background image

A. Gałdowa „Klasyczne i współczesne koncepcje osobowości”

Gałdowa, A. (1999). Wprowadzenie. W: Gałdowa, A. (red.), Klasyczne i współczesne koncepcje osobowości. (Psychologia Osobowości I). (s. 9-36). 

(wyd. 2). Kraków: Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego.

WPROWADZENIE
Gdy poznać i opisać chce się coś żywego,
To naprzód trzeba ducha wygnać z niego,
A wnet się części w ręku trzyma,
Tylko niestety, spójni ducha nie ma.

(Goethe)

Problematyka   osobowości   skupia   na   sobie   zainteresowania   tak   psychologów   teoretyków,   jak   i 

praktyków. W myśleniu teoretycznym problemem zasadniczym jest całościowe ujęcie mechanizmów 
stojących za zachowaniem się podmiotu, opis i wyjaśnienie swoistej instancji nadrzędnej, integrującej 
różnorakie   mechanizmy,   decydującej   o   (transsytuacyjności   pewnych   zachowań   czy   czynności 
człowieka,   o   występującym   u   jednostki   poczuciu   własnej   ciągłej   tożsamości   i   zróżnicowaniu 
interindywidualnym. Obok tych kwestii zasadniczych, do których zaliczyć należy także kształtowanie 
się  i strukturę  „ja”,  w  płaszczyźnie   myślenia  teoretycznego   istnieje  jeszcze  cały  szereg  problemów 
szczegółowych. Wszystkie one, i te zasadnicze, i te bardziej szczegółowe, mają swój aspekt rozwojowy, 
co wyznacza kolejny obszar tak ..badań empirycznych, jak i teoretycznych refleksji. Zgodnie z celami 
stawianymi  sobie przez  psychologię  jako naukę,  w  teoretycznym  myśleniu  o osobowości dominuje 
podejście nomotetyczne: tendencja do ujmowania tego co wspólne, co się powtarza, co może stanowić 
podstawę do formowania praw czy zasad, a więc zdań orzekających  o człowieku „w ogóle” lub o 
różnorakich aspektach funkcjonowania człowieka „w ogóle”.

Psychologa praktyka interesuje w pierwszym rzędzie konkretna jednostka ludzka, poszukująca 

pomocy czy rady w związku z własnymi, indywidualnymi problemami. W relacji: człowiek (pacjent, 
klient)   -   człowiek   (psycholog)   ważne   jest   nie   tylko   to,   co   daje   się   odnieść   do   pewnych   ogólnych 
prawidłowości (a więc co wspólne wszystkim ludziom), lecz i to, a może przede wszystkim to, co 
indywidualne,   niepowtarzalne,   co   tym   ogólnym   prawidłowościom   się   wymyka,   a   jest   istotne   dla 
sposobu   funkcjonowania   konkretnego   człowieka.   Poznanie   w   ramach   praktyki   psychologicznej   jest 
idiograficzne, koncentruje się na tym, co indywidualne, niepowtarzalne.

Odmienność celów teorii i praktyki psychologicznej, wyrażająca się podejściem nomotetycznym i 

idiograficznym   do   przedmiotu   poznania,   pociąga   za   sobą   konieczność   stosowania   różnorodnych 
sposobów poznania. Dla podejścia nomotetycznego właściwym sposobem postępowania poznawczego 
będzie   opis   i   wyjaśnienie,   przy   podejściu   idiograficznym   proces   poznania   wykracza   poza   opis   i 
wyjaśnienie (zawsze stanowiące fundament poznania), zmierzając ku rozumieniu, które ze swej istoty 
dotyczy konkretnej jednostki ludzkiej, a nie człowieka „w ogóle”. Opis i wyjaśnienie dotyczy faktów i 
zjawisk   intersubiektywnie   dostępnych,   czyli   tak   zwanych   obiektywnych,   zakłada   więc   perspektywę 
zewnętrznego obserwatora. Rozumienie skierowane jest zawsze ku intencjom, nastawione jest na sens, 
na to, co dane jest konkretnej jednostce w jej doświadczeniu, na to, co subiektywne, a więc zakłada 
perspektywę wewnętrznego obserwatora.

W   psychologii   osobowości   ta   oczywista   odmienność   celów   i   sposobów   poznania   stanowiła 

zawsze   istotny   problem   o   charakterze   metateoretycznym.   Historia   psychologicznych   koncepcji 
osobowości   to   w   znacznym   stopniu   historia   prób   rozwiązania   owego   problemu.   Z   jednej   strony 
oczywiste jest, że teoria winna uwzględniać także zjawiska jednostkowe, niepowtarzalne, gdyż  owa 
niepowtarzalność   należy   do   istoty   poznawanego   obiektu.   Z   drugiej   strony   także   oczywiste   jest,   że 
psycholog praktyk powinien posiadać wiedzę o tym, co ogólne, gdyż inaczej zgubi się w masie faktów 
jednostkowych. Teoria psychologiczna powinna być dla praktyka nicią Ariadny, która ułatwi orientację 
w   faktach   dotyczących   konkretnej   jednostki,   umożliwi   ocenę   ich   znaczenia,   pomoże   w   doborze 
określonych środków pomocy psychologicznej. Konieczność kompromisu, wyraźnie wyłaniająca się z 
różnorodnych koncepcji tak zwanej psychologii humanistycznej, domaga się ponownego rozważenia i 

background image

wyraźnego   wyeksplikowania   założeń   dotyczących   natury   poznawanego   obiektu   i   w   konsekwencji 
założeń dotyczących sposobów jego poznawania. Wydaje się, że teoretyk nie może być owładnięty ideą 
poprawności metodologicznej wymaganej we wszystkich innych naukach empirycznych, a psycholog 
praktyk musi posiadać nawyk poprawności metodologicznej w stawianiu i rozwiązywaniu problemów, 
które tego wymagają i w odniesieniu do których jest to możliwe. Taki postulat metodologiczny musi 
jednak znaleźć oparcie w założeniach dotyczących samego obiektu poznania. Brak jednoznaczności w 
tym zakresie znajduje swój wyraz w terminologii stosowanej tak przez psychologów teoretyków, jak i 
praktyków.

Zanim   przejdziemy   do   konkretnych   koncepcji   osobowości,   zatrzymamy   się   na   niektórych 

problemach tutaj zasygnalizowanych.

1. OSOBA I OSOBOWOŚĆ JAKO PRZEDMIOT ZAINTERESOWAŃ PSYCHOLOGII

W   pracach   z   zakresu   psychologii   osobowości,   zwłaszcza   od   czasu   pojawienia   się   psychologii 
humanistycznej, spotykamy dwa terminy, których właściwe rozumienie ma znaczenie podstawowe, tak 
dla teorii, jak i dla praktyki psychologicznej. Na znaczenie uściśleń terminologicznych wskazywano w 
psychologii niejednokrotnie, o potrzebie takich uściśleń pisze także autor znanej pracy o osobowości, J. 
Nuttin:

„...zważywszy zamęt panujący w dziedzinie badań nad osobowością, należy (...) możliwie najbardziej  
uściślić kilka pojęć podstawowych”
 (Nuttin, 1968, s. 39).

Pojęcia   brane   pod   uwagę   przez   Nuttina   to:   jednostka,   indywidualność,   organizm,   psychika, 

konstytucja,  genotyp  i wreszcie osoba i osobowość. Najważniejsze  są tutaj dla nas te dwa ostatnie 
terminy. Nuttin pisze:

„...w psychologii naukowej należy wyraźnie  odróżnić osobę i osobowość. Termin osoba oznacza 
konkretną   jednostkę   ludzką.   Natomiast   osobowość   to   konstrukcja   naukowa   stworzona   przez 
psychologię po to, by w płaszczyźnie teorii naukowej wytworzyć sobie pogląd na sposób bycia i 
funkcjonowania tego organizmu psychofizjologicznego, który nazywa się osobą ludzką
  (Nuttin, 
1968, s. 40-41).
Tym, co bardziej podstawowe, jest fakt bycia osobą. Osobą się jest. Osobowość to z jednej strony 

rzeczywiście  konstrukcja naukowa, czyli konstrukt teoretyczny  służący do opisu i wyjaśnienia 
złożonego,   zintegrowanego,   całościowego   funkcjonowania   psychicznego   człowieka   „w   ogóle”,   z 
drugiej   jednak   strony   każda   osoba   ludzka   dysponuje   pewnym   sposobem   owego   całościowego 
funkcjonowania psychicznego, posiada więc, ma osobowość. 
To rozróżnienie między byciem osobą a 
posiadaniem  osobowości  zyskuje  szczególne uprawomocnienie  w świetle  faktu, że osobowość kon-
kretnej osoby jest czymś, co nabywa ona w toku życia, w toku rozwoju indywidualnego wyznaczonego 
przez różnorakie czynniki. Bycie osobą jest istotowo związane z samym faktem istnienia człowieka. To, 
że tak na gruncie psychologii, jak i na gruncie filozofii oba te terminy traktowane są czasem zamiennie, 
nie może przysłonić zasadności tego podstawowego rozróżnienia; głębsza analiza kontekstów, w jakich 
terminy te pojawiają się, wskazuje, że zamienne ich stosowanie nie jest uprawnione.

W   literaturze   filozoficznej   wyraźne   zainteresowanie   osobą,   związane   z   pytaniem   kim   ona   jest, 

pojawiło   się   na   gruncie   filozofii   nowożytnej   drugiej   połowy   XVIII   wieku,   aczkolwiek   źródeł 
współczesnych koncepcji osoby poszukiwać należy w znacznie bardziej odległej przeszłości. Filozofia 
człowieka, nazywana dzisiaj często antropologią filozoficzną, wyróżnia dwa główne, utrzymujące się na 
przestrzeni   całej   historii   myśli   antropologicznej,   sposoby   opisu   osoby   ludzkiej:   relacjonistyczny   i 
substancjalistyczny, w każdym jednak z tych ujęć osoba to byt jednostkowy.
Relacjonistyczne ujmowanie osoby wywodzi się od Platona, dla którego
„...to, czym jest dany człowiek, znajduje się poza nim. Osobę ludzką stanowi więc relacja do bytów 
znajdujących się poza terenem ontycznym stanowiącym człowieka”
 (Gogacz, 1978, s. 17).

Wśród relacji, które stanowić mogą o osobie, wymienia się współcześnie takie, jak: człowiek - Bóg, 

człowiek - drugi człowiek, (np. JA - TY u Bubera), człowiek - kultura, człowiek -środki produkcji, 
człowiek w relacji do samego siebie (np. u C. Rogersa, wcześniej u K. Jaspersa).

background image

Nurt substancjalistyczny rozpoczyna się od arystotelesowskiego opisu osoby:
„...to,   czym   jest   dany   człowiek,   wewnętrznie   go   stanowi.   Ta   wewnętrzna   zawartość   ontyczna 
człowieka jest samodzielnym, wystarczającym sobie bytem nieabsolutnym”
 (Gogacz, 1974, s. 17).

W ramach tego nurtu można wyróżnić jeszcze dwa ujęcia: ujęcie esencjalistyczne, reprezentowane 

przez   autora   pierwszej   bodajże   definicji   osoby   -   Boecjusza   (VI   w.),   dla   którego   osoba   ludzka   to 
indywidualna substancja natury rozumnej. Współcześnie tego typu pogląd na osobę znajdujemy u E. 
Husserla.   Drugie   ujęcie,   to   ujęcie   egzystencjalne,   najpełniej   reprezentowane   przez   św.   Tomasza   z 
Akwinu,   według   którego   „osobę   stanowi   akt   istnienia   urealniający   rozumną   formę   substancji 
jednostkowej” (Gogacz, op. cit., s. 37). Tomistyczne ujęcie osoby podejmuje i rozwija wybitny polski 
filozof M. Krąpiec, który-  stojąc na stanowisku substancjalistycznym  - uwzględnia jednak otwarcie 
osoby ludzkiej na inne osoby stwierdzając, że indywidualna substancja natury rozumnej jest zarazem 
„bytem dla drugiego”. Życie osobowe przejawia się w aktach poznania i miłości skierowanej ku innym 
osobom.   To   otwarcie   się   na   drugą   osobę   nie   ma   jednak   charakteru   istotowego,   lecz   charakter 
przypadłościowy, wynika z potencjalności osoby:

„...otwarcie na inne osoby ma źródło w naszej potencjalności, czyli w naszej nieabsolutności. Ta 
nieabsolutność, a tym samym niepełność osoby i jej niedoskonałość domagają się uzasadnienia i 
uzupełnienia ze strony innej osoby”
 (Gogacz, op. cit., s. 25).

Bardzo skrótowo zaprezentowane tutaj możliwości ujmowania osoby wskazują, że problem osoby 

jest problemem filozoficznym. To filozofia, a nie żadna inna nauka stawia pytania o byt (ontologia), i 
w jej ramach poszukuje się odpowiedzi na pytanie o byt osoby, o istotę bytu osobowego. Osoba była 
przedmiotem refleksji filozoficznej w ciągu wielu wieków i pozostaje nadal w centrum zainteresowań 
filozofii.   W   konsekwencji,   stosowanie   tego   terminu   poza   obszarem   antropologii   filozoficznej,   na 
przykład na gruncie psychologii, domaga się uwzględnienia dotychczasowych konotacji. Co więcej, 
użycie terminu „osoba” zobowiązuje do wyeksplikowania założeń ontologicznych teorii, która terminem 
tym się posługuje. Tak więc psycholog mówiący o osobie nolens uolens wkracza na teren ontologii, me-
tafizyki.

W jednej ze swych prac A. Maslow szczerze przyznaje się, iż po opublikowaniu pewnego tekstu, w 

którym   autorytatywnie   i   raczej   bezceremonialnie   „uporał   się”   z   problemami   o   charakterze 
metafizycźnym - dotyczyło to właśnie poglądów na naturę człowieka - otrzymał list od swego profesora 
filozofii z okresu studiów, który pisał:

„...czy nie zdaje Pan sobie sprawy, co Pan robi w ten sposób? Problem ma za sobą dwa tysiące lat 
myślenia, a Pan prześlizguje się po nim z taką łatwością i tak niedbale”
 (Maslow, b. d., s. 239).
W pracach Maslowa raczej nie odnajdujemy śladów pozytywnego ustosunkowania się do tej krytyki.

Oczywista jednostronność psychologii pierwszych dziesięcioleci XX

wieku,   skoncentrowanej   na   statystycznym   reprezentancie   populacji,   była   zasadniczą   przyczyną 
sformułowania nowego podejścia do przedmiotu i zadań psychologii, w ramach którego termin osoba 
zaczął się pojawiać obok terminu osobowość, zazwyczaj - co należy już tutaj odnotować - zamiennie. W 
artykule Bugentala, będącym swego rodzaju manifestem psychologii humanistycznej, czytamy, że:

„...kiedy w psychologii humanistycznej mówi się o człowieku, celem jest raczej charakterystyka danej 
osoby, a nie organizmu ludzkiego”
 (Bugental, 1978, s. 325).
Niezależnie od tego, jakie zarzuty formułować można pod adresem „Trzeciej Siły” w psychologii, 

faktem pozostaje, że wywiera ona silny wpływ na wiele współczesnych psychologów, tak praktyków, 
jak   i   teoretyków,   nie   można   więc   pominąć   milczeniem   poglądów   jej   przedstawicieli,   a   także   nie 
przyjrzeć   się   aparaturze   pojęciowej,   jaką   się   posługuje.   Czołowi   przedstawiciele   psychologii 
humanistycznej,   tacy   jak   A.   Maslow   czy   C.   Rogers,   piszą   o   „stawaniu   się   osobą”   i   o   „w   pełni 
funkcjonującej osobie”, jakie jednak poglądy na osobę, jakie założenia metateoretyczne (jakie rozstrzyg-
nięcie problemu psychofizycznego) wyznaczają stosowanie tego pojęcia, nie jest łatwo ustalić (Madsen, 
1980, s. 416-419, 570).

Problem osoby jest dla współczesnej psychologii problemem szczególnie trudnym. Wydaje się, iż 

psychologia nie jest jeszcze przygotowana do jego rzeczywistego (tj. z całym zapleczem filozoficznej 

background image

refleksji) zasymilowania z uwagi na dwie podstawowe kwestie: zerwaną, od czasów przyjęcia pozy-
tywistycznej  wizji  nauki, naturalną więź psychologii z filozofią, a zwłaszcza z metafizyką,  oraz ze 
względu na brak wyraźnych, to jest explicite sformułowanych rozstrzygnięć epistemologicznych, a więc 
i metodologicznych, datujący się od momentu załamania się neopozytywistycznego modelu uprawiania 
nauki.

Przedstawiciele   psychologii   humanistycznej   zdają   sobie   sprawę   z   konieczności   związków 

psychologii z filozofią i dają temu mniej lub bardziej zdecydowany wyraz w swych tekstach (Maslow, 
Allport,   Frankl,   Tillich   i   inni),   ale   w   nielicznych   jedynie   przypadkach   uzyskujemy   spójny   obraz 
poglądów   teoretycznych   i   implikacji   metodologicznych,   najczęściej   postulat   ożywienia   owych 
związków jest jedynie odnotowany bez konsekwencji dla samych poglądów psychologicznych.

1.1. Filozoficzne problemy w psychologii osobowości
N. Hartmann napisał kiedyś, iż sam fakt, że człowiek istnieje, już jest metafizyką.  Nie podejmując 
jednak   aż   tak   ogólnych   refleksji,   stwierdzić   trzeba,   że   „niezależnie   od   stopnia   naszej   miłości   do 
metafizyki, na tę metafizykę jesteśmy skazani” (Życiński, 1983, b. d., s. 249). Prawdę tę zdaje się dość 
dobrze rozumieć współczesna fizyka, może nieco mniej wyraźnie rozumienie to zaznacza się na terenie 
biologii, zupełnie nieobecne zdaje się ono być natomiast w psychologii. Nieliczne głosy nawołujące w 
ramach   psychologii   akademickiej   do   uwzględnienia   metafizycznej   kondycji   człowieka   (np.   głos   V. 
Frankla) pobrzmiewają słabym echem, mimo iż od strony praktyki psychologicznej napływają do tejże 
akademickiej psychologii problemy, których podejmowanie w sposób sensowny możliwe jest jedynie 
przy dokonaniu refleksji właśnie metafizycznej.

„Próby interpretacji świata podejmowane są nie tylko na terenie nauk przyrodniczych, lecz także 
w   metafizyce.   Jest   ona   konieczna   do   poszukiwania   odpowiedzi   na   najbardziej   podstawowe 
pytania egzystencjalne, pomijane milczeniem przez przyrodoznawstwo”.

Jest to myśl K. Poppera, jednego z najwybitniejszych współczesnych filozofów nauki (cyt. za: 

Życiński,   1983   a,   s.   91).  Problemy   te   to   lęk   egzystencjalny   w   różnych   formach,   frustracja 
egzystencjalna,   kwestia   wolności   i   godności   człowieka,   problemy   winy   i   odpowiedzialności, 
problem   możliwości   rozwoju   człowieka   i   kryteriów   tego   rozwoju
,   to   także   problem   przyszłości 
człowieka   w   obliczu   stworzonej   cywilizacji   technokratycznej,   o   której   z   niepokojem   pisze   Lorenz 
(Lorenz, 1987). Wszystkie te i inne jeszcze problemy domagają się jakiegoś ustosunkowania ze strony 
psychologii, a to ustosunkowanie się, aby było rzetelne i owocne, na przykład dla wychowania, dla 
praktyki  psychoterapeutycznej,  dla  kształtowania  stosunków  międzyludzkich,  musi  - ze względu  na 
naturę tych problemów - odwołać się do rozstrzygnięć metafizycznych, do filozoficznych refleksji nad 
metafizyczną kondycją człowieka.

Zależność   sposobu   podejmowania   i   rozwiązywania   wspomnianych   wyżej   problemów, 

związanych  z samym  faktem istnienia (problemów egzystencjalnych),  od stosunku do problematyki 
metafizycznej   dotyczącej   człowieka   jest   wyraźnie   widoczne,   gdy   dokonuje   się  analizy   tekstów 
przedstawicieli psychologii humanistycznej. Na kartach tych tekstów stale niemal spotykamy się z 
problematyką   egzystencjalną,   z   problematyką   rozwoju   człowieka   w   kierunku   maksymalnej 
aktualizacji tkwiących w nim możliwości.
  Wydaje  się jednak, że większość proponowanych wizji 
człowieka i jego sytuacji w świecie, większość postulatów psychoterapeutycznych czy wychowawczych 
charakteryzuje   znaczne,   jeśli   nie   bardzo   znaczne   uproszczenie,   zubożenie   podejmowanych   kwestii; 
proponowane rozwiązania są rozwiązaniami pozornymi, a całość tych wizji zawieszona jest najczęściej 
w   próżni,   gdyż   brak   im   odniesienia   do   jakiejkolwiek   koncepcji   osoby.   Aby   taką   koncepcję   osoby 
posiadać, potrzebna jest już właśnie metafizyka. Wystarczy natomiast zdrowy rozsądek, aby stwierdzić, 
że   nie   istnieje   żadne   panaceum,   żaden   uniwersalny   środek   czy   sposób   oddziaływania 
psychoterapeutycznego w przypadku problemów egzystencjalnych.

I to, co proponuje psychoterapeuta, i to, co jest dla zainteresowanej osoby do przyjęcia, zależy od 

tego, jak spostrzegają swoją ludzką kondycję tak psychoterapeuta, jak i człowiek, który się do niego 
zwraca. Dobrym przykładem powyżej zakreślonych zależności jest problem tak zwanej samorealizującej 
się czy samoaktualizującej się osoby, występujący w tekstach czołowych przedstawicieli psychologii 

background image

humanistycznej.  Brak   jakichkolwiek   zewnętrznych   kryteriów   owej   samorealizacji,   do   których 
człowiek mógłby się odwołać, zwraca ową samorealizującą się osobę ku sobie samej, pogrążając ją 
w nie mniej groźną niż zależność od otoczenia społecznego, zależność od enigmatycznego własnego 
„ja”, obrazu owego „ja”, blokując prędzej czy później proces rozwoju. Krótkotrwałość efektów 
wszelkiego typu psychoterapii, niebezpieczeństwo zależnościowego stosunku do psychoterapeuty 
czy   grupy,   o   czym   piszą   sami   psychologowie   humaniści,   dobitnie   wskazuje   na   pozorność 
przyjmowanych rozwiązań.

Ścisły związek założeń ontologicznych i metodologicznych wydaje się dość oczywisty, a jednak w 

psychologii współczesnej postępujemy tak, jakby związku owego nie było. Wystarczy przyjrzeć się 
wynikom analizy różnych teorii motywacji, dokonanej przez Madsena (op. cit.).

J. Życiński, autor interesującej książki, w której poruszane są liczne problemy współczesnej filozofii 

nauki, pisze, że:

„...w laboratoryjnej czy obliczeniowej praktyce  nie musi się dźwigać bagażu ontologicznych tez,  
samo wykonanie obliczeń i konstruowanie urządzeń wskazuje jednak już na istnienie tego bagażu” 
(op. cit., b. d., s. 249).

Ten sam autor przytacza słowa L. Goddata:

„...jeśli zechcemy wyeliminować metafizykę, niczego nie będziemy mogli powiedzieć i oczywiście 
żadna nauka nie będzie się rozwijać”.

Już w wieku XVIII D. Hume przyznawał, że stosowanie indukcji jest niemożliwe bez założenia 

niezmienności  przyrody Podobnie pozytywizm  logiczny, programowo odcinający się od metafizyki, 
przyjmował   milcząco   metafizyczną   tezę   o   stałości   przyrody   oraz   o   jej   poznawalności   za   pomocą 
uniwersalnych praw.

Z   powyższych   rozważań   wynikają   dwa   wnioski.   Po   pierwsze,   jeśli   już   uznajemy   za   właściwe 

wprowadzić do psychologii kategorię osoby, to nie można uniknąć, bez szkody dla rzetelności myślenia 
i wartości teorii, przyjęcia i wyeksplikowania założeń o charakterze podstawowym. Założeń - jak pisał 
Jung - „nie da się uniknąć, a ponieważ są nieuchronne, przeto nigdy nie należy stwarzać pozorów, jakby 
się ich nie posiadało” (Jung,1970, s. 65). Psychologia jako dyscyplina naukowa ma historię zbyt krótką, 
aby bez szkody dla siebie mogła  się odciąć od wielowiekowej tradycji  filozoficznej;  jako nauka o 
człowieku nie może nie korzystać z tego, co o człowieku już pomyślano w przeszłości i co myśli się o 
nim na gruncie innych dyscyplin naukowych, w tym także na gruncie antropologii filozoficznej.

Złudzeniem   jest   przeświadczenie,   że   człowiek   jako   przedmiot   poznania   jest   takim   samym 

przedmiotem jak inne obiekty świata przyrody czy materii nieożywionej. Będąc zwierzęciem

„...nie zwraca się, jak chyba wszystkie inne zwierzęta, wyłącznie ku światu zewnętrznemu. Potrafi  
zastanowić się nad sobą (...), pytać o sens własnego życia. Jest też bodaj jedynym zwierzęciem, które  
jasno zdaje sobie sprawę z tego, że musi umrzeć”
 (Bocheński, 1986, s. 53).
Drugi wniosek, jaki się nasuwa, dotyczy gromadzenia i aplikacji wiedzy psychologicznej. O ile 

na  gruncie  teorii  możemy  pozwolić   sobie  z  wątpliwym  zresztą   skutkiem  -  na  materializm  obietnic 
(promissory materialism wg K. Poppera) i abstrahować od pewnych kwestii w imię zasady, że nauka 
winna się zajmować tym, co powtarzalne, ogólne, intersubiektywnie dostępne, o tyle w kontakcie z 
żywym człowiekiem taka postawa jest i moralnie nie do przyjęcia i praktycznie niemożliwa.
  W 
relacji do drugiego człowieka, jeśli mato być relacja odpowiedzialna, psycholog nie może się uchylić od 
pytania o własną kondycję metafizyczną i nie może abstrahować od tego, co stojący przed nim człowiek 
mniema w tym zakresie o sobie.

Drugi ze sformułowanych wniosków kieruje nas ku wcześniej zasygnalizowanej sprawie perspektyw 

poznawczych: perspektyw zewnętrznego i wewnętrznego obserwatora.

W   naukach   przyrodniczych,   a   także   w   psychologii,   która   się   na   nich   wzoruje,   perspektywę 

poznawczą wyrażającą się w przeciwstawieniu przedmiotu poznania podmiotowi poznającemu, określa 
się jako tzw. perspektywę zewnętrznego obserwatora. Perspektywa taka konkretyzuje się w postawie 
opisowo-wyjaśniającej: właściwości i stałość pewnych zachowań oraz różnice indywidualne dane są 
badaczowi bezpośrednio, w drodze obserwacji.  Na podstawie tych  danych  obiektywnych  buduje on 
system   wyjaśniający.   Postawa   taka   jest   uzasadniona   i   obowiązująca   w   odniesieniu   do   określonego 

background image

obszaru faktów i zjawisk będących przedmiotem zainteresowań psychologii i zawsze stanowi fundament 
dla gromadzonej o człowieku wiedzy. Może się jednak okazać, że jest ona niewystarczająca z uwagi na 
pytania, które chcielibyśmy postawić. Z pytań, które implikują jakąś inną niż opisowo-wyjaśniającą 
postawę, możemy rzecz jasna zrezygnować, musimy jednak być świadomi tego, że w ten sposób sami 
stawiamy granice naszym możliwościom poznawczym, a ponadto pamiętać musimy, że uzyskana w ten 
sposób wiedza o człowieku nie może być absolutyzowana.

Wychodząc z perspektywy zewnętrznej, możemy odpowiedzieć na dwa pytania. Po pierwsze, jaki 

jest stan rzeczy dany za pośrednictwem wrażeń i spostrzeżeń (tzw. zdania protokolarne). Procedury 
metodologiczne, takie jak obserwacja i eksperyment, umożliwiają  nam dokonanie opisu. Po drugie, 
zapytać możemy: jak to się stała; że jest tak, jak jest. Na podstawie reguł wnioskowania, zgodnie z 
paradygmatem  obowiązującym  w nauce w danym  momencie,  otrzymujemy odpowiedź:  wyjaśnienie 
związku   między   opisanymi   faktami   czy   zjawiskami.   Tutaj   kończą   się   właściwe   dla   tego   podejścia 
pytania i możliwości udzielenia odpowiedzi.

Można wszakże zadać jeszcze jedno pytanie, a jest ono szczególnie często stawiane we współczesnej 

psychologii   w   związku   ze   szczególnymi   problemami   współczesnego   człowieka   -   jest   to   pytanie 
„dlaczego?”. Dlaczego stało się tak - tu podajemy wyjaśnienie, że jest tak, jak jest - podajemy opis. 
Odpowiedź na to pytanie możliwa jest tylko z perspektywy wewnętrznego obserwatora, czyli w wyniku 
poznania angażującego rozumienie. Zaznaczyć należy,  że nie wszystkie  fakty stanowiące przedmiot 
zainteresowań   psychologii   domagają   się   postawienia   tego   trzeciego,   dodatkowego   pytania, 
wykraczającego  poza poznanie opisowo-wyjaśniające. Do faktów tych  zaliczyć można np. wszelkie 
zachowania   jednoznacznie  zdeterminowane  biologicznie.   Zaznaczyć  przy  tym   należy, że  w   pytaniu 
„dlaczego?” nie chodzi o ujęcie genetyczne. Postawienie tego pytania ma sens tylko w odniesieniu do 
konkretnej jednostki, odpowiedź: „dlatego, że ...” jest zawsze odpowiedzią konkretnego, poznawanego 
człowieka lub odpowiedzią ,, poznającego, który tego konkretnego człowieka zrozumiał. Nasunąć się 
więc może przypuszczenie, że postawa rozumiejąca uzasadniana może być jedynie względami praktyki 
psychologicznej, w której psycholog staje wobec konkretnego podmiotu, a nie człowieka „w ogóle” 
(często ujmowanego
w kategoriach średniej statystycznej). Zapewne jest to ważne uzasadnienie, ale nie jedyne, gdyż i badacz 
reprezentujący   postawę   opisowo-wyjaśniającą   nie   może   zapominać,   że   do   natury   obiektu   jego 
zainteresowań  człowieka   -   należy   niepowtarzalność   pewnych   właściwości   czy   stanów,   a   owej 
niepowtarzalności   dotknąć   można   jedynie   przez   pytanie   „dlaczego?”,   czyli   właśnie   z   perspektywy 
wewnętrznego obserwatora, poprzez rozumienie.

Zauważyć należy, że także podejście praktyczne nie może się z kolei ograniczać do postawy jedynie 

rozumiejącej, byłoby to zresztą niemożliwe, gdyż odpowiedź na pytanie „dlaczego?” pojawić się może 
dopiero na gruncie - chociażby najbardziej pobieżnego - poznania opisowo-wyjaśniającego i jest od 
niego uzależniona.

Poznanie   rozumiejące   wykracza   poza   zdania   protokolarne,   dopuszcza   intuicję,   wczuwanie   się, 

wnioskowanie przez analogię do własnych doświadczeń poznającego. Oparte na poznaniu opisowo-
wyjaśniającym rozszerza je, pogłębia, odsłania coś, co nie było dane w sensie obiektywnym, co nie było 
dane explicite.  Rozumienie możliwe jest tylko jako porozumienie, zakłada więc komunikację (np. 
językową),   zgodność   wzorców   poznawczych   czy   emocjonalnych
.   Interesującym   przykładem   tej 
zależności   są   doświadczenia   z   praktyki   psychiatrycznej   lekarza   pochodzącego   z   kręgu   kultury 
europejskiej, działającego wśród emigrantów meksykańskich w Stanach Zjednoczonych (Torrey, 1981). 
Weryfikacja rozumienia może dokonać się tylko poprzez dialog, notabene nie tylko z żywym partnerem, 
ale także z jego wytworami: np. tekstem dziennika, dziełem literackim czy dziełem sztuki (Michalski, 
1982).

Rozumienie dotyczyć może struktury, roli - tak się to ma na przykład w odniesieniu do dzieła sztuki - 

jaką to, co dane, odgrywa w większej całości, ale także dotyczyć może sensu, czy intencji tego, co dane 
(Gierulanka,   1962).   Te   ostatnie   dwie   możliwości   otwarte   przed   poznaniem   rozumiejącym   mają 
szczególne   znaczenie   właśnie   dla   psychologii   przy   poznawaniu   człowieka,   przy   poszukiwaniu 
odpowiedzi na pytanie „dlaczego?”. Akceptacja podejścia rozumiejącego zakładającego perspektywę 
wewnętrznego obserwatora otwiera kolejną, obok strukturalnej czy funkcjonalnej, płaszczyznę badań 

background image

nad osobowością; płaszczyznę tę można by nazwać płaszczyzną sensu. Jest ona ufundowana na dwóch 
poprzednich, ale bez niej to, co istotne dla człowieka jako całości, uchodzi naszej uwadze. Płaszczyzna 
sensu łączy psychologiczną problematykę osobowości z filozoficznym problemem osoby.

1.2. Osobowość - konstrukt teoretyczny
Przytoczona wcześniej definicja Nuttina określa osobowość jako konstrukcję naukową ułatwiającą 
psychologom wyjaśnienie pewnego interesującego ich zbioru faktów i zjawisk
. Tego typu twory 
noszą   nazwę  konstruktów   teoretycznych.   Nieco   dalej   mówić   będziemy   o   strukturze   teorii   i   wy-
różnianej w teorii tzw. warstwie wyjaśniającej, zetkniemy się wtedy z dokładnym omówieniem innego 
jeszcze, podobnego terminu: konstrukt hipotetyczny.

Konstrukt hipotetyczny  to termin, który w ramach danej teorii reprezentuje tzw. zmienną 

pośredniczącą, przez odwołanie się do której wyjaśnia się związki zachodzące między pewnymi 
faktami czy zjawiskami.
 Zazwyczaj dane nam są bezpośrednio (tzn. w obserwacji) tylko dwa ogniwa 
tego związku: pierwsze, tzw. zmienna niezależna (przyczyna), i ostatnie, tzw. zmienna zależna (skutek). 
To, co je łączy, ogniwo czy ogniwa pośrednie, nie jest dane obserwacyjnie.

Poszukując wyjaśnienia, zakładamy istnienie zmiennej pośredniczącej, którą w języku teorii 

reprezentuje właśnie określony konstrukt hipotetyczny. W jakim stosunku pozostają do siebie te dwa 
terminy: konstrukt teoretyczny i konstrukt hipotetyczny? Wydaje  się, iż jedyną  różnicą jest stopień 
ogólności   danego   konstruktu,   a   co   za   tym   idzie,   konieczność   użycia   pewnej   ilości   konstruktów   o 
mniejszej ogólności do zdefiniowania konstruktu o wysokim stopniu ogólności. Nie jest zupełnie jasne, 
od jakiego poziomu ogólności zaczyna się mówić o konstrukcie teoretycznym.

W tym miejscu naszych rozważań istotne jest to, iż termin: „konstrukt teoretyczny” oznacza (czy 

reprezentuje) coś, co nie jest dane bezpośrednio w intersubiektywnej obserwacji, lecz co przyjmuje się 
za teoretycznie możliwe ogniwo związku między zmienną niezależną a zależną, a więc co wiąże się z 
wyjaśnieniem.

Zapytajmy więc najpierw, do wyjaśnienia jakiego typu faktów służy ów konstrukt o najwyższym - 

jak się nieco później okaże - stopniu ogólności, który nazywamy osobowością.

Analiza  ludzkiego  zachowania   w  całej  jego  różnorodności  pozwala  stwierdzić,   iż  istnieją  takie 

właściwości   zachowań,   które   mają   charakter   transsytuacyjny   i   niejako   transfunkcyjny,   tzn. 
właściwości owe przysługują niemal wszystkim zachowaniom podmiotu, niezależnie od tego, że 
stanowią one wyraz określonej funkcji i niezależnie od specyfiki sytuacji, w której są realizowane. 
Mówiąc inaczej, zachowania podmiotu, niezależnie od tego, czy stanowią obserwowalny wyraz  np. 
procesów   poznawczych   lub   motywacyjnych,   czy   procesu   np.   uczenia   się,   posiadają   jakąś   wspólną 
właściwość.

U różnych ludzi owe transsytuacyjne i transfunkcyjne aspekty zachowania mogą być różne, 

decydując   o   tzw.   różnicach   indywidualnych  (niezależnie   od   różnic   w   zakresie   poszczególnych 
funkcji,   np.   szybkość   uczenia   się   czy   strategie   rozwiązywania   problemów)  i   ostatecznie   o 
niepowtarzalności, nieidentyczności jednostek ludzkich.
  Dwa wymienione momenty są zasadniczo 
intersubiektywnie dostępne, tzn. jako właściwości zachowań (wewnętrznych czy zewnętrznych) mogą 
być   przedmiotem   obserwacji.   Owe   aspekty   zachowań   wyjaśniane   są   właśnie   poprzez   użycie 
interesującego nas konstruktu: „osobowość”.
 W tym miejscu należałoby zdefiniować ów konstrukt
niestety   nie   jest   to   takie   proste,   definicji   osobowości   jest   bowiem   bardzo   wiele.  Spróbujmy   więc 
przyjąć na razie stwierdzenie, iż zasadniczo chodzi o całościowe funkcjonowanie psychiczne danej 
jednostki,   o   taki   poziom   organizacji   jej   funkcji   psychicznych,   który   jest   najbardziej   ogólny, 
zintegrowany, i który scala w sobie wszystkie szczegółowe funkcje psychiczne
  lub przynajmniej - 
nawiązując już do różnych ujęć - te funkcje, które zostały uznane za istotne wg pewnych kryteriów czy 
założeń.   Z   samego   faktu   powstania   owego   metawzoru   wynikają   określone   zjawiska,   które   wtórnie 
rzutują na całościowe - czyli zgodne z tym metawzorem - funkcjonowanie jednostki. Zaliczyć możemy 
do nich szeroko rozumiane ustosunkowanie się jednostki do siebie samej, przejawiające się m.in. w tzw. 
samoocenie i samoakceptacji.

Pamiętać   także   należy,   że   w   procesie   nabywania   (kształtowania   się)   określonych   funkcji 

szczegółowych mogą na podmiot oddziaływać pewne niekorzystne czy to biologiczne, czy społeczne 

background image

czynniki, które spowodują, że zarówno pojedyncza funkcja, jak i całościowe funkcjonowanie podmiotu 
charakteryzować się będzie dodatkowym, niespecyficznym momentem, np. określonym poziomem lęku 
czy agresji.

Bardzo trudno jest wskazać (nazwać po imieniu) owe aspekty zachowań podmiotu, które wyjaśniamy 

używając terminu „osobowość”, chyba że w grę wchodzi jakaś bardzo wyraźna dominanta, np. stała i we 
wszystkim obecna tendencja (choć nie jest to dobre słowo) do wycofywania się, skrywania się jakby w 
cień, lub - przeciwnie - skłonność do dominowania. Zwykle wychwytujemy w całokształcie zachowań 
człowieka coś - jakby jego „barwę”, klimat towarzyszący jego zachowaniom: ciepło lub chłód (re-
zerwa), napięcie czy spokój; coś, co także określamy jako wdzięk czy jego brak, wcale nie mając 
na uwadze cech tylko fizycznych
. Łatwo zauważyć, że w tym momencie naszych rozważań wyłania się 
nowa kwestia: wykraczamy poza sam problem stosowania takiego czy innego konstruktu pełniącego 
funkcje eksplanacyjne. Nieodparcie narzuca się pytanie, czy osobowość to tylko konstrukt, czy też 
osobowość   istnieje   realnie?
  Co   badają   psychologowie   wtedy,   gdy   używając   określonych   narzędzi 
mówią,   że   badają   osobowość?   Czego   teoriami   są   tzw.   teorie   osobowości:   teoriami   konstruktu 
teoretycznego   czy   teoriami   realnych   zjawisk   i   faktów?   Wszak   konstrukt   teoretyczny   jest   w   istocie 
terminem wyjaśniającym w ramach określonej teorii; teorie osobowości byłyby więc teoriami terminu 
wyjaśniającego, stosowanego w ramach teorii. Ale jakiej teorii, czego dotyczącej? Nie ma takiej teorii 
zachowania powszechnie aprobowanej, która w swej warstwie wyjaśniającej używałaby tego terminu, 
nie ma żadnej ogólnej teorii psychicznego funkcjonowania człowieka. Ogólnej, tzn. ujmującej całość, 
wszystkie funkcje psychiczne i wszelkie formy zachowania.

Jak   to   już   wyżej   zostało   zaznaczone,   o   terminach   wyjaśniających   stosowanych   w   teoriach   i 

różnorodności   definicji   osobowości   będzie   mowa   dalej.   W   tym   miejscu   natomiast,   wychodząc   od 
sformułowanych wątpliwości, spróbujemy zastanowić się nad owym „całościowym” funkcjonowaniem 
człowieka i w takim kontekście rozważyć sens i użyteczność interesującego nas terminu.

Posługując się rysunkiem 1, wyobrazić sobie można określone funkcje psychiczne, jakimi dysponuje 

każdy   człowiek,   wykształcone   w   trakcie   jego   indywidualnego   rozwoju   na   bazie   jego   struktury 
biologicznej. Funkcje te charakteryzują się różnymi poziomami organizacji i są względnie od siebie 
niezależne, co oznacza, że każda z nich zachowując własną specyfikę wyodrębnia się wyraźnie spośród 
innych, które jednakże wpływają na nią w większym lub mniejszym stopniu, stanowiąc zarazem swoisty 
kontekst, w  jakim dana funkcja  się aktualizuje.  Wszystkie  funkcje „zawarte  są” w ramach jednego 
układu,   przysługują   temu   układowi,   jakim   jest   podmiot,   określony   człowiek.   Jeśli   uwzględnimy 
parametr czasowy (rozwój), stwierdzimy, że funkcje ulegają jakby zagęszczeniu: na rysunku sytuację tę 
ilustruje przestrzenne zagęszczenie się funkcji w środkowej części stożka. Zagęszczenie to nie pozbawia 
je autonomii, lecz wskazuje na ich wzrastającą integrację. Ta wzrastająca integracja będzie obejmować 
nie tylko „czyste” funkcje, ale i całą ich specyfikę związaną z faktem, iż są to funkcje tego, a nie innego 
podmiotu, a więc wykształcone zgodnie z ogólnymi prawidłowościami rozwoju każdej z funkcji, ale i 
zgodnie ze specyficznymi dla danego podmiotu warunkami rozwoju: społecznymi i biologicznymi.

Rys. 1. Model psychologicznej struktury osoby

Najwyższy   u  danej   jednostki   poziom   integracji   funkcji   (z  całą   specyfiką   tych   funkcji   u  danego 

podmiotu)   stanowić   będzie   pewien   wzór,   model   funkcjonowania   jednostki;   nie   wzór   czy   model 
określonej funkcji, lecz teoretycznie każdej, a zarazem żadnej specjalnie. Wzór ten można nazwać meta-
wzorem, gdyż  na niższych  poziomach organizacji  spotkać można - tak uczą teorie poszczególnych 
funkcji   -   wzory   określonych   funkcji;   w   miarę   „zagęszczania   się”   szczegółowe   funkcje   ulegają 
schematyzacji   do   momentów   najbardziej   ogólnych   i   istotnych.   Metawzór   funkcjonowania   jednostki 
nazwać   możemy   osobowością.   W   żadnym   badaniu   empirycznym   nie   możemy   uchwycić   owego 
metawzoru jako całości,  nie możemy  go wyczerpać  w jego istocie, a jednak z analizy zachowania 
człowieka mamy prawo wnioskować, że coś takiego jak ów metawzór istnieje realnie, jako względnie 
stała dyspozycja (możność, potencja) do realizowania określonych zachowań w taki a nie inny sposób i 
w określonym kierunku, stanowiąc niezwykle złożoną zmienną pośredniczącą, reprezentowaną w języku 
teorii terminem „konstrukt teoretyczny”.

background image

Porównując zachowania różnych ludzi, możemy wyodrębnić pewne wspólne i istotne momenty ich 

indywidualnych   metawzorów.   Traktujemy   więc   owe   jednostkowe   metawzory   jako   „fakty”,   dla 
wyjaśnienia których tworzy się teorie. Tak więc teoria osobowości jest w istocie teorią konstruktów 
teoretycznych określanych terminem osobowość, co jednak wcale nie oznacza, że osobowość nie 
istnieje realnie.

Każdy człowiek z własnego, jednostkowego doświadczenia wie, a wiemy o tym także z wyników 

komunikowania się z innymi ludźmi dla celów naukowych, że w pewnym momencie rozwoju zaczyna 
się kształtować, a następnie utrwala się w podmiocie tzw. poczucie własnej ciągłej tożsamości, 
obejmujące   całą   naszą   istotę.   To   poczucie   bycia   ciągle   tym   samym,   mimo   zmieniającego   się 
wyglądu   zewnętrznego,   narastania   wiedzy   i   umiejętności,   bogacenia   się   doświadczenia 
indywidualnego,   zachodzących   procesów   starzenia   się,   a   także   zmieniających   się   warunków 
zewnętrznych, jest niezwykle wyraziste; poczucie to związane jest ze słowem „ja”.

Na  naszym   rysunku  „ja”   nie   jest   umieszczone   w   samym   metawzorze,   jest   ponad  nim   i  zostało 

określone jako reprezentacja metawzoru dana „jakoś” podmiotowi. „Jakoś” - ponieważ świadomość 
refleksyjna, że „ja” to jestem „ja” - człowiek o takich to a takich właściwościach, historii życiowej, 
podmiot aktów określonego rodzaju, nie wyczerpuje owego poczucia tożsamości. Bardziej podstawowa, 
a zarazem o charakterze warunku koniecznego jest taka świadomość „ja”, którą określić można jako 
przedrefleksyjną. „Ja” jako przedrefleksyjne czy refleksyjne doświadczenie siebie samego jest bardziej 
przedmiotem   zainteresowań   antropologii   filozoficznej   niż   psychologii.   Mówiąc   „ja”   w   psychologii 
zazwyczaj mamy na myśli „obraz ja” - zespół przeświadczeń podmiotu dotyczących siebie samego.

Tak jak arbitralnie przyjmujemy, że te czy owe funkcje czy ich specyficzne właściwości decydują o 

metawzorze, stanowią go, tak i arbitralnie przyjąć możemy, że takie czy inne momenty przeżywania 
siebie samego przez podmiot stanowią o istocie „obrazu Ja” i poprzez te momenty próbujemy do owego 
„ja” dotrzeć metodami psychologicznymi. Analizy fenomenologiczne pouczają jednak, że owo „ja” tak 
integralnie i „na stałe” związane z określonym podmiotem, wyrażające go w jego podmiotowej całości, 
jest zarazem w ciągłym ruchu, w ciągłym stawaniu się, w wyniku relacji zachodzących między nami a 
światem, a więc także w wyniku każdej relacji poznawczej. Słowa wybitnego współczesnego filozofa i 
psychologa P. Tillicha najlepiej to ujmują:

„Aby widzieć, czym jest „ja”, należy w nim uczestniczyć. Jednak uczestnicząc w „ja” zmienia się je.  
W poznaniu egzystencjalnym (tzn. uczestniczącym wg Tillicha) zarówno podmiot, jak i przedmiot  
(tutaj: „ja”-A.G.) przeobrażają się na skutek samego aktu poznania”
 (Tillich, 1983).

Mimo   ciągłego   stawania   się   w   procesie   interakcji   ze   światem,   „ja”   spełnia   swą   funkcję 

autoidentyfikacyjną tak długo, jak długo nie dojdzie do jakiegoś kryzysu zamieniającego cały zespół 
wyobrażeń podmiotu o sobie samym. Ale i wtedy pozostaje coś najbardziej podstawowego z owego 
„ja”, gdyż wyjąwszy przypadki zdecydowanie patologiczne, podmiot doświadczający kryzysu wie, że to 
on go doświadcza, a nie ktoś inny.

Rysunek nie kończy się na sferze „ja”, ale obejmuje również warstwę, która za V. Frankiem została 

nazwana sferą noetyczną - sferą duchową osoby. Duchowość człowieka przez ostatnie dziesięciolecie 
pozostawała   poza   obszarem   zainteresowań   psychologii,   a   jej   wyróżnienie   stanowi   wyraz   aprobaty 
określonych   twierdzeń   metateoretycznych   (ontologicznych)   tego,   kto   człowiekiem   jako   całością   się 
zajmuje. Wyrazem coraz silniej zaznaczających się w psychologii tendencji do ujmowania także sfery 
duchowej człowieka jest nie tylko logoteoria V Frankla, lecz także, nawiązująca do tradycji myśli tak 
wschodniej,   jak   i   myśli   Zachodu,   psychologia   spektralna   Kena   Wilbera   (1982)   oraz   „kartografia” 
nieświadomości St. Grofa (por. Capra 1987). Te dwie ostatnie koncepcje mieszczą się w ramach tzw. 
psychologii transpersonalnej, bardzo dynamicznie rozwijającej się obecnie w Stanach Zjednoczonych. 
Przyjęcie istnienia sfery duchowej pociąga za sobą określone skutki dla rozumienia problemów 
związanych z osobowością.
 O sferze tej mowa będzie dalej, w ramach omówienia koncepcji Frankla. 
Także   termin:   „osoba   głęboka”   pochodzi   od   Frankla   i   zostanie   dalej   wyjaśniony.   Tutaj   zauważmy 
jedynie, że „ja” na rysunku nie tylko jest reprezentacją metawzoru, lecz pozostaje pod wpływem sfery 
noetycznej.

Można   odciąć   cały   wierzchołek   bryły   obejmujący   sferę   noetyczną   i   wtedy   wszystko,   co   sobie 

powiemy o człowieku jako całości, mieścić się będzie w ramach tzw. podejścia monistycznego (monitu 

background image

materialistyczny). Pozostawiając sferę noetyczną, dajemy wyraz podejściu pluralistycznemu. Dokonując 
odcięcia   wierzchołka   figury,   przesunąć   musimy   także   linię  przerywaną  zakreślającą   obszar   zjawisk 
stanowiących o osobie. Stanowić o niej będzie teraz sfera biologiczna i psychiczna. Zabiegu takiego 
można rzecz jasna dokonać, rodzi się jednak wtedy pytanie: czemu ma służyć w psychologii termin 
osoba, skoro całość zjawisk, jaka nam pozostaje, może być wyjaśniana przy użyciu terminu osobowość; 
zgodziliśmy się wcześniej, że osobowość to i realność psychologiczna, i konstrukt teoretyczny zarazem. 
Pytanie to ma charakter formalny. Nie jest to jedynie pytanie, jakie można sformułować w związku z 
dokonaniem zabiegu, o jakim mowa. O ile w obszarze struktury biologicznej i psychicznej człowieka 
możemy stawiać pytanie: „co?” (pytanie o fakty) i pytanie „jak?” (pytanie o związki funkcjonalne), 
wyczerpując   w   ten   sposób   możliwości   tzw.   podejścia   obiektywnego,   o   tyle  w   sferze   noetycznej 
znajdujemy   odpowiedź   na   pytanie:   „dlaczego?”.  
Wydaje   się,   że   w   przypadku   zainteresowań 
człowiekiem nie wolno rezygnować ze stawiania tego rodzaju pytań. Jeśli jednak uznamy, że poszuki-
wanie odpowiedzi na pytanie „dlaczego?” nie mieści się w ramach psychologii, nie wolno nam wiedzy 
psychologicznej   absolutyzować:   wiedza   psychologiczna   nie   wyczerpuje   całości   wiedzy   (możliwej 
wiedzy) o człowieku. Pytania „dlaczego?” to pytania o doświadczanie przez człowieka jego własnej 
egzystencji z całą złożonością takich problemów, jak: wolność, odpowiedzialność, godność, wrażliwość 
na najwyższe wartości, doświadczenie Sacrum. Jak na razie w ramach refleksji ograniczonej do sfery 
biopsychicznej   pytania   te   uzyskały   odpowiedź   w   rodzaju   Skinnerowskich   poglądów   na   wolność   i 
godność.   Poglądy   Skinnera   są   zapewne   przykładem   dość   krańcowych   rozważań   prezentujących 
redukcjonizm psychologiczny, ale dobrze ilustrują ogólną tendencję wyjaśniania.

Metawzór,   jak   tutaj   określiliśmy   osobowość,   próbując   podać   roboczą   i   „na   teraz”   definicję 

konstruktu,   jest   rzecz   jasna   daleko   bardziej   złożony   niż   wynika   z   tego,   co   tu   się   o   nim   dotąd 
powiedziało. Powstały zasadniczo w wyniku integrowania się określonych funkcji, a może lepiej byłoby 
powiedzieć:   subwzorów,   wzorów   określonych   funkcji,   posiada   specyficzne   dla   danego   podmiotu 
właściwości.   I   tak,   np.   autorytarność   czy   submisję,   agresywność   czy   lękliwość,   chłód   czy   ciepło, 
sztywność  czy plastyczność, można by wyjaśnić specyfiką kształtowania się określonych  funkcji  w 
określonych warunkach społecznych (środowiskowych) i przy uwzględnieniu biologicznych możliwości 
danego podmiotu. Za słusznością takiego przypuszczenia przemawiać może choćby to, że określone, 
mniej lub bardziej szczegółowe teorie osobowości biorą za punkt wyjścia i przedmiot analiz właśnie 
różne   funkcje   lub   jedną,   wyróżnioną   jako   szczególnie   ważną.   Teorie   czynnikowe,   czy   tzw.   teorie 
poznawcze osobowości są dobrym tego przykładem.

Ta wiedza teoretyczna, którą o osobowości posiadamy, jest abstrakcyjną wiedzą o czymś, do czego 

w   pełni   nie   mamy   dostępu,   co   w   swej   realności   jest   tak   złożone   i   wielowymiarowe,   że   w   aktach 
poznania udostępnia się nam jedynie w takim to czy innym aspekcie - nigdy w całości.

Co więcej, jak czytamy u cytowanego tu już Tillicha:

„Można   mieć   dokładną   abstrakcyjną   wiedzę   o   drugiej   osobie,   o   jej   typie   psychologicznym   i 

dających się przewidzieć reakcjach, jednakże znając to wszystko nie zna się osoby, jej wewnętrznego 
„ja”, jej wiedzy o sobie samej”
 (Tillich, 1983 ),

a   to   przecież   jest   najważniejsze,   gdyż   wiedza,   którą   gromadzimy,   ma   czemuś   służyć   -   właśnie 
człowiekowi  w  jego niepowtarzalnych  problemach.  Nie  negując  w żadnym  wypadku  teoretycznych 
dociekań, a także badań empirycznych, opartych na myśleniu dyskursywnym, nie można zarazem nie 
dostrzec   uproszczeń   i   spłyceń,   które   mu   w   przypadku   poznania   człowieka   towarzyszą.   Podobnie 
zastrzeżenie sformułował Fromm, zadając pytanie: „w jakiej mierze psychologia (nauka o innych i o 
sobie) jest realnie możliwa?” - i na to pytanie odpowiedział następująco:

„Psychologia usiłuje zrozumieć podstawę ludzkich zachowań, ewolucję charakteru i osobowości 

człowieka oraz te okoliczności, które kształtują tę ewolucję. Krótko mówiąc, psychologia usiłuje  
stworzyć racjonalny obraz najgłębszych tajników duszy ludzkiej. Ale wyczerpująca wiedza możliwa  
jest wyłącznie w stosunku do rzeczy; rzeczy, które można penetrować nie niszcząc ich wewnętrznej 
struktury i stwarzać je na nowo bez szkody dla ich naturalnego charakteru. Tymczasem człowiek nie 
jest rzeczą; (...) Im bardziej zagłębiamy się w naszą istotę lub istotę kogoś drugiego, tym bardziej  
całkowite poznanie oddala się od nas. (...) Psychologia może pokazać nam, czym człowiek nie jest, 

background image

nie może natomiast mówić nam, czym on jest, czym jest każdy z nas oddzielnie” (Fromm, 1973).

Osobowość, jeśli tak ją będziemy rozumieć, jak w zaproponowanym tu schemacie myślenia o niej, a 

także w wielu teoriach, o których dalej będzie mowa, jest w swej realności czymś, co człowiek ma, co 
posiada, natomiast tym co jest - jest osobaJakkolwiek byśmy wyznaczyli naturę osoby, poznać jej 
nie możemy, możemy próbować jedynie zrozumieć; osobowość w jej realności możemy poznawać, 
ale poznanie to zawsze będzie jedynie przybliżeniem
. Tak więc, jakiekolwiek podejście do problemu 
istoty  człowieka  przyjmiemy,  nie  wolno  nam  zapominać   o ograniczoności  wiedzy psychologicznej, 
wiedzy tej nie wolno absolutyzować. Przy podejściu pluralistycznym  niemożliwość absolutyzowania 
wiedzy psychologicznej jest sama przez się zrozumiała: o istocie i niepowtarzalności podmiotu decyduje 
sfera noetyczna. Ale także przy podejściu monistycznym zastrzeżenie to jest uzasadnione: tzw. podejście 
obiektywne   jest   nastawione   na   to,   co   wspólne   i   powtarzające   się,   pozostaje   więc   poza   obszarem 
dociekań to, co podmiotowe, niepowtarzalne, a co modyfikuje sposób funkcjonowania jednostki. Jeśli 
nawet to „podmiotowe i niepowtarzalne” traktować będziemy jako biopsychiczne, to i tak nikt nie może 
zakwestionować jego istnienia; może ono nie mieć decydującego znaczenia przy realizacji określonej 
funkcji, ale zawsze ma znaczenie dla funkcjonowania podmiotu jako całości. Tak więc i przy takim 
ujęciu wiedza psychologiczna, jako wiedza o tym co wspólne i powtarzające się, nie wyczerpuje wiedzy 
o człowieku.

2. PODEJŚCIE ANALITYCZNE CZY HOLISTYCZNE
Problematyka   osobowości   prezentowana   jest   zazwyczaj   jako   zwieńczenie   wszystkich   innych   grup 
problemowych, wyróżnianych w psychologii zarówno dla celów dydaktycznych, jak i ze względu na 
szeroko rozumiane cele poznawcze: dociekania naukowe i praktykę psychologiczną. W dyskusjach nad 
miejscem tej problematyki w całości problematyki psychologicznej wyróżnić można dwa zasadnicze 
sposoby ujmowania tej kwestii.  Pierwszy z nich proponuje jako sensowne rozpoczynanie calego 
procesu   poznania   w   psychologii   właśnie   od   problematyki   osobowości,   niejako   „z   góry”: 
dysponując   pewną   wizją   całości,   całościowego   funkcjonowania   człowieka   w   aspekcie 
psychologicznym, można przechodzić do poznania poszczególnych funkcji i ich poziomów
. Takie 
podejście posiada jedną niezmiernie ważną zaletę, tę mianowicie, że przedmiot poznania - człowiek - 
nie   stanowi   wtedy   jedynie   zbioru   funkcji,   lecz   każda   z   nich   opisywana   jest   i   wyjaśniana   z 
perspektywy jej miejsca i roli w całości systemu. Podejście takie uwzględnia porządek logiczny i 
odpowiada naturze rzeczy:

„...że z ogółu wynika szczegół, a nie odwrotnie, to leży w naturze rzeczy; natomiast w naturze umysłu 
ludzkiego   leży,  że -  przeciwnie   - tylko  przez   znajomość  szczegółów  można  dojść  do znajomości  
ogółu”
 (Tatarkiewicz, 1970).
Podejście takie byłoby być może bardziej użyteczne dla praktyki psychologicznej, w której nawet 

wtedy, gdy przedmiotem szczególnych zainteresowań psychologa jest określona funkcja psychiczna (np. 
jej defekt), nie może ginąć z oczu człowiek - podmiot tej funkcji - jako całość. Podejście to jest jednak 
mało   użyteczne   dla   procesu   poznania   naukowego,   w   którym   zasada   przechodzenia   od   elementów 
składowych do całości, czy od całości cząstkowych do systemu tych całości w porządku poznawania 
gwarantuje większą dokładność opisu tak składowych, jak i relacji między nimi, oraz zapewnia większą 
precyzję w formułowaniu pytań i problemów badawczych. Także sposób przekazywania nagromadzonej 
wiedzy   odbywa   się   poprzez   kolejną   charakterystykę   elementów   składowych.   Problem,   który   tutaj 
zaledwie może być zasygnalizowany, to stary problem filozoficzny dotyczący opozycji: całość - część, 
podejmowany tak na gruncie ontologii, jak i epistemologii od czasów Platona i Arystotelesa.

Problem ten podjęty został współcześnie na gruncie koncepcji związanych z pojęciem „systemu”. 

We wstępie do interesującej książki E. Laszlo: Systemowy obraz świata - Siciński pisze:

„...wydaje się, iż podstawowe źródła omawianej opozycji tkwią zarówno w sposobie poznawania 
otaczającego nas świata, jak i w sposobie opisywania postrzeganej rzeczywistości (...) zauważyć 
warto,  iż  sposób   poznawania  świata  zależy od  skali  zjawisk,  z  którymi  mamy  do czynienia   (...)  
istnieje pewna skala nazwijmy ją makroskalą - w której poznajemy całości. Rzeczywistość w tej skali 
odbieramy za pomocą naszych zmysłów (...) Dopiero na drodze pewnej refleksji, w całościach tych 
potrafimy wyodrębnić składowe części, ich wzajemne powiązania. Dziecko wcześniej umie rozpoznać  

background image

psa, niż wyliczyć, że składa się on z pyska, nóg, ogona, itd. Znajomość całości jest tu wcześniejsza niż  
znajomość   części   tworzących   ową   całość.   Inaczej   ma   się   sprawa   w   przypadku   zjawisk   o   skali  
mniejszej i większej niż ta, którą umownie nazwaliśmy makroskalą. Zarówno bowiem rzeczywistość 
mikroskali  (w fizyce  ...), jak  i megaskali  (np. zjawiska  Kosmosu)  poznajemy  poprzez  pewne ich 
części, następnie zaś na drodze refleksji teoretycznej staramy się uchwycić całości, które owe części  
tworzą  (...)  zależność  naszego   sposobu  poznawania  rzeczywistości   od  skali  (rozmiarów  i  czasu)  
zjawisk jest jedną z nieuniknionych przyczyn dwoistości naszego poznania: raz - określonych całości,  
w innych przypadkach - elementów całości. (...) Podejście systemowe stanowi współczesną próbę 
rozwiązywania dylematu części i całości”
 (Siciński [w:] Lczszlo, 1978, s. 7 - 10).
Nie wdając się tutaj w ocenę użyteczności podejścia systemowego w psychologii, nie spełniło ono 

bowiem w pełni pokładanych w nim nadziei, stwierdzić można, że i ten drugi sposób widzenia miejsca 
problematyki   osobowości:   dochodzenie   do   niej   niejako   „od   dołu”   -   stwarza   jednak   także   pewne 
niebezpieczeństwa, o realności których świadczy sytuacja, jaka istnieje we współczesnej psychologii: 
ogromne   rozproszenie   badań   szczegółowych   nad   wyróżnianymi   funkcjami   czy   zjawiskami 
szczegółowymi, trudności w uzyskaniu całościowego obrazu w dokonywaniu syntezy i bardzo trudna do 
przezwyciężenia tendencja do ujmowania podmiotu w aspekcie wyróżnianej funkcji - tej, która stanowi 
przedmiot   naszych   aktualnych   zainteresowań   czy   to   naukowych,   czy   praktycznych.   Jest   to   więc 
niebezpieczeństwo myślenia o człowieku wg zasady  pars pro toto:  myślenie o całości przez pryzmat 
jednej funkcji  i w sposób,  który w pewnym  sensie absolutyzuje  jej znaczenie.  Tak np. rozważając 
przebieg rozwiązywania przez człowieka sytuacji problemowej, nie myślimy zazwyczaj o tym, że w tym 
samym czasie u tego samego człowieka dzieje się coś znacznie więcej, jeszcze coś więcej, że w ogóle on 
jakoś jest, chociaż dla nas istnieją w tym momencie jedynie jego procesy myślowe.

Bruner (1978) - omawiając problematykę percepcji - podkreśla, że w badaniach nad nią osobowość 

winna   być   traktowana   jako   zmienna   i   odwrotnie:   percepcja   winna   być   zmienną   uwzględnianą   w 
badaniach nad osobowością. Postulowaną przez Brunera zasadę należałoby rozszerzyć na badanie całej 
podstawowej   problematyki   psychologicznej.   W   praktyce   jest   to   jednak   zadanie   bardzo   trudne   do 
zrealizowania, nawet gdybyśmy przyjęli, iż dobrze wiemy i jesteśmy zgodni co do tego, czym  jest 
osobowość.  Przy   podejściu   określonym   jako   podejście   „od   dołu”,   podstawę   naszej   wiedzy   o 
funkcjach stanowi werbalne i niewerbalne zachowanie będące wyrazem określonej funkcji. Przy 
podejściu   „od   góry”   (holistycznym)   punktem   wyjścia   są   także   zachowania   podmiotu,   ale 
wnioskowanie   dotyczy   już   nie   jednej   wyodrębnionej   funkcji,   lecz   całego,   zintegrowanego   ich 
systemu, owego metawzoru, o którym wyżej była mowa.

Sam podmiot swoje własne zachowania w konkretnej sytuacji ujmuje zawsze z perspektywy „od 

góry”: to „ja” tak się zachowuję i to mnie odróżnia od innych ludzi. Ten właściwy podmiotowi sposób 
ujmowania własnych zachowań można także określić jako tzw. wewnętrzną perspektywę poznawczą. Jej 
przeciwieństwem   jest   perspektywa   zewnętrzna,   charakterystyczna   dla   obserwatora   zachowań,   np. 
badacza w laboratorium. Wydaje się - w odniesieniu do problematyki osobowości - że dopiero przy 
uwzględnieniu spojrzenia z obu kierunków: „od dołu” i „od góry” możemy uzyskać pełniejsze poznanie. 
Jest   to   bardzo   trudne,   wymaga   bowiem   dokonywania   ciągłych   odniesień   „góra   -   dół”,   ale   chyba 
nieuniknione.

3. TEORIE CZY KONCEPCJE OSOBOWOŚCI
W tytule niniejszego skryptu mowa jest o koncepcjach, a nie o teoriach osobowości. W poprzednich 
punktach, w związku z terminem „konstrukt teoretyczny” pojawiło się jednak pojęcie „teoria” - teoria 
osobowości. Ani użycie w tytule skryptu pojęcia „koncepcja”, ani użycie w tekście pojęcia „teoria” nie 
mogą być dowolne. Trzeba więc zapytać, co to jest teoria i czy w związku z tym, co możemy o niej 
powiedzieć, uprawnieni jesteśmy do mówienia o teoriach osobowości. Czy w każdym przypadku mamy 
do tego prawo. A jeśli okaże się, że nie, to czy dobrym terminem jest termin „koncepcja” i co on 
oznacza.

Pierwotnie, u Greków, teoria oznaczała ogląd intelektualny, bezinteresowne i kontemplacyjne 

rozważanie   prawdy,  wszelkiej  prawdy,  w   każdej   dziedzinie   życia.   Teoria:   od  greckiego   słowa 

background image

theorein:  przyglądać   się,   kontemplować,   rozważać;  theoria:  oglądanie,   kontemplowanie, 
rozważanie
  (Kopaliński,  Słownik   wyrazów   obcych...,  PWN,   1983),   to   myślenie   skierowane   w 
ostateczności ku sprawom wielkim i oderwanym; słowo „teoria” oznaczało także owoc tego myślenia
W tym znaczeniu - owoc myślenia wyraz teoria żyje po dzień dzisiejszy.

Teoria   stanowiła   dla   Greków   dobro   najcenniejsze.   Według   pewnych   koncepcji   filozoficznych, 

szczęśliwy   byt   bogów   nieśmiertelnych   polega   na   tym,   i   na   tym   tylko,   że   mogą   się   oni   oddawać 
wyłącznie teorii, czyli kontemplować, patrzeć na blask Prawdy ostatecznej.

Rozumienie terminu „teoria” przeszło w starożytności ewolucję, i tak, początkowo termin ten 

oznaczał akt wszelkiego obserwowania jakichś zjawisk, następnie oficjalne poselstwo państwowe 
udające się na święte igrzyska, aby się im przyjrzeć i oddać cześć bogom, i wreszcie wspomniany 
wyżej kontemplacyjny ogląd intelektualny...

Według starożytnych, im bardziej życie nasze jest uwolnione od więzów ciasnego praktycyzmu, im 

bardziej skłania się ku myśleniu teoretycznemu, tym bardziej staje się boskie.

Współcześnie, termin „teoria” zatracił niemal wszystko ze swego pierwotnego znaczenia; pozostało 

właściwie jedynie rozumienie tego terminu jako owocu dociekań intelektualnych. Potrzeba jednak w 
tym miejscu poczynić istotne zastrzeżenie: poza filozofią (a i to nie zawsze) chodzi z reguły o takie 
dociekania, które oparte są na danych empirycznie weryfikowalnych, tzn. takich danych, które nie mają 
charakteru   subiektywnego,   jednostkowego,   lecz   które   przez   swą   powtarzalność   i   intersubiektywną 
dostępność stanowią podstawę do formułowania ogólnych prawidłowości, uważanych współcześnie za 
istotę teorii. Jest więc teoria owocem, a zarazem narzędziem poznania, stanowi wyraz zbliżenia się do 
prawdy, do której właśnie można się jedynie przybliżyć, a której nigdy poznać nie można.

Przypatrzmy się trzem definicjom teorii. Pierwsza z nich bardzo ogólnie wskazuje na momenty, które 

stanowią teorię, jest to dość typowa definicja słownikowa. Druga ukazuje - również ogólnie - funkcje 
teorii. Trzecia wydaje  się najbardziej precyzyjna,  powstała na użytek  metateoretycznych  refleksji w 
psychologii i ona to właśnie stanowić będzie dla nas podstawę do dalszych analiz.

Według Słownika Kopalińskiego teoria to:

„zbiór praw, definicji i hipotez rzeczowo i logicznie powiązanych w całość; wiedza tłumacząca jakąś 
dziedzinę zjawisk”
 (Kopaliński, 1983).

Definicja ta zawiera wyżej wspomniane momenty: „zbiór praw” zakłada, iż chodzi o fakty, które 

charakteryzują  się powtarzalnością; podkreślana jest także funkcja  teorii (jedna  z funkcji)  - funkcja 
eksplanacyjna. W definicji jest mowa także o „definicjach”, co zakłada posługiwanie się określonym 
językiem.

E. Laszlo pisze, iż
„...zadaniem   każdej   teorii   jest   uogólnianie   pewnych   cech   wspólnych,   stanowiących   fundament 
jednostkowego zróżnicowania. Owe wyabstrahowane cechy są nieprzemijającymi właściwościami  
badanego zjawiska - jego niezmiennymi aspektami, inwariantami”
 (Laszlo, 1978).

W związku z podaną przez siebie definicją Laszlo stawia bardzo ważne także i dla nas pytanie: 

„które   z   wyabstrahowanych,   nieprzemijających   aspektów   zjawiska   uznać   należy   za   jego   istotne   i 
podstawowe inwarianty”
 (op. cit., s. 41).

Istotność tego pytania, zwłaszcza dla psychologii i jej teorii, podkreśla dobitnie Hall, który pisze, iż

„...osoby parające się tzw. naukami ścisłymi, np. chemią i fizyką, traktującymi o świecie fizycznym, 
są   w   stanie   ogarnąć   i   zintegrować   proporcjonalnie   większą   liczbę   znaczących   zdarzeń   aniżeli  
badacze zajmujący się systemami żyjącymi. Fizyka styka się z mniejszą liczbą wartości zmiennych,  
przeto abstrakcje, które kryje (tzn. teorie), bliższe są prawdziwym wydarzeniom (...) prawa rządzące  
światem   fizycznym,   choć   stosunkowo   proste   w   porównaniu   z   tymi,   które   zawiadują   ludzkim 
zachowaniem, mogą wydać się laikowi skomplikowane, fizyk mający z nimi ciągle do czynienia nie 
dostrzega ich złożoności”
 (Hall, 1984, s. 128).
Truizmem będzie stwierdzenie, że ilość zdarzeń znaczących, z jakimi ma do czynienia psycholog, 

jest   przeogromna,   a   pytanie,   które   zdarzenia   uznać   za   znaczące,   nie   zawsze   uzyskuje   identyczną 
odpowiedź.

background image

Ścisłe   teorie   naukowe   można   przedstawić   w   postaci   systemu   dedukcyjnego:   w   teoriach   takich 

wyróżnia   się   pewne   twierdzenia   jako   naczelne,   wszystkie   inne   twierdzenia   dadzą   się   z   nich 
wyprowadzić drogą dedukcji. Także terminy stosowane w ramach takiej teorii mają dwojaki charakter: 
pewne   terminy   wyróżnia   się   jako   pierwotne,   pozostałe   określa   się   za   ich   pomocą   lub   za   pomocą 
terminów wcześniej zdefiniowanych.  Wśród teorii psychologicznych  jedynie  teorię C. Hulla można 
uznać za spełniającą warunki systemu dedukcyjnego, na ogół uważa się, że w naukach humanistycznych 
brak jest teorii, które dałyby się w ten sposób przedstawić (Pawłowski, 1978). Należałoby więc zapytać, 
jaki   charakter   mają   teorie   w   naukach,   a   zwłaszcza   w   psychologii.   E.   Paszkiewicz,   we   wstępie   do 
interesującej   pracy   o   strukturze   teorii   psychologicznych   pisze,   że:   „teorie   psychologiczne   mają 
właściwości syndromu: tworzą spójne całości, obudowane wokół określonych, dla każdej teorii zapewne 
innych,   podstawowych   wymiarów   czy   kategorii   (Paszkiewicz,   1983,   s.   9).   Trafność   przekonania   o 
„syndromatycznym” charakterze teorii osobowości - a nimi właśnie autorka się zajmuje, potwierdza się 
przy analizie określonych teorii, także tych nie uwzględnianych przez autorkę pracy.

Specyfikę   psychologicznych   teorii   ukazuje   praca   Madsena,   który   dokonał   analizy   struktury 

wybranych   teorii   motywacji,   stosując   przyjęte   przez   siebie   kryteria   formalne   i   treściowe   (Madsen, 
1980). Opierając się na podanej przez niego definicji teorii, spróbujemy poszukać odpowiedzi na py-
tanie, czy znaczące w psychologii teorie osobowości są w istocie teoriami i czy nie słuszniej byłoby w 
odniesieniu przynajmniej do niektórych (a tych jest jak się zdaje dość sporo) mówić o koncepcjach, czyli 
o pewnych sposobach ujmowania osobowości, bez konieczności przestrzegania rygorów stawianych 
teorii. Według Kopalińskiego: Koncepcja (łac. conceptio) to pomysł, projekt, plan utworu; od konceptu: 
ujęcie, pojęcie, zbiór. Według Arcta: Koncepcja - pomysł, projekt nowej teorii; Koncept: pomysł, pier-
wszy szkic.

3.1. Struktura i funkcje teorii

Według Madsena teoria, „czyli tekst naukowy, jest to tekst usystematyzowany i informacyjny, 

który zawiera twierdzenia opisowe, wyjaśniające i metateoretyczne” (Madsen, op. cit., s. 38). Teoria 
stanowi więc dla Madsena odpowiednik „naukowego tekstu” lub „opracowania”, przy czym z uwagi na 
to, iż tekst jest zawsze opracowaniem pisemnym, tego właśnie terminu - „tekst” - używa.

Tekst, aby mógł być uznany za tekst naukowy, musi być:
1) usystematyzowany,

2) zawierać informacje.
Usystematyzowanie, które jest formalną właściwością tekstu, może występować w różnym stopniu.
Z podanej definicji wynika, że  teoria składa się z trzech warstw: warstwy opisowej, warstwy 

wyjaśniającej, inaczej zwanej hipotetyczną, i z metawarstwy. Na każdą z warstw składa się zbiór 
określonych twierdzeń. Jak pisze Madsen:

„Nie wszystkie teorie zawierają wszystkie warstwy, ale zwykle występują one w teoriach w pełni  

rozwiniętych. W teoriach, które nie mają wszystkich trzech poziomów, niektóre twierdzenia często  
bywają wyrażone nie wprost. W innych teoriach warstwy te są połączone lub pomieszane w tekście 
(np. wyjaśnienia i opisy mogą być podawane łącznie, a twierdzenia wyjaśniające i metateoretyczne  
pomieszane ze sobą). Wiele teorii jest systematycznie zorganizowanych w trzy warstwy, ale warstwy 
te mogą w opracowaniu występować w różnej kolejności”
 (op. cit., s. 38 - 49).
W przypisie do zacytowanego fragmentu autor podaje bardzo, jak się zdaje, istotną uwagę:

„Być może zorganizowanie w trzy warstwy powinno być uwzględnione jako minimalne wymaganie 

dotyczące tekstu, aby mógł być on zakwalifikowany jako naukowy” (podkreślenie A.G.).

Tytułem uzupełnienia do podanej przez Madsena definicji należy jeszcze dodać, że teoria naukowa 

powinna posiadać wyraźnie określony przedmiot, klasę faktów, do których się odnosi (dla Madsena 
kwestia ta jest zupełnie oczywista),  a twórca teorii powinien określić język teorii, czyli ustalić i 
sformułować podstawowe terminy i definicje
  (kwestia terminów, zwłaszcza zawartych w warstwie 
wyjaśniającej, też stanowi przedmiot szczególnej uwagi Madsena). Podkreśla się także w pracach z 
zakresu metodologii, iż teoria empiryczna winna spełniać trzy funkcje: deskryptywną (opisującą), 
eksplanacyjną (wyjaśniającą) i predyktywną (prognostyczną). Dwie pierwsze funkcje odpowiadają 

background image

wyróżnionym przez Madsena dwóm warstwom teorii: opisowej i wyjaśniającej, funkcja trzecia 
wynika z dwóch poprzednich 
(Kozielecki, 1976).

Warstwa  opisowa  teorii  zawiera  opisy  obserwowalnych  zjawisk.  Opisy  te  mogą  być   mniej lub 

bardziej ogólne. Najbardziej szczegółowe opisy noszą nazwę „danych”, są to opisy w językowej (lub 
symbolicznej)   formie.   Madsen   podkreśla,   iż  dane   nie   są   tym   samym   co   „fakty”,   te   ostatnie   są 
bowiem   samym   zjawiskiem   obserwowanym,   danym   intersubiektywnie.   „Dane”,   będące 
językowym   opisem   faktów,   mogą   osiągnąć   wysoki   poziom   intersubiektywnej   zgodności, 
przybierając postać zdań protokolarnych
 (np. A wyciągnął rękę w kierunku B). Opisy występujące w 
tej warstwie mogą być także w wysokim stopniu abstrakcyjne. Zdarza się, że w warstwie tej występują 
także   opisy   zależności   między   obserwowanymi   faktami,   co   zaciera   granice   między   tą   warstwą   a 
następną.

Warstwa wyjaśniajaca (hipotetyczna) zawiera twierdzenia o związkach zachodzących między 

faktami, związkami o charakterze przyczynowym lub - jak woli Madsen - funkcjonalnym (termin 
„przyczynowy” kojarzy się z podejściem deterministycznym). Ponieważ nie zawsze - a w psychologii 
jest   to   niemal   regułą   -   można   zaobserwować   wszystkie   elementy   („ogniwa”)   takich   związków 
funkcjonalnych, zakłada się istnienie tzw. zmiennych pośredniczących.  Przedmiotem obserwacji jest 
zazwyczaj pierwszy i ostatni element związku:  tzw.  zmienna  niezależna (przyczyna) i zmienna 
zależna (skutek). W teorii terminy, za pomocą których określamy zmienne pośredniczące, noszą 
nazwę terminów wyjaśniających lub inaczej - konstruktów hipotetycznych.

Terminy   te   można   zdefiniować   albo   przez   powiązanie   ich   z   warstwą   opisową   za   pomocą   tzw. 

definicji operacyjnych  - takie konstrukty hipotetyczne  są hipotetyczne  w niewielkim stopniu dzięki 
swym powiązaniom z opisami działań np. eksperymentatora lub opisami innych operacji, bywają jednak 
i takie konstrukty, które aby mogły być zdefiniowane, wymagają całych łańcuchów definicji, czasem 
bardzo złożonych. W przypadku więc, gdy dany konstrukt jest wysoce hipotetyczny, definiuje się go 
przez kolejne  konstrukty w coraz to mniejszym  stopniu hipotetyczne,  aż dochodzi się do danych  z 
warstwy   opisowej.   Aby   konstrukt   hipotetyczny   był   użyteczny   przy   wyjaśnianiu,   musi   być   dobrze 
zdefiniowany, niestety wiele używanych  przez  psychologię  konstruktów nie spełnia  tych  wymagań, 
wprowadzając zamęt teoretyczny Pisał o tym kiedyś A. Lewicki, ubolewając, iż:

„...psychologia   współczesna  ma  niezwykle  złożoną  terminologię,  w  której  tymi  samymi  nazwami  
określa się nieraz  rzeczy  różne, a odmiennymi - fakty tego samego typu. Taki stan rzeczy jest na 
pewno niekorzystny dla rozwoju (...) nauki (...), jest powodem niejednolitości samej nauki, która staje 
się zbiorem danych nieporównywalnych i drobnych teorii nie dających się sprowadzić do wspólnego  
mianownika, zweryfikować i włączyć do jakiejś teorii obszerniejszej” 
(Lewicki, 1966).

Na to samo zwracają uwagę Cofer i Appley w swej pracy o motywacji, podkreślając każdorazową 

konieczność przy podejmowaniu określonego problemu - wyjaśniania co się ma na myśli używając tego 
czy   innego   terminu   (Cofer,   Appley,   1972).   Kozielecki   podkreśla   przeładowanie   współczesnej 
psychologii konstruktami i pisze o skłonności psychologów niektórych orientacji do ich mnożenia. Jako 
przykład konstruktu nie posiadającego jasnej definicji i nie pełniącego wyraźnej roli w ramach teorii 
podaje pojęcie „ja” (I, self wprowadzone m.in. przez Fromma (Kozielecki, 1976).

Gdy   hipotetyczne   znaczenie   terminu,   określonego   konstruktu   hipotetycznego   nie   może   być   za 

pomocą definicji operacyjnej odniesione bezpośrednio do warstwy opisowej, do faktów, mówi się o tzw. 
znaczeniu dodatkowym terminu. Oznacza to, że znaczenie (sens) użytego konstruktu hipotetycznego 
czerpie   się  z   innych   dziedzin.   Według   Madsena,   stosowane   w   psychologii   konstrukty   hipotetyczne 
czerpią swe znaczenia dodatkowe albo z fizjologii (fizjologiczne znaczenie dodatkowe), albo z zupełnie 
innych nauk, niż nauki o człowieku, takich jak np. cybernetyka (neutralne znaczenie dodatkowe), czy 
wreszcie z introspekcji dokonywanej przez samego psychologa lub też z fenomenologicznej analizy 
świadomości   (mentalistyczne   znaczenie   dodatkowe).   Użycie   terminów   wyjaśniających   (konstruktów 
hipotetycznych)   z   określonym   znaczeniem   dodatkowym:   fizjologicznym,   mentalistycznym   czy 
neutralnym wiąże się ściśle z twierdzeniami zawartymi w metawarstwie teorii. Tak np. zastosowanie 
terminów   wyjaśniających   z   dodatkowym   znaczeniem   fizjologicznym   wskazuje   na   monistyczną 
(materialistyczną) postawę twórcy teorii, który poprzez stosowanie takich właśnie terminów dokonuje 

background image

zabiegów   redukcyjnych,   mających   na   celu   sprowadzenie   faktów   psychologicznych   do   faktów 
fizjologicznych (redukcjonizm). Nieprzypadkowo wspomniana została w poprzednim zdaniu postawa 
twórcy teorii: Madsen wyraża przekonanie, że wybór określonych twierdzeń stanowiących o warstwie 
metateoretycznej   zależy   „przede   wszystkim   od   osobowości   psychologa”   (op.   cit.,   s.   56   przypis   9). 
Oznacza to, iż czynnikiem decydującym przy wyborze takich, a nie innych twierdzeń do metawarstwy 
jest system przekonań badacza dotyczących natury poznawanego zjawiska i natury bytu w ogóle.

Metawarstwa   zawiera   więc   zbiór   twierdzeń   dwojakiego   rodzaju,   pierwsze   z   nich   to   twierdzenia 

filozoficzne szczególnie ważne w teoriach psychologicznych, drugie, to twierdzenia metodologiczne.

3.2. Przyczyny różnorodności teorii osobowości

Zwracając uwagę na różnorodność teorii osobowości, pamiętać  musimy o statusie teorii - jako 

pewnego narzędzia intelektualnego - w nauce. Teorie tworzone są po to, aby na danym etapie rozwoju 
nauki można było dokonać, najogólniej rzecz ujmując,  uporządkowania nagromadzonych przez tę 
naukę  faktów.
  Tak więc,  ze swej  istoty, teorie zasadniczo nie  są i nie  mogą być czymś  stałym  i 
niezmiennym;   rozwój   metodologii   specyficznej   dla   danej   nauki,   zmiany   perspektyw   poznawczych, 
rewizje w sferze założeń podstawowych wyznaczają postęp w nauce, otwierają nowe obszary faktów i 
zjawisk. Wszystkie te zmiany, a w pierwszym rzędzie nowe fakty muszą odnajdować swoje miejsce w 
teorii:  jeśli teoria nie jest zdolna zasymilować owych „nowości”, musi ustąpić miejsca innej, w 
pełni odpowiadającej nowemu etapowi w rozwoju nauki.  
Tak więc określone teorie są użyteczne 
tylko  do pewnego momentu:  porzuca się je, gdy przestają ujmować  cały zbiór dostępnych  faktów. 
Gdyby tak nie było, stawałyby się dogmatami, hamującymi rozwój nauki. Bardzo często cytowane jest 
w literaturze stwierdzenie - jakże trafne - że większość teorii rozpoczyna swój żywot jako herezja, a 
kończy jako przesąd.

Wyłożony   tu   punkt   widzenia   na   rolę   teorii   jest   charakterystyczny   dla   nauk   przyrodniczych, 

aczkolwiek   współcześnie   uwzględnia   się   jeszcze   inną   możliwość:   nie   tylko   eliminowanie 
wcześniejszych   teorii   na   rzecz   nowych,   lecz   także   możliwość   utrzymywania   tych   pierwszych   po 
określeniu ich ograniczoności. Zabieg taki jest rzecz jasna możliwy w odniesieniu do pewnych tylko 
teorii. Heisenberg, pisząc o teoriach we współczesnym przyrodoznawstwie, sporo uwagi poświęca tak 
zwanym  teoriom zamkniętym, to znaczy takim, o których na nowym etapie rozwoju nauki nie 
można   powiedzieć,   że   są   fałszywe,   lecz   których   zakres   stosowalności   uważa   się   właśnie   za 
ograniczony. 
Dobry przykład stanowi tu teoria mechaniki Newtona, o której nie można powiedzieć, 
że jest fałszywa, lecz że

„...jest ona w ścisłym rozumieniu - słusznym opisem przyrody wszędzie tam, gdzie pojęcia jej mogą 
być stosowane”
 (Heisenberg, 1979, s. 102).

Tym, co ogranicza teorie, są nowe zjawiska, których nie sposób uporządkować i objaśnić za 

pomocą dawnych pojęć - w ramach dotychczas istniejącej teorii. Jednakże, jak pisze Heisenberg,

„...po przekroczeniu granic „teorii zamkniętej”, kiedy nowe obszary doświadczeń porządkują się 
już za pomocą nowych pojęć, układ pojęciowy teorii zamkniętej stanowi nadal nieodzowną część 
języka, jakim mówimy o naturze. Teoria zamknięta należy do warunków wstępnych dalszych badań; 
rezultat   eksperymentu   potrafimy   wyrazić   tylko   pojęciami   wcześniejszych   teorii   zamkniętych” 
(Heisenberg, 1979, s. 104).

Nie   każda   teoria   może   stać   się   teorią   zamkniętą,   „pojęcia   teorii   muszą   być   (...)   bezpośrednio 

wkorzenione w doświadczenie, muszą coś oznaczać w świecie zjawisk” (op. cit., s. 103). Prawdziwość 
teorii zamkniętej widzi Heisenberg w trzech momentach:

„a)  teoria   zamknięta   obowiązuje   po   wsze   czasy;   gdzie   tylko   będzie   można   opisywać 

doświadczenia pojęciami tej teorii, choćby w najdalszej przyszłości, tam zawsze prawa tej teorii  
okażą się słuszne;

b)  teoria  zamknięta nie zawiera żadnych całkiem pewnych orzeczeń o świecie doświadczeń. 

Niepewne bowiem jest, w sensie ścisłym, i załeży po prostu od rezultatu, w jak szerokim zasięgu 
można ujmować zjawiska pojęciami tej teorii;

background image

c) mimo tej niepewności, teoria zamknięta pozostaje częścią naszego przyrodoznawczego języka  

i stanowi przeto integralny składnik naszego każdorazowego rozumienia świata (op. cit., s. 105).
Poglądy Heisenberga dotyczą teorii w przyrodoznawstwie, a w szczególności w fizyce. Wydaje się 

jednak, iż pewne zasady posługiwania się teorią, reguły podtrzymywania pewnych teorii w nauce, a 
rezygnowania z niektórych mogą obowiązywać także na gruncie innych nauk. W psychologii można 
wyobrazić sobie - ujmuj ąc problem historycznie - iż pewne teorie, a raczej pewne zbiory twierdzeń z 
danej teorii włączane są jako prawdziwe w myślenie psychologiczne na następnym etapie rozwoju. Ta-
kie postępowanie zapewniłoby kumulację wiedzy i konstytuowałoby psychologię jako naukę na coraz 
wyższym   poziomie.   W   rzeczywistości   jednak   tak   nie   jest,   chyba   jedynie   w   bardzo   ograniczonym 
stopniu. Powstałe w różnych okresach teorie (niemal wszystkie) współistnieją współcześnie obok siebie, 
wyznaczając   różne   orientacje   psychologiczne.   Oczywiście,   podejmuje   się   próby   łączenia   ze   sobą 
pewnych orientacji, ale zabiegi takie zazwyczaj prowadzą do powstania dziwnych hybryd, o niewielkim 
stopniu   użyteczności   (np.   próby   Dollarda   i   Millera   połączenia   psychoanalizy   z   teorią   uczenia   się). 
Oczywiście, każda ze współistniejących teorii ma za sobą jakąś tradycję, zazwyczaj wiąże się z pewnym 
nurtem myślenia w ramach samej psychologii lub poza nią (np. tradycje filozoficzne, tradycje przyro-
doznawcze).

W   czym  tkwi   zasadnicza  przyczyna  niemożności   zbliżenia   sytuacji   istniejącej   w  psychologii  do 

sytuacji w naukach przyrodniczych? Pierwsze pytanie, które stawiamy wobec jakiejś teorii, to pytanie 
„czego  ona dotyczy?”.  Przedmiot  teorii musi być jasno  określony,  zdefiniowany. Kolejnym  byłoby 
pytanie o stopień ogólności teorii: im teoria ogólniejsza, tym większy zbiór faktów może obejmować, 
ale zarazem mniej szczegółowe twierdzenia zawiera, a więc w konsekwencji tym mniej jest użyteczna: 
tym słabiej spełnia wszystkie trzy funkcje - opisu, wyjaśnienia i przewidywania. Odwrotnie, im mniej 
ogólna teoria, tym twierdzenia bardziej szczegółowe, ale zarazem zbiór faktów, które obejmuje, jest 
mniejszy.   W   związku   z   tym   ostatnim   momentem   obserwujemy   na   terenie   psychologii   osobowości 
szczególną procedurę: absolutyzowania znaczenia pewnych faktów, kosztem innych po to, aby teoria 
dotycząca pewnego zbioru faktów, mogła pretendować do miana teorii o dużym  stopniu ogólności: 
przyjmuje się  expressis verbis  lub milcząco, że dany typ faktów jest najistotniejszy, a wszystkie inne 
mają znaczenie drugorzędne lub też można je wyjaśnić za pomocą twierdzeń dotyczących owych faktów 
uznanych   za   najważniejsze.   Dobrym   przykładem   tego   typu   postępowania   jest   interpretacja   zjawisk 
kulturowych, twórczości oraz przeżyć religijnych we freudowskiej psychoanalizie.

Dla zrozumienia sytuacji teorii w psychologii ważne jest nie tylko to, jakie fakty brane są pod uwagę 

(co jest uważane za istotne), ale i to, jakimi metodami uzyskało się o nich wiedzę. Może to więc być 
metoda   kliniczna,   metoda   eksperymentu   laboratoryjnego,   metoda   eksperymentu   naturalnego   nad 
zdrowym   dorosłym   człowiekiem,   metoda   psychometryczna,   antropologiczna   (zapożyczona   z 
antropologii kulturowej), itd... Na tę różnorodność podejścia metodologicznego, jako na jedno ze źródeł 
różnorodności   teorii   osobowości,   wskazywał   kiedyś   Reykowski,   z   innych   źródeł   wymieniając 
różnorodność   pytań   stawianych   w   związku   z   osobowością   i   różnorodność   badanych   składników 
osobowości (Reykowski, 1964).

Wracając do pytania zasadniczego: czego dotyczy teoria osobowości, jak określany jest jej przedmiot 

stwierdzamy,  że poza pewnym  ogólnym  nie zawsze eksplikowanym  przeświadczeniem,  iż teorie te 
dotyczą   całościowego   funkcjonowania   człowieka   (psychicznego,   biopsychicznego,   biosocjopsy-
chicznego, biopsychonoetycznego), definicje podawane przez autorów różnych teorii dotyczą bardzo 
różnych zbiorów i obszarów faktów. Definicji osobowości jest kilkadziesiąt, a teorii osobowości co 
najmniej kilkanaście (tych ważniejszych).

Dochodzimy  więc  do  stwierdzenia,  że  przedmiot zainteresowań  psychologii  osobowości   jest  tak 

złożony,  iż   niemożliwą   jest   rzeczą  ujęcie   w   ramach   jednej   teorii   wszystkich   momentów,   chyba   że 
dokona się owego wyżej wymienionego zabiegu absolutyzacji i redukcji, co oznacza - mówiąc wprost - 
naginanie faktów do przyjętego systemu interpretacji:

„...marksista nie może otworzyć gazety, żeby na każdej stronie nie dostrzegać potwierdzenia swojej  
interpretacji   historii   (...).   Uprawiający   analizę   freudowską   nie   przestają   podkreślać,   że   ich  

background image

obserwacje   kliniczne   potwierdzają   ustawicznie   ich   teorie”  –   tak   pisał   Popper,   wyjaśniając 
konieczność falsyfikowania teorii (cyt. za Życiński, 1983).

3.3. Klasyfikacja teorii
Analizując współcześnie teoretyczny dorobek psychologii osobowości, można wyróżnić grupy teorii ze 
względu   na   wiodącą   orientację   (np.   psychoanalityczną,   behawiorystyczną,   itp.),   specyfikę 
podejścia (np. teorie różnicowe i nieróżnicowe), zgodność czy podobieństwo metateoretycznych 
założeń (np. koncepcje w ramach tzw. psychologii humanistycznej).

Weźmy jako przykład bardzo dobry akademicki podręcznik z zakresu teorii osobowości Theories of 

Personality Ryckmana z roku 1981. Autor dokonuje następującego podziału teorii:

teorie psychoanalityczne i neopsychoanalityczne. Jako czołowych przedstawicieli tej grupy teorii 

wymienia Freuda, Junga, Adlera, Fromma i Eriksona;

teorie oparte na pojęciu cechy. Do tej grupy zalicza przede wszystkim Allporta i Cattella;
- teorie kognitywistyczne, które są właściwie w trakcie rozwoju, ich reprezentantem jest Kelly ze swą 

teorią konstruktów osobistych; 

teorie przyjmujące perspektywę społeczno-behawiorystyczną, reprezentowane są przez poglądy 

Skinnera, koncepcję Rottera oraz teorię społecznego uczenia się Bandury;

-  teorie   tworzone   w   perspektywie   humanistyczno-egzystencjalnej,   reprezentowane   są   przez 

poglądy Maslowa i Maya;

-w grupie  teorii konstytucjonalnych  omawiana jest jako reprezentatywna dla tego typu podejścia 

teoria Sheldona.

Zaproponowany przez Ryckmana podział teorii na grupy  pokrywa się zasadniczo z wcześniej 

dokonywanymi podziałami N. Lindseya.

W   oddawanym   do   rąk   studentów   skrypcie   wybór   prezentowanych   teorii   związany   jest   z 

możliwościami autorów skryptu. Chcieliśmy przedstawić te teorie, które sami głębiej przemyśleliśmy, 
do których mamy własny stosunek. Jeżeli nasze zamiary i plany będą mogły być zrealizowane, przy-
gotujemy następne opracowanie kolejnych teorii.


Document Outline