background image

34     PERSONEL I ZARZĄDZANIE   październik 2011

nowoczesne zarządzanie

Mediacje

Dorota Szczepan-
-Jakubowska

Prezes Grupy TROP.

dorota.jakubowska 
@grupatrop.pl

2

P

rzyjrzyjmy  się  konkretne- 
mu  konfliktowi  (zobacz  przy-
kład 1). Opisana sytuacja może 

być  traktowana  jako  konflikt  dwóch 
osób, ich charakterów, aspiracji i war-
tości. Można też popatrzeć na nią jako 
na  konflikt  reprezentantów  dwóch 
działów  (HR  oraz  Zakupy).  Jeszcze 
inne  aspekty  sytuacji  okażą  się  klu-
czowe, jeśli potraktujemy przytoczoną 
opowieść  jako  historię  o  emocjonal-
nych reakcjach różnych osób w firmie 
na plany wprowadzenia zmian w ob-
szarze  jej  kultury.  Dobry  mediator 
zawsze ma wszystkie te perspektywy 
w polu widzenia. Jednak metody pracy 
mediatora związane z każdym z tych 
trzech  poziomów  konfliktu  (diadycz-
nym, czyli dwóch osób, zespołowym 
oraz organizacyjnym) są odmienne. 
Zwróćmy  uwagę  na  to,  jak  strony 
konfliktu  postrzegają  całą  sytuację. 
Zauważmy, że zarówno szef działu za-
kupów, jak i pani dyrektor ds. HR cały 
czas  robią  to,  co  uważają  za  słuszne 

zarówno  z  perspektywy  własnej,  jak 
i biorąc pod uwagę interesy organiza-
cji. Oboje nie rozumieją, o co chodzi 
drugiej stronie i chcą, aby ten absurd 
się  skończył.  Oboje  nie  widzą  pozy-
tywnych intencji drugiej strony. Oboje 
są zdezorientowani. Oboje nie wiedzą, 
jak  doszło  do  momentu,  gdy  już  nie 
są w stanie ze sobą rozmawiać. Oboje 
chcą, aby to ta druga strona się zmieni-
ła. Tyle ich więc łączy….

PRZYKŁAD 1

 

Marcin  był  wściekły.  Zawsze  miał  opinię 
człowieka  bezkompromisowego  i  bardzo 
twórczego. W pełni się z nią zresztą zgadzał. 
Z  tym  że  do  tej  pory  były  to  jego  zalety. 
Dzięki  nim  doszedł  do  tego,  co  stanowiło 
jego dumę i pasję – stanowiska szefa działu 
zakupów i nieformalnej pozycji prawej ręki 
prezesa.  A  teraz  nagle  okazało  się,  że  jest 
awanturnikiem  utrudniającym  pracę  innym 
oraz niszczącym kontakty z dostawcami. 
No, może nie tak nagle. Do zarządu przyjęta 

została  nowa  osoba  –  pani  dyrektor  
ds.  personalnych.  Od  trzech  miesięcy 
podpytuje  pracowników  o  Marcina, 
szpieguje i podgryza. Twierdzi, że Marcin jest 
manipulantem  oraz  stosuje  przemoc  wobec 
klientów  i  podległych  mu  osób.  Ona  sama, 
zauważa  Marcin,  jest  zwykłą  intrygantką 
nieznającą się ani na ludziach, ani na biznesie, 
ale tak żądną władzy i wpływów, że nie cofnie 
się przed pomówieniem. Niech się zajmie tym 
haerem, ale nie wtrąca do tego, jak on ma sobie 
układać stosunki z podwładnymi i dostawcami.  
Tu nie ma miejsca na sentymenty. A przecież 
mimo  to  ludzie  lubią  go  i  niejednokrotnie 
dowiedli,  że  zrobią  dla  niego  więcej  niż 
dla  jakiegokolwiek  innego  szefa  w  firmie.  
Po prostu słów brakuje… Ale dlaczego prezes  
–  człowiek  rozsądny  –  w  ogóle  jej  słucha?  
Po  co  ją  przyjął,  i  to  na  tak  wysokie 
stanowisko? Ostatnio prezes zaprosił Marcina 
oraz  Izę  do  gabinetu  i  zapowiedział  im,  że 
mają  się  pogodzić,  bo  w  przeciwnym  razie 
któreś z nich zostanie zwolnione. To by nie 
było takie złe, jeśli miał na myśli Izę. Ale teraz 
to już nic nie jest pewne… 

O konflikcie 

optymistycznie

Rola emocji w sporze dwóch osób a zadania mediatora 

Dlaczego pełni dobrych intencji inteligentni ludzie nagle 
tracą zdolność wielostronnego i szerokiego widzenia 
sytuacji, a zamiast tego coraz bardziej skupiają się na 
szukaniu argumentów i stronników popierających ich 
stanowisko? Co się dzieje na poziomie emocji, kiedy 
pojawia się konflikt? Jak skonfliktowanym osobom 
i organizacji może pomóc mediator?

background image

  październik 2011   PERSONEL I ZARZĄDZANIE     35

nowoczesne zarządzanie

Mediacje

Iza  była  dumna,  że  została  przyjęta  na  tak 
wysokie  stanowisko.  Po  15  latach  pracy, 
w  której  nie  miała  wpływu  prawie  na  nic, 
wreszcie  dostała  szansę  na  zrealizowanie 
swojego  marzenia  –  współtworzenia  orga-
nizacji uczącej się, dbającej o zasoby ludzkie, 
nowoczesnej  i  przesyconej  wartościami.  To 
słowa  prezesa.  Wreszcie  jestem  na  swoim 
miejscu!  –  pomyślała  Iza.  Ale  faktem  jest, 
że  prezes  miał  rację  w  jeszcze  jednym 
względzie  –  do  zrobienia  było  naprawdę 
dużo.  Większość  pracowników  czuła  się 
traktowana  przedmiotowo  i  nie  lubiła  ro-
bić  nic  ponad  to,  co  się  im  każe.  Kadra 
menedżerska 

reprezentowała 

bardzo 

różny  poziom  kompetencji  związanych  z 
zarządzaniem ludźmi. Na szczęście większość 
z  nich  zrozumiała  przesłanie  prezesa 
i zdeklarowała chęć uczenia się i zmiany. 
Jedynie Marcin jest taki jakby mniej… hm… 
kumaty.  Gość  myśli,  że  nadal  będzie  mógł 
działać w takim stylu, jak do tej pory. Te jego 
prymitywne  manipulacje,  to  jak  napuszcza 
na nią prezesa… O, nie przejdzie taki numer! 
Raczej  sam  wyleci  z  roboty  i  będzie  po 
krzyku. Na wszelki wypadek trzeba uprzedzić 
prezesa,  że  jest  problem  i  że  Marcin  jest 
trochę  mało  elastyczny  we  wdrażaniu 
nowej strategii. Nie można pomijać też jego 
nagannych  metod  wywierania  wpływu  na 
ludzi, o których tyle osób mówiło. Podwładni 
Marcina  albo  kochają  go  jak  ojca,  albo 
nienawidzą.  Najgorzej,  że  wszyscy  chcieliby 
znaleźć  się  w  roli  jego  dzieci,  więc  mu  się 
podporządkowują  albo  też  biorą  udział 
w  tych  jego  gierkach.  Nie  protestują,  kiedy 
kogoś publicznie upokarza lub kiedy wyrzuca 
do  kosza  czyjąś  kilkumiesięczną  pracę,  bo 
uważa,  że  sam  ma  lepszy  pomysł…  W  ten 
sposób nie buduje się organizacji uczącej się! 
Niestety,  prezes  twierdzi,  że  Marcin  jest 
firmie  bardzo  potrzebny  oraz  że  położył 
dla  niej  wiele  zasług.  Iza  ma  za  to 
obiecaną  wolną  rękę  w  działaniach  wobec 
podwładnych  Marcina  i  wobec  niego 
samego.  Ponadto  prezes  zaproponował 
zatrudnienie  mediatora,  który  pomógłby 
rozwiązać konflikt pomiędzy nią a Marcinem. 
Jaki  konflikt?  Przecież  ona  tylko  próbuje 

zrobić to, do czego została zatrudniona. Iza 
jest wściekła i nie wie, co z tego wszystkiego 
wynika dla najbliższego spotkania, w którym 
ma uczestniczyć Marcin, prezes i ona.

Bomba, wentyl  
czy kompas? 

Dlaczego  tak  sprawne  interpersonal-
nie  osoby,  jak  bohaterowie  przykła-
du 1, zachowują się wobec siebie tak 
nieporadnie i nieskutecznie? Dlaczego 
bardzo często wszelkie próby „racjo-
nalnego”  przekonania  ich  do  zgody 
spełzają na niczym? Z powodu emocji, 
oczywiście. 
Odpowiedź jest banalna, wyjście z sy-
tuacji – już nie jest tak proste. Gdyby 
bowiem  emocje  wyłącznie  przeszka-
dzały,  każdy  z  bohaterów  przykładu 
prawdopodobnie potrafiłby się od nich 
odciąć,  przynajmniej  na  czas  podej-
mowania  decyzji.  Jednak  emocje  są 
naszym  napędem,  są  bezpośrednim 
bodźcem,  dzięki  któremu  podejmu-
jemy  różne  wyzwania.  Napędza  nas 
radość  i  nadzieja,  ale  czasami  też 
gniew, strach, a nawet poczucie winy. 
Badania  dotyczące  inteligencji  emo-
cjonalnej  jasno  pokazują,  że  ludzie, 
którzy mają słaby kontakt z emocjami, 
mają  też  problem  z  podejmowaniem 
nawet  prostych  decyzji.  Po  prostu 
nie  wiedzą,  co  jest  słuszne.  Może  to 
brzmieć  zaskakująco,  ale  to  właśnie 
emocje – a nie chłodny rozum – poka-
zują nam właściwy kierunek działania. 
Jeśli  mamy  jakiś  pomysł  i  czujemy 
w  związku  z  nim  radość,  to  wiemy, 
w jakim kierunku zmierzać i że to bę-
dzie dobra, słuszna decyzja. 
Ludzie mający słaby kontakt ze swo-
imi  emocjami  są  mało  wytrwali  lub 
mało  elastyczni.  Ci  pierwsi  szybko 
przerzucają  się  na  coraz  to  inne  ak-
tywności,  bo  wciąż  szukają  nowych 
bodźców  –  są  niepewni,  czy  to,  co 
robią, to jest właśnie to, co chcieliby 

robić. Ci drudzy godzą się ze stagnacją 
i unikają czegokolwiek, co zmusiłoby 
ich do wyjścia ze sfery świętego spo-
koju. Z perspektywy prezesa opisanej 
w  przykładzie  firmy,  ani  jedni,  ani 
drudzy stanowczo nie są dobrymi pra-
cownikami. 
Gniew i potrzeba zwycięstwa, a także 
zdolność  bycia  dumnym  z  własnych 
osiągnięć pomaga pracować Marcino-
wi. Podobne emocje towarzyszą Izie. 
A co ze strachem? Smutkiem? Wsty-
dem? Poczuciem bezradności? Wzru-
szeniem? Realizowany przez nich sce-
nariusz nakręcania spirali konfliktu nie 
przewiduje  miejsca  dla  uświadomie-
nia sobie, a co dopiero dla wyrażenia 
takich emocji. To jednak nie znaczy, że 
ich nie przeżywają. 
Marcin  prawdopodobnie  boi  się 
zmiany. Może być mu wstyd, że jego 
podstępy, które wykorzystywał w kie-
rowaniu  zespołem,  zostały  zdema-
skowane  i  publicznie  napiętnowane. 
Może  być  smutny,  bo  pewnie  myśli, 
że kończy się jakaś epoka, jakiś etap 
jego drogi zawodowej. Może być też 
rozżalony, bo zapewne widzi, że pre-
zes nie docenia go już tak, jak dawniej. 
Może się czuć osamotniony i niedoce-
niony  również  przez  współpracowni-
ków.  I  nie  jest  wykluczone,  że  choć 
zachowuje  się  jak  gniewny  rycerz, 
w gruncie rzeczy czuje się winny swo-
jej nieudolności, zarówno w obieraniu 
strategii  budowania  relacji  z  ludźmi, 
jak i bezpośrednio niemożności doga-
dania się z Izą. 
A Iza? Pewnie boi się porażki, ośmie-
szenia,  konsekwencji  własnych  błę-
dów, powrotu do starych kolein. Praw-
dopodobnie  czuje  się  osamotniona 
i  osaczona  przez  starych  firmowych 
wyjadaczy.  Może  również  przeżywa 
poczucia  winy  z  powodu  swojej  nie-
udolności? 
Niewykluczone,  że  oboje  przeżywa-
ją podobne emocje, ale też żadne nie 
chce  się  do  nich  przyznać.  Z pewnej 

2

background image

36     PERSONEL I ZARZĄDZANIE   październik 2011

nowoczesne zarządzanie

Mediacje

perspektywy  konflikt  umożliwia  im 
obojgu uniknięcie konfrontacji z całą 
gamą emocji, których ujawnianie czę-
sto nie jest w pracy dobrze widziane. 
Złość jest wówczas wentylem dla na-
pięcia, a jej wyrażanie – zasłoną dym-
ną dla innych, trudniejszych do wyra-
żania, uczuć.

Nakreślenie  
emocjonalnego tła

Rolą  mediatora  jest  stworzenie  sytu-
acji,  w  której  strony  konfliktu  mogą 
uświadomić sobie całe tło emocjonal-
ne swoich zmagań, a przez to zobaczyć 
po  drugiej  stronie  barykady  żywego 
człowieka,  i  to  człowieka  podobnego 
do siebie. Mediator powinien wytwo-
rzyć  atmosferę  szacunku  dla  uczuć 
drugiej osoby, działając poprzez włas-
ny przykład, a także poprzez tzw. kon-
trakt  mediacyjny.  We  wprowadzeniu 
mediator tłumaczy rolę emocji w na-
kręcaniu się spirali konfliktu i stara się 
uzyskać zgodę obu stron dla wyrażania 
emocji. W żadnym wypadku nie ozna-
cza to przymusu wyrażania uczuć ani 
też  aprobaty  dla  nieokiełznanego  ich 
„wyrzucania”.  Chodzi  jedynie  o  to, 
aby  można  było  po  imieniu  nazywać 
emocje, które się pojawiają. 
W pracy z emocjami mediator stara się 
pokazać obu stronom, że nagromadzo-
na złość, ta tykająca bomba, jest często 
w gruncie rzeczy tylko wentylem dla 
o wiele bardziej złożonej i ciekawszej 

rzeczywistości  emocjonalnej.  Po  co? 
Odpowiedź  na  to  pytanie  zawiera  ta-
jemnicę  sukcesu  mediacji.  Osobiście 
i wzajemnie poznając całą pełnię swo-
jej rzeczywistości emocjonalnej strony 
mogą znacznie lepiej zrozumieć swoje 
reakcje, zwiększają samoświadomość, 
a przez to… lepiej rozumieją rzeczy-
wistość. 
Tak,  nasze  reakcje  emocjonalne  są 
najczęściej całkiem przytomną i ade-
kwatną odpowiedzią na ważne sygna-
ły  z  rzeczywistości! Więcej  –  one  są 
sygnałem, że w otaczającej rzeczywi-
stości dzieją się ważne dla nas rzeczy. 
Są często pierwszą reakcją informują-
cą nas o tym, co się wokół nas dzieje 
istotnego. Tak więc mediator ma szan-
sę  pokazać  stronom,  że  ich  odczucia 
–  wszystkie,  nie  tylko  złość  –  mogą 
być jak najbardziej użyteczne. Uświa-
domione  i  zaakceptowane  stanowią 
bowiem  niezły  kompas  kierujący  na-
szą uwagę we właściwym kierunku. 
W opisywanym przykładzie w trakcie 
mediacji  Marcin  przyznał,  że  boi  się 
nadmiernego  rozmiękczenia  dyscy-
pliny,  do  czego,  jak  mu  się  zdawało, 
dążyła  Iza.  Duża  część  jego  złości 
brała się ze strachu. Dlaczego? Ponie-
waż  dyscyplinę  wprowadził  wielkim 
wysiłkiem  woli  i  umysłu,  przełamu-
jąc zastany w firmie marazm i cynizm 
panujący wśród pracowników. Sukces 
Marcina  od  początku  brał  się  z  bun-
tu  przeciwko  brakowi  zespołowo-
ści  i  lojalności  wobec  pracodawcy. 

W  głębi  duszy  Marcin  wiedział  jed-
nak, że w tej walce wyzbył się skrupu-
łów i że, niestety, była to jedyna droga, 
na jaką było go wówczas stać. Nadal 
uważał,  że  z  tymi  ludźmi  nic  więcej 
nie da się zrobić i o żadnej organiza-
cji  uczącej  się  nie  może  być  mowy. 
Chyba że – dodał po chwili – ludzie 
zaczną  ponosić  zarówno  dobre,  jak 
i  złe  konsekwencje  swojej  współpra-
cy. W ten sposób narodził się zrąb idei 
zespołów  interdyscyplinarnych  roz-
liczanych za efekty w organizacji, co 
w późniejszym czasie przyczyniło się 
do jej sukcesu.
Iza  uświadomiła  sobie,  że  jej  strach 
przed  porażką  był  ogromny.  Tak 
ogromny,  że  o  wiele  większą  uwa-
gę  zwracała  na  prezesa,  niż  na  po-
zostałych  pracowników,  i  dlatego 
proponowane  przez  nią  rozwiązania 
rzeczywiście  były  czasami  z  księ-
życa  –  kompletnie  nie  pasowały  do 
charakteru  zespołu.  Marcin,  poprzez 
swoje ironiczne komentarze, dawał jej 
to dobitnie do zrozumienia. To dlatego 
tak ostro na niego reagowała. Gdzieś 
w  głębi  duszy  sama  nie  czuła  się  do 
końca kompetentna. 
Po mediacjach Iza „osadziła się w so-
bie”  –  poczuła  pewnie  i  bezpiecznie 
–  na  tyle,  aby  otwarcie  pytać  innych 
o propozycje rozwiązań. I tak rozmo-
wy w firmie stawały się coraz bardziej 
otwarte i szczere. Znana jest bowiem 
prawda, że do szczerości najlepiej jest 
kogoś namówić, zaczynając od siebie. 

background image

  październik 2011   PERSONEL I ZARZĄDZANIE     37

nowoczesne zarządzanie

Mediacje

Wyjście z uczuciowej 
ślepej uliczki

Po  jakimś  czasie  pracy  w  organiza-
cjach, a także w wyniku gromadzenia 
się  innych  doświadczeń  życiowych, 
pewna  część  naszych  reakcji  zaczy-
na  być  nawykowa.  Część  z  tych  na-
wyków  ma  charakter  emocjonalny. 
Oznacza  to,  że  ludzie  automatycznie 
reagują  określonymi  emocjami  na 
pewne  sygnały  z  zewnątrz.  Robią  to 
właściwie nieintencjonalnie. Owe na-
wyki są bardzo praktyczne – ułatwiają 
poruszanie się po organizacji i pracy. 
Ale w sytuacji konfliktu bywają zdra-
dzieckie. Często też powodują nieade-
kwatne  zachowania  w  momencie  ja-
kiejkolwiek zmiany. Przychodzi nowy 
szef  (albo  dotychczasowy  zmienia 
swoje  oczekiwania),  zmienia  się  oto-
czenie, zmieniają się zadania, a nawy-
ki pozostają te same.
Trudność  polega  na  tym,  że  kierując 
się  nawykiem,  właściwie  nie  bardzo 
wiemy,  co  wywołało  naszą  reakcję. 
Mediatorzy  wielokrotnie  miewają  do 
czynienia z sytuacją, w której żadna ze 
stron nie wie, o co na początku właś-
ciwie poszło. Czynnikiem spustowym 
może być na przykład sposób wydania 
komuś polecania – taki, który automa-
tycznie  budzi  złość,  strach  lub  jakieś 
nadzieje.  Jeżeli  nawyk  jest  silny,  to 
jest duża szansa, że wpłynie na ocenę 
samego polecania oraz na motywację 
do  jego  wykonania.  Tymczasem  to 

może  być  nieadekwatne  do  sytuacji. 
Na tej bazie potrafi rozkręcić się kon-
flikt,  który  pozornie  wygląda  jak  za-
łatwianie spraw zawodowych, ale tak 
naprawdę jest wymianą emocjonalną. 
Natomiast  sprawa,  o  której  toczy  się 
rozmowa, jest tylko pretekstem do tej 
wymiany. 
Praca mediatora polega w takim przy-
padku na wykorzystaniu własnych ob-
serwacji (poczynionych w trakcie sesji 
mediacyjnej),  aby  pomóc  klientom 
zmodyfikować pewne nawyki (jeszcze 
w trakcie tej samej sesji). Spójrzmy na 
przykład 2. Jak widać, konflikt bierze 

się  czasem  stąd,  że  strony  nie  widzą 
się nawzajem, bo reagują nawykowo. 
Praca mediatora polega wtedy na tym, 
żeby  stworzyć  stronom  możliwość 
wzajemnego usłyszenia się i zobacze-
nia. Potem trzeba ludziom pomóc po-
szukać bardziej adekwatnej reakcji na 
to, co właśnie „świeżym okiem” zoba-
czyli i co usłyszeli. Umiejętność kon-
centrowania się na kimś mimo że ten 
ktoś budzi w nas przykre emocje, jest 
jednym  z  ważnych  celów  mediacji. 
Trzecia osoba – mediator – potrzebna 
jest wtedy po to, żeby przekroczyć sta-
re nawyki emocjonalne. 

PRZYKŁAD 2

Grzegorz,  kierownik  zespołu  sprzedawców,  ma  następujący  nawyk:  zawsze,  gdy  ktoś,  wydając 
polecenie, zwraca się do niego krótko i w „żołnierskich słowach”, budzi to w nim pewien respekt, 
szacunek, ale także lęk. Grzegorz próbuje wtedy sprostać zadaniu, ale z dużym opóźnieniem 
– tak jakoś nie może się do tego zabrać. A tak właśnie rozmawia z nim regionalny dyrektor 
sprzedaży.  Często  niepokoi  się  on  o  wynik  pracy  i  zaczyna  Grzegorza  kontrolować.  A  tego 
Grzegorz naprawdę nie znosi! Doprowadza więc do konfrontacji, w wyniku której zadanie albo 
zostaje powierzone komu innemu, albo sam Grzegorz uzyskuje całkowitą swobodę w trybie jego 
realizacji, jednak słyszy od dyrektora komentarz: „Licz się z tym, że jeśli się nie wyrobisz, to…” 
Wówczas Grzegorz czuje się zwycięzcą, choć jeszcze nic nie zrobił. 
Nie  wie  tylko,  dlaczego  niektórzy,  szczególnie  ci,  których  efekty  pracy  zależą  od  współpracy 
z  nim  samym,  twierdzą,  że  jest  marnym  współpracownikiem.  Przecież  zawsze  się  wyrabia! 
Dlaczego Andrzej, szef zespołu obsługi klienta, człowiek uporządkowany i alergicznie reagujący 
na  działanie  na  ostatnią  chwilę,  pisze  na  niego  skargę  do  dyrektora?  Chyba  wiadomo,  
że sprzedaż pracuje w innym rytmie niż obsługa klienta? 
W trakcie mediacji pomiędzy Andrzejem a Grzegorzem powtarza się pewna scena: Andrzej mówi 
wolno  i  często  prosi  o  czas  do  namysłu.  Kiedy  jednak  coś  powie,  jest  w  tym  bardzo  twardy 
i  konkretny.  Wyraża  pod  adresem  Grzegorza  konkretne  oczekiwania,  żeby  nie  powiedzieć  
– żądania. Grzegorz czasami udaje, że nie słyszy, a czasami ironizuje na ten temat. Przyciśnięty 
przez Andrzeja do muru – zaczyna twierdzić, że kontrola czasu nie jest dla niego problemem 
i sam sobie poradzi, więc jeśli tylko o to idzie, to te mediacje są zbędne… Wówczas Andrzej 
domaga  się  realizacji  harmonogramów  i  spisanych  wcześniej  ustaleń,  co  z  kolei  wyjątkowo 
denerwuje Grzegorza. 
Sekwencja  ta  powtarza  się  wielokrotnie,  na  co  zwraca  uwagę  mediator.  Prosi  obie  strony 
o  zatrzymanie  się  i  odpowiedzenie  na  pytanie:  co  takiego  w  zachowaniu  drugiej  strony 
wywołuje  we  mnie  taki  opór?  Po  nazwaniu  sytuacji  uczestnicy  mogą  zdystansować  się 
od  swojej  nawykowej  reakcji  i  dokonać  wyboru  innego  zachowania.  Grzegorz  może 
na  przykład  opowiedzieć,  jakie  są  skutki  niepewności  dla  jego  zespołu  i  poprosić 
Andrzeja  o  pomoc.  Andrzej  może  potraktować  tę  sytuację  jako  zwycięstwo  typu  „wygrany 
–wygrany” i z przyjemnością i bez napięcia przygotować harmonogram. 

background image

38     PERSONEL I ZARZĄDZANIE   październik 2011

nowoczesne zarządzanie

Mediacje

Praca z diadą 

W  metodzie  TROP  mediator  zawsze 
pracuje  z  parą  klientów  i  koncentru-
je się na tym, co się dzieje pomiędzy 
nimi.  Różni  się  to  bardzo  od  równo-
czesnej pracy z dwoma pojedynczymi 
osobami. Mediator koncentruje się na 
tym, jak strony wpływają na siebie na-
wzajem, a nie na tym, jak zachowują 
się  dwie  osoby  traktowane  niezależ-
nie. Przykładowo, kiedy w filmie Fel-
liniego widzimy parę w trakcie kłótni, 
to potrafimy zobaczyć, że choć ci lu-
dzie  krzyczą  i  wygrażają  sobie  wza-
jemnie, to jedno bez drugiego po pro-
stu  żyć  nie  może.  Potrafimy  im  tego 
nawet  pozazdrościć.  Gdyby  jednak 
skoncentrować  się  na  każdym  z  nich 
oddzielnie, to wyglądaliby na głęboko 
nieszczęśliwych,  cierpiących,  wręcz 
zrozpaczonych. 
Nie chcę przez to powiedzieć, że oso-
by w konflikcie są ze sobą w gruncie 
rzeczy  szczęśliwe  i  że  zawsze  łączy 
je  coś  pięknego  i  głębokiego.  Często 
sprawiają jednak wrażenie, że trwanie 
z  konflikcie  jest  dla  nich  łatwiejsze 
niż  jego  przerwanie.  „No,  chyba  że 
to on się zmieni, a nie ja…” – mówią. 
W pracy z nawykami emocjonalnymi 
mediator musi wciąż mieć na uwadze 
pewną żelazną zasadę, która poetycko 
brzmi: „Tanga nie tańczy się w poje-
dynkę”.  To  oznacza,  że  do  eskalacji 
konfliktu  potrzebne  jest,  aby  ta  sama 
sekwencja  wydarzeń  powtórzyła  się 
wiele razy i aby obie strony reagowały 
na siebie wzajemnie poprzez pryzmat 
silnych nawyków. 
Tym samym traci sens szukanie win-
nych. Traci też sens odwieczne pyta-
nie, kto ma zacząć pierwszy się zmie-
niać, kto ma ustąpić? Rolą mediatora 
jest pokazanie wzajemnego sprzężenia 
zwrotnego  pomiędzy  zachowaniami 
stron  oraz  ich  współzależności.  Ina-
czej  mówiąc,  mediator  tworzy  per-
spektywę  poszukiwania  odpowiedzi 

na  pytanie:  „Co  nas  łączy,  co  mamy 
podobnego” a nie tylko: „Co nas dzie-
li,  co  nas  odróżnia”.  Pod  względem 
nawyków  i  ich  siły  strony  często  są 
bardzo do siebie nawzajem podobne.

Empatia,  
czyli współodczuwanie

Empatia  to  zdolność  do  odczuwania 
jakiegoś uczucia wraz z innymi osoba-
mi. W konflikcie strony często zarzu-
cają  sobie  brak  chęci  do  wczucia  się 
w  sytuację  drugiego,  wejścia  nawza-
jem w swoje buty. Dlatego rozwijanie 
empatii jest jednym z kluczowych za-
dań mediacji. 
Zajmowanie się empatią w ogniu kon-
fliktu samo w sobie jest paradoksem. 
Przecież  jednym  z  widocznych  ele-
mentów konfliktu jest właśnie niechęć 
do  wczuwania  się  w  sytuację  adwer-
sarza.  A  jednak  wygłaszane  często 
przez strony twierdzenie, że „jesteśmy 
tak różni, że to po prostu niemożliwe, 
żebyśmy  wczuli  się  w  siebie  nawza-
jem”,  jest  zwykle  mocno  na  wyrost. 
Kluczem  do  jego  zakwestionowania 
jest  mało  popularne  spostrzeżenie: 
jeśli  coś  mnie  w  kimś  denerwuje,  to 
najprawdopodobniej  jest  to  coś,  co 
sam w sobie mam i czego w sobie nie 
akceptuję. Czyli – ja i mój adwersarz 
jesteśmy  do  siebie  podobni.  A  więc 
droga  do  wzajemnego  zrozumienia 
nie jest taka zamknięta, jak by się zda-
wało. A empatia – będąc narzędziem 
poznania drugiego człowieka – jest też 
narzędziem poznania mnie samego. 
 

UWAGA CZYTELNICY

W  kolejnych  wydaniach  „Personelu  i  Zarzą-
dzania”  przedstawimy  zagadnienia  dotyczące 
konfliktów  pomiędzy  zespołami  oraz  sytuacji 
konfliktowych  dotyczących  całej  organizacji, 
a wynikających z jej struktury, etapu rozwoju, 
panującej w niej kultury. 

Zaopiekować się potworem  

– szczególna rola mediatora 

w postępowaniu z emocjami w konflikcie 

Emocje – często silne, a w dodatku 
nienazwane, przez co pozornie groźne 
i przynajmniej częściowo nieświadome  
– odgrywają w sytuacji konfliktu niezwykle 
ważną rolę. Mediator oswaja je, nazywając 
i stwarzając przestrzeń, w której mogą 
zaistnieć i posłużyć rozwiązaniu konfliktu, 
zamiast – tak jak wcześniej – stanowić 
paliwo do jego podżegania. 
Zachowując postawę pełnej akceptacji 
dla ludzi i ich uczuć, mediator daje 
uczestnikom konfliktu poczucie 
bezpieczeństwa, towarzysząc w sytuacji, 
w której pojawia się mnóstwo silnych 
i nie zawsze przyjemnych uczuć. Ludzie 
czują się bezpiecznie, widząc, że mają 
wsparcie kogoś, kto nie jest zaangażowany 
w konflikt i na pewno nie opowie się 
po żadnej ze stron, a jednocześnie jest 
zainteresowany, aby ludzie znaleźli 
wspólne rozwiązanie. 
Mediator pomaga ujawniać i nazywać 
uczucia, a przez to zdobyć pewien dystans 
do nich. Emocje nazwane nie muszą rządzić 
naszym zachowaniem – są jednym,  
ale niekoniecznie jedynym 
i najważniejszym elementem sytuacji. 
Widzenie sytuacji i obu stron z lotu ptaka 
sprzyja temu, by osoby zaangażowane 
w konflikt bardziej empatycznie reagowały 
na siebie nawzajem. Zyskując dystans 
do siebie samych, nie muszą się już tak 
zacietrzewiać, mogą pozwolić sobie  
na wejście w skórę strony przeciwnej, lepiej 
się nawzajem zrozumieć. 
Dzięki takim działaniom, ludzie uczą się, 
jak na przyszłość radzić sobie z konfliktami. 
Kształtują w sobie zdolność do refleksji 
zanim jeszcze konflikt się „rozkręci”. 
Potrafią już unikać automatycznych 
reakcji na napięcie związane z konfliktem, 
a także dysponują szerszą paletą 
dostępnych konstruktywnych zachowań 
komunikacyjnych. 
Podsumowując rolę mediatora w pracy 
z emocjami, trzeba jeszcze raz powiedzieć, 
że to tylko część jego zadań. W kolejnych 
artykułach napiszemy więcej o pracy 
z komunikacją interpersonalną oraz 
o twardszym aspekcie mediacji, jakim 
jest wspólne podejmowanie decyzji przez 
strony.