierając  je  szeroko.  Ponownie  był  to  Lucius.  Był  tak  poruszony,  że  niemal  podskakiwał  w 
miejscu.  -  Panie,  musisz  pójść  ze  mną.  Mam  pewne...  wieści.  Sposób,  w  jaki  na  mnie  spojrzał 
sprawił, że zwiesiłam swoje gumowe nogi z łóżka i wstałam. - Co się stało? Czy ten, jak-mu-tam, 
nie dostarczył wiadomości? - spytałam, walcząc z zawrotami głowy. - Chcesz, żebym teraz z tobą 
poszedł?  -  powtórzył  Gregor  i  wskazał  na  mnie.    To  pierwszy  raz,  kiedy  po  dwunastu  latach 
spotykam się z żoną. Czy to nie może poczekać? - Nie, monsieur  szepnął Lucius i opuścił głowę. 
- Czy  to Bones?   spytałam gwałtownie. Zaraz  też zachwiałam się i  upadłam, gdy  moje nogi  nie 
utrzymały  ciężaru  ciała.    Gregor,  jeśli  on  nie  żyje...  -  Czy  ta  świnia  jeszcze  żyje?    przerwał  mi.   
Odpowiedz, zanim dziewczyna wpadnie w histerię. - Ach, tak. Żyje.  Były to najsłodsze ze słów.  
Proszę, jeśli zechcesz pójść ze mną... - Moja matka?  przerwałam mu, zastanawiając się, co mogło 
pójść  tak  bardzo  źle.  -  Nic  mi  nie  wiadomo  na  temat  poległych  wśród  twoich  bliskich  - 
powiedział Lucius, niemal wykręcając sobie dłonie. 104 
 
 
- Usłyszałaś to, o co prosiłaś - powiedział Gregor, podnosząc mnie z podłogi i ponownie kładąc 
na  łóżku.    Jeśli  nie  chcesz  zrobić  sobie  krzywdy,  zostań  tu.  Zaraz  wracam.  Po  tych  słowach 
wyszedł.  Gdy  zamknął  za  sobą  drzwi,  rozległ  się  charakterystyczny  dźwięk  przesuwających  się 
zasuw. Ponieważ nie miałam nic innego do roboty, położyłam się i zaczęłam ćwiczyć poruszanie 
kończynami.  Gregor  wrócił  jakąś  godzinę  później.  Miał  na  sobie  spodnie,  jednak  wciąż  był  bez 
koszuli.  Cóż,  lepsze  to  niż  nic.  Usiadłam,  podpierając  plecy  poduszkami  i  podciągając 
prześcieradło  pod  brodę.  Kiedy  napotkał moje spojrzenie,  na  krótką chwilę  coś  pojawiło się  na 

background image

jego twarzy. Jego usta nabrały łagodniejszego wyrazu, lecz nie uśmiechnął się. - Przypominasz mi 
dziewczynę,  którą  niegdyś  byłaś.  Już  nią  nie  jesteś,  lecz  w  tej  chwili  wyglądasz,  jakbyś  była. 
Poczułam się dziwnie. Wspominał kogoś, kim kiedyś byłam, choć ja sama nie miałam pojęcia, kim 
była  ta  osoba.  Szesnastoletnia  Catherine,  która  nie  darzyła  wampirów  nienawiścią  i  nawet  z 
jednym pojechała do Paryża? W życiu jej nie poznałam. - Nie, już nią nie jestem  zgodziłam się.  
Ponieważ  zaś  nie  można  cofnąć  czasu,  dlaczego  teraz  nie  moglibyśmy  się  po  przyjacielsku 
rozstać?  Nie  odpowiedział  na  to.  -  Twoje  ciało  jest  również  inne.  Jesteś  nieco  wyższa  i  trochę 
przytyłaś.  -  Każdemu coś  się nie podoba   mruknęłam. Słysząc  to uśmiechnął  się, co  uwydatniło 
bliznę na jego brwi. - Nie chciałem cię obrazić, ma femme. Twoim piersiom dodaje to jędrności 
oraz  zaokrągla  biodra.  O  wiele  za  dużo  informacji  i  to  w  kompletnie  niewłaściwym  kierunku.  - 
Gregor.    Poruszyłam  się  na  łóżku,  a  z  ust  wyrwał  mi  się  cichy  jęk.  Ruch  ten  zwiększył  ucisk  na 
moje  żebra.  W  następnej  sekundzie  już się  nade mną  pochylał.  -  Jesteś  ranna.  Myślałem,  że  to 
tylko  napięcie  po  transporcie,  lecz  ty  cierpisz.  -  To  nic  takiego.    Odepchnęłam  jego  dłonie.   
Poobijałam się trochę podczas sparringu z przyjacielem. Gdzie jesteśmy? Nie powiedziałeś mi. - 
W  Austrii.   Bez zaproszenia  usiadł obok  mnie.  Przesunęłam się, niezadowolona z jego  bliskości. 
105 
 
 
- A  czego to  Lucius  nie chce,  bym  się  dowiedziała?   spytałam  unosząc  brwi,  jakby rzucając  mu 
wyzwanie. Nieznacznie wzruszył ramionami. - Żadna z bliskich ci osób nie zginęła ani nie została 
ranna.  Zgodnie  z  wydanymi  instrukcjami,  moi  ludzie  wycofali  się.  Tym  samym  moja  część 
obietnicy  została  wypełniona.  -  Nie  wypełniłeś  jej  całej    odpowiedziałam  ostro.  -  Ty  również. 
Teraz twoja kolej.  Z kieszeni spodni wyciągnął niewielkie ostrze, na którego powierzchni widniał 
zawiły  ryt.   Napij  się  ze  mnie. Dowiedz się  o  rzeczach,  które  zostały ci  skradzione. Teraz,  kiedy 
nadszedł  czas,  bym odzyskała utracone wspomnienia, poczułam  wahanie. Czy było możliwe, że 
kochałam  stojącego  przede  mną  wampira?  Nie  mogłam  sobie  tego  wyobrazić,  lecz  Gregor 
wydawał  się  być  taki  pewny.  Co,  jeśli  wiedza  na  temat  tego  kawałka  mojej  przeszłości  zmieni 
wszystko  między  Bonesem  i  mną?  Czy  warto  było  to  ryzykować?  Z  drugiej  strony  jednak,  nie 
miałam wyjścia. Jeśli  Gregor chciał  zmusić  mnie, bym  wypiła  jego  krew,  to   w moim stanie   nie 
będzie  to  problemem.  Poza  tym  nie  pozwalałam,  by  wątpliwości  kierowały  moimi  czynami. 
Kochałam Bonesa. Żadne moje wspomnienia nie będą w stanie tego zmienić, bez względu na to, 
co sądził Gregor. Nie odwróciłam wzroku, biorąc od niego nóż. Jednakże gdy sięgnęłam po jego 
dłoń,  Gregor  powstrzymał  mnie.  -  Nie.  Pij  z  mojej  szyi,  jak  ja  niegdyś  z  twojej.  Naprawdę  nie 
chciałam  być  blisko  niego,  lecz  odmowa  była  by  irracjonalna.  Przynajmniej  Bones  się  mylił, 
pomyślałam. Przysięgał, że Gregor będzie zmuszał mnie, bym z niego piła. Bez wahania wbiłam 
ostrze w jego szyję i natychmiast przyssałam się do niej ustami. Przełykając jego krew poczułam, 
jak  obejmuje  mnie  ramionami,  lecz  nie  zwracałam  na  to  uwagi.  W  moim  umyśle  coś 
eksplodowało. Tym razem nie spadałam  coś pchało  mnie  naprzód. Czekałam na parterze, przy 
głównych  drzwiach,  zgodnie  z  poleceniem  Cannelle,  gospodyni  Gregora.  Mruknęła  coś  po 
francusku, lecz nie do końca ją zrozumiałam. Co by to nie było, nie brzmiało przyjaźnie. Och, przy 
Gregorze  Cannelle  była  niezwykle uprzejma.  Jednak gdy  tylko  odwracał  się  plecami, stawała się 
zimna i złośliwa. Nie wiedziałam dlaczego, lecz czułam przez to smutek. Byłam daleko od domu, 
a poza tymi 106 
 

background image

 
kilkoma ludźmi w domu, nie widziałam żywej duszy. Naprawdę miło było by mieć jakiegokolwiek 
przyjaciela. Moim zdaniem hall w domu Gregora miał najbardziej zimny wystrój, jaki dotychczas 
widziałam.  Wysokie  sufity,  które  całkowicie  zakrywały  niebo.  Szorstkie  w  wyrazie  obrazy,  na 
których  pozbawione  uśmiechu  postaci  z  wyrzutem  wpatrywały  się  w  każdego,  kto  ośmielił  się 
wejść  do  środka.  Kolekcja  toporów  skrzyżowanych  nad  rzędem  zbroi.  Taa,  było  tu  naprawdę 
przytulnie.  Jeśli  było  się  Adolfem  Hitlerem. Chwilę  później  w drzwiach  stanął  Gregor.  Wyglądał 
naprawdę  imponująco,  ubrany  w  długi  ciemny  płaszcz,  pod  którym  miał  czarną  koszulę  i 
spodnie. Mimo, że mnie onieśmielał,  nie  mogłam  się  powstrzymać,  by go nie podziwiać. Wciąż 
wydawało mi się nierealne, że Gregor był wampirem. Ledwie pogodziłam się z faktem, że sama 
jestem  mieszańcem,  a  już  porwał  mnie  ze  sobą  wampir,  któremu    co  niebywałe    moja  matka 
zdawała się ufać. A ponieważ nie ufała nikomu, Gregor musiał myć kimś naprawdę specjalnym. - 
Wyglądasz przepięknie w tej sukni  powiedział, obejmując mnie wzrokiem.  Jak czarująca młoda 
dama, a nie wiejska dziewka. Skuliłam sie wewnątrz, lecz nie chciałam, by zobaczył, że sprawił mi 
przykrość.  -  Podziękuj  Cannelle.  Wszystko  dla  mnie  przygotowała.  -  Podziękuję  jej  później   
powiedział z błyskiem w oku.  Czyż nie wolisz nosić tego od poplamionych jeansów i recepturek 
we  włosach?  W  ciągu  ostatnich  dwóch  dni  niemal  się  nie  odzywałam,  zbyt  oszołomiona  jego 
osobą  i  okolicznościami, w  jakich się  znalazłam.  Jednak  słysząc  te słowa,  zesztywniałam.  -  Były 
dla  mnie  wystarczająco  dobre  przez  całe  moje  życie  -  powiedziałam.    Skoro  tak  bardzo  ci 
przeszkadza  moje  pochodzenie,  to  może  powinieneś  na  powrót  zapakować  mnie  w  samolot. 
Możesz nazywać mnie jak chcesz, lecz zostaw w spokoju moją rodzinę. Nie są winni temu, że nie 
jesteśmy  zamożni.  Moi dziadkowie  pracowali więcej niż przeciętni  ludzie, a  byli już posunięci w 
latach. Gregor rozłożył ramiona. - Nie chciałem cię obrazić, chérie. Ja również pochodzę z farmy, 
na południu Francji, lecz nie znajdziesz tam wiśni. Widzisz? Jeszcze jedna rzecz, która nas łączy. 
W jakiś sposób uspokoił mnie. - Co jeszcze mamy wspólnego? 107 
 
 
- Ach  uśmiechnął się, co złagodziło jego twarde rysy. - Chodź. Sama zobaczysz. Gregor szedł ze 
mną paryskimi  ulicami. Poprowadził mnie do rozświetlonych  fontann  na placu,  opowiadając ich 
historię. Był  by  to  wymarzony wieczór,  gdyby  tylko  nie  zmieniał  tematu  za  każdym  razem,  gdy 
zadawałam mu kolejne z niezliczonych pytań. - Dlaczego tu z tobą jestem?  Spytałam w końcu, 
sfrustrowana  niewiedza,  dlaczego  z  takim  pośpiechem  zabrano  mnie  z  Ohio.    To  znaczy,  moja 
matka powiedziała mi, że muszę z tobą jechać, bo chce mnie dorwać jakiś podły wampir. Nikt mi 
jednak nie  powiedział,  kim on jest.  Byliśmy już niemal przy Wieży Eiffla. Widok zapierał  dech w 
piersiach,  lecz  żadna  sceneria  nie  odwróciłaby  mojej  uwagi  od  tego,  co  miało  wydarzyć  się  w 
mojej przyszłości. Gregor wskazał stojącą niedaleko ławkę i usiedliśmy. Ponieważ od zapadnięcia 
zmroku  temperatura wciąż  spadała,  zdjął  swój  płaszcz  i  podał  mi  go.  Ten  prosty gest  wzruszył 
mnie i sprawił, że wróciła mi nieśmiałość. Właśnie w taki sposób facet zachowałby się na randce... 
a  przynajmniej  tak  to  sobie  wyobrażałam.  Gregor  siedział  niezwykle  blisko  mnie.  Mimowolnie 
zaczęłam  zastanawiać  się  czy  mam  brzydki  oddech  lub  resztki  jedzenia  między  zębami.  -  To, 
czym  jesteś,  Catherine    zaczął    jest  naprawdę  rzadkim  zjawiskiem.  Na  tym  świecie  istnieją 
wampiry, tak jak ludzie i ghule, lecz w całej historii istniał zaledwie jeden znany mieszaniec, setki 
lat  temu.  Przez  twoją  unikalność  znajdą  się  tacy,  którzy  zechcą  cię  wykorzystać.  A  znajdzie  się 
jeden, który  użyje  wszelkich  środków,  by  to  zrobić.  -  Kto?    wykrztusiłam.  Na  wieść,  że  nie  było 

background image

nikogo takiego jak ja, poczułam ogromną samotność.  I dlaczego? - Nazywa się Bones. - Gregor 
niemal wypluł te słowa.  Zmusi cię, byś została zabójcą, takim samym, jak on. Zmieni cię w kurwę 
wabiącą  dla  niego  ofiary.  Zabije  twoją  rodzinę,  byś  oprócz  niego  nie  miała  nikogo,  kto  by  cię 
chronił.  A  będziesz  potrzebowała  ochrony,  Catherine.  Po  tych  ohydztwach,  do  popełnienia 
których  cię  zmusi,  do  końca  życia  będziesz  uciekała  przed  niebezpieczeństwem.  -  Nie!  Na  tak 
zarysowaną przede mną przyszłość, z moich  ust wyrwał się krzyk protestu.  Słysząc, że stanę się 
potworem,  przez  którego  zginie  moja  rodzina,  miałam  ochotę  uciec.  Jakby  to  wyczuwając, 
Gregor objął mnie ramieniem, przytrzymując w miejscu. 108 
 
 
- Właśnie dlatego  przyjechałem,  ma chérie.  Nie  znajdzie  cię  tutaj.  Wkrótce  zwiążę  się  z  tobą,  a 
wtedy już nikt  ci  nie  zagrozi.  Jeśli zrobisz to, co ci powiem, nigdy  nie  będziesz musiała cierpieć 
takiej  egzystencji.  -  A  moja  rodzina?  Moja  matka?  Będą  bezpieczni?    Na  myśl  o  ich  śmierci 
zaczęłam drżeć. - Tak długo, jak jesteś ze mną, nic im się nie stanie. W jego głosie brzmiała taka 
pewność  siebie.  Dlatego  moja  matka  mnie  tu  przysłała,  pomyślałam  w  otępieniu.  Gdybym  nie 
odeszła, wszyscy by zginęli. Musnął dłonią mój policzek. - A jednak do końca mi nie ufasz, oui? 
W  takim  przypadku  nie  będę  mógł  cię  ochronić.  -  No  dobrze  -  westchnęłam.    Zrobię,  co 
zechcesz. - Dobrze.  Zielone błyski zniknęły z jego oczu, a twarz się rozluźniła.  Tak będzie lepiej. 
A  teraz  chodź  do  mnie.  Wyciągnął  do  mnie  ramiona,  na  co  zawahałam  się.  Czyżby  chciał  się 
przytulić?  -  Eee...  -  Poruszyłam  się  niespokojnie.    Co...  -  Już  zadajesz  pytania?    przerwał  mi, 
mrużąc oczy. - Nie, nie.  Natychmiast zarzuciłam mu ręce na szyję, a serce zaczęło mi szybciej bić. 
Nie była to pozycja, do której przywykłam. - Tak lepiej  niemal warknął. Gregor przycisnął mnie 
do  siebie,  aż  się  zarumieniłam.    Wrócimy  teraz  do  domu.  Musisz  być  zmęczona.  -  Cóż   
powiedziałam.    Troszeczkę.  Co...?  Uniósł  nas  oboje  w  powietrze.  Moje  przerażenie  zmieniło  się 
jednak  w  zachwyt,  gdy  spojrzałam  w  dół.  Och,  wow.  Nic  dziwnego,  że  Paryż  nazywano  też 
Miastem  Świateł.  Gregor  płynął  nad  dachami  budynków,  zbyt  wysoko,  by  można  było  nas 
dostrzec z dołu. Niesamowicie było czuć poryw wiatru i promieniującą od niego moc, patrząc się 
na  tę  niezwykły  obraz  w  dole.  Moje  serce  nie  biło    ono  waliło,  niczym  młot.  Jeśli  to  jest  sen, 
pomyślałam,  to  nie  chcę  się  budzić.  Zbyt  szybko  jak  dla  mnie,  wylądował  na  dachu  budynku, 
który  był  jego  domem.  Zanim  odzyskałam  równowagę,  musiałam  przytrzymać  się  go  jeszcze 
chwilę,  wciąż  oszołomiona  lotem.  Latanie.  Jeśli  to  było  korzyścią  z  bycia  wampirem,  to  nie 
mogłam być aż takim świrem. - Podobało ci się  stwierdził fakt. - Widzisz? Wszystko, co musisz 
zrobić, to mi zaufać. 109 
 
 
-  Nie  wiem,  co  powiedzieć    wykrztusiłam  z  trudem.  Puścił  mnie,  lecz  wciąż  był  bardzo  blisko.   
Dzięki. Uśmiechnął się jeszcze szerzej. Widząc to, poczułam łaskotanie w brzuchu. Nikt nigdy nie 
uśmiechał się do mnie tak, jak Gregor. - Nie ma za co, Catherine. 
 
110 
 
 
ROZDZIAŁ CZTERNASTY 
 

background image

Następne  trzy  tygodnie  minęły  niesamowicie  szybko.  Poza ciągłą  pogardą  ze strony Cannelle  i 
martwieniem się o moją rodzinę, musiałam przyznać, że nigdy nie byłam szczęśliwsza. Gregor był 
cudownym  towarzyszem    przynajmniej  do  chwili,  gdy  mu  się  sprzeciwiłam  lub  prezentowałam 
odmienną od jego opinię. Szybko się tego nauczyłam. Kimże byłam, by spierać się z tysiącletnim 
wampirem,  który  posiadł  moc  i  wiedzę  większe  niż  byłam  w  stanie  sobie  wyobrazić?  To  było 
ulubione  pytanie  Gregora,  gdy  go  zirytowałam.  I  całkiem  trafne.  Nie  miałam  na  to  zbyt  wiele 
argumentów. Lecz gdy Gregor był w dobrym nastroju, czułam się jak w niebie. Całymi godzinami 
słuchał  o  moich  wciąż  narastających  lękach. Zachęcał  mnie do pokazywania swoich  nieludzkich 
zdolności,  które  przy  matce  z  całych  sił  starałam  się  ukryć.  Potem  kupował  mi  ubrania,  buty  i 
biżuterię,  zbywając  moje  protesty  twierdzeniem,  że  piękne  dziewczyny  powinny  mieć  piękne 
rzeczy. Żaden facet nigdy wcześniej nie nazwał mnie piękną. W gruncie rzeczy nikt nie zwrócił na 
mnie  uwagi  w  taki  sposób,  jak  Gregor.  Przez  niemal  jedną  noc  przeszłam  od  bycia  samotnym 
wyrzutkiem  do  poczucia,  że  jestem  adorowana  i  wyjątkowa.  Oto  przystojny,  obyty  i 
charyzmatyczny mężczyzna  spędzał  ze  mną  cały swój czas. Chociaż  wiedziałam,  że  to  głupie,  z 
każdym  dniem  coraz bardziej się  w nim  durzyłam. Gregor  jednak  zachowywał  się wyłącznie jak 
opiekun.  Każdego  dnia  starałam  się  przekonać  samą  siebie,  że  muszę  dać  sobie  spokój  z  tym 
zauroczeniem.  Gregor  nie  tylko  jest  dla  ciebie  o  jakieś  tysiąc  lat  za  stary,  ale  też  ma  pewnie  z 
dziesięć  dziewczyn.  Cannelle  nie  mogłaby  wyraźniej  już  okazać,  jak  bardzo  go  pragnie,  lecz   
mimo,  że  jest  piękna    nie  poświęca  jej  chwili  czasu.  Jakie  więc  ty  masz  szanse?  Żadne,  ot  co. 
Udało  mi  się  wyperswadować  sobie  to  głupie  uczucie...  do  czasu,  jak  zabrał  mnie  na 
,,Angielskiego  pacjenta".  Po  tych  kilku  tygodniach  mój  francuski  był  na  tyle  dobry,  że  nie 
musiałam  czytać  wszystkich  napisów,  by  wiedzieć  o  co  chodzi.  Poza  tym  niektóre  sceny  nie 
wymagały  tłumaczenia.  Bohaterka  miała  na  imię  Catherine.  Słuchając  własnego  imienia 
powtarzanego jękliwie podczas scen erotycznych miałam wrażenie, jakby 111 
 
 
ktoś  wystawił  moje  fantazje  na  widok  publiczny.  Byłam  do  bólu  wręcz  świadoma  jego  nogi 
opierającej  się  o  moją,  jego  ramienia  na  oparciu  oraz  tego,  jak  duży  wydawał  się  w  fotelu. 
Poczułam, jak na twarz wypłynął mi rumieniec i zerwałam się z miejsca, gorączkowo szepcząc coś 
o  toalecie. Nie dotarłam do  niej jednak.  W hallu ktoś chwycił mnie za ramię  i obrócił.  W jednej 
chwili znalazłam się przyciśnięta do piersi Gregora. Zaskoczona otworzyłam usta i poczułam, jak 
natychmiast  nakrył  je  swoimi,  szokując  mnie  wsuwającym  się  w  nie  językiem.  Całując  chwycił 
mnie  za  włosy  i  przytrzymał.  Miałam  wrażenie,  że  to  jednocześnie  cudowne  i  przerażające.  W 
jego uścisku  nie  mogłam  się  nawet  ruszyć,  a  przez  jego  głęboki  pocałunek  nie  byłam w  stanie 
oddychać. W końcu musiał zauważyć gwałtowne ruchy moich rąk, gdyż puścił mnie. Zachwiałam 
się,  lecz szczęśliwie była  tam  ściana,  która  uchroniła mnie przed  upadkiem.  Moje serce musiało 
bić tak głośno, że z pewnością rozbolała go głowa. - To twój pierwszy pocałunek?  spytał niskim 
głosem Gregor, rzucając nieprzyjazne spojrzenie przyglądającej nam się parze. Nie chciałam tego 
przyznać,  lecz  wydawał  się  zawsze  wiedzieć  kiedy  kłamię.  -  Tak.    Jakie  to  żałosne.  Miałam 
szesnaście lat  połowa moich znajomych ze szkoły uprawiała już seks. Na jego wargach pojawił 
się  uśmiech.  -  Właśnie  taką  odpowiedź  chciałem  usłyszeć.  Bardzo  dobrze  ci  idzie.    Objął  mnie 
ramieniem,  przyciskając  do  ściany.    Zastanawiam  się,  jak  dobrze  poradzisz  sobie  z  innymi 
przyjemnościami, jakie zamierzam ci pokazać. Bez słowa wpatrywałam się w niego sądząc, że go 
źle  zrozumiałam.  Było  to  tak  odmienne  od  tego,  jak  zwykle  się  przy  mnie  zachowywał,  że  nie 

background image

mogłam za nim nadążyć. - Masz na myśli, że... eee... chcesz uprawiać ze mną seks? Słysząc mój 
oszołomiony  szept, przyciągnął  mnie do  siebie.  -  A  jak  myślisz,  dlaczego  tu jesteś? Jak  sądzisz, 
dlaczego przywiozłem cię do domu, odziałem cię w piękne szaty i spędzam z tobą dzień i noc? 
Czekałem,  aż  przywykniesz  do  swojego  nowego  domu  i  byłem  bardzo  cierpliwy,  oui?  Jednak 
moja  cierpliwość  wyczerpuje  się.  Jesteś  moja,  Catherine,  i  niedługo  cię  posiądę.  Naprawdę 
niedługo. Zaniemówiłam. Pewnie, byłam szalenie zakochana w Gregorze, lecz nie byłam gotowa 
wskoczyć mu do łóżka. 112 
 
 
Uśmiechnęłam się niepewnie. - Żartujesz, prawda? Natychmiast wiedziałam, że popełniłam błąd. 
Ściągnął brwi, naciągając bliznę, a jego cała twarz pociemniała. - Kpisz sobie ze mnie? Oferuję ci 
coś, za co Cannelle gotowa by zabić, a mimo tego prychasz i chichoczesz. Być może powinienem 
spędzać czas z prawdziwą kobietą, a nie z głupim dzieckiem. Moje oczy napełniły się łzami. Nie 
musiałam się  rozglądać,  by wiedzieć,  że mijający nas w pośpiechu ludzie  przyglądają nam się z 
uwagą.  -  Przepraszam, nie miałam  na myśli... - zaczęłam.  - Nie, nie  miałaś   przerwał  mi głosem 
niskim od przepełniającej go pogardy.  Nie masz na myśli, bo nie myślisz. Chodź, Catherine. Na 
dzisiejszy  wieczór  wystarczy  już  dla  ciebie  wycieczek.  Z  tymi  słowami  szarpnął  mnie  za  ramię  i 
wyprowadził z kina. Nie podnosiłam głowy, by nikt nie zobaczył, że płaczę. Gregor nie rozmawiał 
ze  mną  dwa  dni.  Zadzwoniłam  do  mamy,  lecz  jedynie  nawymyślała  mi,  że  obraziłam  tak 
wspaniałego  mężczyznę. Czy nie wiedziałam, ile miałam szczęścia,  że  mnie do siebie wziął? Czy 
nie dbałam o to, że moje dobro leżało mu na sercu? Nie wspomniałam jej, że moje serce nie było 
zachwycone  tym,  w  jakim  kierunku  zmierzało  jego  zainteresowanie.  Może  rzeczywiście  byłam 
niewdzięczna.  Jakby  nie  było,  Gregor  tak  dużo  dla  mnie  zrobił.  Bez  niego  ja  i  moja  rodzina 
bylibyśmy w ogromnym niebezpieczeństwie. A on był dorosłym mężczyzną. Niezwykle dorosłym. 
Nie  mogłam  oczekiwać,  że  ktoś  tak  stary  jak  on,  okazując  mi  zainteresowanie  będzie  chciał 
jedynie  trzymać  się  za  ręce.  Odpowiednio  skruszona,  czekałam  do  trzeciego  dnia,  by  z  nim 
porozmawiać. Miałam pewien plan, lecz nie miałam pojęcia czy zadziała. Po pierwsze, nałożyłam 
na  twarz  makijaż.  Gregor  zdawał  się  woleć,  gdy  byłam  umalowana.  Następnie  uczesałam  się  i 
dobrałam  odpowiedni  strój.  Najbardziej  lubiłam  nosić  spodnie,  lecz  Gregor  ich  nie  cierpiał. 
Przeglądałam swoje nowe ubrania, coraz bardziej sobie wymyślając. Widzisz te wszystkie śliczne 
rzeczy?  Kupił  je dla  ciebie. Popatrz  na  tę  sypialnię.  Jest  tak wielka,  jak  niemal  cały dom  twoich 
dziadków. Nikt nigdy nie traktował cię tak dobrze. Pewnie, Gregor miał wahania nastrojów, lecz 
ty jesteś świrem mieszanej krwi. Kim więc jesteś, by pierwszej rzucać kamieniem? 113 
 
 
Wybrałam białą sukienkę bez rękawów i przybrałam przepraszający wyraz twarzy. Potem po raz 
ostatni umyłam zęby i podeszłam do jego drzwi. Miałam właśnie zastukać, gdy nagle zawahałam 
się.  A co,  jeśli już zdecydował, że  odeśle  mnie do  domu? Boże,  jak mogłam być  taką idiotką? - 
Wejdź,  słyszę  cię  -  zawołał.  O  żesz.  Teraz  albo  nigdy.  Weszłam  do  jego  sypialni,  a  jej  wnętrze 
sprawiło, że niemal zapomniałam po co przyszłam. Wow. Jakie to barbarzyńsko antyczne. Łóżko 
było  niemal dwa  razy  większe  od  tego  królewskiego  w  moim  pokoju.  W  czterech  narożnikach, 
pnąc się do góry, stały skręcone i wypolerowane pnie drzew. Pokrywały je różnorodne rzeźbienia 
kształtów  i  pokrywających  się  postaci,  i  wszystkie  cztery  spotykały  się  czubkami,  tworząc 
drewniany  baldachim.  Całe  łoże  wyglądało,  jakby  było  wykonane  z  jednego,  powykręcanego 

background image

sterydami  drzewa.  Nigdy  w  życiu  nie  widziałam  czegoś  takiego,  a  gdy  bliżej  przyjrzałam  się 
niektórym rzeźbieniom, moją twarz pokrył rumieniec. Były tam zarówno postaci ukazane w walce, 
jak  i  w  innych  pozach.  -  Ma  ponad  czterysta  lat  i  zostało  wykonane  na  wzór  łoża  Odyseusza. 
Zbudował  je  dla  mnie  cieśla,  który  potrafił  skręcać  i  wyginać  drzewo  według  swojej  woli   
powiedział Gregor widząc mój milczący zachwyt.  Wspaniałe, non? - Tak.  przeniosłam na niego 
wzrok.  Siedział  przy  stoliku  z  komputerem.  Zminimalizował  ekran  i  założył  ramiona  na  piersi. 
Czekał. - Przepraszam cię za tamtą noc - zaczęłam.  Zaczęłam się w tobie porządnie zakochiwać, 
ale sądziłam,  że  to głupie,  bo  ty...  ty  nigdy  byś  się  mną  nie  zainteresował.  Dlatego,  kiedy  mnie 
pocałowałeś, a potem powiedziałeś... cóż, sam wiesz co... byłam tak zaskoczona, że pomyślałam... 
że  to  nie  może  być  prawda.  Nie  mogłam  przecież  mieć  aż  tyle  szczęścia.  Układając  swoje 
przeprosiny  pomyślałam,  że  najlepiej  będzie,  jak  przyznam  się  do  mojego  zauroczenia,  bez 
względu na to, jak bardzo było to dla mnie żenujące. Ale, w gruncie rzeczy, była to prawda. Nie 
miałam  pojęcia,  dlaczego  Gregor  miałby  pragnąć  mnie,  kiedy  wokół  było  mnóstwo  boskich 
wręcz  kobiet,  które  byłyby  zachwycone  mogąc  go  mieć.  Gdyby  nie  jego  charakter, 
powiedziałabym,  że  jest  doskonały.  -  Podejdź  bliżej.  Westchnęłam  z  ulgą,  że w  jego głosie  nie 
było już gniewu i podeszłam do niego. Zatrzymałam się zaledwie krok od niego. - Bliżej. 114 
 
 
Zbliżyłam się jeszcze bardziej, aż kolanami dotknęłam jego nóg. - Bliżej. Wymruczał to, lecz wciąż 
rozkazującym tonem. Jego oczy zaczęły się zmieniać  ich zwykła szarość ustąpiła miejsca zieleni. 
Położyłam dłonie na jego  ramionach, czując  jak moje ciało ogarnia drżenie. Rozchylił  nogi, a  ja 
stanęłam  pomiędzy  nimi.  -  Pocałuj  mnie. Zdenerwowana  tym  poleceniem,  ale  zbyt  lękająca  się 
odmówić, dotknęłam jego ust swoimi,  zastanawiając się czy w  ogóle dobrze  to robię.  Rozchylił 
wargi, a jego ręce nagle ożyły. Oplotły mnie i przycisnęły do jego ciała, podczas gdy jego język 
przedarł się przez moje zamknięte usta. Oparcie fotela przechyliło się do tyłu i nagle znalazłam 
się na nim. Gregor całował mnie tak, jakby w moich ustach kryły się prawdziwe skarby. Lubiłam 
go  całować,  chociaż  było  to  nieco  przytłaczające.  Jęknęłam  z  protestem  dopiero  wtedy,  gdy 
podniósł  mnie  jedną,  silną  ręką  i  poczułam  pod  plecami  materac.  -  Gregor,  zaczekaj   
wykrztusiłam,  gdy  przesunął  usta  na  moją  szyję.  Chłodne  powietrze  owiało  mi  nogi,  gdy 
podciągnął  mi  sukienkę.  Wow.  Miałam  na  myśli  pogodzenie  się  i  przywrócenie  dobrych 
stosunków  między  nami    może  przy  okazji  całowania    ale  to  nie  było  moim  zamiarem.  -  Co 
powiedziałaś?  Niemal  warknął  pytanie,  odpinając  zamek  mojej  sukienki.  Zadrżałam  na  widok 
jego  kłów  wysuwających  się  spod  warg.  Do  tej  pory  widziałam  je  tylko  raz,  na  ganku  moich 
dziadków  w  noc,  gdy  się  poznaliśmy.  Udowodnił  wtedy,  że  naprawdę  jest  wampirem.  Długie, 
ostre  zęby  przerażały mnie,  lecz również nasunęły mi pewien pomysł. -  Chcę, byś  mnie  ugryzł   
zaimprowizowałam.  Moje  serce  waliło  niczym  młot,  również  ze  strachu  przed  ugryzieniem,  lecz 
potrzebowałam  jakiejś  alternatywy.  I  to  szybko.  W  dodatku  takiej,  dzięki  której  nie  zacząłby 
kolejnej tyrady.  Pij ze mnie. Gregor wbił we mnie wzrok, po czym uśmiechnął się. - Oui. Dzisiaj 
krew  z  twojego  ciała,  a  jutro  krew  twojej  niewinności.  Och  Boże.  Co  ja  najlepszego  zrobiłam? 
Gregor usiadł i pociągnął mnie za sobą. Odsunął dłonią moje włosy, jednocześnie szarpnięciem 
odciągając kołnierzyk mojej sukienki. Cała zesztywniałam. Jak bolesne to będzie? 115 
 
 

background image

- Boisz się - mruknął. Podskoczyłam, gdy poczułam, jak językiem zatacza kręgi na mojej skórze. 
Zacisnął  ramiona,  przez  co  miałam  wrażenie,  jakby  były  to  żelazne  obręcze.    Będziesz  przez  to 
jeszcze słodsza. Zaczęłam coś mówić... lecz moje słowa zmieniły się w krzyk. Jego kły wbiły się w 
moją  skórę  i  poczułam,  jak  moja  krew  dosłownie  tryska  z  tętnicy.  Gregor  zaczął  przełykać. 
Przeszył mnie silny ból, który wkrótce zmienił się w falę gorąca. Zaczął ssać mocniej, wzmagając 
ogarniające mnie oszołomienie. W końcu poddałam się ogarniającej mnie ciemności. 
 
116 
 
 
ROZDZIAŁ PIĘTNASTY 
 
-  Obudziłaś  się.  Zamrugałam  oczami  i  zobaczyłam  nad  sobą  Cannelle.  Wyprostowała  się  i 
wskazała na stojącą obok tacę. - Masz. Jedzenie i tabletka żelaza. Potrzebne będą ci obie rzeczy. 
Do  zmierzchu  pozostało  zaledwie  kilka  godzin.  -  Co?  Słysząc  to  od  razu  się  podniosłam. 
Elektryczny pastuch do poganiania bydła wywołałby ten sam efekt. Nawet jak dotarły do mnie jej 
słowa,  poczułam  zawroty  głowy.  Cannelle  przypatrywała  mi  się  bez  współczucia.  -  Naprawdę 
dużo z ciebie wypił - powiedziała, po czym wymamrotała coś pod nosem po francusku. Pomimo, 
że  nie  byłam  biegła  w  tym  języku,  wyłapałam  słowa  ,,koścista"  i  ,,koza".  -  Co  jest,  Cannelle?   
spytałam,  będąc  w  naprawdę  złym  nastroju.    Nie  wiesz,  że  to  nieładnie  jest  obrażać  kogoś  w 
obcym języku, tak by nie mógł na to odpowiedzieć? Położyła tacę na łóżku, swoją niedbałością 
wylewając  herbatę  z  filiżanki.  -  Powiedziałam,  że  nie  mam  pojęcia,  dlaczego  zdecydował  się 
pożywić z tak małej,  chudej  kozy  powiedziała bezczelnie.   A teraz sugeruję,  byś  zjadła.  Gregor 
nie będzie zadowolony,  jeśli jedyne, co będziesz w stanie pod  nim robić,  to krwawić. Zbladłam, 
słysząc tę barwną analogię, schwytana w pułapkę niepokoju i braku pomysłu na to, jak się z tego 
wyplątać.  Gregor  nie  był  typem,  który  lekko  przyjmował  słowa:  ,,Wiesz,  zmieniłam  zdanie". 
Została mi więc tylko jedna możliwość: jakoś przez to przejść. Pomijając moje obawy, być może 
było to  najlepsze wyjście.  Gregor  się  nie wścieknie,  nie  zostanę odesłana do domu i  zgodnie z 
tym,  co  powiedział    nie  będę  musiała  się  martwić  o  zajście  w  ciążę  czy  zakażenie  jakimś 
choróbskiem. Owszem, wolałabym poczekać trochę dłużej, o wiele dłużej, zanim zrobiłabym ten 
krok, lecz najwyraźniej skończył mi się czas. 
 
117 
 
 
-  Cannelle.    Zniżyłam  głos,  przyzywając  ją  gestem.  Podeszła  bliżej,  a  na  jej  twarzy  pojawił  się 
dziwny  wyraz.    Zastanawiałam  się  czy  może  mogłabyś  mi  powiedzieć...  eee...  czego  mam  się 
spodziewać.  Nie  miałam  kogo  o  to  spytać.  Co  niby  miałam  zrobić,  zadzwonić  do  matki?  Nie 
sądzę. Nigdy nie miałam przyjaciółek, a rzeczy, które podsłuchałam w szkole, teraz z pewnością 
mi  nie  pomogą.  Pewnie,  wiedziałam  co  gdzie  się  wsadza.  Ale  szczegóły  na  temat  seksu  z 
wampirem?  O  nie.  -  Czego  oczekiwać?    powtórzyła.  Pokazałam  jej,  by  ściszyła  głos,  ale  mnie 
zignorowała.  Oczekuj rżnięcia,  ty mały, prosty cymbale! Nawet skrajnie  zażenowana, doznałam 
chwilowego  olśnienia.  -  Gregor  powiedział  mi,  że  jesteś  z  nim  od  sześćdziesięciu  lat.  Mówi,  że 
daje  ci  swoją  krew,  byś  zachowała  młodość,  ale  tak  naprawdę  masz  nadzieję  na  wielki  awans, 

background image

prawda? Chcesz  być wampirem  i dlatego mnie nienawidzisz. Doskonale wiesz, że gdybym go  o 
to  poprosiła,  zmieniłby  mnie  w  takiego.  A  tego  nigdy  ci  nie  zaoferował.  Zmrużyła  swoje 
jedwabiście błękitne oczy. Pochyliła się, a na jej ustach pojawił się nieznaczny, złośliwy uśmiech. - 
Wiesz, czego  oczekiwać  za pierwszym  razem?  spytała  łagodnie  i  niemal  bezgłośnie.   Mnóstwa 
bólu.  Bon  appétit.  Wyszła.  Bez  śladu  apetytu  wbiłam  wzrok  w  tacę  i  w  końcu  ją  od  siebie 
odsunęłam.  Dwie  godziny  później  rozległo  się  pukanie  do  drzwi.  Nie  były  to  jednak  drzwi  do 
mojej  sypialni,  gdzie    niczym  skazaniec  czekający  na  wykonanie  kary    wpatrywałam  się  we 
wskazówki  zegara.  Dochodziło  sprzed  drzwi  wejściowych.  Zerknęłam  na  nie  i  dostrzegłam,  jak 
Gregor  je  otworzył. Nikt  nas tu  przecież  nie  odwiedzał.  Fakt,  że do domu weszło nie więcej niż 
sześć osób sprawił, że z ciekawości przeszłam na drugą stronę hallu. Rozmawiali po francusku i z 
taką  szybkością,  że  nie  byłam  w  stanie  nic  zrozumieć.  -  Merde!  -  zaklął  Gregor,  po  czym 
powiedział jeszcze kilka słów. Być może również przekleństw. - Dzisiaj? Jeśli myśli, że ją ukradnie, 
to naprawdę mnie nie docenił. Catherine. Zejdź tu natychmiast! Zrobiłam, co kazał, jednocześnie 
zastanawiając się, jak wielka kara spotka mnie za podsłuchiwanie. Jednak ku mojej uldze, Gregor 
zdawał się nie przejmować faktem, że wszystkiego słuchałam. Otworzył szafę i podał mi płaszcz. - 
Załóż to. Wyjeżdżamy. 118 
 
 
- Teraz? - spytałam. Część mnie niemal śpiewała z wdzięczności na tę nieoczekiwaną zwłokę.  Co 
się stało? - Powiem ci po drodze - odparł, biorąc mnie za ramię i niemal ciągnąc do drzwi.  Nie 
mamy czasu na żadne opóźnienia. Przy otwartych drzwiach do czarnego Mercedesa stały kolejne 
dwa wampiry. Weszliśmy do środka i samochód natychmiast ruszył. Szybkość, z jaką wystartował 
sprawiła, że wcisnęło mnie w oparcie. Nie miałam nawet czasu, by zapiąć pas. No dobra, chyba 
się spieszyliśmy. - Co się stało?  zapytałam ponownie. Gregor przez długi moment wpatrywał się 
we  mnie,  co  mnie  porządnie  wystraszyło.  Wyglądał,  jakby  na  coś  się  zdecydował.  -  Catherine   
powiedział.    Odkryto  cię.  W  tej  chwili  sojusznicy  Bonesa  przeczesują  miasto,  szukając  cię.  Jeśli 
uda im się ciebie znaleźć, zmienią cię w potwora, o którym mówiłem. Zaskoczyło mnie to. - Och, 
proszę  cię,  nie  pozwól  im!  Nie  chcę  być  morderczynią.  Nie  chcę  zostać  jakąś  ...  dziwką.  Przez 
ułamek  sekundy  gotowa  byłam  przysiąc,  że  na  jego  twarzy  pojawił  się  triumf.  Potem  jednak 
zmarszczył  brwi  i  potrząsnął  głową.  -  Ma  chérie,  jest  tylko  jeden  sposób,  by  temu  zapobiec. 
Musisz  się  ze  mną  związać.  To  jedyna  rzecz,  której  nie  można cofnąć.  -  Pewnie,  zwiąż  mnie  ze 
sobą.  Cokolwiek to miało znaczyć.  Zwiąż się ze mną jak tylko chcesz, do diabła, ale nie pozwól 
oddać mnie tym  potworom! - Lucius, do Ritza - warknął. Samochód zawrócił w taki  sposób, że 
całe  życie mignęło  mi  przed oczami,  po czym  wyrównał.   Powiedz pozostałym, by  również  tam 
przybyli. Nie zwiążę się na tylnym siedzeniu śmierdzącego samochodu.  Odwrócił się do mnie. - 
Catherine,  jeśli  to  zrobisz,  będziesz  chroniona  do  końca  swoich  dni.  Jeśli  jednak  nie,  nie  będę 
mógł  uratować  ciebie  i  twojej  rodziny.  Dlatego  więc,  gdy  nadejdzie  czas,  nie  wahaj  się.  To 
brzmiało  złowróżbnie.  Pomyślałam,  że  muszę  skłonić  go,  by  wyjaśnił  co  dokładnie  oznaczało 
,,związanie się". - Eee, co muszę zrobić? Ujął moją dłoń, przeciągając palcem po jej wewnętrznej 
stronie. - Musisz skaleczyć skórę w tym miejscu  powiedział zwyczajnie.  Potem weźmiesz mnie za 
rękę i obwieścisz, że należysz do mnie. Ja natnę swoją dłoń i zrobię to samo. 119 
 
 

background image

- I to wszystko?  Bałam się, że pociągnie to za sobą przemienienie mnie w wampira.  Jezu, dajcie 
mi nóż i zróbmy to teraz! Uśmiechnął się, nie wypuszczając mojej dłoni. - Muszą być świadkowie 
tego wydarzenia, a sam Lucius nie wystarczy. Co więcej, to nie jest odpowiednie miejsce na nasze 
pierwsze połączenie, a gdy już powiesz, że jesteś moja, nie zamierzam czekać ze zdobyciem cię. 
Te  słowa  nie  potrzebowały  tłumaczenia.  Cóż,  biorąc  pod  uwagę  alternatywę,  gotowa  byłam 
zapłacić tę cenę. - Więc to jest jak takie wampirze... zaręczyny? Skoro mówimy, że należymy do 
siebie?    Mówiąc  to  nie  mogłam  na  niego  patrzeć.  Wszystko  działo  się  tak  szybko.  Gregor  nie 
odzywał się przez moment,  wydając się uważnie dobierać słowa. - U wampirów nie ma  takiego 
stanu.  Jeśli  chcesz  użyć  ludzkiej  terminologii,  można  by  uważać  to  jako  zawarcie  małżeństwa. 
Małżeństwo? Miałam wystarczająco dużo rozsądku, by nie wykrzyknąć: ,,Ale jestem zbyt młoda!". 
Mówiliśmy  o  zasadach nieumarłych, a  nie  tych,  które dotyczyły ludzi.  -  Nie  oznacza  to więc, że 
podpiszemy jakieś papiery i zmienię nazwisko, tak? - spytałam z nerwowym śmiechem.  To tylko 
coś  typowego  dla  wampirów?  Lucius  spojrzał  na  nas  w  lusterku. Gregor  powiedział  coś  ostro  i 
szofer ponownie  odwrócił  wzrok  na drogę. Gregor  uśmiechnął się. - Właśnie. W  waszej  religii i 
zwyczajach nie ma to żadnego znaczenia. - Och.  Teraz martwiłam się ścigającymi nas zbirami i 
utratą  dziewictwa.    No  dobrze.  Dwóch  ludzi  Gregora  zameldowało  nas  w  luksusowym  hotelu. 
Gregor został z sześcioma towarzyszącymi mu wampirami, a mnie odesłał do pobliskiego sklepu. 
Chciał, bym poszukała nowych ubrań. Gregor zaczął mówić bardzo cicho, a wszyscy stanęli bliżej 
niego.  Przy  całym  hałasie  w  tle,  nie  mogłam  usłyszeć  ani  słowa.  Musnęłam  palcami  sukienkę 
przede mną. Była jedwabista, w odcieniu pawiego błękitu, z boku ozdobiona rzędem paciorków. 
Obok  mnie  młoda  blondynka  również  przeglądała  sukienki,  z  tym,  że  robiła  to  z  większym 
entuzjazmem. Zdejmowała je z wieszaków, przyglądała się uważnie, po czym odrzucała na bok. - 
Zawsze, kiedy ci  się  spieszy, nie możesz znaleźć nic do  ubrania  - odezwała  się. Rozejrzałam się 
wokół. 120 
 
 
-  Mówisz  do  mnie?  Roześmiała się.  -  Oczywiście.  Nie mówię  po  francusku,  a słyszałam  jak  ten 
facet, z którym przyjechałaś, kazał ci mówić tylko po angielsku. Ja też jestem Amerykanką. Długo 
już  jesteś  we  Francji?  Wydawała  się  nieszkodliwa,  lecz wiedziałam,  że  Gregor  nie chciałby,  bym 
wdała  się  w  pogaduchy  z  kimś  obcym.  Miałam  nie  zwracać  na  siebie  uwagi.  -  Niedługo   
odparłam udając, że przyglądam się sukience w sąsiedniej alejce. Poszła jednak za mną. - Hej, czy 
w  tym  odcieniu  pomarańczowego  moja  cera  wygląda  okropnie?  Uważnie  przyjrzałam  się 
ciuchowi.  -  Tak    powiedziałam  szczerze.  -  Tak  właśnie  myślałam!    Posłała  sprzedawczyni 
oskarżycielskie  spojrzenie.    Francuzi  nienawidzą  Amerykanów.  Powiedziałaby,  że  dobrze 
wyglądam  nawet  w  worku  na  śmieci  i  do  tego  policzyłaby  za  niego,  jak  za  złoto.  Kątem  oka 
dostrzegłam, że Gregor ruszył w moją stronę. Nie wyglądał na zadowolonego. - Muszę iść - mój 
narzeczony nadchodzi. Jesteśmy... eee... spóźnieni na obiad po próbie ceremonii. Wbiła we mnie 
wzrok. - Wychodzisz za mąż? Ale wyglądasz na tak młodą! Ruszyłam w jego kierunku i rzuciłam 
przez  ramię:  -  Krem  Oil  of  Olay.  Prawdziwa  fontanna  młodości.  -  Chodź,  Catherine    nakazał 
Gregor.  Przywołał  mnie  niecierpliwym  gestem,  po  czym  rzucił  dziewczynie  gniewne  spojrzenie. 
Pospieszyłam do niego. Gdy skierowaliśmy się do wind, usłyszałam, jak nieznajoma mruczy pod 
nosem: - Parszywy, chamski Francuz. Nasz pokój znajdował się na najwyższym piętrze. Jak tylko 
weszliśmy,  nasi  strażnicy  zasunęli  wszystkie  zasłony,  odcinając  nas  od  niesamowitej  panoramy 
nocnego Paryża. Przez otwarte drzwi po drugiej stronie salonu zobaczyłam sypialnię i zadrżałam. 

background image

Jesteś  na  mecie,  zakpił  mój  umysł.  -  Daj mi  nóż   rozkazał  Gregor,  nie  marnując  czasu.  Jeden  z 
wampirów  podał  mu  niewielki  sztylet,  na  krawędzi  którego  wił  się  dziwny  wzór.  Gregor  bez 
wahania przeciął nim swoją dłoń i uniósł ją do góry. 121 
 
 
-  Prawem  krwi,  jest  moją  żoną.  Catherine.    Podał  mi  nóż.    Zrób  to  samo,  co  ja.  Powtórz  moje 
słowa. Przez  sekundę się zawahałam. Siedem  par  oczu wbiło we mnie wzrok, a Gregor zacisnął 
groźnie  usta.  Otrząsnęłam  się  i  zanim  wybuchnął  złością  nacięłam swoją  skórę.  -  Prawem krwi, 
jestem jego żoną  powtórzyłam. Poczułam falę ulgi, gdy jego twarz rozluźniła się. Uścisnął moją 
dłoń,  a  łaskotanie,  gdy  jego  krew  wniknęła  w  moją  ranę,  zaskoczyło  mnie.  Sześciu  mężczyzn 
zaczęło wiwatować. Uścisnęli Gregora i ucałowali go w oba policzki, po czym powtórzyli to samo 
ze  mną.  On  również  się  uśmiechnął,  nie  puszczając  mojej  dłoni.  W  jego  oczach  zamigotały 
zielone  iskry.  -  Wystarczy,  mes  amis    przerwał  im.  -  Etienne,  Marcel, Lucius,  roznieście  wieści  o 
naszym  związku.  François  i  Tomas,  obserwujcie  czy  w  hallu  nic  się  nie  dzieje.  Bernard,  ty 
zostaniesz  na  tym  piętrze.  Po  tych  słowach  strażnicy  wyszli,  a  Gregor  odwrócił  się  do  mnie. 
Zaczęłam się cofać. - Moja dłoń - wymamrotałam.  Powinnam ją zabandażować... - Nie ma takiej 
potrzeby  przerwał mi.   Rana  już się  zabliźniła, Catherine. Nie powstrzymasz mnie. Głód w jego 
głosie zmroził mnie.  Tak samo  jak  widok,  jak  zrzucił buty i  ściągnął  z  siebie koszulę. Przez  cały 
czas szedł w moją stronę, nawet gdy ściągał spodnie. Opadły na podłogę, a Gregor stanął przede 
mną nagi. Jego ciało było umięśnione od szyi po same stopy. Miał również pełną erekcję. Na ten 
widok zachwiałam się i bym upadła, gdyby nie uwięził mnie w silnym uścisku. Wziął mnie na ręce 
i przeszedł  do sypialni, po czym rzucił  na łóżko  i nakrył swoim ciałem. Starałam  się spod  niego 
uwolnić, lecz powstrzymał mnie. - Przestań się tak wiercić, chérie  powiedział kojąco, rozpinając 
guziki  mojej  sukienki.    Wiesz,  że  należysz  teraz  do  mnie.  Dlaczego  tak  się  opierasz?  -  Nie 
moglibyśmy, eee, trochę poczekać? - Poczekać?  powtórzył, jakby nigdy nie słyszał tego słowa.  
Chcesz  mi  odmówić  mojej  nocy  poślubnej?  Wyglądał,  jakby  w  każdej  chwili  miał  się  wściec.  - 
Naprawdę się boję - przyznałam. Przeciągnął dłonią po moim ciele, przerzucając jedno udo przez 
moje nogi. Miałam wrażenie, jakbym się kurczyła. Boże, był taki wielki. 122 
 
 
-  To  naturalne,  że  się  boisz  przed  swoim  pierwszym  razem, ma  femme. Zrelaksuj  się.  Przy  jego 
sile  raczej  nie  miałam  wyboru.  Skinęłam  głową,  zamknęłam  oczy  i  spróbowałam  się  rozluźnić. 
Gregor  pocałował  mnie,  rozpinając  kolejne guziki. Wkrótce poczułam,  jak całkowicie  ją ze  mnie 
ściąga.  -  Piękna    szepnął  i  przeciągnął  dłonią  po  moim  brzuchu,  by  na  końcu  objąć  nią  moją 
pierś. Zadrżałam. Nigdy wcześniej nie czułam się aż tak bezbronna. Gregor nagle warknął i zerwał 
się na nogi. Zamrugałam, zdumiona i krzyknęłam. W sypialni stanęli dwaj mężczyźni. Od jednego 
promieniowała moc tak potężna, że miałam wrażenie, jakby mnie dławiła. - Ty głupcze  odezwał 
się.  Przez  moment  myślałam,  że mówi  do  mnie. On  jednak wpatrywał się w  Gregora,  jakby  nie 
było mnie w pokoju. - Mencheres.  W głosie Gregora brzmiała jawna bezczelność.  Spóźniłeś się. 
Wampir potrząsnął głową, a ja gramoliłam się na łóżku, chcąc się czymś okryć. - Gregor, wtrąciłeś 
się w coś, w co nie powinieneś. - Ty robisz to bez przerwy - warknął Gregor. - Ja używam moich 
wizji, by zapobiec śmierci, a nie zdobyć więcej władzy. Wiedziałeś, że to niewłaściwe. Inaczej nie 
dołożyłbyś tylu starań, by to ukryć. - Chcesz jej z tego samego powodu, co ja. Ale ona należy już 
do mnie. Związałem się z nią. - Gregor chwycił mnie i szarpnięciem przyciągnął do siebie.  Spójrz 

background image

na  krew  znaczącą  jej  skórę.  Jej  gardło  również  nosi  mój  znak.  Drugi  z  wampirów  poszedł  do 
łazienki i przyniósł stamtąd szlafrok. Podał mi go i po raz pierwszy się odezwał. - Proszę, załóż to. 
Wciąż w figach i staniku, byłam szczęśliwa, że mogłam włożyć na siebie coś jeszcze, lecz Gregor 
odrzucił szlafrok na drugą stronę pokoju. - Zostanie w takim stroju, w jakim jest, by stanąć twarzą 
w twarz z mężczyzną, który chce poświęcić ją temu morderczemu i kurwiącemu się szczeniakowi! 
Domyślałam  się,  że  ci  mężczyźni  byli  pomocnikami  wampira,  który  na  mnie  polował,  lecz 
pewność co do tego sprawiła, że nagle poczułam się gorzej. 123 
 
 
-  Nie  rób  tego    powiedziałam  gorączkowo.    Chcę  być  z  Gregorem.  Dlaczego  po  prostu  nie 
zostawicie  nas  w  spokoju?!  Kurczowo  chwyciłam  się  ramienia  Gregora,  wpatrując  się  w  dwie 
kamienne  twarze  przed  nami.  Gregor  spojrzał  na  nich  z  triumfem.  -  Swoimi  słowami  odrzuca 
twoje  zamiary.  Teraz  jest  moją  żoną  i  nie  ma  takiej  rzeczy,  którą  mógłbyś  to  zmienić...  Nagły 
podmuch  mocy  odrzucił  mnie do  tyłu.  Ponownie  wylądowałam  plecami  na  łóżku.  Przez chwilę 
oszołomiona myślałam, że moc wymierzona była we mnie. Potem jednak zobaczyłam, że Gregor 
zmaga się z jakimiś niewidzialnymi kajdanami i zrozumiałam, w kogo była ukierunkowana. Jego 
ramiona  poruszały  się  niezwykle  wolno,  jak  na  filmie  puszczonym  w  zwolnionym  tempie.  W 
końcu całkiem zamarł. - Co mu zrobiłeś?  wyszeptałam przerażona. Mencheres wyciągnął rękę w 
stronę Gregora. Nie  widziałam  wypływającego z niej  strumienia  energii, ale go czułam.  Miałam 
wrażenie,  jakby poraził mnie piorun. Gregor  ledwie mógł  mówić. - Zostaniesz ukarany  za swoją 
interwencję  -  powiedział  Mencheres.    Ona  zostanie  odstawiona  do  domu.  Poniosłeś  porażkę, 
Gregor. Ona nigdy nie miała być twoja. - To kupa gówna - wybuchłam.  Nie dam się zmienić w 
jakąś dziwkę o zabójczych zapędach, a jeśli kiedykolwiek spotkam tego mordercę, Bonesa, zabiję 
jego... lub siebie. Wolę być martwa niż stanowić zabawkę w rękach jakiegoś psychola-krwiopijcy! 
Nagle rzuciłam się  do  sąsiedniego  pokoju. Obaj mężczyźni przyglądali mi się z ciekawością. To 
się jednak zmieniło,  gdy chwyciłam nóż,  którego wcześniej użył  Gregor  i  przytknęłam go  sobie 
do szyi. - Jeśli któryś z was się ruszy, przebiję sobie tętnicę - zagroziłam. Dwa wampiry wymieniły 
między sobą spojrzenia. Widząc to, głębiej wbiłam ostrze w swoją skórę. Nie żartowałam. Zabije 
twoją  rodzinę  i  nikt  nie  będzie  mógł  cię  ochronić,  powiedział  Gregor  o  tym  całym Bonesie. Po 
moim trupie. Wtedy poczułam, jakby moje ramię zanurzono w ciekłym azocie. Podobne uczucie 
miałam w nogach  i drugim  ramieniu. Jedyne części ciała, które wciąż  kontrolowałam,  to głowa, 
szyja  i klatka  piersiowa.  Przez  to  zmieniłam  się  w  pień.  Mogłam  oddychać.  Mogłam  mówić. To 
wszystko. Mencheres podszedł do mnie, na co  niezdolna zrobić cokolwiek innego  plunęłam mu 
w  twarz.  Wyjął  nóż  z  mojej  sparaliżowanej  dłoni.  -  Widzisz?    powiedział  do  Gregora.    Mogłeś 
zabrać  ją  z  domu,  zatruć  jej  głowę  kłamstwami,  przekonać  ją,  że  jesteś  jej  wybawcą,  starać  się 
cał124 
 
 
kowicie  nad  nią  zapanować...  a  jednak  w  środku  jest  wciąż  taka  sama.  Co  zrobiła,  gdy  poczuła 
zagrożenie?  Chwyciła  za  nóż.  To  jest  mój  dowód,  Gregor.  Twój  jest  tak  samo  pusty,  jak  twoje 
zamiary.  -  Nienawidzę  cię    rzuciłam  ostro.    Możesz  zabrać  mnie  do  domu,  ale  ja  i  tak  znam 
prawdę. Moja matka również. Uciekniemy od ciebie i Bonesa. Mencheres zamyślił się na chwilę. - 
Wierzę  ci.  -  Nie...  możesz...  Gregor  z  wysiłkiem  wydusił  z  siebie  te  słowa.  Mencheres  rzucił  mu 
badawcze spojrzenie, po czym pstryknął palcami. Efekt był taki, jakby ktoś przełącznikiem włączył 

background image

mu  z  powrotem  głos.  -  Nie  możesz  manipulować  jej  umysłem    powiedział  już  wyraźnie  i  z 
triumfem.    Próbowałem,  lecz  jej  pochodzenie  sprawia,  że  to  niemożliwe.  Bez  względu  na 
wszystko,  nie  zapomni  mnie.  Manipulować  moim  umysłem?  Gregor  starał  się  to  robić?  Głos 
Mencheresa zabrzmiał niczym syk. - Tylko dlatego, że nie wiesz, jak coś zrobić, nie znaczy, że nie 
da  się  tego  zrobić.  Odwrócił  się  od  Gregora  i  kolejnym  pstryknięciem  palców  uciął  w  połowie 
jego  wściekły  krzyk.  Potem  przyjrzał  mi  się,  jakbym  była  projektem,  który  trzeba  dokończyć.  - 
Trzymaj  się  ode  mnie  z  daleka    syknęłam.  Jego  egipskie,  czarne  oczy  zatopiły  we  mnie  swoje 
spojrzenie. Przez chwilę myślałam, że dostrzegam w nich współczucie. Potem zbliżył się do mnie. 
Byłam  przerażona.  Co  zamierzał  mi  zrobić?  Czy  chciał  zabrać  mnie  do  wampira,  który  kiedyś 
zabije  moją  rodzinę?  Czy  zabiją  również  Gregora?  Czy  mogłam  coś  zrobić,  by  temu  zapobiec? 
Popatrzyłam  na Gregora i  po  raz  ostatni odezwałam  się do  niego, nim  chłodne  palce dotknęły 
mojego  czoła.  -  Jeśli  uda  mi  się  uciec,  wrócę  do  ciebie.  Gdyby  tobie  się  to  udało,  obiecaj,  że 
również mnie odnajdziesz. Wtedy ogarnęła mnie ciemność. 
 
125 
 
 
ROZDZIAŁ SZESNASTY 
 
Pierwsze,  co  zobaczyłam,  gdy  doszłam  do  siebie,  to  jego  oczy  -  szarozielone  i  mieniące  się 
szmaragdowymi  iskierkami.  Potem  ukazała  mi  się  cała  jego  twarz,  jeszcze  zamglona,  acz 
dostrzegalna,  której  rysy  z  każda  sekundą  stawały  się  coraz  bardziej  wyraźne.  W  końcu 
uświadomiłam sobie ciężar jego ciała i to, że spoczywałam w jego ramionach, jakbym nigdy ich 
nie  opuściła.  W  chwilach  powracającej  przytomności  wydawało  mi  się,  że  nigdy  nie  miało  to 
miejsca.  -  Gregor    wykrztusiłam,  wciąż  oszołomiona  wspomnieniami.  -  Tak,  chérie  -  szepnął.   
Znów jesteśmy razem. Jego usta opadły na moje. Ogarnęła mnie ulga i zarzuciłam mu ramiona 
na szyję, oddając pocałunek. Mimo, że przygarnął mnie ciaśniej do siebie, a ja wciąż drżałam na 
myśl  o  tych  ostatnich,  przerażających  chwilach,  gdy  myślałam,  że  go  zabiją,  dotarła  do  mnie 
reszta mojego życia. Bones. Uczucia, jakie żywiłam do Gregora były pogrzebane pod istną lawiną. 
Wspomnienia  o  nim  ogrzały  sobie  drogę  do  mojego  serca,  to  prawda,  lecz  Bones  już  i  tak 
posiadał  je  całe.  Odwróciłam  głowę,  przerywając  pocałunek.  -  Nie.  Cały  zesztywniał.  -  Nie? 
Zdecydowanie  naparłam  na  jego  ramię.  -  Nie.  Ściągnął  brwi,  ostrzegawczo  naciągając bliznę,  a 
jego  następne  słowa  przypominały  pełne  niedowierzania  warknięcie.  -  Odmawiasz  mi?  W 
pierwszej sekundzie skuliłam się w reakcji na jego gniew. Gregor wziął to za oznakę poddania i 
ponownie popchnął mnie na poduszki. Siedziałam, kiedy zaczęła się cała ta podróż w przeszłość, 
lecz  w  pewnym  momencie  ściągnął  ze  mnie  okrycie  i  wygodnie  się  na  mnie  ułożył.  Ponownie 
zaczął  mnie  całować,  gdy  uderzyłam.  Może  i  mi  na  nim  zależało,  lecz  o  tym  mógł  zapomnieć. 
Szkoda, że zapomniał, iż wciąż miałam przy sobie nóż. 126 
 
 
-  Pozwól,  że  wyjaśnię  ci  coś,  co  mogło  ci  umknąć  przez  te  kilkaset  lat    ,,nie"  znaczy  ,,nie". 
Sugeruję, byś nie wykonywał zbyt gwałtownych ruchów, Gregor. Srebrny nóż - ten sam, którym 
się związaliśmy - tkwił teraz w jego plecach. Trzymałam rękojeść tak pewnie, jak nigdy jeszcze nie 
trzymałam  żadnej broni.  Mowy  nie  było,  żebym  zdradziła z nim Bonesa, bez względu  na to, jak 

background image

silne uczucia do  niego żywiłam. Nóż  nie  przebił  serca Gregora, lecz  ostrze  tkwiło bardzo  blisko 
niego. Musiał to czuć, gdyż natychmiast zamarł. - Ma femme, dlaczego chcesz mnie tak zranić?  
spytał o wiele łagodniejszym tonem.  Jeśli naprawdę nie chcesz się kochać, oczywiście nie będę 
cię zmuszał. - Oczywiście?  powtórzyłam z prychnięciem.  Myślisz, że przypomniałam sobie tylko 
fragmenty? Ostrze zostaje. - Niepotrzebnie krępowały cię twoje obawy przed pierwszym razem. 
Każdy mężczyzna by się  tak zachował  - zaczął. - Gówno  prawda. Nie  zrobiłeś tego, co zrobiłby 
każdy facet. Zrobiłeś tylko to, co chciałeś. Jak zwykle. Nie chcę wyrządzić ci krzywdy, Gregor, ale 
nie  ufam  ci  na  tyle,  by  wyciągnąć  ostrze.  Słuchaj  więc.  Przypomniałam  sobie  wszystko,  tak  jak 
chciałeś... a teraz chcę odejść. Gregor wyglądał na zszokowanego. - By wrócić do tego zabójcy? - 
rzucił.    Chcesz  wrócić  do  Bonesa,  tego  psa,  który  zrobił  z ciebie  tego...  Czerwonego  Żniwiarza? 
Wypowiedział  moje  przezwisko,  jakby  była  to  największa  z  obelg.  Daleka  od  obrażania, 
roześmiałam się. - Bones nie zrobił ze mnie nikogo. Zanim się poznaliśmy, zabiłam już szesnaście 
wampirów.  Bones po prostu sprawił,  że  stałam  się w  tym lepsza, i nigdy  też  nie  zrobił ze  mnie 
dziwki.  Puszczasz  się  bardziej  niż  ja.  Z  iloma  babami  spałeś?  Spojrzał  na  mnie  z  oburzeniem.  - 
Jestem mężczyzną. To coś zupełnie innego. - Właśnie to jest dowodem na to, że nigdy by nam 
nie wyszło, bez względu na Bonesa - mruknęłam. - Zawołaj Luciusa. Każ mu tu przyjść. Pomimo 
faktu,  że  rozwiązało  by  to  wiele  problemów,  nie  chcę  cię  zabić.  Jeśli  jednak  czegokolwiek 
spróbujesz,  zrobię  coś,  co  przychodzi  mi  naturalnie.  I  obydwoje  wiemy,  co  to  jest.  Powinnam 
zabić Gregora, jak tylko zatopiłam w nim ten nóż. Odzyskanie wspomnień udowodniło, że mnie 
okłamywał,  manipulował  mną  i  podstępem  skłonił  do  związania  się  z  nim.  Do  tego  był 
zagrożeniem 127 
 
 
dla  mnie  i dla  Bonesa, gdyż  Gregor  nie  przyjmował  odmowy  zbyt  łatwo.  Lecz  po  pierwsze,  nie 
byłam  w  stanie  walczyć  z  ludźmi  Gregora,  gdybym  go  zabiła    a  gotowa  byłam  się  założyć,  że 
poza Luciusem Gregor miał ich tu więcej. Po drugie zaś, zawarłam z nim umowę, która na samym 
końcu  nie  przewidywała  zabicia  go.  A  po  trzecie,  cień  zakochanej  dziewczyny,  którą  niegdyś 
byłam, nie mógł  znieść  myśli  o  zabiciu Gregora, chociaż dorosła kobieta we  mnie wiedziała, że 
kiedyś  do  tego  dojdzie.  Wciąż  jednak  nie  znaczyło  to,  że  wyjmę  nóż.  Jeśli  Gregor  spróbuje 
wywinąć jakiś numer, użyję go. Gregor wbił we mnie wzrok, lecz nawet nie drgnęła mi powieka. 
Nie byłam już tą Catherine, którą znał. Byłam Cat, a on jej jeszcze nie poznał. - Lucius  krzyknął w 
końcu.  Natychmiast tutaj przyjdź! Po kilku sekundach drzwi otworzyły się. Na widok leżącego na 
mnie,  nagiego  Gregora  i  noża  wystającego  z  jego  pleców,  Lucius  stanął  jak  wryty.  -  Panie?  - 
zaczął.    Co...?  -  Słuchaj,  Lucius.    Nie  odrywałam  oczu  od  Gregora,  kątem  oka  widząc  drugiego 
wampira.    Weźmiesz  telefon  z  zestawem  głośnomówiącym  i  przyniesiesz  go  tu.  Natychmiast. 
Przyjdzie ci do głowy jakiś inny pomysł, a zginiesz jako następny. Rozumiesz? - Monsieur? - Zrób 
to  powiedział jedwabistym głosem Gregor. Zdołał już się opanować.  Jakby nie było, obiecałem 
coś swojej żonie. Słysząc to podkreślenie uśmiechnęłam się, lecz o to pokłócę się z nim później. - 
Cieszę się, że zamierzasz dotrzymać słowa. Przy odrobinie szczęścia za kilka godzin pozbędziesz 
się noża z pleców. - Godzin?  Z niedowierzaniem zmarszczył czoło. - Powiedziałeś, że jesteśmy w 
Austrii  powtórzyłam zamyślona.  Jeśli zgodzi się przyjechać, dotarcie tu zajmie mu kilka godzin. 
Jak już tu będzie, wyciągnę sztylet. - Dzwonisz do Bonesa?  spytał Gregor z błyskiem w oczach, 
który przypomniał mi, jak bardzo był niebezpieczny. Założę się, że sądzisz, że właśnie to zrobię, a 

background image

ty czekając na niego urządzisz tu zasadzkę stulecia, pomyślałam. - Chciałbyś - powiedziałam.  Ale 
nie. Do kogoś innego. 
 
128 
 
 
Po  wejściu  do  pokoju  Vlad  Tepesh  nie  zapanował  nad  śmiechem.  Wydobywał  się  on  z  niego 
takimi salwami, że na chwilę musiał oprzeć się o framugę. - Taak. To z pewnością było warte tej 
podróży    zachichotał,  a  w  jego  oczach  zabłysły  różowe  łzy.    Jak  leci,  Gregor?  Zapomniałeś  o 
manierach,  co?  Gdybym wiedział,  że  zastanę cię w  tak  ryzykownej  pozycji,  postarałbym  się,  by 
droga  tu  potrwała  nieco...  dłużej.  Szarpnęłam  za  koc  pomiędzy  naszymi  ciałami,  zmuszając 
Gregora, by uniósł biodra. Ponieważ jednak wciąż trzymałam ostrze w pobliżu jego serca, reszta 
jego ciała pozostała na miejscu. W efekcie Gregor leżał z tyłkiem wypiętym w górę i twarzą tuż 
przy  mojej.  Nie  miałam  zamiaru  żartować    byłam  jedynie  praktyczna.  -  Dzięki,  że  przyjechałeś, 
Vlad. Już mdlała mi ręka. Spotkałam Vlada w zeszłym roku, w czasie tej okropnej wojny, lecz od 
razu  mu  zaufałam.  Tak  naprawdę  to  uratował  mi  życie.  Mimo,  że  ostatnio  go  nie  widziałam, 
miałam rację zakładając, że przyjedzie, jeśli go o to poproszę. W dodatku, robiąc listę wampirów 
ze  Wschodniej  Europy,  którzy  byli  zarówno  potężni  i  na  tyle  groźni,  by  Gregor  nie  próbował 
żadnych  numerów,  Vlad  był  jedynym,  który  się  kwalifikował.  Krwawa  reputacja  Draculi  nie 
powstała jedynie na podstawie jego ostatnich dni jako księcia Wołoszczyzny. - No dobra, Gregor, 
powolutku  wyciągnę  z  ciebie  ostrze.  Kiedy  już  to  zrobię,  zejdziesz  ze  mnie.  I  bez  numerów. 
Gregor  zerknął  na  Vlada,  który  uśmiechnął  się  do  niego  drapieżnie.  W  końcu  skinął  głową. 
Westchnęłam z ulgą i zaczęłam wyciągać srebrny sztylet. Gdy skończyłam, Gregor podniósł się z 
łóżka. Przez moment stał nade mną, a wyraz jego twarzy jasno mówił, że wciąż nie wierzył w to, 
co się właśnie stało. - Pozwolę ci odejść, bo to ci obiecałem, lecz wciąż jesteś ze mną związana, 
Catherine. Dam ci parę dni na wyjaśnienie wszystkich spraw, lecz później masz do mnie wrócić. - 
Ubrania  powiedziałam do Vlada, nie odpowiadając mu. Szczerze mówiąc, nie miałam pojęcia, co 
mam do cholery zrobić ze związkiem z Gregorem. Było jasne, że nie zrezygnuje tylko dlatego, że 
wybrałam Bonesa, nawet gdy wróciły mi wspomnienia. Czy Gregor naprawdę sądził, że kilka dni 
więcej sprawi, że opamiętam się i wrócę do niego? Boże, naprawdę mnie nie znał. 129 
 
 
-  Kolejna  rzecz,  dzięki  której  warto  było  tu  przyjechać    skomentował  Vlad,  podając  mi  długą 
sukienkę.  Usiadłam  i  bez  większej  skromności  nałożyłam  ją  na  siebie.  Vlad  nie  wbijał  we  mnie 
pożądliwego  wzroku,  lecz  wciąż  był  prawdziwym  mężczyzną.  Nie  brałam  tego  do  siebie.  - 
Widziałeś już mój biust, więc mam nadzieję, że nie walczysz z rumieńcem. - Kiedy widział twoje 
piersi?  -  syknął  Gregor.  -  Kiedy  horda  zombie  zjadła  większość  mojego  ramienia  i  stanik  - 
ucięłam. Gregor burknął z odrazą. - I do tego wracasz? Jak chcesz żyć? pomyśl, Catherine! - Nie 
powiedziała  ci?  -  wymruczał  Vlad.    Ona  nie  lubi,  jak  się  tak  do  niej  mówi.  Zatrzymałam  się  w 
drzwiach,  obok  Vlada.  -  Żegnaj,  Gregor.  Nie  staraj  się  mnie  szukać,  na  jawie  lub  we  śnie.  Na 
twarzy Gregora pojawił się twardy wyraz. Mówił on jasno i wyraźnie, że to nie koniec i że wciąż 
będzie  mnie  ścigał.  Zastanawiałam  się  tylko, dlaczego.  Czy  to  tylko  przez  to,  że  jego duma  nie 
pozwalała mu zaakceptować faktu, że wybrałam kogoś innego? Vlad uśmiechnął się i zatarł ręce, 
z których ostrzegawczo sypnęły się iskry. - Chyba nie zamierzasz nas zatrzymać, prawda?  zapytał 

background image

łagodnie. Vlad samym dotykiem mógł spalić kogoś na popiół - nawet kogoś tak potężnego, jak 
Gregor. Dlatego większość ludzi wolała, by Dracula nie zaczynał bawić się zapałkami. - Nie będę 
musiał - powiedział Gregor patrząc na mnie.  Pokażę ci, czym jest Bones. Wtedy będziesz błagać 
mnie o wybaczenie. - Żegnaj - powtórzyłam. Wszystko, co chciałam powiedzieć, zawarte było w 
tym  jednym  słowie..  Wyszliśmy  z  domu  z  czterema  ochroniarzami  Vlada  po  bokach.  Nikt  nie 
próbował nas zatrzymać. Boją się ciebie? - spytałam go w myślach. Czy Gregor coś knuje? Tak jak 
Bones  i  Mencheres,  Vlad  potrafił  czytać  w  myślach.  -  I  tak,  i  nie  -  powiedział,  a  jego  brązowe 
włosy powiewały wokół jego twarzy.  Gregor jest w złym położeniu. Musi odzyskać swoje ghule. - 
Co? Tym razem zadałam pytanie na głos. Vlad rzucił mi sardoniczny uśmiech. 130 
 
 
- Doprowadziłaś Bonesa do rzadkiego dla niego stanu. Mądrze postąpiłaś, nie sprowadzając go 
tutaj.  Całkowicie  by  oszalał,  gdyby  zobaczył  leżącego  na  tobie,  nagiego  Gregora.  I  tak  Bones 
będzie  musiał  ponieść  konsekwencje  tego,  co  zrobił.  -  Powiedziałeś  mi  przez  telefon,  że 
Bonesowi nic nie jest. Że rozmawiałeś ze Spadem i że nikomu nic się nie stało! - wybuchłam. Vlad 
wskazał, bym pospieszyła do niewielkiego samolotu, a jego ludzie wspięli się za nami. Zaczęliśmy 
kołować po trawniku, a po chwili wznieśliśmy się w powietrze. Na swoją kryjówkę Gregor również 
wybrał odludne miejsce. - Z tego, co zrozumiałem z rozmowy ze Spadem, w czasie, gdy nastąpił 
atak,  Bones  zamknął  cię  w  azylu?    spytał.  Gdy  skinęłam  twierdząco  głową,  ciągnął  dalej.    I  w 
pewnym  momencie  Gregor  zadzwonił  do  ciebie  i  powiedział,  że  zatrzyma  atak,  jeśli  do  niego 
przyjdziesz?  Ponownie  przytaknęłam.  -  Cat,  to  była  podpucha.  Nikt  nie  miał  nad  Bonesem 
przewagi,  choć  nie  mam  pojęcia,  dlaczego  o  tym  nie  wiedziałaś.  Bones  wynajął  ponad  setkę 
najpodlejszych najemników, którzy ukrywali się w podziemiach domu. Czekali, aż armia Gregora 
stanie  się  arogancka  i  ruszy  na  nich.  Zanim  znalazłaś  się  u  Gregora,  Bones  już  wygrał  tę  bitwę. 
Poczułam oszołomienie. Czy to już cała załoga? Czy w pobliżu czai się ktoś jeszcze? - spytałam. A 
moja matka odpowiedziała  choć od razu ją uciszono  Och, jest ich więcej... - Szlag  wyszeptałam. 
Przez  minutę  oboje  milczeliśmy,  po  czym  Vlad  wyciągnął  komórkę.  -  Mam  ją    powiedział  do 
słuchawki.  Nic jej nie jest. Jesteśmy już w powietrzu. - To Bones?  Poczułam, jak żołądek zaczął 
zwijać mi się z nerwów. Będzie na mnie taki wściekły. - To Spade  odpowiedział Vlad zasłaniając 
telefon. Zaraz jednak wrócił do rozmowy. - Tak... Wiem... Nie, mamy paliwo... Chce rozmawiać z 
Bonesem...  No,  raczej.  Będziemy  na  miejscu  za  trzy  godziny.  Rozłączył  się,  a  ja  zamrugałam 
oczami. - Nie ma go tam? Vlad schował telefon i rozparł się na fotelu. Gdy na mnie spojrzał, jego 
wzrok przepełniała ironia. - Spade nie sądził, by rozmowa z tobą była teraz dla niego najlepsza. 
Prawdopodobnie spędzi najbliższe trzy godziny na uspokajaniu Bonesa. 131 
 
 
- Jest na mnie naprawdę wściekły, wiem. Ale wyglądało na to, jakby wszyscy mieli zaraz zginąć. 
Co  niby  miałam  zrobić?  -  Oboje  popełniliście  błędy  -zauważył  Vlad.    Bez  względu  na 
konsekwencje, co się stało, to się stało. Doprawdy, Bones zaskoczył mnie całą tą wyprawą. Nigdy 
nie podejrzewałem, że jest taki sprytny, lecz w ostatnich kilku latach pokazał swój potencjał. - Jak 
to?    Na  myśl  o  zbliżającej  się  konfrontacji,  poczułam  mdłości.  -  Po  pierwsze,  zatrudnił 
najemników. - Vlad uśmiechnął się złośliwie.  Bardzo to interesujące, lecz podejrzewam, że znał 
większość z  nich  z  czasów,  kiedy  był  jeszcze  płatnym zabójcą.  Gdyby  Bones  zgromadził  ponad 
setkę  z  najsilniejszych  członków  swojej  linii,  Gregor  usłyszałby  o  tym  i  wyczuł  pułapkę.  Ale 

background image

najemnicy, którzy nie odpowiadają przed nikim? Któż by zauważył, gdyby cała ich horda zniknęła 
z radaru? - Bones zawsze był mądry - mruknęłam.  Po prostu jego inteligencja była pogrzebana 
pod górą cipek. Vlad roześmiał się, po czym na powrót spoważniał. - Być może, ale teraz okazuje 
również  swoje  okrucieństwo.  Co  godzinę,  od  chwili  twojego  zniknięcia,  ścina  głowy  kolejnym 
ghulom,  obiecując,  że  zabije  ich  wszystkich,  jeśli  nie  dostanie  cię  z  powrotem.  -  Co?  Na  jego 
słowa  aż  podskoczyłam  w  fotelu.  Pewnie,  nieumarli  nie  postępowali  z  zaręczynami  tak,  jak 
śmiertelnicy,  lecz  gdy  chodziło  o  jeńców,  byli  całkiem  stanowczy.  Więzili  ich,  a  potem  nimi 
handlowali.  Och,  byli  bardzo  kreatywni,  jeśli  chodziło  o  uzyskiwanie  informacji,  lecz  ponieważ 
nieumarłym nie można było wyrządzić żadnej trwałej szkody, to poza urazem psychicznym, była 
to  norma.  Bones  bezdusznie  zabijający  swoich  jeńców?  Byłam  zszokowana.  Vlad  jednak  nie. 
Wyglądał na ledwie zaintrygowanego. - Jak powiedziałem, rzadki dla niego stan. Właśnie dlatego 
Gregor  pozwolił  ci  odejść,  nie  robiąc  przy  tym  zamieszania.  Gdyby  tego  nie  zrobił,  następnym 
razem  miałby  poważne  problemy  z  zatrudnieniem  ludzi,  by dla  niego walczyli.  Ale dość  o  tym. 
Nie wyglądasz zbyt dobrze. Roześmiałam się gorzko. - No co ty? Mój mąż nie może podejść do 
telefonu, bo jest zbyt zajęty ścinaniem głów. A to jest najlepsze  tak naprawdę nie jest moim... - 
Nie mów tego. - Vlad przerwał mi w pół słowa. Jego twarz stała się nagle śmiertelnie poważna.  
Wiedza,  a  przyznanie  tego,  to  dwie  różne  rzeczy.  Gregor  wciąż  pragnie,  byś  publicznie  to 
przyznała. Wtedy będzie miał dowód na swoje słowa. Nie dawaj mu go. 132 
 
 
- A gdzie w tym jest twoja rola?  spytałam cicho. Postawiłam go pod ścianą, lecz nie mogłam nic 
na to  poradzić. Wiedziałam, że Vlad  nie  ukryłby przede mną swojego prawdziwego stanowiska, 
bez względu  na  to, jakie ono  było.  Przyjrzał  mi  się.  Vlad Tepesh nie był klasycznie przystojnym 
mężczyzną, jak niektórzy z aktorów, którzy grali Draculę w filmach. Miał owalną twarz, na której 
rysowały  się  cienkie  wargi,  głęboko  osadzone  oczy,  szersze  czoło  i  krótko  ścięta  bródka.  Był 
również szczupły i miał dobre metr osiemdziesiąt wzrostu. Jednak żaden z aktorów nie miał jego 
postawy.  Czego  brakowało  mu  w  wyglądzie,  nadrabiał  czystym  magnetyzmem.  W  końcu  ujął 
moją  dłoń.  Jego  ręce  znaczyły  liczne  blizny.  Były  znacznie  bardziej  niebezpieczne  niż  jego  kły, 
gdyż  właśnie  z  nich  dobywał  się  ogień.  Jednak  Vlad  mnie  nie  przerażał.  Powinien,  lecz  tak  nie 
było.  -  Jak  już  ci  kiedyś  powiedziałem,  czuję  jakieś  z  tobą  powiązanie.  To  nie  jest  miłość  ani 
pożądanie,  i  nie  poświęcę  się  dla  ciebie.  Lecz  jeśli  będziesz  mnie  potrzebować,  a  będę mógł  ci 
pomóc  jak dzisiaj - przyjdę. Skądkolwiek byś mnie nie wezwała. Ścisnęłam jego dłoń i puściłam 
ją. - Dziękuję. Wygodniej usadowił się w fotelu. - Nie ma za co. 
 
133 
 
 
ROZDZIAŁ SIEDEMNASTY 
 
Nie  powróciliśmy  do  domu  w  Bawarii.  Pewnie,  z  powietrza  nie  byłam  w  stanie  poznać  czy  to 
Bawaria,  lecz  nie  było  to  to  samo  miejsce,  które  opuściłam.  Pozbawiona  pigułek  podczas 
lądowania po prostu zamknęłam oczy. Potem przesiedliśmy się do samochodu. Z drugiej strony, 
nawet gdybym wciąż je przy sobie miała, zdecydowałam się więcej ich nie brać. Gregor nie mógł 
mnie  porwać  we  śnie  dopóki  bym  mu  w  tym  nie  pomogła,  a  z  pewnością  nie  zamierzałam 

background image

ponownie  mu  na  to  pozwolić.  Poza  tym  nie  byłam  pewna  czy  tabletki  nie  pogarszały  mojego 
samopoczucia,  ponieważ   jak  zdążył  zauważyć  Vlad   czułam  się  naprawdę  podle.  Będę  musiała 
zadzwonić do Dona i zapytać czy są po nich jakieś skutki uboczne. Gdy Vlad wprowadził mnie do 
domu,  Spade  był  pierwszą  osobą,  którą  zobaczyłam.  Stał  w  foyer,  z  założonymi  na  piersi 
ramionami  i  prawdziwie  zrezygnowanym  wyrazem  twarzy.  -  Nie  powinnaś  była  odchodzić.  - 
Gdzie jest Bones? Nie zamierzałam wdawać się z nim w dyskusję. Taa, należało mi się, ale tylko 
jedna  osoba  miała  prawo  czynić  mi  wymówki.  Fakt,  że  Bones  nie  wyszedł,  gdy  usłyszał,  że 
przyjechaliśmy, był cholernie wymowny. Musiał być naprawdę wściekły. Spade spojrzał w lewo. - 
Idź  za  muzyką.  Z  kierunku,  który  wskazywał,  dochodziły  dźwięki  fortepianu.  Być  może  Bones 
słuchał jakiejś relaksującej płyty. Miałam nadzieję, że chociaż poprawiła mu nieco humor. - Dzięki 
 powiedziałam i ruszyłam przez pokoje. Kiedy weszłam do pomieszczenia, które okazało się dużą 
biblioteką, zobaczyłam, że muzyka dobiegała z fortepianu, a nie z płyty. Bones nachylał się nad 
nim,  plecami  zwrócony  do  mnie,  i  z  wprawą  przebiegał  palcami  po  klawiaturze.  -  Cześć   
powiedziałam  po chwili  czekania, aż  odwróci  się do mnie.  Zamierzał  mnie  ignorować? Nie  uda 
mu  się,  jeśli  mam  tu  coś  do  powiedzenia.  Wolałam  mieć  to  już  za  sobą.  -  Nie  wiedziałam,  że 
potrafisz grać  spróbowałam znów. 134 
 
 
Kiedy  podeszłam  na  tyle  blisko,  by  wyczuć  jego  aurę,  zatrzymałam  się.  Czułam,  że  Bones  był 
wystarczająco  zraniony,  by  zaraz  wybuchnąć,  chociaż  muzyka  płynąca  spod  jego  palców  była 
niezwykle  łagodna.  Być  może  to  Chopin.  Albo  Mozart.  -  Dlaczego  przyjechałaś?    spytał  z 
pozornym  spokojem,  nie  podnosząc  wzroku.  Zaskoczył  mnie.  -  B-bo  ty  tu  jesteś    odparłam, 
ganiąc  się  w  myślach  za  jąkanie.  Zabrzmiałam  jak  przestraszona  nastolatka.  Miałam  już  dość 
takiej postawy. Bones wciąż patrzył w dół. - Jeśli przyjechałaś się pożegnać, to niepotrzebnie się 
trudziłaś. Nie musisz mi nic wyjaśniać. Po prostu wyjdź w ten sam sposób, jak weszłaś. Poczułam 
ściskanie w gardle. - Bones, to nie... - Nie dotykaj mnie! Wyciągnęłam dłoń, by pogładzić go po 
plecach, gdy nagle odwrócił się i odepchnął moją rękę z taką siłą, że musiałam się cofnąć. Bones 
wbił we mnie wzrok, a furia w jego oczach zmroziła mnie. - Nie. Nie będziesz tu wchodzić, cała 
śmierdząca Gregorem, i dotykać mnie.  Każde słowo było wściekłym warknięciem.  Wystarczająco 
długo w życiu traktowano mnie z góry. Masz mnie za słabego człowieka, który nie przetrwa bez 
twojej  pomocy.  A  jestem  wampirem  wysokiej,  kurwa,  rangi!  Ostatnie  zdanie  wykrzyczał. 
Drgnęłam. Bones zacisnął dłonie w pięści, starając się nad sobą zapanować. Po chwili odezwał się 
znów,  cedząc  słowa.  -  Gdybym  tylko  chciał,  gołymi  rękoma  rozerwałbym  cię  na  strzępy.  Tak, 
jesteś  silna.  Jesteś  szybka.  Lecz  nie  na  tyle,  bym  nie  mógł  cię  zabić,  gdyby  przyszła  mi  na  to 
ochota.  A  mimo  to  wciąż  traktujesz  mnie  z  pogardą,  jaką  okazujesz  podwładnym.  Nie  brałem 
tego poważnie. Powiedziałem sobie,  że to  bez znaczenia...  ale dość  tego.  Wczoraj  uwierzyłaś  w 
Gregora  bardziej  niż  we  mnie.  Zostawiłaś  mnie  i  odeszłaś  do  niego.  To  fakt,  więc  pozwól,  że 
spytam jeszcze raz. Dlaczego przyjechałaś? - Przyjechałam, bo cię kocham i jesteśmy... - Miałam 
powiedzieć  ,,małżeństwem",  ale  słowo  uwięzło  mi  w  gardle.  Przecież  dowiedziałam  się,  że  jeśli 
chodzi o wampiry, to nim nie jesteśmy. Bones prychnął. 135 
 
 
-  Nie  będę  tego  znosił.  Nie  mam  zamiaru  trzymać  cię  w  ramionach  i  zastanawiać  się  czy 
naprawdę jestem tym, o którym myślisz. - Bones, wiesz, że to nieprawda!  Jego uwaga dogłębnie 

background image

mnie dotknęła.  Kocham cię, wiesz o tym. A nawet, jeśli nie... Boże, mógłbyś sam się przekonać i 
zobaczyć... - Same cienie  przerwał mi.  Dostrzegałem jedynie przebłyski, kiedy się nie pilnowałaś 
i  ta  cholerna  ściana,  za  którą  chowasz  myśli,  mnie  nie  blokowała.  Ujawniłem  przed  tobą  całą 
prawdę o sobie, nawet tę najgorszą. Sądziłem, że na to zasługujesz. Jednak ty nie odpłaciłaś mi 
tym  samym.  Nie,  zarezerwowałaś  to  dla  Gregora.  Zaufałaś  mu  na  tyle,  by  zaufać  mu  na słowo. 
Cóż, słonko, wiem, kiedy przegrywam, a Gregor pokonał mnie w naprawdę wielkim stylu. To jego 
szanujesz.  To  jemu  ufasz.  Dlatego,  jeśli  ty  nie  wychodzisz,  ja  to  zrobię.  Poczułam  ogarniającą 
mnie  falę  chłodu,  a  gardło  ścisnęło  mi  się  jeszcze  bardziej.  To  nie  była  kłótnia.  To  coś  o  wiele 
gorszego.  -  Odchodzisz  ode  mnie?  Cofnął  się  i  usiadł  na  krześle  przy  fortepianie.  Jakby 
bezmyślnie, zaczął ponownie przesuwać palcami po klawiszach. - Zniosę wiele rzeczy.  Jego głos 
był  aż  szorstki  od  przepełniającej  go  obojętności.  Słysząc  ją  wzdrygnęłam  się.  Przez  moment 
naprawdę się go bałam. - Wiele - ciągnął.  Mogę znieść twoje uczucie do Tate'a, chociaż go nie 
znoszę. Twoją ciągłą zazdrość o kobiety, mimo że nie daję ci ku niej powodu. Wiem, że na twoim 
miejscu  zachowałbym  się  tak  samo.  Mogę  pogodzić  się  z  twoim  uporem,  by  uczestniczyć  w 
niebezpiecznych  sytuacjach,  które  naprawdę  cię  przerastają,  gdyż    ponownie    mam  taką  samą 
naturę.  Wszystkie  te  rzeczy  dręczyły  mnie,  lecz  dla  ciebie  postanowiłem  je  znieść.  -  Wstał.  Ten 
spokojny,  apatyczny  ton  zniknął,  a  jego  głos  podnosił  się  z  każdym  wypowiadanym  słowem.  - 
Postanowiłem  też  znieść  rzeczy,  do  których  nie  chciałaś  się  przyznać.  Na  przykład  to,  gdy 
zastanawiałaś się czy przy Gregorze byłaś szczęśliwsza  niż  przy mnie.  Mogłem  nawet tolerować 
prawdziwy  powód,  dla  którego  nie  chciałaś  przejść  przemiany,  prawdziwy  powód,  dla  którego 
trzymałaś się bicia swego serca. Mogłem znieść, że w głębi duszy jakaś część ciebie wciąż wierzy, 
że  wszystkie  wampiry  to  czyste  zło!  Ostatnie  słowa  wręcz  ryknął.  Cofnęłam  się.  Nigdy  nie 
widziałam go takim. Jego oczy jarzyły się jaskrawą zielenią, a targające nim emocje sprawiały, że 
cały się trząsł. 136 
 
 
- Nie myśl, że o tym nie wiem. Nie myśl, że nie wiedziałem o tym od samego początku! I owszem, 
potrafiłem  to  tolerować,  nawet  wiedząc  o  innych  powodach  twojego  niezdecydowania.  Pod 
warstwą  twojego  oddania,  twojej  miłości    a  wciąż  wierzę,  że  pomimo  tego  wszystkiego  wciąż 
mnie  kochasz    nie  chcesz  przejść  przemiany,  bo  nie  sądzisz,  że  nasz  związek  przetrwa.  Jesteś 
zdania, że to, co nas łączy, to jedynie coś przejściowego, a zmiana w wampira to przecież coś na 
stałe, prawda? Tak, wiem o tym. Wiedziałem od chwili, gdy się poznaliśmy, lecz byłem cierpliwy. 
Powiedziałem sobie, że pewnego dnia nie będziesz na mnie patrzeć z tą czujnością w oczach. Że 
pewnego  dnia  pokochasz  mnie  tak  samo,  jak  ja ciebie...  Fortepian  roztrzaskał się  na ścianie  po 
przeciwnej  stronie  pokoju.  Rozległ  się  przy  tym  okropny  brzdęk,  jak  gdyby  cierpiało  od 
uderzenia.  Zakryłam  dłonią  usta  i  poczułam,  jak  pustka  wypełniająca  mi  żołądek  ogarnia  całe 
moje ciało. - Byłem głupcem. To jedno zdanie sprawiło, że rozpadłam się na fragmenty mniejsze 
niż fortepian, który przed chwilą zniszczył. Jęknęłam z bólem, lecz zignorował to. - Jednak tego, 
tej  jednej  rzeczy  nie  zniosę...  tego,  że  ode  mnie  odeszłaś.  Wolałbym  umrzeć  niż  zobaczyć 
notatkę,  którą  mi  zostawiłaś.  Z  chęcią  sam  wsadziłbym  się  do  trumny,  byle  tylko  nie  zobaczyć 
tego parszywego kawałka papieru! - Nie odeszłam od ciebie. Starałam się pomóc i napisałam, że 
wrócę... - Cokolwiek powiesz, jest bez znaczenia.. Poczułam się, jakby dał mi w twarz. Spojrzał na 
mnie,  a  na  jego  twarzy  nie  było  nawet  śladu  czułości,  miłości  lub  przebaczenia.  Była  niczym 
wykuta z  kamienia. Moje serce zaczęło bić coraz szybciej  ze strachu, że wszystko się rozpada. - 

background image

Bones, poczekaj... - Nie. Czy to cokolwiek zmieni? Cofnie czas, że ode mnie nie odejdziesz? Nie, 
więc  się  nie  trudź.  Nauczono  cię  tylko  jednej  rzeczy.  Tylko  jednej,  o  której  powinienem  był 
pamiętać.  Być  może  to  w  końcu  przedostanie  się  przez  tę  twoją  zbroję,  którą  z  taką  czcią 
polerujesz. Odwrócił się i ruszył ku wyjściu. Przez chwilę wpatrywałam się w niego oszołomiona, 
aż w końcu popędziłam za nim. Dogoniłam go, gdy był już niemal przy drzwiach wejściowych. - 
Zaczekaj! Boże, porozmawiajmy o tym. Możemy to rozwiązać, przysięgam. N-nie możesz tak po 
prostu odejść! 137 
 
 
Z  niepokoju  znów  zaczęłam  się  jąkać,  a  łzy  płynęły  mi  po  policzkach.  Oślepiały  mnie,  lecz 
poczułam,  jak  wyciągnął  dłoń  i  delikatnie  musnął  moją  twarz.  -  Kotek.    Jego glos  przepełniało 
coś,  czego  nie  potrafiłam  nazwać.    To  jest  ta  część...  gdzie  nie  masz  wyboru.  Dźwięk 
zatrzaskujących się za nim drzwi zwalił mnie z nóg. 
 
138 
 
 
ROZDZIAŁ OSIEMNASTY 
 
Annette  puściła  zasłonę,  przesłaniając  okno.  -  Pada.  Mówiłam  ci,  że  czuję  zapach  deszczu. 
Odwróciłam  od  niej  wzrok  i  spojrzałam  na  pudełko  lodów,  które  trzymałam  w  ręku.  Praliny  i 
śmietanka.  Pojemnik  był  już  niemal  pusty.  Zaraz otworzę  te  o  smaku  szwajcarskiej czekolady.  - 
Taa. Po co ci jakaś lipna prognoza pogody. - Zamiast iść na spacer po prostu pooglądamy film - 
ciągnęła Annette.   Słyszałam,  że jest  niezły.  Niezły?  Nawet  nie  pamiętałam,  o czym był.  Miałam 
wrażenie, jakbym była jedną wielką, otwartą raną. Nie mogłam nawet spać dłużej niż kilka minut 
na  raz,  bez  względu  na  to,  jak  bardzo  byłam  wyczerpana.  Bałam  się,  że  gdyby  Bones  wrócił, 
mogłabym  stracić  ten  czas.  Jedynym  wytchnieniem  od  cierpienia  był  fakt,  że  nie  było  tu  mojej 
matki.  Pojechała  gdzieś  z  Rodneyem,  lecz    z  oczywistych  powodów    nie  wiedziałam  gdzie.  - 
Crispin potrzebuje czasu  powiedział Spade po tej strasznej scysji.  Nie goń za nim. Nawet ja nie 
wiem, gdzie jest. Tak więc czekałam, rozpamiętując każdą okropną rzecz, jaką mi powiedział. Co 
gorsza, uświadomiłam sobie, że większość z tego to prawda. Nie miałam zamiaru trzymać go na 
dystans. Nie miałam pojęcia, dlaczego zamknęłam przed nim część siebie. Lecz ponad wszystko 
żałowałam,  że  tamtego  ranka  odeszłam  do  Gregora.  A  Gregor  był  bardzo  zajęty.  Niezbyt 
zadowolony  ze  swojej  roli,  jaką  odegrał  w  zrujnowaniu  mojego  związku,  rozpuszczał  plotki,  że 
bez  jego  interwencji  mogłabym  się  zmienić  w  hybrydę  wampira  i  ghula. Właśnie w  ten  sposób 
zebrał armię ponad dwustu ghuli, których wysłał do ataku w Bawarii. Gregor obiecał ghulom, że 
gdy  tylko  mnie  dostanie,  zmieni  mnie  w  wampira.  Miał  nawet  czelność  twierdzić,  że  gdyby 
Mencheres  nie  odebrał  mnie  mu  i  nie  uwięził  go  na  ponad  dekadę,  już  dawno  byłabym 
wampirem i nie byłabym powodem tak wielkiego rozgłosu. Jednak Gregor pozwolił mi odejść z 
wciąż bijącym sercem. Teraz krążyły słuchy, że jego również opętałam. Nikt jednakże nie zwracał 
uwagi na to, że Gregor nie miał wyboru jeśli chodzi o moją przemianę. Srebr139 
 
 

background image

ny sztylet w jego plecach  zadecydował za  niego. Poza  tymi wszystkimi  pogłoskami o hybrydzie 
doszły  moje  niezwykłe  skoki  w  Paryżu.  Kto  by  pomyślał,  że  będą  powodem  wzrostu  tej  całej 
paranoi?  Lecz  umiejętność  latania  posiadały  jedynie  wampiry  wysokiej  rangi.  Dlatego  fakt,  że 
mogłam  ją  demonstrować   jakkolwiek  krótko    sprawił,  że  zaczęto  się  zastanawiać,  jakie  jeszcze 
moce  ukrywam. Podsyciło  to  obawy, co mogło  by się stać, gdybym  posiadła  również  zdolności 
ghuli. Czy byłabym niepokonana? Czy  nie można  było  by mnie zabić? Czy będę  zdolna  jednym 
skokiem  pokonać  wysokie  budynki  i  odwrócić  kierunek  obrotu  ziemi,  by  cofnąć  czas?  Teorie 
stawały się coraz bardziej bujne i szalone. Niewielu wiedziało, że jedyne, czemu mogłam obecnie 
zagrozić, to słodycze. Zanim nie rzucę się na alkohol w poszukiwaniu marnego pocieszenia. Teraz 
były  to  słodycze.  Przepełniał mnie  jednak  wielki ból,  którego  nie  mogła  załagodzić  żadna  ilość 
cukru.  -  Kiedy  wraca  Spade?  -  spytałam  Annette.  Wyjechał  wcześniej  z  jakimś  mętnym 
wytłumaczeniem  o  interesach. Nikt  nie powiedział mi nic, co mogło być użyte  przeciwko mnie. 
Wszyscy wiedzieliśmy, że Gregor wciąż węszył w mojej głowie, nawet, jeśli ledwie spałam, i mógł 
dowiedzieć się niemal wszystkiego. Nie miałam pojęcia gdzie byliśmy. Ilu mieliśmy tu ludzi. Jaki 
był dzień. Właściwie, to każda z tych rzeczy gówno mnie obchodziła. Wszystko, co wiedziałam, to 
że  minęło  pięć  dni,  odkąd  odszedł  Bones.  Właśnie  tak  mierzyłam  czas.  Minutami  i  sekundami, 
jakie minęły od chwili, gdy byłam z nim po raz ostatni. - Po zmierzchu  odparła. Fabian zszedł na 
dół i usiadł  w wielkim stylu  obok Annette. Duch wpatrywał się w nią z uśmiechem, który można 
nazwać jedynie ogłupiałym. Przewróciłam oczami. Wyglądało na to, że nawet widma czuły miętę 
do Annette. Pewnie znalazła już sposób na to, by uprawiać z nim seks. Chociaż był przezroczysty 
i  miał  konsystencję  chmury,  to  jeśli  ktokolwiek  mógł  tego  dokonać,  była  to  Annette.  -  Cóż  za 
uroczy mężczyzna - zauważyła.  Daję słowo, Cat, mogłaś zacząć nową modę. Kiedy wyjedziemy, 
to    śmiem  twierdzić    mogę  spróbować  ukraść  ci  go  sprzed  nosa.  Ostatkiem  sił  musiałam  się 
powstrzymywać, by nie spytać: ,,A kiedy to będzie?". Jakby nie było, próbowałam zapanować nad 
moimi tendencjami ,,co w myśli, to i na języku". 140 
 
 
- Annette, myślę, że podaruję sobie film i coś poczytam. Obejrzyj go beze mnie. W połowie drogi 
na  piętro  minęłam  się  z  Vladem.  Zatrzymał  się  mówiąc,  że  odejdzie,  gdy  tylko  sytuacja  się 
uspokoi. Gotowa byłam się założyć, że nie myślał, że będzie musiał zostać tak długo. Byłam już 
niemal w sypialni, gdy usłyszałam dzwonek mojej komórki. Prawie wyrwałam drzwi z zawiasów i 
zanurkowałam,  by  jak  najszybciej  ją  odebrać.  -  Bones?    spytałam.  W  moim  uchu  rozbrzmiał 
wzgardliwy  śmiech.  -  Nie,  chérie.  Wciąż  masz  nadzieję,  że  twój  kochanek  wróci?  To  naprawdę 
zabawne. Gregor. Tylko tego było mi trzeba. - Co słychać, skarbie?  rzuciłam z sarkazmem.  Jak 
widzę, wciąż węszysz w moich snach. Skończyłeś już przepraszać swoje ghule, że wciąż wciągam 
ustami powietrze zamiast krwi? Już myślałeś, że masz małą pannę w garści, upss... zapomniałeś, 
że ma  nóż.  -  Powinnaś  była  zostać  ze  mną  i  oszczędzić  sobie  poniżenia,  jakim  jest  porzucenie 
przez tę wieśniacką, męską dziwkę - zamruczał.  Podczas gdy ty tęsknisz za Bonesem, on barłoży 
się z innymi. - Kłamca. Bones może być na mnie wściekły, ale nie zrobiłby tego. Oczywiście ty z 
pewnością tego nie zrozumiesz. Gregor tylko się roześmiał. - Och, Catherine, wkrótce przekonasz 
się, w jak wielkim błędzie jesteś. Naprawdę myślałaś, że się zmienił? Zobaczył drogę ucieczki i z 
niej skorzystał. Rozłączyłam się, powstrzymując od rozgniecenia telefonu stopą tylko z obawy, że 
Bones  mógłby  zadzwonić.  Oddychałam  ciężko,  jakbym  nie  wiadomo  ile  biegła.  Kiedy  Vlad 
delikatnie zastukał palcami we framugę, odwróciłam się gwałtownie i chwyciłam go za ramiona. - 

background image

Wiesz,  gdzie  jest  Bones?  Powiedz  mi  prawdę!  Vlad  spojrzał  na  swoją  koszulę,  jakby  chciał 
powiedzieć:  ,,Mogłabyś...?"  -  Nie,  Cat.  Potrząśniesz  mną  teraz?  Puściłam  go  i  z  frustracji 
zacisnęłam  dłonie  w  pięści.  -  Ten  drań  ze  mną  pogrywa.  Wie,  czego  najbardziej  się  boję  i 
wykorzystuje  to,  by  mnie  zranić!  -  Gregor?  -  spytał  Vlad  spokojnie.  -  Czy  Bones?  Zamilkłam  i 
spojrzałam na niego z uwagą. 141 
 
 
- Miałam na myśli Gregora, lecz... może i masz rację. Vlad uśmiechnął się. - I co zamierzasz z tym 
zrobić?  -  Gdy  wróci  Spade    powiedziałam  ponuro    zamierzam  nim  potrząsnąć.  Spade  ledwie 
zdążył  zamknąć  za  sobą  drzwi,  gdy  uczepiłam  się  jego  koszuli.  -  Skontaktuj  się  z  Bonesem  i 
powiedz mu, że pokazał swoje zdanie. Może i się myliłam, ale on jest okrutny. Mam tego dość. 
Spade strzepnął z siebie moje dłonie, jakby były to jakieś kłaczki. - Nie mogłaś tego powiedzieć 
bez gniecenia mi koszuli? - To miało przykuć twoją uwagę  odparłam z błyskiem w oku.  Tak na 
wszelki  wypadek,  gdybyś  nie  łapał.  Vlad  siedział  z  Fabianem  i  Annette  po  przeciwnej  stronie 
pokoju. Wszyscy troje czekali, by się przekonać czy Spade mi ulegnie, czy odmówi. Na wypadek, 
gdyby  zrobił  to  ostatnie,  odsunęłam  z  drogi  niektóre  meble.  Nie  ma  potrzeby  niszczyć  tego 
miejsca.  -  Cat    zaczął  Spade.    Daj  mi  jeszcze  kilka  dni.  -  Zła  odpowiedź    powiedziałam  z 
uśmiechem i uderzyłam. Może to właśnie ten uśmiech pozbawił go czujności. Od mojego ciosu 
odrzucił głowę na bok, i w końcu potraktował poważnie. Rozluźnienie zniknęło z jego postawy i 
cofnął się o krok, zwijając dłonie w pięści. Czekał na mój następny atak. - To nie takie proste, ale 
nie  mogę  wyjaśnić, dlaczego.  -  Lepiej  znajdź  na  to  sposób.  -  Muszę  mieć  trochę więcej czasu   
rzucił  gwałtownie. Nagle mnie olśniło i zamarłam. - Och, już rozumiem  roześmiałam  się.  - Nie 
możesz do  niego dotrzeć, prawda? To dlatego tak  się wahasz. Nie masz  pojęcia, gdzie  on jest! 
Spade zaklął pod nosem. - Niezłe przedstawienie, Żniwiarzu! Jak tylko zaśniesz, Gregor dowie się 
o  tym  fakcie.  Chcesz  założyć  Crispinowi  na  szyję  parszywy  stryczek?  -  Jak  długo?    spytałam, 
czując pierwsze ukłucie strachu.  Czy ty w ogóle wiesz, dokąd pojechał? - Nie powiem nic więcej, 
co mogło  by  narazić...  -  Owszem,  powiesz    przerwałam mu,  a  niepokój  i  gniew wyostrzyły  mój 
ton.  Nie przejmuj się mną. Jeśli mam nie spać do chwili, gdy to 142 
 
 
wszystko się wyjaśni, nie będę. Jeśli będzie trzeba, pobiję światowy rekord obywania się bez snu, 
ale  zaczniesz  sypać  i  to  w  tej  chwili!  Spade  zacisnął  usta.  W  jego  brązowych  oczach  zalśniły 
szmaragdowe iskry, gdy spojrzał na mnie wzrokiem twardym jak stal. - Lepiej spełnij tę obietnicę, 
bo  będę  cię  trzymał  za  słowo.  Szczegóły,  które  przedstawił  mi  Spade  wprawiły  mnie  w 
emocjonalną  karuzelę.  Tak,  wiedział  jak  skontaktować  się  z  Bonesem  po  jego  odejściu.  Zanim 
jeszcze wróciłam z Vladem, Bones zwięźle podał mu numer, którego miał użyć w razie nagłego 
wypadku, lecz nie powiedział, dokąd się udaje. Dwa dni temu Spade zostawił mu wiadomość, by 
dowiedzieć  się,  kiedy  zamierza  wracać.  Nie  dostał  jednak  żadnej  odpowiedzi.  Od  tego  czasu 
Spade dzwonił  na  jego pager, wysyłał  mu maile i  próbował  skontaktować się z nim  przez kilku 
zaufanych  przyjaciół.  Bones  nie  odezwał  się  do  nikogo.  -  Rozpytywałem  się dyskretnie   tak  jak 
dzisiaj, gdy mnie tu nie było  i pomyślałem, że może chce się zobaczyć z Marie - skończył Spade. 
Rodney  powiedział,  że  trzy  dni  temu  rozmawiał  z  Crispinem,  który  wspomniał,  że  w  Nowym 
Orleanie jest strasznie gorąco. Bo dlaczego inaczej miałby tam być? Wysłałem Rodneya, by tam 
trochę  poszperał.  To  wszystko,  co  wiem.  -  Dlaczego  po  prostu  nie  zadzwoniłeś  do  Lizy  i  nie 

background image

zapytałeś jej, zamiast czekać, aż Rodney tam dojedzie? - Zadzwoniłem do niej. - Spade zacisnął 
zęby.  powiedziała mi, że Marie tydzień temu kazała jej się wynieść z Dzielnicy i że dostała zakaz 
nawet komunikowania się z kimkolwiek w jej obrębie. Marie nie dała Lizie żadnego wyjaśnienia. 
Powiedziała tylko, że powiadomi ją, kiedy będzie mogła wrócić. - Kiedy się o tym dowiedziałeś? 
Jak mogłeś mi nie powiedzieć? - Crispin jasno nakazał trzymać cię od tego z daleka - powiedział 
Spade.    Ostatnim  razem,  gdy  uciekłaś  niczym  Henny  Penny,  która  krzyczała  o  spadającym 
niebie8, nie skończyło się to zbyt dobrze, prawda? Sugeuję, żebyś tym razem wykazała odrobinę 
cierpliwości.  Uczynisz  wszystkim  ogromną  przysługę.  Miałam  właśnie  na  niego  napaść,  gdy 
powstrzymało mnie  sumienie. Ma rację. Rzeczywiście  ostatnim  razem  uciekłaś, a  teraz  ponosisz 
za to konsekwencje. Może Bones po prostu nie może teraz nawiązać z nikim 
 
8 Henny-Penny  /angielska bajka/ bohaterka, uderzona czymś w głowę, zaczęła wołać, że niebo 
spada na ziemię. 
 
Wraz z kilkorgiem przyjaciół ruszyła w drogę, by powiadomić o tym króla, lecz ich naiwność  a jej 
w szczególności doprowadziła ich do zguby. 
 
143 
 
 
kontaktu.  Niech  robią  wszystko  po  swojemu.  Zaczekaj,  aż  zadzwoni  Rodney.  -  W  porządku.  - 
Usiadłam.   Poczekamy, aż  Rodney  się odezwie.  Spade spojrzał  na  mnie  podejrzliwie,  jak gdyby 
czekając, aż zmienię zdanie. - Jestem pewien, że zrobi to niedługo. ,,Niedługo" okazało się trwać 
pięć  godzin.  Głos  Rodneya  był  słyszalny  dla  wszystkich  jeszcze  zanim  Spade  włączył  głośnik. 
Krzyczał. - ...cholera, co się tam dzieje, ale zamknęli całą Dzielnicę! Majestic pozwala wejść tylko 
ludziom, którzy nie należą do linii żadnego wampira albo ghula. Nie wiem czy Bones tam jest. - 
Jak  ona  to  robi?  -  Spade  wyglądał  na  ogłuszonego.  Ja  sama  również  byłam  oszołomiona.  Jak 
Marie  udało  się  odizolować  całą  dzielnicę  miasta?  -  Na  każdym  skrzyżowaniu  Dzielnicy  mają 
policję  i  ghule.  Oficjalnie  szukają  porwanego  dziecka.  Robią  to  w  naprawdę  prosty  sposób   
zawróć  albo  pożałujesz,  że  tego  nie  zrobiłeś.  Próbowałem  przedostać  się  przez  rzekę,  ale  ta 
również  jest  strzeżona.  Marie  nie  żartuje.  Trzeba  będzie  spróbować  czegoś  innego.  Annette 
zbladła. - Wykorzystują policję - wykrztusiłam, czując w głowie natłok myśli.  Mogłabym poprosić 
kogoś z mojej dawnej  jednostki,  by pojechał i to  sprawdził. To ludzie  i mają  lepsze  referencje... 
ale  to  ujawni  nasze  zaangażowanie.  To  musi  być  ktoś  inny.  Chwyciłam  za  telefon.  To  była 
ogromna  przysługa,  która  mogła  okazać  się  równie wielką  stratą czasu,  ale  i  tak  zamierzałam  o 
nią poprosić.  Jakby nie było, powinno się liczyć  na  rodzinę, nie?  - Don   powiedziałam, gdy mój 
wuj  odebrał.    Na  wypadek,  gdybyś  z  wyprzedzeniem  kupował  mi  prezent  na  urodziny, 
podpowiem ci,  jaki podarek będzie idealny. Dam do  telefonu Spade'a i zatkam sobie  uszy, gdy 
powie  ci,  gdzie  jesteśmy.  Potem  poproszę  cię,  byś  jak  najszybciej  przysłał  samolot,  by 
przetransportować  ducha  do  Luizjany.  Po  prostu  wysadź  go  niedaleko  miasta  sąsiadującego  z 
Nowym Orleanem, a on już zrobi resztę. - Cat? - Don zamilkł na chwilę, nim kontynuował.  Czy ty 
piłaś? Roześmiałam się z goryczą. - Bardzo bym chciała. 144 
 
 

background image

Znów  czekałam.  Miałam  wrażenie,  że  to  jedyne,  co  ostatnio  mogłam  robić.  Spade  zadzwonił 
jeszcze do kilku wspólnych przyjaciół, starając się okrężnie dowiedzieć czy mają jakieś informacje 
o  Bonesie,  lecz  nic  z  tego.  Mając  na  końcu  języka  pytanie:  ,,Widziałeś gdzieś  Crispina?",  był  to 
bolesny i przyprawiający o frustrację proces. Dlatego, gdy przed domem zatrzymał się samochód, 
podbiegłam do okna modląc się, by to był Bones. Jednak to nie był on, a osoba zbliżająca się do 
drzwi  nie  mogła  wprawić  mnie  w  większe  zaskoczenie.  Tate,  kapitan  mojej  dawnej  jednostki  i 
dobry przyjaciel, wszedł do pokoju i podszedł wprost do mnie, jakby w pomieszczeniu nie było 
nikogo  innego.  -  Jak  mogłaś  mi  o  tym  nie  powiedzieć?  -  zapytał.  Obaj,  Spade  i  Vlad,  rzucili 
Tate'owi  wrogie  spojrzenia.  Tate  mógł  być  moim  przyjacielem,  ale  nie  ich.  Odsunęłam  jego 
dłonie,  nim  skończył  nabity  na  pal  lub  przebity  srebrnym  kołkiem.  -  Nie  wiedziałam,  że  Bones 
zaginął. Myślałam, że jest po prostu wściekły. Tate prychnął. - Nie o Grobowego Ciecia mi chodzi. 
Gówno  mnie  on  obchodzi.  Mówiłem  o  tobie  i  wampirze,  który    jak  powiedział  mi  Don  - 
prześladuje  cię  od  tygodni.  Och,  rany.  Tate  był  wściekły,  że  nie  powiedziałam  mu  o  Gregorze? 
Jakby  jeszcze  tego  było  mi mało.  - Nie powiedziałam ci,  bo  niemal cię  nie widziałam od chwili, 
gdy  przestałam  pracować  dla  Dona.  To  co,  zamierzasz  pomóc?  W  przeciwieństwie  do  ciebie, 
mnie bardzo obchodzi fakt, że Bones zaginął. - On nie zaginął  powiedział zimno Tate.  On jest 
po prostu dupkiem. Stał, kiedy to mówił, by w następnej sekundzie patrzeć się z podłogi. Spade 
pochylał  się  nad  nim,  a  promieniujący  z  niego  gniew  sprawił,  że  stanęłam  między  nimi.  -  No 
dobra, pokazałeś, o co ci chodzi. - Crispina nie ma tu, by sam mógł odpowiedzieć na obelgi, a ja 
nie będę słuchał, jak ktoś go  obraża  -  odparł  Spade  kładąc dłoń na srebrnym sztylecie.  -  Wasz 
chłoptaś  nie  zaginął  -  powtórzył  Tate  wstając.    Jest  we  Francuskiej  Dzielnicy,  jak  myśleliście. 
Jednak  jeśli  trzymają go  tam  siłą,  to  z  pewnością  wykorzystuje  to,  jak  tylko może.  -  O czym  ty 
mówisz? 145 
 
 
Tate  rzucił  mi  smutne,  lecz  stanowcze  spojrzenie  i  z  kieszeni  kurtki  wyciągnął  jakieś  papiery.  - 
Zdjęcia  z  satelity.  Zanim  tu  przyjechałem,  wydrukowałem  je  z  komputera  i  dlatego  obraz  jest 
nieco rozmazany. Ale to bez wątpliwości on. Widzicie oznaczenie czasu? To zdjęcie jest z wczoraj, 
z  23.32.  Jak  dla  mnie,  Bones  ma  się  świetnie.  Spade  i  ja  rozpostarliśmy  zdjęcia  na  pobliskim 
stoliku.  Pierwsze  było  ujęciem  ulicy  Bourbon.  Nie  bardzo  wyraźny,  ale  owszem,  to  był  Bones. 
Szedł  środkiem  ulicy.  Nawet  w  tłumie  ludzi,  wciąż  się  wyróżniał.  Dzięki  Bogu,  pomyślałam 
mimowolnie.  Spojrzałam  na  drugie  zdjęcie.  Bones  stal  przed  swoim  domem,  jeśli  dobrze 
rozpoznałam budowlę. I trzymał w ramionach kobietę. Z gardła wyrwało mi się ciche warknięcie. 
Przeszłam do następnego obrazu. Widok na zdjęciu sprawił, że zaklęłam głośno i rzuciłam nim w 
Spade'a. - Potrzebował dla siebie trochę czasu, co? Zabawne, że nie wydaje się spędzać go sam! 
Ostatnie  ujęcie  ukazywało  zaledwie  część  twarzy  Bonesa.  Stał  w  połowie  ukryty  w  bramie 
prowadzącej do jego domu. Do jego boku przyklejona była ta sama zdzira  poznałam po ubraniu 
 a jego twarz była schowana, bo ją namiętnie całował. - Ten frajer zdradza Cat  powiedział Tate 
bez emocji.  Według danych z satelity, od chwili zrobienia tego zdjęcia nie wyszedł z domu. Cat, 
nie  muszę  ci  mówić,  że  wkrótce  będziemy  musieli  przestawić  sprzęt  na  pierwotny  cel.  W  tym 
przypadku  Don  naprawdę  się  naraża.  -  Skurwiel  jeden    rzuciłam.  -  To  niczego  nie  dowodzi  - 
powiedział  Spade,  opanowując  zdumienie.    Nie  mamy  pojęcia,  co  się  dzieje  albo  kim  jest  ta 
kobieta. Ona może być jakimś kontaktem, a ta cała sytuacja podpuchą. - Och, tak. Mają ze sobą 
kontakt.   Jednocześnie chciałam wpatrywać się w  zdjęcia  i  je  zniszczyć.  Bezpośredni, z tego co 

background image

widzę! - Mało powiedziane  mruknął Tate. - Zamknij się - warknął Spade do niego, łagodząc ton, 
gdy zwrócił się do mnie.  Crispin nie zdradziłby cię w ten sposób, bez względu na to, jak bardzo 
byłby zły. Jest na to wytłumaczenie. Niech Fabian pojedzie i je znajdzie. Poza wściekłością czułam 
też przeszywający ból. Chciałam wierzyć, że to wszystko to nieporozumienie. A jednak gdzieś w 
głębi czaił się oślizgły strach. A co, jeśli nie? 146 
 
 
-  No  dobra    powiedziałam  z  wysiłkiem,  czując  pulsujący  w  skroniach  ból.  -  Fabian,  jedź  tam  i 
znajdź  Bonesa.  Niech  ci  powie,  kim  jest  ta  laska.  Poczekam  i  zobaczę,  co  odpowie.  -  Czyś  ty 
całkiem  już  oszalała?  -  wybuchł  Tate.    Nie  patrzyłaś  na  te  zdjęcia?  Czego  więcej  potrzebujesz, 
relacji na żywo? - Czasami to również nie wystarczy  wrzasnęłam na niego. Moje oczy piekły, lecz 
nie płakałam.  Dobitnie się o tym przekonałam i nie popełnię dwa razy tego samego błędu. Tate 
tylko wpatrywał się we mnie z niedowierzaniem. - Jesteś głupia  powiedział w końcu z odrazą i 
wyszedł.  -  Poinformuję  cię  o  wszystkim  -  obiecał  Fabian.  -  Bardzo  cię  proszę.    Ponownie 
spojrzałam na zdjęcia.  Bez względu na to, co to będzie. 
 
147 
 
 
ROZDZIAŁ DZIEWIĘTNASTY 
 
Juan przyjechał po Fabiana. Sądząc po przyjaznym, lecz ostrożnym powitaniu, domyśliłam się, że 
widział  już  zdjęcia.  -  Za  ile  tam  będzie?  -  spytałam  Juana,  gdy  mieli  już  wyjeżdżać.  Wzruszył 
ramionami. - Querida, jeśli miałbym podać ci konkretny czas, zdradziłbym zbyt wiele. - Tak około 
  naciskałam.  Nie  cierpiałam  całej  tej  tajemniczości,  lecz  Gregor  udowodnił,  że  wciąż  szpera  w 
mojej  głowie.  Gdybym  zasnęła,  to  niech  mnie  szlag,  jeśli  podam  mu  jakąkolwiek  użyteczną 
informację.  - Około dnia, wliczając w  to czas na nawiązanie kontaktu  i powrót.  Aż  tak długo? Z 
niecierpliwości wydepczę dziurę w dywanie. - No dobra.  Lata udawania obojętności, gdy byłam 
emocjonalnym wrakiem, na coś się w końcu przydały.  Zaopiekuj się moim duchem. Juan rzucił za 
siebie  nieufne  spojrzenie.  Fabian  uśmiechnął  się  do  mnie,  a  jego  dłoń  zniknęła  w  obojczyku 
Juana. - Dobrze cię widzieć, querida - powiedział Juan, wciąż z ostrożnością patrząc się na swoje 
ramię.  Zmusiłam  się  do  uśmiechu  i  machnęłam  ręką.  Nie  mogę  wyglądać  na  zmartwioną, 
porzuconą  żonę.  Kątem  oka  dostrzegłam,  jak  Spade  potarł  skronie.  Annette  stała  w  drzwiach, 
opierając  się  o  framugę.  Minęło  naprawdę  dużo  czasu,  odkąd  spaliśmy.  -  Odpocznijcie  trochę, 
ludzie. To nie konkurs ,,Kto dłużej wytrzyma bez snu". Szczególnie ty, Spade. Musisz mieć jasny 
umysł,  kiedy  dostaniemy  jakieś  wieści,  więc  nie  masz  wyboru.  Skinął  głową.  -  Tylko  na  parę 
godzin. Powinno mi wystarczyć. - Jeśli martwisz się, że przysnę, to nie masz o co. Mogę spokojnie 
powiedzieć, że  mam  wystarczająco  dużo  spraw  na głowie,  by  nie  zasnąć.  Spade  rzucił Tate'owi 
potępiające  spojrzenie.  -  Z  tego,  co  wiemy,  te  zdjęcia  zostały  sfałszowane.  Jego  zazdrość  o 
Crispina  jest  bezgraniczna.  W  najmniejszym  stopniu  nie  byłbym  zdziwiony,  gdyby  Fabian 
powiedział, że nie ma tam żadnej kobiety. - Taa, jasne - prychnął Tate.  Nie zakładałbym się o to. 
Przede wszystkim,  jestem  przyjacielem Cat. A  jeśli  Bones  nie ma  nic do  ukrycia, to dlaczego się 
ukrywa? 148 
 

background image

 
-  Wystarczy,  chłopaki.    Przez  nich  głowa  bolała  mnie  coraz  bardziej.  Spade  spojrzał  na  Tate'a 
ostatni  raz.  -  Wkrótce  sam  zobaczysz,  że  się  mylisz.  Z  chęcią  poinformuję  Crispina  o  tym,  jak 
niepotrzebnie denerwowałeś Cat w daremnej pogoni za tym, by ją mieć. Sądzę, że przynajmniej 
za to cię zabije. Tate wyprostował się. - Denerwuję ją mówiąc prawdę, bo prędzej wolę zdechnąć 
niż  milczeć,  gdy  on  lata  za  jej  plecami  i  robi  z  niej  idiotkę.  Spade  wpatrywał  się  w  Tate'a  w 
sposób,  który wzbudził we mnie  niepokój.  Wyglądał,  jakby  ze  wszystkich  sił starał  się  na  niego 
nie  rzucić.  -  Masz  szczęście,  że  Crispin  zmusił  mnie  do  złożenia  przysięgi,  że  nigdy  cię  nie 
skrzywdzę  powiedział w końcu.  W innym przypadku już nie miałbyś głowy. - Śpij słodko  odciął 
się Tate. - Lepiej nie mów już nic więcej  powiedziałam do Tate'a. Spade nie był mocny jedynie w 
gębie.  Czyżby  Tate  o  tym  nie  wiedział?  Spade  napiął  mięśnie,  jakby  skończono  przyjmować 
zakłady. Zaczęłam się zastanawiać czy nie powstrzymać go siłą, lecz w końcu zdecydowałam się 
zastosować inną taktykę. Westchnęłam i zachwiałam się, przykładając dłoń do czoła. W mgnieniu 
oka Spade  znalazł  się  przy mnie. Rycerskość była  w nim zakorzeniona głębiej niż porywczość. - 
Co ci  jest,  Cat?  -  Cały  ten  stres,  brak snu... Czuję,  że  chyba  zemdleję.  Rzucając ostatnie  groźne 
spojrzenie w stronę Tate'a, Spade dotknął mojego ramienia. - Przyniosę ci trochę wody. Wszedł 
do środka,  a  ja  zwróciłam się  w stronę Tate'a.  - Prawdopodobnie  właśnie  uratowałam  ci  życie   
powiedziałam do niego cicho. Vlad obserwował całe zajście z nikłym rozbawieniem. Wiedział, że 
udaję  od  chwili,  gdy  usłyszał  moje  myśli.  -  Młody  człowieku,  podejrzewam,  że  pewnego  dnia 
będziesz  miał  okropny  wypadek    powiedział  do  Tate'a.    Dalej  prowokuj  ludzi  w  ten  sposób,  a 
nastąpi  to  wkrótce. Tate  przewrócił  oczami.  -  Tak,  tak,  wiem. Zabijesz mnie w  straszny sposób. 
Żebym dostawał centa za każdym razem, gdy to słyszę... 149 
 
 
-  Gdybym  chciał  cię  zabić,  to  już  byłbyś  martwy.  Powinieneś  zważać  na  słowa.  Wtedy,  gdy 
sprowokujesz  kogoś,  kto  nie  będzie  się  kontrolował,  będziesz  mógł  być  na  tyle  silny,  by  to 
przetrwać.  -  Dobra  rada  -  powiedziałam.    Powinieneś  go  posłuchać.  Tate  przeniósł  na  mnie 
wzrok.  -  Do  diabła,  Cat.  Podskakiwałbym  na  widok  własnego  cienia,  gdybym  miał  się  obawiać 
każdej  skierowanej  do  mnie  groźby.  Pewnego  dnia  umrę.  Wszyscy  umrą,  nawet  ci  z  naszego 
rodzaju. Będę przeklęty, jeśli spędzę ten czas chowając się i podlizując niczym tchórz, żeby tylko 
nikogo nie wkurzyć. Jedyne, nad czym panuję, to to, jak żyję. A jak umrę? To problem tego, kto 
mnie zabije. - Boże - mruknęłam. Nic nie kapował. Vlad zagwizdał cicho. - Zastanawiałem się, co 
takiego  w  tobie  widziała.  Przez  większość  czasu  wydajesz  się  żałosny.  Teraz  przynajmniej 
zdradzasz pozory odwagi. - Ty skurwysynie... - zaczął Tate. Jego stopy zajęły się ogniem. Potem 
dłonie.  Moment,  kiedy  rzucił  się  na  Vlada,  zmienił  się  w  dziwny,  skakany  taniec,  gdy  starał  się 
zdusić płomienie. Vlad zacmokał. - Widzisz? Uważaj na swój charakterek. - Ehm - chrząknęłam. - 
Mógłbyś? Płomienie powoli zaczęły zanikać na ciele Tate'a. Potrząsnęłam głową. Fabian mógłby 
już wrócić. Kto by pomyślał, że z taką niecierpliwością będę wyczekiwać ducha? - Vlad, mogę ci 
zaufać, że go nie zabijesz, gdy ja wrócę do środka i nie będę spać? - spytałam. Vlad uśmiechnął 
się.  -  Na  chwilę  możesz.  Juan  nie  wrócił.  Fabian  również  nie,  chociaż  minęło  mniej  niż 
osiemnaście  godzin,  nim  się  odezwali.  Skontaktowali  się  telefonicznie.  Zabawne,  że  najgorsze 
wieści otrzymywałam zawsze w ten sposób. - Cat. To był Juan. Gdy tylko się odezwał wiedziałam, 
że  było  źle.  Brzmiał  na  całkowicie  opanowanego.  I  na  tak  wymuszenie  uprzejmego.  -  Nie 

background image

chciałem  ci  mówić,  querida...  Vlad  nie  odrywał  ode  mnie  wzroku.  Tate  również.  Spade  niemal 
położył mi głowę na ramieniu, by osobiście wszystko usłyszeć. 150 
 
 
- Kiedy  Fabian go  znalazł  jasne  się  stało, że  nikt nie przetrzymuje Bonesa wbrew jego woli.  On, 
eee...  dał  do  zrozumienia,  że  chciałby,  żeby  Fabian  odszedł...  Weźmiesz  się  w  końcu  w  garść, 
amigo?  Ostatnie zdanie skierowane  było  zapewne do ducha,  ponieważ ja  się  jakoś  trzymałam. 
Jeszcze. - Posłuchaj, querida... Fabian powiedział, że Bones był bardzo ostry. Powiedział mu, żeby 
spieprzał,  albo  coś w  tym  stylu.  Głęboko zaczerpnęłam  powietrza.  -  Mówisz  więc,  że chciał,  by 
dalej  zostawić  go  w  spokoju.  Czy...  czy  powiedział,  na  jak  długo?  Powiedział  coś  o  mnie?  Nie 
mogłam  nic  poradzić  na  to,  że  na  ostatnich  słowach  załamał  mi  się  głos.  Moje  serce  biło  jak 
oszalałe i czułam się, jakbym miała zemdleć, lecz nogi wciąż mnie trzymały. - Sí. - Juan brzmiał, 
jakby  połknął  coś  zjełczałego.  -  Fabian  spytał:  ,,Jak  mam  powiedzieć  o  tym  twojej  żonie?",  a 
Bones odparł...  Juan  zamilkł. - Co?  niemal krzyknęłam.  - Powiedział: ,,Ja nie mam  żony". Spade 
wyrwał  telefon  z  moich  odrętwiałych  palców.  -  To  parszywe  kłamstwo!  -  Słuchaj,  mnie również 
się to nie podoba  usłyszałam, jak Juan rzucił ostro.  Ale on nie kłamie. Spade nie przestawał się 
wściekać.  -  Znam  tego  faceta  dwieście  dwadzieścia  lat  i  zapewniam  cię...  -  Daj  spokój,  Spade. 
Słysząc  mój spokojny  ton  zamilkł  i  wbił  we  mnie  wzrok.  -  Chyba  nie  wierzysz w  te  bzdury,  co? 
Może się roześmiałam. Niech mnie diabli, jeśli wiedziałam to na pewno. - Zdaje się, że biorąc pod 
uwagę  zdjęcia  satelitarne  i  relację  świadków,  postawię  na  ,,tak".  Odpowiedz  mi  na  jedno  -  czy 
Bones w ogóle powiedział, że do mnie wróci? Czy tylko tak założyłeś? Spade wyprostował się. - 
Nie  musiał  dawać  mi  tego  na  piśmie,  bym  wiedział,  jakie  ma  intencje...  Teraz  z  pewnością  się 
roześmiałam i nie był to przyjemny śmiech. - Innymi słowy: nie powiedział i tylko tak założyłeś. W 
ten sposób Bones wyraźnie mi przekazał, że to koniec, lecz wciąż nie mogłam się z tym pogodzić. 
Kurczowo czepiałam się skrawka nadziei, jaką zamachał mi przed nosem Spade. 151 
 
 
Annette  stała  w  odległym  krańcu  pokoju.  Bardzo  mądrze.  Bez  jednego  słowa  więcej  Spade 
rozłączył się. - Cat, chodźmy stąd  powiedział Tate.  Możesz wrócić do Dona i do jednostki. Tam 
zawsze  znajdziesz  dom.  Niczego  stąd  nie  potrzebujesz.  Wpatrywałam  się  w  niego,  aa  w 
przemożny  ból  zaczęła  wbijać  się  chłodna  rzeczywistość.  Właśnie,  to  nie  jest  twój  dom.  Nie 
należysz do tego miejsca. Ty nigdzie nie należysz. - Nie. Pomyślałam to, lecz nie ja powiedziałam 
to na głos. Vlad minął Tate'a, jakby go tam nie było. - Gregor pokazał, że z niej nie zrezygnuje, a 
nie  obronisz  jej przed  nim.  Sprawisz  tylko,  że  zginą  twoi  żołnierze,  a  zaraz  po  nich  ona. Zanim 
zdecyduje,  co  dalej  zrobić,  Cat  może  zostać  ze  mną.  -  Wątpię  czy  twoje  intencje  są  czyste  - 
powiedział  Spade,  a  jego  oczy  zamigotały  zielenią.  -  Gdyby  Bones  przejmował  się  moimi 
zamiarami, byłby tu, by je przejrzeć - odparł Vlad. Protesty Tate'a nie pomagały. Nastrój szybko 
zmieniał  się  na  niezbyt  bezpieczny.  -  Strzeżesz  porzuconej  kochanki,  a  nie  żony  najlepszego 
przyjaciela.  Może  popilnujesz  swojego  życia  miłosnego,  bo  do  tej  pory  za  bardzo  o  nie  nie 
dbałeś.  Gdyby  możliwe  było,  by  wampir  zbladł,  Spade  właśnie  to  zrobił.  Aluzja  Vlada  do 
zamordowanej narzeczonej Spade'a, Giseldy, była dla mnie jasna. Szybko, nim sprawy wymknęły 
się spod kontroli, stanęłam między  nimi dwoma. Nie,  żebym martwiła się, że  Vladowi stanie się 
krzywda. Bałam się, że gdyby Spade go dotknął, Vlad spaliłby go na popiół. - Spade, cokolwiek 
sobie myślisz, Bones jasno powiedział, że wszystko między nami skończone. Moja wina, że tego 

background image

nie zaakceptowałam. Tate... Nie mogę wrócić. Tam nie ma powrotu.  Boże, gdyby tylko był. Vlad, 
co za to chcesz? Wampiry nigdy nie robią nic za darmo, czego więc chcesz za to, że pójdę z tobą, 
aż wszystkiego sobie nie poukładam? Vlad wydawał się to rozważać. - Sprawiedliwą ceną będzie, 
gdy  pozwolisz  mi  z  siebie  pić.  -  Zgoda.    Albo  raczej:  ,,Sprzedana  wampirowi  o  miedziano-
zielonych  oczach!".  Spade  założył  ramiona  na  piersi.  -  Mowy  nie  ma,  bym  pozwolił  ci  z  nim 
odejść. 152 
 
 
Nie  wdawaj  się  w  rękoczyny,  pomyślałam  do  Vlada,  widząc  jak  uśmiechnął  się  na  to  jawne 
wyzwanie. Spade jest moim przyjacielem, nawet jeśli nie ma racji. Usmaż go, a nie dostaniesz ze 
mnie ani kropli. To tyczy się również Tate'a, jako że wygląda, jakby zaraz miał się na ciebie rzucić. 
- Czyżbym czuł dym? - spytał Vlad, wciąż z uśmiechem na ustach. Sekundę później po ścianach 
zaczęły  pełznąć  płomienie.  Wyglądały  niczym  rosnące,  czerwone  i  pomarańczowe  węże.  Spade 
zaczął kląć. Poszedł do zlewu i zaczął napełniać wodą najbliższe naczynia, jednocześnie wołając o 
pomoc.  -  Jeśli  jesteś szybki, zaraz  ją  dostaniesz    zapewnił  go  Vlad,  wyciągając  do  mnie  dłoń.  - 
Idziemy? Pozostanie na miejscu oznaczało stworzenie jeszcze większego zagrożenia. Wiedziałam, 
że wszyscy troje zaczęliby walczyć i nic by ich nie powstrzymało. Tate już nie myślał racjonalnie. 
Chwycił Vlada za ramię... i przeleciał przez sufit. Nawet dwa, sądząc po odgłosach. W płomienie 
posypał  się  gruz.  Vlad  nawet  nie  mrugnął.  -  To  ostrzeżenie.  Następnego  nie  będzie.  Zanim 
ujęłam  Vlada  za  rękę,  spojrzałam  na  dziurę  w  suficie  i  ogień,  wciąż  chwiejąc  się  od  tego,  co 
usłyszałam piętnaście minut temu. - Chodźmy. Wsiedliśmy do samochodu, który  jak zakładałam  
należał do Vlada. Gdy odjeżdżaliśmy, rozległ się huk i cztery samochody na podjeździe wybuchły. 
- To na wypadek, gdyby chcieli  nas śledzić - powiedział Vlad w  odpowiedzi na moje zdumione 
spojrzenie. Niebo przecięła błyskawica. Była to ostatnia rzecz, jaką zobaczyłam, nim zamknęłam 
oczy. 
 
153 
 
 
ROZDZIAŁ DWUDZIESTY 
 
Jest  pięć  stopni  rozpaczy.  A  przynajmniej  tak  twierdzą.  Pierwszym  jest  zaprzeczenie.  Od  chwili, 
gdy  wyjechałam  od  Spade'a,  miałam  go  naprawdę  dużo.  Później  był  gniew  i...  ach,  tak.  Byłam 
wściekła.  Nie  chciałeś  nawet  dać  sobie  kilku  dni  na  przemyślenie,  albo  na  to,  żeby  po  naszym 
rozstaniu  opadł  chociaż  kurz?  Och  nie.  Nie  ty,  Bones!  Znalazłeś  się  z  powrotem  w  siodle,  co 
kowboju? Następnie targowanie się, być może najbardziej żałosne ze wszystkich, które zajęło mi 
większość czasu  podczas lotu w nieznanym mi kierunku. Niech wróci. Kocham go  tak  bardzo, a 
on  mnie  również.  Może  wciąż  uda  nam  się  wszystko  wyjaśnić...  Niech  idzie do  diabła!  -  odparł 
mój gniew. Zawsze wiedziałam, że Bones wróci do starych zwyczajów. Lampart nie zrzuci swoich 
cętek,  prawda?  Nie  ma  żony,  co?  Kto  w  ogóle  cię  potrzebuje?  Jeśli  wampir  obok  mnie  słuchał 
wewnętrznego monologu mojej schizofrenii, nie dał po sobie nic znać. Vlad pogwizdywał sobie, 
gdy moje emocje grały w  rosyjską  ruletkę. Do czasu, gdy powiedział,  że dojechaliśmy,  byłam w 
stanie  całkowitej  depresji.  Albo,  innymi  słowy,  w  stanie  Stopnia  Numer  Cztery.  Samochód 
zatrzymał  się  i  usłyszałam  zbliżających  się  ludzi.  Żadne  z  nich  nie  miało  jednak  tętna.  Ktoś 

background image

otworzył  drzwi  z  mojej  strony  i  poczułam,  jak  delikatnie  chwyta  mnie  za  rękę.  -  Jeszcze  przez 
chwilę  nie  patrz.  Poprowadzę  cię  do  środka.  Po  minucie  stawiania  ostrożnych  kroków 
zatrzymaliśmy się. - Cat, możesz już otworzyć oczy. Natychmiast to zrobiłam. Znajdowaliśmy się 
w  pewnego  rodzaju  długim  korytarzu,  który  wyglądał  na  naprawdę  stary,  z  bardzo,  bardzo 
wysokimi sufitami. Gotycki, w dosłownym znaczeniu tego słowa. Vlad uśmiechnął się. - Wejdź z 
własnej i nieprzymuszonej woli. Chyba to powinienem powiedzieć, tak? Rozejrzałam się po hallu. 
- Zostanę tu zaledwie kilka dni, zanim nie poukładam sobie wszystkiego.  I nie skleję na powrót 
swego serca. - Zostań tak długo, jak tylko chcesz. Jakby nie było, jesteś mi coś winna. Odebranie 
tego długu może zająć kilka dni. 154 
 
 
Rzuciłam  mu  znaczące  spojrzenie.  -  Nie  zakładałabym  się.  Jedna  rzecz  przemawiała  za 
zatrzymaniem się u niekoronowanego Księcia Ciemności. Nie posiadał leniwego i nieudacznego 
personelu. Po tym, jak do  pokoju odprowadził mnie wampir  o imieniu Shrapnel,  zapytałam czy 
mają  tu  do  picia  coś  więcej  oprócz  nich.  Shrapnel  nie  zaczął  wymieniać  ich  z  pamięci,  lecz 
przyniósł mi całą płynną zawartość lodówki. Na moją uwagę, że sama poszłabym do kuchni, by ją 
przejrzeć,  spojrzał  na  mnie,  jakbym  była  szalona.  Cóż,  przynajmniej  w  tym  miał  rację.  Vlad 
każdego  wieczoru  towarzyszył  mi  przy  kolacji,  chociaż  sam  nie  jadł.  W  dzień  widywałam  go 
niezwykle rzadko  jak sądzę, zajmował się własnymi sprawami. Nie żebym wiedziała to na pewno. 
Większość  czasu  spędzałam  w  swoim  pokoju.  Rozmyślałam,  a  moje  emocje  były  prawdziwie 
rozhuśtane,  sięgając  od  gniewu  na  Bonesa  do  samooskarżenia.  Czy  nasz  związek  od  samego 
początku  skazany  był  na  porażkę  przez  to,  że  Bones  był  niezdolny  do  porzucenia  swoich 
dawnych  przyzwyczajeń?  Czy  może  wszystko  było  by  w  porządku,  gdybym  tamtego  dnia  nie 
odeszła  do  Gregora?  Nie  wiedziałam  tego,  a  brak  wiedzy  rozsadzał  mi  serce.  O  dziewiątej 
zeszłam do jadalni. Z oczywistych powodów obiad podawano późno. Vlad już siedział przy stole, 
a jego długie brązowe włosy były rozczesane i puszczone luźno. Gdy, jak zwykle, usiadłam obok 
niego,  zakołysał  kieliszkiem,  wprawiając  wino  w  ruch.  Z  leżących  przede  mną  półmisków 
zaczęłam  nakładać  sobie  jedzenie  na  talerz.  Łopatka  jagnięca  ze  szczyptą  rozmarynu, 
marynowane  szparagi  z  salsą  z  mango  i  malutkie,  miękkie  ziemniaczki.  Vlad  tylko  patrzył,  pijąc 
swoje  wino.  Mieszkając  z  wampirem  przyzwyczajona  byłam  do  tego,  że  wcinam  sama,  a  ktoś 
mnie  obserwuje,  nie  czułam  więc  zakłopotania.  Po  kilku  minutach  jedzenia  zamarłam.  - 
Jagnięcina  jest  niesamowita.  Jesteś  pewien,  że  nie  chcesz  spróbować?  -  Wkrótce  zjem.  Coś  w 
jego głosie sprawiło, że zadrżała mi dłoń, w której trzymałam widelec. Vlad nie brzmiał, jakby nie 
mówił o uczcie, jaka rozpościerała się przed nim na stole. - Wspominasz o tym mimochodem czy 
przygotowujesz do tego, co się stanie? 155 
 
 
-  Oceniam  twoją  reakcję   odparł  przechylając  głowę.    Twoje  oczy  nie  są  dziś  tak  opuchnięte.  I 
jesteś mniej zdołowana. Czy to znaczy, że w końcu pogodziłaś się z porzuceniem przez Bonesa? 
Po raz pierwszy od czterech dni wspomniał jego imię. Osobiście wolałabym, żeby poczekał z tym 
jeszcze trochę. - Nie martw się, nie będziesz musiał znów ściągać mnie z urwiska. - Cieszy mnie 
to. Wygodnie rozparł się na krześle i ponownie  zakołysał kieliszkiem.  -  Od  chwili, gdy tu  jesteś 
nie skontaktowałaś się ze Spadem ani nikim innym. Nie jesteś ciekawa czy ktoś z nim rozmawiał? 
Na  te  słowa  odłożyłam  widelec. Nie  wiedziałam, do czego  zmierzał,  lecz  Vlad  nie  robił  nic  bez 

background image

konkretnego  celu.  -  Co  jest,  koleś?  Chcesz  przyspieszyć  mój  puls?  Zmiękczyć  mnie  nieco,  nim 
wbijesz we mnie zęby? Nie, nie rozmawiałam z nimi i nie zamierzam tego robić. Nie potrzebuję 
nowych, krwawych szczegółów. - Jak, na przykład, czy w tej chwili kogoś nie obłapia? Nie ściska 
jej, nie całuje... przyciskając do siebie jej nagie ciało? Mój talerz przeleciał przez pokój i z hukiem 
rozbił  się  na  kamiennej  ścianie.  Sekundę  po  tym,  jak  nim  rzuciłam,  zaklęłam  w  duchu. 
Przeklinałam siebie, Vlada  i  przede wszystkim Bonesa. - Po prostu sprawdzasz,  jak  szybko  tracę 
nad sobą panowanie, prawda? Oceniasz mnie? Cóż, jak widzisz, jestem nieco rozdrażniona, więc 
wybacz. Chwyciłam lnianą serwetkę i ruszyłam w stronę rozbitego naczynia, zdeterminowana, by 
samej  posprzątać  bałagan,  jakiego  narobiłam.  Jednak  Vlad  był  szybszy.  Wciąż  siedząc, 
szarpnięciem  przyciągnął  mnie  do  siebie.  -  Co  robisz?    spytałam  ostro.  Zacieśnił  uścisk  tak 
bardzo,  że  niemal  poczułam  ból.  -  Odbieram  swój  dług.  Zdążyłam  zesztywnieć,  nim  przycisnął 
usta do mojej skóry i wbił w nią kły. Krzyknęłam, lecz nie z bólu. Vlad zaczął ssać mocniej, pijąc 
więcej  krwi.  Z  każdym  pociągnięciem  jego  ust  czułam,  jak  po  moim  ciele  rozprzestrzenia  się 
pulsujące ciepło. Wampirzy jad. Nie był szkodliwy, lecz wywoływał fałszywe, niezwykle przyjemne 
uczucie  gorąca.  -  Vlad, wystarczy...  -  Nie  - mruknął.    Jeszcze. Przyciągnął  mnie do  siebie  bliżej. 
Teraz w połowie na nim leżałam. Miałam wrażenie, jakby jego głębokie ssanie przeszywało mnie 
aż do 156 
 
 
kręgosłupa. Vlad przesunął dłońmi po moich ramionach, na co gwałtownie nabrałam powietrza. 
Były takie gorące, tak różne od zwyczajnej temperatury wampirów. To pewnie przez pirokinezę. 
Moja  krew  nie  mogła  tak  szybko  ich  rozgrzać.  Tak  samo  szybko,  jak  mnie  chwycił,  Vlad  puścił 
mnie.  Oparłam  się  o  stół czując, że moje kolana są o wiele bardziej  miękkie niż przedtem. - To 
powinno  dać  ci  inny  powód  do  rozmyślań.  -  Nie.  Z  pewnością  nie  da    wykrztusiłam.  Nagle 
zaczęłam  płakać.    Ja  go  wciąż  kocham,  Vlad!  Nienawidzę  go,  to  też,  ale...  Wciąż  go  kocham. 
Wyraz jego oczu nawet na moment się nie zmienił. - Przejdzie ci. Czyżby? Nie powiedziałam tego 
głośno, ale nie miało to znaczenia. Vlad i tak mnie słyszał. - Nie jestem już głodna  powiedziałam 
jedynie i wyszłam z jadalni. W nocy, kiedy już zasypiałam, poczułam jak moje łóżko ugina się pod 
ciężarem. Zaalarmowana otworzyłam  oczy, lecz w  tym samym momencie  ktoś położył  mi  palec 
na  ustach.  -  To  tylko  ja.  Chciałem  pogadać.  Zupełnie  się  przebudziłam.  Ludzie  zazwyczaj  nie 
rozmawiają  idąc  do  łóżka,  co  było  doskonałym  obrazem  tego,  co  robił  Vlad.  -  Naprawdę?   
spytałam z wyraźnym sarkazmem. Lekceważąco machnął dłonią. - Nie ściskaj tak kołdry, Cat. Nie 
zamierzam cię zgwałcić. - Tam, skąd pochodzę, kiedy ludzie chcą porozmawiać, robią to siedząc.  
Dla  podkreślenia  moich  słów  podniosłam  się  i  usiadłam.  Owszem,  rzeczywiście  kurczowo 
ściskałam prześcieradła.  To wygląda na wymuszenie. Vlad jedynie poprawił poduszkę pod głową 
i  roześmiał  się.  -  Jakiż  wspaniały  pokaz  oburzenia,  Żniwiarzu.  Jednak  oboje  wiemy,  że  gdybym 
tylko chciał, spaliłbym te okrycia na popiół. Daj spokój. Pomijając twoje sztywne wychowanie, czy 
przeszkadza ci to, że tak tu z tobą leżę? Rozluźniłam uchwyt na kołdrze. W kilku punktach miał 
rację.  Vlad  był  ode  mnie  o  wiele  silniejszy, więc  nawet  gdyby  nie  mógł  spalić  prześcieradeł,  to 
jeśli  chciałby  wymusić  seks,  zrobiłby  to.  Plus,  przesadne  stosowanie  się  do  zasad  dobrego 
wychowania, gdy wypił ze mnie ponad pół litra krwi, nieco trąciło hipokryzją. 157 
 
 

background image

- W porządku. O czym chcesz pogadać? - O twojej przyszłości. Zesztywniałam. - Chcesz, żebym 
odeszła. No dobra... - Doprawdy sądzisz, że przyszedłem tu, by cię stąd wyrzucić? - przerwał mi.  
Powinnaś znać mnie lepiej. - Przepraszam. To był naprawdę ciężki tydzień. - Tak.  W jego głosie 
nie  było  żadnej  fałszywej  nuty  żalu.    Twoja  pewność  siebie  została  porządnie  nadszarpnięta  i 
jesteś  teraz  o  wiele  bardziej  bezbronna.  Gdybym  chciał  to  zrobić,  bardzo  łatwo  było  by  cię 
uwieść. - Masz o sobie wysokie mniemanie, prawda?  spytałam z prychnięciem.  Ale cholernie się 
mylisz,  jeśli  sądzisz,  że  szukam  rżnięcia z  litości.  Uśmiechnął  się  lekko.  -  Mówiłem  ci  już,  że  nie 
żywię do ciebie tego typu uczuć.  Jestem tu,  bo  jesteś moją przyjaciółką, a  zaprzyjaźnienie się z 
kimś przychodzi mi trudniej  niż  znalezienie kogoś do  rżnięcia. To,  co do niego czułam, również 
nie miało nic wspólnego z miłością, chociaż Vlad bez dwóch zdań był przystojnym facetem. Nie. 
Zamiast tego, czułam  jakąś dziwną, łączącą mnie z  nim więź. - Cieszę się, ze  tu jesteś.   To była 
prawda.  Nie  mogłam  sobie  z  tym  poradzić,  gdy  byłam  z  Mencheresem  lub  Spadem,  lub  kimś 
innym, kto zająłby się mną z czystej litości. Vlad uścisnął mi dłoń. - Przejdziesz przez to wszystko. 
Zanim  jednak  to  się  stanie,  będziesz  musiała  stanąć  z  nim  twarzą  w  twarz.  Z  nim.  Z  Bonesem. 
Odwróciłam  wzrok.  -  Doceniam  twój  sentyment,  lecz  jeśli  chodzi  o  ten  temat,  to  na  nic.  Nie 
zamierzam  się  z  nim  spotkać.  Nie  chcę  widzieć  co  teraz  robi,  albo  z  kim.  -  Catherine,  jesteś 
głupia. Zesztywniałam, słysząc tę obelgę, jak i na dźwięk mojego pełnego imienia. - Jak to, Drac?  
rzuciłam  ostro,  używając  przezwiska,  którego  również  nie  lubił.  -  Tak  naprawdę  nie  zaczęłaś 
jeszcze go sobie odpuszczać, bo wciąż zastanawiasz się czy to naprawdę koniec. Właśnie dlatego 
tak czepiasz się tego uczucia. I właśnie dlatego dasz się zabić  bo tak bardzo cię to rozprasza, że 
zauważyłaś wampira w swoim pokoju dopiero wtedy, 158 
 
 
gdy  wśliznął  ci  się  do  łóżka.  Wyjaśnij  z  nim  wszystko,  i  to  raz  na  zawsze.  A  potem  zacznij  żyć 
dalej. Z nim lub bez niego. - Wiem, że to koniec  powiedziałam łamiącym się głosem. - Oznajmił 
mi to jasno i wyraźnie. - A ty się zastanawiasz czy naprawdę tak myślał. Zastanawiasz się czy nie 
zrobił tego tylko po to, by cię zranić, tak jak ty odeszłaś do jego wroga podczas bitwy. Popadasz 
w szaleństwo zastanawiając się czy Bones chce się przekonać, czy popędzisz do niego tak samo, 
jak  on  wiele  razy  gonił  za  tobą.  -  Przestań  grzebać  w  mojej  głowie!    Usłyszeć  swoje  myśli 
powiedziane  na głos  przypominało  mi  przechodzenie  operacji  bez  znieczulenia.  -  To  wcale  nie 
jest bezsensowna myśl  dodał chłodno.  Zrealizowałby twoje najgorsze lęki, tak jak ty zrobiłaś z 
nim.  Moim  zdaniem  to  sprawiedliwa  kara.  Wątpię  tylko czy Bones  ma wystarczające  jaja,  by  to 
zrobić. - To po cholerę każesz mi się tego dowiedzieć, skoro wiesz,  że  i tak mnie  odtrąci? - Bo 
jeśli masz rację, to  i  tak  wkrótce  zapuka do  twoich  drzwi. Jeśli  nie masz,  będziesz  zdruzgotana, 
lecz  zdecydowana.  Jesteś  o  wiele  silniejsza  niż  ci  się  wydaje.  Zagryzłam  wargę.  Miałam 
zaryzykować  to,  że  ponownie  złamie  mi  serce?  Tylko  po  to,  by się  przekonać czy  była  to  jakaś 
dziwna gra o władzę? A gdyby nawet, to czy potrafiłam to wybaczyć? Czy bym chciała? Tak czy 
inaczej,  wiedziałabym.  A  to  chyba  lepsze  niż  doprowadzanie  się  do  szału  przez  tak  niewielkie 
wątpliwości.  Vlad  musiał  usłyszeć  moje  myśli,  bo  skinął  głową.  -  Z  samego  rana  zadzwoń  do 
Spade'a i  ustal  termin spotkania z Bonesem. Bones  nie  odmówi ci go, bez względu  na to, jakie 
ma wobec ciebie zamiary. Dopiero potem dowiesz się czy to naprawdę koniec. Biorąc pod uwagę 
brak  snu  i  niski  poziom  żelaza  we  krwi,  to  zbyt  dużo  rzeczy  do  rozmyślań.  Z  westchnieniem 
położyłam się, zapominając o tym, że powinnam czuć zażenowanie tym, że jestem z nim w łóżku. 
Vlad ułożył się przy mnie, kładąc głowę na mojej poduszce. - Uhm  chrząknęłam znacząco.  Czy 

background image

właśnie nie zgodziliśmy się, że łączy nas jedynie przyjaźń? - Nie szukam seksu. Po prostu minęło 
wiele czasu od chwili, gdy po raz ostatni leżałem przy boku kobiety, która coś dla mnie znaczyła. 
159 
 
 
- Acha. No cóż... - Drzemka w objęciach Draculi? Biorąc wszystko pod uwagę, to... dlaczego nie?  
W porządku. Ale ostrzegam  chrapię. Uśmiechnął się szeroko. - Mieszkam z tobą od tygodnia. Od 
dawna  o  tym  wiem.  Rzuciłam  mu  palące  spojrzenie,  lecz  zaraz  zwyczajnie  rozłożyłam  się  na 
łóżku. Vlad objął mnie ramionami i ponownie położył głowę na mojej poduszce. Powinnam być 
zażenowana tym, że jestem z nim w jednym łóżku  szczególnie, że od góry był nagi, a ja miałam 
na sobie jedynie skąpą koszulkę  lecz tak nie było. Miło było znów mieć kogoś przy swoim boku. 
Nawet,  jeśli  nie  była  to  osoba,  za  którą  tęskniłam.  -  Dobranoc,  Cat    powiedział,  chociaż 
nadchodził już świt. Ziewnęłam i zamknęłam oczy. - Dobranoc, Vlad. Pukanie do drzwi mnie nie 
obudziło.  Musiało  być  zbyt  delikatne.  Odzyskałam  świadomość  dopiero  wtedy,  kiedy  mało 
przyjaznym  tonem  Vlad  powiedział:  ,,Wejść".  Boże,  miał  rację.  Moje  odruchy  były  do  dupy. 
Shrapnel wetknął głowę do pokoju. W myślach zaczęłam przeklinać Vlada, że nie dał mi szansy 
ukrycia się w łazience. Jak musiało to wyglądać? - Wybacz mi, Panie, lecz rozmówca mówi, że to 
pilne. Czy mogę podać ci telefon? Wyraźnie nerwowy, przyciskał do siebie komórkę. Może Vlad 
był zrzędliwy, gdy się budził. Vlad gestem zaprosił go do środka. - No dobrze, daj go. Shrapnel 
szybko wszedł do pokoju, po czym wyszedł w pośpiechu i zamknął za sobą drzwi. - Kto mówi?  
rzucił  ostro  Vlad.  Głos Spade'a  rozbrzmiał  wystarczająco  głośno,  by  poderwać  mnie  do  góry.  - 
Jeśli  tym  razem  nie  podasz  Cat  do  telefonu,  upiekę  cię  żywcem  w  twoich  własnych,  gnijących 
sokach...  Wyrwałam  Vladowi  telefon.  -  O  co  chodzi?  Już  jestem.  Coś  się  stało?  Nastała  długa 
chwila ciszy. Zbyt późno zdałam sobie sprawę z tego, co zrobiłam. Vlad uniósł rękę, jakby mówił: 
,,No,  to  teraz  leżysz".  -  Powiedziano  mi,  że  Vladowi  nie  można  przeszkadzać,  bo  jest  jeszcze  w 
łóżku.  Każde jego słowo było wyraźnym oskarżeniem.  Że jest 160 
 
 
absolutnie niedysponowany. Na cholerne jaja Lucyfera, czy to dlatego nie odpowiadałaś na moje 
telefony? - J-ja n-nie... - Dobry Boże, zaczynałam się jąkać. - W rzeczy samej! - Słuchaj, nawet nie 
zaczynaj!    Gniew  przyszedł  mi  na  ratunek.    Jeśli  coś  jest  nie  tak,  to  powiedz  mi,  lecz  jeśli 
zamierzasz odgrywać Cipkową Policję, powinieneś zacząć od swojego najlepszego przyjaciela. W 
chwili  obecnej  prawdopodobnie  jest  po  nos  zagrzebany  w  jednej  z  nich.  -  Jego  tyłek  jest 
piekielnie zagrożony, jeśli wciąż cię to obchodzi - odparł zimno. Na te słowa cała złość nagle ze 
mnie  wyparowała.  Spade  nie  miał  skłonności  do  histerycznej  przesady.  Chwyciłam  kurczowo 
telefon,  jakby  był  śliski.  -  Co  się  stało?  Może  brzmiałam  na  tak  przerażoną,  jak  się  czułam, 
ponieważ  w  głosie  Spade'a  było  już  mniej  wrogości.  -  Fabian,  twój  niezwykle  pomocny  duch, 
pojechał  do  Nowego  Orleanu,  by  spróbować  z  nim  porozmawiać.  Z  tego,  co  zdołał 
wywnioskować, Crispin niedługo będzie zmuszony do opuszczenia Dzielnicy. A Gregor czeka na 
obrzeżach  miasta,  by  móc  zaatakować.  -  Co  masz  na  myśli  mówiąc:  ,,będzie  zmuszony"?    Mój 
głos  nie  mógł  już  bardziej  drżeć.  Vlad  skrzywił  się.  -  Crispin  pojechał  do  Nowego  Orleanu,  by 
zobaczyć  się  z  Marie.  Po  tym  spotkaniu    z  tego,  co  wiem    Marie  zamknęła  Dzielnicę  przed 
jakimikolwiek  nowo  przybyłymi  nieumarłymi,  a  Gregor  wycofał  swoje  siły  poza  granice  miasta. 
Wyskoczyłam z łóżka i zaczęłam szukać swoich ubrań. Vlad nieporuszony momentalnie przesunął 

background image

się na moje miejsce.  -  Jesteście  tam? Czy dopiero w drodze? - Nie  możemy  tam jechać, w  tym 
cały cholerny problem! Przez ciebie, zgodnie z naszym prawem, Gregor ma pełne prawo pojmać 
Crispina. I żaden wampir nie może przyjść mu z pomocą. Kolana ugięły się pode mną i usiadłam 
na podłodze.  Przez sekundę nie mogłam nawet  oddychać.  Wtedy  zaczęłam planować. - Będzie 
trzeba wydostać go stamtąd drogą powietrzną. Najlepszy będzie helikopter. Możemy wyposażyć 
go  w  srebrne  kule.  Potem  przesiądziemy  się  do  samolotu.  Mówiłeś,  że  zostawiałeś  mi 
wiadomości na ten temat? - Rzuciłam Vladowi prawdziwie groźne spojrzenie. 161 
 
 
-  Zostawiałem  ci  wiadomości,  żebyś  oddzwoniła,  ale  o  zasadzce  Gregora  dowiedzieliśmy  się 
dopiero  dzisiaj.  Vlad  lekceważąco  wzruszył  ramionami.  -  Powiedziałaś,  że  nie  chcesz  z  nimi 
rozmawiać.  Ta  część  jednak  jest  dla  mnie  nowością.  Gdybym  wiedział,  powiedziałbym  ci.  Nie 
zaczęłam  zrzędzić.  Jakby nie było, moją  winą  było,  że zaczęłam się  ukrywać, a  nie  Vlada.  - Jeśli 
chodzi o twój plan, to jest pewien problem, Cat  powiedział Spade z napięciem w głosie.  Inaczej 
sam zrobiłbym coś podobnego. Do miasta nie może dostać się nikt, kto należy do którejkolwiek 
z linii, a to oznacza każdą drogę. Również powietrzną. Nakazem Marie oznaczało by to dla nich 
śmierć,  a  królowa  jest  zbyt  potężna,  by  ją  lekceważyć.  Sam  bym  zaryzykował,  lecz  jeśli  granicę 
przekroczy jeden wampir lub ghul, Gregor i jego ludzie pójdą za nim. To muszą być ludzie, którzy 
nie  mają  żadnych  powiązań  z  wampirami,  rozumiesz?  Owszem,  rozumiałam.  Teraz  wiedziałam, 
dlaczego Spade był tak zdecydowany, by się ze mną skontaktować. - Podaj mi swój numer. Zaraz 
do ciebie oddzwonię. 
 
162 
 
 
ROZDZIAŁ DWUDZIESTY PIERWSZY 
 
-  Raz,  dwa,  trzy...  Słyszysz  mnie,  Geri?  Porucznik  Geri  Hicks,  zatrudniona  na  moje  miejsce  w 
jednostce,  kaszlnęła  cicho  i  mruknęła:  -  Potwierdzam.  Bezpośrednio  pod  skórę  miała 
wszczepiony  implant,  dzięki  któremu  słyszała  mój  głos  bezpośrednio  w  swoim  uchu.  Gdybym 
krzyknęła, sprawiło by  to jej ogromny ból.  Mikrofon jednak umieszczony  był w mniej inwazyjny 
sposób,  w łańcuszku, który miała  na szyi. - Jaka jest twoja  lokalizacja, Geri? - Przechodzę  przez 
ulicę Świętej  Anny  i  zmierzam w  kierunku Bourbon.  Ptak wciąż pokazuje,  że wciąż  tam jest? Na 
pożyczonym laptopie sprawdziłam obraz z satelity, ukazujący Francuską Dzielnicę. Turbulencje w 
samolocie  nie  pomagały,  lecz  wciąż dostrzegałam  Bonesa.  I  kobietę  przy  jego  boku.  -  Tak.  Jak 
wiesz,  mamy  małe  opóźnienie,  ale  powinien  tam  być.  Wszystko  w  porządku?  Geri  była 
zdenerwowana, lecz nie mogłam jej za to winić. Miała doprowadzić do nas Bonesa, nie dając przy 
tym  zabić ani  siebie, ani  jego. Taa,  ja  też  byłam walnięta.  -  Tak  -  odparła  Geri.  -  Rozumiem.  A 
teraz  idź  po niego. Byłam  jedyną  osobą,  jaką  znał Spade, która  miała  na  podorędziu człowieka 
bez  żadnych  powiązań  z  wampirami  i  która  mogła  zgromadzić  siły  powietrzne  i  broń  wraz  z 
całym  zapleczem technologicznym.  Pewnie,  kwestią sporną było czy moja dawna jednostka  nie 
miała  powiązań  z Bonesem,  lecz  od  chwili, gdy  z  niej  odeszłam,  nikt  z  nich nie  przyjmował  od 
niego rozkazów. Miałam za to u wuja naprawdę wielki dług. Ponieważ była człowiekiem, Geri nie 
mogła  zobaczyć  Fabiana.  Jednak  on  tam  był,  starając  się  napomknąć  o  naszym  planie  bez 

background image

rzucania  się  w  oczy  ludziom  Marie.  Nie  było  to  łatwe  zadanie.  Kiedy  wszystko  się  skończy, 
będziemy mieć u niego równie wielki dług. Jak można wynagrodzić ducha? Cóż, zastanowię się 
nad tym później. - Zbliżam się do celu. Brak odbioru - szepnęła Geri. 163 
 
 
Na ekranie zobaczyłam, jak podchodzi do Bonesa. Siedział w ogródku pubu ,,Pat O'Brien", pijąc 
coś, co  jak podejrzewałam  było jego ulubioną whiskey. Ramieniem obejmował ładną brunetkę, 
która niemal na nim leżała. Nawet teraz przesuwała dłonią po jego biodrze. Zacisnęłam dłonie w 
pięści. Ty suko, jak wszystko się skończy, ty i ja odbędziemy długą i cholernie bolesną dla ciebie 
rozmowę. Cannelle nie słyszała mojego niemego ostrzeżenia, lecz Vlad wręcz przeciwnie. Rozparł 
się na siedzeniu naprzeciwko mnie, całkowicie nie zwracając uwagi na turbulencje. Jeśli wszystko 
było  w  porządku,  byliśmy  w  drodze  na  miejsce  spotkania.  -  Naprawdę  jej  nie  lubisz.  Nie 
odpowiedziałam  mu  głośno.  Ponieważ  miałam  na  głowie  zestaw  słuchawkowy,  mogło  by  to 
zdumieć Geri. Nie.  Naprawdę, naprawdę  jej  nie  lubiłam. - Wiem, że  to bezczelne...  wymruczała 
Geri  w  mojej  słuchawce.  Na  obrazie  z  satelity  zobaczyłam,  jak  podchodzi  do  Bonesa  i  jego 
towarzyszki, Cannelle.  Lecz po tym, jak zobaczyłam was dwoje, wy przepiękne istoty, nie mogę 
się  zdecydować,  kogo  przelecieć  najpierw.  -  Zuch  dziewczyna  -  szepnęłam.  Boże,  kibicowałam 
dziewczynie,  która  dobierała  się  do  faceta,  którego  kochałam!  Dlaczego  nie  mogłam  mieć 
normalnego  życia? Bones  odstawił  drinka.  Jeśli  był  zaskoczony widokiem  Geri,  nie  okazał  tego. 
Zaczerpnęłam głęboko powietrza. Co teraz zrobi? Musiał wiedzieć, że to ja wysłałam Geri. Czy ją 
wyda? Czy raczej będzie odgrywał swoją rolę, by się stamtąd wydostać? - To nietrudna decyzja, 
słonko.  Jej łańcuszek wychwytywał każdy niuans jego akcentu.  Panie mają pierwszeństwo. Mam 
rację,  Cinnamon?  Znaczący  śmiech  Cannelle  zakłuł  mnie  prosto  w  serce.  Oparcie  przy  moim 
fotelu  nagle  rozpadło  się  na kawałki.  -  Wygląda na  bardzo  zawziętą,  chéri.  Miałam  nadzieję  na 
nieco  łagodniejsze  towarzystwo,  non?  Geri  nie  pozwoliła,  by  lekceważenie  Cannelle  zbiło  ją  z 
tropu. Zanurzyła palce w drinku Bonesa, po czym urządziła niezłe przedstawienie zlizując alkohol 
z palców. - Będę łagodna, jak baranek, kochana. Geri naprawdę przeszła długą drogę od chwili, 
gdy trenowałam ją tyle miesięcy temu. Cannelle złapała ją za nadgarstek, podniosła dłoń do ust i 
sama zlizała resztę płynu. 164 
 
 
-  Zobaczymy.  Wtedy  Cannelle  objęła  Bonesa  i  pocałowała  go.  Przez  mikrofon  Geri  niemal 
słyszałam,  jak  Cannelle  ociera  się  o  niego,  jęczy  cicho  z  przyjemności  oraz  jego  stłumiony 
pomruk, gdy przyciągał ją bliżej. Pełne dwie minuty później uniósł głowę. Do tego czasu niemal 
pragnęłam, by umarł. Vlad przyglądał mi się bez litości. - Ktoś inny mógłby to robić. Miał rację. 
Sama  nalegałam  na  to, by być  łącznikiem. Nie ufałam nikomu  innemu,  jeśli chodzi  o tak ważną 
kwestię, bez względu na to, jak bardzo była  dla mnie okrutna. -  Niech się ruszy  powiedziałam 
bardzo  cicho  do  Geri.  Geri  stanęła  między  nimi.  -  Nie  potrzebuję  gry  wstępnej    zamruczała 
uwodzicielsko swoim lekko ochrypłym głosem.  Czy musimy poznawać się nawzajem? Po prostu 
chcę się z wami rżnąć tak, jak nigdy w życiu jeszcze z nikim się nie rżnęłam. Bones uwolnił się z 
objęć  Cannelle  i  ujął dłoń  Geri.  -  Nie  mogę  pozwolić,  by  urocza  panna  musiała  czekać.  Chodź, 
Cinnamon.  Właśnie  jej dzisiaj  pragnę.  - Czy  mnie  nie  będzie wolno  wybrać?  W głosie  Cannelle 
usłyszałam  urazę.  Musiałam siłą  powstrzymać  się,  by  nie  krzyknąć.  - Nie  tym  razem.  - Chéri...  - 
Poprzednio za każdym razem wybierałaś   przerwał  jej,  prowadząc  je obie  przez tłum.    Narzekaj 

background image

dalej,  a  będziesz  czekać  aż  skończę,  zanim  pozwolę  ci  się  z  nią  zabawić.  -  Sukinsyn    rzuciłam 
ostro, nie mogąc się powstrzymać. Za każdym razem? Czyż to nie wspaniałe! Bones zatrzymał się 
przy  krawężniku.  Zesztywniałam.  Czyżby  usłyszał  mnie  przez  implant  Geri?  Zaraz  jednak 
ponownie  ruszyli.  Z  ulgą  wypuściłam  powietrze  z  płuc.  Jak  dotąd,  szło  dobrze.  Co  za  łajdak.  - 
Kieruj  się  na  kościół    niemal  bezgłośnie  powiedziałam  do  Geri.  Następnie  zdjęłam  słuchawki  i 
wybrałam  numer  na  komórce.  -  Dobra,  Don,  przygotujcie  się.  Już  są  w  drodze.  Powiedz 
Cooperowi,  żeby  nie  opuszczał  drabinki,  dopóki  nie  znajdą  się  piętnaście  metrów  od  nich.  - 
Zrozumiałem, Cat. 165 
 
 
Ponownie nałożyłam słuchawki na głowę. Geri właśnie mówiła do Bonesa, że chciałaby uprawiać 
seks  na  dachu  kościoła,  lecz  Cannelle  zaczęła  protestować.  -  Non,  tam  mogą  być  szczury! 
Dlaczego  nie  możemy  wyjechać  stąd  na  dzisiejszą  noc?  Mówiłam  ci,  że  chciałam,  żebyś  poznał 
kilka moich pięknych przyjaciółek z Metairie. - Posłuchaj, słonko. Pojedziemy tam jutro. Od kilku 
dni  nalegasz,  żebyśmy  odwiedzili  te  panny.  Muszą  być  naprawdę  niezwykłe.  -  Oui.  Trčs 
magnifique.  Tak  więc  Cannelle  starała  się  wyciągnąć  Bonesa  z  miasta,  wprost  do  Gregora, 
pomyślałam  czując  przypływ  wściekłości.  Może  hobby  Vlada,  polegające  na  palowaniu  ludzi, 
wcale nie było takim złym pomysłem. Co się stało z Bonesem, że nie zastanowił go jej upór w tej 
kwestii?  Czyżby  tak  bardzo  zaślepiła  go  żądza?  -  Jutro  zrobimy,  cokolwiek  zechcesz.  Dzisiejsza 
noc jednak będzie należała do mnie - ciągnął Bones.  Obiecuję, że poznasz całkiem nową stronę 
mojej osoby. Ja również. Nie mogłam się wręcz doczekać ponownego spotkania z Cannelle. Nie 
widziałam już ich na ekranie  od chwili, gdy zaczęli znów iść, zniknęli z zasięgu satelity. - Rozejrzyj 
się, Geri. Czy ktoś za wami idzie? - Chyba nikt nas nie złapie, jak wejdziemy na górę, prawda? - 
spytała Geri niby niepewnie. Bones pocałował ją. Nie widziałam tego, ale doskonale słyszałam. - 
Absolutnie nie. No dobra. Wszystko jasne. Boże, z całego serca chciałam, żeby niedługo wszystko 
się skończyło. Niedługo i bezpiecznie. - Ach, oto i kościół. A teraz, moja kochana, spójrz na mnie. 
Nie musisz obawiać się moich oczu lub zębów, dobrze? Nie zauważysz w nich nic dziwnego. Nie 
będziesz  się  bać,  ponieważ  wiesz,  że  cię  nie  skrzywdzę.  Powiedz  to.  -  Nie  skrzywdzisz  mnie  - 
powtórzyła  Geri.    Nie  boję  się.  Cóż,  więc  w  taki  sposób  Bones  radził  sobie  z  płonącym 
spojrzeniem  i  ostrymi  zębami,  gdy  pieprzył  się  z  ludźmi.  Tyle  się  domyślałam,  chociaż  nie 
śmiałam  zapytać.  O  jego  przeszłości  wiedziałam więcej  niż  mi  na  tym  zależało. Zgadłam,  że  ta 
scena  była  jedynie dla Cannelle, gdyż Bones wiedział, że  Geri znała  jego sekret. Po prostu robił 
to, co zawsze. Myślałam, że się porzygam. - Cinnamon, idziemy? 166 
 
 
- Skoro nalegasz, chéri. - Musimy. Po kilku minutach hałasów, Bones ponownie się odezwał. - W 
końcu dach. Nie  ma  tu  żadnych  szczurów,  petite.  Przestań  się  tak  krzywić.  Vlad,  jak  najszybciej 
sprowadź  helikopter.  Posłuchał  mojego  niemego  rozkazu  i wybrał  ostatni wybierany  numer  na 
mojej komórce. - Są już na dachu  poinformował Dona zwięźle.  Jak długo? ...Tak.  Rozłączył się.  
Sześć  minut.  -  Masz  sześć  minut,  Geri.  Pamiętaj,  Bones  musi  trzymać  zarówno  ciebie,  jak  i 
Cannelle, kiedy skoczy, a ona nie będzie chciała tego zrobić. - Podejdźcie do mnie, kochane. Tak 
lepiej.  Głos  Bonesa  zmienił  się.  Przeszedł  w  ten  aksamitny  pomruk,  który  zazwyczaj  mnie 
roztapiał.  Słuchanie go w  tej  chwili  tylko  obudziło  we  mnie  furię.  Co  gorsza,  po  nim doszły do 
mnie ciężkie oddechy i odgłosy całowania. Po chwili odezwała się Geri. - Hej, słodziutka. Wyluzuj 

background image

trochę.  -  Dlaczego?    spytała  Cannelle  napastliwie.    Jestem  gotowa,  żebyś  mnie  zaspokoiła. 
Zerknęłam na zegarek. - Jeszcze dwie minuty. Graj na czas, ale nie trać głowy, Geri. - Cinnamon, 
nie bądź taka chciwa. Zmiękczę ją nieco dla ciebie. oczekiwanie sprawi, że spodoba ci się jeszcze 
bardziej. Wbiłam pięści w nogi, lecz zdusiłam krzyk. Zamiast tego patrzyłam, jak mijają sekundy i 
z  kliniczną  precyzją  nasłuchiwałam  odgłosów  zbliżającego  się  niebezpieczeństwa.  Niestety, 
większość z tego, co słyszałam, nie było zagrożeniem. Jeszcze trzydzieści sekund. Nawet, gdyby 
ktoś  podsłuchał,  nie  mogliśmy  dłużej  czekać.  -  Przekaż  mu  ogólny  rys,  Geri  -  powiedziałam.  - 
Bones, jakieś dwieście metrów w górę, za krawędzią dachu za chwilę pojawi się helikopter. Będzie 
się z niego zwieszać drabinka linowa. Kiedy go zobaczysz, zapakujesz w niego swój tyłek, razem z 
nami. Gdy tylko opuścimy miasto, przeskoczysz do drugiego samolotu. Na jego pokładzie będzie 
Spade.  -  Co  to  ma  znaczyć?  -  syknęła  Cannelle.  -  Dziesięć  sekund  -  wychrypiałam.    Dziewięć, 
osiem, siedem... 167 
 
 
-  Wiesz  co,  Cinnamon?    Z głosu  Bonesa  zniknął  uwodzicielski  ton,  zmieniając  się w  stal.   Mam 
dość twoich narzekań. - ...jeden - krzyknęłam. W moich uszach rozbrzmiał odgłos helikoptera, a 
po sekundzie rozległo się dzwonienie metalu, łoskot i w końcu słowa, na które czekałam od Geri. 
- Jesteśmy! Helikopter wyposażony był w specjalny, cichy wirnik, który redukował jego normalny 
hałas. Jednakże wciąż sprawiał, że Cooper i dwóch pilotów byli niesłyszalni. Oczywiście z Geri nie 
było tego problemu. - Czy ona wciąż oddycha? - spytała Geri.  Uderzyłeś ją naprawdę mocno. - 
Żyje.  Usłyszałam,  jakby  coś  przesunęło  się  po  podłodze,  po  czym  rozległ  się  ostry  głos  Geri.  - 
Chcesz wsadzić sobie moją głowę między  nogi, co? No i  kto się  teraz cieszy,  suko? - Nie czuje, 
jak  ją  kopiesz    powiedział  Bones  bez  krytyki  w  głosie.  -  No  cóż.  Ja  to  czuję  i  sprawia  mi  to 
cholerną  przyjemność! Usłyszałam odgłosy kolejnych  uderzeń. Nie chciałam jej przerywać. Fakt, 
że kopano  Cannelle, sprawiał  mi  zbyt wiele  radości. -  Gdzie  ona  jest?  spytał  Bones. Zamarłam. 
Geri wyrwało się końcowe ,,oof!", które brzmiało jak dobicie leżącego i dopiero odpowiedziała. - 
Jak  przesiądziesz  się  do  samolotu,  polecisz  do  niej.  Bones  nie  odezwał  się,  lecz  jego  milczenie 
mówiło  wszystko.  Nie  ma  potrzeby  spotykać  się  z  nim  twarzą  w  twarz.  Poprzednio  za  każdym 
razem wybierałaś, powiedział do Cannelle. Taa, to wszystko, co musiałam wiedzieć, by dotarło do 
mnie,  że  to  naprawdę  koniec.  Wampiry  mogły  akceptować  zdradę  jako  środek  dokonania 
zemsty, lecz najwyraźniej ja byłam w zbyt dużej części człowiekiem. Wiele zniosłabym od Bonesa 
i potraktowała to jako odwet, ale nie to. Zdjęłam słuchawki dopiero po tym, jak Bones przesiadł 
się do samolotu Spade'a. Geri była  pewnie zachwycona,  że mój głos nie rozbrzmiewał już w jej 
uchu. Jedynie Bones wyskoczył z helikoptera; Geri i Cannelle zostały na jego pokładzie. Samolot 
Spade'a  miał  wylądować  razem  z  moim  w  jednym  z  ośrodków  Dona,  lecz  teraz  nie  było  takiej 
potrzeby. Zadzwoniłam do Dona. 168 
 
 
- Zmień plan lotu Bonesa - powiedziałam.  Nie mów mi, dokąd leci, ale nie kieruj go tam, gdzie 
mnie. Mój wuj nie zadawał niepotrzebnych pytań. - W porządku, Cat. Rozłączyłam się. Przez cały 
ten czas Vlad nie odrywał ode mnie wzroku. Udało mi się przywołać na twarz coś, co było nędzną 
imitacją  uśmiechu.  - To  jedyna  odpowiedź. - Nie jest  tak, że  nic  nie wiedziałaś  o jego dawnych 
zwyczajach    odparł  Vlad  bez  fałszywej  sympatii.  Owszem,  nie  były  mi  nieznane.  Jednak  nie 
oczekiwałam  tego,  że  usłyszę,  jak  Bones  przyznaje  się  do  licznych  romansów.  Czy  może  było 

background image

inaczej?  Gdybym  spotkała  się  z  nim  osobiście,  mógłby  powiedzieć  mi  to  samo.  Boże, 
przynajmniej  tego  mogłam  uniknąć.  Wybuchłabym  płaczem  i straciła wszelkie  resztki godności, 
jakie mi jeszcze zostały. Dwie godziny później wylądowaliśmy w bazie, chociaż nie wiedziałam w 
której. Nie, żebym się rozglądała, ale z zewnątrz wszystkie ośrodki wojskowe i tak wyglądały tak 
samo. Wysiadając z samolotu miałam zamknięte oczy i trzymałam dłoń na ramieniu Vlada, który 
prowadził mnie jak niewidomą. - Witaj, Dowódco  przywitał mnie męski głos. Uśmiechnęłam się, 
wciąż  nie  otwierając  oczu.  -  Cooper.  Powiedziałabym,  że  miło  cię  widzieć,  ale  musisz  dać  mi 
chwilę.  Chrząknął,  co  było  jego  wersją  śmiechu,  i  wkrótce  znalazłam  się  wewnątrz  budynku.  - 
Możesz  już  otworzyć oczy  -  powiedział Cooper.  Jego znajoma  twarz  była  pierwszą  rzeczą,  jaką 
zobaczyłam: ciemnoskóra, okolona włosami jeszcze krótszymi niż u Tate'a. Uścisnęłam go krótko, 
co wydało się go zaskoczyć, lecz gdy już go puściłam,  miał na twarzy uśmiech. - Brakowało mi 
cię, dziwolągu - powiedział. Roześmiałam się, choć z wysiłkiem. - Ciebie też, Coop. Co nowego? - 
Helikopter  Geri  dotarł  trzydzieści  minut  temu.  Pojmana  jest  w  celi,  przytomna.  Ian  tu  jest. 
Przesłuchiwał ją. 
 
169 
 
 
Na  te  słowa  szczerze  się  uśmiechnęłam.  Kazałam  sprowadzić  tu  Iana,  ponieważ  był 
zimnokrwistym draniem... a teraz bardzo lubiłam w nim tę cechę. - Możesz zostać tutaj albo iść 
ze  mną    powiedziałam  do  Vlada.  -  Pójdę  z  tobą    odparł,  rzucając  Fabianowi,  który  właśnie  się 
ukazał, przelotne spojrzenie. Duch unosił się nad ziemią obok Coopera, który  jako człowiek  nie 
dostrzegał  go.  -  Fabian,  byłeś  niesamowity  -  powiedziałam.    Bez  względu  na  wszystko, 
zaopiekuję  się  tobą.  Zawsze  będziesz  miał  swoje  miejsce  na  ziemi.  -  Dziękuję    odparł  i  ze 
współczuciem swoją niematerialną dłonią musnął moją rękę.  Przykro mi, Cat. Nie musiał mówić, 
dlaczego.  To  oczywiste.  Mój  uśmiech  stał  się  gorzki.  -  Jeśli  mnie  spytacie,  to  ktokolwiek 
powiedział, że ignorancja jest błogosławieństwem, był krótkowidzem. Ale co się stało, to się nie 
odstanie. A  teraz muszę  odnowić  pewną  znajomość. Na twarzy ducha pojawiła się  nadzieja. -  Z 
Bonesem? - Nie.  Z  tą mała suką w  środku. Jednak chyba nie chcesz tam  ze mną iść. To będzie 
bardzo nieprzyjemne. Nie musiałam powtarzać dwa razy. W jednej chwili Fabian zniknął. Sprytna 
sztuczka.  Kiepsko,  że  trzeba  było  być  duchem,  by  to  robić.  Mój  wuj  czekał  na  mnie  w  głębi 
korytarza.  Wyglądał...  naprawdę  źle.  -  Coś  się  stało?    spytałam,  nagle  zmartwiona.  Czyżby  ktoś 
śledził  samolot  Bonesa,  zaatakował  go  lub  jeszcze  coś  gorszego?  -  Nie  -  kaszlnął.    Po  prostu 
mam katar. - Och.  Przytuliłam go na powitanie. Zaskoczyło mnie, że również mnie uścisnął i nie 
puszczał. Nie należeliśmy do tych rodzin, które lubiły się tulić. Vlad powąchał powietrze. - Katar? 
Don puścił mnie i spojrzał na niego z irytacją. - Właśnie. Nie przejmuj się. To nie jest zaraźliwe dla 
twojego  gatunku.  Jego  ton  był  bardzo  ostry.  Rany,  może  Don  rzeczywiście  czuł  się  podle.  Mój 
wuj zazwyczaj nie był tak gburowaty, nawet biorąc pod uwagę, że wampiry nie należały do jego 
ulubieńców. Vlad przyjrzał mu się i wzruszył ramionami. Don przeszedł prosto do interesów. To 
było typowe dla niego. 170 
 
 

background image

- Właśnie wracam  z  niższych  cel.  Pojmana  nie chciała za  bardzo podzielić się tym, jaka  była jej 
rola  w  tym  wszystkim.  -  W  takim  razie  teraz  nadeszła  moja  kolej,  bym  przywitała  się  z  dawną 
znajomą. 
 
171 
 
 
ROZDZIAŁ DWUDZIESTY DRUGI 
 
Wydawało  się,  jakby  Cannelle  nie  postarzała  się  nawet  o  dzień  od  czasu,  kiedy  dwanaście  lat 
temu widziałam ją po raz ostatni. W gruncie rzeczy od poprzedniego wyglądu różniły ją jedynie 
krótsze w długości, rudawe włosy. Zgadywałam, że stąd właśnie wzięło się jej imię. Cannelle. Po 
francusku  oznaczało  ,,cynamon".  Usiadła  na  ławce,  ciągnącej  się  na  całej  długości  ściany 
niewielkiego  pomieszczenia.  Nie  była  związana,  gdyż  Ian  i  Geri  byli  tam  razem  z  nią.  Nawet, 
gdyby jakimś cudem zdołała ich minąć, na zewnątrz drzwi stało trzech strażników. Miała podbite 
oko, a ze  skroni  i warg kapała jej krew, lecz  nie  bała się.  Kiedy weszłam, zamrugała  zdumiona i 
roześmiała się. - Bonjour, Catherine! Minęło dużo czasu. W końcu wyglądasz jak kobieta. Jestem 
bardzo  zaskoczona. Na  moje  usta wypłynął  paskudny  uśmiech.  - Bonjour, Cannelle.  Tak,  urosły 
mi  cycki,  tyłek  i  wiele  innych  rzeczy.  Jaką  znów  różnicę  robi  dwanaście  lat,  co?  Natychmiast 
rzuciła mi się do gardła. - Muszę pochwalić twojego kochanka, Bonesa. Qu'un animal, non? Jego 
reputacja  okazała  się...  niewystarczająco  łaskawa.  Suka.  Pragnęłam  zetrzeć  jej  ten  uśmieszek  z 
twarzy.  -  Wielka szkoda, że  nie wydawał  się  powalony twoimi  zdolnościami w łóżku. To znaczy, 
fakt, że nie udało ci się go namówić na wyjazd z miasta na ménage ŕ cinq nie mówi o tobie zbyt 
dobrze,  prawda?  Ian  roześmiał  się  nieprzyjaźnie.  -  Och,  panie  macie  wspólną  historię?  Może 
raczej  zacznij  mówić,  laleczko.  Byłem  dla  ciebie  łagodny,  ale  Cat  ma  złośliwy  charakterek. 
Prawdopodobnie  zabije  cię,  zanim  zdołam  przemówić  jej  do  rozsądku.  -  Jej?  -  Cannelle 
lekceważąco wskazała mnie palcem.  Przecież to dziecko. Rany, wybrała sobie nie tę dziewczynę, i 
to w złym humorze. - Podaj mi nóż, Ian. Zrobił to, o co prosiłam, a jego turkusowe oczy rozbłysły. 
Geri wyglądała na nieco zdenerwowaną, lecz Cannelle nawet nie mrugnęła. 172 
 
 
- Nie zabijesz mnie, Catherine. Grasz twardą, ale ja wciąż widzę przed sobą małą dziewczynkę. Ian 
spojrzał  na  nią  ze  zdumieniem.  -  Ona  jest  psychicznie  niezrównoważona.  -  Nie,  po  prostu 
pamięta, kim kiedyś byłam. Gregor na początku popełnił ten sam błąd. Ponownie uśmiechnęłam 
się  do  Cannelle,  przerzucając  nóż  z  jednej  ręki  do  drugiej.  Wodziła  za  nim  wzrokiem  i  po  raz 
pierwszy wyglądała niepewnie.  - Pamiętasz tę  parszywą sukę, w  którą Gregor nie chciał, żebym 
się  zmieniła?  Cóż,  to  i  tak  się  stało.  A  teraz  spieszę  się,  więc  powiem  ci,  co  zamierzam  zrobić. 
Wbiję  ci  ten  nóż  w  rękę,  a  jedyne,  jak  możesz  mnie  powstrzymać,  to  mówiąc.  Więc  proszę, 
bardzo  proszę.  Milcz. Nie  uwierzyła mi. Kiedy  Ian  przytrzymał  jej ramię, zmuszając, by położyła 
dłoń płasko, wciąż patrzyła na mnie wyzywająco. Gdy uniosłam ostrze i odczekałam chwilę, dając 
jej  ostatnią  szansę  na  udzielenie  informacji,  cały  czas  myślała,  że  blefuję.  Dopiero,  gdy  wbiłam 
nóż w jej nadgarstek i przekręciłam ostrze, załapała. I nie przestawała krzyczeć. - Wiem, że to boli 
- powiedziałam.  W zeszłym roku mój ojciec zrobił mi to samo i, jasna cholera, bolało jak diabli. I 
potwornie mnie okaleczyło. Kiedy wyszarpnęłam sztylet, miałam poprzecinane wszystkie ścięgna. 

background image

Żeby to wyleczyć, potrzebowałam wampirzej krwi. Ty również będziesz jej potrzebować, Cannelle. 
W  innym  razie  już  nigdy  nie  będziesz  mogła  używać  tej  dłoni.  Możesz  więc  mówić,  a  wtedy 
kropla  wampirzego  soku  momentalnie  postawi  cię  na  nogi.  Albo  nie  mów.  Wtedy  rozwalę  ci 
drugą  rękę.  -  Napraw  ją!  Napraw!  -  Powiesz  nam,  co  chcemy  wiedzieć?  -  Oui!  Westchnęłam  i 
wyszarpnęłam nóż z rany. - Ian? Cannelle wciąż krzyczała, gdy Ian naciął sobie dłoń i przytknął ją 
do  jej  ust.  -  Przestań  jęczeć  i  przełykaj.  Przywarła  do  jego  dłoni  i  zaczęła  ssać.  W  ciągu  kilku 
sekund przestała krwawić, a rana na jej ręku zniknęła. Geri nie mogła oderwać wzroku od leczącej 
się dłoni  Cannelle.  Zadrżała  i  mimowolnie  potarła własne  nadgarstki.  Mnie  bardziej  obchodziła 
twarz Cannelle. Oceniałam czy cofnie dane słowo, czy nie. 173 
 
 
-  Ponieważ  doszliśmy  już  do  tego,  że  jestem  w  naprawdę  parszywym  nastroju,  przejdźmy  do 
etapu pytań i odpowiedzi. Och, a jeśli zmusisz mnie do ponownego użycia tego noża... nie uleczę 
żadnej  rany.  Jaka  była  twoja  rola  w  pobycie  przy  Bonesie  we  Francuskiej  Dzielnicy?  Cannelle 
spojrzała  na  mnie  z  przerażeniem,  nie  przestając  naprężać  dłoni.  -  Miałam  się  z  nim  pieprzyć, 
naturellement.  Potem  miałam  upewnić  się,  że  dotarły  do  ciebie  wieści  o  jego  niewierności  i 
zaprowadzić go do Gregora. Marie  nie wpuściłaby ludzi Gregora do Dzielnicy,  lecz powiedziała 
Gregorowi, że jemu wolno do niej wejść. To była dla mnie nowość. Sądziłam, że nikt nie ma tam 
wstępu. Ian również się tym zainteresował. - Skoro zapewniła mu wejście, to dlaczego Gregor nie 
spotkał  się  z  Crispinem  w  samej  Dzielnicy  i    skoro  tak  bardzo  chciał  go  zabić    tam  z  nim  nie 
walczył? Cannelle wykrzywiła  usta.  - Gregor  powiedział, że  Bones  nie  jest wart  uczciwej walki. - 
Albo  Gregor  jest  po  prostu  tchórzem  i  chciał  przechylić  szalę  na  swoją  stronę    mruknęłam.  - 
Gregor  jest  silniejszy  -  syknęła  Cannelle.    Ale  dlaczego,  biorąc  pod  uwagę  zbrodnie  swojego 
przeciwnika, miałby pozwalać mu umrzeć z honorem? Nie zamierzałam wdawać się z Cannelle w 
kłótnie  o  wyższość  Gregora  nad  Bonesem.  -  Tak  więc  Gregor  skłonił  Marie,  Królową  Nowego 
Orleanu,  żeby  stanęła  po  jego  stronie.  Interesujące.  Cannelle  wzruszyła  ramionami.  -  Marie 
powiedziała,  że  Gregor  może  zastawić  zasadzkę  na  Bonesa  jedynie  poza  granicami  miasta. 
Właśnie  dlatego  nie  pozwoliła  Gregorowi  wkroczyć  ze  swoimi  siłami  do  Dzielnicy.  Nie  chciała 
mieć  również  nic  wspólnego  z  nakłonieniem  Bonesa  do  wyjazdu,  lecz  Gregor  ją  zmusił.  -  Ją? 
Zmusił?  -  Non,  nie  rozumiesz.  On  ją  stworzył.  To  jego  krew  wskrzesiła  ją  jako  ghula.  Ponieważ 
Gregor  zabił  drugiego Pana Marie  w  nocy, gdy  ją  zmienił,  jedynie  jemu winna  jest lojalność.  W 
zamian Gregor zgodził się ją uwolnić, a Marie pragnęła uwolnić się od niego od ponad stu lat. - 
A Bones ufał Marie, bo zawsze gwarantuje bezpieczną drogę ze swoich spotkań. Co za sprytny, 
podły palant. Cannelle dosłownie prychnęła. 174 
 
 
- Oui. Mój gniew nagle zmienił się w lód. - To wszystko, Cannelle? - Oui. Odwróciłam się do Iana. 
- Myślisz, że coś ukrywa? Równie zimnymi oczami napotkał mój wzrok. - Nie, laleczko. Sądzę, że 
to  wszystko.  W  dłoni  wciąż  ściskałam  śliski  od  krwi  Cannelle  nóż.  -  Cannelle    powiedziałam 
spokojnie i wyraźnie.  Zabiję cię. Mówię ci to, żebyś miała chwilę, by się pomodlić, gdybyś chciała, 
albo  żebyś  zdążyła  porozmyślać.  Cokolwiek  ci  przyjdzie  do  głowy.  Zwodziłaś  mojego  męża  z 
zamiarem  sprowadzenia  go  na  miejsce  kaźni,  a  to  nie  jest  coś,  co  mogę  wybaczyć.  -  Cat,  nie  - 
powiedziała Geri. Nie odpowiedziałam jej. Cannelle rzuciła na mnie spojrzenie pełne złośliwości i 
wyzwania.  -  Ale  Bones nie  jest  twoim  mężem. Gregor  nim  jest.  -  Kwestia  semantyki.  Marnujesz 

background image

czas.  Pojednaj  się  z  Bogiem.  I  radzę  zrobić  to  szybko.  -  Jestem  człowiekiem    syknęła.    Żyjącą, 
oddychającą osobą. Możesz żywić do mnie wystarczającą urazę, by mnie zranić, lecz nie zabić. To 
również zignorowałam. - Marie za spełnienie w tym swojej roli otrzymała wolność. Co obiecał ci 
Gregor? Że zmieni cię w wampira? Rzuciła mi kolejne wrogie spojrzenie. - Oui. To zapłata za te 
wszystkie  lata,  przez  które  mu  służyłam.  -  Postawiłaś  na  złego  konia  -  powiedziałam.    Nie 
zostaniesz wampirem, Cannelle, ale pozwolę ci umrzeć jak jeden z nich. Wstała. - Nie odważysz 
się.  Gregor  by cię zabił.  Wtedy  spojrzała  w dół.  Z  jej  piersi wystawała  rękojeść srebrnego  noża. 
Wibrował  jeszcze  przez  kilka  sekund,  gdy  jej  serce  biło  te  ostatnie  kilka  razy.  Cannelle  w 
zdumieniu patrzyła na niego, po czym jej oczy zaszkliły się, a kolana ugięły się pod nią. Stanęłam 
nad nią i poczułam jeszcze więcej tego ogromnego zimna. - Być może Gregor rzeczywiście mnie 
za to zabije, Cannelle... ale jestem gotowa podjąć to ryzyko. 175 
 
 
Poszłam  zobaczyć  się  z  Donem.  Był  zajęty  przygotowywaniem  się  do  własnego  wyjazdu.  Nie 
miałam  pojęcia  gdzie  stacjonowała  teraz  moja  była  jednostka,  lecz  nie  miałam  nic  przeciw  tej 
niewiedzy.  Nie  zaryzykowałabym,  by  Gregor  dowiedział  się  o  tym  i  wykorzystał  tę  informację 
przeciwko  mnie.  Don  również  by  tego  nie  zrobił.  Właśnie  dlatego  większość  ludzi  z  oddziału 
wyjeżdżała stamtąd zaraz po mnie. W biurze Dona był Vlad. Gdy tylko weszłam do pokoju, obaj 
nagle  zamilkli.  Widząc  to  uśmiechnęłam  się.  -  Już  bardziej  nie  możecie  rzucać  się  w  oczy.  No 
dalej, chłopcy, o czym gadacie? ,,Czy Cat przejdzie załamanie"? Czy może to ,,Dziesięć prostych 
kroków,  jak  zniechęcić  kogoś  do  samobójstwa"?  Obaj  możecie  sobie  darować.  Nic  mi  nie  jest. 
Mój wuj kaszlnął. - Nie bądź taka melodramatyczna. Ponieważ nie do końca możesz przysłać mi 
pocztówkę,  szukałem  sposobu,  by  się  z  tobą  skontaktować.  Vlad  właśnie  informował  mnie,  że 
będziesz  razem  z  nim.  Rzuciłam  Vladowi  spojrzenie,  które  było  by  wyzywające...  gdybym  nie 
spędziła  niezliczonych  godzin  w  samolocie  o  pustym  żołądku,  bez  snu  i  w  stanie  potwornego 
stresu. - Na razie. Vlad uśmiechnął się lekceważąco i zarazem z rozbawieniem. - Twój wybór, Cat. 
Do niczego cię nie zmuszam. Don patrzył na zmianę to na niego, to na mnie, mrużąc swoje szare 
oczy. Miały ten sam, popielaty odcień, co moje, a w tej chwili lśniły podejrzliwością. - Czy jest coś 
między wami dwojgiem, o czym powinienem wiedzieć? - A czy jest coś, co dotyczy ciebie, o czym 
ona powinna wiedzieć?  odpowiedział pytaniem Vlad. Teraz przyszła kolej na mnie, by przenosić 
wzrok  z  jednego  na  drugiego.  -  O  co  chodzi?  Don  ponownie  kaszlnął  i  ukradkiem  spojrzał  na 
Vlada.  -  O  nic.  Vlad  burknął  wymijająco.  -  W  takim  razie  tyle  samo  się  ode  mnie  dowiesz, 
Williams. Już otwierałam usta, by zażądać wyjaśnienia tych podtekstów, gdy Don odezwał się. - 
Cat,  pytałaś  mnie  kiedyś  czy  te  leki  na  sen,  które  ci  przesłałem,  mają  jakieś  skutki  uboczne. 
Sprawdziłem to w laboratorium i dowiedziałem 176 
 
 
się,  że  możesz  doświadczyć  depresji,  nagłych  zmian  nastroju,  irytacji,  paranoi  i  chronicznego 
zmęczenia.  Zauważyłaś  któreś  z  powyższych?  Wróciłam  myślą  do  moich  kilku  ostatnich 
kontaktów  z  Bonesem  i  nie  mogłam  powstrzymać wybuchu  obłąkańczego  śmiechu.  -  Owszem. 
Wszystkie... i to na raz. Ta informacja byłaby przydatna kilka tygodni temu, ale teraz jest już bez 
znaczenia.  Nie  zamierzałam  więcej  sięgać  po  te  pigułki.  Wolałam  trwać  w  niewiedzy  co  do 
miejsca mojego pobytu niż być przedmiotem skutków ubocznych leków, które przyczyniły się do 
rozstania  mojego  i  Bonesa.  Don  musiał  domyślić  się  tego  choć  w  części,  gdyż  na  jego  twarzy 

background image

pojawił  się  smutek.  Ta  chwila  minęła,  gdy  Cooper  bez  pukania  wpadł  do  gabinetu.  -  B4358 
podchodzi do lądowania. - Co?  warknął mój wuj.  Nie dostali pozwolenia! Otworzyłam szeroko 
oczy. Ten numer oznaczał samolot Dave'a. Ten, w którym byli Bones i Spade. - Wiem, sir. Wieża 
zakazała im lądować, lecz powiedzieli, że Anglik przejął radio i przekazał, żeby się zamknęli albo 
tak im dokopie, że skończą z dupami w niebieskie cętki. Bones. - Musimy jechać  powiedziałam 
do Vlada.  Teraz. - ,,Biegnij, Forrest, biegnij!" - zakpił Vlad. - Wypchaj się, Drac - rzuciłam.  Z tobą 
lub bez ciebie, zamierzam być w powietrzu, zanim jeszcze Bones wysiądzie z samolotu. - Ze mną. 
Williams...  -  Vlad  skinął  głową  w  kierunku  mojego  wuja  Żegnaj.  Niewielu  ludzi  ma  tyle 
determinacji, by do końca kroczyć raz obraną drogą. Nie traciłam nawet czasu, by uścisnąć wuja 
na pożegnanie. Byłam  już w połowie  korytarza,  rzucając przez  ramię pospieszne  ,,Dzięki! Pa!". - 
Uważaj na siebie, Cat  zawołał za mną Don. Naprawdę się postaram. Było blisko. Wiedziałam, że 
ten obraz będzie mnie prześladował, a duch na pokładzie nie miał z tym nic wspólnego. Podczas, 
gdy  ja  zajmowałam  się  Cannelle,  Cooper  zatankował  nasz  samolot,  nie  trzeba  było  więc  teraz 
tracić  na  to  czasu.  Vlad  wyszedł  za  mną  i  wszedł  na  pokład  z  uwieszonym  swojego  ramienia 
Fabianem. Wszystko było by w porządku, gdybym podczas startu maniakalnie nie wyglądała za 
okno niewielkiego dwusilnikowca. Nasz samolot wzbił się w powietrze 177 
 
 
dokładnie w chwili, gdy drzwi drugiej Cessny otworzyły się gwałtownie i pojawiła się w nich tak 
boleśnie  znajoma  mi  sylwetka.  Przez  jeden  szalony  moment,  w  którym  zamarło  moje  serce, 
poczułam się, jakby Bones patrzył wprost na mnie. - Dlaczego po głowie plącze mi się muzyka z 
,,Casablanki"?   spytał Vlad ironicznie.  Oderwałam  wzrok od pasa startowego.  -  Jesteś chodzącą 
encyklopedią filmową, prawda? - A ty chłopcem, który wciąż krzyczał ,,wilk"9. Jeśli powiesz, że to 
koniec, to niech to będzie koniec. W innym razie przestań wygadywać bzdury, w które sama nie 
wierzysz.  Cholerny  bezlitosny  rumuński  uzurpator.  Dlaczego  w  ogóle  z  nim  leciałam?  Dlaczego 
nie wyruszyłam sama przez leśny gąszcz i ukryła się w nim, dopóki Gregor, ghule i wszyscy inni 
nie zapomną  o mnie,  tak  jak  Bones?  Po  raz  ostatni  spojrzałam za  okno. Wznieśliśmy się już na 
tyle  wysoko,  bym  nie  mogła  stwierdzić  czy  jeszcze  się  w  nas  wpatruje,  czy  może  odwrócił  już 
głowę, jak musiałam to zrobić ja. - Masz rację  powiedziałam do Vlada. Wyciągnął do mnie rękę. 
Pokrywające  ją  blizny  były  niemym  testamentem  bitew,  jakie  toczył  przez  dziesięciolecia,  i  to 
tylko wtedy, gdy był jeszcze człowiekiem. Ujęłam ją ciesząc się, że moje dłonie nie były już puste, 
a jednocześnie  nie cierpiąc się za to,  że  czułam w ten sposób.  Jakże słaba  byłam.  Vlad uścisnął 
krótko moją dłoń. - Ja również nie chcę być sam  powiedział. Zabrzmiało to bardzo rozsądnie i 
wcale nie  jak  coś, czego należało  by się wstydzić.  Westchnęłam. Znów masz  rację, koleś. To już 
dwa razy pod rząd. 
 
9  Odniesienie do  bajki Ezopa  ,,Pastuszek  i  wilk", w  której chłopiec  zabawiał  się  udając,  że  jego 
stado atakuje wilk. 
 
Gdy wieśniacy przychodzili mu na pomoc, przekonywali się jednak, że to nieprawda. Kiedy więc 
wilk  naprawdę  zaatakował,  nikt  z  wioski  nie  uwierzył  w  krzyki  pastuszka  i  nie  uratował  stada. 
Morał  na  końcu  bajki  mówi:  ,,Nawet  gdy  kłamcy  mówią  prawdę,  nikt  im  nie  wierzy.  Kłamca 
skłamie raz i drugi, i w końcu zginie, gdy tego nie zrobi". 
 

background image

178 
 
 
ROZDZIAŁ DWUDZIESTY TRZECI 
 
Otaczała  mnie  woda.  Wszystko  wokół  tonęło  w  ciemności  i  mgle.  Gdzie  byłam?  Jak  się  tu 
dostałam?  Powietrze  miało  okropny  zapach,  a  ciecz,  w  której  byłam  zanurzona,  stała  się  zbyt 
gęsta i lepka, by w niej pływać. Jej odrobina wlała się do moich ust, przez co dostałam mdłości. 
To  z  pewnością  nie  była  woda.  To  była  smoła.  -  Pomocy!  Mój  krzyk  pozostał  bez  odpowiedzi. 
Smoła  wydawała  się  wciągać  mnie  w  swoją  głębię.  Krztusząc  się  zaczęłam  gwałtownie  łapać 
powietrze  i  poczułam  piekący  ból,  gdy  trochę  cieczy  dostało  się  do  moich  płuc.  Substancja 
wciągała mnie coraz głębiej. Tonęłam. Przez głowę przemknęła mi mglista myśl. A więc tak umrę. 
Zabawne,  zawsze  myślałam,  że  stanie  się  to  w  walce...  -  Złap  mnie  za  rękę    powiedział  czyjś 
naglący  głos.  Na  ślepo  wyciągnęłam  dłoń,  niezdolna  nic  dostrzec  zza  zasłony  atramentowej 
cieczy  pokrywającej  moje  oczy...  lecz  nagle  smoła  zniknęła,  a  ja  stałam  naprzeciw  mężczyzny, 
przed którym uciekałam. - Gregor - rzuciłam, starając zmusić się, by się obudzić. To sen, jesteś po 
prostu  uwięziona  we  śnie.    Do  diabła,  zostaw  mnie  w  spokoju!  Gregor  pochylił  się  nade  mną. 
Niewidzialny  wiatr  rozwiewał  jego  popielatoblond  włosy,  a  szarozielone  oczy  błyszczały 
szmaragdowym  blaskiem.  -  Tym  razem  może  i  wydostałaś  swojego  kochanka  spoza  mojego 
zasięgu, lecz wkrótce i tak go dostanę. Jakie to uczucie, moja żono, być odrzuconą? Ach, chérie. 
Zasługujesz na swoje cierpienie. Gregor ściskał mnie za ramiona. Czułam, że stara się wyciągnąć 
mnie  z  mojej  własnej  skóry  i  przez  moment  walczyłam  z  paniką.  Właśnie  zorganizowałam 
Bonesowi ucieczkę. Dlaczego nie domyśliłam się, że Gregor tylko będzie czekał, aż zamknę oczy? 
Jego  moc wydawała  się  sączyć  się  we  mnie,  powoli  mnie wypełniając. Chciałam  odwrócić  jego 
uwagę, i to szybko, od owijania wokół mnie tej niebezpiecznej aury. - Popełniłeś błąd wysyłając 
Cannelle.  Na  wypadek,  gdybyś  nie  słyszał,  zabiłam  ją.  Ian  przetransportuje  do  ciebie  jej  ciało, 
przewiązane wielką, czerwoną kokardą. Będziesz miał  jeszcze więcej  problemów  z  pozyskaniem 
nowych rekrutów, gdy ludzie o tym usłyszą. 179 
 
 
Gregor  skinął  głową,  nie  wydając  się  ani  trochę  poruszonym.  -  Oui,  to  było  niespodziewane  i 
będzie  cię  drogo  kosztować,  ma  femme.  Wróć  do  mnie,  a  może  moja  cena  nie  będzie  zbyt 
wysoka.  -  Dlaczego  masz  taką  obsesję  na  punkcie  tego,  bym  do  ciebie  wróciła?    spytałam 
sfrustrowana.  Jest jasne jak słońce, że do siebie nie pasujemy. Nie zachowujesz się, jakbyś mnie 
kochał. Przez większość czasu mam nawet wrażenie, że wręcz mnie nie lubisz. Po twarzy Gregora 
przemknął jakiś dziwny wyraz, lecz trwało to zbyt krótko, bym mogła określić co to. - Należysz do 
mnie  powiedział w końcu.  Wkrótce zobaczysz, że twoje miejsce jest przy mnie. Wiedziałam, że 
kryło się w tym coś więcej, ale w tej chwili miałam większe zmartwienia na głowie. Moc Gregora 
naprężając  się  wirowała  wokół  mnie.  Starałam  się  odepchnąć  od  siebie  jego  ręce,  lecz  miałam 
wrażenie,  że  są  do  mnie  przyspawane.  -  W  takim  razie  mam  dla  ciebie  przykre  wieści.  Mam 
wrócić  do  ciebie,  żeby  chodzić  na  paluszkach  wokół  ciebie  i  twoich  nagłych  zmian  nastroju? 
Przykro mi, Gregor. Straciłeś u mnie szanse w chwili, gdy dorosłam i nabrałam pewności siebie. 
Nigdy do ciebie nie wrócę. - Dlaczego to robisz?!  krzyknął, zrzucając pozory spokoju.  Oferuję ci 
wszystko, a ty mną pogardzasz, jakbym stał niżej od tego twojego kochanka-dziwkarza, który cię 

background image

zostawił!  Jego  gniew na  powrót przyciągał do niego  jego moc,  jednocześnie  odciągając ją  ode 
mnie.  Wykorzystałam  okazję.  -  Bo  jestem  szczęśliwsza  będąc  odrzutkiem  dziwkarza  niż 
kiedykolwiek  bym  była  jako  twoja  żona.  Gregor  odepchnął  mnie  od  siebie.  Wylądowałam  z 
powrotem  w  smole,  aż  po  barki  zanurzając  się  w  lepkiej,  czarnej  mazi.  Stanął  nade  mną  i 
potrząsnął  pięścią.  -  Jesteś moja  czy  to ci  się  podoba,  czy  nie.  Możesz  nad  tym  pomyśleć,  gdy 
dalej będziesz się przede mną chować. Znajdę Bonesa, gdy nie będą go otaczać jego ludzie. To 
tylko kwestia czasu. A wtedy, chérie, on umrze. Nie miałam szansy wykrzyczeć nienawiści, jaką do 
niego czułam, gdyż w następnej sekundzie smoła zamknęła się nad moją głową. Tonęłam bardzo 
szybko,  jakbym  spływała  pchana  olbrzymią  falą.  Gwałtownie  usiadłam  na  łóżku.  Prześcieradła 
były wilgotne, lecz nie od smoły. Cała byłam zlana zimnym potem. I do tego wściekła, jak diabli. 
180 
 
 
-  Zabiję  cię,  Gregor    warknęłam  do  pustego  pokoju.  Jakiekolwiek  resztki  sentymentu,  jakie 
miałam  do  niego  z  czasów,  gdy  byłam  nastolatką,  teraz  zniknęły.  Gdybym  miała  jeszcze  jedną 
szansę wbić mu  srebrny  sztylet  w  plecy,  z  uśmiechem  na  ustach  bym go  przekręciła.  Powinnaś 
była to  zrobić, odezwał się kpiąco cichy głosik w mojej głowie. Albo ma się miękkie serce, albo 
twardą dupę. Vlad bez pukania wszedł do mojej sypialni. - Moja głowa od pięciu minut gotuje się 
od  twojej  wściekłości.  -  Nienawidzę  go    powiedziałam,  po  czym  wygrzebałam  się  z  łóżka  i 
zaczęłam nerwowo krążyć po pokoju. Vlad bez mrugnięcia okiem wpatrywał się we mnie. - Cat, 
nie mam powodu wszczynać wojny z Gregorem, ale widok ciebie w takim stanie sprawia mi ból. - 
To doprowadza mnie do szału - ciągnęłam. - Bones mógłby zabić Gregora, gdyby walczył z nim 
w uczciwej walce, ale Gregor na to nie pójdzie. A ja nie jestem wystarczająco silna, by samej go 
pokonać. Oddycham, krwawię, nie leczę się w jednej chwili... Nie stanowię dla niego zagrożenia. 
Bycie  w  połowie  wampirem  było  odpowiednie  dla  mojej  starej  pracy.  Wszystko,  o  czym 
wspomniałam, wabiło moje cele i sprawiało, że byłam jeszcze bardziej efektywnym łowcą. Jednak 
w przypadku naprawdę starych wampirów, takich jak Gregor, sprawia to, że jestem... słaba. Vlad 
nie odpowiedział. Nie musiał. Oboje wiedzieliśmy, że to prawda. - Co zamierzasz z tym zrobić?  
spytał  w  końcu.  Zatrzymałam  się  w  pół  kroku.  To  było  pytanie  za  milion  dolarów,  czyż  nie? 
Następnej nocy Vlad, Maximus, Shrapnel i ja siedzieliśmy na piętrze i graliśmy w pokera. Vlad bez 
przerwy wygrywał, za co winiłam jego zdolności czytania w myślach  chociaż twierdził, że ich na 
mnie  nie  stosuje    oraz  fakt,  że  Shrapnel  i  Maximus  prawdopodobnie  obawiali  się  go  pokonać, 
nawet gdyby mogli to zrobić. Była niemal północ, gdy rozległo się głośne pukanie do głównych 
drzwi. Momentalnie trzy wampiry zerwały się na nogi, a z dłoni Vlada już buchały płomienie. Vlad 
nikogo  się nie spodziewał. Jego reakcja jasno  na to  wskazywała,  natychmiast więc zrozumiałam 
powód  ich  niepokoju.  Ktokolwiek to  był,  udało  mu  się  niezauważonym  ominąć ogromne straże 
Vlada i zapukać, pokazując, że nie potrzebuje elementu zaskoczenia. A wszystko 181 
 
 
to  zrobił  tak,  że  niezwykle  potężny  wampir,  który  teraz  wypadł  z  pokoju,  do  chwili  obecnej  z 
niczego  nie  zdawał  sobie  sprawy.  Mówiąc  krótko,  siedzieliśmy  po  uszy  w  gównie.  Ruszyłam  za 
Vladem, lecz on z warknięciem obrócił się do mnie. - Zostań tutaj. Odpowiedziałam mu niemym 
wrzaskiem, jak to może iść sobie do diabła, jeśli oczekuje, że założę ręce i będę spokojnie czekać, 
gdy  moją  uwagę  przyciągnął  widok  za  oknem.  - Popatrz   powiedziałam  i wskazałam  na  niego. 

background image

Ponad  trzydziestu  strażników  Vlada  wyraźnie  unosiło  się  na  tle  nocnego  nieba  jakieś  sześć 
metrów  nad  ziemią,  wolno  obracając się  po  niewidzialnych  okręgach.  Otwierali  i  zamykali  usta, 
niezdolni  nic  powiedzieć,  chociaż  najwyraźniej  próbując.  To  powiedziało  mi,  kto  stał  na  dole  i 
pukał  do  drzwi.  Znałam  tylko  jednego  wampira,  który  mógł  okryć  się  swoją  mocą  tak,  by  nie 
zostać zauważonym i unieść uzbrojonych, nieumarłych strażników w powietrze, niczym świetliki. 
Po  płomieniach  powoli  zamierających  na  zaciśniętych  pięściach  Vlada,  on  również  tego  się 
domyślił. - Mencheres - mruknął. Zamarłam w korytarzu, zastanawiając się czy ten mega wysokiej 
rangi wampir był sam... czy ktoś mu towarzyszył. Ponownie rozległo się pukanie. Teraz wydawało 
się  jeszcze  bardziej  złowrogie  niż  wtedy,  gdy  myślałam,  że  to  siły  wroga.  Vlad  gestem  nakazał 
Shrapnelowi i Maximusowi, by opuścili broń. - Zostań tu  powiedział do mnie ponownie, jednak 
bez poprzedniej gwałtowności.  Dowiem się, czego chce. - Mencheres  usłyszałam po chwili jego 
głos, tuż  po odgłosie  otwieranych drzwi.   Witam  cię  w moim domu, możesz  wejść. Ty...  -  Moje 
serce  na moment  zamarło,  gdyż  nienawiść  bijąca  z  jego  tonu  potwierdziła  moje  podejrzenia.  - 
...nie. W odpowiedzi na to niegrzeczne powitanie rozległ się śmiech. Słyszenie Bonesa tak blisko 
uderzyło  mnie,  niczym  młot.  -  Tepesh,  przebyłem  cholernie  długą  drogę,  by  tu  dotrzeć,  a 
jakkolwiek piękne są smocze kołatki na twoich drzwiach, nie mam ochoty, by je podziwiać choć 
chwilę  dłużej.  Mencheres,  bardziej  taktowny,  zwrócił  się  do  Vlada  z  cierpliwością,  jaką  rodzic 
okazywał krnąbrnemu dziecku. 182 
 
 
- Vlad, wiesz, że  nie mogę dopuścić,  byś nie pozwolił wejść współwładcy  mojej linii. Gdybyś  to 
zrobił, oznaczało  by  to obrazę również dla mnie. A  wiem, że nie masz zamiaru mnie obrażać. - 
Puść  moich  ludzi  -  powiedział  Vlad  z  ledwo  powstrzymywanym  gniewem.  -  Oczywiście.  - 
Mencheres powiedział to w taki sposób, jakby kompletnie zapomniał o tym, że lewitował ponad 
trzydzieści  wampirów.  Chwilę  później  rozległ  się  odgłos  licznych,  głuchych  upadków.  Gdybym 
była w innym nastroju, z pewnością by mnie to rozbawiło. - No dobrze, wejdźcie.  Ton Vlada był 
daleki  od  łaskawości.   Jednak  nadużyjecie  mojej gościnności,  jeśli  postąpicie  choć  krok  w górę 
schodów. Wszyscy wiemy, kogo mam na myśli. Bones ponownie się roześmiał, jednak tym razem 
miałam wrażenie, że znajduje się jakoś bliżej. Musieli wejść do środka. - Doprawdy, kolego, jesteś 
jak  pies  warczący  nad  resztkami  jedzenia.  Uważaj,  żebyś  niechcący  nie  wybuchł,  bo  inaczej 
zrujnujesz  tę  wspaniałą  imitację  perskiego  dywanu.  -  I  mam  już  dość  twoich  komentarzy  na 
temat mojego domu!  warknął Vlad. Praktycznie czułam wydobywający się z niego dym.  Czego 
chcesz?  Nie,  że  masz  jakiekolwiek  pieprzone  szanse,  by  to  dostać,  koleś.  Przesadzony, 
cockneyowski  akcent  Vlada10  sprawił,  że  szok  jaki  czułam  zniknął,  zastąpiony  przez  nagły 
wybuch  niepokoju.  Bones  nie  marnował  czasu,  by  porządnie  wkurzyć  Vlada.  Co  on  knuł?  - 
Przyjechałem  po  Cat    odparł  Bones,  już  bez  żartów.  Zalała  mnie  tak  wielka  fala  emocji,  że  aż 
dostałam  zawrotów  głowy.  W  następnej  chwili  jednak  zamknęłam  swój  umysł,  żałując,  że  nie 
mogę  zrobić  tego  samego  ze  swoim  sercem.  Mogło  chodzić  jedynie  o  sprawy  służbowe.  Nie 
upokorzę się pozwalając Bonesowi dowiedzieć się, jak wielki wpływ ma na mnie jego głos. Kiedyś 
już mi mówił, jak świetna jestem w blokowaniu go. Miałam nadzieję, że nie wyszłam z wprawy. - 
Jeśli nie zechce się z tobą zobaczyć,  to znaczy, że zmarnowałeś czas powiedział  Vlad  z  jawnym 
wyzwaniem. Wciąż decydowałam czy chcę to zrobić, czy nie, gdy usłyszałam, jak Bones prychnął. 
- Nie zrozumiałeś, Tepesh. Nie jestem tu, by się z nią zobaczyć. Zabieram ją ze sobą. Z wrażenia 
otworzyłam usta. Vlad warknął. 

background image

 
10 Akcent Cockney  silny akcent londyńskiej gwary, powstałej w XIX wieku w niższych warstwach 
społecznych, 
 
głównie wśród kupców, robotników i miejskiej biedoty. 
 
183 
 
 
-  Usmażę  cię  na  miejscu.  Na  niezaprzeczalny  dźwięk  uderzających  o  siebie  noży  wypadłam  z 
pokoju,  z  całej  siły  odpychając  Maximusa  na  bok.  -  Spróbuj    usłyszałam  odpowiedź  Bonesa.  - 
Stop!  Trzy  głowy  jednocześnie  odwróciły  się  w  moim  kierunku.  Dłonie  Vlada  wciąż  płonęły,  a 
Bones trzymał  w dłoniach dwa  srebrne sztylety. Mencheres stał  kilka kroków z  tyłu,  obserwując 
ich niczym piłkarski sędzia. Zeszłam ze schodów. Fabian unosił się za mną, co chwila chowając się 
i na powrót wyłaniając ze ściany. Jedno spojrzenie wystarczyło, bym dostrzegła, jak Bones zmienił 
się  od  naszego  ostatniego spotkania.  Jego  włosy  były  krótsze,  ostrzyżone  niemal  przy skórze  i 
zawijające się na końcach. Jego oczy ściemniały, gdy napotkały mój wzrok. Nie było w nich nawet 
śladu  emocji  -  ten  widok  był  dla  mnie  najgorszy.  -  Co  ty  sobie  wyobrażasz?  Że  co  robisz?  - 
spytałam.  -  Zabieram  cię    odparł,  unosząc  brew.  Gdyby  powiedział  to  trzymając  w  dłoniach 
bukiet róż i przepraszając, może byłabym wzruszona. Jednak zrobił to w taki sposób, jakby mówił 
o butach, które gdzieś zapodział. Zmrużyłam oczy. - A co, jeśli nie chcę, byś mnie zabierał? Bones 
spojrzał  na  Vlada,  na  mnie,  a  na  jego  twarzy  pojawił  się  przerażający  uśmiech.  -  Wtedy,  jako 
swojego gościa, Tepesh będzie musiał cię bronić. To znaczy, że on i ja będziemy musieli walczyć, 
a  on  i  tak  jest  już  wpieniony.  Sądzę,  że  natychmiast  będzie  chciał  spalić  mnie  na  popiół. 
Oczywiście,  jeśli  najpierw  ja  nie  wyrwę  mu  serca  srebrnym  nożem.  Dlatego,  jeśli  odmówisz 
wyjazdu,  w  ciągu  następnych  kilku  minut  jeden  z  nas  zginie.  Możesz  również  pójść  ze  mną,  a 
wtedy obaj będziemy żyć. Vlad zaklął strasznie, a ja spojrzałam na Bonesa z niedowierzaniem. - 
Czyś  ty  oszalał?  To  ty  mnie  zostawiłeś,  pamiętasz?  A  teraz  chcesz  walczyć  o  mnie  na  śmierć  i 
życie? Co to za gra? - To nie gra - odparł Bones.  Po prostu odzyskuję to, co moje. I lepiej, żebyś 
szybko podjęła decyzję. Vlad wygląda, jakby miał zaraz eksplodować. Zerknęłam na Vlada, który 
rzeczywiście wyglądał,  jakby miał  za  kilka sekund  wybuchnąć. - Przychodzisz do mojego domu, 
by  szantażować  moją  przyjaciółkę?    warknął  Vlad.  Płomienie  zaczęły  wspinać  mu  się  wzdłuż 
ramion.  Ja... 184 
 
 
-  Pojadę.  Vlad  spojrzał  na  mnie.  Wyciągnęłam  do  niego  dłoń,  ignorując  płomienie  na  jego 
skórze. - Nie rób tego. Nie mogłabym... Miałam nadzieję, że tylko Vlad usłyszał resztę zdania. Nie 
mogłabym sobie wybaczyć, gdyby coś mu się stało. Mogłam być wściekła na Bonesa. Do diabła, 
sama  chciałabym przypiec go  na  rożnie,  lecz swoim uporem  nie  mogłam  ryzykować  jego  życia. 
Sądząc  po  promieniującej  z  Vlada  energii,  nie  chciałby  tylko  zranić.  Pomijałam  już  fakt,  że  nie 
ryzykowałabym  życia  przyjaciela    blask  w  oczach  Bonesa  mówił,  że  on  również  uderzałby,  by 
zabić. Vlad szarpnął się za brodę i rzucił Bonesowi zimne spojrzenie. - Nie zapomnę tego. Bones 
uśmiechnął  się  w  jawnym  wyzwaniu.  -  Szczerze  mam  nadzieję,  że  tego  nie  zrobisz.  W  każdej 
sekundzie sprawy mogły przybrać brutalny obrót.  Minęłam ich obu. Pal  licho  moje rzeczy  czas 

background image

najwyższy stąd wyjść. - Idziesz czy nie? - spytałam Bonesa wychodząc na zewnątrz. - Oczywiście - 
odparł. Nie czekałam na niego, lecz ujęłam ramię, które uprzejmie zaproponował mi Mencheres i 
weszłam do samochodu, który  jak zakładałam  należał do nich. Fabian podążył za mną. - Piękny 
dom  rzucił na pożegnanie Bones do Vlada. Słysząc odpowiedź, jaką otrzymał, ucieszyłam się, że 
wyszłam.  Gdyby  tych  dwoje  zaczęło  walczyć,  nie  było  wątpliwości,  że  tylko  jeden  z  nich 
wyszedłby z tej walki żywy.  Po  odjeździe odczekałam  pełne pół godziny,  zanim się odezwałam. 
Zaraz  po  wejściu  do  wozu  Bones  podał  mi  zestaw  słuchawkowy  -  włączyłam  więc  muzykę 
wystarczająco głośno, by ogłuchnąć. Niech mnie diabli, jeśli przy całym tym hałasie wiedziałam, 
dokąd jedziemy. W końcu jednak zdjęłam słuchawki i  mając wciąż zamknięte oczy  zwróciłam się 
do niego. -  Co  ty,  do  diabła,  sobie wyobrażasz? Gdybym nie zdecydowała  się  z  tobą  pojechać, 
Vlad  mógł  cię  spalić.  Zostałaby  z  ciebie  jedynie  plama  na  podłodze.  Bones  prychnął.  -  Nawet 
przez  chwilę  nie  wątpiłem  w  twoje  zachowanie.  Nigdy  nie  byłaś  w  stanie  przestać  odgrywać 
bohaterki, jeśli chodzi o ratowanie mnie. 185 
 
 
Łajdak, pomyślałam. Miałam nadzieję, ze dotarło to do niego jasno i wyraźnie. Jakikolwiek motyw 
miał Bones, by dzisiaj przyjechać, to jasne było, że nie kierowały nim romantyczne pobudki. Czy 
to  tylko  był  wampirzy  terytorializm?  Pomimo  tego,  że  mnie  nie  chciał,  Bones  nie  życzył  sobie, 
żebym była z kimś innym? To pewnie to. Cóż, jak on i Gregor się wkrótce przekonają, nie byłam 
niczyją własnością.  -  Pożałujesz  tego   powiedziałam.  Ponownie prychnął.  -  Kotek, w  to również 
nie wątpię. Zamiast odpowiedzi jedynie ponownie nałożyłam słuchawki. 
 
186 
 
 
ROZDZIAŁ DWUDZIESTY CZWARTY 
 
-  Chyba  oszalałeś.  Spojrzałam  na  opuszczony  budynek  z  wybitymi  oknami,  zagraconą,  tylną 
ścianę i zrujnowany dach z czymś więcej niż odrobina przerażenia. Co gorsza, wszystko otaczało 
wysypisko śmieci. Naprawdę śmierdzące  wysypisko  śmieci. Nawet  Fabian  wyglądał, jakby  chciał 
uciec. Bones wzruszył ramionami. - Nie widzę żadnego problemu. Jest tu relatywnie bezpiecznie. 
Ty  mściwy,  manipulujący...  - Chcesz  zobaczyć  swój  pokój?    przerwał  moją  niemą  tyradę.  Wyraz 
jego twarzy jasno wskazywał, że czerpał z tego niewiarygodną przyjemność. - Niech zgadnę  to 
ten rozwalony samochód  powiedziałam wskazując na starego, spłaszczonego Buicka. - Och, nie 
będziesz tu mieszkać - odparł Bones, podchodząc do skorupy budynku.  Quasimodo!  krzyknął. 
Rozległo  się  głośne  skrzypienie,  które  brzmiało  niczym  cierpiąca  z  bólu  maszyna.  W  następnej 
chwili ze zrujnowanej strony budynku, jakby spod ziemi, pojawiły się dwa wampiry. - Myśleliśmy, 
że  będziecie  godzinę  temu    powiedział  jeden  z  nich.    Jej  jedzenie  wystygło.  Miałam  właśnie 
zapewnić nieznajomego, że panujący tu zapach i tak zabił cały mój apetyt, gdy z pokruszonego 
betonu obok niego nagle wyłoniła się brunetka. - Catherine. Rzuciłam Bonesowi spojrzenie, które 
obiecywało  straszną  zemstę.  Nie  patrzył  na  mnie,  lecz  jego  usta  drgnęły.  -  Następnym  razem   
powiedziała  moja  matka  zamiast  powitania    zadzwońcie,  gdy  będziecie  mieli  się  spóźnić. 
Budynek  okazał się frontem  kompleksu. Część, która się zawaliła, ukryła windę,  na  której dachu 
również były fałszywe, betonowe bloki. Przynajmniej na podziemnych poziomach zainstalowana 

background image

była  klimatyzacja,  więc  smród  z  wysypiska  był  zdecydowanie  mniejszy  w  zamieszczonych  tam 
kwaterach. Zgadywałam, że było to stary schron przeciw187 
 
 
bombowy.  Don  w  Stanach  wykorzystywał  je  czasami  jako  bazę  do  swoich  operacji.  Co  się  nie 
zmarnuje, to się przyda, i takie tam. - Witajcie w Zamku Odpadków  powiedziała, oprowadzając 
mnie i Fabiana.  Gdy zobaczyłam go po raz pierwszy, musieli zawlec mnie do środka siłą. Jestem 
pewna, że twój podły mąż wybrał to miejsce z czystej zemsty. Ja również byłam tego zdania, lecz 
nie zamierzałam o tym dyskutować. - Bones nie jest moim mężem. Jestem pewna, że już ci o tym 
mówiono.  Rzuciła  mi  przenikliwe  spojrzenie.  -  Sama  w  to  nie  wierzysz.  Sześć  minut,  dziesięć 
sekund.  Tyle  wystarczyło,  żebym  chciała  uciec  stąd  z  krzykiem  na  ustach.  Bonesa  tu  nie  było. 
Zostawił mnie tu  i  odjechał  twierdząc,  że ma coś do załatwienia. Z całych sił  powstrzymywałam 
się, by nie wrzasnąć: ,,Po co ryzykowałeś życie, by zabrać mnie od Vlada, skoro wciąż nie możesz 
nawet stać obok mnie?". Jednak to by ujawniło, jak bardzo mi zależy. Dlatego nie odezwałam się. 
Patrzyłam,  jak  odjeżdża,  nie  pytając  nawet  kiedy    lub  czy  w  ogóle    zamierza  wrócić.  Czy 
wolałabym,  żeby  przywaliła  mnie  ogromna  góra  śmieci  niż  przyznać,  jak  wielki  ból  czułam  na 
jego  widok,  a  co  dopiero  na  widok  jego,  gdy  odjeżdża?  Pewnie.  Po  trzech  dniach  w  Zamku 
Odpadków  zdecydowałam,  że  to  idealne  miejsce,  jeśli  chciało  się  zwariować,  a  nie  miało  się 
czasu,  by  zrobić  to  w  normalnym  trybie.  Przebywanie  piętnaście  metrów  pod  śmietniskiem, 
zamknięta  w  odpowiedniku  komórki  z  apatycznym  duchem  i  bezpośrednią  matką,  myśląc  o 
mężczyźnie, który mnie porzucił, musiało przyprawić mnie o szaleństwo szybciej niż jakiekolwiek 
okoliczności,  w  jakich  się  niegdyś  znalazłam.  Wkrótce  myśl  o  tym,  by  walić  głową  w  ścianę 
wydawała mi się zabawnym sposobem na spędzenie dziesięciu minut. Zaczęłam też fantazjować 
o  sytuacjach  śmiertelnego  zagrożenia,  jakby  były  deserem  z  czekolady.  Okres  dojrzewania  był 
przy  tym  sesją  aromaterapii.  Pomimo  zapachu  zaczęłam  wychodzić  na  powierzchnię  i  sprzątać 
wysypisko,  żeby  tylko  coś  robić.  Fabian  na  własny  sposób  radził  sobie  z  sytuacją  -  bez  końca 
oglądał telewizję. Moja matka czytała lub rozwiązywała krzyżówki, a w przerwach nie przestawała 
mówić, że gdybym jej kiedyś posłuchała, nie było by mnie tu dzisiaj. Czy naprawdę dziwił fakt, że 
wolałam spędzać czas na śmierdzącym śmietniku? 188 
 
 
Zamiatałam  odległą  część  wysypiska,  gdy  usłyszałam  pomruk  zbliżającego  się  samochodu. 
Chociaż wiedziałam, że nie może to być żaden zbłąkany turysta, gdyż jasne było, że byliśmy na 
jakimś  zadupiu,  nie czekałam,  by  sprawdzić  czy  to  przyjaciel, czy wróg,  tylko  wdrapałam się  na 
najbliższą stertę odpadków. Śmierć? Nie bałam się jej. Byłaby wakacjami od stacji Smród Główny. 
- Kto  wymyślił  hasło  ,,Quasimodo"? - mruknął Spade wysiadając z samochodu.  -  Witaj, Spade - 
zawołałam,  potrząsając  zdezelowanymi  grabiami,  jakie  zrobiłam  z  pasów  metalu  i  osi  koła 
ciężarówki.  Spade  wbił  we  mnie  wzrok,  z  odrazą  i  niedowierzaniem  malującymi  się  na  jego 
przystojnej twarzy. - Na owłosione jaja Lucyfera. Zmieniłaś się w Morlocka11. Widok Spade'a, tak 
układnego  w  swojej  białej  koszuli,  czarnych  butach  i  prasowanych  w  kant  spodniach, 
przypomniał mi, że od stóp do głów pokryta byłam brudem i pewnie śmierdziałam niczym ktoś 
ze skrajnym przypadkiem wzdęcia. - Od kilku dni jestem zagrzebana pod górą śmieci. Czego żeś 
oczekiwał? Spade zatrzasnął drzwi  samochodu. Na sam widok wozu musiałam  zwalczyć  impuls, 
by wskoczyć  do  niego  i  jechać  tak  długo,  aż  zasnę  za  kierownicą.  -  Nie mogę  dłużej  siedzieć  i 

background image

patrzeć, jak ty i Crispin toniecie we własnym uporze. Dobry Boże, Cat, po prostu umrzyj i miej to 
wszystko  z  głowy.  Zamrugałam  zdumiona.  -  Też  się  pieprz.  -  Wracaj  do  samochodu,  nie 
czekaliśmy  na ciebie  powiedział  Techno, jeden  z  wampirów, który tu  stacjonował.  Wyszedł  zza 
rogu budynku, trzymając w dłoniach naładowany srebrnymi kulami półautomat, którym celował 
w  Spade'a.  -  Jestem  na  liście,  imbecylu  -  warknął  Spade.    A  teraz  odejdź,  zanim  wsadzę  ci  tę 
zabawkę w tyłek. Spade stał plecami do mnie. Chwyciłam leżącą w pobliżu oponę i rzuciłam nią 
w  niego,  uśmiechając się na widok czarnych smug plamiących  jego  nieskazitelną koszulę.  - Nie 
mów tak do niego. Tylko wykonuje swoją pracę. 
 
11 Morlock  postać z ,,Wehikułu czasu" H.G. Wellsa 
 
189 
 
 
Spade doszedł już do siebie po uderzeniu oponą w plecy i z wampirzą prędkością doskoczył do 
mnie. - Na miłość boską, Cat, przełam się. Na co czekasz? Przez chwilę myślałam, że rzeczywiście 
zwariowałam.  Brzmiało  to  tak,  jakby  Spade  namawiał  mnie  do  samobójstwa.  -  Zrobiłam  coś, 
czym  cię  wkurzyłam?  Spade  odwrócił  się gwałtownie  i  zacisnął  pięści. Techno  spojrzał  na  mnie 
zdezorientowany, jakby pytając mnie czy coś mi grozi. - Chcesz, żebym go zastrzelił? - spytał. - 
Chcesz  naprawdę  zaognić  sytuację?  Już  teraz  ledwie  jesteś  człowiekiem.  Dlaczego  uparcie 
trzymasz się ostatniej bezużytecznej, śmiertelnej krzty swojej istoty? - Nie strzelaj  powiedziałam 
do Techno, który uniósł już półautomat.  W gruncie rzeczy odejdź. - On nie jest... - zaczął Techno. 
- Co znowu? - spytał Spade.  Nie mam jej o niczym mówić, jak sądzę? To dlatego patrzy na mnie 
jak na wariata, tak? Bo nie ma pojęcia, o czym mówię. Zacisnęłam zęby. Twarz Techno wszystko 
potwierdziła.  Sukinsyn.  -  Znów  chodzi  o  ghule?    spytałam.  W  duchu  przeklinałam  samą siebie. 
Byłam  tak  bardzo  zaprzątnięta  swoimi  problemami,  że  nie  przejmowałam  się  brakiem 
wiadomości na ten temat. Spade rzucił Techno ostatnie groźne spojrzenie, po czym założył ręce 
na piersi. - Tak, chodzi o ghule. Ich retoryka jest coraz śmielsza. Na pewnych obszarach zaczęły 
znikać wampiry,  które  nie mają swojego  Pana. Może  to przez  to, że  były głupie  i dały się  zabić 
innym z własnego gatunku, lecz jest powód, by myśleć, że jest inaczej. Wbiłam w niego wzrok. W 
jego tygrysich oczach było jedynie zdecydowanie. Zdałam sobie sprawę, że to Gregor za tym stoi. 
Im  więcej  paranoi  wywołał  plotkami  o  tym,  że  stanę  się  hybrydą  wampira  i  ghula,  tym  więcej 
wsparcia  otrzymywał dla swojego celu, by  mnie  odzyskać i kontrolować. - Dlaczego  nikt mi  nie 
powiedział?  Spade  przewrócił  oczami.  -  A  sama  się  nie  domyślasz?  Crispin  nie  chce,  by  to 
wpłynęło  na  twoją  decyzję  o  przemianie  w  wampira.  -  Nie  obchodzę  go    mruknęłam,  zanim 
zdołałam się powstrzymać. - Idiotka. 190 
 
 
Czułam, jak moje oczy rozświetlają się wściekłą zielenią. - Słucham? - Idiotka - powtórzył Spade, 
dla  podkreślenia  przeciągając  to  słowo.  Jak  myślisz,  dlaczego  zabrał  cię  od  Vlada?  Crispin 
wiedział,  że  gdyby  doszło  do  wybierania  pomiędzy  tobą,  a  ludźmi  Draculi,  to  byś  przegrała. 
Tepesh  może  i  cię  lubi,  lecz  jest  piekielnie  opiekuńczy,  jeśli  chodzi  o  jego  ludzi.  Na  moment 
musiałam  odwrócić  wzrok.  Po  chwili  jednak  potrząsnęłam  głową.  -  Skoro  Bonesowi  na  mnie 
zależy, to pieprzenie się na prawo i lewo z połową Nowego Orleanu jest zabawnym sposobem na 

background image

okazanie tego. Spade spojrzał na mnie z cynizmem. - Gdybyś myślała, że Crispin należy do ciebie, 
ale  nie  dbałabyś  o  to,  co  robi,  to  dlaczego  nie  czekałaś  na  niego  po  akcji  w  Nowym  Orleanie, 
tylko uciekłaś z Tepeshem? Opadła mi szczęka. - Czy ty się słyszysz? - Nie myślisz jak wampir - 
mruknął Spade.  Im szybciej dasz sobie spokój ze swoim człowieczym postrzeganiem spraw, tym 
lepiej.  Słuchaj,  czy  możemy  podyskutować  na  temat  twojego  niewłaściwego  myślenia  później? 
Jeśli  jeszcze  choć  chwilę  będę  musiał  wdychać  to  zgniłe  powietrze,  to  się  chyba  pochoruję.  - 
Niewłaściwego  myślenia?  Pieprz  się!  Spade  uśmiechnął  się  do  mnie.  -  Powinnaś  mniej 
przejmować się tym, co mówię, a bardziej skoncentrować się na tym, co powiesz Crispinowi, gdy 
będziesz  chciała  go  przekonać,  żeby  zmienił  cię  w  wampira.  Na  ułamek  sekundy  moje  serce 
zamarło.  Spade  usłyszał  to  i  prychnął.  -  Teraz  zwróciłem  twoją  uwagę,  co?  To  Crispin  musi  to 
zrobić.  Ja  z  pewnością  się  na  to  nie  odważę.  Zabiłby  każdego,  kto  by  cię  zmienił,  więc  nie 
popełnij  błędu.  -  A  w  ogóle,  to  skąd  wiesz,  że  zdecydowałam  się  na  przemianę?  Sarkazm  i 
impertynencja zniknęły z twarzy Spade'a, który spojrzał na mnie z taką powagą, jak jeszcze nigdy 
dotąd. - Ależ, Żniwiarzu. Oboje wiemy, że zbyt długo już czepiasz się swojego człowieczeństwa. 
Po prostu potrzebowałaś zachęty, prawda? W  mojej głowie pojawiło się jednocześnie  mnóstwo 
myśli.  Przypomniałam  sobie  wszystkie  lata  mojego  dzieciństwa,  ukrywanie  moich  rozwijających 
się, nieludzkich zdolności, by nie denerwować matki. To, 191 
 
 
jak później, w szkole, czułam się nie na miejscu, gdy starałam się być ,,normalną", chociaż nic we 
mnie takie nie było. Potem, gdy zbliżałam się do dwudziestki, czy moje człowieczeństwo nie było 
raczej  przykrywką  dla  tego,  jak  naprawdę  czułam  się  w  środku?  A  teraz,  jakże  byłam 
sfrustrowana,  że  jestem  zbyt  słaba,  by  samej  załatwić  Gregora.  Nie  mając  po  swojej  stronie 
elementu zaskoczenia co do mojej drugiej natury, zawsze będę za słaba, jeśli chodzi o pokonanie 
starych,  naprawdę wysokich  rangą wampirów... przynajmniej  tak długo, dopóki  będę w połowie 
człowiekiem.  Jednak  było  coś  jeszcze.  Nawet,  gdyby  między  Bonesem  i  mną  naprawdę  był 
koniec,  problem  z  Gregorem  magicznie  by  zniknął,  a  plotki  o  mojej  przemianie  w  ghula  by 
umilkły...  czy  kiedykolwiek  mogłabym  wrócić do  życia  wśród  ludzi  i  udawać,  że  jestem  jedną  z 
nich?  Nie.  Nie  mogłam  więcej  udawać,  że  nie  było  we  mnie  wszystkich  tych  rzeczy.  Nawet, 
gdybym na zawsze rzuciła świat nieumarłych, wciąż byłabym bardziej wampirem niż człowiekiem. 
A skoro nie zamierzałam odchodzić lub znów udawać, że jestem człowiekiem, to dlaczego ciągle 
czepiałam się bicia mojego serca? Boże, czyżby Bones miał rację? Czy naprawdę to moje głęboko 
zakorzenione  uprzedzenie  powstrzymywało  mnie  wcześniej  przed  zrobieniem  tego  kroku?  Było 
wiele  powodów,  które  przemawiały  za  przemianą.  Czy  miałam  chociaż  jeden,  dla  którego 
powinnam pozostać człowiekiem? - Poproszę Bonesa, by to zrobił  usłyszałam samą siebie.  Ale, 
do  diabła,  pewnie  odmówi.  Spade  nie  miał  słuchawek,  dzięki  którym  nie  słyszałam,  dokąd 
jedziemy. Zamiast tego grzmotnął mnie w głowę, żebym spała przez większość naszej podróży. 
Spade był wampirem wysokiej rangi, więc kiedy już odzyskałam przytomność, głowa bolała mnie 
jak diabli.  -  Zanim  się  z  nim  zobaczysz,  powinnaś  wziąć  porządny  prysznic  -  powiedział  Spade, 
gdy się obudziłam.  Wciąż strasznie śmierdzisz. Crispin mógłby odmówić zostania twoim Stwórcą 
tylko przez to, że nie zdołałby wystarczająco się do ciebie zbliżyć. Dobitnie przeklęłam Spade'a w 
myślach. Poczułam, jak coś chłodnego muska moją dłoń. Nawet bez otwierania oczu wiedziałam, 
że to Fabian, który na swój sposób mnie pocieszał. Zabrał się z nami na tę wycieczkę - wydaje się, 

background image

że  nawet  duch  nie  mógł  znieść  życia  na  Zamku  Odpadków.  Przynajmniej  Fabian  nigdy  nie 
narzekał na mój zapach. Była to jedna z zalet nieposiadania prawdziwego nosa. 192 
 
 
- Ach, to tutaj  powiedział Spade.  Nie podglądaj. Nie możemy dopuścić, żeby Gregor dostrzegł 
w twoim śnie numer skrzynki pocztowej. Miałam po dziurki w nosie zasłaniania oczu za każdym 
razem,  gdy  gdzieś  jechałam.  Gdyby  Bones  odmówił  przemienienia  mnie,  wiedziałam  do  kogo 
bym od razu poszła  prosto do Vlada. Już nawet zadzwoniłam do niego i spytałam czy zechciałby 
czynić honory. Natychmiast się zgodził. Nie miałam pojęcia co sprawiło, że nawiązała się między 
nami  przyjaźń,  lecz  byłam  za  nią  wdzięczna.  Po  kolejnej  minucie  samochód  w  końcu  się 
zatrzymał.  -  Zostań  tu    powiedział  Spade.    Zapowiem  nas,  a  potem  po  ciebie  wrócę.  -  Chcesz 
powiedzieć,  że  idziesz  sprawdzić  czy  pozwoli  mi  w  ogóle  postawić  stopę  na  zewnątrz  tego 
samochodu - odparłam z wciąż zamkniętymi oczami. - O to nie musisz się martwić. Wysiądziesz i 
weźmiesz  prysznic  nawet,  jeśli  będę  musiał walczyć  z  Crispinem  i  powalić go  na  ziemię  na  tyle 
długo, byś to zrobiła. - Dzięki - powiedziałam. Spade po prostu ze śmiechem zamknął drzwi. Jako 
przyjaciel Bonesa, był lojalny jedynie wobec niego. Dlatego Spade nie przejmował się, jak ciężkie 
to  dla  mnie  było,  nawet  bez  jego  komentarzy  w  stylu  ,,śmierdzącego  kota".  Na  zewnątrz 
samochodu słyszałam wiele głosów, prawdopodobnie ludzi przebywających w domu. Wytężyłam 
słuch,  by wyłuskać  ten jeden  najważniejszy.  Jednak  w panującym szumie  trudno  było  to zrobić. 
Gdziekolwiek  był, było z nim  wielu  ludzi. - ...Crispin...  -  Spade  na sekundę podniósł głos. - ...cię 
sprowadza...?  -  To  Bones.  Reszta  tego,  co  mówił  umknęła  mi.  -  ...na  zewnątrz...  -  powiedział 
Spade.  -  ...zobaczyć  się  z  tobą...  Dlaczego  nie  mogą  zamknąć  się  na  chwilę  tak,  bym  mogła 
cokolwiek usłyszeć? - pomyślałam. - ...oczywiście... - Znów Bones. Klamka zapadła. Westchnęłam. 
-  Fabian,  wygląda  na  to,  że  jednak  wejdziemy.  -  To  dobrze    powiedział  natychmiast,  po  czym 
zamilkł  na moment.  Jeśli  to jest  to, czego naprawdę chcesz. Prawdę  mówiąc, część mnie miała 
cichą  nadzieję,  że  Bones  nie  pozwoli  mi  nawet  wysiąść  z  wozu.  Jednak  nie  wpłynęło  to  na 
poprawę mojego samopoczucia. Chwilę później Spade otworzył drzwi po mojej stronie. 193 
 
 
- Poprowadzę cię prosto pod prysznic. Zobaczysz się z nim później. Powiedziałem mu, że w jego 
najlepszym  interesie  będzie  zaczekać.  -  Jeszcze  jeden  komentarz  na  temat  tego,  jak  pachnę,  a 
wbiję  ci  kołek  prosto  w  serce    zagroziłam,  mając  na  myśli  każde  słowo.  Zacmokał.  -  Mściwa 
dziewczyna. Chodź, weź mnie za rękę... Nie tak mocno! Z całej siły zacisnęłam dłoń na jego ręku. 
Na okrzyk Spade'a uśmiechnęłam się. - Będziesz musiał wyjąć moje ubrania z bagażnika, żebym 
po  prysznicu  miała  się w  co  ubrać.  W  innym  razie  kąpiel  będzie  na  nic.  -  Jesteśmy  w  środku  - 
odparł Spade.   Możesz  otworzyć  oczy.  Tak zrobiłam.  Fabian  unosił się  przed  nami, gdy  szliśmy 
przez piękny hall. W zasięgu wzroku nie było nawet śladu rozwalonych samochodów i śmieci. Tak 
więc tutaj mieszkał Bones, podczas gdy ja  tkwiłam pod górą  odpadków? Tak  bardzo się mylisz, 
Spade,  pomyślałam.  Bones  najwyraźniej  naprawdę  ma  mnie  gdzieś.  Szliśmy  w  głąb  korytarza. 
Gdy mijaliśmy nieznanego mi wampira, ten z ciekawością nam się przyjrzał. - Co tak śmierdzi? - 
spytał. Fabian zniknął,  jednak  wcześniej dostrzegłam  jego szeroki  uśmiech. Spade  roześmiał się 
głośno. - Pilnuj swoich spraw  rzuciłam ostro, lecz ugryzłam się w język, gdy wampir zbladł. Boże, 
to było chamskie z mojej strony!  Przepraszam powiedziałam.  Proszę, nie zwracaj na mnie uwagi. 
Ostatnio  utknęłam  w  podziemnym  śmietniku.  Spade  zaczął  chichotać,  więc  niezbyt  delikatnie 

background image

dźgnęłam go łokciem w żebra. - Możemy już z tym skończyć? - Natychmiast  odparł wycierając 
różowe  łzy.    Nie  przeszkadzaj  sobie,  żołnierzu    powiedział  do  oszołomionego  wampira. 
Odeszłam z taką godnością, jaką zdołałam z siebie wykrzesać... co oznaczało zero. 
 
194 
 
 
ROZDZIAŁ DWUDZIESTY PIĄTY 
 
Po  godzinie  energicznego  szorowania  nie  został  na  mnie  nawet  ślad  smrodu.  Oczywiście  to 
prawdopodobnie dlatego,  że  zerwałam  też  z siebie  niemal  całą  skórę.  Przynajmniej  cztery  razy 
umyłam  też  włosy,  po  czym dwa  razy  je  odżywiłam.  Ktokolwiek,  kogo  nos  drażnił  mój  zapach, 
mógł  mnie  teraz  pocałować  w  błyszczący  z  czystości  tyłek.  W  sypialni  przylegającej  do  mojej 
łazienki  był  już  Spade,  który  wygodnie  rozparł  się  na  fotelu.  Gdy  wyszłam,  wskazał  na  coś,  co 
wisiało  przewieszone  przez  oparcie  najbliższego  krzesła.  -  Przyniosłem  ci  trochę  ubrań.  Nie 
wiedziałem  czy chcesz,  żebym  również  pożyczył  stanik  i  bieliznę,  czy  będziesz  miała  to  gdzieś. 
Dyskutowanie ze Spadem o bieliźnie osobistej nie poprawiło mi nastroju. - Gdzie są moje ciuchy? 
Uśmiechnął  się  szeroko.  -  Wrzuciłem  je  do  pieca.  Nie  śmiałbym  wnieść  cuchnącej  walizki  do 
domu  Bonesa.  Głęboko  zaczerpnęłam  powietrza. - Nie  miałeś  najmniejszego  prawa  tego  robić. 
Spade  wstał.  -  Pomińmy  kwestie  moralne  i  przejdźmy  do  tego  czy  chcesz,  żebym  zwinął  dla 
ciebie jakieś gatki. - Dzięki, nie będę nosiła majtek jakiejś laski. Już wolę chodzić bez nich. Spade 
puścił  do  mnie oczko.  - To  się nazywa duch. Spraw, by Crispin był bardziej  skłonny  ulec każdej 
twojej  prośbie.  Wiem,  co  mówię.  Wskazałam  palcem  drzwi.  -  Żegnam.  Roześmiał  się  tylko  i 
wyszedł. Szkoda, że mnie to nie rozbawiło. Z przerażeniem przyjrzałam się sukience. Kiedy już ją 
założę, nie będzie mowy o graniu na czas. - Pieprzyć to  powiedziałam głośno. Przedstawię moją 
ofertę Bonesowi, on ją pewnie odrzuci, a ja ruszę do Vlada. Zapięłam kieckę, założyłam pasujące 
do niej buty, które okazały się ździebko za ciasne, i poma- 
 
195 
 
 
szerowałam  do  pokoju  gościnnego.  Moje  włosy  były  wciąż  wilgotne.  Potrząsnęłam  nimi  i 
rozejrzałam się po pustym wnętrzu. - Halo? - zawołałam. Niech mnie diabli, jeśli zacznę zaglądać 
za drzwi. Gdzie był Spade? Albo Fabian? - Na dole. To był głos Bonesa. Zwalczyłam dreszcz, dając 
sobie w myślach w twarz. Weź się w garść. - Czy mam powiedzieć ,,Marco"?  spytałam schodząc 
po schodach. Z pokoju na lewo u ich podnóża doszło mnie jego prychnięcie. - Jeśli chcesz. Wejdź 
z własnej i nieprzymuszonej woli. Wyprostowałam się i zrobiłam dokładnie to. Bones siedział na 
skórzanej, brązowej sofie, której odcień był zaledwie kilka tonów jaśniejszy od jego oczu. Ściany 
miały rdzawy kolor, zwieńczone przy suficie białym, ozdobnym gzymsem, a podłogę z ciemnego 
dębu zdobiły grube dywany. Swoim strojem Bones niemal doskonale pasował do wnętrza  miał 
na  sobie  kremową,  rozpiętą  przy  szyi  koszulę,  której  rękawy  podwinął,  i  beżowe  spodnie. 
Wyglądał  tak  cholernie  bosko,  że  patrzenie  na  niego  sprawiało  mi  niemal  ból.  -  Nie 
spodziewałem  się ciebie,  nie  mam  więc ginu   powiedział  napełniając  szklankę.    Chcesz  zamiast 
tego whiskey? - Pewnie. Dzięki  dodałam po chwili, opierając się o drzwi. Nalał drugiego drinka i 

background image

spojrzał  na  mnie. - Nie przebyłaś  całej  tej  drogi tylko po to,  by  tulić się do framugi, co? Mając 
ograniczone  możliwości  usiadłam,  wybierając  kanapę  naprzeciwko  niego.  Jednak  gdy  tylko  to 
zrobiłam, zesztywniałam, przypominając sobie o braku bielizny. Sukienka kończyła się kilkanaście 
centymetrów nad moimi kolanami. Co, jeśli Bones pomyślał, że próbuję świecić mu po oczach? - 
Eee...  Masz coś  przeciwko?   wyjąkałam, szybko przesiadając się na  jego  kanapę, lecz  tak daleko 
od  niego,  jak  tylko  mogłam. Uniósł  brew.  -  W  żadnym  razie. Podał  mi  whiskey.  Jednym  łykiem 
wychyliłam  drinka.  -  Spragniona  jesteś,  co?    spytał.  Zabrał  mi  szklankę  i  napełnił  ją  do  pełna.   
Musisz być. Inaczej pomyślałby kto, że musisz się napić, by ze mną porozmawiać. 
 
196 
 
 
Jego suchy  ton powiedział mi, że doskonale zdawał sobie sprawę z  tego, co  robię. Wzięłam od 
niego szklankę, lecz tym razem upiłam zaledwie łyk. Bones odchylił się na kanapie, badawczo mi 
się  przyglądając.  Poczułam  się  niezwykle  zażenowana.  Gdybym  tylko  miała  na  twarzy  tarczę  z 
makijażu,  perfekcyjnie  ułożone  włosy  i...  ach.  Majtki.  Nie  odezwał  się  nawet  słowem,  a  cisza 
przeciągała się. Jakoś nie mogłam się zmusić do tego, by od razu wyjaśnić powód, dla którego tu 
przyjechałam.  Być  może  miałam  nadzieję,  że  sam  wyłapie  to  z  mojej  głowy,  a  ja  będę  mogła 
pominąć  całą  tę  część  z  rozmową.  Odwróciłam  wzrok,  lecz  czułam,  jak  się  we  mnie  wpatruje. 
Bones  wciąż  wygodnie  rozpierał  się  na  sofie,  powoli  popijając  whiskey  i  obserwując  mnie  tak 
intensywnie, że aż zaczęłam się wiercić. Jeśli to była metoda prowadzenia przesłuchania, to cóż... 
działała.  Wkrótce  zacznę  paplać  jak  szalona,  byle  tylko  złagodzić  to  pełne  napięcia  milczenie.  - 
No  dobra,  to...  przejdźmy  do  rzeczy.  Starałam  się  patrzeć  na  niego,  ale  nie  mogłam.  To 
niesprawiedliwe,  że  jego  widok  był  dla  mnie  tak  druzgocący,  a  jednocześnie  tak  bardzo  bez 
znaczenia dla niego. - Ja, eee... Jestem gotowa na przemianę w wampira. To się nazywa łagodnie 
zacząć  temat.  Na  sekundę  zerknęłam  na  niego.  Zanim  uciekłam  spojrzeniem,  ciemne  oczy 
napotkały mój wzrok. Przez to napięcie stałam się nerwowa. Wstałam, gotowa, by zacząć krążyć 
po  pokoju,  gdy  odstawił  szklankę  i  błyskawicznie  wyciągnął  rękę,  by mnie  chwycić.  Odsunęłam 
się natychmiast, lecz jego palce zacisnęły się na moim ramieniu. - Siadaj  powiedział spokojnym, 
acz  stalowym  głosem.  Nawet,  gdybym  zaparła  się  nogami  o  jego  pierś  i  pchnęła,  i  tak  nie 
odzyskałabym ręki. Sfrustrowana klapnęłam z powrotem na kanapę. - Siedzę. A teraz mnie puść. 
-  Nie  sądzę,  że  to  zrobię    powiedział  tym  samym,  twardym  tonem.    Nie  robię  ci  krzywdy, więc 
przestań się tak na mnie patrzeć. A jeśli jeszcze raz się szarpniesz, rzucę się na ciebie i nie zejdę, 
aż skończymy tę rozmowę. W jednej chwili zamarłam. Bones nie rzucał słów na wiatr. Myśl o tym, 
że  będę  pod  nim  uwięziona zaalarmowała mnie z  kilku  powodów,  jednak  żaden z  nich  nie  był 
strachem. - Tak lepiej.  Poluźnił uścisk, lecz nie puścił mnie.  No dobrze. Mam kilka pytań, a ty na 
nie odpowiesz. 197 
 
 
Dlaczego  nie  nalegałam  na  omówienie  tego  przez  telefon?,  jęknęłam  w  myślach.  -  Pytaj. 
Przyszpiliłeś  mnie    nigdzie  nie  pójdę.  Jakże  bym  chciała,  żeby  mnie  puścił.  Wciąż  zerkałam  na 
jego  dłoń,  jakbym  samym  spojrzeniem  mogła  sprawić,  że  zniknie  z  mojej  ręki.  -  Znów  mnie 
blokujesz. Powiedział to swobodnym tonem, lecz zmrużył przy tym oczy. W ich głębinach zaczęły 
wirować zielone iskry, które nagle rozbłysły, całkowicie pochłaniając brąz. - Nieźle  warknęłam. - 

background image

Ale  myślałam,  że  już  dawno  doszliśmy  do  tego,  że  mam  dobre  tarcze  obronne.  O-o.  Mówiąc, 
szarpnęłam  się,  w  instynktownej  reakcji  na  jego  szperanie  w  moim  umyśle.  Błyskawicznie 
zostałam  rozpłaszczona  na  kanapie, a  Bones  trzymał  mnie  za  nadgarstki  i  wplótł  swoje  nogi  w 
moje. - Zejdź z mnie. Zamiast tego wzmocnił uścisk. Nagle z całą jasnością zdałam sobie sprawę, 
że dalsze rzucanie się podsunie moją sukienkę jeszcze wyżej. Biorąc pod uwagę pozycję, w jakiej 
się znajdowałam oraz fakt, że materiał i tak nie zakrywał mi kolan, brak bielizny zaraz stanie się 
poważnym  problemem.  -  Bones.    Przestałam  się  miotać  i  spróbowałam  innej  taktyki.    Proszę, 
zejdź ze mnie. - Dlaczego chcesz zostać wampirem? Zdaje się, że nie zamierzał zmienić pozycji. 
Nie  przesuwał  też  ciężaru  swojego  ciała.  Pozwalał,  by  jego  waga  trzymała  mnie  w  miejscu, 
wyczuwając w ten sposób  każde moje drgnięcie. Cholernie trudno było  mi  powstrzymać się od 
myśli, że minęły... wow... długie tygodnie od czasu, gdy po raz ostatni na mnie leżał. Co więcej, z 
tej  odległości  nie  mogłam  unikać  jego  spojrzenia.  Odchrząknęłam.  -  Po  pierwsze,  mam  dość 
bycia żywym nadajnikiem dla Gregora. Jeśli będę w pełni wampirem, Gregor zostanie odcięty od 
źródła wiedzy. Koniec z zamykaniem oczu i zatykaniem uszu w podróży. I koniec z włażeniem w 
moje  sny.  Nie  odwrócił  wzroku.  -  Czy  to  jedyny  powód?  Gdybym  potwierdziła,  rozmowa 
dobiegłaby  końca.  Bones  nigdy  by  nie  pomyślał,  że  taki  powód  by  wystarczył.  Zaakceptuje 
jedynie prawdę, mimo że przez nią moje oczy wypełniały się łzami. 198 
 
 
- Miałeś rację - wyszeptałam.  Rzeczywiście myślałam, że bycie wampirem jest w jakiś sposób złe. 
Po tym wszystkim, co widziałam, wciąż byłam uprzedzona. Jestem głupia, prawda? Pewnie jesteś 
z siebie dumny, że rzuciłeś mi to w twarz. Kto by cię winił? Jego palce nie wbijały się już w moje 
nadgarstki. Nie, robiły coś znacznie gorszego  okrężnymi ruchami delikatnie mnie głaskały. Jego 
oczy  jeszcze  nie  wróciły  w  pełni  do  swojej  brązowej  barwy.  Miałam  nadzieję,  że  to  zaledwie 
pozostałości po jego gniewie. - Nie, nie jestem dumny z tego, że w taki sposób cię zwymyślałem. 
 Jego głos był bardzo cichy.  Po tym, jak Ian mnie przemienił, pogodzenie się z tym, czym byłem, 
zajęło mi piętnaście lat. Nic dziwnego, że miałaś w tej kwestii wątpliwości. Tego nie oczekiwałam. 
Przygotowałam  się  na  to,  by  usłyszeć  donośną  opinię,  że  tak,  byłam  absolutnym  osłem  przez 
swoją dyskryminację. Przełknęłam, usuwając gulę, która wyrosła w moim gardle i zamrugałam, by 
powstrzymać napływające mi do oczu łzy. - No dobra... Czy to znaczy, że mnie przemienisz? - Nie 
tak  szybko.  Jedyny  powód,  dla  jakiego  chcesz  tej  przemiany,  a  który  na  razie  wymieniłaś,  to 
pozbycie  się  Gregora.  -  A  może  po  prostu  nie  chcesz  wziąć  na  siebie  odpowiedzialności,  jaką 
niesie ze sobą bycie moim Panem?  spytałam, nieco już sfrustrowana całym tym przesłuchaniem.  
Jeśli tak jest, Vlad już zgodził się to zrobić. W jego oczach pojawił się jakiś błysk. - Jestem tego 
pewien.  Lecz  jeśli  ktokolwiek  ma  cię  zmienić,  będę  to  ja.  Sądzę,  że  na  to  zasłużyłem.  A  jeśli 
myślisz,  by  zrobić  to  za  moimi  plecami,  to  przysięgam  ci,  że  zabiję  każdego,  kto cię  przemieni. 
Bez względu na to, kim będzie. Zabiłby każdego, kto by cię zmienił, powiedział Spade. Zdaje się, 
że  miał  rację.  Niech  szlag  trafi  te  zaborcze  wampiry.  -  Jeśli  pominiesz  moje  wcześniejsze 
uprzedzenie,  to  nie  ma  powodu,  żebym  pozostała  w  połowie  człowiekiem    powiedziałam 
spokojnie.    Jako  mieszańca  łatwiej  mnie  zabić,  a  moje  zdolności  są  ograniczone.  Będąc 
wampirem sama określam limit moich możliwości, a oddychanie i tętno już mnie nie zatrzymają. 
Co  więcej,  nigdy  nie  wrócę  do  udawania,  że  prowadzę  normalne,  ludzkie  życie.  Pod  wieloma 
względami już jestem wampirem. Po prostu nie mam jeszcze kłów. - Naprawdę w to wierzysz?  
Jego glos był jedwabisty, lecz spojrzenie było twarde jak skała. 199 

background image

 
 
- Tak  powiedziałam bez wahania.  -  To udowodnij  to. Wpuść  mnie  do  swojego  umysłu, żebym 
sam  się  przekonał.  Za  diabła.  Mowy  nie  było,  żebym  opuściła  swoje  tarcze  i  w  taki  sposób  się 
odsłoniła. Nie chodziło o to, że kłamałam. Za bardzo obawiałam się tego, co jeszcze zobaczy. - 
Przykro mi, Bones,  lecz będziesz musiał po prostu zaufać mi  na  słowo.  Przez dłuższą chwilę nic 
nie mówił. Resztką siły woli zmusiłam się, by nie wstrzymać oddechu. - W takim razie w porządku 
 powiedział w końcu.  Zrobię to jutro. Niemal odetchnęłam z ulgą, gdy ponownie się odezwał. - 
Pod  jednym warunkiem.  Kto  by  pomyślał.  -  Jakim?  -  Och,  nic  trudnego. Po  prostu dziś  w  nocy 
będziesz dzielić ze mną łóżko. Czekałam chwilę, lecz nie wystąpił z żadną puentą dla tego żartu. - 
Mówisz poważnie? - wykrztusiłam. Spojrzał na mnie, jakbym była opóźniona. - Bardzo. - Czy to 
dlatego,  że  nie  mam  na  sobie  bielizny?  Na  te  słowa  uśmiechnął  się  szeroko.  -  Nie,  ale  nie 
pomaga to twojej sprawie. - Jesteś śmieszny!  odepchnęłam go, lecz efekt był taki sam, jakbym 
pchała ścianę.  Co to miało być? Jakieś wampirze pierdoły o dominacji? - Testuję twoją decyzję - 
odparł.    Odmawiasz  mi  spojrzenia  w  twój  umysł,  by  przekonać  się  czy  robisz  to  jedynie  przez 
Gregora  i  ghule.  Skoro  naprawdę  chcesz  zrobić  to  dla  siebie,  to  wtedy  będzie  to  warte  mojej 
ceny.  W  przypadku  wampirów  zawsze  trzeba  ją  zapłacić,  Kotek.  Wiesz  o  tym.    Wzruszył 
ramionami.  Pozwól mi zobaczyć, że chcesz tego ze względu na siebie samą. Obnaż albo swoje 
ciało, albo emocje. Co za wybór. - Jestem zaskoczona, że w tak krótkim czasie zdołasz znaleźć dla 
mnie  miejsce w swoim seks-grafiku   powiedziałam  z  nadzieją,  że wkurzę  go  na tyle, by  zmienił 
zdanie. Uniósł brew. - Mus to mus. 200 
 
 
Nie miałam pojęcia, jak poradzę sobie z którąkolwiek z opcji. Obie zostawią blizny na mym sercu. 
- A fakt, że absolutnie nie chcę uprawiać z tobą seksu nic nie znaczy? Odwrócił mój policzek, aż 
ustami  musnął  moje  gardło.  -  Cóż,  słonko...  Uważam  za  swój  obowiązek,  byś  zmieniła  zdanie. 
Jego głos wypełniała obietnica rozkoszy. Mimowolnie zadrżałam, gdy nosem musnął moją skórę. 
Niech diabli porwą moją wrażliwą szyję. Zdradzała mnie nawet wtedy, gdy starałam się wyglądać 
na nieporuszoną. Jednak wyobrażenie, że miałby wniknąć w mój umysł  i  zobaczyć, jak głęboko 
wciąż zatopiony był w każdej mojej myśli, przerażało mnie bardziej niż wszystko inne. Szach-mat, 
Cat.  Przegrałaś.  To  jednak  nie  znaczyło,  że  będę  wspaniałomyślna.  Rzuciłam  mu  jędzowate 
spojrzenie.  -  Mam  nadzieję,  że  to  najgorszy  seks,  jaki  kiedykolwiek  miałeś,  ty  okrutny, 
manipulujący  łajdaku.  -  Już  zwierzenia  do  poduszki?    odparł  z  lekkim  uśmiechem.    Teraz  tylko 
mnie nakręcasz. Żałowałam tylko, że przed tym spotkaniem się wykąpałam. Gdzie było ropiejące 
zakażenie  drożdżakami,  gdy  takiego  potrzebowałam?  -  Sama  ma  pewien  warunek  - 
powiedziałam.  Kąpałam się w pustym pokoju gościnnym. Możemy to tam zrobić.  Ostatnia rzecz, 
jakiej  potrzebowałam,  to barłożyć się z Bonesem w  jego  łóżku, gdy  noc wcześniej  mógł  bzykać 
się  w  nim  z  inną.  Fuj.  -  Cokolwiek  zechcesz.    Na  ustach  wciąż  miał  ten  nieznaczny  uśmieszek. 
Najwyraźniej nie mogłam go wkurzyć na tyle, by zmienił zdanie.  Jeśli masz życzenie, możemy też 
wykorzystać  tę  kanapę.  Sposób,  w  jaki  przesunął  językiem  po  dolnej  wardze  powiedział  mi,  że 
naprawdę  o  tym  myślał.  To  sprawiło,  że  poczułam  obejmującą  mnie  falę  gorąca,  mimo  że  w 
myślach wciąż go przeklinałam. To będzie sprytna sztuczka. Trzymać uczucia na wodzy podczas 
seksu z nim. - Pokój gościnny wystarczy  wykrztusiłam. Jego oczy rozbłysły. - No, to w porządku. 
Idziemy?  W  tych  słowach  kryło  się  o wiele  więcej  niż  samo  pytanie. Rozejrzałam  się w  płonnej 

background image

nadziei, że stanie się coś, co to opóźni. Trzęsienie ziemi. Pożar. Atak obcych. Cokolwiek, byle stało 
się teraz! Jednak nie było nic więcej oprócz niego, mnie i umowy, którą właśnie z nim zawarłam. - 
Chyba tak. 201 
 
 
ROZDZIAŁ DWUDZIESTY SZÓSTY 
 
Bones  jednym  zwinnym  ruchem  poderwał  się  ze  mnie,  ciągnąc  mnie  za  sobą  do  pionu. 
Mimowolnie  drgnęłam,  gdy  jego  dłonie  pozostały  na  mojej  talii,  a  serce  zaczęło  mi  bić  tak 
mocno,  że  mogłabym  je  zatrzymać  jedynie  postrzałem.  Szedł  bardzo  blisko  mnie,  dłonią  na 
moich  plecach  popychając  mnie  naprzód.  Nie  ciągnęłam  nogami,  ale  och...  bardzo  tego 
chciałam.  Idąc  na  górę  minęliśmy  osobę  lub  dwie,  lecz  trzymałam  głowę  schyloną. 
Koncentrowałam  się  na  wszystkim  oprócz  tego,  co  miało  się  zdarzyć,  gdy  już  dotrzemy  do 
pokoju. Jakim cudem miałam zachować spokój, gdy tak bardzo mnie pobudzał? Co, jeśli krzyknę 
coś strasznego, jak na przykład ,,Kocham cię!"? Co, jeśli dostanę ataku padaczki i zacznę ślinić się 
i pluć  w samym środku... działań? Do czasu,  kiedy wprowadził mnie do  tej samej sypialni,  którą 
niedawno  opuściłam, doprowadziłam  się do stanu  umiarkowanej  paniki. Szlafrok,  który  miałam 
na sobie  wcześniej, wciąż  leżał  przerzucony  przez  oparcie  krzesła.  Bones  zamknął  drzwi, a  ja  w 
akcie  desperacji  zdecydowałam  się  przejąć  kontrolę  nad  sytuacją.  -  No  dobra.    Mój  głos  był 
wyższy  niż  zazwyczaj.    Miałeś  na  myśli  coś  konkretnego  czy  może  mam  zacząć  od oczywistych 
rzeczy?  Jego  usta drgnęły.  -  Chcesz zrobić  ze  mnie  zadanie  do  wykonania? Przykro  mi,  słonko, 
dzisiaj jest moja noc. Kiedy będę chciał, byś dla mnie coś zrobiła  a to jest twój warunek  wtedy 
będziesz mogła kontrolować, co tylko zechcesz. Do tego czasu ja tu decyduję. A teraz zdejmij te 
buty. Wyglądasz, jakby cię cisnęły. Z ponurą miną zrobiłam to. Łóżko wydawało się powiększać, a 
ściany  kurczyć,  przez  co  miałam  wrażenie,  że  cały  pokój  wypełnia  ta  biała,  czekająca  na  nas 
arena.  Bones  ściągnął  koszulę.  Odwróciłam  wzrok  od  doskonale  umięśnionego  ciała,  które 
odsłoniła. Wbiłam paznokcie w dłonie. Sprawy rozwijały się o wiele za szybko. - Odwróć się. 202 
 
 
Byłam jednocześnie wdzięczna i niechętna, by to zrobić. Chociaż oznaczało to, że nie musiałam 
wpatrywać się w dywan, czułam się również bezbronna. Jakbym nie mogła się obronić, gdybym 
nie widziała,  co mnie czeka. Chłodne  palce  odsunęły  włosy z  mojej  twarzy, wprawiając  mnie  w 
drżenie.  Nieznaczne  pociągnięcie  sukienki  uprzedziło  powolne,  nieubłagane  rozpinanie  się 
zamka  aż  do  jego  podstawy.  Bez  niego  sukienka  zawisła  na  moich  ramionach,  rozsunęła  się 
lekko,  po  czym  została  zrzucona  aż  do  moich  stóp.  Z  jego  ust  wyrwał  się  cichy  syk.  Co 
absurdalne, zamknęłam oczy, jakbym dzięki temu była mniej naga. Wstrzymałam oddech, a moje 
ciało  ponownie  ogarnęło  drżenie.  -  Zmarzłaś,  słonko.  Zabierzmy  cię  do  łóżka.  Jego  głos  był 
niższy, a akcent silniejszy. Podeszłam do łóżka, pozwalając mu odrzucić okrycia, lecz okryłam się 
nimi  zaraz  po  tym,  jak  się  do  niego  wdrapałam.  Bones  ukląkł  obok  łóżka  i  delikatnie  dotknął 
moich włosów.  -  Kiedy leżysz  tak, przykryta  po  brodę i z szeroko  otwartymi  oczami, wyglądasz 
bardzo młodo. - Zdaje się, że przez to stajesz się przyszłym pedofilem. Przechylił na bok głowę. - 
Biorąc  pod  uwagę  dzielącą  nas  różnicę  wieku  i  wszystkie  te  rzeczy,  które  zamierzam  ci  zrobić, 
rzeczywiście  tak  jest.    Wtedy  spoważniał.    Kotek,  pod  całym  twoim  sarkazmem,  obojętnością  i 
gniewem,  wciąż  myślę,  że  mnie  pragniesz.  W  innym  razie  bym  na  to  nie  nalegał.  Przyznaję,  że 

background image

jestem  okrutnym,  manipulującym  łajdakiem    dokładnie  tak,  jak  powiedziałaś    ale  nie  jestem 
gwałcicielem. Jeśli naprawdę mnie nie chcesz, zostawię cię w spokoju, a jutro i tak zmienię cię w 
wampira.    Zamilkł.  Puścił  lok,  którym  się  bawił  i  ujął  moją  twarz  w  dłonie.    A  jednak  spróbuję 
przekonać  cię,  byś  zrobiła  inaczej.  Nie  mam  co  do  tego  żadnych  wątpliwości.  Och  nie, 
pomyślałam.  Jestem  skończona.  Pomyśl  o  wysypisku.  O  tym  smrodzie.  O  pogardliwym 
prychnięciu  Gregora.  O  wszystkim,  byle  nie  o  tym,  że  Bones  właśnie  rozpinał  spodnie.  Istniała 
tylko  jedna  rzecz,  która  mogła  popsuć  mi  nastrój.  -  Bones, dlaczego  mnie  zdradzałeś?  Zamarł. 
Zdążył rozpiąć guzik przy spodniach, lecz zamek nadal pozostawał zapięty. - Naprawdę wierzysz, 
że byłem ci niewierny? 203 
 
 
Prychnęłam  niegrzecznie.  -  Po  tym,  jak  zobaczyłam  zdjęcia,  usłyszałam  relację  Fabiana, 
wspomnienia Cannelle i ciebie, gdy przyznałeś to tej nocy, kiedy Geri wyciągnęła cię z Nowego 
Orleanu... tak. Wierzę. Miałam wrażenie, że jego spojrzenie wwierca mi się w mózg. - Zobaczyłaś 
zdjęcia,  jak  wchodzę  do  domu  z  kobietami,  lecz  nie  widziałaś  już  tego,  co  stało  się,  gdy 
zamknąłem  drzwi.  Pojechałem  do  Nowego  Orleanu  pod  pretekstem  świętowania  odzyskanego 
kawalerstwa,  mając  nadzieję,  że  Gregor  połknie  przynętę.  Zrobił  to,  a  nawet  wysłał  do  mnie 
Cannelle,  jak  gdybym  był  zbyt  głupi,  by  wyczuć  na  niej  jego  zapach.  Łatwo  było  pić  jej  krew  i 
zahipnotyzować  ją, by  przekazywała Gregorowi,  że  jestem  bezbronny w swojej  rozwiązłości. Do 
czasu,  nim  rozmawiał  ze  mną  Fabian,  otoczyło  nas  troje  szpiegów  Gregora.  Co  miałem  mu 
powiedzieć? Wirowało mi w głowie. - Ale słyszałam cię. Powiedziałeś Cannelle, że to ona wybrała 
wszystkie kobiety, z którymi się wcześniej pieprzyliście! - A ona w to uwierzyła - odparł Bones.  
Pozwoliłem jej każdej nocy wybrać i przyprowadzać do domu nową dziewczynę. Wtedy piłem z 
nich  do  chwili,  aż  straciły  przytomność,  po  czym  budziły  się  w  łóżku  nagie.  To  było  proste 
oszustwo.  Wiem,  jak  musiało  to  dla  ciebie  wyglądać,  Kotek,  ale  powinnaś  była  pozwolić  mi 
wszystko  wyjaśnić,  zamiast  uciekać  z  Tepeshem.  Moje  uczucia  walczyły  z  podejrzliwością.  To 
znaczy... jaka kobieta, po tym wszystkim, co widziała i słyszała, uwierzyłaby, że to była jakaś jedna 
wielka  szarada,  a  jej  chłopak  jedynie  udawał  zdradę?  -  Ale  odszedłeś  ode  mnie.    Nie  mogłam 
ukryć  bólu  w  moim  głosie.    Powiedziałeś,  że  to  koniec. Bones  westchnął.  -  Wściekłem się,  gdy 
odkryłem, że odeszłaś do Gregora. Nie wiedziałem czy wybierzesz pozostanie z nim z miłości, czy 
z musu  a żadna z tych możliwości nie wpłynęła na to, bym myślał racjonalnie. Do czasu twojego 
powrotu wciąż nie odzyskałem nad sobą kontroli. Jeden z powodów, dla których odszedłem, to 
że  gdybym  tego  nie  zrobił,  powiedziałbym  więcej  rzeczy,  których  bym  później  żałował.  Wtedy 
pojechałem do Nowego  Orleanu,  by  zakończyć  ten  problem z Gregorem. Zamierzałem  później 
wszystko  ci  wyjaśnić. Ale  ty  oczywiście  jesteś w  gorącej wodzie  kąpana.   Jak  zwykle,  sugerował 
jego ton. - Bo cię ratowałam? 204 
 
 
Rzucił  mi  zirytowane spojrzenie. - Zapomniałaś,  że potrafię latać?  Gregor  o  tym  wiedział.  Marie 
też. Chciała, żebym zabił Gregora, więc powiedziała mu, że zamierza zmusić mnie do opuszczenia 
Dzielnicy.  Doskonale  przy  tym  wiedziała,  że  Gregor  zda  sobie  sprawę,  że  albo  wejdzie  do 
Dzielnicy  i  mnie  porwie,  albo  odlecę  do  jakiegoś  bezpiecznego  miejsca.  Jednak  ty  wysłałaś  za 
mną swój dawny oddział, który wkrótce zaalarmowałby Gregora, bez względu na to, jak bardzo 
byłby tajny. Wiedziałem, że dadzą się zabić, gdybym stawiał opór i dał Gregorowi czas na to, by 

background image

wparować,  więc  pozwoliłem  im  się  zabrać.  Ale  to  zrujnowało  mój  plan.  Bones  nie  powiedział 
następnego,  oczywistego  słowa:  Znów.  O  żesz.  Gdybym  stała  teraz  na  ziemi,  z  chęcią  bym  się 
pod nią zapadła. Spade ma rację  jesteś idiotką. Przez duże ,,I". Moje nieme wyrzuty musiały do 
niego dotrzeć, ponieważ powiedział: - Nie jesteś idiotką. Charles powiedział mi, że wciągnął cię w 
to, chociaż  ze  wszystkich  ludzi   powinien  być mądrzejszy.  Wciąż jednak stwierdził, że  samotne 
zasadzanie się na Gregora jest zbyt ryzykowne, i właśnie dlatego o niczym mu nie powiedziałem. 
- Musisz mnie nienawidzić  powiedziałam z jękiem.  To już drugi raz, gdy wszystko spieprzyłam 
myśląc,  że  ci  pomagam.  Uniósł  brew.  -  Trzeci,  gwoli  ścisłości.  Jeszcze  odeszłaś  ode  mnie  do 
Dona,  bo  myślałaś,  że  mi  pomagasz.  Pomyślałem,  że  nie  pozwalając  mi  toczyć  własnych  bitew 
okazujesz mi swój brak szacunku, ale uświadomiłem sobie, że nie możesz się powstrzymać. Taka 
po  prostu  jesteś.  Nigdy  nie  będziesz  siedzieć  i  cierpliwie  czekać  na  wynik  walki,  która  dotyczy 
twoich  bliskich,  lecz  rzucisz  się  w  sam  jej  środek.  I  nieważne,  jak  bardzo  obiecasz  się  zmienić. 
Jego  słowa  były  dla  mnie  niczym  cios  nożem  w  serce.  To  dlatego  odszedł,  drwiło  ze  mnie 
sumienie. Chciałabyś myśleć, że to tylko po to, by pieprzyć się naokoło, bo wtedy to byłaby jego 
wina, a  nie  twoja. Ale  to przez ciebie. Bones ma rację   nigdy się  nie zmienisz. I nikt  o  zdrowym 
umyśle  by  cię  nie  tolerował.  Mówienie,  że  mi  przykro,  było  bezużyteczne.  Nawet  więcej    było 
obraźliwe, biorąc pod uwagę wszystko, co się stało. Zrobiłam więc jedyną rzecz jaką mogłam, by 
pokazać, że chciałabym, aby wszystko było inaczej. Opuściłam swoje tarcze, pozwalając Bonesowi 
wejrzeć  w  mój  umysł  i  usłyszeć  wszystko  co  czułam,  obnażając  się  ze  wszystkich  rzeczy,  które 
racjonalizowały moje czyny. 205 
 
 
Zamknął  oczy.  Zachwiał  się  lekko,  jak  gdyby  moje  myśli  uderzyły  go  niczym  fizyczny  cios.  Raz 
uwolnione  z  ograniczeń,  jakie  na  nie  nałożyłam,  wydawały  się  ze  mnie  wypływać,  a  głęboko 
ukryte  emocje  zaczęły  pienić  się  na  powierzchni.  -  Kotek  -  mruknął.  -  Chciałam  tylko  żebyś 
wiedział,  że  rozumiem.    Gula  w  moim  gardle  utrudniała  mi  mówienie.    Zrobiłeś,  co  w  twojej 
mocy, Bones. To  ja wszystko zepsułam. Otworzył  oczy.  - Nie. To  mój  upór,  by  zgarnąć Gregora 
samemu doprowadził  do  naszej separacji.  Mogłem  ci  powiedzieć,  że  to  pułapka,  jeszcze  zanim 
zamknąłem cię  w  tym  azylu.  Mogłem  powiedzieć  ci  o  Nowym Orleanie  i  skłonić,  byś  wzięła  te 
tabletki,  żeby  Gregor  dowiedział  się  o  tym  z  twoich  snów.  Jednak  chciałem  wszystko  załatwić 
samemu.  Moja  duma  i  zazdrość  nas  rozdzieliła.  Każdy  błąd,  jaki  ze  mną  popełniłaś,  Kotek,  ja 
popełniłem z tobą. Ale nie chcę o tym więcej mówić. W ogóle nie chcę nic mówić. Rozpiął zamek 
w spodniach, a ja zamrugałam zdumiona. - Po tym wszystkim wciąż chcesz ze mną spać? Bones 
wyślizgnął się ze spodni. Jak zwykle, nic pod nimi nie miał. - Po tym wszystkim, wciąż cię kocham. 
To  oszołomiło  mnie  tak  bardzo,  że  zamilkłam.  Potem  zaś  powiedziałam  pierwsze  słowa,  jakie 
przyszły mi do głowy. - Musisz być szalony. Roześmiał się, a jego głos był miękki i ironiczny. - To 
właśnie przez twoją zuchwałą odwagę zakochałem się w tobie. Nawet, jeśli to samo doprowadza 
mnie teraz do szału, prawdopodobnie nie kochałbym cię, gdybyś była inna niż jesteś. Tak bardzo 
pragnęłam uwierzyć, że miłość wszystko pokona. Że wszystko ułoży się między mną a Bonesem 
tylko dzięki naszemu uczuciu. Jednak życie nie było tak sprawiedliwe. - Skoro żadne z nas się nie 
zmieni    powiedziałam  ze  ściśniętym  gardłem  -  to  prędzej  czy  później  znów  się  od  siebie 
oddalimy. Oparł kolano na łóżku. - Masz rację  nie zmienimy się. Zawsze chcę cię chronić i będę 
nieziemsko  wściekły,  gdy  nie  będę  mógł.  Zawsze  będziesz  dla  mnie  rzucać  się  w  ogień,  bez 

background image

względu na to, jak bardzo będę chciał zapewnić ci bezpieczeństwo na uboczu. Żeby nam wyszło, 
przez cały czas będziemy musieli walczyć z naszą naturą. Chcesz zaryzykować? 206 
 
 
Kiedy sześć lat temu zaczęłam umawiać się z Bonesem, wiedziałam, że związek z nim złamie mi 
serce. Rzeczywiście złamał, i to więcej niż raz, a Bones nie zapewniał mnie, że tym razem również 
się  tak  nie  stanie.  Jednak    tak  jak  przedtem    nie mogłam mu  się  oprzeć.  -  Brak  ryzyka  jest  dla 
tchórzy  wyszeptałam. Kucnął na łóżku, prezentując muskuły i doskonałe ciało. Wtedy pochylił się 
do  przodu,  niespiesznie  przesuwając  ustami  od  mojego  brzucha  aż  po  szyję.  Moje  sutki 
stwardniały,  pożądanie  ścisnęło  mi  żołądek,  i  wygięłam  się  do  niego.  Wziął  mnie  w  ramiona  i 
nakrył  moje  usta  swoimi.  Dotyk  jego  nagiego  ciała  na  moim  pozbawił  mnie  kontroli.  Skóra 
zaczęła  łaskotać  mnie  w  miejscach,  których  dotknął.  Nie  mogłam  wystarczająco  się  do  niego 
zbliżyć,  więc  odrzuciłam  okrycia.  Bones  całował  mnie,  jakby  tonął,  pieszcząc  mój  język  i 
jednocześnie  ocierając  się  zmysłowo  o  moje  ciało,  głaszcząc  mnie  bez  wchodzenia  i  dotykając 
mnie wszędzie na raz. Również przesunęłam dłońmi po jego ciele i zajęczałam mu prosto w usta. 
Moja  żądza  stała  się  niemal  bolesna,  kiedy  wsunął  we  mnie  palce,  znalazł  mój  najbardziej 
wrażliwy  punkt  i  zaczął  go  pocierać.  Wbiłam  paznokcie  w  jego  plecy,  a  z  oczu  płynęły  mi  łzy. 
Rozkosz niemal sięgnęła szczytu, napinając mi skórę, aż oderwałam od niego usta. - Boże, Bones, 
tak! Był to jęk połączony z krzykiem. Słysząc go, Bones przewrócił mnie na siebie, jednym ruchem 
podnosząc  mnie  i  zatapiając  usta  między  moimi  nogami.  Natychmiast  zaczęłam  trząść  się  z 
ekstazy. Jego ręce zaciskały się na mojej talii, a on lizał i ssał moje ciało, jak gdyby spijał ze mnie 
przyjemność.  Kurczowo  uchwyciłam  jego  głowę  i  zadrżałam  gwałtownie,  gdy  wstrząsały  mną 
ostatnie fale rozkoszy. Bones położył mnie na materacu, nawet na chwilę nie odrywając ode mnie 
ust. Wciąż dyszałam od orgazmu i teraz bezwładnie opadłam na poduszki. Podniósł głowę i wbił 
we mnie wzrok, jednocześnie przesuwając się w górę. - Popatrz na mnie  powiedział, zbliżając do 
mnie  biodra.  Zrobiłam  to,  po  czym  rozchyliłam  uda  i  wygięłam  się  w  łuk,  wychodząc  mu 
naprzeciw.  Och  Boże,  już  zapomniałam,  jak  Bones  mnie  rozciągał,  gdy  jeszcze  do  niego  nie 
przywykłam.  Jego  sztywny  pal  rozpychał  się  między  moimi  ścianami,  wypełniając  mnie  tak 
bardzo, że poczułam napływające do oczu łzy. Tak. Tak. Tak bardzo cię pragnęłam. 
 
207 
 
 
-  Mocniej    wyjęczałam,  gdy  zaczął  się  we  mnie  łagodniej  poruszać.  Nie  chciałam  łagodności. 
Chciałam  tego, na co wiedziałam, że  się czaił,  choć starał się być delikatny. Zaczął  poruszać się 
gwałtowniej,  wciąż  mając  otwarte  oczy.  Ja  również  swoich  nie  zamknęłam.  Widok  jego  twarzy, 
podczas gdy był we mnie, oszałamiał mnie. Chwyciłam go za włosy, wbiłam wzrok w jego oczy i 
pocałowałam go, odrywając usta dopiero wtedy, gdy musiałam zaczerpnąć powietrza. - Czuję na 
tobie swój smak - wydyszałam.  Chcę, byś ty spróbował siebie ze mnie. Chcę cię ssać i połknąć 
wszystko,  gdy  dojdziesz...  -  Przestań  tak  mówić,  albo  dojdę  natychmiast.    Zacisnął  dłonie  na 
moich biodrach, przytrzymując mnie w miejscu. Był już blisko. Czułam to w sposobie, w jaki mnie 
trzymał  oraz  w  tych  mocnych,  równych  pchnięciach,  które  obezwładniały  mnie  namiętnością. 
Bliskość jego orgazmu sprawiła, że zapragnęłam doprowadzić go na skraj ekstazy. Otarłam się o 
niego  wykrzykując,  jak  dobrze  mi  było.  -  Jeszcze.  Bierz  mnie  mocniej.  Przestał  się  hamować  i 

background image

momentalnie  poczułam,  jak  zalewa  mnie  fala  skoncentrowanych  emocji.  Był  to  najsłodszy  ból. 
Czując  go  wychodziłam  mu  naprzeciw,  pomimo  jego  ostrych  i  gwałtownych  ruchów.  Kiedy 
osiągnął szczyt, drżąc na całym ciele rzucił mnie na wezgłowie. Również drżąc uchwyciłam się go 
kurczowo,  a  moje  serce  niemal  nie  eksplodowało.  Po  kilku  sekundach  Bones  odsunął  się  ode 
mnie    i  od  wezgłowia    i  ponownie  położył  mnie  na  łóżku.  -  Do  diabła,  Kotek,  nic  ci  nie  jest? 
Gdybym wciąż nie dyszała, jego niepokój o moje przypuszczalne zranienia przyprawiłby mnie o 
śmiech. - Chodź tutaj. Przyciągnęłam go do siebie, aż z powrotem na mnie wylądował. Przesunął 
się  nieco,  przesuwając  dłoń  na  moją  głowę,  a  ja zsunęłam  się  niżej  i  zaczęłam  ssać  jego  sutek. 
Smakował solą, lecz to prawdopodobnie przez pot. Wplótł palce w moje włosy i przycisnął mnie 
do siebie, a z jego gardła wyrwał się  jęk. - Tym  razem  będę  łagodniejszy, ale znów cię  pragnę. 
Ugryzłam go i poczułam, jak przeszył go dreszcz. O tak, podobało mu się to. Mnie również, a w 
tej chwili nie mogłam przestać dotykać go i całować. 208 
 
 
- Nie bądź delikatny. Uwielbiam, gdy tracisz nad sobą kontrolę. Chcę, żebyś stracił ją jeszcze raz. 
Ześlizgnęłam  się  jeszcze  niżej,  smakując  coś,  co  było  słonawe  nie  tylko  od  potu.  Objęłam  go 
wargami, wciągając go w usta tak głęboko, aż wypełnił je całe, i jęknęłam, gdy zmienił pozycję i 
zaczął  się  poruszać.  Wszystko  rozmyło  się  w  jeden  obraz  skóry,  ust,  języków  i  twardego  ciała. 
Moje  pożądanie  rosło,  a  on  tylko  bardziej  je  podsycał.  Po  czasie,  który  zdawał  się  godziną, 
zmrużyłam oczy, gdy nad jego ramieniem dostrzegłam wpadające do pokoju światło. - Włączyłeś 
lampę?    spytałam,  zastanawiając  się,  kiedy  mógł  to  zrobić.  Bones  wyciągnął  szyję  i  również 
zmrużonymi oczami spojrzał na snop światła w  rogu  pokoju. - To  niemożliwe.  - Co?  spytałam, 
gdy wyskoczył z łóżka. Do pokoju wpadło jeszcze więcej promieni, kiedy Bones odsunął coś, co  
jak teraz dostrzegłam  było zasłoną. Odwrócił się do mnie i uniósł brew. - To słońce. Niemożliwe, 
by był już ranek. A jednak dowód na to mieliśmy przed oczami, gdy złociste smugi oświetliły jego 
ciało. Bones wpatrywał się we mnie przez chwilę, po czym gwałtownie opuścił gruby materiał. - 
Nie obchodzi mnie to  powiedział wracając do łóżka.  A teraz... Na czym skończyliśmy? 
 
209 
 
 
ROZDZIAŁ DWUDZIESTY SIÓDMY 
 
-  Ty  kurwo!  Pierwszy cios  wstrząsnął  mną,  zanim  jeszcze  zdążyłam  zauważyć,  kto  go  zadał.  Po 
nim nastąpił następny, a później jeszcze kolejny. Próbowałam się bronić, lecz nie mogłam ruszyć 
rękoma. Nogami  również. Sekundę  zajęło  mi domyślenie się, dlaczego.  Były przytwierdzone do 
podłogi.  Gregor  klęczał  obok  mnie  i  okładał  mnie  bez  litości.  -  Pożałujesz  tego    wykrztusiłam, 
gdy  przerwał.  -  Grozisz  mi?    Od  brutalnego  uderzenia  w  żołądek  zgięłam  się  na  tyle,  na  ile 
pozwalały mi metalowe uchwyty. Niech to szlag, kto powiedział, że we śnie nie czuje się bólu? - 
Jestem  twoim  mężem,  chociaż  nie  zasługujesz,  by  mnie  tak  nazywać,  ty  zdradziecka  dziwko! 
Nagle uderzenia ustały, a Gregor pogładził mój policzek. - Chérie, dlaczego to robisz? Dlaczego 
tak upierasz się, by wzbudzić mój gniew? Wiesz, że muszę ukarać cię za twą niewierność, chociaż 
sprawia  mi  to ból.  Pomimo  bólu  udało mi  się  roześmiać.  -  Och,  pewnie. Boli  cię  to bardziej niż 
mnie,  co?  Jesteś  największym  dupkiem  na  świecie,  Gregor.  -  Będziesz  robić,  co  ci  każę!    Ta 

background image

fałszywa słodycz  zniknęła z  jego głosu. Wrócił do okładania  mnie  przy  każdym wypowiadanym 
słowie.  Wrócisz do mnie w tej chwili, albo pożałujesz, że tego nie zrobiłaś. - No, to dalej. Daj z 
siebie  wszystko!  Już  mnie  bito  i  torturowano,  lecz  w  twoim  przypadku  to  zniknie,  gdy  tylko 
otworzę  oczy.  Nie  boję  się  ciebie,  Gregor.  Chwycił  mnie  za  włosy  i  szarpnął  tak  mocno,  że 
poczułam,  jak  wyrywa  mi  ich  kępy.  -  Jeśli  pozwolisz,  by  zmienił  cię  w  wampira    powiedział   
dopilnuję,  byś  cierpiała.  Rozumiesz?  Wbiłam  w  niego  wzrok.  -  Gdy  miałam  szesnaście  lat, 
zależało  mi  na  tobie.  Na  początku,  kiedy  odzyskałam  pamięć,  jakaś  część  mnie  wciąż  coś  do 
ciebie czuła. Teraz jednak  jak Bóg mi świadkiem  przysięgam, że cię zabiję. Rozumiesz? 210 
 
 
Uderzył mnie tak mocno, że pociemniało mi przed oczami. Jednak jego gniew zadziałał na moją 
korzyść,  gdyż  przywrócił  mnie  do  rzeczywistości.  Usłyszałam  pełen  niepokoju  głos.  -  Kotek, 
obudź  się!  Bones  mną  potrząsał.  Mój  policzek  nieznacznie  piekł  i  wiedziałam,  że  to  nie  było 
wspomnienie  po ciosach Gregora. Bones nie tylko mną potrząsał.  -  Przestań, mam dosyć  bicia   
mruknęłam,  starając  się  odsunąć  jego  ręce.  Nie  puścił mnie,  lecz  przestał  mną  trząść.  -  Bił  cię? 
Płakałaś  przez  sen,  bo  cię  bił?  Usiadłam,  naciągając  na  siebie  prześcieradła  i  próbowałam 
otrząsnąć się z resztek snu. Bóle fantomowe po ciosach znikały z każdą sekundą. - Był wściekły. 
Bones warknął cicho i cały zesztywniał. - Spałaś zaledwie godzinę, lecz czy powinnaś już wstać? A 
może masz jeszcze te pigułki? Nie zniosę myśli, że będzie cię molestował, gdy znów zaśniesz. - 
Żadnych tabletek.   Skrzywiłam się na wspomnienie  tego,  jak się  po  nich czułam.  Gregor  nigdy 
nie naszedł  mnie dwa  razy  tej samej  nocy   albo dnia. Sądzę, że  pierwsza  próba wymaga  to od 
niego zbyt wiele energii i potrzebuje czasu, by zregenerować siły, zanim zrobi to po raz kolejny. - 
Nie będzie kolejnego razu - powiedział Bones posępnie. Nie, ponieważ już za parę godzin Bones 
zmieni mnie w wampira. Właśnie dlatego Gregor był taki wściekły. Wiedział, że gdy to się stanie, 
straci  do  mnie  dostęp.  Żegnaj,  Gregor.  Mam  nadzieję,  że  śpisz  spokojnie,  bo  wiem,  że  ja  na 
pewno  będę.  Bones  pocałował  mnie  w  czubek  głowy.  -  W  takim  razie  spróbuj  się  przespać, 
słonko. To się wkrótce skończy. Nie, pomyślałam. To się nie skończy, dopóki nie zabiję Gregora. A 
kiedy  już  stanę  się  wampirem,  będę  kolejny  krok  bliżej  do  tego  celu.  Kiedy  ponownie  się 
obudziłam,  Bonesa  nie  było.  Zasłony  wciąż  były  zaciągnięte,  lecz  gdybym  miała  zgadywać, 
powiedziałabym, że było dobrze po pierwszej. Mój ostatni poranek jako pół-człowieka minął. To 
może być najwcześniejsza pora, o jakiej  jako nowy wampir  będę się budzić przez najbliższe kilka 
miesięcy. No, chyba że fakt, iż byłam mieszańcem, wpłynie jakoś na skrócenie tego czasu. 211 
 
 
Teraz, kiedy nastał już dzień, zaczęła ogarniać mnie nerwowość. A co, jeśli przemiana nie uczyni 
mnie  silniejszą,  lecz  słabszą,  jakbym  zaczynała  od  początku?  Boże,  nie  zniosłabym,  gdybym 
obudziła  się  później  i  przekonała,  że  jestem  mięczakiem.  Co  więcej,  jakie  to  uczucie  nie 
oddychać? Jak sobie poradzę, nie słysząc więcej bicia swego serca? Jak długo będzie trwała moja 
nowa żądza krwi? Kilka dni, tydzień? I jak to będzie, gdy nie będę już rzadkim mieszańcem, lecz 
zwykłą, dawną  Cat, nowym wampirem? Tak  naprawdę,  to ta myśl mnie ucieszyła. Nie ma  tu nic 
ciekawego, widzicie? Możecie iść dalej. Tak, całe życie tego chciałam. Drzwi otworzyły się i stanął 
w  nich  Spade.  Ponieważ  wciąż  byłam  naga,  poderwałam  prześcieradło  do  góry  i  rzuciłam  mu 
zirytowane spojrzenie. - Nie wiesz, jak się puka? - Usłyszałem, że się obudziłaś - odparł Spade. - 
Trzymaj.  Przyniosłem  ci  śniadanie...  a  może  raczej  lunch,  zważywszy  na  porę.  Położył  tacę  na 

background image

najbliższym  stole,  po  czym  szelmowsko  się  do  mnie  uśmiechnął.  -  Widzę,  że  ty  i  Crispin 
wyjaśniliście sobie nieporozumienia. Doprawdy, wasza dwójka przez całą noc nie dała nikomu w 
domu  usnąć.  Zamknęłam  oczy.  Do  tej  pory  zażenowanie  faktem,  że  każdy  z  nieumarłych  mógł 
wsłuchiwać się  w moje intymne doznania  powinno  mi minąć, lecz  wyglądało  na  to, że to  wciąż 
ponad  moje  możliwości.  -  Spade,  mam  nadzieję,  że  brak  snu  nie  zaszkodził  przeze  mnie  twej 
urodzie. Złośliwość w moim głosie nie zbiła go z tropu. Machnął ręką. - Ależ absolutnie. Spraw, 
by Crispin był w dobrym nastroju. Ostatnio był z niego naprawdę ponury łajdak. To nasunęło mi 
na myśl pytanie, które już od dobrej chwili chodziło mi po głowie. - Gdzie jest Bones? - Odbiera 
Mencheresa. Oczywiście nie mogę ci powiedzieć skąd, na wypadek, gdybyś chciała zdrzemnąć się 
przed  dzisiejszym  wydarzeniem.  Jeszcze  długo  go  nie  będzie.  Och.  Zrozumiałam,  chociaż 
żałowałam,  że  nie  zobaczyłam  się  z  nim  przed  wyjazdem.  Po  tym,  jak  ostatnio  źle  się  między 
nami układało, byłam teraz chciwa każdej jednej spędzonej z nim chwili. - Dzięki za przyniesienie 
śniadania - powiedziałam. - Nie ma problemu. A teraz pójdę po własne. 212 
 
 
Kiedy  Spade  już  poszedł,  zaczęłam  się  zastanawiać  co  zrobić  ze  sobą  przez  następne  kilka 
godzin. Śniadanie i prysznic na pewno nie zajmą mi aż tyle czasu. Może powinnam powiadomić 
kilka  osób  o  tym,  co  zamierzałam  zrobić.  Mogłabym  zadzwonić  do  Denise.  Z  drugiej  strony 
jednak Denise nie potrzebowała teraz wspomnień o wampirach. Po brutalnej śmierci Randy'ego, 
widok Spade'a  rozbijającego głowę tamtemu gościowi w  barze rodeo, stanowił dla Denise zbyt 
wiele. Powiem jej, gdy już będzie po wszystkim. W ten sposób nie będzie musiała się martwić, że 
coś  pójdzie  nie  tak.  A  nieprzysparzanie  jej  zmartwień  było  jedynym, co  mogłam  zrobić  dla  niej 
jako  przyjaciółka.  Wtedy  pomyślałam  o  telefonie  do  wuja,  lecz  w  końcu  zdecydowałam,  że  to 
niezbyt dobry pomysł. Pierwsze słowa Dona to z pewnością nie byłyby gratulacje, chociaż pewnie 
wiedział, że tej przemiany nie można było uniknąć. Z pewnością nie zadzwonię do mojej matki. I 
tak wiedziałam, co by powiedziała, a słowa ,,nie rób tego!" padałyby co rusz. Miłe było jednak to, 
że nieważne jak bardzo by tego nienawidziła  a bez dwóch zdań nienawidziłaby z głębi serca  nie 
oznaczało  to  końca  łączącego  nas  związku.  Kilka  lat  temu  nie  mogłabym  tego  powiedzieć. 
Powinnam zadzwonić do Vlada i powiedzieć mu, że nie będzie już musiał zostawać moim Panem. 
Chociaż  sądziłam,  że  jakoś  nie  będzie  zaskoczony.  Jednak  gdy  sięgałam  już  po  słuchawkę, 
pomyślałam o innej osobie, z którą chciałabym porozmawiać. Zamknęłam drzwi i uklękłam przy 
łóżku.  Cześć,  Boże,  tu  Catherine.  Wiem,  minęło  już  trochę  czasu...  Usłyszałam,  jak  do  domu 
wszedł Bones. Zapytał  o mnie Spade'a, po czym jego długie, zdecydowane  kroki skierowały się 
do  salonu,  w  którym  spotkaliśmy  się  wczoraj.  Siedziałam  na  kanapie  i  czytałam,  nie  chcąc 
nieświadomie dowiedzieć  się  o  naszej  lokalizacji przez  oglądanie miejscowego  kanału  telewizji. 
Wstałam,  kiedy  wszedł,  poświęcając  mu  całość  swojej  uwagi.  Miał  na  sobie  czarne  spodnie, 
czarną koszulkę z krótkim rękawkiem i czarne buty. W ciemnych kolorach wyglądał rewelacyjnie. 
Kontrast  sprawiał,  że  jego  jasna  skóra  wyglądała  jeszcze  bardziej  świetliście.  -  Cóż,  bardzo 
odpowiednio do sytuacji  powiedziałam, by zatuszować łaskotanie w żołądku.  Wyglądasz niczym 
prawdziwy Żniwiarz.  Wpatrywał  się we mnie  tak  intensywnie, że  odchrząknęłam.  -  No dobra,  to 
był kiepski żart... 213 
 
 

background image

- Jesteś co do tego absolutnie pewna, Kotek? Jeszcze nie jest za późno, byś zmieniła zdanie... - 
Chcę  tego.  -  Mówiłam  prawdę.  Byłam  gotowa.  Z  powolną  gracją  Bones  podszedł  do  mnie, 
zatrzymując się zaledwie kilka centymetrów  ode mnie. Wziął  mnie  za  ręce i  uniósł  je do  swoich 
ust,  nawet  na  moment  nie  odrywając wzroku  od  moich  oczu.  -  Ty  zdecydujesz  kiedy.  Możemy 
zaczekać  -  nie  ma  pośpiechu.  Przygotowywałam  się  na  to  cały  dzień.  Czekając  nie  będę  już 
bardziej gotowa, najlepiej więc będzie, jak stanie się to bez dalszej zwłoki. - Teraz. Czy... eee... nie 
powinniśmy  przejść  gdzieś  indziej?  -  Tutaj  będzie  idealnie.  Rozejrzałam  się  po  pokoju.  Nie 
wydawało  mi  się,  by  był  bezpieczny,  biorąc  pod  uwagę  kręcących  się  w  pobliżu  ludzi,  lecz  nie 
spodziewałam się, że po... cóż, po śmierci, zostanę tu długo. Zastanawiałam się, jak długo będę 
martwa. Czy śmierć będzie jak sen, czy może nie będę niczego świadoma do chwili, aż ponownie 
otworzę oczy. Był tylko jeden sposób, by się przekonać. - Dobrze. Widziałam już przemianę, gdy 
Bones  zmieniał  Tate'a  i  Juana,  wiedziałam  więc  czego  się  spodziewać.  Jednak  obserwowanie 
tego, a doświadczanie na własnej skórze to dwa różne światy. Moje serce zaczęło coraz mocniej 
walić.  Zdaje  się,  że w  tej  chwili  to  plus.  Oczy  Bonesa  zalśniły  zielenią,  a  z  ust  wysunęły  się  kły. 
Delikatnie  odgarnął  dłonią  moje  włosy  i  mocno  mnie  do  siebie  przygarnął.  Zamknęłam  oczy  i 
przechyliłam  głowę,  dotykając  policzkiem  jego  twarzy.  Jego  skóra  była  chłodna.  Wkrótce  będę 
miała  tę  samą  temperaturę.  -  To  normalne,  że  się  denerwujesz,  lecz  nie  ma  się  czego  bać   
szepnął.    Robiłem  to  naprawdę  wiele  razy  i  nawet  na  chwilę  nie  znajdziesz  się  poza  moim 
zasięgiem. To zapewnienie naprawdę mi pomogło. Nie można spojrzeć śmierci w twarz i pokazać 
jej palca - bez względu na okoliczności. - Gotowa jesteś, Kotek?  spytał z ustami tuż przy mojej 
skórze, zębami delikatnie skubiąc moją szyję. Jakby szukał najlepszego miejsca, by ugryźć. - Tak... 
Zaczekaj! Nacisk jego kłów, jaki przez ułamek sekundy poczułam na skórze, natychmiast zniknął. 
Głęboko zaczerpnęłam powietrza. 
 
214 
 
 
- Nie chcę żywić się żywymi i nieważne czy sądzisz, że komuś się to należy. Daj mi krew z torebki. 
Nie  chcę  się  obudzić  z  twarzą  w  czyjejś  tętnicy.  Bones  odchylił  głowę,  by  na  mnie  spojrzeć  i 
pogłaskał  mnie  po  karku.  -  Już  się  tym  zajęto.  Nie  bój  się.  Obudzisz  się,  będę  przy  tobie  i 
wszystko  będzie  dobrze.  Przesunęłam  dłońmi  po  jego  karku  zadowolona,  że  to  właśnie  on 
powiedzie mnie do grobu i z powrotem. - Bones. - Tak? - Zrób ze mnie wampira. Wiedziałam, że 
pewne rzeczy na zawsze zapamiętam. Wyraz jego oczu, gdy pochylił ku mnie głowę. To powolne, 
głębokie  ukłucie,  gdy  wbił  we  mnie  kły.  Jego  dłoń,  którą  przycisnął  mnie  mocniej  do  siebie, 
jednocześnie  drugą  biorąc mnie  za  rękę  i  splatając  palce  z  moimi.  Wypływ  krwi  z  rany  o  wiele 
głębszej  od  tych,  które  zadawał  mi  wcześniej.  Ogarniające  mnie  ciepło.  Moje  serce,  bijące  na 
początku tak szybko, a potem stopniowo zwalniające. Stające się coraz bardziej sporadyczne, gdy 
uciekało  ze  mnie  życie.  Moje  myśli  ogarnął  chaos.  Brzęczenie  nie  było  już  tak  głośne.  Nie 
widziałam  już  też  wyraźnie.  Zabawne    chwilę  temu  dostrzegałam  maleńkie  światełka,  tysiące 
migających  iskierek.  Były  śliczne.  Gdzie  się  podziały?  Robiło  mi  się  coraz  bardziej  zimno.  Skąd 
wziął się ten wiatr? Co to było? Coś mnie ciągnęło. Gdzie jestem? Nie mogę nic mówić. Czy się 
poruszam?  Nic  nie  widzę.  Dlaczego  ja  nic  nie  widzę?  Dlaczego  nie  mogę  się  ruszyć?  Gdzie 
jestem? Gdzie jestem? GDZIE JESTEM? Co? Ledwie cię słyszę... tak! Tak, to ja, jestem tu! Teraz już 
cię  widzę.  Zaraz  tam  będę,  już  idę.  Zaczekaj,  nie  odchodź.  Wróć!  Zatrzymaj  się,  proszę!  Tak 

background image

dawno cię nie widziałam. Nie, zabierz mnie z powrotem! Muszę zobaczyć ich jeszcze raz... Byłam 
w piekle. Ogień, który mnie trawił, płonął z intensywnością, która powiedziała mi, że to, co do tej 
pory  mi  serwował,  to  jakieś  oszustwo.  Ten  był  bezlitosny  i  płonął  w  całym  moim  ciele.  Spalał 
mnie,  lecz  nie  zabijał.  Poddawał  mnie  mękom  niewyobrażalnej  agonii.  Nie  mogłam  krzyczeć,  a 
nawet nie wiedziałam czy mam jeszcze usta. Jedyne, na czym mogłam się skupić, to ból. Już nie 
chcę, przestań, przestań, to boli, boli, BOLI! 215 
 
 
I wtedy... zalało mnie coś chłodnego, co powoli ugasiło płomienie. Z całą desperacją nieumarłych 
sięgnęłam po jeszcze, gdyż w końcu ból zelżał. Więcej, och Boże, to wciąż boli, daj mi więcej tego 
chłodu.  Więcej,  och  proszę,  potrzebuję  jeszcze,  jeszcze  troszeczkę...  Znów  usłyszałam  dźwięk, 
który  brzmiał  niczym  bicie  w  bęben.  Światło.  Głosy  rozbrzmiewające  ponad  tym  powolnym 
biciem.  Tak  wiele  różnych  zapachów.  Otworzyłam  oczy  i  zobaczyłam  nie  morze  ognia,  lecz 
zwykłe,  betonowe  ściany.  Sekundę  zajęło  mi,  nim  rozpoznałam  ludzi  stojących  obok  mnie,  a 
potem dotarło do mnie. Racja, byłam w domu Bonesa, który mnie zmienił. Nie byłam w piekle  
byłam wampirem i wszystko było w porządku. Ból zniknął. Widziałam, słyszałam, czułam, czułam 
zapachy  i  smaki...  Och  Boże,  smaki...  Miałam  w  ustach  coś  pysznego.  Och,  tak,  to  było 
przepyszne.  Tak  dobre.  Nagle  dotarł  do  mnie  ostatni  fragment  tej  układanki.  Do  diabła, 
trzymałam kogoś w uścisku. Nie piłam z worka pełnego krwi, lecz z osoby. Przyciskałam usta do 
jego  szyi,  z  moich  kłów    ja  pieprzę,  miałam  kły!    kapała  mi  krew,  a  pod  nimi  nie  wyczuwałam 
pulsu. - Jezu! - krzyknęłam, z przerażeniem odpychając od siebie ciało.  Powiedziałam Bonesowi: 
żadnych  ludzi!  Gdzie  on  jest?  Rozejrzałam  się  za  nim,  czując  mdłości  na  myśl,  że  pozwolił  mi 
kogoś zabić, lecz zatrzymałam się w pół ruchu na widok twarzy Spade'a. Wyglądał na prawdziwie 
zdumionego.  -  Właśnie  rzuciłaś  Crispina  na  podłogę.  Spojrzałam  w  dół.  Zwłoki,  które  z  siebie 
zrzuciłam  uniosły  się  do  pozycji  siedzącej  i  spojrzały  na  mnie  z  niedowierzaniem  w  brązowych 
oczach.  W  dłoni  Bonesa  znajdowała  się  pełna,  nierozpoczęta  torba  z  krwią.  Właśnie  wtedy 
zdałam  sobie sprawę  z mojego drugiego  problemu.  -  Eee, chłopaki...  -  zaczęłam  z  wahaniem.   
Dlaczego wciąż bije mi serce? 
 
216 
 
 
ROZDZIAŁ DWUDZIESTY ÓSMY 
 
Rytmiczne bicie, które słyszałam, dochodziło z mojej własnej piersi. Na  sekundę  ogarnęło  mnie 
oszołomienie. Czyżby coś nie wyszło? Para nowych kłów wbijających mi się w wargi wskazywała 
na  coś  odwrotnego,  ale  dlaczego  moje  serce  wciąż  biło?  -  Czy  to  wkrótce  przestanie,  czy  co? 
Czyżby  zapomnieli  mi  o  czymś  powiedzieć?  Jak  na  przykład:  ,,Och,  przez  pierwsze  kilka  minut 
będziesz  słyszała  pewne  bum  bum,  ale  to  minie".  Sądząc  jednak  po  wyrazie  ich  twarzy,  to  nie 
było normalne. - Było by świetnie, gdyby ktokolwiek z was zdecydował się mi to wyjaśnić. - Nie 
chcesz krwi?   wykrztusił  Spade.  Przelotnie  spojrzałam na  szkarłatną  torbę w dłoniach Bonesa. - 
Nie za bardzo. Bones wstał. Spojrzał na mnie dziwnie, po czym zębami rozerwał torebkę i podał 
mi ją. - Pij. - Wolałabym nie. - Po prostu weź łyka! - zażądał. Z grymasem na twarzy przytknęłam 
usta  do  oderwanego  rogu  i  wzięłam  niepewny  łyk.  Fuj!  Jakbym  miała  w  ustach  garść  starych 

background image

monet. Natychmiast wszystko wyplułam. - Co dałeś mi wcześniej? Tamto było świetne, ale to jest 
do dupy! Spade dosłownie zbladł. Bones wziął ode mnie torebkę i opróżnił ją kilkoma łykami. - Z 
krwią wszystko w porządku - powiedział. Potem wyjął z kieszeni nóż i bez ostrzeżenia przeciągnął 
nim po moim ramieniu. - Auu! Za co to? Chwyciłam się za zranioną rękę, lecz niemal natychmiast 
ból zmienił się w nieznaczne łaskotanie. Bones odciągnął moją dłoń, ukazując pokrytą krwią, lecz 
nienaruszoną  skórę.  Nie  było  tam  żadnej  rany.  Moje  ramię  całkowicie  się  wyleczyło.  Pomijając 
wszystko inne, zaczęłam się uśmiechać. - To zaoszczędzi mi mnóstwa kłopotów podczas walki. - 
Zdajesz sobie sprawę, że nie oddychasz? - spytał Bones. 217 
 
 
Miał rację. Nie oddychałam... i nawet tego nie zauważyłam! Jak można nie zwrócić uwagi na to, 
że  nie  wciąga  się  powietrza  do  płuc?  Kiedy  go  już  nie  potrzebujesz,  oto  kiedy!  -  Jej  puls...  - 
odezwał się Mencheres  po  raz  pierwszy  od  chwili, gdy  otworzyłam  oczy.   ...zwalnia.  Spojrzałam 
na  swoją  pierś,  jak  gdyby  to  mogło  mi  coś  powiedzieć.  Oczywiście  to,  co  zaczęło  się  jako 
regularne  bicie,  teraz  zmieniło  się  w  coraz  wolniejsze,  leniwe  uderzenia.  To  było...  cóż,  to  było 
cholernie dziwne uczucie, ot co. Jakbym na sam ten dźwięk powinnam była wpaść w panikę. - To 
dobrze,  prawda?  Może  po  prostu  do  mojego  serca  nie  dotarło,  że  jego  usługi  nie  są  już 
potrzebne. Bones objął mnie ramieniem. - Kotek, jak się czujesz? - W porządku. Tak właściwie, to 
naprawdę dobrze.  Wiesz,  cudownie  pachniesz. Naprawdę,  naprawdę  smakowicie. Kiedy  tylko  o 
tym  pomyślałam,  natychmiast  zapragnęłam  ponownie  poczuć  na  języku  ten  smak.  Tym  razem 
jednak  mnie  powstrzymano  poczułam,  jak  czyjeś  ramię  opasuje  moją  szyję,  a  drugie  talię. 
Ponieważ wciąż widziałam Bonesa i Spade'a, to Mencheres musiał mnie trzymać. - Co się stało?  
spytałam.  -  Ugryzłaś  mnie  -  odparł  Bones.  -  Co?  Spade  na  potwierdzenie  skinął  głową. 
Osłupiałam.  -  Przepraszam.  Nawet  nie  pamiętam,  że  to  zrobiłam...  - Nagle  urwałam  i  zaczęłam 
wdychać  woń  skóry  Mencheresa.  Ten  zapach.  Mmmm.  Następne,  co  pamiętałam,  to  że 
nadgarstek  Mencheres'a  znalazł  się  w  moich  ustach,  a  ja  niczym  rekin  potrząsałam  nim  na 
wszystkie  strony.  Kiedy  dotarło  do  mnie  co  robię,  natychmiast  go  wyplułam.  -  Czy  ktoś  mi  do 
diabła powie, co ze mną jest nie tak? Nawet, gdy to krzyczałam, nie mogłam się powstrzymać od 
oblizywania  ust.  Ten  smak.  Był  po  prostu  boski.  Słodki  Jezu,  nigdy  w  życiu  nie  próbowałam 
czegoś  równie wspaniałego! - Żywisz się  krwią nieumarłych.  Mencheres  powiedział to  z  typową 
dla siebie zimną krwią. Słysząc to, Bones uniósł brew. Potem zbliżył się do mnie. Przeciągnął kłem 
po nadgarstku i podstawił mi go pod nos. - Chcesz tego? 218 
 
 
Kierowana  instynktem,  o  którym  nie  zdążyłam  się  nawet  zastanowić,  rzuciłam  się  naprzód. 
Mencheres nieznacznie poruszył wolną dłonią i nagle w twarz uderzyła mnie niewidzialna pięść. - 
Nie  ruszaj  się.  Nie  miałam  wyjścia    zamarłam  na  ugiętych  kolanach,  z  wyciągniętymi  dłońmi  i 
ustami otwartymi w ściekłym warkocie. Co gorsza, nie dbałam o to. - Daj mi to.  Wiedziałam, że 
to mój głos, lecz nie rozpoznałam brzmiącej w nim dzikości. Ból ponownie wrócił i znów miałam 
wrażenie,  że  pali  mnie  od  wewnątrz.  -  Daj!  Mencheres  puścił  mnie.  Gdy  stanął  obok  Bonesa 
zauważyłam, że ten wyjął i rozerwał kolejną torebkę z krwią. Tym razem jednak Bones rozmazał 
krew  bezpośrednio  na  moich  ustach.  -  Chcesz  tego?    spytał  podtykając  mi  torbę  pod  nos. 
Zlizałam krew z warg. - Nie  warknęłam z furią. Trzech mężczyzn wymieniło spojrzenia. Po chwili 
Bones westchnął.  -  W  porządku.  Spróbujemy  inaczej.  Podniósł  torebkę  do  ust  i kilkoma  łykami 

background image

opróżnił worek. Oszołomiona przez cały czas patrzyłam, jak pracują mięśnie na jego szyi. Kiedy w 
końcu  podszedł  bliżej,  ból  przeszedł  w  agonię,  a  z  oczu  pociekły  mi  łzy.  -  Proszę.  To  pali,  pali! 
Bones przyłożył nadgarstek do moich ust. Później będę pamiętała, że zaczęłam z wściekłością go 
rozrywać, lecz w tym momencie wszystko, z czego zdawałam sobie sprawę, to ulga jaką czułam, 
gdy ból zaczął znikać. Czułam, jak ten cudowny smak spływa w dół mojego gardła i moje ciało 
zadrżało  w  uczuciu  bliskim  orgazmowi.  -  Nigdy  o  tym  nie  słyszano    mówił  Spade.  Jego  głos 
dobiegał  jakby  z  oddali.  Wciąż  jeszcze  drżałam,  wstrząsana  ostatnimi  falami  rozkoszy,  jaką 
dawały mi krople krwi na nadgarstku Bonesa. - Zawsze jest ten pierwszy raz  odparł Bones.  To 
dowód  na to, że w chwili, gdy myślisz,  że wiesz  już  wszystko,  nagle  okazuje  się,  że jest  inaczej. 
Posłuchajcie.  Jej  serce  stanęło.  To  zwróciło  moją  uwagę.  Cóż,  to  oraz  suchy  już  nadgarstek,  co 
pewnie przyczyniło się też do mojego powrotu do rzeczywistości. - Myślicie, że tak już zostanie? 
 
219 
 
 
Wszyscy  spojrzeli  po  sobie.  W  końcu  Bones  wzruszył  ramionami,  po  czym  wziął  jeszcze  jedną 
torebkę  z  krwią  i  zwrócił  się  do  mnie,  nim  ją  opróżnił.  -  Sądzę,  że  wkrótce  się  przekonamy. 
Niewielki  pokój  w  piwnicy  był  praktycznie  więzieniem.  Bez  okien,  jedynie  z  drzwiami,  które 
zamknięto od zewnątrz. Poza tym pod jedną ze ścian stało podwójne łóżko, kilka książek, nowych 
i używanych. Długopis i papier. I, oczywiście, lodówka. Wypełniały ją worki z krwią i, ku mojemu 
zdziwieniu, butelki z wodą. Bones wyjaśnił mi, że pomoże mi ona utrzymać odpowiedni poziom 
nawilżenia, gdy moje ciało zacznie wariować i spalać pożywienie, jakiego dostarczała moja krew, 
jednocześnie jednak sprawiając, że będę wyglądać na... wysuszoną. Będę musiała pić wodę przez 
około  tydzień.  Potem,  jak  mi  powiedziano,  będę  musiała  wypić  szklankę  jakiegokolwiek  płynu 
około  raz  na  tydzień.  Gin  z  tonikiem  był  na  szczycie  mojej  listy.  W  powietrzu  unosił  się  gęsty 
zapach  krwi.  Wyczuwałam tu  również woń  Spade'a, Bonesa,  Mencheresa i innych, którzy byli  tu 
przede  mną.  Starałam  się  je  wszystkie  rozróżnić,  lecz    biorąc  pod  uwagę  moje  niewielkie 
doświadczenie  miałam z tym spore trudności. Ten wszechogarniający głód dopadł mnie jeszcze 
trzy razy. Za każdym z nich dochodziłam do siebie, niczym pijawka wczepiona w szyję Bonesa. Po 
tym, jak Bones stwierdził, że dopóki uzupełnia krew z torebek, nie ma znaczenia ile razy wysuszę 
go do dna, Mencheres wypuścił mnie ze swojego betonowego garnituru. A ponieważ szalałam za 
każdym  razem,  gdy  dopadało  mnie  to  pragnienie,  nie  było  potrzeby,  bym  gryzła  kogokolwiek 
innego. Miałam również wrażenie, że chcieli zachować moją niezwykłą dietę w sekrecie. - Zdaje 
się, że nawet tego nie mogę zrobić normalnie  powiedziałam, kolejny raz zlizując ostatnie krople 
z  jego  nadgarstka.  Część  mnie  zastanawiała  się,  dlaczego  nie  czuję  zażenowania  swoim 
zachowaniem. Bezsilne wysysanie czyjejś żyły było największym symbolem uzależnienia, lecz nie 
obchodziło  mnie  to.  Może  dlatego,  że  wciąż  przepełniała  mnie  euforia,  jaką  wywołał  brzuch 
pełen  krwi  Bonesa.  -  Czego  zrobić?  Stać  się  wampirem?  Czy  gryźć?  -  Gryzę  też  źle?  Bones 
roześmiał  się  cicho,  odsuwając  mi  grzywę  włosów  z  twarzy.  -  Gryziesz  dokładnie  w  taki  sam 
sposób,  w  jaki  robią  to  wszystkie  nowe  wampiry    zbyt  mocno  i  chaotycznie,  ale  zupełnie 
normalnie. Poza tym 220 
 
 

background image

nie  możesz  zapanować  nad  swoimi  pragnieniami.  Nikt  nigdy  nie  zmieniał  pół-wampira.  Być 
może,  gdyby  tak  się  stało,  efekt  byłby  taki  sam.  To  by  oznaczało,  że  odżywiasz  się  całkowicie 
normalnie.  -  Dzięki.    Teraz,  kiedy  zaspokoiłam  już  mój  głód,  mój  umysł  na  krótko  ogarnęła 
jasność.    Trzeba  przyznać,  że  szybko  myślisz.  -  Cóż,  lata  praktyki.  Chodź,  Kotek,  umyjmy  cię. 
Bones otworzył butelkę wody, wylał odrobinę na ręcznik, po czym wytarł nim moje usta i brodę. 
Materiał  natychmiast  stał  się  czerwony.  Bones  powtarzał  wszystko  trzy  razy,  zanim  efekt  go 
zadowolił. Nie było tu żadnych luster, więc nie mogłam zrobić tego sama. Poza tym wolałam, by 
on  to  robił.  Jego  dłonie  były  takie  silne,  a  jednak  dotykały  mnie  z  niesamowitą  delikatnością. 
Jakby  coś  więcej  niż  muśnięcie  w  jakiś  sposób  mnie  uszkodziło.  Poczułam  kolejny  zapach. 
Wypełniłam  nim  płuca  i  z  zaskoczeniem  uświadomiłam  sobie,  że  pochodził  ode  mnie.  Bones 
również  go  wciągnął,  a  jego  oczy  zalśniły  zielenią.  Teraz  w  powietrzu  zawisła  zmysłowa,  woń 
piżma,  palonego  cukru  i  przypraw    zapach  Bonesa,  ostrzejszy  i  o  wiele  bardziej  intensywny.  - 
Czujesz,  jak  bardzo  cię  pragnę?  Jego  głos  był  teraz  niższy.  Nie  było  w  nim  żadnej  nuty 
pocieszenia, z jakim mówił przez ostatnie kilka godzin, gdy walczyłam z moim niekontrolowanym 
głodem. Ponownie odetchnęłam, wchłaniając unoszący się w powietrzu zapach. - Tak. Mój głos 
również  był  ochrypły.  Zmienił  się  w  niemal  pomruk,  a  schowane  w  dziąsłach  kły  ponownie  się 
wysunęły.  Poczułam  ponowny  atak  głodu.  Chociaż  to  nie  bolało,  było  równie  gwałtowne,  jak 
wcześniej.  Siedziałam  na  podłodze    nie  pytajcie,  jak  się  na  niej  znalazłam    gdy  ogarnęła  mnie 
żądza. Rozpłaszczyłam Bonesa na niewielkim łóżku, oplatając go nogami w biodrach. - Zaczekaj  
powiedział  sięgając  po  coś  na  podłodze.  Nie  chciałam.  Fala  czystego  pragnienia  sprawiła,  że 
oślepłam  na  wszystko  inne.  Zerwałam  z  siebie  ubranie  i  chwilę  walczyłam  z  jego  spodniami. 
Wtedy  jednak  krzyknęłam  z  frustracji,  gdy  zobaczyłam,  co  się  w  nich  kryje.  Bones  chrząknął  z 
rozbawieniem. - Nie bez powodu kazałem ci zaczekać. Wypiłaś mnie do cna, ale nie bój się. Mam 
tu mnóstwo krwi. 221 
 
 
Wyciągnął z lodówki następną torebkę z krwią, wygodnie schowaną w zasięgu ręki, i wypił ją, po 
czym ściągnął z siebie resztę ubrań. Dobrze się składało, że cała spływała w jedno miejsce, gdyż 
w  ciągu  tych  kilku  sekund,  jakie  jej  to  zajęło,  moje  pragnienie  osiągnęło  szczyt.  Bones  nie 
zawracał  sobie  głowy  grą  wstępną.  Wszedł  we  mnie,  gdy  tylko  opróżnił  torbę.  Krzyknęłam  i 
przesunęłam się na niego. Z moich ust zaczęły spływać słowa. Nie miałam pojęcia, co znaczą, lecz 
nie mogłam  ich  powstrzymać. Bones  usiadł,  chwytając  mnie  za  biodra,  ssąc moje  piersi, gryząc 
moje sutki i trzymając mnie, podczas gdy poruszał się coraz szybciej. Otaczał nas zapach naszej 
żądzy, erotycznie dojrzałej i intensywnej. Poczułam się nią odurzona, lecz jednocześnie nigdy nie 
czułam się bardziej żywa. Jakby całe moje wcześniejsze życie było jedynie snem. Każdy centymetr 
mojej  skóry  był  niezwykle  wrażliwy,  iskrzący  pożądaniem  i  buzujący  wewnętrznym  napięciem, 
którego nigdy wcześniej tam nie było. Rosło ono z każdym dotykiem, pchając mnie ku szczytowi 
rozkoszy.  Nie  było  nic  poza  tą  chwilą  i  orgazmem,  jeśli  tak  zwykłego  słowa  można  użyć  do 
opisania tego, co mną targało,  a co nie  było związane  jedynie  z  moimi  lędźwiami.  Wybuchł we 
mnie  pełną  mocą.  -  Tak  -  jęknął  Bones,  przyspieszając.    Jest  tak  dobrze,  słonko.  Nie  mamy  za 
dużo czasu. Zostań ze mną, zostań... Przez ułamek sekundy zastanawiałam się: ,,niby gdzie mam 
iść?"... po czym wszystko ogarnęła ciemność. 
 
222 

background image

 
 
ROZDZIAŁ DWUDZIESTY DZIEWIĄTY 
 
-  Gotowa  jesteś?  Skinęłam  głową.  -  Zrób  to.  Bones  zrobił  na  swoim  ramieniu  długie  nacięcie, 
otwierając naczynia krwionośne i ranę natychmiast wypełnił ten przepyszny, czerwony płyn. Ślina 
napłynęła  mi  do  ust.  Następnie  Bones  zanurzył  w  krwi  opuszki  palców  i  uniósł  je  kilka 
centymetrów  od  moich  warg.  Przełknęłam  głośno,  zwalczając  chęć  rzucenia  się  do  przodu  i 
wbicia zębów w jego palce... a potem ramię. Wtedy przycisnął je do moich ust, drażniąc mnie ich 
niewiarygodną słodyczą. Zadrżałam, ale nie polizałam ich ani nie ugryzłam. Dasz sobie radę, Cat. 
Nie  poddawaj się.  Bones podał mi chusteczkę. - Wypluj to, Kotek. Zrobiłam to, pozbawiając się 
tych  kilku  kropli,  których  tak  bardzo  pożądały moje  usta. Gdybym  tylko mogła,  spociłabym się 
przy  tym  jak  mysz.  -  Jeszcze  raz.  Bones  powtarzał  tę  torturę  jeszcze  pięć  razy.  Musiałam 
wypluwać to, czego pragnęło moje ciało. Robiłam to dotąd, aż Bones uśmiechnął się do mnie. - 
Udało  ci  się,  słonko.  -  Świetna  robota,  Cat  -  powiedział  Spade.  -  Więcej  niż  świetna.  -  Bones 
pocałował mnie w czoło.  Zapanowanie nad głodem w ciągu trzech dni jest naprawdę niezwykłe. 
- Która jest godzina? - Około 12.30 - odparł Spade. Mniej niż sześć godzin do świtu. To kolejny 
,,efekt uboczny" tej transformacji. Gdy tylko wschodziło słońce, odpadałam. Nie tylko zapadałam 
w sen, jak zazwyczaj w całym poprzednim życiu, lecz dosłownie traciłam przytomność w środku 
zdania.  W  pewien  sposób  to  martwiło  mnie  bardziej  niż  napady  głodu.  Gdyby  zdarzyło  się,  że 
byłabym w samym środku walki, było by po mnie. 223 
 
 
Pracowałam  nad  tym,  by  o  świcie  zachować  przytomność.  Jak  dotąd  udawało  mi  się  utrzymać 
otwarte oczy, podczas gdy moje ciało wyglądało jak bezwładna kupa szmat. Z czasem to minie, 
lecz martwiło mnie, jak długo to potrwa. W chwili obecnej do południa nie byłam w stanie nawet 
drgnąć. - Chcę wyjść - powiedziałam.  Pojechać gdzieś, wpatrywać się w każdy znak drogowy, jaki 
napotkam, czytać mapy, aż oślepnę i pytać o radę każdego w odległości piętnastu metrów. Och, 
ale  najpierw się  wykąpię.  Pod  tym  maleńkim  prysznicem  w  piwnicy  była  tylko  zimna  woda. Do 
pokoju wszedł Mencheres. Gdy tylko stanął w drzwiach wiedziałam, że coś jest cholernie nie tak. 
-  To Gregor,  prawda?    powiedziałam,  zanim  zdążył  się  odezwać.   Co  znowu  zrobił?  Mencheres 
położył mi ręce na ramionach. - Cat, twoja matka zniknęła. - Nie! Z oczu trysnęły mi łzy. Bones 
zacisnął  ramię  na  mojej  talii.  -  Jak?  Czyżby  zaatakowano  wysypisko?  -  spytał.  Mencheres 
potrząsnął głową. - Rodney powiedział, że zniknęła ze swojego pokoju. Jej koszula nocna wciąż 
była na łóżku. Porwał ją we śnie. O Boże, Gregor wyciągnął moją matkę z jej snu. - Powiedział, że 
sprawi, bym cierpiała - wyszeptałam, w myślach ponownie słysząc wściekłe warknięcie Gregora.  
Nie sądziłam, że poszuka mojej matki. Jak mógł to zrobić, skoro nigdy nie pił jej krwi? Zamilkłam. 
Rzeczywiście  mógł.  Założyłam,  że  w  nocy,  kiedy  go  poznałam,  jedynie  zahipnotyzował  moją 
matkę, by powiedziała mi, że jest jej starym przyjacielem. Ale oczywiście napił się również jej krwi. 
- Muszę porozmawiać z Gregorem  powiedziałam natychmiast.  Ktoś musi wiedzieć, jak to zrobić. 
Mencheres opuścił dłonie z moich ramion. - Wiesz, czego on chce. Będzie chciał wymiany  ty za 
twoją matkę. - W takim razie zrobię to. Uchwyt Bonesa stał się stalowy. - Nie, nie zrobisz. - A co 
niby mam zrobić? Wzruszyć ramionami i mieć nadzieję, że Gregor jej nie zabije? Wiem, że jej nie 
lubisz, Bones, ale to moja matka. Nie mogę jej porzucić! 224 

background image

 
 
-  On  z  całą  pewnością  jej  nie  zabije,  Kotek  -  odparł  Bones  twardym  głosem.    Twoja  matka  to 
jedyna przewaga jaką teraz nad tobą ma, gdy jesteś wampirem i nie może już cię porwać. Strach, 
gniew i frustracja zagotowały się we mnie, tworząc ostry zapach, podobny do spalonego plastiku. 
Mogłabyś  iść  do  Gregora.  Jednak  z  drugiej  strony  Bones  mógłby  zaatakować,  gdyby  wiedział, 
gdzie on jest. Nie, Gregor będzie tego oczekiwał i zastawi pułapkę. Gdyby Bones zabrał ze sobą 
wystarczająco dużo ludzi, by się z niej wydostać, Gregor wiedziałby, że chcemy go przechytrzyć i 
pewnie  zabiłby  ją  z  czystej  złośliwości.  -  Mencheres!    wykrzyknęłam,  chwytając go  za  koszulę.   
Mógłbyś  pójść  ze  mną.  Raz  już  uwięziłeś  Gregora,  więc  mógłbyś  zrobić  to  ponownie!  Albo 
jeszcze lepiej  zabijmy go! W odpowiedzi potrząsnął głową. - Wcześniej uwięziłem go w sekrecie, 
żeby uniknąć wojny pomiędzy moimi i jego sojusznikami. Gdyby Gregor teraz zniknął, wszyscy by 
wiedzieli, że ja lub Bones maczaliśmy w tym palce. A wtedy sprzymierzeńcy Gregora z pewnością 
zemściliby się, atakując nas. Rozejrzałam się wokół, szukając innego wyjścia. - Mógłbyś zatrzymać 
Gregora i jego ludzi jak w imadle siłą swojego umysłu  sama widziałam, jak to robisz. Wtedy ja 
znajdę  moją  matkę  i  uciekniemy.  Szarpnęłam  go  za  ramię  tak  mocno,  że  pasmo  jego  długich, 
czarnych włosów przesypało się mu przez ramię, jednak jego spojrzenie było matowe... i smutne. 
-  Cat,  nie  mogę  tego  zrobić.  -  Dlaczego?    rzuciłam  gwałtownie.  -  Ponieważ  zgodnie  z  naszym 
prawem  Gregor  ma  prawo  do  twojej  matki    powiedział  cicho.  -  Zaatakowanie  go  w  celu 
odebrania  jednego  z  jego  ludzi  sprawiło  by,  że  przeciw  nam  stanęliby  nie  tylko  nasi 
sprzymierzeńcy.  -  Gregor  nie  ma  żadnego  prawa  do  mojej  matki    ucięłam  z  pasją.  Wtedy 
ogarnęło mnie  zimno, które nie miało  nic wspólnego  z moją nową temperaturą.  Owszem, miał. 
Zgodnie  z wampirzym  prawem  byłam  żoną  Gregora,  a  to  oznaczało,  że  każdy,  kto  był  ze  mną 
związany również do niego należał. Co więcej, Gregor ugryzł moją matkę, co pozwalało mu uznać 
ją  za swoją  własność, jeśli  tylko tego chciał.  O Boże. Żaden wampir  nie  złamałby tych  praw, by 
pomóc mi odzyskać matkę. Nawet Vlad. 225 
 
 
- Skoro prawo jest tak surowe, dlaczego nie zmuszono mnie, bym wróciła do Gregora?  spytałam 
z goryczą.  Dlaczego ja jestem wolna, a ona nie? - Po pierwsze, nigdy publicznie nie przyznałaś, 
że  jesteś  jego  żoną.  Mimo  tego  niektóre  wampiry,  które  wierzą  Gregorowi,  poparły  pomysł 
doprowadzenia cię do niego siłą, Kotek. Ale większość uważa, że to nie ich interes, że wybrałaś 
kogoś innego. Jednak zaatakowanie Gregora, by odbić twoją matkę sprawiło by, że to stałaby się 
ich  sprawa.  Wiesz,  że  w  ten  czy  inny  sposób  uznano  by  ją  za  jego  własność.  A  kradzież  jego 
własności  wzbudzi  myśli  w  umysłach  innych,  że  Mencheres  i  ja  możemy  bez  powodu  porwać 
również  ich  ludzi.  -  Bez  powodu?    Mój  ton  był  zabójczy.  Bones  spojrzał  na  mnie  znacząco.  - 
Powodu w ich oczach, nie w naszych. - Prawo czy nie, nie mogę tak po prostu pozostawić jej na 
pastwę Gregora  rzekłam. Odwrócił mnie, zwracając mnie do siebie twarzą. - Kotek, ja też nie, ale 
musimy poczekać. Kiedy Gregor już zginie, twoja matka będzie wolna. Gregor spodziewa się, że 
pospieszysz  do  niego  bez  chwili  wahania.  Nie  będzie  przygotowany  na  to,  że  postąpisz  z 
rozwagą.  Zaufasz  mi  i  poczekasz  na  odpowiednią  chwilę?  Zagryzłam  wargę.  Krew,  która 
napłynęła mi do ust przypomniała mi, że wciąż miałam wysunięte kły. Pośród tego wszystkiego 
poczułam, jak ogarnia  mnie głód. Jak mogłam tak po prostu czekać i mieć nadzieję, że  Gregor 
nie  straci  cierpliwości  i  nie  zacznie  przesyłać  mi  części  ciała  mojej  matki  jako  zachęty,  bym  do 

background image

niego  wróciła?  A  z  drugiej  strony,  jak  mogłam  rzucić  się  do  walki  bez  żadnego  planu  lub 
wsparcia? Moja strategia wypuszczenia torped i  rzucenia  się  pełną parą naprzód ostatnio  jakoś 
się  dla  mnie  nie  sprawdzała.  Bones  dotknął  mojego  policzka.  -  Znajdę  go,  słonko.  I  zabiję. 
Obiecuję.  Przełknęłam  głośno,  a  z  oka  spłynęła  mi  łza.  Wiedziałam,  że  była  zabarwiona  na 
różowo.  -  W  porządku.  Bones  pocałował  mnie,  szybko  i  czule,  po  czym  odwrócił  się  do 
Mencheresa.  -  Ogłosimy,  że  przeszła  przemianę.  Najlepsze  by  było  oficjalne  spotkanie.  W  ten 
sposób  przedstawienie  jej  mogło  by  się  odbyć  w  sytuacji  absolutnego  pokoju,  bez 
niebezpieczeństwa ataku. 226 
 
 
-  Zgoda  -  powiedział  Mencheres.    Natychmiast  je  zorganizuję.  -  Chcesz  urządzić  imprezę?   
spytałam  niepewna czy  dobrze  słyszę.  To jest  ten  twój  świetny pomysł? - Niektóre ghule  wciąż 
postrzegają  cię  jako  zagrożenie  dla  ich  gatunku  odparł  Bones.  -  A  jeden  w  szczególności. 
Apollyon  robił  w  twojej  sprawie  najwięcej  hałasu.  Pokazanie  mu  i  innym  ciebie  rozwiąże  ten 
problem. W ten sposób zdobędziemy przychylność innych wampirów w społeczności. Będziemy 
tego potrzebować, gdy  Gregora spotka nieszczęśliwa  i  przerażająca  śmierć. Zimny  i  praktyczny. 
To  najbardziej  wyraźne  cechy  Bonesa.  Jeśli  chciałam  odzyskać  moją  matkę  żywą,  lepiej  bym 
również  je  nabyła.  -  Dobra  myśl.    Mój  uśmiech  był  gorzki.    Gdybym słuchała  cię  częściej,  moja 
matka  nie  wylądowałaby  w  całym  tym  bagnie.  Bones  chwycił  mnie  pod  brodę.  -  Nie  waż  się 
siebie obwiniać. Nie zapominaj, ilu ludzi uratowałaś w swoim młodym życiu. Zbyt wiele od siebie 
wymagasz.  Nie musisz rozwiązywać wszystkich problemów, Kotek. Nie jesteś  już sama. Przez  te 
niecałe dwa lata jakie Bones był w moim życiu miałam wrażenie, że jestem sama. Nic dziwnego, 
że tak trudno było mi się przełamać. - No dobra. Urządzimy moje debiutanckie przyjęcie. Jeśli to 
pomoże,  to nawet wyssę krew z żyły  jakiegoś  śmiertelnika.  Bo  zakładam,  że wciąż  utrzymujemy 
moje  zwyczaje  żywieniowe  w  sekrecie.  Bones  wzruszył  ramionami.  -  Nie  widzę  powodu,  by 
rozgłaszać tak trywialny fakt, więc tak, utrzymujemy to w sekrecie. Ale nie ma potrzeby, by robić 
coś  tak  dramatycznego.  Jesteś  w  pełni  wampirem.  To  wszystko,  co  muszą  zobaczyć.  -  Gdzie 
odbędzie się cała ta impreza? - Tutaj. Wystarczająco długo mieszkamy w tym domu. Urządzimy 
zebranie  tutaj,  a  po  wszystkim  wyjedziemy  gdzieś  indziej.  A  wtedy  -  już  wkrótce  -  znajdziemy 
sposób, by uratować twoją matkę. Nie mogłam się tego doczekać. W tej chwili wydawało mi się, 
że przedarcie się przez straże Gregora da mi większą satysfakcję niż cokolwiek, co byłam w stanie 
sobie wyobrazić. A co, jeśli  nie  uda mi się  przez nie przedostać? Mogłam być  równie słaba, jak 
każdy  nowy wampir.  W  ciągu  ostatnich  kilku  dni  nie  było  czasu,  by  sprawdzić  moją  nową  siłę. 
Jedynie mój hart ducha, gdy przezwyciężyłam już szaleństwo spowodowane głodem. 227 
 
 
-  Bones.  Musimy  walczyć.  Ku  mojej  ogromnej  uldze  odkryłam,  że  moje  siły  nie  zostały 
zredukowane do tych u przeciętnego wampira. W gruncie rzeczy podczas naszej pierwszej walki 
Bones  był  naprawdę  zdumiony,  gdy  wykorzystałam  jego  ostrożny  atak  i  bez  trudu  go 
pokonałam. Zszokowany  wpatrywał  się w  nóż  wystający  z  jego  piersi    stalowy,  nie srebrny    po 
czym odrzucił głowę do tyłu i roześmiał się. W następnej sekundzie zaatakował mnie z taką siłą, 
że  miałam  wrażenie,  jakbym  spadła  z  klifu,  a  potem  przejechał  mnie  pociąg.  Czas,  w  jakim  się 
leczyłam był błyskawiczny w porównaniu z tym, gdy byłam mieszańcem. Jednak za te ulepszenia 
była  cena.  Wszystko  było  o  wiele  bardziej  intensywne.  Sprawdzało  się  to  w  sypialni,  ale  nie  w 

background image

walce. Złamana kość lub inna rana  może i  goiły się w ciągu  kilku  sekund, lecz  były  to sekundy 
pełne otępiającego umysł bólu. Bones wyjaśnił, że to przez to, że moje ciało nie wpadało w szok. 
Po  prostu  przechodziłam  wprost  od  potwornego  bólu  do  całkowitego  uzdrowienia.  Oczywiście 
zakładając, że byłam wystarczająco szybka, by nie załapać jakichś nowych ran, nim zagoiły się te 
stare.  Inną  rzeczą,  jaką odkryłam,  to  jak  inaczej  odczuwałam  rany zadawane srebrem i zwykłym 
metalem. Nigdy wcześniej nie zdawałam sobie sprawy jak silną awersję na srebro mają wampiry, 
albo  jak  bardzo  moje  mieszane  pochodzenie  mnie  przed  nią  chroniło.  Gdy  zraniono  mnie 
srebrem,  niesamowity  ból  porażał  końce  moich  nerwów,  a  paląca  agonia  sprawiała,  że  rany 
zadane  stalowym  ostrzem  wydawały  się  istną  pieszczotą.  Będę  musiała  się  nauczyć  jak  radzić 
sobie z tym nowym rodzajem bólu. W tej chwili oszałamiały mnie i kosztowały mnie czas. Czas, 
na którego utratę nie mogłam sobie pozwolić w nadchodzącej walce o odzyskanie matki. Minęły 
cztery  dni bez  żadnych wieści o mojej  matce. Spędziłam  je w  ciągłym ruchu   gdy  tylko  potęga 
świtu nie więziła mnie już w swych kajdanach. Odkryłam, że im więcej piłam z Bonesa, tym dłużej 
byłam w stanie wytrzymać, gdy słońce czaiło  się nad  horyzontem. Doszłam już do tego, że  nie 
traciłam  przytomności  przez  godzinę  po  wschodzie.  Trzeba  przyznać,  że  był  to  stan  bliski 
paraliżowi,  lecz  i  tak  był  to  postęp.  Chociaż  z  drugiej  strony  nie  miałam  żadnego  wzorca,  z 
którym mogłabym ten postęp porównywać. Nie byłam jedynym znanym świa228 
 
 
tu  mieszańcem,  lecz  najwyraźniej  byłam  jedynym,  którego  zmieniono  w  wampira.  Nikt  nie 
wiedział, jak wielki wpływ będzie miała na mnie zwyczajna słabość nowych wampirów na potęgę 
świtu. Za tydzień będę mogła fikać koziołki... a może zajmie mi to rok. Piątej nocy odbywało się 
moje przyjęcie. Nie byłam w nastroju, by tam stać, uśmiechać się i witać ludzi, którzy niedawno 
mogli  chcieć  mojej  głowy,  ale  właśnie  to  będę  robić.  Skoro  mogło  to  zapobiec  napięciom 
pomiędzy wampirami i ghulami oraz zwiększyć moje szanse na odzyskanie matki, zrobiłabym to 
choćby  i  nago.  Ponieważ  było  to  oficjalne  spotkanie  nieumarłych,  przewidziane  było  jedzenie   
wszystkie  jego  rodzaje   napoje,  tańce i inne atrakcje,  a ci najpotężniejsi zastanawiali  się czy  nie 
wyrżnąć połowy ludzi wokół siebie. Inaczej mówiąc, istna studniówka. Właśnie skończyłam suszyć 
włosy,  gdy  usłyszałam  jak  zatrzaskują  się  drzwi  wejściowe,  a  na  schodach  rozlegają  się  kroki. 
Wrócił Bones. Pojechał kupić mi sukienkę, ponieważ tylko z sobie znanych powodów był zdania, 
że nic w domu nie było wystarczająco dobre. Wszedł do mojego pokoju z dużą torbą w dłoni. - 
W  samą  porę  -  powiedziałam.    Właśnie  miałam  kręcić  włosy.  Cóż,  zobaczmy  tę  kieckę.  Bones 
otworzył  zamek  pokrowca.  Moim  oczom  ukazała  się  długa  czarna  suknia  na  cieniutkich 
ramiączkach,  zwężająca  się  do  bliżej  niesprecyzowanej  talii,  a  której  stanik  podkreślał  rząd 
kryształów.  Poznałam  po  kroju,  że  będą  układać  się  wokół  moich  piersi.  Dostrzegłam  też,  że 
nawet  w  przyćmionym  świetle  migotały  mnóstwem  kolorów.  -  Piękna    powiedziałam  i 
uśmiechnęłam się krzywo.  Jednak nie mogę nosić do niej stanika. Jestem pewna, że to z twojej 
strony  przypadkowe  niedopatrzenie.  Uśmiechnął  się  szeroko.  -  Oczywiście.  To  naprawdę  była 
piękna  suknia.  Prosta,  w  gotyckim  stylu,  a  jednocześnie  błyskotliwa.  Bardzo  odpowiednia  na 
wampirze przyjęcie,  na którym miałam się  ujawnić.  -  Będzie świetnie pasować do moich kłów - 
powiedziałam,  starając  się  pod  nonszalancją  ukryć  nerwowość.  Mimo  to  nadal  ją  na  sobie 
czułam.  Miała  chorobliwie  słodką  woń,  podobną  do  przejrzałej  brzoskwini.  Gdyby  tylko  istniał 
jakiś sposób na to, bym mogła zakamuflować napięcie zapachem eau de odwaga. 229 
 

background image

 
Bones  pocałował  moje  nagie  ramię,  co  było  łatwe,  gdyż  wciąż  miałam  na  sobie  ręcznik.  - 
Wszystko  będzie  dobrze,  Kotek.  Uśmiechnęłam  się,  ignorując  ssanie  w  żołądku,  które  temu 
przeczyło. - Oczywiście. Ostatni raz pokazałam się publicznie na pogrzebie Randy'ego. Ta okazja 
była niemal tak samo radosna. Po pierwsze, moja rozmowa z Bonesem w większości ograniczała 
się do tego, że mówił: ,,To jest XY. XY, pozwól, że przedstawię ci Cat, najnowszego członka mojej 
linii",  po  czym  ściskałam dłoń  kogoś,  kto  niedawno  mógł  chcieć spalić  mnie  na  stosie.  Rodney 
również tu był, wyglądając tak ponuro, jak ja się czułam. Winił się, że nie zbudził mojej matki, gdy 
Gregor nawiedził ją we śnie. Próbowałam mu powiedzieć, że nie było możliwości, by wiedział co 
się dzieje, lecz  moje  zapewnienia  do  niego nie docierały. Fabian unosił  się  w powietrzu  niczym 
przezroczysty  maître  d',  zgłaszając  nam,  gdy  skończyły  się  napoje  lub  przekąski.  Spade  i  Ian 
oficjalnie się z nami przywitali. Jakieś trzydzieści powitań później przyszła kolej Annette. Miała na 
sobie  suknię  bez  ramiączek,  która  sprawiała  wrażenie,  jakby  oblano  nią  jej  ponętną  figurę. 
Seksowność  sukni  podkreślały  jeszcze  długie,  czarne  rękawiczki.  Obok  niej  czułam  się  niczym 
marchewka  w  przebraniu.  Podeszła  do  mnie  i  objęła  mnie.  Zdumiona  zamarłam.  Annette 
uścisnęła mnie raz i nachyliła mi się do ucha. - Podjęłaś słuszną decyzję  szepnęła i odsunęła się z 
uśmiechem.  -  Cat,  czyż  nie  wyglądasz  ślicznie?  Widzę,  że  zmierzyłaś  się  ze  śmiercią.  To  chyba 
sprawia, że naprawdę zostałaś Żniwiarzem. Nie oczekiwałam od niej aż tak ciepłego powitania. - 
Dziękuję  wykrztusiłam.  Słyszałam, że to był gorący temat w tym sezonie. Roześmiała się, a w jej 
głosie rozbrzmiał grzeszny ton. - Ośmielę się mieć nadzieję, że twoja heteroseksualność zniknęła 
wraz  z  twoim  pulsem? To  była  Annette,  jaką  znałam.  Żarłoczny  i wiecznie  nienasycony  rekin  w 
ciele  pięknej  kobiety.  -  To  się  nie  zmieniło    odparłam  sucho.-  Jednak  miło,  że  pytasz.  Jej  oczy 
rozbłysły. 230 
 
 
-  Jak  mówią:  ,,Kto  nie  ryzykuje,  ten  nie  wygrywa".  Ach,  cóż,  muszę  iść.  Jakby  nie  było,  jest  tu 
mnóstwo  kolesi,  którzy  aż  palą  się,  by  zobaczyć,  że  nie  oddychasz.  Spojrzałam  za  nią  i 
dostrzegłam  znajomą  postać  czającą  się  przy  wejściu.  Ciemne,  proste  włosy  okalały  wyrazistą 
twarz, a miedziane oczy napotkały mój wzrok. - Vlad! Napięcie w ciągu ostatniej godziny tak dało 
mi  się  we  znaki,  że  teraz,  gdy  zobaczyłam  kogoś  komu  ufałam,  opuściłam  swoje  miejsce  i 
podeszłam  go  powitać.  Pachnie  jak  cynamon  i  dym,  pomyślałam,  gdy  go  przytuliłam.  Co  za 
interesujące  połączenie  zapachów.  Wtedy  dotarło  do  mnie, że w całym  pomieszczeniu  zapadła 
cisza.  Gdy  się  rozejrzałam  zobaczyłam,  że  wszyscy  zamarli  w  pół  ruchu  i  wbili  w  nas  wzrok. 
Spojrzenie,  jakie  rzucił  mi  Bones,  mogło  by  zamrozić  parę  w  saunie.  -  Kotek,  czy  zechciałabyś 
wrócić tu... teraz? O-o. Zdaje się, że strzeliłam niezłą gafę witając przyjaciela poza kolejnością. - 
Muszę  to  zrobić    powiedziałam  do  Vlada.    Dzięki,  że  przyszedłeś.  -  Oczywiście.    Jego  uśmiech 
przeszedł  ze  szczerego  w  jego  zwyczajne,  sardoniczne  skrzywienie  ust.    Idź,  powitaj  swoich 
fanów.  Jasne,  moich  fanów.  Nigdy  nie  czułam  się  bardziej  oceniana  i  poddawana  tak 
szczegółowym  oględzinom,  jak  dzisiaj.  Zapomnijcie  o  braku  mojego  tętna  i  oddechu.  Nie 
byłabym  zaskoczona,  gdyby  ktoś  zażądał,  bym  otworzyła  usta  i  pokazała  kły.  -  Bardzo  cię 
przepraszam  powiedziałam do Bonesa. Zaskoczyło mnie, że był taki sztywny, a gniew płonął w 
nim,  jakby  oblano  go  naftą.  -  Raczej    odparł.  Lód  był  cieplejszy  niż  jego  ton.    Pozwól,  że 
przedstawię cię Malcolmowi Untare. Znasz go pod innym imieniem: Apollyon. Niemal wyrwałam 
rękę  z  miękkiego  uścisku  mężczyzny,  na  którego  ledwie  spojrzałam.  To  był  ten  ghul,  który  tak 

background image

zaciekle  rozpowiadał  plotki  na  mój  temat?  Malcolme  Untare  -  czy Apollyon,  jak  się  nazwał  był 
mojego  wzrostu... gdy  byłam  na  boso.  Miał  czarne,  wyraźnie  farbowane  włosy,  z  których  jedno 
pasmo  zaczesał  w  sposób,  w  jaki  niektórzy  faceci  chcieli  oszukać  innych,  że  nie  są  łysi. 
Zwalczyłam nagłą chęć, by odsunąć mu je z glacy i krzyknąć: a kuku! Ponieważ jednak dopiero co 
olałam go  odchodząc,  by  powitać  Vlada,  pomyślałam,  że mogłabym nieco  przegiąć.  Jednak  na 
pewne rzeczy nie mogłam nic poradzić. 231 
 
 
- Dobry wieczór  powiedziałam, silnie ściskając jego dłoń. Apollyon puścił moją dłoń, jakby mój 
dotyk  go  obrzydzał.  Miał  matowe  niebieskie  oczy  i  po  dziecięcemu  gładkie  policzki,  które 
zdawały się kłócić z jego charakterem. Z jakiegoś powodu pomyślałam, że powinien być pokryty 
brodawkami  może dlatego, że przypominał mi wredną, odrażającą ropuchę. - Jesteś dokładnie 
taka, jak oczekiwałem  powiedział lekceważącym uśmieszkiem. Wyprostowałam się. Na obcasach 
przewyższałam go o dobre pięć centymetrów. Taki frajer jak on pewnie nienawidził, gdy kobieta 
patrzyła  na  niego  z  góry.  -  Pozwól,  że  odpłacę  ci  tym  samym  komplementem.  -  Kotek   
powiedział  przeciągle  Bones.  A  tak,  to  miała  być  okazja  typu  ,,nikt  nie  rzuca  kamieniem".  - 
Wspaniale cię poznać, Apollyonie. Zachowaj dla mnie taniec. Założę się, że włożyłeś dziś buty do 
hasania na parkiecie. Vlad nawet nie próbował stłumić śmiechu. Mencheres rzucił mi jedno z tych 
swoich  spojrzeń  typu  ,,nie  jesteś  roztropna",  a  Bones  sprawiał  wrażenie,  jakby  chciał  mną 
potrząsnąć.  Cóż,  wielka  szkoda.  Apollyon  na  podstawie  jedynie  kłamstw  i  paranoi  starał  się 
nakłonić ludzi, by zabili mnie i inne wampiry. Niech mnie diabli, jeśli będę całować go w dupę i 
twierdzić,  że  smakuje  jak  cukierek.  Apollyon  minął  mnie  kipiąc  wściekłością    robiłam  się  coraz 
lepsza  w  całym  tym  rozpoznawaniu  zapachów!    i  ponownie  przywołałam  na  twarz  fałszywy 
uśmiech, gdy witałam kolejnego gościa, który niby dobrze mi życzył. 
 
232 
 
 
ROZDZIAŁ TRZYDZIESTY 
 
Dopiero, gdy potrząsnęłam dłonią ostatniej osoby w kolejce Bones odwrócił mnie w swoją stronę 
i  wycedził  przez  zęby:  -  Dlaczego  zaprosiłaś  Tepesha?  Zerknęłam  na  Vlada,  który  w  odległej 
części  pokoju  rozmawiał  z  wampirem  o  nazwisku  Lincoln.  Z  tego  co  wiedziałam  nie  był  to  ten 
sam  mężczyzna,  który  uwolnił  niewolników,  lecz  z  drugiej  strony,  był  naprawdę  wysoki.  -  Nie 
zaprosiłam. Bones wpatrywał  się we mnie,  jak gdyby  namyślał  się czy  mówię  prawdę.  -  Jeśli mi 
nie wierzysz, to sam go zapytaj  westchnęłam.  Nie żebym miała coś przeciwko temu, że Vlad tu 
jest, ale  nie pomyślałam, by go  zaprosić, bo  nie był jednym  z  tych którzy żądali  mojej głowy.  - 
Mów ciszej - syknął Bones, po czym chwycił mnie za ramię i obcesowo zawlókł mnie do pustego 
pomieszczenia  przy  wejściu.  Nie  wiedziałam  o  co  się  tak  wścieka.  Czy  naprawdę  to  tak  wielki 
problem,  że  opuściłam  kolejkę,  by  przywitać  się  z  Vladem?  Cholerne  wampiry  i  ich  zasady. 
Chociaż  nie,  może  powinnam  przemyśleć  to  stwierdzenie.  W  końcu,  ponieważ  sama  byłam 
wampirem,  obrażałam  również  siebie.  -  O  co  ci  chodzi?    spytałam  niemal  bezgłośnie.  Bones 
spojrzał  na  mnie,  jakby  nagle  wyrosły  mi  dwie  głowy.  -  Chodzi  mi  o  to,  słonko,  że  poszłaś 
przywitać swojego dawnego kochanka, jakbyś niezmiernie za nim tęskniła. Teraz ja spojrzałam na 

background image

niego, jakby zmienił się w kosmitę. - Mój dawny kochanek? Oszalałeś? Ze zdumienia podniosłam 
głos. Bones  zacisnął  palce  na  moim  ramieniu.  -  Chcesz dyskutować  o  naszych  sprawach  przed 
publicznością?  To  powiedz  tak  od  razu.  Zmusiłam  się  do  spokoju,  bo  w  innym  przypadku 
zaczęłabym chyba wrzeszczeć. - Dlaczego  sadzisz, że  uprawiałam z  Vladem seks?   udało mi się 
szeptem zapytać. Bones uniósł brew. 233 
 
 
- Charles opowiedział mi, jak zadzwonił do ciebie, gdy byłaś w łóżku z Tepeshem. Och na litość 
Boską,  racja.  Spade  zadzwonił  do  mnie  tego  ranka,  gdy  Vlad  spał  w  moim  pokoju.  Przez 
wszystko,  co  się  wtedy  stało,  zapomniałam  jak  to  mogło  wyglądać.  -  Pamiętasz  jak  mi 
powiedziałeś, że powinnam była zapytać cię o wszystko, co się stało w Nowym Orleanie, zamiast 
wyciągać pochopne wnioski? Cóż, Bones, vice versa. Gdybyś spytał, powiedziałabym ci, że nigdy 
nie  uprawiałam  seksu  z  Vladem.  Nigdy  go  nawet  nie  pocałowałam.  Spaliśmy  razem,  bo  oboje 
czuliśmy  się  samotni  i  potrzebowaliśmy  przyjaciela.  Nic  więcej.  Sądząc  po  wyrazie  jego  twarzy, 
Bones  zmagał  się  z  tą  informacją.  Postukałam  stopą  w  podłogę.  Skoro  ja  wierzę,  że  razem  z 
Cannelle podrywałeś dziewczynę za dziewczyną i wypijałeś z nich krew, aż usnęły, to lepiej uwierz 
mi na  temat Vlada, pomyślałam z błyskiem w oku. - W porządku   powiedział w  końcu.   Wierzę 
ci... i powinienem był spytać. - Nie mogę uwierzyć, że pomyślałeś, że spałam z Vladem, a jednak 
zdecydowałeś  się  o  tym  nie  mówić.  -  Och,  poruszyłbym  ten  temat,  lecz  dopiero  wtedy,  gdy 
rozwiązałaby  się  sytuacja  z  twoją  mamą.    Jego  głos  był  ostry.    Sądziłem,  że  to  zrobiłaś,  bo 
pomyślałaś, że cię rzuciłem i sam bzykam się z wieloma kobietami. Rozumiem jak mogło do tego 
dojść, lecz pewne jak diabli, że nie zamierzałem pozwolić, by wydarzyło się to ponownie. A więc 
to był drugi powód, dla którego Bones wyzwał Vlada na pojedynek tej nocy, gdy zabrał mnie z 
domu  Palownika.  Nie  tylko  nie  chciał,  bym  przebywała  z  Vladem  jedynie  z  obawy,  że  w 
przypadku  ataku  ghuli  Vlad  poświęciłby  mnie  zamiast  swoich  ludzi.  -  Przyjechałeś  po  mnie 
pomimo  tego,  że  myślałeś,  że  cię  zdradzam?  Bones  objął  dłońmi  moją  twarz.  -  Ty  wydostałaś 
mnie z Nowego Orleanu mimo tego, że myślałaś, że cię porzuciłem i upokorzyłem zdradzając z 
kilkoma  innymi  kobietami.  Właśnie  tak  robią  wampiry,  Kotek.  Zawsze  przychodzimy  po  to  co 
nasze, bez względu na okoliczności. Właśnie pomyślałam sobie, że nigdy nie byłam zadowolona 
z faktu, że jestem wampirem, gdy w powietrzu rozbrzmiał pełen nienawiści głos. - Zabieraj ręce 
od mojej żony. Zesztywniałam i obróciłam się z niedowierzaniem. Przez otwarte na oścież drzwi 
dostrzegłam zbliżającego się Gregora. Bones przesunął 234 
 
 
się,  stając  pomiędzy  mną  a  nadchodzącym  wampirem.  Poczułam  raczej  niż  zobaczyłam,  jak 
Mencheres  ruszył  w  naszą  stronę.  -  Nie  jesteś  tu  mile  widziany,  Porywaczu    powiedział 
Mencheres  z przerażającą  uprzejmością.  -  Mencheres.   Gregor  uśmiechnął się zimno.   Myślałeś, 
że odpierając jej pamięć i więżąc mnie na tyle lat wygrasz, lecz przegrałeś. Teraz każdy już wie, że 
Catherine  i  ja jesteśmy związani. A  nasze prawo mówi,  że na każde  formalne  zgromadzenie, na 
którym  obecny  jest  jeden  małżonek,  drugiemu  nie  można  odmówić wejścia.  Gregor  miał  rację. 
Tak  naprawdę  to czemu  sama  o  tym  nie  pomyślałam?  Dlaczego  nie  pomyślał  też  liczący  sobie 
kilka  tysięcy  lat  wampir  obok  mnie?  Do  diabła,  gdzie  była  jedna  z  tych  słynnych  wizji 
Mencheresa,  gdy  była  potrzebna?  -  Nigdy  nie  czułam  się  bardziej  znieważona  niż  wtedy,  gdy 
nazywasz mnie swoją żoną  warknęłam.  Gdzie jest moja matka, Gregor? Vlad również podszedł 

background image

bliżej.  Stojąc  pomiędzy  nim  i  Mencheresem,  gdyby  Gregor  odważył  się  zaatakować,  zostałby 
unieruchomiony,  po  czym  spalony  na  skwarkę.  Może  się  okazać,  że  to  jeszcze  będzie  świetne 
przyjęcie.  -  Twój  ostry  język  gwarantuje  ci  jeszcze  większą  karę  -  odparł  Gregor  wchodząc  do 
środka.  Nieoczekiwanie  Bones  uśmiechnął  się  i  w  powolnej  pieszczocie  przeciągnął  dłonią  po 
moim ramieniu. - Nie podoba ci się jej język, co? A to dziwne. To jedna z kilku rzeczy, które w niej 
uwielbiam. Gregor z wściekłością ruszył w naszą stronę, lecz nagle zatrzymał się. Chytrze spojrzał 
na Mencheresa i Bonesa, po czym roześmiał się. - Nie  powiedział.  Nie zacznę pierwszy walki na 
formalnym spotkaniu. Przyjdzie na nas czas, chien, lecz nie dzisiaj. Tak naprawdę przyszedłem, bo 
mam prezent dla Catherine. Rodney przepychając się łokciami utorował sobie drogę przez tłum, 
wpatrując  się  w  Gregora  z  nienawiścią  niemal  tak  wielką  jak  moja.  Gregorowi  to  nie 
przeszkadzało.  Z  uśmiechem  na  ustach  obejrzał  się  do  tyłu  i  spojrzał  na  kobietę  wchodzącą 
właśnie  do  domu.  Miała  na  sobie  czerwoną  suknię  z  futrzanym  kołnierzem.  W  dłoni  trzymała 
smycz, na końcu której czołgał się inny wampir. - Ty nie żyjesz  powiedziałam z niedowierzaniem. 
Kasztanowowłosa kobieta roześmiała się. 235 
 
 
-  Oui,  Catherine!  Ty  z  pewnością  o  tym  wiesz.  W  końcu  sama  mnie  zabiłaś.  Jednak  popełniłaś 
błąd. Tuż przed tym, jak mnie uśmierciłaś nakarmiłaś mnie wampirzą krwią, a potem odesłałaś do 
Gregora z nieodciętą głową. Dziękuję ci za to. W innym przypadku nie byłby w stanie wskrzesić 
mnie jako ghula. Cannelle przez cały czas uśmiechała się z wyższością. Miałam ochotę dać sobie 
w twarz. Oczywiście. Na chwilę przed tym, jak wbiłam nóż w jej serce, Cannelle wypiła kilka kropel 
krwi  Iana.  Gregor  wiedział  o  tym  z  węszenia  w  moich  snach  -  w  ten  sam  sposób,  w  jaki 
dowiedział się o innych niezliczonych szczegółach. Cannelle chciała być wampirem, lecz zamiast 
tego  pomogłam  jej  zostać  ghulem.  Cannelle  kopnęła  wampira  u  jej  stóp.  Zerknęłam  w  dół, 
zobaczyłam długie, ciemne włosy zakrywające kobiecą twarz... i poczułam, jak krew zastygła mi w 
żyłach.  -  Nie    wyszeptałam.  Wampirzyca  podniosła  wzrok,  a  jej  włosy  opadły  na  bok.  Gdy 
zobaczyłam jej twarz, rzuciłam się do przodu. - Mamo! Bones szarpnął mnie do tyłu. Walczyłam z 
nim,  zdesperowana,  by  do  niej  dotrzeć  i  przerażona  zielonym  blaskiem,  który  pojawił  się  w  jej 
poprzednio niebieskich oczach. - Catherine.  Jej głos drżał, daleki od jej zwykłego ostrego tonu. - 
Proszę, zabij mnie. - Bones, puść mnie! Zamiast tego bezlitośnie zacieśnił uścisk i odciągnął mnie 
do  tyłu.  Obok  mnie  Spade  w  podobny  sposób  trzymał  Rodneya,  podczas  gdy  ghul  obrzucał 
Gregora wyzwiskami. Mencheres wyszedł do przodu i wycelował palec w jego pierś. - Co to ma 
znaczyć?  Gregor  odrzucił  głowę  do  tyłu  i  roześmiał  się.  -  To  jest  prezent  ode  mnie  dla  mojej 
żony.  Widzisz,  jaki  jestem  litościwy?  Teraz  Catherine  i  jej  matka  będą  mogły  być  na  zawsze 
razem...  To  znaczy,  kiedy  już  moja  lojalna  Cannelle  nie  będzie  potrzebowała  służącej.  Cannelle 
uśmiechnęła się i kopnęła moją matkę w twarz. Matka przewróciła się. - Gregor, zabiję cię za to! 
W  moich  uszach  rozbrzmiało  dudnienie.  Na  początku  myślałam,  że  to  odgłos  moich  pięści 
uderzających w ramiona Bonesa, który trzymał 236 
 
 
mnie  z  całej  siły.  Jednak  zaraz  dotarło  do  mnie,  że  ten  dźwięk  nie  dochodził  z  moich  rąk. 
Rozbrzmiewał  z  mojego  wnętrza.  Cannelle  wytrzeszczyła  oczy.  W  pomieszczeniu  rozległy  się 
pełne szoku szepty, a ludzie wokół mnie zaczęli się we mnie wpatrywać. Apollyon przepchnął się 
przez  tłum  i  wbił  we  mnie  wzrok.  -  Jej  serce  bije.  Co  to  za  sztuczka?  Nie  wiem,  kto  uderzył 

background image

pierwszy,  lecz  nagle  rozpętała  się  bijatyka.  Apollyon  i  inne  ghule  z  krzykiem  rzucili  się  w  moją 
stronę. - Zabierzcie ją stąd - rzucił Bones, po czym przekazał mnie w ręce Vlada i skoczył w sam 
środek  zamieszania.  Vlad,  trzymając mnie  niczym  w  imadle,  zaczął  się cofać.  Mencheres miotał 
swoją  mocą  na  wszystkie  strony,  starając  się  powstrzymać  przemoc,  lecz  było  tu  zbyt  wielu 
potężnych nieumarłych, by unieruchomić ich wszystkich. Rozległy się krzyki, potem w ruch poszły 
pięści  i  przez  pokój  przeleciało  kilkoro  ludzi,  a  w  końcu  płomienie,  gdy  Vlad  zdecydował  się 
wyjść. Wokół nas pojawiła się ściana ognia, chroniąc nas, gdy nie wypuszczając mnie z rąk uniósł 
się wprost w powietrze. W następnej chwili sufit wybuchł nad naszymi głowami. Potem następny 
i  następny,  aż  nad  nami  nie  było  nic  oprócz  nocnego  nieba.  -  Do  diabła,  nie  zostawię  ich!   
wrzasnęłam,  gdy  wystrzeliliśmy  przez  zrujnowany  dach.  -  To  jedyny  sposób  -  mruknął  Vlad  i 
ścisnął  mnie  tak  mocno,  że  gdybym  jeszcze  mogła,  to  z  pewnością  bym  rzygnęła.  Bum.  Bum. 
Bum.  Serce  wciąż  biło  w  mojej  piersi.  Sprawiało,  że  kręciło  mi  się  w głowie    co  było  uczuciem 
dziwnie  nieznajomym  po  zaledwie  tygodniu.  Nasz  dystans  od  domu  zwiększał  się,  a  przed 
oczami  migały  mi  różne  obrazy.  Mama.  Och  Boże,  mama.  Zmieniona  w  wampira.  Bita  i 
przywleczona  na  smyczy.  Bones  rzucający  się  do  walki.  Gregor  zaśmiewający  się  do  łez.  - 
Mencheres  zapanuje  nad  wszystkim   powiedział Vlad.  Musiał  krzyczeć,  bym mogła usłyszeć go 
ponad  świstem  wiatru,  gdy  lecieliśmy  coraz  szybciej.  Ciągnęliśmy  za  sobą  nawet  płomienny 
ogon,  niczym  kometa.    Ale  nie  zrobi  tego  przy  twojej  furii  na  Gregora  i dziwnym  biciem  serca. 
Zostań tam, a ten bajzel nie skończy się, dopóki nie zginie połowa z obecnych. Chciałam wyrwać 
się z jego ramion i wrócić do domu, lecz gorzka prawda była taka, że Vlad miał rację. Kolejny raz 
okazywało się, że dla moich bliskich lepiej będzie, gdy zniknę z pola widzenia. 237 
 
 
Kiedy otworzyłam oczy, dojście do siebie zajęło mi kilka minut. Pierwsze, co do mnie dotarło, to 
że siedziałam na tylnym siedzeniu samochodu. Po drugie, wyglądało na to, że wóz nie jechał. Po 
trzecie,  dziko  zaciskałam  zęby  na  czyimś  gardle,  a  po  smaku  poznałam,  że  to  nie  był  Bones. 
Rzuciłam  się  do  tyłu  i  zobaczyłam,  że  gardło,  które  właśnie  zaatakowałam,  należało  do  Vlada. 
Koszula  na  jego  piersi  była  rozerwana, a  ja przyciskałam go do drzwi.  Wyprostował  się.  -  Co to 
było?  zapytał spokojnie. Zwymyślałam się za  to, że nie powiedziałam mu o moich niezwykłych 
nawykach żywieniowych, chociaż była to ostatnia rzecz, o której myślałam. Po naszej powietrznej 
ucieczce z czegoś, co wcześniej było darmowym przyjęciem, Vlad porwał pierwszego człowieka, 
na  jakiego  się  natknął,  zahipnotyzował  go  i  nakazał  zawieźć  nas  na  dworzec  kolejowy.  Tam 
wsiedliśmy  w  najbliższy  odjeżdżający  pociąg.  Kiedy  już  zajęliśmy  miejsca  uparłam  się,  by 
zadzwonić do Bonesa.  Jednak  telefon  pozostawał  bez  odpowiedzi. Podobnie  było  ze Spadem  i 
Mencheresem.  Vlad  oddalił  moje  obawy  mówiąc,  że  pewnie  są  zbyt  zajęci,  by  zawracać  sobie 
głowę odbieraniem telefonów. Moje kolejne próby połączenia się z nimi urwały się, gdy godzinę 
później wzeszło słońce, a ja siedząc na krześle straciłam przytomność. To była ostatnia rzecz, jaką 
zapamiętałam. - Bones się odzywał? - Rozmawiałem z nim kilka godzin temu. Powinien wkrótce 
tu  być.  Chwilę  trawiłam  tę  informację.  Zauważyłam  też,  że  moje  tętno,  które  było  powodem 
całego  zamieszania,  teraz  zniknęło.  Co  za  ironia,  że  chcieliśmy  urządzić  to  przyjęcie  po  to,  by 
ukoić  niepokoje ghuli. Teraz następstwa  ostatniej  nocy  mogą stać  się  powodem  dla  Apollyona, 
by dolać  jeszcze  więcej  oliwy  do  jego  paranoicznego  ognia.  Mogłam  jedynie mieć  nadzieję,  że 
Mencheresowi i Bonesowi udało się opanować sytuację, i że moje bycie wampirem okaże się dla 
ghuli  mniej  niebezpieczne  niż  bycie  mieszańcem.  Vlad  ściągnął  końce  swojego  porwanego 

background image

kołnierzyka,  co  skłoniło  mnie  do  wyjaśnienia  swojego  wcześniejszego  zachowania.  -  Kiedy 
przeszłam przemianę, stało się coś dziwnego. Zamiast pić ludzką krew, rzucałam się na każdego 
wampira,  który  się  do  mnie  zbliżył.  Z  jakiegoś  powodu  to  właśnie  wampirzej  krwi...  eee... 
pożądam. A teraz wiesz, że od czasu do czasu moje serce bije. 238 
 
 
Po raz pierwszy widziałam tak wielkie zdumienie na twarzy Vlada. - Niezwykłe - mruknął. Nawet, 
gdy  to  powiedział,  nie  mogłam  się  powstrzymać,  by  nie  oblizać  ust.  Pewnie,  krew  Vlada  miała 
inny smak, ale wciąż była przepyszna. Vlad obserwował mnie, gdy to robiłam, na co natychmiast 
przestałam. Pomimo tego, że zrobiłam to mimowolnie, poczułam wyrzuty sumienia, że zaczęłam 
opychać się przyjacielem. - Przykro mi. Uśmiechnął się lekko. - Cat, nigdy nie można powiedzieć, 
że  jesteś  przewidywalna.  Chciałabym  być.  Najpierw  byłam  dziwadłem  jako  mieszaniec,  a  teraz, 
jako  wampir,  stałam  się  jeszcze  większym  wybrykiem  natury.  W  dodatku  moja  matka  również 
była  wampirem.  Moja  matka,  która  nienawidziła  wampirów  od  chwili,  gdy  tylko  się  o  nich 
dowiedziała.  Moja  matka,  która  wczoraj  prosiła  mnie,  bym  ją  zabiła.  -  Powinieneś  przemyśleć 
swoją  przyjaźń  ze  mną,  Vlad,  bo  zamierzam  odzyskać  matkę.  Nawet,  jeśli  ma  to  oznaczać 
złamanie każdego wampirzego prawa, jakie istnieje. Spojrzenie miedziano-zielonych oczu Vlada 
było  spokojne.  -  Nie  oczekiwałbym  po  tobie  niczego  innego.  Nie  odpowiedziałam,  jedynie 
spojrzałam  przez  okno.  Słońce  było  w  połowie  drogi  na  niebie.  Musiało  dochodzić  południe. 
Przez  kilka  godzin  byłam  nieprzytomna.  Pomijając  wszystkie  wampirze  prawa,  prawdziwym 
pytaniem  było:  jak  zdołam  spełnić  obietnicę  dotyczącą  matki,  skoro  świt  pozbawiał  mnie 
wszelkich sił? Nie mówiąc już o tym, że i tak nie miałam pojęcia gdzie Gregor ją ukrywał. W tej 
chwili mogła być już wszędzie. - Cat.  Podniosłam wzrok i zobaczyłam, jak się we mnie wpatruje.  
Wiesz,  że  nie mogę  ci  w  tym  pomóc. Nieznaczny,  smutny  uśmiech  wypłynął  mi  na  usta.  -  Tak, 
wiem.  Rozumiałam to, ale... och, jakże podobała mi się myśl, że Vlad mnie wspiera. - Największą 
słabością  Gregora  jest  jego  duma  -  powiedział  Vlad.    Użyj  tego  przeciwko  niemu.  Za  każdym 
razem da się na to nabrać. Poczułam Bonesa na kilka minut przed tym, jak usłyszałam jego wóz. 
Ponieważ to on mnie stworzył, łączyła nas więź, która zaprzeczała lo239 
 
 
gice.  Nawet  teraz  wyczuwałam  jego  niecierpliwość,  która  niczym  papier  ścierny  ocierała  się  o 
moją  podświadomość. Znalazłam się  na  zewnątrz, zanim  jeszcze czarny  Mercedes  zatrzymał się 
przy  samochodzie  Vlada.  Zanim  zdążyłam  cokolwiek  powiedzieć  Bones  wysiadł  i  gwałtownie 
przyciągnął  mnie do  siebie,  po  czym  pocałował  mnie  mocno.  Przez  ten  pocałunek  straciłabym 
oddech, gdybym tylko go miała. Potem odsunął mnie od siebie i zaczął muskać moje usta, a jego 
oczy  zalśniły  zielono.  Wiedziałam,  że  czuł  krew  Vlada  na  moich  ustach.  Część  mnie  chciała  go 
przeprosić, gdy inna część uparcie twierdziła, że ze wszystkich ludzi on powinien mnie zrozumieć. 
- Bones - zaczęłam. - Nie przejmuj się tym  mruknął i ponownie lekko mnie pocałował. Idziemy. 
Tepesh.    Bones  krótko  skinął  głową  w  stronę  Vlada.    Do  następnego  razu.  Vlad  oparł  się  o 
samochód  ze  swoim  zwykłym  półuśmiechem  na  twarzy.  -  Jakoś  mam  wrażenie,  że  nastąpi  on 
wcześniej niż później. 
 
240 
 

background image

 
ROZDZIAŁ TRZYDZIESTY PIERWSZY 
 
Zaskoczyła  mnie  wiadomość,  że  zeszłej  nocy  zginęły  zaledwie  trzy  osoby.  Ponieważ  było  to 
oficjalne,  pokojowe  spotkanie,  większość  gości  było  nieuzbrojonych.  Tych  troje,  którzy  zostali 
zabici,  byli  ludźmi,  którzy  nie  mogli  przeżyć  wolnej  amerykanki  nieumarłych  w  taki  sposób,  jak 
wampiry  i  ghule.  Jeśli  chodzi  o  konsekwencje  złamania  praw  takiego  zgromadzenia,  nikt  nie 
wiedział  albo nie chciał powiedzieć  kto rozpoczął bijatykę. Mencheresowi i Bonesowi udało się 
uspokoić wszystkich na tyle, że nikt nie wypowiedział nikomu wojny. Gregor odszedł, a Cannelle i 
moja matka podążyły za nim. Jeśli chodzi o to, jak Apollyon i jego ghule poradzą sobie z moim 
zadziwiającym wampirzym tętnem... czas pokaże. To jednak nie martwiło mnie tak bardzo jak to, 
by  wymyśleć  plan  odzyskania  matki.  Przez  całą  podróż  samochodem,  a  później  pociągiem  do 
Bukaresztu rozmyślałam nad różnymi pomysłami. Don i moja dawna jednostka nie pomogą. To 
prawda, mój wuj posiadał międzynarodowe kontakty, lecz nie w kręgach nieumarłych. Byłby tak 
samo zagubiony jak ja. Ponadto zwlekałam z telefonem do niego, gdyż nie chciałam wszczynać 
całej tej rozmowy pod tytułem: ,,A więc jesteś już wampirem". W tej chwili pokonanie zapiekłych 
uprzedzeń  wuja  było  na  ostatnim  miejscu  na  mojej  liście  rzeczy  do  zrobienia.  Po  trzeciej  nad 
ranem  dotarliśmy  do  naszego  celu    dworu,  który  wyglądał  na  wyjęty  wprost  z  horroru.  Ze 
zbliżającym się świtem, za kilka godzin znów zapadnę w śpiączkę. Myślałam, że przed przemianą 
przygotowałam  się  do  myśli  utraty  poranków,  lecz  nie  miałam  pojęcia  w  jak  okropnych 
okolicznościach  to  nastanie.  Teraz  każda  minuta  wydawała  się  kpiną.  Co  Gregor  robił  mojej 
matce? O Boże, co Cannelle jej robiła? Myślałam, że najgorszą rzecz, jaką Gregor mógł zrobić, to 
ją  zabić.  Powinnam  była  się  domyśleć,  że  nie  będzie  tak  litościwy.  Rodney  wyszedł  nam  na 
spotkanie.  Ghul  miał  tę  samą  wściekłość  w  oczach,  którą  prawdopodobnie  miałam  i  ja. 
Impulsywnie przytuliłam go i poczułam ściskanie w gardle, gdy mocno odwzajemnił mój uścisk. 
Gdyby było trzeba, Bones skoczyłby w ogień, by odzyskać moja matkę, lecz zrobiłby to jedynie z 
miłości  do  mnie.  Nie  przez  jakiekolwiek  ciepłe  uczucie  do  niej.  Moja  matka  nie  miała  wielu 
wielbicieli, czemu sama 241 
 
 
była  sobie  winna.  Jednak  w  tej  chwili  fakt,  że  był  ktoś,  komu  na  niej  zależało    pomimo  jej 
wszystkich  wad    znaczył  dla  mnie  naprawdę  wiele.  -  Jest  twarda  -  powiedział  Rodney.  Gdy  się 
ode  mnie  odsuwał,  otarł  się  szorstką  brodą  o  mój  policzek.    Jeśli  możemy  ją  odzyskać,  to 
wytrzyma. Nieważne co jej zrobił albo czym teraz jest. - Chciała, żebym ją zabiła - wyszeptałam. - 
Boże,  Rodney,  zawsze  mówiła,  że  wolałaby  umrzeć  niż  stać  się  wampirem.  -  Wytrzyma  - 
powtórzył.  Nagle  jego  głos  stwardniał.    Lata  dorastania  były  dla  ciebie  ciężkie,  ale  dla  niej 
również. Justina jest teraz zszokowana i przerażona, lecz nie należy do tych, co łatwo się poddają. 
Stawiam na to własne życie. - Rodney, prawa... - zaczął Bones. - Daruj sobie.  Ghul puścił mnie i 
spojrzał  na  Bonesa.-  Jeśli  ty  wkrótce  nie  zabijesz  Gregora,  sam  po  nią  pójdę,  prawo  czy  nie 
prawo.  -  Nie  bądź  głupcem,  to  by  było  samobójstwo  -  rzucił  Bones.  Rodney  rzucił  mu  zimny 
uśmiech. - Zawsze mówiłeś, ze nikt nie żyje wiecznie. Byłam rozdarta między chęcią ponownego 
uściśnięcia  Rodneya  a  wiedzą,  że  Bones  miał  rację.  -  Kiedy  już  ją  odbijemy,  będzie  cię 
potrzebowała  powiedziałam, choć raz kierując się logiką.  Wiesz, że matka i ja ciągle się kłócimy. 
Jesteś  jedyną  osobą,  której  wydaje  się  słuchać,  lecz  nie  pomożesz  jej  zaakceptować  się  jako 

background image

wampira, jeśli będziesz martwy. Rodney rzucił mi uważne spojrzenie, po czym bez słowa wszedł 
do domu. Nie miałam pojęcia czy to znaczyło, że zaczeka, czy w ten sposób dawał nam znać, że 
nie.  -  Kotek, to  nie potrwa długo  -  powiedział Bones, przerywając  pełną napięcia ciszę.   Gregor 
wykorzystał już wszystkie sztuczki. Wkrótce będzie zmuszony mnie szukać. Jeśli tego nie zrobi, z 
każdym  dniem  ludzie  coraz  bardziej  będą  dociekać,  dlaczego  Gregor  nie  chce  zmierzyć  się  z 
facetem,  który  ukradł  mu  żonę  i  który  z  jej  powodu  wyzwał  go  na  pojedynek.  To  gwałtownie 
odwróciło moją uwagę od mojej matki. - Wyzwałeś go na pojedynek? Kiedy? Spojrzenie Bonesa 
było  mroczne  i  spokojne.  -  Zrobiłem  to  oficjalnie,  gdy  tylko  Mencheres  powiedział  mi,  że 
nawiedza twoje sny. 242 
 
 
Wiedziałam, że Bones planował walczyć z Gregorem w Nowym Orleanie, lecz nie miałam pojęcia, 
że  rzucono  jakiekolwiek  wyzwanie.  Fakt,  że  Gregor  w  każdej  chwili  mógł  je  przyjąć  -  co 
skutkowało  by  walką  na  śmierć  i  życie  -  napełniło  mnie  lodowatym  strachem.  -  Ale  on  jest 
silniejszy  niż  ty.    Mój  głos  był  ledwie  słyszalny.  Bones  prychnął.  -  Wiem  o  tym,  słonko,  ale  nie 
będzie  pierwszym  kolesiem,  którego  zabiłem,  a  który  przewyższał  mnie  siłą.  Wystarczy,  że 
popełni  jeden  błąd,  a  będzie  mój.  Nie  powiedziałam  na  głos  tego,  co  napełniało  moje  serce 
strachem.  A  co,  jeśli  Gregor  nie  popełni  błędu?  Minęły  całe  dwa  dni  bez  żadnych  wieści  od 
Gregora.  Rodney  i  ja  na  zmianę  nerwowo  krążyliśmy  po  pokoju. Bones  wciąż  namawiał  nas do 
cierpliwości. Jeśli Rodney choć trochę był do mnie podobny, to pewnie już znienawidził to słowo. 
Stres jednak okazał się dobry w jednym względzie  rankiem pomógł mi zachować przytomność. 
Teraz  byłam  w  stanie  nawet  chodzić,  chociaż  musiałam  wyglądać  jak  potykający  się  o  własne 
nogi  pijak.  Pomijając  czynnik  motywujący  w  postaci  stresu  zauważyłam  również,  że  im  więcej 
wypijałam  rankiem  z  Bonesa,  tym  skuteczniej  opierałam  się  sile  słońca  pojawiającego  się  nad 
horyzontem.  Być  może odpowiednia dieta  rzeczywiście  była  kluczem do dobrego  zdrowia i  dla 
ludzi,  i  dla  wampirów  Dzisiaj  zrobiłam  osobisty  milowy  krok    udało  mi  się  dojść  po  kręconych 
schodach do  kuchni  i wrócić. Zajęło mi to  bite dwie godziny. Po południu zajęło by mi  to kilka 
sekund, lecz mimo tego, że wyczerpana padłam na najbliższe krzesło w pokoju, byłam niezwykle 
zadowolona.  -  Jutro  wychodzę  na  zewnątrz  -  powiedziałam.  Bezpośrednie  światło  słoneczne 
będzie miało na mnie jeszcze większy wpływ, ale musiałam zmusić się do zwiększenia tempa. I to 
szybko. W chwili obecnej byle który człowiek mógł skopać mi tyłek aż do południa. - Czy zdajesz 
sobie  sprawę,  że  to  niezwykłe,  że  w  ogóle  się  budzisz?    spytał  Bones,  po  czym  wskazał  na 
Mencheresa.  Powiedz jej. Przez pierwsze dwa miesiące spałem od zmierzchu do świtu. Uważano 
za  niezwykłe,  że  w  ogóle  budzę  się  w  ciągu  dnia.  To  zaledwie  drugi  tydzień,  Kotek.  -  To 
niespotykane  zgodził się Mencheres. 243 
 
 
Jego ton sprawił, że spojrzałam na niego. Przez ułamek sekundy na jego twarzy dostrzegłam coś, 
co  jednak  szybko  skryła  maska  obojętności.  Bones  musiał  również  wychwycić  ten  dziwny  ton, 
ponieważ uniósł brew. - Czy jest coś, co chciałbyś dodać, Panie? Nieznajomy mi wampir wyszedł 
z kuchni i przerwał odpowiedź, jakiej chciał udzielić Mencheres. Musiał być jednym z jego ludzi, 
chociaż  zamiast Egipcjaninowi,  pokłonił  się  Bonesowi.  -  O  co chodzi?    spytał  Bones.  -  Wybacz, 
Panie,  lecz  na  linii  jest  ktoś,  kto  twierdzi,  że  ktoś  do  pana  dzwoni.  Zdumiona  uniosłam  brwi. 
Bones również. - Ktoś dzwoni, żeby mi powiedzieć, że jest do mnie telefon?  spytał z wyraźnym 

background image

sceptycyzmem. Wampir skrępowany podał mu aparat. - To mój przyjaciel, Lachlan. Zadzwonił do 
mnie i powiedział, że skontaktował się z nim Chill, znajomy wampir, do którego z kolei zadzwonił 
Nathan,  członek  linii  Kyoko.  Nathan  twierdzi,  że  wampir  o  imieniu  Rollo  nawiązał  kontakt  z 
duchem,  który  utrzymuje,  że  należy  do  ciebie...  -  Fabian!    wykrzyknęłam.  Nagle  zdałam  sobie 
sprawę, że nie widziałam go od fiaska, jakim było przyjęcie. Bones wziął komórkę od wampira i 
wszystko  się  zmieniło.  Czekaliśmy trzy  kilometry od położonego na  urwisku domu w Mołdawii, 
gdzie Gregor trzymał w niewoli moją matkę. Rodney kucał po mojej prawej, obciążony licznymi 
nożami ze srebra o dziwnie wykrzywionych ostrzach. Po mojej lewej stał Bones, garbiąc ramiona, 
a jego ciało było tak napięte, że wydawało się wykute z kamienia. Starałam się naśladować jego 
bezruch,  lecz  nie  mogłam. Niecierpliwie  wodziłam dookoła wzrokiem.  Gdzie  był  Fabian? Do  tej 
pory powinien był już wrócić. Spade wysunął się z zarośli. Upewniał się, że żadne wrogie siły nie 
zachodzą  nas  od  tyłu,  podczas  gdy  czekaliśmy  na  raport  Fabiana.  Uspokajająco  skinął  głową. 
Byliśmy jedynymi, którzy obserwowali kogoś innego w tym zimnym, skalistym otoczeniu. Spade 
spojrzał w tym samym kierunku, co Bones, a wiatr zwiał czarne jak heban włosy z jego twarzy. 
 
244 
 
 
Po czasie, który wydawał  się wiecznością,  między  drzewami pojawił  się  chwiejny  cień.  Po  chwili 
ujrzeliśmy Fabiana  unoszącego  się  tuż  nad pokrytą  mrozem ziemią.  -  Gregora  tam nie ma,  lecz 
sądząc po zachowaniu Cannelle niedługo wróci  powiedział duch, gdy już do nas dotarł.  W tej 
chwili  jest tam  około dwunastu strażników. Gdy Gregor przyjedzie, będzie ich więcej. Bones  nie 
oderwał  wzroku  od  rzeczy,  w  którą  tak  intensywnie  się  wpatrywał.  -  W  takim  razie  teraz  jest 
najlepsza pora. Fabian, pilnuj drogi. Gdy tylko zobaczysz Gregora lub jego ludzi, natychmiast nas 
o tym powiadom. Duch skinął głową, a na jego przezroczystej twarzy pojawiła się determinacja. - 
Nie  zawiodę  was.  Po  raz  chyba  setny  dzisiejszego  dnia  poczułam  ochotę,  by  uściskać  Fabiana. 
Nigdy  nie  myślałam,  że  będę  miała  tak  wielki  dług  u  ducha,  lecz  byłam  mu  winna  więcej  niż 
mogłam mu odpłacić. Po tym koszmarnym przyjęciu Fabian był na tyle przytomny, by podążyć za 
Gregorem.  Chował  się  w  bagażniku  każdego  samochodu,  jakim  Gregor  jechał  lub  czepiał  się 
ludzi,  którzy  zdarzyli  się  być  w  pobliżu  wampira.  Zgodnie  z  uprzedzeniem  nieumarłych  Gregor 
wydawał się nie zdawać sobie sprawy, że ktoś go szpieguje, mimo że on lub któryś z jego ludzi 
mogli dostrzec ducha. Duma zawsze ważniejsza niż klęska. Najtrudniejszym zadaniem Fabiana po 
odkryciu  kryjówki  Gregora  było  nawiązanie  z  nami  kontaktu  i  przekazanie  nam  informacji. 
Przecież  widmo  nie  mogło  zadzwonić,  napisać  maila  lub  wysłać  listu.  Ducha  jak  zwykle 
ignorowano,  lecz  Fabian  miał  mnóstwo  czasu,  by  mówić.  Sprzyjający  nam  wampir  słuchał  go 
wystarczająco długo, by rozpocząć łańcuch telefonów, który w końcu dotarł do Bonesa. Do chwili 
dotarcia do tego domu nie mieliśmy pewności czy Gregor jeszcze w nim będzie. Minęło półtora 
dnia od czasu, gdy Fabian opuścił nasze otoczenie do chwili, gdy niezmiernie zdumiony człowiek 
Mencheresa podał Bonesowi telefon. Potem kolejne kilka godzin, nim dotarliśmy do Mołdawii, i 
jeszcze  kilka,  by  rozeznać  się  czy  to  nie  pułapka.  Nie  żebym  wątpiła  w  lojalność  Fabiana,  lecz 
zawsze była szansa, że Gregor rozpoznał ducha i dodał dwa do dwóch. Jednak wyglądało na to, 
że nikt w domu nie miał pojęcia, że zostaną zaatakowani. Ze zmartwieniem spojrzałam w niebo. 
Wszystko to były dobre wieści. Zła wiadomość była jednak taka, że świt miał nadejść za zaledwie 
pół godziny. 245 

background image

 
 
Jak gdyby słysząc moje myśli, Bones spojrzał na mnie. - Powinnaś się cofnąć, Kotek. W pierwszym 
odruchu chciałam się kłócić. Gwałtownie, głośno i z mnóstwem przekleństw. To moja matka była 
uwięziona  w  tym  domu,  więc  niech  mnie  diabli,  jeśli  będę  siedzieć  spokojnie  na  tyłku  mając 
nadzieję, że wszystko pójdzie dobrze. Wtedy jednak spojrzałam na twarze wokół mnie. Wszyscy 
oni  ryzykowali  życie  dla  mojej  matki,  a  co  więcej,  z  tego  powodu  łamali  wszelkie  prawa 
nieumarłych.  Jedynie  ja  byłam  wrażliwa  na  siłę  świtu.  Pewnie,  teraz  już  po  wschodzie  słońca 
zachowywałam  przytomność i byłam w stanie chodzić, ale walczyć? Nie. Nawet, gdyby zależało 
od tego życie moje lub  mojej matki.  -  Zostanę   powiedziałam. Bones  uniósł brwi,  jakby były  to 
ostatnie  słowa,  jakich  się  po  mnie  spodziewał.    Dajcie  mi  detonator.  Być  może  będziemy 
potrzebować  dywersji,  gdyby  Gregor  wrócił  zanim  wydostaniemy  stamtąd  moją  mamę.  Spade 
skinął  głową  i  podał  mi  urządzenie,  które  miał  przypięte  do  paska.  Do  drzew  było 
przymocowanych  kilka  paczek  dynamitu,  tak  blisko  domu,  na  ile  ośmieliliśmy  się  podejść 
niezauważenie.  W  walce  wybuchy  nie  zranią  wampirów  ani  ghuli    chyba  że  znajdą  się  oni 
bezpośrednio przy eksplodujących drzewach  jednak narobią cholernego hałasu. Czasami jednak 
odwrócenie  uwagi  stanowiło  zasadniczą  różnicę  między  życiem  a  śmiercią...  czy  ucieczką  i 
schwytaniem. Bones pocałował mnie szybko i mocno. - Nie wrócę bez niej - obiecał. - Nie mów 
tak  odparłam natychmiast.  Jeśli coś się stanie i odzyskanie jej teraz będzie zbyt niebezpiecznie, 
wróćcie do mnie. Znajdziemy jakiś inny sposób. Rodney zaczął pełznąć przez krzaki. Spade rzucił 
mi ponure spojrzenie, po czym ruszył za nim. Bones pogładził mnie po twarzy i również poszedł. 
A za nim Fabian. Zostałam na miejscu i nie potrzebowałam lornetki, by widzieć jak zbliżają się do 
domu.  Według  Fabiana  na  zewnątrz  było  czterech  strażników,  wewnątrz  kolejnych  ośmiu  oraz 
Cannelle.  Element  zaskoczenia  był  ich  jedyną  przewagą.  Tamtych  było  cztery  razy  więcej,  a 
wątpiłam  by  Gregor  zostawił  na  straży  słabeuszy.  Mimo,  że  dystans  wynosił  niecałe  trzy 
kilometry,  doczołganie  się  do  celu  zajęło  trzem  mężczyznom  dobre  dziesięć  minut.  Po  drodze 
jednak ledwie poruszali źdźbła trawy wokół nich. Do czasu, gdy dotarli do domu, miałam nerwy 
w strzępach. Mieszanina strachu, nadziei, fru246 
 
 
stracji i zdenerwowania sprawiła, że czułam jakbym miała zaraz wyskoczyć ze skóry. Czy strażnicy 
mieli rozkaz natychmiast zabić moją matkę, gdyby nastąpił atak? Czy Bones, Spade lub Rodney 
dotrą do niej na czas, nie dając się zabić po drodze? Och Boże, niech to się uda. Nie mogłam się 
powstrzymać. Zaczęłam czołgać się za nimi. Obiecałam sobie, że zatrzymam się w połowie drogi  
na  tyle  blisko,  by  dostrzec,  co  tak  naprawdę  się  dzieje.  Nieliczne  drzewa  zniekształcały  widok 
domu. Wysoka trawa kończyła się niecałe trzydzieści metrów od budynku, więc Bones, Rodney i 
Spade nie będą mogli niepostrzeżenie wślizgnąć się do środka. Wszystko we mnie zesztywniało, 
gdy  trzech  mężczyzn  jednocześnie  podniosło  się  i  ruszyło  do  domu.  Zaalarmowani  czterej 
strażnicy  zaczęli  krzyczeć,  lecz  poczułam  dziką  satysfakcję,  gdy  szybko  ucichli.  Bones  sam 
pokonał dwóch,  jednemu  rzucając srebrnym nożem w  pierś,  a drugiemu  przekręcając  podobne 
ostrze w sercu. Spade i Rodney szybko poradzili sobie z pozostałą dwójką, po czym, idąc z trzech 
różnych kierunków, weszli do budynku. Wewnątrz rozległo się jeszcze więcej krzyków. Zaczęłam 
czołgać się szybciej, nie tracąc jednak domu z oczu. Nagle, w przerażającym staccato, rozległy się 
strzały  z  broni  automatycznej  i  dał  się  słyszeć  wysoki,  wściekły  kobiecy  wrzask.  Cannelle.  Na 

background image

wspomnienie,  jak  Cannelle  kopnęła  moją  matkę w  twarz,  trzymając  ja  na  smyczy  poczułam,  że 
pragnę  jej  śmierci  równie  mocno  jak  Gregora.  Właśnie  dotarłam  do  granicy,  jaką  sobie 
wyznaczyłam, gdy zobaczyłam Fabiana. Duch pojawił się przed budynkiem gorączkowo machając 
rękami. - Gregor wrócił! - wykrzyknął. O żesz. - Powiedz Bonesowi  powiedziałam wyjmując zza 
paska  detonator.  Z  rosnącą  desperacją spojrzałam w  niebo.  Świt  był  zdecydowanie  zbyt  blisko, 
bym  rzucała  się  w  wir  walki,  lecz  wciąż  mogłam  przycisnąć  kilka  guzików.  Przynajmniej  tyle 
mogłam zrobić. Fabian zniknął w ścianie domu, nie zadając sobie trudu skorzystania z jednego z 
rozbitych okien jako wejścia. W szalonym napięciu czekałam aż pojawi się na zewnątrz, gdzieś w 
pobliżu  dachu.  Wyglądało,  jakby  wskazywał  na  lewo  ode  mnie,  skąd  doszedł  mnie  pisk  opon. 
Niech  szlag  trafi  Gregora  za  bycie  cwanym  krwiopijcą.  Nie  zamierzał  podjechać  bezpośrednio 
pod  dom  i  w  ten sposób  stać się  łatwym  celem.  Nie, chciał  podkraść  się miedzy drzewami,  by 
zrobić swoją własną pułapkę. 247 
 
 
Ostrożnie, żeby mnie nie zauważono, zamachałam do Fabiana. Duch opadł niżej i wydawało się, 
jakby  wtopił  się  w  ziemię.  Kilka  chwil  później  porządnie  mnie  wystraszył,  wyłaniając  się  kilka 
centymetrów  przed  moją  twarzą.  -  Powiedz  mi  gdzie  są  -  szepnęłam.  Fabian  ponownie  zniknął 
pod ziemią. Czekałam, a następne kilka minut działało na moje nerwy jak palnik. W końcu głowa 
Fabiana wyskoczyła z gruntu niczym mglisty świstak. - Krążą dookoła.  Jego głos był tak cichy, że 
niemal go nie słyszałam.  Zmierzają w tę stronę, lecz nieco dalej w górę niż ty. Uśmiechnęłam się 
ponuro.  W  ten  sposób  znajdą  się  bezpośrednio  przy  drzewach  obłożonych  dynamitem.  No 
dawaj,  Gregor.  Pokaż,  gdzie  jesteś.  Moje  życzenie  spełniło  się,  gdy  usłyszałam  ciche  kroki  w 
krzewach  jakieś  czterdzieści  metrów  ode  mnie.  Czekałam,  odliczając  odległość.  Dwadzieścia 
metrów. Dziesięć. Już niemal na miejscu... Niemal... Odpaliłam ładunki w chwili, gdy Gregor i jego 
strażnicy przechodzili w pobliżu najbardziej obładowanego dynamitem drzewa. Jedna po drugiej 
nastąpiły  serie  eksplozji,  dekoncentrując  Gregora  i  innych  i  napawając  ich  niepewnością,  gdzie 
będzie  następny  wybuch.  Był  to  również  głośny  sygnał  dla  Bonesa,  że  muszą  się  wycofać,  bez 
względu na to czy mają moją matkę, czy nie. Z tuzinem strażników, których miał ze sobą Gregor, 
wydostanie się stąd nawet dla nas samych będzie ryzykowne. Nie mogliśmy sobie pozwolić na to, 
by zwlekać  choćby chwilę. Z nienawiścią spojrzałam na  jaśniejące  niebo. Gdyby wszystko działo 
się  godzinę  temu,  mogłabym  walczyć!  Mogłabym  pomóc  odbić  moją  matkę  lub  odciągnąć 
jakichś strażników, lub zrobić cokolwiek innego niż tylko pilnować, by przez schwytanie sytuacja 
nie zmieniła się na gorsze. Jedno z okien w domu eksplodowało, gdy dwie postacie wyskoczyły 
przez  nie  na  zewnątrz. Rozpoznałam  je i poczułam  ukłucie satysfakcji, gdy  zobaczyłam Bonesa, 
który  zaciskał  dłoń  na  gardle  Cannelle,  po  czym  złapał  ją  za  głowę  i  gwałtownie  przekręcił, 
odrywając  ją  od  tułowia.  Adieu,  suko,  pomyślałam,  patrząc  jak  kopniakiem  odrzuca  bezwładne 
ciało kobiety. Jednak moja chwila zwycięstwa  miała  krótki  żywot. Gregor  po  francusku krzyknął 
jakiś  rozkaz  i  nagle  dwunastu  strażników  ruszyło  na  Bonesa.  Zapominając  o  tym,  że  mam  się 
ukrywać,  zerwałam  się  na  równe  nogi,  gdy  zobaczyłam  wybiegającego  z  domu  Spade'a. 
Srebrnymi nożami 248 
 
 
zaczął rzucać w hordę, która nacierała na jego najlepszego przyjaciela, odwracając ich uwagę od 
Bonesa i ściągając ją na siebie. Tchórz, pomyślałam złośliwie na widok Gregora, który nie ruszał 

background image

się z miejsca przy odległym krańcu domu. Co zrobisz, Porywaczu? Uciekniesz, póki jeszcze masz 
szansę  czy  zaryzykujesz  życie  i  zaczniesz  walczyć?  Ktoś  wyważył  kopniakiem  wejściowe  drzwi. 
Gwałtownie nabrałam powietrza, gdy pojawił się w nich Rodney z moją matką w ramionach. Ręce 
zaplotła  na  jego  karku  i  poruszała  się.  Żyje.  Och,  dzięki  Bogu.  Gregor  warknął  coś  i  wyciągnął 
miecz. Rodney zatrzymał się i odwrócił, wciąż trzymając moją matkę w ramionach. Miecz Gregora 
wydawał się lśnić w stłumionym świetle nadchodzącego świtu. Bones i Spade walczyli każdy z pół 
tuzinem  strażników.  Żaden  z  nich  nie  mógł  pomóc  Rodneyowi.  Zaczęłam  biec,  jednocześnie 
wyciągając srebrne noże zza paska i przeklinając. Gregor był zbyt daleko, bym zdołała go trafić. 
Boże,  dlaczego  nie  potrafiłam  biegać  szybciej?  Rodney  postawił  moją  matkę  na  ziemi,  przez 
krótką chwilę pogładził ją po policzku, po czym odwrócił się w stronę Gregora. Przy pasku miał 
zaledwie dwa noże, a Gregor był od niego znacznie silniejszy. - Gregor - wrzasnęłam. Jasnowłosa 
głowa  odwróciła  się  w  moją  stronę  i  Gregor  zobaczył  jak  biegnę  w  ich  stronę.  -  Catherine.   
Bardziej  zobaczyłam  niż  usłyszałam  jak  mówi.  W  tej  chwili,  wykorzystując  odwróconą  uwagę 
Gregora,  Rodney rzucił w  niego jednym  ze swoich sztyletów. Ostrze wbiło się w  pierś wampira, 
lecz po szybkości, z jaką Gregor wyrwał je z piersi wiedziałam, że nie przebiło jego serca. Gregor 
odwrócił  się gwałtownie w  stronę Rodneya  i mieczem  przeciął  powietrze  między  nimi. Zamiast 
się uchylić, Rodney natarł. Uderzył w Gregora z całej swojej nieumarłej siły. Gregor zachwiał się, 
lecz  nie  upadł.  Nóż,  który  Rodney  podniósł,  by  wbić  go  w  pierś  Gregora  nigdy  nie  trafił  celu. 
Wolną  ręką  Gregor  chwycił  nadgarstek  Rodneya  i  brutalnie  przekręcając  szarpnął  nim  w  dół, 
używając  rozpędu  Rodneya  przeciwko  niemu  samemu.  Długi  miecz  błysnął  w  szybkim  i 
bezlitosnym  ruchu.  Moja  matka  rzuciła  się  do  przodu.  -  Rodney,  nie!  -  krzyknęła.  Gregor  nie 
podniósł  wzroku.  Nie  zrobił  tego  dopóki  ostrze  miecza  nie  wbiło  się  w  kark  Rodneya  i 
zakrwawione  nie  ukazało  się  po  jego  drugiej  stronie.  Wtedy  Gregor  spojrzał  prosto  na  mnie.  I 
uśmiechnął się. 249 
 
 
Nie odwróciłam wzroku od szmaragdowego spojrzenia Gregora. Nie zrobiłam tego nawet wtedy, 
gdy kopnął odciętą głowę Rodneya w stronę mojej matki, ani gdy spokojnym, równym krokiem 
ruszył w moim kierunku. Jakby we śnie, przestałam biec. Upuściłam noże i patrzyłam, jak Gregor 
nadchodzi.  Usłyszałam  krzyk  Bonesa,  lecz  wydawał  się  on  tak  daleko.  Z  mojej  piersi  zaczęło 
dobiegać  głuche  dudnienie,  które  rozpoznałam  jako  ponownie  budzące  się  bicie  mego  serca, 
lecz  nawet  to  było  bez  znaczenia.  Wszystko  na  czym  mogłam  się  skupić  to  czysta  nienawiść 
płynąca  w moich  żyłach,  napływająca coraz  większymi  falami,  aż  miałam  wrażenie,  że  we  mnie 
eksploduje. I dlatego nie wydało mi się nienaturalne, że trawa wokół mnie stanęła w płomieniach. 
Przez  czerwoną  mgłę  spowijającą  mój  wzrok,  miało  to  sens.  Trawa,  która  wchłonęła  krew 
Rodneya  nie  powinna  istnieć. Dom, w którym Gregor  torturował  i  zabił  moją  matkę  również.  W 
gruncie  rzeczy  wszystko  tutaj  powinno  spłonąć.  Każda.  Jedna.  Rzecz.  Pomarańczowo-czerwone 
płomienie  popełzły  po  trawie  i  zaczęły  lizać  ściany  domu,  wspięły  się  po  nich  i  pokryły  dach. 
Wtedy  trawa  wokół  Gregora  zmieniła  się  w  arenę  ognia  i  zaczęła  palić  jego  nogi.  Widok  jego 
kończyn  w  ogniu  ucieszył  mnie,  lecz  to  mi  nie  wystarczyło.  Chciałam  zobaczyć,  jak  jego  skóra 
skwierczy i pęka. Chciałam patrzeć, jak wszystko wokół niego spala się na popiół. I chciałam, by 
stało się to teraz. Drzewa wokół mnie eksplodowały, lecz mimo to wciąż wbijałam w niego wzrok. 
Płoń.  Płoń.  Mogłam  myśleć  jedynie  o  tym.  Nic  nie  wydawało  się  już  realne.  Ani  moja  matka 
zanosząca  się  płaczem  nad  ciałem  Rodneya,  ani  wrzeszczący  z  bólu  Gregor,  gdy  płomienie 

background image

ogarnęły całe jego ciało. - Catherine, przestań!  - krzyknął Gregor.  Część mnie była zaskoczona. 
Dlaczego myślał, że to ja byłam odpowiedzialna za powstanie tego cudownego ognia? Spade po 
drodze  musiał  podłożyć  jeszcze  kilka  ładunków.  Albo  zrobił  to  Bones.  Powinnam  teraz  zabrać 
stąd  matkę,  gdy  Gregor  płonął.  Jednak  nie  mogłam  się  ruszyć.  Te  pulsujące  we  mnie  gorące, 
cudowne fale wściekłości przykuły mnie do ziemi. Płoń. Płoń. - Kotek! Głos Bonesa wyrwał mnie z 
transu. Spojrzałam na niego zdumiona, że wydawał się być zabarwiony na czerwono i niebiesko. 
Wszystko inne wokół również. Bones wbił ostrze w wampira naprzeciw siebie, po 250 
 
 
czym odrzucił je na bok. Nic nie przesłaniało mi widoku i zobaczyłam, jak jego oczy rozszerzają 
się  w  szoku.  Wzrok  utkwił  gdzieś  w  okolicach  mojej  talii.  Spojrzałam  w  dół...  i  gwałtownie 
nabrałam  powietrza.  Od  łokcia  w  dół  moje  ręce  były  niebieskie,  pokryte  pulsującymi 
płomieniami, których nawet nie czułam. Czerwień i szkarłat buchały z moich rąk, paląc wszystko 
na mojej drodze aż po dach domu. Bones podbiegł do mnie. Szarpnięciem przyciągnął mnie do 
siebie,  ignorując  wciąż  wypływające  ze  mnie  płomienie.  -  Charles,  bierz  Justinę!    krzyknął  i 
poczułam,  jak  moje  stopy  nagle  odrywają  się  od  ziemi.  Przez  przesłaniającą  mi  wzrok 
czerwononiebieską mgłę patrzyłam, jak Spade chwyta moją matkę i  unosi się w  powietrze.  Pod 
nami Gregora i dom wciąż trawił ogień, lecz nawet teraz widziałam jak Gregor tarza się na wolnej 
od  płomieni  trawie,  gasząc  ogień  na  sobie  na  tyle  szybko,  by  na  powrót  się  nim  nie  zająć. 
Morderca, pomyślałam, a fala wściekłości ponownie mnie zalała. Czerwień ponownie przesłoniła 
mi  wzrok,  a  Gregor  wrzasnął  i  zaczął  jeszcze  szybciej  przewracać  się  po  ziemi,  gdy  płomienie 
wybuchły na nim ze zdwojoną siłą. Chmury rozsunęły się, pozwalając, by promień światła padł na 
moją twarz. Miałam wrażenie, jakby ktoś kopnął mnie w głowę, a czerwona mgła zaczęła znikać 
mi sprzed oczu. W tej samej chwili Bones zatopił kły w mojej szyi i zaczął mocno ssać. Ostatnie, 
co zobaczyłam, to blade kolory świtu, przypominające płomienie wciąż trawiące ziemię u naszych 
stóp. 
 
251 
 
 
ROZDZIAŁ TRZYDZIESTY DRUGI 
 
Gdy  otworzyłam  oczy,  mój  wzrok  padł  na  nagie  betonowe  ściany,  które  po  chwili  przesłoniła 
nachylająca się  nade mną ciemna głowa. - Nic ci  nie  jest, Kotek? Twarz Bonesa znaczyły smugi 
sadzy.  W  gruncie  rzeczy  w  całym  pomieszczeniu  unosiła  się  silna  woń  dymu.  Natychmiast 
spojrzałam  na  swoje  ręce.  Spokojnie  leżały  na  moim  brzuchu,  blade  i  niewinne.  Może  tylko 
wyobraziłam  sobie  to,  co  się  stało.  Usiadłam  tak  szybko,  że  głową  uderzyłam  Bonesa  w  czoło. 
Kilka kroków dalej stał Mencheres. W końcu rozpoznałam pokój - znajdowaliśmy się w jednej z 
celi  do  przetrzymywania  wampirów.  -  Spokojnie  słonko  -  powiedział  Bones,  kojącym  gestem 
przesuwając  dłońmi  wzdłuż  moich  ramion.  Miałam  nadzieję,  że  po  ustawieniu  i  zdetonowaniu 
ładunków straciłam przytomność i wszystko, co wydarzyło się później było koszmarnym snem. - 
Moja  matka?  Rodney?  -  Jest  bezpieczna.  On  nie  żyje.  -  Głos  Bonesa  był  ochrypły.  Śmierć 
Rodneya była prawdziwa, a to znaczyło, że niebieskie płomienie również. Ogień. Wypływający ze 
mnie. Nie chciałam w to wierzyć, lecz pamiętałam  och, jak dobrze pamiętałam!  uniesienie, gdy 

background image

pozwoliłam  dać  ujście  trawiącym  mnie  furii  i  nienawiści,  i  obserwowanie  jak  przybierają  formę 
ognia.  -  Jestem  pirokinetyczką.  Powiedziałam  to  na  głos,  obserwując  twarz  Bonesa  i  mając 
nadzieję, że poda mi jakieś inne wyjaśnienie tego co się stało. Nie zrobił tego. - Na to wygląda. - 
Ale  jakim  cudem?   spytałam. Zrzuciłam nogi z łóżka, które  jednak  oklapły niczym flaki. No i już 
po  moim  chodzeniu.  Czułam  w  ciele  ogromne  zmęczenie.    Powiedziałeś  mi,  że  indywidualny 
talent wampira ujawnia się dopiero po kilku dekadach. Poza tym myślałam, że jest bezpośrednio 
związany z talentem jego stwórcy. Ale ty nie władasz ogniem, Bones. Chyba, że coś przede mną 
ukrywasz.  -  Nic  przed  tobą  nie  ukrywam.  A  nawet,  gdyby dodać do  równania  twoje  śmiertelne 
lata, to nigdy nie widziałem wampira  wysokiej rangi czy 252 
 
 
nie    który  manifestowałby  swoje  siły  tak  szybko  po  przemianie.    W  głosie  Bonesa  brzmiała 
frustracja. Zerknęłam na Mencheresa i napotkałam spojrzenie jego chłodnych, czarnych oczu. Nie 
było w nich nawet śladu zaskoczenia czy zdumienia... i nagle wiedziałam dlaczego. - Ty łajdaku - 
wyszeptałam.  Na  początku  Bones  myślał,  że  mówię  do  niego,  lecz  później  przesunął  wzrok  na 
ciemnookiego wampira, który nie odezwał się nawet słowem. - On wiedział od samego początku. 
 Zaczęłam podnosić głos, w miarę jak rósł mój gniew.  Wiedział, że Gregor widział mnie w swojej 
wizji i nie dlatego zdecydował, że musi mnie mieć, bo byłam mieszańcem, czy dlatego, że by we 
mnie zakochany. Wiedział, że Gregor zobaczył mnie jako wampira, podpalającą wszystko niczym 
wielki  fajerwerk.  Właśnie  dlatego  Gregor  mnie  pragnął,  by  móc  kontrolować  tę  moc.  Ale 
Mencheres również tego chciał. To inny powód, dla którego odebrał mnie Gregorowi i uwięził go 
na te wszystkie lata. Chciał mieć moją moc po swojej stronie. To o to w tym wszystkim chodziło! 
Bones nie spytał Mencheresa czy to prawda. Jego brązowe oczy zalśniły zielenią, gdy wpatrywał 
się  w  mężczyznę,  którego  znał  ponad  dwieście  dwadzieścia  lat.  -  Powinienem  cię  za  to  zabić   
niemal warknął. Wyraz twarzy Mencheresa nie zmienił się ani na jotę. Szkło miało więcej emocji. - 
Być może to zrobisz. Moje wizje przyszłości sięgały jedynie dzisiejszego ranka, więc zakładam, że 
wkrótce będę martwy. Teraz, gdy jesteś współwładcą mojej linii, a Cat jest tym, kim miała być, to 
gdy mnie już zabraknie, moi ludzie będą chronieni.  Maska obojętności spadła z jego twarzy, na 
której teraz pojawił się bunt i zdecydowanie.  Tak, dwanaście lat temu odebrałem Cat Gregorowi, 
by  jej  moc  służyła  moim  ludziom,  a  nie  jego.  Co  więcej,  Bones,  to  ja  dałem  ci  cynk,  dzięki 
któremu zjawiłeś się w tamtym barze w Ohio w noc, w której ją poznałeś. Sądzisz, że to zbyt duża 
manipulacja?  Ja  nie.  Tysiące  ludzi w mojej  linii  polegają  na  mojej  protekcji, co  teraz  znaczy  dla 
mnie więcej niż twoje poczucie zdrady. Gdy przeżyjesz tyle co ja, nauczysz się, że bycie zimnym 
manipulatorem  jest  konieczne.  Nawet,  gdy dotyczy  twoich  bliskich.  Bones  prychnął  tak  gorzko, 
jak ja się czułam. - Twierdzisz, że mnie kochasz? Jest oczywiste, że dla ciebie nie jestem niczym 
więcej, jak tylko pionkiem. 253 
 
 
W  ciemnych  oczach  Mencheresa  nawet  na  moment  nie  pojawiło  się  wahanie.  -  Zawsze  cię 
kochałem. W gruncie rzeczy, jak syna. Bones podszedł do niego. Miał na sobie ten sam strój co 
wcześniej,  poplamiony  krwią,  sadzą  i  ziemią...  przy  którym  wciąż  miał  kilka  srebrnych  noży. 
Mencheres nie poruszył się ani mnie mrugnął. Nawet, gdy Bones wyciągnął sztylet, nie dało się 
odczuć  promieniowania  jego mocy. - Tak  bardzo  jesteś siebie  pewny?   spytał  Bones, czubkiem 
noża przesuwając po piersi Egipcjanina.  Tak bardzo przekonany, że zdołasz mnie powstrzymać, 

background image

zanim przekręcę ci to ostrze w sercu? Miałam ochotę zeskoczyć z łóżka i stanąć miedzy nimi. Nie 
dlatego, że martwiłam się o Mencheresa, lecz dlatego, że gdyby Bones zaatakował, a Mencheres 
zdecydowałby  się  bronić,  ten  nóż  mógłby  wylądować w  sercu  Bonesa.  Jednak  moje  nogi  wciąż 
nie  chciały  działać.  -  Mógłbym  cię  powstrzymać,  ale  nie  zrobię  tego.    W  głosie  Mencheresa 
brzmiało ogromne zmęczenie.  Jeśli musisz to zrobić, by zemścić się za to co zrobiłem, to zrób to. 
Już i tak dostatecznie długo żyłem. - Bones  szepnęłam nie wiedząc czy poganiam go, by rzucił 
sztylet,  czy  odwrotnie    by  go  użył.  Bones  zacisnął  dłoń  na  nożu.  Mencheres  wciąż  ani  drgnął. 
Czekałam. Miałam wrażenie, że wstrzymywałam oddech, mimo że już nie oddychałam. W końcu 
Bones  błyskawicznie  poruszył  ręką  i  sztylet  wylądował  w  pochwie  przy  jego  pasku.  -  Kiedyś 
zdarzyło  się,  że  zasługiwałem  na  śmierć  z  twoich  rąk,  Mencheres,  a  jednak  pozwoliłeś  mi  żyć. 
Teraz to ja daruję ci życie, więc jesteśmy kwita. Lecz tylko skłam lub jeszcze raz wykorzystaj ją lub 
mnie, a to się zmieni. Bones cofnął się. Wydawało mi się, że ramiona Mencheresa nieco opadły, 
jednak nie byłam pewna czy to z ulgi, czy z zaskoczenia. Wtedy Bones usiadł obok mnie i położył 
dłoń na mojej wciąż bezużytecznej nodze. - Żadnych więcej sekretów. Jak ona może posiadać tę 
moc? Jest zbyt młoda i nie odziedziczyła jej po mnie, więc jak to możliwe? Zanim odpowiedział, 
Mencheres przeciągnął dłonią po swoich długich, czarnych włosach. - Wampiry piją ludzką krew, 
by wyssać ze śmiertelników życie, którego sami nie mają. Ona jednak nie pije ludzkiej krwi, bo nie 
jest do końca martwa. 254 
 
 
Ze  zdumienia  aż  otworzyłam  usta.  Bones  nie  zareagował.  -  Mów  dalej.  -  Jej  serce  bije,  gdy 
emocje biorą w niej górę - podjął Mencheres.  To dowód, że życie wciąż się jej trzyma. Właśnie 
przez to jej ciało odrzuca ludzką krew, gdyż nie potrzebuje tego zawartego w niej życia. Lecz to, 
czego jej ciało potrzebuje by istnieć, to moc. Tak samo jak umierający człowiek pochłania moc z 
wampirzej  krwi,  by  przejść  przemianę,  ona    będąc  stale  na  granicy  śmierci    absorbuje  moc 
nieumarłych za każdym razem, gdy pożywia się z wampira. Ale ja żywiłam się jedynie z Bonesa. 
Nie,  zaraz...  również  z  Vlada.  Pożywiłam  się  z  Vlada, a on  jest  pirokinetykiem.  Czy  to  naprawdę 
możliwe, że pijąc jego krew przejęłam jego moc władania ogniem? Musiało tak być. Nic innego 
nie  tłumaczyło  fajerwerków  strzelających  z  moich  rąk,  a  i  tak  zauważyłam  już,  że  za  każdym 
razem, gdy piłam z Bonesa, stawałam się silniejsza. O wiele silniejsza niż powinien być przeciętny 
nowy wampir. Głośno przełknęłam ślinę. - Czy Gregor wie, że posiadam tę moc? - Wizje Gregora 
nie  są  tak  wyraźne  i  częste  jak  u  mnie.  Jedyne  co  widział,  to  twoja  moc.  Nie  zna  jej  źródła. 
Prawdopodobnie  sądził,  że  potrzebujesz  czasu,  by  ją  w  sobie  rozwinąć.  W  innym  przypadku 
zmieniłby cię w wampira, gdy miałaś szesnaście lat. Znając Gregora, uwierzyłam w to. To również 
wyjaśniało,  dlaczego  Gregor wcześniej  nie  bał  się,  że  użyję  na  nim  tych  nowych  zdolności.  Nie 
sądził, że tak szybko je posiądę. - Czy ta moc jest trwała? Czy może, no wiecie, z czasem zniknie, 
jeśli nie będę żywić się z wampirów posiadających jakieś umiejętności? Mencheres zerknął w bok. 
- Nie wiem  -  powiedział.   Już  wam  mówiłem:  nie widzę już przyszłości. Ani  twojej... ani niczyjej. 
Ponieważ nic nie można było poradzić na mój ,,stan", jak o tym myślałam, pojechałam do mojej 
matki.  Ostatnie dwa  tygodnie  były  dla  niej więcej  niż  piekłem.  Jednak  aby  pokonać  niedowład 
moich kończyn, piłam z Bonesa, zauważając przy tym z niepokojem jak szybko czułam się przez 
to lepiej. Byłam taka dumna z postępu, jaki do tej pory zrobiłam, lecz  jak się okazuje  ten postęp 
wcale nie był mój. Z mieszańca zmieniłam się w niemal martwą, żądną mocy pijawę. Czułam się 
jak 255 

background image

 
 
podróbka  wampira,  a  mówiąc  dokładniej,  jak  jeszcze  większe  dziwadło.  Gdy  nie  poszliśmy  na 
piętro,  do  pokoju  mojej  matki,  lecz  skierowaliśmy  się  w  dół  wąskiego  korytarza  w  piwnicy, 
zaskoczyło  mnie,  że  znajdowała  się  w  pokoju  podobnym  do  tego,  w  których  przetrzymywano 
wampiry.  -  Dlaczego?  -  spytałam.    Czy  żądza  krwi  jeszcze  jej  nie  przeszła?  -  To  dla  jej 
bezpieczeństwa - odparł Bones krótko.  Próbowała się zranić. Wiele razy. Och nie. Spróbowałam 
wziąć  się  w  garść.  Bones skinął  głową  do  strażnika  przy drzwiach  i  wpuszczono  nas  do  środka. 
Moja matka siedziała w rogu niewielkiego pomieszczenia. Sądząc po jej wyglądzie nie zmieniała 
odzieży,  ani  też  nie  brała  prysznica.  Jej  długie,  brązowe  włosy  były  brudne  od  krwi  i  ziemi, 
podobnie  jak  całe  jej  ciało.  Nawet  nie  uniosła  głowy,  by  zobaczyć  kto  przyszedł.  -  Mamo   
powiedziałam  miękko.    To  ja,  Catherine.  Słysząc  mój  głos  uniosła  głowę.  Gwałtownie 
zaczerpnęłam powietrza, gdy utkwiła we mnie spojrzenie swoich jaskrawo zielonych oczu, a spod 
jej  warg wysunęły  się  końce  kłów.  -  Jeśli  kiedykolwiek  mnie  kochałaś,  to  powiedz,  że  przyszłaś 
mnie  zabić.  Ja  nie  mogę  tak  żyć.  Zacisnęłam  dłonie  w  pięści  i  poczułam  sączący  się  do  mego 
serca ból. - Tak mi przykro z powodu tego, co się stało  zaczęłam. Nigdy jeszcze nie czułam się 
tak bezradna.  Ale możesz... - Mogę co?  przerwała mi ostro.  Żyć jako morderca? Zabiłam ludzi, 
Catherine! Rozerwałam im gardła i zamordowałam ich, gdy walczyli o ucieczkę. Nie mogę z tym 
żyć! Jedynie wściekłość powstrzymywała mnie przed wybuchnięciem płaczem. Ten łajdak Gregor 
po  tym  jak  ją  zmienił,  zamknął  z  nią  ludzi  w  jednym  pomieszczeniu. A  przecież  wiedział  co się 
stanie.  Żaden  nowy  wampir  nie  mógł  powstrzymać  się  przed  wypiciem  kogoś  do  cna  podczas 
swojego pierwszego napadu głodu. Gdyby Bones już nie był martwy, sama kilkakrotnie już bym 
go zabiła, gdy zapanował nade mną ten głód. - To nie twoja wina  spróbowałam z desperacją. Z 
obrzydzeniem  odwróciła wzrok.  -  Nie  rozumiecie.  -  Owszem,  rozumiemy. Słysząc spokojny  ton 
Bonesa, moja matka uniosła głowę. 256 
 
 
- Doskonale cię rozumiem - ciągnął. - Ian przemienił mnie wbrew mojej woli, wypijając ze mnie 
całą  krew,  gdy  próbowałem  się  od  niego  uwolnić.  Później  obudziłem  się  na  cmentarzysku, 
ściskając  w  rękach  ciało  młodego  mężczyzny.  Miał  rozerwane  gardło,  a  ja  czułem  w  ustach 
najsłodszy ze wszystkich smak. Zanim zacząłem się kontrolować na tyle, by nie zabijać, zdarzyło 
się tak jeszcze sześć razy. I uwierz mi, Justino, za każdym razem pałałem do siebie nienawiścią. A 
jednak przetrwałem. I tobie też się uda. - Ja nie chcę przetrwać  powiedziała ostro, wstając.  Mam 
wybór i nie chcę tak żyć! - Rodney w ciebie wierzył.  Mój głos zadrżał na wspomnienie zmarłego 
przyjaciela.  Powiedział, że gdyby udało nam się ciebie odbić, to dasz sobie radę. Bez względu na 
to, co ci zrobiono. - Rodney nie żyje  odparła, a w jej oczach zalśniły różowe łzy. Zanim zdążyłam 
mrugnąć,  Bones  złapał  moją  matkę  za  kołnierz  i  szarpnął  do  góry,  aż  zawisła  ze  stopami  kilka 
centymetrów  nad  podłogą.  -  Kiedy  go  znalazłem,  Rodney  miał  sześć  lat.  Był  zagłodzonym 
sierotą,  włóczącym  się  po  ulicach  Polski.  Wychowałem  go,  kochałem,  po  czym  pomogłem 
zmienić się w ghula. A wszystko to ponad sto lat przed tym, zanim się narodziłaś. Umarł ratując 
cię, więc nie waż się znieważać jego ofiary tym, że się zabijesz. Nie obchodzi mnie czy każdego 
parszywego  dnia  będziesz  nienawidzić  tego,  czym  się  stałaś.  Będziesz  żyć,  bo  Rodney  na  to 
zasłużył.  Rozumiesz?  Bones  potrząsnął  nią,  po  czym  puścił.  Upadła  i  zatoczyła  się,  lecz  nie 
mogłam  się  zmusić,  by  go  zganić.  Ból  w  jego  głosie  był  zbyt  głęboki.  Drzwi  otworzyły  się  i 

background image

pojawił  się  w  nich  Spade.  Wyglądał  na  tak  samo  wściekłego,  jak  ja  się  czułam    jego  normalnie 
droczące się spojrzenie było teraz posępne i twarde. - Gregor żyje i zdecydował się przyjąć twoje 
wyzwanie.  Będzie  tu  jutro  wieczorem.  Na  moment  zamknęłam  oczy.  Dlaczego  teraz?  Dlaczego 
tak szybko po tym ostatnim, niszczącym ciosie? Oczywiście pewnie dlatego Gregor to zrobił. Miał 
nadzieję  wykorzystać  rozpacz  Bonesa  po  stracie  bliskiego  przyjaciela.  A  może  jego  ego  nie 
mogło  znieść  faktu,  że  każdy  dowiedziałby  się,  że  Bones  porwał  od  niego  moją  matkę  jako 
dodatek do tego, że już miał jego żonę. Największą słabością Gregora jest jego duma, powiedział 
Vlad. Może ta duma nie mogła znieść coraz to nowych ciosów, jakie jej zadawano. 257 
 
 
- W takim razie jutro  powiedział Bones. - Co to za wyzwanie?  spytała moja matka. - Walka na 
śmierć    odparł  Bones  krótko.  Moja  matka  wciąż  zwinięta  siedziała  na  podłodze,  lecz  w  jej 
płonących  zielenią  i  różowymi  łzami  oczach  pojawił  się  nowy  wyraz.  Rozpacz  i  nienawiść  do 
samej  siebie  zastąpił  gniew.  -  Zabij  Gregora.  Jeśli  to  zrobisz,  będę  żyła  w  ten  sposób,  bez 
względu  na  to  jak  bardzo  będę  tego  nienawidzić.  -  Zabiję    powiedział  Bones  tym  samym, 
spokojnym  tonem.  Poczułam  dreszcz  strachu.  Jutro  wieczorem  albo  Bones  dotrzyma  tej 
obietnicy... albo zginie. 
 
258 
 
 
ROZDZIAŁ TRZYDZIESTY TRZECI 
 
Bones  stanął  naprzeciwko  mnie,  mając  na  sobie  jedynie  luźne  czarne  spodnie.  Starałam  się 
przełknąć  panikę,  lecz  bez  względu  na  to,  jak  bardzo  usiłowałam  utrzymać  obojętny  wyraz 
twarzy, zdradzał mnie jej chorobliwie kwaśny zapach. Uścisnął moje dłonie. Niedawno się posilił, 
przez co jego własne były ciepłe. W porównaniu z nimi moje były zimne jak lód. - Może, gdybym 
miała wystarczająco dużo czasu, mogłabym wczoraj spalić Gregora  powiedziałam, z nienawiścią 
myśląc  o  tym  co  miało  się  stać.    Dlaczego  mnie  ugryzłeś,  kiedy  mnie  zabierałeś?  Może  nie 
musiałbyś  tego  robić,  gdybyś  nie  wypił  ze  mnie  tyle  krwi.  Bones  roześmiał  się  szorstko.  -  W 
rzeczy  samej,  ale  to  nie  tak  jak  myślisz.  Kiedy  cię  trzymałem,  zaczęłaś  mnie  palić.  Miałem  do 
wyboru albo pozwolić ci spalić mnie na popiół, albo ugryźć cię i mieć nadzieję, że pozbawienie 
cię krwi  połączone  z  mocą słońca zduszą płomienie, albo upuścić cię.  Wciąż chcesz  krytykować 
mój wybór? Bonesa też podpaliłam? - Mam nadzieję, że ta moc zniknie  powiedziałam szczerze. 
Wzruszył ramionami. - Może tak się stanie. Wampiry utrzymują moc dzięki ludzkiej krwi do czasu, 
aż będą potrzebować ponownie się pożywić, by odzyskać siły. Taki sam efekt osłabienia mógłby 
dotyczyć i ciebie, a nie podoba mi się pomysł, byś w tym celu za każdym razem gryzła Tepesha. - 
Nigdy więcej - powiedziałam, wzdrygając się na myśl podpalenia Bonesa. Kto chciałby mieć taką 
moc,  skoro  nie  można  jej  kontrolować,  a  która  rani  tych,  których  kochasz?  Spade  wszedł  bez 
pukania. - Już czas - powiedział. Jego twarz była twarda i bez emocji, chociaż wiedziałam, że był 
tak  samo  zraniony  jak  ja.  Napotkałam  wzrokiem  brązowe  spojrzenie  Bonesa.  Na  jego  ustach 
pojawił się uśmiech, lecz nie mogłam go odwzajemnić, nawet gdyby zależało od tego moje życie. 
Poczułam na skórze pieszczotę jego mocy. Łagodziła mój strach i wplatała się w podświadomość, 
jeszcze mocniej nas ze sobą łącząc. 259 

background image

 
 
- Nie bój się, słonko  powiedział miękko.  Wkrótce będzie po wszystkim, a Gregor będzie martwy. 
Skinęłam  głową,  obawiając  się  mówić.  Och  Boże,  gdybym  mogła  zamienić  się  z  Bonesem 
miejscami,  zrobiłabym  to.  Natychmiast.  -  Poprosiłbym  cię,  żebyś  tu  została...    ciągnął  Bones  - 
...ale  podejrzewam,  że  byś  odmówiła.  Nie  mogłam  opanować  prychnięcia.  -  Jakbyś  powiedział: 
,,Nie inaczej".  Za nic nie mogłabym chować się w pokoju, gdy Bones walczyłby z Gregorem na 
śmierć i życie.  Ale nie przejmuj się mną. Skup się na nim. Nic mi nie będzie. - Och, poświęcę mu 
całą uwagę, Kotek - powiedział Bones ponuro.  Możesz na to liczyć. Chciałam powiedzieć mu, że 
nie musi tego robić i że znajdziemy jakiś inny sposób, lecz wiedziałam, że było by to na darmo. 
Bez  względu  na  wszystko,  Bones  nie  zrezygnowałby  z  tej  walki.  Nawet  gdyby  Gregor  nagle 
obiecał, że zostawi nas w spokoju, a moja matka zdecydowała, że jest zachwycona faktem, że jest 
wampirem. Gregor zamordował Rodneya. Bones walczył z Gregorem z powodów liczniejszych od 
moich.  W drzwiach  pojawił  się  Mencheres, a  za  nim  Ian.  Spojrzałam na dwa  wampiry,  jednego 
ciemnego  i  egzotycznego,  a  drugiego  rudowłosego,  o  klasycznej  urodzie.  Obaj  byli 
odpowiedzialni za istnienie Bonesa, jako że Mencheres przemienił Iana, a Ian zmienił Bonesa. Tak 
wiele  wydarzeń  doprowadziło  do  tej  chwili.  Bones  pochylił  się  i  w  najlżejszym  z  pocałunków 
musnął  moje  usta.  Kiedy  podniósł  głowę,  przesunęłam  palcami  po  jego  wargach,  zwalczając 
potrzebę,  by  go  chwycić  i  za  nic  nie  puszczać.  Wokół  mnie  uniósł  się  ostry  zapach  mojej 
desperacji. Bones delikatnie ścisnął moje ramiona. - To nie pierwszy raz, gdy staję twarzą w twarz 
ze śmiercią, Kotek,  i  nie  planuję,  by był ostatni.  Wybrałem  bardzo niebezpieczny tryb  życia, ale 
taki jestem. Ty również. Byłabyś taka nawet wtedy, gdybyśmy się nigdy nie spotkali. Wiedziałam, 
o  czym  tak  naprawdę  mówił.  Jeśli  umrę,  to  nie  będzie  twoja  wina.  Owszem,  to  prawda,  że 
gdybyśmy  się  nie  poznali,  żylibyśmy  równie  niebezpiecznie,  lecz  fakt  był  taki,  że  gdyby  dzisiaj 
zginął,  to  przeze  mnie.  -  Kocham  cię.  To  wszystko,  co  mogłam  teraz  powiedzieć.  Cokolwiek 
innego mogło by go rozstroić, a musiał się skoncentrować, by pobić Gregora. 260 
 
 
- Wiem - wyszeptał.  I ja cię kocham. Zawsze. Zanim zdążyłam mrugnąć, obrócił się i zniknął za 
drzwiami.  Zdecydowano,  że  pojedynek odbędzie  się na  tyłach  domu  Mencheresa.  Trawnik  tam 
był  wystarczająco  duży,  a  na  krańcach  jego  ogromnych  połaci  rosły  rzędy  wysokich  drzew. 
Obszar wielkości boiska do baseballa został oczyszczony ze wszystkiego poza kurzem, podobnie 
jak miejsce, gdzie zmierzyć się  mieli Gregor  i Bones. Nie  miałam pojęcia, dlaczego potrzeba im 
było  aż  tyle  miejsca,  lecz  z  drugiej  strony  po  raz  pierwszy  brałam  udział  w  czymś  takim  ...  i 
miejmy  nadzieję,  że  był  on  ostatni.  Gregor  już  był  na  miejscu  i  stał  obok  swojego  krwawego 
służącego, Luciusa. Byłam zaskoczona, że Lucius żyje, gdyż sądziłam, że był jednym z wampirów, 
których  Bones,  Spade  i  Rodney  zabili  wcześniej  w domu.  Wczorajsza  nieobecność  Luciusa  była 
dziwna,  ponieważ  za  każdym  razem,  gdy  spotykałam  Gregora,  Lucius  mu  towarzyszył.  Wciąż 
jednak  miałam  większe  zmartwienia  od  tego,  że  służącego  nie  było  przy  Gregorze  podczas 
ostatniej zasadzki. Gregor i Lucius nie byli jedynymi nowymi przyjezdnymi. Najwyraźniej oficjalny 
pojedynek  był  nie  lada  wydarzeniem.  Było  tu  kilka  wysokich  rangą  wampirów,  których  nie 
rozpoznałam. Sojusznicy Gregora, jak wyjaśnił mi Mencheres, jak i kilkoro członków linii Bonesa i 
cztery  wampiry,  które  przedstawiono  mi  jako  Strażnicy  Prawa.  Z  tej  czwórki  wysoka  blondynka 
iskrzyła wystarczającą mocą, bym poczuła niepokój. Choć wyglądała na zaledwie osiemnaście lat, 

background image

miałam  wrażenie,  że  żyła  już  pięć  tysiącleci.  Pozostali  trzej  towarzyszący  jej  mężczyźni  również 
byli wampirami najwyższej rangi. Bones, Spade i ja złamaliśmy prawo zabierając moją matkę od 
Gregora.  Rodney również,  oczywiście, lecz  on  był  poza  jakimkolwiek osądem. Może  na resztę z 
nas  wciąż  czekała  kara.  Skoro  mowa  o  mojej  matce,  to  również  była  tu  obecna.  Sądziłam,  że 
będzie  unikać  pojawiania  się  wszędzie  tam,  gdzie  był  Gregor,  lecz  stała  na  odległym  końcu 
trawnika,  obserwując  Gregora  oczami  rozjarzonymi  niczym  uliczne  latarnie.  Każdy,  kto  stał  w 
odległości  dziesięciu  metrów  od  niej,  czuł  promieniujące  z  niej  nienawiść  i  gniew.  Nawet  nie 
chciałam  sobie  wyobrażać co  jeszcze mogło spotkać  ją w  czasie, gdy  Gregor  ją  przetrzymywał. 
Na samą myśl ogarniała mnie furia tak wielka, że zaczynałam się martwić, by moje dłonie znów 
nie zajęły się ogniem. 261 
 
 
Od  chwili  wyjścia  z pokoju  dwadzieścia minut  temu  Bones  mnie  unikał.  Rozumiałam dlaczego   
nie  chciał  myśleć  o  niczym  poza  walką.  W  jakiś  sposób  nawet  odciął  się  od  więzi,  jaką  czułam 
między  nami  od  chwili,  gdy  obudziłam  się  jako  wampir.  Teraz  nie  czułam  nic  z  jego  strony. 
Miałam  wrażenie,  jakby  między  mną  a  jego  obecnością w  mojej  podświadomości  nagle wyrósł 
mur.  Czułam  się  osamotniona,  jakbym  straciła  nogę.  Wiele  razy  słyszałam,  jak  Bones  mówił  o 
związku  pomiędzy  wampirem  a  jego  stwórcą.  Dopiero  teraz,  kiedy  ta  więź  zniknęła, 
uświadomiłam  sobie  jak  była  silna.  Bones  stał  na  skraju  pola  i  rozmawiał  ze  Spadem.  Nie 
słyszałam  ich,  albo  przez  szum  rozmów  pozostałych  zgromadzonych,  albo  przez  to,  że  mówił 
zbyt  cicho.  Światło  księżyca  odbijało  się  od  pięknej,  bladej  skóry  Bonesa,  a  w  srebrzystych 
promieniach jego ciemne włosy wydawały się poprzetykane jaśniejszymi pasmami. Nie mogłam 
przestać  się  na  niego  patrzeć,  a  mój  niepokój  rósł  wraz  z  mijającym  czasem.  Bones  nie  mógł 
dzisiaj umrzeć. Po prostu nie mógł. Los chyba nie mógł być tak okrutny, by pozwolić Gregorowi 
wygrać po tylu okropnych rzeczach, jakich się dopuścił. Miałam nadzieję, że tak się nie stanie. Po 
przeciwnej stronie pola zobaczyłam, jak przez tłum zgromadzonych świadków przedziera się inna 
ciemna  postać.  Vlad.  Zerknął  na  mnie,  lecz  wciąż  szedł  w  przeciwnym  kierunku.  Zdziwiona 
uniosłam brwi, gdy Bones gestem przywołał go do siebie, a dwaj Strażnicy Prawa cofnęli się, by 
go  przepuścić.  Vlad  pochylił  się,  by  usłyszeć  co  mówi  Bones  i  jego  twarz  przesłoniła  zasłona 
włosów.  Nie  potrafiłam  nic  wyczytać  z  zamkniętej  twarzy  Spade'a  i  nie  słyszałam  ani  słowa. 
Sfrustrowana  patrzyłam  jedynie,  jak  Vlad  odpowiedział,  również  zbyt  cicho  dla  mnie,  a  Bones 
krótko skinął głową. Wtedy Vlad odszedł, tym razem kierując się w moją stronę. - Co powiedział? 
  spytałam,  gdy  tylko  do  mnie  podszedł.  Vlad  wzruszył  ramionami.  -  To,  czego  można  było  się 
spodziewać. Poczułam, jak po kręgosłupie przeszedł mi lodowaty dreszcz. Znając Bonesa pewnie 
poprosił  Vlada,  by  się  mną  zaopiekował,  gdyby  Gregor  go  zabił.  Mimo,  że  nie  lubił  Vlada,  coś 
takiego  było  dla  niego typowe. Był  jedynie ostrożny czy wiedział,  że w  żaden sposób  nie zdoła 
pokonać Gregora? Boże, czyżby Bones wiedział, że nie wygra z Gregorem, a mimo to nie chciał 
się wycofać z walki? 262 
 
 
Właśnie miałam podbiec do Bonesa i błagać go, żeby wszystko odwołać, kiedy na środek polany 
wyszła  wysoka,  blondwłosa  strażniczka.  -  Pojedynek  rozpocznie  się  teraz.  Jak  wcześniej 
uzgodniono, nie skończy się do chwili, aż jeden z walczących nie zginie. Każdy, kto przeszkodzi w 
walce,  zapłaci  za  to  życiem.  Mencheres  chwycił  moją  dłoń.  -  Już  za  późno,  by  to  zatrzymać   

background image

powiedział łagodnie, jak gdyby wiedział, co zamierzam zrobić.  Jeśli teraz się wtrącisz, zginiesz. Z 
przyzwyczajenia  przełknęłam  ślinę,  lecz  moje  usta  były  suche.  Vlad  położył  dłoń  na  moich 
ramionach, a  Bones  i Spade ruszyli  na  środek  pola.  Gregor zrobił  to samo, a  Lucius  podążył za 
nim. Nic z tego nie rozumiałam, dopóki Spade i Lucius nie podali swoim przyjaciołom noży, po 
czym  wycofali  się  na  skraj  nieregularnego  koła.  Sekundanci,  uświadomiłam  sobie.  Zarówno 
Spade  jak  i  Lucius  nieśli  po  trzy  sztylety,  z  których  teraz  po  jednym  oddali.  Gdy  ta  broń  się 
skończy,  będzie koniec.  Ponownie  przełknęłam.  Strażniczka  Prawa  również  opuściła  pole.  Teraz 
zostali na nim jedynie Gregor i Bones, oddaleni od siebie zaledwie o cztery metry. Ich oczy lśniły 
zielenią,  kły  wystawały  spod  warg,  a  powietrze  wydawało  się  naładowane  i  ciężkie  od 
promieniującej z nich mocy. Byłam tak spięta, że miałam wrażenie, że rozsypię się na kawałki, gdy 
Strażniczka powiedziała: - Zaczynajcie. Bones i Gregor z wampirzą szybkością rzucili się na siebie 
i zderzyli się kilka metrów nad ziemią. Jako że Gregor również był bez koszuli, przez sekundę nie 
mogłam  poznać  kto  jest  kim  w  szaleńczym  wirze  bladych  ciał.  Wtedy  rozdzielili  się,  a  ich ciała 
znaczyły szybko leczące się rany. Pomimo gniewu, jaki do niego czułam, złapałam Mencheresa za 
rękę i poczułam, jak w odpowiedzi ścisnął moją dłoń. Kątem oka on również wyglądał posępnie. 
Zalała  mnie  kolejna  fala  strachu.  Czyżby  wierzyli,  że  walka  zakończy  się  śmiercią  Bonesa?  Czy 
wierzyli w to wszyscy prócz mnie? Gregor i Bones ponownie zwarli się w brutalnym chwycie. Tym 
razem dostrzegłam  srebro wbijające  się  w  ciało,  najpierw  lśniące w  promieniach  księżyca, a  po 
chwili  całe  zbroczone  krwią.  Żaden  z  nich  jednak  nie  wydał  z  siebie  dźwięku.  Wśród 
obserwatorów również panowało milczenie. Cisza była głośniejsza od krzyków. 263 
 
 
Bones odskoczył przed zadanym od dołu ciosem w jego serce, odepchnął się od Gregora i kilka 
metrów dalej podniósł, cały umazany ziemią. W następnej sekundzie rzucił swoim nożem, który 
aż po rękojeść wbił się w mostek Gregora... lecz ten zdążył wyrzucić własne ostrze, które trafiło 
Bonesa w oko. Zdusiłam krzyk, zlękniona, że najmniejszy hałas okaże się dla niego śmiertelnym 
zagrożeniem. Bones  natychmiast  wyszarpnął sztylet  i  odparł  atak Gregora, który  uwolnił nóż ze 
swojej  piersi  i  z  niesamowitą  szybkością  rzucił  się  na  niego.  Gdybym  nie  była  wampirem, 
rzuciłabym  się  na gęstą,  czerwoną  substancję  pokrywającą  sztylet  Bonesa. On  jednak  nawet  na 
sekundę  nie  przestawał  walczyć  z  Gregorem,  podczas  gdy  jego  oko  powoli  odrastało.  Gregor 
nagle udał cios z lewej, po czym zanurkował nisko, prześliznął pod Bonesem i pojawił się po jego 
drugiej  stronie  tak  szybko,  że  początkowo  nie  uświadamiałam  sobie  co  zrobił.  Dotarło  to  do 
mnie  dopiero wtedy, gdy Bones zgiął się w  bólu,  a  ja zobaczyłam nóż tkwiący głęboko między 
jego  łopatkami.  Gregor  warknął  jakiś  rozkaz  do  Luciusa,  po  czym  złapał  srebrny  sztylet,  który 
rzucił mu sługa i zaatakował Bonesa, gdy ten starał się dosięgnąć noża wystającego mu z pleców. 
Nie mógł jednak jednocześnie robić tego i odpierać ataku Gregora. Gregor przyspieszył i zaczął 
kaleczyć Bonesa. Wydawało mi się, jakby w jakiś sposób miał cztery ręce zamiast dwóch. Na ciele 
Bonesa  pojawiały  się  coraz  to  nowe  rany,  mimo  że  nieustannie  utrzymywał  ostrze  z  dala  od 
swojej  piersi.  Zdałam  sobie  sprawę,  że  Gregor  do  tej  pory  się  powstrzymywał,  i  poczułam  jak 
ogarnia mnie panika i strach. Był nawet szybszy niż wydawało się na początku. Bones zmuszony 
cofnął  się,  ze sztyletem  wciąż  wbitym  między  łopatkami.  Gregor  nasilił  swój  atak.  W  powietrzu 
rozchodził  się  dźwięk  jedynie  srebra  uderzającego  o  srebro  i  wywołujący  mdłości  odgłos 
rozcinanego ciała... aż nagle w mojej piersi zaczęło narastać głuche dudnienie. Mencheres ścisnął 
moją dłoń tak mocno, że poczułam ból, lecz nie mogłam powstrzymać bicia mego serca. Każdy 

background image

nowy cios lub rana, każda nowa szkarłatna wstęga krwi, wydawały się zwiększać tempo w mojej 
piersi.  W  tłumie  zaczął  narastać  szum,  w  większości  dochodzący  ze  strony  nowoprzybyłych,  a 
rytm  wewnątrz  mnie  stał  się  równiejszy  i  bardziej  słyszalny.  Gregor  zerknął  na  mnie...  a  Bones 
rzucił  się  do  przodu.  Z  całej  siły  uderzył  głową  w  pierś  Gregora  i  od  dołu  wbił  niego  nóż  tak 
brutalnie, 264 
 
 
że połamał mu żebra. Gregor zawył, lecz szarpnął się do tyłu na tyle szybko, by ostrze nie dotarło 
do serca. Podciął Bonesowi nogi i skoczył na niego, nie zwracając uwagi na to, że sztylet przez to 
jeszcze bardziej zagłębiał się w jego ciele. Nie rozumiałam, dlaczego to robił, dopóki Bones nie 
zaczerpnął  gwałtownie  powietrza,  a  jego  twarz  wykrzywiła  agonia.  Nóż  w  jego  plecach.  Ich 
wspólny  ciężar  sprawił,  że  sztylet  na  całą  długość  zagłębił  się  w  jego  ciele,  a  srebrne  ostrze 
wyszło z jego piersi niebezpiecznie blisko jego serca. Bones zebrał siły i odepchnął Gregora, po 
czym odwrócił się, szykując na jego następny atak. Wtedy zobaczyłam, że rękojeść noża niemal 
całkiem  zniknęła  w  jego  plecach.  Teraz  nigdy  nie  zdoła go wyciągnąć,  pomyślałam,  a  łomot  w 
mojej  piersi  stał  się  jeszcze  głośniejszy.  Jak  Bones  pokona  Gregora,  gdy  od  wewnątrz  pali  go 
srebro?  Kiedy  każdy  cios,  każdy  unik  przybliżał  je  do  jego  serca?  Jednak  Bones  nie  przestawał 
walczyć.  Robił  to  z  szybkością  i  dzikością,  która  przeczyła  jego  stanowi.  Podstawił  Gregorowi 
nogę ruchem zbyt szybkim, by nadążyć za nim wzrokiem, czym zmusił Gregora do cofnięcia się, 
po czym przeciągnął nożem głęboko po oczach wampira, gdy ten poruszył się, by chronić serce. 
W  następnej chwili Gregor zamachnął  się,  próbując wbić Bonesowi nóż w plecy. Bones w  uniku 
odskoczył  od  niego  i  kopnięciem sypnął  mu  piachem  w  oczy.  Gdy  Gregor  uniósł  ramię,  by się 
bronić,  Bones  rozpłatał  je  z  taką  siłą,  że  połowa  kończyny  poszarpana  opadła  na  ziemię. 
Wyszarpnęłam  się  z  uścisku  Mencheresa  i  splotłam dłonie w gorącej modlitwie, żeby to  był dla 
Gregora koniec. Jednak on wyskoczył w powietrze, unikając kolejnego ciosu Bonesa, i zawołał do 
Luciusa po trzeci, ostatni już nóż. Jego oczy musiały już wystarczająco się wyleczyć, by dostrzec 
na ciemnym niebie błysk srebra, gdy Lucius rzucił ostrze tak wysoko, że Gregor musiał wyciągnąć 
ramię,  by  je  złapać.  Bones  spotkał  się  z  nim  w  powietrzu  w  chwili,  gdy  Gregor  chwycił  sztylet. 
Nóż,  którym  celował  w  pierś  Gregora,  trafił  w  żołądek,  gdy  zadany  od  spodu  cios  Gregora 
zablokował  mu  drogę.  Bones  zaczął  szarpać  sztyletem  na  wszystkie  strony,  natychmiast 
pokrywając  się  czerwoną  posoką.  Obydwaj  runęli  na  ziemię  -  Bones  skręcił  ciało  tak,  by 
wylądować na nogach, podczas gdy Gregor spadł bezwładnie, trzymając się za olbrzymią ranę w 
trzewiach. Kiedy Bones rzucił się na Gregora, a Porywacz nie zrobił nic, by się obronić, poczułam 
falę  uniesienia.  Lecz,  gdy  sztylet  Bonesa  opadł  na  odsłonięte  plecy  Gregora,  wbijając  się 
dokładnie w miejsce, gdzie po265 
 
 
winno być serce, Gregor wyrzucił przed siebie pięść, wbijając sztylet głęboko w brzuch Bonesa. W 
moim  umyśle  eksplodował  ból,  gdy  mur  jaki  wzniósł  między  nami  Bones  teraz  opadł,  a  jego 
emocje  zalały  moją  podświadomość.  Poczułam  istną  agonię  z  powodu  srebra  zatopionego  w 
jego  plecach  i  trzewiach.  Ta  ostatnia  rana  paliła  o  wiele  mocniej,  przez  co  instynktownie 
chwyciłam  się  za  brzuch.  Jeśli  to  był  jedynie  cień  tego,  co  czuł  Bones,  to  ból  musi  zżerać  go 
niczym kwas. Sztylet Bonesa zachwiał się i zsunął z pleców Gregora, zamiast zagłębić się w jego 
sercu.  Przerażona  patrzyłam  jak  Bones  cofnął  się  chwiejnie,  wciąż  trzymając  nóż  zagłębiony  w 

background image

jego  brzuchu.  Wyciągnął go w  chwili, gdy  Gregor  podniósł  się  z  ziemi.  Ręka  i  rana  na  brzuchu 
Porywacza  już  się goiły.  Bones  nie  przestawał  się  cofać,  a  jego  kroki  stawały się  coraz  bardziej 
chwiejne.  Nie  mogłam  powstrzymać  krzyku,  gdy  Gregor  wyszarpnął  sztylet  z  dłoni  Bonesa  i 
kopnął go na tyle mocno, że Bones zwalił się na plecy. Zalała mnie fala furii i udręki. Tak bardzo 
wplotły się w moje emocje, że nie wiedziałam już czy były moje, czy Bonesa. Pomimo, że Bones 
wyjął z ciała srebrny nóż, ból nie malał. Co dziwne, poczułam jak z powolnym natężeniem staje 
się tak silny, że w końcu jedynie ręka Vlada trzymała mnie w pozycji stojącej. Coś było nie tak. Ból 
nie  powinien  się  nasilać    srebro  zostało  wyjęte.  Dlaczego  nie  mógł  się  ruszać?  Wstawaj, 
krzyczałam  niemo.  Wstawaj!  Bum.  Bum.  Moje  serce  zagrzmiało,  gdy  Gregor  stanął  nad 
bezbronnym Bonesem. Jakby z oddali usłyszałam szloch Annette, poczułam jak Vlad ściska moje 
ramię,  lecz  wszystko  zdawało  się  niknąć...  Wszystko,  oprócz  dwóch  postaci  na  ciemnej  połaci 
ziemi.  Jak  gdyby  w  zwolnionym  tempie  patrzyłam,  jak  Gregor  uniósł  nóż.  Zobaczyłam,  jak 
kolanami  przytrzymuje  ramiona  Bonesa,  gdy  ten  starał  się  go  z  siebie  zrzucić.  Patrzyłam,  jak 
ostrze  zaczyna  zniżać  się  ku  jego  piersi.  Poczułam  rozpacz  Bonesa,  gorzką  jak  trucizna. 
Dostrzegłam,  jak  lśniące  zielono  spojrzenie  Gregora  przesunęło  się  po  tłumie,  aż  natrafiło  na 
mnie.  I  wtedy  Gregor  uśmiechnął  się.  Był  to  ten  sam  uśmiech,  jaki  posłał  mi  po  tym,  jak  zabił 
Rodneya.  Pełen  satysfakcji.  Triumfujący.  Bezlitosny.  Gregor  dotknął  sztyletem  piersi  Bonesa, 
powoli zatapiając w niej ostrze, a jego uśmiech stał się jeszcze szerszy. Moje spojrzenie zasnuło 
się  czerwoną  mgłą,  a  w  głowie  grzmiała  tylko  jedna  myśl:  Nie.  Gregor  nagle  stanął  w 
płomieniach. Ogarnęły go tak 266 
 
 
szybko,  że  uśmiech  nie  zdążył  opuścić  jego  twarzy.  Miałam  jedynie  ułamek  sekundy,  by  go 
odwzajemnić ... po czym głowa Gregora eksplodowała. Jego dłonie wciąż ściskały nóż wbijający 
się  w  pierś  Bonesa,  lecz  po  chwili  jego  ciało  opadło  na  bok,  całkowicie  już  strawione  ogniem. 
Obok  mnie  Vlad  zaklął  zszokowany.  Dopiero  wtedy  dotarło  do  mnie,  że  oczy  wszystkich 
wpatrzone były we mnie, a moje ręce pokrywały błękitne płomienie. - Ona umrze  beznamiętnie 
odezwała się Strażniczka Prawa. 
 
267 
 
 
ROZDZIAŁ TRZYDZIESTY CZWARTY 
 
Nikt nie próbował zatrzymać trzech Strażników Prawa, gdy ruszyli w moją stronę i pojmali mnie. 
Mówiąc  prawdę,  ja  również  nie  starałam  się  tego  zrobić.  Byłam  zbyt  zajęta  wypatrywaniem 
Bonesa, jako że widok na polanę przesłaniał mi teraz tłum ludzi. Od chwili, gdy widziałam go po 
raz ostatni, nie poruszył się. Czy powstrzymałam Gregora na czas? Czy może zdołał wystarczająco 
głęboko wbić swój sztylet? - Cat, coś ty zrobiła?  wychrypiał Vlad. Nie mógł przestać wpatrywać 
się  w  moje  ręce.  Płomienie  zanikały,  za  co    jak  sądzę    Strażnicy  byli  wdzięczni,  skoro  trzymali 
mnie  pod  ramiona.  -  Czy  Bonesowi  nic  nie  jest?   spytałam  ignorując  go.  Ogarnął  mnie  dziwny 
spokój.  Nie  miałam  świadomego  zamiaru  posłać  w  głowę  Gregora  tej  ognistej  kuli,  lecz  nie 
żałowałam, że tak  się stało. Nawet, gdybym  nie  uratowała Bonesa, w  ten sposób nie minęło by 
wiele czasu, nim bym do niego dołączyła. Poza tym zabicie Gregora oznaczało wolność dla mojej 

background image

matki. Były  o wiele mniej  znaczące  rzeczy,  dla  których warto  było  umrzeć.  Mencheres wyglądał 
na równie oszołomionego jak Vlad. Musiał naprawdę stracić zdolność widzenia przyszłości, gdyż 
jego twarz mówiła, że nigdy sobie nie wyobrażał takiego obrotu spraw. Moja matka przepchnęła 
się przez  tłum.  Jej  oczy  wciąż  lśniły zielenią,  gdy podeszła do  nas  i  zdzieliła pięścią  jednego ze 
Strażników. - Ręce precz od mojej córki! - wrzasnęła. - Vlad  powiedziałam.  Proszę... Jego twarz 
zobojętniała i krótko skinął głową. Potem chwycił moją matkę i przycisnął ją do piersi w uścisku, 
z  którego  nigdy  by się  nie  uwolniła.  Posłałam mu  pełen  wdzięczności  uśmiech. Wiedziałam, że 
zgodził  się  ją  chronić  dłużej  niż  tylko  przez  dzisiejszą  noc.  -  Dobry  z  ciebie  przyjaciel   
powiedziałam do niego. Tylko tyle udało mi się wykrztusić. Jeden ze Strażników chwycił mnie za 
szyję,  ucinając  moją  próbę  pożegnania  się  z  matką  i  zawleczono  mnie  na  środek  polany. 
Blondwłosa  Strażniczka  już  tam  była,  trzymając  w  dłoni  długi,  srebrny  nóż.  Są  szybcy  w 
wymierzaniu kar, nieprawdaż?  pomyślałam, zbie268 
 
 
rając  się  na  odwagę.  Nie  mogłam  się  zmusić,  by  spojrzeć  w  kierunku  miejsca,  gdzie  ludzie 
otaczali  Bonesa.  Jeśli  żył,  nie  chciałam,  żeby  to  widział.  Miałam  nadzieję,  że  Strażnicy  załatwią 
sprawę  naprawdę szybko  i że  będzie  po wszystkim, nim Bones zda sobie  sprawę z tego, co się 
dzieje.  -  Przestańcie.  Usłyszałam  chropawy  głos  Bonesa  i  moje  serce  podskoczyło.  Żył.  Proszę, 
niech to się szybko skończy i niech on tego nie widzi. - Złamała prawo  rzuciła ostro Strażniczka. 
Chwyciła  mnie  i  szarpnęła  moją  głowę  do  tyłu,  gdy  Bones  chwiejnie  stanął  przed  nami. 
Napotkałam jego wzrok, w tej krótkiej chwili próbując mu niemo pokazać, że go kocham i że się 
boję, gdy  powiedział coś,  przez co  Strażniczka zamarła.  - Gregor  oszukiwał. Strażniczka  puściła 
mnie  tak  gwałtownie,  że aż  upadłam. Bones nie spojrzał  na  mnie  ponownie. Całą swoją uwagę 
skupiał na Strażniczce, która teraz do niego szła. - Jeśli kłamiesz, zginiesz razem z nią  warknęła. 
Bones  wskazał  na  swój  brzuch,  gdzie  nawet  pod  warstwą  krwi  widoczne  było  coś  ciemnego  i 
dziwnego. - Płynne srebro  powiedział Bones i wyciągnął przed siebie sztylet Gregora.  Gdzieś w 
tym schowana  jest  strzykawka. Gregor swoim  ostatnim ciosem zatruł  mnie,  żebym  był słabszy i 
bardziej powolny w walce z nim. Pewnie sądził, że kiedy już zmienię się w pomarszczone zwłoki 
nikt się o niczym nie dowie. To wyjaśniało, dlaczego czułam potworny ból Bonesa  spowodowało 
go srebro sączące się w jego żyłach. Wiedziałam, że taki ból był zbyt silny, by mógł pochodzić ze 
zwyczajnej  rany.  Jakie  to  w  stylu  Gregora,  oszukiwać  w  tak  podły  sposób,  gdy  już  zdał  sobie 
sprawę,  że  nie  pokona  Bonesa  w  uczciwej  walce.  Strażniczka  wzięła  nóż  i  dokładnie  mu  się 
przyjrzała.  Ścisnęła  go  z  każdej  strony.  Kiedy  kciukiem  nacisnęła  koniec  rękojeści,  po  ostrzu 
spłynął  lśniący  strumień.  -  Sprytne  -  mruknęła.  Zaraz  jednak  spojrzała  na  mnie,  a  jej  wzrok 
stwardniał.    W  żaden  sposób  nie  mogła  o  tym  wiedzieć.  Dlatego  jej  kara  za  wtrącenie  się 
pozostaje taka sama. - Wiedziałam. Strażniczka odwróciła się do mnie. 269 
 
 
-  Czułam  srebro  palące  Bonesa  od  środka  -  ciągnęłam.   Ponieważ  jest  zarówno  moim stwórcą, 
jak i mężem,  łączy  nas więź. Stąd wiedziałam.  Lucius  ruszył w moją stronę.  -  On  nie  jest twoim 
mężem! Tylko Gregor! Bones spojrzał na zwłoki Gregora i uniósł brew. - Teraz ma tylko jednego 
męża,  prawda?  Sądząc  po  wyrazie  twarzy  Strażniczki  Prawa,  moje  tłumaczenie  było 
niewystarczające. Zesztywniałam.  Jedną rzeczą było  umrzeć,  by uratować Bonesa, lecz  jeśli była 
szansa  na  to,  by  żyć...  -  Poza  tym  Gregor  pokazał  mi  podobny  sztylet,  gdy  byłam  jeszcze 

background image

nastolatką  -  dodałam.    To  było  całe  lata  temu,  całkiem  o  tym  zapomniałam.  Lecz  kiedy  Bones 
zaczął  tak  dziwnie  się  zachowywać  po  tym,  jak  dostał  nożem,  a  mimo  wyjętego  ostrza  wciąż 
czułam  palące  go  srebro...  -  Kłamiesz  -  krzyknął  Lucius.    Gregor  nigdy  nie  miał  takiego  noża, 
dopóki  sam go wczoraj dla  niego nie odebrałem!  Strażniczka wbiła w  niego wzrok. Zbyt późno 
Lucius zdał sobie sprawę z tego, co zrobił. - Byłeś częścią tego oszustwa - powiedziała.  Brać go. 
Dwaj inni Strażnicy złapali Luciusa, gdy próbował zbiec. Wiedziałam jacy są silni i byłam pewna, 
że  Lucius  nie  ma  szans  na  ucieczkę.  Z  drugiej  strony  jednak,  ja  również.  Inteligentne,  wyraźnie 
podejrzliwe  oczy  Strażniczki  spoczęły  na  mnie.  -  Przysięgasz  na  krew,  że  wtrąciłaś  się  w  walkę 
dopiero wtedy, gdy  zdałaś sobie  sprawę  ze  zdrady  Gregora? - Tak.  Jakby nie było, większość z 
tego była prawdą.  Wiedziałam,  że coś  było nie  tak.  Po  prostu  nie wiedziałam co. Pod  tym więc 
względem nie zaingerowałam, dopóki nie dotarło do mnie, że Gregor oszukuje. Poza tym, gdyby 
tego  nie  robił,  nie  było  by  potrzeby  do  jakiejkolwiek  interferencji,  gdyż  Bones  w  końcu  by  go 
zabił.  Strażniczka  wpatrywała  się  we  mnie  długą  chwilę,  lecz  nawet  nie  drgnęłam.  Potem 
rozejrzała  się.  Bones  patrzył  na  nią  twardo,  podobnie  jak  Mencheres,  Spade  i  Vlad.  Ponieważ 
istniały  poważne  wątpliwości,  to  gdyby  zadziałała  przeciwko  mnie,  Bones  by  tego  nie 
zaakceptował  i  wszystko  zmieniło  by  się  w  krwawą  łaźnię.  Musiała  o  tym  wiedzieć.  Ale  czy 
wpłynie to na jej decyzję? W końcu wzruszyła ramionami. - Nie mam dowodu na to, że kłamiesz, 
a wina Gregora jest niezaprzeczalna. Możesz odejść. 270 
 
 
W  następnej  chwili  Bones  chwycił  mnie,  w  uścisku  tak  mocnym,  że  pozbawiłby  mnie  tchu, 
gdybym  takowy  miała.  Wczepiłam  się  w  niego  z  równą  siłą.  Ze  strony  zwolenników  Gregora 
dobiegły mnie pełne oburzenia sprzeciwy. Będą konsekwencje, pomyślałam. Podobnie jak będą 
następstwa pokazania ludziom, co potrafię zrobić z ogniem, chociaż nie mam pojęcia jak długo 
będę  miała  tę  moc.  Jednak  odepchnęłam  od  siebie  zmartwienia.  -  Musimy  wydobyć  z  ciebie 
srebro,  Crispin    usłyszałam  głos  Spade'a.  -  Jeszcze  nie  -  odparł  Bones.  Trąciłam  go  lekko.  - 
Owszem, teraz. Zwariowałeś? Prychnął i wypuścił mnie z objęć, a jego spojrzeniu czaiła się moc. - 
Nie, słonko. Za to ty  owszem. Bones wiedział, że wmieszałam się w walkę nie tylko dlatego, że 
wiedziałam o nieczystej grze Gregora. To też będzie miało swoje reperkusje, pomyślałam. Ale po 
kolei,  zajmijmy  się  tym,  co  najważniejsze.  Jak  się  dowiedziałam,  płynne  srebro  musiało  być 
wycięte  z  ciała  Bonesa.  Był  to  przerażający  i  krwawy  proces,  dzięki  któremu  żałowałam,  że  nie 
mogę  zabić  Gregora  jeszcze  z  tysiąc  razy.  Nic  dziwnego,  że  coś  takiego  było  zakazane  w 
pojedynkach.  Nigdy  bym  nie  użyła  tak  zdradzieckiej  broni  przeciwko  wrogowi.  Gdy  Spade  go 
kroił,  Bones  ponownie  wzniósł  między  nami  psychiczny  mur,  lecz  nie  potrzebowałam  naszej 
nadnaturalnej  więzi,  by  również  odczuwać  ból.  W  trakcie  tego  procesu  Strażnicy  Prawa  stracili 
Luciusa. Kiedy skończyli, Strażniczka oznajmiła, że będziemy musieli zapłacić za kradzież jednego 
z członków linii Gregora  mojej matki. Szczęka mi opadła, gdy usłyszałam sumę jaką wymieniła, 
lecz Bones tylko skinął głową i powiedział, że zajmie się tym. Ponieważ Gregor nie żył, nie byłam 
pewna kto dostanie czek, czy może trafi on do rąk Strażników Prawa, lecz odsunęłam tę myśl do 
szuflady pod tytułem ,,przyszłe sprawy". Mencheres ukląkł obok nas na poplamionej krwią ziemi. 
Wyciągnął dłoń do Bonesa,  który zanim  ją  ujął  wpatrywał  się  w  nią  przez  kilka  sekund.  -  Nic  z 
tego nie widziałeś?  spytał Bones. Egipcjanin uśmiechnął się blado. - Absolutnie nic. Czuję, że nie 
cierpię nie wiedzieć, co nadejdzie. Bones prychnął. - Witaj w zwyczajnym życiu. 271 
 

background image

 
Spade skończył, wygrzebując z Bonesa ostatni fragment srebra i usiadł z westchnieniem. - Jasny 
gwint,  Crispin.  Mam  nadzieję,  ze  nigdy  więcej  nie  będę  musiał  tego  robić.  Bones  ponownie 
prychnął. - Nie mogę się nie zgodzić. - Możemy się stąd wynieść?  Teraz, gdy Bones nie miał już 
w  sobie  zatruwającego  go  srebra,  pomyślałam,  że  czas  już  odejść.  Zwolennicy  Gregora  wciąż 
rzucali  nam  wrogie  spojrzenia,  chociaż  obecność  Strażników  Prawa    i  sojuszników  Bonesa   
powstrzymywała  ich  od  jakichkolwiek  czynów.  Wciąż  jednak  nie  było  potrzeby  ryzykować.  Jeśli 
chodzi  o  mnie  i  Bonesa,  dzisiejszej  nocy  wykorzystaliśmy  chyba  wszystkie  dziewięć  żyć.  - 
Cudowny  pomysł,  słonko  -  powiedział  Bones  podnosząc  się  z  ziemi.    Dokąd  chcesz  jechać? 
Roześmiałam się ironicznie. - Wszędzie, byle nie do Paryża, Bones. Wszędzie, byle nie tam. 
 
272