background image

Mama i ja (deluxe)

Mam na imię Krzysztof i przymierzam się właśnie do zdawania pierwszej w życiu sesji. Studiuję 

w Krakowie, na wydziale Prawa i Administracji, a ponieważ nie pochodzę z Krakowa, wynajmuję 
tu   stancję.   Ale   nie   o   pierwszej   sesji   chcę   napisać.   Myślami   biegnę   do   moich   pierwszych 
doświadczeń seksualnych, wiele lat temu, kiedy jeszcze jako Krzyś mieszkałem z mamą i starszym 
o dwa lata bratem w Starachowicach w dawnym województwie kieleckim.

Rodzice   rozwiedli   się,   kiedy   miałem   gdzieś   koło   4   lat.   Z   tego   niefajnego   doświadczenia 

pozostały   na   szczęście   tylko   nieuprzykrzające   życia   strzępki   wspomnień.   Zresztą   wczesne, 
przedszkolne   dzieciństwo   i   późniejsze,   gdy   byłem   już   w   wieku   szkolnym,   wspominam   bardzo 
dobrze. Zawsze byliśmy z bratem otoczeni ciepłym uczuciem i troskliwością naszej mamy. Dużo by 
o tym opowiadać. Zacznę się jednak powoli skupiać na sferze mojej rozwijającej się chłopięcej, a 
później młodzieńczej seksualności.

Mieszkaliśmy w zwykłym bloku z wielkiej płyty. Mieszkanie miało trzy pokoje i było dość 

spore, ale mimo tego normalnym było, że kobieta wychowująca dwoje synów, miała ograniczoną 
prywatność... ba nawet intymność. Czy od rozwodu spotykała się z jakimś mężczyzną? Zapewne 
tak. W końcu samotna, ładna kobieta około trzydziestki, nawet będąca samodzielnie wychowującą 
dzieci matką, nie przestawała być kobietą. Tak czy inaczej, nigdy nie związała się z nikim, nic nie 
wiadomo mi, aby w naszym domu pojawiali się nieznajomi mężczyźni. Po prostu całą sobą była z 
nami i dla nas.

Pamiętam   kiedy   jeszcze   jako   przedszkolak   mogłem   kąpać   się   w   wannie   razem   z   mamą. 

Pamiętam jak siadałem pomiędzy jej udami, zwrócony plecami do niej. Pamiętam doskonale jak 
bardzo uważała, aby piana z szamponu nie wpłynęła mi do oka. No i pamiętam też jej nagość, która 
nie miała dla mnie wówczas żadnej wartości zakazanego owocu. Jako wstydliwy, ale może dlatego 
przyjemny, odbierałem tylko moment mycia siusiaka. Mama zostawiała mnie wówczas w wannie, a 
sama wychodziła i owijała się na wysokości piersi, dużym ręcznikiem. Wtedy w ruch szły gąbka i 
mydło.   Stawałem   w   wannie   i   mama   namydlała   mnie,   omijając   gąbką   „ptaszka”,   a   następnie 
powracała do niego już z samymi namydlonymi dłońmi. Dwukrotne ściągnięcie napletka, otoczenie 
dłonią „jajeczek”, podobny system z tyłu i już byłem gotowy do spłukania. Później miękki ręcznik, 
znienawidzona  czynność wycierania  (a raczej  szorowania ręcznikiem)  włosów i szybki skok w 
pidżamkę. Później mogłem jeszcze poleżeć z mamą w jej łóżku, wtulając się w nią całym ciałem i 
gapiąc   w  telewizor,   lub  po prostu  zasypiając.   W  efekcie  zawsze  lądowałem  w  swoim  łóżku  z 
całusem na dobranoc.

Nie mogę powiedzieć, aby nagość emanowała w naszym domu. Poza sytuacją wspólnej z mamą 

kąpieli nigdy nie widywałem jej nago.

Zdarzało się czasem, że chcąc się przebrać nie wychodziła do innego pokoju, ale przebierała się 

przy mnie czy przy moim bracie... I nigdy nie dotyczyło to majtek. Nigdy też nie gapiłem się na jej 
ciało – w tym wczesnym okresie dlatego, że nie było dla mnie niczym obcym, a później ponieważ 
czułem, że nie wypada. Zapadł mi jednak w pamięci widok profilu jej piersi. Jako raczej drobna 
kobietka,   miała   rzecz   jasna   piersi   drobne.   Skóra   jej   piersi   była   mlecznobiała,   kontrastująca   z 
naturalną   opalenizną.   Ich   profil   z   racji   niewielkich   rozmiarów,   tworzył   wyraźny,   symetryczny 
trójkąt, który od sutka do podstawy piersi, przechodził delikatnym, ledwie zauważalnym łukiem. 
Sutki jej piersi były jasnoróżowe, ale o wyraźnych i regularnych aureolkach, średnicy zbliżonej do 
dzisiejszej pięciozłotówki. Zwieńczenie sutka pozostawało ukryte kiedy mama zdejmowała stanik, 
jednak kilka chwil pomiędzy jego zdjęciem, a założeniem bluzki czy koszuli nocnej, powodowało, 
że   stawał   się   widoczny   jego   zarys.   Dokładnie   mogłem   go  widzieć,   kiedy   mama   wychodziła   z 
nagrzanej wanny i stawiała stopę na chłodnej posadzce. Efekt był niemal natychmiastowy, a po 
chwili   dodatkowo   wzmocniony   dwu-   lub   trzykrotnym   potarciem   piersi   ręcznikiem.   Różowe 
aureolki   zwężały   się   wtedy   i   leciutko   marszczyły,   a   w   ich   środku   nabrzmiewały   grube   i 
jednocześnie długie na jakieś pół centymetra sutki.

Często też jeden z nas bywał proszony przez mamę o zapięcie lub rozpięcie niepoddającej się 

łatwo haftki stanika. Przy jednej z takich okazji, kiedy byłem z mamą sam w pokoju, mając chyba z 
7 lat, z czystej ciekawości zapytałem o to „zjawisko”, polegające na „puchnięciu koniuszka”, jak to 
wtedy określiłem. W odpowiedzi usłyszałem:

background image

– Pewnie Krzysiu nie pamiętasz, ale kiedy byłeś jeszcze zupełnie mały, mama brała cię na ręce, 

przysuwała   sobie   do   cycuszka   i   karmiła   mlekiem,   które   w   nim   było.   Dlatego   też,   koniuszek 
cycuszka robi się wtedy większy, żeby łatwo było go ssać.

Na widok zdziwienia malującego się na mojej twarzy mówiła dalej:
– Wszystkie mamy tak robią, dopóki dzieci nie mają jeszcze ząbków i mogą pić tylko mleko od 

mamusi.

– A czy teraz też mogę? – Zapytałem, dając wiarę temu, co przed chwilą usłyszałem, ale nie 

mogąc sobie tego wyobrazić.

– Teraz w nich już nie ma mleka, ale jeśli chcesz, to możesz przypomnieć sobie jak to robiłeś. 

Chcesz?

Mając wciąż jej nagie piersi na wysokości oczu, widziałem jak się zmieniały. Pokryła je „gęsia 

skórka”, a sutki powiększyły się o wiele bardziej, niż zwykle po kąpieli.

– Tak – odparłem lekko zmieszany.
Mama sama usiadła na wersalce, a mnie posadziła na swoich kolanach, obejmując jedną dłonią 

pierś, a ramieniem drugiej ręki otaczając mnie.

– Musisz wziąć go do ust i ssać, tak jak piłbyś napój przez słomkę – powiedziała. Zbliżyła moją 

głowę do siebie i podpierając ją, pozwoliła abym przez kilka dobrych chwil ssał jej pierś. Czułem 
jak jej dłoń głaskała moją głowę, delikatnie przyciskając moje usta do tego twardego „guziczka”. 
Dopiero   kiedy   kilkakrotnie,   niechcący,   ale   jednak   boleśnie,   przyszczypnąłem   jej   sutek   zębami, 
odsunęła mnie delikatnie i całując w czoło wyszeptała:

– Mój mały Krzysio.
Wyprostowałem   się,   siedząc   wciąż   na   kolanach   mamy   i   zobaczyłem   nabrzmiały   i 

zaczerwieniony sutek, ociekający i błyszczący moją śliną.

Z   tamtym   zdarzeniem   kojarzy   mi   się   zawsze   zapach   wanilii   i   od   tego   momentu   zacząłem 

dokładniej, na tyle na ile pozwalała mi wstydliwość, przyglądać się ciału mojej mamy.

Wraz  z moim  pójściem  do pierwszej  klasy szkoły  podstawowej,  nastąpiły  pewne zmiany  w 

dotychczas   panujących   zasadach.   Nie   zasypiałem   już   w   jej   łóżku,   ale   jedynie   w   jej   słodkim 
towarzystwie w pokoju moim i brata, słuchając zwykle czułych słów na dobranoc. Wspólne kąpiele 
ustąpiły też miejsca zaledwie jej obecności w łazience podczas mojej kąpieli. Przez dłuższy okres 
czasu pomagała mi jednak w dokładnym umyciu ciała. Sporadycznie taka pomoc zdarzała się też, 
kiedy w zupełności posiadłem już „tajną wiedzę” namydlania się samemu. Dopiero, kiedy miałem 
około 10 lat i akurat mama z jakiegoś powodu postanowiła przyśpieszyć moją kąpiel, namydliła 
mnie   całego   i   starym   wzorem,   siusiaka   zostawiła   „na   koniec”.   Zaskoczyła   ją   reakcja   mojego 
organizmu, która spowodowała, że od tej pory liczyć mogłem już tylko na pomoc w myciu głowy. 
Otóż chcąc jak zwykle jak najdelikatniej obejść się z moim „ptaszkiem” i „jajeczkami”, ujęła go w 
śliską od mydła dłoń... i poczuła,  a po chwili  zobaczyła,  jak momentalnie,  malutki  dotychczas 
„ptaszek”,   wysuwa   się   spomiędzy   jej   dłoni,   sztywniejąc   i   kierując   się   w   górę.   Oczywiście 
dokończyła mycie mnie, wytarła, ubrała w pidżamę i wysłała do łóżka. Kiedy już zgasiła światło w 
moim pokoju, nie zastanawiałem się nad tym. Mama naturalnie mogła coraz częściej obserwować 
podobne   zjawiska   w   różnych   sytuacjach.   Podczas   kąpieli,   z   których   powoli   zupełnie   się 
wycofywała, a przeważnie rano, kiedy budziła mnie i odkrywała kołdrę. Okres dzieciństwa miał 
trwać jeszcze długo, ale organizm przygotowywał się do młodzieńczej „burzy hormonów”.

Pominę wszystkie koleżanki, którymi się interesowałem, a zainteresowanie to przejawiałem tak 

jak wszyscy moi 11-sto i 12-letni rówieśnicy, ciągnąc je za kucyki czy zadzierając spódnice. Skupię 
się na zmieniających się relacjach z mamą, w której upatrywałem wówczas ideału kobiety. Sytuacje, 
w których mogłem oglądać ją nago, należały już do przeszłości. Jedynie czasem prosiła jeszcze o 
pomoc   przy   zapince   stanika.   Starałem   się   wówczas   nie   koncentrować   na   jej   pięknych, 
mlecznobiałych i pachnących waniliowym balsamem piersiach. Efektem zwykle była erekcja, którą 
skutecznie ukrywałem przed jej wzrokiem.

Także poranki polegały na odczekaniu aż „emocje” opadną. Mama przestała też ściągać ze mnie 

rano kołdrę. Oczywiście nie wprowadzono żadnej reglamentacji na przytulanie się do mamy, do 
siadania, czy leżenia na jej kolanach. Dla własnej wygody nie przestała też chodzić wieczorem po 
domu w bluzie czy koszuli oraz samych majteczkach. Wtedy to rozpocząłem fantazjować na tematy 
związane z jej ciałem.

Przypominałem   sobie   jak   wygląda   nago,   jak   poruszają   się   jej   piersi   gdy   wyciera   mi   głowę 

background image

ręcznikiem, jak twarda była cała pierś i jej sutek gdy ssałem go parę lat wcześniej. Próbowałem 
wyobrazić sobie, co skrywają kręcone włoski jej zarostu w kształcie trójkącika, który kiedyś często 
widywałem przy okazji kąpieli, a którego zarys, teraz ledwie mogłem dostrzec przez bawełnę jej 
majteczek   lub   cienkiej,   letniej   koszuli   nocnej.   Zacząłem   też   nieumiejętnie   sprawiać   sobie 
przyjemność, dotykając  przed snem swojego penisa, wyobrażając sobie sytuacje  z przeszłości i 
tworząc nowe obrazy. Z czasem zaczęły się też wytryski, wpierw kilku kroplowe i bezbarwne, 
później coraz obfitsze, gęściejsze, o charakterystycznym, nie dającym się porównać do niczego 
zapachu. Naturalnie ślady pozostające po takiej aktywności lub po polucjach, które zaczęły mnie 
nawiedzać,   w   oczach   mojej   mamy   były   po   prostu   sygnałem   mojego   dojrzewania.   Dwukrotnie 
„zorganizowała” ona nawet swego rodzaju samodzielną kontrolę, czy też raczej krótkie badanie 
mojego rozwoju. Kończyłem wtedy czternaście lat.

Za pierwszym razem, badanie to polegało na dobrowolnym zdjęciu przeze mnie po kąpieli, na jej 

prośbę   pidżamy,   pobieżnym   obejrzeniu   mojego   przyrodzenia,   oraz   parokrotnym,   delikatnym 
ściągnięciem   z   niego   napletka.   Wywołało   to   natychmiastowy   wzwód,   niezwłocznie   przykryty 
spodniami od pidżamy.

Padło jeszcze kilka luźnych uwag, jak na przykład, że mój członek (dotychczas jeśli w ogóle go 

nazywała, używała słów: „ptaszek”, „siusiak”, „Kubuś”, „cycek”), jest znacznie większy, niż gdy 
widziała go w takim stanie ostatni raz przy okazji kąpieli. Przyjrzała się też pierwszym jasnym 
włoskom, które zaczynały wokół niego porastać. Na koniec zapytała, czy ściągnięcie napletka nie 
wywołało bólu, oraz czy ściągnęła go do końca. Stwierdzenie, że „nie wiem”, zakończyło rozmowę 
na   ten   temat.   Oczywiście   wolałbym   jeszcze   posiedzieć   i   poczekać,   aż   podniecenie   odejdzie, 
zabierając ze sobą przeraźliwy wzwód, ale fakt, iż mama również zaczęła przebierać się do spania 
sprawił, że wraz z odpięciem klamerki jej stanika i zsunięciem go do ramion, moja obecność stała 
się   niepożądana.   Mimowolnie   rzuciłem   okiem   na   sutki,   które   zaczęły   już   nabrzmiewać,   a 
jednocześnie, ze stojącym pod cienkim materiałem pidżamy „Kubusiem”, odprowadzany wzrokiem 
mamy aż do samych drzwi jej pokoju, musiałem go opuścić.

Do łóżka położyłem się wręcz roztrzęsiony. Mama zajrzała do mnie już po jej kąpieli, przebrana 

w   swoją   koszulę   nocną.   Do   spania   zawsze   zakładała   luźny   T-shirt   sięgający   do   połowy   jej 
opalonego uda, albo klasyczną nocną koszulę. Spośród całego ich kompletu, niektóre były dosyć 
prześwitujące  i w nich mama  spała w gorące,  letnie  noce. Właśnie wtedy była taka noc. Przy 
zapalonym   świetle   całkiem   wyraźnie   widziałem   jej   piersi,   z   dotykającymi   materiału,   a   więc 
najlepiej widocznymi sutkami, oraz niewyraźny zarys trójkącika na jej podbrzuszu. Jeszcze się do 
mnie   nachyliła   i   taka   pachnąca,   nieświadomie   pokazująca   mi   przez   dekolt   szpiczaste   piersi, 
pocałowała mnie w policzek.

W ciągu następnych kilku dni, moje napięcie narastało. W zasadzie nie rozumiałem co się dzieje. 

Podniecał mnie widok jej pozostawionej w łazience bielizny, podniecały mnie jej dłonie, które nie 
tak dawno delikatnie obejmowały mój członek. Podniecały mnie też sytuacje, które miały miejsce w 
domu w ciągu dnia. Jako że był środek lata, mama zwykła przebierać się w swój strój do opalania, 
którego ku mej radości nie była w stanie za żadne skarby zapiąć własnymi siłami, a więc dzielnie jej 
w tym pomagałem. Później kładła się na leżaku rozstawionym na balkonie i spędzała tak godzinkę 
lub dwie. Zwykle też prosiła mnie po opalaniu, jeśli byłem akurat w domu (a byłem niezawodnie), 
abym po odpięciu paska od stanika posmarował jej plecy balsamem. Tylko ja wiedziałem, czym to 
dla mnie było.

Parokrotnie też, w tym właśnie okresie mojego wybuchającego wręcz podniecenia, natknęliśmy 

się na siebie w łazience. Raz, mama potrzebowała jakichś kosmetyków, kiedy akurat leżałem w 
wannie i musiałem pozwolić jej wejść, co wywołało jej rozbawienie, gdy ujrzała jak próbuję ukryć 
w garściach to co miałem do ukrycia. Powiedziała:

– Przed paroma dniami oglądałam cię dokładnie, więc chyba nie ma tam niczego, czego bym już 

nie widziała.

Innym razem to ona leżąc nago w wannie, zawołała mnie i poprosiła o przyniesienie z szafki w 

jej   pokoju   majtek   i   czystego   ręcznika.   Ta   z   kolei   sytuacja,   tym   razem   mnie   pozwoliła   z   niej 
zażartować.  Kiedy wszedłem do łazienki,  mama będąc w  wannie zasłaniała  jednym ramieniem 
piersi, drugą rękę wyciągając po ręcznik i dodatkowo krzyżując uda tak, że nie mogłem dostrzec 
nawet najmniejszego kawałka jej trójkącika. Uśmiechnąłem się i powiedziałem niepewnie:

– Nie musisz się mnie wstydzić, mamusiu. Ty widziałaś mnie całego na golasa, to ja też mogę. A 

poza tym, to przecież nieraz widzę twój... – Zawahałem się jak nazwać kobiece piersi – ...twoje 

background image

cycuszki   –   dokończyłem.   Mama   zaśmiała   się,   przeniosła   obie   dłonie   na   swoje   przyrodzenie, 
szczelnie je okrywając i odparła:

– Masz trochę racji, ale widząc jak twój „Kubuś” reaguje, kiedy widzisz mnie w negliżu, mogę ci 

obiecać, że więcej niż w tej chwili nie zobaczysz. – Po chwili namysłu dodała jednak: – Skoro jesteś 
tutaj to połóż ręcznik na pralce, weź do ręki prysznic i spłucz mi dokładnie odżywkę z włosów.

Ucieszyłem  się jak diabli.  Mama była w półleżącej  pozycji i doskonale widziałem  zarys  jej 

nagiego ciała przykrytego lekko spienioną wodą. Oczywiście największa tajemnica była szczelnie 
zasłonięta, ale za to ponad wodę wystawały ociekające resztkami piany i niczym nie przesłonięte 
piersi, w których tak się rozsmakowałem. Przyglądając się temu widokowi, szybko zdałem sobie 
sprawę, że mój wzwód zaczyna  być widoczny przez  cienki materiał  moich krótkich  spodenek. 
Mama nic nie powiedziała, a tylko uśmiechnęła się niezauważalnie i jakby nigdy nic naprężyła się, 
aby przejść do pozycji siedzącej. Efekt tego był taki, że nie trzymając się za nic innego jak tylko za 
swoje   łono,   wykonała   niekontrolowanego   „nurka”   na   plecach,   wynurzając   na   ułamek   sekundy 
biodra   i   w   odruchu   chwytając   się   obiema   rękami   za   rant   wanny.   Było   to   zdarzenie   tak 
niespodziewane,   że   nie   zdążyłem   zarejestrować   z   całą   pewnością,   ale   wydawało   mi   się,   że   w 
miejscu gdzie spodziewałbym się ujrzeć znajomy, ciemny trójkącik, była tylko jasna, nieopalona 
skóra, bielsza jeszcze od tej na piersiach. Dodatkowym skutkiem tego zajścia było to, że wyszedłem 
z   niego   cały   przemoczony.   Mama,   która   znów   zdążyła   się   zasłonić   w   tak   interesującym   mnie 
miejscu, z marszu kazała mi ściągnąć z siebie mokre rzeczy.

W tym czasie sama spłukała sobie głowę, choć odżywki już raczej na niej nie było, sięgnęła po 

ręcznik i przesłonięta opuściła wannę. Natychmiast odezwała się z lekkim wyrzutem:

– Czego się tak ociągasz, Krzysiu? Przecież cały jesteś mokry! – Sięgając do moich spodenek 

pytała: – Majtki też masz mokre? To nic, zaraz się przebierzesz – To mówiąc zdążyła zdjąć moje 
spodenki   do   połowy   uda   i   oniemiała.   Zauważyła,   że   majtki   opinają   mój   członek   w   pełnym 
wzwodzie. Zastanowiła się przez chwilę, po czym widząc moje zażenowanie, powiedziała:

– Pamiętasz jak oglądałam cię dwa tygodnie temu? Pytałam cię później o coś, a ty nie potrafiłeś 

mi odpowiedzieć. Skorzystamy z tego, że się przebierasz i sprawdzę czy na pewno nie ma tam z 
twoją skórką żadnego kłopotu. – Widząc moje niezdecydowanie i rumieńce na twarzy, dodała – To 
bardzo ważne – Kiwnąłem głową. Mama wysunęła z wnęki za pralką kosz na brudne rzeczy i 
usiadła, mokra jeszcze, owinięta jedynie w ręcznik, z twarzą na wysokości mojej klatki piersiowej. 
Spojrzała w dół. Czułem że pulsuję. Mama złapała obiema dłońmi gumkę moich majtek od strony 
pośladków i zaczęła powoli ale z uporem ściągać je w dół. Mogła przy tym czuć jak spinają mi się 
pośladki. Czułem na nich jej ciepłe, zadbane dłonie. Ona spokojnym głosem dalej ciągnęła:

– Przysuń się troszkę – rozchylając nieco swoje uda, aby zrobić mi miejsce, przyciągnęła mnie 

odrobinkę, trzymając dłonie na moich pośladkach. – Obejrzę sobie ciebie jeszcze raz i będę już 
spokojna – Z tyłu, majtki zsunęły się z pośladków, a z przodu oparły się na żołędzi członka i 
czekały na ostatni ruch dłoni mamy, które przesunęły się z pośladków w jego kierunku.

Ostatnie pociągnięcie gumki i cała moja naga męskość wyskoczyła do góry jak z procy. Majtki 

same osunęły się do kostek. Stałem  teraz tak przed nią,  odzianą jedynie  w rozchylony u dołu 
ręcznik,   nie   zakrywający   nawet   jej   kobiecości,   a   jedynie   rzucający   na   nią   ciemny   cień.   Moja 
wyobraźnia pracowała. Mama przyglądała się w tym czasie memu wyprężonemu w górę, smukłemu 
i długiemu, wówczas na jakieś 13 cm prąciu. Moje nieporośnięte jeszcze meszkiem jądra, przytulały 
się od dołu do członka. Ponad nim, tak jak zauważyła kilka dni wcześniej, jasny meszek zaczynał 
już   się   rozsiewać.   Przez   chwilę   nie   mówiła   nic,   obserwowała   skurcze,   które   co   kilka   sekund 
przetaczały się przez moje lędźwia i wprawiały nabrzmiały członek w drgania. W rytm tych cykli, 
purpurowa   żołądź,   która   całkowicie   wysunęła   się   z   napletka,   to   pęczniała   to   znów   traciła   na 
objętości. Czułem, że wystarczy kilka dotknięć i nie powstrzymam wytrysku.

Mama  też  o tym wiedziała  i stąd  to wahanie.  Nie wiedziała,  czy powinna dać  upust  moim 

chłopięcym emocjom. Z wybawieniem przyszedł jej dzwonek domofonu. Mama wstała by wpuścić 
mojego brata wracającego z dworu, zostawiając mnie w łazience. Zastanawiałem się, czy on też 
przechodził takie badanie. Podniecenie stopniowo minęło. Kiedy mama wróciła do łazienki, nie 
miała już na sobie ręcznika tylko szlafroczek, a na mój widok, stojącego półnagiego chłopca z 
opuszczającym go wzwodem, poczochrała mnie po głowie, ucałowała mówiąc czule:

– Bardzo się cieszę, że zdrowo się rozwijasz – i po chwili dodała – poczekaj, zaraz przyniosę ci 

suche rzeczy. – Nie muszę mówić jak bardzo byłem zawiedziony. Nie dałem jednak nic po sobie 
poznać, mając nadzieję, że wrócimy jeszcze kiedyś do podobnej sytuacji.

background image

Brak   inicjatywy   ze   strony   mamy   w   kierunku   oglądania   mnie   lub   pokazywania   siebie,   przy 

jednoczesnym   ciągłym   zwracaniu   uwagi   na   zbliżający   się   początek   roku   szkolnego,   wygasił 
stopniowo   i   moją   fascynację.   Oczywiście   nadal   masturbowałem   się,   jednak   imaginacje 
przedstawiające   moją   mamę,   ustąpiły   miejsca   fantazjom   poświęconym   nowo   poznanym 
dziewczynom   w   nowej   szkole.   Widok   mamy   w   negliżu   większym,   niż   ubranej   w   koszulę   i 
majteczki stał się czymś nierealnym. Jej nagie piersi znikły z mojego świata na dobre, natomiast 
widmo zbliżającej się, słotnej jesieni i mającej po niej nastąpić zimy, skuło lodem jakiekolwiek 
myśli o opalonym letnim słońcem, pięknym ciele mojej mamy. Zacząłem mieć własne sprawy, do 
których nie dopuszczałem mamy ani nikogo innego. Fakt... nie przestała mi się podobać nigdy, ale 
w   takich   „odseksualnionych”   relacjach   doczekaliśmy   moich   kolejnych   –   piętnastych   urodzin   i 
wybuchającego tuż po nich kolejnego lata.

Rok ten, tak jak poprzednie lata, nie odcisnęły na mamie żadnego piętna. Wciąż była piękna, 

mimo   zbliżających   się   jej   35.   urodzin.   Z   początkiem   lata   znów   rozkwitła,   a   ja   nie   mając 
obowiązków szkolnych, ponownie zacząłem jej towarzyszyć podczas codziennych sesji na leżaku, 
czy to na naszym balkonie, czy nad wodą, skracając tym samym dystans jaki wytworzył się między 
nami   przez   cały   rok.   Zupełnie   niekontrolowanie   znów   zacząłem   przyglądać   się   jej   zgrabnym 
pośladkom, niewielkim, mieszczącym się w dłoniach, jędrnym piersiom skrywanym za kostiumem i 
nawet nie wiem kiedy, mimowolnie zacząłem fantazjować znów tylko na jej temat. Zastanawiałem 
się też za każdym razem, gdy byłem obok, jak wygląda jej wagina. Czy rzeczywiście znajomy mi 
trójkącik znikł na dobre, a także jak zareagowałaby na takie pytanie? Mimo wszystko, wielbiąc po 
kryjomu jej  wdzięki i układając  różne scenariusze  kończące tamto  badanie  w łazience,  czułem 
dystans. Skończyłem właśnie piętnaście lat i nie miałem żadnego pomysłu na to, jak wrócić do tych 
igraszek z mamą, jakie pamiętałem z dzieciństwa.

Z pomocą w przemianie tej stagnacji w pełnię szaleństwa, pomógł jeden mały, mogłoby się 

zdawać nic nieznaczący przypadek. Przypadek, który okazał się być przysłowiowym kamyczkiem 
poruszającym całą lawinę ogromnych głazów, której nie da się już zatrzymać. Tym przypadkiem 
była awaria u sąsiadów mieszkających nad nami. Pęknięta rura spowodowała przeciekanie stropu 
nad pokojem mamy. W efekcie, cały sufit obłaził z farby, kapiąca woda wypaczyła parkiet w kilku 
miejscach i niezbędny okazał się remont i totalne suszenie pokoju. Większość rzeczy z pokoju 
mamy   została   przeniesiona   do   mojego   (mieliśmy   już   wtedy   z   bratem   samodzielne   pokoje)   i 
ulokowana w różnych miejscach. Na pewien czas brat musiał przyjąć mnie do siebie, tak aby mama 
mogła przemieszkać remont w moim pokoju.

Zaraz po skończonym remoncie wszystko wróciło do normy. Pozostał jednak problem rzeczy 

mamy, które wciąż zalegały w regałach nad moim łóżkiem, bo choć ona mogła już nocować u 
siebie, to po wiele drobiazgów wciąż musiała „dogrzebywać się” w różnych miejscach mieszkania, 
w tym u mnie. Z całego tego zamieszania, największym ambarasem było właśnie przeniesienie 
wszystkich rzeczy na swoje miejsce. Mama pierwszy wieczór po zakończeniu remontu i ustawieniu 
na   powrót   mebli   na   swoim   miejscu,   postanowiła   poświęcić   na   ostateczne   uporządkowanie 
wszystkich tych szpargałów. Minęła północ, gdy kazała mnie i bratu na tym skończyć pomoc, a 
sama jeszcze układała to, co udało się już odnaleźć. Gdy wykąpany położyłem się spać, ona wciąż 
pracowała. Po kolejnej godzinie w końcu dała za wygraną, widząc, że tego wieczora nie skończy. 
Sama poszła wziąć kąpiel. Zasnąłem.  Po pewnym czasie obudziło mnie światło sączące się do 
mojego pokoju przez otwarte drzwi.

Spod półprzymkniętych powiek zauważyłem, że to mama stara się najciszej jak może, odnaleźć 

jakąś  rzecz w jednym z regałów. W prawdziwe osłupienie  wprawił mnie dopiero fakt, że była 
zupełnie  naga! W powietrzu unosił się słodki zapach jej balsamu do ciała. Domyśliłem  się, że 
musiała dopiero co skończyć relaksującą kąpiel i teraz szukała po ciemku jakichś rzeczy, które 
gdzieś   tu  zostawiła,  śpiąc   w  moim  pokoju   jeszcze   ostatniej  nocy.   Przy   zgaszonym  świetle  nie 
mogłem dostrzec żadnych szczegółów, dopóki była w drugim krańcu pokoju. Stopniowo zbliżała się 
do mnie, przeszukując niemal po omacku kolejne regały. W końcu dotarła do regału znajdującego 
się tuż nad moją głową. Zawahała się. W końcu wspięła się na palcach i balansując nad moja głową, 
zaczęła   przeszukiwać   półkę.   Dzięki   sączącemu   się   do   pokoju   delikatnemu   światłu   zza   okna, 
mogłem spokojnie spod przymkniętych powiek pożerać w myślach każdy fragment jej ciała, który 
w   nim   mignął,   mając   jednocześnie   pewność,   że   moja   twarz   pozostaje   w   cieniu   niewidoczna. 
Starałem się jedynie, aby mama nie zauważyła lub nie wyczuła drżenia mojego ciała, którego nie 
byłem  w  stanie  opanować. Podniecenie  było tak wielkie,  że słyszałem  łomot  własnego serca  i 

background image

czułem krew buzującą w głowie. Jakieś pół metra od mojej twarzy znajdowała się jej kobiecość. Do 
moich nozdrzy uderzyła woń, będąca superwybuchową mieszanką jej szamponu, balsamu i jak się 
domyślałem również waginy. Tak pachniała kobieta.

Przyglądałem się jak zahipnotyzowany. Całe jej piersi pozostawały widoczne w snopie światła 

wpadającego przez okno. Krótkie kędziorki jeszcze mokrych włosów, niesfornie opadały na czoło, a 
uniesione   do   góry   ramiona,   odsłaniały   gładką,   dopiero   co   wygolona   skórę   pach,   tworzących 
podniecające zagłębienia. Talia łagodnym i seksownym łukiem rozszerzała się w ponętne biodra. A 
dalej   było   już   to,   co   dotychczas   pozostało   tajemnicą.   W   pełgających   po   podbrzuszu   nikłych 
promykach światła, ujrzałem nieopalony fragment skóry. Był gładki, bez śladu żadnego włoska. 
Kolejny   dreszcz   przeszedł   po   moim   ciele   i   miałem   nadzieję,   że   fałdy   koca,   którym   jestem 
przykryty,   zamaskują   mój   przeogromny   wzwód.   Z   jasną   skórą   łona   kontrastowały   ciemniejsze 
zarysy ukrywanej dotychczas waginy, wynurzającej się z pomiędzy ud. Po raz pierwszy na żywo 
mogłem podziwiać kobiecość. Niemal czułem bijące od niej ciepło i upojny zapach. Nasycałem się 
tym widokiem, marzenia zostawiając na później. Jeszcze chwilka. Mama wspięła się ponad moją 
głową na palcach jednej nogi, drugą umiejętnie balansując i pokazując mi przy okazji delikatne 
fałdki jej warg sromowych, również pozbawionych włosków. Tym ostatnim wysiłkiem odnalazła 
koszulę nocną, której tak szukała.

Zamknąłem powieki. Czułem, że mi się przygląda. Dłonią dotknęła mojego czoła. Już dobrze. 

Zaczęła się oddalać. Znów otworzyłem oczy by ostatni raz tej nocy nacieszyć się jej widokiem. 
Widziałem jak cichym, tanecznym krokiem na palcach, oddala się w kierunku drzwi. Przyglądałem 
się  jej  idealnym  pośladkom   i maleńkim,   ledwie  zauważalnym  dołeczkom  ponad  nimi.  Wyszła, 
bezszelestnie, zamykając za sobą drzwi. W pokoju wciąż unosił się jej zapach. Rozsadzało mnie. 
Zsunąłem   z   siebie   koc,   a   zaraz   za   nim   spodenki,   w   których   spałem.   Ugiąłem   jedną   nogę, 
zamknąłem   oczy   i   zacząłem   się   masturbować.   Serce   nie   przestawało   walić,   czułem   konwulsje 
przechodzące   przez   całe   moje   ciało.   Chciałem   rozkoszować   się   tak   wielkim   podnieceniem   jak 
najdłużej, choć wiedziałem, że wystarczy kilka chwil, żeby strzelić ogromnym ładunkiem spermy, 
która wypełniała moje jądra. Masowałem je delikatnie, tak jak mama dawniej, podczas gdy mnie 
kąpała. Znów przywołałem na myśl jej piersi, a od nich szybko przeszedłem do waginy. Układałem 
w myślach scenariusz, który nieuchronnie prowadził do zatopienia się mojego języka w jej wonnej 
pochwie. Zastanawiałem się, jaki może mieć smak. Rozważałem możliwość wejścia w jej pochwę, 
lub zakończenia na jej piersiach. Chciałbym, aby moje nasienie wcierała w skórę niczym balsam, 
który zawsze stosuje po kąpieli. Pojawił się pomysł, by to ona zbliżyła swe usta do mojego członka. 
Przypominałem sobie sytuację, gdy w łazience, napletek który ją interesował, sam zsunął się do 
końca   pod   naporem   nabrzmiewającego   penisa,   obnażając   nabrzmiałą   purpurowością   żołądź. 
Chciałem by go pieściła i polerowała językiem. Jeszcze nigdy nie był tak twardy jak teraz.

Nagle pokój zalało światło z głównej lampy. Drzwi, które tak jak bezszelestnie się zamknęły za 

mamą, tak teraz bez najmniejszego skrzypnięcia wpuściły ją do mojego pokoju. Stała tam w swojej 
koszuli,   zaskoczona   widokiem,   który   stanął   jej   przed   oczami.   Czegoś   widocznie   jeszcze 
potrzebowała z mojego pokoju. Naciągnąłem na siebie koc, zakrywając także czerwoną jak burak 
twarz. W głowie kołatało się sto różnych myśli. Poczułem, że mama stoi już przy moim łóżku. Nie 
słyszałem jak podchodzi, ale byłem tego pewien. Po chwili ciszy usłyszałem:

– Krzysiu, mogę popatrzyć ci w oczy? Słyszysz? Nie bój się – powiedziała spokojnym głosem.
– Tak mamo. – Odkryłem głowę, ale oczami biegałem gdzieś po ścianach. Zobaczyłem, że mama 

zamknęła za sobą drzwi, a górne światło zmieniła na bardziej dyskretne, z nocnej lampki.

– Czy obudziłam cię, kiedy byłam u ciebie w pokoju przed chwilą? – spytała z poczuciem winy 

w głosie

– Tak.
– Przyglądałeś mi się?
– Tak mamo – odparłem trzęsącym się głosem i zaraz chciałem dodać – Ale nie wiedziałem...
– To nic kochanie – przerwała mi spokojnie. – To moja wina. Lekkomyślność z mojej strony, że 

wchodzę do pokoju dorosłego już syna jakby wciąż był dzieckiem, które można zabierać ze sobą do 
wanny.

– Lubiłem te nasze kąpiele, mamo.
–   Ja   też,   kochanie.   Chciałabym   móc   zawsze   tak   się   o   ciebie   troszczyć.   Kiedy   rok   temu 

postanowiłam przyjrzeć się, jak się rozwijasz, zauważyłam, że przeczekałam moment, w którym 

background image

ktoś powinien z tobą porozmawiać o TYCH sprawach. Czułam, że w końcu nie ominie mnie to, a 
wierz   mi,   że   boję   się   bardziej   niż   ty,   ale   nie   spodziewałam   się,   że   dojdzie   do   tego   w   takich 
krępujących nas oboje okolicznościach.

– Mamo, ja... – chciałem powiedzieć, że nie ma o czym rozmawiać, że o wszystkim wiem, ale 

mama położyła mi na ustach dłoń i mówiła dalej:

– Pewnie wiele już zdążyłeś się dowiedzieć sam. O swoim ciele, jak widzę, wiesz wystarczająco 

dużo. Porozmawiajmy o tym przez chwilkę, zgoda?

– Ale o czym? – Szeptałem bardziej niż mówiłem.
– Czy od dawna się masturbujesz? – Spytała z trudno zauważalnym napięciem w głosie. Ja 

uciekłem wzrokiem na sufit.

– Może od dwóch lat – odparłem, nie zastanawiając się nawet, czy to jest zgodne z prawdą.
– Często tak się rozładowujesz? Gdzie to robisz?
– Prawie codziennie mamo, tutaj albo w łazience. A przez tych parę dni remontu w ogóle tego 

nie robiłem. – Znów paliłem buraka.

– Jestem pewna, że dziś myślałeś o mnie, to jasne, a zwykle o czym myślisz, kiedy to robisz?
– Różnie... ale przeważnie też o tobie... mamo – „mamo” zabrzmiało jakoś dziwnie, a mój wzrok 

znów   zaczął   gwałtownie  unikać  spojrzenia  mamy  i  osunął  się  na  jej  przebijające   przez  cienką 
koszulę piersi.

Ze   zdumieniem   stwierdziłem,   że   jej   sutki,   mimo   gorąca,   z   każdą   chwilą   robią   się   coraz 

wyraźniejsze. Mama siedziała teraz tuż przy mnie, na wysokości moich bioder, w pełnym świetle.

– Krzysiu, kochanie. Chcę, żebyś wiedział, że bardzo cię kocham i nie gniewam się na ciebie za 

rzeczy, które mi teraz powiedziałeś. Bardzo się cieszę, że byłeś ze mną szczery. Myślę, że nie ma 
sensu dłużej cię męczyć. – W myślach błagałem „nie wychodź jeszcze, zostań”. A mama zaczęła 
pytać dalej:

– Czy podobam ci się?
–   Tt...   tak   –   wymamrotałem.   –   Jesteś   najpiękniejszą   kobietą,   jaką   widziałem.   –   Wyraźnie 

rozochociło mnie to pytanie okraszone ulotnym uśmieszkiem na jej ustach.

– Chyba mogłabym pomóc ci zakończyć ten dzisiejszy stres. Rozumiesz o czym mówię?
– Chyba tak – odparłem nie wierząc własnym uszom.
– Chcesz, żebym to zrobiła?
– Bardzo – wyszeptałem. Mama nachyliła się i pocałowała mnie w policzek, a potem wstając 

poprosiła:

– Odkryj koc – a sama podeszła do okna przesłonić żaluzje.
Jej błękitna nocna koszula, sięgająca do połowy uda ukazywała mi sporo z jej wdzięków. Gdy 

ponownie stanęła nade mną, mój penis samoczynnie w błyskawicznym, rytmicznym tempie zaczął 
twardnieć.  Mama stała nieruchomo  przyglądając  się mi jak mężczyźnie,  którego od dawna nie 
miała. W ciągu kilku chwil osiągnąłem już połowę mojego rozmiaru sprzed „wpadki” i członek, 
dotąd leżący pomiędzy udami, zaczął unosić się ku górze. Napletek powoli zsuwał się z żołędzi, 
odsłaniając  ją stopniowo. Znów zacząłem  rozpoznawać w powietrzu  zapach, który przypisałem 
poprzednio kobiecemu sromowi. Nie spuszczałem stojącej nade mną kobiety z oczu, pożerałem ją i 
ona o tym wiedziała. Powoli zaczęła podciągać swoją koszulę. Gdy jej rąbek miał już odsłonić 
krocze,   ona  powoli   odwróciła   się,   stając   do  mnie   tyłem.   Pierwsze   co   ujrzałem,   to   jej   zgrabne 
pośladki i owe seksowne dołeczki tuż ponad nimi.

– Dotknij. – Poprosiła.
Dotknąłem jej pośladka. Był idealnie gładki i jędrny. Po chwili takiej pieszczoty, gdy jej koszula 

znalazła się już nad jej głową, odrzuciła ją i usiadła przy moich udach. Dopiero po chwili odwróciła 
się do mnie twarzą i zapytała:

– Obejrzałeś mnie dziś dokładnie?
– Niezbyt. – Odparłem. Byłem zbyt oszołomiony by podjąć jakakolwiek inicjatywę.
Mama przeniosła się zwinnie nade mnie, klękając na wysokości połowy moich ud i biorąc mnie 

pomiędzy swoje kolana. Tak klęcząc wyprostowana nade mną i moim stojącym ponad horyzont 
„kominem”, zaczęła mu się przyglądać. Ja w tym czasie omiatałem spojrzeniami przepiękną kobietę 
w jej całej krasie. Jej oczy iskrzyły się jak nigdy, mleczne piersi pokryła gęsia skórka i jednocześnie 

background image

zalśniła na nich warstewka potu. Wygięte do przodu biodra, tworzyły łuk i wskazywały drogę do 
kwiatu o którym marzyłem. Wreszcie pomiędzy rozwartymi w lekkim rozkroku udami, dostrzegłem 
zarys nabrzmiałej różowością waginy, która zwieńczona łechtaczką przechodziła subtelnie w łuk 
gładkiego wzgórka łonowego. Z lubością rozróżniałem zarysy kształtu warg i łechtaczki. Byłem 
zaskoczony z jaką perfekcją usunięte zostały stamtąd wszystkie włoski i jak harmonijną całość 
tworzyło całe ciało mojej mamy. Po chwili takiego mierzenia się wzrokiem, rzekła żartobliwym 
głosem:

– Zauważyłam jak zmienił się twój „Kubuś” od naszego ostatniego spotkania. Jest wyraźnie 

większy i trudno oprzeć się chęci jego dotykania. – Te słowa wprawiły nie w dumę.

– Jest cały twój, moja piękna – odparłem szarmancko. W istocie mój członek spokojnie osiągnął 

długość około 16 cm, i to mogło ją zaskoczyć, gdyż w stanie zupełnego spoczynku nie miał więcej 
niż 5 cm. Od ostatniej sytuacji, w której mama miała okazję go oglądać, pojawił się delikatny, ale 
widoczny zarost wokół prącia i na jądrach. Same jądra, przyzwyczajone do rozładowywania swojej 
zawartości niemal codziennie, po kilkudniowym poście były nabrzmiałe i nie mogło to ujść uwadze 
mojej bogini.

Zaczęła   błądzić   palcami   wokół   mojej   sztywnej   męskości.   Po   chwili   jednak   nachyliła   się 

przenosząc ciężar ciała na ręce, którymi podparła się przy mojej klatce piersiowej. Przesuwając się 
powoli do przodu, otarła się o moją męskość. Najpierw poczułem na niej wilgoć, która zebrała się 
na jej twardych piersiach, potem, przesunął się po niej cały jej brzuszek, a gdy jej piersi zawisły nad 
moją   twarzą,   poczułem   ciepło   rozchodzące   się   po   moim   członku   z   wnętrza   jej   waginy. 
Przypominało to uczucie, jakiego doznaje się, gdy dłonią sprawdza się temperaturę wody w wannie. 
Tyle, że ja czułem to wyjątkowe ciepło na swoim członku.

Po chwili piersi zaczęły się oddalać i wracać tą samą drogą, ocierając się o moją skórę i nagość. 

Przez cały ten czas obsypywały mnie dziesiątki namiętnych pocałunków, na każdym fragmencie 
mojego brzucha i klatki piersiowej. Moje sutki, dotąd płaskie, również nabrzmiały w odpowiedzi na 
ofiarowaną   im   językiem   pieszczotę.   Na   członku   zobaczyłem   połyskujący   sok   z   wnętrza   mojej 
kochanki. Wyszeptałem:

– Chcę cię tam pocałować – i jednoznacznie wskazałem na ociekające słodyczą wargi. Zanim 

zdążyłem powiedzieć cokolwiek więcej, mama znów przesunęła się po moim ciele, przeciągając 
językiem w pierwszej kolejności po moich jądrach, trzonie i purpurowej główce członka, a kończąc 
znów na moich sutkach.

– Chcesz mnie pieścić, kochany? – Wyszeptała namiętnie.
– Marzę o tym, żeby zanurzyć się w niej – odszepnąłem. Mama przetoczyła się na bok, znowu 

przylegając przy tym na moment swoją kobiecością do mojego miecza.

– Najpierw popieść moje piersi – westchnęła, zamykając oczy.
Miałem   ją   calutką   przed   sobą,   jej   zapach   zmienił   się,   przypominając   teraz   zapach   jakiejś 

korzennej przyprawy. Zacząłem ssać jej sutek. Zdałem sobie sprawę, że to piersi przejęły z mojego 
przyrodzenia zapach jej szparki, który na nim pozostawiła. Jej lewa dłoń rozgarniała mi włosy, a 
prawa gładziła moje spinające się pośladki. Bezwiednie szukała nią drogi pomiędzy moje uda. Jej 
oddech stał się ciężki, sutki nabrzmiały bardziej niż kiedykolwiek.

Dawałem jej zgrabnym, niewielkim cycuszkom, wszystko co mogłem. Ich twardość podniecała 

bardziej niż widok, toteż w duchu dziękowałem jej, że nie podjęła jeszcze bardziej konkretnych 
zabiegów nad moim naprężonym kogucikiem. Nie wytrzymałbym tego.

– O taaak, ssij – syczała przez rozchylone wargi. – Ściskaj je – prowadziła mnie wskazówkami. 

W   pewnym   momencie   zacząłem   przesuwać   się   niżej.   Jedną   dłoń   pozostawiłem   zaciśniętą   na 
spragnionej pieszczocie piersi, a drugą wyszukiwałem kierunek marszu dla podążających za nią ust. 
W końcu jej ręka zepchnęła z piersi moją dłoń i jednoznacznie przesunęła ją w kierunku jej łona. 
Teraz   sama   zaczęła   ugniatać   swoje   dwa   skarby,   ozdobione   nabrzmiałymi   klejnocikami.   Gdy 
dotarłem  do celu, zawahałem  się. Klęczałem  teraz pomiędzy jej udami, z twarzą o kilkanaście 
centymetrów od wejścia do pochwy. Widziałem ją dokładniej niż kiedykolwiek.

Odurzyła mnie woń kobiecej esencji. Przedsionek jej pochwy był od niej wilgotny i zapraszał. 

Ponad   nim   ostro   zarysowywała   się   łechtaczka,   ukryta   jeszcze   pod   fałdką.   Falbanka   warg 
sromowych błyszczała od soków, które zdążyły wypłynąć. Nie wiedziałem jednak jak i od czego 
zacząć. Widząc moje niezdecydowanie, uniosła biodra do góry, podkładając pod pupę poduszkę, a 
ja z zachwytem obserwowałem, jak jej palce zaczynają okrążać łechtaczkę, by w końcu wyjrzała 

background image

spod   swego   kapturka.   Uznałem,   że   to   najlepsze   miejsce   do   rozpoczęcia   pieszczot.   Gdy   tylko 
przyłożyłem do niej usta, naparła mnie całym łonem, wyginając biodra w jeszcze większy łuk. Z 
początku nieudolnie, mlaskając i próbując przełykać napływającą do ust ślinę, mieszająca się z 
wonną wydzieliną, wypływająca z jej waginy. Po krótkiej chwili załapałem o co chodzi. Zresztą 
wprawnymi ruchami bioder, mama pomagała mi wpaść we właściwy rytm. Chcąc pewnej odmiany, 
zacząłem   szukać   wejścia   do   jej   wnętrza.   Znalazłszy   po   chwili   przygotowany   do   przyjęcia 
mężczyzny przedsionek, zacząłem powoli wsuwać palec. Pod jego opuszką wyczuwałem dokładnie 
delikatne   karbki   jej   wnętrza.   Pomruk   zadowolenia   i   dreszcz,   który   przeszedł   przez   jej   ciało 
utwierdziły   mnie   w   przekonaniu,   że   wszystko   idzie   prawidłowo.   Aby   dać   chwilę   wytchnienia 
zdrętwiałemu językowi, uniosłem głowę i ujrzałem jak moja Afrodyta wije się w konwulsjach, jak 
gwałtownie połyka powietrze, jak ściska nabrzmiałe krwią sutki i cichutko pojękuje z rozkoszy 
Przez zęby szeptała:

– Jeszcze, jeszcze, taak.
Wysunąłem z niej palec, chwyciłem pod pośladkami i uniosłem jej pupę nieco wyżej, opierając 

ją o swoje kolana które podsunąłem pod jej pośladki. Oczom moim okazał się widok znów nieznany 
i dostarczający nowej podniety. Tuż poniżej mokrej i już z grubsza poznanej szparki, znalazłem 
równie   zadbaną,   zaciśniętą   i   pozbawiona   jakiegokolwiek   zarostu   pupę.   Jej   ciemniejszy   odcień, 
odcinający się od bieli nieopalonych nigdy pośladków, wabił mój wzrok.

Bez zastanowienia przybliżyłem do niej usta i przyssałem się, dostarczając kochance nowych 

doznań. Jej dłoń zaczęła tymczasem miarowo pocierać srom, z którego aromatyczne soki sączyły 
się w niewiarygodnej ilości i spływały powoli w kierunku kakaowego oczka. Po chwili wyszeptała 
błagalnie:

– Dość.
Zobaczyłem jak łechtaczka pulsuje, miarowo chowając się i wyskakując z powrotem, a cała 

wagina w tym samym rytmie zaciska się i rozluźnia, uwalniając fale rozkoszy i wylewając z siebie 
na pośladki kolejne porcje aromatycznego płynu.

Jej oddech zaczął się uspokajać, a ja mimo, iż nie poświęcałem najmniejszej uwagi mojemu 

penisowi, stwierdziłem, że jest niemal tak twardy jak na początku. Mama zaczęła dochodzić do 
siebie.   Teraz   ja   leżałem   na   wznak.   Miejsce   po   jej   spoczynku   znaczyły   teraz   plamy   potu   i 
wypływającego z niej wonnego śluzu, którymi przesyciło się prześcieradło. Byłem oszołomiony. 
Teraz to ona szykowała się do swojego ataku. Zaczęła od głębokiego pocałunku, takiego jakiego 
jeszcze nie znałem. Musiała poczuć w ustach smak swoich własnych soków, bo wydała z siebie 
westchnienie  wspomnienia  rozkoszy,  jakiej  przed  chwilą zaznała.  Jej pieszczota  bardzo szybko 
przeniosła   się   z   moich   ust   na   szyję,   a   stamtąd   na   sutki.   Podczas   gdy   ja   zabawiałem   się   jej 
szpiczastymi piersiami, które w tej pozycji wydawały się jeszcze bardziej szpiczaste, jej mokry 
srom   znów   zaczął   ocierać   się   o   mojego   nabrzmiałego   penisa.   Poczułem   powódź   jej   soków 
spływających po moich jądrach w kierunku pośladków. Wyszeptałem:

– Nie chcę tak szybko kończyć – mama uśmiechnęła się wyrozumiale i uniosła pupę ku górze, 

zwalniając nacisk na moje podbrzusze. Po chwili już całowała mnie na wysokości pępka, a dłonią 
masowała przygotowane do opróżnienia z nasienia nabrzmiałe jądra. Usta składały pocałunki coraz 
bliżej koniuszka żołędzi, aż w końcu trafiły bezbłędnie w sam jej środek. Po moim ciele przeszedł 
dreszcz, po którym dostałem od niej instrukcję:

– Daj mi znać odpowiednio wcześniej, zanim nastąpi wytrysk, jeśli chcesz, żeby przyjemność 

potrwała dłużej. Chyba, że będziesz chciał już skończyć, wtedy nic nie mów. – I posłała mi przez 
zamglone  z podniecenia  oczy porozumiewawcze  spojrzenie.  Zrozumiałem  dokładnie,  co  ma na 
myśli. Zachęcała mnie, abym jeśli tylko chcę, bez rozterek, zostawił swój ładunek w jej ustach. 
Przystąpiła do dzieła. Jej krótkie włosy nie zasłaniały nic z tego, co tam się działo.

Widziałem więc, jak po raz pierwszy przyjmuje do ust, ociekający stróżką mojego własnego 

śluzu członek. Obserwowałem jak w jej ustach kilkukrotnie znika najpierw sama główka, lśniąca jej 
śliną. Jak dłoń, która trzymała mój trzon, przesuwa się stopniowo coraz niżej, a usta obejmują coraz 
większy fragment mojej męskości. Jednocześnie drugą dłonią umiejętnie masowała moje jądra, co 
jakiś czas naciskając na obszar pomiędzy udami poniżej jąder, co wzmagało moje podniecenie i 
powodowało wypłynięcie z główki kolejnej dawki śluzu. Prawie szalałem z rozkoszy. Dźwięki, 
które towarzyszyły tej pieszczocie zapadły mi w pamięć na zawsze. Tak bardzo nietypowe dla 
jakiejkolwiek innej sytuacji mlaśnięcia, były po prostu stworzone dla tej właśnie sceny. Po kilku 
minutach przerywanej na moją prośbę co chwilę pieszczoty, spiąłem się na całym ciele i przez zęby 

background image

syknąłem:

– Dochodzę!
Mama znów skoncentrowała pieszczotę ustami na samej główce, ale za to wzmogła tempo. Jedna 

jej dłoń zaczęła mocniej i rytmiczniej masować moje jądra, zaś druga wsunęła się między moje 
pośladki i zaczęła naciskać na zaciskający się rytmicznie otwór mojej pupy. W ciągu dziesięciu 
sekund od mojego  ostrzeżenia,  trysnął do jej  gorących ust, pierwszy strumień  spermy. Za nim 
przyszły  kolejne.   Nie  przestając   masować  moich  jąder,  naciskała  coraz   mocniej   na mój  odbyt, 
wsuwając   w   końcu   do   środka,   pomiędzy   kolejnymi   skurczami,   koniuszek   jednego   z   palców. 
Orgazm się przedłużał, wytrysk wciąż nawracał w nowych falach. Nie wiem, czy miała zamiar 
połykać moje nasienie, ale stanęła przed taką koniecznością. Kącikami ust zaczęły wyciekać stróżki 
mojej   spermy.   Musiała   przełknąć   dwa   razy,   po   czym   wciąż   tryskającego   ze   sporą   witalnością 
penisa, skierowała na swoje piersi i brzuch. Po kilku chwilach mój bohater zaczął się kłaść. Na wpół 
sztywnego członka objęła po raz ostatni ustami, zlizując spływające po nim ostatnie strugi moich 
soków. W końcu mama też położyła się przy mnie, rozsmarowując pozostałą na jej ciele spermę po 
swojej   skórze.   Pozostające   na   jej   policzku   nasienie,   starła   grzbietem   dłoni.   Zapach   nasienia 
zdominował wszystkie inne zapachy w powietrzu. Znów pocałowała mnie głęboko. Poczułem swój 
zapach jeszcze wyraźniej i rozpoznałem słony smak.

Czułem się spełniony. Zegarek na moim biurku wskazywał 3. nad ranem. Wreszcie odczułem 

zmęczenie. Mama z rumieńcami na twarzy zgasiła lampkę i na miękkich nogach podeszła do okna. 
Otworzyła je, wypuszczając na zewnątrz zapach naszego seksu. Zasnąłem zanim wyszła z pokoju.

W ciągu kolejnych trzech lat liceum nasze relacje to rozluźniały się, to zadzierzgały, to znów 

przeradzały  w  coś  innego. Parokrotnie zdarzyło  się, że uprawialiśmy seks, ale z czasem nasze 
zbliżenia przybrały formę podarunku, płynącego z mojej strony w kierunku samotnej, choć pięknej 
kobiety. Po raz ostatni doceniłem jej kobiecość przed wyjazdem na studia. Brat założył już dużo 
wcześniej własny dom, wyprowadzając się do Warszawy. Mojej ostatniej nocy przed wyjazdem z 
naszego domu w Starachowicach nie spożytkowałem na sen. Kochaliśmy się nieprzytomnie, dając 
sobie nawzajem rozkosz, o której istnieniu nawet bym nie marzył. Mam nadzieję, że moje powroty 
na długie weekendy będą wciąż uszczęśliwiać nas oboje.