background image

 

background image

Shepard Sara 

 

Pretty Little Liars 01 

 

Kłamczuchy 

 
 
 
 
 
 
 
Alison, szkolna gwiazda, znika w 

niewyjaśnionych okolicznościach. Rok później jej 
przyjaciółki: Emily, Aria, Spencer i Hanna, 

zaczynają otrzymywać niepokojące SMS-y. Ktoś 

zna sekrety, które chciały pogrzebać wraz z 

pamięcią o Ali. Jak wiele dziewczyny są w stanie 

poświęcić, by prawda nie wyszła na jaw? 

 
 
 
 
 
 
 

background image

TAK TO SIĘ ZACZĘŁO 
Wyobraź sobie wakacje kilka lat temu, między siódmą a ósmą 

klasą. Jesteś opalona, bo cały czas wylegujesz się na kamiennym 
brzegu basenu, masz na sobie nowe dresy marki Juicy 
(pamiętasz, jak wszyscy je nosili?), a w głowie ci tylko chłopak z 
innej podstawówki, w którym się zabujałaś i którego imienia nie 
wymienimy, ale powiemy tylko, że pakuje dżinsy w sklepie 
Abercrombie w centrum handlowym. Jesz płatki czekoladowe, 
dokładnie tak, jak lubisz — rozciapane w chudym mleku — i 
widzisz twarz dziewczyny na zdjęciu w gazecie. ZAGINĘŁA. 
Jest ładna — pewnie ładniejsza od ciebie — i ma w oczach coś 
zadziornego. Myślisz sobie: „Hmm, może ona też lubi płatki 
czekoladowe rozciapane w mleku". I założyłabyś się, że i ona 
uważałaby tego chłopaka z Abercrombie za ciacho. Zastanawiasz 
się, jak ktoś tak... no cóż, tak podobny do ciebie mógł zaginąć. 
Wydawało ci się, że w rubryce „Poszukiwani" kończą tylko 
uczestniczki konkursów piękności. 

Okazuje się, że nie tylko. 
 

background image

Aria Montgomery zanurzyła twarz w trawie przy domu swojej 

najlepszej przyjaciółki Alison DiLaurentis. 

— Pysznie — mruknęła. 
— Wąchasz trawę? — zawołała zza jej pleców Emily Fields, 

popychając długą, piegowatą ręką drzwi wielkiego volvo swojej 
mamy. 

— Ładnie pachnie. — Aria odgarnęła włosy z różowymi 

pasemkami i odetchnęła ciepłym powietrzem wczesnego 
wieczoru. — Jak lato. 

Emily pomachała mamie na do widzenia i podciągnęła swoje 

byle jakie dżinsy, które wisiały na jej chudych biodrach. Od 
wczesnego dzieciństwa brała udział w zawodach pływackich i 
chociaż świetnie wyglądała w kostiumie kąpielowym, nigdy nie 
nosiła tak obcisłych i uroczych ubrań, jak większość dziewczyn 
w siódmej klasie. Jej rodzice uważali bowiem, że charakter 
buduje się od wewnątrz. (Choć Emily była prawie pewna, że 
zmuszanie jej do tego, żeby ukrywała swój obcisły T-shirt z 
napisem IRLANDKI ROBIĄ TO LEPIEJ z tyłu szuflady na 
bieliznę, nie polepszało zbytnio jej charakteru). 

— Hej, dziewczyny! — Alison zrobiła kilka piruetów na 

trawniku przed domem. 

Włosy niedbale związała w kucyk i nadal miała na sobie 

spódniczkę do hokeja na trawie, bo po południu była na imprezie 
z okazji zakończenia sezonu. Alison jako jedyna z siódmej klasy 
należała do hokejowej reprezentacji szkoły i podwoziły ją do 
domu starsze dziewczyny z Rosewood Day, w których autach na 
cały regulator śpiewał Jay-Z. Spryskiwały Alison perfumami od 
stóp do głów, 

 
 
 

background image

żeby nie śmierdziało od niej papierosami, które razem paliły. 
— Przegapiłam coś? — zawołała Spencer Hastings, prze-

ciskając się przez szparę w płocie Ali i dołączając do reszty. 

Spencer odrzuciła na plecy jasne włosy uczesane w koński 

ogon i pociągnęła łyk z fioletowej butelki. Jesienią nie przeszła, 
razem z Alison, do reprezentacji i musiała grać w drużynie 
siódmoklasistek. Od roku z obsesyjnym uporem trenowała 
hokeja na trawie, żeby udoskonalić umiejętności, i dziewczyny 
wied zia ł y,  że zanim przyjechały, ćwiczyła dryblowanie na 
podwórku za domem. Spencer nie znosiła sytuacji, gdy ktoś robił 
coś lepiej od niej. Szczególnie Alison. 

— Zaczekajcie na mnie! 
Odwróciły się i zobaczyły Hannę Marin, która gramoliła się z 

mercedesa swojej mamy. Potknęła się o dużą torbę i machała 
rękami jak wariatka. W ubiegłym roku jej rodzice się rozwiedli, 
odtąd stopniowo przybierała na wadze i przestała się mieścić w 
starych ubraniach. Tylko Ali przewróciła oczami, reszta 
dziewczyn udawała, że niczego nie zauważyła. Tak postępują 
prawdziwe przyjaciółki. 

Alison, Aria, Spencer, Emily i Hanna zaprzyjaźniły się 

zeszłego lata, kiedy rodzice zgłosili je do charytatywnej pracy 
ochotniczej w sobotnie popołudnia — wszystkie oprócz Spencer, 
która zgłosiła się sama. Miały rozwozić posiłki dla biednych. 
Nieważne, co Alison wiedziała na temat czterech pozostałych — 
ważne, co one wiedziały o Alison. Była idealna. Piękna, 
dowcipna, inteligentna. Popularna. Chłopcy chcieli się z nią 
całować, a dziewczyny — nawet te starsze — chciały nią b yć. 
Więc kiedy po raz pierwszy Ali zaśmiała się z jakiegoś żartu Arii, 
zadała 

 

background image

Emily jakieś pytanie dotyczące pływania, powiedziała 

Hannie, że ma śliczną bluzkę, czy zauważyła, że Spencer ma 
zn a czn i e  ładniejszy charakter pisma niż ona, mogły poczuć się 
tylko... olśnione. Zanim ją poznały, czuły się jak marszczone 
dżinsy z wysokim stanem, jakie nosiły ich mamy, dżinsy 
dziwaczne i rzucające się w oczy z niewłaściwych powodów. Ali 
sprawiła, że poczuły się jak dżinsy od Stelli McCartney, na które 
żadnej z nich nie było stać. 

Teraz, ponad rok później, w ostatnim dniu nauki, były nie 

tylko najlepszymi przyjaciółkami, ale także najpopularniejszymi 
dziewczynami w szkole Rosewood Day. Stało się tak z wielu 
powodów. Każda całonocna impreza, każda wycieczka 
zamieniała się w nową, wielką przygodę. Każdy apel szkolny 
zapadał w pamięć, jeśli tylko wszystkie były obecne (w 
Rosewood Day do legendy przeszedł dzień, w którym przez 
radiowęzeł odczytano czuły liścik od kapitana żeńskiej drużyny 
lekkoatletycznej do nauczyciela matematyki). Ale kilka spraw 
chętnie wymazałyby z pamięci. A o j e d n y m sekrecie nie mogły 
nawet rozmawiać. Ali powiedziała, że to właśnie tajemnice wiążą 
ich piątkę na zawsze. Jeśli to prawda, to musiały zostać 
przyjaciółkami na całe życie. 

— Tak się cieszę, że ten dzień się skończył — jęknęła Alison, 

a potem delikatnie przepchnęła Spencer przez dziurę w płocie. — 
Idziemy do twojej stodoły. 

— Tak się cieszę, że już mamy za sobą siódmą klasę — 

powiedziała Aria, kiedy razem z Emily i Hanną ruszyła za Alison 
i Spencer do odnowionej stodoły, przebudowanej na domek dla 
gości, w którym starsza siostra Spencer, Melissa, mieszkała przez 
całe liceum. Na szczęście właśnie skończyła szkołę i wyruszała 
na rok do Pragi, więc miały domek do swojej dyspozycji na całą 
noc. 

background image

Nagle usłyszały za sobą piskliwy głos. 
— Alison! Hej, Alison! Hej, Spencer! Alison spojrzała w 

stronę ulicy. 

— Tylko nie to — wyszeptała. 
— Tylko nie to — powtórzyły za nią jak echo Spencer, Emily 

i Aria. 

— Cholera — Hanna zmarszczyła brwi. 
Alison odgapiła tę zabawę od swojego brata Jasona, który 

chodził do czwartej klasy w Rosewood Day. Jason i jego 
przyjaciele grali w nią, kiedy obserwowali dziewczyny w czasie 
szkolnych imprez na świeżym powietrzu. Ten, kto jako ostatni 
powiedział „Tylko nie to", musiał zabawiać przez całą noc 
najbrzydszą dziewczynę, podczas gdy jego przyjaciele podrywali 
jej seksowne koleżanki. Oznaczało to, że jesteś tak beznadziejny i 
nieatrakcyjny jak ona. W wersji Ali dziewczyny mówiły „Tylko 
nie to", kiedy w pobliżu znajdował się ktoś brzydki, żałosny lub 
nieszczęśliwy. 

Tym razem była to Mona Vanderwaal - mieszkająca na tej 

samej ulicy wieśniara, której ulubionym zajęciem były 
desperackie próby zaprzyjaźnienia się ze Spencer i Alison - oraz 
jej dwie świrowate przyjaciółki, Chassey Bledsoe i Phi 
Templeton. Chassey włamała się kiedyś do szkolnego systemu 
komputerowego, a potem p o wi e d zia ł a  dyrektorowi, jak go 
lepiej zabezpieczyć. Phi Templeton nie ruszała się nigdzie bez 
swojego jo-jo. To chyba mówi samo za siebie. Cała trójka gapiła 
się na dziewczyny ze środka pustej podmiejskiej ulicy. Mona 
siedziała na swoim skuterze, Chassey na czarnym rowerze 
górskim, a Phi szła, oczywiście ze swoim jo-jo. 

— Ej, dziewczyny, chodźcie z nami oglądać Nieustraszo-

nych!. — zawołała Mona. 

background image

— Dzięki! — odkrzyknęła Alison. — Mamy coś do zrobienia. 
Chassey uniosła brwi. 
— Nie chcecie obejrzeć, jak ludzie jedzą karaluchy? 
— Ohyda! — wyszeptała Spencer do ucha Arii, która na-

tychmiast zaczęła udawać, że je jak małpa niewidzialne wszy z 
głowy Hanny. 

— Jasne, że byśmy chciały — Ali przekrzywiła głowę. — Ale 

od dawna planowałyśmy to party piżamowe. Może następnym 
razem? 

Mona wbiła wzrok w chodnik. 
— Jasne, w porządku. 
— Na razie — rzuciła Alison, odwróciła się, przewróciła 

oczami, a pozostałe dziewczyny zrobiły to samo. 

Poszły do tylnej furtki w ogrodzie Spencer. Po lewej stronie 

widać było podwórko Alison, gdzie jej rodzice budowali altanę 
na dwadzieścia osób, żeby w niej organizować wystawne pikniki 
na świeżym powietrzu. 

— Dobrze, że nie ma robotników — powiedziała Ali, rzucając 

okiem na żółty buldożer. 

Emily zesztywniała. 
— Znowu cię zaczepiali? 
— Spokojnie, morderco — uspokoiła ją Alison. Dziewczyny 

zachichotały. Czasem nazywały Emily 

„mordercą", jakby była pitbulem Ali, który miał jej bronić. 

Emily kiedyś też uważała, że to zabawne, ale ostatnio jakoś 
dziwnie nie śmiała się razem z pozostałymi. 

Stodoła była mała i przytulna. Przez jej wielkie okno było 

widać olbrzymią, ruchliwą farmę Spencer. Stał na niej nawet 
mały młyn. Tu, w Rosewood, w stanie Pensylwania, miasteczku 
oddalonym od Filadelfii o jakieś 

 

background image

czterdzieści kilometrów, o wiele częściej mieszkało się na 

farmie w domu z dwudziestoma pięcioma pokojami niż w 
mrówkowcu z płyty. Rosewood w lecie pachniało bzem i świeżo 
skoszoną trawą, a w zimie czystym śniegiem i dymem z pieców 
opalanych drewnem. Wokół olbrzymich staromodnych farm 
prowadzonych przez całe rodziny rosło mnóstwo bujnych, 
wysokich sosen. Żyły tu prześliczne lisy i zajączki. W budynku z 
epoki kolonialnej ulokowano wspaniałe centrum handlowe. W 
licznych parkach można było świętować urodziny albo zdanie 
matury i organizować pikniki. A promienni, zdrowi chłopcy 
wyglądali tak, jakby zeszli ze stron katalogu firmy odzieżowej 
Abercrom-bie. Mieszkały tu stare dobre rodziny, z dziedzicznymi 
majątkami i długą historią skrywanych skandali. 

Kiedy podeszły do stodoły, usłyszały dochodzące ze środka 

śmiechy. 

- Przestań! — zawołał ktoś. 
- O Boże - jęknęła Spencer. - Co ona tu robi? 
Kiedy Spencer popatrzyła przez dziurkę od klucza, zobaczyła 

Melissę, swą wymuskaną, doskonałą w każdym calu starszą 
siostrę, i lana Thomasa, jej apetycznego chłopaka, jak mocują się 
na kanapie. Spencer kopniakiem otworzyła drzwi. W stodole 
pachniało mchem i trochę przypalonym popcornem. Melissa 
odwróciła się. 

- Co jest, ku...? — urwała, widząc pozostałe dziewczyny. — 

O, cześć. 

Dziewczyny wbiły wzrok w Spencer. Zawsze narzekała, że 

Melissa to pełna jadu super suka, więc od razu stawały się czujne, 
kiedy wydawała się przyjazna i słodka. 

Ian wstał, przeciągnął się i posłał Spencer szeroki uśmiech. 
 

background image

-Hej. 
— Hej, Ian — odpowiedziała Spencer znacznie 

radoś-niejszym głosem. - Nie wiedziałam, że tu jesteś. 

— Ależ oczywiście, że wiedziałaś — łan uśmiechnął się 

zalotnie. — Przecież nas szpiegowałaś. 

Melissa poprawiła swoje długie blond włosy i czarną 

jedwabną opaskę. Popatrzyła na siostrę. 

— Co tam? - zapytała nieco oskarżycielskim tonem. 
— Wiesz... Nie chciałam ci przeszkadzać... — powiedziała 

Spencer. — Ale miałyśmy tu dziś spędzić całą noc. 

łan niby żartem poklepał Spencer po ramieniu. 
— Tylko się z ciebie nabijałem — rzucił zaczepnie. 
Na karku Spencer pojawiła się czerwona plama, Ian miał 

burzę jasnych włosów, rozmarzone orzechowe oczy i silne 
mięśnie brzucha, których od razu chciało się dotknąć. 

— Wow - powiedziała trochę za głośno Ali. Wszystkie oczy 

zwróciły się na nią. - Melisso, razem z łanem jesteście parą jak z 
obrazka. Nigdy wam tego nie mówiłam, ale tak myślę. Co nie, 
Spence? 

Spencer zamrugała oczami. 
— Uhm — wyjąkała. 
Melissa gapiła się przez chwilę na Ali, kompletnie 

zdezorientowana, a potem odwróciła się w stronę Iana. 

— Możemy porozmawiać na zewnątrz? 
Ian skończył swoje piwo. Dziewczyny nie spuszczały z niego 

wzroku. One mogły pić tylko potajemnie z butelek 
przechowywanych w barku rodziców. Odstawił pustą butelkę i 
wychodząc za Melissą na zewnątrz, posłał im szeroki uśmiech. 

— Zegnam panie. 
 

10 

background image

Zanim zamknął za sobą drzwi, mrugnął do nich. Alison zatarła 

ręce. 

- No i kolejny problem z głowy dzięki Ali D. Masz zamiar mi 

podziękować, Spence? 

Spencer nic nie odpowiedziała, zbyt pochłonięta wypa-

trywaniem czegoś przez okno. Na fioletowym niebie zaczęły 
migotać ogniki świetlików. 

Hanna podeszła do stojącej na stole miski z popcornem i 

wzięła całą garść. 

— łan to takie ciacho. Nawet większe niż Sean — po-

wiedziała. 

Sean Ackard był jednym z najprzystojniejszych chłopaków w 

jej klasie oraz przedmiotem jej najdzikszych fantazji. 

- Wiesz, co słyszałam? - zapytała Ali, opadając na kanapę. - 

Sean bardzo lubi dziewczyny z dużym apetytem. 

Twarz Hanny pojaśniała. 
— Naprawdę? 
— Żartowałam — parsknęła Alison. 
Hanna powoli wrzuciła całą garść popcornu z powrotem do 

miski. 

- Wiecie co, dziewczyny — powiedziała Alison — jest taka 

jedna rzecz, którą mogłybyśmy zrobić. 

- Chyba nie będziemy znowu biegać na golasa? — 

zachichotała Emily. 

Zrobiły to jakiś czas temu — na przerażającym mrozie -i choć 

Hanna nie chciała rozebrać się do naga i została w podkoszulku i 
w majtkach, inne dziewczyny biegały po pobliskim, pustym polu 
po kukurydzy, jak je pan Bóg stworzył. 

— Trochę za bardzo wam się to spodobało — mruknęła Ali. 
Emily natychmiast przestała chichotać. 
 

11 

background image

- Na zakończenie roku mam dla was coś specjalnego. 

Nauczyłam się hipnotyzować ludzi. 

- Hipnotyzować? — powtórzyła Spencer. 
- Nauczyła mnie siostra Matta - ciągnęła Ali, oglądając stojące 

w ramce na komodzie zdjęcie Melissy i lana. 

- Jak to się robi? - zapytała Hanna. 
- Wybacz, ale przysięgłam dochować tajemnicy - powiedziała 

Ali, odwracając się. - Chcecie zobaczyć, jak to wygląda? 

Aria uniosła brwi, siadając na lawendowej poduszce leżącej na 

podłodze. 

- Nie wiem... 
- Czemu nie? — Oczy Ali powędrowały w stronę świnki 

pacynki, która wystawała ze zrobionej na drutach, fioletowej 
torby Arii. 

Aria nosiła przy sobie dziwne rzeczy: pluszowe zwierzątka, 

strony wyrwane na chybił trafił ze starych powieści, pocztówki z 
miejsc, w których nigdy nie była. 

- Czy pod wpływem hipnozy nie mówi się przypadkiem 

rzeczy, których nie chce się powiedzieć? - zapytała Aria. 

- Jest coś, czego nie możesz nam powiedzieć? I po co 

wszędzie chodzisz z tą zabawką? - Ali pokazała palcem na 
świnkę. 

Aria wzruszyła ramionami i wyciągnęła z torby pluszową 

maskotkę. 

- Swinulę dostałam od taty, przywiózł mi ją z Niemiec. Daje 

mi dobre rady w sprawach sercowych - powiedziała i nałożyła 
pacynkę na dłoń. 

- Wkładasz jej rękę do tyłka - pisnęła Ali, a Emily zaczęła 

chichotać. - A poza tym, czemu nie rozstajesz się z czymś, co dał 
ci  wła s n y  o j c ie c ?  

 

12 

background image

- To nie jest śmieszne - odwarknęła Aria, gwałtownie 

odwracając głowę w stronę Emily. 

Na kilka sekund zapadła głucha cisza. Dziewczyny patrzyły 

po sobie. Ostatnio często powtarzała się taka sama sytuacja: 
któraś - zazwyczaj Ali - mówiła coś, żeby innej zrobić przykrość, 
ale żadna nie miała odwagi zapytać, o co, do diabła, chodzi. 

W końcu Spencer przerwała milczenie. 
- Hipnoza, hm, to brzmi trochę jak żart. 
- A ty co niby o tym wiesz? — powiedziała szybko Alison. — 

Daj spokój, mogę nagle zrobić to tobie. 

Spencer podciągnęła spódnicę w pasie. Emily z sykiem 

wypuściła powietrze. Aria i Hanna wymieniły porozumiewawcze 
spojrzenia. Ali zawsze je namawiała, żeby wypróbowywały 
nowe rzeczy - zeszłego lata chciała na przykład palić nasiona 
mleczy, żeby sprawdzić, czy ma się po nich halucynacje. A 
poprzedniej jesieni pojechały pływać w Pecks Pond, choć kiedyś 
znaleziono tam martwe ciało. Tymczasem nie zawsze miały 
ochotę robić to, do czego namawiała je Alison. Kochały ją na 
zabój, ale czasem też jej nienawidziły - bo okropnie się rządziła i 
rzuciła na nie czar. Czasem w jej obecności czuły się tak, jakby 
nie były prawdziwe. Jakby były lalkami, a Ali kontrolowała 
każdy ich ruch. Każda marzyła o tym, żeby choć raz powiedzieć 
Ali „nie". 

- Błaaagam cię - powiedziała Ali. - Emily, ty chcesz, prawda? 
- Yyy... - głos Emily się trząsł. - No cóż... 
- Ja chcę — wcięła się Hanna. 
- Ja też — dodała natychmiast Emily. 
Spencer i Aria niechętnie skinęły głowami. Zadowolona 

Alison jednym ruchem zgasiła wszystkie światła, a potem 

 

13 

background image

zapaliła mnóstwo ustawionych na stoliku do kawy świec 

słodko pachnących wanilią. W końcu wstała i mruczała coś pod 
nosem. 

— Dobrze, teraz wszystkie musicie się rozluźnić — za-

komenderowała, a dziewczyny usadowiły się na dywanie. — 
Wasze tętno zwalnia. Wyciszcie się. Policzę od stu do jednego, a 
kiedy dotknę każdej z was, będziecie w mojej mocy. 

— Straszne — Emily zaśmiała się nerwowo. Alison zaczęła. 
— Sto... dziewięćdziesiąt dziewięć... dziewięćdziesiąt osiem... 
D wadzi eś ci a d wa.. . 
Jed ena ści e... 
P i ę ć... 
C z t e r y... 
Tr z y. ..  
Dotknęła czoła Arii opuszkiem kciuka. Spencer rozprostowała 

nogi. Aria poruszyła lewą stopą. 

— Dwa... — powoli dotknęła Hanny, potem Emily i ruszyła w 

stronę Spencer. — Jeden. 

Spencer nagle otworzyła oczy, zanim Alison zdążyła do niej 

podejść. Zerwała się na równe nogi i podbiegła do okna. 

— Co ty wyprawiasz — wyszeptała Ali. — Wszystko ze-

psułaś. 

— Tu jest za ciemno. — Spencer jednym ruchem rozsunęła 

zasłony. 

— Nie. — Alison opuściła ramiona. — Musi być ciemno. Tak 

to działa. 

 
 
 
 
 

14 

background image

- Daj spokój, wcale nie. 
Roleta się zacięła. Spencer westchnęła, gdy zdołała ją 

odblokować. 

- Właśnie że tak. 
Spencer położyła dłonie na biodrach. 
- Chcę, żeby było jaśniej. Może wszystkie chcą - powiedziała. 
Alison popatrzyła na pozostałe dziewczyny. Wciąż siedziały z 

zamkniętymi oczami. Spencer nie rezygnowała. 

- Dlaczego zawsze ma być tak, jak ty chcesz, Ali? Alison 

roześmiała się. 

- Zasłoń okno! - zawołała z naciskiem. Spencer przewróciła 

oczami. 

- Boże, weź na wstrzymanie. 
- Niby j a mam wziąć na wstrzymanie? - zapytała Alison. 
Spencer i Alison wbiły w siebie wzrok na dłuższą chwilę. 

Taka niedorzeczna kłótnia mogłaby wybuchnąć o to, kto 
pierwszy zobaczył sukienkę Lacoste w sklepie Neiman Marcus, 
albo o to, czy zaznaczanie fragmentów w książce miodowym 
markerem wyglądało zbyt krzykliwie. Ale tym razem chodziło o 
coś zupełnie innego. Znacznie poważniejszego. 

Wreszcie Spencer wskazała na drzwi. 
- Idź sobie. 
- Świetnie — i Alison wymaszerowała z domu. 
- No i dobrze! 
Ale po kilku sekundach Spencer ruszyła za nią. Na zewnątrz 

była granatowa ciemność, a w domu nie paliło się 

 

15 

background image

żadne światło. Nagle zrobiło się zupełnie cicho — zamilkły 

nawet cykady - i Spencer słyszała tylko swój oddech. 

— Poczekaj chwilę! — krzyknęła po chwili, z trzaskiem 

zamykając za sobą drzwi. — Alison! 

Ale Alison już nie było. 
Kiedy Aria usłyszała trzaśnięcie drzwiami, otworzyła oczy. 
— Ali? — zawołała. — Dziewczyny? Nikt się nie odzywał. 
Rozejrzała się. Hanna i Emily siedziały nieruchomo na 

dywanie, a drzwi były otwarte. Aria wyszła na ganek. Nikogo 
tam nie było. Na palcach podeszła do granicy posesji. Przed nią 
rozpościerał się las, w którym panowała zupełna cisza. 

— Ali? — wyszeptała. Żadnej odpowiedzi. — Spencer? W 

domku Hanna i Emily przecierały oczy. 

— Właśnie miałam przedziwny sen — powiedziała Emily. — 

To znaczy, wydaje mi się, że to był sen. Wszystko działo się w 
nim tak szybko. Alison wpadła do bardzo głębokiej studni, w 
której środku rosły ogromne rośliny. 

— Mnie się śniło to samo - powiedziała Hanna. 
— Naprawdę? — zapytała Emily. Hanna przytaknęła. 
— To znaczy, prawie. Też mi się śniła wielka roślina. I też 

chyba widziałam Alison. Może to był tylko cień, jednak na 
pewno j e j cień. 

— Ale numer — wyszeptała Emily. Wpatrywały się w siebie 

szeroko otwartymi oczami. 

 
 
 
 
 
 

16 

background image

— Dziewczyny? — Aria stanęła w drzwiach. Była blada jak 

ściana. 

— Wszystko w porządku? - zapytała Emily. 
— Gdzie Alison? - Aria zmarszczyła brwi. - A Spencer? 
— Nie wiemy — powiedziała Hanna. 
I nagle do domku wpadła Spencer. Wszystkie dziewczyny 

podskoczyły. 

— Co się dzieje? — spytała. 
— Gdzie Ali? - zapytała cicho Hanna. 
— Nie wiem — wyszeptała Spencer. — Myślałam... Nie 

wiem. 

Zapadła cisza. Słychać było tylko drapanie gałęzi w okna. 

Jakby ktoś długim paznokciem przesuwał po szybie. 

— Chyba chcę iść do domu — powiedziała Emily. 
Następnego ranka po Alison nadal nie było śladu. Dziewczyny 

zadzwoniły do siebie, choć tym razem była to telekonferencja na 
cztery, nie na pięć osób. 

— Myślicie, że się na nas wściekła? — zapytała Hanna. -Przez 

cały wieczór była jakaś dziwna. 

— Pewnie siedzi u Katy - powiedziała Spencer. 
Katy była jedną z koleżanek Ali z drużyny hokejowej. 
— A może jest u Tiffany, tej dziewczyny z obozu? — 

zastanawiała się Aria. 

— Gdziekolwiek jest, na pewno świetnie się bawi — cicho 

powiedziała Emily. 

Każda z nich po kolei odebrała telefon od pani Di Laurentis, 

która pytała, czy nie wiedzą, gdzie jest Ali. Najpierw wszystkie 
zaczęły ją kryć. Taka była ich niepisana 

 

17 

background image

zasada: kryły Emily, kiedy wbrew zakazowi wymykała się z 

domu po jedenastej wieczorem, skłamały dla Spencer, kiedy 
pożyczyła sobie płaszcz Melissy od Ralpha Laurena i zostawiła 
go w pociągu, i tak dalej. Ale kiedy każda z nich skończyła 
rozmowę z panią Di Laurentis, poczuły dziwne zdenerwowanie. 

Po południu pani Di Laurentis znowu zadzwoniła, tym razem 

w panice. Wieczorem Di Laurentisowie zawiadomili policję, a 
następnego ranka przed ich domem, na zazwyczaj nieskazitelnym 
trawniku, pojawiły się samochody policyjne i furgonetki 
telewizyjne. Właściciele stacji telewizyjnych marzyli o czymś 
takim: śliczna, bogata dziewczyna zaginęła w jednym z 
najbezpieczniejszych miast, którego mieszkańcy należeli do 
wyższej klasy średniej. 

Hanna zadzwoniła do Emily, gdy wieczorem w telewizji 

podano pierwszą informację na temat Ali. 

— Rozmawiała dziś z tobą policja? 
— Tak — wyszeptała Emily. 
— Ze mną też. Nie mówiłaś im o... - urwała. — O sp ra wi e 

Jen n y, prawda? 

— Nie! - westchnęła Emily. - Czemu pytasz? Myślisz, że coś 

wiedzą? 

— Nie... nie ma takiej możliwości — wyszeptała Hanna po 

chwili. - Tylko my o tym wiemy. My cztery... i Alison. 

Policja przesłuchała dziewczyny - tak jak właściwie 

wszystkich mieszkańców Rosewood, począwszy od instruktora 
aerobiku z drugiej klasy, a na facecie, który kiedyś sprzedał 
Alison paczkę marlboro w sklepie spożywczym, skończywszy. 
Działo się to tego lata przed ósmą klasą, kiedy dziewczyny 
powinny flirtować ze starszymi chłopakami w czasie imprez nad 
basenem, jeść popcorn w ogrodzie 

 

18 

background image

i cały dzień robić zakupy w centrum handlowym. Tymczasem 

płakały w samotności na swoich łóżkach albo gapiły się tępo na 
ściany pokryte zdjęciami. Spencer zaczęła obsesyjnie sprzątać 
pokój, próbując dojść do tego, o co tak napra wd ę pokłóciła się z 
Ali, i myśląc o tym, co jako jedyna z wszystkich dziewczyn o niej 
wiedziała. Hanna całymi godzinami siedziała na podłodze, 
ukrywając puste torby po chipsach pod materacem. Emily nie 
mogła przestać myśleć o liście, który wysłała do Ali tuż przed jej 
zaginięciem. Czy Ali go dostała? Aria siedziała przy biurku ze 
Swinulą. Dziewczyny coraz rzadziej do siebie dzwoniły. 
Wszystkie borykały się z tymi samymi myślami, ale sobie nie 
miały nic do powiedzenia. 

Lato się skończyło, potem nowy rok szkolny przeszedł w 

następne lato. Ali nie odnaleziono. Policja kontynuowała 
poszukiwania, ale po cichu. Media straciły zainteresowanie 
sprawą i zajmowały się teraz wyłącznie potrójnym 
samobójstwem w Center City. Nawet DiLaurentisowie 
wyprowadzili się z Rosewood prawie dwa i pół roku po znik-
nięciu Alison. Coś się też zmieniło w Spencer, Arii, Emily i 
Hannie. Kiedy szły ulicą, przy której niegdyś mieszkała Ali, i 
spoglądały na jej dom, nie wybuchały automatycznie płaczem. 
Nie, czuły coś zupełnie innego. 

Ulgę. 
Jasne, Alison to była po prostu Aliso n .  Ryła ramieniem, na 

którym można się było wypłakać, tylko ona mogła zadzwonić do 
chłopaka, w którym podkochiwała się jej przyjaciółka, żeby 
dowiedzieć się, co o niej myśli, i miała ostatnie słowo w istotnej 
kwestii, czy w nowych dżinsach tyłek nie wygląda za grubo. Ale 
jednocześnie dziewczyny się jej bały. Ali wiedziała o każdej z 
nich więcej niż 

 

19 

background image

ktokolwiek inny na świecie, łącznie z rzeczami, o których 

wolałyby zapomnieć, zakopać je jak martwe ciało. Myśl, że Ali 
może nie żyć, przerażała je wszystkie, ale... jeśli nie żyła, 
przynajmniej ich tajemnice były bezpieczne. I były. Przynajmniej 
przez trzy lata. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

20 

background image


POMARAŃCZE, BRZOSKWINIE I CYTRYNY, O RANY! 
 
— Ktoś wreszcie kupił stary dom DiLaurentisów — po-

wiedziała mama Emily Fields. 

Było sobotnie popołudnie. Pani Fields siedziała przy stole w 

kuchni w okularach na nosie i cicho robiła rachunki. 

Emily poczuła, że waniliowa cola, którą właśnie piła, podeszła 

jej bąbelkami do nosa. 

— Wprowadziła się tam dziewczyna w waszym wieku — 

ciągnęła dalej pani Fields. — Miałam im dziś zanieść ten koszyk. 
Może chcesz pójść za mnie? — Wskazała na monstrualny 
pakunek w celofanie stojący na stole. 

— Boże, mamo, w ż yciu . 
Od kiedy w ubiegłym roku mama Emily przestała uczyć w 

szkole podstawowej i przeszła na emeryturę, stała się 
nieoficjalnie jednoosobowym komitetem powitalnym miasta 
Rosewood w Pensylwanii. Zbierała miliony 

 

21 

background image

dupereli - suszone owoce, to płaskie, gumowe coś, czego się 

używa do otwierania słoików, ceramiczne kurczątka (mama 
Emily miała bzika na punkcie kurczątek), przewodnik po 
gospodach w Rosewood i inne bzdury - i pakowała je do 
wielkiego wiklinowego kosza powitalnego. Była wzorem matki z 
przedmieść, brakowało jej tylko dużego sportowego auta. 
Uważała, że są ostentacyjne i za dużo palą, więc jeździła jakże 
praktycznym volvo kombi. 

Pani Fields wstała i przesunęła palcami po zniszczonych 

chlorem włosach Emily. 

- Boisz się tam pójść, kochanie? Może powinnam posłać 

Carolyn? 

Emily spojrzała na swoją o rok starszą siostrę Carolyn, która 

siedziała wygodnie, rozparta na sofie w salonie, i oglądała serial 
w telewizji. Emily potrząsnęła głową. 

— Nie, w porządku. Pójdę. 
Jasne, od czasu do czasu Emily marudziła i wywracała 

oczami. W końcu jednak zawsze robiła wszystko, o co poprosiła 
mama. Miała prawie same piątki, cztery razy zdobyła 
mistrzostwo stanu w pływaniu motylkiem i była bardzo 
posłusznym dzieckiem. Bez trudu przestrzegała reguł i spełniała 
prośby. 

Jednak tak naprawdę p o trz eb o wa ł a powodu, żeby jeszcze 

raz obejrzeć dom Alison. Prawie całe Rosewood pogodziło się ze 
zniknięciem Ali trzy lata, dwa miesiące i dwanaście dni temu, 
lecz Emily nie należała do większości. Nawet teraz, gdy patrzyła 
na swój album z siódmej klasy, ściskał się jej żołądek. Czasami w 
deszczowe dni Emily czytała stare notatki Ali, które 
przechowywała w pudełku po adidasach, pod łóżkiem. W szafie 
trzymała też parę sztruksów, które Ali pożyczyła jej razem z 
drewnianym 

22 

background image

wieszakiem, choć teraz były już na nią o wiele za małe. 

Ostatnie kilka lat spędziła samotnie w Rosewood, tęskniąc za 
taką przyjaciółką jak Ali, choć przeczuwała, że nikogo takiego 
już nie spotka. Ali nie była idealną przyjaciółką, ale mimo 
wszystkich wad okazała się niezastąpiona. 

Emily wyprostowała się i wzięła kluczyki od volvo z haczyka 

obok telefonu. 

- Za chwilę wrócę! - zawołała, zamykając za sobą frontowe 

drzwi. 

Kiedy podjechała do starego, wiktoriańskiego domu Ali na 

końcu obsadzonej drzewami ulicy, najpierw zobaczyła ogromny 
stos rzeczy na chodniku i wielki napis „ZA DARMO". Zdała 
sobie sprawę, że część tych rzeczy należała do Alison. 
Rozpoznała stary, za ciasno wypchany biały sztruksowy fotel z 
jej sypialni. DiLaurentisowie wyprowadzili się prawie dziewięć 
miesięcy temu. Pewnie zostawili to i owo. 

Zaparkowała za wielką ciężarówką do przeprowadzek i 

wysiadła z volvo. 

- O rany - wyszeptała, próbując powstrzymać drżenie dolnej 

wargi. 

Pod fotelem leżał stos zakurzonych książek. Emily sięgnęła po 

nie i przyjrzała się grzbietom. Moby Dick, Książę i żebrak. 
Pamiętała, jak czytały je w siódmej klasie na lekcjach literatury z 
panią Pierce, jak rozmawiały o symbolizmie, metaforach i 
punktach kulminacyjnych. Pod spodem było więcej książek, 
między innymi takie, które wyglądały jak stare notatniki. Obok 
książek leżały pudełka. 

 

23 

background image

Napisano na nich „UBRANIA ALISON" i „STARE PA-

PIERY ALISON". Z pudełka wystawała niebiesko-czerwona 
wstążka. Emily pociągnęła ją lekko. Był to medal zdobyty w 
szóstej klasie w zawodach pływackich, który dała w prezencie 
Alison, kiedy wymyśliły grę „Olimpijskie boginie seksu". 

— Chcesz to? 
Emily zerwała się na równe nogi. Stała naprzeciw wysokiej, 

chudej dziewczyny o śniadej cerze i burzy czarnobrązowych 
kręconych włosów. Dziewczyna miała na sobie żółty 
podkoszulek na ramiączkach, a spod jednego wystawało 
ramiączko biustonosza, pomarańczowo-zielone. Emily nie była 
pewna, ale chyba miała taki sam biustonosz w domu. Był od 
Victoria's Secret i na miseczkach miał małe pomarańcze, 
brzoskwinie i cytryny. 

Medal wysunął jej się z rąk i stuknął o chodnik. 
— Hm, nie — powiedziała, schylając się po niego. 
— Możesz zabrać, co chcesz. Widzisz, co tu jest napisane? 
— Nie, naprawdę, dziękuję. Dziewczyna wyciągnęła dłoń. 
— Maya St. Germain. Właśnie się wprowadziliśmy. 
— Ja... — słowa uwięzły Emily w gardle. — Jestem Emily — 

udało jej się wreszcie wydusić. 

Chwyciła wyciągniętą dłoń Mai. Uściśnięcie dłoni 

dziewczynie wydawało się takie oficjalne — Emily nie była 
pewna, czy kiedykolwiek to zrobiła. Czuła się dziwnie słabo. 
Może zjadła za mało płatków na śniadanie? 

Maya wskazała rzeczy leżące na ziemi. 
— Uwierzysz, że cały ten złom był w moim pokoju? Sama to 

wszystko musiałam wynieść. Ale kaszana. 

 
 
 

24 

background image

— Tak, to wszystko należało do Alison — wyszeptała Emily. 
Maya schyliła się, żeby przyjrzeć się książkom. Poprawiła 

ramiączko podkoszulka. 

— To jest twoja przyjaciółka? 
Emily zawahała się. J est ? Może Maya nie słyszała o 

zniknięciu Ali? 

-Uhm, b ył a. Dawno temu. Przyjaźniłyśmy się z paroma 

innymi dziewczynami z okolicy - wyjaśniła, nie wchodząc w 
szczegóły tego porwania, morderstwa czy czegoś jeszcze innego, 
o czym bała się myśleć. — W siódmej klasie. Teraz chodzę do 
jedenastej w Rosewood Day. 

Szkoła miała zacząć się po weekendzie. A razem z nią jesienne 

treningi pływackie, co oznaczało trzy godziny pływania dziennie. 
Emily nawet nie chciała o tym myśleć. 

— Ja też chodzę do Rosewood! - uśmiechnęła się szeroko 

Maya. 

Usiadła na starym sztruksowym fotelu Alison. Sprężyny 

zaskrzypiały. 

— Przez cały lot tutaj moi rodzice nie mogli przestać gadać o 

tym, jakie mam szczęście, że dostałam się do Rosewood i że to 
zupełnie coś innego niż moja szkoła w Kalifornii. Założę się, że 
nie macie tutaj meksykańskiego jedzenia, no nie? To znaczy, 
p ra wd zi we go  meksykańskiego jedzenia, 
kalifornijsko-meksykańskiego. Dawali takie w naszej stołówce, 
mniam, naprawdę pyszne. Będę się musiała przyzwyczaić do 
Taco Bell, chociaż od tamtejszych gorditas chce mi się rzygać. 

— Och — uśmiechnęła się Emily. Ta dziewczyna naprawdę 

dużo gadała. — Tak, żarcie tu jest paskudne. 

 

25 

background image

Maya poderwała się z fotela. 
— Może to dziwna prośba, bo dopiero co się poznałyśmy, ale 

pomogłabyś mi wnieść resztę tych pudeł do pokoju? 

Podeszła do kilku pudełek stojących na podłodze ciężarówki. 
Emily szeroko otworzyła oczy. Pójść do starego pokoju 

Alison? Ale jeśli odmówi, to będzie bardzo niegrzeczne, prawda? 

— Tak, jasne — powiedziała drżącym głosem. Korytarz nadal 

pachniał mydłem Dove i potpourri, tak 

samo jak wtedy, gdy mieszkali tu Di Laurentisowie. Emily 

zatrzymała się przy drzwiach i czekała, aż Maya wskaże jej 
drogę, choć dawny pokój Ali na końcu korytarza, na piętrze, 
znalazłaby z zamkniętymi oczami. Wszędzie leżały pełne pudła, 
a dwa smukłe włoskie charty poszczekiwały zza drzwi w kuchni. 

-Nie zwracaj na nie uwagi — powiedziała Maya, wchodząc po 

schodach do pokoju i otwierając drzwi kolanem. 

„Niesamowite, nic się tu nie zmieniło", pomyślała Emily, 

kiedy weszła do pokoju. W rzeczywistości sporo się zmieniło. 
Maya przestawiła wielkie łóżko do innego kąta, na jej biurku stał 
olbrzymi płaski monitor komputerowy i wszędzie powiesiła 
plakaty, zakrywając dawną tapetę w kwiaty. C o ś jednak 
pozostało, tak jakby Alison gdzieś tu unosiła się w powietrzu. 
Emily lekko zakręciło się w głowie i musiała oprzeć się o ścianę. 

— Połóż gdziekolwiek — powiedziała Maya. 
Emily z trudem oderwała plecy od ściany, postawiła pudełko 

obok łóżka i rozejrzała się. 

— Fajne plakaty — powiedziała. 
 
 
 
 

26 

background image

Przedstawiały głównie piosenkarkę M.I.A. i Black Eyed Peas 

oraz Gwen Stefani w kostiumie cheerleaderki. 

— Uwielbiam Gwen — dodała. 
— Ja też. A mój chłopak zbzikował na jej punkcie. Ma na imię 

Justin. Jest z San Francisco, tak jak ja. 

— O, ja też mam chłopaka - powiedziała Emily. - Ma na imię 

Ben. 

— Tak? - Maya usiadła na łóżku. — Jaki jest? 
Emily próbowała zobaczyć w myślach Bena, z którym była od 

czterech miesięcy. Widziała się z nim dwa dni temu. Oglądali u 
niej Doom na DVD. Oczywiście w pokoju obok była jej mama, 
która co chwilę do nich zaglądała z pytaniem, czy czegoś nie 
potrzebują. Przez jakiś czas się przyjaźnili i byli w tej samej 
drużynie pływackiej. Wszyscy koledzy i koleżanki z drużyny 
mówili, że powinni się umówić, i tak też zrobili. 

— Jest w porządku. 
— A czemu już się nie przyjaźnisz z tą dziewczyną, która tu 

mieszkała? — zapytała Maya. 

Emily założyła za uszy blond włosy o rudawym odcieniu. 

Więc Maya naprawdę n ic n i e  wied zi a ł a o Alison. Emily bała 
się, że gdy zacznie mówić o Alison, to się rozpłacze, a to by było 
trochę dziwne. Poza tym prawie nie znała tej całej Mai. 

— Nasze drogi się rozeszły. Pewnie bardzo się zmieniłyśmy. 
Bard zo ? Mało powiedziane! Spośród pozostałych naj-

lepszych przyjaciółek Emily, Spencer przeszła samą siebie w 
dążeniu do hiperperfekcyjności, rodzina Arii nagle wyprowadziła 
się na Islandię — jesienią tego roku, kiedy zniknęła Ali, a 
dziwaczna, ale urocza Hanna przestała być 

 

27 

background image

urocza i zrobiła się z niej nieznośna suka. Tak, Hanna i jej 

obecna najlepsza przyjaciółka Mona Vanderwaal przeszły 
zupełną transformację w ciągu lata między ósmą a dziewiątą 
klasą. Mama Emily widziała ostatnio, jak Hanna idzie do 
miejscowego sklepu spożywczego, i powiedziała Emily, że 
Hanna wyglądała „bardziej dziwkarsko niż ta Paris Hilton". Po 
raz pierwszy Emily usłyszała z ust mamy słowo „dziwkarsko". 

— Wiem, jak to jest, gdy drogi się rozchodzą — powiedziała 

Maya, kołysząc się do przodu i do tyłu. - Od razu przychodzi mi 
na myśl mój chłopak. Okropnie się boi, że go rzucę, teraz gdy 
mieszkamy na dwóch krańcach kraju. Ale z niego dzieciak. 

— Z moim chłopakiem jesteśmy w drużynie pływackiej, więc 

widujemy się cały czas - odpowiedziała Emily, rozglądając się, 
gdzie by tu usiąść. 

„Może nawet za często", pomyślała. 
— Pływasz? — zapytała Maya. Zmierzyła wzrokiem Emily, 

która dziwnie się poczuła. — Pewnie jesteś świetna. Masz 
ramiona stworzone do pływania. 

— Och, nie wiem — zaczerwieniła się Emily i oparła się o 

białe drewniane biurko Mai. 

— Ależ tak! — uśmiechnęła się Maya. - Ale... skoro taka z 

ciebie sportsmenka, to czy zabiłabyś mnie, gdybym sobie zapaliła 
jointa? 

— Co, teraz? — Emily szeroko otworzyła oczy. — A twoi 

rodzice? 

— Pojechali na zakupy. Gdzieś tu się kręci mój brat, ale on nie 

ma nic przeciwko. 

Maya sięgnęła pod materac i wyciągnęła pudełko po 

miętówkach. Uchyliła okno, które było tuż obok łóżka, 

 

28 

background image

potem wyjęła jointa i zapaliła. Smuga dymu uniosła się na 

podwórko i mglistą chmurą otoczyła wysoki dąb. Maya 
odwróciła się do Emily. 

— Chcesz się sztachnąć? 
Emily nigdy w życiu nie próbowała trawki. Zawsze jej się 

wydawało, że rodzice jakoś się zorientują, wywąchają to we 
włosach, każą jej sikać do filiżanki czy coś w tym stylu. Ale 
kiedy Maya wyciągnęła jointa ze swoich wiśniowych ust, 
wyglądało to bardzo sexy. Emily też tak chciała wyglądać. 

— Uhm, no dobra. 
Podeszła do Mai i wzięła jointa. Ich ręce i oczy się spotkały. 

Maya miała oczy zielone, lekko żółtawe, jak u kota. Emily trzęsły 
się ręce. Zdenerwowała się, ale włożyła jointa do ust i zaciągnęła 
się lekko, jakby piła waniliową colę przez słomkę. 

To jednak nie smakowało jak waniliowa cola. Poczuła się tak, 

jakby wciągnęła cały słoik zgniłych przypraw. Zaczęła kaszleć 
niczym stary gruźlik. 

— Och — powiedziała Maya, zabierając jointa. — Pierwszy 

raz? 

Emily nie mogła oddychać i tylko pokręciła głową, ciężko 

wciągając powietrze. Z trudem oddychała. Wreszcie poczuła, jak 
powietrze z powrotem wdziera się do jej płuc. Kiedy Maya 
odwróciła ramię, Emily zobaczyła długą białą bliznę, biegnącą 
przez cały nadgarstek. C o t o jest? Wyglądało jak mały wąż 
albinos zawinięty wokół przedramienia. Boże, chyba już była 
upalona. 

Nagle rozległ się szczęk. Emily podskoczyła. Hałas rozległ się 

po raz drugi. 

— Co to? — syknęła. 
Maya zaciągnęła się znowu i pokręciła głową. 
 

29 

background image

— Robotnicy. Jesteśmy tu pierwszy dzień, a rodzice już 

zaczęli remont. — Uśmiechnęła się szeroko. — Ześwirowałaś, 
jakby tu co najmniej weszły gliny. Nakryli cię już kiedyś? 

— Nie! — Emily roześmiała się. To było takie niedorzeczne. 
Maya uśmiechnęła się i wypuściła powietrze z płuc. 
— Muszę już iść — rzuciła Emily. Maya posmutniała. 
— Czemu? 
Emily zeszła z łóżka. 
— Powiedziałam mamie, że wpadnę tu tylko na chwilę. Ale 

zobaczymy się w szkole we wtorek. 

— Super — powiedziała Maya. — Może mnie oprowadzisz? 
Emily uśmiechnęła się. 
— Jasne. 
Maya uśmiechnęła się raz jeszcze i pomachała jej na 

pożegnanie trzema palcami. 

— Znajdziesz drogę do wyjścia? 
— Chyba tak. — Emily rozejrzała się jeszcze raz po pokoju 

Ali, to znaczy po pokoju M a i, a potem zeszła po schodach, które 
tak dobrze znała. 

Dopiero kiedy potrząsnęła głową na świeżym powietrzu, 

przeszła obok starych rzeczy Alison leżących nadal na chodniku i 
wsiadła do samochodu rodziców, zobaczyła koszyk powitalny. 

„Mam to w nosie — pomyślała, stawiając koszyk między 

starym fotelem Alison a pudełkami z książkami. — Komu się 
przyda przewodnik po gospodach w Rosewood? Maya już tu 
przecież mieszka". 

I nagle Emily spodobało się to, co zrobiła. 
 
 
 
 

30 

background image


 
DZIEWCZYNY Z ISLANDII (I FINLANDII) SĄ ŁATWE 
 
— O Roże, d rze wa.  Ale fajnie, że tu rosną takie wielkie 

d rze wa .  

Michelangelo, piętnastoletni brat Arii Montgomery, 

przypominał wielkiego owczarka, kiedy wysunął głowę przez 
okno samochodu. Aria z bratem i rodzicami, Ellą i Ryronem — 
którzy pozwalali dzieciom mówić sobie po imieniu — wracali do 
domu z lotniska w Filadelfii. Właśnie wysiedli z samolotu, który 
przyleciał z Rejkiawiku, stolicy Islandii. Tata Arii był profesorem 
historii sztuki, a cała rodzina spędziła ostatnie dwa lata na 
Islandii, gdzie Ryron pomagał gromadzić materiały do 
telewizyjnego filmu dokumentalnego na temat sztuki 
skandynawskiej. Teraz, kiedy już wrócili, Mike zachwycał się 
krajobrazem Pensylwanii. Czyli po prostu... wszystkim. 
Pochodzącą z siedemnastego wieku, zbudowaną z kamienia go-
spodą, w której sprzedawano ceramiczne wazy, czarnymi 

 

31 

background image

krowami gapiącymi się tępo zza ogrodzenia przy drodze, 

centrum handlowym w rustykalnym stylu, zbudowanym, gdy ich 
tu nie było. Nawet dwudziestoletnią zapuszczoną cukiernią. 

— Nie mogę się doczekać, kiedy sobie kupię pączka! — 

wykrzyknął Mike. 

Aria westchnęła ciężko. Mike przez dwa lata na Islandii 

właściwie nie miał towarzystwa — uważał, że wszyscy chłopcy 
na wyspie to „mięczaki, które ujeżdżają małe słodkie kucyki". 
Natomiast Aria rozkwitła. Z radością przyjęła wiadomość o 
wyjeździe. Islandia okazała się dla niej nowym początkiem. 
Działo się to jesienią po zaginięciu Alison. Jej przyjaciółki traciły 
z sobą kontakt i właściwie nie spotykała się z nikim prócz ludzi 
ze szkoły, których znała od zawsze. 

Przed wyjazdem do Europy czasem zauważała, jak chłopcy 

przyglądają jej się z daleka, ale potem odwracają wzrok. Miała 
smukłą sylwetkę tancerki, proste czarne włosy i wydatne usta. 
Wiedziała, że jest ładna. Ale co z tego, że wszyscy jej to mówili, 
skoro na pierwszą randkę poszła dopiero w siódmej klasie? W 
trakcie jednej z ostatnich rozmów ze Spencer - tego lata, kiedy 
zaginęła Ali, podczas wszystkich spotkań z dziewczynami 
atmosfera była bardzo napięta - Spencer powiedziała jej, że nie 
mogłaby się opędzić od chłopaków, gdyby tylko spróbowała 
pójść na mały kompromis. 

Ale Aria nie wiedziała, co to właściwie znaczy. Rodzice wbili 

jej do głowy, że jest indywidualistką, a nie pokorną owcą w 
stadzie, i że powinna być sobą. Problem polegał na tym, że sama 
nie wiedziała, kim jest. Od kiedy skończyła 

 
 
 

32 

background image

jedenaście lat, była już Arią punkową, Arią artystką, Arią 

reżyserką filmów dokumentalnych, a tuż przed przeprowadzką 
próbowała nawet być Arią — idealną dziewczyną z Rosewood, 
która jeździ konno, nosi koszulki polo, ma piękną torbę firmy 
Coach, dziewczyną, którą kochają wszyscy chłopcy w Rosewood 
i którą Aria na pewno nie była. Na szczęście po dwóch 
tygodniach tej mordęgi przeprowadzili się na Islandię, a tam 
wszystko, wszystko, naprawdę w sz ys tko  się zmieniło. 

Tuż przed rozpoczęciem roku szkolnego w ósmej klasie jej 

ojcu zaproponowano pracę na Islandii. Cała rodzina spakowała 
walizki. Aria podejrzewała, że wyjechali tak szybko z powodu 
pewnego sekretu taty, o którym wiedziała tylko ona — i Alison 
DiLaurentis. Gdy samolot oderwał się od ziemi, postanowiła o 
tym więcej nie myśleć. Po kilku miesiącach w Rejkiawiku 
Rosewood było tylko mglistym wspomnieniem. Jej rodzice 
znowu się w sobie zakochali i nawet jej brat wieśniak nauczył się 
islandzkiego i francuskiego. A Aria się zakochała... nawet kilka 
razy. 

Co z tego, że chłopcy w Rosewood nie rozumieli Arii 

dziwaczki? Chłopcy na Islandii — bogaci, światowi, fascynujący 
islandzcy chłopcy — na pewno ją rozumieli. Zaraz po 
przeprowadzce poznała chłopaka o imieniu Hallbjorn. Miał 
siedemnaście lat, był didżejem, miał trzy kucyki i najpiękniejsze 
kości policzkowe, jakie w życiu widziała. Obiecał, że pokaże jej 
islandzkie gejzery, i kiedy oglądali, jak w jednym z nich pęka 
wielki pęcherz powietrza i w górę unosi się para, pocałował ją. Po 
Hallbjornie był Lars. Lubił bawić się jej starą pluszową Swinulą 
— tą, 

 

33 

background image

której Aria radziła się w sprawach sercowych — i zabierał 

Arię na najlepsze potańcówki nad zatoką. Na Islandii czuła się 
podziwiana i seksowna. Tam stała się islandzką Arią, najlepszą z 
wszystkich Arii. Znalazła swój styl — trochę artystyczny, trochę 
trendy: ubierała się na cebulkę, nosiła wysokie sznurowane buty i 
dżinsy APC, które kupiła w Paryżu, czytała francuskich 
filozofów i podróżowała pociągiem tylko ze starą mapą i jedną 
zmianą bielizny. Ale teraz widok Rosewood za oknem 
przypominał jej 

0 przeszłości, którą chciała zostawić za sobą. Zobaczyła 

knajpę ze stekami U Ferry, gdzie razem z przyjaciółmi z liceum 
spędzała długie godziny. Zobaczyła też miejscowy klub — 
wprawdzie jej rodzice do niego nie należeli, ale chodziła tam 
czasem ze Spencer. Kiedyś w przypływie odwagi podeszła do 
Noela Kahna, chłopaka, w którym się wtedy podkochiwała, i 
zaprosiła go na lody. Oczywiście spuścił ją po drucie. 

Teraz wjechali na słoneczną ulicę obsadzoną drzewami, przy 

której kiedyś mieszkała Alison DiLaurentis. Kiedy samochód 
zatrzymał się przed znakiem stop, Aria wbiła wzrok w drugi dom 
od skrzyżowania. Na chodniku leżały jakieś śmieci, ale budynek 
wydawał się cichy i spokojny. Musiała zasłonić oczy. Na Islandii 
bywały takie dni, że w ogóle nie myślała już o Ali, o ich 
wspólnych sekretach 

i o wszystkim, co się zdarzyło. Ryła z powrotem w Rosewood 

dopiero od dziesięciu minut, a już na każdym zakręcie słyszała 
głos Ali, w każdym oknie balkonowym widziała jej odbicie. 
Skuliła się w fotelu, żeby się nie rozpłakać. 

Tata minął jeszcze kilka przecznic i zatrzymał się przy ich 

starym domu: wielkiej, brązowej, ponurej postmoder- 

 

34 

background image

nistycznej kostce, z tylko jednym kwadratowym oknem po-

środku. Wyglądał żałośnie w porównaniu z ich domem na 
Islandii, w kolorze wyblakłego błękitu, stojącym w szeregowej 
zabudowie w pobliżu jeziora. Aria weszła do środka za rodzicami 
i każdy udał się do swojego pokoju. Słyszała, jak Mike rozmawia 
na zewnątrz przez telefon. Dłonią przecięła unoszącą się w 
powietrzu smugę kurzu. 

— Mamo! — Mike wbiegł przez frontowe drzwi. — Roz-

mawiałem właśnie z Chadem. Dziś są pierwsze eliminacje do 
lacrosse'a. 

Lacrosse, sport podobny do hokeja na trawie, był największą 

pasją życiową Mike'a. 

— Lacrosse? — Ella wyszła z jadalni. — Teraz? 
— Tak — powiedział Mike. — Wychodzę. 
Popędził po schodach z poręczą z kutego żelaza do swojej 

dawnej sypialni. 

— Aria, kochanie, zawieziesz go na trening? 
Aria odwróciła się w stronę, z której dobiegał głos matki, i 

zaśmiała się cicho. 

— Mamo, nie mam prawa jazdy. 
— I co z tego? W Rejkiawiku cały czas jeździłaś. Boisko do 

lacrosse'a jest tylko parę kilometrów stąd. W najgorszym razie 
potrącisz krowę. Poczekaj na niego parę minut. 

Aria milczała. Głos mamy już brzmiał tak, jakby była 

wyczerpana. Aria słyszała, jak tata w kuchni otwiera i zamyka 
szafki, i mamrocze coś pod nosem. Czy jej rodzice nadal będą się 
kochać, tak jak na Islandii? A może wszystko będzie tak jak 
przed wyjazdem? 

— Dobra — mruknęła. 
 

35 

background image

Rzuciła torby na półpiętrze, wzięła kluczyki i siadła za 

kierownicą. Obok usiadł jej brat, już ubrany, jak za sprawą 
zaklęcia. Wystukiwał rytm na swoim kiju do lacrosse'a i posłał 
Arii tajemniczy uśmieszek. 

— Cieszysz się, że wróciliśmy? 
Aria tylko westchnęła. Przez całą drogę Mike przyciskał 

dłonie do szyby, krzycząc: 

— O, dom Caleba! Rozmontowali tor dla deskorolek. Albo: 
— Krowie placki wciąż pachną tak samo! 
Gdy tylko Aria zatrzymała się przy olbrzymim, dobrze 

utrzymanym boisku, Mike otworzył drzwi i wyskoczył. 

Wyciągnęła się w fotelu, popatrzyła w górę przez szyberdach i 

westchnęła. 

— F a j n i e, że wróciliśmy — powiedziała pod nosem. W 

chmurach unosił się wielki balon. Kiedyś tak lubiła 

je obserwować, a dziś tylko wbiła w niego wzrok, zamknęła 

jedno oko i udawała, że miażdży balon między kciukiem i palcem 
wskazującym. 

Grupka chłopców w białych T-shirtach Nike, workowatych 

szortach i czapeczkach bejsbolowych założonych tyłem do 
przodu przeszła powoli obok jej samochodu do domku przy 
boisku. Wid zis z? Wszyscy chłopcy w Rosewood wyglądali jak 
zrobieni od sztancy. Aria zamrugała. Jeden z nich miał nawet taką 
samą koszulkę z nadrukiem Uniwersytetu Pensylwanii jak Noel 
Kahn, chłopak, któremu zaproponowała lody i w którym się 
kochała. Zaraz. To... o n? O Boże. Tak. Aria nie mogła uwierzyć, 
że miał na sobie ten sam T-shirt, co w wieku trzynastu lat. Pewnie 
myślał, że przynosi mu szczęście. A może jest jeszcze jakiś inny, 
dziwny sportowy przesąd. 

 

36 

background image

Noel popatrzył na nią pytająco, potem podszedł do samochodu 

i zapukał w szybę. Opuściła ją. 

— To ty jesteś tą dziewczyną, która pojechała na biegun 

północny? Masz na imię Aria? Przyjaźniłaś się z Ali? - Pytania 
padały jedno po drugim. 

Aria poczuła, jak ściska się jej żołądek. 
— Uhm — zająknęła się. 
— Nie, kolego - rozległ się głos Jamesa Freeda, drugiego na 

liście najprzystojniejszych chłopaków w Rosewood, który 
pojawił się za Noelem. - Nie na biegun, tylko do Finlandii. To 
stamtąd pochodzi Świetlana, ta modelka. Ta, która wygląda jak 
Hanna. 

Aria podrapała się w głowę. Hanna? Chodzi im o Hannę 

M ar in ?  

Rozległ się gwizdek. Noel wsunął dłoń do auta i dotknął 

ramienia Arii. 

— Zostaniesz i pooglądasz trening, Finko? 
— Uhm... Ja — odparła Aria. 
— Co to znaczy? Finowie wydają takie odgłosy, gdy 

uprawiają seks? — James wyszczerzył zęby w uśmiechu. 

Aria przewróciła oczami. Ja oznaczało „tak" po fińsku, ale 

skąd oni mogli to wiedzieć. 

— Bawcie się dobrze swoimi kijami - uśmiechnęła się leniwie. 
Chłopcy trącili się łokciami, a potem pobiegli, machając 

kijami do lacrosse'a, póki nie dotarli do boiska. Aria patrzyła 
przez okno. Co za ironia losu. Po raz pierwszy flirtowała z 
chłopakiem w Rosewood - i to właśn i e z Noelem — a tak mało 
ją to teraz obchodziło. 

Ponad drzewami wyrastała iglica kaplicy w Hollis College, w 

małej szkole, gdzie uczył jej tata. Na głównej ulicy 

 

37 

background image

w Hollis był bar z bilardem. Wyprostowała się i popatrzyła na 

zegarek. Wpół do trzeciej. Może już otwarte. Może wypije piwo 
albo dwa i trochę się zabawi. 

I może jak piwo zamgli jej wzrok, to i chłopcy z Rosewood 

zrobią się atrakcyjni. 

Bary w Rejkiawiku pachniały świeżo uwarzonym piwem, 

starym drewnem i francuskimi papierosami. Tutaj śmierdziało 
padliną, nieświeżymi hot dogami i potem. Poza tym to miejsce, 
jak wszystko w Rosewood, przywodziło jej na myśl wiele 
wspomnień. Pewnej piątkowej nocy Alison DiLaurentis rzuciła 
Arii wyzwanie, by poszły do tego baru i zamówiły drinka 
Krzyczący Orgazm. Aria czekała w kolejce za grupką chłopców z 
college'u, a kiedy ochroniarz jej nie wpuścił, zawołała: 

- Al e tam w środku miałam dostać Krzyczący Orgazm! 
Dopiero chwilę potem zdała sobie sprawę, co powiedziała, i 

uciekła do przyjaciółek, które schowały się za samochodem na 
parkingu. Tak się śmiały, że dostały czkawki. 

- Amstel - powiedziała do barmana, kiedy już przeszła przez 

szklane drzwi wejściowe. 

Najwyraźniej w sobotę o wpół do trzeciej po południu me 

potrzebowali tu ochroniarzy. Rarman popatrzył na nią pytająco, 
ale w końcu postawił przed nią kufel i odwrócił się. Aria 
pociągnęła wielki łyk. Piwo nie miało smaku, było wodniste. 
Wypluła je z powrotem do kufla. 

- Wszystko w porządku? - usłyszała czyjś głos. 
 
 
 
 

38 

background image

Odwróciła się. Trzy krzesła od niej siedział facet z burzą blond 

włosów i zimnymi niebieskimi oczami, jak u psa husky. Trzymał 
szklankę z grubym dnem. 

Aria uniosła brwi. 
— Tak, tylko zapomniałam, jak smakuje tutejsze piwo. 

Ostatnie dwa lata spędziłam w Europie. Piwo mają tam znacznie 
lepsze. 

— W Europie? — Facet uśmiechnął się. Miał uroczy uśmiech. 

— Gdzie? 

— Na Islandii — Aria odwzajemniła uśmiech. Jego oczy 

pojaśniały. 

— Zatrzymałem się na kilka dni w Rejkiawiku, w drodze do 

Amsterdamu. Nad zatoką była wielka impreza, fantastyczna. 

Aria chwyciła kufel w obie dłonie. 
— Tak — powiedziała z uśmiechem. — Tam są najlepsze 

imprezy. 

— Widziałaś zorzę polarną? 
— Oczywiście — odparła. — I słońce o północy. W lecie 

robiliśmy najlepsze imprezy... ze świetną muzyką. — Spojrzała 
na jego szklankę. — A ty co pijesz? 

— Szkocką — powiedział, przywołując barmana. — Chcesz? 
Skinęła głową. Facet przesiadł się o trzy stołki w jej kierunku. 

Miał ładne dłonie z długimi palcami i trochę zaniedbanymi 
paznokciami. Na sztruksowej kurtce zauważyła przypinkę z 
napisem: MĄDRE KOBIETY GŁOSUJĄ! 

— Więc mieszkałaś na Islandii? — Znowu się uśmiechnął. — 

Zrobiłaś sobie roczną przerwę w nauce? 

 

39 

background image

— Nie — odparła. 
Barman postawił przed nią szkocką. Pociągnęła duży łyk, 

jakby piła piwo. Natychmiast poczuła pieczenie w gardle i klatce 
piersiowej. 

— Byłam na Islandii, bo... - Zamilkła na chwilę. - Tak, to była 

roczna przerwa w nauce. - Niech sobie myśli, co chce. 

— Super — pokiwał głową. — A gdzie byłaś wcześniej? 

Wzruszyła ramionami. 

— No... tutaj, w Rosewood. — Uśmiechnęła się i szybko 

dodała: — Ale tam o wiele bardziej mi się podobało. 

Kiwnął głową. 
— Jak wróciłem do Stanów z Amsterdamu, to złapałem 

depresję. 

— Ja płakałam przez całą drogę powrotną — zwierzyła mu się 

i po raz pierwszy od powrotu poczuła się jak nowa, lepsza Aria z 
Islandii. Nie tylko rozmawiała z przystojnym, inteligentnym 
facetem o Europie, ale może był to jedyny facet w Rosewood, 
który nie znał jej jako Arii z Rosewood, dziwacznej koleżanki tej 
dziewczyny, która zaginęła. — Studiujesz tu? 

— Właśnie skończyłem. - Wytarł usta serwetką i zapalił 

camela. Zaproponował jej, ale pokręciła głową. — Chcę zacząć 
uczyć. 

Aria znów napiła się szkockiej i zorientowała się, że opróżniła 

szklankę. Nieźle. 

— Też bym chciała uczyć. Jak już skończę szkołę. Albo pisać 

sztuki. 

— Tak? Sztuki? A jaki jest twój ulubiony przedmiot? 
— Hm, literatura? 
Barman postawił przed nią kolejną whisky. 
 
 

40 

background image

- Tego właśnie uczę! - powiedział nieznajomy. 
Kiedy to mówił, położył dłoń na kolanie Arii. Dziewczyna tak 

się zdziwiła, że odskoczyła i o mało nie przewróciła mu drinka. 
Odsunął dłoń. Zaczerwieniła się. 

- Przepraszam - powiedział, trochę spłoszony. - A tak w ogóle, 

jestem Ezra. 

- Aria. 
Nagle jej własne imię wydało jej się śmieszne. Zachichotała i 

zachwiała się. 

- Ej - Ezra chwycił ją za rękę i pomógł odzyskać równowagę. 
Trzy szkockie później Aria i Ezra ustalili, że spotkali tego 

samego barmana, starego żeglarza, w barze Borg w Rej kiawiku. 
Oboje uwielbiali ospałość, która towarzyszyła kąpielom w 
bogatych w minerały gorących źródłach na błękitnej lagunie, i 
lubili nawet zapach siarki, woń zgniłych jajek wydzielaną przez 
gorącą wodę termalną. Oczy Ezry z każdą sekundą robiły się 
coraz bardziej niebieskie. Aria chciała zapytać, czy ma 
dziewczynę. Czuła w środku ciepło i była prawie pewna, że to nie 
tylko wpływ szkockiej. 

- Chyba muszę iść do łazienki - powiedziała. Ezra uśmiechnął 

się. 

- Mogę iść z tobą? 
Cóż, to chyba była odpowiedź na pytanie o dziewczynę. 
- To znaczy, hm... - Potarł dłonią kark. - Jestem za szybki? - 

zapytał, marszcząc brwi. 

Jej mózg pracował na przyspieszonych obrotach. Podrywanie 

obcych nie było jej ulubionym zajęciem, przynajmniej nie w 
Ameryce. Ale czyz nie powiedziała, że chce być islandzką Arią? 

41 

background image

Wstała i wzięła go za rękę. Idąc do łazienki, nie odrywali od 

siebie wzroku. Na podłodze leżał papier toaletowy i pachniało tu 
gorzej niż w całym barze, ale Aria miała to gdzieś. Kiedy Ezra 
posadził ją na umywalce, a ona owinęła nogi wokół jego bioder, 
czuła tylko jego zapach - pomieszanie szkockiej, cynamonu i 
potu. Nigdy wcześniej nic nie pachniało tak słodko. 

Jak mówią w Finlandii, a może gdzieś indziej -ja. 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

42 

background image


 
PIERWSZA BRANSOLETKA HANNY 
 
— I podobno uprawiali seks w łazience rodziców Rethany! 
Hanna Marin patrzyła na swoją najlepszą przyjaciółkę Monę 

Vanderwaal, siedzącą naprzeciwko. Za dwa dni miała zacząć się 
szkoła, a teraz obie były w centrum handlowym King James, w 
Rive Gauche — stylizowanej na francuską kawiarni z ogródkiem, 
piły czerwone wino, porównywały „Vouge'a" do „Teen Vouge'a" 
i plotkowały. Mona zawsze znała najciemniejsze sprawki 
wszystkich ludzi. Hanna napiła się wina i zauważyła faceta po 
czterdziestce, który obleśnie się na nie gapił. „Po prostu Humbert 
Humbert", pomyślała, ale nie powiedziała tego na głos. Mona nie 
zrozumiałaby aluzji literackiej. Co z tego, że Hanna była 
najpopularniejszą dziewczyną w Rosewood Day? Przecież to nie 
znaczy, że od czasu do czasu nie przeczytała jakiejś książki z listy 
lektur zaleconych na wakacje. Szczególnie że oprócz 
wylegiwania się przy basenie 

 

43 

background image

nie miała nic do roboty. Poza tym Lolita wyglądała na cu-

downie sprośną powieść. 

Mona podążyła za wzrokiem Hanny, żeby zobaczyć, na kogo 

patrzy. Jej usta wygięły się w złośliwym uśmiechu. 

— Powinnyśmy mu pokazać majtki. 
— Na trzy? - bursztynowe oczy Hanny rozszerzyły się. Mona 

przytaknęła. Na „trzy" obie podniosły w górę 

i tak już bardzo kuse spódniczki mini i pokazały majtki. 

Humbert wybałuszył oczy i przewrócił kieliszek pinot noir na 
swoje spodnie khaki. 

— Cholera! — zawołał i pobiegł do łazienki. 
— Pięknie — powiedziała Mona. 
Rzuciły serwetki na niedojedzone sałatki, wstały i wyszły. 
Zaprzyjaźniły się latem, między ósmą a dziewiątą klasą, kiedy 

ich nie przyjęto do drużyny cheerleaderek. Obiecały sobie, że uda 
im się za rok. Chciały schudnąć i wyglądać jak inne śliczne, 
szczupłe dziewczyny, które chłopcy podrzucają w górę. Ale 
kiedy już stały się szczupłe i przepiękne, uznały, że drużyna 
cheerleaderek jest passe, a cheerleaderki to frajerki, więc nie ma 
sensu pchać się do ich drużyny. 

Od tego momentu dzieliły się wszystkim, no, prawie 

wszystkim. Hanna nie powiedziała Monie, jak udało jej się tak 
szybko schudnąć. To był zbyt obrzydliwy temat. Może i 
odchudzanie było sexy i godne podziwu, ale nie było nic, 
absolutnie nic atrakcyjnego w pożeraniu ton tłustego, byle 
jakiego jedzenia, najlepiej z serem, i wymiotowaniu. Ale Hanna 
już się pozbyła tego złego przyzwyczajenia, więc nie miało to 
znaczenia. 

-Ale mu stanął - wyszeptała Mona, zbierając czasopisma. — 

Co Sean sobie pomyśli? 

 

44 

background image

— Uśmieje się — odparła Hanna. 
— Nie sądzę. 
— Może jednak — Hanna wzruszyła ramionami. 
— No jasne, przecież pokazywanie majtek nieznajomym 

pasuje do zaprzysięgłej dziewicy — parsknęła Mona. 

Hanna spojrzała na swoje fioletowe buty na koturnach od 

Michaela Korsa. Zaprzysięgła dziewica. Sean Ackard, niezwykle 
lubiany i niewiarygodnie przystojny chłopak Hanny, w którym 
bujała się na zabój od siódmej klasy, ostatnio trochę dziwnie się 
zachowywał. Zawsze był Pierwszym Skautem Ameryki. 
Pracował jako ochotnik w domu starców i w Święto 
Dziękczynienia rozdawał bezdomnym indyka. Ale zeszłej nocy, 
kiedy Hanna, Sean, Mona i kilka innych osób siedziało w ciepłym 
basenie z jacuzzi u Jima Freeda, potajemnie popijając piwo, Sean 
pokazał nowe oblicze skauta. Z dumą ogłosił, że podpisał 
ślubowanie dziewictwa i przyrzekł, że nie będzie uprawiał seksu 
przed ślubem. Wszyscy, z Hanną włącznie, byli tak zszokowani, 
że nie powiedzieli nic. 

— Nie mówił poważnie — rzekła Hanna poufnym tonem. No 

bo co? Parę osób podpisało to ślubowanie. Hanna 

uważała, że to tylko przemijająca moda, jak kolorowe gu-

mowe bransoletki albo ćwiczenia yogalates. 

— Tak myślisz? — Mona uśmiechnęła się, odgarniając długie 

włosy z oczu. — Zobaczymy, co się stanie na imprezie u Noela za 
tydzień w piątek. 

Hanna zacisnęła zęby. Mona chyba stroiła sobie z niej żarty. 
— Chcę iść na zakupy — powiedziała, wstając. 
— Może do Tiffany'ego? — zapytała Mona. 
— Świetnie. 
 

45 

background image

Przechadzały się po nowej, luksusowej części centrum 

handlowego, gdzie były butiki Burberry, Tiffany'ego, Gucciego i 
Coacha. W powietrzu unosił się zapach najnowszych perfum 
Michaela Korsa. Roiło się tu od ślicznych dziewczyn, ubranych, 
jakby miały zamiar wrócić do podstawówki, w towarzystwie 
równie ślicznych matek. Kilka tygodni wcześniej Hanna robiła tu 
zakupy i zauważyła swoją starą przyjaciółkę Spencer Hastings, 
jak ogląda torebki Kate Spade. Przypomniała sobie, jak Spencer 
zamawiała w Nowym Jorku nylonowe torby na ramię i chodziła z 
jedną przez cały sezon. 

Hanna pomyślała, że to dziwne wiedzieć takie rzeczy o kimś, z 

kim już się nie przyjaźniło. Kiedy patrzyła, jak Spencer ogląda 
skórzane walizki i torby od Kate Spade, zastanawiała się, czy jej 
przyjaciółka myślała o tym samym: że nowe skrzydło w centrum 
handlowym było miejscem, które pokochałaby Ali DiLaurentis. 
Hanna często myślała, co ominęło Ali: pokaz sztucznych ogni 
podczas zeszłorocznego balu absolwentów, impreza z karaoke na 
szesnaste urodziny Lauren Ryan, powrót butów z okrągłymi 
noskami, skórzane pokrowce na iPoda nano od Chanel... 

I w ogóle iPody nano. A najważniejsza rzecz, która ominęła 

Ali, to oczywiście przemiana Hanny. Szkoda, że Ali nie mogła jej 
teraz zobaczyć. Czasem kiedy Hanna przechadzała się przed 
wielkim lustrem w swoim pokoju, wyobrażała sobie, że Ali siedzi 
obok i krytykuje jej ubrania, jak kiedyś. Zmarnowała tyle lat jako 
gruba, zależna od innych frajerka, ale teraz wszystko się 
zmieniło. 

 
 
 
 

46 

background image

Razem z Moną weszły do Tiffany'ego krokiem modelek. 

Wszędzie było pełno szkła, chromu i białych świateł, w których 
brylanty bez skazy błyszczały jeszcze mocniej. Mona obejrzała 
wszystkie gabloty i popatrzyła na Hannę spod uniesionych brwi. 

— Może naszyjnik? 
— A może bransoletka? — wyszeptała Hanna. 
— Idealnie. 
Podeszły do gabloty i obejrzały srebrną bransoletkę z 

zapięciem w kształcie serca. 

— Ale śliczna — westchnęła Mona. 
— Podoba ci się? — zapytała elegancka, starsza sprze-

dawczyni. 

— Och, nie wiem — odparła Hanna. 
— Pasuje do ciebie. — Kobieta otworzyła gablotę i przesunęła 

palcami po bransoletce. — Pokazują ją we wszystkich 
czasopismach. 

— Przymierz — Hanna szturchnęła łokciem Monę, która 

włożyła bransoletkę na nadgarstek. 

— Naprawdę piękna. 
Sprzedawczyni zwróciła się do kolejnego klienta. Mona 

zsunęła bransoletkę z nadgarstka do kieszeni. Tak po prostu. 

Hanna wyszczerzyła zęby w uśmiechu i dłonią przywołała 

kolejną sprzedawczynię, miodową blondynkę z koralowymi 
ustami. 

— Mogę przymierzyć tę bransoletkę z okrągłym zapięciem? 
— Jasne! — Dziewczyna otworzyła gablotkę. — Sama mam 

taką. 

 

47 

background image

— I może jeszcze kolczyki do kompletu? — Hanna wskazała 

na nie dłonią. 

— Oczywiście. 
Mona przeszła do gabloty z diamentami. Hanna wzięła do ręki 

kolczyki i bransoletkę. Razem kosztowały trzysta pięćdziesiąt 
dolarów. Nagle ladę otoczyła grupka Japonek. Wszystkie 
wskazywały na jeszcze jedną bransoletkę leżącą pod szybą. 
Hanna sprawdziła, czy na suficie są kamery, a w drzwiach 
detektor. 

— Och, Hanna, chodź, popatrz na Lucidę! — zawołała Mona. 
Hanna zamarła. Czas jakby się zatrzymał. Ścisnęła 

bransoletkę w garści i wsunęła ją w rękaw. Wsadziła kolczyki do 
swojej portmonetki z wiśniowym logo Louis Vuitton. Serce jej 
waliło. Właśnie dlatego kradła. Czuła wtedy, że żyje. 

Mona pomachała do niej pierścionkiem z diamentem. 
— Popatrz, ładnie mi w nim. 
— Chodź — Hanna chwyciła ją za rękę. — Idziemy do 

Coacha. 

— Nie chcesz jeszcze czegoś przymierzyć? — Mona wydęła 

usta. Zawsze zwlekała, kiedy wiedziała, że Hanna już wykonała 
robotę. 

— Nie — odparła Hanna. — Wołają nas torebki. Czuła, jak 

srebrny łańcuszek bransoletki wbija się jej 

lekko w rękę. Musiała wyjść, póki Japonki jeszcze tłoczyły się 

przy ladzie. Sprzedawczynie nawet nie patrzyły w jej kierunku. 

— No dobrze — powiedziała Mona teatralnym głosem. 

Wręczyła pierścionek z powrotem sprzedawczyni, trzymając 

 
 
 

48 

background image

go za diament. Nawet Hanna wiedziała, że tak się nie robi. — 

Te diamenty są za małe. Przykro mi. 

— Mamy też inne — kusiła sprzedawczyni. 
— Chodź — powiedziała Hanna, chwytając Monę za rękę. 
Serce waliło jej jak młotem, kiedy przepychały się przez sklep 

do wyjścia. Zapięcie bransoletki uderzało ją w nadgarstek, ale 
wciąż miała spuszczony rękaw. Hanna stała się właściwie 
profesjonalną złodziejką. Najpierw kradła cukierki na wagę w 
sklepie Wawa, potem płyty kompaktowe, potem podkoszulki dla 
dzieci w butiku Ralpha Laurena. Za każdym razem czuła się 
lepsza i ostrzejsza. Zamknęła oczy i przekroczyła próg, gotowa 
na dźwięk alarmu. 

Ale nie rozległ się żaden dźwięk. Alarm był wyłączony. 
Mona ścisnęła jej dłoń. 
— Też Wzięłaś jedną? 
— Oczywiście — pokazała bransoletkę na nadgarstku. — I 

jeszcze to. — Otworzyła portmonetkę i pokazała Monie kolczyki. 

— Cholera — Mona otworzyła szeroko oczy. 
Hanna uśmiechnęła się. Czasem dobrze było przebić w czymś 

przyjaciółkę. Żeby nie zapeszyć, szybkim krokiem oddaliła się od 
sklepu Tiffany'ego i nasłuchiwała, czy ktoś jej nie goni. Słychać 
było tylko gulgotanie fontanny i piosenkę Oops! I did it again 
wersji Muzaka. 

„O tak, znowu się udało", pomyślała Hanna. 

49 

background image


 
SPENCER NA ROZPALONYM BLASZANYM DACHU 
 
— Kochanie, muli nie je się rękami. To nieładnie. 
Spencer Hastings spojrzała na siedzącą z nią przy stoliku 

matkę, która nerwowo gładziła dłonią włosy idealnie 
zafarbowane na popielaty blond. 

— Przepraszam — powiedziała Spencer, biorąc niedorzecznie 

mały widelec do jedzenia muli. 

— Naprawdę uważam, że Melissa nie powinna mieszkać w 

domu w tym zakurzonym mieście — powiedziała Weronika 
Hastings do męża, zupełnie ignorując przeprosiny Spencer. 

Peter Hastings odgiął głowę do tyłu. Kiedy tylko nie siedział 

w swojej kancelarii prawniczej, zawzięcie uprawiał kolarstwo na 
drogach Rosewood, w obcisłej kolorowej koszulce i spodniach 
kolarskich, wygrażając pięścią mijającym go samochodom. Z 
powodu jazdy na rowerze chronicznie bolał go kark. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

50 

background image

— Ten wieczny hałas! Nie wiem, jak ona zdoła się czegoś 

nauczyć — ciągnęła pani Hastings. 

Spencer siedziała z rodzicami w Moshulu, restauracji na 

pokładzie żaglowca zacumowanego w zatoce w Filadelfii. 
Czekali na Melissę, siostrę Spencer. Mieli co świętować. Melissa 
ukończyła o rok wcześniej Uniwersytet Pensylwanii i dostała się 
do szkoły biznesu Wharton. Właśnie remontowano dom w 
centrum Filadelfii, który dostała w prezencie od rodziców. 

Za dwa dni Spencer miała zacząć trzecią klasę w Rosewood. 

Jej plan zajęć pękał w szwach: pięć razy w tygodniu lekcje 
aktorstwa, trening kierowniczy, organizacja charytatywna, 
przygotowanie albumu rocznego, kółko teatralne, treningi hokeja 
i wysłanie zgłoszenia do szkoły letniej, najszybciej jak się da. 
Każdy wiedział, że aby dostać się na dobrą uczelnię, najlepiej 
było wziąć udział w jednym z ich pilotażowych programów 
letnich. Na jedną rzecz Spencer czekała najbardziej: na 
przeprowadzkę do przerobionej na mieszkanie stodoły, na tyłach 
posiadłości jej rodziców. Jej rodzice uważali, że to najlepsze 
przygotowanie przed college'em. Przecież Melissa tak dobrze na 
tym wyszła! Ohyda. Ale w tym wypadku Spencer z radością 
pójdzie w ślady starszej siostry, tym razem bowiem prowadziły 
do spokojnego, wypełnionego światłem domku gościnnego, 
dzięki któremu Spencer mogła uciec od rodziców i ich stale 
szczekających labradorów. 

Siostry od niepamiętnych czasów po cichu z sobą ry-

walizowały, ale to Spencer zawsze przegrywała. W szkole 
podstawowej Spencer zwyciężyła w Prezydenckim Turnieju 
Fitnessu cztery razy, Melissa — pięć razy. W siódmej klasie 
Spencer zajęła drugie miejsce w konkursie 

 

51 

background image

geograficznym, Melissa — pierwsze. Spencer zawsze przy-

gotowywała album roczny, grała we wszystkich przedsta-
wieniach i brała pięć lekcji aktorstwa tygodniowo. Melissa robiła 
to wszystko w trzeciej klasie, a prócz tego pracowała na farmie 
mamy i trenowała do maratonu na rzecz badań nad białaczką. 
Nieważne, jak wysoką średnią miała Spencer i ile zajęć 
pozalekcyjnych — i tak nigdy nie osiągnęła poziomu perfekcji 
Melissy. 

Spencer wzięła w palce kolejną mulę i włożyła ją sobie do ust. 

Jej tata uwielbiał tę restaurację. Ciemne deski podłogi były 
przykryte orientalnymi dywanami, a w powietrzu unosił się 
ciężki zapach masła, czerwonego wina i soli. Siedząc pośród 
masztów i żagli, wręcz chciało się wskoczyć przez burtę do 
wody. Spencer patrzyła na drugi brzeg rzeki Delaware, na wielkie 
oceanarium w Camden, już w stanie New Jersey. Obok 
przepłynęła wielka łódź udekorowana lampkami świątecznymi. 
Odbywało się na niej przyjęcie. Na przednim pokładzie ktoś 
wystrzelił żółtą petardę. Widać na tamtej łodzi było znacznie 
weselej niż na tej. 

— Przypomnij mi, jak ma na imię przyjaciel Melissy — 

szepnęła mama. 

— Chyba Wren — odrzekła Spencer. 
A w myślach dodała: „Kojarzy się z wroną". 
— Mówiła, że studiuje medycynę — powiedziała mama z 

podziwem. — Na Uniwersytecie Pensylwanii. 

— Oczywiście — odrzekła Spencer śpiewnym tonem. 
Poczuła między zębami kawałek skorupki muli i wykrzywiła 

się. Melissa miała przyprowadzić na obiad chłopaka, z którym 
chodziła od dwóch miesięcy. Musiał na jakiś czas wyjechać do 
rodziców, dlatego jej siostra nie 

 

52 

background image

mogła go wcześniej przedstawić - ale wszyscy jej chłopcy byli 

identyczni: przystojni jak z obrazka i z nienagannymi manierami. 
Poza tym grali w golfa. Melissa nie miała w sobie krzty 
kreatywności, a chłopaków dobierała na zasadzie podobieństwa. 

- Mamo! - Spencer usłyszała za plecami znajomy głos. 
Melissa podeszła do rodziców i ucałowała ich. Nie zmieniła 

się od liceum. Jej popielate blond włosy lekko opadały na 
ramiona. Nie miała makijażu, tylko trochę podkładu. Włożyła 
zwyczajną żółtą sukienkę z dekoltem w karo, różowy sweterek 
zapinany na perłowe guziczki i takie sobie buty na niewielkim 
obcasie. 

- Kochanie! - krzyknęła mama. 
- Mamo, tato, to jest Wren. - Melissa pociągnęła za rękę 

kogoś, kto stał koło niej. 

Spencer o mało nie opadła szczęka. Wren wcale nie 

przypominał wrony ani typowego przystojniaka. Był wysoki, 
smukły i miał na sobie świetnie skrojoną koszulę od Thomasa 
Pinka. Czarne włosy, obcięte w niedbałym, ba-łaganiarskim 
stylu. Piękna cera, wysokie kości policzkowe i migdałowe oczy. 

Wren uścisnął dłonie rodzicom i usiadł przy stole. Melissa 

zapytała mamę, gdzie przesłać rachunek od hydraulika, a Spencer 
czekała, aż ją ktoś przedstawi. Wren udawał, że jest ogromnie 
zainteresowany wielkim kieliszkiem do wina. 

- Jestem Spencer - powiedziała wreszcie. Zastanawiała się, 

czy jej oddech pachnie mulami. - Ta druga córka. -Spencer 
skinęła głową w stronę siostry. - Ta, którą trzymają w piwnicy. 

- O, świetnie — odparł Wren. 
 

53 

background image

Czy to brytyjski akcent? 
— Nie dziwi cię, że o nic cię nie zapytali? — Spencer zrobiła 

gest w stronę rodziców. 

Teraz rozmawiali o ekipie remontowej i o tym, jakie deski 

wybrać na podłogę w salonie. Wren wzruszył ramionami. 

— Trochę - szepnął i mrugnął do niej. Nagle Melissa chwyciła 

go za rękę. 

— O, już się poznaliście — zaszczebiotała. 
— Tak — uśmiechnął się. — Nie mówiłaś, że masz siostrę. 

Oczywiście, że nie mówiła. 

— Melisso — powiedziała pani Hastings — zastanawialiśmy 

się z tatą, gdzie mogłabyś zamieszkać na czas remontu. I mam 
pomysł. Może wrócisz do nas, do Rosewood, na kilka miesięcy? 
Będziesz mogła dojeżdżać na uniwersytet. To nie takie 
kłopotliwe. 

Melissa zmarszczyła nos. 
„Błagam, powiedz »nie«, błagam, powiedz »nie«", powtarzała 

w myślach Spencer. 

— No cóż... 
Melissa poprawiła ramiączko żółtej sukienki. Im dłużej 

Spencer przyglądała się jej ubraniu, tym bardziej siostra 
przypominała jej pacjentkę oddziału chorób zakaźnych. 

Melissa spojrzała na Wrena. 
— Chodzi o to, że... Wren i ja wprowadzimy się do domu... 

razem. 

— Och! — Mama uśmiechnęła się do obojga. — No to Wren 

może chyba zamieszkać razem z nami... Jak myślisz, Peter? 

 
 
 

54 

background image

Spencer musiała objąć swoje piersi, żeby serce nie wy-

skoczyło jej z klatki piersiowej. Mieli się wprowadzić razem? Jej 
siostra miała tupet. Już sobie wyobrażała, co by się stało, gdyby 
to o n a rzuciła w nich taką bombą. Wtedy n ap r a wd ę 
zamknęliby ją w piwnicy, a może w staj -ni. Mogłaby otworzyć 
sklep w zagrodzie dla kóz, tuż obok boksów dla koni. 

- Nie mam nic przeciwko - odparł tata. „Niewiarygodne!" 
- Będzie bardzo cicho - ciągnął. - Mama spędza cały dzień w 

stajni, a Spencer będzie cały czas w szkole. 

- Chodzisz do szkoły? - zapytał Wren. - Gdzie? 
- Jest w liceum - wtrąciła się Melissa. Patrzyła długo na 

Spencer, jakby mierzyła ją wzrokiem. Od sukienki do tenisa 
Lacoste w kolorze ecru, przez jej długie jasnobrązo-we włosy, po 
kolczyki z dwukaratowymi brylantami. - Do tego samego co ja. 
Spencer, jesteś w tym roku przewodniczącą klasy? Chyba jeszcze 
nie pytałam. 

- Wiceprzewodniczącą — mruknęła Spencer. Na pewno 

Melissa o tym wiedziała. 

- Och, musisz się z tego bardzo cieszyć, prawda? - zapytała 

Melissa. 

- Nie - odpowiedziała Spencer głucho. 
W wyborach zeszłej wiosny ubiegała się o główne stanowisko, 

ale przegrała i musiała się zadowolić funkcją wi-
ceprzewodniczącej. Nienawidziła przegrywać. 

Melissa potrząsnęła głową. 
- Nie masz pojęcia, Spence, ile to wymaga pracy! Kiedy byłam 

przewodniczącą, ledwo miałam czas na inne rzeczy! 

 

55 

background image

— Ale robisz przecież kilka dodatkowych rzeczy, Spencer — 

powiedziała cicho pani Hastings. — Album roczny i cały ten 
hokej... 

— Poza tym jak przewodniczący umrze, to możesz przejąć 

jego funkcje - Melissa puściła do niej oko, jakby obie niezwykle 
bawił ten żart. 

Ale Spencer nie było do śmiechu. Melissa odwróciła się w 

stronę rodziców. 

— Mamo, mam świetny pomysł. Może zamieszkamy z 

Wrenem w domku gościnnym? Nie zawracalibyśmy wam głowy. 

Spencer poczuła się tak, jakby ktoś ją kopnął w jajniki. W 

d o m ku   g ośc i n n y m?  

Pani Hastings przyłożyła palec z francuskim manikiurem do 

idealnie uszminkowanych ust. 

— Hmm - zaczęła. Z niepokojem spojrzała na Spencer. - 

Poczekasz kilka miesięcy, kochanie? Potem domek będzie 
należał już tylko do ciebie. 

— Och! — Melissa odłożyła widelec. - Nie wiedziałam, że 

chcesz się tam wprowadzić, Spence! Nie zamierzamy robić 
problemów... 

— W porządku — przerwała Spencer. Wzięła szklarikę z 

wodą z lodem i wypiła porządny łyk. Zmusiła się, żeby nie zrobić 
sceny w obecności rodziców i Idealnej Melissy. — Poczekam. 

— Naprawdę? - zapytała Melissa. - Jak to miło z twojej 

strony! 

Mama ścisnęła swoją szczupłą, chłodną dłonią rękę Spencer. 
-Wied zia ła m, że zrozumiesz - powiedziała z dumą. 
 
 
 

56 

background image

- Przepraszam - Spencer chwiejnie odsunęła krzesło od stołu i 

wstała. - Zaraz wrócę. 

Przeszła po deskach pokładu, przez wyłożone dywanem 

schody i główne wejście na zewnątrz. Chciała poczuć pod 
nogami twardy grunt. 

Filadelfijskie niebo jaśniało gwiazdami. Spencer usiadła na 

ławce przy deptaku i zrobiła kilka ognistych oddechów, które 
znała z zajęć jogi. Potem wyciągnęła portfel i zaczęła układać 
pieniądze. Odwróciła wszystkie jedno-, pięcio- i 
dwudziestodolarówki w tym samym kierunku i ułożyła je 
zgodnie z długą kombinacją liter i cyfr wydrukowanych w rogu 
na zielono. To zawsze sprawiało, że czuła się lepiej. Kiedy 
skończyła, spojrzała na pokład statku. Rodzice patrzyli na rzekę, 
więc jej nie widzieli. Z brązowej torby wyjęła paczkę marlboro, 
którą zawsze miała na wszelki wypadek. 

Zaciągała się głęboko, gniewnie. Zajęcie jej domku było 

dostatecznie złośliwe, ale robienie tego w tak uprzejmy sposób 
było dokładnie w stylu Melissy. Jedynie Spencer wiedziała, jak 
złośliwy charakter kryje się pod miłą powierzchownością jej 
siostry. 

Tylko raz, kilka tygodni przed zakończeniem siódmej klasy, 

udała się jej zemsta na Melissie. Któregoś wieczoru Melissa i jej 
ówczesny chłopak łan Thomas uczyli się do egzaminów 
końcowych. Kiedy łan wyszedł, Spencer dopadła go przy jego 
samochodzie zaparkowanym za rzędem sosen przed domem jej 
rodziców. Chciała z nim tylko poflirtować - łan był 
zdecydowanie zbyt przystojny dla jej pospolitej, tanio 
sentymentalnej siostry - i pocałowała lana na pożegnanie w 
policzek. Ale kiedy przycisnął ją do 

 

57 

background image

drzwi od strony pasażera, nie próbowała uciekać. Przestali się 

całować dopiero, kiedy włączył się alarm. 

Gdy Spencer opowiedziała o tym Ali, ta orzekła, że to 

paskudna rzecz i że powinna wyznać wszystko Melissie. Spencer 
podejrzewała, że Ali się wkurzyła, bo przez cały rok 
rywalizowały o to, która wyrwie starszego chłopaka. Całowanie 
się z łanem dawało Spencer niekwestionowane prowadzenie. 

Spencer odetchnęła głęboko. Nienawidziła przypominać sobie 

o tamtym okresie. Ale dom Di Laurentisów stał tuż obok jej 
domu, a jedno okno pokoju Alison wychodziło na okna Spencer. 
Czuła się tak, jakby Ali nawiedzała ją przez dwadzieścia cztery 
godziny na dobę. Wystarczyło wyjrzeć przez okno, żeby 
zobaczyć Ali z siódmej klasy, jak wiesza strój do hokeja 
dokładnie tak, żeby Spencer go widziała, albo przechadza się po 
pokoju, plotkując przez telefon. 

Spencer lubiła myśleć, że bardzo się zmieniła od siódmej 

klasy. Były wtedy takie złośliwe — szczególnie Alison — ale 
n ie t ylko  ona. Ale najgorsze ze wszystkich wspomnień 
dotyczyło tej  sp ra w y... Sprawy Jenny. Na samą myśl o tym 
czuła się tak okropnie, że miała ochotę wymazać to wspomnienie, 
jak w filmie Zakochany bez pamięci. 

— Nie powinnaś palić. 
Odwróciła się. Obok niej stał Wren. Spencer popatrzyła na 

niego zdumiona. 

— Co tu robisz? 
— Oni... — Dłońmi pokazał gadające usta. - A ja dostałem 

wiadomość. 

Wyciągnął telefon. 
-Och — powiedziała Spencer. — To ze szpitala? Słyszałam, 

że jesteś prawdziwym lekarzem. 

 

58 

background image

- Nie, tak naprawdę jestem tylko studentem pierwszego roku 

medycyny - odparł Wren, a potem wskazał na papierosa. — 
Mogę się zaciągnąć? 

Spencer rozciągnęła usta w uśmiechu. 
- Właśnie powiedziałeś mi, żebym nie paliła - rzekła, 

wręczając mu papierosa. 

- No cóż - Wren zaciągnął się głęboko. - Wszystko w 

porządku? 

- Nieważne. — Spencer nie miała zamiaru omawiać całej 

sytuacji z nowym chłopakiem jej siostry, z którym ta zamierzała 
mieszkać i w tym celu ukradła jej domek. -Skąd jesteś? 

- Z północnego Londynu. Ale mój tata pochodzi z Korei. 

Przeprowadził się do Anglii, żeby studiować na Oksfordzie, i już 
został. Wszyscy o to pytają. 

- Och, nie zamierzałam - odparła Spencer, choć właściwie 

myś l ał a o tym. - Jak poznałeś moją siostrę? 

- W Starbucksie. Stała przede mną w kolejce. 
- Och — westchnęła Spencer. Ale taniocha. 
- Kupowała latte - dodał Wren, kopiąc brzeg chodnika. 
- To miło. - Spencer bawiła się paczką papierosów. 
- To było kilka miesięcy temu. - Ponownie głęboko się 

zaciągnął. Trzęsły mu się ręce i miał rozbiegany wzrok. 
-Podobała mi się, zanim dostała dom w mieście. 

- No tak - powiedziała Spencer i zdała sobie sprawę, że Wren 

się trochę denerwuje. Może to z powodu spotkania z rodzicami. A 
może perspektywa wspólnego mieszkania z Melissą tak go 
stresowała? Gdyby Spencer była chłopakiem i musiała 
zamieszkać z Melissą, rzuciłaby się z pokładu Moshulu wprost do 
rzeki Delaware. 

 

59 

background image

Oddał jej papierosa. 
— Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko temu, że z wami 

zamieszkam. 

— Hm, jasne, że nie. Wren oblizał wargi. 
— Może pomogę ci rzucić nałóg. Spencer zesztywniała. 
— Nie jestem uzależniona. 
— No jasne — uśmiechnął się. Spencer energicznie 

potrząsnęła głową. 

— Nigdy do tego nie dopuszczę. 
To akurat była prawda. Spencer nienawidziła tracić kontroli. 
Wren uśmiechnął się. 
— Mówisz tak, jakbyś wiedziała, co robisz. 
— Bo wiem. 
— Zawsze tak postępujesz? — zapytał z błyszczącymi 

oczami. 

Powiedział to w taki lekki, zadziorny sposób, że Spencer na 

chwilę zamilkła. To był... flirt? Patrzyli na siebie przez kilka 
sekund. 

Ze statku zeszła na ulicę duża grupa ludzi. 
— Chyba najwyższa pora wracać — powiedział Wren. 
Spencer zawahała się i spojrzała na ulicę pełną taksówek, 

gotowych zawieźć ją, dokąd tylko zechce. Chciała nawet 
poprosić, żeby Wren wsiadł z nią do jednej z nich i pojechał na 
mecz bejsbola do Citizen Bank Park. Kupiliby hot dogi, 
wrzeszczeli do grających i liczyli, ile piłek wygrała drużyna 
Filadelfii. Mogłaby użyć wejściówek taty do najlepszego sektora 
— i tak się marnowały — i na pewno Wrenowi by się podobało. 
Po co wracać, skoro cała rodzina 

 

60 

background image

i tak będzie ich tylko ignorować? Na światłach, zaledwie kilka 

metrów dalej, zatrzymała się taksówka. Spencer popatrzyła na 
nią, a potem znowu na Wrena. 

Nie, tak nie wolno. Kto by zastąpił przewodniczącego, gdyby 

umarł, a ona zginęła z ręki siostry? 

- Idź przodem - powiedziała Spencer i przytrzymała mu drzwi, 

żeby mogli wrócić do stolika. 

61 

background image


 
MIŁE ZŁEGO POCZĄTKI 
 
— Hej! Finlandia! 
We wtorek, pierwszego dnia szkoły, Aria szła szybko na 

pierwszą lekcję literatury. Odwróciła się i zobaczyła, jak w jej 
kierunku biegnie Noel Kahn, pod krawatem i w bezrękawniku z 
napisem „Rosewood Day". 

— Hej — skinęła głową Aria, nie zwalniając kroku. 
— Uciekłaś z naszego treningu — powiedział Noel, zrów-

nując się z nią. 

— Miałam was oglądać? — Aria popatrzyła na niego kątem 

oka. Wyglądał na podekscytowanego. 

— Zagraliśmy sparing. Zdobyłem trzy bramki. 
— Gratuluję — powiedziała Aria beznamiętnie. Miała paść na 

kolana z zachwytu? 

Szła dalej korytarzem Rosewood Day, który niestety śnił jej 

się o wiele za często na Islandii. Nad sobą miała te same łukowe 
sklepienia w kolorze brudnokremowym. Po obu stronach wisiały 
oprawione w ramki zdjęcia zupełnie nieintere- 

 
 
 
 
 
 
 
 
 

62 

background image

sujących absolwentów, a po lewej wciąż stały nierówne rzędy 

metalowych szafek z powyginanymi drzwiczkami. Z głośników 
sączyła się nawet ta sama piosenka, Uwertura 1812. 
Rosewood na przerwach puszczano muzykę, bo to „stymuluje 
intelektualnie". Obok niej przechodzili ci sami ludzie, których 
znała od stu milionów lat... i wszyscy się na nią gapili. 

Aria schowała głowę w ramiona. Od kiedy pojechała na 

Islandię na początku ósmej klasy, po raz ostatni widziano ją jako 
członkinię pogrążonej w rozpaczy grupki dziewcząt, których 
przyjaciółka zniknęła w niewyjaśnionych okolicznościach. Od 
tego momentu gdziekolwiek się pojawiła, ludzie zaczynali do 
siebie szeptać. 

A teraz czuła się tak, jakby nigdy stąd nie wyjechała. I jakby 

Ali wciąż tu była. Wstrzymała oddech na widok blond kucyka, 
który mignął jej za rogiem, niedaleko sali gimnastycznej. A kiedy 
przeszła obok pracowni plastycznej, gdzie razem z Ali zawsze 
spotykały się na przerwach, żeby wymienić się ploteczkami, w 
uszach rozbrzmiewał jej okrzyk Ali: „Hej, poczekaj!". 
Przycisnęła dłonie do skroni, żeby sprawdzić, czy nie ma 
gorączki. 

— Jaką masz pierwszą lekcję? — zapytał Noel, który wciąż 

szedł z nią krok w krok. 

Spojrzała na niego zdumiona, a potem zerknęła na swój grafik. 
— Literaturę angielską. 
— Ja też. Pan Fitz? 
— Tak — mruknęła. — Fajny jest? 
— Nie wiem. Jest nowy. Podobno miał stypendium naukowe 

Fulbrighta. 

Aria spojrzała na niego podejrzliwie. Od kiedy to Noel Kahn 

interesował się naukowymi kwalifikacjami nauczycieli? 

 

63 

background image

Kiedy skręciła, za rogiem zobaczyła dziewczynę stojącą w 

drzwiach sali do literatury. Wyglądała znajomo, a zarazem obco. 
Była szczupła jak modelka, miała długie rudo-brązowe włosy, 
plisowaną spódniczkę od mundurka, fioletowe buty na koturnie i 
bransoletkę od Tiffany'ego. 

Serce Arii zaczęło mocniej bić. Tak się martwiła, jak 

zareaguje, kiedy znowu zobaczy stare przyjaciółki. I oto spotkała 
Hannę. Ale co  si ę z n i ą s ta ło ? 

- Hej — powiedziała Aria łagodnie. 
Hanna odwróciła się i zmierzyła Arię od stóp do głów, od 

długich zmierzwionych włosów, przez białą koszulę z em-
blematem szkoły i grube plastikowe bransoletki, po brązowe 
znoszone buty. W pierwszej chwili jej twarz była zupełnie bez 
wyrazu, ale nagle się uśmiechnęła. 

- O Boże! - powiedziała. Przynajmniej miała ten sam wysoki 

głos. - Jak było w... Gdzie ty w ogóle byłaś? W Czechach? 

- Uhm, tak - odpowiedziała Aria. Ciepło, ciepło. 
- Super! — Hanna posłała Arii nerwowy uśmiech. 
- Kirsten wygląda, jakby właśnie wróciła z plaży -przerwała 

im dziewczyna stojąca obok Hanny. 

Aria przekrzywiła głowę, bo nie mogła sobie przypomnieć, 

kim ona jest. Mona Vanderwaal? Kiedy Aria widziała ją po raz 
ostatni, wplatała we włosy tysiące wstążeczek, jak typowa 
nastolatka, i jeździła na skuterze. Teraz była jeszcze bardziej 
odstrzelona niż Hanna. 

- Prawda? - zgodziła się Hanna. 
Potem przepraszającym tonem zwróciła się do Arii i Noela, 

który n ad al stał obok: 

- Przepraszam was na moment. 
Aria weszła do klasy i usiadła w pierwszej wolnej ławce. 

Schyliła głowę i oddychała ciężko. 

64 

background image

  „Piekło to inni", powtarzała w myśli. Tak brzmiał jej 

ulubiony cytat z francuskiego filozofa egzystencjalisty 
Jea-na-Paula Sartre'a i najlepsza mantra w Rosewood. 

Przez kilka sekund kiwała się na krześle, jakby była totalnym 

świrem. Nastrój poprawiało jej tylko wspomnienie o Ezrze, 
facecie poznanym w barze. Poszedł z nią do łazienki, objął jej 
twarz i pocałował. Ich usta pasowały do siebie jak ulał. Ani razu 
nie zderzyli się zębami. Jego dłonie przesuwały się po jej plecach, 
brzuchu i nogach. To się nazywa „przyciąganie". No dobra, okej, 
ktoś mógłby powiedzieć, że... że przyciągały się ich języki... Ale 
Aria wiedziała, że to coś więcej. 

Poprzedniej nocy myślała o tym tak intensywnie, że musiała 

napisać haiku o Ezrze, aby wyrazić swoje uczucia. Haiku były jej 
ulubionymi wierszami. A potem, zadowolona z efektu, wpisała 
tekst do telefonu i wysłała na numer, który podał jej Ezra. 

Aria westchnęła ciężko i rozejrzała się po klasie. Pachniało tu 

książkami i płynem do czyszczenia. Olbrzymie, czterodzielne 
okna wychodziły na południe, za nimi rozciągał się trawnik, a 
dalej zielone wzgórza. Liście na niektórych drzewach zaczęły się 
już robić żółte i pomarańczowe. Obok tablicy wisiał plakat z 
cytatami z Szekspira i przylepiona przez kogoś wlepka: ŹLI 
LUDZIE SĄ BEZNADZIEJNI. Sprzątaczka chyba próbowała ją 
zdrapać, ale już w połowie dała za wygraną. 

Czy wysyłanie do Ezry SMS-a o wpół do trzeciej nad ranem 

było oznaką obsesji? Nadal nie odpowiedział. Aria wyciągnęła z 
torby telefon. Na ekranie pojawił się napis: NOWA 
WIADOMOŚĆ. Poczuła ucisk w żołądku i jednocześnie ulgę, 
podekscytowanie i zdenerwowanie. Ale kiedy nacisnęła przycisk 
OTWÓRZ, usłyszała za sobą głos: 

65 

background image

— Przepraszam. W szkole nie wolno używać telefonów 

komórkowych. 

Aria zasłoniła telefon dłonią i spojrzała w górę. Ten, kto to 

powiedział — pewnie nowy nauczyciel — stał tyłem do klasy i 
pisał na tablicy. Na razie napisał tylko „Ezra Fitz". W ręce 
trzymał jakąś ulotkę z emblematem Rosewood. Od tyłu wyglądał 
młodo. Kilka dziewczyn w klasie spojrzało na niego z podziwem. 
Hanna, teraz tak wspaniała, zagwizdała. 

— Wiem, że jestem nowy — powiedział, dopisując pod 

swoim nazwiskiem nazwę przedmiotu: „literatura angielska" — 
ale dostałem tę ulotkę z sekretariatu. Piszą tu, że w szkole nie 
wolno używać telefonów komórkowych. 

Potem się odwrócił. Ulotka spadła na podłogę. 
Nagle Aria poczuła suchość w ustach. Na środku klasy stał 

Ezra z baru. Ezra, adresat haiku. Jej Ezra, szczupły i śliczny, w 
marynarce i w krawacie z emblematem Rosewood, uczesany, 
zapięty pod samą szyję, z oprawionym w skórę terminarzem pod 
pachą. Stał pod tablicą i pisał... „Ezra Fitz, literatura angielska". 

Gapił się na nią, a z twarzy odpłynęła mu cała krew. 
— O, cholera. 
Cała klasa odwróciła się, żeby zobaczyć, na kogo patrzy. Aria 

nie chciała spojrzeć mu w oczy, więc popatrzyła na wiadomość. 

Aria: Niespodzianka! Ciekawe, co by o tym powiedziała twoja 

pluszowa świnka... 

A. 
O, cholera. 
 
 
 
 
 

66 

background image


 
EMILY TEŻ JEST FRANCUZKĄ! 
 
We wtorek po południu, po ostatnim dzwonku, Emily stała 

przed swoją zieloną metalową szafką. Nadal miała na niej stare 
naklejki z zeszłego roku: logo narodowej drużyny w pływaniu, 
Liv Tyler jako Arwena z Władcy pierścieni i magnes NAGA 
NIMFA LICEALISTKA. Obok kręcił się jej chłopak Ren. 

- Chcesz iść do sklepu? - zapytał. Przez muskularne ramię 

przewiesił strój kąpielowy. 

— Nie, niczego nie potrzebuję — odparła Emily. 
Mieli trening o wpół do czwartej, dlatego pływacy zazwyczaj 

zostawali w szkole i wysyłali kogoś do sklepu, żeby kupił im 
cukierki, chipsy, chrupki albo wafelki, zanim będą musieli 
przepłynąć tysiąc długości basenu. 

Grupka chłopców przybiła piątkę z Benem, kiedy przechodzili 

w stronę parkingu. Spencer Hastings, która chodziła z Benem na 
zajęcia z historii, pomachała z daleka. Emily też do niej 
pomachała, ale natychmiast zdała sobie 

 

67 

background image

sprawę, że Spencer witała się z Benem, a nie z nią. Trudno 

uwierzyć, że po wszystkim, co razem przeszły, i po wszystkich 
tajemnicach, które je łączyły, zachowywały się tak, jakby się nie 
znały. 

Kiedy wszyscy przeszli, Ben odwrócił się do niej i zmarszczył 

brwi. 

— Czemu masz na sobie kurtkę? Nie idziesz na trening? 
— Uhm. — Emily zamknęła szafkę. — Pamiętasz tę 

dziewczynę, którą dziś oprowadzałam? Odprowadzam ją do 
domu, bo to jej pierwszy dzień. 

Ben uśmiechnął się. 
— Jesteś taka słodka. Rodzice przyszłych uczniów płacą za 

takie oprowadzanie, a ty to robisz za darmo. 

— Daj spokój — Emily uśmiechnęła się z przymusem. — To 

dziesięciominutowy spacer. 

Ben popatrzył na nią i niemal niezauważalnie pokiwał głową. 
— Co? Po prostu próbuję być miła! 
— To super — odparł i uśmiechnął się, potem pomachał 

Caseyowi Kirschnerowi, kapitanowi drużyny zapaśniczej. 

Maya zjawiła się dokładnie minutę po tym, jak Ben zbiegł na 

parking bocznymi schodami. Miała na sobie białą dżinsową 
kurtkę, pod nią koszulę z emblematem Rosewood, a na nogach 
klapki. Nie polakierowała paznokci u nóg. 

— Hej — przywitała się. 
— Hej — Emily próbowała mówić radośnie, ale czuła się 

spięta. Może powinna była iść na trening z Benem. To takie 
dziwne, że chciała odprowadzić Mayę, a potem wrócić? 

— Gotowa? — zapytała Maya. 
 
 

68 

background image

Przeszły przez kampus, na którym stały głównie stare budynki 

z czerwonej cegły, zbudowane kiedyś na rogatkach Rosewood. 
Była tu nawet gotycka wieża z zegarem, który wybijał godziny. 
Wcześniej Emily pokazała Mai przede wszystkim standardowe 
wyposażenie prywatnej szkoły. Pokazała jej też to, co w 
Rosewood Day najfajniejsze, a co trzeba odkryć na własną rękę. 
Na przykład niebezpieczną ubikację dla dziewczyn na pierwszym 
piętrze, która czasem lubiła wybuchać niczym gejzer. Tajemne 
miejsce na wzgórzu, dokąd chodzili wszyscy uciekający z WF-u 
(choć Emily akurat nigdy się to nie zdarzyło). A także jedyną w 
szkole maszynę, która sprzedawała waniliową colę, ulubiony 
napój Emily. Żartowały nawet na temat sztywnej modelki ze 
świętoszkowatą miną z plakatu przestrzegającego przed skutkami 
palenia, który wisiał obok gabinetu higienistki. Tak dobrze było z 
kimś znowu żartować w ten sposób. 

Teraz, kiedy przechodziły przez puste pole po kukurydzy do 

domu Mai, Emily dokładnie przyjrzała się jej twarzy. Maya miała 
zadarty nos i cerę o odcieniu kawy z mlekiem. Kołnierzyk 
marszczył się wokół jej szyi. Kiedy maszerowały ręka w rękę, ich 
dłonie uderzały o siebie. 

- Tu jest zupełnie inaczej - powiedziała Maya, oddychając 

głęboko. - Wszędzie pachnie leśnym odświeżaczem powietrza. 

Zdjęła dżinsową kurtkę i podwinęła rękawy koszuli. Emily 

przeczesała dłonią włosy, zniszczone od chloru, jasne z rudym 
odcieniem. Chciałaby mieć takie włosy jak Maya, ciemne i 
faliste. Emily poczuła nagle, że trochę się wstydzi swojego ciała, 
które było silne i muskularne, nie 

 

69 

background image

tak szczupłe jak kiedyś. Zazwyczaj nie czuła się skrępowana, 

nawet kiedy na pływalni stała prawie naga, w samym kostiumie 
kąpielowym. 

— Każdy ma jakieś hobby — mówiła dalej Maya. — Na 

przykład Sarah, chodzę z nią na fizykę. Chce założyć zespół i 
zaprosiła mnie do niego. 

— Naprawdę? Na czym grasz? 
— Na gitarze. Tata mnie nauczył. Mój brat jest o wiele lepszy. 
— Bomba! 
— O Boże! — Maya chwyciła Emily za rękę. W pierwszej 

chwili Emily zesztywniała, ale potem się rozluźniła. — Ty też 
powinnaś do nas dołączyć! Byłoby super. Sarah chce, żebyśmy 
miały próby trzy razy w tygodniu. Ona gra na basie. 

— Ale ja gram tylko na flecie — powiedziała Emily, zdając 

sobie sprawę, że mówi jak Kłapouchy z Kubusia Puchatka. 

— Flet. To fantastycznie! — Maya klasnęła w dłonie. — I 

perkusja! 

Emily westchnęła 
— Nie dam rady. Mam treningi pływania codziennie po 

szkole. 

— Hmm. A nie możesz opuścić jednego dnia? Założę się, że 

byłabyś świetną perkusistką. 

— Rodzice by mnie zabili. 
Emily zadarła głowę i popatrzyła na stary żelazny most, pod 

którym przechodziły. Pociągi już po nim nie jeździły, więc 
szwendały się tu dzieciaki, które chciały się napić w tajemnicy 
przed rodzicami. 

— Czemu? To taka poważna sprawa? 
Emily milczała. Co miała odpowiedzieć? Że jej rodzice 

chcieli, aby nadal trenowała pływanie, bo selekcjonerzy 

 

70 

background image

z Uniwersytetu Stanforda już obserwowali postępy Carolyn? 

Że jej starszy brat Jake i starsza siostra Beth byli na 
Uniwersytecie Arizony i mieli stypendia dla najlepszych 
pływaków? Że jeśli nie dostanie się na żadną prestiżową uczelnię 
ze stypendium pływackim, to rodzina uzna to za sromotną 
porażkę? Maya nie bała się palić trawy, kiedy jej rodzice 
pojechali na zakupy. Rodzice Emily wydawali się starymi, 
konserwatywnymi strażnikami moralności ze Wschodniego 
Wybrzeża. Zresztą tacy właśnie byli. Ale nie o to chodzi. 

- Tędy prowadzi skrót - Emily wskazała przez ulicę na wielki 

kolonialny dom z trawnikiem. Z przyjaciółkami zawsze 
przechodziły tędy w zimowe dni, żeby szybciej znaleźć się w 
domu Ali. 

Szły przez trawę, obchodząc szerokim łukiem spryskiwacze, 

które zraszały krzewy hortensji. Kiedy przechodziły pod 
gałęziami morwy do ogródka przy domu Mai, Emily zatrzymała 
się. Z jej ust wyrwał się krótki, gardłowy dźwięk. 

Od lat nie była w tym ogródku, w starym ogródku Ali. Na 

trawniku wciąż stał podest z drewna tekowego, na którym bez 
końca grały w remika. W miejscu, gdzie tańczyły do muzyki 
płynącej z iPoda podłączonego do kolumn, trawa nadal była 
przerzedzona. Po lewej rósł ten sam dąb o powyginanych 
konarach. Domek na drzewie zniknął, ale na korze pnia nadal 
widniały inicjały: „EF + AD". Emily Fields + Alison 
DiLaurentis. Zaczerwieniła się. Wtedy jeszcze nie wiedziała, 
dlaczego wycięła ich inicjały na drzewie - chciała pokazać Ali, 
jak bardzo się cieszy, że są przyjaciółkami. 

Maya, która szła przed nią, spojrzała przez ramię. 
- Wszystko w porządku? 
 

71 

background image

Emily wbiła dłonie w kieszenie kurtki. Przez chwilę 

zastanawiała się, czy nie powiedzieć o wszystkim Mai. Ale obok 
przeleciał koliber i nagle straciła całą odwagę. 

~ Tak — odparła. 
- Wejdziesz na chwilę? - zaproponowała Maya. 
- Nie... Muszę... Muszę wrócić do szkoły. Pływanie. 
- Och - Maya zmarszczyła czoło. - Nie musiałaś mnie 

odprowadzać do domu, głuptasie. 

- Tak, ale nie chciałam, żebyś zgubiła drogę. 
- Jesteś taka słodka. - Maya założyła ręce z tyłu i kołysała 

biodrami. 

Emily zastanawiała się, co ma na myśli, mówiąc „słodka". 

Może tak się mówi w Kalifornii? 

- No to miłego pływania. I dzięki za oprowadzenie. 
- Nie ma sprawy. - Emily zrobiła krok w przód, a ich ciała 

zetknęły się w uścisku. 

- Mmm - mruczała Maya, ściskając ją mocniej. 
Zrobiły krok w tył i uśmiechały się do siebie przez kilka 

sekund. Potem Maya nachyliła się i pocałowała Emily w oba 
policzki. 

- Cmok, cmok! Jak we Francji. 
- No to ja też zachowam się jak Francuzka - zachichotała 

Emily, zapominając na chwilę o Ali i drzewie. -Cmok! - 
Pocałowała Mayę w gładki lewy policzek. 

Potem Maya znów ją pocałowała, tym razem w prawy 

policzek i odrobinkę bliżej ust. I bez cmokania. 

Usta Mai pachniały bananową gumą do żucia. Emily odchyliła 

się do tyłu i chwyciła swoją torbę z rzeczami na basen, która 
zsuwała jej się z ramienia. Kiedy spojrzała w górę, Maya 
uśmiechała się szeroko. 

- Do zobaczenia - powiedziała Maya. - Bądź grzeczna. 

72 

background image

Po treningu Emily złożyła ręcznik i schowała go do torby. 

Całe popołudnie chodziła jak we śnie. Gdy Maya weszła do 
domu, Emily pobiegła z powrotem do szkoły, jakby bieg miał jej 
pomóc w rozproszeniu wszystkich kłębiących się w niej uczuć. 
Kiedy wskoczyła do wody i pokonywała kolejne długości 
basenu, wciąż widziała te złowieszcze napisy na pniu drzewa. 
Gdy trenerka zagwizdała i przeszli do ćwiczenia skoków i 
zwrotów, czuła zapach gumy bananowej i słyszała radosny, 
beztroski śmiech Mai. Kiedy stała przy szafce, zdała sobie 
sprawę, że dwa razy umyła włosy. Większość dziewczyn zosta-
wała dłużej w sali z prysznicami i plotkowała, ale Emily czuła się 
tak rozkojarzona, że nie miała na to najmniejszej ochoty. 

Sięgnęła po dżinsy i T-shirt, złożone równo na dnie szafki, i 

wtedy spomiędzy nich wypadł liścik. Widniało na nim jej imię, 
napisane charakterem pisma, którego nie rozpoznawała. Nie 
rozpoznała też papieru, kartki z zeszytu. Podniosła liścik z 
zimnej, mokrej podłogi. 

Hej, Em 
Będę płakać! Ktoś mnie zastąpił! Teraz całujesz kogoś 

innego! 

A. 
Emily podkurczyła palce stóp na gumowej wykładzinie 

pokrywającej podłogę szatni i na chwilę wstrzymała oddech. 
Rozejrzała się. Nikt na nią nie patrzył. 

„Czy to się dzieje naprawdę?" 
Gapiła się na liścik i próbowała myśleć racjonalnie. 

73 

background image

Stały razem z Mayą na wolnym powietrzu, ale nikogo nie było 

w pobliżu. 

Poza tym... „Ktoś mnie zastąpił! Teraz całujesz kogoś 

innego!" Trzęsły się jej ręce. Znowu spojrzała na podpis. Śmiech 
innych pływaków odbijał się echem od ścian. 

Emily pocałowała wcześniej tylko jedną przyjaciółkę. Dwa 

dni po tym, jak wycięła ich inicjały na pniu dębu. Półtora 
tygodnia przed końcem siódmej klasy. 

Alison. 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

74 

background image


 
SPENCER CHWYCIŁ SKURCZ (MIĘŚNIA 

NARAMIENNEGO) 

 
- Spójrz na jego tyłek! 
- Zamknij się! - Spencer stuknęła swoją przyjaciółkę Kirsten 

Cullen kijem do lacrosse'a w ochraniacz na szczękę. 

Miały trenować uderzenia defensywne, ale - razem z resztą 

drużyny - zajęły się dokładnymi oględzinami nowego asystenta 
trenera. Był nim nie kto inny, tylko łan Thomas. 

Spencer czuła przypływ adrenaliny. Co za ironia losu. Melissa 

mówiła chyba kiedyś, że łan wyjechał do Kalifornii. Ale jak się 
okazało, wiele osób wracało do Rosewood, choć nikt by ich o to 
nie podejrzewał. 

- Twoja siostra musiała zgłupieć, żeby z nim zerwać 

-powiedziała Kirsten. - On jest taki cudny. 

- Ciii - zachichotała Spencer. - Zresztą to nie moja siostra z 

nim zerwała, tylko on z nią. 

 

75 

background image

Rozległ się gwizdek. 
— Ruszać się! — zawołał łan, podbiegając. 
Spencer schyliła się, żeby zasznurować but, jakby miała go w 

nosie. Czuła na sobie jego wzrok. 

— Sp en c er ? Spencer Hastings? 
— O, łan, prawda? - Spencer podniosła się powoli, łan 

uśmiechał się tak szeroko, że Spencer dziwiła się, 

że dotąd nie zwichnął sobie szczęki. Nadal wyglądał jak 

chłopiec z obrazka, który w wieku dwudziestu pięciu lat przejmie 
firmę po tatusiu. Tylko włosy miał teraz dłuższe, zwichrzone. 

— Ale wyrosłyście! — zawołał. 
— No tak — Spencer wzruszyła ramionami, łan przesunął 

dłonią po karku. 

— Co słychać u twojej siostry? 
— W porządku. Niedawno się obroniła. Idzie do Wharton. 
łan schylił głowę. 
— A jej narzeczeni nadal cię podrywają? 
Spencer opadła szczęka. Zanim zdołała odpowiedzieć, 

trenerka, pani Campbell, zagwizdała i zawołała lana. Kiedy tylko 
się odwrócił, Kirsten złapała Spencer za ramię. 

— Podrywałaś go, prawda? To widać. 
— Zamknij się! — warknęła Spencer. 
Kiedy łan biegł na środek boiska, rzucił jej spojrzenie przez 

ramię. Spencer odetchnęła głęboko i zaczęła sprawdzać, czy 
dobrze zawiązała but. Nie chciała, żeby sobie pomyślał, że się na 
niego gapi. 

Kiedy wróciła z treningu do domu, bolało ją całe ciało, od 

ramion przez tyłek po małe palce u stóp. Przez całe lato 
organizowała różne zbiórki, kuła do egzaminów i grała 

 

76 

background image

główne role w amatorskim teatrze Muesli: pannę Jean Brodie 

Pełni życia panny Brodie, Emilkę w Naszym mieście i Ofelię w 
Hamlecie. Nie miała czasu na trenowanie hokeja na trawie i teraz 
to czuła. 

Chciała tylko pójść na górę, wpełznąć do łóżka i nie myśleć o 

następnym dniu i czekającym ją nadmiarze obowiązków: o 
śniadaniu w klubie francuskim, odczytywaniu porannych 
ogłoszeń, pięciu lekcjach rozszerzonej literatury, próbach w 
teatrze, krótkim posiedzeniu redakcji albumu rocznego i 
kolejnym, morderczym treningu hokeja z łanem. 

Otworzyła skrzynkę na listy przy wjeździe do domu, licząc na 

to, że znajdzie tam list z wynikami konkursu naukowego. Już 
powinny nadejść i spodziewała się dość dobrego wyniku. Prawdę 
mówiąc, nigdy wcześniej nie miała tak wielkich oczekiwań. 
Niestety, w skrzynce znalazła tylko stos rachunków, informacje z 
kilku rachunków inwestycyjnych taty oraz zaadresowaną do 
panny Spencer J. (czyli Jill) Hastings broszurę z Appleboro 
College w Lancaster, w stanie Pensylwania. Tak jakby 
zamierzała tam zdawać. 

Weszła do domu. Położyła pocztę na marmurowym blacie w 

kuchni, rozmasowała ramiona i pomyślała: „Gorąca kąpiel w 
ogrodowej balii. Relaks w wodzie. O, tak". 

Przywitała się z Rufusem i Beatrice, dwoma labradorami, i 

rzuciła im do ogrodu kilka zabawek, żeby miały za czym gonić. 
Potem powlokła się po kamiennej posadzce do przebieralni obok 
basenu. Stanęła przy drzwiach i już miała wziąć prysznic i 
włożyć bikini, kiedy nagle pomyślała: „Kogo to obchodzi?". Była 
zbyt zmęczona, żeby się przebrać, a przecież w domu nikogo nie 
było. Balię 

 

77 

background image

z gorącą wodą i tak otaczały krzewy róż. Kiedy podeszła, 

woda zabulgotała, jakby już na nią czekała. Rozebrała się do 
stanika, majtek i długich skarpet do hokeja. Zrobiła głęboki 
skłon, żeby rozluźnić plecy, i weszła do parującej wody. O to 
właśnie chodziło. -Och. 

Spencer odwróciła się. Obok krzewu różanego stał półnagi 

Wren. Miał na sobie najseksowniejsze na świecie bokserki. 

— Ups — powiedział, zasłaniając się ręcznikiem. — Prze-

praszam. 

— Miałeś tu przyjechać dopiero jutro — wypaliła, choć 

przecież stał przed nią, właśnie teraz, dziś, a nie jutro. 

— Miałem. Ale razem z twoją siostrą byliśmy we Frou — 

powiedział Wren, krzywiąc się lekko. Frou był ekskluzywnym 
sklepem w pobliskim mieście, gdzie za byle poszewkę na 
poduszkę trzeba było zapłacić jakieś tysiąc dolarów. — Miała 
jeszcze coś do załatwienia i powiedziała mi, że mam się sobą 
zająć. 

Spencer miała nadzieję, że to było jakieś nieznane jej, dziwne 

brytyjskie wyrażenie. 

— Och — westchnęła tylko. 
— Dopiero co wróciłaś? 
— Byłam na treningu hokeja — powiedziała Spencer, 

rozpierając się leniwie. — Pierwszym w tym roku. 

Spencer spojrzała na swoje ciało, którego kontur rozmywał się 

w wodzie. O Boże, miała na sobie skarpetki. A także przepocone 
majtki z wysokim stanem i sportowy stanik! Przeklęła samą 
siebie w myślach za to, że nie włożyła żółtego bikini, które 
właśnie kupiła, ale w tym 

 
 
 

78 

background image

samym momencie zdała sobie sprawę, że to absurdalna myśl. 
— No więc miałem zamiar trochę się pomoczyć, ale jeśli 

chcesz być sama, to sobie pójdę — powiedział Wren. — 
Pooglądam telewizję w domu. 

Już miał się odwrócić, kiedy Spencer poczuła lekkie 

rozczarowanie. 

— Nie — powiedziała. Wren się zatrzymał. 
— Możesz wskoczyć. Nie mam nic przeciwko. 
Kiedy się odwrócił, szybko zdjęła skarpetki i wrzuciła je w 

krzaki. Wylądowały z plaskiem. 

— Skoro tak mówisz, Spencer — odparł Wren. Bardzo się jej 

podobał sposób, w jaki wymawiał jej imię 

z brytyjskim akcentem: Sjen-saaah. 
Wstydliwie wsunął się do wody. Spencer podkuliła nogi po 

drugiej stronie. Wren oparł głowę o brzeg balii i westchnął. 
Spencer zrobiła to samo i próbowała nie myśleć o tym, że w tej 
pozycji cierpną jej nogi. Wyciągnęła jedną ostrożnie i dotknęła 
umięśnionej łydki Wrena. 

W tym samym momencie noga sama jej odskoczyła. 
— Przepraszam. 
— Nic się nie stało. Hokej na trawie, co? W Oksfordzie 

pływałem na kajakach. 

— Naprawdę? — zapytała Spencer, obawiając się, że za-

brzmiało to nazbyt entuzjastycznie. Kiedy była w Filadelfii, 
uwielbiała oglądać treningi męskich drużyn kajakowych na rzece 
Schuylkill. 

— Tak. Uwielbiałem to. Lubisz hokeja? 
— Hm, niespecjalnie. 
 

79 

background image

Spencer rozwiązała kucyk i potrząsnęła głową. Od razu 

przyszło jej na myśl, że pewnie Wrenowi wydało się to tanie i 
niedorzeczne. Pewnie sobie tylko wyobrażała, że wtedy, w 
Moshulu, trochę z nią flirtował. 

Ale przecież siedział z nią w gorącej kąpieli. 
— Skoro nie lubisz, to czemu grasz? 
— Bo dają za to punkty przy egzaminach na studia. Wren 

podniósł się trochę, rozchlapując wodę. 

— Naprawdę? 
— No tak. 
Spencer przesunęła się nieco i skrzywiła. Poczuła skurcz w 

ramieniu, aż po samą szyję. 

— Wszystko w porządku? — zapytał Wren. 
— Tak, to drobiazg — odparła. 
Nagle ogarnęła ją fala rozpaczy. Pierwszy dzień szkoły, a ona 

już była wypalona. Pomyślała nagle o wszystkich zadaniach 
domowych, które miała zrobić, listach do napisania i tekstach, 
których miała nauczyć się na pamięć. Była zbyt zajęta, żeby 
zbzikować — tak, tylko brak czasu trzymał ją przy zdrowych 
zmysłach. 

— Boli cię ramię? 
— Chyba tak — powiedziała, próbując nim poruszyć. — 

Podczas gry w hokeja cały czas trzeba się schylać. Chyba je 
naciągnęłam... 

— Na pewno uda mi się je nastawić. 
Spencer wbiła w niego wzrok. Nagle poczuła chęć prze-

czesania palcami jego zmierzwionych włosów. 

— Nie, dzięki. 
— Naprawdę. Nie ugryzę. 
Spencer nienawidziła, gdy tak do niej mówiono. 
— Jestem lekarzem. To na pewno deltoid. Tylny. 

80 

background image

— Aha, dobra... 
— Mięsień naramienny. — Gestem poprosił, żeby się zbliżyła. 

— Przysuń się. Serio. Trzeba go rozluźnić. 

Spencer próbowała nie doszukiwać się w tym drugiego dna. W 

końcu był lekarzem. I zachowywał się jak lekarz. Przysunęła się 
do niego, a on przycisnął dłonie pośrodku jej pleców. Wbił palce 
w drobne mięśnie wokół kręgosłupa. Spencer zamknęła oczy. 

— Niesamowite — zamruczała. 
— Zebrał ci się jakiś płyn w kaletce maziowej — zawyro-

kował. 

Spencer powstrzymała śmiech na dźwięk słowa „kaletka". 

Kiedy włożył palce pod jej biustonosz, przełknęła ślinę. 
Przywoływała w myślach obrazy, które nie mogły kojarzyć się z 
seksem: włosy w nosie wujka Daniela, wyraz twarzy mamy, 
która w czasie jazdy konnej wygląda, jakby miała zatwardzenie, 
martwego kreta, którego kiedyś jej kot Kitten przyniósł jej do 
pokoju z ogródka. 

„To lekarz — powtarzała w myślach. — To rutynowa pro-

cedura". 

— Masz też przykurcz mięśni piersiowych — dodał Wren. 
Ku jej przerażeniu przesunął dłoń na przód jej ciała. Znowu 

wsunął palce pod jej stanik i pocierał tuż ponad klatką piersiową. 
Nagle zsunęło jej się ramiączko. Spencer nabrała powietrza, ale 
nie drgnęła. 

„To badanie lekarskie", przypomniała sobie znowu. I wtedy 

zdała sobie sprawę, że Wren jest dopiero na pierwszym roku 
studiów. „Ale będzie lekarzem. Kiedyś. Za dziesięć lat". 

— Gdzie jest moja siostra? — zapytała cicho. 
 

81 

background image

— Chyba w sklepie. 
— W supermarkecie? — Spencer w jednej chwili odsunęła się 

od Wrena i poprawiła ramiączko biustonosza. — To jakieś dwa 
kilometry stąd! Jeśli tam pojechała, to pewnie po papierosy albo 
inną pierdołę. W każdej chwili może tu przyjść! 

— Ona chyba nie pali — powiedział Wren, pytająco 

przekrzywiając głowę. 

— Wiesz, co mam na myśli. 
Spencer stanęła w wodzie, chwyciła swój ręcznik od Ralpha 

Laurena i zaczęła szybko wycierać włosy. Było jej gorąco. Jej 
skóra, kości — a nawet narządy wewnętrzne i nerwy — były jak 
wygotowane we wrzątku. Wyszła z balii i uciekła do domu. 
Potrzebowała wielkiej szklanki wody. 

— Spencer! — zawołał za nią Wren. — Nie chciałem... 

Próbowałem pomóc. 

Ale Spencer nie słuchała. Pobiegła do domu i rozejrzała się. 

Jej rzeczy wciąż były spakowane, gotowe do przeprowadzki do 
domku. Nagle ogarnął ją szał porządków. W pudełku z biżuterią 
poukładała wszystko wedle koloru kamieni. W komputerze miała 
prace z literatury z dwóch lat. Choć dostała za nie piątki, to 
pewnie były żenująco słabe i zasługiwały na wykasowanie. 
Gapiła się na książki ułożone w pudełkach. Powinny być ułożone 
tematycznie, a nie wedle nazwisk autorów. Oczywiście 
wyciągnęła je i zaczęła układać na półkach. Pod „z" jak „zdrada" 
ustawiła Szkarłatną literę. 

Kiedy skończyła, wcale nie poczuła się lepiej. Włączyła 

komputer i przycisnęła do karku bezprzewodową mysz. Była 
przyjemnie chłodna. 

 

82 

background image

W skrzynce mailowej zobaczyła nieodczytaną wiadomość. 

Nagłówek brzmiał: Słownictwo do egzaminu. Otworzyła 
zaciekawiona. 

Spencer 
Pragnienie to proste stówo. Kiedy się czegoś pragnie, to 

bardzo chce się to dostać. Zazwyczaj to coś nieosiągalnego. Ale 
przecież na tym zawsze polegat twój problem, co nie? 

A. 
Spencer poczuła kamień w żołądku. Rozejrzała się. 
Kto. Do. Cholery. Mógł. To. Widzieć? 
Otworzyła na oścież największe okno w pokoju, ale podjazd 

przed domem był pusty. Rozejrzała się wokół. Ulicą przejechało 
kilka aut. Przed domem sąsiadów ogrodnik kosił trawnik. Jej psy 
goniły się w ogródku. Na słupie wysokiego napięcia usiadło kilka 
ptaków. 

I nagle w jednym z okien na piętrze w domu sąsiadów coś 

zauważyła: błysk blond włosów. Ale przecież ci nowi sąsiedzi 
byli czarnoskórzy. Poczuła na plecach zimny pot. To było okno w 
pokoju Ali. 

83 

background image


 
GDZIE TE PRZEKLĘTE HARCERKI, KIEDY SIĘ ICH 

POTRZEBUJE? 

 
Hanna zatonęła jeszcze głębiej w miękkich poduszkach 

kanapy i próbowała rozpiąć dżinsy Seana. 

— Ale... — próbował protestować Sean. — Nie możemy... 

Hanna uśmiechnęła się tajemniczo i położyła palec na 

ustach. Zaczęła całować Seana po szyi. Pachniał proszkiem do 

prania i — co trochę dziwne — czekoladą. Jego nowa fryzura tak 
pięknie podkreślała ostre rysy twarzy. Kochała się w nim od 
szóstej klasy, a on z każdym rokiem robił się coraz 
przystojniejszy. 

Kiedy się całowali, mama Hanny, Ashley, otworzyła frontowe 

drzwi i weszła do domu, rozmawiając przez swój malutki telefon 
LG z otwieraną klapką. 

Sean próbował oprzeć się na poduszkach. 
— Zobaczy nas! — wyszeptał, szybko wkładając swoją 

jasnoniebieską koszulkę polo do dżinsów. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

84 

background image

Hanna wzruszyła ramionami. Mama pomachała im niedbale i 

poszła do innego pokoju. Bardziej niż Hanną interesowała się 
swoim terminarzem. Jej harmonogram był tak napięty, że 
właściwie obie nie miały dla siebie chwili. Czasem tylko pytała 
ją, czy odrobiła lekcje, w których sklepach są najkorzystniejsze 
wyprzedaże i czy posprzątała pokój, na wypadek gdyby jej 
koledzy z pracy, zaproszeni na przyjęcie, chcieli skorzystać z 
łazienki na piętrze. Ale Hannie to nie przeszkadzało. W końcu to 
praca mamy pozwalała jej spłacać co miesiąc kartę kredytową - 
n ie  z a ws ze kradła — a także płacić wysokie czesne w Rose-
wood Day. 

— Muszę już iść — mruknął Sean. 
— Przyjdź w sobotę — cicho powiedziała Hanna. — Mama 

przez cały dzień będzie w spa. 

— Zobaczymy się w piątek, na imprezie u Noela. Wiesz, że to 

dla mnie dość trudne. 

Hanna jęknęła. 
— Wcale nie musi być — powiedziała. Sean nachylił się, żeby 

ją pocałować. 

— Do jutra. 
Po wyjściu Seana zanurzyła głowę w poduszkach na kanapie. 

Chodzenie z Seanem nadal wydawało jej się spełnieniem snów. 
W czasach, kiedy była jeszcze tłusta i beznadziejna, tak bardzo 
się jej podobał. Rył wysoki, dobrze zbudowany, zawsze miły dla 
nauczycieli i kolegów, nawet tych mniej lubianych, potrafił się 
ubrać, w przeciwieństwie do wszystkich tych snobów 
daltonistów. Nigdy nie przestała go lubić, nawet wtedy, gdy 
pozbyła się ostatnich zbędnych kilogramów i odkryła produkty 
do układania 

 

85 

background image

włosów. Zeszłego roku nieopatrznie wyszeptała w obecności 

Jamesa Freeda w czytelni, że Sean jej się podoba, a trzy przerwy 
później Colleen Rink powiedziała jej, że Sean do niej zadzwoni 
wieczorem, po treningu piłki nożnej. I znowu Hanna żałowała, że 
nie ma przy niej Ali. 

Chodzili z sobą od siedmiu miesięcy i Hanna była w nim coraz 

bardziej zakochana. Jeszcze mu tego nie powiedziała — przez 
tyle lat dusiła to w sobie — ale teraz była pewna, że go kocha. 
Czyż seks nie jest najlepszym sposobem na wyrażenie miłości? 

Dlatego to całe zaprzysiężenie dziewictwa nie miało 

najmniejszego sensu. Rodzice Seana nie byli bynajmniej 
fanatycznie wierzący, a jego zachowanie nie zgadzało się z 
wyobrażeniami Hanny o facetach. Może kiedyś nie wyglądała 
najlepiej, ale teraz każdy musiał przyznać, że była niezła: miała 
kasztanowe włosy, kształtne ciało i cerę bez skazy, bez jednego 
pryszcza. Każdy by się w niej zakochał. Czasem zastanawiała się, 
czy Sean przypadkiem nie jest gejem — miał przecież tyle 
ładnych ubrań — albo czy nie boi się zobaczyć waginy. 

Hanna zawołała swojego pinczera miniaturkę, żeby wskoczył 

na kanapę. 

— Tęskniłeś za mną? — powiedziała cienkim głosikiem, a 

Dot polizał jej dłoń. 

Hanna złożyła w sekretariacie szkoły pisemną prośbę o 

pozwolenie na przynoszenie Dota do szkoły w dużej torbie od 
Prądy — tak robiły wszystkie dziewczyny w Reverly Hills — ale 
administracja szkoły nie wyraziła zgody. Żeby nie cierpiał w 
samotności, kupiła mu najdroższą kołderkę u Gucciego i 
zostawiała telewizor włączony na kanale z telezakupami. 

 
 

86 

background image

Mama weszła do salonu w tweedowym kostiumie i brązowych 

butach na niewielkim obcasie. 

— Przyniosłam sushi — oznajmiła. 
— Maki Toro? — Hanna podniosła wzrok. 
— Nie wiem, wybrałam mnóstwo różnych gatunków. Hanna 

weszła do kuchni, gdzie leżał laptop mamy i jej 

telefon, który właśnie dzwonił. 
— Co znowu? — warknęła pani Marin do słuchawki. Hanna 

usłyszała za sobą chrobot pazurów Dota na 

posadzce. Po przeszukaniu torby z sushi wyjęła kawałek 

sashimi z serioli, jednego maka z węgorzem i małą miskę zupy 
miso. 

— Z tym klientem rozmawiałam dziś rano — mówiła mama. 

— Wt ed y jeszcze był zadowolony. 

Hanna z gracją zanurzyła kawałek serioli w sosie sojowym i 

od niechcenia przerzucała strony w katalogu J. Crew. Jej mama 
była wicedyrektorem agencji reklamowej McManus & Tate w 
Filadelfii i miała zamiar zostać pierwszą kobietą stojącą na czele 
tej firmy. 

Pani Marin odniosła wielki sukces zawodowy i była bardzo 

ambitna. A poza tym każdy facet w Rosewood zgodziłby się, że 
jest także bardzo atrakcyjna: miała długie złotorude włosy, 
gładką cerę i niesamowicie giętkie ciało, dzięki codziennym 
ćwiczeniom jogi. 

Hanna wiedziała, że mamie daleko do ideału, ale i tak nie 

mogła zrozumieć, czemu rodzice rozwiedli się cztery lata temu, 
ani czemu tata zaczął niemal natychmiast umawiać się z dość 
pospolitą pielęgniarką o imieniu Isabel z Annapolis w stanie 
Maryland. Zamienił stryjek siekierkę na kijek. 

Isabel miała nastoletnią córkę Kate, a pan Marin orzekł, że 

Hanna ją p o ko ch a. Kilka miesięcy po rozwodzie zaprosił 

87 

background image

Hannę na weekend do Annapolis. Tak się denerwowała przed 

spotkaniem z przyszywaną siostrą, że poprosiła Ali, żeby jej 
towarzyszyła. 

— Nie martw się, Han — zapewniała ją Ali. — I tak prze-

bijemy tę całą Kate. — A kiedy Hanna popatrzyła na nią z 
niedowierzaniem, przypomniała Hannie swoje główne hasło. — 
Jestem Ali i jestem wspaniała! 

Teraz wydawało jej się to głupie, ale wtedy Hanna mogła 

sobie tylko wyobrażać, jak czuje się ktoś tak pewny siebie. Ali 
była dla niej swoistym zabezpieczeniem — jej obecność 
dowodziła, że Hanna nie była ostatnią frajerką, której unikał 
nawet własny ojciec. 

Dzień w Annapolis okazał się jedną wielką katastrofą. Kate 

była najśliczniejszą dziewczyną, jaką Hanna widziała w życiu, a 
tata w jej obecności nazwał Hannę świnką. Szybko się 
zreflektował i powiedział, że to żart, ale wtedy widziała go ostatni 
raz... I był to pierwszy raz, kiedy zmusiła się do wymiotów. 

Ale Hanna nie znosiła rozpamiętywania i rzadko to robiła. 

Poza tym teraz nauczyła się już tak patrzeć na facetów, z którymi 
umawiała się mama, żeby nie myśleli sobie od razu, że szuka 
nowego ojca. A czy tata pozwoliłby jej wracać do domu o drugiej 
nad ranem i pić wino? Mało prawdopodobne. 

Mama zamknęła klapkę telefonu i wbiła w Hannę spojrzenie 

szmaragdowych oczu. 

— To twoje nowe buty do szkoły? 
— Tak — Hanna przełknęła kęs. Pani Marin pokiwała głową. 
— Pewnie wszystkim się podobają. 
 
 

88 

background image

Hanna przekręciła stopę w kostce, żeby przyjrzeć się 

fioletowym koturnom. Zapłaciła za nie ze strachu przed ochroną 
w sklepie Saks. 

-Tak. 
— Pożyczysz kiedyś? 
— No jasne, jeśli tylko chce... Podskoczyła, kiedy telefon 

znowu zadzwonił. 

— Carson? Tak, przez całą noc próbowałam się z tobą 

skontaktować... Co się, do cholery, dzieje? 

Hanna zagwizdała na Dota i dała mu kawałeczek węgorza. 

Kiedy pies wypluł go na podłogę, rozległ się dzwonek do drzwi. 

Jej mama ani drgnęła. 
— Muszą to dostać d ziś wi e cz o re m — powiedziała do 

słuchawki. - To twój projekt. Mam cię cały czas prowadzić za 
rączkę? 

Znowu rozległ się dzwonek. Dot zaczął szczekać, a mama 

wstała, żeby otworzyć. 

— To pewnie znowu te harcerki. 
Przez trzy dni z rzędu odwiedzały je harcerki, próbując 

sprzedać im ciasteczka w porze kolacji. W tej dzielnicy były 
prawdziwą zmorą. 

Po kilku sekundach była z powrotem w kuchni z młodym, 

brązowowłosym i zielonookim oficerem policji. 

— Ten pan chce z tobą porozmawiać. 
Na złotej plakietce na kieszonce widniało nazwisko WILDEN. 
— Ze mną? — Hanna wskazała na siebie palcem. 
— Ty jesteś Hanna Marin? — zapytał. Krótkofalówka przy 

jego pasku wydała jakiś dźwięk. 

 

89 

background image

Nagle Hanna przypomniała sobie, kim jest ten facet. Darren 

Wilden. Kiedy była w siódmej klasie, on chodził do czwartej 
klasy liceum. Ten Darren Wilden, którego znała, podobno spał z 
całą żeńską drużyną pływacką i o mały włos nie wyleciał ze 
szkoły za to, że ukradł dyrektorowi jego zabytkowy motor marki 
Ducati. A teraz przychodził jako policjant — trudno było 
zapomnieć te zielone oczy, nawet po czterech latach. Miała 
nadzieję, że to strip-tizer, którego Mona przysłała dla żartu. 

— O co chodzi? — zapytała pani Marin, patrząc wyczekująco 

na telefon. — Dlaczego niepokoi nas pan w czasie kolacji? 

— Otrzymaliśmy wiadomość ze sklepu Tiffany'ego. Ich 

kamera zarejestrowała, jak kradniesz w ich sklepie. Dzięki 
kamerom z centrum handlowego widzieliśmy, do którego 
samochodu wsiadasz. Odnaleźliśmy cię po tablicach rej estr acyj 
nych. 

Hanna zaczęła szczypać się w dłoń. Zawsze tak robiła, kiedy 

czuła, że traci kontrolę. 

— Hanna nie zrobiłaby czegoś takiego — rzuciła pani Marin. 

— Prawda, Hanno? 

Hanna otworzyła usta, ale nie wydobył się z nich żaden 

dźwięk. Serce biło jej jak młotem. Wilden skrzyżował ręce na 
piersi. Hanna zauważyła, że przy pasku ma kaburę z pistoletem. 
Pistolet wyglądał jak zabawka. 

— Proszę tylko, żeby Hanna pojechała ze mną na posterunek. 

Być może to pomyłka. 

— Oczywiście, że to pomyłka! — wykrzyknęła pani Marin. Z 

torebki Fendi wyjęła pasujący do niej portfel. — Ile to będzie 
kosztowało, żeby zostawił nas pan w spokoju i pozwolił nam 
dokończyć kolację? 

 

90 

background image

— Proszę pani — w głosie Wildena pobrzmiewała troska. — 

Pojedzie pani z nami, dobrze? Obiecuję, że nie potrwa to całą 
noc. — Posłał jej ten seksowny uśmiech, dzięki któremu pewnie 
nie wyrzucili go z Rosewood. 

— No dobrze — powiedziała mama Hanny. Patrzyli na siebie 

z Wildenem przez dłuższą chwilę. — Wezmę tylko torebkę. 

— Będę musiał cię skuć — powiedział Wilden do Hanny. 
— Skuć? — westchnęła Hanna. 
No dobra, bez przesady. Zabrzmiało to tak sztucznie, jakby 

powiedział to jeden z sześcioletnich bliźniaków sąsiadów w 
czasie zabawy. Jednak Wilden wyjął prawdziwe, stalowe 
kajdanki i delikatnie założył je Hannie na nadgarstki. Hanna 
miała nadzieję, że nie zauważył, jak trzęsą jej się ręce. 

W tym momencie Wilden powinien przywiązać ją do krzesła i 

puścić jakąś starą, zmysłową melodię z lat siedemdziesiątych. 
Niestety nie zrobił tego. 

Na posterunku pachniało przypaloną kawą i starym drewnem. 

Jak większość budynków w Rosewood była to dawna posiadłość 
magnata kolejowego. Wokół Hanny krążyli policjanci, 
odbierając telefony, wypełniając formularze i poruszając się na 
krzesłach z kółkami. Myślała, że spotka tu Monę i jej mamę, 
która pewnie owinęłaby jej skute nadgarstki szalikiem od Di ora. 
Chyba jednak Mony nie złapali. 

Pani Marin sztywno siedziała obok niej. Hanna była spięta. 

Mama na wiele jej pozwalała, jednak Hanny nigdy 

 

91 

background image

wcześniej nie uczono moresu pod przymusem, na komisa-

riacie. Nagle mama nachyliła się do niej. 

— Co wzięłaś? — zapytała cicho. 
— Hm? — mruknęła Hanna. 
— Tę bransoletkę? 
Hanna spojrzała w dół. Piękn ie.  Zapomniała ją zdjąć. Teraz 

błyszczała na jej nadgarstku jak koronny dowód. Schowała ją do 
rękawa. Sprawdziła, czy w uszach ma kolczyki. Tak, też je 
założyła. Idiotka do kwadratu! 

— Daj mi to — wyszeptała mama. 
— Co? — piskliwie spytała Hanna. Pani Marin wyciągnęła 

dłoń. 

— Daj. Wiem, jak z tego wybrnąć. 
Hanna niechętnie pozwoliła mamie, żeby rozpięła 

bransoletkę. Potem sama odpięła kolczyki i oddała. Pani Marin 
nie drgnął ani jeden mięsień na twarzy. Wrzuciła biżuterię do 
torebki i położyła dłonie na metalowym zapięciu. 

Do pokoju weszła blondynka, która podała Hannie 

bransoletkę w sklepie. Kiedy tylko zobaczyła Hannę w 
kajdankach, kiwnęła głową. 

— Tak, to ona. 
Darren Wilden wbił gniewny wzrok w Hannę, a jej mama 

podniosła się. 

— To chyba pomyłka — podeszła do biurka Wildena. — Zle 

pana zrozumiałam u nas w domu. Cały ten dzień spędziłam z 
Hanną. Kupiłyśmy to. W domu mam rachunek. 

— Sugeruje pani, że kłamię? — sprzedawczyni spojrzała na 

nią zmrużonymi oczami. 

— Nie — powiedziała pani Marin słodkim głosem. — Myślę, 

że się pani pomyliła. 

 

92 

background image

Co ona wyprawia? Hanna poczuła w głębi ukłucie, prawie 

poczucie winy. 

— Jak pani wyjaśni to, co zarejestrowały kamery? — zapytał 

Wilden. 

Mama zamilkła. Hanna zauważyła, jak drgnął jej mięsień na 

szyi. Ale zanim zdołała ją powstrzymać, mama wyjęła z torebki 
skradzione przedmioty. 

— To wszystko moja wina — powiedziała. — Nie Hanny. 

Pani Marin odwróciła się do Wildena. 

— Pokłóciłyśmy się z Hanną o tę biżuterię. Zabroniłam jej ją 

kupić i w ten sposób nakłoniłam do kradzieży. Dopilnuję, by 
nigdy się to nie powtórzyło. 

Hanna gapiła się na nią oszołomiona. Nigdy nie rozmawiała z 

mamą o Tiffanym, a już na pewno nie dyskutowały na temat tego, 
co Hannie wolno kupić. Wilden potrząsnął głową. 

— Pani córka będzie musiała popracować społecznie. 

Zazwyczaj taka jest kara. 

— A nie możemy zapomnieć o całym zajściu? — pani Marin 

zamrugała niewinnie oczami. 

Wilden patrzył na nią przez dłuższą chwilę, unosząc 

szelmowsko kącik ust. 

— Proszę usiąść — powiedział wreszcie. — Zobaczę, co da 

się zrobić. 

Hanna próbowała nie patrzeć na mamę. Wilden pochylił się 

nad biurkiem. Stała na nim figurka komisarza Wigguma z 
Simpsonów i metalowa sprężyna slinky do zabawy. Polizał palec 
wskazujący, żeby przewrócić stronę w dokumentach, które 
przeglądał. Hanna siedziała jak sparaliżowana. Co to za papiery? 
Czy lokalne gazety publikowały raporty o przestępstwach? Było 
źle. Bardzo źle. 

 

93 

background image

Hanna nerwowo kołysała stopą. Nagle zachciało jej się 

miętowych dropsów. A może orzeszków. Nie pogardziłaby 
nawet wafelkiem, który leżał na biurku Wildena. 

Widziała wszystko oczyma wyobraźni: wszyscy się dowiedzą, 

a ona zostanie sama, bez przyjaciół i chłopaka. I znowu będzie 
wieśniarą, Hanną z siódmej klasy, Hanną zdegradowaną. Obudzi 
się i znowu jej włosy nabiorą tamtego pospolitego odcienia 
spranego brązu. Wykrzywią jej się zęby i znowu założą jej aparat. 
Nie zmieści się w swoje dżinsy. A reszta stanie się sama. Do 
końca życia pozostanie tłustym, brzydkim i żałosnym 
popychadłem, takim jak kiedyś. 

— Mam krem do rąk, jeśli kajdanki cię uwierają — po-

wiedziała pani Marin, wskazując na nadgarstki Hanny. Zaczęła 
grzebać w torebce. 

— Nie trzeba — odparła Hanna, wracając do rzeczywistości. 
Wzdychając, wyjęła telefon komórkowy. Skute ręce jej tego 

nie ułatwiały, ale musiała się upewnić, że Sean wpadnie do niej w 
sobotę. Chciała wiedzieć na pewno. Kiedy gapiła się tępo na 
ekran, nagle otrzymała nową wiadomość. E-mail. Otworzyła go: 

Hej, Hanna 
Od więziennego żarcia strasznie się tyje, więc domyśl się, co 

powie na to Sean. Tylko nie to! 

A. 
Aż wstała ze zdumienia. Wydawało jej się, że ktoś ją 

obserwuje z drugiego końca sali. Ale nikogo tam nie było. 
Zamknęła oczy, próbując się domyślić, kto mógł zobaczyć 
samochód policyjny przed jej domem. 

 
 
 
 

94 

background image

Wilden spojrzał znad swoich papierów. 
— Wszystko w porządku? 
— Hm... Tak. — Hanna powoli usiadła. 
„Tylko nie to"? Co jest grane? Sprawdziła adres, z którego 

przysłano mail, ale pokazał się tylko rządek liter i cyfr. 

— Hanno — szepnęła pani Marin. — Nikt nie może się o tym 

dowiedzieć. 

— Tak, jasne — Hanna zamrugała nerwowo. 
— Dobrze. 
Hanna przełknęła ślinę. No tak... Ale ktoś j uż się dowiedział. 

95 

background image


 
NIETYPOWE KONSULTACJE Z NAUCZYCIELEM 
 
W środę rano Byron, ojciec Arii, przeczesał dłonią gęste 

czarne włosy i wysuwając rękę przez okno swojego Subaru, dał 
znak, że skręca w lewo. Zeszłej nocy migacze przestały działać. 
Miał zamiar odwieźć Arię i Mike'a do szkoły i odstawić auto do 
warsztatu. 

— Cieszycie się z powrotu do Ameryki? — zapytał. Mike, 

który siedział z tyłu, obok Arii, uśmiechnął się szeroko. 

— Tu jest fantastycznie — odpowiedział i wrócił do stukania 

w klawisze ręcznej gry elektronicznej. Urządzenie wydało 
pierdzący dźwięk, a Mike zacisnął pięść w powietrzu. 

Ojciec Arii ostrożnie przejechał po jednopasmowym moście, 

machając sąsiadowi. 

— No dobrze, ale co ci się tutaj tak podoba? 
— Lacrosse — odparł bez wahania Mike, nie spuszczając 

wzroku z ekranu urządzenia. — I fajniejsze laski. I bary dla 
motocyklistów. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

96 

background image

Aria się zaśmiała. Tak jakby Mike był kiedykolwiek w barze 

dla motocyklistów. Chyba że... o Boże, a może był? 

Nagle przeszedł ją dreszcz, choć miała na sobie gruby, 

turkusowozielony sweter z alpaki. Spojrzała przez okno, poprzez 
gęstą mgłę. Jakaś kobieta w długiej bluzie z czerwonym 
kapturem i napisem MAMA CHEERLEADERKA próbowała 
powstrzymać owczarka niemieckiego, by nie wybiegł na jezdnię 
za wiewiórką. Na rogu stały dwie blondynki z nowoczesnymi 
wózkami dziecięcymi i plotkowały. 

Wczorajszą lekcję angielskiego można określić jednym 

słowem: masakra. Kiedy Ezrze wyrwało się „O, cholera", 
wszyscy w klasie wbili wzrok w Arię. Hanna Marin, siedząca 
przed nią, teatralnym szeptem zapytała: 

— Spałaś z nim? 
Przez chwilę Aria zastanawiała się, czy to Hanna napisała do 

niej SMS-a na temat Ezry. Przecież jako jedna z niewielu osób 
wiedziała o Swinuli. Ale niby czemu miałaby to robić? 

Ezra — to znaczy pan Fitz — szybko uciął wszystkie śmiechy. 

Wymyślił najbardziej idiotyczne usprawiedliwienie przeklinania 
w klasie. 

— Wydawało mi się, że do spodni wleciała mi pszczoła i chce 

mnie użądlić, więc krzyknąłem ze strachu. 

Kiedy Ezra zaczął omawiać plan zajęć i listę lektur, Aria nie 

mogła się skupić. To ona była pszczołą, która wleciała mu do 
spodni. Nie mogła oderwać wzroku od jego wilczych oczu i 
jędrnych, różowych ust. Kiedy spojrzał na nią kątem oka, jej 
serce podskoczyło i wylądowało w żołądku. 

Ezra był facetem dla niej, a ona była stworzona dla niego. W i 

e d z i a ł a to. Co z tego, że był nauczycielem? To się powinno 
jakoś udać. 

 

97 

background image

Ojciec podjechał pod kamienną bramę szkoły. Aria z daleka 

zobaczyła starego jasnoniebieskiego volkswagena garbusa 
zaparkowanego na parkingu dla nauczycieli. Tego samego, który 
stał wtedy przed barem. Należał do Ezry. Spojrzała na zegarek. 
Lekcja za piętnaście minut. 

Mike wybiegł z samochodu. Aria otworzyła drzwi, ale ojciec 

dotknął jej ramienia. 

— Poczekaj chwilę — powiedział. 
— Ale muszę... — tęsknie spojrzała na auto Ezry. 
— Tylko minutę. — Ojciec przyciszył radio. Aria oparła się na 

siedzeniu. — Jesteś jakaś... — Wykonał niezdecydowany gest. 
— Wszystko gra? 

— Niby co? — Aria wzruszyła ramionami. 
— Hmm — westchnął tata. — No nie wiem. Powrót. Nie 

rozmawialiśmy o... No wiesz... już od dawna. 

— O czym niby mielibyśmy rozmawiać? — Aria bawiła się 

suwakiem kurtki. 

Byron włożył do ust papierosa, którego wcześniej sobie 

skręcił. 

— Nie mogę sobie nawet wyobrazić, jak ci jest ciężko 

milczeć. Dochować sekretu. Ale kocham cię. Wiesz o tym, 
prawda? 

Aria spojrzała znowu w kierunku parkingu. 
— Tak, wiem. Muszę już iść. Zobaczymy się o trzeciej. 
Nie czekając na jego reakcję, wyskoczyła z auta. Czuła, jak 

czerwienieją jej uszy. Jak niby miała pozostać Arią z Islandii, 
skoro na każdym kroku musiała stawać twarzą w twarz z 
najgorszymi wspomnieniami z Rosewood? 

To stało się w maju, w siódmej klasie. Z powodu zebrań z 

rodzicami uczniowie wyszli wcześniej do domu. Aria razem z Ali 
pojechały do Sparrow, do dużego sklepu 

98 

background image

z płytami w tamtejszym kampusie, żeby kupić kilka albumów. 

Kiedy przechodziły przez jedną z alejek, Aria zauważyła starą 
brązową hondę civic swojego taty zaparkowaną w odległym 
kącie parkingu. Kiedy podeszły do samochodu, żeby zostawić mu 
liścik, zauważyły, że ktoś jest w środku. A właściwie dwie osoby: 
ojciec Arii i dwudziestoletnia dziewczyna, która całowała go w 
szyję. 

Wtedy Byron podniósł wzrok i spojrzał na Arię. Uciekła, 

zanim zdążyła zobaczyć więcej i zanim on zdążył ją zatrzymać. 
Ali wróciła z Arią do domu, ale nie protestowała, kiedy Aria 
powiedziała, że chce być sama. 

Tego samego wieczoru Byron przyszedł do pokoju Arii, żeby 

się wytłumaczyć. Powiedział, że to nie to, co ona myśli. Ale Aria 
nie była głupia. Co roku ojciec zapraszał do domu studentów na 
wieczorek zapoznawczy. Tamta dziewczyna była wtedy u nich. 
Aria pamiętała nawet, że miała na imię Meredith. Trochę się 
wstawiła i ułożyła swoje imię z liter z magnesami na drzwiach 
lodówki. Kiedy Meredith wychodziła, nie podała ojcu ręki, jak 
inni studenci, ale pocałowała go w policzek. 

Byron błagał Arię, żeby nie mówiła mamie. Obiecał, że to się 

już nie powtórzy. Zdecydowała się mu uwierzyć i dochowała 
tajemnicy. Choć ojciec nigdy się do tego nie przyznał, była 
pewna, że to z powodu Meredith wziął urlop. 

„Obiecałaś, że nie będziesz o tym myśleć", przypomniała 

sobie samej, patrząc w tył przez ramię. Ojciec znowu 
sygnalizował dłonią, że skręca, wyjeżdżając z parkingu. 

Aria weszła w wąski korytarz w budynku szkoły. Na jego 

końcu znajdował się gabinet Ezry. Tuż obok jego drzwi, pod 
oknem, stała mała, wygodna kanapa. Aria zatrzymała się 

 

99 

background image

w drzwiach i przez chwilę patrzyła, jak Ezra pisze coś na 

komputerze. 

Wreszcie zapukała. Ezra otworzył szeroko oczy, kiedy ją 

zobaczył. Wyglądał rozkosznie w białej koszuli, niebieskiej 
marynarce z emblematem Rosewood, zielonych sztruksach i 
czarnych, rozdeptanych mokasynach. Jego usta rozciągnęły się 
lekko w nieśmiałym uśmiechu. 

— Hej — przywitał ją. Aria stanęła na progu. 
— Możemy porozmawiać? — zapytała nieco piskliwie. Ezra 

zawahał się, odsuwając znad oka kosmyk włosów. 

Aria zauważyła, że mały palec ma owinięty plastrem z po-

dobizną Snoopy'ego. 

— Jasne. Wejdź. 
Weszła do jego gabinetu i zamknęła drzwi. Pokój był 

właściwie pusty. Stało w nim tylko szerokie, ciężkie drewniane 
biurko, dwa składane krzesła i komputer. Siadła na jednym z 
nich. 

— Hm, no... cześć. 
— Cześć — odpowiedział Ezra z uśmiechem. 
Spuścił wzrok i upił łyk kawy z kubka z herbem szkoły. 
— Słuchaj... — zaczął. 
— Jeśli chodzi o wczoraj... — powiedziała Aria jednocześnie. 
Zaśmiali się. 
— Panie pierwsze — uśmiechnął się. 
Aria podrapała się w kark pod kucykiem, w który spięła 

włosy. 

— Chciałam porozmawiać o... o nas. 
Ezra przytaknął, ale nic nie powiedział. Aria wierciła się 

niespokojnie. 

 

100 

background image

- Pewnie to dla ciebie był szok, gdy po tym, co się stało w 

barze, okazało się, że jestem twoją uczennicą. Ale jeśli nie masz 
nic przeciwko temu, to ja też nie mam. 

Ezra objął dłońmi kubek. Aria słuchała, jak tyka wiszący na 

ścianie zegar. 

- Nie wiem, czy to dobry pomysł — powiedział cicho. 

-Twierdziłaś, że jesteś starsza. 

Aria zaśmiała się. Nie była pewna, czy mówi poważnie. 
- Nigdy nie mówiłam, ile mam lat. — Spuściła wzrok. — Po 

prostu zgadywałeś. 

- Tak, ale ty to zasugerowałaś — odparł Ezra. 
- Każdy ukrywa swój prawdziwy wiek - powiedziała cicho 

Aria. 

Ezra przeczesał dłonią włosy. 
- Ale ty... - popatrzył jej w oczy i westchnął. - Słuchaj, ja... 

Myślę, że jesteś fantastyczna, naprawdę. Kiedy cię spotkałem w 
tamtym barze, pomyślałem... kurczę, kt o to jest? Nigdy nie 
spotkałem kogoś takiego. 

Aria spuściła wzrok. Czuła dumę pomieszaną z zaże-

nowaniem. 

Ezra wyciągnął rękę przez biurko i dotknął jej dłoni -dotyk 

jego ciepłej, suchej dłoni był kojący - szybko jednak ją cofnął. 

- Ale między nami nie może do niczego dojść. Jesteś moją 

uczennicą. Mógłbym wpaść w poważne tarapaty. A tego chyba 
byś nie chciała, prawda? 

- Nikt się nie dowie - powiedziała Aria słabym głosem. Nie 

mogła jednak opędzić się od myśli o tym SMS-ie 

z wczoraj. Może ktoś ju ż się dowiedział? 
Ezra długo milczał. Wyglądał tak, jakby się namyślał. Patrzyła 

na niego pełna nadziei. 

 

101 

background image

- Przykro mi, Ario - mruknął wreszcie. - Musisz już iść. Aria 

wstała z płonącymi policzkami. 

- Oczywiście. 
Położyła dłonie na oparciu krzesła. Czuła się tak, jakby ktoś 

wrzucił do jej brzucha rozpalone węgle. 

- Do zobaczenia na lekcji - wyszeptał Ezra. 
Zamknęła ostrożnie drzwi. W korytarzu mijała nauczycieli, 

którzy zmierzali do klas. Postanowiła, że przejdzie przez 
dziedziniec, żeby zaczerpnąć świeżego powietrza. 

Na zewnątrz dobiegł ją znajomy dziewczęcy śmiech. Na 

chwilę zamarła. Kiedy wreszcie przestanie się jej wydawać, że 
ws zęd zie słyszy Alison? Zamiast iść wybrukowaną ścieżką, 
przeszła przez trawnik. Poranna mgła była tak gęsta, że Aria 
ledwo widziała w niej swoje stopy. Siady jej stóp pozostawały w 
trawie tylko na kilka sekund. 

Świetnie. To doskonały moment, żeby zniknąć na dobre. 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

102 

background image

10 
 
SINGIELKI TO MAJĄ ŻYCIE 
 
Tego popołudnia Emily stała na parkingu dla uczniów, 

pogrążona w myślach, kiedy nagle ktoś zakrył jej dłońmi oczy. 
Podskoczyła. 

— Ej, wyluzuj! To tylko ja! 
Emily odwróciła się i odetchnęła z ulgą. To Maya. Od kiedy 

dostała tę przedziwną wiadomość zeszłego popołudnia, czuła się 
zupełnie rozkojarzona, jakby wpadała w paranoję. Teraz miała 
zamiar otworzyć drzwi samochodu — mama pozwoliła jej wziąć 
auto, żeby razem z Carolyn pojechały do szkoły, pod warunkiem 
że „będzie ostrożnie jechała i zadzwoni, jak już dojadą" — i 
wziąć torbę z rzeczami na trening. 

— Przepraszam — powiedziała Emily. — Myślałam... Zresztą 

nieważne. 

— Tęskniłam dziś za tobą — uśmiechnęła się Maya. 
— Ja za tobą też — Emily odwzajemniła uśmiech. Zadzwoniła 

do Mai rano, bo chciała ją podrzucić do szkoły, 

 

103 

background image

ale jej mama powiedziała, że Maya już wyszła. - Jak się masz? 
- Mogłoby być lepiej. 
Dziś Maya odsunęła swoje niesforne, ciemne włosy od twarzy 

za pomocą uroczych, różowych fluorescencyjnych spinek w 
kształcie motylków. 

- Naprawdę? - Emily przekrzywiła głowę. 
Maya wydęła usta i wysunęła stopę z sandała. Tak jak Emily, 

miała drugi palec dłuższy od palucha. 

- Poczułabym się lepiej, gdybyś poszła gdzieś teraz ze mną. 
- Mam trening - wytłumaczyła Emily. Znowu słyszała w 

swoim głosie Kłapouchego. 

Maya wzięła ją za rękę i potrząsnęła nią. 
- A gdybym ci obiecała, że w pewnym sensie pójdziemy 

popływać? 

Emily zmrużyła oczy. 
- Co masz na myśli? 
- Musisz mi zaufać. 
Choć przyjaźniła się bardzo blisko z Hanną, Spencer i Arią, to 

i tak najlepsze wspomnienia dotyczyły jej wypadów z Ali. Kiedyś 
ubrały się w grube, narciarskie spodnie i poszły zjeżdżać z 
jednego z okolicznych wzgórz. Opowiadały sobie o swoich 
wymarzonych chłopakach i płakały z powodu sprawy Jenny, 
pocieszając się nawzajem. Kiedy spędzały czas tylko we dwie, 
Ali pokazywała inną, mniej idealną twarz - co zresztą sprawiało, 
że ostatecznie wydawała się jeszcze bardziej idealna - a Emily 
czuła, że może być sobą. Wydawało jej się, że nie była sobą od 
wielu dni, tygodni, nawet lat. A teraz miała wrażenie, że znowu 
może się tak poczuć w towarzystwie Mai. Tak bardzo 
potrzebowała bliskiej przyjaciółki. 

 

104 

background image

Ben z pozostałymi chłopakami pewnie już się przebierali, 

bijąc się mokrymi ręcznikami po nagich pośladkach. Pani 
Lauren, trenerka, wypisywała program treningu flamastrem na 
wielkich tablicach i wynosiła odpowiednie płetwy, boje i wiosła. 
Dziewczyny z drużyny marudziły, że wszystkie jednocześnie 
dostały okres. Czy odważy się opuścić trening po raz drugi? 

Emily ścisnęła w dłoni breloczek z plastikową rybą. 
— Chyba mogę powiedzieć Carolyn, że muszę komuś pomóc 

w zadaniu z hiszpańskiego — mruknęła. 

Wiedziała, że Carolyn nie da się nabrać, ale nie puści pary z 

ust. 

Sprawdziła trzy razy, czy ktoś ich nie obserwuje, uśmiechnęła 

się i otworzyła drzwi samochodu. 

— Dobra, jedźmy. 
— Razem z bratem znaleźliśmy to miejsce w czasie weekendu 

— powiedziała Maya, kiedy Emily zatrzymała samochód na 
wysypanym żwirem parkingu. 

Emily wysiadła i przeciągnęła się. 
— Zupełnie o nim zapomniałam — powiedziała. Przed nimi 

rozciągał się szlak Marwyn. Ciągnął się 

prawie dziesięć kilometrów wzdłuż głębokiego kanionu. 

Razem z przyjaciółkami jeździły tu na rowerach — Ali i Spencer 
na ostatnim odcinku pedałowały zawzięcie i jednocześnie 
dojeżdżały do mety — na końcu zatrzymywały się przy małym 
barze przy kąpielisku na ciasteczka i colę light. 

Kiedy szła za Mayą po błotnistym zboczu, Maya chwy ciła ją 

za rękę. 

 

105 

background image

— Och! Zapomniałam ci powiedzieć. Twoja mama od-

wiedziła nas wczoraj, jak byłyśmy w szkole. Przywiozła nam 
brownie. 

— Serio? — odpowiedziała Emily, zdezorientowana. Cie-

kawe czemu mama nie wspomniała o tym przy kolacji. 

— Pyyyszne było. Zjedliśmy całe razem z bratem! Dotarły do 

szlaku. Gałęzie rosnących po obu stronach 

drzew tworzyły tunel. W powietrzu unosił się świeży zapach 

zieleni i wydawało się, że temperatura spadła nagle o dwadzieścia 
stopni. 

— Jeszcze trochę. 
Maya chwyciła ją za rękę i poprowadziła ścieżką do 

niewielkiego kamiennego mostu. Dziesięć metrów niżej nurt 
rzeki płynął szeroko. Spokojna woda połyskiwała w 
popołudniowym słońcu. 

Maya podeszła do krawędzi mostu i rozebrała się. Stała teraz 

w bladoróżowym staniku i takich samych majtkach. Rzuciła 
ubrania niedbale na ziemię, pokazała Emily język i skoczyła. 

— Czekaj! — Emily rzuciła się do krawędzi mostu. Czy ona 

wie, jak tu jest głęboko? Po kilku o wiele za 

długich sekundach Emily usłyszała plusk. Maya wynurzyła 

głowę. 

— Mówiłam, że popływamy! Dalej, rozbieraj się! 
Emily spojrzała na leżące w nieładzie ubranie Mai. Naprawdę 

nienawidziła rozbierać się w obecności innych, nawet przy 
dziewczynach z drużyny, które widywała codziennie. Powoli 
zdjęła plisowaną spódniczkę, krzyżując uda, żeby Maya nie 
zobaczyła, jak są muskularne. Potem podciągnęła podkoszulek 
na ramiączkach, który miała pod bluzką. Zdecydowała jednak, że 
go nie zdejmie. Spojrzała 

 

106 

background image

w dół na rzekę i skoczyła. Kilka chwil później woda otuliła jej 

ciało. Była przyjemnie ciepła i gęsta od mułu, a me chłodna i 
czysta, jak w basenie. Biustonosz wszyty w podkoszulek 
wybrzuszył się na powierzchni wody. 

- Jak w saunie - powiedziała Maya. 
- Tak - Emily popłynęła w płytsze miejsce, gdzie stała Maya. 
Zauważyła, że Mai widać sutki przez biustonosz i gwałtownie 

zamknęła oczy. 

- Jak mieszkałam w Cali, to cały czas nurkowaliśmy z 

Justinem przy klifie - powiedziała Maya. - On zawsze stał na 
górze przez dziesięć minut, jakby się musiał zastanowić, czy 
skoczyć. Podobało mi się, że się nie zawahałaś. 

Emily unosiła się w wodzie na plecach z uśmiechem. Nic nie 

mogła na to poradzić - smakowała komplementy od Mai jak 
najlepszy tort. 

Maya nabrała wody w dłonie i opryskała Emily. Trochę wody 

dostało jej się do ust. Woda z rzeki smakowała dziwnie, 
metalicznie, zupełnie inaczej niż chlorowana woda w basenie. 

- Chyba jednak zerwę z Justinem - oświadczyła Maya. Emily 

podpłynęła do brzegu i stanęła. 

- Naprawdę? Dlaczego? 
- Związek na odległość strasznie mnie stresuje. On do mnie 

dzwoni bez przerwy. Nie było mnie ledwo parę dni, a już przysłał 
mi dwa listy! 

- Hm - odpowiedziała Emily, wodząc dłonią w mulistej 

wodzie. 

Zaświtała jej nagła myśl. Odwróciła się do Mai. 
- To ty włożyłaś mi wczoraj liścik do szafki? Maya 

zmarszczyła czoło. 

107 

background image

- Kiedy? Po szkole? Nie... przecież odprowadziłaś mnie do 

domu, pamiętasz? 

- No tak. 
Nie przypuszczała, że to Maya napisała liścik, ale gdyby tak 

było, wszystko byłoby o wiele łatwiejsze. 

- Co w nim było napisane? Emily pokręciła głową. 
- Nieważne. Nic takiego. - Zakaszlała. - Wiesz co, ja chyba też 

zerwę ze swoim chłopakiem. 

Ale n u mer. Emily nie byłaby bardziej zaskoczona, gdyby z 

jej ust wyfrunął nagle skowronek. 

- Naprawdę? - zdziwiła się Maya. Emily wytarła wodę z oczu. 
- Nie wiem, może. 
Maya wyciągnęła ramiona nad głową, a Emily zauważyła 

ponownie bliznę na jej nadgarstku. Odwróciła wzrok. 

- Walić kreta — powiedziała Maya. Emily uśmiechnęła się. 
-Co? 
- To takie moje powiedzonko. To znaczy... „mam to w nosie"! 

- Odwróciła się i wzruszyła ramionami. - Trochę to głupie. 

- Nie, mnie się podoba - powiedziała Emily. - Walić kreta. 
Zachichotała. Dziwnie się czuła, kiedy przeklinała, jakby 

mama, siedząc w kuchni dwadzieścia kilometrów stąd, mogła ją 
usłyszeć. 

- Powinnaś zerwać ze swoim chłopakiem. Wiesz czemu? 
- Czemu? — zapytała Emily. 
- Bo wtedy obie byłybyśmy singielkami. 
 
 
 
 
 
 

108 

background image

— I co z tego? 
W lesie panował absolutny spokój. Maya zbliżyła się do 

Emily. 

— To z tego, że... wtedy... mogłybyśmy się... zab a wi ć ! — 

Maya chwyciła ją za ramiona i zanurzyła jej głowę w wodzie. 

— Hej! — zapiszczała Emily. 
W odwecie opryskała Mayę, uderzając ramionami w wodę i 

wywołując ogromną falę. Chwyciła Mayę za nogę i zaczęła ją 
łaskotać w stopę. 

— Na pomoc! — wrzeszczała Maya. — Tylko nie stopy! 

Mam łaskotki! 

— Znalazłam twój słaby punkt! - wyła Emily jak wariatka, 

ciągnąc Mayę do wodospadu. 

Maya wyrwała stopę z jej uścisku i rzuciła się na Emily od 

tyłu. Jej ręce powędrowały po bokach Emily w dół, w kierunku 
brzucha. Zaczęła ją łaskotać. Emily zapiszczała. Wreszcie 
wepchnęła Mayę do małej jaskini. 

— Oby nie było tu nietoperzy! — krzyknęła Maya. Promienie 

słońca przechodziły przez niewielkie otwory 

w skale. Tworzyły aureolę wokół wilgotnych włosów Mai. 
— Musisz tu wejść — powiedziała Maya, wyciągając rękę. 
Emily stanęła obok niej. Pod palcami czuła gładką, chłodną 

skałę. Każdy jej oddech odbijał się echem od ścian. Dziewczyny 
patrzyły na siebie z uśmiechem. 

Emily zagryzła wargi. To był jeden z tych idealnych 

momentów z przyjaciółką. Nagle poczuła przypływ melancholii i 
tęsknoty. Maya spojrzała na nią z troską. 

— Co się stało? 
Emily westchnęła głęboko. 

 

109 

background image

— Wiesz... ta dziewczyna, która mieszkała w twoim domu, 

Alison... 

-Tak? 
— Zaginęła. Kiedy skończyłyśmy siódmą klasę. Nigdy jej nie 

odnaleziono. 

Ciało Mai przeszedł dreszcz. 
— Słyszałam o tym. 
Emily objęła się ramionami. Jej też zrobiło się zimno. 
— Byłyśmy bliskimi przyjaciółkami. Maya zbliżyła się do 

Emily i objęła ją. 

— Nie wiedziałam. 
— Tak — Emily trząsł się podbródek. — Chciałam, żebyś 

wiedziała. 

— Dzięki. 
Stały objęte przez dłuższą chwilę. Nagle Maya zrobiła mały 

krok do tyłu. 

— Nie powiedziałam do końca prawdy. O tym, dlaczego chcę 

zerwać z Justinem. 

Emily uniosła brwi z zaciekawieniem. 
— Nie... nie jestem pewna, czy podobają mi się faceci — 

powiedziała cicho Maya. — To dziwne. Uważam, że są słodcy, 
ale jak zostaję z nimi sam na sam, mam ochotę uciec. Wolałabym 
być z kimś, no wiesz, takim jak ja — uśmiechnęła się krzywo. — 
Rozumiesz? 

Emily przetarła dłonią twarz, wygładziła włosy. Nagle 

spojrzenie Mai wydało jej się takie przenikliwe. 

— Ja... — zaczęła. Nie, nie rozumiała. 
Coś się poruszyło w krzakach ponad nimi. Emily drgnęła. 

Mamie nie podobało się, że tu przychodzi. Uważała, że w takich 
miejscach roi się od porywaczy i morderców. 

 

110 

background image

W lesie przez chwilę panowała cisza, ale nagle stado ptaków 

wzbiło się w niebo. Emily oparła się o skałę. Ktoś je obserwował? 
Kto to się śmiał? Śmiech brzmiał znajomo. Potem Emily 
usłyszała ciężkie dyszenie. Dostała gęsiej skórki i wyjrzała zza 
załomu skał. 

Zobaczyła tylko grupkę chłopców. Razem wskoczyli do rzeki, 

wymachując kijami jak mieczami. Emily oddaliła się od Mai i od 
wodospadu. 

— Dokąd idziesz? — zawołała Maya. 
Emily spojrzała na Mayę, a potem na chłopców, którzy 

porzucili już kije i teraz rzucali w siebie kamieniami. 
Rozpoznała, że jeden z nich to Mike Montgomery, młodszy brat 
jej dawnej przyjaciółki Arii. Sporo urósł, od kiedy widziała go 
ostatnim razem. Zaraz, zaraz — czy Mike chodził do Rosewood? 
Rozpoznałby ją? Emily wyszła z wody i zaczęła biec pod górę. 
Odwróciła się do Mai. 

— Muszę wrócić do szkoły, zanim Carolyn skończy trening. 

— Włożyła spódniczkę. — Rzucić ci ubrania? 

— Jak chcesz. 
Maya wyszła spod wodospadu i brodziła w wodzie. Prze-

zroczyste majtki oblepiały jej pośladki. Powoli wchodziła na 
brzeg, nie zakrywając dłonią piersi ani krocza. Pierwszoklasiści 
przerwali swoją zabawę i gapili się na nią. 

I choć Emily wcale tego nie chciała, też się gapiła, wbrew 

sobie. 

111 

background image

11 
 
SŁODKIE ZIEMNIAKI MAJĄ DUŻO WITAMINY A 
 
— Ta. Ta na pewno — wyszeptała Hanna, pokazując palcem. 
— Nie, ma za małe! — szeptem odpowiedziała Mona. 
— Ale zobacz, jak jej się wydęły u góry! Zupełnie sztucznie 

— dowodziła Mona. 

— A tamta chyba zrobiła sobie tyłek. 
— Ohyda. 
Hanna zmarszczyła nos i przesunęła dłońmi po swoich 

kształtnych, idealnie okrągłych pośladkach, żeby sprawdzić, czy 
aby na pewno są idealnie idealne. Było późne środowe 
popołudnie. Za dwa dni miało się odbyć doroczne przyjęcie pod 
gołym niebem organizowane przez Noela Kahna. Razem z Moną 
relaksowały się na tarasie kawiarni Yam, w klubie, do którego 
należeli jej rodzice. Z wysoka patrzyły, jak grupa chłopców z 
liceum gra rundkę golfa przed kolacją. One grały jednak w inną 
grę: w znajdź 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

112 

background image

sztuczne cycki. Albo cokolwiek sztucznego. Wokół nie 

brakowało sztuczności. 

- Oj, tej to chirurg spaprał robotę - mruknęła Mona. -Moja 

mama gra z nią chyba w tenisa. Zapytam. 

Hanna przyjrzała się dokładniej podobnej do elfa, trzy-

dziestoletniej kobiecie stojącej przy barze. Jej tyłek wyglądał 
podejrzanie apetycznie w porównaniu z resztą jej wychudzonego 
ciała. 

— Prędzej umrę, niż sobie coś zoperuję. 
Mona bawiła się zapięciem bransoletki od Tiffany'ego, której, 

jak się okazało, nie musiała oddać. 

— Myślisz, że Aria zrobiła sobie piersi? 
— Dlaczego? - Hanna spojrzała na nią zdumiona. 
- Jest taka chuda, a piersi ma idealne. Była w Finlandii, tak? 

Podobno w Europie operacja cycków kosztuje grosze. 

- Nie sądzę, żeby sobie zrobiła - powiedziała pod nosem 

Hanna. 

— Skąd wiesz? 
Hanna żuła słomkę. Aria zawsze miała dobre piersi. Tylko ona 

i Alison zaczęły nosić biustonosze już w siódmej klasie. Ali 
zawsze się chwaliła swoimi, ale Aria zauważyła, że w ogóle ma 
piersi, dopiero wtedy kiedy w prezencie świątecznym zrobiła dla 
wszystkich biustonosze na drutach i sobie musiała zrobić o numer 
większy. 

- To nie w jej stylu - odparła Hanna. 
Nie czuła się swobodnie, kiedy rozmawiała z Moną o swoich 

dawnych przyjaciółkach. Nadal miała wyrzuty sumienia z 
powodu wszystkich drwin, którymi częstowały Monę w siódmej 
klasie. Ale to chyba nie był dobry moment, żeby o tym 
porozmawiać. 

 

113 

background image

Mona gapiła się na nią. 
— Wszystko w porządku? Wyglądasz dziś jakoś inaczej. 

Hanna zrobiła zdziwioną minę. 

— Naprawdę? To znaczy jak? 
Na twarzy Mony pojawił się wymuszony uśmiech. 
— Oj! Ktoś ma zły dzień! 
— Nie mam złego dnia - powiedziała Hanna szybko. Tak 

naprawdę miała. Wizyta na posterunku policji 

i ten dziwny mail z zeszłego wieczoru wywołały jej panikę. 

Rano jej oczy miały kolor bladobrązowy, a nie zielony. Miała 
wrażenie, że spuchły jej ramiona. Naprawdę wydawało jej się, że 
w jednej chwili przeobrazi się w siebie z siódmej klasy. 

Podobna do żyrafy kelnerka o blond włosach przerwała jej 

rozmyślania. 

— Co panie wybrały? Mona spojrzała na menu. 
— Ja poproszę azjatycką sałatkę z kurczakiem, bez sosu. 

Hanna odkaszlnęła. 

— Proszę sałatkę ogrodnika z kiełkami i podwójną porcję 

frytek ze słodkich ziemniaków. Na wynos. 

Kiedy kelnerka zabrała menu, Mona zsunęła okulary 

przeciwsłoneczne na czubek nosa. 

— Frytki ze słodkich ziemniaków? 
— Dla mamy — odpowiedziała Hanna szybko. — Nie je nic 

innego. 

Na polu golfowym zbierała się grupka starszych panów. 

Wśród nich był też młody, przystojny facet w szortach. Nie 
pasował do swoich towarzyszy, z burzą brązowych włosów, 
krótkimi spodniami i... zaraz, czy to... koszulka z emblematem 
policji? Niestety tak. 

 

114 

background image

Wilden spojrzał w kierunku tarasu i chłodnym skinieniem 

przywitał Hannę. Schowała głowę w ramiona. 

— Kto to? — mruknęła Mona. 
— Yyy... — zająknęła się Hanna. 
Najchętniej schowałaby się pod stolikiem. Darren Wilden grał 

w go l fa? Bez jaj. Gdy chodził do szkoły, rzucał zapalonymi 
zapałkami w chłopaków grających w szkolnej drużynie golfowej. 
Czy cały świat się zmówił przeciwko niej? 

Mona rzuciła na niego okiem. 
— Chwileczkę. Czy on nie chodził do naszej szkoły? — 

Wyszczerzyła zęby w uśmiechu. — O Boże. To ten, co zaliczył 
wszystkie dziewczyny z drużyny pływackiej. Hanna, ty mała 
suko! Skąd on cię zna? 

— On... — Hanna zamilkła. Poprawiła pasek w dżinsach. — 

Spotkałam go na szlaku Marwyn. Biegałam tam kilka dni temu. 
Staliśmy razem przy fontannie. 

— Pięknie. On tam pracuje? 
Hanna znowu zamilkła. Nie chciała tego ciągnąć. 
— Hm... Mówił chyba, że jest gliną — rzuciła nonszalancko. 
— Żartujesz. — Mona wyciągnęła swój błyszczyk marki Shu 

Uemura ze skórzanej niebieskiej torby i posmarowała dolną 
wargę. — Jest taki śliczny, że mógłby pozować do kalendarza z 
policjantami. Już go widzę. Chłopak Kwietnia. Chodź, zapytamy 
go, czy nam pokaże swoją pałkę. 

— Ciii — syknęła Hanna. 
Przyniesiono ich sałatki. Hanna przesunęła na bok sty-

ropianowe pudełko z frytkami i wzięła do ust kawałek pomidora 
bez sosu. 

Mona nachyliła się do niej. 
 

115 

background image

— Założę się, że mogłabyś go wyrwać. 
— Kogo? 
— Chłopaka Kwietnia! Niby kogo innego? 
— No jasne — parsknęła Hanna. 
— Bez problemu. Powinnaś go zaprosić na imprezę u Kahna. 

Podobno w zeszłym roku przyszli jacyś gliniarze. Dlatego nigdy 
nikt nie składa skarg. 

Hanna oparła się na krześle. Impreza u Kahna stała się już 

tradycyjnym, legendarnym wręcz wydarzeniem. Rodzina 
Kahnów miała jakieś osiem hektarów gruntu, a ich synowie — z 
których Noel był najmłodszy — co roku organizowali imprezę w 
stylu retro. Goście przetrząsali doskonale zaopatrzoną piwniczkę 
z alkoholami i zawsze wybuchał jakiś skandal. W zeszłym roku 
Noel strzelił z pistoletu pneumatycznego w gołe pośladki 
swojego najlepszego przyjaciela Jamesa, bo ten chciał się 
całować z Alyssą Pennypacker, ówczesną dziewczyną Noela. 
Byli tak pijani, że w drodze na pogotowie cały czas się śmiali i 
nie mogli sobie przypomnieć, co i dlaczego się wydarzyło. Rok 
wcześniej parę osób wypaliło za dużo marihuany i chciało zmusić 
jednego z koni pana Kahna, żeby zaciągnął się z fajki wodnej. 

— Nie — Hanna włożyła do ust kolejny kawałek pomidora. 

— Chyba pójdę z Seanem. 

Mona skrzywiła się. 
— Po co marnować taką imprezę z Seanem? Przysiągł, że 

zachowa dziewictwo! Pewnie nawet nie pójdzie. 

— Ślubowanie dziewictwa nie oznacza, że przestaje się 

imprezować. 

Hanna napchała sobie do ust sałatki i żuła suche, niesmaczne 

warzywa. 

 

116 

background image

- No dobra, skoro nie chcesz zaprosić Chłopaka Kwietnia na 

imprezę do Noela, to ja to zrobię. 

Mona wstała od stolika. Hanna chwyciła ją za ramię. -Nie! 
— Czemu? Daj spokój. Będzie fajnie. Hanna wbiła paznokcie 

w ramię Mony. 

— Powiedziałam „nie". Mona usiadła i wydęła usta. 
— Czemu? 
Serce Hanny prawie wyskoczyło z piersi. 
- No dobra. Możesz to rozpowiedzieć, komu chcesz. 

-Odetchnęła głęboko. - Spotkałam go na posterunku policji, a nie 
na szlaku. Przesłuchiwali mnie z powodu tego wydarzenia u 
Tiffanyego. To nic wielkiego. Nie zamkną mnie. 

— O mój Boże! — wykrzyknęła Mona. Wilden znowu na nie 

popatrzył. 

— Ciii — syknęła Hanna. 
- Wszystko w porządku? Co się stało? Opowiedz mi o 

wszystkim — prosiła szeptem Mona. 

- Nie ma wiele do opowiadania. — Hanna rzuciła serwetkę na 

talerz. - Zawieźli mnie na posterunek, mama pojechała ze mną, 
chwilę czekałyśmy. Udzielili mi pouczenia i zwolnili do domu. 
Nieważne. Wszystko trwało może dwadzieścia minut. 

-Oj .  
Mona spojrzała na Hannę w dziwny sposób. Hanna za-

stanawiała się, czy w jej spojrzeniu była litość. 

- Nie działo się nic wielkiego - powiedziała Hanna, próbując 

się usprawiedliwić. Miała sucho w gardle. - Większość gliniarzy 
gadała przez telefon. Cały czas wysyłałam SMS-y. 

 

117 

background image

Zamilkła. Zastanawiała się, czy powiedzieć Monie o 

wiadomości, którą dostała od A., kimkolwiek był A. Szkoda 
śliny. Przecież to nie miało żadnego znaczenia, prawda? 

Mona napiła się wody mineralnej. 
— Myślałam, że nigdy cię nie złapią. Hanna przełknęła głośno 

ślinę. 

— No cóż... 
— Mama pewnie chciała cię zabić. 
Hanna odwróciła wzrok. W drodze do domu mama zapytała 

ją, czy naprawdę chciała ukraść bransoletkę i kolczyki. Kiedy 
Hanna zaprzeczyła, pani Marin powiedziała tylko: 

— W takim razie sprawa załatwiona. 
I otworzyła telefon, żeby znowu zadzwonić. Hanna wzruszyła 

ramionami i wstała. 

— Właśnie mi się przypomniało, że muszę wyprowadzić 

Dota. 

— Na pewno wszystko w porządku? — zapytała Mona. -Masz 

plamy na twarzy. 

— Nic wielkiego. 
Posłała Monie eleganckiego całusa i ruszyła w kierunku 

drzwi. Wyszła spokojnym krokiem z restauracji, ale kiedy dotarła 
do parkingu, zaczęła biec. Wsiadła do swojej toyoty prius — 
mama kupiła to auto dla siebie w ubiegłym roku, ale niedawno 
dała je Hannie, bo jej się już znudziło — 

I spojrzała do lusterka wstecznego. Na policzkach i czole 

miała ohydne jasnoczerwone plamy. 

Od czasu transformacji Hanna z neurotyczną pedanterią dbała 

nie tylko o to, żeby przez cały czas wyglądać super i cool, ale 
także, żeby b yć super i cool. Bała się, że 

 

118 

background image

najdrobniejsze potknięcie wepchnie ją z powrotem w otchłań 

wieśniactwa. Dlatego dbała o każdy szczegół, począwszy od 
drobiazgów — takich jak najfajniejszy nick na czacie czy 
najlepszy zestaw przebojów w iPodzie w aucie — po ważniejsze 
rzeczy — takie jak właściwy skład osobowy w czasie imprez 
poprzedzających ważne wyjścia czy najlepszy chłopak (na 
szczęście była to ta sama osoba, w której kochała się od siódmej 
klasy). Czy przyłapanie jej na kradzieży w sklepie niszczyło 
idealny wizerunek zrównoważonej Hanny, którą wszyscy znali? 
Nie wiedziała, jak odczytać wyraz twarzy Mony, kiedy ta 
powiedziała „Oj". Czy to znaczyło: „Oj, to nic wielkiego!", czy 
raczej: „Oj, ale frajerka!"? 

Może nie trzeba było mówić o wszystkim Monie. Ale 

przecież... i tak już ktoś o tym wiedział. A. „Co powie na to Sean. 
Tylko nie to!" 

Oczy Hanny na moment przesłoniła mgła. Przez chwilę 

ściskała kierownicę, potem wbiła kluczyk do stacyjki i wyjechała 
z klubowego parkingu na wysypaną żwirem ślepą alejkę, 
biegnącą kilka metrów od głównej drogi. Czuła, jak krew pulsuje 
jej w skroniach. Wyłączyła silnik i oddychała głęboko. Wiatr 
pachniał sianem i świeżo skoszoną trawą. 

Zacisnęła powieki. Kiedy je otworzyła, zobaczyła pudełko 

frytek. „Nie", pomyślała. Ulicą przejechał samochód. 

Hanna wytarła dłonie o dżinsy. Jeszcze raz rzuciła okiem na 

pudełko. Frytki pachniały przepysznie. „Nie, nie, nie". 

Sięgnęła po nie i otworzyła pokrywkę. Słodki, ciepły zapach 

uderzył ją w twarz. Zanim zdążyła się zorientować, 

 

119 

background image

już wpychała do ust jedną frytkę za drugą. Nadal były tak 

gorące, że parzyły ją w język, ale nie dbała o to. Poczuła ogromną 
ulgę — tylko to mogło poprawić jej nastrój. Zjadła wszystkie. A 
potem jeszcze wylizała pojemnik z soli, która zebrała się na dnie. 

Najpierw poczuła się o wiele spokojniejsza. Ale kiedy tylko 

dojechała pod dom, wezbrało w niej znane jej uczucie paniki i 
wstydu. Zdziwiła się, że choć minęły całe lata od kiedy po raz 
ostatni to robiła, czuła się dokładnie tak samo jak wtedy. Bolał ją 
żołądek, spodnie były za ciasne i chciała tylko pozbyć się tego, co 
miała w środku. 

Zignorowała nerwowe szczekanie Dota, które dobiegało z jej 

sypialni. Wpadła do łazienki na górze, zatrzasnęła drzwi i osunęła 
się na posadzkę. Dzięki Bogu, mama jeszcze nie wróciła z pracy. 
Na szczęście nie dowie się, co Hanna ma zamiar zrobić. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

120 

background image

12 
 
MNIAM, UWIELBIAM ZAPACH MOICH WYNIKÓW Z 

EGZAMINU 

 
Okej. Spencer musiała się uspokoić. 
W środę wieczorem zaparkowała swojego mercedesa klasy C 

typu hatchback - auto w spadku po siostrze, która kupiła sobie 
nowego, „bardziej praktycznego" mercedesa SUV - przed 
domem. Spotkanie samorządu uczniowskiego bardzo się 
przeciągnęło i teraz zdenerwowana Spencer jechała ciemnymi 
ulicami Rosewood. Przez cały dzień czuła się tak, jakby ktoś ją 
obserwował, jakby ten, kto napisał do niej tego dziwnego maila, 
miał ją napaść w najmniej spodziewanym momencie. 

Z niepokojem myślała o tym znajomo wyglądającym kucyku, 

który mignął w oknie pokoju Alison. W myślach wracała do Ali, 
która wiedziała o Spencer tak wiele. Nie, to jakiś obłęd. Alison 
zaginęła trzy lata temu i najprawdopodobniej nie żyje. Poza tym 
w jej domu mieszka teraz jakaś inna rodzina, prawda? 

 

121 

background image

Spencer podbiegła do skrzynki na listy i wyciągnęła stos 

kopert. Te niezaadresowane do niej wrzuciła niedbale z 
powrotem. I nagle ją zobaczyła. Długą kopertę, ani grubą, ani 
cienką, ze swoim imieniem i nazwiskiem wydrukowanymi po 
prawej stronie. Nadawcą była Rada College'u. Nareszcie! 

Spencer rozerwała kopertę i przebiegła wzrokiem stronę. 

Przeczytała wynik egzaminu sześć razy, zanim to do niej dotarło. 

Dostała 2350 punktów na 2400 możliwych. 
— Taaaak! — krzyknęła i ścisnęła list tak mocno, że aż go 

zmięła. 

— O! Ktoś jest szczęśliwy! — dobiegł głos od strony ulicy. 

Spencer spojrzała w tamtym kierunku. Z okna po 

stronie pasażera w czarnym mini cooperze wyglądał Andrew 

Campbell, wysoki, piegowaty, długowłosy chłopak, który 
pokonał Spencer w wyborach na przewodniczącego. Byli najlepsi 
w klasie z prawie wszystkich przedmiotów. Szli łeb w łeb. Ale 
zanim Spencer zdążyła pochwalić się swoim wynikiem — dzięki 
czemu poczułaby się o niebo lepiej — auto odjechało. Świru s. 
Spencer wróciła do domu. 

Podekscytowana wbiegła do środka. Nagle coś kazało jej się 

zatrzymać. Przypomniała sobie bardzo dobry wynik swojej 
siostry i szybko przeliczyła go ze skali 1600 punktów, którą 
wtedy stosowano, na obecną skalę 2400 punktów. Melissa 
dostała o całe 100 punktów mniej niż Spencer. A podobno teraz 
zaostrzyli kryteria. 

No i kto jest geniuszem? 
Godzinę później Spencer siedziała przy kuchennym stole, 

czytając opasłą powieść Middlemarch, pozycję z listy 

 
 

122 

background image

„lektur zalecanych" na jej rozszerzonym kursie literatury. 

Nagle zaczęła kichać. 

— Melissa i Wren przyjechali — poinformowała Spencer jej 

mama. Właśnie weszła do kuchni z całą pocztą, którą Spencer 
zostawiła w skrzynce. - Przywieźli wszystkie bagaże! 

Uchyliła piekarnik, sprawdziła kurczaka z rożna i bułeczki 

wieloziarniste, a potem wróciła do salonu. 

Spencer znowu kichnęła. Jej mamę zawsze spowijała chmura 

Chanel No. 5 - choć cały dzień pracowała w stajni - a Spencer 
miała na to chyba alergię. Już miała ogłosić wszem wobec wynik 
swojego egzaminu, ale powstrzymał ją pretensjonalny głosik 
rozbrzmiewający w korytarzu. 

— Mamusiu? — zawołała Melissa. 
Razem z Wrenem weszli do kuchni. Spencer wlepiła oczy w 

okładkę Middlemarch, choć nie była zbyt atrakcyjna. 

— Cześć — usłyszała nad sobą głos Wrena. 
— Cześć — odpowiedziała chłodno. 
— Co czytasz? 
Spencer zawahała się. Lepiej było trzymać się od niego z 

daleka, szczególnie teraz, kiedy się tu wprowadził. 

Melissa przeszła bez przywitania i zaczęła wypakowywać 

fioletowe poduszki z torby na zakupy. 

— To na kanapę w domku — prawie krzyczała. Spencer 

skrzywiła się. Do tej gry trzeba dwóch osób. 

— Och, Melisso! - zawołała. - Zapomniałam ci powiedzieć! 

Nie zgadniesz, na kogo ostatnio wpadłam! 

Melissa nadal wypakowywała poduszki. 
— Na kogo? 
— Na lana Thomasa! Jest teraz trenerem mojej drużyny 

hokejowej! 

 

123 

background image

Melissa zamarła. 
— On... Tak? Naprawdę? Tu t aj ? Pytał o mnie? Spencer 

wzruszyła ramionami i udawała, że się zastanawia. 

— Nie, chyba nie. 
— Kto to jest łan Thomas? — zapytał Wren, opierając się o 

marmurowy blat w kuchni. 

— Nikt — rzuciła Melissa i wróciła do swoich poduszek. 

Spencer z trzaskiem zamknęła książkę i powędrowała 

do salonu. Proszę bardzo. Od razu lepiej. 
Usiadła przy długim, stylizowanym na dziewiętnastowieczny 

stole. Przesunęła palcem po kieliszku, który Candace, ich 
służąca, napełniła właśnie czerwonym winem. Jej rodzice 
pozwalali córkom pić w domu alkohol, pod warunkiem że nie 
prowadziły samochodu. Chwyciła kieliszek w obie dłonie i 
chciwie wypiła wielki łyk. Kiedy spojrzała w górę, Wren 
uśmiechał się do niej znacząco z drugiego końca stołu, gdzie 
sztywno siedział na krześle. 

— Hej — powiedział. 
W odpowiedzi uniosła brwi. 
Melissa i pani Hastings zajęły miejsca. Tata Spencer zapalił 

świece w świeczniku i również usiadł. Przez chwilę panowała 
cisza. Spencer położyła dłoń na liście z wynikami egzaminu, 
którą trzymała w kieszeni. 

— Zgadnijcie, co mi się przytrafiło — zaczęła. 
— Jesteśmy ci naprawdę wdzięczni, że pozwoliłaś nam tu 

zostać! — powiedziała jednocześnie Melissa, chwytając Wrena 
za rękę. 

Pani Hastings uśmiechnęła się do Melissy. 
— Jestem taka szczęśliwa, kiedy mam wkoło całą rodzinę. 
 
 

124 

background image

Spencer zagryzła wargi. Burczało jej z nerwów w brzuchu. 
— Tato, dostałam... 
— Oho — przerwała Melissa, patrząc z podziwem na dania, 

które Candace wnosiła z kuchni. — Jest coś oprócz kurczaka? 
Wren próbuje nie jeść mięsa. 

— Nie ma sprawy — rzucił szybko Wren. — Chętnie zjem 

kurczaka. 

— Och! — pani Hastings prawie wstała. — Nie jesz mięsa? 

Nie wiedziałam! W lodówce jest jeszcze sałatka z makaronem, 
ale chyba dodałam do niej szynkę... 

— Naprawdę wszystko w porządku. — Wren z zażenowaniem 

drapał się w głowę, mierzwiąc jeszcze bardziej swoje czarne 
włosy. 

— Ale mi głupio — powiedziała pani Hastings. Spencer 

przewróciła oczami. Kiedy rodzina zbierała się 

w pełnym składzie, mama chciała, by każdy posiłek, nawet 

jeśli składała się nań tylko owsianka, przebiegał zgodnie z 
przewidzianym przez nią scenariuszem. Pan Hastings spojrzał 
podejrzliwie na Wrena. 

— Ja na przykład jestem fanem steków — powiedział. 
— To świetnie. — Wren podniósł kieliszek tak gwałtownie, że 

trochę wina rozlało się na obrus. 

Spencer zastanawiała się, jak płynnie przejść do swojego 

obwieszczenia, kiedy tata położył widelec na stole. 

— Mam doskonały pomysł. Skoro wszyscy się zebraliśmy, 

może zagramy w gwiazdę dnia? 

— Och, tato — Melissa wyszczerzyła zęby. — Nie. Ojciec 

uśmiechnął się. 

— Ależ tak. Miałem cudowny dzień w pracy. Skopię wam 

tyłki. 

— Co to jest gwiazda dnia? — zapytał Wren, unosząc brwi. 

125 

background image

Spencer poczuła w żołądku nerwowy skurcz. Tę grę wymyślili 

jej rodzice, kiedy były jeszcze małe, ale zawsze podejrzewała, że 
podpatrzyli ją na jakimś korporacyjnym wyjeździe 
integracyjnym. Zasady były proste. Trzeba było podzielić się z 
wszystkimi największym osiągnięciem dnia, a cała rodzina 
wybierała gwiazdę dnia. Gra miała dać uczestnikom poczucie 
dumy i spełnienia, ale w rodzinie Hastingsów zamieniała się w 
bezlitosną rywalizację. 

Z drugiej strony właśnie dzięki tej grze Spencer mogła w 

najbardziej spektakularny sposób ogłosić wyniki egzaminu. 

— Szybko się zorientujesz, Wren — powiedział pan Hastings. 

— Ja zacznę. Dziś przygotowałem tak doskonałą linię obrony 
klienta, że ten chce mi wi ę c ej zapłacić. 

— Imponujące — pochwaliła mama, biorąc do ust trochę 

buraczków. — Ja wygrałam dziś z Eloise w tenisa w dwóch 
setach do zera. 

— Eloise to twarda zawodniczka! — wykrzyknął tata, a potem 

napił się wina. 

Spencer patrzyła na siedzącego naprzeciwko niej Wrena. 

Postanowił dokładnie obrać udko kurczaka ze skóry, byle tylko 
nie spojrzeć jej w oczy. 

Mama wytarła usta serwetką. 
— Melisso? 
Melissa złożyła dłonie z obgryzionymi, ale polakierowanymi 

paznokciami. 

— Hmm. Pomogłam robotnikom ułożyć kafelki w całej 

łazience. Tylko w ten sposób mogłam dopilnować, żeby zrobili to 
idealnie. 

— Wspaniale, kochanie! — powiedział tata. 
 

126 

background image

Spencer nerwowo przebierała nogami. Pani Hastings 

skończyła pić wino. 

— Wren? 
— Tak? — Wren popatrzył na nią zaniepokojony. 
— Twoja kolej. 
Wren obracał w dłoniach kieliszek. 
— Nie wiem, co powiedzieć... 
— Gramy w gwiazdę dnia — zaćwierkała pani Hastings, 

jakby ta gra była tak dobrze znana jak warcaby. — Jaką 
wspaniałą rzecz pan dziś zrobił, panie doktorze? 

— Aha — Wren zamrugał. — No cóż, nic wielkiego. Miałem 

dziś wolne na uczelni i w szpitalu, więc poszedłem do pubu z 
przyjaciółmi z pracy i oglądaliśmy mecz. 

Zapadła cisza. Melissa rzuciła Wrenowi spojrzenie pełne 

rozczarowania. 

— Bomba — Spencer podchwyciła wątek. — Drużyna Fi-

ladelfii grała bosko, aż przyjemnie było popatrzeć. 

— Wiem, to beznadziejna drużyna, prawda? — Wren 

uśmiechnął się do niej z wdzięcznością. 

— No dobrze — pani Hastings przerwała ich rozmowę. — 

Melisso, o której zaczynasz zajęcia? 

— Zaraz — wtrąciła się Spencer. Nie mogą o niej zapomnieć! 

— Ja też gram w gwiazdę dnia. 

Widelec mamy zawisł w powietrzu.   — O, przepraszam. 
— Ups! — tata przyłączył się radosnym tonem. — Mów, 

Spence. 

— Dostałam wyniki egzaminu. No i sami popatrzcie. Wyjęła 

list i podała tacie. Kiedy tylko wziął go do ręki, 

wiedziała już, co się stanie. Nikogo to nie zainteresuje. Bo 

127 

background image

jakie znaczenie miał dla nich ten egzamin? Zaraz wrócą do 

swojego wina, do Melissy i Wharton, i na tym się skończy. 
Poczuła wypieki na twarzy. Czemu w ogóle tak jej na tym 
zależało? 

Wtedy tata odstawił kieliszek i zaczął dokładnie czytać list. 
— Niesamowite — gestem przywołał panią Hastings. Kiedy 

mama przeczytała list, westchnęła. 

— Więcej punktów już się chyba nie da zdobyć, prawda? — 

zapytała. 

Melissa wyciągnęła szyję, bo też chciała zobaczyć. Spencer 

ledwo mogła złapać oddech. Siostra wbiła w nią nienawistny 
wzrok, ponad wazonem z bzem i peoniami. Patrzyła tak, że 
Spencer przyszło na myśl, że może to ona napisała do niej 
wczoraj tego przerażającego maila. Ale kiedy spojrzała jej prosto 
w oczy, Melissa uśmiechnęła się. 

— Musiałaś się dużo uczyć, co? 
— To dobry wynik, prawda? — zapytał Wren, rzucając okiem 

na list. 

— Fantastyczny! — poprawił go pan Hastings. 
— To wspaniale! — zakrzyknęła pani Hastings. — Jak chcesz 

to uczcić? Kolacja na mieście? Masz coś na oku? 

— Kiedy ja dostałam wyniki, kupiliście mi pierwsze wydanie 

powieści Fitzgeralda na aukcji, pamiętacie? — pochwaliła się 
Melissa. 

— Faktycznie! — zapiała pani Hastings. Melissa zwróciła się 

do Wrena. 

— Spodobałoby ci się. Licytacja jest taka ekscytująca. 
— Zastanów się nad tym — powiedziała pani Hastings do 

Spencer. — Niech to będzie jakaś pamiątka, taka, jaką dostała 
Melissa. 

 

128 

background image

Spencer powoli usiadła. 
— Właściwie to mam coś na oku. 
— Co takiego? — Tata pochylił się nieco. „Raz kozie śmierć", 

pomyślała Spencer. 

— Naprawdę bardzo, bardzo bym chciała wprowadzić się do 

domku teraz, a nie za kilka miesięcy. 

— Ale... — zaczęła Melissa i natychmiast zamilkła. Wren 

chrząknął. Ojciec zmarszczył brwi. Żołądek 

Spencer zaburczał przeciągle z głodu. Położyła dłoń na 

brzuchu. 

— Naprawdę tego chcesz? — zapytała mama. 
— Tak — odparła Spencer. 
— Dobrze — powiedziała pani Hastings, patrząc na męża. — 

W takim razie... 

Melissa głośno odłożyła widelec na stół. 
— A co ze mną i z Wrenem? 
— Sama powiedziałaś, że remont nie potrwa długo — pani 

Hastings wzięła ją pod brodę. — Możecie przecież spać w twoim 
dawnym pokoju, prawda? 

— Ale tam jest małe łóżko — powiedziała Melissa niety-

powym dla siebie, dziecinnym głosem. 

— Poradzimy sobie — powiedział szybko Wren. Melissa 

rzuciła mu mordercze spojrzenie. 

— Możemy przenieść duże łóżko z domku do pokoju Melissy, 

a w jego miejsce wstawić łóżko Spencer — zaproponował pan 
Hastings. 

Spencer nie wierzyła własnym uszom. 
— Zrobisz to dla mnie? — spytała. Pani Hastings uniosła 

brwi. 

— Melisso, jakoś to przeżyjesz, prawda? Melissa odsunęła 

włosy z twarzy. 

129 

background image

— Chyba tak. Ja sama miałam ogromną frajdę z tego 

pierwszego wydania Fitzgeralda i całej aukcji, no ale może 
jestem dziwna. 

Wren dyskretnie łyknął wina. Kiedy Spencer złapała jego 

wzrok, puścił do niej oko. 

— A zatem załatwione — pan Hastings zwrócił się do 

Spencer. 

Spencer wstała i zaczęła ściskać rodziców. 
— Dziękuję, dziękuję, dziękuję! Mama nie posiadała się z 

dumy. 

— Powinnaś wprowadzić się jutro. 
— Spencer, zostałaś dziś gwiazdą, bez dwóch zdań. — Tata 

podniósł w górę list z wynikami, teraz trochę poplamiony winem. 
— Powinniśmy to oprawić na pamiątkę! 

Spencer uśmiechnęła się szeroko. Nie musiała niczego 

oprawiać. Wiedziała, że zapamięta ten dzień do końca życia. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

130 

background image

13 
 
AKT PIERWSZY: DZIEWCZYNA KUSI CHŁOPAKA 
 
— Chcesz pójść ze mną na wernisaż w galerii Chester Springs 

w poniedziałek wieczorem? — zapytała mama Arii, Ella. 

Był czwartek rano. Ella siedziała naprzeciw Arii przy stole, 

rozwiązując czarnym długopisem krzyżówkę w „New York 
Timesie". Jadła płatki śniadaniowe. Właśnie wróciła do pracy na 
pół etatu w galerii sztuki współczesnej przy głównej ulicy w 
Rosewood i dostawała zaproszenia na wszystkie ważne imprezy. 

— Tata z tobą nie idzie? — zapytała Aria. Mama wydęła usta. 
— Ma dużo pracy z przygotowaniem swoich zajęć. 
— Aha. 
Aria skubała nitkę wystającą z rękawiczek bez palców, które 

kiedyś zrobiła na drutach w czasie długiej podróży pociągiem do 
Grecji. Czy w głosie mamy wyczuła 

 

131 

background image

podejrzliwość? Aria zawsze się bała, że mama dowie się o 

Meredith i nie wybaczy jej, że trzymała to w tajemnicy. 

Aria mocno zacisnęła powieki. „Nie myśl o tym", powtarzała 

w duchu. Nalała sobie do szklanki soku grejpfrutowego. 

— Ella? Potrzebuję porady w sprawach sercowych. 
— Sercowych? — prowokacyjnie zapytała mama i spięła 

czarne włosy w kok za pomocą leżącej na stole pałeczki do 
chińskiego jedzenia. 

— Tak. Podoba mi się pewien facet, ale jest jakby... nie-

osiągalny. Brak mi już pomysłów, jak go przekonać, że powinien 
mnie polubić. 

— Bądź sobą! Aria jęknęła. 
— Już próbowałam. 
— Umów się z kimś osiągalnym! Aria przewróciła oczami. 
— Chcesz pomóc czy nie? 
— O, ktoś tu jest przewrażliwiony! — uśmiechnęła się Ella i 

pstryknęła palcami. — Właśnie przeczytałam artykuł o pewnym 
badaniu. — Podniosła w górę „New York Timesa". — 
Próbowano ustalić, co mężczyznom najbardziej podoba się w 
kobietach. I wiesz, co się okazało? Na pierwszym miejscu jest 
inteligencja. Zaraz to znajdę... 

Otworzyła gazetę na odpowiedniej stronie i podała Arii. 
— Ktoś się podoba Arii? — Mike wszedł do kuchni i porwał 

pączka z lukrem z pudełka stojącego na stole. 

— Nie! — zaprotestowała Aria. 
— Ktoś za to lubi cieb ie — powiedział Mike. — Choć to 

ohydny pomysł. — Udał, że wymiotuje. 

— Kto? — zapytała Ella podekscytowana. 
 
 

132 

background image

- Noel Kahn - odpowiedział Mike, przeżuwając ogromny kęs 

pączka. - Pytał o ciebie na treningu lacrosse'a. 

- Noel Kahn? - powtórzyła jak echo Ella, patrząc to na Mike'a, 

to na Arię. - Który to? Bywał u nas trzy lata temu? Znam go? 

Aria znowu jęknęła i przewróciła oczami. 
- To nikt. 
- Nikt? - Mike był zdegustowany. - To najfajniejszy facet z 

twojego rocznika. 

- To ty tak myślisz - powiedziała Aria, całując mamę w czubek 

głowy. 

Ruszyła z kawałkiem gazety w dłoni w kierunku przedpokoju. 

A więc faceci lubili mądre kobiety? Aria z Islandii potrafiła być 
mądra. 

- Czemu nie lubisz Noela Kaima? - Aria aż podskoczyła na 

dźwięk głosu Mike'a. Stał kilka kroków od niej z kartonem soku 
pomarańczowego w dłoni. — To super-koleś. 

Aria westchnęła. 
- Jak ci się tak podoba, to się z nim umów. 
Mike napił się wprost z kartonu, wytarł usta i wlepił w nią 

wzrok. 

- Dziwnie się zachowujesz. Upaliłaś się? Dasz się sztachnąć? 
Aria parsknęła z pogardą. Na Islandii Mike cały czas chciał 

spróbować narkotyków i dostał małpiego rozumu, gdy jakiś facet 
nad zatoką sprzedał mu odrobinę trawy. Okazało się, że towar 
niesamowicie śmierdzi, ale Mike i tak z dumą wypalił wszystko. 

Mike podrapał się po brodzie. 
- Chyba wiem, czemu świrujesz. 
 

133 

background image

— Masz w głowie siano. — Aria odwróciła się do szafy. 
— Tak myślisz? To nieprawda. Wiesz co? Sprawdzę, czy 

moje podejrzenia są słuszne. 

— Powodzenia, Sherlocku. 
Aria włożyła kurtkę. Wiedziała, że Mike ma w głowie siano, 

ale miała też nadzieję, że nie usłyszał drżenia w jej głosie. 

Kiedy inni uczniowie wchodzili do klasy na lekcję literatury - 

większość chłopaków miała kilkudniowy zarost, a większość 
dziewczyn wyglądała jak klony Mony i Hanny, w sandałach na 
koturnie i bransoletkach z ozdobnym zapięciem - Aria 
przeglądała swoje notatki. Na dziś mieli przygotować referat na 
temat Czekając na Godota. Aria uwielbiała referaty — na ich 
użytek wypracowała specjalny, idealny, seksowny i chropawy 
głos. Sztukę znała doskonale. Kiedyś spędziła w pewnym barze 
w Rejkiawiku całą niedzielę, kłócąc się na jej temat z jakimś 
facetem przypominającym Adriena Brody'ego... sącząc pyszną 
wódkę jabłkową z martini i niby przypadkiem dotykając go nogą 
pod stołem. Był to nie tylko doskonały dzień, żeby pokazać się 
jako uczennica idealna, ale również żeby udowodnić wszystkim, 
jaka super jest Aria z Islandii. 

Ezra wszedł do klasy, cały wymięty, zblazowany, prosto do 

schrupania. Klasnął w dłonie. 

— Słuchajcie, mamy dziś mnóstwo roboty. Proszę o ciszę. 

Hanna Marin odwróciła się i posłała Arii znaczący 

uśmieszek. 
— Jak myślisz, jaką nosi bieliznę? 
 
 
 

134 

background image

Aria odpowiedziała słabym uśmiechem - oczywiście, że 

bawełniane bokserki w paski - ale natychmiast skierowała uwagę 
z powrotem na Ezrę, który podszedł do tablicy. 

- Wszyscy przeczytali zadane teksty? Wszyscy przygotowali 

referat? Kto pierwszy? 

Aria natychmiast podniosła rękę. Ezra skinął na nią głową. 

Podeszła do tablicy, poprawiła włosy, żeby rozkosznie 
rozsypywały się na ramionach, i upewniła się, że naszyjnik z 
wielkich korali nie zahaczył o kołnierzyk bluzki. Szybko 
przeczytała kilka zdań streszczenia. 

- W zeszłym roku oglądałam inscenizację Czekając na Godota 

w Paryżu - zaczęła właściwy referat. 

Zauważyła, że Ezra lekko uniósł brwi. 
- Grano ją w małym teatrze nad brzegiem Sekwany. W 

powietrzu unosił się zapach brioszek z serem, które pieczono za 
ścianą. - Zrobiła pauzę. - Wyobraźcie sobie tę scenę: tłum ludzi 
czekających na zewnątrz, jakaś pani głaszcze swoje dwa białe 
pudelki, w oddali widać wieżę Eiffla. 

Na chwilę podniosła wzrok. Wszyscy słuchali jak 

zaczarowani! 

-Czuło się energię, podekscytowanie, pasj ę. I nie tylko 

dlatego, że wsz ys tk i m, nawet mojemu młodszemu bratu, 
sprzedawano piwo. 

- Ale super! - wtrącił Noel Kahn. Aria uśmiechnęła się. 
- Fioletowe siedzenia obite pluszem pachniały francuskim 

masłem, które jest o wiele słodsze od amerykańskiego. Piecze się 
z niego pyszne ciasta. 

- Aria — upomniał ją Ezra. 
- Z takim masłem nawet śli ma k i smakują lepiej! 

 

135 

background image

- Aria! 
Aria zamilkła. Ezra oparł się o tablicę i założył ręce na piersi. 
- Tak? — uśmiechnęła się. 
- Muszę ci przerwać. 
- Ale... nie dotarłam nawet do połowy! 
- Miałaś mówić o sztuce, a nie o pluszowych fotelach i 

ciastach. 

W klasie rozległy się zduszone chichoty. Aria powlokła się na 

swoje miejsce i usiadła. Czy on nie wie, jak się tworzy 
at mos fer ę? 

Noel Kahn podniósł rękę. 
- Noel? - zapytał Ezra. - Teraz ty? 
- Nie - odparł Noel. Wszyscy się zaśmiali. - Chciałem tylko 

powiedzieć, że bardzo mi się podobał referat Arii. 

- Dzięki - powiedziała cicho Aria. 
- Naprawdę sprzedają tam alkohol nieletnim? - spytał Noel. 
- Nie do końca. 
- Chyba pojadę z rodzicami do Włoch w zimie. 
- Włochy są super. Spodoba ci się. 
- Skończyliście już? - przerwał im Ezra. Popatrzył z 

desperacją na Noela. 

Aria wbiła pomalowane na różowo paznokcie w blat ławki. 

Noel znowu odwrócił się w jej kierunku. 

- A mają tam absynt? - wyszeptał do niej. 
Skinęła głową, zdumiona, że Noel wie, co to jest absynt. 
- Panie Kahn - przerwał im Ezra zniecierpliwiony. Trochę za 

bardzo zniecierpliwiony. - Wystarczy. 

Czy w jego głosie pobrzmiewała za zd ro ś ć ? 
 
 
 

136 

background image

— Cholera — Hanna odwróciła się do niej. — Co go ugryzło? 
Aria zdusiła chichot. Chyba jakaś idealna uczennica sprawiła, 

że pewien nauczyciel się zdenerwował. 

Ezra wywołał Devon Arliss, która zaczęła czytać swój referat. 

Ezra stanął bokiem, położył palec na brodzie i słuchał. Arii serce 
mocniej zabiło. Tak bardzo go chciała, że czuła wibrację w całym 
ciele. 

Zaraz, chwileczkę. Czy to nie jej telefon w dużej zielonej 

torbie leżącej na podłodze? 

Komórka wibrowała. Aria ukradkiem sięgnęła po telefon. 

Przyszła nowa wiadomość: 

Aria, może on ma zwyczaj flirtować z uczennicami. Wielu 

nauczycieli tak robi... Zapytaj tatę! 

A. 
Aria szybko zamknęła telefon. Ale potem otworzyła go i 

znowu przeczytała wiadomość. I jeszcze raz. Dostała gęsiej 
skórki. 

Nikt z siedzących w klasie nie miał w ręku telefonu. Ani 

Hanna, ani Noel, ani nikt inny. Nikt na nią nie patrzył. Spojrzała 
nawet na sufit i drzwi do klasy, ale nie było tam nic podejrzanego. 
Było cicho i spokojnie. 

— To się nie dzieje naprawdę — wyszeptała Aria. 
Jedyną osobą, która znała historię jej taty, była... Alison. Ale 

ona przysięgała n a  wł asn y g ró b ,  że nie piśnie o tym nikomu. 
Czyżby w ró ci ł a ? 

137 

background image

14 
 
TO CIĘ NAUCZY, ŻE ZAMIAST ŚLEDZIĆ KOGOŚ W 

NECIE, POWINNAŚ ODRABIAĆ LEKCJE 

 
W czwartek po południu Spencer miała wolną lekcję. Wybrała 

się więc do szkolnej czytelni. Było to jej ulubione miejsce na 
kampusie. Wysokie pomieszczenie wypełniały po sam sufit 
regały z książkami, w rogu stał olbrzymi globus na postumencie, 
a w tylnej ścianie był witraż. Stanęła pośrodku pustej sali, 
zamknęła oczy i wdychała zapach starych, oprawionych w skórę 
tomów. 

Dziś wszystko potoczyło się po jej myśli. Nagły atak chłodu 

sprawił, że mogła włożyć nowiutki, bladobłękitny, wełniany 
płaszczyk od Marca Jacobsa. W szkolnej kawiarni barista zrobił 
jej przepyszną podwójną latte na chudym mleku. Egzamin ustny 
z francuskiego zdała śpiewająco. Wieczorem miała 
przeprowadzić się do domku, Melissa zaś miała spać w swoim 
starym ciasnym pokoju. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

138 

background image

A jednak zawisła nad nią ciężka, ciemna chmura. Cały czas 

towarzyszyło jej uczucie, że o czymś zapomniała i że ktoś ją... 
obserwuje. Nic dziwnego, że czuła się nieswojo. To przez tego 
głupiego maila. I mignięcie włosów Ali w oknie jej pokoju. I 
dlatego, że tylko Ali wiedziała o Ianie... 

Próbując się pozbyć niepokoju, usiadła przed komputerem i 

poprawiła gumkę ciemnogranatowych rajstop we wzory. Weszła 
do internetu. Zaczęła zbierać materiały do pracy biograficznej na 
kurs z literatury, ale kiedy przebiegła wzrokiem listę tematów 
znalezionych przez wyszukiwarkę, wpisała do niej „Wren Kim". 

Przeglądając wyniki wyszukiwania, zachichotała. Na stronie 

szkoły Mili Hill w Londynie znalazła zdjęcie długowłosego 
Wrena stojącego obok palnika Bunsena 

i stojaka z probówkami. Kolejny link zaprowadził ją do 

college'u Corpus Christi w Oksfordzie. Tutaj Wren miał na sobie 
strój Hamleta i trzymał w dłoni czaszkę. Kiedy próbowała 
powiększyć zdjęcie, żeby lepiej ocenić, jakiego rozmiaru rajstopy 
nosi, ktoś klepnął ją w ramię. 

- To twój chłopak? 
Spencer poderwała się, zrzucając wysadzany kryształami 

telefon komórkowy na podłogę. Za jej plecami stał Andrew 
Campbell i szczerzył zęby w uśmiechu. 

Szybko zamknęła stronę. 
— Oczywiście, że nie! 
Andrew schylił się po jej telefon, odgarniając z oczu pasmo 

długich do ramion, prostych włosów. Spencer pomyślała, że 
może nawet byłby przystojny, gdyby ściął tę lwią grzywę. 

 

139 

background image

- Ups - powiedział, wręczając jej telefon. - Diamenty ci 

wypadły. 

Spencer wyrwała mu telefon z ręki. 
- Przestraszyłeś mnie. 
- Przepraszam - uśmiechnął się Andrew. - Twój chłopak to 

aktor? 

- Już mówiłam, że to nie mój chłopak! Andrew cofnął się o 

krok. 

- Przepraszam, chciałem tylko pogadać. Spencer przyjrzała 

mu się podejrzliwie. 

- A przy okazji — mówił dalej Andrew, poprawiając szelki 

swojego plecaka - tak sobie myślałem, że może jedziesz jutro na 
imprezę do Noela? Mógłbym cię podwieźć. 

Spencer spojrzała na niego tępo i nagle ją oświeciło: impreza 

w plenerze u Noela Kahna. Była na niej rok wcześniej. Niektórzy 
pili piwo na wyścigi i wszystkie dziewczyny zdradzały swoich 
chłopaków. Tegoroczna impreza zapowiadała się podobnie. I co? 
Andrew naprawdę sądził, że pozwoli się podwieźć jego 
samochodzikiem? A zmieszczą się w nim oboje? 

- Chyba nie — odparła. Andrew posmutniał. 
- No tak, pewnie masz mnóstwo innych rzeczy na głowie. 
Spencer zmarszczyła brwi. 
- Niby co masz na myśli? Andrew wzruszył ramionami. 
- Masz chyba mnóstwo roboty. Twoja siostra wróciła, 

prawda? 

Spencer rozparła się na krześle i zagryzła dolną wargę. 
- Tak, przyjechała wczoraj wieczorem. Skąd wiesz... 
 
 

140 

background image

Przerwała. Ch wile c zk ę.  Andrew bezustannie jeździł swoim 

mini cooperem po jej ulicy. Przecież widziała go wczoraj, kiedy 
wyciągała ze skrzynki wyniki egzaminu... 

Przełknęła ślinę. Czy przypadkiem nie widziała jego 

samochodu również tego dnia, kiedy razem z Wrenem brali 
kąpiel? Musiał się stale kręcić wokół jej domu, skoro zauważył, 
że Melissa wróciła. A jeśli... jeśli to An d re w  ją szpiegował i 
podglądał? A jeśli to on napisał tego beznadziejnego maila? To 
możliwe, zawsze z nią rywalizował. Może wysyłanie komuś 
pogróżek uważał za skuteczną metodę pozbycia się konkurencji 
w następnych wyborach na przewodniczącego... A może nawet 
chciał ją wyprzedzić w wynikach w nauce na koniec roku? Ma 
długie włosy! Może to jego  widziała w oknie domu Ali? 

Nie wi ar ygo d n e ! Spencer patrzyła na Andrew z 

niedowierzaniem. 

— Coś się stało? - zapytał Andrew z troską w głosie. 
— Muszę już iść. 
Zebrała książki i wyszła z czytelni. 
— Poczekaj — zawołał za nią. 
Spencer nie zatrzymała się, ale w drzwiach czytelni zdała 

sobie sprawę, że wcale nie czuła gniewu. Jasne, to dziwne, że 
Andrew ją szpieguje, ale jeśli Andrew to A., Spencer mogła 
odetchnąć z ulgą. Nawet jeśli miał na nią jakiegoś haka, to i tak 
nie wiedział tego, co wiedziała Alison. 

Otworzyła drzwi na dziedziniec i wpadła na Emily Fields. 
— Cześć - powiedziała Emily. Po jej twarzy przemknął cień 

zdenerwowania. 

— Cześć — odpowiedziała Spencer. 
 

141 

background image

Emily poprawiła plecak Nike. Spencer odgarnęła włosy z 

twarzy. Kiedy ostatni raz rozmawiała z Emily? 

— Zimno się zrobiło, co? — zapytała Emily. 
— Tak — Spencer pokiwała głową. 
Emily uśmiechnęła się tak jak ktoś, kto nie wie, co po-

wiedzieć, i wtedy Tracey Reid, koleżanka z drużyny pływackiej, 
chwyciła ją za ramię. 

— Kiedy dostaniemy pieniądze na kostiumy kąpielowe? — 

zapytała. 

Gdy Emily jej odpowiadała, Spencer strzepnęła z żakietu jakiś 

niewidzialny pyłek i zastanawiała się, czy może sobie już pójść 
bez oficjalnych pożegnań. Nagle zauważyła coś na nadgarstku 
Emily. Emily nadal nosiła bransoletkę z niebieskiego sznurka. 
Alison zrobiła je dla nich wszystkich w szóstej klasie, po 
wypadku Jenny. 

Najpierw chciały tylko dać nauczkę bratu Jenny, Toby'emu. 

To miał być kawał. Kiedy już to zaplanowały, Ali pobiegła na 
drugą stronę ulicy, pod domek na drzewie Toby'ego, a one 
obserwowały wszystko przez okno. A potem... potem coś 
str as zn e go  stało się Jennie. 

Kiedy ambulans odjechał spod domu Jenny, Spencer 

dowiedziała się o całym wypadku czegoś, o czym nie wiedziały 
pozostałe dziewczyny: Toby zauważył Ali, ale ona widziała, jak 
Toby robi coś ró wn i e zł ego . Nie mógł na nią donieść, bo 
wtedy ona doniosłaby na niego. 

Wkrótce Ali zrobiła dla wszystkich bransoletki, żeby im 

przypomnieć, że są przyjaciółkami na  za ws z e i że skoro teraz 
mają wspólny sekret, muszą się z a wsz e  wspierać. Spencer 
myślała, że Ali przyzna się wszystkim, że ktoś ją widział, ale ona 
nigdy tego nie zrobiła. 

 

142 

background image

Kiedy policjanci przesłuchiwali Spencer po zaginięciu Ali, 

pytali, czy miała jakichś wrogów, czy ktoś nienawidził jej tak 
bardzo, że chciałby ją skrzywdzić. Spencer powiedziała, że Ali 
była bardzo popularna i że kilka dziewczyn jej za to nie lubiło, ale 
to była tylko zazdrość. 

Kłamała w żywe oczy. Kilka osób szczerze nienawidziło Ali i 

Spencer wiedziała, że powinna była powiedzieć policji to, co 
wiedziała na temat sprawy Jenny... że może Toby chciał 
skrzywdzić Ali... Jak jednak miała im to wytłumaczyć, nie 
mówiąc dlaczego? Spencer codziennie mijała dom Toby'ego i 
Jenny. Toby'ego wysłano do szkoły z internatem i rzadko 
odwiedzał rodzinny dom, więc wydawało jej się, że ich tajemnica 
była bezpieczna. Dziewczyny mogły się nie obawiać Toby'ego. A 
Spencer nie musiała już nigdy mówić swoim przyjaciółkom tego, 
co wiedziała tylko ona. 

Kiedy Tracey Reid się pożegnała, Emily odwróciła się. 

Zdziwiło ją, że Spencer nadal stoi obok. 

- Muszę iść na lekcję. Miło było cię widzieć - powiedziała. 
— Na razie — odrzekła Spencer. Obie uśmiechnęły się z 

przymusem. 

143 

background image

15 
 
URAŻONA MĘSKA DUMA TO POCZĄTEK KOŃCA 

ZWIĄZKU 

 
— Obijacie się! Musicie wrócić do formy! — krzyczała 

trenerka Lauren stojąca obok basenu. 

W czwartek po południu Emily w otoczeniu innych pływaków 

w kryształowo błękitnej wodzie pływalni imienia Andersona 
słuchała krzyków i połajanek ich dość młodej, pływającej 
niegdyś w kadrze olimpijskiej trenerki Lauren Kinkaid. Basen 
miał dziesięć metrów szerokości, dwadzieścia pięć metrów 
długości i niewielką trampolinę. W suficie na całej długości 
basenu były szyby, więc kiedy wieczorem pływała na grzbiecie, 
oglądała gwiazdy. 

Emily chwyciła się krawędzi i naciągnęła czepek na uszy. 

Jasne, wrócić do formy. Musiała się skoncentrować. 

Wczoraj wieczorem, kiedy wróciła z Mayą znad rzeki, długo 

leżała w łóżku, nie śpiąc, przepełniona radością, bo świetnie się z 
Mayą bawiły. Radość była jednak przemieszana ze zdziwieniem i 
niepokojem z powodu jej 

 
 
 
 
 
 
 
 

144 

background image

wyznania. „Nie jestem pewna, czy podobają mi się faceci. 

Wolałabym być z kimś, no wiesz, takim jak ja". Czy próbowała 
powiedzieć to, co Emily przeczuwała? 

Emily czuła zdenerwowanie na wspomnienie o tym, jak 

prowokacyjnie Maya zachowywała się przy wodospadzie, nie 
wspominając o tym, jak się łaskotały i dotykały. Po powrocie do 
domu przetrząsnęła torbę w poszukiwaniu liściku od A., który 
dostała dzień wcześniej. Czytała go w kółko, przyglądając się 
każdemu słowu, aż oczy zaszły jej łzami. 

W porze obiadowej Emily postanowiła przyłożyć się do 

pływania. Żadnego opuszczania treningów. Żadnego 
bumelowania. Od teraz będzie idealną pływaczką. 

Ben podpłynął do niej i dotknął dłonią ściany basenu. 
— Brakowało mi ciebie wczoraj. -Mhm. 
Zacznie od nowa z Benem. Przecież był śliczny, prawda? Miał 

piegi, przenikliwe błękitne oczy, wydatną szczękę i pięknie 
wyrzeźbione ciało pływaka. Wyobraziła sobie, że to Ben skacze z 
mostu przy szlaku Marwyn. Śmiałby się z nią czy uznałby to za 
dziecinadę? 

— Gdzie się podziewałaś? - zapytał, zanurzając w wodzie 

okulary do pływania, żeby nie zachodziły mgłą. 

— Miałam lekcję hiszpańskiego. 
— Wpadniesz do mnie po treningu? Rodzice wrócą dopiero 

koło ósmej. 

— Nie wiem... czy dam radę. 
Emily odepchnęła się od ściany i zaczęła unosić się w wodzie. 

Patrzyła na swoje miarowo pracujące nogi i stopy. 

— Czemu? - Ren też odepchnął się od ściany. 
— Bo... - do głowy nie przychodziła jej żadna wymówka. 
 

145 

background image

— Przecież chcesz — wyszeptał Ben. 
Nabrał wody w dłonie i ochlapał ją. Wczoraj Maya zrobiła to 

samo, ale tym razem Emily się skrzywiła. Ben przestał chlapać. 

— Co się stało? 
— Nie chlap. 
Ben objął ją w pasie. 
— Nie? Nie lubisz być ochlapywana? — zapytał dziecinnym 

głosem. 

-Ni e.  
Ben puścił ją. 
— W porządku. 
Emily westchnęła i popłynęła na drugi koniec toru. Naprawdę 

lubiła Bena. Może jednak powinna pojechać do niego po 
treningu. Pooglądają telewizję, zamówią pizzę, a on będzie 
próbował włożyć jej rękę pod wyjątkowo mało seksowny stanik 
sportowy. Nagle do oczu napłynęły jej łzy. Nie miała 
najmniejszej ochoty siedzieć z nim na drapiącej, niebieskiej 
kanapie w suterenie, nie chciała, żeby wyciągał jej oregano 
spomiędzy zębów, nie chciała mu wkładać języka do ust. Po 
prostu n ie. 

Nie potrafiła udawać. Czy to jednak znaczyło, że chciała z nim 

zerwać? Trudno było podejmować decyzje dotyczące chłopaka, 
który płynął na tym samym torze, dwa metry przed nią. 

Jej siostra Carolyn, płynąca na sąsiednim torze, poklepała ją 

po ramieniu. 

— Wszystko w porządku? 
— Tak — mruknęła Emily, biorąc niebieską deskę. 
— Okej — Carolyn wyglądała, jakby chciała coś dodać. 
 
 

146 

background image

Wczoraj, po powrocie znad rzeki, Emily zaparkowała volvo 

przy pływalni dokładnie w chwili, kiedy wyszła z niej Carolyn. 
Na pytanie, gdzie była, Emily odpowiedziała, że musiała 
pojechać na lekcję hiszpańskiego. Carolyn chyba jej uwierzyła, 
bo auto wydawało dziwne trzaski, a tak się zachowywało tylko po 
dłuższej jeździe. 

Siostry były do siebie podobne. Obie miały piegi na nosie, 

wyblakłe od chloru, rudobrązowe włosy i musiały używać sporo 
tuszu, żeby wydłużyć krótkie rzęsy. Choć dzieliły pokój, nigdy 
nie zżyły się z sobą. Carolyn była cichą, ponurą i posłuszną 
dziewczyną. Tak jak Emily. Tylko że Carolyn było z tym dobrze. 

Trenerka zagwizdała. 
— Ćwiczymy nogi! Ustawcie się! 
Pływacy ustawili się od najszybszego do najwolniejszego, 

trzymając deski w wyciągniętych rękach. Ben stał przed Emily. 
Popatrzył na nią i uniósł brew. 

— Nie mogę przyjść dziś do ciebie — powiedziała cicho. Nie 

chciała, żeby usłyszeli ją inni chłopcy, którzy stali obok w grupie 
i wyśmiewali sztuczną opaleniznę Gemmy Curran, która chyba 
przysnęła w solarium. - Przepraszam. 

Usta Bena zmieniły się w kreskę. 
— Jasne. A to niespodzianka. 
Na dźwięk gwizdka trenerki odepchnął się od ściany i zaczął 

ćwiczyć ruch nóg w motylku. Emily w napięciu czekała na 
kolejny gwizdek i ruszyła w ślad za Benem. 

Płynąc, obserwowała, jak Ben miarowo porusza nogami. Ale 

głupio wyglądał w czepku naciągniętym na bardzo krótkie włosy. 
Przed każdymi zawodami wpadał w paranoję i golił całe ciało do 
ostatniego włoska, nawet na 

 

147 

background image

rękach i nogach. Teraz uderzał stopami w wodę o wiele za 

mocno, chlapiąc Emily w twarz. Z gniewem spoglądała na jego 
głowę wynurzającą się raz po raz spod wody i mocniej uderzała 
nogami w wodę. 

Choć ruszyła pięć sekund po nim, na drugim końcu pływalni 

znaleźli się prawie jednocześnie. Odwrócił się w jej stronę, 
wkurzony. Etykieta w drużynie pływackiej nakazywała, że jeśli 
w czasie okrążenia ktoś cię wyprzedzi, musisz puścić go 
przodem. Ale Ben odepchnął się od ściany. 

— Ben! — zawołała Emily z irytacją w głosie. Stanął po 

płytszej stronie basenu i odwrócił się. -Co? 

— Puść mnie pierwszą. 
Ben przewrócił oczami i popłynął dalej pod wodą. Emily 

odepchnęła się od ściany i z dziką werwą go dogoniła. Stanął 
przy ścianie i odwrócił się do niej. 

— Mogłabyś ze mnie zejść? — prawie krzyczał. Emily 

wybuchnęła śmiechem. 

— Miałeś puścić mnie przodem! 
— Może gdybyś nie wystartowała od razu, nie siedziałabyś mi 

na ogonie. 

Parsknęła z pogardą. 
— Nic na to nie poradzę, że jestem szybsza. Ben otworzył 

usta. 

Ups. 
Emily oblizała wargi. 
— Ben... 
— Nie... — uniósł rękę w górę. — Proszę, płyń tak szybko, jak 

tylko potrafisz. 

Rzucił okularki na posadzkę. Odbiły się i wpadły do basenu, 

prawie uderzając Gemmę w sztucznie opalone ramię. 

 

148 

background image

- Ben... 
Wbił w nią wzrok, potem odwrócił się i wyszedł z basenu. 
- Mam to w nosie. 
Emily widziała, jak szarpnięciem otwiera drzwi do męskiej 

szatni. 

Pokręciła głową, patrząc, jak drzwi kołyszą się tam i z 

powrotem. Potem przypomniała sobie, co wczoraj powiedziała 
Maya. 

- Walić kreta - powiedziała pod nosem i uśmiechnęła się 

lekko. 

149 

background image

16 
 
NIE PRZYJMUJ ZAPROSZEŃ BEZ ADRESU 

ZWROTNEGO 

 
- Przyjdziesz wieczorem? - Hanna mocno ściskała telefon, 

czekając na odpowiedź Seana. 

Był czwartek po lekcjach. Razem z Moną spotkały się na 

kampusie na szybkie cappuccino, ale Mona musiała iść 
wcześniej, żeby poćwiczyć uderzenia przed turniejem golfowym, 
w którym brała udział z mamą w czasie weekendu. Hanna 
siedziała teraz w domu na werandzie, rozmawiała z Seanem i 
obserwowała, jak sześcioletnie bliźnięta z sąsiedztwa rysują 
zdumiewająco poprawnych anatomicznie chłopców kredą na ich 
podwórku. 

- Nie mogę - odpowiedział Sean. - Naprawdę mi przykro. 
- Ale w czwartek leci Miłość od pierwszego wejrzenia, 

przecież wiesz! 

Hanna i Sean uwielbiali reality show pod tytułem Miłość od 

pierwszego wejrzenia, opowiadające o życiu czterech par, które 
spotkały się w internecie. Dzisiejszy 

 
 
 
 
 
 
 
 

150 

background image

odcinek był bardzo ważny, bo dwoje ich ulubionych 

bohaterów, Nate i Fiona, mieli to zrobić. Hanna spodziewała się, 
że dzięki temu przynajmniej zacznie o tym rozmawiać z Seanem. 

— Mam... jeszcze spotkanie. 
— Jakie spotkanie? 
— No... Klubu D. 
Hannie opadła szczęka. Klu b u  D? To Klu b  Dz ie wic ? 
— Nie możesz nie pójść? Sean milczał przez chwilę. -Nie. 
— A przyjdziesz przynajmniej jutro na imprezę do Noela? 
Znowu milczenie. 
— Sean! Musisz! — powiedziała piskliwie. 
— No dobrze. Noel chyba by się trochę wściekł. 
— Ja bym się wściekła — poprawiła go Hanna. 
— Wiem. Do jutra. 
— Sean, czekaj... — zaczęła Hanna. Ale on się już rozłączył. 
Hanna otworzyła drzwi do domu. Sean mu si ał przyjść jutro 

na imprezę. Uknuła romantyczny plan, który nie mógł się nie 
powieść. Zaprowadzi go do lasu przy domu Noela, wyznają sobie 
miłość i będą uprawiać seks. W Klubie D na pewno nie mieli nic 
przeciwko seksowi, jeśli tylko był z miłości. Poza tym lasy 
Kahnów otoczone były legendą. Mówiono na nie Lasy Męskości, 
bo w czasie dorocznych przyjęć mnóstwo chłopaków straciło tu 
dziewictwo. Plotka głosiła, że drzewa opowiadały żółtodziobom 
pikantne historie. 

 

151 

background image

Zatrzymała się przed lustrem w holu i podciągnęła koszulę, 

żeby przyjrzeć się płaskim mięśniom swojego brzucha. Stanęła 
bokiem, żeby obejrzeć mały, okrągły tyłeczek. Potem nachyliła 
się, żeby przyjrzeć się cerze. Wczorajsze plamy zniknęły. 
Wyszczerzyła zęby. Jeden ząb w dolnej szczęce zachodził na 
kieł. Zawsze tak miała? 

Rzuciła złotą skórzaną torbę z grubym paskiem na podłogę w 

kuchni i otworzyła zamrażarkę. Jej mama nie kupowała 
prawdziwych lodów, tylko namiastki ze zmniejszoną zawartością 
cukru. Ale musiały wystarczyć. Wyjęła trzy porcje i zaczęła 
łakomie odpakowywać jedną. Z pierwszym kęsem poczuła jak 
zawsze potrzebę, by zjeść więcej. 

— Hanno, zjedz jeszcze ptysia — szeptała jej do ucha Ali, 

kiedy pojechała razem z nią do taty do Annapolis. Potem 
odwróciła się do Kate, córki przyjaciółki jej ojca, i powiedziała: 
— Hanna ma szczęście. Może jeść, ile chce, a w ogóle nie tyje! 

Oczywiście obie znały prawdę. Dlatego było to takie złośliwe. 

Już wtedy nie grzeszyła piękną figurą i wciąż przybierała na 
wadze. Kate zachichotała, a Ali - która powinna być po stronie 
Hanny — też się zaśmiała. 

— Coś ci przyniosłam. 
Hanna podskoczyła. Mama stała przy małym stoliku z 

telefonem, w seksownym, sportowym staniku Champion i 
spodniach do jogi z szerokimi nogawkami. 

— Och — powiedziała Hanną cicho. 
Pani Marin zmierzyła Hannę wzrokiem, a jej spojrzenie 

zatrzymało się na lodowym deserze w jej dłoniach. 

— Naprawdę zjesz aż tr z y? 
 

152 

background image

Hanna spojrzała w dół. Pierwszą porcję spałaszowała w 

dziesięć sekund i nawet nie poczuła smaku. Już odpako-wywała 
następną. 

Uśmiechnęła się słabo do mamy i szybko wepchnęła pozostałe 

opakowania z powrotem do zamrażarki. Kiedy się odwróciła, 
mama postawiła na stole niebieską torebkę od Tiffany'ego. 

- To ?  
— Otwórz. 
W środku było niebieskie pudełeczko, a w nim cały zestaw - 

bransoletka, okrągłe srebrne kolczyki i naszyjnik. Taki sam 
komplet, jak ten, który musiała oddać ekspedientce z Tiffany'ego 
na posterunku. Hanna podniosła w górę kolczyki i przyglądała 
się, jak połyskują w świetle lampy. 

— Wspaniałe. 
Pani Marin wzruszyła ramionami. 
— Nie ma sprawy. 
Potem na znak, że uznaje rozmowę za skończoną, poszła do 

salonu, rozwinęła fioletową matę do jogi i włączyła płytę z 
ćwiczeniami. 

Hanna, zmieszana, powoli włożyła kolczyki do pudełka. 

Mama była taka d zi wn a. 

Nagle wzrok Hanny spoczął na kremowej kwadratowej 

kopercie. Leżała na małym stoliku, obok telefonu. Na kopercie 
widniało jej imię i nazwisko napisane na maszynie. Uśmiechnęła 
się. Zaproszenie na jakąś fajną imprezę było właśnie tym, co 
mogło ją rozweselić. 

„Oddychaj przez nos albo przez usta", mówił kojący głos 

instruktora jogi z telewizora w salonie. Pani Marin stała 
spokojnie z rękami na biodrach. Nawet nie drgnęła, 

 

153 

background image

kiedy jej telefon wyćwierkał melodię oznajmiającą nową 

wiadomość. To był czas wyłącznie dla niej. 

Hanna wzięła kopertę i wspięła się po schodach do swojego 

pokoju. Usiadła na łóżku z baldachimem, chwyciła prześcieradło 
utkane z miliarda nitek i uśmiechnęła się do Dota, który spał 
spokojnie na swoim legowisku. 

— Chodź tu, Dot — zawołała cicho. 
Pies przeciągnął się, wskoczył na jej łóżko i leniwie wtulił się 

w jej ramiona. Hanna westchnęła. Może miała właśnie zespół 
napięcia przedmiesiączkowego i to rozedrganie, to nerwowe 
uczucie, że świat się rozpada, przejdzie za kilka dni. 

Paznokciem rozcięła kopertę i uniosła brwi. To nie było 

zaproszenie. List nie miał sensu. 

Hanno 
Nawet tata nie kocha cię najbardziej! 
A. 
Co to miało znaczyć? Ale kiedy rozłożyła drugą kartkę 

włożoną do koperty, krzyknęła. 

Była to kolorowa kopia z newsletteru jednej z prywatnych 

szkół. Hanna spojrzała na znane jej twarze na fotografii. Podpis 
głosił: „Kate Randall z Barnbury School przemawiała podczas 
balu charytatywnego. Na zdjęciu z matką Isabel Randall i 
narzeczonym matki Tomem Marinem". 

Hanna mrugała szybko. Ojciec wyglądał tak samo jak tego 

dnia, gdy widziała go po raz ostatni. I chociaż serce jej stanęło, 
gdy przeczytała słowo „narzeczony" — kiedy t o się stało? — to 
widok Kate sprawił, że skóra zaczęła ją swędzić. Kate wyglądała 
idealnie jak nigdy. Jej cera 

 
 

154 

background image

jaśniała. Miała perfekcyjną fryzurę. Radośnie obejmowała 

mamę i pana Marina. 

Hanna nigdy nie zapomniała chwili, kiedy po raz pierwszy 

zobaczyła Kate. Razem z Hanną wyszły z pociągu w Annapolis i 
najpierw Hanna zobaczyła tylko ojca opierającego się o maskę 
samochodu. Potem otworzyły się drzwi i z auta wysiadła Kate. Jej 
długie, kasztanowe włosy były proste i lśniące. Miała postawę 
dziewczyny, która od najmłodszych lat tańczyła w balecie. Hanna 
w pierwszym odruchu chciała się schować za jakimś słupem. 
Spojrzała na swoje byle jakie dżinsy, rozciągnięty kaszmirowy 
sweter i chciała zapaść się pod ziemię ze wstydu. 

„To dlatego tata nas zostawił — pomyślała. — Chciał mieć 

córkę, której by się nie wstydził". 

- O Boże - wyszeptała Hanna, szukając, czy na kopercie 

znajduje się adres zwrotny. 

Nic. Zaświtała jej myśl. Jedyną osobą, która wiedziała o Kate, 

była Alison. Spojrzała na literę A w liście. 

Lody zabulgotały jej w żołądku. Pobiegła do łazienki 
i chwyciła zapasową szczoteczkę stojącą w ceramicznym 

kubku obok umywalki. Uklękła przed sedesem i czekała. W 
kącikach jej oczu pojawiły się łzy. 

„Nie zaczynaj znowu - mówiła sobie, przyciskając 

szczoteczkę do podniebienia. - Jesteś od tego silniejsza". 

Wstała i spojrzała do lustra. Miała czerwoną twarz i 

skołtunione włosy. Jej oczy były czerwone i spuchnięte. Powoli 
włożyła szczoteczkę z powrotem do kubka. 

— Mam na imię Hanna i jestem boska — powiedziała do 

swojego odbicia w lustrze. 

Ale nie brzmiało to przekonująco. Wcale. 

155 

background image

17 
 
GĄSKI, GĄSKI, DO DOMU! 
 
— No dobra — Aria dmuchnęła, odsuwając długie włosy 

sprzed oczu. — W tej scenie masz nosić na głowie durszlak i 
mówić dużo o dziecku, którego nie mamy. 

Noel uniósł brwi i dotknął kciukiem różowych, wygiętych w 

łuk ust. 

— Czemu mam nosić na głowie durszlak, Finko? 
— Bo to dramat absurdu. Więc musi być, no wiesz, po-

kręcony. 

— A, rozumiem — uśmiechnął się szeroko Noel. 
Był piątek rano. Siedzieli w sali do literatury. Po wczorajszym 

beznadziejnym referacie o Czekając na Godota Ezra wyznaczył 
kolejne zadanie polegające na tym, by dobrać się w grupy i 
napisać sztukę egzystencjalistyczną. „Egzystencjalistyczny" 
znaczy „głupi i od czapy". Jeśli istniał ktoś, kto potrafił napisać 
sztukę głupią i od czapy, była to właśnie Aria. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

156 

background image

- Moglibyśmy zrobić coś naprawdę absurdalnego - za-

proponował Noel. - Ta postać mogłaby jeździć limuzyną i po 
kilku piwach wjechać nią do stawu z kaczkami. Ale w trakcie 
zasypia i nie zauważa, że wpadła do stawu, aż do następnego 
poranka. W limuzynie mogłyby chodzić kaczki. 

Aria zmarszczyła czoło. 
- Niby jak to wystawimy? To niemożliwe. 
- Nie wiem - Noel wzruszył ramionami. - Ale coś takiego 

zdarzyło mi się w zeszłym roku. To było naprawdę absurdalne. I 
niesamowite. 

Aria westchnęła. Bynajmniej nie wybrała Noela na swojego 

partnera dlatego, że uważała go za świetnego pisarza. Rozglądała 
się za Ezrą, który niestety w ogóle na nią nie patrzył, pewnie z 
zazdrości. 

- A może jedna z postaci będzie myślała, że jest kaczką? 

-zasugerowała. - Mogłaby ni stąd, ni zowąd zacząć kwakać. 

- Hm, jasne - Noel napisał to na kartce w linie obgryzionym 

piórem Montblanc. - A może nakręcimy to wszystko cyfrową 
kamerą mojego taty? I zrobimy z tego film, a nie nudną sztukę. 

Aria milczała przez chwilę. 
- Właściwie to świetny pomysł - powiedziała po chwili. 
- Wtedy moglibyśmy nagrać scenę z limuzyną—uśmiechnął 

się Noel. 

- Pewnie tak. — Aria zastanawiała się, czy Kahnowie 

naprawdę mieli na zbyciu jakąś limuzynę. Zapewne. 

Noel szturchnął łokciem Masona Byersa, który pracował w 

parze z Jamesem Freedem. 

- Stary. W naszej sztuce będzie limuzyna! I efekty 

pirotechniczne! 

 

157 

background image

— Zaraz. Efekty pirotechniczne? — zapytała Aria. 
— Ale fajnie! — powiedział Mason. 
Aria zacisnęła usta. Naprawdę nie miała na to siły. Zeszłej 

nocy prawie nie zmrużyła oka. Wczorajsza tajemnicza 
wiadomość tak ją wytrąciła z równowagi, że pół nocy w dzikim 
zapale robiła na drutach fioletową czapkę z na-usznikami i 
rozmyślała. 

Nawet nie chciała myśleć o tym, że ktoś wie nie tylko o niej i 

Ezrze, ale także o historii jej ojca. A jeśli ten A. wyśle też 
wiadomość jej mamie? A może już to zrobił? Aria nie chciała, 
żeby mama się dowiedziała. Nie teraz i nie w taki sposób. 

Aria nie mogła też opędzić się od myśli, że wiadomość mogła 

przysłać Ali so n . O sprawie wiedziało niewiele osób. Pewnie 
jacyś koledzy ojca z wydziału. No i oczywiście Meredith. Jednak 
oni nie znali Arii. 

Jeśli wiadomość przysłała Alison, to może jednak żyła. A 

może... n i e. A jeśli wysyłał je duch Ali? Duch mógł bez trudu 
wśliznąć się do damskiej ubikacji w tamtym barze. Duchy 
umarłych często kontaktowały się z żywymi, żeby odkupić winy, 
prawda? To było ich ostatnie zadanie domowe przed pójściem do 
nieba. 

Jeśli Ali chciała odkupić grzechy, to jednak Aria znała lepsze 

kandydatki. Na przykład Jenna. Aria zasłoniła dłońmi oczy, 
przeganiając wspomnienie. Terapeuci może i każą konfrontować 
się z własnymi demonami. Ona próbowała wyprzeć z pamięci 
całą sprawę Jenny, a także sprawę swojego taty i Meredith. 

Aria westchnęła. W takich momentach żałowała, że drogi jej i 

przyjaciółek się rozeszły. Hanna siedziała kilka ławek dalej. 
Gdyby tylko Aria mogła podejść do Hanny 

 

158 

background image

i porozmawiać z nią o tym, zadać jej kilka pytań na temat Ali. 

Ale czas zmieniał ludzi nieodwracalnie. Zastanawiała się, czy nie 
łatwiej byłoby jej porozmawiać ze Spencer albo Emily. 

— Witaj. 
Aria wyprostowała się. Przed jej ławką stał Ezra. 
— Cześć — powiedziała piskliwie. 
Spojrzała w jego niebieskie oczy i poczuła ukłucie w sercu. 

Ezra jakoś dziwnie wypiął biodra. 

— Jak się miewasz? 
— Hm... świetnie. Naprawdę wyśmienicie. 
Usiadła wyprostowana. W czasie lotu z Islandii przeczytała w 

czasopiśmie znalezionym w kieszeni fotela, że chłopakom 
podobały się dziewczyny pełne entuzjazmu i pozytywnej energii. 
A skoro błyskotliwość nie sprawdziła się wczoraj jako wabik, to 
czemu nie wypróbować optymizmu? 

Ezra klikał długopisem. 
— Słuchaj, przepraszam, że wczoraj przerwałem ci referat w 

połowie. Dasz mi swoją kartę egzaminacyjną, żebym mógł na nią 
spojrzeć i wpisać ci ocenę? 

— Okej. — Ej, czy Ezra zrobiłby coś takiego dla innego 

ucznia? — A ty... jak się masz? 

— W porządku — Ezra uśmiechnął się. Wydawało jej się, że 

chce jeszcze coś powiedzieć. — Nad czym pracujecie? 

Położył dłonie na ławce i nachylił się, żeby zajrzeć do jej 

zeszytu. Aria przez moment patrzyła na jego dłonie, a potem 
przesunęła swój palec, z paznokciem pomalowanym na różowo, 
żeby dotknąć jego palca. Chciała, żeby to wyglądało na 
przypadek, ale on nie odsunął ręki. Wydawało jej się, że między 
ich palcami przeskakuje iskra elektryczna. 

 

159 

background image

— Panie Fitz! — Devon Arliss podniosła rękę z tyłu rzędu. — 

Mam pytanie. 

— Już podchodzę — powiedział Ezra i wyprostował się. 
Aria podniosła do ust palec, którym dotknęła Ezry. Patrzyła na 

Ezrę przez kilka sekund, bo chciała, żeby do niej wrócił, ale tak 
się nie stało. 

No dobra, pora na plan Z jak zazdrość. Odwróciła się do 

Noela. 

— Myślę, że w naszym filmie powinna być scena erotyczna. 
Powiedziała to naprawdę głośno, ale Ezra nadal stał nachylony 

nad biurkiem Devon. 

— Fantastycznie! — zawołał Noel. — Zagra w niej facet, 

któremu wydaje się, że jest kaczką? 

— Tak. Z kobietą, która całuje jak gęś. Noel zaśmiał się. 
— A jak całuje gęś? 
Aria spojrzała w kierunku ławki Devon. Ezra patrzył teraz na 

nich. Dobrze. -Tak. 

Nachyliła się i cmoknęła Noela w policzek. Nie spodziewała 

się, że Noel tak ładnie pachnie. Chyba kremem do golenia Blue 
Eagle. 

— Ale fajnie — wyszeptał. 
Cała klasa zajęta była swoimi zadaniami i nikt nie zauważył 

gęsiego pocałunku. Poza Ezrą, który nadal stał przy biurku 
Devon jak wryty. 

— Wiesz, że robię dziś wieczorem imprezę? — Noel położył 

Arii dłoń na kolanie. 

— Tak, coś mi się obiło o uszy. 
 
 

160 

background image

— Przyjdź koniecznie. Będzie morze piwa. I innych rzeczy... 

Na przykład, szkocka. Lubisz szkocką? Mój tata ma taką 
kolekcję, że... 

- Uwielbiam szkocką. - Aria czuła na plecach palący wzrok 

Ezry. Nachyliła się do Noela i powiedziała: — Oczywiście, że 
przyjdę. 

Kiedy usłyszała dźwięk długopisu spadającego na podłogę, 

nie miała wątpliwości, że Ezra ich usłyszał. 

161 

background image

18 
 
GDZIE NASZA STARA, POCZCIWA EMILY -CO Z NIĄ 

ZROBILIŚCIE? 

 
— Idziesz na imprezę do Kahna? — zapytała Carolyn, 

podjeżdżając pod dom. 

Emily przeczesała grzebieniem wilgotne włosy. 
— Nie wiem. — Dziś na treningu nie zamieniła z Renem 

nawet słowa, więc nie była pewna, czy się wybierają. — A ty? 

— Nie wiem. Może pójdziemy z Topherem do Applebee. 

Oczywiście Carolyn nie mogła się zdecydować, czy woli 

iść do Khana czy do Applebee. 
Wysiadły z volvo i podeszły kamienną ścieżką do trzy-

dziestoletniego domu Fieldsów, zbudowanego w stylu ko-
lonialnym. Nie był nawet w połowie tak wielki i efektowny jak 
większość domów w Rosewood. Niebieska farba schodziła z 
okiennic, a ze ścieżki prowadzącej do drzwi zniknęło kilka 
kamieni. 

Mama przywitała je w drzwiach. W ręku trzymała słuchawkę 

telefonu. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

162 

background image

— Emily, musimy pomówić. 
Emily spojrzała na Carolyn, która spuściła wzrok i pobiegła na 

górę. Aha. 

— A co się stało? 
Mama przesunęła dłońmi po szarych spodniach z zaszewkami. 
— Rozmawiałam z panią trener. Twierdzi, że bujasz w 

obłokach. I... nie byłaś na treningu w środę. 

Emily przełknęła ślinę. 
— Pomagałam kolegom w hiszpańskim. 
— To samo powiedziała mi Carolyn. Więc zadzwoniłam do 

pani Hernandez. 

Emily wbiła wzrok w swoje vansy. Pani Hernandez uczyła 

hiszpańskiego i koordynowała samopomoc uczniowską. 

— Nie kłam, Emily. — Pani Fields uniosła brwi. — Gdzie 

byłaś? 

Emily weszła do kuchni i ciężko usiadła na krześle. Mama 

była bardzo racjonalną osobą. Mogła z nią o tym porozmawiać. 

Obracała w palcach kolczyk w górnej części ucha. Wiele lat 

wcześniej Ali poprosiła ją, żeby poszła z nią do salonu piercingu, 
kiedy przebijała sobie pępek. Obie przebiły sobie wtedy ucho 
takimi samymi srebrnymi kolczykami w kształcie pętelki. Emily 
nadal go nosiła. Potem Ali kupiła Emily parę nauszników w 
leopardzie cętki, żeby mogła nimi zasłonić kolczyk przed 
powrotem do domu. Emily nadal ich używała w najmroźniejsze 
dni w zimie. 

— Mamo — powiedziała wreszcie — poszłam na spacer z 

nową dziewczyną, Mayą. Jest naprawdę fajna. Zaprzyjaźniłyśmy 
się. 

 

163 

background image

Mama patrzyła na nią zdezorientowana. 
- A czemu nie umówiłyście się po treningu albo w niedzielę? 
- O co tyle hałasu? - zapytała Emily. - Opuściłam jeden 

trening. Odrobię go w weekend, obiecuję. 

Mama wydęła wąskie usta i usiadła. 
- Emily... nie rozumiem. Kiedy zdecydowałaś się trenować 

pływanie w tym roku, przyjęłaś na siebie pewną 
odpowiedzialność. Nie możesz się umawiać z przyjaciółkami w 
czasie treningu. 

-Zd ec yd o wa ł a m si ę? - przerwała jej Emily. -Mówisz, 

jakbym miała wybór. 

- Co się z tobą dzieje? Mówisz dziwnym tonem. Kłamiesz. - 

Mama pokręciła głową. - Co się dzieje? Nigdy nie kłamałaś. 

- Mamo... 
Emily urwała. Zmęczyła ją ta rozmowa. Chciała przyznać, że 

owszem, skłamała, i to bardzo. Choć nadal była tamtą grzeczną 
dziewczyną z siódmej klasy, to zdarzało jej się robić rzeczy, o 
których mama nie chciałaby wiedzieć. 

Zaraz po zniknięciu Ali Emily wbiła sobie do głowy, że w 

jakiś sposób... w skali kosmosu... była to jej wina, że w ten 
sposób ukarano ją za nieposłuszeństwo wobec rodziców. Za ten 
kolczyk. Za sprawę Jenny. Od tego momentu próbowała być 
idealna i robić wszystko, co kazali rodzice. W środku i na 
zewnątrz stała się doskonałą córką. 

- Chcę tylko zrozumieć, co się z tobą dzieje - powiedziała 

mama. 

Emily położyła ręce na obrusie, próbując sobie przypomnieć, 

jak stała się tą wersją siebie, którą tak n ap ra wd ę nie była. Ali 
nie zniknęła dlatego, że Emily nie wypełniała 

 

164 

background image

poleceń rodziców. Teraz zdała sobie z tego sprawę. Tak jak 

nie mogła sobie wyobrazić, że siedzi na kłującej kanapie u Bena i 
czuje jego śliski język na szyi, tak nie wyobrażała sobie, że przez 
kolejne dwa lata, a potem jeszcze przez cztery lata studiów będzie 
dzień w dzień spędzać po kilka godzin w basenie. Czemu nie 
mogła po prostu być... sobą? Czy nie wykorzystałaby lepiej 
czasu, gdyby się uczyła albo — Boże uchowaj — bawiła się? 

— Skoro chcesz wiedzieć, co się ze mną dzieje, powiem ci. - 

Emily odgarnęła włosy z twarzy. Wzięła głęboki oddech. — Nie 
chcę już pływać. 

Pani Fields zadrgała prawa powieka. Lekko otworzyła usta. 

Potem odwróciła się i wbiła wzrok w magnesy przyczepione do 
drzwi lodówki. Milczała, lecz ramiona jej drżały. Wreszcie 
odwróciła się z powrotem. Miała zaczerwienione oczy, a jej 
twarz zrobiła się nagle obwisła, jakby postarzała się o dziesięć lat. 

— Zadzwonię do ojca. Może on przemówi ci do rozumu. 
— Już podjęłam decyzję. - Emily zdała sobie sprawę, że to 

powiedziała. 

— Jeszcze nie. Nie wiesz, co dla ciebie najlepsze. 
— Mamo! 
Emily poczuła, jak do oczu napływają jej łzy. Była przerażona 

i smutna, że mama się na nią złości. Ale gdy podjęła już decyzję, 
poczuła się tak, jakby w środku upalnego lata pozwolono jej 
zdjąć puchową kurtkę. 

Mamie trzęsła się broda. 
— To przez tę nową koleżankę? Emily skrzywiła się i wytarła 

nos. 

— Co? Przez kogo? Pani Fields westchnęła. 
 

165 

background image

— Przez tę dziewczynę, która wprowadziła się do domu po 

DiLaurentisach. To z nią uciekłaś z treningu, prawda? Co 
robiłyście? 

— Pojechałyśmy... na szlak — szepnęła Emily. — I roz-

mawiałyśmy. 

Mama wlepiła wzrok w podłogę. 
— Ta dziewczyna wydaje mi się podejrzana... Tak po prostu. 
Zar az. Co takiego? Emily gapiła się na mamę. Czy ona... 

wiedziała? Ale jak? Nawet nie spotkała Mai. Chyba że 
wystarczyło na nią spojrzeć i wszystko stawało się jasn e. 

— Maya jest naprawdę fajna — broniła się Emily. — Za-

pomniałam ci powiedzieć, ale bardzo smakowało jej twoje ciasto. 
Kazała ci podziękować. 

Mama zacisnęła usta. 
— Poszłam do nich. Chciałam być dobrą sąsiadką. Ale to... to 

już za wiele. Ona ma na ciebie zły wpływ. 

— Ja nie... 
— Emily, błagam — przerwała jej mama. Słowa uwięzły 

Emily w gardle. Mama westchnęła. 

— Różni was przepaść kulturowa... Nie wiem nawet, co 

mogłoby was łączyć. Bóg wie, co to za ludzie. Nic o nich nie 
wiadomo. 

— O czym ty mówisz? 
Emily gapiła się na mamę. Ro d z in a Mai? Emily wiedziała, 

że jej tata to inżynier lądowy, a mama jest pielęgniarką. Jej brat 
chodził do czwartej klasy liceum i grał doskonale w tenisa. Na 
tyłach domu budowali dla niego kort tenisowy. Co jej rodzina 
miała z tym wszystkim wspólnego? 

 
 

166 

background image

- Po prostu im nie ufam - powiedziała mama. - Wiem, że to 

małoduszne, ale im nie ufam. 

Emily nagle skamieniała. Rod zi na M ai. P rze pa ść  

ku ltu ro wa. Ci lu d zie ? Nagle zdała sobie sprawę z tego, co 
właśnie powiedziała mama. O. Mój. Boże. 

Pani Fields nie martwiła się tym, że Maya może być lesbijką. 

Martwiła się, bo i Maya, i cała jej rodzina była cz arn o skó r a. 

167 

background image

19 
 
NA OSTRO 
 
W piątek wieczór Spencer leżała na swoim łóżku z klonowego 

drewna, pod baldachimem, pośrodku sypialni w jej nowym 
domku. Na brzuchu miała słoiczek maści przeciwbólowej i gapiła 
się na przepiękny belkowy strop. Kto by pomyślał, że 
pięćdziesiąt lat temu spały tu krowy! Pokój był olbrzymi, miał 
cztery wielkie okna i stało w nim małe pianino. Poprzedniego 
wieczoru po kolacji przeniosła tu wszystkie pudła i meble. 
Ułożyła wszystkie książki i płyty wedle nazwisk autorów i 
kompozytorów, ustawiła wieżę, a telewizor nastawiła tak, by 
odbierał jej ulubiony, najnowszy program na BBC America. Było 
wspaniale. 

Oczywiście oprócz bólu pleców. Czuła się tak, jakby skoczyła 

na bungee bez liny zabezpieczającej, łan kazał im biec sześć 
kilometrów sprintem, a potem trenowali uderzenia. Wszystkie 
dziewczyny opowiadały, w co się ubiorą na imprezę u Noela, ale 
po piekielnym treningu Spencer nie miałaby nic przeciwko temu, 
żeby zostać w domu 

 
 
 
 
 
 
 
 
 

168 

background image

i odrobić zadanie z matematyki. Szczególnie że mieszkała 

teraz we własnym małym domku jak z bajki. 

Sięgnęła do słoika z maścią 1 zobaczyła, że jest pusty. Powoli 

usiadła 1 położyła dłoń na lędźwiach, jak staruszka. Musi 
przynieść więcej maści z domu rodziców. Tak jej się to podobało, 
że może teraz mówić o domu rodziców. Czuła się taka dorosła. 

Kiedy przemierzała wiodący pod górę trawnik przy domu 

rodziców, powróciła w myślach do swego ulubionego tematu 
dnia - do Andrew Campbella. Poczuła taką ulgę, że A. to Andrew, 
a nie Ali. Czuła się sto razy lepiej i milion razy mniej 
paranoicznie niż wczoraj. Ale i tak uważała go za szpiega i 
intryganta! Jak śmiał zadawać tak intymne, plotkarskie pytania i 
wypisywać takie maile! A wszyscy uważali go za słodkie 
niewiniątko w idealnie zawiązanym krawacie i z gładką cerą. 
Pewnie nosił w plecaku krem do twarzy i zawsze brał prysznic po 
wuefie. Dziwak. 

Zamknęła za sobą drzwi łazienki na piętrze i znalazła słoiczek 

maści w szafce. Zdjęła ciepłe spodnie Nuala Puma i odwróciła 
się, żeby zobaczyć się w lustrze. Wcierała maść w plecy i 
pośladki. Wokół natychmiast rozszedł się mentolowy zapach, a 
ona zamknęła oczy. 

Drzwi otwarły się nagle. Spencer próbowała podnieść spodnie 

najszybciej jak się da. 

- O Boże! - zawołał Wren, otwierając szeroko oczy. -Ja... O, 

cholera. Przepraszam. 

- Nic się nie stało - powiedziała Spencer, zawiązując 
sznurek w pasie. 
- Wciąż się gubię w tym domu... - Wren miał na sobie 

niebieski, szpitalny strój, który składał się z T-shirtu w serek i 
szerokich spodni zawiązywanych w pasie. Wyglądał, 

 

169 

background image

jakby miał zamiar położyć się spać. - Myślałem, że to nasz 

pokój. 

- Zdarza się - powiedziała Spencer, choć oczywiście nie było 

to codzienne wydarzenie. 

Wren zatrzymał się w drzwiach. Spencer czuła, że na nią 

patrzy. Szybko przyjrzała się sobie, czy nie wystaje jej cycek albo 
czy nie posmarowała maścią szyi. 

- Jak się mieszka? - zapytał Wren. 
Spencer uśmiechnęła się i bezwiednie zasłoniła usta dłonią. W 

zeszłym roku wybieliła sobie zęby i wyglądały zbyt biało. 
Musiała je przyciemniać, pijąc hektolitry kawy. 

- Bomba. A tobie jak się mieszka w dawnym pokoju mojej 

siostry? 

Wren uśmiechnął się drętwo. 
- Jest trochę... różowo. 
- Tak. I macie tam tyle falbaniastych zasłon. 
- Znalazłem też pewną niepokojącą płytę. 
- Naprawdę? Jaką? 
- Upiór w operze — skrzywił się. 
- Myślałam, że lubisz teatr - wypaliła Spencer. 
- No tak, Szekspira na przykład. - Wren uniósł brwi. -Skąd 

wiesz? 

Spencer pobladła. Miałby ją za wariatkę, gdyby przyznała się, 

że szukała informacji o nim w internecie. Wzruszyła ramionami i 
oparła się o krawędź umywalki. Poczuła w lędźwiach 
przeszywający ból i skrzywiła się. Wren spojrzał z niepokojem. 

- Co się dzieje? 
- No wiesz, znowu hokej na trawie. 
- Co zrobiłaś tym razem? 
- Chyba coś naciągnęłam. Właśnie się smaruję. 
 

170 

background image

Z ręcznikiem w jednej dłoni sięgnęła po słoiczek, nabrała 

trochę maści i wsunęła w spodnie, żeby wetrzeć w pośladki. 
Jęknęła cicho i miała nadzieję, że seksownie. No dobra, niech ją 
ktoś pozwie za to, że trochę za bardzo dramatyzuje. 

- Potrzebujesz pomocy? 
Spencer zawahała się. Ale Wren wyglądał na bardzo za-

troskanego. Choć skręcała plecy specjalnie, to i tak czuła się jak 
na torturach. No dobrze, po prostu ją bolało. 

- Jeśli możesz - powiedziała łagodnie. - Dzięki. Spencer 

przymknęła nogą drzwi. Rozsmarowała porcję 

maści na jego dużej dłoni, która teraz wydała jej się tak 

pięknie ukształtowana. Spojrzała na ich odbicie w lustrze i 
przeszył ją dreszcz. Razem wyglądali cudownie. 

- Gdzie cię boli? - zapytał. 
Spencer pokazała. Mięsień tuż pod pośladkiem. 
- Poczekaj — zamruczała. 
Wzięła ręcznik z wieszaka, osłoniła się nim i ściągnęła 

spodnie. Podsunęła się tak, by wyeksponować bolące miejsce, i 
pokazała Wrenowi, żeby sięgnął pod ręcznik. 

- Tylko nie pobrudź za bardzo ręcznika - powiedziała. 

-Błagałam mamę, żeby zamówiła je parę lat temu z Francji, a 
maść je zniszczy. Nawet po praniu będą nią pachniały. 

Usłyszała zduszony śmiech Wrena i zdrętwiała. Czy za-

brzmiała teraz jak panna porządnicka? Jak jej siostra? 

Wren czystą dłonią odgarnął włosy do tyłu i uklęknął, żeby 

rozsmarować maść na jej skórze. Sięgnął pod ręcznik 1 zaczął 
powoli, kolistymi ruchami wcierać ją w mięsień. Spencer 
rozluźniła się i lekko oparła na nim. Nie cofnął się. Czuła jego 
oddech na ramieniu, potem na uchu. Jej skóra płonęła. 

- Lepiej? - zapytał cicho Wren. 

171 

background image

- Bosko. - Nie była pewna, czy powiedziała to na głos, czy 

tylko pomyślała. 

„Powinnam to zrobić - pomyślała Spencer. - Powinnam go 

pocałować". 

Przycisnął dłonie mocniej do jej pleców, wbijając lekko 

paznokcie. Serce biło jej szybko. 

W korytarzu zadzwonił telefon. 
- Wren, kochanie? - zawołała z dołu mama Spencer. -Jesteś na 

górze? Melissa do ciebie. 

Wren podskoczył. Spencer wyrwała mu się i okryła 

ręcznikiem. Szybko wytarł dłoń z maści w drugi ręcznik. Spencer 
była zbyt spanikowana, żeby temu zapobiec. Wren westchnął 
cicho. Spencer odwróciła wzrok. 

- Powinieneś... -Tak. 
Otworzył drzwi. 
- Mam nadzieję, że pomogłem. 
- Tak, dzięki - wyszeptała, zamykając za nim drzwi. Potem 

stanęła przed umywalką i wpatrywała się w lustro. 

Coś się poruszyło w lustrze i przez sekundę wydawało jej się, 

że ktoś stoi pod prysznicem. Za chwilę zobaczyła, że to tylko 
podmuch z otwartego okna poruszał zasłonką. Spencer odwróciła 
się w kierunku umywalki. 

Wokół umywalki zostawili ślady maści. Była biała i mazista, 

trochę jak lukier na torcie. Palcem wskazującym napisała w niej 
imię Wrena. A potem obrysowała je sercem. 

Chciała nawet tak to zostawić. Ale kiedy usłyszała, jak Wren 

schodzi na dół i mówi do telefonu: „Cześć, kochanie, tęskniłem", 
uniosła brwi i wytarła maść dłonią. 

 
 
 

172 

background image

20 
 
EMILY BRAKUJE TYLKO MIECZA ŚWIETLNEGO I 

CZARNEGO HEŁMU 

 
Zapadał zmrok, kiedy Emily wsiadła do zielonego jeepa 

cherokee Rena. 

— Dzięki, że przekonałeś moich rodziców, żebym zaczęła 

odbywać karę od jutra. 

— Nie ma sprawy — odparł Ben. 
Nawet nie pocałował jej na powitanie. I na cały regulator 

puścił Fali Out Boya, choć wiedział, że Emily go nie cierpi. 

— Trochę ich wkurzyłam. 
— Słyszałem. 
Ben nie spuszczał wzroku z jezdni. Ciekawe, czemu nie 

zapytał o szczegóły. Może już wiedział. 

Jej ojciec przyszedł do jej pokoju i powiedział: 
— Ben przyjedzie po ciebie za dwadzieścia minut. Przygotuj 

się. 

 

173 

background image

No dobra. Emily myślała, że dostanie dożywotni areszt 

domowy za obrazę bogów pływania, ale chyba jej rodzice chcieli, 
żeby wyszła z Benem. Może on przemówi jej do rozsądku. 

Emily westchnęła ciężko. 
— Przepraszam za wczorajszy trening. Ostatnio bardzo się 

stresuję. 

Ben wreszcie przyciszył radio. 
— W porządku. Po prostu jesteś zdezorientowana. Emily 

oblizała usta, które właśnie posmarowała błyszczykiem. 
Zd ezori ent o wana ? Niby czym? 

— Tym razem ci wybaczę — dodał Ben i ścisnął jej dłoń. 

Emily zdrętwiała. T ym r a ze m?  A nie powinien 

przypadkiem też jej przeprosić? W końcu jak mały chłopczyk 

uciekł do szatni. 

Przejechali przez otwartą, kutą w żelazie bramę do posiadłości 

Kahnów. Dom był oddalony od szosy, więc droga dojazdowa 
ciągnęła się przez kilometr, otoczona wysokimi sosnami. Tu 
nawet powietrze wydawało się czystsze. Dom z czerwonej cegły 
miał ganek z olbrzymimi doryckimi kolumnami. Nad portykiem 
wznosił się posąg konia. Po jednej stronie był wspaniały oszklony 
salon. Emily naliczyła czternaście okien na pierwszym piętrze, od 
jednego do drugiego końca domu. 

Ale dziś wieczorem nie jechali do domu. Jechali na łąki. Od 

domu oddzielał je wysoki żywopłot, a potem kamienny mur. Za 
nim był olbrzymi, porośnięty trawą teren. Jego połowę 
zajmowały stajnie Kahnów. Po drugiej stronie rozciągała się 
olbrzymia łąka ze stawem z kaczkami. Teren otaczały wysokie 
lasy. 

 
 

174 

background image

Ben zaparkował na prowizorycznym parkingu na trawie i 

Emily wysiadła. Zza domu dobiegała muzyka The Killers. Z 
jeepów, cadillaków i saabów wysiadały znane im osoby. Kilka 
nienagannie umalowanych dziewczyn wyciągnęło papierosy z 
pikowanych torebek na łańcuszku i zapaliło. Potem każda wyjęła 
malutki telefon i rozpoczęła rozmowę. Emily spojrzała na swoje 
sfatygowane trampki i dotknęła byle jak związanego kucyka. 

Ben dołączył do niej i przeszli przez las za żywopłotem na 

teren przyjęcia. Emily nie znała wielu osób, ponieważ Kahnowie 
zaprosili wszystkie najpopularniejsze osoby z prywatnych szkół 
w okolicy, a nie tylko z Rosewood. Niedaleko krzewów stał stół z 
beczką piwa i napojami. Pośrodku pola ustawiono podest do 
tańca, światła i namioty. Po drugiej stronie łąki, tuż obok lasu, 
stała staroświecka budka do robienia zdjęć, oświetlona lampkami 
choinkowymi. Kahnowie co roku wyciągali ją z piwnicy na swoją 
imprezę. 

Noel przywitał ich. Miał na sobie szary T-shirt z napisem ZA 

JEDZENIE ZRORIĘ WSZYSTKO i spłowiałe dżinsy z 
dziurami. Był boso. 

— Co słychać? - Wręczył im po piwie. 
- Dzięki - Ben wziął kubek i zaczął pić. Bursztynowe piwo 

płynęło mu po brodzie. — Fajna impreza. 

Ktoś poklepał Emily po ramieniu. 
Emily odwróciła się. Aria Montgomery stała za nią w 

obcisłym, czerwonym, spłowiałym T-shircie z napisem 
UNIWERSYTET ISLANDZKI, obstrzępionej, dżinsowej mini i 
czerwonych butach kowbojskich od Johna Fluevoga. Czarne 
włosy związała wysoko w kucyk. 

 

175 

background image

— O, cześć — powiedziała Emily. Słyszała, że Aria już 

wróciła, ale dotąd jej nie spotkała. — Jak było w Europie? 

— Bosko — uśmiechnęła się Aria. 
Patrzyły na siebie przez kilka sekund. Emily chciała 

powiedzieć Arii, że dobrze zrobiła, pozbywając się tego 
pretensjonalnego kolczyka z nosa i różowych pasemek, ale nie 
wiedziała, czy wspominanie ich dawnej przyjaźni nie 
zabrzmiałoby zbyt dziwnie. Napiła się piwa i z zaciekawieniem 
wpatrywała się w krawędź kubka. 

Aria nie mogła spokojnie ustać. 
— Fajnie, że przyszłaś. Chciałam z tobą pogadać. 
— Naprawdę? — Emily spojrzała jej prosto w oczy, a potem 

wbiła wzrok w ziemię. 

— No wiesz... z tobą albo ze Spencer. 
— Serio? — Na dźwięk imienia Spencer poczuła, jak ściska ją 

coś w klatce piersiowej. 

— Obiecaj, że nie weźmiesz mnie za wariatkę. Nie było mnie 

tak długo i... — Aria złożyła usta w ciup, zawsze tak robiła, kiedy 
ważyła każde słowo. 

— No i? — Emily uniosła wyczekująco brwi. 
Może Aria chciała, żeby dawne przyjaciółki znowu się zeszły. 

Pewnie nie zdawała sobie sprawy, jak bardzo się od siebie 
oddaliły pod jej nieobecność. Nie czułyby się swobodnie w 
swoim towarzystwie. 

— No więc... — Aria rozejrzała się niespokojnie. — Nie było 

żadnych nowych wieści o zniknięciu Ali? 

Emily przeszył dreszcz, kiedy z ust jej dawnej przyjaciółki 

padło imię Ali. 

— Zniknięciu? Co masz na myśli? 
— No, odnaleźli porywacza? Wróciła? 
— Nie... — Emily nerwowo obgryzała paznokieć kciuka. 

176 

background image

Aria nachyliła się nieco. 
- Myślisz, że ona nie żyje? Emily otworzyła szeroko oczy. 
- Nie wiem... Dlaczego pytasz? 
Aria zamyśliła się z nieobecnym wyrazem twarzy. 
- O co chodzi? - zapytała Emily z bijącym sercem. 
- O nic. 
Aria spojrzała nagle na kogoś za plecami Emily. Zamilkła. 
- Hej — powiedział ktoś lekko zachrypniętym głosem. Emily 

odwróciła się. Zobaczyła Mayę. 

- Hej — odparła i o mało nie upuściła kubka. — Nie... nie 

wiedziałam, że wpadniesz. 

- Ja też nie wiedziałam. To brat chciał przyjść. Gdzieś się tu 

kręci. 

Emily odwróciła się, żeby przedstawić Arię, ale ta już gdzieś 

poszła. 

- Więc to jest Maya? - Obok pojawił się Ben. - Dziewczyna, 

która przeciągnęła Emily na ciemną stronę mocy? 

- Ciemną stronę? - piskliwym głosem powiedziała Emily. — 

Jaką ciemną stronę? 

- Rzuciłaś pływanie - wyjaśnił Ben. - Wiesz, że rzuciła 

pływanie? — zapytał Mayę. 

-Nap ra wd ę ? - Maya spojrzała na Emily z radosnym, 

szerokim uśmiechem. 

Emily posłała Benowi gniewne spojrzenie. 
- Maya nie miała z tym nic wspólnego. I nie musimy o tym 

teraz rozmawiać. 

Ben napił się piwa. 
- Czemu nie? Przecież to wiadomość dnia. 
- Nie wiem... 
 

177 

background image

— Nieważne. — Trochę zbyt mocno poklepał ją po ramieniu 

swoją ciężką dłonią. — Idę po jeszcze jedno piwo. Chcesz też? 

Emily skinęła, choć na imprezach nie piła więcej niż jedno 

piwo. Ben nie zapytał Mai, czy chce coś do picia. Kiedy się 
odwrócił, zauważyła, że ma workowate dżinsy. Żenada. 

Maya ścisnęła dłoń Emily. 
— Jak się czujesz? 
Emily z rumieńcami na twarzy patrzyła na ich splecione 

dłonie, ale nie próbowała wypleść palców z tego dziwnego 
uścisku. 

— Dobrze. — A może strasznie. Albo jak w złym filmie. — 

Mam mętlik w głowie. Ale czuję się okej. 

— Mam coś, żeby to uczcić — wyszeptała Maya. Sięgnęła do 

plecaczka Manhattan Portage i pokazała Emily szyjkę butelki 
whisky. — Ukradłam z barku. Rozpijesz ze mną? 

Emily wpatrywała się w Mayę. Miała zaczesane do tyłu włosy, 

prosty, czarny podkoszulek na ramiączkach i spódniczkę w 
kolorze wojskowej zieleni. Wyglądała radośnie, jak dusza 
towarzystwa, w przeciwieństwie do Bena, wystrojonego w 
zwisające na tyłku dżinsy. 

— Czemu nie? — odparła i ruszyła za Mayą w głąb lasu. 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

178 

background image

21 
 
OSTRE LASKI - TAKIE JAK MY 
 
Hanna napiła się wódki z sokiem cytrynowym i zapaliła 

kolejnego papierosa. Nie widziała Seana, od kiedy zaparkowali 
samochód na łące Kahnów dwie godziny temu. Mona też 
zniknęła. Teraz męczyła się rozmową z najlepszym przyjacielem 
Noela, Jamesem Freedem, Zeldą Millings — prześliczną 
blondynką, która nosiła ubrania i buty zrobione wyłącznie z 
konopi — oraz piszczącym towarzystwem wzajemnej adoracji z 
bardzo modnej szkoły Do-ringbell Friends prowadzonej w 
pobliskim mieście przez kwakrów. Dziewczyny były na 
zeszłorocznej imprezie i choć Hanna bawiła się wtedy razem z 
nimi, nie pamiętała imienia żadnej z nich. 

James położył swojego marlboro na podeszwie adidasa i napił 

się piwa. 

— Podobno brat Noela ma wiadro marihuany. 
— Erie? — zapytała Zelda. — Gdzie on się podziewa? 
— Jest w kabinie do robienia zdjęć — odparł James. 
 

179 

background image

Nagle spomiędzy sosen wyszedł Sean. Hanna wstała, 

poprawiła swoją sukienkę na ramiączkach, która miała ją 
wyszczuplić, i paseczki nowych, jasnoniebieskich sandałków od 
Christiana Louboutina. Kiedy próbowała dogonić Seana, obcas 
uwiązł jej w miękkiej trawie. Rozpostarła ramiona, upuściła 
drinka i upadła na tyłek. 

-Ale się wywaliła! — zawołał James pijackim głosem. 
Dziewczyny z Doringbell roześmiały się. 
Hanna szybko wstała i uszczypnęła się w dłoń, żeby się nie 

rozpłakać. Na najważniejszej imprezie w sezonie wszystko szło 
nie tak. Czuła, że sukienka za bardzo opina jej biodra. Nie mogła 
wymusić na Seanie nawet jednego uśmiechu w czasie jazdy - 
choć wyłudził od ojca na dzisiejszy wieczór BMW 760i. Było 
dopiero wpół do dziesiątej, a ona wlewała w siebie puste kalorie 
pod postacią trzeciej już szklanki wódki z sokiem. 

Sean wyciągnął rękę, żeby jej pomóc. 
— Wszystko w porządku? 
Hanna milczała. Sean miał na sobie biały T-shirt, który 

podkreślał jego szeroką klatkę piersiową futbolisty i płaski 
brzuch, będący zasługą genów, granatowe dżinsy, w których jego 
tyłek wyglądał niesamowicie seksownie, i obdarte, czarne 
adidasy Puma. Do tego ciemnoblond włosy w artystycznym 
nieładzie, zmysłowe, brązowe oczy i różowe usta, które aż 
chciało się całować. Od godziny obserwowała, jak Sean wita się z 
wszystkimi kolegami i skutecznie jej unika. 

— W porządku - powiedziała, wydymając usta w ten 

specjalny, wyćwiczony sposób. 

— Co się dzieje? 
Próbowała złapać równowagę na obcasach. 
 
 

180 

background image

— Możemy porozmawiać w cztery oczy? Może w lesie? 
— Dobra — Sean wzruszył ramionami. Ta k. 
Hanna poprowadziła Seana ścieżką do Lasu Męskości. 

Drzewa rzucały na nich długie, ciemne cienie. Hanna była tu 
wcześniej tylko raz, w siódmej klasie, kiedy jej przyjaciółki 
umówiły się potajemnie z Noelem Kah-nem i Jamesem Freedem. 
Ali całowała się wtedy z Noelem, Spencer z Jamesem, a ona z 
Emily i Arią siedziały na pniakach, częstowały się papierosami i 
jak ofiary czekały, aż dobiegnie końca całe to migdalenie. 
Obiecała sobie, że dziś wieczorem będzie inaczej. 

Usiadła na kępie gęstej trawy i przyciągnęła do siebie Seana. 
— Dobrze się bawisz? — Podała Seanowi swojego drinka. 
— Tak — Sean upił mały łyk. — Fajna impreza. A ty? Hanna 

zawahała się. Skóra Seana lśniła w świetle księżyca. Miał na 
koszulce niewielką plamę obok kołnierzyka. 

— Ja chyba też. 
Dobra, czas na konwersację się skończył. Hanna wyjęła drinka 

z rąk Seana, chwyciła go za słodką, kwadratową szczękę i zaczęła 
całować. O, p ro szę. Trochę szkoda, że kiedy cały świat wirował 
wokół niej, nie czuła smaku ust Seana tylko smak drinka. Ale co 
tam. 

Po minucie poczuła, że Sean ją odpycha. Może nadeszła pora, 

żeby podbić stawkę. Podciągnęła trochę granatową sukienkę, 
odsłaniając nogi i malutkie koronkowe stringi w kolorze 
lawendy. Leśne powietrze było chłodne. Na jej udzie usiadł 
komar. 

— Hanno — powiedział Sean łagodnie, próbując zasłonić jej 

nogi sukienką. — To nie... 

 

181 

background image

Nie był jednak dość szybki. Hanna już zdjęła sukienkę przez 

głowę. Sean zmierzył ją wzrokiem. Co dziwne, dopiero po raz 
drugi widział ją w bieliźnie. Chyba że doliczyć do tego ten 
tydzień, który spędzili w domku nad morzem jego rodziców w 
Avalon, kiedy widział ją w bikini. Ale to się nie liczyło. 

— Chyba nie chcesz przestać? — Wyciągnęła do niego rękę. 

Miała nadzieję, że wygląda ponętnie, ale i pięknie. 

— Chyba jednak chcę — Sean złapał ją za rękę. Hanna okryła 

się sukienką, najlepiej jak się dało. Ugryzło ją już chyba ze sto 
komarów. Szczękała zębami. 

— Ale... nie rozumiem cię. Nie kochasz mnie? — Jej słowa 

brzmiały tak słabo. 

Sean milczał. Hanna słyszała chichoty jakiejś innej pary z 

imprezy. 

— Nie wiem — powiedział wreszcie. 
— Jezu — powiedziała Hanna, odsuwając się od niego. Czuła 

w żołądku wszystkie drinki. — Jesteś g eje  m? — Zabrzmiało to 
trochę bardziej złośliwie niż chciała. 

— Nie! — wykrzyknął urażony. 
— No to o co chodzi? Nie podobam ci się? 
— Oczywiście, że tak — powiedział Sean, nieco zszokowany. 

Myślał przez chwilę. - Jesteś jedną z najładniejszych dziewczyn, 
jakie znam. Tylko czemu t y o tym nie wiesz? 

— O czym ty mówisz? — zapytała Hanna zdegustowana. 
— Ja tylko... — zaczął Sean. — Myślę, że mogłabyś się 

bardziej szanować... 

— Ale ja się szanuję! — krzyknęła mu prosto w twarz. 

Przesunęła się i w pośladek wbiła jej się szyszka. Sean 

wstał, zgaszony i smutny. 
 

182 

background image

- Spójrz na siebie — mierzył ją wzrokiem od stóp do głów. — 

Próbuję ci pomóc, Hanno. Zależy mi na tobie. 

Hanna czuła łzy w kącikach oczu i próbowała je powstrzymać. 

Nie miała zamiaru się teraz rozpłakać. 

- Szanuję się — powtórzyła. — Chciałam tylko... okazać ci 

swoje uczucia. 

- A ja chciałem tylko świadomie podjąć decyzję o seksie. - Nie 

mówił tego ani przyjaźnie, ani złośliwie. Po prostu... z 
dystansem. - Chcę, żeby to się stało we właściwym czasie z 
właściwą osobą. I to chyba nie będziesz ty. - Sean westchnął i 
odsunął się od niej na krok. - Przykro mi. 

Potem zniknął wśród drzew. 
Hanna była tak zażenowana i zła, że nie mogła wydobyć z 

siebie słowa. Próbowała wstać i iść za Seanem, ale znowu obcas 
uwiązł jej w ziemi i upadła. Wyciągnęła ramiona i patrzyła w 
gwiazdy, naciskając palcami na oczy, żeby powstrzymać łzy. 

— Chyba zaraz puści pawia! 
Hanna otworzyła oczy i zobaczyła dwóch pierwszoklasistów 

— którzy chyba weszli na imprezę nieproszeni — jak stoją nad 
nią, jakby była dziewczyną, którą stworzyli na ekranie swojego 
komputera. 

— Spieprzajcie, zboczeńcy — powiedziała do gapiących się 

pierwszaków i wstała. 

Widziała, jak na łące Sean biega za Masonem Byer-sem z 

żółtym kijem do krykieta. Parsknęła pogardliwie, strzepnęła 
igliwie z sukienki i skierowała kroki z powrotem na imprezę. Czy 
ko mu ko l wie k na niej zależało? Przypomniał jej się list, który 
dostała wczoraj. „Nawet tata cię nie kocha!" 

 

183 

background image

Nagle Hanna pożałowała, że nie ma numeru do taty. Wróciła 

pamięcią do dnia, w którym pojechała z Ali odwiedzić jego, 
Isabel i Kate. 

Było to w lutym, ale w Annapolis było niezwykle ciepło. 

Hanna, Ali i Kate siedziały na ganku i próbowały się opalać. Ali 
nawiązywała znajomość z Kate, gadając o swoich ulubionych 
odcieniach lakieru do paznokci z MAC, lecz Hanna jakoś nie 
potrafiła się do nich przyłączyć. Czuła się dziwnie, ciężko. 
Widziała, że kiedy wysiadły z Ali z pociągu, Kate poczuła ulgę. 
Zdziwiła się, że Ali jest taka śliczna, a potem spojrzała z ulgą na 
Hannę. Wydawało jej się, że słyszy, jak Kate myśli: „No cóż, 
żadna konkurencja!". 

Hanna nawet nie zauważyła, kiedy zjadła całą miskę serowego 

popcornu. Sześć ptysiów. I trochę sera brie, który miał być dla 
Isabel i jej taty. Chwyciła się za napchany żołądek, wbiła wzrok 
w płaskie brzuchy Ali i Kate i bezwiednie wydała jęk. 

— Mała świnka nie czuje się dobrze? — zapytał tata Hanny, 

ściskając jej mały palec u nogi. 

Hanna poczuła dreszcze na wspomnienie tamtej sytuacji i 

dotknęła swojego płaskiego teraz brzucha. A. — kimkolwiek był 
— miał rację. Tata z pewnością nie ją kochał najbardziej. 

— Wszyscy do stawu! — krzyknął Noel, wyrywając Hannę z 

zamyślenia. 

Hanna widziała z oddali, jak Sean ściąga T-shirt i pędzi w 

kierunku wody. Noel, James, Mason i paru innych chłopaków 
również ściągnęło T-shirty, ale Hanna miała to w nosie. Wcale 
nie dbała o to, że mogła oglądać najprzystojniejszych chłopaków 
z liceum bez koszulek... 

 
 

184 

background image

- Ale ciacha - zamruczała Felicity McDowell, która stała obok 

niej i mieszała teąuilę z winogronową fantą. -Co nie? 

- Mhm - mruknęła Hanna. 
Zacisnęła zęby. Pieprzyć jej szczęśliwego tatusia i jego 

idealną pasierbicę, pieprzyć Seana i jego odpowiedzialność! 
Chwyciła butelkę wódki ze stołu i wypiła wielki haust. Odstawiła 
butelkę na stół, ale w ostatniej chwili postanowiła wziąć ją z sobą. 
Seanowi na pewno nie ujdzie na sucho to, że ją porzucił, obraził, 
a potem po prostu zignorował. Nie ma mowy. 

Stanęła przy stosie ubrań, które na pewno należały do Seana. 

Dżinsy złożył w kostkę, a białe skarpetki włożył do butów, jak 
ostatni pedant. Upewniła się, czy nikt nie patrzy, i zwinęła dżinsy 
w kłębek, a potem odeszła od stawu. Co powiedzą koledzy z 
Klubu D, kiedy będzie musiał wracać do domu w samych 
bokserkach? 

Kiedy szła w kierunku drzew ze spodniami Seana w ręku, coś 

spadło z góry i odbiło się od ziemi u jej stóp. Hanna podniosła to 
coś i próbowała się zorientować, co to jest. 

Kluczyki od BMW. 
- Świetnie - wyszeptała, głaszcząc palcem guzik wyłączający 

alarm. Potem rzuciła spodnie na ziemię i wsadziła kluczyki do 
swojej niebieskiej pikowanej torby Moschino. 

Wspaniała noc na przejażdżkę samochodem. 

185 

background image

22 
 
KĄPIELE W PIWIE ŚWIETNIE DZIAŁAJĄ NA CERĘ 
 
— Popatrz na to — szepnęła podekscytowana Maya. — Takie 

coś stało w mojej ulubionej kawiarni w Cali! 

Emily i Maya patrzyły na starą budkę fotograficzną, stojącą 

tuż pod lasem. Długi pomarańczowy przedłużacz ciągnął się po 
trawie od budki aż do domu Noela. Kiedy ją podziwiały, z budki 
wypadł Erie, starszy brat Noela, oraz wstawiona Mona 
Vanderwaal. Wyjęli swoje zdjęcia i pobiegli dalej. Maya 
spojrzała na Emily. 

— Chcesz wejść? 
Emily skinęła głową. Zanim wcisnęły się do środka, szybko 

ogarnęła spojrzeniem przyjęcie. Kilka osób stało wokół beczki z 
piwem. Inni tańczyli, trzymając w górze czerwone kubki. Noel z 
grupką chłopaków pływali w stawie w bokserkach. Nigdzie nie 
widziała Bena. 

Emily wcisnęła się do budki, usiadła obok Mai na małej, 

pomarańczowej ławeczce i zaciągnęła zasłonkę. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

186 

background image

Siedziały tak blisko siebie, że ich uda i ramiona się dotykały. 
- Masz. 
Maya wręczyła Emily butelkę Jacka Danielsa i wcisnęła 

zielony przycisk. Emily napiła się whisky, a kiedy robiło się 
pierwsze zdjęcie, trzymała triumfalnie butelkę w górze. Potem 
zbliżyły twarze i uśmiechnęły się szeroko. Na trzecim zdjęciu 
Emily wywróciła oczami, a Maya wydęła policzki jak małpka. 
Potem obiektyw złapał je w zwyczajnej pozie, choć wyglądały na 
nieco spięte. 

- Zobaczmy, jak wyszły — powiedziała Emily. Kiedy po 

chwili wstały, Maya złapała ją za rękaw. 

- Możemy tu chwilę posiedzieć? To świetna kryjówka. 
- Jasne — Emily usiadła z powrotem. Bezwiednie przełknęła 

głośno ślinę. 

- Jak się czujesz? - zapytała Maya, odgarniając Emily włosy z 

twarzy. 

Emily westchnęła, próbując rozsiąść się wygodnie na małej 

ławce. „Zmieszana. Zła, że moi rodzice to chyba rasiści. Boję się, 
że podjęłam złą decyzję, rezygnując z pływania. I chyba mi 
odbija, kiedy siedzę tak blisko ciebie". 

- W porządku — powiedziała wreszcie. Maya prychnęła i 

upiła łyk z butelki. 

- Chyba nie sądzisz, że w to uwierzę - powiedziała wreszcie. 
Emily przez chwilę milczała. Czuła, że Maya to jedyna osoba, 

która ją rozumie. 

- Niezbyt dobrze — powiedziała. 
- Co się dzieje? 
Jednak Emily nagle odeszła ochota na rozmowę o pływaniu, 

Benie i rodzicach. Chciała porozmawiać o... o czymś 

 

187 

background image

zupełnie innym. O czymś, co świtało jej w głowie od jakiegoś 

czasu. Może wywołał to widok Arii. A może uczucie powróciło, 
bo teraz znowu miała prawdziwą przyjaciółkę. Emily pomyślała, 
że Maya ją zrozumie. Wzięła głęboki oddech. 

— Pamiętasz, jak ci mówiłam o Alison, tej dziewczynie, która 

mieszkała w waszym domu? 

-Tak. 
— Przyjaźniłyśmy się blisko i ja, tak jakby, naprawdę ją 

kochałam. Całą. — Słyszała, jak Maya wypuszcza powietrze i 
nerwowo upija łyk z butelki. — Byłyśmy najlepszymi 
przyjaciółkami — dodała Emily, ściskając w palcach przetartą, 
niebieską zasłonkę w budce. — Bardzo mi na niej zależało. I 
kiedyś, ni z tego, ni z owego, zrobiłam to. 

— Ale co? 
— Siedziałyśmy z Ali w domku na drzewie w jej ogrodzie. 

Często tam chodziłyśmy, żeby pogadać. Siedziałyśmy i 
rozmawiałyśmy o jakimś facecie, który jej się podobał, starszym 
chłopaku, którego imienia nie chciała zdradzić, a ja czułam, że 
już dłużej nie wytrzymam. Więc nachyliłam się... i ją 
pocałowałam. 

Maya westchnęła cichutko. 
— Ale to jej się nie spodobało. A nawet nabrała do mnie 

dystansu i powiedziała: „Teraz już wiem, czemu nic nie mówisz, 
jak się przebieramy przed WF-em!". 

— O Boże — powiedziała Maya. 
Emily znów napiła się whisky i poczuła, że kręci jej się w 

głowie. Nigdy tyle nie wypiła. A teraz wyznała jeden z 
największych sekretów, wystawiła go na pokaz, jak stare majtki 
babci wywieszone na sznurku. 

— Ali powiedziała, że najlepsze przyjaciółki nie powinny się 

całować — mówiła dalej. — Więc próbowałam 

188 

background image

udawać, że to żart. Ale gdy wróciłam do domu, zdałam sobie 

sprawę, jak naprawdę się czuję. Napisałam do niej list, w którym 
przyznałam się, że ją kocham. Chyba go nie dostała. A nawet 
jeśli, to nie odpowiedziała. 

Na nagie kolano Emily spadła łza. Maya zauważyła to i 

wytarła ją palcem. 

— Nadal dużo o niej myślę — westchnęła Emily. — Jakoś 

wyparłam to wspomnienie, wytłumaczyłam sobie, że tylko się 
przyjaźniłyśmy, lecz nie łączyło nas... no wiesz... nic  in n e go . 
Chociaż teraz już sama nie wiem. 

Przez kilka minut siedziały w ciszy. Z daleka dobiegały 

dźwięki imprezy. Co kilka sekund Emily słyszała odgłos 
zapalanego papierosa. Nie dziwiło jej nawet to, co przed chwilą 
powiedziała o Ali. Oczywiście, było to przerażające, ale i 
prawdziwe. W pewnym sensie poczuła się lepiej, że wreszcie 
wszystko poskładała do kupy. 

— Skoro powierzamy sobie tajemnice — powiedziała cicho 

Maya — to ja też ci coś powiem. 

Pokazała Emily białą, wypukłą bliznę na przedramieniu. 
— Pewnie zauważyłaś. 
— Tak — szepnęła Emily, patrząc na bliznę kątem oka w 

półmroku panującym w budce. 

— Kiedyś przecięłam się żyletką. Nie wiedziałam, że ostrze 

wejdzie tak głęboko. Było tyle krwi. Rodzice zawieźli mnie na 
pogotowie. 

— Specjalnie się pocięłaś? — wyszeptała Emily. 
— No... tak. To znaczy, już tego nie robię. Próbuję nie robić. 
— A czemu to robisz? 
— Nie wiem. Po prostu czasem... czuję, że muszę. Możesz 

dotknąć, jak chcesz. 

 

189 

background image

Emily dotknęła blizny. Była wypukła i gładka, inna niż 

prawdziwa skóra. Maya znowu pachniała gumą bananową. Emily 
wzięła ją w objęcia. Jak to jest, przeciąć się i patrzeć na płynącą 
krew? Emily miała niemało swoich problemów, ale nawet 
najgorsze wspomnienia — odrzucenie przez Ali czy sprawa 
Jenny — które sprawiały, że czuła się straszliwie winna, nigd y 
nie wywoływały w niej chęci, by się okaleczyć. 

Maya uniosła głowę i spojrzała Emily prosto w oczy. Potem 

uśmiechnęła się smutno i pocałowała Emily prosto w usta. Emily 
zamrugała ze zdziwienia. 

— Najlepsze przyjaciółki czasami się całują — powiedziała 

Maya. — Widzisz? 

Odsunęły nieco twarze od siebie, tylko ich nosy się dotykały. 

Na zewnątrz słychać było dzikie uderzenia kijów do krykieta. 
Potem Maya przyciągnęła Emily do siebie. Ich usta stopiły się w 
jedno i otworzyły, a Emily czuła miękki język Mai. Emily 
oddychała szybko, kiedy przesuwała dłoń w zmierzwionych 
włosach Mai, a potem głaskała jej ramiona i plecy. Maya 
wsadziła dłonie pod koszulkę Emily i przycisnęła je do brzucha. 
Ta odsunęła się w pierwszym momencie, ale potem poddała się. 
Czuła się tysiąc razy lepiej, niż gdy całowała się z Benem. Dłonie 
Mai przesunęły się wyżej i dotknęły stanika. Emily zamknęła 
oczy. Usta Mai miały cudowny smak whisky i lukrecji. Maya 
zaczęła całować dekolt i ramiona Emily. Emily odrzuciła głowę 
w tył. Na suficie budki namalowany był księżyc i kilka gwiazd. 

Nagle ktoś zaczął odsuwać zasłonkę. Emily podskoczyła, ale 

było za późno. Wejście do budki stało otworem. Emily 
zobaczyła, kto je odsłonił. 

 
 
 

190 

background image

— O Boże — rzuciła. 
— Cholera — zawtórowała jej Maya. Butelka Jacka Danielsa 

spadła na podłogę. Ben trzymał w rękach dwa kubki z piwem. 

— No cóż. To wszystko wyjaśnia. 
— Ben... ja... — Emily wygramoliła się z budki, uderzając 

głową we framugę. 

— Nie rób sobie kłopotu i nie wstawaj — powiedział Ben 

potwornym, drwiącym głosem kogoś urażonego i rozgnie-
wanego. Nigdy nie mówił do Emily w ten sposób. 

— Nie... — pisnęła Emily. — Nic nie rozumiesz. Stanęła obok 

budki. Maya również wyszła. Kątem oka 

Emily zauważyła, jak Maya wyjmuje paseczek ze zdjęciami i 

wkłada do kieszeni. 

— Nawet nie próbuj — warknął Ben. 
Potem odwrócił się i rzucił w nią kubkiem z piwem, które 

oblało ciepłą falą jej nogi, buty i szorty. Kubek odbił się od ziemi 
i poleciał w stronę lasu. 

— Ben! — krzyknęła Emily. 
Ben zawahał się, a potem rzucił drugim kubkiem, celując tym 

razem w Mayę. Piwo oblało jej twarz i włosy. Maya krzyknęła. 

— Przestań! — krzyknęła Emily. 
— Pieprzone lesby — powiedział Ben. 
Słyszała, jak łamie mu się głos, jakby zaraz miał się rozpłakać. 

Odwrócił się i pobiegł chwiejnym krokiem. Wkrótce zniknął w 
ciemności. 

191 

background image

23 
 
ARIA Z ISLANDII DOSTAJE TO, CZEGO CHCE 
 
— Finko! Wszędzie cię szukałem! 
Aria wyszła z budki. Przed nią stał Noel Kahn, którego nie 

widziała od godziny. Miał na sobie tylko mokre, przyklejone do 
ciała bokserki od Cahdna Kleina. W ręce trzymał żółty 
plastikowy kubek z piwem i jej zdjęcia, które właśnie wyjął z 
kieszeni automatu. Potrząsnął głową, a krople z jego włosów 
zrosiły jej mini z APC. 

— Czemu jesteś mokry? 
— Graliśmy w piłkę wodną. 
Aria spojrzała w kierunku stawu. Chłopcy bili się po głowach 

różowymi piankowymi rurkami. Na brzegu plotkowała grupka 
dziewczyn w prawie identycznych sukienkach mini od Alberty 
Ferrari. Pod żywopłotem zauważyła swojego brata Mike'a. Stał 
tam z niewysoką dziewczyną w króciutkiej spódniczce i butach 
na koturnie. Noel podążył za jej wzrokiem. 

— To jedna z tych kwakierek — szepnął. — Te panny mają 

nieźle namieszane w głowach. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 

192 

background image

Mike podniósł wzrok i zobaczył Arię z Noelem. Skinął głową 

z aprobatą. Noel dotknął palcem paska z fotografiami Arii. 

— Śliczne. 
Aria spojrzała na nie. Nudziło jej się tak bardzo, że przez 

dwadzieścia minut robiła sobie zdjęcia w kabinie. Na tych miała 
minę kuszącego, seksownego kociaka. 

Ale nudy. Przyszła tu tylko z jednego powodu: myślała, że 

Ezra z zazdrości i pożądania przyjedzie, żeby ją porwać. A 
przecież on był nauczycielem, a nauczyciele nie przychodzą na 
imprezy uczniów. 

— Noel! - wołał z daleka James Freed. — Skończyło się piwo! 
— Cholera - powiedział Noel i pocałował Arię w policzek. - 

To dla ciebie. - Podał jej piwo. - Nie idź jeszcze. 

— Dobra — odpowiedziała z rozbawieniem Aria. 
Patrzyła, jak biegnie, a jego bokserki zsuwają się, pokazując 

blade pośladki, które swój kształt zawdzięczały sportowi. 

— Podobasz mu się. 
Aria odwróciła się. Kilka metrów od niej na trawie siedziała 

Mona Vanderwaal. Jej twarz okalały blond włosy, a olbrzymie 
złote okulary przeciwsłoneczne zsunęły jej się na czubek nosa. 
Na kolanach trzymała głowę Erica, starszego brata Noela. 

— Noel jest super. Fajnie byłoby z nim chodzić. Erie 

wybuchnął śmiechem. 

— Co? - Mona nachyliła się do niego. - Co cię tak bawi? 
— Ale się upaliła - powiedział Erie do Arii. 
Aria nie wiedziała, co powiedzieć. Nagle zadzwonił jej 

telefon. Wyjęła go z torebki i spojrzała na numer. Ezra. O mó j 
B oże ,  o   mó j   B oż e !  

 

193 

background image

— Słucham — powiedziała cicho. 
— Cześć. Aria? 
— O, cześć! Co słychać? — starała się, by jej głos brzmiał tak, 

jakby wiedziała, co robi, i była wyluzowana. 

— Siedzę w domu, piję szkocką i myślę o tobie. 
Aria zamilkła. Zamknęła oczy i poczuła przypływ fali ciepła. 
— Naprawdę? 
— Tak. Jesteś na wielkiej imprezie? -Tak. 
— Nudzi ci się? 
— Trochę — zaśmiała się. 
— Chcesz do mnie wpaść? 
— Okej. 
Ezra zaczął jej tłumaczyć, jak do niego dojechać, ale Aria 

wiedziała, gdzie mieszka. Sprawdziła już jego adres na mapie 
internetowej, lecz nie mogła mu przecież tego powiedzieć. 

— Super — powiedziała. — Do zobaczenia za moment. Aria 

schowała telefon do torebki i tak cicho, jak tylko 

mogła, stuknęła obcasami. O tak!!! 
— Zaraz, wiem, skąd cię znam. 
Aria podniosła wzrok. Erie patrzył na nią kątem oka, podczas 

gdy Mona całowała go w szyję. 

— Ty się przyjaźniłaś z tą laską, która zaginęła, tak? Aria 

spojrzała na niego i odgarnęła włosy z oczu. 

— Nie wiem, o kim mówisz — powiedziała i odeszła. 
W Rosewood były głównie wielkie wille i odnowione, 

dwudziestohektarowe farmy hodowlane. Ale niedaleko 

 
 
 
 

194 

background image

uniwersytetu ciągnęło się kilka brukowanych ulic. Wzdłuż 

nich stały rozpadające się wiktoriańskie domy. Domy w Old 
Hollis pomalowano na jaskrawe kolory: fiolet, róż i turkus, 
podzielono na mieszkania i wynajmowano studentom. Rodzina 
Arii mieszkała w jednym z domów przy Old Hollis, ale kiedy 
miała pięć lat, jej tata dostał pierwszą posadę jako wykładowca 
na uczelni. 

Kiedy jechała powoli ulicą, na której mieszkał Ezra, za-

uważyła dom z jakimś greckim napisem na elewacji. Drzewo 
przed domem udekorowano papierem toaletowym. Na ganku 
innego domu stały sztalugi z niedokończonym obrazem. 

Podjechała pod dom Ezry. Zaparkowała, wysiadła i za-

dzwoniła. Otworzył drzwi. 

— O, cześć, super — powiedział z uśmiechem. 
— Cześć — uśmiechnęła się. Ezra zaśmiał się. 
— Więc... przyjechałaś. Super. 
— Już mówiłeś, że to super — powiedziała prowokacyjnie. 
Po skrzypiących schodach, których każdy stopień pokryty był 

innym kawałkiem wykładziny, weszli na górę. Po prawej stronie 
były otwarte na oścież drzwi. 

— To moje mieszkanie. 
Aria weszła i zauważyła wannę na szponiastych łapach 

pośrodku salonu Ezry. Wskazała na nią palcem. 

— Za ciężka, żeby ją przesunąć — powiedział Ezra prze-

praszająco. — Trzymam w niej książki. 

— Romba. 
Aria rozejrzała się i zobaczyła olbrzymie okno, zakurzone 

regały i sofę obitą żółtym pluszem. Pachniało tu 

 

195 

background image

makaronem z serem. Z sufitu zwisał kryształowy żyrandol, 

kominek zdobiła piękna mozaika, a na palenisku leżało 
prawdziwe drewno. Tu podobało się Arii znacznie bardziej niż w 
posiadłości Kahnów za milion dolarów, ze stawem, kaczkami i 
dwudziestoma siedmioma pokojami. 

— Chciałabym tu mieszkać — powiedziała Aria. 
— Nie mogę przestać o tobie myśleć — powiedział Ezra w 

tym samym momencie. 

Aria spojrzała na niego przez ramię. 
— Naprawdę? 
Ezra stanął za nią i położył jej dłonie na biodrach. Aria 

zbliżyła się do niego. Stali tak przez moment, a potem Aria się 
odwróciła. Patrzyła na jego gładko ogoloną twarz i pieprzyk na 
czubku nosa, i zielone błyski w oczach. Dotknęła znamienia na 
jego uchu i poczuła, że Ezra lekko drży. 

— Nie mogłem... wytrzymać z tobą w jednej sali — wy-

szeptał. — To były tortury. Kiedy czytałaś referat... 

— Dotknąłeś dzisiaj mojej dłoni — drażniła się z nim Aria. — 

Patrzyłeś na moje notatki. 

— Pocałowałaś Noela — odparł. — Byłem taki zazdrosny. 
— Więc osiągnęłam swój cel — wyszeptała Aria. 
Ezra westchnął i złapał ją mocno w talii. Ich usta spotkały się 

w namiętnym pocałunku. Wtulili się w siebie mocno. Oderwali 
na chwilę od siebie usta i patrzyli sobie w oczy, ciężko dysząc. 

— Koniec gadania o lekcjach — oznajmił Ezra. 
— Dobra. 
Zaprowadził ją do małej sypialni, gdzie na podłodze walały się 

ubrania, a na nocnym stoliku leżała otwarta paczka chipsów. 
Usiedli na jego łóżku. Nie było zbyt 

 

196 

background image

szerokie i choć kołdra miała poszwę ze sztywnego dżinsu, a na 

prześcieradle były okruchy, pewnie chipsów, Aria nigdy 
wcześniej nie czuła się tak wspaniale. 

Aria wciąż leżała w łóżku, gapiąc się na rysę na suficie. 

Światło latarni wpadało do pokoju i nadawało skórze nagiej Arii 
dziwny, różowawy odcień. Mocny, chłodny podmuch z okna 
zgasił świecę o zapachu drzewa sandałowego stojącą obok łóżka. 
Usłyszała, że Ezra odkręcił wodę w łazience. 

Bosko. Bosko, bosko, b o sko ! 
Czuła, że żyje. Prawie się z sobą przespali... Ale nagle, w tym 

samym momencie, zgodnie uznali, że powinni poczekać. Wtulili 
się w siebie nadzy i zaczęli rozmawiać. Ezra opowiedział jej, jak 
w wieku sześciu lat zrobił z gliny czerwoną wiewiórkę, a jego 
brat natychmiast ją rozbił. Jak palił mnóstwo marihuany po 
rozwodzie rodziców. Jak musiał uśpić u weterynarza ukochanego 
foksteriera. Aria opowiedziała mu, jak w dzieciństwie uważała, 
że puszka groszku konserwowego to jej zwierzątko, i płakała, 
kiedy mama chciała podać go na obiad. Opowiedziała, że robi na 
drutach, i obiecała zrobić mu sweter. 

Tak łatwo rozmawiało jej się z Ezrą, że chyba mogłaby robić 

to w nieskończoność. Mogliby razem wyruszyć w daleką podróż. 
W Brazylii mogłoby być fantastycznie... Spaliby w dziupli, 
żywili się wyłącznie bananami i do końca życia pisali sztuki 
teatralne... 

Zadzwonił jej telefon. Och. To pewnie Noel martwi się o nią. 

Przytuliła się do poduszki, która pachniała Ezrą. Czekała, aż 
wyjdzie z łazienki i znowu ją pocałuje. 

 

197 

background image

Telefon znowu zadzwonił. I znowu. 
- Jezu - jęknęła Aria i sięgnęła do torebki. Siedem nowych 

SMS-ów. I znowu piknięcie. 

Kiedy otworzyła skrzynkę odbiorczą, uniosła brwi. Wszystkie 

wiadomości miały ten sam nagłówek: KONSULTACJE Z 
NAUCZYCIELEM! Kiedy otworzyła pierwszą, poczuła kamień 
w żołądku. 

Aria, Dostajesz dodatkowe punkty! Kocham cię. A. 
PS Ciekawe, co by pomyślała mama, gdyby dowiedziała się 
o twojej, hm, koleżance z klasy... i o tym, że wszystko 

wiedziałaś! 

Aria przeczytała wszystkie wiadomości. Był y jed n ako we. 

Upuściła telefon na podłogę. Usiadła. Nie. Musiała stąd uciekać. 

- Ezra? 
W panice wyjrzała przez okno. Czy teraz też ją obserwowała? 

Czego chciała? To naprawdę o n a ? 

- Ezra, muszę iść. To pilne. 
- Co? - zawołał Ezra z łazienki. - Wychodzisz? 
Aria sama nie mogła w to uwierzyć. Szybko włożyła koszulkę. 
- Zadzwonię, dobrze? Muszę iść coś zrobić. 
- Czekaj. Co się stało? - zapytał, otwierając drzwi łazienki. 
Aria chwyciła torbę i wybiegła na korytarz. Musiała się stąd 

wydostać. Natychmiast. 

 
 
 
 
 
 
 
 

198 

background image

24 
 
PO CO SPENCER TAKA WIELKA GARDEROBA? 
 
— Granicą jest... — powiedziała Spencer pod nosem. 
Leżąc na łóżku, podparła się na łokciu i patrzyła na swój nowy 

podręcznik do matematyki, który przed chwilą oprawiła w szary 
papier. W dole pleców nadal czuła ciepło od maści. 

Spojrzała na zegarek. Już po północy. Musiała upaść na 

głowę, żeby martwić się zadaniem domowym z matematyki w 
piątkowy wieczór. Rok temu Spencer pojechałaby mercedesem 
do Kahnów, napiła się niedobrego piwa z beczki i całowała z 
Masonem Ryersem lub jakimś innym wyluzowanym kolesiem. 
Ale nie dziś. Dziś była gwiazdą, a gwiazda miała do odrobienia 
lekcje. Jutro gwiazda miała iść z mamą do sklepu meblowego, 
żeby odpowiednio wyposażyć swój domek. A może pójdzie też 
do sklepu z rowerami, bo po południu tata pokazał jej kilka 
katalogów z rowerami i zapytał, która rama do roweru Orbea 
podoba 

 

199 

background image

jej się najbardziej. Wcześniej nigdy nie pytał jej o takie rzeczy. 
Podniosła głowę. Chyba usłyszała delikatne pukanie do drzwi. 

Odłożyła automatyczny ołówek i popatrzyła przez okno. Była 
pełnia i księżyc rozsiewał srebrny blask, a z okien domu 
rodziców sączyło się ciepłe żółte światło. Ktoś znowu zapukał. 
Podeszła do drzwi po drewnianej, skrzypiącej podłodze i uchyliła 
je. 

— Cześć — wyszeptał Wren. — Nie przeszkadzam? 
— Oczywiście, że nie — otworzyła szerzej drzwi. 
Wren stał boso, w obcisłym białym T-shircie z napisem 

WYDZIAŁ MEDYCYNY UNIWERSYTET PENSYLWANII i 
w workowatych szortach khaki. Spojrzała na swój czarny 
podkoszulek na ramiączkach z French Connection, szare dresy 
Villanova i bose stopy. Włosy miała niedbale związane w kucyk. 
Wokół twarzy zwisały nieposłuszne kosmyki. Wyglądała 
zupełnie inaczej niż na co dzień, w koszuli od Thomasa Pinka i 
dżinsach Citizen. Tamten wygląd mówił: „Jestem elegancka i 
seksowna", ten: „Uczę się, ale i tak jestem seksowna". 

No dobrze, może i miała nadzieję, że coś takiego się zdarzy. 

Ale to dowodzi tylko, że nie powinno się wkładać majtek z 
wysokim stanem i starego, przetartego podkoszulka z napisem 
KOCHAM PERSKIE KOTY. 

— Co słychać? — zapytała. 
Kosmyki jej włosów poruszył ciepły podmuch. Z pobliskiej 

sosny spadła szyszka i uderzyła o ziemię. Wren stał w drzwiach. 

— Chyba powinnaś być na imprezie. Słyszałem, że dziś jest 

jakieś wielkie przyjęcie pod gołym niebem. 

Spencer wzruszyła ramionami. 
 
 
 

200 

background image

- Nie kręci mnie to. 
- Nie? - Wren spojrzał jej w oczy. Spencer nie mogła wydobyć 

słowa. 

- Uhm... Gdzie Melissa? 
- Śpi. Zmęczona remontem. Pomyślałem, że może 

oprowadzisz mnie po tym wspaniałym domku, w którym nie 
zamieszkam. Nigdy nie byłem w środku! 

- A  masz prezent na nowe mieszkanie? - Spencer uniosła brwi. 
- Och, ja... - Wren zbladł. 
- Żartuję - otworzyła drzwi. - Spencer Hastings wita. Pół 

wieczoru spędziła, układając różne scenariusze 

spotkania sam na sam z Wrenem. Ale żaden nie mógł się 

równać z obecną sytuacją, kiedy stał obok niej. Wren podszedł do 
plakatu Thoma Yorke'a i podniósł ręce w górę. 

- Lubisz Radiohead? 
- Uwielbiam. 
Twarz Wrena rozjaśniła się. 
- Chyba ze dwadzieścia razy byłem na ich koncertach w 

Londynie. Każdy był lepszy od poprzedniego. 

Wygładziła kołdrę na łóżku. 
- Szczęściarz. Nigdy nie słyszałam ich na żywo. 
- Musimy to zmienić - powiedział i oparł się o kanapę. - Jak 

przyjadą do Filadelfii, idziemy. 

Spencer milczała. 
- Ale chyba... - powiedziała wreszcie i ugryzła się w język. 
Chciała powiedzieć: „Ale chyba Melissa ich nie lubi", tylko że 

przecież... nikt nie zapraszał Melissy. Zaprowadziła go do 
garderoby. 

 

201 

background image

— To moja garderoba — powiedziała i przez nieuwagę 

wpadła na framugę. — Kiedyś dojono w tym miejscu krowy. 

— Naprawdę? 
— Tak. Tu farmerzy ściskali krowie cycki. Wren zaśmiał się. 
— Masz na myśli wy mio n a ? 
— No, tak — zaczerwieniła się Spencer. Ups. — Nie musisz 

tam wchodzić. Wiem, że facetów nie interesują garderoby. 

— Ależ skąd — uśmiechnął się Wren. — Przybyłem z tak 

daleka. Muszę się dowiedzieć, co Spencer Hastings trzyma w 
garderobie. 

— Jak sobie życzysz — Spencer zapaliła w środku światło. W 

garderobie pachniało skórą, naftaliną i perfumami 

Clinique Happy. Majtki, staniki, piżamy i stroje do hokeja 

upchnęła w wiklinowych koszach. Koszule powiesiła w równych 
rzędach, uporządkowane kolorami. Wren zachichotał. 

— Jak w sklepie! 
— Tak — powiedziała nieśmiało Spencer, przesuwając dłoń 

po koszulach. 

— Nigdy nie widziałem garderoby z oknem — Wren wskazał 

na okno po drugiej stronie pomieszczenia. — Zabawne. 

— To część stodoły — wyjaśniła Spencer. 
— Lubisz, jak ludzie oglądają cię nagą? 
— Mam rolety. 
— Szkoda — powiedział Wren cicho. — Tak ślicznie wy-

glądałaś w łazience... Miałem nadzieję... że jeszcze kiedyś cię 
taką... zobaczę. 

 
 
 
 

202 

background image

Spencer zakręciło się w głowie. Co on właśnie powiedział? 

Wren patrzył na nią. Wziął w palce brzeg nogawki wiszących 
obok spodni Joseph. Spencer bała się coś powiedzieć Przesuwała 
tylko w górę 1 w dół swój pierścionek z serduszkiem od 
Tiffany'ego. Wren zrobił krok do przodu, a potem kolejny i stanął 
obok niej. Spencer widziała każdy pieg na jego nosie. Dobrze 
wychowana Spencer z rzeczywistości równoległej wymknęłaby 
mu się teraz i kontynuowała oprowadzanie. Ale Wren wbił w mą 
swoje wielkie, niesamowite, brązowe oczy. Ta Spencer zacisnęła 
usta, bo bała się coś powiedzieć, ale chciała coś... coś zrobić. 

I zrobiła. Zamknęła oczy i pocałowała go prosto w usta. Wren 

nawet nie drgnął. Odwzajemnił pocałunek, a potem chwycił ją za 
kark 1 całował jeszcze bardziej namiętnie Jego miękkie usta 
miały lekki zapach papierosów. 

Spencer oparła się o stojak z koszulami. Wren przywarł do 

niej. Kilka wieszaków spadło na podłogę, ale Spencer nie 
zwróciła na to uwagi. 

Osunęli się na miękki dywan. Spencer kopniakiem przesunęła 

swoje buty do hokeja na trawie. Wren położył się na mej i jęczał 
cicho. Spencer chwyciła mocno ]ego koszulkę i ściągnęła mu ją 
przez głowę. On zdjął jej koszulkę 1 stopami głaskał jej nogi, z 
góry na dół. Przewrócili się 1 teraz ona leżała na nim. Ogarnęła ją 
silna fala... no właśnie, czego? Nie wiedziała. Cokolwiek to było, 
było tak intensywne, że nawet nie poczuła się winna. Zastygła na 
chwilę, oddychając ciężko. 

Przyciągnął ją do siebie i jeszcze raz pocałował. Potem 

pocałował ją w nos i kark. Potem wstał. 

— Zaraz wrócę. 
- Dlaczego? 
 

203 

background image

Oczami wskazał łazienkę. 
Kiedy tylko usłyszała, jak zamyka drzwi, odrzuciła głowę do 

tyłu i oszołomiona patrzyła na swoje ubrania. Potem wstała i 
spojrzała w trójdzielne lustro. Włosy uwolniły się z kucyka i 
spadły kaskadą na plecy. Jej naga skóra lśniła, a na twarzy 
pojawiły się rumieńce. Uśmiechnęła się do trzech swoich odbić w 
lustrze. To. Było. Nie wi a r ygo d n e. 

Wtedy w lustrze ujrzała odbicie ekranu komputera. 
Coś na nim migało. Odwróciła się, żeby się przyjrzeć. Dostała 

mnóstwo wiadomości, jedną po drugiej. Kolejna pojawiła się na 
ekranie, napisana olbrzymią czcionką. Spencer zamrugała. 

A A A A A A: Ile razy mam powtarzać - NIEŁADNIE jest 

catować się z chłopakiem siostry. 

Spencer podbiegła do komputera i jeszcze raz przeczytała 

wiadomość. Spojrzała na drzwi do łazienki. Widać było spod 
nich smużkę światła. 

A. to na pewno nie był Andrew Campbell. 
Kiedy całowała się z łanem w siódmej klasie, poprosiła Ali o 

radę. Ali spojrzała na swoje bardzo zadbane paznokcie u stóp i 
rzekła po chwili milczenia: 

- Wiesz, że kiedy kłócisz się z Melissą, zawsze jestem po 

twojej stronie. Ale to co innego. Powinnaś jej o tym powiedzieć. 

- P o w i e d z i e ć j e j ? Nie ma mowy. Zabiłaby mnie. 
- A co? Myślisz, że łan zacznie się z tobą umawiać? -złośliwie 

zapytała Ali. 

 
 
 
 
 
 

204 

background image

— Nie wiem. A czemu nie? Ali prychnęła pogardliwie. 
— Jeśli ty jej nie powiesz, to ja to zrobię. 
— Nie zrobisz. 
— Naprawdę? 
Spencer milczała przez chwilę. Serce waliło jej w piersi. 
— Jeżeli powiesz Melissie, to ja opowiem wszystkim o 

sprawie Jenny. 

Ali parsknęła śmiechem. 
— Ty też to masz na sumieniu. Spencer wbiła wzrok w Ali. 
— Ale mnie nikt nie widział. 
Ali spojrzała na Spencer z gniewnym błyskiem w oczach. 

Spencer jeszcze nigdy jej takiej nie widziała. 

— Wiesz, że już się tym zajęłam. 
A potem, pod koniec ósmej klasy, miały wszystkie spędzić 

noc w domku. Kiedy Ali powiedziała, że Melissa i łan tak słodko 
razem wyglądają, Spencer myślała, że Ali zaraz wyjawi jej 
tajemnicę. A potem nagle poczuła się lekka i wolna. „A niech 
mówi". Nagle przestało jej zależeć. I choć może okropnie to 
brzmi, tak naprawdę Spencer chciała uwolnić się od Ali, teraz, 
zaraz. 

Spencer zrobiło się słabo. Usłyszała dźwięk spuszczanej 

wody. Wren wyszedł z łazienki i stanął w drzwiach do garderoby. 

— Na czym to stanęliśmy? — zapytał zmysłowym głosem. 

Ale Spencer nie mogła oderwać wzroku od ekranu 

komputera. Coś się na nim poruszyło, jakaś czerwona plamka. 

Wyglądała jak... czyjeś odbicie. 

— Co się dzieje? — zapytał Wren. 
 

205 

background image

— Cii — syknęła Spencer. 
Wytężyła wzrok. Tak, to czyjeś odbicie. Odwróciła się 

gwałtownie. Ktoś stał pod oknem. 

— Jasna cholera. — T-shirtem zasłoniła nagie piersi. 
— Co się dzieje? — zapytał Wren. 
Spencer cofnęła się o krok. Czuła suchość w gardle. 
— Och — westchnęła. 
— Och — zawtórował Wren. 
Przy oknie stała Melissa. Z potarganymi włosami i kamienną 

twarzą wyglądała jak Meduza. W trzęsącej się dłoni trzymała 
papierosa. 

— Nie wiedziałam, że palisz — powiedziała wreszcie 

Spencer. 

Melissa milczała. Zaciągnęła się jeszcze raz, rzuciła 

niedopałek w trawę i ruszyła w stronę domu rodziców. 

— Idziesz, Wren? — zawołała przez ramię lodowatym tonem. 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

206 

background image

25 
 
ACH, CI DZISIEJSI STUDENCI ZA KIEROWNICĄ! 
 
Mona otworzyła usta ze zdumienia, kiedy dotarła przed dom 

Noela. 

— Cholera. 
W oknie BMW należącego do ojca Seana zobaczyła 

uśmiechniętą od ucha do ucha Hannę. 

— Podoba ci się? 
— Brak mi słów. — Monie zaświeciły się oczy. 
Hanna uśmiechnęła się i pociągnęła łyk wódki z butelki z 

barku. Dwie minuty wcześniej posłała Monie zdjęcie BMW z 
podpisem: „Stoję i czekam, nasmarowana. Wsiadaj". 

Mona otworzyła ciężkie przednie drzwi po stronie pasażera i 

wsiadła. Rozparła się wygodnie w fotelu i wpatrywała się w logo 
BMW na kierownicy. 

— Jaki piękny... 
Palcem przesunęła po małych niebieskich i białych trójkątach. 

Hanna odepchnęła jej rękę. 

 

207 

background image

— Bardzo się upaliłaś? 
Mona uniosła brodę i popatrzyła na potargane włosy Hanny, 

jej pomiętą sukienkę i ślady łez i błota na twarzy. 

— Nie wyszło ci z Seanem? 
Hanna spojrzała na nią i włożyła kluczyk do stacyjki. Mona 

przysunęła się, żeby ją objąć. 

— Och, Han, tak mi przykro... Co się stało? 
— Nic. Nieważne. 
Hanna wyrwała się z jej objęć i założyła okulary prze-

ciwsłoneczne — niewiele przez nie widziała, ale co tam — i 
uruchomiła silnik. Warknął, a wszystkie światła na desce 
rozdzielczej się zapaliły. 

— Jakie śliczne! — zawołała Mona. — Jak światła w Club 

Shampoon! 

Hanna wrzuciła wsteczny bieg i opony zostawiły ślad w gęstej 

trawie. Potem skręciła, wrzuciła jedynkę i ruszyły. Hanna miała 
za dużo na głowie, żeby martwić się tym, że podwójna ciągła na 
drodze dwoiła jej się w oczach. 

— I h a a a! — wrzasnęła Mona. 
Otworzyła okno i jej długie blond włosy porwał wiatr. Hanna 

zapaliła papierosa i przez chwilę szukała w radiu stacji nadającej 
stare rapowe kawałki. Grali właśnie Baby Got Back. Pogłośniła i 
całe auto w środku zaczęło drżeć. Oczywiście samochód miał 
fantastyczne głośniki. 

— O wiele lepiej — powiedziała Mona. 
— A żebyś wiedziała. 
Kiedy nieco za szybko wzięła ostry zakręt, w jej głowie 

zapaliło się czerwone światełko. „Tylko nie to". Aua. 

„Nawet tata nie kocha cię najbardziej!" 
 
 

208 

background image

Aua, aua. 
Pieprzyć to. Hanna nacisnęła mocniej pedał gazu i prawie 

skosiła czyjąś skrzynkę na listy. 

- Musimy jechać gdzieś, gdzie się pochwalimy tym 

cudeńkiem. - Mona wystawiła nogi na deskę rozdzielczą, 
rozsmarowując na niej trawę i błoto. - Może do supermarketu? 
Mam ochotę na drożdżówkę. 

Hanna zaśmiała się i znów napiła się wódki. 
- Ale się spaliłaś. 
- Nie spaliłam. Zaledwie ugotowałam. Zaparkowały krzywo 

przed supermarketem i wysiadły, 

śpiewając: „Lubię wielkie TYŁKI, nie kłamię!". Dwóch 

obleśnych dostawców z półlitrowymi kubkami kawy opierało się 
o samochody dostawcze i gapiło z otwartymi ustami. 

- Dasz mi swoją czapeczkę? - Mona zapytała szczuplejszego z 

nich, pokazując na jego czapeczkę z logo supermarketu. 

Dał ją jej bez słowa. 
- Błe - szepnęła Hanna. - Na pewno ma wszy. Ale Mona już ją 

włożyła. 

W sklepie Mona kupiła szesnaście ciastek, jakiś brukowiec i 

wielką butelkę oranżady, a Hanna lizaka za dziesięć centów. 
Kiedy Mona nie patrzyła, włożyła do torebki snickersa i paczkę 
m&m'sów. 

- Słyszę auto - powiedziała Mona rozmarzonym głosem. — 

Krzyczy. 

Faktycznie. W pijackim zamroczeniu Hanna przez przypadek 

włączyła alarm. 

- Ups — zachichotała. 
Wyjąc ze śmiechu, pobiegły do auta i wsiadły. Zatrzymały się 

na światłach, miarowo kiwając głowami. W sklepie 

 

209 

background image

po lewej nie było nikogo, widać było tylko stojące w nieładzie 

wózki. Neon z nazwą sklepu oświetlał pustkę. Nawet restauracja 
wyglądała jak wymarła. 

— Ludzie z Rosewood to tacy frajerzy — Hanna wskazała 

ręką ciemność. 

Na głównej drodze też było pusto, więc kiedy nagle na 

sąsiednim pasie pojawiło się auto, Hanna krzyknęła ze 
zdumienia. Srebrne, długie porsche miało przyciemniane szyby i 
zimne, błękitne światła. 

— Popatrz no — powiedziała Mona, a okruchy ciastka 

wypadły jej z ust. 

Kiedy tak się gapiły, silnik porsche zawarczał. 
— Chce się ścigać — wyszeptała Mona. 
— Ale narwaniec — odparła Hanna. 
Nie widziała, kto jest w środku. W ciemności migała tylko 

czerwona końcówka zapalonego papierosa. Ogarnął ją niepokój. 

Silnik auta znowu zawarczał, tym razem niecierpliwie. 

Dostrzegła wreszcie zarys sylwetki kierowcy. Kolejne 
warknięcie silnika. 

— Zrób to - wyszeptała Mona, dotykając brzegu daszka 

czapeczki, którą dostała od dostawcy. 

Hanna przełknęła ślinę. Zielone światło. Kiedy nacisnęła 

pedał gazu, auto ruszyło z kopyta. Porsche mknęło przed nią. 

— Nie daj się wyprzedzić, mięczaku! — krzyczała Mona. 

Hanna mocniej docisnęła pedał gazu i silnik zaryczał. 

Dogoniła porsche. Jechali 140, 150, 160 kilometrów na go-

dzinę. Czuła się jeszcze lepiej niż w czasie kradzieży. 

— Skop mu tyłek! — wrzeszczała Mona. 
 

210 

background image

Z bijącym sercem Hanna wcisnęła gaz do dechy. Hałas silnika 

zupełnie zagłuszał Monę. Kiedy wchodziły w zakręt, nagle na ich 
pas wbiegł jeleń. Pojawił się znikąd. 

— Cholera! — krzyknęła Hanna. 
Jeleń ani drgnął. Chwyciła mocno kierownicę, nacisnęła na 

hamulec i skręciła w prawo. Jeleń uciekł. Manewrowała 
kierownicą, żeby wrócić na pas, ale auto wpadło w poślizg. 
Opony przejechały po paśmie żwiru na poboczu i auto 
wyskoczyło z drogi. 

Samochód okręcił się wokół swojej osi i uderzył w coś. Nagle 

rozległ się trzask, dźwięk tłuczonego szkła i... zapadła ciemność. 

Kilka sekund później słychać było tylko syk dochodzący spod 

maski. 

Hanna powoli obmacała swoją twarz. Nic się jej nie stało. 

Mogła poruszać nogami. Odepchnęła się od workowatej tkaniny 
poduszki powietrznej. Spojrzała na Monę. Wierzgała nogami, 
zablokowana drugą poduszką. Hanna otarła łzy. 

— Nic ci się nie stało? — spytała. 
— Zabierz to ze mnie! 
Hanna wyszła z auta i wyciągnęła Monę. Stały na poboczu 

autostrady i oddychały ciężko. Po drugiej stronie, wzdłuż 
autostrady ciągnęły się tory kolejowe i w mroku majaczyła stacja 
Rosewood. Spojrzały przed siebie. Po porsche i jeleniu nie było 
ani śladu. Przed nimi światła stopu migały na żółto i czerwono. 

— Dałyśmy czadu — powiedziała Mona trzęsącym się 

głosem. 

Hanna przytaknęła. 
 

211 

background image

— Na pewno nic ci nie jest? — spojrzała na samochód. 
Cały przód był zmiażdżony o słup telefoniczny. Zderzak 

zwisał i dotykał ziemi. Jeden reflektor przekrzywił się mocno, 
drugi migał. Spod maski wydobywał się śmierdzący opar. 

— Chyba nie wybuchnie, prawda? — zapytała Mona. Hanna 

zachichotała. Rozbawiła ją ta poważna sytuacja. 

— Co robimy? 
— Zwijajmy się stąd — odparła Mona. — Możemy wrócić do 

domu pieszo. 

Hanna zdusiła chichot. 
— O Boże, Sean się posra! 
I wtedy obie zaczęły się śmiać. Hanna dostała czkawki, 

obróciła się i rozpostarła ramiona. Stojąc pośrodku 
czteropasmowej autostrady, nagle poczuła przypływ siły, jakby 
była władczynią Rosewood. Wydawało jej się, że wiruje, ale 
może to dlatego, że nadal była wstawiona. Rzuciła breloczek z 
kluczykami obok auta. Uderzyły o asfalt i znowu włączył się 
alarm. Hanna schyliła się szybko i wyłączyła go. 

— Czy to musi tak hałasować? 
— Nie wiem. — Mona włożyła ciemne okulary. — Tata Seana 

będzie musiał coś z tym zrobić. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

212 

background image

26 
 
KOCHASZ MNIE? T CZY N? 
 
Zegar dziadka w holu wybił dziewiątą w sobotni poranek, 

kiedy Emily po cichu zeszła do kuchni. W weekendy nigdy nie 
wstawała tak wcześnie, ale dzisiaj nie mogła spać. 

Ktoś zrobił już kawę, a na stole, na talerzu w kurczątka, leżało 

kilka drożdżówek. Rodzice poszli chyba na swój poranny spacer. 
Jeśli jak zwykle zamierzali obejść okolicę dwukrotnie, mogła 
wymknąć się z domu niezauważona. 

Zeszłej nocy, po tym jak Ben przyłapał ją z Mayą w kabinie 

fotograficznej, Emily uciekła z imprezy i nawet nie pożegnała się 
z Mayą. Zadzwoniła do Carolyn, która pojechała jednak do 
Applebee, i poprosiła o odwiezienie do domu. Jej siostra 
przyjechała po nią z chłopakiem i nie zadawali żadnych pytań, 
choć kiedy Emily wsiadła do samochodu, śmierdząc whisky, 
Carolyn spojrzała na nią protekcjonalnie. W domu Emily 
natychmiast zakopała się pod 

 

213 

background image

kołdrą, żeby nie musieć rozmawiać z Carolyn. Ale dziś rano 

czuła się fatalnie. 

Nie wiedziała, co myśleć o wydarzeniach w czasie imprezy. 

Wspomnienia rozmazywały się. Chciała wierzyć w to, że 
pocałunek z Mayą był pomyłką i że powinna to wyjaśnić Benowi, 
żeby wszystko było jak dawniej. Jednak kiedy przypominała 
sobie wszystko, czuła się tak, jakby wczoraj całowała się po raz 
pierwszy w życiu. 

Ale przecież Emily nie miała w sobie nic, ab so lu tn ie n ic z 

lesbijki. Jak typowa dziewczyna kupiła specjalny olejek, żeby 
odżywić zniszczone chlorem włosy. Na ścianie powiesiła plakat 
przystojnego, australijskiego pływaka lana Thorpe'a. Plotkowała 
z koleżankami z drużyny na temat chłopaków w kąpielówkach. 
Wiele lat temu pocałowała jeden jedyny raz dziewczynę, ale to 
się nie liczyło. A nawet gdyby, to też nic to nie znaczyło, prawda? 

Przełamała drożdżówkę i włożyła kawałek do ust. Czuła 

pulsowanie w głowie. Chciała, żeby wszystko było jak dawniej. 
Chciała wrzucić do torby świeży ręcznik, pojechać na trening i 
robić głupie miny do kamery w autobusie. Być zadowoloną z 
siebie i z życia, a nie siedzieć na emocjonalnej huśtawce. 

Dość. Maya była niesamowita i tak dalej, ale obie miały mętlik 

w głowie i były smutne - każda z innego powodu. Jednak nie były 
lesbijkami, prawda? 

Potrzebowała świeżego powietrza. 
Na zewnątrz było pusto. Wprawdzie ptaki głośno ćwierkały i 

szczekał pies, lecz wszędzie panował spokój. Dopiero co 
dostarczone gazety nadal leżały na trawnikach przed domami, 
opakowane w niebieską folię. 

 
 

214 

background image

Jej stary, czerwony rower górski stał oparty o szopę z 

narzędziami. Emily chwyciła za kierownicę w nadziei, że zdoła 
nią kierować po wczorajszym party. Wyjechała na ulicę, ale 
przednie koło wydawało dziwny odgłos. 

Emily schyliła się. Kartka z zeszytu wkręciła się w szprychy. 

Wyciągnęła ją i przeczytała kilka linijek. Zaraz. To jej charakter 
pisma. 

... Uwielbiam patrzeć na tyl twojej gtowy w czasie lekcji, 

uwielbiam, jak żujesz gumę, kiedy rozmawiamy przez telefon, i 
uwielbiam, jak przebierasz stopami w trampkach, kiedy na lekcji 
pani Hat zaczyna opowiadać o słynnych rozprawach sądowych, a 
ty się potwornie nudzisz. 

Emily rozejrzała się po pustym podwórku. Czy to jest to, co 

myśli? Nerwowo przebiegła wzrokiem do końca strony. Zaschło 
jej w ustach. 

... a kiedy zastanowiłam się, dlaczego cię wtedy pocałowałam, 

zdałam sobie sprawę, że to nie był żart, Ali. Chyba cię kocham. 
Zrozumiem, jeśli już nigdy się do mnie nie odezwiesz, ale muszę 
ci to wyznać. 

Em. 
Na drugiej stronie ktoś coś dopisał. Wydawało mi się, że 

chcesz to dostać z powrotem. 

Całuję A. 
Emily upuściła rower na ziemię. 
 

215 

background image

To był ten list, ten, który wysłała do Ali po pocałunku. Ten, o 

którym nie wiedziała, czy dotarł do Ali. 

„Uspokój się — powiedziała sobie w duchu, kiedy zauważyła, 

że trzęsą jej się dłonie. — To się na pewno da jakoś logicznie 
wytłumaczyć". 

To pewnie Maya. Mieszkała w pokoju Ali. Emily powiedziała 

jej o Alison i liście. Może teraz chciała jej go oddać. 

Ale przecież... Maya nie podpisałaby się w ten sposób. 
Emily nie wiedziała, co zrobić i z kim porozmawiać. Nagle 

pomyślała o Arii. Tyle się zdarzyło wczoraj, że zapomniała o ich 
spotkaniu. Aria chyba zadała jej jakieś dziwne pytanie. I 
wyglądała jakoś dziwnie. Była chyba... zdenerwowana. 

Emily usiadła na chodniku i jeszcze raz spojrzała na liścik. 

Aria miała chyba podobne pismo. 

Kilka dni przed zniknięciem Ali szantażem zmusiła Emily do 

zrobienia tego, czego chciała. Może powiedziała o tym 
pozostałym dziewczynom. A może... 

— Kochanie? 
Emily podskoczyła. Stali nad nią rodzice, ubrani w praktyczne 

białe adidasy, szorty z wysokim stanem i koszulki polo w 
pastelowych kolorach. Tata miał przy pasku małą saszetkę, a 
mama wymachiwała w przód i w tył turkusowymi hantlami. 

— Cześć — powiedziała Emily zachrypniętym głosem. 
— Wybierasz się na przejażdżkę? — zapytała mama. -Tak. 
— Masz areszt domowy. — Tata włożył okulary, jakby musiał 

przyjrzeć się Emily, zanim zmyje jej głowę. — Puściliśmy cię 
wczoraj tylko dlatego, że wychodziłaś z Benem. 

 
 
 

216 

background image

Myśleliśmy, że uda mu się z tobą porozmawiać. Jednak na 

pewno nie pojedziesz na wycieczkę rowerową. 

- No cóż - westchnęła Emily, wstając. 
Gdyby tylko nie musiała wyjaśniać wszystkiego rodzicom. A 

zresztą... Przecież nic nie musiała. Nie teraz. Usiadła na rowerze. 

- Muszę gdzieś pojechać - mruknęła i ruszyła w stronę ulicy. 
- Emily, wracaj natychmiast! — zawołał ojciec. 
Ale Emily po raz pierwszy w życiu po prostu jechała przed 

siebie. 

217 

background image

27 
 
MNĄ SIĘ NIE PRZEJMUJ, PRZECIEŻ JA NIE ŻYJĘ! 
 
Arię obudził dzwonek do drzwi. Tylko że brzmiał jakoś 

inaczej, na melodię piosenki American Idiot Green Day. 
Ciekawe, kiedy rodzice go zmienili? 

Odrzuciła kołdrę, włożyła wyściełane futrem chodaki w 

niebieskie kwiaty, które kupiła w Amsterdamie, i poczłapała na 
dół zobaczyć, kto przyszedł. 

Westchnęła, kiedy otworzyła drzwi. Stała przed nią Alison. 

Była wyższa i miała na głowie burzę blond włosów. Jej twarz 
nabrała nieco ostrzejszych rysów i była przepiękna. 

— Ta-daam! — uśmiechnęła się Ali i otworzyła ramiona. — 

Wróciłam! 

— A niech to... — Aria urwała i mrugała przez chwilę, jakby 

nie wierzyła własnym oczom. — Gdzie się podziewałaś? 

Ali przewróciła oczami. 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

218 

background image

— Moi głupi rodzice — odparła. - Pamiętasz ciotkę Camille, 

tę naprawdę fajną, urodzoną we Francji, która wyszła za wujka 
Jeffa, jak byłyśmy w siódmej klasie? Pojechałam do niej w 
odwiedziny do Miami. I tak mi się spodobało, że już zostałam. 
Opowiedziałam o wszystkim rodzicom, ale pewnie zapomnieli 
wam przekazać. 

Aria przetarła oczy. 
— Czekaj, więc mieszkałaś w Miami? Wszystko u ciebie w 

porządku? 

Aria okręciła się. 
— Chyba wyglądam lepiej niż w porządku? Podobały ci się 

moje listy? 

Uśmiech zniknął z ust Arii. 
— Hm... prawdę mówiąc, nie. Ali wyglądała na urażoną. 
— Czemu? Ten o twojej mamie był n ap ra wd ę zabawny. 
Aria gapiła się na nią. 
— Boże, aleś ty wrażliwa. — Ali zmrużyła oczy. — Znowu 

mnie olejesz? 

— Czekaj, o co ci chodzi? 
Alison przez chwilę patrzyła na Arię i nagle z nosa zaczęła jej 

wypływać czarna, galaretowata substancja. 

— Powiedziałam wszystkim. O twoim tacie. Wszystkie cztery 

już wiedzą. 

— Twój... nos... 
Aria pokazała palcem. Nagle czarna galareta zaczęła 

wypływać też z oczu Ali. Jakby płakała ropą naftową. Skąpy wała 
jej też z paznokci. 

— Ach, po prostu gniję — uśmiechnęła się Ali. 
 

219 

background image

Aria usiadła w łóżku. Po karku spływał jej pot. Przez okno 

wdzierało się słońce, a z pokoju jej brata sączyła się melodia 
American Idiot. Sprawdziła, czy ma na rękach czarną maź. Były 
czyste. 

A niech to. 
— Dzień dobry, kochanie. 
Aria powlokła się na dół, gdzie jej tata stał w cienkich 

bokserkach w kratkę i podkoszulku na ramiączkach, czytając 
gazetę. 

— Cześć — odpowiedziała niemrawo. 
Kiedy podeszła do ekspresu do kawy, przez chwilę patrzyła na 

blade ramiona ojca, na których rosły pojedyncze włosy. 
Przebierał nogami i mruczał coś pod nosem, z wzrokiem 
wlepionym w gazetę. 

— Tato? — głos trochę się jej łamał. 
— Hmm? 
Aria oparła się o kamienny blat. 
— Czy duchy mogą wysyłać SMS-y? 
Ojciec podniósł wzrok, zupełnie zdezorientowany. 
— Co to jest SMS? 
Włożyła rękę do otwartego pudełka z płatkami śniadaniowymi 

i wyciągnęła pełną garść. 

— Nieważne. 
— Na pewno? — zapytał Byron. 
Nerwowo gryzła płatki. O co właściwie chciała zapytać? „Czy 

duch przysyła mi SMS-y?" Bez przesady, znała odpowiedź na to 
pytanie. Poza tym niby czemu duch Ali miałby wrócić i jej to 
zrobić. Czy to możliwe, że chciała się zemścić? 

Ali zachowała się wspaniale tego dnia, kiedy nakryły jej ojca 

w samochodzie. Aria uciekła i biegła dopóty, 

 

220 

background image

dopóki starczyło jej sił. Poszła do domu na piechotę, bo nie 

wiedziała, co robić. Ali obejmowała ją cały czas. 

— Nikomu nie powiem — wyszeptała. 
Ale następnego dnia zaczęły się pytania. „Znasz tę 

dziewczynę? To studentka? Twój tata powie mamie? Myślisz, że 
robi to też z innymi studentkami?" Zazwyczaj Aria przymykała 
oko na wścibskie pytania Ali i jej uszczypliwe uwagi. Wiedziała, 
że wśród przyjaciółek gra rolę „tej dziwnej". Ale tym razem było 
inaczej. Zabolało. 

Dlatego przez kilka dni przed zniknięciem Alison, Aria jej 

unikała. Nie wysyłała jej SMS-ów typu „Nudzi mi się" w czasie 
lekcji higieny i nie pomogła jej w sprzątaniu szafki. A już na 
pewno nie miała ochoty rozmawiać o tym, co zaszło. Wkurzało 
ją, że Ali się wtrąca, jakby chodziło o plotki o znanych aktorach, 
a nie o jej życie. Wkurzało ją to, że Ali wie. Kropka. 

Teraz, trzy lata później, Aria zastanawiała się, na kogo 

właściwie tak się wściekała. Przecież nie na Ali. Na ojca. 

— Nieważne — odpowiedziała ojcu, który czekał cierpliwie i 

pił kawę. — Nie wyspałam się. 

— Okej — powiedział Byron bez przekonania. 
Ktoś zadzwonił do drzwi. Nie rozległa się piosenka Green 

Day, tylko te dźwięki, co zawsze. Tata podniósł wzrok. 

— To chyba do Mike'a — powiedział. — Wiesz, że o wpół do 

ósmej przyszła tu jakaś dziewczyna z liceum kwakrów 

i go szukała? 
— Ja otworzę — powiedziała Aria. 
Ostrożnie otworzyła drzwi, ale za nimi stała tylko Emily 

Fields. Jej rudoblond włosy były w nieładzie i miała zapuchnięte 
oczy. 

— Cześć — przywitała się Emily zachrypniętym głosem. 
 

221 

background image

— Cześć — odpowiedziała Aria. 
Emily wydęła policzki. Zawsze tak robiła, gdy się de-

nerwowała. Przez chwilę stała w milczeniu. 

— Chyba muszę już iść — powiedziała nagle i już chciała się 

odwrócić. 

— Poczekaj — Aria chwyciła ją za ramię. — Co się dzieje? 

Emily milczała. 

— Hm, okej — powiedziała wreszcie. — Ale... to zabrzmi 

dziwnie. 

— W porządku. — Serce Arii biło mocno. 
— Przypomniało mi się, co powiedziałaś wczoraj na imprezie. 

O Ali. Zastanawiałam się... czy Ali powiedziała wam kiedyś coś 
o mnie? 

Emily mówiła bardzo cicho. Aria odgarnęła włosy spadające 

na oczy. 

— Co? — zapytała szeptem Aria. — Ostatnio? Emily 

otworzyła szeroko oczy. 

—  Tak,  o s t a tn i o .  
— Ja... 
— W siódmej klasie — przerwała jej Emily. — Powiedziała 

wam... coś o mnie... w siódmej klasie? Powiedziała wszystkim? 

Aria zamrugała. Wczoraj na imprezie chciała powiedzieć 

Emily o tych dziwnych SMS-ach. 

— Nie. Nigdy nie plotkowała za twoimi plecami. 
— Och — westchnęła Emily i wbiła wzrok w ziemię. — Ale 

ja... 

— Dostaję ostatnio... — zaczęła Aria jednocześnie. Wtedy 

Emily spojrzała za nią i zatrzymała na czymś 

wzrok. 
— Panna Emily Fields! Witamy! 
 

222 

background image

Aria odwróciła się. W salonie stał Byron. Przynajmniej 

zarzucił na siebie szlafrok w paski. 

— Nie widziałem cię całe wieki! — powiedział. 
— Tak. — Emily znowu wydęła policzki. — Co u pana 

słychać? 

Uniósł brwi. 
— Błagam, masz już tyle lat, że możesz mówić mi Byron. — 

Krawędzią kubka podrapał się w podbródek. — Co u ciebie? 
Wszystko w porządku? 

— Jasne — Emily wyglądała tak, jakby zaraz miała się 

rozpłakać. 

— Chcesz coś zjeść? Wyglądasz na głodną. 
— Och. Nie. Dziękuję. Nie spałam za dobrze. 
— Oj, dziewczyny — pokręcił głową. — Za mało sypiacie! 

Zawsze powtarzam Arii, że powinna spać jedenaście godzin, 
żeby na zapas odpocząć przed studiami i całonocnymi 
imprezami! 

Poszedł po schodach na górę. 
Kiedy już zniknął na górze, Aria odwróciła się. 
— On jest taki... — zaczęła, ale Emily już szła w kierunku 

swojego roweru. — Hej! Dokąd idziesz? 

Emily podniosła rower. 
— Nie powinnam była przychodzić. 
— Poczekaj! Wróć... Musimy pogadać! — zawołała Aria. 

Emily zatrzymała się i spojrzała na nią. Aria czuła, że 

słowa gromadzą jej się w ustach jak rój pszczół. Emily miała 

przerażenie wypisane na twarzy. 

Nagle Aria stchórzyła i nie zadała pytania. Jak miała 

opowiedzieć o SMS-ach od A., nie zdradzając jednocześnie 
swojej tajemnicy. Nadal nie chciała, żeby ktoś się o tym 
dowiedział. Szczególnie że na górze była mama. 

223 

background image

Potem przypomniał jej się Byron w szlafroku. Emily nie czuła 

się swobodnie w jego towarzystwie. Zapytała, czy Alison 
powiedziała coś o niej w siódmej klasie. O co jej chodziło? 

Chyba że... 
Aria zaczęła obgryzać różowy paznokieć.

7

 A jeśli Emily już 

znała jej sekret? Aria zacisnęła usta, sparaliżowana. Emily 
potrząsnęła głową. 

— Do zobaczenia — mruknęła i zanim Aria zdążyła za-

reagować, wsiadła na rower i pędem odjechała. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

224 

background image

28 
 
TAK NAPRAWDĘ BRAD I ANGELINA SPOTKALI SIĘ 

NA POSTERUNKU W ROSEWOOD 

 
— Miłe panie, odkryjcie same siebie! 
Kiedy publiczność w telewizyjnym talk-show zaczęła dziko 

klaskać, Hanna wtuliła się w skórzaną sofę koloru kawowego i 
położyła pilota na swoim nagim brzuchu. Chętnie odkryłaby 
samą siebie tego sobotniego poranka. 

Zeszłą noc pamiętała niewyraźnie — jakby przez cały czas 

chodziła bez soczewek kontaktowych — i czuła pulsowanie w 
głowie. Czy spotkała jakieś zwierzę? W torebce znalazła papierki 
po cukierkach. Zjadła je? Ws z ys tki e?  Żołądek ją bolał i była 
trochę wzdęta. I czemu pamiętała samochód dostawczy stojący 
pod supermarketem? Czuła się tak, jakby układała puzzle, tylko 
że nigdy nie miała do tego cierpliwości — zawsze próbowała 
połączyć z sobą kawałki, które do siebie nie pasowały. 

 

225 

background image

Ktoś zadzwonił do drzwi. Hanna jęknęła, zsunęła się z kanapy. 

Nawet nie poprawiła swojego podkoszulka moro na ramiączkach, 
który zupełnie się przekręcił i odsłaniał jej piersi. Otworzyła 
drewniane drzwi i natychmiast je zatrzasnęła. 

A niech to. To ten gliniarz, Chłopak Kwietnia. To znaczy 

Darren Wilden. 

— Otwórz, Hanno. 
Spojrzała na niego przez judasza. Stał z założonymi rękami, 

bardzo poważny, ale miał nieuczesane włosy i chyba nie miał 
pistoletu. Poza tym jaki gliniarz pracował od dziesiątej rano w 
bezchmurny sobotni poranek? 

Spojrzała do lustra po przeciwnej stronie pokoju. Jezu. 

Poduszka odgnieciona na twarzy? Ależ tak. Zapuchnięte oczy, 
usta krzyczące o błyszczyk? No pewnie. Szybko przetarła twarz, 
związała włosy w kucyk i założyła okrągłe okulary 
przeciwsłoneczne Chanel. Otworzyła drzwi na oścież. 

— Hej — powiedziała radośnie. — Jak się pan miewa? 
— Mama w domu? — zapytał. 
— Nie — odpowiedziała Hanna zalotnie. — Nie wróci do 

południa. 

Wilden wydął usta. Wyglądał na zestresowanego. Hanna 

zauważyła, że nad brwią ma malutki, przezroczysty plaster. 

— Dostałeś od dziewczyny? — zapytała, wskazując palcem. 
— Nie... — Wilden dotknął plastra. — Uderzyłem się o 

szafkę, kiedy myłem twarz. — Przewrócił oczami. — Rano nie 
jestem zbyt zręczny. 

Hanna uśmiechnęła się. 
 
 
 

226 

background image

— Witamy w klubie. Ja wczoraj wywaliłam się na tyłek. Jak 

ostatnia idiotka. 

Wilden przybrał nagle poważny wyraz twarzy. 
— A samochód ukradłaś przedtem czy potem? Hanna stanęła 

jak wryta. 

-Co? 
Dlaczego Wilden patrzył na nią tak, jakby była dzieckiem 

kosmitów. 

— Anonimowy informator zawiadomił nas, że ukradłaś 

samochód — powiedział powoli. 

Hanna otworzyła usta. 
— Co zrobiłam? 
— Czarne BMW. Należące do pana Edwina Ackarda. 

Wjechałaś nim w przydrożny słup? Po wypiciu butelki wódki? 
Przypominasz to sobie? 

Hanna uniosła okulary na czoło. Zaraz, to się naprawdę 

wydarzyło? 

— Wczoraj nie piłam — skłamała. 
— W samochodzie, na podłodze obok siedzenia kierowcy 

znaleźliśmy pustą butelkę. Więc ktoś na pewno pił. 

— Ale... 
— Muszę cię zabrać na posterunek — przerwał jej Wilden 

rozczarowanym tonem. 

— Nie ukradłam go — powiedziała Hanna piskliwie. — Sean, 

jego syn, powiedział, że mogę nim pojeździć. 

Wilden uniósł brwi. 
— Więc przyznajesz się, że go prowadziłaś? 
— Ja... — zaczęła Hanna. Ch o lera. Cofnęła się o krok. — 

Ale mamy nie ma w domu. Nie będzie wiedziała, gdzie jestem. 

 

227 

background image

Łzy cisnęły jej się do oczu, choć bardzo się tego wstydziła. 

Odwróciła się, rozpaczliwie próbując pozbierać się do kupy. 

Wilden kołysał się z prawa na lewo. Nie wiedział, co zrobić z 

rękami. Najpierw włożył je do kieszeni, potem gestykulował, 
wreszcie założył je na piersi. 

— Zadzwonimy do twojej mamy z posterunku, dobrze? Nie 

skuję cię. I możesz jechać na siedzeniu dla pasażera. 

Podszedł do samochodu i otworzył jej drzwi. 
Godzinę później siedziała na posterunku, na tym samym 

żółtym krześle z plastiku i oglądała ten sam plakat. Próbowała nie 
płakać. Zrobiono jej badanie krwi, żeby sprawdzić, czy nadal jest 
pijana. Nie była pewna, czy alkohol zostaje w organizmie tak 
długo. Teraz Wilden schylił się nad tym samym biurkiem, na 
którym stał pojemnik z długopisami i sprężyna do zabawy. 
Uszczypnęła się w dłoń i przełknęła ślinę. 

Niestety, wydarzenia poprzedniej nocy zupełnie mieszały jej 

się w głowie. Porsche, jeleń, poduszka powietrzna. Czy Sean 
naprawdę pozwolił jej pojeździć autem? Chyba nie. Ostatnie, co 
pamiętała, to jego przemówienie o szacunku do siebie samej, 
wygłoszone tuż przed tym, jak porzucił ją w lesie. 

— Hej, byłaś może wczoraj na bitwie rockowej w 

Swarthmore? 

Chłopak w wieku studenckim z modną fryzurą i zrośniętymi 

brwiami siedział obok niej. Miał na sobie podartą flanelową 
koszulę i poplamione farbą dżinsy. Był boso i miał skute ręce. 

— Nie — odparła Hanna. 
Nachylił się do niej i poczuła jego cuchnący piwem oddech. 
 
 

228 

background image

— Aha, a myślałem, że cię tam widziałem. Ja byłem i wypiłem 

odrobinę za dużo, a potem zacząłem terroryzować czyjeś krowy. 
Dlatego tu jestem! Popełniłem wykroczenie! 

— Ale ci fajnie — rzuciła Hanna lodowatym tonem. 
— Jak ci na imię? — zadzwonił kajdankami. 
— Hm, Angelina. — Nie miała zamiaru podać prawdziwego 

imienia. 

— Cześć, Angelino. Jestem Brad! 
Hanna rozciągnęła usta w uśmiechu. Ale beznadziejna 

odzywka. 

Wtedy drzwi komisariatu się otwarły. Hanna przywarła do 

oparcia fotela i uniosła okulary na czoło. Świetnie. Przyszła 
mama. 

— Przyjechałam tak szybko, jak mogłam — powiedziała pani 

Marin do Wildena. 

Tego ranka pani Marin miała na sobie prosty T-shirt, dżinsy 

biodrówki, sandałki od Gucciego i takie same okulary Chanel jak 
Hanna. Miała promienną cerę — cały ranek spędziła w spa — a 
swoje złotorude włosy związała w kucyk. Hanna przyjrzała jej się 
badawczo. Wypchała sobie stanik? Jej piersi wyglądały tak, 
jakby je od kogoś pożyczyła. 

— Porozmawiam z nią — powiedziała pani Marin do Wildena 

cicho. 

Potem podeszła do Hanny. Pachniała maseczką z alg. Hannie 

wydawało się, że wydziela tylko zapach wódki i wafelków 
czekoladowych. Chciała się zapaść pod ziemię. 

— Przepraszam — powiedziała. 
— Zrobili ci badanie krwi? — syknęła mama. Hanna pokiwała 

głową. 

— Co jeszcze im powiedziałaś? 

 

229 

background image

— N-n-nic — wyjąkała. 
Pani Marin złożyła swoje zadbane dłonie. 
— Dobra, załatwię to, tylko siedź cicho. 
— Co zrobisz? — wyszeptała Hanna. — Zadzwonisz do taty 

Seana? 

— Powiedziałam, że to załatwię. 
Mama wstała z żółtego krzesła i nachyliła się nad biurkiem 

Wildena. Hanna przetrząsnęła torebkę w poszukiwaniu paczki 
cukierków. Miała tylko kilka, na wszelki wypadek, nie całą 
paczkę. Musiały gdzieś tu być. 

Wyjęła cukierki i usłyszała dźwięk telefonu. A może to Sean 

awanturuje się na poczcie głosowej? Albo Mona? Gdzie ona się, 
do diabła, podziewa? Pozwolili jej pojechać na turniej golfa? Nie 
ukradła samochodu, ale przecież wsiadła do niego. To chyba też 
się liczyło. 

Telefon pokazywał, że nie odebrała kilku połączeń. Sean 

dzwonił... sześć razy. Mona dwa, o ósmej i trzy po ósmej. Dostała 
też kilka SMS-ów. Napisało do niej parę osób z imprezy, bez 
związku z całą sprawą. Jednego numeru nie rozpoznawała. 
Poczuła skurcz żołądka. 

Hanno, pamiętasz zieloną szczoteczkę Kate? Tak mi się 

zdawało! 

A. 
Hanna nie wierzyła własnym oczom. Poczuła na karku krople 

zimnego potu. Kręciło jej się w głowie. Szczoteczkę Kate? 

-Be z jaj — powiedziała trzęsącym się głosem, próbując się 

roześmiać. 

Spojrzała w stronę mamy, która nadal rozmawiała z 

Wildenem, oparta o jego biurko. 

 

230 

background image

Kiedy była w Annapolis i tata praktycznie nazwał ją świnią, 

Hanna wstała od stołu i wbiegła do domu. Zamknęła się w 
łazience i usiadła na sedesie. 

Wzięła głęboki oddech, próbując się uspokoić. Czemu nie 

mogła być piękna i zgrabna jak Ali czy Kate? Czemu musiała być 
tłusta, niezdarna i beznadziejna? Nie wiedziała nawet, na kogo 
się tak naprawdę wkurzyła - na tatę, na Kate, na siebie... a może 
na Alison? 

Kiedy łykała gorące, gniewne łzy, zauważyła trzy oprawione 

zdjęcia na ścianie łazienki. Wszystkie trzy pokazywały zbliżenie 
czyichś oczu. Od razu rozpoznała nieco zezujące, pełne wyrazu 
oczy taty. Drugie zdjęcie pokazywało małe oczy Isabel w 
kształcie migdałów. Oczy na trzecim były olbrzymie, 
hipnotyzujące, jakby wycięte z reklamy tuszu do rzęs Chanel. 
Oczywiście należały do Kate. 

Wszyscy ją obserwowali. 
Hanna spojrzała do lustra. Z zewnątrz dobiegał śmiech. Czuła, 

że zaraz pęknie od popcornu, który zjadła na oczach wszystkich. 
Poczuła mdłości i chciała to wszystko natychmiast z siebie 
wyrzucić, ale kiedy nachyliła się nad sedesem, nic się nie działo. 
Po policzkach płynęły jej łzy. Kiedy sięgnęła po chusteczkę, 
zauważyła zieloną szczoteczkę do zębów w porcelanowym 
kubku. Wpadła na pomysł. 

Dziesięć minut zbierała się, żeby włożyć ją sobie do gardła. 

Kiedy wreszcie to zrobiła, poczuła się zarazem gorzej i lepiej. 
Zaczęła jeszcze bardziej płakać, ale chciała to zrobić jeszcze raz. 
Kiedy włożyła szczoteczkę do ust, drzwi do łazienki się 
otworzyły. 

Stała w nich Alison. Zmierzyła wzrokiem Hannę klęczącą na 

podłodze ze szczoteczką w ręku. 

— Nieźle — powiedziała. 

231 

background image

— Proszę, idź sobie — wyszeptała Hanna. Alison weszła do 

łazienki. 

— Chcesz o tym pogadać? 
Hanna popatrzyła na nią desperacko. 
— Przynajmniej zamknij drzwi! 
Ali wypełniła polecenie i usiadła na krawędzi wanny. 
— Od jak dawna to robisz? 
— Co? — Hannie trząsł się podbródek. 
Ali zamilkła na chwilę i spojrzała na szczoteczkę. Otworzyła 

szeroko oczy. Hanna dopiero teraz zauważyła, że na uchwycie 
szczoteczki widniał biały napis: KATE. 

Na posterunku zadzwonił telefon i Hanna wróciła do 

rzeczywistości. „Pamiętasz zieloną szczoteczkę Kate?" Ktoś 
jeszcze wiedział o jej problemach z jedzeniem, a może widział, 
jak jedzie na posterunek. Może nawet wiedział o Kate. Ale skąd 
mógł wiedzieć o zi elo nej  szc zo tec zce ? Wiedziała o tym 
tylko jedna osoba. 

Hanna wolała wierzyć w to, że gdyby Ali żyła, wspierałaby ją 

na każdym kroku na jej nowej drodze. Wciąż wyobrażała sobie te 
same sceny. Ali zdumiona jej nowymi dżinsami w rozmiarze 
trzydzieści cztery. Ali zachwycona jej nowym błyszczykiem od 
Chanel. Ali gratuluje Hannie, że zorganizowała wspaniałe 
przyjęcie nad basenem. 

Trzęsącymi się dłońmi napisała w odpowiedzi: „Alison, to 

ty?". 

Hanna podniosła wzrok. Darren Wilden wstał od biurka, 

przepraszając mamę Hanny. W ciągu kilku sekund wszyscy 
policjanci na posterunku ruszyli do akcji. Z parkingu odjechał 
samochód policyjny. Za nim ruszyły trzy kolejne. Telefony 
dzwoniły jak oszalałe. Przez salę przebiegło czterech gliniarzy. 

 

232 

background image

- Jakaś grubsza sprawa - powiedział Brad, który nadal siedział 

obok. Hanna zupełnie o nim zapomniała. 

- Skończyły się pączki? - próbowała żartować. 
- Coś grubszego - gestykulował skutymi rękami. - Coś o 

wiel e grubszego. 

233 

background image

29 
 
DZIEŃ DOBRY, NIENAWIDZIMY CIĘ 
 
Promienie słońca wpadały przez okno do sypialni Po raz 

pierwszy w życiu Spencer obudziło pełne radości ćwierkanie 
ptaków, a nie przerażający rmks przebojów techno z lat 
dziewięćdziesiątych, który dobiegał z domowej siłowni, gdzie 
rano ćwiczył tata. Czuła radość? Nie 

Choć zeszłej nocy me wypiła ani kropelki alkoholu bolało ją 

całe ciało, miała dreszcze i kaca. Nie spała całą noc to  wyjściu 
Wrena me mogła się uspokoić. W jego objęciach czuła się... 
inaczej. Nigdy wcześniej me czuła czegoś takiego. 

A potem ta wiadomość. I przerażająco spokojny wyraz twarzy 

Melissy... 

Przez całą noc w domku coś skrzypiało i zawodziło. Spencer 

nakryła się kołdrą po czubek nosa i trzęsła się ze strachu. Skarciła 
sie w myślach za to, że zachowuje si

ę

 jak niedojrzała paranoiczka, 

ale wcale jej to nie pomogło Rozważyła wszystkie możliwości. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

234 

background image

Wreszcie wstała i włączyła komputer. Przez kilka godzin 

prowadziła poszukiwania w internecie. Najpierw przejrzała 
wszystkie strony dla informatyków, próbując dowiedzieć się, jak 
namierzyć nadawcę wiadomości. Bezskutecznie. Potem chciała 
ustalić, skąd przyszedł pierwszy e-mail. W desperacji modliła się, 
żeby trop doprowadził ją do Andrew Campbella. 

Znalazła nawet jego blog, ale przejrzała wszystkie wpisy i nie 

rzuciło jej się w oczy nic podejrzanego. Dotyczyły głównie 
książek, które przeczytał, zawierały trochę kanapowej filozofii i 
kilka melancholijnych akapitów o nieodwzajemnionej miłości do 
jakiejś nieznanej dziewczyny. Myślała, że Andrew w jakiś 
sposób się zdradzi. Jej poszukiwania spełzły na niczym. 

Wreszcie wpisała do wyszukiwarki hasło „zaginione osoby" i 

dodała „Alison Di Laurentis". 

Znalazła tylko informacje sprzed trzech lat - reportaże CNN i 

lokalnej gazety, kilka grup poszukujących zaginionych, a także 
parę dziwacznych stron, jak choćby ta, na której można było 
zobaczyć Ali w różnych fryzurach. Spencer przyjrzała się zdjęciu 
Ali z legitymacji szkolnej. Tak dawno nie widziała jej na 
fotografii. Czy rozpoznałaby ja, gdyby miała teraz czarne włosy 
upięte w kok? Na tym spreparowanym zdjęciu wyglądała 
zupełnie inaczej. 

Drzwi w domu rodziców zaskrzypiały przeciągle, kiedy je 

otwierała. W środku pachniało świeżo zaparzoną kawą. Dziwne, 
o tej porze mama zazwyczaj pracowała już w stajni, a tata jeździł 
konno albo grał w golfa. Zastanawiała się, co wczoraj zaszło 
między Wrenem i Melissą. Modliła się, żeby nie wejść im w 
drogę. — Czekaliśmy na ciebie. 

 

235 

background image

Spencer podskoczyła. Przy stole w kuchni siedzieli jej rodzice 

i Melissa. Mama miała blade, zapadnięte policzki, a tata rumieńce 
w kolorze buraka. Zapuchnięte oczy Melissy miały czerwone 
obwódki. Nawet psy nie podskakiwały na jej widok, jak zawsze. 

Spencer przełknęła ślinę. Tyle znaczą modlitwy. 
— Usiądź, proszę — powiedział cicho ojciec. 
Spencer odsunęła drewniane krzesło i usiadła obok mamy. 

Było tak cicho i spokojnie, że słyszała, jak powoli zaciska jej się 
żołądek. 

— Nawet nie wiem, co powiedzieć — zaczęła mama 

oskarżycielsko. — Jak mogłaś? 

Spencer zamarła. Otworzyła usta, ale mama podniosła dłoń. 
— Nie udzieliłam ci głosu. 
Spencer zamknęła usta i spuściła oczy. 
— Naprawdę, wstyd mi, że jesteś naszą córką — powiedział 

tata. — Nie tak cię wychowaliśmy. 

Spencer skubała skórkę na kciuku i próbowała powstrzymać 

drżenie podbródka. 

— Co ty sobie wyobrażałaś? To był j e j chłopak. Mieli razem 

zamieszkać. Zdajesz sobie sprawę z tego, co zrobiłaś? 

— Ja... — zaczęła Spencer. 
— Naprawdę nie wiem... — przerwała jej mama. Opuściła 

ręce i spuściła wzrok. 

— Nie masz jeszcze osiemnastu lat, a to znaczy, że w świetle 

prawa to my za ciebie odpowiadamy — powiedział ojciec. — 
Jednak gdyby to ode mnie zależało, natychmiast wyrzuciłbym cię 
z domu. 

— Nie chcę cię więcej widzieć — warknęła Melissa. 
 
 

236 

background image

Spencer zrobiło się słabo. Wydawało jej się, że za chwilę 

postawią kubki na stole i powiedzą, że żartowali i wszystko gra. 
Ale nie chcieli nawet na nią spojrzeć. W uszach dźwięczały jej 
słowa taty: „Wstyd mi, że jesteś naszą córką". Nikt wcześniej tak 
do niej nie mówił. 

- Jedno jest pewne - ciągnęła mama. - Melissa wprowadza się 

do domku. Wyniesiesz wszystkie swoje rzeczy z powrotem do 
swojego pokoju. A kiedy w jej domu skończy się remont, 
zamienię domek na warsztat garncarski. 

Spencer zacisnęła pod stołem pięści, powstrzymując łzy. Nie 

chodziło przecież o domek. Tata miał zbudować dla niej regały. 
Mama obiecała jej pomóc w wyborze zasłon. Pozwolili jej na 
kota i nawet wymyślali dla niego śmieszne imiona. Czuła ich 
wsparcie i entuzjazm. 

Próbowała dotknąć ramienia mamy. 
- Przepraszam... 
- Spencer, nawet nie próbuj - mama odsunęła się. Spencer nie 

mogła już dłużej powstrzymywać łez, które teraz płynęły jej po 
policzkach. 

- Zresztą to nie mnie powinnaś przeprosić - dodała mama 

cicho. 

Spencer spojrzała na Melissę, która pochlipywała na drugim 

końcu stołu. Wytarła nos. Choć nienawidziła Melissy z całego 
serca, to nie widziała jej w tak żałosnym stanie, od kiedy łan 
rzucił ją w liceum. Nie powinna była flirtować z Wrenem, ale 
nigdy nie sądziła, że sprawy zajdą tak daleko. Próbowała 
postawić się w sytuacji Melissy. Gdyby to ona spotkała Wrena 
jako pierwsza, a Melissa się z nim całowała, też czułaby się 
zdruzgotana. Ogarnęło ją współczucie. 

- Przepraszam - wyszeptała. 
 

237 

background image

— Obyś smażyła się w piekle — rzuciła Melissa. Spencer tak 

mocno zagryzła wargi, że poczuła w ustach krew. 

— Wynieś swoje rzeczy z domku — westchnęła mama. — A 

potem zejdź nam z oczu. 

Spencer otworzyła szeroko oczy. 
— Ale... — pisnęła. Tata wbił w nią wzrok. 
— To obrzydliwe — powiedziała cicho mama. 
— Jesteś dziwką — dorzuciła Melissa. 
Spencer pokiwała głową. Może jak przyzna im rację, to 

przestaną. Chciała się skurczyć do rozmiarów małej piłki, a 
potem zniknąć. Zamiast tego mruknęła tylko: 

— Już idę. 
— Świetnie — powiedział tata, napił się kawy i wstał od stołu. 
Melissa jęknęła cicho i odsunęła swoje krzesło. Pochlipując, 

poszła do swojego pokoju i zatrzasnęła drzwi. 

— Wren wyjechał wczoraj w nocy — powiedziała pani 

Hastings, stając w drzwiach. — Już nigdy się z nim nie spotkamy. 
A jeśli zostało ci choć trochę oleju w głowie, nigdy o nim nie 
wspomnisz. 

— Oczywiście — wyszeptała Spencer i położyła głowę na 

dębowym blacie stołu. 

— To dobrze. 
Spencer przycisnęła głowę do stołu i zrobiła kilka 

relaksujących oddechów, których nauczyła się, ćwicząc jogę. 
Miała nadzieję, że ktoś zaraz przyjdzie i powie jej, że wszystko w 
porządku. Ale nikt się nie zjawiał. W oddali usłyszała syrenę 
karetki. Wydawało jej się, że jedzie w kierunku ich domu. 

 
 

238 

background image

Spencer wyprostowała się. O B o ż e. A jeśli Melissa... Jeśli 

coś sobie zrobiła? Nie, to niemożliwe. Syrena wyła coraz 
głośniej. Spencer odsunęła gwałtownie krzesło. 

Cholera. Co ona zrobiła? 
- Melissa! - zawołała, biegnąc po schodach. 
- Dziwka! - usłyszała w odpowiedzi. - Pieprzona dziwka! 

Spencer zatrzymała się i oparła o poręcz. W porządku. 

Więc jednak Melissie nic się nie stało. 

239 

background image

30 
 
DO MIASTA WRÓCIŁ CYRK 
 
Emily wracała od Arii, jadąc tak szybko, że prawie wjechała w 

mężczyznę, który biegł poboczem. — Jak jedziesz! — krzyknął. 

Kiedy przejechała obok sąsiada wyprowadzającego na spacer 

dwa wielkie owczarki, podjęła decyzję. Musiała pogadać z Mayą. 
Tylko to mogła zrobić. Może Maya nie miała złych intencji. 
Chciała tylko oddać Emily list, o którym usłyszała zeszłej nocy. 
Może Maya chciała jej o nim powiedzieć już wczoraj, a z 
jakiegoś powodu tego nie zrobiła. A może A. to tak naprawdę 
M.? 

Zresztą poza listem miały jeszcze parę spraw do wyjaśnienia. 

Choćby to, co stało się w czasie imprezy. Emily zamknęła oczy i 
próbowała sobie wszystko przypomnieć. Wciąż czuła na sobie jej 
miękkie usta i zapach gumy bananowej. Otworzyła oczy i 
skręciła, żeby nie wpaść na krawężnik. 

Tak, z pewnością musiały to sobie wyjaśnić. Ale co właściwie 

chciała powiedzieć Mai? 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

240 

background image

„Podobało mi się". 
Nie. Tego by oczywiście nie powiedziała. Powiedziałaby: 

„Powinnyśmy zostać przyjaciółkami". Przecież i tak miała 
zamiar wrócić do Bena. Jeśli on się zgodzi. Chciała cofnąć czas, 
wrócić do momentu, kiedy była zadowolona z życia, a rodzice 
byli z niej zadowoleni. Do Emily, która martwiła się tylko swoim 
kraulem i zadaniem z algebry. 

Przejechała obok parku Myera, gdzie z Ali huśtały się go-

dzinami na huśtawce. Próbowały odpychać się od ziemi mia-
rowo, a kiedy łapały równowagę, Ali zawsze krzyczała: „Wzię-
łyśmy ślub!". Wtedy piszczały i jednocześnie zeskakiwały. 

A jeśli to nie Maya zostawiła list w szprychach koła? Kiedy 

Emily zapytała Arię, czy Ali opowiedziała wszystkim jej sekret, 
Aria odparła: „Ostatnio?". Czemu coś takiego powiedziała? 
Chyba że... chyba że Aria o czymś wiedziała. Chyba że Ali 
wróciła. 

Czy to możliwe? 
Emily przejechała przez rozsypany żwir. To szaleństwo. Jej 

mama nadal wysyłała pani Di Laurentis pocztówki z wakacji. 
Gdyby Ali wróciła, wiedziałaby o wszystkim. Kiedy Ali 
zniknęła, mówili o tym w wiadomościach dwadzieścia cztery 
godziny na dobę. Rodzice codziennie przy śniadaniu oglądali 
wiadomości CNN. A o tej historii na pewno trąbiliby w mediach. 

Na samą myśl o tym serce biło jej szybciej. Przez rok po 

zniknięciu Ali każdego wieczoru Emily pytała swoją magiczną 
kulę, czy jej przyjaciółka wróci. Choć czasem kula odpowiadała: 
„Poczekaj, to się przekonasz", to nigdy nie odpowiedziała: „Nie". 
Zakładała się też sama z sobą. „Jeśli dziś w szkolnym autobusie 
spotkam dwie osoby w czerwonym T-shircie, to znaczy, że Ali 
nic się nie stało". „Jeśli 

 

241 

background image

na obiad podadzą pizzę, Ali żyje". „Jeśli na treningu będziemy 

ćwiczyć skoki i zwroty, Ali wróci". Te małe magiczne czynności 
utwierdzały ją zazwyczaj w przekonaniu, że wkrótce znowu 
zobaczy Ali. Może to już. 

Wjechała pod górę i skręciła, o mało co nie wpadając na znak 

prowadzący w stronę pomnika wojny secesyjnej. Jeśli Ali 
wróciła, czy miało to jakiś wpływ na jej przyjaźń z Mayą? Chyba 
nie da się mieć dwóch najlepszych przyjaciółek... do których 
czuła prawie to samo. Ciekawe, czy Ali polubiłaby Mayę. A 
jeśliby się znienawidziły? 

„Podobało mi się". 
„Powinnyśmy zostać przyjaciółkami". 
Przejechała obok pięknych domów farmerów, rozpadających 

się kamiennych chat i zaparkowanych na poboczu samochodów 
dostawczych należących do ogrodników. Właśnie tą drogą 
jeździła kiedyś do domu Ali. Ostatni raz przemierzyła ją w dniu, 
w którym ją pocałowała. Nie planowała tego wcześniej. Coś ją 
naszło pod wpływem chwilowego nastroju. Nigdy nie zapomni 
miękkości ust Ali i zdumienia na jej twarzy. 

— Czemu to zrobiłaś? — zapytała. 
Nagle za jej plecami zawyła syrena. Ledwo zdążyła zjechać na 

pobocze, kiedy obok pędem przejechała karetka. Podmuch 
powietrza uniósł w górę kłąb pyłu. Przetarła oczy i gapiła się na 
karetkę, która wjechała pod górę i zatrzymała się na ulicy, na 
której mieszkała Alison. 

A teraz skręciła. Emily obleciał strach. Ulica Ali to teraz... 

ulica Mai. Ścisnęła mocniej kierownicę roweru. 

W całym tym zamieszaniu zapomniała o tajemnicy, którą 

wczoraj powierzyła jej Maya. Samookaleczenie. 

 

242 

background image

Szpital. Wielka, zakrzywiona blizna. „Czasem czuję, że 

muszę", powiedziała Maya. 

— O Boże — wyszeptała Emily. 
Jechała na złamanie karku i na zakręcie wpadła w poślizg. 

„Jeśli syrena zamilknie, kiedy minę zakręt - pomyślała — Mai nic 
nie będzie". 

Ale karetka zatrzymała się pod domem Mai. Syreny nadal 

wyły. Wszędzie stały samochody policyjne. 

— Nie — wyszeptała Emily. 
Ubrani na biało pielęgniarze wysiedli z karetki i wbiegli do 

domu. Na podwórku kręcił się tłum ludzi, niektórzy z kamerami. 
Emily zostawiła rower na chodniku i pobiegła w kierunku domu. 

— Emily! 
Maya wybiegła z tłumu. Emily odetchnęła z ulgą i objęła ją. 

Po policzkach płynęły jej łzy. 

— Nic ci się nie stało? - łkała Emily. - Bałam się, że... 
— Wszystko w porządku - uspokoiła ją Maya. 
Mimo to w jej głosie pobrzmiewało przerażenie. Emily 

cofnęła się. Maya miała czerwone oczy i mocno zaciśnięte usta. 

— Co się stało? - zapytała Emily. - Co jest grane? 
— Znaleźli twoją przyjaciółkę - Maya głośno przełknęła ślinę. 
-Co? 
Emily gapiła się na nią, a potem na scenę rozgrywającą się na 

trawniku przed domem. Wyglądała dziwnie znajomo: karetka, 
samochody policyjne, tłum ludzi i kamery telewizyjne. Nad nimi 
unosił się helikopter z dziennikarzami z wiadomości. Tak samo to 
wyglądało trzy lata wcześniej, kiedy zaginęła Ali. 

 

243 

background image

Emily wypuściła Mayę z uścisku i uśmiechnęła się z 

niedowierzaniem. Miała rację! 

Alison siedziała w swoim domu jakby nigdy nic. 
— Wiedziałam! — wyszeptała. Maya wzięła Emily za rękę. 
— Rozkopywaliśmy teren pod kort tenisowy. Mama to 

widziała. Zobaczyła... ją. Z pokoju usłyszałam jej krzyk. 

Emily puściła jej dłoń. 
— Co takiego? 
— Chciałam do ciebie zadzwonić — dodała Maya. 
Emily zmarszczyła brwi i patrzyła na Mayę. Popatrzyła na 

oddział dwudziestu policjantów, a potem na panią St. Germain 
płaczącą przy huśtawce zrobionej z opony. Na taśmę z napisem 
NIE MA PRZEJŚCIA okalającą całe podwórko. A potem na 
furgonetkę stojącą przed domem. Widniał na niej napis 
KOSTNICA ROSEWOOD. Musiała to przeczytać sześć razy, 
żeby zrozumieć. Serce waliło jej jak młotem i nagle zabrakło jej 
tchu. 

— Nie... Nie rozumiem — wykrztusiła wreszcie, robiąc 

kolejny krok w tył. — Kogo znaleźli? 

Maya spojrzała na nią ze współczuciem. W jej oczach lśniły 

łzy. 

— Twoją przyjaciółkę Alison — wyszeptała. — Znaleźli jej 

ciało. 

 
 
 
 
 
 
 
 

244 

background image

31 
 
PIEKŁO TO NAPRAWDĘ INNI 
 
Byron Montgomery pociągnął spory łyk kawy i trzęsącymi się 

dłońmi zapalił fajkę. 

- Znaleźli ją, kiedy wykopywali płytę betonową w ogródku Di 

Laurentisów, gdzie miał stanąć kort tenisowy. 

- Leżała pod nią - powiedziała podekscytowana Ella. -Poznali 

ciało po pierścionku. Ale robią jeszcze badania DNA, żeby to 
potwierdzić. 

Aria czuła się tak, jakby ktoś wbił jej pięść w brzuch. 

Przypomniała sobie pierścionek Ali z białego złota. Miał jej 
inicjały. Rodzice kupili jej go u Tiffany'ego po operacji wycięcia 
migdałków. Ali nosiła go zazwyczaj na małym palcu. 

- Czemu robią badania DNA? - zapytał Mike. - Ciało się 

rozłożyło? 

- Michelangelo! - Byron zmarszczył brwi. - Licz się ze 

słowami w obecności siostry. 

 

245 

background image

Mike wzruszył ramionami i włożył do ust kawałek gumy 

rozpuszczalnej o smaku zielonego jabłuszka. Aria siedziała 
naprzeciwko niego. Po policzkach ciekły jej łzy. Bezwiednie 
skubała koniuszek ratanowej maty. Była druga po południu, a oni 
siedzieli przy stole w kuchni. 

— Jakoś to przeżyję — powiedziała Aria przez ściśnięte 

gardło. — No więc ciało się rozłożyło? 

Rodzice popatrzyli na siebie. 
— No cóż, tak - powiedział jej ojciec, drapiąc się w klatkę 

piersiową przez małą dziurę w koszuli. - Ciała rozkładają się dość 
szybko. 

— Ohyda — wyszeptał Mike. 
Aria zamknęła oczy. Alison nie żyła. Jej ciało zgniło. Ktoś ją 

najprawdopodobniej zabił. 

— Kochanie — powiedziała cicho Ella, kładąc dłoń na dłoni 

Arii. — Wszystko w porządku? 

— Nie wiem — odpowiedziała szeptem Aria, powstrzymując 

się od szlochu. 

— Chcesz coś na uspokojenie? — zapytał Byron. Aria 

pokręciła głową. 

— Ja chcę — powiedział szybko Mike. 
Aria nerwowo obgryzała paznokieć kciuka. Czuła, jak falami 

ogarnia ją ciepło, a potem zimno. Nie wiedziała, co zrobić, co o 
tym wszystkim myśleć. Jej nastrój mógł poprawić chyba tylko 
Ezra. Mogłaby mu wyjaśnić to, co właśnie czuła. Na pewno 
pozwoliłby jej położyć się na swojej dżinsowej kołdrze i płakać. 

Odsunęła krzesło i ruszyła do swojego pokoju. Byron i Ella 

spojrzeli na siebie porozumiewawczo i poszli za nią po krętych 
schodach. 

— Żabko? - zapytała Ella. - Możemy coś dla ciebie zrobić? 
 

246 

background image

Ale Aria nie odpowiedziała. Weszła do swojego pokoju, który 

wyglądał jak pobojowisko. Nie sprzątała go od przyjazdu z 
Islandii. Nie należała do najporządniejszych dziewczyn na 
świecie. Jej ubrania leżały na podłodze w bezładnych stosach. Na 
łóżku walały się płyty, cekiny, którymi chciała ozdobić kapelusz, 
farby plakatowe, karty do gry, Świnula, szkice Ezry z profilu i 
jakieś skłębione nitki. Szukała telefonu, najpierw wokół łóżka, 
potem na biurku. Chciała zadzwonić do Ezry. Ale komórka 
zniknęła. Nie było jej też w zielonej torbie, którą miała poprzed-
niej nocy na imprezie. 

I wtedy sobie przypomniała. Kiedy dostała tego SMS-a, 

upuściła telefon, jakby ją parzył. Pewnie zapomniała go zabrać. 

Zbiegła w dół po schodach. Rodzice cały czas na nich stali. 
- Biorę samochód - rzuciła w przelocie, biorąc kluczyki z 

haczyka przy wejściu. 

- W porządku - powiedział tata. 
- Nie spiesz się - dodała mama. 
Ktoś otworzył drzwi domu, w którym mieszkał Ezra, i podparł 

je dużą figurką z metalu przedstawiającą teriera. Aria obeszła ją i 
znalazła się na klatce schodowej. Zapukała do drzwi Ezry. Tak 
samo się czuła, kiedy bardzo chciało jej się sikać. To straszna 
tortura, ale wiadomo, że za chwilę się skończy i poczujesz się o 
niebo lepiej. 

Ezra otworzył drzwi. Kiedy tylko ją zobaczył, próbował je 

zatrzasnąć. 

 

247 

background image

- Poczekaj - krzyknęła Aria płaczliwym głosem. Ezra odwrócił 

się do niej plecami i wszedł do kuchni. 

Poszła za nim. 
Ezra nagle spojrzał jej w oczy. Miał nieogoloną, zmęczoną 

twarz. 

- Czego tu szukasz? Aria zagryzła wargi. 
- Chciałam cię zobaczyć. Mam wiadomości... - Na komodzie 

zobaczyła swój telefon. Wzięła go. - Dzięki. Znalazłeś. 

Ezra wbił wzrok w telefon. 
- Dostałaś, co chciałaś. Idź już. 
- Co się dzieje? - podeszła do niego. - Dostałam wiadomość. 

Musiałam... 

- Tak? Ja też dostałem pewną wiadomość - przerwał. Odsunął 

się od niej. - Naprawdę, Ario, nie mogę... nie mogę na ciebie 
patrzeć. 

Do oczu napłynęły jej łzy. 
- Co się stało? - Aria patrzyła na niego oczami pełnymi łez. 
Ezra spuścił wzrok. 
- Przeczytałem w twoim telefonie, co masz do powiedzenia na 

mój temat. 

Aria zmarszczyła brwi. - W  moim telefonie? 
Ezra podniósł głowę. Rzucił jej gniewne spojrzenie. 
- Masz mnie za idiotę? To była tylko gra? Wyzwanie? 
- Co ty...? 
Ezra oddychał ciężko. 
- Wiesz co? Wygrałaś. Fantastyczny żart. Szczęśliwa? To 

wynocha. 

 
 
 
 

248 

background image

— Nie rozumiem — powiedziała głośno Aria. 
Ezra uderzył otwartą dłonią w ścianę. Zrobił to z taką siłą, że 

Aria podskoczyła. 

— Nie udawaj głupiej! Nie jestem jakimś chłoptasiem, Ario! 
Aria zaczęła się trząść. 
— Przysięgam na Boga, nie wiem, o czym mówisz. Wyjaśnij 

mi to! Mam mętlik w głowie! 

Ezra odsunął dłoń od ściany i zaczął chodzić po pokoju. 
— Świetnie. Gdy sobie poszłaś, próbowałem zasnąć. Ale 

usłyszałem to... pikanie. Wiesz, co to było? — pokazał palcem jej 
telefon. — To. Mogłem go wyłączyć, tylko jeśli otworzyłem 
klapkę. I zobaczyłem twoje SMS-y. 

Aria wytarła łzy. Ezra założył ręce na piersiach. 
—  Mam  je  z a c yt o w ać ?  
Wtedy Aria wszystko zrozumiała. Jej SMS-y. 
— Czekaj! Nie! Nic nie rozumiesz! Ezra cały się trząsł. 
— Ko nsu lta cj e z nau czyc i el em? D od at kow y 

p u n k t?   Pamiętasz?  

— Nie, Ezra — wyjąkała Aria. — Nic nie rozumiesz. Świat 

wokół wirował. Aria chwyciła się krawędzi stołu. 

— Czekam — powiedział Ezra. 
— Zabito moją przyjaciółkę — zaczęła. — Właśnie znaleźli 

jej ciało. 

Znowu otworzyła usta, lecz nie mogła wydobyć słowa. Ezra 

stał daleko od niej, za wanną. 

— To głupie — powiedziała wreszcie Aria. — Podejdź do 

mnie i mnie obejmij. 

Ezra założył ręce na piersi i spojrzał w dół. Stał tak przez 

chwilę, która Arii wydała się wiecznością. 

 

249 

background image

— Naprawdę cię lubiłem - powiedział wreszcie ponurym 

głosem. 

Aria powstrzymała łkanie. 
— Ja też cię lubię, naprawdę... Podeszła do niego. Ezra cofnął 

się. 

— Nie. Idź sobie stąd. 
— Ale... 
Ezra zasłonił dłońmi usta. 
— Proszę — powiedział z desperacją w głosie. — Prosz ę, 

wyjdź. 

Aria otworzyła szeroko oczy. Serce zaczęło jej mocno bić. W 

głowie włączył się alarm. Wszystko poszło... n ie  tak . Nagle coś 
kazało jej ugryźć Ezrę w dłoń. 

— Co, do cholery — wrzasnął, odskakując od niej. Aria 

cofnęła się, zdumiona tym, co zrobiła. Z dłoni 

Ezry kapała krew na dywan. 
— Oszalałaś! — krzyknął. 
Aria dyszała ciężko. Nie mogła wydobyć z siebie ani słowa, 

nawet gdyby chciała. Odwróciła się i podbiegła do drzwi. Kiedy 
chwyciła za klamkę, nagle coś przeleciało obok jej ucha, 
uderzyło w ścianę i wylądowało u jej stóp. Egzemplarz Bytu i 
nicości 
Jeana-Paula Sartre'a. Aria odwróciła się do Ezry, 
zszokowana, z otwartymi ustami. 

— Wynoś się! — ryknął Ezra. 
Aria zatrzasnęła za sobą drzwi. Ile sił w nogach przebiegła 

przez trawnik przed domem. 

 
 
 
 
 

250 

background image

32 
 
UPADŁA GWIAZDA 
 
Następnego dnia Spencer stała w oknie w swoim dawnym 

pokoju, paliła marlboro i patrzyła na okna pokoju Alison po 
drugiej stronie podwórza. W pokoju było ciemno i pusto. Potem 
spojrzała na podwórko Di Laurentisów. Migające światła stały 
tam, od kiedy ją znaleźli. 

Policja oddzieliła taśmą całe podwórze w dawnym domu 

Alison, choć już usunęli ciało z ziemi. Kiedy je wyciągali, 
postawili wokół wielkie namioty, więc Spencer niczego nie 
widziała. Zresztą wcale nie chciała niczego widzieć. To straszne, 
że ciało Ali leżało tuż obok i gniło w ziemi przez trzy lata. 
Spencer przypomniała sobie, co się stało, zanim Ali zniknęła. 
Tamtej nocy robotnicy wykopali dół obok domu Di Laurentisów. 
Wiedziała też, że zasypali go po jej zniknięciu, choć nie była 
pewna, kiedy. Po prostu ktoś wrzucił tam ciało. 

Zgasiła papierosa o ceglaną ścianę domu i wróciła do 

czasopisma, które czytała. Od wczorajszej porannej 

 

251 

background image

rozmowy nie zamieniła słowa z żadnym z domowników. 

Próbowała się uspokoić, metodycznie studiując całe czasopismo i 
zaznaczając wszystko, co chciała sobie kupić, naklejkami z 
napisem TAK. Ale nie mogła skupić się na oglądaniu 
tweedowych marynarek. 

Nawet nie mogła porozmawiać o tym z rodzicami. Po 

wczorajszej konfrontacji w trakcie śniadania wyszła na zewnątrz, 
żeby zobaczyć, czemu tak wyją syreny. Ten dźwięk przyprawiał 
ją o ból głowy, od kiedy wydarzyła się sprawa Jenny i od kiedy 
zaginęła Ali. Kiedy przechodziła przez trawnik do domu 
DiLaurentisów, poczuła coś i odwróciła się. Rodzice też wyszli, 
żeby zobaczyć, co się dzieje. Kiedy ją zobaczyli, szybko 
odwrócili wzrok. Policjant kazał jej się cofnąć. Wtedy zobaczyła 
furgonetkę z kostnicy i usłyszała szum krótkofalówki jednego z 
policjantów, a potem imię Alison. 

Zrobiło jej się zimno. Świat wokół wirował. Spencer usiadła 

na trawie. Ktoś coś do niej mówił, lecz nie rozumiała. 

— Jesteś w szoku — usłyszała wreszcie. — Spróbuj się 

uspokoić. 

Jej pole widzenia tak się zawęziło, że nie wiedziała, kto do niej 

mówi. Na pewno nie mama ani tata. Jakiś facet przyniósł jej koc, 
okrył ją i powiedział, żeby się ogrzała. 

Kiedy na tyle odzyskała siły, żeby wstać, ten, kto jej pomógł, 

już sobie poszedł. Jej rodzice też wrócili do domu. Nawet nie 
zapytali, jak się czuje. 

Resztę soboty całą niedzielę spędziła w swoim pokoju. 

Wychodziła do łazienki tylko wtedy, gdy miała pewność, że 
nikogo nie ma w pobliżu. Miała nadzieję, że ktoś przyjdzie i 
zapyta ją, jak się ma, ale kiedy usłyszała delikatne 

 

252 

background image

pukanie do drzwi po południu, nie odpowiedziała. Nawet nie 

wiedziała dlaczego. Usłyszała tylko, jak ktoś wzdycha i schodzi 
po schodach. 

Pół godziny temu widziała, jak jaguar taty wyjechał z garażu i 

skierował się w stronę głównej ulicy. Na siedzeniu dla pasażera 
siedziała mama, a Melissa z tyłu. Nie miała pojęcia, dokąd jadą. 

Usiadła przed komputerem i otworzyła pierwszy mail od A., 

ten o jej sekretnych pragnieniach. Przeczytała go kilka razy, a 
potem napisała odpowiedź: „Alison, to ty?". 

Nie od razu kliknęła WYŚLIJ. Może to światła policyjne 

mieszały jej w głowie. Martwe dziewczyny nie miały kont 
mailowych. Ani nicków na czacie. Spencer musiała się 
pozbierać. Ktoś udawał Ali. Ale kto? 

Patrzyła na telefon ozdobiony motywem z Mondriana, który 

kupiła w muzeum sztuki współczesnej w Filadelfii. Nagle 
usłyszała stuknięcie. I kolejne. 

S tu k.  
Dźwięk dochodził z bliska. Jakby z okna. Spencer podniosła 

głowę, kiedy mały kamyk uderzył w szybę. Ktoś rzucał 
kamieniami. 

A.? 
Kiedy kolejny kamyk uderzył w okno, podeszła do niego. 

Westchnęła. Na trawniku przed domem stał Wren. Niebieskie i 
czerwone światła z samochodów policyjnych oświetlały jego 
policzki. Kiedy ją zobaczył, uśmiechnął się szeroko. Pędem 
zbiegła na dół, nie dbając o to, że nie ma zrobionej fryzury i ma 
na sobie poplamione sosem spodnie od piżamy. Kiedy wyszła, 
Wren podbiegł do niej. Objął ją i pocałował w głowę. 

 

253 

background image

— Nie powinieneś tu być — szepnęła. 
— Wiem — cofnął się o krok. — Ale zauważyłem, że twoich 

rodziców nie ma, i... 

Wsunęła dłoń w jego miękkie włosy. Wyglądał na wy-

czerpanego. A może poprzedniej nocy musiał spać w swojej 
malutkiej toyocie? 

— Skąd wiedziałeś, że będę w swoim dawnym pokoju? 

Wzruszył ramionami. 

— Przeczucie. Wydawało mi się, że widzę twoją twarz w 

oknie. Chciałem przyjść wcześniej, ale stało się... to wszystko — 
wskazał ręką samochody policyjne i furgonetki stacji 
telewizyjnych. — Wszystko w porządku? 

— Tak — odparła Spencer. Podniosła głowę i zagryzła 

spierzchnięte wargi, powstrzymując łzy. —A u  cieb i e? 

— U mnie? W porządku. 
— Masz gdzie mieszkać? 
— Mogę spać u przyjaciela, póki nie znajdę czegoś dla siebie. 

Nie ma problemu. 

Gdyby tak Spencer mogła nocować na kanapie u jakiejś 

przyjaciółki. Nagle zaświtała jej myśl. 

— Między tobą i Melissą wszystko skończone? Wren dotknął 

dłonią jej twarzy i westchnął. 

— Oczywiście — powiedział łagodnie. — To chyba oczy-

wiste. Z Melissą nie było jak... 

Przerwał, ale Spencer wiedziała, co chce powiedzieć. „Nie 

było jak z tobą". Uśmiechnęła się lekko i położyła mu głowę na 
piersi. Słyszała bicie jego serca. 

Spojrzała na dom Di Laurentisów. Ktoś postawił na chodniku 

mały ołtarzyk dla Alison, z jej zdjęciami i świecami z podobizną 
Matki Boskiej. Pośrodku ułożono napis ALI z liter z magnesów. 
Spencer położyła przy nim zdjęcie 

254 

background image

uśmiechniętej Alison w obcisłym, niebieskim T-shircie i 

nowych dżinsach. Pamiętała, kiedy je zrobiły. Były w szóstej 
klasie, w noc balu karnawałowego. W piątkę szpiegowały 
Melissę, kiedy przyjechał po nią łan. Spencer dostała czkawki ze 
śmiechu, kiedy Melissą tak bardzo starała się zrobić powalające 
wrażenie, że potknęła się na chodniku przed domem, idąc do 
tandetnej, wynajętej limuzyny. To było chyba ich ostatnie 
wspólne radosne wspomnienie. Wkrótce miała miejsce sprawa 
Jenny. Spencer spojrzała na dom Jenny i Toby'ego. Stał pusty jak 
zawsze, ale i tak przyprawiał ją o dreszcze. 

Kiedy wytarła oczy grzbietem bladej, szczupłej dłoni, powoli 

podjechała jedna z furgonetek telewizyjnych. Wyglądał z niej 
facet w czerwonej czapeczce. Schowała głowę w ramiona. To nie 
był dobry moment, żeby nagrywać materiał o dziewczynie, która 
załamuje się nerwowo na miejscu tragedii. 

— Idź już — pociągnęła nosem i popatrzyła na Wrena. — Tu 

wszystko stoi na głowie. Nawet nie wiem, kiedy wrócą rodzice. 

— Dobrze — wziął ją pod brodę. — Zobaczymy się jeszcze? 
Spencer próbowała się uśmiechnąć. Wren schylił się i 

pocałował ją. Jedną dłoń położył jej na karku, a drugą w dole 
pleców, w miejscu, które tak bolało w piątek wieczorem. Spencer 
wyrwała się z jego objęć. 

— Nawet nie mam twojego numeru. 
— Nie martw się — wyszeptał. — Zadzwonię do ciebie. 
Spencer stała przez chwilę na krawędzi trawnika i patrzyła, jak 

Wren idzie do samochodu. Kiedy odjechał, jej oczy znowu 
napełniły się łzami. Gdyby tylko mogła z kimś 

 

255 

background image

porozmawiać, z kimś, kto mógł wejść do jej domu. Spojrzała 

na ołtarzyk Ali i pomyślała, jak też jej dawne przyjaciółki sobie z 
tym radzą. 

Kiedy Wren dojechał do końca ulicy, Spencer zauważyła 

światła kolejnego samochodu. Zamarła. To rodzice? Widzieli 
Wrena? 

Światła zbliżyły się. Nagle Spencer zobaczyła, kto to. Niebo 

nabrało już koloru ciemnego fioletu, ale i tak rozpoznała Andrew 
Campbella po jego długich włosach. 

Schowała się za krzewami różanymi. Andrew powoli 

podjechał swoim mini cooperem do jej skrzynki na listy, włożył 
coś do niej i zamknął. Potem odjechał. 

Poczekała, aż odjedzie, podbiegła do skrzynki i otwarła ją. 

Andrew zostawił złożoną na czworo kartkę papieru. 

Hej, Spencer. Nie wiedziałem, czy odbierasz telefon. Przykro 

mi z powodu Alison. Mam nadzieję, że koc ode mnie pomógł ci 
wczoraj. 

Andrew 
Spencer czytała liścik przez całą drogę do domu. Gapiła się na 

niedbałe, chłopięce pismo. Ko c? Ja ki ko c ?  Wtedy zdała sobie 
sprawę, że to An d re w jej pomógł. Zmięła list w dłoni i znowu 
zaczęła płakać. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 

256 

background image

33 
 
KWIAT MŁODZIEŻY Z ROSEWOOD 
 
— Policja wznowiła śledztwo w sprawie Alison Di Laurentis i 

obecnie przesłuchuje świadków — oznajmił prowadzący 
wiadomości o jedenastej. — Państwo Di Laurentis, teraz 
mieszkający w Maryland, będą musieli zmierzyć się z czymś, co, 
jak im się zdawało, należy już do przeszłości. Ale tym razem 
znamy wszystkie odpowiedzi. 

„W wiadomościach uwielbiają wielkie dramaty", pomyślała 

Hanna ze złością, pakując do ust kolejną garść chipsów. Tylko 
spikerzy w telewizji wiedzieli, jak złą wiadomość zamienić w 
jeszcze gorszą. Kamera pokazywała — jak to mówili — ołtarzyk 
Ali, świece, laleczki, więdnące kwiaty, najpewniej ukradzione z 
ogródka sąsiadów, pianki owocowe — ulubione słodycze Ali — i 
oczywiście zdjęcia. 

Potem kamera pokazała mamę Ali, której Hanna nie widziała 

od dawna. Choć miała łzy w oczach, wyglądała świetnie w 
modnej fryzurze i dużych kolczykach. 

 

257 

background image

— Nabożeństwo za duszę Alison odbędzie się w Rosewood. 

To był jedyny dom, jaki znała — powiedziała pani Di Laurentis 
mocnym głosem. — Wszystkim, którzy pomagali nam jej szukać 
trzy lata temu, z całego serca dziękujemy. 

Prowadzący wiadomości znowu pojawił się na ekranie. 
— Msza w kościele w Rosewood odbędzie się jutro. Każdy 

może wziąć w niej udział. 

Hanna wyłączyła telewizor. Rył niedzielny wieczór. Siedziała 

na kanapie w salonie, ubrana w łachmaniarski T-shirt i bokserki 
od Calvina Kleina, które kiedyś ukradła z szuflady Seana. Długie 
brązowe włosy zwisały jej wokół twarzy jak strąki i czuła, że na 
czole rośnie jej pryszcz. Na kolanach trzymała olbrzymią miskę z 
chipsami, na stole leżała pusta torebka po hamburgerze, a obok 
siebie trzymała butelkę pinot noir. Przez cały wieczór próbowała 
powstrzymać się przed jedzeniem, ale jej silna wola najwyraźniej 
osłabła. 

Znowu włączyła telewizor, choć wolałaby z kimś 

porozmawiać... O policji, o A., a przede wszystkim o Alison. Na 
pewno nie z Seanem, z oczywistych powodów. Mama — która 
teraz poszła na randkę — jak zwykle do niczego się nie nadawała. 
Po całym tym zamieszaniu na posterunku Wilden powiedział 
Hannie i jej mamie, żeby wracały do domu i że zajmą się jej 
sprawą później, bo teraz mają na głowie ważniejsze rzeczy. Nie 
wiedziały, co się dzieje. Zrozumiały tylko, że chodziło o 
morderstwo. 

W drodze do domu pani Marin bynajmniej nie nakrzyczała na 

Hannę za to, że, wielkie rzeczy, u kr ad ła au to  i  je źd z iła n i m 
p ijan a  w szto k. Powiedziała tylko, że to „załatwi". Hanna nie 
miała pojęcia, co mama ma na myśli. W zeszłym roku jakiś 
gliniarz mówił w telewizji, 

 

258 

background image

że w stanie Pensylwania zaostrzono kary dla osób poniżej 

dwudziestego pierwszego roku życia, które prowadzą po 
pijanemu. Wtedy zainteresowało to Hannę tylko dlatego, że 
policjant był przystojny. Teraz jego słowa rozbrzmiewały w jej 
głowie jak poważna groźba. 

Hanna nie mogła też zaufać Monie, która zresztą nie wróciła 

jeszcze z tego turnieju na Florydzie. Rozmawiały krótko przez 
telefon i Mona przyznała, że policja do niej dzwoniła i pytała ją o 
samochód Seana, ale Mona udawała głupa i powiedziała tylko, że 
razem z Hanną całą noc spędziły na imprezie. Suka miała 
szczęście. Na kamerach w supermarkecie widać było tylko tył jej 
głowy, bo miała przecież tę głupią czapeczkę. Ale to było 
wczoraj. Od tego momentu nie rozmawiała z Moną o Alison. 

No i jeszcze... A. Jeśli A., to Alison, to znaczy, że już nie 

będzie dostawała wiadomości? Przecież policjanci mówili, że 
Alison nie żyła od lat... 

Sprawdzając program telewizyjny, Hanna czuła, jak od łez 

spuchły jej oczy. Chciała zadzwonić do taty. Pewnie w telewizji 
w Annapolis też mówili o tej sprawie. A może on do niej 
zadzwoni? Podniosła telefon, żeby sprawdzić, czy nadal działa. 

Westchnęła. Cały problem polegał na tym, że ani ona, ani 

Mona nie miały innych przyjaciółek. Kiedy oglądała 
wiadomości, przypomniała sobie o swoich dawnych przy-
jaciółkach. Owszem, zdarzały im się kłótnie, ale też świetnie się 
razem bawiły. W równoległym świecie byłyby teraz razem, 
wspominając Ali i śmiejąc się przez łzy. W tym świecie już się 
nie przyjaźniły. 

Ich drogi rozeszły się z wielu powodów. Zresztą źle się 

zaczęło dziać jeszcze przed zniknięciem Ali. Na początku, 

 

259 

background image

kiedy rozwoziły posiłki w ramach akcji charytatywnej, bawiły 

się cudownie. Ale potem, po sprawie Jenny, coś się popsuło. Tak 
bardzo się bały, że ktoś odkryje, że maczały w tym palce. Hanna 
wpadała w panikę nawet wtedy, gdy jadąc autobusem, widziała 
nadjeżdżający z naprzeciwka samochód policyjny. Potem, zimą i 
wiosną, przestały o tym rozmawiać. Któraś zawsze mówiła „Ciii" 
i w końcu uznały tę sprawę za niebyłą. 

Wiadomości się skończyły i zaczęli się Simpsonowie. Hanna 

wzięła do ręki telefon. Nadal pamiętała numer do Spencer. Chyba 
nie było za późno, żeby zadzwonić. Kiedy wstukała drugą cyfrę, 
podniosła nagle głowę, a jej kolczyki od Tiffany'ego zabrzęczały. 
Ktoś skrobał w drzwi. 

Dot, leżący u jej stóp, podniósł głowę i warknął. Hanna zdjęła 

z kolan miskę z chipsami i wstała. 

Czy to... A.? 
Na trzęsących się nogach weszła do holu. Długie cienie padały 

na tylne drzwi, a odgłos skrobania robił się coraz głośniejszy. 

— O Boże — wyszeptała z trzęsącym się podbródkiem. 
Ktoś chciał wejść! 
Hanna rozejrzała się. Na stoliku w holu leżał okrągły przycisk 

do papieru. Ważył chyba z dziesięć kilo. Podniosła go w górę i 
odeszła od kuchennych drzwi na trzy kroki. 

Nagle drzwi się otworzyły. Hanna odskoczyła. Do kuchni 

weszła jakaś kobieta. Gustowną szarą plisowaną spódnicę miała 
podciągniętą do pasa. Hanna już miała rzucić przyciskiem do 
papieru. 

I nagle zobaczyła, że to mama. 
Mama wpadła na stolik z telefonem, jakby ledwo trzymała się 

na nogach ze zmęczenia. Za nią stał jakiś facet 

 

260 

background image

i próbował rozpiąć jej spódnicę, jednocześnie ją całując. 

Hanna otworzyła szeroko oczy. 

Darren Wilden. Chłopak Kwietnia. 
Więc to t a k mama „zajmowała" się jej sprawą? 
Hanna poczuła, jak ściska się jej żołądek. Pewnie wyglądała 

jak wariatka, z przyciskiem do papieru w uniesionej dłoni. Pani 
Marin patrzyła na Hannę przez bardzo długą chwilę, choć nawet 
na moment nie wyrwała się z objęć Darrena. 

Oczy mamy mówiły: „Robię to dla ciebie". 

261 

background image

34 
 
FAJNIE CIĘ TU SPOTKAĆ 
 
W poniedziałek rano, zamiast iść na biologię, Emily stała obok 

swoich rodziców na marmurowej posadzce w wysokiej nawie 
kościoła w Rosewood. Nerwowo obciągała czarną plisowaną i 
trochę za krótką spódniczkę, którą znalazła na dnie szafy. 
Próbowała się uśmiechnąć. W drzwiach stanęła pani Di Laurentis 
ubrana w czarną, zapinaną pod szyję suknię i buty na wysokich 
obcasach. Na szyi miała perły. Podeszła do Emily i objęła ją. 

— Och, Emily — łkała. 
— Tak mi przykro — wyszeptała Emily i poczuła w oczach 

łzy. 

Pani Di Laurentis wciąż używała tych samych perfum Coco 

Chanel. W jednej chwili ich zapach przywołał falę wspomnień: 
milion wycieczek do centrum handlowego jej samochodem, 
podkradanie jej tabletek na odchudzanie i drogich kosmetyków 
La Prairie do makijażu, szperanie w jej gigantycznej garderobie i 
przymierzanie jej 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

262 

background image

wszystkich, bardzo seksownych sukienek koktajlowych od 

Diora w rozmiarze trzydzieści cztery. 

Wokół tłoczyło się mnóstwo uczniów liceum szukających 

miejsc siedzących w wysokich ławkach. Emily nie wiedziała, jak 
będzie wyglądała msza za Alison. W kościele pachniało 
kadzidłem i drewnem. Z sufitu zwisały proste, podłużne 
żyrandole, ołtarz ustrojono mnóstwem białych tulipanów, 
ulubionych kwiatów Alison. Emily przypomniała sobie, jak 
Alison z mamą co roku sadziły je przed domem. 

Mama Alison wreszcie puściła ją i wytarła oczy. 
- Chciałabym, żebyś usiadła z przodu, z innymi przy-

jaciółkami Ali. Dobrze, Kathleen? 

Mama Emily skinęła głową. 
- Oczywiście. 
Emily dźwięczało w uszach każde stuknięcie obcasów pani Di 

Laurentis o podłogę. Słyszała też niezdarne szuranie własnych 
mokasynów. Nagle Emily zdała sobie sprawę, czemu tu jest. Ali 
ni e żył a. 

Emily ścisnęła ramię pani Di Laurentis. 
- O Roże. 
Przed oczami miała mgłę. Usłyszała szum w uszach, który 

zapowiadał, że zaraz zemdleje. Pani Di Laurentis podtrzymała ją. 

- Wszystko w porządku. Chodź, usiądź tutaj. Emily usiadła w 

ławce. 

- Włóż głowę między kolana - usłyszała znajomy głos. 
- Powiedz to głośniej, bo nie wszyscy chłopcy słyszeli -dodał 

inny znajomy głos. 

Emily spojrzała w górę. Obok siedziały Aria i Hanna. Aria 

miała bawełnianą sukienkę z dekoltem w niebiesko-fioletowe 
paski, granatową zamszową kurtkę i kowbojskie 

 

263 

background image

buty. Cała ona. Należała do tych, którzy uważali, że w czasie 

pogrzebów należy ubierać się kolorowo, żeby uczcić żyjących. 
Hanna wybrała kusą, czarną sukienkę i czarne rajstopy. 

— Kochanie, możesz tu podejść? 
Nad nią stała pani Di Laurentis ze Spencer Hastings ubraną w 

ciemny garnitur i baleriny. 

— Cześć, dziewczyny — przywitała się Spencer tym słodkim 

głosem, za którym Emily tak tęskniła. Usiadła obok Emily. 

— Znowu się spotykamy — powiedziała Aria z uśmiechem. 
Cisza. Emily spoglądała na nie kątem oka. Aria obracała 

srebrny pierścionek, który nosiła na kciuku. Hanna grzebała w 
torebce. Spencer siedziała spokojnie, wpatrzona w ołtarz. 

— Biedna Ali — wyszeptała Spencer. 
Siedziały w ciszy przez kilka minut. Emily próbowała coś 

powiedzieć. W uszach znowu usłyszała szum. 

W tłumie szukała wzrokiem Mai, ale jej spojrzenie zatrzymało 

się na Benie. Siedział w przedostatnim rzędzie pośród innych 
pływaków. Emily uniosła dłoń i pomachała do niego. W 
porównaniu z tym tutaj skandal na imprezie niewiele znaczył. 

Ale Ben nie pomachał do niej. Wbił w nią wzrok i mocno 

zacisnął szczęki. Potem odwrócił głowę. 

No dobra. 
Emily odwróciła się z powrotem. Czuła gniew. Chciała 

krzyknąć: „Właśnie znaleziono ciało mojej zamordowanej 
przyjaciółki. Poza tym jesteśmy w kościele! Wiesz, co to jest 
przebaczenie?". 

 
 
 
 

264 

background image

I nagle ją oświeciło. Wcale nie chciała do niego wracać. Ani 

trochę. 

Aria położyła jej dłoń na udzie. 
- Nic ci się nie stało w sobotę rano? Nie wiedziałaś jeszcze 

wtedy, prawda? 

- Nie, chodziło mi o coś innego, ale już w porządku -skłamała 

Emily. 

- Spencer - Hanna uniosła głowę. - Widziałam cię ostatnio w 

centrum handlowym. 

Spencer spojrzała na Hannę. -Co? 
- Wchodziłaś... do sklepu Kate Spade. - Hanna spuściła wzrok. 

- Nie wiem, czemu się nie przywitałam. Ale to dobrze, że już nie 
zamawiasz tych okropnych toreb z Nowego Jorku. - Odwróciła 
wzrok i zaczerwieniła się, jakby powiedziała za dużo. 

Emily była zdumiona. Od lat nie widziała u Hanny tego 

wyrazu twarzy. Spencer uniosła brwi. A potem na jej twarzy 
pojawił się wyraz smutnego współczucia. Przełknęła głośno ślinę 
i spuściła wzrok. 

- Dzięki — wyszeptała. 
Ramiona zaczęły jej się trząść i mocno zacisnęła powieki. 

Emily czuła, jak ściska się jej gardło. Nigdy nie widziała 
płaczącej Spencer. Aria położyła dłoń na ramieniu Spencer. 

- Już w porządku — powiedziała. 
- Przepraszam - powiedziała Spencer, wycierając oczy 

mankietem. — Ja tylko... 

Popatrzyła na nie wszystkie i zaczęła jeszcze bardziej 
płakać. 
 

265 

background image

Emily objęła ją. Czuła się nieswojo, ale kiedy Spencer ścisnęła 

jej dłoń, wiedziała, że właśnie to było jej potrzebne. 

Kiedy usiadły, Hanna wyjęła z torebki małą srebrną 

piersiówkę i podała Emily, żeby ta przekazała Spencer. 

— Proszę — szepnęła. 
Spencer nawet nie zapytała, co to jest, ani nie powąchała. 

Wypiła wielki łyk. Skrzywiła się i powiedziała: 

— Dzięki. 
Podała piersiówkę z powrotem Hannie, która napiła się i 

przekazała Emily. Ta wypiła i poczuła pieczenie w klatce 
piersiowej. Podała alkohol Arii, ale ta, zanim się napiła, 
pociągnęła Spencer za rękaw. 

— To ci też poprawi nastrój. 
Aria odciągnęła dekolt sukienki i pokazała ramiącz-ko 

białego, zrobionego na drutach stanika. Emily natychmiast go 
rozpoznała. W siódmej klasie Aria zrobiła dla nich wszystkich 
staniki na drutach. 

— Włożyłam go przez wzgląd na stare dobre czasy. Gryzie jak 

cholera. 

— O Boże — Spencer nie mogła powstrzymać śmiechu. 
— Ale z ciebie wariatka — dodała Hanna z uśmiechem. 
— Ja nie mogłabym włożyć mojego — włączyła się Emily. — 

Mama uważa, że nawet w szkole wyglądałabym zbyt 
prowokacyjnie! 

— Jasne! — zachichotała Spencer. — Nic bardziej nie 

podnieca niż dziewczyna drapiąca się przez cały dzień po 
cyckach. 

Dziewczyny parsknęły śmiechem. Nagle zadźwięczał telefon 

Arii. Sięgnęła do torebki i sprawdziła, kto dzwoni. 

— Co? — Aria poczuła na sobie wzrok wszystkich. 
 

266 

background image

Hanna obracała w palcach zapięcie bransoletki. 
- Dostałaś SMS-a? 
- Tak, i co z tego? 
- Od kogo? 
- Od mamy - odparła Aria powoli. - A co? 
W kościele rozległa się muzyka organowa. Słyszały tylko 

szuranie butów na posadzce. Spencer popatrzyła nerwowo na 
Emily. Emily czuła bicie swojego serca. 

- Nieważne - powiedziała Hanna. - Nie powinnam się wtrącać. 
Aria oblizała usta. 
- Zaraz. Serio. Dlaczego? 
Hanna poczuła, jak zaciska się jej gardło. 
- Bo... Bo może wam też ostatnio przytrafiło się coś 
dziwnego. 
Aria otworzyła szeroko usta. 
- Dziwnego to mało powiedziane. Emily skrzyżowała 

ramiona. 

- Czekajcie, wam też? - wyszeptała Spencer. Hanna pokiwała 

głową. 

- SMS-y? 
- I maile - dodała Spencer. 
- O... O tym, co się działo w siódmej klasie? - wyszeptała Aria. 
- Mówicie po ważn i e ? - piskliwie zapytała Emily. 
Dziewczyny gapiły się na siebie. Ale zanim któraś zdążyła coś 

powiedzieć, w kościele znowu rozbrzmiały dźwięki organów. 

Emily odwróciła się. Kilka osób podeszło do przodu w 

środkowej nawie. Mama i tata Ali, jej brat, dziadkowie i 
członkowie rodziny. Na końcu szło dwóch rudych 

267 

background image

chłopców. Emily poznała kuzynów Ali, Sama i Russella. 

Odwiedzali Ali każdego lata. Emily nie widziała ich przez kilka 
lat i zastanawiała się, czy nadal są tak łatwowierni. 

Rodzina Ali usiadła w pierwszej ławce i czekała na ostatnie 

akordy muzyki. 

Kiedy Emily na nich patrzyła, zauważyła, że ktoś się porusza. 

Jeden z rudzielców, ten z pryszczami, gapił się na nie. Emily była 
prawie pewna, że to Sam, ten bardziej odjechany. Patrzył na 
dziewczyny, a potem powoli, zalotnie uniósł brew. Emily szybko 
odwróciła wzrok. 

Hanna dała jej kuksańca w żebra. 
— Nie ma mowy — szepnęła. 
Emily spojrzała na nią zdziwiona, ale Hanna skierowała wzrok 

na kuzynów Ali. Wszystkie w jednym momencie powiedziały: 

— Nie ma mowy. 
Zachichotały. Emily zastanawiała się, co to ma znaczyć. 

Nigdy wcześniej się nad tym nie zastanawiała, ale teraz wydało 
jej się to dość złośliwe. Kiedy spojrzała na dziewczyny, żadna już 
się nie śmiała. Patrzyły tylko na siebie znacząco. 

— Wtedy bardziej mnie to bawiło — powiedziała cicho 

Hanna. 

Emily poprawiła się na siedzeniu. Może Ali nie wiedziała 

wszystkiego. Może to najgorszy dzień w jej życiu. Czuła się 
zdruzgotana wieściami o Ali i przerażona historią z A. Jednak 
przez chwilę poczuła się swobodnie. Kiedy tak siedziała z 
dawnymi przyjaciółkami, poczuła, że coś się znowu zaczyna. 

 
 
 
 
 

268 

background image

35 
 
TYLKO POCZEKAJCIE 
 
Ponura muzyka organowa znowu się rozległa. Rrat Ali z całą 

jej rodziną wyszli z kościoła. Spencer, wstawiona po kilku 
łyczkach whisky, zauważyła, że jej trzy przyjaciółki wstały i 
wychodzą z ławki. Dołączyła do nich. 

W zakrystii kościoła zgromadzili się wszyscy, nawet chłopcy 

z drużyny lacrosse'a i fani gier wideo, z których Ali na pewno 
nabijała się w siódmej klasie. Stary pan Yew - kierujący akcją 
charytatywną, podczas której się poznały — stał w rogu i 
rozmawiał z panem Kapłanem, nauczycielem plastyki. Nawet 
starsze koleżanki Ali z drużyny hokejowej przyjechały z miast, w 
których teraz studiowały. Stały w grupie obok drzwi. Spencer 
popatrzyła na znajome twarze ludzi, z którymi już nic jej nie 
łączyło. I nagle zobaczyła psa. Psa przewodnika. O Bo że . 

Chwyciła Arię za ramię. - Przy wyjściu — syknęła. 
 

269 

background image

— Czy to... 
— Jenna — powiedziała Hanna pod nosem. 
— I Toby — dodała Spencer. 
Spencer odjęło mowę. Wyglądali tak samo, a jednak inaczej. 

On miał teraz długie włosy, a ona wyglądała... po prostu 
niesamowicie. Miała długie, czarne włosy i okulary 
przeciwsłoneczne od Gucciego. 

Toby zauważył, że Spencer ich obserwuje. Na jego twarzy 

pojawił się wyraz pogardy. Spencer szybko odwróciła wzrok. 

— Nie wierzę, że tu przyszedł — wyszeptała tak cicho, że 

dziewczyny jej nie usłyszały. 

Kiedy podeszły do ciężkich drewnianych drzwi prowadzących 

na kamienne schody do kościoła, Toby'ego i Jenny już nie było. 
Spencer spojrzała w górę na idealnie błękitne niebo oświetlone 
przez słońce. To był jeden z tych wspaniałych dni wczesną 
jesienią, kiedy chce się iść na wagary, leżeć na łące i myśleć tylko 
o przyjemnościach. Dlaczego zawsze właśnie w takie dni działo 
się coś strasznego? 

Ktoś dotknął jej ramienia. Spencer podskoczyła. Za nią stał 

dobrze zbudowany, jasnowłosy policjant. Gestem przywołała 
Hannę, Arię i Emily. 

— Spencer Hastings to ty? — zapytał. Pokiwała głową. 
— Współczuję z powodu straty — złożył dłonie. — Przy-

jaźniłaś się blisko z panną Di Laurentis? 

-Tak. 
— Będę musiał z tobą o tym porozmawiać. — Sięgnął do 

kieszeni. — Oto moja wizytówka. Wznawiamy śledztwo. Może 
będziesz mogła nam pomóc. Mogę wrócić za kilka dni? 

— Jasne — wyjąkała Spencer. — Postaram się pomóc. 
 

270 

background image

Jak zombie powlokła się pod wierzbę płaczącą, gdzie 

zgromadziły się jej dawne przyjaciółki. 

- Czego chciał? - zapytała Aria. 
- Ze mną też chcą porozmawiać - powiedziała szybko Emily. - 

To chyba nic poważnego? 

- Pewnie to, co przedtem - rzekła Hanna. 
- Chyba nie zastanawia się nad tym, czy... - zaczęła Aria. 

Patrzyła nerwowo na drzwi do kościoła, gdzie przedtem stali 
Toby, Jenna i pies. 

- Nie - rzuciła Emily. - Chyba nie będą nas teraz ścigać z tego 

powodu? 

Spojrzały na siebie zmartwione. 
- Oczywiście, że nie - powiedziała wreszcie Hanna. 
Spencer spojrzała na ludzi rozmawiających przed kościołem. 

Na widok Toby'ego poczuła mdłości. Jenny nie widziała od czasu 
wypadku. Ale chyba tylko przez przypadek ten gliniarz podszedł 
do niej zaraz po tym, jak ich zobaczyła? Spencer szybko wyjęła 
dyżurnego papierosa i zapaliła. Musiała czymś zająć ręce. 

„Powiem wszystkim o sprawie Jenny". „Jesteś tak samo winna 

jak ja". „Ale mn ie nikt nie widział". 

Spencer oddychała nerwowo i badawczo przyglądała się 

ludziom. „Nie było dowodów". Cześć pieśni. Chyba że... 

- To był najgorszy tydzień mojego życia - powiedziała nagle 

Aria. 

- Mojego też - pokiwała głową Hanna. 
- Spójrzmy na to optymistycznie - powiedziała Emily 

wysokim, nerwowym głosem. - Gorzej już być nie może. 

Kiedy w kondukcie szły na parking, Spencer nagle się 

zatrzymała. Jej przyjaciółki też stanęły. Spencer chciała im 

 

271 

background image

coś powiedzieć, ale nie o Ali, A., Jennie, Tobym czy policji. 

Najbardziej na świecie chciała im powiedzieć, że przez te 
wszystkie lata bardzo za nimi tęskniła. 

Ale zanim zdążyła to zrobić, zadzwonił telefon Arii. 
— Momencik... — powiedziała Aria, szukając telefonu w 

torebce. — To pewnie znowu mama. 

I nagle telefon Spencer również zawibrował. I zadzwonił. I 

zaćwierkał. Nie tylko jej telefon. Odezwały się telefony 
wszystkich jej przyjaciółek. Nagłe, wysokie dźwięki brzmiały 
jeszcze głośniej w solennej ciszy konduktu. Pozostali żałobnicy 
spojrzeli na nie z niesmakiem. Aria wyłączyła w swoim telefonie 
głos. Emily próbowała wyłączyć swój. Spencer wyciągnęła 
komórkę z kieszeni w torebce. 

Hanna przeczytała wiadomość. 
— Mam jednego SMS-a. 
— Ja też — wyszeptała Aria. 
— I ja — potwierdziła Emily. 
Spencer też ją dostała. Otworzyły ją jednocześnie. Zamilkły 

na chwilę. 

— O Boże — wyszeptała Aria. 
— To od... — pisnęła Hanna. 
— Myślicie, że naprawdę... — mruknęła Aria. Spencer 

przełknęła ślinę. Razem przeczytały na głos 

SMS-y. Miały jednakową treść: 
Wciąż tu jestem, suki. I wiem o wszystkim. 
A. 
 
 
 
 
 

272 

background image

W NASTĘPNEJ CZĘŚCI. 
 
Pewnie myśleliście, że Alison to ja? Cóż, przykro mi, ale nie. 

Hej, ona nie żyje. 

A ja owszem... i jestem bardzo, bardzo blisko. Dla czterech 

dziewczyn zabawa dopiero się zaczęła. Dlaczego? Ro ja tak 
mówię. 

Przecież psoty należy karać. A kwiat młodzieży w Rosewood 

powinien się dowiedzieć, że Aria migdaliła się z nauczycielem od 
angielskiego, prawda? Nie wspominając o brzydkim rodzinnym 
sekrecie, który taiła od lat. Ta dziewczyna to istna katastrofa. 

Poza tym muszę chyba wreszcie wyjaśnić rodzicom Emily jej 

dziwaczne zachowanie. Witam państwa, jaka piękna pogoda. A 
przy okazji, państwa córka wprost ubóstwia całować się z 
dziewczynami. 

A Hanna. Biedactwo. Znowu zamienia się w totalną wieśniarę. 

Broni się przed tym rękami i nogami, ale me martwcie się - już się 
nie mogę doczekać, kiedy pomogę 

 

273 

background image

jej wcisnąć na rozrastający się tyłek te niemodne dżinsy po 

mamie. 

O Boże, nie zapominajmy o Spencer. Ta to się wykoleiła! Cała 

rodzina uważa ją za śmiecia. Musi się czuć fatalnie. A tak między 
nami, będzie jeszcze gorzej. Spencer chowa sekret, który może 
zrujnować życie wszystkim czterem dziewczynom. A kto go 
wyjawi? Och, nie mam pojęcia. Zgadnijcie. Bingo. 

Życie jest takie ciekawe, kiedy wie się wszystko. 
Ale skąd ja tyle wiem? Pewnie dalibyście się pokroić, żeby się 

dowiedzieć. Spokojnie. Wszystko w swoim czasie.' 

Wierzcie mi, tej tajemnicy me mogę jeszcze zdradzić. 

Zepsułoby wam to zabawę. 

Mam was na oku. 
A. 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

274 

background image

PODZIĘKOWANIA 
Wiele zawdzięczam grupie wspaniałych ludzi z Alloy 

Entertainment. Znam ich od lat i bez ich wsparcia nie na-
pisałabym tej książki. Dziękuję Joshowi Bankowi za jego 
poczucie humoru, czar i błyskotliwość... i za to, że wiele lat temu 
dał mi szansę, choć wprosiłam się do niego na wigilijną kolację. 
Benowi Schrankowi dziękuję za to, że przekonał mnie do tego 
pomysłu, a potem udzielał mi cennych rad. Oczywiście dziękuję 
Lesowi Morgensteinowi za wiarę we mnie. A mojej fantastycznej 
wydawczyni Sarze Shandler dziękuję za przyjaźń i nieustające 
wsparcie w czasie pisania tej powieści. 

Jestem niezmiernie wdzięczna Elise Howard i Kristin Marang 

z wydawnictwa HarperCollins za ich wsparcie, mądrość i 
entuzjazm. Ogromne podziękowania należą się Jennifer Rudolph 
Walsh i Williamowi Morrisowi za wszystkie ich magiczne 
zaklęcia. 

 

 

275