background image

B. PRUS, CIENIE 

 
 

Świt  i  zmierzch  porównane  do  armii  toczących  codziennie  bitwy:  rano  i  wieczorem 

któryś wygrywa i któryś przegrywa. Zmierzch po świcie, gdy przegrywa, kryje się wszędzie, 
gdzie się da (wszędzie, gdzie są jakieś szczeliny i ciemne miejsca). Ciągle nas otacza mimo 
tego,  że  wydaje  się,  że  go  nie  ma.  Po  zachodzie  słońca  żołnierze  ciemności  wypełzają  z 
ukrycia, ogarniają coraz więcej miejsc i wreszcie zapada wielka ciemność, od której wszyscy 
uciekają  do  domów.  Kiedy  to  się  dzieje,  na  ulicach  pojawia  się  postać  z  płomykiem  nad 
głową,  która  zapala  latarnie.  Pojawia  się  ona  każdego  dnia,  bez  względu  na  porę  roku. 
Narrator zastanawia się, czy ta postać jest człowiekiem. Dostaje jego adres i idzie do niego, 
ale go nie zastał. Zapytał stróża kto to jest i jak wygląda – stróż stwierdził, że nie wie. Po pół 
roku  narrator  znowu  poszedł  do  latarnika,  ale  stróż  powiedział,  że  umarł  i  wczoraj  go 
pochowali. Narrator chciał znaleźć jego grób, ale mu się nie udało. Stwierdza, że latarnik po 
śmierci też jest nieznajomy i niewidzialny jak za życia. Latarnicy pojawiają się w życiu ludzi, 
przynoszą światło i znikają jak cienie. 
 

Narracja jest albo w trzeciej osobie albo w pierwszej, jak narrator opowiada o tym, co 

sam robił. Opisy Cieni, bitew, itd. są w trzeciej osobie. 
 
 

B. PRUS, PLEŚŃ ŚWIATA 

 
 

Narracja  w  1.  osobie.  Narrator  opowiada,  że  był  kiedyś  w  Puławach  z  jakimś 

botanikiem. Siadali przy Sybilli na ławce, pod wielkim kamieniem porośniętych mchem albo 
pleśnią i botanik to badał. Narratora ciekawiło co w tym ciekawego, a botanik mu objaśniał, 
że  brudne  plamy  są  zbiorem  żyjących  istot  (niewidzialne  dla  gołego  oka).  Tworzą  one 
społeczeństwa,  porównanie  jak  do  ludzi.  Opis  kolejnych  plam:  wielka  popielata  przez  dwa 
lata  bardzo  urosła,  siwej  praktycznie  ostatnio  nie  było,  żółta  i  ruda  ze  sobą  walczą,  zielona 
jest przepleciona siwą sąsiadką. Botanik stwierdza, że tym społeczeństwom brak dusz i serc, 
które mają ludzie. Wszystko się dzieje mechanicznie. Po kilku latach narrator znowu oglądał 
kamień. Zobaczył swojego botanika i nagle sybilla, ławka i kamień znikły. Zobaczył coś jak 
szkolny globus wielkości kamienia, który oglądał. Obracał się on, były na nim takie plamy jak 
na kamieniu  i  poruszały się one i  zmieniały. Spytał  botanika, czy to  jest  historia ludzkości, 
botanik skinął potwierdzając. Narrator zapytał, dlaczego więc nie ma tam dusz i serc, postać 
botanika zaśmiała się. Narrator znowu znalazł się w ogrodzie, a jego towarzysza już nie było. 

 
 

B. PRUS, POD SZYCHTAMI 

 
 

Narracja  w  3.  osobie  w  każdej  części.  Osobne  scenki  połączone  trochę  tematycznie, 

wszystko pisane jakby z innej perspektywy placu. 
 

background image

I  fragment:  opis  pani  Maciejowej  z  pod  szychtów.  Gęba  jak  cielęca  wątróbka,  czepiec  na 
głowie,  żeby  nie  mieć  raka.  Kobieta  siedzi  i  łata  kaftanik,  przy  tym  klnie,  a  potem 
podśpiewuje. 
 

 

 

 

 

 

*** 

II  fragment:  opis  warszawskiego  krajobrazu.  Obszerny  plac  złożony  z  dwóch  kondygnacji, 
dolna czasem jest zalewana przez Wisłę i tworzy jeziorko. Zbierają się tam ulicznicy (grają w 
guziki,  pływają  po  jeziorku,  szukają  robaków  na  przynęty).  Kiedy  Wisła  opada,  sadzawka 
staje się bagnem, błotem i wysycha, a potem zarasta ostem. Uliczników już wtedy nie ma i 
siedzi tam tylko pani Maciejowa i łata kaftanik albo z kobietami przerzuca stogi śmieci. 
 

 

 

 

 

 

*** 

III  fragment: opis  cmentarzyska  rzeczy na placu przy ulicy Dobrej  (czyli na tym  placu, co 
we fragmencie II). To jeden z generalnych śmietników miasta. Wymienienie śmieci, jakie tam 
można  znaleźć.  Śmierdzi  tam,  widok  jest  szpetny.  Wśród  tego  gnojowiska  są  dwa  filtry 
wodociągów  i  studnia  ściekowa  –  to  objaśnia  wysoką  śmiertelność  Warszawy  i  nasuwa 
pytanie  „po  co  człowiek  żyje  na  tym  świecie?  Czy  poto,  aby  służyć  za  ogniwo  między 
kanałem a filtrem?”. 
 

 

 

 

 

 

*** 

IV  fragment:  opis  umeblowania  placu  pod  szychtami  –  słupy,  belki.  Koza,  szkapy,  ludzie 
wywożący śmieci, gałganiarki i ulicznicy z Powiśla – to goście. Czasem można spotkać tam 
obdartych drabów, którzy w południe śpią (a przez to ich zajęcie jest dziwne – nie wiadomo z 
czego żyją ale można się domyślać). 
 

 

 

 

 

 

*** 

V  fragment:  opis  całego  krajobrazu.  Na  lewo  ciągnie  się  rzeka,  na  prawo  piętrzy  się  wał 
miasta. Z obu stron migocą światła w mieszkaniach. Przy ziemi jest mgła – gnojowisko dyszy 
zarazą.  Słychać  szum  wiatru,  plusk  fal  i  czasem  zgiełk  miasta.  Słychać  też  szeleszczenie, 
które  jest  odgłosem  pracującej  śmierci.  Słychać  też  odgłosy  istot  żywych,  ale  nie  są  to 
jednoznaczne odgłosy. Pytanie: Jestżem igraszką zmysłów? Słupy telegraficzne przypominają 
szubienice, stosy belek mogiły, a na ich szczycie stoi bezpański pies, który wygrzebuje kość. 
 
 

B. PRUS, Z LEGEND DAWNEGO EGIPTU 

 
 

Bezpośredni  zwrot  do  czytelników  na  początku:  ludzkie  nadzieje  są  marne  wobec 

porządku  świata  i  wyroków  bożych.  Potem  historia  Ramzesa  pisana  w  3.  osobie.  100-letni 
Ramzes,  potężny  władca  Egiptu,  dogorywał.  Był  chory,  leżał  na  skórze  tygrysa  przykryty 
płaszczem  króla  Etjopów.  Zawołał  najmądrzejszego  lekarza  ze  świątyni  w  Karnaku.  Chciał 
lekarstwa,  które  albo  go  wyleczy  albo  zabije.  Na  niechęć  lekarza  stwierdził,  że  jego  wnuk 
Horus  jest  następcą,  a  Egipt  nie  może  mieć  władcy,  który  nie  może  dźwignąć  oszczepu  i 
jechać  na  wozie.  Ramzes  wypił  lek  i  zawołał  najsłynniejszego  astrologa  z  Tebów.  Ten  mu 
powiedział, że umrze ktoś z dynastii i że źle zrobił pijąc lek, bo człowiek i tak nic nie poradzi 
na  boskie  wyroki.  Przed  wschodem  słońca  Ramzes  albo  miał  umrzeć  albo  być  zdrowym. 
Ramzes kazał zaprowadzić Horusa do sali faraonów, żeby tam czekał na jego pierścień, gdy 
umrze.  Horus  płakał,  ale  poszedł  do  sali,  na  ganek,  i  przyglądał  się  okolicy.  Była  noc,  a 
wszędzie  były  tłumy.  Mimo  tego  panowała  cisza.  Dworzanin  powiedział,  że  lud  chce  go 

background image

powitać  jako  władcę.  Horus  zapytał  o  światła.  Dworzanin  stwierdził,  że  kapłani  poszli  do 
grobu  jego  matki  Zefory,  żeby  jej  zwłoki  przenieść  do  faraońskich  katakumb.  Horus 
wspomniał matkę, która wstawiała się za niewolnikami i została z nimi pochowana. Kanclerz 
kazał przygotować gońców po nauczyciela Jetrona. Horus wspomniał przyjaciela wygnanego 
z kraju, bo uczył go litości dla ludu. Za Nilem zobaczył światło. Dworzanin mu powiedział, 
że to pozdrowienie Bereniki z klasztornego więzienia, która do niego wróci z klasztoru, gdy 
zostanie faraonem. Horusa nagle ukąsiła chyba pszczoła, miał nadzieję że to nie był pająk (bo 
one mają truciznę). Ramzes wysłał do niego posłańca z ostatnią wolą. Horus sprzeciwił się i 
nakazał wydanie dwóch edyktów, dzięki którym ludzie unikną rozlewu krwi i krzywdy. Noga 
Horusowi  puchła.  Horus  kolejnemu  posłańcowi  kazał  napisać  edykt  znoszący  ciężary  z 
niewolników. Arcykapłanowi kazał napisać edykty o przewiezieniu zwłok matki do katakumb 
i  uwolnieniu  Bereniki  z  więzienia  klasztornego.  Przyszedł  lekarz,  okazało  się  że  Horusa 
ukąsił pająk i lada moment umrze. Umierał i Ramzes. Horus czekał na pierścień, by edykty 
weszły  w  życie.  Słabł,  czekał  na  pierścień,  odrzucał  po  kolei  edykty,  których  nie  zdążyłby 
dotknąć,  na  koniec  zostawił  edykt  o  Berenice.  Przybył  zastępca  arcykapłana,  że  Ramzes 
odzyskał zdrowie. Horus spojrzał za Nil na światło z więzienia Bereniki i umarł. 
 
 

H. SIENKIEWICZ, LEGENDA ŻEGLARSKA 

 
 

Był  okręt  Purpura,  wielki  i  silny.  Wszyscy  żeglarze  mówili,  że  to  wspaniały  statek. 

Życie załogi było szczęśliwe, majtkowie drwili z niebezpieczeństw, każdy robił co chciał na 
tym okręcie. Życie tam ciągłym było świętem. Nic się nie oparło statkowi, był niezniszczalny, 
nawet  ratował  inne  statki  i  rozbitków.  Żeglarze  zleniwieli  i  zapomnieli  sztuki  żeglarskiej, 
mówili że Purpura sama popłynie. Było tak przez długie lata, załoga zniewieściała, nikt nie 
zauważył, że statek zaczął się psuć. Ludzie zaczęli mówić załodze, żeby uważała, ale załoga 
się śmiała. Pewnego dnia przyszła burza i tak zamiotła statkiem, że zaczął tonąć. Załoga nie 
wiedziała, jak ją ratować. Zaczęli bić z dział do wichrów i fal i chłostali morze. Marynarze 
ginęli, statek tonął. Podniosły się głosy, żeby nie walili z armat, mieli naprawiać statek, ale 
tego nie zrobili. Spadną  teraz na dno i  tam mają pracować, bo Purpura jeszcze nie zginęła. 
Padli więc marynarze na spód i od spodu zaczęli wszystko naprawiać. 
 
 

H. SIENKIEWICZ, JAMIOŁ 

 
 

Narracja  w  3  os.  W  całej  noweli.  Rzecz  dzieje  się  w  miasteczku  Łupiskórach.  Po 

pogrzebie Kalikstowej były nieszpory, kilka bab zostało odśpiewać resztę pieśni. W kościele 
było ciemno, bo była zima i 4 popołudniu. Dziad i mały chłopak kręcili się przed ołtarzem, 
jeden zamiatał, drugi  zwijał  dywan. Dziad wymyślał na chłopaka. W okna stukały  głodne i 
zziębnięte  wróble.  W  ciemności  było  widać  jedną  z  chorągwi,  na  której  byli  grzesznicy  w 
płomieniach i wśród diabłów. W pieśni bab powtarzały się słowa: A kiedy przyjdzie skonania 
godzina, uproś nam, uproś u Twojego syna. Wszystko było posępne, a nawet straszne. Śpiew 
był  przerywany  zdrowaśkami,  po  których  mówiły  Wieczne  odpoczywanie...  za  dusze 

background image

Kalikstowej.  Jej  córka,  Marysia,  nie  miała  więcej  niż  10  lat  i  nie  rozumiała  śmierci  matki. 
Była  spokojna,  nawet  obojętnie  pogodna.  Nudziło  się  jej,  ale  zwróciła  uwagę  na  dziada. 
Złapał  on  za  sznur  dzwonu  i  dzwonił  za  dusze Kalikstowej.  Nieszpory  się  skończyły,  baby 
wyszły  na  rynek.  Kulikowa  wzięła  Marysie.  Jakaś  baba  ją  spytała  co  z  nią  zrobi.  Ona 
stwierdziła,  że  Wojtek  Margula  jedzie  do  Leszczyniec  i  ją  zabierze,  bo  może  w  dworze  ją 
przygarną. Miasto wyglądało posępnie, baby weszły do szynku, napiły się wódki, dały trochę 
Marysi mówiąc: Napij się boś sierota, nie zaznasz dobroci. Kobiety wspomniały Kalikstową: 
źle  wyglądała  ostatnio,  zdążyła  pójść  do  wójta,  żeby  ''papiery  mieć  co  do  kolomnii  na 
porządek'', za które zapłaciła 4zl i 6gr. Miała wytrzeszczone oczy tak, ze po śmierci nie mogli 
ich  zamknąć,  a  ksiądz  nie  zdążył  jej  wyspowiadać.  Katarynka  w  szynku  grała  oberka. 
Kapuścińskiej  przypomniała  się  śmierć  jej  męża,  który  bardzo  wzdychał  przed  śmiercią, 
rozpłakała się, dala kataryniarzowi 6gr. Kulikowa przypomniała Marysi, ze ksiądz jej mówił, 
że jamioł (anioł) nad nią czuwa, dała jej 10gr. Nagle baby usłyszały konia. Do szynku wszedł 
Wojtek Margula. Kulikowa powiedziała mu, ze weźmie małą do Leszczyniec. On powiedział, 
że nikt mu nie kazał i stwierdził, że baby się spiły. Napił się wódki i wypluł, bo to była woda. 
Zażyczył  sobie  araku.  Niechcący  przyczyniał  się  on  wg  narratora  do  ugruntowania 
fundamentów społecznych - propinacya w miasteczku była dworska (cokolwiek to znaczy...). 
Baby posnęły a Wojtek zabrał Marysię, której nikt nie pożegnał, matka została na cmentarzu 
a  ona  pojechała  do  Leszczyniec.  Jechali  saniami.  Wojtek  przysnął,  śniło  mu  się,  że  w 
Leszczyńcach go biją za zgubienie kobiałki z listami, więc co jakiś czas się budził. Marysia 
zaczynała  rozumieć,  że  matki  nie  będzie  już  nigdy,  rozpłakała  się  z  zimna.  Konie  w  lesie 
zwolniły i przewróciły sanie do rowu. Marysia budziła Wojtka, ale ten dalej spal. Kiedy nie 
reagował  stwierdziła,  że  pójdzie  piechotą.  Znała  drogę  do  Leszczyniec,  bo  chodziła  tam  z 
matką  do  kościoła,  myślała  że  to  blisko.  Noc  była  jasna,  ona  ufnie  szła,  ale  zaczęła  się 
męczyć, płakała. Usiadła pod drzewem, wydawało jej się, że matka do niej idzie, ale nikogo 
nie było. Marysia była pewna, że przyjdzie Jamioł, usłyszała że ktoś się zbliża i myślała, że to 
on.  Podniosła  powieki  i  zobaczyła  szara  trójkątną  głowę  o  sterczących  uszach,  która 
przypatrywała się dziecku. 
 
 

H. SIENKIEWICZ, STARY SŁUGA 

 
 

Narracja  w  1  osobie,  narrator  opowiada  swoje  wspomnienia,  z  dialogu  postaci 

dowiadujemy się, że ma na imię Henryk. W dzieciństwie u jego rodziców służył stary sługa, 
Mikołaj  Suchowolski,  szlachcic  z  Suchej  Woli,  który  służył  jeszcze  u  jego  dziadka. 
Wykonywał  wiele  czynności,  ale  przede  wszystkim  zrzędził  (narrator  pamięta  go  jako 
człowieka mruczącego, lubił go, ale się go bał). I narrator i jego brat bardziej się go bali, niż 
swojego  guwernera  –  Ludwika  i  bardziej,  niż  rodziców.  Sługa  był  grzeczniejszy  dla  sióstr 
narratora, mówił do każdej „panienko”. Nosił zawsze w kieszeni kapiszony, narrator go prosił 
by  postrzelać.  Po  długim  marudzeniu  sługa  brał  broń  i  pozwalał  małemu  mierzyć.  Mikołaj 
uczył dzieci swojego dawnego wojennego rzemiosła: chłopcy uczyli się maszerować pod jego 
okiem,  a  razem  z  nimi  ksiądz  Ludwik.  Kiedy  narrator  wyjechał  do  szkół,  sługa  bardzo  to 
przeżywał i po pierwszym powrocie na święta ściskał go i zaczął nazywać paniczem. Dzięki 
m. in. awanturom Mikołaja malec unikał kary za słabe oceny, np. sługa twierdził, że nie jest 

background image

mały Niemcem ani nie musi rozmawiać z nimi, żeby się uczyć po niemiecku. Sługa czasem 
opowiadał o swojej młodości i bitwach, w jakich brał udział (mnóstwo rzeczy zmyślał). Miał 
swoje  dzieci  –  syn  był  nicponiem  i  pałętał  się  gdzieś  po  świecie,  a  córka  bałamuciła  się  ze 
wszystkimi oficyalistami we wsi i zmarła przy porodzie. Urodziła córkę Hanię, narrator bawił 
się z nią w żołnierzy, bo byli w tym samym wieku. Sługa opowiadał różne historie wojenne, 
ale czuwał nad postępowaniem chłopców starannie i surowo. Był on człowiekiem sumiennym 
do tego stopnia, że gdy pan wysłał go z listem i nakazał wrócić z odpowiedzią, a adresata listu 
nigdzie  nie  mógł  znaleźć,  szukał  go  6  dni  aż  go  znalazł.  Jego  przywiązanie  do  pana  było 
ogromne, kiedy Pan Zoll i były karbowy pana ubliżali panu, Mikołaj zdzielił ich z bicza, za co 
go pobito. Sługa nie przyznał się do tego co się stało, lekarz o tym powiedział i po tym pan 
był ogromnie wzruszony. Była też sprawa siostry pana, a ciotki narratora. Zakochał się w niej 
z  wzajemnością  doktor,  Mikołaj  był  przeciwko  temu  związkowi.  Ostatecznie  młodzi  się 
pobrali,  sługa  do  panienki  nie  miał  urazy  ale  lekarzowi  tego  nie  zapomniał.  Panienka  z 
lekarzem  Stanisławem  miała  3  dzieci.  Kiedy  Hania  zachorowała  na  tyfus  Mikołaj  strasznie 
cierpiał, bał się że ją straci. Doktor Staś siedział przy niej długo, aż wreszcie udało mu się ją 
wyleczyć i od tamtego czasu Mikołaj uwielbiał doktora. Rok później sługa zaczął zapadać na 
zdrowiu.  Miał  już  koło  90  lat.  Zdziwaczał,  osłabł.  Kiedy  pani  i  pan  wyjechali,  żeby  pani 
podkurowała zdrowie, stary zaczął umierać. Był przy nim narrator z bratem Kaziem, Hania, 
ksiądz Ludwik. Przed śmiercią sługa powierzył Hanię w ręce dziedzica. 
 
 

H. SIENKIEWICZ, ORGANISTA Z PONIKŁY 

 
 

Narracja  w  3  osobie  cały  czas.  Kleń  zimą  szedł  przez  śnieg  z  Zagrabia  do  Ponikły. 

Dziś  rano  podpisał  kontrakt  z  kanonikiem  Krajewskim  i  został  organistą  Ponikły.  W 
przeszłości  żył  trochę  jak  cygan,  a  teraz  miał  mieć  własny  dom,  ogród,  150  rubli  rocznie, 
pozycję  społeczną  i  jeszcze  zajęcie  na  chwałę  Bożą.  Przejął  posadę  po  starym  Mielnickim. 
Talentu  do  grania  nie  przejął  po  ojcu,  bo  ojciec  pochodzący  z  Zagrabia  służył  za  młodu  w 
wojsku,  a  na  starość  kręcił  sznury  z  konopi  i  przygrywał  na  fajce.  Mielnicki  pokazywał 
Kleniowi, gdy ten był mały, jak się gra na organach i po 3 latach grał lepiej od Mielnickiego. 
Uciekł Kleń z jakimiś muzykantami i włóczył się po świecie. Był chudy i miał długie nogi. 
Był  komornikiem  przed  zostaniem  organistą.  Kiedy  grał  na  organach  to  przenosił  i  siebie  i 
innych do innej rzeczywistości. Zakochany był w pannie Olce, córce strycharza z Zagrabia i 
żeby ją zobaczyć szedł po mszy pod kościół. Ona też się w nim zakochała mimo tego, że nic z 
niego  specjalnego  nie  było.  Ojciec  Olki  nie  chciał  jej  dać  Kleniowi,  bo  był  powsinogą,  ale 
gdy dowiedział się, że został organistą, był skłonny do pożenienia młodych. I właśnie od ojca 
Olki wraca Kleń, kiedy narrator o nim opowiada. Kleń miał na imię Antoni. Olka powiedziała 
mu, że poszłaby za niego nawet jakby nie został organistą i to go strasznie cieszyło. Zapadł 
zmrok,  Kleń  postanowił  iść  do  domu  na  skróty  przez  łąki.  Wyciągnął  obój  i  zaczął  grać 
wesołe  melodie.  Przypominał  sobie,  jak  grali  i  śpiewali  w  domu  Olki,  z  którego  właśnie 
wracał. Było bardzo zimno, więc przestał grać. Kleń zaczął żałować, że poszedł przez łąki, bo 
śnieg był bardzo głęboki. Tak szedł, marzł, męczył się i poczuł się samotny.  Wyczerpał się 
tak, że wreszcie stwierdził, że siądzie i odpocznie. Tak zrobił i żeby nie zasnąć zaczął  grać 
„Mój zielony dzban”, który grał i śpiewał z Olką. Ostatecznie usnął i zamarzł na śmierć. 

background image

H. SIENKIEWICZ, SZKICE WĘGLEM 

 
 

Akcja  we  wsi  Barania  Głowa.  XI  rozdziałów  +  epilog.  W  kancelarii  siedzi  wójt 

Franciszek  Burak  i  pisarz  gminny  pan  Zołzikiwicz,  wokół  nich  latały  muchy.  Zołzikiewicz 
nie chciał napisać listu i wójt sam się męczył (napisał coś ze zwrotami z kazania). W końcu 
pisarz sam napisał list. Wymyśla też, żeby na spis wojskowy wpisać Rzepę (podobała mu się 
jego żona) na miejsce syna wójta (mimo tego, że Rzepa nie mógł być wpisany do wojska, bo 
miał  żonę  i  małe  dziecko).  Zołzikiewicz  uważał  chłopstwo  za  robactwo.  Jego  ulubioną 
książką była Izabela Hiszpańska, czyli tajemnice dworu madryckiego". Baby rozmawiały, że 
pisarza  nie  da  się  przekupić  jajkami  tylko  pieniędzmi.  Zołz.  nie  lubił  akademika,  kuzyna 
Skorabiewskich,  bo  ten  z  niego  kpił.  Zołz.  poszedł  do  Rzepowej,  przystawiał  się  do  niej, 
rzucił  się  na  niego  pies  i  podarł  mu  spodnie,  więc  Zołz.  powiedział,  że  Rzepa  pójdzie  do 
wojska.  Zołz.  mieszkał  w  czworakach.  Rzepa  poszedł  do  Zołz.  z  rublem,  ale  ten  się  go 
wystraszył  i  go  pogonił.  Rzepa  pił  z  Burakiem  i  ławnikiem  Gomułą,  rozmawiali  o  wojnie 
prusko-francuskiej.  Chłopy  spiły  go  i  powiedzieli  mu,  że  dworski  las  ma  być  rozdany 
gospodarzom i żeby Rzepa podpisał prośbę o ogrodzenie swojego kawałka. Ten nie chciał, bo 
ogrodzenie było kosztowne, ale przyszedł pisarz i powiedział, że państwo daje po 50 rubli na 
ogrodzenie, więc Rzepa podpisał papiery. Wezwano karczmarza Szmula, żeby poświadczył, 
że Rzepa podpisał papiery dobrowolnie i dano Rzepie ruble. Rzepa zasnął w karczmie. Rano 
zapytał Szmula skąd ma pieniądze i ten mu powiedział, że podpisał umowę, że będzie losował 
za  syna  wójta.  Zołz.,  Burak  i  Gomuła  rządzili  sądem  gminnym  i  Zołz.  załatwiał  sprawy  za 
łapówki. Na sprawę przyszli Rzepowie, prosili o pomoc, ale ich wyśmiali i jeszcze wsadzili 
Rzepę do chlewika za groźby zabicia żony. Zołz. chciał się ożenić z Jadwigą Skorabiewską. 
Rzepowa poszła do księdza Czyżyka, a ten jej powiedział, że przynajmniej Rzepa odpokutuje 
pijaństwo.  Jadwiga  jest  zachwycona  twórczością  Eliego  (Asnyka).  Rzepowa  prosiła  ją  o 
pomoc, ona kazała jej iść do jej ojca. Rzepowa poszła do dworu z dzieckiem, a tam akurat 
byli goście. Długo czekała, Skorabiewski  kazał  jej  iść do naczelnika do Osłowic. Baba tam 
poszła, jak wreszcie znalazła naczelnika to bełkotała. Wracając dostała kamieniem w głowę i 
straciła  przytomność,  dziecko  jej  zachorowało,  przyszła  burza.  Baba  wydobrzała,  Szmul 
powiedział  jej  żeby  poszła  do  Zołz.  wieczorem  to  on  podrze  umowę.  Rzepowa  oddała  się 
Zołz. ale on ją oszukał. Rzepa ją za to zabił siekierą i podpalił zabudowania dworskie. 
 
 

J. LAM, WIELKI ŚWIAT CAPOWIC 

 
 

Rozdziałów  XV.  Akcja  w  Capowicach.  Pan  Precliczek  był  namiestnikiem  powiatu 

Capowic. Uważał się raz za Niemca, raz za Polaka, raz za Czecha. Ludzie śmiali się z jego 
żony (z domu Hanserle), że ma mniej sukien i kapeluszy niż gospodyni księdza oraz że przez 
3  dni  dawała  mężowi  rosół  i  sztukę  mięsa  z  chrzanem.  Emilia  była  córką  Precliczka,  była 
piękna i miała dobrą pozycję do ożenku. Ojciec chciał ją wydać za Sarafanowycza (brzydala i 
skąpca),  który  sobie  wymyślił,  że  się  z  nią  ożeni.  Emilia  zakochała  się  w  Schreyerze,  z 
wzajemnością. Po trudnościach, ostatecznie Emilia wychodzi za Schreyera. 
 

background image

B. PRUS, OGRÓD SASKI 

 
 

Humoreska. Narrator opowiada o swoim spacerze z panią X, jej córką Zofią (18 lat), 

małym synem Franiem (6 lat) i ich kuzynem Władziem (20 lat) oraz psem Bibi. Franio bawił 
się z chłopcami, ale oni z niego kpili. Wszyscy poszli do mleczarni, gdzie był bardzo drogo. 
Potem poszli na plac zabaw, gdzie im się nie podobało. Poszli na lody, które były strasznie 
drogie, do tego ludzie zaczęli się nabijać z towarzyszy narratora. Potem są 3 odrębne opisy, a 
następnie opisuje narrator jak był sam w parku i usłyszał rozmowę dwójki kochanków. 
 
 

H. SIENKIEWICZ, SACHEM 

 
 

Antylopa  w  Teksasie  była  kiedyś  osadą  Czarnych  Wężów,  Chiavatta.  Niemieccy 

koloniści  wymordowali  mieszkańców,  zajęli  ich  osadę  i  się  bogacili.  Przyjechał  do 
miasteczka  cyrk,  w  którym  miał  wystąpić  sachem,  czyli  następca  zamordowanego  przez 
mieszkańców  wodza  Indian.  W  trakcie  przedstawienia  śpiewał,  przypomniał  o  mordzie, 
powiedział, że musi się zemścić. Wszyscy się bali, ostatecznie to było tylko przedstawienie. 
 
 

M. KONOPNICKA, BANASIOWA 

 
 

W Parku Łyczakowskim we Lwowie naratorka rozmawia ze starą kobietą, Banasiową. 

Przyjechała do córki, żeby umrzeć wśród swoich. Ale ta śmierć nie przychodzi i dzieci muszą 
opłacać stróża, żeby nie doniósł, że nie płacą za nią karty-pobytu. Kobieta robi co może, żeby 
umrzeć, ale jej nie wychodzi. 
 
 

M. KONOPNICKA, NASZA SZKAPA 

 
 

Akcja  zimą  na  warszawskim  Powiślu  (slumsy).  Narratorem  jest  najstarszy  z  braci 

Wicek  Mostowiak.  Ojciec,  Filip,  pracował  przewożąc  kruszywo  wozem  ze  szkapą.  Teraz 
musiał przewozić piasek, za co mniej płacili. Matka, Anna, była chora na gruźlicę. Mieszkali 
w suterenie piwnicznej. W domu było 3 synów: Wicek, Felek i Piotruś. Ojciec sprzedał ich 
łóżko i spali z nim na sienniku, potem sprzedawał inne rzeczy, żeby opłacić leczenie żony. W 
końcu ojciec sprzedał ukochaną szkapę. Na nic się to zdało, bo Anna i tak umarła. Przyjechał 
wóz z ich dawną szkapą po trumnę, chłopcy tak byli zajęci koniem, że nie rozumieli, że on 
właśnie wiezie trumnę z ich matką. Odbył się pogrzeb, ojciec płakał, a chłopcy świetnie się 
bawili z koniem. 
 
 
 
 
 

background image

M. KONOPNICKA, MARTWA NATURA 

 
 

Narracja  w  1  osobie.  Utwór  zaczyna  się  zwrotem  do  adresatów,  później  jest  opis 

trumny (czarna z blaszanym krzyżem). Była ona w szpitalnej kaplicy. Do środka weszło koło 
10  osób,  różni  ludzie  z  ulicy  i  zabudowań  dookoła.  Weszła  zakonnica  z  posługaczami, 
powiedziała jednej z kobiet, że a taki tam zmarł i że miał 3 dzieci. Nagle wbiegły te dzieci, 
koło  10-letnia  dziewczynka  z  młodszymi  braćmi.  Zmarły  był  posłańcem,  kilka  miesięcy 
wcześniej  zmarła  tam  jego  żona,  a  dzieci  teraz  trafiły  do  babci.  Dzieci  pomodliły  się  i 
przyszła  babcia,  prawie  ślepa.  Kobieta  po  omacku  położyła  pod  głowę  zmarłego  poduszkę. 
Matka  specjalnie  opłaciła  pogrzeb  synowi,  by  nie  był  pochowany  we  wspólnym  grobie. 
Dzieci pożegnały się z ojcem, trumnę zabito. Na tabliczce było napisane: Śp. Józef Szczeptek 
posłaniec  miejsci  żył  lat  43.  Narratorka  dała  dziewczynce  pieniądze,  by  dała  jej  babci  do 
opłacenia modlitwy. 
 
 

H. SIENKIEWICZ, LATARNIK 

 
 

Miejsce  akcji:  Aspinwall,  niedaleko  Panamy.  Zaginął  tam  latarnik.  Izaak 

Falcondridge,  konsul  USA,  miał  znaleźć  następcę.  Latarnik  miał  utrzymywać  w  porządku 
latarnię, wywieszać w dzień flagi a nocą zapalać lampę. Miał spędzać tam cały czas, tylko w 
niedzielę  mógł  opuścić  wyspę.  Codziennie  przywożono  mu  wodę  i  jedzenie.  Do  pracy 
zaciągnął  się ponad 70-letni  Skawiński, Polak. Od 40 lat tułał  się po świecie, brał  udział w 
powstaniu  listopadowym,  walczył  w  Hiszpanii  i  na  Węgrzech  na  Wiosnę  Ludów,  służył  w 
francuskiej Legii Honorowej. Miał nadzieję, że odnajdzie spokój. Zawsze uczciwie pracował: 
wydobywał  złoto  w  Australii,  diamenty  w  Afryce,  był  strzelcem  w  Indiach,  pracował  na 
farmie w Kalifornii, miał fabrykę cygar w Hawanie, itd. Na latarni znalazł spokój, ale zaczął 
tam  dziczeć.  Mijały  tygodnie.  Pewnego  dnia  oprócz  jedzenia  dostał  paczkę  z  polskimi 
książkami  od  Towarzystwa  polskiego  w  Nowym  Yorku.  Zaczytał  się,  płakał,  nie  zapalił 
latarni i przez to rozbił się statek. Został wyrzucony z pracy.